BEZPŁATNA GAZETA TORUŃSKA | NR 27 | 7 LISTOPADA 2014 | ISSN 4008-3456

FELIETON STR.2

Powielacz wolności
gotowy do akcji

Przybliżamy postać Krystyny Kuty, legendy toruńskiej
„Solidarności”

11

Rodzice Oliwiera od lekarzy
usłyszeli wyrok. Pomóżmy
chłopcu!

19

Już niedługo Toruńskie
Spotkania Teatrów Jednego Aktora

30

8

2

light

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

Masz dla
nas temat?
Red. Łukasz Piecyk

Kontakt pod numerem:

733 842 795

stopka redakcyjna

FELIETON

Oj, żeby się nie
opatrzyły!

Złotoria, ul. 8 marca 28
redakcja@tylkotorun.pl

Wydawca

Goldendorf

Redaktor naczelny
Radosław Rzeszotek

Zastępca redaktora naczelnego
Jacek Kiełpiński

Redaktor wydania
Kinga Baranowska (GSM 796 302 471)
Dział reportażu i publicystyki

JACEK
KIEŁPIŃSKI
Twarze, twarze, twarze. Czyżby
padał właśnie rekord? Takiego wyborczego upstrzenia miasta chyba dotąd
nie było. Kandydaci wiszą na niektórych latarniach już nawet po czterech.
Jadąc przez Toruń spróbowałem policzyć pogodną twarz jednego z nich.
Zgubiłem się około czterdziestej. Kandydat mnie pokonał. Inna rzecz, że
wracając nie widziałem go już wcale.
Opatrzył się, zlał się z tłem, a uwagę
mą przykuła kandydatka o anielskim
spojrzeniu. Też nie wytrzymałem przy
czterdziestym jej obliczu. Zresztą, w
oczach, obok anielskości, zacząłem
dostrzegać w końcu jakieś podejrzane
przebłyski.
Do urodzaju kandydatów już się
przyzwyczaiłem. Już wiem, że tak
musi być. Już wiem, że liczyć ich oblicz nie należy. Już wiem, że za długo
w oczy patrzeć im też nie można. Już
jestem grzeczny.
Niegrzeczni zaś są ci, którzy o
demokrację, czyli m. in. te girlandy
plakatów wyborczych, walczyli. Dla-

Redakcja „Tylko Toruń”

czego Władysław Krypel, legendarny
działacz "Solidarności" z "Geofizyki",
mówi patrząc na Polskę i Toruń z
dystansu prawdziwego, niemieszającego się do polityli, związkowca: "Nie
wszystko jest OK... pewne sytuacje
są nie do przyjęcia" (str. 8). Dlaczego
Krystyna Kuta, kiedyś niezwykle aktywna działaczka, o której właśnie powstał film, mówi gorzko komentując
obecną rzeczywistość: "Solidarność
była wtedy, gdy prawie nikt nie mógł
kupić chleba, a wszyscy mieli co jeść"
(str. 11).
Czy te oblicza niepoliczalne zdają
sobie sprawę, że choć to czasem komicznie wygląda (czterech na jednym
słupie!), biorą udział w poważnej zabawie? Że patrzą na nich nie tylko
zmęczeni już ich widokiem kierowcy,
ale także taka Krystyna Kuta i taki
Władek Krypel? Że wszyscy patrzymy im w oczy? I chcemy wierzyć, że
chodzi tu naprawdę o coś więcej niż
"samorządowe stołki"?

Marcin Tokarz, Tomasz Więcławski
(GSM 535 405 385)

Dział informacyjny

Łukasz Piecyk, Aleksandra Radzikowska,
Michał Ciechowski

Kultura

Łukasz Piecyk

Zdjęcia

Adam Zakrzewski,
Łukasz Piecyk, Maciej Pagała

REKLAMA

Aleksandra Grzegorzewska
(GSM 512 202 240), Agnieszka
Korzeniewska (GSM 534 206 683),
Małgorzata Kramarz
(GSM 607 908 607),
Karol Przybylski (GSM 665 169 292),
reklama@tylkotorun.pl

Skład

Studio Tylko Toruń

Druk

Express Media Sp. z o.o.

ISSN 4008-3456

Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń.
***

Na podstawie art.25 ust. 1 pkt 1b ustawy z dnia 4 lutego
1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych Agencja
Public Relations Goldendorf zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie materiałów opublikowanych w “Tylko Toruń”
jest zabronione bez zgody wydawcy.

4

to czytaj

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

Rozwój okryty tajemnicą
Mija rok od podziękowań składanych przez lewobrzeżny biznes prezydentowi Zaleskiemu

za otwarcie nowego mostu. Gminne działki rozchodzą się ponoć jak ciepłe bułeczki. Nie sposób jednak stwierdzić,
czy gospodarka na tym obszarze się rozwija. Urząd Miasta nie prowadzi takich statystyk

TOMASZ
WIĘCŁAWSKI

B

oomu inwestycyjnego, który zapowiadano rok temu przy okazji
oddania do użytku nowej przeprawy na Wiśle, nie widać gołym okiem.

Lepiej oprzeć się na liczbach. Postanowiliśmy sprawdzić, ile przez ostatni rok
podmiotów gospodarczych rozpoczęło
działalność w lewobrzeżnej części miasta.
Wydawałoby się, że dane takie posiadać powinien referat działalności gospodarczej. Odpowiedź kierownika tego
wydziału Urzędu Miasta sprawy jednak
nie rozjaśnia.
- Od 1 stycznia 2012 roku ewidencję
przedsiębiorstw prowadzi minister gospodarki w systemie informatycznym,

który nie daje możliwości robienia analiz w interesującym państwa zakresie
– mówi Barbara Jurkiewicz, kierownik
Referatu Działalności Gospodarczej
Urzędu Miasta Torunia. – Z programu
CEIDG (Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej
– przyp. red.) nie ma możliwości wyciągnięcia danych dotyczących liczby
zarejestrowanych podmiotów gospodarczych na terenach leżących na lewym
brzegu Wisły.
Jak więc mierzyć rozwój gospodar-

czy w tej części Torunia?
- Ożywienie w zakresie sprzedaży
gminnych działek na tym obszarze od
grudnia ubiegłego roku jest wyraźne –
zapewnia Aleksandra Iżycka, rzecznik
prezydenta miasta Torunia. – Biuro
Obsługi Inwestora i Przedsiębiorcy również nie prowadzi na bieżąco statystyk
nowych podmiotów gospodarczych na
lewym brzegu Wisły. Na podstawie danych z Urzędu Skarbowego mogłoby
przygotować takie zestawienia, ale mając więcej czasu do dyspozycji.

KOMENTARZ
Dziwne. Władzom miasta powinno chyba zależeć na tym, by takie dane były
zbierane na bieżąco. Tak przecież najłatwiej przekonywać dotychczas nieprzekonanych do mostu przez Wisłę w tej lokalizacji. Tych mających ciągle wątpliwości.
Twarde dane zawsze wygrywają z opiniami. Chyba, że nowe przedsiębiorstwa nie
rosną jak grzyby po deszczu. Ale tego nie
wiemy. Ani my, ani urzędnicy.
Tomasz Więcławski

6

to czytaj

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

Ze zmarłym przy kominku
Na świecie praktykowane od dawna, w Polsce oficjalnie zakazane. Przechowywanie
prochów zmarłego w domu jest wciąż nielegalne, a mimo to możliwe bez większego problemu

ŁUKASZ
PIECYK

W

ielu z nas ostatni weekend
spędziło na cmentarzach,
aby odwiedzić groby bliskich. Nie każdy jednak musi się fatygować na lokalne nekropolie, żeby pomodlić się nad mogiłą. Swoich bliskich
mają bowiem… w domu.
Sprawy dotyczące przechowywanie
zwłok i ich szczątków regulują przepisy
pamiętające początki PRL-u. W Ustawie o cmentarzach i chowaniu zmarłych czytamy, że ciało ludzkie może być
pochowane w grobach ziemnych, murowanych, katakumbach lub zatopione
w morzu. Szczątki po spopieleniu – w
kolumbariach na cmentarzu.
- W świetle obowiązujących przepisów przechowywanie urny z prochami bliskiego w domu jest nielegalne
– wyjaśnia Hanna Wolska, Państwowy
Powiatowy Inspektor Sanitarny w Toruniu. – Zwłoki i szczątki ludzkie do
czasu pochówku umieszcza się w domu

się szacunek. Każdy ma więc prawo wujemy staroświecko.
Projekt odpadł ze względów forczcić jego pamięć - rodzina, znajomi,
nieznane nam osoby. Przechowywanie malnych i braku dostatecznych ureurny w domu mogłoby w wielu przy- gulowań. Dziwi jednak fakt, że za
przechowywaniem prochów w domu
padkach to utrudnić.
opowiadają się naSprawa wraca jak
wet osoby duchowbumerang, bo dziane, jednak i tu opiłania nad nowelizanie są podzielone.
cją ustawy funeralnej
W liście episkopatu
trwają od dłuższego
polskiego do wierczasu. W maju 2013
Gdyby prawo na nych czytamy, że
roku większość sejmowa odrzuciła projekt to zezwalało, to zapew- hierarchowie sprzeSojuszu Lewicy De- ne Kościół nie miałby nic ciwiają się przechowywaniu urn w domokratycznej. Doku- przeciwko
mach.
ment zakładał możli- Kościół na
wość przechowywania
świecie nie ma w tej
urny przez małżonka,
konkubenta czy też krewnych w miej- sprawie jednoznacznej nauki – komenscu zamieszkania uprawnionej osoby. tuje ks. dr hab. Czesław Kustra, prof.
Jednym z warunków byłoby zawiado- UMK. – Zasadniczą motywacją jest
mienie powiatowego inspektoratu sa- jednak szacunek do zmarłego. Gdyby
nitarnego o miejscu i warunkach prze- prawo na to zezwalało, to zapewne Kochowywania szczątków. Faktem jest, że ściół nie miałby nic przeciwko.
W Toruniu pierwsze kolumbarium
ludzkie prochy nie stwarzają żadnego
powstało rok temu na cmentarzu kozagrożenia biologicznego.
- Nie uciekamy od tematu i mó- munalnym przy ulicy Grudziądzkiej.
wimy, że jest potrzebny nowy projekt Jest w stanie pomieścić 96 urn. Właśnie
ustawy funeralnej – mówił w rozmowie jest rozbudowywane.
z tvn24 Marek Balt z SLD. - Mienimy
l.piecyk@tylkotorun.pl
się nowoczesnym państwem, a zacho-

Urna z prochami też może się dobrze prezentować. W ofertach zakładów
pogrzebowych znajdziemy nawet takie z kryształami Swarovskiego.

przedpogrzebowym lub kostnicy. Te
zaś znajdują się pod nadzorem organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej.
Tajemnicą poliszynela jest, że niektóre zakłady pogrzebowe niewiele
sobie z tego robią i działają w myśl zasady „klient – nasz pan”, udostępniając
szczątki bliskim zmarłej osoby. Taka
specjalna oferta może mieć jednak
fatalne skutki, gdyż za rozsypywanie

Fot.ŁUKASZ
PIECYK

prochów grozi grzywna do 5 tys. złotych lub 30 dni aresztu. Problemu nie
widzą, np. Francuzi, u których ponad
70 procent urn trafia do domów. Skąd
w takim razie problem u nas?
- Sprawy związane z pochówkiem
zmarłego to zawsze delikatna sprawa twierdzi Agata Guranowska ze spopielarni Fenix w Nowej Chełmży. - Pomijając kwestie prawne, zmarłemu należy

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

reklama

7

Czas rozbić polityczny układ
Toruń na mapie polskich samorządowych dinozaurów ma miejsce szczególne. Możemy śmiało
powiedzieć, że tu jak w soczewce widać wszystkie powody, dla których należy ograniczyć kadencyjność władz

W

Toruniu od 12 lat rządzi
miastem Prezydent Michał
Zaleski. Słowo “rządzi” należy tu podkreślić, ponieważ prezydentura Zaleskiego to odgórne sterowanie
niemal każdą dziedziną życia. Przez
kilkanaście lat swojej prezydentury Zaleski stworzył sieć powiązań pomiędzy
różnymi instytucjami i spółkami miejskimi dzięki czemu sprawnie umacnia
siebie i swoją ekipę.
Dziś w dużej mierze władzę w Toruniu sprawują ludzie, którzy swoje
kariery zaczynali w strukturach PZPR.
Najbardziej wpływowymi dziś osobami w Toruniu są koledzy prezydenta
ze Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, którzy swoją późniejszą
działalność rozwijali w spółdzielniach
mieszkaniowych.

Prezydent Zaleski to były prezes
Młodzieżowej Spółdzielni Mieszkaniowej, która obecnie jest największym deweloperem w mieście. Choć
może trudno w to uwierzyć, przewodniczący Rady Nadzorczej MSM, Pan
Marian Frąckiewicz jest jednocześnie
Przewodniczącym Rady Miasta, zaś
prezesem spółdzielni były szef obu Panów w strukturach ZSMP. Spółdzielnia
MSM ma swoją prywatną telewizję TV
Toruń, której główną rolą w zakresie
informacji - co można wywnioskować,
oglądając wiadomości - jest promocja
prezydenta i jego najbliższej ekipy. W
obecnych wyborach dziennikarz tej
telewizji jest kandydatem na radnego z
komitetu obecnego Prezydenta.
Zaleski dobrze wykorzystuje mechanizmy jakie daje demokracja i

świetnie odnajduje się w międzypartyjnych roszadach. Zaczynał jako działacz
PZPR, później był radnym z ramienia
SLD, wreszcie bezpartyjnym kandydatem popieranym przez Stowarzyszenie
Ordynacka. Wreszcie zwrócił się w
stronę konserwatyzmu, co pozwoliło
mu zdobyć większość w Radzie Miasta: uzyskał poparcie Prawa i Sprawiedliwości, którego członkowie dostali z
kolei stanowiska wiceprezydentów oraz
są zatrudnieni w spółce miejskiej Urbitor (pracują w niej działacze tej partii,
którzy również kadydują w obecnych
wyborach). Obecne w Toruniu porozumienie rządzące miastem to fenomen
na skalę kraju: komitet Prezydenta Czas Gospodarzy, SLD i PiS.
Ostatnia kadencja pokazuje jak
bardzo Zaleski oderwał się od realnych

problemów i potrzeb mieszkańców.
To festiwal wielkich inwestycji, które
realizowane są mimo protestów i krytycznych głosów mieszkańców. Przykładem jest budowa Trasy Średnicowej
przez środek osiedli czy próba likwidacji stowarzyszenia będącego stroną
postępowania sądowo-adminstracyjnego odnośnie decyzji środowiskowej
dotyczącej części przebiegu trasy nowego mostu, (stowarzyszenie to bardzo
aktywnie monitorowało przebieg tej
inwestycji) czy próba likwidacji Domu
Harcerza
Układ polityczny w Toruniu jest
obecnie na tyle zabetonowany, że coraz więcej świadomych mieszkańców
zniechęca się do wyborów, uważając
że i tak nic się nie zmieni. Dlatego frekwencja w wyborach spada, a ludzie

przedsiębiorczy i kreatywni wyjeżdżają
z Torunia i osiągają sukcesy w innych
miastach.
Dziś pojawiła się na lokalnej scenie politycznej nadzieja na skruszenie
obecnego układu. Czas Mieszkańców
to nowa siła obywatelska, którą tworzą
zwykli mieszkańcy, mający dość obecnego stanu rzeczy. Zwykli mieszkańcy
od lat angażujący się w działania na
rzecz Torunia. To ludzie, którzy poza
pracą zawodową działają w organizacjach pozarządowych dla dobra naszego miasta i jego mieszkańców. Czas
Mieszkańców jest dziś jedyną alternatywą dla politycznego układu sprawującego od trzech kadencji władzę w
naszym mieście.
Materiał sfinansowany ze środków Komitetu
Wyborczego Wyborcw „Czas Mieszkańców”

8

to czytaj

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

Powielacz wolności gotowy do akcji
Trzydzieści lat temu drukowano na nim „Geofon”, zakładową bibułę uznaną

przez władze podziemnej „Solidarności” za najlepszą w kraju. Dawni opozycjoniści nie oddają
urządzenia do muzeum. Nie wykluczają, że może się jeszcze przydać

JACEK
KIEŁPIŃSKI

O

tej rocznicy mało kto pamięta.
Dawni działacze podziemia z
toruńskiej "Geofizyki" nigdy
nie specjalizowali się w wypinaniu
piersi po medale. Woleli być cisi, skuteczni i uważnie obserwujący rzeczywistość. Zostało im to do dziś.
Gdy w 1984 roku ruszali z wydawaniem zakładowej gazety, nikt nie przypuszczał, że przez pięć lat, do nastania
demokracji, wyjdzie aż sto numerów.
Nazwę bibuły wymyślił Władysław
Krypel,
pracownik
zakładowych
warsztatów, robotnik. Geofon - to stosowany w badaniach geofizycznych
czujnik odbierający odgłosy z podziemia. Czy można sobie wyobrazić lepszą nazwę dla podziemnej bibuły?
Ludzi zaangażowanych w wydawanie "Geofonu" było kilkunastu. Postawili sobie ambitny cel - dokładnie, co
dwa tygodnie, nowy numer w nakładzie 500 sztuk miał trafiać do zakładu. Służba Bezpieczeństwa też o tym
wiedziała. Czatowała, prewencyjnie
zatrzymywała drukarzy i kolporterów,
próbowała wślinić do zakładu tajnych
współpracowników, których od razu
rozpoznawała
i
separowała zgrana
załoga "Geofizyki". Te sto numerów "Geofonu", to
chyba największa
porażka
toruńskiej SB.
Powielacz
dostaliśmy
od
Zarządu Regionu.
Czechosłowacki
Cyklos,
ręczny,
na korbę. Kto nią
nie kręcił... - Władysław Krypel o
losach tego nieza-

Władysław Krypel: - Powielacz dostaliśmy od Zarządu Regionu. Czechosłowacki Cyklos, ręczny, na korbę. Kto nią nie kręcił...

wodnego urządzenia mógłby opowiadać godzinami. W ilu mieszkaniach
było, w ilu plecakach wędrowało po
mieście... A ile razy się psuło...
- Jego zaletą była i jest do dziś prostota - dodaje. - Nie wytrzymywały

Nie wszystko jest OK. Nie
łudźmy się. Dla ludzi walczących
kiedyś o demokrację, dla których
ten powielacz jest symbolem
wolności i wolnego słowa, pewne sytuacje są nie do przyjęcia

metalowe paski napędu. Gdy jeden z
nich pękł po raz pierwszy - szukaliśmy zamiennika. Okazało się, że najlepiej wykonać go ze stalowych taśm
do owijania materiałów budowlanych.
Trzeba było tylko przewiercić w nich
delikatnie, bo łatwo pękały, pasujące
do Cyklosa otwory. Za każdym razem
udawało się to zrobić lepiej. Ostatnia
naprawa trzyma do dziś.
Za wydawanie "Geofonu" działacze z "Geofizyki" dostali od władz
podziemnej "Solidarności" nagrodę w
wysokości 500 dolarów. - Odbierałem
te pieniądze od Henryka Wujca w Warszawie, kupiliśmy za to magnetowid
w Pewexie. Krążył po Toruniu w roli
podziemnego kina - dodaje Władysław
Krypel.
Po latach okazało się, że Cyklos
zaginął. Został wypożyczony na jakąś
wystawę, z której do "Geofizyki" nie

wrócił.
- Znalazłem go jednak, trafił ostatecznie do mojego garażu związany
drutem, pokiereszowany - wspomina
dawny opozycjonista. - Wyczyściłem,
nasmarowałem, sprawdziłem podzespoły. Jest w pełnej formie. Gotowy do
akcji.
Mówi to człowiek, który od 1980
roku jest działaczem związkowym. Do
dziś żyje w jednopokojowy mieszkaniu
ze ślepą kuchnią. I nie narzeka. Zachował bowiem niezależność, nikt nie
może powiedzieć: masz u mnie dług
wdzięczności, musisz zrobić to i to. To
definicja szczęścia dziś mało popularna. Boli go, że 100 tysięcy osób z naszego regionu emigrowało za pracą, a
bezrobocie w samym Toruniu wynosi
14 procent.
- To jakie by było, gdyby ci zaradni ludzie nie uciekli stąd na Wyspy? -

Fot.ŁUKASZ
PIECYK

pyta. - Nie wszystko jest OK. Nie łudźmy się. Dla ludzi walczących kiedyś o
demokrację, dla których ten powielacz
jest symbolem wolności i wolnego słowa, pewne sytuacje są nie do przyjęcia.
Jak choćby reglamentowanie prawdy
przez znaczną część wychodzącej w
mieście prasy i kandydowanie związkowców z ramienia jakichś partii do
samorządu. Jakichkolwiek partii, to
nie ma znaczenia, bo związek jest od
patrzenia każdej władzy i mediom na
ręce. To mówię a propos zbliżających
się wyborów. Nie tędy droga. Byłem i
jestem związkowcem. A to zobowiązuje. Trzeba być z ludźmi, słuchać ich
opinii, zachować niezależność. Przynależność partyjna, stołki w samorządzie,
to nie dla nas. I nie zdziwię się, gdy
wolność i prawda znowu będą chciały
wyjść na powierzchnię. Eksplodować.
Jakby co, mamy powielacz...

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

reklama

Piątek 7 listopada 2014 r.

Jedyna alternatywa dla Torunian

9

Jacek Kostrzewa, kandydat na prezydenta Torunia z Komitetu Wyborczego Nowej Prawicy

N

Janusza Korwin-Mikke przywołuje własną wersję słynnego hasła Ronalda Reagana z kampanii prezydenckiej
1980 roku: Recesja jest wtedy, gdy Twój sąsiad traci pracę. Depresja, gdy Ty tracisz pracę. A uzdrowienie, gdy
pracę traci Michał Zaleski!

a toruńskiej starówce 29 października odbyła się dyskusja
programowa kandydatów Kongresu Nowej Prawicy w wyborach do rady
miasta. Działacze wymienili opinie na
temat priorytetów ich formacji w nowej
kadencji rady.
Kamil Cięgotura (okręg wyborczy nr
3 - Wrzosy, Stare Miasto, Chełmińskie)
wskazał, że jednym z podstawowych problemów toruńskich przedsiębiorców są
obciążenia podatkowe. Zapowiadał - w
Toruniu stworzymy „Specjalną Strefę Podatkową” likwidując lub znacznie obniżając podatki lokalne, czym przyciągniemy do miasta dużych inwestorów. Taka
filozofia myślenia i postępowania wobec
przedsiębiorców w dłuższym przedziale
czasowym przyniesie wymierne korzyści
dla naszego miasta, szczególnie w kontekście bliskości autostrady A1 i atrakcyjnego położenia geograficznego Torunia.
Na ważny problem zwróciła uwagę
Joanna Sewerynowicz (okręg nr 4 - Jakubskie, Mokre, Rubinkowo, Bielawy)
- dotychczasowe funkcjonowanie Straży
Miejskiej nie wpłynęło znacząco na stan
poziomu bezpieczeństwa w naszym mieście. Tak zaoszczędzone środki finansowe

należałoby przeznaczyć na dofinansowanie patroli Policyjnych. Jeśli tylko wyborcy dadzą mi szansę doprowadzę do
tego! – Działaczce wtórowali jej koledzy.
Co więcej samo założenie, na której oparte jest funkcjonowanie straży miejskiej
czyni z niej przede wszystkim instrument
represji wobec mieszkańców. Mimo dobrych intencji części strażników, trudno

oprzeć się im dążeniom polityków, by
wykorzystywać ich przede wszystkim do
łatania dziury w budżecie miejskim.
Rafał Korzeniec (okręg nr 2 - Bielany, Bydgoskie, św. Józefa) wskazywał
- środki z budżetu miasta powinny być
przeznaczane w pierwszej kolejności na
inwestycje, z których skorzysta większość
torunian. Priorytetem powinna być prze-

budowa głównych arterii komunikacyjnych Torunia, dróg osiedlowych, budowa
sieci parkingów osiedlowych. Tym sposobem będą to pieniądze spożytkowane
znacznie racjonalniej, niż setki milionów
wydane na salę koncertową na Jordankach, halę sportowo-widowiskową czy
Centrum Sztuki Współczesnej, których
rentowność stoi pod znakiem zapytania!

Arkadiusz Osiński (okręg nr 4 - Jakubskie, Mokre, Rubinkowo, Bielawy)
przekonywał - jako reprezentacja KNP
w radzie miasta zamierzamy urynkowić
segment komunikacji miejskiej. Prywatni przedsiębiorcy powinni zostać bezwzględnie dopuszczeni do korzystania z
zatoczek i przystanków autobusowych dla
dobra wszystkich mieszkańców. Należy
również rozważyć możliwość prywatyzacji nierentownego monopolistycznego
Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji. Tylko dzięki konkurencji w warunkach gospodarki wolnorynkowej można
obniżyć koszty obsługi komunikacji miejskiej w Toruniu.
Z kolei Jacek Kostrzewa - kandydat
Nowej Prawicy na Prezydenta Miasta
oraz lider listy w okręgu nr 1 (Na Skarpie,
Kaszczorek, Rudak, Czerniewice, Stawki,
Podgórz) dowodził - dobry samorząd to
taki, który identyfikuje się z potrzebami
mieszkańców. Dlatego też należy zmierzać w kierunku zwiększania limitów
wydawanych zezwoleń oraz uproszczenia
procedur ich wydawania. To wolny rynek
powinien decydować, a nie urzędnicy.

10

reklama

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

Siła jagiellońskiej tradycji
O przekształceniu Toruńskiej Szkoły Wyższej, ofercie dla studentów
i sejmiku województwa rozmawiamy z profesorem Grzegorzem Górskim
Panie Profesorze, od ponad
dwóch jest Pan spiritus movens
przemian w Toruńskiej Szkole Wyższej. Szkoła przechodzi
poważną transformację, której zewnętrznym wyrazem jest
zmiana nazwy na Kolegium Jagiellońskie. Skąd to odniesienie?
Jesteśmy szkołą „toruńską”
i szukaliśmy dla dookreślenia
tej tożsamości, odniesienia do
pewnej tradycji naszego miasta,
kojarzącej się z okresem jego
największej świetności. Toruń w
epoce jagiellońskiej był jednym
z kilku najpotężniejszych miast
Rzeczypospolitej, ba w Europie.
Dlatego postanowiliśmy odnieść
się właśnie do tego kontekstu i
stworzyć symbol perspektywy,
do której pragniemy dążyć.
Dlaczego było to potrzebne?
Szkolnictwo wyższe znajduje
się w okresie poważnych problemów. Przede wszystkim jest to
konsekwencją dwóch zjawisk.
Z jednej strony to wkroczenie w wiek studiów roczników
niżu demograficznego, co w
naturalny sposób ograniczyło
ilość potencjalnych studentów.
Po drugie, wyraźnie widoczny
upowszechniający się wśród Polaków brak wiary w to, że ukończenie studiów automatycznie
zapewnia lepszą pozycję na rynku pracy. Można do tego dodać
jeszcze potężną emigrację zarobkową, która pozbawiła polskie uczelnie wyższe dopływu
studentów. Skutki tych zjawisk
widać jak na dłoni.

problemów ze znalezieniem
pracy. Prowadzone w tym zakresie badania potwierdzają, że
aż 95 % spośród nich znajduje
pracę. To także bardzo satysfakcjonujące dla nas.

uruchomić ważki projekt dotyczący rozwoju e-administracji.
Uruchamiamy też duży projekt
naukowy we współpracy ze
znaczącym elementem szeroko pojętego polskiego sekto-

Co Pan ma na myśli?
Szkoły wyższe – i publiczne i
niepubliczne - wchodzą w fazę
głębokiego kryzysu. Nasze działania w Kolegium Jagiellońskim
wyprzedzały te problemy i dzisiaj jesteśmy dobrze przygotowani na trudne lata.
W czym się to wyraża?
Przede wszystkim udało nam
się odwrócić spadkowy trend
naboru studentów. W roku
ubiegłym zdołaliśmy uchronić
się przed spadkiem naboru. W
tym zaś roku poprawiliśmy nabór o 50 % ! To rewelacyjny wynik.
A co z waszą ofertą dla tych
osób ?
Pilnie analizujemy tendencje na rynku pracy. Staramy się
na bieżąco reagować, uzupełniać nasze programy nauczania,
wprowadzać nowe specjalności,
dające umiejętności bardziej
adekwatne do potrzeb pracodawców. Dzięki temu nasi absolwenci generalnie nie mają

Jest jeszcze jednak problem potencjału naukowego.
Na dzisiaj nie, choćby dlatego że my jesteśmy ograniczeni praktycznie wyłącznie do
bazowania na środkach własnych. Nie czerpiemy garściami ze środków budżetowych,
nikt nam nic nie daje za darmo.
Mimo tego rozwijamy spektakularny projekt naukowy wraz
z kilkudziesięcioma uczonymi z wiodących ośrodków naukowych na całym świecie, w
zakresie badań kosmicznych.
Wkraczamy w kolejny etap tej
pracy. Budujemy kolejne więzy
z uczelniami amerykańskimi i
w kwietniu organizujemy seminarium, które pozwoli nam

ra finansowego. Finalizujemy
formalizację współpracy z jednym z wiodących uniwersytetów chińskich, w efekcie czego
spektakularnie posuniemy do
przodu obecność chińską w regionie. Na dniach zaistnieją dwa
periodyki naukowe, które dzięki
współpracy z jednym z najpotężniejszych edytorów internetowych, pozwolą nam lawinowo
powiększyć indeksy naszych cytowań. To tylko nieliczne przykłady działań w tej sferze. Za 2
– 3 lata nasz potencjał naukowy
będzie już wyraźnie dostrzegany.
Rzeczywiście osiągnięcia Kolegium jawią się imponująco.

Tak, na pewno nasza ciężka
praca przynosi efekty. Dodam
do tego zadowolenie naszych
studentów i absolwentów wynikające z tego, że dobrze radzą
sobie po ukończeniu u nas studiów. Trudno nie czuć satysfakcji.
Przed szkołami wyższymi kolejna szansa – środki z funduszy
europejskich w znacznym stopniu mają być w kolejnych latach
kierowane na badania naukowe
oraz na wdrożenia tych badań.
Jesteśmy przygotowani do
aplikowania o te środki natychmiast gdy tylko zostaną uruchomione. Pozwoli nam to z pewnością szybciej osiągnąć nasze
cele i ambicje.
Ubiega się Pan o mandat radnego wojewódzkiego. Czy dorobek
w pracy dla Kolegium Jagiellońskiego będzie przydatny ?
Z pewnością. Trzeba znać
specyfikę naszej branży, aby rozsądnie lokować znaczące środki. Jestem przekonany, że moja
ewentualna praca w sejmiku,
będzie służyła wszystkim uczelniom wyższym w regionie i pozwoli im wykorzystać szansę, na
radykalną adaptację do nowych,
trudnych warunków.

Nie obawia się Pan, że polityczne rozgrywki mogą to storpedować ?
Mam nadzieję, że nie. W mojej działalności w Radzie Miasta
Torunia dowiodłem przez osiem
lat, że potrafię współpracować
– dla dobra społeczności lokalnej – ze wszystkimi. To ważna
cecha w samorządzie. Bez niej
nic się nie da zrobić. Dowodzi
tego sytuacja w samorządzie
wojewódzkim naszego regionu.
Niby dominuje PO, ale przecież
region jest ofiarą zawstydzającej,
wieloletniej kłótni polityków tej
partii z Bydgoszczy i Torunia.
W konsekwencji region zamiast
się rozwijać, zwija się, spada
we wszystkich klasyfikacjach w
skali Polski i UE. Trzeba przerwać ten chocholi taniec. Trzeba
dźwigać region, tak jak z moim
udziałem udało się wprowadzić Toruń, do grona najszybciej i najbardziej spektakularnie
rozwijających się miast Polski.
Trzeba odważnie, ale i rozsądnie
dźwigać region, tak jak od kilku
lat odważnie i rozsądnie przebudowujemy ze znakomitymi wynikami Kolegium Jagiellońskie.
Tego potrzebuje region, a moje
doświadczenie i osiągnięcia dają
gwarancję, że cele te możemy
osiągnąć.

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

stary Toruń 11

Złe słowo nie zniszczy nadziei
Krystyna Kuta, legenda toruńskiej „Solidarności”, nie czuje się bohaterem.

Jest nim, jej zdaniem, tylko ten, kto podczas działalności opozycyjnej narażał życie lub zdrowie.
„Kika” wiedziała, że nawet jeśli zamkną ją w areszcie, rozdzielą z córką - to w końcu wypuszczą,
nie zabiją. Po prostu, wybierała pomiędzy tym co łatwe a słuszne

władzy na dobre, tworzyła i
redagowała legalny periodyk
związkowy "Sprawy". Internowana została 13 grudnia
pamiętnego 1981 roku. Najpierw siedziała w Fordonie,
potem w Gołdapi do 24
lipca 1982 roku. Po wyjściu
na wolność włączyła się do
działań podziemnej "Solidarności", znowu zajmując
się kolportażem. Pod tym zarzutem spędziła w aresztach
śledczych w Toruniu i Grudziądzu trzy miesiące - od
kwietnia do lipca 1984 roku.
To wtedy słuchając w celi "Obcego
astronoma" znajdowała nadzieję. Już
sam głos lidera Republiki dodawał jej
sił.
- Nasze drogi w pewnym momencie się rozeszły, ja poświęciłam się
działalności opozycyjnej, on muzyce
- mówi Krystyna Kuta. - Celowo nie
utrzymywałam z nikim spoza "kręgu"
bliskich relacji, bo naraziłabym ich
na nieprzyjemności. Byłam przecież
obserwowana... Jednak, gdy po latach
Grzegorz grywał w Toruniu koncerty,
bez słów padaliśmy sobie w ramiona.
"Kika" została zwolniona z aresztu śledczego w wyniku amnestii z
okazji 40-lecia PRL. Przystąpiła do
Solidarności Walczącej, zostając jednym z jej zaprzysiężonych członków i
współtworząc oddział tej organizacji
w Toruniu. W tym okresie wypracowała kanał kontaktów między Toruniem, Wrocławiem i Poznaniem. W
latach 80. jej życie było nieustannie
"urozmaicane" przez Służbę Bezpieczeństwa ciągłymi przeszukaniami i
krótkimi zatrzymaniami w aresztach
milicyjnych.
- Od szmat wyzywali mnie niejeden raz - mówi Krystyna Kuta.
- Chcieli nas zniszczyć słowem, ale
myśli nie mogli ocenzurować. Łapanki urządzali często na pokaz. Wielu
zatrzymywali, by później wypuszczać. Nie mogliśmy się bać, strach
eliminował. Ufaliśmy sobie w każdym momencie.
"Kika" mówi o tym bez patosu,
zwyczajnie. Z uporem powtarza, że
robiła to, co uważała za słuszne. Tak
jest do dziś, dlatego od czasów studenckich nie zrezygnowała z pracy

Chciałam burzyć,
budowanie zostawiłam innym

W domu Krystyny Kuty pełno ocalonych kotów i psów. Regały uginają się od książek, z których kilka
jest jej autorstwa.

O

Polsce i o tym jak kraj wygląda po 25 latach wolności
- nie chce dziś mówić. Angażowała się w destrukcję systemu
komunistycznego, bo uważała, że
tak powinna. Chciała zburzyć tamten porządek świata. By być wolnym
człowiekiem
i móc wybierać.
Wciąż
jest tej idei
wierna, niewiele się w
niej zmieniło.
Nawet włosy,
podobnie jak
ćwierć wieku
temu, plecie
w gruby warkocz.
Właśnie
taką pamiętają ją do dziś
dawni znajomi: dziewczynę spacerującą po Toruniu, trzymającą w jednej ręce córkę,
w drugiej wiklinowy koszyk z "bibu-

łą". Nie bała się, bo wtedy nie można
było się bać.
- Chciałam burzyć, budowanie
zostawiłam innym - mówi Krystyna
Kuta. - Nikt z nas nie wyobrażał sobie
tej Polski dzisiejszej. Jest nasza, choć
niedoskonała.
Te słowa była
opozycjonistka
powtórzyła po prapremierze filmu
"Krystyny
Kuty 25
lat wolności" w
re żys er ii
Mi ro s ł a wa
Rogalskiego. Były
kwiaty, słowa wdzięczności i brawa.
"Kika" nie miała jednak czasu na długi toast. Późnym wieczorem musiała

Solidarność
była
wtedy, gdy prawie nikt
nie mógł kupić chleba, a
wszyscy mieli co jeść...

Fot. ADAM
ZAKRZEWSKI

sprzątać klatki schodowe.
Z opozycją związała się na studiach kolportując niezależne publikacje pochodzące głównie ze
środowiska KSS "KOR" i regularnie
przewożąc "bibułę" z Warszawy. Od
dnia swoich 23. urodzin w 1979 roku
uczestniczyła w studenckich spotkaniach samokształceniowych w Toruniu. Także podczas studiów miłość
do słowa złączyła ją przyjacielską
więzią z kolegą z roku - Grzegorzem
Ciechowskim.
- Uczyłam się przed egzaminem
i ktoś wytrącił mnie z równowagi
puszczając tzw. "zajączki" - mówi z
uśmiechem. - Nagle w oknie zobaczyłam wielką, ogoloną głowę. To
był Grzegorz. Dostał ode mnie nawet
jakieś ściągi, potem poznaliśmy się
lepiej podczas spotkań, na których
prezentowaliśmy swoją twórczość i
rozmawialiśmy o literaturze.
Od tego czasu byli obecni w swoim życiu, choć w sposób niedosłowny, nawet podczas jej aresztowania.
Zanim jednak "Kika" naraziła się

sprzątaczki. To jej wybór i m.in. dlatego w 1983 roku WUSW w Toruniu
inwigilowała ją w ramach SOR (Sprawa Operacyjnego Rozpracowania)
pod kryptonimem "Sprzątaczka".
Dziś wciąż pomaga, nie tylko ludziom. W jej domu pełno ocalonych
kotów i psów. Regały zaś uginają się
od książek, z których kilka jest jej autorstwa.
- Dobro, skromność, to moje skojarzenia z Krystyną - mówi Joachim
Biernacki, przyjaciel i były warszawski opozycjonista. - Całe tamte lata
były literaturą, jakkolwiek by to nie
zabrzmiało. Czasem solidarności.
Czym dla "Kiki" jest dziś to słowo?
- Ono ma już inne znaczenie mówi. - Solidarność była wtedy, gdy
prawie nikt nie mógł kupić chleba,
a wszyscy mieli co jeść... Chcieliśmy
poznać smak naszej wolności, a wiary dodał nam Jan Paweł II. Mieliśmy
poczucie słuszności sprawy. Tego nie
dał rady stłumić stan wojenny ani złe
słowo i przemoc fizyczna. One nie
zniszczą nadziei.
W 2000 roku Krystynie Kucie
przyznano odznakę Zasłużonego
Działacza Kultury, a rok później
Srebrny Krzyż Zasługi. Dziś mieszka
na toruńskich Wrzosach. Raz w tygodniu, ciągnąc za sobą wózek, idzie do
lasu, by zbierać chrust. Czasem pisze
też wiersze.
Niczego w życiu nie żałuje.
Michał Ciechowski
Aleksandra Radzikowska

12

wywiad

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

Aktor musi rozdrapywać blizny
„Kobiety, które ostatnio gram są silne, ale coś się z nimi w środku dzieje” -

mówi w rozmowie z Aleksandrą Radzikowską Agata Kulesza, obecnie pierwsza dama polskiego kina
Ma Pani jeszcze w torebce wywiad z
prof. Leszkiem Kołakowskim?
Nie noszę już notesu i zdjęć.
Wszystko załatwia telefon, ale to wciąż
bardzo ważna dla mnie rozmowa. Jest
tam kilka pięknych i mądrych zdań.

daje, że to takie bardzo proste wystąpić
gdzieś. Jeśli ktoś umie rzeźbić, niech
sobie rzeźbi. Jeśli ktoś potrafi grać, to
niech gra. Ważne, żeby było to dobre
jakościowo i nie kojarzyło się z pustostanem.

Dlatego mówi Pani, że jest zadowolona,
a nie szczęśliwa?
Tak, powtarzam to właśnie za prof.
Kołakowskim. Są mgnienia, gdy czuję,
że dotykam szczęścia. Generalnie bywam zadowolona.

Pani jest przedstawicielką seksu umysłu
i oszczędnego grania?
Tak, właśnie tak. W głowie różne
rzeczy mi się mielą i te refleksje powstają. Wtedy wnoszę na scenę to, co mam
w środku. Myślą i spojrzeniem. Mnie w
ogóle interesuje aktorstwo, które polega na myśleniu. Nie na dopowiadaniu
i pokazywaniu wszystkiego. Kamera i
tak to widzi. Głęboko wierzę w inteligencję widza.

Poprosiłam przyjaciół o zdefiniowanie
Pani osoby w trzech słowach. Usłyszałam m.in.: jesień, wódka, kalejdoskop,
seks, oczy, piękno, autentyczność, humor, czarny. Nikt nie powiedział, że
Kulesza to aktorka. Lepszej definicji
tego zawodu nie znam.
To niesamowite, naprawdę. Pozornie kojarzę się z ciemnymi aspektami,
ale jestem przecież radosna. A może
nie... może właśnie tylko pozornie? Już
w szkole aktorskiej jeden z profesorów
mówił mi: "Wiesz Agata, bo nawet, gdy
się uśmiechasz, to ja myślę, że płaczesz".
Chyba coś w tym jest i kamera to widzi.
Wyciąga ze mnie smutek.
Mam wrażenie, że Pani jest taka trochę
jesienna. Nie letnia i nie zimowa.
Niesamowite słowa. Mam gdzieś ten
smutek głęboko schowany i pewnie tak
jest... ale wódka i seks?!
I jeszcze czerwone wino.
Przerzuciłam się na białe (śmiech).
Jestem aktorką i nie ma o czym dyskutować, ale rzeczywiście są takie czasy,
że ta nazwa straciła swój sens. Nagle co
drugi jest aktorem. Wszystkim się wy-

zrozumieć, że wcale nie jest kolorowo.
Nawet, gdy tylko wspomina Pani o tej
roli, rysy twarzy ma inne.
Bardzo się tym denerwuję. Przy
tej roli matematykę zostawiłam w kącie. Wyciągnęłam emocje na wierzch i
Róża zostawiła we mnie małe blizenki.
Aktor powinien się z nich składać i na
użytek roli je od czasu do czasu rozdrapywać. Wszyscy to mamy, ale my musimy rozdrapywać to, o czym chcemy
zapomnieć. Czego nie chcemy używać.
Odważyłam się podczas tych zdjęć na
wiele rzeczy.

Beaty i Wandy, bohaterek "Sali samobójców" i "Idy", było mi po ludzku żal.
Róży się chyba przestraszyłam, bo nie
wiedziałam, co mogłabym jej powiedzieć. Utulić chciałabym Magdę z "Moich pieczonych kurczaków".
Naprawdę? To fajny film, dużo się
przy nim nauczyłam. Ja ukochałam sobie Różę, Mazurkę. Wdowę po niemieckim żołnierzu, którą łączy więź z byłym
AK-owcem.

Zadziwiła Pani siebie samą podczas
pracy nad "Różą"?
Pamiętam, że miałam tylko jedną
scenę, o której z reżyserem - Wojtkiem
Smarzowskim - nie rozmawialiśmy.
Róża miała strasznie krzyczeć. Niewygodnie nam było o tym mówić - o
jakimś rodzaju bólu, wrzasku, nie wiedziałam jakim. Przyszedł czas zdjęć i
pomyślałam, że albo zagram to na próbie, albo leżę. Znalazłam ten dźwięk,
zwierzęcy wrzask. Wiedziałam wtedy,
że to wycie Róży, nie moje. Wojtek nie
mógł tego słuchać.

Ta rola wyprała Panią z emocji najbardziej?
Nawet się nad tym zastanawiałam,
bo zadawano mi różne pytania o to,
jak trudno z takiej roli wyjść. Teraz się
zdystansowałam, zapomniałam trochę
o tych emocjach. Było mi smutno nie
dlatego, że grałam Różę, tylko z powodu kondycji świata i tego, co ludzie potrafią sobie zrobić. Przygotowywałam
się długo do tej roli. Trzeba być durniem, żeby czytając takie historie nie

A Wanda Gruz, stalinowska prokurator
z "Idy"?
Lubię ją. Bardzo świadomie konstruowałam tę postać. Wiedziałam, co
chcę zagrać. Na coś się z reżyserem
Pawłem Pawlikowskim umówiliśmy.
Chwyciłam to. W takich momentach
wiem, że mogę improwizować. Kiedy
mam materiał do grania i pewność,
kim jest moja postać. Wanda to ostra
prokurator żydowskiego pochodzenia.
Ma krew na rękach. Kiedy w jej życiu

pojawia się siostrzenica i nowicjuszka Ida, już wie, że to początek końca. Wanda musi skonfrontować się ze złem,
którego doświadczyła. Jednocześnie
kocha Idę, jak nikogo wcześniej.
Chyba długo nikt nie popełni samobójstwa wychodząc przez okno. Nie skacząc z niego.
To dla tego filmu bardzo ważna i
przemyślana scena. Wanda żegna się ze
światem bez zawahania. Załatwia swoje
sprawy. Chciałam, żeby chociaż przez
moment było jej w życiu dobrze. Żeby
przypomniała sobie beztroskę.
Paweł Pawlikowski nie starał się tego
dopowiedzieć na siłę. Dobrych filmów,
tak jak dobrych żartów, nie tłumaczy
się?
Tak, stąd ta kanapka z cukrem - powrót do dzieciństwa tuż przed samobójstwem. W ogóle w tym filmie Paweł
zostawił wiele symboli do zdefiniowania przez widza. Jego zdaniem Ida wraca do zakonu, a w ostatniej scenie tylko
zakłada habit.
Dla mnie nie jest to do końca pewne.
Może chciała się pożegnać?
Uważamy z Agatą Trzebuchowską
tak samo, że to nie jest jasno powiedziane.
Kiedy filtruję te filmy, to do głowy
przychodzi mi dziwna myśli. "Moje
pieczone kurczaki", "Sala samobójców", "Róża", "Ida", nawet "Moje córki,
krowy" czy "Pani z przedszkola", które
dopiero zobaczymy na dużym ekranie Agata Kulesza gra w filmach o miłości?
Ciekawe spostrzeżenie, ale tak
(śmiech). Chyba tak. Kobiety, które

ostatnio gram są silne, ale coś się z nimi
w środku dzieje... Sztuka jest przecież o
miłości i tęsknocie.
Pokazuje nam Pani na ekranie wszystko
to, co najbardziej intymne. Swój śmiech
i łzy, ale nie jest wcale ogólnodostępna.
Nie?
Przecież wie Pani, na jakie pytania odpowiada, a na jakie nie...
Dużo płacę za takie rozmowy. Muszę być skoncentrowana na sobie i nagle nazywać pewne rzeczy, stany emocjonalne. Gdy powiem za dużo, czuję
się ogołocona. To dla mnie ważne, by
pozostać człowiekiem, nie pozycją.
Tego będę chroniła.
Nie da sobie Pani wmówić, że jest lepsza i mądrzejsza, niż uważa, ale także
nie głupsza.
Dopiero zgłoszono mnie jako kandydatkę na nominację do Oscara, a
już wszyscy pogratulowali mi sukcesu
(śmiech). Oczywiście trzymam kciuki
za nasz film, za chłopaków, ale i tak jestem zadowolona. Znam swoją wartość
i słabości.
Ordery, nagrody, czerwone dywany?
Czuję się ostatnio nasycona, przecież jestem nagrodzoną aktorką.
Oczywiście, że mnie to cieszy, nawet
najmniejsze wyróżnienie. Bardzo podobała mi się jednak reakcja mojej siostry, gdy powiedziałam jej, że zostałam
odznaczona Krzyżem Kawalerskim
Orderu Odrodzenia Polski i srebrnym
Gloria Artis. Powiedziała: "Cudownie, będzie co nieść na poduszeczce za
trumną". Właśnie tak.

14

to czytaj

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

Na pomoc toruńskiej patologii
Tym razem wygnał matkę z domu. Strzepnęła na dywan całą działkę fety spod jego nosa.
Wściekł się jak nigdy. Uderzył ją po raz pierwszy. Płakała trzy dni. Tyle samo syn funkcjonował bez snu

W siedzibie Towarzystwa Rodzin i Dzieci Uzależnionych “Powrót z U” odbyło się pierwsze spotkanie toruńskiej grupy streetworkerskiej.

N

MARCIN
TOKARZ

ie ma w Polsce miasta, któremu obce byłyby problemy tego
typu. Na naszych łamach pisaliśmy już o Zdzisławie Betlejewskim,
pedagogu ulicy, stawiającym im czoło w

grodzie Kopernika. Dotychczas działał
w pojedynkę. Teraz ma być inaczej. 30
października odbyło się pierwsze spotkanie przedstawicieli pozarządowych
organizacji socjalnych na rzecz stworzenia zespołu streetworkerów. Mają wyciągać z nędzy margines społeczny.
- W ostatnich dniach przyglądałem
się górce za dworcem PKS. Z doświadczenia wiem, że takie miejsca są idealne
do ćpania - tłumaczy Zdzisław Betlejewski, certyfikowany streetworker i narkoman czysty od 21 lat. - Nie myliłem się.

Jeden jarał trawę. Drugi dawał sobie w
żyłę. Koniecznie musimy się tam pojawić.
W kontekście miejsc Torunia, które
wymagają szczególnej troski, przyszła
grupa streetworkerska wymieniała Stare
Miasto, Bydgoskie Przedmieście, Wrzosy II w okolicach ul. Rolniczej, rejon w
obrębie ul. Armii Ludowej.
- Tu może być nieciekawie, regularnie widzę na wejściu do klatki piętnastkę groźnie wyglądających mężczyzn
- nadmieniła Agnieszka Słowik, prezes
Towarzystwa Rodzin i Przyjaciół Dzieci
Uzależnionych "Powrót z U".
Dyskutujący wskazywali miejsca,
które znają od podszewki. Streetworker
osiąga najwięcej w swoim otoczeniu.
- Każdy z nas zna ludzi staczających
się na dno po równi pochyłej - tłumaczył
na spotkaniu Wojciech Przybysz, prezes
Stowarzyszenia Dzieciom i Młodzieży
"Wędka" z siedzibą przy ul. Jęczmiennej
10. - Gdy już zbuduje się z nimi więź,
trzeba pokazać im alternatywny świat,

w którym będą pobudzani do działania,
odnajdą szczęście, sami zaczną pomagać. Tym zajmuje się "Wędka".
Synergia zwolenników toruńskiego
streetworkingu jeszcze nigdy nie była
tak silna. Wsparcie merytoryczne zapewnia im dr. Katarzyna Wasilewska-Ostrowska z Katedry Pracy Socjalnej
UMK. Doświadczeni w przeciwdziałaniu narkomanii są z kolei przedstawiciele Grupy Wsparcia Uzależnionych i
Współuzależnionych Gedeon, aktywni w rejonie Wrzosów II. W kwestii
profilaktyki i zwalczania molestowania seksualnego zespół może liczyć na
Magdalenę Braun-Wołczyńską, prezes
fundacji "Dobry dotyk". Na Bydgoskim
Przedmieściu wykazać chce się Damian
Rzadkiewicz, biorący udział w projekcie
"Rewitalizujemy Bydgoskie".
Marcin Klawiński - producent filmowy - nakręci krótkometrażowy film,
wyjaśniający mieszkańcom Torunia, jak
również jego włodarzom, strategię funkcjonowania toruńskiej grupy streetwor-

Fot. ADAM
ZAKRZEWSKI
kerskiej. Zjednoczeni w chęci pomagania innym, rozważali jak zdobyć ich
poparcie, ale również środki finansowe
niezbędne do efektywnego prowadzenia
działalności.
- Streetworking to misja szlachetna,
ale też niebezpieczna. Oczywistym jest,
że przeszkolonemu i uprawnionemu
człowiekowi wnikającemu w środowisko przestępcze w celu jego naprawy
należy się odpowiednie wynagrodzenie - tłumaczy Agnieszka Słownik. - Do
działań stricte terenowych została powołana grupa "Dream street", składająca się obecnie z siedmiu kandydatów
na pełnokrwistych streetworkerów. Jeśli
wszystko pójdzie zgodnie z planem, ich
praca rozpocznie się w lutym.
Jednym z nich jest Zdzisław Betlejewski, lider grupy Gedeon, który ma za
sobą walkę z 24-letnim uzależnieniem
od narkotyków. Uzbrojony w skórzany
kombinezon motocyklisty i Biblię, głosi
dobrą nowinę.
- Zanim poznałem Jezusa, święta
księga towarzyszyła mi podczas próby
samobójczej - wspomina 61-letni ewangelista. - To było w pobliżu zboru przy
ul. Myśliwskiej, który jest dziś drugim
domem dla mnie i moich podopiecznych, również po przejściach, mimo
bardzo młodego wieku. Tego kroku nie
zrobiłem tylko z bojaźni przed tym, co
czeka mnie po drugiej stronie...

m.tokarz@tylkotorun.pl

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

Kolejny krok

reklama

15

rozmowa z Marcinem Czyżniewskim, kandydatem do Rady Miasta
z okręgu nr 3: Wrzosy, Chełmińskie, Starówka
Skąd decyzja o kandydowaniu do Rady Miawości, że w przyjaznym mieście w takim sasta?
mym stopniu dba się o rozwój nowoczesnej
To naturalna konsekwencja moich za- infrastruktury, jak i społeczne i kulturalne
interesowań życiem Torunia. Byłem kiedyś potrzeby mieszkańców. To jest moja wizja
pracownikiem samorządu i od tego czasu Torunia, a skoro prezydent Zaleski chce na
uważnie śledzę to, co dzieje się w naszym nią postawić, to moje poparcie jest oczywimieście, staram się brać udział w najistot- ste.
niejszych wydarzeniach. Już w trakcie poprzednich wyborów włączyłem się w prace Jak spełniać te społeczne potrzeby mieszkomitetu wyborczego Michała Zaleskiego, kańców, o których Pan wspomniał?
teraz czas zrobić kolejny krok. Prezydent ZaZawsze w porozumieniu z mieszkańcaleski chce w trakcie przyszłej kadencji mocmi i przy wykorzystaniu ich zaangażowania
no stawiać na
i pomysłów. Konsultacje,
sprawy społeczrozmowy, spotkania, włąne. Uporaliśmy
czanie mieszkańców do
się w Toruniu
podejmowania decyzji
z największym
W przyjaznym mieście w o sposobie wydawania
wyzwaniem, jatakim samym stopniu dba się o pieniędzy, uwzględnianie
kim od lat była
oczekiwań i potrzeb torurozwój nowoczesnej infrastrukbudowa mostu, a
nian to muszą być zasady
tury, jak i społeczne i kulturalne
władze miasta w
zarówno przy wielkich
potrzeby mieszkańców
oczywisty sposób
inwestycjach jak i drobskupiały na tym
nych projektach społeczzadaniu ogrom
nych. Inaczej się zresztą
energii. Teraz, gdy Toruń ma już budowaną
nie da. W ostatnich latach torunianie stali
od 12 lat niezbędną infrastrukturę miejską się nadzwyczaj aktywni, zwróćmy uwagę na
można ze spokojem zająć się tymi wszystkiudział w konsultacjach społecznych czy remi sprawami, które z punktu widzenia miakordowe głosowanie na projekty zgłoszone
sta jako całości wydawać się mogą drobne, do budżetu partycypacyjnego, powstają liczale dla poszczególnych mieszkańców mają
ne stowarzyszenia. Dla radnych to bardzo
podstawowe znaczenie. Nie mam wątpli- dobra wiadomość, są przecież wykonawca-

pełnym znaczeniu, trzeba wprowadzić pewne rozwiązania tymczasowe związane np.
z inną niż docelowa organizacją ruchu na
skrzyżowaniach czy wyznaczeniem większej
liczby przejść dla pieszych.

mi woli mieszkańców, ale żeby pełnić takie
zadanie, muszą ją znać.
Jednak w kolejnych czterech latach inwestycji także nie zabraknie. Które z nich powinny być najważniejsze w pańskim okręgu?
To skomunikowanie z Wrzosami i JARem. Oznacza to zarówno przebudowę
Szosy Chełmińskiej jak i budowę linii tramwajowej w okolicę ul. Ugory, przy czym jej
ostateczny przebieg powinien być efektem
decyzji mieszkańców.

A Trasa Średnicowa?
Nie mam żadnych wątpliwości, że budowa Trasy Średnicowej była słuszną decyzją.
Już w latach 70-tych trasa łącząca wschód
i zachód miasta pojawiała się w planach, a
przecież ruch samochodów był wówczas
nieporównanie mniejszy. Chcę jednak podkreślić, że funkcjonalność „średnicówki”
będzie tym większa, im dłuższa będzie sama
trasa. Dlatego trzeba zrobić wszystko, by
zbudować ją w pełnym zaplanowanym zakresie. Z drugiej strony, na czas, w którym
nie stanowi ona jeszcze trasy średnicowej w

W pańskim okręgu wyborczym znajduje się
także Starówka i wielki problem wyprowadzania się stamtąd handlu.
Pytanie o handel na Starówce jest pytaniem do nas wszystkich: kiedy ostatnio robiłem tam zakupy, albo usiadłem na kawie w
którymś z lokali? Rzecz jasna, nie możemy
oczekiwać od mieszkańców, że będą robić
zakupy na Szerokiej tylko z poczucia lokalnego patriotyzmu, trzeba stworzyć odpowiednie warunki, by chciało się przyjechać
tam, a nie do galerii handlowej. W programie KWW Michał Zaleski są konkretne
pomysły. Trzeba m.in. umożliwić szybką i
bezproblemową komunikację miejską dowożącą klientów z dalszych dzielnic w bezpośrednie otoczenie Starówki. Z kolei Biuro Toruńskiego Centrum Miasta powinno
pomagać każdemu, kto chce tam prowadzić
jakikolwiek interes, sklep czy kawiarnię. Pomoże w tworzeniu biznesplanu, szukaniu
lokalu, projektowaniu aranżacji wnętrza i
dotarciu z ofertą do klientów.
Dziękuję za rozmowę.

16

lewobrzeżni

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

Biznes w kilkadziesiąt godzin
Smart Space nie zwalnia tempa. Wspólnie z Google będzie szukać najlepszych pomysłów na nowe firmy

ŁUKASZ
PIECYK

I

nkubator nowych technologii
Smart Space 7 listopada startuje
z nową imprezą. Wtedy bowiem
zacznie się Startup Weekend, czyli
3-dniowe (piątek-niedziela), globalne
wydarzenie wspierane przez Google.
W jego trakcie programiści, graficy,
marketerzy oraz ludzie z pomysłami
na podbój Internetu wymieniają się
ideami, budują zespoły i tworzą własne
startupy.
Startup to innowacyjna mikrofirma, która stawia na nowe technologie
i rozwiązania mobilne Podczas Startup
Weekendów uczestnicy przekonują się,
czy ich pomysł na biznes się sprawdzi.
- Zwykle połowa uczestników to
graficy i programiści, a druga połowa
to osoby nietechniczne, które dzielą się
swoimi pomysłami - wyjaśnia Łukasz
Ozimek, współorganizator wydarzenia.
- Razem tworzą mieszankę wybuchową, która zmienia świat i wprowadza
nowe pomysły biznesowe.
Startup Weekend Toruń odbędzie
się 7-9 listopada 2014 w Toruńskim

Już teraz w Smart Space działa wiele startupów. Weekendowe wydarzenia ma zainspirować kolejne osoby do budowania swojego biznesu
Parku Technologicznym. Partnerem
globalnym wydarzenia jest Google.
Wydarzenie rozpoczyna się w piątkowe popołudnie. Każdy może wtedy

zaprezentować swój pomysł na startup
(lub kilka) i zachęcić innych do wspólnej pracy przez następne dni. Ci, którzy
nie chcą tego robić, dołączają po pro-

MECENAS RADZI
mieszkaniu ?

LESZEK M.
BUDKIEWICZ
W ostatnim czasie dużo mówi się o szpiegach
działających w Naszym kraju, na rzecz obcego
wywiadu. Czym jest szpiegostwo w rozumieniu przepisów karnych?
Podstawowy typ szpiegostwa polega na braniu udziału w obcym wywiadzie, czyli uczestniczeniu w nim w jakiejkolwiek formie np. szkolenie agentów, podrobienie dokumentów /art. 130
par 1 kodeksu karnego/. Poprzez obcy wywiad
rozumie się z kolei instytucje obcego państwa
wyspecjalizowane w tajnym gromadzeniu informacji dotyczących innych państw w celu
ewentualnego wykorzystania ich w działalności
politycznej, wojskowej lub gospodarczej. Polskie
prawo zna także tak zwane typy kwalifikowane
przestępstwa szpiegostwa. Jest to branie udziału
w obcym wywiadzie i organizowanie działalności obcego wywiadu lub kierowanie nim.
Czyn szpiegostwa jest zaliczany do najcięższych przestępstw w polskim prawie karnym.
Stanowi on zbrodnię dla której przewidziany
jest surowy wymiar kary - do 25 lat pozbawienia
wolności.
Czy właściciel mieszkania musi zgłaszać sąsiadom lub wspólnocie mieszkaniowej chęć prowadzenia działalności gospodarczej w swym

Właściciel lokalu należącego do wspólnoty
mieszkaniowej nie ma obowiązku informowania
jej o tym, że rozpoczyna w mieszkaniu bądź lokalu prowadzenie działalności gospodarczej. W
zależności od swych potrzeb może przeznaczyć
na działalność gospodarczą całe mieszkanie lub
tylko jego część.
Wspólnota mieszkaniowa nie może od niego
wymagać uzyskania zgody na prowadzenie działalności gospodarczej w mieszkaniu. Mówi o
tym między innymi artykuł 140 Kodeksu cywilnego zgodnie z którym właściciel lokalu może go
używać „zgodnie ze społeczno-gospodarczym
przeznaczeniem” pod warunkiem, że działa w
granicach prawa i zasad współżycia społecznego. Może również czerpać zyski z danego lokalu, pod warunkiem, że jego działalność nie jest
uciążliwa dla sąsiadów.

Warto wiedzieć-ciekawostka
Często dokonując zakupów za granica warto
zastanowić się nad sposobem ich przewozu do
kraju. Dla przykładu sprowadzanie alkoholu z
zagranicy przez Internet lub pocztą jest obłożone akcyzą, a jego przywożenie osobiście /w
dopuszczalnych ilościach/ już nie.
Nawet jak sami zakupimy za granicą alkohol i
wyślemy go do siebie pocztą, to przy odbiorze
zapłacimy polską akcyzę.
Masz pytanie? Napisz
prawnik@tylkotorun.pl

Fot. ŁUKASZ
PIECYK

stu do zespołu szukającego osoby o ich
kompetencjach. Na prezentacje pomysłu mają równo 60 sekund.
Przez sobotę i niedzielę zespoły pra-

cują nad swoimi startupami: zaczynając
od modelu biznesowego po pierwszą
działającą wersję produktu lub usługi
dostępnej online.
- Cały czas pomagają im w tym
liczni mentorzy z Polski i zagranicy –
dodaje Łukasz Ozimek. – To doświadczeni w internetowym biznesie eksperci. Służą radą oraz pomagają pokonać
problemy i wątpliwości.
Na zakończenie, w niedzielę 9 listopada zespoły prezentują swoje dokonania przed jury, które wyłania najciekawsze projekty i przyznaje nagrody.
Nikt nie przegrywa – każdy wychodzi z
bezcennym doświadczeniem oraz konkretnymi radami i pomysłami, jak dalej
rozwinąć swój startup.
Startup Weekend to wydarzenie
stworzone dla młodych i przedsiębiorczych osób, które pragną przetestować
swój pomysł na biznes, szukają ludzi, z
którymi mogą go zrealizować i chcą w
szybkim tempie zdobyć nowe umiejętności.
Udział w wydarzeniu jest płatny. W
ramach opłaty organizator zapewnia
miejsce do pracy, opiekę mentorów,
posiłki i napoje oraz upominki od partnerów i sponsorów. Najlepsze zespoły
zdobędą nagrody!

18

to czytaj

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

Czy to był maraton?
Dla biegacza każdy centymetr TEJ trasy jest świętością. O tym, że zostanie ona zmieniona,
uczestnicy biegu dowiedzieli się dzień przed startem. Nie miała atestu, co dla wielu oznacza, że ich wyniki
są nieważne. Naruszono bowiem święte 42 195 metrów

ALEKSANDRA
RADZIKOWSKA

N

a ten dzień biegacze z całej Polski szykowali się od miesięcy.
Maraton Toruński, rozgrywany
od zeszłego roku późną jesienią, miał
być dla nich okazją do bicia rekordów
życiowych. Nie tylko dla własnej dumy.
W świecie największych zawodów dobra
„życiówka” pozwala walczyć o wysokie
miejsca startowe. Czasy, które uzyskali 26 października w Toruniu, mogą co
najwyżej zapisać w swoich kalendarzach.
Trasa nie miała atestu, a to oznacza,
że nikt nie zna jej dokładnej długości.
25 października na stronie internetowej
maratonu pojawiło się oświadczenie o
przesunięciu startu biegu o ok. 250 metrów.
Te ćwierć kilometra jest powodem
gorącej polemiki pomiędzy uczestnikami wydarzenia a organizatorami,
którzy swoją nagłą decyzję tłumaczą w

Maciej Malinowski, uczestnik biegu: - Myślę o rozwiązaniu tej
sprawy na drodze prawnej.

oficjalnym komunikacie tak: [pisownia
oryginalna] „Niestety z przyczyn niezależnych od organizatora, które pojawiły się krótko przed startem Maratonu,
tj. istniejących przeszkód dotyczących
swobodnego i bezpiecznego przepływu
uczestników, czyli niezdemontowania
ogródków letnich oraz przeprowadzanych robót drogowych zmuszeni byliśmy
przesunąć linię startu o kilkaset metrów”.
Trudno przypuszczać, że organizatorzy nie wiedzieli o tym wcześniej. Atest,

Fot. MATERIAŁY
PRASOWE

którego przeprowadzenie kosztuje w tym
przypadku ok. tysiąc złotych, przestał
być ważny z chwilą zmiany trasy.
- Chcieliśmy jak najlepiej, ale wyszło,
jak wyszło - mówi Rafał Flis, współorganizator wydarzenia. - Po prostu życie.
Tegoroczna trasa nie posiadała atestu.
Dzień wcześniej staraliśmy się o przybycie atestatora, ale nie udało się tego zorganizować.
Metry, których na starcie „ubyło”, organizatorzy dołożyli w innej części trasy.

- Być może miała ona tyle, ile powinna, może więcej albo mniej - mówi Maciej Malinowski, uczestnik. - Komunikat
z 25 października podany był w formie,
która nie pozostawia złudzeń - jesteśmy
traktowani jak idioci. Tegoroczna trasa
nie miała atestu od początku i przesunięcie startu to tylko przykrywka do z góry
zaplanowanego oszustwa.
I w tej sytuacji kwestia atestu ma znaczenie fundamentalne. Jeśli organizatorzy wiedzieli o planowanych zmianach
wcześniej, dlaczego nie poinformowali
o tym biegaczy? Dyskusję podgrzewa
też postawa organizatorów już po biegu. Na pytania o to, czy tegoroczna trasa
posiadała atest PZLA, odpowiedzieli 31
października oświadczeniem: „Uprzejmie informujemy, że trasa Maratonu
Toruńskiego posiadała atest PZLA wykonany w 2013 roku”. Tak komentują to
internauci: „Uprzejmie proszę przestać
traktować biegaczy jak kretynów” czy po
prostu „Kompromitacja”.
- Co trasa z 2013 roku ma do tegorocznej? - pyta Maciej Malinowski. - To
mydlenie oczu denerwuje mnie najbardziej. Maraton Toruński ma piękną tradycję i trasy. Wszyscy powinniśmy o tym

właśnie dyskutować. Gdy będę chciał pokonać dystans maratonu tylko dla idei, to
mogę biegać wokół domu.
W regulaminie maratonu zaznaczone
jest, że: „Trasa [w 2014 roku - przyp. red]
będzie posiadać aktualny atest PZLA, a
jej długość będzie wynosić 42,195 km.”
- Zrobiliśmy wszystko, co w naszej
mocy - dodaje Rafał Flis. - W tamtym
roku maraton w Krakowie też nie posiadał atestu i nie było z tego powodu afery.
To prawda, ale „przyczyną niezależną
od organizatora” okazały się nagłe podtopienia.
- Nie wiem, jaki ta sprawa będzie
miała finał - dodaje Maciej Malinowski.
- Co z kosztami dojazdu, wpisowego lub
noclegu? Myślę o rozwiązaniu tej sprawy
na drodze prawnej. Dziś nie wiem nawet
czy był to maraton. Mizerota pakietu
startowego, konieczność zwrotu numeru
startowego i brak kawałka folii do okrycia po biegu w kontekście znacznego
oddalenia depozytu - to można „przełknąć”. Jednak koszt wpisowego oscylował w okolicach zapisów na Orlen Maraton, który reprezentuje klasę światową...

a.radzikowska@tylkotorun.pl

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

blokowisko

Oszukać śmierć, starcie drugie

19

Rodzice Oliwiera modlili się o to, by diagnoza choroby ich syna brzmiała: białaczka.

Z nią organizm dziecka potrafi walczyć. Niestety, od lekarzy usłyszeli: nowotwór złośliwy, neuroblastoma IV stopnia

ALEKSANDRA
RADZIKOWSKA

K

iedy babcia zapytała 3,5-letniego Oliwierka czy coś go boli,
odpowiedział, że wszystko. W
2010 roku świat dla rodziny Frydryszaków na chwilę się zatrzymał. U ich
jedynego syna zdiagnozowano guza lewego nadnercza z przerzutami do szpiku, kości i węzłów chłonnych. W lutym
2012 roku małemu bohaterowi udało
się uzyskać całkowitą remisję choroby.
Niedawno musiał jednak po raz drugi
rozpocząć walkę o życie.
Tym razem bitwa jest trudniejsza, bo
komórki nowotworowe, które przetrwały w jego ciele są silniejsze i odporne na
leki cytostatyczne.
- Starcie drugie trwa - mówi Magdalena Frydryszak, matka Oliwiera. - Żyjemy nadzieją, że nowotwór się wycofa
i pojawi się szansa na terapię antyGD2.
Niestety nie jest dostępna w Polsce, a
jej koszt to średnio 600 tysięcy złotych.
Wierzymy w dobroć ludzi i w to, że pomogą nam zawalczyć o ten najcenniejszy z darów - życie naszego synka, jego
mały świat. Jest nam ciężko, ale nigdy się
nie poddamy.
Oliwier jest uczniem drugiej klasy SP
nr 4 w Brodnicy. Wiedzę musi zgłębiać
w domu lub szpitalu. Marzy o powrocie
do szkolnych ławek i wspólnej zabawy z
kolegami, beztroskim czasie spędzanym
w piaskownicy i długich spacerach. Lubi
kolor pomarańczowy, góry i samochody.
Kredki w piórniku zawsze układa w ten
sam, uporządkowany sposób.
- Mówimy na niego "fotoradar" uśmiecha się jego ojciec, Przemysław
Frydryszak. - Jest bardzo dokładny i pilnuje, żebym nie przekroczył dozwolonej
prędkości. W przyszłości chciałby zostać
policjantem, dlatego już stosuję się do
jego słusznych poleceń.
W czasie, gdy jego szkolni koledzy
biegają po podwórku, on leży w szpital-

Oliwier Frydryszak marzy o tym, by wrócić do szkolnej ławki.
nym łóżku. Nie wie, dlaczego musi się
leczyć drugi raz. Przecież już pokonał te
"złe" komórki... Myślał, że na zawsze.
Chemie, operacja i szpitalne łóżka nie odebrały mu jednak radosnego
uśmiechu. Gdy jego rodzicom brakuje
już sił, mówi tylko: "Nie martwcie się,
kocham was" i przez tę krótką chwilę
świat staje się piękniejszy dla wszystkich.
To rzeczywistość ich przytłacza. Gdy
cierpi dziecko, choruje cała rodzina. Nie
ma nic gorszego dla rodziców niż to, co
spotkało najbliższych Oliwierka.
- Kiedy już będę zdrowy, wrócę do
moich kolegów - mówi Oliwier Frydryszak. - Szymon obiecał, że usiądziemy

razem w ławce. Jak urosnę, będę łapał
przestępców i jeździł najszybszym samochodem na świecie - Hennessey Venomem.
Mały bohater do września 2010 roku
był okazem zdrowia. Nagle zaczął utykać
na lewą nogę i stał się apatyczny. Gdy
pod koniec stycznia tego roku znów narzekał na ten sam ból, jego rodzice wiedzieli, co to oznacza. Guz zlokalizowany
jest przy kręgosłupie. Lekarze twierdzą,
że dla Oliwiera pozostały tylko eksperymentalne chemie. Guz się zmniejsza, ale
plany operacji trzeba przesunąć z uwagi
na zagrożenie utraty nerki.
- Najgorsze są wieczory w szpitalu

Fot. ARCHIWUM
PRYWATNE
i cisza, przerywana jedynie odgłosami
pomp podających chemię - mówi Magdalena Frydryszak. - Wtedy pojawia się
bezsilność, bo niewiele można zrobić.
Wspominam kolegów synka, którzy już
przegrali swoje bitwy i łzy same ciekną
mi po policzkach.
Rodzice małego bohatera prowadzą
bloga poświęconego chorobie Oliwierka: naszawalkaosynka.blog.pl. Na stronie startowej widnieje cytat: "Nawet jeśli
niebo zmęczyło się błękitem, nigdy nie
gaś światełka nadziei".

a.radzikowska@tylkotorun.pl

MOŻESZ
POMÓC
Wszelkie wpłaty prosimy
kierować na konto:
FUNDACJA DZIECIOM
"ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ"
ul. Łomiańska 5, 01-685
Warszawa
Bank BPH S.A. 61 1060 0076
0000 3310 0018 2660
Tytułem: 24702 Frydryszak
Oliwier - darowizna
na pomoc i ochronę zdrowia

2 0 bez komentarza

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

sport

W sporcie osiągnąłem wszystko

23

Michał Wszelak z mistrzowskich imprez zawsze wracał z medalem. We wrześniu obchodził 20-lecie

swojej obecności na ringu. Środowisko sportu zna od podszewki. Wie, co nie funkcjonuje w nim prawidłowo i chce to naprawić

ALEKSANDRA
RADZIKOWSKA

O

dzyskanie pola walki jest dużo
trudniejsze, niż jego obrona. Jako kickbokser, Michał
Wszelak wie to doskonale. Niedługo
sprawdzi się w nowej dla niego rzeczywistości. Kandyduje w wyborach do
Sejmiku Województwa Kujawsko-Pomorskiego. Chce sprawić, by młodzi
sportowcy mieli szansę na spełnianie
swoich marzeń, nie musząc pokonywać przy tym przeszkód, które dzięki
odpowiedzialnemu zarządzaniu można
zlikwidować.
Sztuki walki, podobnie jak polityka, są grą strategiczną. Determinacja i
wola walki nie mogą zawodnika opuścić nawet na chwilę. Zdarzają się ciężkie momenty, ale należy z nich wynieść
wyłącznie siłę i przekonanie o własnych
słabościach.
- Jako zawodnik miałem okazję
walczyć i trenować na ringach świata
- mówi Michał Wszelak. - Wiem, jak

Michał Wszelak chce,
Fot.
by sporty nieolimpij- NADESŁANE
skie były traktowane
przez polityków i działaczy z powagą.
system szkolenia młodzieży wygląda
np. w Rosji czy Hiszpanii. Stoi na dużo
wyższym poziomie niż u nas. Sport
nieolimpijski w naszym kraju traktowany jest po macoszemu. Zawodów i
możliwości bezpośredniego starcia z

rywalami powinno być więcej, i to z podziałem na dyscypliny. Jeśli młodemu
sportowcowi uda się wygrać puchar,
medal albo nagrodę to wie, że jego trud
włożony w trening się opłaca.
Michał Wszelak zna smak porażki, ale także uczucie, które towarzyszy
zdobyciu mistrzostwa. Nie jest w stanie
policzyć ile walk rozegrał podczas swojej kariery. Zna jednak statystyki, które
w świecie sportu są rzadkością...
- W sporcie osiągnąłem już wszystko - mówi. - Teraz chcę pomagać innym. Lubię wyzwania i chcę skutecznie
realizować postawione przed sobą cele.
Z reguły wygrywam. Nie brak mi determinacji. Sport nauczył mnie tego, że
nigdy nie należy się poddawać w walce
o marzenia. Medale są tylko ich wynikiem. Jestem dwukrotnym mistrzem
świata, czterokrotnym czempionem
mistrzostw Europy. Zdobyłem trzydzieści tytułów mistrza Polski w różnych formułach, dziewięć pucharów
świata i piętnaście Polski.
To tylko pobieżny spis zwycięstw.
Pucharów i medali z innych kruszców
kickbokser ma znacznie więcej.
- Nie zależy mi na tym, żeby chwalić
się osiągnięciami sportowymi, bo one

nie są tajemnicą - mówi Michał Wszelak. - Chcę podkreślić, że znam świat
sportu od podszewki. Nie są mi obce
wyrzeczenia, ból i porażki, ale nigdy się
nie poddaję. Dlatego osiągnąłem sukces jako zawodnik. Chciałbym młodym
ludziom stworzyć dogodne warunki do
tego, żeby rozwijali swoje talenty.
Co dziś jest problemem, który trzeba pilnie naprawić? To przede wszystkim zwolnienia z lekcji wychowania
fizycznego, które są załatwiane tylko
dlatego, że dziecko nie chce się pocić.
Sportowiec uważa, że zdrowy ruch i
uprawianie jakiejkolwiek dyscypliny powinny być normą. Choroby czy
ograniczenia fizyczne nie pozwalają na
to zaledwie małemu procentowi tych,
którzy od spaceru wolą siedzenie przed
komputerem.
- Chciałbym, żeby dzieci uczestniczyły w zajęciach wychowania fizycznego i od najmłodszych lat poznawały
różne dziedziny sportu - mówi Michał
Wszelak. - W drugiej, trzeciej klasie
szkoły podstawowej powinno wyszukiwać się talenty, pomagać im w rozwoju
i szkoleniu. Tylko tak można wychować
przyszłego mistrza, dlatego należy powołać więcej klubów i ośrodków tre-

ningowych, bo nie każdego stać na codzienne podróże. Są jeszcze obowiązki
szkolne, domowe, wyjazdy - to nie
sprzyja rozwojowi sportowej kariery.
To nie wszystko. Kuleje także system organizacji i przeprowadzania
badań lekarskich. Trudno załatwić je
szybko.
- Dla mnie zawsze było to dużym
problemem - mówi Michał Wszelak. Badania lekarskie powinny być darmowe i w miarę możliwości szybko organizowane. Prywatnie można przez nie
przejść sprawniej, nie trzeba poświęcać
kilku dni i stania w kolejkach. Liczy się
czas, ale i fundusze. Nie każdego stać
na to, żeby przez kilka dni wyjeżdżać
do odległej miejscowości. Zawodnik
powinien dbać o swoje zdrowie i nie
neguję ważności takich badań, ale należy powołać więcej punktów, w których
mógłby je "podbić" bez konieczności
stania w długich kolejkach.
Kto, jeśli nie sportowiec tej klasy,
może wiedzieć więcej o mechanizmach
rządzących światem sportu? Teraz Michał Wszelak chce tę świadomość zamienić na działanie.

a.radzikowska@tylkotorun.pl

24

reportaż

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

Spadkobiercy fryzury Marleya
Bycie „zdredowanym” wymaga samozaparcia. Należy bowiem

spodziewać się drwin, dziwnych pytań i zaczepek chuliganów. Choć Polacy ciągle
z tolerancją są na bakier, nie powstrzyma to rozkwitu różnorodności

D

MARCIN
TOKARZ

redy w prostej linii wywodzą się
z buntu przeciwko systemowi.
Wydaje się, że na ziemi biało-czerwonej okres ten mamy za sobą, a
jednak kolejni członkowie społeczeństwa zarażają się chęcią zapuszczenia
lwiej grzywy. Teraz to forma ekspresji,
manifest poglądów, zainteresowań muzycznych lub najzwyczajniej w świecie
pomysł na własny wizerunek. Dredziarzom żyje się już lepiej, toteż na fryzurę
decydują się przedstawiciele kolejnych
grup zawodowych. Dredy ma dziś handlowiec, dziennikarz czy pielęgniarka
szpitala psychiatrycznego. Przestali się
bać, że pewnej feralnej nocy zostaną
przeciągnięci za dredy wzdłuż całej ulicy...
Czasy nazywania przez babcie swoich "zdredowanych" wnuczków "diabłami" właśnie minęły. Przełom w postrze-

Dredy noszą przedstawiciele najróżniejszych subkultur, jak
również grup zawodowych. Nie sposób nakreślić jednolitego
profilu osobowego właściciela tej wciąż nietypowej fryzury.

ganiu fryzury nastąpił dosłownie w ciągu
paru ostatnich lat. Stanowczo mniej chuliganów woła za takimi "brudas". Jeszcze mniejszy odsetek pragnie spuścić
im łomot. Nie oznacza to, że samotne
przechadzki dredziarzy po Bydgoskim
Przedmieściu należą do popularnych...
- Znam jednego pechowca, który popełnił ten błąd i bez kompanów udał się

Fot. ŁUKASZ
PIECYK

do domu po sylwestrowej nocy - zaczyna Andrzej, dredmaker z Torunia, czyli
osoba zajmują się tworzeniem dredów. Dorwało go kilku dresiarzy, a że chłopak
miał "baty" do pasa, idealnie nadawały
się do ciągnięcia go po ziemi przez całe
Bydgoskie...
Jednak mało kto jest na tyle wytrwały, by zapuścić dredy takiej długości.

Fryzura wymaga regularnej pielęgnacji,
dlatego wielu rezygnuje już po roku, po
prostu je ścinając. Dredy tworzy się na
stałe przez wielogodzinne filcowanie kosmków włosów szydełkiem grubości pół
milimetra. Jeśli ich posiadacz nie chce
dorzucać węgla do ognia stereotypu o
dredziarzach-brudasach, winien poprawiać fryzurę plus minus co dwa miesiące
oraz oczywiście regularnie ją myć. To
zagadnienie dla "niezdredowanych" jest
wręcz abstrakcyjne.
- Człowiek już jest zmęczony od
pytań w stylu: "a te dredy to pierzesz w
pralce?", "ty je tak codziennie zaplatasz?",
"na noc zdejmujesz?" - Miłosz, noszący
dredy od 5 lat, cytować z pamięci może
długo, bo się przez ten czas nasłuchał...
- A dredy myje się po prostu mydłem i
wodą, najlepiej przy użyciu gąbki.
Fryzura wywodzi się z Jamajki, gdzie
za pomocą muzyki reggae Bob Marley
wywołał "rewolucję serc". Jako przedstawiciel ruchu Rastafari stał się ikoną
popkultury, której wizerunek zaczęli naśladować zakochani w jego twórczości.
Rozumieli, że dredy są symbolem wolności i walki z konformizmem.
- Dają mi siłę, manifestuję nimi swoją

niezależność, nieustępliwość w drodze
do celu, ale nie po trupach - mówi Paweł
Pietkiewicz, lider toruńskiego zespołu
Parassol wykonującego muzykę reggae.
- To po godzinach. W pracy przedstawiciela handlowego swoją nietypową fryzurą zaciekawiam klientów. Dzięki niej
jestem bardziej rozpoznawalny w branży.
W ostatnich latach w Polsce na dredy pojawiła się moda. Pośredni w tym
udział miał Kamil Bednarek, ale grzechem byłoby przypisanie mu całkowitej
zasługi. Wielu dredziarzy nie ma nic
wspólnego z muzyką reggae. Najzwyczajniej w świecie praktykują alternatywny tryb życia, lubią wyróżniać się z
szarego tłumu, albo szukają sposobu na
zmiany w swoim życiu. Takiej metamorfozie poddała się 45-letnia Karolina, której córka zakazała zapleść dredy.
- A ja się uparłam i zrobiłam. Mam
61 fantastycznych dredzików - oznajmia
Karolina, pielęgniarka Szpitala Psychiatrycznego w Toruniu. - Moje dzieci żartowały, że sama powinnam wylądować
na oddziale, ale ja szłam w zaparte!

m.tokarz@tylkotorun.pl

26

reportaż

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

Krwią od ćpuna tu nie gardzą
Nazajutrz po weekendowej libacji z kokainą, szedł do punktu oddawania krwi. W ten sposób

oczyszczał swój organizm. Rytuał powtarzał regularnie. Żaden z lekarzy nie zwrócił mu nigdy uwagi
bacji spędzanych na wciąganiu białego
proszku.
- Nazajutrz po weekendowym melanżu z koką, zdarzało mi się wielokrotnie oddawać krew bez najmniejszych
kłopotów - Mateusz O. opowiada o
MARCIN
swoich doświadczeniach związanych
TOKARZ
z krwiodawstwem. - Dzięki temu mokrwiolecznictwie
jedyną głem szybciej stanąć na nogi. Lekarze
zaporę weryfikującą, czy robili mi wstępne badania poprzez
dawca jest narkomanem, pobranie krwi z palca, ale nigdy nie
stanowi ankieta. Jak sito może prze- stwierdzili, że nie nadawała się do przepuścić amatorów substancji psychoak- kazania dalej.
tywnych. Po donacji, krew poddaje się
Pobieranie krwi z palca to standarbadaniom m.in. pod kątem obecności dowa procedura w przypadku dawców
wirusów. Toksykologia do nich nie na- systematycznych. W ten sposób przeleży. Istnieje więc ryzyko pobierania prowadza się morfologię lub badanie
skażonych jednostek i podawania ich poziomu hemoglobiny. Po przejściu
tego etapu, pozytywnym wypełnieniu
potrzebującym krwi pacjentom.
Akt oddania krwi uchodzi za czyn kwestionariusza i odbyciu rozmowy z
lekarzem, dawca może zasiąść na fotelu
honorowy. Zdai oddać 450 ml
rza się jednak, że
szkarłatnej ciewstępne badanie
czy. Po donacji
wyklucza chętnego
krew trafia do
z roli dawcy.
laboratorium,
- Takich proNikt nie wie, ilu gdzie weryfiblemów nie miał
oddawało kuje się ją pod
mój eks-chłopak, narkomanów
honorowy dawca krew, tak jak Mateusz, dla kątem obecności markerów
krwi i jednoczewirusowych zaoczyszczenia
śnie
narkoman
palenia wątroby
uzależniony
od
typu B i C, HIV,
kokainy - zgłosiła
a także odczynam Karolina W.
nów
kiłowych.
była partnerka Mateusza O., z którym
- Wśród badań wymaganych na
mieszkała w Złejwsi Wielkiej.
mocy prawa i przepisów w kontekście
Mateusz O. posiada kartę idenkrwiodawstwa i krwiolecznictwa nie
tyfikacyjną Regionalnego Centrum
ma toksykologii - informuje Paweł
Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w
Wojtylak, dyrektor Regionalnego CenBydgoszczy. Zarzeka się, że jest czysty
trum Krwiodawstwa i Krwiolecznicod 4 lat. Przed osadzeniem w zakłatwa w Bydgoszczy. - Żaden system nie
dzie karnym, był jednak amatorem li-

W

Krew pobierana w celach krwiolecznictwa nie przechodzi badań na obecność narkotyków.

udźwignąłby przeprowadzenia ich dla
każdej jednostki. My odrzucamy 20
procent zgłoszeń m.in. przez niezgodności potwierdzone w kwestionariuszu. Jeśli już trafi się człowiek, który w
swym patologicznym myśleniu zechce
nas oszukać, to istnieje ryzyko, że mu
się uda. Nie ma na to rady.
Mateusz O. jest wyjątkiem potwierdzającym regułę. Sam nie widział, co
do swych praktyk żadnych przeciwwskazań.
- Aż trudno uwierzyć, że komuś
przyszło do głowy poddać się donacji
tak szybko po zażyciu kokainy - mówi
dr n. med. Piotr Burda z Ośrodka Toksykologii Klinicznej Szpitala Praskiego

w Warszawie. - Uważam, że przekazanie takiej krwi choremu pacjentowi
może być groźne, aczkolwiek zależy to
też od stężeń substancji w dawkach.
Powiedziałbym, że takie działanie na
pewno nie jest zdrowe...
W Pomorskim Centrum Toksykologii anonimowo zapewniono mnie, że
stężenie toksyn pochodzących z narkotyków jest zbyt małe, by mogło grozić
uszczerbkiem na zdrowiu pacjenta.
Ponadto zaznaczono, że w krwiolecznictwie nie podaje się pełnych jednostek, ale wytwarza koncentraty krwinek płytkowych, czerwonych, a także
osocza. Zagrożenie byłoby więc realne,
tylko w sytuacji, gdyby po narkotyki

FotADAM
ZAKRZEWSKI

sięgała znaczna liczba dawców. Pewnie
tak nie jest, ale też nikt nie wie, ilu narkomanów oddawało krew, tak jak Mateusz, dla oczyszczenia.
- Wierzę, że krew z Regionalnego
Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, którą podajemy pacjentom nie
pochodzi od narkomanów... - mówi
lek. med. spec. Małgorzata Całbecka,
hematolog ze Specjalistycznego Szpitala Miejskiego w Toruniu. - Myślałam,
że ci ludzi mają resztki sumienia i czegoś takiego w ogóle się nie podejmują,
a jeśli już, to system krwiodawstwa ich
odrzuca...

m.tokarz@tylkotorun.pl

Zrób zakupy przez internet na: www.e-piotripawel.pl

kilkanaście tysięcy
produktów, kilkaset

hitów cenowych

ceny jak
w tradycyjnym
sklepie Piotr i Paweł

dostawa

do 4 godzin

od momentu
złożenia zamówienia

TERAZ JESZCZE

niskie koszty
dostawy już
od

10 zł

przy zamówieniu

powyżej 250 zł
dostawa gratis

wwwygodniEJ

w ToRUniU i okoliCACh

przyjemność e-zakupów

28 damska głębia

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

Odkryj magię spojrzenia
Przedłużanie rzęs metodą 1:1 to prosty, nieinwazyjny zabieg,
dla każdej kobiety, która chce uwodzić spojrzeniem

dla tych którzy są poprostu niezadowoleni z ich naturalnego wyglądu - mówi
Joanna Wiśniewska z Salonu fryzjerskokosmetycznego "Świt".
Przedłużone rzęsy utrzymują się do
ok. 6 tygodni, natomiast zaleca się ich
uzupełnienie po okresie ok. 3 tygodni w
zależności od ilości ich wypadania.
Rodzaje rzęs

J

est wiele czynników, dla których kobiety decydują się na przedłużanie
rzęs: chcą wyglądać pięknie w dniu
ślubu, chcą oczarować na zabawie sylwestrowej, studniówce bądź chcą zaoszczędzić czas na dokładnym tuszowaniu rzęs.
Taki zabieg ma w swojej ofercie Salon

fryzjersko- kosmetyczny "ŚWIT".
Przedłużanie rzęs metodą 1:1, jak
sama nazwa wskazuje, polega na doklejeniu do każdej pojedynczej, naturalnej
rzęsy jej sztucznego odpowiednika. Jest
to zabieg przeznaczony dla osób, których
naturalne rzęsy są krótkie, rzadkie bądź

Wyróżniamy kilka rodzajów rzęs- od
syntetycznych, przez jedwabne po naturalne z norek syberyjskich.
W naszym salonie pracujemy na rzęsach jedwabnych MINK- mówi Joanna
Wiśniewska.
Długość, grubość i rodzaj skrętu
rzęs dobieramy indywidualnie do każdej klientki, tak aby zbytnio nie obciążać
naturalnych rzęs i aby efekt końcowy nie
wyglądał komicznie. Klej którego używamy jest trwały, szybkoschnący i przeznaczony do oczu wrażliwych, polecany
również dla tych którzy noszą soczewki.

Jak wygląda sam zabieg?
Zabieg przedłużania rzęs trwa od 1,5
do 3 godzin. Wszystko zależy od gęstości naturalnych rzęs klientki oraz od tego
jaki efekt chce ona uzyskać. Czynność tą
wykonuje się w pozycji leżącej z zamkniętymi oczami, dzięki czemu klientka może
się również zrelaksować -podkreśla Joanna Wiśniewska.
Zabieg zaczynamy od odtłuszczenia
naturalnych rzęs po to, aby te sztuczne
dłużej się trzymały, a następnie za pomocą profesjonalnych pęset oddzielamy każdą pojedynczą rzęsę i doklejamy do niej
jedwabną, czas przyklejenia się rzęsy to
ok. 1-2 sekund.
Pielęgnacja przedłużonych rzęs
Aby codziennie cieszyć się z idelanych
rzęs należy je przeczesywać szczoteczką
aby nadać im upragniony kształt- mówi

kosmetyczka z Salonu "ŚWIT".
Sztuczne rzęsy nie stanowią przeszkody w wykonywaniu codziennego makijażu, nie zaleca się jednak tuszowania
samych rzęs, ponieważ mascara może
osłabić działanie kleju. Jeśli już musimy
użyć tuszu, nie decydujmy się na wodoodporny. Do demakijażu oczu używajmy
preparatów zawierających małą ilość substancji tluszczowych, przede wszystkim
płynu micelarnego.
Przedłużenie rzęs nie ogranicza nas w
życiu codziennym, śmiało możemy korzystać z basenu czy sauny.
Przedłużanie rzęs mętodą 1:1 to idealny sposób na piękny i wyjątkowy wygląd
dla każdej kobiety.
O kazdej porze dnia i nocy nasze
spojrzenie jest olśniewające i mało kto
jest w stanie odróżnić rzęsy sztuczne od
prawdziwych. Nie musimy się martwić o
rozmazujący się tusz, oszczędzamy czas a
rano budzimy się piękne i wyglądamy tak
przez cały dzień.
MK

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

męska końcówka 2 9

By nie dopadł nas mrok
Lekceważąc awarię oświetlenia w naszym samochodzie, gramy z kostuchą

w rosyjską ruletkę. Nie bez powodu obowiązuje w Polsce nakaz jazdy z włączonymi światłami przez całą dobę

K

MARCIN
TOKARZ

upno zwykłej żarówki jest lepsze niż przewlekłe jeżdżenie
z przepaloną, jednak to wciąż
półśrodek. PRL mamy za sobą. Warto
zatem korzystać z mnogości produktów dostępnych na wyciągnięcie ręki.
Podpowiadamy, jaki wybór nie tylko
uchroni nas przed mandatem za niesprawne reflektory, ale przede wszystkim poprawi w nocy widoczność na
drodze.
Dziś szczytem tego, co możemy
dostać, są światła ksenonowe, ale większość kierowców i tak ma do dyspozycji
tradycyjne reflektory halogenowe. W
ich przypadku ważne jest to, jaką żarówkę zastosujemy. Która więc najlepsza?
- Przede wszystkim trzeba zdecydować co ważniejsze – trwałość żarówek
czy ilość dostarczanego przez nie światła - wyjaśnia Dorota Oryl, kierowniczka Działu Akcesoriów Arpolu, mieszczącego się przy ul. Szosa Bydgoska 52.
Kierowca, który jeździ głównie w
dzień lub po oświetlonym nocą mieście, może zdecydować się na żarówkę
o większej żywotności. Taki trwały produkt to seria PHILIPS LongLife EcoVision. Wytrzyma czterokrotnie dłużej
niż tradycyjna żarówka. Z kolei nocni
pożeracze kilometrów winni zdecydować się na źródło światła zapewniające
lepsze oświetlenie drogi.
- W przypadku żarówek PHILIPS
X-tremeVision różnica jest bardzo widoczna – w porównaniu ze standardo-

Grafika przedstawia trzy punkty krytyczne w polu
widzenia kierowcy. 1 - granica światła i cienia. 2 miejsce najintensywniejszego oświetlenia. 3 - oczy
współużytkowników ruchu nadjeżdżających
z naprzeciwka.
wymi świecą nawet o 35 m dalej - zauważa Dorota Oryl.
Żarówka przedniego reflektora
zwykle kapituluje w najmniej odpowiednim momencie. Widmo mandatu
zmusza nas wtedy do nieprzemyślanego zakupu. Jednak nawet w tak nagłej
sytuacji warto wybrać markowy produkt, by mieć pewność, że będzie działał prawidłowo.
- Ważne jest, by wymieniać żarówki
parami - zaleca Dorota Oryl. - W przeciwnym razie ryzykujemy, że każdy z
reflektorów będzie świecić inaczej - odmienną barwą światła lub jego ilością.
Jeśli żarówki są nietypowe albo dostęp
do nich jest utrudniony, warto wymienić je w warsztacie.
Jeśli już trafi się osoba z syndromem

Fot. ARCHIWUM

Zosi samosi, powinna pamiętać, aby nie
dotykać bańki palcami. Nieprzestrzeganie tego grozi znacznie wcześniejszym przepaleniem. Po wymianie trzeba sprawdzić ustawienie reflektorów,
bo wystarczy minimalne odchylenie,
by pogorszyć zasięg świateł lub oślepiać
kierowców jadących z naprzeciwka.
Decydując się na odrobinę pseudoksenonowej fantazji w kolorze niebieskim, należy być świadomym, że
na ogół świeci ona gorzej niż ta z przezroczystego, niezabarwionego szkła.
Nawet nader delikatny, niebieski filtr
pochłania znaczącą część światła, dlatego przy produkcji żarówka musi być
wyposażona w żarnik świecący jaśniej,
aby straty te zostały zrekompensowane.
To z kolei redukuje jej żywotność i pod-

nosi cenę.
Na klientów czekają też pułapki.
Produkty opatrzone napisem „xenon”
lub skrótem „H.I.D.” nie mają nic
wspólnego z lampą ksenonową. W takich żarówkach co najwyżej znajduje
się jedynie domieszka ksenonu, ponadto są dość drogie, oświetlają pole
widzenia zbyt słabo i w niewłaściwą
stronę. Prawdziwe ksenony nie mają
żarnika, zasilane są wyższym napięciem i nie będą pasować do zwykłego
reflektora.
Mimo rozwoju technologicznego
energia elektryczna pobierana przez
żarówkę wciąż rozprasza się w formie
ciepła. Tanie zamienniki rozgrzewają
się ponad miarę, co czasem prowadzi
do stopienia bańki, a w sytuacjach ekstremalnych nawet do trwałego uszkodzenia odbłyśnika reflektora. Ryzyko
pogorszonej jakości świecenia do 30%
w czasie jednego roku potraktujmy
jako wskazówkę, że warto o nich zapomnieć.
- Markowe żarówki mają większą sprawność cieplną, co oznacza, że
mniej się nagrzewają i nigdy nie spowodują uszkodzeń lamp - tłumaczy
Dorota Oryl. - Posiadają filtr UV, który
ograniczy matowienie szyb reflektorów
pod wpływem promieni ultrafioletowych. Warto to wiedzieć, bo producenci samochodów ostrzegają, że odbiorą
gwarancję właścicielowi pojazdu, jeśli
ten będzie używał żarówek bez filtra
UV w reflektorach poliwęglanowych.
Trwałość żarówek samochodowych uzależniona jest też od innych
czynników, do których zalicza się stan
instalacji elektrycznej w samochodzie.
Im większe napięcie i im częściej będą
występować wysokie jego skoki, tym
szybciej nastąpi przepalenie żarówek.

Wpływ na żywotność ma także ich własna odporność na wibracje i wstrząsy.
Polskie drogi są dla nich środowiskiem
podwyższonego ryzyka...
O tym, jak dobrą widoczność będzie miał kierowca, decyduje nie sama
moc żarówki, a wielkość i rozkład strumienia świetlnego generowanego przez
nią. Wniosek - lumeny są ważniejsze
niż waty. Według norm europejskich
żarówka świateł mijania powinna emitować od 850 do 1150 lumenów.
- W przypadku PHILIPS Blue Vision H4 12V 60/55W wielkość strumienia świetlnego wynosi 1139 lumenów i
ten wynik jest jednym z najwyższych na
rynku - wskazuje Dorota Oryl.
Sama wielkość strumienia świetlnego nie wystarczy jednak, by uznać
żarówkę za dobrą. Istotny jest też jego
rozkład. Są trzy krytyczne punkty w
polu widzenia kierowcy. Pierwszy to
miejsce, w którym znajdują się oczy
współuczestników ruchu nadjeżdżających z przeciwnego kierunku - tu oczywiście powinno być jak najciemniej.
Drugi obszar dotyczy granicy światła
i cienia. Trzecie to miejsce, które powinny być oświetlone najintensywniej.
Także i w tym przypadku żarówka
PHILIPS Blue Vision ma rozkład światła zbliżony do idealnego. Jak łatwo się
domyślić, pod tym względem deklasuje
najtańsze zamienniki. Okazuje się, że
walcząc z mrokiem, mamy do dyspozycji więcej rynsztunku niż można by się
spodziewać.

m.tokarz@tylkotorun.pl

30

kultura

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

Jeden aktor, wiele wzruszeń
Wielkimi krokami zbliża się toruńskie święto monodramów. Wśród gwiazd

2

Gitarowy
miszmasz
Przed nami

zobaczymy Olgierda Łukaszewicza i Zdzisława Kuźniara

1 listopada rozpoczną się 29. Toruńskie Spotkania Teatrów Jednego Aktora. W trakcie trzech
festiwalowych dni publiczność zgromadzona w Teatrze „Baj Pomorski”
zobaczy 10 najlepszych monodramów
wybranych zgodnie z główną zasadą
wydarzenia, czyli zaproszenia laureatów międzynarodowych przeglądów i
konkursów teatrów jednego aktora.
- Obok mistrzów sztuki monodramu tej rangi co Olgierd Łukaszewicz,
Zdzisław Kuźniar, Bogusław Kierc czy
Agnieszka Przepiórska, zaprezentują
się także twórcy debiutujący – dwie
laureatki Turnieju Teatrów Jednego
Aktora SAM NA SCENIE – wymienia
Magda Jasińska, kierownik literacki
teatru. - Prezentacje monodramistów
tradycyjnie oceniać będą dwa grona
jurorów - Kapituły Nagrody Publiczności, która przyzna nagrodę ufundowaną
przez Telewizję Toruń oraz Jury ZASP
– Stowarzyszenia Artystów Teatru, Filmu, Radia i Telewizji.
Festiwal to jednak nie tylko monodramy. Na gości będą czekać spotkania
z twórcami, wystawa fotografii, promocje publikacji z zakresu teatru czy
panel poświęcony Bohumilowi Hrabale w setną rocznicę jego urodziny. Tę
część uświetnią dwa spektakle bazujące na dziełach autora „Postrzyżyn”.
Oddzielny blok będzie dotyczył Teatru
Polskiego Radia, w ramach którego Baj
Pomorski będzie gościł Janusza Kukułę,

druga edycja
HRPP FESTIVAL

W

Olgierda Łukasiewicza zobaczymy w monodramie „A kaz tyz ta Polska, a kaz ta?” według Stanisława Wyspiańskiego

dyrektora radiowej sceny, oraz Joannę
Trzepiecińską. Aktorka wykona słuchowisko „Olga. Eine charmante Frau”.
Dodatkowo Baj Pomorski ogłasza
nabór do Kapituły Nagrody Publiczności.
- W tym roku w Kapitule zasiądzie pięć osób spośród widzów, którzy
zgłoszą organizatorowi festiwalu chęć

udziału we wszystkich przedstawieniach i obradach jury publiczności, a
także uargumentują zasadność swojej
obecności w pracach jury – wyjaśnia
Magda Jasińska. - W pracach Kapituły mogą brać udział wszystkie osoby,
które są żywo zainteresowane teatrem,
chętnie podzielą się refleksjami w gronie innych widzów i podejmą się roli

Fot. MATERIAŁY
ORGANIZATORA

reprezentowania głosu szerszej publiczności. Kapituła przyzna nagrodę.
Osoby, które chciałyby zgłosić się
do Kapituły, proszone są o kontakt e-mailem z Barbarą Kamińską pod adresem sekretariat@bajpomorski.art.pl
najpóźniej do 17 listopada.
Szczegółowy program festiwalu na
www.bajpomorski.art.pl

najbliższy
poniedziałek,
10 listopada, w Hard Rock
Pubie Pamela odbędzie się
stosunkowa nowa, cykliczna impreza
gitarowa. Na scenie lokalu w trakcie
festiwalu pojawią się zespoły z trzech
kontynentów, których muzyka jest
kwintesencją klimatu Pameli.
To będzie gratka dla fanów bluesa,
hard rocka, funky, folku i rocka. Festiwalowa publiczność będzie mogła posłuchać artystów światowego formatu:
The Lewis Hamilton Band (Szkocja),
Moriah Woods (USA), Gwyn Ashton
(Australia), The Pat McManus Band
(Irlandia).
- Będzie sporo energetycznej muzyki, zarówno w elektrycznym, jak i
akustycznym wydaniu – zapowiada
Dariusz Kowalski, właściciel klubu. Festiwal jest skonstruowany tak, aby
mógł na nim zadebiutować zespół z
regionu (Stara Szkoła), ale pojawiły się
także występy znanych grup reprezentujących różne gatunki. Doborem zespołów stawiamy na szerokie spektrum
“korzennych” gatunków muzycznych.
Na scenie jako pierwsza wystąpi pochodząca z Inowrocławia grupa Stara
Szkoła. Festiwal rozpoczyna się o godzinie 19-tej. Wstęp wolny.
(ŁP)

ZAPOWIEDZI

Od Nowa

Dwór Artusa

Kino Niebieski Kocyk

Lizard King

Od Nowa Blues Meeting

kiedy: 21-22 listopada
cena: od 50 zł
oruń Blues Meeting to
wyjątkowy festiwal muzyki
bluesowej, znany głównie ze
wspaniałej atmosfery, która przypomina coroczne spotkania przyjaciół.
Festiwal odbywa się zawsze w przedostatni weekend listopada. Niezmiennie od lat do toruńskiej „Od Nowy”
zjeżdżają w tym czasie fani tej muzyki
z całego kraju. Festiwal trwa dwa dni,
chociaż zdarzały się w historii imprezy
3–dniowe.

T

Tradycją Toruń Blues Meeting są
nocne jam sessions na małej scenie
klubu. Biorą w nich udział muzycy
z różnych formacji, a często również
„przedstawiciele” publiczności. Nigdy nie wiadomo, kto z kim zagra.
Gorące jamy trwają do białego rana,
a rekordowy zakończył się w pewną
listopadową niedzielę o 12 w południe!
Co roku bluesmani i bluesfani dają
świadectwo kondycji bluesa w Polsce.
Przez dwa wieczory na scenie można
zobaczyć
kilkanaście
zespołów.
Każdego roku w festiwalowych koncertach bierze udział około 1.500 osób.

Bogowie

Red Box

Eldo/Pelson/Daniel Drumz

B

T

2

kiedy: 24 listopada, 17:00/19:00
cena: od 10 złotych

Szczegółowy
harmonogram:
Piątek, 19:00
- SUGAR BLUE (USA)
- THE REAL DEAL (EST)
- ROBER LENERT & L.A.
- WHY DUCKY?
- ACUSTIC
Sobota, 19:00
- DŻEM
- AFTER BLUES
- PIERLUIGI PETRICCA (I)
- TORTILLA & WOJTEK KAROLAK
- SLIDIN PK & JUNKYARD ORCH.
(PL, USA, IRL, GB)

ogowie” Łukasza Pawlikowskiego to opowieść o buntowniku,
który rzucił wyzwanie naturze,
władzy i własnym ograniczeniom. To
film o pierwszym udanym polskim
przeszczepie serca dokonanym przez
prof. Zbigniewa Religę w Zabrzu. Dramat nieudanych operacji, walka o każde uderzenie serca, wielkie ambicje i
bolesne porażki, samotność geniusza,
który stanął sam przeciwko swoim
mentorom i rozpoczął rewolucję w polskiej medycynie.
Film Łukasza Palkowskiego to dużo
więcej, niż historia lekarza - to pełnowymiarowa opowieść o człowieku,
którego determinacja i poświęcenie
doprowadziły do pierwszego udanego
przeszczepu serca w Polsce.

kiedy: 12 listopada, 20:00
cena: od 75 złotych

o brytyjska super grupa popowa powstała na początku lat 80.
Ma na koncie trzy albumy: The
Circle & The Square, Motive i nagrany
po reaktywacji w nowym składzie Plenty. W nowej odsłonie zespołu, mniej
obecne są znane ze wcześniejszych
utworów stare automaty perkusyjne i
syntezatory, a bardziej słyszalne są naturalne, akustyczne brzmienia i repertuar o raczej balladowym charakterze.
Muzycy zespołu zapowiadają, że podczas koncertu w Toruniu nie tylko
zabrzmią największe przeboje grupy z
For America, Chenko czy Stay na czele,
ale będzie można premierowo usłyszeć
kilka kompozycji z najnowszego albumu zespołu (którego premiera już
wkrótce).

kiedy: 13 listopada, godz. 21:00
cena: od 25 złotych

8 maja miał swoją premierę album „Chi” warszawskiego rapera Eldo. Świetnie przyjęty przez
fanów artysty krążek, od premiery
okupuje cały czas listę OLIS. 3 października ruszyła trasa koncertowa
Eldo z nowym materiałem. Muzyka
na scenie wspomagać będzie Daniel
Drumz oraz Pelson, czyli 1/3 kultowej
warszawskiej Molesty. Występy artysty będą swoistym przekrojem jego
działaloności scenicznej. Od pierwszych płyt Grammatika, po solowe
wydawnictwa, projekt Parias, czy
wspominana już wcześniej, najnowsza produkcja - Chi. Za rozgrzanie
publiczności odpowiadać będzie nikt
inny jak Gedz do spółki z Odme.
oprac. ŁP, materiały prasowe

Tylko Toruń

www.tylkotorun.pl

Piątek 7 listopada 2014 r.

sport

„Jaskółki” rozwijają skrzydła

31

Toruńskie zawodniczki walczą z mitem hokeja, jako brutalnego sportu. Nie boją się upadków

ani bólu, a w decydujących momentach nie wstrzymują rąk. Choć gra ciałem w wykonaniu dam jest niedozwolona,
to cicho przyznają, że chciałyby te zasady choć trochę zmienić...

ALEKSANDRA
RADZIKOWSKA

W

tym sezonie toruńskie hokeistki Międzyszkolnego
Klubu Sportowego „Sokoły” dostały szansę na powrót do sportowego życia. Niewiele osób wie, że
drużyna „Jaskółek” z powodzeniem
startuje w grupie B Polskiej Ligi Hokeja
Kobiet. W szatni tworzą prawdziwym
team, na tafli prezentują się coraz lepiej.
Są zwycięstwa i powołania do kadry
narodowej. Po wielu trudnych latach,
w końcu pojawiła się miedzy nimi chemia. Są drużyną.
Nie muszą i nie chcą tuszować
swojej kobiecości - przecież również
na "lodzie" można pokazać elegancję i
klasę. Nie ma to nic wspólnego ze strojem, chociaż w ich szatni bez problemu
można znaleźć kosmetyki, czerwone
szminki, zwisające z półek suszarki
do włosów i różowe elementy ubioru.
Znajdzie się również ręcznik w kolorach blaugrany, tradycyjnych barwach
FC Barcelona. To jednak tylko dodatki.
- Wygrywamy mecze, więc atmosfera jest dobra, nie ma wzajemnych
pretensji - mówi kapitan zespołu, Daria
Czachowska. - Trzymamy się razem.
Najstarsza z nas ma 26 lat, najmłodsza
12. Dla takich zawodniczek jesteśmy
jak siostry, chcemy by czuły się częścią drużyny, ale na lodzie walczymy
ramię w ramię. Dziewczyny dają radę.
Widać pasję, miłość do hokeja i zaangażowanie. Liczymy na awans do grupy A PLHK w fazie play-off. Chcemy
udowodnić sobie, że stać nas na to i
odwdzięczyć się za zaufanie, jakim obdarzyli nas włodarze klubu.
Zwycięstwa, takie jak 8:1 z MMKS
Podhale Nowy Targ, tylko wzmacniają
drużynę.
- W lidze można występować dopiero po ukończeniu 13. roku życia, ale

wszystkie dziewczyny trenują razem mówi trener, Daniel Lipiński. - Chcę,
żeby złapały bakcyla, poczuły ducha
drużyny i stały się jej częścią. "Jaskółki"
same zrozumiały, że w tym roku mają
chyba ostatnią szansę na stworzenie
czegoś więcej i udaje się to robić. Widać różnicę nie tylko w atmosferze, ale
poprawiły się także pod kątem strzałów
i jazdy na łyżwach. Od władz klubu
dostałem wolną rękę, by prowadzić je
według swojego planu i jestem za to
wdzięczny. Ciężko jest to jednak robić
bez odpowiednich środków finansowych. Nie mówię o pensji, ale o pomocy sponsorów.
W kategorii poważnego faux pas należy traktować zagadywanie dziewczyn
o motywację i strach. Mężczyzn się o to
nie pyta, więc dlaczego one musiałyby
odpowiadać na takie pytania? Hokej,
jak mówią, jest "zadziorny", ale miejsca
na słabości nie ma w żadnej dyscyplinie. Każda z nich wie, po co jest na lodowisku. Pasja, zaangażowanie i siła nie
są atrybutami przywiązanymi do płci.
Kij, krążek i łyżwy mają dla nich takie
samo znaczenie, jak dla mężczyzn.
- Mitem jest, że hokeistka musi
być "babochłopem" - dodaje Daria
Czachowska. - Nie tracimy na lodzie
swojej kobiecości. Oczywiście, gramy
w obszernych strojach, ale to przecież
nie ma nic do rzeczy. Taki sport i tyle.
Teraz już nawet nie czujemy tych kilogramów obciążeń, które musimy ze
sobą "wozić". Jeśli mamy mało czasu,
to w pięć minut potrafimy przygotować
się do meczu, ale przecież to norma.
Znam dziewczyny, które bez problemu
potrafią ograć chłopaków. Nie oznacza
to, że oni są dziewczęcy.
Toruńskie "Jaskółki" mają w tym sezonie realną szansę na awans do ligowej
grupy A i mierzenie się z najlepszymi
żeńskimi zespołami w kraju. Już początek sezonu pokazał, że stać je na wysokie loty.
Fot. Adam Zakrzewski

a.radzikowska@tylkotorun.pl