You are on page 1of 95

B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców

www.kippin.prv.pl
PRZEDRUK
RUDOLF STEINER
TEOZOFIA RÓŻOKRZYŻOWCÓW
[Die Theozophie des Rosenkreuzers / wyd. orygin.: 1951]
Wykłady wygłoszone od 22.05 do 06.06. 1907 r. w Monachium (tom GA 99 w katalogu Dzieł Zebranych Rudolfa Steinera)
... Kto nie rozwinął w sobie zdolności duchowych, jasnowidzenia, nie
może samodzielnie dojść do duchowych prawd w wyższym świecie.
Dla zdobywania prawd duchowych jasnowidzenie jest warunkiem
koniecznym. Ale tylko dla zdobywania; gdyż do chwili obecnej
żaden prawdziwy prąd różokrzyżowiecki nie podawał nauk, których
nie można zrozumieć zwykłym, powszechnym, logicznym rozumem.
Jeżeli ktoś zarzuca teozofii różokrzyżowców, że do zrozumienia jej
trzeba być jasnowidzącym, to nie ma racji. Nie chodzi tu wcale
o zdolność bezpośredniego przeżywania wyższych prawd widzeniem
i słyszeniem duchowym. Jeżeli ktoś nie może pojąć mądrości
różokrzyżowców na drodze czysto myślowej, to oznacza, że jeszcze
nie wyrobił w sobie dostatecznie umiejętności logicznego myślenia...
SPIS TREŚCI:
Rudolf Steiner – kalendarium
Wykład I, 22.05.1907
Nowa forma mądrości
Wykład II, 23.05.1907
Nowy podział istoty człowieka
Wykład III, 24.05.1907
Świat żywiołów i świat nieba. Jawa, sen i śmierć
Wykład IV, 25.05.1907
Zstępowanie do nowych narodzin
Wykład V, 26.05.1907
Życie ludzi pomiędzy śmiercią a nowymi narodzinami. Dążenie do narodzin w świecie fizycznym
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-ind.htm (1 of 2) [07-May-11 4:55:03 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Wykład VI, 27.05.1907
Prawa losu
Wykład VII 28.05.1907
Sposób działania karmy
Wykład VIII, 29.05.1907
Siedem planetarnych stanów świadomości człowieka
Wykład IX, 30.05.1907
Rozwój planetarny I
Wykład X, 30.05.1907
Rozwój planetarny II
Wykład XI, 31.05.1907
Rozwój ludzkości na ziemi I
Wykład XII, 1.06.1907
Rozwój ludzkości na ziemi II
Wykład XIII, 2.06.1907
Przyszłość człowieka
Wykład XIV, 3.06.1907
Istota wtajemniczenia
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-ind.htm (2 of 2) [07-May-11 4:55:03 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Spis treści / Dalej
Rudolf Steiner
Kalendarium
1861 Rudolf Steiner przychodzi na świat 25 lub 27 lutego w Kraljevec (ówczesne Austro-
Węgry, dziś Chorwacja) jako syn urzędnika austriackiej kolei Johanna Steinera i
Franciski Steiner z domu Blie. Dzieciństwo spędza niedaleko Wiener-Neustadt w
Pottschach oraz Neudörfl (tam uczęszcza do szkoły wiejskiej).
1872 Rozpoczyna naukę w tzw. Realschule (szkole realnej), którą kończy maturą z
wyróżnieniem w 1879 r.
1879 Rozpoczyna studia na Politechnice Wiedeńskiej. Studiuje początkowo matematykę
i przyrodoznawstwo, ale później poświęca się również studiom literacko-historycznym i
filozoficznym. W Wiedniu zaprzyjaźnia się z germanistą i badaczem twórczości
Goethego, Karlem Juliusem Schröerem (1825-1900), pod wpływem którego zajmuje się
intensywnymi studiami nad całą twórczością Goethego. Schröer poleca
dwudziestoletniego Steinera Josephowi Kurschnerowi, który pracuje dla wydawnictwa
Deutsche National Literatur nad zbiorowym wydaniem dzieł Goethego.
1881 Steiner zajmuje się opracowaniem podstaw światopoglądu Goethego w oparciu o
jego teorie filozoficzno-poznawcze.
1886 Ukazuje się w druku jego praca Grundlinien einer Erkenntnistheorie der
Goetheschen Weltanschaung (Podstawy teorii poznania światopoglądu Goethego).
Dzięki tej rozprawie Steiner otrzymuje propozycję pracy w Weimarze przy opracowaniu
popularnego wydania naukowych dzieł Goethego w ramach tzw. Sophien-Ausgabe.
1890 Steiner przenosi się do Weimaru, gdzie podejmuje pracę w archiwum Goethego i
Schillera. Kontynuuje swoje badania nad twórczością Goethego. W tym czasie pracuje
również nad przedstawieniem swojego światopoglądu opartego na intuitywnym poznaniu
świata nadzmysłowego.
1891 Uzyskuje doktorat z filozofii na Uniwersytecie w Rostocku. Jego rozprawa
doktorska Die Grundfrage der Erkenntnistheorie mit besonderer Rücksicht auf Fichtes
Wissenschftslehre ukazuje się w 1892 roku w poszerzonej formie jako Wahrheil und
Wissenschaft (Prawda a nauka).
1893 Wydaje swoje główne dzieło filozoficzne Philosophie der Freiheit (Filozofia
wolności).
1895 Ukazuje się książka Friedrich Nietzsche, ein Kämpfer gegen seine Zeit.
1897 Wieloletnie studia nad twórczością Goethego przedstawia w pracy Goethes
Weltanschaung (Światopogląd Goethego). Steiner przenosi się do Berlina, gdzie przez
trzy lata redaguje Magazin für Literatur. W okresie tym staje się znaczącą postacią w
intelektualnym życiu stolicy.
1899 Poślubia Annę Eunicke (1853-1911). Rozpoczyna wykłady na Berlińskiej
Wszechnicy Robotniczej.
1901 Publikacja jego kolejnej rozprawy Welt – und Lebensanschaungen im 19.
Jahrhundert oraz Die Mystik im Aufgang des neuzeitlichen Geistesleben. W tej oraz w
następnych swoich pracach opisuje badania świata duchowego, które oparte zostały na
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-00.htm (1 of 3) [07-May-11 4:55:04 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
racjonalnym postępowaniu prowadzącym do poznania nadzmysłowego metodą
przyrodoznawczą. W następnych latach powstają jego kolejne prace: 1902 – Das
Christentum als mystische Tatsache (Chrześcijaństwo jako fakt mistyczny); 1904 –
Theosophie (Teozofia); 1905 – Wie erlangt man Erkenntnisse der höheren Welten (Jak
osiągnąć poznanie wyższych światów); 1908 – Aus der Akasha-Chronik (Z kroniki
akasza), Die Stufen der höheren Erkenntnis (Stopnie wyższego poznania); 1910 -Die
Geheimwissenschaft im Umriss (Wiedza tajemna w zarysie). W latach 1910 – 1913
tworzy cztery dramaty sceniczne: 1910 - Die Pforte der Einweihung (Wrota
wtajemniczenia); 1911 – Die Prüfung der Seele (Egzamin duszy); 1912 – Der Hüter der
Schwelle (Strażnik progu); 1913 – Der Seelen Erwachen (Przebudzenie duszy).
1902 Wstępuje do Towarzystwa Teozoficznego, z którym pozostaje związany do 1913 r.
1912 Przy współpracy Marii von Sievers opracowuje podstawy eurytmii.
1913 Kończy się okres jego działalności w Towarzystwie Teozoficznym. Steiner
występuje z niego wraz z większością niemieckich teozofów i zakłada Towarzystwo
Antropozoficzne. Antropozofii poświęca całe swoje późniejsze życie.
1913 Początek pracy nad budową pierwszego Goetheanum, ośrodka ruchu
antropozoficznego. Od 1913 roku Steiner wiąże swoją działalność z małą miejscowością
Dornach, koło Bazylei. Ta szwajcarska miejscowość została wybrana na siedzibę
Towarzystwa Antropozoficznego po odmowie władz niemieckich na lokalizację w okolicy
Monachium. Pierwsze Goetheanum, budowla, w której R. Steiner zawarł wszystkie swoje
doświadczenia i całą wiedzę duchową była wielkim dziełem artystycznym. Przy jej
powstaniu realizowane były nowe teorie barw i proporcji wywodzące się z prac nad
dziełami Goethego. Tą pracą dał impuls do rozwoju nowych prądów w architekturze,
rzeźbie i malarstwie.
1914 Poślubia Marię von Sievers. Dornach staje się centrum jego działalności. W okresie
1914-1922 kontynuuje pracę nad budową Goetheanum. Wszystkie projekty
architektoniczne do tej wielkiej budowli wykonuje sam według swoich zasad. W wyniku
podpalenia w noc sylwestrową 1922/23 prawie ukończone dzieło doszczętnie płonie.
Drugie Goetheanum budowano już po śmierci Steinera, ale według jego projektów – z
betonu.
1919 Swoimi wykładami o zasadach trójpodziału społecznego daje impuls do rozwoju
pedagogiki opartej na nowych zasadach. Prowadzi wykłady dla wychowawców i
rodziców. Zakłada w Stuttgarcie pierwszą Wolną Szkołę Waldorfską (nazwa pochodzi od
fabryki Waldorf-Astoria, gdzie prowadził wykłady dla robotników).
1920 W Domach prowadzi pierwszy kurs medyczny dla lekarzy. Ten cykl dwudziestu
wykładów rozpoczyna aktywną pracę nad stworzeniem podstaw medycyny
antropozoficznej. Pozostaje aktywny na polu pedagogiki. Zajmuje się również naukami
przyrodniczymi w świetle wiedzy duchowej.
1921 Tworzy podstawy eurytmii leczniczej, prowadzi wykłady dotyczące spojrzenia z
punktu widzenia wiedzy duchowej na nauki przyrodnicze, historię, nauki ścisłe i
społeczne.
1922 Podobnie jak w poprzednich latach prowadzi setki wykładów. Współdziała przy
założeniu Christengemeinschaft. Płonie pierwsze Goetheanum.
1923 Zniszczenie Goetheanum, jego wieloletniej pracy, przeżywa Steiner bardzo ciężko.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-00.htm (2 of 3) [07-May-11 4:55:04 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Pozostaje nadal aktywny. Rozwija podstawy medycyny antropozoficznej, kontynuuje
pracę pedagogiczną. Tematy jego wykładów rozszerzają się na wciąż nowe obszary
zagadnień. Od 24.XII.1923 do 1.I.1924 uczestniczy w założeniu Powszechnego
Towarzystwa Antropozoficznego i zostaje jego przewodniczącym.
1924 W Kobierzycach koło Wrocławia 7-16 VI prowadzi kurs rolniczy, który staje się
impulsem i podstawą rozwoju rolnictwa biodynamicznego, opartego na wiedzy duchowej i
traktującego Ziemię jako żywe jestestwo duchowe.
1924 We wrześniu ciężka choroba zmusza go do przerwania działalności publicznej.
Pomimo to pozostaje aktywny. Razem z Itą Wegman pracuje w dziedzinie medycyny,
kontynuuje prace z zakresu pedagogiki. Opracowuje plany i szkice do budowy drugiego
Goetheanum.
1925 Jest już bardzo ciężko chory. Wraz z Itą Wegman kończy książkę Grundlegendes
für eine Erweiterung der Heilkunst nach geisteswissenschaftlichen Erkenntnissen
(Podstawy sztuki leczenia poszerzonej wiedzą duchową). Pracuje do ostatnich dni życia
nad swoją biografią, opisaną w niedokończonej książce Mein Lebensgang (Moja droga
życia) oraz nad dziełem Anthroposophische Leitsätze (Antropozoficzne myśli
przewodnie).
Umiera 30 III 1925 r. w swoim atelier przy Goetheanum.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-00.htm (3 of 3) [07-May-11 4:55:04 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Wstecz / Spis treści / Dalej
I
Wykłady, które rozpoczynamy, noszą tytuł: "Teozofia różokrzyżowców". Jest to ta sama
prastara, a jednak wiecznie nowa, mądrość ujęta w dostosowaną do naszych czasów
metodę. W metodę, która właściwie istnieje już od XIV wieku. Nie będziemy jednak
zajmowali się historią różokrzyżowców.
Wiecie wszyscy, że dziś nawet w szkołach podstawowych wykładają coś w rodzaju
geometrii, do której należy również twierdzenie Pitagorasa. Dzieci uczą się elementów
geometrii niezależnie od tego, w jaki sposób ta geometria powstała. Cóż bowiem wie
dzisiaj uczeń szkoły początkowej o Euklidesie? A jednak uczy się właśnie geometrii
euklidesowej. Dopiero znacznie później, kiedy zapozna się już z samym przedmiotem, z
jego treścią, dowiaduje się - np. na lekcji historii nauki - w jakiej formie, w jakiej postaci
zjawiło się pierwotnie w dziejach ludzkości to, co dzisiaj dostępne jest dla wszystkich w
szkołach podstawowych. Tak samo jak na początku nauki geometrii nie obchodzi ucznia,
w jakiej formie przekazał ją kiedyś ludzkości Euklides, podobnie i my nie będziemy się
oglądali na to, jaka była w historii linia rozwojowa tzw. prądu różokrzyżowców. I tak jak
uczeń zapoznaje się z geometrią, podchodząc do samej rzeczy, do jej treści, tak i my
rozważać będziemy samą treść mądrości różokrzyżowców.
Kto zna zewnętrzną historię różokrzyżowców, tak jak jest ona przedstawiana w
literaturze, ten niewiele wie o istotnej treści ich teozofii. To, co stanowi istotę tej teozofii,
żyje od XIV wieku jako prawda, niezależnie od zewnętrznej historii tego ruchu; podobnie
jak geometria jest prawdziwa i można ją poznać niezależnie od jej historii. Dlatego tylko
pobieżnie dotkniemy tego, co najważniejsze w historii różokrzyżowców.
W roku 1459, jako nauczyciel niewielkiego grona wtajemniczonych uczniów, wystąpił
Christian Rosenkreutz. Pod tym nazwiskiem znany był światu człowiek, który był
inkarnacją bardzo wysokiego jestestwa duchowego. W roku 1459, w ściśle zamkniętym
kole bractwa o celach duchowych, zwanego Fraternitas Rosae Crucis, Christian
Rosenkreutz został wyniesiony do godności Eques Lapidis Aurei, Rycerza Złotego
Kamienia. Ta wysoka indywidualność duchowa, która wcieliła się na planie fizycznym
jako Christian Rosenkreutz, działała odtąd w tym samym ciele jako przewodnik i
nauczyciel prądu różokrzyżowców. Znaczenie wyrażenia w tym samym ciele również
wyjaśnimy sobie w trakcie następnych wykładów, gdzie będzie mowa o losie człowieka
po śmierci.
Mądrość, o której tu mówimy, prawie do końca XVIII wieku dostępna była tylko dla
członków zamkniętego bractwa, obwarowana surowymi przepisami, które odcinały ją od
świata zewnętrznego. W XVIII wieku misją tego bractwa stało się przelanie w ówczesną
kulturę Europy Środkowej duchowej ezoterii; widzimy więc tu i ówdzie zjawiska, które
wprawdzie należą do zewnętrznej, egzoterycznej kultury, są jednak niczym innym, jak
wyrazem mądrości ezoterycznej. W ciągu ubiegłych stuleci niejeden człowiek usiłował w
taki czy inny sposób dotrzeć do istoty mądrości różokrzyżowców, ale to się nie udawało. I
tak np. Leibnitz na próżno usiłował zbliżyć się do źródeł tego prądu. Natomiast mądrość
ta widoczna jest w pewnym dziele - egzoterycznym zresztą - które powstało pod koniec
ziemskiej drogi Lessinga. Jest to jego "Wychowanie rodu ludzkiego", tekst, który czytać
trzeba między wierszami. Po jej szczególnym ezoterycznym zakończeniu można poznać,
że jest to zewnętrzny wyraz głębokiej mądrości różokrzyżowców. Najwspanialej jednak
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-01.htm (1 of 6) [07-May-11 4:55:06 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
przejawiła się ona u człowieka, który skupiał w sobie całą ówczesną kulturę europejską -
u Goethego. Goethe, jako stosunkowo młody człowiek, zbliżył się do źródła inspiracji
różokrzyżowców i w pewnym sensie dostąpił niezwykle wysokiego wtajemniczenia.
Łatwo powstać mogą nieporozumienia, gdy mówi się o wtajemniczeniu Goethego;
dlatego może lepiej będzie wyjaśnić to trochę bliżej. Było to w czasie, kiedy Goethe
opuścił uniwersytet w Lipsku, zanim dostał się do Strassburga. Zdarzyło się wtedy coś w
najwyższym stopniu niezwykłego. Goethe doznał wstrząsającego przeżycia, którego
zewnętrznym wyrazem była ciężka, śmiertelna choroba. To ważne przeżycie, pewnego
rodzaju wtajemniczenie, przyszło właśnie w czasie choroby. Goethe nie zdawał sobie z
tego jasno sprawy, działało ono początkowo w jego duszy w formie poetyckiego
natchnienia, prądu, który w najprzedziwniejszy sposób przenikał do jego utworów. Taki
właśnie cudowny przebłysk mamy w wierszu "Tajemnice", który najbliżsi przyjaciele
Goethego zaliczali do jego najgłębszych utworów. I rzeczywiście, Goethe już nigdy
potem nie mógł zdobyć się na zakończenie tego poematu. W granicach ówczesnej
kultury nie było jeszcze możliwe znalezienie formy zewnętrznej dla oddania całej głębi,
jaka żyje w tym wierszu. Mamy w tym utworze najgłębsze tajemnice duszy Goethego, a
dla wszystkich komentatorów Goethego niedostępną zagadkę. Otrzymane wówczas
wtajemniczenie z czasem stało się dla Goethego bardziej świadome. Dzięki temu mógł
stworzyć ów niezwykły utwór pisany prozą: Bajka o zielonym wężu i pięknej Lilii. Jest to
jeden z najgłębszych utworów literatury światowej. Kto go dobrze rozumie, ten wie dużo
o mądrości różokrzyżowców.
Kiedy mądrość ta miała przeniknąć do ogólnej kultury, w pewien sposób została
zdradzona - nie ma potrzeby wdawać się w to bliżej - i niektóre jej prawdy przedostały się
w szeroki świat w zniekształconej formie. Ta właśnie zdrada z jednej strony, z drugiej zaś
konieczność, jaka zachodziła, aby kultura zachodnioeuropejska rozwijała się w ciągu XIX
wieku bez żadnych ezoterycznych wpływów, te dwa powody sprawiły, że źródła mądrości
różokrzyżowców pozornie cofnęły się w głąb, w ukrycie. W pierwszej połowie XIX wieku,
a nawet jeszcze później, wiedza ta była w znacznej mierze niedostępna. Dopiero w
naszych czasach stało się znowu możliwe otwarcie źródła tej mądrości, aby mogła ona
przeniknąć do kultury zewnętrznej. Jeżeli przyjrzymy się kulturze współczesnej, to
zrozumiemy powody, dlaczego musiało się tak stać.
A teraz chciałbym podać dwa charakterystyczne rysy, którymi odznacza się mądrość
różokrzyżowców, a które ważne są dla jej misji w świecie. Pierwszy związany jest z całą
postawą człowieka wobec mądrości, która jest nieco inna niż ezoteryczna forma
mądrości chrześcijańsko-gnostycznej. Musimy tu poruszyć, na razie pobieżnie, dwa
aspekty życia duchowego, jeżeli chcemy zdać sobie jasno sprawę z tego odrębnego
stanowiska. Pierwszy z nich to stosunek ucznia do nauczyciela i tu musimy poruszyć
dwie rzeczy. Musimy rozważyć po pierwsze to, co nazywamy jasnowidzeniem, po drugie
to, co nazywamy wiarą w autorytet. Pod słowem jasnowidzenie - które właściwie nie jest
dobrym wyrażeniem - rozumiemy nie tylko widzenie, ale także i słyszenie duchowe. To
są dwa źródła wszelkich pouczeń o ukrytej mądrości świata i z żadnych innych źródeł nie
może płynąć prawdziwe poznanie. W metodzie różokrzyżowców mamy jednak ważną,
zasadniczą różnicę między dochodzeniem, zdobywaniem prawd duchowych, a ich
pojmowaniem. Dla różokrzyżowca istnieje ogromna różnica między dochodzeniem,
otrzymywaniem prawd duchowych, a ich pojmowaniem.
Kto nie rozwinął w sobie zdolności duchowych, jasnowidzenia, nie może samodzielnie
dojść do duchowych prawd w wyższym świecie. Dla zdobywania prawd duchowych
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-01.htm (2 of 6) [07-May-11 4:55:06 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
jasnowidzenie jest warunkiem koniecznym. Ale tylko dla zdobywania; gdyż do chwili
obecnej żaden prawdziwy prąd różokrzyżowy nie podawał nauk, których nie można
zrozumieć posługując się zwykłym, logicznym myśleniem. Jeżeli ktoś zarzuca teozofii
różokrzyżowców, że do zrozumienia jej trzeba być jasnowidzącym, to nie ma racji. Nie
chodzi tu wcale o zdolność bezpośredniego przeżywania wyższych prawd przy
zaangażowaniu duchowego widzenia i słyszenia. Jeżeli ktoś nie może pojąć mądrości
różokrzyżowców na drodze czysto rozumowej, to oznacza tylko, że jeszcze nie wyrobił w
sobie dostatecznej umiejętności logicznego myślenia. Jeżeli przyjmujemy to, co daje
dzisiejsza kultura, jeżeli nie żałujemy trudu, cierpliwości, wytrwałości, by się uczyć, to z
pewnością będziemy w stanie pojąć i zrozumieć to, co mówi nauczyciel różokrzyżowej
mądrości. Jeżeli czyjś umysł odrzuca te prawdy i mówi: "Ja tego nie rozumiem", to
powodem jest nie to, że dla niego świat ducha jest jeszcze niedostępny, tylko że za mało
wykorzystuje swoje możliwości logicznego myślenia, nie pogłębia wystarczająco przeżyć
oraz myśli, jakie mu daje zwykłe, dzisiejsze wykształcenie. Pomyślcie tylko, jakie
niesłychane spopularyzowanie wiedzy nastąpiło w ciągu ubiegłych dwudziestu stuleci i
spróbujcie wyobrazić sobie chrześcijański prąd różokrzyżowy w XIV wieku. Pomyślcie,
jakże inny był stosunek rozproszonych po świecie ludzi do nauczycieli; działało tutaj
mówione słowo. Mało kto zdaje sobie dokładnie sprawę, jaka olbrzymia ewolucja
dokonała się od tamtych czasów. Wystarczy wspomnieć o wynalezieniu druku. Dzięki
temu wynalazkowi tysiącami, milionami dróg przedostaje się dzisiaj do nurtu ogólnej
kultury to, co wypracowujemy na wyżynach życia duchowego. Poczynając od książki, a
kończąc na najmniejszej wzmiance w piśmie codziennym mamy niezliczoną ilość dróg,
którymi ogromna masa pojęć przenika w życie. Są to jednak drogi, które otworzyły się
dopiero niedawno i sprawiły, że intelekt zachodnioeuropejski przyjął zupełnie inną formę.
Od tego czasu działa on zupełnie inaczej. Odwieczna mądrość, występując w nowej
postaci, musi się z tym liczyć. Trzeba było stworzyć jej nową postać, tak by mogła
dotrzymać kroku temu postępowi. Mądrość różokrzyżowców jest dzisiaj w stanie oprzeć
się każdemu zarzutowi ze strony zarówno popularnej wiedzy, jak i poważnej, głębokiej
nauki. Ostoję przeciw ewentualnej krytyce ze strony wiedzy posiada mądrość
różokrzyżowa w sobie samej. Istotne zrozumienie wiedzy współczesnej, ale nie
dyletanckie rozumienie, jakie zdarza się czasem nawet u profesorów uniwersyteckich,
lecz zrozumienie wolne od abstrakcyjnych teorii i fantastycznych wyobrażeń
materializmu, zrozumienie opierające się ściśle na faktach, dostarcza właśnie całego
szeregu naukowych dowodów, wykazujących prawdziwość poglądów różokrzyżowców.
Drugi charakterystyczny aspekt tej mądrości dotyczący stosunku ucznia do nauczyciela
polega na tym, że ten stosunek jest zasadniczo różny niż w innych wtajemniczeniach.
Sposób odnoszenia się ucznia do nauczyciela w obrębie tego ruchu jest właśnie czymś
zupełnie innym niż wiara w autorytet. Postaram się to wytłumaczyć na przykładach z
życia. Nauczyciel mądrości różokrzyżowej pragnie być dla swego ucznia tym, kim jest
biegły matematyk dla swego ucznia. Czy można twierdzić, że mamy tu do czynienia z
wiarą w autorytet? Nie! Czy można twierdzić, że uczeń nie potrzebuje nauczyciela
matematyki? Niejeden powie, że tak, bo posługując się dobrymi książkami można dojść
do tego samego przez samodzielne studia i tylko sposób poznania jest inny niż przy
bezpośrednim kontakcie z człowiekiem. Podobnie też każdy, po osiągnięciu pewnego
stopnia jasnowidzenia, mógłby dojść do wszystkich prawd duchowych; tylko że nikomu
nie wyda się rozsądne, aby dążyć do celu dłuższą drogą Podobnie nierozsądne byłoby
mówić: “Chcę sam z siebie dojść do wszystkich prawd duchowych". Gdy nauczyciel
biegły w matematyce przekazuje uczniowi swą wiedzę, to uczeń nie potrzebuje uciekać
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-01.htm (3 of 6) [07-May-11 4:55:06 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
się do wiary w autorytet, bo słuszność prawd matematycznych sama do niego przemawia
i jego rzeczą jest tylko starać się zrozumieć. Podobnie jest z całym rozwojem
ezoterycznym w ujęciu różokrzyżowców. Nauczyciel jest przyjacielem, doradcą, który
prowadzi do przeżyć ezoterycznych, opierając się na własnym doświadczeniu. Gdy się
już raz do nich dojdzie, to przyjmowanie prawd ezoterycznych na wiarę jest tak samo
zbyteczne, jak przy twierdzeniu matematycznym, że suma kątów w trójkącie wynosi 180°.
To, co w szkole różokrzyżowców spotykamy jako autorytet, nie jest autorytetem we
właściwym znaczeniu tego słowa, tylko po prostu sposobem skrócenia drogi do
najwyższych prawd.
Teraz trzeba omówić stosunek wiedzy duchowej do ogólnej kultury duchowej.
Na podstawie tego, co poruszymy w kolejnych wykładach, zobaczycie, że prawda może
przeniknąć bezpośrednio do życia praktycznego. Nie chodzi o zbudowanie jakiegoś
oderwanego systemu na teoretyczny tylko użytek, ale o coś, co prowadzić może do
poznania głębokich podstaw naszej współczesnej wiedzy, do przeniknięcia prawdami
duchowymi naszego życia codziennego. Mądrość różokrzyżowców przyjąć trzeba nie
tylko głową, nawet nie tylko sercem, trzeba aby przeszła nam w ręce, przeniknęła
wszystkie nasze umiejętności manualne. Trzeba wcielić ją w czyn. Bo nie sentymentalne
oddawanie się współczuciu, tylko skoordynowane i celowe działanie jest pracą w służbie
ludzkości. Proszę sobie tylko wyobrazić np. towarzystwo, które postawiłoby sobie za
jedyny cel "braterstwo" i nie zajmowało się niczym innym, jak tylko prawieniem kazań na
temat tej idei. To nie byłby prąd różokrzyżowy. Różokrzyżowiec nie myśli w ten sposób.
Przypuśćmy, że ktoś leży na ulicy ze złamaną nogą, a wokół niego zbiera się gromadka
kilkunastu ludzi przejętych miłosierdziem i współczuciem; wszyscy oni razem wzięci
mniej znaczą niż jeden człowiek, który potrafi opatrzeć rannego, ewentualnie zestawić
nogę; może wcale nie jest sentymentalny, ale podejdzie i pomoże. To jest właśnie
nastrój, który żyje w duszy różokrzyżowca; chodzi mu o poznanie, które prowadzi do
czynu, o opanowanie życia poprzez poznanie. Wszelkie twierdzenia o miłosiernym
współodczuwaniu są w świetle mądrości różokrzyżowców nawet czymś niebezpiecznym;
to ciągłe podkreślanie współczucia wydaje się pewnego rodzaju szukaniem wrażeń.
Czym na planie fizycznym jest lubowanie się we wrażeniach niższego rzędu, tym w
dziedzinie duszy, na planie astralnym, jest tendencja do przeżywania wszystkiego
jedynie uczuciem, a nie poznaniem. Poznanie prowadzące do czynu, które pozwala nam
wziąć w ręce życie - naturalnie nie w znaczeniu materialistycznym, tylko poznanie
zdobyte w dziedzinach ducha - przeobraża nas w praktycznych, życiowych ludzi. Z
poznania prawdy wypływa harmonia życia; jest ona naturalnym, niezawodnym rezultatem
poznania. Może się zdarzyć, że człowiek, który potrafi opatrzyć rannego, minie go
obojętnie, jeśli brak mu zwykłego ludzkiego współczucia i dysponuje on wiedzą
dotyczącą jedynie świata fizycznego. Przy poznaniu duchowym jest to niemożliwe. Nie
może być istotnego poznania duchowego, które nie przenikałoby w życie codzienne, w
pracę.
Jest to więc ta druga strona mądrości różokrzyżowej, którą osiąga się tylko drogą
jasnowidzenia, ale pojąć ją można zwyczajnym ludzkim rozumieniem. Na pozór wydaje
się to bardzo dziwne; aby mieć przeżycia w świecie ducha, trzeba być jasnowidzącym,
ale żeby zrozumieć to, co widzi jasnowidzący, jasnowidzenie nie jest potrzebne. Gdy
jasnowidzący przynosi wieści ze światów ducha o tym, co się tam dzieje, dając w ten
sposób ludzkości to, co jest jej potrzebne, to każdy, kto chce zrozumieć, zrozumie.
Przystąpimy teraz do rozpatrzenia siedmioczłonowej natury człowieka według metody
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-01.htm (4 of 6) [07-May-11 4:55:06 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
różokrzyżowców. Rozważmy ciało fizyczne, o którym wszyscy sądzą, że je znają,
chociaż właściwie wcale tak nie jest. Tak samo jak patrząc na wodę nie widzimy tlenu,
musimy dopiero oddzielić go od wodoru, żeby się z nim zapoznać, podobnie, patrząc na
człowieka, nie poznajemy, czym jest samo ciało fizyczne. Człowiek jest połączeniem
ciała fizycznego, eterycznego, astralnego i innych wyższych członów, tak samo jak woda
jest połączeniem chemicznym tlenu i wodoru. Człowiek stanowi jedność jako połączenie
wszystkich tych członów! Jeżeli chcemy rozpatrywać tylko ciało fizyczne, to
powinnibyśmy usunąć ciało astralne; to właśnie ma miejsce w czasie głębokiego snu; sen
jest pewnego rodzaju wydzieleniem ciała astralnego wraz z wyższymi składnikami natury
ludzkiej z ciała fizycznego i eterycznego. Ale i wtedy mamy jeszcze przed sobą coś
więcej niż ciało fizyczne; dopiero z chwilą śmierci, gdy i ciało eteryczne opuszcza ciało
fizyczne, pozostaje samo ciało fizyczne.
Jest to fakt o bezpośredniej, praktycznej doniosłości. Wyjaśnijmy to na przykładzie.
Weźmy ciało astralne. W pradawnej przeszłości, kiedy człowiek miał jeszcze mglistą,
przyćmioną zdolność jasnowidzenia, obrazowość jego przeżyć w tej dziedzinie była
zupełnie niepodobna do tego, co mamy dzisiaj. Obrazy zapadały najpierw w jego ciało
astralne. Musimy zdać sobie sprawę, że w ciele astralnym człowieka odbiły się kiedyś
obrazy trzech wymiarów przestrzennych - długości, szerokości i głębokości. Ten obraz
trójwymiarowej przestrzeni, odciśnięty w ciele astralnym w pierwotnych czasach
mglistego jasnowidzenia, przeniesiony został na ciało eteryczne. Tak jak pieczęć odciska
się w roztopionym laku, podobnie obraz astralny odbił się w ciele eterycznym; stamtąd
zaś modelował z kolei fizyczną postać, ciało fizyczne człowieka. W ten sposób obraz
trójwymiarowej przestrzeni ukształtował w naszym ciele pewien określony organ.
Pierwotnie w ciele astralnym był to obraz trzech prostopadłych do siebie linii w
przestrzeni; to odcisnęło się niby pieczęć w ciele eterycznym. Tym samym uruchomiona
została pewna część ciała eterycznego, która poczęła pracować nad jednym z organów
we wnętrzu ucha, a mianowicie nad trzema tzw. kanałami półkolistymi. Wszyscy je
mamy; jeżeli ulegną uszkodzeniu, to człowiek przestaje orientować się w przestrzeni,
dostaje zawrotów głowy, nie może utrzymać się w pozycji pionowej. Taki jest związek
między obrazami ciała astralnego, siłami ciała eterycznego i organami ciała fizycznego.
W ogóle ciało fizyczne, cała zewnętrzna postać człowieka, wywodzi się z obrazów ciała
astralnego i ze współdziałania sił ciała eterycznego; dlatego nie zrozumie ciała
fizycznego ten, kto nie pozna najpierw ciała astralnego i eterycznego. Ciało astralne
"poprzedza" ciało eteryczne, ciało eteryczne zaś "poprzedza" ciało fizyczne. Tak się ta
rzecz komplikuje. Kanały półkoliste są tak samo organem fizycznym jak nos; nie ma na
świecie dwóch identycznych nosów, a jednak można dostrzec pewne podobieństwo
między nosami rodziców i dzieci. Gdybyśmy mogli studiować u ludzi kanały półkoliste, to
okazałoby się, że zachodzą tu podobne różnice i podobieństwa jak między nosami.
Można dziedziczyć po rodzicach kształty tych kanałów. Jedynie najgłębsza, wieczna
duchowa treść człowieka, która przechodzi poprzez kolejne wcielenia, nie podlega
dziedziczeniu. To, co nazywamy talentami, określonymi zdolnościami, nie zależy od
właściwości mózgu. Z tej samej logiki korzystamy w matematyce, w filozofii i w życiu
praktycznym. Różnice uzdolnień występują dopiero wtedy, gdy stosujemy logikę w
dziedzinach, dla których organem poznania są np. kanały półkoliste. Tak np. wybitnymi
matematykami będą ludzie, u których ten właśnie organ jest specjalnie wykształcony;
jako przykład może służyć rodzina Bernoullich, która wydała szereg znakomitych
matematyków. Dusza ludzka może przynieść ze sobą na świat całą moc predyspozycji
czy to do muzyki, czy też w innych dziedzinach. Jeżeli jednak nie znajdzie w ciele
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-01.htm (5 of 6) [07-May-11 4:55:06 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
fizycznym odpowiednio ukształtowanych organów, nie będzie mogła rozwinąć tych
zdolności.
W ten sposób widzicie, że niemożliwe jest istotne poznanie świata fizycznego, o ile nie
rozumiemy, jak w nim wszystko powstaje. Zadanie różokrzyżowca nie polega na
odsuwaniu się od świata fizycznego, byłaby to zła sprawa. Jego misją jest właśnie
przeduchowienie świata fizycznego. Musi się on wznosić w najwyższe sfery życia
duchowego i dysponując wiedzą, jaką tam zdobył, czynnie brać się do pracy w świecie
fizycznym, a przede wszystkim pośród ludzi. To jest prawdziwy pogląd różokrzyżowca;
bezpośredni wynik jego mądrości. Zabieramy się do rozważania takiej mądrości, która
pomoże nam w zrozumieniu nawet najmniejszych rzeczy. Pamiętajmy, że najmniejsza
rzecz, gdy jest na właściwym miejscu, może prowadzić do wielkiego celu!
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-01.htm (6 of 6) [07-May-11 4:55:06 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Wstecz / Spis treści / Dalej
II
Poprzednio mówiliśmy, w jakim stosunku do człowieka i do całej kultury pozostaje światopogląd
duchowy, zdobyty na drodze, którą nazywamy wiedzą różokrzyżowców. Jakkolwiek prawdy
wyższych światów zdobywać może tylko jasnowidzący, który w znacznym stopniu rozwinął w sobie
siły duchowe, to jednak dążeniem tego kierunku jest zrozumienie nauki, która płynie z
ezoterycznego poznania, przy zastosowaniu zwykłej logiki. Zdobyć to poznanie może rozwinięty
zmysł duchowy jasnowidzącego, ale do zrozumienia objawionych treści wystarcza zwykła logika. Nie
należy jednak sądzić, że treść każdego wykładu z osobna może się ostać wobec jakiejkolwiek
dowolnej krytyki. Jest to możliwe tylko wtedy, jeżeli poruszone tu zagadnienia rozważać
będziemy wszechstronnie. Podkreśliliśmy również w poprzednim wykładzie drugą właściwość tego
kierunku. To mianowicie, że metoda różokrzyżowców dąży do przejścia w życie praktyczne. Nasza
praca również przenikać ma w życie. Ale i pod tym względem także musimy być cierpliwi. Niejedno wyda
się nam z początku niemożliwe do zastosowania w życiu praktycznym. Kiedy jednak po jakimś
czasie ogarniemy wzrokiem całość, to zobaczymy, w jaki sposób poszczególne prawdy mogą
mieć bezpośredni wpływ na codzienne sprawy życiowe. Mądrość, która da się zastosować w życiu - oto
cel metody różokrzyżowców.
A teraz przystąpimy do rozważania natury człowieka. Poszczególne człony ludzkiej natury poznamy
tylko wtedy gdy idąc krok za krokiem, rzeczowo, niczego nie pomijając zobaczymy, jak wszystko łączy się
w organiczną całość. Potem zastanowimy się nad losem człowieka po śmierci. Zastanowimy się, co
dzieje się w czasie czuwania, snu i śmierci w związku ze złożoną strukturą ludzkiej natury. Będziemy
musieli rozważyć, jakie zadanie ma przed sobą człowiek pomiędzy śmiercią a nowym narodzeniem.
Bardzo rozpowszechnione jest dzisiaj przekonanie, że ludzie w życiu pozagrobowym są bezczynni. Ale
tak nie jest; oddani są ustawicznej twórczej pracy, która ma znaczenie dla całego kosmosu.
Następnie będziemy musieli wytłumaczyć, co nazywamy reinkarnacją i karmą oraz rozważyć los w związku
z rozwojem człowieka. Zastanowimy się, jak biegnie linia rozwoju ludzkości, poczynając od
zamierzchłych czasów i jakie perspektywy widzimy w przyszłości.
Naszym dzisiejszym zadaniem będzie scharakteryzowanie istoty człowieka. Mówiąc o istocie
człowieka musimy sobie zdawać sprawę, że ludzka natura jest znacznie bardziej skomplikowana dla
tego, kto z wykształconymi organami poznania duchowego bierze się do jej rozpatrywania niż dla tego,
kto posługuje się zwykłą zewnętrzną obserwacją, kierując się rozumowaniem przystosowanym do
świata fizycznego i obejmując zaledwie małą część rzeczywistości. Z punktu widzenia wiedzy
duchowej błędem jest jak to już zaznaczyliśmy - nazywać ciałem fizycznym to, co mamy ciągle
przed oczami. Ciało fizyczne, na które patrzymy przeniknięte jest ciałem eterycznym i astralnym. Jest
ono połączeniem tych trzech ciał i dopiero po usunięciu dwóch ostatnich mielibyśmy rzeczywiście przed
sobą tylko ciało fizyczne. Ciało fizyczne jest czymś, co człowiek posiada na równi z otaczającą go naturą,
z minerałami, roślinami i zwierzętami.
Tylko wtedy prawidłowo rozważamy ciało fizyczne człowieka, jeśli zauważymy, że sięga ono tak daleko,
jak daleko sięga nasze pokrewieństwo z otaczającym nas światem mineralnym. Musimy jednak
zdawać sobie sprawę z tego, że tej właśnie części naszej istoty nie można rozważać w oderwaniu
od otaczającego nas wszechświata. Siły, które działają w ciele fizycznym, działają z kosmosu. Kto rozumie
te zjawiska, ten rozmyślając o ciele fizycznym człowieka odnosi podobne wrażenie, jak przy
rozważaniu natury tęczy. Aby powstała tęcza, muszą zaistnieć określone warunki takie jak kąt
padania promieni słonecznych, rodzaj chmur itp. Jeżeli konstelacja słońca i chmur jest odpowiednia, to
tęcza musi się pokazać. Tęcza jest więc fenomenem wywołanym przez warunki zewnętrzne. Podobnie
ciało fizyczne jest objawem sił, których musimy szukać w całym otaczającym nas świecie. Zachodzi
teraz pytanie, gdzie znajdują się w swej prawdziwej postaci siły, które sprawiają, że nasze ciało
fizyczne przejawia się tak właśnie, jak się przejawia? Jeżeli rozważać będziemy ciało fizyczne, to sił, które
je tworzą, szukać trzeba w wyższym świecie, bo w świecie fizycznym znajdujemy tylko to, co jest
ich fizycznym objawem. Dlatego też musimy przez chwilę rozważyć światy, jakie istnieją jeszcze
poza naszym światem fizycznym.
Wyższe światy, o których mówi nam wiedza tajemna, znajdują się wokół nas. Trzeba tylko mieć dla
nich otwarte zmysły duchowe, podobnie jak dla świata barw musimy mieć otwarte oczy. Gdy
rozwiniemy pewne zmysły naszej duszy, zmysły o jeden stopień wyższe niż fizyczne, wtedy
dostąpimy poznania świata astralnego. Teozofia różokrzyżowców nazywa ten świat światem imaginacji
lub imaginatywnym, przy czym jednak imaginacja oznacza coś o wiele bardziej rzeczywistego niż to,
co zwykle tym słowem oznaczamy. Jest to niby fala napływających i odpływających obrazów. Barwa, która
w świecie fizycznym jest przywiązana do przedmiotów, w świecie astralnym podlega
najróżniejszym przeobrażeniom. Z czasem poznamy to dokładniej. W spopularyzowanej
metodzie różokrzyżowców świat ten nosi też nazwę świata elementarnego, tak więc te trzy wyrażenia,
świat imaginatywny, astralny i elementarny używane są przez różokrzyżowców w tym samym znaczeniu.
Poza tym istnieje jeszcze wyższy świat, do którego dostęp otwiera rozwój jeszcze wyższych zmysłów. Jest
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-02.htm (1 of 5) [07-May-11 4:55:08 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
to świat harmonii sfer, który wnika w świat obrazów i świat istot kolorów. Świat ten nazywamy
dewahanem, światem mentalnym albo też rupa-dewahanem. Różokrzyżowcy nazywają go światem
harmonii sfer albo światem inspiracji, gdyż to on właśnie daje inspiracje, gdy wyższe zmysły są na to
otwarte. Kontynuatorzy ruchu różokrzyżowców nazywają ten świat także niebiańskim lub
dewahanem niższym. Świat inspiracji, świat dewahaniczny i świat niebiański oznacza znowu jedno i to samo.
I wreszcie mamy jeszcze wyższy świat, który otwierają nam jeszcze wyższe zmysły;
metoda różokrzyżowców określa go jako świat prawdziwej intuicji, przy czym intuicja jest czymś o
wiele wyższym niż to, co się pospolicie pod tym słowem rozumie w życiu codziennym; jest to pogrążenie
się, zatracenie się w innych istotach i poznawanie tych istot od wewnątrz. Świat intuicji w ruchu,
który nawiązuje do różokrzyżowców, nazywa się światem rozumu. Jest to sfera tak odległa, że tutaj,
na Ziemi, jest tylko czymś w rodzaju cienia, odbicia. Nasze pojęcia rozumowe są zaledwie słabym
odbiciem tego, co w świecie intuicji jest żywą rzeczywistością. Musimy więc prócz świata
fizycznego wymienić jeszcze trzy inne światy, jeżeli chcemy wiedzieć, co nas otacza. Gdy wzniesiemy się
w ten najwyższy świat, w świat intuicji, to widzimy, że każdemu pojęciu, jakie wytwarzamy sobie tutaj
o przedmiotach, odpowiadają tam żywe istoty. To, co tu jest pojęciem, jest tylko cieniem, odbiciem istot
tego najwyższego świata. Tak więc nasz świat fizyczny jest wynikiem sił, które w prawdziwej swej
postaci znajdują się w świecie intuicji, w wyższym dewahanie, arupa-dewahanie.
Możemy jeszcze lepiej wyjaśnić sobie to wszystko, jeżeli postawimy pytanie, co wynika z takiego
właśnie potraktowania świata mineralnego?
Człowiek jest istotą samoświadomą. O minerale mówimy, że nie ma świadomości, ale mamy wtedy na
myśli to, co się dzieje w granicach planu fizycznego, bo ma on świadomość w wyższych światach. W
świecie elementarnym nie znajdziemy jednak jeszcze jaźni minerału. Znajdziemy ją dopiero w
najwyższym ze światów, jakie wyliczyliśmy przed chwilą. Tak jak palec nie ma świadomości, tylko należy
do świadomej jaźni człowieka, podobnie i minerał wiedzie nas do swojej jaźni poprzez prądy, które
trzeba przebyć, aby dotrzeć do najwyższej dziedziny bytu. Paznokieć jest częścią całego
organizmu ludzkiego, który w jaźni ma swoją świadomość; otóż paznokieć tak się ma do całego
naszego organizmu jak minerał do świata ducha. Bo dopiero całość organizmu ma jaźń świadomą,
a minerał, podobnie jak paznokieć, jest najdalszym wyrazem zgęszczenia, stwardnienia tego życia, które
jest w całym organizmie. Podobieństwo między fizycznym ciałem człowieka a minerałem polega na tym,
że temu fizycznemu ciału, temu, co w nim jest czysto fizyczne, odpowiada świadomość w
najwyższym świecie duchowym. W zakresie czysto fizycznym ciało to ulega działaniu płynącemu z góry,
z wyższych światów. Nie panujemy nad tym, co kształtuje nasze ciało fizyczne. Tak jak ruch ręki zależy
od naszej jaźni, tak czysto fizyczny skład naszego ciała i procesy w nim zachodzące zależą od
tej świadomości jaźni naszego ciała fizycznego, która nim kieruje z najwyższych światów.
Tylko wtajemniczony, który wzniósł się na stopień intuicji, opanowuje sam swe ciało fizyczne tak, że
żaden prąd nie przebiegnie jego nerwami z pominięciem świadomości i właśnie dopiero przez to staje
na poziomie tych wyższych światów, które z góry kierują jego ciałem fizycznym.
Drugi człon naszej natury pokrewny jest roślinom i zwierzętom; jest to tak zwane ciało eteryczne
albo życiowe. Jasnowidzącemu przedstawia się ono mniej więcej w granicach ciała fizycznego.
Ciało eteryczne stanowi splot sił. Gdybyśmy mogli na chwilę całkowicie odwrócić myśli od ciała fizycznego
i skierować całą świadomość tylko na ciało eteryczne, to ujrzelibyśmy ciało składające się z sił,
przeniknięte siłami, które utworzyły, zbudowały ciało fizyczne. Serce ludzkie nigdy nie mogłoby powstać
w obecnej postaci, gdyby w ciele eterycznym, które przenika nasze ciało fizyczne, nie było
eterycznego serca. Ono właśnie zawiera w sobie prądy i siły, które są budowniczymi, architektami,
twórcami serca fizycznego. Jest to mniej więcej tak, jak gdybyśmy wyobrazili sobie, że mamy naczynie
z wodą i jeżeli ochłodzimy wodę, to powstanie zagęszczenie, powstanie lód. Ten lód to jest woda,
tylko zagęszczona, stwardniała, a formy, jakie ten lód przybiera, istniały w wodzie jako linie sił. Tak też
i serce fizyczne powstało z eterycznego serca. Jest to tylko zgęstniałe, stwardniałe serce eteryczne, a
prądy serca eterycznego nadały fizycznemu sercu jego postać. Jeżeli moglibyśmy całkowicie
odwrócić uwagę od ciała fizycznego, tak aby dla nas na chwilę nie istniało, to mielibyśmy przed sobą
tylko ciało eteryczne, które w górnej swej części jest dosyć podobne do ciała fizycznego. To
podobieństwo zachodzi jednak tylko do połowy, potem ciało eteryczne wykazuje duże
zróżnicowanie. Zrozumiecie to, gdy wam powiem, że mężczyzna ma ciało eteryczne żeńskie, a
kobieta męskie. Bez tej wiedzy wiele rzeczy w praktycznym życiu pozostaje niezrozumiałych. Poza
tym, wygląda ono jak świetlna postać, która ze wszystkich stron trochę wykracza - ale tylko niewiele -
poza rozmiary ciała fizycznego. Siły, które wspólnie działają w ciele eterycznym, znajdziemy w
świecie inspiracji, zwanym też rupa-dewahanem albo światem niebiańskim. Siły, które tworzą i
utrzymują ciało eteryczne, znajdujemy o jeden stopień niżej niż te, które tworzą i utrzymują ciało
fizyczne. Dlatego też jaźni świadomej roślin szukać trzeba w świecie inspiracji, w świecie
niższego dewahanu. W tym świecie harmonii sfer, w którym świadoma jaźń roślin ma swoją
siedzibę, znajdujemy także świadomą jaźń przenikającą nasze ciało eteryczne, żyjącą w nas, chociaż
bez naszej wiedzy.
Teraz przechodzimy do trzeciej części naszej istoty, do ciała astralnego albo - według
określenia różokrzyżowców – do ciała duszy. To ciało astralne wspólne jest już tylko człowiekowi
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-02.htm (2 of 5) [07-May-11 4:55:08 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
i zwierzętom. Tam, gdzie występuje uczucie, radość i ból, zadowolenie i smutek, afekty i namiętności,
tam wchodzi w grę ciało astralne jako teren, siedziba tych przeżyć wewnętrznych danej istoty; tak
samo pragnienie, pożądanie, wszystko to tkwi - jeżeli można się tak wyrazić - w ciele astralnym.
Możemy scharakteryzować to ciało mówiąc, że ma ono w sobie to, co znajdujemy także w świecie
zwierząt. Ale światu zwierzęcemu także odpowiada jakaś świadomość. Astralnością człowieka i
zwierzęcia kierują siły, które znajdują się w świecie astralnym, imaginatywnym, albo - jak wyrażają
się różokrzyżowcy - w świecie elementarnym. Siły, które tworzą i utrzymują to ciało astralne, które nadają
mu jego postać, znaleźć można we właściwej formie w świecie astralnym. Otóż i zwierzęta mają w
tym świecie swoją jaźń świadomą. U człowieka mówimy o indywidualnej duszy, w przypadku
zwierząt mówimy o duszy grupowej. Duszę tę znaleźć można na planie astralnym, z tą tylko różnicą, że
nie każde zwierzę z osobna, lecz cały gatunek - np. wszystkie lwy, wszystkie tygrysy - ma jedną
wspólną jaźń. W ten sposób to, co widzimy tu jako zwierzę, zrozumieć możemy w pełni tylko wtedy,
jeżeli jesteśmy w stanie uchwycić to, co łączy zwierzęta z planem astralnym. Spostrzegamy wtedy coś,
niby promienie czy prądy, które biegną np. od pojedynczych lwów i dopiero w świecie astralnym łączą się
z ich wspólną duszą grupową, ze zbiorową duszą wszystkich lwów, jakie chodzą po ziemi. Otóż w
każdym ciele astralnym żyje coś z takiej duszy grupowej. Ta jaźń zwierzęca żyje też w ludzkim
ciele astralnym i wtedy dopiero człowiek uniezależnia się od niej, gdy staje się jasnowidzącym na
planie astralnym, gdy staje na poziomie istot astralnych, gdy z duszami zwierzęcymi w świecie
astralnym obcuje tak jak tu z pojedynczymi zwierzętami. Świat astralny zamieszkują istoty, które
tylko rozszczepione na większą ilość pojedynczych zwierząt schodzić mogą na plan fizyczny. Gdy
zwierzęta kończą życie, łączą się z powrotem z tą częścią swej istoty, którą pozostawiły na planie
astralnym. Cała grupa zwierząt jest w świecie astralnym, jeżeli tak rzec można, pewną istotą, z
którą rozmawia się tak, jak tu z poszczególnym człowiekiem. Wyglądają one trochę inaczej niż
w rzeczywistości ziemskiej, ale nie bez racji określane są w Apokalipsie (4.6-9.) w ten sposób, że
rozpadają się na cztery grupy: orzeł, lew, byk i człowiek (człowiek, który nie zstąpił jeszcze na plan
fizyczny). Te cztery zwierzęta apokaliptyczne stanowią cztery rodzaje dusz grupowych, które na
planie astralnym znajdują się najbliżej indywidualnej duszy ludzkiej.
A teraz spojrzeć musimy na to, co nie jest już wspólne dla człowieka i otaczającego go świata, na to,
co znajduje swój wyraz w ludzkiej jaźni. Dzięki tej czwartej części swej istoty człowiek jest
ukoronowaniem fizycznego ziemskiego stworzenia. Dopiero dzięki temu czwartemu członowi może
mieć świadomość tutaj, na planie fizycznym. Tak jak świadomość minerałów znajduje się w wyższym
świecie duchowym - w arupa-dewahanie, świadomość roślin w niższym, świecie duchowym -
rupa-dewahanie, świadomość zwierząt w świecie astralnym, tak jaźń świadoma człowieka znajduje się
na planie fizycznym, w tej właśnie czwartej części składowej jego istoty. Dopiero tu, w swej jaźni,
ma człowiek coś, gdzie nie ma wstępu żadna inna świadoma jaźń.
Zapoznaliśmy się więc z czteroczłonową naturą człowieka składającą się z ciała fizycznego,
ciała eterycznego, ciała astralnego i jaźni.
Wszystko to nie wyczerpuje jeszcze natury człowieka; te cztery człony człowiek miał już przy
pierwszej inkarnacji na Ziemi, a wędrówka przez szereg wcieleń oznacza przecież coraz wyższy
rozwój. Polega on na tym, że człowiek, opierając się na swojej jaźni, opracowuje teraz trzy
wcześniej wymienione części składowe swojej istoty. Przeżywając w zamierzchłej przeszłości
swoją pierwszą ziemską inkarnację ulegał wszystkim swoim afektom i namiętnościom. Miał on już
wówczas oprócz ciała fizycznego, eterycznego i astralnego także jaźń, a jednak zachowywał się jak
zwierzę. Jeżeli takiego człowieka porównać ze szlachetnym idealistą, to różnica polega na tym, że w
tym pierwotnym człowieku jaźń jeszcze nie pracowała nad ciałem astralnym. Następny etap w
rozwoju ludzkości polega na pracy świadomej jaźni człowieka nad ciałem astralnym. Praca ta wyraża się
w tym, że jaźń opanowuje od wewnątrz pewne właściwości ciała astralnego. Przeciętny Europejczyk
np. ulega pewnym popędom, innym popędom natomiast ulegać sobie zabrania. Otóż to wszystko,
co człowiek z pierwotnie żyjących w jego ciele astralnym skłonności i popędów opanowuje swą
jaźnią, nazywamy duchem jaźni albo Manas. Manas jest wynikiem przemiany, dokonanej w ciele
astralnym przez jaźń, która nad nim pracuje. Jeżeli chodzi o substancję, to jest ona w Manas ta sama, co
w ciele astralnym, tylko to, co dawniej stanowiło ciało astralne, teraz w innym układzie stanowi to właśnie,
co nazywamy Manas.
Człowiek, który w dalszym ciągu się rozwija, dochodzi powoli do tego, że opierając się na jaźni,
może pracować nie tylko nad swoim ciałem astralnym, lecz także nad eterycznym. Spróbujmy
sobie wyjaśnić, na czym polega różnica między pracą nad ciałem astralnym oraz pracą nad
ciałem eterycznym. Jeżeli człowiek zda sobie sprawę z tego, co wiedział jako ośmioletnie dziecko, a co
wie teraz, to zobaczy, że od tego czasu przybyło mu bardzo, bardzo wiele świadomości. Każdy z
nas przyswoił sobie olbrzymią ilość pojęć, które sprawiają, że nie ulega już ślepo afektom i namiętnościom.
A jeżeli ktoś był np. dzieckiem popędliwym, łatwo unosił się gniewem i zastanowi się teraz, jak dalece
swoją porywczość przezwyciężył, to spostrzeże, że czasami dochodzi ona jeszcze do głosu. Albo też
inny przykład; jak trudno jest człowiekowi, który ma słabą pamięć, poprawić ją albo jak niewiele
zmienić może człowiek swoje zasadnicze skłonności, wrażliwość lub wrodzoną tępotę itd.
Porównywaliśmy często tę przemianę temperamentu, z powolnym przesuwaniem się wskazówki
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-02.htm (3 of 5) [07-May-11 4:55:08 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
godzinowej na zegarze. Na tym właśnie przeobrażeniu polega istota wtajemniczenia, to, co
uczeń przechodzi na drodze wtajemniczenia. Nauka i studia są tylko przygotowaniem. Daleko
istotniejsza jest przemiana człowieka, jego charakteru, temperamentu. Kto obdarzony z natury
słabą pamięcią przemienia ją na dobrą, z porywczego staje się łagodny, z melancholika pogodny
i zrównoważony, ten więcej czyni, niż gdyby posiadł większą ilość wiadomości. W tym leży
źródło wewnętrznych duchowych sił; w tym wyraża się praca jaźni, która jest w stanie opanować
ciało eteryczne, a nie tylko astralne.
Przejawianie się tych skłonności wiąże się naturalnie także z ciałem astralnym, ale kto chce je przemienić
u źródła, ten szukać ich musi w ciele eterycznym i tylko pracą nad ciałem eterycznym może je zmienić.
Ile ciała eterycznego opanujemy swą jaźnią, tyle mamy w sobie tego, co nazywamy duchem życia.
W literaturze teozoficznej określane to bywa jako Buddhi. Substancja Buddhi jest tym samym,
co przemieniona przez jaźń część ciała eterycznego.
Gdy jaźń tak dalece się wzmocni, że potrafi przeobrazić już nie tylko ciało eteryczne, ale również
ciało fizyczne, najbardziej materialną część natury ludzkiej, której siły kształtujące sięgają
najwyższych światów, wtedy mówimy, że człowiek wytwarza w sobie najwyższą część składową
obecnej swej natury, to co nazywamy Atma albo duch-człowiek. Sił, które przeobrazić mogą ciało
fizyczne, szukać musimy w najwyższym świecie. Przeobrażenie ciała fizycznego zaczyna się od
przemiany w procesie oddychania, słowo Atma ma znaczenie pokrewne słowu oddychać (po
niemiecku: oddychać = atmen). Przemiana ta sprawia, że zmienia się skład krwi, która pracuje nad
ciałem fizycznym, zbliża nas do najwyższego ze światów.
Musimy jeszcze rozróżnić dwie formy takiej przemiany; jeżeli chcemy je bliżej określić, to mówimy o
drodze nieświadomej i świadomej. Każdy Europejczyk dokonał już nieświadomie pewnej pracy nad
niższymi częściami składowymi swej natury, pewnego przeobrażenia przez jaźń. Świadomie pracuje on
w obecnym okresie rozwojowym tylko nad ciałem astralnym, a jeżeli chce świadomie pracować
nad przemianą ciała eterycznego, to musi najpierw zostać wtajemniczonym.
Mamy więc trzy pierwotne części składowe ludzkiej natury, jakie ma każdy człowiek, nawet na
najbardziej pierwotnym stopniu rozwoju, a do tego jaźń. Teraz zaczyna się przemiana; przez długi
czas dokonywała się ona nieświadomie. Ludzkość zaczyna teraz przekształcać ciało astralne.
Wtajemniczeni przekształcają teraz świadomie ciało eteryczne, w przyszłości zaś wszyscy ludzie
będą świadomie pracowali nad przeobrażeniem ciała eterycznego i fizycznego.
Określiliśmy więc trzy pierwotne części składowe natury ludzkiej, ciało fizyczne, eteryczne, astralne
oraz jaźń. Jaźń działa, pracuje i przekształca człowieka; widzimy, jak przeobraża trzy niższe części
składowe naszej istoty. Dzięki temu procesowi, który już mamy za sobą, powstały w nas nieświadomie,
jako zadatki na przyszłość: Manas, Buddhi, Atma.
W teozofii różokrzyżowców rozróżniamy duszę odczuwającą, duszę rozumową i duszę
samoświadomą Dopiero przy duszy samoświadomej rozpoczyna się świadoma praca nad przekształcaniem.
Jaźń zaczyna wtedy świadomie pracować nad dalszą przemianą; najpierw rozwija się w duszy
świadomej duch-jaźń; w duszy rozumowej rozwija się duch-życie jako odpowiednik ciała życiowego -
czyli eterycznego, potem zaś w duszy odczuwającej rozwinie się właściwy duch-człowiek - Atma. W
ten sposób mamy dziewięć części składowych natury ludzkiej.
Dwie z tych części składowych są jakby połączone z dwiema innymi, a mianowicie: dusza odczuwająca
i ciało astralne wyglądają jakby były wsunięte jedna w drugą, niby miecz w pochwę. Tak samo duch jaźń
i dusza świadoma. Tak więc te dziewięć części składowych sprowadzić można do siedmiu.
A wtedy możemy je wyliczyć w ten sposób:
1. ciało fizyczne
2. ciało eteryczne, czyli życiowe
3. ciało astralne, w którym tkwi dusza odczuwająca
4. jaźń
i jako wyższe części składowe:
5. duch jaźń łącznie z duszą świadomą (Manas)
6. duch-życie (Buddhi)
7. duch-człowiek (Atma)
Takie to wewnętrzne związki zachodzą w naturze ludzkiej; w rzeczywistości mamy do czynienia
z dziewięcioma częściami składowymi, przy czym jednak dwie łączą się dwa razy.
Dlatego w teozofii różokrzyżowców odróżniamy 3 razy po 3, czyli dziewięć członów, które dzięki
temu łączeniu się po dwie sprowadzają się do siedmiu. W siedmiu musimy jednak rozeznawać
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-02.htm (4 of 5) [07-May-11 4:55:08 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
dziewięć, inaczej pogląd nasz pozostanie czysto teoretyczny.


Jaźń błyszczy w duszy, potem zaczyna się praca nad ciałem.
Przejście od teorii do życia osiągamy jednak tylko wtedy, jeżeli staramy się docierać aż do samej
natury rzeczy. To, co tutaj tylko zaznaczyliśmy, będzie nas prowadzić, kiedy przejdziemy do
rozważania człowieka śpiącego, czuwającego i zmarłego.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-02.htm (5 of 5) [07-May-11 4:55:08 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Wstecz / Spis treści / Dalej
III
Dzisiaj przejdziemy do rozpatrywania człowieka w stanie czuwania, w stanie snu i w
stanie tzw. śmierci. Stan czuwania każdy zna z własnego doświadczenia.
Gdy człowiek pogrąża się we śnie, ciało astralne, jaźń i to, co jaźń wypracowała w ciele
astralnym, opuszcza ciało fizyczne i eteryczne. Jeżeli jasnowidzący obserwuje śpiącego
człowieka, ma przed sobą ciało fizyczne i eteryczne. Te dwie części składowe naszej
natury pozostają związane ze sobą tak jak zwykle, gdy tymczasem ciało astralne wraz z
wyższymi członami oddziela się od ciała fizycznego i eterycznego. Jasnowidzący może
obserwować, jak u śpiącego człowieka ciało astralne oddziela się od ciała fizycznego i
eterycznego. Aby to jeszcze dokładniej opisać, trzeba powiedzieć, że ciało astralne
współczesnego człowieka przedstawia się niby splot prądów i rozbłysków światła, co w
całości wygląda jak dwie wzajemnie spinające się spirale; niby dwie szóstki wchodzące
jedna w drugą, z których jedna gubi się w ciele fizycznym, a druga swym końcem sięga
daleko w kosmos. Obydwa te zakończenia ciała astralnego stają się bardzo szybko
niedostępne dla obserwacji, to zaś, co jasnowidzący ma przed sobą, można by porównać
z kształtem jaja. Gdy człowiek budzi się, to część ciała astralnego wybiegająca w kosmos
ściąga się i całość wraca ponownie do ciała fizycznego i eterycznego.
Senne marzenia są czymś pośrednim między stanem snu i stanem czuwania. Powstają
one wtedy, gdy ciało astralne oddzieli się już całkowicie od ciała fizycznego, ale zachowa
jeszcze pewną łączność z ciałem eterycznym. Wtedy to pojawiają się obrazy, które
nazywamy snami. Jest to rzeczywiście stan pośredni, kiedy ciało astralne nie ma już
żadnej łączności z ciałem fizycznym, ale do pewnego stopnia związane jest jeszcze z
ciałem eterycznym.
Człowiek śpiący żyje więc jedynie w swoim ciele astralnym, poza swym ciałem fizycznym
i eterycznym. To, że człowiek musi co jakiś czas pogrążać się w sen, ma swoje głębokie
uzasadnienie. Nie powinniśmy sobie wyobrażać, że ciało astralne, gdy w czasie snu
znajduje się poza ciałem fizycznym i eterycznym, jest bezczynne. W ciągu dnia, gdy
znajduje się ono w ciele fizycznym i eterycznym, podlega wpływom świata zewnętrznego.
Wpływy te dochodzą do człowieka właśnie przez ciało astralne. Wrażenia zmysłowe,
odczucia, wszystko to, czego człowiek doznaje żyjąc i pracując w świecie fizycznym,
wszystko, co działa na niego z zewnątrz, sięga aż do ciała astralnego. Tym właśnie
ogniwem swej istoty człowiek czuje i myśli, zaś ciało fizyczne, a nawet eteryczne, są tylko
jego narzędziami, pośrednikami. To wszystko co jest myśleniem i chceniem, znajdujemy
w ciele astralnym. Kiedy w ciągu dnia czynnie bierzemy udział w życiu zewnętrznym,
nasze ciało astralne otrzymuje ciągle wrażenia z otaczającego świata. Z drugiej jednak
strony nie wolno zapominać, że to właśnie nasze ciało astralne kształtuje ciało eteryczne
i fizyczne. Podobnie jak ciało fizyczne ze wszystkimi swymi organami powstało jako
zagęszczenie, stężenie ciała eterycznego, tak wszystko, co działa w ciele eterycznym,
urodziło się z ciała astralnego.
A z czego powstało ciało astralne? Pochodzi ono z całości astralnego organizmu, który
przenika nasz wszechświat. Aby wyjaśnić porównaniem ten stosunek małej cząstki ciała
astralnego w naszym organizmie do tego bezbrzeżnego oceanu astralności, w którym
unoszą się, i z którego rodzą się ludzie, zwierzęta, rośliny, minerały, a także planety, aby
zdać sobie sprawę z tej relacji, wyobraźmy sobie kroplę wziętą z naczynia napełnionego
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-03.htm (1 of 5) [07-May-11 4:55:10 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
płynem. Tak jak kropla pochodzi z całości zawartej w naczyniu, tak i to, co stanowi nasze
ciało astralne, było kiedyś objęte morzem astralności w kosmosie. Wydzieliło się z niego i
wiążąc się z ciałem eterycznym i fizycznym wyodrębniło, tak jak kropla z naczynia.
Dopóki ciało astralne spoczywało w łonie tej ogólnej astralności, podlegało prawom
kosmicznego ciała astralnego, żyło jego życiem. Skoro się jednak oddzieliło, to już inne
wrażenia ze świata zewnętrznego stały się jego udziałem. W ten sposób życie naszego
ciała astralnego składa się częściowo z przeżyć wyniesionych z tego morza astralności
kosmicznej, częściowo zaś z wrażeń napływających ze świata fizycznego, w którym
przeznaczone nam teraz żyć i działać. Kiedyś, gdy człowiek osiągnie cel swojego
ziemskiego rozwoju, te dwa czynniki dojdą w nim do całkowitej harmonii. Ale dziś tak nie
jest, dziś nie dźwięczą jeszcze razem.
Tak więc ciało astralne tworzy i kształtuje ciało eteryczne, a przez nie - ponieważ z kolei
ciało eteryczne wytwarza ciało fizyczne - buduje również pośrednio ciało fizyczne.
Wszystko, co ciało astralne wytwarza w ciągu wieków, pochodzi więc pośrednio z tego
morza astralności kosmicznej. A ponieważ wszystko, co stamtąd pochodzi, jest
harmonijne, prawidłowe i zdrowe, to i twórczość ciała astralnego, które buduje ciało
eteryczne i fizyczne, jest początkowo zdrowa i harmonijna. Jednak na skutek
zewnętrznych wpływów świata fizycznego, które naruszają pierwotną harmonię ciała
astralnego, powstają w ciele fizycznym zaburzenia, które spotykamy u współczesnych
ludzi.
Gdyby ciało astralne pozostawało przez cały czas w obrębie ciała fizycznego, to silny
wpływ świata zewnętrznego doprowadziłby w krótkim czasie do ruiny całą harmonię,
którą ciało astralne wyniosło z kosmicznego morza astralności. Choroba i zmęczenie
zniszczyłyby człowieka bardzo szybko. W czasie snu ciało astralne usuwa się od pełnych
dysonansów wrażeń świata fizycznego i zanurza się w harmonię kosmosu, z której się
narodziło. Rankiem wraca odrodzone dzięki odnowie, jakiej doznało w nocy.
Jasnowidzący dostrzega związek między morzem astralności a ciałem astralnym
śpiącego człowieka i widzi dokonywaną pracę, polegającą na usuwaniu znużenia
powstałego pod wpływem dysharmonii świata zewnętrznego. Wyrazem tej pracy jest
uczucie pokrzepienia, z jakim budzimy się rano. Ponieważ jednak ciało astralne po nocy
spędzonej w morzu astralności ponownie musi przystosować się do świata fizycznego,
więc uczucie pokrzepienia występuje najsilniej dopiero po paru godzinach od wstąpienia
ciała astralnego z powrotem w ciało fizyczne.
A teraz przejdźmy do siostry snu, do śmierci i spróbujmy wyjaśnić sobie stan człowieka
po śmierci. Różnicę pomiędzy śmiercią a snem można by ująć w ten sposób, że w czasie
snu jaźń i ciało astralne oddzielają się od ciała fizycznego i eterycznego, po śmierci zaś
ciało eteryczne opuszcza ciało fizyczne razem z ciałem astralnym i jaźnią, tak że
pozostaje tylko samo ciało fizyczne. Takie wystąpienie ciała eterycznego z ciała
fizycznego nie zdarza się nigdy za życia, od narodzenia aż do śmierci, chyba że człowiek
przechodzi pewne stany wtajemniczenia.
Bardzo ważnym momentem dla zmarłego jest chwila następująca bezpośrednio po
śmierci. Trwa ona dłuższy czas, godziny, a nawet dni. W tym stanie przed duszą
zmarłego przesuwa się całe jego minione życie w jednym wielkim obrazie, niby w jakiejś
wielkiej panoramie wspomnień. Przeżywa to każdy człowiek po śmierci. Szczególna
właściwość tego obrazu polega na tym, że dopóki trwa on w ten sposób, w jaki rozpostarł
się przed duszą bezpośrednio po śmierci, są w nim jakby wymazane wszystkie te
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-03.htm (2 of 5) [07-May-11 4:55:10 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
przeżycia, które człowiek w czasie swej ziemskiej wędrówki przeżył subiektywnie.
Przechodząc przez życie doznawaliśmy uczuć radości i smutku, przyjemności lub bólu;
wydarzeniom zewnętrznym towarzyszyły zawsze przeżycia wewnętrzne. Otóż z radości i
smutków, których zawsze pełne są nasze wspomnienia, nie ma w tym obrazie nic.
Wobec panoramy naszych wspomnień odnosimy się z tym obiektywnym spokojem, z
jakim patrzymy np. na dzieło jakiegoś malarza. Jeżeli dzieło przedstawia człowieka
smutnego, cierpiącego, to patrząc spokojnie na obraz, możemy wyczuwać jego smutek,
ale nie przeżywamy bezpośrednio uczucia bólu, jakiego doznawała ta osoba. I tak jest
właśnie z tymi obrazami bezpośrednio po śmierci; mamy je przed sobą i przez
zadziwiająco krótki okres widzimy wszystkie najdrobniejsze szczegóły, jakie zdarzyły się
w naszym życiu.
Oddzielenie ciała eterycznego od fizycznego jeszcze za życia może mieć miejsce tylko u
wtajemniczonych. Są jednak chwile, w których ciało eteryczne nawet nie wyszkolonych
ezoterycznie ludzi oddziela się na moment, niby szarpnięciem, od ciała fizycznego. Tak
dzieje się w chwilach wielkiego przerażenia, np. przy upadku ze znacznej wysokości lub
w chwili tonięcia. Potężny wstrząs, jakiego wtedy człowiek doznaje, wywołuje pewnego
rodzaju rozluźnienie spójności między ciałem eterycznym a fizycznym, dzięki czemu całe
dotychczasowe życie staje w takiej chwili przed duszą człowieka jak jedno wspomnienie.
Mamy tu analogiczne przeżycie jak bezpośrednio po śmierci.
Zdarza się również częściowe oddzielanie się ciała eterycznego; mówimy wtedy, że nam
ręka lub noga "zdrętwiała" lub "usnęła". Jasnowidzący może wtedy zauważyć, że część
ciała eterycznego, która odpowiada zdrętwiałej ręce, zwisa jak rękawiczka. Podobnie
wygląda mózg eteryczny, gdy człowiek znajduje się w stanie hipnotycznym. Ponieważ
ciało eteryczne łączy się z fizycznym za pośrednictwem mikroskopijnych połączeń,
dlatego w zdrętwiałej części ciała fizycznego powstaje specyficzne uczucie znane
powszechnie jako "mrowienie".
Po upływie tego pierwszego okresu po śmierci, w czasie którego ciało eteryczne wraz z
astralnym oddziela się od ciała fizycznego, nadchodzi moment, kiedy ciało astralne ze
wszystkimi wyższymi ogniwami natury ludzkiej uwalnia się z kolei od ciała eterycznego;
ciało eteryczne oddziela się, panoramiczny obraz życia zaciera się, rozpływa. Ale coś z
niego pozostaje, człowiek nie traci go całkowicie. To prawda, że substancja życiowa czy
eteryczna rozprasza się w kosmicznym eterze. Pozostaje z niej jednak coś, jakby
esencja, którą człowiek zachowuje na całą swoją dalszą wędrówkę życiową, której już
nigdy nie traci. Ten, jeżeli się tak można wyrazić, ekstrakt z obrazu wspomnień ubiegłego
życia zabiera człowiek ze sobą, idzie z nim we wszystkie następne wcielenia, chociaż
sam o tym nie pamięta. Z ekstraktu tego powstaje to, co nazywamy ciałem
przyczynowym albo kauzalnym. Po każdym zakończeniu życia ziemskiego dochodzi do
tej księgi nowa karta, przez co przybywa substancji ciału przyczynowemu i następne
żywoty kształtują się według tego, jaki owoc dały żywoty poprzednie. Tu leży przyczyna,
czemu dane życie jest tak czy inaczej wyposażone w zdolności, talenty, warunki
zewnętrzne itd.
Aby zrozumieć, jak żyje ciało astralne po oddzieleniu się od ciała eterycznego, musimy
spojrzeć znowu na stosunki w świecie fizycznym. W czasie życia na Ziemi ciało astralne
raduje się i smuci, zaspokaja swe życzenia, popędy i pragnienia posługując się w tym
celu organami ciała fizycznego. Po śmierci jednak brak mu tych narządów fizycznych.
Smakosz np. nie może już zaspokajać swego upodobania do wyszukanych potraw, bo
nie ma języka ani podniebienia, odrzucił je razem z ciałem fizycznym, pozostaje mu
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-03.htm (3 of 5) [07-May-11 4:55:10 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
jednak pożądanie, którego siedzibą jest właśnie ciało astralne, dlatego też powstaje -
zwiększone ciągle przez niemożność zaspokojenia - palące pragnienie, jakiego doznaje
człowiek w okresie kamaloki. Kama - oznacza pragnienie, pożądanie; Loka - znaczyłoby
miejsce, ale w rzeczywistości nie chodzi tu o miejsce, tylko o stan. Kto już tutaj, w czasie
życia na Ziemi, wyzwala się z niewolniczej zależności od ciała fizycznego, ten skraca
swój okres kamaloki.
Prawdziwym wyzwalaniem się jest między innymi każda chwila zachwytu nad pięknem i
harmonią; uczucia te rzeczywiście już za życia wyprowadzają nas ze świata zmysłów w
świat ducha. O ile sztuka świata zmysłów pociąga za sobą trudniejsze przejście okresu
kamaloki, o tyle sztuka uduchowiona sprawia, że okres ten przechodzimy łatwiej.
Wszelkie szlachetne, uduchowione, istotnie piękne wrażenia skracają okres kamaloki.
Dlatego już za życia powinniśmy odzwyczajać się od skłonności i pragnień, które
zaspokoić można tylko przy pomocy fizycznych narządów. Okres kamaloki jest właśnie
okresem odzwyczajania się od zmysłowych skłonności i popędów. Trwa on mniej więcej
trzecią część ziemskiego życia i w tym czasie człowiek rzeczywiście przeżywa minione
życie jeszcze raz, ale w pewien szczególny sposób. O ile obraz, który stanął przed nim
zaraz po śmierci, był wspomnieniem życia, tylko że pozbawionym radości i cierpienia, o
tyle teraz przeżywa raz jeszcze całe cierpienie i całą radość swego życia, i to w sposób
odwrotny, bo każdą radość, każde cierpienie, jakie sprawił innym za życia, musi teraz
przeżyć w sobie samym. To powtórne przeżywanie zaczyna się od ostatnich chwil przed
śmiercią i ciągnie się aż do chwili narodzin, przy czym odbywa się trzy razy szybciej,
aniżeli płynęło dane życie. W chwili, gdy człowiek na tej drodze powrotnej znajdzie się w
punkcie swych narodzin, ta część ciała astralnego, którą jaźń opracowała i przekształciła,
dołącza się do ciała przyczynowego, czyli kauzalnego, natomiast odpada jak cień to
wszystko, czego człowiek jeszcze nie przepracował, i to są zwłoki astralne ludzi. Teraz
więc człowiek odrzucił już nie tylko zwłoki fizyczne i eteryczne, lecz także i astralne.
Przeżywa teraz inne stany, stany dewahanu. Dewahan otacza nas wszędzie tak samo
jak świat astralny.
W chwili, kiedy człowiek pozostawił ciało fizyczne, eteryczne i astralne, osiągnął to, co
chciał wyrazić ewangelista mówiąc: "Jeżeli nie staniecie się jako dzieci, nie wejdziecie do
Królestwa Niebieskiego". (Mat., 18,3). Dewahan - świat ducha, to właśnie jest w
chrześcijańskim ujęciu Królestwo Niebieskie.
Teraz musimy przystąpić do scharakteryzowania tego świata, który nazywamy
dewahanem. Panuje w nim podobna różnorodność i bogactwo form, jak i w naszym
świecie fizycznym. Tak jak tutaj rozróżniamy ląd stały, kontynent, który otoczony jest
przez wody oceanu, ponad tym wszystkim unosi się powietrze, a dalej mamy jeszcze
subtelniejsze stany skupienia, tak i w dewahanie, w świecie ducha, występuje podobna
różnorodność. Przez analogię do stosunków, jakie mamy na Ziemi, oznaczamy dziedziny
dewahanu podobnymi nazwami.
Przede wszystkim mamy więc tam sferę, którą da się porównać do naszych lądów
stałych; jest to kontynent dewahanu. Wszystko, co na Ziemi stanowi byt fizyczny,
odnajdujemy tam jako istoty duchowe. Weźmy np. fizyczną postać człowieka; jeżeli go
obserwujemy w dewahanie, znika to wszystko, co postrzegane jest zmysłami fizycznymi,
natomiast zaczyna on świecić w tych miejscach, gdzie fizycznymi oczami w ogóle nic nie
widzimy. W środku, gdzie znajduje się ciało fizyczne, mamy pustą przestrzeń, coś w
rodzaju negatywu, niby cień. Zwierzę i człowiek obserwowane w ten sposób ukazują się
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-03.htm (4 of 5) [07-May-11 4:55:10 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
nam w negatywnym obrazie. Krew ukazuje się w barwie przeciwnej, zielonkawej. W tej
dziedzinie dewahanu znajdują się prawzory tego wszystkiego, co tutaj ma byt fizyczny.
Druga dziedzina, ale nie oddzielona ściśle od tamtej, raczej drugi stopień bytu stanowi
ocean dewahanu. Nie jest to naturalnie woda, tylko szczególnego rodzaju żywioł, który w
miarowych rytmach przenika cały dewahan. Jego barwę można porównać do barwy
kwiatu brzoskwini. Jest to życie, ustawicznie przepływające i ożywiające dewahan. Życie,
które tutaj rozdziela się na pojedyncze istoty ludzkie i zwierzęta, tam istnieje jako
pewnego rodzaju płynny żywioł. Możemy wytworzyć sobie o tym pewne wyobrażenie
myśląc o obiegu krwi u człowieka.
Trzecią dziedzinę dewahanu najlepiej scharakteryzujemy, jeżeli powiemy, że to, co na
Ziemi jest życiem wewnętrznym istot, a więc radość, smutek, ból i zadowolenie, stanowi
tam właśnie świat zewnętrzny.
Gdy tutaj rozgrywa się np. bitwa, to karabiny i armaty są na planie fizycznym, ale we
wnętrzu istot biorących fizycznie udział w bitwie istnieje z obu stron żądza zemsty ból,
namiętność. Dwie armie stoją naprzeciw siebie z całym kłębowiskiem skrajnych
namiętności. Jeżeli teraz przełożymy sobie w myśli to wszystko na zjawiska świata
zewnętrznego, to otrzymamy obraz tego, co jednocześnie dzieje się w dewahanie. Niby
straszliwa, rozszalała burza wygląda tam to wszystko, co dzieje się w sercach ludzkich tu
na polu walki. Otóż ta dziedzina to atmosfera dewahanu. Podobnie jak naszą Ziemię
otacza warstwa powietrza, tak tam rozpościera się na podobieństwo atmosfery wszystko,
co na Ziemi wyraża się w uczuciach, bez względu na to, czy tutaj dochodzi do fizycznego
przejawiania się, czy nie.
Czwarta dziedzina dewahanu zawiera prawzory, praformy tego wszystkiego, co
występuje tu, na Ziemi, jako twórczość oryginalna, samorzutna. Jeżeli rozejrzymy się
wokół, jeżeli spróbujemy rozważyć wydarzenia świata fizycznego, to zauważymy, że
ogromna większość naszych przeżyć wewnętrznych wywołana jest przez bodźce
zewnętrzne. Radość sprawia nam np. jakiś kwiat czy zwierzę; gdyby nie ten kwiat czy
zwierzę, nie odczuwalibyśmy tej radości. Ale nie wszystko powstaje na skutek bodźców
zewnętrznych. Nowa myśl, dzieło sztuki, maszyna - wnoszą w świat coś, czego dotąd
jeszcze nie było, każde w swojej dziedzinie stanowi twórczość oryginalną. Od tego zależy
możliwość rozwoju świata. Między wysoce autentyczną twórczością wielkich artystów i
wynalazców, a tym, co znaczy dla świata każdy samodzielny czyn, chociażby na pozór
najskromniejszy, zachodzi jedynie różnica stopnia. Chodzi o to, aby coś nowego
powstawało wewnątrz nas.
Nawet najdrobniejsze samodzielne oryginalne czyny mają swe prawzory, swe prototypy
w dewahanie. Tam, jeszcze przed narodzeniem człowieka, znajduje się to wszystko, co
jest jego samodzielnym, z wnętrza płynącym czynem.
Tak więc rozróżniamy w dewahanie cztery obszary którym na Ziemi odpowiada stały ląd,
woda, powietrze i ogień. Lądem stałym dewahanu będzie to, co nazywamy kontynentem
dewahanu, naturalnie w znaczeniu duchowym; potem ocean dewahanu, który odpowiada
naszym masom wodnym; atmosfera dewahanu, to falowanie namiętności, uczuć itd.,
bogata w piękno, ale też i burzliwa sfera; wreszcie przenikający wszystko świat
prawzorów czy prototypów; wszelkie impulsy woli i samorzutne idee, jakie później
przeniosą ze sobą istoty, powracając do świata fizycznego. Wszystko to dusza musi
przeżyć i przygotować w czterech dziedzinach dewahanu, aby zebrać siły na nowe życie.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-03.htm (5 of 5) [07-May-11 4:55:10 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Wstecz / Spis treści / Dalej
IV
Ostatnim razem opisywaliśmy światy, przez które człowiek przechodzi po śmierci, gdy już
odrzuci w świecie kamaloki - lub jak mówi się w teozofii różokrzyżowców w świecie
elementarnym - wszystko, co go jeszcze wiązało z fizycznością tego świata. Opisaliśmy
następnie dziedzinę zwaną rupa-dewahan albo też światem niebiańskim, światem
inspiracji. Widzieliśmy, że i tam, w tej właściwej krainie ducha, odróżnić można cztery
żywioły, podobnie jak tu, w świecie fizycznym. Mamy tam więc kontynent, który
przeniknięty jest tym, co stanowi ocean i rzeki dewahanu, a co jeszcze lepiej da się
porównać z obiegiem krwi u człowieka. Widzieliśmy także, że analogię do naszej warstwy
powietrznej stanowi tzw. atmosfera dewahanu. Znajduje się w niej wszystko, co przenika
dusze żyjących w świecie fizycznym istot: radości i smutki, uniesienia i udręki, jakie
ludzie przeżywają. Sfera ta obejmuje dużo więcej, żyją tam bowiem jeszcze zupełnie inne
istoty, które nie są wcielone w ciała fizyczne. I wreszcie w czwartej dziedzinie dewahanu
znajdują się prawzory tego wszystkiego, co jest oryginalne, od najprostszego
codziennego pomysłu aż do najwyższych dzieł artysty czy wynalazcy. To właśnie
stamtąd płyną siły, które pchają naprzód rozwój Ziemi. Ale oprócz tych stanów, tych
czterech dziedzin właściwego świata ducha, jest coś, co łączy naszą Ziemię z jeszcze
wyższymi światami.
Dotychczas wspominaliśmy tylko o tym, co ma bezpośredni związek z naszym ziemskim
rozwojem; o tym zaś, co poza ten rozwój wybiega, nie mówiliśmy jeszcze. Kto dostępuje
wtajemniczenia, poznaje pradawną przeszłość i daleką przyszłość Ziemi, a także jej
związek z innymi światami, poza obrębem naszego systemu.
Przede wszystkim spotykamy w świecie dewahanu coś bardzo doniosłego, co nazywamy
zwykle kroniką akasza. Nie oznacza to, że kronika akasza powstaje w dewahanie.
Pochodzi ona z jeszcze wyższych światów, ale kto dostał się do dewahanu, ten może już
mieć do niej pewien dostęp.
Czym jest kronika akasza? Najlepiej wytworzymy sobie o niej pojęcie, jeżeli zdamy sobie
sprawę, że wszystko, co dzieje się na Ziemi, czy też gdziekolwiek w świecie, pozostawia
w pewnej bardzo subtelnej esencji trwałe odbicie, które wtajemniczony może odnaleźć.
Nie jest to zwykła kronika, można by ją raczej określić jako kronikę żywą. Jeżeli np. ktoś
żył w I wieku po Chrystusie, to jego myśli, impulsy, wszystko, co wyrażało się w jego
czynach, nie zginęło bez śladu, lecz właśnie zachowało się jako odbicie w tej niezmiernie
subtelnej esencji. Jasnowidzący może to wszystko "zobaczyć". Nie tak, jak gdyby było
napisane w książce historycznej, ale tak, jak się niegdyś działo. W tych duchowych
obrazach można zobaczyć, jak się ktoś poruszył, co robił, jak np. odbył podróż. Widzi się
tam również impulsy woli, uczucia i myślenia. Nie powinniśmy jednak wyobrażać sobie,
że te obrazy wyglądają jak odbicie wprost z planu fizycznego. Weźmy prosty przykład:
jeżeli porusza się ręką, to wola człowieka przenika każdą najmniejszą cząstkę
poruszającej się ręki i właśnie tę siłę woli, ukrytą tutaj na planie fizycznym, może widzieć
jasnowidzący w kronice akasza. To, co w nas działa, a w świecie fizycznym tylko się
przejawia - tam, w świecie ducha, staje się bezpośrednio widoczne.
Szukamy w kronice akasza np. Cezara. Możemy odnaleźć wszystko, czego Cezar
dokonał. Musimy jednak zrozumieć, że znajdziemy tam raczej myśli Cezara; jeżeli Cezar
powziął jakiś zamiar, to zobaczymy cały łańcuch postanowień aż do chwili, kiedy
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-04.htm (1 of 6) [07-May-11 4:55:12 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
zamierzenie zostało zrealizowane. Nie jest łatwą rzeczą śledzić w kronice akasza
konkretne wydarzenia. Trzeba pomagać sobie nawiązywaniem do faktów, które są
znane. Jeżeli jasnowidzący chce się czegoś dowiedzieć o Cezarze, to musi uświadomić
sobie jakąś datę historyczną jako punkt wyjścia, a wtedy już bez trudności odsłania się
reszta. Wprawdzie na danych historycznych nie zawsze można polegać; czasem
stanowią one jednak pomoc. Jeżeli jasnowidzący zwróci wzrok wstecz aż do Cezara, to
rzeczywiście ujrzy jego postać niby żywą, oczywiście, w płaszczyźnie duchowej, ale tak,
jakby Cezar stał przed nim i mówił do niego. Jeżeli jednak człowiek, mający pewien dar
widzenia, niezbyt dobrze orientuje się w wyższych światach, to mogą mu się zdarzyć
różne rzeczy, gdy cofa swój wzrok w przeszłość.
Kronika akasza znajduje się wprawdzie w dewahanie, ale sięga niżej, aż do świata
astralnego, gdzie często spotyka się obrazy z kroniki akasza niby miraże fatamorgany.
Są one jednak porwane i niepewne; trzeba o tym dobrze pamiętać, gdy rozpoczyna się
badania nad przeszłością. Wyjaśnimy sobie na przykładzie, jakie pomyłki mogą tutaj
grozić. Jeżeli idąc za wskazówkami kroniki akasza cofamy się do czasów istnienia
Atlantydy, jeszcze zanim zaginęła w kataklizmie wodnym, to możemy obserwować
wydarzenia, jakie tam miały miejsce. Powtórzyły się one później raz jeszcze w innej
formie. Północna część Niemiec, Europa Środkowa na wschód od Atlantyku była areną
wydarzeń, które były powtórzeniem zdarzeń z okresu Atlantydy, zanim z południa
przyszło chrześcijaństwo. Dopiero później, pod wpływem tego, co przyszło z południa,
nastąpił samodzielny rozwój narodów. Jest to przykład, jak łatwo narazić się na pomyłki.
Jeżeli ktoś obserwuje wydarzenia zapisane w kronice akasza nie według obrazów w
dewahanie, lecz w świecie astralnym, to łatwo może się zdarzyć, że weźmie to
powtórzenie dawnych stanów za samą Atlantydę. I to właśnie miało miejsce w
rewelacjach Scott-Elliota o Atlantydzie. Są one zupełnie ścisłe, jeżeli sprawdzać je
według obrazów astralnych, ale mylące, jeżeli odnosić je do tego, co daje prawdziwa
kronika akasza w dewahanie. Takie rzeczy należy wyjaśniać. Jeżeli zrozumie się, gdzie
leży źródło pomyłki, to jest nam znacznie łatwiej ocenić takie informacje. Innym źródłem
błędów może być opieranie się na przekazach medialnych. Media, jeżeli tylko mają
odpowiednią medialność, mogą widzieć kronikę akasza, chociaż zwykle tylko w odbiciu
astralnym. Kronika ta ma pewną szczególną właściwość: jeżeli znajdziemy tam jakiegoś
człowieka, to zachowuje się on jak żywa istota. Jeżeli znajdziemy np. Goethego, to mówi
on do nas nie tylko tymi słowami, jakie wypowiadał za życia, ale także odpowiada w
duchu Goethego na zadane pytania i może się zdarzyć, że Goethe będzie mówił wiersze
utrzymane w jego duchu i w jego stylu, a których nigdy nie napisał. Obrazy kroniki akasza
są tak żywe, że zachowują się jak człowiek, którego są odbiciem. Dlatego może się
zdarzyć, że weźmiemy je za samych ludzi. Medium sądzi, że ma do czynienia z duchem
zmarłego, gdy tymczasem jest to tylko astralny obraz z kroniki akasza. Duch Cezara
może być już na nowo wcielony na Ziemi, a jednocześnie jego obraz z kroniki akasza
może się zjawić i przemawiać na seansach. Nie będzie to oczywiście wcale
indywidualność Cezara, tylko trwałe odbicie pozostawione niegdyś w kronice akasza. Na
tym polegają tak częste pomyłki na seansach z mediami. Musimy rozróżniać to, co
człowiek zostawia jako żywy obraz, odbicie w kronice akasza, od tej wiecznej cząstki
swojej istoty, która postępuje naprzód w rozwoju jako indywidualność. Są to ważne,
bardzo ważne rzeczy.
Gdy człowiek opuszcza kamalokę, to odzwyczaił się już od tego wszystkiego, do czego
potrzebna mu była fizyczność. Wstępuje w opisany świat dewahanu. Zaczyna się teraz
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-04.htm (2 of 6) [07-May-11 4:55:12 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
dla niego bardzo doniosły okres; spróbujemy wyjaśnić sobie, co się z nim tam dzieje.
Wszystko, co człowiek kiedykolwiek pomyślał, swoje uczucia i namiętności, słowem
wszystkie swoje przeżycia spotyka w dewahanie jako otaczające go rzeczy zewnętrzne.
Najpierw widzi prawzór własnego ciała fizycznego. Tak jak na Ziemi chodzimy wśród
skał, gór i kamieni, tak tam kroczymy wśród postaci; które odpowiadają wszystkim
przedmiotom naszego świata fizycznego. Znajdujemy tam więc także nasze własne ciało
fizyczne. Człowiek po śmierci widzi, że jego ciało jest poza nim - tak samo jak inne
przedmioty. Po tym poznaje człowiek, że z kamaloki przeszedł do dewahanu. Tutaj, na
Ziemi, patrząc na swoje ciało człowiek mówi: "To jestem ja"; tam patrzy na nie i mówi:
"To jesteś ty". Filozofia Wedanty zaleca swoim uczniom medytacyjne wnikanie w ten
nastrój, aby ćwicząc się w tym kierunku zrozumieli, co to znaczy mówić do swego ciała:
To jesteś ty. Poza tym człowiek widzi wokół siebie wszystko, co przeżywał na Ziemi.
Jeżeli żywił złe uczucia, np. uczucie zemsty lub niechęci ku swoim bliźnim, to wszystkie
te złe uczucia wychodzą mu naprzeciw, ukazują mu się poza nim samym niby chmura.
Jest to dla człowieka nauka. Uczy się, jakie znaczenie i jaki wpływ mają te wszystkie
uczucia.
Spójrzmy na człowieka na Ziemi, na planie fizycznym. Jak powstały jego organy, np.
oczy? Były czasy, kiedy oko jeszcze nie istniało; wykształciło je dopiero światło. Światło
uformowało oko z naszej fizycznej organizacji, światło jest przyczyną jego istnienia. W
ten sposób wszystko, co nas otacza, stwarza narządy w fizycznych ciałach i
substancjach. Na Ziemi nasze otoczenie opracowuje materię, ciało fizyczne. To, co nas
otacza w dewahanie, pracuje nad naszą duszą. Wszystkie dobre i złe uczucia, jakie
człowiek przyswoił sobie za życia, stanowią tam jego otoczenie, pracują nad jego duszą i
tworzą jej organy. Jeżeli człowiek był za życia dobry, to w jego otoczeniu w dewahanie
żyją jego dobre cechy, pracują w duchowym świecie i "modelują" organy jego duszy,
które będą z kolei architektami, gdy przyjdzie do budowy nowego fizycznego ciała przy
nowych narodzinach. W ten sposób życie wewnętrzne człowieka stanowi w dewahanie
jego świat zewnętrzny i pracuje dla jego przyszłej inkarnacji; przygotowuje siły które
zbudują mu nowe ciało.
Nie należy jednak myśleć, że człowiek nie ma w dewahanie nic więcej do spełnienia, jak
tylko myśleć o sobie; ma on tam poza tym bardzo ważne zadania. Aby zrozumieć, na
czym one polegają, spróbujmy objąć wzrokiem rozwój naszej Ziemi. Cofnijmy się wstecz
o parę tysięcy lat. Jakże inaczej wszystko wtedy wyglądało! Inne rośliny, inne zwierzęta,
nawet inny klimat. Przyroda na powierzchni Ziemi ustawicznie się zmienia. Np. w Grecji
nie mogłoby teraz wyrosnąć to, co wydawała gleba starożytnej Grecji. Oblicze Ziemi
ciągle się zmienia i na tym polega jej rozwój.
Gdy człowiek umrze, to upływa bardzo długi okres, zanim się znowu narodzi. Gdy się
więc zjawia na nowo na Ziemi, zastaje zupełnie zmieniony układ warunków, bo ma
przeżyć coś zupełnie nowego. Nigdy nie rodzi się dwa razy w takim samym
ukształtowaniu Ziemi. Człowiek pozostaje w świecie ducha tak długo, aż Ziemia będzie
mogła dostarczyć mu zupełnie nowych terenów. Ma to swoje znaczenie; człowiek może
nauczyć się czegoś nowego, a przez to zupełnie inaczej się rozwinąć. Wyobraźmy sobie
np. rzymskiego chłopca; żył on zupełnie inaczej niż chłopcy chodzący do szkoły w
naszych czasach. My zaś, gdy ponownie się narodzimy, również zastaniemy zupełnie
inne warunki. Tak przechodzi człowiek z jednego wcielenia w drugie, a kiedy przebywa w
światach, które opisywaliśmy, oblicze Ziemi bez ustanku się zmienia.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-04.htm (3 of 6) [07-May-11 4:55:12 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Nasuwa się teraz pytanie: kto sprawia, że wygląd naszej planety tak się zmienia? I
jednocześnie zbliżamy się do odpowiedzi na inne pytanie: co robi człowiek między
jednym wcieleniem a drugim? Otóż będąc w światach duchowych pracuje on razem z
wyższymi istotami nad przekształceniem Ziemi. To ludzie spełniają tę pracę pomiędzy
śmiercią a nowym narodzeniem. Gdy potem narodzą się znowu, zastają wprawdzie
zmienione oblicze Ziemi, ale jej nowe ukształtowanie jest ich własnym dziełem. Wszyscy
wykonaliśmy tę pracę.
Jeżeli pytamy o to, gdzie jest dewahan, gdzie znajduje się świat duchowy, to odpowiedź
będzie brzmiała: wokół nas. Tak jest naprawdę. Wszystkie ludzkie dusze żyjące w tej
chwili poza ciałem są wokół nas; pracują tuż koło nas. Gdy budujemy miasta i fabryki,
gdy tworzymy dzieła nauki czy sztuki, to obok nas pracują ze świata duchowego ludzie,
będący pomiędzy śmiercią a nowym narodzeniem.
Jeżeli człowiek jasnowidzący zwraca się do światła, jeżeli spogląda na światło wzrokiem
nie tylko zmysłowym, to w świetle tym odnajduje zmarłych. Otaczające nas światło
buduje ciała tym zmarłym; mają oni ciała utkane ze światła. Światło oblewające Ziemię
jest tworzywem dla istot żyjących w dewahanie. Spójrzmy na roślinę, która odżywia się
światłem słonecznym; bierze ona w siebie w rzeczywistości nie tylko fizyczne światło,
lecz i działanie istot duchowych, a między nimi są także ludzkie dusze. One promieniują
jako światło na rośliny, unoszą się wokół roślin wraz z innymi duchowymi istotami. Jeżeli
więc spoglądamy oczami ducha na roślinę, to widzimy, że roślina raduje się z
oddziaływania zmarłych istot ludzkich, które się wokół niej w tym świetle unoszą, tworzą i
przędą. A jeżeli teraz zwrócimy uwagę, jakim zmianom ulega szata roślinna Ziemi i
zapytamy, kto to sprawił, to musimy odpowiedzieć: w świetle, które oblewa naszą Ziemię,
działają dusze zmarłych, przejawia się prawdziwy świat dewahanu. Właśnie w to świetlne
królestwo wchodzimy po upływie okresu kamaloki; jest to konkretna prawda. Kto zna
dewahan w znaczeniu teozofii różokrzyżowców, ten może wskazać, gdzie rzeczywiście
szukać zmarłych.
Gdy w człowieku rozwija się wewnętrzny zmysł widzenia, dokonuje on czasem
szczególnego spostrzeżenia. Jeżeli stanie pod Słońce, to jego ciało zatrzymuje światło i
człowiek rzuca cień; otóż zdarza się często, że patrząc w zacienione miejsce, przeżyje
pierwszy moment postrzegania ducha. Ciało zatrzymuje światło, ale nie zatrzymuje
ducha; a w cieniu, który rzuca ciało, można dostrzec ducha. Dlatego ludy pierwotne,
które zawsze miały jakiegoś jasnowidzącego, cień nazywają duszą. Mówią oni:
Pozbawiony cienia - pozbawiony duszy. To samo znajdujemy w opowiadaniu Adalberta
von Chamisso, mówiącym o człowieku, który zgubił swój cień, a więc stracił tym samym
swoją duszę i dlatego jest tak smutny.
Tak więc przedstawia się działalność człowieka w dewahanie pomiędzy śmiercią a
nowym narodzeniem. Nie jest to bynajmniej bezczynny spokój, gdyż dusze ludzkie
pracują z dewahanu nad biegiem ziemskiego rozwoju, który w ten właśnie sposób
posuwa się naprzód. Życie tych dusz nie jest wcale błogim spoczynkiem, czy snem, jak
to sobie często wyobrażamy; jest o wiele bardziej czynne niż życie na Ziemi.
Gdy człowiek doszedł do tego, że spełnione czyny minionego życia przetworzył w siły
duchowe, kiedy wszystkie jego przeżycia znalazły się już w zewnętrznym świecie
dewahanu, jest wtedy już dojrzały do zstąpienia z dewahanu do nowych narodzin w
świecie fizycznym. Wtedy sfera ziemska zaczyna go znowu przyciągać.
Zstępując z dewahanu człowiek dostaje się najpierw do świata astralnego, czyli według
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-04.htm (4 of 6) [07-May-11 4:55:12 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
teozofii różokrzyżowej do świata elementarnego. Tutaj otrzymuje nowe ciało astralne.
Jeżeli na arkusz papieru nasypiemy opiłki żelaza i umieścimy pod spodem magnes, to
opiłki ułożą się w linie i kształty odpowiadające liniom sił pola magnetycznego. Tak samo
siły duszy, powstałe z opracowania jej poprzednich żywotów, przyciągają i porządkują
nieregularnie rozłożoną substancję astralną. W ten sposób człowiek sam buduje sobie
ciało astralne. Otóż jasnowidzący widzi tych dążących do Ziemi ludzi, posiadających
początkowo jedynie ciało astralne, jako istoty mające formę otwartych od dołu dzwonów.
Przecinają one z niesłychaną szybkością plan astralny. Niepodobna wyobrazić sobie
szybkości, z jaką przemierzają przestrzeń.
Teraz ci ludzie muszą otrzymać jeszcze ciało eteryczne i fizyczne. To, co działo się
dotąd, aż do budowy ciała astralnego włącznie, zależało od nich samych, od sił, jakie w
sobie rozwinęli. Jak ukształtuje się ciało eteryczne, zależy już na tym etapie rozwoju nie
tylko od samego człowieka, lecz od innych istot. Dlatego człowiek ma wprawdzie zawsze
dostosowane do swej indywidualności duchowej ciało astralne, natomiast nie zawsze to
ciało astralne harmonizuje całkowicie z ciałem eterycznym i fizycznym; stąd częsty brak
równowagi i niezadowolenie z życia. Ci dążący do fizycznego wcielenia ludzie
przebiegają plan astralny, gdyż muszą sobie znaleźć odpowiednich rodziców, którzy
daliby im najlepszą możliwość otrzymania fizycznej i eterycznej cielesności,
dostosowanej do ich ciała astralnego. Zawsze chodzi o znalezienie stosunkowo
najlepszych, najodpowiedniejszych dla danej duszy rodziców. W poszukiwaniach tych
pomagają istoty, których zadaniem jest dołączyć ciało eteryczne do ciała astralnego
człowieka, istoty podobne do tych, które często nazywamy duchami narodu. Duch narodu
nie jest abstrakcyjnym, nieuchwytnym pojęciem, jak ludzie często sądzą. Dla duchowego
obserwatora świata jest on czymś równie rzeczywistym jak nasza dusza wcielona w
ciało. W ten sposób naród posiada wspólne ciało - wprawdzie nie fizyczne, ale astralne -
oraz zawiązki ciała eterycznego. Naród żyje niby w astralnym obłoku, który stanowi ciało
jego ducha. Otóż podobne duchy kierują budową eteru skupiającego się wokół duszy
ludzkiej; dlatego też człowiek nie zależy już wyłącznie od siebie w tej pracy.
A teraz zbliża się bardzo ważny moment, równie istotny jak chwila bezpośrednio po
śmierci, kiedy to widzimy obraz obejmujący całe nasze minione życie. Gdy człowiek
przyobleka się już w ciało eteryczne, ale jeszcze nie ma ciała fizycznego - jest to krótki
moment, lecz niesłychanie ważny - staje przed nim na chwilę jego przyszłe życie. To, co
go czeka na Ziemi, nie jawi się ze wszystkimi szczegółami, lecz jedynie w ogólnej
perspektywie. Widzi on wtedy - o czym przy wcieleniu znowu zapomina - czy ma przed
sobą życie szczęśliwe. Otóż zdarza się, zwłaszcza jeżeli człowiek w poprzednich
wcieleniach doświadczał wielu cierpień, że w chwili spojrzenia na nowe życie doznaje
szoku i nie chce wejść w ciało fizyczne. Może się wtedy zdarzyć, że nie złączy się z tym
ciałem całkowicie, że związek między ciałem astralnym, eterycznym i fizycznym będzie
niedostateczny. Rezultatem tego jest tzw. niedorozwój - rodzi się idiota. Nie zawsze taka
jest przyczyna niedorozwoju, jednak często. Dusza broni się jakby, cofa się przed
fizycznym wcieleniem. Taki człowiek nie jest w stanie we właściwy sposób używać
swojego mózgu, gdyż nie jest on odpowiednio złączony z wyższymi ogniwami jego
natury. Tylko wtedy, gdy człowiek zgodzi się - jeżeli tak można powiedzieć - we właściwy
sposób wejść przy wcieleniu w swoje narzędzie fizyczne, jakim jest ciało, jedynie wtedy
jest w stanie używać go we właściwy sposób. Ciało eteryczne, które zwykle tylko w
niewielkim stopniu wykracza poza obręb ciała fizycznego, nad głową niedorozwiniętego
człowieka często znacznie wystaje. Jest to jeden z wypadków nie do wytłumaczenia na
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-04.htm (5 of 6) [07-May-11 4:55:12 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
drodze czysto fizycznego badania, a który daje się wyjaśnić przy pomocy wiedzy
duchowej.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-04.htm (6 of 6) [07-May-11 4:55:12 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Wstecz / Spis treści / Dalej
V
W rozważaniach naszych doszliśmy do punktu, gdy człowiek, który zstępuje na Ziemię ze
światów ducha, przyodziany jest w ciało eteryczne i dzięki temu przez chwilę widzi ogólny
zarys życia, które go czeka. Poznaliśmy, jakie stany może to wywołać. Zanim
przejdziemy dalej, postarajmy się jeszcze odpowiedzieć na pytanie, które mogło powstać
u niejednego z tych, którzy kierują duchowe spojrzenie na dewahan. Czy istnieje jakieś
współżycie, obcowanie ludzi między śmiercią a nowym narodzeniem? Otóż nie tylko na
Ziemi istnieje wspólne życie ludzi, podobnie dzieje się również w wyższych światach. Tak
samo jak praca ludzi sięga z dewahanu aż do świata fizycznego, tak też wszelkie
stosunki istniejące tutaj między ludźmi, wszelkie wzajemne powiązania i związki zawarte
na Ziemi sięgają do sfer dewahanu.
Weźmy konkretny przykład, stosunek matki i dziecka. Może powstać pytanie: Czy istnieje
między nimi związek, który będzie trwał dalej? Tak, jest to relacja o wiele głębsza i
mocniejsza niż wszelkie inne więzy, jakie łączyć mogą ludzi na Ziemi! Miłość
macierzyńska ma charakter pierwotny, jest raczej instynktem. Gdy dziecko podrasta,
stosunek ten przeradza się w związek moralny, etyczny, duchowy. W miarę jak matka i
dziecko zaczynają wspólnie myśleć i mieć wspólne odczucia, ten naturalny instynkt
stopniowo ustępuje. Daje on tylko możliwość zawiązania tego pięknego węzła,
połączenia w najwyższym sensie miłości matki z miłością dziecka. Co rozwinęło się z
wzajemnego zrozumienia, z wewnętrznej miłości, przechodzi dalej w rejony świata
duchowego, również wtedy gdy śmierć rozłącza ich pozornie na pewien czas. Ale po
okresie rozłąki ich związek odradza się na nowo, jest równie żywy i głęboki. Są znowu
razem. Muszą tylko odrzucić wszystko, co było pierwotne i instynktowne. Uczuć i myśli,
które łączyły ich dusze, nie hamują już w świecie ducha granice możliwości, w których
żyjemy tu, na Ziemi. Poza tym wygląd, struktura dewahanu zależy od tych nawiązanych
na Ziemi stosunków.
Weźmy teraz inny przykład. Powstaje przyjaźń, zażyłość płynąca z wewnętrznego
pokrewieństwa dusz i przechodzi aż do dewahanu. Tam zaś kształtuje ona związki
społeczne następnego życia. W ten sposób zawiązując na Ziemi więzy dusz, pracujemy
nad ukształtowaniem dewahanu. Wszyscy pracujemy w ten sposób, łącząc się z ludźmi
węzłami miłości; stwarzamy wtedy coś, co ma znaczenie nie tylko dla Ziemi, lecz wpływa
także na układ stosunków w dewahanie. Miłość, przyjaźń, wzajemne wewnętrzne
zrozumienie są jakby materiałem budowlanym, z którego tam, w świecie ducha, powstaje
świątynia; człowiek musi czuć się podniesiony na duchu, gdy wie, że tym, co snuje tu od
duszy do duszy, kładzie podwaliny pod rzeczy wieczne.
Przypuśćmy, że na jakiejś innej fizycznej planecie żyłyby istoty, których nie łączy
sympatia, których nie wiąże najmniejsze uczucie miłości. Dewahan takich istot byłby
niezmiernie ubogi. Bogaty, pełen treści dewahan może mieć tylko taki świat planetarny, w
którym między ludźmi istnieją więzy miłości. Człowiek, który już jest w dewahanie,
jakkolwiek zwyczajnym ludziom wydaje się niedostępny, to jednak sam ma ciągle mniej
lub bardziej wyraźną - zależnie od stopnia swojego rozwoju - świadomość łączności z
ludźmi, którzy zostali na Ziemi. Możemy nawet sprawić, aby ta łączność stała się
silniejsza. Jeżeli ku tym, którzy od nas odeszli, posyłamy myśli pełne miłości, ale nie
miłości egoistycznej, to wzmacniamy związek, który nas z nimi łączy.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-05.htm (1 of 5) [07-May-11 4:55:14 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Błędne byłoby przekonanie, że świadomość człowieka w dewahanie jest przygaszona,
stłumiona. Tak nie jest. Musimy podkreślić, że człowiek nie może już stracić tego stopnia
świadomości, jaki osiągnął, chociaż w pewnych okresach przejściowych może zachodzić
czasowe jej przytłumienie. Tak więc człowiek w dewahanie, dzięki swoim duchowym
organom, ma jasną świadomość tego wszystkiego, co dzieje się na ziemskim globie.
Wiedza tajemna poucza nas, że człowiek żyjąc w świecie ducha, przeżywa jednocześnie
wszystko, co rozgrywa się na Ziemi.
Widzimy więc, że życie w dewahanie, gdy je rozważać takim, jakim jest w istocie, zatraca
wszystko, co pozbawione jest radości. Jeśli nie osądza się go z egoistycznego,
ziemskiego punktu widzenia, można odczuć, jak bezgranicznie jest szczęśliwe i błogie;
pomijając już to, że samo uwolnienie od ciała fizycznego, od tych niższych ogniw, którymi
tutaj człowiek jest skuty, daje niewymowne uczucie szczęścia. Sam fakt, że pęta już
opadły, że granice bytu ziemskiego nie krępują już człowieka, daje poczucie wielkiego
szczęścia. Dewahan jest okresem swobodnego, wolnego, niczym nie skrępowanego
bytowania, jakiego człowiek na Ziemi nigdy nie doświadczył.
A teraz wracamy znowu do losów duszy, która powraca na Ziemię po dłuższym pobycie
w świecie ducha. Widzieliśmy, że człowieka zbliżającego się do nowych narodzin
przyoblekają w nowe ciało eteryczne istoty archanielskie, podobne randze duchów
narodów. Nie zawsze będzie ono całkowicie dostosowane do danego człowieka; jeszcze
gorzej jest z ciałem fizycznym. Spróbujmy teraz objaśnić w ogólnym zarysie, jak odbywa
się to wstępowanie człowieka w świat fizyczny.
Wiemy, że ciało astralne przygotowuje sobie człowiek sam i to zależnie od swoich
właściwości. Poprzez swoje ciało astralne skłania się ku tym a nie innym poszczególnym
istotom na Ziemi. Ciało eteryczne natomiast dąży w stronę narodu i rodziny - w szerszym
znaczeniu tego słowa - w której człowiek pragnie się narodzić. Sposób ukształtowania
ciała astralnego człowieka, substancja, ustrój tego ciała, przyciągają go do przyszłej
matki. Natomiast jaźń prowadzi go do ojca. Jaźń człowieka istnieje przecież od
zamierzchłych czasów, gdy dusza po raz pierwszy zstąpiła z łona Boga w ziemskie ciało.
Jaźń rozwinęła się przechodząc przez wiele kolejnych inkarnacji. U każdego człowieka
jest ona inna. Ten indywidualny charakter danej jaźni jest powodem dążenia ku ojcu.
Ciało eteryczne pociąga do narodu, rodziny; astralne dąży zwłaszcza ku matce; jaźń ku
ojcu. Tak ukierunkowane są poszukiwania dążącego do nowego wcielenia człowieka.
Może się zdarzyć, że ciało astralne pociągnięte zostało do matki, ale jaźń nie zgadza się
na danego ojca; w tym wypadku dusza wędruje dalej, aż znajdzie odpowiednią parę
rodziców.
W dzisiejszym stanie rozwoju jaźń przedstawia element woli, impuls odczuwania; w ciele
astralnym są właściwości wyobraźni, właściwości myśli. Toteż myślenie i wyobraźnię
dziedziczymy po matce, natomiast element woli i odczuwanie po ojcu. Widzimy więc, że
dążąca do wcielenia indywidualność dąży do wyboru rodziców, którzy powinni jej dać
fizyczne ciało.
To, co tutaj opisujemy, rozgrywa się tak, że w zasadzie do trzeciego tygodnia po
poczęciu proces ten jest zakończony. Wprawdzie człowiek, którego duchowa struktura
składa się z jaźni, ciała astralnego i eterycznego, znajduje się już od chwili poczęcia stale
w pobliżu matki, ale działa z zewnątrz. Po krótkim jednak czasie, w trzecim tygodniu po
poczęciu, ciało astralne i eteryczne ogarniają i przenikają zarodek; rozpoczyna się praca
nad ciałem człowieka. Dotychczasowy rozwój ciała lirycznego odbywał się bez udziału
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-05.htm (2 of 5) [07-May-11 4:55:14 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
ciała astralnego i eterycznego; odtąd współdziałają one w rozwoju dziecka, same
kształtują dalej ludzki płód. Widzimy więc, że ustrój ciała fizycznego w jeszcze mniejszym
stopniu niż ustrój ciała eterycznego dopasowany jest harmonijnie do naszej
indywidualności. To nam wyjaśnia wiele faktów spotkanych w świecie.
Wszystko to odnosi się do normalnego rozwoju przeciętnego współczesnego człowieka.
Trochę inaczej to wygląda, jeżeli człowiek już w poprzedniej inkarnacji rozpoczął pracę
nad swoim rozwojem ezoterycznym. Im wyżej zaszedł, tym wcześniej następuje chwila,
gdy sam zaczyna pracę nad swoim ciałem fizycznym, aby je dzięki temu lepiej
przystosować do zadania, które ma wypełnić na Ziemi. Im później nastąpi połączenie z
zarodkiem człowieka, tym mniej będzie panował nad swoim ciałem fizycznym. U wysoko
rozwiniętych ludzi, którzy przewodniczą w rozwoju duchowym ludzkości, to połączenie
odbywa się dokładnie w chwili poczęcia. Nic nie dzieje się bez ich udziału, sami kierują
swym ciałem fizycznym aż do śmierci, a pracę nad kształtowaniem nowego ciała
zaczynają od pierwszej chwili jego istnienia.
Materia, z której składa się ciało fizyczne, zmienia się ustawicznie; po około siedmiu
latach odnawia się wszystko, aż do ostatniego atomu. Materiał wymienia się, natomiast
pozostaje forma. Od narodzin aż do śmierci musimy wciąż na nowo przeobrażać materię,
zmienia się ona ciągle. To, co rozwinęliśmy wyżej podczas życia, jest trwałe, nie ginie w
momencie śmierci, żyje dalej i buduje nowy organizm.
To, co robimy nieświadomie od narodzin aż do śmierci, wtajemniczony spełnia
świadomie od śmierci do chwili nowych narodzin. Wypracowuje on świadomie swoje
nowe ciało fizyczne. Toteż narodziny są dla niego tylko radykalną przemianą. Stąd
wielkie podobieństwo zewnętrzne u takich ludzi między jedną a drugą inkarnacją, gdy
tymczasem u ludzi mniej rozwiniętych duchowo nie zachodzi żadne podobieństwo
zewnętrzne między poszczególnymi wcieleniami. Im wyższy stopień rozwoju duchowego,
tym większe podobieństwo kolejnych inkarnacji. Istnieje specjalne wyrażenie na
oznaczenie tego stanu rzeczy. O mistrzu mówi się, że rodzi się "w tym samym ciele";
używa go przez setki, nawet tysiące lat. Dotyczy to prawie wszystkich wiodących
indywidualności. Wyjątek stanowią mistrzowie, którzy mają specjalną misję. Zachowują
oni ciało fizyczne w ten sposób, że śmierć w ogóle nie następuje. Są to mistrzowie,
których zadaniem jest czuwać w okresach, gdy jedna rasa przechodzi w drugą.
Teraz nasuwają się dwa inne pytania: Jak długo przebywa się w wyższych światach oraz
pytanie o płeć w następujących po sobie wcieleniach.
Obserwacja w świecie ducha pokazuje, że człowiek powraca na Ziemię po okresie mniej
więcej 1000 do 1300 lat. Dzieje się tak dlatego, że powracając po upływie takiego czasu,
zastaje oblicze Ziemi przeobrażone i dzięki temu ma możliwość przeżycia nowych
doświadczeń. Zmiany, jakim podlega nasza planeta, pozostają w głębokim związku z
konstelacjami Zwierzyńca. Są to fakty wielkiej doniosłości. Obecnie na początku wiosny
Słońce wschodzi w konstelacji Ryby, natomiast 800 lat przed Chrystusem wschodziło w
znaku Barana; przedtem zaś w sąsiedniej konstelacji Byka. Musi minąć 2160 lat, aby
Słońce przeszło przez jedną konstelację Zwierzyńca. Okres, w którym Słońce przebiega
wszystkie 12 znaków i wraca na to samo miejsce, nazywamy w wiedzy tajemnej "Rokiem
Świata".
W dawnych czasach ludzie głęboko odczuwali wszystko, co wiąże się z wędrówką
Słońca przez Zwierzyniec. Ze czcią patrzyli, jak wiosną Słońce podnosi się na
horyzoncie, jak się wtedy odradza natura po zimowym spoczynku, jak boży promień
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-05.htm (3 of 5) [07-May-11 4:55:14 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
wiosennego słońca budzi się z głębokiego snu. Młodzieńcze siły wiosny łączyli z
konstelacją, z której świeciło wschodzące Słońce; odczuwali powracające co roku do
pełni swych sił Słońce jako jej dar - nowe, twórcze siły boże. Dla ludzi sprzed około 2000
lat Baranek był więc dobroczyńcą ludzkości. W tym czasie powstały wszystkie mity o
Baranku. Z symbolem tym łączą się boskie pojęcia. Samego Zbawiciela, Jezusa
Chrystusa, przedstawiano w pierwszych stuleciach naszej ery w symbolu Krzyża, a pod
nim Baranka. Dopiero w szóstym wieku po Chrystusie w ikonografii pojawia się postać
Zbawiciela wiszącego na krzyżu.
Znana legenda o Jazonie i jego wyprawie na poszukiwanie złotego runa baranka też
osnuta jest na tym symbolu.
Przed rokiem 800 p.n.e. Słońce przechodziło przez konstelację Byka. W tym czasie
zaznaczył się w Egipcie kult Apisa, a w Persji kult Mitry. Jeszcze wcześniej przechodziło
Słońce przez znak Bliźniąt. W indyjskich i germańskich mitach napotykamy pochodzące z
tego czasu wzmianki o bliźniakach. Na koniec dochodzimy do czasów konstelacji Raka,
do epoki atlantyckiego kataklizmu. Był to przełom; zmierzch starej kultury, początek
nowej; w wiedzy tajemnej mamy na to określony znak, mianowicie spiralę; jest to
jednocześnie symbol konstelacja Raka, można go znaleźć w każdym kalendarzu.
Tak więc ludzie mieli w dawnych czasach dokładną świadomość tego, co dzieje się na
niebie, równolegle do ziemskich wydarzeń. Kiedy więc Słońce przeszło przez jeden znak
Zodiaku, to i wygląd Ziemi zmienił się na tyle, że nowe zejście na Ziemię może mieć dla
człowieka wartość. Dlatego rytm kolejnych wcieleń zależy od przesuwania się w Zodiaku
punktu, gdzie Słońce wschodzi w czasie wiosennego zrównania dnia z nocą. W czasie,
jakiego Słońce potrzebuje do przejścia przez jedną konstelację Zodiaku, człowiek ma
dwa wcielenia; jedno męskie i jedno kobiece. Przeżycia i doświadczenia, jakie może dać
człowiekowi inkarnacja w organizmie męskim lub kobiecym, są dla duchowego życia tak
zasadniczo różne, że konieczne jest raz męskie, raz kobiece wcielenie się duszy w tym
samym ukształtowaniu Ziemi. To właśnie daje przeciętny okres między kolejnymi
inkarnacjami około 1000 do 1300 lat.
Została tu jednocześnie wyjaśniona sprawa płci. Regułą jest zmiana płci. Zasada ta jest
często łamana. Czasem trzy do pięciu, ale nigdy więcej niż siedem razy pod rząd
następuje inkarnacja o tej samej płci. Przeczy to jednak wszystkim ezoterycznym
doświadczeniom, jeżeli mówi się, że siedem kolejnych wcieleń tej samej płci stanowi
regułę.
Zanim przejdziemy do studiowania karmy poszczególnego człowieka, musimy się
zastanowić nad pewnym zasadniczym faktem. Oprócz karmy indywidualnej istnieje
jeszcze karma zbiorowa, która nie jest określana przez poszczególnego człowieka,
jakkolwiek wyrównuje się ona podczas jego inkarnacji. Rozważmy konkretny przykład.
Gdy w średniowieczu Hunowie ruszyli z Azji i zalali kraje Europy, wywołując wojny i
zniszczenie, wydarzenia te miały także swoje znaczenie duchowe. Hunowie byli
zdegenerowaną pozostałością dawnej ludności atlantyckiej, co wyrażało się pewnymi
rozkładowymi procesami w ich ciele astralnym i eterycznym. Te substancje rozkładowe
znalazły korzystne podłoże w uczuciach panicznego przerażenia, jakie wywoływali
wszędzie, gdzie się pojawili. W ciała astralne napadniętych ludów wszczepiał się w ten
sposób pierwiastek rozkładu, a w późniejszych pokoleniach przeszło to na ciało fizyczne.
Skóra wchłonęła przyjętą astralność, czego wynikiem była rozpowszechniona w
średniowieczu choroba – trąd. Oczywiście, lekarz, przedstawiciel czysto fizycznej
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-05.htm (4 of 5) [07-May-11 4:55:14 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
medycyny, będzie przytaczał fizyczne przyczyny, które tę chorobę wywołały. Nie chodzi
wcale o zwalczanie tego, co mówi lekarz. Załóżmy np. że ktoś w bójce zranił nożem
człowieka, do którego żywił od dawna uczucie zemsty. Jeden powie, że powodem tej
rany była żądza zemsty, a drugi stwierdzi, że to nóż spowodował ranę. Obydwaj mają
słuszność. Nóż był ostatnim fizycznym ogniwem w łańcuchu przyczyn, ale za nim
znajdują się duchowe powody. Kto szuka duchowych przyczyn, nie będzie przeczył
zjawiskom fizycznym. Na podstawie tego, co mówiliśmy o trądzie, widzimy, jaki znaczący
wpływ na późniejsze pokolenia mają wydarzenia historyczne i uczymy się, jak możemy
wywrzeć lepszy wpływ na odległe pokolenia, aż do zdrowia organizmu fizycznego.
W ostatnich stuleciach, dzięki postępowi techniki, powstał wśród ludności europejskiej
proletariat przemysłowy, a w związku z tym niesłychanie rozwinęła się nienawiść klasowa
i rasowa. Usadowiła się ona w ciele astralnym dzisiejszego człowieka i objawia się
fizycznie jako gruźlica płuc. Związek nienawiści z gruźlicą wykazują badania w dziedzinie
ducha. Ludziom biorącym udział w tej zbiorowej karmie często nie możemy już pomóc.
Musimy patrzeć z ciężkim sercem na cierpienia człowieka, nie mogąc wrócić mu radości i
zdrowia, gdyż związany jest on ze zbiorową karmą. I tylko poprawiając zbiorową karmę
dopomóc możemy poszczególnym ludziom; dlatego bardziej leży nam na sercu praca,
która ma na celu ratunek całej ludzkości niż egoistyczne poprawianie losu tej czy innej
jednostki.
A oto inny przykład, wzięty bezpośrednio z bieżących stosunków. Badania ezoteryczne
wykazały, że między istotami astralnymi, które brały udział w walkach w czasie wojny
rosyjsko-japońskiej, znajdowali się zmarli Rosjanie, którzy działali na szkodę swojego
narodu; stało się tak dlatego, że w ostatnich czasach wielu szlachetnych rosyjskich
idealistów zostało skazanych na śmierć lub też zginęło w więzieniu. Byli to ludzie o
wielkich ideałach, ale jednak nie na tyle rozwinięci duchowo, aby mogli przebaczyć.
Przechodząc przez śmierć, zabrali ze sobą żądzę zemsty nad własnymi prześladowcami.
Takie uczucie nienawiści musi się przemienić w kamaloce. Gdyby już znaleźli się w
dewahanie, umieliby powiedzieć: "Przebaczam tym, co mnie skrzywdzili". W dewahanie
poznaliby, widząc ciągnące na nich z zewnątrz chmury własnej nienawiści i zemsty, jak
straszliwe, jak niegodne są takie uczucia. Tak więc ezoteryczne badania pokazują nam,
jak całe narody są nadal pod wpływem swoich przodków.
Idealne dążenia naszych czasów nie zostaną spełnione, jeżeli będą chciały działać
jedynie fizycznymi środkami, wyłącznie na planie fizycznym, jak np. organizacje
pacyfistyczne, które wyłącznie fizycznymi środkami chcą zaprowadzić pokój. Gdy
nauczymy się działać także na planie astralnym, dopiero wtedy poznamy, jakie środki są
właściwe; dopiero wtedy potrafimy działać tak, aby człowiek, gdy powróci na Ziemię ze
świata ducha, mógł owocnie dalej pracować.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-05.htm (5 of 5) [07-May-11 4:55:14 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Wstecz / Spis treści / Dalej
VI
Dziś przechodzimy do omówienia, jak przeżycia człowieka w świecie fizycznym są
uwarunkowane jego poprzednim życiem. Przede wszystkim trzeba podkreślić, że nasze
życie zależy nie tylko od przebiegu wcześniejszych wcieleń, ale również, choć w
niewielkiej mierze, od teraźniejszego. Zasadę, która staje obecnie przed nami, mówiącą
o wzajemnym powiązaniu przeszłości, teraźniejszości i przyszłości człowieka nazywamy
prawem karmy. Jest to prawdziwe prawo losu człowieka. Każde życie rozpatrywane
oddzielnie jest tylko indywidualnym przypadkiem wielkiego prawa kosmicznego, gdyż to,
co nazywamy prawem karmy, jest powszechnym prawem kosmicznym, a przejawianie
się karmy w życiu człowieka jest tylko szczególnym jego przypadkiem. Jeżeli odkrywamy
jakikolwiek związek zachodzący między poprzednio istniejącymi stosunkami a ich
skutkami w przyszłości, to myśli nasze idą w kierunku tej zasady. Dlatego chcę
zaznaczyć, że mówiąc o ludzkim życiu, rozpatrujemy jedynie szczególny wypadek
działania tego prawa w kosmosie.
Jeżeli mamy przed sobą dwa naczynia napełnione wodą i do jednego z nich wrzucimy
rozżarzoną do czerwoności żelazną kulę, to woda zacznie syczeć i zagrzeje się.
Wyjmijmy teraz kulę i wrzućmy do drugiego naczynia; woda nie będzie już syczeć i
ogrzewać się. Gdybyśmy wrzucili tę kulę od razu do drugiego naczynia, mielibyśmy to
samo zjawisko, co w pierwszym - woda burzyłaby się, a kula ochłodziła. Teraz nie
możemy już tego zjawiska wywołać, gdyż kula nie jest rozżarzona, bo właśnie ochłodziła
się w pierwszym naczyniu. To, co działo się z kulą w pierwszym naczyniu, warunkuje jej
zachowanie w drugim naczyniu. W ten sposób w fizycznym życiu przyczyna związana
jest ze skutkiem. Od tego, co się działo wcześniej z daną rzeczą, zależą jej późniejsze
losy.
Innym przykładem mogą być pewne zwierzęta, u których wskutek osiedlenia się w
ciemnych jaskiniach organ wzroku uległ zanikowi. Substancje które przedtem odżywiały
ich oczy, kierują się teraz do innych części organizmu, gdyż dla oczu byłyby
bezużyteczne, skoro one już nie pracują. Rozwój narządu wzroku uległ w związku z tym
uwstecznieniu i we wszystkich następnych pokoleniach rodzą się już zwierzęta z
zanikającymi oczami. Stworzenia te same wywołały proces zaniku w swym organizmie,
osiedlając się w miejscach pozbawionych światła. Los następnych pokoleń określa
zachowanie się ich przodków w przeszłości. Przygotowały sobie w ten sposób swój
przyszły los. To samo zachodzi bez ustanku w życiu ludzkim.
Człowiek określa swoją przyszłość przez to, jakim był w przeszłości, ponieważ
najgłębsza jego istota nie zamyka się w ramach jednego życia, lecz przechodzi przez
szereg wcieleń, więc też i przyczyn tego, co go w danym życiu spotyka, szukać należy w
życiu dawniejszym.
Zastanówmy się teraz bliżej nad łańcuchem zależności, który można zrozumieć, jeżeli
zaczniemy choć odrobinę liczyć się z następstwami ludzkich czynów, myśli i uczuć. W
życiu potocznym mówi się często: "Myśl sobie, co ci się podoba" - co znaczy, że myśl
nasza nie ma znaczenia, nic nikomu nie szkodzi w świecie zewnętrznym. Dotknęliśmy
ważnego punktu, gdzie osoba przejęta prawdziwie duchowym impulsem różni się bardzo
od materialistycznie myślącego człowieka.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-06.htm (1 of 7) [07-May-11 4:55:16 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Materialista wierzy, że rzucając w kogoś kamieniem może mu sprawić ból. Sądzi
natomiast, że myśli pełne nienawiści, jakie żywi ku ludziom, nie wyrządzają im krzywdy.
Kto jednak rzeczywiście zna świat, ten wie, że myśl przesycona nienawiścią działa o
wiele silniej niż rzucony kamień. Wszystko, co człowiek myśli, przeżywa i czuje, wywiera
swój wpływ na otoczenie, a jasnowidzący może bardzo dokładnie śledzić, jak np. działa
pełna miłości myśl płynąca do człowieka, a jak całkowicie inaczej oddziałuje myśl pełna
nienawiści. Myśl przeniknięta miłością przedstawia się jasnowidzącemu niby kształt
świetlny, przypominający formą kielich kwiatu; unosi się ona wokół człowieka, ogarnia z
miłością jego ciało eteryczne i astralne, ożywia i przenika je błogim uczuciem szczęścia.
Tymczasem myśli pełne nienawiści przeszywają ciało astralne i eteryczne niby zatrute
strzały.
Można dokonywać w tej dziedzinie różnych obserwacji. W świecie astralnym stanowi
ogromną różnicę, czy wypowiadamy prawdziwą myśl, czy też kłamstwo. Myśl jest
prawdziwa, gdy ściśle odpowiada rzeczy, do której się odnosi. Jeżeli gdziekolwiek
zachodzi pewien fakt, to jego działanie sięga w wyższe światy. Jeżeli ktoś o tym fakcie
mówi zgodnie z prawdą, promieniuje z niego kształt astralny, który łączy się z odbiciem
samego faktu w wyższym świecie i oba wzmacniają się nawzajem. Te wzmocnione
astralne formy służą takiemu zróżnicowaniu i wzbogacaniu naszego świata duchowego,
jakie jest nam potrzebne dla dalszego rozwoju ludzkości. Jeżeli jednak przedstawiamy
fakty tak, że nasze słowa nie odpowiadają temu, co się istotnie wydarzyło, czyli
kłamiemy, wtedy przy spotkaniu powstałej w ten sposób formy myślowej z odbiciem
samego faktu następuje zderzenie i wzajemne zniszczenie. Tego rodzaju niszczące
wybuchy wywołane przez kłamstwo działają jak wrzód, który rozkłada organizm. Tak
kłamstwo zabija formy astralne, które powstają i muszą powstawać - a tak, zniszczone i
rozbite hamują i niszczą rozwój świata. Każdy, kto mówi prawdę, przyczynia się
rzeczywiście do postępu ludzkości, ten zaś, kto kłamie, hamuje go. Dlatego wiedza
tajemna uważa kłamstwo za morderstwo w dziedzinie duchowej. Nie tylko zabija ono
formy astralne, ale jest również samobójstwem. Każdy, kto kłamie, rzuca sam sobie
przeszkody pod nogi; wszędzie w świecie duchowym można zauważyć tego rodzaju
wpływy. Człowiek jasnowidzący spostrzega również, że wszystkie myśli, uczucia i
wrażenia mają wpływ na plan astralny. Wszystko, co stanowi skłonność, temperament,
ustalone cechy charakteru człowieka, nieprzemijające myśli, promieniuje ustawicznie i
sięga nie tylko do świata astralnego, lecz aż do dewahanu. Człowiek o pogodnym
temperamencie jest źródłem, ośrodkiem dla określonych procesów w dewahanie;
człowiek skłonny do przygnębienia działa tak, że pomnaża substancje związane z
nastrojem rezygnacji u ludzi. Wiedza duchowa pokazuje nam, że nie jesteśmy
odosobnieni w świecie, lecz z naszych myśli ustawicznie wytwarzają się formy, które
przenikają i różnicują świat dewahanu. Wszystkie obszary dewahanu podlegają ciągłemu
wpływowi myśli, uczuć i wrażeń człowieka.
Wyższe dziedziny, które mają związek z kroniką akasza, podlegają natomiast wpływowi
naszych czynów. Zewnętrzne wydarzenia sięgają swym działaniem aż do najwyższych
regionów dewahanu, które nazwaliśmy światem rozumu. Będziemy mogli teraz
zrozumieć, jak człowiek, zstępując w nową inkarnację, tworzy sobie i przyjmuje ciało
astralne. Wszystko, co pomyślał i odczuł, pozostało rozproszone w świecie astralnym.
Człowiek pozostawił tam wiele śladów. Jeżeli w jego myślach było dużo prawdy, to ślady
te tworzą mu dobre ciało astralne. To, co zostawił w niższym dewahanie jako swój
temperament itd., tworzy teraz nowe ciało eteryczne, a to, czego dokonał swoimi
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-06.htm (2 of 7) [07-May-11 4:55:16 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
czynami, oddziałuje teraz z najwyższych części dewahanu, gdzie można już odszukać
kronikę akasza, na uporządkowanie i rozmieszczenie ciała fizycznego. Tu spoczywają
siły, które wiodą człowieka do określonego miejsca. Jeśli wyrządziliśmy komuś krzywdę,
było to działanie zewnętrzne, którego wpływ wznosi się do najwyższych sfer dewahanu, a
przy tworzeniu nowego ciała fizycznego działa jako pozostawiona przez człowieka siła,
która pcha go, oczywiście pod kierunkiem wyższych jestestw, do pokrewieństwa, do
miejscowości, gdzie może teraz doświadczyć oddziaływania skutków swojego czynu.
Wszystko, czego doświadczamy z zewnątrz, a co nie ma szczególnie głębokiego związku
z naszym życiem wewnętrznym, działa przy następnym wcieleniu na nasze ciało
astralne, nadając naszym uczuciom, przeżyciom i myślom ich specyficzny charakter.
Jeżeli w życiu niejedno widzieliśmy, zdobyliśmy dużo wiadomości, to w przyszłym życiu
będziemy mieć ciało astralne szczególnie wyposażone w odpowiednie zdolności.
Przeżycia i doświadczenia przejawiają się w następnym wcieleniu w ciele astralnym.
Wrażenia radości i bólu, wewnętrzne przeżycia duszy mają wpływ w następnym
wcieleniu na nasze ciało eteryczne i kształtują ustalone skłonności. Kto przeżył dużo
radości, będzie miał ciało eteryczne skłonne do radosnego temperamentu. Kto stara się
spełniać dużo dobrych uczynków, rozwija w sobie uczucia, które w następnym życiu
zaowocują wrodzonym wprost talentem do dobrych czynów. Będzie też miał wrażliwe
sumienie i będzie człowiekiem wybitnie moralnym.
To, co związane jest w obecnym życiu z ciałem eterycznym, a więc charakter,
usposobienie człowieka itd., przy następnej inkarnacji występuje w ciele fizycznym.
Człowiek, który w jednym życiu rozwinął w sobie złe upodobania czy namiętności, w
następnym rodzi się z chorym ciałem fizycznym. Natomiast człowiek silny, odporny i
zdrowy umiał w poprzednim życiu rozwinąć w sobie dobre skłonności. Jeśli ktoś posiada
skłonności do ciągłych chorób, wypracował w sobie złe popędy. Od nas samych zależy
zdrowie czy skłonność do chorób w przyszłym życiu, o tyle naturalnie, o ile to jest
związane z założeniami naszego fizycznego ciała. Wyzbywając się wszystkich naszych
złych skłonności, przygotowujemy sobie silne, zdrowe ciało na następną inkarnację.
Można obserwować aż do najdrobniejszych szczegółów, jak to, co w życiu przejawiało
się jako skłonności, działa w następnym wcieleniu na ciało fizyczne. Człowiek, w którego
usposobieniu leży miłość do wszystkiego, co go otacza, który odnosi się do wszelkiego
stworzenia w sposób pełen miłości, w następnym życiu do późnego wieku zachowa
młody wygląd ciała fizycznego. Miłość, rozwinięte uczucie sympatii daje w następstwie
ciało fizyczne, które długo zachowuje młodość. Życie wypełnione nienawiścią, pełne
antypatii do wszystkich stworzeń, krytykujące i zgryźliwe, wycofujące się najchętniej od
wszelkiego kontaktu spowoduje, że skłonności przez nie rozwinięte objawią się w
następnym wcieleniu starzejącym się wcześnie i zwiędłym ciałem fizycznym. W ten
sposób skłonności i namiętności jednego życia przenoszą się na fizyczny organizm w
następnej inkarnacji.
Można to obserwować w wielu poszczególnych wypadkach, i tak np. można zauważyć,
jak skrzętność, rozwinięta w namiętność ustawicznego zbierania i gromadzenia, w
następnym życiu wywołuje skłonność ciała fizycznego do chorób infekcyjnych. Często
można sprawdzić, że taka wybitna skłonność do chorób infekcyjnych wiąże się z silnie
rozwiniętym w poprzednim życiu popędem gromadzenia rzeczy, którego siedzibą jest
przecież ciało eteryczne. Natomiast praca, przy której człowiek ma na uwadze dobro
ludzkości, a nie chęć zagarnięcia wszystkiego dla siebie, wyrabia w ciele eterycznym
predyspozycje, które w następnym życiu objawiają się wybitną odpornością wobec
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-06.htm (3 of 7) [07-May-11 4:55:16 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
chorób infekcyjnych.
Poznając związek pomiędzy światem fizycznym i astralnym, dochodzimy do doniosłych
prawd o tym, co dzieje się w świecie. Różne sprawy wyglądają czasami zupełnie inaczej,
niż sobie wyobrażamy. Jak często ludzie jęczą i narzekają pod ciężarem nieszczęść i
cierpień. A jednak z wyższego punktu widzenia nie ma żadnej podstawy do użalania się,
bo kiedy przezwyciężymy ból i staniemy gotowi do następnej inkarnacji, to cierpienie
stanie się źródłem mądrości, rozwagi oraz zdolności do całościowego ogarniania spraw.
Nawet w jednym z nowszych pism, które powstało z materialistycznych poglądów
obecnej doby, znajdujemy powiedzenie, że w twarzy każdego myśliciela jest jakby
skrystalizowany ból. To, co tutaj wypowiedział materialistycznie myślący pisarz, jest
znaną w wiedzy tajemnej prawdą, gdyż największą mądrość świata zdobywa się znosząc
spokojnie ból i cierpienie.
Kto ucieka od bólu, nie chce go znosić, nie stworzy w sobie nigdy podłoża dla mądrości.
Jeżeli spojrzymy konsekwentnie dalej, stwierdzimy, że nie powinniśmy nigdy skarżyć się
również na choroby. Jeżeli patrzymy na nie z punktu widzenia wieczności, objawiają się
częstokroć w następnym życiu jako niezwykłe piękno fizycznej postaci. Uroda, jaką
spotykamy u ludzi, zdobyta jest w wielu wypadkach przez chorobę w poprzednich
wcieleniach. Takie związki zachodzą pomiędzy obrażeniami ciała, spowodowanymi
chorobą lub zewnętrznymi czynnikami w jednym życiu, a urodą w następnym.
Do tych przedziwnych zależności i związków można by zastosować powiedzenie
francuskiego pisarza Fabre'a d'Oliveta: "Gdy rozważamy życie człowieka, to często
przychodzi na myśl porównanie z perłą dopiero dzięki chorobie powstaje w muszli perła".
Tak rzeczywiście jest w życiu ludzkim; piękno związane jest karmicznie z chorobą, jest jej
wynikiem. Jeżeli przed chwilą powiedzieliśmy, że człowiek, który rozwija w sobie złe
skłonności, usposabia się do choroby w przyszłym życiu, to trzeba sobie jasno zdać
sprawę, że chodzi tutaj o wewnętrzną podatność na choroby. Jeżeli ktoś np. choruje, bo
musi pracować w zatrutym powietrzu, jest to zupełnie coś innego. Można również
zachorować na skutek zewnętrznych przyczyn, ale nie ma to związku z predyspozycją
fizycznego organizmu, uwarunkowaną poprzednim życiem.
Wszystkie zewnętrzne fakty życiowe, wszystko dokonane i wyrażone jako działanie w
świecie fizycznym, od poruszenia ręki, aż do najbardziej skomplikowanych czynności, jak
np. budowa domu, wraca do człowieka w następnej inkarnacji z zewnątrz jako
wydarzenia, które go spotykają w świecie fizycznym. Żyjemy od wewnątrz na zewnątrz.
Widzimy więc, że to, co żyje w naszym ciele astralnym jako radość i smutek, rozkosz i
ból, przejawia się później w ciele eterycznym, że skłonności i popędy, których siedzibą
jest ciało eteryczne, odnajdujemy w ciele fizycznym jako predyspozycje organizmu, a
czyny, przy których spełnieniu ciało fizyczne było narzędziem, przejawiają się w
następnym wcieleniu jako zewnętrzne koleje losu. W ten sposób życie i działanie ciała
astralnego staje się losem ciała eterycznego; ciało eteryczne tworzy los ciała fizycznego,
zaś skutki czynów ciała fizycznego wracają do nas w swoim działaniu z zewnątrz jako
fizyczna rzeczywistość w następnym wcieleniu.
Tutaj oto dotykamy ważnego punktu, jakim jest w życiu człowieka przebieg jego
zewnętrznych losów. To oddziaływanie losu może się czasem długo nie przejawiać, a
jednak prędzej czy później musi nastąpić. Śledząc przebieg losu człowieka poprzez
następujące po sobie wcielenia, widzimy, że każde życie jest tak przygotowane w
kolejnym wcieleniu przez istoty kierujące przyjmowaniem przez człowieka ciała
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-06.htm (4 of 7) [07-May-11 4:55:16 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
fizycznego, aby znalazł się on w takim miejscu, w którym może go dosięgnąć
przeznaczenie.
Weźmy przykład z życia: w wiekach średnich zebrali się sędziowie tajnego trybunału,
wydali na kogoś wyrok śmierci i wykonali go. Cofając się w dawniejsze wcielenie sędziów
i skazanego, można było ustalić, że wszyscy żyli w jednym czasie; że ów stracony był
niegdyś naczelnikiem plemienia i późniejszych swoich sędziów skazał na śmierć. Ten
jego poprzedni czyn, wykonany na planie fizycznym, związał tych wszystkich ludzi,
wytworzył siły sięgające swoim działaniem aż do kroniki akasza. Gdy zaś dusza dawnego
naczelnika zstępowała ponownie na Ziemię, siły te sprawiły, że wcieliła się w tym samym
miejscu i w tym samym czasie, co dusze jego obecnych sędziów, związane z nią na tyle
silnie, aby los mógł się wypełnić. Kronika akasza jest źródłem takich sił, stanowi zapis
wszystkiego, co jeden człowiek uczynił drugiemu. Niektórzy wyczuwają, że coś takiego
się dzieje, ale mało kto zdaje sobie z tego jasno sprawę.
Ktoś np. pracuje na stanowisku, które mu pozornie odpowiada i daje zadowolenie. Nagle
z jakiegoś powodu pracę tę traci i nie znajduje żadnego innego zajęcia w tym samym
miejscu. Los przerzuca go daleko, może do innego kraju, gdzie otwierają się dla niego
nowe możliwości zatrudnienia. Spotyka tam inną osobę, z którą w jakiś sposób łączy go
los. Cóż tutaj zaszło? Kiedyś, już dawniej, spotkał on w życiu tego człowieka i ma wobec
niego jakieś zobowiązania. Zostało to wniesione do kroniki akasza, a siły stamtąd
płynące doprowadziły go do miejsca, gdzie mógł go spotkać i wyrównać swój dług.
Od narodzin aż do śmierci znajdujemy się ciągle w takim układzie sił, które z wszystkich
stron działają na naszą duszę i kierują naszym życiem. W ten sposób nosimy właściwie
w sobie bez ustanku oddziaływanie dawnych wcieleń, ciągle przeżywamy skutki
minionych inkarnacji.
Musimy sobie zdać sprawę, że w życiu kierują nami moce, których my sami nie znamy.
Na nasze ciało eteryczne działają formy, które niegdyś sami wytworzyliśmy na planie
astralnym; to zaś, co działa jako nasz los w zewnętrznych wydarzeniach, są to istoty i siły
z wyższych sfer dewahanu, przez nas samych wpisane do kroniki akasza. Te siły lub
istoty nie są bynajmniej nieznane wtajemniczonemu. Musimy sobie zdać sprawę, że ciało
astralne, eteryczne i fizyczne człowieka znajduje się pod wpływem innych istot.
Wszystkie czyny nie płynące bezpośrednio z naszej woli, czyny, do których nas coś
wewnętrznie popycha, są wynikiem wpływu tych istot; nie biorą się one znikąd.
Poszczególne ogniwa natury ludzkiej są rzeczywiście ciągle przeniknięte rozmaitymi
istotami, a znaczna część ćwiczeń, jakie zaleca wtajemniczony nauczyciel, ma na celu
uwolnienie człowieka od nich, aby był coraz bardziej wolny wewnętrznie.
Istoty, które przenikają ciało astralne, ograniczając jego wolność, nazywamy demonami.
W ciele astralnym człowieka pełno jest takich demonów. Nasze własne myśli, fałszywe
czy prawdziwe, dają byt istotom, które z czasem wyrosnąć mogą na takie demony. Są
dobre demony, które powstają z dobrych myśli, ale myśli złe, a przede wszystkim
nieprawdziwe, kłamliwe, dają życie najokropniejszym postaciom, którymi ciało astralne
jest - jeśli się tak można wyrazić - naszpikowane. Podobnie i ciało eteryczne przenikają
istoty, od których człowiek musi się uwolnić. Są to tzw. widma. W końcu są i takie, które
przenikają ciało fizyczne, są to fantomy. Oprócz tych trzech rodzajów są jeszcze inne
istoty, takie, które usiłują zawładnąć naszą jaźnią. Są to duchy, podobnie jak nasza jaźń
sama jest duchem. W rzeczywistości człowiek sam powołuje do życia owe istoty, a przy
ponownym jego zejściu na Ziemię stanowią one o jego wewnętrznym i zewnętrznym
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-06.htm (5 of 7) [07-May-11 4:55:16 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
losie. Układają one bieg jego życia tak, że wyraźnie można wyczuć, jakie demony wydało
jego ciało astralne, jakie widma wytworzyło ciało eteryczne, jakie fantomy powstały w
jego ciele fizycznym. Wszystkie one posiadają pokrewieństwo z danym człowiekiem,
ciążą ku niemu, gdy wciela się na nowo.
Widzimy, jak jasno wypowiada tę prawdę Pismo Święte; gdy w Biblii mowa jest o
wypędzaniu demonów, nie jest to żadna abstrakcja, ale fakt rzeczywisty, który trzeba
rozumieć dosłownie. Co uczynił Jezus Chrystus? Uzdrowił opętanego przez demony,
wygnał je z jego ciała astralnego. Było to wydarzenie najzupełniej realne i przyjąć je
trzeba dosłownie. Także Sokrates, ten jasny duch, mówi o swoim dajmonion, działającym
w jego ciele astralnym. Był to dobry demon; nazwy tej nie należy kojarzyć wyłącznie ze
złymi istotami.
Bywają jednak demony straszliwe, niszczycielskie! Wszelkie demony kłamstwa mają taki
wpływ, jak gdyby cofały człowieka w jego rozwoju. Istoty te w dziejach świata powstają
zawsze z kłamstw wielkich osobistości, przeto słusznie mówi się o duchach przeciwności.
W tym sensie mówi Faust do Mefistofelesa: "Ty jesteś ojcem wszystkich przeciwności!"
Każdy człowiek, ponieważ powiązany jest z całą ludzkością, mówiąc prawdę lub kłamiąc
działa na cały wszechświat; bo nie jest przecież obojętne dla świata, czy wytwarza się
dobre demony prawdy czy też straszliwe demony kłamstwa. Przypuśćmy, że istnieje
naród składający się z kłamców. Zaludniłby on plan astralny wyłącznie demonami
kłamstwa, te zaś znowu mogłyby objawić się w fizycznych skłonnościach do epidemii. Są
bowiem pewne odmiany drobnoustrojów chorobotwórczych, które powstają wskutek
kłamstw ludzi, są po prostu fizycznym wcieleniem demonów kłamstwa. Tak więc widzimy,
że kłamstwa z dawnych czasów występują w losach świata jako armia określonych istot
niszczycielskich.
Aby zrozumieć prawa karmy, musimy poruszyć jeszcze niektóre inne sprawy. Dzisiejszy
ruch, dążący do prawdziwego poznania duchowego, wziął początek z głębokiego
poznania prawa karmy. Mówiliśmy, że to, co żyje w naszym ciele eterycznym, działa w
następnym życiu na ciało fizyczne. Całokształt poglądów, sposób myślenia wpływa na
ciało fizyczne następnej inkarnacji, tak więc nie jest obojętne dla przyszłych losów
człowieka, czy żywi on przekonania duchowe, czy materialistyczne. Człowiek, który
chociaż wierzy w istnienie wyższych światów duchowych, będzie miał w następnym życiu
organizm o spokojnie działającym systemie nerwowym. Natomiast człowiek, który nie
dopuszcza nic poza tym, co istnieje w świecie zewnętrznym, dostępnym dla zmysłów,
przenosi ten pogląd na swój organizm fizyczny i w następnej inkarnacji skłonny jest do
chorób nerwowych. Będzie miał niespokojne ciało fizyczne, będzie mu brakować silnego
ośrodka woli. Materialista rozpada się niejako na części; duchowość natomiast skupia i
koncentruje. Tylko duch jest jednością.
Fizyczna predyspozycja organizmu u poszczególnego człowieka zjawia się w następnej
inkarnacji karmicznie i częściowo przechodzi również dalej na następne pokolenia. Tak
więc dzieci i wnuki osób o przekonaniach materialistycznych muszą za nich pokutować,
otrzymując nieodporny system nerwowy i skłonność do chorób nerwowych. Czasy
powszechnej nerwowości są wynikiem materialistycznego światopoglądu ubiegłych
stuleci. Dla przeciwdziałania tym szkodliwym wpływom wielcy przewodnicy ludzkości
uznali za konieczne, aby pojawił się prąd dążeń duchowych.
Materializm działa nawet i na religię. Bo czyż nie są materialistami ci, którzy wprawdzie
“wierzą” w światy duchowe, ale nie chcą dążyć do ich poznania? To jest właśnie
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-06.htm (6 of 7) [07-May-11 4:55:16 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
materializm w religii, który pragnie, aby tajemnica sześciu dni stworzenia świata - wielka
ewolucja kosmiczna, przedstawiona w Biblii jako sześć dni stworzenia - umknęła nam
sprzed oczu; albo też mówi się o Jezusie Chrystusie jako "osobistości historycznej", a
pomija się Misterium Golgoty. Materializm w naukach przyrodniczych jest dopiero
wynikiem materializmu religijnego. Nie byłoby go, gdyby życie religijne nie było
przeniknięte materializmem. Ci, którzy dzisiaj są zbyt wygodni, aby dążyć do pogłębienia
religijności, są sprawcami materializmu w naukach przyrodniczych, a wywołany przez ten
materializm rozstrój systemu nerwowego działa na całe narody, podobnie jak na
pojedynczych ludzi.
Jeżeli prąd duchowy nie zdobędzie tyle siły, aby objąć także ludzi wygodnych i leniwych,
wtedy nerwowość, karmiczny wynik ostatnich stuleci, będzie mieć coraz większy wpływ
na ludzkość. Tak jak w wiekach średnich mieliśmy epidemie trądu, tak w przyszłości,
wskutek materialistycznego poglądu, doczekać się możemy ciężkich zaburzeń
nerwowych, występujących masowo epidemii obłędu ogarniających całe narody.
Z poznania praw karmy wypływa więc inny, głębszy stosunek do wiedzy duchowej, do
wyższego poznania. Przestaje on być tematem sporów, a staje się środkiem do
uzdrowienia ludzkości. Im bardziej ludzkość angażuje się w duchowość, tym szybciej
zniknie to wszystko, co może wywołać nerwowe zaburzenia i choroby psychiczne.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-06.htm (7 of 7) [07-May-11 4:55:16 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Wstecz / Spis treści / Dalej
VII
Aby lepiej zrozumieć prawo karmy w życiu ludzkim, spróbujmy jeszcze opisać zjawisko,
które następuje bezpośrednio po śmierci. Przypomnijmy sobie obraz wspomnień, który
następuje w chwili, gdy człowiek oswobodzony z ciała fizycznego żyje przez krótki czas w
osłonie astralnej i eterycznej, zanim rozpocznie swą dalszą wędrówkę przez świat
elementarny.
Dla bliższego zrozumienia działania karmy pozwólcie mi określić to dziwne uczucie, które
ogarnia człowieka już podczas przeżywania wspomnień swojego życia; uczucie ciągłego
powiększania się, przerastania swych własnych granic.
Doznanie to narasta, dopóki człowiek żyje jeszcze w swoim ciele eterycznym. Z początku
patrzy na obrazy ubiegłego życia niby na panoramę, potem następuje chwila, niezbyt
odległa od momentu śmierci - trwa to godziny lub dni w zależności od człowieka - kiedy
ma wrażenie, że on sam jest tymi obrazami. Czuje, że jego ciało eteryczne rośnie,
ogarnia okrąg Ziemi, sięga aż do Słońca.
Potem, gdy człowiek opuści swe ciało eteryczne, doznaje innego, bardziej
zadziwiającego uczucia, które trudno jest opisać słowami fizycznego świata. Można tylko
powiedzieć, że człowiek czuje się rozciągnięty w przestrzeni kosmicznej, ale tak, jak
gdyby już nie wypełniał sobą wszystkich miejsc tej przestrzeni. Człowiek ma wrażenie,
jak gdyby jedną częścią swej istoty był w Monachium, drugą w Moguncji, trzecią w
Bazylei, a czwartą w ogóle gdzieś poza obszarem Ziemi, np. na Księżycu.
Człowiek czuje się jakby poćwiartowany, przestrzenie zaś odczuwa jako nie należące do
niego. Jest to specyficzne poczucie astralne. Jesteśmy rozprzestrzenieni w kosmosie,
znajdujemy się jednocześnie w wielu miejscach, ale nie wypełniamy obszarów leżących
pomiędzy nimi.
To uczucie trwa przez cały okres kamaloki, przez cały czas przeżywania ubiegłego życia,
od momentu śmierci do chwili narodzin. Te przeżycia w poszczególnych miejscach łączą
się w okresie kamaloki w jedno z całym życiem człowieka. Jest to ważne dla
zrozumienia, w jaki sposób właściwie działa prawo karmy. Podczas kamaloki najpierw
przeżywamy nasze życie poprzez odczucia ludzi, z którymi byliśmy na Ziemi związani
przed śmiercią, potem przeżywamy wszystkie istoty, z którymi w życiu mieliśmy do
czynienia, poczynając od ostatnich lat życia, aż do najdawniejszych.
Przypuśćmy więc, że wyrządziliśmy komuś krzywdę w Moguncji. Część naszego ciała
astralnego znajdzie się po naszej śmierci w Moguncji i sami przeżyjemy ból, jaki komuś
zadaliśmy. Jeżeli jednak człowiek ten w międzyczasie zmarł, to poczujemy się tam, gdzie
przebywa on w danym momencie w kamaloce. Naturalnie, mamy do czynienia z wieloma
ludźmi rozproszonymi na Ziemi i w kamaloce. Jesteśmy więc wszędzie. Tym tłumaczy się
to charakterystyczne uczucie podzielenia ciała. Dzięki temu wszystko, co nas z ludźmi
łączyło, możemy przeżyć w ich wnętrzu i ustanowić trwały związek ze wszystkimi, z
którymi zetknęliśmy się w życiu. Z człowiekiem, którego skrzywdziliśmy, związani
jesteśmy dzięki temu, że żyliśmy z nim w okresie kamaloki. Idziemy potem dalej do
dewahanu; z dewahanu zaś powracamy do kamaloki. Tworząc sobie ciało astralne,
dusza natrafia tam na wszystko, co łączy ją z ludźmi, z którymi związała się w
poprzednim życiu. Nici łączących jest bardzo dużo, tak że wszystko, co się nam w życiu
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-07.htm (1 of 6) [07-May-11 4:55:18 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
wydarza, opiera się na takich związkach. Dokładne wyjaśnienie tego zjawiska może dać
zdarzenie opisywane z punktu widzenia wiedzy ezoterycznej, o którym już wspominałem.
Jest to przykład o pięciu sędziach, którzy skazali na śmierć człowieka. Człowiek ten był w
poprzednim życiu wodzem i skazał na śmierć tamtych pięciu, po czym zmarł i wszedł w
okres kamaloki. Wtedy to znalazł się w miejscu, gdzie przebywali i przenikając ich
wnętrza musiał przeżyć to wszystko, co oni przeżyli. To jest punkt wyjścia dla tych sił
przyciągania, które przy nowej inkarnacji doprowadzają ludzi do spotkania, aby wypełniło
się prawo karmy.
W ten sposób działa karma. W ten sposób wydarzenia planu fizycznego są wyrazem
tego, co zaczyna się już na planie astralnym. W świecie fizycznym działa prawo ciągłości
substancji, natomiast na planie astralnym można odczuwać jako przynależne do siebie
takie części organizmu, które są oddzielone od siebie. Jest to podobne przeżycie, jak
gdybyśmy odczuwali swoją głowę, między głową a sercem nie odczuwali niczego, potem
doświadczali obecności serca, a dalej znów odczuwali dopiero nogi. Część naszej istoty
może być w Ameryce, oddzielona od reszty naszej astralności, a jednak stanowić z nią
jedną całość. Inna część może znajdować się na Księżycu, jeszcze inna na innej
planecie i związek pomiędzy tymi poszczególnymi częściami nie musi być widoczny na
planie astralnym. Gdy rozważamy prawo karmy, to rozumiemy, że to, co nas spotyka w
życiu, jest wynikiem wielu przyczyn tkwiących w poprzednich wcieleniach. Jak teraz
pogodzić to, co wiemy o karmie, z prawami zewnętrznej dziedziczności? Słyszy się
czasem zdanie, że istnieje wiele sprzeczności pomiędzy karmą a dziedzicznością.
Mówiąc o człowieku z kulturą moralną, niejeden się wyrazi: "To na pewno potomek
porządnej rodziny, odziedziczył to po przodkach". Ale patrząc na wydarzenia planu
fizycznego z punktu widzenia wiedzy duchowej, wiemy, że jest inaczej. Dziedziczenie
cech i zdolności dokonuje się jedynie w pewnym zakresie.
Wyjaśnimy to na przykładzie. Spójrzmy na rodzinę Jana Sebastiana Bacha. W ciągu 250
lat urodziło się w tej rodzinie 29 muzyków, a pomiędzy nimi wielki Jan Sebastian Bach.
Aby być wielkim muzykiem, nie wystarczy tylko wewnętrzny talent muzyczny, potrzebny
jest jeszcze odpowiednio rozwinięty organ fizyczny, w pewien określony sposób
ukształtowane ucho. Nie są to rzeczy możliwe do ujęcia zewnętrzną obserwacją, trzeba
na to spojrzeć z punktu widzenia wiedzy duchowej. Różnice indywidualne w budowie
ucha mogą być drobne i na pozór nic nie znaczące, niemniej konieczny jest pewien
określony wewnętrzny kształt organu słuchu, by człowiek mógł zostać muzykiem; ten
kształt dziedziczy się, przechodzi on z ojca na syna, tak jak dziedziczy się kształt nosa.
Przypuśćmy, że na planie astralnym znajduje się jakaś indywidualność gotowa do
ponownego zstąpienia na Ziemię i szukająca odpowiedniego ciała fizycznego. Zdobyła
ona przed setkami czy tysiącami lat wybitne zdolności muzyczne. Jeżeli nie znajdzie
sobie ciała z odpowiednio ukształtowanym organem słuchu, nie będzie mogła zostać
muzykiem. Dlatego skłania się ku rodzinie, która może jej dać muzykalne ucho, w
przeciwnym razie talent tej duszy nie będzie mógł się przejawić, gdyż i największy
wirtuoz nie zrobi nic bez odpowiedniego instrumentu.
Podobnie i talent matematyczny wymaga określonych cech. Wcale nie w budowie
mózgu, jak sądzi wielu ludzi. Myślenie i logika są u matematyka takie same jak u innych
ludzi. Chodzi o trzy tzw. kanały półkoliste w uchu, tak usytuowane względem siebie, że
zaznaczają trzy kierunki przestrzeni. Szczególne ukształtowanie tych właśnie kanałów
jest koniecznym warunkiem geniuszu matematycznego. Kanały te są oczywiście
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-07.htm (2 of 6) [07-May-11 4:55:18 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
fizycznym organem, który musimy dziedziczyć po przodkach. To tłumaczy, że np. w
rodzinie Bernoullich wcieliło się ośmiu wybitnych matematyków.
Podobnie też człowiek o rozwiniętej moralności musi znaleźć rodziców, którzy by mu
przekazali drogą dziedziczności odpowiednie ciało fizyczne. Dlatego właśnie ma tych, a
nie innych rodziców, gdyż jest taką, a nie inną indywidualnością.
To indywidualność sama wybiera sobie rodziców, jakkolwiek dzieje się to również pod
kierunkiem wyższych istot. Niektórzy ludzie mogą kwestionować to z punktu widzenia
miłości macierzyńskiej, jakby obawiali się, że miłość matki i dziecka może doznać
uszczerbku, jeżeli dziecko nie dziedziczy jakiejś cechy od matki. Ale prawdziwe poznanie
tych stosunków pogłębia jeszcze miłość macierzyńską. Pokazuje nam bowiem, że
uczucie miłości, które doprowadziło dziecko do matki, poprzedza chwilę narodzin i
poczęcia. Dziecko pokochało matkę jeszcze przed zejściem na Ziemię, a miłość matki
jest odpowiedzią na jego uczucie. Widzimy więc, że związek ten rozciąga się poza
moment narodzin i polega na wzajemności.
Często zdarza się jeszcze inne nieporozumienie. Ludzie wyobrażają sobie, że karma
rządzi nieodwołalnie losem człowieka i niczego nie można zmienić. Posłużmy się znów
przykładem wziętym z życia.
Kupiec ma w swych księgach rachunkowych dwie rubryki - zobowiązania i należności.
Jeżeli je podsumuje, to wynik określi stan jego przedsiębiorstwa. Stan interesów kupca
podlega nieubłaganym prawom rachunkowym zobowiązań i należności. Jeżeli jednak
podejmuje nowe sprawy, to może wciągać do ksiąg nowe pozycje i byłby głupcem, gdyby
się wyrzekł korzystnych interesów dlatego, że już zrobił bilans. W księdze karmy stoją po
stronie należności wszystkie czyny dobre, mądre, prawdziwe i właściwe, po stronie
zobowiązań wszystkie złe i głupie. Od człowieka zależy, do jakiej rubryki zapisze nowe
pozycje w karmicznej księdze życia. Dlatego nie trzeba sądzić, że nasze życie podlega
jakiemuś nieodwołalnemu fatum. Karma nie umniejsza w niczym wolności człowieka,
toteż gdy o niej mowa, musimy brać pod uwagę zarówno przeszłość, jak i przyszłość.
Nosimy w sobie działanie naszych czynów z przeszłości i w ten sposób jesteśmy
niewolnikami przeszłości, ale panami przyszłości. Jeżeli chcemy dobrze na nią wpłynąć,
powinniśmy wciągać do naszej księgi życia możliwie korzystne pozycje.
Myśl, że nie czynimy nic nadaremnie, że wszystko mieć będzie swoje znaczenie, swój
wpływ na przyszłość, daje nam uczucie wielkości i potęgi. Prawo to nie przygniata nas,
lecz przeciwnie, napełnia nadzieją. Prawo karmy jest jednym z najpiękniejszych darów
wiedzy duchowej, źródłem wielu radości dzięki perspektywom przyszłości, jakie przed
nami otwiera. Wskazuje nam pracę w harmonii z tym prawem, nie zawiera niczego, co
mogłoby uczynić człowieka smutnym, co mogłoby zabarwić pesymistycznie świat, dodaje
nam skrzydeł przez myśl, że stajemy do współpracy z siłami, które kierują rozwojem
świata. W takie uczucia przeobraża się w nas poznane prawo karmy.
Gdy jakiś człowiek cierpi, często mówi się: "Zasłużył na swoje cierpienie, niechaj dźwiga
swoją karmę. Jeżeli mu zacznę pomagać, to naruszę porządek karmy". Naturalnie, że
takie stanowisko nie ma sensu. Jego nędza, jego nieszczęście są wywołane poprzednim
wcieleniem, ale jeżeli mu pomogę, to moja pomoc wniesie nowy, korzystny czynnik w
jego życie. Pomagam mu tym samym pójść do przodu. Tak samo przecież byłoby
niemądrze powiedzieć kupcowi, którego można by uchronić od bankructwa jakąś sumą
pieniędzy: "Nie, to by naruszyło twój bilans!". Przeciwnie, to jest właśnie powód, żeby
dopomóc człowiekowi, pomagać mu z całą ufnością, gdyż dzięki prawom karmicznym
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-07.htm (3 of 6) [07-May-11 4:55:18 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
żaden czyn nie pozostanie bez znaczenia. Stąd powinna płynąć podnieta do
prawdziwego działania.
Są ludzie, którzy zwalczają prawo karmy z punktu widzenia chrześcijaństwa. Niektórzy
teologowie mówią, że nie mogą uznać prawa karmy, bo przeczy zasadzie odkupienia
przez śmierć. Z drugiej zaś strony są także teozofowie, którzy twierdzą, że prawo karmy
stoi w sprzeczności z zasadą odkupienia. Twierdzą, że pomoc, którą jedna, jedyna Istota
Zbawiciela ludziom wyświadcza, nie da się pogodzić z karmą. Ani jedni, ani drudzy nie
mają słuszności. Ani jedni, ani drudzy nie zrozumieli prawa karmy.
Wyobraźmy sobie, że spotkaliśmy jakiegoś bardzo biednego człowieka. Sami jesteśmy w
lepszym położeniu i możemy mu pomóc. Pomoc ta wnosi w jego rachunek życiowy nową
pozycję. Ktoś, kto rozporządza jeszcze większym zakresem możliwości, będzie mógł
pomóc dwojgu ludziom, będzie mógł wpłynąć na karmę dwóch osób. Jeszcze możniejszy
dopomoże dziesięciu czy stu, a najpotężniejszy niezliczonej ilości ludzi. Nie ma w tym nic
sprzecznego z zasadą karmicznych związków. Prawidłowość i ścisłość, z jaką działa na
człowieka to prawo, pomaga nam zrozumieć, że taka pomoc wpływa rzeczywiście na los
człowieka. Mówiliśmy nieraz, w jakiej potrzebie była ludzkość w chwili, gdy Istota
Chrystusa zstąpiła na plan fizyczny. Śmierć Zbawiciela na krzyżu była pomocą, która
zmieniła karmę niezliczonej ilości ludzi. Nie ma żadnych rozbieżności pomiędzy dobrze
rozumianą ezoteryką chrześcijańską a właściwie interpretowaną wiedzą duchową.
Między prawami chrześcijaństwa i prawami wiedzy duchowej panuje głęboka harmonia i
nic nie zmusza nas do porzucenia idei odkupienia.
Wnikniemy w prawo karmy głębiej jeszcze niż dotąd, gdy przejdziemy do rozważania
rozwoju ludzkości i całej Ziemi. Przytaczaliśmy niektóre fakty, które miały nam ułatwić
zrozumienie tego prawa. Niejedno zrozumiemy jeszcze lepiej, gdy przejdziemy do
ewolucji ludzkości i to nie tylko w okresie istnienia naszego ziemskiego globu, ale także
przez inne stany planetarne, które stanowiły inne wcielenia Ziemi. Cofając się w
zamierzchłą przeszłość i równocześnie spoglądając w bardzo daleką przyszłość,
będziemy mogli uzupełnić nasze wiadomości o karmie.
Na początek poznamy jeszcze jeden ważny fakt. Wyjaśniliśmy sobie, że postać ludzka,
na którą patrzą nasze oczy, czyli ciało fizyczne, jest wytworem wyższych części
składowych natury ludzkiej; że ciało eteryczne, astralne, jaźń, aż do najwyższego
ogniwa, nazwanego Atma, pracują nad naszym ciałem. Otóż te człony naszej natury nie
stoją na jednym poziomie, nie mają tej samej wartości w ludzkiej naturze. Już zwykła
obserwacja wystarcza, aby zrozumieć, że ciało fizyczne jest w gruncie rzeczy
najdoskonalszym ogniwem naszej natury. Weźmy np. kawałek kości udowej. Nie jest to
wcale twarda, zbita masa kostna, lecz kunsztowna budowla jakby przeplatających się
belkowań. Kto pogrąży się w zadumie nad tą cząstką ludzkiego szkieletu, nie tylko
rozumowo, ale także uczuciem, tego ogarnie podziw nad ogromem mądrości, która się
tam przejawia. Została tu użyta tylko niezbędna ilość materiału, jakiej trzeba było użyć,
aby zgodnie z zasadą maksymalnych momentów wytrzymałości udźwignąć ciężar
tułowia. Najbardziej wyrafinowana sztuka inżynierska, najsubtelniejsze wyliczenia przy
konstrukcji mostów nie dorównują mądrości, która stwarza coś podobnego w naturze!
Jeżeli spojrzeć na ludzkie serce nie tylko okiem anatoma i fizjologa, to i w nim widzimy
wyraz wyższej mądrości. Nie wyobrażajmy sobie, że nasze ciało astralne doszło już
obecnie w swoim rozwoju do tego poziomu co nasze fizyczne serce. Serce jest
kunsztownym, przenikniętym mądrością organem; ciało astralne skłania człowieka w
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-07.htm (4 of 6) [07-May-11 4:55:18 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
swej żądzy do zalewania tego serca przez dziesiątki lat trucizną, a serce przez dziesiątki
lat to wytrzymuje. Dopiero w przyszłości, na dalszych stopniach rozwoju, ciało astralne
znajdzie się również na takim poziomie, na jakim dzisiaj znajduje się ciało fizyczne, a
potem będzie wyżej rozwinięte niż ciało fizyczne. Ale dziś ono właśnie jest
najdoskonalsze. Mniej doskonałe jest już ciało eteryczne, a jeszcze mniej astralne.
Najmłodszym zaś "dzieciątkiem" z nich wszystkich jest jaźń.
Ciało fizyczne, w takiej formie, jaką obecnie stanowi, jest najstarszym ogniwem natury
ludzkiej, najdłużej nad nim pracowano. Dopiero gdy osiągnęło określony stopień rozwoju,
przeniknęło je ciało eteryczne. Przez pewien czas te dwa ciała działały razem, potem
dołączyło się ciało astralne a wreszcie i jaźń, która jednak ma osiągnąć w przyszłości
jeszcze nie przeczuwane dzisiaj wyżyny.
Podobnie jak człowiek inkarnuje się wielokrotnie, tak i nasza Ziemia przechodziła przez
szereg wcieleń i czeka ją dalsza droga, bo prawu reinkarnacji podlega cały kosmos.
Ziemia, a ściślej to, co dzisiaj nazywamy Ziemią, jest reinkarnacją dawniejszych planet i
możemy odnaleźć trzy takie inkarnacje Ziemi, które poprzedziły obecną.
Zanim Ziemia stała się tym, czym jest teraz, była tym, co w wiedzy tajemnej - nie w
astronomii - nazywamy Księżycem. Dzisiejszy Księżyc to niby wypalony żużel, który
Ziemia odrzuciła, nie mogąc go na razie użyć. Gdybyśmy mogli złączyć w jedno
dzisiejszy Księżyc i dzisiejszą Ziemię, z wszystkimi substancjami i istotami, a potem
wymieszać, to otrzymalibyśmy ten dawny Księżyc znany wiedzy tajemnej - poprzednika
Ziemi. To, co dziś stanowi Ziemię, jest właśnie tym, co pozostało z dawnego Księżyca po
odrzuceniu dzisiejszego Księżyca jako niepotrzebnego w obecnym stadium rozwoju
żużlu.
Tak jak dzisiejszy Księżyc jest odrzuconą pozostałością dawnej księżycowej inkarnacji
Ziemi, podobnie dzisiejsze Słońce, które widzimy na niebie, pochodzi z jeszcze
wcześniejszego wcielenia Ziemi. Zanim Ziemia była dawnym Księżycem, przeszła przez
okres zwany w wiedzy tajemnej słonecznym. Ta ówczesna Ziemia, którą nazywamy
dawnym Słońcem, składała się ze wszystkich substancji i istot, które dziś stanowią
Słońce, Księżyc i Ziemię. To pierwotne Słońce musiało uwolnić się od elementów,
których na wyższym poziomie nie mogło w sobie zatrzymać, od istot i substancji, które
stanowią dzisiejszy Księżyc i Ziemię. Dzięki temu stało się gwiazdą stałą. Badacz wiedzy
duchowej nie sądzi, że gwiazda stała była już taką od początku; Słońce dopiero po
okresie, w którym było planetą, osiągnęło stopień gwiazdy stałej.
Słońce, na które dziś spoglądamy, było niegdyś złączone z Ziemią i zawierało w sobie
wiele istot, stojących wyżej niż ziemskie istoty, podczas gdy w obecnym Księżycu mamy
znowu najgorsze części tego, co dawniej było wspólne. Dlatego jest on tym odrzuconym
żużlem. Księżyc jest planetą w upadku, Słońce zaś planetą podniesioną o stopień wyżej.
Wcielenie naszej Ziemi, zwane dawnym Słońcem lub okresem słonecznym, poprzedzał
jeszcze inny okres bytu, zwany dawnym Saturnem. Można więc wyodrębnić następujące
po sobie wcielenia: Saturn, Słońce, Księżyc i wreszcie jako czwarty - Ziemia. Gdy nasi
przodkowie rozwijali się w okresie Saturna, działał w nich tylko pierwiastek fizyczny; w
okresie słonecznym dołączyło się ciało eteryczne; w okresie księżycowym - astralne; na
naszej Ziemi - jaźń.
Z wykładu pod tytułem "Krew to sok bardzo osobliwy" widzimy, jak głęboko związana jest
jaźń z naszą krwią. Nie mogło być krwi w organizmie ludzkim przed zainkarnowaniem się
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-07.htm (5 of 6) [07-May-11 4:55:18 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
jaźni. Czerwona krew ludzka związana jest ściśle z rozwojem okresu ziemskiego. Nie
mogłaby jednak powstać, gdyby Ziemia w swoim rozwoju nie zetknęła się z inną planetą,
a mianowicie z Marsem. Przedtem nie było na Ziemi żelaza, nie było żelaza we krwi - w
ogóle nie było takiej krwi, jaka jest dzisiaj człowiekowi niezbędna do życia. W pierwszej
połowie okresu ziemskiego wpływ Marsa jest miarodajnym czynnikiem w planetarnym
rozwoju Ziemi, podobnie jak w drugiej połowie wpływ Merkurego.
Mars obdarzył Ziemię żelazem; Merkury stopniowo wyzwala duszę ludzką, czyni ją coraz
bardziej niezależną. Wiedza tajemna zaznacza to oddziaływanie obu planet, dzieląc
rozwój Ziemi na dwie połowy: Marsa i Merkurego. Inne nazwy planet oznaczają całe
planety, Ziemię natomiast nazywają ezoterycy często Mars-Merkury. Nie mają przy tym,
oczywiście, na myśli ciał niebieskich, znanych dziś pod tymi nazwami, tylko siły, które
wywierały swój wpływ na obydwie części ziemskiego rozwoju.
W przyszłości Ziemia ponownie się wcieli; najbliższe wcielenie Ziemi nazywamy okresem
Jowisza. Ciało astralne będzie już wtedy na takim poziomie rozwoju, że nie będzie wrogo
przeciwstawiać się ciału fizycznemu tak jak dzisiaj. Nie będzie to jednak najwyższy
stopień rozwoju ciała astralnego. Dzisiejszy poziom fizycznego organizmu osiągnie
wówczas ciało eteryczne. Będzie ono mieć wówczas poza sobą trzy okresy planetarne,
tak jak dzisiejsze ciało fizyczne.
Ciało astralne dojdzie do stopnia rozwoju dzisiejszego ciała fizycznego dopiero w
następnych okresach planetarnych, a mianowicie wtedy, gdy będzie miało za sobą okres
Księżyca, Ziemi, Jowisza i znajdzie się w okresie, który wiedza duchowa oznacza nazwą
Wenus. W ostatnim okresie planetarnym, w tzw. okresie Wulkana, jaźń nasza osiągnie
swój najwyższy poziom. Tak więc przyszłe wcielenia Ziemi to: Jowisz, Wenus, Wulkan.
Ślady tych nazw odnajdujemy w nazwach dni tygodnia.
Był czas, kiedy nazwy wszystkiego, co ludzi obecnie otacza, pochodziły od
wtajemniczonych. Dziś zatraciliśmy już głębokie odczucie związku, jaki zachodzi między
nazwą a rzeczą nazwana. Otóż nazwy dni tygodnia miały być przypomnieniem ewolucji,
jaką ludzie przechodzą poprzez kolejne wcielenia Ziemi.
Zacznijmy od soboty. Jest to dzień Saturna, czego ślad został w języku angielskim -
saturday. Niedziela, po niemiecku Sonntag (Sonnentag) - dzień Słońca. Poniedziałek, po
niemiecku Montag (Mondtag) - dzień księżyca, po angielsku monday. Potem Mars i
Merkury, dwa stany naszego ziemskiego rozwoju. Wtorek jest to dzień Marsa, po włosku
martedi, po francusku mardi. Środa to dzień Merkurego, po włosku mercoledi, po
francusku mercredi. Tacyt mówi o dniu Wotana u Germanów. Wotan jest tylko inną
nazwą Merkurego. Po angielsku mamy dziś jeszcze wednesday. Potem dzień Jowisza -
czwartek, po włosku giovedi, francuskie jeudi. Jowiszowi odpowiada w germańskiej
mitologicznej terminologii Donar, stąd Donnerstag. Potem dzień Wenus, włoskie venerdi,
francuskie vendredi, niemieckie Freitag. Wenus to starogermańska bogini Freja.
W nazwach dni tygodnia mamy więc przypomnienie okresów rozwojowych Ziemi poprzez
kolejne jej wcielenia.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-07.htm (6 of 6) [07-May-11 4:55:18 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Wstecz / Spis treści / Dalej
VIII
Teraz rozpatrzymy kolejne wcielenia Ziemi - stan Saturna, Słońca i Księżyca. Musimy
zdać sobie sprawę, że te kolejne inkarnacje konieczne były dla rozwoju związanych z
Ziemią istot, a szczególnie człowieka, gdyż rozwój człowieka związany jest bezpośrednio
z rozwojem Ziemi.
Wyrobimy sobie właściwe pojęcie o tych kolejnych przeobrażeniach Ziemi, gdy zdamy
sobie sprawę, jakim zmianom podlega w ciągu ewolucji człowiek, którego znamy tylko w
dzisiejszej postaci. Przede wszystkim rozważymy, jakie zmiany zaszły w stanach
świadomości człowieka. Wszystko na świecie podlega ewolucji, tak samo i nasza
świadomość musiała rozwijać się stopniowo.
Naszą dzisiejszą świadomość nazywamy przedmiotową albo dzienną świadomością
czuwania. Znamy ją wszyscy z codziennego doświadczenia, jakie czynimy od chwili
przebudzenia aż do zaśnięcia. Na czym właściwie polega ten stan świadomości? Otóż
człowiek swoimi zmysłami zwraca się ku światu zewnętrznemu i postrzega otaczające go
przedmioty. Dlatego mówimy o świadomości przedmiotowej.
Człowiek patrzy w otaczającą go przestrzeń i widzi pewne przedmioty, które posiadają
określone kolory. Słyszy w przestrzeni przedmioty, od których rozchodzi się dźwięk.
Może ich również dotykać i spostrzega, że są ciepłe lub zimne; może je wąchać i
smakować. Następnie człowiek myśli o tym, co postrzega zmysłami. Przy pomocy
rozumu stara się pojąć te przedmioty. Te właśnie postrzeżenia i pojęcia, jakie wytwarza
sobie na ich podstawie, stanowią dzienną świadomość czuwania, ten współczesny stan
świadomości. Nie zawsze miał człowiek taką właśnie świadomość. Wykształciła się ona
dopiero z biegiem czasu i nie pozostanie taka na zawsze, lecz przeobrazi się w wyższe
stany świadomości.
Przy pomocy środków, jakimi dysponuje wiedza duchowa, prześledźmy najpierw siedem
stanów świadomości. Nasza obecna świadomość znajduje się pośrodku. Poprzedzają ją
trzy inne stany, a w przyszłości mamy przed sobą również trzy dalsze.
Może to niektórych dziwić, że znajdujemy się w samym środku. Otóż pierwszy z tych
stanów świadomości był poprzedzony przez inne, które jednak nie są już dostępne
naszemu duchowemu oglądowi. Podobnie po siódmym nastąpią inne, również
niedostępne dla nas dzisiaj. Nasz wzrok sięga wstecz równie daleko jak przed siebie.
Gdybyśmy znajdowali się na stopniu poprzednim, moglibyśmy wzrokiem ogarnąć o jeden
więcej stan świadomości wstecz, ale też o jeden mniej przed sobą. Podobnie jak
wyszedłszy w pole, możemy dojrzeć równie daleko w prawo jak w lewo.
Spróbujmy określić te siedem stanów świadomości. Najpierw niezmiernie głucha,
pierwotna świadomość, dziś prawie zupełnie nieznana człowiekowi. Tylko ludzie o
szczególnych zdolnościach medialnych mogą dziś przeżywać ten stan świadomości,
który niegdyś, w okresie saturnowym, był udziałem wszystkich. Dzisiaj wyjątkowo
wrażliwe media dochodzą do tego stanu wtedy, gdy wszelkie inne stany świadomości są
u nich w uśpieniu, zamierają. Gdy potem to wspominają albo też podczas tego stanu
rysują lub opisują, wychodzą na jaw jedyne w swoim rodzaju przeżycia, niepodobne w
niczym do czegokolwiek, co się wokół nas dzieje. Rysunki powstałe w tym stanie,
chociaż bywają dziwaczne i wypaczone, jednak w ogólnym zarysie zgodne są z tym, co
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-08.htm (1 of 6) [07-May-11 4:55:20 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
nazywamy w wiedzy duchowej kolejnym stanem kosmosu. Często są bardzo
zniekształcone i nieścisłe, jednak i wtedy można poznać, że ludzie ci znajdowali się w
stanie niezmiernie stłumionej, ale uniwersalnej świadomości. Widzieli ciała niebieskie i
dlatego je rysują.
Taką właśnie stłumioną świadomość, ale za to ogarniającą cały kosmos, miał człowiek w
okresie pierwszego wcielenia Ziemi. Jest to tak zwana świadomość głębokiego transu. W
otoczeniu naszym są istoty, które dziś jeszcze mają taką świadomość, są to minerały.
Gdybyśmy mogli z nimi rozmawiać, dowiedzielibyśmy się, co dzieje się na Marsie i w
innych punktach kosmosu. Świadomość minerału jest jednak zupełnie stłumiona.
Drugi stan świadomości, który znamy, chociaż bardzo niedokładnie, to stan świadomości
snu. Ten stan świadomości nie ogarnia tak wiele jak poprzedni. Jest to jeszcze bardzo
głucha świadomość, można ją jednak nazwać jasną w porównaniu z poprzednią. W tym
stanie snu pogrążeni byli ludzie słonecznym okresie bytu Ziemi Można powiedzieć, że
wówczas przodkowie nasi ciągle spali. Jeszcze dziś istnieje ten rodzaj świadomości.
Mają go rośliny. Są one istotami, które ciągle śpią. Mogłyby one - gdyby potrafiły mówić -
opowiedzieć nam, co dzieje się na Słońcu, gdyż mają one świadomość słoneczną.
Trzeci stan, ciągle jeszcze niejasnej i stłumionej świadomości w porównaniu do tej, którą
mamy na jawie, to świadomość obrazowa, o której możemy już mieć dokładniejsze
pojęcie, gdyż w marzeniach sennych mamy echo tego stanu, jakkolwiek sny są tylko
szczątkową pozostałością tego, co w okresie księżycowym stanowiło świadomość
wszystkich ludzi. Dobrze jednak odwołać się do snu, aby otrzymać obraz świadomości
księżycowej.
W snach znajdujemy wprawdzie coś chaotycznego, nielogicznego, ale przy dokładnej
obserwacji to zagmatwanie stwarza jednak pewną wewnętrzną prawidłowość.
Sen jest niezwykle symboliczny. W moich wykładach często przytaczałem wzięte z życia
przykłady. Śnicie, że biegniecie za zieloną żabką, aby ją złapać, czujecie w dłoni jej
miękkie, gładkie ciało; budzicie się i macie w ręku róg poszewki od pościeli. Gdybyście
posłużyli się dzienną świadomością, widzielibyście, jak wasza ręka ujmuje pościel.
Świadomość snu daje wam symbol zewnętrznej czynności, formuje obraz zmysłowy z
tego, co dzienna świadomość widzi jako realny fakt.
A oto inny przykład. Pewien student śni, że stoi u drzwi audytorium, ktoś go popycha,
wywiązuje się sprzeczka i awantura. Od słowa - aż do wyzwania. Dalsze wypadki
rozwijają się błyskawicznie, aż wreszcie w towarzystwie sekundantów i lekarza student
udaje się na miejsce pojedynku. Pada pierwszy strzał. W tym momencie budzi się i widzi,
że przewrócił stojący przy łóżku stołek. Na jawie usłyszałby po prostu stuk padającego
krzesła; sen usymbolizował to proste wydarzenie, nadając mu dramatyczne cechy
pojedynku. Widzimy na podstawie tego przykładu, że we śnie czas biegnie inaczej. Przez
krótką chwilę, gdy upadało krzesło, w świadomości sennej rozegrał się cały dramat;
wszystko, co było potrzebne jako przygotowanie, nastąpiło w jednej chwili. Sen cofnął się
w czasie, nie krępują go warunki świata zewnętrznego. Czas to jego żywioł, materiał, w
którym sen tworzy.
Sen potrafi usymbolizować w ten sposób nie tylko zewnętrzne wrażenia, ale także
wewnętrzne procesy, jakie zachodzą w organizmie. Człowiek śni np., że jest w jakimś
lochu, że obłażą go wstrętne pająki; budzi się z bólem głowy. Własna czaszka
przedstawiała mu się we śnie symbolicznie jako loch, ból zaś jako pająki.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-08.htm (2 of 6) [07-May-11 4:55:20 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Sen dzisiejszego człowieka symbolizuje zarówno wydarzenia zewnętrzne, jak i
wewnętrzne. Inaczej było w okresie księżycowym. W tym trzecim stanie świadomości
życie człowieka upływało całkowicie wśród takich obrazów, jakie pojawiają się w
dzisiejszych snach. Obrazy te były jednak wyrazem rzeczywistości. Wyrażały
rzeczywistość zupełnie tak samo, jak dzisiaj realna jest np. błękitna barwa. Wówczas
jednak barwa swobodnie unosiła się w przestrzeni, nie była przywiązana do
przedmiotów. Dziś człowiek wychodzi na ulicę, z daleka widzi innego człowieka,
przygląda mu się, zbliża się do niego - taka sytuacja nie była możliwa przy tamtym stanie
świadomości, gdyż istot ukształtowanych w ten sposób, że są niejako powleczone na
powierzchni barwą, człowiek nie mógł wówczas postrzegać; pomijając już to, że nie mógł
chodzić w taki sposób jak dziś. Ale przypuśćmy, że człowiek w okresie księżycowym
spotykał się z innym człowiekiem - w tej samej chwili powstawał przed nim obraz z
unoszących się swobodnie w przestrzeni barw i kształtów. Jeżeli ten obraz był
odpychający, człowiek ustępował z drogi, żeby się z nim nie spotkać. Jeżeli był piękny,
wtedy zbliżał się do niego. Odpychający obraz oznaczał, że ten drugi człowiek żywi ku
niemu nieprzyjazne uczucia; piękny, że go kocha.
Przypuśćmy, że w okresie księżycowym istniała np. sól. Dziś widzimy ją jako przedmiot w
przestrzeni, jako ziarnisty proszek o określonej barwie. Wtedy reagowalibyśmy inaczej.
Nie moglibyśmy jej widzieć. Natomiast wokół miejsca, gdzie znajdowałaby się sól,
unosiłby się w powietrzu obraz, splot barw i kształtów, oznaczający, że sól jest
pożyteczna dla człowieka. W ten sposób cała świadomość człowieka wypełniona była
przepływającymi obrazami barw i kształtów. Człowiek żył w morzu barw i kształtów.
Obrazy form i barw określały to, co działo się wokół, przede wszystkim w dziedzinie
duszy, co było dla niej pożyteczne lub szkodliwe. Właśnie te obrazy umożliwiały
człowiekowi prawidłową orientację.
Świadomość ta, w okresie gdy dawny Księżyc reinkarnował się jako obecna Ziemia,
przeobraziła się w stan, który nazywamy dzisiaj świadomością dzienną. Pozostałość
poprzedniego stanu zachowała się jedynie w sennych marzeniach. Jest to tylko
pozostałość, analogiczna do szczątkowych śladów, jakie pozostawiają po sobie inne
zjawiska. Tak np. mamy w okolicy ucha mięśnie, które dziś wydają się bezcelowe.
Dawniej miały one znaczenie, służyły mianowicie do tego, aby dowolnie poruszać uchem;
dziś mało kto potrafi tego dokonać. Istnieją też u dzisiejszego człowieka stany, które są
pozostałością dawnej normalnej organizacji. Obrazy, które dziś nic nie znaczą, miały
dawniej swoje znaczenie, odpowiadały wówczas światu zewnętrznemu. Dzisiaj podobną
świadomość obrazową mają jeszcze wszystkie zwierzęta, które nie mogą wydawać głosu
z wnętrza organizmu. Trzeba wiedzieć, że wiedza tajemna dzieli zwierzęta zupełnie
inaczej niż zewnętrzna wiedza przyrodnicza; mianowicie na takie, które wydają głos ze
swego wnętrza i takie, które tego nie potrafią. Wprawdzie wiele zwierząt niższych wydaje
różne odgłosy, ale powstają one w sposób mechaniczny, nie pochodzą z wnętrza
organizmu; nawet żaba nie wydaje dźwięków ze swojego wnętrza. Dopiero wyższe
zwierzęta, które powstały wówczas, kiedy człowiek umiał już dźwiękiem wyrażać ból i
radość, obdarzone zostały możliwością wyrażania głosem i krzykiem tych doznań. Otóż
wszystkie zwierzęta pozbawione tej możliwości mają jeszcze świadomość obrazową, nie
widzą one obrazu ograniczonego różnicą barw, tak jak my. Jeżeli do świadomości
któregoś z niższych zwierząt, np. raka, dociera obraz, który sprawia na nim przykre
wrażenie, to zwierzę usuwa się z drogi, nie widząc przedmiotu, od którego ucieka;
szkodliwość tego przedmiotu poznaje jednak po odpychającym obrazie, który mu się
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-08.htm (3 of 6) [07-May-11 4:55:20 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
ukazuje.
Czwarty stan świadomości jest dziś właściwy wszystkim ludziom. Barwy, poprzednio
swobodnie unoszące się w przestrzeni, układają się niejako na przedmiocie, oblekają jak
gdyby ten przedmiot, określają jego granice. Dawniej unosiły się swobodnie, teraz
objawiają się na przedmiotach. W ten sposób to, co było wewnętrznym przeżyciem
człowieka, wyszło na zewnątrz i przywarło, jeśli się tak można wyrazić, do przedmiotu.
Człowiek zaś zdobył dzięki temu swoją dzisiejszą świadomość dzienną – świadomość
jawy.
A teraz rozważmy coś innego. Wspomnieliśmy już, że praca nad utworzeniem fizycznego
organizmu człowieka rozpoczęła się w okresie dawnego Saturna. W okresie dawnego
Słońca przyłącza się ciało eteryczne, czyli życiodajne. Przeniknęło ono organizm fizyczny
i pracowało nad jego dalszym rozwojem. W okresie księżycowym przybyło ciało astralne,
które znowu zmieniło postać ciała. W okresie Saturna ciało nasze było niezmiernie
proste; w okresie słonecznym było ono już bardziej złożone, gdyż zostało przepracowane
dzięki dołączeniu się ciała eterycznego, które współdziałało w jego rozwoju. W okresie
księżycowym doskonaliło je w dalszym ciągu ciało astralne, na Ziemi zaś - jaźń. W epoce
Saturna, kiedy ciało fizyczne nie było jeszcze przeniknięte ciałem eterycznym, nie było w
nim tych wszystkich organów, które mamy dzisiaj. Nie było ani krwi, ani nerwów, ani
żadnych narządów wewnętrznego wydzielania. Człowiek miał wówczas - i to dopiero w
zalążku - te organy, które dziś są najdoskonalsze, gdyż miały czas, by dojść w swym
rozwoju do dzisiejszej doskonałości. Są to wspaniale zbudowane organy naszych
zmysłów.
Cudownie zbudowane oko ludzkie, wspaniały aparat ludzkiego ucha dopiero dziś
osiągnęły swą pełną doskonałość. Wyłonione z substancji dawnego Saturna,
doskonalone były kolejno przez ciało eteryczne, astralne i wreszcie przez jaźń. Również
krtań powstała w okresie Saturna, wówczas jednak człowiek nie umiał jeszcze mówić. W
okresie księżycowym zaczął wydawać nieartykułowane tony i krzyki, ale dopiero dzięki
długiemu, stopniowemu doskonaleniu krtań mogła dojść do tego poziomu doskonałości,
w jakiej dziś występuje na Ziemi. Na dawnym Słońcu, gdzie doszło ciało eteryczne,
kształtowały się dalej wszystkie narządy zmysłowego postrzegania zapoczątkowane na
Saturnie, poza tym przybyły jeszcze narządy wydalania i odbudowywania, które służą
odżywianiu i rośnięciu. Ich rozwój zapoczątkowany został na Słońcu, potem
opracowywało je ciało astralne na Księżycu i jaźń na Ziemi. Są to np. wszystkie gruczoły
wydzielania wewnętrznego, narządy uczestniczące w procesach wzrostu. Następnie
powstał na Księżycu, dzięki przyłączeniu się ciała astralnego, zaczątek systemu
nerwowego. Człowiek miał wtedy świadomość obrazową. Czynnikiem, który umożliwił
rozwój świadomości przedmiotowej, co jednocześnie pozwoliło człowiekowi na wyrażanie
radości i bólu głosem ze swego wnętrza, a więc czynnikiem kształtującym jaźń człowieka,
była krew.
W ten sposób cały wszechświat brał udział w budowie naszych organów zmysłowych;
natomiast narządy hormonalne, organy służące odżywianiu i rozmnażaniu, powstały
dzięki ciału eterycznemu na dawnym Słońcu. Ciało astralne zbudowało na dawnym
Księżycu system nerwowy, a nasza jaźń, już na Ziemi, krew. Istnieje zjawisko nazwane
niedokrwistością lub anemią. W krańcowym wypadku krew dochodzi do takiego stanu, w
którym nie może już utrzymać w człowieku dziennej świadomości. Wpada się wtedy w
stan przyćmionej, zamglonej świadomości, podobnej do tej, którą posiadaliśmy w okresie
księżycowym.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-08.htm (4 of 6) [07-May-11 4:55:20 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
A teraz spójrzmy jeszcze na trzy stany świadomości, które dopiero nastąpią. Można
zapytać, w jaki sposób można je dzisiaj poznać? Wtajemniczony już dziś może osiągnąć
te stany, wyprzedzając ogólny rozwój ludzkości. Następnym stanem jest świadomość
psychiczna, łącząca w sobie świadomość obrazową i dzienną świadomość jawy. W
stanie świadomości psychicznej widzimy człowieka tak, jak teraz na jawie widzimy jego
kształty. Jednocześnie to, co żyje w jego duszy, staje przed nami w obrazach w postaci
obłoku barw zwanego aurą. Mamy wtedy pełną kontrolę nad naszym przeżyciem, tak jak
stan dzisiejszej świadomości dziennej daleki jest od sennych marzeń, które cechowały
świadomość okresu księżycowego. W okresie planetarnym, który nastąpi po obecnym
wcieleniu naszej Ziemi, w okresie Jowisza, świadomość psychiczna stanie się udziałem
wszystkich ludzi.
Jest jeszcze szósty stan świadomości, który też kiedyś będzie powszechny. Połączy on
dzisiejszą świadomość dzienną z tym, co obecnie zna tylko wtajemniczony jako
świadomość psychiczną, a ponadto z tym wszystkim, co człowiek przeżywa dzisiaj śpiąc.
Będzie to świadomość inspiracyjna. Na tym etapie osiągnie głębokie zrozumienie natury
różnych istot. Będziemy nie tylko spostrzegać barwy i kształty. Otaczające nas istoty
przemówią jeszcze dźwiękiem i tonem. Każda dusza ludzka uzyska swój indywidualny
ton, a wszystko razem złączy się w jedną symfonię. Taką świadomość będą mieć ludzie,
gdy nasza planeta przejdzie w stan Wenus. Ludzie przeżywać będą wówczas harmonię
sfer, którą Goethe opisuje w prologu do "Fausta":

Jak od przedwieczy, Słońca tony
Wtórują sfer siostrzanym grom,
A obieg jego wyznaczony
Zamyka swym gruchotem grom.
(tłum. Artur Sandauer)

Gdy Ziemia przechodziła okres słonecznej inkarnacji, do człowieka dochodziły niejasno
te dźwięki i tony, a w okresie Wenus będą one znowu dźwięczały i grały "jak od
przedwieczy".
Siódmy stan świadomości człowieka to świadomość duchowa, najwyższa świadomość
wszechświata. Człowiek będzie widział nie tylko naszą planetę, ale całe otoczenie
kosmiczne. Świadomość, którą człowiek miał już na Saturnie była wprawdzie
przytłumiona, ale na swój sposób ogarniała już wtedy cały kosmos. Tę kosmiczną
świadomość dołączy człowiek do wszystkich poprzednich w siódmym okresie inkarnacji
naszej Ziemi, w okresie Wulkana.
Przechodząc kosmiczne przeobrażenia człowiek musi rozwinąć te siedem stanów
świadomości. Każda inkarnacja Ziemi wytwarza warunki, które umożliwiają takie stany
świadomości. Tylko dlatego, że na Księżycu powstał zalążek naszego systemu
nerwowego, który rozwinął się później w mózg, możliwy jest dzisiejszy stan dziennej
świadomości. W trakcie rozwoju muszą powstać organy, dzięki którym wyższe stany
świadomości, jakie dziś przeżywa w duszy wtajemniczony, będą mogły przejawiać się
fizycznie.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-08.htm (5 of 6) [07-May-11 4:55:20 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Przechodzenie przez kolejne okresy planetarne daje człowiekowi możliwość rozwoju.
Każde kolejne wcielenie naszej planety związane jest z rozwojem jednego z siedmiu
stanów świadomości człowieka. To, co dzieje się w każdym okresie, jest budowaniem
fizycznych organów dla stanów świadomości. W okresie Jowisza ludzkość będzie mogła
posługiwać się wysoko rozwiniętym organem świadomości psychicznej. W okresie
Wenus powstanie organ, dzięki któremu człowiek będzie mógł fizycznie rozwinąć
świadomość, którą może mieć dziś wtajemniczony na planie dewahanu. Świadomość
duchowa, która rozwinie się w okresie Wulkana, odpowiadać będzie tej, jaką dziś ma
wtajemniczony w wyższych sferach dewahanu - w świecie rozumowym.
Będziemy rozważać oddzielnie wymienione okresy planetarne, gdyż podobnie jak Ziemia
miała wcześniej zupełnie inną postać np. w okresie atlantyckim i lemuryjskim - a jeszcze
inaczej będzie wyglądała w przyszłych okresach rozwojowych - podobnie Księżyc,
Słońce, Saturn, Jowisz, Wenus i Wulkan przechodzą przez różne stany.
Poznaliśmy dzisiaj wielkie cykle planet, jutro zajmiemy się zmianami zachodzącymi na
tych planetach, kiedy były one miejscem rozwoju człowieka.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-08.htm (6 of 6) [07-May-11 4:55:20 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Wstecz / Spis treści / Dalej
IX
Lepiej zrozumiemy rozwój ludzkości w okresach planetarnych, jakie poprzedzały naszą
Ziemię, w okresach Saturna, Słońca i Księżyca, gdy raz jeszcze spojrzymy na człowieka
pogrążonego we śnie, w sennych marzeniach.
Gdy człowiek śpi, jasnowidzący widzi jego ciało astralne otaczające jaźń i unoszące się
nad ciałem fizycznym. Ciało astralne znajduje się wówczas poza ciałem fizycznym i
eterycznym, ale pozostaje z nimi połączone. Wysyła ono w wielki organizm kosmosu
promienie, prądy, wychyla się niejako w kosmos. W śpiącym człowieku rozróżniamy ciało
fizyczne, eteryczne i astralne, ale ciało astralne rozprzestrzenia się w wielki organizm
astralny.
Gdybyśmy wyobrazili sobie sytuację, że ludzie na planie fizycznym mają ciała
przeniknięte tylko ciałem eterycznym, a ciało astralne z jaźnią unoszą się ponad nimi,
mielibyśmy stan, w jakim ludzkość znajdowała się w okresie księżycowym. Jednak w
okresie dawnego Księżyca ciało astralne nie było tak bardzo oddzielone od fizycznego;
równie silnie zanurzało się w ciało fizyczne jak i wybiegało w kosmos.
Jeżeli jednak wyobrazimy sobie stan, jaki zachodzi dzisiaj we śnie tak głębokim, że
nawet obrazy marzeń sennych nie przenikają do świadomości, to mamy stan
świadomości w okresie dawnego Słońca. I jeżeli teraz wyobrazimy sobie, że człowiek
umiera, a jego ciało eteryczne łącznie z astralnym i jaźnią opuszcza jego organizm, ale w
taki sposób, że łączność nie zostaje całkowicie przerwana, że to, co przeszło na
zewnątrz, co pogrążone jest w otaczającym kosmosie, zsyła na Ziemię swoje promienie i
pracuje nad ciałem fizycznym, to zrozumiemy stan, w jakim ludzkość znajdowała się na
Saturnie.
Sam glob dawnego Saturna zawierał tylko to, co stanowiło naszą fizyczność; otaczała go
eteryczno-astralna atmosfera, w której pogrążone były ludzkie jaźnie.
Ludzie rzeczywiście istnieli już w okresie Saturna, ale stan ich świadomości był
niesłychanie przytłumiony. Zadaniem dusz ludzkich było ożywienie i utrzymanie
aktywności tego, co należało do nich na samym Saturnie. Pracowały z góry nad swoim
ciałem fizycznym. Podobnie jak ślimak, który wytwarza od zewnątrz swoją skorupę, tak i
dusze pracowały z zewnątrz nad zaczątkami organów ciała fizycznego. Opiszemy, jak się
ta praca przedstawiała, jak wyglądał Saturn w tym czasie.
Mówiłem już, że ukształtowały się tam w fizycznej cielesności zaczątki narządów
zmysłowych. Nad nimi to właśnie pracowały z zewnątrz, unosząc się w atmosferze
Saturna, dusze ludzkie. Przebywały one w przestrzeni otaczającej Saturna, w dole była
ich pracownia; tam wytwarzały, działając z zewnątrz, prototypy oka, ucha i innych
narządów zmysłowych.
Jaka była zasadnicza cecha żywiołu, który tworzył glob Saturna? Trudno to opisać, bo w
naszej mowie brak odpowiednich wyrażeń. Nasza mowa jest obecnie całkowicie
zmaterializowana, dostosowana tylko do planu fizycznego. Jest jednak wyrażenie, którym
można do pewnego stopnia określić subtelną pracę, jaka dokonywała się na Saturnie:
"odzwierciedlać się". Żywioł stanowiący glob Saturna miał własność odbijania całą masą
tego, co przychodziło z zewnątrz jako światło, dźwięk, smak, zapach. Wszystko to Saturn
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-09.htm (1 of 7) [07-May-11 4:55:23 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
odsyłał z powrotem w kosmos, wszystko wracało odbite jak w zwierciadle. Możemy to
porównać z maleńkim odbiciem własnej postaci, jakie dostrzegamy w źrenicy innego
człowieka.
Unoszące się w otoczeniu Saturna dusze ludzkie postrzegały własne odbicie nie tylko w
postaci barwnych obrazów. Były to wszelkiego rodzaju wrażenia: smakowe, węchowe,
cieplne. Saturn działał jak zwierciadło. Żyjący w jego atmosferze ludzie promieniowali
swą własną istotą i z obrazów powstałych przez odbicie formowały się zaczątki narządów
zmysłowych; były to bowiem obrazy, które działały twórczo.
Wyobraźmy sobie, że stoimy przed lustrem. Widzimy nasze własne odbicie, które
zaczyna tworzyć; nie jest jedynie martwym obrazem, jak dzisiejsze odbicie w lustrze.
Daje to pewne wyobrażenie o twórczej działalności Saturna, o tym, jak ludzie żyli na
Saturnie i dokonywali swej pracy.
Na globie Saturna odbywał się twórczy proces, a dusze ludzkie pogrążone były w górze
w stanie głębokiej świadomości transu, i nie wiedziały nic o odbiciach, które były ich
udziałem. Ich przytłumiona świadomość ogarniała jednak cały wszechświat, który za
pośrednictwem nieświadomych swego istnienia dusz ludzkich odzwierciedlał się w
substancji Saturna. One same były w duchowej substancji i nie miały samodzielności.
Były tylko częścią duchowości otaczającej glob Saturna, nie mogły postrzegać duchowo.
Istniały jednak wyższe duchy, które mogły postrzegać przy ich pomocy. Dusze ludzkie
stanowiły jakby organy tych duchów.
Saturna otaczał wówczas cały szereg wyższych istot. Były to duchy zwane w ezoteryce
chrześcijańskiej posłańcami Boga: Aniołami, Archaniołami, Prasiłami, Potęgami.
Wszystkie znajdowały się w atmosferze Saturna. Tak jak ręka jest częścią organizmu, tak
nasze dusze należały do tych istot. Nie miały swojej własnej świadomości, podobnie jak
ręka nie ma własnej, odrębnej świadomości. Pracowały świadomością wyższych duchów,
wyższą świadomością kosmiczną i kształtowały w ten sposób obrazy narządów
zmysłowych, które po odbiciu od Saturna działały twórczo. Kształtowały też substancję
Saturna. Nie powinniśmy sobie wyobrażać, że substancja ta była równie gęsta jak nasze
dzisiejsze ciała. Stan największego zagęszczenia w okresie Saturna był znacznie
rzadszy od naszego dzisiejszego fizycznego powietrza; a jednak Saturn miał też swój byt
fizyczny, tylko że doszedł do stopnia zagęszczenia, który nazywamy ogniem, ciepłem, w
którym dzisiejsza fizyka nie dostrzega żadnej materii. Dla wiedzy tajemnej ciepło jest
jednak materią, tylko jeszcze subtelniejszą niż gaz; jego cechą jest tendencja do coraz
dalszego rozprzestrzeniania się. Glob Saturna utworzony był właśnie z takiej subtelnej
materii, miał więc zdolność do rozprzestrzeniania się od wewnątrz, do wypromieniowania
wszystkiego, odzwierciedlania. Takie ciało wypromieniowuje z siebie wszystko, nie dąży
do tego, aby cokolwiek w sobie zatrzymać.
Glob Saturna nie był substancją jednolitą, można w nim było dostrzec pewne
zróżnicowanie, pewną konfigurację. Później organy Saturna przybrały kształt kulistych
komórek, tylko że dzisiejsze komórki są bardzo drobne, zaś tamte kule były wielkie, a
składający się z nich Saturn przypominał trochę olbrzymią malinę lub jeżynę. Na Saturnie
nie można było jeszcze widzieć, gdyż odzwierciedlając odsyłał on z powrotem wszystko,
co docierało do niego z zewnątrz jako światło. Wewnątrz substancji Saturna panowała
całkowita ciemność i dopiero w końcowej fazie swojego rozwoju zaczął się trochę
rozjaśniać. W otoczeniu jego atmosfery przebywały pewne wyższe duchy, które
pomagały w przygotowaniu powstających na Saturnie ludzkich narządów zmysłów.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-09.htm (2 of 7) [07-May-11 4:55:23 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Dusze ludzkie nie były jeszcze na tyle rozwinięte, by same mogły pracować; pracowały
pod kierunkiem wyższych duchów.
Tak samodzielnie jak dzisiaj pracuje człowiek, pracowały na Saturnie pewne istoty, które
znajdowały się wówczas na stopniu rozwoju odpowiadającym dzisiejszemu człowiekowi.
Nie mogły wyglądać tak jak dzisiejszy człowiek, gdyż jedyną materią na Saturnie było
ciepło; jednak ich inteligencja i stan świadomości były na poziomie dzisiejszego
człowieka, chociaż nie mogły utworzyć ani ciała fizycznego, ani mózgu. Przyjrzyjmy się
im trochę bliżej. Człowiek na obecnym etapie rozwoju składa się z czterech członów:
ciała fizycznego, eterycznego, astralnego i jaźni. Jaźń zawiera w zalążkach jeszcze
wyższe ogniwa: duch jaźń, duch-życie i duch-człowiek (Manas, Buddhi i Atma).
Najniższe, chociaż i najdoskonalsze w swoim rodzaju ogniwo naszej istoty na Ziemi, to
ciało fizyczne. Potem następuje ciało eteryczne, następnie astralne i wreszcie jaźń. Są
jednak istoty, których najniższym ogniwem jest ciało eteryczne. Ciało fizyczne nie jest im
potrzebne, aby pracować w świecie zmysłów; mają za to inne, ósme ogniwo, wyższe od
siódmego elementu naszej natury.
U innych znów istot ciało astralne jest najniższym członem, a za to przybywa im coś
wyższego, ósme i dziewiąte ogniwo. I wreszcie są takie istoty, u których najniższym
członem jest jaźń, a najwyższym dziesiąty człon.
U istot, których najniższym ogniwem jest jaźń mamy więc następujące człony:

jaźń
duch-jaźń (Manas)
duch-życie (Buddhi)
duch-człowiek (Atma)

Następnie dochodzi ósmy, dziewiąty i dziesiąty człon. Ezoteryka chrześcijańska nazywa
je:

Duch Święty
Syn albo Słowo
Ojciec

W literaturze teozoficznej nazywa się je również trzema Logoi.
Istoty, których najniższym ogniwem jest jaźń, odegrały ważną dla nas rolę w okresie
rozwojowym Saturna. Znajdowały się wówczas na stopniu rozwoju odpowiadającym
dzisiejszemu człowiekowi. Warunki, które próbowaliśmy przedstawić opisując byt
Saturna, warunki tak niepodobne do obecnych, były właśnie terenem działalności ich
jaźni. Istoty te można by nazwać ludźmi Saturna. W tym znaczeniu były one "przodkami"
dzisiejszych ludzi. Promieniowały na powierzchnię Saturna swą najbardziej
uzewnętrznioną istotą, jaźnią. Zaszczepiały jaźń w ciała fizyczne, które się tam tworzyły.
W ten sposób pracowały one nad przygotowaniem ciała fizycznego, aby w przyszłości
mogło stać się nosicielem jaźni. Takie ciało fizyczne, jakim został obdarzony dzisiejszy
człowiek, mogło przyjąć jaźń dopiero na czwartym stopniu rozwoju, na Ziemi. Zdolność
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-09.htm (3 of 7) [07-May-11 4:55:23 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
do przyjęcia jaźni musiała być jednak zaszczepiona naszemu ciału fizycznemu na
Saturnie. Te istoty jaźni okresu dawnego Saturna nazywane są również Duchami
Egoizmu.
Egoizm ma dwie strony: dodatnią i ujemną. Gdyby nie egoizm, ustawicznie zaszczepiany
na Saturnie i w następnych epokach planetarnych, człowiek nigdy nie stałby się
samodzielną istotą, która może mówić o sobie "ja". W naszej cielesności fizycznej istnieją
siły zaszczepione jeszcze na Saturnie, które predestynują nas na istoty samodzielne,
różniące się od wszystkich innych istot. Musiały nad tym pracować Asuras, Duchy
Egoizmu.
Są dwa rodzaje tych duchów, jeżeli pominiemy drobne odmiany. Jedne z nich
kształtowały egoizm w kierunku szlachetnej niezależności - coraz wyższej i pełniejszej
wolności; jest to dodatni rodzaj egoizmu, niezależność. Duchy te prowadziły ludzkość
przez wszystkie następne okresy planetarne; wychowywały nas ku samodzielności.
W każdym okresie planetarnym są jednak i takie duchy, które nie dotrzymują kroku w
ogólnym rozwoju, które cofają się, pozostają w miejscu, nie chcą rozwijać się dalej. I tu
rozpoznać można działanie pewnego prawa, które mówi, że jeśli to, co najwyższe,
upada, nie rozwija się dalej, staje się czymś najgorszym.
Te złe duchy Saturna wypaczyły szlachetne poczucie wolności i przeobraziły je w coś
przeciwnego. Są to właśnie duchy, które kuszą, uwodzą do szkodliwego, niskiego
egoizmu. Jeszcze dzisiaj są one w naszym otoczeniu. Wszystko, co jest złe, czerpie od
nich siły.
Każda planeta po dojściu do kresu swego rozwoju wraca do bytu czysto duchowego,
znika niejako, wstępuje w okres snu, z którego wyłania się potem znowu do nowego
wcielenia. Tak właśnie było z Saturnem. Następną jego inkarnacją było dawne Słońce,
które zawierało w sobie wszystkie substancje oraz istoty duchowe stanowiące dzisiejsze
Słońce, Ziemię i Księżyc. Rozwój człowieka w okresie słonecznym zaznaczył się tym, że
ciało eteryczne przeniknęło przygotowane na Saturnie ciało fizyczne. Fizyczność na
Słońcu jest bardziej zagęszczona niż na Saturnie, można by ją porównać ze stanem
skupienia dzisiejszego powietrza. Formująca się fizyczna cielesność człowieka została
więc w okresie słonecznym przeniknięta ciałem eterycznym. Ciało fizyczne stanowiło
pewnego rodzaju ciało powietrzne, gazowe, podobnie jak w okresie Saturna było ciałem
cieplnym. Ciało eteryczne człowieka zstąpiło na dół i złączyło się już z fizycznym, ale w
atmosferze Słońca znajdowało się jeszcze nasze ciało astralne z jaźnią, pogrążone w
wielkiej astralności słonecznej. Stamtąd jaźń i astralność oddziaływały na ciało fizyczne i
eteryczne, podobnie jak dzisiaj podczas snu, gdy ciało astralne pracuje nad fizycznym i
eterycznym z zewnątrz. W ten sposób kształtowaliśmy zaczątki późniejszych narządów
trawienia, wzrostu i rozmnażania; przeobrażaliśmy utworzone na Saturnie zaczątki
narządów zmysłów w ten sposób, że jedne z nich zachowywały swój poprzedni
charakter, z innych zaś powstawały gruczoły wydzielania wewnętrznego i narządy
pobudzające wzrost.
Wszystkie narządy rozmnażania i organy pobudzające wzrost są przekształconymi i
opanowanymi przez ciało eteryczne narządami zmysłów. Jeżeli porównamy dawne
Słońce z dawnym Saturnem, to znajdziemy pewną różnicę. Saturn był jeszcze czymś w
rodzaju odzwierciedlającej powierzchni; odbijał wrażenia smakowe, węchowe, wszelkie
wrażenia zmysłowe. Inaczej było na Słońcu. Saturn natychmiast odsyłał wszystko, nie
zagarniając nic dla siebie; Słońce natomiast przepajało się tym wszystkim i dopiero wtedy
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-09.htm (4 of 7) [07-May-11 4:55:23 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
odsyłało z powrotem. Działo się tak dlatego, że Słońce miało ciało eteryczne. Organizm
przeniknięty ciałem eterycznym zachowywał się tak jak dzisiejsze rośliny wobec światła
słonecznego. Roślina wchłania światło, przepaja się nim i dopiero wtedy oddaje je z
powrotem. Jeżeli postawimy ją w ciemnym pokoju, to straci swe barwy i zwiędnie. Bez
światła nie byłoby chlorofilu. Tak samo zachowywały się nasze ciała na Słońcu,
przenikały się światłem i innymi składnikami. Tak jak roślina odsyła światło, kiedy się nim
wzmocni, podobnie i dawne Słońce odsyłało światło po przepracowaniu go w sobie. I nie
tylko światło, ale również ciepło, wrażenia smakowe, węchowe, wszystko to pochłaniane
było przez Słońce i dopiero potem wypromieniowywane. Dlatego mówimy że nasze ciało
w okresie słonecznym było na poziomie rośliny, w stanie roślinnym. Nie wyglądało tak jak
dzisiejsze rośliny, bo te powstały dopiero na Ziemi. Jednak nosimy w sobie wspomnienie
tego roślinnego okresu rozwojowego, jest to nasz system gruczołów wydzielania
wewnętrznego, którego rozwój zapoczątkowany został na Słońcu. Nasze narządy
odżywiania i rozmnażania stanowiły wtedy krajobraz Słońca, podobnie jak dziś na Ziemi
otaczają nas góry i skały. My zaś pracowaliśmy wówczas nad tymi organami tak jak
dzisiaj uprawia się i pielęgnuje ogródek. Słońce świeciło i promieniowało, odsyłając
przestrzeniom kosmicznym ich dary; lśniło i mieniło się najwspanialszymi barwami,
wydawało przedziwne tony, wspaniałe aromaty. Dawne Słońce było cudowną istotą w
przestworzach świata. Ludzie pracowali nad swymi własnymi ciałami w ten sposób jak
dziś niektóre zwierzęta, np. korale, pracują od zewnątrz nad swymi budowlami.
Odbywało się to pod kierunkiem wyższych istot, które znajdowały się w atmosferze
Słońca.
Szczególną uwagę musimy poświęcić pewnej grupie duchów, które wówczas osiągnęły
stopień człowieczeństwa. Na Saturnie stopień człowieczeństwa przechodziły Duchy
Egoizmu, które zaszczepiły w nas zmysł wolności i samodzielności. Na Słońcu
przechodziły go inne istoty, których najniższym pierwiastkiem nie była jaźń, ale ciało
astralne. Posiadały więc następujące człony: ciało astralne, duch jaźń, duch-życie oraz
ósmy pierwiastek, który w ezoterii chrześcijańskiej nazywa się Duchem Świętym, a
wreszcie dziewiąty, którym jest Słowo, w znaczeniu, jakie ma na początku Ewangelii św.
Jana. Dziesiątego pierwiastka jeszcze nie miały. Istoty te kierowały na Słońcu wszelką
pracą astralną. Od dzisiejszych ludzi różniły się tym, że ludzie oddychają powietrzem, bo
w otoczeniu Ziemi mają powietrze; one zaś oddychały ciepłem, czyli jak się mówi w
wiedzy tajemnej - "ogniem" .
Samo Słońce utworzone było z pewnego rodzaju masy powietrznej; otaczała go
substancja, z której przedtem utworzony był glob Saturna - ogień, ciepło. W części, która
uległa zagęszczeniu, powstał gazowy glob Słońca, to zaś, co nie mogło się zagęścić,
stanowiło wokół Słońca falujące morze "ognia". Otóż istoty, które znajdowały się
wówczas na stopniu człowieczeństwa i pracowały w służbie ludzkości, żyły na Słońcu
wdychając i wydychając ogień, ciepło; dlatego nazywamy je Duchami Słońca albo
Duchami Ognia. Człowiek był wówczas na stopniu świadomości sennej, świadomości
głębokiego snu bez marzeń; natomiast Duchy Ognia miały już świadomość jaźni. Od tego
czasu przeszły dalszy rozwój i osiągnęły wyższy stopień świadomości. Ezoteryka
chrześcijańska nazywa je dzisiaj Archaniołami. Najwyższym, najdoskonalszym duchem,
który w okresie słonecznym był Duchem Ognia, a który również dziś oddziałuje na
Ziemię, jest Chrystus. Najwyżej rozwiniętym duchem Saturna jest Bóg Ojciec. Dla
ezoteryki chrześcijańskiej Jezus Chrystus był więc wcieleniem słonecznego Ducha
Ognia, najwyższego spośród Duchów Słońca. Aby mógł przybyć na Ziemię, musiał użyć
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-09.htm (5 of 7) [07-May-11 4:55:23 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
fizycznego ciała. Aby móc działać na Ziemi, musiał podlegać tym samym warunkom co
człowiek.
Na Słońcu mamy więc do czynienia z ciałem planetarnego Słońca, ale również ciałem
Duchów Ognia i ciałem panującego na Słońcu Chrystusa. Gdy Ziemia była dawnym
Słońcem, Duch ten był głównym Duchem Słońca. Gdy Ziemia była dawnym Księżycem,
rozwinął się On jeszcze wyżej i pozostał przy Ziemi. Stał się więc najwyższym
planetarnym Duchem Ziemi. Dzisiaj Ziemia stanowi Jego ciało, tak jak niegdyś Słońce.
Musimy dosłownie przyjąć słowa Ewangelii św. Jana: "Kto mój chleb spożywa, ten stąpa
po mnie nogami". Gdyż Ziemia jest ciałem Chrystusa! Bo gdy ludzie jedzą chleb, w
którym zawarta jest substancja Ziemi, i chodzą po Ziemi, to stąpają po ciele Chrystusa.
Ujmijmy to dosłownie, tak jak powinny być przyjmowane wszystkie religijne nauki. Trzeba
tylko najpierw znać prawdziwe znaczenie liter, a dopiero potem szukać Ducha.
Na słonecznym globie nie wszystkie istoty doszły do tego stopnia rozwoju, o jakim
mówiłem. Niektóre pozostały na poziomie bytu Saturna. Nie mogły one przyjąć w siebie
tego, co promieniowało z przestrzeni świata, a następnie odesłać z powrotem. Musiały
odsyłać te wrażenia natychmiast, nie mogły się nimi przepoić. Te jestestwa były na
Słońcu ciemnymi fragmentami, które nie mogły wysyłać własnego światła. Ponieważ były
zamknięte masą Słońca, mającą zdolność wysyłania światła, działały one jak ciemne
miejsca. Musimy odróżnić więc takie miejsca na Słońcu, które promieniowały tym, co
odbierały z przestrzeni świata i takie, które nie mogły niczego wypromieniować. Działały
jak ciemne wtrącenia wewnątrz słonecznej substancji. Na Saturnie duchy te niczego się
nie nauczyły, nie postąpiły naprzód w procesie rozwojowym. Podobnie jak ciało ludzkie
nie składa się z samych gruczołów, organów bezpośrednio służących utrzymaniu życia,
ale zawiera również substancje martwe, podobnie i Słońce miało w sobie takie ciemne
inkrustacje.
Nasze dzisiejsze Słońce jest pozostałością dawnego słoneczno-ziemskiego globu;
wyrzuciło z siebie Ziemię i Księżyc, a zatrzymało tylko to, co było najdoskonalsze. To, co
w okresie słonecznym było pozostałością Saturna, występuje na dzisiejszym Słońcu w
formie szczątkowej jako tzw. plamy słoneczne. Te ciemne plamy wśród jaśniejącej masy
słonecznej są ostatnią pozostałością z okresu Saturna. W ten sposób wiedza duchowa
odsłania ukryte, duchowe źródła zjawisk fizycznych. Astronomia i fizyka wyjaśnia
fizyczne przyczyny występowania plam na Słońcu, ale duchowe powody to właśnie te
pozostałości dawnego Saturna.
A teraz zadamy sobie pytanie, jakie królestwa istniały już na Saturnie? Istniało tam tylko
jedno królestwo, którego pozostałości zawierają dzisiejsze minerały. Mówiąc o tym, że
człowiek przechodził przez stan mineralny, nie mamy na myśli dzisiejszych kamieni.
Ostatnich potomków saturnowego minerału trzeba raczej widzieć w naszych oczach,
uszach i innych narządach zmysłów. Jest to najbardziej mineralna część naszego
organizmu. Nasze oko jest prawdziwym instrumentem fizycznym i nawet przez pewien
czas po śmierci pozostaje nie zmienione.
To jedyne królestwo Saturna przeszło na Słońcu do pewnego rodzaju roślinnej
egzystencji. Nasze własne ciało żyło tam jak roślina. Wszystko, co nie nadążało w
procesie rozwoju i pozostało na stopniu Saturna, stanowiło na Słońcu rodzaj królestwa
mineralnego, miało postać zanikających, nie ukształtowanych narządów zmysłowych. Ale
żadne istoty na Słońcu, z których wykształciło się ludzkie ciało, nie miały jeszcze w sobie
systemu nerwowego; został on dołączony dopiero na Księżycu przez ciało astralne.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-09.htm (6 of 7) [07-May-11 4:55:23 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Rośliny również nie mają systemu nerwowego. Przypisywanie im systemu nerwowego
jest nieporozumieniem.
Ciała astralne, znajdujące się w okręgu słonecznym, posyłały pewien rodzaj prądów
naszym fizyczno-eterycznym organizmom. Te świetlne prądy rozgałęziały się na kształt
drzewa. Ostatnią ich pozostałością jest organ, który nazywamy "splotem słonecznym".
Jest to ostatnie echo, ostatni ślad zagęszczenia prądów na dawnym Słońcu aż do
materii; stąd nazwa "splot słoneczny", plexus solaris. Musimy sobie wyobrazić nasze
ciała na Słońcu, jak z góry przenikały je promienie rozgałęziając się na kształt drzewa.
Słońce przedstawiało się na powierzchni jako ogromna ilość odgałęzień słonecznych
splotów. Te odgałęzienia przedstawiane są w mitologii germańskiej jako "jesion świata",
który czasem może oznaczać jeszcze coś innego.
Słońce przeszło następnie w stan snu i przeobraziło się w to, co wiedza tajemna nazywa
dawnym Księżycem. Jest to trzecia inkarnacja Ziemi, która znowu ukazała panującego,
przewodniego ducha.
Najwyższym władcą Saturna był Duch Jaźni, którego nazywamy Bogiem Ojcem,
Najwyższym na Słońcu był Duch Słoneczny, Chrystus. Podobnie najwyższym władcą
księżycowego okresu Ziemi był Duch Święty ze swymi zastępami, które ezoteryka
chrześcijańska nazywa posłami bożymi, Aniołami.
W ten sposób przeszliśmy dwa dni stworzenia świata, które w ezoteryce nazywamy: Dies
Saturni, Dies Solis. Teraz przejdziemy do Dies Lunae.
Zawsze posiadano świadomość wiodącej boskości Saturna, Słońca i Księżyca.
Słowa: Dies = dzień i Deus = Bóg pochodzą z tego samego źródła. Słowa Dies Solis
równie dobrze można rozumieć jako Dzień Słońca albo jako Bóg Słońca, myśląc
równocześnie - Chrystus.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-09.htm (7 of 7) [07-May-11 4:55:23 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Wstecz / Spis treści / Dalej
X
Wczoraj mówiliśmy o różnych wcieleniach naszej planety, o wcieleniu Saturna i o
dawnym Słońcu. Mówiliśmy, że na dawnym Słońcu człowiek miał już ciało fizyczne i
eteryczne, i wzniósł się do stopnia bytu roślinnego. Mówiliśmy także o tym, że byt ten
różnił się znacznie od ziemskiego królestwa roślin, gdyż, jak później zobaczymy,
dzisiejsze rośliny powstały dopiero na Ziemi. Opisywaliśmy też, jak w okresie dawnego
Słońca przodkowie człowieka dzięki temu, że mieli ciało eteryczne, kształtowali przede
wszystkim te organy, które dziś znamy jako gruczoły wydzielania wewnętrznego,
odpowiedzialne za wzrost, rozmnażanie i odżywianie. Organy te istniały na Słońcu, tak
jak skały, kamienie i rośliny istnieją na Ziemi. Obok nich było drugie królestwo, które
można nazwać zatrzymanym w rozwoju królestwem Saturna, a które miało w sobie
zadatki przyszłego królestwa minerałów. Nie były to w żadnym razie minerały w
dzisiejszym znaczeniu. Były to ciała, które nie osiągnęły zdolności do złączenia się z
ciałem eterycznym i wobec tego pozostały na stopniu minerałów, na którym człowiek
znajdował się na Saturnie. Tak więc możemy mówić o dwóch królestwach dawnego
Słońca. W literaturze teozoficznej spotyka się często wyrażenie, że człowiek przeszedł
przez świat mineralny, roślinny i zwierzęcy, ale nie jest to dokładne określenie. Świat
mineralny, przez który człowiek przeszedł na Saturnie, miał zupełnie inną postać. Były to
jakby pierwsze zalążki naszych narządów zmysłowych. I podobnie na Słońcu nie było
takiej roślinności jak nasza dzisiejsza, a tylko to, co dziś żyje w człowieku jako jego
organy odpowiedzialne za wzrost. Wszystkie narządy wydzielania wewnętrznego
naszego organizmu miały na Słońcu naturę rośliny, ponieważ były przeniknięte ciałem
eterycznym.
A teraz musimy sobie wyobrazić, że dawne Słońce wstąpiło w stan snu, zaciemnienia,
utajonego bytu. Ale nie sądźmy, że taki okres jest dla planety okresem bezczynności,
niebytu. Okres ten podobny jest do czasu spędzonego w dewahanie. Widzieliśmy, że
człowiek przebywając pomiędzy śmiercią a nowym narodzeniem w wyższych światach
jest cały czas aktywny, że spełnia prace o wielkiej doniosłości dla rozwoju Ziemi. Jedynie
dla obecnej świadomości człowieka stan ten wydaje się pewnego rodzaju snem. Dla
wyższej świadomości jest to jednak życie o wiele bardziej intensywne niż okresy
inkarnacji. Te przejścia są wędrówką przez niebiańskie stany. Są to okresy wielkiej
doniosłości w rozwoju planety. Oznaczamy je teozoficznym wyrażeniem pralaja.
A teraz musimy sobie wyobrazić, że dawne Słońce dobiegłszy swojego kresu wstąpiło w
taki stan snu, a potem przeobraziło się w to, co wiedza tajemna nazywa dawnym
Księżycem, w trzecią inkarnację naszej Ziemi. Gdybyśmy mogli obserwować te
wydarzenia, to przedstawiałyby się one mniej więcej tak: dawne Słońce przeszedłszy
miliony lat trwającą ewolucję znika, a po milionach lat znowu wyłania się z mroku. Jest to
początek cyklu księżycowego.
W pierwszym okresie po wyłonieniu się z mroków pozornego niebytu nie było jeszcze
mowy o podziale na Słońce i Księżyc. Były one jeszcze ciągle całością, tak jak w okresie
dawnego Słońca. Wtedy nastąpiło powtórzenie stanów poprzednich. Dzieje poprzednich
okresów, dawnego Saturna i Słońca powtórzyły się na wyższym stopniu. Dopiero potem
zaszła zdumiewająca zmiana w rozwoju tego odrodzonego Słońca; odłączył się Księżyc.
Z tego, co przedtem stanowiło jedno ciało, powstały dwie planety, a raczej gwiazda stała i
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-10.htm (1 of 6) [07-May-11 4:55:25 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
planeta. Mamy więc teraz dwa ciała o różnej masie: Słońce i Księżyc.
Księżyc, o którym teraz jest mowa, zawierał nie tylko to, co zawiera dzisiejszy Księżyc,
ale wszystkie substancje i istoty dzisiejszej Ziemi i dzisiejszego Księżyca: Gdybyśmy to
wszystko mogli razem zmieszać, otrzymalibyśmy właśnie dawny Księżyc, który wówczas
oderwał się od Słońca.
Słońce stało się gwiazdą stałą dzięki temu, że zatrzymało w sobie najlepszą materię
razem z najdoskonalszymi istotami duchowymi. Dzięki temu "awansowało" na gwiazdę
stałą. Oddając odrębnej, samodzielnej planecie to, co mogłoby duchy słoneczne
zatrzymać w rozwoju, Słońce stało się gwiazdą stałą. Mamy więc Słońce, które wzniosło
się na stopień gwiazdy stałej i krążącą wokół w przestrzeni planetę, która jeszcze nie
zaszła tak daleko jak Słońce - dawny Księżyc, czyli dzisiejszy Księżyc i Ziemia złączone
w jedno ciało.
Ruch ówczesnego Księżyca dokoła Słońca był wówczas zupełnie inny, niż dzisiejszej
Ziemi. Dzisiejsza Ziemia obraca się po pierwsze wokół Słońca, po drugie, wokół własnej
osi. Wiemy, że z obrotem, którego Ziemia dokonuje mniej więcej 365 razy na rok,
związane są kolejne zmiany dnia i nocy. Natomiast ruch Ziemi wokół Słońca związany
jest z porami roku. W okresie księżycowym było inaczej. Dawny Księżyc okrążając
Słońce zwracał się doń zawsze tą samą stroną. W ciągu jednego obiegu dokoła Słońca
obracał się tylko raz jeden wokół własnej osi. Tego rodzaju ruch miał bardzo doniosły
wpływ na istoty rozwijające się na dawnym Księżycu.
Spróbujmy opisać ten dawny Księżyc. Przede wszystkim musimy powiedzieć, że
człowiek posunął się w rozwoju znowu o stopień wyżej. Składał się teraz nie tylko z ciała
fizycznego i eterycznego, ale doszło do tego jeszcze ciało astralne. Brakowało mu
jeszcze jaźni. Dzięki temu człowiek księżycowy osiągnął trzeci stan świadomości,
świadomość obrazową, której ostatnią, szczątkową pozostałość mamy w marzeniach
sennych. Poza tym dołączenie się ciała astralnego do wcześniejszych członów natury
ludzkiej spowodowało w ciele fizycznym szereg przeobrażeń. Wiemy, że w okresie
słonecznym najdoskonalszą, najbardziej opracowaną cząstką ciała fizycznego były
gruczoły wydzielania wewnętrznego. Poza tym organizm człowieka przenikały z zewnątrz
prądy, które zagęszczając się dały dzisiejszy splot słoneczny. W okresie księżycowym,
dzięki pracy, jakiej ciało astralne dokonało nad ciałem fizycznym, powstały pierwsze
założenia systemu nerwowego, dołączyły się nerwy, które do dziś jeszcze jako nerwy
rdzenia kręgowego - zachowały pewne podobieństwo.
Musimy zwrócić uwagę na to, że człowiek nie miał jeszcze w tym okresie samodzielnej
jaźni, a tylko trzy niższe człony jego natury były samodzielne. Jaźń człowieka znajdowała
się jeszcze w atmosferze Księżyca, podobnie, jak niegdyś ciało astralne na Słońcu, a
eteryczne na Saturnie. Jaźń pogrążona w boskiej substancji, pracowała nad ciałem
fizycznym. Jeżeli teraz zastanowimy się nad tym, że wówczas nasza jaźń towarzyszyła
pracy boskich jestestw, że jeszcze się od nich nie wyodrębniła, nie wydzieliła się z tej
duchowej substancji, ze swego boskiego źródła, to zrozumiemy, że jaźń człowieka
zbliżając się do Ziemi cofnęła się w pewien sposób w swoim rozwoju, ale jednocześnie
rozwinęła się. Rozwinęła przez to, że stała się samodzielna, zaś cofnęła w rozwoju
dlatego, że naraziła się na wszelkie błędy, na wszelkie zło i występek.
W okresie dawnego Księżyca jaźń ludzka pracowała tkwiąc jeszcze w boskim elemencie
ducha. Dzisiaj jaźń zbiorowa zwierząt działa z planu astralnego na plan fizyczny. Jak dziś
dusze zbiorowe pracują nad zwierzętami, tak wówczas jaźń ludzka pracowała z zewnątrz
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-10.htm (2 of 6) [07-May-11 4:55:25 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
nad potrójnym ciałem człowieka. Mogła jednak wykształcić wyższe ciała niż mają
dzisiejsze zwierzęta, działała bowiem z boskich źródeł bytu. Na dawnym Księżycu żyły
stworzenia, które stały wyżej od najbardziej rozwiniętych dzisiejszych małp, jednak nie
tak wysoko jak dzisiejszy człowiek. Stanowiły królestwo stojące na pograniczu między
dzisiejszym człowiekiem i zwierzęciem. Poza tym były tam jeszcze dwa królestwa, które
nie dotrzymały kroku w rozwoju. Jedno z nich obejmowało istoty, których ewolucja w
okresie słonecznym nie doprowadziła do tego, aby mogły przyjąć ciało astralne.
Pozostały one na stopniu, jaki system wydzielania wewnętrznego człowieka osiągnął na
Słońcu. To drugie królestwo księżycowe było czymś pośrednim między dzisiejszym
zwierzęciem a rośliną, było czymś w rodzaju roślinozwierza. Dzisiejsza Ziemia nie zna
podobnych stworzeń, tylko u tu i ówdzie rozpoznajemy ich szczątkowe ślady. Jeszcze
trzecie królestwo było na dawnym Księżycu, które na Słońcu żyło zachowując stan bytu
Saturna, na pograniczu rośliny i minerału. W ten sposób mamy trzy królestwa na dawnym
Księżycu; istoty roślinno-mineralne, zwierzęco-roślinne i zwierzę-coludzkie.
Tego, czym dzisiaj są minerały, czym jest skorupa ziemska, nie było jeszcze na dawnym
Księżycu. Nie istniały jeszcze kamienie, skały ani grunt orny. Najniższe królestwo
księżycowe było czymś pośrednim po między minerałem a rośliną. Z tego królestwa
powstała cała substancja dawnego Księżyca. Powierzchnia Księżyca przypominała
trochę podłoże torfowe, gdzie rośliny tworzą miękką masę. Istoty księżycowe chodziły po
powierzchni, która była miękką masą mineralno-roślinną, którą można porównać do
gotowanej sałaty. Skał takich jak dzisiaj nie było. Występowały jedynie najwyżej
stwardnienia przypominające drewno lub korę niektórych drzew. Z takiej zdrewniałej
masy powstawały na Księżycu góry. Było to coś podobnego do zeschniętej starej rośliny.
Z tego rozwinąć się miało przyszłe królestwo mineralne. Na tej masie roślinnej, na tym
"gruncie" rosły istoty roślinno-zwierzęce, które nie mogły poruszać się samodzielnie, były
przytwierdzone do podłoża jak dziś korale.
W legendach i podaniach, w których kryje się głęboka mądrość wtajemniczonych,
zawarte jest wspomnienie tych odległych epok rozwojowych; zwłaszcza w micie o śmierci
Baldura. Ten germański bóg Słońca lub światła miał sen, który był przepowiednią jego
rychłej śmierci. Zasmucili się tym bardzo bogowie, Azowie, którzy go miłowali i
rozmyślali, jak go ocalić. Matka bogów, Freya (Frigg), wymogła na wszystkich ziemskich
stworzeniach uroczyste przysięgi, że żadne z nich nigdy go nie zabije. Wszystkie
ziemskie istoty przysięgły, toteż wydawało się rzeczą niemożliwą, żeby śmierć zagroziła
Baldurowi. Pewnego razu, bawiąc się, bogowie rzucali w Baldura rozmaitymi
przedmiotami, nie raniąc go; wiedzieli że jest w nim moc, która go broni od rany. Lecz
Loki, przeciwnik Azów, bóg ciemności, przemyśliwał, jak zgładzić Baldura. Usłyszał on od
Freyi, że wszystkie stworzenia Ziemi przysięgły jej nie zabijać Baldura. Tylko od jednej
niepozornej roślinki, która była nieszkodliwa, od jemioły, Freya nie brała przysięgi.
Podstępny Loki wziął jemiołę i podał ją ślepemu bogowi Hödurowi. Ten zaś, nie wiedząc
co robi, zabił jemiołą Baldura. W ten sposób złowróżbny sen spełnił się. W obyczajach i
obrzędach ludu jemioła zawsze odgrywała określoną rolę. Jest ona symbolem pewnych
niesamowitych, pozaziemskich sił. To, czego niegdyś uczono w starych misteriach
druidów, przeszło potem do obyczajów i podań ludowych.
Na Księżycu grunt stanowiła mineralno-roślinna masa, na której rosły księżycowe roślino-
zwierzęta. Jedne z nich rozwinęły się i na Ziemi osiągnęły wyższy stopień bytu. Inne
jednak pozostały na księżycowym stopniu rozwoju, a gdy powstała nasza Ziemia, mogły
wystąpić tylko w niedoskonałej postaci; musiały pozostać przy zwyczajach z epoki
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-10.htm (3 of 6) [07-May-11 4:55:25 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
księżycowej. Na Ziemi mogły żyć tylko jako pasożyty na roślinnym podłożu. I tak jemioła
żyje na innych drzewach, jest bowiem zatrzymaną w rozwoju pozostałością dawnych
roślinno-zwierzęcych istot z Księżyca.
Baldur był symbolem tego wszystkiego, co idzie naprzód w rozwoju, co przynosi Ziemi
światło. Loki natomiast był przedstawicielem ciemnych mocy, uwstecznionych sił.
Nienawidził on tego, co się rozwija i dlatego był przeciwnikiem Baldura. Żadne ze
stworzeń Ziemi nie mogło być wrogiem Baldura, boga, który obdarzył Ziemię światłem,
gdyż wszyscy razem z nim szli naprzód w rozwoju. Tylko to, co zatrzymało się na stopniu
księżycowym, co czuło się złączone z dawnym bogiem mroku, mogło zabić boga
światłości. Jemioła jest również ważnym środkiem leczniczym, tak jak inne trucizny, które
mogą działać również leczniczo. Tak więc prawdy kosmiczne znajdujemy często ukryte
głęboko w dawnych podaniach i zwyczajach ludowych.
Przypomnijmy sobie istoty, których najniższym ciałem na Saturnie była jaźń, oraz takie,
których najniższym ogniwem na Słońcu było ciało astralne. Na Księżycu istniały
jestestwa, u których najniższym ogniwem ich natury było ciało eteryczne. Ich istotę
stanowiły następujące człony: ciało eteryczne, astralne, jaźń, duch jaźń, duch-życie, duch-
człowiek i jeszcze jeden pierwiastek, niedostępny dzisiejszym ludziom, Duch Święty.
Istoty te stały wówczas na tym stopniu rozwoju, co dzisiaj człowiek. Ezoteryka
chrześcijańska nazywa je Aniołami. Są to istoty, które stoją bezpośrednio nad
człowiekiem, a wzniosły się w swym rozwoju aż do stopnia Ducha Świętego. Nazywają je
także Duchami Świtu albo księżycowymi Pitri.
Duchy Osobowości, Duchy Jaźni miały jako przewodnika na Saturnie tego, którego
nazywamy Bogiem Ojcem. Przewodnikiem Duchów Ognia na Słońcu był Chrystus,
Logos. Na Księżycu przywódcą duchów zwanych Aniołami był ten, którego
chrześcijańska tradycja nazywa Duchem Świętym. Istoty, które na Księżycu przeszły
stopień człowieczeństwa, nie potrzebowały na Ziemi zstępować do postaci ciała
fizycznego.
Substancja planetarna stawała się coraz bardziej zagęszczona. Na dawnym Saturnie
najgęstszym elementem była substancja cieplna; na Słońcu to, co mamy dzisiaj w
postaci gazu, powietrza. Substancje te osiągnęły jednak trochę większy stan skupienia
niż dzisiejsze ciepło i gaz. Na Księżycu substancje gazowe dawnego Słońca doszły już
do takiego zagęszczenia, że powstała z nich miękka, na pół płynna masa, z której
utworzone były ciała wszystkich istot, nawet tych najwyższych, istot zwierzęco-ludzkich.
Jeśli wyobrazimy sobie coś gęstszego niż białko kurzego jajka, będziemy mieli
substancję podobną do księżycowej. Z takiej substancji powstał w organizmie człowieka
system nerwowy.
Księżyc otoczony był pewnego rodzaju atmosferą, która jednak była zupełnie inna niż
atmosfera dzisiejszej Ziemi. Charakter tej substancji poznamy, gdy pomyślimy o
fragmencie "Fausta" Goethego, w którym Faust chce przywołać duchy i wytwarza ogniste
powietrze, tzn. powietrze rozpuszczone w wodnej, podobnej do mgły substancji, która
umożliwia ucieleśnienie duchowych istot. Tym powietrzem przenikniętym gęstą mgłą i
kłębami oparów oddychały wszystkie stworzenia ha Księżycu. Nie miały one jeszcze
płuc, tylko rodzaj skrzeli, tak jak dzisiaj ryby.
"Ogniste powietrze", które hebrajska tradycja nazywa Ruah, można sobie rzeczywiście w
pewien szczególny sposób przedstawić. Dzisiaj ludzie nie wiedzą już, co to znaczy, ale
dawniej prawdziwi alchemicy umieli wytworzyć warunki potrzebne do powstania tej mgły
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-10.htm (4 of 6) [07-May-11 4:55:25 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
ognistej. W ten sposób zaprzęgali do służby istoty elementarne. Mgła ognista była
dawniej dobrze znana. Im dawniej, tym łatwiej było ludziom ją wytwarzać. Taką właśnie
mgłą ognistą oddychali nasi przodkowie na Księżycu. Później uległa ona przeobrażeniu i
na Ziemi zróżnicowała się na dzisiejsze powietrze z jednej strony, z drugiej zaś na to
wszystko, co powstało na Ziemi pod wpływem ognia.
Atmosfera Księżyca, podobna do mgły i dymu, była gorąca, przenikały ją, czasem silniej,
czasem słabiej, prądy, które spuszczały się niby sznury z atmosfery na powierzchnię
Księżyca i zanurzały się w ciała ludzkie. Człowiek połączony był z atmosferą Księżyca
takim jakby sznurem. Przypominało to połączenie płodu z organizmem matki za pomocą
pępowiny. Z tego ognistego powierza dochodziła do człowieka substancja, którą
porównać by można z tym, co dzisiaj człowiek wytwarza wewnątrz swego organizmu, z
krwią. Jaźń była na zewnątrz człowieka i tą drogą posyłała właśnie substancje
przypominające krew, które przypływały i odpływały. Istoty nie dotykały nigdy powierzchni
Księżyca, unosiły się w jego płynnej, mglistej atmosferze, poruszając się w niej tak, jak
dzisiaj różne stworzenia w wodzie. Zadaniem Aniołów, Duchów Świtu, było właśnie
kierowanie dopływem tych soków "krwi" do ludzkich ciał.
Te zupełnie nowe warunki rozwoju powodowały jeszcze inne skutki. Na dawnym
Księżycu rozpoczął funkcjonowanie pierwszy zarys obiegu krwi. Soki podobne do krwi
dopływały i odpływały z kosmosu, tak jak dzisiaj powietrze, a jednocześnie pojawiła się u
księżycowych zwierzęco-ludzkich istot zdolność ściśle związana z krwią. Po raz pierwszy
zabrzmiał z ludzkiego wnętrza głos, który wyrażał przeżycia wewnętrzne. Dopiero po
dołączeniu się ciała astralnego możliwe było odczuwanie. Te odczucia istota ludzka
wyrażała teraz dźwiękami. Nie były to jednak dowolnie wydawane tony. Stworzenia te nie
mogły wyrażać swojej radości ani bólu. Nie były samodzielne w wydawaniu dźwięków,
odpowiadały one z góry określonym przeżyciom. W pewnych porach roku przeżywały te
istoty coś, co można by nazwać pierwszym zalążkiem instynktów rozrodczych. Przeżycia
wewnętrzne, jakie przy tym doznawały, wyrażały głosem, poza tym głosu nie wydawały.
W pewnym określonym położeniu Księżyca w stosunku do Słońca, w określonej porze
roku, dźwięczał ten dawny Księżyc w przestworzach kosmosu. Mieszkańcy jego dawali
wyraz swym przeżyciom tonami, które płynęły w świat. Pozostałością tego są dziś krzyki,
jakie wydają niektóre zwierzęta, np. jelenie. Głosy te były raczej objawem ogólnych
procesów aniżeli dowolnie wyrażonym przeżyciem jednostek. Znajdowało w tym swój
wyraz pewne wydarzenie kosmiczne.
Wszystko to musimy traktować jako przybliżony opis. Związani bowiem jesteśmy słowami
ukształtowanymi dla wyrażania takiego stanu rzeczy, jaki powstał dopiero na Ziemi. Aby
opisać to, co otwiera się przed jasnowidzącym, trzeba by najpierw wynaleźć nowy język.
A jednak takie opisy mają swoje znaczenie, są pierwszym krokiem na drodze do prawdy.
Przez obraz, przez imaginację znajdziemy drogę do poznania. Nie powinniśmy
wytwarzać sobie żadnych oderwanych pojęć, abstrakcyjnych schematów; pozwólmy
tylko, aby w duszy naszej powstawały obrazy, przeżywajmy je. Jest to pierwszy stopień
poznania. Bowiem jest prawdą, że siły, które dziś w nas żyją, brały już wtedy udział w
wielkich wydarzeniach kosmicznych, a powracanie do nich myślą i wyobraźnią prowadzi
nas znowu do stanów, które wtedy przeżywaliśmy.
Gdy już wszystkie istoty związane z dawnym Księżycem dobiegły kresu swego
ówczesnego rozwoju, przyszedł czas, że Słońce i Księżyc złączyły się znowu w jedno
ciało i razem wstąpiły w okres pralai. I kiedy już wspólnie przebyły ten okres utajonego
bytu, wynurzyło się z mroku nowe życie, pierwsza zapowiedź naszego ziemskiego bytu.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-10.htm (5 of 6) [07-May-11 4:55:25 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Teraz nastąpiło na wyższym stopniu krótkie powtórzenie poprzednich stanów. Najpierw
byt Saturna, następnie byt Słońca, potem oddzielił się Księżyc i począł okrążać ciało, od
którego się oddzielił. Księżyc ten jednak, podobnie jak niegdyś, miał w sobie jeszcze
Ziemię.
A teraz następuje kolejna bardzo ważna zmiana. Księżyc wyrzucił z siebie to wszystko,
co stanowi dzisiejszą Ziemię. Najgorsze elementy i najgorsze istoty, to co hamuje rozwój,
co przeszkadza w pracy zabrał ze sobą dzisiejszy Księżyc. To, co na dawnym Księżycu
było wodnistą, płynną masą, skostniało, skamieniało na dzisiejszym Księżycu; to zaś, co
było zdolne do dalszego rozwoju, pozostało jako Ziemia. Ziemia osiągnęła wyższy etap
rozwoju dzięki rozdzieleniu się dawnego Słońca na trzy ciała: Słońce, Księżyc i Ziemię.
Podział ten nastąpił przed milionami lat, w zamierzchłym okresie lemuryjskim. Wtedy z
istot księżycowych, które opisywaliśmy jako istoty mineralno-roślinne, roślinno-zwierzęce
i zwierzęco-ludzkie, rozwinęły się dzisiejsze minerały, rośliny i zwierzęta, a wreszcie
człowiek zdolny już teraz wziąć w siebie jaźń, która dotąd unosiła się wokół niego i
połączona była z boskością.
Przyjęcie jaźni przez człowieka nastąpiło po rozdzieleniu się Słońca, Księżyca i Ziemi. Od
tego czasu człowiek mógł wytwarzać w swoim organizmie krew i powoli wznosił się do
dzisiejszego stopnia rozwoju.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-10.htm (6 of 6) [07-May-11 4:55:25 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Wstecz / Spis treści / Dalej
XI
W naszych rozważaniach doszliśmy do punktu, kiedy nasza Ziemia przeszła stan
dawnego Księżyca. Mówiliśmy, że po tym okresie nastąpiła faza "snu" całego systemu
planetarnego. Przez taki okres snu przechodzą wraz z planetą wszystkie zamieszkujące
ją istoty, które wówczas przeżywają zupełnie inne stany niż w czasie zewnętrznego
rozwoju. Spróbujmy wyjaśnić, co robiły te istoty w okresie przejściowym, pomiędzy tzw.
księżycową inkarnacją, a wcieleniem obecnym, właściwym rozwojem Ziemi.
Wiemy, że na Księżycu żyły trzy rodzaje istot; byli to "przodkowie" tego wszystkiego, co
dzisiaj żyje na Ziemi. Żył tam pewien rodzaj istot roślinno-mineralnych, zwierzęco-
roślinnych i zwierzęco-ludzkich. Człowiek znajdował się tym okresie jeszcze w stanie
nierozwiniętej samoświadomości, jeszcze nie doszedł do stopnia, na którym jaźń
zamieszkuje ludzkie ciało.
W okresie przejściowym, pomiędzy wcieleniem dawnego Księżyca a Ziemią właściwą,
zaszło coś bardzo ważnego w duchowości człowieka. Jeżeli zdamy sobie sprawę z
rzeczywistej postaci dawnego globu księżycowego, to możemy nazwać go nie bez racji
żywą istotą, czymś podobnym do drzewa, na którym żyją przeróżne stworzenia. Księżyc
był sam pewnego rodzaju mineralno-roślinnym organizmem. Skały księżycowe stanowiły
tylko stwardnienia roślinno-mineralnej masy, z której wyrastały księżycowe istoty roślinno-
zwierzęce; stworzenia zaś, które nazwaliśmy istotami zwierzęco-ludzkimi unosiły się
wokół Księżyca. Wszystko natomiast, co stanowiło świadomość jaźni, żyło jeszcze
przeważnie w atmosferze Księżyca, w ognistej mgle, jako cząstka wchodząca w skład
wyższej istoty, obejmującej wówczas te wszystkie jaźnie, które dziś zamknięte są w
poszczególnych ciałach, odgraniczonych skórą. Nie było więc jeszcze w tym czasie
takich ludzi jak dziś, obdarzonych świadomością jaźni. Ale za to co innego było wówczas
znacznie silniej rozwinięte niż na Ziemi.
Wiemy wszyscy, że to, co się powszechnie nazywa duszą narodu, duszą rasy, jest już
dzisiaj tylko abstrakcyjnym pojęciem, abstrakcją. Powszechny jest dziś pogląd, że
rzeczywisty byt ma tylko indywidualna dusza ludzka, zamieszkała w ludzkim ciele. I kiedy
mówi się o niemieckiej, francuskiej czy rosyjskiej duszy narodu, to ludzie uważają to za
abstrakcję, za ogólne pojęcie, które określa charakterystyczne cechy poszczególnych
jednostek danego narodu. Ale wtajemniczony sądzi inaczej. Dla niego dusza narodu
niemieckiego, francuskiego czy rosyjskiego jest czymś realnym w pełnym tego słowa
znaczeniu, czymś, co posiada swój samodzielny i niezależny byt. Tyle tylko, że w
dzisiejszym życiu Ziemi nie przejawia się bezpośrednio na planie fizycznym. Można ją
zobaczyć tylko w świecie astralnym. Nikt nie może zaprzeczyć jej egzystencji, bo tam
dusza narodu jest rzeczywistą, żyjącą istotą. Możemy ją spotkać na planie astralnym, tak
jak tutaj, chodząc po planie fizycznym, spotykamy swoich przyjaciół.
W okresie księżycowym nie przyszłoby nam do głowy wątpić w istnienie dusz
zbiorowych, gdyż wówczas były one bardziej realne niż dzisiaj. Dusze narodów i ras
kierowały z atmosfery Księżyca prąd krwi w ciała unoszących się wokół Księżyca istot.
Przeznaczeniem naszych czasów jest zaprzeczanie istnieniu istot, które na planie
astralnym wiodą swoje rzeczywiste życie, a na planie fizycznym nie są dostrzegane.
Jesteśmy właśnie u szczytu materialistycznego rozwoju, który chce zaprzeczać istnieniu
takich istot jak dusze narodów i ras.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-11.htm (1 of 7) [07-May-11 4:55:27 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
W ostatnim czasie ukazała się poprzedzona wielką reklamą książka Mauthnera pt.
"Krytyka mowy", która jest postrzegana i chwalona jako prawidłowy wyraz abstrakcyjnego
i obiektywnego myślenia, gdyż napisana jest jakoby bezpośrednio z duszy
współczesnego człowieka. Książka taka musiała być w końcu napisana. Zaprzecza ona
wszystkiemu, czego nie można zobaczyć i dotknąć. Z punktu widzenia wiedzy tajemnej
jest to książka skandaliczna, ale znakomita z punktu widzenia współczesnego sposobu
myślenia! Taka książka musi być postrzegana przez nasze czasy jako konieczność. To
nie jest żadna krytyka, tylko zaznaczenie sprzeczności między ezoterycznym sposobem
myślenia i myśleniem współczesnych czasów. W książce tej można poznać
przeciwieństwo całego sposobu myślenia wiedzy tajemnej; jest to znamienity produkt z
punktu widzenia zamierającego prądu współczesności.
Na dawnym Księżycu świadomość była inna niż na Ziemi; był to rodzaj wspólnej
świadomości. Człowiek na Ziemi czuje się odrębną jednostką, ale na Księżycu było
inaczej. Dusze zbiorowe żyły tak, jak teraz na Ziemi żyją duchy narodu. Glob księżycowy
miał więc istotnie świadomość zbiorową, która odczuwała siebie jako istotę żeńską.
Słońce zaś, które oświecało dawny Księżyc, odczuwano jako istotę męską. Zachowało
się to w starym egipskim micie: Księżyc jako Izyda, Słońce jako Ozyrys. Brakowało tylko
zamkniętej w ludzkim ciele świadomości jaźniowej, która wtedy unosiła się jeszcze w
atmosferze Księżyca.
W okresie przejściowym, pomiędzy inkarnacją księżycową a ziemską naszej planety,
różnorodne istoty pracowały nad tym, aby ciało eteryczne i astralne człowieka
przygotować do przyjęcia świadomości jaźniowej. Cóż więc stało się w chwili, kiedy z
mroku wyłoniło się ciało niebieskie, które zawierało w sobie dzisiejsze Słońce, Księżyc i
Ziemię? W otoczeniu tej przebudzonej ze snu planety znajdowały się istoty, które dziś
kształtują dusze ludzkie. Dzięki pracy, która odbyła się w okresie przejściowym, mogły
one teraz łączyć świadomość jaźni z ciałem astralnym i eterycznym. Ale ciało fizyczne
nie było jeszcze gotowe na jej przyjęcie, pojawia się ono z początku ponownie w formie
zwierzęco-ludzkiej. Na Księżycu ciało harmonizowało jeszcze z ówczesną duszą, ale
teraz to, co jako jaźń zanurzyło się w ciele astralnym i eterycznym, nie harmonizowało już
z całością. Aby dostosować do siebie części składowe natury ludzkiej, konieczne było
powtórzenie stanów Saturna, Słońca i Księżyca na nowym stopniu.
Najpierw więc powtórzył się okres Saturna, ale ciała fizyczne zwierzęco-ludzkich istot nie
były już tak proste jak na dawnym Saturnie. Wówczas były to tylko zalążki narządów
zmysłowych. Teraz przybyły gruczoły hormonalne i system nerwowy. Wszystko to nie
było jednak zdolne do połączenia się z duszą na jej obecnym stopniu rozwoju. Musiało
nastąpić krótkie powtórzenie okresu Saturna. Duchy Jaźni musiały znowu pracować nad
ciałem fizycznym, aby przystosować je do przyjęcia jaźni. Podobnie musiało nastąpić
powtórzenie okresu słonecznego, aby narządy ciała fizycznego, które powstały na
Słońcu, mogły przygotować się do przyjęcia jaźni. I wreszcie powtórzył się okres
księżycowy, aby mógł przystosować się system nerwowy.
Najpierw powtórzył się więc okres Saturna. Zwierzęco-ludzkie istoty epoki księżycowej
bytują na Ziemi, ale jedynie jako ciała fizyczne, poruszane i kierowane z zewnątrz niby
maszyny. Potem nastąpiło powtórzenie okresu słonecznego, w którym ciała ludzkie żyły
jak śpiące rośliny. I wreszcie powtórzył się okres księżycowy, w którym oddzieliło się i
wystąpiło Słońce, a pozostało wszystko to, co już raz wyodrębniło się jako dawny
Księżyc. Powtórzył się więc jeszcze raz cały cykl księżycowy, z tą różnicą, że teraz
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-11.htm (2 of 7) [07-May-11 4:55:27 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
wszczepiono istotom ludzkim zdolność do przyjęcia jaźni.
To powtórzenie cyklu księżycowego było dla Ziemi ciemnym okresem jej rozwoju. W
organizm ludzki, złożony z ciała fizycznego, eterycznego i astralnego, wniknęła jaźń, ale
jeszcze bez oczyszczającego wpływu myśli. W czasie, kiedy Słońce było już oddzielone,
Ziemia zaś miała jeszcze w sobie Księżyc, człowiek znajdował się w stanie, w którym
jego ciało astralne nosiło najdziksze namiętności, miało wszczepione wszystkie
najgorsze siły. Nie było dla nich żadnej przeciwwagi. Był to okres pomiędzy wystąpieniem
Słońca a oddzieleniem się Księżyca, kiedy ludzie byli jeszcze duszami zbiorowymi, ale
pełnymi najgorszych popędów.
Przechodząc przez to prawdziwe piekło, jakim było powtórzenie cyklu księżycowego,
Ziemia pod wpływem oddzielonego, działającego z zewnątrz szlachetnego Słońca - nie
tylko Słońca fizycznego, ale także i duchów słonecznych, które z nim odeszły - stopniowo
osiągnęła stan, w którym mogła wyrzucić z siebie dzikie popędy i straszliwie siły, a
zatrzymać tylko to, co było zdolne do dalszego rozwoju. Razem z Księżycem odeszły
najgorsze siły i dlatego w dzisiejszym Księżycu mamy pozostałość tych wszystkich złych
wpływów, jakie wówczas działały w człowieku.
Natomiast to wszystko, co pozostało na Ziemi po oddzieleniu się Słońca i Księżyca, było
zdolne do dalszego rozwoju.
Przypatrzmy się najpierw samym zwierzęco-ludzkim istotom. Stopniowo dojrzały one na
tyle, że mogły przyjąć w siebie jaźń. Teraz mamy więc człowieka, który składa się z
czterech ogniw. Po raz pierwszy zaczyna się zmieniać pozycja człowieka; wcześniej
pływał, unosił się. Teraz zaczyna przechodzić stopniowo do pozycji pionowej. Jego
kręgosłup, a raczej struna nerwowa biegnąca wzdłuż grzbietu, która w okresie
księżycowym ustawiona była poziomo, prostuje się powoli. Równolegle z prostowaniem
się następuje rozszerzenie się rdzenia kręgowego w mózg. Następuje równocześnie
jeszcze jedna zmiana. Do tego unoszącego, pływającego ruchu, jaki był właściwy
człowiekowi zarówno na Księżycu, jak i podczas powtórzenia się cyklu księżycowego na
Ziemi, gdy atmosfera przeniknięta była jeszcze ognistą mgłą, potrzebne było człowiekowi
coś niby pęcherz pławny, podobny do tego, jaki dzisiaj spotykamy u ryb. Teraz jednak
mgły ogniste (tradycja hebrajska nazywała je Ruah) zaczęły opadać. Działo się to powoli
i stopniowo. Wprawdzie atmosfera wciąż pełna była gęstej pary, lecz najgęstsze dymy
już opadły. W tym czasie człowiek zamiast skrzelami, zaczyna oddychać płucami.
Pęcherz pławny przeobraża się w płuca. Dzięki temu człowiek stał się zdolny przyjąć
wyższe pierwiastki duchowe, które są powyżej jaźni, a mianowicie pierwszy zadatek
ducha jaźni. To przeobrażenie pęcherza pławnego w płuca wyraża Biblia w słowach: "i
tchnął Bóg w oblicze człowieka dech żywota. I stał się człowiek duszą żyjącą". (Gen. 2-7)
Słowa te oznaczają przeobrażenie, jakie dokonywało się w naturze ludzkiej w ciągu
milionów lat. Żadne ze stworzeń, które dotąd poznaliśmy, ani istoty roślino-zwierzęce, ani
zwierzęco-ludzkie dawnego Księżyca, ani też ich potomkowie w księżycowym okresie
Ziemi, żadne z nich nie miało jeszcze czerwonej krwi. Ich soki żywotne przypominały
krew dzisiejszych niższych zwierząt, która jeszcze nie jest czerwona. Były to soki, które
napływały z zewnątrz i znowu odpływały. Aby we własnym organizmie wytwarzać
czerwoną krew potrzeba było czegoś więcej. Zrozumiemy to, gdy dowiemy się, że w
rozwoju naszej planety, aż do oddzielenia się Księżyca, żelazo nie odegrało żadnej roli.
Żelazo pojawiło się na naszej planecie dopiero dzięki temu, że planeta Mars przeszła,
jeśli się tak można wyrazić, przez Ziemię i pozostawiła jej żelazo. Z Marsa pochodzi
wpływ żelaza we krwi.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-11.htm (3 of 7) [07-May-11 4:55:27 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Echo tego związku z Marsem zachowało się w micie o bogu wojny Marsie. Marsowi
przypisuje się te cechy, które żelazo zaszczepiło we krwi: siłę i wojowniczość.
Wprowadzenie żelaza w nasz rozwój wzmocniło zmianę w sposobie oddychania
człowieka. Żelazo stało się ważnym czynnikiem rozwoju Ziemi. Pod wpływem tych zmian
organizm ludzki udoskonalił się tak dalece, że mogła rozpocząć się praca nad
oczyszczeniem i uszlachetnieniem ciał, które powstały na Saturnie, Słońcu i Księżycu,
zaczynając naturalnie od ostatniego, które przybyło najpóźniej, a mianowicie od ciała
astralnego.
W okresie wykształcania się płuc i powstawania pierwszych zadatków czerwonej krwi
człowiek niepodobny był do dzisiejszej postaci. Tak niepodobny, że istotnie bardzo
trudno go nawet opisać. Dzisiejszym ludziom, myślącym materialistycznie, mógłby się
wydać groteskowy. Człowiek znajdował się wówczas mniej więcej na poziomie amfibii,
płazów zaczynających oddychać płucami i powoli uczył się przechodzić od dawnych
pływająco-unoszących ruchów do szukania punktów oparcia na ziemi. Można by
powiedzieć, że człowiek w epoce lemuryjskiej skakał - bo trudno jest nazwać ten ruch
chodzeniem - potem znowu unosił się w powietrzu; podobny sposób poruszania się
spotykamy u dawnych kopalnianych jaszczurów. Ówczesne ciało fizyczne człowieka nie
zachowało się w żadnych skamieniałościach ani śladach geologicznych, było ono
bowiem zupełnie miękkie, pozbawione jeszcze całkowicie kości.
Jak przedstawiała się Ziemia oswobodzona od Księżyca? Przedtem, otoczona mgłą
ognistą, znajdowała się niby w dymiącym, kipiącym kotle. Potem gęste opary powoli
ustępowały. Ziemia miała tylko cienką, stwardniałą skorupę, pod którą znajdowało się
kipiące, wrzące morze ognia, pozostałość mgły ognistej, która dawniej stanowiła
atmosferę. Stopniowo wyłaniały się małe wysepki, pierwsze zaczątki dzisiejszego
królestwa minerałów. Na Księżycu mieliśmy jeszcze królestwo roślinno-mineralne; teraz
wykrystalizowują się z tej ognistej substancji pierwsze zaczątki naszych obecnych skał i
kamieni. Przedtem powstała dzisiejsza roślinność przeobrażona z dawniejszych istot
roślinno-zwierzęcych. Zaś istoty zwierzęco-ludzkie, które żyły na Księżycu, podzieliły się
teraz na dwie grupy; jedne z nich osiągnęły wyższy stopień rozwoju i przeobraziły się w
dzisiejszych ludzi, ale były i takie, które nie dokonały tego postępu. Są to dzisiejsze
wyższe zwierzęta, które pozostały na poprzednim stopniu. Ponieważ nie mogły wraz z
innymi iść naprzód, pozostawały coraz bardziej w tyle. Wszystkie wyższe zwierzęta, a
więc ssaki, są zdegenerowanymi potomkami księżycowych zwierzęco-ludzkich istot. Nie
wyobrażajmy sobie jednak, że człowiek był wtedy zwierzęciem jak dzisiejsze wyższe
zwierzęta. Ciała tych zwierząt okazały się wówczas niezdolne do przyjęcia jaźni,
zachowały ustrój przystosowany do duszy zbiorowej, jaką miały na Księżycu. Te, które
prawie nadążyły, a jednak potem okazały się za słabe, aby przyjąć w siebie duszę
indywidualną, to dzisiejsze małpy. Ale nawet ich nie można uważać za rzeczywistych
przodków człowieka, tylko za istoty, które nie mogąc dotrzymać kroku, cofnęły się w
rozwoju.
Tak więc Ziemia w okresie lemuryjskim była ognistą masą, w której dzisiejsze minerały
znajdowały się jeszcze przeważnie w stanie płynnym. Z tego morza ognia wyłoniła się
pierwsza wyspa mineralna, a na niej poruszali się na pół skacząc, na pół fruwając
przodkowie dzisiejszych ludzi. Duch Jaźni troszczył się, aby stopniowo przeniknąć tych
ludzi.
Musimy sobie wyobrazić tę dawną epokę ognia jako czasy ostatnich na Ziemi przejawów
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-11.htm (4 of 7) [07-May-11 4:55:27 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
sił księżycowych, które odtąd powoli zamierały. Ich wpływ przejawiał się w zdolności
człowieka do podporządkowania sił natury swojej woli. Na Księżycu człowiek był jeszcze
całkowicie złączony z naturą. Dusza grupowa pracowała nad bytem człowieka. Potem się
to zmieniło, ale mimo wszystko pozostał jeszcze pewien magiczny związek pomiędzy
jego wolą a siłami ognia. Jeżeli człowiek miał charakter łagodny, to jego wola działała
uspokajająco na żywioł ognia. Dzięki temu z ognistego morza mogły tworzyć się lądy.
Człowiek namiętny wywierał swoją wolą wpływ przeciwny i wzburzone, rozszalałe masy
ognia rozrywały cienką skorupę Ziemi. Te namiętne, dzikie moce, właściwe naturze
ludzkiej na Księżycu i w czasie powtórzenia księżycowego okresu na Ziemi, wybuchły raz
jeszcze z wielką siłą w tych nowo powstałych indywidualnych duszach ludzkich.
Namiętności te rozpętały istną burzę w owym morzu ognistym i znaczna część lądu
zamieszkałego przez Lemuryjczyków uległa zniszczeniu; zaledwie niewielka część
mieszkańców Lemurii zdołała się uratować, zachowując w ten sposób ród ludzki od
zagłady.
Wy wszyscy żyliście już wtedy, wasze dusze są tymi samymi duszami, które uratowały
się z ognistej katastrofy Lemurii. Ta część ludzkości, która przetrwała kataklizm,
powędrowała do kraju, który nazywamy Atlantydą, leżącego pomiędzy dzisiejszą
Ameryką a Europą. Ród ludzki rozwijał się tam dalej. Powoli atmosfera Ziemi zmieniała
się. Resztki dawnej, ognisto-parnej substancji "Ruah" ustąpiły i jeszcze tylko gęste mgły
zalegały powietrze. Podania germańskie zachowały wspomnienie tych mgieł; kraj
Nibelungów nazywa się Nivelheim - czyli Nebelheim, tzn. kraj tonący w gęstych mgłach.
A teraz musimy postawić sobie pytanie, jakie duchy działały z zewnątrz aż do czasów
lemuryjskich? W czasie powtórzenia okresu Saturna były to Duchy Osobowości lub
Duchy Egoizmu; w czasie powtórzenia okresu Słońca - Duchy Ognia lub Archanioły; w
ostatnim zaś księżycowym okresie istoty, które były dobrymi duchami dawnej epoki
księżycowej - Anioły, czyli Duchy Świtu. Największego przewodnika tych duchów
nazwaliśmy Duchem Świętym; władcę słonecznych Duchów Ognia - Chrystusem; władcę
na Saturnie - Duchem Ojcem. Ostatni wielki Duch, który działał na czele swoich
zastępów, nazwany w ezoteryce chrześcijańskiej Duchem Świętym, był przywódcą
okresu księżycowego - Duchem, który działał również, gdy okres księżycowy powtarzał
się na Ziemi. Ten właśnie Duch działał z zewnątrz, jak gdyby promieniem swej własnej
Istoty przenikając człowieka. Na początku lemuryjskich czasów mamy dwa rodzaje istot;
z jednej strony duchy które przygotowywały ciało człowieka i zaszczepiały mu
świadomość jaźniową; z drugiej strony duch, który sam wniknął w człowieka, gdy zaczął
on fizycznie oddychać.
Jeżeli teraz pomyślimy, że wszystko, co stanowiło na Saturnie jeszcze masę ognia
otoczoną subtelniejszą atmosferą, było już na Słońcu substancją gazową, a potem w
atmosferze Księżyca mgłą ognistą, to rozwój naszej planety przedstawi się nam jako
stopniowe oczyszczanie się, podobnie jak sam rozwój ludzkości jest oczyszczaniem. To,
co dziś nazywamy powietrzem, musiało się dopiero stopniowo i powoli oczyszczać z
oparów i dymów, którymi dawniej było wypełnione. Musimy sobie zdać sprawę, że to, co
wydziela z siebie dawna atmosfera naszej planety, to substancje, z których zbudowane
są wszelkie ciała. Powietrze jest najczystszym obszarem z tego, co pozostało; jest to
najdoskonalsza materia, z której duchy przewodnie Księżyca, Anioły, mogą sobie tworzyć
ciała. Dlatego też człowiek odczuwał powietrze, które się oczyściło, oddzieliło, jako szatę
zewnętrzną nowych przewodników, Duchów Ziemi, odczuwał w nim ducha przewodniego
Ziemi - Jehowę. W wiejącym wietrze odczuwano ducha, który prowadził i kierował
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-11.htm (5 of 7) [07-May-11 4:55:27 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Ziemią; w powietrzu, którym człowiek oddychał, czuł ciało Boga. Tak było do epoki
atlantyckiej; ląd Atlantydy stanowi dzisiaj dno Oceanu Atlantyckiego.
Magiczny wpływ, jaki ludzie wywierali na morze ognia, na procesy Ziemi, powoli zanikał;
pozostał natomiast zachowany w pierwszych czasach atlantyckich inny związek z naturą.
Człowiek mógł jeszcze wywierać magiczny wpływ na wzrost roślin. Kiedy nad rośliną
podnosił rękę, która wówczas miała jeszcze inny kształt, był w stanie działaniem swej
woli przyspieszać wzrost rośliny. Człowiek był głęboko związany z naturą, co wyrażało
się w całym jego życiu.
To, co dziś nazywamy inteligencją, myśleniem logicznym, wówczas jeszcze nie istniało.
Ale za to miał człowiek w wysokim stopniu rozwinięte inne zdolności; np. pamięć
rozwinięta była tak bajecznie, że trudno to sobie nawet wyobrazić. Ludzie nie umieli
liczyć, nie byli w stanie policzyć, że dwa razy dwa równa się cztery, ale pomagała im
pamięć, pamiętali to ze wspomnień. Chociaż w okresie atlantyckim ludzie nie odczuwali
tak bezpośrednio grupowych dusz ras i ludów jak na Księżycu, to jednak czuli jeszcze
wyraźnie ich działanie. Było ono tak silne dla człowieka, który należał do danego szczepu
lub rasy, że związek z kimś należącym do innej rasy byłby rzeczą niemożliwą. Między
ludźmi należącymi do różnych grupowych dusz istniała głęboka niechęć. Kochało się
tylko tych, którzy żyli w obrębie tej samej duszy ludu. Można powiedzieć, że podstawą tej
łączności była wspólna krew, której źródłem była w okresie Księżyca dusza ludu.
Człowiek pamiętał wyraźnie przeżycia swych przodków i czuł się ogniwem w łańcuchu
rodowym, spojonym więzami krwi, podobnie jak ręka czuje się częścią naszego
organizmu. To poczucie przynależności było w ścisłym związku z rozwojem człowieka,
podobnie jak inna ważna przemiana, która dokonywała się w okresie przejściowym, gdy
Ziemia opuszczona przez Słońce, wyrzuciła z siebie Księżyc. Przemiana ta związana jest
bezpośrednio z procesem twardnienia, który odbywał się na Ziemi. Powstało wówczas
królestwo mineralne i jednocześnie podobny proces twardnienia odbywał się we wnętrzu
ludzkiego organizmu. W miękkiej masie powstawały stopniowo twardsze części,
zgęszczone początkowo w chrząstki, a wreszcie w kości. Dopiero z zarysowaniem się
układu kostnego człowiek zaczął chodzić.
Równolegle z powstaniem w organizmie masy kostnej odbywał się jeszcze inny proces.
Gdy Ziemia, aby móc się rozwijać, wyrzuciła z siebie wszystko, co dziś stanowi Księżyc,
zostawiając tylko zdolne do dalszego rozwoju elementy, w istotach zamieszkujących
Ziemię powstały dwojakiego rodzaju siły. Słońce i Księżyc znajdowały się teraz poza
Ziemią i dzięki temu słoneczne i księżycowe siły działały na Ziemię z zewnątrz.
Współdziałanie sił słonecznych i księżycowych, które dawniej były wewnątrz Ziemi, a
teraz wywierały swój wpływ z zewnątrz, sprawiło, że powstało oddziaływanie
rozdzielające istoty ludzkie na dwie płci.
W dawnych czasach, kiedy Słońce, Księżyc i Ziemia stanowiły jeszcze jedno ciało, żyjące
w nim siły słoneczne zapładniały to wszystko, co w tym układzie można by oznaczyć jako
element żeński. Słońce odczuwano jako element męski, Księżyc jako żeński. Po
oddzieleniu się Słońca nastąpił rozdział sił między dwa powstałe wówczas ciała. Istoty
zamieszkujące Ziemię, aż do wydzielenia się z niej Księżyca, można by nazwać
żeńskimi, gdyż wszystkie siły zapładniające napływały z zewnątrz, ze Słońca. Dopiero
wówczas, gdy Ziemia odrzuciła Księżyc i wszystko, co dzisiaj jest w nim zawarte, stając
się przez to zupełnie innym ciałem, dopiero wtedy dawny, niezróżnicowany element
"kobiecy" mógł się rozdzielić na męski i żeński (w dzisiejszym znaczeniu); w ten sposób
równocześnie z procesem twardnienia Ziemi i powstawania kości w organizmie ludzkim
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-11.htm (6 of 7) [07-May-11 4:55:27 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
nastąpiło zróżnicowanie się płci człowieka.
A tym samym otworzyły się drogi do prawidłowego doskonalenia się jaźni.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-11.htm (7 of 7) [07-May-11 4:55:27 PM]
owców ż okrzy ż B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Ró
Wstecz / Spis treści / Dalej
XII
U istot zwierzęco-ludzkich na dawnym Księżycu nie było jeszcze zewnętrznego
zróżnicowania się na dwie płci. Tak samo u ich potomków w okresie powtórzenia epoki
księżycowej. Potem nastąpiło pewnego rodzaju rozszczepienie ciała ludzkiego. Mogło się
to dokonać dzięki zagęszczeniu materii. Dopiero gdy świat mineralny wyłonił się w
dzisiejszej formie, mogło powstać ciało ludzkie, w którym płeć jest rozdzielona. Ziemia i
ciało człowieka musiały najpierw dojść do dzisiejszego stanu zagęszczenia, mineralizacji.
W miękkich ciałach ludzkich okresu księżycowego i pierwszych okresów Ziemi człowiek
był istotą dwupłciową, męsko-żeńską.
Nie powinniśmy zapominać, że człowiek w pewnej mierze i dzisiaj zachował ślad tego
dawnego dwupłciowego ustroju. Dzisiaj mężczyzna ma ciało fizyczne męskie, eteryczne
zaś żeńskie. Kobieta przeciwnie; jej ciało eteryczne jest męskie. Fakt ten rzuca ciekawe
światło na psychikę mężczyzny i kobiety. Zdolność kobiety do poświęcenia i zaparcia się
siebie dla ukochanej istoty związana jest z tym, że jej ciało eteryczne jest męskie;
natomiast próżność mężczyzny staje się zrozumiała, gdy wiemy, że jego ciało eteryczne
ma naturę kobiecą.
Powiedzieliśmy już, że ten podział ludzkości na dwie płci wywołało współdziałanie sił
płynących ze Słońca i Księżyca. Trzeba jeszcze wiedzieć, że u mężczyzny Księżyc działa
silniej na ciało eteryczne, Słońce zaś na fizyczne; u kobiety przeciwnie, ciało fizyczne
znajduje się pod wpływem sił księżycowych, eteryczne zaś pod wpływem Słońca.
Ustawiczna wymiana substancji mineralnych w ciele fizycznym człowieka mogła
rozpocząć się dopiero wtedy, gdy powstał dzisiejszy świat mineralny; przedtem istniały
zupełnie inne formy odżywiania. W słonecznym okresie naszej Ziemi we wszystkich
roślinach krążyły soki mleczne. Odżywianie odbywało się w ten sposób, że człowiek
wysysał je, tak jak dzisiaj dziecko ssie pokarm matki. Rośliny, które dzisiaj mają w sobie
tego rodzaju soki, są ostatnimi potomkami czasów, kiedy wszystkie rośliny dostarczały
takich soków w wielkiej obfitości. Dopiero później odżywianie przybrało dzisiejsze formy.
Aby zrozumieć sens zróżnicowania się płci człowieka, musimy wyjaśnić sobie, że
zarówno na Księżycu, jak też i w czasie powtórzenia okresu księżycowego na Ziemi,
wszystkie istoty wyglądały podobnie. Tak jak dzisiaj każda krowa podobna jest do swej
matki i do wszystkich innych krów, bo każda reprezentuje duszę zbiorową, tak też i ludzie
byli wówczas niezmiernie podobni do swoich przodków, co przeciągnęło się aż po okres
atlantycki.
Cóż więc było powodem, że teraz ludzie są tak różni? Przyczyną był właśnie podział na
dwie płci. Element kobiecy zachował tendencję do nadawania potomkom podobnej
postaci; element męski działa inaczej; wywołuje on różnorodność, indywidualizację.
Przez to, że siły męskie dołączyły się do kobiecych, powstało coraz większe
zróżnicowanie. Dzięki wpływowi męskiego pierwiastka może się rozwijać indywidualność.
Dawna dwupłciowość miała jeszcze jedną szczególną właściwość. Jeżeli zapytalibyśmy
któregoś z ludzi księżycowych o jego przeżycia, zauważylibyśmy, że traktuje je zupełnie
tak samo, jak przeżycia swych najdalszych przodków; wszystko to żyło przez pokolenia.
Przygotowanie obecnego stanu świadomości, która sięga tylko od narodzin do śmierci,
związane jest z wykształceniem się indywidualności człowieka w dzisiejszym znaczeniu;
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-12.htm (1 of 7) [07-May-11 4:55:29 PM]
owców ż okrzy ż B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Ró
równolegle zaś pojawiła się możliwość takich narodzin i takiej śmierci jak dzisiaj. Dawni
ludzie księżycowi, którzy poruszali się pływając i unosząc się w przestrzeni, złączeni byli
ze swym otoczeniem, z którego przenikały w ich organizmy owe strumienie krwi. Gdy
taka istota umierała, nie była to śmierć duszy w dzisiejszym znaczeniu tego słowa, tylko
jak gdyby obumieranie jednej części w żywym organizmie. Świadomość duszy zbiorowej
w świecie ducha pozostawała niezmącona. Spróbujmy sobie to wyobrazić - usycha ręka,
a na to miejsce wyrasta nowa. Ludzie w zamglonej świadomości odczuwali umieranie
organizmów ludzkich niby stopniowe usychanie ciał; jedne usychały i więdły, a inne
wyrastały, ale w duszy zbiorowej świadomość trwała bez przerwy, tak że istotnie było to
coś w rodzaju nieśmiertelności.
Potem pojawiła się dzisiejsza krew, czyli krew wytwarzana samodzielnie przez organizm
człowieka. Jej powstaniu towarzyszył podział człowieka na dwie płci: męską i żeńską.
Jednocześnie z tym podziałem wystąpiła jeszcze jedna ważna zmiana. Krew wywołuje
ciągłą walkę pomiędzy życiem a śmiercią, a skutkiem tego istota, która wytwarza w sobie
czerwoną krew, jest terenem tych ustawicznych zmagań. Krew czerwona zużywa się
bowiem ciągle i przemienia w krew błękitną, która nosi w sobie element śmierci.
Jednocześnie z tą przemianą krwi nastąpiło w człowieku zaciemnienie świadomości,
która dawniej sięgała poza granice narodzin i śmierci. Dopiero teraz, z nastaniem
obecnej świadomości, utracił człowiek dawne, niejasne poczucie nieśmiertelności.
Dzisiejsza niemożność wyjrzenia poza śmierć i narodziny związana jest z podziałem na
dwie płci.
Jeszcze coś innego łączy się z tymi zmianami. Kiedy człowiek miał duszę grupową,
pokolenia za pokoleniami następowały bez przerw, bez przełomów wywołanych
narodzinami i śmiercią. Teraz jednak pojawiły się przerwy i w związku z tym możliwość
reinkarnacji. Dawniej syn był bezpośrednią kontynuacją ojca, a ojciec dziadka,
świadomość nigdzie się nie urywała. Teraz jednak nastał czas, gdy świadomość nie
mogła już sięgać poza granice narodzin i śmierci. Dzięki temu stał się możliwy pobyt
człowieka w kamaloce i w dewahanie. Te kolejne zmiany - pobyt w wyższych światach
następujący po ziemskim życiu - stały się możliwe dopiero wtedy, gdy człowiek został
istotą indywidualną, po odrzuceniu Księżyca z Ziemi. Dopiero wtedy pojawiło się to, co
dziś nazywamy inkarnacją oraz okresy przejściowe między kolejnymi wcieleniami, które z
czasem również ustaną.
Doszliśmy więc do czasów, gdy dawny organizm, który łączył w sobie jeszcze dwie płci,
organizm zależny od duszy zbiorowej, podzielił się na męski i kobiecy. Element kobiecy
zachowuje podobieństwo, męski wprowadza różnorodność. Istotnie, w dzisiejszych
stosunkach element kobiecy utrzymuje ciągłość dawnych więzów rodowych, rasowych,
narodowych, element męski ustawicznie tę ciągłość przełamuje, rozszczepia i w ten
sposób indywidualizuje ludzkość. Pierwszy działa jak echo dawnej duszy zbiorowej, drugi
jako pierwiastek nowy, dążący do indywidualizowania. Z czasem dojdzie do tego, że
wszelkie więzy rasowe i rodowe zanikną. Ludzie coraz bardziej będą się różnili między
sobą i będzie ich łączyć nie wspólna krew, ale to, co duszę wiąże z duszą. W tym
kierunku zmierza rozwój ludzkości.
W początkowym okresie epoki atlantyckiej związek w ramach poszczególnych ras był
jeszcze bardzo silny. Pierwsze podziały ras różniły się między sobą barwą skóry i ten
ślad działania duszy zbiorowej pozostał jeszcze do dzisiaj. Różnice te będą się zacierały,
im bardziej element indywidualny będzie przeważał. Przyjdzie czas, że nie będą istniały
rasy o różnych zabarwieniach skóry, natomiast istnieć będą olbrzymie różnice
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-12.htm (2 of 7) [07-May-11 4:55:29 PM]
owców ż okrzy ż B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Ró
indywidualne między ludźmi. Im dalej cofamy się w przeszłość, tym lepiej widzimy, jak
przeważa element rasowy. Właściwy pierwiastek indywidualizujący pojawia się dopiero w
późniejszych czasach atlantyckich. W pierwszych czasach Atlantydy ludzie należący od
danej rasy czuli głęboką niechęć w stosunku do innych ras; poczucie łączności, miłość
płynęły tylko ze wspólnoty krwi. Związki małżeńskie między ludźmi należącymi do
odrębnych rodów uważane były za niemoralne.
Jasnowidzący, który chciałby zbadać związek ciała eterycznego z fizycznym u
mieszkańców dawnej Atlantydy, spostrzegłby dziwne zjawisko. Część ciała eterycznego
odpowiadająca głowie nie pokrywała się całkowicie z głową fizyczną, tak jak dzisiaj. Dziś
ciało eteryczne wykracza bardzo niewiele poza fizyczną głowę, wówczas jednak
wystawało bardzo daleko, szczególnie w okolicy czoła. Pewien punkt mózgu, położony
między brwiami, tylko że o centymetr głębiej oraz odpowiadający mu dzisiaj punkt w ciele
eterycznym były wówczas jeszcze oddalone jeden od drugiego. Rozwój polegał między
innymi na stopniowym zbliżaniu się tych dwóch punktów. W piątym okresie epoki
atlantyckiej ciało eteryczne głowy do tego stopnia wsunęło się w ciało fizyczne, że oba
punkty spotkały się. Dzięki temu mogły rozwinąć się nasze dzisiejsze zdolności: liczenie,
zdolność wydawania sądów, wytwarzanie pojęć, inteligencja. Przedtem mieszkańcy
Atlantydy mieli tylko wspaniale rozwiniętą pamięć, brak im jednak było zdolności
rozumowania. I tu mamy punkt wyjścia powstawania jaźni świadomej. Przed zejściem się
tych dwóch punktów nie mogło być mowy o samodzielności ludzi, natomiast mogli oni żyć
w o wiele głębszym związku z naturą. Mieszkania tworzył sobie człowiek w owych
czasach z tego, co mu dawała przyroda; przekształcał on dowolnie kamienie, łączył je z
drzewami i w ten sposób mieszkanie ludzkie wyrastało z żywej przyrody; było ono
właściwie jej przeobrażeniem. Człowiek żył w małych grupach, spojonych jeszcze
więzami krwi, najsilniejszy zaś z rodu był wodzem i wywierał ogromny wpływ na innych.
Wszystko zależało od jego autorytetu, który jednak rozumiany był inaczej niż w naszych
czasach. Na początku okresu atlantyckiego człowiek nie znał jeszcze mowy
artykułowanej; rozwinęła się ona dopiero w trakcie tej epoki. Wódz nie był w stanie
wyrazić słowami swych rozkazów; natomiast ludzie rozumieli mowę natury. Człowiek
dzisiejszy musi uczyć się tego na nowo. Wyobraźmy sobie, że patrząc w źródło widzimy
w nim swe odbicie; w duszy człowieka znającego wiedzę tajemną powstaje szczególne
uczucie; mówi on sobie: "Oto spogląda na mnie odbicie mej własnej postaci, ostatni ślad
tych odbić, które Saturn przed niepamiętnym czasem wysyłał w przestrzeń". Gdy
człowiek taki widzi w źródle odbicie własnej postaci, w duszy jego wyłania się
wspomnienie Saturna. Również echo budzi wspomnienie dźwięków, które odbite przez
Saturna powracały w przestworza wszechświata. Albo fatamorgana, odzwierciedlenie
obrazów, które powietrze przejmuje i znowu oddaje. Człowiek znający wiedzę tajemną
widzi w niej wspomnienie utworzonego z gazów dawnego Słońca, które przyjmowało w
siebie wszystko, co płynęło z przestrzeni kosmicznych, przepracowywało to, a potem
odbijało w promieniach, dodając jeszcze coś ze swej własnej istoty. Gdybyśmy znaleźli
się na dawnym Słońcu, widzielibyśmy, jak wszystko, co tam istniało, przygotowane było z
substancji gazowej Słońca niby jakieś obrazy świetlne, jak fatamorgana.
Nie potrzeba czarów, by uczyć się poznawać świat w tysiącach przeobrażeń; jest to
ważne dla człowieka, który pragnie wznieść się w wyższe światy.
W bardzo dawnych czasach człowiek głęboko rozumiał naturę. Jest to wielka różnica, czy
żyje się w dzisiejszym powietrzu, czy w takim, jakie było za czasów Atlantydy. Cała
atmosfera przeniknięta była wówczas gęstą mgłą. Słońce i Księżyc otoczone były
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-12.htm (3 of 7) [07-May-11 4:55:29 PM]
owców ż okrzy ż B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Ró
olbrzymimi tęczowymi kręgami. Był czas, że te mgliste opary przesłaniały gwiazdy, a
Słońce i Księżyc były zaćmione. Dopiero powoli, stopniowo, stawały się widzialne dla
ludzkich oczu. Księga Genesis opisuje wspaniale, jak Słońce, Księżyc i gwiazdy powoli
stawały się widoczne. Wszystko, co czytamy jako dzieje stworzenia świata, działo się
rzeczywiście.
Człowiek z czasów atlantyckich miał więc silnie rozwinięte rozumienie otaczającej go
natury. To, co słychać w szemraniu źródła, w huczącym wietrze, co dla nas dzisiaj jest
nie zróżnicowanym dźwiękiem, dla tamtych ludzi było zrozumiałą mową. Nie było jeszcze
wówczas przykazań ujętych w słowa, ale Duch przemawiał do człowieka z tego powietrza
nasyconego wodnymi oparami. Pismo Święte wyraża to w słowach: "a Duch Boży unosił
się nad wodami". We wszystkim słyszał człowiek mowę Ducha; płynęła do niego z
gwiazd, ze Słońca i z Księżyca. Każde słowo Księgi Genesis opisuje dokładnie i ściśle to,
co się działo w otoczeniu człowieka.
Później nadszedł okres, gdy u grupy ludzi bardziej zaawansowanych niż reszta,
zamieszkałych w pobliżu dzisiejszej Irlandii - na ziemi, która podobnie jak cała Atlantyda
znajduje się dzisiaj pod wodą - nastąpiło po raz pierwszy owo ścisłe złączenie się ciała
eterycznego z fizycznym. Dzięki temu możliwy stał się wzrost inteligencji. Kiedy potężne
masy wodne zatapiały powoli ląd Atlantydy, lud ten, pod wodzą najbardziej
zaawansowanych osób, rozpoczął wędrówkę na Wschód. Najbardziej rozwinięta część
tego ludu zawędrowała aż do Azji i stworzyła tam centrum kultury. Stąd promieniowała
potem kultura, wywodząca się ze strumienia ludu, który później przesunął się jeszcze
dalej na Wschód i w Azji Środkowej, a mianowicie w Indiach, stworzył pierwszą kulturę
poatlantycką, tzw. kulturę hinduską. Wykazuje ona jeszcze silny wpływ kultury
atlantyckiej. Dawny Hindus nie miał jeszcze takiej świadomości jak nasza dzisiejsza, ale
była ona już możliwa od chwili, kiedy zeszły się te dwa punkty w mózgu, o których była
wcześniej mowa. Przed ich połączeniem mieszkańcy Atlantydy żyli jeszcze
świadomością obrazową, dzięki której obcowali z duchami. Człowiek ówczesny nie tylko
słyszał w szemraniu strumyka wyraźną i zrozumiałą mowę, ale widział jeszcze
wyłaniające się z jego nurtów istoty wcielone w wodę - undiny. W powietrzu, w jego
powiewach, widział sylfy, w trzaskającym ogniu postrzegał salamandry. Wszystko to było
realne i dlatego powstały legendy i mity, które w najczystszej formie zachowały się w
Europie, tam, gdzie osiedliła się resztka ludności atlantyckiej, która nie zawędrowała do
Indii. Germańskie legendy i mity są odbiciem tego, co mieszkańcy dawnej Atlantydy
widzieli jeszcze w otaczającej ich gęstej mgle. Rzeki, jak np. Ren, żyły w świadomości
dawnych Atlantów, jak gdyby zawarta w nich była mądrość dawnej mgły Nibelungów. Ta
mądrość żyła w rzekach jako jestestwa.
W ten sposób żyły w Europie echa kultury atlantyckiej. W Indiach jednakże powstawała
nowa kultura, w której inny oddźwięk znajdowało echo dawnych oglądów. Same obrazy
wyższych światów znikły ale pozostała tęsknota za tym wszystkim, co one wyrażały.
Mieszkaniec Atlantydy słyszał jeszcze mądrość świata przemawiającą do niego w
przyrodzie; Hindusowi została już tylko tęsknota za zjednoczeniem z naturą; toteż cechą
starohinduskiej kultury jest pragnienie powrotu do dawnych czasów. Ówczesny Hindus
był marzycielem. Wprawdzie miał przed sobą to, co nazywamy rzeczywistością, ale świat
zmysłów uważał za maję, ułudę. Tego, co mieszkaniec Atlantydy widział jeszcze jako
unoszące się wokół niego duchy, Hindus szukał w swej własnej tęsknocie za boskim
pierwiastkiem świata, za Brahmanem. Ten impuls powracania do dawnej, półsennej
świadomości światów atlantyckich zachował się w ezoteryce wschodniej, która stara się
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-12.htm (4 of 7) [07-May-11 4:55:29 PM]
owców ż okrzy ż B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Ró
przywrócić dawną świadomość.
Dalej na północ mamy Persów i Medów, kulturę staroperską. Kultura starohinduska
odwracała się od rzeczywistości; Persowie natomiast zdawali sobie sprawę, że należy się
z nią liczyć. Człowiek był w tym kraju przede wszystkim pracownikiem, który wiedział, że
nie tylko po to ma siły duchowe, by dążyć do poznania, lecz także po to, by z ich pomocą
przeobrazić Ziemię. Początkowo przedstawiała się ona jako element wrogi; ludzie czuli,
że muszą ją zwyciężyć. Wyrazem tego stosunku jest przeciwstawienie Ormuzda i
Arymana - dobrego i złego boga, którzy toczyli odwieczny bój. Człowiek pragnął coraz
bardziej przenikać Ziemię tym, co płynie ze świata ducha, ale nie był jeszcze w stanie
poznać mądrej budowy, naturalnej prawidłowości świata zewnętrznego. Dawna kultura
indyjska rzeczywiście posiadała wiedzę o wyższych światach, nie wynikającą jednak ze
znajomości natury, gdyż Ziemia była dla Hindusa złudą, mają. Pers natomiast poznawał
naturę, świat zewnętrzny, ale tylko jako swój warsztat pracy.
Przechodzimy do kultury chaldejskiej, babilońskiej i ludów egipskich. Tutaj człowiek uczy
się już rozumieć prawidłowości rządzące naturą. Podnosząc wzrok ku gwiazdom nie tylko
szuka bogów stojących ponad nim, ale też bada prawa, kierujące ruchem gwiazd - i tak
powstała owa cudowna wiedza chaldejska. Kapłan egipski nie traktował świata
fizycznego jako czegoś opornego, wrogiego. Duchowość, do której dochodził przez
geometrię, zaszczepiał w swoją glebę, w swój kraj, Rozpoznawane były prawa
zewnętrznej natury. Chaldejsko-babilońsko-egipska mądrość łączyła ściśle zewnętrzną
wiedzę o gwiazdach z poznaniem bogów, którzy są duchami tych gwiazd. I to jest trzeci
etap rozwoju kultury.
Dopiero na czwartym stopniu rozwojowym epoki poatlantyckiej człowiek rozwinął się na
tyle, że to, co sam w sobie przeżywał jako duchowość, zaszczepiał kulturze. Tak właśnie
było w okresie grecko-rzymskim. Człowiek według swej własnej duchowości kształtował
materię, stwarzając dzieło sztuki plastycznej czy dramatycznej. Spotykamy tam początki
budownictwa miejskiego w dzisiejszym znaczeniu. Jest ono inne niż w okresach
poprzedzających epokę grecką, np. w Egipcie. Tam dawni kapłani spoglądali ku
gwiazdom, usiłując wykryć rządzące nimi prawa. Odbiciem tego, co się działo na niebie,
były wznoszone przez nich budowle. Ich budowle ukazują siedmiostopniowy rozwój, który
człowiek najpierw odkrył w ciałach niebieskich; podobnie cała struktura piramid wyraża
prawdziwe stosunki kosmiczne.
Przejście od mądrości wtajemniczonych kapłanów do mądrości ogólnoludzkiej wyraża
wspaniale tradycja rzymska w historii siedmiu królów rzymskich. Kim są ci królowie?
Przypomnijmy, że zamierzchła historia Rzymu sięga starożytnej Troi. Troję możemy
uważać za ostatni wytwór dawnych społeczeństw kapłańskich, które organizowały
państwa według praw wypisanych w gwiazdach. Gdy nastał czas przejścia w czwarty
okres kultury, rozum ludzki, którego symbolem jest przebiegły Odyseusz, pokonał
starodawną mądrość kapłanów. Jeszcze wyraźniej wyraża się to zwycięstwo ludzkiej
myśli nad mądrością kapłanów w rzeźbie Laokoona i jego synów, duszonych przez węże.
Wąż był zawsze symbolem ludzkiego rozumu; grupa Laokoona przedstawia właśnie
moment, gdy ziemski rozum w postaci wężów pokonuje pradawną mądrość kapłanów. A
potem wola autorytetów kierujących w ciągu tysiącleci wydarzeniami naszkicowała
dalsze wypadki, według których w przyszłości musiała rozwijać się historia. Ci, którzy
stali u kolebki Rzymu, postanowili, że jego dzieje obejmą siedem okresów, jak to zostało
napisane w księgach sybilińskich. Jeżeli to wszystko przemyślimy, odnajdziemy imiona
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-12.htm (5 of 7) [07-May-11 4:55:29 PM]
owców ż okrzy ż B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Ró
siedmiu królów rzymskich jako odbicie siedmiu pierwiastków natury ludzkiej. Piąty król
Rzymu, z kraju Etrusków, przyszedł z zewnątrz. Przedstawiał człon Manas, ducha jaźni,
który łączy trzy niższe człony z trzema wyższymi. Siedmiu królów rzymskich wyobraża
siedem pierwiastków natury ludzkiej, maluje rzeczywistość duchową. Rzym republikański
to nic innego jak tylko ludzka mądrość, która zajmuje miejsce mądrości kapłańskiej. W
ten sposób trzecia epoka przeszła w czwartą. Wtedy człowiek wydał z siebie to, co miał
we własnej duszy, tworząc arcydzieła sztuki, dramaty i system prawny. Dawniej wszelkie
prawa czerpała ludzkość z gwiazd. Rzymianie stali się narodem prawa, dopiero tutaj
człowiek stworzył według własnych potrzeb prawo.
My żyjemy w okresie piątym. Jak wyraża się w naszych czasach rozwój ludzkości? Znikł
dawny autorytet; punkt ciężkości we wszystkim, co dotyczy człowieka, przesuwa się
coraz bardziej ku jego wnętrzu, a działalność zewnętrzna staje się coraz bardziej
odbiciem jego duchowości. Rozpadają się więzy przynależności rodowej. Człowiek
indywidualizuje się coraz bardziej, dlatego powoli rozumieć zaczyna religię, której ziarno
ludzkość nosi w sobie od 2000 lat; religię, która mówi: "Kto by z was nie porzucił ojca
swego i matki swojej, siostry i brata, nie może być uczniem moim". To znaczy, że miłość
oparta na związkach krwi musi ustać, człowiek ma stanąć wobec człowieka, dusza
przemówić do duszy.
Zadaniem naszej epoki jest jeszcze silniejsze sprowadzenie na plan fizyczny tego, co w
grecko-rzymskim okresie wypłynęło z ludzkiej duszy. W ten sposób człowiek coraz
głębiej pogrąża się w materię. Grek w arcydziełach sztuki stworzył wyidealizowany obraz
swego życia wewnętrznego obleczony w ludzkie kształty; Rzymianin stworzył w
prawodawstwie coś, co wyraża już bardziej osobiste potrzeby; ale kulminacyjnym
wynalazkiem naszych czasów jest maszyna, najbardziej materialistyczny wyraz
całkowicie już osobistych potrzeb człowieka. Ludzkość coraz bardziej oddala się od
nieba, zstępując coraz to niżej i niżej, aż wreszcie w obecnym piątym okresie zstąpiła
najniżej, najsilniej związała się z materią. O ile w Grecji widzimy jeszcze człowieka
wzniesionego w twórczości ponad swoje człowieczeństwo, jak np. w wizerunkach Zeusa,
który wyobraża człowieka wznoszącego się ponad własną miarę, o ile w prawodawstwie
rzymskim znajdujemy jeszcze coś z człowieka, który przerasta siebie samego - bo
Rzymianin więcej ceni fakt, że jest obywatelem rzymskim niż osobowością ludzką - to w
naszych czasach człowiek obraca siły swego ducha na zaspokojenie swych osobistych,
materialnych potrzeb. Jakiż bowiem cel mają wszystkie maszyny, parowce, koleje,
wszystkie skomplikowane wynalazki? Chaldejczyk odżywiał się w najprostszy sposób,
jaki można sobie wyobrazić; dzisiaj nieprawdopodobny wprost zasób wiedzy,
skrystalizowanej mądrości ludzkiej, pracuje nad tym, jak zaspokoić głód i pragnienie. Nie
wolno nam zamykać oczu na to, co się dzieje. Mądrość w ten sposób użyta schodzi
poniżej własnego poziomu, zstępuje w materię.
Wszystko, co człowiek wziął niegdyś ze światów ducha, musiało zejść poniżej własnego
poziomu, aby znowu kiedyś wzbić się wyżej. Stąd wypływa zadanie dziejowe naszej
epoki. Jeżeli dawniej łączyła ludzi w obrębie rodu krew, która płynęła w ich żyłach, to
dzisiaj te siły są coraz słabsze, a miłość oparta na więzach krwi ginie. Zastąpić ją musi
inna miłość - miłość płynąca z ducha, która umożliwi ponowne wzniesienie się w świat
duchowy. Zejście w materię było potrzebne, ludzkość musiała to przejść, aby o własnych
siłach znaleźć drogę z powrotem w świat ducha. To właśnie jest misją dzisiejszej wiedzy
duchowej - wskazać ludziom tę drogę.
Omawiając dzieje ludzkości doszliśmy do czasów obecnych. Teraz musimy wskazać, jaki
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-12.htm (6 of 7) [07-May-11 4:55:29 PM]
owców ż okrzy ż B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Ró
będzie dalszy rozwój, i jak człowiek, który przechodzi przez wtajemniczenie, już dzisiaj
może osiągnąć na drodze poznania pewien stopień, który w przyszłości będzie udziałem
wszystkich ludzi.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-12.htm (7 of 7) [07-May-11 4:55:29 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Wstecz / Spis treści / Dalej
XIII
Dzisiaj zobowiązani jesteśmy omówić przyszły rozwój ludzkości oraz to, co nazywamy
wtajemniczeniem; jak dzięki wtajemniczeniu człowiek współczesny może już dzisiaj
przejść stopnie rozwoju, które cała ludzkość osiągnie dopiero w przyszłości.
Zacznijmy od pierwszego z tych zagadnień. Niejednemu z was może się wydać
zuchwalstwem poruszanie sprawy przyszłych losów człowieka. Inni znów sądzić będą, że
jest rzeczą zgoła niemożliwą cokolwiek o tym wiedzieć. Jeżeli jednak zastanowimy się
trochę, to zobaczymy, że pogląd ludzi uznających możliwość poznania przyszłości nie
jest tak całkowicie pozbawiony podstaw. Porównajmy to z wiedzą zwykłego uczonego,
np. przyrodnika. Może on z całą dokładnością powiedzieć, że jeżeli zmiesza w danych
warunkach tlen, wodór i siarkę, to zawsze powstanie kwas siarkowy. Można też
dokładnie określić, co się stanie, jeżeli skupimy w zwierciadle promienie świetlne. Nie
tylko takie drobne stosunkowo fakty możemy przewidywać; obliczamy przecież
zaćmienie Słońca i Księżyca na wiele lat naprzód.
Dlaczego jest to możliwe? Dlatego że znamy prawa rządzące fizycznym życiem. Jeżeli
więc ktoś pozna duchowe prawa życia, to na ich podstawie będzie mógł w podobny
sposób powiedzieć, co musi zdarzyć się w przyszłości. Zazwyczaj jednak dręczy ludzi
pewien problem. Niejednemu wydaje się, że możliwość przewidzenia tego, co się
wydarzy, zaprzecza wolności, zaprzecza wolnej woli człowieka. Jest to błędne odczucie.
Jeżeli zmieszamy w pewnych określonych warunkach siarkę, tlen i wodór, powstanie
kwas siarkowy jako nieodzowny wynik tego, co zrobiliśmy mieszając ze sobą te
substancje. To jednak, czy je zmieszamy, zależy od naszej woli i podobnie jest z
przebiegiem duchowego rozwoju człowieka. To, co się stanie, jest wolnym czynem
człowieka. Im wyżej będzie stał w rozwoju, tym bardziej będzie wolny. I nie należy sądzić,
że już teraz z góry jest przesądzone, co człowiek uczyni w przyszłości, ponieważ można
to przewidywać. Większość ludzi nie rozumie prawidłowo tych zagadnień, które
rzeczywiście należą do najtrudniejszych. Od niepamiętnych czasów filozofowie usiłowali
rozwiązać dylemat ludzkiej wolności i określonej prawidłowości zjawisk, umożliwiającej
przewidywanie. Prawie wszystko, co na ten temat zostało napisane, jest w najwyższym
stopniu niewystarczające, gdyż mało kto rozróżnia, że co innego jest przewidywać, a co
innego z góry zakreślić i postanowić. Z przewidywaniem przyszłości jest podobnie, jak ze
spoglądaniem na jakiś oddalony od nas punkt w przestrzeni. Jeżeli patrzymy na drugą
stronę ulicy i widzimy, że jeden człowiek podaje drugiemu dziesięć groszy, to czy my
wywołaliśmy tę czynność? Czy fakt, że ją widzimy, ma cokolwiek wspólnego z jej
przyczyną? Nie. My tylko z daleka widzimy, że czynność ta zachodzi, lecz nie wywieramy
przez to żadnego wpływu na jej przebieg. Stosunki w czasie podobne są w pewnej
mierze do tych, jakie zachodzą w przestrzeni, tylko ludziom trudno to pojąć. Przypuśćmy,
że ktoś wciela się znowu po tysiącach lat. Jego czyny wynikną wtedy z jego własnej
wolnej woli - zupełnie tak samo, jak w przykładzie z dziesięcioma groszami.
Jasnowidzący może widzieć to, co dzieje się w dalekiej przestrzeni czasu i ten przyszły
czyn człowieka tak samo niezależny będzie od chwili obecnej, jak gest podania monety
drugiemu człowiekowi nie zależy od oddalonego w przestrzeni punktu, z którego ktoś
obserwuje tych ludzi. Często się mówi: "Jeżeli można przewidzieć, że coś się stanie, to
właściwie takie wydarzenie musi już być z góry postanowione". Jest to mylenie
przyszłości z teraźniejszością. Nie byłoby żadnego przewidywania przyszłości, gdyby
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-13.htm (1 of 8) [07-May-11 4:55:32 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
wszystko już było z góry ustalone; nie przewiduje się przecież czegoś, co już jest, ale
coś, co się dopiero stanie. Trzeba starać się z całą ścisłością zrozumieć pojęcie "wglądu
w przyszłość". Trzeba pogłębiać je cierpliwym wielokrotnym medytowaniem, bo tylko
wtedy będziemy w stanie dojść do właściwego zrozumienia.
Po tych wstępnych uwagach przejdźmy do omówienia przyszłego rozwoju ludzkości.
Doszliśmy do punktu, w którym ludzkość pogrążyła się głęboko w materializmie, a swoje
siły duchowe obraca na budowę i produkcję maszyn i narzędzi, które służą osobistym
celom w życiu. Łączy się z tym coraz dalej idące zagęszczenie substancji ciała ludzkiego
i całej Ziemi. Widzieliśmy, że to, co dziś jest najbardziej gęste i stałe - a mianowicie
minerały - powstało dopiero w pewnym okresie rozwoju naszej planety. I dopiero w tym
momencie człowiek wstąpił w swój obecny okres ziemskiego rozwoju. Równolegle z
wyłonieniem się pierwiastka mineralnego nastąpił rozdział płci oraz inne zjawiska. Zanim
człowiek wstąpił w okres rozwoju, w którym fizyczność Ziemi zgęstniała aż do minerałów,
miał dużo subtelniejsze, bardziej miękkie ciało. Aby to sobie wyobrazić chociaż w
przybliżeniu, spróbujmy opisać, jak w tych dawnych czasach, przed podziałem na dwie
płci, odbywało się rozmnażanie rodu ludzkiego. Człowiek, który łączył w sobie jeszcze
oba rodzaje, wydawał z siebie podobną sobie istotę z własnego lotnego, subtelnego
organizmu, jednak nie na sposób dzisiejszy, lecz tak, jak się to dzieje na seansach
spirytystycznych, gdy medium wysnuwa z siebie ciało eteryczne innej istoty. Tak mniej
więcej przedstawiało się wydawanie na świat potomstwa u dawnej ludzkości.
Widzimy więc, że ciągłe zagęszczanie ciała człowieka w kosmosie związane jest z jego
zstąpieniem w świat materialny. Związana jest z tym jeszcze inna siła, która nie mogłaby
się rozwinąć bez tego zstąpienia na Ziemię. Tą siłą jest egoizm. Ma on dwie strony: złą i
dobrą. Jest podłożem samodzielności i wolności człowieka, z drugiej jednak strony staje
się źródłem wszelkiego zła. Aby człowiek nauczył się czynić dobro z własnej wolnej woli,
musiał zetknąć się z siłą egoizmu. Siły, które kierowały nim przedtem, prowadziły go
niezmiennie ku dobru; ale kiedyś musiała mu zostać dana możliwość wyboru własnej
drogi. I tak, jak niegdyś zstąpił w dół, tak teraz musi wznieść się z powrotem w świat
ducha. Zstępowanie w dół, w materię, łączy się ze wzrostem egoizmu; ponowne
wznoszenie się, powrót w świat ducha, zależy od tego, czy altruizm, uczucie sympatii
między ludźmi będzie się wzmagać. Ludzkość w swoim poatlantyckim rozwoju
przechodziła przez szereg okresów: staroindyjski, staroperski, egipsko-chaldejsko-
babiloński i grecko-rzymski, aż doszła do naszego, piątego okresu. Po piątym zaś
nastąpi szósty. Dążenie ludzkości do kolejnego etapu polega właśnie na przezwyciężaniu
tego pierwiastka, który najsilniejszy był w czasie ostatecznego złączenia się ciała
eterycznego z fizycznym, w czasie zejścia się owych dwóch punktów, o których
mówiliśmy ostatnio. Był to czas najgłębszego pogrążenia się w egoizm.
W dawniejszych okresach rozwoju człowiek też miał pewną dozę egoizmu, jednak innego
rodzaju. Egoizm, który obecnie tak głęboko wnika w duszę, pozostaje w ścisłym związku
z materialistycznym poglądem naszych czasów i uduchowienie, które musi nastąpić,
będzie jednocześnie jego przezwyciężeniem. Dlatego chrześcijaństwo i wszelkie prądy
oparte na prawdziwym życiu religijnym dążą świadomie do przełamania dawnych więzów
krwi. W krańcowy sposób wyrażają to słowa Chrystusa: "Kto nie porzuci ojca swego i
matki, żony i dziecka, siostry i brata - nie może być uczniem moim". Na miejsce dawnych
związków krwi przyjść muszą więzy duchowe, łączące duszę z duszą, człowieka z
człowiekiem. Powstaje tylko pytanie, jakimi drogami i jakimi środkami ludzkość osiągnąć
może uduchowienie, czyli przezwyciężyć materializm, a jednocześnie dojść do tego, co
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-13.htm (2 of 8) [07-May-11 4:55:32 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
nazwać by można braterstwem wszystkich ludzi, do zrealizowania powszechnej,
ogarniającej całą ludzkość miłości. Nie należy sądzić, że wystarczy tylko możliwie często
i z naciskiem podkreślać znaczenie ogólnoludzkiej miłości, aby zjawiła się ona
samoistnie. Albo też, że trzeba zakładać stowarzyszenia, które postawią sobie za cel
szerzenie miłości bliźniego. Wiedza tajemna nie podziela takiego poglądu. Przeciwnie, im
więcej ludzie mówią o powszechnej miłości i ogólnoludzkich ideałach, upajając się
swoimi słowami, tym większymi stają się egoistami. Tak jak istnieje skłonność do
lubowania się wrażeniami fizycznymi, tak i w dziedzinie moralnej zdarza się taka
tendencja. Powtarzanie sobie: "Wznoszę się moralnie coraz wyżej i wyżej", może być
właśnie taką wyrafinowaną rozkoszą. Jest to w gruncie rzeczy myśl, która może łatwo
prowadzić nie do zwykłego, codziennego, ale do wyrafinowanego egoizmu.
Przez ciągłe mówienie o miłości i współczuciu nie sprowadzamy ich jeszcze na świat. Nie
ma innej drogi do powszechnego braterstwa, jak rozpowszechnienie poznania
duchowego. Mówi się ciągle o miłości i braterstwie, zakłada się tysiące stowarzyszeń -
nie osiągną one celu pomimo najlepszych chęci. Aby dobrze działać, trzeba wiedzieć, jak
założyć podwaliny braterstwa ludzkości. Tylko ludzie, którzy żyją jedną, wspólną prawdą,
tylko ci odnajdą się i złączą w tej prawdzie. Tak jak Słońce jednoczy wszystkie rośliny,
które zwracają się ku niemu, choć każda z nich jest osobną istotą, podobnie ludzie
zjednoczą się we wspólnym dążeniu do prawdy. Dopiero energiczne dążenie ku
prawdzie otworzy przed ludźmi możliwość harmonijnego współżycia.
Można postawić zarzut, że przecież wszyscy dążą do prawdy, ale są rozmaite punkty
widzenia i stąd biorą się nieporozumienia i spory. Jest to właśnie nie dość jeszcze
gruntowne poznanie prawdy. Nie można powoływać się na to, że gdy chodzi o prawdę,
mogą być różne punkty widzenia. Trzeba najpierw zrozumieć, że prawda może być tylko
jedna. Nie zależy ona od żadnych narodowych głosowań, jest prawdziwa sama w sobie.
Nikomu nie przyjdzie do głowy uchwalać przez głosowanie, że suma kątów w trójkącie
równa się 180 stopni. Czy się na to zgadzają tysiące ludzi, czy nikt się nie zgadza, to
wszystko jedno. Z chwilą, gdy zrozumiecie, że tak jest, staje się to dla was prawdą. Nie
ma żadnej demokracji, jeżeli chodzi o prawdę. Nie wszyscy jednak doszli do prawdy -
stąd wszelkie spory o nią. Można by powiedzieć: "Tak, ale nawet w wiedzy tajemnej
jeden twierdzi tak, a drugi inaczej". W prawdziwej ezoterii tego nie ma. Naturalnie, że
mogą się zdarzyć zdania rozbieżne w zagadnieniach dotyczących wiedzy duchowej.
Podobnie w wiedzy o świecie materialnym zdarza się, że jeden uczony sądzi tak, a drugi
inaczej. Jedna z tych dwóch opinii będzie jednak fałszywa. Tak też jest w prawdziwej
wiedzy tajemnej; tylko że tutaj ludzie pozwalają sobie często na wygłaszanie sądów o
tym, czego jeszcze nie rozumieją.
Celem, misją szóstej epoki jest właśnie rozpowszechnienie prawdy duchowej w
najszerszym zakresie. Zadaniem towarzystwa, które łączy duchowo, jest niesienie tej
prawdy wszędzie, stosowanie jej bezpośrednio w życiu. Tego właśnie najbardziej brak
naszym czasom. Na każdym kroku widzimy, jak ludzie szukają, ale nikt nie może
odnaleźć prawidłowego rozwiązania. Mamy niezliczony szereg "kwestii": kwestię
wychowawczą, kobiecą, medyczną, społeczną, kwestię odżywiania... Ludzie dyskutują
nad nimi i piszą mnóstwo prac. Każdy mówi o swoim punkcie widzenia, niewielu jednak
chce studiować duchową prawdę. Nie o to chodzi, aby mieć abstrakcyjne, teoretyczne
wiadomości z dziedziny wiedzy tajemnej, ale o to, aby je wnieść bezpośrednio w życie, w
studiowanie zagadnień społecznych i wychowawczych, żeby całe życie ludzkie ująć z
punktu widzenia rzeczywistej mądrości duchowej. "Ależ w takim razie trzeba by posiąść
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-13.htm (3 of 8) [07-May-11 4:55:32 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
najwyższą mądrość" - mógłby ktoś zarzucić. Zarzut ten pochodzi z mylnego przekonania,
że trzeba zawsze koniecznie od razu znać i rozumieć wszystko, co się stosuje w życiu.
To nie jest konieczne. Poznanie najwyższych prawd przychodzi często znacznie później
niż ich praktyczne zastosowanie. Gdyby ludzkość musiała czekać z trawieniem do chwili,
kiedy zrozumie prawa trawienia, to nie zaszłaby daleko. Podobnie też nie jest konieczna
natychmiastowa znajomość wszystkich praw duchowych i głębokich tajemnic, aby zacząć
wprowadzać je w codzienne życie. To jest właśnie sposób, w jaki metoda
różokrzyżowców chce traktować duchowość. Mniej abstrakcji, więcej praktyki. Nie chodzi
o to, aby dużo mówić o wiedzy duchowej. Ważne, jak człowiek wykorzysta ją w życiu.
Czy sądzicie, że dziecko musi opanować wszystkie prawidła gramatyczne, zanim nauczy
się mówić? Przecież najpierw uczy się mówić, a dopiero potem poznaje gramatykę.
Dlatego też trzeba dbać przede wszystkim o to, aby człowiek dzięki pomocy duchowej
nauki zwrócił się do tego, co go bezpośrednio otacza, zanim zacznie zajmować się
sprawami najwyższych światów, planem astralnym czy dewahanem. Tylko w ten sposób
zrozumiemy to, co dzieje się w naszym otoczeniu i do czego musimy bezpośrednio się
włączyć. Dlatego też nasze zadanie polega właśnie na tym, by podzieloną, rozbitą,
wyrwaną z dawnych więzów rodowych i rasowych ludzkość znowu połączyć jednoczącą
wszystkich duchową mądrością.
W dalszym rozwoju coraz bardziej będzie zanikać łączność krwi i szczepu. Ludzkość
miesza się, aby łączyć się na podstawie duchowych zapatrywań. Była to wielka
nieprawidłowość, kiedy w teozofii mówiono o rasach, jak gdyby miały one trwać bez
końca. Pojęcie rasy straci całkowicie - znaczenie już w najbliższej przyszłości (licząc ją
co prawda w milionach lat). Mówienie o tym, że świat zawsze przechodzi w okresach
rozwojowych przez siedem ras - to po prostu spekulacyjne, czysto teoretyczne
rozciąganie pojęcia, które da się zastosować tylko do naszych czasów. W jasnowidzeniu
i wiedzy duchowej nigdy o tym nie mówiono. Tak jak wszystko powstaje, tak powstały i
rasy, i jak wszystko przemija, tak też i rasy kiedyś przeminą. Ci zaś, którzy podkreślają
trwałość ras, będą musieli przyzwyczaić się do zmiany myślenia, wynikającego tylko z
naszego wygodnictwa. Jeżeli tylko trochę wybiec wzrokiem w przyszłość, to już przestają
mieć zastosowanie pojęcia używane w przeszłości i w obecnej chwili. Najważniejsze,
żeby człowiek nie chciał uważać za wiekuistą mądrość tego, co raz udało mu się tak
pięknie utrwalić w teorii. Trzeba się przyzwyczaić do tego, że pojęcia muszą być płynne,
trzeba poznać, że mogą się one przeobrażać. Na tym opiera się postęp. Ludzie muszą
wyrobić w sobie umiejętność przejścia od pojęć sztywnych i dogmatycznych do żywych i
płynnych. Bo tak jak czasy się zmieniają, tak muszą się zmieniać i nasze pojęcia, jeżeli
chcemy te czasy rozumieć.
Dusze ludzkie żyją obecnie w ciałach, które można obserwować przy pomocy zmysłów.
Ale jak powstały te ciała? Dawniej, w czasach gdy człowiek zaczynał swój byt na Ziemi,
były one zupełnie inne; dla naszych materialistycznych poglądów, przywiązanych do
tego, co znamy, w komiczny sposób różniło się to dawne ciało od obecnego. W tym ciele
zamieszkała dusza. Skąd się więc wzięła dzisiejsza postać człowieka? Stąd, że dusza
sama pracowała nad ciałem przez szereg wcieleń. Możemy sobie wyrobić pewne pojęcie
o tej pracy, jeżeli zwrócimy uwagę, że pewna niewielka możliwość kształtowania własnej
postaci pozostała nam do dziś, chociaż w obecnym, materialistycznym okresie dusza
tylko w niewielkim stopniu może wpłynąć na swoje ciężkie, tak bardzo już zgęszczone
ciało. Pomyślmy jednak, jak dusza człowieka wpływa na ciało, a szczególnie na wyraz
twarzy. Przerażenie wywołuje nagłą bladość, wstyd oblewa nam twarz rumieńcem.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-13.htm (4 of 8) [07-May-11 4:55:32 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Prawda, że stany te mijają, ale nie ulega wątpliwości, że są to psychiczne przeżycia,
które odbijają się na ciele fizycznym. Dusza doznając danego uczucia działa na krew,
przez krew zaś na ciało fizyczne. Takie oddziaływanie duszy może być jeszcze silniejsze.
Wiemy także, że ludzie, którzy prowadzą życie uduchowione, mają czasem w wyrazie
twarzy odbicie swej pracy wewnętrznej. Czasem z wyglądu można poznać, czy to
człowiek myślący, czy ktoś, kto bezmyślnie spędził życie. Tak więc człowiek ciągle
jeszcze pracuje nad zewnętrznym wyrazem swej postaci. Człowiek o szlachetnych
uczuciach będzie miał np. szlachetne ruchy. Są to już tylko pozostałości pracy, jaką
ludzkość wykonała przez miliony lat.
Dzisiaj możemy tylko wywołać odpływ lub przypływ krwi, który odbija się na zabarwieniu
twarzy; dawniej cały człowiek ulegał wpływowi obrazów, które były wyrazem świata
duchowego. Dzięki temu mógł w znacznie większym stopniu niż dzisiaj działać na swój
organizm, przeobrażać go. Ciało człowieka było jeszcze wtedy bardziej miękkie. Był
czas, kiedy człowiek mógł nie tylko wyciągnąć rękę czy wskazać palcem, ale przy
pomocy swojej woli mógł tę rękę kształtować, a palce rozciągać jak przedłużenia... Był
czas, kiedy nie miał jeszcze nóg na stałe, a tylko w miarę potrzeby wysuwał coś w
rodzaju nóg z organizmu. I tak powoli, dzięki obrazom, które przemawiały do niego z
otoczenia, kształtował swe ciało. Dziś, w obecnym zmaterializowanym okresie,
przemiany te odbywają się niesłychanie wolno, ale z czasem będą znowu przebiegały
szybciej. W przyszłości człowiek znowu będzie miał silniejszy wpływ na swoją fizyczną
cielesność. Gdy będziemy mówili o wtajemniczeniu, zobaczymy, w jaki sposób człowiek
może uzyskać ten wpływ; chociaż w ciągu jednego życia nie dojdzie do tego, co dają
wysokie stopnie wtajemniczenia, to jednak wiele, bardzo wiele można zrobić dla swego
następnego wcielenia.
W przyszłości człowiek sam będzie twórcą swej postaci. Ta droga rozwojowa polega na
coraz większym wysubtelnieniu materii stanowiącej nasze ciało, na stopniowym
usuwaniu z organizmu najbardziej stałych, skrystalizowanych, najtwardszych części.
Nastanie czas, gdy człowiek, podobnie jak w ubiegłych epokach, będzie niejako unosić
się nad swą ziemską cząstką. Stan ten da się porównać z dzisiejszym stanem snu. Po
nim nastąpi inny stan, polegający na tym, że człowiek będzie mógł dowolnie wysuwać
swe ciało eteryczne z fizycznego. Gęstsza, bardziej materialna część istoty ludzkiej
znajdować się będzie na Ziemi, człowiek zaś używać jej będzie z zewnątrz, ze sfer
ducha, niby narzędzia. Człowiek nie będzie już mieszkał w swym ciele, nie będzie go
nosił na sobie niby szaty, lecz będzie się nad nim unosił. Ciało stanie się subtelniejsze i
lżejsze. Dzisiaj wydaje się to fantastycznym pomysłem, ale znając prawa rządzące w
świecie ducha, można to przewidzieć z taką samą ścisłością, z jaką oblicza się przyszłe
zaćmienie Słońca i Księżyca na podstawie znajomości praw astronomicznych. Przede
wszystkim przeobrażą się siły rozrodcze ludzkiego organizmu. Wielu ludzi nie może
sobie wyobrazić sił rozrodczych w innej formie niż dzisiaj. A jednak w przyszłości będzie
to wyglądać inaczej. Wszystko, co dziś ma związek z rozmnażaniem i popędem
płciowym, przejdzie w przyszłości do innego organu. Narządem, który już dziś
przygotowuje się do tego, aby stać się kiedyś organem rozrodczym, jest krtań. Dzisiaj
może ona powodować tylko falowanie powietrza; oddawać powietrzu tylko to, co zawarte
jest w słowie. W przyszłości będzie to nie tylko słowo ze swym rytmem; w przyszłości to,
co wyda krtań, będzie prześwietlone wnętrzem człowieka, przeniknięte jego własną
fizycznością. Tak jak dzisiaj krtań wydaje słowo, które staje się tylko falą powietrzną, tak
kiedyś, w przyszłości, wychodzić będzie na świat z krtani człowieka odbicie jego
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-13.htm (5 of 8) [07-May-11 4:55:32 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
najgłębszej istoty - jego własny wizerunek. Człowiek wydawać będzie z siebie potomstwo
w ten sposób, że będzie tego drugiego, nowego człowieka wypowiadał. Tak będzie się
rodził w przyszłości - wypowiadany przez innego człowieka.
Takie sprawy rzucają światło na pewne zjawiska w naszym otoczeniu, których nie jest w
stanie wyjaśnić żadna wiedza przyrodnicza. Ta przyszła forma rozmnażania, oparta
znowu na jednej płci, zajmie miejsce dawnych form rozrodczych. Dlatego w organizmie
męskim zachodzi pewne przeobrażenie krtani w okresie dojrzewania płciowego; zjawisko
to nazywamy mutacją głosu. Głos się obniża. Jest to wyraźna wskazówka, że zachodzi tu
pewien związek między dwoma procesami organizmu. W ten sposób wiedza tajemna
oświetla i wyjaśnia zjawiska, których zewnętrzna wiedza często nie jest w stanie
wytłumaczyć.
I tak jak krtań człowieka ulegnie przeobrażeniu, podobnie przekształci się jego serce.
Jest to organ ściśle związany z obiegiem krwi w organizmie ludzkim. Wiedza
współczesna wyobraża sobie serce jako rodzaj pompy; jest to groteskowe i fantastyczne
ujęcie. Siłą poruszającą krew są uczucia, które żyją w duszy człowieka. Dusza więc
wprawia w ruch krew, a serce bije, bo krew je pobudza. W rzeczywistości dzieje się więc
wprost przeciwnie niż to podaje wiedza materialistyczna. Tylko że dzisiaj człowiek nie
umie jeszcze dowolnie kierować swoim sercem; pod wpływem strachu serce uderza
coraz szybciej, gdyż uczucie to wpływa na krew, która z kolei przyspiesza bicie serca. To,
co dzisiaj przebiega niezależnie od woli człowieka, będzie kiedyś, na wyższym stopniu
rozwoju, całkowicie w jego władzy; człowiek będzie mógł dowolnie wprawiać w ruch
swoją krew i poruszać sercem tak, jak dziś porusza np. muskułami ręki. Szczególna
budowa serca jest dla dzisiejszej nauki nierozwiązaną zagadką. Ma ono bowiem włókna
mięśniowe poprzeczne, co w organizmie ludzkim spotyka się tylko w mięśniach
zależnych od woli człowieka. Dlaczego? Dlatego że serce nie jest jeszcze u kresu
swojego rozwoju, jest organem przyszłości, ma dojść do tego, że stanie się mięśniem
zależnym od woli człowieka. Stąd też jego struktura wykazuje założenia tego przyszłego
rozwoju.
W ten sposób wszystko, co dzieje się w duszy, ma swój wpływ na budowę ciała
fizycznego. Jeżeli wyobrazimy sobie człowieka, który stwarza podobne sobie istoty
wypowiadając słowo, człowieka, którego serce stało się mięśniem podległym jego woli,
który zdołał przeobrazić jeszcze inne organy to będziemy mieli pewne pojęcie o
przyszłości rodzaju ludzkiego w następnych inkarnacjach naszej planety. Na Ziemi
człowiek osiągnie to, co można osiągnąć pod wpływem materii fizycznej zgęszczonej aż
do minerału. Świat mineralny chociaż powstał jako ostatni, to jednak pierwszy zniknie z
powierzchni świata, przynajmniej w dzisiejszej formie. Ciało człowieka nie będzie składać
się wtedy z materii mineralnej, lecz z roślinnej. Zniknie wszystko, co dzisiaj w człowieku
ma naturę mineralną. Świat mineralny będzie pokonany przez to, że człowiek rozwinie
się ponownie do bytu roślinnego.
Przejście w okres planetarny Jowisza związane będzie właśnie z odrzuceniem wszelkich
składników mineralnych z organizmu człowieka i przejściem do stwarzania roślinnego.
Potem człowiek przejdzie do stwarzania zwierzęcego, będą to jednak inne zwierzęta niż
dziś. Gdy serce dojdzie do tego, że będzie mogło działać twórczo, wtedy człowiek
tworzyć będzie w świecie zwierzęcym, tak jak dziś tworzy w zakresie świata mineralnego.
Wtedy znajdziemy się w okresie planetarnym Wenus. I wreszcie, gdy będzie mógł
wydawać sobie podobne istoty wypowiadając na świat własne odbicie, wtedy znajdziemy
się u kresu naszego rozwoju, zadanie nasze będzie dokonane. Wtedy wypełni się słowo:
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-13.htm (6 of 8) [07-May-11 4:55:32 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
"Pozwól nam stworzyć człowieka".
Człowiek tylko wtedy rzeczywiście pracuje nad przemianą rodzaju ludzkiego, jeżeli
przejmie się prawdą, że dusza tworzy i kształtuje ciało, a z czasem zupełnie je
przeobrazi. Tylko dzięki myśleniu duchowemu, ezoterycznemu, nastąpi to, o czym
mówiliśmy opisując przemianę serca i krtani. To, co człowiek dzisiaj myśli, tym w
przyszłości będzie. Ludzie myślący materialistycznie sprawiają, że w przyszłości
powstaną straszliwe istoty; ludzkość, w której żyją myśli pełne ducha, umożliwi w
przyszłości wcielanie się w piękne ciała.
Wpływ materialistycznego sposobu myślenia może pójść jeszcze dalej niż dziś. Dziś
mamy dwa kierunki - materialistyczny, bardzo potężny, ogarniający całą Ziemię i
duchowy, na razie jeszcze słaby, ograniczający się do małej garstki ludzi. Trzeba
zauważyć różnicę pomiędzy rozwojem dusz i rozwojem ras. Nie sądźcie, że dusze, tak
jak rasy, przejdą w swoim rozwoju w jakieś formy groteskowe. Wszystkie dusze myślące
materialistycznie pracują nad wykształceniem złej rasy, wszelka zaś praca zmierzająca
ku uduchowieniu przyczynia się do wytworzenia rasy dobrej. Tak, jak produktem rozwoju
człowieka są zwierzęta, rośliny i minerały, zatrzymane na dawnym szczeblu i cofnięte w
rozwoju, podobnie i w przyszłości oddzieli się zła część ludzkości. Ciało, które do tego
czasu stanie się w pewnym stopniu miękkie i plastyczne, będzie zewnętrznie
odzwierciedlać wewnętrzne zło duszy. Będzie to zależeć całkowicie od ludzi, czy
pojedyncze dusze wcielać się będą w ciała tej złej rasy, czy też przez pracę ducha
wzniosą się na duchowy poziom dobrej.
Są to rzeczy, które musimy wiedzieć, jeżeli chcemy iść w przyszłość z rzeczywistą
wiedzą. W przeciwnym razie idziemy przez świat z zawiązanymi oczami. Powinniśmy
poznać siły, które działają w ludzkości i liczyć się z nimi. Poznanie dla samego tylko
poznania byłoby egoizmem. Kto dąży do poznania tylko po to, aby się wedrzeć w wyższe
światy, ten postępuje samolubnie. Kto jednak pragnie poznanie duchowe wnieść
bezpośrednio w praktykę życia codziennego, ten pracuje dla przyszłego rozwoju
ludzkości.
Widzimy więc, że duchowy prąd ma ściśle określony cel - ukształtowanie przyszłej
ludzkości. Celu tego nie można osiągnąć inaczej, jak tylko przez przyjęcie duchowej
wiedzy ezoterycznej. Zajmowanie się wiedzą duchową jest wielkim i ważnym zadaniem.
Kto zadanie to wiąże z rozwojem, ten odczuwa je jako obowiązek, a nie żądzę. Im lepiej
to zrozumiemy, tym szybszym krokiem zbliżać się będziemy do przeobrażeń związanych
z przejściem w szósty okres kulturowy. Tak jak w okresie Atlantydy, w pobliżu Irlandii,
grupka ludzi bardziej od innych rozwinięta rozpoczęła wędrówkę na Wschód, tak teraz
naszym zadaniem jest usilne dążenie do przejścia w następny okres, który będzie
dźwignięciem się ludzkości na wyższy duchowy szczebel.
Musimy próbować wydźwignąć się z materializmu i dlatego towarzystwa o podstawach
duchowych powinny skupić wszystkie siły, aby spełnić swe istotne zadanie, być
przewodnikami ludzkości w epoce przełomu. Nie z zarozumiałości lub pychy, ale z
obowiązku. Pewna grupa ludzi musi zebrać się do wspólnej pracy, aby przygotować tę
przyszłość. Nie chodzi tu o zgromadzenie się w jakimś określonym miejscu. Wszelkie
pojęcia czysto przestrzennego zbliżenia się straciły swoje znaczenie, gdyż nie chodzi tu
już o rodzinne lub narodowe pokrewieństwo, lecz o to, aby ludzie na całej Ziemi spotkali
się duchowo, aby pozytywnie kształtować przyszłość. Dlatego właśnie w czasie
największego pogrążenia ludzkości w materię, czterysta lat temu, bractwo
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-13.htm (7 of 8) [07-May-11 4:55:32 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
różokrzyżowców oceniło tak wysoko praktyczną mądrość, która pragnie rzucić światło na
wszelkie zagadnienia życia codziennego.
Jest to rozwój, który zmierza naprzód, do zjednoczenia wszystkich ludzi w duchu, a nie w
kierunku degeneracji. Stąd nowa szkoła wtajemniczenia, obliczona wprost na to, by
przeprowadzić ludzi ze starego w nowy cykl rozwojowy. I tak właśnie prawo rozwoju
ludzkości łączy się z pojęciem wtajemniczenia.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-13.htm (8 of 8) [07-May-11 4:55:32 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Wstecz / Spis treści
XIV
Dzisiaj chcemy mówić o wtajemniczeniu, czyli o ezoterycznej drodze szkolenia
człowieka. Zajmiemy się dwiema metodami, które oparte są na znajomości kolejnych
etapów rozwoju ludzkości. Trzeba sobie bowiem uświadomić, że w pewnej mierze
prawdziwą mądrość można odnaleźć poznając wcześniejsze okresy rozwoju ludzkości.
Mówiliśmy już, że w czasach atlantyckich człowiek widział mądrość we wszystkim, co go
otaczało; im dalej sięgniemy w zamierzchłą przeszłość, w dawne stany świadomości, tym
wyraźniej widzimy, jak bezpośrednio przeżywał człowiek siły twórcze przenikające cały
świat, otaczające go zewsząd istoty duchowe. Wszystko co nas otacza, zawdzięcza swój
byt tym jestestwom. Widzieć je - to właśnie oznacza poznać.
Gdy ludzkość doszła w trakcie swojego rozwoju do obecnej formy świadomości - a stało
się to dopiero w obecnym, piątym okresie poatlantyckim - zbudziła się w duszach
tęsknota za powrotem do świata duchowego. Wiemy z poprzednich wykładów, jak
przejawiała się u starożytnych Hindusów ta głęboka tęsknota i pragnienie poznania
duchowości ukrytej za otaczającym człowieka światem zjawisk fizycznych. Jak powstał
ów pogląd, że wszystko, co na nas Ziemi otacza, jest marą senną, złudzeniem, że
jedynym naszym zadaniem jest osiągnięcie dawnej mądrości, która żyła i działała w
zamierzchłych czasach. Uczniowie dawnych mędrców, tzw. świętych Rischi, wstępowali
na drogę prowadzącą za pomocą jogi do oglądu światów, z których ludzie niegdyś
zstąpili na Ziemię. Dążeniem ich był powrót w świat ducha, daleko od tego wszystkiego,
co było dla nich mają.
Jest to jedna z dostępnych człowiekowi dróg rozwoju. Najnowsza jednak droga poznania
- to droga różokrzyżowców. Prowadzi ona człowieka nie w przeszłość, lecz w przyszłość,
ku stanom, jakie człowiek będzie przeżywał w przyszłości; uczy go, za pomocą ściśle
określonych zasad, rozwijać mądrość, która w nim drzemie.
Tę właśnie drogę wskazał twórca ezoterycznego prądu różokrzyżowców, znany pod
zewnętrznym imieniem Christiana Rozenkreutza. Mamy tu do czynienia ze ściśle
określoną metodą - ale nie należy wyciągać stąd wniosku, że droga ta nie jest
chrześcijańska. Jest to chrześcijańska droga wtajemniczenia, przystosowana do
współczesnych warunków życia, która leży pomiędzy jogą a tzw. właściwą
chrześcijańską drogą rozwoju.
Ta droga rozwoju przygotowywała się częściowo już długo przed nastaniem
chrześcijaństwa. Jej prekursorem był Dionizos Aeropagita, wielki wtajemniczony, który w
ezoterycznej szkole Pawła w Atenach prowadził szkolenie, z którego wyszła cała
późniejsza ezoteryczna mądrość.
Obie drogi ezoterycznego szkolenia dostępne są dla naszego Zachodu. Wszystko, co
związane jest z naszą kulturą i życiem, pod wpływem szkoły czysto chrześcijańskiej lub
szkoły różokrzyżowców podnosi się i przeobraża w zasadę wtajemniczenia. Droga czysto
chrześcijańska jest dla dzisiejszych ludzi trudna i dlatego właśnie istnieje druga droga,
droga różokrzyżowców, dla ludzi, którzy muszą żyć w obecnych czasach. Kto dzisiaj
chce iść dawną drogą chrześcijańskiego wtajemniczenia, musi mieć możność izolowania
się na jakiś czas od życia zewnętrznego, aby tym intensywniej wejść potem w codzienne
życie. Tymczasem drogą różokrzyżowców może iść każdy, niezależnie od swojego
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-14.htm (1 of 9) [07-May-11 4:55:35 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
zawodu i sytuacji życiowej.
Spróbujmy scharakteryzować drogę czysto chrześcijańską. Metoda ta jest opisana w
najgłębszym z pism chrześcijańskich, choć najmniej rozumianym przez teologów, a
mianowicie w Ewangelii św. Jana. Naukę tę znajdujemy również w Apokalipsie.
Ewangelia św. Jana to cudowna księga; trzeba nią jednak żyć, a nie tylko ją czytać. Żyć
nią można wtedy, jeżeli się zrozumie, że to, co w niej jest napisane, stanowi wskazówki i
pouczenia dla życia wewnętrznego. Chrześcijańska droga wtajemniczenia wymaga od
ucznia, aby Ewangelia św. Jana stanowiła dla niego księgę do medytacji. Zasadniczym
warunkiem, który nie odgrywa takiej roli przy wtajemniczeniu różokrzyżowców, jest
bezwzględna wiara w osobowość Jezusa Chrystusa. Trzeba wierzyć, że ten Najwyższy
Duch, który przewodził Duchom Słońca w ciągu słonecznego okresu Ziemi, wcielił się
fizycznie w Jezusa z Nazaretu, że postać Jezusa była czymś dużo wyższym niż skromny
i cichy mieszkaniec Nazaretu, czymś innym niż taka indywidualność jak Sokrates, Platon
czy Pitagoras. Trzeba rozumieć wielką, zasadniczą różnicę między Nim a wszystkimi
innymi. Jeżeli chce się przejść wtajemniczenie czysto chrześcijańskie, trzeba w Nim
widzieć Boga-człowieka, jedynego w swej naturze. W przeciwnym razie w duszy ucznia
zabraknie tego zasadniczego tonu uczuciowego, przy którym budzą się wyższe władze
duszy. Dlatego też uczeń musi rzeczywiście wierzyć w to, co głosi Ewangelia św. Jana:
"Na początku było Słowo (Logos), a Słowo było u Boga" itd., aż do słów: "A Słowo
(Logos) stało się Ciałem i mieszkało między nami". Ten sam Duch, który był wodzem
duchów słonecznych i który złączył się z przeobrażeniami naszej planety, którego
nazwać też możemy Duchem Ziemi, mieszkał pośród nas w osłonach ludzkiego ciała,
wcielony rzeczywiście w ciało fizyczne. W to musi człowiek wierzyć, jeżeli zaś na razie
nie może, to niechaj lepiej obierze inną drogę wtajemniczenia. Kto jednak może spełnić
ten zasadniczy warunek i we właściwym medytacyjnym nastroju co rano, w ciągu tygodni
i miesięcy, rozmyśla początek Ewangelii św. Jana, aż do słów: "pełne poświęcenia i
prawdy" - i to w taki sposób, że je nie tylko rozumie, ale nimi żyje - ten poczuje w duszy
siłę rozbudzającą tych słów; nie są to bowiem zwykłe słowa, budzą one w duszy
ożywiające siły. Uczeń musi mieć jedynie cierpliwość, aby ciągle na nowo do nich
wracać, dzień po dniu; wtedy, pod wpływem pewnych ściśle określonych uczuć, budzą
się w nim siły potrzebne do tego, aby przejść chrześcijańską drogę wtajemniczenia. Jest
to droga bardziej wewnętrzna, natomiast na drodze wtajemniczenia metodą
różokrzyżowców uczucia budzą się przez zetknięcie człowieka ze światem zewnętrznym.
Droga chrześcijańskiego wtajemniczenia jest drogą siedmiostopniowego budzenia uczuć.
Do tego dochodzą jeszcze inne ćwiczenia, które przekazać można tylko bezpośrednio, w
zależności od charakteru danego człowieka. Zasadniczym jednak ćwiczeniem jest
przeżywanie trzynastego rozdziału Ewangelii św. Jana w sposób, który dalej opiszemy.
Nauczyciel mówi do ucznia: “Musisz rozwinąć w sobie pewne ściśle określone uczucia.
Wyobraź sobie roślinę, która wyrasta z gleby; wzniosła się ona ponad poziom mineralnej
gleby, a jednak jej potrzebuje. Ona - wyższa istota - nie mogłaby istnieć bez tej niższej.
Gdyby roślina mogła myśleć, musiałaby tak mówić do ziemi: wzniosłam się wprawdzie
wyżej niż ty, a jednak nie mogłabym istnieć bez ciebie. I przejęta uczuciem wdzięczności
musiałaby się skłonić przed ziemią. I tak samo zwierzę przed rośliną, gdyż i ono nie
mogłoby istnieć bez rośliny; i tak samo człowiek przed zwierzęciem. Gdy zaś człowiek
osiągnie wyższy stopień rozwoju, musi powiedzieć sobie: Nigdy bym tu nie doszedł,
gdyby nie niższe stopnie bytu. I pełen wdzięczności skłonić musi głowę przed nimi, one
to bowiem sprawiły, że mógł iść dalej. Żadna istota na świecie nie mogłaby istnieć, gdyby
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-14.htm (2 of 9) [07-May-11 4:55:35 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
nie niższe istoty, którym winna jest za to wdzięczność. Tak też i Chrystus, Najwyższy
Duch, nie mógłby istnieć bez swoich najbliższych dwunastu uczniów. Jakże potężne jest
uczucie wdzięczności i czci, jakie bije z trzynastego rozdziału Ewangelii św. Jana: "On,
Najwyższy Duch, umywa nogi uczniom swoim".
To właśnie uczucie budzi się w duszy, gdy uczeń w ciągu tygodni i miesięcy kontempluje
tę chwilę i coraz głębiej odczuwa, jak wszystko, co wzniosło się na wyższy poziom, z
wdzięcznością pełną czci spoglądać winno ku niższemu stworzeniu, które umożliwiło mu
życie. Jest to właśnie pierwszy z siedmiu zasadniczych tonów uczuciowych. W
momencie gdy człowiek dostatecznie już przepoi się tym uczuciem, pojawia się pewien
objaw zewnętrzny oraz wewnętrzna wizja. Zewnętrzny objaw polega na tym, że człowiek
czuje jakby stopy jego obmywała woda, w wizji zaś, która pojawia się w jego duszy, widzi
siebie samego, jako Chrystusa obmywającego stopy dwunastu swoim uczniom. Jest to
pierwszy stopień obmywanie stóp. To, co opisuje trzynasty rozdział Ewangelii św. Jana,
jest nie tylko wydarzeniem historycznym; przeżyć to może każdy. Jest to zewnętrzny
symptom oznaczający, że człowiek w swym życiu uczuciowym doszedł do pewnego
poziomu, i jeżeli dojdzie do tego poziomu, to objaw ten musi wystąpić.
Drugi stopień to biczowanie. Przechodzi go uczeń, zagłębiając się w następujące myśli:
"Jak to będzie, gdy ze wszystkich stron spadną na ciebie udręczenia i smagać cię będzie
ból? Musisz wytrwać i nie ugiąć się, musisz być odporny na wszelkie cierpienia, jakie
tylko życie przynieść ci może i wszystko musisz znieść". Jest to drugie uczucie, jakie
uczeń musi w sobie obudzić. Zewnętrzny objaw tego stopnia to uczucie swędzenia i
drżenia na całej powierzchni ciała; wewnętrznym zaś znakiem jest obraz, w którym
człowiek widzi siebie samego jako ofiarę biczowania; początkowo widzi to we śnie, potem
w postaci wizji.
Trzeci stopień to koronowanie cierniem. W ciągu tygodni i miesięcy pogrąża się uczeń w
następujących myślach i uczuciach: "Jak to będzie, jeżeli przyjdzie ci znosić w życiu nie
tylko ból i cierpienia, ale jeżeli naigrawać się będą z największych twoich świętości, z
twojej duchowej istoty?" I znowu nie wolno mu się skarżyć, znowu musi wytrwać i nie
ugiąć się. Dokonana praca wewnętrzna musi dać uczniowi siły, dzięki którym przetrwa
szyderstwa i naigrywanie. Choćby wszystkie moce sprzysięgły się przeciw jego duszy, on
się nie zachwieje. A wtedy w wizji pokazuje mu się obraz jego własnej postaci w
cierniowej koronie, i czuje zewnętrzny ból w głowie. Jest to znak, że uczeń dostatecznie
daleko doszedł w świecie uczuć, aby wznieść się znowu o jeden stopień.
Czwartym stopniem jest ukrzyżowanie. Uczeń znowu musi rozwinąć w sobie określone
uczucie. Dzisiaj człowiek utożsamia swe ciało ze swoim ja. Kto chce przejść
wtajemniczenie chrześcijańskie, musi przyzwyczaić się nieść swoje ciało przez świat w
taki sposób, jak niesie się jakiś obcy przedmiot, np. stół. Własne ciało musi stać mu się
obce; wnosi je do pokoju i wynosi jak każdy inny przedmiot. Jeżeli człowiek dostatecznie
rozwinie w sobie to czwarte uczucie, to przechodzi tzw. próbę krwi. Występują u niego
tzw. stygmaty. Na dłoniach, stopach i prawym boku występują zaczerwienienia skóry,
będące obrazem ran Chrystusa. Jeżeli uczeń dzięki sile tego uczucia doprowadzi do
uzewnętrznienia się tego objawu, wtedy zjawia się i wewnętrzny objaw, astralny; człowiek
w duszy widzi się ukrzyżowanym.
Piąty stopień to śmierć mistyczna. Człowiek czuje się coraz bardziej cząstką całego
świata. Myśli: "Tak samo jak palec u ręki, tak i ja nie jestem bynajmniej samodzielną
istotą. Czuję się złączony z całym światem, przynależę do całego świata". A potem
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-14.htm (3 of 9) [07-May-11 4:55:35 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
doznaje takich przeżyć, jak gdyby wszystko wokół niego pogrążało się w ciemności, jak
gdyby ogarniał go zewsząd czarny mrok, niby coraz gęstsza zasłona. Na tym etapie
wtajemniczony poznaje w całej rozciągłości ból i nędzę, zło i utrapienie, jakie ciążą na
wszelkim stworzeniu. I to jest zstąpienie do piekieł, które każdy musi przeżyć. Potem
następuje jakby rozdarcie zasłony i przed wzrokiem ucznia otwierają się światy ducha. To
się nazywa rozdarciem zasłony.
Szósty stopień to złożenie do grobu i zmartwychwstanie. Gdy uczeń jest już tak daleko,
musi sobie powiedzieć: "Nauczyłem się już patrzeć na moje ciało jak na coś obcego.
Teraz jednak wszystko, co widzę na świecie, muszę traktować tak samo jak moje własne
ciało! Składa się ono przecież z tych samych pierwiastków co świat zewnętrzny! Każdy
kwiat, każdy kamień jest mi równie bliski jak moje własne ciało". Wtedy człowiek
pogrzebany jest w ziemskim globie. Ten stopień łączy się zawsze z nowym obudzeniem
się do życia; człowiek czuje się zjednoczony z najwyższym duchem przewodnim naszej
planety, z Duchem Chrystusa, który mówi: "Kto pożywa chleb mój, ten stąpa po moim
ciele".
Siódmego stopnia, wniebowstąpienia, opisać się nie da. Trzeba by mieć duszę, dla której
mózg nie jest już narzędziem myślenia. Aby odczuwać to, co przechodzi wtajemniczony
na tym etapie, trzeba mieć duszę, która mogłaby to uczucie przeżyć.
Istota chrześcijańskiego wtajemniczenia polega więc na przechodzeniu przez stany
głębokiej pokory i oddania; kto je przejdzie w całej pełni, ten przeżywa zmartwychwstanie
w duchowych światach. Nie każdy jednak może tego dzisiaj dokonać, dlatego istnieje
inna metoda prowadząca w wyższe światy. Jest to właśnie metoda różokrzyżowców.
Opiszemy ją również w siedmiu stopniach, które dadzą nam pewne wyobrażenie o
przeżyciach duszy w tym szkoleniu. Część tych wiadomości można znaleźć w książce p.
t. "Jak uzyskać poznanie wyższych światów", częściowo jednak są to wiadomości, które
otrzymać można tylko bezpośrednio od innego człowieka. Nam chodzi jedynie o ogólne
pojęcie o tym, co daje człowiekowi ta droga. Ma ona również siedem stopni, ale ścisła
kolejność w pokonywaniu ich nie jest konieczna, zależy to raczej od indywidualności
ucznia. Również i wskazówki, jakie daje nauczyciel, są w każdym wypadku dostosowane
do danej indywidualności.
Stopnie na drodze różokrzyżowców są następujące:
1. studium,
2. poznanie imaginatywne, czyli obrazowe,
3. poznanie inspiracyjne, czyli czytanie pisma tajemnego,
4. przygotowanie kamienia mądrości,
5. powiązanie makrokosmosu z mikrokosmosem,
6. wżycie się w makrokosmos,
7. boska szczęśliwość.
Studium w tym znaczeniu, w jakim stanowi pierwszy stopień inicjacji różokrzyżowców,
jest to umiejętność zagłębienia się w myśli, które nie odpowiadają fizycznej
rzeczywistości, lecz pochodzą z wyższych światów, co nazwać by można "czystą myślą".
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-14.htm (4 of 9) [07-May-11 4:55:35 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
Dzisiaj, co prawda, nawet filozofowie zaprzeczają niejednokrotnie istnieniu "czystej
myśli"; mówią, że w każdej myśli musi być jakaś pozostałość wrażeń zmysłowych. A
jednak tak nie jest. Prawdziwego koła nikt nigdy nie widział, trzeba je widzieć w myśli. To,
co widzimy, gdy narysujemy koło na tablicy, jest jedynie skupieniem cząstek kredy. Do
prawdziwego koła dojść możemy tylko niezależnie od wszelkich przykładów, jakich
dostarcza nam fizyczna rzeczywistość. Tak więc matematyka daje nam przykład
myślenia ponadzmysłowego. W innych dziedzinach również musimy nauczyć się takiego
myślenia. Wtajemniczeni stosowali je zawsze, gdy chodziło o naturę człowieka. Teozofia
różokrzyżowców jest właśnie takim poznaniem nadzmysłowym, a studiowanie jej, tak
właśnie jak to wspólnie robimy, jest pierwszym stopniem szkolenia różokrzyżowców.
Ludziom zdaje się często, że zajmowanie się naturą człowieka i jej składnikami,
zagłębianie się w zamierzchłe okresy rozwoju ludzkości lub w kolejne okresy planetarne
jest czymś niepotrzebnym; woleliby raczej rozwijać i hodować w sobie piękne uczucia;
nie mają natomiast ochoty naprawdę poważnie studiować. A jednak nawet najpiękniejsze
uczucia rozbudzone w duszy nie wystarczą, nie dadzą nam dostatecznej siły, aby
wznieść się w świat ducha. Droga różokrzyżowców nie dąży bezpośrednio do rozwijania
uczuć, sprawia natomiast, że zetknięcie się z prawdziwą rzeczywistością wyższych
światów samo budzi uczucia. Jako pewnego rodzaju bezwstyd odczuwałby
różokrzyżowiec okazywanie swych uczuć przed innymi. Wprowadza on ludzi w bieg
rozwoju ludzkości wiedząc, że wtedy uczucia budzą się same. Stawia ich wobec
kolejnych przeobrażeń naszej planety w przestrzeniach świata, a gdy dusza przeżyje te
fakty, sama mocno ogarnia w sobie uczucia. Wszelkie opowiadanie, jakoby należało
odwoływać się wprost do uczuć, płynie z wygodnictwa, z lenistwa myślowego. Wiedza
duchowa różokrzyżowców dąży do tego, aby rzeczywistość mówiła sama za siebie; jeżeli
te myśli przedostaną się do uczuć i opanują je, będzie to droga właściwa.
Różokrzyżowiec pragnie, aby do człowieka mówiły koleje wydarzeń kosmicznych, aby
przemówiła prawda świata. Jest to najbardziej bezosobisty sposób pouczania o światach
duchowych. Nie ma znaczenia, kto jest nauczycielem, chodzi bowiem o to, co dany
człowiek może powiedzieć o najistotniejszych prawdach kosmicznych, a nie o to, kto o
nich opowiada. Dlatego na ezoterycznej drodze różokrzyżowców wykluczone jest
wszelkie osobiste uwielbienie dla nauczyciela. Nie wymaga on tego i nie potrzebuje.
Pragnie on mówić uczniowi o tym, co istnieje poza nim. Kto pragnie dotrzeć do wyższych
światów, ten musi przyzwyczaić się do sposobu myślenia, przy którym jedna myśl
wypływa z drugiej. O takim właśnie myśleniu traktują książki pt. "Filozofia wolności" oraz
"Prawda a nauka". Książki te nie są napisane tak, aby można było np. wziąć z nich jakąś
myśl i wstawić w inne miejsce. Są napisane w sposób podobny do powstawania
organizmu: jedna myśl wyrasta z drugiej. Nie mają one nic wspólnego z człowiekiem,
który je pisał; autor zdał się całkowicie na to, co myśli wypracują w nim same przez się,
na to, jak same różnicują się i układają w całość.
Tak więc dla człowieka, który na to studium zapatruje się jak na coś w sobie samym
skończonego, okres ten będzie zapoznawaniem się z elementarnymi prawdami wiedzy
duchowej; dla tego zaś, kto chce iść dalej, będzie to zagłębianie się w konstrukcję
myślową, w której jedna myśl wypływa z drugiej, w której myśl sama z siebie snuje swój
wątek.
Drugi stopień na tej drodze to poznanie imaginatywne, które dołącza się do tego, co
człowiek zdobył w okresie studium drogą myślenia. Studium daje wprawdzie podstawy,
ale wymaga opracowania, dopełnienia przez własne poczucie imaginatywne. Tak np. w
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-14.htm (5 of 9) [07-May-11 4:55:35 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
jednym z ubiegłych wykładów wspomnieliśmy o tym, że człowiek słysząc echo, może
odczuć w nim podźwięk procesów, które w okresie Saturna były codzienną
rzeczywistością. Otóż istnieje możliwość, aby w podobny sposób odczuwać wszystko w
naszym otoczeniu jako zewnętrzny wyraz wewnętrznych procesów duchowych. Ludzie
chodzą po Ziemi sądząc, że jest ona jedynie zlepkiem skał i kamieni. Tymczasem należy
zrozumieć, że wszystko jest rzeczywiście fizycznym wyrazem Ducha, który stanowi istotę
Ziemi. Podobnie jak dusza ożywia ciało, tak Duch zamieszkujący naszą ziemską planetę
znajduje w niej dla siebie zewnętrzny wyraz. Gdy ludzie nauczą się patrzeć na Ziemię jak
na istotę złożoną z duszy i ciała, wtedy dopiero zrozumieją to, co Goethe miał na myśli
mówiąc: "Wszystko doczesne jest tylko podobieństwem". Patrząc na człowieka, któremu
po twarzy spływają łzy, nie dociekamy za pomocą praw fizyki, z jaką szybkością te łzy się
toczą, lecz traktujemy je jako wyraz smutku jego duszy. Podobnie jak uśmiech jest dla
nas wyrazem wesołego nastroju. Uczeń musi dojść do tego, aby idąc łąką odczuwać w
każdym kwiecie zewnętrzny wyraz żywej istoty, wyraz utajonego Ducha Ziemi. Niby
perliste łzy przemawiają do niego niektóre kwiaty inne znów są radosnym uśmiechem
Ducha Ziemi. Każdy kamień, każda roślina, każdy kwiat, wszystko jest zewnętrznym
wyrazem utajonego Ducha Ziemi, jak gdyby wyrazem twarzy, który przemawia do niego.
Do takiego przeżywania dążył uczeń św. Graala i różokrzyżowiec. Nauczyciel mówił do
ucznia: "Spójrz na kielich kwiatu, jak się otwiera na przyjęcie promieni słonecznych;
promienie te budzą w nim czyste siły twórcze, które drzemały w roślinie. Dlatego promień
słoneczny nazywamy świętą włócznią miłości. A teraz spójrz na człowieka: stoi on wyżej
niż roślina, posiada podobne organy; co jednak w roślinie jest całkowicie czyste i
nieskalane, w człowieku przeniknięte jest popędem i żądzą. Przyszłość naszego rozwoju
polega na tym, że kiedyś znowu w niepokalanej czystości będzie człowiek wydawał na
świat swój obraz i podobieństwo przez wypowiadanie za pomocą organu, który wówczas
pełnić będzie funkcje rozrodcze. I tak jak kielich kwiatu w nie zakłóconej, niepokalanej
harmonii otwiera się na przyjęcie świętej włóczni miłości, tak samo człowiek w nastroju
niezmąconej harmonii, wolny od popędów i żądz, zwracać się będzie ku promieniom
duchowej mądrości, które zapłodnią go, aby mógł wydać podobną sobie istotę. Tym
organem będzie w przyszłości nasza krtań".
Takie nauki odbierał uczeń Graala: "Roślina na swym niskim stopniu bytu ma nieskalany
kielich. Człowiek go stracił, obniżył więc stopień swego rozwoju przez nieczysty element
żądzy. Ale ten utracony kielich musi człowiek odzyskać, musi go sobie stworzyć na nowo
z uduchowionych promieni słonecznych, rozwinąć i ukształtować w sobie to, co stanie się
w przyszłości czarą Graala".
Tak więc uczeń nosił w swej duszy wysoki ideał. To, co drogą powolnego rozwoju staje
się udziałem całej ludzkości, wtajemniczony przeżywa już wcześniej. Pokazuje on nam w
obrazach cały rozwój ludzkości, obrazy te działają zaś zupełnie inaczej niż abstrakcyjne
pojęcia dzisiejszej doby materializmu. Jeżeli wyobrażamy sobie rozwój świata w tak
wzniosłych i potężnych obrazach jak np. św. Graal, jesteśmy pod innym wpływem niż
wtedy, kiedy przyjmujemy zwykłą wiedzę, która nie jest w stanie wywrzeć żadnego
głębszego działania na nasz organizm fizyczny i duchowy. Poznanie imaginatywne działa
na nasze ciało eteryczne, przez nie zaś na krew, krew zaś jest pośrednikiem, który z
kolei przeobraża nasz organizm. Ludzie w coraz większym stopniu będą mogli
oddziaływać na swój organizm poprzez ciało eteryczne. Wszelkie poznanie imaginatywne
oparte na prawdzie jest więc jednocześnie elementem uzdrawiającym, leczącym;
uzdrawia krążącą krew. Poznanie imaginatywne jest najlepszym wychowawcą, jeżeli
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-14.htm (6 of 9) [07-May-11 4:55:35 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
tylko człowiek ma w sobie tyle oddania dla prawdy, aby mogła ona działać na niego.
Trzeci stopień to czytanie tajemnego pisma. Czytać pismo tajemne, to nie tylko oglądać
poszczególne obrazy, ale poddać się jeszcze działaniu, jakie wywiera ich wzajemny
stosunek. Z wzajemnej relacji obrazów powstaje to, co nazywamy pismem tajemnym.
Linie sił, które przenikają twórczo świat, uczeń zaczyna poprzez imaginację porządkować
w pewne kształty oraz zespoły barw; zaczyna uczyć się odczuwać ich wewnętrzny
związek; działa to jak duchowy dźwięk, harmonia sfer, gdyż takie kształty odpowiadają
prawdzie, są odbiciem rzeczywistości kosmicznej. Nasze zwykłe pismo jest ostatnią
dekadencką pozostałością, naśladowaniem dawnego pisma tajemnego.
Do czwartego stopnia, zwanego przygotowaniem kamienia mądrości, dochodzi się przez
ćwiczenia zmieniające proces oddychania. Jeżeli człowiek oddycha tak, jak mu każe jego
natura, nie może obejść się bez roślin. Gdyby ich nie było, nie mógłby w ogóle żyć, gdyż
roślina dostarcza mu tlenu, a sama przyswaja dwutlenek węgla, który człowiek wydycha.
Roślina buduje z niego swój organizm, a oddaje tlen. W ten sposób człowiek zawdzięcza
światu roślinnemu ciągłą odnowę zapasów tlenu. Ludzkość nie mogłaby istnieć bez
swego otoczenia; wyeliminujmy świat roślinny, a w krótkim czasie wymrze cała ludzkość.
Mamy więc obieg: wdychamy tlen, który roślina wydycha, wydychamy dwutlenek węgla,
który roślina wdycha i z którego buduje organizm. Roślina związana jest z organizmem
człowieka, jest narzędziem utrzymującym go przy życiu. To, jak roślina buduje sobie
organizm z węgla zawartego w dwutlenku węgla, widzimy na przykładzie węgla
kamiennego, który jest przecież zwłokami roślin.
Metoda różokrzyżowców prowadzi do określonego uregulowania procesów
oddechowych, do wykształcenia w sobie organu, który może w człowieku przemieniać
dwutlenek węgla w tlen. To, co dzisiaj dokonuje się w roślinie, poza człowiekiem, będzie
się kiedyś dokonywać wewnątrz organizmu ludzkiego za pomocą organu, który człowiek
może już teraz rozwijać w sobie poprzez pracę ezoteryczną. Przez opanowanie i
przeobrażenie procesu oddechowego człowiek wyrobi w sobie we własnym wnętrzu
narzędzie do wytwarzania tlenu; zmieni swą naturę z mineralnej na roślinną. Będzie
zatrzymywać w sobie dwutlenek węgla i z niego tworzyć ciało; dlatego też jego ciało
będzie kiedyś bardziej podobne do rośliny, a wtedy będzie się mogło spotkać ze świętą
włócznią miłości. Wtedy udziałem wszystkich ludzi będzie świadomość, jaką dzisiaj
zdobywa wtajemniczony, wznosząc się w wyższe światy.
Opisaliśmy przemianę ludzkiej materii w taką substancję, której podstawą jest dwutlenek
węgla. To właśnie jest alchemia, która prowadzi człowieka do tego, aby budował własne
ciało w podobny sposób, jak to dzisiaj czynią rośliny. Nazywa się to przygotowaniem
kamienia mądrości, a węgiel jest zewnętrznym tego symbolem. Węgiel jednak dopiero
wtedy staje się kamieniem mądrości, gdy człowiek potrafi go w sobie wytworzyć przez
unormowanie procesu oddychania. Wskazówki dotyczące tego stopnia otrzymać można
tylko ustnie; otacza je głęboka tajemnica i dopiero po gruntownym przygotowaniu i
zupełnym oczyszczeniu uczeń może zbliżyć się do tego misterium. Gdyby nauka ta była
dostępna ogółowi, to ludzie nie oczyszczeni z niskiego egoizmu mogliby używać tych
najwyższych tajemnic dla zaspokajania najniższych pragnień.
Piąty stopień to związek makrokosmosu z mikrokosmosem. Jeżeli spojrzymy na rozwój
ludzkości, to widzimy, że to, co dzisiaj jest w człowieku, powstało stopniowo i dołączyło
się z zewnątrz. Z poprzednich wykładów wiemy że gruczoły wydzielania wewnętrznego
rosły w okresie słonecznym na powierzchni planety, tak jak dziś gąbki. Ciało nasze jest
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-14.htm (7 of 9) [07-May-11 4:55:35 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
mozaiką tego, co dawniej rozpościerało się na zewnątrz. Każda cząstka naszego ciała
fizycznego, eterycznego i astralnego, znajdowała się gdzieś poza nami i to jest właśnie
makrokosmos w mikrokosmosie. Nawet i dusze nasze przebywały kiedyś na zewnątrz, w
boskości. Każdy szczegół naszego organizmu odpowiada czemuś, co jest w kosmosie,
poza nami. Powinniśmy te związki przeżyć prawidłowo.
Wiemy, że punkt pomiędzy brwiami, u nasady nosa, może być dla nas symbolem
procesu powolnego przenikania świata zewnętrznego w mikrokosmos ludzkiego
organizmu. Jeżeli zagłębimy się medytacyjnie w organ, o którym mowa, starając się
przeniknąć jego istotę, możemy dojść do poznania tej części kosmosu, która odpowiada
temu punktowi. W podobny sposób możemy poznać, czym jest istotnie krtań oraz siły,
które ją uformowały. Tak oto poznajemy makrokosmos, zagłębiając się w poznanie
własnego ciała.
Nie chodzi o to, byśmy mówili. "Bóg mieszka w człowieku - chcę znaleźć tego Boga w
sobie", bo wtedy znaleźlibyśmy tylko małego człowieczka, który puszy się i nadyma, aby
się wydać bogiem. Przy takim sposobie myślenia nie doszlibyśmy nigdy do prawdziwego
poznania. Dążyć do poznania drogą teozofii różokrzyżowców jest znacznie mniej
wygodnie i wymaga to konkretnej pracy. Ale świat pełen jest cudów i nieopisanego
piękna dla każdego, kto się w nim zagłębi. Trzeba znaleźć Boga w niezliczonych Jego
przejawach, a wtedy można Go znaleźć również w sobie samym. Dopiero wtedy
zaczynamy poznawać Go w pełni. Świat jest jedną wielką księgą. Wszelkie stworzenia to
litery w tej księdze, odczytać je musimy od początku do końca, a wtedy potrafimy czytać
tajemnicę całej księgi mikrokosmosu i makrokosmosu. I nie będzie to już suchym,
pojęciowym tylko rozumieniem, ale zjednoczy człowieka z całym światem. Człowiek
odczuwać będzie w każdej rzeczy wyraz boskiego Ducha Ziemi. Gdy człowiek dojdzie do
tego, wtedy każdy jego czyn wypływać będzie już samodzielnie z woli całego kosmosu. I
to właśnie nazywamy boska szczęśliwością.
Jeżeli jesteśmy w stanie myśleć w ten sposób, to idziemy drogą różokrzyżowców. Szkoła
chrześcijańska opiera się bardziej na uczuciu, które człowiek rozwija w swojej duszy.
Szkolenie różokrzyżowców poddaje człowieka działaniu wszystkich sił duchowych Ziemi,
które żyją w jego otoczeniu fizycznym. One to budzą uczucie w jego duszy. Obie drogi są
dla każdego otwarte. Człowiek o współczesnym sposobie myślenia, który ma podejście
naukowe, może zawsze pójść drogą różokrzyżowców. Nauka współczesna może nawet
być pomocą, jeżeli koleje powstawania światów śledzić będziemy nie tylko "litera po
literze", ale jeżeli będziemy starali się przeniknąć do tego, co się poza nimi ukrywa,
podobnie jak w książce nie poprzestajemy na przyglądaniu się tylko literom, lecz staramy
się wyczytać zawarty w nich sens. Szukajmy Ducha ukrytego poza nauką, a wtedy nauka
będzie dla nas jedynie literą, która tego Ducha wyraża.
Wszystko, co mówiliśmy, nie obejmuje ani nie wyczerpuje zagadnień związanych ze
szkoleniem różokrzyżowców. Stanowi jedynie wskazówki, które dają przybliżone pojęcie
o tym, co można znaleźć na drodze poznania różokrzyżowców. Jest to droga
wtajemniczenia dla ludzi współczesnych, dzięki której mogą oni oddziaływać na
przyszłość. Przytoczyliśmy tutaj stopnie tej drogi, aby ją scharakteryzować, aby dać
pewne pojęcie o tym, jak dzięki tej drodze człowiek zbliżyć się może do tajemnic
wyższych światów. Wiedza duchowa jest konieczna dla dalszego postępu ludzkości. To,
co musi się zdarzyć, aby nastąpiło przeobrażenie ludzkości, musi być dziełem samych
ludzi. Kto w obecnej inkarnacji przyjmuje w siebie prawdę, przygotowuje się do tego, aby
w przyszłych wcieleniach zdobywać coraz to głębsze prawdy.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-14.htm (8 of 9) [07-May-11 4:55:35 PM]
B/311: Rudolf Steiner - Teozofia Różokrzyżowców
W ten sposób treść naszych wykładów łączy się w jedną całość. Mówiliśmy o tym, co ma
być twórczym pierwiastkiem dla kultury przyszłości. Naukę tę podaje się dzisiaj do
ogólnej wiadomości, gdyż wymaga tego przyszłość człowieka. Ludzie, którzy nie chcą
przyjmować tej prawdy o przyszłości, żyją niejako na koszt innych. Kto ją przyjmuje, żyje
dla innych, chociażby nawet pchała go do tego z początku egoistyczna tęsknota do
wyższych światów. Jeżeli tylko droga jest dobra, to sama wypleni z nas do szczętu
egoizm i najlepiej nauczy poświęcenia.
Rozwój ezoteryczny konieczny jest w obecnym rozwoju ludzkości i dlatego musimy go
zaszczepiać. Poważne, prawdziwe, rzeczowe dążenie do prawdy, które prowadzi do
prawdziwego braterstwa, ma w sobie najpotężniejszą, czarodziejską wprost siłę
jednoczenia ludzi. Powinno ono być środkiem do wielkiego, ostatecznego celu; do
zjednoczenia ludzkości. Cel ten osiągniemy, jeżeli rzeczywiście będziemy kształtować w
sobie to poznanie, jeżeli będziemy usiłowali w najszlachetniejszy, najpiękniejszy sposób
nad tym pracować, dzięki temu bowiem możliwe będzie uświęcenie ludzkości.
Wiedza duchowa przedstawia się nam nie tylko jako wielki ideał, ale równocześnie jako
siła, która nas przenika, a z siły tej płynie poznanie. Wiedza duchowa stawać się będzie
coraz bardziej popularna, coraz głębiej przenikać będzie wszystkie religijne i praktyczne
dziedziny życia, gdyż jest ona czynnikiem rozwoju ludzkości.
I z tą myślą prowadzone były nasze wykłady na temat teozofii różokrzyżowców. Jeżeli tę
wiedzę rozumiemy nie tylko jako szereg oderwanych od życia prawd, ale tak, że dzięki
poznanym prawdom budzą się w naszej duszy uczucia, to wtedy może ona działać
bezpośrednio na życie. Jeżeli prawdy, które tu poznaliśmy, nie pozostaną jedynie w
głowie, ale przedostaną się do serca, z serca zaś w ręce zajęte codzienną pracą, jeżeli
przenikną we wszystkie nasze czyny, wtedy możemy powiedzieć, że posiadamy
podstawy wiedzy duchowej. Wtedy rozumiemy to wielkie zadanie kultury, złożone w
nasze ręce, a poznanie prawd ducha budzi w nas uczucia, które dzisiejsi wygodni ludzie
chcieliby rozwijać wprost, bezpośrednio.
Lubowanie się w rozkołysanych emocjach nie leży w zadaniach teozofii różokrzyżowców,
dąży ona do tego, aby postawić przed naszymi oczami duchową rzeczywistość. Trzeba
ją przyjmować aktywnie, musi być tworzona poprzez czyny; powinna budzić uczucia i
przeżycia. W tym znaczeniu teozofia różokrzyżowców ma być właśnie potężnym
impulsem dla świata uczuć. Jednocześnie jednak powinna wprowadzać nas
bezpośrednio w świat postrzegania nadzmysłowego i prowadzić do wyższych światów.
Taka była myśl przewodnia tych wykładów.
file:///D|/eBooks/Ebooks/DUCHOW~1/RUDOLF~2/RUDOLF~1/311-14.htm (9 of 9) [07-May-11 4:55:35 PM]