You are on page 1of 438

RICK RIORDAN

Znak Ateny
OLIMPIJSCY HEROSI

Niesamowite przygody modych bohaterw zaczynaj si w innym obozie"


pbogw, a potem przenosz ich daleko, do krainy, nad ktr bogowie nie maj ju
wadzy. Pojawiaj si nowi herosi, odywaj straszliwe potwory i rodz si nowe
przeraajce istoty, a wszystko to ma zwizek ze spenianiem si Przepowiedni o
Siedmiorgu.
RICK RIORDAN jest autorem Czerwonej piramidy i Ognistego tronu z cyklu
Kroniki rodu Kane", a take serii Percy Jackson i bogowie olimpijscy", w ktrej skad
wchodz: Zodziej pioruna, Morze Potworw, Kltwa tytana, Bitwa w Labiryncie i
Ostatni Olimpijczyk. Jego ksiki zajmoway pierwsze miejsce na licie bestsellerw
New York Timesa". Do jego publikacji dla dorosych naley popularna seria Trs
Navarre", ktra otrzymaa trzy najwysze nagrody w kategorii powieci grozy. Mieszka
w San Antonio w Teksasie, z on i dwoma synami.

I
ANNABETH
Annabeth sdzia, e nic jej nie zaskoczy, pki nie spotkaa si z eksplodujcym
posgiem.
Wczeniej jeszcze raz obesza pokad ich latajcego okrtu, Ar-go II", po raz ktry
sprawdzajc, czy balisty s dobrze umocowane. Upewnia si, e na maszcie wywieszono
bia flag obwieszczajc: Przybywamy w pokoju". Omwia cay plan z reszt zaogi a potem plan B i plan C, awaryjny wobec planu B.
A przede wszystkim pozbya si z pokadu ich ogarnitego wojenn obsesj
opiekuna, trenera Gleesona Hedgea. Namwia go, by zamkn si w swojej kajucie i
przejrza nagrania z zawodw w mieszanych sztukach walki. Mieli wlecie na magicznej
greckiej triremie do potencjalnie wrogiego rzymskiego obozu, wic widok ubranego w
dres satyra w rednim wieku, wymachujcego kijem bejsbolowym i wrzeszczcego:
Gicie!", mgby wzbudzi w Rzymianach uzasadnione wtpliwoci co do ich
pokojowych zamiarw. Wygldao na to, e wszystko gra. Annabeth nie czua ju nawet
- przynajmniej w tej chwili dziwnego zimna, ktre j przenikno, gdy tylko wzbili si
w powietrze.
Okrt opada przez chmury ku ziemi, ale ona wci nie moga si pozby
niepewnoci. A jeli to zy pomys? A jeli Rzymianie spanikuj i rusz do ataku, gdy
tylko ich zobacz?
Bo Argo II" nie mg budzi zaufania. Dugi na prawie dwadziecia metrw,
najeony od dziobu do rufy rzdami powleczonych spiem kusz, z metalowym galionem
w ksztacie ziejcego ogniem smoka i z dwiema obrotowymi balistami porodku,
miotajcymi pociski wybuchowe zdolne rozwali beton... no, na czym takim raczej si
nie przybywa z przyjacielsk wizyt do ssiadw.
Annabeth staraa si unikn elementu zaskoczenia. Poprosia Leona, eby wysa
jeden ze swoich specjalnych wynalazkw - holograficzny zwj - i ostrzeg ich przyjaci
znajdujcych si w obozie. Miaa nadziej, e dostali wiadomo. Leo chcia wymalowa
na kadubie haso: JAK LECI? z umiechnit buk, ale uznaa, e to zy pomys. Nie
bya pewna, czy Rzymianie maj poczucie humoru.
Teraz byo ju za pno, eby zawrci.

Chmury rozwiay si wok kaduba. Ujrzeli pod sob zo-to-zielony kobierzec


wzgrz Oakland. Annabeth zacisna palce na jednej ze spiowych tarcz, ktrymi
obwieszona bya krawd prawej burty.
Troje jej towarzyszy zajo stanowiska.
Na pokadzie rufowym Leo miota si jak szalony, sprawdzajc wskaniki i dwignie.
Wikszo sternikw zadowoliaby si koem sterowym albo rumplem, ale on
zainstalowa sobie rwnie klawiatur, monitor, ukad sterowniczy z maego odrzutowca,
dubstepowy pulpit i kontrolery ruchu z konsoli Nintendo Wii. Mg kierowa okrtem,
otwierajc i zamykajc przepustnic, mg wystrzeliwa pociski, samplujc jaki album
muzyczny, albo postawi agle, potrzsajc mocno kontrolerami Wii. Leo mia naprawd
ostre ADHD, nawet jak na herosa.
Piper przechadzaa si po pokadzie midzy gwnym masztem a balist, powtarzajc
swoje kwestie.
- Opucie bro - mruczaa. - Chcemy tylko porozmawia.
Moc jej magicznego gosu bya tak wielka, e Annabeth poczua ch odrzucenia
swojego sztyletu i ucicia sobie z kim dugiej pogawdki.
Piper, crka Afrodyty, staraa si ukry swoj pikno. Dzisiaj ubrana bya w
wywiechtane dinsy, znoszone adidasy i bia koszulk bez rkaww z rowym
nadrukiem Hello Kitty. (Moe to mia by art, ale Annabeth nigdy nie bya pewna co do
Piper). W brzowe wosy, byle jak splecione w warkocz spadajcy na prawy bok,
wetkna orle piro.
Jason - chopak Piper - sta na dziobie, na platformie z kuszami, gdzie Rzymianie
mogliby go atwo dostrzec. Gdyby nie palce mocno zacinite na rkojeci zotego
miecza, wygldaby bardzo spokojnie, zwaszcza jak na kogo, kto wystawia si na cel.
Na dinsy i pomaraczow koszulk Obozu Herosw zaoy tog i purpurowy paszcz symbole jego dawnej rangi pretora. Z mierzwionymi przez wiatr zotymi wosami i
zimnymi jasnoniebieskimi oczami promieniowa surow, msk urod i opanowaniem
-jak przystao na syna Jupitera.
Wychowa si w Obozie Jupiter, wic bya nadzieja, e znajoma twarz powstrzyma
Rzymian od zestrzelenia okrtu, gdy tylko ich zobacz.
Annabeth wci nie do koca mu ufaa, cho staraa si tego nie okazywa.

Zachowywa si zbyt idealnie - zawsze trzyma si zasad, zawsze robi to, co nakazywa
honor. Nawet wyglda zbyt idealnie. Gdzie w tyle gowy drczya j myl: a jeli to
podstp, jeli zamierza nas zdradzi? A jeli wyldujemy w Obozie Jupiter, a on powie:
Czoem, Rzymianie! Bierzcie tych winiw i ten superokrt, ktry wam
przyprowadziem!"?
Wtpia, by miao si tak sta, ale i tak nie moga na niego patrze bez posmaku
goryczy. By czci wymuszonego przez Her planu wymiany", ktry mia pogodzi
oba obozy. Jej Irytujca Wysoko Krlowa Olimpu przekonaa innych bogw, e dwa
odamy ich potomkw Rzymianie i Grecy - musz poczy siy, by ocali wiat przed
zakusami budzcej si do ycia zej bogini Gai i jej potwornych dzieci - gigantw.
Hera bez uprzedzenia porwaa Percyego Jacksona, chopaka Annabeth, wyczycia
mu pami i wysaa do obozu Rzymian. Grecy z kolei, na zasadzie wymiany, dostali
Jasona. Ani jedno, ani drugie nie byo win Jasona, ale na jego widok Annabeth za
kadym razem uwiadamiaa sobie, jak bardzo brak jej Percyego.
Percyego... ktry wanie jest tam, w dole.
Och, bogowie". Poczua wzbierajc panik i natychmiast j w sobie zdusia. Nie
moe si rozkleja.
Jestem crk Ateny" powiedziaa sobie. - Musz trzyma si swojego planu i
nie mog ulega emocjom".
I znw to uczucie - ten znajomy dreszcz, jakby jaki psychotyczny bawan niegowy
stan za ni i dysza jej na kark. Odwrcia si, ale nikogo za ni nie byo.
To tylko nerwy. Annabeth trudno byo uwierzy, eby nowy okrt wojenny mg by
nawiedzony, nawet w wiecie bogw i potworw. Argo II" mia dobr ochron.
Magiczne tarcze z niebiaskiego spiu, ktrymi byy obwieszone jego burty, chroniy
przed potworami, a ich opiekun, satyr Hedge, zwszyby kadego intruza.
Annabeth chciaaby poprosi o rad swoj matk, ale teraz to nie byo moliwe. Nie
po tym okropnym ostatnim spotkaniu w ubiegym miesicu, kiedy dostaa od niej
najgorszy w yciu prezent.
Chd napiera. Wydao si jej, e wiatr przynis czyj cichy miech. Kady misie
jej ciaa by napity. Miaa wraenie, e zaraz wydarzy si co strasznego.
Ju bya gotowa rozkaza Leonowi, eby zawrci. A wtedy, w dolinie pod nimi,

zagray rogi. Rzymianie ich dostrzegli.


Annabeth mylaa, e wie, czego si spodziewa. Jason opisa jej Obz Jupiter bardzo
szczegowo. A jednak teraz z trudem wierzya wasnym oczom. Obrzeona wzgrzami
Oakland dolina bya przynajmniej dwukrotnie wiksza od Obozu Herosw. Maa rzeczka
opywaa j z jednej strony i zakrcaa do rodka jak wielka litera G, wpadajc do
roziskrzonego bkitnego jeziora.
Tu pod okrtem, na skraju jeziora jania w socu Nowy Rzym. Rozpoznaa
szczegy opisywane przez Jasona: hipodrom, amfiteatr, witynie i parki, osiedle
Siedmiu Wzgrz z jego krtymi uliczkami, kolorowymi willami i kwitncymi ogrodami.
Dostrzega lady niedawnej walki Rzymian z armi potworw. Kopua budowli, w
ktrej, jak zgadywaa, miecia si siedziba senatu, bya rozupana. Rozlege forum
poznaczone byo kraterami po wybuchach. Niektre fontanny i posgi byy potrzaskane.
Z Domu Senatu wylewa si tum nastolatkw w togach, pragncych zobaczy Argo
II". Jeszcze wicej Rzymian wychodzio ze sklepw i kafejek, gapic si na opadajcy
okrt i pokazujc go sobie palcami.
Jakie p mili na zachd, tam skd dochodzio granie rogw, rozciga si na
wzgrzu rzymski fort. Wyglda zupenie jak na ilustracjach w podrcznikach historii otoczony rowem najeonym ostrymi palami, wysokimi murami i wieami uzbrojonymi w
balisty. Wewntrz rwne rzdy biaych barakw biegy wzdu gwnej arterii - Via
Principalis.
Z bramy wymaszerowaa kolumna pbogw. Ich zbroje i wcznie poyskiway w
socu, gdy ruszyli biegiem ku miastu. Midzy rzdami wojownikw kroczy so
bojowy.
Annabeth wolaaby, eby Argo II" wyldowa, zanim ten oddzia dotrze do miasta,
ale od ziemi wci dzielio ich kilkadziesit metrw. Przebiegaa wzrokiem tum,
wypatrujc Percyego.
I wwczas za jej plecami rozleg si potny huk.
Wybuch o mao nie wyrzuci jej za burt. Obrcia si i stana oko w oko z
rozwcieczonym posgiem.
-

To niedopuszczalne! - wrzasn.

Najwyraniej dopiero co pojawi si na wiecie, wanie tu, na pokadzie ich okrtu,

czemu towarzyszy w wybuch. ty dym spywa mu z ramion, rozarzone wgielki


tryskay z jego krconych wosw. Od pasa w d by prostoktnym marmurowym
piedestaem. Od pasa w gr - posgiem muskularnego mczyzny w todze.
-

Nie pozwalam na bro wewntrz pomerium! - owiadczy nadtym gosem belfra.

- I z pewnoci nie wpuszcz adnych Grekw!


Jason zerkn na Annabeth znaczco, jakby chcia jej powiedzie: Zostaw to mnie".
-

Terminusie - odezwa si. - To ja. Jason Grace.

Och, dobrze ci pamitam, Jasonie! - warkn Terminus. -Sdziem, e masz na

tyle rozumu, by nie brata si z wrogami Rzymu!


-

Ale to nie s wrogowie...

Wanie - wtrcia si Piper. - Chcemy tylko porozmawia. Gdybymy mogli...

Ha! - prychn posg. - Nie prbuj ze mn sztuczek z czarujcym gosem, moda

damo! I od ten sztylet, zanim wyrw ci go z rk!


Piper zerkna w d. Cakiem zapomniaa, e wci trzyma swj spiowy sztylet.
-

Hmm... ju si robi. Ale jak by mi go wyrwa? Przecie nie masz rk.

Co za bezczelno!

Rozleg si gony trzask i bysno co tego. Piper krzykna i wypucia sztylet,


ktry lea teraz na pokadzie, dymic i iskrzc.
-

Masz szczcie, e dopiero co braem udzia w bitwie - rzek Terminus. - Gdybym

by w peni si, ju dawno zdmuchnbym to latajce szkaradztwo z nieba!


-

Wyluzuj! - Leo zrobi kilka krokw do przodu, wymachujc kontrolerem Wii. -

Nazwae mj okrt szkaradztwem? Chyba si przesyszaem.


Na myl o tym, e Leo mgby zaatakowa ten posg swoimi akcesoriami do gry na
konsoli, Annabeth otrzsna si z szoku.
-

Uspokjmy si troch. Uniosa rce, aby pokaza, e jest bez broni. - Zgaduj,

e jeste Terminusem, bogiem granic. Jason mi mwi, e chronisz Nowy Rzym. Zgadza
si? Jestem Annabeth Chase, crka...
-

Och, dobrze wiem, kto ty jeste! - Posg zmierzy j pustymi biaymi oczodoami.

- Dzieci Ateny, jak Grecy nazywaj Mi-nerw. To skandal! Wy, Grecy, nie macie
poczucia przyzwoitoci. My, Rzymianie, dobrze wiemy, gdzie jest miejsce tej bogini.
Annabeth zacisna szczki. Wobec tego posgu trudno byo zachowywa si

dyplomatycznie.
-

Co waciwie masz na myli, mwic ta bogini? I co jest skandalem w...

No wanie! - przerwa jej Jason. - W kadym razie, Termi-nusie, przybywamy z

misj pokojow. Bylibymy wdziczni za zezwolenie na ldowanie, ebymy mogli...


-

To niemoliwe! - zaskrzecza posg. - Rzucie bro i poddajcie si! I natychmiast

opucie moje miasto!


-

To co w kocu mamy zrobi? - zapyta Leo. - Podda si czy odej?

1 to, i to! Poddajcie si, a potem si wynocie. Za takie pytanie wymierzam ci

policzek, mieszny choptasiu! Czujesz to?


-

Ojej. - Leo przyglda si Terminusowi wzrokiem profesjonalisty. - Jeste cay

spity. Nie masz w rodku jakich przekadni do poluzowania? Mog sprawdzi.


Schowa kontroler Wii do swojego magicznego pasa i wyj z niego rubokrt,
ktrym postuka w marmurowy postument.
-

Przesta! - krzykn Terminus. Kolejny may wybuch wytrci Leonowi rubokrt

z rki. - Na rzymskiej ziemi wewntrz po-merium nie jest dozwolona adna bro.
-

Wewntrz czego? - zapytaa Piper.

W granicach miasta - wyjani jej Jason.

A cay ten statek to bro! - wrzasn Terminus. - Nie moecie tu wyldowa!

Pod nimi, w dolinie, legionowe posiki byy ju w poowie drogi do miasta. Tum na
forum liczy teraz ponad setk osb. Annabeth przebiegaa wzrokiem twarze i... och,
bogowie. Zobaczya go. Szed w stron okrtu, trzymajc obie rce na ramionach dwojga
innych nastolatkw, jakby byli najlepszymi kumplami - tgiego, krtko ostrzyonego
bruneta i dziewczyny w rzymskim hemie kawaleryjskim. Percy by taki rozluniony, taki
szczliwy. Mia na sobie purpurowy paszcz, identyczny jak Jasona - oznak pretora.
Serce Annabeth wykonao salto.
-

Leo, zatrzymaj okrt.

Co?!

Syszae. Utrzymuj nas w miejscu.

Leo wycign kontroler i szarpn nim w gr. Wszystkie dziewidziesit wiose


zamaro. Okrt przesta opada.
-

Terminusie - powiedziaa Annabeth - adne prawo nie zakazuje wiszenia nad

Nowym Rzymem, prawda?


Posg zaspi si.
-

No... nie...

Moemy zostawi ten okrt w powietrzu. Zejdziemy na forum po drabince

sznurowej. W ten sposb okrt nie znajdzie si na rzymskiej ziemi. Formalnie na niej nie
bdzie.
Posg rozwaa to przez chwil. Annabeth zastanawiaa si, czy Terminus drapie si
po brodzie nieistniejc rk.
-

Lubi formalnoci - stwierdzi - ale...

Caa nasza bro pozostanie na pokadzie - obiecaa Annabeth. - Zakadam, e

Rzymianie... nawet ten oddzia, ktry ku nam maszeruje... rwnie przestrzegaj twoich
zasad wewntrz pomerium, jeli im rozkaesz, tak?
-

Oczywicie! - rzek Terminus. - Czy wygldam na kogo, kto by tolerowa

amanie zasad?
-

Yyy... Annabeth... - odezwa si Leo - jeste pewna, e to dobry pomys?

Zacisna pici, eby powstrzyma drenie rk. Tu za sob wci czua tchnienie
zimna. I teraz kiedy Terminus przesta ju wrzeszcze i powodowa wybuchy, wydao si
jej, e znowu syszy czyj miech, jakby kto cieszy si z jej zych decyzji.
Ale Percy by tam, w dole... tak blisko. Musi si z nim spotka.
-

Wszystko bdzie dobrze - powiedziaa. - Nikt nie bdzie mia broni. Moemy

porozmawia pokojowo. Terminus zadba, eby obie strony przestrzegay prawa. Spojrzaa na marmurowy posg. - To co, umowa stoi?
Terminus pocign nosem.
-

Tak sdz. Na razie. Moesz spuci si po drabince do Nowego Rzymu, crko

Ateny. I bardzo prosz, postaraj si nie zniszczy mojego miasta.

II
ANNABETH
Tum pospiesznie zgromadzonych pbogw rozstpowa si przed Annabeth, gdy
sza przez forum. Jedni byli spici, inni nieco wystraszeni. Niektrzy mieli opatrunki na
ranach odniesionych w niedawnej walce z gigantami, ale nikt nie posiada broni. Nikt jej
nie zaatakowa.
Cae rodziny przyszy zobaczy przybyszw. Annabeth widziaa pary z
niemowltami, maluchy czepiajce si ng rodzicw, a nawet jakich staruszkw w
kombinacjach rzymskich szat i wspczesnych ubra. Czy wszyscy byli pbogami? Tak
podejrzewaa, cho nigdy nie bya w takim miejscu jak to. Wrd pbogw w Obozie
Herosw najwicej byo nastolatkw. Ci, ktrzy przetrwali do matury, pozostawali w
obozie jako starsi opiekunowie albo decydowali si na ycie wrd miertelnikw. Tutaj
miaa do czynienia z ca wielopokoleniow wsplnot.
Na skraju tumu dostrzega cyklopa Tysona i piekielnego psa Percy'ego, Pani
0'Leary - pierwszych zwiadowcw z Obozu Herosw, ktrzy dotarli do Obozu Jupiter.
Wygldali na cakiem zadowolonych z ycia. Tyson pomacha jej i wyszczerzy zby w
umiechu. Na szyi, jak wielki liniaczek, wisia mu proporzec z literami SPQR.
Cz jej wiadomoci odnotowaa pikno tego miasta - mie zapachy z piekarni,
pluskajce fontanny, ukwiecone ogrody. I ta architektura... o bogowie, ta architektura...
pozacane marmurowe kolumny, olniewajce mozaiki, monumentalne uki, tarasowate
willowe osiedla.
Rzymscy pbogowie rozstpili si przed dziewczyn w penym pancerzu i
purpurowym paszczu. Ciemne wosy opaday jej na ramiona. Oczy miaa czarne jak
obsydian.
Reyna.
Jason dobrze j opisa, a nawet bez tego opisu Annabeth poznaaby od razu, e to
przywdczyni. Na pancerzu poyskiway medale. Promieniowaa z niej taka pewno
siebie, e inni pbogowie cofnli si i odwrcili wzrok.
Annabeth rozpoznaa w jej twarzy jeszcze co innego - w zaciciu warg i
zdecydowanym uniesieniu podbrdka, jakby gotowa bya podj kade wyzwanie. Reyna
tylko udawaa odwan i pewn siebie, ukrywajc mieszanin nadziei, niepokoju i lku.

Annabeth dobrze znaa t min i postaw. Widziaa je za kadym razem, gdy


spojrzaa w lustro.
Przyglday si sobie badawczo. Przyjaciele Annabeth stali po obu jej bokach,
milczc. Rzymianie cicho wypowiadali imi Ja-sona, wpatrzeni w niego z podziwem i ze
strachem.
A potem kto jeszcze wyszed z tumu i Annabeth przestaa widzie cokolwiek
innego.
Percy umiecha si do niej - tym sarkastycznym, szelmowskim umiechem, ktry tak
j irytowa przez cae lata, a potem j zauroczy. Jego oczy o barwie morza byy tak
cudowne, jak zapamitaa. Ciemne wosy mia zarzucone na bok, jakby dopiero co wrci
z przechadzki po play. Wyglda nawet lepiej ni sze miesicy temu - by jakby
wyszy i bardziej opalony, smuklejszy i jeszcze bardziej muskularny.
Annabeth tak porazi jego widok, e zamara bez ruchu. Czua, e jeli zrobi choby
jeden krok w jego stron, wszystkie molekuy jej ciaa mog eksplodowa. Zadurzya si
w nim, kiedy mieli po dwanacie lat. Ostatniego lata zakochaa si w nim na dobre. Byli
szczliw par przez cztery miesice - a potem on znikn.
Ta rozka co zmienia w uczuciach Annabeth. Stay si tak bolenie intensywne,
jakby... jakby odebrano jej leki ratujce ycie. Teraz nie bya ju pewna, co jest wiksz
tortur: ycie bez niego czy ponowne z nim spotkanie.
Reyna wyprostowaa si. Z wyranym oporem zwrcia si do Jasona.
-Jasonie Grace, mj byy kolego... - Sowo kolega wymwia tak, jakby to byo co
niebezpiecznego. - Witam ci w domu. I tych tutaj, twoich przyjaci...
Annabeth bez zastanowienia rzucia si ku Percy emu, a on jednoczenie pobieg ku
niej. Tum zamar. Niektrzy bezwiednie signli po miecze, ktrych nie mieli.
Percy j obj. Ich usta si odnalazy i przez chwil nic wicej si nie liczyo. W tej
chwili asteroida mogaby uderzy w Ziemi i zetrze ycie z jej powierzchni - Annabeth
miaaby to w nosie.
Percy pachnia oceanicznym powietrzem. Jego wargi byy sone.
Glonomdek" - pomylaa nieprzytomnie.
Percy cofn si i przypatrywa si jej twarzy.
-

O bogowie, nigdy nie sdziem...

Annabeth chwycia go za nadgarstek i szybkim ruchem przerzucia sobie przez rami.


Upad caym ciaem na bruk. Rozlegy si przeraone okrzyki Rzymian. Kilku rzucio si
naprzd, ale Reyna krzykna:
-

Stop! Zostawcie ich!

Annabeth wpara kolano w pier Percy'ego. Przycisna mu gardo przedramieniem.


Nie dbaa o to, co myl Rzymianie. Rozpalona do biaoci kula gniewu wybucha w jej
piersi - guz lku i goryczy, ktry rs w niej od ostatniej jesieni.
-Jeli kiedykolwiek znowu mnie opucisz - powiedziaa, czujc pieczenie pod
powiekami - to przysigam na wszystkich bogw...
Percy odway si wybuchn miechem. Nagle wszystkie emocje stopniay w niej
jak nieg w gorcym socu.
-

Przyjem ostrzeenie - rzek Percy. - Ja te za tob tskniem.

Annabeth podniosa si i pomoga mu wsta. Miaa straszn


ochot znowu go pocaowa, ale opanowaa si.
Jason odchrzkn.
-

No wic, tak... Dobrze jest powrci.

Przedstawi Reyn Piper, ktra bya troch zawiedziona, e nie miaa okazji
wypowiedzie swoich przygotowanych kwestii, a potem Leonowi, ktry wyszczerzy
zby i unis do w gecie pokoju.
-

A to jest Annabeth - powiedzia Jason. - Yyy... zwykle nie stosuje chwytw

dudo wobec napotkanych ludzi.


Reyna przygldaa si jej roziskrzonymi oczami.
-

Annabeth, na pewno nie jeste Rzymiank? Albo Amazonk?

Annabeth nie wiedziaa, czy to komplement, ale wycigna ku niej rk.


-

Traktuj tak tylko mojego chopaka. Mio mi ci pozna.

Reyna mocno ucisna jej do.


-

Chyba mamy wiele do omwienia. Centurioni!

Podbiego kilku Rzymian - najwyraniej starszych oficerw.


U boku Percy ego stana para nastolatkw, tych samych, ktrych Annabeth widziaa
z pokadu okrtu. Krzepki chopak o azjatyckich rysach i onierskiej fryzurze mia okoo
pitnastu lat i urok wyronitej pandy przytulanki. Dziewczyna bya modsza o jakie

dwa lata. Miaa bursztynowe oczy, czekoladow skr i dugie krcone wosy.
Kawaleryjski hem wetkna pod pach. Ich mowa ciaa wiadczya o zayoci z
Percym. Stali przy nim blisko, jakby go chronili i jakby razem z nim przeyli wiele
przygd. Annabeth zatamowaa w sobie fal zazdroci. Czyby Percy i ta dziewczyna...
Nie. Chemia midzy nimi bya innego rodzaju. Annabeth przez cae ycie uczya si
ocenia ludzi. Od tego zaleao, czy przeyje. Gdyby ju miaa zgadywa,
powiedziaaby, e tgi azjatycki modzieniec i dziewczyna s par, cho podejrzewaa, e
od niedawna.
Jednej rzeczy nie rozumiaa: na co ta dziewczyna tk si gapi? Wci popatrywaa w
stron Piper i Leona, marszczc czoo, jakby ktre z nich rozpoznawaa, a nie byo to
mie wspomnienie.
Tymczasem Reyna wydawaa rozkazy swoim oficerom:
-

...ka legionowi si zatrzyma. Dakota, daj zna duchom w kuchni. Ka im

przygotowa uczt powitaln. A Oktawian...


-

Wpuszczasz tych intruzw do obozu? - Przez tum przecisn si wysoki chopak

o jasnych wosach pozlepianych w strki.


-

Reyno, zasady bezpieczestwa...

Nie zaprowadzimy ich do obozu, Oktawianie. - Reyna rzucia mu surowe

spojrzenie. - Bdziemy ucztowa tu, na forum.


-

Och, co za ulga\ - warkn Oktawian. Wygldao na to, e tylko on nie darzy

Reyny szacunkiem, chocia by chudy i blady, a z jego pasa nie wiedzie czemu zwisay
trzy pluszowe misie.
-

Chcesz, ebymy zayli relaksu w cieniu ich okrtu bojowego.

To s nasi gocie - powiedziaa Reyna, cedzc dobitnie kade sowo. - I

przyjmiemy ich jak goci, a potem bdziemy z nimi rozmawia. A ty, jako augur,
powiniene zoy ofiar bogom w podzice za szczliwy powrt Jasona.
-

Dobry pomys - odezwa si Percy. - Oktawianie, id i spal swoje misie na

otarzu.
Wida byo, e Reyna z trudem powstrzymuje umiech.
-

Wydaam rozkazy. Wykona.

Oficerowie rozeszli si. Oktawian rzuci Percy'emu nienawistne spojrzenie, zmierzy

podejrzliwym wzrokiem Annabeth i odszed.


Percy wsun rk w do Annabeth.
-

Nie przejmuj si Oktawianem. Wikszo Rzymian to porzdni ludzie... jak ten

tutaj Frank czy Hazel i Reyna. Bdzie dobrze.


Annabeth poczua si tak, jakby kto zarzuci jej zimny rcznik na kark. Znowu
usyszaa cichy mieszek, jakby ten kto towarzyszy jej od chwili zatrzymania Argo II"
nad Nowym Rzymem.
Spojrzaa na okrt. Jego masywny spiowy kadub lni w blasku soca. W gbi
duszy pragna porwa Percy ego, wspi si z nim na pokad i uciec std, pki to
moliwe.
Nie moga si pozby zowrogiego przeczucia, e wszystko zmierza do jakiej
okropnej katastrofy. A nie zamierzaa ju nigdy wicej ryzykowa, e utraci Percy'ego.
-

Bdzie dobrze - powtrzya, starajc si w to uwierzy.

Wspaniale - powiedziaa Reyna, po czym zwrcia si do Jaso-na, a Annabeth

zdawao si, e jej oczy rozbysy nienasycon tsknot. - Wic porozmawiajmy i moe
dojdziemy do penej zgody.

III
ANNABETH
Annabeth aowaa, e nie ma apetytu, bo Rzymianie potrafili ucztowa.
Na forum zwoono sofy i niskie stoy, a utworzyy co w rodzaju sali bankietowej.
Rzymianie porozsiadali si na kanapach, gawdzc i dowcipkujc, podczas gdy duchy
wiatru - aurae - polatyway nad ich gowami, roznoszc najrniejsze rodzaje pizzy,
kanapek, czipsw, zimnych napojw i wieo upieczonych ciastek. Midzy pbogami
kryy purpurowe duchy - lary - w togach i strojach legionistw. Satyrowie biegali
(nie., fauny biegay" - poprawia si w duchu Annabeth) od stou do stou, ebrzc o
jedzenie i drobne monety. Na pobliskiej ce so bojowy baraszkowa z Pani 0'Leary, a
dzieciaki bawiy si w berka wok posgw Terminusa wyznaczajcych granice miasta.
Caa ta scena bya tak znajoma i jednoczenie tak obca, e przyprawiaa Annabeth o
zawrt gowy.
Pragna tylko jednego: by razem z Percym - i to najchtniej sam na sam. Wiedziaa,
e musi poczeka. Rzymianie byli im potrzebni do osignicia celu misji, a to oznaczao,
e trzeba ich pozna i zbudowa podstawy wzajemnej yczliwoci.
Reyna i paru jej oficerw (w tym ten jasnowosy Oktawian, ktry wanie zoy
pluszowego misia w ofierze bogom) siedzieli przy jednym stole z Annabeth i jej
towarzyszami. Doczy do nich Percy ze swoimi nowymi przyjacimi, Frankiem i
Hazel.
Kiedy tornado talerzy i pmiskw spoczo na stole, Percy pochyli si nad nim i
szepn:
-

Chc ci pokaza cay Nowy Rzym. Tylko ty i ja. To niesamowite miejsce.

Annabeth powinna by wniebowzita. Tylko ty i ja" - to byo dokadnie to, czego


pragna. A jednak poczua lekk uraz do Percy'ego. Co mu si stao? Dlaczego z takim
entuzjazmem mwi o tym miejscu? Ju zapomnia o Obozie Herosw - o ich obozie, ich
domu?
Staraa si nie patrze na nowy tatua na jego przedramieniu - SPQR - taki, jaki mia
Jason. W Obozie Herosw pbogowie nosili naszyjniki z paciorkw, ktre oznaczay
liczb lat szkolenia. Tutaj Rzymianie wypalali na ciele tatua, jakby chcieli powiedzie:
Naleysz do nas. Na zawsze".

Darowaa sobie zoliwy komentarz.


-

Dobra. Oczywicie.

Zastanawiaem si... powiedzia nerwowo. Pomylaem, e...

Urwa, bo Reyna wzniosa toast za przyja.


Kiedy ju wszyscy si zapoznali, Rzymianie i zaoga Argo II" zaczli o sobie
opowiada. Jason opowiedzia, jak przyby do Obozu Herosw pozbawiony pamici i jak
razem z Piper i Leonem wyruszy na misj, ktrej celem byo uwolnienie bogini Hery
(albo Junony, jak kto woli, rwnie denerwujcej dla Grekw i Rzymian) z Wilczego
Domu w pnocnej Kalifornii.
To niemoliwe! - zawoa Oktawian. - To nasze najwitsze miejsce. Skoro
giganci uwizili tam bogini...
To zamierzali j zniszczy - przerwaa mu Piper. - I zwali win na Grekw, co
doprowadzioby do wojny midzy naszymi obozami. A teraz sied cicho i pozwl
Jasonowi skoczy.
Oktawian otworzy usta, ale nic nie powiedzia. Annabeth uwielbiaa jej dar: ten
magiczny gos. Zauwaya, e Reyna spoglda raz po raz to na Jasona, to na Piper,
marszczc brwi, jakby zaczynaa zdawa sobie spraw z tego, e s par.
I w ten sposb cign Jason - dowiedzielimy si o bogini ziemi Gai. Jeszcze
si do koca nie przebudzia, ale to ona uwalnia z Tartaru potwory i rodzi gigantw.
Porfyrion, ten olbrzymi miniak, ich wdz, ktrego pokonalimy w Wilczym Domu,
powiedzia, e wycofuje si do staroytnych krain... do samej Grecji. Zamierza obudzi
Gaj i zniszczy bogw... jak on to wyrazi?. .. eby pozby si chwastw, trzeba je
wyrwa z korzeniami".
Percy pokiwa gow.
-

Gaja te ju dziaa - powiedzia. - Ju spotkalimy si z Zie-miolic Krlow.

Teraz on opowiedzia o swoich przeyciach. Zacz od tego, jak obudzi si w


Wilczym Domu pozbawiony wszelkich wspomnie prcz jednego imienia - Annabeth.
Kiedy Annabeth to usyszaa, z trudem powstrzymaa si od paczu. Percy
opowiedzia im, jak zawdrowa na Alask z Frankiem i Hazel, jak pokonali olbrzyma
Alkyoneusa, uwolnili boga mierci Tanatosa i powrcili ze zotym orem do obozu
Rzymian, by odeprze atak armii gigantw.

Kiedy skoczy, Jason zagwizda z podziwu.


-

Nie dziwi si, e zrobili ci pretorem.

Oktawian prychn.
-

Co oznacza, e mamy teraz trzech pretorw! Prawo wyranie stanowi, e ma ich

by tylko dwch!
-

Ale ma to swoj dobr stron - zauway Percy. - Zarwno Jason, jak i ja

jestemy od ciebie wysi rang, wic obaj moemy kaza ci si zamkn.


Twarz Oktawiana zrobia si purpurowa jak rzymska koszulka. Jason i Percy przybili
pitk.
Nawet Reyna lekko si umiechna, cho w jej oczach czai si gniew.
-

Problem trzeciego pretora rozwiemy pniej - powiedziaa. - Teraz mamy

waniejsze sprawy na gowie.


-

Mog ustpi na rzecz Jasona - zapewni j szybko Percy. -Nie ma sprawy.

Nie ma sprawy? - zaperzy si Oktawian. - Urzd pretora Rzymu to dla ciebie

pestka?
Percy zlekceway go i zwrci si do Jasona.
-Jeste bratem Thalii Grace, tak? Ale jaja! W ogle nie jestecie do siebie podobni.
-

Tak, zauwayem - odrzek Jason. - No, ale wielkie dziki za to, e pomoge

moim rodakom, kiedy mnie tu nie byo. Odwalie kawa dobrej roboty.
-

Ty te.

Annabeth kopna go w kostk. al jej byo przerywa kiekowanie braterskiego


romansu, ale Reyna miaa racj: byy waniejsze sprawy do omwienia.
-

Powinnimy porozmawia o Wielkiej Przepowiedni. Wyglda na to, e

Rzymianie te j znaj, tak?


Reyna pokiwaa gow.
-

Nazywamy j Przepowiedni Siedmiorga. Oktawianie, nauczye si ju jej na

pami?
-

Oczywicie. Ale... Reyno...

Wyrecytuj j. Po angielsku, nie po acinie.

Oktawian westchn.
-

Podj musi herosw siedmioro wyzwanie, inaczej pastw ognia lub burz wiat

si stanie...
-

Przysiga tchem ostatnim dochowana bdzie - wpada mu w sowo Annabeth - a

wrg w zbrojnym rynsztunku u Wrt mierci sidzie.


Wszyscy wlepili w ni oczy - wszyscy prcz Leona, ktry zrobi wiatraczek z
aluminiowej folii po gorcych tacos i podstawia go pod przelatujce nad nim duchy
wiatru.
Annabeth nie miaa pojcia, dlaczego wyrecytowaa dwa ostatnie wersy
przepowiedni. Po prostu same wyrway si jej z ust.
Frank, ten wielki, tgi chopak, wychyli si do przodu, gapic si na ni z tak
fascynacj, jakby jej wyroso trzecie oko.
-

Naprawd jeste crk Min... to znaczy Ateny?

Naprawd - odpowiedziaa. Nagle poczua si tak, jakby usyszaa jakie

oskarenie. - To takie dziwne?


Oktawian parskn kpicym miechem.
-

Jeli naprawd jeste crk bogini mdroci...

Do - przerwaa mu Reyna. - Annabeth jest tym, za kogo si podaje. Przybya tu

w pokojowych zamiarach. A poza tym... - spojrzaa na ni z wymuszonym szacunkiem Percy bardzo ci wychwala.
W jej tonie byo co, co dopiero po chwili dotaro do Annabeth. Percy opuci gow,
nagle zajmujc si swoim cheeseburgerem.
Annabeth poczua, e pal j policzki. Och, bogowie... A wic Reyna prbowaa
poderwa Percyego! To by wyjaniao, dlaczego w jej spojrzeniach i sowach tlia si
jaka gorycz, moe nawet zazdro. A Percy nie uleg Reynie ze wzgldu na ni...
W tym momencie Annabeth przebaczya wszystko temu swojemu miesznemu
chopakowi. Z trudem powstrzymaa si od zarzucenia mu rk na szyj.
-

Och... dziki - powiedziaa do Reyny. - W kadym razie cz tej przepowiedni

staje si ju czytelna. Wrg w zbrojnym rynsztunku u Wrt mierci... to Rzymianie i


Grecy. Musimy poczy siy, by odnale te drzwi.
Hazel, dziewczyna w kawaleryjskim hemie i o dugich, krconych wosach, chwycia
co, co leao tu obok jej talerza. Wygldao to jak wielki rubin, ale zanim Annabeth
zdya si upewni, Hazel wsuna to do kieszeni swojej dinsowej koszuli.

Mj brat Nico wyprawi si na poszukiwanie tych wrt - powiedziaa.

Zaraz... Nico di Angelo? To twj brat?

Hazel kiwna gow, jakby to byo oczywiste. W gowie Annabeth pytania wiroway
jak wiatraczek Leona, ale byo ich tyle, e przestaa o nich myle.
-

No dobra. Wic mwia, e...

On znikn. - Hazel zwilya sobie wargi jzykiem. - Boj si... Nie jestem

pewna, ale sdz, e co mu si stao.


-

Poszukamy go - obieca jej Percy. - I tak musimy odnale Wrota mierci.

Tanatos powiedzia nam, e obie odpowiedzi znajdziemy w Rzymie... chyba w tym


prawdziwym, dawnym Rzymie. To jest gdzie po drodze do Grecji, tak?
-

Tanatos wam to powiedzia? - Do Annabeth z trudem to docierao. - Bg mierci?

Spotkaa ju wielu bogw. Bya nawet w Podziemiu, ale opowie Percy'ego o


uwolnieniu wcielenia samej mierci naprawd j przerazia.
Percy ugryz burgera.
-

Teraz gdy mier zostaa uwolniona, potwory bd si rozpada w py i wraca

do Tartaru, tak jak byo zawsze. Ale dopki Wrota mierci pozostan otwarte, bd
powraca na wiat.
Piper obrcia orle piro we wosach.
-Jak woda przeciekajca przez tam - powiedziaa.
-

Tak. - Percy umiechn si. - Mamy dziur w tamie.

Co? - zdziwia si Piper.

Och, nic. To taki art. Rzecz w tym, e musimy odnale te wrota i je zamkn,

zanim wyprawimy si do Grecji. To jedyny sposb, by zabija potwory i mie pewno,


e si nie odrodz.
Reyna chwycia jabko z przelatujcej obok niej tacy. Obracaa je w rku,
przygldajc si ciemnoczerwonej skrce.
-

Proponujesz wyprawi si do Grecji na waszym okrcie wojennym, tak? Zdajesz

sobie spraw, e te staroytne krainy... i cae Mare Nostrum... to niebezpieczne tereny?


-

Jaka Mary? - zapyta Leo.

Mare Nostrum - wyjani Jason. - Nasze Morze". Tak staroytni Rzymianie

nazywali Morze rdziemne.

Reyna pokiwaa gow.


-

Terytoria dawnego Imperium Rzymskiego byy nie tylko ojczyzn bogw. To

rwnie ojczyzna potworw, tytanw, gigantw. .. i jeszcze gorszych istot. Wiemy, jak
niebezpieczne jest dla pbogw wdrowanie tutaj, po Ameryce, ale tam bdzie dziesi
razy groniej.
-

Ostrzegaa nas przed Alask - przypomnia jej Percy - a udao nam si przey.

Reyna pokrcia gow. Jej paznokcie obiy mae pkola na skrce jabka.
-

Percy, podrowanie po krajach rdziemnomorskich to zupenie inny poziom

zagroenia. Rzymscy pbogowie od wielu wiekw nie odwiedzali tych terenw. Nie
wyprawiby si tam aden heros przy zdrowych zmysach.
-

No to my si nadajemy! - wypali Leo znad swojego wiatraczka. - Przecie

jestemy wirami, no nie? A Argo II" jest okrtem bojowym pierwszej klasy. Na nim
damy rad.
-

Mamy niewiele czasu - doda Jason. - Nie znam dokadnie planw gigantw, ale

Gaja stopniowo odzyskuje wiadomo. Nawiedza nas w snach, pojawia si w dziwnych


miejscach, wzywa coraz potniejsze potwory. Musimy powstrzyma gigantw, zanim w
peni j obudz.
Annabeth wzdrygna si. Nie tak dawno sama miaa nocne koszmary.
-

Podj musi herosw siedmioro wyzwanie - powiedziaa. - Siedmioro z obu

obozw. Jason, Piper, Leo i ja. To czworo.


-

1 ja - odezwa si Percy. - A ze mn Hazel i Frank. Razem siedmioro.

Co?! - Oktawian zerwa si na nogi. I my mamy si na to zgodzi? Bez

gosowania w senacie? Bez adnej debaty? Bez...


-

Percy!

Pdzi ku nim cyklop Tyson, a tu za nim Pani O'Leary. A na grzbiecie piekielnego


psa siedziaa chuda jak patyk harpia - chorowita dziewczynka o pozlepianych w strki
rudych wosach, czerwonych skrzydach i w workowatej sukience.
Annabeth nie miaa pojcia, skd wzia si ta harpia, ale wzruszya si na widok
Tysona w postrzpionym flanelowo-dinsowym ubranku, z proporcem SPQR na
piersiach. Z cyklopami czyy j niezbyt mie wspomnienia, ale Tyson by jej
ulubiecem. By te przyrodnim bratem Percy ego (to duga historia), a wic to prawie

rodzina.
Tyson zatrzyma si przed ich stoem i zaama muskularne rce. Jego wielkie
brzowe oczy pene byy niepokoju.
-

Ella jest przeraona - powiedzia.

--adnych okrtw wicej - mruczaa do siebie harpia, gorczkowo skubic

swoje pira. - Titanic", Lusitania", Pax"... Okrty nie s dla harpii.


Leo zmruy oczy. Spojrza na Hazel, ktra siedziaa obok niego.
-

Czybym si przesysza? Ten kurczak porwna mj okrt do Titanica"?

To nie jest kurczak. - Hazel odwrcia wzrok, jakby Leo j zirytowa. - Ella jest

harpi. Jest tylko troch... bardzo nerwowa.


-

Ella jest liczna - powiedzia Tyson. -1 przeraona. Musimy j std zabra, ale na

pokad okrtu nie wejdzie.


-

adnych okrtw - powtrzya Ella. Popatrzya na Annabeth. Pech. Oto i ona.

Cra mdroci samotnie kroczy...


-

Ella! - Frank poderwa si nagle. - To chyba nie najlepsza pora na...

Znami Ateny przez Rzym ogniem si toczy - cigna Ella, zakrywajc sobie

domi uszy i podnoszc gos. -Ju wsz mdy oddech anioa blinita, pod ktrego
stra wiecznej mierci pta. Blednie olbrzymw zmora ozocona, z utkanego wizienia
w blu uwolniona.
Podobny skutek wywarby wybuch olepiajcej petardy na stole. Wszyscy
wytrzeszczyli oczy na harpi. Zamilkli. Serce Annabeth walio jak motem. Znami
Ateny... Opara si chci signicia do kieszeni, ale czua, e srebrna moneta - przeklty
dar jej matki - zrobia si cieplejsza. Id za Znakiem Ateny. Po-mcij mnie.
Wok nich wci byo gwarno, szczkay talerze i sztuce, ale im te dwiki
wydaway si jakie dalekie, przyguszone, jakby ich st i otaczajce go sofy
przelizny si do jakiego spokojniejszego wymiaru.
Pierwszym, ktry si ockn, by Percy. Wsta i wzi Tyso-na pod rami.
-

Ju wiem! - powiedzia z udawanym entuzjazmem. - A gdyby tak wyprowadzi

Ell na wiee powietrze? Ty i Pani O'Leary...


-

Chwileczk. - Oktawian chwyci jednego ze swoich pluszowych misiw i tamsi

go drcymi rkami. Oczy mia utkwione w Elli. - Co ona powiedziaa? To brzmiao

jak...
-

Ella duo czyta - wypali Frank. - Znalelimy j w bibliotece.

Tak! - potwierdzia Hazel. - Pewnie dopiero co przeczytaa jak ksik.

Ksiki - mrukna grzecznie Ella. - Ella lubi ksiki.

Teraz, po wypowiedzeniu swojej kwestii, troch si rozlunia. Usiada ze


skrzyowanymi nogami na grzbiecie Pani 0'Leary, muskajc sobie pirka.
Annabeth obrzucia Percy ego podejrzliwym spojrzeniem. Najwyraniej on, Frank i
Hazel co przed ni ukrywali. Bo byo oczywiste, e Ella wyrecytowaa jak
przepowiedni - przepowiedni, ktra dotyczya jej.
Mina Percy'ego mwia: Pom".
-

To bya przepowiednia - upiera si Oktawian. - To brzmiao jak przepowiednia.

Wszyscy milczeli.
Annabeth nie bardzo wiedziaa, co si waciwie dzieje, ale zrozumiaa, e Percy jest
w tarapatach.
Zmusia si do parsknicia miechem.
-

Czyby, Oktawianie? Moe tutaj, w rzymskim obozie, harpie s jakie inne.

Nasze potrafi tylko sprzta i gotowa. To co, wasze zwykle przepowiadaj wam
przyszo? Zwracacie si do nich przy auguriach?
Jej sowa odniosy zamierzony skutek. Rzymscy oficerowie rozemiali si nerwowo.
Niektrzy popatrywali na Ell, a potem na Oktawiana i prychali drwico. Myl, e ten
kurczak mgby wypowiada przepowiednie, bya najwyraniej rwnie mieszna dla
Rzymian, jak dla Grekw.
-Ja... ee... - Oktawian wypuci z rk pluszowego misia. -Nie, ale...
-

Ona po prostu klepie zapamitane zdania z jakiej ksiki -powiedziaa Annabeth

- jak stwierdzia Hazel. A w ogle to powinnimy si raczej skupi na naszej prawdziwej


przepowiedni.
Zwrcia si do Tysona.
-

Percy ma racj. Moe by zabra Ell i Pani 0'Leary na dar? Co na to Ella?

Wielkie psy s dobre - owiadczya Ella. - te psisko, scenariusz Freda Gipsona

i Williama Tunberga.
Annabeth nie bardzo wiedziaa, co Ella chciaa przez to powiedzie, ale Percy

umiechn si, jakby uzna, e problem zosta rozwizany.


-

Wspaniale! Kiedy skoczymy, polemy wam wiadomo iry-fonem i spotkamy

si pniej.
Rzymianie spojrzeli na Reyn, czekajc na jej decyzj. Annabeth wstrzymaa oddech.
Reyna przygldaa si Elli z nieodgadnion twarz.
-

Dobrze - powiedziaa w kocu. - Idcie.

Hurra!

Tyson obszed sofy, ciskajc kadego, nawet Oktawiana, ktry najwyraniej nie by
tym zachwycony. Potem wspi si na grzbiet Pani 0'Leary obok Elli i piekielny pies
wybieg z forum. Po chwili da nurka prosto w cie na cianie Domu Senatu i znikn.
Reyna odoya jabko.
-

W jednym musz przyzna Oktawianowi racj. Musimy uzyska zgod senatu,

zanim pozwolimy ktremukolwiek legionicie wyruszy na wypraw, zwaszcza tak


niebezpieczn, jak mwicie.
-

To wszystko zalatuje zdrad - mrukn Oktawian. - Ta tri-rema nie jest okrtem

nioscym pokj.
-

Zapraszam na pokad, kole - zaproponowa Leo. - Oprowadz ci. Bdziesz mg

sobie posterowa, a jeli si okae, e jeste w tym dobry, dam ci papierow czapeczk
kapitana.
Nozdrza Oktawiana zadray.
-

Jak miesz...
To dobry pomys - powiedziaa Reyna. - Oktawianie, id z nim. Obejrzyj ten

okrt. Za godzin odbdzie si posiedzenie senatu.


-

Ale... - Oktawian urwa. Najwyraniej pozna po minie Rey-ny, e dalszy

sprzeciw moe zagraa jego zdrowiu. - Dobra.


Leo wsta. Odwrci si do Annabeth, a jego umiech si zmieni. Pomylaa, e to
jakie przywidzenie, ale przez chwil jej si zdawao, e kto inny stoi tam, gdzie
powinien sta Leo, z zimnym umiechem na wargach i byskiem okruciestwa w oczach.
Mrugna i znowu zobaczya Leona z jego zwykym szelmowskim umiechem na twarzy
-

Niedugo wrc - obieca. - Bdzie super.

Przenikno j lodowate zimno. Kiedy Leo i Oktawian ruszyli w stron drabinki

sznurowej, miaa ochot ich powstrzyma... ale jak by to wyjania? Oznajmi


wszystkim, e co z ni nie tak, e ma zwidy i lodowate dreszcze?
Duchy wiatru zaczy sprzta ze stow.
-

Ej, Reyno - odezwa si Jason - chyba nie masz nic przeciwko temu, ebym

oprowadzi Piper po obozie, zanim zwoasz senat? Nigdy nie widziaa Nowego Rzymu.
Rysy Reyny stay.
Annabeth zastanawiaa si, czy Jason jest a tak tpy. Czy to moliwe, by naprawd
nie dostrzega, e Reyna jest nim zauroczona? Dla Annabeth byo to oczywiste. Proszc o
pozwolenie na spacer po miecie z now dziewczyn, dolewa oliwy do ognia.
-

Oczywicie - odrzeka chodno Reyna.

Percy wzi Annabeth za rk.


-

O tak, ja te. Chciabym pokaza Annabeth...

Nie - warkna Reyna.

Percy unis brwi.


-

Sucham?

Chc z ni zamieni kilka sw. Sam na sam. Jeli nie masz nic przeciwko temu,

kolego pretorze.
Jej ton wyranie wskazywa, e nie pyta go o zgod.
Annabeth przebieg zimny dreszcz po plecach. Zastanawiaa si, o co Reynie chodzi.
Moe o to, e obaj, Percy i Jason, pozostali wobec niej obojtni, a teraz bd oprowadza
swoje dziewczyny po miecie? A moe chciaa jej co powiedzie na osobnoci? W
kadym razie Annabeth jako nie czua chci przebywania sam na sam, i to bez broni, z
przywdczyni Rzymian.
- Chod, crko Ateny. - Reyna podniosa si z sofy. - Chod, przejdziemy si.

IV
ANNABETH
Annabeth wolaaby znienawidzi Nowy Rzym. Jako mioniczka architektury nie
moga jednak nie podziwia tarasowych ogrodw, fontann i wity, krtych,
brukowanych uliczek i lnicych biaych willi. Od zeszego lata, po wojnie tytanw,
marzya o przebudowie paacw na grze Olimp. Teraz, spacerujc po tym
miniaturowym miecie, co raz mylaa: Zrobiabym tak kopu. Bardzo mi si podoba,
jak ta kolumnada prowadzi na dziedziniec". Architekt Nowego Rzymu musia powici
wiele czasu i zaangaowania projektowi miasta.
-

Mamy tu najlepszych na wiecie architektw i budowniczych - powiedziaa

Reyna, jakby czytaa w jej mylach. - W staroytnym Rzymie zawsze tak byo. Wielu
pbogw pozostaje tu po zakoczeniu suby w legionie. Ucz si na naszym
uniwersytecie. Osiedlaj si tu i zakadaj rodziny. Percy chyba te o tym myli.
Annabeth nie wiedziaa, co to miao znaczy. Chyba mimowolnie nachmurzya si
jeszcze bardziej, bo Reyna si rozemiaa.
-Jeste wojownikiem, rozumiem. Masz ogie w oczach.
-

Wybacz. - Annabeth sprbowaa zagodzi spojrzenie.

Nie przepraszaj. Jestem crk Bellony.

Rzymskiej bogini wojny?

Reyna kiwna gow. Odwrcia si i gwizdna, jakby przywoywaa takswk.


Chwil pniej przybiegy do nich dwa metalowe psy, mechaniczne charty, jeden
srebrny, drugi zoty. Ocieray si o nogi Reyny, patrzc na Annabeth wieccymi
rubinowymi oczami.
-

Moi ulubiecy - powiedziaa Reyna. - Aurum i Argentum. Nie bdzie ci

przeszkadzao ich towarzystwo?


Annabeth znowu odniosa wraenie, e nie byo .to pytanie. Zauwaya, e charty
maj zby jak stalowe groty strza. W miecie nie wolno byo mie broni, ale ulubiecy
Reyny mogliby rozerwa j na strzpy, gdyby zechcieli.
Reyna zatrzymaa si przy jednej z ulicznych kafejek. Kelner najwyraniej j zna.
Umiechn si i poda jej tekturowy kubek, a potem zaoferowa drugi Annabeth.
-

Napijesz si? - zapytaa Reyna. - Robi tu wspania gorc czekolad. Nie jest to

rzymski napj...
-

Przecie czekolad pij wszdzie.

No wanie.

Byo ciepe czerwcowe popoudnie, ale Annabeth z wdzicznoci przyja kubek.


Ruszyy dalej; oba psy, srebrny i zoty, wasay si w pobliu.
-

W naszym obozie - powiedziaa Reyna - Atena jest Miner-w. Wiesz, czym si

rni jej rzymska posta?


Do tej pory Annabeth gbiej tego nie rozwaaa. Przypomniaa sobie, jak Terminus
nazwa Aten t" bogini, jakby otaczaa j za sawa. A Oktawian zachowywa si tak,
jakby samo istnienie Annabeth byo dla niego obraz.
-Wydaje mi si, e Minerwa... ee... nie cieszy si tutaj wielkim szacunkiem.
Reyna zdmuchna par znad swojego kubka.
-

Szanujemy Minerw. Jest bogini rzemios i mdroci... ale nie jest bogini

wojny. Nie dla Rzymian. Jest te bogini dziewicz, jak Diana... ta, ktr wy nazywacie
Artemid. Nie spotkasz tutaj dzieci Minerwy. Szczerze mwic, ju sama myl, e Minerwa mogaby mie dzieci, jest dla nas... no, troch szokujca.
- Och.
Annabeth poczua, e si rumieni. Nie chciaa si zagbia w szczegy swojego
pochodzenia - w kocu wiedziaa, e dzieci bogini rodz si bezporednio z jej umysu,
podobnie jak sama Atena, ktra wyskoczya z gowy Zeusa. Rozmowy o tym zawsze j
krpoway, czua si jakim dziwadem. Zwykle pytano j, czy ma ppek, bo przecie
urodzia si w taki niezwyky, magiczny sposb. Oczywicie miaa ppek, chocia nie
potrafia tego wyjani. I nie chciaa wiedzie, skd go ma.
-

Rozumiem, e wy, Grecy, inaczej na to patrzycie - cigna Reyna - ale

Rzymianie traktuj dziewictwo bardzo powanie. Na przykad nasze westalki... jeli


zami luby i w kim si zakochaj, grozi im spalenie na stosie. Wic ju sama myl, e
bogini dziewica mogaby mie dzieci...
-

Zrozumiaam. - Czekolada w ustach Annabeth nagle stracia smak. Teraz byo

jasne, dlaczego tak dziwnie na ni patrzyli. -Nie powinnam w ogle istnie. I nawet
gdyby w waszym obozie byy dzieci Minerwy...
-

Nie byyby takie jak ty. Mogyby by rzemielnikami, artystami, moe

doradcami, ale nie wojownikami. A ju na pewno nie przywdcami niebezpiecznej misji.


Annabeth ju chciaa zaprzeczy, nie przewodzia przecie ich misji. Na pewno nie
oficjalnie. Zacza si jednak zastanawia, co myl o tym jej przyjaciele. W cigu
ostatnich paru dni zwykle czekali na jej rozkazy nawet Jason, ktry mg wykorzysta
przewag jako syn Jupitera, i trener Hedge, ktry zwykle nie przyjmowa rozkazw od
nikogo.
-

Na tym nie koniec. - Reyna strzelia palcami i jej zoty pies, Aurum, natychmiast

do niej przybieg. - Ta harpia Ella... To bya przepowiednia. Obie o tym wiemy, prawda?
Annabeth przekna lin. W rubinowych oczach zotego charta byo co, co
sprawio, e poczua si niepewnie. Syszaa, e psy potrafi wyczu czyj strach, e
wyczuwaj nawet zmiany oddechu i bicia serca. Nie wiedziaa, czy dotyczy to rwnie
metalowych psw, ale uznaa, e lepiej powiedzie prawd.
-

To brzmiao jak przepowiednia - przyznaa. - Ale dzisiaj zobaczyam Ell po raz

pierwszy w yciu i nigdy nie syszaam tych sw.


-Ja je znam - mrukna Reyna. - A przynajmniej ich cz...
Niedaleko nich zaszczeka Argentum. Z pobliskiej alejki wypada grupka dzieci i
otoczya srebrnego psa, gaszczc go i zamiewajc si, jakby ostre jak brzytwy zby nie
robiy na nich adnego wraenia.
-

Chodmy - powiedziaa Reyna.

Ruszyy dalej w gr zbocza. Charty pobiegy za nimi, zostawiwszy dzieci. Annabeth


raz po raz zerkaa na twarz Reyny. Zaczo j drczy jakie niejasne wspomnienie sposb, w jaki Reyna zaczesywaa sobie palcami wosy za uszy, srebrny piercie z
wyrytymi pochodni i mieczem.
-

My ju si kiedy spotkaymy. Chyba bya modsza.

Reyna obdarzya j cierpkim umiechem.


-

Brawo. Percy mnie nie zapamita. Oczywicie rozmawiaa gwnie z moj

starsz siostr Hyll, ktra jest teraz krlow Amazonek. Opucia obz dzisiaj rano,
zanim przybylicie. W kadym razie kiedy si ostatnio widziaymy, byam zwyk
suebn w domu Kirke.
-

Kirke...

Annabeth pamitaa swj pobyt na wyspie czarodziejki. Miaa wtedy trzynacie lat.

J i Percy'ego wyrzucio na brzeg Morze Potworw. To Hylla ich powitaa. Pomoga


Annabeth si oczyci, daa jej cudown now sukni i zrobia makija. Annabeth
zapamitaa te przewrotn propozycj Kirke: jeli pozostanie na wyspie, nauczy j magii
i da jej niewiarygodnie potn moc. Annabeth troch to kusio, pki nie zrozumiaa, e
to puapka, a Percy nie zosta zamieniony w gryzonia. (Pniej wydawao si to
mieszne, ale wwczas byo przeraajce). A Reyna... tak, bya jedn ze sucych, ktre
j czesay.
-

To ty... - powiedziaa zdumiona. - A Hylla jest krlow Amazonek? Jak wy obie...

To duga historia. Ale ciebie dobrze pamitam. Bya dzielna. Jeszcze nigdy nie

spotkaam kogo, kto nie przyj gociny Kirke, a tym bardziej kogo, kto j
przechytrzy. Nie dziwi si, e Percy tak ci lubi.
W jej gosie zabrzmia al. Annabeth pomylaa, e lepiej bdzie milcze.
Wyszy na taras na szczycie wzgrza, skd wida byo ca dolin.
-

To moje ulubione miejsce powiedziaa Reyna. Ogrd Bachusa.

Taras ocieniaa kratownica poronita winorol. Pszczoy brzczay wrd


kwitncych krzeww kapryfolium i jaminu, ktrych sodkie wonie przesycay
popoudniowe powietrze. Porodku sta posg Bachusa w pozie przypominajcej figur
baletow. Mia tylko przepask na biodrach, wydyma policzki, a z jego stulonych warg
tryskaa woda do kamiennej sadzawki.
Mimo drczcych j zych przeczu Annabeth prawie si rozemiaa. Znaa greck
posta tego boga, Dionizosa - albo Pana D., jak go nazywano w Obozie Herosw. Widok
ich starego, troch zbzikowanego i gderliwego dyrektora obozu uwiecznionego w
kamieniu, przewizanego pieluch i plujcego wod nieco poprawi jej humor.
Reyna zatrzymaa si na skraju tarasu. Widok wart by wspinaczki. W dole, jak
trjwymiarowa mozaika, rozcigao si cae miasto. Na poudniu, za jeziorem, bielia si
na wzgrzu grupa wity. Na pnocy, ku wzgrzom Berkeley, bieg akwedukt. Grupy
rzemielnikw naprawiay jeden odcinek, prawdopodobnie zniszczony podczas ostatniej
bitwy.
-

Chciaabym, eby mi to sama powiedziaa - odezwaa si Reyna.

Annabeth odwrcia si do niej.


-

Ja? Ale co?

Prawd. Przekonaj mnie, e ufajc tobie, nie popeniam bdu. Opowiedz mi o

sobie. Opowiedz mi o Obozie Herosw. Twoja przyjacika Piper rzuca czary. Sysz to
w jej gosie. Spdziam do czasu z Kirke, aby to wyczu. Jej nie potrafi zaufa. A Jason... no c, Jason si zmieni. Jakby si oddali, jakby ju przesta by Rzymianinem.
W jej gosie zabrzmia bl; ju go nie ukrywaa. Annabeth zamylia si nad tym, czy
i w jej gosie dao si sysze bl przez te wszystkie miesice, w ktrych szukaa Percy
ego. Ale ona w kocu go odnalaza. Reyna nie miaa nikogo. Sama jedna odpowiadaa za
cay obz. Nietrudno byo zgadn, e pragna, by Jason j pokocha. A on znikn i oto
znowu si pojawi, ale tym razem ze swoj now dziewczyn. Percy zosta drugim
pretorem, ale i on Reyn odrzuci. A teraz pojawia si Annabeth, aby go ze sob zabra.
Reyna znowu zostanie sama, z ciarem obowizkw przeznaczonym dla dwch osb.
Annabeth przybya do Obozu Jupiter gotowa negocjowa z Rey-n, moe nawet z ni
walczy, jeli okae si to konieczne. Nie bya przygotowana na to, e bdzie jej
wspczu.
Ale nie okazaa wspczucia. Reyna nie sprawiaa wraenia osoby, ktra potrzebuje
litoci.
Zamiast tego opowiedziaa Reynie o sobie. O ojcu i macosze, o swoich dwch
braciach przyrodnich w San Francisco, o tym, jak czua si obco we wasnej rodzinie.
Opowiedziaa, jak ucieka z domu, gdy miaa zaledwie siedem lat, jak znalaza przyjaci,
Luk'a i Thali, i jak trafia do Obozu Herosw na Long Island. Opisaa obz i lata, w
ktrych tam wyrosa. Powiedziaa o spotkaniu Percy ego i o przygodach, ktre razem
przeyli.
Reyna potrafia sucha.
Annabeth kusio, by powiedzie jej o swoich bardziej aktualnych problemach: o
ktni z matk, o tej srebrnej monecie, o drczcych j nocnych koszmarach - o
zadawnionym lku, ktry j tak obezwadnia, e z trudem zdobya si na udzia w tej
misji. Ale jeszcze nie potrafia a tak si przed ni otworzy.
Kiedy Annabeth skoczya opowie, Reyna obrzucia Nowy Rzym uwanym
spojrzeniem. Jej metalowe psy wasay si po ogrodzie, kapic zbami na pszczoy w
kapryfolium. W kocu wskazaa na grup wity na odlegym wzgrzu.
-

Widzisz ten may czerwony budynek - powiedziaa - tam, na pnocy? To

witynia mojej matki, Bellony. - Zwrcia si w stron Annabeth. - W przeciwiestwie


do twojej, Bellona nie ma greckiej odpowiedniczki. Jest w peni prawdziw rzymsk
bogini. To bogini opiekujca si ojczyzn.
Annabeth milczaa. Niewiele wiedziaa o rzymskich bogach. aowaa, e si o nich
nie nauczya, ale acina nigdy nie wchodzia jej do gowy tak atwo jak greka. W dole,
nad forum, Ar-go II" poyskiwa w socu jak olbrzymi spiowy balon.
-

Kiedy Rzymianie wyruszaj na wojn - cigna Reyna - najpierw odwiedzaj

wityni Bellony. Wewntrz jest symboliczna cieka, ktra przedstawia terytorium


wroga. Rzucamy w ni wczniami, co oznacza, e od tej pory jestemy z nim w stanie
wojny. Rzymianie zawsze uwaali, e najlepsz obron jest atak.
W staroytnoci, kiedy nasi przodkowie czuli zagroenie ze strony ssiadw, pierwsi
na nich napadali, aby ochroni swj kraj.
-1 wszystkich wokoo podbili wtrcia Annabeth. - Kartagin, Gali...
-1 Grecj. Reyna na chwil zamilka, jakby czekaa na jej komentarz. - Annabeth,
zmierzam do tego, e wspdziaanie z innymi potgami nie ley w naturze Rzymian.
Kademu spotkaniu greckich i rzymskich herosw towarzyszya walka.- Konflikty
midzy nami zapocztkoway jedne z najbardziej okrutnych wojen w historii ludzkoci, a
zwaszcza wojny domowe.
-

Ale tak by nie musi - powiedziaa Annabeth. - Musimy ze sob wsppracowa,

bo inaczej Gaja zniszczy nas wszystkich.


-

Zgoda. Ale czy to wspdziaanie jest moliwe? A jeli plan Junony jest bdem?

Nawet boginie mog si myli.


Annabeth spodziewaa si, e za chwil Reyn ugodzi piorun albo e zamieni si w
pawia. Nic takiego si nie stao.
Niestety, sama podzielaa jej wtpliwoci. Wen popeniaa bdy. Annabeth spotykay
ze strony tej apodyktycznej bogini same kopoty. Nie zamierzaa wybaczy Herze, e
odebraa jej Percy'ego, nawet jeli zrobia to ze szlachetnych pobudek.
-

Nie ufam tej bogini - przyznaa. - Ale ufam swoim przyjacioom. To nie podstp,

Reyno. Moemy wsppracowa.


Reyna dopia czekolad. Postawia kubek na balustradzie tarasu i popatrzya na
dolin, jakby sobie wyobraaa rozstawione na niej szyki bojowe.

Wierz ci - powiedziaa. - Ale jeli macie wyruszy do staroytnych krain,

zwaszcza do samego Rzymu, jest co, czego powinna si dowiedzie o swojej matce.
Ramiona Annabeth napryy si.
-

O mojej... mojej matce?

Na wyspie Kirke miaymy wielu goci. Pewnego razu, moe rok przed tym, jak

przybylicie tam ty i Percy, morze wyrzucio na brzeg jakiego modzieca. By prawie


oszalay z pragnienia i upau. Bka si po morzu przez wiele dni. Mwi jak szaleniec,
ale powiedzia, e jest synem Ateny.
Zamilka, jakby czekaa na jej reakcj. Annabeth nie miaa pojcia, kim mg by w
chopak. Nie syszaa o adnym innym dziecku Ateny, ktre wyprawioby si na Morze
Potworw z jak misj, ale poczua dreszcz strachu. wiato sczce si przez winorol
tworzyo na ziemi cienie rozbiegane jak kbowisko insektw.
-

1 co si stao z tym pbogiem? - zapytaa.

Reyna machna rk, jakby to byo bahe pytanie.


-

Oczywicie Kirke zamienia go w wink morsk. To by zupenie zbzikowany

gryzo. Ale zanim to zrobia, wypytaa go o cel jego nieudanej misji. Utrzymywa, e
wyruszy do Rzymu za Znakiem Ateny.
Annabeth chwycia si mocno balustrady, eby nie straci rwnowagi.
-

Tak - powiedziaa Reyna, widzc jej reakcj. - Wci bekota o dzieciciu

mdroci, o Znaku Ateny i o olbrzymiej zjawie mienicej si blado i zoto. Te same


wersy, ktre wyrecytowaa Ella. Ale ty twierdzisz, e nigdy ich wczeniej nie syszaa,
tak?
-Nie... Nie tak, jak wypowiedziaa je Ella - odrzeka Annabeth sabym gosem.
Nie kamaa. Nigdy nie syszaa tej przepowiedni, ale matka nakazaa jej pody za
Znakiem Ateny. A kiedy pomylaa o monecie w swojej kieszeni, zakiekowao w niej
straszne podejrzenie. Przypomniaa sobie pene jadu sowa matki. Pomylaa o dziwnych
koszmarach, ktre ostatnio j nawiedzay.
-

Czy ten pbg... czy on powiedzia, na czym polegaa jego misja?

Reyna potrzsna gow.


-

Wtedy nie miaam pojcia, o czym on mwi. O wiele pniej, kiedy zostaam

pretorem Obozu Jupiter, zaczam podejrzewa.

Podejrzewa... co?

Jest pewna stara legenda, od wiekw przekazywana pretorom Obozu Jupiter. Jeli

jest prawdziwa, mogaby wyjania, dlaczego nasze dwa odamy pbogw nigdy nie
byy zdolne wsppracowa. To moe by rdo naszej wzajemnej wrogoci. Ta legenda
gosi, e dopki ten stary spr nie zostanie rozstrzygnity, Rzymianie i Grecy nigdy si
nie pogodz. A gwn postaci tej legendy jest Atena...
Ostry wist przeszy powietrze. Ktem oka Annabeth dostrzega rozbysk wiata.
Odwrcia si i zdya zobaczy, jak potna eksplozja wyrbaa nowy krater na
forum. Ponca sofa opadaa w powietrzu. Herosi rozbiegali si w panice.
-

Giganci? Annabeth signa po sztylet, ktrego oczywicie nie znalaza. -

Mylaam, e rozbilicie ich armi!


-

To nie giganci. - Oczy Reyny pony wciekoci. - Zaufalimy wam, a wy nas

zdradzilicie.
-

Co?! Nie!

Gdy tylko to powiedziaa, Argo II" wystrzeli drugi pocisk, olbrzymi wczni
spowit greckim ogniem, ktra przeleciaa przez rozbit kopu Domu Senatu i wybucha
wewntrz, rozjaniajc budowl od rodka jak latarni z wielkiej dyni. Jeli kto tam
by...
-

O bogowie, nie. - Annabeth poczua wzbierajc fal mdoci i sabo w

kolanach. - Reyno, to niemoliwe. My nigdy bymy czego takiego nie zrobili.


Metalowe psy podbiegy do swojej pani. Zawarczay na Annabeth, ale kryy
niepewnie, jakby si wahay, czy zaatakowa.
-

Wierz ci - owiadczya w kocu Reyna. - Moe nie bya wiadoma zdrady, ale

kto musi za to zapaci.


Na forum zapanowa chaos. Tum falowa. Unosiy si zacinite pici.
-

Krew zostaa przelana - powiedziaa Reyna.

Musimy to powstrzyma!

Okropne przeczucie mwio Annabeth, e moe po raz ostatni ona i Reyna dziaaj
razem, ale obie pobiegy w d wzgrza.
Gdyby w miecie wolno byo nosi bro, przyjaciele Annabeth byliby ju martwi.
Zgromadzeni na forum Rzymianie zbili si w rozwcieczony tum. Niektrzy ciskali w

Argo II" talerzami, jedzeniem i kamieniami, co oczywicie byo bezsensowne, bo


wikszo tego wszystkiego opadaa na nich.
Kilkudziesiciu Rzymian otoczyo Piper i Jasona, ktrzy bezskutecznie prbowali ich
uspokoi. Czarujca mowa Piper nie dziaaa na tylu rozwrzeszczanych, rozwcieczonych
pbogw. Z czoa Jasona sczya si krew. Jego purpurowy paszcz by porwany na
strzpy. Raz po raz woa: Jestem po waszej stronie!", ale jego pojnaraczowa koszulka
Obozu Herosw nie polepszaa sytuacji, podobnie jak okrt wojenny nad nimi, miotajcy
ogniste pociski w Nowy Rzym. Jeden uderzy w pobliu i zamieni sklep z togami w
kup gruzu.
-

Naramienniki Plutona! - zakla Reyna. - Patrz.

Ku forum pdzili uzbrojeni legionici. Dwie zaogi artyleryjskie ustawiy katapulty


tu za lini pomerium i przygotowyway si do ataku na Argo II".
-

To tylko wszystko pogorszy - powiedziaa Annabeth.

Nienawidz swojej roboty - warkna Reyna i pobiega w stron legionistw, a jej

psy za ni.
Percy!" - woaa w duchu Annabeth, wypatrujc go rozpaczliwie. - Percy, gdzie
jeste?"
Rzucio si na ni dwch Rzymian. Przemkna obok nich, dajc nurka w tum.
Rozwcieczone twarze, ponce sofy, eksplodujce budynki - jakby tego wszystkiego
byo mao, na forum zaroio si od fioletowych duchw, ktre przenikay przez ciaa
-

Krew zostaa przelana - powiedziaa Reyna.

Musimy to powstrzyma!

Okropne przeczucie mwio Annabeth, e moe po raz ostatni ona i Reyna dziaaj
razem, ale obie pobiegy w d wzgrza.
Gdyby w miecie wolno byo nosi bro, przyjaciele Annabeth byliby ju martwi.
Zgromadzeni na forum Rzymianie zbili si w rozwcieczony tum. Niektrzy ciskali w
Argo II" talerzami, jedzeniem i kamieniami, co oczywicie byo bezsensowne, bo
wikszo tego wszystkiego opadaa na nich.
Kilkudziesiciu Rzymian otoczyo Piper i Jasona, ktrzy bezskutecznie prbowali ich
uspokoi. Czarujca mowa Piper nie dziaaa na tylu rozwrzeszczanych, rozwcieczonych
pbogw. Z czoa Jasona sczya si krew. Jego purpurowy paszcz by porwany na

strzpy. Raz po raz woa: Jestem po waszej stronie!", ale jego pomaraczowa koszulka
Obozu Herosw nie polepszaa sytuacji, podobnie jak okrt wojenny nad nimi, miotajcy
ogniste pociski w Nowy Rzym. Jeden uderzy w pobliu i zamieni sklep z togami w
kup gruzu.
-

Naramienniki Plutona! - zakla Reyna. - Patrz.

Ku forum pdzili uzbrojeni legionici. Dwie zaogi artyleryjskie ustawiy katapulty


tu za lini pomerium i przygotowyway si do ataku na Argo II".
-

To tylko wszystko pogorszy - powiedziaa Annabeth.

Nienawidz swojej roboty - warkna Reyna i pobiega w stron legionistw, a jej

psy za ni.
Percy!" - woaa w duchu Annabeth, wypatrujc go rozpaczliwie. - Percy, gdzie
jeste?"
Rzucio si na ni dwch Rzymian. Przemkna obok nich, dajc nurka w tum.
Rozwcieczone twarze, ponce sofy, eksplodujce budynki - jakby tego wszystkiego
byo mao, na forum zaroio si od fioletowych duchw, ktre przenikay przez ciaa
pbogw, jczc i zawodzc. Chaos wykorzystay te fauny, toczc si wok stow i
porywajc z nich jedzenie, talerze, a nawet kubki. Jeden przebieg obok Annabeth ze
stosem tortilli w ramionach i caym ananasem w zbach.
Tu przed Annabeth pojawi si w huku eksplozji posg Terminusa. Rykn na ni po
acinie, bez wtpienia nazywajc j kam-czyni i amaczk zasad, ale odepchna go i
biega dalej.
W kocu dostrzega Percyego. On i jego przyjaciele, Hazel i Frank, stali porodku
fontanny. Percy odpiera ataki- Rzymian potnymi strumieniami wody. Tog mia w
strzpach, ale chyba nie by ranny.
Annabeth zawoaa do niego, gdy kolejny wybuch wstrzsn forum. Tym razem
bysno tu nad ich gowami. Jedna z rzymskich katapult trafia Argo II", ktry si
zachybota, a z jego spiowego kaduba buchny pomienie.
Dostrzega jak posta uczepion drabinki sznurowej, prbujc zej na ziemi. To
by Oktawian. Jego szata dymia, a twarz mia czarn od sadzy.
Percy wci chlusta strumieniami wody w rozwcieczony tum. Pobiega ku niemu,
uchylajc si przed pici jakiego Rzymianina i migajcym w powietrzu pmiskiem z

kanapkami.
-

Annabeth! - zawoa Percy. - Co...

Nie wiem! krzykna.

Powiem wam co! - rykn gos z gry. Oktawian by ju u stp drabinki. - Grecy

nas zaatakowali! Ten wasz Leo skierowa swoje dziaa na Rzym!


Puca Annabeth wypeniy si ciekym wodorem. Pomylaa, e zaraz moe si
rozpa na milion zlodowaciaych drobinek.
-

Kamiesz! Leo nigdy by nie...

Byem tam! - wrzasn Oktawian. - Widziaem to na wasne oczy!

Argo II" odpowiedzia ogniem. Legionici rozbiegli si na wszystkie strony, gdy


ognisty pocisk roztrzaska jedn z ich ka-tapult na kawaki.
-Widzisz? - zawoa Oktawian. - Rzymianie, mier najedcom!
Annabeth jkna z rozpaczy. Nikt by nie zdy dociec prawdy. Na jednego Greka z
Obozu Herosw przypadao stu Rzymian i nawet jeli ten chaos by rezultatem jakiej
chytrej sztuczki Oktawiana (co wydawao jej si prawdopodobne), nie byli w stanie
przekona o tym Rzymian, zanim ci ich pozabijaj.
-

Musimy ucieka - powiedziaa Percy'emu. -1 to juz.

Pokiwa ponuro gow.


-

Hazel, Frank, wybr naley do was. Idziecie z nami?

Hazel wygldaa na przeraon, ale zaoya swj kawaleryjski hem. .


-

Oczywicie. Ale nie dostaniecie si na okrt, jeli nie damy wam troch czasu.

Jak?

Hazel gwizdna. Nagle przez forum przemkna struga beu. Majestatyczny ko


zmaterializowa si obok fontanny. Stan dba, zara i rozpdzi atakujcy tum. Hazel
wskoczya na jego grzbiet jak urodzony jedziec. Do sioda by przytroczony rzymski
kawaleryjski miecz.
Dobya zotej klingi.
-

Dajcie mi znak iryfonem, gdy ju bdziecie bezpieczni. Wtedy si spotkamy.

Arionie, naprzd!
Ko pomkn przez tum z niewiarygodn szybkoci, roztrcajc Rzymian i
wzniecajc masow panik.

Annabeth zawitaa nadzieja. Moe jednak ujd z yciem. A potem gdzie ze rodka
forum dobieg j gos Jasona:
-

Rzymianie! Bagam!

Na niego i na Piper spada grad talerzy i kamieni. Stara si osoni Piper, ale cega
ugodzia go w czoo. Zgi si wp, a tum rzuci si na nich z wrzaskiem.
-

Cofn si! - krzykna Piper.

Magia jej gosu podziaaa na tum, ktry na chwil si zawaha, ale Annabeth
wiedziaa, e czar nie potrwa dugo. Ona i Percy chyba nie zd dotrze do przyjaci z
pomoc.
-

Frank powiedzia Percy - teraz twoja kolej. Moesz im pomc?

Annabeth nie wiedziaa, jak Frank mgby im pomc, ale on przekn nerwowo
lin.
-

Och, bogowie - mrukn. - No dobra, ju si robi. A wy apcie za drabink. Teraz.

Percy i Annabeth dosigli drabinki. Oktawian wci si jej trzyma, ale Percy strci
go w tum.
Gdy zaczli si wspina, uzbrojeni legionici wpadli na forum. Obok gowy
Annabeth wisny strzay. Eksplozja o mao nie oderwaa jej od drabinki. W poowie
drogi usyszaa pod sob ryk i spojrzaa w d.
Rzymianie rozbiegali si z krzykiem przed olbrzymim smokiem - besti jeszcze
bardziej przeraajc ni spiowy smok z dziobu Argo II". Mia chropowat szar skr
jak waran z Komodo i sk-rzaste skrzyda nietoperza. Strzay i kamienie odbijay si od
jego skry, gdy podpez do Piper i Jasona, chwyci ich przednimi apami i unis si w
powietrze.
-

Czy to... - Annabeth nie moga ubra tej myli w sowa.

Frank - potwierdzi Percy kilka metrw nad ni. - Ma par niezwykych darw.

Ogldnie mwic - mrukna Annabeth. - Wspinaj si! Szybciej!

Gdyby nie ten smok i ko Hazel, nigdy by im si nie udao wspi na sam gr, ale
w kocu minli rzd poamanych wiose powietrznych i wleli na pokad. Takielunek
pon. Fok by rozdarty, a cay okrt przechyli si niebezpiecznie na praw burt.
Nigdzie nie byo trenera Hedgea, tylko Leo sta porodku pokadu, spokojnie adujc
balist. Annabeth poczua, e odek skrca si jej ze zgrozy.

Leo! - krzykna. - Co ty robisz?

Niszcz ich... - Spojrza na ni. Oczy mia szkliste, porusza si jak robot. -

Zniszcz ich wszystkich.


Znw odwrci si do balisty, ale Percy rzuci si na niego i zwali go z ng. Gowa
Leona mocno uderzya o pokad, a jego oczy stany w sup.
Szary smok pojawi si nad nimi. Okry okrt i wyldowa na dziobie, gdzie zoy
Jasona i Piper. Oboje padli zemdleni.
-

Szybko! - rykn Percy. - Wydosta nas std!

Do Annabeth dopiero po chwili dotaro, e Percy zwraca si do niej.


Pobiega do sterowni. Popenia bd - zerkna za reling i zobaczya uzbrojonych
legionistw ustawiajcych si w szyk bojowy na forum. Nakadali ponce strzay na
ciciwy. Hazel spia Ariona i wypadli z miasta, cigani przez tum. Wytaczano coraz
wicej katapult. Wzdu linii pomerium rozgorzay purpur posgi Terminusa, jakby
wzbieraa w nich energia przed atakiem.
Annabeth spojrzaa na kontrolki. Czy to musi by takie skomplikowane?" pomylaa, przeklinajc w duchu Leona. Nie byo czasu na wymylne manewry. Znaa
jedn podstawow komend: W gr".
Chwycia drek sterowy i pocigna go do siebie. Okrt jkn. Dzib poderwa si
w gr pod przeraajcym ktem. Liny cumownicze pky z trzaskiem i Argo II"
wystrzeli w chmury.

V
LEO
Leo aowa, e nie potrafi wynale machiny czasu. Cofnby si o dwie godziny i
nie dopuci do tego, co si stao. A moe powinien skonstruowa machin TrzaskLeona-W-Pysk, eby samemu si ukara, cho pewnie nie bolaoby go to tak jak
spojrzenie Annabeth.
Pytam jeszcze raz - powiedziaa. - Co si stao?!
Usiad, opierajc si o maszt. W gowie wci mu dudnio. A jego cudowny nowy
okrt... Kusze rufowe zamieniy si w stosy szczap. Fok by porozdzierany. Antena
satelitarna do odbioru internetu i telewizji bya rozbita na kawaki, co szczeglnie
rozwcieczyo trenera Hedgea. Spiowy smok na dziobie, Festus, prycha dymem, jakby
si dawi kakiem, a jkliwe odgosy dochodzce zza lewej burty wskazyway, e cz
powietrznych wiose zostaa uszkodzona albo cakowicie wyrwana, co by wyjaniao,
dlaczego okrt przechyla si i dygota, a motor wiszcza jak astmatyczny parowz.
Zdusi w sobie szloch.
-

Nie wiem. W gowie mi si mci.

Zbyt wiele osb na niego patrzyo: Annabeth (nie mg znie jej wciekoci, po
prostu go przeraaa), trener Hedge z tymi swoimi owosionymi nkami koza, w
pomaraczowej koszulce i z kijem bejsbolowym w rku (nigdy si z nim nie rozstaje?),
no i ten nowy, Frank.
Leo nie wiedzia, co o nim sdzi. Frank wyglda jak niemowl, ktre wanie
zdobyo mistrzostwo w sumo, chocia Leo nie by na tyle gupi, by mwi takie rzeczy
gono. W gowie mia zamt, ale przypomina sobie mglicie, e widzia smoka
ldujcego na pokadzie - smoka, ktry zamieni si we Franka.
Annabeth skrzyowaa rce na piersi.
-

Chcesz powiedzie, e nie pamitasz?

Ja... - Leo mia uczucie, jakby prbowa przekn szklan kulk. - Pamitam, ale

to jest tak, jakbym patrzy na siebie z boku. W ogle nie panowaem nad tym, co robiem.
Trener Hedge postuka kijem w pokad. W dresie, z kapturem zarzuconym na rki,
wyglda jak dawniej, w Szkole Dziczy, gdzie spdzi rok jako nauczyciel wychowania
fizycznego Jasona, Piper i Leona. Teraz stary satyr ypa na niego tak gronie, jakby mia

za chwil kaza mu zrobi pidziesit pompek.


-

Posuchaj, may - powiedzia Hedge. - Wystrzelie par tych piekielnych rac.

Dae w ko kilku Rzymianom. To niesamowite! Wspaniae! Ale dlaczego musiae


rozwali anten satelitarn? Wanie ogldaem niezy kawa boksu!
-

Trenerze - powiedziaa Annabeth - moe by poszed i sprawdzi, czy ju nic si

nie pali.
-

Ju to zrobiem.

Zrb to jeszcze raz.

Satyr odszed, mruczc co pod nosem. Nawet Hedge nie by a tak gupi, by
sprzeciwia si Annabeth.
Uklka przy Leonie. Jej szare oczy lniy jak stal oysk kulkowych. Jej jasne wosy
opaday luno na ramiona, ale Leo nie widzia w tym nic atrakcyjnego. Nie mia pojcia,
skd si wzi stereotyp tpej, rozchichotanej blondynki. Od czasu gdy zeszej zimy
Annabeth przy Wielkim Kanionie podesza do niego z min: Percy Jackson albo ycie",
uwaa, e blondynki s stanowczo zbyt sprytne i zbyt grone.
-

Leo - powiedziaa spokojnie - czy Oktawian jako ci oszuka? Wrobi ci albo...

Nie. - Leo mg skama i oskary tego gupiego Rzymianina, ale nie chcia

pogarsza sytuacji. - Ten kole to dra, ale to nie on wystrzeli w obz. Ja to zrobiem.
Ten nowy, Frank, spojrza na niego ze zoci.
-

Specjalnie?

Nie! - Leo zacisn powieki. - To znaczy... tak... ale ja tego nie chciaem. Tylko

e jednoczenie czuem, e tego chc. Co kazao mi to zrobi. Poczuem w rodku co


takiego zimnego...
-

Co zimnego. - W zmienionym gosie Annabeth sycha byo przeraenie.

No tak. Bo co?

Spod pokadu dobieg gos Percyego:


-

Annabeth, jeste tu potrzebna.

Och, bogowie" - pomyla Leo. - eby tylko Jasonowi nic si nie stao".
Gdy tylko dotarli na okrt, Piper zabraa Jasona pod pokad. Rana na czole wygldaa
gronie. Leo zna Jasona duej ni ktokolwiek inny w Obozie Herosw. Byli
najlepszymi przyjacimi. Gdyby Jason...

Nic mu nie bdzie. - Twarz Annabeth zagodniaa. - Frank, zaraz wrc. A ty...

popilnuj Leona. Prosz.


Frank skin gow.
O ile byo to moliwe, Leo poczu si jeszcze gorzej. Annabeth bardziej ufaa
jakiemu rzymskiemu pbogowi, ktrego dopiero co poznaa, ni jemu.
Kiedy odesza, popatrzyli na siebie. Ten wielki osiek wyglda do dziwacznie w
swojej todze z przecierada, w bluzie z kapturem i dinsach, z wzitymi z okrtowej
zbrojowni ukiem i koczanem przewieszonymi przez rami. Leonowi przypomniay si
owczynie Artemidy - banda cwanych, gibkich dziewczyn w srebrnych szatach,
uzbrojonych w uki. Wyobrazi sobie figlujcego z nimi Franka. Byo to tak mieszne, e
prawie poczu si lepiej.
-

To co - odezwa si Frank - nie nazywasz si Sammy?

Leo ypn na niego gronie.


-

O co ci biega, kole?

O nic - odrzek szybko Frank. - Ja tylko... no nic. Jeli chodzi o to strzelanie...

Oktawian mg w tym macza palce. Jakie czary czy co. Nie chcia, eby Rzymianie
si z wami skumali.
Leo bardzo by chcia w to uwierzy. I by wdziczny temu kolesiowi za to, e go nie
oskara. Ale wiedzia, e to nie Oktawian. To on, Leo, podszed do balisty i otworzy
ogie. Co mu mwio, e le robi. Pyta sam siebie: Co ja, do diaba, robi?" Ale to
zrobi.
Moe dostaje wira? Moe z tego napicia przez te wszystkie miesice, gdy pracowa
nad Argo II", w kocu pomieszao mu si w gowie?
Ale nie mg duej si nad tym zastanawia. Czu, e musi zrobi co
produktywnego. Musia zaj czym rce.
-

Posuchaj, powinienem pogada z Festusem i uzyska raport o uszkodzeniach.

Nie masz nic przeciwko...?


Frank pomg mu wsta.
-

Kto to jest Festus?

To mj kumpel. I te nie nazywa si Sammy. Chod. Przedstawi ci go.

Na szczcie spiowy smok nie by uszkodzony. No, nie mwic o tym, e ostatniej

zimy utraci wszystko prcz gowy - ale Leo nie bra tego pod uwag.
Kiedy doszli na dzib okrtu, gowa smoka obrcia si o sto osiemdziesit stopni i
spojrzaa na nich. Frank krzykn i cofn si.
-

To jest ywe!

Leo rozemiaby si, gdyby nie pody nastrj.


-

No pewnie. Frank, to jest Festus. By kompletnym spiowym smokiem, ale mia

wypadek.
-

Miewacie sporo wypadkw - zauway Frank.

No wiesz, niektrzy z nas nie potrafi zamienia si w smoki, wic sami je sobie

buduj. - Leo unis brwi, patrzc na Franka. - W kadym razie przywrciem go do


ycia jako figur dziobow. Jest teraz czym w rodzaju gwnego interfejsu okrtu. Festusie, jaki jest stan okrtu?
Festus parskn dymem i wyda z siebie seri skrzekw i terkotw. W cigu ostatnich
paru miesicy Leo nauczy si interpretowa jzyk maszyny. Inni pbogowie rozumieli
grek i acin, Leo skrzek i terkotlin.
-

Och. Mogo by gorzej, ale kadub jest nadwerony w kilku miejscach.

Powietrzne wiosa trzeba naprawi, jeli chcemy odzyska pen prdko. Potrzebne
bd pewne materiay: niebiaski spi, wapno...
-

Wapno?

Tak, wapno. Wglan wapnia, skadnik cementu i innych takich. .. och, mniejsza z

tym. Problem w tym, e na tym okrcie nie zalecimy daleko, jeli go nie naprawimy.
Festus zajcza chrypliwie i tym razem Leo nie od razu go zrozumia. Zabrzmiao to
jak EJ-zel.
-

Ach... Hazel - domyli si Leo. - To ta dziewczyna z krconymi wosami, tak?

Frank przekn lin.


-

Co z ni?

W porzdku. Festus mwi, e jej ko galopuje za nami.

Wic musimy wyldowa - powiedzia Frank.

Leo przyjrza mu si uwanie.


-

To twoja dziewczyna?

Frank przygryz warg.

Tak.

Masz wtpliwoci?

Tak. Tak, to moja dziewczyna. Na pewno.

Leo unis rce.


-

No dobra, dobra. Problem w tym, e moemy sobie pozwoli na tylko jedno

ldowanie. Przy tym stanie kaduba i wiose nie wystartujemy ponownie, jeli nie
naprawimy usterek, wic bdziemy musieli wyldowa gdzie, gdzie znajdziemy
wszystko, czego nam potrzeba.
Frank podrapa si po gowie.
-

Skd wemiesz niebiaski spi? Przecie nie kupisz go w sklepie dla

majsterkowiczw.
-

Festusie, znajd niebiaski spi.

To on umie znale magiczny spi? Czy on czego nie umie?

Leo pomyla: Szkoda, e go nie widziae, kiedy mia cae ciao". Ale nie
wypowiedzia tego na gos. To byo zbyt bolesne.
Zerkn w d. Dolina Kalifornijska przesuwaa si powoli pod nimi. Leo nie mia
wielkiej nadziei, e wszystko, czego potrzebuj, znajd w jednym miejscu, ale wiedzia,
e musz sprbowa. Chcia te znale si jak najdalej od Nowego Rzymu. Magiczny
napd Argo II" pozwala do szybko pokonywa dalekie dystanse, ale Leo
przypuszcza, e Rzymianie te dysponuj jakimi magicznymi rodkami transportu.
Za ich plecami zatrzeszczay schody. Percy i Annabeth wspili si na pokad. Miny
mieli ponure.
Leonowi serce zamaro.
-

Co z Jasonem...?

Odpoczywa - odrzeka Annabeth. - Piper przy nim czuwa. Powinien wyzdrowie.

Percy spojrza na niego gniewnie.


Annabeth mwi, e to ty odpalie balist.
Czowieku, ja... ja nie rozumiem, jak to si stao. Tak mi przykro...
Przykro? warkn Percy.
Annabeth pooya do na piersi swojego chopaka.
-Wyjanimy to pniej. Teraz musimy si przegrupowa i obmyli nowy plan. Co z

okrtem?
Pod Leonem ugiy si nogi. Pod tym spojrzeniem Percy'ego czu si tak samo jak
wwczas, gdy Jason wyczarowywa byskawic. Skra go wierzbia, a instynkt
nakazywa natarczywie: Unik!".
Powiedzia Annabeth o uszkodzeniach i o materiaach, ktre bd potrzebne. Poczu
si troch lepiej, mwic o czym, co mona naprawi.
Narzeka wanie na brak niebiaskiego spiu, gdy Festus zacz terkota i jcze.
Doskonale - powiedzia Leo z westchnieniem ulgi.
Co jest doskonae? Duo bym daa za co doskonaego.
Leo umiechn si kwano.
Wszystko, czego potrzebujemy, bdzie w jednym miejscu. Frank, mgby si
zamieni w ptaka albo w co podobnego? Zle na d i powiedz swojej dziewczynie, e
spotkamy si nad Wielkim Jeziorem Sonym w stanie Utah.
Ldowanie nie byo atwe. Z rozdartym fokiem i uszkodzonymi wiosami Leo ledwo
panowa nad opadaniem okrtu ku tafli wody. Reszta zaogi schronia si pod pokadem wszyscy prcz trenera Hedgea, ktry przywar do relingu na dziobie, ryczc: NO
DALEJ! Jezioro, poka, co potrafisz!". Leo sta za sterem, sam jeden na rufie, starajc si
trafi okrtem w jezioro.
Festus wysya trzeszczce i terkoczce sygnay ostrzegawcze, ktre byy
przekazywane na pokad rufowy przez interkom.
-

Wiem, wiem - mrucza Leo przez zacinite zby.

Nie mia wiele czasu, by ogarn wzrokiem sceneri. Na poudniowym wschodzie, u


podna acucha gr, gniedzio si jakie miasto, niebieskie i fioletowe w
popoudniowych cieniach. Na poudniu rozcigaa si paska pustynia. Bezporednio pod
nimi Wielkie Jezioro Sone poyskiwao jak aluminiowa folia; jego brzegi obrastay biae
sone bagna, co Leonowi przypominao fotografie powierzchni Marsa.
-

Trzymaj si, trenerze! - zawoa. - To bdzie bolao!

To co dla mnie!

UUUP! Sona woda chlusna na dzib, zalewajc trenera Hedge'a. Argo II"
przechyli si niebezpiecznie na praw burt, potem wyprostowa i zakoysa na
powierzchni jeziora. Maszyneria zawya, gdy powietrzne pira tych wiose, ktre jeszcze

pracoway, wymieniy si na wodne.


Trzy rzdy mechanicznych wiose zanurzyy si w wodzie i zaczy posu>Va okrt
do przodu.
-

Dobra robota, Festusie - rzek Leo. - Chcemy dopyn do poudniowego brzegu.

Ju-huuu! - Trener Hedge wznis zacinit pi ku niebu. By przemoczony od

rokw do kopyt, ale szczerzy zby jak zbzi-kowany kozio. - Zrb to jeszcze raz!
-

Eee... moe pniej - odrzek Leo. - Zosta tu, na pokadzie, dobra? Trzymaj stra,

na wypadek... no wiesz, gdyby jezioro chciao nas zaatakowa czy co.


-

Jasne.

Leo da dzwonkiem sygna: Koniec zagroenia" i ruszy ku schodom, ale zanim tam
dotar, potny stuk kopyt wstrzsn kadubem okrtu. Powy rumak pojawi si na
pokadzie z Ha-zel Levesque na grzbiecie.
-

Jak...? - Leona zatkao. - Jestemy na rodku jeziora! Czy to co potrafi lata?

Arion nie potrafi lata - odpowiedziaa Hazel - ale galopuje po wszystkim. Po

wodzie, po pionowych powierzchniach, po maych grach.


-

Och.

Hazel przygldaa mu si dziwnie, podobnie jak podczas uczty na forum - jakby


szukaa czego w jego twarzy. Kusio go, by zapyta, czy ju si kiedy spotkali, by
jednak pewny, e nigdy. Przecie zapamitaby dziewczyn, w ktrej budzi a takie
zainteresowanie. Czsto si to nie zdarzao.
Ona jest dziewczyn Franka" - upomnia sam siebie w duchu.
Frank wci by pod pokadem, ale Leo prawie zapragn, by ten wielki kole pojawi
si na schodach. Kiedy Hazel tak mu si przygldaa, czu si oniemielony i
zaenowany.
Trener Hedge ruszy ku nim, przypatrujc si podejrzliwie magicznemu koniowi.
Valdez, czy to nie jest jaka inwazja?
Nie! Hm, Hazel, moe pjdziesz ze mn. Pod pokadem zbudowaem stajni,
wic gdyby Arion chcia...
-

Chyba woli niezaleno. - Zelizna si z sioda. - Bdzie si pas wok jeziora,

dopki go nie zawoam. Ale chtnie obejrz okrt. Prowad.


Argo II" by zbudowany jak staroytna trirema, tyle e dwukrotnie wikszy. Przez

pierwszy pokad bieg rodkiem korytarz z kajutami zaogi po obu stronach. Na zwykej
triremie wikszo miejsca zajmowayby trzy rzdy awek dla kilkuset spoconych
wiolarzy, ale wiosa, ktre skonstruowa Leo, byy zautomatyzowane i wysuwane, wic
zajmoway niewiele miejsca w kadubie. Napdzane byy energi przesyan z
maszynowni na drugim, niszym pokadzie, gdzie mieciy si te izba chorych, magazyn
i stajnie.
Leo poprowadzi Hazel po schodach w d. Zbudowa osiem kajut - siedem dla
pbogw z przepowiedni i jedn dla trenera Hedgea (Chejron uwaa go za
odpowiedzialnego dorosego opiekuna!). Na rufie bya dua mesa, dokd teraz zmierza.
Po drodze minli kajut Jasona. Drzwi byy otwarte. Piper siedziaa na brzegu koi,
trzymajc Jasona za rk, a on chrapa z okadem z lodu na gowie.
Piper zerkna na Leona. Przycisna palec do warg, ale nie wygldaa na
zagniewan. To ju byo co. Leo stara si nie myle o swojej winie. Poszli dalej. W
mesie zastali Percyego, Annabeth i Franka siedzcych ponuro przy stole.
Leo postara si, aby mesa bya przytulnym miejscem, bo wiedzia, e bd tam
spdza wiele czasu. W kredensie stay rzdem magiczne kubki i talerze z Obozu
Herosw, ktre napeniay si na danie jedzeniem i piciem, jakiego si zapragno.
Bya tam rwnie magiczna lodwka przenona z napojami w puszkach, na wypadek
gdyby zechcieli urzdzi sobie piknik na brzegu. Do siedzenia suyy wygodne fotele z
regulowanymi oparciami, wyposaone w wypustki do masau plecw, suchawki i
uchwyty na miecz i napj - wszystko, co byoby potrzebne do relaksu. Nie byo okien, ale
na cianach widniay magiczne kadry filmowe pokazujce Obz Herosw w czasie
rzeczywistym - plaa, las, pola truskawek - chocia teraz Leo nie by pewien, czy te
widoki nie nastrajaj ich raczej nostalgicznie.
Percy wpatrywa si tsknie w widok Obozu Herosw w wietle zachodzcego
soca, gdzie wrd gazi wysokiej sosny poyskiwao Zote Runo.
-

Wic wyldowalimy - powiedzia. - Co teraz?

Frank szarpn ciciw swojego uku.


-

Moe bymy pomyleli, co oznacza ta przepowiednia? Bo... bo to chyba bya

przepowiednia, to, co wyrecytowaa Ella, nie? Z Ksig Sybilli?


-

Z czego? - zapyta Leo.

Frank wyjani mu, e ich przyjacika harpia w zadziwiajcy sposb zapamitywaa


wszystko, co przeczytaa. I kiedy pochona zbir staroytnych przepowiedni, ktry, jak
mniemano, uleg zniszczeniu w czasach upadku Rzymu.
-

To dlatego nie powiedzielicie nic Rzymianom - zgad Leo. -Nie chcielicie, eby

ta harpia wpada w ich apy.


Percy wci wpatrywa si w widok Obozu Herosw.
-

Ella jest bardzo wraliwa. Kiedy j znalelimy, bya w niewoli. Nie chciaem,

eby... - Zacisn pi. - Zreszt teraz to ju niewane. Posaem Tysonowi wiadomo


przez iryfon, powiedziaem mu, eby j zabra do Obozu Herosw. Tam bd bezpieczni.
Leo wtpi, czy ktokolwiek z nich bdzie bezpieczny teraz, kiedy prcz Gai i
gigantw mieli przeciw sobie obz rozwcieczonych Rzymian, do czego sam si
przyczyni - ale nic nie powiedzia.
Annabeth splota palce.
-

Zastanowi si nad t przepowiedni... ale teraz mamy na gowie inne, bardziej

naglce problemy. Musimy naprawi okrt. Leo, czego nam potrzeba?


-

Najatwiej bdzie o smo. - Leo by rad, e moe zmieni temat. -J moemy

dosta w miecie, w jakim sklepie dekarskim albo czym takim. Chyba nie bdzie te
kopotw z niebiaskim spiem i z wapnem. Festus mwi, e znajdziemy je na wyspie na
jeziorze, na zachd std.
-

Ale musimy si pospieszy - ostrzega Hazel. - Jak znam Oktawiana, to ju szuka

nas za pomoc swoich wrb. Rzymianie wyl za nami oddzia uderzeniowy. To dla
nich sprawa honoru.
Leo poczu, e wszystkie oczy s zwrcone na niego.
-

Ludzie... ja naprawd nie wiem, co si stao. Uwierzcie mi, ja...

Annabeth podniosa rk.


-

Rozmawialimy o tym. Zgodzilimy si, e to nie bye ty. To zimno... ja te to

poczuam. To chyba jaki rodzaj magii, moe


Gai, a moe ktrego z jej sugusw. Ale dopki nie zrozumiemy, co si waciwie
stao...
Frank chrzkn.
-Jak moemy by pewni, e to si nie powtrzy?

Palce zapieky Leona tak, jakby miay zapon. Jako syn Hefajstosa potrafi
wznieci ogie si woli, ale musia bardzo uwaa, eby nie zrobi tego przypadkowo,
zwaszcza na okrcie penym materiaw wybuchowych i atwopalnych przedmiotw.
-Ja ju panuj nad sob - powiedzia stanowczo, chocia wolaby by bardziej tego
pewny. - Moe powinnimy dobra si w pary. Niech nikt nie chodzi nigdzie sam. Na
pokadzie moemy zostawi z Jasonem Piper i trenera Hedge'a. Jedna para moe uda si
do miasta po smo. Druga po spi i wapno.
-

Rozdzieli si? - odezwa si Percy. - To chyba bardzo zy pomys.

Ale zyskamy na czasie - powiedziaa Hazel. A zreszt co w tym chyba jest, e

na misje wysya si najwyej trjk herosw, prawda?


Annabeth uniosa brwi, jakby j zaskoczy ten argument.
-

Masz racj. Z tego samego powodu potrzebny nam by Argo II"... Poza obozem

siedmioro pbogw to zbyt wielka gratka dla potworw. Okrt ma nas kry i ochrania.
Na pokadzie jestemy do bezpieczni, ale poza nim nie powinnimy wdrowa w
grupach wikszych ni trzyosobowe. Nie ma sensu bez potrzeby ciga na siebie uwag
sug Gai.
Percy'emu nadal nie bardzo si to podobao, ale wzi Annabeth za rk.
-

Dopki jeste ze mn w parze, niczego si nie boj.

Hazel umiechna si.


-

Nie ma sprawy. Frank, bye niesamowity, gdy zamienie si w smoka! Mgby

zrobi to jeszcze raz i zawie do miasta Annabeth i Percy'ego po t smo?


Frank otworzy usta, jakby chcia zaprotestowa, ale powiedzia:
-

No... chyba tak. A ty?

Ja pojad na Arionie z Sa... z Leonem. - Bawia si rkojeci swojego miecza, co

Leona troch niepokoio. Miaa chyba jeszcze wicej nerwowej energii ni on. - Po spi i
wapno. Moemy si tutaj wszyscy spotka o zmierzchu.
Frank spochmurnia. Najwyraniej nie podobao mu si, e Leo ma towarzyszy
Hazel. To z kolei nagle zachcio Leona do wyruszenia na t wypraw. Musi pokaza, e
jest godny zaufania. Nie zamierza ponownie da ognia z balisty.
-

Leo - powiedziaa Annabeth - jeli uda si nam zdoby te materiay, ile zajmie

naprawa okrtu?

Przy odrobinie szczcia z par godzin.

Wspaniale. Wrcimy tak szybko, jak si da. Ta odrobina szczcia bardzo by si

przydaa. Ale nie ma co na nie liczy.

VI
LEO
Jazda na Arionie bya najlepszym przeyciem tego dnia, cho to niewiele mwi, jako
e Leo mia wyjtkowo parszywy dzie. Kopyta zmieniay powierzchni jeziora w son
mgiek. Leo przycisn do do boku konia, czujc minie pracujce jak dobrze
naoliwiona maszyna. Po raz pierwszy zrozumia, dlaczego moc motorw mierzy si w
koniach mechanicznych. Arion by czworononym maserati.
Przed nimi widniaa wyspa - linia piasku tak biaego, e mg by czyst sol jadaln.
Poza ni wyrastay poronite traw wydmy i omszae gazy.
Leo siedzia za Hazel, obejmujc j jedn rk. Ten bliski kontakt nieco go peszy,
ale tylko tak dao si utrzyma na pokadzie (albo jak to si tam nazywa w wypadku
konia).
Zanim wyruszyli, Percy odcign go na bok i opowiedzia mu o Hazel. Mwi tak,
jakby po prostu dobrze mu yczy, ale mona byo doszuka si w tym ostrzeenia: Jeli
bdziesz j podrywa, osobicie nakarmi tob rekina ludojada".
Jak twierdzi Percy, Hazel bya crk Plutona. Zmara w latach czterdziestych i
zaledwie kilka miesicy temu wrcia na wiat.
Leonowi trudno byo w to uwierzy. Hazel bya taka ciepa i bardzo ywa,
niepodobna do duchw czy innych przywrconych do ycia miertelnikw, z ktrymi
mia do czynienia.
Bya te towarzyska, w przeciwiestwie do niego; on o wiele lepiej czu si wrd
maszyn. Nie mia pojcia, jak dziaaj ywe istoty, takie jak konie i dziewczyny.
Poza tym Hazel bya dziewczyn Franka, wic Leo wiedzia, e musi zachowa
dystans. Ale jej wosy tak mio pachniay i kiedy z ni jecha, serce mimo woli bio mu
szybciej. To dlatego e ten ko tak pdzi" - mwi sobie w duchu.
Kopyta Ariona zadudniy po play. Zara triumfalnie, jak trener Hedge szykujcy si
do natarcia.
Zsiedli z konia. Arion pogrzeba kopytem w piasku.
-

Chce mu si je wyjania Hazel. - Lubi zoto, ale...

Zoto?

Zadowoli si traw. No, id, Arionie. Dziki za podwiezienie. Zawoam ci.

I ko natychmiast znikn - pozostaa po nim tylko parujca smuga na powierzchni


jeziora.
-

Jest szybki - powiedzia Leo - ale wykarmienie go chyba sporo kosztuje.

Wcale nie. O zoto nietrudno. Przynajmniej dla mnie.

Leo unis brwi.


-

O zoto nietrudno? Tylko mi nie mw, e jeste krewn krla Midasa. Nie lubi

gocia.
Hazel cigna wargi, jakby aowaa, e poruszya ten temat.
-

Niewane.

To jeszcze bardziej zaintrygowao Leona, ale uzna, e chyba lepiej jej nie naciska.
Uklk i nabra gar biaego piasku.
-

No... w kadym razie jeden problem mamy z gowy. To wapno.

Hazel zmarszczya brwi.


-

Caa plaa?

No tak. Widzisz? Drobinki s idealnie okrge. To nie piasek. To wglan wapnia.

Wycign z pasa plastikow torb i wcisn do w wapno.


Nagle zamar. Przypomnia sobie, jak bogini Gaja pojawiaa mu si w ziemi - jej
upion twarz z pyu, piasku lub kurzu. Uwielbiaa z niego szydzi. Wyobrazi sobie jej
zamknite oczy i senny umiech kbice si w biaym wapnie.
-

Odejd, maty herosie - powiedziaa Gaja. - Tylko ty moesz naprawi ten okrt.

Leo? Nic ci nie jest?

Westchn gono. Gai tu nie ma. To tylko nerwy.


-

Nie, spoko. Czuj si wietnie.

Zacz napenia torb. Hazel uklka przy nim, eby mu pomc.


-

Trzeba byo zabra kube i szufle.

Rozchmurzy si nieco. Nawet si umiechn.


-

Zbudowalibymy zamek z piasku.

Zamek z wapna.

Spogldali sobie w oczy o sekund za dugo. Hazel odwrcia wzrok.


-

Jeste taki podobny...

Do Sammy ego?

A j odrzucio do tyu.
-

To ty wiesz?

Nie mam pojcia, kim jest Sammy, ale Frank mnie zapyta, czy to na pewno nie

moje imi.
-

I... nie twoje?

Nie! No we...

Nie masz brata bliniaka albo... - Hazel urwaa. - Twoja rodzina pochodzi z

Nowego Orleanu?
-

Nie. Z Houston. Dlaczego pytasz? Znaa tego Sammy'ego?

Mmm... niewane. Po prostu jeste do niego bardzo podobny.

Leo wyczul, e Hazel jest tak zaenowana, e nie powie nic wicej. Ale skoro
pochodzi z przeszoci... Czyby ten Sammy te y w latach czterdziestych? A gdyby tak
byo, to skd zna go Frank? I dlaczego Hazel pomylaa, e on, Leo, to Sammy, skoro
upyno tyle dziesicioleci?
W milczeniu skoczyli napenia torb. Leo wepchn j do swojego pasa i torba
znika - stracia wag i objto - chocia Leo wiedzia, e j odzyska, gdy tylko po ni
signie. Mg nosi wszystko, co miecio si w kieszeniach pasa. Uwielbia ten pas na
narzdzia. aowa tylko, e kieszenie nie s na tyle due, by zmieci w nich pi
acuchow albo bazuk.
Wsta i omit wzrokiem wysp wydmy jak rozjanione wybielaczem, pachty
trawy i wielkie gazy obronite sol jak szronem.
-

Festus powiedzia, e niebiaski spi jest gdzie tu blisko, ale nie bardzo wiem

gdzie...
-

Tam. - Wskazaa rk. - Jakie piset metrw std.

-Skd...?
-

Kruszce. Jestem dzieckiem Plutona.

Leo przypomnia sobie, co powiedziaa o zocie.


-

Poyteczny dar. Prowad, Pani Wykrywaczko Metalu.

Soce zaczo zachodzi. Niebo pokryo si dziwn mieszanin purpury i ci. W


innych okolicznociach Leo pewnie by si cieszy z przechadzki po play w towarzystwie
adnej dziewczyny, ale im dalej szli, tym bardziej si spina. W kocu Hazel skrcia w

gb ldu.
-Jeste pewna, e to dobry pomys? - zapyta.
-Ju blisko. Chod.
Tu za wydmami zobaczyli kobiet.
Siedziaa na kamieniu porodku ki. W pobliu sta poyskujcy czerni i chromem
motocykl, ale w obu koach mia powycinane wskie trjkty, tak e przypominay
Pacmany. W tym stanie na pewno nie nadawa si do jazdy.
Kobieta miaa krcone czarne wosy i bya raczej kocista. Ubrana bya w czarne
skrzane spodnie motocyklisty, wysokie skrzane buty i krwistoczerwon skrzan
kurtk. Wygldaa troch jak Michael Jackson, gdyby doczy do klubu Heli's Angels.
Ziemia wok jej stp bya zasana czym, co przypominao skorupki. Pochylaa si nad
jakim workiem, z ktrego co chwil co wycigaa i rozamywaa. Ostrygi? Leo raczej
wtpi, by w Wielkim Jeziorze Sonym byy ostrygi.
Nie mia ochoty podchodzi bliej. Mia ze dowiadczenia z dziwnymi kobietami.
Jego stara opiekunka Ta Callida okazaa si Her i miaa brzydki zwyczaj wsadzania go
na drzemk do poncego kominka. Kiedy mia osiem lat, bogini ziemi Gaja zabia jego
matk, wzniecajc poar w warsztacie. W Sonomie bogini niegu Chione prbowaa go
zamieni w mroony koktajl mleczny.
Ale Hazel ruszya naprzd, wic nie mia wyboru - poszed za ni.
Kiedy si zbliyli, dostrzeg niepokojce szczegy. Kobieta miaa zatknity za pas
zwinity bicz. Na jej czerwonej kurtce widnia delikatny wzr: poskrcane gazie
jaboni, wrd ktrych gniedziy si szkieleciki ptakw. A to, co kruszya, nie byo
ostrygami, tylko ciasteczkami z wrb.
Stos poamanych ciasteczek siga jej kostek. I wci wyjmowaa zworka nowe,
rozamywaa je i odczytywaa wrby. Wikszo odrzucaa. Przy niektrych mruczaa
co pod nosem, wyranie niezadowolona, po czym przesuwaa palcem po karteczce,
jakby j wygadzaa, a potem magicznie zamykaa ciasteczko z powrotem i wrzucaa je
do stojcego obok koszyka.
- Co pani robi? - zapyta bez namysu Leo.
Kobieta uniosa gow. Leo tak szybko wcign powietrze do puc, e o mao mu nie
pky.

Ciocia Rosa?

Wydawao si to niedorzeczne, ale ta kobieta wygldaa zupenie jak jego ciotka.


Miaa ten sam szeroki nos z pieprzykiem z boku, te same zacite usta i twarde spojrzenie.
Ale to przecie nie moga by Rosa. Ona nigdy by nie woya czego takiego, no i wci
mieszkaa w Houston. Nie rozamywaaby ciasteczek z wrb porodku Wielkiego
Jeziora Sonego.
-

Tak mnie widzisz? - zapytaa kobieta. - Ciekawe. A ty, Hazel?

Skd pani... - Hazel cofna si. - Pani... pani wyglda jak pani Leer. Moja

nauczycielka w trzeciej klasie. Nienawidziam pani.


Kobieta zachichotaa.
-

Wspaniale. Czua do niej uraz, co? Bya dla ciebie niesprawiedliwa?

Pani... ona... przyklejaa mi tam rce do awki za ze zachowanie. Nazywaa

moj matk wiedm. Oskaraa mnie o wszystko, czego wcale nie zrobiam i... Nie. Ona
na pewno nie yje. Kim pani jest?
-

Och, Leo wie. Co mylisz o ciotce Rosie, mijo?

Mijo. Tak zawsze nazywaa go matka. Po jej mierci Rosa go odrzucia. Nazwaa go
diabelskim nasieniem. Oskarya o wzniecenie poaru, w ktrym zgina jej siostra.
Podburzya przeciw niemu ca rodzin i zostawia - mizernego omioletniego sierot na ask opieki spoecznej. Leo bka si od jednego sierocica do drugiego, a w kocu
znalaz dom w Obozie Herosw. Rzadko kogo nienawidzi, ale teraz, po tylu latach,
twarz ciotki Rosy sprawia, e zawrzaa w nim zo.
Co myla? Pragn wyrwna z ni rachunki. Chcia si zemci.
Przenis spojrzenie na motocykl z koami w ksztacie Pacmana. Gdzie ju co
podobnego widzia? Domek 16 w Obozie Herosw - nad drzwiami widnia symbol
poamanego koa.
-

Nemezis - powiedzia. - Jeste bogini zemsty.

Widzisz? Bogini umiechna si do Hazel. Rozpozna mnie.

Nemezis rozamaa kolejne ciasteczko i zmarszczya nos.


-

Czeka ci wielkie szczcie, kiedy bdziesz si tego najmniej spodziewa -

odczytaa. - To s wanie takie bzdury, ktrych nie znosz. Kto otwiera ciastko i czyta,
e nagle bdzie bogaty! Nie rozumiem Tyche. Wczy si po wiecie i zawsze obdarza

szczciem ludzi, ktrzy na to nie zasuguj!


Leo spojrza na pagrek poamanych ciasteczek.
-

Ee... ale przecie wiesz, e to nie s prawdziwe przepowiednie, prawda? To tylko

wistki wpychane do ciasteczek w jakiej fabryce...


-

Nie prbuj tego usprawiedliwia! - warkna Nemezis. - To caa Tyche: dawa

ludziom nadziej. Nie, nie. Musz co z tym zrobi. - Strzepna palcami nad karteczk i
litery zrobiy si czerwone. - Umrzesz bolesn mierci wanie wtedy, kiedy bdziesz si
tego spodziewa. O, teraz o wiele lepiej.
-

To okropne! - oburzya si Hazel. - Kto trafi na to ciasteczko... A co bdzie, gdy

wrba si sprawdzi?
Nemezis umiechna si szyderczo. Na twarzy ciotki Rosy wygldao to wyjtkowo
odraajco.
-

Moja kochana Hazel, nie yczya nigdy okropnych rzeczy pani Leer, kiedy podle

ci traktowaa?
-

Ale to nie znaczy, e chciaam, by si speniy!

Ba! - Bogini zamkna z powrotem ciasteczko i wrzucia je do koszyka. - Tyche

to pewnie dla ciebie Fortuna, bo jeste Rzymian-k. Jest teraz w okropnym pooeniu, jak
caa reszta. A ja? Mnie to nie dotyczy. Mnie nazywaj Nemezis zarwno po grecku, jak i
po acinie. Ja si nie zmieniam, bo zemsta jest czym uniwersalnym.
-

O czym ty mwisz? - zapyta Leo. -1 co tutaj robisz?

Nemezis otworzya nastpne ciasteczko.


-

Szczliwe numerki. To mieszne! Tego nawet nie mona nazwa szczciem! -

Skruszya ciastko i rozrzucia resztki wok siebie.


-

A teraz odpowiem na twoje pytanie, Leonie Valdezie. Bogowie s w okropnym

pooeniu. Tak jest zawsze, kiedy midzy wami, Rzymianami i Grekami, zanosi si na
wojn domow. Mieszkacy Olimpu s rozdarci midzy swoimi dwiema naturami,
wzywaj ich obie strony. Obawiam si, e to rodzaj schizofrenii. upicy bl gowy.
Dezorientacja.
-

Ale my przecie ze sob nie walczymy - upiera si Leo.

Mm, Leo... - Hazel skrzywia si. - Tylko e niedawno rozwalie kawa Nowego

Rzymu.

Leo spojrza na ni, zastanawiajc si, po czyjej ona jest stronie.


-

Nie zrobiem tego umylnie!

-Wiem... ale Rzymianie nie wiedz. I bd chcieli si na nas zemci.


Nemezis zachichotaa.
-

Leo, suchaj, co ona mwi. Wojna wisi na wosku. Gaja ju si o to postaraa, z

twoj pomoc. A jak mylisz, kogo bogowie obwini za swoje kopotliwe pooenie?
Leo czu w ustach smak wglanu wapnia.
-

Mnie.

Bogini prychna.
-

Nie ce si a tak. Jeste tylko pionkiem na szachownicy, Leonie Valdezie. Mam

na myli gracza, ktry wyprawi was na t mieszn misj, eby Grecy i Rzymianie si
spotkali. Bogini Hera... albo Junona, jeli wolisz! Krlowa niebios ucieka z Olimpu
przed gniewem swojej rodziny. Nie spodziewaj si ju adnej pomocy ze strony twojej
patronki!
Leo mia w gowie zamt. Hera budzia w nim mieszane uczucia. Wtrcaa si w jego
ycie, odkd by niemowlciem, ksztatujc go, by suy jej celom w tej wielkiej
przepowiedni, ale w kocu trzymaa raczej jego stron. Jeli teraz znikna ze sceny...
-

Wic po co tu jeste? - zapyta.

Po co? eby wam zaoferowa moj pomoc! - Nemezis umiechna si

szelmowsko.
Leo zerkn na Hazel. Miaa min, jakby kto zaoferowa jej ywego wa.
-

Twoj pomoc - powtrzy.

Oczywicie! - zawoaa bogini. - Uwielbiam burzy wszystko, co pyszne i

potne, a Gaja i jej giganci zasuguj na utarcie nosa jak mao kto. Musz was jednak
ostrzec, e nie znios niezasuonego sukcesu. Szczcie w yciu to lipa. Koo fortuny to
piramida szczcia dla naiwnych. Prawdziwy sukces wymaga ofiary.
-

Ofiary? - powtrzya Hazel napitym gosem. - Straciam matk. Umaram i

powrciam na wiat. Teraz zagin mj brat. To dla ciebie za mao?


Leo dobrze wiedzia, o czym ona mwi. Chcia krzykn, e te straci matk. Cae
jego ycie byo pasmem nieszcz. Straci swojego smoka Festusa. O mao si nie zabi,
pracujc nad Argo II". Teraz zbombardowa rzymski obz, prawdopodobnie wznieci

wojn i by moe utraci zaufanie przyjaci.


-

Akurat teraz - powiedzia, starajc si opanowa - potrzebuj tylko troch

niebiaskiego spiu.
-

Och, to nic trudnego - odrzeka bogini. - Jest tam, za wzniesieniem. Znajdziesz go

z zakochanymi.
-

Zaraz - odezwaa si Hazel. - Jakimi zakochanymi?

Nemezis wsadzia sobie do ust ciasteczko i pokna je razem


z wrb.
-

Zobaczysz. I moe si czego nauczysz, Hazel Levesque. Wikszo herosw nie

zmieni wasnej natury, nawet jeli dostaje szans drugiego ycia. - Umiechna si. - Co
do twojego brata Nica, nie masz zbyt wiele czasu. Popatrzmy... mamy dwudziesty pity
czerwca, prawda? Tak, od jutra jeszcze sze dni. A potem umrze, a z nim cae miasto
Rzym.
Hazel wytrzeszczya oczy.
-Jak... co...?
-

A jeli chodzi o ciebie, synu ognia... - zwrcia si do Leona. - Najgorsze jeszcze

przed tob. Zawsze bdziesz odludkiem, sidmym koem. Nie znajdziesz miejsca wrd
swoich braci. Wkrtce staniesz przed problemem, ktrego nie potrafisz rozwiza. Ale
mog ci pomc... za pewn cen.
Leo poczu zapach dymu. Zda sobie spraw, e pon palce jego lewej rki, a Hazel
patrzy na niego z przeraeniem. Wsun rk do kieszeni, eby ugasi pomienie.
-

Lubi sam rozwizywa swoje problemy.

Twoja wola. - Nemezis strzsna okruszki ciastka ze swojej kurtki.

-Ale... mm... o jakiej cenie mwimy?


Bogini wzruszya ramionami.
-

Jedno z moich dzieci niedawno wymienio oko na moliwo dokonania

prawdziwej zmiany w wiecie.


odek podszed mu do garda.
-

Chcesz... mojego oka?

W twoim wypadku chodzi o inn ofiar. Ale byaby rwnie bolesna. - Wrczya

mu nierozamane ciasteczko z wrb. - Jeli chcesz pozna odpowied, rozam je. To

rozwie twj problem.


Rka, w ktrej trzyma ciasteczko, zadraa.
-

Jaki problem?

Dowiesz si, gdy nadejdzie czas.

Nie, dziki - powiedzia stanowczo Leo, ale jego rka sama wsuna ciasteczko do

pasa na narzdzia.
Nemezis wyja z worka jeszcze jedno ciasteczko i przeamaa je.
-

Wkrtce bdziesz musia na nowo przemyle swoje wybory. Och, to mi si

podoba. Nie trzeba niczego zmienia.


Zamkna ciasteczko i wrzucia do koszyka.
-

Niewielu bogw zdoa wam pomc w tej misji. Wikszo jest ju bezradna, a ich

stan jeszcze si pogorszy. Tylko jedno mogoby przywrci jedno na Olimpie:


pomszczenie dawnego za. Ach, byoby cudownie, gdyby szale w kocu si
zrwnowayy! Ale do tego nie dojdzie, jeli nie przyjmiecie mojej pomocy.
-

Zao si, e nam nie wyjanisz, o czym mwisz - mrukna Hazel. - Ani

dlaczego mj brat Nico ma przed sob jeszcze tylko sze dni ycia. Albo dlaczego
Rzym ma by zniszczony.
Nemezis zachichotaa. Wstaa i zarzucia worek z ciasteczkami na rami.
-

Och, to wszystko si ze sob wie, Hazel Levesque. A ty, Leonie Valdezie,

zastanw si nad moj ofert. Dobre z ciebie dziecko. Potrafisz ciko pracowa.
Moemy razem co zrobi. Ale za dugo was tu zatrzymuj. Powinnicie dotrze do
zwierciadlanej sadzawki, ?anim si ciemni. Po zmroku mj biedny, przeklty chopak
staje si bardzo... niespokojny.
Leona zaniepokoiy te sowa, ale bogini wsiada na motocykl. Najwidoczniej nadawa
si jednak do jazdy mimo tych pacma-nowych k, bo Nemezis kopna starter i znika w
oboku czarnego dymu.
Hazel pochylia si. Znikny wszystkie poamane ciasteczka i karteczki z wrbami,
pozosta tylko jeden zmity wistek. Podniosa go i odczytaa:
-

Zobaczysz swoje odbicie i bdziesz mia powd do rozpaczy.

Super - mrukn Leo. - Chodmy i zobaczmy, o co w tym chodzi.

VII
LEO
K.im jest ciocia Rosa? - zapytaa Hazel.
Leo nie mia ochoty o niej mwi. Sowa Nemezis wci dwiczay mu w uszach.
Jego pas wydawa si nieco ciszy, odkd wsun do niego ciasteczko - co przecie byo
niemoliwe. Do kieszeni pasa mg woy wszystko, a waga nigdy si nie zmieniaa.
Nie amay si w nim nawet najkruchsze przedmioty. A jednak wyczuwa ciasteczko,
jakby cigno go w d, jakby tylko czekao, a zostanie przeamane.
-

To duga historia - powiedzia. - Porzucia mnie po mierci mojej matki, oddaa

mnie do opieki spoecznej.


-

Wspczuj ci.

No... dobra. - Leo bardzo chcia zmieni temat. - A co z tob? Co Nemezis

powiedziaa o twoim bracie?


Hazel zamrugaa, jakby sl dostaa si jej do oczu.
-

Nico... To on odnalaz mnie w Podziemiu. Sprowadzi mnie z powrotem na wiat

i przekona Rzymian w Obozie Jupiter, eby mnie przyjli. Zawdziczam mu szans


drugiego ycia. Jeli Nemezis mwia prawd, on jest w niebezpieczestwie... Musz mu
pomc.
-

Jasne powiedzia Leo, chocia nie bardzo mu si to podobao. Wtpi, by

bogini zemsty zdarzao si udzieli rady z dobroci serca. - A co z tymi szecioma dniami
jego ycia... i ze zniszczeniem Rzymu? Masz jakie pojcie, co to moe znaczy?
-

Nie. Ale obawiam si...

Nie dokoczya, widocznie nie chciaa dzieli si obawami. Wspia si na jeden z


najwikszych gazw, eby mie lepszy widok. Leo prbowa zrobi to samo i straci
rwnowag. Hazel chwycia go za rk. Wcigna go na gr i znaleli si na szczycie
skay, trzymajc si za rce, twarz w twarz.
Oczy Hazel byszczay jak zoto.
O zoto nietrudno" - powiedziaa. Wtpi w to, zwaszcza gdy na ni patrzy. Kim
by ten Sammy? Drczyo go niejasne poczucie, e powinien to wiedzie, ale za nic nie
potrafi umiejscowi tego imienia. Kimkolwiek by, mia szczcie, jeli Hazel tak o nim
mylaa.

Hm, dziki.

Puci jej do, ale nadal stali tak blisko siebie, e czu ciepo jej oddechu. Z ca
pewnoci nie przypominaa martwej osoby.
-

Kiedy rozmawialimy z Nemezis - powiedziaa niepewnym tonem - twoje rce...

widziaam pomienie.
-

Tak... To Hefajstosowa moc. Zwykle nad tym panuj.

Och.

Przycisna jedn do do piersi, jakby miaa zoy przysig na wierno


sztandarowi. Leo wyczu, e chtnie by si od niego odsuna, ale gaz by za may.
Super" - pomyla. - Kolejna osoba uwaa mnie za przeraajcego dziwolga".
Rozejrza si. Przeciwlegy brzeg by zaledwie kilkaset metrw od nich. Dzieliy ich
od niego wydmy i grupy gazw, ale nigdzie nie byo ani ladu adnej zwierciadlanej
sadzawki.
Zawsze bdziesz odludkiem" - powiedziaa mu Nemezis. -Sidmym koem. Nie
znajdziesz miejsca wrd swoich braci".
Rwnie dobrze mogaby mu wla kwas do uszu. Sam doskonale wiedzia, e jest
dziwakiem i odludkiem. Spdzi cae miesice w Bunkrze Dziewitym w Obozie
Herosw, pracujc nad okrtem, podczas gdy jego koledzy razem trenowali, razem
siadali do stou, razem grali w podchody, zdobywali nagrody, cieszyli si yciem. Nawet
jego najlepsi przyjaciele, Piper i Jason, czsto traktowali go jak odludka. Odkd zaczli
ze sob chodzi, Leo nie mieci si ju w ich planie dnia. A trzeci jego przyjaciel, smok
Festus, zosta zredukowany do zdobicej dzib okrtu gowy, po tym jak podczas ich
ostatniej przygody jego dysk kontrolny uleg zniszczeniu. Leo by bezradny, nie potrafi
go naprawi.
Sidme koo. Leo sysza o pitym kole" - nadprogramowej, bezuytecznej czci
wyposaenia. Pomyla, e sidme koo musi by czym jeszcze gorszym.
Z pocztku sdzi, e by moe z t misj rozpocznie nowe ycie. Cika harwka
przy budowie Argo II" przyniesie owoce. Bdzie mia szecioro dobrych przyjaci,
ktrzy bd go ceni i podziwia. Razem wyrusz o wschodzie soca, by walczy z
gigantami. I moe - takie byy jego skryte nadzieje - moe nawet znajdzie sobie wreszcie
dziewczyn.

Odrb lekcje" - zakpi z siebie w duchu.


Nemezis miaa racj. Nalea do grupy siedmiorga herosw, ale nadal by
osamotniony. Zbombardowa Rzymian i jak dotd sprawi tylko kopot swoim
towarzyszom. Nie znajdziesz miejsca wrd swoich braci".
-

Leo? - odezwaa si agodnie Hazel. - Nie bierz sobie do serca tego, co

powiedziaa Nemezis.
Spojrza na ni ponuro.
-

A jeli to prawda?

Ona jest bogini zemsty. Moe i jest po naszej stronie, ale istnieje po to, by

podsyca urazy.
Leo bardzo by chcia tak atwo odpdza od siebie ze myli. Ale nie potrafi.
Oczywicie to nie wina Hazel.
-

Trzeba i - powiedzia. - Zastanawiam si, czemu Nemezis radzia nam zdy

przed zmrokiem.
Hazel zerkna na soce, ktre ju dotykao horyzontu.
-

1 kogo nazwaa przekltym chopakiem"?

Pod nimi rozleg si gos:


-

Kogo nazwaa przekltym chopakiem?

Z pocztku Leo nie zobaczy nikogo. Potem wzrok mu si wyostrzy. Zda sobie
spraw z tego, e zaledwie kilka metrw od gazu stoi jaka moda kobieta. Ubrana bya
w typow greck tunik o barwie otaczajcych ich ska. Trudno byo okreli kolor jej
rozwichrzonych wosw: byy troch brzowe, troch blond, troch szare, wic niemal
zanikay na tle zeschej trawy. Leo j widzia, ale z trudem skupia na niej wzrok. Twarz
miaa adn, ale niezapadajc w pami. Prawd mwic, za kadym razem gdy
mrugn oczami, nie potrafi sobie przypomnie, jak ona wyglda, i musia si skupi, by
ponownie j odnale.
-

Hej - powiedziaa Hazel. - Kim jeste?

Kim jeste? - odpowiedziaa dziewczyna sabym gosem, jakby miaa ju do

tego pytania.
Hazel i Leo wymienili spojrzenia. W czasie misji herosi nigdy nie wiedzieli, na co lub
na kogo trafi. Dziewi razy na dziesi byo to niezbyt przyjemne spotkanie. Leo

wolaby nie mie do czynienia z adn wojowniczk ninja kamuflujc si barwami


ziemi.
-Jeste tym przekltym chopcem, o ktrym wspomniaa Nemezis? - zapyta. - Ale
przecie jeste dziewczyn.
-Jeste dziewczyn - odrzeka dziewczyna.
-

Sucham?

Sucham - powiedziaa dziewczyna aosnym tonem.

Powtarzasz... - Leo urwa. - Och. Zaraz. Hazel, czy nie byo jakiego mitu o

dziewczynie, ktra wszystko powtarza?


-

Echo - powiedziaa Hazel.

Echo - zgodzia si dziewczyna.

Przesuna si, a barwa jej szaty dopasowaa si do ta. Jej oczy miay teraz kolor
sonej wody. Leo stara si skupi na jej rysach, ale nie zdoa.
-

Nie pamitam tego mitu - powiedzia. - Zostaa zaklta, eby powtarza ostatnie

sowa, jakie usyszaa?


-

Jakie usyszaa - powtrzya Echo.

Biedaczka powiedziaa Hazel. - O ile pamitam, to sprawka jakiej bogini.

Sprawka jakiej bogini - potwierdzia Echo.

Leo podrapa si po gowie.


-

Ale to przecie byo tysice lat temu... Och. Jeste jedn z tych miertelnych,

ktrzy powrcili na wiat przez Wrota mierci. Naprawd mam ju serdecznie dosy
nadziewania si na umarlakw.
-

Na umarlakw - powiedziaa Echo takim tonem, jakby go gania.

Spostrzeg, e Hazel opucia gow.


-

Och... przepraszam - mrukn. - Nie miaem tego na myli.

Na myli. - Echo wskazaa na daleki brzeg wyspy.

Chcesz nam co pokaza? - zapytaa Hazel.

Zsuna si na d, a Leo za ni. Nawet z bliska trudno byo Echo zobaczy. Im


duej si na ni patrzyo, tym bardziej stawaa si niewidzialna.
-

Jeste prawdziwa? - zapyta. - To znaczy... masz ciao i krew?

Ciao i krew. - Dotkna jego twarzy. Wzdrygn si. Miaa ciepe palce.

Wic... musisz powtarza wszystko?

Wszystko.

Leo nie mg si powstrzyma od umiechu.


-

To moe by zabawne.

Zabawne - jkna.

Niebieskie sonie.

Niebieskie sonie.

Pocauj mnie, guptasie.

Guptasie.

Hej!

Hej!

Leo - odezwaa si Hazel - przesta si z niej nabija.

Przesta si z niej nabija - zgodzia si Echo.

No dobra, dobra - powiedzia z alem Leo. Nie co dzie spotyka kogo z

wbudowanym moduem interkomunikacyjnym. -Wic co nam pokazujesz? Potrzebujesz


naszej pomocy?
-

Pomocy - potwierdzia z naciskiem Echo.

Skina na nich i pobiega w d zbocza. Leo widzia przed sob tylko ruch trawy i
migotanie jej tuniki, gdy jej barwa zmieniaa si i dopasowywaa do ska.
-

Lepiej si pospieszmy, bo j zgubimy - stwierdzia Hazel.

No i napotkali problem - jeli mona tak okreli gromad piknych dziewczyn. Echo
zaprowadzia ich do poronitej traw kotlinki przywodzcej na myl lej po wybuchu z
ma sadzawk porodku. Wok sadzawki peno byo nimf. W kadym razie Leo
domyla si, e to nimfy. Podobnie jak te w Obozie Herosw no-siy mulinowe suknie i
byy boso. Miay elfie rysy, a skr w lekko zielonkawym odcieniu.
Leo nie mia pojcia, co one robi. Zbiy si w gromad w jednym miejscu, twarzami
do sadzawki, przepychajc si, eby mie lepszy widok. Niektre trzymay telefony
komrkowe z aparatami, starajc si zrobi zdjcie ponad gowami innych. Leo jeszcze
nigdy nie widzia nimf z komrkami. Zastanawia si, czy przypadkiem nie przygldaj
si jakiemu trupowi. Ale jeli tak, to dlaczego podskakuj i chichoc?
-

Na co one patrz? - zapyta na gos.

One patrz - westchna Echo.

Nie dowiemy si, jeli nie sprawdzimy. - Hazel ruszya naprzd i zacza si

przepycha przez tum. - Przepraszam. Wybaczcie mi.


-

Hej! - zawoaa jedna nimfa. - My byymy tu pierwsze!

Tak - dodaa druga, marszczc nos. - A na was on na pewno nawet nie spojrzy.

Ta druga miaa wymalowane na policzkach wielkie czerwone serca. Na mulinow


sukienk zaoya koszulk z napisem: OMG, I <3 N!!!
-

Yy... ja w sprawie subowej. - Leo stara si wypowiedzie to oficjalnym tonem.

- Przepraszam. Dzikuj.
Nimfy gderay, ale rozstpiy si, by ukaza jakiego modzieca klczcego na
brzegu sadzawki i uporczywie wpatrzonego w wod.
Leo zwykle nie zwraca uwagi na wygld innych chopakw. Pewnie dlatego e
najczciej towarzyszy Jasonowi, ktry by wysoki, jasnowosy, bardzo mski i w ogle
w niczym nie przypomina Leona. Przywyk, e dziewczyny nie zwracay na niego
uwagi, a w kadym razie by pewny, e swoim wygldem nie zainteresuje adnej
dziewczyny. Mia nadziej, e pewnego dnia spodoba si ktrej jego osobowo i
poczucie humoru, chocia jak dotd jeszcze si to nie stao.
Tym razem nie mg nie zauway, e facet przy sadzawce jest wyjtkowo
przystojny. Mia idealne rysy, z wargami i oczami, ktre byy nieco kobiece, ale nie
traciy nic z mskoci. Ciemne wosy opaday mu na czoo. Mg mie siedemnacie albo
dwadziecia lat, trudno powiedzie, ale zbudowany by jak tancerz - mia dugie,
ksztatne ramiona i muskularne nogi, idealn postaw i promieniowa krlewskim
spokojem. Ubrany by prosto, w dinsy i koszulk, a przez plecy mia przewieszony uk i
koczan. Wida byo, e od dawna nie uywa tej broni. Strzay byy zakurzone. U
szczytu uku pajk utka sie.
Kiedy Leo podszed bliej, dostrzeg, e modzieniec ma niezwykle zot twarz.
Soce zachodzio i jego wiato odbijao si od wielkiej blachy niebiaskiego spiu
lecej na dnie sadzawki, otaczajc Pana Przystojniaka ciep powiat.
Modzieniec wyglda na zafascynowanego swoim odbiciem w metalu.
Hazel wzia gboki oddech.
-Jest cudowny.

Wok niej nimfy zapiszczay i zaklaskay, wyranie podzielajc jej zdanie.


-Jestem - mrukn jak we nie modzieniec, wci wpatrujc si w wod. - Jestem taki
cudowny.
Jedna z nimf pokazaa ekran swojego iPhona.
-Jego ostatnie wideo na YouTubie miao milion wywietle w cigu godziny. Chyba
poowa to moje!
Inne nimfy zachichotay.
-

Wideo na YouTubie? - zdziwi si Leo. - A co on w nim robi, piewa?

Nie, guptasie! Kiedy by ksiciem, wspaniaym owc i w ogle. Ale mniejsza z

tym. Teraz jest po prostu... sam zobacz!


Pokazaa mu filmik. Byo w nim dokadnie to, co sami widzieli: modzieniec
wpatrzony w swoje odbicie w sadzawce.
-Jest taaaaaaki sexy! - powiedziaa inna nimfa.
Na jej koszulce widnia napis: PANI NARCYZ.
-

Narcyz? - zapyta Leo.

Narcyz - zgodzia si smtnie Echo.

Och, to znowu tyl

Pani Narcyz prbowaa odepchn Echo, ale w ni nie trafia i w rezultacie popchna
kilka innych nimf.
-

Ty ju miaa swoj szans, Echo! - powiedziaa nimfa z iPho-nem. - Rzuci ci

cztery tysice lat temu! Jeste dla niego nikim.


-

Nikim - powiedziaa gorzko Echo.

Chwileczk. Hazel miaa trudnoci z oderwaniem oczu od piknego chopca,

ale w kocu jej si udao. - Co tutaj si dzieje? Dlaczego Echo nas tutaj przyprowadzia?
Jedna z nimf spojrzaa wymownie w niebo. Trzymaa w rku mazak i pognieciony
plakat z Narcyzem.
-

Dawno temu Echo bya nimf tak jak my, ale bya okropn papl! Bez przerwy

plotkowaa, bla, bla, bla.


-

Wiem! - wrzasna inna nimfa. - Kto by to znis? Wczoraj powiedziaam

Kleopei... no wiesz, mieszka w gazie obok mnie... Przesta plotkowa, bo skoczysz


jak Echo". Kleopeja to straszna gadua! Syszaa, co powiedziaa o tej nimfie oboku i

tym satyrze?
-

Jasne! - odrzeka nimfa z plakatem. - No wic, w kadym razie, za kar za to

paplanie Hera przekla Echo, tak e od tej pory moga tylko wszystko powtarza, co dla
nas byo super. Ale potem Echo zakochaa si w naszym cudownym chopcu Narcyzie...
jakby mylaa, e on kiedykolwiek zwrci na ni uwag.
-

Na ni! - zawoao chrem z sze nimf.

A teraz sobie wymylia, e jemu potrzeba pomocy - powiedziaa Pani Narcyz. -

Po prostu powinna odej.


-

Powinna odej - warkna Echo.

Tak si ciesz, e Narcyz znowu yje - powiedziaa inna nimfa w szarej sukience,

ktra wypisaa sobie czarnym flamastrem sowa: NARCYZ + LAIEA na caej dugoci
obu rk, od ramion po przeguby. - On jest super. I jest na moim terenie.
-

Och, przesta, Laiea - powiedziaa jej przyjacika. - To ja jestem nimf

sadzawki. Ty jeste nimf skay.


-

No dobra, ale ja jestem nimf trawy - zaprotestowaa inna.

Nie, to przecie oczywiste, e on tutaj przyszed, bo lubi polne kwiaty! -

zaperzya si inna. - A one s moje!


Wszystkie nimfy zaczy si kci, podczas gdy Narcyz gapi si w staw, nie
zwracajc na nie uwagi.
-

Przestacie! - rykn Leo. - Moje panie, przestacie! Musz o co zapyta

Narcyza.
Nimfy powoli si uspokoiy i znowu zabray do pstrykania zdj.
Leo uklk przy piknym modziecu.
-

No wic co jest grane, Narcyzie?

Mgby si wynie? - zapyta Narcyz sennym gosem. -Psujesz mi widok.

Leo spojrza w wod. Jego wasne odbicie koysao si obok odbicia Narcyza nad
spoczywajcym na dnie spiem. Leo nie mia najmniejszej ochoty wpatrywa si w
siebie. W porwnaniu z Narcyzem wyglda jak niewyronity troll. Ale nie byo adnej
wtpliwoci, e ten metal by wykut blach niebiaskiego spiu, mniej wicej okrg, o
rednicy okoo ptora metra.
Skd ta blacha wzia si w sadzawce, Leo nie wiedzia. Niebiaski spi spada na

ziemi w rnych dziwnych miejscach. Podobno w wikszoci wypadkw byy to


odpady z wielu pracowni jego taty. Hefajstos traci cierpliwo, kiedy mu si co nie
udawao, i zrzuca skrawki do wiata miertelnikw. Ta blacha moe bya tarcz dla
jakiego boga, ktra si nie udaa. Gdyby zabra j na okrt, wystarczyaby do dokonania
niezbdnych napraw.
-

Masz racj, widok jest przedni - powiedzia. I chtnie si std wynios, ale czy

mgbym zabra ten kawa spiu, jeli nie jest ci potrzebny?


-

Nie - odrzek Narcyz. - Uwielbiam go. Jest wspaniay.

Leo rozejrza si, sprawdzajc, czy nimfy si miej. To musia by dowcip. Ale
nimfy z zapaem kiway gowami, jakby si zgadzay ze swoim idolem. Tylko Hazel bya
zbulwersowana. Zmarszczya nos, jakby uznaa, e Narcyz pachnie gorzej, ni wyglda.
-

Kole - rzek Leo do Narcyza - zdajesz sobie spraw z tego, e gapisz si na

siebie w wodzie, nie?


-

Jestem taki cudowny - westchn Narcyz. Tsknie wycign rk, by dotkn

powierzchni wody, ale w ostatniej chwili si wstrzyma. - Nie, nie mog poruszy wody.
To by zepsuo moje odbicie. O rany... jestem taki cudowny.
-

No pewnie - mrukn Leo. - Ale jeli wezm ten spi, nadal bdziesz si widzia

w wodzie. Albo... zobacz... - Sign do swojego pasa na narzdzia i wycign zwyke


lusterko wielkoci monokla. - Moemy pohandlowa.
Narcyz niechtnie wzi lusterko i przyjrza si z zachwytem swojemu odbiciu.
-

Nawet ty nosisz moje zdjcie? Nie dziwi si. Jestem cudowny. Dzikuj. -

Odoy lusterko i ponownie wpatrzy si w sadzawk. - Ja ju mam swj o wiele lepszy


portret. Na twoim jestem troch wyblaky, nie uwaasz?
-

O bogowie, tak! krzykna jaka nimfa. - Narcyzie, oe si ze mn!

Nie, ze mn! - zawoaa inna. - Podpiszesz si na moim plakacie?

Nie, na mojej koszulce!

Nie, na moim czole!

Nie, podpisz si na mojej...

Przestacie! - warkna Hazel.

Przestacie - popara j Echo.

Echo znowu znikna Leonowi z oczu, ale teraz zda sobie spraw, e dziewczyna

klczy przy drugim boku Narcyza i macha mu rk przed twarz, jakby prbowaa
wyrwa go z zachwytu nad samym sob. Chopak nawet nie mrugn.
Klub fanek Narcyza prbowa odepchn Hazel na bok, ale ona wycigna swj
kawaleryjski miecz.
-

Otrznijcie si! - krzykna.

On si nie podpisze na twoim mieczu - powiedziaa z pogard nimfa z plakatem.

Nie polubi ci - dodaa nimfa z iPhonem. -1 nie zabierzecie jego spiowego

zwierciada! Ono go tu trzyma!


-Jestecie mieszne - powiedziaa Hazel. - Przecie on jest zajty tylko sob! I taki
kto wam si podoba?
-

Podoba - westchna Echo, wci machajc mu rk przed twarz.

Nimfy westchny razem z ni.


-

Jestem strasznie pocigajcy - owiadczy wyrozumiale Narcyz.

Narcyzie, posuchaj. - Hazel wci trzymaa miecz w gotowoci. - Echo

przyprowadzia nas tutaj, ebymy ci pomogli. Prawda, Echo?


-

Echo - powtrzya Echo.

Kto? - zapyta Narcyz.

-Jedyna dziewczyna, ktra zamartwia si tym, co ci si przydarzyo. Pamitasz, jak


umierae?
Narcyz zmarszczy brwi.
-

Ja... ni. To niemoliwe. Jestem zbyt wany, by umrze.

Umare zapatrzony w siebie - powiedziaa stanowczo Hazel. -Ju sobie

przypomniaam ten mit. To Nemezis ci przekla, bo


zamae tyle serc. Za kar zakochae si we wasnym odbiciu.
-

Tak bardzo si kocham - zgodzi si Narcyz.

1 w kocu umare - cigna Hazel. - Nie wiem, ktra wersja tego mitu jest

prawdziwa. Bo albo si utopie, albo zamienie w kwiat wiszcy nad wod, albo...
Echo, o ktr chodzi?
-

O ktr chodzi? - powtrzya z rozpacz Echo.

Leo wsta.
-

Mniejsza o to. Wane, e znowu yjesz, kole. Masz drug szans. Nemezis nam

powiedziaa. Moesz wsta i zaj si swoim nowym yciem. Echo prbuje ci ocali.
Moesz te zosta tutaj i gapi si w siebie, a znowu umrzesz.
-

Zosta tutaj! - wrzasny wszystkie nimfy.

Oe si ze mn, zanim umrzesz! - pisna jedna z nimf.

Narcyz potrzsn gow.


-

Ty po prostu chcesz mie moje odbicie. Nie dziwi ci si, ale go nie dostaniesz.

Naley do mnie.
Hazel westchna. Zerkna na soce, ktre szybko zachodzio. Potem wskazaa
mieczem na krawd krateru.
-

Leo, moemy chwil pomwi?

Przepraszamy na moment - zwrci si Leo do Narcyza. -Echo, chcesz z nami i?

I - zgodzia si Echo.

Nimfy ponownie otoczyy Narcyza i znw zaczy krci filmy i robi zdjcia.
Hazel odprowadzia ich nieco dalej, gdzie mogli swobodnie rozmawia.
-

Nemezis miaa racj. Niektrzy pbogowie nie s w stanie zmieni swojej

natury. Narcyz tu pozostanie, dopki znowu nie umrze.


-

Nie - powiedzia Leo.

Nie - zgodzia si skwapliwie Echo.

Ten spi jest nam potrzebny - powiedzia Leo. - Jeli go std zabierzemy, to moe

Narcyz jako si wyrwie z tej puapki. Moe Echo uda si go ocali.


-

Uda si go ocali - powtrzya z wdzicznoci Echo.

Hazel wbia miecz w piasek.


-

To moe te rozwcieczy kilkadziesit nimf. A Narcyz moe sobie przypomnie,

do czego suy uk.


Leo zastanowi si nad tym. Soce ju prawie zachodzio. Nemezis wspomniaa, e
po zapadniciu ciemnoci Narcyz robi si bardzo niespokojny, pewnie dlatego e ju nie
moe zobaczy swojego odbicia. Leo nie chcia docieka, co wedug bogini oznacza
bardzo niespokojny". Mia te niejakie dowiadczenie w spotkaniach ze zwariowanymi
nimfami. Nie zamierza tego powtarza.
-

Hazel... - powiedzia - a ten twj dar? Potrafisz tylko wyczuwa metale, czy

moesz je wzywa do siebie?

Zmarszczya czoo.
-

Czasem potrafi je wzywa. Nigdy nie prbowaam z czym tak duym jak ten

kawa niebiaskiego spiu. Moe daabym rad przycign go przez ziemi, ale
musiaabym by do blisko. To wymaga wielkiego skupienia, no i moe potrwa za
dugo.
-

Za dugo - ostrzega Echo.

Leo zakl. Mia ju nadziej, e po prostu wrc na okrt, a Hazel teleportuje


niebiaski spi z bezpiecznej odlegoci.
-

No dobra. Musimy zaryzykowa. Hazel, mogaby sprbowa wezwa ten spi

std, z tego miejsca? eby zapad si w piasek i przebi do ciebie pod ziemi? Wtedy go
zapiemy i pobiegniemy do okrtu.
-

Ale Narcyz wci si w niego wpatruje. Przez cay czas.

Przez cay czas - potwierdzia Echo.

To ju moja dziaka - rzek Leo, chocia ju si zyma na swj plan. - Echo i ja

dokonamy sabotau.
-

Sabotau? - zdziwia si Echo.

Wyjani ci - obieca Leo. - Zgoda?

Zgoda.

Super. A teraz miejmy nadziej, e wyjdziemy std ywi.

VIII
LEO
Leo przygotowa si psychicznie na cakowit odmian. Z pasa na narzdzia
wyczarowa troch mocnych mitwek i par spawalniczych gogli. Gogle to wprawdzie
nie okulary soneczne, ale musiay wystarczy. Podwin rkawy koszuli. Uy oleju do
maszyn, by przyliza sobie wosy. W tyln kiesze spodni wcisn klucz francuski (cho
nie bardzo wiedzia po co) i poprosi Hazel, eby na bicepsach wypisaa mu markerem:
SUPERCIACHO, z czaszk i skrzyowanymi piszczelami.
-

Co ty wymyli? - zapytaa lekko zszokowana.

Staram si nie myle. Od mylenia mog dosta wira. Skupiam si na tym, jak

zwdzi ten niebiaski spi. Echo, jeste gotowa?


-

Gotowa.

Leo wzi gboki oddech. Ruszy z powrotem w stron sadzawki. Mia nadziej, e
wyglda oszaamiajco, a w kadym razie nie na kogo, kto cierpi na chorob
psychiczn.
-

Leo jest najfajniejszy! - krzykn.

Leo jest najfajniejszy! - powtrzya ochoczo Echo.

Tak jest, dziecinko, sama popatrz!

Sama popatrz!

Z drogi przed krlem!

Przed krlem!

Narcyz jest saby!

Saby!

Nimfy rozbiegy si, wyranie zaskoczone. Leo niedbale machn rk, jakby mu
przeszkadzay.
-

adnych autografw, dziewczyny. Wiem, e chtnie bycie si na mnie rzuciy,

ale nic z tego. Jestem dla was o wiele za dobry. Lepiej zajmijcie si tym paskudnym
ciamajd Narcyzem. To zero!
-

Zero! - powtrzya z entuzjazmem Echo.

Nimfy zajazgotay ze zoci.


-

Co ty wygadujesz? - zapytaa jedna.

Sam jeste zero! - dodaa druga.

Leo poprawi sobie gogle i umiechn si. Napi bicepsy, chocia nie mia wiele do
napinania, i pokaza swj tatua: SUPER-CIACHO". Na razie udao mu si skupi na
sobie uwag nimf, chocia Narcyz nada wpatrywa si w swoje odbicie.
-

Wiecie, jaki ten Narcyz jest brzydki? - zapyta Leo. - Jest tak brzydki, e kiedy si

urodzi, jego matka pomylaa, e jest niedorozwinitym centaurem... z koskim tykiem


zamiast twarzy.
Kilkanacie nimf wydao z siebie zduszone okrzyki. Narcyz zmarszczy brwi, jakby
mia mgliste poczucie, e komar bzyka mu koo gowy.
-

Wiecie, dlaczego na jego uku jest pajczyna? - cign Leo. -Bo poluje nim na

gruszki na wierzbie, tylko jeszcze adnej wierzby nie znalaz!


Jedna z nimf parskna miechem. Jej towarzyszki poszturchiway j, eby si
uciszya.
Narcyz odwrci si i ypn na Leona.
-

Kim jeste?

Jestem wielkoformatowym dingolem, kole! Jestem Leo Val-dez, bardzo

niegrzeczny chopiec. A panie uwielbiaj niegrzecznych chopcw.


-

Uwielbiaj niegrzecznych chopcw! - pisna z przekonaniem Echo.

Leo wyj dugopis i podpisa si na ramieniu jednej z nimf.


-

Narcyz to niedojda! Jest tak saby, e nie udwignie chusteczki higienicznej. Jest

takim cieniasem, e haso cienias" w Wikipe-diijest opatrzone zdjciem Narcyza... ale


jest na nim tak brzydki, e nikt nie chce wystuka tego hasa.
Narcyz cign swoje idealne brwi. Barwa jego twarzy ze zotej przesza w
ososiow. Na chwil cakowicie zapomnia o sadzawce, a Leo zobaczy, e kawa
niebiaskiego spiu zapada si w piasek.
-

Co ty wygadujesz? - zapyta Narcyz. - Jestem zupenie niesamowity. Wszyscy to

wiedz.
-

Niesamowity w robieniu z siebie gupola. Gdybym ja by takim dupkiem jak ty,

tobym si utopi. Ale... zaraz, ty ju to zrobie!


Inna nimfa zachichotaa. Potem jeszcze jedna. Narcyz wyda z siebie grony pomruk,
przez co troszk zbrzyd. Tymczasem Leo puszy si, unosi brwi nad goglami i rozkada

ramiona, zachcajc zebranych do aplauzu.


-

Tak jest! Wszyscy razem: Leo jest wielki!

Leo jest wielki! - krzykna Echo.

Wmieszaa si w tum, a poniewa trudno j byo zobaczy, nimfy najwyraniej


sdziy, e to gos jednej z nich.
-

O bogowie, jaki jestem pikny! - rykn Leo.

Pikny! - wrzasna Echo.

On naprawd jest fajny omielia si powiedzie jedna z nimf.

1 sodki, chocia taki mizerny - dodaa inna.

Mizerny? - powtrzy Leo. - Skarbie, to ja wynalazem mizerno. Mizerno to

nowy styl superseksownoci. A JA JESTEM mizerny. Narcyz? To taki amaga, e nie


chc go nawet w Podziemiu. adne widmo dziewczyny nie chciaoby si z nim umwi.
-

Ojej - jkna jaka nimfa.

Ojej! - zgodzia si z ni Echo.

Przestacie! - Narcyz powsta. - To wszystko nie tak! Ten osobnik wcale nie jest

pikny, wic musi... - Przez chwil szuka odpowiedniego sowa, bo prawdopodobnie ju


dawno nie mwi o czym innym ni o sobie. - Musi nas oszukiwa.
Wygldao na to, e Narcyz nie jest kompletnie gupi. Na jego twarzy pojawi si cie
zrozumienia. Znw odwrci si do sadzawki.
-

Spiowe zwierciado zniko! Moje odbicie! Oddajcie mi mnie!

Leo jest wielki! - pisna jedna z nimf, ale reszta ponownie skupia uwag na

Narcyzie.
-

To ja jestem cudowny! - upiera si Narcyz. - On ukrad moje zwierciado i

zamierzam std odej, jeli mi go nie odda!


Rozlegy-si zduszone okrzyki. Jedna z nimf pokazaa co rk.
-

Tam!

Hazel bya ju na szczycie krateru i biega ile si w nogach, cignc za sob wielki
pat spiu.
-

Oddaj to! - krzykna jaka nimfa.

Oddaj to - mrukna Echo, prawdopodobnie wbrew woli.

Tak! - Narcyz zdj swj uk i wycign strza z zakurzonego koczanu. -

Pierwsz, ktra odbierze jej ten spi, pokocham prawie tak jak samego siebie. Mog
nawet j pocaowa, zaraz po tym jak pocauj moje odbicie!
-

O bogowie! - wrzasny nimfy.

1 zabijcie tych pbogw! - doda Narcyz, ypic uroczo na Leona. - Oni nie s

tak cudowni jak ja!


Leo potrafi biec bardzo szybko, kiedy kto prbowa go zabi. To przykre, ale mia
w tym due dowiadczenie.
Dogoni Hazel, co byo atwe, bo walczya z dwudziestokilo-gramowym kawaem
niebiaskiego spiu. Chwyci za jeden bok blachy i zerkn przez rami. Narcyz
nacign ciciw, ale strzaa bya tak stara i krucha, e poamaa si w drzazgi.
-

Au! - krzykn z wdzikiem. - Mj manicure!

Zwykle nimfy potrafi bardzo szybko biega - a przynajmniej potrafiy to nimfy z


Obozu Herosw - ale te byy obcione plakatami, koszulkami i innymi gadetami
reklamujcymi Narcyza. Poza tym nimfy nie najlepiej dziaaj zespoowo. Wci na
siebie wpaday, popychajc si i potrcajc. Echo te robia swoje, biegnc wrd nich,
blokujc kad, ktra si nawina, i podstawiajc im nog.
Mimo to szybko si zbliay.
-

Wezwij Ariona! - wydysza Leo.

Ju wezwaam!

Popdzili ku play. Dobiegli a na brzeg i ujrzeli Argo II", ale by za daleko, by do


niego dopyn, nawet gdyby nie taszczyli niebiaskiego spiu.
Leo odwrci si. Tum nimf przebiega ju przez wydmy. Narcyz pdzi na przedzie,
trzymajc uk jak batut kapelmistrza. Nimfy wyczaroway rne rodzaje broni. Jedne
trzymay kamienie. Inne drewniane paki przystrojone kwiatami. Kilka wodnych nimf
miao niezbyt gronie wygldajce pistolety na wod, ale w ich oczach pona dza
mordu.
-

O kurcz - mrukn Leo, wyczarowujc ogie w palcach wolnej doni. - Uczciwa

walka to nie jest moja specjalno.


-

Trzymaj niebiaski spi. - Hazel dobya miecza. - Schowaj si za mn!

Schowaj si za mn! - powtrzya Echo.

Kamuflaowa dziewczyna biega teraz na czele gromady nimf.

Zatrzymaa si tu przed Leonem i rozoya ramiona, jakby chciaa go sob osoni.


-

Echo - wykrztusi Leo - jeste bardzo dzieln nimf.

Dzieln nimf?

-Jestem dumny z tego, e mi kibicujesz. Jeli wyjdziemy z tego cao, powinna


zapomnie o Narcyzie.
-

Zapomnie o Narcyzie? - powtrzya niepewnym tonem.

Jeste dla niego stanowczo za dobra.

Nimfy otoczyy ich pkolem.


-

Oszustwo! - zawoa Narcyz. - Dziewczyny, oni mnie nie kochaj! My wszyscy

kochamy mnie, prawda?


-

Tak! - wrzasny nimfy, prcz jednej, w tej sukience, ktra pisna: - Leo jest

wielki!
-

Zabi ich! - rozkaza Narcyz.

Nimfy rzuciy si do ataku, ale nagle piasek przed nimi eksplodowa. Arion
przygalopowa znikd, okrajc tum tak szybko, e powstaa burza piaskowa. Biae
wapno obsypao nimfy, zalepiajc im oczy.
Hazel Wspia si na siodo, podniosa spi i wycigna rk do Leona.
-

Nie moemy zostawi Echo! - powiedzia Leo.

Zostawi Echo - powtrzya nimfa.

Umiechna si i po raz pierwszy Leo zobaczy wyranie jej twarz. Bya naprawd
adna. Jej oczy byy bardziej niebieskie, ni mu si przedtem wydawao. Jak mg tego
nie zauway?
-

Dlaczego? - zapyta. - Chyba nie mylisz, e nadal moesz ocali Narcyza...

Ocali Narcyza - powiedziaa z przekonaniem.

I nawet jeli to byo tylko echo, Leo czu, e naprawd tego chciaa. Dostaa drug
szans w yciu i bya zdecydowana j wykorzysta, by ocali ukochanego chopaka mimo e by wyjtkowo beznadziejnym (chocia wyjtkowo przystojnym) kretynem.
Chcia zaprotestowa, ale Echo podesza o krok i pocaowaa go w policzek, a potem
agodnie odepchna.
-

Leo, wa! - zawoaa Hazel.

Nimfy ju ochony. Powycieray sobie wapno z oczu, ktre teraz pony

zielonkaw wciekoci. Leo ponownie spojrza na Echo, ale ta wsika ju w sceneri.


-

No tak - powiedzia z trudem, bo zascho mu w gardle. - Dobra, w porzdku.

Wspi si na grzbiet konia za Hazel. Arion pogna przez jezioro. Syszeli za sob
krzyk nimf i Narcyza, ktry wrzeszcza:
-

Oddajcie mi mnie! Oddajcie mi mnie!

Leo przypomnia sobie, co Nemezis powiedziaa o Echo i Narcyzie: Moe czego


ci naucz".
Sdzi, e miaa na myli Narcyza, ale teraz zawitao mu w gowie, e nauczy si
czego od Echo - niewidzialnej dla swoich sistr, zmuszonej zaklciem do kochania
kogo, kto mia j w nosie. Sidme koto. Prbowa otrzsn si z tej myli. Przywar do
spiowej blachy jak do tarczy.
Przysig sobie, e nigdy nie zapomni twarzy Echo. Zasuya, by przynajmniej jedna
osoba j dostrzega i docenia. Zamkn oczy, ale wspomnienie jej umiechu ju blako.

IX
PIPER
Piper nie chciaa zaglda w Zwierciado.
Siedzc w kajucie Jasona i czekajc, a si przebudzi, poczua si jednak bardzo
samotna i bezradna.
Twarz mia tak blad, e wygldaa jak oblicze trupa. Pamitaa ten okropny dwik,
gdy cega ugodzia go w czoo. Zosta ranny tylko dlatego, e osania j przed
Rzymianami.
Udao im si wmusi w niego nektar i ambrozj, ale i tak nie bya pewna, w jakim
stanie si przebudzi. A jeli ponownie utraci pami - ale tym razem pami o niej?
Byby to najokrutniejszy figiel spatany jej przez bogw, a zaznaa z ich strony wiele
okruciestwa.
Syszaa, jak w ssiedniej kajucie Gleeson Hedge nuci jak wojskow piosenk moe Stars and Stripes Forever? Telewizja satelitarna nie dziaaa, wic satyr pewnie
siedzia na koi i czyta stare numery magazynu Guns 8c Ammo". Nie by zym
opiekunem, za to z ca pewnoci by najbardziej wojowniczym starym kozem, jakiego
spotkaa.
Oczywicie bya mu wdziczna. Pomg jej ojcu, aktorowi filmowemu Tristanowi
McLeanowi, pozbiera si po tym, jak zeszej zimy porway go olbrzymy. Przed kilkoma
tygodniami Hedge poprosi swoj dziewczyn Meli, eby zaja si domem McLeana, a
sam wyruszy na misj.
Hedge stara si robi wraenie, e powrt do Obozu Herosw to jego wasny
pomys, ale Piper podejrzewaa, e co si za tym kryje. W cigu tych ostatnich paru
tygodni, gdy telefonowaa do domu, jej tata i Melia za kadym razem pytali, czy
wszystko w porzdku. Moe jej gos brzmia podejrzanie?
Piper nie moga opowiada ojcu o swoich wizjach. Byy zbyt przeraajce. Zreszt i
tak wypi ju eliksir, ktry wymaza z jego pamici wszystko, co wizao si z faktem, e
jego crka jest p-bogini. Wci jednak wyczuwa, kiedy spotykay j niepowodzenia, i
bya niemal pewna, e to on poprosi Hedgea, by j odnalaz.
Nie powinna wyciga sztyletu. Poczuje si jeszcze gorzej.
Lecz w kocu pokusa okazaa si zbyt silna. Wyja Katoptris z pochwy. Nie

wyglda jako wyjtkowo, by krtkim trjktnym sztyletem z nieozdobion rkojeci,


ale nalea kiedy do Heleny Trojaskiej. Katoptris, czyli Zwierciado.
Wpatrzya si w spiow kling. Z pocztku widziaa tylko swoje odbicie. Potem
wiato zafalowao na metalu. Ujrzaa tum rzymskich pbogw zgromadzony na forum.
Przemawia ten jasnowosy i podobny do stracha na wrble Oktawian, wymachujc
pici. Nie syszaa go, ale domylaa si, o co mu chodzi. Musimy pozabija tych
Grekw!
Reyna, pretor obozu, staa z boku z twarz spit od tumionych emocji. Gorycz?
Gniew? Trudno powiedzie.
Piper bya przygotowana na to, e znienawidzi Reyn, ale wyszo inaczej. Podczas
uczty na forum podziwiaa jej opanowanie.
Reyna domylia si, co Piper czy z Jasonem. Jako dziecko Afrodyty Piper atwo to
wyczua. A jednak przywdczyni Rzymian nie przestaa by wobec niej uprzejma, nie
stracia nad sob panowania. Przedoya dobro obozu nad swoje emocje. Daa Grekom
uczciw szans... a do chwili gdy Argo II" zacz niszczy jej miasto.
Piper niemale czua si winna, e jest dziewczyn Jasona, chocia to byo gupie.
Jason nigdy tak naprawd nie by chopakiem Reyny.
Moe Reyna nie bya taka za, ale teraz nie miao to znaczenia. Zmarnowali szans na
pokj. Perswazyjny czar Piper okaza si tym razem cakowicie nieskuteczny.
Jej skryty lk? Moe za sabo si staraa. Nigdy nie chciaa zaprzyjani si z
Rzymianami. Zbyt martwia si o to, e utraci Jasona, ktry powrci do swojego
dawnego ycia. Moe podwiadomie nie przyoya si dostatecznie do czarowania
swoim gosem.
Teraz Jason by ranny. Okrt prawie zniszczony. A wizja na ostrzu Zwierciada
mwia wyranie, e ten dusiciel pluszowych misiw, Oktawian, rozbudza w
Rzymianach dz wojny.
Scena na klindze zmienia si. Migna szybka seria epizodw, ktre ju przedtem
widziaa, ale ktrych wci nie rozumiaa: galopujcy na pole bitwy Jason, z oczami
zotymi, a nie niebieskimi, jaka kobieta w staromodnej balowej sukni, stojca w
nadmorskim parku z palmami, wyaniajcy si z rzeki byk z twarz brodatego
mczyzny, dwaj giganci w jednakowych tych togach, cigncy za lin zawieszon na

systemie blokw, wydobywajcy z jakiej ciemnej dziury wielki spiowy kocio.


A potem pojawia si najgorsza scena. Ujrzaa sam siebie z Jasonem i Percym; stali
po pas w wodzie na dnie ciemnej, okrgej komory, Piper drapaa paznokciami ciany,
chcc stamtd uciec, ale nie byo dokd. Woda signa ich piersi, Jason zosta
wcignity pod wod, Percy potkn si i znikn.
Czy dziecko boga morza moe si utopi? Nie wiedziaa, ale patrzya na siebie w tej
wizji, samotn i szamoczc si w ciemnoci, a woda przykrya jej gow.
Zamkna oczy. Nie pokazuj mi tego wicej" - bagaa. - Poka mi co budzcego
nadziej".
Zmusia si, by ponownie spojrze na kling.
Tym razem zobaczya pust szos przecinajc pola pszenicy i sonecznikw. Na
tabliczce by napis: TOPEKA 32. Na skraju drogi sta mczyzna w szortach khaki i
fioletowej koszulce obozowej. Twarz ocieniao mu szerokie rondo kapelusza oplecionego
winorol. Trzyma srebrn czar i przyzywa Piper gestem rki. Zrozumiaa, e chce jej
co da - jaki lek albo antidotum.
-

Hej - wychrypia Jason.

Piper tak si wzdrygna, e upucia sztylet.


-

Obudzie si!

A co, to takie dziwne? - Dotkn obandaowanej gowy i zmarszczy brwi. - Co...

co si stao? Pamitam wybuchy i...


-

Pamitasz, kim jestem?

Prbowa si rozemia, ale skoczyo si na bolesnym skrzywieniu.


-

Kiedy ostatnio sprawdzaem, bya moj cudown dziewczyn Piper. Chyba e

co si zmienio, odkd straciem przytomno.


Piper prawie zakaa z ulgi. Pomoga mu usi i podaa odrobin nektaru,
opowiadajc, co si wydarzyo. Wyjaniaa wanie, w jaki sposb Leo chce naprawi
okrt, gdy usyszaa stukot koskich kopyt nad ich gowami.
Chwil pniej Leo i Hazel stanli w drzwiach, dwigajc midzy sob wielki, paski
kawa kutego spiu.
-

Bogowie Olimpu... - Piper wytrzeszczya oczy na Leona. -Co ci si stao?

Tuste wosy mia zaczesane do tyu. Na czole tkwiy mu gogle spawacza, na

policzku mia lad szminki, a na ramionach i koszulce napisy: SUPERCIACHO,


NIEGRZECZNY CHOPIEC i LEO JEST WIELKI.
-

To duga historia - odpowiedzia. - Tamci wrcili?

Jeszcze nie.

Leo zakl. Potem dostrzeg siedzcego Jasona i twarz mu si rozjania.


-

Hej, kole! Fajnie, e ci lepiej. Bd w maszynowni.

Wybieg z kawaem spiu, zostawiajc Hazel w drzwiach.


Piper spojrzaa na ni, unoszc brwi.
-

Leo jest wielki.

Spotkalimy Narcyza - odrzeka Hazel, co niewiele wyjaniao. - A take

Nemezis, bogini zemsty.


Jason westchn.
-

Najlepsza zabawa mnie omina.

Nad ich gowami co gucho hukno, jakby na pokadzie wyldowao jakie cikie
stworzenie. Annabeth i Percy ju biegli korytarzem. Percy taszczy dymice,
dwudziestolitrowe plastikowe wiadro, ktre okropnie cuchno. Annabeth miaa we
wosach smug czego czarnego i kleistego. Koszulka Percy'ego bya tym caa umazana.
-

Smoa dekarska? - zapytaa Piper.

Za nimi pojawi si Frank, przez co w korytarzu zrobio si ciasno od pbogw.


Przez twarz biega mu wielka krecha czarnej mazi.
-

Wpadlimy na smoowe potwory - wyjania Annabeth. Hej, Jason, jak to

dobrze, e si obudzie. Hazel, gdzie jest Leo?


Hazel wskazaa w d.
-

W maszynowni.

Nagle cay okrt przechyli si na lew burt. Wszyscy si zachwiali. Percy o mao
nie wyla smoy z wiaderka.
-

Uch, co to byo? - zapyta.

Och... - Hazel wyranie si zmieszaa. - Moglimy troch rozzoci nimfy, ktre

mieszkaj w tym jeziorze. I to... wszystkie.


-

Super. Percy wrczy Frankowi i Annabeth wiaderko ze smo. - Pomcie

Leonowi. Ja powstrzymam te wodne duchy, ile dam rad.

Robi si! - zawoa Frank.

Rozbiegli si wszyscy troje, pozostawiajc Hazel w drzwiach kajuty. Okrt znowu si


przechyli i Hazel zapaa si za odek, jakby j zemdlio.
-Ja tylko... - Przekna lin, sabo machna rk w stron korytarza i wybiega.
Jason i Piper zostali pod pokadem, podczas gdy okrtem koysao tam i z powrotem.
Piper czua si strasznie bezradna. Fale omotay w kadub, a z pokadu dochodziy
gniewne gosy - Percy co wykrzykiwa, trener Hedge rycza na jezioro. Gowa Festusa
ziona par razy ogniem. Hazel jczaa aonie w swojej kajucie. Z dou, z
maszynowni, dochodziy takie odgosy, jakby Leo, Frank i Annabeth wiczyli irlandzki
taniec z kowadami przywizanymi do podeszew. Po jakim czasie, ktry wlk si
niemiosiernie, motor zaskoczy. Wiosa zatrzeszczay i stkny i Piper poczua, e okrt
wznosi si w powietrze.
Koysanie i dygotanie kaduba ustao. Sycha byo tylko ciche brzczenie
maszynerii. W kocu Leo wyszed z maszynowni. Cay by pokryty potem, wapiennym
pyem i smo. Jego koszulka wygldaa, jakby j wcigny stopnie ruchomych schodw
i porway na strzpy. Napis: LEO JEST WIELKI na jego piersi gosi teraz: LEO JEST. Z
umiechem szaleca owiadczy, e s bezpieczni.
-

Spotkamy si w mesie za godzin - doda. - Zwariowany dzie, nie?

Kiedy wszyscy doprowadzili si do porzdku, trener Hedge stan za sterem, a


pbogowie zgromadzili si w mesie na kolacj. Po raz pierwszy wszyscy zasiedli razem
- caa sidemka. Moe ich obecno powinna Piper uspokoi, ale widok ich wszystkich w
jednym miejscu uwiadomi jej tylko, e Przepowiednia Siedmiorga wanie zaczyna si
sprawdza. Nie bdzie ju czekania, a Leo skoczy budowa okrt. Nie bdzie miych
dni w Obozie Herosw, nie bdzie udawania, e przyszo jest wci daleko. Byli ju w
drodze, majc za sob gromad rozwcieczonych Rzymian, a przed sob staroytne
krainy. Giganci bd na nich czeka. Gaja si odradza. A jeli ich misja si nie
powiedzie, wiat ulegnie zagadzie.
Inni te musieli to odczuwa. Napicie w mesie byo niczym nabrzmiewanie burzy
elektrycznej, a porwnanie to nie byo od rzeczy, biorc pod uwag talenty Percyego i
Jasona. Ju na samym pocztku doszo do niezrcznej sytuacji, gdy obaj chopcy
prbowali usi na tym samym krzele u szczytu stou. Z palcw doni Jasona

wystrzeliy iskry. Po krtkim zawahaniu - jakby obaj pomyleli: No co ty, stary?" oddali krzeso Annabeth, a sami usiedli przy stole naprzeciw siebie.
Wymienili relacje z wydarze w Salt Lake City i na wyspie, ale nawet zabawna
opowie Leona o tym, jak wywid w pole Narcyza, nie zdoaa poprawi im nastroju.
-

To dokd teraz? - zapyta Leo z ustami penymi pizzy. - Naprawiem, co byo

konieczne, eby nas wydosta z jeziora, ale uszkodze wci jest sporo. Powinnimy
znowu wyldowa i wszystko zreperowa, zanim ruszymy przez Atlantyk.
Percy zajada placek, ktry z bliej nieznanych powodw by cakowicie niebieski niebieskie byo nadzienie, ciasto, a nawet smuga bitej mietany na wierzchu.
-

Musimy si oddali od Obozu Jupiter - powiedzia. - Frank wypatrzy jakie ory

nad Salt Lake City. Wyglda na to, e Rzymianie s niedaleko.


To nie poprawio nastroju wok stou. Piper wolaaby milcze, ale czua si
zobowizana... i troch winna.
-

Ale czy nie powinnimy wrci i sprbowa jako przekona Rzymian? Moe...

moe nie przyoyam si dostatecznie do czaromowy?


Jason wzi j za rk.
-

To nie twoja wina, Pipes. Ani Leona - doda szybko. - To wszystko sprawka Gai,

ktra chciaa porni oba nasze obozy.


Piper bya mu wdziczna za wsparcie, ale nieprzyjemne uczucie pozostao.
-

Moe gdybymy im to wytumaczyli...

Bez adnych dowodw? - zapytaa Annabeth. - I mimo e sami nie wiemy, co

waciwie si stao? Doceniam to, co powiedziaa, Piper. I ja wolaabym mie Rzymian


po naszej stronie, ale dopki nie pojmiemy, co Gaja zamierza, powrt to samobjstwo.
-

Ona ma racj - zgodzia si Hazel. Wci bya blada po ataku choroby morskiej,

ale sprbowaa zje par sonych krakersw. Brzeg jej talerza by wysadzany rubinami,
a Piper bya pewna, e nie byo ich tam na pocztku kolacji. - Reyna moe by nas
wysuchaa, ale Oktawian nie. Rzymianie musz dba o swj honor. Zostali zaatakowani.
I najpierw bd strzela, a dopiero potem zadawa pytania.
Piper zagapia si w swj talerz. Na magicznych talerzach mogy si pojawi
najrniejsze potrawy z jarzyn. Szczeglnie lubia awokado i quesadill z grillowan
papryk, ale tego wieczoru jako nie miaa apetytu.

Pomylaa o wizjach, ktre zobaczya na klindze sztyletu: Jason ze zotymi oczami,


byk z ludzk gow, dwaj giganci w tych togach wycigajcy spiow kad z jakiej
jamy. I to najgorsze: jak sama tona w czarnej wodzie.
Zawsze lubia wod. Miaa cudowne wspomnienia z surfowania ze swoim ojcem. Ale
od kiedy zacza oglda t wizj na ostrzu Katoptrisa, coraz czciej mylaa o pewnej
starej indiaskiej legendzie, ktr opowiada jej dziadek, eby przestrzec j przed
chodzeniem nad rzek pync koo jego domku. Mwi, e Czirokezi wierzyli w dobre
duchy wodne, podobne do greckich najad, ale wierzyli te w ze duchy wody, wodne
ludojady, ktre poloway na ludzi za pomoc niewidzialnych strza i szczeglnie lubiy
topi mae dzieci.
-

Susznie - powiedziaa. - Musimy lecie dalej. Nie tylko z powodu Rzymian.

Mamy mao czasu.


Hazel pokiwaa gow.
-

Nemezis powiedziaa, e mamy tylko sze dni. Za sze dni Nico umrze, a Rzym

zostanie zniszczony.
Jason zmarszczy brwi.
-

Chodzi o Rzym, nie o Nowy Rzym?

Chyba tak. Ale w takim razie mamy mao czasu.

Dlaczego sze dni? - zastanawia si Percy. -1 jak maj zniszczy Rzym?

Nikt nie odpowiedzia. Piper nie chciaa mnoy zych wiadomoci, ale uznaa, e
musi to zrobi.
-

Jest jeszcze co. Widziaam rne rzeczy na moim sztylecie.

Frank zamar z widelcem owinitym spaghetti w poowie drogi do ust.


-

Rne rzeczy, czyli...?

Trudno si poapa, o co w tym wszystkim chodzi, bo to byy takie dziwaczne

migawki, ale zobaczyam dwch jednakowo ubranych gigantw. Moe bliniakw.


Annabeth wpatrzya si w magiczne wideo na cianie, ukazujce Obz Herosw.
Teraz pokazywao salon w Wielkim Domu: w kominku trzaska wesoy ogie, a na jego
gzymsie smacznie chrapaa wypchana gowa lamparta Seymoura.
-

Bliniacy, jak w przepowiedni Elli - powiedziaa. - Gdybymy zdoali zrozumie,

o co chodzi w tym zdaniu, mogoby to co wyjani.

Cra mdroci samotnie kroczy... - zacytowa Percy. - Znami Ateny przez Rzym

ogniem si toczy. Annabeth, tu musi chodzi o ciebie. Junona powiedziaa mi... no,
powiedziaa, e w Rzymie czeka ci cikie zadanie. I e wtpi, by mu podoaa. Ale
jestem pewny, e si myli.
Annabeth wzia gboki oddech.
-

Reyna miaa mi co powiedzie, na chwil zanim okrt zacz nas bombardowa.

Mwia, e wrd rzymskich pretorw kry pewna stara legenda... co w zwizku z


Aten. Powiedziaa, e to moe by przyczyn odwiecznej wrogoci Grekw i Rzymian.
Leo i Hazel wymienili niespokojne spojrzenia.
-

Nemezis mwia co podobnego - doda Leo. - O starym sporze, ktry trzeba

rozstrzygn...
-

O jednej rzeczy, ktra moe pogodzi dwie natury boga - przypomniaa sobie

Hazel. -1 o pomszczeniu starego za.


Percy nakreli zmartwion buk na swojej niebieskiej bitej mietanie.
-

Byem pretorem zaledwie dwie godziny. Jasonie, syszae kiedy o takiej

legendzie?
Jason wci trzyma Piper za rk. Palce mu zwilgotniay. -Ja... ee, nie jestem pewny.
Musz pomyle. Percy zmruy oczy.
-

Nie jeste pewny?

Jason nie odpowiedzia. Piper chciaa go zapyta, o co chodzi. Wyczuwaa, e po


prostu nie chce rozmawia o tej starej legendzie. Spojrza na ni i w jego oczach
wyczytaa: Pniej". Milczenie przerwaa Hazel.
-

A co z reszt przepowiedni? - Obrcia swj wysadzany rubinami talerz. Ju

wsz mdy oddech anioa blinita, pod ktrego stra wiecznej mierci pta.
-

Blednie olbrzymw zmora ozocona - doda Frank - z utkanego wizienia w blu

uwolniona.
-

Zmora olbrzymw - powiedzia Leo. - Cokolwiek to znaczy, zmora olbrzymw

nam pasuje, nie? I chyba musimy j odnale. Jeli to pomoe bogom pozby si
rozdwojenia jani i zaczn dziaa razem, bdzie fajnie.
Percy pokiwa gow.
-

Nie pokonamy gigantw bez pomocy bogw.

Jason zwrci si do Franka i Hazel:


-

Mylaem, e sami, we dwoje, zabilicie tego olbrzyma na Alasce bez pomocy

adnego boga.
-

Alkyoneus to szczeglny przypadek - odrzek Frank. - By niemiertelny tylko

tam, gdzie si urodzi, na Alasce. Ale ju nie w Kanadzie. Chciabym pozabija


wszystkich olbrzymw, przecigajc ich przez granic midzy Alask a Kanad, ale... Wzruszy ramionami. - Percy ma racj. Potrzebna nam bdzie pomoc bogw.
Piper rozgldaa si po cianach. Bardzo aowaa, e Leo wyczarowa na nich obrazy
z Obozu Herosw. Byy jak bramy do domu, przez ktre w aden sposb nie mona
przej. Patrzya na ognisko Hestii, ktre zapono porodku ki, gdy w domkach
pogasy wiata po ogoszeniu ciszy nocnej.
Zastanawiaa si, co czuj rzymscy pbogowie, Frank i Hazel, gdy patrz na te
sceny. Nigdy nie byli w Obozie Herosw. Moe wydaway im si obce, a moe uwaali,
e powinien by te podgld Obozu Jupiter? Wzbudzay w nich tsknot za wasnym
domem?
Co oznaczaj te sowa z przepowiedni? Czym moe by utkane wizienie"? W jaki
sposb blinita mog wyczuwa oddech anioa? Wiecznej mierci pta" te nie
brzmiay zbyt optymistycznie.
-

No wic... - Leo odsun swoje krzeso od stou. - Najpierw to, co najwaniejsze.

Musimy rano wyldowa, eby dokoczy napraw okrtu.


-

W pobliu jakiego miasta - zaproponowaa Annabeth - bo moe bd nam

potrzebne jakie materiay. Ale gdzie na uboczu, eby Rzymianie zbyt atwo nas nie
wytropili.
Wszyscy milczeli. Piper przypomniaa sobie wizj na klindze sztyletu: dziwny
mczyzna w fioletowej koszulce, trzymajcy czar i przyzywajcy j do siebie. Sta
przed znakiem z napisem: TOPEKA 32.
-

Suchajcie - powiedziaa - a co mylicie o Kansas?

X
PIPER
Piper nie moga zasn.
Trener Hedge ca pierwsz godzin ciszy nocnej chodzi tam i z powrotem po
korytarzu i rycza: Gasi wiata! Ka si! Niech no kto sprbuje si wymkn, to tak
go zdziel, e poleci na Long Island!"
Wali kijem bejsbolowym w drzwi kajut, gdy tylko usysza jaki haas, wrzeszczc,
e wszyscy natychmiast maj i spa, przez co nik nie mg zasn. Piper pomylaa, e
satyr nie mia takiej uciechy od czasu, gdy by nauczycielem wuefu w Szkole Dziczy.
Zagapia si na spiowe dwigary na suficie. Kajuta bya bardzo przytulna. Leo tak
zaprojektowa ich kwatery, e same wykryway, jaka temperatura najbardziej odpowiada
mieszkacowi, wic nigdy nie byo ani za zimno, ani za gorco. Wypchane puchem
pegaza materace i poduszki (aden pegaz przy tym nie ucierpia, zapewni j Leo) byy
naprawd bardzo wygodne. Mosina lampa zwisaa z sufitu, dajc takie wiato, jakiego
sobie Piper zayczya. Boki lampy byy podziurkowane, wic w nocy po cianach
przesuway si konstelacje wietlistych refleksw.
Obawiaa si, e wcale nie zanie, bo zbyt wiele myli koatao si w jej gowie. Ale
byo co uspokajajcego w agodnym koysaniu si kaduba i monotonnym szumie
powietrznych wiose, gdy okrt szybowa przez niebo.
W kocu powieki zaczy jej ciy i zasna.
Wydawao si, e miny zaledwie sekundy, gdy obudzi j dzwon na niadanie.
-

Hej, Piper! - Leo ju puka do jej drzwi. - Ldujemy!

Ldujemy? - Usiada, nie cakiem przytomna.

Leo otworzy drzwi i wsadzi gow do rodka. Zasania sobie oczy, co byoby
miym gestem, gdyby nie zerka przez palce.
-

Moesz ju pokaza si ludziom?

Leo!

Przepraszam. - Umiechn si. - Hej, masz fajnych Power Rangersw na

piamce.
-

To nie s Power Rangersi! To czirokeskie ory!

No dobra. W kadym razie ldujemy par mil za Topek, zgodnie z yczeniem.

I... ee... - Zerkn na korytarz, po czym znowu wsadzi gow do rodka. - Dziki, e nie
potraktowaa mnie jak mierdzce jajko za wczorajsze bombardowanie Rzymian.
Piper przetara oczy. Wic ta uczta w Nowym Rzymie bya zaledwie wczoraj?
-

Nie ma sprawy, Leo. Przecie nie bye sob.

No tak... ale... nie musiaa by a tak lojalna.

Chyba artujesz! Jeste jak nieznony modszy braciszek, ktrego nigdy nie

miaam. Zawsze bd wobec ciebie lojalna.


-

Ee... dziki.

Z gry dobieg ich ryk trenera Hedgea:


-

ajba cumuje! Kansas, ahoj!

Na Hefajstosa - mrukn Leo. - Powinien troch podszlifowa marynarsk gwar.

Lepiej pjd na pokad.


Piper zdya wzi prysznic, ubra si i porwa w przelocie precel z mesy, gdy
maszyny okrtowe zahuczay goniej w trybie ldowania. Wysza na pokad i doczya
do reszty zaogi w chwili, gdy Argo II" osiad na polu sonecznikw. Wiosa pochoway
si w kadubie. Trap sam si opuci.
Poranne powietrze pachniao wilgoci, rozgrzanymi rolinami i yzn ziemi. Niezy
zapach. Przypomina jej dziak dziadka Toma w Tahleuah w Oklahomie, w indiaskim
rezerwacie.
Percy pierwszy j zauway. Umiechn si do niej, co j troch zaskoczyo. Mia na
sobie wyblake dinsy i wie pomaraczow koszulk Obozu Herosw, jakby nigdy nie
opuszcza Grekw. Pewnie to te nowe ciuchy poprawiy mu samopoczucie - oraz
oczywicie fakt, e stojc przy relingu, otacza ramieniem Annabeth.
Piper ucieszya si, widzc Annabeth w lepszym nastroju, bo poza ni nie miaa tak
dobrej przyjaciki. Annabeth zadrczaa si przez cae miesice myl o utracie
Percy'ego. Teraz, mimo e czekaa ich tak niebezpieczna misja, przynajmniej go
odzyskaa.
-

Hej! - Annabeth wyrwaa jej precel z rki i odgryza kawaek, co Piper przyja z

umiechem. W Obozie Herosw wci dla artu podkraday sobie niadania. - To


jestemy na miejscu. Co dalej?
-

Chciaabym zbada t szos. Znale ten znak drogowy z napisem: TOPEKA 32.

Leo zatoczy koo swoim kontrolerem Wii i agle same si zwiny.


-

To chyba gdzie niedaleko - powiedzia. - Festus i ja wyliczylimy miejsce

ldowania najlepiej, jak zdoalimy. Po co ci ten znak?


Piper opowiedziaa, co zobaczya na klindze sztyletu - mczyzn w fioletowej
koszulce, z czar w rku. Nie wspomniaa jednak o innej wizji: o tym, jak tona razem z
Percym i Jasonem. Sama nie wiedziaa, co to oznacza, a wszyscy byli w tak dobrym
nastroju, e nie chciaa go zepsu.
-

Fioletowa koszulka? - zapyta Jason. - Winorole na kapeluszu? To mi wyglda

na Bachusa.
-

Dionizosa - mrukn Percy. - Jeli przebylimy taki kawa drogi, eby spotka si

z Panem D...
-

Bachus nie jest taki zy - rzek Jason. - Nie bardzo lubi jego wyznawcw...

Piper wzdrygna si. Ona, Jason i Leo kilka miesicy temu spotkali menady, ktre o
mao co nie rozszarpay ich na kawaki.
-

Ale sam bg jest w porzdku - cign Jason. - Raz oddaem mu pewn przysug

w krainie winnic.
Percy mia wtpliwoci.
-

No dobra, moe jako rzymski Bachus jest lepszy, ale dlaczego miaby si pata

w pobliu Kansas? Czy Zeus nie zakaza bogom wszelkich kontaktw ze miertelnikami?
Frank odchrzkn. Tego ranka mia na sobie niebieski dres, jakby szykowa si do
porannego biegu po polu sonecznikw.
-

Jak dotd bogowie nie bardzo przestrzegali tego zakazu - zauway. - A poza tym

jeli s w tak schizofrenicznym stanie, jak mwia Hazel...


- 1 Leo - wtrci Leo.
Frank spojrza na niego ze zoci.
-

...to kto wie, co waciwie knuj mieszkacy Olimpu? Moe nam szykuj jaki

niezy pasztet.
-

Zabrzmiao gronie! - zgodzi si ochoczo Leo. - No dobra... to wy si bawcie. Ja

zabior si za ten kadub. Trener Hedge bdzie naprawia kusze. I... ee... Annabeth...
przyda mi si twoja pomoc. Tylko ty jeszcze co nieco kumasz, jeli chodzi o inynieri.
Annabeth spojrzaa wymownie na Percy ego.

Ma racj. Powinnam zosta i mu pomc.

Wrc do ciebie. Pocaowa j w policzek. - Obiecuj.

Tak im byo ze sob dobrze, e Piper poczua ukucie zazdroci w sercu.


Oczywicie Jason by super, tylko e czasami wydawa si jaki obcy. Jak ostatniego
wieczoru, kiedy nie chcia rozmawia o tej starej rzymskiej legendzie. Zbyt czsto
sprawia wraenie, e wci wspomina dawne ycie w Obozie Jupiter. Nie bya pewna,
czy kiedykolwiek bdzie w stanie przedrze si przez t barier.
Nie pomoga wyprawa do Obozu Jupiter ani poznanie Reyny. Nie pomaga fakt, e
Jason zaoy dzi fioletow koszulk - kolor Rzymian.
Frank zdj uk z ramienia i opar go o reling.
-

To ja zamieni si w kruka i pofruwam po okolicy, eby wypatrywa rzymskich

orw.
-

Dlaczego w kruka? - zapyta Leo. - Stary, skoro potrafisz zamieni si w smoka,

to rb to za kadym razem. To jest dopiero cool.


Twarz Franka wygldaa jak oblana sokiem urawinowym.
-

Rwnie dobrze mgbym zapyta, dlaczego nie wyciskasz maksymalnego ciaru

za kadym razem, gdy podnosisz sztan-g. Bo to jest bardzo trudne i mona sobie zrobi
krzywd. Zamiana w smoka wcale nie jest atwa.
-

Och. - Leo pokiwa gow. - Nie wiedziaem. Nie targam ciarw.

Widz. Ale mgby o tym pomyle, panie...

Hazel wkroczya midzy nich.


-

Pomog ci, Frank - powiedziaa, patrzc z wyrzutem na Leona. - Mog przywoa

Ariona i powszy po okolicy.


-

Oczywicie - odrzek Frank, wci ypic spode ba na Leona. - Dobra, dziki.

Piper zastanawiaa si, co si dzieje midzy t trjk. Chopcy popisujcy si przed


Hazel i kpicy z siebie nawzajem - to byo zrozumiae. Ale mogoby si zdawa, e
Hazel i Leona co w przeszoci czyo, a przecie - o ile si nie mylia - poznali si
dopiero wczoraj. Chyba e co jeszcze si wydarzyo podczas ich wypadu na Wielkie
Jezioro Sone - co, o czym dotd nie powiedzieli.
Hazel zwrcia si do Percy'ego:
-

Tylko bdcie czujni. Wokoo same pola, peno zb. Mog tu grasowa karpoi.

Karpoi? - zapytaa Piper.

Duchy zb. Spotkanie z nimi nie naley do przyjemnoci.

Piper nie bardzo rozumiaa, jak duchy zb mog by grone, ale Hazel powiedziaa
to tak przekonujcym tonem, e zrezygnowaa z dalszych pyta.
-

No wic wyprawimy si we troje - powiedzia Percy. - Ja, Jason i Piper. Nie

zachwyca mnie perspektywa spotkania z Panem D. Facet dziaa mi na nerwy. Ale, Jason,
ty chyba jeste z nim w lepszych stosunkach...
-

Zgadza si. Jeli go spotkamy, ja z nim pogadam. Piper, to twoja wizja.

Prowadzisz.
Piper przeszy dreszcz. Widziaa, jak wszyscy troje ton w ciemnej studni. Czy to ma
si sta wanie w Kansas? Na to si raczej nie zanosio, ale kto wie?
-

Oczywicie - odpowiedziaa, starajc si, by zabrzmiao to optymistycznie. -

Chodmy, poszukajmy tej szosy.


Po przebrniciu p mili przez nagrzane pola, pogryzieni przez komary i podrapani
przez szorstkie licie sonecznikw dotarli w kocu do szosy. Stary billboard stacji
benzynowej Bubba's Gas 'n' Grub wskazywa, e od Topeki dzieli ich czterdzieci mil.
-

Moe si myl - powiedzia Percy - ale czy to nie oznacza, e mamy jeszcze

osiem mil do przejcia?


Jason popatrzy na szos, w jedn i drug stron. Dziki magicznym waciwociom
ambrozji i nektaru wyglda o wiele lepiej. Nie by ju taki blady, a blizna na czole
prawie znika. U pasa wisia mu nowy gladius, ktry daa mu Hera w zimie. Wikszo
facetw czuaby si niezrcznie, paradujc w dinsach z pochw przywizan do pasa,
ale u Jasona wygldao to cakiem naturalnie.
-

adnych samochodw... - zauway. - No, ale chyba nie chcemy podrowa

autostopem?
-

Nie - zgodzia si Piper, wpatrujc si z niepokojem w szos. -Ju za dugo

azimy po tych polach. Ziemia to teren Gai.


-

Hmm... -Jason strzeli palcami. - Mog przywoa kumpla, eby nas podwiz.

Percy unis brwi.


-

Tak? Ja te. Zobaczymy, czyj kumpel przybiegnie pierwszy.

Jason gwizdn. Piper wiedziaa, e zamierza w ten sposb przywoa Groma, ale

udao mu si to tylko trzy razy od ostatniej zimy, gdy spotkali tego ducha burzy w
Wilczym Domu. Dzisiaj niebo byo tak niebieskie, e trudno byo spodziewa si
sukcesu.
Percy po prostu zamkn oczy i skupi si.
Piper jeszcze nigdy nie przygldaa mu si uwaniej. Po tym, co usyszaa o nim w
Obozie Herosw - Percy Jackson to, Percy Jackson tamto - pomylaa, e wyglda... no,
niezbyt atrakcyjnie, zwaszcza przy Jasonie. Percy by szczuplejszy, troszk niszy, mia
nieco dusze, o wiele ciemniejsze wosy.
Nie by w jej typie. Gdyby go spotkaa w jakim centrum handlowym, pewnie by
pomylaa, e jedzi na desce - nawet sodki, cho niechlujny, troch dziki, na pewno lubi
pakowa si w kopoty. Trzymaaby si od niego z daleka. Miaa do kopotw w yciu.
Rozumiaa jednak, e Percy moe si podoba Annabeth, a ju na pewno wiedziaa,
dlaczego jemu ta dziewczyna jest tak potrzebna. Jeli ktokolwiek mg nad nim
zapanowa, to tylko ona.
Grzmot przetoczy si po czystym niebie.
Jason umiechn si.
-

Zaraz tu bdzie.

Za pno. - Percy wskaza na wschd, skd lecia ku nim czarny, skrzydlaty

ksztat, zataczajc koa.


W pierwszej chwili Piper pomylaa, e to Frank przemieniony w kruka. Potem
uwiadomia sobie, e jest za duy jak na ptaka.
-

Czarny pegaz? Jeszcze nigdy takiego nie widziaam.

Skrzydlaty rumak wyldowa koo nich. Podbieg do Percyego i musn mu nosem


twarz, po czym spojrza z ciekawoci na Piper i Jasona.
-

Mroczny - powiedzia Percy - to jest Piper i Jason. Przyjaciele.

Ko zara cicho.
-

Ee... moe pniej - odpowiedzia Percy.

Piper syszaa, e Percy, jako syn koskiego boga Posejdona, potrafi rozmawia z
komi, ale jeszcze nigdy nie widziaa go w akcji.
-

Czego Mroczny chce? - zapytaa.

Donatw. Zawsze donatw. Moe zabra nas troje, jeli...

Nagle zrobio si zimno. Piper poczua, e uszyj szczypi. Jakie pidziesit


metrw od nich szczyty sonecznikw mierzwi wysoki na trzy pitra miniaturowy
cyklon, jak w scenie z Czarnoksinika z Oz. Dotar do szosy tu obok Jasona i przybra
ksztat konia - mglistego wierzchowca, przez ktrego tuw przebiegaa byskawica.
-

Grom - powiedzia Jason, umiechajc si od ucha do ucha. -Dawno si nie

widzielimy, przyjacielu.
Duch burzy stan dba i zara. Mroczny cofn si nerwowo.
-

Spokojnie, chopcze - rzek Percy. - To te przyjaciel. - Spojrza z podziwem na

Jasona. Niezy numer, Grace.


Jason wzruszy ramionami.
-

Zaprzyjaniem si z nim podczas naszej bitwy w Wilczym Domu. To wolny

duch, dosownie, ale czasem godzi si udzieli mi pomocy.


Percy i Jason wspili si na swoje rumaki. Piper nigdy nie czua si bezpiecznie na
Gromie. Jazda penym galopem na zwierzciu, ktre w kadej chwili moe si zmieni w
obok pary, nieco j peszya. Chwycia jednak wycignit rk Jasona i usiada za nim
na grzbiecie konia.
Grom pogna po szosie, a Mroczny pofrun nad nim. Na szczcie nie mijali adnego
samochodu, bo mogliby spowodowa wypadek. W mgnieniu oka dotarli do kamienia
milowego 32, ktry wyglda dokadnie tak, jak go Piper zobaczya w swojej wizji.
Mroczny wyldowa. Oba konie postukay kopytami w asfalt. Nie wyglday na
zadowolone z nagego przerwania biegu, podczas gdy dopiero zaczy si rozpdza.
Mroczny zara.
-

Masz racj - powiedzia Percy. - Ani ladu tego faceta od wina.

Sucham? - rozleg si gos gdzie w polu.

Grom obrci si tak szybko, e Piper o mao co z niego nie spada.


Lany pszenicy rozchyliy si i pojawi si mczyzna z jej wizji. Nosi kapelusz z
szerokim rondem opleciony winorol, fioletow koszulk, szorty khaki, sanday i biae
skarpetki. Mia moe trzydzieci lat i niewielki brzuszek. Wyglda jak facet, ktry nie
zdaje sobie do koca sprawy, e studia si skoczyy.
-

Czy kto nazwa mnie przed chwil facetem od wina"? - zapyta, przecigajc

sylaby. - Wypraszam sobie. Jestem Bachus. Albo Pan Bachus. Albo Jego Wysoko

Bachus. Albo, czasami, O-Bogowie-Nie-Zabijaj-Mnie, Panie Bachusie.


Percy rozkaza swojemu pegazowi podej bliej. Mroczny usucha z wyran
niechci.
-

Zmienie si - powiedzia Percy. - Zeszczuplae. Masz dusze wosy. I koszulk

masz troch mniej wyzywajc.


Bg wina spojrza na niego spod przymruonych powiek.
-

O czym ty, do licha, mwisz? Kim jeste i gdzie Ceres?

Ee... jaki serek?

On chyba ma na myli Ceres - odezwa si Jason. - Bogini rolnictwa. U was

Demeter. - Skoni gow z szacunkiem przed bogiem. - Panie Bachusie, czy pan mnie
pamita? Pomogem panu z tym zaginionym lampartem w Sonomie.
Bachus podrapa si po szczeciniastym podbrdku.
-

Ach... tak. John Green.

Jason Grace.

Mniejsza z tym. Wic przysya ci Ceres?

Nie, Panie Bachusie. A spodziewa si pan j tutaj spotka?

Bg prychn.
-

No, przecie nie przybyem do Kansas imprezowa, mj chopcze. Ceres

zaprosia mnie tu na narad wojenn. Gaja si odradza i zboa widn. Szerz si susze.
Karpoi si burz. Nawet moje winorole nie s ju bezpieczne. Ceres chce stworzy
jednolity front w wojnie rolin.
-

W wojnie rolin - powtrzy Percy. - Chce pan uzbroi te wszystkie winogronka

w malekie strzelby?
Bg zmruy oczy.
-

My si znamy?

Poznalimy si w Obozie Herosw. Znam pana jako Pana D... Dionizosa.

Agh! - Bachus skrzywi si i przycisn donie do skroni. Przez chwil cay

zamigota i nagle Piper ujrzaa inn posta -grubsz, bardziej przysadzist, w o wiele
bardziej wyzywajcej koszulce w ctki lamparta. A potem Bachus powrci do dawnej
postaci.
-

Przesta! - zawoa. - Przesta o mnie myle po grecku!

Percy zamruga.
-

Ee... ale...

Masz w ogle pojcie, jak trudno jest utrzyma si w postaci widzialnej? A w

gowie upie! Nigdy nie wiem, co robi i dokd zmierzam! I wci zrzdz!
-

To chyba u pana normalne - powiedzia Percy.

Nozdrza boga zadrgay. Jeden z lici na jego kapeluszu buchn pomieniem.


- Jeli znamy si z tamtego obozu, to a dziw, e jeszcze ci nie zamieniem w
delfina.
-

Bya o tym mowa - zapewni go Percy. - Myl, e jest pan zbyt leniwy, by to

zrobi.
Piper obserwowaa t scen z pen grozy fascynacj, jakby ogldaa zderzenie
dwch samochodw. Teraz zdaa sobie spraw z tego, e Percy dolewa oliwy do ognia, a
Annabeth nie ma w pobliu, eby go uspokoi. Pomylaa, e jej przyjacika nigdy by
jej nie wybaczya, gdyby Percy powrci z misji zamieniony w morskiego ssaka.
-

Panie Bachusie! - zawoaa, zelizgujc si z grzbietu Groma.

Piper, ostronie - powiedzia Jason.

Rzucia mu ostrzegawcze spojrzenie: Nie wtrcaj si".


-

Wybacz, e ci niepokoj, wielmony panie - zwrcia si do boga - ale"

przybylimy tu, eby prosi ci o rad. Pozwl nam skorzysta ze swojej niezwykej
mdroci.
Wypowiedziaa to unionym tonem, zabarwiajc szacunkiem swoj czaromow.
Bg zmarszczy brwi, ale purpurowy blask w jego oczach przygas.
-

Jeste wygadana, dziewczyno. Chodzi o rad? Dobrze. Nie polecabym karaoke.

Tematyczne przyjcia w ogle wyszy z mody. W tych surowych czasach ludzie pragn
prostych, kameralnych spotka z lokalnymi przekskami i...
-

Nie chodzi o przyjcie - przerwaa mu Piper - chocia jest to niewiarygodnie

uyteczna rada, Panie Bachusie. Mielimy nadziej, e pomoe nam pan w naszej misji.
Opowiedziaa o Argo II" i o ich wyprawie majcej na celu powstrzymanie
olbrzymw przed obudzeniem Gai. Powtrzya, co powiedziaa Nemezis: e za sze dni
Rzym zostanie zniszczony. Opisaa wizj, ktr zobaczya na ostrzu sztyletu: Bachusa
oferujcego jej srebrn czar.

Srebrn czar? - Bg nie by tym zbyt podekscytowany. Chwyci puszk

dietetycznej pepsi-coli, ktra znikd pojawia si w powietrzu, i otworzy j.


-

Zwykle pije pan dietetyczn coca-col - zauway Percy.

Nie wiem, o czym mwisz - warkn Bachus. - A jeli chodzi o t wizj, moda

damo, to mog ci najwyej zaproponowa pepsi. Jupiter surowo zakaza mi czstowa


winem nieletnich. To kopotliwe, ale nic na to nie poradz. Co do gigantw, to dobrze ich
znam. Walczyem w pierwszej wojnie gigantw.
-

Potrafi pan walczy? - zapyta Percy.

Piper wolaaby, eby w jego gosie nie byo tyle niedowierzania.


Dionizos warkn. Puszka z napojem zamienia si-w ptorametrow lask oplecion
bluszczem, z szyszk sosnow na szczycie.
-

Tyrs! - krzykna Piper, majc nadziej odwrci uwag boga, zanim zdzieli

Percyego w gow. Widziaa ju tak bro w rkach szalejcych nimf i teraz jej widok
specjalnie jej nie przerazi, ale udaa, e robi na niej wraenie. - Och, c to za potna
bro!
-

Zaiste - zgodzi si Bachus. - Ciesz si, e kto w waszej grupie ma olej w

gowie. Ta szyszka to przeraajce narzdzie zniszczenia! Sam byem pbogiem w


pierwszej wojnie gigantw. Synem Zeusa!
Jason wzdrygn si. Moe niezbyt zachwycia go myl, e praktycznie rzecz biorc,
Facet od Wina to jego starszy brat.
Bachus zamachn si lask i o mao nie straci rwnowagi pod ciarem swojego
brzucha.
-

Oczywicie to byo na dugo przed tym, jak wynalazem wino i staem si

niemiertelny Walczyem rami w rami z bogami i pewnym innym pbogiem... to by


chyba Harry Cleese.
-

Herakles? - podpowiedziaa mu uprzejmie Piper.

Jako tak. W kadym razie zabiem olbrzyma Efialtesa i jego brata Otisa. Straszne

chamida. Obaj dostali szyszk po mordzie!


Piper wstrzymaa oddech. Kilka myli wpado jej jednoczenie do gowy: wizje na
sztylecie, wersy przepowiedni, o ktrych dyskutowali poprzedniego wieczoru. Poczua
si jak kiedy, kiedy nurkowaa z ojcem, a on przetar jej mask pod wod. Nagle

wszystko stao si o wiele janiejsze.


-

Panie Bachusie - powiedziaa, starajc si opanowa podniecenie - ci dwaj

giganci, Efialtes i Otis... czy oni czasem nie byli bliniakami?


-

Hmm? - Bg by bardzo zajty wymachiwaniem swoim tyr-sem, ale pokiwa

gow. - Tak, byli bliniakami. Zgadza si.


Piper spojrzaa na Jasona. Bya pewna, e on te o tym pomyla. Ju wsz mdy
oddech anioa blinita.
Na klindze Zwierciada zobaczya dwch olbrzymw w tych szatach,
wycigajcych kad z gbokiej jamy.
-

Wanie dlatego tu jestemy - powiedziaa Bachusowi. - Jeste czci naszej

misji!
Bachus zmarszczy czoo.
-

Wybacz, dziewczyno. Nie jestem ju pbogiem. Nie bior udziau w misjach.

Ale gigantw mog zabi tylko wsppracujcy herosi i bogowie. Jeste teraz

bogiem, a ci dwaj giganci, ktrych musimy pokona, to Efialtes i Otis. Myl... myl, e
czekaj na nas w Rzymie. Chc jako zniszczy miasto. Ta srebrna czara z mojej wizji...
moe to by symbol twojej pomocy. Musisz nam pomc zabi tych gigantw!
Bachus obrzuci j gniewnym spojrzeniem i zrozumiaa, e le dobraa sowa.
-

Dziewczyno - rzek chodno ja niczego nie musz. A poza tym pomagam tylko

tym, ktrzy zo mi odpowiedni hod, czego nikt nie dokona od wielu, wielu stuleci.
Mroczny zara niespokojnie.
Piper nie miaa do niego o to alu. W niej sowo hod" te wzbudzio lk. Pamitaa
menady, oszalae towarzyszki Bachusa, ktre potrafiy rozerwa niewierzcych na
strzpy goymi rkami. I to wwczas, gdy byy w dobrym nastroju.
Percy wypowiedzia pytanie, ktre baa si zada:
-

Jaki hod?

Bachus pogardliwie machn rk.


-

Nic takiego, na co byoby ci sta, bezczelny Greku. Ale udziel wam darmowej

rady, bo ta dziewczyna ma jakie maniery. Odnajdcie syna Gai, Forkisa. Zawsze


nienawidzi swojej matki, zreszt nie dziwi mu si. Nie przepada te za swoim
rodzestwem, tymi bliniakami. Znajdziecie go w miecie nazwanym po tej bohaterce -

Atalancie.
Piper zawahaa si.
-

Masz na myli Atlant?

Zgadza si.

Ale ten Forkis... - odezwa si Jason. - On jest gigantem? Tytanem?

Bachus rozemia si.


-

Ani tym, ani tym. Szukajcie sonej wody.

Sonej wody... - powtrzy Percy. - W Atlancie?

Tak. Such ci szwankuje? Jeli ktokolwiek moe wam co powiedzie o Gai i jej

bliniakach, to tylko Forkis. Ale uwaajcie na niego.


-

Co pan chce przez to powiedzie? - zapyta Jason.

Bg spojrza na soce, ktre byo ju wysoko.


-

Ceres si spnia? Troch to do niej niepodobne, chyba e wyczua jakie

zagroenie w okolicy. Albo... - Twarz mu nagle staa. - Albo puapk. No, na mnie ju
czas! I na waszym miejscu te bym ju rusza!
-

Panie Bachusie, niech pan zaczeka! - zaprotestowa Jason.

Bg zamigota i znik z odgosem podobnym do tego, ktry wydaje otwierana puszka


z napojem gazowanym.
Wiatr zaszeleci w sonecznikach. Konie poruszyy si nerwowo. Mimo e dzie by
suchy i gorcy, Piper przeszed dreszcz. Zimno... Annabeth i Leo te mwili o uczuciu
zimna...
-

Bachus ma racj - powiedziaa. - Lepiej si std zabierajmy...

Za pno - rozleg si senny gos, buczcy ze wszystkich pl wok nich i

rezonujcy w ziemi u stp Piper.


Percy i Jason dobyli mieczy. Piper, stojca midzy nimi na szosie, zamara ze strachu.
Moc Gai wydawaa si promieniowa ze wszystkich stron. Soneczniki obrciy si do
nich kwiatami. Kosy pszenicy pochyliy si ku nim jak milion kos.
-

Witajcie na moim przyjciu - zamruczaa Gaja. Jej gos przypomina Piper

odgosy wydawane przez rosnce zboe: trzeszczcy, syczcy, nieustajcy dwik, ktry
tak czsto syszaa w chacie dziadka Toma w spokojne noce w Oklahomie.
-

Co wam Bachus powiedzia? - szydzia bogini. - Proste, kameralne spotkanie z

lokalnymi przekskami? Tak. Jeli chodzi o moje przekski, to planuj dwie: krew
pbogini i krew pboga. Piper, moja droga, wybieraj, ktry heros umrze razem z tob.
-

Gajo! - zawoa Jason. - Przesta si kry w pszenicy. Poka si nam!

Co za brawura - sykna Gaja. -Ale ten drugi, Percy Jackson, te jest pocigajcy.

Wybieraj, Piper McLean, albo sama to zrobi.


Serce Piper walio jak motem. Gaja zamierza j zabi. To jej nie zaskoczyo, ale o co
chodzi z tym wyborem jednego z chopcw? Czyby chciaa kogo puci wolno? To
musi by podstp.
-Jeste szalona! - zawoaa. - Nikogo nie bd dla ciebie wybiera!
Nagle Jason wyda zduszony okrzyk i wyprostowa si w siodle.
-Jason! Co ci si stao...?
Bg zamigota i znik z odgosem podobnym do tego, ktry wydaje otwierana puszka
z napojem gazowanym.
Wiatr zaszeleci w sonecznikach. Konie poruszyy si nerwowo. Mimo e dzie by
suchy i gorcy, Piper przeszed dreszcz. Zimno... Annabeth i Leo te mwili o uczuciu
zimna...
-

Bachus ma racj - powiedziaa. - Lepiej si std zabierajmy...

Za pno - rozleg si senny gos, buczcy ze wszystkich pl wok nich i

rezonujcy w ziemi u stp Piper.


Percy i Jason dobyli mieczy. Piper, stojca midzy nimi na szosie, zamara ze strachu.
Moc Gai wydawaa si promieniowa ze wszystkich stron. Soneczniki obrciy si do
nich kwiatami. Kosy pszenicy pochyliy si ku nim jak milion kos.
-

Witajcie na moim przyjciu - zamruczaa Gaja. Jej gos przypomina Piper

odgosy wydawane przez rosnce zboe: trzeszczcy, syczcy, nieustajcy dwik, ktry
tak czsto syszaa w chacie dziadka Toma w spokojne noce w Oklahomie.
-

Co wam Bachus powiedzia? - szydzia bogini. - Proste, kameralne spotkanie z

lokalnymi przekskami? Tak. Jes'li chodzi o moje przekski, toplanuj dwie:


krewpbogini i krewpboga. Piper, moja droga, wybieraj, ktry heros umrze razem z
tob.
-

Gajo! - zawoa Jason. - Przesta si kry w pszenicy. Poka si nam!

Co za brawura - sykna Gaja. Ale ten drugi, Percy Jackson, te jest

pocigajcy. Wybieraj, Piper McLean, albo sama to zrobi.


Serce Piper walio jak motem. Gaja zamierza j zabi. To jej nie zaskoczyo, ale o co
chodzi z tym wyborem jednego z chopcw? Czyby chciaa kogo puci wolno? To
musi by podstp.
-Jeste szalona! - zawoaa. - Nikogo nie bd dla ciebie wybiera!
Nagle Jason wyda zduszony okrzyk i wyprostowa si w siodle.
-Jason! Co ci si stao...?
Spojrza na ni z gry, twarz mia upiornie spokojn. Jego oczy nie byy ju
niebieskie. Pony zotem.
-

Percy, na pomoc! - Piper zelizna si z Groma.

Ale Percy ju odjecha. Zatrzyma si na szosie jakie dziesi metrw od niej i


zawrci pegaza. Unis miecz i wycelowa ostrzem w Jasona.
-Jeden z nas umrze - wycedzi Percy nieswoim gosem. By to guchy i pusty dwik,
jakby kto szepta z wntrza lufy armatniej.
-Ja dokonam wyboru - odrzek Jason takim samym pustym gosem.
-

Nie! - rykna Piper.

Wok niej zatrzeszczay i zasyczay pola, miejc si gosem Gai, gdy Percy i Jason
natarli na siebie z gotowymi do ciosu mieczami.

XI
PIPER
Gdyby nie konie, ju byoby po Piper.
Jason i Percy natarli na siebie, ale Grom i Mroczny ocigay si na tyle, e -zdya
uskoczy w bok.
Przetoczya si na skraj szosy i spojrzaa za siebie, oszoomiona i przeraona, gdy
chopcy skrzyowali miecze, zoto przeciw spiowi. Trysny iskry. Klingi zamigotay cios i jego odparowanie - a ziemia zadraa. Pierwsza wymiana ciosw trwaa zaledwie
sekund, ale Piper wprost nie moga uwierzy w szybko ich mieczy. Konie odskoczyy
od siebie - Grom grzmic w protecie, Mroczny opoczc skrzydami.
- Przestacie! krzykna Piper.
Na chwil Jason jakby otrzewia, syszc jej gos. Zwrci na ni zote oczy i Percy
to wykorzysta, godzc w niego mieczem. Dziki bogom obrci miecz - moe celowo, a
moe przypadkiem - i trafi go pazem w pier, ale sia uderzenia bya tak dua, e Jason
spad ze swojego wierzchowca.
Mroczny odbieg galopem, gdy zaskoczony Grom stan dba. Duch burzy pomkn
w pole sonecznikw i znik w oboku pary.
Percy z pewnym trudem zdoa zawrci pegaza.
-

Percy! - wrzasna Piper. - Jason to twj przyjaciel! Odrzu bro!

Percy opuci rami z mieczem. Piper by moe udaoby si przemwi mu do


rozsdku, ale na nieszczcie Jason podnis si z ziemi.
Rykn. Z czystego bkitnego nieba strzelia byskawica. Piorun odbi si od jego
gladiusa i zwali Percy ego z pegaza.
Mroczny zara i pogalopowa w pole pszenicy. Jason natar na Percy'ego, ktry lea
na plecach w dymicym ubraniu.
Przez jedn straszn chwil Piper nie moga wydoby z siebie gosu. Wydawao si
jej, e Gaja szepce: Musisz wybra jednego. Moe niech Jason go zabije".
-

Nie! - krzykna. - Jason, stj!

Zamar, czubek jego miecza zawis w powietrzu ptora centymetra od twarzy


Percy'ego. Odwrci si do niej, zoty blask w jego oczach zamigota niepewnie.
-

Nie mog. Jeden z nas musi umrze.

Co w tym gosie... to nie bya Gaja. To nie by Jason. Ktokolwiek to by, mwi z
pewnym trudem, jakby angielski by dla niego jzykiem obcym.
-

Kim jeste? - zapytaa Piper.

Jego usta wykrzywiy si w upiornym umiechu.


-

Jestemy ejdolonami. Odrodzimy si.

Ejdolonami...? - Piper mylaa gorczkowo. W Obozie Herosw uczya si o

najrniejszych rodzajach potworw, ale ta nazwa nie brzmiaa znajomo. - Jeste... jeste
jakim duchem?
-

On musi umrze.

Ponownie zwrci si w stron Percy'ego, ale ten odzyska ju przytomno.


Byskawicznie podkurczy nog i kopn Jasona, zwalajc go z ng.
Gowa Jasona uderzya w asfalt z ohydnym stukiem.
Percy wsta.
-

Przesta! - krzykna ponownie Piper, ale tym razem w jej gosie nie byo czaru.

Krzyczaa w czystej rozpaczy.


Percy unis Orkana nad piersi Jasona.
Gardo Piper cisno si ze strachu. Chciaa rzuci si na Percyego ze sztyletem, ale
wiedziaa, e to nic nie da. Ktokolwiek nim owadn, posiad rwnie wszystkie jego
umiejtnoci. Nie byo szansy, by pokonaa go w walce.
Skupia si. Wlaa cay gniew w swj gos.
-

Ejdolonie, wstrzymaj si.

Percy zamar.
-

Odwr si do mnie - rozkazaa Piper.

Syn boga morza odwrci si. Oczy mia zote zamiast zielonych, twarz blad i
okrutn, zupenie niepodobn do twarzy Percyego.
-

Nie wybraa, wic on umrze.

-Jeste duchem z Podziemia. Nawiedzie ciao Percy ego Jacksona. Zgadza si?
Percy zamia si szyderczo.
-

Odrodz si w tym ciele. Matka Ziemia obiecaa. Pjd, dokd bd chcia,

zawadn, kim zechc.


Ogarna j fala zimna. Leo... to samo stao si z nim. Ejdo-lon nim zawadn".

To co w ciele Percyego rozemiao si pospnie.


-

Za pno to zrozumiaa. Nie powinna ufa nikomu.

Jason wci si nie porusza. Piper nie moga mu pomc, nie moga go ocali.
Za Percym co zaszelecio w pszenicy. Piper dostrzega czubek czarnego skrzyda, a
Percy zacz si odwraca w stron tego odgosu.
-

Nie zwracaj na to uwagi! - krzykna. - Patrz na mnie!

Percy usucha.
-

Nie moesz mnie powstrzyma. Zabij Jasona Grace.

Za jego plecami z pszenicy wyoni si czarny pegaz, poruszajc si zadziwiajco


ostronie jak na tak due zwierz.
-

Nie zabijesz go - powiedziaa Piper rozkazujcym tonem. Ale nie patrzya na

Percy ego. Patrzya w oczy pegazowi, nasycajc swoje sowa ca moc woli i majc
nadziej, e Mroczny zrozumie. - Oguszysz go.
Czaromowa podziaaa na Percy ego. Poruszy niepewnie mieczem.
-

Ja... go ogusz?

Och, wybacz. - Piper umiechna si. - Nie mwiam do ciebie.

Pegaz zara i ugodzi go kopytem w gow.


Percy run na asfalt obok Jasona.
-

Och, bogowie! - Piper podbiega do chopcw. Mroczny, chyba go nie zabie,

co?
Pegaz parskn. Piper nie znaa koskiego, ale pomylaa, e powiedzia: Daj spokj.
Znam wasn si".
Groma nigdzie nie byo wida. Widocznie powrci tam, gdzie przebywaj duchy
burzy podczas bezchmurnych dni.
Piper zbadaa Jasona. Oddycha spokojnie, ale dwa uderzenia w gow w cigu
dwch dni musiay mu zaszkodzi. Potem obejrzaa gow Percy'ego. Nie dostrzega
krwi, tylko rosncy szybko wielki guz w miejscu, w ktre ugodzio go kopyto konia.
-

Trzeba ich zabra z powrotem na okrt - powiedziaa pegazowi.

Mroczny kiwn bem na znak, e zrozumia. Uklk, eby Piper moga wcign
Percy'ego i Jasona na jego grzbiet. Nie byo to atwe (nieprzytomni chopcy byli bardzo
cicy), ale w kocu si udao. Sama dosiada pegaza, ktry wzbi si w powietrze i

skierowa ku okrtowi.
Pozostali byli troch zaskoczeni, kiedy Piper powrcia na pegazie z dwoma
nieprzytomnymi herosami. Frank i Hazel zajli si
Mrocznym, a Annabeth i Leo pomogli Piper przenie chopcw do izby chorych.
-

Jeli tak dalej pjdzie, to wkrtce zabraknie nam ambrozji -gdera trener Hedge,

opatrujc im rany. - Dlaczego nigdy mnie nie zabieracie na te wypady?


Piper usiada przy Jasonie. Czua si ju dobrze po yku nektaru i odrobinie wody, ale
wci martwia si o chopcw.
-

Leo, okrt ju gotw do lotu? - zapytaa.

Tak, ale...

Kurs na Atlant. Pniej ci wyjani.

Ale... no dobra.

Wybieg.
Annabeth te z ni nie dyskutowaa. Bya zbyt zajta badaniem rany w ksztacie
podkowy na gowie Percy ego.
-

Kto go tak urzdzi? - zapytaa.

Mroczny.

Co?!

Piper sprbowaa jej to wyjani, podczas gdy trener Hedge smarowa gowy
chopcw jak maci. Nigdy nie miaa zaufania do jego uzdolnie medycznych, ale tym
razem chyba zastosowa co skutecznego, a moe duchy, ktre nimi owadny,
wzmocniy ich odporno, w kadym razie obaj jknli i otworzyli oczy.
Po kilku minutach siedzieli ju na swoich kojach i mwili penymi zdaniami. Obaj
mieli bardzo mtne wspomnienia z tego, co si wydarzyo. Kiedy Piper opisaa ich
pojedynek na szosie, Jason skrzywi si.
-

Znokautowany dwa razy w cigu dwch dni - mrukn. - Taki ju los herosa. -

Spojrza z zakopotaniem na Percy ego. - Wybacz, stary. Nie chciaem ci waln.


Koszulka Percyego bya upstrzona wypalonymi dziurami. Wosy mia jeszcze
bardziej rozczochrane ni zwykle. Mimo to rozemia si sabo.
-

Nie pierwszy raz dostaem w eb. Kiedy twoja starsza siostra przywalia mi

cakiem niele w obozie.

No tak... ale mogem ci zabi.

Albo ja ciebie - odrzek Percy.

Jason wzruszy ramionami.


-

Moe, gdyby w Kansas by jaki ocean.

Nie potrzebuj oceanu, eby...

Chopcy - przerwaa im Annabeth - nie wtpi, e obaj z atwoci bycie si

pozabijali. Ale teraz musicie troch odpocz.


-

Najpierw co zjedzmy, dobrze? - powiedzia Percy. - No i musimy pogada.

Bachus powiedzia co, co...


-

Bachus? - Annabeth uniosa rk. - W porzdku. Dobra. Musimy pogada. W

mesie. Za dziesi minut. Powiem pozostaym. I bagam ci, Percy... przebierz si.
Cuchniesz, jakby ci stratowa elektryczny ko.
Leo przekaza ster trenerowi Hedgeowi, ktry przyrzek, e nie skieruje okrtu do
najbliszej bazy wojskowej dla zabawy".
Zebrali si wok stou jadalnego i Piper opowiedziaa, co si wydarzyo na szosie
przy znaku: TOPEKA 32 - o ich rozmowie z Bachusem, o puapce zastawionej przez
Gaj i o ejdolonach, ktre optay chopcw.
-

Oczywicie! - Hazel uderzya doni w st, a przestraszony Frank wypuci z

rki swoje burrito. - To samo stao si z Leonem!


-

Wic to nie moja wina - ucieszy si Leo. - To nie ja rozptaem trzeci wojn

wiatow. Po prostu opta mnie jaki zy duch. Co za ulga!


-

Ale Rzymianie o tym nie wiedz - powiedziaa Annabeth. - _ I dlaczego mieliby

uwierzy nam na sowo?


-

Moemy porozumie si z Reyn - zaproponowa Jason. -Ona nam uwierzy.

Wypowiedzia jej imi tak, jakby to bya lina ratownicza czca go z przeszoci.
Piper ogarno przygnbienie.
Jason zwrci si do niej z nadziej w oczach.
-Ty mogaby j przekona, Pipes. Jestem pewny, e tobie by si udao.
Piper poczua si tak, jakby caa krew spyna jej do stp. Wspczujce spojrzenie
Annabeth mwio: Chopcy s tacy tpi". Nawet Hazel si skrzywia.
-

Mogabym sprbowa - powiedziaa bez zapau. - Ale to Oktawian mnie martwi.

Na klindze mojego sztyletu widziaam, jak podburza tum Rzymian. Nie jestem pewna,
czy Reyna zdoaaby go powstrzyma.
Jason spospnia. Gaszenie jego entuzjazmu nie sprawio Piper adnej przyjemnoci,
ale pozostali Rzymianie - Hazel i Frank -kiwnli gowami.
-

Racja - powiedzia Frank. - Kiedy po poudniu poszlimy na zwiad, znowu

widzielimy rzymskie ory. Byy daleko, ale szybko si zbliay. Oktawian wkroczy na
wojenn ciek.
Hazel skrzywia si.
-1 to jest wanie ta szansa, ktrej zawsze pragn. Sprbuje przej wadz. Jeli
Reyna si sprzeciwi, Oktawian powie, e tchrzy przed Grekami. A te ory... Chyba
mog nas wywszy.
-

Mog - przyzna Jason. - Rzymskie ory tropi pbogw lepiej ni potwory. Ten

okrt to nasza kryjwka, ale nie przed wszystkimi. Nie przed nimi.
Leo zabbni palcami w st.
-

Super. Powinienem zainstalowa zason dymn, dziki ktrej okrt cuchnby

wielkimi nuggetsami z kurczaka. Nastpnym razem przypomnijcie mi o tym.


Hazel zmarszczya brwi.
-

Co to s nuggetsy z kurczaka?

O kurcz... - Leo pokrci gow z niedowierzaniem. - No tak. Nie byo ci na

wiecie przez jakie siedemdziesit lat. No wic, moja panno, nuggetsy z kurczaka...
-

Niewane - przerwaa mu Annabeth. - Rzecz w tym, e bdzie nam bardzo trudno

wyjani Rzymianom, co si naprawd stao. A nawet jeli nam uwierz...


-

Masz racj. - Jason wychyli si do przodu. - Powinnimy lecie dalej. Gdy ju

pokonamy Atlantyk, bdziemy bezpieczni... W kadym razie pozbdziemy si legionu.


Powiedzia to tak smtnym tonem, e Piper nie wiedziaa, czy mu wspczu, czy si
obrazi.
-

Skd ta pewno? - zapytaa. - Niby dlaczego nie mieliby nas dalej ciga?

Potrzsn gow.
-

Syszaa, co Reyna mwia o tych staroytnych krainach. S zbyt niebezpieczne.

Rzymskim pbogom od pokole nie wolno ich odwiedza. Nawet Oktawian nie mgby
zama tego zakazu.

Frank przekn kawaek burrito z takim trudem, jakby w ustach zmieni mu si w


tektur.
-

No wic jeli my tam dotrzemy...

Bdziemy zdrajcami wyjtymi spod prawa - przyzna Jason. -Kady rzymski

heros bdzie mia prawo zabi nas bez ostrzeenia. Tym bym si jednak nie przejmowa.
Po drugiej stronie Atlantyku nie bd nas ciga. Bd przekonani, e zginiemy na
Morzu rdziemnym... na Mare Nostrum.
Percy wycelowa w niego swoim kawakiem pizzy.
-

Ty, panie, jeste promykiem soca.

Jason milcza. Inni spucili gowy, wpatrujc si w swoje talerze. Wszyscy prcz
Percy'ego, ktry ze smakiem zajada pizz. Piper nie miaa pojcia, gdzie mu si to
wszystko mieci. Mia apetyt jak satyr.
-

Wic lemy dalej - powiedzia - i postarajmy si nie zgin. Pan D... Bachus...

rany, czy musz go teraz nazywa Panem B.? W kadym razie wspomnia o tych
bliniakach z przepowiedni Elli. O dwch gigantach. Otis i... ee... to si chyba zaczynao
na F?
-

Efialtes - powiedzia Jason.

Dwaj giganci... Jak w wizji Piper... - Annabeth przesuna palcem po brzegu

swojego kubka. - Pamitam opowie o dwch bliniakach gigantach. Prbowali wedrze


si na Olimp, zwalajc na kup gry.
Frank o mao si nie zakrztusi.
-

No, fajnie. Olbrzymy, ktre buduj z gr jak z klockw. I mwicie, e Bachus

pozabija ich szyszk zatknit na kiju?


-

Co w tym rodzaju - powiedzia Percy. - Ale tym razem chyba nie moemy liczy

na jego pomoc. Zada hodu i da wyranie do zrozumienia, e to co, czego nie


zniesiemy.
Zapado milczenie. Piper syszaa, jak na pokadzie trener Hedge piewa Bow
theMan Down, z tym e chyba nie zna sw, wic wypiewywa gwnie: Bla-bla-umde-dam-dam".
Nie moga si pozby wraenia, e Bachus naprawd chcia im pomc. Ci dwaj
giganci byli w Rzymie. Mieli co, czego potrzebowali pbogowie - co w kadzi ze spiu.

Cokolwiek to byo, czua, e kryje si w tym sposb na zamknicie Wrt mierci... Pod
ktrego stra wiecznej mierci pta... Bya te przekonana, e nie zwyci gigantw
bez pomocy Bachusa. I jeli nie dokonaj tego w cigu piciu dni, Rzym zostanie
zniszczony, a Nico, brat Hazel, umrze.
Z drugiej strony gdyby si okazao, e wizja Bachusa oferujcego jej srebrn czar
jest faszywa, to moe te pozostae wizje te si nie sprawdz - zwaszcza ta, w ktrej
ona, Percy i Jason ton. Moe miao to tylko jakie symboliczne znaczenie.
Krew pbogini - powiedziaa Gaja - i krew pboga. Piper, moja droga, wybieraj,
ktry heros umrze razem z tob".
-

Chce dwojga z nas - mrukna Piper.

Wszyscy na ni spojrzeli.
Piper nie znosia by w centrum zainteresowania. Mogo to by do dziwne jak na
crk Afrodyty, ale widziaa przecie, jak przez cae lata boryka si ze swoj saw jej
ojciec. Pamitaa, jak Afrodyta uznaa j przy ognisku przed caym obozem, zaczarowujc przy tym w krlow piknoci. By to najbardziej kopotliwy moment w jej yciu.
I nawet tutaj, w towarzystwie tylko szeciorga pbogw, poczua si teraz nieswojo.
To moi przyjaciele" - powiedziaa sobie. - To normalne".
Miaa jednak dziwne poczucie... e patrzy na ni wicej ni sze par oczu.
-

Dzisiaj, na szosie, Gaja powiedziaa mi, e pragnie krwi tylko dwojga pbogw.

Ona... ona kazaa mi wybiera, ktry z chopcw ma umrze.


Jason cisn jej do.
-

Ale aden z nas nie umar. Ocalia nas.

Wiem. Ale... dlaczego tego chciaa?

Leo cicho zagwizda.


-

Suchajcie, pamitacie Wilczy Dom? Nasz ulubion lodow ksiniczk Chione?

Mwia o przelaniu krwi Jasona... e jego krew skala to miejsce na cae pokolenia. Moe
krew pboga ma podobn moc.
- Och...
Percy odoy na talerz trzeci kawaek pizzy. Odchyli si do tyu i wpatrzy w
przestrze, jakby dopiero teraz odczu skutki kopnicia w gow przez konia.
-

Percy? - Annabeth chwycia go za rami.

Och, niedobrze - mrukn. - Niedobrze. Bardzo niedobrze. - Spojrza przez st na

Franka i Hazel. - Pamitacie Polybotesa?


-

Tego olbrzyma, ktry napad na Obz Jupiter? - zapytaa Hazel. - Tego anty-

Posejdona, ktrego rbne w gow posgiem Terminusa, tak? Chyba go pamitam.


-

Miaem sen, kiedy lecielimy na Alask. Polybotes rozmawia z gorgonami i

powiedzia... powiedzia, e chce mnie uwizi, nie zabi. Powiedzia: Chc go mie w
acuchach u swoich stp, ebym mg go zabi, gdy nadejdzie czas. Jego krew obryzga
gazy Olimpu i przebudzi Matk Ziemi!"
Piper pomylaa, e chyba popsua si klimatyzacja, bo nagle poczua, e caa trzsie
si z zimna. To byo to samo uczucie, ktre dopado j na szosie przed Topek.
-

Mylisz, e ci giganci chc uy naszej krwi... krwi dwojga z nas...

Nie wiem - odrzek Percy. - Ale dopki si nie dowiemy, uwaam, e

powinnimy nie da si porwa.


Jason chrzkn.
-

Z tym si zgadzam.

Ale jak si tego dowiemy? - zapytaa Hazel. - Znak Ateny, bliniacy,

przepowiednia Elli... jak to wszystko powiza?


Annabeth zacisna palce na krawdzi stou.
-

Piper, kazaa Leonowi wzi kurs na Atlant.

Zgadza si. Bachus mwi, e powinnimy tam poszuka... Jak on si nazywa?

Forkis - podpowiedzia Percy.

Annabeth zrobia zdziwion min, jakby nie przywyka do tego, e jej chopak moe
co wiedzie.
-

Znasz go?

Percy wzruszy ramionami.


-

Z pocztku go nie skojarzyem. Potem Bachus wspomnia o sonej wodzie i

zawitao mi w gowie. Forkis to stary bg morza, jeszcze sprzed czasw mojego ojca.
Nigdy go nie spotkaem, ale chyba jest synem Gai. Tylko nadal nie rozumiem, co bg
morza mgby robi w Atlancie. Leo prychn.
-

A co robi bg wina w Kansas? Bogowie s dziwni. W kadym razie powinnimy

znale si w Atlancie jutro w poudnie, chyba e co jeszcze pjdzie nie tak.

Wypluj te sowa - mrukna Annabeth. - Robi si pno. Wszyscy powinnimy

si przespa.
-

Chwileczk - powiedziaa Piper. I znowu wszyscy na ni spojrzeli.

Nagle zabrako jej odwagi i zacza si zastanawia, czy instynkt jej nie zawodzi, ale
zmusia si, by mwi dalej.
-

Jest jeszcze co. Te ejdolony... te duchy opanowujce ciaa. One wci s tutaj, w

tym pomieszczeniu.

XII
PIPER
Piper nie potrafia wyjani, skd to wie.
Nie znosia opowieci o zjawach i drczonych duszach. Ojciec czsto artowa sobie
z czirokeskich legend opowiadanych przez dziadka Toma, kiedy jeszcze mieszkali w
indiaskim rezerwacie, ale nawet pniej, w ich wielkim domu w Malibu z widokiem na
Pacyfik, za kadym razem kiedy przywoywa te legendy, zapaday jej gboko w
pami.
Czirokeskie duchy zawsze byy niespokojne. Czsto gubiy drog do Krainy
Zmarych albo krciy si w pobliu ywych z czystego uporu. Czasami nawet nie
zdaway sobie sprawy z tego, e s umare.
W miar jak Piper uczya si by pbogini, coraz bardziej si przekonywaa, e
czirokeskie mity nie tak mocno si rni od greckich. Te ejdolony zachowyway si
zupenie jak duchy z opowieci ojca.
Czua instynktownie, e nadal tu s po prostu dlatego, e nikt nie rozkaza im odej.
Kiedy skoczya to wyjania, reszta popatrzya na ni z pewnym zaenowaniem. Z
gry dobiega gos trenera Hedgea, ktry chyba piewa In the Navy, podczas gdy
Mroczny tupa w pokad, rc na znak protestu.
W kocu Hazel westchna.
-

Piper ma racj.

Skd ta pewno? - zapytaa Annabeth.

Spotkaam ju ejdolony. W Podziemiu, kiedy byam... no wiecie.

Umara.
Piper zapomniaa, e Hazel yje po raz drugi. W pewnym sensie sama bya
odrodzonym duchem.
-

Wic... - Frank potar doni swoje krtko ostrzyone wosy, jakby jakie duchy

zagniedziy mu si na czaszce. - Sdzisz, e te stwory czaj si gdzie na okrcie albo...


-

By moe czaj si gdzie w nas - powiedziaa Piper. - Tego nie wiemy.

Jason zacisn pi.


-

Jeli to prawda...

Musimy co zrobi - przerwaa mu Piper. -1 chyba wiem co.

Co? - zapyta Percy.

Po prostu posuchaj, dobrze? - Piper wzia gboki oddech. - Wszyscy suchajcie.

Popatrzya na kadego z osobna.


-

Ejdolony - powiedziaa, uywajc czaromowy - podniecie rce.

Zapado pene napicia milczenie.


Leo rozemia si nerwowo.
-

Ty naprawd mylisz, e to...

Zamilk. Twarz mu zwiotczaa. Podnis rk.


Jason i Percy zrobili to samo. Ich oczy stay si szkliste i zote. Hazel wstrzymaa
oddech. Siedzcy obok Leona Frank dwign si z krzesa i stan oparty plecami o
cian.
-

Och, bogowie. - Annabeth spojrzaa na Piper badawczo. -Moesz ich wyleczy?

Piper miaa ochot zaka i schowa si pod st, ale przecie musiaa pomc
Jasonowi. Nie moga uwierzy, e ciska rk... Nie, nie chciaa o tym nawet myle.
Skupia si na Leonie, bo najmniej j oniemiela. -Jest was wicej na tym okrcie? zapytaa.
-

Nie - odrzek Leo pustym gosem. Matka Ziemia wysaa nas trzech.

Najsilniejszych, najlepszych. Znowu odyjemy.


-

Nie tutaj - warkna Piper. - Wszyscy trzej, suchajcie uwanie. Jason i Percy

zwrcili ku niej gowy. Te zote oczy byy naprawd przeraajce, ale widok trzech
chopcw w takim stanie wznieci w niej gniew.
-

Macie opuci te ciaa rozkazaa.

Nie - powiedzia Percy. Leo sykn cicho.

Musimy y. Frank sign po uk.

Na Marsa wszechmocnego! Co za ohyda! Wynocie si std, duchy! Zostawcie

naszych przyjaci w spokoju.


Leo zwrci si do niego.
-

Nie moesz nam rozkazywa, synu wojny. Twoje wasne ycie jest bardzo

kruche. Twoja dusza moe spon w kadej chwili.


-

Frank, nie. - Hazel wstaa z krzesa. Siedzcy obok niej Jason doby miecza.

Przestacie! - krzykna Piper, ale gos jej si zaama. Szybko tracia wiar w

swj plan. Zdemaskowaa ejdolony, ale


co dalej? Jeli nie nakoni ich do odejcia i poleje si krew, to bdzie jej wina. W
gowie syszaa miech Gai.
-

Usuchajcie Piper. - Hazel wskazaa na miecz Jasona. Zota klinga zaciya mu w

doni i stukna o st. Jason opad do tyu na krzeso.


Percy warkn bardzo zmienionym gosem:
-

Crko Plutona, moesz rzdzi klejnotami i metalami. Nie panujesz nad

umarymi.
Annabeth wycigna ku niemu rce, jakby chciaa go powstrzyma, ale Hazel
zatrzymaa j gestem.
-

Posuchajcie, ejdolony - powiedziaa stanowczo Hazel. - Nie przynaleycie do

tego wiata. Nie mog wam rozkazywa, ale Piper moe. Usuchajcie jej.
Zwrcia si do Piper z min, ktra mwia: Sprbuj jeszcze raz. Uda ci si".
Piper zebraa si na odwag. Spojrzaa na Jasona - prosto w oczy tej istoty, ktra go
opanowaa.
-

Macie opuci te ciaa powtrzya z jeszcze wiksz si.

Minie twarzy Jasona zadrgay. Na czole zalniy kropelki potu.


-

My... my opucimy te ciaa.

Przysignijcie na Styks, e ju nigdy nie powrcicie na ten okrt - cigna Piper -

i nigdy nie owadniecie ciaem adnego czonka tej zaogi.


Leo i Percy syknli w protecie.
-

Przysignijcie na Styks - nalegaa Piper.

Chwila napicia - czua, jak ich wole walcz z jej wol. A potem wszyscy trzej
przemwili razem:
-

Przysigamy na Styks.

Jestecie umarymi - powiedziaa Piper.

Jestemy umarymi - powtrzyli.

A teraz odejdcie.

Wszyscy trzej upadli bezwadnie. Gowa Percy'ego trafia w pizz.


-

Percy! - Annabeth obja go.

Piper i Hazel chwyciy Jasona za rce, gdy zsuwa si z krzesa.

Leo nie mia takiego szczcia. Osun si w stron Franka, ktry nawet nie prbowa
go zapa, i pad na podog.
-

Au! - jkn.

Nic ci si nie stao? - zapytaa Hazel.

Leo podnis si. Na czole mia kawaek makaronu w ksztacie cyfry 3.


-

Podziaao?

Podziaao - odrzeka Piper, czujc, e si nie myli.

1 chyba ju nie wrc.

Jason zamruga.
-

Czy to znaczy, e nie bd ju mia wicej urazw gowy?

Piper parskna miechem, wydychajc z siebie cae napicie.


-

Chod, moja Byskawico. Musisz zaczerpn wieego powietrza.

Piper i Jason spacerowali po pokadzie. Jason wci nie czu si zbyt pewnie, wic
Piper zachcia go, aby otoczy j ramieniem i wspar si na niej.
Leo sta przy sterze, konferujc z Festusem przez interkom; z wasnego
dowiadczenia wiedzia, e trzeba tym dwojgu da teraz spokj. Telewizja satelitarna
znowu dziaaa, wic trener Hedge zaszy si w swojej kajucie i uszczliwiony oglda
pokazy wrestlingu. Mroczny, pegaz Percyego, dokd odlecia. Reszta pbogw
szykowaa si do nocnego spoczynku.
Argo II" mkn na wschd na wysokoci okoo stu metrw nad ziemi. Pod nimi
przemykay mae miasteczka jak rozwietlone wysepki pord ciemnego morza prerii.
Piper wspominaa, jak ostatniej zimy leciaa na smoku Festusie nad Quebekiem.
Nigdy przedtem nie widziaa czego tak piknego i jeszcze nigdy nie bya tak szczliwa,
czujc obejmujce j ramiona Jasona - ale to byo chyba jeszcze lepsze.
Noc bya ciepa. Okrt szybowa agodniej ni wwczas smok. A najlepsze byo to, e
oddalali si od Obozu Jupiter, i to tak szybko, jak tylko si dao. Staroytne krainy mogy
by bardzo niebezpieczne, ale Piper pragna tam dotrze jak najszybciej. Miaa nadziej,
e Jason si nie myli, mwic, i Rzymianie nie bd ich ciga poprzez Atlantyk.
Jason zatrzyma si na rdokrciu i opar o reling. W wietle ksiyca jego blond
wosy byy srebrne.
-

Dzikuj ci - powiedzia. - Znowu mnie ocalia.

Obj j jedn rk w pasie. Pomylaa o tym dniu, w ktrym spadli do Wielkiego


Kanionu - kiedy si dowiedziaa, e Jason potrafi panowa nad powietrzem. Trzyma j
wtedy tak blisko siebie, e czua bicie jego serca. A potem przestali spada i unosili si
swobodnie w powietrzu. Mj. Najlepszy. Przyjaciel.
Zapragna go pocaowa, ale co j powstrzymao.
-

Nie wiem, czy Percy bdzie mi jeszcze ufa - powiedziaa. -Po tym jak kazaam

jego koniowi kopn go w gow...


Jason rozemia si.
-

O to si nie martw. Percy to rwny go, ale odnosz wraenie, e co jaki czas

trzeba go czym rbn w eb.


-

Moge go zabi.

Spowania.
-

Nie byem sob.

Ale ja prawie ci w tym pomogam. Kiedy Gaja powiedziaa, e musz wybra,

zawahaam si i...
Zamrugaa, przeklinajc zy zbierajce si jej pod powiekami.
-

Nie osdzaj si tak surowo - powiedzia Jason. - Ocalia nas obu.

Ale jeli dwoje z naszej zaogi naprawd musi umrze, chopak i dziewczyna...

Nie przyjmuj tego do wiadomoci. Powstrzymamy Gaj. Wszyscy siedmioro

wrcimy z tej misji ywi. Przyrzekam ci.


Piper wolaaby, eby nie przyrzeka. To sowo przypomniao jej Przepowiedni
Siedmiorga: Przysiga tchem ostatnim dochowana bdzie.
Bagam ci" - pomylaa, zastanawiajc si, czy usyszy to jej matka, bogini mioci.
- Nie pozwl, eby to byo ostatnie tchnienie Jasona. Jeli mio co znaczy, nie
odbieraj mi go".
Ta myl wywoaa w niej wyrzuty sumienia. Jak mogaby znie widok pogronej w
blu Annabeth, gdyby zgin Percy? Jak mogaby dalej y, gdyby ktrekolwiek z
siedmiorga pbogw umaro? Kade z nich ju tyle przeyo. Nawet tych dwoje
Rzymian, Hazel i Franka, traktowaa ju jak swoich krewniakw. W Obozie Jupiter
Percy opowiedzia jej o ich wyprawie na Alask i czego tak strasznego ona sama nigdy
jeszcze nie przeya. A po sposobie, w jaki Hazel i Frank prbowali jej pomc w trakcie

egzorcyzmu, wida byo, e s dzielnymi, dobrymi ludmi.


-

Ta legenda, o ktrej wspomniaa Annabeth, o Znaku Ateny... dlaczego nie

chciae o niej rozmawia?


Baa si, e Jason znowu si od niej odsunie, ale on tylko zwiesi gow, Jakby
spodziewa si tego pytania.
-

Pipes, ja nie wiem, co jest prawd, a co nie. Ta legenda... to moe by zapowied

prawdziwego zagroenia.
-

Dla kogo?

Dla nas wszystkich odrzek ponuro. - Wedug tej legendy w dawnych czasach,

kiedy Rzymianie podbili greckie miasta, ukradli Grekom co dla nich wanego.
Piper czekaa, ale Jason si zamyli.
-

Co ukradli? - zapytaa.

Nie wiem. I chyba nikt w legionie nigdy tego nie wiedzia. Ale legenda gosi, e

to co zostao zabrane do Rzymu i tam ukryte. Od tego czasu dzieci Ateny, greccy
pbogowie, zawsze nas nienawidzili. Zawsze podburzali swoich braci przeciw
Rzymianom. Jak ju powiedziaem, nie wiem, ile w tym prawdy...
-

A dlaczego nie chcesz tego powiedzie Annabeth? Przecie nagle ci nie

znienawidzi.
Spojrza na ni, mruc oczy.
-

Mam nadziej. Ale ta legenda gosi, e dzieci Ateny bd szuka tego czego

przez cae tysiclecia. W kadym pokoleniu bogini wybiera kilkoro z nich, aby tego
szukali. I najwyraniej prowadzi ich do Rzymu jaki znak... Znak Ateny.
-

Jeli Annabeth jest jedn z tych poszukujcych... powinnimy jej pomc.

Jason zawaha si.


-

Moe. Kiedy ju bdziemy bliej Rzymu, powiem jej to, co wiem, a wiem tak

mao. Przyrzekam. Ale z tej opowieci wynika, przynajmniej w tej wersji, ktr ja
usyszaem, e jeli Grecy kiedy odnajd to, co im skradziono, nigdy nam tego nie
wybacz. Zniszcz legion i Rzym raz na zawsze. A po tym, co powiedziaa Leonowi
Nemezis, e Rzym zostanie zniszczony za pi dni...
Przygldaa si badawczo jego twarzy. By z ca pewnoci najdzielniejsz osob,
jak znaa, ale teraz zrozumiaa, e si boi. Ta legenda - myl o tym, e ich grupa moe

si rozpa i e jakie miasto moe ulec zagadzie - po prostu go przeraaa.


Co takiego mogli Rzymianie ukra, e byo to tak wane dla Grekw... Nie potrafia
sobie wyobrazi, eby co mogo nagle obudzi w Annabeth dz zemsty.
Z drugiej strony nie potrafia te sobie wyobrazi, e mogaby wybiera midzy
yciem jednego pboga a yciem drugiego, a dzisiaj, na tej opuszczonej szosie, przez
chwil Gaja prawie j do tego skusia...
-

A w ogle to ci przepraszam - powiedzia Jason.

Otara ostatni z z policzka.


-

Przepraszasz? Za co? To przecie ejdolon zaatakowa...

Nie chodzi o to. - Drobna blizna na grnej wardze Jasona zdawaa si janie w

blasku ksiyca. Uwielbiaa j. Ta niedoskonao czynia jego twarz jeszcze bardziej


interesujc. - Byem gupi, proszc ci, eby si skontaktowaa z Reyn. To byo
bezmylne.
-

Och. - Spojrzaa w gr, na chmury, mylc o tym, czy to jej matka Afrodyta w

jaki sposb go natchna. A trudno jej byo uwierzy, e naprawd to powiedzia.


Tylko nie przerywaj" - pomylaa.
-

Naprawd, nie ma sprawy.

Bo, zrozum... ja nigdy nie czuem nic do Reyny, wic nie pomylaem, e moe ci

to sprawi przykro. Nie byo nic, co mogoby ci niepokoi, Pipes.


-

Chciaam j znienawidzi - powiedziaa Piper. - Tak si baam, e wrcisz do

Obozu Jupiter.
Jason zrobi zdziwion min.
-

To w ogle nie wchodzi w rachub. Chyba e razem z tob. Przyrzekam.

Podniosa rk. Umiechna si, ale pomylaa: Jeszcze jedna obietnica. Przysiga
tchem ostatnim dochowana bdzie".
Staraa si odepchn od siebie te myli. Wiedziaa, e powinna po prostu cieszy si
t spokojn chwil z Jasonem, ale kiedy spojrzaa za burt okrtu, nie moga si pozby
wraenia, e preria wyglda teraz jak ciemna woda - jak to mroczne pomieszczenie, w
ktrym tonli, to, ktre zobaczya na ostrzu sztyletu.

XIII
PERCY
C o tam zasona dymna o zapachu panierki z kurczaka. Percy wolaby, eby Leo
wynalaz czapk chronic przed snami.
Tej nocy drczyy go okropne koszmary. Najpierw nio mu si, e jest znowu na
Alasce, na misji, ktrej celem jest odnalezienie legionowego ora. Wspina si grsk
ciek, ale gdy tylko zszed na pobocze, pochono go bagno - muskeg, jak to nazwaa
Hazel. Dusi si w bocie, nie mogc si poruszy ani zapa oddechu. Po raz pierwszy w
yciu zrozumia, jak to jest ton.
To tylko sen" - powiedzia sobie. - Zaraz si obudz".
Ale to nie pomagao.
Nigdy nie ba si wody. To by ywio jego ojca. Od czasu przeycia z muskegiem
zacz si jednak ba uduszenia. Nie mwi o tym nikomu, ale zacz nawet odczuwa
pewn niech do nurkowania. Wiedzia, e to gupota. Przecie nie moe uton.
Podejrzewa jednak, e jeli nie opanuje tego strachu, strach moe opanowa jego.
Pomyla o swojej przyjacice Thalii, ktra miaa lk wysokoci, chocia bya
przecie crk boga nieba. Jason, jej brat, potrafi lata, przyzywajc wiatry. Thalia tego
nie potrafia, moe dlatego e za bardzo si baa sprbowa. Gdyby on sam uwierzy, e
moe uton...
Muskeg napiera na jego klatk piersiow. Za chwil pkn mu puca.
Przesta panikowa" - mwi do siebie. - To przecie sen".
W chwili gdy ju naprawd zabrako mu powietrza w pucach, sen si zmieni.
Sta w jakim olbrzymim, mrocznym pomieszczeniu podobnym do podziemnego
parkingu. Rzdy kamiennych filarw biegy we wszystkie strony, podtrzymujc
sklepienie jakie sze metrw nad nim. Tu i tam stay koksowniki, rozsiewajce mtny
czerwony blask na posadzce.
Percy nie widzia, co jest dalej, bo byo do ciemno, ale pod sufitem dostrzeg jakie
liny na bloczkach, worki z piaskiem, rzdy lampek przyciemnionych jak w teatrze.
Wok pitrzyy si stosy skrzynek z napisami: REKWIZYTY, BRO, KOSTIUMY. Na
jednej widnia napis: ZESTAW WYRZUTNI RAKIETOWYCH.
Z ciemnoci dochodzio skrzypienie jakiej maszynerii, zgrzyt wielkich przekadni i

szum wody w rurach.


A potem zobaczy olbrzyma... a w kadym razie pomyla, e to olbrzym.
Mia ponad trzy metry wysokoci - byoby to do duo jak na cyklopa, ale niewiele
w porwnaniu z olbrzymami, z ktrymi Percy mia ju do czynienia. By te bardziej
uczowieczony, bez typowych smoczych ng swoich wikszych krewniakw. W jego
dugich, purpurowych dredach poyskiway zote i srebrne monety, co byo do typow
fryzur olbrzyma. Przez plecy mia przewieszony trzymetrowy oszczep - do typow
bro olbrzyma.
Mia na sobie najobszerniejszy czarny golf, jaki Percy w yciu widzia, czarne obcise
spodnie i czarne skrzane buty z noskami tak dugimi i zakrzywionymi, e mogy by
butami klowna. Chodzi tam i z powrotem przed jak platform, popatrujc na spiowy
kocio wysokoci Percyego.
-

Nie, nie, nie - mrucza pod nosem. - Za saby efekt. Nie ma wartoci. Otis! -

rykn w ciemno.
Percy usysza w oddali czyje czapanie. Z mroku wyoni si drugi olbrzym. Ubrany
by dokadnie tak jak pierwszy, cznie z tymi butami klowna. Jedyna rnica polegaa na
tym, e ten drugi mia wosy zielonkawe, a nie purpurowe.
Pierwszy olbrzym zakl.
-

Otisie, dlaczego robisz mi to codziennie? Powiedziaem ci, e dzisiaj ja nosz

czarny golf. Moge zaoy cokolwiek, byle nie czarny golf!


Otis zamruga, jakby dopiero co si obudzi.
-

Mylaem, e nosisz dzisiaj t tog.

To byo wczoraj! Kiedy ty pojawie si w tej todze!

Och. No tak. Wybacz, Efi.

Jego brat warkn. Musieli by bliniakami, bo twarze mieli jednakowo odraajce.


-

1 nie nazywaj mnie Efi. Mw do mnie Efialtes. Tak mam na imi. Moesz te

uywa mojego scenicznego imienia. WIELKI EF!


Otis skrzywi si.
-

Do tego scenicznego jako nie mam przekonania.

Bzdura! Jest znakomite. No dobra, jak tam przygotowania?

wietnie. - W gosie Otisa trudno byo doszuka si entuzjazmu. - Tygrysy

ludojady, wirujce ostrza... Ale wci uwaam, e przydaoby si kilka baletnic.


-

adnych baletnic! A to? - Machn ze wstrtem w stron kadzi ze spiu. - Co to

jest? To nie jest ciekawe.


-

Ale to przecie gwd programu. On umrze, chyba e go uratuj. A jeli

przybd zgodnie z planem...


-

Oby przybyli! Pierwszego lipca, w kalendy lipcowe, dzie Ju-nony. To wtedy

Matka chce zniszczy tych gupich pbogw i naprawd zamia si Junonie w twarz. A
poza tym nie bd paci duchom gladiatorw za nadgodziny!
-

No dobra, wszyscy zgin - powiedzia Otis - i zaczniemy niszczy Rzym.

Dokadnie jak chce Matka. Idealnie. Tumom si spodoba. Rzymskie duchy uwielbiaj
takie igrzyska.
Efialtes nie wyglda na przekonanego.
-

Ale po co tu tkwi ten kocio? Nie mona go zawiesi nad ogniem albo rozpuci

w sadzawce jakiego kwasu?


-

Musi przey jeszcze przez par dni - przypomnia bratu Otis.

Bo inaczej siedmioro nie zapie przynty i nie zechce go ocali.

Hmm. Chyba tak. Ale wci mi brakuje wrzasku. Taka powolna mier jest

nudna. Aha, a nasza utalentowana przyjacika? Jest gotowa przyj gocia?


Otis skrzywi si.
-

Ja naprawd nie lubi z ni rozmawia. Denerwuje mnie.

Ale jest gotowa?

Tak - odrzek z pewnym oporem Otis. - Jest gotowa od stuleci. Nikt nie ruszy

tego posgu.
-

Doskonale. Efialtes zatar rce. - To nasza wielka szansa, braciszku.

To samo mwie o naszym ostatnim numerze - mrukn Otis.

Wisiaem na tej bryle lodu nad rzek Lete przez sze miesicy, a media nie

zwrciy na nas uwagi.


-

To bdzie co zupenie innego! Stworzymy nowy standard rozrywki! Jeli Matka

bdzie zadowolona, zdobdziemy bilet do sawy i fortuny!


-

Skoro tak mwisz - westchn Otis. - Chocia nadal uwaam, e te kostiumy z

Jeziora abdziego wygldayby przelicznie...

adnego baletu!

Przepraszam.

Chod, obejrzymy tygrysy. Chc mie pewno, e bd godne!

I odeszli, ginc w mroku, a Percy spojrza na kocio.


Musz zobaczy, co jest w rodku" - pomyla.
Zapragn znale si bliej kadzi, tu przy jej ciance. A potem przez ni przenikn.
Powietrze w rodku cuchno niewieym oddechem i zaniedziaym metalem. Mda
purpurowa powiata pochodzia z miecza ze stygijskiej stali, opartego o bok kota. Tu
przy nim kuli si markotny chopiec w podartych dinsach i starej kurtce lotniczej. Na
palcu jego prawej rki poyskiwa srebrny piercie z trupi czaszk.
-

Nico! - zawoa Percy, ale syn Hadesa go nie sysza.

Kocio by szczelnie zamknity. Powietrze robio si trujce.


Nico mia zamknite oczy, oddycha ciko. Sprawia wraenie, e medytuje. Twarz
mia blad i wychudzon.
Na wewntrznej ciance kadzi widniay trzy pionowe kreski, co wygldao na znaki
wydrapane przez Nica czubkiem miecza -moe trzy dni, w ktrych by tutaj uwiziony?
Trzy dni? To chyba nie byo moliwe, boby si udusi. Cho Percy wiedzia, e ni,
sam poczu panik, walczc o tlen.
Nagle dostrzeg co midzy stopami chopca - jakie drobne byszczce ziarenka, nie
wiksze od niemowlcych zbkw.
-

Nico - powiedzia - gdzie to jest? Ocalimy ci...

Wizja zanika, dziewczcy gos wyszepta:


-

Percy.

Z pocztku pomyla, e jeszcze si nie obudzi. Kiedy utraci pami, wci nia mu
si Annabeth, jedyna osoba, ktr zapamita. Teraz podnis powieki, zacz widzie
jasno i zrozumia, e ona naprawd tu jest.
Staa przy koi, umiechajc si do niego.
Jasne wosy opaday jej na ramiona. Oczy szare jak burzowe chmury rozjaniao
rozbawienie. Przypomnia sobie swj pierwszy dzie w Obozie Herosw, pi lat temu,
kiedy obudzi si ze piczki i ujrza stojc nad nim Annabeth. Powiedziaa wtedy:
linisz si przez sen".

To byo takie sentymentalne...


-

C-co si dzieje? - zapyta. To sen?

Nie - odpowiedziaa cicho. - To rodek nocy.

To znaczy...

Serce zabio mu szybciej. Zda sobie spraw z tego, e jest w piamie, w ku.
Prawdopodobnie si olini albo wydawa dziwne odgosy, kiedy by pogrony we nie.
Jest niemoliwie rozczochrany i ma niewiey oddech.
-

Wlizna si w rodku nocy do mojej kajuty?

Annabeth wymownie spojrzaa w sufit.


-

Percy, za dwa miesice skoczysz siedemnacie lat. Nie moesz wci si ba, e

trener Hedge na ciebie nakrzyczy.


-

A widziaa jego kij bejsbolowy?

A w ogle, guptasie, pomylaam, e moglibymy si przej. Nie mielimy

jeszcze okazji poby sam na sam. Chc ci co pokaza... moje ulubione miejsce na
okrcie.
Percy nadal mia przyspieszony puls, ale ju nie z obawy przed kopotami.
-

A mog... no wiesz... umy przedtem zby?

Nawet powiniene. Bo ci nie pocauj. I uczesz si.

Jak na trirem okrt by duy, ale dla Percyego przytulny - jak budynek z sypialniami
w Yancy Academy i we wszystkich innych szkoach z internatem, z ktrych go
wyrzucono. Zeszli na dolny pokad, ktrego Percy jeszcze dobrze nie pozna, oczywicie
poza izb chorych.
Annabeth poprowadzia go koo maszynowni, ktra wygldaa jak bardzo
niebezpieczny zestaw drabinek z placu zabaw, z rurkami, zaworami i tokami
wybiegajcymi z osadzonej porodku spiowej kuli. Kable przypominajce wielkie
metalowe nitki makaronu wiy si po caej pododze i po cianach.
-

Jak to dziaa? - zapyta Percy.

Nie mam pojcia. Ale oprcz Leona tylko ja potrafi tym pokierowa.

To pocieszajce.

Nie martw si. To moe wybuchn tylko raz.

Mam nadziej, e artujesz.

Umiechna si.
-

Idziemy dalej.

Minli magazyny i zbrojowni. W czci rufowej doszli do podwjnych drewnianych


drzwi, otwartych na wielk stajni. Pachniao tu wieym sianem i wenianymi kocami.
Po lewej stronie byy trzy puste boksy dla koni, podobne do tych, ktre mieli w obozie
dla pegazw. Po prawej byy dwie puste klatki, na tyle due, e mogy pomieci wielkie
zwierzta z zoo.
rodek podogi kwadrat o boku dugoci ptora metra - by przeszklony. Wida
byo nocny pejza - mile ciemnego ldu poprzecinanego pajczyn owietlonych
autostrad.
-

Statek ze szklanym dnem? - zapyta Percy.

Annabeth wzia koc z najbliszego boksu i rozoya na czci szklanej podogi.


-

Usidmy tutaj.

Rozoyli si na kocu, jakby byli na pikniku, i zapatrzyli w d.


-

Leo zbudowa te stajnie tak, eby pegazy mogy atwo przylatywa i odlatywa -

powiedziaa Annabeth. - Tylko nie wzi pod uwag tego, e pegazy wol hasa
swobodnie po wiecie, wic stajnie zawsze s puste.
Percy zacz si zastanawia, gdzie moe by teraz Mroczny. Moe szybuje gdzie w
przestworzach, ledzc ich okrt? Gowa wci go troch bolaa od kopnicia kopytem
pegaza, ale nie mia mu tego za ze.
-

Jak to atwo przylatywa i odlatywa? Przecie taki pegaz musiaby pokona

dwie kondygnacje schodw.


Annabeth postukaa knykciami w szko.
-

To s klapy. Jak w bombowcu.

Percy przekn lin.


-

Chcesz powiedzie, e siedzimy na drzwiach? A gdyby si otworzyy?

No, tobymy spadli i si zabili. Ale si nie otworz. To bardzo mao

prawdopodobne.
-

Super.

Annabeth rozemiaa si.


-

Wiesz, dlaczego lubi to miejsce? Nie tylko ze wzgldu na widoki. Co ci ono

przypomina?
Percy rozejrza si: klatki i boksy, zwisajca z belki lampa z niebiaskiego spiu,
zapach siana, no i, oczywicie, siedzca przy nim Annabeth z twarz tak pikn, ale i
nieco widmow w agodnym pomaraczowym wietle.
-

T ciarwk z zoo - powiedzia. - T, ktr jechalimy do Las Vegas.

Po jej umiechu pozna, e to prawidowa odpowied.


-

To byo tak dawno - doda. - Bylimy w okropnym stanie, wdrujc przez kraj w

poszukiwaniu tego gupiego pioruna, uwizieni w ciarwce z gromad zabiedzonych


zwierzt. A ty to wspominasz z ezk w oku?
-

Bo widzisz, Glonomdku, wanie wtedy po raz pierwszy naprawd ze sob

rozmawialimy, ty i ja. Opowiedziaam ci o mojej rodzinie i...


Wyja swj obozowy naszyjnik z nanizanym szkolnym piercieniem ojca i
kolorowymi glinianymi paciorkami, z ktrych kady oznacza jeden rok spdzony w
Obozie Herosw. Teraz na rzemyku wisiao jeszcze co: wisiorek z prawdziwego koralu,
ktry Percy jej da, kiedy zaczli ze sob chodzi. Zabra go z paacu ojca na dnie morza.
-

...i to mi przypomina - cigna Annabeth - jak dugo ju si znamy. Percy,

mielimy wtedy po dwanacie lat. Moesz w to uwierzy?


-

Nie. Wic... od tego momentu ju wiedziaa, e mnie polubisz?

Umiechna si obuzersko.
-

Z pocztku ci nie znosiam. Wkurzae mnie. Potem tolerowaam ci przez par

lat. A pniej...
-

W porzdku. Wystarczy.

Pochylia si i pocaowaa go: by to prawdziwy dobry pocaunek bez wiadkw - bez


Rzymian czy wrzeszczcych satyrw.
-

Tskniam za tob, Percy.

Chcia jej powiedzie to samo, ale wydawao mu si, e to za mao. Kiedy by wrd
Rzymian, tylko myl o niej utrzymywaa go przy yciu. Tskniem za tob" nie
oddaoby tego, co wtedy czu.
Przypomnia sobie, jak Piper zmusia ejdolona do opuszczenia jego ciaa. Nie zdawa
sobie sprawy z jego obecnoci, dopki nie uya swojej czaromowy. A kiedy ejdolon go
opuci, poczu si tak, jakby z czoa wycignito mu rozgrzany szpikulec. Przedtem nie

odczuwa adnego blu. A potem rozjanio mu si w gowie. Jego dusza wycigna si


wygodnie w jego ciele.
Teraz poczu si podobnie. Ostatnich kilka miesicy mogo by jednym z jego
dziwnych snw. To, co si wydarzyo w Obozie Jupiter, wydawao si tak mtne i
nierealne jak ta walka z Jasonem, kiedy obaj byli optani przez ejdolony.
Nie aowa jednak czasu spdzonego w Obozie Jupiter. Otworzyo mu to oczy na
wiele spraw.
-

Annabeth - powiedzia niepewnym tonem - w Nowym Rzymie pbogowie mog

mieszka spokojnie przez cae ycie.


Na jej twarzy pojawia si czujno.
-

Reyna mi mwia. Ale, Percy, ty jeste z Obozu Herosw. Tamto ycie...

Wiem. Ale kiedy tam byem, widziaem tylu pbogw yjcych bez strachu,

dzieciaki idce do szkoy, pary zawierajce maestwa i zakadajce rodziny. W Obozie


Herosw czego takiego nie ma. Wci mylaem o nas... i moe pewnego dnia, kiedy
skoczy si ta wojna z gigantami...
Trudno byo to stwierdzi w zotym wietle, ale wydawao mu si, e Anabeth si
zarumienia. Powiedziaa tylko:
-Och.
Zlk si, e powiedzia za duo. Moe wystraszy j tym swoim marzeniem o
przyszoci. Zwykle to ona wszystko planowaa. Przekl w duchu samego siebie.
Tak dugo zna Annabeth, a wci mu si zdawao, e sabo j rozumie. Nawet wtedy,
kiedy chodzili ze sob ju od wielu miesicy, ich stosunki zawsze byy nowe i kruche jak
rzeba ze szka. Wci si ba, e zrobi co nie tak i j stucze.
-Wybacz mi - powiedzia. - Ja po prostu... musiaem o tym myle, eby y. To mi
dawao nadziej. Zapomnij o tym, co ci powiedziaem...
-

Nie! Nie, Percy. O bogowie, to byo takie sodkie. Tylko e... e moe spalilimy

ten most. Jeli nie uda nam si naprawi stosunkw z Rzymianami... No bo wiesz, te dwa
odamy pbogw nigdy nie yy w zgodzie. Wanie dlatego bogowie nas rozdzielili.
Nie wiem, czy kiedykolwiek bdzie to moliwe.
Percy nie chcia si z ni sprzecza, ale nie zamierza traci nadziei. To byo bardzo
wane - nie tylko dla niego i Annabeth, ale te dla wszystkich pbogw. I to musiao by

moliwe: naleenie do dwch wiatw jednoczenie. Ostatecznie na tym przecie polega


ycie pboga - nie cakiem naley do wiata miertelnikw, nie cakiem do Olimpu, ale
prbuje pogodzi obie strony swojej natury.
Niestety w ten sposb znw zacz myle o bogach, o wojnie, ktra ich czekaa, i o
tym nie o bliniakach Efialtesie i Otisie.
- ni mi si koszmar, kiedy mnie obudzia - wyzna.
Opowiedzia Annabeth, co zobaczy.
Wygldao na to, e nie zaskoczyy jej nawet najbardziej niepokojce fragmenty
wizji. Ponuro pokrcia gow, kiedy opisywa uwizienie Nica w kadzi ze spiu. W jej
oczach pojawi si bysk gniewu, kiedy opowiedzia o olbrzymach planujcych jakie
bardzo spektakularne zniszczenie Rzymu, z okrutnymi mordami na samym pocztku.
-

Nico jest przynt - mrukna. - Poplecznicy Gai'musieli go w jaki sposb

porwa. Ale nie wiemy dokadnie, gdzie go trzymaj.


-

Gdzie w Rzymie. Gdzie pod ziemi. Odniosem wraenie, e Nico ma jeszcze

par dni ycia przed sob, tylko nie rozumiem, jak mgby wytrzyma tak dugo bez
tlenu.
-

Jeszcze pi dni wedug Nemezis. Kalendy lipcowe. Przynajmniej tyle wiemy.

Co to s kalendy?

Annabeth umiechna si znaczco, jakby si ucieszya, e znowu jest tak jak


dawniej - Percy czego nie wie, a ona mu to wyjania.
-

To rzymski termin oznaczajcy pierwszy dzie miesica. Std pochodzi sowo

kalendarz. Ale jak Nico ma przey tak dugo? Trzeba porozmawia z Hazel.
-

Teraz?

Zawahaa si.
-

Nie. Myl, e to moe poczeka do rana. Nie chc jej zaskakiwa tak

wiadomoci w rodku nocy.


-

Olbrzymy wspomniay o jakim posgu - przypomnia sobie Percy. - I o jakiej

utalentowanej przyjacice, ktra go strzee. Otis wyranie si jej ba. Kto, kto moe
wystraszy olbrzyma...
Annabeth zapatrzya si na szos wijc si pord ciemnych wzgrz.
-

Percy, widziae si ostatnio z Posejdonem? Albo da ci w jaki sposb znak?

Potrzsn gow.
-

Nie... i to od... kurcz, chyba si nad tym nie zastanawiaem. Od koca wojny

tytanw. Widziaem go w Obozie Herosw, ale to byo w sierpniu zeszego roku. - Nagle
ogarn go strach. -Dlaczego pytasz? Widziaa Aten?
Nie odwaya si spojrze mu w oczy.
-

Par tygodni temu. To... to nie byo przyjemne. Nie wygldaa jak zawsze. Moe

to ta grecko-rzymska schizofrenia, o ktrej mwia Nemezis. Nie wiem. Bardzo mnie


zabolao to, co mwia. Powiedziaa, e j zawiodam.
-

Tyj zawioda? - Percy nie mg uwierzy wasnym uszom. Annabeth bya

idealn pbogini. Bya modelow crk Ateny. -Jak mogaby...


-

Nie wiem - odpowiedziaa ze smutkiem. - I do tego wszystkiego ja te mam w

nocy koszmary, chocia nie maj tyle sensu co twoje.


Percy czeka, ale Annabeth nic wicej na ten temat nie powiedziaa. Pragn poprawi
jej samopoczucie, zapewni j, e wszystko jako si uoy, ale nie potrafi. Chcia co
zrobi, eby wszystko skoczyo si dobrze. Po tych trzech latach nawet najokrutniejsi
bogowie powinni uzna, e oboje na to zasuguj.
A jednak w gbi duszy czu, e tym razem nic nie moe zrobi, aby pomc
Annabeth. Moe tylko przy niej by. Cra mdroci samotnie kroczy.
Poczu si tak bezsilny i bezradny jak wwczas, gdy zapad si w muskeg.
Annabeth umiechna si lekko.
-

W taki pikny wieczr, co? adnych zych rzeczy a do rana. - Znowu go

pocaowaa. - Zobaczysz, wszystkiego si w kocu dowiemy. Znowu jeste przy mnie.


Na razie tylko to si liczy.
-

Masz racj. Nie mwmy ju o odradzaniu si Gai, o uwizionym Nicu, o

nadchodzcym kocu wiata, o gigantach...


-

Przesta, Glonomdku. Po prostu mnie obejmij. Siedzieli przytuleni, cieszc si

swoim ciepem. Percy ani si spostrzeg, kiedy buczenie motoru, przymione wiato i
cudowne uczucie bycia z Annabeth sprawiy, e powieki zaczy mu ciy i zasn.
Kiedy si obudzi, przez szklan podog wpadao ju wiato dnia, a jaki chopicy
gos powiedzia:
-

Och... Macie kopoty, i to jakie.

XIV
PERCY
Percy widzia ju Franka otoczonego przez krwioercze ogry, walczcego z
niemiertelnym olbrzymem, a nawet uwalniajcego Tanatosa, boga mierci, ale jeszcze
nigdy nie widzia go tak przeraonego jak teraz, gdy znalaz ich pogronych we nie w
stajni na dolnym pokadzie.
-

Co...? - Percy przetar oczy. - Och, troch przysnlimy.

Frank przekn lin. Mia na sobie ciemne bojwki, adidasy i T-shirt z zimowych
igrzysk olimpijskich w Vancouverze, z odznak rzymskiego centuriona przypit pod
szyj (Percy nie bardzo wiedzia, czy uzna to za ponury art, czy za symbol nadziei,
jako e byli teraz renegatami). Frank spojrza w bok, jakby widok tych dwojga razem
mg go olepi.
-

Wszyscy myl, e zostalicie porwani - powiedzia. - Przetrzsnlimy cay

okrt. Kiedy trener Hedge si dowie... Och, bogowie, bylicie tu ca noc?


-

Frank! - Uszy Annabeth miay barw truskawek. - Zeszlimy tu pogada. I

zasnlimy. Niechccy. To wszystko.


-

Par razy si pocaowalimy - doda Percy.

Annabeth spojrzaa na niego ze zoci.


-

To nam nie pomoe!

Moe lepiej... - Frank wskaza na drzwi stajni. - Ee... mamy si spotka na

niadaniu. I moe wyjanicie, co zrobilicie... to znaczy... czego nie zrobilicie? To


znaczy... naprawd nie chc, eby ten faun... to znaczy satyr... mnie zabi.
I wybieg.
Kiedy ju wszyscy zebrali si w mesie, nie byo a tak le, jak si Frank obawia.
Jason i Piper odetchnli z ulg na ich widok. Leo nie przestawa si umiecha i mrucze:
Ale numer, ale numer". Tylko Hazel wygldaa na oburzon, moe dlatego e
pochodzia z lat czterdziestych. Wci wachlowaa sobie twarz i unikaa spojrzenia
Percy'ego.
Oczywicie trener Hedge by wcieky, ale Percy'emu trudno byo traktowa go
powanie, skoro satyr mierzy zaledwie ptora metra.
-

Jeszcze nigdy w moim yciu...! - grzmia Hedge, wymachujc kijem bejsbolowym

i zwalajc misk jabek. - To amanie zasad! Nieodpowiedzialno!


-

Trenerze - powiedziaa Annabeth - to by wypadek. Rozmawialimy i zasnlimy.

A w ogle - doda Percy - to zaczynasz si zachowywa jak Terminus.

Hedge zmruy oczy.


-

Chcesz mnie znieway, Jackson? Bo... bo zaraz ci wyterminuj, kolego!

Percy stara si zachowa powag.


-

To ju si nie powtrzy, trenerze. Obiecuj. No dobra, ale nie mamy

powaniejszych spraw na gowie?


Hedge wci si wcieka.
-

Pewnie! Ale bd ci obserwowa, Jackson. A ty, Annabeth Chase... mylaem, e

masz troch wicej rozumu...


Jason odchrzkn.
-

No to bierzmy si za arcie. Zaczynajmy.

Zebranie przypominao narad wojenn przy donatach. Ale w kocu w Obozie


Herosw zwykle toczyli najpowaniejsze dyskusje przy stole pingpongowym w sali
rekreacyjnej, zajadajc krakersy pomazane sosem serowym, wic Percy czu si jak w
domu.
Opowiedzia im o swoim nie: o dwch olbrzymach przygotowujcych si na ich
przyjcie w podziemnym parkingu z mnstwem wyrzutni rakietowych, o Nicu di Angelo
uwizionym w kadzi ze spiu, powoli umierajcym z braku tlenu, z pestkami granatu u
stp.
Hazel zdusia szloch.
-

Nico... Och, bogowie. Pestki.

Wiesz, Co to jest? - zapytaa Annabeth.

Hazel pokiwaa gow.


-

Kiedy mi je pokaza. Pochodz z ogrodu naszej macochy.

Waszej maco... och... - wykrztusi Percy. To znaczy Persefony.

Percy spotka raz maonk Hadesa. Nie bya osob ciep i przyjemn. By te w jej
ogrodzie - ponurym miejscu penym krysztaowych drzew oraz krwistoczerwonych i
trupio biaych kwiatw.
-

Te pestki to ywno ratunkowa - powiedziaa Hazel. Percy odgad, e Hazel si

denerwuje, bo wszystkie srebrne naczynia na stole zaczy ku niej sun. - Mog je


spoywa tylko dzieci Hadesa. Nico zawsze mia troch tych pestek przy sobie, na
wypadek gdyby gdzie utkn. Ale jeli naprawd jest uwiziony...
-

To giganci chc nas zwabi w puapk - dokoczya Annabeth. - Zakadaj, e

bdziemy prbowali go uwolni.


-

No i maj racj! - Hazel rozejrzaa si wok stou, z gasnc nadziej szukajc

ich poparcia. - Prawda?


-

Tak! - rykn trener Hedge z ustami penymi papierowych serwetek. - A to

znaczy, e bdziemy walczy, prawda?


-

Hazel, to oczywiste, e mu pomoemy - powiedzia Frank. - Ale ile mamy czasu,

zanim... ee... to znaczy, jak dugo Nico wytrzyma?


-Jedna pestka dziennie - odrzeka ze smutkiem Hazel. - Jeli postanowi zapa w
miertelny trans.
-

miertelny trans? - Annabeth zmarszczya brwi. - To nie brzmi zabawnie.

To mu spowalnia pobieranie tlenu - wyjania Hazel. - Jak hibernacja albo koma.

Jedna pestka wystarczy mu na zaledwie jeden dzie.


-

A ma jeszcze pi pestek - powiedzia Percy. - To oznacza pi dni, cznie z

dzisiejszym. Giganci musieli tak to zaplanowa, ebymy przybyli do pierwszego lipca.


Zakadajc, e Nico jest wiziony gdzie w Rzymie...
-

To nie mamy wiele czasu - podsumowaa Piper. Pooya rk na ramieniu Hazel.

- Znajdziemy go. W kadym razie wiemy ju, co oznaczaj te wersy przepowiedni: Ju


wsz mdy oddech anioa blinita, pod ktrego stra wiecznej mierci pta. Nazwisko
twojego brata to di Angelo". Angelo to po wosku anio".
-

Och, bogowie - mrukna Hazel. - Nico...

Percy wpatrywa si w swj donat z galaretk. Nie mia najlepszych wspomnie ze


spotkania z Nikiem di Angelo. Facet podstpem namwi go do wizyty w paacu Hadesa
i Percy wyldowa w celi. Trzeba jednak przyzna, e zwykle sta po waciwej stronie.
Na pewno nie zasugiwa na powolne uduszenie w kadzi ze spiu, a Percy nie znisby
widoku pogronej w cierpieniu Hazel.
-

Uwolnimy go - obieca jej. - Musimy. Przepowiednia mwi, e to on strzee

wiecznej mierci pt.3

Susznie - powiedziaa krzepicym tonem Piper. - Hazel, twj brat wyprawi si

do Podziemia, aby odnale Wrota mierci, tak? Musia je odnale. A pta wiecznej
mierci to pewnie jaki klucz do tych wrt.
-

Moe nam powiedzie, gdzie one s - doda Percy - i jak je zamkn.

Hazel wzia gboki oddech.


-

Tak. Dobrze.

Ee... Leo poruszy si na krzele. Jedna sprawa. Giganci czekaj, a to

zrobimy, tak? Wic sami pakujemy si w puapk?


Hazel spojrzaa na niego tak, jakby wykona jaki ordynarny gest.
-

Nie mamy wyboru!

Nie zrozum mnie le, Hazel. Chodzi mi tylko o to, e twj brat Nico..-. on wie o

obu obozach, tak?


-

No tak.

Kry od jednego do drugiego i adnej stronie si do tego nie przyzna.

Jason pochyli si nad stoem; min mia ponur.


-

Nie wiesz, czy moemy mu zaufa, tak? Ja te.

Hazel zerwaa si z krzesa.


-

Nie wierz wasnym uszom! To mj brat. Wyprowadzi mnie z Podziemia, a wy

nie chcecie mu pomc?


Frank pooy rk na jej ramieniu.
-

Nikt tego nie powiedzia. - Spojrza gronie na Leona. -1 lepiej niech nikt tak nie

mwi.
Leo zamruga.
-

Posuchajcie... ja tylko...

Hazel - rzek Jason - Leo poruszy wan spraw. Pamitam Nica z Obozu

Jupiter. Teraz si dowiaduj, e odwiedzi te Obz Herosw. To jest dla mnie... no,
odrobin podejrzane. Czy my naprawd wiemy, wobec kogo jest lojalny? Po prostu
musimy by ostroni.
Ramiona Hazel zadygotay. Srebrny pmisek mign ku niej i uderzy w cian po
jej lewej stronie, rozpryskujc jajecznic.
-Ty... ty wielki Jasonie Grace... pretorze, na ktrego tak czekaam. Miae by takim

sprawiedliwym, dobrym przywdc. A teraz...


Tupna nog i wybiega z mesy.
-

Hazel! - zawoa za ni Leo. - Och, na bogw. Powinienem...

Ju do zrobie - warkn Frank.

Wsta, by za ni pj, ale Piper zatrzymaa go gestem rki.


-

Daj jej troch czasu - poradzia mu, a potem spojrzaa chodno na Leona i Jasona.

No wiecie, tego si po was nie spodziewaam.

Jason zrobi zdumion min.


-

Co ja takiego zrobiem? Ja tylko jestem ostrony!

Jej brat umiera - powiedziaa Piper.

Pjd i z ni porozmawiam - nalega Frank.

Nie. Niech troch ochonie. Zostaw to mnie. Za kilka minut zobacz, co z ni.

Ale... - Frank naburmuszy si jak rozzoszczony niedwied. Dobra.

Poczekam.
Z gry dobieg warkot, jakby kto wczy potn wiertark.
-

To Festus - powiedzia Leo. - Wczyem mu autopilota, ale chyba ju zbliamy

si do Atlanty. Musz tam pj... no... zakadajc, e wiemy, gdzie wyldowa.


Wszyscy zwrcili gowy w stron Percy'ego. Jason unis brwi.
-

Ty tu jeste ekspertem. Masz jaki pomys?

Czyby w jego gosie zabrzmiaa uraza? Percy zastanawia si, czy Jason w gbi
duszy nie jest na niego obraony za ten pojedynek w Kansas. Co prawda Jason
dowcipkowa na ten temat, ale Percy czu, e ywi do siebie nawzajem lekki al. Jeli
walcz ze sob dwaj pbogowie, zawsze chc stwierdzi, ktry jest silniejszy.
-

Nie jestem pewny - odpowiedzia. - Gdzie wysoko, ebymy mieli dobry widok

na miasto. Moe w jakim parku? Chyba nie chcemy, eby okrt wojenny wyldowa w
samym rodku miasta. Pewnie nawet Mga nie ukryaby czego tak duego.
Leo pokiwa gow.
-

Ju si robi.

I pobieg do schodw.
Frank odchyli si na krzele w ty. Wida byo, e drczy go niepokj. Percy'emu
zrobio si go al. Podczas wyprawy na Alask by wiadkiem, jak Hazel i Frank coraz

bardziej si do siebie zbliali. Wiedzia, e Frank pragnie j chroni. Dostrzega te jego


nienawistne spojrzenia rzucane Leonowi. Uzna, e dobrze by byo zabra Franka z
okrtu na jaki czas.
-

Kiedy wyldujemy, chciabym powszy wok Atlanty - powiedzia. - Frank,

mgby mi pomc.
-

To znaczy, ebym znowu zamieni si w smoka? Naprawd, Percy, nie chc by

wasz latajc takswk przez ca nasz misj.


-

Nie. Chc ci mie przy sobie, bo masz w sobie krew Posejdona. Moe pomoesz

mi znale t son wod. A poza tym potrafisz walczy.


To troch Franka udobruchao.
-

No pewnie.

Wspaniale. Jeszcze kto trzeci. Annabeth...

O nie! - warkn trener Hedge. - Moda damo, masz szlaban.

Annabeth spojrzaa na niego tak, jakby przemwi w obcym jzyku.


-

Sucham?!

Ty i Jackson nigdzie nie pjdziecie razem! - Hedge ypn gronie na Percyego,

nakazujc mu milcze. - Ja pjd z Frankiem i Panem Spryciarzem Jacksonem. Reszta


ma strzec okrtu i dopilnowa, eby Annabeth znowu nie zamaa ktrej zasady!
Cudownie" - pomyla Percy. - Dzie w mskim gronie z Frankiem i dnym krwi
satyrem w poszukiwaniu sonej wody w miecie pooonym w gbi ldu".
- Zapowiada si fantastyczna zabawa - powiedzia.

XV
PERCY
Percy wyszed na pokad i zawoa:
-

O kurcz!

Wyldowali tu pod szczytem poronitego lasem wzgrza. Na lewo, pord sosen,


widnia kompleks biaych budynkw, przywodzcy na myl jakie muzeum lub
uniwersytet. Pod nimi rozcigaa si Atlanta - grupa brzowych i srebrnych drapaczy
chmur wyrastaa z sigajcej horyzontu paszczyzny szos, torw kolejowych, domw i
zielonych plam lasu.
-

Och, cudowne miejsce. - Trener Hedge odetchn gboko porannym powietrzem.

- Dobry wybr, Valdez.


Leo wzruszy ramionami.
-

Po prostu wybraem wysokie wzgrze. Tam jest jaka biblioteka prezydencka czy

co takiego. W kadym razie Festus tak twierdzi.


-

Nic mi o tym nie wiadomo! - warkn Hedge. - Nie wiesz, co si wydarzyo na

tym wzgrzu? Franku Zhang, powiniene wiedzie!


Frank drgn.
-

Powinienem?

Sta tu syn Aresa! - zawoa z oburzeniem Hedge.

Jestem Rzymianinem... wic nie Aresa, ale Marsa, jakby co.

Mniejsza o to! To synne miejsce. Amerykaska wojna domowa!

Jestem Kanadyjczykiem, jakby co.

Mniejsza o to! Genera Sherman, wdz Unii. Sta na tym wzgrzu, patrzc, jak

ponie Atlanta. Wyrba szlak zniszczenia std a do morza. Palc, szabrujc, pldrujc...
To dopiero by heros!
Frank cofn si nieco.
-

Aha, rozumiem.

Percy ego nie bardzo obchodzia historia, ale zacz si zastanawia, czy
wyldowanie w tym miejscu to nie jest zy omen. Sysza, e wikszo wojen
domowych zacza si od walki midzy greckimi a rzymskimi pbogami. Teraz stali na
miejscu jednej z takich bitew. Miasto, na ktre wanie patrzyli, zostao zrwnane z

ziemi na rozkaz syna Aresa.


Nietrudno mu byo wyobrazi sobie niektrych mieszkacw Obozu Herosw
wydajcych taki rozkaz. Na przykad Clarisse La Rue na pewno by si nie zawahaa. Ale
Frank? Chybaby nie by a takim twardzielem.
-

W kadym razie - powiedzia - tym razem sprbujmy raczej nie spali tego

miasta.
Trener by wyranie zawiedziony.
-

No dobra. Ale dokd teraz?

Percy wskaza na rdmiecie.


-

Jeli s jakie wtpliwoci, trzeba zacz od rodka.

Zapanie okazji byo atwiejsze, ni sdzili. Doszli do tej biblioteki prezydenckiej ktra okazaa si Centrum Cartera - i zapytali obsug, czy moe im przywoa takswk
albo wskaza kierunek do najbliszego przystanku autobusowego. Percy mg wezwa
Mrocznego, ale gupio mu byo prosi pegaza o pomoc w tak krtkim czasie po ich
ostatniej klsce. Frank nie chcia si w nic zmienia. A poza tym Percy mia nadziej dla
odmiany skorzysta ze rodka transportu uywanego przez zwykych miertelnikw.
Jedna z bibliotekarek, Esther, zaproponowaa, e sama podrzuci ich do miasta.
Nalegaa z takim wdzikiem, i Percy zacz podejrzewa, e to jaki potwr w ludzkim
przebraniu, ale Hedge odcign go na bok i zapewni, e Esther pachnie jak normalny
czowiek.
-

Z maym dodatkiem suszonych kwiatkw - doda. Godziki. Patki ry.

Mniam, mniam.
Wsiedli do wielkiego czarnego cadillaca Esther i pojechali w stron rdmiecia.
Esther bya taka malutka, e ledwo co widziaa zza kierownicy, ale to jej wyranie nie
przeszkadzao. Zrcznie lawirowaa midzy innymi pojazdami, raczc ich przy tym
opowieciami o zwariowanych rodzinach z Atlanty: o dawnych wacicielach plantacji, o
zaoycielach Coca-Coli, gwiazdach sportu i dziennikarzach CNN. Sprawiaa wraenie
osoby tak dobrze poinformowanej, e Percy postanowi sprbowa szczcia.
-

Och, Esther, mam dla ciebie trudne pytanie. Sona woda w Atlancie. Z czym ci si

to kojarzy?
Starsza pani zachichotaa.

Ach, mj skarbie. To atwe. Rekiny wielorybie!

Frank i Percy wymienili spojrzenia.


-

Rekiny? - zapyta nerwowo Frank. - Macie w Atlancie rekiny wielorybie?

W oceanarium, skarbie. Bardzo synnym! W samym rdmieciu. Tam chcecie

podjecha?
Oceanarium. Percy zastanowi si. Nie bardzo wiedzia, co jaki staroytny grecki
bg morza mgby robi w oceanarium w stanie Georgia, ale nie mia lepszego pomysu.
-

Tak - powiedzia. - Tam wanie chcemy si dosta.

Esther podwioza ich pod wejcie, gdzie ju tworzya si kolejka zwiedzajcych.


Wcisna im karteczk z numerem swojego telefonu - Na wszelki wypadek!" - troch
pienidzy na takswk, ktr wrc do Centrum Cartera, i soik domowych konfitur z
brzoskwi, ktry z jakiego powodu trzymaa w pudle w baganiku. Frank wcisn soik
do plecaka i podzikowa Esther, ktra od pewnego czasu nie zwracaa si ju do niego
skarbie", lecz synu".
Kiedy odjechaa, Frank powiedzia:
-

Czy wszyscy w Atlancie s tacy mili?

Hedge odchrzkn.
-

Mam nadziej, e nie. Nie mgbym z nimi walczy, gdyby byli mili. No, to

chodmy i pokonajmy par rekinw. Czuj, e bdzie gronie!


Percy'emu nie przyszo do gowy, e bd musieli paci za wstp ani e bd sta w
kolejce za gromad rodzin i dzieciakw z letnich obozw.
Patrzc na te dzieciaki w kolorowych koszulkach rnych pkolonii, poczu ukucie
alu. Powinien teraz by w Obozie Herosw, w swoim domku, uczy szermierki na
arenie, wymyla psikusy swoim kolegom. Te dzieciaki nie miay pojcia, jak cudowny
moe by obz letni.
Westchn.
-

No c, chyba staniemy w kolejce. Czy kto ma pienidze?

Frank sprawdzi swoje kieszenie.


-

Trzy denary z Obozu Jupiter. Pi dolarw kanadyjskich.

Hedge poklepa swoje dresy i wycign to, co tam znalaz.


-

Trzy wierdolarwki, dwie dziesitki, gumka recepturka i... bingo! Kawaek

selera.
Zacz u seler, spogldajc akomie na recepturk.
-

Super - powiedzia Percy.

On sam nie mia w kieszeniach nic prcz swojego dugopisu--miecza Orkana. Ju


myla, czy nie udaoby im si jako wlizn bez biletw, gdy podesza do nich jaka
kobieta w niebiesko-zielonej koszulce Oceanarium Georgii, umiechajc si promiennie.
-

Ach, wycieczka VIP-w!

Miaa piegowate policzki, okulary w grubych oprawkach, klamerki na zbach i


krcone czarne wosy, zaplecione po bokach w warkoczyki, wic cho zapewne
dobiegaa trzydziestki, wygldaa jak rezolutna licealistka powszechnie uwaana za
dziwolga. Prcz subowej koszulki polo miaa na sobie czarne spodnie i czarne
teniswki. Przez cay czas koysaa si na pitach, jakby rozpieraa j energia. Na
przypitej do koszulki tabliczce widniao imi: KATE.
-

Aha, widz, e macie przygotowan kas - powiedziaa. - Wspaniale!

Co? - zdziwi si Percy.

Kate zgarna trzy denary z doni Franka.


-

Tak, akurat tyle. Tdy!

Obrcia si jak fryga i ruszya truchtem do gwnego wejcia.


Percy popatrzy na trenera Hedgea i Franka.
-

Puapka?

To moliwe - odrzek Frank.

To nie jest miertelna istota - orzek Hedge, wszc. - Prawdopodobnie jaki

rodzaj poerajcego kozy, niszczcego pbogw demona z Tartaru.


-

Bez wtpienia - zgodzi si Percy.

Fantastycznie. - Hedge wyszczerzy zby. - Idziemy.

Kate mina kolejk i wprowadzia ich bez problemu do rodka.


-

Tdy. - Umiechna si do Percy'ego. - To cudowna ekspozycja. Nie bdziecie

zawiedzeni. Tak rzadko mamy tu VIP-w.


-

Ee... to znaczy pbogw? - zapyta Frank.

Kate mrugna do niego szelmowsko i przyoya palec do ust.


-

No wic tutaj mamy zwierzta zimnowodne, pingwiny, bia-uchy i rne takie. A

tam... no, tam s jakie rybki.


Jako pracownik oceanarium powinna nieco lepiej orientowa si w mniejszych
rybach. Kiedy mijali wielkie akwarium z tropikalnymi gatunkami, Frank wskaza na
jak ryb i zapyta, co to jest, a Kate odpowiedziaa:
-

Ach, to te te.

Minli sklepik z pamitkami. Frank zwolni, eby spojrze na lad z ubraniami i


zabawkami.
-

Bierz, co chcesz - powiedziaa mu Kate.

Frank zamruga.
-

Naprawd?

Oczywicie. Jeste VIP-em!

Frank zawaha si, po czym wepchn do plecaka jaki T-shirt.


-

Stary, co ty robisz? - zapyta Percy.

Powiedziaa, e mog - szepn Frank. - A poza tym potrzebuj wicej ubra. Nie

spakowaem si na dusz wycieczk!


Wzi te szklan kul z padajcym w rodku niegiem, czego Percy jako nie mg
uzna za ubranie. Potem wyowi jaki pleciony rulonik wielkoci batona.
-

Co to jest? - zapyta.

Chiska puapka - odrzek Percy.

Frank, jako Kanadyjczyk chiskiego pochodzenia, zrobi obraon min.


-

Chiska? Niby dlaczego?

Nie wiem. Tak si po prostu nazywa. Kupuje si to dla artu.

Chodcie, chopaki! - zawoaa Kate.

Pniej ci poka - obieca Percy.

Frank wsun rulonik do plecaka i ruszyli dalej.


Szli przeszklonym tunelem. Ryby kryy nad ich gowami i Percy poczu
wzbierajcy w nim irracjonalny strach.
To jaka gupota" - pomyla. - Milion razy byem pod wod. A teraz nawet nie
jestem w wodzie".
Po chwili przypomnia sobie, e prawdziwym zagroeniem jest Kate. Hedge ju
wywcha, e to nie jest czowiek. W kadej chwili moe si zamieni w jakiego

strasznego potwora i rzuci si na nich. Ale nie mia wyboru - musieli dalej udawa
wycieczk VIP-w, pki nie znajd tego Forkisa, nawet jeli miaoby to oznacza
pakowanie si w puapk.
Weszli do pomieszczenia wypenionego niebieskim wiatem. Za szklan cian byo
najwiksze akwarium, jakie Percy w yciu widzia. Kryy w nim tuziny olbrzymich
ryb, w tym dwa nakrapiane rekiny, dwukrotnie wiksze od Percyego. Byy tuste i
powolne, miay otwarte pyski bez zbw.
-

Rekiny wielorybie - warkn trener Hedge. - Czeka nas walka na mier i ycie.

Kate zachichotaa.
-

Gupi 6atyr. Rekiny wielorybie nie s grone. ywi si wycznie planktonem.

Percy zmarszczy czoo. Skd Kate wiedziaa, e trener jest satyrem? Zaoy dresy i
specjalnie dopasowane buty ukrywajce jego kopyta, co zwykle robi satyrowie, kiedy
kontaktuj si ze miertelnikami. Czapka bejsbolowa przykrywaa mu rogi. Im duej
Kate chichotaa i zachowywaa si przyjanie, tym mniej Percyemu si podobaa,
natomiast trener Hedge nie wydawa si speszony.
-

Niegrone rekiny? - powiedzia z wyran odraz. - To po co tu s?

Frank odczyta z tabliczki obok akwarium:


-

Jedyne na wiecie rekiny wielorybie trzymane w niewoli. Zdumiewajce.

Tak, a te s mae - powiedziaa Kate. - Powinnicie zobaczy inne moje dzieci w

oceanie.
-

Twoje dzieci? - zapyta Frank.

Biorc pod uwag diabelski bysk w oczach Kate, Percy nie mia wtpliwoci, e nie
chciaby si spotka z jej dziemi. Uzna, e czas przerwa t zabaw. Nie zamierza
zagbia si w to oceanarium dalej, ni musia.
-

No wic, Kate - powiedzia - szukamy pewnego faceta... to znaczy boga, ktry si

nazywa Forkis. Moe go znasz?


Kate prychna.
-

Czy go znam? To mj brat. Wanie do niego idziemy, guptasy. Prawdziwe

okazy s tam.
Wskazaa na oddalon cian. Solidna czarna powierzchnia rozsuna si, ukazujc
wejcie do kolejnego tunelu wypenionego fioletowym wiatem.

Kate wesza do rodka. Pjcie za ni byo ostatni rzecz, jakiej Percy pragn, ale
jeli Forkis naprawd tam by i mia informacje, ktre pomogyby im w ich misji... Wzi
gboki oddech i wkroczy do tunelu za swoimi towarzyszami.
Gdy tylko znaleli si w korytarzu, trener Hedge zagwizda.
-

O, to jest dopiero ciekawe.

Nad ich gowami snuy si wielobarwne meduzy wielkoci kontenerw na mieci,


kada wyposaona w setki czuek, ktre wyglday jak kable okrcone jedwabnymi
nimi. Jedna opltaa nimi sparaliowanego trzymetrowego miecznika, powoli zaciskajc
macki wok swojej ofiary.
Kate spojrzaa z triumfalnym umiechem na trenera Hedge'a.
-

Widzisz? Zapomnij o rekinach wielorybich! A to dopiero pocztek.

Wprowadzia ich do jeszcze wikszej komory. Na jednej cianie poyskiwa


czerwony napis: MIER W MORSKIEJ TONI! Sponsor: Pczkobranie.
Percy przeczyta napis dwukrotnie, pamitajc o swojej dyslek-sji, a potem jeszcze
dwa razy, eby to do niego dotaro.
-

Pczkobranie?

Och, tak - odpowiedziaa Kate. - Jeden z naszych korporacyjnych sponsorw.

Percy przekn lin. Jego ostatnie spotkanie z Pczkobraniem nie naleao do


przyjemnych. Byy plujce kwasem gowy ww, duo wrzasku i armata.
W jednym akwarium dryfowa bez celu z tuzin wielkich hipokampw - koni z rybimi
ogonami. Percy widywa hipokampy w morzu, a nawet na kilku jedzi, ale jeszcze nigdy
nie widzia adnego w akwarium. Prbowa z nimi porozmawia, ale nie zwracay na
niego uwagi, tylko co jaki czas obijay si o szklan cian. Wyglday na przymulone.
-

To nie jest w porzdku - mrukn pod nosem.

Odwrci si i ujrza co jeszcze gorszego. Na dnie mniejszego pojemnika dwie


nereidy - eskie duchy morskie - siedziay po turecku naprzeciw siebie, grajc w
owisko". Wyglday na miertelnie znudzone. Ich dugie zielone wosy faloway
apatycznie wok twarzy. Oczy miay przymknite.
Percy poczu tak wcieko, e ledwo mg zapa oddech. Spojrza gronie na
Kate.
-

Jak moecie je tutaj trzyma?

Wiem. - Kate westchna. - Nie s zbyt interesujce. Prbowalimy nauczy je

jakich sztuczek, ale chyba nic z tego nie wyszo. Myl, e tamto akwarium bardziej ci
si spodoba.
Percy ju mia zaprotestowa, ale Kate ruszya dalej.
-

wita matko kz! - zawoa trener Hedge. - Popatrzcie na te licznoci!

Gapi si na dwa we morskie - prawie dziesiciometrowe potwory z rozjarzonymi


niebieskimi oczami i szczkami, ktre mogyby przegry na p rekina wielorybiego. W
innym akwarium z cementowej pieczary wygldaa kaamarnica wielkoci czterdziestotonowej ciarwki, z pyskiem jak olbrzymi przecinak sworzni.
Trzecie akwarium zamieszkiway humanoidalne stworzenia o lnicych tuowiach
fok, psich pyskach i ludzkich rkach. Siedziay na piasku na dnie, budujc co z klockw
Lego, chocia i one wyglday na rwnie otpiae jak nereidy.
-

Czy to s...? - Percy szuka nazwy w pamici.

Telchiny? - dopowiedziaa Kate. - Tak! Jedyne okazy w niewoli.

Ale one przecie walczyy po stronie Kronosa w ostatniej wojnie! S bardzo

grone!
Kate wywrcia oczami.
-

No, chybabymy nie mogli nazwa tej ekspozycji: mier w morskiej toni",

gdyby niektre okazy nie byy grone. Nie bj si. S na prochach.


-

Na prochach? To jest legalne?

Kate udaa, e nie dosyszaa. Sza dalej, wskazujc na inne okazy. Percy spojrza
przez rami na telchiny. Jeden by najwyraniej modziakiem. Prbowa skonstruowa
miecz z lego, ale by chyba zbyt przymulony, eby poskada klocki razem. Percy nie
przepada za potworami morskimi, ale teraz zrobio mu si ich al.
-

A te potwory morskie - Kate wskazaa gow - mog w oceanie osign sto

pidziesit metrw dugoci. Maj ponad tysic zbw. A tamte? Ich ulubionym
przysmakiem s pbogowie...
-

Pbogowie?! - krzykn Frank.

Ale poeraj te wieloryby albo mniejsze odzie. - Kate zwrcia si do Percy'ego

z wypiekami na twarzy. - Przepraszam... jestem tak potwornie gupia! Przecie ty to


wszystko znasz jako syn Posejdona i w ogle.

Percy sysza ju donony dzwonek alarmowy. Nie podobao mu si, e Kate tyle o
nim wie. Nie podobay mu si jej niby przypadkowe uwagi o narkotyzowaniu
uwizionych tu stworze albo o tym, ktre z jej maluchw lubi poera pbogw.
-

Kim jeste? - zapyta. - Kate" co oznacza?

Kate? - Zrobia gupi min. Potem zerkna na swoj tabliczk z imieniem. -

Och... - Rozemiaa si. - Nie, to jest...


-

Hej! - zawoa kto z gbi sali.

Z ciemnoci wyoni si drobny czowieczek. Szed bokiem na krzywych nogach jak


krab, ze zgarbionymi plecami i rkami uniesionymi w gr, jakby nis niewidzialne
talerze.
Mia na sobie piankowy skafander do nurkowania w okropnych odcieniach zieleni.
Byszczcy srebrny napis biegncy po boku kostiumu gosi: SZALESTWA FLORKA.
Spomidzy tustych, grubych wosw wystawa mu zestaw suchawkowy z mikrofonem.
Oczy mia mlecznoniebieskie, jedno osadzone troch wyej od drugiego, a cho si
umiecha, nie wyglda przyjanie raczej jak kto o twarzy znieksztaconej w tunelu
powietrznym.
-

Gocie! - zagrzmia przez mikrofon. Mia gos dideja, gboki i wyrany,

zupenie niepasujcy do jego wygldu. - Witajcie w Szalestwach Forkisa!


Machn ramionami w jedn stron, jakby chcia ich ostrzec, e za chwil co
wybuchnie. Nic nie wybucho.
-

Niech to szlag - warkn. - Telchiny, to sygna dla was! Ja macham rkami, a wy

skaczecie energicznie w gr, robicie podwjne salto i opadacie, ustawiajc si w


piramid. wiczylimy to!
Morskie demony nie zwrciy na niego uwagi.
Trener Hedge zrobi krok w jego stron i powcha byszczcy, mokry kostium.
-

adny garniturek.

Nie powiedzia tego kpicym tonem. Oczywicie sam nosi strj gimnastyczny tylko
dla zabawy.
-

Dzikuj! - odrzek krabowaty mczyzna. - Jestem Forkis.

Frank przenis ciar ciaa z jednej stopy na drug.


-

Dlaczego masz na kostiumie wypisane: Florek?

Forkis warkn gniewnie.


-

Gupia wytwrnia kostiumw! Zawsze co sknoc.

Kate postukaa w swoj tabliczk z imieniem.


-

Mwiam im, e mam na imi Keto. No i wyszo im Kate. Mj brat... no c,

teraz to jest Florek.


-

Nieprawda! Nie jestem adnym Florkiem. Zreszt to imi zupenie nie pasuje do

szalestw. Wyobraacie sobie pokaz o nazwie Szalestwa Florka? Ale wy, moi drodzy,
na pewno nie chcecie wysuchiwa naszych alw. Patrzcie, oto niezwyky majestat
wielkiej, morderczej kaamarnicy!
Zrobi teatralny gest w stron akwarium z kaamarnic. Tym razem przed szklan
cian wytrysny piropusze zotych fajerwerkw. Z gonikw popyna muzyka.
wiata pojaniay, ukazujc niezwyky majestat pustego akwarium.
Kaamarnica najwyraniej schowaa si w swojej pieczarze.
-

Niech to szlag! - rykn ponownie Forkis. Odwrci si do swojej siostry. - Keto,

tresura tej kaamarnicy to twoja dziaka. Mwiem: onglerka. Moe troch


rozszarpywania misa na fina. Prosiem o zbyt wiele?
-Jest pochliwa - odpowiedziaa Keto. - A poza tym kada z jej macek ma
szedziesit dwa zadziory, ktre trzeba codziennie ostrzy. - Zwrcia si do Franka. Wiesz, e ta potworna kaamarnica jako jedyne zwierz kiedy poknie caego herosa,
razem ze zbroj i wszystkim, nie dostaje po tym niestrawnoci? To prawda!
Frank odszed na bok, trzymajc si za brzuch, jakby si upewnia, e wci jest cay.
-

Keto! - warkn Forkis, strzelajc palcami jak krab szczypcami. - Te wszystkie

informacje zanudzaj naszych goci. Mniej wiedzy, wicej rozrywki! Ju to


omawialimy.
-

Ale...

adnych ale! Jestemy tu, eby zaprezentowa mier w morskiej toni!".

Sponsorem jest Pczkobranie!


Ostatnie sowa potoczyy si po sali z dodatkowym rezonansem. wiata rozbysy. Z
podogi zacz si wydobywa dym, tworzc kka podobne do donatw, ktre pachniay
jak prawdziwe wiee pczki.
-

Dostpne w sklepiku - doradzi im Forkis. - Ale wy przecie wydalicie z trudem

zdobyte denary, by zapewni sobie pokaz dla VIP-w! Chodcie ze mn!


-

Yyy... chwileczk - powiedzia Percy.

Umiech Forkisa ustpi miejsca grymasowi.


-Tak?
-Jeste bogiem morza, tak? Synem Gai?
Krabowaty mczyzna westchn.
-

Mino pi tysicy lat, a wci jestem znany jako synek Gai. Jakbym nie by

jednym z najstarszych istniejcych bogw morza. Nawiasem mwic, starszym od tego


dorobkiewicza, twojego ojca. Jestem bogiem najgbszych morskich otchani! Panem
wodnych demonw! Ojcem tysica potworw! Ale nie... nikt mnie nie zna. Popeniem
jeden drobny bd, poparem tytanw w ich wojnie i wygnano mnie z oceanu... Dokd?
Do jakiej Atlanty!
-

Mylelimy, e Olimpijczycy powiedzieli: Atlantyda" - wyjania Keto. - To

chyba mia by art, e nas tu zesali.


Percy zmruy oczy.
-

A ty jeste bogini?

Keto, tak! - Umiechna si z satysfakcj. - Bogini morskich potworw

oczywicie! Wielorybw, rekinw, kaamarnic i innych morskich olbrzymw, ale moje


serce zawsze naley do potworw. Czy wiecie, e mode we morskie mog zwraca
miso swoich ofiar i przez sze lat nim si ywi? To prawda!
Frank wci trzyma si za brzuch, jakby mu si zbierao na wymioty.
Trener Hedge zagwizda.
-

Sze lat? To fascynujce.

Wiem! - powiedziaa z dum Keto.

A jak dokadnie mordercza kaamarnica wyrywa miso ze swoich ofiar? - zapyta

Hedge. - Uwielbiam przyrod.


-

Och, jeli chodzi o to...

Do! - przerwa jej Forkis. - Rujnujesz przedstawienie! Oto nasze nereidy

gladiatorki w walce na mier i ycie!


W akwarium z nereidami osuna si lustrzana kula dyskotekowa i woda roztaczya
si wielokolorowym wiatem. Na piaszczyste dno upady dwa miecze. Nereidy nie

zwrciy na nie uwagi i nadal gray w owisko".


-

Niech to szlag! - Forkis tupn kolawymi nogami.

Keto spojrzaa na trenera Hedgea, krzywic si wymownie.


-

Nie przejmuj si Florkiem. Okropny gadua. Chod ze mn, mj wspaniay

satyrze. Poka ci barwne diagramy owieckich zwyczajw potworw.


-

wietnie!

Zanim Percy zdy wyrazi sprzeciw, Keto zgina z trenerem Hedge'em w


labiryncie akwariw, pozostawiajc jego i Franka sam na sam z krabowatym bogiem
morza.
Po karku Percy'ego potoczya si kropla potu. Chopcy wymienili nerwowe
spojrzenia. To wygldao na strategi dziel i rzd". Percy ju czu, e to spotkanie nie
skoczy si dla nich dobrze. A moe od razu zaatakowa Forkisa, wykorzystujc element
zaskoczenia? No tak, ale nie uzyskali jeszcze adnej poytecznej informacji. Zacz
wtpi, czy uda im si odnale Hedgea. Nie by nawet pewny, czy sam znajdzie std
wyjcie.
Forkis chyba trafnie oceni jego min.
-

Och, wszystko w porzdku! - zapewni go bg. - Keto bywa troch nudna, ale na

pewno dobrze si zaopiekuje twoim przyjacielem. I uwierz mi, najlepsza cz pokazu


jeszcze przed nami!
Percy stara si myle chodno, ale rozbolaa go gowa - nie wiadomo, czy na skutek
wieej kontuzji, efektw specjalnych Forkisa czy obrzydliwych wykadw jego siostry
na temat obyczajw morskich potworw.
-

A wic - wyjka - przysa nas tutaj Dionizos.

Bachus - poprawi go Frank.

No tak. - Percy stara si opanowa rozdranienie. W tej chwili z trudem

przypomina sobie imiona bogw. - Bg wina. Niewane. - Spojrza na Forkisa. - Bachus


powiedzia, e moe znasz zamiary twojej mamusi Gai i twoich bliniaczych braci
Efialtesa i Otisa. I jeli przypadkiem wiesz co o Znaku Ateny...
-

Bachus sdzi, e wam pomog? - zapyta Forkis.

No... tak. Przecie jeste Forkisem. Wszyscy o tobie mwi.

Forkis przechyli gow tak, e jego niesymetryczne oczy znalazy si prawie w

jednej linii.
-

Naprawd?

Oczywicie. Prawda, Frank?

Och... no jasne! - zapewni Frank. - Ludzie wci o tobie mwi.

A co mwi?

Frank zrobi niepewn min.


-

No... e urzdzasz wspaniae pokazy sztucznych ogni. I e masz znakomity gos

konferansjera. No i ta... ee... kula dyskotekowa...


-

To prawda! - Forkis gono pstrykn palcami. - Mam te najwiksz na wiecie

kolekcj potworw morskich w niewoli!


-

1 wszystko wiesz - doda Percy. - Na przykad o tych bliniakach i co zamierzaj.

Bliniacy! - Forkis doda echo do swojego gosu. Przed akwarium z wem

morskim roziskrzyy si zimne ognie. - Tak, wiem wszystko o Efialtesie i Otisie. O tych
kiepskich naladowcach! Nigdy nie dorwnaj innym gigantom. S za wtli... no i te
we zamiast stp.
-

We zamiast stp? - Percy przypomnia sobie dugie, zakrzywione buty, ktre

mieli na nogach bliniacy w jego nie.


-

Tak, tak - odrzek niecierpliwie Forkis. - Uznali, e nie mog liczy na wasne

siy, wic wybrali teatr: iluzje, sztuczki sceniczne, takie tam numery. Gaja uksztatowaa
swoje wielkie dzieci tak, e kady gigant ma w mzgu zakodowanego konkretnego
wroga. Kady zosta zrodzony, by zabi jakiego boga. Efialtes i Otis... no c, razem
tworz co w rodzaju anty-Dionizosa.
Percy prbowa to ogarn umysem.
-

Wic... chc zamieni cae wino w sok urawinowy czy co w tym rodzaju?

Bg morza parskn.
-

Ale skd! Efialtes i Otis zawsze pragnli wszystko ulepszy, by byo bardziej

krzykliwe, bardziej widowiskowe! Och, oczywicie chcieli zabi Dionizosa. Ale najpierw
musieli go upokorzy, sprawi, by przy ich atrakcjach jego hulanki wydaway si wprost
aosne!
Frank spojrza na zimne ognie.
-

Przez uycie fajerwerkw i kul dyskotekowych?

Usta Forkisa rozcigny si w tym umiechu jak z tunelu powietrznego.


-

Ot to! Uczyem bliniakw wszystkiego, co sam wiedziaem, a w kadym razie

staraem si ich nauczy. Nigdy mnie nie suchali. Ich pierwsza wielka sztuczka?
Prbowali wedrze si na Olimp, zwalajc jedn gr na drug. Oczywicie bya to
iluzja. Powiedziaem im, e to mieszne. Powinnicie zacz od czego mniejszego, tak
im powiedziaem. Poprzecinajcie si nawzajem pi, wyjmijcie gorgony z kapelusza, o,
co takiego. I sprawcie sobie garnitury wyszywane cekinami. To pasuje do bliniakw!
-

Dobra rada - zgodzi si Percy. - A teraz bliniacy...

Och, przygotowuj si do swojego spektaklu zagady Rzymu - powiedzia Forkis

kpicym tonem. - To jeden z tych gupich pomysw Matki. Trzymaj jakiego winia
w wielkiej kadzi ze spiu. - Zwrci si do Franka. - Jeste synem Aresa, tak? Czuj to
nosem. Kiedy bliniacy podobnie uwizili twojego ojca.
-

Synem Marsa - poprawi go Frank. - Zaraz... ci giganci wsadzili mojego tat do

kota ze spiu?
-

Tak, to ich jeszcze jeden gupi numer. Jak mona pokaza winia, jeli siedzi w

kadzi? To nie ma adnej wartoci rozrywkowej. Co innego moje kochane zwierztka!


Machn rk w stron hipokampw, ktre apatycznie uderzay gowami w szklan
szyb.
Percy stara si zebra myli. Czu si tak, jakby i jego ogarnia letarg, w ktrym
tkwiy przymulone morskie stworzenia.
-

Powiedziae... e ten spektakl zagady to pomys Gai?

No wiesz... plany Matki zawsze s wielowarstwowe. - Zamia si. - Ziemia ma

warstwy! To by si chyba zgadzao!


-

Mhm. Wic jej plan...

Och, wyznaczya nagrod za zabicie pewnej grupy pbogw. Nie obchodzi jej;

kto ich zabije, ale eby zostali zabici. No c... trzymam j za sowo. Bardzo wyranie
zaznaczya, e trzeba oszczdzi dwoje. Chopca i dziewczyn. Chyba tylko Tartar wie
dlaczego. W kadym razie bliniacy zaplanowali swj may pokaz w nadziei, e zwabi
tych pbogw do Rzymu. Moe myl te, e ci pbogowie bd na tyle gupi, by wej
na ich terytorium w poszukiwaniu Znaku Ateny. - Szturchn Franka okciem w ebra. Ha! Powodzenia, co?

Frank zamia si nerwowo.


-

No... Ha-ha. To by byo naprawd gupie, bo...

Forkis zmruy oczy.


Percy wsun rk do kieszeni i zacisn palce na Orkanie. Nawet ten stary bg morza
nie jest chyba na tyle gupi, by si nie domyli, e ma przed sob pbogw, za ktrych
gowy wyznaczono nagrod.
Ale Forkis tylko wyszczerzy zby i znowu szturchn Franka w bok.
-

Ha! Dobry jeste, synu Marsa. I chyba masz racj. Po co sobie strzpi jzyk?

Przecie nawet gdyby ci pbogowie znaleli t map w Charleston, nigdy nie dotr ywi
do Rzymu!
-

Tak, t MAP W CHARLESTON - powtrzy gono Frank, wytrzeszczajc oczy

w stron Percy'ego, eby si upewni, czy ta informacja do niego dotara. Dobitniejszy


byby moe wielki plakat z czerwonym napisem: WSKAZWKA!!!
-

Ale do ju tych nudnych edukacyjnych spraw! - rzek Forkis. - Zapacilicie za

pokaz dla VIP-w. Pozwlcie, e poka wam wszystko do koca. Bo tych trzech
denarw, niestety, nie moemy ju wam zwrci.
Percy nie mia ochoty na zachwycanie si kolejnymi pokazami fajerwerkw,
wchanie dymu pachncego donatami czy ogldanie pogronych w depresji morskich
stworze. Zerkn jednak na Franka i uzna, e bdzie lepiej ustpi staremu
krabowatemu bogu, w kadym razie do czasu gdy odnajd trenera Hedgea i dotr
bezpiecznie do wyjcia. Prcz tego moe uda im si co jeszcze z Forkisa wycign.
-

Ale pniej bdziemy mogli zada par pyta?

Oczywicie! Powiem wam wszystko, co powinnicie wiedzie. Forkis klasn

dwa razy w donie. W cianie pod rozjarzonym czerwonym znakiem pojawio si wejcie
do nowego tunelu. - Zapraszam w moje lady! -1 wbieg bokiem do tunelu.
Frank podrapa si w gow.
-

Czy musimy... - Sam te ustawi si bokiem.

To tylko takie wyraenie, stary - powiedzia Percy. - Idziemy.

XVI
PERCY
Tunel bieg pod dnem akwarium wielkoci sali gimnastycznej. Zbiornik zawiera
wod i jakie tanie dekoracje, poza tym wydawa si majestatycznie pusty. Percy
podejrzewa, e nad ich gowami jest dwiecie tysicy litrw wody. Gdyby ciany tunelu
z jakiego powodu popkay...
Co dla mnie" - pomyla. - Tysice razy byem otoczony masami wody. To mj
dom".
Ale serce bio mu mocno. Pamita, jak na Alasce zapada si w zimne bagno - czarny
mu zalewajcy oczy, usta i nos.
Forkis zatrzyma si porodku tunelu i z dum rozoy ramiona.
- Pikna ekspozycja, co?
Percy stara si nie rozmyla i skupi na szczegach. W kcie zbiornika, w
zagajniku sztucznych wodorostw staa spora plastikowa chatka z piernika, z bbelkami
ulatujcymi z komina. W przeciwlegym rogu klcza przy skrzyni ze skarbami
plastikowy nurek w starowieckim skafandrze. Skrzynia otwieraa si co par sekund,
wypluwaa bble powietrza i zamykaa z powrotem. Na dnie, na biaym piasku rozsypane
byy szklane kulki wielkoci kul do krgli i dziwna zbieranina broni, takiej jak trjzby i
harpuny. Przed szklan cian zbiornika wznosi si amfiteatr z awkami na kilka setek
widzw.
-

Co tutaj trzymacie? - zapyta Frank. - Wielk zot rybk o morderczych

skonnociach?
Forkis unis brwi.
-

Och, to wspaniay pomys! Ale nie, Franku Zhang, potomku Posejdona. To nie

jest akwarium ze zot rybk.


Na sowa potomku Posejdona" Frank drgn. Cofn si, ciskajc swj plecak jak
maczug, ktr zamierza si zamachn.
Percy poczu, e przeraenie cieka mu przeykiem jak syrop na kaszel. Niestety,
zdy ju przywykn do tego uczucia.
-

Skd znasz nazwisko Franka? - zapyta. - Skd wifesz, e jest potomkiem

Posejdona?

C... - Forkis niedbale wzruszy ramionami - te dane pewnie byy w opisie, ktry

dostarczya Gaja. No wiesz, w tym licie goczym, Percy Jacksonie.


Percy cign zatyczk ze swojego dugopisu. W jego doni pojawi si Orkan.
-

Nie oszukuj mnie, Forkisie. Obiecae, e odpowiesz mi na pytania.

Tak, po pokazie dla VIP-w - zgodzi si Forkis. - Obiecaem powiedzie wam

wszystko, co musicie wiedzie. Rzecz w tym, e tak naprawd niczego nie musicie
wiedzie. - Wyszczerzy zby w groteskowym umiechu. - Bo widzisz, nawet gdybycie
dotarli do Rzymu, co jest raczej niemoliwe, nigdy nie zwyciycie moich braci
gigantw bez jakiego boga po waszej stronie. A ktry z bogw miaby wam pomc?
Dlatego mam o wiele lepszy plan. Zostaniecie tutaj. Jestecie VIP-ami - Very Important
Prisoners'!
* VIP - Very Important Person - Bardzo Wana Osobisto; tutaj: Very Important
Prisoners - Bardzo Wani Winiowie - przyp. tum.
Percy rzuci si do przodu. Frank cisn plecakiem w gow Forkisa. Bg morza po
prostu znikn.
Jego gos nis si przez goniki, odbijajc si echem po tunelu:
-Tak, wietnie! Walka to dobra rzecz! Matka nigdy nie powierzaa mi wanych
zada, ale pozwolia mi zatrzyma wszystko, co zdoam zapa. Wy dwaj bdziecie
moimi wspaniaymi okazami, jedynymi potomkami Posejdona yjcymi w niewoli.
Pboskie Diaby... tak, to mi si podoba! Ju mamy upatrzonych sponsorw w Galerii
Wyprzeday. Moecie walczy codziennie o jedenastej, o pierwszej i podczas pokazu
wieczornego o sidmej.
-Jeste wariatem! - rykn Frank.
-

Dajcie z siebie wszystko! - zawoa Forkis. - Bdziecie nasz najwiksz atrakcj!

Frank pobieg do wyjcia, ale uderzy w szklan cian. Percy popdzi w drug
stron i te natrafi na barier ze szka. Tunel zamieni si w wielki bbel. Percy
przyoy rk do szyby i wyczu, e szko miknie, rozpuszcza si jak ld. Wkrtce
woda wedrze si do tunelu.
-

Nie bdziemy wsppracowa, Forkisie! - krzykn.

Och, jestem dobrej myli - rozbrzmia gos boga. - Jeli nie zechcecie ze sob

walczy, nie ma problemu! Mog codziennie wpuszcza wam nowe morskie potwory. A

gdy ju przywykniecie do pokarmu, ktry bdziecie tu dostawa, staniecie si pokorni jak


baranki. Wierzcie mi, pokochacie swj nowy dom.
Tu nad gow Percyego w szkle pojawia si szczelina i woda zacza przecieka do
rodka.
-Jestem synem Posejdona! - Percy stara si ukry strach. Nie moesz uwizi
mnie w wodzie. Wanie w wodzie jestem najsilniejszy.
miech Forkisa zdawa si ich otacza ze wszystkich stron.
-

C za zbieg okolicznoci! Ja te jestem najsilniejszy w wodzie. Ten zbiornik

zosta zaprojektowany specjalnie dla pbogw. No, a teraz bawcie si dobrze.


Zobaczymy si w porze karmienia!
Szklana kopua pka i woda runa do rodka.
Percy wstrzymywa oddech tak dugo, jak zdoa. Kiedy w kocu nabra wody do
puc, mg ni oddycha jak powietrzem. Cinienie wody mu nie przeszkadzao. Nawet
nie zamoko mu ubranie. Jego podwodne zdolnoci nie zanikny.
To tylko jaka gupia fobia" - pomyla. - Przecie nie uton".
A potem przypomnia sobie o Franku i nagle ogarny go panika i poczucie winy. Tak
by zajty sob, e zapomnia, i Frank jest tylko dalekim potomkiem Posejdona. Nie
potrafi oddycha pod wod.
Ale gdzie on jest?
Obrci si wokoo. Nic. Zerkn w gr. Nad nim unosia si wielka zota ryba.
Frank zamieni si - razem z ubraniem, plecakiem, wszystkim - w japoskiego karpia koi
wielkoci nastolatka.
-

Stary - Percy wysa swoje myli przez wod, jak zawsze gdy rozmawia z innymi

mieszkacami morza. - Zota rybka?


Odebra odpowied Franka:
-

Wkurzyem si. Akurat rozmawialimy o zotej rybce, wic si w ni zmieniem.

Przeszkadza ci?
-

Rozmawiam sobie telepatycznie z wielkim japoskim karpiem - powiedzia

Percy. -Super. Moesz si zamieni w co bardziej... poytecznego?


Cisza. Moe Frank si skupia? Trudno to byo stwierdzi, bo karpie japoskie nie
maj bogatego repertuaru min.

Przykro mi. - Frank najwyraniej by zakopotany. - Zaklinowaem si. To si

czasami zdarza, kiedy spanikuj.


-

Wspaniae. - Percy zazgrzyta zbami. - Pomylmy, jak si std wydosta.

Frank opyn zbiornik i zameldowa, e nie ma adnego wyjcia. Gr pokrywaa


drobna siatka z niebiaskiego spiu, podobna do aluzji, jakimi zamyka si sklepy w
domach towarowych. Percy prbowa j rozci Orkanem, ale na metalu nie zostaa
nawet rysa. Sprbowa przebi si przez szklan cian, uderzajc w ni rkojeci - bez
skutku. Powtrzy te prby z uyciem broni lecej na dnie i tylko poama trzy trjzby,
miecz i harpun.
W kocu sprbowa zapanowa nad wod. Rozkaza jej rozkoysa si i przebi
zbiornik albo wezbra i roztrzaska sklepienie. Woda nie zareagowaa. Moe bya
zaczarowana albo suchaa tylko Forkisa. Percy koncentrowa si, a go uszy rozbolay,
ale udao mu si tylko oderwa wieko skrzyni ze skarbami.
No to mamy klops" - pomyla ponuro. - Ju do koca ycia bd mieszka w
plastikowej chatce z piernika, walczy z moim przyjacielem, wielk zot rybk, i czeka
na por karmienia".
Forkis obieca, e w kocu to polubi. Percy pomyla o przy-mulonych telchinach, o
nereidach i hipokampach krcych bezmylnie po akwariach. I tak maj skoczy? Ta
myl nie dodaa mu otuchy.
Zastanawia si, czy Forkis nie ma racji. Nawet gdyby udao im si std uciec, jak
zdoaj pokona gigantw, skoro wszyscy bogowie zostali obezwadnieni? Moe Bachus
mgby im pomc? Ju raz zabi dwch gigantw. No tak, ale on walczyby po ich
stronie pod warunkiem, e zo mu ten niemoliwy hod, a ju sama myl o skadaniu
Bachusowi jakiegokolwiek hodu sprawiaa, e Percy mia ochot zadawi si pczkiem
z Paczkobrania.
-

Patrz! - powiedzia Frank.

Za szklan szyb Keto prowadzia trenera Hedge'a przez amfiteatr, udzielajc mu


objanie. Trener kiwa gow i podziwia rzdy awek.
-

Trenerze! - zawoa Percy, po czym zda sobie spraw, e to beznadziejne. Satyr

nie mg usysze jego telepatycznych woa.

Frank uderzy pyskiem w szyb.


Hedge nie zwrci na to uwagi. Keto wawym krokiem prowadzia go przez
amfiteatr. Nawet nie spojrzaa na szyb zbiornika, pewnie przekonana, e jest pusty.
Wskazaa koniec sali, jakby mwia: Chodmy dalej. Bdzie tam wicej przeraajcych
potworw".
Percy uwiadomi sobie, e za kilka sekund trenera ju nie bdzie. Popyn za nimi,
ale woda okazaa si jaka inna ni zwykle. Jakby stawiaa mu opr, jakby go spychaa
do tyu. Odrzuci miecz i uy obu rk.
Trener Hedge i Keto byli ju ptora metra od wyjcia.
Zrozpaczony Percy zgarn wielk szklan kul i cisn ni jak kul do krgli.
Kula ugodzia w szko z guchym fank - nie na tyle gonym, by przycign uwag.
Percyego ogarna rozpacz.
Ale trener Hedge mia uszy satyra. Zerkn przez rami. Kiedy zobaczy Percyego,
przez jego twarz przemkny kolejno niezrozumienie, zaskoczenie i wcieko, ktra
wreszcie ustpia miejsca masce spokoju.
Zanim Keto spostrzega, co jest grane, Hedge wskaza na sklepienie amfiteatru i
najwidoczniej zawoa: Na bogw Olimpu, a co to takiego?!".
Keto odwrcia si. Trener zrzuci swoj sztuczn nog i jak ninja kopn bogini w
ty gowy kolim kopytem. Keto zwalia si na podog.
Percy skrzywi si. Jego nie tak dawno kopnita gowa zapulsowaa ze wspczucia,
ale jeszcze nigdy nie by tak szczliwy z powodu opiekuna lubicego wrestling.
Hedge podbieg do szyby. Unis donie w gecie: Co ty tam robisz, Jackson?"
Percy uderzy pici w szyb i odpowiedzia bezgonie: - Rozwal to!
Hedge rykn w odpowiedzi co, co mogo brzmie: Gdzie jest Frank?!".
Percy wskaza na wielkiego karpia japoskiego.
-

Co jest? - Frank machn lew petw piersiow.

Za Hedge em morska bogini poruszya si. Percy pokaza na ni gorczkowo.


Satyr potrzsn nog, jakby rozgrzewa kopyto do ciosu, ale Percy zamacha rkami.
Nie. Nie mog wci kopa Keto w gow. To na nic, jest niemiertelna. W ten sposb
nie wydostan si ze zbiornika. A Forkis na pewno niedugo tu wrci.
-

Na trzy - powiedzia bezgonie Percy, podnoszc trzy pace i wskazujc na

szklan cian. - Wszyscy razem.


Percy nigdy nie by dobry w zgadywankach mimicznych, ale Hedge kiwn gow,
jakby zrozumia. Rozwalanie przedmiotw to jzyk, ktry dobrze zna.
Percy podnis olbrzymi szklan kul.
-

Frank, ty te bdziesz nam potrzebny. Moesz ju si zmieni?

Moe z powrotem w czowieka.

W czowieka? Znakomicie! Tylko wstrzymaj oddech. Jeli nam si uda...

Keto podniosa si na kolana. Nie byo czasu do stracenia.


Percy odliczy na palcach. Raz, dwa, trzy!
Frank zamieni si w czowieka i napar na szyb ramieniem. Trener kopn z
pobrotu jak Chuck Norris. Percy z caej siy rbn w ni kul, ale na tym nie
poprzesta. Zawoa do wody, by go usuchaa, i tym razem nie godzi si na odmow.
Poczu skumulowane cinienie wewntrz zbiornika i zapragn je wykorzysta. Woda
chce by wolna. Wystarczy troch czasu i woda przeamie kad barier, a nie znosi
niewoli, podobnie jak Percy. Pomyla o powrocie do Annabeth. Pomyla o wepchniciu
Forkisowi w gardo jego mikrofonu. I dwiecie tysicy litrw wody zareagowao na
jego gniew.
Szklana ciana popkaa. Szczeliny rozbiegy si zygzakami z miejsca uderzenia i
nagle cay zbiornik roztrzaska si na kawaki. Potny nurt wyrzuci na zewntrz
Percyego, ktry przeturla si przez amfiteatr razem z Frankiem, kilkoma wielkimi
kulami szklanymi i kp plastikowych wodorostw. Keto wanie stawaa na nogi, gdy
trafi w ni posg nurka, jakby chcia porwa j w objcia.
Trener Hedge wyplu son wod.
-

Na fletni Pana! Co ty tu robie?

Forkis! wybekota Percy. - Puapka! Uciekajmy!

Zewszd rozdzwoniy si sygnay alarmowe. Przybiegli koo akwarium z nereidami,


potem obok telchinw. Percy chcia je uwolni, ale jak? Byy napane, przymulone, no i
w kocu byy stworzeniami morskimi. Nie przeyyby, chyba e znalazby jaki sposb
przetransportowania ich do oceanu.
Prcz tego Percy nie wtpi, e gdyby Forkis ich zapa, moc morskiego boga
przewayaby jego moc. A i Keto rzuciaby si na nich, gotowa nakarmi nimi swoje

potwory.
-

Wrc - obieca Percy, ale nawet jeli winiowie w akwariach go usyszeli, nie

dali tego po sobie pozna.


Z gonikw zadudni gos Forkisa:
-

Percy Jackson!

Co jaki czas wybuchay race i zimne ognie. Pachncy dona-tami dym wypeni
pomieszczenia wystawowe. Dramatyczna muzyka - pi lub sze rnych cieek
dwikowych rwnoczenie - grzmiaa z gonikw. wiata zaczy mruga i przepala
si, gdy wszystkie efekty specjalne w caym budynku wczyy si jednoczenie.
Percy, trener Hedge i Frank wypadli ze szklanego tunelu i znaleli si w sali z
rekinami wielorybimi. Cz oceanarium dostpna dla miertelnikw pena bya
krzyczcych ludzi - rodziny i grupy modziey z pkolonii biegay w rne strony,
podczas gdy obsuga miotaa si gorczkowo, prbujc zapewni kadego, e to faszywy
alarm.
Percy nie da si na to nabra. Razem z przyjacimi wmiesza si w tum i bieg do
wyjcia.

XVII
ANNABETH
Annabeth prbowaa rozweseli Hazel, opowiadajc o najbardziej
glonomdkowych wyczynach Percy ego, kiedy Frank wpad do jej kajuty.
-

Gdzie Leo? - wydysza. - Odlatujemy! Odlatujemy!

Obie dziewczyny zerway si na nogi.


-

Gdzie Percy? - zapytaa Annabeth. - I kozio?

Frank zgi si wp, prbujc zapa oddech. Jego ubranie byo sztywne i wilgotne,
jakby je wyprano w czystym krochmalu.
-

Na pokadzie. Nic im nie jest. cigaj nas!

Annabeth przepchna si obok niego i pobiega schodami, przeskakujc po trzy


stopnie naraz, Hazel tu za ni, a na kocu Frank, wci ledwo dyszc. Percy i Hedge
leeli na pokadzie; wygldali na wykoczonych. Hedge nie mia butw. Wyszczerzy
zby ku niebu, mruczc: Niesamowite. Niesamowite". Percy mia liczne zadrapania,
jakby wyskoczy przez zamknite okno. Bez sowa zapa rk Annabeth, jakby chcia
powiedzie: Zaraz bd, niech tylko wiat przestanie si krci".
Leo, Piper i Jason, ktrzy jedli w mesie, wpadli na pokad.
-

Co?! Co?! - wola Leo, trzymajc niedojedzony tost z serem. -Ju nie mona mie

nawet przerwy na lunch? Co si dzieje?


-

cigaj nas! - krzykn ponownie Frank.

Ale kto? - zapyta Jason.

Nie wiem! - wydysza Frank. - Wieloryby? Potwory morskie? Moe Kate i

Florek!
Annabeth miaa ochot go udusi, ale nie bya pewna, czy obejmie domi jego gruby
kark.
-

Nic nie mona z tego zrozumie. Leo, lepiej std zwiewajmy.

Leo, z sandwiczem w zbach jak pirat z noem, pobieg do sterowni.


Wkrtce Argo II" wznosi si w niebo. Annabeth stana za kusz rufow. Nie
dostrzega adnych cigajcych ich wielorybw ani potworw, ale Percy, Frank i Hedge
zaczli dochodzi do siebie dopiero wtedy, gdy Atlanta staa si mglist smug na
horyzoncie.

Charleston - powiedzia Percy, kutykajc po pokadzie jak staruszek. Wci

wydawa si wstrznity. - Kurs na Charleston.


-

Charleston? - Jason wypowiedzia to sowo takim tonem, jakby obudzio w nim

ze wspomnienia. - Ale co znalelicie w Atlancie?


Frank otworzy plecak i zacz wyciga pamitki.
-

Troch konfitur brzoskwiniowych. Par T-shirtw. Szklan kul z padajcym

niegiem. I... ee... t puapk, udajc chisk.


Annabeth z trudem utrzymywaa nerwy na wodzy.
-

Moe by zacz od pocztku, a nie od plecaka?

Zebrali si na pokadzie rufowym, eby Leo mg przysuchiwa si rozmowie,


sterujc okrtem. Percy i Frank na zmian opowiadali, co si wydarzyo w Oceanarium
Georgii. Trener Hedge przerywa im od czasu do czasu, woajc: To byo niesamowite!"
albo Wtedy daem jej kopa w eb!"
Chyba zapomnia o nocy spdzonej przez Percyego i Annabeth w stajni, cho i tak z
ich opowieci wynikao, e Annabeth miaa na gowie powaniejsze problemy ni
szlaban.
Kiedy Percy opowiedzia o stworzeniach morskich uwizionych w oceanarium,
zrozumiaa, dlaczego jest taki przygnbiony.
-

To okropne - powiedziaa. - Musimy im pomc.

Pomoemy - obieca Percy. - W swoim czasie. Musz tylko wymyli jak.

Chciabym... - Potrzsn gow. - Niewane. Najpierw musimy co zrobi z tym listem


goczym za nami.
Trener Hedge straci zainteresowanie rozmow - prawdopodobnie dlatego e ju go
nie dotyczya - i poszed na dzib, aby wiczy wykopy z pobrotu i chwali ich
technik przed samym sob.
Annabeth cisna rkoje swojego sztyletu.
-

List goczy za nami... jakbymy nie mieli do potworw na gowie.

Jestemy na plakatach z napisem: POSZUKIWANI? - zapyta Leo. A ustalili

wysoko nagrd za kadego z nas?


Hazel zmarszczya nos.
-

Co ty bredzisz?

Po prostu ciekawi mnie, ile jestem ostatnio wart. To znaczy, mog zrozumie, e

nie a tyle, ile Percy albo Jason... ale czy jestem wart, powiedzmy, dwch Frankw albo
trzech Frankw?
-

Ej! - zawoa Frank.

Zamknijcie si! - uciszya ich Annabeth. - Przynajmniej wiemy, e musimy

wyldowa w Charleston, eby odnale t map.


Piper opara si o panel kontrolny. Tego dnia powtykaa w warkocz biae pira, co
niele wygldao przy jej ciemnobrzowych wosach. Annabeth zastanawiaa si, jak
znalaza na to czas. Sama ledwie pamitaa, by si uczesa.
-

Map - powiedziaa Piper. - Ale do czego prowadzi ta mapa?

Do Znaku Ateny. - Percy ostronie spojrza na Annabeth, jakby si ba, e

powiedzia za duo. Chyba wysaa mu jaki bardzo silny sygna z przesaniem: Nie
chc o tym mwi".
-

W kadym razie - cign - wiemy, e chodzi o co wanego w Rzymie, co, co

mogoby zaagodzi konflikt midzy Rzymianami a Grekami.


-

Zmora olbrzymw - dodaa Hazel.

Percy pokiwa gow.


-

A w moim nie olbrzymi bliniacy mwili o jakim posgu.

Hm... - Frank obraca w palcach puapk udajc chisk. -Forkis twierdzi, e

bylibymy obkani, gdybymy prbowali to odnale. Ale co to jest?


Wszyscy spojrzeli na Annabeth. Czua mrowienie na czubku gowy, jakby myli
prboway wyrwa si z jej mzgu: posg... Atena... Grecy i Rzymianie, nocne
koszmary, ktnia z matk. Wszystkie -fragmenty zaczy si ukada w cao, ale nie
moga uwierzy, e to prawda. Odpowied j przerastaa, bya zbyt wana i zbyt
przeraajca.
Zauwaya, e Jason przypatruje si jej, jakby dokadnie wiedzia, o czym ona myli,
i jakby take jemu wcale si to nie podobao. Znowu powrcio drczce pytanie:
Dlaczego ten facet a tak mnie niepokoi? Czy aby na pewno jest po mojej stronie?
Wpadam ju w paranoj jak moja matka..."
-

Ja... ja ju prawie znam odpowied - powiedziaa. - Bd wiedziaa wicej, jeli

odnajdziemy t map. Jason, zareagowae na nazw Charleston" tak, jakby ju tam

kiedy by...
Jason spojrza niespokojnie na Piper. Annabeth nie bardzo wiedziaa dlaczego.
-

No tak - odrzek. - Reyna i ja bylimy tam rok temu na pewnej misji.

Ratowalimy bro z cesarskiego zota z Hunleya".


-

Z czego? - zapytaa Piper.

Ale czad! - zawoa Leo. - To pierwszy udany okrt podwodny. Z wojny

secesyjnej. Zawsze chciaem go zobaczy.


-

Zosta skonstruowany przez rzymskich pbogw - powiedzia Jason. - Mia

ukryte torpedy z cesarskiego zota... a myje wydobylimy i przenielimy z powrotem do


Obozu Jupiter.
Hazel skrzyowaa ramiona.
-

Wic Rzymianie walczyli po stronie konfederatw? Czy jako wnuczka

niewolnicy mog tylko powiedzie... to nie byo fajne?


Jason wycign przed siebie obie rce domi do gry.
-

Osobicie wtedy jeszcze nie yem. I nie wszyscy Grecy byli po jednej stronie, a

nie wszyscy Rzymianie po drugiej. Ale... tak. To nie byo fajne. Pbogowie dokonuj
czasem zych wyborw. I mwimy bez zastanowienia.
Hazel spojrzaa na niego uwanie. Powoli docierao do niej, e Jason si
usprawiedliwia.
Jason szturchn Leona w bok.
-Au! To znaczy... tak... ze wybory. Na przykad brak zaufania do pewnych braci,
ktrzy... no wiesz... mog potrzebowa wsparcia. Zamy.
Hazel cigna wargi.
-

wietnie. Z powrotem do Charleston. I co, mamy ponownie przeszuka t d

podwodn?
Jason wzruszy ramionami.
-

C... myl o dwch miejscach w Charleston, ktre moglibymy przeszuka.

Muzeum, w ktrym trzymaj Hunleya", to jedno. Maj tam mnstwo zabytkw z


czasw wojny secesyjnej. W ktrym moe by ukryta ta mapa. Znam rozkad budynku.
Mog poprowadzi grup zwiadowcz.
-

Ja pjd powiedzia Leo. - Moe by super.

Jason pokiwa gow. Zwrci si do Franka, ktry prbowa wycign palce z


chiskiej puapki.
-

Ty te powiniene pj. Moesz by nam potrzebny.

Frank zrobi zdziwion min.


-

Dlaczego? W tym oceanarium jako si nie wykazaem.

Dobrze si spisae - zapewni go Percy. - Trzeba byo nas trzech, eby rozwali

to szko.
-

No i jeste synem Marsa - doda Jason. - Duchy przegranych spraw musz ci

suy. A w muzeum w Charleston jest mnstwo duchw konfederatw. Bdziesz


potrzebny, eby trzyma ich w ryzach.
Frank przekn lin. Annabeth przypomniaa sobie, co mwi Percy o przemianie
Franka w zot rybk, i z trudem powstrzymaa umiech. Ju zawsze kiedy spojrzy na
tego wielkiego faceta, bdzie widziaa zotego karpia koi.
-

No dobra - zgodzi si wreszcie Frank. - W porzdku. -Zmarszczy brwi,

przygldajc si swoim palcom i prbujc je uwolni z puapki. - Ee... jak to si...


Leo zachichota.
-

Stary, nigdy tego nie widziae? To proste.

Frank znowu sprbowa, ale zabawka nie puszczaa. Nawet Hazel ledwie
powstrzymywaa miech.
Frank zmarszczy czoo, nad si i zacisn wargi. I nagle znikn. Tam, gdzie sta,
na pokadzie przycupna teraz zielona iguana obok chiskiej puapki.
-

Dobra robota, Franku Zhang - powiedzia Leo oschym tonem, naladujc gos

centaura Chejrona. - Wanie w ten sposb mona si uwolni z chiskiej puapki. Trzeba
si zamieni w iguan.
Wszyscy wybuchnli miechem. Frank powrci do ludzkiej postaci, podnis
puapk i schowa j do plecaka. Umiechn si z zakopotaniem.
-

W kadym razie - powiedzia, wyranie chcc zmieni temat - trzeba przeszuka

to muzeum. Ale... Jason, mwie, e s dwa takie miejsca.


Jason spowania. Nie wiedzieli, o czym pomyla, ale Annabeth moga przysic, e
nie byo to nic przyjemnego.
-

Tak. To drugie nazywa si Battery. To park tu obok przystani. Kiedy ostatnio

tam byem... z Reyn... - Zerkn na Piper, po czym mwi dalej: - Zobaczylimy co w


tym parku. Janiejc zjaw piknoci z Poudnia, polatujc po parku. Prbowalimy do
niej podej, ale za kadym razem znikaa. No i Reyna jako wyczua... powiedziaa, e
musi sprbowa sama. Ze tylko wtedy uda si porozmawia z t dziewczyn. Sama
podesza do ducha i rzeczywicie przemwi do niej.
Wszyscy czekali.
-

No i co powiedzia? zapytaa w kocu Annabeth.

Tego si od Reyny nie dowiedziaem. Ale musiao to by co wanego.

Wygldaa... na wstrznit. Moe to bya przepowiednia albo jaka za wiadomo. I po


tym wydarzeniu Reyna jako si zmienia w stosunku do mnie.
Annabeth zamylia si. Po spotkaniu z ejdolonami nie tsknia za duchami,
zwaszcza takimi, jakie zmieniaj ludzi, przekazujc im ze wiadomoci albo
przepowiednie. Z drugiej strony jej matka bya bogini wiedzy, a wiedza to
najpotniejsza bro. Annabeth nie moga odrzuci potencjalnego rda informacji.
-

A wic to przygoda dla dziewczyn - powiedziaa. - Piper i Hazel mog i ze

mn.
Obie kiwny gowami, chocia Hazel miaa niepewn min. Po latach w Podziemiu
miaa ju do spotykania si z duchami. W oczach Piper pojawi si wyzywajcy bysk,
jakby gotowa bya zrobi wszystko, do czego bya zdolna Reyna.
Annabeth zdaa sobie spraw, e jeli w sumie wyruszy szecioro z nich, na pokadzie
pozostan tylko Percy i trener Hedge, a nie bya to chyba sytuacja, w ktrej powinna
stawia chopaka jego troskliwa dziewczyna. Nie chciaa te znowu traci Percy ego z
oczu - nie po tym, jak ich rozdzielono na wiele miesicy. Co prawda Percy by tak
przygnbiony po spotkaniu z uwizionymi stworami morskimi, e moe powinien troch
wypocz. Spojrzaa mu w oczy, zadajc milczce pytanie. Kiwn gow, jakby chcia
powiedzie: W porzdku, nie ma problemu".
-

Wic to ju ustalone. - Annabeth zwrcia si teraz do Leona, ktry wpatrywa si

w konsol, suchajc trzaskw i klikw Festusa przez interkom. - Leo, kiedy dolecimy do
Charleston?
-

Dobre pytanie - mrukn. - Festus wanie wykry za nami du grup orw...

Radar dalekiego zasigu, jeszcze ich nie wida.

Piper pochylia si nad konsol.


-Jeste pewny, e to Rzymianie?
Leo przewrci oczami.
-

Nie, Pipes. To moe by przypadkowa grupa ogromnych orw leccych w

idealnej formacji bojowej. No pewnie, e to Rzymianie. Moglibymy obrci okrt i


walczy...
-1 byby to bardzo zy pomys - przerwa mu Jason - bo wtedy nie mieliby ju
adnych wtpliwoci, e jestemy ich wrogami.
-

No to mam inny pomys - powiedzia Leo. - Jeli polecimy prosto do Charleston,

moglibymy tam by za par godzin. Ale ory nas docign i sprawy nieco si
skomplikuj. Zamiast tego moglibymy uy podstpu i wyprowadzi je w pole.
Moemy polecie do Charleston okrn drog i przyby tam jutro rano...
Hazel zacza protestowa, ale Leo podnis rk.
-

Wiem, wiem. Nico ma kopoty i musimy si pospieszy.

Mamy dwudziesty sidmy czerwca - powiedziaa Hazel. - Od jutra jeszcze cztery

dni. Potem umrze.


-

Wiem! Ale w ten sposb Rzymianie mog zgubi nasz lad. Wci powinnimy

zdy dolecie do Rzymu.


Hazel zmarszczya brwi.
-

Gdy mwisz powinnimy zdy"...

Leo wzruszy ramionami.


-

A pasuje ci ledwie zdymy"?

Hazel na trzy sekundy zakrya twarz rkami.


-

Jakie to dla nas typowe.

Annabeth uznaa to za zielone wiato.


-

Okej, Leo. Jaki podstp masz na myli?

Jak mio, e pytasz!

Stukn w par guzikw na konsoli, pokrci talerzem i kilka razy bardzo szybko
wcisn klawisz A na swoim kontrolerze Wii, po czym zawoa przez interkom:
-

Buford? Zamelduj si, prosz.

Frank cofn si o krok.

To kto jeszcze jest na pokadzie? Kim jest Buford?

Z luku buchna struka pary i automatyczny stolik Leona wspi si na pokad.


Annabeth nieczsto widywaa Buforda podczas lotu. Zwykle tkwi w maszynowni.
(Leo twierdzi, e Buford kocha si skrycie w maszynie). By to trjnony stolik z
mahoniowym blatem. W spiowej podstawie mia kilka szufladek, jakie pokrta i
otwory wentylacyjne. Do jednej z ng mia teraz przywizan torb podobn do worka na
poczt. Podtoczy si ze szczkiem do sterowni i zagwizda jak maa lokomotywa.
-

To jest Buford - oznajmi Leo.

Nadajesz imiona swoim meblom? - zapyta Frank.

Leo prychn.
-

Kole, chciaby mie takie fajne meble. Buford, jeste gotowy do Operacji

Koniec Stolika?
Buford wyplu troch pary. Podtoczy si do relingu. Jego mahoniowy blat
rozszczepi si na cztery czci podobne do kawakw pizzy, z ktrych powstay opatki
wirnika. opatki zawiroway i Buford odlecia.
-

Helikopterowy stolik - mrukn Percy. - Musz przyzna, to jest co. A co ma w

tym worku?
-

Brudne achy pbogw. Mam nadziej, Frank, e nie masz nic przeciwko.

Franka zatkao.
-

Co?!

W ten sposb ory strac nasz trop.

To byy moje jedyne zapasowe majtki!

Leo wzruszy ramionami.


-

Kazaem Bufordowi je wypra i schludnie zoy, kiedy bdzie wykonywa

zadanie. Licz, e to zrobi. - Zatar donie i wyszczerzy zby. - Okej! Ja to nazywam


dobr robot. A teraz wyznacz objazd. Zobaczymy si na kolacji!
Percy wczenie zasn, wobec czego Annabeth spdzia wieczr przed komputerem.
Oczywicie zabraa ze sob laptop Dedala. Dwa lata temu odziedziczya go po
najwikszym wynalazcy wszech czasw. Naadowany by pomysami wynalazkw,
schematami i diagramami, z ktrych wikszo bya dla niej wci niezbyt zrozumiaa.
Po dwch latach typowy laptop byby ju przestarzay, ale Annabeth wiedziaa, e

komputer Dedala wci wyprzedza wszystkie modele dostpne na rynku o jakie


pidziesit lat. Potrafi powiksza przektn, kurczy si do rozmiarw tabletu albo
zamienia w metalow pytk mniejsz od telefonu komrkowego. By niesamowicie
szybki, nawizywa czno satelitarn, apa kana telewizyjny Hefajstosa z Olimpu i
mia unikatowe programy, ktre potrafiy zrobi wszystko prcz zawizywania
sznurowade. A moe i do tego bya jaka aplikacja, ale Annabeth jeszcze jej nie
znalaza.
Siedziaa na swojej koi, wizualizujc ateski Partenon w jednym z Dedalowych
programw do obrbki grafiki trjwymiarowej. Zawsze marzya, by go zwiedzi, bo
uwielbiaa architektur, no i dlatego e bya to najsynniejsza witynia jej matki.
Teraz moga wreszcie speni to marzenie, gdyby tylko udao im si przey podr
do Grecji. Ale im wicej mylaa o Znaku Ateny i tej starej rzymskiej legendzie, o ktrej
wspomniaa Reyna, tym wikszy niepokj j ogarnia.
Niechccy przypomniaa sobie sprzeczk z matk. Nawet po tylu tygodniach te sowa
wci sprawiay jej bl.
Wracaa wtedy metrem z Upper East Side po wizycie u mamy Percy'ego. Podczas
tych dugich miesicy, kiedy zagin, Annabeth odwiedzaa j raz w tygodniu: nie tylko
by poinformowa Sally Jackson i jej ma Paula o stanie poszukiwa, ale i po to by
razem z Sally pociesza si i wzajemnie przekonywa, e Percy wci jest cay i zdrowy.
Tamta wiosna bya wyjtkowo cika. Wtedy Annabeth moga ju mie nadziej, e
Percy wci yje, bo wszystko wskazywao na to, e zgodnie z planem Hery znalaz si u
Rzymian. Nie bya tylko pewna, gdzie on jest. Jason mniej wicej pamita pooenie
swojego dawnego obozu, ale caa grecka magia - nawet ta, ktr dysponowali
mieszkacy domku Hekate - nie pomoga im potwierdzi, e Percy jest tam lub
gdziekolwiek indziej. Jakby znikn z powierzchni ziemi. Wieszczka Rachel prbowaa
odczyta przyszo i cho wiele nie zobaczya, bya pewna, e Leo musi ukoczy
Argo II", zanim bd mogli skontaktowa si z Rzymianami.
Mimo to Annabeth spdzaa kad woln chwil na poszukiwaniu ladw Percy'ego.
Rozmawiaa z duchami przyrody, czytaa stare legendy o Rzymie, szukaa wskazwek w
laptopie Dedala i wydawaa setki zotych drachm na iryfony, zasypujc pytaniami
wszystkie przyjazne duchy, wszystkie potwory i wszystkich napotkanych pbogw. Bez

skutku.
Tamtego popoudnia, wracajc od Sally, czua si jeszcze bardziej przygnbiona i
zniechcona ni zwykle. Najpierw si z Sally wypakay, potem prboway doda sobie
otuchy, ale wci nerwy miay w strzpach. W kocu Annabeth wsiada do metra przy
Lexington Avenue i pojechaa na dworzec Grand Central.
Byy, oczywicie, inne drogi do jej szkolnego internatu z Upper East Side, ale lubia
t tras przez Grand Central. Pikne wzornictwo i wielka otwarta przestrze
przypominaa jej gr Olimp. Wspaniae budowle zawsze poprawiay jej nastrj - dziki
czemu tak trwaemu moga poczu si pewniej.
Mina wanie sklep ze sodyczami, w ktrym kiedy pracowaa matka Percy'ego, i
zastanawiaa si, czy do niego nie wstpi, eby - wspominajc stare czasy - kupi troch
niebieskich cukierkw, kiedy zobaczya Aten studiujc plan metra na cianie.
-

Matko!

Annabeth nie wierzya wasnym oczom. Nie widziaa jej od miesicy - od czasu gdy
Zeus zamkn bramy Olimpu i zabroni bogom wszelkich kontaktw z pbogami.
Mimo to Annabeth wci prbowaa wezwa matk, eby baga j o rad, palc
ofiary przy kadym posiku w obozie. Nigdy nie doczekaa si odpowiedzi. I oto teraz
miaa przed sob Aten, ubran w dinsy, buty turystyczne i czerwon flanelow koszul,
z kaskad czarnych wosw opadajcych jej na ramiona. Trzymaa plecak i kij wdrowca,
jakby si przygotowywaa do dugiej podry.
-

Musz wrci do domu - mrukna, studiujc plan. - To skomplikowane. Szkoda,

e nie ma tu Odysa. On by to zrozumia.


-

Mamo! Ateno!

Bogini odwrcia si. Popatrzya na Annabeth niewidzcym wzrokiem, jakby jej nie
poznawaa.
-

Tak si nazywaam - powiedziaa rozmarzonym gosem - zanim zdobyli moje

miasto, odebrali mi tosamo, zrobili ze mnie to. - Spojrzaa z odraz na swoje ubranie.
Musz wrci do domu.
Annabeth cofna si wstrznita.
-

Jeste... jeste Minerw?

Nie nazywaj mnie tak! - Szare oczy bogini zapony gniewem. - Nosiam

wczni i tarcz. Trzymaam w doni zwycistwo. Byam kim!


-

Mamo - powiedziaa Annabeth drcym gosem. - To ja, Annabeth. Twoja crka.

Moja crka... - powtrzya Atena. - Tak, moje dzieci mnie pomszcz. Musz

pokona Rzymian. Tych okropnych, haniebnych, aosnych naladowcw. Hera nalegaa,


by nie dopuci do kontaktu midzy dwoma obozami. Ja powiedziaam: nie, niech
walcz. Niech moje dzieci zniszcz uzurpatorw.
Annabeth syszaa bicie wasnego serca.
-

Chciaa tego? Przecie jeste mdra. Znasz si na wojnie lepiej od kadego...

Kiedy! Zwolniona. Wyrzucona. Wywieziona jak up... z mojej ukochanej

ojczyzny. Tyle utraciam. Przysigam, e nigdy tego nie wybacz. I moje dzieci nie mog
tego wybaczy. - Skupia wzrok na Annabeth. - Jeste moj crk?
- Tak.
Bogini wyowia co z kieszeni koszuli - eton do metra - i wcisna go w do
Annabeth.
-

Id za Znakiem Ateny - powiedziaa. - Pomcij mnie.

Annabeth spojrzaa na krek. Na jej oczach zmieni si z etonu do nowojorskiego


metra w staroytn srebrn drachm, jaka bya w uyciu w Atenach. Bya na niej sowa,
wity ptak Ateny, z gazk oliwn z jednej strony i greckim napisem z drugiej.
Wtedy Annabeth nie miaa pojcia, co to znaczy. Nie rozumiaa, dlaczego jej matka
tak si zachowuje. Moe sobie by i Miner-w, ale tak nie powinna si zachowywa.
-

Mamo... - Staraa si przemawia najrozsdniejszym tonem, na jaki byo j sta. -

Percy zagin. Potrzebuj twojej pomocy.


I zacza jej opowiada o planie Hery, polegajcym na poczeniu si obu obozw w
celu pokonania Gai i gigantw, ale bogini zastukaa kijem w marmurow posadzk.
-

Nigdy! Kady, kto pomoe Rzymowi, musi zgin. Jeli ty si do nich

przyczysz, nie bdziesz ju moim dzieckiem. Ju mnie zawioda.


-

Matko!

Nie obchodzi mnie ten Percy. Jeli odszed do Rzymian, niech zginie. Zabij go.

Zabij wszystkich Rzymian. Odnajd Znak, id za nim a do jego rda. Bd


wiadkiem, jak haniebnie potraktowali mnie Rzymianie, i przysignij, e mnie pomcisz.
-

Atena nie jest bogini zemsty. - Annabeth zacisna pici tak, e paznokcie wbiy

jej si w donie. Srebrna moneta stawaa si cieplejsza. - Percy jest dla mnie wszystkim.
-

A dla mnie wszystkim jest zemsta - warkna bogini. - Ktra z nas jest

mdrzejsza?
-

Z tob jest niedobrze. Co si stao?

Rzym si sta! - powiedziaa z gorycz bogini. - Zobacz, co ze mnie zrobili. Chc,

ebym bya ich bogini? Wic niech poczuj smak wasnego za. Zabij ich, moje dziecko.
-

Nie!

Wic jeste niczym. Bogini z powrotem spojrzaa na plan metra. Z

roztargnieniem wpatrywaa si w tablic, a jej twarz zagodniaa. - Gdybym tylko


potrafia znale drog... drog do domu, to moe... Ale nie. Pomcij mnie albo zapomnij.
Nie jeste moim dzieckiem.
Annabeth zapieko pod powiekami. Przez gow przemkno jej tysic rnych
okropnych sw, ale nie bya w stanie ich wypowiedzie. Odwrcia si i ucieka.
Prbowaa pozby si srebrnej monety, ale ona po prostu znw pojawiaa si w jej
kieszeni, tak jak Orkan w kieszeni Percy ego. Niestety, jej drachma nie miaa magicznej
mocy - w kadym razie adnej uytecznej. Wywoywaa tylko nocne koszmary i za nic
nie mona byo jej si pozby.
Teraz, siedzc w swojej kajucie na pokadzie Argo II", Annabeth czua, e moneta
robi si coraz cieplejsza. Wpatrywaa si w model Partenonu na ekranie laptopa i mylaa
o tej sprzeczce z Aten. Kbiy si w jej gowie frazy, ktre usyszaa w cigu ostatnich
kilku dni: Utalentowana przyjacika, gotowa na przyjcie gocia. Nikt nie odzyska tego
posgu. Cra mdroci samotnie kroczy.
Chyba w kocu zrozumiaa, co to wszystko znaczy. Chciaaby si myli i o to modlia
si do bogw.
Z tych rozmyla wyrwao j pukanie do drzwi.
Miaa nadziej, e to Percy, ale do kajuty zajrza Frank Zhang.
-

Mm... przepraszam. Mog...?

Bya tak zaskoczona jego widokiem, e dopiero po chwili do niej dotaro, e Frank
chce wej.
-

No pewnie - odpowiedziaa. - Wejd.

Wszed do rodka i rozejrza si po kajucie. Nie byo w niej wiele do ogldania. Na

biurku oprcz stosu ksiek, jakiego magazynu i dugopisu leao zdjcie jej ojca
pilotujcego dwupatowca Sopwith Camel". Szczerzy zby w umiechu i unosi kciuki.
Annabeth lubia to zdjcie. Przypominao jej czasy, w ktrych byli sobie tacy bliscy,
kiedy aby j ocali, zbombardowa cay zastp potworw uzbrojonych w karabiny
maszynowe z niebiaskiego spiu - najlepszy prezent, jaki moe sobie wymarzy
dziewczyna.
Na cianie wisiaa na haku czapka nowojorskich Yankees, jej najcenniejszy
podarunek od matki. Kiedy ta czapka bya magiczna: ten, kto j naoy, stawa si
niewidzialny. Od czasu sprzeczki z Aten utracia t moc. Annabeth upara si, by zabra
j na misj, cho nie bardzo wiedziaa dlaczego. Kadego ranka nakadaa j na gow,
majc nadziej, e czar znowu zadziaa. Jak dotd czapka przypominaa tylko o gniewie
matki.
Poza tym w kajucie nie byo nic. Annabeth lubia proste i czyste wntrza. Twierdzia,
e to pomaga jej myle. Percy w to nie wierzy, bo zawsze miaa najlepsze stopnie, ale
jak wikszo pbogw, miaa te ADHD. Nie potrafia si skupi, gdy w jej
najbliszym otoczeniu byo zbyt wiele przedmiotw.
-

No wic... Frank, o co chodzi?

Frank by chyba ostatni osob spord caej zaogi, ktrej wizyty w swojej kajucie
mogaby si spodziewa. Gdy zarumieni si i wyj z kieszeni chisk puapk, nadal nie
miaa pojcia, o co chodzi.
-

To mnie wnerwi - mrukn. - Moesz mi pokaza, na czym polega ta sztuczka?

No wiesz... chyba tylko ciebie mog o to zapyta.


Jego sowa docieray do niej z pewnym opnieniem. Zaraz... Frank prosi j o
pomoc? A potem zawitao jej w gowie: no jasne, by upokorzony. Leo do
bezceremonialnie si z niego nabija. Nikt nie lubi by pomiewiskiem. Jego mina
mwia sama za siebie: Frank nie chce, by to si powtrzyo. Chce rozwiza t zagadk
bez zamieniania si w iguan.
Poczua si dziwnie dumna. Frank jej zaufa, wierzy, e nie bdzie si z niego
wymiewa. A zreszt zawsze miaa sabo do kadego, kto chcia si czego
dowiedzie - nawet czego tak prostego jak zasada dziaania chiskiej puapki.
Poklepaa koj obok siebie.

Oczywicie. Siadaj.

Frank usiad na skraju materaca, jakby by gotw do szybkiej ucieczki. Annabeth


wzia pleciony rulonik i przytrzymaa tu przy laptopie.
Stukna w klawisz skanowania w podczerwieni. Po paru sekundach na ekranie
pojawi si trjwymiarowy model chiskiej puapki. Obrcia laptop, eby Frank mg
widzie ekran.
-

Jak to zrobia? - zdziwi si.

Nowatorska technika staroytnych Grekw. No dobra, patrz. Ta struktura to

cylindryczny splot dwuosiowy, wic ma doskona elastyczno. Manipulowaa


obrazem tak, e splot rozszerza si i cienia jak akordeon. - Kiedy wciskasz palce do
rodka, splot si rozlunia. Ale kiedy prbujesz je wycign, obwd si kurczy, bo splot
si zacienia. Nie mona si uwolni, cignc i szarpic pace.
Frank wpatrywa si w ni beznamitnie.
-

Ale jakie jest rozwizanie?

No... - Pokazaa mu cz wylicze: niewiarygodn odporno puapki na

rozciganie i nacisk, w zalenoci od.materiau, z ktrego wykonano splot. - To


zdumiewajce jak na tak struktur, prawda? Lekarze uywaj jej do wycigw, a
elektrycy...
-

Ale jakie jest rozwizanie?

Annabeth rozemiaa si.


-

Nie walczysz z tym. Wpychasz palce do rodka, a nie wycigasz. To rozlunia

splot.
-

Och. - Frank sprbowa. Podziaao. - Dziki, ale... nie moga mi tego po prostu

pokaza, bez tych trjwymiarowych wykresw i kalkulacji?


Annabeth zawahaa si. Czasami mdro pynie z dziwnych miejsc, nawet z
olbrzymiej, nastoletniej zotej rybki.
-

Chyba masz racj. To byo gupie. Ja te si czasami ucz.

Frank ponowi prb.


-

To atwe, jeli zna si sposb.

Najlepsze puapki zwykle s proste. Trzeba tylko troch pomyle i mie

nadziej, e twoja ofiara nie pomyli.

Frank pokiwa gow. Sprawia wraenie, e ociga si z wyjciem.


-

Frank, Leo nie zrobi tego naumylnie. Po prostu go ponioso. Kiedy kto go

wnerwi, broni si kpinami.


Frank zmarszczy czoo.
-

Nowatorska technika staroytnych Grekw. No dobra, patrz. Ta struktura to

cylindryczny splot dwuosiowy, wic ma doskonal elastyczno. - Manipulowaa


obrazem tak, e splot rozszerza si i cienia jak akordeon. - Kiedy wciskasz palce do
rodka, splot si rozlunia. Ale kiedy prbujesz je wycign, obwd si kurczy, bo splot
si zacienia. Nie mona si uwolni, cignc i szarpic palce.
Frank wpatrywa si w ni beznamitnie.
-

Ale jakie jest rozwizanie?

-No... - Pokazaa mu cz wylicze: niewiarygodn odporno puapki na


rozciganie i nacisk, w zalenoci od materiau, z ktrego wykonano splot. - To
zdumiewajce jak na tak struktur, prawda? Lekarze uywaj jej do wycigw, a
elektrycy...
-

Ale jakie jest rozwizanie?

Annabeth rozemiaa si.


-

Nie walczysz z tym. Wpychasz palce do rodka, a nie wycigasz. To rozlunia

splot.
-

Och. - Frank sprbowa. Podziaao. - Dziki, ale... nie moga mi tego po prostu

pokaza, bez tych trjwymiarowych wykresw i kalkulacji?


Annabeth zawahaa si. Czasami mdro pynie z dziwnych miejsc, nawet z
olbrzymiej, nastoletniej zotej rybki.
-

Chyba masz racj. To byo gupie. Ja te si czasami ucz.

Frank ponowi prb.


-

To atwe, jeli zna si sposb.

Najlepsze puapki zwykle s proste. Trzeba tylko troch pomyle i mie

nadziej, e twoja ofiara nie pomyli.


Frank pokiwa gow. Sprawia wraenie, e ociga si z wyjciem.
-

Frank, Leo nie zrobi tego naumylnie. Po prostu go ponioso. Kiedy kto go

wnerwi, broni si kpinami.

Frank zmarszczy czoo.


-

Dlaczego miabym go wnerwia?

Jeste dwa razy wikszy od niego. Potrafisz zamienia si w smoka.

I Hazel ci lubi" - pomylaa, ale tego nie powiedziaa.


Frank chyba nie da si przekona.
-

Leo potrafi wzywa ogie. - Obrci puapk. - Annabeth... moe mogaby

pomc mi w czym innym, nie tak prostym? Bo ja mam... wy to chyba nazywacie pit
Achillesa.
Annabeth poczua si tak, jakby si napia rzymskiej gorcej czekolady. Nigdy do
koca nie pojmowaa wyraenia misiowato", ale teraz wanie to odczua. Frank by
po prostu wielkim pluszowym misiem. Zrozumiaa, dlaczego Hazel go lubi.
-

Z przyjemnoci - odpowiedziaa. - Czy kto ju wie o tej achillesowej picie?

Percy i Hazel. Tylko oni. Percy... to naprawd rwny go. Pjd za nim

wszdzie. Chyba o tym wiesz.


Annabeth poklepaa go po ramieniu.
-

Percy ma dryg do znajdowania sobie dobrych przyjaci. Takich jak ty. Ale,

Frank, moesz zaufa kademu na tym okrcie. Nawet Leonowi. Jestemy jedn druyn.
Musimy mie do siebie zaufanie.
-

No... chyba tak.

Wic na czym polega twoja sabo?

Zabrzmia dzwonek na kolacj i Frank poderwa si.


-

Moe... moe pniej - powiedzia. - Trudno mi o tym rozmawia. Ale dzikuj

ci, Annabeth. - Unis pleciony rulonik. -Najwaniejsze: nie komplikowa.

XVIII
ANNABETH
Tej nocy Annabeth nie drczyy koszmarne sny, co j zaniepokoio, gdy si obudzia.
Cisza przed burz?
Leo przycumowa okrt do nabrzea przystani Charleston, tu obok bulwaru. Wzdu
brzegu cigna si historyczna dzielnica miasta, z wysokimi willami, palmami i
ogrodzeniami z kutego elaza. Starodawne armaty celoway w morze.
Kiedy Annabeth wysza na pokad, Jasona, Franka i Leona ju nie byo, wyruszyli na
zwiad do muzeum. Trener Hedge powiedzia, e obiecali wrci przed zachodem soca.
Piper i Hazel byy ju gotowe do wyjcia, ale Annabeth najpierw zwrcia si do
Percyego, ktry sta oparty o reling, wpatrujc si w zatok.
Wzia go za rk.
-

Co zamierzasz robi, kiedy nas nie bdzie?

Wskocz do zatoki - odpowiedzia takim tonem, jakby mwi: Zrobi sobie

kanapk". - Pogadam z tutejszymi nereidami. Moe mi doradz, jak uwolni tych


winiw w Atlancie. No i myl, e morze dobrze mi zrobi. Po tej wizycie w
oceanarium czuj si... nieczysty.
Jego wosy byy czarne i spltane jak zwykle, ale Annabeth pomylaa o szarym
kosmyku, ktry mia kiedy z boku gowy. Kiedy mieli po czternacie lat, oboje po kolei
dwigali na ramionach ciar nieba (nie z wasnej woli). Po tym wysiku pozostay im
pamitki w postaci kosmykw siwych wosw. W ostatnim roku, kiedy Percy zagin, te
siwizny w kocu znikny, co Annabeth zasmucio i troch zaniepokoio. Poczua si tak,
jakby stracia jak symboliczn wi z Percym.
Pocaowaa go.
-

Powodzenia, Glonomdku. Tylko wr do mnie, dobrze?

Wrc - obieca. - Ty te do mnie wr.

Staraa si zdawi narastajcy w niej niepokj.


Zwrcia si do Piper i Hazel.
-

No dobra, moje panie. Odnajdmy tego ducha Battery.

Pniej Annabeth aowaa, e nie wskoczya do zatoki razem z Percym. Wolaaby


nawet muzeum pene duchw.

Nie dlatego e miaa co przeciwko powczeniu si z Hazel i Piper. Z pocztku z


przyjemnoci spaceroway po okolicy. Tabliczki gosiy, e ten nadmorski park nazywa
si White Point Gardens. Wiatr od morza rozwiewa lepki upa popoudnia, a pod niskimi
palmami panowa miy chd. Wzdu szosy stay armaty z czasw wojny secesyjnej i
odlane z brzu pomniki historycznych postaci, ktre w Annabeth wywoay dreszcze.
Pomylaa o posgach z Nowego Jorku, oywionych na rozkaz Dedala podczas wojny
tytanw. Zastanawiaa si, ile jeszcze innych posgw w tym kraju to w rzeczywistoci
roboty czekajce na uruchomienie.
Zatoka Charleston poyskiwaa w socu. Od pnocy i od poudnia obejmoway j
dugie ramiona ldu, a u ujcia zatoki, o mil od brzegu, widniaa wyspa z kamiennym
fortem. Annabeth przypomniaa sobie mglicie, e ten fort odegra jak wan rol w
wojnie secesyjnej.
Wdychaa morskie powietrze i mylaa o Percym. Niech bogowie broni, by
kiedykolwiek miaa z nim zerwa. Nie mogaby wicej spojrze na morze, nie
odczuwajc blu zamanego serca. Poczua ulg, kiedy zostawiy za sob bulwar i weszy
do parku.
Nie byo tam wielu ludzi. Pomylaa, e wikszo mieszkacw miasta pewnie
wyjechaa na wakacje albo zaywa sjesty w domach. Szy wzdu South Battery Street,
otoczonej trzypitrowymi willami w stylu kolonialnym. Ceglane ciany pokrywa
bluszcz. Fasady byy ozdobione strzelistymi biaymi kolumnami jak rzymskie witynie.
Ogrody wzdu ulicy pkay od nadmiaru rozkwitych krzeww r, pnczy kapryfolium
i bugenwilli' Jakby kilkadziesit lat temu Demeter ustawia zegar czasu w taki sposb, by
roliny rosy, a potem o nich zapomniaa.
- Troch mi to przypomina Nowy Rzym - powiedziaa Hazel. - Te wszystkie wielkie
wille i ogrody, kolumny i uki.
Annabeth pokiwaa gow. Kiedy czytaa, e mieszkacy amerykaskiego Poudnia
przed wojn secesyjn czsto przyrwnywali je do staroytnego Rzymu. Za dawnych dni
bardzo dbali tu o wspania architektur i o kodeks honorowy. Gorsze byo to, e
niewolnictwo uwaali za co normalnego. W Rzymie byo niewolnictwo argumentowali niektrzy - wic dlaczego nie ma go by u nas?"
Wzdrygna si. Bardzo jej si podobaa ta architektura. Te domy i ogrody byy

naprawd pikne, bardzo rzymskie. Tylko dlaczego tak pikne rzeczy musiay mie tak
z histori? A moe byo odwrotnie? Moe to za historia kazaa ludziom wznosi
pikne budowle, by przykry jej mroczniejsze aspekty?
Potrzsna gow. Percy wciekaby si na ni za takie filozofowanie. Kiedy
prbowaa z nim rozmawia o takich sprawach, wymownie patrzy w niebo lub sufit.
Jej towarzyszki niewiele mwiy.
Piper rozgldaa si na wszystkie strony, jakby si spodziewaa zasadzki.
Powiedziaa, e widziaa ten park na ostrzu swojego sztyletu, ale nie rozwodzia si nad
szczegami. Annabeth podejrzewaa, e Piper boi si o tym mwi. W kocu kiedy
ostatnio w Kansas prbowaa interpretowa swoj wizj, Percy i Jason o mao si nie
pozabijali.
Hazel te bya jaka zamylona. Moe po prostu chona pikno otoczenia, a moe
martwia si o brata. Jeli go nie odnajd i nie uwolni przed upywem czterech dni, Nico
umrze.
Annabeth sama czua ciar tego ostatecznego terminu. Nico di Angelo zawsze budzi
w niej mieszane uczucia. Podejrzewaa, e durzy si w niej od czasu, gdy wycigna
jego i jego starsz siostr Bianc z tej szkoy wojskowej w Maine, ale nigdy jej nie
pociga. By dla niej za mody i za ponury. Byo w nim co mrocznego, co budzio w
niej niepokj.
Czua si jednak za niego odpowiedzialna. Kiedy si spotkali, adne z nich nie
wiedziao o Hazel, jego siostrze przyrodniej. Wtedy jedynym yjcym czonkiem jego
rodziny bya Bianca. Po jej mierci Nico sta si bezdomnym sierot, samotnie
wdrujcym po wiecie. Annabeth dobrze to znaa.
Tak si zamylia, e mogaby chodzi po parku bez koca, gdy nagle Piper chwycia
j za rami.
-

Tam.

Wskazaa na zatok. Jakie sto metrw od brzegu po powierzchni wody suna biaa
posta. Z pocztku Annabeth pomylaa, e to moe boja albo maa dka, w ktrej
odbija si soce, ale wkrtce dostrzega, e sylwetka promieniuje blaskiem i porusza si
pynniej ni dka, zmierzajc prosto ku nim. Kiedy si zbliya, Annabeth rozpoznaa
posta kobiety.

-Duch.
- To nie duch - powiedziaa Hazel. - aden duch nie wieci tak jasno.
Annabeth uznaa, e trzeba si z ni zgodzi. Nie potrafia sobie wyobrazi, jak to jest
by Hazel, umrze tak modo i powrci z Podziemia, wiedzc wicej o umarych ni o
ywych.
Piper, jak w transie, ruszya przez ulic na skraj nabrzea, o mao nie wpadajc pod
koa doroki.
-

Piper! - zawoaa Annabeth.

Lepiej idmy za ni - powiedziaa Hazel.

Kiedy j dogoniy, biaa zjawa bya ju tylko par metrw od nich.


Piper patrzya na ni takim wzrokiem, jakby obraa j sam jej widok.
-

To ona - wymamrotaa.

Annabeth spojrzaa na ducha, ale wieci zbyt mocno, by dao si dostrzec szczegy.
A potem zjawa uniosa si nad bulwar i zatrzymaa tu przed nimi. Jej blask przygas.
Annabeth wzia gboki oddech. Kobieta bya niesamowicie pikna i dziwnie
znajoma. Jej twarz trudno byo opisa - przypominaa coraz to inn olniewajc gwiazd
filmow. Jej oczy migotay swawolnie, raz byy zielone, raz niebieskie lub bursztynowe.
Zmieniay si te jej wosy - od dugich i prostych blond po czekoladowe loki.
Annabeth natychmiast poczua zazdro. Zawsze chciaa mie takie ciemne wosy.
Uwaaa, e nikt nie traktuje jej powanie, bo jest blondynk. Musiaa pracowa dwa
razy ciej, eby zdoby uznanie jako strateg, architekt, starszy opiekun - cokolwiek
miao co wsplnego z mzgiem.
Nieznajoma bya ubrana jak pikno z Poudnia, tak jak j opisa Jason. Miaa na
sobie sukni z gboko wycitym stanikiem z rowego jedwabiu i trjwarstwow
szerok spdnic obramowan falist koronk, a na rkach dugie, biae jedwabne
rkawiczki. Przy piersi trzymaa wachlarz z rowo-biaych pir.
Wszystko w niej zdawao si obliczone na to, by Annabeth poczua si kim gorszym:
niewymuszony wdzik, z jakim nosia sukni, idealny, cho prawie niewidoczny makija,
sposb, w jaki promieniaa kobiecym czarem, ktremu nie oparby si aden mczyzna.
Annabeth zdaa sobie spraw, e jej zazdro jest irracjonalna. To ta dama j zmuszaa,
by tak si czua. Ju kiedy to przeywaa. I rozpoznaa kobiet, cho jej twarz zmieniaa

si co sekund, pikniejc bardziej i bardziej.


-

Afrodyta.

Wenus? - zapytaa z niedowierzaniem Hazel.

Mama - powiedziaa bez entuzjazmu Piper.

Dziewczta! - Bogini rozoya ramiona, jakby chciaa je ucisn wszystkie

naraz.
Trzy pboginie nie usuchay. Hazel cofna si pod palmowe drzewko.
-

Tak si ciesz, e tu jestecie - powiedziaa Afrodyta. - Nadchodzi wojna. Rozlew

krwi jest nieunikniony. Mona zrobi tylko jedno.


-

Och... ale co? - zapytaa Annabeth.

Co? Oczywicie napi si herbaty i pogawdzi. Chodcie!

Zaprowadzia je do pawilonu w rodku parku - wspartej na biaych kolumnach altany,


gdzie sta st ze srebrn i z porcelanow zastaw, z parujcym dzbankiem herbaty, ktrej
zapach zmienia si pynnie jak wygld Afrodyty - raz by to cynamon, raz jamin, raz
mita. Byy tam talerze pene babeczek, ciastek i sodkich bueczek, byo wiee maso i
dem - wszystko, jak na oko Annabeth, bardzo tuczce, no chyba e si jest niemierteln
bogini mioci.
Afrodyta zasiada w wiklinowym pawim krzele. Nalaa im herbaty i naoya
ciastek, czynic to z penym godnoci wdzikiem i z olniewajcym umiechem. Na jej
sukni nie spad przy tym ani jeden okruszek, ani jedna kropelka.
Im duej siedziay, tym wiksz Annabeth czua do niej odraz.
-

Och, moje sodkie dziewczta - powiedziaa bogini. - Jak ja uwielbiam

Charleston! Wesela, ktre odbyway si w tej altanie, wyciskay mi zy z oczu. I te


wytworne bale w stylu dawnego Poudnia. Ach, byy naprawd cudowne. W ogrodach
wielu z tych willi wci stoj moje posgi, chocia tu nazywali mnie Wenus.
-

Ktr z nich jeste? - zapytaa Annabeth. - Wenus czy Afrodyt?

Bogini upia troch herbaty. W jej oczach zamigotay figlarne iskierki.


-

Annabeth Chase, wyrosa na pikn mod dam. Tylko powinna co zrobi ze

swoimi wosami. A twj strj, Hazel Levesque...


-

Mj strj? - Hazel spojrzaa na swoje znoszone dinsy odrobin skonsternowana,

jakby nie moga zrozumie, co jest z nimi nie tak.

Matko! - odezwaa si Piper. - Wprawiasz mnie w zakopotanie.

Nie bardzo rozumiem dlaczego - odrzeka bogini. - To, e tobie nie odpowiada

mj styl, Piper, nie oznacza, e inni go nie doceniaj. Mogabym szybko zmieni image
Annabeth i Hazel... na przykad jedwabne balowe suknie, takie jak moje, byyby...
-

Matko!

Dobrze ju, dobrze - westchna Afrodyta. - A jeli chodzi o twoje pytanie,

Annabeth, jestem i Afrodyt, i Wenus. W przeciwiestwie do innych mieszkacw


Olimpu nie zmieniam si z upywem czasu. To mio pomyle, e w ogle si nie
zestarzaam! Jej palce zatrzepotay z wdzikiem wok twarzy. - Ostatecznie mio to
mio, bez wzgldu na to, czy jest si Grekiem, czy Rzymianinem. Ta wojna domowa
nie bdzie miaa na mnie takiego wpywu jak na innych.
Cudownie" - pomylaa Annabeth. Jej wasna matka, najtrze-wiej mylca
mieszkanka Olimpu, zamienia si w jak zoliw wariatk wczc si po stacjach
metra. A spord wszystkich bogw, ktrzy mogliby im pomc, tylko Afrodyty, Nemezis
i Dionizosa nie dotkna schizma grecko-rzymska. Mio, zemsta i wino. adna mi
pomoc!
Hazel ugryza kruche ciasteczko.
-

Wojna jeszcze si nie rozpocza, prosz pani.

Ach, moja droga Hazel. - Afrodyta zoya wachlarz. - Co za optymizm w obliczu

amicych serce wydarze, ktre ci czekaj. To oczywiste, e wojna jest ju blisko.


Mio i wojna zawsze chodz w parze. To szczyty ludzkich emocji! Zo i dobro, pikno i
brzydota.
Umiechna si do Annabeth, jakby wiedziaa, e dziewczyna rozmylaa wczeniej
o dawnym Poudniu.
Hazel odoya ciasteczko. Na jej podbrdku pozostao par okruszkw i Annabeth
podobao si, e Hazel albo o tym nie wie, albo o to nie dba.
-

amice serce wydarzenia? - powtrzya Hazel. - Co pani ma na myli?

Bogini rozemiaa si, jakby Hazel bya urocz ma dziewczynk.


-

No c, Annabeth mogaby ci co powiedzie na ten temat. Kiedy jej obiecaam,

e bdzie miaa ciekawe ycie miosne. I co, moe tak nie byo?
Annabeth o mao nie zmiadya uszka swojej filianki. O zamanym sercu moga

wiele powiedzie: cierpiaa przez nie latami. Najpierw by Luk Castellan, jej pierwsza
mio, ktry traktowa j jak modsz siostrzyczk, a kiedy pniej przeszed na z
stron i wreszcie j polubi, umar. Potem by Percy, irytujcy, ale sodki, ktry chyba
zakocha si w innej dziewczynie, Rachel; on te by bliski mierci, i to nie raz. W kocu
gdy ju go zdobya, przepad na sze miesicy i utraci pami.
-

Ciekawe" - powiedziaa - to bardzo agodne okrelenie.

Nie mog wzi odpowiedzialnoci za wszystkie twoje kopoty - powiedziaa

bogini - ale przyznaj: lubi wzloty i upadki w mioci. Och, wy wszystkie jestecie
wspaniaymi tego przykadami! Jestem z was dumna!
-

Matko - odezwaa si Piper - czy jest jaki powd, dla ktrego tu jeste?

Mmm? Och, masz na myli: poza herbatk? Czsto tu bywam. Lubi ten widok,

to jedzenie, t atmosfer... To si wyczuwa w powietrzu, prawda? Cae wieki romansw i


zamanych serc. - Wskazaa na poblisk will. - Widzicie ten taras? Kiedy wybucha
amerykaska wojna secesyjna, byam tam na wspaniaym przyjciu. W ten sam wieczr,
kiedy ostrzelano Fort Sumter.
-

Och, tak. - Annabeth wreszcie to sobie przypomniaa. - Wyspa w zatoce. To tam

toczyy si pierwsze walki. Konfederaci ostrzelali oddziay Unii i zdobyli fort.


-

C to byo za przyjcie! Kwartet skrzypcowy, wszyscy mczyni w

eleganckich nowych mundurach oficerskich. A suknie kobiet! Szkoda, e tego nie


widziaycie! Taczyam z Aresem... a moe to by Mars? Chyba si troszk upiam. I te
cudowne rozbyski nad zatok, ryk armat, ktry mczyni wykorzystywali jako pretekst,
by obj swoje zatrwoone dziewcztka!
Herbata Annabeth wystyga. Nie tkna ciasteczek, ale czua si tak, jakby miaa
zwymiotowa.
-

Mwisz o pocztku najbardziej krwawej wojny w historii Stanw Zjednoczonych.

Zgino ponad szeset tysicy ludzi, wicej Amerykanw ni w pierwszej i drugiej


wojnie wiatowej razem.
-

A napoje i przekski! - cigna Afrodyta. - Ach, byy boskie. Pojawi si sam

genera Beauregard. Straszny dra. Mia ju drug on, ale trzeba byo widzie, jak
patrzy na Lisbeth Cooper...
-

Matko! - Piper rzucia swoj babeczk gobiom.

No tak, przepraszam. Przejdmy do rzeczy. Jestem tu po to, by wam pomc,

dziewczta. O Herze raczej zapomnijcie. Przez t wasz ma misj nie jest mie
widziana w sali tronowej. A inni bogowie, jak wiecie, s raczej niedysponowani, rozdarci
midzy Rzymianami a Grekami. Jedni mniej, inni bardziej. - Utkwia oczy w Annabeth. Chyba powiedziaa przyjacikom o swojej ktni z matk?
Annabeth poczua, e policzki jej pon. Hazel i Piper spojrzay na ni z ciekawoci.
-

O ktni? - powtrzya Hazel.

To bya sprzeczka - odpowiedziaa Annabeth. - Drobna rnica zda.

Drobna rnica zda! - zawoaa bogini. - No, nie powiedziaabym. Atena bya

najbardziej grecka ze wszystkich bogi. W kocu bya patronk Aten. Kiedy Rzymianie
podbili Grecj... och, przejli Aten, do pewnego stopnia. Staa si Minerw, bogini
rzemiosa i wynalazkw. Ale Rzymianie mieli innych bogw wojny, bardziej pasujcych
do ich upodoba, bardziej rzymskich. .. jak Bellona...
-

Matka Reyny - mrukna Piper.

Tak - zgodzia si bogini. Porozmawiaam sobie kiedy mio z Reyn, tutaj, w

tym parku. No i, oczywicie, Rzymianie mieli Marsa. A pniej by Mitra, waciwie


nawet ani grecki, ani rzymski bg, ktrego uwielbiali legionici. Osobicie zawsze
uwaaam go za prostaka, okropnego nuworysza. W kadym razie biedna Atena zostaa
usunita w cie. Dla Rzymian miaa niewiele wsplnego z wojaczk. Grecy nigdy im nie
wybaczyli tej zniewagi. I Atena te.
Annabeth nastawia uszu.
-

Znak Ateny - powiedziaa. - Prowadzi do jakiego posgu, tak? Prowadzi do...

tego posgu.
Afrodyta umiechna si.
-

Jeste inteligentna, jak twoja matka. Zrozum jednak, e twoi bracia i siostry,

dzieci Ateny, szukali go przez cae stulecia. Nikomu nie udao si odnale tego posgu.
A wrogo Grekw do Rzymian wci trwaa. Kada wojna domowa... tyle przelanej
krwi i tyle zamanych serc... to przede wszystkim dzieo dzieci Ateny.
-

To jest... Annabeth chciaa powiedzie niemoliwe", ale przypomniaa sobie

gorzkie sowa Ateny na dworcu Grand Central, nienawi ponc w jej oczach.
-

Romantyczne? - podpowiedziaa jej Afrodyta. Tak, myl, e tak.

Ale... - Annabeth staraa si myle jasno. - Ten Znak Ateny. .. jak on dziaa? Czy

to jaka seria wskazwek, czy jaki szlak wyznaczony przez Aten...


-

Hmm. - Afrodyta sprawiaa wraenie uprzejmie znudzonej. -Trudno powiedzie.

Nie wierz, by Atena stworzya Znak wiadomie. Gdyby sama wiedziaa, gdzie jest jej
posg, powiedziaaby wam, gdzie go szuka. Nie... podejrzewam, e Znak to co jak
duchowy szlak z okruszkw. To jaka wi midzy posgiem a dziemi bogini. Ten
posg chce by odnaleziony, ale mog tego dokona tylko jej najbardziej wartociowe
dzieci.
-

1 przez cale tysiclecia - powiedziaa Annabeth - nikomu to si nie udao.

Chwileczk - odezwaa si Piper. - O jakim posgu jest mowa?

Bogini rozemiaa si.


-

Och, jestem pewna, e Annabeth moe ci na to odpowiedzie. W kadym razie

wskazwka, ktrej potrzebujecie, jest blisko: to mapa pozostawiona przez dzieci Ateny w
1861 roku. Pamitka, ktra wskae wam pocztek drogi, kiedy ju dotrzecie do Rzymu.
Ale jak powiedziaa, Annabeth Chase, nikomu jeszcze nie udao si pj za Znakiem
Ateny do samego koca. Tam dopadnie ci najgorszy strach, strach kadego dziecka
Ateny. I nawet jeli przetrwasz, jak uyjesz twojej zdobyczy? W subie wojny czy
pokoju?
Annabeth cieszya si, e st jest przykryty obrusem, bo nogi jej dray.
-Ta mapa... gdzie ona jest?
-

Patrzcie! - Hazel pokazaa na niebo.

Nad palmami kryy dwa wielkie ory. Z wysoka opada ku nim latajcy rydwan
zaprzony w pegazy. Najwyraniej Leonowi nie udao si odcign Rzymian metod
na Buforda - a w kadym razie nie na dugo.
Afrodyta posmarowaa sobie bueczk masem, jakby nic si nie stao.
-

Och, ta mapa jest w Forcie Sumter. - Wskazaa noem wysepk w zatoce. -

Wyglda na to, e Rzymianie chc was od niej odci. Na waszym miejscu wrciabym
szybko na okrt. Moe wemiecie ze sob troch herbatnikw?

XIX
ANNABETH
Nie dotary do okrtu.
W poowie pomostu opady przed nimi z nieba trzy wielkie ory. Z kadego zeskoczy
rzymski komandos w purpurowym paszczu i dinsach, w hemie, lnicym zotym
napierniku, z mieczem i tarcz. Ory odleciay, a Rzymianin stojcy w rodku,
szczuplejszy od pozostaych, podnis przybic.
-

Poddajcie si Rzymowi! - wrzasn Oktawian.

Hazel dobya swojego kawaleryjskiego miecza i warkna:


-

Marne szanse, Oktawianie!

Annabeth zakla pod nosem. Mizerny augur nie stanowi wikszego zagroenia, ale
dwaj pozostali wygldali na wytrawnych wojownikw - byli dla niej o wiele za wielcy i
silni, zwaszcza e ona i Piper miay tylko sztylety.
Piper podniosa rce w uspokajajcym gecie.
-

Oktawianie, kto nas wrobi w ten atak na obz. Moemy to wyjani.

Nie sysz ci! - krzykn Oktawian. - Wosk w uszach, standardowa procedura,

kiedy walczymy ze zymi syrenami. Rzucie bro i obrcie si powoli, ebym mg


zwiza wam rce.
-

Pozwl mi go dziabn - mrukna Hazel. - Prosz.

Okrt by zaledwie pitnacie metrw od nich, ale Annabeth nie dostrzega na


pokadzie trenera Hedgea. Prawdopodobnie by na dole i gapi si na te swoje gupie
programy o sztukach walki. Grupa Jasona miaa powrci dopiero przed zachodem
soca, a Percy pewnie by pod wod, niewiadom ataku. Gdyby przedostaa si na
pokad, mogaby uy balisty, ale drog zagradzali jej ci trzej Rzymianie.
Czasu byo coraz mniej. Ory kryy nad ich gowami, krzyczc tak, jakby chciay
zaalarmowa swoich braci: Hej, mamy tu kilka smakowitych pbogi!". Latajcego
rydwanu nie byo nigdzie wida, ale Annabeth bya pewna, e jest w pobliu. Trzeba co
wymyli, zanim pojawi si wicej Rzymian.
Trzeba cign pomoc... wysa jaki alarmujcy sygna trenerowi Hedgeowi, a
jeszcze lepiej Percy'emu.
-

No to jak bdzie? - zapyta Oktawian, a jego dwaj towarzysze zakoysali

mieczami.
Bardzo powoli, uywajc tylko dwch palcw, Annabeth wycigna swj sztylet, ale
nie rzucia go na pomost, tylko cisna jak najdalej w morze.
-

A to co?! - zawoa piskliwym gosem augur. - Nie kazaem ci go ciska w morze!

To mgby by dowd rzeczowy. Albo up wojenny!


Annabeth umiechna si jak gupia blondynka. Nikt, kto j zna, nie daby si na to
nabra, ale Oktawian chyba to kupi. Prychn ze zoci.
-

A wy dwie... - wskaza mieczem na Hazel i Piper - odcie bro na pomost.

Tylko bez adnych...


Wok Rzymian zatoka Charleston wybucha jak fontanna w Las Vegas podczas
pokazu efektw specjalnych. Kiedy ciana wody opada, trzej Rzymianie byli ju w
zatoce, wypluwajc wod i starajc si utrzyma gowy nad powierzchni. Percy sta na
pomocie, w rku mia sztylet Annabeth.
-

Upucia go - powiedzia z kamienn twarz.

Annabeth rzucia mu si w objcia.


-

Kocham ci!

Dzieci - przerwaa im Hazel z umieszkiem na twarzy. - Musimy si pospieszy.

Z dou dobieg ich krzyk Oktawiana:


-

Wydostacie mnie std! Zabij was!

Kuszca propozycja! - zawoa Percy.

Co?!

Oktawian kurczowo trzyma si jednego z legionistw, ktry walczy, by nie uton.


-

Nic! - odkrzykn Percy. - Dziewczyny, idziemy.

Hazel zmarszczya brwi.


-

Przecie nie moemy pozwoli, eby si potopili.

Nie uton. Kazaem wodzie kry wok ich stp. Gdy tylko bdziemy

bezpieczni, wyrzuc ich na brzeg.


Piper wyszczerzya zby.
-

Nieze.

Wspili si na pokad Argo II" i Annabeth pobiega do sterowni.


-

Piper, zejd na d. Uyj zlewu w kambuzie i wylij wiadomo iryfonem.

Wezwij Jasona, by natychmiast wraca!


Piper kiwna gow i zbiega po schodach.
-

Hazel, znajd trenera i powiedz mu, eby przytaska swj fu-trzasty zadek na

pokad!
-

Robi si!

Percy... ty i ja musimy doprowadzi okrt do Fortu Sumter.

Percy pokiwa gow i pobieg do masztu. Annabeth stana za sterem. Przebiega


palcami po konsoli. Teraz pozostaa tylko nadzieja, e wie, jak jej uy.
Widziaa ju, jak Percy panowa nad wielkimi aglowcami jedynie si woli. I tym
razem jej nie zawid. Liny same wisny - zwalniajc cumy i podnoszc kotwic. agle
rozwiny si i zapay wiatr. Tymczasem Annabeth wczya motor. Wiosa wysuny
si, terkocc jak seria z karabinu maszynowego, i Ar-go II" odbi od pomostu, kierujc
si ku wysepce u ujcia zatoki.
Trzy ory wci kryy nad okrtem, ale nie prboway wyldowa na pokadzie,
prawdopodobnie dlatego e gowa Festusa ziona ku nim ogniem za kadym razem, gdy
podlatyway bliej. Wicej orw leciao ju w szyku bojowym ku Fortowi Sum-ter byo ich przynajmniej tuzin. Jeli na kadym siedzi rzymski pbg... wrogw jest
cakiem sporo.
Trener Hedge wbieg z tupotem po schodach, za nim Hazel.
-

Gdzie oni s? - zapyta. - Kogo mam zabi?

adnego zabijania! - zawoaa Annabeth. - Masz tylko broni okrtu!-

Ale oni mi przerwali film z Chuckiem Norrisem!

Pojawia si Piper.
-

Mam odpowied od Jasona. Troch mtn, ale ju wraca. Powinien by... o! Tam!

Nad miastem szybowa wielki bielik amerykaski, niepodobny do rzymskich orw.


Zmierza w ich stron.
-

Frank! - zawoaa Hazel.

Leo trzyma si ng ora; zrwna si ju z okrtem. I nawet z pokadu Annabeth


syszaa, jak wrzeszczy i przeklina w powietrzu.
Za nimi lecia Jason, dosiadajc wiatru.
-

Pierwszy raz widz Jasona w locie - mrukn Percy. - Wyglda jak blond

Superman.
-

Nie pora na arty! - skarcia go Piper. - Patrz, maj kopoty!

Bo oto z oboku wynurzy si rzymski latajcy rydwan i zanurkowa prosto na nich.


Jason i Frank poderwali si w gr, by unikn stratowania przez pegazy. Zaoga
rydwanu napia uki. Strzay wisny pod stopami Leona, ktry znowu zacz
wrzeszcze i przeklina. Jason i Frank byli zmuszeni przelecie nad Argo II" i
poszybowa ku Fortowi Sumter.
-

Zaraz ich upn! - rykn trener Hedge.

Obrci balist z lewej burty. Zanim Annabeth zdya krzykn: Nie bd gupi!",
da ognia. Ponca wcznia pomkna ku rydwanowi.
Eksplodowaa nad gowami pegazw, ktre wpady w panik. Niestety, wybuch
opali rwnie skrzyda Frankowi. Utraci kontrol nad lotem, spadajc spiral w d, a
Leo puci jego nogi. Rydwan pomkn w stron Fortu Sumter, uderzajc w Jasona.
Annabeth patrzya z przeraeniem, jak Jason - najwidoczniej oszoomiony i
poraniony - nurkuje do Leona, apie go i stara si utrzyma w poziomie. Udao mu si
tylko spowolni spadanie. Po chwili znikli za obwarowaniami fortu. Frank spad za nimi.
A potem rydwan opad gdzie wewntrz fortu i rozleg si gony trzask. Jedno koo
wyleciao w powietrze.
-

Trenerze! - krzykna Piper.

No co! To by tylko strza ostrzegawczy!

Annabeth dodaa gazu. Kadub zadygota, gdy nabrali szybkoci. Teraz od przystani
na wyspie dzielio ich tylko ze sto metrw, ale coraz wicej orw szybowao nad ich
gowami, a kady nis w szponach rzymskiego pboga.
Przewaga Rzymian wynosia teraz przynajmniej trzy do jednego.
-

Percy - powiedziaa Annabeth - zaraz bdzie ciko. Musisz zapanowa nad

wod, tak ebymy si nie roztrzaskali o przysta. Gdy ju tam bdziemy, powstrzymaj
atakujcych. Reszta niech mu pomoe broni okrtu.
-

Ale... Jason! - powiedziaa Piper.

Frank i Leo! - dodaa Hazel.

Znajd ich - obiecaa Annabeth. - Musz wykombinowa, gdzie jest ta mapa. I

jestem pewna, e tylko ja mog to zrobi.

Fort roi si od Rzymian - ostrzeg j Percy. - Bdziesz musiaa si przez nich

przebi, odnale naszych przyjaci... zakadajc, e s ywi... odnale map i wrci


cao razem z nimi. I tego wszystkiego chcesz dokona sama?
-

Dzie jak co dzie. - Pocaowaa go. - A ty rb, co chcesz, tylko nie pozwl, eby

opanowali okrt!

XX
ANNABETH
Zacza si nowa wojna domowa.
Leonowi jako si udao spa bez szwanku. Annabeth widziaa, jak biega
podcieniami, miotajc ogniem w wielkie ory pikujce na niego z gry. Rzymianie go
cigali, wpadajc na stosy kul armatnich i grupy przeraonych turystw, ktrzy rozbiegali
si z krzykiem.
-

To tylko rekonstrukcja wydarze! - woali przewodnicy, ale nie brzmiao to zbyt

przekonujco.
Mga troch zmieniaa obraz tego, co widzieli miertelnicy.
Porodku dziedzica wyronity so - czyby to by Frank? -szala wok masztw
flagowych, rozpraszajc rzymskich legionistw. Jakie pidziesit metrw dalej Jason
walczy na miecze z przysadzistym centurionem, ktry mia wargi uwalane czym
winiowoczerwonym jak krew. Wampir amator czy maniak kool-aidu?
Annabeth usyszaa, jak Jason krzyczy:
-

Przepraszam, Dakoto!

Annabeth
Przeskoczy centurionowi nad gow jak akrobata i ugodzi go rkojeci gladiusa w
ty gowy. Dakota pad.
-

Jason! - zawoaa Annabeth.

Przebieg wzrokiem pole bitwy, zanim j dostrzeg.


Wskazaa na miejsce, gdzie przycumowa Argo II".
-

cignij wszystkich na pokad! Odwrt!

A co z tob?! - odkrzykn.

Nie czekajcie na mnie!

I odbiega, zanim zdy zaprotestowa.


Z trudem manewrowaa wrd tumu turystw. Dlaczego a tylu ludziom zachciao
si zwiedzi Fort Sumter w parny letni dzie? Szybko zdaa sobie jednak spraw, e te
tumy ratuj im ycie. Gdyby nie chaos przeraonych miertelnikw, Rzymianie ju by
ich otoczyli, wykorzystujc przewag liczebn.
Wpada do jakiego baraku, zapewne czci koszar, i staraa si uspokoi oddech.

Wyobrazia sobie, co musia czu jaki onierz unijny na tej wyspie w 1861 roku.
Otoczeni przez wrogw. Bez jedzenia i amunicji, bez nadziei na przybycie posikw.
Niektrzy z obrocw fortu byli dziemi Ateny. Ukryli tu wan map - co, co nie
mogo wpa w rce wroga. Gdyby bya jednym z tych pbogw, gdzie by j schowaa?
Nagle ciany zalniy. Zrobio si gorco. Pomylaa, e ma halucynacje. Ju miaa
wybiec na zewntrz, gdy drzwi zatrzasny si z hukiem. Zaprawa midzy kamieniami
zacza si uszczy. Pcherzyki popkay i na cianach zaroio si od maych czarnych
pajkw.
Annabeth zdrtwiaa. Serce w niej zamaro. Pajki pokryy ciany, peznc jedne po
drugich, rozlazy si po posadzce i stopniowo j otaczay. To byo niemoliwe. To nie
moga by prawda.
Groza obudzia w niej straszne wspomnienie. Miaa siedem lat, bya sama w swojej
sypialni w Richmond w stanie Wirginia. Pajki pojawiy si w nocy. Wypezay caymi
falami z szafy i czyhay Annabeth w cieniu. Woaa na ojca, ale jego nie byo, by w
pracy. Chyba nigdy nie byo go w domu, zawsze by w pracy.
Zamiast niego przysza macocha.
Mog by tym zym policjantem" - powiedziaa kiedy ojcu Annabeth, mylc, e
ona tego nie syszy.
-

To tylko twoja wyobrania - tumaczya teraz. - Straszysz swoich maych braci.

To nie s moi bracia - zaprzeczya Annabeth, co macoch wyranie rozzocio.

Jej oczy zrobiy si prawie tak przeraajce jak pajki.


-

pij ju - burkna. -1 adnych wicej krzykw.

Gdy tylko wysza, pajki powrciy. Annabeth prbowaa schowa si pod kodr, ale
to nie pomogo. W kocu zasna ze zmczenia. Obudzia si rano caa poksana,
pajczyny oblepiay jej oczy, usta i nos.
lady po ukszeniach zniky, zanim si ubraa, wic moga macosze pokaza tylko
pajczyny, ale ona uznaa, e to jaka sprytna sztuczka.
-1 nie gadaj mi wicej o pajkach - powiedziaa stanowczo. -Jeste ju du
dziewczynk.
Nastpnej nocy pajki znowu przyszy. Macocha nadal bya zym policjantem.
Zakazaa Annabeth dzwoni do ojca i zawraca mu gow bzdurami. Nie, nie wrci

wczeniej z pracy.
Trzeciej nocy Annabeth ucieka z domu.
Pniej, ju w Obozie Herosw, dowiedziaa si, e dzieci Ateny boj si pajkw.
Przed wiekami Atena daa pewnej miertelnej tkaczce, Arachne, surow nauczk przekla j za pych, zamieniajc j w pierwszego pajka. Od tego czasu pajki
nienawidz dzieci Ateny.
Niestety, to wyjanienie niewiele jej pomogo. Kiedy o mao nie zabia Connora
Stolla za to, e woy jej do koi tarantul. Po latach dostaa ataku paniki w parku
wodnym w Denver, kiedy j i Percy ego zaatakoway mechaniczne pajki. A w cigu
ostatnich kilku tygodni prawie co noc nio jej si, e pezn po niej, dusz j, omotuj
pajczynami.
Teraz w pustym baraku Fortu Sumter otaczay j pajki. Nocne koszmary stay si
rzeczywistoci.
Senny gos zamrucza w jej gowie:
-

Ju wkrtce, moja kochana. Ju wkrtce spotkasz tkaczk.

Gaja? - Baa si odpowiedzi, ale zapytaa: - Kim... kim jest ta tkaczka?

Pajki oywiy si, rojc si na cianach, kbic si wok stp Annabeth jak
poyskliwy czarny wir wodny. Nie zemdlaa jeszcze ze strachu, bo wci si udzia, e to
iluzja.
-

Mam nadziej, e przeyjesz, moje dziecko powiedzia kobiecy gos. -

Wolaabym zachowa ci jako moj ofiar. Musimy jednak pozwoli tkaczce nasyci si
zemst...
Gos Gai zanik. Na odlegej cianie, pord kbowiska pajkw, rozjarzy si
czerwony symbol: sowa, podobna do tej ze srebrnej drachmy, patrzca prosto na
Annabeth. A potem, jak w tych koszmarach nocnych, Znak Ateny rozgorza na cianach,
spalajc wszystkie pajki, a w pomieszczeniu pozosta tylko sodko--mdlcy zapach
popiow.
-

Id - powiedzia nowy gos, gos matki. - Pomcij mnie. Id za Znakiem.

Rozjarzony symbol sowy znikn. Drzwi baraku otworzyy si z hukiem. Annabeth


staa porodku izby oniemiaa, nie wiedzc, czy przed chwil zdarzyo si co realnego,
czy bya to tylko wizja.

Wybuch wstrzsn budynkiem. Przypomniaa sobie, e jej przyjaciele s w


niebezpieczestwie. Ju za dugo tu siedzi.
Z trudem wstaa. Wci drc, niepewnym krokiem wysza na zewntrz. Orzewio j
morskie powietrze. Spojrzaa na dziedziniec - ponad gowami przeraonych turystw i
walczcych pbogw na skraj muru obronnego, gdzie sta wielki modzierz
artyleryjski skierowany ku morzu.
Moga to by tylko jej wyobrania, ale stary modzierz zdawa si pon czerwonym
blaskiem. Pobiega ku niemu. Zapikowa na ni orze, ale uskoczya w bok i biega dalej.
Nic nie mogo jej tak przerazi jak te pajki.
Rzymscy pbogowie utworzyli szyk bojowy i zbliali si ju do Argo II", gdy
miniaturowa burza zebraa si nad ich gowami. Cho dzie by bezchmurny, hukn
grom i nad Rzymianami wystrzelia byskawica. Deszcz i wiatr zepchny ich do tyu.
Annabeth nie zatrzymaa si.
Dobiega do modzierza i pooya do na osonie lufy. Na zatyczce blokujcej
wylot zapon Znak Ateny - czerwony zarys sowy.
-

W modzierzu - mrukna Annabeth. - Oczywicie.

Prbowaa podway zatyczk palcami. Bez skutku. Klnc pod nosem, wyja swj
sztylet. Gdy tylko niebiaski spi dotkn za-tyczki, skurczya si i obluzowaa. Annabeth
wyja j i wsuna rk do modzierza.
Jej palce natrafiy na co zimnego, gadkiego i metalowego. Wycigna dysk ze
spiu, wielkoci spodka od filianki, z wyrytymi delikatnymi literami i rysunkami.
Postanowia zbada go pniej. Wrzucia go do plecaka i odwrcia si.
-

Spieszy ci si? - zapytaa Reyna.

Staa trzy kroki obok, w penej zbroi, ze zot wczni w doni. Dwa metalowe psy
powarkiway u jej boku.
Annabeth szybko si rozejrzaa. Byy same. Walka przeniosa si bliej przystani.
Miaa nadziej, e wszyscy jej przyjaciele dostali si na pokad, ale wiedziaa, e musz
natychmiast odlecie. Czasu byo mao.
-

Reyno - powiedziaa - to, co si stao w Obozie Jupiter, to sprawka Gai. Ejdolony,

duchy, ktre optuj...

Oszczd sobie wyjanie. Bd ci potrzebne przed sdem. Psy zawarczay i

podsuny si troch w stron Annabeth. Tym razem wygldao na to, e nie obchodzi
ich, czy mwi prawd. Staraa si wymyli jaki plan ucieczki. Wtpia, czy udaoby jej
si pokona Reyn w pojedynku. Z tymi metalowymi psami nie miaa adnych szans.
-

Jeli pozwolisz, by Gaja szczua na siebie oba obozy - powiedziaa - giganci ju

wygrali. Zniszcz Rzymian, Grekw, bogw, cay wiat miertelnikw.


-

Mylisz, e o tym nie wiem? - Gos Reyny by twardy jak stal. - Jaki wybr mi

pozostawilicie? Oktawian ju zwietrzy krew.


Podburzy legionistw, ktrzy paaj dz walki, a ja nie mog ich powstrzyma.
Poddaj si. Zawioz ci z powrotem do Nowego Rzymu na proces. Nie bdzie uczciwy.
Zostaniesz okrutnie umiercona. Ale to moe wystarczy, by powstrzyma dalsz
przemoc. Oczywicie Oktawiana to nie zadowoli, ale myl, e przekonam innych, by
odoyli bro.
-

To nie moja wina!

A co to ma za znaczenie! - warkna Reyna. - Kto musi zapaci za to, co si

wydarzyo. Pado na ciebie. To lepsza opcja.


Annabeth cierpa skra.
-

Lepsza od czego?

Rusz gow. Jeli dzi uciekniecie, nie bdziemy was ciga. Ju ci mwiam:

nawet szaleniec nie wyruszyby przez morze dzielce nas od staroytnych krain. Jeli
Oktawian nie zaspokoi dzy zemsty, niszczc wasz okrt, zajmie si Obozem Herosw.
Legion wtargnie na wasze terytorium. Zrwnamy obz z ziemi i posypiemy sol.
-

Pozabijaj Rzymian - usyszaa natarczywy gos matki. - Nigdy nie bd waszymi

sprzymierzecami.
Annabeth bya bliska paczu. Obz Herosw by jej jedynym prawdziwym domem, a
chcc si z Reyn zaprzyjani, powiedziaa jej, gdzie go znale. Nie moe pozostawi
go na ask Rzymian i uda si w podr na drug pkul.
Ale co z ich misj, z tym wszystkim, co wycierpiaa, by odzyska Percy'ego? Jeli nie
wyprawi si w t podr, to wszystko speznie na niczym. A poza tym Znak Ateny nie
musi prowadzi do zemsty.
Gdybym tylko potrafia znale drog do domu" - powiedziaa jej matka.

Jak uyjesz twojej zdobyczy?" - zapytaa Afrodyta. - W subie wojny czy


pokoju?"
Jest na to odpowied. Jeli przeyje, Znak Ateny moe j do niej doprowadzi.
-

Id - powiedziaa. - Pjd za Znakiem Ateny do Rzymu.

Pretor pokrcia gow.


-

Nie masz pojcia, co ci tam czeka.

Mam. Ta nienawi midzy naszymi obozami... mog pooy jej kres.

Ta nienawi trwa od tysicy lat. I jedna osoba ma pooy jej kres?

Annabeth marzya, by mie na to przekonujc odpowied, pokaza Reynie jaki


trjwymiarowy model albo wspaniay schemat, ale nie bya w stanie. Wiedziaa tylko, e
musi sprbowa. Przypomniaa sobie, jak zagubiona wydawaa si jej matka: Musz
wrci do domu".
-

Nasza misja musi si powie - powiedziaa. - Moesz prbowa mnie

powstrzyma, a wtedy bdziemy walczy na mier i ycie. Moesz te pozwoli mi


odej, a ja sprbuj ocali oba nasze obozy. Jeli ju musicie ruszy na Obz Herosw,
przynajmniej postaraj si to opni. Powstrzymaj Oktawiana cho na troch.
Reyna zmruya oczy.
-

Jedna crka bogini wojny przeciw drugiej. Podziwiam twoj odwag. Ale jeli

teraz odejdziesz, skaesz swj obz na zniszczenie.


-

Nie doceniasz Obozu Herosw - ostrzega j Annabeth.

Nigdy nie widziaa legionu w boju - odparowaa Reyna.

Znad przystani dobieg znajomy piskliwy gos:


-

Pozabija ich! Zabi wszystkich!

Oktawian wyszed cao z kpieli w zatoce. Kuli si za swoimi stranikami, dodajc


odwagi innym rzymskim pbogom, nacierajcym na okrt pod uniesionymi tarczami,
jakby to mogo odeprze ataki szalejcej wok nich burzy.
Na pokadzie Argo II" Percy i Jason stali rami w rami ze skrzyowanymi
mieczami. Annabeth przebieg dreszcz po plecach, kiedy zdaa sobie spraw, e obaj
chopcy dziaaj jak jeden m, wzywajc niebo i morze, by byy im posuszne. Woda i
wiatr skbiy si razem. Bawany biy w szace, rozbyskiway gromy. Olbrzymie ory
spaday z nieba. W morzu pony szcztki latajcego rydwanu, a trener Hedge obraca

kusz, strzelajc na chybi trafi do nadlatujcych rzymskich ptakw.


-

Widzisz? - powiedziaa z gorycz Reyna. - Wcznia zostaa rzucona. To wojna.

Nie, jeli mi si uda.

Reyna miaa taki sam wyraz twarzy jak wwczas, gdy w Obozie Jupiter zrozumiaa,
e Jason znalaz sobie inn dziewczyn. Bya zbyt samotna, zbyt zgorzkniaa i zbyt
uraona, by uwierzy, e cokolwiek moe odmieni jej los. Annabeth czekaa, a Rzymianka j zaatakuje.
Ale ona machna rk. Metalowe psy cofny si.
-

Annabeth Chase - powiedziaa - kiedy znowu si spotkamy, bdziemy wrogami

na polu bitwy.
Odwrcia si i odesza przez taras fortu, a psy ruszyy za swoj pani.
Annabeth obawiaa si, e to jaki podstp, ale nie miaa czasu nad tym si
zastanawia. Pobiega w stron okrtu.
Nie odczuwaa wciekych podmuchw wiatru, ktry atakowa Rzymian.
Przebiega przez lini wroga. Oktawian krzykn:
-

Zatrzyma j!

Wcznia wisna jej koo ucha. Argo II" ju odbija od przystani. Piper staa na
trapie, wycigajc rk.
Annabeth skoczya i zapaa jej do. Trap spad do morza, a obie dziewczyny
potoczyy si po pokadzie.
-

Ruszajmy! - zawoaa Annabeth. - Szybko! Szybko!

Zadudniy maszyny. Zawiroway wiosa. Jason zmieni kierunek wiatru, a Percy


wezwa potn fal, ktra uniosa okrt ponad mury fortu i pchna w morze. Kiedy
Argo II" osign pen prdko, Fort Sumter by ju tylko plamk na tle morza.
Mknli przez fale ku staroytnym krainom.

XXI
LEO
Leo sdzi, e po wypadzie do muzeum penego duchw konfederatw nic gorszego
nie moe go spotka. Myli si.
Nie znaleli niczego ani w odzi podwodnej z czasw wojny secesyjnej, ani w caym
muzeum poza kilkoma starszymi turystami, przysypiajcymi stranikami i - kiedy
prbowali bliej zbada zabytki - batalionem wieccych zombie w szarych mundurach.
Pomys, e Frank miaby sobie poradzi z duchami? No... akurat to cakowicie
zawiodo. Kiedy Piper wysaa im iryfonem wiadomo z ostrzeeniem o ataku Rzymian,
byli ju w poowie drogi do okrtu, cigani po ulicach rdmiecia Charleston przez
zgraj rozwcieczonych martwych konfederatw.
A potem - to byo co! - Frank zamieni si w Przyjaznego Ora, a Leo zapa go za
nogi i wzbili si w powietrze, aby walczy z grup Rzymian, wrd ktrych musiaa si
ju rozej pogoska, e to Leo zbombardowa ich miasto, bo najwyraniej polowali
wanie na niego.
Na tym nie koniec! Trener Hedge zestrzeli ich z nieba, Frank go upuci (to nie by
przypadek) i w ten sposb wyldowali z hukiem w Forcie Sumter.
Teraz gdy Argo II" mkn przez fale, Leo robi wszystko, by okrt nie rozpad si na
kawaki. Percy i Jason troch przedobrzyli, wzywajc moce wody i wiatru.
W pewnym momencie Annabeth stana koo niego i zawoaa, przekrzykujc ryk
wiatru:
-

Percy mwi, e porozumia si z nereidami w przystani Charleston!

Chwaa mu za to! - odkrzykn Leo.

Nereidy powiedziay, ebymy szukali pomocy braci Chejrona!

Co?! Tych kucykw?!

Leo nigdy nie spotka zwariowanych krewnych centaura, ale sysza pogoski o
pojedynkach na plastikowe miecze, o zawodach w piciu korzennego piwa i pistoletach
wodnych napenionych sztuczn bit mietan.
-

Nie jestem pewna. Ale znam wsprzdne. Moesz w to co wklepa szeroko i

dugo geograficzn?
-

Mog wklepa map nieba i zamwi ci koktajl mleczny, jeli chcesz. No pewnie,

e mog zaprogramowa wsprzdne!


Annabeth wyrecytowaa liczby. Leonowi jako si udao je wprowadzi jedn rk drug trzyma koo sterowe. Na spiowym ekranie pojawia si czerwona kropka.
-

To jest gdzie na rodku Atlantyku. Czy te kucyki maj jacht?

Annabeth bezradnie wzruszya ramionami.


-

Zrb wszystko, eby okrt nie rozpad si na kawaki, pki nie oddalimy si od

Charleston. Jason i Percy zajm si wiatrem!


-

Ale zabawa!

Dugo to trwao, ale w kocu morze si uspokoio i wiatr ucich.


-

Valdez powiedzia trener Hedge zaskakujco agodnym tonem - pozwl mi

przej ster. Tkwisz tu ju od dwch godzin.


-

Od dwch godzin?

Tak. Daj mi ster.

Trenerze?

Co, dzieciaku?

Nie mog oderwa rk.

Nie kama. Palce mia jak z kamienia. Oczy go pieky od wpatrywania si w


horyzont. Kolana mia jak z waty. W kocu Hedgeowi udao si odcign go od steru.
Leo rzuci ostatnie spojrzenie na konsol, wysuchujc terkotw i piskw, ktrymi
Festus zdawa raport o stanie okrtu. Cigle mu si zdawao, e o czym jeszcze
zapomnia. Wpatrywa si we wskaniki, starajc si zebra myli, ale w gowie mia
pustk, a w oczach zamt.
-

Wypatruj potworw - wymamrota. -1 uwaaj na ten uszkodzony stabilizator. I...

Zrozumiaem - odrzek trener Hedge. - A teraz zmykaj!

Leo niechtnie kiwn gow i odszed do przyjaci.


Percy i Jason siedzieli oparci plecami o maszt; gowy mieli zwieszone. Annabeth i
Piper prboway wmusi w nich troch wody.
Hazel i Frank stali nieco dalej, poza zasigiem gosu, i najwyraniej si kcili, bo
wymachiwali rkami i krcili energicznie gowami. Leo nie powinien si z tego cieszy,
ale odrobin si ucieszy, przez co z kolei poczu wyrzuty sumienia.
Ktnia si urwaa, gdy tylko Hazel go spostrzega. Wszyscy zgromadzili si przy

maszcie.
Frank mia tak min, jakby stara si zamieni w buldoga.
-

Ani ladu pocigu - burkn.

-1 ldu - dodaa Hazel. Bya troch zielona na twarzy, cho Leo nie by pewny, czy to
przez koysanie okrtu, czy t ktni.
Przebieg wzrokiem horyzont. Nic tylko ocean. Nie powinien by zaskoczony. W
kocu po to budowa ten okrt przez sze miesicy, by mg przepyn Atlantyk. Ale
a do dzi ich podr do staroytnych krain wydawaa mu si czym nierealnym. Nigdy
przedtem nie opuci granic Stanw Zjednoczonych, nie liczc krtkiego lotu do Quebecu
na grzbiecie smoka. Teraz znajdowali si na otwartym morzu, zdani tylko na siebie,
eglujc ku Mare Nostrum, skd pochodziy wszystkie przeraajce potwory i diabelskie
olbrzymy. Rzymianie przestali ich ciga, ale z Obozu Herosw nie nadejdzie te adna
pomoc.
Poklepa si po brzuchu, eby sprawdzi, czy ma na sobie swj magiczny pas.
Niestety, przypomniao mu to o ciasteczku z wrb od Nemezis, spoczywajcym w
jednej z kieszeni pasa.
Zawsze bdziesz odludkiem". Gos bogini wci pobrzmiewa mu w gowie.
Sidmym koem".
Nie myl o tym" - powiedzia sobie. - Skup si na tym, co moesz naprawi".
Zwrci si do Annabeth.
-

Znalaza t map?

Kiwna gow, ale wci bya blada. Ciekaw by, co takiego zobaczya w Forcie
Sumter, e a tak ni wstrzsno.
-

Bd musiaa jej si przyjrze - powiedziaa, jakby koczc rozmow na ten

temat. - Jak daleko przecinaj si te wsprzdne?


-

Przy najwikszej prdkoci dotrzemy tam za jak godzin. Masz jakie pojcie,

czego waciwie szukamy?


-

Nie - przyznaa. - Percy!

Percy podnis gow. Jego zielone oczy byy przekrwione i zmczone.


-

Nereida powiedziaa mi, e s tam bracia Chejrona i e musimy im powiedzie o

tym oceanarium w Atlancie. Nie wiem, co miaa na myli, ale... - urwa, jakby nie

starczao mu ju energii na dokoczenie zdania, lecz po chwili cign dalej - ostrzega


mnie, ebymy byli ostroni. Keto, ta bogini z oceanarium, jest matk morskich
potworw. Nawet jeli sama utkna w Atlancie, moe za nami wysa swoje dzieci.
Nereida kazaa nam spodziewa si ataku.
-

Cudownie - mrukn Frank.

Jason prbowa wsta, ale nie by to dobry pomys. Piper zapaa go w ostatniej
chwili, bo zwaliby si na pokad. Znowu opar si plecami o maszt.
-

Nie moemy wzbi si w powietrze? - zapyta. - Gdybymy polecieli...

Byoby super - przerwa mu Leo. - Tylko e Festus melduje, e lewy stabilizator

powietrzny si rozpad, kiedy okrt rbn w pomost przy Forcie Sumter.


-

Spieszylimy si - powiedziaa Annabeth. eby ci ocali.

To bardzo szlachetne z waszej strony - zgodzi si Leo. - Chc tylko powiedzie,

e naprawa zajmie mi troch czasu. A pki tego nie zrobi, nigdzie nie polecimy.
Percy wyprostowa ramiona i skrzywi si.
-

Dla mnie bomba. Uwielbiam morze.

Mw za siebie. - Hazel spojrzaa na soce, ktre ju wisiao tu nad horyzontem.

- Musimy si pospieszy. Min kolejny dzie, Nicowi pozostay ju tylko trzy doby.
-

Postaram si obieca Leo. Mia nadziej, e Hazel ju mu wybaczya, e nie

dowierza jej bratu (w kocu mia ku temu powody!), ale nie chcia porusza tego
bolesnego tematu. - Moemy dotrze do Rzymu w cigu trzech dni, zakadajc
oczywicie, e nie wydarzy si co niespodziewanego.
Frank odchrzkn. Wci wyglda, jakby stara si zamieni w buldoga.
-

S jakie dobre wiadomoci?

Mam jedn - odrzek Leo. - Wedug Festusa nasz latajcy stolik, Buford, powrci

szczliwie, kiedy bylimy w Charleston, wic ory go nie dopady. Niestety, zgubi t
torb z twoimi majtkami.
-

Chrzani to! - warkn Frank, co Leo uzna za do cikie przeklestwo w jego

ustach.
Pewnie pozwoliby sobie jeszcze na co wicej, na przykad na jasn choler" albo
szlag by trafi", ale Percy nagle zgi si wp i jkn.
-

Czy wiat przekrci si do gry nogami? - zapyta.

Jason przyoy do do czoa.


-

Tak, i obraca si. Wszystko jest te. Czy tak ma by?

Annabeth i Piper wymieniy zaniepokojone spojrzenia.


-

Wzywanie burzy troch was osabio - powiedziaa Piper. -Musicie odpocz.

Annabeth pokiwaa gow.


-

Frank, pomoesz nam zawlec chopakw na d?

Frank zerkn na Leona, jakby nie bardzo chcia zostawi go sam na sam z Hazel.
-

W porzdku, stary - powiedzia Leo. - Tylko nie upucie ich, gdy bdziecie ich

targa po schodach.
Kiedy zostali sami, Hazel i Leo spojrzeli na siebie niemiao. Trener Hedge tkwi za
sterem, wypiewujc piosenk z czowki Pokemona. Zmieni sowa na zabij
wszystkie", a Leo naprawd nie chcia docieka dlaczego.
Piosenka chyba nie przyniosa ulgi Hazel. Wci miaa mdoci.
- Och...
Pochylia si, obejmujc si rkami. Miaa takie adne wosy -kdzierzawe i
zotobrzowe jak wirki cynamonu. Przypominay mu pewne miejsce w Houston, gdzie
podawali wspaniae churros. Poczu gd.
-

Nie pochylaj si. Nie zamykaj oczu. To tylko pogarsza mdoci.

Tak? Ty te masz chorob morsk?

Morsk nie. Ale mdli mnie w samochodach i...

Urwa. Chcia powiedzie: i kiedy rozmawiam z dziewczynami", ale uzna, e lepiej


zachowa to dla siebie.
-

W samochodach? - Wyprostowaa si z trudem. - Potrafisz sterowa okrtem i

lata na smoku, a mdli ci w samochodzie?


-

No dobra, wiem. - Leo wzruszy ramionami. - Jestem pod tym wzgldem

wyjtkowy. Suchaj, wpatruj si w horyzont. To co staego. To ci pomoe.


Hazel wzia gboki oddech i zapatrzya si w dal. Jej oczy byy lnico zote, jak
miedziane i spiowe dyski w mechanicznej gowie Festusa.
-

Lepiej? - zapyta.

Moe troch - odpowiedziaa, ale zabrzmiao to tak, jakby tylko nie chciaa mu

sprawi zawodu. Wpatrywaa si w horyzont, ale Leo odnis wraenie, e ocenia jego

nastrj, zastanawiajc si, co powiedzie.


-

Frank nie upuci ci umylnie. On nie jest taki. Jest tylko czasami troch

niezdarny.
-

Uups - powiedzia Leo, znakomicie naladujc gos Franka. Zrzuciem Leona

w gromad nieprzyjacielskich onierzy. Chrzani to!"


Prbowaa powstrzyma umiech. Leo pomyla, e umiech jest lepszy od
wymiotw.
-

Nie traktuj go tak ostro - powiedziaa Hazel. - Ty i te twoje kule ogniste troch go

peszycie.
-

Facet potrafi zamieni si w sonia, a ja go troch pesz?

Wci wpatrywaa si w horyzont. Wygldaa ju nieco lepiej, cho trener Hedge na


rufie nadal wypiewywa piosenk z Pokemona.
-

Leo... jeli chodzi o to, co si wydarzyo na Wielkim Jeziorze Sonym...

Oho, na to czekalimy" - pomyla Leo.


Przypomnia sobie spotkanie z bogini zemsty Nemezis. Ciasteczko z wrb w
kieszeni pasa zaczo mu ciy. Zeszej nocy, kiedy uciekli z Atlanty, lea w swojej
kajucie i myla o tym, jak rozzoci Hazel. I o tym, jak to naprawi.
Wkrtce staniesz przed problemem, ktrego nie potrafisz rozwiza - powiedziaa
Nemezis - ale mog ci pomc... za pewn cen .
Wyj ciasteczko z kieszeni pasa i obraca je w rku, zastanawiajc si, jak cen
bdzie musia zapaci, jeli je rozamie.
Moe wanie nadszed ten moment?
-

Powinienem sprbowa - powiedzia. - Mgbym uy tego ciasteczka z wrb,

eby odnale twojego brata.


Spojrzaa na niego zaskoczona.
-

Co? Nie! To znaczy... nigdy bym ci nie poprosia, eby to zrobi. Nie po tym,

jak Nemezis powiedziaa o tej jakiej strasznej cenie. Przecie my si prawie nie znamy\
Ten komentarz troch go zabola, cho przecie wiedzia, e to prawda.
-

Wic... nie o tym chciaa porozmawia? Moe chciaa pomwi o tym, jak

stalimy na tym gazie? Bo...


-

Nie! - odpowiedziaa szybko, wachlujc sobie twarz w ten rozczulajcy sposb,

jak zawsze kiedy co j wytrcio z rwnowagi. - Nie, mylaam tylko o tym, jak
wykiwae Narcyza i te nimfy...
-

Och, rozumiem. - Leo zaenowany spojrza na swoje rami. Tatua z napisem

SUPERCIACHO jeszcze nie cakiem wyblak. - Wtedy mylaem, e to niezy pomys.


-

Bye niesamowity. Wci chodzi mi po gowie, jak bardzo jeste podobny do...

Sammy ego - zgad Leo. - Chciabym, eby mi powiedziaa, kim on jest.

Kim by poprawia go Hazel. Wieczorne powietrze byo ciepe, ale przeszy j

dreszcz. - Pomylaam sobie... e mogabym ci to pokaza.


-

Masz na myli fotografi?

Nie. Mam czasami takie wizje przeszoci. Ju dawno ich nie miaam i nigdy nie

prbowaam ich wywoa celowo. Ale kiedy podzieliam si tak wizj z Frankiem,
wic pomylaam...
Ich spojrzenia si skrzyoway. Leo poczu si roztrzsiony, jakby wypi zbyt duo
mocnej kawy. Jeli ta wizja przeszoci bya czym, co Frank dzieli z Hazel... no, to albo
nie chcia mie z tym nic do czynienia, albo stanowczo chcia tego sprbowa. Nie mg
si zdecydowa.
-

Gdy mwisz wizja przeszoci"... - Przekn lin. - O czym waciwie

mwimy? Czy to jest bezpieczne?


Wycigna rk.
-

Nie prosiabym ci o to, gdybym nie bya pewna, e to wane. To, e si

spotkalimy, nie moe by przypadkiem. I jeli ta wsplna wizja zadziaa, moe w kocu
zrozumiemy, co nas czy.
Leo spojrza na ruf. Wci drczyo go podejrzenie, e o czym zapomnia, ale
wygldao na to, e trener Hedge niele sobie radzi. Niebo przed nimi byo czyste. Nic
nie zapowiadao kopotw.
Zreszt taka wizja przeszoci jest chyba do krtka. Chyba nic si nie stanie, jeli
trener Hedge bdzie dowodzi okrtem jeszcze przez par minut...
-

Dobra. Poka mi.

Chwyci do Hazel i wiat si rozpyn.


Stali na dziedzicu jakiej starej budowli, jakby klasztoru. Mury z czerwonej cegy
obronite byy winorol. Midzy popkanymi kamiennymi pytami powyrastay

magnolie. Soce mocno grzao, a wilgotno sigaa chyba dwustu procent: byo jeszcze
bardziej parno i duszno ni w Houston. Gdzie z poblia dochodzi zapach smaonej
ryby. Pokrywa chmur bya niska i szara, poprzecinana pasami nieba jak futro tygrysa.
Dziedziniec mia rozmiary boiska do koszykwki. W rogu, u podstawy figury Matki
Boskiej, leaa sflaczaa pika.
W otaczajcych dziedziniec cianach okna byy otwarte. Od czasu do czasu Leo
widzia jaki ruch wewntrz, ale panowa tam dziwny spokj. Nie dostrzeg ladu
klimatyzacji, co oznaczao, e w rodku musiao by piekielnie gorco.
-

Gdzie jestemy? - zapyta.

W mojej starej szkole - odpowiedziaa Hazel. - W Akademii witej Agnieszki

dla Kolorowych i Indian.


- Co to za nazwa...?
Zwrci si w stron Hazel i krzykn. Bya duchem mglist sylwetk w parnym
powietrzu. Spojrza w d i spostrzeg, e jego wasne ciao te zamienio si w mg.
Wszystko wok wydawao si solidne i rzeczywiste, ale on sam by duchem.
Zaledwie trzy dni temu opanowa go ejdolon, wic teraz poczu si nieswojo.
Zanim zdy o to wszystko zapyta, wewntrz zabrzmia dzwonek - nie nowoczesny
elektroniczny buczek, ale staromodny dzwonek z motkiem uderzajcym w metal.
- To jest wspomnienie - powiedziaa Hazel - wic nikt nas nie zobaczy. Patrz,
wychodzimy.
-My?
Ze wszystkich drzwi wysypay si na dziedziniec tuziny dzieci, krzyczc i popychajc
si nawzajem. Najwicej byo Afroamerykanw, cho wida byo te dzieciaki o rysach
latynoskich, w wieku od przedszkolnego do licealnego. Leo pozna, e dzieje si to w
przeszoci, bo wszystkie dziewczynki byy w sukienkach i skrzanych pbutach z
klamerkami. Chopcy mieli na sobie koszule z konierzykami i spodnie na szelkach.
Wielu miao czapki, jakie nosz dokeje. Niektre dzieci trzymay pudeka z drugim
niadaniem. Wikszo ich nie miaa. Ich ubrania byy czyste, ale znoszone i wyblake.
Niektrzy mieli dziury w spodniach albo buty z rozklapanymi obcasami.
Kilka dziewczynek zaczo skaka przez kawaek starego sznura do bielizny. Starsi
chopcy rzucali sobie zachan pieczk bejsbolow. Dzieciaki majce drugie niadanie

usiady razem, jedzc i gawdzc.


Nikt nie zwraca najmniejszej uwagi na Hazel i Leona.
A potem Hazel - Hazel z przeszoci - wysza na dziedziniec. Leo natychmiast j
pozna, chocia wygldaa ze dwa lata modziej ni teraz. Wosy miaa upite z tyu w
kok. Rozgldaa si niepewnie po dziedzicu swoimi zotymi oczami. Miaa na sobie
czarn sukienk, podczas gdy wszystkie inne dziewczynki ubrane byy w baweniane
sukienki biae albo kwieciste, wic staa tam jak aobnica na weselu.
Trzymaa pcienn torb z drugim niadaniem i zacza i tu przy murze, jakby nie
chciaa zwraca na siebie uwagi.
To nie pomogo. Jaki chopiec zawoa: Czarownica!" i ruszy ku niej, zaganiajc j
w kt dziedzica. Mg mie czternacie, ale rwnie dobrze dziewitnacie lat - trudno
powiedzie, bo by bardzo wysoki i tgi, na pewno najwikszy w szkole. Leo pomyla,
e ten osiek nie da sobie w kasz dmucha. Mia na sobie brudn koszul koloru
zatuszczonej szmaty, powycierane weniane spodnie (na pewno niezbyt wygodne w tym
upale) i by boso. Moe nauczyciele za bardzo si bali, by go zmusi do noszenia butw,
a moe po prostu ich nie mia.
-

To jest Rufus - powiedziaa z odraz widmowa Hazel.

Powanie? Nie wierz, eby kto mia tak na imi - odrzek Leo.

Chod.

Poszybowaa na miejsce konfrontacji, a Leo za ni. Nigdy przedtem nie szybowa, ale
raz jecha segwayem i to byo troch podobne. Po prostu wychyli si w kierunku, w
ktrym chcia polecie, i polecia.
Rufus mia paskie rysy, jakby przez wikszo czasu drzema na chodniku. Wosy na
czubku gowy mia tak krtko przystrzyone, e mogyby na niej ldowa miniaturowe
samolociki.
Wycign rk.
-

arcie.

Hazel z przeszoci nie zaprotestowaa. Wrczya mu pcienn torb, jakby robia to


dzie w dzie.
Podeszo kilka starszych dziewczyn, by sobie popatrze. Jedna zachichotaa do
Rufusa.

Lepiej tego nie jedz - powiedziaa. - Moe by zatrute.

Dobrze mwisz - odrzek Rufus. Levesque, matka ci to przygotowaa?

Ona nie jest czarownic - mrukna Hazel.

Rufus upuci torb na ziemi i podepta j bos stop.


-

Moesz to sobie wzi z powrotem. Ale chc diament. Syszaem, e twoja

mamcia wyczarowuje je z powietrza. Dawaj diament.


-

Nie mam diamentw. Odejd.

Rufus zwin donie w pici. Leo bywa w tylu szkoach i domach dziecka, e dobrze
wiedzia, co si teraz stanie. Chcia si wtrci i pomc Hazel, ale by widmem. Zreszt
wydarzyo si to dawno temu.
A wtedy jaki inny chopak wyszed z cienia.
Leona zatkao. Chopak wyglda zupenie jak on.
-

Widzisz? - zapytaa widmowa Hazel.

Faszywy Leo by tego samego wzrostu co prawdziwy - to znaczy by niski.


Roznosia go taka sama nerwowa energia: klepa si palcami po spodniach, gadzi bia
bawenian koszul, poprawia sobie dokejk na krconych brzowych wosach. (No
nie, niscy faceci nie powinni nosi dokejek, chyba e s dokejami" - pomyla Leo).
Faszywy Leo mia taki sam diabelski umieszek, jaki wita prawdziwego Leona, kiedy
spojrza w lustro; na jego widok nauczyciele zawsze wykrzykiwali: Nawet o tym nie
myl!" i kazali mu si przesi do pierwszej awki.
Faszywy Leo najwyraniej dopiero co zosta skarcony przez jakiego nauczyciela.
Trzyma zwinity w stoek karton, na ktrym wypisane byo: OSIO. Leo pomyla, e
co takiego widuje si tylko w dowcipach rysunkowych.
Mg zrozumie, dlaczego Faszywy Leo nie ma tego na gowie. Ju i tak gupio jest
wyglda jak dokej. W tej papierowej czapce wygldaby jak gnom.
Niektre dzieciaki cofny si, kiedy Faszywy Leo wkroczy na scen. Inne
szturchny si okciami i podbiegy, jakby spodzieway si atrakcji.
Tymczasem Paskogowy Rufus nadal prbowa wydusi z Hazel diament,
niewiadom pojawienia si Faszywego Leona.
-

Dawaj go! - Nachyli si nad Hazel z zacinitymi piciami. - No ju!

Hazel przywara do muru. Nagle ziemia u jej stp pka z cichym trzaskiem, jakby

kto zama gazk. Idealny diament wielkoci orzeszka pistacjowego zalni pomidzy
jej stopami.
-

No! - warkn Rufus, kiedy go zobaczy, i zacz si pochyla.

Nie rb tego, prosz! - krzykna Hazel, jakby jej naprawd zaleao na tym

wielkim przygupku.
Wanie wtedy podszed do nich Faszywy Leo.
Zaraz si zacznie" - pomyla Leo. Faszywy Leo popisze si jakim wykopem w
stylu trenera Hedgea i bdzie po zabawie.
Zamiast tego Faszywy Leo przyoy do ust wszy koniec olej czapki jak megafon
i krzykn: -CICIE!
A krzykn tak stanowczo, e inne dzieciaki zamary. Nawet Rufus wyprostowa si i
cofn zmieszany.
Jeden z mniejszych chopcw zara cicho:
-

Bazen Sammy!

Sammy... Leo wzdrygn si. Kim, do jasnej ciasnej, jest ten dzieciak?"
Sammy lub Faszywy Leo podszed do Rufusa energicznym krokiem, ze swoj
czapk osa w rku. Min mia rozelon.
-

Nie, nie, nie! - zawoa, machajc woln rk na inne dzieciaki, ktre zaczy si

gromadzi, eby obejrze widowisko.


Sammy zwrci si do Hazel.
-

Panno Lamarr, pani kwestia to... - Rozejrza si ze zoci. -Scenariusz! Co teraz

mwi Hedy Lamarr?


-

Nie, bagam, ty otrze! - zawoa jeden z chopcw.

Dzikuj! Panno Lamarr, ma pani powiedzie: Nie, bagam, ty otrze! A pan,

panie Clarku Gable...


Cay dziedziniec wybuchn miechem. Leo wiedzia tylko, e Clark Gable by
jakim dawnym aktorem, i na tym si jego wiedza koczya. Najwyraniej jednak
nazwanie Paskogowego Ru-fusa Clarkiem Gableem byo dla dzieciakw niezym
dowcipem.
-

Panie Gable...

Nie! - krzykna jedna z dziewczynek. - Niech bdzie Ga-rym Cooperem!

Znowu wybuchy miechy. Rufus nad si, jakby mia zamiar nadmucha balon.
Wystawi przed siebie pici, jakby chcia kogo uderzy, ale nie mg zaatakowa caej
szkoy. Najwyraniej nie lubi, gdy si z niego namiewano, ale jego wolno dziaajcy
mzg nie by w stanie rozpracowa Sammy ego.
Leo pokiwa gow z satysfakcj. Sammy naprawd by do niego podobny. Leo przez
cae lata robi to samo z chopakami, ktrzy prbowali si nad nim znca.
-

Dobra! - krzykn Sammy wadczym tonem. - Panie Cooper, teraz pan rwi:

Och, ale ten diament do mnie naley, mj podstpny skarbie! A potem podnosi pan
diament. O, tak!
-

Sammy, nie! - zaprotestowaa Hazel, ale Sammy zapa diament i wsun go do

kieszeni jednym pynnym ruchem.


Obrci si do Rufusa.
-

Wicej emocji! Chc, eby panie na widowni mdlay! Drogie panie, czy pan

Cooper sprawi, e dopiero co zemdlaycie?


-

Nie! - odkrzykno kilka dziewczyn.

No prosz! - zawoa Sammy. - A teraz od pocztku! - krzykn przez swoj ol

czapk. - Akcja!
Do Rufusa zaczo dociera, co tu si dzieje. Podszed do Sam-my ego i warkn:
-

Valdez, zaraz ci...

Zadzwoni dzwonek. Dzieciaki zaczy si toczy przy drzwiach. Sammy odcign


Hazel na bok, podczas gdy maluchy - ktre byy chyba na licie pac Sammy'ego otoczyy Ru-fusa i zagnay do rodka.
Wkrtce Sammy i Hazel zostali sami, nie liczc widm.
Sammy podnis podeptan torb, demonstracyjnie otrzepa z pyu i poda j Hazel z
gbokim ukonem, jakby to bya jej korona.
-

Panno Lamarr.

Hazel z przeszoci wzia swoje zniszczone drugie niadanie. Wygldaa, jakby


miaa si rozpaka, ale Leo nie potrafi powiedzie, czy z ulgi, czy z podziwu.
-

Sammy... Rufus ci zabije.

E tam, dobrze wie, e nie powinien ze mn zadziera.

Wetkn czapk osa na swoj dokejk. Wyprostowa si i wypi cherlaw pier.

Ola czapka spada.


Hazel rozemiaa si.
-

Jeste zabawny.

Ale bardzo dzikuj, panno Lamarr.

Nie ma za co, mj podstpny skarbie.

Sammy przesta si umiecha. Atmosfera zgstniaa. Hazel zagapia si w ziemi.


-

Nie powiniene dotyka tego diamentu. To niebezpieczne.

E tam! Nie dla mnie!

Hazel spojrzaa na niego nieufnie, jakby chciaa w to uwierzy.


-

Moe si wydarzy co zego. Nie powiniene...

Nie sprzedam go. Obiecuj! Zachowam go jako symbol twojej apatii.

Hazel umiechna si.


-

Chyba masz na myli symbol mojej sympatii.

O, no pewnie! Musimy i. Czas na nastpn scen: Hedy Lamarr umiera z

nudw na lekcji angielskiego.


Poda jej rami jak dentelmen, ale Hazel odepchna go artobliwie.
-

Dziki, e mnie obronie, Sammy.

Panno Lamarr, zawsze bd pani broni! - odrzek z zapaem.

I oboje wbiegli do szkoy.


Dopiero teraz Leo poczu si naprawd jak duch. Moe rzeczywicie by ejdolonem
przez cae ycie, bo ten chopak, ktrego dopiero co widzia, powinien by prawdziwym
Leonem. By bardziej inteligentny, zabawniejszy, fajniejszy. Flirtowa z Hazel tak
gadko, e najwyraniej j zauroczy.
Nic dziwnego, e Hazel tak dziwnie na niego patrzya, kiedy po raz pierwszy si
spotkali. Nic dziwnego, e wypowiedziaa imi Sammy" z takim uczuciem. Ale Leo nie
by Sammym, tak samo jak Paskogowy Rufus nie by Clarkiem Gableem.
-

Hazel, ja... ja nie...

Dziedziniec szkolny rozpyn si w inn scen.


Hazel i Leo nadal byli widmami, ale teraz stali przed jakim zniszczonym domem
obok zaronitego chwastami rowu odpywowego. Na podwrku chylio si kilka
bananowych drzewek. Na schodkach stao staromodne radio, z ktrego rozbrzmiewaa

meksykaska muzyka conjunto, a na ocienionym ganku siedzia w bujanym fotelu


wychudy starzec, wpatrujc si w dal.
-

Gdzie my jestemy? - zapytaa Hazel. Bya wci mglistym widmem, ale jej gos

peen by niepokoju. - To nie jest z mojego ycia!


Leo poczu si tak, jakby jego widmowa tosamo zgstniaa, staa si bardziej
realna. To miejsce wydao mu si dziwnie znajome.
-

To Houston - dotaro do niego. - Znam to miejsce. Ten rw... To stary dom mojej

mamy, w ktrym dorastaa. Niedaleko jest port lotniczy Hobby.


-

To twoje ycie? Nie rozumiem! Jak...

Mnie pytasz?

Nagle starzec wymrucza:


Ach, Hazel...
Dreszcz przebieg Leonowi po plecach. Starzec mia wci oczy zapatrzone w dal.
Skd wie, e tu jestemy?
Nasz czas chyba dobieg koca - cign starzec rozmarzonym gosem. - No, ale...
Nie skoczy myli.
Hazel i Leo nie ruszali si z miejsca. Starzec nie okazywa ju w aden sposb, e ich
zobaczy albo usysza. Leonowi zawitao w gowie, e facet po prostu mwi do siebie.
Ale dlaczego wypowiedzia imi Hazel?
Mia chropowat skr, krcone biae wosy i skate donie, jakby cae ycie spdzi
w sklepie z narzdziami. Ubrany by w czyst bladot koszul i szare spodnie na
szelkach. Na nogach mia wyglansowane czarne pbuty.
Pomimo swojego wieku oczy mia jasne i bystre. Siedzia z pen spokoju godnoci.
Zdawa si pogodzony z losem - moe nawet nieco rozbawiony, jakby myla: Cholera,
yj ju tak dugo? Ale fajnie!"
Leo by cakowicie przekonany, e nigdy przedtem go nie widzia. Dlaczego wic
wydawa mu si tak znajomy? Potem zauway, e starzec stuka palcami w fotel, ale to
stukanie nie byo przypadkowe. Uywa alfabetu Morsea, jak matka Leona,
porozumiewajc si z nim... A starzec wystukiwa wci to samo zdanie: Kocham ci".
Otworzyy si drzwi z siatk na owady. Z domu wysza moda kobieta. Miaa na
sobie dinsy i turkusow bluz. Krtkie czarne wosy miaa przystrzyone w klin. Bya

adna, ale jej urody nie mona byo nazwa delikatn. Miaa muskularne ramiona i
mocne, twarde donie. Jej oczy, podobnie jak starca, byszczay rozbawieniem. Trzymaa
w ramionach niemowl owinite niebieskim kocykiem.
-

Popatrz, mijo powiedziaa do dziecka. To jest twj bisabuelo. Bisabuelo,

chcesz go potrzyma?
Kiedy Leo usysza jej gos, zaka.
To bya jego matka - modsza od tej, ktr zapamita, ale bardzo ywa. A to by
oznaczao, e niemowl w jej ramionach...
Starzec umiechn si od ucha do ucha. Mia idealne zby, biae jak jego wosy.
Twarz mu si pomarszczya w umiechu.
-

Chopiec! Mi bebito, Leo!

Leo? - szepna Hazel. - To... to ty? Co to jest bisabuelo?

Leo nie mg wydoby z siebie gosu. Chcia powiedzie:


pradziadek.
Starzec wzi niemowl w ramiona, cmokajc z zachwytu i a-skocc dziecko w
podbrdek. Widmowy Leo w kocu zrozumia, na co patrzy.
W jaki przedziwny sposb zdolno Hazel wywoywania scen z przeszoci
odnalaza to jedyne wydarzenie, ktre ich poczyo - gdzie linia ycia Leona dotkna jej
linii.
Ten starzec...
-

Och... - Hazel chyba w tym samym momencie poja, kim on jest. - Och, Sammy,

nie... - powiedziaa cichutko, na skraju ez.


-

Ach, mj may Leo - powiedzia Sammy Valdez dobrze po siedemdziesitce. -

Bdziesz moim dublerem, co? Tak to chyba nazywaj. Powiedz jej to. Miaem nadziej,
e tego doyj, ale... aj... ta kltwa na to nie pozwoli!
Hazel zakaa.
-

Gaja... Gaja mi powiedziaa, e on umar na atak serca w latach szedziesitych.

Ale to nie jest... to nie moe by...


Sammy Valdez wci przemawia do dziecka, podczas gdy matka Leona, Esperanza,
patrzya na to z bolesnym umiechem - moe troch zaniepokojona, e bisabuelo bredzi.
-

Ostrzega mnie ta kobieta, Doa Callida. - Sammy pokrci smtnie gow. -

Powiedziaa, e Hazel znajdzie si w wielkim niebezpieczestwie, ale mnie ju wtedy na


wiecie nie bdzie. A obiecaem, e jej nie opuszcz. Bdziesz musia jej powiedzie,
Leo, e jest mi przykro. I pom jej, jeli zdoasz.
-

Bisabuelo - powiedziaa Esperanza - pewnie jeste zmczony.

Wycigna rce, by zabra niemowl, ale starzec przytuli je do piersi. Maleki Leo
zdawa si tym zachwycony.
-

Powiedz jej, e mi przykro, e sprzedaem ten diament, dobrze? Zamaem

przyrzeczenie. Kiedy zagina na Alasce... ach, to byo tak dawno... w kocu sprzedaem
diament i przeniosem si do Teksasu. Zawsze o tym marzyem. Otworzyem sklep z
narzdziami. Zaoyem rodzin! Dobre to byy czasy; ale Hazel miaa racj. Ten diament
naznaczony by jak kltw. Ju nigdy jej nie zobaczyem.
-

Och, Sammy - powiedziaa Hazel. - Nie, to nie kltwa nas rozdzielia. Chciaam

wrci. Ja umaram!
Starzec jej nie usysza. Umiechn si do dziecka, pocaowa je w gwk.
-

Daj ci moje bogosawiestwo, Leo. Pierwszy prawnuk! Czuj, e jeste kim

wyjtkowym, tak jak Hazel. Nie jeste zwykym niemowlciem, co? Zastpisz mnie.
Pewnego dnia j spotkasz. Pozdrw j ode mnie.
-

Bisabuelo - powiedziaa Esperanza troch bardziej natarczywie.

Tak, tak. - Sammy zachichota. - El viejo loco bredzi. Jestem zmczony,

Esperanzo. Masz racj. Ale wkrtce odpoczn. Miaem dobre ycie. Wychowaj go
dobrze, nieta.
Scena rozmya si.
Leo sta na pokadzie Argo II", trzymajc Hazel za rk. Soce ju zaszo i okrt
owietlay tylko spiowe latarnie. Hazel miaa oczy zapuchnite od paczu.
Tego byo za wiele. Cay ocean zakoysa si pod nimi i Leo po raz pierwszy w yciu
poczu si jak bezwolnie niesiony przez prd.
-

Masz pozdrowienia, Hazel Levesque - powiedzia ochrypym gosem.

Jej podbrdek dra. Odwrcia gow i otworzya usta, ale zanim zdya co
powiedzie, okrt przechyli si na bok.
-

Leo! - krzykn trener Hedge.

Festus zaterkota na alarm i rzygn ogniem w ciemno. Zadzwoni dzwon okrtowy.

To o te potwory chodzio?! - zawoa. - Jeden nas znalaz!

XXIII
LEO
Leo zasuy na ol czapk.
Gdyby myla jasno, przestawiby system detekcyjny okrtu z radaru na sonar zaraz
po wypyniciu z przystani Charleston. I wanie tego zapomnia zrobi. Kadub co par
sekund wysya fale poprzez Mg i powinien alarmowa Festusa o wykryciu potwora,
ale nie mg dziaa w obu trybach naraz: i wodnym, i powietrznym.
Leo czu si tak rozbity - z powodu Rzymian, potem burzy, wreszcie Hazel - e
kompletnie o tym zapomnia. A teraz potwr by tu pod nimi.
Okrt przechyli si na praw burt. Hazel chwycia si olinowania. Hedge rycza:
- Valdez, ktry guzik rozwala potwory? Przejmij ster!
Leo wspi si po przechylonym pokadzie i udao mu si zapa relingu lewej burty.
Zacz si posuwa bokiem ku sterowni, ale zamar przeraony, kiedy dostrzeg potwora.
By dugoci okrtu. W blasku ksiyca wyglda jak skrzyowanie olbrzymiej
krewetki z karaluchem. Mia row chitynow skorup i paski ogon langusty, a jego
odna jak u stonogi faloway hipnotycznie, gdy ociera si o kadub Argo II".
Gowa wyonia si na kocu: olizgy rowy pysk olbrzymiego suma ze szklistymi,
martwymi oczami, rozwart bezzbn paszcz i lasem czukw wynurzajcych si z
kadego nozdrza - bya to najbujniejsza kpa wosw z nosa, jak Leo mia wtpliw
przyjemno oglda.
Przypomnia sobie specjalne pitkowe kolacje w Houston, na ktre matka zabieraa
go do miejscowej restauracji serwujcej owoce morza. Zwykle jedli krewetki i langusty.
Teraz na to wspomnienie poczu mdoci.
-

Dalej, Valdez! - zawoa Hedge. - Sta za sterem, ebym mg uy swojej

bejsbolowej paki!
-

Palka tu nie pomoe - odrzek Leo, ale ruszy dalej ku sterowni.

Za jego plecami reszta zaogi z trudem wspia si na pokad.


-

Co si dzieje... Och! Krewedzilla! - krzykn Percy.

Frank pobieg do Hazel. Trzymaa si olinowania kurczowo,


wci oszoomiona swoj wizj przeszoci, ale daa mu zna rk, e nic jej nie jest.
Potwr ponownie staranowa okrt. Kadub jkn. Annabeth, Piper i Jason przeturlali

si na praw burt i niewiele brakowao, by wypadli za reling.


Leo dotar do sterowni. Przebieg palcami po klawiaturze. Festus zatrzeszcza i
zaklika przez interkom, raportujc o przeciekach, ale okrtowi wci nie zagraao
zatonicie - przynajmniej na razie.
Leo pocign za dwigni wiose. Mona je byo zamieni w ostre wcznie, co z
pewnoci odstraszyoby potwora. Niestety, wiosa si zaklinoway. Krewedzilla musiaa
wypchn je z osad, a bya tak blisko, e gdyby Leo uy balisty, jednoczenie podpaliby
okrt.
-

Jak zdoa podpyn tak blisko?! - krzykna Annabeth, wcigajc si na jedn z

tarcz zawieszonych na relingu.


-

Nie wiem! - warkn Hedge, rozgldajc si za swoj pak, ktra potoczya si

po pokadzie rufowym.
-

Jestem gupi! - ly sam siebie Leo. - Gupi! Gupi! Zapomniaem o sonarze!

Okrt przechyli si jeszcze bardziej. Potwr albo chcia zagarn go w objcia, albo
wywrci dnem do gry.
-

O sonarze? - powtrzy Hedge. - Na fletni Pana, Valdez! Moe gdyby nie gapi

si w oczta Hazel i nie trzyma jej tak dugo za rczk...


-

Co?! - krzykn Frank.

To nie byo tak! - zaprotestowaa Hazel.

Niewane! - powiedziaa Piper. - Jason, moesz wezwa jakie byskawice?

Jason podnis si z trudem. -Ja...


Tylko pokrci gow. Wczeniejsze wezwanie burzy zbyt go wyczerpao. Leo wtpi,
by biedny Jason zdoa w tym stanie roziskrzy wiec zaponow.
-

Percy! - zawoaa Annabeth. - Nie mgby pogada z tym czym? Wiesz, co to

jest?
Syn boga morza te potrzsn gow.
-

Moe okrt po prostu go zainteresowa. Moe...

Czuki potwora chlasny w pokad tak szybko, e Leo nie zdy nawet krzykn:
Uwaga!"
Jeden z czukw uderzy Percyego w pier, zwalajc go w d po schodach. Kolejny
owin si wok ng wrzeszczcej Piper i pocign j ku barierce. Tuziny innych

czukw kbiy si wok masztw, oplatay kusze, rway olinowanie.


-

Atak wosw z nosa!

Hedge zapa wreszcie pak i ruszy do akcji, ale kij tylko odbija si od czukw, nie
wyrzdzajc im adnej szkody.
Jason doby miecza. Prbowa uwolni Piper, ale wci by osabiony. Zota klinga
gadko odcinaa czuki, ale nowe pojawiay si jeszcze szybciej.
Annabeth wyja z pochwy swj sztylet. Pobiega przez las czukw, uchylajc si i
dgajc na prawo i lewo. Frank wycign uk. Zacz strzela, celujc w szczeliny
midzy uskami potwora, ale to go tylko rozjuszyo. Rykn i wstrzsn okrtem. Maszt
zatrzeszcza gronie.
Dysponowali sab si ognia, a nie mogli uy balisty. Potrzebne byo jakie potne
uderzenie, ktre nie zniszczy okrtu. Ale co...?
Leo utkwi wzrok w skrzyni koo stp Hazel.
-

Hazel! - krzykn. - Ta skrzynia! Otwrz j!

Zawahaa si, a potem spostrzega skrzyni, o ktr mu chodzio. By na niej napis:


OSTRONIE! NIE OTWIERA.
-

Otwrz j! - powtrzy Leo. - Trenerze, ap za ster! Okrt dziobem do potwora,

bo si wywrcimy!
Hedge zataczy midzy czukami na swoich kolich nkach, ochoczo walc pak
tu i tam. Dopad konsoli sterujcej.
-

Chyba wiesz, co robisz, Valdez! - krzykn.

Chyba wiem. - Leo pobieg do masztu.

Potwr napar na okrt. Pokad przechyli si pod ktem czterdziestu piciu stopni.
Wszyscy dzielnie walczyli z czukami, ale byy zbyt liczne i wyduay si, dokd
chciay. Wkrtce cakowicie omotaj okrt. Percy wci by pod pokadem. Reszta
walczya o ycie, zmagajc si z wosami z nosa.
-

Frank! - zawoa Leo, biegnc ku Hazel. - Daj nam troch czasu! Moesz si

zamieni w rekina albo co podobnego?


Frank ponuro potoczy wzrokiem i w tym momencie chlasn go jeden z czukw,
zwalajc za burt.
Hazel krzykna. Otworzya ju skrzyni i teraz o mao nie upucia dwch szklanych

baniek, ktre z niej wyja.


Leo chwyci je. Kada bya wielkoci jabka, wypeniona poyskujcym jadowicie
zielonkawym pynem. I byy ciepe w dotyku. W jego piersi wzbierao poczucie winy.
Dopiero co rozproszy uwag Franka i by moe spowodowa jego mier, ale teraz nie
by w stanie o tym myle. Musia ocali okrt.
-

Trzymaj! - Wrczy Hazel jedn bak. - Moemy zabi potwora i uratowa

Franka!
Mia nadziej, e jego plan si powiedzie. Dotarcie do relingu lewej burty bardziej
przypominao wspinaczk ni chodzenie po pokadzie, ale w kocu udao im si tam
dosta.
-

Co to za wistwo? - wydyszaa Hazel, przyciskajc szklan bak do piersi.

Ogie grecki!

Wytrzeszczya oczy.
-

Czy ty zwariowa? Jeli pkn, spalimy okrt!

W paszcz! - odrzek Leo. - Po prostu wrzu to w...

Nagle wpad na ni z impetem, a cay wiat zawirowa im przed oczami. Wylecieli w


powietrze i dopiero wtedy Leo poj, e oplata ich jedna z macek potwora. Ramiona mia
wolne, ale mg tylko trzyma mocno swoj fiolk z ogniem greckim. Hazel wia si jak
piskorz. Czuek oplata jej rce, co oznaczao, e uwiziona midzy nimi fiolka w kadej
chwili moe zosta zmiadona... a to bardzo zaszkodzioby ich zdrowiu.
Unieli si na trzy metry, potem na pi ponad cielsko potwora. Leo ujrza swoich
przyjaci walczcych w przegranej ju bitwie. Zobaczy trenera Hedgea, ktry stara si
nie dopuci, by okrt wywrci si dnem do gry. Morze byo ciemne, ale w blasku
ksiyca dostrzeg jaki byszczcy obiekt unoszcy si koo potwora - moe ciao Franka
Zhanga...
-

Leo - wydyszaa Hazel. - Nie mog... moje ramiona...

Hazel, ufasz mi?

-Nie!
-Ja te. Kiedy to wistwo nas puci, wstrzymaj oddech. I za wszelk cen cinij
swoj bak tak daleko od okrtu, jak zdoasz.
-

Dlaczego... dlaczego miaby nas puci?

Leo spojrza na gow potwora. Trudny cel, ale nie mia wyboru. Unis fiolk lew
rk. Praw przywar do czuka i wezwa ogie - skupiony, wski strumie rozpalonego
do biaoci ognia wytryskajcy z jego doni.
Potwr to poczu. Przez cay czuek przebiega drgawka, gdy miso zaczo si
uszczy pod dotykiem Leona. Potwr otworzy paszcz, ryczc z blu, a Leo wrzuci mu
prosto w gardo szklan bak z ogniem greckim.
Wtedy wszystko zawirowao. Leo poczu, e ucisk czuka sabnie. Runli w d.
Usysza stumion eksplozj i zobaczy rozbysk zielonego wiata wewntrz rowego
cielska potwora. Woda uderzya go w twarz jak cega owinita papierem ciernym i
zapad si w ciemno. Zacisn wargi, starajc si nie oddycha, ale ju czu, e traci
wiadomo.
Wydawao mu si, e widzi nad gow mglist sylwetk kaduba - ciemny owal
otoczony zielon, ognist koron, ale nie wiedzia, czy to oznacza, e okrt ju ponie.
Zabity przez olbrzymi krewetk" - pomyla z gorycz. Ale eby przynajmniej
Argo II ocala. Niech przeyj moi przyjaciele".
Wszystko zaczo si rozmywa. Poczu ogie w pucach.
Mia ju si podda, gdy zawisa nad nim dziwna twarz - twarz mczyzny
podobnego do Chejrona, ich trenera w Obozie Herosw. Mia takie same krcone wosy,
zwichrzon brod i inteligentne oczy - troch przypomina dzikiego hipisa, a troch
dobrotliwego profesora, ale skr mia zielon jak fasola limeska. Unis rk ze
sztyletem w doni. Patrzy na Leona ponuro i z niem grob, jakby chcia powiedzie:
Sied spokojnie, bo ci zabij".
Leo straci wiadomo.
Kiedy odzyska zmysy, pomyla, e znowu jest duchem w jakiej wizji przeszoci,
bo unosi si swobodnie. Jego oczy powoli przywyky do mtnego wiata.
-

No nareszcie. - Gos Franka dociera do niego dziwnie rozedrgany, jakby przez

kilka warstw plastikowej folii.


Usiad... a raczej unis si pionowo. By pod wod, w jaskini wielkoci garau na
dwa auta. Sklepienie pokrywa fosforyzujcy mech, napeniajc pomieszczenie
niebieskozielon powiat. Podog by dywan z jey morskich, po ktrym chodzenie na
pewno nie naleaoby do przyjemnoci, wic by rad, e unosi si w wodzie. Nie mg

poj, jak moe oddycha bez powietrza.


Opodal Frank lewitowa w pozycji medytacyjnej. Ze swoj pyzat twarz i gderliw
min wyglda jak Budda, ktry osign nirwan i nie by tym zachwycony.
Jedyne wyjcie z jaskini blokowaa wielka muszla uchowca morskiego, poyskujca
barwami pery, ru i turkusu. Jeli to byo wizienie, przynajmniej miao niesamowite
drzwi.
-

Gdzie jestemy? - zapyta. - Gdzie s pozostali?

Pozostali? - burkn Frank. - Nie wiem. Wydaje mi si, e pod wod jestemy

tylko my dwaj i Hazel. J ten konik morski zabra z godzin temu, zostawiajc mnie z
tob.
Ton, jakim to powiedzia, wskazywa wyranie, e wcale mu si to nie podoba. Nie
wyglda na rannego, ale nie mia uku ani koczanu. Leo w panice poklepa si p
bokach. Nie mia swojego pasa.
-

Przeszukali nas - powiedzia Frank. - Zabrali wszystko, co mogo by broni.

Kto? Kim s te koniki morskie...?

To rybokonie - odrzek Frank, chocia Leonowi nic to nie wyjanio. - Musiay

nas zapa, kiedy wpadlimy do oceanu, i zacigny nas... a bo ja wiem gdzie.


Leo przypomnia sobie, co zobaczy tu przed tym, jak straci wiadomo: brodat
twarz koloru fasoli limeskiej, twarz mczyzny ze sztyletem w doni.
-

Krewedzilla. Argo II"... okrt jest cay?

Nie wiem - odrzek ponuro Frank. - Pozostali mog by w tarapatach albo s

poranieni, albo... albo jeszcze gorzej. A ty chyba bardziej troszczysz si o swj okrt ni
o przyjaci.
Leo poczu si tak, jakby znowu uderzy twarz w wod.
-

Co ty za gupoty...?

I nagle do niego dotaro, dlaczego Frank tak si wcieka. Wizja przeszoci. Kiedy
potwr ich zaatakowa, wszystko potoczyo si tak szybko, e prawie o tym zapomnia.
Trener Hedge wypowiedzia ten gupi komentarz o nim i o Hazel trzymajcych si za
rce i wpatrzonych w siebie. A do tego wszystkiego to przecie przez nieg chwil
pniej Frank wylecia za burt.
Teraz poczu, e nie moe spojrze Frankowi w oczy.

Posuchaj, stary... Przykro mi, e wpakowaem nas w to wszystko. Narobiem

strasznego baaganu. - Wzi gboki oddech, co okazao si zdumiewajco atwe, biorc


pod uwag, e byli pod wod. - Ja i Hazel... za rce... to nie byo tak, jak mylisz.
Pokazywaa mi swoje wizje przeszoci, eby ustali, co mnie czy z Sammym.
Mina Franka troch zagodniaa, smutek zastpia ciekawo.
-

1 co? Ustalia?

Tak. No, tak jakby. Nie mielimy szans pogada, bo Krewedzilla wanie rbna

w okrt, ale w kadym razie Sammy by moim pradziadkiem.


Opowiedzia Frankowi, co zobaczyli. Wtedy jeszcze nie dotara do niego w peni
dziwaczno tego wszystkiego, ale teraz gdy o tym opowiada, sam z trudem mg w to
uwierzy. Hazel bya taka czua dla jego bisabuelo, faceta, ktry zmar, kiedy Leo by
niemowlciem. Leo mia jakie mtne wspomnienia o tym, e starsi czonkowie rodziny
nazywali jego dziadka Samem Juniorem. Co oznaczao, e Samem Seniorem by Sammy,
bisabuelo Leona. W pewnym momencie Ta Callida - a wic Hera - rozmawiaa z
Sammym, udzielajc mu rady i wgldu w przyszo, co oznaczao, e ksztatowaa ycie
Leona, na cae pokolenia zanim si urodzi. Gdyby Hazel pozostaa w latach
czterdziestych, gdyby polubia Sammy ego, Leo mgby by jej prawnukiem.
-

Och, stary - zakoczy swoj opowie - wierz mi, nie czuj si z tym najlepiej.

Ale przysigam na Styks, e wanie to zobaczylimy.


Frank mia min jak potwr z gow suma: szkliste oczy i otwarte usta.
-

Hazel... Hazel lubia twojego pradziadka? I dlatego lubi ciebie?

Frank, wiem, e to jest dziwaczne. Uwierz mi. Ale ja Hazel nie lubi... to

znaczy... nie w ten sposb. Nie podrywam twojej dziewczyny.


Frank unis brwi.
-Nie?
Leo mia nadziej, e si nie zarumieni. Prawd mwic, nie mia pojcia, co czuje
do Hazel. Robia wraenie i bya sprytna, a Leo mia sabo do dziewczyn robicych
wraenie i przy tym sprytnych. Ale ta wizja przeszoci wszystko bardzo skomplikowaa.
A poza tym jego okrt mia kopoty.
Chyba bardziej troszczysz si o swj okrt ni o przyjaci" -powiedzia Frank.
To nieprawda! Ale... Ojciec Leona, Hefajstos, powiedzia kiedy, e nie najlepiej

sobie radzi z organicznymi formami ycia. I... tak, Leo zawsze czu si lepiej w
obecnoci maszyn ni ludzi. Ale przecie troszczy si o swoich przyjaci. Piper i
Jasona... ich zna najduej, ale inni te byli dla niego wani. Nawet Frank. Byli jak
rodzina.
Problem w tym, e Leo od tak dawna nie mia rodziny, e nie mg sobie nawet
przypomnie, jak to jest. Co prawda zeszej zimy zosta grupowym domku Hefajstosa,
ale wikszo czasu budowa Argo II". Lubi swoich wsptowarzyszy z domku.
Wiedzia, jak z nimi postpowa - ale czy ich zna?
Jeli mia rodzin, to byli ni tylko pbogowie na pokadzie Argo II" - no, i moe
jeszcze trener Hedge, czego Leo nigdy nie owiadczyby na gos.
Zawsze bdziesz odludkiem" - ostrzega go gos Nemezis, ale Leo stara si odrzuci
od siebie t myl.
-

No dobra, wic... - Rozejrza si wokoo. - Musimy obmyli jaki plan. W jaki

sposb oddychamy? I skoro jestemy na dnie oceanu, to dlaczego nie miady nas
cinienie wody?
Frank wzruszy ramionami.
-

Pewnie jakie rybokoskie czary. Pamitam, e ten zielony facet dotkn mojej

gowy czubkiem sztyletu. I potem mogem ju oddycha.


Leo przyglda si drzwiom z muszli uchowca.
-

Nie moesz tego wypchn? Zamieni si w ryb mota albo w co podobnego?

Frank pokrci ponuro gow.


-

Mj dar nie dziaa. Nie wiem dlaczego. Moe mnie zaczarowali, a moe jestem

zbyt roztrzsiony, eby si skupi.


-

Hazel moe mie kopoty. Musimy si std wydosta.

Leo podpyn do drzwi i przebieg palcami po muszli. Nie wyczu ladu zasuwy czy
innego mechanizmu. Drzwi mona byo chyba otworzy albo zaklciem, albo si - ani
to, ani to nie byo jego specjalnoci.
-

Ju prbowaem - powiedzia Frank. - Zreszt nawet gdybymy si std

wydostali, nie mamy broni.


-

Hmm... - Leo unis rk. - Zastanawiam si, czy...

Skupi si i z jego palcw wystrzeliy pomyki. Na uamek sekundy ogarno go

podniecenie, bo nie spodziewa si, e jego dar bdzie dziaa pod wod. Potem byo
troch za dobrze. Pomienie pomkny po jego ramieniu i wok ciaa, a w kocu cay
by spowity cienkim woalem ognia. Prbowa odetchn, ale wcign w puca ar.
-Leo!
Franka odrzucio do tyu, jakby spad ze stoka barowego. Zamiast pospieszy
Leonowi z pomoc, przylgn do ciany, odsunwszy si najdalej, jak zdoa.
Leonowi udao si zachowa spokj. Zrozumia, cd si dzieje. Sam ogie nie mg
mu zaszkodzi. Rozkaza pomieniom zgasn i policzy do piciu. Lekko odetchn.
Znowu wdycha tlen.
Frank oderwa si od ciany.
-

Nic ci... nic ci nie jest?

-Ju w porzdku - burkn Leo. - Dziki za pomoc.


-

Przepraszam. - Frank wyglda na tak przeraonego i zawstydzonego, e Leo nie

potrafi duej si na niego wcieka. -Ale... co si stao?


-

Sprytne czary. Kadego z nas otacza cienka warstwa tlenu, jak dodatkowa skra.

Chyba sama si regeneruje. Dlatego oddychamy i nie mokniemy. Tlen si zapali... tylko
e zacz mnie dusi.
-Ja naprawd nie... - Frank przekn lin. - Nie lubi, gdy wzywasz ogie.
I znowu zacz brata si ze cian.
Leo mimo woli si rozemia.
-

Kole, nie zamierzam ci atakowa.

Ogie - powtrzy Frank, jakby to jedno sowo wszystko wyjaniao.

Leo przypomnia sobie, co mwia Hazel - e ogie wzbudza we Franku strach. Ju


kiedy dostrzeg to w jego twarzy, ale nie traktowa tego powanie. Frank wydawa mu
si zawsze kim o wiele potniejszym i bardziej przeraajcym ni on sam.
Teraz pomyla, e Frank mg mie jakie przykre dowiadczenie z ogniem. Jego
wasna matka zgina w poarze sklepu z narzdziami. Obwiniano o to Leona. Dorasta z
opini dziwolga, podpalacza, bo gdy tylko si rozzoci, co zaczynao si pali.
-

Przepraszam, e si rozemiaem - powiedzia szczerze. - Moja mama zgina w

poarze. Rozumiem, e mona ba si ognia. Czy... ee... czy co takiego ci si


przytrafio?

Frank zdawa si myle nad odpowiedzi.


-

Mj dom... dom mojej babci. Spali si. Ale to nie wszystko...

Spojrza na jee morskie na pododze. - Annabeth powiedziaa, e mog zaufa

zaodze. Nawet tobie.


-

Nawet mnie? - Leo zastanawia si, jak doszo do takiej rozmowy. - Dua sprawa.

Mj saby punkt... - zacz Frank, jakby sowa raniy mu usta.

Chodzi o to drewienko...

Drzwi z muszli uchowca otworzyy si.


Leo odwrci si i znalaz twarz w twarz z Fasolowym Facetem, ktry wcale nie by
czowiekiem. Teraz Leo ujrza wyranie, e by najdziwniejszym stworzeniem, jakie w
yciu spotka, a to ju naprawd wiele mwi.
Od pasa w gr by mniej wicej czowiekiem - chudym gociem o nagim torsie, ze
sztyletem zatknitym za pas i sznurem muszelek biegncym ukonie przez pier jak
tama z nabojami. Mia zielon skr, postrzpion brzow brod i dugie wosy
przewizane z tyu bandan z wodorostw. Z gowy wyrastaa mu para szczypcw, ktre
obracay si i kapay.
Leo uzna, e facet nie jest jednak podobny do Chejrona. Wyglda raczej jak posta z
plakatu, ktry matka zawiesia sobie w warsztacie - stary meksykaski bandyta Pancho
Villa, tyle e tamten nie mia muszelek ani szczypcw homara.
Od pasa w d jego budowa si komplikowaa. Mia przednie nogi zielonego konia,
troch jak centaur, ale z tyu to koskie ciao wyduao si w dugi rybi ogon okoo
trzech metrw dugoci, zakoczony tczow petw w ksztacie litery V.
Wtedy Leo zrozumia, co Frank mia na myli, mwic o rybokoniach.
-

Jestem Bytos - rzek zielony facet. - Przesucham Franka Zhanga.

Powiedzia to spokojnym i stanowczym tonem, niepozostawia-jcym miejsca na


dyskusj.
-

Dlaczego nas porwalicie? - zapyta Leo. - Gdzie jest Hazel?

Bytos zmruy oczy. Jego mina zdawaa si mwi: Czy to mizerne stworzenie
wanie si do mnie odezwao?".
-

Ty, Leonie Valdezie, pjdziesz z moim bratem.

Twoim bratem?

Leo uwiadomi sobie, e za Bytosem pojawia si o wiele wiksza posta, ocieniajc


cae wejcie do jaskini.
-

Tak - odrzek Bytos z ironicznym umiechem. -1 postaraj si nie doprowadzi

Afrosa do szau.

XXIV
LEO
Afros wyglda jak swj brat, ale nie by zielony, tylko niebieski, i o wiele, wiele
wikszy. Mia ramiona i brzuch Schwarzeneggera i kwadratow, prymitywn gow.
Przez plecy mia przewieszony wielki miecz, ktry na pewno spodobaby si Conanowi.
Nawet fryzur mia wiksz: bya to masywna, niebiesko-czarna brya wosw, tak gsta,
e jego rogi w ksztacie szczypcw homara zdaway si w niej ton.
-

To dlatego nazywaj ci Afrosem? - zapyta Leo, kiedy wypywali z jaskini. - Z

powodu tego afro?


Afros zmarszczy brwi.
-

Co masz na myli?

Nic - odrzek szybko Leo i pomyla, e przynajmniej nie bdzie mia kopotw z

rozrnieniem obu braci. - Wic kim wy jestecie?


-

Ichtiocentaurami - odrzek Afros takim tonem, jakby mia ju do odpowiadania

na to pytanie.
-

Ee... czym?

Rybimi centaurami. Jestemy brami przyrodnimi Chejrona.

Och, to mj znajomy!

Afros zmruy oczy.


-

Ta, ktr nazywaj Hazel, powiedziaa mi to samo, ale ustalimy prawd. Idziemy.

Leonowi nie spodobao si wyraenie ustalimy prawd". Przywodzio na myl


przypiekanie ywcem.
Ruszy za rybim centaurem przez gsty las krasnorostw. Mgby z atwoci da
nurka w ten gszcz, ale uzna, e lepiej nie prbowa. Domyla si, e pod wod Afros
jest od niego szybszy, a do tego mgby cofn zaklcie, dziki ktremu Leo porusza si
swobodnie i oddycha. By winiem zarwno wewntrz jaskini, jak i poza ni.
A zreszt i tak nie mia pojcia, gdzie si znajduje.
Pynli midzy rzdami krasnorostw wysokich jak kamienice. Zielonote roliny
koysay si leniwie jak kolumny balonw wypenionych helem. Wysoko ponad nimi
widniaa jasna plama, ktra moga by socem.
Jeli to byo soce, to musieli przebywa pod wod ca noc. A co z Argo II"?

Odpynli bez nich czy wci ich szukaj?


Leo nie wiedzia nawet, jak gboko si znajduj. S tu roliny, wic moe nie a tak
gboko? Wiedzia jednak, e nie mgby po prostu popyn ku powierzchni wody.
Sysza o ludziach, ktrzy wynurzyli si z gbin morskich zbyt szybko i w ich krwi
nagromadziy si pcherzyki azotu. Wola nie mie gazowanej krwi.
Przepynli jakie p mili. Leona kusio, by zapyta Afrosa, dokd pyn, ale ten
wielki miecz na jego plecach odbiera mu ochot do konwersacji.
W kocu las krasnorostw rozstpi si. Leo wyda stumiony okrzyk. Stali (a raczej
unosili si w wodzie) na szczycie wysokiego podwodnego wzgrza. Pod nimi na dnie
morza rozcigao si miasto zbudowane w greckim stylu.
Domy byy kryte macic perow. Ogrody pene koralowcw i ukwiaw. Na ce
wodorostw pasy si hipokampy. Grupa cyklopw budowaa kopu nad now
wityni, uywajc petwala bkitnego jako dwigu. A wszdzie roio si od wodnikw
i syren - pyncych ulicami, spacerujcych po dziedzicach czy doskonalcych na arenie
sztuk walki trjzbem i mieczem.
Leo widzia ju mnstwo dziwacznych rzeczy, ale zawsze myla, e wodniki s
gupimi wytworami fantazji, jak smerfy lub muppety.
A wcale nie byy gupie ani milutkie. Nawet z tej odlegoci wyglday gronie i nie
przypominay ludzi. Ich oczy wieciy tym blaskiem. Miay ostre, rekinie zby i
szorstk skr najrniejszej barwy - od czerwieni koralu po atramentow czer.
To obz szkoleniowy" - uwiadomi sobie Leo.
-

Szkolicie tu herosw, tak jak to robi Chejron?

Afros skin gow, a w jego oczach bysna duma.


-

Wyszkolilimy wszystkich sawnych wodnych herosw! Wymie jakiego, a

dowiesz si, e przeszed przez nasz obz!


-

Och, z pewnoci. Na przykad... Maa Syrenka?

Afros zmarszczy czoo.


-

Kto? Nie! Ale na przykad Tryton, Glaukus, Weissmuller i Bill!

Och. - Leo nie mia pojcia, kim byli wymienieni faceci. -Wyszkolilicie Billa?

Imponujce.
-Ja myl! - Afros uderzy si pici w pier. - Sam go szkoliem. To wielki wodnik.

Pewnie uczysz sztuk walki?

Afros unis obie rce.


-

Dlaczego wszyscy tak myl?

Leo zerkn na jego potny miecz.


-

No... nie wiem.

Nauczam muzyki i poezji! Umiejtnoci spoecznych! Prowadzenia domu! To

umiejtnoci bardzo wane dla herosw.


-

Absolutnie - zgodzi si Leo, starajc si zachowa powag. -Szycia? Pieczenia

ciasteczek?
-

Oczywicie. Ciesz si, e to rozumiesz. Moe pniej, jeli nie bd musia ci

zabi, dam ci swj przepis na czekoladowe ciastka z orzechami. - Machn za siebie z


niesmakiem. - Mj brat Bytos... on uczy sztuk walki.
Leo nie by pewny, czy odczu ulg, czy jest uraony tym, e trener sztuk walki
przesuchuje Franka, podczas gdy jemu przypad nauczyciel prac domowych.
-

No wic... dobra. To jest obz... jak go nazywacie? Obz Rybich Herosw?

Afros zmarszczy brwi.


-

Mam nadziej, e to by art. To jest Obz... -1 wyda z siebie seri dwikw

przypominajcych syki i buczenie sonaru.


-

Ale jestem gupi - powiedzia Leo. -1... wiesz, chtnie bym zjad par tych

czekoladowych ciasteczek! To co mam zrobi, eby mnie nie zabi?


-

Opowiedz mi o sobie.

Leo zawaha si, ale nie trwao to dugo. Wyczu, e powinien powiedzie prawd.
Zacz od pocztku - jak Hera bya jego niak i wepchna go w pomienie, jak Gaja
umiercia jego matk, rozpoznawszy w nim przyszego wroga. Opowiedzia o swoim
dziecistwie w rnych rodzinach zastpczych i o tym, jak Jason i Piper zabrali go w
kocu do Obozu Herosw. O Przepowiedni Siedmiorga, o budowie Argo II" i o ich
misji, ktrej celem jest dotarcie do Grecji i pokonanie gigantw, zanim Gaja si
przebudzi.
Kiedy mwi, Afros wycign zza pasa par gronie wygldajcych metalowych
szpikulcw. Leo przestraszy si, e powiedzia co nie tak, ale Afros wyj z woreczka
troch przdzy z wodorostw i zacz robi na drutach.

Mw dalej powiedzia. - Nie przerywaj.

Leo opowiedzia o ejdolonach, o problemie z Rzymianami, o kopotach z Argo II"


po przelocie nad Stanami Zjednoczonymi i podry z Charleston. W tym czasie Afros
zdy zrobi na drutach czapeczk dziecic.
Leo czeka, a rybi centaur pochowa swoje szpikulce, wodorosty i czapeczk.
Szczypce homara wci szamotay si w gstych wosach Afrosa i Leo musia poskromi
ch ratowania ich przed utoniciem.
-

Bardzo dobrze owiadczy Afros. - Wierz ci.

Tak po prostu?

Jestem dobry w wykrywaniu kamstw. Od ciebie ich nie usyszaem. Poza tym

twoja opowie pokrywa si z tym, co powiedziaa nam Hazel Levesque.


-

Czy ona...

Oczywicie. Nic jej nie jest. - Wetkn palce do ust i zagwizda, co dziwnie

zabrzmiao pod wod: jak pisk delfina. - Moi ludzie wkrtce j tutaj przyprowadz.
Musisz zrozumie... pooenie naszego obozu jest dobrze strzeon tajemnic. Ty i twoi
przyjaciele pynlicie okrtem wojennym, cigani przez jednego z morskich potworw
Keto. Nie wiedzielimy, po ktrej jestecie stronie.
-

Z okrtem wszystko w porzdku?

Uszkodzony, ale da si naprawi. A ta skolopendra pokna kul ognia. Nieza

sztuczka.
-

Dziki. Skolopendra? Nigdy o czym takim nie syszaem.

To masz szczcie. To wstrtne stworzenia. Keto musi was naprawd

nienawidzi. W kadym razie wycignlimy ciebie i tych dwoje z macek tego potwora,
kiedy umkn w gbin. Wasi przyjaciele s na grze i szukaj was, ale zamilimy im
wizj. Chcielimy mie pewno, e nie stanowicie adnego zagroenia. W przeciwnym
razie musielibymy... podj pewne rodki.
Leo przekn lin. By cakowicie pewny, e podjcie pewnych rodkw" nie
oznacza upieczenia dodatkowych ciasteczek czekoladowych. A skoro ci gocie byli tak
potni, e zdoali ukry swj obz przed Percym, ktry odziedziczy wszystkie wodne
talenty Posejdona, nie warto byo z nimi zadziera.
-

Wic... moemy popyn dalej?

Wkrtce - obieca Afros. - Musz pogada z Bytosem. Kiedy skoczy rozmawia

z twoim przyjacielem Gankiem...


-

Frankiem.

Frankiem. Kiedy skoczy, odelemy was z powrotem na okrt. I chcemy udzieli

wam paru ostrzee.


-

Ostrzee?

O! - Afros na co wskaza.

Z lasu krasnorostw wyonia si Hazel prowadzona przez dwie gronie wygldajce


syreny, ktre obnaay ky i syczay. Leo przestraszy si, e Hazel jest w
niebezpieczestwie, ale po chwili spostrzeg, e umiecha si ze swobod i gawdzi ze
swoimi towarzyszkami. Dopiero wtedy zrozumia, e syreny te si miej.
-

Leo! - Hazel podpyna do niego. - Czy tu nie jest cudownie?

Pozostawiono ich samych na grzbiecie wzgrza, co oznaczao, e Afros naprawd im


zaufa. Centaur i syreny odpynli, by sprowadzi Franka, a Leo i Hazel unosili si
swobodnie nad wzgrzem, przypatrujc si podwodnemu obozowi.
Hazel opowiedziaa, jak syreny si do niej przekonay. Afro-sa i Bytosa
zafascynowaa jej opowie, bo do tej pory jeszcze nie spotkali dziecka Plutona. Syszeli
ju wiele legend o koniu Arionie i byli zdumieni, kiedy Hazel im oznajmia, e si z nim
przyjani.
Obiecaa im, e pewnego dnia odwiedzi ich z Arionem. Syreny zapisay numery
swoich telefonw wodoodpornym tuszem na jej ramieniu, eby bya z nimi w kontakcie.
Leo nawet nie zapyta, jakim cudem syreny maj zasig porodku Atlantyku.
Kiedy Hazel mwia, wosy faloway jej wok twarzy jak brzowa ziemia i zoty py
na patelni poszukiwacza zota. Bya bardzo pewna siebie i taka pikna - zupenie nie
przypominaa tej niemiaej, wystraszonej dziewczynki z dziedzica nowoorleaskiej
szkoy, z podeptanym niadaniem u stp.
-

Nie mielimy okazji porozmawia - powiedzia Leo. Niechtnie poruszy ten

temat, ale wiedzia, e mog ju nie mie sposobnoci do rozmowy sam na sam. - No
wiesz, o Sammym.
Umiech spez z jej twarzy.
-

Wiem... Zreszt potrzebowaam troch czasu, eby to do mnie dotaro. To takie...

dziwne... pomyle, e ty i on...


Nie musiaa koczy myli. Leo dobrze wiedzia, jakie to dziwne.
-

Nie bardzo wiem, jak to wyjani Frankowi - dodaa. - No wiesz, e ty i ja

trzymalimy si za rce.
Nie chciaa spojrze mu w oczy. W dolinie grupa cyklopw krzykna na wiwat, gdy
kopua zostaa w kocu osadzona na wityni.
-

Rozmawiaem z nim - powiedzia Leo. - Mwiem mu, e nie prbowaem... no

wiesz. Ze nie chciaem was porni.


-

Och. To dobrze.

Czyby dosysza zawd w jej gosie? Nie wiedzia i nie by pewny, czy chce to
wiedzie.
-

Frank... ee... chyba si bardzo wystraszy, kiedy wezwaem ogie.

Opowiedzia, co wydarzyo si w jaskini.


Hazel wygldaa na zszokowan.
-

Och, nie. To musiao go przerazi.

Jej rka powdrowaa do dinsowej kurtki, jakby sprawdzaa, czy ma co w


wewntrznej kieszeni. Zawsze nosia t kurtk, a raczej co w rodzaju koszuli, ktr
zarzucaa na wierzch nawet w upalne dni. Leo by przekonany, e robi to ze skromnoci
albo e taki strj lepiej pasuje do jazdy konnej, jak skrzana kurtka do jazdy motorem.
Teraz to go zastanowio.
Jego mzg zacz pracowa na wyszych obrotach. Przypomnia sobie, co powiedzia
Frank o swoim sabym punkcie... o jakim drewienku. Dlaczego ten kole tak si boi
ognia i dlaczego Hazel tak si tym przejmuje? Pomyla o opowieciach krcych po
Obozie Herosw. Z oczywistych wzgldw najbardziej go interesoway legendy o ogniu.
Przypomnia sobie tak, o ktrej nie myla od wielu miesicy.
-

Jest taka legenda o pewnym herosie - powiedzia. - Jego ycie byo powizane z

kawakiem drewna na palenisku. I kiedy to drewienko si spalio...


Hazel spochmurniaa. Leo zrozumia, e trafi w sedno.
-

Frank ma ten sam problem, tak? A to drewienko:.. - Wskaza kurtk Hazel. - Da

ci je, eby je bezpiecznie przechowaa?


-

Leo, bagam, nie... Nie mog o tym mwi.

Obudzi si w nim instynkt mechanika. Zacz myle o waciwociach drewna i


korozyjnoci sonej wody.
-

Czy to drewienko jest bezpieczne w oceanie? Czy warstewka powietrza chroni je

dostatecznie?
-

Jest bezpieczne. Nawet nie zamoko. A zreszt jest owinite w szmatk i plastik,

i... - Przygryza wargi w rozpaczy. -1 ja nie powinnam o tym rozmawia1 Leo, chodzi o
to, e Frank chyba si ciebie boi... albo czuje si przy tobie niepewnie... musisz to
zrozumie...
Dobrze, e Leo unosi si w wodzie, bo by zbyt oszoomiony, by usta na nogach.
Wyobrazi sobie siebie na miejscu Franka. Jego ycie byo tak kruche, e mogoby
dosownie spon w kadej chwili. Wyobrazi sobie, jak wielkie zaufanie trzeba mie do
drugiej osoby, by powierzy jej swj los - swoje ycie.
No tak, Frank wybra Hazel. Wic kiedy zobaczy Leona - faceta, ktry potrafi
wezwa ogie - podrywajcego jego dziewczyn...
Przeszy go dreszcz. Nic dziwnego, e Frank go nie lubi. I nagle zdolno Franka do
zamieniania si w rne zwierzta przestaa by taka niesamowita - w porwnaniu z tym.
Leo pomyla o swojej ulubionej frazie z Przepowiedni Siedmiorga. Pastw ognia lub
burz wiat si stanie. Przez dugi czas sdzi, e burze odnosz si do Jasona albo
Percy'ego, a moe do nich obu razem. On sam byby odpowiedzialny za ogie. Nikt tego
nie powiedzia, ale przecie to si narzucao. By jednym z dokerw w talii kart. Gdyby
zrobi co nie tak, wiat mgby si sta pastw ognia. Nie... Musiaby si sta pastw
ognia. Zacz si zastanawia, czy Frank ze swoim drewienkiem ma z tym wszystkim co
wsplnego. Leo ju popeni par okropnych bdw. Nie byoby wcale dziwne, gdyby
przypadkowo... podpali Franka.
-

Tu jestecie! - Gos Bytosa wyrwa Leona z rozmyla.

Bytos i Afros podpynli do nich, prowadzc midzy sob Franka, ktry by blady,
ale cay i zdrowy. Frank przyjrza si uwanie Hazel i Leonowi, jakby chcia wyczyta, o
czym rozmawiali.
- Jestecie wolni - rzek Bytos.
Otworzy torby wiszce mu po bokach i odda im ich skonfiskowane rzeczy. Leo
jeszcze nigdy tak si nie ucieszy, zakadajc z powrotem swj pas na narzdzia.

Powiedzcie Percy'emu Jacksonowi, eby si nie martwi - rzek Afros. -

Zrozumielimy wasz opowie o morskich stworzeniach uwizionych w Atlancie.


Trzeba powstrzyma Keto i Forkisa. Wylemy na misj morskich herosw, eby ich
pokonali i uwolnili winiw. Moe Cyrusa?
-

Albo Billa - zaproponowa Bytos.

Tak! Bill bdzie idealny - zgodzi si Afros. - W kadym razie jestemy

wdziczni Percy'emu, e zwrci nam na to uwag.


-

Powinnicie porozmawia z nim osobicie - powiedzia Leo. - W kocu jest

synem Posejdona i w ogle.


Oba rybocentaury potrzsny gowami z powag.
-

Czasami lepiej nie styka si z potomkami Posejdona - rzek Afros. - Oczywicie

z bogiem morza cz nas przyjazne stosunki, ale polityka podwodnych bstw jest... do
skomplikowana. No i cenimy sobie niezaleno. Ale podzikujcie mu. Zrobimy co w
naszej mocy, by zapewni wam bezpieczn podr przez Atlantyk, bez nowych atakw
potworw Keto, ale strzecie si: w staroytnym morzu, Mare Nostrum, czeka na was
wicej zagroe.
Frank westchn.
-

Oczywicie.

Bytos poklepa go po ramieniu.


-

Bdzie dobrze, Franku Zhang. wicz te swoje wodne przemiany. Ryba koi nie

jest za, ale wyprbuj bbelnic bbelcow. Pamitaj o tym, co ci pokazaem. Wszystko
polega na oddychaniu.
Frank wyglda na miertelnie zaenowanego. Leo przygryz wargi, starajc si nie
umiechn.
-

A ty, Hazel - powiedzia Afros - odwied nas kiedy i przyprowad tego swojego

konia! Wiem, e martwi ci stracony czas, bo spdzilicie noc w naszym krlestwie.


Niepokoisz si o swojego brata Nica...
Hazel zacisna palce na rkojeci swojego kawaleryjskiego miecza.
-

Czy on... Wiesz, gdzie on jest?

Afros pokrci gow.


-

Trudno powiedzie. Ale kiedy bdziecie bliej, powinna wyczu jego obecno.

Gowa do gry! Musicie dotrze do Rzymu pojutrze, jeli chcecie go uratowa, ale wci
macie do czasu. A musicie go uratowa.
-

Tak - zgodzi si Bytos. - On bdzie kim istotnym dla waszej misji. Nie wiem, w

jaki sposb, ale czuj, e tak jest.


Afros pooy do na ramieniu Leona.
-

A jeli chodzi o ciebie, Leonie Valdezie, trzymaj si blisko Hazel i Franka, kiedy

dotrzecie do Rzymu. Czuj, e bd mieli... ach, pewne mechaniczne trudnoci, ktre


tylko ty moesz pokona.
-

Mechaniczne trudnoci? - powtrzy Leo.

Afros umiechn si, jakby to bya dobra wiadomo.


-

1 mam dla ciebie podarunki, dzielny nawigatorze Argo II"!

Wol uwaa si za kapitana - odrzek Leo. - Albo komandora.

Ciasteczka! - rzek z dum Afros, wpychajc mu w ramiona starowiecki koszyk

piknikowy. Koszyk by otoczony bblem powietrza, wic Leo mia nadziej, e


ciasteczka nie zamieni si w sonowodny budy. - W tym koszyku znajdziesz te
przepis. Nie za duo masa! Na tym polega sztuczka. Daj ci te list polecajcy do
Tiberinusa, boga rzeki Tyber. Kiedy ju znajdziecie si w Rzymie, twoja przyjacika,
crka Ateny, bdzie tego potrzebowa.
-

Annabeth... Dobra, ale dlaczego?

Bytos rozemia si.


-

Idzie za Znakiem Ateny, prawda? Tiberinus moe j poprowadzi. To stary,

dumny bg, ktry moe by... troch trudny w obejciu, ale rzymskie duchy ceni sobie
listy polecajce. Ten przekona Tiberinusa, by jej pomg. Mam nadziej.
-

Mam nadziej - powtrzy Leo.

Bytos wyj z torby trzy rowe pery.


-

A teraz egnajcie, pbogowie! Dobrych wiatrw!

Rzuci po kolei kademu z nich per i kade otoczy poyskujcy rowy bbel
energii.
Zaczli unosi si w gr. Leo zdy pomyle: Hamsterball?", gdy nabra
szybkoci i wystrzeli ku odlegej powiacie soca nad gow.

XXV
PIPER
Piper miaa nowy wpis na licie Dziesiciu chwil w yciu, kiedy czua si do niczego.
Walka z krewedzill za pomoc sztyletu i gosu? Klapa. Potem potwr da nurka w
gbin morza razem z trjk jej przyjaci, a ona nic nie moga zrobi, eby im pomc.
Pniej Annabeth, trener Hedge i stolik Buford zajli si pospieszn napraw okrtu,
eby nie zaton. Percy mimo wyczerpania przeszukiwa ocean, majc nadziej odnale
zaginionych przyjaci. Jason, rwnie wyczerpany, lata wok takielunku jak blond
Piotru Pan, gaszc pomienie po drugim zielonym wybuchu, ktry rozwietli niebo nad
masztem gwnym.
Piper moga tylko wpatrywa si w swj Katoptris, na prno prbujc zlokalizowa
Leona, Hazel i Franka. Wizji, ktre zobaczya, wolaaby nie oglda: trzy czarne auta
terenowe jadce z Charleston na pnoc, pene rzymskich pbogw, z Reyn za
kierownic pierwszego wozu. W grze eskortoway ich wielkie ory. Co jaki czas z pl i
lasw wyaniay si janiejce fioletowe duchy w widmowych rydwanach, ktre pdziy
za nimi Piper z oskotem k po autostradzie 1-95 w kierunku Nowego Jorku i Obozu
Herosw.
Skupia si mocniej. Ujrzaa koszmarn wizj, ktr ju wczeniej widziaa: byka o
ludzkiej gowie wynurzajcego si z wody, potem mroczn studni pen czarnej wody i
Jasona, Percy'ego i siebie walczcych o utrzymanie gw nad powierzchni.
Schowaa Zwierciado do pochwy, dziwic si, e Helena nie zwariowaa podczas
wojny trojaskiej, skoro ten sztylet by jej jedynym rdem wiadomoci. Potem
przypomniaa sobie, e Grecy wymordowali wszystkich z otoczenia Heleny. Moe
jednak zwariowaa?
Wzeszo soce, a adne z nich nie zmruyo jeszcze oka. Percy lcza nad szklanym
dnem, ale niczego nie wypatrzy. Argo II" nie grozio ju zatonicie, cho bez Leona nie
potrafili go w peni wyremontowa. Okrt mg teraz pyn dalej, ale nikt nawet nie
pomyla, by si oddali bez zaginionych przyjaci.
Piper i Annabeth poczyy si Iris-wizj z Obozem Herosw, ostrzegajc Chejrona
przed Rzymianami. Annabeth przekazaa mu swoj wymian zda z Reyn. Piper
opowiedziaa, co zobaczya na swojej klindze: o czarnych terenwkach mkncych na

pnoc. Zdawao si, e dobrotliwa twarz centaura postarzaa si o trzydzieci lat w


czasie tej rozmowy. Mimo to zapewni je, e zajmie si systemem obronnym. Tyson,
Pani 0'Leary i Ella przybyli bezpiecznie do obozu. Tyson mg wezwa armi cyklopw,
a Ella i Rachel Dare ju porwnyway przepowiednie, prbujc dowiedzie si czego
wicej o tym, co ich czeka w przyszoci. Zadaniem siedmiorga herosw, przypomnia
im Chejron, jest osignicie celu misji i szczliwy powrt do obozu.
Potem wszyscy w milczeniu kryli po pokadzie, wpatrujc si w wod i czekajc na
cud.
Kiedy wreszcie cud si zdarzy - trzy wielkie rowe bble wystrzeliy z wody od
strony prawej burty i wyrzuciy Franka, Hazel i Leona na powierzchni - Piper dostaa
lekkiego bzika. Wrzasna i daa nurka w morze.
Co jej strzelio do gowy? Skoczya bez liny, bez kamizelki ratunkowej, bez niczego.
Ale w tym momencie bya tak szczliwa, e podpyna do Leona i pocaowaa go w
policzek, co go troch zaskoczyo.
-

Tsknia za mn? - zamia si.

Piper nagle dostaa szau.


-

Gdzie bylicie?! Jak zdoalicie przey?

To duga historia - odrzek. Tu obok niego wystrzeli z wody koszyk piknikowy.

- Chcesz czekoladowe ciasteczko?


Kiedy znaleli si na pokadzie i przebrali w suche ubrania (biedny Frank musia
poyczy za mae majtki od Jasona), caa zaoga zebraa si na pokadzie rufowym na
odwitnym niadaniu - wszyscy prcz trenera Hedge'a, ktry owiadczy, e atmosfera
robi si zbyt ciepa jak na jego gust, i zszed na d, by wyklepa jakie wgniecenia w
kadubie. Leo zaj si swoj konsol, a Hazel i Frank opowiedzieli o rybocentaurach i
ich obozie szkoleniowym.
-

Niewiarygodne - powiedzia Jason. - Te ciasteczka s naprawd dobre.

Tyle masz do powiedzenia? - zapytaa Piper.

Zrobi zaskoczon min.


-

Co? Usyszaem wasz opowie. Rybocentaury. Wodniki. List polecajcy do

boga rzeki Tyber. Zrozumiaem. Ale te ciasteczka...


-

Pycha - powiedzia Frank z penymi ustami. - A sprbuj je posmarowa

brzoskwiniow konfitur Esther.


-

To jest niewiarygodnie odraajce - owiadczya Hazel.

Podaj mi soik, stary - powiedzia Jason.

Hazel i Piper wymieniy wymowne spojrzenia. Chopcy.


Natomiast Percy chcia si dowiedzie wszystkiego o podwodnym obozie. Wci
powraca do pytania:
- 1 nie chcieli si ze mn spotka?
-

To nie byo tak powiedziaa Hazel. - Chodzi chyba o... podwodn polityk.

Oni s bardzo zazdroni o swoje terytorium. Pora na dobre wiadomoci. Zaopiekuj si


oceanarium w Atlancie. I pomog ochroni Argo II" podczas rejsu przez Atlantyk.
Percy pokiwa obojtnie gow.
-

Ale nie chcieli si ze mn spotka?

Annabeth klepna go w rami.


-

Daj spokj, Glonomdku! Mamy waniejsze sprawy na gowie.

Ona ma racj - powiedziaa Hazel. - Pojutrze Nicowi pozostanie mniej ni dwa

dni ycia. Rybocentaury powiedziay, e musimy go uwolni. On jest w jaki sposb


bardzo wany dla naszej misji.
Rozejrzaa si wokoo, jakby czekaa, e kto wyrazi sprzeciw. Nikt si nie
sprzeciwi. Piper prbowaa sobie wyobrazi, co czuje Nico uwiziony w jakiej kadzi,
majc tylko dwie pestki granatu podtrzymujce ycie, bez adnej nadziei na uwolnienie.
Zapragna za wszelk cen dotrze do Rzymu mimo okropnego przeczucia, e zmierza
ku swojemu wasnemu uwizieniu w ciemnej studni wypenionej wod.
-

Nico musi co wiedzie o Wrotach mierci - powiedziaa. -Uwolnimy go, Hazel.

Zdymy. Prawda, Leo?


-

Co? - Leo oderwa wzrok od wskanikw. - Och, tak. Powinnimy dotrze do

Morza rdziemnego jutro rano. Potem jeszcze jeden dzie eglugi do Rzymu. Albo lotu,
jeli uda mi si do tego czasu naprawi stabilizator...
Jason nagle zrobi tak min, jakby czekoladowe ciasteczko z konfitur
brzoskwiniow przestao mu smakowa.
-

W takim razie dotrzemy do Rzymu ostatniego dnia, jeli chodzi o Nica. Bdziemy

musieli go odnale w najwyej dwadziecia cztery godziny.

Percy skrzyowa nogi.


-

A to tylko cz problemu. Jest jeszcze Znak Ateny.

Annabeth nie bya zadowolona ze zmiany tematu. Pooya do na swoim plecaku,


ktry od opuszczenia Charleston zawsze miaa przy sobie.
Otworzya go i wyja cienki spiowy dysk o rednicy donata.
-

To jest mapa, ktr znalazam w Forcie Sumter. Jest... - Nagle urwaa, wpatrujc

si w spiow powierzchni. - Nic tutaj nie ma!


Percy wzi krek i przyjrza si obu jego stronom.
-

A wczeniej co byo?

Tak! Ogldaam go w swojej kabinie i... - Mrukna co pod nosem. - To musi

by Znak Ateny. Widz to tylko wtedy, gdy jestem sama. Nie pokazuje si innym
pbogom.
Frank cofn si gwatownie, jakby si przestraszy, e dysk moe eksplodowa.
Widzc jego wsy z soku pomaraczowego i brzowe okruszki na brodzie, Piper miaa
ochot wrczy mu serwetk.
- Jak to wygldao? - zapyta nerwowo Frank. -1 czym jest ten Znak Ateny? Wci
tego nie api.
Annabeth wzia dysk z rk Percy'ego. Obrcia go do soca, ale powierzchnia nadal
bya pusta.
-

Mapa bya trudna do odczytania, ale pokazywaa jaki punkt na Tybrze w

Rzymie. Myl, e tam zaczyna si moja misja... cieka, ktr musz pj za Znakiem.
-

Moe wanie tam spotkasz boga Tybru - powiedziaa Piper. - Ale co jest

Znakiem?
-

Moneta - mrukna Annabeth.

Percy zmarszczy czoo.


- Jaka moneta?
Annabeth pogrzebaa w kieszeni i wyja srebrn drachm.
-

Nosz j od spotkania z matk na Grand Central. To ateska moneta.

Pucia j w obieg. Kady j po kolei oglda, a Piper nawiedzio mieszne


wspomnienie zgadywanki w szkole podstawowej.
-

Sowa - powiedzia Leo. - No, to ma sens. A te listki to chyba gazka oliwna? Ale

te litery... A, O z kresk w rodku, E...


-

Alfa, theta, epsilon - wyjania Annabeth. - Grecki skrt na naley do

Ateczykw"... ale mona to te odczyta jako dzieci Ateny". To co w rodzaju


symbolu Aten.
-Jak SPQR dla Rzymian - podpowiedziaa Piper.
Annabeth kiwna gow.
-W kadym razie Znakiem Ateny jest sowa, taka jak ta. Pojawia si jako znak
ognisty. Widziaam go w moich snach. A potem dwukrotnie w Forcie Sumter.
Opisaa swoje przeycia w forcie - gos Gai, pajki w baraku, Znak, ktry je spali.
Piper pomylaa, e Annabeth nieatwo jest o tym opowiada.
Percy chwyci do Annabeth.
-

Powinienem wtedy by przy tobie.

Ale wanie w tym sk. Nikogo nie moe by przy mnie. Kiedy dotrzemy do

Rzymu, bd musiaa dalej pj sama. Bo inaczej Znak si nie pokae. Bd musiaa za


nim pj do... do rda.
Frank wzi monet od Leona. Przyjrza si sowie.
-

Blednie olbrzymw zmora ozocona, z utkanego wizienia w blu uwolniona. -

Spojrza na Annabeth. - Co to jest... to co u rda?


Zanim zdya odpowiedzie, odezwa si Jason:
-

Posg. Posg Ateny. W kadym razie... tak podejrzewam.

Piper zmarszczya brwi.


-

Mwie, e nie wiesz.

Bo nie wiem. Ale im duej si nad tym zastanawiam... myl, e to jedyny obiekt

pasujcy do tej legendy. - Zwrci si do Annabeth. - Wybacz. Powinienem ci o wiele


wczeniej powiedzie, co usyszaem. Ale uwierz mi, baem si. Bo jeli ta legenda jest
prawdziwa...
-

Wiem - powiedziaa Annabeth. - Domyliam si tego, Jaso-nie. Nie obwiniam

ci. Ale jeli uda si nam ocali ten posg, nam, czyli Grekom i Rzymianom razem... Nie
rozumiesz? To mogoby zakoczy odwieczn wrogo.
-

Chwileczk. - Percy wykona gest time-out. - Jaki posg?

Annabeth wzia z powrotem srebrn monet i wsuna j do kieszeni.

Posg Ateny Partenos. Najsynniejszy grecki posg. Mia dwanacie metrw

wysokoci, pokryty by koci soniow i zotem. Sta porodku Partenonu w Atenach.


Zalega cisza, sycha byo tylko chlupot fal uderzajcych w kadub.
-

No dobra, kupuj to - powiedzia w kocu Leo. - Co si z nim stao?

Znikn.

Leo zmarszczy czoo.


-Jak taki dwunastometrowy posg moe sobie po prostu znikn ze rodka
Partenonu?
-

Dobre pytanie - odpowiedziaa Annabeth. - To jedna z najwikszych zagadek

historii. Niektrzy uwaaj, e posg zosta przetopiony na zoto albo zniszczony przez
najedcw. Ateny byy zdobywane wiele razy. Inni sdz, e posg zosta wywieziony...
-

Przez Rzymian - doda Jason. - To jedna z hipotez, ale pasuje do legendy, ktr

usyszaem w Obozie Jupiter. Kiedy Rzymianie zdobyli Ateny, wywieli Aten Partenos,
eby zama ducha Grekw. Ukryli j w jakiej podziemnej krypcie w Rzymie. Rzymscy
pbogowie przysigli, e posg ju nigdy stamtd nie powrci. Po prostu ukradli Aten,
eby ju nigdy nie bya symbolem potgi militarnej Grekw. Staa si Minerw, o wiele
spokojniejsz bogini.
-

A od tamtego czasu dzieci Ateny wci jej poszukuj - odezwaa si Annabeth. -

Wikszo nie zna tej legendy, ale w kadym pokoleniu bogini wybiera kilkoro. Dostaj
monet tak jak moja. Id za Znakiem Ateny... czym w rodzaju magicznego szlaku,
ktry wie je z posgiem... majc nadziej odnale miejsce ukrycia Ateny Partenos i
sprowadzi posg z powrotem do Grecji.
Piper patrzya na tych dwoje - Annabeth i Jasona - ze spokojnym zdumieniem.
Przemawiali jak czonkowie jednej druyny, bez ladu wrogoci, bez wzajemnych
oskare. Nigdy do koca sobie nie ufali. Piper bya dostatecznie blisko kadego z nich,
by to wiedzie. A teraz... jeli potrafi dyskutowa o tak powanej sprawie z takim
spokojem - chodzi przecie o samo rdo nienawici midzy Grekami a Rzymianami to moe naprawd jest jednak jaka nadzieja dla obu obozw.
Percy chyba myla o tym samym, sdzc po jego zaskoczonej minie.
-Wic jeli my... a raczej ty... odnajdziesz ten posg... to co z nim zrobimy? Czy w
ogle ruszymy go z miejsca?

Nie wiem - odrzeka Annabeth. - Ale jeli udaoby nam si jako go ocali,

mogoby to zjednoczy dwa obozy. Mogoby uleczy moj matk z nienawici,


rozrywajc oba jej aspekty. I moe... moe. ten posg ma jak moc, ktra pomogaby
nam pokona gigantw.
Piper spojrzaa na Annabeth z podziwem, bo dopiero teraz zacza pojmowa, jak
wielk odpowiedzialno jej przyjacika wzia na siebie. I Annabeth zamierzaa
dokona tego wszystkiego sama.
-

To mogoby wszystko zmieni - powiedziaa. - Mogoby pooy kres wrogoci

trwajcej od tysicy lat. Mogoby si sta kluczem do zamania potgi Gai. Ale jeli nie
moemy ci pomc...
Nie skoczya, ale to pytanie zawiso w powietrzu: Czy ocalenie posgu jest w ogle
moliwe?
Annabeth wyprostowaa si. Piper wiedziaa, e jej przyjacika musi by przeraona,
ale potrafia to ukry.
-

Musi mi si uda - powiedziaa Annabeth po prostu. - Warto podj to ryzyko.

Hazel w zamyleniu okrcaa sobie kosmyk wosw wok palca.


-

Nie podoba mi si pomys, aby sama ryzykowaa ycie, ale masz racj.

Widzielimy ju, co odzyskany zoty orze zrobi dla rzymskiego legionu. Jeli ten posg
jest najpotniejszym w historii symbolem Ateny...
-

To mgby da komu zdrowego kopa - wtrci Leo.

Hazel zmarszczya brwi.


-

Tak bym tego nie uja, ale mniej wicej o to chodzi.

Tylko e... - Percy znowu chwyci Annabeth za rk. - Do tej pory adne dziecko

Ateny nie odnalazo tego posgu. Annabeth, wiesz, co ci tam pod ziemi czeka? Bo jeli
to ma co wsplnego z pajkami...
-

Z utkanego wizienia w blu uwolniona - wyrecytowa Frank. - Utkanego... moe

chodzi o pajczyny?
Annabeth zblada jak papier do drukarki. Piper podejrzewaa, e Annabeth wie, co j
tam czeka... a przynajmniej dokadnie to sobie wyobraa. Teraz walczya z ogarniajc j
fal przeraenia.
-

Nie martwmy si na zapas, bdzie na to czas, gdy dotrzemy do Rzymu -

powiedziaa Piper, uywajc czaromowy, eby uspokoi przyjaci. - Na pewno si uda.


Annabeth te potrafi da zdrowego kopa. Zobaczycie.
-

Susznie - zgodzi si Percy. - Sam tego dawno temu dowiadczyem. Nigdy nie

stawiajcie na przegran Annabeth.


Annabeth spojrzaa na tych dwoje z wdzicznoci.
Sdzc po niedojedzonych porcjach na talerzach, reszta nadal bya w podych
nastrojach, ale Leonowi udao si ich z tego wyrwa. Nacisn jaki guzik i Festus zion
z sykiem obokiem pary, co sprawio, e wszyscy podskoczyli.
-

No dobra! - zawoa. - Gawdzimy tu sobie wesoo, ale jest jeszcze kupa rzeczy

do zrobienia, zanim dopyniemy do Morza rdziemnego. Prosz meldowa


komandorowi Leonowi wasze superfajne listy obowizkw!
Piper i Jason zobowizali si do uporzdkowania dolnego pokadu, na ktrym wci
panowa chaos po ataku potwora. Doprowadzenie izby chorych do stanu uywalnoci,
uszczelnienie kaduba i wysprztanie wszystkich pomieszcze zajo im wikszo dnia,
ale Piper to odpowiadao. Po pierwsze bya przez cay czas z Jasonem, a po drugie
nabraa ju zdrowego szacunku do greckiego ognia i nie chciaa, by jaka przypadkowa
fiolka z tym wistwem turlaa si po korytarzu w rodku nocy.
Podczas porzdkw w stajni pomylaa o nocy, ktr Annabeth i Percy tutaj spdzili.
Chciaaby z Jasonem przegada ca noc -lee zwinita w kbek na pododze stajni i
cieszy si jego bliskoci. Dlaczego oni nie mogliby zama regu?
Ale Jason nie by taki. By urodzonym przywdc, ktry powinien dawa dobry
przykad. amanie przepisw nie byo w jego stylu.
Reynie na pewno to imponowao. Piper te... no, moe nie do koca.
Tylko raz udao si jej namwi go do zamania przepisw - w Szkole Dziczy, kiedy
wymknli si w nocy na dach, eby obserwowa deszcz meteorw. Wtedy po raz
pierwszy si pocaowali.
Niestety, to wspomnienie byo tylko sztuczk Mgy, magicznym kamstwem
wszczepionym jej w mzg przez Her. Byli razem teraz, w prawdziwym yciu, ale ich
wzajemne stosunki oparte byy na iluzji. Gdyby prbowaa namwi prawdziwego
Jasona na wymknicie si razem z ni w nocy, zrobiby to?
Zgarna siano w kupki. Jason naprawi drzwi w jednym z boksw. Przez szklan

podog wida byo ocean - zielony bezmiar wiata i cieni. Raz po raz zerkaa tam, w
obawie e ujrzy wynurzajcy si z wody pysk jakiego potwora albo wodne ludojady z
opowieci dziadka, ale dostrzega tylko awic ledzi.
Kiedy obserwowaa Jasona przy pracy, podziwiaa atwo, z jak wszystko robi,
niezalenie od tego, czy bya to naprawa wyamanych drzwi, czy oliwienie siode. I nie
chodzio tylko o si jego ramion czy zrczno rk, cho i to w nim lubia, ale o jego
stanowczo i pewno siebie. Robi wszystko, co byo do zrobienia, nie uskarajc si i
nie ocigajc. I by przy tym w dobrym nastroju, dowcipkowa, cho przecie powinien
pada ze zmczenia po nieprzespanej nocy. Nie dziwia si, e tak zauroczy Reyn. Pod
wzgldem stosunku do pracy i obowizkw Jason by Rzymianinem z krwi i koci.
Pomylaa o herbatce, na ktr zaprosia je Afrodyta. Co takiego powiedziaa Reynie
rok temu, czym j skonia do innego traktowania Jasona? Zachcaa j czy zniechcaa
do flirtu?
Tego nie wiedziaa, ale wolaaby, eby jej matka nie objawia si w Charleston.
Nawet zwyke matki bywaj do mczce. A co dopiero boskie licznociowe matki,
ktre zapraszaj wasze przyjaciki na herbatk i prowadz powane rozmowy, w tym i o
chopakach... To ju jest naprawd trudne do zniesienia!
Piper niepokoio, e Afrodyta tak si interesowaa Annabeth i Hazel. Kiedy jej matka
mieszaa si w czyje ycie miosne, zwykle oznaczao to kopoty. Albo jak
powiedziaaby sama Afrodyta - wzloty i upadki.
Ale w gbi ducha Piper bya te zraniona tym, e na ni sam matka prawie nie
zwracaa uwagi. Nie powiedziaa nic o Jasonie. Nie raczya wytumaczy si z rozmowy
z Reyn.
Zupenie tak, jakby przestaa si swoj crk interesowa. Piper ma ju chopaka,
wic Afrodyta zaja si nowymi romansami, a przyszo jej to tak atwo, jakby po prostu
wyrzucia stary numer magazynu z plotkami o celebrytach.
Lubi wzloty i upadki w mioci" - powiedziaa Afrodyta. -Och, wy wszystkie
jestecie tego wspaniaymi przykadami! Jestem z was dumna!"
Piper nie bardzo si to podobao. Pomylaa wtedy: Super. Ale ja nie chc by
adnym przykadem. Chc wie spokojne ycie z jakim fajnym staym chopakiem".
Gdyby tylko wiedziaa, jak postpowa z chopakami! A powinna by w tym

ekspertem, bo przecie bya grupow w domku Afrodyty. W Obozie Herosw wszyscy


wci do niej przychodzili z prob o rad w tych sprawach. Staraa si im pomc, ale
sama nie radzia sobie z nowym chopakiem. Wci tylko drczyy j domysy, wci
doczytywaa si zbyt wiele w wyrazie twarzy Jasona, w jego nastrojach, jego rzucanych
mimochodem uwagach. Dlaczego to jest takie trudne? Dlaczego to nie moe by
nieustannym szczciem, nieustajc przejadk konn brzegiem morza w blasku
zachodzcego soca?
-

O czym mylisz? - zapyta Jason.

Zorientowaa si, e ma skwaszon min. W odbiciu na szklanej pododze wygldaa,


jakby wanie pokna yeczk soli.
-

Ach, o niczym... To znaczy... o mnstwie spraw. O wszystkim naraz.

Jason rozemia si. Kiedy si mia, blizna na jego wardze robia si niemal
niewidoczna. Biorc pod uwag, przez co musia przej, jego dobry nastrj zdumiewa.
-

Uda si - rzek. - Sama to powiedziaa.

Tak, tylko e ja to powiedziaam, eby pocieszy Annabeth.

Jason wzruszy ramionami.


-

Ale to prawda. Jestemy prawie w staroytnych krainach. Rzymianie ju nas nie

cigaj.
-

1 teraz maszeruj na Obz Herosw, zaatakowa naszych przyjaci.

Jason zawaha si przez chwil, jakby mu byo trudno znale jak pozytywn
odpowied.
-

Chejron co wymyli, by zyska na czasie. Odnalezienie obozu i zaplanowanie

ataku moe Rzymianom zaj wiele tygodni, a Reyna zrobi wszystko, co w jej mocy, aby
to opni. Wci jest po naszej stronie. Wiem, e tak jest.
-

Ufasz jej - powiedziaa nieswoim gosem.

Suchaj, Pipes, ju ci mwiem, e nie masz o co by zazdrosna.

Jest pikna. Jest silna. Jest taka... rzymska.

Jason odoy motek. Wzi j za rk i przez cae jej rami przebieg dreszcz. Ojciec
zabra j kiedy do Oceanarium Pacyfiku i pokaza wgorza elektrycznego. Powiedzia,
e taki wgorz wysya impulsy elektryczne, ktre oszaamiaj i paraliuj ofiar. Za
kadym razem gdy Jason na ni spojrza albo dotkn jej rki, czua si tak ofiar.

Ty jeste pikna i silna - powiedzia. - I wcale nie chc, eby bya rzymska.

Chc, eby bya sob. A poza tym jestemy par, ty i ja.


Pragna mu wierzy. Chodzili ju ze sob od miesicy, a jednak wci nie moga si
pozby drczcych j wtpliwoci, podobnie jak Jason nie mg si pozby tatuau
SPQR wypalonego na ramieniu.
Nad nimi zadwicza dzwon okrtowy, wzywajc na kolacj.
Jason umiechn si znaczco.
-

Lepiej chodmy na gr. Chyba nie chcesz, eby trener Hedge przywiza nam

dzwonki do szyi.
Wzdrygna si. Po skandalu z Percym i Annabeth Hedge zagrozi, e zrobi to, eby
mie pewno, e nikt nie wymknie si noc z kajuty.
-

Tak - powiedziaa z alem, spogldajc na szklan szyb pod stopami. - Chyba

powinnimy zje kolacj... i dobrze si wyspa.

XXV
PIPER
Nastpnego ranka obudzi j ryk syreny okrtowej - taki gony, e dosownie wyrwa
j z koi.
Najpierw pomylaa, e to moe jeszcze jeden wygup Leona, ale syrena rykna
ponownie i tym razem Piper nabraa pewnoci, e ten dwik dobiega z daleka - z innego
okrtu.
Szybko si ubraa. Kiedy wysza na pokad, pozostali ju tam byli - wszyscy ubrani w
popiechu, prcz trenera Hedgea, ktry mia nocn wacht.
Frank mia na sobie koszulk zimowych igrzysk olimpijskich w Vancouverze
zaoon na lew stron. Percy by w spodniach od piamy i spiowym napierniku, co
stanowio ciekawe poczenie. Wosy Hazel sterczay w jedn stron, jakby przedara si
przez cyklon. Leo bezwiednie si podpali: na jego koszulce czerniay wypalone dziury, a
ramiona mu dymiy.
O sto metrw od lewej burty przepywa olbrzymi statek wycieczkowy. Turyci
machali do nich z kilkunastu pokadw. Niektrzy umiechali si i robili zdjcia. Nikt nie
wydawa si zaskoczony widokiem staroytnej greckiej triremy. Moe Mga ukazywaa
ich okrt jako kuter rybacki, a moe turyci pomyleli, e Argo II" to jedna z
przygotowanych dla nich atrakcji.
Syrena rykna znowu i Argo II" zadygota.
Trener Hedge zatka sobie uszy.
-

Musz tak haasowa?

Pewnie mwi nam Cze!" - zgadywa Frank.

CO?! - wrzasn Hedge.

Statek mija ich, kierujc si ku otwartemu morzu. Turyci wci do nich machali.
Jeli nawet zdziwio ich, e zaog greckiej tri-remy s wyrwane ze snu nastolatki w
zbrojach i piamach oraz facet z kolimi nogami, nie dali tego po sobie pozna.
-

Baj! - zawoa Leo, unoszc dymic rk.

Zaadowa balist? - zapyta Hedge.

Nie - odrzek Leo, starajc si zachowa powag.

Hazel przetara oczy i spojrzaa nad poyskujc zielon wod.

Gdzie... Och! Patrzcie!

Piper podya za jej wzrokiem i wydaa stumiony okrzyk. Odpywajcy wielki


statek wycieczkowy odsoni widok na gr wyrastajc z morza jakie p mili na
pnoc. Piper ju widywaa imponujce urwiska. Jechaa autostrad numer 1 wzdu
wybrzea Kalifornii. Spada z Jasonem do Wielkiego Kanionu i z powrotem uleciaa w
gr. Ale ani jedno, ani drugie nie byo tak zdumiewajce jak ten potny blok
olepiajco biaej skay wyrastajcy z morza. Po jednej stronie wapienne klify, wysokie
chyba na trzysta metrw, opaday w morze niemal pionowo, po drugiej spyway w d
tarasy poronite zielonym lasem, tak e caa gra przywodzia na myl gigantycznego
sfinksa, zwietrzaego przez tysiclecia, z masywnym biaym popiersiem i zielonym
paszczem na grzbiecie.
-

Skaa Gibraltarska - powiedziaa cicho Annabeth. - Na samym kracu Hiszpanii.

A tam... - pokazaa na poudnie, gdzie na horyzoncie byo wida pas czerwonych i


pomaraczowych wzgrz - tam musi by Afryka. Jestemy u wrt Morza rdziemnego.
Ranek by ciepy, ale Piper przeszy dreszcz. Przed nimi roztaczao si morze, a
jednak czua si tak, jakby stana przed jak barier nie do przebycia. Kiedy ju wpyn
na Morze rdziemne - Mare Nostrum - znajd si pord staroytnych krain. A jeli
dawne legendy s prawdziwe, ich misja stanie si o wiele bardziej niebezpieczna.
-

Co teraz? - zapytaa. - Wpywamy?

A niby dlaczego nie? - odpowiedzia Leo. - To wielki kana morski. Statki wci

kursuj nim w obie strony.


Ale nie triremy pene pbogw" - pomylaa Piper.
Annabeth wpatrywaa si w Ska Gibraltarsk. Piper wiedziaa, co znaczy ten wyraz
zamylenia na twarzy przyjaciki. Prawie zawsze oznacza, e przewidywaa kopoty.
-

W staroytnoci - powiedziaa Annabeth - t cienin nazywano Supami

Herkulesa. Skaa miaa by jednym z nich, a drugim ktra z afrykaskich gr. Nikt nie
wie ktra.
-

Herkulesa? - Percy zmarszczy czoo. - Ten facet jest jak Star-bucks staroytnej

Grecji. Dokdkolwiek si obrcisz, wszdzie jest.


Grzmice buuum wstrzsno okrtem, ale tym razem Piper nie wiedziaa, skd
dochodzi dwik. Nie dostrzega adnych innych statkw, a niebo byo bezchmurne.

Nagle zascho jej w ustach.


-

No a... te Supy Herkulesa. Czy one s niebezpieczne?

Annabeth wpatrywaa si w biae klify, jakby si spodziewaa,


e zaponie na nich Znak Ateny.
-

Dla Grekw te Supy wyznaczay kraniec znanego wiata. Rzymianie twierdzili,

e byo na nich aciskie ostrzeenie...


-

Non plus ultra - dopowiedzia Percy.

Annabeth spojrzaa na niego ze zdumieniem.


-

No tak. Ani kroku dalej. Skd to wiesz?

Percy wskaza na co rk.


-

Bo na to patrz.

Przed nimi, porodku cieniny, poyskiwaa wysepka. Piper bya pewna, e przedtem
jej tam nie byo. By to niewielki, grzysty skrawek ldu, pokryty lasami i otoczony
pasem biaych pla. W porwnaniu z Gibraltarem nie robia wraenia, ale ze sto metrw
od brzegu z morza wystaway dwie biae greckie kolumny wysokoci masztu Argo II".
Midzy kolumnami przez wod przewityway srebrne litery - moe to bya iluzja, a
moe rzeczywicie w piaszczystym dnie wyryte byy sowa: NON PLUS ULTRA.
-

Mam zawrci? - zapyta nerwowo Leo. - Albo...

Nikt mu nie odpowiedzia, bo wszyscy dostrzegli jak posta stojc na play. Kiedy
okrt zbliy si do kolumn, zobaczyli ciemnowosego mczyzn w purpurowej szacie,
ktry sta z ramionami skrzyowanymi na piersiach, wpatrujc si w Argo II", jakby ich
oczekiwa. Piper nie widziaa go dobrze z takiej odlegoci, ale po jego postawie
wyczua, e co go trapi.
Frank gwatownie wcign powietrze.
-

Czy to moe jest...?

Herkules - stwierdzi Jason. - Najpotniejszy heros wszech czasw.

Argo II" znajdowa si teraz zaledwie kilkaset metrw od biaych supw.


-

Musz zna odpowied - powiedzia z naciskiem Leo. - Mog zawrci, moemy

te odlecie. Stabilizatory ju dziaaj. Ale musz szybko zareagowa...


-

Musimy pyn dalej - powiedziaa Annabeth. - On chyba jest stranikiem tej

cieniny. Jeli to naprawd jest Herkules, odpynicie lub odlot nic nie da. Bdzie chcia

z nami pomwi.
Piper z trudem powstrzymaa si od uycia czaromowy. Chciaa krzykn do Leona:
Odlatuj! Uciekajmy std!" Niestety, czua, e Annabeth ma racj. Jeli zamierzaj
wpyn na Morze rdziemne, nie mog unikn tego spotkania.
-

Herkules powinien chyba by po naszej stronie, nie? - zapytaa z nadziej w

gosie. - Bo... przecie jest jednym z nas, prawda?


Jason odchrzkn.
-

By synem Zeusa, ale po mierci sta si bogiem. A z bogami nigdy nic nie

wiadomo.
Piper przypomniaa sobie spotkanie z Bachusem w Kansas -innym bogiem, ktry
uprzednio by pbogiem. Nie okaza si zbyt pomocny.
-

Niele - powiedzia Percy. - Nas siedmioro przeciw Herkulesowi.

Was siedmioro i satyr! - doda Hedge. - Damy rad.

Mam lepszy pomys - powiedziaa Annabeth. - Wylemy na brzeg poselstwo.

Najwyej jedn lub dwie osoby. Sprbujemy z nim porozmawia.


-Ja pjd - odezwa si Jason. - Herkules jest synem Zeusa, ja jestem synem Jupitera.
Moe okae mi przychylno.
-

Albo wrogo - rzek Percy. - Bracia przyrodni nie zawsze yj w zgodzie.

Jason spojrza na niego gniewnie.


-

Dziki, panie optymisto.

Warto sprbowa - powiedziaa Annabeth. - W kocu Jasona i Herkulesa co

czy. No i potrzebny jest dobry dyplomata. Kto, kto potrafi przekonujco mwi.
Wszystkie oczy zwrciy si na Piper.
Musiaa si powstrzymywa, by nie skoczy za burt z krzykiem. Drczyo j ze
przeczucie, ale skoro mia i Jason, chciaa by z nim. Moe ten potny bg okae im
jednak przychylno? Moe dopisze im szczcie, ktrego tak im w tej chwili trzeba?
-

Dobra - powiedziaa. - Tylko pozwlcie mi si przebra.

Gdy tylko Leo zakotwiczy Argo II" midzy kolumnami, Jason wezwa wiatr, ktry
przenis jego i Piper na brzeg wyspy.
Mczyzna w purpurowej szacie wyranie na nich czeka.
Piper syszaa mnstwo opowieci o Herkulesie. Widziaa wiele tandetnych filmw i

komiksw. A do dzi, gdyby w ogle o nim pomylaa, przewrciaby wymownie


oczami, wyobraziwszy sobie trzydziestoletniego osika z beczkowat klatk piersiow i
niechlujn brod hipisa, z lwi skr na gowie i wielk maczug w doni - kogo w
rodzaju jaskiniowca, ktry cuchnie, czka, wci si drapie i pochrzkuje.
Nie spodziewaa si tego.
Mia bose stopy, pokryte biaym piaskiem. Jego szata nadawaa mu wygld kapana,
chocia Piper nie moga sobie przypomnie, jakiej randze przysuguje kolor purpury.
Kardynaowi? Biskupowi? I czy ta purpura oznacza, e jest raczej rzymsk wersj
Herkulesa, a nie greck? Brod mia modnie zaniedban, jak jej ojciec i jego przyjaciele
aktorzy - co w stylu: Tak si zoyo, e nie goliem si od dwch dni, ale wci
wygldam wspaniale".
By dobrze zbudowany, ale nie napakowany. Jego hebanowe wosy byy krtko
przystrzyone, na rzymsk mod. Mia uderzajco bkitne oczy, jak Jason, ale skr
miedzianej barwy, jakby caymi dniami wylegiwa si w solarium. Najbardziej
zaskoczyo j to, e wyglda najwyej na dwudziestolatka. Z pewnoci nie mg by
starszy. By przystojny, cho nieco niechlujny, ale w niczym niepodobny do jaskiniowca.
Rzeczywicie mia maczug, ktra leaa obok niego na piasku, ale przypominaa
spor pak bejsbolow - by to ptorametrowy, wypolerowany kij mahoniowy ze
skrzanym uchwytem nabijanym brzem. Trener Hedge na pewno by mu go
pozazdroci.
Wyldowali na skraju morza. Zbliali si powoli, starajc si nie robi adnych
nerwowych ruchw. Herkules czeka na nich, nie okazujc adnych emocji, jakby byli
par jakiego nieznanego mu gatunku morskich ptakw.
-

Cze - powiedziaa Piper, uwaajc, e to zawsze jest jaki dobry pocztek.

Co sycha? - zapyta Herkules.

Mwi niskim gosem, ale swobodnie, bardzo nowoczenie. W ten sposb mgby ich
powita w szkolnej szatni.
-

Och, nic specjalnego. - Piper skrzywia si. - No, waciwie to sporo si dzieje. To

jest Jason. My...


-

Gdzie jest twoja lwia skra? - przerwa jej Jason.

Piper chciaa go szturchn okciem, ale Herkules wyglda raczej na zdziwionego

ni poirytowanego tym pytaniem.


-

Jest niedaleko - odrzek. - Niby dlaczego miabym nosi moj lwi skr? A ty

ubierasz si w futro, wychodzc na pla?


-

To ma sens - powiedzia Jason z lekkim zawodem w gosie. Chodzio mi o to,

e zawsze ci pokazuj w lwiej skrze.


Herkules spojrza wymownie w niebo, jakby chcia porozmawia ze swoim ojcem
Zeusem.
-

Nie wierz we wszystko, co o mnie gadaj. Bycie sawnym wcale nie jest takie

przyjemne.
-

Wiem co o tym - westchna Piper.

Herkules utkwi w niej swoje cudowne niebieskie oczy.


-

Jeste sawna?

Mj tata... on jest aktorem filmowym.

Herkules mrukn gniewnie.


-

Tylko nie opowiadaj mi o filmach. Na bogw Olimpu, nigdy nie ukazuj prawdy.

Widziaa jaki film, w ktrym jestem podobny do siebie?


Piper musiaa przyzna, e trafi w sedno.
-Jestem zaskoczona, e wygldasz tak modo.
-

Ha! Niemiertelno pomaga. Ale to prawda, kiedy umarem, nie byem taki

stary, w kadym razie jak na wspczesne standardy.


Wielu czynw dokonaem w tych latach, kiedy byem herosem... moe nawet zbyt
wielu. Spojrza na Jasona. - Syn Zeusa, tak?
-

Jupitera.

Niewielka rnica - mrukn Herkules. - Stary jest denerwujcy w kadej postaci.

A ja? Miaem na imi Herakles. A potem przyszli Rzymianie i nazwali mnie Herkulesem.
Mnie to specjalnie nie zmienio, chocia ostatnio eb mi pka, kiedy o tym pomyl...
Lewa strona jego twarzy zadrgaa. Szata zalnia, przez chwil bysna biel, po
czym znowu staa si purpurowa.
-

W kadym razie - doda - jeli jeste synem Jupitera, pewnie to rozumiesz.

Okropna presja. Nigdy nie do. Mona dosta szau.


Zwrci si do Piper. Poczua si, jakby tysic mrwek pezao jej po plecach. W jego

oczach czai si dziwny smutek i jakie mroczne szalestwo, przez ktre budziy lk.
-

A ty, moja droga - powiedzia - bd ostrona. Synowie Zeusa mog by... no,

niewane.
Piper nie bardzo wiedziaa, co chcia przez to powiedzie. Nagle zapragna uciec
byle dalej od tego boga, ale staraa si zachowa spokojny, uprzejmy wyraz twarzy.
-

No wic, czcigodny Herkulesie - powiedziaa - jestemy na misji. Chcielibymy

uzyska pozwolenie na wpynicie na Morze rdziemne.


Wzruszy ramionami.
-

Po to tu jestem. Kiedy umarem, tata mianowa mnie stranikiem Olimpu.

Powiedziaem sobie: Wspaniale! Suba w paacu! Codziennie przyjcia!". Tylko nie


wspomnia, e bd strzeg wrt do staroytnych krain, uwiziony na tej wysepce przez
reszt wiecznoci. Bardzo mieszne. - Wskaza na kolumny wynurzajce si z fal. Gupie kolumny. Niektrzy twierdz, e to ja stworzyem ca Cienin Gibraltarsk,
odpychajc od siebie dwie gry. I s tacy, co mwi, e te gry s supami. Co za
augiaszowe bzdury! Supy to supy.
-

Racja - powiedziaa Piper. - Oczywicie. Wic... moemy przepyn?

Bg pogadzi swoj modn brod.


-

No c, musz da wam rutynowe ostrzeenie: te staroytne krainy s bardzo

niebezpieczne. Nie kady pbg przeyje na Mare Nostrum. I dlatego musz podda was
prbie. Musicie wykaza, e jestecie tego warci, bla, bla, bla. Prawd mwic, nie
przywizuj do tego wikszej wagi. Zwykle daj herosom jakie proste zadanie, ka im
co kupi albo zapiewa jak mieszn piosenk, co w tym rodzaju. Po tych
wszystkich pracach, ktre musiaem wykona dla mojego zego kuzyna Eurysteusza, no...
nie chc by przykrym facetem, chyba rozumiecie?
-

Doceniamy to - rzek Jason.

No wic nie ma sprawy.

Powiedzia to zdawkowym, niedbaym tonem, ale Piper wci czua strach. Mroczny
pobysk w jego oczach przywodzi jej na myl wgiel drzewny namoczony naft, gotowy
zapon w kadej chwili.
-

Wic na czym polega wasza misja? - zapyta Herkules.

Giganci - odrzek Jason. - Pyniemy do Grecji powstrzyma ich przed

przebudzeniem Gai.
-

Giganci - mrukn Herkules. - Tych to nie znosz. Kiedy byem herosem... ach,

zreszt niewane. To ktry z bogw wam to nakaza? Stary? Atena? Moe Afrodyta? Unis brew, spogldajc na Piper. - Jeste taka adna, e to pewnie twoja matka.
Piper powinna bya myle szybciej, ale Herkules zbyt j niepokoi. Za pno
zorientowaa si, e rozmowa zaczyna przypomina pole minowe.
-

Hera nas wysaa - powiedzia Jason. - Zebraa nas razem, ebymy...

Hera. - Nagle twarz Herkulesa skamieniaa jak klify Gibraltaru.

My te jej nie znosimy - wtrcia szybko Piper. O bogowie, dlaczego wczeniej o

tym nie pomylaa? Przecie Hera bya miertelnym wrogiem Herkulesa! - Nie
chcielimy jej pomc. Nie daa nam wyboru, ale...
-

Ale tu jestecie - przerwa jej Herkules, a w jego gosie nie byo ju ani ladu

przyjani. - Przykro mi. Nie obchodzi mnie, jak wana jest wasza misja. Nie rusz
palcem, by pomc Herze. Nigdy.
Jason zrobi zdziwion min.
-

Mylaem, e ju z ni skoczye, odkd stae si bogiem.

Ju wam powiedziaem warkn Herkules - ebycie nie wierzyli we wszystko,

co o mnie syszycie. Jeli chcecie wpyn na Morze rdziemne, to musz wam da


bardzo trudne zadanie.
-Ale przecie jestemy jakby brami. Hera w moim yciu te niele namieszaa.
Rozumiem...
-

Niczego nie rozumiesz - powiedzia chodno Herkules. - Moja pierwsza rodzina...

wszyscy nie yj. Zycie strawiem na odrabianiu jakich miesznych prac. Moja druga
ona umara, kiedy j podstpnie nakoniono do otrucia mnie i wydania na bolesne mki.
A co dostaem w zamian? Staem si pomniejszym bogiem. Niemiertelnym, wic ju
nigdy nie zapomn swego blu. Uwizionym tu jako stranik, odwierny... lokaj
Olimpijczykw. Nie, nie moesz tego zrozumie. Jedynym bogiem, ktry troch mnie
rozumie, jest Dionizos. No, ale on przynajmniej wynalaz co poytecznego. Ja mog
tylko pokaza bzdurne filmy o moim yciu.
Piper uya czaromowy.
-

To bardzo przykre, wielmony Herkulesie. Ale prosz, nie bd dla nas tak srogi.

Nie jestemy zymi ludmi.


Przez chwil mylaa, e czar poskutkowa. Herkules zawaha si. Potem zacisn
szczki i pokrci gow.
-

Na drugim kracu wyspy, za tymi wzgrzami, znajdziecie rzek. yje w niej stary

bg Acheloos.
Zamilk, jakby si spodziewa, e ta informacja wprawi ich w popoch.
-

1... ? - zapyta Jason.

-chc, ebycie wyamali mu ten drugi rg i mi go przynieli.

Aha, ma rogi. Ale... zaraz... ten drugi rg? Co...

Sami si domylicie - warkn bg. - Prosz, to powinno pomc.

Sowo pomc" wypowiedzia tak, jakby znaczyo zabole". Spod szaty wycign
jak ksieczk i cisn w stron Piper. Ledwie j zapaa.
Na byszczcej okadce ksiki by monta zdj greckich wity i umiechnitych
potworw. Minotaur unosi kciuk do gry. Tytu brzmia: Mare Nostrum - Przewodnik
Herkulesa.
-

Przyniecie mi ten rg przed zachodem soca - rzek Herkules. Tylko wy

dwoje. Nie porozumiewajcie si z waszymi przyjacimi. Wasz okrt pozostanie tam,


gdzie jest. Jeli wam si uda, bdziecie mogli wpyn na Morze rdziemne.
-

A jeli si nie uda? - zapytaa Piper, dobrze wiedzc, e wcale nie chce usysze

odpowiedzi.
-

To Acheloos was zabije. A ja przeami wasz okrt na p wasnymi rkami i

waszych przyjaci spotka przedwczesna mier.


Jason przestpi z nogi na nog.
-

A nie moglibymy po prostu zapiewa co miesznego?

Na mnie czas - odpar chodno Herkules. - Do zachodu soca. Albo wasi

przyjaciele zgin.

XXVII
PIPER
Przewodnik Herkulesa po Mare Nostrum nie ustrzeg ich przed wami i komarami.
- Jeli to jest zaczarowana wyspa - burkna Piper - to dlaczego nie moe by
przyjemn zaczarowan wysp?
Wspili si na wzgrze, a potem zeszli w gsto zalesion dolin, uwaajc, by nie
rozdrani wygrzewajcych si na skaach ww w czarno-biae paski. Nad
zaronitymi sadzawkami roio si od komarw. Las skada si gwnie ze
skarowaciaych oliwek, cyprysw i sosen. Brzczenie cykad i obezwadniajcy upa
przypominay Piper lato w indiaskim rezerwacie w Oklahomie.
Nadal nie natrafili na adn rzek.
-

Moemy polecie - zaproponowa ponownie Jason.

Moglibymy co przeoczy - odrzeka Piper. - A zreszt nie jestem pewna, czy

chciaabym spa na jakiego mao przyjaznego boga. Jak on si nazywa? Ach-ten-los?


-

Acheloos. - Jason prbowa czyta przewodnik podczas marszu, wic co chwila

wpada na drzewa i potyka si o skay. - Tu pisz, e jest potamosem.


-

Hipopotamosem?

Nie. Potamosem. Rzecznym bogiem. Pisz, e jest duchem jakiej rzeki w Grecji.

Skoro nie jestemy w Grecji, to musimy przyj, e si tu przenis. Co nie

wiadczy dobrze o wiarygodnoci tej ksiki. Co jeszcze?


-

Pisz, e Herkules kiedy go pokona.

Herkules pokona dziewidziesit dziewi procent wszystkiego, co mona byo

pokona w staroytnej Grecji.


-

No tak. Popatrzmy. Supy Herkulesa... - Jason przewrci kartk. - Pisz, e na tej

wyspie nie ma hoteli, restauracji, transportu. Atrakcje: Herkules i dwa slupy O, to jest
interesujce. Moliwe, e znak dolara... no wiesz, S przekrelone dwiema pionowymi
kreskami... pochodzi od herbu Hiszpanii, na ktrym s Supy Herkulesa, a pomidzy nimi
jaki proporzec.
No, niele" - pomylaa Piper. - Jason wreszcie dogada si z Annabeth i ta bystrota
ju zaczyna mie na niego wpyw".
-

Co konkretnego? - zapytaa.

Zaczekaj. Tu jest drobna wzmianka o Acheloosie: tego rzecznego boga pokona

Herkules, walczc o rk piknej Dejaniry. Podczas walki Herkules odama mu jeden z


rogw, ktry stal si pierwsz kornukopi.
-

Czego kopi?

Rogiem obfitoci. To ta dekoracja na wito Dzikczynienia. Rg, z ktrego

wysypuj si rne dobra. Mielimy takie w sali jadalnej w Obozie Jupiter. Nie
wiedziaem, e oryginaem by rg jakiego faceta.
-

A my mamy przynie ten drugi rg. Podejrzewam, e nie bdzie to atwe. Kim

bya ta Dejanira?
-

Herkules j polubi - odrzek Jason. - Wydaje mi si... tego tu nie pisz, ale

chyba stao jej si co zego.


Piper przypomniaa sobie, co powiedzia im Herkules: jego pierwsza rodzina nie yje,
jego druga ona umara po tym, jak j podstpnie skoniono, by go otrua. To zadanie
coraz mniej jej si podobao.
Przebrnli przez przecz midzy dwoma wzgrzami, starajc si nie wychodzi z
cienia, ale Piper ju bya mokra od potu. Kostki u ng, ramiona i szyj miaa poksane
przez komary, wic wygldaa, jakby si zarazia osp.
W kocu udao jej si poby sam na sam z Jasonem i oto jak spdzaj ten czas.
Za bya na niego za uwag o Herze, ale wiedziaa, e nie powinna go za to wini.
Moe po prostu bya w ogle na niego za. Od czasu wizyty w Obozie Jupiter wci
rozsiewaa wok siebie niepokoje i ale.
Co chcia jej powiedzie Herkules o synach Zeusa? e nie mona im ufa? e s
wci pod tak okropn presj? Prbowaa sobie wyobrazi Jasona jako boga stojcego na
play i pilnujcego wrt do jakiego oceanu, kiedy ju ona i wszyscy, ktrych zna w
swoim miertelnym yciu, bd od dawna martwi.
Czy Herkules by kiedy tak pozytywn postaci jak Jason? Czy by taki peny
optymizmu, taki godny zaufania, taki skory do udzielania pomocy? Trudno to byo sobie
wyobrazi.
Kiedy schodzili w kolejn dolin, zastanawiaa si, co si dzieje na pokadzie Argo
II". Kusio j, by przesa im wiadomo iryfonem, ale Herkules ostrzeg ich, by nie
kontaktowali si z przyjacimi. Miaa nadziej, e Annabeth okae na tyle rozsdku, by

nie wysya na brzeg drugiej grupy. Trudno przewidzie, co by wwczas zrobi Herkules.
Wyobrazia sobie trenera Hedge'a traccego cierpliwo i celujcego z balisty w boga w
purpurowej szacie, a potem kolejny atak ejdolonw, ktre opanowayby zaog i zmusiy
j do popenienia samobjstwa poprzez sprowokowanie Herkulesa.
Wzdrygna si. Nie wiedziaa, ktra moe by godzina, ale soce zaczynao ju
chyli si ku horyzontowi. Jak ten dzie szybko zlecia! Cieszyoby j nadchodzce wraz
z zachodem ochodzenie, ale nadciga te ich ostateczny termin. Kolejny dzie to ju
pierwszy lipca, lipcowe kalendy. Jeli wszystko, czego si do tej pory dowiedzieli, jest
prawd, bdzie to ostatni dzie ycia Nica di Angelo i dzie, w ktrym Rzym zostanie
zniszczony.
-

Stop - powiedzia Jason.

Piper nie wiedziaa, o co mu chodzi. Potem zdaa sobie spraw, e syszy przed sob
plusk wody. Przekradli si midzy drzewami i stanli na brzegu rzeki. Miaa ze
dwanacie metrw szerokoci, ale bya pytka - srebrny pas wody pyncej po gadkich
kamieniach. Kilka metrw dalej nurt wpada w granatow to.
Co w tej rzece budzio jej niepokj. Cykady w drzewach umilky. Ptaki ju nie
wierkay. Jakby ta woda wygaszaa wykad i nie yczya sobie adnych innych
dwikw.
Ale im duej Piper suchaa, tym bardziej rzeka j pocigaa. Zapragna napi si tej
wody. Moe powinna zdj buty? Stopy by jej odpoczy. A ta krga gbina... jak by
byo rozkosznie wskoczy w ni z Jasonem i popywa w chodnej wodzie, w cieniu
drzew. To takie romantyczne...
Otrzsna si. To nie byy jej myli. Co byo nie tak. Miaa wraenie, e tym razem
to rzeka uywa czaromowy.
Jason usiad na kamieniu i zacz zdejmowa buty. Z umiechem wpatrywa si w
gbin, jakby nie mg si doczeka, by w ni wskoczy.
-

Przesta! - krzykna Piper do rzeki.

Jason spojrza na ni zdumiony.


-

Co mam przesta?

Nie ty. Ona.

Poczua si gupio, wskazujc na wod, ale bya pewna, e ta rzeka rzuca na nich

jaki czar, manipuluje ich uczuciami.


W chwili gdy pomylaa, e ju si z tego czaru wyzwolia, a Jason te to potwierdzi,
rzeka przemwia:
-

Wybaczcie mi. piew jest jedyn przyjemnoci, ktra mi pozostaa.

Z granatowej gbiny wynurzya si jaka posta, jakby j unis podwodny dwig.


Piper naprya ramiona. To bya ta sama istota, ktr ujrzaa na klindze swojego
sztyletu, byk z ludzk twarz. Skr mia niebiesk jak ta woda. Kopyta unosiy si tu
nad powierzchni rzeki. Na bydlcym karku osadzona bya gowa mczyzny o krtkich,
krconych czarnych wosach. Mia brod ufryzowan w piercienie na greck mod,
ciemne, pene smutku oczy za dwuogniskowymi okularami i nadsane usta. Z lewej
strony gowy wyrasta jeden byczy rg - zakrzywiony, czarno-biay, podobny do tych
rogw, z ktrych pili staroytni wojownicy. Musia by ciki, bo jego waciciel
przechyla gow na lewo, co wygldao, jakby prbowa sobie wytrzsn wod z ucha.
-

Witajcie - powiedzia ponuro. - Pewnie przyszlicie mnie zabi.

Jason woy z powrotem buty i powoli wsta.


-

Mm... no wic...

Nie! - zawoaa Piper. - Przepraszam. To takie kopotliwe. Nie chcielimy ci

niepokoi, ale przysa nas tutaj Herkules.


-

Herkules! - Bykoczowiek westchn. Pogrzeba kopytami wod, jakby zamierza

zaatakowa. - Dla mnie zawsze bdzie Heraklesem. To jego greckie imi: Chwaa
Hery".
-

Dziwne imi - rzek Jason. - Bo jej nienawidzi.

To prawda - powiedzia bykoczowiek. - Moe wanie dlatego nie protestowa,

kiedy Rzymianie przemianowali go na Herkulesa. I pod tym imieniem zna go wikszo


ludzi. To jego... jak by tu rzec... markowe imi. Lubi dba o wizerunek.
Powiedzia to z gorycz, ale bez zoci, jakby Herkules by jego starym przyjacielem,
ktry si pogubi w yciu.
-Jeste Acheloos, tak? - zapytaa Piper.
Bykoczowiek ugi przednie nogi i pochyli gow w ukonie, co Piper uznaa za gest
bardzo miy, ale troch smutny.
-

Do usug. Nadzwyczajny bg rzeczny. Kiedy duch najpotniejszej rzeki w

Grecji. Teraz skazany na przebywanie tutaj, na drugim kracu wyspy, na ktrej


uwiziony jest te mj dawny wrg. Och, bogowie s tacy okrutni! Ale nie wiem, czy to
kara wiksza dla mnie, czy dla Herkulesa.
Piper nie bardzo wiedziaa, o co mu chodzi, ale piew rzeki znowu zacz j
atakowa, przypominajc jej, jaka jest zgrzana i spragniona, jak mio byoby popywa.
Staraa si skupi.
-Jestem Piper - powiedziaa. - A to jest Jason. Nie chcemy z tob walczy. Tylko e
Herakles... Herkules... wciek si na nas i wysa nas tutaj.
Opowiedziaa o ich misji do staroytnych krain w celu powstrzymania gigantw
przed przebudzeniem Gai. Opisaa, jak powstaa ich druyna, zoona z Grekw i
Rzymian, i jak Herkules wpad we wcieko, gdy si dowiedzia, e stoi za tym Hera.
Przez cay czas Acheloos przechyla gow w lewo, ale Piper nie bya pewna, czy
morzy go sen, czy tak bardzo ciy mu ten jeden rg.
Kiedy skoczya, spojrza na ni tak, jakby dostaa okropnej wysypki.
-Ach, moja droga... tak, te legendy zawieraj prawd. Te duchy, te wodne ludojady.
Piper zdusia okrzyk. Nie mwia nic o duchach i wodnych ludojadach.
-Skd...
-

Rzeczni bogowie wiedz o rnych sprawach. Ty, niestety, skupiasz si na zej

legendzie. Jeli dotrzesz do Rzymu, bardziej ci si przyda opowie o potopie.


-

Piper? - odezwa si Jason. - O czym on mwi?

Jej myli przypominay teraz kalejdoskop ze skomplikowan kompozycj. Opowie


o potopie"... Jeli dotrzesz do Rzymu"...
-

Nie... nie bardzo wiem - odpowiedziaa, cho wzmianka o potopie zabrzmiaa

jakby znajomo. - Acheloosie, nie rozumiem...


-

Tak, nie rozumiesz zgodzi si rzeczny bg. - Biedaczka. Jeszcze jedna

dziewczyna trafia na syna Zeusa.


-

Zaraz, zaraz - powiedzia Jason. - Po pierwsze jestem synem Jupitera. A po drugie

dlaczego biedaczka?
Acheloos zignorowa go.
-

Dziewczyno, wiesz, dlaczego walczyem z Herkulesem?

Chodzio o kobiet. Miaa na imi Dejanira, tak?

Tak. - Acheloos westchn. - A wiesz, co si z ni stao?

Och... - Piper zerkna na Jasona.

Jason wyj przewodnik Herkulesa i zacz go wertowa.


-

Tu naprawd nie ma...

Acheloos prychn ze zoci.


-

Co to jest?

Jason zamruga.
-

No... to jest przewodnik Herkulesa po Mare Nostrum. Da nam go, ebymy...

To ww jest ksika. Da wam to, eby mi dopiec, tak? Dobrze wie, e nie znosz

tych bzdur.
-

Nie znosisz... ksiek? - zapytaa Piper.

Ech! - Twarz Acheloosa zarumienia si, co sprawio, e jego niebieska skra

zrobia si fioletowa. - To nie jest ksika - powtrzy.


Pogrzeba kopytami wod. Z rzeki, jak miniaturowa rakieta, wystrzeli zwj, ktry
wyldowa tu przed nim. Rozwin go kopytami. Na podniszczonym pergaminie
ukazay si wyblake aciskie litery i jakie wymylne obrazki.
-

To jest ksika! Och, ten zapach owczej skry! Ta mia wy-tworno, jak si

czuje, gdy kopyta rozwijaj zwj. Tego po prostu z niczym nie mona porwna.
Z pogard wskaza gow na przewodnik w rku Jasona.
-

Wy, wspczesna modziey, i te wasze nowomodne gadety! Pozszywane kartki.

Mae prostokciki tekstu, ktrych nie czuj kopyta. To jest zszyta ksika, z-book, mona
by rzec. Ale to nie jest tradycyjna ksika. Nie ma porwnania z dobrym, starowieckim
zwojem!
-

No dobra... ju j chowam - rzek Jason i ostronie woy przewodnik z

powrotem do tylnej kieszeni spodni, tak jakby wsuwa do pochwy jak niebezpieczn
bro.
Acheloos troch si uspokoi, a Piper odetchna z ulg. Nie chciaa by zaatakowana
przez jednorogiego byka z obsesj na punkcie zwojw.
-

No wic - rzek Acheloos, stukajc kopytem w obrazek na zwoju - to-jest

Dejanira.
Piper uklka, aby przyjrze si obrazkowi. Rcznie namalowany portret kobiety by

may, ale wida byo, e jest bardzo pikna, o dugich czarnych wosach, czarnych
oczach i swawolnym umiechu. Mona byo sobie wyobrazi, e na jej widok mczyni
tracili rozum.
-

Ksiniczka Kalidonu - powiedzia ze smutkiem Acheloos. - Obiecano j mnie,

ale pojawi si Herkules i wyzwa mnie na pojedynek.


-

1 wyama ci rg? - zapyta Jason.

Tak. Nigdy mu tego nie wybacz. Jeden rg to okropna niewygoda. Ale Dejanir

spotka gorszy los. Moga wie dugie, szczliwe ycie, gdyby polubia mnie.
-

Byka z gow czowieka - powiedziaa Piper - yjcego w rzece.

No wanie - zgodzi si Acheloos. - A trudno uwierzy, e mnie odrzucia,

prawda? Ale tak si stao i wysza za Herkulesa.


Wybraa tego przystojnego, uminionego herosa zamiast dobrego, wiernego ma,
ktry by j dobrze traktowa. I co si pniej stao? No, powinna to przewidzie.
Herkules by zbyt zajty wasnymi sprawami, aby by dobrym mem. Ju przedtem
zamordowa swoj pierwsz on. Hera go przekla, wic wpad w sza i wymordowa
ca swoj rodzin. To okropne. Wanie dlatego musia za kar wykona tych dwanacie
prac.
Piper to wstrzsno.
-

Zaraz... wic to Hera doprowadzia go do szau, a on zosta ukarany?

Acheloos prychn.
-

Mieszkacy Olimpu nigdy nie pac za swoje zbrodnie. A Hera zawsze paaa

nienawici do synw Zeusa... albo Jupitera. -Zerkn nieufnie na Jasona. - W kadym


razie moj biedn Dejanir spotka tragiczny los. Bya okropnie zazdrosna o wiele
miostek Herkulesa. Bo on hula po wiecie jak jego ojciec Zeus, flirtujc z kad
napotkan kobiet. W kocu Dejanira popada w tak rozpacz, e usuchaa zej rady.
Pewien chytry centaur, Nessos, powiedzia jej, e jeli chce, by Herkules by jej na
zawsze wierny, powinna skropi krwi centaura wewntrzn stron jego ulubionej tuniki.
Niestety, kama, eby si zemci na Herkulesie. Dejanira go posuchaa, ale zamiast
uczyni Herkulesa wiernym maonkiem...
-

Krew centaura pali jak kwas - wtrci Jason.

Wanie. I Herkules umar w mczarniach. Kiedy Dejanira zdaa sobie spraw z

tego, co uczynia... - Przecign kopytem po szyi.


-

To straszne - powiedziaa Piper.

A jaki z tego mora, moja droga? - zapyta Acheloos. - Strze si synw Zeusa.

Piper poczua, e nie moe teraz spojrze na swojego chopaka. Nie bya pewna, czy
zdoa ukry niepokj. Jason na pewno rni si bardzo od Herkulesa, ale ta opowie
obudzia na nowo wszystkie jej lki. Hera manipulowaa ich uczuciami, podobnie jak
manipulowaa Herkulesem. Piper pragna wierzy, e Jason nigdy by nie wpad w
morderczy sza tak jak Herkules. A jednak zaledwie cztery dni temu opanowa go ejdolon
i mao brakowao, by zabi Percy'ego Jacksona.
-

Herkules jest teraz bogiem - powiedzia Acheloos. - Polubi Hebe, mod

bogini, ale nadal rzadko bywa w domu. Mieszka tu, na tej wyspie, strzegc tych gupich
supw. Mwi, e Zeus mu to nakaza, ale myl, e po prostu woli by tutaj ni na grze
Olimp i pawi si w goryczy, opakujc swoje miertelne ycie. Moja obecno
przypomina mu jego poraki, zwaszcza t kobiet, ktra w kocu go zabia. A jego
obecno przypomina mi biedn Dejanir, ktra moga by moj on.
Stukn kopytem w zwj, ktry zwin si i zapad w wod.
-

Herkules chce mi odebra drugi rg, eby mnie poniy. Moe poczuby si

lepiej, wiedzc, e ja te jestem w aosnym stanie. A poza tym ten rg staby si rogiem
obfitoci. Wylewaoby si z niego dobre jedzenie i picie, podobnie jak moja moc sprawia,
e rzeka pynie. I nie wtpi, e zatrzymaby ten rg dla siebie. Byaby to prawdziwa
tragedia i marnotrawstwo.
Piper podejrzewaa, e piew rzeki i senny gos Acheloosa nadal na ni dziaaj, ale
nie moga si nie zgodzi z tym, co bg rzeki powiedzia. Biedny bykoczowiek wyda
si jej taki smutny i samotny.
Jason drgn.
-

Przykro mi, Acheloosie - rzek. - Rzeczywicie, kiepsko na tym wszystkim

wyszede. Ale moe... no wiesz, bez tego drugiego rogu nie bdziesz tak przechyla
gowy. Moe poczujesz si lepiej.
-Jason! - zawoaa Piper.
Unis obie rce.
-

Tak tylko pomylaem. Zreszt nie mamy wyboru. Jeli Herkules nie dostanie

tego rogu, zabije nas i naszych przyjaci.


-

On ma racj - powiedzia Acheloos. - Nie macie wyboru. I dlatego mam nadziej,

e mi wybaczycie.
Piper zmarszczya brwi. Rzeczny bg powiedzia to z takim smutkiem, e chciaa go
pogadzi po gowie.
Co ci mamy wybaczy?
Ja te nie mam wyboru - odrzek Acheloos. - Musz was powstrzyma.
Rzeka eksplodowaa i ciana wody runa na Piper..

XXVIII
PIPER
Prd porwa j jak drapiena apa i wcign w to. Walka z nim bya niemoliwa.
Zacisna usta, z najwyszym trudem wstrzymujc oddech, na krawdzi paniki. Nie
widziaa nic prcz strumienia bbli. Syszaa tylko odgosy wasnej szamotaniny i guchy
ryk wzburzonej rzeki.
Ju zacza myle o mierci: utonie w sadzawce, na wyspie, ktra nie istnieje.
Wtedy, tak samo nagle jak przedtem dostaa si pod wod, wir wyrzuci j na
powierzchni. Znalaza si w jego centrum. Moga oddycha, ale nie moga si uwolni.
Par metrw od niej wynurzy si Jason i apczywie zaczerpn powietrza; w rku
trzyma miecz. Machn nim gwatownie, chocia nie byo kogo zaatakowa.
Nieco dalej, na prawo od Piper wychyn z wody Acheloos.
-

Naprawd bardzo mi przykro - powiedzia.

Jason rzuci si ku niemu, wzywajc wiatr, by go unis ponad rzek, ale Acheloos
by szybszy i silniejszy. Fala uderzya Jasona i wbia go ponownie w to.
-

Przesta! - wrzasna Piper.

Nie byo jej atwo uy czaromowy, gdy miota ni wir, ale przycigna uwag
Acheloosa.
-

Obawiam si, e nie mog przesta - rzek bg rzeki. - Nie oddam Herkulesowi

drugiego rogu. To by byo upokarzajce.


-

Jest inny sposb! Nie musisz nas zabija!

Jason znowu wynurzy si z wody. Miniaturowa chmura burzowa uformowaa si nad


jego gow.
-

Nic z tego, synu Jupitera - zaszydzi Acheloos. - Jeli wezwiesz piorun, prd

porazi twoj dziewczyn.


Wir ponownie wcign Jasona pod wod.
-

Pu go! - Piper nasycia swj gos ca si przekonywania. -Obiecuj, e nie

pozwol, by Herkules dosta twj rg!


Acheloos zawaha si. Przygalopowa do niej z gow przechylon w lewo.
-

Mam nadziej, e nie kamiesz.

Nie, nie kami! Herkules jest pody. Ale, bagam, najpierw pu mojego

przyjaciela!
Woda zabulgotaa tam, gdzie znikn Jason. Piper powstrzymaa si od krzyku. Jak
dugo mona wstrzymywa oddech?
Acheloos spojrza na ni z gry przez swoje dwuogniskowe okulary. Twarz mu
zagodniaa.
-

Rozumiem. Bdziesz moj Dejanir. Zostaniesz moj narzeczon, eby

wynagrodzi mi strat.
-

Co?! - Piper nie bya pewna, czy dobrze usyszaa. Ten wir dosownie przyprawia

j o zawrt gowy. - Tak naprawd to mylaam...


-

Och, rozumiem. Jeste zbyt skromna, by proponowa mi to w obecnoci swojego

chopaka. Oczywicie masz racj. Bd ci traktowa o wiele lepiej ni ten syn Zeusa. Po
tylu stuleciach w kocu wszystko naprawi. Nie mogem uratowa Dejaniry, ale mog
uratowa ciebie.
Nie byo jej atwo uy czaromowy, gdy miota ni wir, ale przycigna uwag
Acheloosa.
-

Obawiam si, e nie mog przesta - rzek bg rzeki. - Nie oddam Herkulesowi

drugiego rogu. To by byo upokarzajce.


-

Jest inny sposb! Nie musisz nas zabija!

Jason znowu wynurzy si z wody. Miniaturowa chmura burzowa uformowaa si nad


jego gow.
-

Nic z tego, synu Jupitera - zaszydzi Acheloos. - Jeli wezwiesz piorun, prd

porazi twoj dziewczyn.


Wir ponownie wcign Jasona pod wod.
-

Pu go! - Piper nasycia swj gos ca si przekonywania. -Obiecuj, e nie

pozwol, by Herkules dosta twj rg!


Acheloos zawaha si. Przygalopowa do niej z gow przechylon w lewo.
-

Mam nadziej, e nie kamiesz.

Nie, nie kami! Herkules jest pody. Ale, bagam, najpierw pu mojego

przyjaciela!
Woda zabulgotaa tam, gdzie znikn Jason. Piper powstrzymaa si od krzyku. Jak
dugo mona wstrzymywa oddech?

Acheloos spojrza na ni z gry przez swoje dwuogniskowe okulary. Twarz mu


zagodniaa.
-

Rozumiem. Bdziesz moj Dejanir. Zostaniesz moj narzeczon, eby

wynagrodzi mi strat.
-

Co?! - Piper nie bya pewna, czy dobrze usyszaa. Ten wir dosownie przyprawia

j o zawrt gowy. - Tak naprawd to mylaam...


-

Och, rozumiem. Jeste zbyt skromna, by proponowa mi to w obecnoci swojego

chopaka. Oczywicie masz racj. Bd ci traktowa o wiele lepiej ni ten syn Zeusa. Po
tylu stuleciach w kocu wszystko naprawi. Nie mogem uratowa Dejaniry, ale mog
uratowa ciebie.
Czy mino ju trzydzieci sekund? Minuta? Jason nie mgby wytrzyma duej.
-

Bdziesz musiaa pozwoli umrze swoim przyjacioom - cign Acheloos. -

Herkules bdzie zy, ale obroni ci przed nim. Moemy by razem szczliwi. Na
pocztek niech ten Jason sobie utonie, dobrze?
Piper wiedziaa jedno: musi si skupi. Ukrya lk i gniew. Bya crk Afrodyty.
Musiaa uy przymiotw godnych crki bogini mioci.
Umiechna si tak sodko, jak potrafia, i uniosa obie rce.
-

Wycignij mnie, prosz.

Twarz Acheloosa rozjani umiech. Chwyci j za donie i wycign z wodnego


wiru.
Jeszcze nigdy nie dosiadaa byka, ale w Obozie Herosw prbowaa jedzi na oklep
na pegazie i pamitaa, co trzeba robi. Si rozpdu przerzucia jedn nog przez grzbiet
Acheloosa. Potem zczya stopy pod jego szyj, otoczya j jedn rk, a drug
wycigna sztylet. Przycisna ostrze do jego podbrdka.
-

Wypu. Jasona. - Woya ca si woli w ten rozkaz. - Teraz!

Zdawaa sobie spraw z luk w swoim planie. Bg rzeki mg po


prostu rozpuci si w wodzie. Mg wcign j pod powierzchni i czeka, a
utonie. Ale najwyraniej czaromowa zadziaaa, a moe Acheloos by zbyt zaskoczony,
by myle jasno. Prawdopodobnie nie przywyk do piknych dziewczyn grocych mu
poderniciem garda.
Jason wystrzeli z wody jak kula armatnia. Przebi si przez gazie oliwki i potoczy

po trawie. Musiao go to zabole, ale natychmiast podwign si na nogi, dyszc i


kaszlc. Unis miecz, a ciemne chmury zgstniay nad rzek.
Piper rzucia mu ostrzegawcze spojrzenie: Jeszcze nie. Musiaa najpierw wydosta si
z rzeki, eby prd jej nie porazi.
Acheloos wygi grzbiet, jakby przeczuwa jak chytr sztuczk. Piper mocniej
przycisna ostrze sztyletu do jego garda.
-

Bd dobrym bykiem - ostrzega go.

Przyrzeka - powiedzia przez zby. - Przyrzeka, e Herkules nie dostanie

mojego rogu.
-1 nie dostanie. Ale ja tak.
Uniosa sztylet i chlasna nim przez rg boga. Niebiaski spi przeci podstaw
rogu, jakby bya z mokrej gliny. Acheloos zarycza z wciekoci. Zanim zdoa ochon,
Piper stana mu na grzbiecie. Z rogiem w jednej rce i sztyletem w drugiej skoczya w
stron brzegu.
- Jason! - krzykna.
Dziki bogom, zrozumia. Pochwyci j podmuch wiatru i przenis bezpiecznie na
brzeg. Uderzya w ziemi, potoczya si po trawie i w tym momencie wosy stany jej
dba. Metaliczny zapach wypeni powietrze. Odwrcia si ku rzece i zostaa olepiona.
BUM! Piorun ugodzi w wod, zamieniajc j we wrzcy kocio, dymicy i syczcy.
Zamrugaa powiekami, eby przepdzi z oczu te plamki, gdy Acheloos jkn i
znikn pod powierzchni z przeraon min, ktra zdawaa si woa: Jak moga?!".
- Jason, uciekamy!
Wci bya oszoomiona i mdlio j ze strachu, ale oboje zaczli si przedziera przez
las.
Kiedy wspinaa si na wzgrze, przyciskajc rg byka do piersi, zdaa sobie spraw,
e ka - chocia nie bardzo wiedziaa, czy ze strachu, ulgi czy wstydu za to, co zrobia.
Zwolnili dopiero na szczycie wzgrza.
Piper czua si gupio, ale wci bya zaamana i pakaa, opowiadajc Jasonowi, co
si stao, kiedy on walczy o ycie pod wod.
-

Piper, nie miaa wyboru. - Pooy jej rk na ramieniu. Ocalia mi ycie.

Otara oczy i staraa si opanowa. Soce wisiao ju nad horyzontem. Musz szybko

wrci do Herkulesa, bo inaczej ich przyjaciele zgin.


-

Acheloos ci do tego zmusi - cign Jason. - A poza tym wtpi, by piorun go

zabi. To staroytny bg. Trzeba by zniszczy jego rzek, eby zniszczy jego. A on
bdzie y bez tego rogu. Skoro musiaa skama, mwic mu, e nie oddasz go
Herkulesowi, no to...
-

Nie skamaam.

Spojrza na ni zdumiony.
-

Pipes... nie mamy wyboru. Herkules zabije...

Herkules na to nie zasuguje.

Nie wiedziaa, dlaczego jest taka wcieka, ale po raz pierwszy w yciu bya czego
tak pewna.
Herkules by niepoprawnym, samolubnym draniem. Skrzywdzi zbyt wiele osb, a
teraz chcia skrzywdzi ich. Moe mia w yciu pecha. Moe bogowie nim pomiatali. Ale
to go nie usprawiedliwiao. Heros nie jest w stanie zapanowa nad bogami, ale powinien
panowa nad sob.
Jason nigdy by taki nie by. Nigdy by nie obwinia innych o swoje kopoty, osobista
uraza nigdy nie przeszkodziaby mu zrobi tego, co suszne.
Piper nie zamierzaa powtarza bdu Dejaniry. Nie chciaa by posuszna
Herkulesowi tylko dlatego, e jest taki przystojny i silny, e budzi taki strach. Tym razem
nie bdzie po jego myli - nie po tym, jak zagrozi im mierci i kaza poniy i pognbi
Acheloosa, eby odegra si na Herze. Nie zasugiwa na rg obfitoci. Zamierzaa
przywoa go do porzdku.
-

Mam pewien plan.

Powiedziaa Jasonowi, co trzeba zrobi. Nie zdawaa sobie sprawy, e uywa


czaromowy, dopki nie zobaczya jego szklistych oczu.
-

Skoro tak uwaasz powiedzia i zamruga kilka razy. - Pewnie zginiemy, ale

zgadzam si.
Herkules czeka w tym samym miejscu, w ktrym go opucili. Wpatrywa si w
Argo II". Okrt by zakotwiczony midzy dwiema kolumnami; za nim zachodzio ju
soce. Jeszcze nic si nie stao, ale Piper poczua, e jej plan jest zupenie szalony.
Byo za pno, by go zmienia. Ju wysaa wiadomo iryfonem do Leona. Jason by

przygotowany. A kiedy ponownie zobaczya Herkulesa, nabraa pewnoci, e nie mona


mu da tego, czego chcia.
Nie rozpromieni si na widok Piper nioscej rg byka, ale twarz troch mu
zagodniaa.
-

Dobrze - rzek. Przynielicie mi rg. Skoro tak, to jestecie wolni.

Piper zerkna na Jasona.


-

Syszae, co powiedzia. Mamy jego pozwolenie. - Zwrcia si z powrotem w

stron boga. - To znaczy, e nasz okrt moe wpyn na Morze rdziemne, tak?
-

Tak, tak. - Herkules pstrykn palcami. - Daj mi ten rg.

Nie.

Bg zmarszczy brwi.
-

Sucham?

Uniosa rg obfitoci w gr. Po odciciu od gowy Acheloosa sta si pusty w


rodku, gadki i ciemny Wyglda do zwyczajnie, ale liczya na jego czarodziejsk
moc.
-

Acheloos mia racj - powiedziaa. - Jeste jego przeklestwem tak samo jak on

twoim. Co z ciebie za heros?


Herkules spojrza na ni tak, jakby przemwia po japosku.
-

Chyba zdajesz sobie spraw z tego, e mog was zabi kiwniciem palca? Mog

cisn maczug w wasz okrt i rozwali kadub. Mog...


-

Moesz si przymkn - powiedzia Jason, dobywajc miecza. - Moe Zeus

rzeczywicie rni si od Jupitera. Bo ja nie znisbym brata, ktry zachowuje si tak jak
ty.
yy na szyi Herkulesa zrobiy si purpurowe jak jego szata.
-

Nie bdziesz pierwszym pbogiem, ktrego zabij.

Jason jest lepszy od ciebie - powiedziaa Piper. - Ale nie martw

si. Nie chcemy z tob walczy. Zamierzamy odpyn std z tym rogiem. Nie
zasugujesz na niego. Zatrzymam go, eby mi przypomina, czego pbogowi nie wolno
robi. I eby mi przypomina nieszczsnego Acheloosa i Dejanir.
Nozdrza boga zadrgay.
-

Nie wymawiaj tego imienia! Chyba nie mylisz powanie, e boj si twojego

mizernego choptasia. Nikt nie jest silniejszy ode mnie.


-

Nie powiedziaam, e jest od ciebie silniejszy. Powiedziaam, e jest lepszy.

Skierowaa wylot rogu w stron Herkulesa. Pozwolia, by opuciy j wszystkie ale,


zwtpienia i zoci, ktre j drczyy od czasu wizyty w Obozie Jupiter. Skupia si na
wszystkim, co dobrego przeya z Jasonem Grace: na locie w jego ramionach nad
Wielkim Kanionem, na wsplnych przechadzkach po play w Obozie Herosw, kiedy
trzymali si za rce, piewajc i patrzc na gwiazdy, na siedzeniu razem w leniwe
popoudnia przy polach truskawek i suchaniu satyrw grajcych na fletniach.
Pomylaa o przyszoci, kiedy giganci zostan ju pokonani, a Gaja znowu pogry
si we nie, kiedy bd yli razem szczliwie bez zazdroci, bez potworw, z ktrymi
trzeba walczy. Wypenia swoje serce tymi mylami i poczua, e rg obfitoci zaczyna
si rozgrzewa.
I nagle z rogu trysn strumie jedzenia tak silny jak rzeka Acheloosa. Strumie
wieych owocw, pieczywa i wdzonych szynek run na Herkulesa, zasypujc go w
okamgnieniu. Piper nie moga zrozumie, w jaki sposb to wszystko miecio si w rogu
i przepychao przez jego wski wylot, ale pomylaa, e szczeglnie te szynki byy na
miejscu.
Kiedy rg wyplu z siebie do jada, by wypeni dom, sam si zamkn. Piper
syszaa dochodzce spod tego wzgrka wrzaski i szamotanin Herkulesa. Najwyraniej
nawet najsilniejszy na wiecie bg musia ulec, pogrzebany pod stosem wieych
produktw spoywczych.
-

Zwiewajmy! zawoaa do Jasona, ktry zapomnia o swojej roli w tym planie i

gapi si na stos. - Ju!


Obj j w pasie i wezwa wiatr. Zostali zdmuchnici z wyspy tak gwatownie, e
powietrze uderzyo Piper w twarz jak smagnicie biczem. W ostatniej chwili.
Bo kiedy wyspa znikna im z oczu, gowa Herkulesa wyonia si z pagrka
wszelkich dbr jadalnych, z tkwic na niej jak hem powk orzecha kokosowego.
-

Zabij! - rykn, a mia w tym niez wpraw.

Jason wyldowa na pokadzie Argo II". Na szczcie Leo zrobi to, co do niego
naleao. Wiosa okrtu byy ju w trybie lotu. Kotwica podniesiona. Jason wezwa
wichur tak potn, e poderwaa ich w niebo, a Percy wysa na brzeg trzymetrow

fal, ktra ponownie powalia Herkulesa kaskad wody i ananasw.


Kiedy bg stan wreszcie na nogach i zacz ciska w nich kokosami, Argo II"
przebija si ju przez oboki nad Morzem rdziemnym.

XXIX
PERCY
Percy nie czu si najlepiej.
Najpierw uciek z Atlanty przed zymi bogami morza. Potem nie zapobieg atakowi
olbrzymiej krewetki na Argo II". Potem te rybocentaury, bracia Chejrona, nawet nie
chciay si z nim spotka.
Jakby tego byo mao, kiedy dopynli do Gibraltaru, Jason Byskawica odwiedzi
swojego brata przyrodniego Herkulesa, najsynniejszego pboga wszech czasw, a on,
Percy, musia w tym czasie tkwi na okrcie.
No dobra, z tego, co mwia Piper, wynikao, e Herkules okaza si zimnym
draniem, ale... aenie tam i z powrotem po pokadzie nie jest zbyt atrakcyjnym zajciem.
Otwarte morze powinno przecie by jego terytorium. To on powinien odgrywa tu
gwn rol, dowodzi, chroni swoich przyjaci. A zamiast tego od pocztku rejsu
przez Atlantyk raz pogawdzi z rekinami, a poza tym wysuchiwa trenera Hedgea
podpiewujcego kawaki z popularnych seriali.
Co gorsza, odkd opucili Charleston, nie mia bliszego kontaktu z Annabeth.
Wikszo czasu spdzaa w swojej kabinie, studiujc spiow map, ktr zdobya w
Forcie Sumter, albo szukajc informacji w laptopie Dedala.
Za kadym razem gdy prbowa si z ni zobaczy, bya tak pogrona w mylach, e
ich rozmowa przebiegaa mniej wicej w stylu:
Percy: Cze, jak leci?
Annabeth: - Och, nie, dziki.
Percy: - No dobra... ale jada co dzisiaj?
Annabeth: - Chyba Leo ma teraz wacht. Zapytaj jego.
Percy: No tak, mwi dziad do obrazu.
Annabeth: - Dobra. Za chwil.
Tak czasem miaa. Chodzenie z crk Ateny byo nie lada wyzwaniem. Percy ama
sobie gow nad tym, jak zwrci na siebie jej uwag. Martwi si o ni od czasu jej
spotkania z pajkami w Forcie Sumter i nie wiedzia, jak jej pomc, zwaszcza e zbyt
czsto nie mg si z ni dogada.
Po pokonaniu Supw Herkulesa - bez szwanku, jeli nie liczy paru kokosw, ktre

utkwiy w kadubie - okrt gadko szybowa w powietrzu przez kilkaset mil.


Percy mia nadziej, e te staroytne krainy nie oka si tak niebezpieczne, jak im
mwiono. Tyle e ta nadzieja bya rwnie zudna jak obietnica z reklamy: Od razu
poczujesz rnic!".
Kilka razy na godzin co ich atakowao. Raz stado stymfalij-skich ptakw
wychyno z ciemnoci nocy i Festus spali je ognistym wyziewem. Innym razem duchy
burzy kbiy si wok masztu i Jason rozpdzi je byskawic. Kiedy trener Hedge jad
kolacj na pokadzie dziobowym, znikd pojawi si dziki pegaz, podepta mu enchilad i
odlecia, pozostawiajc lady sera na caym pokadzie.
- 1 za co to byo? - zapyta trener.
Na widok pegaza Percy poczu al, e nie ma przy nim Mrocznego. Od dawna nie
widzia swojego przyjaciela. Grom i Arion te si nie pokazyway. Moe nie chciay si
zapuszcza na Morze rdziemne. Nie mg ich za to wini.
W kocu koo pnocy, po dziewitym czy dziesitym ataku powietrznym, Jason
zwrci si do Percyego:
- Moe by si przespa? Bd zwala te wistwa z nieba, dopki mi si starczy. A
potem moemy troch popyn i ty przejmiesz wacht.
Percy nie by pewny, czy zanie na okrcie wstrzsanym przez rozzoszczone duchy
wiatru, ale uzna, e pomys Jasona nie jest gupi. Zszed pod pokad i rzuci si na swoj
koj.
Ale nocne koszmary nie pozwoliy mu odpocz.
nio mu si, e jest w jakiej mrocznej jaskini. Niewiele widzia w tych
ciemnociach, ale wyczuwa, e jaskinia jest wielka. Gdzie w pobliu kapaa woda, a te
dwiki odbijay si echem od odlegych cian. Sdzc po ruchu powietrza, musiaa te
by bardzo, bardzo wysoka.
Usysza czyje cikie kroki i z mroku wyoniy si postacie Efialtesa i Otisa.
Rozrnia ich tylko po wosach - Efialtes mia zielone dredy z wplecionymi w nie
srebrnymi i zotymi monetami, Otis purpurowy kucyk z wplecionymi we... czyby to
byy petardy?
Poza tym ubrali si identycznie, a ich strj by czci koszmaru: obcise biae
spodnie i zote koszule pirackie z gbokimi wyciciami z przodu, ukazujcymi

owosione piersi. Z kadego nabijanego cyrkoniami pasa zwisa z tuzin sztyletw w


pochwach. Na nogach mieli sanday dowodzce, e... tak, to prawda, mieli we zamiast
stp! Rzemyki sandaw oplatay karki ww, ktrych gowy wystaway tam, gdzie
powinny by paluchy. We strzelay jzyczkami i obracay zotymi oczami we
wszystkie strony jak psy wygldajce przez okno samochodu. By moe dawno nie miay
obuwia z widokiem.
Giganci stali przed Percym, ale nie zwracali na niego uwagi. Wpatrywali si w
ciemno.
- Jestemy - oznajmi Efialtes.
Jego tubalny gos potoczy si echem po jaskini, a w kocu zamar gdzie w oddali.
Z wysoka kto odpowiedzia:
-

Tak. Widz. Trudno nie zauway tych strojw.

Percy poczu, e odek mu si skrca. Gos by jakby kobiecy, ale cakiem


nieludzki. Kade sowo byo jakim znieksztaconym sykiem w wielu tonach, jakby rj
afrykaskich morderczych pszcz nauczy si mwi unisono po angielsku.
To nie bya Gaja. Tego Percy by pewny. Ale cokolwiek to byo, najwyraniej
napawao bliniakw-gigantw strachem. We uniosy si i pochyliy gowy z
szacunkiem.
-

Oczywicie, Wasza Wielkopasko - powiedzia Efialtes. -Przynosimy wieci

Dlaczego jestecie tak poubierani? - zapytao to co z ciemnoci.

o...
Percy odetchn z ulg, bo gos ani troch si nie przybliy.
Efialtes rzuci bratu poirytowane spojrzenie.
-

Mj brat mia woy co innego. Niestety...

Powiedziae, e to ja jestem dzisiaj miotaczem noy - zaprotestowa Otis.

Powiedziaem, e to ja bd dzi miotaczem noy! Ty miae by magikiem! Och,

niech mi Wasza Wielkopasko wybaczy. Na pewno nie yczysz sobie wysuchiwania


naszych ktni. Przyszlimy, jak kazaa, z wiadomociami. Ten okrt ju si zblia.
Jej Wielkopasko, kimkolwiek bya, wydaa z siebie seri gwatownych sykw jak
przebijana raz po raz dtka. Percy'emu dreszcz przebieg po plecach, gdy zda sobie
spraw, e to by miech.

Ile czasu? - zapytaa.

Percy
-

Myl, e powinni wyldowa w Rzymie wkrtce po wicie -odrzek Efialtes. -

Oczywicie bd musieli min zotego chopca.


Umiechn si szyderczo, jakby zoty chopiec" nie nalea do jego ulubiecw.
-

Mam nadziej, e wylduj bezpiecznie - powiedziaa Jej Wielkopasko. -

Zepsuoby to nam zabaw, gdyby pochwycono ich zbyt wczenie. Przygotowania


zakoczone?
-

Tak, Wasza Wielkopasko.

Otis zrobi krok do przodu i jaskinia zadygotaa. Pod jego lewym wem otwara si
szczelina.
-

Uwaaj, gamoniu! - warkna Jej Wielkopasko. - Chcesz powrci do Tartaru

w niezbyt przyjemny sposb?


Otis cofn si, twarz mu zwiotczaa ze strachu. Percy dostrzeg teraz, e dno jaskini,
wygldajce na kamienne, przypominao bardziej lodowiec, po ktrym kiedy szed na
Alasce - w jednych miejscach byo gadkie, solidne, w innych... nie bardzo. Rad by, e
we nie nic si nie way.
-

To wszystko ledwo si trzyma - ostrzega Jej Wielkopasko - a jeli jeszcze si

nie rozpado, to tylko dziki mnie. Jedynie na


tyle mona powstrzyma wielowiekow wcieko Ateny, a pod nami wielka Matka
Ziemia wci wierci si we nie. Midzy tymi dwiema mocami... no c, moje gniazdo
cakiem zwietrzao. Miejmy nadziej, e to dzieci Ateny udowodni, e warto je
schwyta. Bdzie moj ostatni igraszk.
Efialtes gono przekn lin. Wci wpatrywa si w szczelin pod stopami.
-

Wkrtce nie bdzie to miao znaczenia, Wasza Wielkopasko. Gaja powstanie,

a my wszyscy zostaniemy wynagrodzeni. Nie bdziesz ju musiaa strzec tego miejsca,


wyjdziesz z ukrycia.
-

By moe - zasycza z ciemnoci gos. Ale brak mi bdzie sodyczy zemsty.

Dobrze si nam razem pracowao przez cae stulecia, co?


Bliniacy skonili si. Monety bysny we wosach Efialtesa, a Percy poczu mdoci,
gdy zda sobie spraw, e niektre z nich s srebrnymi drachmami, takimi samymi jak ta,

ktr Annabeth dostaa od swojej matki.


Annabeth powiedziaa im, e w kadym pokoleniu Atena wysyaa kilkoro dzieci na
misj odzyskania zaginionego posgu z Partenonu. adnemu si to nie udao.
Dobrze si nam razem pracowao przez cae stulecia"...
Gigant Efialtes mia we wosach setki srebrnych drachm - setki trofew. Percy
wyobrazi sobie Annabeth stojc samotnie w tym miejscu. Wyobrazi sobie giganta
odbierajcego jej monet i dodajcego j do swojej kolekcji. Zapragn doby miecza i
ostrzyc olbrzyma, zaczynajc od karku, ale nic nie mg zrobi. Mg tylko patrze.
-

Och, Wasza Wielkopasko - powiedzia nerwowo Efialtes - chciabym

przypomnie, e Gaja yczy sobie, by t dziewczyn wzi ywcem. Moesz j drczy.


Moesz doprowadzi j do szalestwa. Moesz robi z ni, co zechcesz, ale jej krew
musi zosta przelana na tych staroytnych kamieniach.
Jej Wielkopasko zasyczaa gniewnie.
-

Mona uy do tego innych.

No tak - odrzek Efialtes - ale ona chce t dziewczyn. I tego chopaka, syna

Posejdona. Chyba rozumiesz, dlaczego tych dwoje najbardziej nam pasuje.


Percy nie wiedzia, co to znaczy, ale zapragn rozwali dno jaskini i wysa tych
dwch gupcw w zotych koszulach na wieczne zatracenie. Nigdy nie pozwoli Gai na
przelanie swojej krwi w adnym celu, a tym bardziej nikomu nie da skrzywdzi
Annabeth.
-

Zobaczymy sykna Jej Wielkopasko. - A teraz odejdcie. Zajmijcie si

przygotowaniami. Bdziecie mie to swoje widowisko. A ja... ja bd dziaa tu, w


ciemnociach.
Sen rozwia si i Percy przebudzi si gwatownie.
Jason puka w otwarte drzwi.
-

Osiedimy na morzu - powiedzia, a wyglda na bardzo zmczonego. - Twoja

kolej.
Percy nie chcia budzi Annabeth, ale uzna, e powinien to zrobi. Nawet trener
Hedge nie zganiby ich za rozmow podczas ciszy nocnej, skoro chodzio o informacje,
od ktrych zaleao jej ycie.
Stali na pokadzie, wszyscy prcz Leona, ktry wci okupowa sterowni. Musia

by skrajnie wyczerpany, ale nie chcia si przespa.


-

Nie ycz sobie wicej takich niespodzianek, jak ta Krewedzilla - mwi.

Wszyscy prbowali go przekona, e nie tylko on ponosi odpowiedzialno za atak


skolopendry, ale ich nie sucha. Percy dobrze wiedzia, co Leo czuje. Sam mia wielki
talent do niewybaczania sobie bdw.
Dochodzia czwarta rano. Pogoda bya poda. Mga zgstniaa tak, e Percy nie
widzia Festusa na dziobie, a ciepa mawka wisiaa w powietrzu jak kurtyna z
paciorkw. Okrt koysa si ciko, przebijajc blisko dziesiciometrowe fale, a spod
pokadu dochodziy rwnie cikie westchnienia i jki biednej Hazel.
Mimo to Percy poczu si lepiej, odkd znowu eglowali po morzu. Wola to od
przebijania si przez chmury burzowe i atakw asych na ludzkie miso ptakw czy
rozdeptujcych enchilad pegazw.
Stojc z Annabeth przy przednim relingu, opowiedzia jej o swoim nie.
Nie wiedzia, jak na to zareaguje. Ku jego zdumieniu nie bya tymi rewelacjami
zaskoczona.
Wpatrzya si w mg.
-

Percy, musisz mi co przyrzec. Nie mw innym o swoim nie.

Co? Annabeth...

To, co zobaczye, dotyczyo Znaku Ateny Im to nie pomoe. Tylko zaczn si

niepokoi, a mnie bdzie trudniej zrobi to, co do mnie naley


-

Annabeth, chyba nie mwisz powanie. To co w ciemnoci, ta wielka komora z

rozpadajcym si dnem...
-

Wiem. - Jej twarz bya nienaturalnie blada, a Percy podejrzewa, e nie by to

efekt mgy. - Ale musz to zrobi sama.


Zdusi w sobie gniew. Nie bardzo wiedzia, czy jest wcieky na ni, czy na swj sen,
czy moe na cay grecko-rzymski wiat, ktry przez pi tysicy lat ksztatowa histori
ludzkoci w jednym celu: eby uczyni ycie Percy ego Jacksona tak nieznonym, jak to
tylko moliwe.
-

Ty wiesz, co byo w tej jaskini - powiedzia. - To ma co wsplnego z pajkami?

Tak - odpowiedziaa cicho.

Wic jak moesz... - zacz, ale urwa.

Kiedy Annabeth co sobie postanowia, przekonywanie jej, e popenia bd, byo


pozbawione sensu. Przypomnia sobie t noc, trzy i p roku temu, kiedy w Maine
uratowali Nica i Bianc di Angelo. Annabeth porwa tytan Atlas. Przez jaki czas Percy
nie wiedzia nawet, czy dziewczyna yje. Przewdrowa cay kraj, by j ocali. To byy
najcisze dni w jego yciu - nie z powodu potworw, ale lku o ni.
Jak mgby teraz wiadomie pozwoli jej odej, wiedzc, e czeka j jeszcze
wiksze zagroenie?
I nagle zawitao mu w gowie: tak jak wwczas si czu, przez tych kilka dni,
musiaa si czu Annabeth przez sze miesicy, kiedy on zagin, pozbawiony pamici.
Poczu wyrzuty sumienia. Czy nie by egoist, spierajc si teraz z ni? Przecie ona
musi wypeni swoj misj. Od tego moe zalee los caego wiata. A jednak co w nim
bardzo chciao powiedzie: Zapomnij o wiecie". Nie mg znie myli, e moe jej
zabrakn.
Wpatrzy si w mg. Nic nie widzia, ale mia doskonae wyczucie morza. Zna ich
dokadne pooenie geograficzne. Wiedzia, jak gboki jest ocean i w ktrym kierunku
zmierzaj morskie prdy. Zna prdko okrtu i nie wyczuwa adnych ska, mielizn ani
innych naturalnych zagroe przed nimi. A jednak ta olepiajca mga budzia w nim
niepokj.
Nic ich nie zaatakowao od czasu, gdy okrt osiad na wodzie, ale to morze byo
jakie inne. Percy zna Atlantyk, Pacyfik, nawet zatok Alaska, ale to morze wydawao
mu si bardziej staroytne i potniejsze. Wyczuwa kbice si pod nim odmty. Po
tych wodach eglowali wszyscy greccy i rzymscy herosi - od Herkulesa po Eneasza. W
jego gbinach nadal yy potwory, tak gsto omotane magiczn Mg, e przez
wikszo czasu pozostaway upione, ale czu, jak si poruszaj, wietrzc spiowy
kadub greckiej triremy i krew pbogw.
Powrcili" - zdaway si mwi potwory. - Znowu wiea krew".
-Jestemy ju niedaleko wybrzea Italii - powiedzia Percy, gwnie po to, by
przerwa milczenie. - Jakie sto mil morskich od ujcia Tybru.
-

Wspaniale - odrzeka Annabeth. - O wicie powinnimy...

Stop. Percy poczu, e skra mu cierpnie. - Musimy si zatrzyma.

Dlaczego?

Leo, stop! - krzykn Percy.

Za pno. Z mgy wyoni si inny okrt i staranowa Argo II". W uamku sekundy
wiadomo Percy'ego odnotowaa przypadkowe szczegy: inn trirem, czarne agle z
wymalowan gow gorgony, tum wojownikw, nie cakiem ludzkich, w greckich
zbrojach, z mieczami i wczniami w doniach, i spiowy taran na poziomie wody,
uderzajcy w kadub Argo II".
W chwili wstrzsu Annabeth i Percy niemal wypadli za burt.
Festus rzygn ogniem, kilkunastu bardzo zaskoczonych wojownikw z krzykiem
wpado do morza, ale o wiele wicej przeskakiwao ju na Argo II". Liny abordaowe
migny w powietrzu, zaczepiajc hakami o relingi i maszt, wczepiajc elazne szczki
w deski kaduba.
Kiedy Percy ochon, wrg by ju wszdzie. Nie widzia dobrze przez mg i mrok,
ale napastnicy wydali mu si skrzyowaniem delfinw z ludmi albo ludzi z delfinami.
Niektrzy mieli szare pyski, inni trzymali miecze w zdeformowanych petwach. Jedni
kutykali na czciowo zronitych nogach, drudzy mieli petwy zamiast stp, co Percy
emu przypominao buty klowna.
Annabeth i Percy stanli oparci o siebie plecami, jak to ju czynili wiele razy, z
mieczami w doniach. Percy prbowa wezwa fale, majc nadziej odepchn od Argo
II" trirem napastnikw albo nawet j wywrci, ale morze nie odpowiadao na jego
wezwania. Jakby co dusio jego wol, wyrywajc ocean spod jego kontroli.
Unis Orkana, gotw walczy, ale przewaga napastnikw bya miadca. Otoczy
ich krg wojownikw z pochylonymi wczniami, tworzcymi bezpieczny dystans od
jego miecza. Delfinoaki rozwary pyski, wydajc gwidce, przerywane dwiki.
Wstrzsn nim widok ich zbw.
Prbowa zebra myli. Moe udaoby mu si przerwa ten krg i zabi paru
napastnikw... ale inni i tak nadzialiby na wcznie i jego, i Annabeth.
W kadym razie wydawao si, e wojownicy nie zamierzaj zabi ich natychmiast.
Trzymali Percy'ego i Annabeth w zowieszczym krgu, podczas gdy ich kamraci zaroili
si na dolnym pokadzie i wpadli do sterowni. Percy sysza, jak wyamuj drzwi kabin,
szamoczc si z jego przyjacimi. Jeli nawet inni pbogowie nie spali mocno, i tak nie
mieli adnych szans w walce z tak cib wrogw.

Oszoomionego i jczcego Leona powleczono przez pokad i cinito na stos lin.


Pod pokadem ucichy odgosy walki. Albo wszyscy ju si poddali, albo... Percy nie
chcia nawet o tym myle.
Krg wczni rozdzieli si z jednej strony, aby przepuci kogo do rodka. Bya to
posta w peni ludzka, cho po sposobie, w jaki rozstpiy si przed ni delfinoaki,
mona byo pozna, e jest ich przywdc. Miaa na sobie grecki strj bojowy: sanday,
krtk spdniczk, nagolenniki i napiernik ze wzorami przedstawiajcymi morskie
potwory, a wszystko byo zote. Nawet bro, grecki miecz podobny do Orkana, by ze
zota, a nie ze spiu.
Zoty chopak" - pomyla Percy, przypominajc sobie swj sen. - Bd musieli
min zotego chopca'.
Najbardziej niepokoi go jednak jego hem. Przybica bya pen mask
uksztatowan w gow gorgony - z zakrzywionymi kami i ohydnym umiechem na
otoczonej wijcymi si wami twarzy. Percy dobrze zna gorgony. To podobiestwo
byo bardzo bliskie troch za bliskie jak na jego gust.
Annabeth obrcia si, tak e teraz staa z Percym rami w rami. Pragn j przytuli
opiekuczo, ale zwtpi, czy doceniaby ten gest, i nie chcia da pozna zotemu
facetowi, e Annabeth jest jego dziewczyn. Nie byoby rozsdne zwiksza przewag
przeciwnika.
- Kim jeste? - zapyta Percy. - Czego chcesz?
Zoty wojownik zachichota cicho. Bysn jego miecz i Orkan wypad z rki
Percy'ego, spadajc ukiem do morza.
Rwnie dobrze mgby wrzuci do morza jego puca, bo Percyego dosownie zatkao.
Jeszcze nigdy nie rozbrojono go z tak atwoci.
- Cze, braciszku. - Zoty wojownik przemwi dwicznym i aksamitnym gosem z
jakim egzotycznym akcentem, moe rdziemnomorskim, ktry wyda si Percy'emu
troch znajomy. - Zawsze si ciesz, kiedy obrabuj jakiego innego syna Posejdona.
Jestem Chrysaor, Zoty Miecz. A czego chc? - Zwrci swoj zot mask w stron
Annabeth. - No c, to proste. Chc wszystkiego, co masz.

XXX
PERCY
S erce Percy'ego walio w nierwnym rytmie, gdy Chrysaor przechadza si tam i z
powrotem, przygldajc si im jak cennym okazom byda. Z tuzin delfinoakw sta
nadal w krgu wok nich, z ostrzami wczni wymierzonymi w pier Percy'ego, podczas
gdy tabuny innych pldroway okrt, haasujc pod pokadem. Jeden wyszed po
schodach, niosc pudo z ambrozj, inny dwiga narcze pociskw do balisty i skrzyni
greckiego ognia.
-

Ostronie! - ostrzega go Annabeth. - To moe wysadzi w powietrze oba nasze

okrty.
-

Ha! - prychn Chrysaor. - Dobrze znamy ogie grecki, dziewczyno. Nie martw

si. Przez cae eony pldrowalimy i upilimy okrty na Mare Nostrum.


-

Twj akcent brzmi znajomo - powiedzia Percy. - Ju si kiedy spotkalimy?

Nie miaem przyjemnoci. - Zota maska gorgony ypna na niego zowrogo,

chocia trudno byo odgadn, jak naprawd mia pod ni min. - Ale syszelimy o
tobie, Percy Jacksonie.
Och, tak, o tym modziecu, ktry ocali Olimp. I o twojej wiernej pomagierce,
Annabeth Chase.
-Nie jestem niczyj pomagierk - warkna Annabeth. I... Percy, jego akcent brzmi
znajomo, bo przypomina wymow jego matki. Zabilimy j w New Jersey.
Percy zmarszczy brwi.
-Jestem pewny, e nie jest to akcent z New Jersey. A jego... Och. Wszystko si
poskadao. Centrum Krasnali Ogrodowych Cioci Em - gniazdo Meduzy. Mwia z takim
samym akcentem, w kadym razie do chwili gdy Percy odci jej gow.
-

Meduza jest twoj matk? - zapyta. - Chopie, masz cholernego pecha.

Sdzc po dwiku, jaki narodzi si w gardle Chrysaora, troch si zdenerwowa.


-Jeste tak samo arogancki jak pierwszy Perseusz. Ale masz racj, Percy Jacksonie.
Moim ojcem jest Posejdon. Matk Meduza. Kiedy zmienia j w potwora tak zwana
bogini mdroci... - Zota maska zwrcia si w stron Annabeth. - To chyba twoja
matka. .. Dwoje dzieci Meduzy uwizo w jej onie, nie mogc przyj na wiat. Kiedy
pierwszy Perseusz odci jej gow...

Wyskoczyo z niej dwoje dzieci - dokoczya Annabeth. -Pegaz i ty.

Percy zamruga.
-

Wic twoim bratem jest skrzydlaty ko. Ale jeste te moim bratem przyrodnim,

co oznacza, e wszystkie latajce konie na wiecie s moimi... Wiesz co? Zapomnijmy o


tym.
Ju dawno nauczy si nie wnika zbytnio w boskie pokrewiestwa. Po tym jak
cyklop Tyson uzna go za brata, Percy wola nie szuka dalszej rodziny.
-

Ale skoro jeste dzieckiem Meduzy, to dlaczego nigdy o tobie nie syszaem? -

zapyta.
Chrysaor westchn ciko.
-

Kiedy ma si za brata Pegaza, zwykle o tobie nie pamitaj. Och, popatrz,

skrzydlaty ko! A kto by tam zwraca uwag na mnie? Nikt! - Unis ostrze miecza na
wysoko oczu Percy'ego.
- Ale nie prbuj mnie lekceway. Nie bez przyczyny nosz imi Zoty Miecz.
-

To cesarskie zoto?

Ech! Zaczarowane zoto. Pniej Rzymianie nazwali je zotem cesarskim, ale to

ja byem pierwszym posiadaczem takiej klingi. Powinienem by najsawniejszym


herosem wszech czasw! A staem si zoczyc, bo opowiadacze legend nie zaszczycili
mnie uwag. Postanowiem sam upomnie si o swoje dziedzictwo. Uznaem, e jako syn
Meduzy bd sia terror, a jako syn Neptuna zapanuj nad morzami!
-

Zostae piratem - podsumowa Percy.

Chrysaor rozoy rce, co Percy przyj z ulg, bo miecz oddali si od jego oczu.
-Najlepszym piratem. Od stuleci egluj po tych wodach, zatrzymujc wszystkich
pbogw, ktrzy s na tyle gupi, by zapuci si na Mare Nostrum. To jest teraz moje
terytorium. I wszystko, co posiadacie, naley do mnie. Jeden z delfinoakw wywlk
spod pokadu trenera Hedgea.
-

Pu mnie, ndzny tuczyku! - rykn Hedge. Prbowa go kopn, ale jego

kopyto odbio si od pancerza


wojownika. Sdzc po pokrgych ladach na napierniku del-finoaka, trener
prbowa tego ju nieraz.
-

Ach, satyr - powiedzia drwico Chrysaor. - Troch stary i ylasty, ale cyklopi

dobrze zapac za tak przeksk. Skujcie go.


-

Nie jestem niczyj kolin! - zaprotestowa Hedge. -1 zakneblujcie - doda

Chrysaor.
-

Ty may pozacany... - zacz Hedge, ale w tym momencie delfinoak wepchn

mu mokr szmat do ust.


Wkrtce trener zosta sptany jak cielak podczas rodeo i rzucony na stos innych
upw. Byy tam skrzynie z ywnoci, bro, a nawet magiczna lodwka z mesy.
-

Nie moesz tego zrobi! - krzykna Annabeth.

Spod zotej maski dobieg rechot. Percy zastanawia si, czy Chrysaor ma okropnie
znieksztacon twarz i czyjego wzrok moe zamienia ludzi w kamie, jak to czynia jego
matka.
-

Mog zrobi, co zechc - rzek Chrysaor. - Mam doskonale wywiczonych

wojownikw. S gronymi, okrutnymi...


-

Delfinami - dokoczy Percy.

Chrysaor wzruszy ramionami.


-

Zgadza si. No i co z tego? Par tysicleci temu mieli pecha, porwali niewaciw

osob. Cz zostaa zamieniona cakowicie w delfiny. A ci... ci s hybrydami. Kiedy ich


odnalazem w gbinach morza i zaoferowaem im nowe ycie, stali si moj wiern
druyn. Nie boj si niczego!
Jeden z wojownikw zawierka do niego nerwowo.
-

Tak, tak - burkn Chrysaor. - Boj si tylko jednego, ale to si nie liczy. Nie ma

go tutaj.
W gowie Percy ego zawita pewien pomys, ale zanim zdy go rozway, po
schodach wspio si wicej delfinolakw, wlokcych jego przyjaci. Jason by
nieprzytomny. Sdzc po nowych siniakach na jego twarzy, prbowa walczy. Hazel i
Piper miay zwizane rce i nogi. Piper miaa knebel w ustach, wic najwyraniej piraci
odkryli, e potrafi uywa czaromowy. Nie byo tylko Franka, za to dwa delfinoaki
miay na twarzach lady po ukszeniach pszcz.
Czyby Frank zdoa si zamieni w rj pszcz? Percy mia tak nadziej. Jeli Frank
jest gdzie na pokadzie, byaby to sprzyjajca okoliczno, oczywicie pod warunkiem
e Percy zdoa si z nim porozumie.

Wspaniale! - zarechota Chrysaor.

Kaza swoim wojownikom rzuci Jasona koo kusz. Potem przyjrza si dziewcztom,
jakby byy prezentami boonarodzeniowymi. Widzc to, Percy zazgrzyta zbami.
-

Ten chopak nie ma dla mnie adnej wartoci - powiedzia Chrysaor. - Mamy

jednak umow z Kirke. Kupi kobiety na swoje niewolnice albo uczennice, w zalenoci
od ich uzdolnie. Ale nie ciebie, urocza Annabeth.
Annabeth achna si.
-

Nigdzie mnie nie zabierzesz.

Rka Percy'ego wsuna si do kieszeni i wymacaa dugopis. Teraz czeka tylko na


chwil nieuwagi Chrysaora. Moe gdyby udao mu si szybko powali pirata, jego
wojownicy wpadliby w panik.
Nic nie wiedzia o jego sabych punktach. Zwykle Annabeth dostarczaa mu takich
informacji, ale najwyraniej Chrysaor nie by bohaterem adnych legend, wic oboje nic
o nim nie wiedzieli.
Zoty wojownik zacmoka.
-

Och, przykro mi, Annabeth, nie zatrzymam ci, cho bardzo bym tego chcia.

Ciebie i twojego przyjaciela Percy ego zada kto inny. Pewna bogini zapaci za was
wysok cen, cho nie zastrzega, ebym nie wyrzdzi wam adnej krzywdy.
W tej chwili Piper zrobia co, na co Percy czeka. Jkna tak gono, e nie stumi
tego knebel. Potem pada na najbliszego stranika, zwalajc go z ng. Hazel domylia
si, o co chodzi, i upada na pokad, wierzgajc nogami i miotajc si jak w ataku szau.
Percy doby Orkana i zamachn si nim. Klinga powinna trafi w szyj Chrysaora,
ale zoty chopak okaza si niewiarygodnie szybki. Uchyli si i odparowa cios, podczas
gdy jego wojownicy cofnli si, strzegc jecw i stwarzajc swojemu kapitanowi pole
do walki. Zawierkali i zapiszczeli, podbechtujc go, a Percy nabra ponurego
podejrzenia, e przywykli do tego rodzaju rozrywek i nie uwaaj, e ich wodzowi co
grozi.
Percy nie skrzyowa miecza z takim przeciwnikiem od czasu. .. no, od czasu walki z
bogiem wojny Aresem. Chrysaor by rwnie dobry. Przez lata wiele z talentw Percy ego
rozwino si i wzmocnio, ale teraz, niestety zbyt pno, zda sobie spraw, e nie
naleaa do nich walka na miecze.

By sztywny i zbyt powolny - przynajmniej w walce z takim przeciwnikiem jak


Chrysaor.
Nacierali na siebie, uskakujc, robic wypady i parujc ciosy. Percy sysza w gowie
gos Luk'a Castellana, swojego pierwszego nauczyciela walki na miecze w Obozie
Herosw, udzielajcy mu rad. Ale to nie pomogo.
Zota maska gorgony wyprowadzaa go z rwnowagi. Ciepa mga, liskie deski
pokadu, wierkanie delfinoakw - wszystko to nie pomagao mu w walce. A ktem oka
dostrzeg, e jeden z wojownikw przyoy n do garda Annabeth, na wypadek gdyby
prbowaa jakich sztuczek.
Zamarkowa pchnicie i ci na odlew, mierzc w brzuch Chrysaora, ale zoty
wojownik przewidzia ten ruch. Wytrci mu miecz z doni i Orkan ponownie spad
ukiem do morza.
Chrysaor rozemia si beztrosko. Nie zosta nawet dranity. Przycisn czubek
swojego zotego miecza do mostka Percy'ego.
- Nieza prba - powiedzia. - Ale teraz zostaniecie skuci i przetransportowani do sug
Gai. Niecierpliwie czekaj, by przela wasz krew i przebudzi bogini.

XXXI
PERCY
Najlepsze pomysy czsto przychodz do gowy w pozornie beznadziejnych
sytuacjach.
Percy sta pokonany i bezbronny. Myla gorczkowo, jak wyj z tej opresji. Za
bardzo przywyk do tego, e to Annabeth wiedziaa wszystko o greckich legendach, wic
teraz nie mg sobie przypomnie nic poytecznego, ale wiedzia jedno: musi dziaa
szybko. Nie moe pozwoli, by co stao si jego przyjacioom. Nie moe utraci
Annabeth. Nie po raz drugi.
Chrysaora nie zdoa pokona, w kadym razie w pojedynku. Ale bez jego zaogi...
moe udaoby si go obezwadni, gdyby kilku pbogw zaatakowao go jednoczenie.
Jak sobie poradzi z zaog? Zacz skada fakty do kupy: piraci zostali zamienieni
w delfinoaki przed tysicami lat, kiedy porwali niewaciw osob. Percy zna t
histori. No tak, ta niewaciwa osoba jemu rwnie grozia przemian w delfina. A
kiedy Chrysaor powiedzia, e jego zaoga nie boi si niczego, jeden z delfinoakw
szybko go poprawi. Tak" - powiedzia wtedy Chrysaor. - Nie ma go tutaj".
Zerkn w stron rufy i dostrzeg Franka, w ludzkiej postaci, wygldajcego zza
balisty. Percy z trudem powstrzyma umiech. Ten wielki osiek twierdzi, e jest
bezuytecznym niezdar, ale zawsze znajdowa si we waciwym miejscu, kiedy Percy
go potrzebowa.
Dziewczyny... Frank... lodwka.
By to zwariowany pomys, ale, jak zwykle, Percy innego nie mia.
-

wietnie! - zawoa tak gono, by zwrci na siebie uwag wszystkich. - Zabierz

nas std, jeli nasz kapitan na to pozwoli!


Zota maska zwrcia si w jego stron.
-Jaki kapitan? Moi ludzie przeszukali cay okrt. Oprcz was nie ma tu nikogo.
Percy unis rce teatralnym gestem.
-

Bg objawia si tylko wtedy, kiedy sobie tego yczy. Ale jest naszym przywdc.

Kieruje naszym obozem dla pbogw. Prawda, Annabeth?


Annabeth nie daa si zaskoczy.
-Tak! - Pokiwaa entuzjastycznie gow. - Pan D.! Wielki Dionizos!

Delfinoaki poruszyy si niespokojnie. Jeden upuci miecz.


-

Nie suchajcie ich! - rykn Chrysaor. - Na tym okrcie nie ma adnego boga.

Prbuj was nastraszy.


-1 powinnicie by wystraszeni! Percy spojrza ze wspczuciem po zaodze. Dionizos okrutnie was potraktuje, kiedy si dowie, e opniacie nasz podr. Ukae
nas wszystkich. Nie zauwaylicie, e te dziewczyny ju wpady w dionizyjski sza?
Hazel i Piper siedziay spokojnie, gapic si na niego, ale kiedy rzuci im znaczce
spojrzenie, zaczy znowu gra na pokaz, dygocc i rzucajc si jak ryby wycignite z
wody. Otaczajce je delfinoaki rwnie popaday na pokad, starajc si odczoga jak
najdalej od nich.
-

Udaj! - rykn Chrysaor. - Zamknij si, Percy Jacksonie! Nie ma tu szefa

waszego obozu. Zosta wezwany na Olimp. Wszyscy o tym wiedz.


-

Wic przyznajesz, e Dionizos jest naszym szefem?

By- odpar Chrysaor. - Wszyscy o tym wiedz.

Percy wycign ku niemu rk oskarycielskim gestem.


-

Widzicie? Jestemy zgubieni. Jeli mi nie wierzycie, sprawdcie, co jest w tej

skrzyni!
Podbieg do magicznej lodwki. Nikt nie prbowa go zatrzyma. Otworzy wieko i
pogrzeba w brykach lodu. Musi tam by cho jedna. Musi. Jest! Wycign srebrnoczerwon puszk. Machn ni w stron delfinoakw, jakby spryskiwa ich rodkiem na
pluskwy.
-

Popatrzcie! - zawoa. - To ulubiony napj boga. Dryjcie przed straszliw

Dietetyczn Col!
Delfinofaki zaczy wpada w panik. Ju miay ochot ucieka. Percy to czu.
-

Bg odbierze wam okrt - ostrzeg ich. - Dokoczy wasz przemian w delfiny

albo zele na was szalestwo, albo zamieni was w oszalae delfiny! Ratujcie si,
odpywajcie tak szybko, jak moecie! Szybko!
-

To mieszne! - Gos Chrysaora zamieni si w pisk. Teraz nie wiedzia ju, w

kogo mierzy mieczem: w Percy'ego czy w swoj zaog.


-

Ratujcie si! - zawoa Percy. - Dla nas ju za pno na ratunek! - Z jego ust

wyrwa si zduszony okrzyk. Wskaza na miejsce, w ktrym ukrywa si Frank. - Och,

nie! Frank zamienia si w szalonego delfina!


Nic si nie wydarzyo.
-

Powiedziaem, Frank zamienia si w szalonego delfina!

Frank wychyn zza balisty i pokazowo chwyci si za gardo.


-

Och, nie - powiedzia, jakby czyta z promptera w studiu telewizyjnym. -

Zamieniam si w szalonego delfina.


I zacz si zmienia: nos mu si wyduy, skra zrobia si szara i liska. Upad na
pokad jako delfin, bijc ogonem w deski.
Przeraeni piraci rozpierzchli si, wierkajc i terkocc. W popochu porzucali bro i
nie suchajc rozkazw Chrysaora, skakali za burt. W tym zamieszaniu Annabeth udao
si szybko przeci wizy Hazel, Piper i trenera Hedgea.
Percy i jego przyjaciele otoczyli osamotnionego Chrysaora. Nie mieli broni, oprcz
sztyletu Annabeth i kopyt Hedgea, ale ich mordercze miny musiay przekona zotego
wojownika, e grozi mu mier.
Cofn si a do relingu.
-

To jeszcze nie koniec, Jackson warkn. - Jeszcze si zemszcz...

Gos mu uwiz w gardle, bo Frank znowu si zmieni. Wacy ze czterysta


kilogramw niedwied grizzly szybko przerwa t rozmow. Uderzy bokiem Chrysaora
i zdar mu zot mask. Chrysaor wrzasn, natychmiast zakrywajc twarz rkami, i
zwali si za burt.
Podbiegli do relingu. W pierwszym odruchu Percy chcia go ciga, ale powstrzyma
si, wiedzc, e nie zna tych wd, i nie chcc znw walczy z nim sam na sam.
-

To byo wspaniae! - Annabeth pocaowaa go, dziki czemu poczu si nieco

lepiej.
-

To byo desperackie - poprawi j. -1 musimy pozby si tej pirackiej triremy.

Spali j?

Percy spojrza na puszk dietetycznej coli, ktr wci trzyma w rku.


-

Nie, mam inny pomys.

Zajo im to wicej czasu, ni si Percy spodziewa. Wci spoglda na morze,


obawiajc si, e Chrysaor i jego piraci powrc, ale nie powrcili.
Leo stan na nogi, kiedy mu wlano do ust troch nektaru. Piper opatrzya rany

jasonowi; okazao si, e nie s tak grone, jak wyglday. Przede wszystkim ciko
przeywa swoj ponown porak, ktr mgby mu wypomina Percy.
Poznosili wszystkie swoje prowianty i bro na waciwe miejsca i uporzdkowali je,
podczas gdy trener Hedge buszowa po okrcie piratw, roztrzaskujc swoim kijem
bejsbolowym wszystko, co mu wpado pod rk.
Kiedy skoczy, Percy przenis bro piratw z powrotem na ich okrt. Ich adownie
pene byy skarbw, ale upar si, by niczego nie zabiera.
-

Wyczuwam tam zoto warte jakie sze milionw dolarw -powiedziaa Hazel. -

Oraz diamenty, rubiny...


-

Sze m-milionw? - wyjka Frank. - Kanadyjskich czy amerykaskich?

Daj spokj - powiedzia Percy. - To cz hodu.

Hodu? - zdziwia si Hazel.

Och. - Piper pokiwaa gow. - Kansas.

Jason wyszczerzy zby w umiechu. On te tam by, kiedy spotkali boga wina.
-

To wariactwo. Ale jestem za.

W kocu Percy wszed na pokad pirackiego okrtu i pootwiera luzy przeciw


zalewowe. Poprosi Leona, by za pomoc swoich narzdzi wyborowa kilka dziur w dnie
kaduba, co ten uczyni z prawdziw przyjemnoci.
Zaoga Argo II" zebraa si przy relingu i odcia liny abordaowe. Piper wyja rg
obfitoci i, na rozkaz Percyego, nakazaa mu wyplu strumie dietetycznej coli, ktry
wytrysn z moc sikawki straackiej, zalewajc pokad pirackiego okrtu. Percy sdzi,
e potrwa to par godzin, ale okrt ton o wiele szybciej, wypeniony col i morsk
wod.
-

Dionizosie! - zawoa Percy, trzymajc nad gow zot mask Chrysaora. - Albo

Bachusie, jak ci tam zw. To ty pomoge nam zwyciy, cho ci tu nie byo. Twoje
imi... albo dietetyczna cola czy co tam jeszcze... przerazio twoich wrogw. Wic
dzikujemy ci. - Poczu si bardzo gupio, wypowiadajc te sowa, ale brn dalej: Dajemy ci ten okrt w hodzie. Mamy nadziej, e bdziesz z tego rad.
-

Sze milionw w zocie - mrukn Leo. - Powinien by z tego rad.

Cicho! - skarcia go Hazel. Drogocenny metal nie zawsze jest taki drogocenny.

Wierz mi.

Percy cisn zot mask na pokad pirackiego okrtu, ktry teraz ton jeszcze
szybciej. Pienisty pyn wytryska przez otwory na wiosa i wylewa si z adowni,
zabarwiajc morze brudnym brzem.
Percy wezwa fal, ktra pochona okrt. Leo skierowa Argo II" jak najdalej od
miejsca, w ktrym znikn pod wod.
-

Czy to nie jest zanieczyszczanie rodowiska? - zapytaa Piper.

O to bym si nie martwi - odrzek Jason. - Jeli Bachusowi spodoba si nasza

danina, okrt powinien znikn.


Percy nie by pewny, czy tak si stanie, ale czu, e zrobi wszystko co w jego mocy.
Nie bardzo wierzy w to, e Dionizos ich usyszy, a jeszcze mniej w to, e bg wina
pomoe im w walce z bliniaczymi gigantami, ale musia sprbowa.
Argo II" pyn na wschd we mgle, a Percy doszed do wniosku, e z jego
pojedynku z Chrysaorem wynika przynajmniej jedna korzy. Odczuwa pokor - na tyle
du, by zoy hod Facetowi od Wina.
Po przygodzie z piratami postanowili reszt drogi do Rzymu przeby w powietrzu.
Jason stwierdzi, e czuje si wystarczajco dobrze, by obj wacht razem z trenerem
Hedge'em, ktry wci tak by naadowany adrenalin, e za kadym razem gdy okrt
wpada w turbulencj, wymachiwa pak i wrzeszcza: Gi!"
Do witu byo jeszcze z par godzin, wic Jason zaproponowa Percy'emu, by si
troch przespa.
- Wszystko gra, stary - powiedzia. - Daj komu innemu szans ocalenia okrtu,
dobra?
Percy zgodzi si, cho kiedy znalaz si ju w swojej kajucie, jako nie mg zasn.
Wpatrywa si w mosin lamp zwisajc z sufitu i myla o tym, jak atwo da si
pokona Chrysaorowi w walce na miecze. Zoty wojownik mg go zabi, nawet si nie
spociwszy. Darowa mu ycie tylko dlatego, e kto inny zechcia zapaci za przywilej
zabicia go wasnorcznie.
Czu si tak, jakby jaka strzaa przelizna si przez szczelin w jego pancerzu jakby wci nosi przeklestwo Achillesa i jakby kto odkry jego saby punkt. Im duej
chodzi po wiecie jako heros, tym bardziej przyjaciele go podziwiali. Polegali na jego
zdolnociach i ufali jego mocom. Nawet Rzymianie ponieli go na tarczy i uczynili

swoim pretorem, a przecie pozna ich zaledwie par tygodni wczeniej.


Ale nie czu w sobie mocy. Im wicej bohaterskich czynw dokonywa, tym lepiej
zdawa sobie spraw ze swoich ogranicze. Czu si jak oszust. Wcale nie jestem tak
wielkim bohaterem, jak mylicie" - chcia ostrzec swoich przyjaci. Dowodziy tego
jego poraki, takie jak ta ostatnia. Moe wanie dlatego zacz si ba uduszenia. Nie
zatonicia w morzu czy pogrenia w ziemi, ale przywalenia przez nadmierne
oczekiwania.
A niech to... Kiedy zaczyna mie takie myli, wiedzia, e spdzi zbyt wiele czasu z
Annabeth.
Atena wypomniaa kiedy Percy'emu jego fataln skaz, to, co dla niego
najgroniejsze. Jest zbyt lojalny wobec przyjaci. Nie widzi wszystkiego w szerszej
perspektywie. Ocaliby przyjaciela, nawet gdyby oznaczao to zniszczenie reszty wiata.
Wwczas to zlekceway. Lojalno miaaby by czym zym? Nie okazaa si za
podczas walki z tytanami. Ocali swoich przyjaci i pokona Kronosa.
Teraz zacz si nad tym zastanawia. Bez wahania rzuciby si na kadego potwora,
boga czy giganta, gdyby jego przyjacioom co zagraao. Ale czy na pewno on miaby to
zrobi? A moe to zadanie dla kogo innego? Bardzo trudno byoby mu si z tym
pogodzi. Mia kopot nawet z czym tak prostym jak pozwolenie Ja-sonowi na objcie
wachty. Nie chcia na nikim polega, nie chcia, by chroni go kto, kto mgby przy tym
ucierpie.
Uczynia to kiedy dla niego matka. Tkwia w zym zwizku z ordynarnym
miertelnikiem, poniewa uwaaa, e w ten sposb ocali syna przed potworami. Grover,
jego najlepszy przyjaciel, chroni go przez prawie cay rok, zanim Percy uwiadomi
sobie, e jest pbogiem. A Grovera o mao nie zabi Minotaur.
Percy nie by ju chopcem. Nie chcia, by ktokolwiek, kogo kocha, ryzykowa dla
niego ycie. Musia by na tyle silny, by sam siebie chroni. A teraz mia pozwoli
Annabeth pj samotnie za Znakiem Ateny, wiedzc, e ona moe przypaci to
yciem? Gdyby stan przed wyborem - ocalenie Annabeth albo powodzenie ich misji czy naprawd byby w stanie wybra misj?
W kocu zmczenie wzio gr. Zasn, a we nie huk gromu sta si miechem
bogini ziemi Gai.

ni, e stoi na ganku Wielkiego Domu w Obozie Herosw. Na zboczu wzgrza


pojawia si upiona twarz Gai - jej ogromne rysy uformoway si z cieni na trawiastym
zboczu. Jej wargi si nie poruszay, ale jej gos toczy si echem po dolinie.
-

Wic to jest twj dom zamruczaa Gaja. Spjrz na po raz ostatni, Percy

Jacksonie. Powiniene' by tu wrci. Przynajmniej umarby razem ze swoimi


towarzyszami, kiedy nadejd Rzymianie. Teraz twoja krew zostanie przelana daleko od
domu, na staroytnych kamieniach, a ja powstan.
Ziemia zadraa. Na szczycie wzgrza zapona sosna Thalii. Wstrzs potoczy si
po dolinie - trawa zamienia si w piasek, las obrci si w py. Rzeka i jezioro wyschy.
Domki i Wielki Dom spony. Kiedy trzsienie zaniko, Obz Herosw wyglda jak
pustkowie po wybuchu bomby atomowej. Ocala tylko ganek, na ktrym sta Percy.
Tu obok niego py zawirowa i uformowa si w posta kobiety. Miaa zamknite
oczy, jakby bya lunatyczk. Jej szata bya zielona jak las, nakrapiana zotem i biel,
jakby promienie soca przedzieray si przez gazie drzew. Jej wosy byy czarne jak
wieo przeorana gleba. Twarz miaa pikn, ale nawet z tym sennym umiechem na
wargach wygldaa na osob zimn i nieczu. Percy mia wraenie, e mogaby patrze
na mier pbogw lub ponce miasta, a ten umiech nie spezby z jej ust.
-

Kiedy odzyskam ziemi - powiedziaa Gaja - pozostawi to miejsce jaowym i

nagim na zawsze, aby mi przypominao o twoich ziomkach i o tym, jacy byli wobec mnie
bezsilni. Nie ma znaczenia, kiedy polegniesz, mj sodki pionku, z rki Forkisa albo
Chrysaora czy moich drogich bliniakw. Ale polegniesz, a ja ciebie por. Masz teraz
tylko jeden wybr... Polegniesz sam? Przyjd do mnie z wasnej woli, przyprowad t
dziewczyn. Moe oszczdz to miejsce, ktre tak ukochae. Bo jeli nie...
Gaja otworzya oczy. Rozbysy zieleni i czerni, przepastne jak skorupa ziemi.
Widziaa wszystko. Jej cierpliwo nie miaa granic. Budzia si powoli, ale kiedy ju
powstanie, jej mocy nic nie powstrzyma.
Percy poczu mrowienie na caym ciele. Rce mu zdrtwiay. Spojrza w d i zda
sobie spraw z tego, e zamienia si w py, jak potwory, ktre tyle razy pokonywa.
Witaj w Tartarze, mj may pionku - zamruczaa Gaja. Metaliczne KLANG,
KLANG, KLANG wyrwao Percyego ze snu. Gwatownie otworzy oczy. Uwiadomi
sobie, e wanie usysza odgos towarzyszcy wczeniu trybu ldowania.

Kto zapuka do jego drzwi i po chwili Jason wsun gow w szpar. Siniaki na jego
twarzy ju niky. Niebieskie oczy byszczay z podniecenia.
-

Hej, stary! Opadamy nad Rzymem. Naprawd powiniene to zobaczy.

Niebo byo bkitne, jakby nigdy nie nkaa ich burzowa pogoda. Soce ju wstao
nad odlegymi wzgrzami, wic wszystko w dole janiao i poyskiwao, jakby cay
Rzym dopiero co wyjecha z myjni.
Percy widywa ju wielkie miasta. W kocu pochodzi z Nowego Jorku. Ale
rozlego Rzymu dosownie pochwycia go za gardo, tak e z trudem zaczerpn
powietrza. Miasto zdawao si nie przejmowa uksztatowaniem terenu. Rozlewao si po
wzgrzach i dolinach, przeskakiwao przez Tyber tuzinami mostw i sigao po sam
horyzont. Ulice i aleje biegy zygzakami bez adu i skadu poprzez poacie dzielnic.
Szklane biurowce pitrzyy si obok wykopalisk. Katedra wznosia si tu przy rzdzie
rzymskich kolumn, ssiadujcym z nowoczesnym stadionem pikarskim. W niektrych
dzielnicach stare otynkowane wille z dachami pokrytymi czerwon dachwk toczyy
si wzdu brukowanych uliczek, tak e gdyby Percy skupi si tylko na nich, mgby
sobie wyobraa, e przenis si do staroytnoci. Gdzie tylko spojrza, widzia rozlege
place i pene samochodw ulice. Parki przecinay miasto szalon zbieranin palm, sosen,
jaowcw i oliwek, jakby
Percy poczu mrowienie na caym ciele. Rce mu zdrtwiay. Spojrza w d i zda
sobie spraw z tego, e zamienia si w py, jak potwory, ktre tyle razy pokonywa.
-

Witaj w Tartarze, mj may pionku - zamruczaa Gaja.

Metaliczne KLANG, KLANG, KLANG wyrwao Percyego ze snu. Gwatownie


otworzy oczy. Uwiadomi sobie, e wanie usysza odgos towarzyszcy wczeniu
trybu ldowania.
Kto zapuka do jego drzwi i po chwili Jason wsun gow w szpar. Siniaki na jego
twarzy ju niky. Niebieskie oczy byszczay z podniecenia.
-

Hej, stary! Opadamy nad Rzymem. Naprawd powiniene to zobaczy.

Niebo byo bkitne, jakby nigdy nie nkaa ich burzowa pogoda. Soce ju wstao
nad odlegymi wzgrzami, wic wszystko w dole janiao i poyskiwao, jakby cay
Rzym dopiero co wyjecha z myjni.
Percy widywa ju wielkie miasta. W kocu pochodzi z Nowego Jorku. Ale

rozlego Rzymu dosownie pochwycia go za gardo, tak e z trudem zaczerpn


powietrza. Miasto zdawao si nie przejmowa uksztatowaniem terenu. Rozlewao si po
wzgrzach i dolinach, przeskakiwao przez Tyber tuzinami mostw i sigao po sam
horyzont. Ulice i aleje biegy zygzakami bez adu i skadu poprzez poacie dzielnic.
Szklane biurowce pitrzyy si obok wykopalisk. Katedra wznosia si tu przy rzdzie
rzymskich kolumn, ssiadujcym z nowoczesnym stadionem pikarskim. W niektrych
dzielnicach stare otynkowane wille z dachami pokrytymi czerwon dachwk toczyy
si wzdu brukowanych uliczek, tak e gdyby Percy skupi si tylko na nich, mgby
sobie wyobraa, e przenis si do staroytnoci. Gdzie tylko spojrza, widzia rozlege
place i pene samochodw ulice. Parki przecinay miasto szalon zbieranin palm, sosen,
jaowcw i oliwek, jakby Rzym nie mg si zdecydowa, do ktrej czci wiata naley
-albo moe wierzy, e wiat wci naley do niego.
Byo tak, jakby to miasto wiedziao o nie Percy'ego o Gai. Jakby wiedziao, e
bogini ziemi zamierza zetrze w proch ca ludzk cywilizacj, a to miasto, stojce tu od
tysicleci, odpowiadao jej: Chcesz zniszczy to miasto, Brudna Buko? Sprbuj!".
Innymi sowy, by to trener Hedge pord miast miertelnikw tylko wyszy.
- Ldujemy w tym parku - oznajmi Leo, wskazujc na rozleg zielon przestrze
upstrzon palmami. - Oby Mga sprawia, e bdziemy wyglda jak wielki gob albo
co w tym rodzaju.
Percy aowa, e nie ma z nimi Thalii, siostry Jasona. Zawsze umiaa nagi Mg,
by ukazywaa ludziom to, co trzeba. Percy'emu nigdy si to nie udawao. Teraz myla
tylko: Nie patrzcie na mnie" i mia nadziej, e rzymianie tam w dole nie spostrzeg
wielkiej spiowej triremy opadajcej na ich miasto w porannych godzinach szczytu.
Czyby to podziaao? Nie zauway, by jakie samochody zjeday z drogi ani by
rzymianie pokazywali sobie na niebo, krzyczc: Kosmici!" Argo II" opad na trawiast
k i wiosa si zatrzymay.
Ze wszystkich stron otacza ich haas ruchu ulicznego, ale sam park by spokojny i
pusty. Na lewo zielony trawnik bieg ku linii drzew. Jaka stara willa gniedzia si w
cieniu dziwacznie wygldajcych sosen z pokrzywionymi pniami, ktre wystrzelay na
dziesi metrw w gr, po czym rozwijay si w spuchnite parasole. Przypominay
Percy emu drzewa z ksiek Dr. Seussa, ktre czytywaa mu matka, gdy by may.

Na prawo, wijc si wzdu grzbietu wzgrza, bieg dugi ceglany mur ze szczelinami
dla ucznikw na szczycie - by moe jaka redniowieczna linia obronna, a moe nawet
staroytna. Tego nie wiedzia.
Na pnocy znad dachw wystawa szczyt Koloseum, wygldajcy jak na
fotografiach. Wanie wtedy pod Percym ugiy si nogi. A wic jest tutaj. Kiedy
myla, e jego wyprawa na Alask bya szczytem egzotyki, ale teraz znalaz si w sercu
staroytnego Imperium Rzymskiego, na wrogim dla pbogw terytorium. Mona
powiedzie, e w pewien sposb to miejsce miao taki sam wpyw na jego ycie jak
Nowy Jork.
Jason wskaza na podstaw muru ucznikw, gdzie schodki wiody do czego w
rodzaju tunelu.
-

Chyba wiem, gdzie jestemy - powiedzia. - To jest Grobowiec Scypionw.

Percy zmarszczy brwi.


-

Scypion... Pegaz Reyny?

Nie - wtrcia si Annabeth. - By kiedy taki znany rzymski rd i... och, to

miejsce jest niesamowite.


Jason pokiwa gow.
-

Studiowaem przedtem plany Rzymu. Zawsze chciaem tu przyjecha, ale...

Nikt nie czeka, a skoczy zdanie. Patrzc na twarze swoich przyjaci, Percy by
pewny, e wszyscy s rwnie podekscytowani jak on. Dokonali tego. Wyldowali w
Rzymie - w tym Rzymie.
-

To co robimy? - zapytaa Hazel. - Nico ma czas do zachodu soca... w

najlepszym razie. A cae to miasto ma by dzisiaj zniszczone.


Percy otrzsn si z zamylenia.
-

Masz racj. Annabeth... czy wymierzya to miejsce na swojej spiowej mapie?

Jej szare oczy pociemniay, co Percy mg atwo zinterpretowa: Pamitaj, co ci


powiedziaam. Zachowaj swj sen dla siebie".
-

Tak - odrzeka z namysem. - Jest na Tybrze. Myl, e je znajd, ale powinnam...

Zabra mnie ze sob - skoczy za ni Percy. - Tak, masz racj.

Annabeth przeszya go wzrokiem.


-To nie jest...

Bezpieczne. Jeden pbg idcy samotnie przez Rzym. Pjd z tob a nad Tyber.

Moemy wykorzysta nasz list polecajcy, jeli spotkamy tego boga rzeki, Tiberinusa.
Moe on udzieli nam pomocy lub rady. Potem moesz pj dalej sama.
Zamilkli, wymieniajc twarde spojrzenia, ale Percy nie ustpi. Kiedy zaczli ze sob
chodzi, matka wbia Percy emu do gowy: Do dobrych obyczajw naley
odprowadzenie dziewczyny do jej drzwi". Jeli tak byo, to musiao rwnie nalee do
dobrych obyczajw odprowadzenie jej na prg samotnej misji grocej mierci.
-

Dobrze - mrukna w kocu. Hazel, skoro ju jestemy w Rzymie, to chyba

moesz okreli miejsce pobytu Nica?


Hazel zamrugaa, jakby otrzsaa si z transu, w ktrym ogldaa przedstawienie
Percy i Annabeth.
-

Mm... mam nadziej, jeli tylko dostatecznie si zbli. Bd musiaa obej cae

miasto. Frank, pjdziesz ze mn?


Frank rozpromieni si.
-

Oczywicie.

-1... Leo - dodaa Hazel - moe bdzie dobrze, jeli ty te pjdziesz. Rybocentaury
mwiy, e bdzie nam potrzebna twoja pomoc przy czym mechanicznym.
-

Dobrze - odrzek Leo. - Nie ma sprawy.

Umiech Franka zmieni si w co podobnego do maski Chrysaora.


Percy nie zna si na stosunkach midzyludzkich, ale nawet on wyczu napicie
midzy t trjk. Od czasu gdy wpadli do Atlantyku, zachowywali si jako inaczej. I nie
bya to typowa sytuacja, gdy dwaj faceci ubiegaj si o wzgldy tej samej dziewczyny.
Byo raczej tak, jakby wszyscy troje byli razem zamknici, prbujc rozwiza jak
kryminaln zagadk, ale jeszcze nie odkryli, ktre z nich jest ofiar.
Annabeth przeszya go wzrokiem.
-

To nie jest...

Bezpieczne. Jeden pbg idcy samotnie przez Rzym. Pjd z tob a nad Tyber.

Moemy wykorzysta nasz list polecajcy, jeli spotkamy tego boga rzeki, Tiberinusa.
Moe on udzieli nam pomocy lub rady. Potem moesz pj dalej sama.
Zamilkli, wymieniajc twarde spojrzenia, ale Percy nie ustpi. Kiedy zaczli ze sob
chodzi, matka wbia Percy emu do gowy: Do dobrych obyczajw naley

odprowadzenie dziewczyny do jej drzwi". Jeli tak byo, to musiao rwnie nalee do
dobrych obyczajw odprowadzenie jej na prg samotnej misji grocej mierci.
-

Dobrze mrukna w kocu. - Hazel, skoro ju jestemy w Rzymie, to chyba

moesz okreli miejsce pobytu Nica?


Hazel zamrugaa, jakby otrzsaa si z transu, w ktrym ogldaa przedstawienie
Percy i Annabeth.
-

Mm... mam nadziej, jeli tylko dostatecznie si zbli. Bd musiaa obej cae

miasto. Frank, pjdziesz ze mn?


Frank rozpromieni si.
-

Oczywicie.

1... Leo - dodaa Hazel - moe bdzie dobrze, jeli ty te pjdziesz. Rybocentaury

mwiy, e bdzie nam potrzebna twoja pomoc przy czym mechanicznym.


-

Dobrze - odrzek Leo. - Nie ma sprawy.

Umiech Franka zmieni si w co podobnego do maski Chrysaora.


Percy nie zna si na stosunkach midzyludzkich, ale nawet on wyczu napicie
midzy t trjk. Od czasu gdy wpadli do Atlantyku, zachowywali si jako inaczej. I nie
bya to typowa sytuacja, gdy dwaj faceci ubiegaj si o wzgldy tej samej dziewczyny.
Byo raczej tak, jakby wszyscy troje byli razem zamknici, prbujc rozwiza jak
kryminaln zagadk, ale jeszcze nie odkryli, ktre z nich jest ofiar.
Piper wyja swj sztylet i pooya na relingu
-Jason i ja bdziemy strzec okrtu. Zobacz, co mi pokae Katoptris. Ale, Hazel, jeli
zdoasz ustali miejsce pobytu Nica, nie idcie tam sami. Wrcie tutaj. Tylko wszyscy
razem moemy pokona gigantw.
Nie dodaa tego, co byo oczywiste: nawet wszyscy razem nie zwyci, jeli aden
bg nie stanie po ich stronie. Percy uzna, e i on tego nie dopowie.
-

Dobry pomys - powiedzia. - To co, kiedy si tu spotykamy?

O trzeciej po poudniu? - zaproponowa Jason. - To chyba ostatnia chwila, eby

si spotka i nadal mie nadziej na pokonanie gigantw i ocalenie Nica. Jeli co


pokrzyuje wam szyki, prbujcie wysa wiadomo iryfonem.
Pokiwali gowami, ale Percy zauway, e niektrzy zerkaj na Annabeth. Tego te

nikt nie chcia wypowiedzie na gos: Annabeth nie miecia si w tym harmonogramie.
Moga wrci o trzeciej albo o wiele pniej, moga te nigdy nie wrci. Bdzie
samotnie poszukiwa Ateny Partenos.
Trener Hedge odchrzkn.
-

Zd w takim razie zje te kokosy... to znaczy powyciga je z kaduba.

Annabeth... nie bardzo mi si podoba, e pjdziecie tylko we dwjk. Pamitajcie:


zachowujcie si przyzwoicie. Jeli usysz o jakich numerach, dostaniecie szlaban a do
zamarznicia Styksu.
Groenie szlabanem w sytuacji, gdy wszyscy mieli za chwil ryzykowa ycie, byo
tak absurdalne, e Percy nie mg powstrzyma umiechu.
-

Niedugo wrcimy - obieca. Rozejrza si po przyjacioach, starajc si odpdzi

uczucie, e widz si po raz ostatni. - No, to ycz powodzenia. Wszystkim.


Leo opuci trap, a Percy i Annabeth pierwsi zeszli z okrtu.

XXXII
PERCY
W innych okolicznociach wdrowanie po Rzymie z Annabeth byoby fantastycznym
przeyciem. Trzymajc si za rce, kryli po krtych ulicach, unikajc samochodw i
zwariowanych kierowcw vesp, przeciskajc si przez tumy turystw i brodzc przez
oceany gobi. Robio si coraz cieplej. Kiedy oddalili si od gwnych ulic i wyzieww
spalin, powietrze zapachniao pieczonym chlebem i wieo citymi kwiatami.
Kierowali si w stron Koloseum, bo by to dobry punkt orientacyjny, ale Percy nie
spodziewa si, jak trudno bdzie do niego dotrze. Miasto byo jeszcze wiksze, a jego
ukad jeszcze bardziej zagmatwany, ni wydawao si z powietrza. Kilka razy musieli
wraca, doszedszy do lepego koca uliczki. Wszdzie napotykali wspaniae fontanny i
wielkie pomniki.
Annabeth skupiaa uwag na architekturze, ale Percy mia oczy otwarte na inne
rzeczy. Raz dostrzeg janiejcego fioletowego ducha - lara - przypatrujcego si im z
okna jakiego apartamentowca. Innym razem zobaczy kobiet w biaej szacie - moe
nimf albo bogini - z gronie wygldajcym noem w rku, przemykajc midzy
kolumnami w parku. Nikt ich nie atakowa, ale Percy czu, e s obserwowani i e
obserwatorzy nie s im yczliwi.
W kocu dotarli do Koloseum, gdzie kilkunastu facetw w tanich kostiumach
gladiatorw przepychao si z policj - plastikowe miecze przeciw pakom. Percy nie
wiedzia, o co chodzi, ale uzna, e nie powinni si zatrzymywa. Czasami miertelnicy
byli dziwniejsi od potworw.
Kierowali si na zachd, zatrzymujc si co chwil i pytajc o drog do rzeki. Percy
nie przewidzia, e mieszkacy Woch bd mwi po wosku, a wic w jzyku, ktrego
nie zna. Okazao si jednak, e nie bdzie z tym wikszego kopotu. Par razy kto
zaczepia ich na ulicy i o co pyta, na co Percy robi gupi min, a rozmwca
natychmiast przechodzi na angielski.
Inne odkrycie: Wosi uywali euro, a Percy nie mia tej waluty. Poaowa tego, gdy
napotkali sklepik z zimnymi napojami. Dochodzio poudnie i skwar by niemiosierny,
wic Percy zacz ju marzy o triremie wypenionej dietetyczn col.
Annabeth rozwizaa ten problem. Pogrzebaa w swoim plecaku, wyja laptop

Dedala i wystukaa kilka komend. Z boku wyskoczya plastikowa karta.


Pomachaa ni triumfalnie.
- Midzynarodowa karta kredytowa. W nagych wypadkach.
Percy popatrzy na ni ze zdumieniem.
-Jak ty to... Nie. Niewane. Nie chc wiedzie. Po prostu bd taka niesamowita.
Zimne napoje troch pomogy, ale kiedy dotarli nad Tyber, byli ju porzdnie zgrzani
i zmczeni. Wzdu rzeki biego kamienne nadbrzee, chaotycznie zabudowane
magazynami, domami mieszkalnymi, sklepami i kafejkami.
Sam Tyber okaza si szerok, leniw rzek barwy karmelu. Nad brzegami roso kilka
wysokich cyprysw. Najbliszy most wyglda na cakiem nowy, zbudowany na
elaznych dwigarach, ale tu obok niego z wody sterczay pokruszone kamienne uki,
urywajce si porodku rzeki - zapewne szcztki mostu z epoki cesarstwa.
-

To jest to - powiedziaa Annabeth, wskazujc na resztki kamiennego mostu. -

Poznaj to z mapy. Ale co robimy teraz?


Percy by rad, e uya liczby mnogiej. Nie chcia jej jeszcze opuszcza. Prawd
mwic, nie by pewny, czy zdoa to uczyni, gdy nadejdzie czas. Przypomnia sobie
sowa Gai: Polegniesz sam?"
Zapatrzy si na rzek, zastanawiajc si, w jaki sposb nawiza kontakt z
Tiberinusem. Nie mia ochoty skaka w wod. Ty-ber nie wyglda na czystszy od East
River w Nowym Jorku, gdzie Percy mia zbyt wiele spotka z opryskliwymi duchami
rzeki.
Pokaza na poblisk kafejk ze stolikami tu nad rzek.
-

Pora lunchu. Moe bymy znowu uyli twojej karty kredytowej?

Cho mino poudnie, w kafejce byo pusto. Wybrali stolik


na zewntrz, a kelner natychmiast si pojawi. Wyglda na nieco zaskoczonego ich
widokiem, zwaszcza kiedy powiedzieli, e chc co zje.
-

Amerykanie? - zapyta z umiechem cierpitnika.

Tak - odpowiedziaa Annabeth.

I uwielbiam pizz - doda Percy.

Kelner zrobi tak min, jakby przeyka jedno euro.


-

Oczywicie, signor. I niech zgadn: coca-cola? Z lodem?

Super - powiedzia Percy.

Nie bardzo rozumia, dlaczego facet patrzy na nich z tak kwan min. Zupenie
tak, jakby Percy poprosi o niebiesk col.
Annabeth zamwia panini i wod gazowan. Kiedy kelner odszed, umiechna si
do Percyego.
-

Wydaje mi si, e Wosi jadaj o wiele pniej. Nie wkadaj lodu do napojw. A

pizz robi tylko dla turystw.


-

Och. - Percy wzruszy ramionami. - Najlepsze woskie arcie i oni tego nie jedz?

Nie powiedziaabym tego w obecnoci kelnera.

Wzili si za rce nad stolikiem. Percy z luboci patrzy na ni w socu. Jej wosy
zawsze staway si takie jasne i ciepe. Jej oczy przybieray barwy nieba i bruku, na
przemian byy niebieskie i brzowe.
Zastanawia si, czy powiedzie jej o swoim nie, w ktrym Gaja niszczya Obz
Herosw. Uzna, e nie powinien tego robi. Po co Annabeth ma si martwi czym
nowym, kiedy czeka j co tak strasznego?
Ale... co by si stao, gdyby nie udao im si pokona piratw Chrysaora? On i
Annabeth zostaliby zakuci w acuchy i przekazani sugom Gai. Ich krew miaa by
przelana na staroytnych kamieniach. Podejrzewa, e przewieziono by ich do Grecji i
zoono w jakiej strasznej ofierze. Ale ju nieraz byli razem w cikich opaach.
Mogliby wymyli jaki plan ucieczki, skorzysta z okazji... i Annabeth nie staaby teraz
u progu swojej samotnej misji w Rzymie.
Nie ma znaczenia, kiedy ty zginiesz" - powiedziaa Gaja.
Percy wiedzia, e to okropne, ale ju prawie aowa, e nie zostali porwani przez
piratw. Przynajmniej on i Annabeth byliby do koca razem.
-

Nie masz si czego wstydzi - powiedziaa. - Mylisz o Chry-saorze, tak? Miecze

nie rozwizuj kadego problemu. I w kocu nas uratowae.


Umiechn si mimowolnie.
-

Jak ty to robisz? Zawsze wiesz, o czym myl.

Znam ci.

I mimo to mnie lubisz?" - chcia zapyta, ale si powstrzyma.


-

Percy, nie moesz bra na siebie caego ciaru naszej misji. To niemoliwe.

Dlatego jest nas siedmioro. I bdziesz musia pozwoli mnie samej odszuka Aten
Partenos.
-

Tak mi ciebie brakowao - wyzna. - Przez tyle miesicy. Odebrano nam kawa

ycia. Gdybym znowu ci utraci...


Przyniesiono lunch. Kelner by ju spokojniejszy. Pogodziwszy si z tym, e
obsuguje Amerykanw, najwyraniej uzna, e w kocu to nie ich wina, wic postanowi
traktowa ich uprzejmie.
-

Pikny widok - rzek, pokazujc gow na rzek. - Podziwiajcie.

Kiedy odszed, jedli w milczeniu. Pizza bya mdym, gumowatym kawakiem ciasta z
odrobin sera. Moe dlatego" - pomyla Percy - rzymianie jej nie jedz. Biedni
rzymianie".
-

Musisz mi zaufa - powiedziaa Annabeth, a Percy odnis wraenie, e mwi do

swojego sandwicza, bo nie patrzya na niego. - Musisz wierzy, e wrc.


Przekn ks pizzy.
-

Wierz w ciebie. Nie w tym rzecz. Ale mam wierzy, e wrcisz skd?

Przerwa im warkot vespy. Percy spojrza na nadbrzee. Skuter by jakim starym


modelem: by duy i bkitny. Za kierownic siedzia facet w jedwabnym szarym
garniturze, a za nim moda kobieta w chustce na gowie. Obejmowaa go w pasie.
Przejechali zygzakiem midzy stolikami kafejki i zatrzymali si przed Per-cym i
Annabeth.
-

Cze - powiedzia mczyzna.

Mia niski, prawie chrapliwy glos, jak aktor filmowy, pobru-don twarz i krtkie,
byszczce, zaczesane do gry wosy. Uroda z lat pidziesitych. Nawet ubranie mia
staromodne. Kiedy zsiad ze skutera, mona byo stwierdzi, e pas jego spodni siga o
wiele wyej ni normalnie, ale przy tym wyglda msko i stylowo, a nie jak totalny
burak. Percy mia kopot z okreleniem jego wieku - mg mie trzydzieci par lat, cho
stylem ubioru i zachowania bardziej pasowa do ubiegego wieku.
Kobieta zelizna si z siodeka.
-

Mielimy naprawd cudowne przedpoudnie - powiedziaa zadyszana.

Wygldaa na dwadziecia jeden lat i rwnie bya ubrana starowiecko. Jej


jaskrawopomaraczowa spdnica do kostek i biaa bluzka byy spite razem szerokim

skrzanym paskiem, co dawao efekt najwszej talii, jak Percy kiedykolwiek widzia.
Kiedy zdja chustk, jej pofalowane wosy opady w idealn fryzur. Miaa ciemne,
swawolne oczy i olniewajcy umiech. Widywa najady, ktre byy od niej mniej
chochlikowate.
Sandwicz wypad Annabeth z rk.
-

Och, bogowie. Jak... jak...?

Bya tak oszoomiona, e Percy domyli si, i powinien zna tych dwoje.
-

Rzeczywicie wygldacie znajomo - powiedzia niepewnie.

Moe widzia ich w telewizji? Przypominali bohaterw jakiego starego serialu, ale to
przecie byo niemoliwe, bo w ogle si nie zestarzeli. Zaryzykowa jednak, celujc
palcem w mczyzn:
-Jeste tym facetem z Mad Men?
-

Percy! - Annabeth bya wyranie przeraona.

No co? Nie siedz godzinami przed telewizorem.

To jest Gregory Peck! - Annabeth wybauszya oczy i co jaki czas otwieraa usta.

- I... och, bogowie! Audrey Hepburn! Znam ten film. Rzymskie wakacje. Ale to byo w
latach pidziesitych. Jak...
-

Ach, moja droga! - Kobieta zawirowaa jak duch powietrza i opada na krzeso

przy ich stoliku. - Obawiam si, e mylisz mnie z kim! Nazywam si Rea Sylwia. Byam
matk Romulusa i Remusa, tysice lat temu. Ale bardzo mi mio sysze, e wygldam
tak modo. A to jest mj m...
-

Tiberinus - rzek Gregory Peck, wycigajc do do Percyego bardzo mskim

gestem. - Bg rzeki Tyber.


Percy ucisn mu do. Facet pachnia pynem po goleniu. Gdyby Percy by Tybrem,
pewnie te chciaby przytumi swj zapach wod kolosk.
-

Ee... cze - powiedzia. - Czy wy zawsze wygldacie jak amerykaskie gwiazdy

filmowe?
-

Tak wygldamy? - Tiberinus zmarszczy brwi i popatrzy na swj strj. - Trudno

mi powiedzie. No wiesz, migracja zachodniej cywilizacji dziaa w obie strony. Rzym


wpyn na wiat, a wiat wpywa na Rzym. Ostatnio chyba mamy tu do czynienia z
duym wpywem Ameryki. W cigu wiekw straciem ju rozeznanie.

Rozumiem. Ale... jeste tutaj, eby nam pomc?

Moje najady powiedziay mi, e tu jestecie. Tiberinus spojrza swoimi

ciemnymi oczami na Annabeth. - Masz t map, moja droga? I list polecajcy?


-

Och...

Wrczya mu list i spiowy dysk. Wpatrywaa si w boga rzeki tak uporczywie, e


Percy zacz by zazdrosny.
-

W-wic... - wydukaa - pomagae ju innym dzieciom Ateny w tej misji?

Och, moja kochana! - Pikna pani, Rea Sylwia, pooya rk na jej ramieniu. -

Tiberinus jest zawsze taki uczynny. Uratowa moje dzieci, Romulusa i Remusa, i zanis
je do wilczej bogini Lupy. A pniej, kiedy ten stary krl Numen prbowa mnie zabi,
Tiberinus uali si nade mn i poj mnie za on. Od tego czasu panuj nad rzecznym
krlestwem u jego boku. To mczyzna moich marze!
-

Dzikuj ci, kochanie - rzek Tiberinus z cierpkim umiechem. - Tak, Annabeth

Chase, pomogem ju wielu twoim braciom i siostrom... przynajmniej bezpiecznie


rozpocz ich wdrwk. Niestety, wszyscy pniej zginli w mczarniach. No c,
twoje dokumenty s w porzdku. Powinnimy rusza w drog. Znak Ateny czeka!
Percy chwyci do Annabeth - moe troch za mocno.
-

Tiberinusie, pozwl mi z ni pj. Chocia kawaek dalej.

Rea Sylwia rozemiaa si rozkosznie.


-

Przecie nie moesz, guptasie. Musisz wrci na wasz okrt i zebra reszt

przyjaci. Musicie stawi czoa gigantom! Jak? To si objawi na klindze noa Piper.
Annabeth kroczy inn ciek. Musi tam i sama.
-

To prawda - doda Tiberinus. - Annabeth musi sama stan przed stranikiem

wityni. To jedyny sposb. A ty, Percy Jacksonie, masz mniej czasu, ni ci si wydaje,
by ocali was'zego przyjaciela uwizionego w tej kadzi. Musisz si pospieszy.
Percy poczu, e pizza ciy mu w odku jak brya cementu.
-

Ale...

W porzdku, Percy. - Annabeth ucisna mu rk. - Musz to zrobi.

Chcia zaprotestowa, ale jej mina go powstrzymaa. Bya przeraona, ale robia
wszystko, by to ukry - dla jego dobra. Gdyby prbowa wyrazi swj sprzeciw, byoby
jej ciej. Albo, co gorsza, mgby j przekona, a wtedy yaby ze wiadomoci, e

cofna si przed swoim najwikszym wyzwaniem... zakadajc, e w ogle przeyj w


sytuacji, gdy Rzym ma by zrwnany z ziemi, a Gaja ma powsta i zniszczy wiat.
Posg Ateny by kluczem do pokonania gigantw. Percy nie wiedzia, co to waciwie
oznacza, ale Annabeth bya jedyn osob, ktra moga to odkry.
-

Masz racj - przyzna z trudem. - Bd bezpieczna.

Rea Sylwia zachichotaa, jakby to by jaki mieszny komentarz.


-

Bezpieczna? W adnej mierze! Ale potrzebna. Chod, Annabeth. Pokaemy ci,

gdzie jest pocztek twojej cieki. Pniej bdziesz zdana tylko na siebie.
Annabeth pocaowaa Percy'ego. Zawahaa si na chwil, jakby chciaa co jeszcze
powiedzie. Potem zarzucia plecak na ramiona i wspia si na siodeko skutera.
Percy zyma si w duchu. Wolaby walczy z kadym potworem na wiecie.
Wolaby jeszcze raz walczy z Chrysaorem. Zmusi si jednak, by pozosta przy stoliku,
i patrzy, jak Annabeth odjeda skuterem ulicami Rzymu z Gregorym Peckiem i Audrey Hepburn.

XXXIII
ANNABETH
Annabeth mylaa, e bdzie gorzej. Co prawda musiaa wyruszy na samotn misj,
ale przynajmniej zdya zje lunch z Percym na brzegu Tybru. A teraz jechaa na
skuterze z Gregorym Peckiem.
Znaa ten film tylko dziki swojemu tacie. Przez kilka ostatnich lat, od kiedy si
pogodzili, spdzali razem wicej czasu i poznaa ojca z lepszej strony. To prawda, kocha
histori wojen, bro i dwupatowce, ale lubi te stare filmy, a zwaszcza komedie
romantyczne z lat czterdziestych i pidziesitych. Rzymskie wakacje naleay do jego
ulubionych filmw. Namwi j, aby go obejrzaa.
Uwaaa, e fabua jest gupia - ksiniczka ucieka swoim ochroniarzom w Rzymie i
zakochuje si w amerykaskim dziennikarzu - ale podejrzewaa, e ojcu dlatego podoba
si ten film, e przypomina mu jego wasny romans z bogini Aten: inny zwizek, ktry
nie mg zakoczy si szczliwie. Ojciec w niczym nie przypomina Gregory ego
Pecka. Atena z ca pewnoci nie bya podobna do Audrey Hepburn. Annabeth
wiedziaa jednak, e ludzie widz to, co chc zobaczy. Nie potrzebuj Mgy, by zmieni
sposb postrzegania rzeczy.
Kiedy bkitny skuter przemyka ulicami Rzymu, bogini Rea Sylwia na bieco
informowaa Annabeth o zmianach, jakim podlegao miasto w cigu stuleci.
-

Tutaj by Pons Sublicius, most na palach - powiedziaa, wskazujc na zakrt

rzeki. - No wiesz, gdzie Horacjusz i jego dwaj przyjaciele bronili miasta przed armi
najedcw. To dopiero by dzielny Rzymianin!
-

A popatrz tam - doda Tiberinus. - W tym miejscu rzeka wyrzucia na brzeg

Romulusa i Remusa.
Wskazywa chyba miejsce, w ktrym para kaczek wia gniazdo ze strzpw
plastikowych toreb i papierkw po cukierkach.
-

Och, tak - westchna z rozrzewnieniem Rea Sylwia. - Bye tak dobry, e wylae

si i wyrzucie moje dziecitka na brzeg, eby wilki je odnalazy.


-

To nic takiego - rzek Tiberinus.

Annabeth czua si lekko oszoomiona. Bg rzeki mwi o czym, co wydarzyo si


przed tysicami lat, kiedy na tym terenie byy tylko bagna i moe kilka lepianek.

Tiberinus ocali dwoje niemowlt, z ktrych jedno zaoyo najwiksze imperium wiata.
To nic takiego".
Rea Sylwia pokazaa na wielki nowoczesny apartamentowiec.
-

Tu bya witynia Wenus. Potem koci. Potem paac. A potem

apartamentowiec. Spali si trzy razy. Teraz znowu go odbudowano. A w tym miejscu, o,


tam...
-

Prosz - przerwaa jej Annabeth. - Krci mi si w gowie.

Rea Sylwia rozemiaa si.


-Wybacz mi, kochanie. Tutaj wszdzie jedne pokady historii spoczywaj na drugich,
ale to jeszcze nic w porwnaniu z Grecj. Ateny byy ju bardzo stare, kiedy Rzym by
zbiorowiskiem lepianek. Sama zobaczysz, jeli przeyjesz.
Annabeth
-

adna mi pociecha - mrukna Annabeth.

Jestemy na miejscu - oznajmi Tiberinus.

Zatrzyma skuter przed wielk marmurow budowl, z fasad pokryt miejskim


brudem, ale nadal pikn. U szczytu zdobiy j bogate rzeby rzymskich bogw. Wejcia
bronia brama z elaznych prtw, zamknita na cikie kdki.
-

Mam wej do rodka? - Annabeth aowaa, e nie ma z ni Leona albo e

przynajmniej nie poyczya sobie jakich przecinakw z jego pasa na narzdzia.


Rea Sylwia zakrya sobie usta i zachichotaa.
-

Nie, moja kochana. Nie do rodka. Pod spd.

Tiberinus wskaza kamienne stopnie z boku budynku - co w rodzaju schodkw,


ktre prowadziyby do sutereny, gdyby byli na Manhattanie.
-

Nad ziemi Rzym jest zabudowany bardzo chaotycznie - powiedzia ale to nic

w porwnaniu z tym, co jest pod miastem. Musisz wej do podziemnego Rzymu,


Annabeth Chase, i odnale otarz cudzoziemskiego boga. Poprowadz ci lady poraek
twoich poprzednikw. A potem... nie wiem.
Plecak zaciy jej na ramionach. Od wielu dni studiowaa spiow map,
przeszukujc co jaki czas laptop Dedala. Niestety, niewiele si dowiedziaa, a nieliczne
odnalezione informacje sprawiy, e jej misja wydawaa si niemal niewykonalna.
-

Moi bracia i siostry... Nikomu nie udao si dotrze do tej wityni, tak?

Tiberinus pokrci gow.


-

Ale wiesz, jaka nagroda czeka tego, komu uda si j uwolni.

Tak.

To moe przynie pokj midzy dziemi Grecji i Rzymu -powiedziaa Rea

Sylwia. - Moe zmieni przebieg nadchodzcej wojny.


-

Jeli przeyj.

Tiberinus ponuro pokiwa gow.


-

Bo chyba wiesz, jakiemu stranikowi musisz stawi czoo?

Annabeth przypomniaa sobie pajki w Forcie Sumter i sen, ktry opowiedzia jej
Percy - ten syczcy gos w ciemnoci.
-

Tak.

Rea Sylwia spojrzaa na swojego ma.


-

Jest odwana. Moe okae si silniejsza od innych.

Mam nadziej. Zegnaj, Annabeth Chase. Powodzenia.

Rea Sylwia rozpromienia si.


-

Zaplanowalimy sobie takie cudowne popoudnie! Do sklepw!

Gregory Peck i Audrey Hepburn odjechali na swoim bkitnym skuterze. Annabeth


odwrcia si i ruszya samotnie po schodkach w d.
Bywaa ju pod ziemi wiele razy.
W poowie schodw uwiadomia sobie, od jak dawna nie dziaaa samotnie.
Zamara.
O bogowie... nie robia czego takiego od dziecistwa. Po ucieczce z domu przez par
tygodni bya cakiem sama, sypiajc pod wiaduktami i ukrywajc si przed potworami,
zanim Thalia i Luk "wzili j pod swoje skrzyda. Kiedy trafia do Obozu Herosw,
przebywaa tam do dwunastego roku ycia. A potem we wszystkich misjach towarzyszy
jej Percy oraz inni przyjaciele z obozu.
Ostatnim razem gdy czua si tak przeraona i samotna, miaa siedem lat.
Przypomniaa sobie dzie, w ktrym ona, Thalia i Luk zawdrowali do legowiska
cyklopw w Brooklynie. Thalia i Luk zostali porwani i Annabeth musiaa ich uwolni.
Wci pamitaa, jak draa ze strachu w mrocznym kcie rozpadajcej si willi,
suchajc cyklopw, ktrzy naladowali gosy jej przyjaci i prbowali w ten sposb

skoni j do wyjcia z kryjwki.


A jeli to rwnie jest podstp? A jeli te inne dzieci Ateny zginy, bo Tiberinus i
Rea Sylwia zaprowadzili je prosto w puapk? Czy Gregory Peck i Audrey Hepburn
zrobiliby co takiego?
Zmusia si do ruszenia dalej. Nie miaa wyboru. Jeli Atena Partenos rzeczywicie
bya tu gdzie pod ziemi, mogoby to zadecydowa o losie wojny. Co wicej, mogoby
pomc jej matce. Atena jej potrzebowaa.
U podna schodw ujrzaa stare drewniane drzwi z elaznym piercieniem zamiast
klamki. Nad nim widniaa metalowa pytka z dziurk od klucza. Annabeth zacza si
zastanawia, jak otworzy wejcie, ale gdy tylko dotkna piercienia, porodku drzwi
zapon ognisty znak: sylwetka sowy Ateny. Z dziurki od klucza buchn dym. Drzwi
same si otworzyy.
Po raz ostatni spojrzaa w gr. U szczytu schodw jania prostokt bkitu nieba.
miertelnicy ciesz si ciepym popoudniem. Pary trzymaj si za rce w przytulnych
kafejkach. Turyci buszuj po sklepach i muzeach. Mieszkacy Rzymu zaatwiaj swoje
codzienne sprawy, prawdopodobnie niewiadomi tysicy lat historii pod swoimi stopami
i z ca pewnoci niewiadomi wci zamieszkujcych podziemia duchw, bogw i
potworw, a take tego, e ich miasto moe zosta dzisiaj zniszczone, jeli grupce
pbogw nie uda si powstrzyma gigantw.
Przekroczya prg.
Znalaza si w piwnicy, ktra bya architektonicznym cyborgiem. Staroytne ceglane
mury pokryte byy pltanin nowoczesnych kabli elektrycznych i rur wodnokanalizacyjnych. Sufit podtrzymywaa kombinacja stalowych rusztowa i granitowych
rzymskich kolumn.
Przednia poowa piwnicy zawalona bya skrzyniami. Annabeth z ciekawoci
otworzya kilka z nich. W jednych byo peno szpuli rnokolorowego sznurka - jakby do
latawcw albo projektw rkodzielniczych. W innych byy tandetne plastikowe miecze
gladiatorw. Moe kiedy byl tu magazyn jakiego sklepu dla turystw.
W tyle piwnicy widnia w posadzce otwr po wykopaliskach, a w nim kolejne stopnie
tym razem z biaego kamienia - wiodce jeszcze gbiej pod ziemi.
Annabeth ostronie podesza do szczytu schodw i zajrzaa w gb. Nawet w wietle

jej sztyletu niewiele byo wida. Opara rk o cian i natrafia na wcznik elektryczny.
Pstrykna nim. Olepiajce fluoroscencyjne arwki owietliy schody. Poniej
zobaczya posadzk wyoon mozaik w jelenie i fauny-by moe pokj jakiej
staroytnej rzymskiej willi, ukryty pod t wspczesn piwnic ze skrzyniami penymi
sznurkw i plastikowych mieczy.
Zesza po tych schodach. Pokj mia z sze metrw kwadratowych. ciany byy
kiedy pokryte barwnymi malowidami, ale wikszo freskw zuszczya si i
poodpadaa. W jednym rogu ziaa w posadzce wykopana dziura. Kucna przy niej. Dna
nie dostrzega.
Usyszaa plusk wody dochodzcy z gbokoci jakich dziesiciu metrw. Nie
poczua odoru charakterystycznego dla ciekw, by to raczej zapach staroci i
stchlizny, troch sodkawy, jakby wo gnijcych kwiatw. By moe jaki dawny kana
rozprowadza tdy wod z akweduktw. I nie byo adnych stopni.
- Nie wskocz tam - mrukna do siebie.
Jakby w odpowiedzi co zajaniao w ciemnoci. Na dnie studni pojawi si Znak
Ateny, ujawniajc poyskujce ceglane cianki podziemnego kanau biegncego ze
dwanacie metrw pod podog willi. Ognista sowa zdawaa si z niej szydzi: No c,
tdy wiedzie droga, dziecinko. Wic lepiej co wymyl".
Annabeth zacza rozwaa wszystkie moliwoci. Za gboko, eby wskoczy. Nie
ma adnej drabiny ani liny. Mona by wrzuci do studni jaki stalowy dwigar z piwnicy
na grze i opuci si po nim jak straacy po supie, tylko jak go oderwa od sklepienia?
No i chyba nie mona ryzykowa zawalenia si caej budowli.
Dreszcz frustracji przebieg po niej jak armia termitw. Przez cae ycie bya
wiadkiem, jak inni pbogowie ujawniali zdumiewajce zdolnoci. Percy potrafi
panowa nad wod. Gdyby tu by, mgby nakaza wodzie podnie si i opa z
powrotem razem z nimi. Hazel, jak twierdzia, potrafia bez trudu odnale drog w
kadych podziemiach, a nawet zmienia bieg tuneli. Mogaby atwo znale inn drog.
Leo wycignby ze swojego pasa odpowiednie narzdzia i zbudowa co, co zaatwioby
spraw. Nawet Piper z t jej czaromow... mogaby przekona Tiberinusa i Re Sylwi,
by okazali troch wicej yczliwoci.
A co ona miaa? Spiowy sztylet i t przeklt srebrn monet. Plecak z laptopem

Dedala. Butelk wody, kilka kawakw ambrozji na wszelki wypadek i pudeko zapaek prawdopodobnie bezuytecznych, ale ojciec wbi jej do gowy, e zawsze powinna mc
rozpali ogie.
Nie dysponowaa adn zdumiewajc moc. Nawet jej jedyna prawdziwie magiczna
wasno, czapka niewidka nowojorskich Yankees, przestaa dziaa i spoczywaa teraz w
jej kabinie na pokadzie Argo II".
- Masz swoj inteligencj - powiedzia jaki gos. Czyby to Atena do niej
przemwia? Nie, to pewnie tylko pobone yczenie w jej gowie.
Inteligencja... Mia j ulubiony bohater Ateny, Odyseusz. Poprowadzi Grekw do
zwycistwa w wojnie trojaskiej, korzystajc ze swego sprytu, a nie siy. Pokona
najrniejsze potwory, wyszed cao z wielu opresji, bo zawsze potrafi co wymyli. To
cenia w nim Atena.
Cra mdroci samotnie kroczy.
To nie tylko znaczy bez towarzyszy. To znaczy, e nie posiadajc adnych
szczeglnych mocy.
No dobra... wic jak zej tam bezpiecznie, z pewnoci, e bdzie moga stamtd
wyj, jeli okae si to konieczne?
Powrcia do piwnicy i spojrzaa na pootwierane skrzynie. Sznurki do latawcw i
plastikowe miecze. Pomys, ktry zawita jej w gowie, by tak zabawny, e prawie si
rozemiaa, ale nie miaa innego.
Zabraa si do pracy. Jej rce zdaway si dokadnie wiedzie, co robi. Czasami tak
si zdarzao, na przykad kiedy pomagaa Leonowi naprawi maszyneri okrtu albo
kiedy krelia architektoniczne plany na ekranie komputera. Jeszcze nigdy nie robia
czego ze sznurka do latawcw i plastikowych mieczy, ale okazao si to cakiem atwe,
po prostu naturalne. W kilka minut z tuzina szpuli sznurka i skrzyni plastikowych mieczy
stworzya co w rodzaju drabinki sznurowej - splecionej ze sznurka liny, niezbyt grubej,
z mieczami umocowanymi co jakie szedziesit centymetrw, aby suyy jako oparcie
dla rk i stp.
Na prb przywizaa koniec liny do jednej z kolumn i zawisa na niej caym
ciarem. Plastikowe miecze ugiy si pod ni, ale wytrzymay, stanowic dodatkowe
oparcie prcz wzw na linie.

Drabinka nie zdobyaby adnej nagrody w konkursie wzornictwa rkodzielniczego,


ale dziki niej Annabeth moga teraz bezpiecznie opuci si na dno studni. Najpierw
napchaa plecak pozostaymi szpulami sznurka. Nie bardzo wiedziaa, po co to robi, ale
uznaa, e mog si jeszcze przyda, a nie byy cikie.
Powrcia do studni w mozaikowej posadzce. Przywizaa koniec liny do
najbliszego dwigara, wrzucia drabink do dziury i opucia si po niej w ciemno.

XXXIV
ANNABETH
Kiedy wisiaa w powietrzu, opuszczajc si rka za rk po rozkoysanej drabince,
dzikowaa w duchu Chejronowi za te wszystkie lata wicze na kursie wspinaczki w
Obozie Herosw. Uskaraa si wtedy gono i czsto, e umiejtno wspinania si po
linie na pewno nigdy jej nie pomoe w pokonaniu adnego potwora. Chejron tylko si
umiecha, jakby wiedzia, e ten dzie nadejdzie.
W kocu dotara do dna studni. Nie trafia w ceglan krawd i wyldowaa porodku
podziemnego kanau, ale okaza si bardzo pytki. Lodowata woda przemoczya jej
trampki.
Uniosa wieccy sztylet. Pytki kana bieg rodkiem wyoonego cegami tunelu. Co
par metrw ze cian wystaway ceramiczne rury. Domylia si, e to dreny, cz
staroytnego systemu wodno-kanalizacyjnego, cho zdumiao j, e przetrway do dzi
midzy wszystkimi innymi rurami, piwnicami i ciekami zbudowanymi pod Rzymem w
cigu wielu stuleci.
Naga myl zmrozia j bardziej ni woda. Kilka lat wczeniej Percy i ona brali udzia
w misji w labiryncie Dedala tajemnej sieci tuneli i komnat, penej zakl i puapek,
ktra krya si pod wszystkimi miastami Ameryki.
Kiedy Dedal zgin w bitwie o labirynt, caa ta sie si zawalia - a w kadym razie
Annabeth tak sdzia. A jeli istniaa nie tylko w Ameryce? Jeli pod Rzymem bya jaka
starsza wersja labiryntu? Dedal powiedzia jej kiedy, e labirynt jest obdarzony wasnym
yciem. Nieustannie rozrasta si i zmienia. Moe odradza si jak potwory? To by miao
sens. Bya to przecie archetypiczna sia, jak by powiedzia Chejron - co, co nigdy do
koca nie umiera.
Jeli to jest cz labiryntu...
Postanowia nie myle o tym, ale odtd sprawdza, czy nie chodzi w kko. W
labiryncie odlego tracia znaczenie. Gdyby Annabeth nie bya do czujna, mogaby
przej pi metrw w zym kierunku i znale si w Polsce.
Na wszelki wypadek przywizaa koniec nowego kbka sznurka do drabinki. Moga
rozwija sznurek za sob. Stara, dobra sztuczka.
Zastanawiaa si, w ktr pj stron. Tunel wydawa si taki sam w obu

kierunkach. A potem, jakie pitnacie metrw na lewo, na cianie ponownie rozbysn


Znak Ateny. Annabeth moga przysic, e sowa patrzy na ni swoimi wielkimi,
ognistymi oczami, jakby mwia: Masz jaki problem? Pospiesz si!"
Zaczynaa naprawd nienawidzi tej sowy.
Kiedy dosza do tego miejsca, wietlisty symbol znik, a sznurek si skoczy.
Przywizujc drugi, zerkaa w tunel. Dostrzega wyom w ceglanym murze, jakby
kto wyrba w cianie dziur. Podesza tam, eby lepiej si temu przyjrze. Wsadzia w
otwr sztylet i w jego mdym wietle zobaczya nisz komor, dug i wsk, z
mozaikow posadzk i awkami wzdu malowanych cian. Przypominaa wagon kolejki
podziemnej.
Wetkna w otwr gow, majc nadziej, e nie zostanie odgryziona. Wewntrz
komnaty, w cianie obok, byy zamurowane drzwi. Na jej kocu zobaczya jaki
kamienny st, moe otarz.
Hm... Kana wodny bieg dalej, ale nabraa pewnoci, e wanie tdy prowadzi jej
cieka. Przypomniaa sobie sowa Tiberinusa: Znajd otarz cudzoziemskiego boga". Z
wskiej komory nie byo wyjcia, ale uznaa, e bez trudu signaby do otworu ze
stojcej pod nim awki, gdyby chciaa wrci.
Wci rozwijajc sznurek, opucia si przez otwr w d.
Sklepienie komory byo beczkowate, z ceglanymi ukami, ale te podpory nie
wzbudzay zaufania. Tu nad jej gow, w uku najbliszym zamurowanych drzwi,
zwornik by pknity na p. Przez sklepienie biegy szczeliny. To miejsce
prawdopodobnie pozostawao nietknite przez dwa tysice lat, ale Annabeth uznaa, e
lepiej si tu zbyt dugo nie zatrzymywa. Przy jej szczciu komora moe si zawali za
dwie minuty.
Posadzka bya dug wsk mozaik z siedmioma wyobraeniami w rzdzie. U stp
Annabeth widnia kruk. Dalej lew. Par nastpnych wygldao jak rzymscy wojownicy z
rnymi rodzajami broni. Reszta bya tak uszkodzona albo brudna, e szczegy stay si
niewidoczne. awki po obu stronach zastawione byy glinianymi skorupami. Na cianach
widniay malowida ze scenami z jakiej uczty: mczyzna w tunice i zakrzywionej
czapce, przypominajcej waflowy roek do lodw, siedzia obok wikszego faceta, z
ktrego ciaa wybiegay promienie soca. Wok nich stali ludzie z pochodniami i

sucy, a rne zwierzta, przewanie kruki i lwy, spaceroway w tle. Annabeth nie
wiedziaa, co ta scena przedstawia; nie przywodzia jej na myl adnej greckiej legendy.
W odlegym kocu komnaty by bogato rzebiony otarz z fryzem przedstawiajcym
mczyzn w stokowatej, zakrzywionej czapce, przyciskajcego ostrze noa do szyi
byka. Na otarzu staa kamienna figura mczyzny, ktrego nogi tkwiy a po kolana w
skale; w wycignitych rkach trzyma sztylet i pochodni. I te postacie z niczym si
Annabeth nie kojarzyy.
Zrobia krok w stron otarza. Co trzasno pod jej stop. Spojrzaa w d i
zrozumiaa, e wanie rozdeptaa ludzkie ebro.
Zdusia okrzyk. Skd to si tu wzio? Przecie zaledwie par sekund wczeniej
zerkna w d i nie dostrzega adnych koci. Teraz posadzka bya nimi zasana. Zebro
byo bardzo stare. Rozsypao si w py, kiedy uniosa stop. Obok lea skorodowany
spiowy sztylet, bardzo podobny do jej wasnego. Zapewne nalea albo do zmarego,
albo do jego zabjcy.
Wycigna przed siebie ostrze. Nieco dalej lea bardziej kompletny szkielet w
resztkach haftowanego kaftana, wygldajcego na ubir z czasw renesansu. Jego
falbaniasty konierz i czaszka byy osmalone, jakby prbowa sobie umywosy
lutownic.
Wspaniale" - pomylaa Annabeth. Spojrzaa na figur na otarzu, trzymajc sztylet
i pochodni. - To pewnie jaka prba" -uznaa. Tych dwch facetw nie przeszo jej
pomylnie. Poprawka: nie tylko dwch facetw. Ca posadzk a do otarza zacielay
koci i szcztki ubra. Trudno byo okreli, z ilu szkieletw pochodziy, ale zaoyaby
si, e naleay do herosw z przeszoci, dzieci Ateny, ktre dotary tu w czasie swoich
misji.
-

Nie docz do szkieletw na twojej posadzce! - zawoaa do posgu, majc

nadziej, e z jej gosu bije odwaga.


-

Dziewczyna powiedzia wodnisty gos, rozchodzcy si echem po komorze. -

Dziewczynom wstp wzbroniony.


-

eski pbg - powiedzia inny gos. - Niewybaczalne.

Komnata zadygotaa. Py opad z popkanego sklepienia. Annabeth rzucia si ku


dziurze, przez ktr si tu dostaa, ale dziura znika. Sznurek by przerwany. Wspia si

na awk i bia piciami w cian, majc nadziej, e brak dziury jest tylko iluzj, ale
ciana nie ustpia.
Tkwia w puapce.
Wzdu awek zajania rzd duchw - mczyzn w rzymskich togach, jak lary w
Obozie Jupiter. Patrzyli na ni gronie, jakby przerwaa im spotkanie.
Zrobia jedyn rzecz, ktr moga zrobi. Zeskoczya z awki i opara si plecami o
zamurowane drzwi. Staraa si zachowa pewn min, cho zowrogie spojrzenia
fioletowych duchw i szkielety pbogw u jej stp sprawiay, e miaa ochot ukry
gow w swojej koszulce i wrzeszcze.
-

Jestem crk Ateny - powiedziaa z tak godnoci, na jak j byo sta.

Greczynka - powiedzia z odraz jeden z duchw. Jeszcze gorzej.


W drugim kocu komnaty powsta z trudem jaki starzec (czy duchy miewaj
artretyzm?) i stan przy otarzu, utkwiwszy oczy w Annabeth. W pierwszej chwili
pomylaa, e wyglda jak papie. Ubrany by w poyskujc szat, na gowie mia ostro
zakoczon czapk, a w rku pastora.
To jest pieczara Mitry - oznajmi. - Zakcia nasze wite rytuay. Nie moesz
by wiadkiem misteriw i zachowa ycie.
Nie chc patrze na wasze misteria zapewnia go Annabeth. - Id za Znakiem
Ateny. Poka mi, jak std wyj, a pjd dalej swoj drog.
Wypowiedziaa to opanowanym gosem, co j sam zaskoczyo. Nie miaa pojcia,
jak si std wydosta, ale wiedziaa, e musi odnie sukces tam, gdzie jej bracia i siostry
zawiedli. Jej cieka wioda dalej - gbiej w podziemia Rzymu.
Poprowadz ci lady poraek twoich poprzednikw" - powiedzia Tiberinus. - A
potem... nie wiem".
Duchy zaczy mamrota do siebie po acinie. Annabeth wychwycia par niemiych
sw pod adresem eskich pbogw i Ateny.
W kocu duch w mitrze papiea uderzy pastoraem w posadzk. Zapada cisza.
-

Twoja grecka bogini nie ma tutaj wadzy - rzek. - Mitra jest bogiem rzymskich

wojownikw! Jest bogiem legionu, bogiem cesarstwa!


takim?

Nie by nawet Rzymianinem - zaprotestowaa Annabeth. -By Persem czy kim

Blunierstwo! - krzykn starzec, kilka razy walc pastoraem w posadzk. - Mitra

nas chroni! Jam jest pater tego bractwa...


-

Ojciec - przetumaczya Annabeth.

Nie przerywaj! Jako pater musz chroni tajemnic naszych misteriw.

Jakich misteriw? - zapytaa Annabeth. - Tuzin martwych goci siedzcych w

pieczarze?
Duchy zaczy szemra i uskara si, pki pater nie gwizdn na nie jak na
takswk. Musia mie nieze puca.
-

Najwyraniej jeste niedowiarkiem. Musisz umrze, tak jak inni.

Inni. Annabeth staraa si nie patrze na szkielety.


Mylaa gorczkowo, wygrzebujc z pamici wszystko, co wiedziaa o Mitrze. Czcili
go potajemnie rzymscy legionici. By jednym z bogw wojny, ktrzy zastpili Aten.
Afrodyta wspomniaa o nim podczas herbatki w Charleston. To byo wszystko, co
Annabeth o nim wiedziaa. Nie nalea do bogw, o ktrych si mwio w Obozie
Herosw. Wtpia, czy duchy zaczekaj, a wyjmie laptop Dedala i znajdzie o nim co
wicej.
Przebiega wzrokiem mozaik - siedem postaci w rzdzie. Przyjrzaa si duchom i
zauwaya, e kady mia na todze co w rodzaju odznaki - raz by to kruk, innym razem
pochodnia albo uk.
-

Odprawiacie rytua przejcia - wypalia. - Siedem poziomw wtajemniczenia.

Najwyszym jest pater.


Duchy wyday z siebie zbiorowy zduszony okrzyk, a potem zaczy wykrzykiwa:
-

Skd ona to wie?!

Ta dziewczyna poznaa nasze tajemnice!

Cisza! - krzykn pater.

Ale ona moe wiedzie o naszych witych prbach!

Wasze prby! - zawoaa Annabeth. - Wiem o nich!

Duchy ponownie wyday z siebie zbiorowy zduszony okrzyk,


tym razem niedowierzania.
-

To mieszne! - krzykn pater. - Ta dziewczyna kamie! Crko Ateny, wybierz

rodzaj swojej mierci. Jeli sama nie wybierzesz, bg uczyni to za ciebie!

Ogie lub sztylet - domylia si Annabeth.

Nawet pater zrobi zdumion min. Najwyraniej zapomnia, e ofiary minionych kar
le na posadzce.
-

Skd... skd to...? - wybekota. - Kim jeste?!

Crk Ateny - powtrzya Annabeth. - Ale nie zwyk crk. Jestem... ee... mater

w moim zgromadzeniu sistr. Magna mater. Nie ma przede mn tajemnic. Mitra nie
moe ukry niczego przede mn.
-

Magna mate - jkn z rozpacz jaki duch. - Wielka matka!

Zabi j! - Inny duch rzuci si na ni z wycignitymi rkami, ale przenikn

przez ni, nie zrobiwszy jej adnej krzywdy.


-Jeste martwy - przypomniaa mu Annabeth. - Usid.
Duch usiad ze zmieszan min.
-

Nie musimy sami ci zabija - warkn pater. - Mitra uczyni to za nas!

Figura na otarzu zajaniaa.


Annabeth napara rkami na zamurowane drzwi za plecami. To musi by wyjcie.
Zaprawa zacza si kruszy, ale nie na tyle, by zdoaa przebi si przez te drzwi
ciarem ciaa.
Rozejrzaa si gorczkowo po komorze popkane sklepienie, mozaikowa
posadzka, malowida na cianach, rzebiony otarz. I zacza mwi, na gorco
wycigajc nowe wnioski.
-

To na nic. Wiem wszystko. Dokonujecie na waszych nowicjuszach prby ognia,

bo pochodnia jest symbolem Mitry. Jego innym symbolem jest sztylet i dlatego prby
mona dokona rwnie noem. Chcecie mnie zabi tak... no... jak Mitra zabi witego
byka.
Tak tylko przypuszczaa, bo na otarzu bya paskorzeba Mitry zabijajcego byka,
wic pomylaa, e musi to by co wanego. Duchy zajczay i zakryy sobie uszy.
Niektre biy si otwartymi domi po twarzach, jakby chciay si obudzi z jakiego
zego snu.
-

Wielka matka wie! - zawoa jeden. - To niemoliwe!

Wystarczy rozejrze si po tej komnacie" pomylaa Annabeth, powoli nabierajc


pewnoci siebie.

Spojrzaa na ducha, ktry dopiero co przemwi. Mia na todze odznak kruka - taki
sam symbol, jaki widnia u jej stp.
-Jeste tylko krukiem - skarcia go. - To najniszy stopie. Sied cicho i pozwl mi
przemwi do waszego patera.
Duch skuli si na awce.
-

Litoci! Litoci!

Pater dygota cay - nie wiadomo, czy z wciekoci, czy ze strachu. Jego mitra
przechylia si i sflaczaa, jakby uleciao z niej powietrze.
-

Zaprawd, wiele wiesz, wielka matko - powiedzia. Wielka jest twoja mdro,

ale tym bardziej nie moesz std odej. Tkaczka ostrzega nas, e przyjdziesz.
-

Tkaczka... - Annabeth ogarno przeraenie, kiedy zrozumiaa, o czym pater

mwi: o tym czym w ciemnoci ze snu Percy ego, straniku wityni. Tym razem
poaowaa, e zna odpowied, ale staraa si zachowa spokj. - Tkaczka lka si mnie.
Nie chce, bym posza dalej za Znakiem Ateny. Ale ty pozwolisz mi przej.
-

Musisz wybra rodzaj prby! Ogie lub sztylet! Przeyj prb, to moe pozwol

ci przej!
Spojrzaa na koci swoich braci i sistr. Poprowadz ci lady poraek twoich
poprzednikw".
Oni wszyscy ju wybrali: ogie lub sztylet. Moe sdzili, e zdoaj przey prb.
Ale wszyscy umarli. Musi by jaki trzeci wybr.
Figura na otarzu pona coraz silniejszym blaskiem. Annabeth czua ju bijcy od
niej ar. Instynkt podpowiada jej, e trzeba si skupi na sztylecie lub pochodni, ale
zamiast tego skupia si na podstawie posgu. Dlaczego nogi mczyzny ugrzzy w
skale? I nagle pomylaa: A moe posek Mitry wcale nie ugrzz w skale? Moe Mitra
wyoni si ze skay?"
-

Ani pochodnia, ani sztylet - powiedziaa stanowczo. Jest trzecia prba, przez

ktr przejd.
-

Trzecia prba? - powtrzy pater.

Mitra narodzi si ze skay - odpowiedziaa Annabeth, majc nadziej, e si nie

myli. - Wyoni si w peni si ze skay, trzymajc sztylet i pochodni.


Okrzyki i zawodzenia powiedziay jej, e si nie mylia.

Wielka matka wie wszystko! - zawoa jaki duch. - To nasza najbardziej

strzeona tajemnica!
Wic moe nie powinnycie stawia tej figury na waszym otarzu" - pomylaa
Annabeth, ale bya wdziczna tym gupim mskim duchom. Gdyby dopuciy do swojego
kultu kobiety, mogyby ich nauczy rozsdku.
Wskazaa teatralnym gestem na cian, przez ktr tu wesza.
-Ja te narodziam si z kamienia, tak jak Mitra! Dlatego przeszam ju przez prb!
-

Phi! - parskn pater. - Wysza z dziury w cianie! To nie to samo!

No dobra. Wic widocznie pater nie by kompletnym durniem, ale Annabeth nie daa
si zbi z tropu. Zerkna na sklepienie i wpad jej do gowy inny pomys - wszystkie
szczegy zaskoczyy.
-

Panuj nad samymi kamieniami - oznajmia, wznoszc rce. - Poka wam, e

moja moc jest wiksza od mocy Mitry. Jednym


uderzeniem zburz t komnat.
Duchy zaczy zawodzi i dygota, wpatrujc si w sufit, ale Annabeth wiedziaa, e
nie widz tego co ona. Byy duchami wojownikw, a nie inynierw. Dzieci Ateny byy
obdarzone wieloma talentami, nie tylko umiejtnoci wadania mieczem. Annabeth
studiowaa architektur przez cae lata. Wiedziaa, e ta staroytna komora jest bliska
zawalenia. Zrozumiaa, co oznaczaj szczeliny w sklepieniu, wszystkie wybiegajce z
jednego punktu - szczytu kamiennego uku nad jej gow. Zwornik ju si kruszy, a
kiedy si rozpadnie... Trzeba tylko dobrze wymierzy czas.
-

To niemoliwe! - krzykn pater. - Tkaczka sono nam zapacia za to, bymy

zniszczyli kade dziecko Ateny, ktre omieli si wej do naszej wityni. Nigdy jej nie
zawiedlimy. Nie moemy pozwoli ci przej.
-

A wic lkasz si mojej mocy! Wiesz ju, e mog zniszczy wasz wityni!

Pater zmarszczy brwi. Poprawi sobie czapk. Annabeth wiedziaa, e znalaz si w


trudnej sytuacji. Gdyby teraz si wycofa, okazaby si tchrzem.
-

Rb, co chcesz, crko Ateny - powiedzia. - Nikt nie moe zniszczy pieczary

Mitry, zwaszcza jednym uderzeniem. A zwaszcza dziewczyna!


Annabeth uniosa sztylet. Sklepienie byo niskie. Moga atwo dosign kamiennego
zwornika, ale musiaa dobrze wybra moment.

Drzwi za jej plecami byy zamurowane, ale kiedy komnata zacznie si wali, te cegy
mog te si pokruszy. Powinna przebi si przez te drzwi, zanim spadnie cay sufit przyjmujc oczywicie, e za ceglan cian jest jakie kolejne pomieszczenie, a nie zbita
ziemia, i e nie zabraknie jej siy, szybkoci ani szczcia. Bo w przeciwnym razie za
chwil stanie si nalenikiem z pboga.
-

No dobra, chopaki - powiedziaa. - Wyglda na to, e wybralicie sobie

nieodpowiedniego boga wojny.


Uderzya sztyletem w zwornik. Niebiaski spi roztrzaska go jak kostk cukru. Przez
chwil nic si nie wydarzyo.
-

Ha! - zawoa pater. Widzicie? Atena tutaj nie rzdzi!

Komora zadygotaa. Nowa szczelina pobiega przez ca dugo sklepienia i dalszy


koniec pieczary zawali si na otarz i patera. Pojawio si wicej szczelin. Cegy zaczy
wypada z ukw. Duchy z krzykiem rzuciy si do ucieczki, ale wygldao na to, e nie
mog przenikn przez ciany. Najwyraniej byy uwizione w tej komorze nawet po
mierci.
Annabeth odwrcia si. Z caej siy uderzya w zamurowane drzwi. Cegy ustpiy.
witynia Mitry zawalia si za jej plecami, a ona rzucia si w ciemno i poczua, e
pada na co twardego.

XXXV
ANNABETH
Annabeth sdzia, e dobrze zna bl. Spada ju ze ciany wspinaczkowej t lawy w
Obozie Herosw. Zostaa zraniona w rami zatrut kling na mocie Williamsburskim.
Dwigaa nawet cay ciar nieba na swych ramionach.
Ale to byo nic w porwnaniu z tym upadkiem.
Natychmiast zrozumiaa, e zamaa nog w kostce. Bl jak rozgrzany do
czerwonoci stalowy prt przebi sobie drog od stopy po biodro. wiat zawzi si do
niej samej, jej kostki u nogi i straszliwego blu.
O mao nie zemdlaa. Zakrcio si jej w gowie. Z trudem apaa powietrze.
Nie" - powiedziaa sobie w duchu. - Nie moesz sobie pozwoli na utrat
przytomnoci".
Sprbowaa oddycha wolniej. Leaa nieruchomo, a w kocu bl nieco osab, nie
by ju nieznon tortur, tylko straszliwym rwaniem.
Chciaa zawy na cay wiat, e jest taki niesprawiedliwy. Dotara ju tak daleko i ma
j zatrzyma co rwnie przyziemnego jak zamana kostka?
Zdusia w sobie te ze emocje. W obozie wiczono j, jak przey w najrniejszych
trudnych sytuacjach, rwnie w przypadku urazw takich jak ten.
Rozejrzaa si. Jej n potoczy si o metr dalej. W jego mdym wietle widniay
zarysy pomieszczenia. Leaa na zimnej posadzce z kamiennych blokw. Sufit by dwa
pitra ponad ni. Otwr drzwiowy, przez ktry tu wpada, znajdowa si jakie trzy metry
nad posadzk; teraz by cakowicie zawalony gruzem, ktry spad do tego pomieszczenia
jak lawina. Wok niej walay si szcztki starych belek czy desek - jedne byy popkane
i wysuszone, inne poamane na drzazgi.
Ale jestem gupia" - skarcia si w duchu. Przebia si przez te drzwi, zakadajc, e
bdzie za nimi jaki poziomy korytarz albo kolejna komnata. Nie przyszo jej do gowy,
e moe skoczy w pust przestrze. Te deski prawdopodobnie byy kiedy schodami,
ktre zaamay si dawno temu.
Zbadaa swoj kostk. Stopa nie wygldaa na bardzo wykrcon. Miaa czucie w
palcach. Nie dostrzega ladw krwi. Nie byo tak le.
Signa po kawaek drewna. Nawet ten drobny ruch sprawi, e krzykna z blu.

Drewno rozkruszyo si w jej palcach. Mogo mie kilkaset, moe nawet kilka tysicy
lat. Nie miaa pojcia, czy to pomieszczenie jest starsze od wityni Mitry albo czy - jak
labirynt - te wszystkie podziemne komnaty s mieszanin rnych okresw historii,
zebranych przypadkowo razem.
- No dobra - powiedziaa gono, eby usysze swj gos. -Myl, Annabeth. Okrel
priorytety.
Przypomniaa sobie te wszystkie gupie zasady wpajane jej w obozie przez Grovera
podczas kursu przetrwania w ekstremalnych warunkach. W kadym razie wwczas
wydaway si gupie. Krok pierwszy: zbadaj, czy w twoim otoczeniu nie kryj si
bezporednie zagroenia.
Pomieszczenie nie wygldao na takie, ktremu grozi zawalenie. Lawina gruzu
zatrzymaa si. ciany byy z solidnych blokw kamienia, nie dostrzega na nich adnych
szczelin. Sklepienie nie byo wybrzuszone. Dobrze.
Jedynym wyjciem by ukowaty otwr drzwiowy w dalekim kocu, za ktrym ziaa
ciemno. Midzy ni a tymi drzwiami bieg wski, obmurowany cegami kanalik, w
ktrym pyna woda z lewej strony w praw. Moe to pozostaoci rzymskiego systemu
wodno-kanalizacyjnego? Byoby dobrze, gdyby woda okazaa si zdatna do picia.
W jednym z rogw komnaty stao kilka rozbitych naczy ceramicznych.
Wysypyway si z nich pomarszczone, brzowe grudy, ktre kiedy mogy by owocami.
Fuj. W drugim kcie leay jakie drewniane skrzynie, wygldajce na nienaruszone, oraz
kilka prostoktnych koszy obwizanych rzemieniami.
-

A wic brak bezporednich zagroe - powiedziaa do siebie. - Chyba e co

wytoczy si z tego ciemnego tunelu.


Zerkna na ciemny otwr, obawiajc si najgorszego, ale nic si nie wydarzyo.
-

W porzdku. Krok nastpny: sprawd, co masz.

Czym dysponowaa? Butelk wody, no i t wod, ktra pyna kanalikiem,


oczywicie gdyby zdoaa jej dosign. Miaa swj sztylet. W plecaku byo duo
kolorowego sznurka, laptop, spiowa mapa, zapaki i troch ambrozji na wszelki
wypadek.
Ach... tak. To chyba jest wypadek. Wygrzebaa niebiaskie jado z plecaka i
pochona je. Jak zwykle, smakowao jak mie wspomnienia. Tym razem by to smak

popcornu wieczr ogldania filmw z ojcem w jego domu w San Francisco, bez
macochy, bez braci przyrodnich, tylko ona i jej ojciec rozoeni na kanapie i ogldajcy
stare ckliwe komedie romantyczne.
Ambrozja wypenia jej ciao miym ciepem. Bl w nodze zmala do tpego
pulsowania. Wiedziaa, e to wci jej gwny problem. Nawet ambrozja nie uzdrowi
zamanych koci natychmiast. Moe przyspieszy proces, ale w najlepszym razie nie
bdzie moga stan na tej nodze przez cay dzie albo i duej.
Sprbowaa sign po sztylet, ale by za daleko. Przesuna si w tamt stron.
Znowu przeszy j bl, jakby stop przebijay gwodzie. Jej twarz pokryy kropelki potu,
ale przesuna si jeszcze dalej i zdoaa pochwyci sztylet.
Od razu poczua si lepiej - nie tylko dlatego e n dawa wiato i zapewnia
ochron, ale take dlatego e by czym tak znajomym.
Co dalej? Na kursie Grovera bya mowa o pozostaniu w miejscu i czekaniu na
ratunek, ale to nie wchodzio w rachub. Nawet gdyby Percy w jaki sposb odkry,
dokd si udaa, to drog zagrodziaby mu zawalona witynia Mitry.
Mogaby sprbowa porozumie si z kim przez laptop Deda-la, ale wtpia, czy
miaaby tu zasig. A zreszt do kogo mogaby si zwrci? Nikt nie by na tyle blisko, by
jej pomc. Pbogowie nigdy nie mieli przy sobie telefonw komrkowych, bo ich
sygna mgby zwrci uwag zbyt wielu potworw, a adne z jej przyjaci nie
siedziaoby przed komputerem, sprawdzajc poczt.
Iryfon? Miaa wod, ale chyba nie zdoaaby uzyska do wiata, by stworzy tcz.
Jedyn monet, ktr miaa, bya srebrna ateska drachma, a to zdecydowanie za mao.
A poza tym samo wzywanie pomocy stanowio problem. Miaa to by jej samotna
misja. Gdyby kto j wyratowa, musiaaby uzna swoj porak. Co jej mwio, e
Znak Ateny ju nie powidby jej dalej. Mogaby wiecznie bdzi w podziemiach i
nigdy nie odnale Ateny Partenos.
Wic... trzeba przesta tu tkwi i czeka na pomoc. A to oznacza, e musi znale
sposb na ruszenie si z miejsca.
Otworzya butelk i napia si wody. Nie zdawaa sobie sprawy, jak bardzo bya
spragniona. Kiedy wypia wszystko, podczogaa si do kanaliku i na nowo napenia
butelk.

Woda by zimna i pyna wartko, co oznaczao, e chyba jest zdatna do picia.


Nabraa troch wody w donie i opryskaa ni twarz. Natychmiast poczua si bardziej
rzeko. Obmya i oczycia zadrapania i otarcia na caym ciele.
Usiada i spojrzaa na swoj kostk.
- Musiaa si zama? - skarcia j.
Kostka nie odpowiedziaa.
Trzeba j czym unieruchomi. Tylko wtedy bdzie moga ruszy si z miejsca.
Hm...
Uniosa sztylet i ponownie zbadaa pomieszczenie w jego wietle. Teraz gdy znalaza
si troch bliej ciemnego otworu drzwiowego, jeszcze mniej si jej podoba. Wid w
ciemny, cichy korytarz. Powietrze, ktre z niego napywao, pachniao stchlizn i czym
zym. Niestety, byo to jedyne wyjcie.
Pojkujc, stkajc i tumic zy, doczogaa si do szcztkw drewnianych schodw.
Znalaza dwie deseczki nadajce si na ubki. Potem podsuna si do wiklinowych koszy
i poodcinaa noem rzemienie.
Kiedy przygotowywaa si psychicznie do unieruchomienia stopy, zauwaya
wyblake litery na jednej z drewnianych skrzy: EKSPRES HERMESA.
Podekscytowana podczogaa si do tej skrzyni.
Nie miaa pojcia, skd to si tutaj wzio, ale wiedziaa, e Hermes dostarcza
najrniejsze dobra bogom, duchom, a nawet pbogom. Moe wiele lat temu podrzuci
tutaj t skrzyni, by pomc herosom w ich misji?
Otworzya j i wycigna kilka patw folii bbelkowej, ale oprcz nich nic wicej w
skrzyni nie byo.
-

Hermesie! - zaprotestowaa gono.

Wpatrywaa si tpo w bbelkowe opakowanie. Nagle jej mzg zaskoczy i


zrozumiaa, e ta folia jest darem.
-

Och... to jest idealne!

Owinea foli zaman kostk. Przyoya do niej deseczki i obwizaa je


rzemieniami.
Kiedy, podczas wicze w udzielaniu pierwszej pomocy, zakadaa ubki na nog
innego obozowicza, ale nigdy sobie nie wyobraaa, e bdzie to robia sobie samej.

Bya to cika, bolesna praca, ale w kocu si udao. Przeszukaa szcztki schodw i
znalaza cz porczy - wsk desk, dug na ponad metr, ktra moga posuy za
szczudo. Opara si plecami o cian, podcigna zdrow nog i podwign-a si w
gr.
-

Aua. Czarne kropki zataczyy jej przed oczami, ale podniosa si. -

Nastpnym razem - mrukna do ciemnej komnaty -wolaabym walczy z potworem. To


o wiele atwiejsze.
Na uku nad ciemnym otworem drzwiowym zapon Znak Ateny.
Ognista sowa zdawaa si patrzy na ni wyczekujco, jakby chciaa powiedzie:
Najwyszy czas. Och, chcesz walczy z potworami? Prosz tdy!".
Ciekawe, czy modelem dla tego poncego znaku bya jaka prawdziwa wita sowa.
Bo jeli tak, to Annabeth przyrzeka sobie, e kiedy j odnajdzie i rbnie w eb.
Ta myl troch dodaa jej otuchy. Przekroczya kanalik i powoli pokutykaa w
ciemny korytarz.

XXXVI
ANNABETH
Tunel biegi prosto i poziomo, ale po tym upadku Annabeth nie chciaa ju
ryzykowa. Trzymaa si ciany i obstukiwaa szczudem posadzk przed sob, by mie
pewno, e nie wpadnie w now puapk.
Mdlcy, sodki zapach nasila si, wic nerwy miaa napite. Za jej plecami ucich ju
plusk wody. Zamiast niego dobieg j chr szeptw jakby miliona gosikw. Zdawa si
pochodzi z wntrza cian i stawa si coraz goniejszy.
Sprbowaa przyspieszy, ale prdko dosza do wniosku, e grozi to utrat
rwnowagi albo podranieniem zamanej kostki, wic wloka si dalej, przekonana, e
co j ciga. Ciche gosiki gstniay i coraz bardziej si przybliay.
Dotkna ciany i odruchowo cofna rk. Pokrywaa j pajczyna.
Pisna i natychmiast skarcia za to sam siebie.
To tylko pajczyna" - powiedziaa sobie w duchu, ale w uszach wci miaa szum.
Spodziewaa si pajkw. Wiedziaa, co jest przed ni. Tkaczka. Jej Wielkopasko.
Gos w ciemnoci. Ale te pajczyny uwiadomiy jej, e Tkaczka jest ju blisko.
Rka jej draa, kiedy ocieraa j o kamienie. Co sobie mylaa? Ze bdzie w stanie
sama osign cel tej misji?
Za pno. Po prostu id dalej".
Ruszya wic dalej korytarzem, przystajc po kadym bolesnym kroku. Szepczce
odgosy za jej plecami nasilay si, a w kocu brzmiay jak miliony zeschych lici
targanych przez wiatr. Pajczyny zgstniay, wypeniajc ju cay tunel. Wkrtce
przedzieraa si przez mulinowe kurtyny, ktre pokryy j jak silikonowa przdza w
aerozolu.
Serce omotao jej w piersi. Wloka si naprzd coraz mniej ostronie, starajc si
ignorowa bl w kostce.
Wreszcie korytarz zakoczy si otworem wypenionym do poowy sprchniaymi
deskami. Sprawiay wraenie, jakby kto prbowa zabarykadowa przejcie. Nie
wryo to nic dobrego. Mimo to uya szczuda, by usun deski, i przelaza przez otwr
po resztkach drewna, wbijajc sobie mnstwo drzazg w woln rk.
Po drugiej stronie barykady bya komnata wielkoci boiska do bejsbola. Posadzk

pokryway rzymskie mozaiki. Na cianach wisiay resztki gobelinw. Po obu stronach


drzwi tkwiy w uchwytach wygase pochodnie pokryte pajczynami.
W dalekim kocu sali nad kolejnymi drzwiami zapon Znak Ateny. Niestety,
midzy Annabeth a tym wyjciem w posadzce ziaa dziura szeroka na pitnacie metrw.
Biegy nad ni dwie belki, zbyt od siebie oddalone, by postawi na nich obie stopy, ale
kada bya te zbyt wska, by po niej przej - chyba e byoby si akrobat, no i gdyby
si nie miao zamanej kostki. Obu tych warunkw Annabeth nie speniaa.
Korytarz, ktrym tu przysza, wypeniy syczce odgosy. Pajczyny zadygotay i
zataczyy, gdy pojawiy si pierwsze pajki, nie wiksze od elkw, ale pulchne i
czarne, szybko pomykajce po cianach i posadzce.
Co to za rodzaj pajkw? Nie miaa pojcia. Wiedziaa tylko, e chc j dopa i e
ma tylko kilka sekund na obmylenie jakiego planu.
Chciaa si rozpaka. Chciaa, by kto - ktokolwiek pojawi si, by jej pomc.
Chciaa, by by przy niej Leo ze swoj moc nad ogniem albo Jason przyzywajcy
byskawice, albo Hazel, ktra zawaliaby ten tunel. Ale najbardziej pragna, by by z ni
Percy. Przy nim zawsze czua si odwaniejsza.
Nie umr tutaj" - powiedziaa sobie. - Zamierzam znowu zobaczy si z Percym".
Pierwsze pajki byy ju prawie przy barykadzie w drzwiach. Za nimi toczyo si
jdro armii - czarne morze robali.
Annabeth pokutykaa do jednego z uchwytw w cianie i wyrwaa z niego
pochodni. Jej koniec by posmarowany smo, eby atwiej j byo zapali. Palce miaa
jak z oowiu, ale pogrzebaa w plecaku i znalaza zapaki. Potara jedn i zapalia
pochodni.
Przytkna j do barykady. Suche drewno natychmiast zajo si ogniem. Pomienie
signy pajczyn, buchny i pomkny w gb korytarza, pochaniajc tysice pajkw.
Cofna si. Zyskaa troch czasu, ale wtpia, by udao jej si umierci wszystkie
pajki. Na pewno si przegrupuj i zaatakuj znowu, kiedy ogie wyganie.
Podesza do krawdzi przepaci.
Powiecia sztyletem, ale dna nie dostrzega. Wskoczenie do rodka byoby
samobjstwem. Mogaby zawisn na jednej z belek i sprbowa przele na drug
stron rka za rk, ale nie dowierzaa sile swoich ramion i nie wiedziaa, czy zdoaaby

podcign si z penym plecakiem i zaman kostk, gdy dotrze na drug stron.


Kucna i przyjrzaa si belkom. W kadej, co jakie trzydzieci centymetrw, tkwiy
elazne haki zakoczone ptlami. Moe te belki byy kiedy bokami mostu, z ktrego
usunito wewntrzne deski? Ale skd te haki? Nie mogy podtrzymywa desek. Raczej...
Spojrzaa na ciany. Takich samych hakw uyto do zawieszenia ozdobnych tkanin.
Zrozumiaa, e te belki nie miay by mostem. Byy czym w rodzaju krosna.
Cisna ponc pochodni na drug stron przepaci. Nie bardzo wierzya w
powodzenie swojego pomysu, ale wycigna z plecaka sznurek i zacza go przeciga
od haka do haka, tam i z powrotem, podwajajc i potrajajc splot.
Jej rce poruszay si oszaamiajco szybko. Przestaa myle o tym, co robi, po
prostu przeplataa sznurki i wizaa je ze sob, powoli tkajc sie ponad przepaci.
Zapomniaa o blu w nodze i o barykadzie gasncej za jej plecami. Pomau wczogaa
si na sie. Utrzymaa jej ciar. Po chwili bya ju w poowie drogi na drug stron.
Skd ten pomys przyszed jej do gowy?
To Atena" - powiedziaa sobie w duchu. - Moja matka jest bogini poytecznych
rzemios". Annabeth nigdy nie uwaaa tkactwa za szczeglnie poyteczne zajcie - do
teraz.
Zerkna przez rami. Barykada gasa. Kilka pajkw przepe-zo ju przez krawdzie
drzwi.
Gorczkowo tkaa dalej i w kocu dotara na drug stron. Chwycia ponc
pochodni i rzucia j na swj utkany most. Pomienie pobiegy po sznurkach. Nawet
belki zajy si ogniem, jakby byy nasczone oliw.
Na chwil most zapon wyranym wzorem - rzdem identycznych sw. Czyby
rzeczywicie wplota je w sie, czy te byy to jakie czary? Nie wiedziaa, ale gdy pajki
ruszyy naprzd, belki pokruszyy si pod nimi i spady w przepa.
Annabeth wstrzymaa oddech. Przecie pajki mog z atwoci dotrze do niej po
cianach i sklepieniu! Gdyby tak si stao, musiaaby ucieka, a dobrze wiedziaa, e nie
zdoaaby porusza si dostatecznie szybko.
Ale nie wiadomo dlaczego pajki przestay j ciga. Zgromadziy si na skraju jamy
- gruby dywan kbicych si czarnych robali. A potem cofny si, powracajc do
osmalonego tunelu, jakby Annabeth przestaa ju je interesowa.

- Albo jakbym przesza prb - powiedziaa na gos.


Pochodnia zgasa, teraz jedynym rdem wiata by sztylet. Zdaa sobie spraw, e
pozostawia szczudo po drugiej stronie przepaci.
Poczua si zmczona i wyzuta z nowych pomysw, ale umys miaa jasny.
Wydawao si, e jej panika spona razem z utkanym mostem.
Tkaczka" - pomylaa. - Musi by blisko. Przynajmniej wiem, co mnie czeka".
Ruszya kolejnym korytarzem, podskakujc na zdrowej nodze.
Nie musiaa i daleko.
Po jakich szeciu metrach tunel otworzy si na jaskini wielk jak wntrze katedry,
tak majestatyczn, e Annabeth z trudem ogarniaa j wzrokiem. Domylaa si, e jest to
owo pomieszczenie ze snu Percy'ego, cho nie byo tam ciemno. Spiowe kosze z
magicznym wiatem, podobne do tych, ktrych uywaj bogowie na Olimpie, janiay
wok sali na przemian ze wspaniaymi gobelinami. Kamienna posadzka poprzecinana
bya szczelinami jak poa lodowca. Sklepienie byo tak wysokie, e gino w mroku i
gstwinie pajczyn.
Pasma jedwabistej pajczyny, grube jak kolumny, zwisay ze sklepienia nad ca sal,
czepiay si cian i posadzki jak liny podtrzymujce most.
Pajczyny otaczay te rodek tej wityni, ktry budzi takie oniemielenie, e
Annabeth z trudem podniosa na wzrok. Wznosi si nad ni wysoki na dwanacie
metrw posg Ateny o skrze z koci soniowej i w szacie ze zota. W wycignitej rce
trzymaa figur Nike, uskrzydlonej bogini zwycistwa - figur, ktra z dou wydawaa si
maleka, ale prawdopodobnie bya wysokoci czowieka. Druga rka spoczywaa na
tarczy wielkiej jak billboard, zza ktrej wysuwa gow wyrzebiony w, jakby Atena
go chronia.
Twarz bogini bya pogodna i lekko umiechnita... i naprawd podobna do twarzy
Ateny. Annabeth widziaa ju wiele posgw, ktre w niczym jej matki nie
przypominay, ale ta olbrzymia wersja, wykuta przed tysicami lat, musiaa by dzieem
artysty, ktry na wasne oczy zobaczy Aten. I doskonale uchwyci podobiestwo.
- Atena Partenos - mrukna Annabeth. - Naprawd jest tutaj.
Przez cae ycie chciaa odwiedzi Partenon. Teraz widziaa gwn atrakcj, ktra
kiedy go zdobia - i bya pierwszym dzieckiem Ateny, ktremu si to udao od

tysicleci.
Uwiadomia sobie, e ma otwarte usta. Zmusia si do przeknicia liny. Mogaby
tu sta przez cay dzie, patrzc na ten posg, ale na razie wypenia poow misji.
Odnalaza Aten Partenos. Ale jak zabra j z tej jaskini?
Pasma pajczyn oplatay posg jak mulinowe zasony letniego pawilonu. Annabeth
podejrzewaa, e gdyby nie te pajczyny, posg ju dawno zapadby si pod nadweron
posadzk. Gdy wesza gbiej do sali, zobaczya, e szczeliny w posadzce s tak szerokie,
e mogaby si w nich zmieci jej stopa. Ziaa z nich ciemno.
Przeszy j zimny dreszcz. Gdzie jest straniczka? Jak uwolni std posg, nie
doprowadzajc do zawalenia si podogi? I na pewno nie zdoaaby powlec go
korytarzem, ktrym tu przysza.
Zacza si rozglda po sali w nadziei, e znajdzie co, co mogoby jej pomc.
Przebiega spojrzeniem po wspaniaych gobelinach. Na jednym by sielankowy pejza
tak trjwymiarowy, e wydawa si oknem. Na innym bogowie walczyli z gigantami. Na
kolejnym bya sceneria z Podziemia, a tu obok widok wspczesnego Rzymu. A na
gobelinie na lewo...
Zatkao j. By to portret dwojga pbogw caujcych si pod wod: Annabeth i
Percy ego w dniu, w ktrym przyjaciele wrzucili ich do jeziora w Obozie Herosw. By
tak ywy, tak prawdziwy, e zacza si zastanawia, czyjego twrca nie zaczai si tam
na nich wtedy w jeziorze z wodoszczelnym aparatem.
-Jak to moliwe? - mrukna pod nosem.
Z gry, spod mrocznego sklepienia, przemwi gos:
-

Od stuleci wiedziaam, e przyjdziesz, mj skarbie.

Annabeth wzdrygna si. Nagle poczua si tak, jakby znowu miaa siedem lat i
chowaa si pod kodr, czekajc na atak pajkw. Gos brzmia tak, jak go Percy
opisywa: rozzoszczony bzyk wielu tonw, kobiecy, ale nie ludzki.
W pajczynach nad posgiem co si poruszyo - co ciemnego i wielkiego.
-

Widziaam ci w moich snach - powiedzia gos, mdlco sodki i zy, jak w

zapach w tunelach. - Musiaam si upewni, czy jeste tego warta, jedyne dziecko Ateny
na tyle sprytne, by przej przez moje prby i doj tutaj ywe. O tak, jeste jej
najbardziej utalentowanym dzieckiem. I dla mojego odwiecznego wroga twoja mier

bdzie tym bardziej bolesna, kiedy wreszcie zginiesz.


Bl w kostce by niczym w porwnaniu z lodowatym kwasem, ktry teraz napenia
yy Annabeth. Chciaa uciec. Chciaa baga o lito. Ale nie moga okaza saboci. Nie
teraz.
-Jeste Arachne! - zawoaa. - Tkaczka, ktr zamieniono w pajka.
Posta obniya si, stajc si bardziej wyrana i jeszcze bardziej straszna.
-

Przeklta przez twoj matk. Wyszydzona przez wszystkich i zamieniona w co

ohydnego... bo to ja okazaam si lepsz tkaczk.


-

Ale przegraa zawody.

Tak to opisaa rzekoma zwyciczyni! - krzykna Arachne.

Popatrz na moje dziea! Sama zobacz!

Annabeth nie musiaa znw im si przyglda. Takich gobelinw jeszcze nigdy nie
widziaa - byy lepsze od tkanin Kirke i... tak, lepsze od tych, ktre widziaa na Olimpie.
Zacza si zastanawia, czy jej matka naprawd zwyciya - czy przypadkiem nie
pozbya si Arachne i nie stworzya wasnej wersji przebiegu tych zawodw. Ale teraz to
si nie liczyo.
-Jeste straniczk tego posgu od staroytnych czasw - powiedziaa - ale przecie
to nie jest jego miejsce. Zabior go std.
-Ha.
Nawet Annabeth musiaa przyzna, e jej groba zabrzmiaa miesznie. Jak
dziewczyna z nog owinit bbelkow foli mogaby wydosta ten olbrzymi posg z
podziemnej komory?
-

Obawiam si, e najpierw musiaaby mnie pokona, skarbie - powiedziaa

Arachne. - A to, niestety, jest niemoliwe.


Stworzenie wyonio si z pajczyn i Annabeth zdaa sobie spraw, e jej misja jest
beznadziejna. Czekaa j rycha mier.
Arachne miaa ciao olbrzymiej czarnej wdowy, z wochatym czerwonym
znamieniem w ksztacie klepsydry na brzuchu i par kdziokw, z ktrych co
wyciekao. Jej osiem patykowatych ng byo uzbrojonych w rzd zakrzywionych kolcw,
kady wielkoci sztyletu Annabeth. Gdyby zbliya si jeszcze bardziej, sam sodkawy
odr, ktry wydzielaa, przyprawiby o omdlenie. Ale najgorsz czci jej ciaa bya

straszliwie oszpecona twarz.


Kiedy moga by pikn kobiet. Teraz czarne uchwy wyrastay z jej ust jak ky.
Inne zby byy biae i cienkie jak igy. Dugie czarne wsy czuciowe porastay jej
policzki. Oczy byy wielkie, pozbawione powiek i czarne. Dodatkowa para mniejszych
oczek wystawaa ze skroni.
Stworzenie wydao z siebie urywany odgos - rip-rip-rip - ktry mg by miechem.
- Teraz ci zjem, skarbie - powiedziaa Arachne. - Ale nie martw si. Utkam pikny
gobelin przedstawiajcy twoj mier.

XXXVII
LEO
Leo aowa, e tak dobrze zna si na mechanice.
Czasami bywao to naprawd kopotliwe. Gdyby nie te jego zdolnoci, pewnie by nie
natrafili na tajny zsyp, nie zabdzili w podziemiach i nie zaatakowaliby ich metalowi
faceci. Po prostu nie mg si powstrzyma.
Ale cz winy ponosia Hazel. Jak na dziewczyn obdarzon nadzwyczajn
zdolnoci orientacji w podziemiach w Rzymie nie bardzo si spisywaa. Zamiast
prowadzi ich po miecie, tracia rozeznanie i wci wracaa w te same miejsca.
- Przykro mi - powiedziaa. - Ale tu jest... no, za duo podziemi, tyle warstw, to mnie
oszaamia. Jakbym staa porodku orkiestry i prbowaa skupi si na jednym
instrumencie. To mnie ogusza.
W rezultacie odbyli wycieczk po caym Rzymie. Frankowi chyba to odpowiadao,
bo bez szemrania par do przodu jak wielki owczarek. Leo zastanawia si, czy Frank
mgby zamieni si w owczarka, a jeszcze lepiej w konia, ktrego mona by dosi. A
sam zaczyna ju traci cierpliwo. Nogi go bolay, stopy pieky, dzie by upalny, a
ulice zapchane turystami.
Forum Romanum byo w porzdku, ale Leo nie dostrzeg w nim nic nadzwyczajnego:
same ruiny poronite krzakami i drzewami. Trzeba mie du wyobrani, by dostrzec
w nich ttnice yciem centrum staroytnego Rzymu. Leonowi udao si to tylko dlatego,
e widzia ju Nowy Rzym w Kalifornii.
Mijali wielkie kocioy, stojce samotnie uki, sklepy z ubraniami i tanie restauracje.
Posg jakiego staroytnego Rzymianina wskazywa na pobliski McDonald.
Na szerszych ulicach ruch samochodowy by cakowicie nieprzewidywalny - Leo
myli si, sdzc, e tylko w Houston kierowcy jed jak wariaci. Przewanie bdzili
jednak maymi uliczkami, mijajc fontanny i kafejki, w ktrych nie pozwalano mu
przysi.
-

Nigdy nie sdziam, e zobacz Rzym - powiedziaa Hazel. - Kiedy yam... to

znaczy, kiedy yam po raz pierwszy, rzdzi tu Mussolini. Bya wojna.


-

Mussolini? - Leo zmarszczy czoo. - Czy on nie by kim w rodzaju kumpla

Hitlera?

Hazel spojrzaa na niego tak, jakby by kosmit.


-

Kumpla?

Niewane.

Chciaabym zobaczy Fontann di Trevi - powiedziaa.

Tu s fontanny na kadym kroku - burkn Leo.

Albo Schody Hiszpaskie.

Przyjechaa do Woch, eby zobaczy hiszpaskie schody? To tak, jakby

pojechaa do Chin, eby skosztowa meksykaskiego arcia, nie?


-Jeste beznadziejny - stwierdzia Hazel.
-

Tak mi mwiono.

Odwrcia si do Franka i chwycia go za rk, jakby Leo nagle przesta istnie.


- Chodmy. Myl, e powinnimy pj w tamt stron.
Frank umiechn si do Leona niepewnie - jakby nie wiedzia, czy si puszy, czy
mu podzikowa, e jest kretynem - ale z ochot pozwoli Hazel pocign si dalej.
Po niemiosiernie dugim marszu Hazel zatrzymaa si przed jakim kocioem. W
kadym razie Leo uzna, e to koci. Gwn cz budowli przykrywaa olbrzymia
kopua. Nad wejciem byo trjktne zadaszenie wsparte na typowych rzymskich
kolumnach, z napisem: M. AGRIPPA.
-

To po acinie ma gryp? - zapyta Leo.

To chyba tu. - Hazel wypowiedziaa to zdanie o wiele pewniejszym tonem ni

wielokrotnie wczeniej. - Tu powinno by tajemne wejcie.


Wok stopni wiodcych do budowli gromadziy si grupy turystw. Przewodnicy
unosili kolorowe kartoniki z rozmaitymi cyframi i przemawiali w rnych jzykach,
jakby grali w jakie midzynarodowe bingo.
Leo wysucha przewodnika hiszpaskiej grupy i przekaza swoim przyjacioom:
-

To jest Panteon. Zbudowa go Marek Agrypa jako wityni dla bogw. Po tym,

jak Panteon spon, zosta odbudowany przez cesarza Hadriana i w tym stanie przetrwa
dwa tysice lat. To jedna z najlepiej zachowanych rzymskich budowli na wiecie.
Frank i Hazel spojrzeli na niego ze zdumieniem.
-

Skd to wszystko wiesz? - zapytaa Hazel.

Tak ju mam. Od urodzenia.

Akurat - powiedzia Frank. - Podsucha t grup z przewodnikiem.

Leo wyszczerzy zby.


-

Moe. Chodmy. Znajdmy to tajemne wejcie. Mam nadziej, e w rodku jest

klimatyzacja.
Oczywicie nie byo klimatyzacji.
Na szczcie nie byo te kolejki i opaty za wejcie, wic przepchali si przez grupy
turystw i weszli do rodka.
Wntrze robio wraenie - tym wiksze, e zbudowano je dwa tysice lat temu.
Marmurow posadzk zdobiy kwadraty i koa, jakby Rzymianie grali tu w kko i
krzyyk. Gwna cz budowli bya rotund, jak w Kapitolu Stanw Zjednoczonych.
Wzdu cian widniay rne kaplice, posgi i grobowce. Ale wzrok przycigao przede
wszystkim kopulaste sklepienie. Jedynym rdem wiata by okrgy otwr w jego
szczycie. Promie soca wpada tamtdy ukonie i tworzy wietlisty krek na
posadzce, jakby gdzie w grze siedzia Zeus ze szkem powikszajcym, prbujc
usmay aosnych miertelnikw.
Leo nie by architektem jak Annabeth, ale potrafi doceni zamys inynierski.
Rzymianie zbudowali t kopu z wielkich kamiennych pyt, a kad ozdobili wykutymi
w niej coraz mniejszymi prostoktami. Wygldao to wspaniale. Leo domyla si te, e
dziki temu kopua staa si lejsza, a kamienne panele lepiej si trzymay.
Nie powiedzia tego przyjacioom. Wtpi, by ich to obchodzio. Ale gdyby bya tu
Annabeth, na pewno mogliby przegada na ten temat cay dzie. Kiedy o tym pomyla,
zacz si zastanawia, co ona teraz robi, podajc samotnie za Znakiem Ateny. Nigdy
nie sdzi, e co takiego poczuje, ale teraz naprawd si martwi o t przeraajco
jasnowos dziewczyn.
Hazel zatrzymaa si porodku rotundy i obrcia dookoa.
-

To zdumiewajce. Za dawnych dni dzieci Wulkana przychodziy tu potajemnie,

by powici bro pbogw. To tutaj cesarskie zoto nabywao magicznych waciwoci.


Leo zachodzi w gow, jak to dziaao. Wyobrazi sobie gromadk pbogw w
ciemnych szatach, prbujcych wtoczy ba-list przez drzwi frontowe.
-

Ale chyba nie dlatego tu jestemy - powiedzia.

Nie. Tu gdzie jest wejcie... tunel, ktry doprowadzi nas do Nica. Czuj, e jest

gdzie blisko. Ale nie wiem gdzie.


Frank odchrzkn.
-

Skoro ta budowla ma dwa tysice lat, to nic dziwnego, e moe tu by jaki tajny

korytarz zbudowany przez staroytnych Rzymian.


I wanie wtedy Leo popeni bd - wykorzysta swoje nadzwyczajne zdolnoci
inynierskie.
Przebieg wzrokiem po wntrzu wityni, mylc: Gdybym to ja projektowa jakie
tajne wejcie, gdzie bym je umieci?"
Czasami potrafi okreli, w jaki sposb dziaa jaka maszyna, przyoywszy do niej
rk. Tak nauczy si pilotowa helikopter. Tak naprawi Festusa (zanim Festus rozbi si
i spon). Kiedy nawet przeprogramowa elektroniczny billboard na Times Square, by
wywietla napis: WSZYSTKI PANIE KOHA LEO... oczywicie cakiem przypadkowo.
Teraz sprbowa wyczu konstrukcj tej budowli. Zwrci si w stron czego w
rodzaju otarza z czerwonego marmuru, na ktrym staa figura Matki Boskiej.
-

To tam - powiedzia.

Stanowczym krokiem podszed do kapliczki. Miaa ksztat kominka, z ukowat nisz


w dole. Na gzymsie wyryto jakie imi, jakby to by grobowiec.
-To przejcie jest gdzie tutaj. Zagradza je miejsce ostatniego spoczynku tego faceta.
Jaki Rafael?
-

To chyba ten synny malarz - powiedziaa Hazel.

Leo wzruszy ramionami. Mia kuzyna o imieniu Rafael i to imi niewiele mu


mwio. Zastanawia si, czy nie wyj ze swojego pasa laski dynamitu i nie dokona
dyskretnej demolki, ale uzna, e obsudze tego miejsca chybaby si to nie spodobao.
-

Zaraz... - Rozejrza si, aby sprawdzi, czy nikt nie patrzy.

Wikszo turystw gapia si na kopu, ale jedna maa grupka wzbudzia w nim
niepokj. Jakie pitnacie metrw od nich trzech facetw w rednim wieku rozmawiao
gono po angielsku z amerykaskim akcentem, uskarajc si na upa. Wygldali jak
sonie morskie wepchane w plaowe stroje: sanday, szorty, turystyczne koszulki i
mikkie kapelusze. Nogi mieli grube i ziemiste, pokryte pajczyn yek. Zachowywali
si beznadziejnie i Leo dziwi si, co oni tutaj robi.

Nie patrzyli na niego. Nie bardzo wiedzia, dlaczego tak go niepokoj. Moe po
prostu nie lubi soni morskich.
Nie zwracaj na nich uwagi" - powiedzia sobie.
Podszed bliej, z boku grobowca. Przesun doni po plecach rzymskiej kolumny,
od gry a do podstawy. Na samym dole wyczu seri linii wycitych w marmurze.
Rzymskie cyfry.
-

Ha. Nie bardzo wyszukane, ale skuteczne.

Co tam jest? - zapyta Frank.

Kombinacja cyfrowa otwierajca zamek. - Znowu obmaca ty kolumny i odkry

prostoktn dziur wielkoci gniazdka elektrycznego. - Wierzch zamka wyrwano...


Pewnie jacy wandale zrobili to w cigu ostatnich paru stuleci. Ale mgbym uruchomi
wewntrzny mechanizm, gdybym...
Pooy rk na marmurowej posadzce. Pod kamieniem wyczu stare spiowe
dwignie. Zwyky brz ju dawno by skorodowa i sta si bezuyteczny, ale to by
niebiaski spi - dzieo pbogw. Wykorzystujc wskazwki zawarte w kodzie
rzymskich cyfr, Leo niewielkim wysikiem woli zmusi dwignie, by si poruszyy.
Cylindry obrciy si: klik, klik, klik. Potem: klik, klik.
Tu przy cianie jedna marmurowa pyta nasuna si na ssiedni, odsaniajc
ciemny prostoktny otwr, przez ktry mona si byo przecisn, cho z duym trudem.
-

Rzymianie musieli by mali. - Leo krytycznie spojrza na Franka. - Bdziesz

musia zmieni si w co szczuplejszego, eby tam wle.


-

To nie byo mie! - powiedziaa Hazel.

No co? Ja tylko...

Nie martw si o mnie - burkn Frank. - Powinnimy porozumie si z reszt,

zanim tam wejdziemy. Tak powiedziaa Piper.


-

Trzeba by przej z p miasta - przypomnia mu Leo. - A poza tym... no, nie

jestem pewny, czy zdoam zamkn ten waz. Te przekadnie s bardzo stare.
-

Wspaniale. A skd mamy wiedzie, czy tam jest bezpiecznie?

Hazel uklka. Woya rk do otworu, jakby sprawdzaa temperatur.


-

Nie ma tam nic ywego... przynajmniej w odlegoci kilkudziesiciu metrw.

Tunel opada w d, a potem biegnie poziomo mniej wicej na poudnie. Nie wyczuwam

adnych puapek...
-

W jaki sposb si tego wszystkiego dowiadujesz? - zapyta Leo.

Wzruszya ramionami.
-

Chyba w taki sam, w jaki ty otwierasz zamki na marmurowych kolumnach.

Ciesz si, e nie rabujesz bankw.


-

Och... skarbce w bankach. Nie pomylaem o tym.

Zapomnij, co powiedziaam - westchna Hazel. - Posuchajcie, nie ma jeszcze

trzeciej. Moemy przynajmniej troch powszy, sprbowa ustali miejsce pobytu Nica,
zanim porozumiemy si z reszt. Wy dwaj zostaniecie tutaj, dopki was nie zawoam.
Chc zobaczy, jak tam jest, upewni si, czy tunel nie grozi zawaleniem. Powiem co
wicej, kiedy tam wlez.
Frank zmarszczy brwi.
-

Nie moemy puci ci samej. Mogoby ci si co sta.

Frank, potrafi zadba o siebie. Podziemia to moja specjalno. Bdzie

bezpieczniej dla nas wszystkich, jeli wejd tam pierwsza.


-

Chyba e Frank zamierza zamieni si w kreta - powiedzia Leo. Albo w

pieska preriowego. Te pieski s niesamowite.


-

Zamknij si - burkn Frank.

Albo w borsuka.

Frank wycelowa palcem w twarz Leona.


-

Valdez, przysigam...

Obaj si przymknijcie ofukna ich Hazel. - Zaraz wrc. Dajcie mi dziesi

minut. Jeli wtedy mnie nie usyszycie... Niewane. Nic mi si nie stanie. Tylko si nie
pozabijajcie, kiedy tam bd.
Opucia nogi w dziur. Leo i Frank zasonili j, stojc rami przy ramieniu i starajc
si wyglda zwyczajnie, tak jakby to byo cakiem normalne, e dwch nastolatkw
wystaje przed grobowcem Rafaela.
Grupy turystw przychodziy i odchodziy. Wikszo nie zwracaa uwagi na Leona i
Franka. Par osb spojrzao na nich z lekkim zaniepokojeniem, ale si nie zatrzymao.
Moe pomylay, e chopcy poprosz je o par euro. Nie wiadomo dlaczego Leo czasem
swoim umiechem wyprowadza ludzi z rwnowagi.

Trzej Amerykanie wci stali porodku rotundy. Jeden mia koszulk z napisem:
ROMA, jakby si ba, e zapomni, w jakim jest miecie, jeli jej nie woy. Co jaki czas
zerka na Leona i Franka z wyran odraz.
Co w tym facecie niepokoio Leona. Wolaby, eby Hazel si pospieszya.
-

Hazel rozmawiaa ze mn wczeniej - powiedzia nagle Frank. - Powiedziaa mi,

e si domylie, co jest moj lini ycia.


Leo wzdrygn si. Prawie zapomnia, e Frank stoi obok niego.
-

Twoja linia ycia... A, to drewienko. No tak.

Opar si chci wzbudzenia ognia na kocach palcw i ryknicia: Buahaha!" Pomys


by cakiem fajny, ale zbyt okrutny.
-

Suchaj, kole. Nie wnerwiaj si. Nigdy bym nie zrobi czego, co by ci w jaki

sposb zagraao. Gramy w jednej druynie.


Frank skuba swoj odznak centuriona.
-

Zawsze wiedziaem, e ogie moe mnie zabi, ale od czasu kiedy w

Vancouverze spalia si willa mojej babci... wydaje mi si to o wiele bardziej realne.


Leo pokiwa gow. Wspczu Frankowi, ale facet tego nie uatwia, gadajc o
swoich rodzinnych willach. To tak, jakby kto mwi: Rozwaliem swoje lamborghini" i
oczekiwa, e ludzie powiedz: Och, biedaku!".
Oczywicie zachowa to dla siebie.
-

Twoja babcia... ona zgina w tym poarze? Nie mwie.

Bo ja... ja nie wiem. Bya chora i bardzo stara. Mwia, e umrze, kiedy jej czas

nadejdzie, w swj wasny sposb. Ale myl, e przeya. Widziaem ptaka wylatujcego
z pomieni.
Leo pomyla chwil.
-

Wic wszyscy w twojej rodzinie potrafi si w co zmienia?

Chyba tak. Moja mama to potrafia. Babcia uwaaa, e wanie to j zabio w

Afganistanie, podczas wojny. Mama prbowaa pomc swoim kumplom i... waciwie to
nie bardzo wiem, co si wydarzyo. By jaki wybuch.
Leo skrzywi si ze wspczuciem.
-

Wic obaj stracilimy matki w poarze.

Nie planowa tego, ale opowiedzia Frankowi o tej nocy w warsztacie, kiedy objawia

mu si Gaja, a jego matka umara.


Frank mia zy w oczach.
-

Nie znosz, gdy ludzie mi mwi: Przykro mi z powodu twojej matki".

To nigdy nie brzmi szczerze - zgodzi si Leo.

Dziki.

adnego sygnau od Hazel. Amerykascy turyci wci kryli po Panteonie. I chyba


zataczali coraz mniejsze krgi, jakby starali si podej do grobowca Rafaela, nie
zwracajc na siebie uwagi.
-

W Obozie Jupiter - odezwa si Frank - lar z naszego domku, Reticulus,

powiedzia mi, e moja moc jest silniejsza ni u wikszoci pbogw, bo jestem synem
Marsa, a po matce mam t zdolno do przemiany, w co zechc. Powiedzia, e cae moje
ycie jest powizane z poncym drewienkiem. To mj przeklty saby punkt, wszystko
od niego zaley.
Leo przypomnia sobie swoj rozmow z Nemezis, bogini zemsty, na Wielkim
Jeziorze Sonym. Powiedziaa co podobnego o zrwnowaeniu szali. Szczcie w yciu
to lipa. Prawdziwy sukces wymaga ofiar".
W pasie na narzdzia wci mia jej ciasteczko z wrb, czekajce na rozamanie.
Wkrtce staniesz przed problemem, ktrego nie potrafisz rozwiza, ale mog ci
pomc... za pewn cen".
Szkoda, e nie moe wyuska tego wspomnienia z gowy i te schowa go do
swojego pasa. Zajmowao zbyt wiele miejsca.
-

Wszyscy mamy sabe punkty - powiedzia. - Ja, na przykad, jestem tragicznie

zabawny i przystojny.
Frank prychn.
-

Moesz mie sabe punkty, ale twoje ycie nie zaley od kawaka drewna.

No nie - zgodzi si Leo. Zacz myle: gdyby sam mia taki problem, jak by go

rozwiza? Prawie kad usterk mona usun. - Zastanawiam si...


Spojrza Tia sal i urwa. Trzej amerykascy turyci przestali si skrada i zatacza
koa. Szli prosto do grobowca Rafaela i wszyscy patrzyli na Leona.
-

Ej, Frank, te dziesi minut ju mino? - zapyta.

Frank spojrza tam gdzie Leo. Twarze Amerykanw wykrzywia jaki dziwny

grymas, jakby byli lunatykami nicymi jaki koszmarny sen.


-

Leo Valdez! - zawoa facet w koszulce z napisem: ROMA. Gos mu si zmieni.

By pusty i metaliczny. Po angielsku mwi z cudzoziemskim akcentem. - Znowu si


spotykamy.
Wszyscy trzej turyci zamrugali, a ich oczy bysny zotem.
Frank krzykn cicho.
-

Ejdolony!

Rzekomi Amerykanie zacisnli misiste donie. Normalnie Leo nie zlkby si


podtatusiaych facetw w mikkich kapeluszach, ale podejrzewa, e ejdolony s grone
nawet w takich ciaach, zwaszcza e duchy nie dbaj o to, czy ich gospodarze przeyj,
czy nie.
-

Nie przecisn si przez t dziur - powiedzia Leo.

Racja - zgodzi si Frank. - W podziemiu bdzie bezpieczniej. Zamieni si w

wa i wlizn do dziury. Leo wskoczy za nim, gdy duchy zaczy zawodzi:


-

Valdez! Zabi Valdeza!

XXXVIII
LEO
Jeden problem zosta rozwizany natychmiast: waz zamkn si automatycznie,
odcinajc ich od przeladowcw. Odci rwnie dopyw wiata, ale Leo i Frank atwo
si z tym pogodzili. Leo mia tylko nadziej, e nie bd musieli wraca t sam drog.
Nie by pewny, czy zdoa otworzy waz od wewntrz.
W kadym razie optani przez ejdolony faceci pozostali po drugiej stronie.
Marmurowa posadzka nad gow Leona zadygotaa, jakby kto w ni tupa.
Frank chyba powrci do ludzkiej postaci. Leo sysza, jak dyszy w ciemnoci.
-

Co teraz? - zapyta Frank.

W porzdku, ale si nie przestrasz - odrzek Leo. - Zaraz wezw troch ognia,

tylko tyle, ebymy co widzieli.


-

Dziki za ostrzeenie.

Z koca palca wskazujcego Leona wystrzeli pomyk, wty jak pomie wieczki na
urodzinowym torcie. Przed nimi cign si niski tunel. Tak jak przewidziaa Hazel, z
pocztku si obnia, a potem bieg poziomo na poudnie.
-

No, dobrze chocia, e biegnie tylko w jedn stron.

Odnajdmy Hazel powiedzia Frank.

Leo nie mg si nie zgodzi. Ruszyli korytarzem; Leo szed pierwszy, owietlajc
drog. Rad by, e ma za plecami Franka, wielkiego i silnego faceta, zdolnego zamieni
si w jakie przeraajce zwierz, gdyby tym optanym przez ejdolony turystom udao
si w jaki sposb otworzy waz, wcisn do rodka i popdzi za nimi. Zastanawia si,
czy mogyby pozby si swoich przygodnych cia, wlizn do podziemia i opanowa ich
ciaa.
Och, oto moja szczliwa myl dnia!" - skarci si w duchu.
Po przejciu jakich trzydziestu metrw skrcili za rg i zobaczyli Hazel. W wietle
swojego kawaleryjskiego miecza badaa jakie drzwi. Bya tym tak zajta, e nie
zauwaya ich, pki Leo nie powiedzia:
-Hej.
Obrcia si byskawicznie, prbujc zamachn si spath. Na szczcie korytarz by
za wski, a klinga za duga.

Co wy tu robicie?

Leo przekn lin.


-

Wybacz. Wpadlimy na kilku rozwcieczonych turystw.

Opowiedzia jej, co si stao.


Sykna ze zoci.
-

Nienawidz tych ejdolonw. Mylaam, e Piper udao si je przekona, by nas

nie drczyy.
-

Och... - westchn Frank, jakby i jemu wpada do gowy szczliwa myl dnia. -

Przyrzeky Piper, e bd si trzymay z dala od okrtu i nie optaj adnego z nas. Ale
jeli nas ledziy i uyy innych cia, by nas zaatakowa, to praktycznie nie zamay
przyrzeczenia...
-

Super - mrukn Leo. - Ejdolony prawnicy. Teraz to naprawd mam ochot je

pozabija.
-

Dobra, na razie o nich zapomnijmy - powiedziaa Hazel. - Te drzwi doprowadzaj

mnie do szau. Leo, moe by uy swoich talentw wamywacza?


Leo rozcign sobie z trzaskiem palce.
-

Miejsce dla mistrza, z aski swojej.

Zamek by interesujcy, o wiele bardziej skomplikowany od tego na grze,


otwieranego do prost kombinacj rzymskich cyfr. Cae drzwi byy obite blach z
cesarskiego zota. Porodku wbudowano mechanizm wielkoci kuli do krgli. Skada si
z piciu koncentrycznych piercieni; na kadym by wyryty znak zodiaku
-

Byk, Skorpion i tak dalej - oraz jakie cyfry i litery.

To greckie litery - stwierdzi zaskoczony Leo.

No, wielu Rzymian mwio po grecku - powiedziaa Hazel. -Chyba tak, ale ten

mechanizm... Bez obrazy dla czonkw


Obozu Jupiter, ale jest zbyt skomplikowany jak na rzymski. Frank prychn.
-

Podczas gdy wy, Grecy, po prostu uwielbiacie wszystko komplikowa.

Ej - zaprotestowa Leo. - Ja tylko powiedziaem, e ten mechanizm jest bardzo

delikatny, bardzo finezyjny. Przypomina mi...


-

Wpatrzy si w kul, prbujc sobie przypomnie, gdzie czyta lub sysza o

podobnym staroytnym urzdzeniu. - To bardziej zaawansowany technicznie rodzaj

zamka. Trzeba ustawi symbole na kadym piercieniu we waciwym porzdku. Wtedy


drzwi si otworz.
-

Ale jaki jest ten waciwy porzdek? - zapytaa Hazel. -Dobre pytanie. Greckie

kule... astronomia, geometria...


Leo poczu, e robi mu si ciepo. - Och, nie. Zastanawiam si... Jaka jest warto pi?
Frank zmarszczy czoo.
-

Jakiego znowu pi?

Chodzi o liczb - domylia si Hazel. - Uczyam si tego na matmie, ale...

Tego si uywa do mierzenia okrgw - powiedzia Leo. - Jeli t kul

skonstruowa facet, o ktrym myl...


Hazel i Frank wybauszyli na niego oczy.
-

Niewane. Jestem cakiem pewny, e pi to 3,1415 bla bla bla. Ta liczba cignie

si w nieskoczono, ale w tej kuli jest tylko pi piercieni, wic powinno wystarczy,
jeli mam racj.
-

A jeli nie masz? - zapyta Frank.

No, to Leo polegnie z hukiem. Sprawdmy to!

Obrci piercienie, zaczynajc od zewntrznego. Zignorowa znaki zodiaku i litery,


ustawiajc waciwe cyfry tak, eby tworzyy warto pi. Zamek ani drgn.
-

Gupi jestem - mrukn Leo. - Pi trzeba uoy od wewntrz, bo jest

nieskoczone.
Teraz zacz od rodka. Kiedy ustawi ostatni piercie, co wewntrz kuli klikno.
Drzwi same si otworzyy.
Leo popatrzy z triumfem na swoich przyjaci.
-

I tak wanie, mili ludkowie, zaatwiamy te sprawy w wiecie Leona. Wchodcie!

Nie znosz wiata Leona - mrukn Frank.

Hazel parskna miechem.


Wewntrz miecio si tyle wspaniaych rzeczy, e Leo miaby zajcie na lata.
Pomieszczenie byo wielkoci kuni w Obozie Herosw. Wzdu cian stay warsztaty ze
spiowymi blatami i kosze pene staroytnych narzdzi. Na warsztatach leay tuziny
spiowych i zotych steampunkowych kul w rnych fazach konstrukcji. Kule miay
rozmiar piek do koszykwki. Koa zbate i druty zacielay posadzk. Grube metalowe

kable biegy od kadego stou w gb sali, do zabudowanej antresoli przypominajcej


kabin dwikow w teatrze. Do kadego jej boku wiody schodki. Wszystkie kable
giny wanie w tej kabinie. Obok schodkw po lewej stronie cign si rzd pek z
przegrdkami penymi skrzanych walcw - prawdopodobnie staroytnych futeraw na
zwoje.
Leo ju chcia podej do stow, kiedy zerkn na lewo i o mao nie wyskoczy z
butw. Drzwi strzegy dwa uzbrojone manekiny -jak szkielety strachw na wrble ze
spiowych rur - odziane w pene rzymskie zbroje, kady z tarcz i mieczem.
-

A to numer. - Leo podszed do jednego z nich. - Gdyby dziaa, byby straszny.

Frank odsun si od manekinw.


-

Oyj i zaatakuj nas, tak?

Leo rozemia si.


-

Nie ma szans. S niekompletne. - Postuka w szyj najbliszego manekina, gdzie

spod napiernika sterczay lune miedziane druty. - Zobaczcie, okablowanie gowy jest
przerwane. A tutaj, przy okciu, system bloczkw nie dziaa. Wiecie, co myl?
Rzymianie prbowali skopiowa jaki grecki wynalazek, ale im nie wyszo.
Hazel uniosa brwi.
-

Pewnie Rzymianie nie byli tacy dobrzy w komplikowaniu wszystkiego.

Albo nie byli dostatecznie delikatni - doda Frank. - Albo finezyjni.

Ej, ja tylko mwi, jak to widz. - Leo szturchn gow manekina, ktra kiwna

si, jakby si z nim zgadzaa. Chocia... to cakiem nieza prba. Syszaem legendy o
tym, e Rzymianie zrabowali pisma Archimedesa, ale...
-

Archimedesa? Hazel zrobia zdumion min. - Czy to by jaki staroytny

matematyk?
Leo rozemia si.
-

Nie tylko. By najsynniejszym z synw Hefajstosa.

Frank podrapa si po uchu.


-

Imi obio mi si o uszy, ale skd wiesz, e ten manekin zbudowano wedug jego

wzoru?
-

Bo musi tak by! Suchaj, przeczytaem wszystko o Archi-medesie. To bohater

naszej Dziewitki. Facet by Grekiem, tak? y w greckiej kolonii w poudniowej Italii,

zanim jeszcze Rzym sta si potny i zacz swoje podboje. W kocu Rzymianie tam
przyszli i zniszczyli miasto. Rzymski genera chcia oszczdzi Archimedesa, bo by
cenny - by kim w rodzaju Einsteina staroytnoci - ale zabi go jaki gupi rzymski
onierz.
-

A ten znowu swoje - mrukna Hazel. - Leo, gupi i rzymski nie zawsze chodz w

parze.
Frank chrzkn potakujco.
-

No dobra, ale skd to wszystko wiesz? Jest tu gdzie jaki hiszpaski

przewodnik?
-

Nie, kole - odpar Leo. - Nie mona by pbogiem znajcym si na inynierii i

nie wiedzie o Archimedesie. Ten facet nalea do elity. To on obliczy warto pi.
Wykombinowa wszystkie matematyczne wzory, ktrych nadal uywamy. Wynalaz
turbin hydrauliczn, ktra pompuje wod rurami.
Hazel spojrzaa na niego ze zoci.
-

Turbina hydrauliczna. Wybacz mi, e nie miaam pojcia o tym niesamowitym

wynalazku.
-

Zbudowa te miotacz promieni mierci ze zwierciade, ktrymi mona byo

podpala nieprzyjacielskie okrty. To ju jest dla ciebie dostatecznie niesamowite?


-

Widziaem co o tym w telewizji - powiedzia Frank. - Wykazali, e to nie

dziaao.
-

Och, tylko dlatego e wspczeni miertelnicy nie znaj waciwoci

niebiaskiego spiu - odpar Leo. - W tym caa rzecz. Archimedes wynalaz te masywne
szczki, ktre mona byo zarzuci dwigiem na nieprzyjacielski okrt i wycign go z
wody.
-

O, to jest fajne - przyzna Frank. - Uwielbiam gry zrcznociowe.

No widzisz. W kadym razie te wszystkie wynalazki mu nie pomogy. Rzymianie

zniszczyli jego miasto. Archimedesa zabili. Podobno ten rzymski genera by wielkim
fanem jego prac, wic wdar si do jego pracowni i wywiz z niej sporo pamitek. I
wszystko zgino w mrokach dziejw, prcz... - Leo machn rk w stron stow. Prcz tego.
-

Metalowe piki do koszykwki? - zapytaa Hazel.

Leo nie mg uwierzy, e tamci nie wiedz, na co patrz, ale powcign irytacj.
-

Suchajcie, Archimedes skonstruowa te kule. Rzymianie nie domylili si, co to

takiego. Sdzili, e su do okrelania czasu albo ustalania pozycji gwiazdozbiorw, bo


byy na nich symbole gwiazd i planet. Ale to tak, jakby kto znalaz strzelb i myla, e
to laska.
-

Leo, Rzymianie byli najlepszymi inynierami - przypomniaa mu Hazel. -

Zbudowali akwedukty, drogi...


-

Machiny oblnicze - doda Frank. - Publiczne urzdzenia sanitarne.

Tak, zgadza si - rzek Leo. - Ale Archimedes by klas sam dla siebie. Jego kule

mogy robi mnstwo rzeczy, tylko nikt nie wiedzia...


Nagle przyszo mu do gowy co tak niewiarygodnego, e z nosa wystrzeliy mu
pomienie. Ugasi je tak szybko, jak zdoa. O rany, jakie to zawsze byo kopotliwe...
Podbieg do rzdu przegrdek ze zwojami. Nie zna dobrze staroytnej greki, ale
zdoa odczyta napis na jednym futerale: 0 budowie kul. - Ludzie, to jest ta zaginiona
ksiga! - Rce mu si trzsy. - Archimedes opisa w niej swoje wynalazki, ale wszystkie
kopie zaginy w staroytnoci. Gdybym mg to odczyta...
Moliwoci byy oszaamiajce. Dla Leona ta misja nabraa nagle nowego wymiaru.
Musi wynie std te kule i zwoje. Musi je bezpiecznie przetransportowa do Bunkra
Dziewitego i tam spokojnie przestudiowa.
-

Tajemnice Archimedesa - mamrota pod nosem. - Ludzie, to co lepszego od

laptopa Dedala. Jeli Rzymianie zaatakuj Obz Herosw, te tajemnice mog go ocali.
Mog nawet da nam przewag nad Gaj i gigantami!
Hazel i Frank spojrzeli po sobie sceptycznie.
-

No dobra - powiedziaa Hazel. - Nie przyszlimy tu po ten zwj, ale chyba

moemy go zabra.
-

Zakadajc - doda Frank - e nie bdziesz mia nic przeciwko temu, by podzieli

si tymi tajemnicami z nami, gupimi, nieskomplikowanymi Rzymianami.


-

Co? - Leo wytrzeszczy na niego oczy. - Nie. Suchajcie, nie chciaem nikogo

urazi... Och, niewane. Najwaniejsze, e to naprawd dobra nowina!


Po raz pierwszy od wielu dni poczu, e wzbiera w nim nadzieja.
I oczywicie natychmiast wszystko si skomplikowao.

Jedna z kul na stole tu obok Hazel i Franka zaklikaa i zawirowaa. Wyrs z niej
szereg pajczych nek. Kula stana na nich, a z jej szczytu wystrzeliy dwa spiowe
kable i uderzyy Hazel i Franka jak druty z tasera. Oboje upadli.
Leo rzuci si, by im pomc, ale okazao si, e dwa uzbrojone manekiny jednak
mog si porusza. Dobyy mieczy i ruszyy ku niemu.
Ten po lewej stronie opuci swj hem w ksztacie wilczej gowy. Nie mia twarzy
ani ust, ale zza przybicy przemwi znajomy gos.
-

Nie uciekniesz przed nami, Leonie Valdezie. Nie lubimy nawiedza maszyn, ale

s lepsze od turystw. Nie wyjdziesz std ywy.


Leo zgadza si z Nemezis w jednym: szczcie w yciu to lipa. W kadym razie w
jego yciu.
Zeszej zimy patrzy, jak rodzina cyklopw przygotowywaa si do uduszenia Jasona
i Piper w gorcym sosie. Wymyli pewien plan i sam jeden uratowa przyjaci, ale
wtedy przynajmniej mia czas na mylenie.
Teraz go raczej nie mia. Hazel i Frank zostali zwaleni z ng przez macki optanej
steampunkowej kuli do krgli. Dwie le wychowane zbroje miay zamiar go zabi.
Nie mg zion na nie ogniem. Zbroje nie dayby si spali. Poza tym Hazel i Frank
byli za blisko. Nie chcia ich umierci albo przypadkowo podpali drewienka, od
ktrego zaleao ycie Franka.
Na prawo od niego zatrzeszczaa szyja zbroi w hemie o ksztacie gowy lwa.
Manekin spojrza na Hazel i Franka lecych bez przytomnoci.
- Mski i eski pbg - powiedziaa Lwia Gowa. - Wystarcz, jeli tamci zgin. Jej pusta maska zwrcia si z powrotem w stron Leona. - Nie jeste nam potrzebny,
Leonie Yaldezie.
-

Hej! - Leo sprbowa umiechn si triumfalnie. - Zawsze potrzebujecie Leona

Valdeza!
Rozoy rce, majc nadziej, e wyglda bardzo poytecznie i beztrosko, a nie jak
zrozpaczony i przeraony heros. Pomyla, e chyba jest za pno, by wypisa na swojej
koszulce: KIBICUJ LEONOWI.
Niestety, zbroje nie day si tak atwo przekona jak Klub Fanek Narcyza.
Ta w hemie o ksztacie gowy wilka warkna:

Byem w twoim umyle, Leo. Pomogem ci rozpocz t wojn.

Leo cofn si o krok, jego umiech zgas.


-

To bye ty?

Teraz zrozumia, dlaczego ci turyci tak go niepokoili i dlaczego gos ejdolona


brzmia mu tak znajomo. Ju kiedy sysza go w swojej gowie.
-

To ty mnie skonie, ebym wystrzeli z balisty? I ty to nazywasz pomoc}

-Wiem, jak mylisz - powiedziaa Wilcza Gowa. - Znam twoje ograniczenia. Jeste
may i samotny. Potrzebujesz przyjaci, eby ci chronili. Bez nich nie jeste w stanie
mi si przeciwstawi. Przysigem, e ju ci nie optam, ale wci mog ci zabi.
Zbroje zbliyy si. Koce ich mieczy zawisy przed twarz Leona.
Leo nagle przesta si ba. Strach ustpi miejsca wciekoci. Ten ejdolon w wilczym
hemie omieszy go, opta i skoni do zaatakowania Nowego Rzymu. Zagrozi jego
przyjacioom i caej misji.
Zerkn na upione kule na stoach. Przypomnia sobie o swoim pasie na narzdzia.
Pomyla o antresoli za plecami, wygldajcej jak kabina dwikowa. I tak narodzia si
Operacja Stos Rupieci.
-

Po pierwsze, wcale mnie nie znasz - powiedzia Wilczej Gowie. - A po drugie,

pa-pa!
Rzuci si ku schodkom i wbieg na gr. Zbroje byy przeraajce, ale niezbyt
szybkie. Tak jak podejrzewa, kabina miaa drzwi po obu bokach - zasuwane metalowe
aluzje. Pewnie operatorzy chcieli si zabezpieczy, na wypadek gdyby ich konstrukcje
wymkny im si spod kontroli... tak jak teraz. Leo zatrzasn obie aluzje, wezwa ogie
do rk i przepali zamki.
Zbroje zbliyy si, kada z innej strony. Zaomotay w aluzje mieczami.
-

To gupota - powiedziaa Lwia Gowa. - Tylko opniasz swoj mier.

Opnianie swojej mierci to moje ulubione hobby.

Rozejrza si po nowym schronieniu. Dominowa w nim st


wygldajcy jak panel kontrolny. Zawalony by rnymi rupieciami, ale wikszo z
nich Leo natychmiast zdyskwalifikowa: szkic ludzkiej katapulty, ktra nigdy nie
powstaa, dziwny czarny miecz (Leo nie by dobry w walce na miecze), due spiowe
zwierciado (ujrza w nim odbicie swojej rozwcieczonej twarzy) i troch narzdzi, ktre

kto poama, bo albo mia ju do eksperymentowania, albo po prostu by niezdar.


Skupi si na gwnym projekcie. Porodku stou kto rozoy na czci kul
Archimedesa. Wok niej leay w nieadzie zbatki, spryny, dwignie i prty.
Wszystkie spiowe kable wychodzce do sali na dole byy przyczone do metalowej
pytki pod kul. Leo wyczu niebiaski spi biegncy przez pracowni jak arterie gotowy dostarczy magiczn energi z tego miejsca.
-Jedna pika, by rzdzi wszystkimi - mrukn do siebie.
Ta kula bya gwnym regulatorem. Sta przed staroytnym centrum kontroli lotw.
-

Leonie Valdezie! - zawy duch. - Otwrz te drzwi albo ci zabij!

Uczciwa i wspaniaomylna propozycja! - odpar Leo, wpatrujc si w kul. -

Zaraz zakocz ten cyrk. To moje ostatnie yczenie, dobra?


To musiao zaskoczy duchy, bo nagle przestay omota w drzwi.
Donie Leona przebiegay po kuli, skadajc brakujce czci. Dlaczego ci gupi
Rzymianie musieli rozoy taki pikny mechanizm? Zabili Archimedesa, zrabowali jego
dobytek, a potem mczyli si nad t kul, nie mogc jej zrozumie. Z drugiej strony mieli
przynajmniej tyle rozsdku, e zamknli j tutaj, by po dwch tysicach lat Leo mg si
do niej dobra.
Ejdolony zaczy znowu wali w drzwi.
-

Kto tam? - zapyta Leo.

Valdez! - rykna Wilcza Gowa.

Jaki Valdez? - zapyta Leo.

W kocu zrozumiej, e nie dostan si do rodka. A potem Wilcza Gowa, jeli


naprawd poznaa umys Leona, inaczej zmusi go do wsppracy. Mia bardzo mao
czasu.
Poczy ze sob zbatki, jedna nie zaskoczya, wic musia zacz od pocztku. Na
rczne granaty Hefajstosa, to nie takie proste!
W kocu umieci ostatni spryn na swoim miejscu. Niezdarni Rzymianie prawie
zniszczyli regulator napicia, ale Leo wycign z pasa komplet narzdzi
zegarmistrzowskich i skalibrowa urzdzenie. Archimedes by geniuszem - pod
warunkiem e mechanizm zadziaa.
Zakrci cewk zaponow. Tryby zaczy si porusza. Zamkn pokryw kuli i

przyjrza si koncentrycznym piercieniom podobnym do tych na drzwiach pracowni.


-

Valdez! - Wilcza Gowa zaomotaa w drzwi. - Nasz trzeci kompan zabije twoich

przyjaci!
Leo zakl pod nosem. Nasz trzeci kompan". Zerkn w d na taserow kul na
pajczych nkach, ktra zwalia z ng Hazel i Franka. Pomyla, e trzeci ejdolon
pewnie ukrywa si wanie w niej. Ale Leo wci musia wydedukowa waciwy ukad
piercieni, aby aktywowa t kontroln kul.
-

No dobra! - zawoa. - Macie mnie. Jeszcze tylko... sekund.

Nie bdzie ju adnych sekund! - rykna Wilcza Gowa. -Otwieraj albo oni

zgin.
Optana taserowa kula wystrzelia swoje macki, ktre wstrzsny ciaami Hazel i
Franka. Taki adunek elektrycznoci mgby zatrzyma ich serca.
Leo tumi zy. To go przerastao. Rce mu opady.
Wpatrzy si w kul - siedem piercieni, kady pokryty drobnymi greckimi literami,
cyframi i znakami zodiaku. Rozwizaniem zagadki nie mogo by pi. Archimedes nigdy
by nie zrobi dwukrotnie tego samego. Poza tym przyoywszy do do kuli, Leo wyczu,
e sekwencja znakw zostaa uoona przypadkowo. Tylko sam Archimedes j zna.
Moe ostatnie sowa Archimedesa naley rozumie jako: Nie ruszajcie moich
piercieni"?
Nikt nie wiedzia, co to znaczy, dopiero Leo skojarzy to z t kul. Zamek by zbyt
skomplikowany. Gdyby mia do dyspozycji par lat, moe by odcyfrowa znaki i wpad
na waciw kombinacj piercieni, ale nie mia nawet kilku sekund.
Czas si skoczy. Nie mia szczcia. A jego przyjaciele zaraz zgin.
Staniesz przed problemem, ktrego nie potrafisz rozwiza" -zadwicza mu w
gowie gos.
Nemezis... Powiedziaa mu, e nadejdzie ta chwila. Wcisn rk do kieszeni i
wycign ciasteczko z wrb. Bogini ostrzega go, e za jej pomoc przyjdzie mu
zapaci wielk cen - tak wielk jak utrata jednego oka. Ale jeli nie sprbuje, jego
przyjaciele umr.
-

Musz zdoby kod dostpu do tej kuli - powiedzia.

I przeama ciasteczko.

XL
LEO
Rozwin skrawek papieru. Odczyta:
TO JEST TWOJE YCZENIE? POWANIE? (ODWR) Po drugiej stronie byo
napisane:
TWOJE SZCZLIWE LICZBY TO: DWANACIE, JUPITER, DELTA, TRZY,
THETA, OMEGA. (ZEMCIJ SI NA GAI, LEONIE VALDEZIE) Drcymi palcami
zacz obraca piercienie. Za drzwiami Wilcza Gowa warkna zniechconym gosem:
-Jeli nie dbasz o los przyjaci, moe potrzebujesz dodatkowej motywacji. Moe
powinienem zniszczy te zwoje - bezcenne dziea Archimedesa!
Ostatni piercie zaskoczy. Kula zahuczaa energi. Leo przebieg domi po jej
powierzchni, wyczuwajc malekie guziki i dwigienki oczekujce na jego komend.
Magiczne i elektryczne impulsy pobiegy kablami z niebiaskiego spiu i wypeniy
energi ca pracowni.
Leo nigdy nie gra na adnym instrumencie muzycznym, ale wyobrazi sobie, e to
musi by podobne - zna kad tonacj i nut tak dobrze, e nie myli si, co robi palce.
Trzeba si tylko skupi na rodzaju dwiku, ktry chce si wydoby.
Zacz ostronie. Skoncentrowa si na jednej ze zotych kul w pracowni,
wygldajcej na nienaruszon. Zota kula zadrgaa. Wyrosy z niej trzy nogi, na ktrych
pokutykaa do kuli taserowej. Ze szczytu zotej kuli wyskoczya maa pila tarczowa,
ktra zacza piowa taserow kul.
Leo sprbowa aktywowa inn kul. Ta wybucha, zamieniajc si w grzybek
spiowego pyu i dymu.
-

Uups - mrukn. - Wybacz, Archimedesie.

Co ty wyprawiasz? - zapytaa Wilcza Gowa. - Przesta si wygupia i poddaj

O tak, poddaj si! Cakowicie i bez reszty!

si!
Sprbowa przej kontrol nad trzeci kul. Ta te si rozpada. Nie czu si
najlepiej, niszczc te staroytne wynalazki, ale w kocu to bya sprawa ycia lub mierci.
Frank oskary go, e bardziej dba o maszyny ni o ludzi, ale skoro ju doszo do wyboru
midzy tymi starymi kulami a jego przyjacimi, wybra przyjaci.

Czwarta prba posza lepiej. Ze szczytu wysadzanej rubinami kuli wyskoczyy


migieka helikoptera. Leo by rad, e nie ma tu stolika Buforda - pewnie by si zakocha.
Rubinowa kula uniosa si w powietrze i poleciaa prosto do przegrdek ze zwojami.
Wysuna zote rczki i porwaa drogocenne futeray.
-

Do tego! - krzykna Wilcza Gowa. - Zniszcz te...

Zbroja odwrcia si i zobaczya, jak rubinowa kula odlatuje


ze zwojami. Przeleciaa przez sal i zawisa w powietrzu w dalekim kcie.
-

Co?! - rykna Wilcza Gowa. - Zabi winiw!

Zwracaa si chyba do taserowej kuli. Ta, niestety, nie bya ju w stanie nic zrobi.
Zota kula Leona siedziaa na jej otwartej gowie, tnc zbatki i kabelki, jakby patroszya
dyni.
Dziki bogom, Hazel i Frank zaczli si porusza.
-

Ej! - Wilcza Gowa skina na Lwi Gow stojc przy drugiej aluzji. - Chod!

Sami zniszczymy tych pbogw!


-

Nie sdz, chopaki. - Leo zwrci si do Lwiej Gowy. Jego palce zadrgay na

kuli kontrolnej i poczu, e przez podog pobieg strumie energii.


Leo wyszczerzy zby.
-

Teraz jestecie w wiecie Leona.

Lwia Gowa odwrcia si i zbiega po schodkach. Zamiast zaatakowa Hazel i


Franka, pomaszerowaa na drug stron i stana przed swoj towarzyszk.
-

Co ty robisz? - zapytaa Wilcza Gowa. - Musimy... BLONG!

Lwia Gowa rbna Wilcz Gow tarcz w pier. Uderzya gowic miecza w hem
Wilczej Gowy. Wilcza Gowa staa si Pask, Zdeformowan, Nieszczsn Wilcz
Gow.
-

Przesta! - krzykna.

Nie mog! - jkna Lwia Gowa.

Leo ju si poapa, w czym rzecz. Rozkaza obu zbrojom odrzuci miecze i tarcze i
mci si nawzajem rkami.
-

Valdez! - zakwilia Wilcza Gowa. - Zapacisz za to yciem!

-Ju to widz! Kto teraz kogo opta, Kacperku?


Roboty zwaliy si po schodkach na d, a Leo zmusi je, by zataczyy fokstrota jak

modne panienki z lat dwudziestych. Ich zcza zadymiy. Wszystkie kule w pracowni
zaczy podskakiwa. Zbyt wiele energii popyno staroytnym systemem. Kula
kontrolna w rku Leona nagrzaa si niebezpiecznie.
-

Frank, Hazel! - zawoa. - Kry si!

Jego przyjaciele, wci oszoomieni, gapili si ze zdumieniem na roztaczone


metalowe roboty, ale zrozumieli ostrzeenie. Frank pocign Hazel pod najbliszy st i
osoni j swoim ciaem.
Jeszcze jeden obrt kul i Leo wysa potny strumie energii. Zbroje wybuchy.
Prty, toki i spiowe opiki wystrzeliy we wszystkie strony. Na stoach kule wybuchay
jak puszki z gazowanymi napojami. Zota kula znieruchomiaa, a rubinowa opada na
posadzk razem ze zwojami.
Nagle wszystko ucicho, tylko od czasu do czasu strzelia jaka iskra albo co
zaskwierczao. W powietrzu unosi si zapach palcych si silnikw samochodowych.
Leo zbieg po schodkach i znalaz Franka i Hazel pod stoem. Jeszcze nigdy nie by tak
szczliwy na widok tych dwojga tulcych si do siebie.
-

yjecie!

Lewe oko Hazel zadrgao, moe po taserowym wstrzsie, ale wygldao na to, e jest
caa i zdrowa.
-

Och... co waciwie si stao?

Archimedes zadziaa! W tych starych maszynach pozostao akurat do mocy na

wielki fina. Kiedy ju znalazem kod dostpu, reszta bya atwa.


Poklepa kul kontroln, ktra paskudnie dymia. Nie wiedzia, czy da si j
naprawi, ale w tym momencie by zbyt szczliwy, by si o to martwi.
-

Ejdolony - powiedzia Frank. - Ju ich nie ma?

Leo wyszczerzy zby.


-

Moja ostatnia komenda przepalia ich mordercze wczniki, praktycznie

zablokowaa wszystkie ich obwody i stopia rdzenie.


-

A w jakim ludzkim jzyku? - zapyta Frank.

Zapdziem ejdolony w puapk instalacji, a potem je stopiem. Ju nigdy nie

bd nikogo drczy.
Pomg im wsta.

Ocalie nam ycie - powiedzia Frank.

Nie bd taki zaskoczony. - Leo rozejrza si po zniszczonej pracowni. - Szkoda,

e to wszystko si rozwalio, ale przynajmniej uratowaem zwoje. Jeli donios je do


Obozu Herosw, moe bd mg odtworzy wynalazki Archimedesa.
Hazel potara sobie gow.
- Ale... nie rozumiem. Gdzie jest Nico? Ten tunel powinien nas do niego
doprowadzi.
Leo prawie ju zapomnia, po co w ogle tu przyszli. To fakt, Nica tu nie byo.
Zabrnli w lep uliczk. Wic dlaczego...
-

Och. - Poczu si, jakby kula z pil siedziaa mu'na gowie, wycigajc z niej

kable i zbatki. - Hazel, waciwie jak ty wy-niuchaa, gdzie jest Nico? To znaczy... czy
moga po prostu wyczu go w pobliu, bo jest twoim bratem?
Zmarszczya czoo, chyba wci oszoomiona po tym elektrycznym wstrzsie.
-

Nie... to nie cakiem tak. Czasami mog go wyczu, kiedy jest blisko, ale jak

mwiam, Rzym jest taki skomplikowany, tyle tu zakce przez te wszystkie tunele i
jaskinie...
-

Wyledzia go, bo wyczuwasz metale, tak? Jego miecz?

Zamrugaa.
-

Skd wiesz?

Lepiej chod ze mn.

Zaprowadzi j i Franka do kabiny sterowniczej i pokaza im czarny miecz.


-

Och. O, nie. - Hazel zachwiaa si i byaby upada, gdyby jej Frank nie zapa. -

Ale to przecie niemoliwe! W tej spiowej kadzi Nico mia swj miecz! Percy widzia
go w swoim nie!
-

Albo sen nie ukazywa prawdy - rzek Leo - albo giganci przenieli tu miecz jako

przynt.
-

Wic jestemy w puapce powiedzia Frank. - Zostalimy tu zwabieni.

Ale dlaczego?! - zawoaa Hazel. - Gdzie jest mj brat?

Syczcy odgos wypeni kabin. Z pocztku Leo pomyla, e to powrciy ejdolony.


Potem zda sobie spraw, e dymi spiowe zwierciado lece na stole.
-

Och, moi biedni pbogowie.

W zwierciadle pojawia si upiona twarz Gai. Jak zwykle przemawiaa, nie


poruszajc wargami. Leo nie znosi sztuczek brzu-chomwcw z tymi ich mwicymi
lalkami.
-

Dokonalicie wyboru - powiedziaa Gaja. Jej gos potoczy si echem po sali.

Zdawa si wydobywa nie tylko ze zwierciada, ale rwnie z kamiennych cian.


Leo zrozumia, e bogini ich otacza. Oczywicie. Byli wewntrz ziemi. Z wielkim
trudem po to zbudowali Argo II", by wdrowa przez morze i w powietrzu, a i tak
skoczyli w ziemi.
-

Proponowaam wam ocalenie. Moglicie zawrci. Teraz jest ju za pno.

Przybylicie do staroytnych krain, gdzie jestem najsilniejsza. Gdzie si przebudz.


Leo wycign motek ze swojego pasa i uderzy nim w zwierciado. Byo z metalu,
wic tylko zadygotao jak taca, ale poczu si lepiej, ugodziwszy Gaj w nos.
-

Na wypadek gdyby tego nie zauwaya, Brudna Buko - rzek - to ci powiem, e

twoja aosna puapka zawioda. Twoje ejdolony stopiy si jak zom, a nam nic si nie
stao.
Gaja umiechna si agodnie.
-

Och, mj sodki Leonie. Zostalicie oddzieleni od reszty przyjaci. O to wanie

chodzio.
Drzwi do pracowni zamkny si z hukiem.
-Jestecie uwizieni w moich objciach. A tymczasem Annabeth Chase stoi w obliczu
mierci, przeraona i odrtwiaa, w rkach najwikszego wroga jej matki.
Obraz w zwierciadle zmieni si. Leo ujrza Annabeth lec w ciemnej pieczarze,
unoszc swj spiowy sztylet, jakby bronia si przed jakim potworem. Twarz miaa
szar. Jej noga bya czym owinita. Nie widzia, na co patrzya, ale musiao to by co
strasznego. Zapragn uwierzy, e obraz jest iluzj, ale mia dziwne poczucie, e
zwierciado nie kamie, e to dzieje si naprawd i wanie w tej chwili.
-

Ci inni - powiedziaa Gaja -Jason Grace, Piper McLean i mj przyjacielJackson -

wszyscy zgin w cigu najbliszych minut.


Scena znowu si zmienia. Percy, z Orkanem w rku, prowadzi Jasona i Piper
spiralnymi schodami w d, w ciemno.
-

Zdradz ich wasne talenty. Zabij ich wasne ywioy. A ju miaam nadziej, e

przeyj. Byliby lepsz ofiar. Ale niestety, Franku i Hazel, bdziecie musieli ich
zastpi. Moi sudzy wkrtce was std zabior i przenios do staroytnego miejsca.
Wasza krew w kocu mnie przebudzi. A zanim to si stanie, pozwol wam popatrzy na
mier waszych przyjaci. Prosz... nacieszcie si widokiem poraki waszej misji.
Leo nie mg duej tego wytrzyma. Jego do zajaniaa biaym ogniem. Hazel i
Frank odskoczyli, gdy przycisn do do zwierciada i stopi je na kau spiowej brei.
Gos Gai zamar. Leo sysza tylko szum wasnej krwi w uszach. Gwatownie
wcign powietrze.
-

Wybaczcie - powiedzia. - Zacza mnie denerwowa.

Co teraz? - zapyta Frank. - Musimy si std wydosta i pomc reszcie.

Leo rozejrza si po pracowni, teraz zasanej dymicymi szcztkami kul. Przyjaciele


nadal go potrzebowali. Wci odgrywa gwn rol w tej grze. Dopki ma swj pas na
narzdzia, nie zamierza siedzie bezradnie, ogldajc Kana mierci Pbogw.
-

Mam pomys - powiedzia. - Ale do tego potrzeba nas wszystkich trojga.

Zacz im opowiada, jaki ma plan.

XLI
PIPER
Piper staraa si zachowa spokj i jak najlepiej wykorzysta czas.
Kiedy oboje z Jasonem zmczyli si ju spacerowaniem po pokadzie i suchaniem,
jak trener Hedge piewa Old MacDonald (zamieniajc zwierzta na rne rodzaje broni),
postanowili urzdzi sobie piknik w parku.
Hedge troch zrzdzi, ale w kocu si zgodzi.
-

Tylko ebym nie traci was z oczu.

A co, jestemy dzieciakami? - obruszy si Jason.

Hedge prychn.
-

Dzieciaki to kolta. S milutkie i maj wymiern warto spoeczn. Wy na

pewno nie jestecie dzieciakami.


Rozoyli koc pod wierzb niedaleko jakiej sadzawki. Piper signa po swj rg
obfitoci, z ktrego wysypao si piknikowe jado - zgrabnie zapakowane kanapki, puszki
z napojami, wiee owoce i (z niewiadomego powodu) tort urodzinowy z fioletowym
lukrem i zapalonymi wieczkami.
Zmarszczya brwi.
-

Mamy czyje urodziny?

Jason skrzywi si.


-

Nie chciaem nic mwi.

Jason!

Za duo si dzieje. I szczerze mwic... jeszcze przed miesicem nawet nie

wiedziaem, kiedy s moje urodziny. Thalia mi powiedziaa, kiedy ostatnio bya w


obozie.
Piper zastanawiaa si, jak to jest - nie zna nawet daty swoich urodzin. Jason trafi
pod opiek wilczycy Lupy, kiedy mia zaledwie dwa lata. Nie zna swojej miertelnej
matki. A siostr pozna dopiero zeszej zimy.
-

Pierwszy lipca - powiedziaa. - Kalendy lipcowe.

No tak. - Umiechn si krzywo. - Rzymianie uznaliby to za pomyln dat.

Pierwszy dzie miesica nazwanego od Juliusza Cezara. Dzie Junony. Huraa!


Nie chciaa naciska. Nie musz witowa jego urodzin, jeli nie jest w nastroju.

Szesnacie? - zapytaa.

Kiwn gow.
-

O kurcz. Mog ju dosta prawo jazdy.

Piper rozemiaa si. Jason zabi ju tyle potworw i tyle razy ocali wiat, e kiedy
sobie wyobrazia, jak poci si, zdajc egzamin na prawo jazdy, nie moga si
powstrzyma. Jason za kierownic jakiego starego lincolna ze znakiem L, a obok niego
gburowaty instruktor z nog na pedale hamulca bezpieczestwa!
-

No co? Zdmuchnij wieczki.

Zrobi to. Ciekawe, czy pomyla jakie yczenie. Na przykad eby i on, i ona
przeyli t misj i ju nigdy si nie rozstali? Uznaa, e lepiej go o to nie pyta. Nie
chciaa zapeszy takiego yczenia, a ju na pewno nie chciaa si dowiedzie, e
pomyla o czym innym.
Od czasu gdy wczoraj wieczorem minli Supy Herkulesa, Jason by jaki
przygnbiony. Dobrze go rozumiaa. Herkules, jego starszy brat, na pewno sprawi mu
zawd, a stary bg rzeki Acheloos wypowiedzia kilka niezbyt pochlebnych sw o
synach Jupitera.
Zapatrzya si na kornukopi. Czy Acheloos pogodzi si ju z brakiem rogw? Miaa
tak nadziej. To prawda, chcia ich zabi, ale wci mu wspczua. Jak taki samotny,
drczony depresj duch mg stworzy rg obfitoci tryskajcy ananasami i tortami
urodzinowymi? Moe kornukopia wyssaa z niego ca bosko? Moe teraz, gdy ju go
pozbawili tego rogu, zdoa obudzi w sobie jakie poczucie szczcia i je zachowa?
Pomylaa te o radzie Acheloosa: Jeli dotrzesz do Rzymu, bardziej ci si przyda
opowie o potopie". Znaa t opowie, ale nie rozumiaa, jak mogaby im pomc.
Jason wyrwa zgaszon wieczk z tortu.
-

Mylaem troch - powiedzia.

To sprowadzio Piper na ziemi. Kiedy si syszy takie zdanie z ust wasnego


chopaka, naley si mie na bacznoci.
-

O czym?

O Obozie Jupiter. O tych wszystkich latach, w ktrych si tam szkoliem. Zawsze

bylimy jedn zgran druyn. Mylaem, e wiem, co to znaczy. Ale szczerze mwic...
zawsze byem przywdc. Nawet kiedy byem modszy...

Syn Jupitera. Pierwszy w legionie. Bye gwiazd.

Jason achn si, ale nie zaprzeczy.


-

A teraz jednym z siedmiorga... Nie wiem, co robi. Nie przywykem by jednym

z wielu... no, rwnych sobie. Czuj si tak, jakbym nawala.


Piper wzia go za rk.
-

Nie nawalasz.

Tak si czuem, kiedy zaatakowa mnie Chrysaor. Leaem nieprzytomny w tej

puapce. Bezradny.
-

Daj spokj. Bycie herosem nie oznacza, e jest si niezwycionym. To tylko

znaczy, e si jest wystarczajco dzielnym, by powsta i zrobi co trzeba.


-

A jeli ja nie wiem, co trzeba robi?

Po to masz przyjaci. Wszyscy mamy rne talenty. Razem do tego dojdziemy.

Jason przypatrywa si jej badawczo. Nie bya pewna, czy zrozumia to, co
powiedziaa, ale cieszya si, e jej zaufa. Przyzna si, e troch w siebie zwtpi. To
dobrze. Nie zawsze odnosi same sukcesy. Nie oskara caego wiata o to, e co mu si
nie udao -jak inny syn boga nieba, ktrego niedawno spotkali.
-

Herkules to dra - powiedzia, jakby czyta w jej mylach. -Nie chciabym by

taki jak on. Ale nie miabym odwagi mu si sprzeciwi, gdyby ty nie obja
przywdztwa. Tym razem to ty okazaa si prawdziwym herosem.
-

Raz ty, raz ja.

Nie zasuguj na ciebie.

Nie wolno ci tak mwi.

Dlaczego?

Bo to pachnie rozstaniem. Chyba e zamierzasz...

Przechyli si i pocaowa j. Barwy rzymskiego popoudnia nagle si wyostrzyy,


jakby obraz wiata przestawi si na wiksz rozdzielczo.
-

adnych rozsta - obieca. - Mogem par razy nabi sobie guza, ale nie jestem a

tak gupi.
-

To dobrze. A jeli chodzi o ten tort...

Urwaa. Bieg ku nim Percy Jackson, a po jego minie Piper poznaa, e przynosi ze
wiadomoci.

Zebrali si na pokadzie, eby trener Hedge mg usysze nowiny. Kiedy Percy


skoczy, Piper wci nie moga w to uwierzy.
-

Wic porwali Annabeth - podsumowaa - Gregory Peck i Audrey Hepburn na

skuterze.
-

No, moe nie porwali odrzek Percy - ale mam jakie ze przeczucie... - Wzi

gboki oddech, jakby stara si opanowa. -W kadym razie... odjechaa. Moe nie
powinienem jej pozwoli, ale...
-

Nie miae wyboru. Wiedziae, e musi i sama. A poza tym jest twarda i

sprytna. Nic jej si nie stanie.


Zabarwia gos czaromow, co moe nie byo czystym zagraniem, ale musiaa
Percyego troch uspokoi. Gdyby doszo do walki, Annabeth na pewno by nie chciaa, by
da si zrani tylko dlatego, e za bardzo o niej myla i nie potrafi si skupi.
Troch si rozluni.
- Moe masz racj. W kadym razie Gregory... to znaczy Tiberinus... powiedzia, e
mamy mniej czasu na uwolnienie Nica, ni nam si zdaje. Hazel i chopcy jeszcze nie
wrcili?
Piper sprawdzia czas na pulpicie sterowni. Nie zdawaa sobie sprawy, jak zrobio si
pno.
-

Druga po poudniu. Umwilimy si na trzeci.

Najpniej - przypomnia Jason.

Percy wskaza na sztylet Piper.


-

Tiberinus powiedzia, e moemy zlokalizowa Nica... no wiecie, na tym.

Piper przygryza wargi. Nie chciaa zobaczy na Katoptrisie nowych przeraajcych


wizji.
-

Prbowaam. Sztylet nie zawsze pokazuje to, co chc zobaczy. Prawd mwic,

prawie nigdy tego nie robi.


-

Prosz - powiedzia Percy. - Sprbuj jeszcze raz.

Baga j tymi swoimi oczami barwy morza jak maa foczka, ktra potrzebuje
pomocy. Jak Annabeth udaje si nie ulec mu od czasu do czasu?
-

No dobrze westchna i wycigna sztylet z pochwy.

Skoro ju si do tego bierzesz - powiedzia trener Hedge - to sprawd, czy uda ci

si zobaczy ostatnie wyniki w bejsbolu. Wosi w ogle nie pokazuj meczw o


pietruszk.
-Sza!
Wpatrzya si w spiow kling. Rozbysa. Zobaczya jaki loft peen rzymskich
pbogw. Kilkunastu stao wok stou jadalnego, a Oktawian przemawia, pokazujc
co na wielkiej mapie. Reyna chodzia wzdu okien i spogldaa na Central Park.
-

Nie jest dobrze - mrukn Jason. - Zaoyli ju baz wypadow na Manhattanie.

A na tej mapie jest Long Island - doda Percy.

Rozpoznaj teren - zgadywa Jason. - Omawiaj kierunki natarcia.

Piper nie chciaa na to patrze. Skupia si bardziej. Na klindze zafalowao wiato.


Zobaczya jakie ruiny - fragmenty rozpadajcych si murw, samotn kolumn,
kamienn posadzk pokryt mchem i uschymi limi - na trawiastym zboczu rzadko
poronitym sosnami.
-

Byem tam - powiedzia Percy. - To jest dawne Forum.

Wizja przybliya si. Z boku kamiennej posadzki odkopano


schody wiodce w d, do nowoczesnej elaznej bramy zamknitej na kdk. Wizja
pomkna przez ni dalej w d, spiralnymi schodami, a potem w ciemn, okrg komor
przywodzc na myl wntrze silosu na zboe.
Sztylet wypad Piper z rki.
-

Co jest? - zapyta Jason. - Przecie sztylet co nam pokazywa.

Poczua si tak, jakby okrt znowu by na oceanie, koyszc si


pod jej stopami.
-

Nie moemy tam pj.

Percy zmarszczy brwi.


-

Piper, Nico umiera. Musimy go odnale. No i nie zapominajmy, e Rzym moe

zosta zniszczony.
Nie bya w stanie wydoby gosu. Tak dugo zachowywaa dla siebie wizj tej
okrgej komory, e teraz nie moga o niej mwi. Miaa okropne przeczucie, e
wyjanienie tego Percy emu i Jasonowi i tak niczego nie zmieni. Nie moga powstrzyma
tego, co miao si sta.
Podniosa sztylet. Wyda si jej chodniejszy ni zwykle.

Zmusia si do spojrzenia na kling. Zobaczya dwch gigantw w zbrojach


gladiatorw, siedzcych na olbrzymich krzesach pretorw. Przepijali do siebie ze
zotych czar, jakby dopiero co wygrali wan bitw. Midzy nimi staa wielka spiowa
kad.
Wizja znowu si przybliya. W kadzi kuli si Nico di Angelo. Ju si nie porusza.
U jego stp nie byo ju ziaren granatu.
-

Spnilimy si - powiedzia Jason.

Nie - odpar Percy. - Nie, nie mog w to uwierzy. Moe zapad w gbszy trans,

eby zyska na czasie. Nie mamy ani chwili do stracenia.


Klinga pociemniaa. Piper wsuna j do pochwy, starajc si opanowa drenie rk.
Miaa nadziej, e Percy ma racj i Nico wci yje. Z drugiej strony nie rozumiaa, co
czy t wizj z wizj komory penej wody. Moe giganci przepijali do siebie, bo ona,
Percy i Jason ju zginli?
-

Trzeba poczeka na innych - powiedziaa. Hazel, Frank i Leo powinni zaraz

wrci.
-

Nie moemy czeka - upiera si Percy.

Trener Hedge odchrzkn.


-

To tylko dwa olbrzymy. Jeli chcecie, mog je zaatwi.

Och, trenerze - powiedzia Jason - to naprawd pikny gest z twojej strony, ale

musisz zaopiekowa si okrtem.


Hedge nachmurzy si.
-1 co, tylko wy troje bdziecie mie zabaw?
Percy chwyci go za rami.
Nie bya w stanie wydoby gosu. Tak dugo zachowywaa dla siebie wizj tej
okrgej komory, e teraz nie moga o niej mwi. Miaa okropne przeczucie, e
wyjanienie tego Percy'emu i Jasonowi i tak niczego nie zmieni. Nie moga powstrzyma
tego, co miao si sta.
Podniosa sztylet. Wyda si jej chodniejszy ni zwykle.
Zmusia si do spojrzenia na kling. Zobaczya dwch gigantw w zbrojach
gladiatorw, siedzcych na olbrzymich krzesach pretorw. Przepijali do siebie ze
zotych czar, jakby dopiero co wygrali wan bitw. Midzy nimi staa wielka spiowa

kad.
Wizja znowu si przybliya. W kadzi kuli si Nico di Ange-lo. Ju si nie porusza.
U jego stp nie byo ju ziaren granatu.
-

Spnilimy si - powiedzia Jason.

Nie - odpar Percy. - Nie, nie mog w to uwierzy. Moe zapad w gbszy trans,

eby zyska na czasie. Nie mamy ani chwili do stracenia.


Klinga pociemniaa. Piper wsuna j do pochwy, starajc si opanowa drenie rk.
Miaa nadziej, e Percy ma racj i Nico wci yje. Z drugiej strony nie rozumiaa, co
czy t wizj z wizj komory penej wody. Moe giganci przepijali do siebie, bo ona,
Percy i Jason ju zginli?
-

Trzeba poczeka na innych - powiedziaa. - Hazel, Frank i Leo powinni zaraz

wrci.
-

Nie moemy czeka - upiera si Percy.

Trener Hedge odchrzkn.


-

To tylko dwa olbrzymy. Jeli chcecie, mog je zaatwi.

Och, trenerze - powiedzia Jason - to naprawd pikny gest z twojej strony, ale

musisz zaopiekowa si okrtem.


Hedge nachmurzy si.
-1 co, tylko wy troje bdziecie mie zabaw?
Percy chwyci go za rami.
-

Kiedy wrci tu Hazel z chopcami, bdziesz im potrzebny. Bd potrzebowali

przywdcy. Jeste ich opok.


-

No pewnie. - Jason stara si zachowa powag. - Leo zawsze mwi, e jeste

jego opok. Powiesz im, dokd poszlimy, i posterujesz okrtem, ebymy mogli
wszyscy spotka si na Forum.
-1 we to. - Piper odwizaa pas z Katoptrisem i woya go trenerowi w rce.
Wytrzeszczy oczy. aden pbg nie powinien pozbywa si broni, ale Piper miaa
ju do zych wizji. Wolaa spojrze mierci w oczy bez adnych kolejnych zapowiedzi.
-

Miej na nas oko. I moesz sobie sprawdzi wyniki w bejsbolu.

To zaatwio spraw. Hedge ponuro pokiwa gow, gotw odegra swoj rol w tej
misji.

Dobra - powiedzia. - Ale jeli nawinie mi si jaki olbrzym...

Moesz w niego upn z balisty - powiedzia Jason.

A w denerwujcych turystw?

Nie - odpowiedzieli wszyscy razem.

No dobra. Tylko nie marudcie zbyt dugo, bo i wam przywal z balisty.

XLII
PIPER
Odnalezienie Forum nie byo trudne. Percy zaprowadzi ich prosto na opuszczone
zbocze wzgrza nad ruinami.
Wejcie do rodka te byo atwe. Jason rozci kdk swoim zotym mieczem i
elazna brama stana przed nimi otworem. Nie zobaczy ich aden miertelnik. Nie
rozleg si aden alarm. Spiralne schodki wiody w ciemno.
-

Ja pjd pierwszy - powiedzia Jason.

Nie! - krzykna Piper.

Obaj chopcy odwrcili si do niej.


-

Pipes, o co chodzi? - zapyta Jason. - Ta wizja na klindze... ju j przedtem

widziaa, tak?
Kiwna gow; zapieko j pod powiekami.
-

Nie wiedziaam, jak wam to powiedzie. Zobaczyam tam, w dole, komor

napeniajc si wod. I nas troje. Tonlimy.


Jason i Percy zmarszczyli brwi.
-

Ja nie mog uton - powiedzia Percy, ale zabrzmiao to raczej jak pytanie.

Moe przyszo si zmienia - spekulowa Jason. - W tej wizji, ktr nam

dopiero co pokazaa, nie byo adnej wody.


Piper bardzo by chciaa, eby mia racj, ale podejrzewaa, e los nie okae si dla
nich tak askawy.
-

Posuchajcie - odezwa si Percy. - Ja to sprawdz. Nie ma sprawy. Zaraz wrc.

I zanim Piper zdya si sprzeciwi, znikn w otworze schodw.


Liczya w duchu, czekajc na jego powrt. Doliczya do trzydziestu piciu, kiedy
usyszaa jego kroki i pojawi si na szczycie schodw. Wydawa si raczej zdziwiony ni
uspokojony.
-

Dobra wiadomo: nie ma wody. Za: nie zauwayem adnego wyjcia. I dziwna

wiadomo: no... zreszt powinnicie to sami zobaczy...


Schodzili ostronie po schodkach. Percy szed pierwszy z Orkanem w doni. Piper za
nim, na kocu Jason, chronic tyy. Kamienne spiralne schodki byy wskie, miay
najwyej ptora metra rednicy. Cho Percy zapewni ich, e nic im nie grozi, Piper

wypatrywaa puapek za kadym zakrtem schodw. Nie miaa broni, tylko ten rg
obfitoci przewieszony na rzemieniu przez rami. Gdyby doszo do najgorszego, miecze
chopcw na niewiele by si zday w tak ciasnym pomieszczeniu. Mogaby tylko
poczstowa wrogw seri wdzonych szynek.
Na cianach widniay stare graffiti wyryte w kamieniu: rzymskie cyfry, imiona i
krtkie zdania po wosku. Oznaczao to, e w nowszych czasach nieraz wchodzili tu
ludzie, ale Piper to nie uspokoio. Jeli tam w dole byy potwory, na pewno zignoroway
miertelnikw, czekajc na jakich soczystych pbogw.
Wreszcie dotarli do koca schodw.
Percy odwrci si.
-

Uwaajcie na ostatni stopie.

Zeskoczy na posadzk okrgej komory, z ptora metra poniej schodw. Dlaczego


wymylono takie zejcie, Piper nie miaa pojcia. Moe komora i schody zostay
zbudowane w rnych okresach?
Miaa ochot zawrci i uciec, ale nie moga tego zrobi, bo Jason sta za ni, no i nie
zostawiaby Percy ego. Zsuna si na d, a Jason za ni.
Okrga komora bya dokadnie taka, jak zobaczya na klindze Katoptrisa, tyle e nie
wypeniaa jej woda. ciany kiedy zdobiy freski, ktre z biegiem lat zblaky do
brudnawej bieli z plamkami dawnych barw. Od kopulastego sklepienia dzielio ich z
pitnacie metrw.
W gbi komory, naprzeciw schodw, w cianach wykuto dziewi nisz - kad okoo
ptora metra nad posadzk - do wysokich, by pomieci posg wielkoci czowieka.
Wszystkie byy puste.
Powietrze byo chodne i suche. Jak powiedzia Percy, nie byo std adnego innego
wyjcia.
-

No dobra. - Percy unis brwi. - Teraz ta dziwna cz. Patrzcie.

Przeszed na rodek komory.


Natychmiast na cianach zapulsowao zielone i niebieskie wiato. Piper usyszaa
plusk fontanny, ale przecie tu nie byo wody. A jedynym rdem wiata byy miecze
Percy'ego i Jasona.
-

Czujecie ocean? - zapyta Percy.

Z pocztku nie zwrcia na to uwagi. Staa obok Percy ego, a on zawsze pachnia
morzem. Ale mia racj. Wo sonej wody i sztormu nasilaa si, jakby nadciga letni
huragan.
-

Iluzja? - Nagle poczua si dziwnie spragniona.

Nie wiem - odrzek Percy. - Czuj, jakby gdzie tutaj bya woda... duo wody. Ale

jej nie ma. Jeszcze nigdy nie byem w takim miejscu.


Jason podszed do najbliszej niszy w cianie. Dotkn dna, ktre byo na wysokoci
jego oczu.
-

Ten kamie... Jest inkrustowany muszelkami. To nimfeum.

Piper robio si coraz bardziej sucho w ustach.


-

Co?

Mielimy takie w Obozie Jupiter. Na witynnym Wzgrzu. To witynia dla

nimf.
Piper przesuna doni po dnie innej niszy. Jason mia racj. Nisza bya
naszpikowana muszelkami witego Jakuba, kau-ri, konchami. Zdaway si taczy w
wodnistym wietle. W dotyku byy lodowate.
Zawsze mylaa, e nimfy to przyjazne duchy - gupie i zalotne, ale na og
nieszkodliwe. Miay dobre stosunki z dziemi Afrodyty. Uwielbiay plotkowa i dzieli
si poradami na temat urody. To miejsce nie przypominao jednak jeziora w Obozie
Herosw czy strumieni w lasach, gdzie je zwykle spotykaa. To miejsce byo jakie
nienaturalne, wrogie i bardzo suche.
Jason cofn si i spojrza na rzd nisz.
- W staroytnym Rzymie takie witynie byy wszdzie. Bogaci ludzie budowali je
przy swoich willach, eby uczci nimfy i zapewni sobie zawsze czyst wod. Niektre
budowano wok naturalnych rde, ale wikszo bya dzieem ludzkich rk.
-

Ale... tutaj chyba nie byo nimf? - zapytaa Piper z nadziej.

Nie wiem. To miejsce kiedy mogo by sadzawk z fontann. Jeli nimfeum

naleao do jakiego pboga, czsto si zdarzao, e zaprasza nimfy, by w nim


zamieszkay. Jeli si zgodziy, uwaano to za dobry znak.
-

Dla waciciela - dopowiedzia Percy. - Ale bywao i tak, e nimfy przywizyway

si do nowego rda wody, na przykad fontanny w jakim piknym, sonecznym parku,

ze wie wod pompowan przez akwedukty...


-

Ale przecie to miejsce od wiekw jest pod ziemi - zauwaya Piper. - Jest suche

i zapomniane. Co si stao z nimfami?


Plusk wody przeszed w chr sykw przywodzcych na myl widmowe we.
Niebieskie i zielone falujce wiato zmienio si w fioletowe i jadowicie zielonkawe.
Ponad nimi zajaniao dziewi nisz. Ju nie byy puste.
W kadej staa pomarszczona staruszka. Byy tak wysuszone i kruche, e Piper
przypominay mumie - tyle e mumie zwykle si nie poruszaj. Ich oczy byy
ciemnofioletowe, jakby jasnoniebieska woda rda ycia zgstniaa w nich i ciemniaa.
Ich niegdy pikne jedwabne suknie byy teraz porwane i wyblake. Ich wosy, kiedy
ufryzowane w loki i przyozdobione klejnotami na mod rzymskich dam, teraz byy
rozczochrane i suche jak soma. Piper pomylaa, e gdyby istnieli wodni ludoercy,
wygldaliby wanie tak.
-

Co si stao z nimfami? - powtrzya posta w rodkowej niszy.

Bya w jeszcze gorszym stanie ni jej towarzyszki. Plecy miaa wygite jak ucho
dzbana. Skra na kociach rk przypominaa najcieszy pergamin. W matowych wosach
poyskiwa pogity wieniec ze "zotych lici wawrzynu.
Utkwia fioletowe oczy w Piper.
-

To bardzo ciekawe pytanie, moja droga. Moe nimfy wci tutaj s, cierpic,

czekajc na pomst.
Piper przysiga sobie, e kiedy tylko bdzie moga, stopi Katop-tris i sprzeda na
zom. Ten gupi n jeszcze nigdy nie pokaza jej caej prawdy. Tak, zobaczya, jak tonie
w tej komorze, ale gdyby wiedziaa, e czeka w niej na ni dziewi zombie, ktre kiedy
byy nimfami, nigdy by nie zesza do podziemi.
Chciaa rzuci si ku schodom, ale kiedy si odwrcia, nie zobaczya otworu w
cianie. Oczywicie. Teraz by tam tylko nagi mur. Podejrzewaa, e to nie jest iluzja.
Zreszt i tak zanim przebiegaby przez ca komor, te ywe mumie zdyyby
wyskoczy z nisz.
Jason i Percy stanli obok niej z mieczami w doniach. Dobrze byo mie ich tak
blisko, ale podejrzewaa, e ich miecze nie na wiele tu si przydadz. Przecie ju
widziaa, co si tutaj stanie. Te duchy i tak ich jako pokonaj.

Kim jestecie? - zapyta Percy.

rodkowa nimfa zwrcia ku niemu gow.


-

Ach... imiona. Kiedy je miaymy. Ja byam Hagno, pierwsz z nas dziewiciu!

Piper pomylaa, e to jaki okrutny art, by taka wiedma miaa na imi Hagno, ale
nie powiedziaa tego na gos.
-

Dziewiciu - powtrzy Jason. - Dziewi nimf tej wityni. Zawsze byo

dziewi nisz.
-

Oczywicie. - Hagno obnaya zby w zoliwym umiechu. -Ale my jestemy

tymi pierwszymi dziewicioma nimfami, Jasonie Grace, tymi, ktre byy przy
narodzinach twojego ojca.
Jason opuci miecz.
-

Jupitera? Byycie przy jego narodzinach?

Wtedy nazywaymy go Zeusem. By takim maym, piszczcym berbeciem.

Pomagaymy Rei w porodzie. Kiedy dziecko przyszo na wiat, ukryymy je przed jego
ojcem, Kronosem, boby je poar. Ach, ale miao puca! Robiymy co w naszej mocy,
eby Kronos nie usysza tego wrzasku. A kiedy Zeus podrs, obieca nam wieczyste
zaszczyty. Ale to byo w starym kraju, w Grecji.
Inne nimfy zaczy zawodzi i drapa paznokciami ciany nisz. Wygldao na to, e
s w nich uwizione, jakby ich stopy byy wtopione w kamie, podobnie jak te ozdobne
muszelki.
-

Kiedy Rzym sta si potg, zaproszono nas tutaj - cigna Hagno. - Pewien syn

Jupitera skusi nas swoimi askami. Bdziecie miay nowy dom", obiecywa. Wikszy i
lepszy! adnych opat z gry, w eleganckiej dzielnicy. Rzym bdzie trwa wiecznie".
-

Wiecznie - zasyczay nimfy.

Nie oparymy si pokusie. Opuciymy nasze proste studnie i rda na grze

Lykaion i przeniosymy si tutaj. Przez wiele stuleci wiodymy tu cudowne ycie!


Przyjcia, ofiary na nasz cze, nowe suknie i klejnoty co tydzie. Flirtowali z nami
wszyscy rzymscy pbogowie. I czcili nas.
Nimfy znowu zaczy jcze i wzdycha.
-

Ale Rzym nie przetrwa. Akwedukty zmieniy kierunek. Willa naszego pana

opustoszaa, zamienia si w ruin, przykrya j ziemia. O nas zapomniano, a same nie

moemy std wyj. rda naszego ycia s tutaj, pod ziemi. Nasz dawny pan nie
zadba o to, by nas std uwolni. Schniemy w tych ciemnociach od stuleci, spragnione...
och, jak spragnione!
Nimfy zaczy drapa si po wargach.
Piper poczua ucisk w gardle.
-

Bardzo wam wspczuj - powiedziaa, starajc si uy czaromowy. - To musi

by straszne. Ale nie jestemy waszymi wrogami. Jeli moemy wam pomc...
-

Och, jaki sodki gos! - zawoaa Hagno. - Jakie pikne rysy! Kiedy byam taka

jak ty. Mj gos koi jak grski strumie. Ale czy ty wiesz, co si staje z umysem nimfy
uwizionej w ciemnoci, ywicej si sam nienawici i pojcej si tylko pragnieniem
zemsty? Tak, moja droga. Moecie nam pomc.
Percy unis rk.
-

Ee... jestem synem Posejdona. Moe mgbym wezwa jakie nowe rdo wody.

Ha! - krzykna Hagno, a inne nimfy powtrzyy jak echo: - Ha! Ha!

No prosz, syn Posejdona - powiedziaa Hagno. - Znaam dobrze twojego ojca.

Efialtes i Otis obiecali nam, e przyjdziesz.


Piper chwycia Jasona za rami, eby nie straci rwnowagi.
-

Giganci - powiedziaa. Pracujecie dla nich?

S naszymi ssiadami. - Hagno umiechna si. - Ich komnaty s pod t komor,

tam, dokd skierowano wod z akweduktu. Na igrzyska. Kiedy zawrzemy z wami


ukad... kiedy nam pomoecie. .. bliniacy nam obiecali, e ju nigdy nie bdziemy
cierpie.
Zwrcia si do Jasona.
-

A ty, synu Jupitera, zapacisz za ohydn zdrad twojego poprzednika, ktry nas tu

przywid. Znam potg boga nieba. Piastowaam go, kiedy by niemowlciem! Kiedy
my, nimfy, panowaymy nad deszczem, nad naszymi studniami i rdami. Gdy z tob
skocz, odzyskamy dawn moc. A ty, Percy Jacksonie, synu boga morza... od ciebie
wemiemy wod, nieskoczone zapasy wody.
-

Nieskoczone? - Oczy Percy'ego skakay od jednej nimfy do drugiej. - Ee...

suchaj, nie znam si na nieskoczonoci. Ale moe mgbym podrzuci kilka galonw.
-

A ty, Piper McLean - fioletowe oczy Hagno zalniy - jeste taka moda, taka

urocza, masz taki sodki gos. Od ciebie zadamy twojej piknoci. Czekaymy na ten
dzie, oszczdzaymy resztk yciowej siy. Jestemy bardzo spragnione. I teraz
napijemy si do woli. Wy troje nas napoicie!
Wszystkie dziewi nisz rozjarzyo si, nimfy zniky. Z nisz popyna woda niezdrowo ciemna woda, jak olej.

XLIII
PIPER
Piper pragna cudu, nie bajki na dobranoc. Ale teraz gdy zmartwiaa czua, jak
czarna woda oblewa ju jej stopy, przypomniaa sobie legend, o ktrej wspomnia
Acheloos - opowie o potopie.
Nie t biblijn, o Noem, ale czirokesk wersj, ktr opowiada jej ojciec, o
taczcych duchach i ywym szkielecie psa.
Kiedy bya maa, czsto zwijaa si w kbek obok ojca na jego wielkim fotelu z
odchylanym oparciem. Patrzya przez okno na wybrzee Malibu, a ojciec opowiada jej t
legend, ktr usysza z ust dziadka Toma w indiaskim rezerwacie w Oklahomie.
-

Ten czowiek mia psa - zawsze zaczyna ojciec.

Nie moesz tak zaczyna opowieci! - protestowaa. - Trzeba powiedzie:

Pewnego razu".
Ojciec rozemia si.
-

Ale to jest czirokesk bajka. Oni nie lubi ozdobnikw. No wic ten czowiek

mia psa. Codziennie szed z nim na skraj jeziora po wod, a pies szczeka zawzicie na
jezioro, jakby go rozwcieczao.
-

By wcieky?

Bd cierpliwa, skarbie. W kocu ten czowiek mia do tego szczekania i skarci

psa: Niedobry pies! Przesta szczeka na wod. To tylko woda". Ku jego zdumieniu
pies spojrza na niego i zacz mwi.
-

Nasz pies potrafi powiedzie: Dziki" - wtrcia Piper. -1 potrafi szczekn:

Won".
-

Co w tym rodzaju - zgodzi si ojciec. - Ale ten pies przemwi caymi zdaniami.

Powiedzia: Wkrtce pewnego dnia nadejd burze. Woda powstanie i wszyscy si


potopi. Moesz ocali siebie i swoj rodzin, budujc tratw, ale najpierw bdziesz
musia zoy mnie w ofierze. Musisz wrzuci mnie do wody".
-

To okropne! Nigdy bym nie utopia mojego psa!

Ten czowiek pewnie pomyla to samo. Pomyla, e pies kamie... to znaczy,

kiedy ju ochon po tym, jak pies zacz mwi ludzkim gosem. Zaprotestowa, a pies
mu powiedzia: Jeli mi nie wierzysz, spjrz na mj kark. Ja ju jestem martwy".

To straszne! Dlaczego mi to opowiadasz?

Bo mnie o to poprosia przypomnia jej ojciec.

Rzecz w tym, e w tej opowieci byo co, co j fascynowao. Syszaa j ju wiele


razy, ale wci o niej rozmylaa.
-

W kadym razie - cign ojciec - ten czowiek zapa psa za kark i zobaczy, e

pod sierci i skr s same koci. Pies by szkieletem psa.


-

Obrzydliwe.

Zgadzam si. Wic ten czowiek ze zami w oczach poegna swojego psa i

wrzuci go do wody, a on natychmiast uton. I ten czowiek zbudowa tratw, a kiedy


nadszed potop, on i jego rodzina przeyli.
-

Bez psa.

Tak. Bez psa. Kiedy deszcze ustay i tratwa wyldowaa na brzegu, okazao si,

e na caej ziemi yj ju tylko oni. Ten czowiek usysza jakie odgosy zza wzgrza,
jakby tysice ludzi miay si i taczyy, ale kiedy wbieg na szczyt, ujrza tylko mnstwo
koci, tysice szkieletw wszystkich ludzi, ktrzy zginli podczas potopu. Zrozumia, e
to taczyy duchy zmarych. To wanie usysza.
-

No i?

No i nic. Koniec.

Nie moesz tak skoczy! Dlaczego te duchy taczyy?

Nie wiem. Twj dziadek nigdy mi tego nie wyjani. Moe duchy cieszyy si, e

przeya jedna rodzina. Moe cieszyy si ze swojego ycia po yciu. Duchy to duchy.
Kto to wie?
Piper nie zadowolia taka odpowied. Miaa tyle pyta. Czy ta rodzina znalaza sobie
innego psa? Bo przecie nie wszystkie psy potony, skoro ona sama miaa psa.
Wci mylaa o tej opowieci. Patrzya na psy i zastanawiaa si, czy ktry nie jest
przypadkiem szkieletem psa. I nie moga zrozumie, dlaczego ta rodzina musiaa
powici swojego psa, eby przey. Powicenie samego siebie, by ratowa swoj
rodzin, to na pewno czyn bardzo szlachetny - taki bardzo psi.
Teraz, stojc w rzymskim nimfeum, gdy woda sigaa jej ju do pasa, prbowaa
poj, dlaczego bg rzeki Acheloos wspomnia o tej legendzie.
aowaa, e nie ma tratwy, ale obawiaa si, e teraz przypomina raczej tego psa. Ju

czua si martwa.

XLIV
PIPER
Komora wypeniaa si wod z przeraajc szybkoci. Piper, Jason i Percy walili
piciami w ciany, poszukujc jakiego wyjcia, ale go nie znaleli. Powazili do nisz,
eby by nieco wyej, ale poniewa z kadej wylewaa si woda, przypominao to
balansowanie na krawdzi wodospadu. Nawet w niszy woda sigaa Piper ju do kolan.
Mierzc od posadzki, musiaa ju by gboka prawie na dwa metry, a jej poziom wci
si podnosi.
-

Mog sprbowa wezwa byskawic - powiedzia Jason. -Moe wywal dziur

w suficie?
-

Caa komora mogaby si zawali i nas zmiady - odrzeka Piper.

Albo mgby nas porazi prd - doda Percy.

Mamy may wybr.

Sprawdz dno - powiedzia Percy. - Jeli tu kiedy bya fontanna, to musi by

jaki odpyw. A wy zbadajcie ciany nisz. Moe te muszle s czym w rodzaju zatyczek.
By to rozpaczliwy pomys, ale Piper ucieszya si, e moe co zrobi.
Piper
45
Percy skoczy do wody. Jason i Piper wazili po kolei do kadej niszy, kopic i walc
piciami w ciany, prbujc wyrwa muszelki z kamienia, ale to nic nie dao.
Szybciej ni si Piper spodziewaa, Percy wynurzy gow, dyszc i mcc wod
rkami. Podaa mu rk i mao brakowao, a wcignby j do wody, zanim zdoa si
wgramoli do niszy.
-

Nie mogem oddycha - wykrztusi. - Ta woda... To nie jest zwyka woda. Ledwo

wrciem.
Sia yciowa nimf" - pomylaa Piper. Tak jadowita i zoliwa, e nawet syn boga
morza nie mg nad ni zapanowa.
Piper poczua, e ta woda i na ni le wpywa. Minie ng dray jej, jakby
przebiega wiele mil. Donie pomarszczyy si i wysuszyy, cho przecie bya porodku
fontanny.
Chopcy poruszali si ospale. Jason mia blad twarz. Z trudem utrzymywa miecz w

rku. Percy by przemoknity i dygota. Wosy mu pojaniay, jakby spuka sobie z nich
farb.
-

Odbieraj nam moc - powiedziaa. - Wysysaj nas.

Jasonie - wykrztusi Percy - wezwij grom.

Jason unis miecz. Zagrzmiao, ale nie pojawia si byskawica. Sklepienie nie
pko. Zamiast tego pod sufitem uformowaa si miniaturowa chmura. Lun deszcz,
jeszcze szybciej wypeniajc komor wod, ale nie by to normalny deszcz. Jego krople
byy tak samo czarne jak woda lejca si z nisz. I kada kropla pieka.
-

Nie tego chciaem - powiedzia Jason.

Woda sigaa im ju do szyi. Piper czua, e opada z si. Opowie dziadka Toma o
wodnych ludoercach bya prawdziwa. Te ze nimfy skradn jej ycie.
-

Przeyjemy - mrukna pod nosem, ale nie potrafia uy czaromowy wobec

samej siebie. Wkrtce trujca woda przykryje im gowy. Musieliby pywa, ale to
wistwo ich paraliowao.
Uton, jak w tej wizji na Katoptrisie.
Percy zacz odpycha od siebie wod wntrzem doni, jakby odpdza zego psa.
-

Nie mog... nie mog nad ni zapanowa!

Bdziesz musia zoy mnie w ofierze" - powiedzia szkielet psa w opowieci o


potopie. - Musisz wrzuci mnie do wody".
Piper poczua si tak, jakby kto zapa j za kark i obnay koci. cisna swoj
kornukopi.
-

Nie pokonamy tego - powiedziaa. - Jeli bdziemy si opiera, tylko opadniemy

z si.
-

O czym ty mwisz?! - zawoa Jason, przekrzykujc szum deszczu.

Woda sigaa im ju do podbrdkw. Jeszcze kawaek i bd musieli pywa. Ale


komora nie zostaa zatopiona nawet w poowie. A to oznaczao, e wci maj troch
czasu.
-

Rg obfitoci! - zawoaa. - Musimy zala nimfy wie wod, da im wicej, ni

mog zuy. Gdyby si udao rozwodni to trujce wistwo...


-

Twj rg moe to zrobi? - Percy z trudem utrzymywa gow nad powierzchni

wody, co dla niego musiao by cakiem nowym dowiadczeniem. Wyglda na

miertelnie przeraonego.
-

Tylko z wasz pomoc.

Piper zaczynaa ju rozumie, jak dziaa rg. To, co wysypywa, nie pochodzio
znikd. Zdoaa zasypa Herkulesa ywnoci tylko dlatego, e skupia si na
pozytywnych uczuciach wicych j z Jasonem.
Aby wytworzy do czystej wody, ktra by wypenia komor, musiaa sign do
gbszych pokadw swoich uczu. Niestety, tracia ju zdolno koncentracji.
-

Musicie obaj skierowa wszystko, co posiadacie, do tego rogu powiedziaa. -

Percy, myl o morzu.


-

O sonej wodzie?

Percy zacz odpycha od siebie wod wntrzem doni, jakby odpdza zego psa.
-

Nie mog... nie mog nad ni zapanowa!

Bdziesz musia zoy mnie w ofierze" - powiedzia szkielet psa w opowieci o


potopie. - Musisz wrzuci mnie do wody".
Piper poczua si tak, jakby kto zapa j za kark i obnay koci. cisna swoj
kornukopi.
-

Nie pokonamy tego - powiedziaa. - Jeli bdziemy si opiera, tylko opadniemy

z si.
-

O czym ty mwisz?! zawoa Jason, przekrzykujc szum deszczu.

Woda sigaa im ju do podbrdkw. Jeszcze kawaek i bd musieli pywa. Ale


komora nie zostaa zatopiona nawet w poowie. A to oznaczao, e wci maj troch
czasu.
-

Rg obfitoci! - zawoaa. - Musimy zala nimfy wie wod, da im wicej, ni

mog zuy. Gdyby si udao rozwodni to trujce wistwo...


-

Twj rg moe to zrobi? - Percy z trudem utrzymywa gow nad powierzchni

wody, co dla niego musiao by cakiem nowym dowiadczeniem. Wyglda na


miertelnie przeraonego.
-

Tylko z wasz pomoc.

Piper zaczynaa ju rozumie, jak dziaa rg. To, co wysypywa, nie pochodzio
znikd. Zdoaa zasypa Herkulesa ywnoci tylko dlatego, e skupia si na
pozytywnych uczuciach wicych j zjasonem.

Aby wytworzy do czystej wody, ktra by wypenia komor, musiaa sign do


gbszych pokadw swoich uczu. Niestety, tracia ju zdolno koncentracji.
-

Musicie obaj skierowa wszystko, co posiadacie, do tego rogu - powiedziaa.

Percy, myl o morzu.


-

O sonej wodzie?

Niewane! Wystarczy, e o czystej. Jason, myl o burzach z deszczem. O

ulewnym deszczu. I obaj trzymajcie kornukopi.


Stoczyli si razem, kiedy woda uniosa ich z dna nisz. Piper prbowaa sobie
przypomnie zasady bezpieczestwa, ktre wbija jej do gowy ojciec, kiedy zaczli
razem surfowa. eby pomc komu, kto si topi, trzeba obj go ramieniem od tyu i
macha nogami przed sob, jakby si pyno stylem grzbietowym. Nie bya pewna, czy
to okae si skuteczne przy dwch toncych, ale obja ramieniem kadego chopaka i
staraa si utrzyma ich na powierzchni, kiedy ciskali midzy sob rg.
Nic si nie wydarzyo. Deszcz lal strumieniami, nadal czarny i kwany.
Poczua, e nogi ma jak z oowiu. Podnoszca si woda wirowaa, wcigajc j w to.
Piper opadaa z si.
-

To nie dziaa! - krzykn Jason, wypluwajc wod.

Nic z tego! - zgodzi si Percy.

Musimy dziaa razem! - zawoaa Piper, majc nadziej, e si nie myli. - Obaj

mylcie o czystej wodzie... o lawinie wody. Nie opierajcie si. Skupcie si na wasnej
mocy, wyobracie sobie te wszystkie siy, ktre was opuszczaj.
-

To nietrudne! - krzykn Percy.

Ale wyrzucajcie je z siebie! Oddajcie wszystko, jakbycie... jakbycie ju byli

martwi, a waszym jedynym celem bya pomoc nimfom. To musi by dar... ofiara!
Zamilkli po tych sowach.
-

Sprbujmy jeszcze raz - powiedzia Jason. - Wsplnie.

Tym razem Piper te udao si skupi na rogu. Nimfy pragny jej modoci, jej ycia,
jej gosu? Bardzo prosz. Chtnie je im odda. Wyobrazia sobie, e to wszystko z niej
wypywa.
Jestem ju martwa" - powiedziaa sobie z takim spokojem jak ten szkielet psa. - To
jedyny sposb".

Czysta woda luna z rogu z tak si, e pchna ich na cian. Deszcz zamieni si w
biay potok, tak czysty i zimny, e Piper a krzykna.
-

To dziaa! - zawoa Jason.

Za dobrze! - krzykn Percy. - Komora wypenia si jeszcze szybciej!

Mia racj. Woda podnosia si tak szybko, e od sklepienia dzieli ich ju zaledwie
metr. Piper moga sign rk i dotkn miniaturowej chmury deszczowej.
-

Nie przestawajcie! - zawoaa. - Musimy rozwodni t trucizn, eby oczyci

nimfy.
-

A jeli nie dadz si oczyci? - zapyta Jason. - Siedziay tutaj par tysicleci,

hodujc w sobie zo.


-

Nie opierajcie si - powtrzya Piper. - Oddajcie wszystko. Nawet kiedy

bdziemy ju pod...
Uderzya gow w sklepienie. Deszczowa chmura rozpada si i zmieszaa z wod.
Rg obfitoci nada wypluwa z siebie potok czystej wody.
Piper przycigna do siebie Jasona i pocaowaa go.
-

Kocham ci - powiedziaa.

Te sowa po prostu wylay si z jej ust jak woda z kornukopii. Nie wiedziaa, jak na
to zareagowa, bo znaleli si pod wod.
Wstrzymaa oddech. Prd hucza jej w uszach. Bbelki powietrza wiroway wok
niej. wiato wci pulsowao w komorze i zaskoczyo j, e je widzi. Czyby woda ju
si oczycia?
Poczua, e za chwil pkn jej puca, ale oddaa kornukopii resztk swojej energii.
Woda wci si z rogu wylewaa, cho komora bya ni cakowicie wypeniona. Czy
ciany nie pkn pod tym cinieniem?
Pociemniao jej w oczach.
Pomylaa, e ten ryk w uszach to bicie jej wasnego serca. Potem dotaro do niej, e
trzsie si caa komora. Woda zakotowaa si gwatowniej. Piper poczua, e tonie.
Ostatkiem si wierzgna nogami, unoszc si w gr. Jej gowa przebia
powierzchni wody. apczywie zaczerpna powietrza. Strumie wytryskajcy z
kornukopii zamar. Woda opadaa tak szybko, jak si uprzednio podnosia.
Krzykna z przeraenia, kiedy zdaa sobie spraw z tego, e gowy Percyego i Jasona

wci s pod wod. Podcigna ich w gr. Percy wcign w puca haust powietrza i
zacz macha rkami, ale Jason by jak szmaciana lalka.
Przywara do niego. Wykrzykiwaa jego imi, potrzsaa nim, bia go po twarzy.
Dopiero po chwili uwiadomia sobie, e woda cakowicie opada. Leeli na mokrej
posadzce.
-

Jason!

Mylaa gorczkowo: Moe przewrci go na bok? Uderzy w plecy?"


Piper powiedzia Percy moe ja mu pomog.
Uklk obok niej i dotkn czoa Jasona. Woda trysna Jaso-nowi z ust. Otworzy
oczy i huk gromu odrzuci Percy ego i Piper do tyu.
Kiedy Piper odzyskaa wzrok, zobaczya, e Jason siedzi, dyszc ciko, ale jego
twarz ju nabieraa koloru.
Przepraszam wykrztusi. - Nie chciaem...
Piper obja go. Zapragna go pocaowa, ale baa si, e go udusi.
Percy umiechn si.
-Jeli chcesz wiedzie, to miae w pucach czyst wod. Po prostu j z nich
wycignem.
-

Dziki, stary. - Jason przybi mu sab pitk. - Ale myl, e prawdziw

bohaterk jest Piper. Ocalia nas obu.


-

Tak, uratowaa was - powiedzia jaki gos, toczc si echem po komorze.

Nisze rozjarzyy si. Pojawio si w nich dziewi postaci, ale nie byy to ju
pomarszczone staruszki. W niszach stay mode, pikne nimfy w lnicych niebieskich
szatach, z poyskujcymi czarnymi lokami, upitymi na gowie srebrnymi i zotymi
broszami. Ich oczy mieniy si agodnymi odcieniami bkitu i zieleni.
Po chwili osiem nimf zamienio si w strzpy mgy, ktre uniosy si w gr.
Pozostaa tylko jedna, w rodkowej niszy.
-

Hagno? - zapytaa Piper.

Nimfa umiechna si.


-

Tak, moja droga. Nie sdziam, e miertelnicy s zdolni do takiego powicenia.

A zwaszcza pbogowie. Bez obrazy.


Percy wsta.

Jak moglibymy si obrazi? Przecie ty tylko prbowaa nas potopi i wyssa z

nas ycie.
Hagno skrzywia si.
-

Wybaczcie mi. Nie byam sob. A wy przypomnielicie mi o socu, o deszczu, o

strumieniach pyncych przez ki. Percy i ty, Jasonie, dziki wam przypomniaam sobie
o morzu i niebie. Jestem ju oczyszczona. Ale przede wszystkim dzikuj tobie, Piper.
Podzielia si ze mn czym wicej ni tylko czyst wod. Masz dobr natur, Piper. A
ja jestem duchem natury. Wiem, o czym mwi.
Wskazaa przed siebie. W cianie znowu pojawiy si schody. A pod ni w posadzce
rozbysn okrgy otwr na tyle duy, e mg si w nim zmieci czowiek. Piper
pomylaa, e wanie tdy z komory wypyna woda.
-

Moecie wrci na powierzchni - powiedziaa Hagno. -Moecie te, jeli taka

bdzie wasza wola, dotrze tym podziemnym systemem wodnym do gigantw. Ta rura
czy si z dawnym akweduktem. Woda pyna nim zarwno do nimfeum, jak i do
hypogeum, ktre giganci nazywaj swoim domem.
-

Ojej. - Percy ucisn sobie skronie. - Bardzo prosz, tylko bez takich

skomplikowanych sw.
-

Och, dom" nie jest chyba zbyt skomplikowanym sowem -powiedziaa Hagno z

penym przekonaniem. - Mylaam, e to skomplikowane, ale teraz, dziki wam, nie


musimy ju tkwi w tym miejscu. Moje siostry wyruszyy na poszukiwanie nowych
domw... jakiego grskiego strumienia, moe jeziora pord k. I ja pjd za nimi. Nie
mog si doczeka widoku lasw i k, i bystrej, czystej wody.
-

Och - odezwa si nerwowo Percy - wiat si troch zmieni przez ostatnie par

tysicy lat.
-

Bzdury - odpara Hagno. Nie wierz, eby byo a tak le. Pan nie pozwoliby

skazi przyrody. Prawd mwic, nie mog si doczeka spotkania z nim.


Percy mia tak min, jakby chcia co powiedzie, ale si powstrzyma.
-

Powodzenia, Hagno - powiedziaa Piper. -1 dzikujemy ci.

Nimfa umiechna si po raz ostatni i zamienia w oboczek mgy.


Wkrtce nimfeum zajaniao agodniejszym wiatem, jakby zala je blask ksiyca w
peni. Piper poczua zapach jakich egzotycznych zi i kwitncych r. Usyszaa

odleg muzyk i uradowane gosy i miechy. Pomylaa, e syszy odgosy przyj i


ceremonii odbywajcych si dawno temu w tej staroytnej wityni, jakby wspomnienia
o nich zostay uwolnione wraz z duchami.
-

Co to jest? - zapyta z niepokojem Jason.

Piper wsuna rk do jego doni.


- To tacz duchy. Chodmy. Musimy i na spotkanie z gigantami.

XLV
PERCY
Percy mia ju do wody.
Gdyby si do tego przyzna, pewnie by go wylano ze szczepu Modszych Skautw
Morskich Posejdona, ale nie dba o to.
Po cudownym ocaleniu ycia w nimfeum pragn wyj na powierzchni ziemi.
Chcia by suchy i przez dugi czas siedzie w socu - najlepiej z Annabeth.
Niestety, nie wiedzia, gdzie ona jest. Frank, Hazel i Leo zaginli w akcji. Nadal
musia ocali Nica di Angelo, oczywicie zakadajc, e wci jeszcze yje. No i by ten
drobny problem z gigantami chccymi zniszczy Rzym, przebudzi Gaj i zawadn
wiatem.
Te potwory i ci bogowie mieli po kilka tysicy lat. Nie mogliby sobie wzi paru
dziesicioleci wolnego i pozwoli mu nacieszy si yciem? Najwidoczniej nie.
Percy prowadzi, gdy zaczli pezn w d rur odpywow. Po trzydziestu metrach
dotarli do szerszego tunelu. Z lewej strony sycha byo dudnienie i skrzypienie w oddali,
jakby pracowaa jaka wielka nienaoliwiona maszyna. Nie mia najmniejszej ochoty
sprawdza, co wydaje ten dwik, wic uzna, e powinni i wanie w lewo.
Ze trzysta metrw dalej trafili na zakrt. Percy unis rk, dajc znak Jasonowi i
Piper, eby zaczekali. Wyjrza za rg.
Korytarz otwiera si na wielk sal z rzdami kolumn podtrzymujcych wysokie
sklepienie. Wygldaa jak przywodzce na myl podziemny parking pomieszczenie z
jego snw, ale teraz nie byo takie puste.
Dudnienie i skrzypienie wydawa system olbrzymich przekadni zbatych i blokw,
ktry podnosi i opuszcza rne wycinki posadzki bez widocznego celu. Woda pyna
odkrytymi kanaami (och, super, znowu woda!), obracajc koa napdzajce cz
maszyn. Inne maszyny byy poczone z klatkami, w ktrych piekielne psy biegay
wewntrz wielkich k ze szczeblami. Percy mimo woli pomyla o Pani 0'Leary: na
pewno by nie chciaa by uwiziona w takiej klatce.
Inne klatki zwieszay si z sufitu. Byy w nich ywe zwierzta - lew, kilka zebr, cae
stado hien i nawet omiogowa hydra. Staroytne tamocigi z brzu i skry suny przez
sal pene rnej broni i zbroi, co troch kojarzyo si z magazynem Amazonek w

Seattle, tylko e to miejsce wygldao na o wiele starsze i gorzej zorganizowane.


Leonowi by si spodobao" - pomyla Percy. Caa ta sala bya jak jedna wielka
machina, niebudzca zaufania, a raczej budzca strach.
- Co tam jest? - wyszeptaa Piper.
Percy nie wiedzia, co odpowiedzie. Nie dostrzeg nigdzie gigantw, wic machn
na przyjaci, by podeszli i sami to zobaczyli.
Z pi metrw od wejcia z posadzki wyskoczya paska, drewniana makieta
gladiatora. Klikajc, przemkna wzdu tamocigu, po czym chwyci j hak
umocowany do liny i unis w gr, gdzie znikna w szczelinie w sklepieniu.
-

Co to, u diaba, jest? - mrukn Jason.

Weszli do rodka. Percy rozejrza si po sali. Byo tam mnstwo rzeczy, na ktre
warto byo popatrze, wikszo w ruchu, ale pboskie ADHD Percyego sprawiao, e
chaos mu nie przeszkadza. Dostrzeg podium z dwoma pustymi krzesami pretorw,
okoo stu metrw dalej. Midzy nimi staa spiowa kad, dostatecznie dua, by pomieci
czowieka.
-

Patrzcie. - Pokaza kad rk.

Piper zmarszczya brwi.


-

To by byo za proste.

Oczywicie - zgodzi si Percy.

Ale nie mamy wyboru - powiedzia Jason. - Musimy ocali Nica.

No pewnie.

Percy ruszy przez sal, omijajc tamocigi i ruchome platformy.


Piekielne psy w klatkach z koami nie zwracay na nich uwagi. Byy zbyt pochonite
biegiem i dyszeniem; ich czerwone oczy pony jak reflektory. Zwierzta w innych
klatkach patrzyy na nich obojtnie, jakby chciay powiedzie: Mona by was pozabija,
ale szkoda energii".
Percy stara si uwaa na puapki, ale tutaj wszystko wygldao jak puapka.
Przypomnia sobie labirynt, w ktrym par lat temu co krok grozia mu mier. Bardzo
aowa, e nie ma tu Hazel z jej talentem poruszania si po podziemiach (i oczywicie ze
wzgldu na to, e jej brat by ju tak blisko).
Przeskoczyli przez kana i przebiegli, zgici wp, pod rzdem klatek z wilkami. Byli

ju w poowie drogi do spiowej kadzi, gdy nad ich gowami rozwaro si sklepienie.
Opada platforma. Sta na niej, jak aktor, z jedn rk w grze i uniesion dumnie gow,
olbrzym o purpurowych wosach - Efialtes.
Tak jak we nie Percyego, Wielki Ef by do niskim gigantem - mia ze trzy i p
metra wysokoci - ale stara si to nadrobi krzykliwym strojem. Ju nie mia na sobie
pancerza gladiatora, tylko koszul hawajsk, ktr nawet Dionizos uznaby za bezgucie.
By na niej jaskrawy wzr z umierajcych herosw, straszliwych tortur i lww
poerajcych niewolnikw w Koloseum. We wosy mia wplecione zote i srebrne
monety, przez plecy przewieszony trzymetrowy oszczep, niezbyt pasujcy do koszuli.
Mia te biae dinsy i skrzane sanday na... no, nie na stopach, ale na gowach wy.
We wysuway nerwowo jzyczki i wiy si, jakby nie byy zachwycone dwiganiem
ciaru ciaa giganta.
Efialtes umiechn si, jak gdyby ich widok bardzo, ale to bardzo go ucieszy.
-

Nareszcie! - rykn. - Taki jestem szczliwy! Szczerze mwic, nie sdziem, e

poradzicie sobie z nimfami, ale rad jestem, e si wam udao. Bdzie lepsza zabawa.
Zdylicie akurat na gwny numer naszego spektaklu!
Jason i Piper stanli po obu bokach Percy ego. To dodao mu otuchy. Stawia ju
czoo wikszym potworom, ale ten mia w sobie co, co przyprawiao o gsi skrk. W
jego oczach taczyo dziwne wiato.
-

Przyszlimy - powiedzia Percy i usysza, jak banalnie to zabrzmiao. - Wypu

naszego przyjaciela.
-

No pewnie! - rykn Efialtes. - Chocia myl, e jest ju troch

przeterminowany. Otisie, gdzie jeste?


W odlegoci rzutu kamieniem rozwara si posadzka i wysuna si platforma z
drugim gigantem.
-

No wreszcie! - krzykn jego brat ze zoliw satysfakcj. -Wreszcie nie ubrae

si tak jak ja! Jeste... - Nagle na jego twarzy odmalowao si przeraenie. - Cos ty na
siebie woy?!
Otis wyglda jak najwiksza na wiecie i najbardziej gburowata baletnica. Mia na
sobie obcisy bkitny trykot, ktry zdaniem Percy'ego naprawd powinien pozostawia
wicej miejsca dla wyobrani. Czubki jego olbrzymich balete kbyy odcite, eby we

mogy swobodnie wystawia gowy. Diamentowa tiara (Percy wspaniaomylnie uzna j


za krlewsk koron) osadzona bya na jego zielonych wosach, w ktre wplecione byy
petardy. Wyglda aonie i musiao mu by bardzo niewygodnie w tym stroju, ale
wykona ukon baletnicy - karkoomny, biorc pod uwag jego wowe stopy i wielki
oszczep na plecach.
-

Na bogw i tytanw! - rykn Efialtes. - Ju czas na nasz show\ Co ty sobie

mylisz?
-

Nie chciaem zakada stroju gladiatora - poskary si Otis. - I nadal uwaam, e

strj baletnicy bdzie idealnie pasowa, no wiesz, gdy ju si zacznie Armagedon. Spojrza na pbogw z nadziej, unoszc brwi. - Mam par dodatkowych kostiumw...
-

Nie! - warkn Efialtes i tym razem Percy si z nim zgodzi.

Olbrzym o purpurowych wosach zwrci si do Percyego.


Szczerzy zby w tak bolesnym grymasie, jakby porazi go prd.
-

Wybacz mojemu bratu - rzek. - Jako osobowo sceniczna jest do niczego,

kompletnie brak mu wyczucia stylu.


-

Rozumiem. - Percy powstrzyma si od komentarza na temat hawajskiej koszuli. -

Ale jeli chodzi o naszego przyjaciela...


-

A, o tego. - Efialtes zamia si kpico. - Mielimy pozwoli mu umrze na

scenie, ale straci warto rozrywkow. Przez wiele dni spa skulony w tej kadzi. Marny
widok. Otisie, przewr kad.
Otis poczapa do podium, zatrzymujc si co jaki czas, by wykona baletowy
pprzysiad. Przewrci kad, pokrywa odpada i ze rodka wypad Nico di Angelo. Na
widok jego miertelnie bladej twarzy i oglnego wychudzenia w Percym zamaro serce.
Trudno byo oceni, czy Nico jest ywy, czy martwy. Percy chcia do niego podbiec i to
sprawdzi, ale Efialtes zagradza mu drog.
-

Musimy si pospieszy - powiedzia Wielki Ef. - Mamy wszystko dokadnie

wyreyserowane. W hypogeum wszystko ju zrobione!


Percy by gotw przeci go mieczem na p i szybko si std wydosta, ale Otis sta
nad Nikiem. Gdyby doszo do walki, Nico nie byby w stanie si obroni. Trzeba mu da
troch czasu na odzyskanie przytomnoci.
Jason unis swj zoty gladius.

Nie wemiemy udziau w adnym spektaklu. I co to jest to hypo... i tak dalej?

Hypogeum! Przecie jeste rzymskim pbogiem, nie? Powiniene wiedzie! Och,

ale tak sobie myl, e jeli dobrze odwalimy nasz robot, tu, w podziemnej
maszynowni, nie bdziesz nawet wiedzia, e hypogeum istnieje.
-

Znam to sowo - odezwaa si Piper. - To pomieszczenie pod aren, z ca

maszyneri do efektw specjalnych.


Efialtes zaklaska entuzjastycznie.
-

Dokadnie! Jeste studentk teatrologii, dziewczyno?

Ee... mj ojciec jest aktorem.

Cudownie! - Efialtes zwrci si do swojego brata. - Otis, syszae?

Aktor - mrukn Otis. - Kady jest aktorem. Tylko nikt nie potrafi taczy.

Bd miy! - zruga go Efialtes. - W kadym razie, moja panienko, masz

absolutn racj, ale taka maszynownia pod aren cyrku to nic w porwnaniu z tym
hypogeum. Pewnie syszaa, e dawno temu cz gigantw uwiziono pod ziemi i to
oni od czasu do czasu wywouj trzsienia ziemi, kiedy prbuj si uwolni? No, a my
dwaj mielimy o wiele lepszy pomys! Od wielu tysicleci jestemy uwizieni tu, pod
Rzymem, ale przez ten czas zdylimy zbudowa wasne hypogeum. I teraz jestemy
gotowi pokaza najwspanialszy, najwikszy spektakl, jaki Rzym kiedykolwiek widzia. I
ostatni!
Lecy u stp Otisa Nico zadra. Percy poczu si tak, jakby w jego klatce piersiowej
ponownie ruszyo koo napdzane przez piekielne psy. A wic Nico yje! Teraz musz
tylko pokona gigantw, najlepiej nie niszczc przy tym Rzymu, i wydosta si std, by
odnale przyjaci.
-

A wic powiedzia z nadziej, e skupi na sobie uwag giganta - macie

wszystko dobrze wyreyserowane, tak?


-

Tak! Oczywicie wiem, e aby otrzyma nagrod, naley zachowa ciebie i

Annabeth przy yciu, o ile to moliwe. Ale szczerze mwic, ju po dziewczynie, wic
mam nadziej, e nie bdziesz zawiedziony, jeli zmienimy plany.
Percy poczu w ustach smak zatrutej wody z nimfeum.
-

Ju po dziewczynie? Chyba nie chcesz powiedzie, e...

e umara? Nie. Jeszcze nie. Ale nie martw si! Bo widzisz, mamy tu pod

kluczem innych twoich przyjaci.


Z ust Piper wyrwa si zdawiony okrzyk.
-

Leo? Hazel i Frank?

Tak, to oni - potwierdzi Efialtes. - No wic moemy ich zoy w ofierze.

Moemy pozwoli, by crka Ateny umara, co zadowoli Jej Wielkopasko. A was troje
moemy wykorzysta w naszym widowisku! Gaja bdzie troch zawiedziona, ale to
naprawd uczciwy kompromis. Wasza mier bdzie o wiele bardziej widowiskowa.
-

Chcesz widowiska? - warkn Jason. - Zaraz ci zorganizuj widowisko.

Piper zrobia kilka krokw do przodu. Udao si jej nawet sodko umiechn.
-

Mam lepszy pomys. A gdybycie tak pozwolili nam odej? To dopiero byby

numer. Niewiarygodnie nowatorski pomys sceniczny, no i pokazalibycie caemu


wiatu, jacy jestecie wspaniali.
Nico poruszy si. Otis spojrza na niego. Z jego wowych stp wystrzeliy jzyczki
w stron gowy Nica.
-

To nie wszystko! - dodaa szybko Piper. - Moglibymy ucieka tanecznym

krokiem. Prawdziwy numer baletowy!


Otis zapomnia o Nicu. Poczapa do brata i wycelowa w niego palec.
-

Widzisz? Wanie o tym ci mwiem! To by dopiero by numer!

Przez chwil Percy myla, e Piper si udao. Otis wpatrywa si w brata bagalnym
wzrokiem. Efialtes gadzi podbrdek, jakby rozwaa ten pomys.
W kocu potrzsn gow.
-

Nie... nie. Nie mog si na to zgodzi. Bo widzisz, dziewczyno, jestem anty-

Dionizosem. Musz dba o reputacj. Dionizos uwaa, e zna si na organizacji imprez?


Myli si! Jego hulanki to zabawy dla grzecznych dzieci w porwnaniu z tym, na co mnie
sta. Na przykad ten stary numer, jaki odwalilimy, pitrzc gry jedn na drug, eby
dosign Olimpu...
-

Mwiem ci, e to nie przejdzie - mrukn Otis.

A ten numer, kiedy mj brat owin si misem i przebieg przez tor przeszkd

smokw...
-

Przyrzekae, e Hefajstos-TV pokae to w porze najwikszej ogldalnoci -

przerwa mu Otis. -1 co? I nikt mnie nie zobaczy.

No, ale ten spektakl bdzie jeszcze lepszy - obieca Efialtes. Rzymianie zawsze

chcieli chleba i igrzysk, arcia i rozrywki! Gdy zniszczymy ich miasto, damy im jedno i
drugie. Prosz, oto prbka!
Co spado z sufitu i wyldowao u stp Percy'ego: bochenek chleba kanapkowego w
biaym plastikowym opakowaniu w czerwone i te kropki.
Percy podnis to.
-

Cudowny Chleb?

Wspaniay, nie? - Oczy Efialtesa zataczyy z podniecenia. -Moesz go

zatrzyma. Zamierzam rozda rzymianom miliony takich chlebkw, kiedy bd ich


unicestwia.
-

Cudowny Chleb jest dobry - przyzna Otis. - Ale rzymianie powinni zataczy,

eby go dosta.
Percy zerkn na Nica, ktry zacz si ju porusza. Dobrze by byo, eby odzyska
przytomno i chocia odpez na bok, nim rozpocznie si walka. No i trzeba wycign z
gigantw wicej informacji o Annabeth i o miejscu uwizienia pozostaych przyjaci.
-

Moe powinnicie cign tu naszych przyjaci - powiedzia. -No wiecie, takie

spektakularne mierci... im wicej, tym weselej, prawda?


-

Hmm. - Efialtes zacz si bawi guzikiem swojej hawajskiej koszuli. - Nie. Ju

za pno, eby zmienia choreografi. Ale nie martw si. To dopiero bdzie cyrk! Ach...
i to nie jaki nowoczesny cyrk, w ktrym wygupiaj si klowni. Nie znosz klownw.
-

Nikt nie znosi klownw - powiedzia Otis. - Nawet sami klowni ich nie cierpi.

Dokadnie zgodzi si jego brat. - Ale my mamy w planie o wiele lepsze

popisy. Wy troje zginiecie w mce, tam, na grze, gdzie bd to mogli oglda wszyscy
bogowie i miertelnicy. A to bdzie tylko uroczyste otwarcie widowiska! Za dawnych
czasw igrzyska cigny si caymi dniami lub nawet tygodniami. Nasze widowisko...
zniszczenie Rzymu... bdzie trwao cay miesic, pki Gaja si nie obudzi.
-

Zaraz - odezwa si Jason. - Miesic... i Gaja si obudzi?

Efialtes machn rk.


-

Tak, tak. Gdzie okoo pierwszego sierpnia to najlepsza data na zniszczenie

ludzkoci. Niewane! Matka Ziemia, w swojej nieskoczonej mdroci, zgodzia si, by


najpierw zniszczy Rzym, powoli i widowiskowo. I to nam pasuje!

Wic... - Percy nie mg uwierzy, e rozmawia o kocu wiata z bochenkiem

Cudownego Chleba w rku. - Wic wasz show to tylko rozgrzewka dla Gai?
Efialtes spochmurnia.
-

To nie jest adna rozgrzewka, pbogu! Wypucimy na ulice dzikie zwierzta i

potwory. Nasza sekcja efektw specjalnych wywoa poary i trzsienia ziemi. Z ziemi
bd nagle wyrasta wulkany, pootwieraj si leje! Bd szale duchy!
-

Ten numer z duchami nie zadziaa - powiedzia Otis. - Nasze grupy dyskusyjne

twierdz, e nie podniesie wskanika ogldalnoci.


-

Niedowiarki! Z takim hypogeum wszystko zadziaa!

Efialtes podszed do wielkiego stou przykrytego pacht. cign j, ujawniajc ca


kolekcj dwigni, klawiszy i pokrte, prawie tak skomplikowan jak panel kontrolny
Leona na Argo II".
-

Ten klawisz? Wyrzuca tuzin rozwcieczonych wilkw na Forum. A ten

wypuszcza automatycznych gladiatorw na turystw przy Fontannie di Trevi. Ten


sprawi, e Tyber wystpi z brzegw, tak ebymy mogli odtworzy bitw morsk na
Piazza Navona! Percy Jacksonie, ty, jako syn Posejdona, powiniene to doceni!
-

No... ale wci uwaam, e wypuszczenie nas jest lepszym pomysem.

On ma racj - sprbowaa ponownie Piper. - Bo inaczej nie unikniemy

konfrontacji. Bdziemy walczy. Wasze plany legn w gruzach. Ostatnio pokonalimy


mnstwo potworw. Nie cierpi, gdy sprawy wymykaj si spod kontroli.
Efialtes pokiwa gow w zadumie.
-

Masz racj.

Piper zamrugaa.
-Tak?
-

Nie moemy pozwoli, by sprawy wymkny si spod kontroli. Wszystko musi

dziaa jak w zegarku. Ale nie martw si. Opracowaem choreografi waszej mierci.
Bdziecie zachwyceni.
Nico zacz si odczogiwa, jczc gono. Percy wolaby, eby Nico porusza si
szybciej, a jcza ciszej. Zastanawia si, czy nie cisn w niego Cudownym Chlebem.
Jason przerzuci miecz do drugiej rki.
-

A jeli nie zgodzimy si wystpi w waszym widowisku?

No c, nie moecie nas zabi. - Efialtes rozemia si, jakby sama myl o tym

bya bardzo zabawna. - Nie pomagaj wam adni bogowie, a tylko pod takim warunkiem
moglibycie mie nadziej na zwycistwo. Wic naprawd o wiele rozsdniej byoby
umrze w mkach. Przykro mi, ale przedstawienie musi trwa!
Percy zrozumia, e ten gigant jest gorszy nawet od boga morza Forkisa. Waciwie
to nie by anty-Dionizosem. By oszalaym Dionizosem na sterydach. To prawda,
Dionizos by bogiem hulanek i wymykajcych si spod kontroli imprez. Ale Efialtesa
bawiy tylko krwawe zamieszki i totalne zniszczenie.
Spojrza na przyjaci.
-

Ta jego koszula zaczyna mnie wnerwia.

Czas na walk? - Piper chwycia za rg obfitoci.

Nie cierpi Cudownego Chleba - powiedzia Jason.

I wszyscy troje natarli na gigantw.

XLVI
PERCY
I natychmiast wszystko poszo nie tak. Giganci zniknli w bliniaczych oboczkach
dymu, by pojawi si o wiele dalej, kady w innym miejscu. Percy pobieg ku
Efialtesowi, ale pod jego stopami rozwary si szczeliny i po obu stronach wystrzeliy
metalowe ciany, oddzielajc go od przyjaci.
Te ciany zaczy si do niego przyblia jak szczki olbrzymiego imada.
Podskoczy i uchwyci si dna klatki z hydr. Spostrzeg Piper przeskakujc nad
ognistymi dziurami jak podczas gry w klasy. Zmierzaa w stron oszoomionego i
bezbronnego Nica, ku ktremu biega ju para lampartw.
Tymczasem Jason zaatakowa Otisa, ktry cign oszczep z plecw i westchn
ciko, jakby wola raczej zataczy parti solow z Jeziora abdziego, ni zabi jeszcze
jednego pboga.
Percy dostrzeg to wszystko w uamku sekundy, ale nie by w stanie im pomc. Hydra
rzucia si na jego rce, kapic zbami. Zakoysa si i spad, ldujc w zagajniku drzew
z pomalowanej sklejki, ktry wyskoczy znikd. Drzewa zmieniay pozycje, Percy gdy
prbowa midzy nimi przebiec, wic musia ci Orkanem cay lasek.
Wspaniale! - krzykn Efialtes. Sta przy panelu kontrolnym, niecae dwadziecia
metrw na lewo od Percyego. - Moemy to uzna za prb kostiumow. Mam teraz
wypuci hydr na Schody Hiszpaskie?
Pocign za jak dwigni i Percy zerkn przez rami. Klatka, z ktrej przed
chwil zwisa, unosia si ku zapadni w suficie. Za trzy sekundy zniknie. Jeli teraz
zaatakuje giganta, hydra zacznie sia spustoszenie w miecie.
Zakl i rzuci Orkanem jak bumerangiem. Miecz'to wprawdzie nie bro miotana, ale
niebiaski spi przeci acuchy, na ktrych wisiaa klatka. Zachybotaa si, drzwiczki
si otworzyy i potwr wyskoczy, ldujc tu przed Percym.
-

Och, ale obuz z ciebie, Jackson! - zawoa Efialtes. - wietnie. Walcz z ni tutaj,

jeli musisz, ale twoja mier nie bdzie ju tak widowiskowa bez oklaskujcych tumw.
Percy zrobi krok ku potworowi - i zda sobie spraw, e nie ma w rku broni. Troch
le to zaplanowa.
Przetoczy si na bok, kiedy wszystkich osiem gw hydry ziono jadem,

zamieniajc posadzk, na ktrej przed chwil sta, w dymicy krater stopionego


kamienia. Naprawd nienawidzi hydr. Moe i dobrze si stao, e utraci miecz, bo w
pierwszym odruchu zaczby cina te gowy, a na ich miejscu natychmiast wyrastayby
nowe.
Ostatnim razem przed atakujc hydr ocali go pewien okrt wojenny: salwa ze
spiowych armat roztrzaskaa hydr na kawaki. Taki manewr raczej nie mg mu teraz
pomc... A moe jednak?
Hydra rzucia si na niego. Da nurka za klatk z wielkim koem i przebieg
wzrokiem sal, szukajc tych pude, ktre widzia we nie. Pamita, e miay co
wsplnego z wyrzutniami rakiet.
Na podium Piper staa nad Nikiem, bronic go przed lampartami. Wycelowaa
kornukopi i strzelia nad ich gowami porcj duszonego misa i jarzyn. Musiao dobrze
pachnie, bo lamparty pobiegy za nim.
Po prawej stronie, jakie trzydzieci metrw od Piper, Jason walczy z Otisem: miecz
przeciw oszczepowi. Otis zgubi swoj diamentow tiar i troch go to rozzocio.
Pewnie przebiby ju Jasona kilka razy, gdyby si nie upar za kadym razem robi
piruet, co go spowalniao.
Tymczasem Efialtes rycza ze miechu, wciskajc klawisze na panelu kontrolnym,
przyspieszajc bieg tamocigw i otwierajc rne klatki ze zwierztami.
Hydra ruszya do ataku, okrajc klatk z koem. Percy skoczy za kolumn, chwyci
plastikowy worek peny Cudownego Chleba i cisn nim w potwora. Hydra pluna
jadem, co byo jej bdem. Worek i plastikowe opakowania rozpyny si w powietrzu.
Cudowny Chleb wchon jad jak piana z ganicy i obryzga hydr, pokrywajc j kleist,
dymic, wysokokaloryczn i trujc mazi.
Kiedy potwr zatoczy si, potrzsajc gowami i mrugajc lepiami, by pozby si z
nich Cudownego Jadu, Percy rozejrza si rozpaczliwie po sali. Nie dostrzeg nigdzie
skrzy z wyrzutniami rakiet, ale pod cian staa jaka dziwna konstrukcja podobna do
sztalugi malarskiej ze sterczcymi z niej wyrzutniami pociskw. Byy tam bazuka,
granatnik, olbrzymia wieca rzymska i kilkanacie innych gronie wygldajcych broni.
Na szczycie sztalugi wymalowano sowa: MIEGO ZNISZCZENIA, RZYMIE!
Percy pobieg ku sztaludze. Hydra zasyczaa i rzucia si za nim.

-Ju wiem! - zawoa radonie Efialtes. - Zaczniemy od eksplozji na Via Labicana!


Nie moemy pozwoli, by nasza widownia czekaa tak dugo!
Percy wcisn si za sztalug i zwrci j w stron Efialtesa. Nie mia talentu Leona
do maszyn, ale wiedzia, jak wycelowa bro.
Hydra potoczya si ku niemu, zasaniajc mu giganta. Percy mia nadziej, e to
urzdzenie dysponuje dostateczn si ognia, by rozwali dwa cele naraz. Pocign za
dwigni. Ani drgna.
Osiem gw hydry zawiso nad nim, gotowych zamieni go w kau szlamu. Jeszcze
raz pocign za dwigni. Tym razem sztaluga zadygotaa, a pociski zaczy sycze.
-

Kry si! - wrzasn Percy, majc nadziej, e przyjaciele zrozumiej, o co mu

chodzi.
Uskoczy w bok, gdy sztaluga daa ognia. Hukno, jakby wyleciaa w powietrze
fabryka prochu strzelniczego. Hydra zamienia si w obok pyu. Niestety, odrzut
przewrci sztalug na bok i pociski poszyboway po caej sali. Kawa sufitu roztrzaska
jedn z klatek z koami. Wicej klatek pozrywao si z acuchw i wypady z nich dwie
zebry i stado hien. Granat eksplodowa nad gow Efialtesa, ale tylko zwali go z ng.
Panel kontrolny wyglda na nienaruszony.
Wok Piper i Nica spaday worki z piaskiem. Piper staraa si odcign chopca na
bok, ale jeden z workw trafi j w rami i przewrci.
-

Piper! - krzykn Jason.

Popdzi ku niej, cakowicie zapominajc o Otisie, ktry wycelowa oszczepem w


jego plecy.
-

Uwaaj! - wrzasn Percy.

Jason mia szybki refleks. Kiedy Otis cisn oszczepem, przetoczy si w bok i ostrze
przeleciao tu nad nim. Strzepn rk, wzywajc podmuch wiatru. Oszczep nagle
skrci, przemkn przez sal i wbi si Efialtesowi w bok w momencie, w ktrym ten ju
si podnosi.
-

Otis! - rykn Efialtes, zataczajc si i ciskajc oszczep tkwicy mu w boku, gdy

ju zacz si rozpada w py. - Moe by przesta mnie zabija!


-

To nie moja wina! - krzykn Otis.

Zaledwie to wypowiedzia, sztaluga strzelia ostatni kul rzymskich fajerwerkw.

Ognista rowa kula (oczywicie musiaa by rowa) uderzya w sufit nad Otisem i
wybucha, wzniecajc wspania fontann wiate. Kolorowe iskierki zataczyy w
piruetach wok giganta. A potem trzymetrowy kawa sufitu run w d, miadc go na
placek.
Jason podbieg do Piper. Krzykna, gdy dotkn jej ramienia. Byo nienaturalnie
wygite.
-

W porzdku. Nic mi nie jest - mrukna.

Obok niej siedzia Nico, rozgldajc si wokoo ze zdumieniem, jakby dopiero teraz
zda sobie spraw, e omina go bitwa.
Niestety, nie by to koniec gigantw. Efialtes ju si odradza: jego gowa i ramiona
wynurzay si z gry pyu. Wycign z niej rce i ypn spode ba na Percy'ego.
W drugim kocu sali poruszy si stos gruzu i wychyn z niego Otis. Gow mia
troch wklnit. Wszystkie petardy w jego wosach wybuchy i dredy mu dymiy.
Kostium baletnicy by w strzpach, co okazao si chyba jedynym sposobem, by
wyglda na nim jeszcze mniej atrakcyjnie.
-

Percy! - krzykn Jason. - Sterownia!

Percy otrzsn si. Znowu znalaz w kieszeni Orkana, doby go i rzuci si ku


panelowi kontrolnemu. Chlasn mieczem poziomo po wierzchu, odcinajc przeczniki
w deszczu spiowych iskier.
-

Nie! - jkn Efialtes. - Zniszczye mi cay spektakl!

Percy odwrci si zbyt wolno. Efialtes zamachn si oszczepem jak wdk i drasn
mu ostrzem pier. Percy upad na kolana, czujc piekcy bl.
Jason podbieg do niego, ale Otis ju si za nim toczy. Percy'emu udao si podnie
i teraz sta rami w rami z Jasonem. Piper nadal leaa na podium, Nico by na wp
przytomny.
Giganci odzyskiwali siy. Trudno to byo powiedzie o Percym.
Efialtes umiechn si pobaliwie.
-

I co, troszk si zmczye, Percy Jacksonie? Jak powiedziaem, nie moecie nas

zabi, wic chyba jestemy w impasie. Och, zaraz... nie, to nie impas! Przecie my
moemy was zabi!
-

To pierwsze sensowne sowa, jakie dzisiaj wypowiedziae, braciszku - burkn

Otis, podnoszc oszczep.


Giganci wycelowali oszczepy w Percyego i Jasona, gotowi zamieni ich w szaszyki
z pbogw.
-

Nie poddamy si - warkn Jason. - Posiekamy was na kawaki, jak Jupiter zrobi

z Saturnem.
-

Zgadza si - powiedzia Percy. - Obaj ju jestecie trupami. I guzik mnie

obchodzi, czy mamy po swojej stronie jakiego boga, czy nie.


-

A szkoda - powiedzia jaki nowy gos.

Na prawo od nich z sufitu opucia si jeszcze jedna platforma. Opierajc si niedbale


na lasce zakoczonej sosnow szyszk, sta na niej mczyzna w fioletowej obozowej
koszulce, w sandaach i biaych skarpetkach. Unis swj kapelusz z szerokim rondem, a
w jego oczach rozbysy purpurowe ogniki.
-

Nie znisbym myli, e odbyem t specjaln wycieczk na prno.

XLVII
PERCY
Percy nigdy nie uwaa Pana D. za kogo, kto wnosi spokj w otoczenie, ale nagle
wszystko ucicho. Maszyny zatrzymay si. Dzikie zwierzta przestay warcze.
Podeszy dwa lamparty - wci oblizujc si po gulaszu Piper - i otary si przymilnie
gowami o nogi boga. Pan D. podrapa je po uszach.
-

Doprawdy, Efialtesie - zakpi - zabijanie pbogw to jedna sprawa, ale eby

wykorzystywa w swoim spektaklu lamparty? To ju chyba przesada.


Gigant pisn cicho.
-To... to niemoliwe. D-Dio...
-

Aktualnie Bachus, drogi przyjacielu. I, oczywicie, to jest moliwe. Kto mi

powiedzia, e tu jest jaka impreza.


Wyglda podobnie jak w Kansas, ale Percy wci nie mg si nadziwi rnicom
midzy Bachusem a swoim nie-do-koca-przyjacielem Panem D.
Bachus by twardszy i szczuplejszy, z mniejszym brzuchem. Mia dusze wosy i
bardziej sprysty krok, a w oczach wicej zoci. Nawet ta szyszka na kocu jego laski
budzia groz.
Oszczep Efialtesa lekko zadra.
-

Wy... wy, bogowie, jestecie skazani na zagad! Id precz, w imi Gai!

Hmm - mrukn lekcewaco Bachus.

Zacz chodzi po sali, pord potrzaskanych rusztowa, platform i efektw


specjalnych.
-

Tandeta. - Machn rk w stron drewnianego gladiatora, po czym zwrci si ku

machinie, ktra wygldaa jak wielki waek do ciasta nabity noami. - Tanie. Nudne. A
to... - Obejrza urzdzenie do wystrzeliwania rnych pociskw, ktre wci dymio. Tandeta, taniocha i nudziarstwo. Doprawdy, Efialtesie, brak ci wyczucia stylu.
-

STYLU?! - Gigant zaczerwieni si. - Mnie brak wyczucia stylu? Mam go

nieograniczone zapasy! Ja... ja wyznaczam styl! Ja... ja...


-

Mj brat ocieka stylem - odezwa si Otis.

Dzikuj ci! - krzykn Efialtes.

Bachus ruszy ku nim; obaj giganci cofnli si gwatownie.

Czybycie obaj zmaleli? - zapyta bg.

Och, kiepski dowcip - warkn Efialtes. - Jestem do wysoki, by ci zniszczy,

Bachusie! Wy, bogowie, zawsze kryjecie si za plecami miertelnych herosw,


powierzajc losy Olimpu w rce takich jak ci tutaj.
Spojrza z szyderczym umiechem na Percyego.
Jason unis miecz.
-

To co, Panie Bachusie, zabijemy tych olbrzymw?

No c, mam tak nadziej - odrzek Bachus. - Prosz, zaczynajcie.

Percy wytrzeszczy na niego oczy.


-

Przecie chyba jeste tu, eby nam pomc!

Bachus wzruszy ramionami.


-

Och, doceniam t ofiar zoon mi na morzu. Cay okrt peen dietetycznej coli.

Bardzo miy gest, chocia wolabym dietetyczn pepsi.


-

1 sze milionw w zocie i klejnotach - mrukn Percy.

Zgoda, ale w wypadku przyj dla co najmniej piciu pbogw napiwki s

wliczone w cen, wic to nie byo konieczne.


-

Co?

Niewane - rzek Bachus. W kadym razie zwrcilicie na siebie moj uwag.

Jestem tutaj. Teraz musz zobaczy, czy wy jestecie warci mojej pomocy. Do boju. Jeli
zrobicie dobre wraenie, wezm udzia w wielkim finale.
-

Jednego przebilimy oszczepem - powiedzia Percy. - Drugiego zmiadylimy

sufitem. Co wedug ciebie robi wraenie?


-

Ach, dobre pytanie. - Bachus zastuka swoim tyrsem, a potem umiechn si w

sposb, ktry Percyego troch przerazi. -Moe potrzebujecie troch inspiracji? Ta scena
jest do kitu. I ty to nazywasz spektaklem, Efialtesie? Zaraz ci poka, jak to si robi.
Rozpyn si w obok purpurowej mgy. Piper i Nico znikli.
-

Pipes! - krzykn Jason. - Bachusie, gdzie...

Caa posadzka zadygotaa i zacza si podnosi. W sklepieniu pojawio si


kilkanacie otworw, przez ktre wpado wiato soca. Powietrze zadrgao jak mira, a
Percy usysza nad sob ryk tumu.
Hypogeum przebio si przez las podniszczonych kamiennych kolumn, zamieniajc

si w aren kolistego cyrku.


Serce Percy'ego wykonao salto. To nie by jaki cyrk. To byo Koloseum.
Zbudowane przez gigantw machiny do tworzenia efektw specjalnych pooyy deski na
zrujnowanych belkach, tak e arena odzyskaa waciw podog. Trybuny zaczy si
same naprawia, a zalniy biel. Olbrzymi, czerwono-zoty baldachim zawis nad ich
gowami, ocieniajc je przed popoudniowym socem. Lo cesarsk udrapoway
jedwabne tkaniny, a po bokach wyrosy proporce i zote ory. Ryk aplauzu pochodzi z
garde tysicy rozmigotanych fioletowych duchw, larw Rzymu, cignitych tu na
powtrk wielkich igrzysk.
W pododze otworzyy si dysze, ktre obsypay aren piaskiem. Wyskoczyy
olbrzymie dekoracje - wielkie jak garae gipsowe pagry, kamienne kolumny i (nie
wiadomo po co) plastikowe zwierzta naturalnych rozmiarw. Z jednej strony pojawio
si mae jeziorko. Przez podog areny przebiegy zygzaki roww, na wypadek gdyby
kto zechcia si zabawi w wojn okopow. Percy i Jason stali rami w rami porodku
areny, majc przed sob dwch gigantw.
To jest dopiero widowisko! - zagrzmia gos Bachusa.
Zasiad w loy cesarskiej, wystrojony w purpurow szat i zloty
wieniec laurowy. Po jego lewej stronie siedzieli Nico i Piper, ktrej rami opatrywaa
nimfa w stroju pielgniarki. Po prawej stronie kuli si satyr, podajc Bachusowi czipsy i
winogrona. Bg wznis puszk dietetycznej pepsi, a tum ucich z szacunkiem.
Percy spojrza na niego ze zoci.
I co, masz zamiar tam siedzie?
-

Pbg dobrze mwi! - rykn Efialtes. - Walcz sam, tchrzu! No... bez

pbogw.
Bachus umiechn si leniwie.
-

Junona twierdzi, e zgromadzia dzieln druyn herosw. Pokacie, co

potraficie. Zabawcie mnie. Dajcie mi powd, bym zrobi co wicej. Bogowie maj
swoje przywileje.
Otworzy puszk pepsi, a tum rykn aplauzem.

XLVIII
PERCY
Percy stoczy ju wiele bojw. Walczy nawet na paru arenach, ale tym razem byo
zupenie inaczej. W tym olbrzymim Koloseum, z tysicami wrzeszczcych
entuzjastycznie duchw, z bogiem Bachusem patrzcym na niego z gry i z dwoma
prawie czterometrowymi olbrzymami stojcymi nad nim, czu si may i niepozorny jak
mucha. Czu te wzbierajc wcieko.
Walka z gigantami to jedno. Kiedy Bachus zamienia j w cyrkowe popisy, to
zupenie inna sprawa.
Przypomnia sobie sowa Luk'a Castellana, wypowiedziane lata temu, kiedy Percy
powrci ze swojej pierwszej misji: Nie zdae sobie sprawy, jak bez sensu jest to
wszystko? Cae to bohaterstwo -jestemy pionkami bogw".
By teraz niemal w tym samym wieku co wwczas Luke. Zrozumia, dlaczego Luke
sta si taki zgorzkniay. W cigu ostatnich piciu lat Percy zbyt czsto bywa pionkiem.
Wygldao na to, e mieszkacy Olimpu po kolei wykorzystywali go do swoich planw.
Moe bogowie byli lepsi od tytanw albo gigantw czy Gai, ale to nie czynio ich
jeszcze dobrymi i mdrymi. Nie zachcao Percyego do tej idiotycznej walki na arenie.
Niestety, nie mia wyboru. Jeli ma ocali przyjaci, musi pokona tych gigantw.
Musi przey i odnale Annabeth.
Efialtes i Otis uatwili mu t decyzj. Zaatakowali. Unieli gipsowy pagr, wielki jak
jego mieszkanie w Nowym Jorku, i cisnli nim w pbogw.
Percy i Jason uskoczyli, dajc nurka do najbliszego okopu. Pagr roztrzaska si nad
nimi, obsypujc ich odamkami gipsu. Nie byo to grone, ale okropnie pieko.
Z trybun day si sysze gwizdy i woanie o krew.
-

Walczy! Walczy!

Bra znw Otisa?! - zawoa Jason, przekrzykujc wrzaw. -A moe teraz ty go

chcesz?
Percy stara si zebra myli. Podzia wrogw by naturaln spraw - trzeba pokona
gigantw w walce jeden na jednego - ale ostatnio niezbyt dobrze im to wychodzio.
Zawitao mu w gowie, e tym razem powinni obra inn taktyk.
Od pocztku wyprawy Percy czu si odpowiedzialny za przyjaci i by pewny, e

Jason czuje to samo. Dziaali w maych grupkach, sdzc, e tak bdzie bezpieczniej.
Walczyli pojedynczo, kady pbg robi to, co potrafi najlepiej. Ale Hera nie bez
powodu stworzya druyn. Par razy kiedy Percy dziaa wsplnie z Jasonem wzywajc burz w Forcie Sumter, pomagajc Argo II" pokona Supy Herkulesa, nawet
napeniajc nimfeum - czu si pewniej, atwiej mu byo rozwizywa problemy, jakby
przez cae ycie by cyklopem i nagle si obudzi, majc dwoje oczu.
-

Zaatakujemy razem - powiedzia. - Najpierw Otisa, bo jest sabszy. Wykoczymy

go i zajmiemy si Efialtesem. Uderzymy razem spiem i zotem, moe nie bd si tak


szybko odradza.
Jason umiechn si krzywo, jakby zrozumia, e ma umrze w do aosny sposb.
-

Dlaczego nie? - zgodzi si. - Ale Efialtes nie bdzie sta bezczynnie, czekajc, a

zabijemy jego brata. Chyba e...


-

Mamy dzi dobry wiatr, a pod aren biegnie rurocig.

Jason natychmiast zrozumia, o co mu chodzi. Rozemia si, a Percy poczu


przeskakujc midzy nimi iskr przyjani. Facet o wielu sprawach myli podobnie jak
on.
-

Na trzy? - zapyta Jason.

A po co czeka?

Wyskoczyli z okopu. Jak mona byo si spodziewa, bliniacy unieli drugi gipsowy
pagr i czekali na nich, trzymajc go nad gowami. Percy sprawi, e pod ich stopami
pka rura wodna, wstrzsajc podog. Jason skierowa gwatowny podmuch wiatru
prosto w pier Efialtesa. Purpurowowosy olbrzym run do tyu, a Otis puci pagr,
ktry spad na jego brata. Wystaway spod niego tylko wowe stopy, obracajce szybko
gowami, jakby si dziwiy, co si stao z reszt ciaa.
Tum rykn z zachwytu, ale Percy podejrzewa, e Efialtes jest tylko oguszony. W
najlepszym razie zyskali kilka sekund.
-

Hej, Otisie! - krzykn. - Dziadek do orzechw gryzie!

Aghhhhh!

Otis chwyci oszczep i cisn nim, ale by zbyt rozwcieczony, by dobrze wycelowa.
Jason odbi go mieczem nad gow Percy ego. Oszczep wpad do jeziorka.
Pbogowie wycofali si w stron wody, wykrzykujc obelgi na temat baletu, co nie

byo zbyt atwe, bo Percy nie bardzo si na nim zna.


Otis potoczy si ku nim bez broni, zanim uwiadomi sobie, e: a) nie ma broni, b)
walka w wodzie z synem Posejdona to nie najlepszy pomys.
Zbyt pno usiowa si zatrzyma. Pbogowie uskoczyli przed nim w rne strony,
a Jason wezwa wiatr, wykorzystujc impet giganta, by wepchn go do wody. Kiedy
Otis z trudem si podnosi, Percy i Jason zaatakowali go razem. Wskoczyli na niego i
cili mieczami w gow.
Biedny gigant nie zdy ju nawet zrobi piruetu. Rozpad si w obok pyu i rozla
na powierzchni jeziorka jak wielka plama mleczno-owocowego napoju.
Percy wzbudzi w jeziorku wodny wir. Esencja Otisa prbowaa si przyoblec w
nowe ciao, ale kiedy jego gowa wynurzya si z wody, Jason wezwa grom, ktrego
uderzenie ponownie zamienio olbrzyma w py.
Jak dotd nowa taktyka skutkowaa, ale nie mogli powstrzymywa Otisa bezustannie.
Percy ju by wyczerpany walk pod ziemi. Wntrznoci wci go bolay od ciosu
oszczepem. Czu, e siy go opuszczaj, a przecie musieli jeszcze pokona drugiego
giganta.
Jakby na zawoanie eksplodowa za nimi gipsowy pagr. Efialtes powsta, ryczc z
wciekoci.
Percy i Jason stali rami w rami, gdy ruszy ku nim z oszczepem w doni.
Najwidoczniej miadce uderzenie gipsowej gry tylko go rozjuszyo. W oczach
taczyy mu mordercze byski. Popoudniowe soce poyskiwao na monetach
wplecionych w dredy. Rozzociy si nawet jego wowe stopy, obnaajc ky i syczc.
Jason wezwa nowy grom, ale Efialtes odbi go oszczepem i stopi plastikow krow
naturalnej wielkoci.
Percy nadal wzburza wod w jeziorku, starajc si utrzyma w nim Otisa, ale gdy
Efialtes by ju o par metrw od nich, musia si skupi na drugim przeciwniku.
Obaj stawili czoo gigantowi. Miotali si wok niego, dgajc i tnc w rozbyskach
zota i spiu, ale Efialtes odbija kady cios.
- Nie ustpi! rykn. - Udao wam si zniszczy mj spektakl, ale Gaja zniszczy
wasz wiat!
Percy zrobi wypad, przecinajc oszczep giganta na p. Efialtes nawet si nie

speszy. Zamachn si nisko tpym kocem oszczepu i zwali Percy'ego z ng. Percy
upad na praw rk i wypuci miecz z doni.
Jason prbowa wykorzysta t sytuacj. Podskoczy bliej i dgn olbrzyma w
pier, ale ten zdoa w ostatniej chwili odparowa cios. Smagnity kocem oszczepu od
garda po brzuch, z rozdart koszulk, Jason zachwia si i spojrza na cienk krwaw
lini biegnc po jego piersi w d. Efialtes kopn go, odrzucajc na plecy.
Z cesarskiej loy da si sysze krzyk Piper, ale wnet uton w ryku tumu. Bachus
umiecha si lekko, grzebic w torbie z czipsami.
Efialtes stan nad Percym i Jasonem; obie powki jego oszczepu zawisy nad ich
gowami. Percy'emu zdrtwiao cae rami. Gladius Jasona smyrgn przez aren. Ich
plan zawid.
Percy spojrza na Bachusa, zastanawiajc si, jak ostatni obelg obrzuci
bezczynnego boga, kiedy zobaczy jaki ciemny ksztat nad Koloseum - opadajcy
szybko wielki czarny owal.
Wyaniajcy si z jeziorka Otis chcia ostrzec brata, ale z jego jeszcze nie do koca
uformowanej twarzy wydoby si tylko okrzyk:
-

Uch-um-muuuu!

Nie martw si, bracie! - odkrzykn Efialtes, nie spuszczajc wzroku z pbogw.

- Zaraz troch pocierpi!


Argo II" zwrci si w powietrzu lew burt do areny i z bali-sty buchn zielony
ogie.
-

Na twoim miejscu - powiedzia Percy - spojrzabym za siebie.

Obaj odtoczyli si byskawicznie, gdy Efialtes odwrci si i rykn z


niedowierzaniem.
Percy wpad do okopu w tym samym momencie, w ktrym wybuch wstrzsn
Koloseum.
Kiedy z niego wylaz, Argo II" ju by gotw do ldowania. Jason wyglda zza
plastikowego konia. Efialtes lea zwglony, jczc cicho, a piasek wok niego stopi si
na szko od aru greckiego ognia. Otis miota si w jeziorku, prbujc si odrodzi, ale
od ramion w d wyglda jak kaua przypalonej owsianki.
Percy powlk si do Jasona i klepn go po ramieniu. Widownia duchw nagrodzia

ich owacj na stojco, podczas gdy Argo II" osiad na arenie. Leo sta przy sterze, Hazel
i Frank szczerzyli zby u jego bokw. Trener Hedge taczy wok platformy z balist z
uniesion pici i wrzeszcza:
-

Wanie o to mi chodzio!

Percy zwrci si do loy cesarskiej.


-

No i co?! - krzykn do Bachusa. - Zabawilimy ci, ty may, cuchncy winem...

Daruj sobie. - Nagle bg znalaz si na arenie tu obok niego. Strzepn okruszki

czipsw ze swojej purpurowej szaty. - Uznaem was za godnych partnerw w tej walce.
-

Partnerw? - warkn Jason. - Nie kiwne palcem!

Bachus podszed na skraj jeziorka. Woda natychmiast wyscha,


pozostawiajc na dnie gr papki z gow Otisa na szczycie. Bg zszed na dno i
ogarn spojrzeniem widowni. Wznis swj tyrs.
Tum rykn, rozlegy si gwizdy, wszyscy wskazywali kciukami w d. Percy nigdy
nie wiedzia, czy ten gest oznacza ycie", czy mier". Rnie mwiono.
Bachus wybra bardziej widowiskow opcj. Zdzieli gow Otisa swoj lask z
szyszk, a wielka kupa otisowsianki rozpada si kompletnie.
Tum oszala. Bachus wyszed z jeziorka i dostojnym krokiem podszed do Efialtesa,
ktry wci lea rozcignity na szklistym piasku, przypalony i dymicy.
Bachus ponownie wznis tyrs.
-

ZRB TO! - rykn tum.

NIE RB TEGO! - jkn Efialtes.

Bachus stukn go lask w nos i gigant rozsypa si w popi.


Duchy wiwatoway i rzucay widmowe konfetti, gdy Bachus obchodzi aren z
uniesionymi triumfalnie ramionami, napawajc si oddawan mu czci. Umiechn si
do pbogw.
-

To, moi przyjaciele, jest prawdziwe widowisko! I, oczywicie, co jednak

zrobiem. Zabiem dwch gigantw!


Kiedy przyjaciele Percyego zeszli z pokadu, tum duchw zamigota i znik. Piper i
Nico opucili lo cesarsk, gdy magiczna odnowa Koloseum zacza si zamienia w
mg. Podoga areny przetrwaa, ale po chwili cay rzymski cyrk wyglda tak, jakby od
tysicleci nie ogldano na nim dobrej walki z gigantami.

No c - powiedzia Bachus - byo zabawnie. Macie moje pozwolenie na

kontynuowanie waszej podry.


-

Twoje pozwolenie} warkn Percy.

Tak. - Bachus unis brew. - Chocia twoja podr moe si okaza troch

trudniejsza, ni si spodziewasz, synu Neptuna.


-

Posejdona - poprawi go automatycznie Percy. - Co masz na myli, mwic o

mojej podry?
-

Moecie sprbowa na parkingu za Paacem Emanuela - rzek bg. - To najlepsze

miejsce, by przebi si do rodka. A teraz egnajcie, moi przyjaciele. I... och, ycz
powodzenia w tej innej drobnej sprawie.
Bachus zamieni si w obok mgy, lekko pachncy sokiem z winogron. Jason
pobieg, by spotka si z Piper i Nikiem.
Trener Hedge przykusowa do Percyego, a Hazel, Frank i Leo za nim.
-

To by Dionizos? - zapyta Hedge. - Uwielbiam tego faceta!

yjecie! - zawoa Percy. - Giganci powiedzieli, e trafilicie do niewoli. Co si

stao?
Leo wzruszy ramionami.
-

Och, to tylko jeszcze jeden wspaniay pomys Leona Valdeza. Nie uwierzysz, co

mona zdziaa, majc kul Archimedesa,


dziewczyn, ktra wywszy wszystko w podziemiach, i asiczk.
-

To ja byem asiczk burkn Frank.

Przede wszystkim - mwi Leo - uruchomiem hydrauliczn turbin tym

ustrojstwem Archimedesa, ktre, nawiasem mwic, bdzie niesamowite, kiedy je


zainstaluj na okrcie. Hazel wyniuchaa najprostsz drog, eby przebi si na
powierzchni. Wydrylimy tunel na tyle szeroki, by przecisna si przez niego
asiczka, a Frank wylaz na gr z prostym nadajnikiem, ktry zoyem na poczekaniu.
A potem wystarczyo tylko wama si do ulubionych kanaw satelitarnych Hedgea i
powiedzie mu, eby przytarga okrt i nas uwolni. Gdy to zrobi, to was byo ju atwo
odnale dziki tej unie boskiego wiata nad Koloseum.
Percy zrozumia tylko dziesi procent z opowieci Leona, ale uzna, e to mu
wystarczy, bo drczy go inny problem.

Gdzie jest Annabeth?

Leo skrzywi si.


-

No tak, ona... chyba wci jest w tarapatach. Moe jest ranna, moe ma zaman

nog... w kadym razie co takiego pokazaa nam Gaja. Ocalenie jej to nasz nastpny
przystanek.
Dwie sekundy wczeniej Percy by bliski omdlenia. Teraz nowy strumie adrenaliny
przebieg mu przez yy. Chcia dusi Leona i da odpowiedzi, dlaczego Argo II" nie
ruszy najpierw na pomoc Annabeth, ale pomyla, e wygldaoby to na niewdziczno.
-

Powiedz mi o tej wizji. Opowiedz mi wszystko.

Podoga zadygotaa. Deski zaczy zanika, piasek sypa si przez dziury do


hypogeum pod spodem.
-

Porozmawiamy na pokadzie powiedziaa Hazel. - Lepiej si std wynomy,

pki moemy.
Odlecieli z Koloseum i poszybowali na poudnie nad dachami Rzymu.
Ruch uliczny wok Piazza del Colosseo zamar. Zgromadzi si tam tum
miertelnikw, prawdopodobnie zaintrygowanych dziwnymi wiatami i odgosami
dochodzcymi z ruin. Percy nie dostrzeg adnych ladw wiadczcych o powodzeniu
spektakularnych planw gigantw. Miasto wygldao tak samo jak wczeniej. I
najwyraniej nikt nie zwraca uwagi na wielk greck trirem wznoszc si w niebo.
Pbogowie zebrali si wok sterowni. Jason bandaowa zwichnite rami Piper, a
Hazel siedziaa na rufie, karmic Nica ambrozj. Syn Hadesa ledwo mg unie gow.
Mia tak saby gos, e musiaa si nachyli, by go usysze.
Frank i Leo opowiedzieli, co si stao w komnacie z kulami Archimedesa i o wizji,
ktr ukazaa im Gaja w spiowym zwierciadle. Wszyscy szybko uznali, e aby odnale
Annabeth, musz posuy si zagadkow wskazwk Bachusa: Paac Emanuela, cho
nie mieli pojcia, gdzie i co to jest. Frank pochyli si nad klawiatur komputera
pokadowego, a Leo pstryka zawzicie przecznikami na panelu sterowania, mruczc
pod nosem: Paac Emanuela. Paac Emanuela". Trener Hedge stara si pomc, walczc
z rozoonym do gry nogami planem Rzymu.
Percy uklk przy Jasonie i Piper.
-

Co z ramieniem?

Piper umiechna si.


-

Wyleczy si. Obaj dzielnie si spisalicie.

Jason trci Percy'ego okciem.


-

Nieza z nas druynka, co?

Lepiej nam poszo ni wtedy na polu kukurydzianym w Kansas - zgodzi si

Percy.
-

Jest! krzykn Leo, wskazujc na monitor. - Frank, jeste niesamowity! Ju

ustalam kurs.
Frank zwiesi ramiona.
-

Ja tylko odczytaem nazw na ekranie. Jaki chiski turysta zaznaczy j na planie

w Googlach.
Leo wyszczerzy zby.
-

On czyta po chisku.

Troszk - przyzna Frank.

To musi by ekstra, nie?

Chopcy - przerwaa im Hazel - nie chc wam psu sesji wzajemnej adoracji, ale

powinnicie tego posucha.


Pomoga Nicowi wsta. Zawsze by blady, ale teraz jego skra miaa barw mleka w
proszku. Jego ciemne, zapadnite oczy przypominay Percy'emu zdjcia uwolnionych
jecw wojennych - waciwie Nico si do nich zalicza.
-

Dziki - wychrypia, obrzucajc ich wystraszonym spojrzeniem. -Ju straciem

nadziej.
Jeszcze tydzie temu Percy'emu chodziy po gowie najrniejsze zjadliwe uwagi,
ktrymi zamierza obrzuci Nica, kiedy znw si spotkaj. Teraz syn Hadesa wyglda
tak aonie, e Percy nie by w stanie wzbudzi w sobie dawnej zoci.
-

Od dawna wiedziae o dwch obozach - powiedzia. - Powiniene by ze mn

szczery pierwszego dnia, kiedy przybyem do Obozu Jupiter, a nie bye.


Nico opar si ciko o sterowni.
-

Percy, wybacz mi. Odkryem Obz Jupiter w zeszym roku. Zaprowadzi mnie

tam mj ojciec, chocia wtedy nie wiedziaem dlaczego. Mwi, e bogowie przed
wiekami rozdzielili oba obozy i e nie mog tego zdradzi nikomu. Jeszcze nie czas. Ale

doda, e ja koniecznie musz to wiedzie... - Urwa, zginajc si wp w ataku kaszlu.


Hazel podtrzymaa go za ramiona, dopki znowu si nie wyprostowa.
- Ja... ja mylaem, e ojcu chodzi o Hazel - cign Nico. -ebym znalaz jej jakie
bezpieczne miejsce. Ale teraz... myl, e powiedzia mi o dwch obozach, ebym
zrozumia, jak wana jest wasza misja, ebym odszuka Wrota mierci.
Powietrze przesycio si elektrycznoci - dosownie, bo z Jasona zaczy si sypa
iskry.
- 1 odnalaze te wrota? - zapyta Percy.
Nico kiwn gow.
-

Byem gupi. Mylaem, e mog sobie wdrowa po Podziemiu, gdzie zechc,

ale wpadem prosto w zastawion przez Gaj puapk bez wyjcia. Rwnie dobrze
mgbym prbowa wydosta si z czarnej dziury.
-

Yyy... - Frank przygryz wargi. - O jakiej czarnej dziurze mwisz?

Nico zacz wyjania, ale urwa, jakby to, co chcia powiedzie, byo zbyt
przeraajce. Zwrci si do Hazel.
Pooya' mu rk na ramieniu.
-

Nico powiedzia mi, e Wrota mierci maj dwie strony, jedn w wiecie

miertelnikw, drug w Podziemiu. Ta miertelna strona jest w Grecji. Jest pilnie


strzeona przez sugi Gai. Wanie tamtdy przenieli Nica z powrotem do grnego
wiata, a potem przetransportowali do Rzymu.
Piper musiaa si zdenerwowa, bo jej kornukopia wyplua cheeseburgera.
-

Gdzie dokadnie s te wrota w Grecji?

Nico westchn gono.


-

W Domu Hadesa. To podziemna witynia w Epirze. Mog pokaza to miejsce na

mapie, ale... ale ta miertelna strona portalu to nie problem. W Podziemiu Wrota mierci
s w... w...
Zimny dreszcz przebieg Percy'emu po plecach.
Czarna dziura. Niedostpna cz Podziemia, do ktrej nawet Nico di Angelo nie
mia wstpu. Dlaczego wczeniej o tym nie pomyla? Przecie by na samym skraju tego
miejsca. Wci widywa je w koszmarnych snach.
-

W Tartarze - powiedzia. - W najgbszej czci Podziemia.

Nico pokiwa gow.


-

Percy, wcignli mnie do tej dziury. To, co tam zobaczyem...

Hazel zacisna usta.


-

aden ze miertelnikw jeszcze nigdy nie by w-Tartarze -wyjania. - A w

kadym razie nikt nigdy nie wyszed stamtd ywy. To najpilniej strzeone wizienie
Hadesa, w ktrym trzyma tytanw i innych nieprzyjaci bogw. Wanie tam trafiaj
wszystkie potwory, kiedy umr tu, na ziemi. To... no... nikt nie wie, jak tam waciwie
jest.
Spojrzaa na brata. Nie musiaa koczy myli: Nikt oprcz Nica.
Hazel wrczya mu jego czarny miecz.
Nico wspar si na nim jak na lasce.
-

Teraz rozumiem, dlaczego Hades nie mg zamkn tych wrt. Nawet bogowie

nie wchodz do Tartaru. Nawet bg mierci, sam Tanatos, nie zblia si do tego miejsca.
Leo spojrza na nich zza koa sterowego.
-

No wic niech zgadn. Musimy tam wej.

Nico potrzsn gow.


-

To niemoliwe. Jestem synem Hadesa, a ledwo ocalaem. Sugi Gai natychmiast

mnie pochwyciy. S tam tak potni... e aden pbg nie ma z nimi szans. Ja prawie
oszalaem.
Jego oczy wyglday jak potrzaskane szklane soczewki. Percy zastanawia si, czy
co w nim nie zostao potrzaskane na zawsze.
-

Wic poeglujmy do Epiru - powiedzia Percy. - Zamknijmy wrota z tej strony.

Chciabym, eby to byo takie atwe - odrzek Nico. - Wrota musz by

kontrolowane z obu stron, eby je zamkn. To co w rodzaju podwjnego zamka.


Moe... tylko moe... was siedmioro razem mogoby pokona siy Gai po miertelnej
stronie, w Domu Hadesa, ale pki nie bdziecie mie jakiej druyny walczcej
jednoczenie po stronie Tartaru, druyny na tyle silnej, by pokona legion potworw na
ich terytorium...
-

Musi by jaki sposb - powiedzia Jason.

Nikt si nie zgosi z adnym wspaniaym pomysem.


Percy pomyla, e opada mu odek. Potem uwiadomi sobie, e to cay okrt

opada ku wielkiej budowli podobnej do paacu.


Annabeth. To, co powiedzia Nico, byo tak straszne, e Percy na chwil zapomnia,
e jego dziewczyna wci jest w niebezpieczestwie. Poczu okropne wyrzuty sumienia.
-

Pniej bdziemy si zastanawia, jak ten problem rozwiza - powiedzia. - Czy

to jest Paac Emanuela?


Leo kiwn gow.
-

Bachus mwi co o parkingu? No, to jest parking. Co teraz?

Percy przypomnia sobie swj sen o ciemnej komorze, jadowity gos potwora
nazywanego Jej Wielkopaskoci. Przypomnia sobie, jaka Annabeth bya wstrznita,
kiedy wrcia z Fortu Sumter po spotkaniu z pajkami. Zacz podejrzewa, co moe by
pod t wityni... Matka wszystkich pajkw. Jeli mia racj i Annabeth jest tam
uwiziona, sam na sam z tym potworem, ze zaman nog, od wielu godzin... Ju
przestao si liczy, czy miaa to by jej samotna misja, czy nie.
-

Musimy j stamtd wycign - powiedzia.

No tak - zgodzi si Leo. Ale...

Wyglda, jakby chcia powiedzie: Ale jeli przybywamy za pno?"


Mdrze zrobi, zmieniajc temat.
-

Parking pod nami.

Percy spojrza na trenera Hedge'a.


-

Bachus mwi co o przebiciu si do rodka. Trenerze, masz jeszcze amunicj do

tych balist?
Satyr wyszczerzy zby jak dziki kozio.
-

Ju mylaem, e o to nie zapytasz.

XLIX
ANNABETH
Annabeth przekroczya granic przeraenia.
Zostaa zaatakowana przez szowinistyczne duchy. Zamaa nog w kostce. Uciekaa
nad przepaci przed armi pajkw. Teraz, zwijajc si z blu, z nog unieruchomion
dwiema deseczkami i owinit bbelkow foli, ze sztyletem jako jedyn broni, staa
przed Arachne - potworn pajczyc, ktra chciaa j zabi i utrwali to wydarzenie na
pamitkowym gobelinie.
W cigu paru ostatnich godzin Annabeth dygotaa, pocia si, kaa, pojkiwaa i
przekna tyle ez, e jej ciao po prostu przestao si ju ba, a umys zoy mniej
wicej takie owiadczenie: No dobra, wybacz. Ju bardziej nie mog by przeraony".
Wic zacza myle.
Arachne schodzia ze szczytu pokrytego pajczyn posgu. Laza powoli od jednej
nitki do drugiej, posykujc radonie, a jej czworo oczu poyskiwao w ciemnoci. Albo
si nie spieszya, albo bya powolna z natury.
Annabeth miaa nadziej, e pajczyca jest powolna z natury.
Oczywicie nie miao to wikszego znaczenia. Nie bya w stanie uciec, nie miaa te
szans w walce z tym potworem. Arachne waya pewnie ponad sto kilogramw. Jej
kolczaste nogi byy stworzone do chwytania i zabijania ofiar. Prcz tego prawdopodobnie
dysponowaa jak inn straszliw broni - paraliujcym jadem albo byskawicznie
miotan pajczyn, jak jaki staroytny grecki Spider-Man.
Nie. Walka nie wchodzia w rachub.
Trzeba ruszy gow, co wymyli. Jaki podstp.
W dawnych mitach Arachne wpada w tarapaty z powodu swojej pychy.
Przechwalaa si, e jej tkaniny s lepsze od tkanin Ateny, co doprowadzio do
pierwszego na Olimpie reality show pod hasem: Jak one tkaj. Arachne przegraa w
wielkim stylu.
Annabeth wiedziaa co nieco o pysze. To by i jej saby punkt. Czsto musiaa sobie
przypomina, e nie wszystko moe zrobi sama. Nie zawsze bya najlepsz osob do
wykonania kadego zadania. Czasami miaa klapki na oczach i zapominaa o potrzebach
innych ludzi, nawet Percy ego. I atwo si zagalopowywaa, mwic o swoich ulubionych

projektach.
Ale czy mogaby wykorzysta t sabo w walce z pajkiem? Moe zyskaaby troch
na czasie... tylko co by jej to dao? Przyjaciele i tak by si tu nie dostali, nawet gdyby
wiedzieli, gdzie jest. Odsiecz si nie pojawi. Ale i tak zyskiwanie czasu jest lepsze od
rychej mierci.
Staraa si zachowa spokojn min, co nie jest takie atwe, kiedy si ma zaman
kostk. Pokutykaa do najbliszego gobelinu - panoramy staroytnego Rzymu.
-

Cudowne - powiedziaa. - Opowiedz mi o tej tkaninie.

Wargi Arachne zaokrgliy si wok potnych szczk.


-

A po co ci to? Zaraz umrzesz.

No niby tak, ale sposb, w jaki uchwycia wiato, jest zdumiewajcy. Uya

prawdziwej zotej przdzy, tkajc te promienie soca?


Oczywicie nie miao to wikszego znaczenia. Nie bya w stanie uciec, nie miaa te
szans w walce z tym potworem. Arachne waya pewnie ponad sto kilogramw. Jej
kolczaste nogi byy stworzone do chwytania i zabijania ofiar. Prcz tego prawdopodobnie
dysponowaa jak inn straszliw broni - paraliujcym jadem albo byskawicznie
miotan pajczyn, jak jaki staroytny grecki Spider-Man.
Nie. Walka nie wchodzia w rachub.
Trzeba ruszy gow, co wymyli. Jaki podstp.
W dawnych mitach Arachne wpada w tarapaty z powodu swojej pychy.
Przechwalaa si, e jej tkaniny s lepsze od tkanin Ateny, co doprowadzio do
pierwszego na Olimpie reality show pod hasem: Jak one tkaj. Arachne przegraa w
wielkim stylu.
Annabeth wiedziaa co nieco o pysze. To by i jej saby punkt. Czsto musiaa sobie
przypomina, e nie wszystko moe zrobi sama. Nie zawsze bya najlepsz osob do
wykonania kadego zadania. Czasami miaa klapki na oczach i zapominaa o potrzebach
innych ludzi, nawet Percy'ego. I atwo si zagalopowywaa, mwic o swoich ulubionych
projektach.
Ale czy mogaby wykorzysta t sabo w walce z pajkiem? Moe zyskaaby troch
na czasie... tylko co by jej to dao? Przyjaciele i tak by si tu nie dostali, nawet gdyby
wiedzieli, gdzie jest. Odsiecz si nie pojawi. Ale i tak zyskiwanie czasu jest lepsze od

rychej mierci.
Staraa si zachowa spokojn min, co nie jest takie atwe, kiedy si ma zaman
kostk. Pokutykaa do najbliszego gobelinu - panoramy staroytnego Rzymu.
-

Cudowne - powiedziaa. Opowiedz mi o tej tkaninie.

Wargi Arachne zaokrgliy si wok potnych szczk.


-

A po co ci to? Zaraz umrzesz.

No niby tak, ale sposb, w jaki uchwycia wiato, jest zdumiewajcy. Uya

prawdziwej zotej przdzy, tkajc te promienie soca?


Tkanina bya naprawd olniewajca. Annabeth nie musiaa udawa, e jest pod
wraeniem.
Arachne pozwolia sobie na peen samozadowolenia umiech.
-

Nie, dziecinko. Nie zotej. Zmieszaam kolory, wykorzystujc kontrast midzy

jaskraw ci a ciemniejszymi barwami. To daje efekt trjwymiarowoci.


-

Cudowne.

Umys Annabeth jednoczenie pracowa na dwch poziomach: nad


podtrzymywaniem rozmowy i gorczkowym poszukiwaniem moliwoci ocalenia. Nic
nie przychodzio jej do gowy. Arachne zostaa pokonana tylko raz - przez sam Aten.
Wymagao to jednak boskiej magii i nieprawdopodobnego talentu do tkactwa.
-

Wic... widziaa t scen na wasne oczy?

Arachne zasyczaa, a z jej ust wytoczya si niezbyt przyjemna piana.


-

Prbujesz opni swoj mier. Nic z tego.

Nie, nie. Tak tylko sobie myl... to wielka szkoda, e tych tkanin nie-mog

zobaczy wszyscy. Powinny wisie w jakim muzeum albo...


-

Albo co?

Zupenie zwariowany, ale w peni uformowany pomys wyskoczy z mzgu Annabeth


jak jej matka z gowy Zeusa.
-

Nic. - Westchna z alem. - To tylko taka gupia myl. Szkoda.

Arachne speza w d po posgu i usadowia si na szczycie tarczy bogini. Nawet z


tej odlegoci Annabeth czua jej odr, jakby cay sklep garmaeryjny peen pasztecikw
pozostawiono zamknity na miesic.
-

No co? - nalegaa pajczyca. - Co to za gupia myl?

Annabeth z trudem zmusia si do pozostania na miejscu. Co tam zamana noga, w tej


chwili kady jej nerw pulsowa strachem i nakazywa ucieczk przed tym olbrzymim
wiszcym nad ni pajkiem.
-

Och... chodzi tylko o to, e poproszono mnie, ebym zmienia wystrj Olimpu.

No wiesz, po wojnie tytanw. Ukoczyam wikszo prac, ale potrzeba jeszcze sporo
dobrych dzie do ozdoby poszczeglnych pomieszcze. Na przykad sala tronowa...
Pomylaam, e twoje prace idealnie by tam pasoway. Olimpijczycy przekonaliby si
wreszcie, jaka jeste utalentowana. Ale to tylko taka gupia myl...
Wochaty odwok Arachne zadrga. Jej czworo oczu rozbyso, jakby za kadym
czaia si inna myl, a pajczyca prbowaa je sple w jedn spjn sie.
-

Zmieniasz wystrj Olimpu - powiedziaa powoli. - Moje prace... w sali tronowej.

No, rwnie w innych miejscach. W gwnym pawilonie mogoby zawisn kilka

z nich. O, ta, z greckim krajobrazem... dziewi muz byoby ni zachwyconych. I jestem


pewna, e inni bogowie te biliby si o twoje prace. Kady chciaby mie twoje gobeliny
w swoim paacu. Pewnie prcz Ateny aden z bogw jeszcze nie widzia twoich dzie?
Arachne kapna szczkami.
-

aden. Moje gobeliny ukazuj bogw w raczej niepochlebny sposb. Twojej

matce to si nie podobao.


-

To chyba przejaw hipokryzji - powiedziaa Annabeth - bo przecie bogowie

wci si z siebie nawzajem namiewaj. Myl, e sztuczka polegaaby na tym, eby


napuci jednego boga na drugiego. Aresowi, na przykad, bardzo by si spodoba
gobelin wymiewajcy moj matk. Zawsze ywi do niej uraz.
Arachne przechylia si pod nienaturalnym ktem.
-

Dziaaaby przeciw wasnej matce?

-Ja tylko mwi, jaki jest Ares. A Zeus byby zachwycony czym, co omiesza
Posejdona. Och, jestem pewna, e gdyby Olimpijczycy zobaczyli twoje prace, zdaliby
sobie spraw, jaka jeste niesamowita, a ja musiaabym poredniczy w ostrej licytacji. A
jeli chodzi o dziaanie przeciw matce, to czemu nie? Wysaa mnie tu na pewn mier,
prawda? Kiedy si po raz ostatni spotkaymy w Nowym Jorku, po prostu si mnie
wyrzeka.
Opowiedziaa Arachne o tym spotkaniu. Podzielia si z ni swoj gorycz i

smutkiem, co musiao zabrzmie bardzo szczerze. Pajczyca wysuchaa tego uwanie.


-

Atena ju ma tak natur - zasyczaa. - Odrzucia wasn crk. Nigdy by nie

pozwolia, by moje tkaniny zawisy w paacach bogw. Zawsze bya o mnie zazdrosna.
-

Ale wyobra sobie, e w kocu moesz si na niej zemci.

Zabi ciebie!

Moe. - Annabeth podrapaa si po gowie. - Albo... pozwoli mi by swoim

agentem. Mogabym zanie twoje dziea na Olimp. Mogabym zorganizowa pokaz tych
gobelinw dla innych bogw. Kiedy moja matka by si o tym dowiedziaa, byoby ju za
pno. Olimpijczycy w kocu przekonaliby si na wasne oczy, e twoje prace s lepsze.
-

A wic przyznajesz to?! - krzykna Arachne. - Crka Ateny przyznaje, e jestem

lepsza! Och, jak mio to sysze.


-

1 wynikoby z tego duo dobra. Jeli teraz umr, bdziesz nadal ya tutaj w

ciemnoci. Gaja zniszczy bogw i ju nigdy nie przekonaj si, e jeste lepsz tkaczk.
Pajczyca zasyczaa.
Annabeth baa si, e nagle pojawi si jej matka i przeklnie j, zsyajc jakie
okropne schorzenie. Kade dziecko Ateny miao wbijane do gowy od najmodszych lat:
mama jest najlepsza we wszystkim i nie wolno nigdy, przenigdy, sugerowa, e jest
inaczej.
Ale nic takiego si nie wydarzyo. Moe Atena rozumiaa, e Annabeth mwi to
wszystko tylko po to, by ocali ycie. A moe bya w tak podym stanie, rozdarta midzy
swoimi dwiema osobowociami, greck i rzymsk, e w ogle jej to nie obchodzio.
-

To nic nie da - burkna Arachne. - Nie mog na to pozwoli.

No c...

Annabeth poruszya si, przenoszc ciar ciaa na zdrow nog. Gdy nagle w
posadzce pojawia si nowa szczelina, cofna si niezdarnie.
-

Uwaaj! - warkna Arachne. - W cigu tylu wiekw fundamenty tej wityni

cakowicie zmurszay!
Serce Annabeth na chwil przestao bi.
-

Zmurszay?

Nie masz pojcia, ile nienawici kipi pod nami. Mciwe myli tylu potworw,

ktre prboway dotrze do Ateny Partenos i zniszczy posg. Tylko moje pajczyny

podtrzymuj jeszcze t sal, dziewczyno! Jeden faszywy ruch i spadniesz do samego


Tartaru, a wierz mi, to nie Wrota mierci, to by bya podr w jedn stron i bardzo
twarde ldowanie. Nie pozwol ci umrze, zanim nie opowiesz mi o swoim planie.
Annabeth miaa w ustach smak rdzy. Spadniesz do samego Tartaru"? Prbowaa si
skupi, ale nie byo to atwe, gdy wci syszaa trzaski pkajcej posadzki i rumor
spadajcego w otcha gruzu.
-

Susznie, plan. E... jak ju powiedziaam, bardzo bym chciaa zabra twoje

gobeliny na Olimp i wszdzie je pozawiesza. Mogaby utrze Atenie nosa swoim


mistrzowskim rzemiosem. Na ca wieczno. Ale mogabym to zrobi tylko w taki
sposb, e... Nie. To za trudne. Rwnie dobrze mogaby od razu mnie zabi.
-

Nie! - krzykna Arachne. To nie do przyjcia. Rozwaanie tego nie sprawia

mi ju adnej przyjemnoci. Moje prace musz zawisn na Olimpie! Co mam zrobi?


Annabeth potrzsna gow.
-

Wybacz mi, nie powinnam bya tego mwi. Po prostu mnie zabij albo zepchnij

do Tartaru.
-

Odmawiam!

Nie bd mieszna. Zabij mnie.

Nie rozkazuj mi! Powiedz mi, co mam zrobi! Albo... albo...

No c...

Annabeth poruszya si, przenoszc ciar ciaa na zdrow nog. Gdy nagle w
posadzce pojawia si nowa szczelina, cofna si niezdarnie.
-

Uwaaj! - warkna Arachne. - W cigu tylu wiekw fundamenty tej wityni

cakowicie zmurszay!
Serce Annabeth na chwil przestao bi.
-

Zmurszay?

Nie masz pojcia, ile nienawici kipi pod nami. Mciwe myli tylu potworw,

ktre prboway dotrze do Ateny Partenos i zniszczy posg. Tylko moje pajczyny
podtrzymuj jeszcze t sal, dziewczyno! Jeden faszywy ruch i spadniesz do samego
Tar-taru, a wierz mi, to nie Wrota mierci, to by bya podr w jedn stron i bardzo
twarde ldowanie. Nie pozwol ci umrze, zanim nie opowiesz mi o swoim planie.
Annabeth miaa w ustach smak rdzy. Spadniesz do samego Tar-taru"? Prbowaa si

skupi, ale nie byo to atwe, gdy wci syszaa trzaski pkajcej posadzki i rumor
spadajcego w otcha gruzu.
-

Susznie, plan. E... jak ju powiedziaam, bardzo bym chciaa zabra twoje

gobeliny na Olimp i wszdzie je pozawiesza. Mogaby utrze Atenie nosa swoim


mistrzowskim rzemiosem. Na ca wieczno. Ale mogabym to zrobi tylko w taki
sposb, e... Nie. To za trudne. Rwnie dobrze mogaby od razu mnie zabi.
-

Nie! - krzykna Arachne. - To nie do przyjcia. Rozwaanie tego nie sprawia mi

ju adnej przyjemnoci. Moje prace musz zawisn na Olimpie! Co mam zrobi?


Annabeth potrzsna gow.
-

Wybacz mi, nie powinnam bya tego mwi. Po prostu mnie zabij albo zepchnij

do Tartaru.
-

Odmawiam!

Nie bd mieszna. Zabij mnie.

Nie rozkazuj mi! Powiedz mi, co mam zrobi! Albo... albo...

Albo mnie zabijesz?

Tak! Nie! - Pajczyca przycisna przednie nogi do gowy. -Musz pokaza moje

dziea na Olimpie.
Annabeth staraa si ukry podniecenie. Jej plan mgby si powie... ale wci
musiaa przekona Arachne, by zrobia co niemoliwego. Przypomniaa sobie pewn
dobr rad, ktrej jej udzieli Frank Zhang: Nie komplikuj".
-

Moe mogabym co utka - powiedziaa.

Ja jestem w tym najlepsza! Jestem pajkiem!

No tak, ale eby pokaza twoje prace na Olimpie, trzeba bdzie przej przez

rutynowe eliminacje. Musiaabym przedstawi sam pomys, opracowa konkretne


propozycje, pokaza twoje portfolio. Hmm... masz jakie swoje zdjcia?
-

Zdjcia?

Byszczce, czarno-biae... Ach, to nieistotne. Eliminacje s najwaniejsze. Te

gobeliny s wspaniae, ale bogowie musz zobaczy co naprawd wyjtkowego, co, co


ukae twj talent z najlepszej strony.
Arachne warkna.
-

Sugerujesz, e to nie s moje najlepsze prace? Chcesz ze mn konkurowa?

Och, nie! - Annabeth rozemiaa si. - Ja z tob? Skde! Jeste o wiele za dobra.

Chodzi raczej o to, eby wspzawodniczya z sam sob, eby udowodnia, e


naprawd masz to, czego potrzeba, aby pokaza twoje prace na Olimpie.
-

No pewnie, e mam!

Ja te tak uwaam. Ale te eliminacje... no wiesz, to niezbdna formalno.

Obawiam si, e bdzie bardzo trudno. Jeste pewna, e nie wolisz mnie po prostu zabi?
-

Przesta o tym mwi! - zaskrzeczaa Arachne. - Co mam zrobi?

Poka ci.

Annabeth zdja plecak. Wyja laptop Dedala i otworzya go. W mroku zalnio logo
- znak delty.
-

Co to jest? zapytaa Arachne. - Jakie krosno?

Mona tak powiedzie. Tka si na nim pomysy. Pokazuje wzr dziea, ktre

masz stworzy.
Palce jej dray, gdy przebiegaa nimi po klawiaturze. Arachne zniya si, eby
widzie ekran nad jej ramionami. Annabeth nie moga si pozby myli, e te ostre jak
igy zby mog w kadej chwili z atwoci wbi si w jej kark.
Otworzya program trjwymiarowej wizualizacji. By tam wci jej ostatni wzr klucz do jej planu, zainspirowany przez najmniej spodziewan muz: Franka Zhanga.
Wykonaa par szybkich oblicze. Powikszya model, a potem pokazaa Arachne, co
trzeba zrobi - nici sple w pasma, a z nich utka dugi cylinder.
Twarz pajczycy rozjania zota powiata z ekranu.
-

Mam to utka? Przecie to atwizna! Co tak maego i prostego!

Rzeczywiste rozmiary bd o wiele wiksze - ostrzega j Annabeth. - Widzisz te

podziaki? To musi by na tyle due, eby zrobi odpowiednie wraenie na bogach.


Moe si wydawa proste, ale ta struktura ma niewiarygodne waciwoci. Twoja
pajczyna bdzie idealnym tworzywem, jest taka mikka i elastyczna, a jednoczenie
mocna jak stal.
-

Rozumiem... - Arachne zmarszczya czoo. - Ale to przecie nie jest gobelin.

Wanie dlatego bdzie takim wyzwaniem. To co, do czego nie przywyka.

Czego takiego... takiej rzeby abstrakcyjnej... oczekuj bogowie. Staaby przy wejciu
do sali tronowej, eby mg j zobaczy kady, kto do niej wchodzi. Zdobyaby wieczn

saw!
W gardle Arachne narodzi si cichy, buczcy warkot. Annabeth przerazia si, e
pajczyca jednak odrzuci jej propozycj. Oblaa si zimnym potem.
-

To by wymagao bardzo duej iloci pajczyny - powiedziaa Arachne. - Wicej,

ni zdoaabym wysnu przez rok.


Annabeth miaa tak nadziej. Wanie tak skalkulowaa mas i rozmiary.
-

Moesz wykorzysta pajczyn z posgu.

Arachne skrzywia si, ale Annabeth lekcewaco machna rk w stron Ateny


Partenos.
-

Co jest waniejsze: oplatanie pajczyn tego starego posgu czy udowodnienie,

e jeste najlepsz tkaczk? Oczywicie musiaaby by bardzo ostrona i pozostawi


do pajczyny, by nie dopuci do zawalenia si sali. Ale skoro uwaasz, e to jest zbyt
trudne...
-

Tego nie powiedziaam!

W porzdku. Chodzi tylko o to... Atena powiedziaa, e utkanie czego takiego

jest po prostu niemoliwe, e adna tkaczka, nawet ona sama, nie potrafiaby tego zrobi.
Wic jeli uwaasz, e...
-

Atena tak powiedziaa?

No tak.

To mieszne! Ja potrafi to zrobi!

Wspaniale! Ale musisz zacz zaraz, zanim Olimpijczycy wybior jakiego

innego artyst do stworzenia tej instalacji.


Arachne warkna.
-

Jeli to jaki podstp, dziewczyno...

Przecie jestem twoj zakadniczk - przypomniaa jej Annabeth. - Nie mog std

wyj. I myl, e kiedy skoczysz t rzeb, przyznasz, e to najwspanialsze dzieo,


jakie kiedykolwiek stworzya. Jeli nie, moesz mnie zabi.
Arachne zawahaa si. Jej kolczaste nogi byy tak blisko, e mogaby nimi przebi
Annabeth jednym szybkim ruchem.
sobie!

Dobrze - powiedziaa w kocu. - Jeszcze jedno, ostatnie wyzwanie. Ja przeciw

Wspia si po swojej pajczynie oplatajcej Aten Partenos i zacza j pru.


Annabeth stracia poczucie czasu.
Czua, e zjedzona wczeniej ambrozja zaczyna uzdrawia jej nog, ale bl nie mija,
promieniujc przez krgosup a do karku. Po cianach pomykay mae pajki, jakby
czekay na rozkazy swojej pani. Tysice ich mrowiy si za gobelinami, sprawiajc, e
utkane na nich sceny poruszay si jak na wietrze.
Usiada na kruszcej si posadzce, starajc si oszczdza siy. Kiedy Arachne nie
patrzya, prbowaa zapa zasig na laptopie Dedala, by skontaktowa si z
przyjacimi, ale oczywicie nic z tego nie wyszo. Moga tylko ze zdumieniem i
przeraeniem obserwowa Arachne, ktrej osiem ng poruszao si z hipnotyzujc
prdkoci, powoli prujc pajczyn oplatajc posg.
W swojej zotej szacie, ze wietlist twarz z koci soniowej, Atena Partenos
wygldaa jeszcze bardziej przeraajco ni Arachne. Spogldaa gronie w d, jakby
chciaa powiedzie: Przyniecie mi jakie smaczne przekski, bo jeli nie..." Annabeth
wyobrazia sobie, e jest staroytn Greczynk, ktra wchodzi do Partenonu i widzi t
potn bogini, z jej tarcz, wczni, pytonem, trzymajc w doni Nike, uskrzydlon
bogini zwycistwa. Na ten widok kady miertelnik zadraby ze strachu pod swoim
chitonem.
Co wicej, posg promieniowa moc. Wraz ze stopniowym odsanianiem bogini
ogrzewao si powietrze. Jej skra zajaniaa yciem. W caej sali mniejsze pajki
wyranie si zaniepokoiy i zaczy si chowa po ktach.
Annabeth podejrzewaa, e sie Arachne w jaki sposb stumia magiczn moc
posgu. Teraz gdy si z niej uwalniaa, Atena Partenos wypenia komnat magiczn
energi. Przez cae stulecia miertelnicy wznosili do niej mody i spalali przed ni ofiary.
Ta podziemna komnata bya przesycona moc bogini.
Arachne jakby tego nie zauwaaa. Wci mruczaa do siebie, mierzc metry
jedwabnej nici i rachujc liczb splotw niezbdnych do utkania wielkiego cylindra. Przy
kadym jej zawahaniu Annabeth wykrzykiwaa do niej sowa zachty i przypominaa, jak
wspaniale bd wyglda jej tkaniny na Olimpie.
Posg tak si rozgrza i rozjani, e Annabeth moga dostrzec wicej szczegw tej

wityni - rzymsk kamieniark, prawdopodobnie kiedy poyskujc biel, poczerniae


koci dawnych ofiar Arachne uwizione w splotach pajczyny, grube sznury jedwabistej
sieci czce podog z sufitem. Spostrzega, jak kruche s pytki posadzki pod jej
stopami. Pokrywaa je gruba warstwa pajczyny, jak siatka utrzymujca razem
potrzaskane zwierciado. Za kadym razem gdy Atena Partenos poruszya si lekko,
pojawiao si i poszerzao coraz wicej szczelin. Gdzieniegdzie ziay ju dziury wielkie
jak pokrywy studzienek kanalizacyjnych. Annabeth prawie aowaa, e zrobio si tak
jasno. Nawet jeli jej plan si powiedzie, nawet jeli pokona Arachne, wci nie miaa
pojcia, jak wyj z tej komnaty.
- Tyle nici - mrukna Arachne. - Mogabym utka dwadziecia gobelinw...
-

Nie przerywaj! zawoaa Annabeth. - Wspaniale sobie radzisz!

Pajczyca nadal prua swoj sie. Czas wlk si niemiosiernie, a wreszcie u stp
posgu nagromadzia si gra byszczcych nici. ciany sali nadal pokryway pajczyny.
Nienaruszone byy grube sznury spinajce j i powstrzymujce od zawalenia. Ale Atena
Partenos bya ju wolna.
Bagam, przebud si" - modlia si Annabeth do posgu. -Matko, pom mi".
Nic si nie wydarzyo, tylko szczeliny zaczy szybciej rozwiera si w posadzce.
Wedug Arachne zoliwe myli potworw skruszyy w cigu wiekw fundamenty
wityni. Gdyby tak rzeczywicie byo, teraz gdy Atena Partenos zostaa ju uwolniona,
uwizione w Tartarze potwory mogyby si ni bardziej zainteresowa.
-

Wzr - powiedziaa Annabeth. - Powinna si pospieszy.

Uniosa otwarty laptop, eby Arachne moga spojrze na ekran, ale pajczyca
warkna:
-

Zapamitaam wszystko, dziecinko. Mam oko do szczegw. Jestem artystk.

Oczywicie. Ale musimy si pospieszy.

Dlaczego?

No... eby pokaza twoje dzieo wiatu!

Hmm. No dobrze.

Arachne zacza tka. Robia to powoli, splatajc nici w dugie pasma tkaniny.
Komnata dygotaa i dudnia. Szczeliny u stp Annabeth coraz bardziej si poszerzay.
Arachne albo tego nie zauwaya, albo si tym nie przejmowaa. Annabeth rozwaaa

pomys zepchnicia pajczycy do jakiej dziury, ale uznaa go za niewykonalny. Tak


wielkiej dziury nie byo, a poza tym gdyby nawet posadzka si rozwara, Arachne pewnie
by zawisa na swojej nici i ucieka, a Annabeth i Atena Partenos spadyby do Tartaru.
Arachne powoli koczya splatanie nici w pasma. Pracowaa bezbdnie i pynnie.
Annabeth mimo woli czua podziw dla jej zrcznoci. Pomylaa o swojej matce i znowu
ogarny j wtpliwoci. A jeli Arachne naprawd bya lepsz tkaczk od Ateny?
Ale przecie nie w tym rzecz. Arachne zostaa ukarana za pych i arogancj. Mona
by w czym mistrzem, ale nie wolno obraa bogw. Mieszkacy Olimpu przypominaj
samym swoim istnieniem, e zawsze jest kto lepszy od nas, wic nie ma co si puszy i
wywysza. A jednak... przemiana w potwornego niemiertelnego pajka jest chyba
troch zbyt srog kar za przechwaki.
Arachne pracowaa teraz szybciej, czc ze sob pasma tkaniny. Wkrtce skoczya.
U stp posgu lea cylinder utkany z pajczyny. Mia ptora metra rednicy i ze trzy
metry dugoci. Cho jego powierzchnia byszczaa jak muszla uchowca, w Annabeth nie
budzi zachwytu. Dla niej by tylko puapk. Zachwyci si nim, jeli zadziaa zgodnie z
jej planem.
Arachne umiechna si do niej akomie.
-

Gotowe! A teraz moja nagroda! Udowodnij mi, e potrafisz spenia obietnice.

Annabeth przygldaa si puapce. Obesza j dookoa, marszczc czoo, badajc


kady splot pod rnymi ktami. Potem ostronie, by nie urazi zamanej kostki,
wczogaa si na czworakach do rodka. Kalkulacji dokonywaa w gowie. Gdyby si
pomylia, jej plan by si nie powid. Pajczyna bya lepka, ale udao jej si przepezn
przez tunel, nie dotykajc jego cian. Wyczogaa si z drugiego koca cylindra i
pokrcia gow.
-Jest bd - powiedziaa.
-

Co?! - zawoaa Arachne. - To niemoliwe! Postpowaam zgodnie z twoimi

instrukcjami...
-Wewntrz. Wejd tam i sama si przekonaj. Porodku. Tam jest skaza w osnowie.
Na wargach Arachne pojawia si piana. Annabeth przestraszya si, e przesadzia,
e pajczyca zaraz si na ni rzuci, a wtedy... wtedy zostan po niej tylko koci omotane
pajczyn.

Ale Arachne tylko tupna swoimi omioma nogami.


-

Ja nie popeniam bdw.

Och, to tylko drobna skaza. Na pewno to naprawisz. Chciaabym pokaza bogom,

e jeste niezrwnan mistrzyni. Wejd do rodka i sama zobacz. Naprawisz to i


pokaemy twoj rzeb Olimpijczykom. Zostaniesz najsynniejsz artystk wszech
czasw. Myl, e zwolni dziewi muz i zatrudni ciebie, eby nadzorowaa wszystkie
rodzaje sztuki. Bogini Arachne... tak, wcale bym si nie dziwia.
-

Bogini... - Arachne oddychaa szybko. - Tak, tak. Zaraz to naprawi.

Wetkna gow do tunelu.


-

Gdzie to jest?

W samym rodku. Wejd. Tobie moe by tam troch ciasno.

Dam sobie rad! - warkna Arachne i wcisna si do cylindra.

Zgodnie z obliczeniami Annabeth odwok pajczycy zmieci si w cylindrze, cho z


trudem. Kiedy wciskaa si dalej, utkane pasma pajczyny rozcigay si pod jej
naporem. Wcisna tuw a po kdzioki.
-

Nie widz adnej skazy!

Naprawd? To dziwne. Wyjd, a ja jeszcze raz sprawdz.

Chwila prawdy. Arachne zacza si wierci i zwija, prbujc


si wycofa. Utkany tunel skurczy si wok niej i trzyma mocno. Sprbowaa
posun si do przodu, ale pajczyna ju si przy-kleia do jej brzucha. Nie moga si
ruszy ani w ty, ani w przd. Annabeth baa si, e kolczaste nogi Arachne mog przebi
tkanin, ale byy tak mocno przycinite do tuowia, e pajczyca nie moga nimi
poruszy.
-

Co... co to znaczy?! - krzykna. - Ugrzzam!

Ach. Zapomniaam ci powiedzie. Ta instalacja artystyczna nosi nazw chiskiej

puapki. W kadym razie to taka wiksza wariacja na temat. Ja to nazywam chisk


puapk na pajka.
-

To podstp! - Arachne miotaa si, zwijaa i kurczya, ale puapka nie puszczaa.

To raczej kwestia przeycia - poprawia j Annabeth. - Zamierzaa mnie zabi

bez wzgldu na to, czy ci pomog, czy nie, tak?


-

Oczywicie! Jeste dzieckiem Ateny! - Cylinder znieruchomia. To znaczy...

nie, ale skd! Dotrzymuj obietnic.


-

Aha, jasne. - Annabeth cofna si, gdy cylinder znowu zacz si gwatownie

porusza. - Takie puapki zwykle tka si z wkien bambusowych, ale pajczyna jest
chyba jeszcze lepsza. Trzyma dobrze i jest tak mocna, e nie mona jej przerwa. Nawet
ty tego nie dokonasz.
-

Gahhhh! - Arachne wia si i miotaa, cylinder potoczy si po posadzce, ale

Annabeth zdya si usun na bok. Nawet ze zaman nog zdoaa si broni przed
olbrzymi jedwabn puapk na palce.
-

Zniszcz ci! krzykna Arachne. To znaczy... nie, bd dla ciebie bardzo

mia, jeli mnie wypucisz.


-

Na twoim miejscu oszczdzaabym siy. - Annabeth odetchna gboko,

rozluniajc si po raz pierwszy od kilku godzin. - Zamierzam wezwa moich przyjaci.


-

Wezwiesz ich, eby... eby mogli zobaczy moje dzieo? - zapytaa Arachne z

nadziej w gosie.
Annabeth rozejrzaa si. Musi by jaki sposb wysania Iris-wiadomoci na Argo
II". W butelce miaa jeszcze troch wody, ale skd wzi do wiata i mgy, eby w
ciemnej komorze stworzy tcz?
Cylinder z pajczyny znowu zacz si toczy po posadzce.
-

Chcesz wezwa swoich przyjaci, eby mnie zabili! - krzykna. - Ale ja nie

umr! Nie w ten sposb!


-

Uspokj si. Nie zabijemy ci. Chcemy tylko zabra ten posg.

Posg?

Tak. - Annabeth powinna na tym skoczy, ale teraz jej strach ustpi miejsca

zoci i urazie. - Wiesz, jakie dzieo sztuki wystawi w najlepszym miejscu na Olimpie?
Nie twoje. Tam jest miejsce dla Ateny Partenos. W ogrodzie bogw.
-

Nie! Nie, to by byo straszne!

Och, nie od razu. Najpierw zabierzemy posg do Grecji. Przepowiednia mwi, e

jego moc pomoe nam pokona .gigantw. A potem... no, nie moemy go ustawi z
powrotem w Partenonie. Stworzyoby to zbyt wiele problemw. Bdzie bezpieczniejszy
na Olimpie. Zjednoczy dzieci Ateny i przyniesie pokj midzy Rzymianami a Grekami.
Dziki ci za to, e chronia go przez tyle wiekw. Oddaa Atenie wielk przysug.

Arachne wrzasna i rzucia si gwatownie. Z jej kdziokw wystrzelia ni, ktra


przyczepia si do jednego z gobelinw. Pajczyca skurczya odwok i zacza na olep
rozrywa tkanin. Toczya si dalej, strzelajc tu i tam pajczyn, przewracajc kosze z
magicznym wiatem i wyrywajc pyty z posadzki. Komnata zadygotaa. Gobeliny
zaczy pon.
-

Przesta! - Annabeth z trudem uskakiwaa przed miotanymi przez pajczyc

nimi. - Rozwalisz ca wityni i obie zginiemy pod gruzami!


-

Wol to od ogldania twojego zwycistwa! Moje dzieci! Pomcie mi!

No, cudownie. Annabeth miaa nadziej, e magiczna aura posgu wystraszy


mniejsze pajki, ale Arachne wci gono wzywaa ich pomocy. Moe zabi j
sztyletem, eby przestaa krzycze? Teraz nie byoby to trudne. Annabeth czua jednak
opr przed zabijaniem bezbronnych potworw, nawet jeli to bya Arachne. A zreszt
gdyby zacza j dga sztyletem poprzez pajczyn, utkany cylinder mgby si
rozerwa. Arachne mogaby zdy uwolni si z puapki.
Wszystkie te myli przyszy za pno. Pajki zaczy wpeza do komnaty. Posg
Ateny zapon silniejszym wiatem. Pajki najwyraniej bay si do niego zbliy, ale
podpezay co chwil do przodu, jakby zbieray w sobie odwag. Ich matka wci
wzywaa pomocy. W kocu zaroj si wszdzie i oblepi Annabeth.
- Arachne, przesta! - krzykna. - Ja...
Arachne jako udao si obrci w puapce. Skierowaa odwok w stron jej gosu.
Gruba ni ugodzia dziewczyn w pier jak rkawica boksera wagi cikiej.
Annabeth upada, czujc straszliwy bl w nodze. Rozpaczliwie zamachna si
sztyletem, bo Arachne ju j cigna ku swoim kapicym kdziokom. Przecia ni i
odczogaa si w bok, ale mae pajki ju j otaczay.
Zrozumiaa, e to ju koniec. Nie wydostanie si std. Dzieci Arachne zabij j u stp
posgu jej matki.
Percy" - pomylaa. - Wybacz mi".
W tym momencie komnata jkna i sklepienie rozerwao si w wybuchu
olepiajcego ognia.
Annabeth widywaa ju rne dziwne rzeczy, ale jeszcze nigdy nie widziaa deszczu

samochodw.
Kiedy sklepienie komory si zawalio, olepio j soce. Uchwycia wzrokiem
unoszcy si nad ni Argo II". Okrt musia wystrzeli z balisty, eby przebi tak
dziur przez grub warstw ziemi.
Z gry runy bryy asfaltu wielkie jak garaowe drzwi, a take z sze lub siedem
woskich samochodw. Jeden roztrzaskaby Aten Partenos, ale janiejca aura posgu
dziaaa jak pole energii i auto odbio si od niej niczym od niewidzialnej ciany.
Niestety, poleciao prosto na Annabeth.
Odskoczya w bok na zamanej nodze. Bl by tak straszny, e o mao nie zemdlaa,
ale zdya upa na plecy. Zobaczya, jak jaskrawoczerwony fiat 500 uderzy w utkany z
pajczyny cylinder, rozwali posadzk i znikn pod ni razem z chisk puapk na
pajka.
Spadajc w otcha, Arachne zawya jak lokomotywa, ktrej maszynista zorientowa
si, e grozi mu kolizja, ale ten krzyk szybko zamar. Wok Annabeth wci waliy w
posadzk bryy gruzu, wybijajc w niej czarne dziury.
Atena Partenos nie ucierpiaa, ale marmurowy podest posgu poznaczony by
rozbiegajcymi si szczelinami. Annabeth oblepiay pajczyny. Z jej ramion i ng
zwisay grube nici, jak sznurki marionetki, ale - co byo zdumiewajce - nie trafi w ni
aden kawa gruzu. Chciaa wierzy, e ochroni j posg, ale podejrzewaa, e po prostu
jej si poszczcio.
Armia pajkw znika. Albo umkny w ciemne czeluci, ale spady w przepa.
Kiedy wiato dzienne wypenio komor, ku rozpaczy Annabeth gobeliny Arachne
rozsypay si w py. Byo jej al zwaszcza tego z ni i Percym.
Ale i tak wszystko to przestao si liczy, gdy usyszaa dobiegajcy z gry gos
Percy'ego:
-

Annabeth!

Tutaj! - zakaa.

Nagle opado z niej cae przeraenie. Kiedy Argo II" zacz si opuszcza, zobaczya
Percy'ego wychylajcego si znad relingu. Jego umiech by lepszy od kadego gobelinu,
jaki w yciu widziaa.
Komnata wci si trzsa, ale Annabeth jako udao si wsta. Posadzka pod jej

stopami na chwil znieruchomiaa. Znikn jej plecak, razem z laptopem Dedala, a take
spiowy sztylet, ktry dostaa, gdy miaa siedem lat prawdopodobnie spady do
otchani. Ale nie przejmowaa si tym. ya.
Pokutykaa do wielkiej dziury wyrbanej przez fiata 500. Najeone ostrymi
wystpami skalne ciany giny w ciemnoci. Tu i tam ze cian wystaway wskie pki,
ale nie dostrzega na nich niczego prcz pasm pajczyny zwieszajcych si po bokach jak
acuchy na boonarodzeniowej choince.
Czy Arachne powiedziaa prawd o tej otchani? Czy spada do samego Tartaru?
Gdyby tak byo, Annabeth powinna poczu satysfakcj, ale jako zrobio jej si przykro.
Arachne potrafia tak cudownie tka. Tak ju si nacierpiaa przez wiele tysicleci. A
teraz jej gobeliny si rozpady. Upadek do Tartaru to chyba zbyt okrutny koniec.
Uwiadomia sobie mglicie, e Argo II" zawis jakie dwanacie metrw nad
posadzk. Opada z niego drabinka sznurowa, ale Annabeth wci staa oszoomiona,
wpatrujc si w ciemn otcha. I nagle stan obok niej Percy, splatajc palce z jej
palcami.
Odwrcia si powoli od czarnej dziury i uniosa rce, otaczajc si jego ramionami.
Wtulia twarz w jego pier i wybucha paczem.
-

Ju w porzdku powiedzia. - Jestemy razem.

Nie powiedzia: Nic ci si nie stao" albo yjemy". Po tym wszystkim, co przeszli
w cigu ostatniego roku, najwaniejsze byo, e s razem. Kochaa go za to.
Otoczyli ich przyjaciele. Zobaczya wrd nich Nica di Ange-lo, ale wci bya tak
oszoomiona, e wcale jej to nie zaskoczyo. Wydao jej si to cakiem normalne.
-

Twoja noga. - Piper uklka przy niej i obejrzaa owinite bbelkow foli upki. -

Och, Annabeth, co si stao?


Zacza opowiada. Z pocztku mwienie sprawiao jej trudno, ktra jednak
stopniowo ustpowaa. Przez cay czas trzymaa Percyego za rk, co dodawao jej
pewnoci siebie. Kiedy skoczya, wszyscy patrzyli na ni w osupieniu.
-

Na bogw Olimpu - powiedzia Jason. - I tego wszystkiego dokonaa sama. Ze

zaman nog.
-

No... czci tego ze zaman nog.

Percy umiechn si.

Skonia Arachne, eby utkaa puapk na sam siebie? Wiedziaem, e jeste

niesamowita, ale... na wit Her, Annabeth, dokonaa tego. Pokolenia dzieci Ateny
prboway i nie day rady. Odnalaza Aten Partenos!
Wszyscy spojrzeli na posg.
- 1 co my z ni zrobimy? - zapyta Frank. - Jest ogromna.
-

Bdziemy musieli zabra j ze sob do Grecji - powiedziaa Annabeth. - Ten

posg ma potn moc. Pomoe nam powstrzyma gigantw.


-

Blednie olbrzymw zmora ozocona - zacytowaa Hazel. - Z utkanego wizienia

w blu uwolniona. - Spojrzaa z podziwem na Annabeth. - To byo wizienie Arachne.


Nakonia j podstpem, eby je sobie sama utkaa.
Kosztowao mnie to wiele blu" - pomylaa Annabeth.
Leo unis rce. Zrobi ramk z palcw, jakby ocenia wymiary posgu.
-

Moe trzeba bdzie co przeorganizowa, ale myl, e wejdzie przez luk do

stajni. Jeli bdzie troch wystawa, moemy owin j jak flag albo czym takim.
Annabeth wzdrygna si. Wyobrazia sobie Aten Partenos wystajc z ich triremy i
owinit pacht z napisem: SZEROKI ADUNEK.
A potem pomylaa o innym zdaniu z przepowiedni: Ju wsz mdy oddech anioa
blinita, pod ktrego stra wiecznej mierci pta.
-A co si dziao z wami? - zapytaa. - Co z gigantami?
Percy opowiedzia jej o uwolnieniu Nica, o pojawieniu si Bachusa i o walce z
bliniakami w Koloseum. Nico niewiele mwi. Biedak wyglda tak, jakby bka si po
jakim pustkowiu przez sze tygodni. Percy wyjani, co Nico odkry o Wrotach
mierci: e musz zosta zamknite z obu stron. Cho przez rozwalone sklepienie
spywao do komnaty wiato soca, Annabeth wydao si, e po jego sowach znowu
zrobio si ciemniej.
-

Wic ta miertelna strona znajduje si w Epirze - powiedziaa. - Tam

przynajmniej moemy dotrze.


Nico skrzywi si.
-

Ale problemem jest ta druga strona. To Tartar.

To sowo zdawao si toczy echem po komnacie. Z dziury za ich plecami zion


lodowaty powiew. Annabeth nie miaa ju wtpliwoci. Ta otcha naprawd prowadzia

prosto do Podziemia.
Percy te musia to odczu. Odprowadzi j kawaek dalej od skraju dziury. Idc,
wloka za sob pajczyn jak lubny welon. aowaa, e nie ma swojego sztyletu, by j
poodcina. Ju chciaa poprosi Percyego, by zrobi to Orkanem, gdy powiedzia:
-

Bachus wspomnia co o tym, e moja podr bdzie trudniejsza, ni si

spodziewam. Nie bardzo wiem dlaczego...


Komnata jkna. Atena Partenos przechylia si na bok. Jej gowa zawisa na jednym
z grubych sznurw utkanych przez Arachne, ale marmurowy podest pod piedestaem
zacz si kruszy.
Annabeth poczua mdoci. Jeli posg spadnie w otcha, wszystkie jej wysiki oka
si daremne. Misja zakoczy si porak.
-

Zabezpieczy posg! - krzykna.

Jej przyjaciele natychmiast zrozumieli, o co chodzi.


-

Zhang! - zawoa Leo. - Przenie mnie do sterowni, szybko! Trener jest tam sam.

Frank zamieni si w wielkiego ora i obaj poszybowali ku okrtowi.


Jason obj Piper. Zwrci si do Percyego.
-

Zaraz wrc.

Wezwa wiatr i oboje wystrzelili w powietrze.


-

Ta posadzka dugo nie wytrzyma! - zawoaa Hazel. - Na drabink!

Z dziur w posadzce wydobyway si kby pyu i pajczyn. Grube sznury


podtrzymujce Aten dray jak struny gitary i ju zaczy pka. Hazel rzucia si do
drabinki i machna rk do Ni-ca, by zrobi to samo, ale chopak nie by w stanie pobiec
szybko.
Percy mocniej cisn do Annabeth.
-

Nie bj si, bdzie dobrze - mrukn.

Spojrzaa w gr i zobaczya liny abordaowe wystrzelajce z Argo II" i oplatajce


posg. Jedna owina si wok szyi Ateny jak stryczek. Leo wykrzykiwa komendy ze
sterowni, a Frank miota si od liny do liny, starajc si je zabezpieczy.
Nico ju dotar do drabinki, gdy Annabeth poczua straszliwy bl w zamanej nodze.
Krzykna cicho i zatoczya si.
-

Co jest? - zapyta Percy.

Sprbowaa pokutyka ku drabince. Ale... dlaczego si cofa? Nogi si pod ni ugiy


i upada na twarz.
-Jej kostka! - krzykna Hazel z drabinki. - Odetnijcie j! Odetnijcie!
Annabeth mcio si z blu w gowie. Odci jej kostk?
Percy najwidoczniej te nie zrozumia, o co chodzi Hazel. Nagle co szarpno
Annabeth do tyu i zaczo cign ku czarnej dziurze. Percy doskoczy i zapa j za
rami, ale sia rozpdu pocigna i jego.
-

Pom im! krzykna Hazel.

Annabeth zobaczya Nica idcego ku nim chwiejnym krokiem, Hazel prbujc


wyplta swj kawaleryjski miecz z ptli drabinki. Inni nadal byli skupieni na posgu, a
gos Hazel zgin w oglnym tumulcie i grzmocie rozpadajcej si komory.
Annabeth zakaa, gdy mocno uderzya o krawd dziury. Zbyt pno zdaa sobie
spraw z tego, co si stao: bya zapltana w pajczyn. Powinna bya odci j
natychmiast. Mylaa, e to tylko luna lina, a poniewa posadzk pokryway pajczyny,
nie zauwaya, e jedno z pasm owino si wok jej stopy, a jego drugi koniec wpada
prosto do dziury. Musia by przywizany do czego cikiego tam, w ciemnoci, czego,
co cigno j w otcha.
-

Nie - wycedzi Percy przez zby, a w jego oczach rozbyso wiato. - Mj

miecz...
Nie mg jednak wycign Orkana, nie puszczajc ramienia Annabeth, a ona opada
ju z si. Zelizna si poza krawd dziury, pocigajc go za sob.
Uderzya w co caym ciaem. Pociemniao jej w oczach z blu. Kiedy odzyskaa
wzrok, zdaa sobie spraw, e zawisa w powietrzu nad czarn otchani. Percy emu
udao si zapa jakiej pki skalnej z pi metrw poniej krawdzi. Trzyma si jej
jedn rk, a drug ciska przegub Annabeth, ale gruba pajczyna nadal cigna j w
d.
-

Nie ma ratunku - powiedzia gos z ciemnoci w dole. - Trafi do Tartaru, ale i ty

si tam znajdziesz.
Annabeth nie bya pewna, czy naprawd usyszaa gos Arachne, czy tylko wasn
myl w gowie.
Rozpadlina zadygotaa. Annabeth nie spadaa tylko dlatego, e trzyma j Percy, a on

sam z trudem chwyta si skalnego wystpu, wskiego jak pka na ksiki.


Nico wychyli si zza krawdzi dziury i wycign rk, ale by o wiele za daleko,
eby im pomc. Hazel woaa na innych, ale nawet jeliby j usyszeli, i tak nie zdyliby
na czas.
Annabeth poczua si tak, jakby jej odrywano nog od tuowia. Bl skpa wszystko
w czerwieni. Moc Podziemia cigaa j w d jak jaka mroczna sia grawitacyjna. Ju
si poddaa. Zrozumiaa, e jest zbyt gboko, by kto j ocali.
-

Percy, pu mnie - wychrypiaa. - Nie zdoasz mnie podcign.

Twarz mia bia z wysiku. Poznaa po jego oczach, e i on


zrozumia, e to beznadziejne.
-

Nigdy - powiedzia i spojrza w gr na Nica. - Nico, ta druga strona! Tam si

spotkamy. Rozumiesz?
Nico wytrzeszczy oczy.
-

Ale...

Doprowad ich tam! Przyrzeknij!

Ja... przyrzekam.

Pod nimi rozemia si gos.


-

Ofiary. Cudowne ofiary, by przebudzi bogini.

Percy zacisn mocniej rk na przegubie Annabeth. Twarz mia wychud,


podrapan i zakrwawion, wosy pokryte pajczyn, ale kiedy ich spojrzenia si spotkay,
pomylaa, e jeszcze nigdy nie wyglda tak piknie.
-

Nigdy si nie rozstaniemy - powiedzia. - Nie opucisz mnie. Ju nigdy.

Dopiero teraz zrozumiaa, co si stanie. Puapka bez wyjcia". Bardzo twardy


upadek".
-

Dopki bdziemy razem - powiedziaa.

Usyszaa gosy Nica i Hazel woajcych o pomoc. Wysoko, bardzo wysoko


dostrzega wiato soca - moe po raz ostatni w yciu.
A potem Percy puci wski wystp skalny i razem, trzymajc si za rce, spadli w
bezdenn ciemno.
LEO
Leo wci by w szoku.

Wszystko wydarzyo si tak szybko. Umocnili liny abordaowe wok Ateny


Partenos, gdy nagle posadzka si zapada i pky wszystkie podtrzymujce j sznury
pajczyn. Jason i Frank zanurkowali w d, by pomc innym, ale znaleli tylko Nica i
Hazel wiszcych na drabince sznurowej. Percy i Annabeth zniknli. Szyb do Tartaru by
zawalony tonami gruzu. Leo zdy podnie Argo II" w ostatniej chwili, zanim caa
podziemna witynia zawalia si razem z parkingiem.
Okrt wyldowa na wzgrzu nad miastem. Jason, Hazel i Frank udali si na miejsce
katastrofy, majc nadziej, e przekopi si przez gruzowisko i odnajd Percyego i
Annabeth, ale powrcili z niczym. Podziemna komora po prostu przestaa istnie. Na
miejscu byo peno policjantw i ratownikw. Nie ucierpia aden miertelnik, ale jeszcze
przez wiele miesicy Wosi zachodzili w gow, jakim cudem nagle w samym rodku
parkingu rozwara si olbrzymia dziura, w ktr wpado z tuzin samochodw w idealnym
stanie.
Oszoomieni, pogreni w rozpaczy pbogowie ostronie zaadowali Aten Partenos
do luku pod pokadem za pomoc okrtowych wycigarek hydraulicznych i przy pomocy
Franka Zhan-ga, ktry zamieni si w sonia. Posg si zmieci, chocia Leo nie mia
pojcia, co z nim teraz zrobi.
Trener Hedge by w zbyt opakanym stanie, by im pomc. Wci ze zami w oczach
kry po pokadzie, szarpic si za kol brdk, tukc piciami po gowie i mruczc
pod nosem: Powinienem ich uratowa! Powinienem wali z balisty i z kusz!"
W kocu Leo powiedzia mu, eby zszed pod pokad i przygotowa wszystko do
odlotu. Nie polepszy sytuacji, walc gow w cian.
Szecioro pbogw zebrao si na pokadzie rufowym i patrzyo na dalek kolumn
pyu wci wiszc nad miejscem katastrofy.
Leo pooy rk na kuli Archimedesa, ktra teraz leaa na rufie gotowa do
zainstalowania. Powinien by podekscytowany. To byo najwiksze odkrycie w jego
yciu - wiksze nawet od Bunkra Dziewitego. Gdyby zdoa odczyta zwoje
Archimedesa, mgby dokona niesamowitych rzeczy. Mia nawet nadziej, e udaoby
mu si zbudowa nowy dysk kontrolny dla pewnego smoka, ktry by jego przyjacielem.
Ale cena bya zbyt wysoka.
Prawie sysza miech Nemezis i jej kpice sowa: Powiedziaam ci, e zdoamy tego

dokona, Leonie Valdezie".


Rozama ciasteczko z wrb. Zdoby kod do kuli, ocali Franka i Hazel. Ale kto za
to zapaci? Percy i Annabeth. By tego pewny.
-

To moja wina - powiedzia aosnym gosem.

Inni wybauszyli na niego oczy. Tylko Hazel go zrozumiaa. Bya z nim na Wielkim
Jeziorze Sonym.
-

Nie - powiedziaa stanowczo. - Nie, to wina Gai. Ty nie masz z tym nic

wsplnego.
Leo chciaby w to uwierzy, ale nie potrafi. Na samym pocztku wyprawy nawali,
bombardujc Nowy Rzym. A skoczyli w Rzymie, po tym jak przeama ciasteczko i
komu przyszo zapaci za to straszn cen.
-

Leo, posuchaj. - Hazel zapaa go za rk. - Nie pozwol ci wzi caej winy na

siebie. Nie mogabym tego znie po... po tym jak Sammy...


Urwaa, ale Leo dobrze wiedzia, co miaa na myli. Jego bisa-buelo obwinia si o
zniknicie Hazel. Sammy by dobrym czowiekiem, ale poszed do grobu przekonany, e
sprzedajc przeklty diament, wyda wyrok na dziewczyn, ktr kocha.
Leo nie chcia wci sprawia Hazel przykroci, ale tym razem byo inaczej.
Prawdziwy sukces wymaga ofiar". Przeama ciasteczko. Percy i Annabeth spadli do
Tartaru. To nie mg by przypadek.
Podszed do niego Nico di Angelo, podpierajc si swoim czarnym mieczem.
-

Leo, oni nie umarli. Wyczubym to, gdyby tak si stao.

Skd ta pewno? Jeli ta dziura prowadzi do... no wiesz... jak moesz to wyczu

z tak daleka?
Nico i Hazel wymienili spojrzenia; moe porwnywali dane na swoim HadesowoPlutonowym radarze mierci. Leo poczu dreszcz przebiegajcy mu po plecach. Nigdy
nie myla o Hazel jako o dzieciciu Podziemia, ale Nico di Angelo... tak, ten facet
przyprawia go o gsi skrk.
-

Nie mamy stuprocentowej pewnoci - powiedziaa Hazel -ale myl, e Nico ma

racj. Percy i Annabeth wci yj... przynajmniej do tej pory.


Jason uderzy pici w reling.
-

Nie zwracaem uwagi na to, co si dzieje. Mogem zlecie na d i ich uratowa.

-Ja te - jkn Frank, ktry wyglda, jakby si powstrzymywa od paczu.


Piper pooya rk na ramieniu Jasona.
-

To nie twoja wina. Ani twoja, Frank. Prbowalicie ratowa posg.

Piper ma racj - odezwa si Nico. - Nawet gdyby ta dziura si nie zawalia, to

Tartar i tak cignby was w d. Tylko ja tam byem. Trudno opisa, jak moc ma to
miejsce. Wystarczy si zbliy, a wsysa do rodka. Byem bez szans.
Frank pocign nosem.
-

Wic Percy i Annabeth te s bez szans?

Nico obraca swj piercie ze srebrn czaszk.


-

Percy jest najpotniejszym pbogiem, jakiego w yciu spotkaem. Bez obrazy,

ale taka jest prawda. Jeli ktokolwiek zdoa tam przey, to wanie on, zwaszcza z
Annabeth u boku. Odnajd drog przez Tartar.
-

Do Wrt mierci, tak? - zwrci si do niego Jason. - Ale przecie mwie, e

strzeg ich najsilniejsze wojska Gai. Jak dwoje pbogw mogoby...


-

Nie widm. Ale Percy powiedzia mi, ebym zaprowadzi was do Epiru, do

miertelnej strony wrt. Chcia, ebymy si tam z nim spotkali. Jeli uda nam si
przey w Domu Hadesa, przebi przez siy Gai, to moe uda nam si te wspdziaa z
Percym i Annabeth i zamkn Wrota mierci z obu stron.
-

1 pomc im si stamtd wydosta? - zapyta Leo.

Moe.

Leonowi nie spodoba si ton, jakim Nico to powiedzia, jakby nie chcia si z nimi
podzieli wszystkimi wtpliwociami. Leo zna si na zamkach i drzwiach. Jeli Wrota
mierci maj by zamknite z obu stron, jak mogliby to zrobi, skoro tych dwoje bdzie
tam nadal uwizionych?
Nico wzi gboki oddech.
-

Nie wiem, jak tego dokonaj, ale Percy i Annabeth znajd jaki sposb.

Przewdruj przez Tartar i odnajd Wrota mierci. A kiedy to zrobi, musimy by


gotowi z drugiej strony.
-

To nie bdzie atwe - zauwaya Hazel. - Gaja zrobi wszystko co w jej mocy, by

nam przeszkodzi w dotarciu do Epiru.


-

To dla nas nic nowego - westchn Jason.

Piper pokiwaa gow.


-

Nie mamy wyboru. Musimy zamkn Wrota mierci, zanim powstrzymamy

gigantw przed obudzeniem Gai. Bo inaczej jej potwory nigdy nie umr. I musimy si
pospieszy. Rzymianie s w Nowym Jorku. Wkrtce pomaszeruj na Obz Herosw.
-

W najlepszym razie mamy na to miesic - doda Jason. - Efialtes powiedzia, e

Gaja przebudzi si rwno za miesic.


Leo wyprostowa si.
-

Zrobimy to.

Wszyscy na niego spojrzeli.


-

Ulepsz okrt za pomoc kuli Archimedesa - powiedzia, majc nadziej, e si

nie myli. - Zamierzam zbada te zwoje, ktre zdobylimy. Musz kry wiele pomysw
na now bro, ktr mog wyprodukowa. I uderzymy na siy Gai z caym nowym
arsenaem.
Na dziobie okrtu Festus otworzy pysk i wyzywajco zion ogniem.
Jason zdoby si na umiech. Poklepa Leona po ramieniu.
-

No to mamy plan, admirale. Chcesz ustawi kurs?

Czsto z niego kpili, nazywajc go admiraem, ale tym razem zgodzi si na ten tytu.
To by jego okrt. Nie po to dotar tak daleko, eby teraz si zatrzyma.
Odnajd ten Dom Hadesa. Opanuj Wrota mierci. I, na bogw, jeli bdzie musia
wymyli i stworzy wysignik na tyle dugi, by wycign Percy ego i Annabeth z
Tartaru, zrobi to.
Nemezis chciaa, eby zemci si na Gai? Leo z radoci to uczyni. Gaja jeszcze
poauje, e zadara z Leonem Valdezem.
- No dobra. - Po raz ostatni ogarn spojrzeniem Rzym czerwienicy si w blasku
zachodzcego soca. - Festusie, stawiamy agle. Mamy do uratowania dwoje przyjaci.

SOWNIK
A0E alfa, theta, epsilon. Grecki skrt oznaczajcy Ateczykw" albo dzieci Ateny"
Acheloos potamos, bg rzeki
Afrodyta grecka bogini mioci i piknoci. Polubiona Hefajstosowi, kochaa jednak
Aresa, boga wojny. Rzymski odpowiednik: Wenus Alkyoneus gigant, najstarszy syn Gai.
Jego przeznaczeniem bya walka z Plutonem Amazonki plemi wojowniczych kobiet
Arachne tkaczka, ktra ogosia, e tka lepiej od Ateny. Rozgniewana bogini zniszczya
jej krosno i tkanin. Arachne powiesia si, a Atena przywrcia jej ycie, zamieniajc w
pajka Archimedes grecki matematyk, fizyk, inynier, wynalazca i astronom yjcy w
latach 287-212 p.n.e., uwaany za jednego z najwikszych uczonych staroytnoci Ares
grecki bg wojny, syn Zeusa i Hery, brat przyrodni Ateny. Rzymski odpowiednik: Mars
argentum srebro Argo II" fantastyczny pywajcy i latajcy okrt zbudowany przez
Leona. Jego dzib zdobia spiowa gowa smoka Fe-stusa. Pierwszy Argo" by okrtem,
na ktrym Jazon i jego greccy towarzysze wyruszyli na wypraw po Zote Runo Atena
grecka bogini mdroci. Rzymski odpowiednik: Minerwa Atena Partenos wielka figura
Ateny, najsynniejszy grecki posg, w staroytnoci stojcy w Partenonie w Atenach
augur wrbita aurum zoto Bachus rzymski bg wina i ucztowania. Grecki odpowiednik:
Dionizos balista rzymska machina wojenna, z ktrej wystrzeliwano wielkie pociski na
du odlego (zob. take skorpion) Bellona rzymska bogini wojny centaur mityczna
istota o ciele konia z torsem i gow czowieka centurion oficer armii rzymskiej
Ceres rzymska bogini rolnictwa. Grecki odpowiednik: Demeter cesarskie zoto rzadki
metal magiczny, skuteczny w walce z potworami, powicany w Panteonie; jego istnienie
byo pilnie strzeon tajemnic rzymskich cesarzy chiton grecki strj bez rkaww,
szeroki pas ptna lub weny spity na ramionach broszami, zwizywany pasem Chrysaor
brat Pegaza, syn Posejdona i Meduzy, znany jako Zoty Miecz cyklop olbrzym z jednym
okiem porodku czoa czaromowa zdolno wpywania na innych za pomoc gosu;
Afrodyta obdarzaa ni swoje dzieci Dedal w greckiej mitologii inynier i wynalazca,
ktry zbudowa Labirynt na Krecie zamieszkiwany przez Minotaura (czowieka o gowie
byka) Dejanira druga ona Heraklesa, ktry walczy o jej rk z Ache-loosem. Centaur
Nessos namwi j podstpnie, by wymoczya tunik Heraklesa w jego trujcej krwi.
Heros zgin, kiedy naoy zatrut tunik Demeter grecka bogini rolnictwa, crka

tytanw Kronosa i Rei. Rzymski odpowiednik: Ceres


denar podstawowa moneta rzymska
Dionizos grecki bg wina i ucztowania, syn Zeusa. Rzymski odpowiednik: Bachus
Dom Hadesa podziemna witynia w Epirze powicona Hadesowi i Persefonie, znana
te jako nekromanteion, czyli wyrocznia mierci". Staroytni Grecy uznawali j za
wejcie do Podziemia, wic przybywali do niej, by porozumie si ze zmarymi
Dom Wilkw zrujnowana willa w pobliu Sonomy w Kalifornii, pierwotnie
zaprojektowana dla Jacka Londona; wilczyca Lupa szkolia tam herosa Percy ego
Jacksona drachma srebrna moneta grecka Efialtes i Otis giganci-bliniacy, synowie Gai
ejdolon duch wcielajcy si w ludzi
Epir grecka kraina, obecnie cz pnocno-zachodniej Grecji graniczca z Albani
Eurysteusz wnuk Posejdona. Dziki Herze odziedziczy krlestwo Myken, obiecane
przez Zeusa Heraklesowi faun rzymski boek leny, p czowiek, p kozio. Grecki
odpowiednik: satyr Fontanna di Trevi synna barokowa fontanna w Rzymie Forkis w
greckiej mitologii pierwotny bg morskich zagroe, syn Gai, brat-m Keto Fortuna
rzymska bogini losu i powodzenia. Grecki odpowiednik: Tyche
Forum Forum Romanum, centrum staroytnego Rzymu, plac, na ktrym zaatwiano
interesy, odbywano sdy i uroczystoci religijne
Gaja grecka bogini ziemi, matka tytanw, gigantw, cyklopw i innych potworw.
Rzymski odpowiednik: Terra gladius rzymski krtki miecz
gorgony trzy siostry, potwory o wosach z jadowitych ww. Najsynniejsza z nich,
Meduza, wzrokiem zamieniaa w kamie kadego, kto na ni spojrza grecki ogie
bojowy rodek zapalajcy (ropa naftowa), uywany zwaszcza w bitwach morskich
Hades grecki bg mierci i bogactwa. Rzymski odpowiednik: Pluton
Hadrian cesarz rzymski (117-138), zasyn jako budowniczy Muru Hadriana
oddzielajcego rzymsk Brytani od Szkocji. Odbudowa Panteon i zbudowa wityni
Wenus w Rzymie
Hagno nimfa, ktra wedug legend arkadyjskich wychowywaa Zeusa. Na grze
Lykaion w Arkadii byo powicone jej rdo harpia skrzydlata eska istota
porywajca rne rzeczy Hebe bogini modoci, crka Zeusa i Hery, maonka
Heraklesa. Rzymski odpowiednik: Juwentus Herakles grecki odpowiednik Herkulesa, syn

Zeusa i Alkmeny, najsilniejszy z herosw Herkules rzymski odpowiednik Heraklesa, syn


Jupitera i Alkmeny, synny siacz i bohater hipokampy p konie, p ryby, cigny
rydwan Posejdona, tworzc pian morsk hypogeum podziemia pod cyrkiem, w ktrych
mieciy si maszynerie i dekoracje uywane podczas widowisk do efektw specjalnych
ichtiocentaur rybocentaur, mityczne stworzenie o gowie i tuowiu czowieka,
przednich nogach konia i ogonie ryby Iris tcza, grecka i rzymska bogini bdca
posanniczk bogw,
crka Taumasa i Elektry Junona rzymska bogini kobiet, maestwa i podnoci,
siostra i ona Jupitera, matka Marsa. Grecki odpowiednik: Hera
Jupiter rzymski krl bogw, zwany take Jupiter Optimus Maximus (Jupiter
Najlepszy i Najwikszy). Grecki odpowiednik: Zeus
Juwentus rzymski bg modoci. Grecki odpowiednik: Hebe
kalendy lipcowe pierwszy dzie lipca, wito Junony karpoi duchy ziarna
Katoptris sztylet Piper, dawniej nalecy do Heleny Trojaskiej. Katoptris oznacza
zwierciado" Keto grecka bogini potworw yjcych w morzu i wielkich stworze
morskich, takich jak wieloryby i rekiny. Crka Gai i sio-stra-ona Forkisa, boga
morskich zagroe Kirke grecka czarodziejka, ktra zamienia towarzyszy Ody-seusza w
winie
Koloseum eliptyczny amfiteatr w centrum Rzymu, mogcy pomieci 50 tysicy
widzw. Odbyway si w nim walki gladiatorw i inne widowiska publiczne, takie jak
egzekucje, inscenizacje synnych bitew, sztuki teatralne kornukopia rg obfitoci, wielki
rg peen wszelkich dbr, stworzony z odcitego przez Heraklesa (rzymski odpowiednik:
Herkules) rogu Acheloosa Kronos grecki bg rolnictwa, syn Uranosa i Gai, ojciec Zeusa.
Rzymski odpowiednik: Saturn Ksigi Sybilli zbir greckich rymowanych
przepowiedni przypisywanych wieszczce Sybilli. Do Rzymu przywiz je krl
Tarkwiniusz Pyszny; zagldano do nich w czasach wielkich zagroe
lar rzymski boek domowy; czasem lary uznawano za duchy przodkw
Lupa wita wilczyca, ktra wykarmia bliniakw Romulusa i Remusa
Mare Nostrum Nasze Morze", rzymska nazwa Morza rdziemnego
Marek Agrypa rzymski m stanu i genera, wdz naczelny w czasach cesarza
Oktawiana. Uczyni Panteon wityni wszystkich bogw Rzymu Mars rzymski bg

wojny, Mars Ultor. Patron cesarstwa, boski


ojciec Romuusa i Remusa. Grecki odpowiednik: Ares Mga magiczna sia
ukrywajca przed miertelnikami bogw,
potwory i magiczne obiekty Minerwa rzymska bogini mdroci. Grecki odpowiednik:
Atena
Minotaur potwr o ciele czowieka i gowie byka Mitra pierwotnie perski bg soca,
pniej czczony przez rzymskich legionistw jako stranik broni i patron onierzy
muskeg zdradliwe bagno
Narcyz grecki myliwy, modzieniec obdarzony niezwyk urod, gardzcy mioci.
Nemezis zwabia go do sadzawki, w ktrej ujrza swoje odbicie i zakocha si w nim. Nie
mogc oderwa si od pikna swego odbicia, Narcyz umar nad sadzawk Nemezis '
grecka bogini zemsty
Neptun rzymski bg morza. Grecki odpowiednik: Posejdon nereidy nimfy morskie,
patronki eglarzy i rybakw Nessos sprytny centaur, ktry podstpnie namwi Dejanir,
by zabia Heraklesa niebiaski spi magiczny metal; wykut z niego broni mona byo
pokona potwory Nike grecka bogini siy, szybkoci i zwycistwa. Rzymski
odpowiednik: Wiktoria nimfy greckie i rzymskie mityczne istoty, opiekunki rnych
form natury nimfeum witynia nimf
Nowy Rzym miasto, siedziba wsplnoty pbogw przy Obozie Jupiter. Jego
mieszkacy wiedli spokojne ycie, z dala od miertelnikw i potworw
Obz Herosw tajemny obz na Long Island w Nowym Jorku.
Szkolono w nim greckich pbogw Obz Jupiter tajemny obz midzy wzgrzami
Oakland a Berkeley w Kalifornii, w ktrym szkolono rzymskich pbogw Orkan miecz
Percy ego Jacksona (gr. Anaklysmos) Panteon budynek w Rzymie ogoszony przez
Marka Agryp wityni wszystkich rzymskich bogw, odbudowany przez cesarza
Hadriana ok. 126 r. pater ac. ojciec", rwnie imi rzymskiego boga Podziemia, pniej
Plutona
Pegaz w greckiej mitologii boski skrzydlaty ko, syn Posejdona i gorgony Meduzy,
brat Chrysaora Persefona grecka krlowa Podziemia, ona Hadesa, crka Zeusa i
Demeter. Rzymski odpowiednik: Prozerpina Piazza Navona plac we wspczesnym
Rzymie, zbudowany na ruinach stadionu Domicjana, gdzie odbyway si igrzyska Pluton

rzymski bg mierci i bogactwa. Grecki odpowiednik: Hades Polybotes gigant, syn Gai
pomerium linia graniczna wok Nowego Rzymu, w staroytnoci linia graniczna
Rzymu Porfyrion w greckiej i rzymskiej mitologii krl gigantw Posejdon grecki bg
morza, syn tytanw Kronosa i Rei, brat
Zeusa i Hadesa. Rzymski odpowiednik: Neptun pretor wybierany urzdnik rzymski,
dowdca wojska Prozerpina rzymska krlowa Podziemia. Grecki odpowiednik:
Persefona
Rea Sylwia kapanka, matka Romulusa i Remusa, zaoycieli Rzymu
Romulus i Remus bliniaczy synowie Marsa i kapanki Rei Sylwii, wrzuceni do
Tybru przez brata swojego dziadka Amuliusa,
Obz Herosw tajemny obz na Long Island w Nowym Jorku.
Szkolono w nim greckich pbogw Obz Jupiter tajemny obz midzy wzgrzami
Oakland a Berkeley w Kalifornii, w ktrym szkolono rzymskich pbogw Orkan miecz
Percy ego Jacksona (gr. Anakysmos) Panteon budynek w Rzymie ogoszony przez
Marka Agryp wityni wszystkich rzymskich bogw, odbudowany przez cesarza
Hadriana ok. 126 r. pater ac. ojciec", rwnie imi rzymskiego boga Podziemia, pniej
Plutona
Pegaz w greckiej mitologii boski skrzydlaty ko, syn Posejdona i gorgony Meduzy,
brat Chrysaora Persefona grecka krlowa Podziemia, ona Hadesa, crka Zeusa i
Demeter. Rzymski odpowiednik: Prozerpina Piazza Navona plac we wspczesnym
Rzymie, zbudowany na ruinach stadionu Domicjana, gdzie odbyway si igrzyska Pluton
rzymski bg mierci i bogactwa. Grecki odpowiednik: Hades Polybotes gigant, syn Gai
pomerium linia graniczna wok Nowego Rzymu, w staroytnoci linia graniczna
Rzymu Porfyrion w greckiej i rzymskiej mitologii krl gigantw Posejdon grecki bg
morza, syn tytanw Kronosa i Rei, brat
Zeusa i Hadesa. Rzymski odpowiednik: Neptun pretor wybierany urzdnik rzymski,
dowdca wojska Prozerpina rzymska krlowa Podziemia. Grecki odpowiednik:
Persefona
Rea Sylwia kapanka, matka Romulusa i Remusa, zaoycieli Rzymu
Romulus i Remus bliniaczy synowie Marsa i kapanki Rei Sylwii, wrzuceni do
Tybru przez brata swojego dziadka Amuliusa, uratowani i wychowani przez wilczyc

Lup. Po osigniciu penoletnoci zaoyli Rzym Saturn rzymski bg rolnictwa, syn


Urana i Gai, ojciec Jupitera. Grecki odpowiednik: Kronos Senatus Populusque Romanus
(SPQR) Senat i Lud Rzymu", oficjalny emblemat rzdu Republiki Rzymskiej, pniej
legionw cesarskich skolopendra w greckiej mitologii olbrzymi potwr morski z
wochatymi nozdrzami, paskim ogonem i rzdem petwiastych ng po bokach skorpion
rzymska balista
stymfalijskie ptaki w mitologii greckiej ludoercze ptaki ze spiowymi dziobami i
ostrymi pirami, ktrymi zabijay ludzi jak strzaami z uku; powicone Aresowi, bogu
wojny Tanatos grecki bg mierci. Rzymski odpowiednik: Letus Tartar maonek Gai,
duch otchani, ojciec gigantw telchiny demony morskie z wysp Kos i Rodos, dzieci
Thalassy
i Pontosa; miay psie gowy i petwy zamiast rk Terminus rzymski bg granic i
kamieni milowych Terra rzymska bogini ziemi. Grecki odpowiednik: Gaja trirema
staroytny okrt grecki z trzema rzdami wiose w kadej burcie
Tyber trzecia co do dugoci rzeka we Woszech. Nad jego brzegami zosta zaoony
Rzym. W staroytnoci umiercano w nim przestpcw Tyberiusz cesarz rzymski (1437), jeden z najwikszych rzymskich wodzw, zapamitany te jako ponury samotnik,
ktry tak naprawd nie chcia by cesarzem Tyche grecka bogini powodzenia, crka
Hermesa i Afrodyty.
Rzymski odpowiednik: Fortuna tyrs bro Bachusa, laska zakoczona szyszk sosny,
opleciona bluszczem
tytani rasa potnych greckich bogw, potomkw Uranosa i Gai, ktrzy panowali w
Zotej Erze i zostali obaleni przez ras modszych bogw, Olimpijczykw Via Labicana
staroytna droga w Italii wiodca z Rzymu na poudniowy wschd Via Principalis
gwna ulica w rzymskim obozie lub forcie Wenus rzymska bogini mioci i piknoci,
maonka Wulkana, zakochana w Marsie, bogu wojny. Grecki odpowiednik: Afrodyta
westalki rzymskie kapanki Westy, bogini ogniska domowego. Westalki luboway
dziewictwo, by powici si cakowicie studiowaniu i odprawianiu rytuaw religijnych
Wiktoria rzymska bogini siy, szybkoci i zwycistwa. Grecki odpowiednik: Nike Wrota
mierci ukryte przejcie, ktrym dusze zmarych mogy si przedosta z Podziemia do
wiata miertelnikw Wulkan rzymski bg ognia i rzemios, zwaszcza kowalstwa, syn

Jupitera i Junony, maonek Wenus. Grecki odpowiednik: Hefajstos


Zeus grecki bg nieba, krl bogw. Rzymski odpowiednik: Jupiter

Related Interests