You are on page 1of 6

Karty kibica, surowsze kary, specjalne oddziały policji, mnożące się zakazy – choć z zasady mają działać przeciwko

chuliganom, skutecznie rozprawiają się też z tym, co ubarwia piłkarskie widowiska – z pasją na trybunach. Przepisy są zaostrzane niemal w całej Europie. O tym, że chuliganów za akty przemocy i wandalizmu karać trzeba, nie ma co dyskutować. Jednak kiedy większość kibiców jest postrzegana jako potencjalni chuligani niezależnie od zachowania, warto się zastanowić nad zasadnością używanych środków. Ważne są też proporcje – czy rzeczywiście kibic odpalający racę wyrządza podobną szkodę do osoby posiadającej znaczną ilość narkotyków lub powodującej nieumyślnie czyjąś śmierć? Tak traktuje go polskie prawo. A co dzieje się w Europie?

wielokulturowa w Premier League. Pisaliśmy też o „paragrafie 27”, na mocy którego policja ma prawo wywieźć kibiców z dala od stadionu nawet jeśli ci nic nie robią, na podstawie podejrzenia, że ich obecność może prowadzić do niepokojów. W rezultacie fani byli już usuwani i zatrzymywani za, np. kulturalne picie piwa w pubie czy szwendanie się po mieście. Z kolei 13-letniego chłopca usiłowano skazać za domniemane użycie podczas meczu słowa „gej” pod adresem piłkarza. Co gorsza – skazano go, jako „podżegacza do nienawiści na tle orientacji seksualnej”. Dopiero apelacja przyniosła uniewinnienie z braku choćby skrawka dowodów – prokuratura dysponowała jedynie przypuszczeniem osoby specjalizującej się w czytaniu z ruchu ust. Anglicy wprowadzili dotąd najwięcej ograniczeń na świecie, a kibice bywali w ostatnich latach usuwani ze stadionów np. za wstawanie z miejsc czy próby inicjowania dopingu. Jak podaje największa na świecie federacja kibiców, FSF, stewardzi i policjanci na niektórych stadionach są zdecydowanie ostrzejsi niż być powinni, a kibice bywają usuwani bez podania powodu. Na zdecydowanej większości obiektów piłkarskich nie ma mowy o wnoszeniu flag na kijach, a transparenty można wieszać tylko tam, gdzie nie zasłaniają reklam. Niektóre regulaminy zakazują również przeszkadzania innym, co zaowocowało już uznaniem dopingu za taką właśnie przeszkodę w Middlesbrough. Jednocześnie Brytyjczycy wypracowali przez lata system interakcji z kibicami. Problematyczne kwestie pomaga rozstrzygnąć niezależna federacja kibiców FSF, która najpierw stara się weryfikować słuszność zarzutów kibiców wobec instytucji, na której decyzję się skarżą. Później, jeśli skarga jest zasadna, FSF udziela porad prawnych, a czasem bezpośrednio angażuje się w rozwiązywanie sporów. W 2008 roku fani otrzymali jeszcze jedną możliwość dochodzenia sprawiedliwości w związku z restrykcyjnym prawem. Powołano wtedy do życia Niezależnego Piłkarskiego Rzecznika Praw (Independent Football Ombudsman). Zajmuje się rozstrzyganiem spornych kwestii we wszystkich sprawach dotyczących futbolu, a jego decyzje są ostateczne. W pierwszym roku istnienia do IFO wpłynęło aż 300 zgłoszeń, z których wiele stanowiły skargi na obsługę stadionów. O ocenę brytyjskiego systemu bezpieczeństwa poprosiliśmy samego Ombudsmana, profesora Dereka Frasera: „Ponieważ temat jest bardzo delikatny, a ja muszę dbać o zachowanie bezstronności, najprościej będzie przytoczyć pewne fakty. W Wielkiej Brytanii stworzono instytucję zakazów stadionowych. Policja, samorządy i kluby współpracują blisko ze sobą w celu dokładnego zaplanowania logistycznego ważniejszych meczów. Są też przepisy i regulacje dotyczące nienawiści na tle rasowym, ze względu na orientację seksualną, itd. Należy też pamiętać, że kibic uważający decyzję władz za niesłuszną, może złożyć skargę do klubu lub federacji, a fani niezadowoleni z werdyktu mogą złożyć skargę do IFO w celu ponownego zbadania i oceny sytuacji.”

Ogromna większość kibiców w Anglii zachowuje się bardzo przyzwoicie. Może nie tworzą najlepszej atmosfery na świecie, za to też rzadko łamią przepisy. Jednak liczba aresztowań przy okazji meczów piłkarskich po latach spadku znów rośnie. W sezonie 2007/08 (nowszych danych jeszcze nie ma) aresztowania zbliżyły się już do 4 tys. Wbrew powszechnemu mniemaniu Anglicy nie zlikwidowali problemu chuligaństwa, o czym świadczą sierpniowe derby Londynu, wielka ustawka w Boltonie i inne niepokojące wydarzenia z udziałem chuliganów. W polskich mediach się o tym nie mówi, przez co można odnieść wrażenie, że przy ponad trzech tysiącach osób z zakazami stadionowymi Anglicy mają sytuację pod kontrolą. Tymczasem o ile stadiony są tam bezsprzecznie bezpiecznym miejscem, do niespokojnych sytuacji dochodzi wokół nich, na osiedlach i w okolicach dworców. Oto komentarz do sytuacji autorstwa Ramona Spaaija z Uniwersytetu w Amsterdamie (dla Radio Netherlands), który w 2007 roku opublikował pracę na temat chuligaństwa w Europie: „Statystyki policyjne pokazują, że liczba aresztowań rośnie. Oczywiście te dane nie dają pełnego obrazu, ale jest oczywiste, że przemoc nie została tam całkiem opanowana. Może się tak wydawać podczas transmisji z Premier League, gdzie nie ma ogrodzeń, ale w niższych ligach i poza stadionami, przemoc ma się dobrze. Te zespoły mają gorszą infrastrukturę i ich mecze są słabiej chronione, ale i na większych stadionach też problem istnieje.” Regulacje w Anglii należą do najbardziej złożonych w Europie, i jak zwykle w takich sytuacjach bywa, nie brakuje absurdów. Opisywaliśmy przypadek Arsenalu, który zakazał wieszania flag Anglii, argumentując ustami stewardów na stadionie, że te są uznawane za rasistowskie i obrażają muzułmanów, podczas gdy widownia Arsenalu jest statystycznie najbardziej

Od rundy wiosennej należy się spodziewać mniejszej ilości rac na austriackich stadionach. Z nowym rokiem wchodzi bowiem w życie nowa ustawa o używaniu materiałów pirotechnicznych, która zakazuje odpalania na stadionach jakichkolwiek materiałów powodujących powstanie ognia lub dymu. Poprzednie, znacznie łagodniejsze przepisy, były naruszane w ubiegłym sezonie 324 razy. Przeciwko całkowitemu zakazowi zdecydowanie opowiadali się kibice, zwłaszcza wiedeńskiego Rapidu. Nie był to jednak ślepy opór, lecz propozycja wprowadzenia innych zmian. Race miałyby na stadionach pozostać, ale w ograniczonej formie – odpalane tylko przez odpowiednie, przygotowane do tego osoby. Protest został jednak zignorowany.

Władze niewielkiej wyspy imają się wszelkich sposobów, by zwalczać chuligaństwo. O tym, że problemu nie rozwiązała nowa ustawa z 2007 roku świadczą statystyki – tylko w listopadzie jedna osoba walczyła o życie w szpitalu po zamieszkach. W meczach z udziałem APOELu, Omonii czy innych znaczących klubów do zamieszek dochodzi stosunkowo często. Dlatego w listopadzie 2009 władze Cypru ogłosiły, że na każdym bilecie będą drukowane dane personalne z dowodu tożsamości. Zupełnie nowym sposobem na walkę z chuligaństwem ma być też specjalny zakaz stadionowy obejmujący kibiców przyjezdnych. Jeśli podczas meczu dojdzie do zamieszek, automatycznie wszyscy kibice przyjezdni nie wejdą na spotkania między tymi samymi drużynami przez 18 miesięcy. Warto jednak wspomnieć, że na Cyprze do incydentów dochodzi głównie... poza stadionami.

Przepisy w Chorwacji były zaostrzane w 2003, a potem w 2006 roku, ale przy braku rezultatów nowe, jeszcze bardziej rygorystyczne, przygotowano na początku 2009 roku. Zgodnie z nową ustawą wobec osób podejrzewanych o chuligaństwo można zastosować np. konfiskatę paszportów oraz nałożyć zakaz stadionowy bez... dowodów winy. W styczniu 107 ultrasów miało zakazy nałożone przez sąd, choć przed sądem nawet ich nie postawiono. Policja otrzymała również prawo przerwania meczu, a wszyscy wchodzący na stadiony są lepiej kontrolowani – w życie weszła pełna identyfikacja twarzy dzięki monitoringowi. Osoby, które wypiły choćby jedno piwo nie są wpuszczane na stadion, choć to samo piwo sprzedaje się na sektorach dla VIP-ów. I co? Poprawy nie ma, a przynajmniej tak twierdzi premier Chorwacji, Jadranka Kosor. Uznała więc podczas niedawnego programu telewizyjnego, że mecze nie tylko będą przerywane, ale będą wręcz kończone wraz z pojawieniem się chuligańskich ekscesów. – Mam wrażenie, że dopóki nie będziemy kończyć meczów, chuligani nie zrozumieją, co do nich mówimy – powiedziała Kosor w publicznej telewizji. Chorwaccy ultrasi w styczniu wyrazili wściekłość na rząd, ponieważ wcześniej odbywali serie spotkań z ministrami, a nawet najwyższymi urzędnikami i władzami policji, przedstawiając swoje propozycje zmian w przepisach. Obiecywano im uwzględnienie części postulatów, a jednak żaden nie znalazł się w ustawie. Za przejaw pozytywnych działań władz można uznać program edukacyjny, który ma być realizowany w szkołach. Placówki, których uczniowie będą organizowali najlepszy i kulturalny doping, będą otrzymywały wejściówki na mecze kadry narodowej. W ciągu ostatnich pięciu lat przy okazji meczów aresztowano 6429 osób.

W środę duński sąd wydał bezprecedensowy wyrok na chuligana, który wbiegł dwa lata temu na murawę i zaatakował sędziego. Musi zapłacić w przeliczeniu pół miliona złotych kary. To i tak nienajgorzej, bo szwedzka federacja i władze stadionu żądały kary dziesięciokrotnie wyższej. Piszemy o tym wyłącznie dlatego, że winowajca odpokutował już wyrokiem sądu. Środowy werdykt to już druga kara jaką ponosi, ponieważ tym razem przed sądem stanął z powództwa cywilnego. Pozwał go związek piłkarski i władze Parken Stadion, które chciały by zapłacił za poniesione straty. Tyle że to obie te instytucje miały obowiązek zapewnić na meczu bezpieczeństwo. Nie wywiązały się z tego, za co winią chuligana.

2009 rok dla Francuzów pamiętny będzie z powodu tragicznej śmierci Brice’a Tatona, kibica Toulouse, który padł ofiarą chuligańskiego ataku w Belgradzie. Jednak w samej Francji również wiele złego się działo, a chuligańskie wybryki skłoniły władze do zaostrzenia polityki. Policja powołała do życia specjalne grupy, które mają rozpracowywać środowiska chuliganów przy największych klubach. Dzięki monitoringowi Internetu mają zapobiegać ustawkom i zamieszkom, a liderów „chuligańskiego światka” mają zatrzymywać.

Zaostrzyła się też polityka federacji piłkarskiej FFF. Za odpalenie rac w minionym sezonie aż 4 kluby ukarano zamknięciem stadionów na jeden mecz w obecnych rozgrywkach. Bezprecedensowy wyrok Sądu Najwyższego z października 2009 może stanowić punkt zwrotny w ugodowej polityce niemieckich władz wobec kibiców. Sędziowie uznali, że nie trzeba bezpośrednich dowodów na uczestniczenie w agresji, by wydać zakaz stadionowy. Wystarczy, że fan będzie członkiem grupy, która jest o wybryki podejrzewana. Według decyzji sądu wystarczy uzasadnione podejrzenie, że fan mógł brać udział w zajściu, a grupa, której jest członkiem była już posądzana o przemoc. Werdykt ucieszył niemiecką federację DFB, za to zasmucił kibica, w którego sprawie zapadł. Ten bowiem otrzymał zakaz stadionowy, choć nie postawiono mu żadnych zarzutów. Obecnie w Niemczech zakazy wstępu na stadion ma ok. 2900-3000 osób. Obostrzenia czekają kibiców również w drodze na mecze – koleje państwowe apelowały w październiku o ostrożność z alkoholem i dbałość o mienie, a w listopadzie Deutsche Bahn wprowadził oficjalny zakaz spożywania alkoholu. Jest i pozytywna strona. W tym roku skazano ochroniarzy, którzy w 2005 roku nadużyli swoich uprawnień i pobili kibiców Hansy Rostock. Otrzymali kary pozbawienia wolności w zawieszeniu i grzywny – to rzadki werdykt, wskazujący, że nie tylko chuligani są winni agresji na stadionach. Do bardzo ciekawego porozumienia doszło z kolei w Gelsenkirchen, gdzie fani, klub i policja postanowili w sezonie 2009/10 zacieśnić współpracę. Ci pierwsi się zreorganizowali i mają sami pilnować porządku na trybunach. W zamian klub zawiesił obowiązywanie 54 zakazów stadionowych. Z kolei policja wraz z klubem mają od tej pory informować o nakładaniu zakazu, dając stowarzyszeniom kibiców czas na ewentualne oprotestowanie decyzji. W 2009 mija również 20-lecie istnienia fanprojektów, czyli niezależnych instytucji społecznych, które za pieniądze samorządów mają promować pozytywne rodzaje aktywności wśród kibiców. O idei fanprojektów oraz o reakcjach na ich istnienie ze strony kibiców będziemy informować w specjalnym rocznicowym podsumowaniu, w nadchodzących tygodniach.

W marcu 2009 władze Holandii przedstawiły projekt nowych przepisów zwalczających chuligaństwo. Choć trudno w to uwierzyć, w Holandii nie było dotąd jednego przepisu, który regulowałby kwestię bezpieczeństwa na meczach. Niestety nie udało nam się ustalić, czy ustawa została już przyjęta, a jeśli tak, to w jakim kształcie. Jednak przypominamy główne założenia nowych przepisów. Przede wszystkim władze stawiają na dezintegrację środowiska chuliganów. Ci z nałożonymi zakazami mają w trakcie meczów meldować się na komisariacie, ale to nie wszystko. Sąd może nałożyć na oskarżonego karę zakazu kontaktu z określonymi osobami lub uczęszczania na konkretne zgromadzenia czy do konkretnych lokali. Karane mają też być nie tylko ustawki, ale nawet ustalenia zmierzające do ich organizacji. Wcześniej przepisy zaostrzano w 1997 roku, po tragicznej śmierci chuligana Ajaksu, który zginął w ustawce z chuliganami Feyenoordu. Jednak zmiany nie mają jednoznacznie pozytywnej oceny. – Bardzo wiele zrobiono, ale wiele z istniejących norm dotyka również zwykłych kibiców. Wyjście na mecz ma być miłym doświadczeniem, a dziś jest np. prawie niemożliwe, by w normalnej atmosferze pojechać na mecz. Chciałbym zobaczyć przepisy, które karzą chuliganów, ale zwykłym kibicom nie utrudniają wejścia na stadion – mówił dla Radio Netherlands poseł Hans Spekman. Do niemiłych doświadczeń fundowanych przez władze należy z pewnością zaliczyć 5-letni zakaz wyjazdowy nałożony na kibiców Ajaksu i Feyenoordu. Odbiera on możliwość oglądania szlagierowych pojedynków między tymi drużynami fanom gości. Innym dotykającym zwykłych kibiców obostrzeniem jest wprowadzone w sierpniu w Amsterdamie kontroli osobistych na żądanie policjanta. Tym razem nie tylko pod bramami stadionu, ale w całym mieście. Na koniec listy niecodziennych pomysłów należy podać sektor gości w Bredzie, z którego... prawie nic nie widać. Między zadaszeniem a podstawą trybuny rozwieszono podwójną siatkę, a ogrodzenie z pleksiglasu pokryto folią odbijającą światło – by kibice nie widzieli się nawzajem. Jednak poza sympatykami rywali, goście nie widzieli też zbyt wiele z boiska. Sfrustrowani przyjezdni z Rotterdamu solidarnie opuścili sektor, gdy tylko okazało się, że trudno z niego coś dojrzeć. Klub jednak zreflektował się i nie dość, że zaproponował wszystkim zwrot pieniędzy za bilety (i tak sprzedawane za połowę ceny), to jeszcze każdemu zaoferował hot-doga...

Nowe przepisy mają wejść w życie od początku 2010 roku. Pakiet regulacji będzie dotyczył nie tylko meczów piłki nożnej, choć to właśnie związane z jednym z nich zabójstwo Francuza Brice’a Tatona spowodowało wzmożoną debatę na temat zmian w serbskim prawie. Przyczyniły się do tego również akty przemocy wobec osób o odmiennej narodowości czy orientacji seksualnej w ostatnich miesiącach.

Dlatego chuligani w Serbii, piłkarscy czy nie, mają od nowego roku być karani szybciej i otrzymywać znacznie wyższe wyroki – szczegóły nie są jeszcze znane, ale przykładem nowej polityki miał być już wyrok 10 lat pozbawienia wolności dla nastoletniego chuligana Urosa Misicia, który w 2007 roku zaatakował racą policjanta podczas meczu. Ten „pokazowy” wyrok jednak został odrzucony przez Sąd Najwyższy i sprawa jest obecnie ponownie rozpatrywana. Szczególne restrykcje czekają grupy kibiców, które mają na sowim koncie akty przemocy. Przedstawiciele takich oficjalnych lub nieformalnych organizacji mają być ze stadionów usuwani. Pojawiła się nawet propozycja ze strony prokuratury, by czołowym klubom (Crvena Zvezda, Partizan i Rad Belgrad) uniemożliwić organizację wyjazdów, zgromadzeń i wspólnych wyjść na mecze. Zapowiedź takich działań wzbudziła obawy o „czyszczenie” trybun z niewygodnych osób, jednak premier Mirko Cvetković zapowiedział, że władze wprowadzą rozróżnienie między prawdziwymi kibicami a chuliganami i będą dążyły do delegalizacji i usuwania tylko grup oskarżanych o przemoc. W listopadzie w Serbii wybuchła tzw. „afera szampanowa”. O złamanie zakazu spożywania alkoholu na stadionach oskarżono... prezydenta kraju, Borisa Tadicia. Wśród oskarżonych jest też prezydent związku piłkarskiego i minister sportu. Po październikowym spotkaniu z Rumunią (5:0), dającym awans na Mundial w RPA, prezydent i jego towarzysze wypili butelkę szampana. Zdjęcia trafiły do mediów, a stamtąd do policji. 1. grudnia prezydent stawił się w sądzie, gdzie przyznał się do winy, jednocześnie zaznaczając, że zakaz złamał nieświadomie. W myśl serbskich przepisów, spożywanie alkoholu jest zakazane na stadionach i w promieniu kilometra od nich. Jeśli urzędnicy zostaną uznani winnymi, zapłacą karę w wysokości ok. 300-500 euro lub nawet spędzą w więzieniu 60 dni.

wpływem alkoholu, czy o udział w walkach. Najwięcej zakazów mają nie fani Rangers czy Celtiku, a Aberdeen, którzy często prezentują oprawy meczowe.

W lipcu 2009 Szwajcarskie władze federalne wprowadziły tzw. szybkie sądy dla chuliganów. Do tej pory instytucja jest zupełnie niesprawna – media donoszą, że sądy z niej nie korzystają. Mówi się, że konieczne będą zmiany infrastrukturalne, jak np. instalacja dobrej jakości monitoringu. To jednak tylko jedna z wielu zmian, jakich doświadczają alpejscy kibice. Mimo protestów i obiekcji konstytucjonalistów udało się przeforsować bazę danych o chuliganach, która ma wkrótce powstać, najpierw w Zurychu. Przepis był przedmiotem głosowania w referendum, które kibice przegrali mimo wsparcia politycznego. Wsparcie otrzymali, ponieważ według wielu relacji baza łamie podstawowe prawa obywatela. Może się w niej znaleźć każdy, kto bierze udział w akcie przemocy lub... jest w tym czasie w pobliżu. W listopadzie z kolei zaproponowano wprowadzenie kart kibica dla wszystkich widzów piłki nożnej i hokeja. Specjalną uwagę władze przywiązują do sektorów gości, bo to tam zwykle dochodzi do ekscesów. Kibice mogą więc wejść na teren imprezy tylko z biletem kupionym w klubie macierzystym. Obowiązuje pełna identyfikacja, a z kibicami zawsze musi przyjeżdżać przedstawiciel klubu.

Nowe przepisy na północ od Polski wprowadzono w kwietniu 2009. Z tym dniem zakończył się w Szwecji okres legalnego odpalania rac na stadionach. Wcześniej wystarczyło zdobyć zgodę policji i straży pożarnej, a następnie klubu. Teraz zgody już nie są wydawane, pirotechnika jest oficjalnie zakazana. Zakazana nie zawsze znaczy jednak karana. Co prawda oficjalnie kibica odpalającego na meczu racę czeka kara od tysiąca koron (ok. 400zł), przez zakaz stadionowy, do nawet pół roku więzienia (w Polsce 5 lat – przyp. red.), ale kary mogą wydawać policja i sąd oraz klub. Klub z kolei może odstąpić od wymierzania kary, jeśli uzna okoliczności za łagodzące. Policja i sądy tak łagodne nie są, jednak w porównaniu do innych krajów Europy Szwecja jest niemal rajem dla kibiców. Pewnie stąd tak efektowne oprawy na niektórych stadionach. Wystarczy tylko wspomnieć, że wbieganie na boisko czy rzucanie przedmiotami w kierunku zawodników uznano za przestępstwa dopiero w nowych przepisach, czyli wiosną tego roku. Wcześniej w ogóle nie było mowy o karaniu kibiców przez policję, jedyną instancją wydającą kary był klub, bo to on otrzymywał grzywny za zamieszki.

Policjanci wysyłają do sądów co roku kilka tysięcy wniosków o zakaz stadionowy. Tylko 1 na 10 przechodzi – inni oskarżani kibice mogą dalej wchodzić na stadiony. Dlatego policja otrzymała więcej władzy, może ubiegać się o zakazy też w postępowaniu cywilnym lub sugerować wydanie takiej kary przez klub, nawet jeśli osoba posądzona nie została skazana. Władze Dundee FC przystały na taką sugestię, argumentując, że „skoro już szeryf napisał list, to pewnie osoba oskarżona zasłużyła na usunięcie ze stadionu”. Zasada domniemania niewinności przestała więc funkcjonować. Z 482 zakazów wydanych od 2006 roku aż 128 wydano za wyzwiska na tle religijnym, a kolejne 27 za rasistowskie okrzyki. Większość z obowiązujących w Szkocji zakazów wydano jednak za agresywne zachowanie – niezależnie czy chodzi o sprzeciw wobec stewardów zakazujących stania, awanturowanie się pod

Władze Włoch od początku sezonu 2009/10 wprowadziły tzw. „tessera del tifoso”, czyli specjalne karty kibica. Na razie tylko dla chętnych, a od stycznia miały się stać obowiązkowe dla wszystkich uczęszczających na stadiony. Tak jednak nie będzie – po licznych protestach kibice i kluby wywalczyli przełożenie projektu na początek sezonu 2010/11. Posiadanie karty zezwoli fanom wchodzić wyłącznie na sektory przeznaczone dla klubu, któremu kibicują – u siebie lub na wyjeździe. Ma to być rozwiązanie dla problemu mieszania się kibiców na stadionie, co czasem prowadzi do niepokojów. Jednak kibice podkreślają, że ogranicza to podstawowe wolności obywatelskie, bo fan nie będzie mógł wejść na mecz, w którym jego klub nie gra w ogóle, a przecież wielu zwykłych kibiców chodzi na mecze również jako neutralni obserwatorzy. Co więcej, pojawiła się sugestia, by jakiekolwiek przewinienie na stadionie skutkowało utratą możliwości wyrobienia karty, czyli de facto dożywotnim zakazem oglądania meczów w ligach zawodowych. W takiej formie prawo przyjęto – dopiero później, po protestach klubów i kibiców, wprowadzono poprawki. Karty mają być również środkiem płatności, pełnić rolę kart lojalnościowych i rabatowych. Ale i tu pojawiają się poważne zastrzeżenia – przywódcy ruchu ultras oskarżają władze o tworzenie gigantycznej bazy danych do celów komercyjnych. Innymi słowy, włoscy fani mieliby obowiązkowo podawać dane i ujawniać swoje preferencje konsumenckie. Dodatkowe uwagi pojawiły się podczas pilotażowego wprowadzenia kart przez AC Milan, klub premiera Berlusconiego. Projekt nie spowodował bowiem wyraźnej poprawy, dając przeciwnikom argument, że największym problemem nie są stadiony, lecz stacje benzynowe i inne miejsca publiczne, gdzie chuligani atakują kibiców jadących na mecze. Wcześniej we włoskim prawie zmiany zaszły w 2007 roku, po śmierci policjanta podczas zamieszek w Catanii. Władze znacząco podniosły wówczas kary, nakazywano zamykać stadiony niespełniające norm bezpieczeństwa, a fani udający się na wyjazdy po raz pierwszy otrzymali nakaz podawania danych imiennych – wcześniej kluby przekazywały rywalom pakiety biletów do wolnej dystrybucji. Jednocześnie władze lokalne otrzymały prawo do odmowy wstępu kibicom przyjezdnym, jeśli uznają mecz za obarczony wysokim ryzykiem wystąpienia zamieszek. Na wprowadzeniu tych zmian zyskało państwo, ponieważ mniejsze wydatki idą na zabezpieczenie meczów – kluby zamiast pomocy policji muszą zatrudniać stewardów (jeden na 250 widzów lub 150 przy podwyższonym ryzyku). Poza oszczędnościami, spadła znacząco liczba zajść na samych stadionach, a nieznacznie wzrosła frekwencja. Wcześniej Włochy wprowadzały zmiany w przepisach w 2005 roku. Pojawiły się wtedy elektroniczne kołowroty, monitoring, a bilety od tego czasu można sprzedawać wyłącznie na miejsca siedzące.

O komentarz na temat nowych przepisów poprosiliśmy dr Vandę Wilcox, która wykłada historię XX wieku na John Cabot University w Rzymie, wiele swojej uwagi poświęcając obserwacji sportu: „2. lutego 2007 zginął inspektor Filippo Reciti. Do zdarzenia doszło podczas zamieszek w derbach CataniaPalermo, a koliczności do tej pory nie zostały wyjaśnione. Zaledwie dwa miesiące później centro-lewicowy rząd przeforsował przepisy zwane Decreto Amato, które miały zwalczać chuligaństwo. Prawo przygotowano w wielkim pośpiechu i, jak zawsze w przypadku gwałtownej reakcji na tragedię, nie ustrzeżono się wielu błędów i uchybień – nie tylko w treści ustawy, ale też w założeniach za nią stojących. Dekret nie tylko zdecydowanie zwiększył kary dla osób skazanych za chuligaństwo i wprowadził ograniczenia w sprzedaży biletów. Zakazano również tak „niebezpiecznych” narzędzi, jak bębny czy megafony, a przepisy o flagach i transparentach uległy biurokratyzacji. Jednym z przepisów zawartych w Dekrecie, na który początkowo nie zwrócono uwagi, była idea kart identyfikacyjnych dla kibiców – Tessera del Tifoso. Nad tym pomysłem pracował dalej obecny prawicowy rząd, pod kierownictwem ministra spraw wewnętrznych, Roberto Maroniego. To swoista „karta lojalnościowa” dla kibiców, jak te w supermarketach, tyle że można ją wydać wyłącznie za zgodą policji i bez niej nie wejdzie się na stadion. Ze względu na słabą jakość przepisu, prawo w rezultacie doprowadziła do dożywotniego wykluczenia z udziału w meczach każdego, kto zostanie skazany za „wykroczenie stadionowe” albo otrzyma zakaz stadionowy. Protesty ultrasów i niektórych klubów Serie A zaowocowały poprawkami tego elementu Dekretu, a postępujące niezadowolenie społeczne z powodu przepisów doprowadziło do przełożenia projektu na sezon 2010/11. Pozostają jednak fundamentalne problemy związane z Tesserą, które zresztą są symptomatyczne dla nowoczesnej piłki: kibic jest traktowany jak konsument, którego można przekabacić punktami lojalnościowymi i zniżkami, a na którym kluby, banki i stacje telewizyjne mają zarabiać.” Na koniec: Raport nie uwzględnia wielu krajów, gdzie zaostrzenie przepisów jest dopiero w fazie planów. Przykładem jest Bośnia i Hercegowina, gdzie po niedawnej śmierci kibica zapowiada się walkę z chuligaństwem na wzór Wielkiej Brytanii i Włoch. To symptomatyczne, że władze kolejnych krajów chcą się wzorować na najbardziej krytykowanych przez samych kibiców przepisach. Tym samym za wzór stawiany jest kraj, gdzie bycie kibicem jest obwarowane ograniczeniami podobnymi chyba tylko do tych nakładanych na terrorystów. Z kolei drugi przykład to kraj, który zmierza do przymusowej komercjalizacji życia kibiców i zakłada wykluczenie wszystkich, którzy nie chcą się dostosować. Dlaczego nie napisaliśmy „chuliganów”? Trudno uznać za chuligaństwo chęć wniesienia na stadion bębnów czy megafonów. Trudno za chuligańskie uznać stanie na trybunach i trudno za takie uznać użycie wulgaryzmów, które poza stadionem są na porządku dziennym.