You are on page 1of 54

Hermann Hesse

Siddhartha
Przeoya Magorzata ukasiewicz
CZ PIERWSZA
Do Romain Rollanda
Drogi czcigodny Przyjacielu!
Od jesieni 1914 roku, gdy ja rwnie odczuem nagle straszliwy
ciar, dawicy od niedawna ycie duchowe, i gdy stojc na
przeciwlegych brzegach podawalimy sobie rce w uznaniu tych samych
ponadnarodowych koniecznoci, pragnem da Panu jaki znak mego uczucia,
a zarazem prbk mojej twrczoci i wgld w zaprztajce mnie myli.
Prosz serdecznie, by pozwoli Pan zadedykowa sobie pierwsz
cz mego nieukoczonego jeszcze indyjskiego poematu.
Hermann Hesse
Syn bramina
Siddhartha dorasta w cieniu rodzicielskiego domu, w socu nad
brzegiem rzeki, gdzie koysay si odzie, w cieniu lasu, w cieniu drzewa
figowego. Mody sok rs piknie, a razem z nim rs Gowinda, jego
przyjaciel, jak on syn bramina. Biae ramiona Siddharthy brzowiay od
soca nad rzek, przy kpielach, przy witych ablucjach, przy skadaniu
witych ofiar. Czarne oczy chony cie w zagajniku mangowcw, przy
chopicych zabawach, przy piewie matki, przy skadaniu witych ofiar,
przy naukach uczonego ojca, przy rozmowach mdrcw. Siddhartha od dawna
ju uczestniczy w rozmowach mdrcw, wiczy si razem z Gowind w
piknej wymowie, razem z Gowind zaprawia si w sztuce medytowania, w
subie kontemplacji. Umia ju wymawia bezgonie sowo Om, potrafi to
sowo nad sowami bezdwicznie wdycha w siebie i bezdwicznie je
wydycha, w skupieniu duszy, z czoem w blasku jasno mylcego ducha,
jasnego umysu. Posiad ju wiedz o atmanie ukrytym w gbi jego istoty,
niezniszczalnym, stanowicym jedno ze wszechwiatem.
Serce ojca wypeniaa rado z pojtnego, chciwego wiedzy syna,
widzia w nim przyszego mdrca i kapana, pierwszego pord braminw.
Pier matki wypeniao bogie uczucie, gdy na niego patrzya, gdy
widziaa, jak Siddhartha chodzi, jak siada i wstaje, jaki jest silny i
dorodny, jak stpa na smukych nogach, jak pozdrawia j z caym nalenym
matce szacunkiem.
Gdy Siddhartha przechodzi ulicami miasta, z jasnym czoem, z
krlewskim wejrzeniem, smuky w biodrach w sercach modych dziewczt z
bramiskich domw budzia si mio.
Ale bardziej jeszcze kocha go jego przyjaciel Gowinda. Kocha
spojrzenie Siddharty i jego wdziczny gos, kocha jego chd i doskona
gracj jego ruchw, kocha wszystko, cokolwiek Siddhartha czyni i mwi,
a najgorcej kocha jego ducha, grne, pomienne myli, arliw wol,
wzniose powoanie. Gowinda wiedzia, i ten nie zostanie zwykym
braminem, leniwie penicym swj urzd ofiarnikiem, dnym zysku
handlarzem magicznych formuek, prnym, czczym krasomwc, zym,
podstpnym kapanem ani te potuln owieczk w stadzie rwnie gupich i

poczciwych. Nigdy a i on sam, Gowinda, nie chcia dla siebie takiej


przyszoci, nie chcia by braminem, jakich setki i tysice. Chcia i
w lady Siddharthy, ktrego kocha i wielbi. A jeli Siddhartha miaby
sta si bogiem, jeli miaby nalee do grona wietlistych, Gowinda
pjdzie za nim i bdzie mu przyjacielem, towarzyszem, sug, bdzie nosi
za nim wcznie, bdzie jego cieniem.
Siddharth otaczaa zewszd mio. Umia kadego ucieszy, dla
kadego by radoci.
Siebie jednak nie cieszy, dla siebie nie by radoci.
Przechadzajc si po ranych ciekach figowego sadu, przesiadujc w
bkitnym cieniu gaju kontemplacji, odbywajc codzienn kpiel pokutn,
skadajc ofiary w cienistym lesie mangowym, peen godnoci w gestach,
powszechnie kochany i wszystkim nioscy rado, nie znajdowa jednak
radoci we wasnym sercu. Nachodziy go marzenia i niespokojne myli,
napyway z fal rzeki, szy z roziskrzonych gwiazd na niebie i z
promieni soca, wysnuway si z ofiarnych dymw, rozbudzay od wierszy
Rigwedy, sczyy z nauk starych braminw.
Siddhartha pocz ywi w sercu niezadowolenie. Zaczyna czu, e
mio ojca i mio matki, i take mio przyjaciela Gowindy nie zawsze
i po wszystkie czasy bdzie go uszczliwiaa, nie na zawsze go zaspokoi,
nasyci i nie na zawsze mu wystarczy. Pocz si domyla, e
najgodniejszy ojciec i inni nauczyciele, e mdrzy bramini ju mu
przekazali najwiksz i najlepsz czstk swojej mdroci, e przelali
ju cae swoje bogactwo w jego wyczekujce naczynie i naczynie nie
napenio si, umys cierpia niedosyt, dusza nie bya spokojna, serce
nie zaznao uciszenia. Ablucje byy dobre, ale bya to woda, nie zmywaa
grzechw, nie gasia pragnienia ducha, nie przepdzaa serdecznego lku.
Ofiary i wzywanie bogw byy wyborne ale czy to miao by wszystko? Czy
ofiary daway szczcie? A jak to byo z bogami? Czy naprawd Pradapati
stworzy wiat? Czy wiat nie by dzieem atmana, Jedynego i Wycznego?
Czy bogowie nie byli stworzeni, czy nie byli stworzeniami jak kady z
nas, podlegymi czasowi, przemijalnymi. Czy wic dobrze jest, czy jest
susznie, czy jest rzecz rozumn i wznios skada bogom ofiary. Komu
naleao skada ofiary, komu oddawa cze jeli nie Jemu, Jedynemu? A
gdzie go szuka, gdzie on mieszka, gdzie bije jego wieczne serce, gdzie,
jeli nie w naszej wasnej jani, w tym najgbiej ukrytym,
niezniszczalnym pierwiastku, ktry kady nosi w sobie? Ale gdzie, gdzie
jest ta ja, ten najgbszy ostateczny pierwiastek? Mdrcy uczyli, e
nie jest z ciaa ani z koci, nie jest wiadomoci ani myl. Wic gdzie
jest? Dotrze tam, do tej jani, do siebie, do atmana czy warto szuka
jakiej innej drogi? Ale tej wanie drogi nikt nie wskazywa, nikt jej
nie zna, ani ojciec, ani mistrzowie i mdrcy, ani wite piewy ofiarne!
Bramini wiedzieli wszystko, w ich witych ksigach zawieraa si wszelka
wiedza, wszystko wiedzieli i wicej jeszcze ni wszystko, o wszystkim
myleli, o stworzeniu wiata, o powstaniu mowy, o pokarmach, wdechu,
wydechu, o porzdku umysw, o uczynkach bogw wiedzieli nieskoczenie
wiele, ale czy warto wiedzie to wszystko, jeli nie wiedziao si tej
jednej rzeczy, najwaniejszej, jedynej naprawd wanej?
Owszem, liczne wiersze witych ksig, zwaszcza upaniszady
Samawedy mwiy o tym najskrytszym, ostatecznym pierwiastku, i byy to
wspaniae wiersze. Twoja dusza jest caym wiatem" byo tam napisane i
byo napisane, e we nie, w najgbszym nie czowiek dociera do rdzenia
swej istoty i przebywa w atmanie. W tych wierszach zawieraa si cudowna
mdro, w magicznych sowach zgromadzona bya caa wiedza mdrcw,
klarowna jak zebrany przez pszczoy mid. Nie, nie mona lekceway tego
ogromu wiedzy, zebranego tu i przechowywanego przez niezliczone pokolenia
mdrych braminw. Ale gdzie byli ci bramini, gdzie kapani, gdzie mdrcy
albo pokutnicy, ktrym udao si nie tylko posi t najgbsz wiedz,

ale ni y? Gdzie szuka mdrca, ktry owo ycie w atmanie potrafi


przenie ze snu na jaw, w ycie, w codzienno, w sowa i uczynki?
Siddhartha zna wielu czcigodnych braminw, nalea do nich przede
wszystkim jego wasny ojciec, czysty, uczony, godny najwyszej czci.
Ojciec zasugiwa wszak na podziw obejcie mia spokojne i szlachetne,
wid czyste ycie, wypowiada si rozumnie, jego czoo byo siedliskiem
subtelnych i wzniosych myli ale cho tyle wiedzia, czy osign stan
bogoci, czy zazna spokoju, czy i on nie by skazany na poszukiwanie,
na pragnienie? Czy nie musia wci na nowo gasi pragnienia u witych
rde, w ofiarach, w ksigach, w dysputach braminw? Dlaczego, cho
nigdy nie skala si adnym brudem, musia dzie w dzie obmywa si z
grzechw, dzie w dzie zabiega o oczyszczenie, co dzie od nowa? Czy
nie mieszka w nim atman, czy w jego wasnym sercu nie bio rdo
rde? Trzeba odnale to rdo, odnale je w samym sobie, trzeba je w
sobie mie! Caa reszta bya poszukiwaniem, bya okrn drog,
bdzeniem.
Tak myla Siddhartha, tego pragn, z tej przyczyny cierpia.
Czsto przepowiada sobie sowa z upaniszady Chandogja: Zaiste,
imi brahmana jest satyam prawda. Kto posiad t wiedz, ten wstpuje
co dnia w wiat niebiaski". Niebiaski wiat zdawa si czsto tak
bliski, ale Siddhartha nigdy nie dosign go naprawd, nigdy nie ugasi
pragnienia do ostatka. I aden spord wszystkich mdrych i najmdrszych
ludzi, ktrych zna i ktrzy udzielali mu swej nauki aden nie osign
owego niebiaskiego wiata, aden nie ugasi wiecznego pragnienia.
Gowindo rzek pewnego razu Siddhartha do przyjaciela
Gowindo, chod ze mn pod drzewo banyana, bdziemy kontemplowali.
Poszli pod drzewo, usiedli na ziemi, tu Siddhartha, dwadziecia
krokw dalej Gowinda. Siadajc, gotw wypowiedzie Om, Siddhartha
powtrzy cicho wiersz:
Om jest ukiem, strza dusza,
Brahman jest celem strzay,
Dosign go trzeba niechybnie.
Gdy upyn zwyky czas kontemplacji, Gowinda podnis si. By
ju wieczr, pora na wieczorne ablucje. Zawoa Siddharth. Siddhartha
nie odpowiedzia. Siedzia kontemplujc, oczy mia utkwione w dalekim
celu, koniuszek jzyka wysun mu si nieco z ust, zdawao si, e nie
oddycha. Siedzia tak zatopiony w kontemplacji, skupiony na Om, wysawszy
dusz, jak strza ku brahmanowi.
Kiedy przez miasto Siddharthy przechodzili samanowie,
pielgrzymujcy asceci, trzej ylaci, wyschli mczyni, ani starzy, ani
modzi, z barkami okrytymi kurzem i krwawicymi, prawie nadzy, ogorzali
od soca, zamknici w swej samotnoci, obcy i wrodzy wiatu intruzi i
wychude szakale w krlestwie ludzi. Otaczaa ich aura cichego
cierpienia, wyniszczajcej suby, bezlitosnego wyrzeczenia.
Wieczorem, po medytacji, Siddhartha powiedzia do Gowindy:
Jutro rano, przyjacielu, Siddhartha pjdzie do samanw. Zostanie
saman.
Gowinda poblad, gdy usysza te sowa, a z nieruchomej twarzy
przyjaciela odczyta decyzj, nieodwracaln, jak nie mona odwrci biegu
wypuszczonej z uku strzay. Od razu, od pierwszej chwili zrozumia: oto
pocztek, Siddhartha wyrusza w swoj drog, tu rozpoczyna si jego los, a
razem z nim mj los. Poblad tak, e jego twarz przybraa barw
wyschnitej skrki banana.
Siddhartho zawoa czy ojciec ci na to pozwoli?

Siddhartha spojrza na niego jak czowiek, ktry budzi si ze snu.


Z szybkoci strzay odczyta, co dzieje si w duszy Gowindy, odczyta
lk i oddanie.
Gowindo wyrzek cicho szkoda traci sw. Jutro o wicie
rozpoczn ycie samanw. Nie mwmy ju o tym.
Siddhartha wszed do izby, gdzie na trzcinowej macie siedzia
ojciec, stan za nim i sta tak dugo, a ojciec wyczu, e kto za nim
stoi.
Czy to ty Siddhartho? przemwi bramin. Mwe wic, co
przyszede powiedzie.
Za twym pozwoleniem, ojcze rzek Siddhartha. Przyszedem
powiedzie ci, e moim pragnieniem jest opuci jutro twj dom i przysta
do ascetw. Pragn zosta saman. Oby mj ojciec si temu nie
sprzeciwia.
Bramin milcza i milcza tak dugo, e w otworze okienka
przesuny si gwiazdy i zmieniy konstelacje, a w izbie wci trwao
milczenie. Syn sta bez sowa i nieruchomo ze skrzyowanymi ramionami,
ojciec siedzia bez sowa i nieruchomo na macie, po niebie za wdroway
gwiazdy. Wreszcie ojciec przemwi:
Braminowi nie przystoj sowa porywcze i gniewne. Ale w moim
sercu panuje wzburzenie. Nie chciabym sysze tej proby z twoich ust po
raz drugi.
Bramin podnis si wolno, Siddhartha sta w milczeniu ze
skrzyowanymi ramionami.
Na co czekasz? spyta ojciec
Wiesz, na co czekam rzek Siddhartha.
Ojciec poruszony opuci izb, peen wzburzenia uda si na nocny
spoczynek.
Po godzinie, gdy sen nie nadchodzi, wsta, zrobi par krokw,
wyszed z domu. Zajrza przez mae okienko do izby, zobaczy, e
Siddhartha stoi wci, nieporuszony, ze skrzyowanymi ramionami. Jasna
szata poyskiwaa bladawo. Z niepokojem w sercu ojciec wrci na
posanie.
Po godzinie, gdy sen nie nadchodzi, bramin wsta ponownie,
uczyni par krokw, wyszed przed dom, zobaczy wschodzcy ksiyc.
Spojrza przez okno do izby, Siddhartha sta bez ruchu, ze skrzyowanymi
ramionami, na jego nagich goleniach kado si wiato ksiyca. Z trosk
w sercu powrci na posanie.
I przyszed znowu po godzinie i znowu po dwch godzinach, zaglda
przez okienko, widzia jak Siddhartha stoi, w wietle ksiyca, w blasku
gwiazd w ciemnoci. I przychodzi co godzina bez sowa, zaglda do izby,
widzia stojcego bez ruchu syna, serce wypenia mu gniew, wypenia je
niepokj, wtpliwoci, cierpienie.
W ostatniej godzinie nocy, zanim zacz si dzie, wrci znowu,
wszed do izby, popatrzy na syna i syn wyda mu si olbrzymi i jak gdyby
obcy.
Siddhartho rzek na co ty czekasz?
Wiesz na co czekam.
Bdziesz tak sta i czeka a wstanie dzie, a przyjdzie
poudnie, wieczr?
Bd sta i czeka.
Zmczysz si, Siddhartho.
Zmcz si.
Zaniesz, Siddhartho.
Nie zasn.
Umrzesz, Siddhartho.
Umr.
I wolisz umrze, ni posucha ojca?

Siddhartha zawsze sucha ojca.


Wic wyrzekniesz si swego zamiaru?
Siddhartha zrobi, co powie mu ojciec.
Do izby wpad pierwszy brzask dnia. Bramin dostrzeg, e kolana
Siddharthy dr lekko. W twarzy nie dostrzeg drenia, oczy patrzyy w
dal. Wtedy poj, e Siddhartha nie mieszka ju u niego, wrd swoich, e
syn ju go opuci.
Dotkn jego ramienia.
Pjdziesz do lasu rzek i zostaniesz saman. Jeli
znajdziesz w lesie ukojenie, przyjd i naucz mnie ukojenia. Jeli si
rozczarujesz, wr, bdziemy znowu razem skadali bogom ofiary. A teraz
id i ucauj matk, powiedz jej, dokd idziesz. Na mnie ju czas, musz
i nad wod i zacz pierwsze ablucje.
Zdj rk z ramienia syna i wyszed. Siddhartha zachwia si,
prbujc uczyni krok. Opanowa czonki, skoni si ojcu i poszed do
matki, tak jak powiedzia mu ojciec.
Kiedy o pierwszym brzasku dnia z wolna, na zesztywniaych nogach
opuszcza ciche jeszcze miasto, przy ostatnim domu podnis si jaki
cie, skulony tam w kucki, i przyczy si do Siddharthy Gowinda.
Przyszede powiedzia Siddhartha i umiechn si.
Przyszedem rzek Gowinda.
U samanw.
Wieczorem tego dnia dogonili ascetw, wyschych samanw, i
zaofiarowali si im towarzyszy i okazywa posuszestwo. Zostali
przyjci.
Siddhartha podarowa sw szat ubogiemu braminowi na gocicu.
Nosi ju tylko przepask na biodrach, a za cae okrycie suy mu prosty
kawa materii barwy ziemi. Jad tylko raz dziennie i nigdy nic
gotowanego. Poci przez dwa tygodnie. Poci przez cztery tygodnie.
Twarz mu wychuda, uda opady z ciaa. W wyogromniaych oczach rozpalay
si gorczkowe wizje, u wychudzonych palcw wyrosy dugie paznokcie, na
twarzy suche kpki brody. Gdy spotyka kobiet, jego wzrok ta jak
bryka lodu; na widok piknie ubranych ludzi usta wykrzywia mu grymas
pogardy. Widzia handlujcych przekupniw, ksit wyruszajcych na
polowania, aobnikw opakujcych zmarych, strczce si dziewki,
lekarzy opiekujcych si chorymi, kapanw wyznaczajcych dzie na
zasiewy, kochajcych si kochankw, matki karmice dzieci i wszystko to
nie byo warte jego spojrzenia, wszystko kamao, wszystko cuchno,
cuchno kamstwem, udawao sens, szczcie i pikno, a kryo w sobie
zgnilizn. wiat smakowa gorzko. ycie byo udrk.
Siddhartha mia przed sob tylko jeden cel: wyzby si
wszystkiego, wyzby si pragnie, wyzby si marze, wyzby si radoci i
cierpienia. Obumrze dla samego siebie, wyzby si siebie, znale spokj
w opustoszaym sercu, zapomnie o samym sobie i otworzy si na cud
oto, do czego dy. Kiedy ja zostanie pokonana i umrze, kiedy ucichn
wszelkie zapay i drgnienia serca, musi obudzi si to co ostatecznego,
ten rdze istnienia, ktry nie jest ju jani, ta wielka tajemnica.
Siddhartha sta w milczeniu pod poudniowym arem soca, pali go
bl, palio pragnienie, i sta tak, pki bl i pragnienie nie ustpiy.
Sta w milczeniu pod strugami ulewy, gdy przysza pora deszczowa, woda
spywaa z wosw po zmarznitych barkach, po zmarznitych biodrach i
nogach, a pokutnik sta tak, a w kocu nie czu ju chodu, czonki
przestay dygota, znieruchomiay. Milczc kuca w ciernistych zarolach,
z otwartych ran cieka krew, z wrzodw cieka ropa, a Siddhartha trwa
nieruchomo, trwa jak skamieniay, a krew przestaa ciec, a nic ju nie
kuo, nic ju nie bolao.

Siddhartha siada wyprostowany i uczy si oszczdza oddechu,


uczy si obywa niewielk porcj zaczerpnitego powietrza, uczy si
wstrzymywa oddech. Uczy si poprzez oddech uspokaja bicie serca,
zmniejsza liczb uderze, a serce uderzao coraz rzadziej i nie
uderzao ju prawie wcale. Pouczony przez najstarszego saman, Siddhartha
wiczy si w wyrzeczeniu, uprawia kontemplacj, wedug nowych regu,
jakie wyznawali samanowie. Nad bambusowym gajem przeleciaa czapla i
Siddhartha ogarnia ptaka swoj dusz, lecia nad lasem i grami, by
czapl, ywi si rybami, czu gd czapli, mwi krzykiem czapli,
umiera mierci czapli. Na piaszczystym brzegu lea martwy szakal i
dusza Siddharthy wlizgiwaa si w zwoki, bya martwym szakalem, leaa
na brzegu, pucha, cuchna, gnia, rozszarpyway j hieny, spy
odzieray ze skry, stawaa si szkieletem, prochem, rozwiewaa si. I
dusza Siddharthy wracaa znowu, zaznawszy mierci, gnicia, rozpadu,
zaznawszy mrocznego odurzenia w kole przemian i z nowo obudzonym
pragnieniem czatowaa, ktrdy by si wyrwa z zamknitego koa, tam,
gdzie koczy si acuch przyczyn, gdzie rozpoczyna si wieczno bez
cierpie. Umierca zmysy, umierca pami, ucieka od swojego ja w
tysiczne obce ksztaty, by zwierzciem, by padlin, by kamieniem,
drzewem, wod i za kadym razem znowu si budzi, w wietle soca czy w
wietle ksiyca, by znowu sob, by jani, kry w zamknitym kole,
czu pragnienie, przezwycia pragnienie, czu nowe pragnienie.
U samanw Siddhartha nauczy si wielu rzeczy, pozna wiele drg
ucieczki od ja. Szed drog samozaparcia przez bl, przez dobrowolne
znoszenie i pokonywanie blu, godu, zmczenia. Szed drog samozaparcia
przez medytacj, przez oczyszczenie umysu z wszelkich wyobrae. Pozna
t i inne drogi, tysickro porzuca swoje ja, godzinami i dniami
przebywa poza tym, co byo jego jani. Ale cho drogi te odwodziy go
od wasnego ja, to przecie na koniec wiody z powrotem do niego. Cho
Siddhartha tysickro umyka jani, przebywa w nicoci, w zwierzciu, w
kamieniu, powrt by nieunikniony, nieuchronnie nadchodzia chwila, kiedy
znowu odnajdowa siebie, w blasku soca albo w blasku ksiyca, w cieniu
drzew albo pod strugami deszczu i znowu by jani, by znowu Siddharth
i znowu czu udrk wiecznie obracajcego si koa.
Obok niego y Gowinda, jego cie, podajcy tymi samymi drogami,
podejmujcy te same wysiki. Rzadko rozmawiali ze sob inaczej ni
wymagay tego suba i praktyki. Niekiedy wdrowali razem po wsiach, by
uebra poywienia dla siebie i swoich nauczycieli.
Jak mylisz, Gowindo rzek w czasie jednej z tych ebraczych
wypraw Siddhartha jak mylisz, czy zaszlimy dalej? Czy osignlimy
nasze cele?
Uczylimy si i uczymy si dalej odpar Gowinda. Ty
zostaniesz wielkim saman, Siddhartho. Nauczye si szybko wszystkich
praktyk, starzy samanowie czsto ci podziwiali. Zostaniesz witym,
Siddhartho.
Jest chyba inaczej, przyjacielu odrzek Siddhartha. Czego
nauczyem si do tej pory u samanw, tego, o Gowindo, mgbym nauczy si
szybciej i prostszym sposobem. W kadej gospodzie z dziewkami, gdzie
zachodz wozacy i gdzie gra si w koci, nauczybym si tego samego,
przyjacielu.
Siddhartha artuje sobie ze mnie rzek Gowinda. Jakeby
mia nauczy si od tych biedakw kontemplacji, zatrzymywania oddechu,
odpornoci na gd i bl?
A Siddhartha odezwa si cicho, jakby do siebie:
Czym jest kontemplacja? Czym jest porzucanie ciaa? Czym jest
post? Czym zatrzymanie oddechu? Ucieczk od ja, krtkim wytchnieniem od
udrki bycia sob, krtkim odurzeniem, ktre chroni przed blem i
bezsensem ycia. T sam ucieczk, to samo krtkotrwae odurzenie

znajduje poganiacz byda w karczmie, gdy wypije par czarek ryowego wina
albo sfermentowanego mleka kokosowego. Nie czuje wtedy ciaru swego ja,
nie czuje ju blu ycia, znajduje na krtko odurzenie. Drzemic nad
swoj czark wina, znajduje to samo, co Siddhartha i Gowinda, gdy przez
dugie praktyki wymykaj si z ciaa, wykraczaj poza ja. Tak to jest,
Gowindo.
Mwisz tak, przyjacielu Gowinda na to cho wiesz dobrze, e
Siddhartha nie jest poganiaczem byda, a samanowie nie s pijakami. Pijak
znajduje odurzenie, to prawda, udaje mu si na krtko uciec i znale
wytchnienie, i to prawda, ale wraca z szalestwa i zastaje znowu wszystko
tak jak byo, nie zmdrza od tego, nie zgromadzi wiedzy, nie wznis
si ani o szczebel wyej.
A Siddhartha odrzek z umiechem:
Nie wiem tego, nigdy nie byem pijakiem. Ale wiem, wiem dobrze,
Gowindo, e ja, Siddhartha, w tych wiczeniach i kontemplacji znajduj
tylko krtkotrwae odurzenie, i jestem rwnie daleki od zbawienia jak
dziecko w onie matki.
I znowu ktrego razu, gdy Siddhartha z Gowinda opucili puszcz,
aby uebra we wsi troch poywienia dla braci i nauczycieli, Siddhartha
pocz mwi i mwi tak:
I jak, Gowindo, czy jeste na dobrej drodze? Czy zbliamy si do
poznania? Do wybawienia? A moe krcimy si tylko w kko wanie my,
ktrzymy chcieli wyrwa si z wiecznego koa?
Wielemy si nauczyli, Siddhartho odrzek Gowinda wiele
jeszcze nauki przed nami. Nie krcimy si w kko, idziemy w gr, koo
jest spiral, wspilimy si ju o kilka stopni.
Jak sdzisz Siddhartha na to ile lat moe mie najstarszy
samana, nasz czcigodny nauczyciel?
Moe szedziesit odrzek Gowinda.
Szedziesit lat rzek Siddhartha i nie osign nirwany.
Bdzie mia siedemdziesit i osiemdziesit, a my, ty i ja, te si
zestarzejemy i bdziemy uprawiali wiczenia, bdziemy pocili, bdziemy
medytowali. Ale nirwany nie osigniemy, ani on, ani my. Ach, Gowindo,
myl, e spord wszystkich samanw, jacy istniej, aden moe nie
osignie nirwany. Znajdujemy pociech, znajdujemy odurzenie, zdobywamy
umiejtnoci i tym si udzimy. Ale tego, co istotne, drogi drg, nie
znajdujemy.
Siddhartho rzek Gowinda przeraasz mnie tymi sowami. Jake
to, pord tylu uczonych mw, pord tylu braminw, pord tylu
samanw, ktrzy przestrzegaj najsurowszej reguy i zasuguj na
najwysz cze, pord tylu witobliwych aden nie miaby znale drogi
drg?
Siddhartha rzek gosem, w ktrym byo tyle smutku co drwiny,
cichym, troch smutnym, troch drwicym gosem:
Twj przyjaciel, Gowindo, wkrtce opuci ciek samanw, ktr
tak dugo z tob poda. Cierpi pragnienie, Gowindo, a w czasie tej
dugiej drogi to pragnienie nic si nie zmniejszyo. Zawsze pragnem
wiedzy, zawsze miaem mnstwo pyta. Zwracaem si z pytaniami do
braminw, przez cae lata, i przez cae lata zwracaem si z pytaniami do
witych ksig i przez cae lata zwracaem si z pytaniami do pobonych
samamanw. I zdaje si, e rwnie dobrze mogem zwraca si z tymi
pytaniami do tukanw albo do szympansw, Gowindo, i byoby to rwnie
mdre i z rwnym poytkiem dla zbawienia. Potrzebowaem duo czasu,
Gowindo, a jeszcze nie uporaem si z tym do koca, eby si nauczy, e
nie mona si niczego nauczy. Myl, e nie ma naprawd takiej rzeczy,
ktr nazywamy nauk". Jest to wiedza, mj drogi, i ta wiedza jest
wszdzie, to atman, ktry jest w tobie i we mnie i w kadym istnieniu. I

dochodz oto do przekonania, e najwikszym wrogiem tej wiedzy jest wola


wiedzy, e najgorsze, co moemy zrobi, aby j posi, to uczy si.
Wtedy Gowinda przystan na drodze, wznis rce i rzek:
Czemu straszysz, Siddhartho, przyjacielu, takimi sowami?
Doprawdy, budzisz lk w moim sercu. I pomyl przecie o witoci
modlitw, o godnoci stanu braminw, o witoci samanw, jakie by to
miao znaczenie, jeliby miao by tak jak mwisz, jeli nie istniaoby
co takiego jak nauka. Co by si stao z tym wszystkim, Siddhartho, co
jest wite na tej ziemi, co wartociowe, godne szacunku?
I zamrucza cicho werset z upaniszady:
Niewysawiona jest bogo w sercu tego,
Kto w zadumie, z rozjanionym umysem,
pogra si w atmanie.
Siddhartha jednak milcza. Rozmyla nad sowami Gowindy, chcia
je przemyle do koca.
Tak, myla stojc z pochylon gow, co pozostanie z rzeczy,
ktre wydaj nam si wite? Co si zachowa? Co ma trwa warto? I
potrzsa gow.
Kiedy, gdy obaj modziecy przebywali ju okoo trzech lat u
samanw i dzielili ich praktyki, rozmaitymi drogami dotara do nich
nowina, pogoska, wie przekazywana z ust do ust, e oto pojawi si
kto imieniem Gautama, Wzniosy, Budda, ktry pokona w sobie cierpienie,
jakie musi znosi czowiek na tym wiecie, i wstrzyma koo ponownych
narodzin. Wdruje nauczajc po caym kraju, otoczony uczniami, bez
majtnoci, bez ojczyzny, bez kobiet, w tej opoczy ascety, ale z
pogodnym czoem i bogoci w sercu, a bramini i ksita oddaj mu
pokon i zostaj jego uczniami.
Ta opowie, ta pogoska, ta bajka rozbrzmiewaa zewszd,
rozchodzia si na wszystkie strony jak czarowny zapach, w miastach
mwili o tym bramini, w lesie samanowie, do uszu chopcw wci powracao
natrtne imi Gautamy, Buddy, wspominane dobrze i le, z uwielbieniem i
pogard.
Kiedy jaka okolica zostanie dotknita dum, a rozejdzie si
wie, e tam a tam jest czowiek, mdrzec, cudotwrca, ktrego sowo i
tchnienie wystarczy, aby uzdrowi ofiar zarazy, wie taka przebiega
cay kraj i kady j powtarza i wielu wierzy, wielu ywi wtpliwoci,
wielu za natychmiast wyrusza w drog, aby odszuka mdrca i uciec si do
jego pomocy. Tak wanie obiegaa kraj owa legenda, otoczona szczegln
aur legenda Gautamy, Buddy, mdrca z rodu akjw. Zdoby on powiadali,
ci co wierzyli najwysz wiedz, pamita swoje poprzednie wcielenia,
osign nirwan i nigdy nie wrci ju w krg istnie, nigdy nie zanurzy
si w mtny strumie doczesnych tworw. Powiadano o nim wiele rzeczy
wspaniaych i niewiarygodnych, czyni cuda, pokona diaba, rozmawia z
bogami. Ale wrogowie i ci, co w niego nie wierzyli, powiadali, e w
Gautama to marny uwodziciel, e przepdza dnie w dostatkach, gardzi
ofiarami, nie ma wyksztacenia, nie uprawia wicze ani umartwie.
Legenda o Buddzie miaa w sobie jak sodycz, wszystkie te wieci
tchny jakim czarem. Wszak wiat by chory, ycie byo nieznonie
cikie, a tu oto zdawao si tryska rdo, tu rozbrzmiewao posanie,
niosce pociech, agodne, niosce szlachetne obietnice. Wszdzie, dokd
tylko dotara wie o Buddzie, we wszystkich krainach indyjskich
modziecy nadstawiali uszu, budzia si w nich tsknota, budzia si
jaka nadzieja, a synowie braminw po wsiach i miastach witali radonie
kadego pielgrzyma i przybysza, jeeli przynosi wiadomo o Wzniosym, o
Pustelniku z rodu akjw.

Wie ta dotara te do samanw w lesie, dotara do Siddharthy i


do Gowindy, powoli, sczc si po kropelce, a kada kropla bya cika od
nadziei i cika od wtpliwoci. Niewiele o tym mwili, bo najstarszy
samana nie wita tych wieci przyjanie. Posysza, e w rzekomy Budda
by niegdy ascet i y w lesie, a potem zwrci si ku uciechom i
wiatowemu yciu i mia Gautam za nic.
Siddhartho rzek pewnego razu Gowinda do przyjaciela byem
dzi we wsi i pewien bramin zaprosi mnie do swego domu, a przebywa tam
akurat pewien modzieniec z Magadhy, ktry widzia by na wasne oczy
Budd i sysza, jak naucza. Zaiste, uczuem bl w piersi i pomylaem
sobie: gdybym i ja, gdybymy my obaj doyli godziny, kiedy bdzie nam
dane usysze nauk z ust Tego, ktry osign doskonao. Powiedz
przyjacielu, czy nie pjdziemy tam i nie wysuchamy nauki z ust Buddy?
Mylaem zawsze rzek Siddhartha e Gowinda zostanie u
samanw, sdziem zawsze, e celem jego jest doy lat szedziesiciu i
siedemdziesiciu i wci wiczy si w umiejtnociach i praktykach,
jakie przystoj samanie. Ale wida za mao znaem Gowind, za mao
wiedziaem o jego sercu. Wic i ty, najlepszy druhu, chcesz obra now
drog i i tam, gdzie Budda gosi swoj nauk.
Raczysz sobie kpi rzek Gowinda. Kpij sobie, Siddhartho!
Lecz czy i ty nie pragniesz wysucha tej nauki, czy nie czujesz w sobie
takiej chci? I czy nie powiedziae mi, e nie bdziesz poda duej
drog samanw?
Siddhartha rozemia si na swj sposb, troch smutno i troch
drwico, i rzek:
Susznie powiedziae, Gowindo, susznie powiedziae i dobrze
pamitasz. A wic przypomnij sobie te co innego, co ode mnie
usyszae: e oto staem si podejrzliwy wobec nauk i uczenia, e mnie
to zmczyo, e mao mam wiary w sowa, ktre mona usysze od
nauczycieli. Ale dobrze, mj druhu, jestem gotw wysucha tej nauki
cho serce mi mwi, e jej najlepszych owocw juemy zakosztowali.
Twoja gotowo cieszy moje serce rzek Gawinda. Ale powiedz
mi, jake to moliwe? Jake to nauka Gautamy miaa obdarzy nas swymi
najlepszymi owocami, zanim jeszcze j posyszelimy?
Korzystajmy z tych owocw i zaczekajmy na reszt, Gowindo
rzek Siddhartha. Te owoce za, ktre ju dzi zawdziczamy Gautamie,
to to, e kae nam opuci Samanw. Czy ma nam do zaoferowania jeszcze
co wicej i co lepszego, przyjacielu, czekajmy spokojnie, a przekonamy
si.
Tego samego dnia Siddhartha powiadomi najstarszego teman o
swojej decyzji. Powiadomi go o tym grzecznie i skromnie, jak przystoi
modemu czowiekowi i uczniowi. Samana jednak wpad w gniew, podnis
gos i sypa zorzeczeniami. Gowinda przelk si i zmiesza, Siddhartha
jednak pochyli si do jego ucha i wyszepta:
Udowodni temu starcowi, e czego si u niego nauczyem.
Przysunwszy si bliej samany, cay skupiony, zowi wzrokiem
jego wzrok, zapanowa nad nim, zmusi do milczenia, obezwadni, podda
swojej woli, bezgonie rozkaza mu czyni to, czego od niego da.
Starzec umilk, jego spojrzenie znieruchomiao, wola zostaa
sparaliowana, ramiona opady, bezwolnie uleg mocy Siddharthy. A skoro
myli Siddharthy nim zawadny, musia speni ich rozkazy. I starzec
skoni si kilkakro, wykona gest bogosawiestwa, zajkliwie
wypowiedzia pobone yczenie dobrej drogi. Modziecy odwzajemnili
pokony, odpowiedzieli na pozdrowienia i odeszli. W drodze Gowinda rzek:
Siddhartho, nauczye si u samanw wicej ni przypuszczaem.
Trudno przecie zaczarowa starego samana. Doprawdy, gdyby tam pozosta,
nauczyby si wkrtce chodzi po wodzie.

Nie pragn chodzi po wodzie odpar Siddhartha. To sztuczka


w sam raz dla starych samanw.
Gautama
W miecie Sawatthi kade dziecko znao imi Wzniosego Buddy i
kady dom skwapliwie napenia miseczki uczniw Gautamy, w milczeniu
proszcych o jamun. Niedaleko miasta znajdowao si ulubione miejsce
Buddy, ogrd Detawana, ktry bogaty kupiec Anathapindika, oddany
czciciel Wzniosego, ofiarowa w podarunku jemu i jego wyznawcom.
Tam odsyay wszystkie opowieci i odpowiedzi, jakich udzielano
obu modym ascetom szukajcym miejsca pobytu Gautamy. A e byli w
Sawatthi, ju w pierwszym domu, do ktrego zastukali po probie, dano im
jedzenie, za gdy si poywili, Siddhartha zwrci si do kobiety, ktra
jedzenie przyniosa.
Chcielibymy, szczodra kobieto, dowiedzie si, gdzie przebywa
Najczcigodniejszy Budda, jestemy bowiem samanami z lasu i przyszlimy
zobaczy Doskonaego, oraz usysze nauk z jego ust.
Zaiste rzeka kobieta dobrze trafilicie, samanowie z lasu.
Wiedzcie, e Wzniosy przebywa w Detawanie, w ogrodzie Anathapindiki.
Moecie przenocowa w Detawanie, pielgrzymi, bo do tam miejsca dla
niezliczonych, co przybywaj zewszd po nauk z jego ust.
Gowinda ucieszy si i wykrzykn z radoci:
A wic jestemy u celu i nasza wdrwka dobiega kresu! Powiedz
nam jeszcze, matko pielgrzymw, czy go znasz, czy znasz Budd, czy go
widziaa na wasne oczy?
Widziaam Wzniosego wiele razy odpara kobieta. Widziaam,
jak idzie ulicami, w milczeniu, okryty t opocz, widziaam, jak w
milczeniu wyciga u drzwi jamun miseczk, jak odbiera j napenion.
Gowinda sucha tego z zachwytem i chcia wypytywa jeszcze o
wiele rzeczy i wiele usysze. Siddhartha jednak nalega, by i dalej.
Podzikowali i poszli, i nie potrzebowali nawet rozpytywa o drog, bo
liczni pielgrzymi i mnisi ze wsplnoty Gautamy udawali si do Detawana.
A e dotarli na miejsce noc, coraz to kto przybywa, sycha byo
nawoywania i rozmowy pielgrzymw, ktrzy domagali si noclegu i byli
przyjmowani. Obaj samanowie, nawykli do ycia w puszczy, szybko i bez
haasu znaleli sobie kt na spoczynek i pozostali tam a do rana.
O wschodzie soca ujrzeli ze zdumieniem, jak wielkie mnstwo
ludzi, wyznawcw i tych, co chcieli zaspokoi ciekawo, nocowao w
ogrodzie. Wszdzie wida byo mnichw w tych opoczach, jak
przechadzaj si po drkach, siedz pod drzewami pogreni w
kontemplacji albo prowadz dysputy, cienisty ogrd przypomina miasto,
gdzie ludzie roili si i uwijali jak pszczoy w ulu. Wielu mnichw
udawao si z jamunymi miseczkami do miasta uebra jedzenie na
poudniowy posiek, jedyny w cigu dnia. Sam Budda, sam Owiecony, mia
zwyczaj rano wyrusza po probie.
Siddhartha zobaczy go i pozna natychmiast, jak gdyby bg wskaza
mu go palcem. Zobaczy zwyczajnego czowieka w tym paszczu, idcego
spokojnie z miseczk w rku.
Spjrz wyrzek cicho do Gowindy to jest Budda.
Gowinda spojrza uwanie na mnicha w tej opoczy, ktry na
pozr niczym si nie rni od setek innych mnichw. I Gowinda te od
razu rozpozna to on. Poszli i przygldali mu si.
Budda szed skromnie, zamylony, na jego spokojnej twarzy nie
wida byo smutku ani radoci, wydawao si, e w duchu lekko si
umiecha. Porusza si z tym wewntrznym umiechem cicho, spokojnie, jak
dziecko, ktremu nic nie dolega, nosi swj strj i stpa jak wszyscy
mnisi, dokadnie podug reguy. Ale twarz i krok, spokojne spojrzenie

opuszczonych oczu, zwieszona rka, a nawet kady palec tej rki wyraa
ukojenie, wyraa doskonao, niczego nie szuka, ku niczemu si nie
zwraca, niczego nie udawa, oddycha agodnie w nieprzerwanej ciszy, w
nieprzerwanym wietle, w niezmconym spokoju. Gautama szed wic ku
miastu, ebra jamuny, a dwaj samanowie rozpoznali go jedynie po
doskonaym spokoju, po wyciszeniu w twarzy, na ktrej nie malowao si
adne denie, adne poszukiwanie, adne pragnienie, by co udawa, aden
wysiek, a jedynie pokj i wiato.
Dzi usyszymy jego nauk rzek Gowinda.
Siddhartha nie odpowiedzia. Nie by bardzo ciekaw tej nauki, nie
wierzy, by nauczya go czego nowego, zetkn si ju by wszak nieraz z
treci tej nauki, podobnie jak Gowinda, choby z drugiej albo trzeciej
rki. Ale patrzy uwanie na gow Guatamy, na jego ramiona, stopy, na
spokojnie zwieszon do i wydawao mu si, e kade zgicie kadego
palca tej doni jest nauk, przemawia, tchnie, lni prawd. Ten czowiek,
ten Budda, by prawd, a po gest najmniejszego palca. Ten czowiek by
wity. Siddhartha nigdy nie czu dla nikogo tyle szacunku, nigdy nikogo
tak nie pokocha jak tego czowieka.
Szli za Budd a do bram miasta i w milczeniu zawrcili, sami
bowiem zamierzali tego dnia poci. Widzieli, jak Guatama wraca,
widzieli, jak w krgu uczniw spoywa posiek tym, co jad, nie
poywiby si nawet ptaszek i widzieli, jak wycofuje si w cie drzew
mangowych.
Wieczorem, kiedy ar ustpi, a w obozowisku wszyscy si oywili i
poczli gromadzi, usyszeli nauk Buddy. Syszeli jego gos i gos ten
rwnie by doskonay, doskonale opanowany, peen wewntrznego spokoju.
Gautama naucza o cierpieniu, o tym, skd si ono bierze i jak je
pokonywa. Cichy gos pyn spokojnie i czysto. ycie byo cierpieniem,
wiat by peen cierpienia, ale oto moliwe byo wybawienie: wybawienie
znajdowa ten, kto poda drog doskonaoci.
Wzniosy przemawia gosem agodnym, lecz stanowczym, naucza
czterech prawd, naucza omiorakiej cieki, cierpliwie poda zwyk
drog nauki, przykadw, powtrze, jego gos wznosi si jasno i
spokojnie nad gowami suchaczy, jak wiato, jak rozgwiedone niebo.
Kiedy Budda zapada ju noc skoczy mwi, niektrzy
pielgrzymi podchodzili i prosili o przyjcie do wsplnoty, szukali ostoi
w nauce. Gautama przyjmowa ich ze sowami:
Wysuchalicie nauki, oto ona. Przyjmijcie j i idcie drog
witoci, aby pooy kres wszelkiemu cierpieniu.
Podszed te Gowinda, niemiay Gowinda, i rzek:
I ja szukam ostoi we Wzniosym i jego nauce i prosi o
przyjcie do grona uczniw i zosta przyjty.
Zaraz potem, gdy Budda oddali si na spoczynek, Gowinda zwrci
si do Siddharthy i rzek w podnieceniu:
Siddhartho, nie przystoi mi czyni ci wyrzutw. Obydwaj
wysuchalimy Wzniosego, obaj syszelimy nauk. Gowinda wysucha nauk
i przysta do niej. A ty, mj umiowany, czy nie chcesz pj drog
wybawienia? Ocigasz si, chcesz jeszcze na co czeka?
Na sowa Gowindy Siddhartha zbudzi si jakby ze snu. Dugo
wpatrywa si w twarz przyjaciela. Potem rzek cicho, a w jego gosie nie
byo drwiny:
Gowindo, przyjacielu, oto uczynie krok, oto wybrae swoj
drog. Zawsze bye moim przyjacielem, zawsze szede o krok za mn.
Czsto zastanawiaem si, czy Gowinda nie uczyni kiedy sam kroku, beze
mnie, z porywu wasnej duszy? Patrz, stae si oto mczyzn i sam
wybierasz swoj drog. Oby doszed ni do koca, przyjacielu! Oby
znalaz wybawienie!

Gowinda, nie pojmujc jeszcze w peni, zniecierpliwionym tonem


powtrzy swoje pytanie:
Przemw, bagam ci! Powiedz, e i ty, mj mdry przyjacielu,
przystpisz do nauki wzniosego Buddy, bo inaczej by nie moe!
Siddhartha pooy mu rk na ramieniu.
Nie dosyszae mego bogosawiestwa, Gowindo. Powtrz je:
oby doszed t drog do koca. Oby znalaz wybawienie!
Wtedy Gowinda zrozumia, e przyjaciel go opuci, i pocz
paka.
Siddhartho! wykrzykn z aoci.
Siddharta przemwi przyjanie.
Nie zapominaj, Gowindo, e naleysz teraz do samanw Buddy.
Wyrzeke si ojczyzny i rodzicw, wyrzeke si pochodzenia i majtku,
wyrzeke si wasnej woli, wyrzeke si przyjani. Tak chce nauka, tak
chce Wzniosy. Ty sam tego chciae. Jutro opuszcz ci, Gowindo.
Dugo jeszcze przechadzali si po ogrodzie, dugo leeli i nie
mogli zasn. I Gowinda wci od nowa nalega, by przyjaciel powiedzia
mu, dlaczego nie przystpuje do nauki Guatamy, jaki bd w niej widzi.
Ale Siddhartha za kadym razem odrzuca nalegania i mwi:
Ciesz si, Gowindo! Nauka Wzniosego jest bardzo dobra, jak
mgbym widzie w niej bdy?
Skoro wit jeden z wyznawcw Buddy, jeden z najstarszych mnichw,
przechodzi ogrodem i wzywa do siebie tych wszystkich, ktrzy przystali
do Buddy, aby zaoy im t szat oraz wprowadzi w podstawy nauki i
obowizki nowego stanu. Gowinda zerwa si, raz jeszcze ucisn
przyjaciela modoci i przyczy si do orszaku nowicjuszy.
Siddhartha za kry zamylony po ogrodzie.
Krc tak napotka Guatam i pozdrowi go z caym uszanowaniem, a
widzc jego wzrok peen dobroci i spokoju, zdoby si na odwag i
poprosi, by wolno mu byo z nim mwi.
Budda w milczeniu skin gow.
Wczoraj, o Wzniosy rzek Siddhartha dane mi byo wysucha
twojej cudownej nauki. Razem z przyjacielem odbylimy dug drog, aby
jej wysucha. I oto mj przyjaciel chce tu zosta, chce przysta do
ciebie. Ja tymczasem wyruszam w dalsz pielgrzymk.
Jeeli taka jest twoja wola rzek uprzejmnie Czcigodny.
Moje sowa s zbyt miae cign Siddhartha ale nie
chciabym odej od Wzniosego, nie wypowiedziawszy szczerze tego, co
myl.
Budda w milczeniu skin gow.
Jedno mwi Siddhartha jedno nade wszystko w twojej nauce
przejmuje mnie podziwem, o Najczcigodniejszy. Wszystko w tej nauce jest
doskonale jasne, wszystko dowodne; wiat jawi si w niej jako nigdy i w
adnym miejscu nieprzerwany acuch, wieczny acuch przyczyn i skutkw.
Nikt nigdy nie zdoa pokaza tego tak jasno, nikt tego nie wyoy tak
nieodparcie; zaiste serce kadego bramina musi zabi mocniej, gdy w
wietle twojej nauki ujrzy wiat jako doskonale spjn cao, jako
przejrzysty kryszta, niezawisy od przypadkw, niezawisy od bogw. Czy
wiat ten jest dobry czy zy, czy ycie w tym wiecie jest cierpieniem
czy radoci, o tym nie mwmy, by moe, i to rzecz bez znaczenia ale
jedno wiata, zwizek wydarze, jeden strumie, ogarniajcy rzeczy mae
i due, jedno prawo rzdzce narodzinami i mierci, to wynika jasno z
twojej nauki, o Doskonay. Lecz oto, wedle tego, co nauczasz, ta jedno
i spjno wszechrzeczy zostaje w jakim miejscu rozerwana, przez malek
szczelin przedostaje si do tego wiata jednoci co obcego, co nowego,
co, czego przedtem nie byo i czego nie mona okaza ani dowie, ani
wytumaczy: twoja nauka o pokonaniu wiata, o wybawieniu. I ta maleka
szczelina, to pknicie sprawia, e caa ta wieczna i jednolita zasada

zostaje zamana i podwaona. Wybacz mi, prosz, e omielam si stawia


ci zarzuty.
Gautama sucha w milczeniu, nieporuszony. Potem dopiero
przemwi, z ca dobroci, gosem uprzejmym i dwicznym.
Wysuchae nauki rzek Doskonay i chwaa ci, synu bramina,
e tak gboko j przemylae. Znalaze w niej luk, znalaze bd w
tej nauce. Oby dalej nad ni rozmyla. Pozwl si jednak ostrzec,
chciwy wiedzy modziecze, przed gszczem pogldw i przed sporami o
sowa. Pogldy nie maj wagi, mog by pikne albo brzydkie, roztropne
albo gupie, kady moe je uznawa albo odrzuca. Ale nauka, ktr ode
mnie usyszae, nie jest moim pogldem, a jej celem nie jest objanienie
wiata na uytek tych, ktrzy akn wiedzy. Jej cel jest inny: jej celem
jest wybawienie od cierpie. Taka, nie inna, jest nauka Gautamy.
Nie chciaem ci rozgniewa, o Wzniosy rzek modzieniec.
Com powiedzia, powiedziaem nie po to, by si z tob spiera, by wie
spr o sowa. Zaiste, masz racj, e pogldy maj ma wag. Ale pozwl
powiedzie mi jeszcze jedno: ani przez chwil w ciebie nie zwtpiem. Ani
przez chwil nie wtpiem, e jeste Budd, e osign cel, najwyszy
cel, do ktrego dy wiele tysicy braminw i modziecw. Znalaze
wybawienie od mierci. Znalaze je dziki wasnym poszukiwaniom, na
wasnej drodze, dziki rozmylaniom, kontemplacji, poznaniu, owieceniu.
Nie znalaze go dziki nauce, to nie nauka daa ci wybawienie! I taka
jest moja myl, o Wzniosy nikomu wybawienie nie jest dane przez nauk!
Nikomu, o Wzniosy, nie zdoasz przekaza sowami i nauczaniem tego, co
si z tob stao w chwili owiecenia. Nauka Owieconego Buddy mieci w
sobie wiele, uczy y dobrze, uczy unika za. Ale jednej rzeczy w tej
nauce tak jasnej, tak godnej nie ma nie zawiera si w niej tajemnica
tego, co przey sam Wzniosy, co dane byo przey tylko jemu jednemu
spord setek tysicy innych. Oto, co sobie pomylaem i czego
dowiedziaem si suchajc twojej nauki. I dlatego wyruszam w dalsz
wdrwk nie aby szuka innej, lepszej nauki, bo wiem, e takiej nie ma,
ale po to, by opuci nauki i nauczycieli i samemu osign cel albo
umrze. Ale czsto, o Wzniosy, bd wspomina ten dzie i godzin, kiedy
moje oczy ujrzay witego.
Budda sta spokojnie, z wzrokiem opuszczonym ku ziemi, na jego
niezgbionej twarzy malowa si doskonay spokj.
Oby nie pobdzi w swoich rozmylaniach! rzek z wolna.
Oby dotar do celu! Ale powiedz mi, czy widziae grono moich samanw,
moich licznych braci, ktrzy przystali do nauki? I czy uwaasz, obcy
samano, czy doprawdy uwaasz, e oni wszyscy lepiej by uczynili,
opuszczajc nauk i wracajc do wiata i uciech?
Taka myl jest mi zgoa obca wykrzykn Siddhartha. Niech
pozostan wszyscy przy nauce, niech osign swj cel! Nie przystoi mi
osdza ycia innych ludzi! Sdzi mog tylko we wasnej sprawie, tylko
tu musz dokona wyboru, musz co odrzuci. Samanowie szukaj wybawienia
od jani. Gdybym tedy zosta twoim uczniem, o Wzniosy, boj si, e
przydarzyoby si tak, i moje ja doznaoby tylko pozornego, zudnego
tylko wybawienia i ukojenia, naprawd za yoby dalej jak przedtem i
roso, gdy moj jani staaby si wwczas twoja nauka, moja
przynaleno do ciebie, moja mio do ciebie, wsplnota twoich mnichw.
Z lekkim umiechem na ustach, z niezmcon pogod i yczliwoci
Gautama spojrza przybyszowi w oczy i poegna go ledwo dostrzegalnym
gestem.
Masz bystry rozum, samano rzek. Potrafisz bystrze mwi.
Strze si zbyt wielkiej bystroci.
Budda odszed, a w pamici Siddharthy wyryy si na zawsze jego
spojrzenie i lekki umiech. Nigdy nie widziaem czowieka, ktry by si
tak umiecha, tak patrzy, tak siedzia i stpa myla i ja

chciabym umie tak patrze i umiecha, tak siada i tak stpa, z tak
swobod i z tak godnoci, tyle w sobie tai i tyle z siebie ujawnia,
tak dziecinnie i tak tajemniczo. Taka prawda jest tylko w spojrzeniu i
ruchach czowieka, ktry przenikn do wntrza samego siebie. Dobrze
wic, tedy i sprbuj przenikn do swego wntrza.
Spotkaem jednego czowieka myla Siddhartha jednego
jedynego, przed ktrym musiaem spuci oczy. Nigdy ju wicej nie chc
spuszcza oczu, przed nikim. Skoro nie pocigna mnie nauka tego
czowieka, nie pocignie mnie ju adna inna.
Budda ograbi mnie myla Siddhartha ograbi mnie, a jeszcze
wicej mi podarowa. Zabra mi przyjaciela, ktry we mnie wierzy, a
teraz wierzy w niego, przyjaciela, ktry by moim cieniem, a teraz jest
cieniem Gautamy. Ale podarowa mi Siddharth, mnie samego.
Przebudzenie
Kiedy Siddhartha opuci ogrd, w ktrym pozosta Doskonay Budda
i w ktrym pozosta Gowinda, poczu, e w tym ogrodzie zostaje take jego
dotychczasowe ycie i odrywa si od niego. Oddalajc si powoli,
Siddhartha zastanawia si nad tym wypeniajcym go wraeniem.
Zastanawia si gboko, jak gdyby zanurza si w gbok wod, a do dna
tego wraenia, a tam, gdzie tkwi przyczyny, bo mylenie polega wanie,
jak mu si zdawao, na dociekaniu przyczyn i jedynie w ten sposb
wraenia staj si wiedz i nie gin, ale nabieraj wagi i poczynaj
emanowa tym, co si w nich zawiera.
Oddalajc si powoli, Siddhartha ton w mylach. Stwierdzi oto,
e nie jest ju modziecem, ale sta si mczyzn. Stwierdzi, e co
go opucio, jak wa opuszcza stara skra, e czego ju w sobie nie
znajduje, czego, co towarzyszyo mu i naleao do niego przez wszystkie
lata modoci; pragnienie, by mie nauczycieli i sucha nauk. Ostatniego
nauczyciela, jaki pojawi si na jego drodze, najznakomitszego i
najmdrszego nauczyciela, najwitobliwszego, wanie by porzuci, z nim
take musia si rozsta, nie mg przyj jego nauki.
W zamyleniu szed coraz wolniej i zapytywa samego siebie: "Ale
c to takiego, czego chciae si nauczy z nauk i od nauczycieli, czego
to takiego ci, ktrzy wszak tylu rzeczy ci nauczyli, nie mogli ci
nauczy?" I odpowiedzia sam sobie: Chciaem si nauczy, czym jestem ja
i jaki jest jego sens. Chciaem si uwolni od tego ja, chciaem je
pokona. Ale nie mogem go pokona, mogo mi si tylko wydawa, mogem
tylko od niego ucieka, chowa si przed nim. Zaiste, nic na wiecie nie
zaprztao mojej myli tak bardzo jak moje wasne ja, ta zagadka, e
yj, e jestem osobnym bytem, oddzielnym od wszystkich innych, e jestem
Siddhartha. A o niczym na wiecie nie wiem tak mao jak o samym sobie"!
Idc tak z wolna i rozmylajc przystan, przejty t myl, a z
niej wyonia si natychmiast inna myl, nowa, tak brzmica: Jeeli nic
o sobie nie wiem, jeeli Siddhartha pozosta dla mnie obcy i nieznany, to
bierze si to z jednej, jedynej przyczyny: baem si siebie, uciekaem od
siebie! Celem moich poszukiwa by atman, by brahman, zgodziem si
rozoy swoje ja na czstki, zrywa kolejne warstwy, aby odnale to, co
kryje si w jego nieznanym wntrzu, rdze, atman, ycie, boski
pierwiastek, rdo rde. Ale w ten sposb utraciem samego siebie".
Siddhartha otworzy oczy i rozejrza si wok, twarz rozjani mu
umiech, a cae jego ciao, a po czubki palcw przenikno uczucie, e
oto budzi si z dugiego snu. I zaraz ruszy naprzd, szybko, jak
czowiek, ktry wie, co ma czyni.
Och myla, gboko wcigajc powietrze teraz ju Siddhartha
ju mi si nie wymknie. Nie bd ju rozmyla o atmanie i blu ycia,
nie bd tym y. Nie bd si ju umierca i ci na kawaki, aby wrd

nich szuka tajemnicy. Nie bd szuka nauki w jogawedzie ani w


Atharwawedzie, ani u ascetw, ani nigdzie indziej. Chc si uczy od
samego siebie, chc by uczniem, chc siebie pozna, pozna tajemnic
Siddharthy.
Rozglda si wok, jakby po raz pierwszy zobaczy wiat. wiat
by pikny, wiat by kolorowy, by dziwny i peen zagadek! Mieni si
bkitem, ci, zieleni, niebo i rzeka pyny, las i gra stay w
miejscu, wszystko takie pikne, takie zagadkowe, cudowne, a pord tego
wszystkiego sta przebudzony Siddhartha, w drodze do samego siebie.
Wszystko to, wszystkie te toci i bkity, rzeka i las po raz pierwszy
dotary za porednictwem zmysw do Siddharthy, nie byy ju omamem,
zesanym przez zego ducha, nie byy zason mai, nie byy bezsensown i
przypadkow wielkoci zjawisk, ktr gboko mylcy bramin lekceway,
gardzi bowiem wielkoci, a szuka jedni. Bkit by tymczasem bkitem,
rzeka rzek i cho ten bkit i ta rzeka kryy w sobie dla Siddharthy
jedni i bosko, to przecie wanie bosko podug swej natury i sensu
miaa by tu toci, tam bkitem, tu niebem, tam lasem, a tu
Siddhartha. Sens i istota znajdoway si nie gdzie poza rzeczami, ale w
nich, we wszystkim.
Jaki byem tpy i guchy! myla spiesznie podajc naprzd.
Gdy kto czyta pisma, ktrego sens chce odkry, nie lekceway wszak
znakw i liter, nie nazywa ich zudzeniem, przypadkiem, nic nie wart
skorup, ale czyta je, liter po literze, studiuje, kocha. Ja tymczasem,
ktry chciaem czyta w ksidze wiata i w ksidze wasnej istoty,
gardziem znakami i literami, z gry umyliwszy sobie, e tak wanie
trzeba, nazywaem wiat zjawisk zudzeniem, wasne oczy i jzyk nazywaem
przypadkowymi i bezwartociowymi zjawiskami. Nie, to ju skoczone,
naprawd si obudziem i dzi dopiero przyszedem na wiat.
Gdy to pomyla, zatrzyma si jeszcze raz, nagle, jak gdyby
ujrza na drodze przed sob wa.
Bo nagle uprzytomni sobie jasno take i to: skoro by naprawd
jak obudzony albo nowonarodzony, musia od nowa zaczyna ycie, cakiem
od nowa. Kiedy tego ranka opuszcza ogrd Detawana, ogrd Wzniosego,
ju budzc si, ju w drodze do siebie, wyobraa sobie, i wydawao mu
si to cakiem naturalne i oczywiste, e oto po latach ycia w ascezie
wrci do rodzinnych stron, do ojca. Ale teraz dopiero w momencie, gdy si
zatrzyma, jakby na widok suncego drog wa, nagle zrozumia co
jeszcze: Nie jestem ju tym, kim byem, nie jestem ju ascet, nie
jestem ju kapanem, nie jestem ju braminem. C miabym robi w domu u
ojca? Studiowa? Skada ofiary? Uprawia kontemplacje? Wszystko to ju
skoczone, to ju nie ley na mojej drodze".
Siddhartha sta bez ruchu i przez mgnienie oka, przez chwil
potrzebn do nabrania tchu uczu mrz w sercu, poczu, e serce dry mu w
piersi i kurczy si od wewntrznego chodu, jak mae zwierztko, ptak
albo trwoliwy zajc, zrozumia bowiem, jaki jest samotny. Caymi latami
y bez ojczyzny i nie czu tego. A teraz poczu. Zawsze, nawet w
momentach najwikszej kontemplacji, by synem swego ojca, braminem,
nalea do wyszego stanu, do stanu kapanw. Teraz by ju tylko
Siddhartha, czowiekiem, ktry zazna przebudzenia i niczym ponadto.
Gboko zaczerpn tchu i przez chwil czu, jak przenika go chodny
dreszcz. Nikt nie by tak samotny jak on. Czowiek szlachetnego rodu yje
yciem swego stanu, rzemielnik znajduje oparcie wrd rzemielnikw,
dzieli ich ycie, mwi ich jzykiem. Bramin yje wesp z innymi
braminami, asceta ma za sob innych samanw, a nawet najbardziej
zagubiony pustelnik w puszczy nie jest sam ani samotny, ma gdzie swoje
miejsce, naley do jakie stanu, ktry jest mu ojczyzn. Gowinda zosta
mnichem i tysice mnichw byo mu brami, nosio ubir taki sam jak on,

wierzyo w to, w co on wierzy, mwio jego jzykiem. Ale gdzie byo


miejsce Siddharthy? Czyje ycie mia dzieli? Czyim jzykiem mwi?
W tej chwili, kiedy wiat oddali si od niego, odpyn gdzie,
on za sta samotny jak gwiazda na niebie, w tej chwili chodu i
zwtpienia narodzi si Siddhartha bardziej zwarty, skupiony w sobie,
bardziej jeszcze bdcy sob ni przedtem. Czu wyranie: to by ostatni
dreszcz przebudzenia, ostatni skurcz porodowy. I zaraz potem wyruszy w
dalsz drog, pocz i szybko i niecierpliwie, nie do domu, nie do
ojca, nie z powrotem.
CZ DRUGA
Wilhelmowi Gundertowi, memu kuzynowi w Japonii
Kamala
Siddharta z kad chwil uczy si czego nowego, bo wiat si
odmieni, odmieni i oczarowa jego serce. Widzia, jak soce wschodzi
nad grami i jak zachodzi wrd palm nad dalekim brzegiem morza. W nocy
widzia porzdek gwiazd na niebie i sierp ksiyca pyncy jak dka po
granatowym przestworze. Widzia drzewa, gwiazdy, oboki, tcz, skay,
zioa, kwiaty, strumie i rzek, rano na liciach byszczay krople rosy,
gry rysoway si w oddali bladym bkitem, sycha byo piew ptakw i
brzczenie pszcz, wiatr odwraca srebrzycie ryowe kosy. To wszystko,
takie rozmaite i kolorowe, byo zawsze, zawsze ukazywao si soce i
ksiyc, zawsze szumiay rzeki i brzczay pszczoy, ale dla Siddharthy
wszystko to byo przedtem jedynie ulotn i uudn zason, traktowan
nieufnie i zasugujc na to, by j przenikn myl i unicestwi,
poniewa nie bya sam istot rzeczy, poniewa istota rzeczy znajdowaa
si poza wiatem widzialnym. Teraz jednak wyzwolone spojrzenie kierowao
si wanie w t stron, widziao i poznawao to, co widzialne, chciao
zadomowi si na tym wiecie, nie wybiegao poza jego granice, nie
szukao istoty rzeczy. wiat, gdy si go tak ogldao, tak po prostu, tak
spokojnie, niczego poza nim nie szukajc, oczami dziecka, by pikny.
Pikny by ksiyc i gwiazdy, pikny by strumie i brzeg strumienia, las
i skay, kozy i chrabszcze, kwiaty i motyle. Piknie i bogo byo i
sobie przez wiat jak dziecko, z obudzon dusz, otwart na wszystkie te
bliskie rzeczy, ufn. Soce inaczej palio gow, leny cie inaczej
chodzi, inaczej smakowaa woda w strumieniu i w zbiorniku, inaczej
dynie i banany. Dni i noce byy krtkie, kada chwila przemykaa szybko
jak agiel suncy po morzu i unoszcy statek peen skarbw, peen
radoci. Siddhartha widzia mapy skaczce wysoko po koronach drzew,
sysza dziki, namitny piew. Widzia jak baran biegnie za owc i
pokrywa j. W zarosym trzcin jeziorze widzia, jak szczupak wyrusza na
nocne owy, jak pomykaj przed nim yskajc srebrem sposzone chmary
maych rybek, a z potnych wirw, jakie cign si za bezwzgldnym
myliwcem, bije sia i namitno.
To wszystko istniao zawsze, a on tego nie widzia, nie bra w tym
udziau. A teraz wzi w tym udzia, przysta do wiata. Po oczach
przesuwao si wiato i cie, przez serce gwiazdy i ksiyc.
Tak idc Siddhartha przypomnia sobie wszystko to, co przey w
ogrodzie Detawana, nauk, ktr tam usysza, boskiego Budd, poegnanie
z Gowind, rozmow ze Wzniosym. Odtwarza w pamici to, co powiedzia w
trakcie tej rozmowy, sowo po sowie, i ze zdumieniem uwiadamia sobie,
e mwi rzeczy, ktrych wtedy wcale jeszcze nie wiedzia. Powiedzia, e
jego, Buddy, skarbem i tajemnic jest nie nauka, ale to co, czego nie da
si powiedzie ani nauczy, a czego Wzniosy dowiadczy niegdy w chwili

owiecenia dzi ku temu wanie dy on sam, tego zaczyna


dowiadcza. Musia teraz dowiadczy samego siebie. Owszem, wiedzia od
dawna, e najbardziej wewntrzn zasad jego istoty jest atman, majcy t
sam wieczn natur co brahman. Ale nigdy naprawd nie znalaz tej
zasady, bo chcia j zowi w siatk myli. Zasad t nie byo z
pewnoci ciao ani gra zmysw, ani te nie mylenie, nie rozum,
wyuczona mdro czy wyuczona sztuka wnioskowania i snucia nowych myli z
tego, co si mylao wczeniej. Nie, wszak mylenie naleao take do
tego wiata, byo po tej stronie, po c wic umierca przypadkowe ja
zmysowe, hodowa za to rwnie przypadkowe ja myli i uczonoci? Zarwno
mylenie, jak zmysy miay swoj warto, jedno i drugie kryo w sobie
ostateczny sens, jednego i drugiego naleao wysucha, jednym i drugim
gra, ani jednego, ani drugiego nie pomija i nie przecenia, u obu
rde nasuchiwa gosu najskrytszej tajemnicy. Siddhartha nie chcia
dy do niczego, do czego nie nakazaby mu dy w gos, na niczym si
nie skupia, prcz tego, co w gos mu wskae. Dlaczego Guatama kiedy, w
tej godzinie nad godzinami, usiad pod drzewem Bo, gdzie dozna
owiecenia? Usysza gos, we wasnym Sercu usysza gos, ktry kaza mu
poszuka spoczynku pod tym drzewem, a Gautama nie wybra zamiast tego
umartwie, ofiar, kpieli i modlitwy, nie odda si uciechom i marzeniom,
tylko usucha gosu. Takie wanie posuszestwo, nie naukom
przychodzcym z zewntrz, ale wewntrznemu gosowi taka ulego bya
dobra, bya konieczna, caa reszta za nie miaa adnego znaczenia.
W nocy, pic w somianej chacie przewonika nad brzegiem rzeki,
Siddhartha mia sen: oto stan przed nim Gowind, w tej opoczy
ascety. Jego twarz wyraaa smutek i ze smutkiem pyta: Dlaczego mnie
opucie"? Siddhartha obj Gowind, otoczy go ramionami, a kiedy tuli
go do siebie i caowa, to nie by ju Gowinda, tylko kobieta, z
rozcicia jej sukni wysuna si pena pier, Siddhartha przywar do niej
i pi. Mleko z tej piersi miao sodki, mocny smak. Smakowao kobiet i
mczyzn, socem i lasem, zwierztami i kwiatami, kadym owocem, kad
rozkosz. Upajao i odbierao przytomno. Gdy Siddhartha obudzi si,
przez drzwi chaty majaczya bladawa powiata rzeki, a z lasu
rozbrzmiewao dononie guche pohukiwanie sowy.
Rano Siddhartha poprosi gospodarza, by przewiz go na drugi
brzeg. Przewonik poprowadzi go do bambusowej odzi, na szeroko rozlanej
wodzie kady si czerwone blaski wschodzcego soca.
Jaka to pikna rzeka odezwa si Siddhartha do swego
towarzysza.
Tak odpar przewonik bardzo pikna i kocham j ponad
wszystko. Czsto jej suchaem, czsto spogldaem jej w oczy i zawsze
si od niej uczyem. Od rzeki mona si duo nauczy.
Dzikuj ci, mj dobroczyco rzek Siddharta, wysiadajc na
drugim brzegu. Nie mog da ci adnego gocica, przyjacielu, ani
adnej zapaty. Jestem bezdomnym braminem i saman.
Wiem rzek przewonik i nie oczekiwaem te od ciebie adnej
zapaty ani gocica. Innym razem mnie obdarujesz.
Tak mylisz? rzek rozbawiony Siiddhartha.
Z pewnoci. Tego te nauczyem si od rzeki wszystko powraca.
I ty, samano, take powrcisz. A teraz ycz ci szczcia. Niech twoja
przyja bdzie mi zapat. Pamitaj o mnie przy skadaniu ofiar.
Rozstali si z umiechem. Siddhartha cieszy si i umiecha na
myl o przyjani i yczliwoci przewonika. Podobny jest do Gowindy
myla, cigle si umiechajc wszyscy, ktrych spotykam po drodze, s
jak Gowinda, wszyscy s wdziczni, cho sami mieliby prawo do
wdzicznoci, wszyscy s oddani, wszyscy chc przyjani, wszyscy chc
sucha i mao myle. Ludzie s jak dzieci.

W porze obiadu przechodzi przez jak wie. Przed lepiankami na


gocicu przewalay si dzieci, bawiy si pestkami dyni i muszelkami,
krzyczay i tuky si, ale wszystkie umykay sposzone przed obcym
saman. Na kocu wsi droga wioda przez strumie, nad brzegiem klczaa
moda kobieta i praa odzie. Gdy Siddhartha j pozdrowi, uniosa gow
i spojrzaa ku niemu z umiechem, byskajc biakami oczu. Wypowiedzia
bogosawiestwo, jak podrnemu przystao, i zapyta, jak daleko std do
duego miasta. Kobieta podniosa si z klczek i podesza bliej,
wilgotne usta lniy piknie w modej twarzy. Rzucia par artobliwych
uwag, pytaa, czy jad ju obiad i czy to prawda, e samanowie spdzaj
noce samotnie w puszczy i nie mog mie kobiet. Postawia przy tym swoj
lew stop na jego prawej stopie i uczynia ruch, jak kobieta,
zachcajca mczyzn do tego rodzaju pieszczoty, ktr podrczniki zowi
"wspinaczk na drzewo". Siddhartha poczu, jak krew si w nim burzy, a e
przypomnia mu si sen, jaki mia lej nocy, pochyli si nieco i dotkn
wargami brunatnej sutki. Podnisszy oczy dojrza, jak jej twarz rozciga
si w penym podania umiechu, a zwone oczy patrz z bagaln
tsknot.
Siddhartha take czu tsknot, czu jak budzi si w nim pe, e
jednak nigdy dotd nie dotkn kobiety, zwleka chwil, cho rce gotowe
ju byy po ni siga. I w tej wanie chwili posysza ze zgroz gos
swego wntrza i ten gos mwi: nie. Umiechnita twarz modej kobiety
utracia nagle cay swj urok, widzia ju tylko wilgotne spojrzenie
gonicej si samicy. Pogaska przyjanie jej policzek, odwrci si i
lekkim krokiem usun si sprzed oczu rozczarowanej kobiety, niknc w
bambusowym lesie.
Tego dnia pod wieczr doszed do miasta i cieszy si, bo pilno mu
byo do ludzi. Tyle czasu y w puszczy, a noc spdzona w chacie
przewonika bya pierwsz od bardzo dawna noc pod dachem.
Przed miastem, opodal piknego ogrodu natkn si na orszak sug
obadowanych koszami. Pord tego orszaku, w zdobnej lektyce niesionej
przez czterech drabantw, na czerwonych poduszkach pod kolorowym
baldachimem spoczywaa kobieta o wygldzie wadczyni. Siddhartha
zatrzyma si u wejcia do ogrodu i przypatrywa si pochodowi, widzia
sugi, suebnice, kosze, lektyk i siedzc w niej dam. Pod
spitrzonymi wysoko czarnymi wosami zobaczy jasn, delikatn, bystr
twarz, jasnoczerwone wargi jak wieo rozkrajany owoc figi,
wypielgnowane i pomalowane uki brwi, ciemne oczy patrzce rozumnie i
uwanie, wiotk szyj wykwitajc z rozcicia zielono-zocistej szaty,
zoone na kolanach biae donie, wskie i smuke, z szerokimi zotymi
bransoletami na przegubach. Siddharta widzia, jaka bya pikna, i
zamia si w duchu. Gdy lektyka bya ju blisko, pochyli si w gbokim
ukonie, a podnoszc gow spojrza prosto w jasn, pogodn twarz, przez
chwil czyta w rozumnych oczach pod wysokimi hakami brwi, wciga
nieznany sobie zapach. Pikna kobieta z umiechem skina gow, trwao
to mgnienie i ju znika w ogrodzie, a za ni orszak sug.
A wic wchodz do miasta, pomyla Siddhartha, pod godnym znakiem.
Korcio go, by zaraz wej do ogrodu, opamita si jednak i teraz
dopiero uwiadomi sobie, jakim wzrokiem patrzyli na niego sudzy i
suebnice pogardliwie, nieufnie, odpychajco.
Jestem jeszcze cigle saman, pomyla, jestem ascet i ebrakiem.
Wypada mi odmieni posta, tak nie wejd przecie do tego ogrodu. I
umiechn si.
Pierwszego napotkanego na drodze przechodnia spyta o ogrd i imi
tej kobiety, i dowiedzia si, e wacicielk ogrodu jest Kamala, synna
kurtyzana, ktra prcz ogrodu posiada jeszcze dom w miecie.
Potem wszed do miasta. Mia oto przed sob cel.

Zdajc do tego celu zanurzy si w miecie, pozwoli si unosi


strumieniowi uliczek, przystawa na placach, wypoczywa na kamiennych
schodach nad rzek. Pod wieczr zaznajomi si z pomocnikiem golarza,
ktrego widzia w cieniu arkady, a potem spotka na modlitwie w wityni
Wisznu i opowiedzia mu dzieje Wisznu i Lakszmi. Noc spdzi koo odzi
nad rzek, a wczenie rano, zanim jeszcze zjawili si pierwsi klienci,
kaza ogoli sobie brod, przystrzyc wosy, uczesa je i namaci
olejkami. Potem poszed wykpa si w rzece.
Pnym popoudniem Siddhartha sta u wejcia do ogrodu Kamali, a
gdy zbliaa si w swojej lektyce skoni si, kurtyzana za odwzajemnia
pozdrowienie. Siddhartha odczeka, a minie go cay orszak, skin rk
na ostatniego sug i poprosi, by zameldowa pani, e mody bramin
pragnie gorco z ni rozmawia. Suga wrci po chwili, poleci mu i za
sob, w milczeniu zaprowadzi do pawilonu, gdzie na otomanie leaa
Kamala, i pozostawi ich samych.
Czy to nie ty stae ju wczoraj u bramy i pozdrowie mnie?
spytaa Kamala.
Tak byo, widziaem ci ju wczoraj i pozdrowiem ci.
Ale czy nie miae jeszcze wczoraj brody i dugich wosw
pokrytych kurzem?
Dobrze patrzya, wszystko widziaa. Widziaa Siddharth z
rodu braminw, ktry opuci rodzinne strony, aby zosta saman i przez
trzy lata by saman. Teraz jednak porzuciem t drog i przyszedem tu,
do miasta, a pierwsze, co mnie spotkao, zanim jeszcze wszedem do
miasta, to ty, Kamalo. Przyszedem, by ci to powiedzie. Jeste pierwsz
kobiet, do ktrej Siddhartha przemawia nie spuszczajc oczu. Nie chc
ju nigdy spuszcza oczu na widok piknej kobiety.
Kamala umiechna si i bawic si wachlarzem z pawich pir
zapytaa:
Czy Siddhartha przyby tu tylko po to, eby mi o tym powiedzie?
eby ci to powiedzie, i eby ci podzikowa za to, e jeste
taka pikna. I jeeli ci to nie urazi, Kamalo, chciabym ci prosi, by
zostaa moj przyjacik i nauczycielk, nie znam bowiem wcale sztuki, w
ktrej ty jeste mistrzyni.
Kamala rozemiaa si gono na te sowa.
Nigdy si to jeszcze nie zdarzyo, przyjacielu, by przyszed do
mnie samana z lasu i chcia si ode mnie uczy! Nigdy mi si nie zdarzyo
widzie u siebie samany z dugimi wosami i w starej, podartej przepasce.
Przychodzi do mnie wielu modziecw, s wrd nich take synowie
braminw, ale przychodz piknie odziani, wytwornie obuci, maj pachnido
we wosach i pienidze w sakiewce. Tak, mj samano, wygldaj modziecy,
ktrzy przychodz tu w odwiedziny.
Ju zaczynam si od ciebie uczy rzek Siddhartha.
Wczoraj zreszt te si czego nauczyem. Zgoliem brod,
przyczesaem wosy, natarem je olejkiem. Niewiele mi ju brakuje,
wietna pani: wytwornych szat, wytwornego obuwia, pienidzy w sakiewce.
Wiedz, e Siddhartha podejmowa si trudniejszych rzeczy ni te
drobiazgi, i dopina swego. Jake wic nie miabym dopi tego, co sobie
wczoraj zamierzyem: zosta twoim przyjacielem i nauczy si od ciebie
rozkoszy mioci. Znajdziesz we mnie pojtego ucznia, Kamalo, nauczyem
si ju rzeczy trudniejszych ni to, czego ty masz mnie uczy. A wic
tak: nie zadowala ci Siddhartha takim jaki jest, z olejkiem we wosach,
ale bez piknych strojw, bosy i biedny?
Kamala wykrzykna ze miechem:
Nie, drogi przyjacielu, nie zadowala mnie. Musi mie stroje,
pikne stroje, i pikne obuwie, i duo pienidzy w sakiewce, i podarunki
dla Kamali. Czy zrozumiae, samano z lasu? Zapamitasz to sobie?

Zapamitam zawoa Siddhartha. Jak mgbym zapomnie sowa,


ktre wyszy z takich ust? Twoje usta s jak wieo rozkrajany owoc figi,
Kamalo. Moje usta te s czerwone i wiee, bd pasoway do twoich,
zobaczysz. Ale powiedz, pikna Kamalo, nie boisz si ani troch samany,
ktry przychodzi z lasu, aby nauczy si mioci?
Dlaczego miaabym si ba gupiego samany z lasu, ktry y
wrd szakali i nie wie nic o kobietach?
Och, samana jest mocny i nie lka si niczego. Mgby ci wzi
przemoc, pikna pani. Mgby ci okra. Mgby zrobi ci krzywd.
Nie, samano, tego si nie boj. Czy zdarzyo si, by samana albo
bramin ba si, e kto przyjdzie, skrpuje go i odbierze mu jego
uczono, jego pobono, jego mdro? Nie, bo to jest jego wieczna
wasno, a udziela jej innym tylko tyle, ile zechce, i tylko temu, komu
zechce. I tak samo, zupenie tak samo jest z Kamal i z uciechami
mioci. Usta Kamali s pikne i czerwone, ale sprbuj pocaowa je wbrew
jej woli, a cho te usta tak szczodrze potrafi darzy sodycz, nie
dostanie ci si ani kropla. Jeste pojtny, Siddhartho, wic naucz si i
tego: mio mona wyebra, kupi, dosta w podarunku, znale na ulicy,
ale zrabowa jej nie mona. Faszyw drog sobie wymylie. Nie, szkoda
byoby, gdyby taki pikny chopiec jak ty mia si do tego le zabiera.
Siddhartha skoni si z umiechem.
Byoby szkoda, Kamalo, masz racj. Byoby ze wszech miar szkoda.
Nie, nie chc straci ani kropli sodyczy z twoich ust i nie chc, by ty
stracia cho kropl tej sodyczy, ktr ja mog ci obdarzy. Wic
bdzie tak, jak rzeka. Siddhartha wrci, gdy zdobdzie trzy rzeczy,
ktrych mu brak, stroje, obuwie, pienidze. Ale powiedz, mia Kamalo,
moesz mi udzieli jeszcze maej porady?
Porady? Czemuby nie? Ktby nie chcia udziela rad biednemu,
niewiadomemu samanie, ktry przybywa prosto od lenych szakali?
Porad mi wic, droga Kamalo, dokd mam si zwrci, by jak
najszybciej znale owe trzy rzeczy?
Przyjacielu, niejeden chciaby to wiedzie. Musisz robi to,
czego si nauczye, i w zamian za to dostawa pienidze, stroje i
obuwie. W inny sposb biedak nie zdobdzie pienidzy. Powiedz, co umiesz
robi?
Umiem myle. Umiem czeka. Umiem poci.
Nic wicej?
Nic. Owszem, umiem jeszcze ukada wiersze. Czy obdarzysz mnie
pocaunkiem w zamian za wiersz?
Tak, jeli twj wiersz mi si spodoba. Sucham.
Zastanowiwszy si chwil, Siddhartha wyrecytowa:
Ku ciernistym ogrodom sza Kamala,
U wejcia ogrodu sta niady samana.
Gboko, ujrzawszy kwiat lotosu,
Pochyli gow, umiechem podzikowaa Kamala.
Milsz rzecz, pomyla modzieniec, ni bogom skada ofiary,
Milsz rzecz jest skada ofiary piknej Kamali.
Kamala gono klasna w donie, a zadwiczay zote bransolety.
Twoje wiersze s pikne, niady samano, i zaiste, nie strac,
jeli dam ci w zamian pocaunek.
Nakonia go do siebie spojrzeniem. Siddhartha pochyli twarz nad
jej twarz i pooy swoje wargi na wargach, ktre byy jak wieo
rozkrajany owoc figi. Kamala caowaa go dugo, a Siddhartha poczu z
gbokim zdumieniem, jak go uczya, jaka bya mdra, jak nad nim
panowaa, jak nim powodowaa, odpychaa go, przycigaa i czu, e za tym
pierwszym pocaunkiem czeka go dugi szereg innych, uoonych w naleytej

kolejnoci, dobrze wyprbowanych, a kady bdzie odmienny od pozostaych.


Sta oddychajc gboko i by jak dziecko, zdumione ogromem wiedzy i
rzeczy godnych nauki, jaki si rozpociera przed jego oczyma.
Bardzo pikne s twoje wiersze zawoaa Kamala. Gdybym bya
bogata, daabym ci za nie sztuk zota. Ale trudno ci bdzie zarobi
wierszami tyle pienidzy, ile potrzebujesz. Bo trzeba ci duo pienidzy,
jeli chcesz zosta przyjacielem Kamali.
Jak ty potrafisz caowa, Kamalo wyjka Siddhartha.
Tak, potrafi caowa i dlatego nie brak mi strojw, bucikw,
bransolet i innych piknych rzeczy. Ale co bdzie z tob? Czy potrafisz
tylko myle, poci i ukada wiersze?
Znam te pieni ofiarne rzek Siddhartha ale nie chc ich
ju piewa. Znam magiczne formuy, ale nie chc ich ju wymawia.
Czytaem pisma...
Czekaj przerwaa mu Kamala potrafisz czyta? A pisa?
Oczywicie, e potrafi. Wielu to potrafi.
Wikszo nie potrafi. Ja te nie. To dobrze, e umiesz czyta i
pisa, bardzo dobrze. Magiczne zaklcia te mog ci si jeszcze przyda.
Wtem nadbiega suca i szeptem zakomunikowaa pani jak
wiadomo.
Mam gocia! wykrzykna Kamala. Pospiesz si i uciekaj std
Siddhartho, nikt nie moe ci tu widzie. Jutro zobaczymy si znowu.
Polecia jeszcze sucej, by pobonemu braminowi dano bia
szat. Nie wiedzcego, co si z nim dzieje Siddharth suka poprowadzia
okrn drog do altany, obdarzya paszczem, potem zawioda w zarola i
tam nakazaa, by najpieszniej i niepostrzeenie wymkn si z ogrodu.
Czyni rad wszystko, czego od niego dano. Nawyky do ycia w
lesie przesadzi pot i wymkn si bezszelestnie z ogrodu. Rad wraca do
miasta, niosc pod pach zwinity paszcz. Stan przed gospod, do
ktrej kierowali si podrni, w milczeniu poprosi o jedzenie, w
milczeniu przyj kawaek ryowego placka. Moe ju jutro, pomyla, nie
bd musia nikogo prosi o jedzenie.
Nagle zapona w nim duma. Wszak nie by ju saman, nie
przystawao mu ju ebra. Da placek psu, a sam wstrzyma si od
jedzenia.
Tu, w wiecie, ycie jest proste, myla. Nie nastrcza adnych
trudnoci. Pki byem saman, wszystko byo trudne, mozolne i w kocu
beznadziejne. Teraz wszystko jest atwe, tak atwe jak nauka pocaunkw u
Kamali. Potrzeba mi strojw i pienidzy, to mae cele i bliskie, nie
spdzaj snu z powiek.
Wywiedzia si ju, gdzie znajduje si miejska rezydencja Kamali i
nazajutrz tam si stawi.
Wszystko ukada si dobrze zawoaa na jego widok.
Masz uda si do Kamaswamiego, to najbogatszy kupiec w tym
miecie. Jeli mu si spodobasz, przyjmie ci na sub. Bd bystry,
niady samano. Postaraam si, eby usysza ju o tobie od innych. Bd
dla niego miy. Kamaswami wiele moe. Ale nie bd zbyt skromny! Nie
chc, by by jego sug, masz by jemu rwny, inaczej nie bd z ciebie
zadowolona. Kamaswami zaczyna si starze i skania do wygodnego ycia.
Jeeli mu si spodobasz, powierzy ci wiele spraw.
Siddhartha podzikowa i rozemia si, a gdy Kamala dowiedziaa
si, e wczoraj ani dzisiaj me mia nic w ustach, polecia przynie
chleba i owocw i ugocia go.
Miae szczcie rzeka na poegnanie jedne drzwi po drugich
staj przed tob otworem. Skd si to bierze? Czy znasz jakie czary?
Opowiedziaem ci wczoraj rzek Siddhartha e umiem myle,
czeka i poci, ty jednak uznaa, e to si na nic nie zda. Ot zda
si, Kamalo, zobaczysz. Zobaczysz, e gupi samanowie ucz si w lesie

cakiem poytecznych rzeczy i potrafi to, czego wy nie potraficie.


Przedwczoraj byem jeszcze niechlujnym ebrakiem, wczoraj Kamala
obdarzya mnie pocaunkiem, wkrtce za zostan kupcem i bd mia
pienidze oraz to wszystko, do czego przywizujesz wag.
Zgoda przyznaa. Ale co by si z tob stao, gdyby nie ja?
Czym byby, gdyby nie pomoc Kamali?
Droga Kamalo rzek Siddhartha i wyprostowa si gdy
zaszedem do twego ogrodu, zrobiem pierwszy krok. Moim marzeniem byo
uczy si mioci od najpikniejszej kobiety. Z chwil gdy powziem ten
zamiar, wiedziaem te, e dopn swego. Wiedziaem, e mi pomoesz,
wiedziaem to ju wtedy, gdy po raz pierwszy na mnie spojrzaa, tam, u
wejcia do ogrodu.
A gdybym nie zechciaa?
Chciaa, Kamalo. Popatrz, jeli rzucisz kamie do wody, kamie
idzie najkrtsz drog na dno. Tak jest, kiedy Siddhartha wytknie sobie
jaki cel. Siddhartha nie robi nic, czeka, myli, poci, ale zwycia
przeciwnoci tak jak kamie pokonuje opr wody, samemu nic nie czynic,
nie wykonujc adnego ruchu; cignie go jaka sia, a on jej ulega.
Przyciga go jaki cel, bo Siddhartha nie dopuszcza do swojej duszy nic,
co by si temu celowi sprzeciwiao. Nauczy si tego u samanw. Gupcy
zowi to czarami i sdz, e dzieje si tak za spraw demonw. Ot
demony nie maj adnej wadzy, demonw nie ma. Kady moe uprawia czary,
kady moe osign cel, jeli potrafi myle, czeka, i poci.
Kamala przysuchiwaa si temu, co mwi. Kochaa jego gos,
kochaa wyraz jego oczu.
Moe rzeka moe tak jest, jak mwisz, przyjacielu. Ale moe
jest tak, e Siddhartha jest piknym mczyzn, e jego urok podoba si
kobietom i dlatego szczcie samo wychodzi mu naprzeciw.
Siddhartha pocaowa j na poegnanie.
Niech tak bdzie, moja nauczycielko. Niech moje spojrzenie
zawsze ci si podoba, niech za twoj spraw spotyka mnie zawsze
szczcie.
Ludzie jak dzieci
Siddhartha uda si do kupca Kamaswamiego, wskazano mu bogaty dom,
sudzy poprowadzili go po kosztownych dywanach do sali, gdzie mia
zaczeka na pana domu.
Wszed Kamaswami, energiczny, zwinny mczyzna o mocno ju
posiwiaych wosach, bystrym, przezornym wejrzeniu i ustach zdradzajcych
podliwo. Gospodarz i go powitali si przyjanie.
Powiedziano mi zacz kupiec e jeste braminem, uczonym,
ale szukasz suby u kupca. Czy znalaze si w biedzie braminie, e
szukasz suby?
Nie odrzek Siddhartha nie znalazem si w biedzie i nigdy w
biedzie nie byem. Musisz wiedzie, e przybywam od samanw, wrd
ktrych yem dugi czas.
Jeli ye wrd samanw, musisz by w biedzie. Samanowie nie
posiadaj przecie adnego majtku.
To prawda, nie posiadam majtku rzek Siddhartha jeeli to
miae na myli. Z pewnoci nic nie posiadam. Ale nie posiadam nic z
wasnej woli, wic nie jest to bieda.
Z czego jednak chcesz y, skoro nic nie masz?
Jeszcze o tym nie mylaem, panie. Ponad trzy lata yem niczego
nie posiadajc i nigdy si nie zastanawiaem, z czego przyjdzie mi y.
Wic ye z tego, co posiadali inni.
Zapewne tak. Wszak rwnie kupiec yje z cudzego majtku.

Dobrze powiedziane. Ale kupiec nie bierze cudzych pienidzy


darmo, daje w zamian swj towar.
W istocie tak chyba jest. Kady co bierze, kady co daje,
takie jest ycie.
Pozwl jednak: co ty moesz da, skoro nie masz adnego majtku?
Kady daje to, co ma. Wojownik daje swoj si, kupiec towar,
nauczyciel nauk, chop ry, rybak ryb.
Doskonale. Wic powiedz, c takiego ty masz do zaoferowania?
Czego si nauczye, co umiesz?
Umiem myle. Umiem czeka. Umiem poci.
To wszystko?
Myl, e to wszystko!
A co z tego za poytek? C ci przyjdzie na przykad z tego, e
umiesz poci?
To bardzo poyteczna umiejtno, panie. Jeeli nie ma si nic do
jedzenia, najrozsdniejsze, co mona zrobi, to poci. Gdyby na przykad
Siddhartha nie nauczy si poci, musiaby dzi jeszcze i na sub,
do ciebie czy gdziekolwiek, bo zmuszaby go do tego gd. Ale tak moe
spokojnie czeka, nie wie, co to niecierpliwo, nie wie, co to
przymusowa sytuacja, gd moe prbowa na nim swojej siy, a Siddhartha
bdzie si tylko mia. Widzisz wic, panie, ile daje taka umiejtno.
Masz racj, samano. Poczekaj tu chwil.
Kamaswani wyszed i po chwili wrci niosc zapisane licie
palmowe, ktre wrczy gociowi:
Potrafisz to przeczyta?
Siddhartha pocz czyta na liciach spisany by kontrakt kupna.
wietnie rzek Kamaswami A czy mgby mi teraz co napisa?
Poda mu odpowiednio przygotowany li i rysik. Siddhartha napisa
co i zwrci kart. Kamaswami przeczyta: Dobrze jest pisa, lepiej
jest myle. Bystry rozum jest dobry, cierpliwo jest lepsza".
Umiesz doskonale pisa pochwali kupiec. Bdziemy mieli
jeszcze niejedno do omwienia. Tymczasem prosz ci, by zosta moim
gociem i zamieszka w tym domu.
Siddhartha dzikujc przyj zaproszenie i mieszka odtd w domu
kupca. Otrzyma ubranie i obuwie, sucy codziennie przygotowywa mu
kpiel. Dwa razy dziennie podawano obfity posiek, Siddhartha jednak jad
tylko raz na dzie, nie spoywa misa i nie pi wina. Kamaswami
opowiada mu o swoich interesach, pokazywa towary i magazyny,
przedstawia rachunki. Siddhartha nauczy si wielu nowych rzeczy, duo
sucha i mao mwi. A majc w pamici sowa Kamali, nigdy nie
podporzdkowa si kupcowi, lecz zmusza go, by ten uwaa go za rwnego
sobie, a nawet wicej ni rwnego. Kamaswami zajmowa si interesami
troskliwie, wrcz namitnie, Siddhartha jednak traktowa to wszystko jako
gr, ktrej reguy stara si dokadnie pozna, jej przedmiot jednak nie
porusza jego serca.
Nie mino jeszcze wiele czasu, odkd Siddhartha zamieszka u
Kamaswamiego, a zacz bra ju udzia w handlowych przedsiwziciach
swego gospodarza. Ale codziennie, w porze, jak mu wyznaczya, odwiedza
urodziw Kamal, piknie ubrany, wytwornie obuty, a niebawem zacz
przynosi jej podarki. Wiele nauczyy go jej czerwone, przemylne wargi.
Wiele nauczya go jej delikatna, zrczna rka. Siddhartha w rzeczach
mioci by jeszcze dzieckiem gotowym ze lepym, nienasyconym pragnieniem
rzuca si w rozkosz jak w przepa bez dna, Kamala za uczya go od
pocztku, e rozkoszy nie mona bra, nie dajc w zamian rozkoszy, e
kady gest, kada pieszczota, kade dotknicie, kade spojrzenie, kady
najmniejszy nawet skrawek ciaa ma swoj tajemnic, a budzenie tej
tajemnicy daje wiadomemu kochankowi szczcie. Uczya go, e kochankom
po miosnym wicie nie wolno si rozsta nie okazawszy sobie nawzajem

podziwu, nie uznawszy si na rwni za zwycizcw i zwycionych, tak iby


adne nie czuo przesytu ani pustki, ani nie miao przykrego poczucia, e
wykorzystao to drugie lub samo zostao wykorzystane. Siddhartha spdza
przy piknej i mdrej artystce cudowne godziny, by jej uczniem,
kochankiem, przyjacielem. Tu, przy Kamali, a nie wrd interesw
Kamaswamiego, znajdowa sens i warto swego obecnego ycia.
Kupiec przekaza mu pisanie wanych listw i kontraktw i
przyzwyczai si omawia z nim wszystkie wane sprawy. Spostrzeg
wkrtce, e Siddhartha mao zna si na ryu, wenie, egludze i handlu,
ale ma za to szczliw rk, gruje nad nim spokojem i wewntrzn
rwnowag, potrafi te lepiej sucha i przenika innych ludzi. Ten
bramin wyrazi si do przyjaciela nie jest prawdziwym kupcem i nigdy
nim nie bdzie, nigdy nie oddaje si ca dusz interesom. Ale posiada
sekret tych ludzi, ktrym powodzenie wychodzi samo naprzeciw, czy to
dlatego, e urodzi si pod szczliw gwiazd, czy e dziaa tu jaki
czar, czy moe co, czego nauczy si u samanw. Robi wraenie, jakby si
tylko bawi handlem, interesy nigdy nie zaprztaj go bez reszty, nigdy
nie boi si niepowodzenia, nigdy nie martwi si strat".
Daj mu poradzi przyjaciel trzeci cz zysku z transakcji,
ktre dla ciebie prowadzi, ale niech ma taki sam udzia w stratach, jeli
powstan straty. Bdzie si wtedy gorliwiej stara.
Kamaswami poszed za t rad. Siddhartha jednak niewiele sobie z
tego robi. Gdy zdarzy si zysk, przyjmowa go obojtnie, po stracie
mia si i mwi: Patrzcie no, nie udao si!
Zdawao si rzeczywicie, e interesy zupenie go nie obchodz.
Pewnego razu pojecha na wie zakupi ogromny zbir ryu. Gdy jednak
przyby na miejsce, okazao si, e ry sprzedano ju innemu kupcowi.
Mimo to Siddhartha spdzi na wsi kilka dni, podejmowa chopw, dzieciom
rozdawa miedziaki, wzi udzia w uroczystoci weselnej i nader
zadowolony wrci do miasta. Kamaswami czyni mu wyrzuty, e zamiast
wrci, zmarnowa czas i pienidze.
Daj temu spokj, przyjacielu! odrzek Siddhartha. ajanie do
niczego nie prowadzi. Jeeli powstay straty, wezm je na siebie. Jestem
z tej podry bardzo zadowolony. Poznaem mnstwo ludzi, zaprzyjaniem
si z pewnym braminem, dzieci bawiy mi si na kolanach, chopi
pokazywali mi swoje pola, nikt nie traktowa mnie jak kupca.
Bardzo to piknie rzek kwano Kamaswami ale zdaje si, e w
kocu jeste kupcem. Nie jedzie tam dla przyjemnoci.
Ale owszem! zamia si Siddhartha. Wanie dla
przyjemnoci. Po c by innego? Poznaem ludzi i okolic, spotkaem si z
yczliwoci i zaufaniem, znalazem przyjaci. Popatrz, mj drogi,
gdybym by Kamaswanim, to przekonawszy si, e z transakcji nic nie
bdzie, wrcibym zagniewany co rychlej do domu i naprawd stracibym
tylko czas i pienidze. Ja tymczasem spdziem mio czas, czego si
nauczyem, zaznaem radoci, ani sobie, ani nikomu innemu nie wyrzdziem
krzywdy zoci i zniecierpliwieniem. A jeli kiedy wybior si tam
jeszcze raz, zakupi pniejsze zbiory czy w jakim innym celu, znajd
yczliwych ludzi, ktrzy przyjm mnie yczliwie i radonie i bd sobie
chwali, em poprzednio nie okaza popiechu ani rozdranienia. Daj wic
spokj, przyjacielu, nie rb sobie krzywdy poajankami. Jeeli pewnego
dnia spostrzeesz, e ten Siddhartha nie przynosi ci nic prcz strat,
powiedz tylko sowo, a Siddhartha odejdzie swoj drog. Ale dopki do
tego nie dojdzie, yjmy w pokoju i zgodzie.
Daremnie te upiera si Kamaswami, e Siddhartha jest na jego,
Kamaswamiego chlebie. Siddhartha jad swj wasny chleb, a raczej obydwaj
jedli cudzy chleb, chleb nalecy do wszystkich. Siddhartha nigdy nie
przejmowa si troskami Kamaswamiego. Kamaswami za w istocie cigle si
czym troska. Jeeli puszcza w ruch interes, ktremu grozio

niepowodzenie, wydawao si, e wysane towary przepady, e dunik si


nie wypaci, Kamaswami nie potrafi nigdy przekona swego
wsppracownika, e warto z tego powodu biada i wyrzeka, marszczy
czoo albo spdza bezsenne noce. Gdy Kamaswami pewnego razu wytkn, i
Siddhartha od niego nauczy si wszystkich swoich umiejtnoci, ten
odrzek:
Raczysz sobie chyba artowa. Nauczyem si od ciebie, ile
kosztuje kosz ryb i jakiego procentu mona zada od poyczonych
pienidzy. Taka jest twoja wiedza. Mylenia si od ciebie nie nauczyem,
drogi mj Kamaswami, lepiej ty sprbuj si nauczy tego ode mnie.
W istocie nie przylgn sercem do handlu. Interesy uznawa o tyle,
e przynosiy pienidze, ktrych potrzebowa dla Kamali, a przynosiy
daleko wicej ni potrzebowa. Poza tym caa uwaga i ciekawo Siddharthy
zwracay si ku ludziom, ktrych zajcia, prace, troski, zabawy i
gupstwa byy mu dawniej tak obce i odlege jak tarcza ksiyca. A cho
atwo przychodzio mu ze wszystkimi rozmawia, ze wszystkimi wspy, od
wszystkich si uczy, to zarazem zdawa sobie spraw, e co go przecie
od nich dzieli jego natura samany. Ludzie, ktrych widzia wok
siebie, yli yciem dzieci albo zwierzt kocha ich za to, ale
jednoczenie nimi gardzi. Widzia, ile sobie zadaj trudu, jak cierpi i
zamartwiaj si z powodu rzeczy doprawdy nie wartych tej ceny, dla
pienidzy, dla bahych przyjemnoci, dla bahych zaszczytw, widzia, jak
jedni na drugich wymylaj i rzucaj obelgi, widzia, jak si skar na
dolegliwoci, ktre u samany budz co najwyej umiech, i cierpi z
powodu wyrzecze, jakich samana nie odczuwa.
By otwarty na wszystko, z czym si do niego zwracali. Cieszy si
do kupca, ktry oferowa mu ptno na sprzeda, do dunika, ktry szuka
poyczki, do ebraka, ktry dobr godzin opowiada mu dzieje swej ndzy,
a nie by ani w poowie tak ubogi jak kady z samanw. Bogatych
cudzoziemskich kupcw traktowa tak samo jak sug, ktry go goli, i jak
ulicznego sprzedawc, ktremu da si przy kupnie bananw oszuka na
drobn sum. Gdy przychodzi do Kamaswami uskara si na swoje troski
albo robi mu wymwki z powodu jakiego posunicia, sucha z
zaciekawieniem i pogodnie, dziwi mu si, stara si go zrozumie,
przyznawa mu troch racji, akurat tyle, ile wydawao mu si niezbdne, i
odwraca si od niego ku nastpnemu, ktry go potrzebowa. A przychodzio
do niego wielu ludzi, wielu po to, by z nim handlowa, wielu po to, by go
oszuka, wielu po to, by go wysucha, wielu, by wzbudzi w nim
wspczucie, wielu, by zasign jego rady. Radzi, wspczu,
obdarowywa, dawa si troch oszukiwa, a caa ta gra i namitno, z
jak wszyscy j uprawiali, zajmowaa jego myli tak samo jak dawniej
bogowie i brahman.
Gboko w piersi czu niekiedy zamierajcy, cichy gos, ktry
cicho upomina, cicho si skary, ledwo ju tylko syszalny. Wwczas na
chwil uwiadamia sobie, i wiedzie oto jakie dziwne ycie, i to, co
robi, jest tylko czcz zabaw, prawdziwe ycie za przepywa mimo niego i
nie tyka go. Jak pikarz zabawia si pik, tak on bawi si interesami,
ludmi ze swego otoczenia, przyglda im si, znajduje w nich upodobanie,
ale sercem do nich nie przystaje, rdo jego istoty bije gdzie indziej.
rdo to bio jak gdyby daleko od niego, bio wci i wci
niewidocznie, lecz nie miao nic wsplnego z jego yciem. I niekiedy
lka si takich myli i yczy sobie, iby jemu take dane byo
uczestniczy namitnie i caym sercem w dziecinnych poczynaniach
powszedniego ycia, y naprawd, naprawd co robi, naprawd y i
uywa, a nie tylko sta z boku i przyglda si.
Ale cigle powraca do piknej Kamali, uczy si sztuki miosnej,
uprawia kult rozkoszy, w ktrym bardziej ni gdziekolwiek dawanie i
branie staje si jednym, gawdzi z ni, uczy si od niej, udziela jej

rad, przyjmowa rady. Rozumiaa go lepiej ni kiedy Gowinda, bya do


niego bardziej podobna.
Pewnego razu powiedzia jej:
Jeste taka jak ja, jeste inna ni wikszo ludzi. Jeste
Kamal, niczym innym, masz w sobie jaki spokj i pewno, do ktrych
zawsze moesz si uciec i w samej sobie znale oparcie, tak jak ja.
Niewielu ludzi ma w sobie co takiego, a przecie wszyscy mogliby to
mie.
Nie wszyscy ludzie maj rozum rzeka Kamala.
Nie odpar Siddhartha to nie na tym polega. Kamaswami jest
rwnie bystry jak ja, a jednak nie znajduje oparcia w samym sobie. Inni
za znajduj je, cho rozumu maj tyle co dziecko. Przewanie ludzie s
jak li, co leci z wiatrem to tu, to tam, krci si i wiruje, a spadnie
na ziemi. Inni za, nieliczni, s jak gwiazdy, ktre poruszaj si
staym torem, nie dosignie ich aden wiatr, w samych sobie znajduj
prawo i drog. Pord wszystkich uczonych i samanw, a znaem ich wielu,
jeden tylko nalea do tego rodzaju, tylko jeden osign doskonao,
nigdy go nie zapomn. To Gautama, Wzniosy, gosiciel owej nauki. Tysice
mnichw sucha co dzie jego nauk, na kadym kroku przestrzega jego
reguy, ale wszyscy s jak licie na wietrze, nie nios w sobie nauki ani
prawa.
Kamala spojrzaa na z umiechem.
Znowu o nim mwisz rzeka znowu mylisz jak samana.
Siddhartha zamilk i rozpoczli miosn gr, jedn z trzydziestu
czy czterdziestu rnych gier, jakie Kamal znaa. Jej ciao pryo si
jak ciao jaguara i jak uk myliwego, kto si od niej uczy mioci,
pozna wiele rozkoszy, wiele tajemnic. Dugo prowadzia t gr z
Siddharth, przycigaa go, odtrcaa, niewolia, oplataa w ucisku,
cieszya si jego mistrzostwem, a wreszcie zwyciony i wyczerpany leg
u jej boku.
Hetera pochylia si nad nim, dugo patrzya w jego twarz, w
zamglone znueniem oczy.
Jeste najlepszym kochankiem rzeka z namysem jakiego
kiedykolwiek miaam. Jeste silniejszy od innych, bardziej gibki,
chtniejszy. Dobrze przyswoie sobie mj kunszt, Siddhartho. Kiedy, gdy
bd starsza, chciaabym mie z tob dziecko. A jednak, miy mj,
pozostae saman, a jednak mnie nie kochasz, nie kochasz nikogo.
Powiedz, czy jest tak, jak mwi?
Moe tak jest odrzek zmczonym gosem Siddhartha. Jestem
taki jak ty. Ty take nie kochasz czy mogaby inaczej uprawia mio
jako kunszt? Moe ludzie tacy jak my nie mog kocha. Ci, ktrzy s jak
dzieci, umiej kocha; na tym polega ich sekret.
Sansara
Siddhartha dugo y yciem wiatowym penym uciech, cho do niego
nie przystawa. Jego zmysy, umiercone w arliwych latach samaskich,
znowu si obudziy, zakosztowa bogactw, zakosztowa rozkoszy i wadzy; w
sercu dugo przecie pozosta saman i tu bystra Kamala miaa racj. Jego
yciem powodowaa wci jeszcze umiejtno mylenia, czekania, postu;
ludzie nalecy do wiata, ci ludzie jak dzieci wci byli dla niego
obcy, tak jak on dla nich.
Lata mijay, Siddhartha w atmosferze powodzenia ledwo postrzega
ich upyw. Sta si bogaty, od dawna posiad ju wasny dom, sugi oraz
podmiejski ogrd nad rzek. Ludzie lubili go, przychodzili do niego, gdy
potrzebowali pienidzy lub rady, ale oprcz Kamali nikt nie by mu
bliski.

w podniosy, jasny stan rozbudzenia, jaki kiedy przey, u


szczytu swej modoci, w dniach po kazaniu Buddy, po rozce z Gowind,
owo napite oczekiwanie, dumna samotno bez nauk i nauczycieli, owa
skwapliwa gotowo suchania boskiego gosu we wasnym sercu, wszystko to
stao si stopniowo wspomnieniem, naleao ju do przeszoci; daleko i
cicho szemrao rdo, kiedy tak bliskie, kiedy bijce w nim samym.
Owszem, zachowa wiele z tego, czego nauczy si by od samanw, od
Gautamy, od swojego ojca bramina ycie wstrzemiliwe, rado
znajdowan w myleniu, godziny medytacji, tajemn wiedz o wasnej,
najbardziej wewntrznej istocie, o wiecznej jani, ktra nie jest ciaem
ani wiadomoci. Co z tego w nim pozostao, ale powoli jedno po drugim
zanikao, gubio si, pokrywao kurzem. Jak garncarskie koo raz
puszczone w ruch dugo si jeszcze obraca i powoli dopiero ustaje i
nieruchomieje, tak w duszy Siddharthy dugo jeszcze obracao si koo
ascety, koo mylenia, koo rozrniania, obracao si jeszcze cigle,
ale ju coraz wolniej, z ociganiem, bliskie znieruchomienia. Powoli, jak
wilgo przenika do tkanki obumierajcego drzewa, wypenia j i trawi,
wiat i gnuno przenikay do duszy Siddharthy, z wolna wypeniay j
ociaoci i znueniem, usypiay. Za to jego zmysy oyy, wiele si
nauczyy, zdobyy wiele dowiadcze.
Siddhartha nauczy si prowadzi interesy, sprawowa wadz nad
ludmi, znajdowa rozkosz z kobiet, nosi pikne stroje, rozkazywa
sugom, kpa si w pachncej wodzie. Nauczy si jada troskliwie i
starannie przyrzdzone potrawy, ryby, miso, ptactwo, przyprawy i
sodycze oraz pi wino, ktre odpra i sprowadza zapomnienie. Nauczy
si gra w koci i w szachy, przypatrywa si tancerkom, porusza si w
lektyce, sypia na mikkim ou. Ale cigle jeszcze rni si od innych,
i czu si od nich wyszy, cigle przyglda im si troch drwico, z
nieco drwic pogard, jak odczuwa samana wobec ludzi wieckich. Gdy
Kamaswami wpada w rozdranienie, gdy si zoci, gdy czu si uraony,
gdy drczyy go kopoty kupieckiego rzemiosa, Siddhartha przypatrywa
si temu z drwic min. Z wolna tylko i niepostrzeenie, wraz z
przemijajcymi porami zbiorw i porami deszczowymi drwina nuya si,
uczucie wyszoci przygasao. Z wolna, pord rosncych bogactw,
Siddhartha przejmowa co nieco z charakteru otaczajcych go ludzi, co
z ich dziecinnoci i strachliwoci. A jednak zazdroci im, zazdroci
tym bardziej, im bardziej si do nich upodabnia. Zazdroci im tej
jednej jedynej rzeczy, ktrej jemu brakowao, a ktr oni posiadali:
wagi, jak przywizywali do swego ycia, namitnoci, z jak oddawali si
radociom i obawom, trwoliwego ale sodkiego szczcia, jakie czerpali
ze stanu wiecznego zakochania. Ci ludzie byli wiecznie zakochani, w
samych sobie, w swoich kobietach i dzieciach, w honorze albo w
pienidzach, w swoich planach i nadziejach. On za tego si od nich nie
nauczy, akurat tego nie, tej dziecinnej radoci i dziecinnej gupoty:
uczy si od nich tylko przykrych rzeczy, ktrymi sam gardzi. Coraz
czciej zdarzao mu si, e rano, spdziwszy wieczr na towarzyskich
rozrywkach, dugo lea w ku i czu tpe znuenie. Zdarzao si, e
irytowa si i niecierpliwi, gdy Kamaswami nudzi go swoimi kopotami.
Zdarzao si, e po przegranej w koci wybucha zbyt gonym miechem.
Jego twarz cigle jeszcze nosia wicej znamion rozumu i uduchowienia ni
twarze innych, ale miaa si rzadko i przybieraa stopniowo owe
charakterystyczne rysy, jakie czsto dostrzec mona w twarzach ludzi
bogatych, rysy niezadowolenia, draliwoci, zego humoru, lenistwa,
przykrego usposobienia. Z wolna chwytaa go duchowa choroba bogaczy.
Znuenie oplatao go jak woal, jak delikatna mga, wolno, z kadym
dniem gstsza, z kadym miesicem mniej przejrzysta, z kadym rokiem
cisza. Jak nowy ubir z czasem starzeje si, z czasem traci kolor,
plami si, marszczy, strzpi u skrajw i tu i wdzie ukazuje przetarte

miejsca, tak zestarzao si nowe ycie Siddharthy, to, ktre rozpocz po


rozstaniu z Gowind, z biegiem lat utracio barw i blask, uzbierao si
na nim plam i zmarszczek, a ukryte pod spodem, tu i wdzie przezierajc
ju brzydko na wierzch, czekay rozczarowanie i wstrt. Siddhartha nie
zauwaa tego. Zauwaa tylko, e w jasny i pewny gos wewntrzny, ktry
kiedy si w nim obudzi i kierowa nim w najlepszym okresie jego ycia,
teraz umilk.
wiat schwyta go w swoje sida, sptay go uciechy, dze,
rozleniwienie, a wreszcie i ta przywara, ktr zawsze jako najgupsz
najbardziej mia w pogardzie i wyszydza: rzdza posiadania. Sptay go
na koniec wasno, posiadanie, bogactwo, przestay by igraszk i
bahostkami, stay si acuchem i ciarem. Siddhartha da si wcign
w t ostateczn i najwstrtniejsz zaleno w szczeglny sposb,
podstpnie przez gr w koci. Odkd mianowicie w sercu przesta by
saman, Siddhartha rozpocz gr o pienidze i kosztownoci, ktr
przedtem przyjmowa by z umiechem i niedbale jako dziecinny obyczaj
dziecinnych ludzi, uprawia z rosnc zajadoci i pasj. Jako gracz
budzi trwog, niewielu tylko odwayo si z nim prbowa, takie wysokie
i miae ustala stawki. Do gry popychao go upade serce, przegrywanie i
trwonienie podych pienidzy sprawiao mu grzeszn rado, wyraniej i
bardziej szyderczo nie mg ju okaza swojej pogardy dla kupieckiego
boka bogactwa. Gra wysoko i bezwzgldnie, nienawidzc samego siebie, z
samego siebie szydzc, zgarnia tysice, wyrzuca tysice, przegrywa
pienidze, przegrywa klejnoty, przegrywa wiejsk posiado, wygrywa
znowu, znowu przegrywa. Lubi ten strach, okropny i zapierajcy dech
strach, jaki odczuwa przy grze, drc o wysok stawk lubi i stara
si go wci na nowo w sobie wznieca, wci potgowa, wci pobudza,
bo tylko to uczucie dawao mu jeszcze co na ksztat szczcia, co jak
odurzenie, co jak wzmoone ycie pord sytego, mdego i letniego ycia,
jakie prowadzi. I po kadej wikszej przegranej przemyliwa o nowych
bogactwach, pilniej zabiera si do interesw, surowiej ciga
nalenoci od dunikw, bo chcia gra dalej, dalej trwoni pienidze,
dalej pokazywa, jak bardzo gardzi bogactwem. Nie by ju obojtny na
straty, opucia go cierpliwo wobec opieszaych dunikw, dobrotliwo
dla ebrakw, skwapliwo, z jak kiedy darowywa i poycza pienidze
tym, ktrzy o nie prosili. Ten Siddhartha, ktry potrafi jednym rzutem
koci przegra dziesitki tysicy i mia si z tego, sta si
dokadniejszy i bardziej drobiazgowy w interesach, a noc niekiedy niy
mu si pienidze! I ilekro zbudzi si z tego brzydkiego urzeczenia,
ilekro oglda w lustrze na cianie sypialni swoj postarza i zbrzyd
twarz, ilekro opada go wstyd i odraza, ucieka dalej, ucieka w nowy
hazard, w odurzenie rozpusty i pijastwa, a stamtd znowu w popd
gromadzenia i cigania zyskw. Kry w tym bezsensownym koowrocie, a
si zmczy, zestarza, pocz zapada na zdrowiu.
Ktrego dnia otrzyma we nie przestrog. Wieczorem by u Kamali,
w piknym ogrodzie rozkoszy. Siedzieli rozmawiajc pod drzewami. Kamala
bya zamylona, z jej sw przebija smutek i zmczenie. Domagaa si
opowieci o Gautamie, chciaa o nim wci sucha, jak czyste mia
spojrzenie, jak agodny i pikny wyraz ust, jak dobrotliwy umiech, jak
peen spokoju chd. Dugo musia jej opowiada o wzniosym Buddzie, na
koniec za Kamala westchna i rzeka:
Kiedy, moe ju niedugo, ja te przycz si do Buddy.
Podaruj mu swj ogrd i przyjm jego nauk.
Potem pocigna go ku sobie i z bolesnym arem uwizia w
miosnym ucisku, wrd uksze i ez, jak gdyby chciaa raz jeszcze z
tej prnej, ulotnej rozkoszy wycisn do ostatka krople sodyczy.
Siddhartha nigdy sobie nie uwiadomi tak jasno, jak blisko rozkosz
spokrewniona jest ze mierci. Lea potem u jej boku, widzia tu obok

siebie twarz Kamali, i z lkiem odczytywa w tej twarzy, pod oczami, w


kcikach ust, tak wyranie jak nigdy, pismo delikatnych linii i lekkich
bruzd, pismo, ktre przypominao o jesieni i o staroci, a wszak i
Siddhartha, ledwo przekroczywszy czterdziestk, dostrzega ju w swoich
czarnych wosach tu i wdzie siwe nitki. Na piknej twarzy Kamali
wypisane byo zmczenie, zmczenie i pierwsze oznaki widnicia, utajone,
jeszcze nie wypowiedziane, moe nawet nie uwiadomione lki: strach przed
staroci, strach przed jesiennym uwidem, strach przed nieuchronnoci
mierci. Poegna j z westchnieniem, z uczuciem przygnbienia i obaw w
sercu.
Noc spdzi w towarzystwie tancerek przy winie, wobec ludzi
rwnego stanu udawa wyszo, cho w niczym ju wyszy nad nich nie by,
pi duo wina i pno po pnocy odszed na spoczynek, zmczony, a
zarazem rozdraniony, bliski ez i rozpaczy, z poczuciem nieszczcia,
ktrego nie czu si ju na siach duej znosi, z poczuciem wstrtu,
ktry przepenia go jak mdy, obrzydy smak wina, jak przesodzone i
czcze dwiki muzyki, nazbyt mikki umiech tancerek, nazbyt sodki
zapach ich wosw i piersi. Ale bardziej jeszcze czu odraz do samego
siebie, do swoich wosw natartych pachnidem, do odoru wina z wasnych
ust, do przykrej zwiotczaoci wasnej skry. Jak kto, kto zbyt wiele
zjad lub wypi, wymiotuje w udrce, a jednak cieszy si, bo wymioty
przynosz mu ulg, tak Siddhartha nie mogc zasn, pragn w przypywie
nieprzezwycionego wstrtu pozby si wszystkich tych uciech, tych
nawykw, caego tego niedorzecznego ycia i samego siebie. Zasn dopiero
o wicie, gdy na ulicy przed domem budziy si ju odgosy dziennej
krztaniny, na krtk chwil znalaz czciowe odurzenie, niepeny
wypoczynek. I wtedy nawiedzi go sen.
Kamala trzymaa w zotej klatce piewajcego ptaka rzadkiego
gatunku. Ten ptak mu si teraz przyni. Sen by taki: ptaszek, ktry
zawsze rano wypiewywa, nie wydawa gosu, a gdy Siddhartha, zauwaywszy
to, podszed do klatki, ujrza, e ptak ley martwy i sztywno wycignity
na pododze. Wzi go, przez chwil way w doni, a potem wyrzuci
precz, na ulic, i w tym samym momencie przerazi si okropnie, poczu
bl w sercu, jak gdyby wraz z tym martwym ptaszkiem odrzuci precz
wszelk warto i wszelkie dobro.
Zerwawszy si ze snu czu w sobie gboki smutek. Wid oto ycie
bezwartociowe i pozbawione sensu; w rkach nie zostao mu nic ywego,
nic cennego, nic, co warto byo zachowa. Sta odarty ze wszystkiego i
samotny, jak rozbitek, ktrego fale wyrzuciy na brzeg.
W pospnym nastroju uda si do ogrodu, zaryglowa furtk, usiad
pod drzewem mangowym, czu mier w sercu i zgroz w piersi, siedzia i
czu, jak co w nim umiera, widnie, ganie. Powoli zebra myli i w
duchu przeby jeszcze raz ca drog swego ycia, od pierwszych dni,
ktre mg sobie przypomnie. Kiedy waciwie przeywa szczcie, kiedy
zaznawa prawdziwej bogoci? Och tak, zdarzao mu si to wiele razy.
Zdarzao si to w latach chopicych, gdy sysza pochway z ust
braminw, gdy pozostawiajc daleko w tyle rwienikw wyrnia si w
przepowiadaniu witych wersw, w dyspucie z uczonymi, jako pomocnik przy
skadaniu ofiar. Wtedy czu w sercu: Oto twoja droga, do ktrej zostae
powoany, na ciebie czekaj bogowie". I znowu jako modzieniec, gdy wci
wyej wznoszcy si cel wszelkich rozmyla przyciga go ku sobie i
wyrywa spord gromady rwnych mu adeptw, gdy w blach docieka, czym
jest brahman, gdy zdobyta wiedza budzia wci nowe pragnienia, wtedy,
pord tego pragnienia, pord blu czu znowu: Dalej, dalej! Zostae
powoany!". Sysza ten gos, gdy opuci rodzinne strony i wybra ycie
samany i wtedy, gdy rzuci samanw i poszed do Doskonaego i kiedy zaraz
jego take porzuci i wyruszy w niewiadome. Teraz od dawna nie sysza
tego gosu, od dawna nie wznis si ku szczytom, jake paska i pusta

bya jego droga, tyle dugich lat strwoni bez wyszego celu, bez de,
bez wzniosoci, zadowalajc si mizernymi uciechami, a przecie nigdy
nie zaznajc zaspokojenia! Przez wszystkie te lata, sam sobie nie zdajc
z tego sprawy tskni i robi, co mg, by sta si czowiekiem, jak
wikszo innych, jak wszystkie te dzieci, i przy tym jego ycie byo
daleko ndzniejsze i nieszczliwsze ni ich, bo nie mg uznawa za
swoje ich celw, ani ich trosk, cay ten wiat ludzi w rodzaju
Kamaswamiego by dla niego tylko zabaw, tacem, ktremu si przypatrywa
komedi. Jedynie Kamala bya mu mia, jedynie ona miaa dla niego jak
warto ale czy nadal tak byo? Czy jeszcze jej potrzebowa, czy raczej
ona jego potrzebowaa? Czy gra, ktr uprawiali, nie bya gr bez koca?
Czy koniecznie trzeba byo dla tego y? Nie, wcale nie trzeba! Ta gra
nazywaa si sansara, bya zabaw dobr dla dzieci, mona si byo w to
bawi raz, drugi, dziesity ale zawsze, wci i wci od nowa?
Siddhartha poj, e gra si skoczya, e nie potrafi ju si
duej w to bawi. Ciao wstrzsn mu dreszcz, czu, e co w nim
umaro.
Cay dzie spdzi pod drzewem mangowym, wspominajc ojca,
wspominajc Gowind, wspominajc Gautam. Czy po to ich porzuci, eby
zosta drugim Kamaswamim? Siedzia tak, a zapada noc. Widzc w grze
nad sob gwiazdy pomyla: Siedz tu oto pod wasnym drzewem, we wasnym
ogrodzie". Umiechn si lekko czy tak miao by, czy tak byo
susznie, czy nie byo niedorzecznoci, e posiada to drzewo, e by
wacicielem ogrodu?
I z tym ju skoczy, i to w nim umaro. Podnis si, poegna z
drzewem, poegna si z ogrodem. Jako e cay dzie nic nie jad, czu
wielki gd i pomyla o swoim domu w miecie, o swojej komnacie i
posaniu, o zastawionym stole. Umiechn si ze znueniem, wstrzsn
si i poegna z tym wszystkim.
W tej nocnej godzinie Siddhartha opuci swj ogrd, opuci
miasto i nigdy nie powrci. Kamaswami dugo kaza go szuka, myla, e
Siddhartha wpad w rce zbjcw. Kamala nie zarzdzia poszukiwa. Kiedy
dowiedziaa si, e Siddhartha znikn, nie zdziwia si. Czy nie
spodziewaa si tego zawsze? Czy Siddhartha nie by saman, bezdomnym
pielgrzymem? A najlepiej czua to ostatnim razem, kiedy byli ze sob, i
przy caym blu straty cieszya si, e raz jeszcze przytulia go tak
mocno do swego serca, e raz jeszcze moga odda mu si tak do koca i
raz jeszcze czu, jak bierze j i przenika.
Gdy dostaa pierwsz wiadomo o znikniciu Siddharthy, podesza
do okna, gdzie w zotej klatce trzymaa piewajcego ptaszka. Otwara
drzwiczki klatki, wyja ptaka i wypucia go na wolno. Dugo ledzia
wzrokiem jego lot. Od tego dnia zaprzestaa przyjmowa goci i zamkna
dom. Po jakim czasie za przekonaa si, e kiedy bya z Siddharth ten
ostatni raz, zasza w ci.
Nad rzek
Siddhartha wdrowa przez las, by ju daleko od miasta i wiedzia
tylko, e nie moe zawrci, e to ycie, ktre prowadzi przez tyle lat,
skoczyo si, przemino, e zakosztowa go a do obrzydzenia.
piewajcy ptak, ktrego widzia we nie, by martwy. Ptak w jego sercu
by martwy. Uwika si gboko w sansar, zewszd wchania obrzydzenie
i mier, jak gbka chonie wod, pki si nie nasyci. On za by peen,
a do przesytu, przesycony wasnym aosnym upadkiem, przesycony
mierci, nie byo w caym wiecie nic, co mogoby go pocign,
uradowa, pocieszy.
Z caej duszy pragn nie wiedzie ju nic o sobie, mie spokj,
by martwym. Niechby spad grom i zabi go na miejscu! Niechby spomidzy

drzew wyszed nagle tygrys i poar go! Niechby si znalazo jakie wino,
trucizna, ktra by go odurzya, daa zapomnienie i sen i nigdy ju
przebudzenia! Czy nie skala si wszelkim brudem, czy nie popeni
wszelkich moliwych grzechw i gupstw, czy pomieciby w duszy jeszcze
wicej czczoci i pustki? Czy z tym wszystkim mona jeszcze y? Dalej
oddycha, czu gd, znowu je, znowu spa, znowu obcowa z kobiet? Czy
ten koowrt nie zosta ju wyczerpany i raz na zawsze zamknity?
Siddharta dotar nad brzeg wielkiej rzeki, tej samej rzeki, przez
ktr przeprawia si by odzi przewonika kiedy, kiedy by jeszcze
mody. Nad t rzek teraz si zatrzyma, z wahaniem przystan na brzegu.
Osab ze zmczenia i godu, po co zreszt mia i dalej, dokd, w jakim
celu? Nie, celu ju nie byo, nie byo w ogle nic prcz gbokiej,
dojmujcej tsknoty, by otrzsn si z tego obrzydliwego snu, wyplu
mde wino, pooy kres ndznemu i aosnemu yciu.
Nad brzegiem zwieszaa si palma kokosowa. Siddhartha opar si
plecami o jej pie, otoczy go ramieniem i patrzy w zielon wod, ktra
pyna w dole, i gdy tak patrzy, bez koca, ani na chwil nie ustajc w
swoim biegu, uczu, e ca swoj istot pragnie rzuci si w t wod i
uton. Z lustra rzeki wyzieraa ku niemu straszliwa pustka jego duszy.
Oto znalaz si u kresu. Nie pozostao mu ju nic innego, jak zgasi
pomie, rozbi nieudany ksztat swego ycia, rzuci je do stp szyderczo
rozemianym bogom. Oto wielkie wymioty, do ktrych tskni: mier,
rozbicie znienawidzonej formy! Nieche idzie rybom na poarcie, skoro
jest tak pody, skoro jest tylko szalecem, zepsutym i gnijcym ciaem,
upion i wykolejon dusz. Niech go por ryby i krokodyle, niech go
rozszarpi demony. Z wykrzywion grymasem twarz wpatrywa si w wod,
zobaczy swoje odbicie i splun na nie. W wielkim zmczeniu oderwa
rami od pnia i przesun si troch, aby spa prosto w gbin, aby
wreszcie uton. Z zamknitymi oczyma pogra si w mier.
Wtem z odlegych zaktkw duszy, z przeszoci zmczonego ycia
wydoby si jaki dwik. Byo to jedno sowo, jedna zgoska, ktr
wypowiedzia bezmylnie, bekotliwym gosem, stare sowo, ktrym
zaczynay si i koczyy wszystkie modlitwy braminw, wite Om, ktre
znaczy tyle co doskonao" albo spenienie". I w tej chwili, gdy
dwik Om doszed do uszu Siddharthy, jego upiony duch nagle si
przebudzi i rozpozna gupot swego czynu.
Siddhartha przerazi si do gbi. A wic tak z nim byo, tak
bardzo by zagubiony, tak pobdzi i utraci wszelkie rozeznanie, e
gotw by szuka mierci, e mogo w nim wzrosn to pragnienie, ta
dziecinna chtka: znale spokj, umiercajc ciao! Czego nie byy w
stanie dokona caa mka ostatnich czasw, cae otrzewienie i caa
rozpacz, tego dokonaa ta krtka chwila: rozpozna wasn ndz i bd.
Om! wyrzek do siebie Om!
I przypomnia sobie o brahmanie i o niezniszczalnoci ycia, o
wszystkich boskich rzeczach, o ktrych by przedtem zapomnia.
Bya to wszak tylko jedna chwila, jedno mgnienie. Siddhartha
osun si u stp palmy, powalony zmczeniem, mamroczc Om, zoy gow
na korzeniach i zapad w gboki sen.
Spa gboko i bez marze, co od dawna mu si ju nie zdarzao.
Kiedy po paru godzinach si zbudzi, wydawao mu si, e mino dziesi
lat, sysza cichy szmer wody, nie wiedzia, gdzie jest ani skd si tu
wzi, otworzy oczy, ze zdumieniem zobaczy nad sob drzewa i niebo i
przypomnia sobie, gdzie jest i jak si tu znalaz. Ale zanim sobie to
przypomnia, upyna chwila, a przeszo wydaa mu si jakby okryta
zason, nieskoczenie odlega, nieskoczenie daleka, nieskoczenie
obojtna. Wiedzia tylko, e porzuci swoje dawne ycie (w pierwszej
chwili przytomnoci tamto ycie wydao mu si niczym dawno minione

poprzednie wcielenie, niczym faza poprzedzajca narodziny jego


teraniejszego ja), e peen wstrtu i zwtpienia chcia si w ogle
rozsta z yciem, ale e gdzie nad rzek, pod palm kokosow przyszed
do siebie, ze witym sowem Om na ustach, potem zasn, a teraz obudzi
si i spojrza na wiat jako cakiem inny czowiek. Cicho wymwi sowo
Om, z ktrym by zasn, i zdao mu si, e cay dugi sen by drugim,
skupionym wymawianiem Om, myleniem Om, zanurzeniem si i zupenym
roztopieniem w Om, w tej bezimiennej peni, w doskonaoci. A spa tak
wietnie! Nigdy jeszcze sen tak go nie odwiey, nie orzewi, nie
odmodzi. Moe naprawd umar, przekroczy granic ycia, a teraz
narodzi si w nowej postaci? Nie, przecie zna siebie, zna swoje rce
i stopy, zna to miejsce gdzie lea, zna ja mieszkajc w jego
piersi, zna Siddharth samowolnego, chodzcego wasnymi drogami
Siddharth ale ten Siddhartha odmieni si, by kim nowym, cudownym
wyspanym, cudownie rzekim, radosnym i ciekawym.
Siddhartha podnis si i zobaczy wtedy, e naprzeciw niego
siedzi w pozie kontemplacji jaki mczyzna, obcy czowiek, mnich w
tej opoczy i z ogolon gow. Przyjrza si temu czowiekowi o
ogolonej czaszce i twarzy pozbawionej zarostu i gdy mu si tak
przyglda, po maej chwili rozpozna w nim Gowind, swego przyjaciela z
lat modoci, Gowind, ktry przysta do Wzniosego Buddy. Gowinda
rwnie si postarza, ale jego twarz zachowaa dawne rysy, wci jeszcze
wyraaa ten sam zapa, wierno, napicie poszukiwania, lk. Gdy za
Gowinda, czujc na sobie czyj wzrok, otworzy oczy i spojrza na,
Siddhartha zorientowa si, e przyjaciel go nie poznaje. Cieszy si, e
tamten si zbudzi, najwidoczniej od dawna tu siedzia i czeka jego
przebudzenia, chocia go nie rozpoznawa.
Spaem rzek Siddhartha. Skd si tu wzie?
Spae odrzek Gowinda. le jest spa w miejscu, gdzie
zdarzaj si we, a dzikie zwierzta maj swoje cieki. Jestem, o
panie, uczniem Wzniosego Gautamy, Buddy, pustelnika z rodu akjw, i
wraz z grup naszych pielgrzymw przechodziem t drog, gdy ujrzaem, e
leysz tu i pisz w miejscu, gdzie niebezpiecznie jest spa. Tote
prbowaem ci zbudzi, o panie, a spostrzegszy, e zasne bardzo
gboko, zostaem w tyle za pielgrzymami i siadem przy tobie. A potem
zamiast strzec twojego snu, sam chyba zasnem. le wypeniem swj
obowizek, zmogo mnie zmczenie. Teraz za, skoro si zbudzie, pozwl
mi si oddali i dogoni moich braci.
Dziki ci, samano, e strzege mego snu rzek Siddhartha.
Uczniowie Wzniosego maj dobre serca. Teraz moesz ju spokojnie odej.
Id, panie. Oby czu si zawsze jak najlepiej.
Dzikuje ci, samano.
Gowinda uczyni gest pozdrowienia i rzek:
Bd zdrw.
Bd zdrw, Gowindo rzek Siddhartha.
Mnich zatrzyma si.
Wybacz, panie, lecz skd znasz moje imi?
Siddhartha zamia si.
Znam ci, Gowindo, z domu twego ojca, i ze szkoy braminw, i z
ofiarnych praktyk, i z naszej wdrwki do samanw, i z tej godziny, kiedy
w ogrodzie Detawana przystae do nauki Wzniosego.
Jeste Siddhartha! wykrzykn Gowinda. Teraz ci poznaj i
nie pojmuj, em ci nie pozna od razu. Witaj mi, Siddhartho, wielka
jest moja rado, e ci znowu widz.
I ja si ciesz. Strzege mego snu, raz jeszcze dziki ci za
to, cho nie potrzebowaem stranika. Dokd idziesz, przyjacielu?
Donikd. My, mnisi, zawsze jestemy w drodze, pki nie nadejdzie
pora deszczowa, zawsze cigniemy z miejsca na miejsce, przestrzegamy

reguy, gosimy nauk, przyjmujemy jamun, idziemy dalej. Tak jest


zawsze. Ale ty, Siddhartho, powiedz, dokd ty idziesz?
I ze mn, przyjacielu, rzek Siddhartha jest podobnie. Nie
zmierzam donikd. Jestem po prostu w drodze. Odbywam pielgrzymk.
Mwisz, e odbywasz pielgrzymk i wierz ci rzek Gowinda.
Ale wybacz, Siddhartho, nie wygldasz wcale na pielgrzyma. Nosisz strj
ludzi bogatych, nosisz wytworne obuwie, a twoje wosy wydzielaj wo
pachnida, nie s wosami pielgrzyma ani samany.
Zgoda, mj miy, masz racj, twoje bystre oko dojrzy wszystko.
Ale te nie powiedziaem ci, e jestem saman. Powiedziaem: odbywam
pielgrzymk. I tak jest naprawd: odbywam pielgrzymk.
Odbywasz pielgrzymk rzek Gowinda. Ale rzadko zdarza si
odbywa pielgrzymk w takim stroju, w takim obuwiu, z takimi wosami.
Pielgrzymuj od wielu lat i nigdy jeszcze nie spotkaem takiego
pielgrzyma.
Wierz ci, Gowindo. Ale oto dzi spotkae wanie takiego
pielgrzyma, tak obutego i tak odzianego. Przypomnij sobie, mj druhu:
wiat zjawisk jest przemijajcy, nasze stroje przemijaj i nasze fryzury,
i wreszcie same nasze wosy i ciaa. Nosz ubir bogacza, masz racj.
Nosz go, bo byem bogaty, bo byem jednym z nich, i nosz wosy takie
jak ludzie wiatowi i szukajcy uciech, bo byem jednym z nich.
A teraz, Siddhartho, kim jeste teraz?
Nie wiem tego, wiem tylko tyle co ty. Jestem w drodze. Byem
czowiekiem bogatym, a teraz ju nie jestem, czym za bd jutro, tego
nie wiem.
Czy stracie majtek?
Straciem majtek albo majtek straci mnie. Przepad gdzie.
Koo postaci obraca si szybko, Gowindo. Gdzie jest Siddhartha-bramin?
Gdzie Siddhartha-samana? Gdzie Siddhartha bogaty? Rzeczy przemijanie
szybko zmieniaj posta, Gowindo, przecie wiesz.
Gowinda dugo patrzy na przyjaciela modoci wzrokiem penym
zwtpienia. Potem pozdrowi go, jak pozdrawia si dostojnikw i poszed
swoj drog.
Siddhartha patrzy za nim z umiechem, wci jeszcze go kocha,
kocha wiernego, trwoliwego Gowind. Jakeby zreszt w tej chwili, w tym
cudownym momencie, po wspaniaym nie, gdy Om przepeniao jego dusz,
nie miaby kogo lub czego kocha? Na tym wanie polega cud, jaki
dokona si we nie i za spraw Om Siddhartha kocha, by peen
radosnej mioci do wszystkiego, co widzia, pomyla, i na tym wanie
polegaa przedtem jego straszna choroba, e nie mg niczego ani nikogo
pokocha.
Z umiechem na twarzy patrzy za oddalajcym si mnichem. Sen go
pokrzepi, ale drczy go gd, od dwch bowiem dni nie mia nic w
ustach, a dawno ju miny czasy, gdy by odporny na gd. Myla o tych
czasach ze smutkiem, ale take ze miechem. Przypomnia sobie, jak to
chwali si wtedy przed Kamal trzema rzeczami, posiada trzy szlachetne,
niedocige umiejtnoci: post czekanie mylenie. Oto, co stanowio
jego majtek, jego potg i si, co byo mu niezawodn podpor:
przyswoi sobie w pilnych, mozolnych latach modoci te trzy kunszty, nic
poza tym. A teraz opuciy go, wymkny mu si, nie umia ju ani poci,
ani czeka, ani myle. Powici je w imi rzeczy najmarniejszych,
najbardziej ulotnych w imi zmysowej rozkoszy, wygd, bogactwa!
Zaiste, dziwnie mu si przygodzio. Zdawao si, i sta si naprawd
jednym z ludzi-dzieci.
Siddhartha pocz rozmyla nad swoim pooeniem. Mylenie
przychodzio mu z trudem, nie mia w gruncie rzeczy najmniejszej do tego
ochoty, ale przymusi si.

Oto, myla, wszystkie te najbardziej ulotne rzeczy znowu mi si


wymkny, oto stoj znowu pod promieniami soca, tak jak staem w
dziecistwie, niczego nie posiadam, niczego nie umiem, nie mam adnej
mocy, niczego si nie nauczyem. Jakie to dziwne! Teraz, kiedy nie
jestem ju mody, kiedy wosy zaczynaj mi siwie, siy opuszczaj, teraz
zaczynam znowu od pocztku, od dziecistwa. Znowu nie mg si
powstrzyma od miechu. Tak, dziwny los przypad mu w udziale! Stoczy
si w d i znalaz si teraz oto w wiecie z pustymi rkami, ze
wszystkiego odarty i zagubiony. Mylc o tym nie potrafi si jednak
martwi, nie, mia nawet wielk ochot rozemia si, mia si z samego
siebie, z tego dziwnego, niedorzecznego wiata.
Tocz si w d rzek sam do siebie ze miechem, a gdy
wymawia te sowa, jego spojrzenie pado na rzek i ujrza, e rzeka
take toczy si w d, zawsze pynie w d, a zdaje si przy tym piewa
i cieszy. To mu si spodobao, umiechn si do rzeki przyjanie. Czy
nie w tej rzece chcia si topi, kiedy, sto lat temu, a moe mu si to
tylko nio?
W istocie, dziwne byo moje ycie, myla, dziwnymi biego
zakrtami. Jako dziecko miaem do czynienia tylko z bogami i ofiarami.
Jako modzieniec miaem do czynienia tylko z ascez, rozmylaniem i
medytacj, szukaem brahmana, czciem wieczysty pierwiastek w atmanie.
Jako mody mczyzna przyczyem si do pokutnikw, yem w puszczy,
znosiem ar i zimno, uczyem si godowa, przyuczaem swoje ciao do
obumierania. Dziwnym zrzdzeniem przyszo do mnie wtedy poznanie za
spraw wielkiego Buddy, nauka o jednoci wiata staa si czci mnie
samego. Ale take Budd i wielk nauk musiaem porzuci. Poszedem dalej
i uczyem si u Kamali rozkoszy miosnej, a u Kamaswamiego handlu,
gromadziem pienidze, trwoniem pienidze, nauczyem si kocha swj
odek, dogadza zmysom. Wiele lat to trwao, a wreszcie duch we mnie
przygas, oduczyem si myle, zapomniaem o jednoci. Czy nie jest
tak, e powoli, okrn drog w wieku mskim doszedem do niedojrzaoci,
myliciel sta si dzieckiem? A jednak bya to dobra droga, a jednak ptak
w mojej piersi wci yje. Dziwna, doprawdy, droga! Trzeba byo przedrze
si przez tyle gupoty, tyle wystpkw, tyle bdw, tyle odrazy,
rozczarowa i nieszczcia, tylko po to, by na koniec znowu sta si
dzieckiem i mc zacz od nowa. Ale droga bya suszna, moje serce jej
przytakuje, oczy si do niej miej. Musiaem zazna rozpaczy, musiaem
doj a do dna, do najgupszej ze wszystkich myli, myli o
samobjstwie, po to, by dowiadczy aski, znowu usysze Om, znowu
dobrze spa i dobrze si obudzi. Musiaem sta si gupcem, aby znowu
odnale w sobie atmana. Musiaem zgrzeszy, aby znowu mc y. Dokd
jeszcze zaprowadzi mnie ta droga? Pocieszna droga, idzie zakolami, moe
krci si w kko. Niech sobie idzie jak chce, pjd ni.
Czu w piersi przypyw niezwykej radoci.
Skd, zapyta swego serca, skd bierze si ta rado? Z tego
dugiego, dobrego snu, ktry tak dobrze mi zrobi? Ze sowa Om, ktre
wyrzekem? Czy std, e odszedem, e dokonaa si ta ucieczka, e
nareszcie jestem znowu wolny i stoj pod niebem jak dziecko? Och, jak
dobrze jest uciec, jak dobrze jest odzyska wolno! Jakie czyste i
pikne tu powietrze, jak dobrze oddycha! Tam, skd odszedem, wszystko
pachniao olejkami, przyprawami, winem, przesytem, gnunoci. Jak ja
nienawidziem tego wiata bogaczy, hulanek, gry! Jak nienawidziem samego
siebie za to, e tak dugo tkwiem w tym strasznym wiecie. Jak si
nienawidziem, jak samego siebie okradaem, zatruwaem, drczyem, jak
si postarzaem, i jaki zrobiem si zy! Nie, nigdy odtd nie bd sobie
wyobraa, jak to kiedy lubiem, e Siddhartha jest mdry! Jedno wszak
uczyniem dobrze, jedno mi si podoba, jedno musz pochwali e oto
nareszcie koniec tej nienawici do samego siebie, koniec tego gupiego i

pustego ycia. Chwal ci, Siddhartho, po tylu latach gupoty wpade


znw na jaki pomys, co zrobie, usyszae, jak piewa ptak w twojej
piersi i poszede za nim.
Tak chwali si, cieszy si sob, wsuchiwa si ciekawie w swj
odek, kurczcy si z godu. W tych ostatnich czasach zakosztowa i
wyrzuci z siebie, tak to czu, sporo cierpie, sporo blu, najad si a
do rozpaczy i a do mierci. Dobrze si stao. Mg przecie jeszcze
dugo tkwi u Kamaswamiego, zarabia pienidze, trwoni je, tuczy brzuch
i skazywa dusz na pragnienie, dugo jeszcze mg by mieszka w tym
wygodnym, wymoszczonym poduszeczkami piekle, gdyby nie ten moment
zupenej rozpaczy i zwtpienia, ten ostateczny moment, kiedy to zawis
nad rwc wod i gotw by z sob skoczy. Czu przecie t rozpacz, to
gbokie obrzydzenie, i nie podda mu si, ten ptak, to radosne rdo i
ten gos w jego wntrzu by jeszcze ywy i dlatego Siddhartha cieszy
si teraz, dlatego si mia, dlatego jego twarz, okolona ju posiwiaymi
wosami, promieniaa.
Dobrze jest, myla, samemu zakosztowa wszystkiego, co czowiek
powinien wiedzie. e wiatowe uciechy i bogactwo nie s dobrem, to
wiedziaem ju jako dziecko. Wiedziaem to ju dawno, ale przeyem
dopiero teraz. I teraz wiem, wiem nie tylko umysem, ale oczami, sercem,
odkiem. I cae szczcie, e wiem!"
Dugo duma nad swoj przemian, sucha piewajcego z radoci
ptaka. A przecie zdawao si ju, e ten ptak w jego piersi umar, czu
przecie jego mier? Nie, umaro w nim co innego, co, co ju od dawna
tsknio do mierci. Czy nie to, co chcia ju umierci w arliwych
latach pokutnych? Swoje ja, mae, lkliwe i dumne ja, z ktrym tyle lat
walczy, ktre go zawsze zwyciao, ktre po kadym miertelnym ciosie
oywao na powrt, nie dopuszczao radoci, czuo strach? Czy nie ono
umaro wreszcie dzisiaj, tu, w lesie, nad liczn rzek? Czy nie przez t
mier czu si teraz niczym dziecko, taki ufny, wolny od strachu, peen
radoci?
Siddhartha domyla si te, dlaczego to jako bramin i jako
pokutnik daremnie walczy z jani. Przeszkadza mu nadmiar wiedzy, za
duo byo witych wersetw, za duo regu ofiarnych, za duo umartwie,
za wiele trudu i wysiku! Wypeniaa go pycha, zawsze by najbystrzejszy,
najbardziej gorliwy, zawsze o krok przed innymi, zawsze ten uduchowiony,
ten, ktry wie, zawsze w szatach kapana albo mdrca. Jego ja ukryo si
w tym kapastwie, w tej pysze, w tym uduchowieniu, siedziao tam mocno i
roso, on za sdzi, i je umierci postem i pokut. Teraz to
spostrzeg, e tajemniczy gos mia racj, mwic, e nie zdoaby go
nigdy wybawi aden nauczyciel. Dlatego musia wej w wiat, zatraci
si w uciechach, we wadzy, w kobietach i pienidzach, musia wda si w
interesy, gra w karty, pi i goni za bogactwami, a umar w nim kapan
i samana. Dlatego musia cierpie te nienawistne lata, znosi
obrzydzenie, pustk, bezsensowno jaowego i zmarnowanego ycia, a do
koca, a do gorzkiej rozpaczy, a mg w nim umrze take Siddhartha
rozpustnik i dny bogactw. I ten Siddhartha umar, ze snu obudzi si
nowy Siddhartha. I ten Siddhartha take si zestarzeje, i on bdzie
musia kiedy umrze, Siddhartha by bowiem bytem ulotnym, przemijajcym,
w kadej swojej postaci. Ale dzi by mody, nowy Siddhartha by
dzieckiem i przepeniaa go rado.
Myla o tym wszystkim, z umiechem sucha, jak mu burczy w
brzuchu, z wdzicznoci przysuchiwa si brzczeniu pszczoy. Wesoo
patrzy na pync rzek, nigdy jeszcze adna woda nie podobaa mu si
tak bardzo jak ta, nigdy odgosy i obraz pyncej wody nie wyday mu si
tak wyraziste i pikne. Odnosi wraenie, e rzeka ma mu do powiedzenia
co szczeglnego, co, czego jeszcze nie wiedzia, co go dopiero czekao.
W tej rzece Siddhartha chcia si topi, w tej rzece uton dzi dawny,

zmczony, zrozpaczony Siddhartha. Ale nowy Siddhartha czu gbok mio


do pyncej wartko wody i postanowi w duchu, e tak szybko si z ni nie
rozstanie.
Przewonik
Zostan nad t rzek, myla Siddhartha, to ta sama rzeka przez
ktr przeprawiaem si w drodze do ludzi-dzieci. Przewonik okaza mi
wtedy tyle przyjani, pjd do niego, kiedy z jego chaty moja droga
powioda mnie ku nowemu yciu, ktre teraz zestarzao si i umaro
niech moja teraniejsza droga, niech moje nowe ycie rozpocznie si w tym
samym miejscu!"
Tkliwie spoglda w wartko pyncy nurt, w przejrzyst ziele
wody, w krysztaowe linie jej zagadkowego rysunku. Widzia, jak z gbiny
wznosz si ku grze wietliste pereki, jak na powierzchni koysz si
baki powietrza, a w nich odbity bkit nieba. Rzeka patrzya na niego
tysicem oczu, zielonych, biaych, krysztaowych, bkitnych. Tak bardzo
kocha t wod, tak si ni zachwyca, taki by jej wdziczny. Sysza w
sercu obudzony gos, ktry mwi: Kochaj t wod! Zosta przy niej! Ucz
si od niej! Och tak, tego wanie pragn: uczy si od niej, sucha
jej. Kto rozumie t wod i jej tajemnice zdawao mu si ten zrozumie
te wiele innych rzeczy, wiele tajemnic, wszystkie tajemnice.
Dzi wszake dostrzega z tajemnic rzeki tylko jedn i ta
poruszya go do gbi. Widzia oto, e rzeka pynie i pynie, pynie bez
ustanku, a przecie cigle jest, jest cigle i zawsze ta sama, a przecie
w kadej chwili nowa! Kt zdoaby to poj, kt to zrozumie!
Siddhartha nie pojmowa i nie rozumia, czu tylko, jak poruszaj si w
nim jakie przeczucia, odlege wspomnienia, boskie gosy.
Podnis si, gd jaki odczuwa w caym ciele, by nieznony.
Przejty powdrowa dalej, ciek wzdu brzegu, w kierunku przeciwnym
prdowi, sucha szumu fal, sucha, jak w jego ciele odzywa si gd.
Gdy doszed do przeprawy, d akurat czekaa, a w odzi sta ten
sam czowiek, ktry kiedy przewozi na drugi brzeg modego saman.
Siddhartha pozna go, przewonik take bardzo si postarza.
Przewieziesz mnie? spyta.
Przewonik, zdumiony na widok tak dostojnego pana wdrujcego
samotnie piechot, wzi go na d i odbi od brzegu.
Obrae sobie pikne ycie rzek go piknie musi by y
co dzie nad t wod i pywa po niej.
Wiolarz poruszy si z umiechem:
Tak, to pikne ycie, dobrze powiedziae panie. Ale czy kade
ycie, kada praca nie jest pikna?
Moe. Ale ja zazdroszcz ci twojej.
Och, szybko by j sobie uprzykrzy. To nie dla ludzi, ktrzy
nosz wytworne szaty.
Siddhartha zamia si.
Raz ju dzi przygldano mi si z powodu mego ubioru,
przygldano mi si nieufnie. Czy nie zechciaby przewoniku, przyj ode
mnie tych strojw, ktre mi ci? Trzeba ci bowiem wiedzie, e nie mam
pienidzy, aby zapaci ci za przepraw.
Raczysz artowa, o panie rozemia si przewonik.
Nie artuj, przyjacielu. Popatrz, raz ju przewozie mnie
przez t rzek za dobre sowo. I dzi mog ci tylko podzikowa i prosi,
by przyj w zamian moje suknie.
Jake bdziesz dalej podrowa, panie?
Ot ja wcale nie chc dalej podrowa. Chtnie wyrzekn si
dalszej wdrwki, jeeli dasz mi jaki stary fartuch i zatrzymasz jako

pomocnika, czy raczej jako ucznia, bo najpierw musiabym si nauczy


obchodzi z odzi.
Przewonik dugo wpatrywa si w obcego przybysza, jakby czego
szukajc w pamici.
Teraz ci poznaj rzek na koniec. Spae kiedy w mojej
chacie, ju dawno temu, pewnie z gr dwadziecia lat, a ja przewiozem
ci na drugi brzeg i rozstalimy si jak dobrzy przyjaciele. Czy nie
bye wtedy saman? Nie pamitam ju, jak masz na imi?
Nazywam si Siddhartha, i kiedy mnie ostatni raz widziae byem
saman.
Witaj wic, Siddhartho. Ja nazywam si Wasudewa. Mam nadziej,
e i dzi zostaniesz u mnie w gocinie, zanocujesz w mojej chacie i
opowiesz mi, skd pochodzisz i dlaczego te stroje tak ci ci.
Dotarli na rodek rzeki i Wasudewa wzi si ostrzej do wiosa,
aby nie da si znie prdowi. Pracowa silnymi ramionami spokojnie, z
wzrokiem utkwionym w dziobie odzi. Siddhartha siedzia i przypatrywa mu
si, i przypomina sobie, jak ju wtedy, ostatniego dnia swego
samaskiego ycia, uczu w sercu mio do tego czowieka. Z
wdzicznoci przyj zaproszenie Wasudewy. Gdy dobili, pomg mu
umocowa d do pali, potem za przewonik zaprosi go do chaty,
przynis chleb i wod, a Siddhartha jad z apetytem, i z apetytem spoy
te owoce mango, ktre podsun mu Wasudewa. Potem, gdy soce miao si
ju ku zachodowi, siedli na pniaku nad wod i Siddhartha opowiada
przewonikowi, skd pochodzi i jak upyno mu ycie, tak jak je zobaczy
w owej godzinie zwtpienia. Opowiada tak do pna w noc.
Wasudewa sucha z wielk uwag, chon wszystko, co Siddhartha
mwi o swoim rodowodzie i latach dziecinnych, o nauce, poszukiwaniach,
wszystkich radociach i wszystkich biedach. Pord zalet przewonika ta
wanie naleaa do najwikszych: jak mao kto potrafi sucha. Cho nie
odzywa si ani sowem, mwicy czu, jak Wasudewa przyjmuje jego sowa,
w milczeniu, z caym spokojem, z ca gotowoci, z ca uwag. adnego
nie pomija, adnego nie oczekuje niecierpliwie, nie opatruje ich ani
pochwa ani nagan, tylko sucha. Siddhartha czu, jakim szczciem jest
zwierza si takiemu suchaczowi, zawierzy jego sercu wasne ycie,
wasne poszukiwania, wasne cierpienie.
Pod koniec opowieci za, gdy Siddhartha mwi o drzewie
zwieszajcym si nad rzek i o wasnym wielkim upadku, o witym Om i o
tym, jak obudziwszy si czu wielk mio do rzeki, przewonik j
sucha ze zdwojon uwag, cakowicie pochonity, z zamknitymi oczyma.
Gdy jednak Siddhartha umilk i przez dusz chwil panowaa
cisza, Wasudewa odezwa si:
Jest tak, jak mylaem. Rzeka do ciebie przemwia. Tobie take
okazuje przyja, do ciebie take mwi. To dobrze, to bardzo dobrze.
Zosta u mnie, Siddhartho, przyjacielu. Miaem kiedy on, jej posanie
znajdowao si tu obok mego, ale dawno ju zmara, od dawna ju yj
samotnie. Zamieszkaj ze mn, miejsca i jedzenia jest tu dosy dla dwch.
Dzikuj ci rzek Siddhartha dzikuj ci i przyjmuj. I
dzikuj ci rwnie za to, Wasudewo, e mnie tak dobrze suchae, a nie
spotkaem jeszcze nikogo, kto by sucha tak jak ty. Tego te bd si od
ciebie uczy.
Nauczysz si rzek Wasudewa ale nie ode mnie. Mnie nauczya
suchania rzeka, ty te si od niej nauczysz. Rzeka wie wszystko,
wszystkiego si mona od niej nauczy. Popatrz, ju czego si od niej
nauczye e dobrze jest dy w d, pogra si, szuka gbi.
Bogaty i dostojny Siddhartha zostanie pomocnikiem do wiose, uczony
Siddhartha bdzie przewonikiem: przecie to te powiedziaa ci rzeka.
Nauczysz si od niej jeszcze czego innego.
Siddhartha odezwa si po duszej chwili:

Czego innego, Wasudewo?


Wasudewa podnis si.
Pno ju rzek. Chodmy spa. Ja ci tego nie umiem
powiedzie, przyjacielu. Nauczysz si, moe zreszt ju wiesz. Widzisz,
nie jestem uczonym, nie umiem mwi, nie umiem myle. Umiem tylko
sucha i by pobonym czowiekiem, nic poza tym. Gdybym umia o tym
mwi i uczy, bybym moe mdrcem, a tak jestem tylko przewonikiem i
moim zadaniem jest przewozi ludzi na drug stron rzeki. Wielu ju
przewoziem, tysice, i dla wszystkich moja rzeka bya tylko przeszkod w
podry. Podrowali za interesami, i po to, eby zdoby pienidze, na
wesela i na pielgrzymki i rzeka stawaa im na przeszkodzie, a przewonik
by po to, eby pomc szybko pokona t przeszkod. Ale pord tych
tysicy byo kilku, bardzo niewielu, czterech moe piciu, dla ktrych
rzeka nie bya przeszkod, ktrzy usyszeli jej gos, wysuchali go i
rzeka staa si dla nich witoci, tak jak dla mnie. A teraz chodmy na
spoczynek, Siddhartho.
Siddhartha zosta u przewonika i nauczy si obsugiwa d, a
kiedy nie byo zajcia przy przeprawie, pracowa razem z Wasudew na polu
ryowym, zbiera chrust, zrywa banany. Nauczy si struga wiosa,
naprawia d, wyplata kosze i cieszy si wszystkimi tymi nowymi
umiejtnociami, i szybko pyny dni i miesice. A jeszcze wicej ni
mg go nauczy Wasudewa, uczya go rzeka. Uczy si od niej nieustannie.
Przede wszystkim nauczy si od niej suchania, suchania ze spokojnym
sercem, takiego suchania, przy ktrym dusza otwiera si i czeka, nie
ywic namitnoci, niczego nie pragnc, niczego nie osdzajc.
y u boku Wasudewy jak przyjaciel, i niekiedy zamieniali ze sob
sowa, nieliczne i przemylane. Wasudewa nie lubi sw, rzadko udawao
si Siddharthcie skoni go do mwienia.
Czy i tego sekretu spyta go kiedy nauczye si od rzeki:
e czas nie istnieje?
Na twarzy Wasudewy zajania umiech.
Tak, Siddhartho odrzek. Chodzi ci o to, e rzeka jest naraz
wszdzie, u rda i u ujcia, przy wodospadzie i przy przeprawie, i tam
gdzie toczy si wartki nurt, w morzu, i w grach, w jeziorze, jest
wszdzie naraz i istnieje dla niej tylko chwila obecna, nie ma cieni
przyszoci, prawda?
O to mi chodzi, tak rzek Siddhartha. I kiedy si tego
nauczyem, przyjrzaem si swemu yciu i zobaczyem je jak t rzek, i
Siddharth dziecko oddzielay od Siddharthy porosego i od Sidddharthy
starego tylko cienie, nic rzeczywistego. Narodziny Siddharthy nie byy
przeszoci, a jego mier i zczenie z brahmanem nie byy
przyszoci. Nie byo niczego, niczego nie bdzie, wszystko ma swj byt
i jest teraz.
Siddhartha mwi z przejciem, to objawienie uszczliwio go do
gbi. Bo czy czas nie by rdem wszelkich cierpie, czy wszelkie
udrki i obawy nie miay swej przyczyny w czasie, czy wszystko to, co w
wiecie jest nam wrogie, albo trudne, nie zostaje usunite i
przezwycione z chwil, gdy pokona si czas gdy mona si w mylach ode
oderwa? Mwi z zachwytem, Wasudewa za umiechn si do promiennie i
na znak potwierdzenia skin gow, w milczeniu przytakn, pogadzi
Siddharth po ramieniu, wrci do swego zajcia.
I znowu ktrego razu w porze deszczowej, gdy rzeka wezbraa i
pyna z potnym szumem, Siddhartha rzek:
Prawda, przyjacielu, e rzeka przemawia wieloma gosami? Sycha
w niej gos krla i gos wojownika, gos bawou i gos nocnego ptaka,
gos rodzcej kobiety i kogo, kto wzdycha, i tysic innych gosw?
Jest tak, jak mwisz przytakn Wasudewa. W jej gosie s
gosy wszystkich stworze.

A czy wiesz cign Siddhartha jakie sowo wymawia, gdy


zdoasz usysze naraz wszystkie jej tysiczne gosy?
Twarz Wasudewy zajaniaa uszczliwionym umiechem, nachyli si
do Siddharthy i wyszepta mu do ucha wite sowo Om. I wanie to
sysza te w rzece Siddhartha.
Umiech Siddharthy upodabnia si coraz bardziej do umiechu
przewonika, by niemal rwnie promienny, niemal rwnie przewietlony
szczciem, rozbyskiwa z tysica drobnych zmarszczek i tak jak i
Wasudewy by zarazem umiechem dziecka i umiechem starego czowieka.
Wielu podrnych brao ich za braci. Wieczorami czsto siadywali razem
nad rzek na pniu drzewa i milczeli i przysuchiwali si wodzie, ktra
nie bya dla nich wod, ale gosem ycia, gosem tego, co jest, tego, co
si wiecznie staje. I zdarzao si niekiedy, e suchajc rzeki myleli o
tym samym, o jakiej rozmowie, toczonej przedwczoraj, o jednym z
podrnych, ktrego twarz i los zaprztny ich uwag, o mierci, o swoim
dziecistwie i obydwaj w tym samym momencie, gdy rzeka powiedziaa im co
dobrego, spogldali na siebie, mylc dokadnie to samo, jednako
uszczliwieni t sam odpowiedzi na to samo pytanie.
Przeprawa i obydwaj przewonicy tchnli czym szczeglnym i
niektrzy z podrnych umieli to wyczu. Niejeden spojrzawszy w twarz
Siddharthy lub Wasudewy poczyna opowiada o swoim yciu, zwierza si z
cierpie, wyznawa zo, szuka pociechy i rady. Zdarzao si, e ktry
poprosi, by wolno mu byo spdzi z nimi wieczr i posucha rzeki.
Zdarzao si te, e przybywali ciekawscy, ktrym opowiedziano, e oto tu
nad rzek yj dwaj mdrcy, albo dwaj czarownicy, albo dwaj wici.
Ciekawscy zadawali duo pyta, ale nie otrzymywali na nie odpowiedzi i
nie znajdowali nad rzek ani czarownikw ani mdrcw, tylko dwch
sympatycznych staruszkw, ktrzy wydawali si milkliwi, troch dziwaczni
i niespena rozumu. Ciekawscy mieli si i artowali, jak to atwowierny
i niemdry nard skonny jest rozpowszechnia takie pogoski.
Lata mijay i nikt ich nie liczy. Pewnego dnia przybyli
pielgrzymujcy mnisi, zwolennicy Buddy Gautamy. Prosili, by przewie ich
przez rzek i opowiadali, e udaj si w najwikszym popiechu do swego
wielkiego nauczyciela, rozesza si bowiem wie, i Wzniosy jest
miertelnie chory i wkrtce umrze ostatni mierci czowieka, by
dostpi wybawienia. Nie mino wiele czasu, a przybya nowa grupa
mnichw, i jeszcze jedna, i zarwno mnisi, jak wikszo pozostaych
podrnych i wdrowcw mwio wycznie o Gautamie i jego rychej
mierci. I jak na wypraw wojenn, albo koronacj zewszd piesz ludzie
i zbieraj si gromadami jak mrwki, tak oni pieszyli jak gdyby cigna
ich jaka czarodziejska sia, tam, gdzie Budda oczekiwa mierci, gdzie
miao si dokona niezwyke wydarzenie wielki budda tych czasw mia
dostpi wiatoci.
W tych dniach Siddhartha rozmyla duo o umierajcym mdrcu, o
wielkim nauczycielu, ktrego gos sam rwnie kiedy sysza, w ktrego
oblicze patrzy z nabon czci. Myla o nim yczliwie, mia przed
oczyma jego drog ku doskonaoci i umiechn si na wspomnienie sw,
ktre niegdy, jako mody czowiek wypowiedzia do Wzniosego. Musiay to
by sowa dumne i przemdrzae, przypomina je sobie z umiechem. Od
dawna nie czu, iby go od Gautamy co dzielio, cho przecie nie mg
przyj jego nauki. Nie, i kto, kto naprawd szuka, kto naprawd chce
znale, nie moe przyj adnej nauki. Ten za, kto znalaz, mg uzna
kad nauk, kad drog, kady cel, nic go nie dzielio od tysicy
innych, ktrzy yli w wiecznoci, oddychali boskim tchnieniem.
Ktrego dnia, gdy tak liczne rzesze pielgrzymoway do
umierajcego Buddy, wybraa si na pielgrzymk take Kamala, niegdy
najpikniejsza z kurtyzan. Dawno zerwaa ju ze swym poprzednim yciem,
oddaa swj ogrd mnichom Gautamy, przyja nauk, staa si przyjacik

i opiekunk pielgrzymw. Na wiadomo o bliskiej mierci Gautamy razem ze


swoim maym synkiem, maym Siddharth, wyruszya w drog, w zwykej
sukni, piechot. Razem z synkiem znalaza si nad rzek, may jednak
wkrtce si zmczy, chcia wraca do domu, chcia odpocz, chcia je,
sta si kapryny i paczliwy. Kamala musiaa robi czste postoje,
chopczyk by przyzwyczajony do tego, e stawia zawsze na swoim, musiaa
go karmi, pociesza i beszta. Nie pojmowa, dlaczego ma wraz z matk
odbywa mczc i smutn pielgrzymk, do nieznanego miejsca, do
czowieka, ktry by wity i lea na ou mierci. Niech sobie umiera,
c to chopca obchodzi?
Pielgrzymi znajdowali si niedaleko od przeprawy, gdy may
Siddharth po raz kolejny zmusi matk do postoju. Kamala rwnie bya
zmczona, i podczas gdy chopiec u banana, przykucna na ziemi,
przymkna oczy i wypoczywaa. Nagle wydaa bolesny krzyk, chopiec
spojrza na ni przestraszony, zobaczy, jak jej twarz blednie z
przeraenia, a spod sukni wypeza maa, czarna mija, ktra uksia
Kamal.
Spiesznie pobiegli naprzd, do ludzi. Gdy dotarli w poblie
przeprawy, Kamala upada na ziemi niezdolna uczyni ju ani kroku. Malec
podnis lament, jednoczenie caowa matk i tuli si do niej, ona za
rwnie gono wzywaa pomocy, a usysza ich stojcy u przeprawy
Wasudewa. Przybieg prdko, na rkach zanis kobiet do odzi, chopiec
pobieg za nimi i wkrtce wszyscy znaleli si w chacie, gdzie Siddhartha
roznieca wanie ogie na palenisku. Obejrza si i zobaczy najpierw
twarz chopca, ktra dziwnie jako poruszya jego pami, przypomniaa o
czym zapomnianym. Potem ujrza kobiet na rkach przewonika, a cho
leaa bez zmysw, natychmiast pozna w niej Kamal i zrozumia wtedy,
e chopczyk, ktrego widok tak go uderzy, by jego synem i serce zabio
mu mocniej w piersi.
Ran Kamali przemyto, ale zdya ju sczernie i wok powstao
obrzmienie; podano jej leczniczy napj. Wrcia jej przytomno, leaa w
chacie na posaniu Siddharthy, a Siddhartha, ktry kiedy tak j kocha,
pochyla si nad ni. Zdawao jej si, e ni, spojrzaa z umiechem w
twarz przyjaciela, z wolna dopiero uwiadamiaa sobie, co si stao,
przypomniaa sobie ukszenie, z lkiem zawoaa chopca.
Jest tu, przy tobie, nie martw si rzek Siddhartha.
Kamala popatrzya mu w oczy. Mwia z trudem, jzyk zdrtwia od
jadu.
Postarzae si, mj miy rzeka. Wosy masz siwe. Ale
przypominasz modego saman, ktry kiedy nieprzyodziany i pokryty kurzem
przyszed do mego ogrodu. Jeste do niego teraz o wiele bardziej podobny
ni wtedy gdy opucie mnie i Kamaswamiego. Przypominasz go w oczach,
Siddhartho. Ach, ja te si postarzaam czy w ogle mnie poznajesz?
Siddhartha umiechn si.
Poznaem ci od razu, Kamalo, moja mia.
Kamala wskazaa na chopca i rzeka:
Czy jego te poznae? To twj syn.
Oczy jej wywrciy si biakami do gry i zamkny. Chopczyk
paka, Siddhartha posadzi go sobie na kolanach, gadzi go po wosach i
na widok tej dziecinnej twarzyczki przypomniaa mu si bramiska
modlitwa, ktrej nauczy si kiedy, gdy sam by dzieckiem. Pocz j
odmawia, powoli, piewnym gosem, sowa przypyway z przeszoci, z lat
dziecistwa. I pod wpywem tego nucenia chopiec uspokoi si, westchn
jeszcze par razy i zasn. Siddhartha uoy go na posaniu Wasudewy.
Przewonik sta przy palenisku i gotowa ry. Siddhartha rzuci ku niemu
spojrzenie, na ktre tamten odpowiedzia umiechem.
Ona umrze wyrzek cicho Siddhartha.

Wasudewa skin gow, po jego dobrej twarzy przemkn odblask


ognia.
Kamala raz jeszcze odzyskaa przytomno. Twarz jej wykrzywi bl.
Z jej ust, pobladych policzkw Siddhartha odczyta cierpienie.
Odczytywa je bez sw, uwanie, wyczekujco, zatopiony w tym cierpieniu.
Kamala czua to, jej wzrok poszuka jego oczu.
Wpatrzona w nie odezwaa si:
Widz teraz, e twoje oczy te si zmieniy. S zupenie inne.
Po czym wic poznaj, e jeste Siddhartha? Jeste nim i nie jeste.
Siddhartha nie odezwa si, w milczeniu patrzy jej w oczy.
Czy znalaze? spytaa. Znalaze ukojenie?
Umiechn si i pooy do na jej doni.
Znalaze rzeka. Widz, e znalaze. Ja te znajd
ukojenie.
Ju znalaza wyrzek szeptem Siddhartha.
Kamala nie odrywaa ode oczu. Mylaa, e wyruszya oto w
pielgrzymk do Gautamy, aby ujrze twarz czowieka, ktry osign
doskonao, aby odetchn jego spokojem, i e zamiast do Gautamy dosza
tylko tutaj, do Siddharthy, i e tak byo dobrze, rwnie dobrze, jak
gdyby zobaczya tamtego. Chciaa to mu powiedzie, ale jzyk odmawia jej
ju posuszestwa. Patrzya na w milczeniu, on za widzia, jak w jej
oczach dogasa ycie. Gdy ostatni bl zami jej oczy, gdy ostatni dreszcz
przebieg jej czonki, zamkn doni jej powieki.
Dugo siedzia i patrzy na upion twarz. Dugo przyglda si
jej ustom, postarzaym, zmczonym, o wskich teraz wargach, i przypomnia
sobie, jak to kiedy we wionie swego ycia, porwnywa te usta do wieo
krajanego owocu figi. Dugo tak siedzia, dugo wpatrywa si w poblad
twarz, w obice j bruzdy zmczenia, chon ten obraz, widzia swoj
wasn twarz, tak samo znieruchomia, tak samo bia, tak samo zgas, i
zarazem swoj i jej twarz mod, czerwone usta, ponce oczy, i
przenikno go poczucie, e oto wszystko dzieje si teraz i jednoczenie,
poczucie wiecznoci. Czu w tym momencie gboko, e wszelkie ycie jest
niezniszczalne, e kada chwila jest wiecznoci.
Kiedy si podnis, Wasudewa poda mu ry. Ale Siddhartha nie
jad. Obaj przygotowali sobie posanie ze somy w stajence, gdzie
trzymali koz, i Wasudewa uoy si do snu. Siddhartha za wyszed na
dwr i przesiedzia noc przed chat, nasuchujc rzeki, pogrony w
przeszoci, czujc, jak poruszaj go i oplataj wszystkie chwile caego
ycia. Od czasu do czasu podnosi si, wchodzi do chaty i nasuchiwa,
czy chopiec pi.
Wczenie rano, zanim jeszcze pokazao si soce, Wasudewa wyszed
ze stajenki i zbliy si do przyjaciela.
Nie spae rzek.
Nie, Wasudewo. Siedziaem tu, suchaem rzeki. Duo mi
powiedziaa, przepenia mnie wit myl o jednoci.
Zaznae blu, Siddhartho, ale widz, e twoje serce wolne jest
od smutku.
Tak, przyjacielu, czemubym mia odczuwa smutek? Ja, ktry
byem bogaty i szczliwy, staem si jeszcze bogatszy i szczliwszy.
Obdarzono mnie synem.
I ja witam radonie twego syna. Ale teraz, Siddhartho, wemy si
do pracy, duo jest do zrobienia. Kamala umara na tym posaniu, gdzie
kiedy moja ona. Zbudujemy dla niej stos na tym samym wzgrzu, gdzie
kiedy zbudowaem stos dla mojej ony.
Zanim chopiec zbudzi si ze snu, stos by ju gotowy.

Syn
Chopiec uczestniczy spakany i zalkniony w pogrzebie matki,
markotnie i z zalknienien przysta do Siddharthy, gdy ten powita w nim
swego syna i przyj serdecznie w chacie Wasudewy. May przesiadywa
caymi dniami na wzgrzu, gdzie spalono zmar, nie chcia je, zamyka
oczy, zamyka serce, broni si i wzdraga przed swoim losem.
Siddhartha oszczdza go i pozostawia w spokoju, szanowa jego
smutek. Rozumia, e syn go nie zna i nie moe kocha jak ojca. Z wolna
spostrzeg te i poj, e jedenastolatek jest dzieckiem rozpieszczonym,
maminsynkiem, e wychowywa si w dostatku, nawyk do wykwintnych potraw
i mikkiego eczka, do rozkazywania sugom. Siddhartha rozumia, e
dotknity aob i rozpieszczony chopiec nie moe od razu dobrowolnie
pogodzi si z obcym miejscem i yciem w ubstwie. Nie zmusza go do
niczego, wykonywa za niego prac, wyszukiwa dla niego co lepsze kski.
Mia nadziej, e powoli, wyrozumiaoci, zdoa go sobie zjedna.
Kiedy chopiec przyby do jego domu, Siddhartha nazwa si bogatym
i szczliwym. Gdy jednak czas upywa, a chopiec pozostawa obcy i
markotny, okazywa dum i upr, nie chcia wykonywa adnej pracy,
odnosi si do starszych bez szacunku, krad Wasudewie owoce, Siddhartha
pojmowa z wolna, e wraz z synem nie przyszo do niego szczcie i
pokj, ale cierpienie i troska. Kocha go jednak, i wola cierpienie i
trosk tej mioci ni szczcie i rado bez chopca.
Odkd may Siddhartha zamieszka w chacie, mczyni podzielili
si zajciami. Wasudewa spenia znowu sam czynno przewonika, a
Siddhartha, eby by z synem, pracowa w chacie i na polu.
Bardzo dugo, dugie miesice Siddhartha czeka, e syn go
zrozumie, e przyjmie jego mio, e j moe odwzajemni. Dugie miesice
czeka Wasudewa, przyglda si, czeka i milcza. Pewnego dnia, gdy
mody Siddhartha znowu udrczy ojca swoj krnbrnoci i kaprysami i
stuk mu dwie miski na ry, Wasudewa wzi wieczorem przyjaciela na
stron i pocz z nim rozmawia.
Wybacz mi rzek mwi z yczliwego serca. Widz, e si
drczysz, e jeste zgryziony. Martwisz si synem i ja te si nim
martwi. Mody ptaszek przywyk do innego ycia, wyrs w innym
gniedzie. Nie uciek od bogactw i ycia miejskiego tak jak ty, z odraz
i wstrtem, tylko musia to wszystko porzuci wbrew wasnej woli. Pytaem
rzeki, przyjacielu, wiele razu zadawaem jej to pytanie. Ale rzeka mieje
si, wymiewa si ze mnie, natrzsa si z mojej gupoty. Woda dy do
wody, modo chce do modoci, twj syn znalaz si tam, gdzie nie moe
si dobrze rozwija. Zapytaj rzeki, posuchaj, co ci powie!
Siddhartha spojrza zatroskany w przyjazn twarz, ktrej
niezliczone zmarszczki i bruzdy tchny niezmcon pogod.
Czy ja potrafi si z nim rozsta? spyta cicho, zawstydzony.
Daj mi jeszcze troch czasu, przyjacielu! Widzisz, walcz o niego,
zabiegam o jego serce, chc go pozyska mioci i yczliw
cierpliwoci. I do niego te kiedy przemwi rzeka, on te jest
powoany.
Umiech Wasudewy rozkwit jeszcze cieplej.
Och, tak, on te jest powoany, w nim te ponie wieczne ycie.
Ale czy moemy wiedzie, ty i ja, do czego jest powoany, do jakiej
drogi, do jakich czynw, do jakich cierpie? Niemao dane mu bdzie
wycierpie, ma serce dumne i zamknite, a tacy musz wiele wycierpie,
popeni wiele bdw, wyrzdzi wiele krzywd, wzi na siebie wiele
grzechw. Powiedz mi, przyjacielu, czy ty wychowujesz swojego syna? Czy
go do czego zmuszasz? Bijesz go? Karcisz?
Nie, Wasudewo, tego nie robi.

Widziaem. Nie zmuszasz go, nie bijesz, niczego mu nie


nakazujesz, bo wiesz, e mikka substancja silniejsza jest od twardej,
woda zwycia ska, mio zwycia przemoc. Bardzo dobrze, to ci si
chwali. Ale czy nie mylisz si, sdzc, e go do niczego nie zmuszasz,
nie karcisz? Czy nie krpujesz go swoj mioci? Czy nie zawstydzasz go
codziennie, czy twoja dobro i cierpliwo mu nie ciy? Czy nie zmuszasz
tego zarozumiaego i rozpieszczonego chopca, by y w tej chacie z dwoma
starszymi mczyznami, ktrych caym poywieniem s banany, a ju ry
maj za przysmak, ktrych myli on nie moe uzna za swoje, ktrych serca
s stare i spokojne, i bij innym rytmem ni jego serce? Czy to wszystko
nie jest dla chopca przymusem, kar?
Ugodzony tymi sowami Siddhartha spuci oczy.
Jak mylisz, co powinienem zrobi? spyta cicho.
Zabierz go do miasta, zabierz go do domu jego matki rzek
Wasudewa. S tam jeszcze sudzy, oddaj go w ich rce. A jeeli sug nie
ma, oddaj go jakiemu nauczycielowi, nie gwoli nauki, tylko eby chowa
si razem z innymi chopcami i dziewcztami, w wiecie, ktry jest jego
wiatem. Czy nigdy o tym nie pomylae?
Patrzysz w moje serce przemwi smutno Siddhartha. Mylaem
o tym czsto. Ale pomyl, on i tak nie ma agodnego usposobienia, jake
mam go odda temu wiatu? Czy si nie rozbaamuci, nie zatraci w
uciechach i wadzy, czy nie bdzie powtarza bdw swojego ojca, czy nie
zginie w koowrocie sansary?
Na twarzy przewonika zajania promienny umiech; dotkn
delikatnie ramienia Siddharthy i rzek:
Zapytaj o to rzeki, przyjacielu! Ju sysz, jak si z tego
mieje! Czy doprawdy sdzisz, e jeeli popenie w yciu tyle gupstw,
to po to, by ich oszczdzi swemu synowi? Czy moesz uchroni syna przed
sansar? Jakim cudem? Nauk, modlitw, upomnieniami? Czyby ju cakiem
zapomnia ow pouczajc histori o pewnym synu bramina imieniem
Siddhartha, ktr mi kiedy w tym miejscu opowiedziae? Kto zdoa
ustrzec saman imieniem Siddhartha przed sansar, przed grzechem, przed
dz bogactw, przed gupstwami? Czy pobono ojca, upomnienia
nauczycieli, czy jego wasna wiedza, jego wasne poszukiwania mogy go
ustrzec? Siddhartha musia sam przey swoje ycie, sam si tym yciem
splami, sam wzi na siebie win, sam wypi gorzki napj, sam znale
swoj drog, jaki ojciec czy nauczyciel zdoaby go przed tym uchroni?
Czy naprawd wierzysz, e komu ta droga bdzie oszczdzona? Moe twemu
synkowi, bo go kochasz, bo chciaby go ochroni przed cierpieniem,
blem, rozczarowaniem? Ale gdyby dziesi razy za niego odda ycie,
nie zdoasz odj mu ani najmniejszej czstki losu, ktry jest mu
przeznaczony.
Nigdy jeszcze Wasudewa nie powiedzia tak duo. Siddhartha
podzikowa mu, poszed stroskany do domu, dugo nie mg zasn.
Wasudewa nie powiedzia mu nic, czego by sam od dawna nie myla i nie
wiedzia. Ale bya to wiedza, z ktrej nie potrafi zrobi uytku,
silniejsza od tej wiedzy bya jego mio do chopca, silniejsza jego
czuo, silniejszy strach, by go nie utraci. Czy kiedykolwiek co
zdoao tak przywiza jego serce, czy kocha kogo tak bardzo, tak
lepo, z takim blem, tak daremnie, a przecie tak szczliwie.
Siddhartha nie mg pj za rad przyjaciela, nie mg odda
syna. Pozwala, by syn mu rozkazywa, by go lekceway. Milcza i czeka,
co dzie podejmowa cich walk dobroci, bezdwiczn wojn cierpliwoci.
Wasudewa take milcza i czeka, peen yczliwoci, wszystko rozumiejcy,
wytrway. W cierpliwoci byli obydwaj mistrzami.
Ktrego dnia, widzc w twarzy chopca wyrazicie rysy Kamali,
Siddhartha przypomnia sobie co, co mu Kamala kiedy, w czasie modoci
powiedziaa. Ty nie potrafisz kocha" powiedziaa Kamala, on za

przyzna jej racj i porwnywa siebie do gwiazdy, a ludzi-dzieci do


lici na wietrze ale zarazem wyczuwa w sowach Kamali wyrzut. Bo
rzeczywicie nie umia nigdy zatraci si bez reszty w drugim czowieku,
odda si cakowicie, zapomnie o sobie, gwoli tego drugiego by gotowym
na kade szalestwo: nigdy tego nie umia i na tym, jak mu si wtedy
zdawao, polegaa ogromna rnica midzy nim a owymi dziemi. I teraz,
odkd mia przy sobie syna, on sam sta si jak dziecko, cierpia przez
drugiego czowieka, zatraca si w mioci, gupia z mioci. I on
zazna, pno bo pno, tej najsilniejszej, tej najdziwniejszej
namitnoci, cierpia z tego powodu, cierpia aonie, a przecie by
uszczliwiony, by odrodzony, by o co bogatszy.
Owszem, czu, e ta mio, ta zalepiona mio do syna jest
namitnoci, czym bardzo ludzkim, sansar, zanieczyszczonym rdem,
mtnym nurtem. A mimo to czu zarazem nie bya bez wartoci, bya
konieczna, wywodzia si z jego wasnej istoty. I za to pragnienie trzeba
byo odpokutowa, i tego blu zazna, i to gupstwo popeni.
Syn tymczasem zmusza go do popeniania gupstw, kaza mu zabiega
o siebie, upokarza co dnia swymi humorami. Ten ojciec nie mia w sobie
nic, co by go pocigao, i nic, czego by si ba. Ojciec by dobrym
czowiekiem, penym dobroci i agodnoci, by moe czowiekiem
bogobojnym, moe witym ale adna z tych waciwoci nie moga chopca
podbi. Ojciec, ktry trzyma go w tej ndznej chacie jak w wizieniu
ten ojciec by nudny, a e na kad krnbrno odpowiada umiechem, na
wymysy yczliwoci, na zy uczynek dobroci, na tym wanie polega
jego chytry podstp i tego chopiec ju zupenie nie mg mu darowa.
Wolaby daleko bardziej, eby ojciec mu grozi, eby go le traktowa.
Przyszed nareszcie dzie, kiedy mody Siddhartha z caym impetem
da wyraz swemu usposobieniu i zbuntowa si przeciwko ojcu. Ojciec
bowiem da mu zajcie, posa go po chrust. Chopiec tymczasem nie
wyszed w ogle z chaty, sta w miejscu krnbrny i rozzoszczony, tupa
nogami, zaciska pici i z niepohamowan furi wykrzykiwa ojcu w twarz
ca swoj nienawi i pogard.
Sam sobie id po chrust! woa w pasji. Nie jestem twoim
pachokiem. Tak, nigdy mnie nie bijesz, nie masz odwagi, wiem, chcesz
mnie nieustannie kara i ponia swoj agodnoci i pobaaniem. Chcesz,
ebym si sta taki jak ty, te taki dobry, taki agodny, taki mdry! A
ja, syszysz, wol tobie na zo zosta rabusiem i morderc i i do
pieka ni by takim jak ty! Nienawidz ci, choby by sto razy gachem
mojej matki.
Zo i gniew kipiay z niego, wyleway si potokiem zych i
okrutnych sw na ojca. Potem chopiec wybieg z chaty i wrci dopiero
pnym wieczorem.
Nastpnego dnia za znikn. Znik take may, pleciony z
dwubarwnej trzciny koszyk, w ktrym przechowywali miedziane i srebrne
monety, otrzymane w zapacie za przewz. Znika te d; Siddhartha
zobaczy j u drugiego brzegu. Chopiec uciek.
Musz za nim i rzek Siddhartha, ktry po wybuchu z
poprzedniego dnia trzs si cay z alu. Dziecko nie moe samo chodzi
po puszczy. Zginie. Musimy zbudowa tratw, Wasudewo, i przeprawi si
przez rzek.
Zbudujemy tratw rzek Wasudawa eby sprowadzi d, ktr
chopiec zabra. Ale chopca zostaw w spokoju, przyjacielu, nie jest ju
dzieckiem, da sobie rad. Chce dosta si do miasta i ma racj, pamitaj
o tym. Zrobi to, co ty sam powiniene by zrobi. Sam si o siebie
zatroszczy i poszed swoj drog. Och, widz, e cierpisz, ale powody
tego cierpienia zasuguj jedynie na miech i ty sam niedugo bdziesz
si z nich mia.

Siddhartha nie odpowiedzia. Z siekier w rku j sporzdza


bambusow tratw, a Wasudewa pomg mu umocowa paliki powrsami.
Spucili tratw, prd znis ich daleko, dobiwszy do drugiego brzegu
musieli cign tratw w gr rzeki.
Po co wzie ze sob siekier? spyta Siddhartha.
Wioso mogo zgin odrzek Wasudewa.
Siddhartha wiedzia jednak, o czym przyjaciel myli: e chopiec
schowa albo poama wioso, by si w ten sposb zemci i utrudni im
pogo. I rzeczywicie, w odzi nie byo wiosa. Wasudewa wskaza na dno
odzi i z umiechem popatrzy na przyjaciela, jak gdyby chcia rzec: Nie
widzisz, co twj syn chce ci powiedzie? Nie widzisz, e nie chce, aby go
goni"? Ale Wasudewa nie wyrzek tych sw na gos. Zabra si pilnie do
strugania nowego wiosa, Siddhartha tymczasem ruszy dalej w lad za
uciekinierem. Wasudewa nie wstrzymywa go.
Siddhartha zapuci si daleko w las, gdy przyszo mu do gowy, e
te poszukiwania nie maj adnego sensu. Albo myla chopiec wyruszy
duo wczeniej i teraz jest ju w miecie, albo, jeeli jeszcze jest w
drodze, bdzie si kry przed pocigiem. Rozmylajc tak dalej, poj
jasno, i waciwie nie martwi si o syna, i w gbi duszy wie, e
chopcu nic si nie stao i e nie grozi mu w puszczy adne
niebezpieczestwo. Mimo to szed bez wytchnienia naprzd, ju nie po to,
by spieszy chopcu na ratunek, ale w nadziei, e moe zdoa go chociaby
jeszcze raz zobaczy. Tak zaszed a do miasta.
W pobliu miasta na szerokim gocicu, zatrzyma si u wejcia do
piknego ogrodu, nalecego niegdy do Kamali, tam gdzie niegdy ujrza
j pierwszy raz w lektyce. W jego duszy poruszyy si wspomnienia, ujrza
samego siebie stojcego przed laty w tym miejscu, modego, zaronitego,
brudnego, na wp nagiego saman.
Sta dugo, zamylony patrzy, wsuchiwa si w histori swojego
ycia. Sta dugo i przyglda si mnichom, i zamiast nich widzia wrd
drzew modego Siddharth i mod Kamal. Widzia wyranie, jak zostaje
przez Kamal podjty, jak przyjmuje od niej pierwszy pocaunek, z jak
dum i pogard spoglda wstecz na swoj bramisk przeszo, z jak dum
i podliwoci rozpoczyna wiatowe ycie. Ujrza Kamaswamiego, sugi,
uczty, roznamitnionych graczy, muzykantw, piewajcego ptaka w klatce
Kamali, przeywa to wszystko jeszcze raz, oddycha sansar, by raz
jeszcze stary i znuony, raz jeszcze pragn skoczy ze swoim yciem,
raz jeszcze uzdrowio go wite Om.
Przestawszy dusz chwil u bram ogrodu, zrozumia, e
pragnienie, ktre gnao go a tutaj, byo niedorzeczne, e nie moe pomc
synowi, e nie powinien czepia si go tak kurczowo. Gboko w sercu czu
mio do dziecka, ktre ode ucieko, czu t mio jak ran, ale czu
take, e rana ta jest mu zadana nie po to, aby j rozdrapywa i jtrzy,
e ma si rozwin w kwiat i janie blaskiem.
Ale w tym momencie rana jeszcze nie zakwita, jeszcze nie
janiaa, i Siddhartha by smutny. Wyruszy przecie, eby odzyska syna,
a oto ten upragniony cel rozpyn si w nico. Zasmucony usiad na
ziemi, czu, e w jego sercu co umiera, czu pustk, nie widzia wok
siebie nic radosnego, nic, do czego warto by dy. Siedzia pogrony w
sobie i czeka. Tego nauczy si od rzeki: czeka, by cierpliwym,
nasuchiwa. Siedzia wic w pyle drogi i nasuchiwa, wsuchiwa si w
swoje serce, ktre bio zmczeniem i alem, czeka na gos. Siedzia tak
nasuchujc duszy czas, nie widzia ju nic wok siebie, zapada w
pustk, nic go nie wstrzymywao, nie widzia przed sob adnej drogi. A
gdy rana palia, wymawia bezdwicznie Om, wypenia si Om. Zobaczyli
go mnisi w ogrodzie, a e siedzia tak przez wiele godzin i na jego
siwych wosach osiad kurz, jeden z nich podszed i pooy przed nim dwa
banany. Ale starzec go nie zauway.

Z tego odrtwienia zbudzio go dotknicie czyjej rki na


ramieniu. Od razu pozna ten dotyk, delikatny, niemiay, i przyszed do
siebie. Podnis si i pozdrowi Wasudew, ktry przyszed tu za nim. A
kiedy spojrza w przyjazn twarz Wasudewy, kiedy zobaczy drobne, jak
gdyby wypenione umiechem zmarszczki, pogodny wyraz oczu, sam si
umiechn. Dostrzeg teraz lece na ziemi owoce, podnis je, wrczy
jeden przewonikowi i sam zjad drugi. Potem w milczeniu poszed z
Wasudew do lasu, wrci do przeprawy. aden z nich nie mwi o tym, co
si dzi wydarzyo, aden nie wymieni imienia chopca, aden nie
wspomnia o jego ucieczce, aden nie mwi o ranie. Siddhartha pooy
si na swoim posaniu, a gdy po chwili Wasudewa podszed, przynoszc mu
czark kokosowego mleka, Siddhartha ju spa.
Om
Rana palia jeszcze dugo. Niekiedy Siddhartha przewozi na drugi
brzeg podrnych, ktrzy mieli ze sob syna albo crk, i nie mg
patrze na to bez zazdroci, nie mg si powstrzyma, by nie myle:
Tysicom ludzi dane jest to najwiksze szczcie czemu mnie jego
odmwiono? li ludzie, zodzieje, rabusie maj dzieci, kochaj je i s
przez nie kochane, tylko nie ja". Myli mia proste, nie wdawa si w
gbsze rozwaania tak bardzo upodobni si do ludzi-dzieci. Patrzy
teraz na ludzi inaczej ni przedtem, mniej przenikliwie, nie tak dumnie,
a za to cieplej, z wiksz ciekawoci, bardziej spragniony udziau w ich
yciu. Gdy przewozi przez rzek zwyczajnych podrnych, kupcw,
wojownikw, kobiety, nie wydawali mu si ju obcy jak kiedy: rozumia
ich, rozumia i dzieli ich ycie, ktrym kieroway nie myli i gbokie
rozeznanie, ale jedynie popdy i pragnienia, czu si jednym z nich. Cho
by ju bliski doskonaoci i cierpia ju od ostatniej rany, wydawao mu
si, e wszyscy ci zwykli ludzie s jego brami, ich prno, zachcianki
i miesznostki przestay go mieszy, byy zrozumiae, godne mioci, ba
godne szacunku. lepa mio matki do dziecka, zalepiony i niemdry
ojciec, ktry pyszni si synem jedynakiem, moda, prna kobieta, ktra w
swym zalepieniu myli tylko o klejnotach i penych uwielbienia
spojrzeniach mczyzn, wszystkie te popdy, te dziecinne pasje, te
zwyczajne, bezrozumne, ale niebywale mocne, mocno sczepione z yciem i
sterujce jego biegiem instynkty nie byy ju dla Siddharthy dziecinn
gupot, widzia, e ludzie nimi yj, e dla nich gotowi s
nieskoczenie wiele zrobi, rusza w dalekie podre, prowadzi wojny,
nieskoczenie wiele cierpie, nieskoczenie wiele znie, i za to mg
ich kocha, w kadej ich namitnoci, w kadym uczynku widzia ycie,
wiecznie ywy, niezniszczalny boski pierwiastek. Ci ludzie ze swym lepym
oddaniem, lep si i namitnoci zasugiwali na mio i podziw. Nie
brakowao im niczego prcz jednej rzeczy, mdrzec i myliciel mia nad
nimi jedn tylko przewag, drobn i bah: wiedz, wiadomo jednoci
wielkiego ycia. Siddhartha powtpiewa wrcz niekiedy, czy ta wiedza, ta
myl bya a tak cenna, czy i ona nie bya tylko dziecinnym urojeniem
ludzi mylcych, ludzi, ktrzy w myleniu nazywali si dziemi. Pod
kadym innym za wzgldem ludzie yjcy namitnociami tego wiata byli
rwni mdrcom, ba, czsto ich przewyszali, tak jak zwierzta, uparcie i
nieomylnie idc za gosem koniecznoci mog si wydawa niekiedy nieco
wysze nad ludzi.
Powoli rozkwitao, powoli dojrzewao w duszy Siddharthy
zrozumienie, czym naprawd jest mdro, jaki jest cel jego dugich
poszukiwa. Bya to jedynie pewna gotowo duszy, pewna dyspozycja,
tajemnicza umiejtno pamitania w kadej chwili, pord zgieku ycia o
jednoci, odczuwania tej jednoci, oddychania ni. Powoli w nim
dojrzewao, promieniowao ku niemu ze starej, dziecinnej twarzy Wasudewy

poczucie harmonii i jednoci, wiadomo wieczystej doskonaoci wiata,


umiech.
Rana jednak cigle palia, Siddhartha wspomina tsknie i z
gorycz syna, serce pene mia mioci i roztkliwienia, oddawa si
zgryzocie, popenia wszystkie szalestwa mioci. Palcy pomie nie
chcia wygasn sam z siebie.
I ktrego dnia, gdy rana dokuczaa mu gwatownie, Siddhartha,
gnany tsknot przeprawi si przez rzek, wysiad z odzi i gotw by
ruszy do miasta i odszuka syna. Rzeka pyna spokojnie byo to w
suchej porze roku ale jej gos brzmia dziwnie: miaa si!
Najwyraniej si miaa. Rzeka miaa si jasnym, dwicznym gosem,
wymiewaa si ze starego przewonika. Siddhartha przystan, pochyli
si, aby lepiej sysze, i w spokojnie pomykajcej wodzie ujrza odbicie
swojej twarzy i w tej odbitej twarzy byo co, co poruszyo jego pami,
co dawno zapomnianego, a gdy si skupi, odkry, co to byo: ta twarz
podobna bya do innej twarzy, ktr kiedy zna, kocha i ktrej nieco
si ba. Podobna bya do twarzy jego ojca, bramina. I przypomnia sobie,
jak to kiedy, przed laty, jako mody chopiec, wymusi na ojcu, by ten
pozwoli mu i do pokutnikw, jak si z nim poegna, jak opuci dom i
nigdy nie powrci. Czy ojciec nie cierpia przez niego tak samo, jak on
teraz przez maego Siddharth? Czy ojciec nie zmar ju dawno, w
samotnoci, nie ujrzawszy przed mierci syna? C to za komedia,
dziwaczna i niedorzeczna historia, powtarzajca si wci od nowa, bieg
po zakltym kole?
Rzeka miaa si. Tak, tak wanie byo, wszystko, co nie zostao
do koca wycierpiane i rozwizane, powracao, bola cigle ten sam bl.
Siddhartha wsiad do odzi i popyn z powrotem do chaty, mylc o swoim
ojcu i swoim synu, wymiewany przez rzek, wadzc si z samym sob, gotw
rozpacza i zarazem gotw mia si w gos z samego siebie i ze wiata.
Ach, rana jeszcze si jtrzya, serce bronio si jeszcze przed losem,
cierpienie nie zakwito jeszcze pogard i zwycistwem. Czu w sobie
jednak nadziej i, kiedy wrci do chaty, zapragn gorco zwierzy si
przed Wasudew, odsoni przed nim dusz, Wasudewie, ktry by mistrzem
suchania, wszystko powiedzie.
Wasudew siedzia zajty wyplataniem koszyka. Nie wypywa ju
odzi, oczy poczy mu sabn i nie tylko oczy, take ramiona i rce.
Nie zmieniona i wiecznie kwitnca bya tylko rado i pogodna
dobroduszno w jego twarzy.
Siddhartha usiad koo starca i pocz z wolna mwi. Opowiada to
wszystko, o czym nigdy przedtem nie mwi, o wyprawie do miasta, o
palcej ranie, o swojej zazdroci na widok szczliwych ojcw, o tym, e
wiedzia wietnie, jak niedorzeczne s takie pragnienia, o tym, jak
daremnie z nimi walczy. Mwi o wszystkim, o wszystkim mg mwi, take
o tym, co najbardziej bolao, wszystko dawao si powiedzie, pokaza, o
wszystkim mg opowiada. Obnay swoj ran, opowiedzia te o swojej
dzisiejszej ucieczce, jak to przeprawi si potajemnie na drugi brzeg,
chcc powdrowa do miasta, i o tym, jak rzeka si miaa.
Mwi, dugo mwi. Wasudewa za sucha go z niezmconym wyrazem
twarzy i Siddhartha odczuwa to suchanie mocniej ni kiedykolwiek, czu,
jak jego bole, jego obawy przepywaj tam, na drug stron, jak
przepywa jego tajemna nadzieja i stamtd znowu do niego powraca. Obnaa
swoj ran przed takim suchaczem byo jak kpiel w rzece, ktra studzi
palcy bl i wchania go w siebie. Mwi dalej, dalej zwierza si i
opowiada, i czu coraz bardziej, e sucha go ju nie Wasudewa, nie
czowiek, e ten, kto go sucha bez sowa, nieporuszony, przyjmuje jego
spowied jak drzewo przyjmuje deszcz, e jest to sam bg, sama wieczno.
I gdy Siddhartha przesta myle o sobie i o swojej ranie, poruszya go
do gbi wiadomo tej odmiany Wasudewy, a im bardziej odczuwa i wnika

w to, co si stao, tym mniej si dziwi, tym janiej pojmowa, e


wszystko to zgodne byo z porzdkiem rzeczy i naturalne, e Wasudewa ju
dawno, niemal zawsze by taki, a tylko Siddhartha nie zdawa sobie z tego
sprawy, ba poj, e on sam ju niewiele si od Wasudewy rni.
Zrozumia, e widzi starego Wasudew tak, jak lud widzi bogw, i e to
nie moe tak trwa; w duchu pocz si egna z przyjacielem.
Jednoczenie mwi dalej.
Kiedy skoczy, Wasudewa zwrci na niego swoje przyjazne, nieco
osabe oczy, nie odzywa si, w ciszy promieniowaa od niego mio i
pogoda ducha, zrozumienie i wiedza. Uj Siddharth za rk, poprowadzi
go na brzeg, usiad tam razem a nim i umiechn si do rzeki.
Syszae, jak si mieje rzek. Ale nie syszae jeszcze
wszystkiego. Poczekajmy, usyszysz co wicej.
Nasuchiwali. Rzeka piewaa agodnie swoim tysicznym gosem.
Siddhartha patrzy w sunc wod i w tej wodzie ukazyway mu si obrazy:
ukaza mu si ojciec, samotny, opakujcy syna, on sam, samotny i take
przykuty do dalekiego syna wizami tsknoty; ukaza mu si syn, take
samotny, niecierpliwie podajcy szlakiem pomiennych, modzieczych
pragnie, a kady zwrcony ku swemu celowi, kady nim owadnity, kady
cierpicy. Rzeka piewaa gosem cierpienia, piewaa tsknie, tsknie
pyna ku swemu celowi, jej gos rozbrzmiewa skarg.
Syszysz? zapytao nieme spojrzenie Wasudewy.
Siddhartha przytakn.
Suchaj lepiej! wyszepta Wasudewa.
Siddhartha stara si sucha lepiej. Wizerunek ojca, jego wasny
wizerunek i wizerunek syna zlay si ze sob, ukaza si te i rozpyn
obraz Kamali, i obraz Gowindy, i inne obrazy stapiay si z sob, jeden
przechodzi w drugi, wszystkie rozpyway si w rzece, jak rzeka dyy
ku swemu celowi, pene tsknoty, podania, cierpienia, i gos rzeki
tchn wielk tsknot, wielkim palcym blem, wielkim nienasyconym
pragnieniem. Rzeka gdzie podaa, Siddhartha widzia, jak jej pilno,
jak ta rzeka, ktrej czstk by on sam i jego bliscy, i wszyscy
kiedykolwiek spotkani ludzie, spieszy si, jak fale biegn gnane
niecierpliwoci i namitn pasj do celu, do niezliczonych celw, do
wodospadu, do morza, do miejsca, gdzie pynie wartki nurt, i kady cel
zostaje osignity, i za kadym ju osignitym pojawia si nowy, woda
przemienia si w par i wzbija ku niebu, staje si deszczem i spada na
ziemi, staje si rdem, strumykiem, rzek i znw pynie naprzd, znw
pynie. Tymczasem tskny gos zmieni si. Rozbrzmiewa jeszcze tsknot
i poszukiwaniem, ale doczyy si do inne gosy, gosy radoci i
cierpienia, gosy dobre i ze, rozemiane i aosne, setki gosw,
tysice gosw.
Siddhartha nasuchiwa. Cay zamieni si w such, cay pogry
si w suchaniu, cay si otworzy, czu, e oto zgbi do koca, czym
jest suchanie. Sysza to wszystko ju przedtem, sysza te niezliczone
gosy rzeki, ale dzisiaj brzmiao to inaczej. Nie potrafi ich rozrni,
nie umia rozdzieli gosu radoci od paczu, gosw dziecinnych od
dojrzaych, wszystkie zleway si z sob, skarga tsknoty i mdry miech,
okrzyk gniewu i jki konania, wszystko stao si jednoci, sploto si z
sob tysicznymi wzami. I wszystko razem, wszystkie gosy, wszystkie
cele, wszystkie tsknoty, cierpienia, uciechy, wszelkie dobro i zo,
wszystko to razem stanowio wiat. Wszystko razem stanowio wielk rzek
dziejw, byo muzyk ycia. Siddhartha sucha uwanie rzeki, wsuchiwa
si w rozbrzmiewajcy tysicem gosw piew, gdy nie szuka w nim ju
tylko cierpienia ani tylko miechu, gdy nie sprzga duszy z jakim
jednym gosem i nie wnika we swoim ja, ale sysza wszystko, sysza
cao, sysza jedno, wwczas wielka pie tysica gosw staa si
jednym, jedynym sowem Om spenieniem.

Syszysz? zapyta znowu bez sw Wasudewa.


Umiech Wasudewy lni promiennie, przeziera ze wszystkich bruzd
starego oblicza, tak jak ponad wszystkimi gosami rzeki unosio si Om.
Wasudewa umiecha si, patrzc na przyjaciela, i taki sam umiech
pojawi si te na twarzy Siddharthy. Rana zakwita, cierpienie
zajaniao blaskiem, jego ja stopio si z jednoci.
W tej godzinie Siddhartha przesta walczy z losem, przesta
cierpie. Jego twarz rozwietlia si pogodn wiedz, ktrej chcc nie
chcc wszystko musi si podda, ktra zna doskonao, ktra godzi si z
rzek dziejw, ze strumieniem ycia, dzieli jego cierpienie, dzieli jego
rado, przynaley do jednoci.
Wasudewa podnis si, spojrza w oczy Siddharthy, a gdy ujrzawszy
w nich w pogodny blask wiedzy, dotkn rk jego ramienia, tak jak
zawsze, opiekuczo, tkliwie, i powiedzia:
Czekaem na t chwil, przyjacielu. Ta chwila nadesza, pozwl
mi wic odej. Dugo na ni czekaem, dugo byem przewonikiem
Wasudew. Teraz ju dosy. egnaj mi, chato, egnaj mi rzeko, egnaj
Siddhartho!
Siddhartha skoni si nisko przed odchodzcym:
Wiedziaem rzek cicho. Odchodzisz do lasu?
Odchodz do lasu, odchodz do jednoci rzek promiennie
Wasudewa.
I promieniejc odszed, a Siddhartha patrzy w lad za nim.
Patrzy za nim z gbok radoci, widzia jego spokojne kroki, gow,
ktr otacza blask, posta, ktra tchna wiatem.
Gowinda
Wraz z innymi mnichami, Gowinda zatrzyma si kiedy na odpoczynek
w owym ogrodzie, ktry kurtyzana Kamala ofiarowaa uczniom Gautamy.
Doszy go suchy o starym przewoniku, ktry mieszka nad wod o jeden
dzie marszu std i przez wielu uwaany jest za mdrca. Kiedy Gowinda
rusza dalej, wybra drog wiodc koo przeprawy, chcc koniecznie
zobaczy owego przewonika. Gdy, jakkolwiek przez cae ycie
przestrzega reguy, a z racji wieku i waciwej sobie skromnoci cieszy
si szacunkiem i czci modszych mnichw, w jego sercu nie wygas
niepokj i gorczka poszukiwania.
Dotar do rzeki, poprosi starego, by go przewiz, a gdy
wysiadali na drugim brzegu, rzek:
wiadczysz wiele dobrego nam, mnichom i pielgrzymom, wielu z nas
przewioze na drugi brzeg. Czy i ty, przewoniku, jeste poszukiwaczem
drogi prawdy?
Mienisz siebie samego poszukiwaczem, o czcigodny odrzek
Siddhartha i w jego starych oczach zamigota umiech a czy nie
osigne ju podeszego wieku i nie nosisz szaty uczniw Gautamy?
To prawda, jestem ju stary rzek Gowinda ale szukam dalej.
Nigdy nie przestan szuka, takie ju chyba moje przeznaczenie. I ty, jak
mi si zdaje, kiedy szukae. Czy zechcesz mi co powiedzie, o
czcigodny?
C miabym ci powiedzie? rzek Siddhartha Moe, e za duo
szukasz, e szukajc tak duo, nie moesz znale?
Jake to? rzek Gowinda.
Kiedy kto szuka rzek Siddhartha wwczas atwo moe si
zdarzy, e oczy jego widz ju tylko to, czego szukaj, e nie jest w
stanie niczego znale, nic do siebie dopuci, bo myli tylko o tym,
czego szuka, bo ma przed sob cel, bo jest optany myl o celu. Wszak
szuka znaczy mie cel. Za znajdowa, to by wolnym, by otwartym, nie
mie adnego celu. Ty, o czcigodny, jeste moe w istocie poszukiwaczem,

bo gonic za celem, nie dostrzegasz pewnych rzeczy, ktre masz przed


oczyma.
Nie do koca ci rozumiem rzek Gowinda. Co masz na myli?
Kiedy, o czcigodny rzek Siddhartha wiele lat temu, bye
ju nad t rzek i znalaze na brzegu picego czowieka, i usiade
przy nim, aby strzec jego snu. Ale nie poznae picego, Gowindo.
W zdumieniu, jak urzeczony, mnich patrzy w oczy przewonika.
Jeste Siddharta? spyta niemiao. I tym razem bym ci nie
pozna! Pozdrawiam ci z serca, Siddhartho, z caego serca ciesz si, e
ci widz. Zmienie si bardzo, przyjacielu. Zostae wic teraz
przewonikiem?
Siddhartha rozemia si serdecznie.
Przewonikiem, tak. Niektrzy ludzie, Gowindo, musz si bardzo
zmienia, musz przywdziewa najrniejsze stroje, i ja si do nich
zaliczam, mj drogi. Witaj mi, Gowindo, i zosta na noc w mojej chacie.
Gowinda spdzi noc w chacie, na posaniu, gdzie swego czasu
sypia Wasudewa. Zada przyjacielowi modoci wiele pyta, Siddhartha
musia mu wiele ze swego ycia opowiedzie.
Gdy nazajutrz przysza pora podjcia wdrwki, Gowinda rzek z
pewnym wahaniem:
Zanim pjd dalej, Siddhartho, pozwl mi zada jeszcze jedno
pytanie. Czy masz jak nauk? Czy masz jak wiar albo wiedz, ktr
si kierujesz, ktra pomaga ci y i by prawym czowiekiem?
Wiesz przecie, mj miy rzek Siddhartha e ju jako mody
czowiek, wtedy, u pokutnikw w puszczy, straciem zaufanie do nauk i
nauczycieli, i poczem odwraca si do nich plecami. I tak zostao. A
jednak miaem do tej pory wielu nauczycieli. Przez duszy czas moj
nauczycielk bya pikna kurtyzana, moimi nauczycielami by bogaty kupiec
i paru ludzi, ktrzy trawili ycie na grze w koci. Moim nauczycielem by
pewien wdrowny ucze Buddy, ktry usiad przy mnie, kiedy zasnem w
puszczy, na pielgrzymce. Od niego te si czego nauczyem, jemu take
jestem wdziczny. Ale najwicej nauczyem si tu, od tej rzeki, i od mego
poprzednika u przeprawy, Wasudewy. Wasudewa by bardzo prostym
czowiekiem, nie adnym mylicielem, ale wiedzia to, co jest konieczne,
tak samo jak Gautama, osign doskonao, by witym.
Wydaje mi si, Siddhartho rzek Gowinda e cigle jeszcze
lubisz sobie troch kpi. Wierz ci i wiem, e nie poszede za adnym
nauczycielem. Ale czy sam nie znalaze, jeeli ju nie jak nauk, to
chocia jak myl, jak wiedz, jak pewno, ktra pomaga ci y?
Gdyby zechcia mi co o tym powiedzie, ucieszyby moje serce.
Owszem rzek Siddhartha. Byy takie myli, zdarzay mi si
chwile pewnoci, to prawda. Czasem, przez moment albo przez cay dzie,
czuem w sobie pewno, tak jak si czuje ycie w swoim sercu. Owszem,
byy takie myli, ale nie potrafibym ci ich przekaza. Widzisz, Gowindo,
jedna z tych myli jest taka: mdroci nie daje si przekaza.
Gdy mdrzec stara si przekaza jak mdro, brzmi to zawsze jak
gupstwo.
To chyba arty rzek Gowinda.
Nie, to nie arty. Opowiadam ci tylko, do czego doszedem. Mona
przekazywa wiedz, ale nie mdro. Mdro mona znale, mona ni
y, mona si na niej wspiera, mona dziki niej czyni cuda, ale
wypowiedzie jej i naucza nie sposb. Domylaem si tego ju jako
chopak i to wanie odsuno mnie od nauczycieli. Dokonaem pewnego
odkrycia, Gowindo, ktre ty znowu uznasz za art albo za bazestwo, ale
to najbardziej cenna z moich myli. Oto przeciwiestwo kadej prawdy jest
rwnie prawdziwe! Prawd mona przecie wypowiedzie i ubra w sowa
tylko wtedy, gdy jest to prawda jednostronna. Wszystko, co ma posta
myli i daje si wyrazi sowami, jest jednostronne, jest poowiczne,

brakuje mu caoci, dopenienia, jednoci. Gdy wzniosy Gautama naucza o


wiecie, musia go podzieli na sansar i nirwan, na zudzenie i prawd,
na bl i wyzwolenie. Inaczej si nie da, kto chce naucza, nie ma przed
sob innej drogi. Ale sam wiat, to, co jest wok nas i w nas w rodku
nigdy nie jest jednostronne. aden czowiek ani aden uczynek nie naley
cakowicie do sansary ani do nirwany, aden czowiek nie jest do koca
grzeszny ani wity. Tak si wydaje, owszem, poniewa ulegamy zudzeniu,
i czas jest czym rzeczywistym. Czas nie jest czym rzeczywistym. A
jeli czas nie jest rzeczywisty, to i ta odlego, jaka zdaje si
dzieli wiat od wiecznoci, cierpienie od szczcia, zo od dobra, jest
tylko zudzeniem.
Jake to? spyta niespokojnie Gowinda.
Posuchaj mnie, mj miy, suchaj mnie dobrze! Grzesznik, taki
jak ja i taki jak ty, jest grzesznikiem, ale kiedy znowu zczy si z
brahmanem, osignie kiedy nirwan, bdzie budd i teraz zobacz: to
kiedy" jest zudzeniem, jest tylko przenoni! Naprawd bowiem nie jest
tak, e grzesznik przebywa jak drog, by sta si budd, nie staje si
nim w trakcie rozwoju, cho nasz umys nie potrafi sobie tego inaczej
wyobrazi. Nie, w grzeszniku jest ju teraz dzisiaj przyszy budd, caa
jego przyszo ju w nim jest zawarta i w tym grzeszniku, w sobie samym,
w kadym czowieku naley wielbi przyszego, moliwego, ukrytego budd.
wiat, przyjacielu, nie jest doskonay ani te nie zblia si powoli do
doskonaoci, nie: jest doskonay w kadej chwili, wszelki grzech zawiera
w sobie ju ask, kade dziecko nosi w sobie starca, kady noworodek
mier, kady umierajcy wieczne ycie. Nikomu z ludzi nie jest dane
oceni, jak daleko inny zaszed na swej drodze, w zbju i hulace czeka
ju budda, w braminie czeka zbj. Gboka medytacja pozwala ci znie
czas, widzie naraz wszelkie ycie niegdysiejsze, obecne i przysze, i
wtedy wszystko jest doskonae, wszystko jest brahmanem. Dlatego wszystko,
co jest, zdaje mi si dobre, mier na rwni z yciem, grzech na rwni ze
witoci, roztropno na rwni z gupot, wszystko musi by takie,
jakie jest, potrzeba tylko mojej zgody, mojej dobrej woli, mojego
przyzwolenia, a wszystko jest dla mnie dobre, moe mnie tylko wesprze,
nie moe mi szkodzi. Na wasnym ciele i duszy dowiadczyem, e potrzeba
mi byo grzechw, potrzebna mi bya rozpusta, chciwo, prno i
najstraszniejsze zwtpienie, aby nauczy si ulegoci, aby pokocha
wiat, aby nie porwnywa go z jakim przez siebie wymarzonym,
wyobraonym wiatem, z wymylonym jakim rodzajem doskonaoci, tylko
zostawi go takim, jakim jest, i kocha go i cieszy si, e do niego
nale. Takie midzy innymi s moje odkrycia, Gowindo.
Siddhartha pochyli si, podnis z ziemi kamie i way go w
doni.
Oto mwi bawic si jest kamie, a w jakim okrelonym
momencie stanie si ziemi, a z ziemi wyronie rolina, albo zwierz,
albo czowiek. Ot kiedy powiedziabym tak: Ten kamie jest tylko
kamieniem, nie ma adnej wartoci, naley do wiata pozorw; ale e w
kole przemian moe sta si take czowiekiem albo duchem, przywizuj do
niego wag". Tak moe mylabym kiedy. Dzisiaj natomiast myl inaczej.
Ten kamie jest kamieniem, jest , take zwierzciem, jest take bogiem,
jest take budd, nie obdarzam go czci i mioci, dlatego, e kiedy
mgby sta si tym czy owym, ale dlatego, e jest kamieniem, e dzi,
teraz, jawi mi si jako kamie, wanie dlatego go kocham i widz sens i
warto w kadej jego yce i zagbieniu, w tej i szarej barwie, w
twardoci, w dwiku, jaki z siebie wydaje, gdy go ostukuj, w jego
suchej albo wilgotnej powierzchni. Niektre kamienie s w dotyku jak
oliwa albo mydo, inne jak listki, jeszcze inne jak piasek, a kady jest
szczeglny, kady na swj sposb wymawia Om, kady jest czstk brahmana,
ale jednoczenie i zupenie tak samo jest kamieniem, jest gadki jak

oliwa albo jak mydo, i wanie to mi si podoba, wanie to wydaje mi


si cudowne i godne uwielbienia. Ale nie pozwl mi wicej o tym mwi.
Sowa wyrzdzaj krzywd tajemnemu sensowi, gdy si co wypowiada na
gos, wszystko si od razu zmienia, robi si troch faszywe, troch
gupawe zreszt to te jest dobre, to te mi si podoba, z tym te si
cakowicie zgodz, e co, co dla jednego jest skarbem i mdroci, dla
drugiego trci zawsze gupot.
Gowinda sucha w milczeniu.
Dlaczego powiedziae mi o tym kamieniu? spyta z ociganiem
po duszej chwili.
Bez adnego zamysu. A moe chodzio o to, e wanie kocham ten
kamie, i t rzek, i wszystkie rzeczy, ktre moemy oglda, i od
ktrych moemy si uczy. Mog kocha kamie, Gowindo, i drzewo, i
kawaek kory. To wszystko s rzeczy, a rzeczy mona kocha. Nie umiem
tylko kocha sw. Dlatego nauki to nie dla mnie, nauki nie maj
konsystencji, nie maj barwy, ksztatu, zapachu, smaku, maj tylko sowa.
Moe wanie dlatego nie moesz znale ukojenia, moe przeszkadza ci ten
nadmiar sw. Bo wybawienie i cnota, sansara i nirwana to przecie tylko
sowa, Gowindo. Nie ma niczego takiego, co byoby nirwan, jest tylko
sowo nirwana.
Nirwana to nie tylko sowo, przyjacielu rzek Gowinda. To
pewna myl.
Siddhartha cign dalej:
Myl, zgoda. Musz ci co wyzna, mj drogi: nie bardzo widz
rnic midzy mylami a sowami. Szczerze mwic, nie ceni zbytnio
myli. Znacznie bardziej ceni rzeczy. Tu, u tej przeprawy, moim
poprzednikiem i nauczycielem by pewien wity czowiek, ktry przez
dugie lata wierzy po prostu w rzek, w nic poza tym. Zauway, e gos
rzeki do niego przemawia, uczy si od niej, rzeka go wychowywaa i
pouczaa, bya dla niego bogiem, przez wiele lat nie wiedzia, e kady
powiew wiatru, kada chmura, kady owad ma rwnie bosk natur, i wie
tyle samo, i moe tyle samo nauczy, co rzeka, ktr czci. Ale kiedy ten
wity czowiek odszed do lasu, wiedzia ju wszystko, wiedzia wicej
ni ty i ja, bez nauczycieli, bez ksig, tylko dlatego, e wierzy w
rzek.
Ale czy to, co nazywasz rzeczami" rzek Gowinda jest czym
prawdziwym, czym istotnym? Czy nie jest to tylko zudzenie, jedynie
obraz i pozr? Czy twj kamie, twoje drzewo, twoja rzeka czy to jest
prawdziwy byt?
Nawet to rzek Siddhartha niezbyt mnie martwi. Niechby
rzeczy byy pozorem, tak jak one. Wanie dlatego s mi tak drogie i tak
godne uwielbienia bo s takie jak ja. Dlatego mog je kocha. I oto
nauka, z ktrej bdziesz si mia, Gowindo: najwaniejsza wydaje mi si
mio. Rozszyfrowywa wiat, objania go, gardzi nim to rzecz
wielkiego myliciela. Mnie za zaley tylko na tym, eby kocha wiat,
nie gardzi nim, nie nienawidzie samego siebie ani wiata, mc
podchodzi do wiata i do siebie i do wszystkich istnie z mioci, z
podziwem i z szacunkiem.
Rozumiem rzek Gowinda. Ale wszak to wanie Wzniosy uzna
za uud. Wzniosy nakazuje dobr wol, wyrozumiao, wspczucie,
cierpliwo, ale nie mio; zakazuje nam wiza serce mioci do rzeczy
ziemskich.
Wiem rzek Siddhartha, a jego umiech jania sonecznie.
Wiem o tym, Gowindo. I zobacz, oto utknlimy w gszczu pogldw, w
sporze o sowa. Bo nie mog zaprzeczy, e moje sowa o mioci s
sprzeczne, pozornie sprzeczne ze sowami Gautamy. Dlatego wanie jestem
taki nieufny wobec sw, bo wiem, e ta sprzeczno jest pozorna. Wiem,
e jestem w zgodzie z Gautam. Jak to moliwe, by On nie zna mioci?

On, ktry rozpozna ca ulotno, ca nico czowieczego istnienia, a


mimo to kocha ludzi tak bardzo, e powieci cae dugie, pene mozou
ycie, by im pomaga, by ich uczy. Gdy chodzi o twego wielkiego
nauczyciela, to take wol rzecz od sowa, jego uczynki i ycie s dla
mnie waniejsze ni jego przemowy, gest rki waniejszy ni jego pogldy.
Nie w mwieniu, nie w myleniu widz wielko, tylko w uczynkach, w
yciu.
Obaj starcy dugo milczeli. Potem odezwa si Gowinda, szykujc
si do poegnania.
Dzikuj ci, Siddhartho, e podzielie si ze mn swymi
mylami. Po czci dziwne to myli, nie wszystkie pojem od razu. Ale
tak czy inaczej, dzikuj ci i ycz ci spokojnych dni.
(W duchu myla za tak: dziwak z tego Siddharthy, dziwaczne
wypowiada myli, jego nauka brzmi gupkowato. Nauka Wzniosego jest inna,
janiejsza, czystsza, bardziej zrozumiaa, nie ma w niej nic dziwacznego,
gupkowatego ani miesznego. Ale inne wraenie ni myli sprawiaj na
mnie rce Siddharthy, stopy, oczy, czoo, oddech, umiech, gest
pozdrowienia, chd. Nigdy, odkd Wzniosy dostpi nirwany, nigdy odtd
nie spotkaem czowieka, na ktrego widok poczubym: oto wity! Tylko
on, tylko Siddhartha robi takie wraenie. Nauka jego moe brzmie
dziwacznie, sowa mog brzmie niedorzecznie, ale spojrzenie, rce,
skra, wosy, wszystko w nim tchnie tak czystoci, spokojem, pogod,
tak agodnoci, jakich od ostatniej mierci naszego wzniosego
nauczyciela nie spotkaem u nikogo).
Siddhartho rzek jestemy ju starzy. Nie ujrzymy si ju
pewnie w tej postaci. Widz, mj miy, e znalaze pokj. Wyznaj, e ja
go nie znalazem. Powiedz mi, czcigodny, jeszcze jedno sowo, daj mi co,
co mgbym uchwyci, co mgbym zrozumie. Daj mi co na drog. Ta droga
jest czsto trudna, Siddhartho, czsto niewesoa.
Siddhartha milcza i patrzy na cigle z tym samym, agodnym
umiechem. Gowinda wpatrywa si w jego twarz bez ruchu, z niepokojem i
tsknot. W jego spojrzeniu zapisane byo cierpienie i wieczne
poszukiwanie, wieczna niemono znalezienia.
Siddhartha widzia to i umiecha si.
Pochyl si nade mn wyszepta mu cicho do ucha. Pochyl si!
Tak, jeszcze bardziej! Cakiem blisko! Pocauj mnie w czoo, Gowindo!
Gowinda, zdumiony, a zarazem przejty wielk mioci i czci
usucha go, pochyli si i dotkn wargami jego czoa. Wtedy stao si
co dziwnego. Podczas gdy mylami by jeszcze przy dziwacznych sowach
Siddharthy, gdy daremnie i opornie prbowa jeszcze usun z mylenia
czas, wyobrazi sobie nirwan i sansar jako jedno, gdy pewna pogarda
dla sw przyjaciela toczya w nim walk z ogromn mioci i szacunkiem,
wydarzyo si oto tak: nie widzia ju twarzy Siddharthy, zamiast niej
widzia inne twarze, duo, dugi szereg, rzek twarzy, setki, tysice
twarzy, ktre pojawiay si i znikay, a jednak wszystkie zdaway si
obecne, zmieniay si bezustannie i odnawiay, ale wszystkie byy
Siddharth. Widzia pyszczek karpia, bolenie rozwarty pyszczek
zdychajcej ryby o przejmujcym wyrazie oczu; widzia twarzyczk
noworodka, czerwon i pomarszczon, wykrzywion paczem; widzia twarz
mordercy, widzia jak zagbia n w ciele innego czowieka, widzia w
tym samym momencie, jak w zoczyca klczy skuty, a kat ucina mu gow;
widzia ciaa mczyzn i kobiet nagie, splecione w rnych pozycjach i
zapasach szaleczej mioci; widzia trupy, nieruchome i zimne; widzia
gowy zwierzt, dziki, krokodyle, sonie, barany, ptaki; widzia bogw,
Kriszn i Agni; widzia wszystkie te postacie w tysicznych odniesieniach
do siebie nawzajem, jak sobie pomagaj, jak si kochaj, nienawidz,
niszcz, rodz na nowo, i kada naznaczona bya wol mierci, kada
dawaa bolesne wiadectwo przemijania, a przecie adna nie umieraa,

ulegaa tylko przemianom, rodzia si na nowo, otrzymywaa now twarz,


cho wszystko dziao si w jednym czasie i wszystkie te postacie i
twarze pyny, wyaniay si, rozpyway si i stapiay ze sob, a
wszystko to okrywaa jakby cieniutka powoka, nieuchwytna, ale
rzeczywista, jak cienkie szko albo warstewka lodu, jak przezroczysta
skra, upina albo forma czy maska wodna i maska ta umiechaa si i bya
umiechnit twarz Siddharthy, ktrej Gowinda w tej samej chwili dotkn
ustami. I tak to widzia Gowinda ten umiech maski, ten umiech
jednoczesnoci ponad tysicem narodzin i mierci, ten umiech Siddharthy
by dokadnie taki sam, tak samo agodny, subtelny, nieprzenikniony, moe
dobrotliwy, moe drwicy, jak mdry, wybiegajcy z tysicznych zmarszczek
umiech Buddy, ktry Gowinda setki razy z szacunkiem oglda. Gowinda
wiedzia, e tak umiechaj si ci, ktrzy osignli doskonao.
Nie zdajc sobie sprawy, czy czas jest, czy ta wizja trwaa
sekund czy wiek, nie wiedzc, czy jest jaki Siddhartha, jaki Gautama,
czy jest jakie ja i jakie ty, jak gdyby ugodzony w serce bosk strza,
czujc boski bl tej rany, urzeczony i wyzwolony, Gowinda sta jeszcze
chwil, pochylony nad spokojnym obliczem Siddharthy, ktre jeszcze przed
chwil ucaowa, ktre przed chwil byo scen wszelkich postaci,
wszelkiego stworzenia, wszelkiego bytu. Twarz ta pozostaa niezmieniona,
pod powierzchni zamkna si gbia tysicznych ksztatw, Siddhartha
umiecha si spokojnie, agodnie i tkliwie, moe z wielk dobroci, moe
z wielk drwin, dokadnie tak samo jak Wzniosy.
Gowinda skoni si nisko, zy, ktrych nie czu, pyny mu po
starej twarzy, w sercu jak ogie pono uczucie najgbszej mioci,
pokornej czci. Pokoni si nisko, a do ziemi, przed nieruchomo siedzc
postaci, ktrej umiech przypomina mu wszystko, co kiedykolwiek miao
dla niego warto, co byo mu drogie i wite.