You are on page 1of 342

Niesamowite przygody modych bohaterw zaczynaj si w innym obozie"

pbogw, a potem przenosz ich daleko, do krainy, nad ktr bogowie nie maj ju
wadzy. Pojawiaj si nowi herosi, odywaj straszliwe potwory i rodz si nowe
przeraajce istoty, a wszystko to ma zwizek ze spenianiem si Przepowiedni o
Siedmiorgu.
RICK RIORDAN jest autorem Czerwonej piramidy i Ognistego tronu z cyklu
Kroniki rodu Kane", a take serii Percy Jackson i bogowie olimpijscy", w ktrej
skad wchodz: Zodziej pioruna, Morze Potworw, Kltwa tytana, Bitwa w
labiryncie i Ostatni Olimpijczyk. Jego ksiki zajmoway pierwsze miejsce na licie
bestsellerw New York Timesa. Do jego publikacji dla dorosych naley
popularna seria Trs Navarre, ktra otrzymaa trzy najwysze nagrody w kategorii
powieci grozy. Mieszka w San Antonio w Teksasie, z on i dwoma synami
www.galeria ksiki pl
DOM HADESA
Galeria
Ksiki

OLIMPIJSCY HEROSI 4

DOM HADESA

RICK RIORDAN
Przeoy Andrzej Polkowski
Wydawnictwo Galeria Ksiki
Krakw 2013
Moi cudowni czytelnicy!
Przepraszam za to nage i niespodziewane zakoczenie. No, moe nie do kocu
szczerze... HAHAHAHA!
A teraz ju powanie: kocham was!

I
HAZEL
Niewiele brakowao, by podczas trzeciego ataku Hazel zostaa zmiadona
olbrzymim gazem. Wpatrywaa si w mg, dziwic si, e przelot nad jakim
gupim grzbietem grskim mg okaza si tak trudny, kiedy rozbrzmiay okrtowe
dzwonki alarmowe.
Ster na praw burt! wrzasn Nico z przedniego pomostu latajcego
okrtu.
Leo zakrci koem sterowym i Argo II" dokona ostrego zwrotu w lewo; jego
powietrzne wiosa ciy chmury jak rzdy dugich noy.
Hazel popenia bd: spojrzaa za burt. Prosto na ni mkn ciemny kulisty
ksztat. Pomylaa: Dlaczego ksiyc na nas spada?", a potem krzykna i pada na
pokad. Olbrzymi gaz przelecia jej nad gow tak blisko, e podmuch odgarn jej
wosy z czoa.
TRZASK!
Run przedni maszt - agiel, drzewce, reje i Nico, wszystko zwalio si na
pokad. Gaz, wielki jak furgonetka, znikn we mgle, jakby mia gdzie do
zaatwienia pilny interes.
- Nico! - Hazel podbiega do niego, gdy Leo wyrwna poziom.
- Nic mi nie jest - mrukn Nico, wygrzebujc si spod aglowego ptna.
Pomoga mu wsta i oboje ruszyli chwiejnym krokiem ku rufie. Hazel zerkna
za burt, tym razem ostroniej. Chmury rozwiay si im tyle, e w dole dostrzega
szczyt gry: ostry jak dzida zb czarnej skay wyrastajcy z poronitych mchem
zboczy. A na samym szczycie sta bg gr - jeden z numina montium, jak nazywa je
Jason. Albo ourae, po grecku. Jak zwa, tak zwa, ale spotkanie z nimi nie naleao
do przyjemnoci.
Podobnie jak inni, ktrych ju. spotkali, mia na sobie prost bia tunik, a
skr chropowat i ciemn jak bazalt. Mierzy prawie dwa metry i by uminiony
jak kulturysta. Mia rozwian bia brod, postrzpione wosy i dzikie spojrzenie,
jak jaki szalony pustelnik. Rykn co, czego Hazel nie zrozumiaa, ale z ca
pewnoci nie byy to sowa powitania. Wyrwa kawa skay ze szczytu gry i zacz
go ugniata w kul.
Po chwili mga przysonia szczyt, ale kiedy bg gr rykn ponownie,
odpowiedziay mu z .oddali gosy innych numina, toczc si echem po dolinach.
- Gupi skalni bogowie! zawoa z rufy Leo. -Ju po raz trzeci bd musia
wymienia maszt! Mylicie, e maszty rosn na drzewach?!
Nico zmarszczy brwi.

- Maszty s z drzew.
- Nie o to chodzi!
Leo zapa za jedn z dwigni wystajcych z kontrolera Nintendo Wii i zakrci
ni. Niedaleko od niego w pokadzie rozwar si otwr i wychyno z niego dziao z
niebiaskiego spiu. Hlazel zdya zatka uszy, gdy dziao wzbio si pod niebo,
miotajc metalowymi kulami, za ktrymi cigny si smugi zielonego ognia. Kule
na chwil zawisy w powietrzu, wyrosy im kolce podobne do skrzyde helikoptera,
po czym pociski znikny we mgle. Chwil pniej przez gry przetoczya si seria
eksplozji, a po niej ryk rozwcieczonych bogw gr.
- Ha! - krzykn Leo.
Niestety, jak podejrzewaa Hazel, sdzc po skutkach ich dwch poprzednich
spotka ze skalnymi bogami, jego najnowsza bro tylko ich rozwcieczya.
Jeszcze jeden gaz wisnza lew burt.
- Wynomy si std! - zawoa Nico.
Leo mrukn pod nosem par niepochlebnych sw pod adresem numina, ale
obrci koem sterowym. Silniki zahuczay. Magiczny takielunek napi si, a okrt
poszybowa prawym halsem, nabierajc szybkocL Lecieli znowu na pnoc,
podobnie jak przez dwa poprzednie dni.
Hazel rozlunia si dopiero wtedy, gdy gry zostay daleko za ruf. Mga
opada. Pod nimi poranne soce owietlao woski krajobraz - agodne zielone
wzgrza i zote pola, podobne do tych z pnocnej KaliforniL atwo byo sobie
wyobrazi, e powracaj do Obozu Jupiter.
Zrobio jej si ciko na sercu. Obz Jupiter by jej domem zaledwie przez osiem
miesicy, odkd Nico wyprowadzi j z Podziemia, ale teraz tsknia za nim bardziej
ni za rodzinnym domem w Nowym Orleanie, a ju o wiele bardziej ni za Alask,
gdzie umara w 1942 roku.
Tsknia za swoj prycz w baraku Pitej Kohorty. Tsknia za kolacjami w
wielkiej jadalni, z duchami wiatru polatujcymi z pmiskami nad stoami i
legionistami dowcipkujcymi na temat ostatnich manewrw. Pragnli spacerowa po
ulicach Nowego Rzymu, trzymajc si za rce z Frankiem Zhangiem. Chciaa by
znowu zwyk dziewczyn majc kochanego, opiekuczego chopaka.
A przede wszystkim pragna czu si bezpieczna. Miaa ju do nieustannego
napicia i strachu.
Staa na pokadzie rufowym. Nico wyciga sobie drzazgi z ramion, a Leo
naciska guziki na konsoli sterujcej okrtem.
- No. to byo szlagtastyczne - powiedzia. - Mam obudzi reszt?
Hazel kusio, by odpowiedzie tak", ;ale pomylaa, e reszta zaogi miaa
nocn wacht i zasuya na odpoczynek. A nie bya to spokojna wachta, bo co par
godzin musieli odpiera ataki kolejnych rzymskich potworw, ktrym Argo II"
wyda si smacznym kskiem.

Kilka tygodni temu z trudem uwierzyaby, e mona przespa atak boga gr, ale
teraz nie miaa wtpliwoci, e przyjaciele wci chrapi zdrowo pod pokadem.
Sama. gdy tylko nadarzaa si sposobno, by rzuci si na koj, natychmiast
zasypiaa jak pod narkoz.
- Niech odpoczywaj - powiedziaa. - Bdziemy musieli sami wytyczy jaki
inny kurs.
Leo westchn ciko, wpatrujc si w monitor. W poszarpanej roboczej koszuli
i poplamionych smarem dinsach wyglda, jakby przed chwil przegra zapasy z
lokomotyw.
Od czasu, gdy ich przyjaciele, Percy i Annabeth, wpadli do Tartaru, Leo bez
przerwy harowa. Czsto wpada w zo i bywa jeszcze bardziej pobudzony ni
zwykle.
Hazel martwia ta zmiana, ale w gbi duszy czua ulg. Kiedy Leo umiecha si
i artowa, za bardzo przypomina jej Sam my ego, jej pradziadka... jej pierwszego
chopaka... dawno temu, w 1942 roku.
Dlaczego jej ycie musi by tak pokrcone?
- Inny kurs mrukn Leo. Czyli jaki?
Na monitorze janiaa mapa Woch. Apeniny biegy przez pwysep w ksztacie
dugiego buta. Zielona kropka Argo II" mrugaa po zachodniej stronie pasma gr,
kilkaset kilometrw na pnoc od Rzymu. Kurs mia by prosty. Ich celem by Epir
w Grecji, gdzie powinni znale wityni zwan Domem Hadesa (albo Plutona, jak
go nazywali Rzymianie, albo, jak go nazywaa w mylach Hazel: Najgorszego
Nieobecnego Ojca).
Aby dotrze do Epiru, powinni lecie prosto na wschd nad Apeninami i
Adriatykiem. Niestety, za kadym razem, gdy prbowali przelecie nad grami,
atakowali ich miejscowi bogowie.
Przez ostatnie dwa dni lecieli wic na pnoc, majc nadziej na znalezienie
jakiej bezpiecznej przeczy. Bez skutku. Numina montium byli synami Gai, znienawidzonej przez Hazel bogini. Byli ich nieprzejednanymi wrogami. Leo nie by
w stanie wznie Argo II wyej, by unikn ich atakw, a mimo caego systemu
obronnego, w ktry wyposay okrt, nie mg przedrze si poza gry, nie
ryzykujc roztrzaskania go na kawaki przez gazy miotane przez tych bazaltowych
bogw.
-To przez nas - powiedziaa Hazel. - Przeze mnie i Nica. Numina nas wyczuwaj.
Spojrzaa na swojego brata przyrodniego. Odkd wyswobodzili go z niewoli u
olbrzymw, powoli nabiera si, ale wci by aonie chudy. Czarna koszulka i
dinsy wisiay na nim jak na szkielecie. Dugie czarne wosy opaday mu na
zapadnite oczy. Jego oliwkowa skra nabraa chorobliwego zielonkawobiaego
odcienia, jak brzozowy sok.
Liczc po ludzku, mia niecae czternacie lat, a wic by zaledwie o rok starszy

od Hazel, ale w ich przypadku sam wiek nie decydowa o wszystkim. Podobnie jak
Hazel, Nico di Angelo by pbogiem pochodzcym z innej ery. Promieniowa jak
siaui energi - i melancholi pync z wiedzy o tym, e nie naley do
wspczesnego wiata.
Hazel krtko go znaa, ale rozumiaa, a nawet podzielaa jego smutek. Dzieci
Hadesa (albo Plutona) rzadko maj szczliwe ycie. A sdzc z tego, co Nico
powiedzia jej poprzedniej nocy, kiedy dotr do Domu Hadesa, czeka ich jeszcze
najwiksze wyzwanie - ktrego zabroni jej wyjawia innym.
Nico zacisn palce na rkojeci swojego stygijskiego miecza.
- Duchy ziemi nie lubi dzieci Podziemia. To prawda. Wazimy im za skr...
dosownie. Myl jednak, e te numina i tak wywszyyby nasz okrt. Wieziemy
Aten Partenos. Ten posg jest jak magiczna latarnia morska.
Hazel przeszed dreszcz, gdy pomylaa o potnym posgu zalegajcym w luku.
Duo ich kosztowao wydobycie go z jaskini pod Rzymem, ale wci nie mieli
pojcia, co z nim zrobi. Jak dotd tylko przyciga coraz to nowe potwory.
Leo przesun palcem po monitorze, w d mapy Woch.
Nie przelecimy nad gramL Dopadn nas wszdzie.
Moemy przepyn morzem. Wok poudniowego kraca Woch.
To duga droga - powiedzia Nico. No i nie mamy... no wiecie, naszego eksperta
od eglugi Percyego.
To imi zawiso w powietrzu jak nadcigajca burza.
Percy Jackson, syn Posejdona... pbg, ktrego Hazel chyba najbardziej lubia i
podziwiaa. Tyle razy uratowa jej ycie podczas ich wyprawy na Alask, a kiedy
potrzebowa jej pomocy w Rzymie, zawioda go. Patrzya, bezsilna, jak on i
Annabeth spadaj w t otcha.
Wzia gboki oddech. Percy i Annabeth wci yj. Wiedziaa to, czua to w
duszy. Wci moga im pomc, gdyby tylko dotara do Domu Hadesa, gdyby tylko
udao jej si sprosta wyzwaniu, przed ktrym ostrzeg j Nico.
- A gdyby dalej lecie na pnoc? zapytaa. - Przecie musi by jaka przecz,
jaka przerwa midzy tymi grami.
Leo pomajstrowa przy zainstalowanej na konsoli spiowej kuli Archimedesa swojej najnowszej i najniebezpieczniejszej zabawce. Za kadym razem, gdy Hazel
na ni spojrzaa, robio jej si sucho w ustach. Baa si, e Leo pomyli kombinacj
szyfru na kuli i przypadkowo zdmuchnie ich wszystkich z pokadu albo wysadzi cay
okrt w powietrze. Albo zamieni Argo II " w olbrzymi toster.
Tym razem mieli szczcie. Z kuli wyrosa kamera, ktra wywietlia nad
konsol trjwymiarowy obraz Apeninw.
No nie wiem. Leo przyjrza si hologramowi - Nie widz na pnocy adnej
dobrej przeczy. Ale wol ten pomys od powrotu na poudnie. Wszdzie, tylko nie
znowu do Rzymu.
Nie oponowa Rzym nie by miym wspomnieniem dla nikogo.

- Cokolwiek zrobimy - odezwa si Nico - powinnimy si pospieszy. Kady


dzie, ktry Annabecth i Percy musz spdzi w Tartarze...
Nie musia koczy. Mieli nadziej, e Percy i Anabeth zdoaj przetrwa w
Tartarze na tyle dugo, by odnale wewntrzny stron Wrt mierci Potem,
zakadajc, e Argo II" dotrze do Domu Hadesa, moe im si uda otworzy wrota
od strony miertelnego wiata, ocali przyjaci i zamkn wejcie do Tartaru, by
wojska Gai nie odradzay si bezustannie w wiecie miertelnikw.
Tak... Ten plan musi si powie.
Nico spojrza ponuro na woski krajobraz.
Moe jednak powinnimy obudzi innych. Ta decyzja dotyczy nas wszystkich.
Nie - powiedziaa Hazel. - Sami znajdziemy jakie rozwizanie.
Nie bardzo wiedziaa, dlaczego si przy tym upiera, ale od opuszczenia Rzymu
zaoga zacza si rozsypywa. Wczeniej nauczyli si dziaa zespoowo. A
potem... bum... dwoje ich najwaniejszych przyjaci spado do Tartaru. Percy by
trzonem grupy. To on dawa im poczucie pewnoci, kiedy eglowali przez Atlantyk i
Morze rdziemne. A Annabeth bya de facto ich przywdczyni. Sama odnalaza
Aten Partenos. Bya z nich najbystrzejsza, zawsze potrafia znale jakie
rozwizanie.
Gdyby Hazel budzia ca zaog kadym razem, kiedy pojawia si jaki
problem, koczyoby si to ktniami, po ktrych wszyscy czuliby si jeszcze
gorzej.
Musi zrobi wszystko, by Percy i Annabeth byli z niej dumni Musi przej
inicjatyw. Nie moe uwierzy, e jej jedyn rol w tej wyprawie ma by to, przed
czym ostrzega j Nico: usunicie jakiej przeszkody czekajcej na nich w Domu
Hadcsa. Odsuna od siebie t myl.
- Trzeba pomyle. Twrczo. Znale inny sposb przekroczenia tych gr albo
ukrycia si przed ich bogami
Nico westchn.
- Gdyby chodzio tylko o mnie, mgbym zamieni si w widmo. Ale nie
zamieni caego okrtu. I.. prawd mwic, nie jestem pewien, czy mam w sobie
do si. by samemu tak podrowa.
- Moe mgbym zmajstrowa iaki kamufla - powiedzia Leo.
- Jak zason dymn, ktra ukryaby nas w chmurach.
W jego gosie brak byo entuzjazmu.
Hazel spojrzaa w d, na wiejski krajobraz, mylc o tym, co jest pod nim
krlestwo jej ojca, pana Podziemia, tylko raz spotkaa Plutona, ale wwczas nawet
nie zdawaa sobie sprawy z tego, kim on jest. Nigdy nie oczekiwaa od niego
pomocy - ani w czasie swojego pierwszego ycia, ani wtedy, kiedy bya duchem w
Podziemiu, ani po tym, jak Nico cign j z powrotem do wiata ywych.
Tanatos, suga jej ojca, bg mierci, zasugerowa jej, e moe powinna by

wdziczna Plutonowi za to, e j ignoruje. W kocu nie powinna y. Gdyby ojciec


si ni zainteresowa, mgby zada jej powrotu do wiata umarych.
Co oznaczao, e wzywanie Plutona byoby bardzo zym pomysem. A jednak...
Sowa modlitwy same si w niej narodziy.
Tato, prosz. Musz znale drog do twojej wityni w Grecji.. do Domu
Hadesa. Jeli tam jeste, poka mi, co mam zrobi".
Na skraju horyzontu przycign jej uwag jaki ruch - co maego i beowego
nikno przez pola z niewiarygodn prdkoci, pozostawiajc za sob smug jak
odrzutowiec.
Nie wierzya wasnym oczom. Nie miaa uwierzy, ale to... to musi by...
- Arion.
- Co? - zapyta Nico.
Leo krzykn z radoci, kiedy powy oboczek nieco si przybliy.
- Stary, to jej ko! Szkoda, e ci przy tym nie byo. Nie widzielimy go od
Kansas!
Hazel rozemiaa si - po raz pierwszy od wielu dni Tak dobrze byo zobaczy
starego przyjaciela...
Beowa plamka okrya jedno ze wzgrz na pnocy i zatrzymaa si na jego
szczycie. Hazel jeszcze go dobrze nie widziaa, ale kiedy ko stan dba i zara,
jego gos dotar a do ,,Argo II" i ju nie miaa wtpliwoci To by Arion.
- Musimy si z nim spotka. Przyby tu, eby nam pomc.
- No dobra - Leo podrapa si po gowic - ale... no... mwilimy, eby ju nigdy
nie ldowa na ziemi, chyba pamitasz? Przecie Gaja tylko na to czeka.
- Wystarczy, e si tam zbliysz. Zejd po drabince linowej. -Serce bio jej
mocno. - Myl, e Arion chce mi co powiedzie.

II
HAZEL
Hazel jeszcze nigdy nie bya tak szczliwa. No, moe z wyjtkiem tego
wieczoru, kiedy podczas uczty w Obozie Jupiter, po zwycistwie nad hordami Gai,
Frank pocaowa j po raz pierwszy... Ale trwao to tak krtko...
Gdy tylko opucia si na ziemi, podbiega do Ariona i zarzucia mu rce na
szyj.
Tskniam za tob! - Przycisna twarz do ciepego boku konia, pachncego
morsk sol i jabkami - Gdzie si podziewae?
Arion zara cicho. Hazel aowaa, e nie potrafi mwi koskim jzykiem, jak
Percy, ale teraz go zrozumiaa. W tym reniu bya jaka niecierpliwo, jakby Arion
mwi: Nie ma czasu na sentymenty, dziewczyno! Wsiadaj!.
- Chcesz mnie dokd zabra?
Arion pokiwa bem, grzebic kopytem w ziemi Jego ciemnobrzowe oczy
byszczay przynaglajco.
Hazel wci nie moga uwierzy, e jej przyjaciel naprawd tu jest. Potrafi
mkn po kadej powierzchni, nawet morza, ale staroytne krainy wok Morza
rdziemnego na pewno nie byy dla niego bezpieczne. Jak dla wszystkich pbogw
i ich sprzymierzecw.
Nie przybyby tu, gdyby ona nie znalaza si w trudnej sytuacji. I by taki
poruszony... Cokolwiek zdoao zaniepokoi tego nieustraszonego konia, powinno
napeni j strachem.
Ale nie odczuwaa lku, raczej eufori. Miaa ju do choroby morskiej i
powietrznej. Na pokadzie Argo II" czua si jak skrzynia z balastem. Cieszy j
powrt na twardy grunt, nawet jeli to byo terytorium Gaji. Juz bya gotowa
wskoczy na koski grzbiet.
- Hazel! - zawoa z okrtu Nico. - Co si dzieje?
- Wszystko gra!
Przykucna i podniosa z ziemi bryk zota. Aha, wic coraz lepiej panuje nad
swoj moc. Ju dawno nie wyskakiway wok niej drogie kamienie, a teraz
wycignicie zota z ziemi okazao si takie atwe.
Podaa Arionowi bryk - jego ulubion przeksk. Potem umiechna si do
Leona i Nica, ktrzy obserwowali j znad szczytu drabinki, jakie trzydzieci
metrw wyej.
- Arion chce mnie dokd zabra.
Chopcy wymienili przeraone spojrzenia.
- Och.. - Leo wskaza na pnoc. - Tylko mi nie mw, e chce ci zabra tam!

Hazel bya tak skupiona na Arionie, e do tej pory nie dostrzega zagroenia.
Kilometr od niej, na grzbiecie najbliszego wzgrza, zbieraa si burza nad jakimi
ruinami - moe rzymskiej wityni albo twierdzy. Lejowata chmura peza w d, ku
wzgrzu, jak czarny palec.
Hazel poczua smak krwi Spojrzaa na Ariona.
- Chcesz popdzi tam!
Arion zara, jakby i chcia powiedzie: .Tak, i to szybko!"
No c... poprosia o pomoc. Czyby ojciec jej odpowiedzia?
Tak miaa nadziej, ale w tej burzy wyczuwaa co wicej ni dziaanie
Plutona... co mrocznego, potnego i raczej niezbyt przyjaznego.
A jednak... to jej szansa, by pomoc przyjacioom - by ich poprowadzi. a nie
tylko za nimi i.
Zacisna pas swojego kawaleryjskiego miecza z cesarskiego zota i wspia si
na grzbiet Ariona.
- Bdzie dobrze! - zawoaa do Nica i Leona. Zostacie tu i czekajcie na
mnie!
- Jak dugo? - zapyta Nico. - A jeli nie wrcisz?
- Nie martw si, wrcobiecaa, majc nadziej, e si nie myli. Uderzya
pitami w boki Ariona i pomknli przez woski krajobraz prosto w nasilajce si
tornado.

III
HAZEL
Stoek czarnej mgy pochon wzgrze.
Arion pomkn prosto w t czer.
Na szczycie Hazel poczua si tak, jakby si znalaza w innym wymiarze. wiat
utraci barwy. Wzgrze otaczay ciany nieprzeniknionej ciemnoci. Niebo
poszarzao. Ruiny zalniy biel. Nawet sier Ariona nie bya ju brzowa, tylko
popielata.
W samym oku burzy powietrze znieruchomiao. Hazel czua zimne mrowienie na
skrze, jakby j natarto spirytusem. Przed ni w omszaych murach ziaa ukowata
brama wiodca na co w rodzaju dziedzica.
W mroku niewiele widziaa, ale wyczuwaa wewntrz czyj obecno, jakby
bya grudk elaza w pobliu potnego magnesu. Co j tam przycigao z
nieodpart sil.
A jednak si zawahaa. Powstrzymaa Ariona, .a on zacz niecierpliwie
przebiera nogami w miejscu, drc kopytami pkajcy z trzaskiem grunt.
Gdziekolwiek stpn, tam trawa, piach i kamienic staway si biae jak szron.
Przypomniaa sobie Lodowiec Hubbarda na Alasce - jak jego powierzchnia
trzeszczaa pod jei stopami. Przypomniaa sobie dno tej strasznej jaskini w Rzymie,
ktro rozpado si. wcigajc Percyego i Annabeth w czelu wiodc do Tartaru.
Miaa nadziej, e ten czarno-biay szczyt wzgrza nie rozpadnie si pod ni, ale
uznaa, e nie moe sta w miejscu.
A wic naprzd, koniku.
Jej gos by przytumiony, jakby mwia w poduszk.
Arion przebieg truchtem przez sklepiony bram. Zrujnowane mury otaczay
kwadratowy dziedziniec wielkoci kortu tenisowego. Trzy inne bramy, po jednej w
kadym boku, wiody na pnoc, wschd i zachd. Porodku dziedzica krzyoway
si dwie brukowane cieki W powietrzu wisiaa mga - biae strzpy, ktre wiy si
i faloway jak ywe.
To nie mga, zdaa sobie sprawHazel. To Mga:.
Wiele razy syszaa o Mgle - o tym magicznym woalu, ktry ukrywa wiat
mitw przed oczami miertelnikw. Mga sprawiaa, e ludzie, a nawet pbogowie,
patrzyli na potwory, a widzieli nieszkodliwe zwierzta, patrzyli na bogw, a widzieli
zwykych ludzi.
Hazel nigdy nie wyobraaa sobie Mgy jako realnej mgy, ale teraz, kiedy
patrzya na szarobiae wapory wijce si wok ng Ariona i przepywajce pod
wyszczerbionymi ukami ruin, dostaa gsiej skrki. Czua, e te biae strzpy

przesycone s czysty magi.


W oddali zawy pies. Arion, ktry rzadko si czego ba, stan dba i parskn
lkliwie.
Spokojnie. - Pogaskaa szyj konia. Jestemy w to wpltani oboje, ty i ja. A
teraz zejd, dobrze?
Zelizna si z jego grzbietu. Natychmiast odwrci si i puci galopem.
Arionie, zacze...
Ale ko ju znikn we mgle.
Ju nie byli w to wpltani oboje.
Znowu usyszaa wycie psa - tym razem bliej.
Ruszya ku rodkowi dziedzica. Mga oblepiaa j jak szron cianki
zamraalnika.
- Hej?! - zawoaa.
Hej! odpowiedzia jaki glos.
W pnocnej bramie pojawia si blada posta kobiety. Nie, zaraz... we
wschodniej bramie. Nie, w zachodniej, Trzy widma tej samej kobiety kroczyy
ciekami ku rodkowi dziedzica. Kobieta z Mgy o rozmazanych ksz.tatach, a u
jej stp cigny si dwa mniejsze strzpy mgy, jak ulubione zwierzaki.
Dosza do rodka dziedzica i jej trzy formy zlay si w jedn. Zmaterializowaa
si w mod kobiet w ciemnej sukni bez rkaww. Zote wosy miaa wysoko upite
w koski ogon, jak staroytne Greczynki Jej suknia bya tak jedwabista, e zdawaa
si falowa, jakby z ramion spywa jej czarny atrament. Sdzc po wygldzie,
moga mie najwyej dwadziecia lat, ale Hazel wiedziaa, e sam wygld niczego
nie oznacza.
- Hazel Levesque - powiedziaa kobieta.
Bya pikna, cho miertelnie blada. Kiedy, w Nowym Orleanie, Hazel
zmuszono do czuwania przy zmarej koleance ze szkoy. Zapamitaa widok
martwego ciaa dziewczynki w otwartej trumnie. Makija na jej twarzy sprawia, e
wygldaa, jakby bya pogrona w spokojnym nie, co w Hazel budzio przeraenie.
Kobieta przypominaa t dziewczynk, z jednym wyjtkiem: miaa otwarte oczy,
oczy ziejce czerni. Kiedy przechylia gow, zdawaa si ponownie rozszczepia
na trzy postacie... Mgliste powidoki, jak fotografia kogo, kto szybko si porusza.
- Kim jeste? -Hazel zacisna palce na rkojeci miecza. - To znaczy... ktr
bogini?
Tego bya pewna. Ta kobieta promieniowaa moc. Wszystko wok niej kbica si Mga, jednobarwna burza, widmowa powiata na ruinach - istniao tylko
dziki niej.
- Ach. - Kobieta pokiwaa gow. - Dam ci troch wiata.
Uniosa ramiona. W jej doniach pojawiy si nagle dwie starowieckie
pochodnie z trzcin. Mga cofna si a do murw. Dwie mgliste smugi u sandaw
kobiety zmaterializoway si w czarnego labradora i dugiego, szarego gryzonia z

bia otoczk wok pyska. asica?


Kobiela umiechna si agodnie.
-JestemHekate. Bogini magii. Mamy wiele do omwienia, jeli chcesz przey t
noc.

IV
HAZEL
Hazel chciaa uciec, ale jej stopy jakby wrosy w pobielay grunt.
Spomidzy ziemi, jak pdy rolin, wyrosy dwa metalowe uchwyty. Hekate
umiecia w nich ponce pochodnie, a potem obesza Hazel dookoa, patrzc na ni,
jakby byy partnerkami w jakim dziwnym tacu.
Czarny pies i asica szy za ni krok w krok.
-Jeste podobna do swojej matki - powiedziaa w kocu bogini.
Hazel poczua ucisk w gardle.
- Znaa j?
- Oczywicie. Marie bya wrbitk. Znaa si na czarach, zaklciach i grisgris. Jestem bogini magii.
Bezdenne czarne oczy wpatryway si w Hazel tak intensywnie, jakby prboway
wyssa z niej dusz. Podczas swojego pierwszego ycia w Nowym Orleanie Hazel
musiaa unosi udrki w szkole z powodu swojej matki Dzieciaki nazyway j
wiedm. Siostry zakonne pomrukiway, e matka Hazel ma kontakty z diabem.
Skoro siostry bay si mojej mamy pomylaa to co by dopiero byo, gdyby
zobaczyy t bogini?".
- W wielu budz strach - powiedziaa Hekate, jakby czytaa w jej mylach. Ale magia nie jest ani dobra, ani vela, to narzdzie, jak n. Czy n jest zy? Tylko
wtedy, gdy zy jest ten, kto ma go w rku.
- Moja... moja matka... tak naprawd... nie wierzya w magi. Ona tylko
udawaa, dla pienidzy.
asica warkna i obnaya zby. Spod jej ogona dobiegi cichy pisk. W innych
okolicznociach puszczajca gazy asica mogaby budzi miech, ale Hazel nie
rozemiaa si. Czerwone oczka gryzoni,i zalniy zowrogo jak dwa rozjarzone
wgielki.
- Spokj, Gale - powiedziaa Hekate. Spojrzaa na Hazel i wzruszya
ramionami, jakby za co przepraszaa. - Gale nie znosi, kiedy mwi si przy niej o
niedowiarkach i oszustach udajcych magikw. Kiedy sama bya czarownic.
Twoja asica bya czarownic?
- To nie asica, to skunks. Ale... tak. Gale bya kiedy niezbyt mi
czarownic.Nie dbaa o higien osobist i miaa okropne... och, przypadoci
odkowe. - Machna rk przed nosem.
I przez ni moi wyznawcy nie cieszyli si dobr saw.
- Aha.
Hazel staraa si nie patrze na gryzonia. Nie chciaa nic wiedzie o jego

problemach odkowych.
- W kadym razie cigna Hekate - zamieniam j w samic skunksa. To
bardziej do niej pasuje.
Hazel przekna lin. Spojrzaa na czarnego psa, ktry namitnie liza do
bogini.
- A twj labrador...
- Och, to jest Hekuba, dawna krlowa Troi - odrzeka Hekate, jakby to byo
oczywiste.
Pies warkn cicho.
- Masz racj, Hekubo - powiedziaa bogini - Nie mamy czasu na dugie wstpy.
Rzecz w tym, Hazel Levesque, e twoja matka moga sobie twierdzi, e w magi
nie wierzy, ale miaa prawdziwe magiczne zdolnoci. I w kocu to zrozumiaa.
Kiedy poszukiwaa zaklcia, ktre by wezwao Plutona, to ja jej pomogam je
znale.
- Ty?...
Tak. Hekate wci krya wok Hazel. Dostrzegam w niej potencja. Ty masz
jeszcze wikszy.
Hazel poczua zamt w gowie. Przypomniaa sobie wyznanie matki tu przed jej
mierci: jak wezwaa Plutona, jak bg si w niej zakocha i jak, z powodu jej
zachannoci, Hazel urodzia si naznaczona krwi Hazel potrafia wyczarowywa z
ziemi drogie kamienie i zoto, ale kadego, kto ich uy, czekao cierpienie i mier.
A teraz ta bogini mwi, e ona to wszystko sprawia.
- Przez te czary moja matka bardzo cierpiaa. Cae moje ycie...
- Gdyby nie ja, nie byoby ci na wiecie - przerwaa jej cierpko Hekate. Nie
mam czasu na twoje fochy. Ty go te nie masz. Bez mojej pomocy umrzesz.
Czarny pies warkn. Skunks kapn zbami i puci gazy.
Hazel poczua si tak, jakby jej puca wypeni gorcy piasek.
-J akiej pomocy?
Hekate uniosa biae ramiona. W trzech bramach, z ktrych wysza - w
pnocnej, wschodniej i zachodniej - zawirowaa Mga. Zamigotay czarno-biae
postacie, podobne do tych z niemych filmw, ktre wci od czasu do czasu
wywietlano w kinach, kiedy Hazel bya maa.
W bramie zachodniej dwaj pbogowie w zbrojach, grecki i rzymski, walczyli ze
sob pod wielk sosn na zboczu wzgrza. Trawa bya zasiana rannymi i
umierajcymi. Hazel ujrzaa sam siebie pdzc na Arionie przez pole bitwy, by
pooy kres przelewowi krwi.
W bramie wschodniej zobaczya Argo II" szybujcy nad Apeninami Takielunek
okrtu pon. Olbrzymi gaz roztrzaska pokad rufowy. Inny przebi kadub. Okrt
wybuch jak zgnia dynia, a silnik eksplodowa.
Scena w bramie pnocnej bya jeszcze straszniejsza. Leo -omdlay albo martwy
- spada przez chmury. Samotny Frank szed chwiejnym krokiem mrocznym

tunelem, uciskajc palcami rami; koszulk mia poplamiony krwi. Zobaczya


siebie sam w rozleglej jaskini wypenionej pasemkami wiata jak przezroczyst
pajczyn. Usiowaa si przez ni przedrze, a w oddali Percy i Annabeth leeli bez
ycia u stp czarno-srebrnych metalowych podwoi.
- Wybory - powiedziaa Hekate. - Stoisz na rozdrou, Hazel Levesque. A ja
jestem bogini rozdroy.
Grunt zadygota pod stopami Hazel. Spojrzaa w d i zobaczya bysk srebrnych
monet... Wok niej tysice starych rzymskich denarw wyskakiwao z ziemi, jakby
cay szczyt wzgrza zacz wrze. Sceny w trzech bramach musiay wzbudzi w niej
taki niepokj, e bezwiednie wezwaa kady kawaek srebra z okolicy.
- W tym miejscu przeszo ley tu pod powierzchni - powiedziaa Hekate. W dawnych czasach spotykay si tu dwie wane rzymskie drogi. Wymieniano
nowiny. Handlowano. Spotykali si przyjaciele, walczyli ze sob wrogowie. Wielkie
armie musiay tu wybra kierunek, w ktrym pomaszeruj. Rozdroa s zawsze
miejscami podejmowania decyzji.
- Jak... jak Janus.
Hazel przypomniaa sobie wityni Janusa na Wzgrzu witynnym w Obozie
Jupiter. Pbogowie zachodzili tam, gdy mieli podj jak decyzj. Podrzucali
monet - orze, reszka i mieli nadziej, e bg o dwch twarzach wskae im, co maj
zrobi. Nienawidzia tego miejsca. Nigdy nie moga zrozumie, dlaczego jej
przyjaciele tak ochoczo pozbywali si wasnej odpowiedzialnoci na rzecz jakiego
boga. Po tym wszystkim, co przesza, ufaa mqdroci bogw w rwnej mierze co
nowoorleaskiemu automatowi do gry.
Bogini magii prychna pogardliwie.
- Janus i jego drzwi! Skania do uwierzenia, e wszystkie wybory s albo
czarne, ;albo biae, tak albo nie, wej lub wyj. A to nie takie proste. Kiedy
znajdziesz si na rozdrou, zawsze s do wyboru przynajmniej trzy drogi.. albo
cztery, liczc t, ktra przysza. Jeste teraz na takim skrzyowaniu drg, Hazel.
Hazel ponownie spojrzaa na kad bram: wojna pbogw, zniszczenie Argo
II", klska jej samej i jej przyjaci.
- Wszystkie wybory s ze.
Wszystkie wybory wi si z ryzykiem poprawia j bogini - Ale co jest twoim
celem?
Moim celem? Hazel machna rk w stron bram. - aden z tych.
Hekuba warkna. Gale zacza biega wok stp swojej pani, puszczajc gazy i
kapic zbami.
- Moecie wrci do Rzymu, ale tam czekaj na was wojska Gai. adne z was
nie przeyje.
- Wic... co mi radzisz?
Hekate podesza do najbliszej pochodni. Zebraa gar pomieni i zacza z nich

rzebi miniaturow map Woch.


Moecie wybra zachd. Powrci do Ameryki ze zdobycz, z Aten Partenos.
Wasi towarzysze, Grecy i Rzymianie, s na skraju wojny. Moecie ocali ycie
wielu z nich.
Moecie - powtrzya Hazel. Ale Gaja ma si przebudzi w Grecji. To tam
gromadz si olbrzymy.
-To prawda. Swoje przebudzenie Gaja wyznaczya na pierwszy dzie sierpnia, w
wito Spes, bogini nadziei. Budzc si w wito Nadziei, zamierza raz na zawsze
zniweczy wszelkie nadzieje. Nawet jeli uda wam si dotrze na czas do Grecji, czy
zdoacie j powstrzyma? Nie wiem. - Hekate przesuna palcem po skalistych
szczytach Apeninw. - Moecie wyruszy na wschd, poprzez gry, ale Gaja uczyni
wszystko, abycie nie -zdoali opuci Italii. Wezwaa ju bogw gr, by was
powstrzymali.
- Zauwaylimy to.
- Kada prba przekroczenia Apeninw oznacza zniszczenie waszego okrtu.
To pewnie zabrzmi ironicznie, ale to moe by dla caej waszej zaogi
najbezpieczniejszy wybr. Przewiduj, e wszyscy przeyjecie eksplozj. I moliwe,
cho mao prawdopodobne, e uda wam si dotrze do Epiru i zamkn Wrota
mierci. Moecie nawet odnale Gaj i zapobiec jej przebudzeniu. Ale wwczas
oba obozy pbogw zostan zniszczone. Nie bdziecie mieli dokd wrci. - Hekate
umiechna si. Bardziej prawdopodobne jest to, e po zniszczeniu waszego okrtu
zgubicie si w grach. To by oznaczao koniec waszej misji, ale oszczdzioby tobie
i twoim przyjacioom wielu cierpie w przyszoci. Wojna z olbrzymami
zakoczyaby si zwycistwem lub klsk, ale bez was.
Zwycistwem lub klsk bez nas .
Co w niej zatsknio za takim biegiem rzeczy, cho troch j to zawstydzio.
Chciaa y jak normalna dziewczyna. Nie chciaa cierpie, nie chciaa, by cierpieli
jej przyjaciele. Do ju si wszyscy nacierpieli.
Spojrzaa na rodkow bram. Zobaczya Percyego i Annabeth lecych bez
ycia przed tymi czarno-srebrnymi wrotami. Pitrzy si nad nimi mroczny,
humanoidalny cie z uniesion nog. chccy zamieni Percy ego w miazg.
- A co z nimi? - zapytaa lekko drcym gosem. - Z Percym i Annabeth?
Hekate wzruszya ramionami.
- Zachd, wschd, poudnie... oni i tak umr.
-To nie wchodzi w rachub.
A wic pozostaje tylko jedna droga, ale jest najniebezpieczniejsza. - Palec
Hekate przesun si przez miniaturowe Apeniny, pozostawiajc Ma smug wrd
czerwonych pomieni. Tu, na pnocy, jest tajemne przejcie, miejsce, nad ktrym
mam wadz. Przeszed nim Hannibal, maszerujc na Rzym. Bogini zakrelia
palcem uk w gr, na szczyt pwyspu, potem na wschd, ku morzu, potem w d,
wzdu zachodnich wybrzey GrecjiL -Kiedy ju znajdziecie si po drugiej stronie

przejcia przez gry, moecie popyn na pnoc, do Bolonii, a potem do Wenecji.


Stamtd wystarczy przepyn Adriatyk, by dotrze do waszego celu, o, tutaj. Do
Epiru w Grecji.
Hazel nie bardzo si orientowaa w geografii. Nie miaa pojcia, jaki jest
Adriatyk. Nigdy nie syszaa o Bolonii, a jeli chodzi o Wenecj, to obio jej si o
uszy, e s tam kanay i gondole. Ale jedno byo dla niej oczywiste.
-To chyba najdusza droga, jak mona sobie wyobrazi.
- I wanie dlategoGaja nie bdzie si spodziewa, e j wybierzecie. Mog
was troch ukry, ale powodzenie waszej podry zaley od ciebie, Hazel Levesque.
Musisz si nauczy wada Mg.
-Ja? - Hazel poczua, e serce jej zamiera. - Wada Mg? Jak?
Pomienie pochony map Woch. Hekate machna rk w stron czarnego
psa. Mga zawirowaa wok niego, a w kocu znikn w kokonie bieli. Nagle ten
kokon rozwia si I.. puff!... tam, gdzie sta labrador, siedziaa teraz maa czarna
kotka ze zotymi oczami, wyranie zdegustowana.
- Miau - poskarya si.
-Jestem bogini Mgy powiedziaa Hekate. - Na mnie spoczywa
odpowiedzialno za oddzielenie wiata bogw od wiata miertelnikw. Moje
dzieci ucz si wykorzystywa Mg do wasnych celw, tworzy iluzje alho
wpywa na wiadomo miertelnikw. Inni pbogowie te mog si tego nauczy.
I musisz tego dokona, Hazel, jeli chcesz pomc swoim przyjacioom.
Ale... - Hazel spojrzaa na kotk. Wiedziaa, e tak naprawd to Hekuba, czarny
labrador, ale trudno jej byo w to uwierzy. Kotka bya taka realna. - Nie potrafi.
Twoja matka miau zdolnoci magiczne. Ty masz jeszcze wiksze. Jako dzieci
Plutona, ktre powrcio ze wiata umarych, lepiej od innych rozumiesz istot
woalu midzy wiatami. Moesz wada Mg. Bo jeli nie... no c, twj brat Nico
ju ci ostrzeg. Duchy mu powiedziay, jaki spotka ci los. Kiedy dotrzecie do
Domu Hadesa, bdzie tam na was czeka potny wrg, ta ktrej nie da si
zwyciy mieczem. Tylko ty moesz j zwyciy, ale nie dokonasz tego bez
znajomoci magii.
Pod Hazel ugiy si nogi. Przypomniaa sobie ponury grymas na twarzy Nica,
jego palce wbijajce si w jej rami. Nie moesz tego powiedzie innym. Nie teraz.
Ich odwaga osigna punkt krytyczny.
- Kim ona jest? - zapytaa chrypliwyni gosem.
- Nie wypowiem jej imienia. To by jej zdradzio twoj obecno, zanim
bdziesz gotowa stawi jej czoo. Wybierz pnoc, Hazel. Podczas podry wicz
wzywanie Mgy. Kiedy dotrzecie do Bolonii, szukajcie dwch karw. Zaprowadz
was do skarbu, ktry moe wam pomc przey w Domu Hadcsa.
- Nie rozumiem.
- Miau - poskarya si kotka.

-Ju dobrze, Hekubo. - Bogini ponownie machna rk i kotka znikna. Czarny


labrador powrci na swoje miejsce.
- Zrozumiesz, Hazel obiecaa bogini - Od czasu do czasu przyl do ciebie
Gale, eby sprawdzia, jakie robisz postpy.
Skunks sykn, w jogo czerwonych oczkach zabysa zo.
- Cudownie - mrukna Hazel.
- Zanim dotrzecie do Epiru, musisz ju by gotowa. Jeli ci si uda, to moe
jeszcze si spotkamy... na polu decydujcej bitwy.
Decydujcej bitwy" - pomylaa Hazel - Och, co za rado.
Zastanawiaa si, czy potrafiaby zapobiec wydarzeniom, ktrych wizje ujrzaa
we Mgle. Leo spadajcy poprzez chmury, ciko ranny Frank bdzcy w ciemnoci,
Percy i Annabeth na asce i nieasce mrocznego olbrzyma.
Mierziy j zagadki bogini i niejasno jej rad. Zaczynaa gardzi rozdroami.
- Dlaczego mi pomagasz? - zapytaa. - W Obozie Jupiter mwiono, e podczas
ostatniej wojny staa po stronie tytanw.
Czarne oczy Hekate zalniy.
- Bo pochodz z ich rasy... jestem crk Persesa i Asterii. Wadaam Mg na
dugo przed zdobyciem wadzy przez Olimpijczykw. Pomimo tego w pierwszej
wojnie tytanw, cae tysiclecia temu, stanam po stronie Zeusa przeciw
Kronosowi. Nie byam lepa na okruciestwa Kronosa. Miaam nadziej, e Zeus
okae si lepszym krlem.
Rozemiaa si gorzko.
Kiedy Demeter utracia swoj crk Persefon, porwan przez twojego ojca,
wiodam j przez ciemno, owietlajc jej drog pochodniami, pomagajc jej
szuka crki. A kiedy giganci powstali po raz pierwszy, ponownie stanam po
stronie bogw. Pokonaam mojego odwiecznego wrogaKIytiosa, stworzonego przez
Gaj, by pochania i unicestwia moj magi.
- Klytios. - Hazel po raz pierwszy usyszaa to imi, ale wypowiedzenie go na
gos sprawio, e zmartwiaa. Zerkna na wizj w bramie pnocnej - potn
mroczn posta pitrzc si nad Percym i Annabeth. - To on czeka na nas w Domu
Hadesa?
Och, tak, czeka tam na was. Ale najpierw musisz pokona czarownic. Bo jeli
nie...
Strzelia palcami i wszystkie trzy bramy pociemniay. Mga rozwiaa si, wizje
zaniky.
- Wszyscy musimy dokonywa wyborw - powiedziaa bogini,
- Kiedy Kronos powsta po raz drugi, popeniam bd. Poparam go. Miaam ju,
do ignorowania mnie przez, tak zwanych wikszych bogw. Suyam imtak
dugo, a oni nigdy mi nie zaufali, nie raczyli da miejsca w sali bogw...
Skunks parskn gniewnie.
- Ale to dawne czasy. Bogini westchna. - Zawaram pokj z Olimpem. I

pomog bogom nawet teraz, kiedy s w opaach, bo ich greckie i rzymskie


uosobienia walcz ze sob. Zawsze byam i nadal jestem tylko Hekate. Pomog wam
w walce z gigantami, jeli okaecie si tego warci. Teraz ty musisz dokona wyboru,
Hazel Lewesque. Zaufasz mi.. czy mn wzgardzisz, jak zbyt czsto czynili bogowie
Olimpu?
Hazel zaszumiao w uszach. Czy mogaby zaufa tej pospnej bogini, ktra
zrujnowaa ycie jej matce, obdarzajc j magicznymi zdolnociami? Co to to nie.
Ale tej czarnej suki i tego mierdzcego skunksa te nie polubia.
Ale wiedziaa, e nie moe pozwoli, by Percy i Annabeth zginli u Wrt
mierci.
- Wybieram pnoc. - owiadczya. Przedostaniemy si przez gry twoim
tajemnym przejciem.
Hekate kiwna gow, a przez jej twarz przemkn cie zadowolenia.
Dokonaa dobrego wyboru, chocia nie bdzie to atwa droga. Napotkacie wiele
potworw. Z. Gaj sprzymierzyli si nawet niektrzy z moich sug w nadziei na
zniszczenie waszego wiata.
Wyja pochodnie z uchwytw.
- Przygotuj si, crko Plutona. Jeli pokonasz czarownic, znowu si spotkamy.
Zrobi wszystko, co w mojej mocy-obiecaa Hazel. I.. Hekate... ja nie wybieram
jednej z twoich drg. Wybieram wasn.
Bogini uniosa brwi. Skunks drgn, pies zawarcza.
Znajdziemy sposb, by powstrzyma Gaj - powiedziaa Hazel - Ocalimy
naszych przyjaci uwizionych wTartarze. Nie dopucimy ani do zniszczenia
naszego okrtu, ani do wojny midzy Obozem Jupiter i Obozem I Herosw. Tego
wszystkiego zamierzamy dokona.
- Ciekawe powiedziaa Hekate. jakby Hazel bya nieoczekiwanym rezultatem
jakiego naukowego eksperymentu. Wielebym daa, eby to zobaczy.
Fala ciemnoci pochona wiat. Kiedy Hazel odzyskaa wzrok, burzy, bogini i
jej boskich zwierzt ju nie byo. Staa na zboczu wzgrza w porannym socu,
porodku otoczonego ruinami dziedzica, .I tu obok sta Arion, parskajc
niecierpliwie.
- Zgoda - powiedziaa do niego. - Wynomy si std.
***
- Co tam si dziao? - zapyta Leo, kiedy Hazel wspia si na pokad Argo II".
Hazel wci trzsy si rce po rozmowie z bogini. Spojrzaa za burt i
zobaczya smug pyu za Arionem galopujcym przez woskie wzgrza. Miaa
nadziej, e przyjaciel z ni pozostanie, ale dobrze go rozumiaa: chcia jak
najszybciej opuci to miejsce.
Krajobraz zamigota, gdy letnie soce napotkao porann mg. Samotne ruiny
bielay na wzgrzu nie byo ju adnych staroytnych cieek, bogi ani

puszczajcych cuchnce gazy asiczek.


- Hazel - zapyta Nico.
Kolana si pod ni ugiy. Nico i Leo zapali j pod ramiona i pomogli jej doj
do schodkw przedniego pokadu. Poczua wstyd, omdlewajc jak jaka ksiniczka
z bajki, ale siy j opuciy. Wspomnienie widmowych scen, ktre zobaczya na
skrzyowaniu drg, napenio j przeraeniem.
- Spotkaam Hekate - wyznaa.
Nie opowiedziaa im wszystkiego. Pamitaa sowa Nica: Ich odwaga osigna
punkt krytyczny". Ale powiedziaa im o tajemnym przejciu przez gry i o trasie,
ktra moga ich doprowadzi do Epiru.
Kiedy skoczya. Nico wzi j za rk. Wpatrywa si w ni z niepokojem.
- Hazel, spotkaa Hekate na skrzyowaniu To... to co, czego wielu pbogw
nie przeyo. A ci, ktrzy to przeyli, ju nigdy nie byli tacy sami. Jeste pewna, e...
- Nic mi nie jest.
Ale wiedziaa, e kamie. Pamitaa, jaka bya dumna i pewna siebie, kiedy
powiedziaa bogini, e znajdzie wasn drog i e uda im si ocali wszystko i
wszystkich. Teraz te przechwaki wyday jej si mieszne. Odwaga j opucia.
- A jeli Hekate nas oszukuje? - zapyta Leo. - Ta droga moe by puapk.
Hazel pokrcia gow.
- Gdyby to bya puapka, to Hekate opisaaby mi j w janiejszych barwach. A
wierz mi, nie zrobia tego.
Leo wycign z pasa kalkularor i wcisn par guzikw.
-To bdzie... no. nadoymy prawie piset kilometrw, zanim dotrzemy do
Wenecji. Potem bdziemy musieli wraca Adriatykiem. Mwia co o jakich
zbolaych karach?
- O karach w Bolonii. Podejrzewam, e Bolonia to jakie miasto. Ale dlaczego
mamy tam szuka karw... nie mam pojcia. Chodzi o jaki skarb, ktry ma nam
pomc w naszej misji.
- Hm... to znaczy... nie mam nic przeciwko skarbom, ale...
- To nasza jedyna szansa. Nico pomg Hazel stan na nogi. Musimy nadrobi
stracony czas. Wszystko zaley od szybkoci.
Wszystko, a wic i ycie Percyego i Annabeth.
- Od szybkoci? - Leo wyszczerzy zby. Nie ma Sprawy. Podbieg do konsoli
sterujcej i zacz manipulowa przecznikami.
Nico wzi Hazel pod rami i odprowadzi na stron.
Co jeszcze powiedziaa Hekate? Mwia o...
- Nie mog - ucia.
Wci miaa przed oczami te wizje: Percy i Annabeth lecy bez ycia u stp
czarnych metalowych drzwi, mroczny olbrzym pitrzcy si nad nimi, ona sama
bezsilna, uwiziona w lnicej pajczynie ze wiata.
"Musisz pokona czarownic", powiedziaa Hekate. Tylko ty moesz j

zwyciy. Bo jeli ci si nie uda...".


To ju koniec" - pomylaa. Wszystkie bramy zamknite. Wszystkie nadzieje
utracone.
Nico j ostrzeg. Mia kontakt z umarymi, sysza, co mu szepcz o przyszoci.
Dwoje dzieci Podziemia wejdzie do Domu Hadesa. Stan przed wrogiem, ktrego
nie sposb pokona. Tylko jedno z nich dotrze do Wrt mierci.
Nie moga spojrze bratu w oczy.
- Powiem ci poniej - obiecaa, starajc si, by gos jej nie dra.
Teraz musimy odpocz, pki jeszcze moemy. Tej nocy przekroczymy
Apeniny.

V
ANNABETH
Dziewi dni.
Spadajc, Annabeth pomylaa o Hezjodzie, dawnym poecie greckim, ktry
spekulowa, e droga z powierzchni ziemi do Tartaru powinna trwa dziewi dni.
Miaa nadziej, e Hezjod si myli. Utracia poczucie czasu. Jak dugo trwa ju
ich spadanie? Godziny? Dzie? Wydawao jej si, e upyna wieczno. Przez cay
czas trzymali si za rce. Teraz Percy przycign j do siebie i obj mocno, gdy tak
spadali poprzez nieprzeniknion ciemno.
Wiatr gwizda jej w uszach. Powietrze stawao si coraz gortsze i wilgotniejsze,
jakby dali nurka w gardziel olbrzymiego smoka. wieo zamana kostka pulsowaa
blem, chocia chyba ju nie osnuwaa jej pajczyna.
Ta przeklta Arachne. Uwiziona we wasnej sieci, ugodzona tym samochodem i
zepchnita do Tartaru - a jednak zdoaa si zemci. Jej pajczyna owina si
wok nogi Annabeth i pocigna j razem z Percym w przepa.
Nie wyobraaa sobie, by Arachne nadal ya gdzie w ciemnociach pod nimi.
Nie chciaa znowu spotka tego potwora na samym dnie. Zakadajc, e jest jakie
dno... A nawet jeli jest i tak si o nie roztrzaskaj, wic nie ma co przejmowa si
jakim olbrzymim pajkiem.
Obja Percy ego i staraa si zdusi szloch. Nigdy nie spodziewaa si atwego
ycia. Wikszo pbogw umieraa modo, umiercona przez straszliwe potwory.
Tak byo od staroytnych czasw. To Grecy wynaleli tragedi. Wiedzieli, e nawet
najpotniejszych herosw nie czeka szczliwy koniec.
Tylko e to nie byo sprawiedliwe. Drogo j kosztowao odnalezienie i zdobycie
posgu Ateny. I w kocu, kiedy to si udao, kiedy sprawy przybray lepszy obrt,
kiedy poczya si z Percym, oboje runli w przepa, zmierzajc ku mierci.
Nawet bogowie nie obmyliliby tak pokrconego losu.
Ale Gaja rnia si od innych bogw. Matka Ziemia bya od nich starsza,
bardziej niegodziwa, bardziej dna krwi. Annabeth potrafia sobie wyobrazi, e
bogini mieje si teraz, kiedy ona i Percy lec w otcha.
Przycisna wargi do ucha Percyego.
- Kocham ci.
Nie wiedziaa, czy j syszy, ale skoro oboje mieli umrze, chciaa, by byy to jej
ostatnie sowa.
Prbowaa rozpaczliwie wymyli jaki plan ocalenia. Bya crk Areny. Zdoaa
pokona tunele pod Rzymem, stawi czoa wielu wyzwaniom, wykorzystujc swj
spryt. Ale teraz nie przychodzio jej do gowy nic, co mogoby powstrzyma to

spadanie albo choby je spowolni.


adne z nich nic potrafio lata jak Jason, ktry potrafi zapanowa nad wiatrem,
albo Frank, ktry zamienia si w latajce zwierz. Jeli spadn na dno z t
prdkoci... no c, -znaa prawa fizyki na tyle, by wiedzie, czym to si skoczy.
Zacza si powanie zastanawia, czy mogliby sporzdzi co w rodzaju
spadochronu ze swoich koszulek - tak ju bya zdesperowanagdy w ich otoczeniu
co si zmienio. Ciemno nabraa szarych i czerwonych odcieni. Annabcih zdaa
sobie spraw e widzi wosy Percy ego. Gwizd w jej uszach zamieni si w ryk.
Zrobio si strasznie gorco, a powietrze przesyci zapach zgniych jaj.
Nagle szyb, ktrym spadali, rozwar si w olbrzymi jaskini. Kilkaset metrw
pod sob Annabeth dostrzega jej dno. Przez chwil tak j to zaszokowao, e
zakrcio si jej w gowie. Wewntrz tej jaskini mgby si zmieci cay
Manhattan, a nie widziaa jeszcze peni jej rozmiarw. Czerwone oboki wisiay w
powietrzu jak plamy krwi zamienionej w par. Krajobraz - a przynajmniej to, co
moga z niego dostrzec - tworzyy czarne skaliste rwniny poznaczone ostrymi
szczytami gr i gronymi przepaciami. Na lewo od niej grunt opada seriami
klifw, jak gigantyczne schody wiodce jeszcze gbiej w otcha.
Duszca wo siarki oszoamiaa, ale Annabeth skupia uwag na dnie tu pod
nimi i dostrzega tam wstg poyskujcej pynnej czerni rzek.
- Percy! - krzykna mu w ucho. Woda!
Gorczkowo zamachaa rkami. W mtnym czerwonym wietle nie widziaa
wyranie jego twarzy. Sprawia wraenie wstrznitego i przeraonego, ale kiwn
gow, jakby zrozumia.
Percy mia wadz nad wod jeli w tej rzece bya woda. Mg w jaki sposb
osabi ich upadek. Oczywicie syszaa rne straszne opowieci o rzekach w
Podziemiu. Mogy odebra miertelnikowi pami, mogy spali ciao i dusz na
popi. Ale postanowia o tym nie myle. To bya ich jedyna szansa.
Rzeka przybliaa si z przeraajc szybkoci. W ostatniej chwili Percy
krzykn rozpaczliwie. Woda wezbraa w potny gejzer, ktry ich pochon.

VI
ANNABETH
Samo uderzenie jej nie zabio, ale zimno prawie tego dokonao.
Mrona woda wypara powietrze z jej puc. Czonki Annabeth zesztywniay,
pucia Percyego. Zacza ton. Jej uszy wypeniy dziwne zawodzenia miliony
zrozpaczonych gosw, jakby t rzek pyn skroplony smutek. Te glosy byy
jeszcze gorsze od zimna. Wcigay j w d i obezwadniay.

Po co si tak szamoczesz? Ju jeste martwa. Nigdy si std nie wydostaniesz.


Mogaby spokojnie opa na dno i zaton... Niech rzeka poniesie gdzie jej
ciao. To takie proste. Wystarczy zanikn oczy...
Percy chwyci j za rk. Otrzsna si. Nie widziaa go w mtnej wodzie, ale
nagle poczua, e nie chce umiera. Zaczli oboje wierzga nogami i po chwili
wynurzyli gowy nad powierzchni.
Z ulg wcigna do puc powietrze, cho przesycone byo siark. Woda kbia
si wok nich i Annabelh zrozumiaa, e Percy tworzy wir wodny, aby utrzyma ich
na powierzchni.
Nie widziaa otoczenia, ale wiedziaa, e s w rzece. A rzeka ma brzegi.
- Brzeg - wychrypiaa. - W bok.
Percy by plywy z wyczerpania. Zwykle woda dodawaa mu wigoru, ale nie ta
woda. Panowanie nad ni musiao go drogo kosztowac. Wir zacz sabn.
Annabeth obja Percyego jedn rk w pasie i staraa si przeci prd rzeki. A ta
si opieraa: tysice zawodzcych gosw wdzierao si do uszu i mzgu Annabeth.
ycie to rozpacz. Nic nie ma sensu. I tak umrzecie.
- Nie ma sensu - mrukn Percy.
Zby szczkay mu z zimna. Przesta pyn i zacz ton.
- Percy! - krzykna. - Rzeka miesza ci w gowie! To Kokytos, Rzeka
Lamentw. Rzeka czystej udrki.
- Udrki powtrzy.
Walcz z ni!
Wierzgaa rozpaczliwie nogami, starajc si utrzyma ich na powierzchni.
Jeszcze jeden kosmiczny art wywoujcy miech Gai: Annabeth umiera, prbujc
ocalic swojego chopaka, syna Posejdona. przed mierci w wodzie.
To si nigdy nie stanie, ty stara wiedmo" - pomylaa.
Jeszcze mocniej obja Percy ego i pocaowaa go.
- Opowiedz mi o Nowym Rzymie. O twoich planach na nasz przyszo.
Nowy Rzym... Nasze plany...
- Tak, Glonomdku. Mwie, e czeka nas tam wspaniaa przyszo!
Opowiadaj!
Nigdy nie chciaa opuci Obozu Herosw. To by jedyny dom, jaki znaa. Ale
kilka dni temu na pokadzie Argo II" Percy powiedzia jej, e wyobraa sobie ich
przyszo midzy rzymskimi pbogami. W Nowym Rzymie mog si bezpiecznie
osiedla weterani legionu. Mog si tam uczy, zawiera maestwa, nawet mie
dzieci.
- Architektura - wymamrota Percy, a w jego oczach bysno oywienie.
Pomylaem, e lubisz domy, parki. Tam jest taka ulica ze wspaniaymi fontannami.
Annabeth udao si pokona kawaek rzeki. Czonki ciyy jej jak worki z
piaskiem, ale teraz Percy zaczl jej pomaga. Dostrzega ciemn lini brzegu o rzut
kamieniem od nich.

- Uczy si... Razem?


- No pewnie potwierdzi troch bardziej stanowczo.
Co bdziesz studiowa, Percy?
- Nie wiem.
- Co wsplnego z morzem? Oceanografi?
- Surfowanie?
Rozemiaa si i ten odgos potoczy si fal po wodzie. Jczce gosy przycichy
do stumionego szmeru. Annabeth pomylaa, e chyba jeszcze nikt dotd nie
rozemia si w Tartarze czystym, prostym miechem z radoci.
Ostatkiem si dopyna do brzegu. Stopy wbiy si w piaszczyste dno.
Podtrzymujc si nawzajem, dygocc i dyszc, dotarli na brzeg i padli na czarny
piasek.
Annabeth miaa ochot zwin si w kbek obok Percyego i zasn. Chciaa
zamkn oczy i jakby to by tylko zy sen - obudzi si na pokadzie Argo II" wrd
przyjaci, bezpieczna (no... o tyle, o ile w ogle mog by bezpieczni pbogowie) i
pena si.
Ale nie. Naprawd byli w Tartarze. U ich stp pyn z rykiem kokytos, rzeka
pynnej niedoli. Przesycone siark powietrze palio Annabeth puca i ksao skr.
Spojrzaa na swoje ramiona i zobaczya, e s pokryte wysypk. Sprbowaa osi i
jkna z blu.
To nie by piasek. Siedzieli na polu ostrych, szklistych, czarnych drzazg. Wbijay
si w jej donie.
Powietrze byo kwasem. Woda niedol. Grunt - odamkami szka. Wszystko tu
byo po to, by ranic i zabija. Odetchna spazmatycznie i pomylaa o tych gosach
w rzece. Moe miay racj? Moe walka o przetrwanie nie ma adnego sensu?
Przecie i tak umr tu w cigu godziny.
Percy zakaszla.
To miejsce cuchnie jak mj byy ojczym.
Umiechna si sabo. Nigdy nie spotkaa mierdzcego Gabea, ale syszaa o
nim wiele opowieci. Bya wdziczna Percyemu za to, e prbowa doda jej otuchy.
Gdyby wpada do Tartaru sama, jej los byby ju przesdzony. Po tym, co
przesza w podziemiach Rzymu, walczc o odzyskanie Ateny Partenos, miaa ju
wszystkiego dosy. Zwinaby si w kbek i pakaa, a staaby si jeszcze jednym
zawodzcym duchem, ktry rozpynby si w Rzece Lamentw.
Ale nie bya sama. Miaa Percy ego, A to oznaczao, e nie moe si podda.
Zmusia si do przeprowadzenia szczegowego bilansu. Stop miaa
usztywnion zrobionymi przez siebie ubkami i foli z pcherzykami i wci
omotan pajczyn, ale kiedy ni poruszya, nie poczua blu. Ambrozja, ktr
zjada w tunelach Rzymu, musiaa w kocu uzdrowi jej koci.
Plecaka nie miaa - moe stracia go podczas spadania, a moe w rzece. al jej

byo laptopa Dedala z tymi wszystkimi fantastycznymi programami i danymi, ale


teraz miaa powaniejsze problemy. Stracia swj sztylet z niebiaskiego spiu bro, ktr nosia, od kiedy miaa siedem lat.
Gdy zdaa sobie z tego spraw, prawie si zaamaa, ale postanowia teraz tego
nie rozpamitywa. Na to przyjdzie czas. Co jeszcze maj?
Nie maj ywnoci, nie maj wody... waciwie nie maj adnych zapasw.
Piknie. Obiecujcy pocztek.
Spojrzaa na Percy'ego. Nie wyglda dobrze. Czarne wosy przylepiy mu si do
czoa, koszulk mia w strzpach. Palce mu krwawiy od kurczowego trzymania si
skalnej pki, zanim spadli w otcha. I, co gorsza, dygota, a wargi mia sine.
Musimy si std ruszy, bo dostaniemy hipotermii - powiedziaa. - Moesz
wsta?
Kiwn gow. Oboje z trudem stanli na nogach.
Obja go ramieniem w pasie, chocia nie bya pewna, kto kogo podtrzymuje.
Rozejrzaa si. W grze nie byo adu szybu, ktrym spadli. Nie widziaa nawet
sklepienia jaskini tylko te krwawe oboki polatujce w mglistym szarym powietrzu.
Jakby patrzya przez rzadk mieszanin zupy pomidorowej i cementu.
Pokryty czarnym chropowatym szkliwem brzeg cign si w gb ldu jakie
pidziesit metrw i koczy krawdzi klifu. Nie moga zobaczy, co jest niej,
ale krawd migotaa czerwonym blaskiem, jakby owietlaa ja z dou una
potnych ognisk.
Przesza jej przez gow jaka myl co o Tartarze i ogniu -ale zanim zdya
lepiej to sobie przypomnie, Percy wyda zduszony odgos.
Popatrz. - Wskaza w d rzeki.
Ze trzydzieci metrw od nich tkwi w czarnym piasku wygldajcy znajomo
bkitny woski samochd, zupenie jak ten fiat ktry uderzy w Arachnie i zepchn
j w czelu.
Annabeth miaa nadziej, e si myli.. ale ile woskich sportowych samochodw
moe by w Tartarze? Co w nici wzbraniao si przed podejciem bliej, ale
musiaa to sprawdzi. Chwycia Percyego za rk i oboje podeszli do wraku. Jedna
opona samochodu odpada i krya teraz w przybrzenym wirze rzeki. Szyby byy
roztrzaskane, ich drobniutkie odamki zalegay na czarnym piasku jak szron. Pod
pokiereszowan mask leay zgniecione, byszczce szcztki wielkiego
jedwabistego kokonu - puapki, do ktrej tkania Annabeth podstpnie namwia
Arachne. Kokon by z ca pewnoci pusty. Ostre lady na brzegu wiody w d
rzeki.. jakby co cikiego, z wieloma nogami, odpezo std w ciemno.
- Ona yje.
Annabeth bya tak przeraona, tak oburzona niesprawiedliwoci tego
wszystkiego, e ledwo powstrzymaa odruch wymiotny.
- ToTartar - powiedzia Percy. - Dom rodzinny potworw. Tu pewnie nigdy nie
umieraj. - Spojrza z zakopotaniem na Annabeth, jakby zda sobie spraw, e nie

dodaje jej otuchy. Ale moe zostaa tak ciko zraniona, e odpeza std, by
umrze.
I tego si trzymajmy - zgodzia si Annabeth.
Percy wci dygota. Annaheth te nie byo ciepej, mimo gorcego, gstego
powietrza. Jej donie wci krwawiy, co byo zaskakujce bo zwykle rany Annabeth
szybko si goiy. Oddychanie sprawiao jej coraz wiksz trudno.
- To miejsce nas zabija - powiedziaa. - Naprawd i dosownie. I zabije nas,
chyba e...
Tartar. Ogie. Teraz sobie przypomniaa. Spojrzaa w stron krawdzi klifu
owietlanej przez ogie z dou.
Cakowicie zwariowany pomys. Ale mg by ich jedyn szans.
- Chyba e co? - zapyta Percy. - Masz jaki wspaniay pomys, tak?
- Pomys mam mrukna - ale nie wiem, czy jest wspaniay. Musimy odnale
Rzek Ognia.

VII
ANNABETH
Kiedy dotarli do krawdzi klifu, Annabeth bya ju pewna, e wanie podpisaa
na nich wyrok mierci.
Klif opada w dl na jakie trzydzieci metrw. Na dnie bya koszmarnia wersja
Wielkiego Kanionu: rzeka ognia pynca stromym wwozem o poszarpanych
obsydianowych brzegach, gorejcy czerwony strumie, ktry rzuca straszne cienie
na ciany przepaci.
Nawet tu, na krawdzi kanionu, ar byl trudny do zniesienia. Zib rzeki Kokytos
dotd nie opuci koci Annabeth, ale teraz po czua, e piecze j twarz. Kady
oddech wymaga coraz wikszego wysiku, jakby jej puca wypeniay kuleczki
styropianu. Donie krwawiy coraz bardziej. Stopa, przecie prawie ju zronita,
znowu zaczynaa jej dolega. Uprzednio Annabeth zdja z niej ubki, ale teraz tego
poaowaa. Krzywia si przy kadym kroku.
Nawet zakadajc, e uda im si zej na dno kanionu, w co wtpia, jej plan
wyda si teraz cakowicie szalony.
- Ech... - Percy przyglda si klifowi. Wskaza na wsk pk skaln biegncy
ukonie od szczytu na dno. - Moe udaoby si zej tamtdy. Moemy sprbowa.
Nie powiedzia, e byliby szalecami, gdyby sprbowali. Gos mia pewny, peen
nadziei. Annabeth bya mu za to wdziczna, ale w gbi duszy czua wyrzuty
sumienia, bo przecie to by jej pomys. Pomys, ktrym chyba skazywaa Percyego
na mier.
Ale jeli tu zostan, i tak umr. Na rkach ju porobiy jej si bble. Klimat
panowa tu tak zdrowy jak w strefie raenia po wybuchu bomby jdrowej.
Percy pierwszy ruszy w d. Skalna pka bya tak wska, e ledwo mieciy si
na niej stopy. Rce rozpaczliwie szukay najdrobniejszych szczelin w szklistej
cianie. Za kadym razem, gdy Annabeth opieraa chor nog na pce, chciao jej
si wy. Oderwaa rkawy swojej koszulki i owina nimi krwawice donie, ale
palce miaa wci liskie i sabe.
Par krokw pod ni Percy chrzkn, kiedy znaiaz kolejn szczelin, o ktr
zaczepi palce.
- To... jak si nazywa ta rzeka ognia?
- Flegeton. Ale skup si na schodzeniu.
- Flegeton? - Przesun si nieco dalej. Mieli ju za sob jedn trzeci drogi na
dno klifu, ale wci byli tak wysoko, e gdyby odpadli od ciany, spotkaaby ich
mier. - Brzmi jak flegmatyczny maraton.
- Nie rozmieszaj mnie.

- Robi, co mog.
- Dziki - mrukna i mao brakowao, a nie trafiaby chor nog na skaln
pk. - Bd miaa umiech na twarzy, kiedy run w d ku swojej mierci.
Schodzili dalej, krok po kroku. Piekcy pot zalewa Annabecth oczy. Rce jej
dray. O dziwo, jednak w kocu dotarli na dno klifu.
Kiedy stanli na dnie, zachwiaa si, ale Percy zdy j podtrzyma. Przerazi j
widok jego twarzy. Pokryway j czerwone bble, jakby mia osp.
W oczach jej si mcio. Pieko j w gardle, czua nieznony ucisk w odku.
Musimy si spieszy - pomylaa.
- Jeszcze tylko do rzeki - powiedziaa, starajc si ukry panik. - Damy rad.
Zaczli brn liskimi szklistymi plkami, obchodzc olbrzymie gazy i
ostronie stawiajc stopy, bo kady faszywy krok grozi nadzianiem si na
stalagmity. Ich poszarpane ubrania paroway od gorca bijcego od rzeki, ale szli
dalej, a w kocu osunli si na kolanu na brzegu Flegetonu.
- Musimy si napi - powiedziaa Annabelh.
Percy zachwia si, oczy mia pprzymkmte. Odpowiedzia dopiero po chwili.
- Napi si... ognia?
- Flegeton wypywa z krlestwa i Hadesa - powiedziaa Annabeth z trudem, bo
gardo miaa cinite od gorca i kwasu. -Grzesznicy zaznaj w nim kary. Ale... w
niektrych legendach nazywa si go te Rzek Uzdrowienia.
- W niektrych legendach?
Przekna lin, starajc si zachowa wiadomo.
Flegeton dba o ciaa grzesznikw, eby mogli znie mki Pl Kary. Myl... e
w Podziemiu to moe by odpowiednik ambrozji i nektaru.
Percy skrzywi si, kiedy znad rzeki trysny iskry, wirujc wok jego twarzy.
Ale to przecie ogie. Jak...?
- O tak. Annabeth zanurzya donie w rzece.
Czysta gupota? Na pewno, ale bya przekonana, e nie maj wyboru. Po co
czeka bezczynnie na rych mier? Lepiej sprbowa czego gupiego w nadziei,
e si uda.
Pierwsze wraenie: ten ogie nie parzy. Poczua zimno. Moe ogie jest a tak
gorcy, e porazi jej nerwy? Zanim zdya zmieni zdanie, nabraa pynnego ognia
w donie i uniosa do ust.
Spodziewaa si smaku benzyny. By o wiele gorszy. Kiedy, w pewnej
restauracji w San Francisco, zrobia bd, biorc do ust ma papryczk z. pmiska
indyjskich potraw. Zaledwie j nadgryza, pomylaa, e za chwil rozpadnie si jej
ukad oddechowy. Picie z Flegetonu przypominao picie koktajlu z indyjskiej
papryczki. Zatoki Annabeth wypeni pynny ogie. W ustach czua wrzcy olej.
Oczy napeniy palce zy, a kady por twarzy pk i wystrzeli. Upada, krztuszc
si i prychajc, a cae jej ciao dygotao w ataku konwulsji.
- Annabeth!

Percy chwyci j za rce i w ostatniej chwili ocali od stoczenia si w rzek.


Konwulsje miny. Annabeth z trudem odetchna i usiada. Czua si bardzo
sabo i zbierao si jej na wymioty, ale nastpny oddech by ju atwiejszy. Bble na
ramionach zaczy zanika.
- To dziaa wychrypiaa. - Percy, ty te musisz si napi.
Ja... - Oczy stany mu w sup i upad obok niej.
Pokonujc wasn sabo, nabraa kolejn gar pynnego ognia. Nie zwaajc
na bl, wlaa pyn w usta Percyego. Nie zareagowa na to.
Sprbowaa ponownie, tym razem upewniajc si, e ognisty pyn wpywa mu do
garda. Percy zakrztusi si i zakaszla. Podtrzymaa go, gdy cay dygota, w miar
jak magiczny ogie penetrowa iego puca i wntrznoci. W kocu dygotanie ustao.
Bble poznikay. Usiad i obliza wargi.
Uch... Pikantne, ale i tak obrzydliwe.
Zamiaa si sabo. Ogarna j fala takiej ulgi, e a zawirowao jej w gowie.
-Tak. Dobre podsumowanie.
Uratowaa nas.
Na razie. Problem w tym, e wci jestemy w Tartarze.
Percy zamruga. Rozejrza si, jakby dopiero teraz zda sobie z tego spraw.
- Na Her! Nigdy nie mylaem... no dobra, nie bardzo wiem, co mylaem.
Chyba, e Tartar to takie puste miejsce, jaka otcha bez dna. A to jest realne
miejsce.
Annabeth przypomniaa sobie krajobraz, ktry widziaa, gdy spadali - seri
paskowyw wiodcych w gb mroku.
Nie widzielimy jeszcze caego Tartaru - ostrzega go. To moe by zaledwie
pierwsza, maleka czstka otchani. Jak frontowe schody.
- Wycieraczka na progu mrukn Percy.
Oboje popatrzyli na krwiste oboki kbice si w szarej mgle. Dobrze wiedzieli,
e nie mieliby si wspi si z powrotem po cianie klifu, nawet gdyby chcieli. Teraz
mieli tylko jeden wybr: i w d albo w gr rzeki, wzdu brzegw Klegetonu.
- Znajdziemy wyjcie powiedzia Percy. - Wrota mierci.
Wzdrygna si. Pamitaa, co Percy powiedzia tu przed tym, jak spadli do
Tartaru. Zmusi Nica di Angelo do przyrzeczenia, e poprowadzi Argo II" do Epiru,
do Wrt mierci od strony wiata mierteInikw.
,,Tam si spotkamy", powiedzia wtedy Percy.
Teraz wydao jej si to bardziej szalone od picia ognia. Bo niby jak maj we
dwoje przej cay Tartar i odnale Wrota mierci? Ledwo zdoali przej ze sto
metrw, cudem ocaliwszy ycie.
- Musimy - mwi dalej Percy. - Nie tylko dla nas samych. Dla wszystkich,
ktrych kochamy. Wrota mierci musz zosta zamknite z obu stron, eby
powstrzyma odradzanie si potworw.

I eby Gaja nie zapanowaa nad wiatem.


Wiedziaa, ee Percy ma racj. A jednak... kiedy prbowaa wymyli jaki plan,
ktry mgby zapewni im sukces, poddawaa si ju na samym pocztku. Nie mieli
pojcia, gdzie s Wrota mierci Nie wiedzieli, ile czasu zajmie wdrwka do nich,
nawet jeli w Tartarze czas pynie tak samo jak na powierzchni ziemi. Jak
zsynchronizowa spotkanie z przyjacimi? Nlco wspomina te o legionie
najpotniejszych potworw Gai, strzegcym wrt od strony Tartaru. Trudno sobie
wyobrazi, by sami, we dwjk, przypucili frontalny atak na wrota.
Uznaa, e nie bdzie teraz o tym wszystkim wspomina. Oboje wiedzieli, e
maj niewielkie szanse. Zreszt po przepyniciu Rzeki Lamentw Annaberh miaa
ju ilo zawodzenia i biadolenia. Przyrzeka sobie, e ju nigdy nie bdzie si na
nic uskara.
- No dobra. Wzia gboki oddech i poczua ulg, bo przynajmniej nie czua
ju blu w pucach. Ta ognista woda uzdrawia, wic lepiej si od niej nie oddala.
Jeli pjdziemy w d rzeki..
To stao si tak szybko, e gdyby bya sama, byaby ju martwa.
Percy utkwi oczy w czym poza ni. Annabeth obrcia si byskawicznie, gdy
rzuci si ni olbrzymi ciemny ksztat - warczca, potworna klucha z patykowatymi,
owosionymi nogami i byszczcymi oczami.
Zdya pomyle: Arachne", ale zamara z przeraenia. Jej zmysy porazi
mdlcy, sodki odr.
Potem usyszaa znajome kliknicie: dugopis Percy ego zamieni si w miecz.
Klinga wisna nad jej gow, krelc wietlisty uk. Straszliwy jk potoczy si
echem po kanionie.
Annabeth staa oszoomiona, gdy ty proch - to, co pozostao po Arachne opada wok niej jak deszcz drzewnego pyu.
- Nic ci si nie stao?
Percy rozglda si po zboczach kanionu i po wielkich gazach, wypatrujc
innych potworw, ale aden si nie pojawi. Zoty py osiad na obsydianowych
skaach.
Wpatrywaa si w niego ze zdumieniem. W mrokach Tartaru klinga jego miecza
janiaa jeszcze bardziej. Kiedy przecinaa gste gorce powietrze, rozlega si
zowrogi syk rozdranionego wa.
- Ona... o mao co mnie nie zabia - wyjkaa.
Percy strci nog ty py ze skay. Min mia ponur, jakby dozna zawodu.
- Zdecha za szybko, biorc pod uwag tortury, jakim ci poddawaa. Zasuya
na gorsz mier.
Trudno byo si z tym nie zgodzi, ale Annabeth usyszaa w jego gosie ton,
ktry j zaniepokoi. Pobrzmiewaa w nim taka wcieko i taka dza zemsty,
jakich sama nigdy nie odczua. Prawie poczua ulg, e Arachne zgina tak szybko.

-Jak to zrobie? Ta szybko...


Percy wzruszy ramionami.
- Trzeba si nawzajem pilnowa, nie? To co, mwia, eby pj z biegiem
rzeki?
Kiwna gow, wci oszoomiona. ty py na przybrzenych skaach
zamienia si ju w par. W kadym razie wiedzieli ju, e w Tartarze mona
umierci potwory... chocia Annabeth nie miaa pojcia, jak dugo Arachne bdzie
martwa. I nie miaa zamiaru czeka tu duej, aby si o tym przekona.
Tak, w d rzeki. Pewnie wypywa z grnych czci Podziemia, wic powinna
zagbia si w czeluci Tartaru...
- Czyli w coraz bardziej niebezpieczne rejony - skoczy za ni Percy. - I tam
pewnie bd Wrota mierci. Mamy szczcie.

VIII
ANNABETH
Uszli zaledwie kilkaset metrw, gdy Annabeth usyszaa gosy.
Wloka si naprzd, wci troch oszoomiona, prbujc obmyli jaki plan.
Bya crka Ateny, wic strategia powinna by jej specjalnoci, ale trudno o
skupienie, kiedy burczy w odku i piecze w gardle. Ognista woda Flegetonu
uzdrowia j i dodaa si, ale nie zaspokoia godu ani pragnienia. I chyba nie mona
byo na to liczy. Ta rzeka tylko podtrzymywaa ich siy, by mogli i dalej - i
dowiadczy jeszcze wikszych mk.
Annabeth zacza opada z si. Wanie wtedy je usyszaa -gosy sprzeczajcych
si ze sob kobiet - i natychmiast odzyskaa czujno.
- Percy, kryj si!
Pocigna go za najbliszy gaz, sama stojc tak blisko brzegu rzeki, e ognista
woda prawie lizaa jej palce u stp. Po drugiej stronie gazu wska cieka
oddzielaa rzek od ciany kanionu. I stamtd dochodziy te gosy, coraz godniejsze,
w miar jak si zbliay.
Staraa si uspokoi oddech. Gosy brzmiay jak ludzkie, ale to jeszcze o niczym
nie wiadczyo. W Tartarze mona si spodziewa tylko wrogw. A dziw e dotd
nie napotkali adnych potworw prcz Arachne, ktra spada tu przed nimi. Potwory
potrafi wywszyc pbogw, zwaszcza tak potnych jak Percy, syn Posejdona.
Annabeth wtpia, czy ukrywanie si za jak ska przeszkodzio potworom wyczu
ich zapach.
A jednak, mimo e gosy wci si zbliay, ich ton si nie zmienia.
Nieregularne kroki - skrzyp, chrup, skrzyp, chrup nie przyspieszay.
- Dugo jeszcze? - zapyta ochrypy glos, jakby potwr przepuka sobie gardo
wod z Flegetonu.
- O, bogowie! - odrzekl inny, o wiele modszy i bardziej ludzki, jakby jaka
nastolatka przekomarzaa si z koleankami w galerii handlowej. Ten glos wyda si
Annabeth dziwnie znajomy. -Denerwujecie mnie! Przecie mwiam, e std jeszcze
ze trzy dni!
Percy zapa j za rk. Spojrza na ni zaniepokojony, jakby i on rozpozna ten
glos.
Rozlegy si jki i utyskiwania. Istoty - Annabeth podejrzewaa, e moe ich by
z tuzin - zatrzymay si po drugiej stronie gazu, ale nadal nic nie wskazywao, by
zwszyy pbogw. Moe w Tartarze pbogowie wydaj inn wo? A moe tumi
j inne, o wiele silniejsze zapachy?
- Tak sobie myl - odezwa si trzeci gos, powaniejszy i starszy, jak

pierwszy - e ty, moda, chyba wcale nie znasz drogi.


Och, stul pysk, Serefono - odrzek gos dziewczyny z galerii handlowej. Kiedy
ostatnio zwiaa do wiata miertelnikw? Bo ja byam tam par lat temu. Znam
drog! A poza tym dobrze wiem, co nas tam czeka. Ty nie masz o tym pojcia!
- Matka Ziemia nie zrobia ci szefow! - wrzasn czwarty gos.
Znowu syki, jki, przepychanki - jakby walczy ze sob tuzin wielkich ulicznych
kotw.
- Dosy! - rozbrzmia w kocu gos tej, ktr nazwano Serefon.
Szamotanina ucicha.
- Na razie idziemy za tob - powiedziaa Serefona - .ale jeli le nas
prowadzisz, jeli odkryjemy, e esz, opowiadajc o wezwaniu Gai...
- Nie ! - odwarkna dziewczyna z galerii - I wierzcie mi, mam powody, by
wzi udzia w tej bitwie. Jest tam paru moich wrogw, ktrych pragn pore, i
przyrzekam wam, e bdziecie si syci krwi herosw. Jednego mi tylko zostawcie,
tego, ktrego zw Percym Jacksonem.
Annabeth o mao co sama nie warkna. Zapomniaa o strachu. Zapragna
wyskoczy zza skay i chlusn potwora swoim sztyletem, zamieniajc go w py.
Tylko e... ju nie miaa sztyletu.
- Wierzcie mi mwia dalej dziewczyna z galerii e Gaja nas wezwaa i e
czeka nas tam nieza zabawa. Zanim skoczy si ta wojna, miertelnicy i pbogowie
zadr na dwik mojego imienia... Kelli!
Annabeth z trudom powstrzymaa okrzyk. Zerkna na Percyego. Nawet w
czerwonym wietle Flegetonu jego twarz bya jak z wosku.
Empuzy" poruszya bezgonie wargami - Wampiry.
Pokiwa ponuro gow.
Pamitaa t Kelli, Dwa lata temu, podczas dnia otwartego w nowej szkole
Percyego, ona i ich przyjacika, Rachel Dere, zostali napadnici przez empuzy pod
postaci cheerleaderek. Jedn z nich bya Kelli Pniej ta sama empuza zaatakowaa
ich w pracowni Dedala. Annabeth dgna j sztyletem w plecy, posyajc... tutaj.
DoTarraru.
Wampirzyce odeszy, ich gosy przycichy. Annabeth ostronie wyjrzaa zza
krawdzi gazu. Pi kobiecych postaci oddalao si, kutykajc na dwch rnych
nogach - lewe byy mechaniczne, ze spiu, prawe owosione i zakoczone szponami.
Empuzy miay ogniste wosy i skr bia jak ko. Wikszo nosia porwane
greckie tuniki, tylko ta Kelli, na przedzie, ubrana bya w poszarpany bluzk i krtk
plisowan spdniczk... cheerleaderki.
Annabeth zgrzytna zbami. Spotkaa ju w yciu wiele okropnych potworw,
ale tych empuz nienawidzia najbardziej.
Prcz ostrych szponw i kw umiay manipulowa Magi. Potrafiy przybiera
rne ksztaty i czarowa, pozbawiajc miertelnikw czujnoci. Najatwiej padali
ich ofiarami mezyni.Ulubion taktyk empuz byo rozkochiwanie ich w sobie, by

wyssa z nich krew i pore ciao. Ju na pierwszej randce.


Kelli o mao co nie zabia Percyego. Zmanipulowaa te najstarszego przyjaciela
Annabeth,Luke a, nakaniajc go do coraz okrutniejszych wystpkw w imi
Kronosa.
Annabeth naprawd aowaa, e nie ma swojego sztyletu.
Percy wsta.
Zmierzaj do Wrt mierci - mrukn. Wiesz, co to znaczy?
Nie chciaa o tym myle, ale... tak, a strach przyzna, ale ta druyna
krwioerczych potworw o kobiecych ksztatach to byo co, co chyba mona
nazwa szczliwym trafem tu, w Tartarze...
- Tak - odpowiedziaa. - Musimy i za nimi.

IX
LEO
Leo ca noc walczy z dwunastometrow Aten.
Od kiedy wtaszczyli j na pokad, ogarna po obsesja - postanowi odkry jak
posg dziaa. Przecie, musia miec jaki ukryty wcznik, jak pytk, ktr trzeba
nacisn, co w tym rodzaju.
Powinien si wyspa, ale nie mg nawet myle o nie. GodzinamLeohodzi
wok posgu, ktry zajmowa prawie cay dolny pokad. Stopy Ateny tkwiy w izbie
chorych, wic jeli kto chcia zay apap, musia przecisn si midzy jej palcami
u stp, wyrzebionymi z koci soniowej. Jej wycignita rka, w ktrej doni staa
naturalnej wielkoci figura Nike, sigaa a do maszynowni, jakby bogini
zapraszaa: ,,Czstujcie si Zwycistwem!. Jej pogodna twarz zajmowaa wikszo
znajdujcej si na rufie stajni pegazw, na szczcie pustej. Gdyby Leo by
magicznym koniem, nie miaby ochoty mieszka razem z olbrzymi bogini
mdroci, wpatrujc si w niego bez sowa.
Posg by zakleszczony w korytarzu dolnego pokadu, tak e Leo musia si na
niego wspina i przeciska pod jego czonkami, poszukujc ukrytych dwigni i
guzikw.
Jak zwykle niczego takiego nie znalaz.
Pozna ju jego budow. Wiedzia, e jest zbudowany z drewna pokrytego koci
soniow i zotem, pusty w rodku, co wyjaniao stosunkowo ma wag. By w
bardzo dobrym stanie, biorc pod uwag jego wiek i to, e zosta zrabowany w
Atenach, przewieziony do Rzymu i przez prawie dwa tysice lat spoczywa w jaskini
gigantycznego pajka, To musi by dziaanie jakiej magii, no i dzieo naprawd
mistrzowskiego rzemiosa.
Annabeth powiedziaa... no dobra, stara si o niej nie myle. Wci czu
wyrzuty sumienia z powodu tego, co si stao z ni i Annabethm. Wiedzia, e to
jego wina. Powinien zaczeka, a wszyscy znajd si bezpiecznie na pokadzie
Argo II", zanim zacznie zabezpiecza posg. Powinien zdawa sobie spraw z tego,
e dno jaskini moe si zawali.
Ale rozpamitywanie tego, co si stao i dlaczego, i tak nic nie da. Trzeba si
skupi na problemach, ktre mona rozwiza.
No wic Annabeth powiedziaa, e ten posg to klucz do zwycistwa nad Gaj.
Moe przywrci pokj midzy greckimi i rzymskimi pbogamL Leo domyla si,
e nie chodzi tu tylko o jak symbolik. Moe z oczu Ateny wystrzel lasery, moe
ten w zza jej tarczy plunie trucizn? Albo moe Nike nagle oyje i zacznie

wymachiwa rkami i nogami jak ninja?


Potrafi sobie wyobrazi najrniejsze zowrogie niespodzianki, ktrymi
naszpikowaby posg, gdyby sam go konstruowa, ale im duej go bada, tym
wiksza ogarniaa go frustracja. Atena Partenos promieniowaa magi. Nawet on to
wyczuwa. Tak. to robi wraenie, ale co z tego? Jak to wykorzysta?
Okrt przechyli si w manewrze wymijajcym. Leo opar si chci pobiegnicia
do sterownL Wacht trzymali teraz Jason, Piper i Frank, razern z Hazel. Na pewno
sobie poradz. A Hazel upara si. e to ona przejmie ster, eby przeprowadzi ich
przez tajemne przejcie, o ktrym powiedziaa jej bogini magii.
Leo mia nadziej,e Hazel si nie pomylia, wybierajc kurs na pnoc. Hekate
nie ufa. Bo niby czemu taka odraajca bogini nagle zechciaa im pomc?
Magia w ogle nie budzia w nim zaufania. Moe dlatego mial takie problemy z
Aten Partenos. Nie znalaz tam adnych ruchomych czci. Najwidoczniej bya w
niej tylko jaka magiczna moc, a to mu nie odpowiadao. Wolaby, eby dziaaa
bardziej sensownie i przewidywalnie, jak maszyna.
W kocu poczu si tak zmczony, e utraci jasno myli. Zwin si pod
kocem w maszynowni i wsucha w kojce buczenie generatorw. Buford,
mechaniczny stolik, tkwi w kcie przeczony na tryb upienia, od czasu do czasu
wydajc z siebie ciche westchnieniu: szsz, pufft, szsz, pufft.
Leo lubi swoj koj, ale najbezpieczniej czu si tutaj, w sercu okrtu w
pomieszczeniu penym mechanizmw, nad ktrymi potrafi panowa. A poza tym
pomyla, e jeli spdzi wicej czasu blisko Ateny Partenos, ona w kocu zdradzi
mu swoje tajemnice.
-Ty albo ja, Wielka Pani - mrukn, podcigajc koc pod brod. - W kocu
zaczniesz wsppracowa.
Zamkn oczy i zasn. Niestety, oznaczao to sny.
Ucieka, ratujc ycie, przez star pracowni matki, gdzie zgina w poarze,
kiedy mia osiem lat.
Nie wiedzia, kto go ciga, ale czu, e si zblia co wielkiego mrocznego i
dyszcego nienawici.
Wpada na warsztaty, potyka si o skrzynki z narzdziami, zapltywa w
przewody elektryczne. Dostrzeg wyjcie i pomkn ku niemu, ale drog zagrodzia
mu wysoka posta kobieta w sukni z kbicej si ziemi, z twarz przesonit
woalem pyu.
Dokd tak pdzisz, may bohaterze? - zapytaa Gaja. Zatrzymaj si i poznaj
mojego ukochanego syna.
Rzuci si w lewo, ale ciga go miech bogini ziemi.
Ostrzegam ci tej nocy, w ktrej umara twoja matka. Powiedziaam ci e fata
jeszcze nie pozwalaj ciebie zabic. Ale teraz sam wybrae. Twoja mierc jest bliska,
Leonie Valdez.
Wpad na st krelarski. ciany nad stoem zdobiy jego malunkL Znika z

rozpaczy i odwrci si, ale stano przed nim to co, co go cigao olbrzymia istota
spowita w cienie, o nieco ludzkich ksztatach, gow prawie dotykajca sufitu.
Donie Leona buchny ogniem. Chlasnl nim olbrzyma, ale ciemno
pochona pomienie. Sign do swojego pasa na narzdzia. Kieszenie byy
zaszyte. Chcia co powiedzie - cokolwiek, co mogoby uratowa mu ycie - ale nie
zdoa wydoby z siebie gosu, jakby nie mia ju w pucach powietrza.
Mj syn nie pozwoli ju na aden ogie tej nocy- powiedziaa Gaja z gbi
pracowni, -jest pustka, ktra pochania wszelkie czary, zimnem, ktre poddania
kady ogie, cisz, ktra pochania kad mow.
Leo chcia zawoa: A ja jestem facetem, ktrego tu w ogle. nie ma!"
gos go zawid, wic uy ng. Rzuci! si w prawo, przemykajc pod
mrocznymi domi olbrzyma, i wypad na zewntrz przez najblisze drzwi.
Nagle znalaz si w Obozie Herosw, tylko e obz by ruin. Z domkw
pozostay zwglone szcztki. Spalone ki tliy si w blasku ksiyca. Jadalnia
zawalia si w stos biaego gruzu, .I Wielki Dom pon; jego okna janiay jak oczy
demona.
Leo bieg, pewny, e olbrzym nadal go ciga.
Omija ciaa greckich i rzymskich pbogw. Chcia sprawdzi, czy yj. Chcia
im pomc, ale wiedzia, e nie ma na to czasu.
Popdzi ku jedynym ywym ludziom, ktrych dostrzeg - ku grupce Rzymian
stojcych na boisku do siatkwkL Dwch centurionw, wspartych na swoich
wczniach, rozmawiao z wysokim, chudym blondynem w purpurowej todze. Leo
potkn si.
To by ten wirnity Oktawian, augur z Obozu Jupiter, ktry zawsze wzywa do
wojny.
Oktawian zwrci ku niemu twarz, ale zdawao si,e jest w transie. Rysy mu
zwiotczay, oczy mia zamknite. Nagle przemwi gosem Gai:
Tego nie mona uniknc. Rzymianie ruszyli z Nowego Jorku na wschd. Zbliaj
si do waszego obozu i nic ich nie powstrzyma.
Leona kusio, by trzasnc Oktawiana w twarz, ale pobieg dalej.
Wspi si na Wzgrze Herosw. Na szczycie piorun roztrzaska wielk sosn.
Zatrzyma si. Ty wzgrza by oderwany. Za nim nie byo ju wiata - w dole,
pod ciemnym niebem, jania tylko skbiony srebrny dywan chmur.
Jaki ostry gos zawoa:
- No Leo?
Leo wzdrygn si.
Przy roztrzaskanej sonie, przed jam, ktra rozwara si midzy korzeniami
drzewa, klczaa jaka kobieta.
To nie bya Gaja. Przypominaa raczej Aten Partenos; miaa tak sam zot
szat i nagie ramiona o barwie koci soniowej. Kiedy powstaa, Leo o mao co nie

spad z krawdzi wiata.


Bio z niej pikno i krlewska godno. Miaa wydatne koci policzkowe,
wielkie czarne oczy i wosy w kolorze lukrecji zaplecione po grecku i ozdobione
spiral szmaragdw i diamentw, tak e Leonowi przypomniao to
boonarodzeniow choink. Promieniowaa nienawici.Usta miaa wykrzywione.
Nos zmarszczony.
- Dziecko boga druciarzy zadrwia. Nie jeste grony, ale od czego musz
zacz sw pomst. Wybieraj.
Leo wci nie mg wydoby z siebie gosu. By tak przeraony, e najchtniej
wylazby ze skry Leozmychn, ale wiedzia, e jest w puapce midzy t dyszc
nienawici krlow i cigajcym go olbrzymem.
- Lada chwila tu bdzie - ostrzega go kobieta. A mj mroczny przyjaciel nie da
cHuksusu wyboru. Wic przepa czy jama, choptasiu?
Nagle zrozumia. Byy tylko dwa wyjcia Mg skoczy w przepa, co rwnao
si samobjstwu. Nawet gdyby pod tymLeohmurami bya ziemia, i tak by si o ni
roztrzaska, a gdyby jej nie byo, mgby tak spada wiecznie.
Ale ta jama... Spojrza na czarny otwr midzy korzeniami sosny. Cuchn
zgnilizn i mierci. Dochodziy z niego jakie szepty i stumione odgosy
wlokcych si bezsilnie cia.
Ta jama jest domem zmarych. Jeli w ni wpadnie, ju nigdy nie wrcL
- Tak powiedziaa kobieta. Teraz dostrzeg jej dziwny naszyjnik ze spiu i
szmaragdw, przypominajcy kolisty labirynt. Jej oczy pony nienawici. W
kocu zrozumia, dlaczego mwi si, e kto oszala z nienawici. Ta kobieta z ca
pewnoci oszalaa, nienawi odebraa jej rozum. - Dom Hadesa czeka. Bdziesz
pierwszym aosnym gryzoniem, ktry umrze w mojej puapce. Chcesz tego
unikn? Masz tylko jedn szans, Leonie Valdez. Skorzystaj z niej.
Machna rk w stron przepaci.
-Jeste stuknita - wymamrota.
Tego nie powinien by mwi. Chwycia go za przegub.
Moe powinnam ci zabi teraz, zanim przybdzie mj mroczny przyjaciel?
Wzgrze zadygotao od cikich krokw. Olbrzym nadchodzi, spowity w cienie,
potny, dyszcy dz mordu.
- Syszae o mierci we nie, chopcze? - zapytaa. - Mona zgin w ten
sposb, z rki czarownicy!
Rami Leona zaczo dymi. Dotyk tej kobiety parzy jak kwas. Sprbowa
wyrwa rk, ale jej ucisk by jak stalowa obrcz.
Otworzy usta, by krzykn. Zawis nad nim zarys postaci olbrzyma spowitego w
draperie czarnego dymu.
Olbrzym unis pi, a przez sen przedar si jaki gos.
- Leo! - Jason potrzsa go za rami. - Hej, stary, dlaczego obejmujesz Nike?
Leo otworzy oczy. Zobaczy, ejego rce oplataj figur stojc na doni Ateny.

Pewnie natrafiy na ni, kiedy mia ten koszmarny sen. Przywar do bogini
zwycistwa, jak zwyk by przytula si do poduszki, kiedy jako dziecko mia
koszmarne sny. (W rodzinach zastpczych byo to naprawd bardzo kopotliwe!)
Usiad, pocierajc twarz.
- A co, al ci? - mrukn. - Przytulamy si. Yyy... co si dzieje?
Jason nie zakpi sobie z niego. To Leo w nim ceni. Lodowato niebieskie oczy
Jasona byy powane. Maa blizna na wardze drgaa, jak zwykle gdy mia si
podzieli z wiadomoci.
- Jestemy ju po drugiej stronie gr. Prawie w Bolonii. Przyjd do mesy. Nico
ma nowe informacje.

X
LEO
Leo tak zaprojektowa ciany mesy, by pokazyway na ywo sceny z Obozu
Herosw. Z pocztku myla, e to wspaniay pomys. Teraz ju nie by tego tak
pewny.
Sceny z ycia obozowego - piewy przy ognisku, kolacje w pawilonie jadalnym
mecze siatkwki przy Wielkim Domu wszystko to raczej przygnbiao jego
przyjaci. Im bardziej oddalali si od Long Island, tym byo gorzej. Zmieniay si
strefy czasu, co sprawiao e Leo czul t odlego za kadym razem, gdy spojrza na
ciany. Tu. we Woszech, soce dopiero co wstao. Tam, w Obozie Herosw, by
rodek nocy. Pochodnie migotay nad drzwiami domkw. wiato ksiyca
zaamywao si na falach zatoki. Plaa pokryta bya ladami stp, jakby niedawno
opuci j wielki tum.
Leo wzdrygn si, kiedy sobie uwiadomi, e wczoraj - albo tej nocy by
czwarty lipca. Nie uczestniczyli w dorocznej zabawie na play, z fantastycznym
pokazem ogni sztucznych, przygotowanym przez jego wspbraci z Dziewitki.
Postanowi nie wspomina o tym reszcie zaogi, ale mia nadziej,e jego
kumple w obozie dobrze si bawili, im te byo potrzebne co, co dodawaoby
otuchy.
Przypomnia sobie sceny ze swojego snu - obz w ruinach, zasany ciaami,
Oktawian stojcy na boisku do siatkwki, przemawiajcy gosem Gai.
Wpatrzy si w swoje jajka na bekonie. Wolaby wyczy cienne wideo.
- A wic - powiedzia Jason - skoro tutaj jestemy...
Siedzia u szczytu stou. Odkd stracili Annabeth, stara si jak mg, by
zasuy na miano przywdcy. W Obozie Jupiter by pretorem, wic chyba do tego
przywyk, ale Leo dostrzega w nim napicie. Jego oczy zdaway si bardzie:

zapadnite ni zwykle. Jasne wosy mia rozczochrane, jakby zapomnia si uczesa.


Leo zerkn na innych. Hazel miaa zapuchnite oczy, co go nie dziwio, bo przez
ca noc staa przy sterze, prowadzc okrt przez gry. Krcone, cynamonowe wosy
zwizaa do tyu bandan, jak komandos, co Leo uzna za seksowne - i natychmiast
si tego zawstydzi.
Obok niej siedzia jej chopak, Frank Zhang, ubrany w czarne spodnie dresowe i
rzymsk koszulk dla turystw z napisem CIAO! (Jest w ogle takie sowo?). Mia
do niej przypit plakietk centuriona, mimo e caa zaoga ,.Argo II" bya teraz w
Obozie Jupiter Wrogami Publicznymi Numer 1 do 7. Ponura mina dodatkowo
wzmacniaa jego nieszczsne podobiestwo do zapanika sumo. Dalej siedzia brat
przyrodni Hazel, Nico di Angelo. Widok tego faceta wywoywa w Leonie dreszcze.
Mia na sobie czarn, skrzan kurtk lotnicz, czarn koszulk Leozarne dinsy, na
palcu poyskiwa mu piercie z trupi czaszk, a u boku wisia jego stygijski miecz.
Krcone czarne wosy sterczay mu jak skrzydeka maego nietoperza. Oczy mia
smutne i puste, jakby zagapi si w otchanie Tartaru - co rzeczywicie robi.
Brakowao tylko Piper, ktra staa przy sterze razem z satyrem Hedgeem, ich
opiekunem.
Leo wolaby, eby Piper tu bya. Miaa dar uspokajania wszystkich tym swoim
czarem crki Afrodyty, Po nocnych koszmarach Leonowi przydaoby si troch
ukojenia.
Z drugiej strony, to moe dobrze, e jest na grze, towarzyszc ich opiekunowi.
Teraz, gdy znaleli si ju w staroytnych krainach, musieli nieustannie
zachowywa czujno. Leo nie czuby si bezpiecznie, gdyby trener Hedge sam sta
przy sterze. Satyr by troch zbyt impulsywny, a nacinicie ktrego z wielu
guzikw na panelu sterowniczym mogo spowodowa, e te malownicze woskie
wioski pod nimi wylec z hukiem w powietrze.
Leo tak si zamyli, e dopiero po chwili usysza gos Jasona.
- ...Dom Hadesa. Nico?
Nico wyprostowa si.
- Dzi w nocy rozmawiaem ze zmarymi.
Powiedzia to takim tonem, jakby oznajmia, e wanie dosta SMS od kumpla.
Dowiedziaem si troch o tym, co nas tam czeka. Za dawnych czasw Dom
Hadesa byl gwnym celem greckich pielgrzymw. Przychodzili tam, by rozmawia
ze zmarymi i czci swoich przodkw.
Leo zmarszczy czoo. To brzmi jak Dia de los Muertos. Moja ciotka Rosa
traktowaa to bardzo powanie.
Pamita, jak cigaa go na miejscowy cmentarz w Houston, gdzie oczyszczali
groby krewnych i skadali ofiary z lemoniady, ciasteczek i wieych nagietkw.
Zmuszaa go do jedzenia na cmentarzu, jakby bliska obecno zmarych moga
poprawie mu apetyt.
Frank chrzykn.

- Chiczycy te to maj: oddaj cze zmarym, sprztaj groby na wiosn. Zerkn na Leona. - Twoja cioka Rosa dobrze by si rozumiaa z moj babci.
Leo wyobrazi sobie ciotk Kos i jak star Chink w strojach zapanikw,
wymachujce na siebie kolczastymi maczugami.
- Aha. Jestem pewny, e byyby najlepszymi kumpelkami.
Nico odchrzkn.
W wielu kulturach istniej tradycje czczenia zmarych w okrelonych porach
roku, ale Dom Hadesa bv otwarty przez cay rok. Pielgrzymi mogli naprawd
rozmawiac z duchami. To miejsce Grecy nazywali Nekromantejonem, Wyroczni
mierci. Trzeba byo przej przez rne poziomy tuneli, pozostawiajc tam ofiary i
pijc specjalne eliksiry...
-Specjalne eliksiry - mrukn Leo. Smacznego.
Jason spojrza na niego ostro, jakby chcia powiedzie: Stary, ju do.
- Nico, mw dalej.
- Pielgrzymi wierzyli, e przechodzc kolejne poziomy tuneli, zbliaj si do
Podziemia, a w kocu stan przed nimi zmarli. Jeli ofiary ich zadowol,
odpowiedz na zadawane im pytania, a moe nawet przepowiedz przyszo.
Frank stukn w st swoim kubkiem z gorc czekolad.
A jeli duchy nie byy zadowolone?
- Niektrzy nikogo nie spotkali i nie uzyskali adnych odpowiedzi na swoje
pytania. Inni tracili zmysy lub umierali po opuszczeniu wityni. Jeszcze inni gubili
si w tunelach i ju nigdy ich nie widziano.
- Rzecz w tym - powiedzia szybko Jason - e Nico uzyska pewne informacje,
ktre mog nam pomc.
- No tak - W gosie Nica nie byo entuzjazmu. - Duch, z ktrym rozmawiaem
tej nocy... by kiedy kapanem Hekate. Potwierdzi to, co bogini powiedziaa
wczoraj Hazel na skrzyowaniu drg. W pierwszej wojnie z gigantami Hekate
walczya po stronie bogw. Zabia jednego giganta, tego, ktry mia by kim w
rodzaju anty-Hekate. Nazywa si Klytios.
- Mroczny go - podpowiedzia Leo. - Spowity w cienie.
Hazell spojrzaa na niego, mruc swoje zote oczy.
A ty skd to wiesz?
- Miaem sen.
Nikogo to nie zdziwio. Wikszo pbogw miaa bardzo ywe sny o tym, co
si dzieje na wiecie.
Przysuchiwali mu si z uwag. Stara si nie patrze na podgld z Obozu
Herosw na cianach, kiedy opisywa im to miejsce w stanie ruiny. Opowiedzia im
o mrocznym olbrzymie i o dziwnej kobiecie na Wzgrzu Herosw, kacej mu
wybiera rodzaj mierci.
Jason odsun od siebie talerz z nalenikami.

A wic ten olbrzym to Klytios. Pewnie bdzie na nas czeka, strzegc Wrt
mierci.
Frank zwin w rurk jeden z nalenikw i zacz go je ze smakiem; nie by
facetem, ktremu groza mierci mogaby przeszkodzi w spoyciu zdrowego
niadania.
- A ta kobieta ze snu Leona?
To mj problem. Hazel zrcznie jak sztukmistrz przesuna diament midzy
palcami - Hekate wspomniaa o jakim potnym wrogu w Domu Hadesa, o
czarownicy, ktr tylko ja mog pokona za pomoc magii.
- Znasz magi? - zapyta Leo.
- Jeszcze nie.
- Aha. - Chcia powiedzie co pozytywnego, ale przypomnia sobie pene
nienawici oczy tej kobiety, jej stalowy ucisk, ktry sprawi, e rka zacza mu
dymi. A moe wiesz, kim ona jest?
Hazell pokrcia gow.
- Wiem tylko, e... Zerkna na Nica Heo odnis wraanie, e doszo
midzy nimi do jakiej sprzeczki bez sw. Tych dwoje musiao ju przedtem
rozmawia ze sob o Domu Hadesa, a nie zdradzili innym wszystkiego. - Wiem
tylko, e nieatwo bdzie pokona.
Ale jest i dobra wiadomo - powiedzia Nico. ~ Duch, z ktrym rozmawiaem,
opowiedzia mi, jak Hekate pokonaa Klytiosa podczas tej pierwszej wojny.
Podpalia mu wosy swoimi pochodniami. Spon ywcem, innymi sowy: ogie to
jego saby punkt.
Wszyscy spojrzeli na Leona.
- Och - powiedzia. - Nie ma sprawy.
Jason z zadowoleniem pokiwa gow, jakby to bya godna podziwu deklaracja
jakby si spodziewa, e Leo miao podejdzie do pitrzcej si przed nim gry
mroku, wystrzeli par kul ognistych i rozwie wszystkie ich problemy. Leo nie
chcia sprowadza go na ziemi, ale wci sysza gos Gai: Jest pustk, ktra
pochania wszelkie czary, zimnem, ktre pochania kady ogie, cisza, ktra
pochania kad mow".
By absolutnie pewny, e nie wystarczy par zapaek, aby tego olbrzyma
podpali.
To dobry pocztek powiedzia Jason. W kadym razie wiemy, jak zabi
tego olbrzyma. A ta czarownica... no, skoro Hekate wierzy, e Hazel moe j
pokona, to i ja w to wierz.
Hazel spucia oczy.
Teraz musimy tylko dotrze do Domu Hadesa, pokona wojska Gai..
- I z tuzin duchw - wtrci ponuro Nico. - Duchy w tej wityni raczej nie bd
nam przyjazne.
- ...i odnale Wrota mierci - cigna Hazel - zakadajc, e uda nam si

przyby tam w tym samym czasie co Percyemu i Annabeth i wyratowa ich


zTartaru.
Frank przekn kawaek nalenika.
Zrobimy to. Musimy.
Leo uwielbia jego optymizm. aowa, e go nie podziela.
- Wic skoro wybralimy t drog - powiedzia - to licz, e za cztery lub pi
dni dotrzemy do Epiru, jeli tylko nie bdzie adnych opnie w rodzaju walki z
potworami i rnych innych niespodzianek.
Jason umiechn si smtnie.
- No tak. A do tego nie dojdzie.
Leo spojrza na Hazel.
- Hekate powiedziaa ci, e Gaja planuje balang z okazji swojego Wielkiego
Przebudzenia na pierwszy dzie sierpnia, tak? To jakie wito?
- Dzie Spes. Bogini nadziei.
Jason unis widelec.
Teoretycznie mainy do czasu. Dzi jest dopiero pity lipca. Powinnimy
zdy zamkn Wrota mierci, odnale kwater gwn gigantw i powstrzyma
ich od przebudzenia Gai przed pierwszym sierpnia.
- Teoretycznie tak - zgodzia si Hazel. Tylko e ja wci nie wiem, jak
przejdziemy przez Dom Hadesa, nie dostajc wira albo nie tracc ycia.
Nikt si nie zgosi z adnym wspaniaym pomysem.
Frank odoy zwinity w rurk nalenik, jakby nagle przesta mu smakowa.
- Pity lipca. O kurcz, e te o tym nie pomylaem...
- Hej, stary, wyluzuj powiedzia Leo. Jeste Kanadyjczykiem, nie? Nie
oczekuj od ciebie prezentu na wito Niepodlegoci.. no, chyba e chcesz mi go
da.
- Nie o to chodzi. Moja babcia... zawsze mwia, e sidemka to nieszczliwa
liczba. Liczba widmowa. Nie bya zadowolona, kiedy jej powiedziaem, ze w tej
misji wemie udzia siedmioro pbogw. A lipiec to sidmy miesic.
No tak, ale... Leo nerwowo postukul palcami w st. Nagle zda sobie spraw, e
wystukuje alfabetem Morse a kocham ci", jak to robi, porozumiewajc si ze
swoj mam. Byoby bardzo kopotliwe, gdyby jego przyjaciele znali alfabet
Morsea. - Ale to zwyky przypadek, nie?
Mina Franka nie wskazywaa na to, e przyznaje mu racj.
W Chinach za dawnych dni - powiedzia - sidmy miesic ludzie nazywali
miesicem widmowym. To miesic, w ktrym wiat duchw i wiat ludzi znajduj
si najbliej siebie. yjcy i umarli mog przemieszcza si midzy swoimi
wiatami. To chyba nie przypadek, e poszukujemy Wrt mierci w miesicu
duchw.
Wszyscy milczeli.

Leo woaby sdzi, e stare chiskie wierzenia nie maj nic wsplnego z
wierzeniami Grekw i Rzymian. Totalna rnica, nie? Ale samo istnienie Franka
bvo dowodem, e te kultury s ze sob powizane. Rodzina Zhangw przebya dug
drog do staroytnej Grecji. Poprzez Rzym Leohiny dotara a do Kanady.
Pamita te o swoim spotkaniu z Nemezis, bogini zemsty, na Wielkim Jeziorze
Sonym. Nemezis nazwaa go sidmym koem, kim nadprogramowym w tej misji.
Chyba nie miaa na myli, e sidme znaczy widmowe?
Jason zacisn rce na porczach fotela.
- Skupmy si na tym, co nas czeka. Zbliamy si do Bolonii. Moe uzyskamy
wicej informacji, kiedy odnajdziemy tych karw, o ktrych Hekate...
Okrtem szarpno, jakby trafi w gr lodow. Talerz Leona przejecha przez
st. Nico wylecia z krzesa i uderzy gow w kredens. Run na podog,
przywalony .stert magicznych pucharw i talerzy.
- Nico! - Hazel podbiega, by mu pomc.
- Co...? - Frank sprbowa wsta, ale okrtem znowu zarzucio. Chopak upad
na st, twarz prosto w jajecznic na talerzu Leona.
Patrzcie! - Jason pokaza na ciany.
Obrazy z Obozu Herosw migotay i zmieniay si byskawicznie.
- Niemoliwe - mrukn Leo.
Magiczne ekrany nie mogy przecie pokazywa niczego prcz scen z obozu, a
oto nagle wielka, znieksztacona twarz zaja ca cian na prawej burcie: krzywe
te zby, zwichrzona czerwona broda, nos jak wielka brodawka i dwoje rnych
oczu -jedno wiksze i umieszczone wyej od drugiego. Twarz zdawaa si wdziera
do kajuty.
Inne ciany migotay, ukazujc to, co dzieje si na grnym pokadzie. Piper staa
przy sterze, ale od ramion w d bya omotana tam izolacyjn, usta miaa
zakneblowane, nogi przywizane do konsoli sterowniczej.
Trener Hedge te by zakneblowany i przywizany do masztu gwnego, a jakie
dziwaczne stworzenie co w rodzaju skrzyowania gnoma z szympansem w
dziwacznym stroju taczyo wok niego, wic mu wosy rowymi gumkami w
malekie koskie ogonki.
Twarz na prawej cianie oddalia si, take Leo zobaczy caego potwora -jeszcze
jednego gnomoszympansa, w jeszcze dziwniejszym stroju, ten zacz skaka po
pokadzie, zgarniajc do pciennej torby rne przedmioty - sztylet Piper,
kontrolery Leona. Potem wyrwa kul Archimedesa z panelu kontrolnego.
- Nie! - rykn Leo.
- Uchhh - jkn Nico z podogi.
- Piper! - krzykn Jason.
- Mapa! - wrzasn Frank.
- To nie mapy - mrukna Hazel. - To chyba te kary.
- Kradn moje rzeczy! - zawoa Leo i pobieg na schody.

XI
LEO
Do Leona dotaro, e Hazel krzyczy:
- Le! Ja si zajm Nikiem!
Jakby zamierza si do niej obrci... Oczywicie mia nadziej, e Nicowi nic
nie est, ale teraz gow zaprztao mu zupenie co innego.
Wbieg po schodach, Jason i Frank za nim.
Trener Hedge i Piper prbowali si uwolni z wizw, podczas gdy jeden z
mapich karw taczy po pokadzie, porywajc wszystko, co nie byo przywizane,
i wpychajc to do torby. Mia z metr dwadziecia wysokoci (wic by mniejszy
nawet od trenera Hedge a), krzywe nogi Leohwytne stopy szympansa, a strj tak
krzykliwy, e Leo dosta oczoplsu: podwinite spodnie w zielon krat,
podtrzymywane jaskrawoczerwonymi szelkami, i damsk bluzk w rowo-czarne
pasy. Na kadym rku nosi z tuzin zotych zegarkw, a na gowie kowbojski
kapelusz w nieregularne czarno-biae pasy, z ktrego dyndaa metka z cen. Skr
pokryway kpki postrzpionego czerwonego futra, ale dziewidziesit procent ego
uwosienia skupiao si w fantastycznych brwiach.
W gowie Leona wanie formowaa si; myl: Gdzie jest ten drugi karze?",
gdy usysza za sob kliknicie i zrozumia, e zaprowadzi swoich przyjaci w
puapk.
- Padnij! - krzykn i sam pad na pokad, gdy eksplozja zagrzmiaa mu w
uszach.
..Zapamitaj" zdy pomyle. Nie pozostawiaj skrzynek z granatami tam,
gdzie mog je dorwa kary".
W kadym razie -y. Po znalezieniu w Rzymie kuli Archimedesa
eksperymentowa z najrniejszymi rodzajami broni. Konstruowa granaty
wybuchajce kwasem, ogniem, odamkami albo wieym popcornem. (C, nigdy
nie wiadomo, kiedy czowieka dopadnie gd w czasie bitwy!). Sdzc po
dzwonieniu w uszach, karze zdetonowa granat hukowo-byskowy, ktry Leo
wypeni pynnym ekstraktem muzyki Apollina. Granat nie zabija, ale teraz Leo
poczu si tak, jakby skoczy na brzuch do basenu.
Sprbowa wsta.Czonki odmwiy mu posuszestwa. Kto szarpa go za pas
moe ktry z przyjaci prbowa mu pomc? Nie. Jego przyjaciele nie cuchnli
wyperfumowanymi klatkami dla map.
Udao mu si odwrci na plecy. W oczach mu si mio na rowo, jakby cay
wiat zanurzy si w truskawkowej galaretce. Zawisa nad nim szczerzca zby

groteskowa twarz. Karze poronity kpkami brzowego futra by ubrany jeszcze


gorzej od swojego kumpla: mia zielony melonik, zwisajce kolczyki z diamentami i
biao-czarn koszulk sdziego pikarskiego. Potrzsn swoj najnowszy zdobycz
pasem na narzdzia i zataczy.
Leo prbowa go zapa, ale palce mia zesztywniae. Karze podbieg w
podskokach do najbliszej balisty, ktr jego rudy kumpel wanie przygotowywa
do strzau.
Brzowy Futrzak wskoczy na pocisk jak na deskorolk, a jego przyjaciel
wystrzeli go w powietrze.
Czerwony Futrzak podbiegi do trenera Hedgea. Wymierzy mu tgi policzek, po
czym podskoczy do balustrady. Ukoni si Leonowi, zdojmujc swj kowbojski
kapelusz w zebr, i wywin kozioka w ty za buri.
Leonowi udao si wsta. Jason ju by na nogach, potyka si i wpada na rne
rzeczy. Frank zamieni si w srebrnogrzbietego goryla (Leo nie wiedzia dlaczego
moe chcia si zaprzyjani z mapimi karami?), ale wybuch granatu da mu si
mocno we znaki. Lea bez ruchu na deskach pokadu, z wywalonym jzykiem i
mapimi oczami w sup.
Piper! -Jason podszed chwiejnym krokiem do steru i ostronie wycign
knebel z jej ust.
Nie tra na mnie czasu! Za nimi!
Przy maszcie trener Hedge wymamrota:
Zzzybbbbbyhh-yhmmmm!
Leo domyli si,e to znaczy: ZABIJ ICH!". atwe tumaczenie, bo wikszo
zda wypowiadanych przez trenera 'zawieraa sowo zabij".
Spojrza na konsol sterujc. Kuli Architnedesa nie byo. Sign rk do pasa.
Pasa na narzdzia nie byo. Zaczo mu si przejania w gowie i zawrza z
wciekoci. Te kary zaatakoway jego okrt. Skrady jego najdrogocenniejsze
skarby.
Pod nimi rozcigaa si Bolonia - puzzle z budynkw o czerwonych dachach w
dolinie otoczonej zielonymi wzgrzami. Jeli nie zdoa znale karw w tym
labiryncie ulic... O nie. Musi je znale. I nie zamierza czeka, a jego przyjaciele
jako si pozbieraj po tym wybuchu.
Zwrci si do Jasona.
Czujesz si na tyle dobrze, eby zapanowa nad wiatrami? Bo chc, eby
mnie gdzie podrzuci.
Jason zmarszczy brwi.
No pewnie, ale...
To dobrze. Musimy zapa t par mapiszonw,
Wyldowali im wielkim placu otoczonym biaymi marmurowymi budynkami
rzdowymi i kawiarnianymi ogrdkami. Na okolicznych ulicach peno byo rowerw
i skuterw, ale sam plac by pusty, nie liczc gobi i paru staruszkw popijajcych

espresso.
Nikt nie zwraca uwagi na olbrzymi grecki okrt wojenny wiszcy nad placem i
na spywajcych prosto z nieba Jasona i Leona. Jason dziery zoty miecz, a Leo...
no c, Leo wyldowa z pustymi rkami.
Dokd teraz? - zapyta Jason.
Leo popatrzy na niego.
- No... nie wiem. Zaraz wycign z pasa mj ledzcy karw GPS... Och! Nie
mam ledzcego karw GPS-u... i nie mam pasa na narzdzia!
Super-mrukn Jason. Spojrza na okrt, jakby chcia okreli swoje pooenie,
po czym wycign rk. Wydaje mi si, e balista wystrzelia pierwszego kara w
tamtym kierunku. Chodmy.
Przebrnli przez jezioro gobi, a potem ruszyli boczn uliczk pen sklepw z
ubraniami i lodami. Chodniki byy obrzeone biaymi kolumnami pokrytymi
graffiti. Paru cinkciarzy zagadno ich, czy nie chc wymieni pienidzy (Leo nie
zna woskiego, ale nie mia wtpliwoci, o co im chodzi).
Co jaki czas klepa si po brzuchu w nadziei, e jego pas na narzdzia powrci
tam za spraw magii. Nie powraca. Leo starai si nie panikowa, ale uzaleni si
ju od tego pasa, poniewa zawsze znajdowa w nim to czego akurat potrzebowa.
Teraz czu si tak, jakby mu kto ukrad jedn rk.
Odnajdziemy go - zapewni go Jason.
Zwykle dodaoby mu to otuchy. Jason mia zdolno zachowywania zimnej krwi
w kryzysowych sytuacjach i wycign koleg ju z wielu tarapatw. Dzisiaj
Leonowi koataa w gowie tylko jedna myl; o tym gupim ciasteczku z wrb,
ktre otworzy w Rzymie. Bogini Nemezis obiecaa mu pomc i rzeczywicie
pomoga, bo znalaz w ciasteczku kod, ktrym aktywowa kul Archimedesa. Wtedy
nie mia wyboru, musia to zrobi, eby uratowa swoich przyjaci, ale Nemezis
ostrzega go, e przyjdzie mu za to drogo zapaci.
Zastanawia si, czy to spacanie dugu bogini kiedykolwiek si skoczy. Percy i
Annabeth zaginli w czeluciach Tartaru. Okrt by setki mil od pierwotnie
wyznaczonego kursu, zmierzajc ku wyzwaniom, ktrym nie sposb sprosta.
Przyjaciele Leona liczyli na to, e pokona straszliwego olbrzyma. A on nie mia
nawet swojego pasa na narzdzia ani kuli Archimedesa.
Tak go pochono rozalenie, e nie zauway, gdzie s, pki Jason nie chwyci
go za rami.
-Trzeba to zbada.
Leo spojrza w gr. Znaleli si na maym placyku. A porodku pitrzy si nad
nimi wielki posg z brzu. Neptungoy jak wity turecki.
- O kurcz.
Leo odwrci wzrok. Tego ranka naprawd nie mia ochoty patrze na boskie
ldwie.

Bg morza sta na wielkiej marmurowej kolumnie porodku nieczynnej fontanny


(co za ironia losu!). Po obu jego bokach siedziay mae skrzydlate amorki z troch
bezczelnymi minami. Sam Neptun (byle nie patrzy na jego ldwie!) jedno biodro
wysun jak Elvis Presley. W prawej rce swobodnie trzyma trjzb, lew wyciga
przed siebie, jakby Leona bogosawi, a moe prbowal magicznie unie w gr.
To jaka wskazwka?
Jason zmarszczy czoo.
- Moe tak, a moe nie. We Woszech na kadym kroku napotyka si posgi
bogw. Czubym si lepiej, gdybymy natrafili na Jupitera. Albo Minerw. Na
kadego, byle nie na Neptuna.
Leo wlaz do suchej fontanny. Przyoy do do piedestau i przez jego palce
natychmiast przebiego mrowienie. Wyczu przekadnie z niebiaskiego spiu,
magiczne dwignie, spryny i toki.
To mechaniczny posg. Moe to wejcie do tajnego legowiska karw?
Ooo! - wrzasn jaki gos z boku. - Do tajnego legowiska?
Chc do tajnego legowiska! - wrzasn inny gos z gry.
Jason cofn si z mieczem w rku. Leo dosta oczoplsu, prbujc spojrze w
dwa miejsca naraz. Czerwony Futrzak w kowbojskim kapeluszu siedzia jakie
dziesi metrw od nich przy stoliku w ogrdku kafejki, sczc espresso. Filiank
trzyma jedn ze swoich chwytnych mapich ng. Brzowy Futrzak w zielonym
meloniku siedzia na marmurowym piedestale, tu nad glow Leona.
- Gdybymy mieli tajne legowisko - powiedzia Czerwony Futrzak - chciabym
mie taka rur, jak maj straacy.
I wodn zjedalni! - zawoa Brzowy Futrzak, ktry wyciga z pasa Leona
wszystko, co mu wpado w rk, rozrzucajc wokoo klucze francuskie, motki i
zszywacze.
- Przesta! Leo prbowa zapa go za stop, ale nie mg jej dosign.
Jeste za krtki? - zakpi karze.
- Ja za krtki? - Leo rozejrza si za czym, czym mgby w niego cisn, ale
naokoo nie byo nic prcz gobi, a wtpi, czy udaoby mu si jakiego zapa.
- Spokojnie, spokojnie - powiedzia Brzowy Futrzak. - Jeszcze si nawet sobie
nie przedstawilimy. Jestem Akmon. A mj brat, ten tam...
- ...to ten przystojny! - Czerwony Futrzak unis filiank z kaw. Sdzc po
wyupiastych oczach i maniakalnym umiechu, nie powinien wprowadza do
organizmu wicej koleiny. Passulos! Piosenkarz! Kawiarz! Zodziej byskotek!
- Przesta! ~ krzykn jego brat. - Ja kradn o wiele lepiej od ciebie!
Passalos prychn.
- Chyba we nie! - Wyj sztylet Piper i zacz nim duba w zbach.
- Hej! rykn Jason. - To n mojej dziewczyny!
Rzuci si na Passalosa, ale ten by szybszy. Podskoczy, odbi si od gowy
Jasona, wywin w powietrzu kozioka i wyldowa tu obok Leona, obejmujc go

wochatymi ramionami w pasie.


- Ratuj! - jkn futrzak.
- Spadaj!
Leo prbowa go od siebie oderwa, ale Passalos sam zrobi salto do tyu i
wyldowa poza zasigiem jego rk. Leonowi spodnie opady do kolan.
Spojrza na Passalosa, ktry szczerzy do niego zby, trzymajc w rku krtki,
byszczcy pasek metalu. W jaki niepojty sposb udao mu si ukra zamek
byskawiczny ze spodni Leona.
- Oddaj mi ten gupi zamek!-wycedzi Leo. prbujc jednoczenie potrzsn
pici i podcign sobie spodnie.
- E tam, sabo si wieci - Passalos odrzuci zamek.
Jason natar na niego z mieczem w rku. Passalos podskoczy i nagle siedzia ju
na piedestale posgu obok swojego brata.
- Tylko mi nie mw, e nie potrafi si porusza powiedzia z dum.
Nie ma sprawy - odrzek Akinon. - Nie potrafisz si porusza.
- Daj mi ten pas na narzdzia. Chc go obejrze.
Nie! - Akmon odepchn go okciem. - Masz n i t byszczc kul.
-Tak, ta byszczca kula jest adna. - Passalos zdj kowbojski kapelusz. Jak
magik wydostajcy krlika z kapelusza wycign z niego kul Archimedesa i zacz
si bawi jej spiowymi tarczami.
- Przesta! - krzykn Leo. To bardzo delikatny mechanizm.
Jason podszed do niego i spojrza ze zoci na karw.
- No dobra, kim jestecie?
- Kerkopami! - Akmon zmruy oczy, patrzc na niego. - Zao si, e ty
jeste synem Jupitera, co? Zawsze zgaduj.
Jak Czarny Tyek - zgodzi si Passalos.
- Czarny Tyek? - Leo z trudem powstrzyma si, by ponownie nie podskoczy
do stp kara. By pewny, e Passalos za chwil zepsuje na amen kul Archimedesa.
- Znasz go? - Akmon wyszczerzy zby. - Tak, Herkules. Nazywamy go
Czarnym Tykiem, bo kiedy azi na golasa. Tak si opali, e jego tyek... no...
- Ale przynajmniej ma poczucie humoru! - powiedzia Passalos. - Chcia nas
pozabija, jak mu co ukradlimy, ale darowa nam ycie, bo spodobay mu si nasze
arty. Nie tak jak wam. Gbury, gbury!
- Hej, ja mam poczucie humoru - warkn Leo. - Oddajcie mi to, co nam
ukradlicie, a opowiem wam dowcip z niez puent.
- Ale mi si trafio! - Akmon wycign z pasa na narzdzia klucz z zbatk i
zakrci nim jak koatk. Och, to jest wspaniae! Zatrzymam to! Dziki, Niebieski
Tyku!
Niebieski Tyku?
Leo zerkn w d. Spodnie znowu opady mu do kolan, ujawniajc niebieskie

majtki.
Dosv tego! krzykn. - Mj pas. Ale ju. Albo poka wam, jak mieszne s
ponce kary.
Z jego doni wystrzeliy pomienie.
- Teraz sobie porozmawiamy. Jason cisn w gr swj miecz. Nad
placykiem zaczy si gromadzi czarne chmury. Zagrzmiao.
- Ojej, boj si! - krzykn Akmon.
-Ja te - przyzna Passalos. - Gdybymy mieli jakie tajne legowisko, to bymy
si schowali.
Ale, niestety, ten posg nie jest wejciem do tajnego legowiska powiedzia
Akmon. - Stoi tu w innym celu.
Leo poczu, e wntrznoci mu si skrcaj. Pomienie buchajce z jego doni
zgasy. Zda sobie spraw,e co im zagraa. Wrzasn: Puapka! i wyskoczy z
fontanny. Niestety, Jason by zbyt pochonity wzywaniem burzy.
Leo przetoczy si w bok, gdy pi zotych sznurw wystrzelio z palcw
Neptuna. Jeden o wos min jego stop. Pozostae oploty Jasona jak cielaka na
rodeo, zwalajc go z ng. Zawis w powietrzu gow w d.
Grom uderzy w ostrza trjzbu Neptuna. Po posgu przebiegy iskry
wyadowania elektrycznego, ale kerkopi ju zniknli.
- Brawo! - zawoa Akmon od stolika w pobliskiej kafejce. Wspaniaa z ciebie
pinata, synu Jupitera.
-Tak! - zgodzi si Passalos. - Kiedy Herkules powiesi nas gowami w d. Och,
zemsta jest taka sodka!
Leo wezwa kul ognist. Pomkna w stron Passalosa, ktry prbowa
onglowa dwoma gobiami i kul Archimedesa.
- Aj! Karze odskoczy, porzucajc kul i pozwalajc odlecie gobiom.
- W nogi! - zawoa Akmon.
Uchyli melonika i czmychn, skaczc ze stolika na stolik. Passalos zerkn na
kul Archimedesa, ktra przetoczya si midzy nogam Leona.
Leo wezwa jeszcze jedn kul ognist.
Tylko sprbuj - warkn.
- Cze! - Passalos wywin kozioka do tyu i popdzi za swoim bratem.
Leo porwa kul Archimedesa i podbieg do Jasona, ktry wci wisia gow w
d, cay omotany zotymi sznurami, z wyjtkiem rki trzymajcej miecz Prbowa
przeci wizy zot kling, ale nie zdoa.
- Zaczekaj - powiedzia Leo.Jak odnajd ten wycznik...
- Le! - rykn Jason. Dogoni ci, kiedy si z tego uwolni.
- Ale...
Nie zgub ich!
Samotne ciganie mapich karw wcale si Leonowi nie umiechao, ale kerkopi
ju znikali za rogiein jakiej uliczki. Pozostawi Jasona wiszcegogow w d z

posgu i popdzi za nimi.

XII
LEO
Kary nie staray si znikn mu z oczu, co wydao si podejrzane. Skakay po
czerwonych dachwkach, strcay z okien skrzynki z kwiatami, pokrzykujc, piejc i
pozostawiajc za sob szlak z. gwodzi i rubek wyciganych z jego pasa na
narzdzia - jakby chciay by Leo za nimi bieg.
Pdzi za nimi, przeklinajc opadajce mu wci Spodnie. Skrci za rg i ujrza
dwie staroytne kamienne wiee. Stay tu obok siebie, znacznie przewyszajc
okoliczne budynki. Moe to jakie redniowieczne stranice? Wychylay si w
przeciwno strony jak dwignie zmiany biegw w bolidzie.
Kerkopi wspili si na praw wie i zniknli za jej szczytem.
Wleli do rodka? Pod szczytem Leo dostrzeg kilka zakratowanych okienek, ale
wtpi, by kraty mogy stanowi przeszkod dla karw. Przez chwil obserwowa
wie, ale kerkopi si nie pojawili. Oznaczao to, e Leo musi jako dosta si na
szczyt wiey.
Super - mrukn.
Nie byo przy nim przyjaciela, ktry potrafi lata. Okrt by za daleko, by
wezwa pomoc. Moe Leonowi udaoby si zamieni kul Archimedesa w jakie
latajce urzdzenie, ale do tego musiaby mie swj pas - ktrego nie mia.
Rozejrza si, prbujc zebra myli. P przecznicy dalej otworzyy si szklane
drzwi i wysza jaka starsza pani z plastikowymi torbami w rkach.
Sklep spoywczy? Hm...
Leo przeszuka kieszenie. Ku swojemu zdumieniu znalaz kilku banknotw euro
z czasw pobytu w Rzymie. Te gupie kary zabray mu wszystko prcz, pienidzy.
Pobieg do sklepu tak szybko, jak pozwalay mu na to opadajce spodnie.
Zacz myszkowa midzy pkami, poszukujc czego, co mgby wykorzysta.
Nie wiedzia, jak jest po wosku: Dzie dobry. gdzie s niebezpieczne
chemikalia?", ale moe lepiej, e tego nie wiedzia. Nie chcia skoczy we woskim
wizieniu.
Na szczcie nie musia odczytywa nalepek. Bra do rki tubk pasty do zbw i
wyczuwa, czy zawiera azotan potasu. Znalaz wgiel drzewny. Znalaz cukier i
proszek do pieczenia. Znalaz zapaki, spray na owady i foli aluminiow. Wszystko,
czego potrzebowa, plus sznur do suszenia prania, ktry mg mu zastpi pasek do
spodni. Woy te do koszyka troch woskie go arcia, eby unikn podejrze co
do podstawowych zakupw, po czym stan przed kas. Kasjerka wytrzeszczya na
niego oczy i zadaa mu kilka pyta, ktrych nie zrozumia, ale jako udao mu si

zapaci. Chwyci torb z zakupami i wybieg ze sklepu.


Schowa si w najbliszej bramie, nie tracc wie z pola widzenia. Wzi si do
pracy, wzywajc ogie, by wysuszy skadniki i szybko uwarzy z nich to, czego
chcia.
Co chwila spoglda na wie, ale po karach nie byo ani ladu. Mia nadziej,
e wci tam s. Sporzdzenie arsenau zajo zaledwie par minut - Leo by w tym
naprawd dobry ale wydawao mu si, e mijaj godziny.
Jason nie pokaza si. Moe wci wisi w fontannie Neptuna albo biega po
ulicach, poszukujc jego? Przyjaciele z okrtu te niec dawali znaku. Pewnie zajo
im wiele czasu powyciganie rowychgumek z wosw trenera Hedgea.
A to oznaczao, e mia tylko siebie, torb z woskim arciem i par bomb
sporzdzonych naprdce z cukru i pasty do zbw. Och, i kul Archimedesa. To byo
bardzo wane. Mia nadziej, e si nie zepsua, kiedy wypeni j chemicznym
proszkiem.
Pobieg do wiey i znalaz wejcie. Zacz si wspina krtymi schodkami, ale
przy okienku kasy zatrzyma go stranik, krzyczc co po wosku.
- Powanie? zapyta! Leo. - Posuchaj, czowieku, macie w tej dzwonnicy kary.
Jestem tu, aby j z nich oczyci. - Pokaza mu pojemnik ze sprayem na owady. Widzisz? Deratyzator. Molto Buono. Psik, psik, ahhhh! - Uda, e jest karem
miotajcym si w agonii, czego ten Woch jako nie potrafi zrozumie.
Po prostu wycign rk po pienidze.
- Wyluzuj, stary - mrukn- Leo. - Wanie wydaem ca fors na rne
skadniki do produkcji bomb. - Poszpera w torbie. -A moe wemiesz... no... co ja tu
mam...
Wycign to-czerwon torebk z czym, co si nazywao Fonzies. Chyba
co w rodzaju czipsw. Ku jego zdumieniu stranik wzruszy ramionami i wzi
torebk.
- Avanti!
Leo ruszy w gr po schodkach, ale zanotowa w pamici, e warto zakupi
wicej tych Fonzies". Najwyraniej we Woszech byy cenione bardziej od ywej
gotwki.
Schodki wiy si, wiy i wiy. Wygldao na to. e ca wie zbudowano tylko
po to, by usprawiedliwi istnienie tych schodkw.
Zatrzyma si na podecie i opar o wskie, zabite deskami okno, starajc si
zapa oddech. By spocony jak mysz, a serce obijao mu si o ebra. Gupi kerkopi.
Pomylai, e gdy tylko dotrze na szczyt wiey, prysn z niej, zanim zdy uy
swojego arsenau. Ale musia sprbowa.
Ruszy dalej po schodkach.
W kocu, gdy nogi mia ju jak rozgotowany makaron, dotar na szczyt.
Bya tam komnata wielkoci schowka na szczotki, z. zakratowanymi oknami we
wszystkich czterech cianach. W ktach zwalono worki ze skarbami, ktre

rozsypyway si po caej pododze.Leo dostrzeg sztylet Piper, jak star ksig


oprawion w skr. kilka ciekawie wygldajcych mechanicznych urzdze i do
zota, by przyprawi konia Hazel o bl brzucha.
Z. pocztku pomyla,e kary ucieky. Potem spojrza w gr. Akmon i Passlos
zwisali z krokwi na swoich mapich nogach, grajc w antygrawitacyjnego pokera.
Kiedy go zobaczyli, rzucili karty jak konfetti i zaklaskali.
- A mwiem ci, e da rad! - wrzasn uradowany Akmon.
Passalos wzruszy ramionami, zdj jeden ze swoich zotych zegarkw i wrczy
bratu.
- Wygrae.Nie sdziem, e jest taki gupi.
Obaj zeskoczyli na podog. Akmon mia na sobie pas na narzdzia - by tak
blisko, e Leo musia ca si woli powstrzyma si, by go nie zapa.
Passalos wyprostowa swj kowbojski kapelusz i kopniakiem otworzy najblisze
okno.
- Na co teraz kaemy mu si wspi, braciszku? Na katedr witego ukasza?
Leo mia ochot ich zadusi, ale zmusi si do umiechu.
- O to brzmi cakiem niele! Ale zanim std pryniecie, dowiedzcie si, e
zostawilicie co byszczcego.
Niemoliwe! - prychn Akmon. - Bylimy bardzo staranni.
Jeste pewny? - Leo unis torb ze sklepu.
Kary zbliyy si ostronie. Susznie przewidywa, e nie opr si ciekawoci.
- Popatrzcie.
Leo wyj swoj pierwsz bro - grud wysuszonych chemikaliw owinit foli
aluminiow i podpali j doni.
Odwrci gow tu przed wybuchem, ale kary wci si gapiy. Pasta do zbw,
cukier i spray na owady nie byy tak dobre jak muzyka Apollina, ale i tak bysno i
hukno cakiem przyzwoicie.
Kerkopi zapiszczeli, osaniajc oczy. Rzucili si ku oknu, ale Leo odpali swoje
petardy, rozrzucajc je po pododze, aby stracili rwnowag. Potem obrci tarcz na
kuli Archimedesa, ktra wyplua z siebie strumie obrzydliwego cuchncego dymu.
Jemu ten dym nie przeszkadza. By nieczuy na ogie i stawa ju nieraz w
dymicych ogniskach, czyci ponce paleniska i stawia czoo zioncym ogniem
smokom. Kiedy kary zaczy kaszle i rzzi, zerwa swj pas z Akmona, spokojnie
wezwa troch gumowej liny do bungee i obu ni zwiza.
- Moje oczy! - wrzeszcza Akmon, krztuszc si i prychajc. -Mj pas na
narzdzia!
- Stopy mi pon! - jkn Passalos. - To nie byskotka! To wcale nie bya
byskotka!
Upewniwszy si, e s bezpiecznie powizani, Leo zacign ich do kta i zacz
szpera w ich skarbach. Wzi sztylet Piper, par swoich prototypowych granatw i z

tuzin innych drobiazgw, ktre kary zraboway z Argo II".


- Bagam! jkn Akmon. - Nie zabieraj naszych byskotek!
- Zawrzyjmy ukad! - zaproponowa Passalos. - Dziesi procent za to, e nas
pucisz!
-Te mi ukad mrukn Leo. - Teraz to wszystko jest moje.
- Dwadziecia procent!
W tym momencie w grze zagrzmiao i bysno. Kraty w najbliszym oknie
zamieniy si w skwierczce kluchy roztopionego elaza.
Jason wlecia do rodka jak Piotru Pan spowity w iskry wyadowa
elektrycznych. Z jego zotego miecza buchaa para.
Leo gwizdn z uznaniem.
- Stary, ale miae wejcie!
Jason zmarszczy brwi. Spostrzeg zwizanych kerkopw.
-Jak, do..,?
-To moje dzieo - powiedzia Leo. - Moja specjalno. Jak mnie odnalaze?
- Uch... przez ten dym - wyjani Jason. - I usyszaem huki. Bya tu jaka
strzelanina?
- Co w tym rodzaju.
Leo rzuci mu sztylet Piper, po czym znowu zacz szpera w skarbach karw.
Pamita, co powiedziaa Hazel: e musz znale skarb, ktry pomoe im w ich
misji, ale nie wiedzia, czego szuka. Byy tam monety, grudki zota, klejnoty,
spinacze biurowe, foliowe opakowania, spinki do mankietw.
Wci wraca do paru przedmiotw, ktre nie bardzo tu pasoway. Jednym by
jaki stary przyrzd nawigacyjny, przypominajcy astrolabium okrtowe. By bardzo
zniszczony i chyba brakowao mu kilku czci, ale Leona zaintrygowa.
We to! - zaproponowa Passalos. - To dzieo Odyseusza! We to i pozwl nam
odej.
- Odyseusza? - powtrzy Jason. - Tego Odyseusza?
Tak - pisn Passalos. - Zrobi to, jak by ju stary, na Itace. Jeden z jego
ostatnich wynalazkw. Ukradlimy mu to.
-Jak to dziaa? - zapyta Leo.
Och, to nie dziaa - powiedzia Akmon. Jak to byo? Co o brakujcym
krysztale? - Zerkn wyczekujco na brata.
- ,,Moje najwiksze co-by-byo-gdyby" udrzek Passalos. -Trzeba byo wzi
kryszta". Wci to mrucza przez sen tej nocy, kiedy mu to ukradlimy. Wzruszy
ramionami. Nie mam pojcia, co mia na myli. Ale bierz to, bierz! Moemy ju
odej?
Leo nie wiedzia, dlaczego chce wzi astrolabium. Nie mia wtpliwoci, e jest
popsute, i nie wygldao na skarb, o ktrym mwia Hekate.. Wsun je jednak do
kieszeni swojego magicznego pasa.
Teraz zaj si innym dziwnym znaleziskiem -oprawion w skr ksig. Tytu

by zocony, w nieznanym mu jzyku, ale cala ksiga na pewno nie byszczaa. Nie
sdzi, by kerkopi byli namitnymi czytelnikami.
- Co to jest? Machn ni w stron karw, ktrym oczy wci zawiy od dymu.
- Nic! - odrzek Akmon. Po prostu ksiga. Na okadce jest zoto, wic mu j
ukradlimy.
Komu? - zapyta Leo.
Akmon i Passalos wymienili nerwowe spojrzenia.
- Pomniejszemu bogu - wyjani Passalos. W Wenecji. Ale, naprawd, to nic
takiego.
W Wenecji. - Jason zmarszczy! czoo, patrzc na Leona. -Chyba tam wanie
mamy teraz dotrze?
- No tak.
Leo obejrza ksig. Byo w niej mnstwo ilustracji: sierpy, rne roliny,
soce, para wow cigncych wz. Nie znalaz nic interesujcego, ale skoro ksig
skradziono jakiemu pomniejszemu bogu - i to w Wenecji, ktr Hekate radzia im
teraz odwiedzi - to musiaa by tym, czego szukali.
- Gdzie dokadnie moemy znale tego pomniejszego boga? zapyta.
- Nie! - krzykn Akmon. - Nie moecie mu tego oddac! Jeli odkryje, e mu j
ukradlimy...
- Zniszczy was - powiedzia Jason. -I my to zrobimy, jeli nam nie powiecie, a
jestemy o wiele bliej.
Przytkn czubek miecza do garda Akmona.
Dobra, dobra! - wrzasn karze. - I.-a Casa Nera! Calle frezeria!
- To jaki adres? - zapyta Leo.
Oba kary gorliwie pokiway gowami.
- Bagam, nie mwcie mu, e to my j ukradlimy-jkn Passalos. - On nie jest
miy.
- Kim on jest? - zapyla Jason. - Co to za bg?
- N-nie mog powiedzie - wyjka Passalos.
- Lepiej mw ostrzeg go Leo.
- Nie. To znaczy... ja naprawd nie mog powiedzie. Nie potrafi tego
wymwi! Tr... tri... to za trudne!
- Tru - powiedzia Akmon. - Tru...to... Za wiele spgosek!
Obaj zalali si zami.
Leo nie wiedzia, czy kerkopi mwi prawd, ale trudno byo wcieka si nadal
na szlochajce kary bez wzgldu na to, jak okropnie byy poubierane.
Jason opuci miecz.
- Co chcesz z nimi zrobi, Leo? Wysa je do Tartaru?
- Tylko nie to! - jkn Akmon. Powrt moe nam zaj cae tygodnie.
- Zakadajc, e Gaja nas puci! - Passalos pocign nosem. -Teraz to ona

pilnuje Wrt mierci. Bdzie na nas bardzo za.


Leo przypatrywa si karom. Pokona ju wiele potworw i nigdy nie czu
wyrzutw sumienia, zamieniajc je w py, ale teraz byo inaczej. Musia przyzna,
e te kary wzbudzay w nim co w rodzaju podziwu. Patay figle i lubiy byskotki,
a to do niego przemawiao. Poza tym Percy i Annaberh byli teraz w Tartarze - mia
nadziej, e wci ywi - zmierzajc do Wrt mierci.
Wysanie tych dwch mapiszonw wanie tam, eby mie z nimi znowu takie
koszmarne problemy... nie, to chyba zy pomys.
Wyobrazi sobie, e Gaja mieje si z jego saboci - pbg o sercu zbyt
mikkim, by zabi potwory. Przypomnia sobie swj sen o Obozie Herosw w
ruinach, o polach zasanych ciaami Grekw i Rzymian. I Oktawiana
przemawiajcego gosem Matki Ziemi: Rzymianie ruszyli z Nowego Jorku na
wschd. Zbliaj si do waszego obozu i nic ich nie powstrzyma".
- Nic ich nie powstrzyma - powiedzia na gos. - Zastanawiam si...
- Co? - zapyta Jason.
Leo spojrza na kary.
- Proponuj wam ukad.
Oczy Akmona zalniy.
- Trzydzieci procent?
- Zostawimy wam wszystkie wasze skarby prcz tego, co naley do nas,
astrolabium i tej ksigi, ktr oddamy temu gociowi w Wenecji.
- Ale on nas zniszczy! - jkn Passalos.
Nie powiemy mu, skd j mamy - obieca Leo. - I nie zabijemy was. Pozwolimy
wam odej.
- Ej, Leo... odezwa si zaniepokojony Jason.
Akmon pisn z radoci.
Wiedziaem, e jeste sprytny jak Herkules! Bd ci nazywa Czarnym Tykiem
Kontynuacji!
- Nie, dzikuj - powiedzia Leo. - Ale w zamian za to musicie co dla nas
zrobi. Chc was gdzie wysa, ebycie tam okradli pewnych ludzi, nkali ich,
utrudniali im ycie na wszystkie sposoby. Powiem wam dokadnie, gdzie to jest.
Musicie przysic na Styks, e to zrobicie.
- Przysigamy! zawoa Passalos. - Okradanie ludzi to nasza specjalno!
- Uwielbiam nka! - doda Akmon. - Dokd mamy si uda? Leo wyszczerzy
zby.
Syszelicie o Nowym Jorku?

XIII
PERCY
W wiecie miertelnikw Percy zabiera swoj dziewczyn na romantyczne
spacery. Tym razem nie by to romantyczny spacer we dwoje.
Wlekli si wzdu brzegw Flegetonn, potykajc si i lizgajc na czarnym,
chropowatym szkliwie, przeskakujc szczeliny i ukrywajc si za skalami, kiedy
idce przed nimi wampirzyce zwalniay.
Nie byo atwo trzyma si od nich na tyle daleko, by ich nie zobaczyy, i na tyle
blisko, by nie straci ich z oczu. ar buchajcy z rzeki pali Percyemu skr. Kady
oddech by jak wcignicie do puc wkna szklanego cuchncego siark. Kiedy
drczyo ich pragnienie, mogli tylko wypi yk oywczego pynnego ognia.
Nie ma co... Romantyczny spacer we dwoje...
Na szczcie Annabeth nie doskwieraa ju kostka. Przestala kule. Poznikay jej
liczne blizny i zadrapania. Wosy przewizaa paskiem oderwanym z nogawki
dinsw, oczy jej migotay w blasku ognistej rzeki. Mimo e bya tak poobijana,
czarna od sadzy i ubrana jak bezdomny wczga, Percyemu wydawaa si pikna
jak zawsze.
Co z tego, e s w Tartarze? Co z tego, e maj niewielkie szanse na przeycie?
S razem. Take go to uradowao, e poczu ch. by si umiechn.
Sam fizycznie te czu si lepiej, chocia wygld , jakby przeszed przez
nawanic szklanych odpryskw. By spragniony, godny i przeraony (cho
Annabeth nie zamierza tego zdradzi), ale otrzsnl si ju z pozbawiajcego
nadziei zimna Kokytosu. Ognista woda Flegelonu smakowaa obrzydliwie, ale
zdawaa si dodawa wigoru.
Czas trudno tu byo okreli. Szi i szli brzegiem rzeki przebijajcej si przez
pokryte czarnym szkliwem skay. Na szczcie empuzy nie byy dobrymi
piechurami. Kutykay na swoich spiowych i olich nogach, posykujc i kcc si
midzy sob. Najwyraniej nie cigay si w drodze do Wrt mierci.
Raz przyspieszyy kroku i otoczyy co, co wygldao jak cierwo wyrzucone na
brzeg przez prd rzeki. Percy nie wiedzia, co to jest moe jaki potwr albo
zwierz? Empuzy rzuciy si na to z uciech.
Kiedy si oddaliy, Percy i Annabeth doszli do tego miejsca i znaleli tylko kilka
poamanych koci i jakie bysezce plamy, szybko wysychajce w arze bijcym
od rzeki. Percy nie mia wtpliwoci, e empuzy poaryby kadego pboga z takim
samym apetytem.
- Chod. - agodnie odcign Annabeth od tego miejsca. -Nie moemy straci
ich z oczu.

Idc, Percy myla o swoim pierwszym Spotkaniu z Kelli podczas dnia otwartego
w szkole redniej Goode, kiedy on i Rachel Elizabeth Dale wpadli w puapk w sali
gimnastycznej. Wtedy wy dawao mu si to sytuacj beznadziejn. Dzisiaj oddaby
wszystko, by mie tak prosty problem. W kocu by wwczas w wiecie
miertelnikw. Std nie byo dokd uciec.
Hej! Zaczyna ju myle o wojnie z Kronosem jak o starych dolnych czasach!
Ponura sprawa. Wci mia nadziej, e bdzie lepiej, ale ich yciu zagraao coraz
wicej niebezpieczestw, jakby trzy Mojry przdy ich przyszo nie z wczki, ale
z drutu kolczastego, eby zobaczy, ile jeszcze mog znie.
Po kilku kolejnych kilometrach empuzy znikny za jakim grzbietem. Kiedy
Percy i Annabeth tam dotarli, zobaczyli, e znajduj si na krawdzi wysokiego
stromego urwiska. Flegeton spywa po nim seri grzmicych wodospadw. Empuzy
schodziy w d, przeskakujc z jednej pki skalnej na drug jak grskie kozice.
Percyemu serce podeszo do garda. Nawet gdyby zdoali zej na sam d klifu,
czekaa ich niechybna mier. Roeigaa si tam ponura, szara jak popi rwnina
poronita czarnymi drzewami jak owadzimi wsami. Grunt by upstrzony bblami.
Co chwila jeden z nich nabrzmiewa i pka, wypluwajc potwora jak larw z jajka.
Percyemu nagle odechciao si je.
Wszystkie wieo wylge potwory, czogajc si, wloky si w tym samym
kierunku - ku lawie czarnej mgy nabrzmiewajcej na horyzoncie jak front burzy.
Flegeton pyn w t sam stron, a gdzie do poowy rwniny, gdzie spotyka si z
inn, czarn rzek. Moe to Kokylos? Obie rzeki tworzyy dymic, wrzc
katarakt i pyny dalej ku czarnej mgle.
Im duej si w t mg wpatrywa, tym mniejsz mia ochot ku niej pj.
Mogo si w niej kry wszystko ocean, bezdenna przepa, armia potworw. Ale
jeli wanie tam leay Wrota mierci, bya to jedyna szansa na powrt do domu.
Wyjrza za krawd klifu.
- Szkoda, e nie potrafimy lata - mrukn.
Annabeth potara sobie ramiona.
- Pamitasz te latajce buty Luke a? Ciekawe, czy wci gdzie tam s.
Percy przypomnia sobie te zaklte buty. Jeli kto je zaoy, niosy go do
Tartaru. O mao co nie spotkao to ich przyjaciela Grovera.
Zadowolibym si lotni.
- To chyba nie najlepszy pomys.
Pokazaa rk w gr. Midzy krwistoczerwonymi chmurami kryy czarne
skrzydlate ksztaty.
- Furie?
- Albo jakie inne demony. W Tartarze s ich tysice.
W tym i takie, ktre poeraj lotnie. No dobra, trzeba zazic.
Empuzy zniky za jednym z grzbietw poniej. Mniejsza z nimi. Byo oczywiste,
dokd on i Annabeth musz i. Podobnie jak te wszystkie potwory, peznce

rwninami Tartaru, musz zmierza w stron mrocznego horyzontu.


Percy wprost tryska, entuzjazmem na sam myl o tym, co ich tam czeka.

XIV
PERCY
Teraz jednak skupi si na wyzwaniu, ktrym byo zejcie po cianie urwiska: na
wystukiwaniu oparcia dla stp, na dbaniu o to, by nie uruchomi lawiny, mogcej
zdradzi empuzom ich obecno, oraz oczywicie na tym, by Annabeth i on sam nie
odpadli od ciany, roztrzaskujc si u stp klifu.
Gdzie w poowie drogi w d Annabeth powiedziaa:
- Zatrzymajmy si, dobrze? Tylko na chwil.
Nogi jej dygotay i Percy skl siebie w duchu, e wczeniej sam nie pomyla o
odpoczynku.
Usiedli na skalnej pce kolo grzmicego wodospadu. Percy otoczy Annabetb
ramieniem, a ona przytulia si do niego, drc ze zmczenia.
On te nie czu si o wiele lepiej. odek skurczy mu si z godu. Obawia si,
e jakby znowu natrafili na jakie cierwo potwora, odepchnby wampirzyc i sam
sprbowa je pore.
Ale wci byli razem, on i Annabecth znajd wyjcie z Tartaru. Musz znale.
Fata i przepowiednie niewiele ju go obchodziy, ale wierzy w jedno: on i Annabeth
maj by razem. Nie po to przeyli a tyle, by teraz spotkaa ich mier.
Mogo by gorzej - powiedziaa Annabeth.
- Tak? Percy nie bardzo to sobie wyobraa, ale prbowa nadrabia min.
Przytulia si mocniej do niego. Jej wosy pachniay dymem, a gdyby zamkn
oczy, mgby sobie atwo wyobrazi, e siedz przy ognisku w Obozie Herosw.
Moglibymy wpa do rzeki Lete. Straci pami.
Na sam myl o tym cierpa mu skra. Mia ju do kopotw z amnezj jak
na jedno ycie. Zaledwie w zeszym miesicu Hera odebraa mu pami, by
wprowadzi go do obozu rzymskich pbogw. Znalaz si w Obozie Jupiter, nie
majc pojcia, kim jest i skd przybywa. A par lat wczeniej walczy z jednym z
tytanw na brzegach Lete, blisko paacu Hadesa. Prysn na niego wod z rzeki i
cakowicie wymaza mu pami.
- Och, ta Lete - mrukn. Nie jest moj ulubion rzek.
-Jak si nazywa ten tytan?
- Yyy... Japet. Powiedzia, e to znaczy Nabijacz" czy jako tak.
- Nie, chodzi mi o imi, ktre mu nadae po tym, jak utraci pami. Steve?
- Bob.
Rozemiaa si cicho.
- Tytan Bob.
Percy mia tlak popkane usta, e ba si umiechn. Zastanawia si, co si

stao z Japetem po tym, jak go zostawili w paacu Hadesa... Czy nadal jest
zadowolony z tego, e jest sezliwym, przyjacielskim, pozbawionym problemw
Bobem. Mia tak nadziej, ale w Podziemiu mogo si przydarzy wszystko co
najgorsze kademu - potworom, herosom i bogom.
Zapatrzy si na popielate rwniny. Mogli tu by i inni tytani -moe sptani
acuchami albo bdzcy bez celu, albo ukrywajcy si w jakich ciemnych
sezelinach. Percy i jego sprzymierzecy umiercili najgorszego tytana, Kronosa,
ale jego seztki mog tu gdzie spoczywa - miliard wciekych czsteczek tytana
rozproszonych w krwistoczerwonych chmurach lub w tej mrocznej mgle.
Postanowi o tym nie myle. Pocaowa Annabeth w czoo.
- Musimy i. Chcesz si napi troch ognia?
Uch. Raczej nie.
Dwignli si na nogi. Pod nimi znajdowaa si ju tylko stroma ciana
poobiona wskimi pkami skalnymi, ale nie byo innego wyjcia: musieli po niej
zej.
Ciao Percyego przeczyo si na aulopilota. Palce mu zesztywniay. Bble
pokryway mu kostki u ng. Trzs si z godu.
Zastanawia si, czy to wanie z godu umr, czy moe ognista woda pozwoli im
y. Przypomnia sobie o karze, jaka spotkaa Tantala, ktry zosta zanurzony w
sadzawce penej wody pod owocowym drzewem, ale nie mg dosign ani wody,
ani owocw.
A niech to, nie myla o Tantalu od lat... Ten gupiec dosta kiedy przepustk,
by przez jaki czas zarzdza Obozem Herosw. Pewnie by ju z powrotem na
Polach Kary. Percy nigdy przedtem go nie aowa, ale teraz zacz mu wspczu.
Potrafi sobie wyobrazi, jak to jest by coraz bardziej i bardziej godnym, i to przez
ca wieczno, nigdy nie mc nic zje.
Nie myl. tylko za - powiedzia sobie w duchu.
Cheesburgery - odpowiedzia jego odek.
Zamknij si - pomyla.
Z frytkami jkn odek.
Miliard lat pniej, z tuzinem nowych bbli na stopach, dotar na sam d. Percy
pomg zej Annabeth i oboje padli na ziemi.
Przed nimi roeigay si mile pustkowi pokrytych olbrzymimi bblami i
wielkimi pajkowatymi drzewami. Na prawo Regeton rozdziela si na odnogi,
znikajce w delcie dymu i ognia. Na pnocy, wzdu gwnego nurtu rzeki, grunt
by podziurawiony otworami jaski. Tu i tam wyrastay szpikulce ska, jak
wykrzykniki.
Pod rk Percy ego grunt by niepokojco ciepy i gadki. Sprbowa zebra
gar piasku i pod cienk warstw pyu i wiru wyczu co w rodzaju bony... jakby
skr.
O mao nie zwymiotowa. Nie mia w odku nic prcz ognia.

Nie powiedzia o tym Annabeth, ale zacz si czu tak, jakby co ich ledzio
co olbrzymiego i zowrogiego. Nie mg si na tym czym skupi, bo otaczao go
ze wszystkich stron. ,,ledzio" to te. byo ze okrelenie. Zakadao istnienie
jakich oczu, a to co byo po prostu wiadome ich obecnoci. Grzbiety skalne nad
nimi wyglday teraz bardziej jak rzdy potnych zbw ni jak stopnie
gigantycznych schodw. Szpikulce ska przypominay zamane ebra. A jeli grunt
by skr...
Odrzuci te myli. To miejsce po prostu go przeraao. I to wszystko.
Annabeth wstaa i otara twarz. z sadzy. Spojrzaa ku ciemnej chmurze na
horyzoncie.
- Idc przez t rwnin, bdziemy na widoku.
Jakie sto metrw od nich pk jeden z bbli. Wygramoli si z niego potwr...
poyskujcy telchin ze liskim futrem i korpusem foki o zdeformowanych ludzkich
odnach. Odpez zaledwie kilka metrw, gdy co wyskoczyo z najbliszej jamy,
tak szybko, e Percy zdoa dostrzec tylko ciemnozielony eb gada. Potwr chwyci
telchina zbami i powlk go w mrok.
Odrodzi si w Tartarze na zaledwie kilka sekund, tylko po to, by zosta
poartym... Percy zastanawia si, czy ten telchin wyskoczy z bbla w jakim innym
miejscu i iak dugo bdzie to trwao.
Przekn lin o smaku siarki.
O, tak. Bdzie zabawnie.
Annabeth pomoga mu wsta. Spojrza po raz ostatni na cian klifu, wiedzc, e
nie ma tdy powrotu. Daby tysic zotych drachm, by mie teraz obok siebie Franka
Zhanga - dobrego, starego Franka, ktry zawsze zjawia si, gdy by potrzebny, i
ktry potrafiby si zamieni w ora albo smoka, by ich przenie przez te gupie
pustkowia.
Ruszyli w drog, starajc si nie wpa w ktr z jam i trzyma si brzegu
rzeki.
Obchodzili wanie jedn ze skalnych iglic, kiedy Percy do strzeg jaki ruch co przebiego midzy skaami na prawo.
Jaki potwr ich ciga? A moe inny czarny charakter, zmierzajcy do Wrt
mierci?
Nagle przypomnia sobie, dlaczego w ogle id tym szlakiem, i stan juk wryty.
Empuzy. - Zapa Annaheth za rami. Gdzie one s?
Annabeth rozejrzaa si, jej szare oczy zapony niepokojem.
Moe wampirzyce porwa ten gad i zawlk do swojej jamy? Bo gdyby empuzy
byy wci gdzie przed nimi, na pewno by je dostrzegli.
Chyba e si ukrywaj...
Percy doby miecza. Za pno.
Wszystkie pi empuz wyskoczyo zza ska wok nich, tworzc krg. Idealna

puapka.
Kelli ruszya ku nim na swoich nogach nie do pary. Ogniste wosy pony na jej
ramionach jak miniaturowy wodospad Flegetonu. Poszarpany strj cheerleaderki
pokryway rdzawo-brzowe plamy i Percy by pewny, e to nie keczup. I Utkwia w
nim rozjarzone czerwone oczy i obnaya ky.
Percy Jackson - zagruchaa. - Co za niespodzianka! Nawet nie musz wraca do
wiata miertelnikw, eby ci znisezy!

XV
PERCY
Percy przypomnia sobie, jak grona bya Kelli, kiedy ostatnim razem walczy z
nj w Labiryncie. Mimo dwch rnych ng potrafia porusza si bardzo szybko.
Zrcznie unikaa ciosw jego miecza i wgryzaby mu si w twarz, gdyby Annabeth
nie dgna jej w plecy sztyletem.
Teraz miaa cztery przyjaciki.
- I twoja Annabeth te jest z tob! Kelli parskna wiszczcym miechem. - O,
tak, dobrze j pamitam.
Dotkna swojego mostka, ktrdy wyszo ostrze sztyletu, kiedy Annabeth
ugodzia j w plecy.
Co z robisz, crko Ateny? Nie masz swojego noa? Co za pech. Uyabym go, by
ci teraz zabi.
Percy prbowa zebra myli. On i Annabeth stali rami przy ramieniu, jak wiele
razy przedtem, gotowi walczy, tyle e teraz oboje byli wycieczeni, a Annabeth nie
miaa adnej broni. I byo ich dwoje, a wampirzyc pi. Nie mieli dokd uciec. I kto
miaby przyj im z pomoc?
Przez chwil rozwaaI moliwo wezwania Pani O'Leary, swojej piekielnej
suki. Nawet gdyby go usyszaa, czy zdoaaby pojawi si w Tartarze? To byo
miejsce, do ktrego trafiay potwory, kiedy si je zabio. Wezwanie tutaj Pani
O'Leary mogoby j zabi albo z powrotem zamieni w dzikiego potwora. Nie... Nie
mg jej tego zrobi.
A wic zdani jedynie na siebie. Walka - tylko w ostatecznoci.
Pozostawao uycie taktyki Annabeth: zwodzenie, rozmowa, granie na czas.
- No wic... - zacz - pewnie si zastanawiasz, co robimy w Tartarze?
Kelli umiechna si drwico.
- Raczej nie. Po prostu chc was zabi.
Na tym koncept mu si wyczerpa, ale do gry wkroczya Annabeth.
Szkoda - powiedziaa. - Bo nie macie pojcia, co si dzieje w wiecie
miertelnikw.
Pozostae empuzy kryy wok nich, czekajc, a Kelli da haso do ataku, ale
bya cheerleaderka tylko warkna, przysiadszy poza zasigiem miecza Percy ego.
- Wiemy, wiemy. Gaja przemwia.
- Zmierzacie do strasznej klski. - Annabeth powiedziaa to z takim
przekonaniem, e nawet Percy by pod wraeniem. Spojrzaa na pozostae empuzy,
po czym wycigna rk, wskazujc oskarycielskim gestem na Kelli. Ona twierdzi,

e wiedzie was ku zwycistwu. Kamie. Kiedy ostatnim razem bya w wiecie


miertelnikw, miaa za zadanie dopilnowa, by mj przyjaciel Luke Castellan nie
sprzeniewierzy si Kronosowi. A Luke zdradzi Kronosa. Odda ycie za jego
mier. Tytani przegrali,bo Kelli zawioda. Teraz chce was poprowadzi do kolejnej
klski.
Empuzy zamruczay i poruszyy si niespokojnie.
- Do tego! - Paznokcie Kelli urosy do dugich szponw. Spojrzaa na
Annabelli takim wzrokiem, jakby sobie wyobraaa, e rozrywa j na strzpy.
Percy by pewny, e Kelli czua co do Luke a Castellana. Luke tak dziaa na
dziewczyny - nawet na wampirzyce o olich nogach wic wspominanie jego imienia
nie byo chyba najlepszym pomysem.
- Ta dziewczyna kamie - powiedziaa Kelli. - Tak, tytani przegrali. I o to
chodzio! To bya cz planu, by obudzi Gaj! Teraz Matka Ziemia i jej giganci
zniszczy wiat miertelnikw, a my naremy si cia pbogw!
Wampirzyce zazgrzytay zbami w szale podniecenia. Percy znalaz si kiedy
porodku stada rekinw, gdy woda staa si czerwona od krwi. Byo to prawie tak
przeraajce jak dne krwi empuzy.
Przygotowa si do ataku, ale ile wampirzyc zdoa unieszkodliwi, zanim go
opadn? Pewnie nie do.
- Pbogowie si zjednoczyli! - zawoaa Annabeth. - Lepiej pomylcie dwa
razy, zanim si na nas rzucicie. Rzymianie i Grecy bd walczy rami w rami. Nie
macie adnych szans!
Empuzy cofny si posykujc: Romani.
Percy podejrzewa, e musiay si ju spotka z Iegionem Dwunastym i nie
skoczyo si to dla nich dobrze.
Taaak, pamitacie Romani. - Obnay przedrami i pokaz a im znami wypalone
w Obozie Jupiter: SPQR z trjzbem Neptuna. - Wiecie, co was czeka, kiedy Grecy
pocz si z Rzymianami? Wielkie BUM!
Tupn nog, a empuzy znowu si cofny. Jedna wpada na gaz, na ktrym
uprzednio przycupna.
Niele" pomyla Percy, ale wampirzyce szybko ochony i znowu zaczy si
zblia.
- miaa ta mowa - powiedziaa Kelli - jak na dwoje pbogw zagubionych w
Tartarze. Opu swj miecz, Percy Jacksonie a bdziesz mia szybka mier. Wierz
mi, tutaj mona umiera dugo.
- Zaczekaj! znowu sprbowaa Annaheth. - Czy empuzy nie s sugami Hekate?
Kelli wyda wargi.
- I co z tego?
- A to, eHekate jest teraz po naszej stroni. Ma domek w Obozie Herosw.
Niektre z jej dzieci s moimi przyjacimi. Jeli nas pozabijacie, bdzie bardzo za.
Percy mia ochot i uciska. Bya naprawd wspaniaa.

Jedna z pozostaych wampirzyc, warkna.


- Kelli, to prawda? Nasza pani zawara pokj z Olimpem?
- Zamknij si, Serefono! wrzasna Kelli. - Na bogw, doprowadzasz mnie
do szau!
Nie zrobi niczego przeciw Mrocznej Pani.
Annabeth szybko wykorzystaa t rnic zda.
- Wszystkie lepiej zrobicie, suchajc Serefony. Jest starsza i mdrzejsza.
- Tak! - krzykna Serefona. - Mnie suchajcie!
Kelli zaatakowaa tak szybko, e Percy nawet nic zdy unie miecza. Na
szczcie nie zaatakowala jego. Rzucia si na Serefon. Na chwil oba demony
zamieniy si w kbek byszczcych pazurw i kw.
Ale za moment byo ju po wszystkim. Kelli staa triumfalnie nad kupk pyu. Z
jej pazurw zwisay strzpy tuniki Serefony.
- Macie jeszcze jaki problem? warkna do swoich sistr. -Hekate jest bogini
Mgy! Nikt nie zna jej drg. Kto wie, po czy jej stronie naprawd stoi? Jest te
bogini rozdroy i oczekuje od nas wasnych wyborw. Ja wybieram drog, na ktrej
czeka nas najwicej krwi pbogw! Wybieram Gaj!
Wampirzyce zasyczay z zachwytu.
Annaberh zerkna na Percyego, a on dostrzeg, e zabrako jej ju pomysw.
Zrobia, co moga. Doprowadzia do tego, e Kelli wyeliminowaa jedn ze swoich
towarzyszek. Teraz pozostawaa im tylko walka.
- Cae dwa lata kbiam si w pustce powiedziaa Kelli. Wiesz, jakie to straszne
by zamienion w par, Annabeth Chase? Powoli odtwarza si na nowo, z pen
wiadomoci, w piekcym blu, caymi miesicami, gdy twoje ciao si odradza, a
potem rozerwa pazurami skorup tego piekielnego miejsca i wywalczy sobie
drog na wiato dzienne? A wszystko dlatego, e jaka dziewczynka ugodzia ci
noem w plecy! - Jej pene zoci oczy utkwione byy w Annabeth. - Ciekawa
jestem, co bdzie, kiedy umierci si pboga w Tartarze. To si chyba jeszcze nie
zdarzyo. Zobaczmy.
Percy skoczy, zataczajc uk Orkanem. Rozci jedn wampirzyc na p, ale
Kelli zaatakowaa Annabeth. Dwie pozostae empuzy rzuciy si na Percy ego. Jedna
zapaa go za rk, w ktrej trzyma miecz. Druga wskoczya mu na grzbiet.
Percy prbowa je zignorowa i ruszy na pomoc Annabeth, gotw umrze w jej
obronie, ale ona radzia sobie cakiem niele. Przetoczya si w bok, unikajc
pazurw Kelli, i wstaa z trzymanym w rku kamieniem, ktrym rbna j w nos.
Kelli zawya. Annaberh zebraa gar wiru i cisna nim w jej oczy.
Tymczasem Percy miota si na boki, prbujc zrzuci siedzc mu na karku
wampirzyc, ale ta wbia pazury gboko w jego ramiona. Druga wci trzymaa go
za rk, tak e nie mg uy Orkana.
Ktem oka dostrzeg, e Kelli rzuca si na Annaberh, szponami rozrywajc jej

rami. Annabeth krzykna i upada.


Ruszy ku niej, saniajc si na nogach. Wampirzyca siedzca mu na plecach
zatopia ky w jego szyi. Przeszy go piekcy bl. Kolana si pod nim ugiy.
Druga wampirzyca ugryza go w przedrami; Orkan wypad mu z rki.
To by koniec. Szczcie go opucio. Kelli zawisa nad Annabetlh, sycc si
chwil triumfu. Dwie pozostae wampirzyce otoczyy Percy ego. lina cieka im z
ust.
A potem pad na niego jaki cie. Gdzie w grze rozbrzmia okrzyk wojenny,
toczc si echem po rwninach Tartaru, i na pole bitwy spad tytan.

XVI
PERCY
Percy pomyla, e ma halucynacje. Wydawao mu si niemoliwe, by wielka
srebrna posta moga spa z nieba prosto na Kelli i rozdepta j, zamieniajc w
kupk pyu.
Ale tak wanie si stao. Tytan mia ponad trzy metry wzrostu, rozwichrzone
srebrne wosy w stylu Einsteina, srebrne oczy i muskularne ramiona wystajce z,
podartego niebieskiego kombinezonu wonego. W rku trzyma wielk miot. Na
piersiach mia plakietk z imieniem: BOB.
Annabeth krzykna i staraa si odpezn w bok, ale olbrzymi wony nie
zwraca na ni uwagi. Zwrci si ku dwm pozostaym empuzom stojcym nad
Percym.
Jedna z wampirzyc bya na tyle gupia, e go zaatakowaa. Skoczya z szybkoci
tygrysa, ale nie miaa adnych szans. Z koca mioty Boba wysuno si ostrze
wczni. Zamachn si i jednym ciosem zamieni j w py. Druga empuza
prbowaa uciec. Tyran cisn miot jak bumerangiem. Przeszya wampirzyc i
powrcia do jego rki.
MAAACH! Tytan wyszczerzy zby i odtaczy taniec zwycistwa. - Machu,
machu, mach!
Percy zaniemwi. Wci nie mg uwierzy, e wydarzyo si co dobrego.
Annabeth te wytrzeszczya oczy.
- S-skd...? - wyjkaa.
- Percy mnie wezwa - odrzek beztrosko wony. - Tak, wezwa.
Annabeth odczogaa si troch dalej. Jej rami mocno krwawio.
- Wezwa ci? Zaraz. Ty jeste Bob? Ten Bob?
Wony zmarczczy czoo, kiedy dostrzeg jej rany.
Ojej.
Annabeth wzdrygna si, kiedy przy niej uklkn.
- Nie bj si - powiedzia Percy, wci zamroczony blem. -To przyjaciel.
Przypomnia sobie, kiedy po raz pierwszy spotka Boba. Tytan jednym
dotkniciem uleczy paskudn ran na jego ramieniu. Teraz poklepa przedrami
Aimabelh i rana natychmiast znika.
Bob zacmoka, zadowolony z siebie, a potem podszed do Perceyego i zrobi to
samo z jego krwawic szyj i rk. Donie tytana byy zaskakujco cieple i agodne.
Teraz lepiej! - zawoa, a jego srebrne oczy rozbysy radoci.
Jestem Bob, przyjaciel Percy ego.

- Yyy... no tak - wyjka Percy. - Dziki za pomoc.Naprawd bardzo si ciesz,


e znowu si spotykamy.
Tak! - zgodzi si wony. - Bob. To ja. Bob, Bob, Bob. - Wymawianie wasnego
imienia najwyraniej sprawiao mu rado. -Zawsze do usug. Usyszaem swoje
imi. Tam, w grze, w paacu Hadesa, nikt nie wzywa Boba. chyba e jest jaki
baagan. Bob, zmie te koci. Bob, zrb porzdek z tymi umczonymi duszami. Bob,
jaki zombie eksplodowa w sali jadalnej.
Annabeth spojrzaa pytajco na Percy ego, ale on nie prbowa jej tego wyjani.
- No i usyszaem wezwanie przyjacielu! Tytan wprosi tryska radoci. - Percy
powiedzia: Bob.
Zapa Percy'ego za rk i pomg mu wsta.
-To niesamowite powiedzia Percy. - Naprawd. Ale- jak ci si...?
- Och, pogadamy pniej. - Spowania. - Musimy std i, zanim oni was
znajd. A ju nadchodz. Tak, nadchodz.
Oni? - zapytaa Annabeth.
Percy przebieg wzrokiem horyzont. Ani ladu nadchodzcych potworw - nic
tylko pospne szare pustkowie.
-Tak - powiedzia tytan. Ale Bob zna drog. Chodcie, przyjaciele! Bdzie
zabawa!

XVII
FRANK
Frank obudzi si jako pyton, co go zdumiao.
Nie zdziwilo go, e zamieni si w jakie zwierz. Wci to robi. Ale jeszcze
nigdy nie zamieni si z jednego zwierzcia w inne we nie. By pewny, e nie zasn
jako w. Zwykle zasypia jako pies.
Odkry, e najlepiej mu si pi, kiedy zwinie si w kbek na koi jako buldog.
Nie bardzo wiedzia dlaczego, ale nie mia wtedy takich koszmarw jak zwykle.
Nieustajcy wrzask w jego gowie prawie zanika.
Nie mia pojcia, dlaczego sta si pytonem siatkowym, ale to by wyjaniao jego
sen, w ktrym poyka krow. Szczki go jeszcze troch bolay.
Otrzsn si i powrci do ludzkiej formy. Natychmiast poczu upicy bl
gowy. I gosy.
Na nich! - rycza Mars. - Bra ten okrt! Broni Rzymu!
Odpowiedzia mu gos Aresa: - Zabic Rzymian! Krew i mierc! Ognia!
Rzymskie i greckie osobowoci jego ojca na przemian wrzeszczay mu w gowie
na tle bitewnego zgieku - wybuchw bomb, karabinowych strzaw, ryku silnikw a wszystko to dudnio jak potny gonik basowy.
Usiad na koi, oszoomiony blem. Tak jak kadego ranka, wzi gboki oddech
i wpatrzy si w lamp na stoliku - wty pomyk palcy si noc i dniem, sycony
magiczn oliw.
Ogie... Ogie budzi w nim najwikszy strach. Przeraa go, ale pomaga mu si
skupi. Zgiek w gowie przycich, pozwalajc mu zebra myli.
Bywao lepiej i gorzej, ale Frank od wielu dni czu si jak bezuyteczna szmata.
Gdy tylko w Obozie Jupiter rozgorzaa walka, dwa gosy boga wojny zaczy go
nka bez przerwy. Bka si po okrcie oszoomiony, niezdolny do normalnego
funkcjonowania. Zachowywa si gupio i by pewny, e przyjaciele podejrzewaj, i
co jest z nim nie w porzdku.
Nie chcia im powiedzie, co go drczy. Nie mogli mu pomc, a przysuchujc
si ich rozmowom, by pewny, e nie maj takich samych problemw ze swoimi
boskimi rodzicami, wrzeszczcymi im w gowach.
Taki jego parszywy los, ale musi sobie jako z tym poradzi. Przyjaciele go
potrzebuj - zwaszcza teraz, kiedy zabrako Annabeth.
Annabeth bya dla niego mia. Nawet kiedy by tak roztargniony, e zachowywa
si jak bazen, bya wobec niego cierpliwa i gotowa mu pomc. Kiedy Ares
wrzeszcza, e nie mona ufa dzieciom Ateny, a Mars rycza, e powinien pozabija
wszystkich Grekw, Frank wci darzy j szacunkiem.

Teraz, kiedy jej zabrako, liczyli, e to on zostanie gwnym strategiem. Bdzie


im potrzebny w tym niebezpiecznym rejsie, ktry ich czeka.
Wsta i ubra si. Na szczcie par dni temu udao mu si kupi w Sienie troch
nowych ciuchw, po tym jak Leo pozwoli Bufordowi odlecie z jego praniem. (To
duga historia). Woy levisy i zielon koszulk, a potem sign po swj ulubiony
pulower, ale przypomnia sobie, e go nie potrzebuje. Byo zdecydowanie za ciepo.
A co waniejsze, nie potrzebowa ju kieszeni, by chowa w niej magiczne
drewienko, od ktrego zaleaa dugo jego ycia. Zaopiekowaa si nim Hazel.
Waciwie powinno go to niepokoi. Gdyby drewienko si spalio, czekaa go
mier: koniec, kropka. Ufai jednak Hazel bardziej ni samemu sobie. Czu si
lepiej, wiedzc, e ona strzee jego najsabszego punktu - jakby zapi pasy przed
jak szalecz jazd.
Zarzuci uk i koczan na plecy. Natychmiast zamieniy si w zwyky plecak.
Frank to uwielbia. Wynalazek Leona. Sam nigdy by na to nie wpad.
Leo! rykn Mars. Leo musi umrzec!
Zadu go! - zawoa Ares. - Zadu wszystkich! O kim to my mwimy?
I znowu zaczli na siebie wrzeszcze w gowie Franka, ponad hukiem
wybuchajcych bomb.
Opar si o cian. Od wielu dni wysuchiwa tych gosw dajcych mierci
Leona Yaldeza.
W kocu to Leo rozpocz wojn z Obozem Jupiter, strzelajc z balisty prosto w
ich Forum. Nie by wwczas sob, to fakt, ale Mars domaga si zemsty. Leo sam
pogarsza sytuacj, nieustannie kpic sobie z Franka, a Ares nalega, by Frank nie
puszcza pazem adnej obelgi.
Nie ulega tym gosom, ale nie byo to atwe.
W czasie lotu nad Atlantykiem Leo powiedzia co, co Franka wci drczyo.
Kiedy si dowiedzieli, e Gaja. diabelska bogini ziemi, wyznaczya nagrod za ich
gowy, Leo dopytywa si, ile da za niego.
..Mog zrozumie, e nie jestem wart a tyle co Percy albo Jason... ale czy
jestem wart, powiedzmy, dwch Frankw albo trzech Frankw?".
To by po prostu jeden z gupich dowcipw Leona, ale troch za bliski
rzeczywistoci. Na pokadzie Argo II" Frank czu i jak NWG - Najmniej
Wartociowy Gracz. To prawda, potrafi zamienia si w zwierzta. I co z tego? Jak
dotd jego najwikszym sukcesem w tym zakresie bya przemiana w asic, co
pomogo im uciec z podziemnej pracowni, ale nawet to byo pomysem Leona. Frank
da si zapamita raczej z klapy, jak si skoczya jego zamiana w wielk zot
rybk w Atlancie, a zaledwie wczoraj zblamowa si ponownie, zamieniajc si w
wacego dwiecie kilogramw goryla, ktrego granat byskowo-hukowy
natychmiast pozbawi zmysw.
Leo jeszcze nie zdy opowiedzie adnego dowcipu na ten temat, ale to bya
kwestia czasu.

Zabij go!
Torturuj! A potem zabij!
Dwie strony boga wojny zdaway si okada piciami i wymierza sobie
kopniaki w gowie Franka, kotujc si w jego zatokach jak na zapaniczej macie.
Krwi! Ognia!
Rzym! Wojna!
Spokj!" rozkaza Frank.
To dziwne, ale gosy usuchay.
Niele - pomyla Frank.
Moe w kocu udao mu si zapanowa nad tymi wrzaskami? Moe dzi nie
bdzie tak le?
Ta nadzieja zgasa w nim, gdy tylko wszed na grny pokad.
***
- Co to za jedne? - zapytaaHazel.
Argo II by przycumowany do zatoczonego nabrzea. Z jednej strony cign
si szeroki na pl kilometra kana eglowny. Z drugiej rozcigaa si Wenecja czerwone dachwki domw, metalowe kopuy kociow, spiczaste wiee i
janiejce w socu budynki we wszystkich barwach walentynkowych serc
czerwonej, biaej, brzowej, rowej i pomaraczowej.
Wszdzie byo peno posgw lww - na piedestaach, nad drzwiami, na
portykach najwikszych budowli. Byo ich tyle, e lew musia chyba by maskotk
tego miasta.
Tam, gdzie powinny by ulice, biegy kanay, kady zatoczony motorwkami.
Wzdu nabrzea, w bocznych uliczkach, peno byo turystw robicych zakupy w
kioskach, wylewajcych si w. sklepw i obsiadujcych wystawione na zewntrz,
stoliki licznych kawiarni, jak lwy morskie wylegujce si na skaach.
Frank myla, e Rzym jest peen turystw, ale to miasto byo po prostu
zwariowane.
Hazel i reszta przyjaci nie zwracali jednak na to wszystko uwagi. Zebrali si
przy prawej burcie i wpatrywali w mnstwo dziwacznych, wochatych potworw
krccych si w tumie.
Kady potwr byl wielkoci krowy, z wygitym w uk grzbietem, zmierzwionym
szarym futrem, chudymi nogami i czarnymi racicami.by ciko zwisay im z
karkw; dugie jak u mrwkojadw pyski muskay bruk. Szare grzywy zasaniay im
oczy.
Jeden z nich wlk si po promenadzie, wszc i lic bruk dugim jzorem.
Turyci rozstpowali si przed nim, niewiadomi zagroenia. Paru nawet go
pogaskao. Franka zdumiao, e miertelnicy mog by tak spokojni. A potem
potwr nagle zamigota i na chwil zamieni si w starego grubego beagla.
Jason odchrzkn.

- miertelnicy myl, e to bezdomne psy.


Albo ulubiecy swoich wacicieli - powiedziaa Piper. - Kiedy mj tata krci
w Wenecji film. Pamitam, jak. mwi, e wszdzie byo peno psw. Wenecjanie je
uwielbiaj.
Frank zmarszczy czoo. Wci zapomina, e ojcem Piper jest Tristan McLean,
sawny gwiazdor filmowy. Rzadko o nim mwia. I wcale nie wygldaa na
zepsutego dzieciaka wychowanego w Hollywood. To Frankowi bardzo odpowiadao.
Ostatni rzecz, jakiej by pragn, to paparazzi robicy zdjcia wszystkich jego
spektakularnych poraek.
- Ale co to za jedne? - powtrzy pytanie Hazel - Wygldaj jak... jak
wygodzone wochate krowy o sierci owczarkw.
Czeka, by kto mu to wyjani, ale nikt nie zgosi si na ochotnika.
- Moe nie s grone - powiedzia Leo. Nie zwracaj uwagi na miertelnikw.
- Niegrone! - Gleeson Hedge parskn miechem.
Satyr mia na sobie swj zwyky strj - spodenki gimnastyczne i sportow
koszulk - a na szyi dynda mu gwizdek trenera. Min mia wojownicz jak zawsze,
ale we wosach wci tkwia jedna z rowych gumek, ktrymi przystroiy je
dowcipne kary w Bolonii. Frank troch si ba zwrci mu na to uwag.
- Valdez, ile niegronych potworw spotkalimy do tej pory? Trzeba po prostu
waln w nie z balisty i zobaczy, co si stanie!
- O nie - powiedzia Leo.
Tym razem Frank by tego samego zdania co Leo. Potworw byo stanowczo za
duo. Trafienie jednego z nich oznaczaohy krwaw jatk wrd otaczajcego go
tumu turystw. A przestraszone potwory mogyby dokoczy dziea, tratujc ludzi...
Bdziemy musieli tamtdy przej i mie nadziej, e s nastawione pokojowo powiedzia Frank, cho nie bardzo mu si to podobao. Tylko w ten sposb moemy
odnale waciciela tej ksigi.
Leo wycign spod pachy oprawion w skr ksig. Uprzednio przylepi do
niej karteczk z adresem, ktry day mu kary w Bolonii.
- La Casa Nera odczyta. - Calle Frezzeria.
Czarny Dom - przetumaczy Nico di Angelo. - Calle Frezzeria to ulica.
Frank stara si nie wzdrygn, kiedy zda sobie spraw, e Nico stoi tu za nim.
Ton facet by tak spokojny i zamglony, e zdawa si dematerializowa, kiedy nic
nie mwi.Hazel moga sobie by t, ktra wrcia z zawiatw, ale Nico by od niej
o wiele bardziej widmowy.
- Znasz woski? - zapyta.
Nico rzuci mu ostrzegawcze spojrzenie, jakby chcia powiedzie: Uwaaj, o Co
pytasz". Ale przemwi spokojnie.
- Frank ma racj. Musimy odnale ten adres. A jedynym na to sposobem jest
spacer po tym miecie. Wenecja to prawdziwy labirynt. A w nim tumy i te... no,
czymkolwiek one s.

Grom hukn z jasnego nieba. W nocy nkay ich burze. Frank myla, e maj to
za sob, ale teraz nie by ju tego taki pewny. Powietrze byo gste i gorce jak para
w saunie.
Jason zaspi si, patrzc na horyzont.
Moe powinienem zosta na pokadzie. Podczas nocnych burz venti nie
brakowao. Jeli znowu zaatakuj okrt...
Nie musia koczy. Wszyscy mieli przykre dowiadczenia ze spotka ze
zoliwymi duchami wiatru, a tylko Jason mia duo szczcia w walce z nimi.
Trener Hedge odchrzkn.
- Na mnie te nie liczcie. Jeli wy, miczaki, zamierzacie przespacerowa si
po Wenecji, nie walc tych futrzakw po bach, zapomnijcie o mnie. Nie lubi
nudnych wypraw.
W porzdku, trenerze - powiedzia Leo z umiechem. - Trzeba naprawi maszt
gwny. I bdzie mi potrzebna twoja pomoc w maszynowni. Mam pomys na now
instalacj.
Frankowi nie spodoba si bysk w oczach Leona. Od czasu, gdy znalaz t kul
Archimedesa, wci eksperymentowa z nowymi instalacjami'. Zwykle koczyo
si to eksplozj lub chmur dymu, ktry wdziera si do kabiny Franka.
No c... Piper przestpia z nogi na nog. - Ktokolwiek tam pjdzie, nie moe
mie problemw -ze zwierztami. Bo ja... ee... troch si boj krw.
Frank domyli si, e za jej sowami kryje si jaka niezbyt mia historia, ale
uzna, e lepiej jej o to nie pyta.
-Ja pjd - powiedzia.
Nie bardzo wiedzia, dlaczego sam si zgosi moe dlatego, e chcia wreszcie
okaza si poyteczny. Albo pragn unikn gupich uwag na swj temat, w
rodzaju: Zwierzta? Frank potrafi si w nie zamienia! Niech on idzie".
Leo poklecpa go po ramieniu i wrczy mu oprawiona w skr ksig.
Super. Jeli natrafisz na sklep z elastwem, moesz mi kupi troch kantwki
dwa na cztery cale i galon smoy?
Leo, on nie idzie na zakupy - zbesztaa go HazeI.
-Ja pjd z Frankiem - zaproponowa Nico.
Frankowi zadrgaa powieka. W gowie rykny mu gosy boga wojny:
Zabij go! Ubij greck szumowin!
Nie! Uwielbiam: greckie szumowiny!
Yyy... nie masz problemw ze zwierztami? zapyta.
Nico umiechn si blado.
- Prawd mwic, wikszo zwierzt mnie nie znosi. Wyczuwaj mier. Ale
w tym miecie jest co... - Spochmurnia. Mnstwo mierci. Niespokojne duchy.
Jeli pjd, moe uda mi si je poskromi. No i, jak zauwaye, mwi po wosku.
Leo podrapa si po gowie.

- Mnstwo mierci? Osobicie raczej tego unikam, ale wy, chopaki, bawcie si
dobrze!
Frank nie by pewny, czego boi si bardziej: tych owosionych krw, hord
niespokojnych duchw, czy tego, e bdzie sam na sam z Nikiem di Angelo.
-Ja te pjd. Hazel wsuna mu rk pod rami. Trjka to najlepsza liczba, jeli
chodzi o wyprawy pbogw, nie?
Frank stara si nie okaza ulgi. Nie chcia urazi Nica. Ale zerkn na Hazel i
powiedzia jej oczami: Dzikuj, dzikuj, dzikuj".
Nico popatrzy na kanay, jakby si zastanawia, jakie nowe i interesujce formy
zych duchw mog si tam czai.
No dobra. Chodmy poszuka waciciela tej ksigi.

XVIII
FRANK
Frankowi spodobaaby si Wenecja, gdyby nie trafi do niej latem, w sezonie
turystycznym, i gdyby w miecie nie grasoway tabuny wielkich wochatych
potworw. Midzy rzdami starych domw i kanaw tum ledwo si mieci na
wskich chodnikach. Ludzie po prostu przepychali si midzy sob i co krok
przystawali, by zrobi zdjcie. Potwory jeszcze pogarszay sytuacj. Wasay si
wszdzie z opuszczonymi gowami, wpadajc na miertelnikw i obwchujc
chodnik.
Jeden chyba znalaz co interesujcego na krawdzi kanau. Zacz co skuba i
liza w szczelinie midzy kamiennymi pytami, a w kocu wycign z niej jaki
zielonkawy korze. We ssa go do pyska z widocznym zadowoleniem i powlk si
dalej.
- Patrzcie, s rolinoerne - ucieszy si Frank. - To dobra wiadomo.
Hazel wsuna rk w jego do.
- Chyba e uzupeniaj braki w diecie, zjadajc pbogw. Miejmy nadziej, e
si myl.
Kiedy poczu jej do w swojej, ogarna go taka fala szczcia, e tumy, upa i
potwory nagle przestay go denerwowa. Poczu si komu potrzebny.
Oczywicie Hazel nie musiaa liczy na to, e w razie czego j obroni. Kady,
kto widzia, jak naciera na Arionie na wroga, z mieczem nad gow, nie mia
wtpliwoci, e sama potragi o siebie zadba. Frank lubi jednak by przy niej,
wyobraa sobie, e jest jej ochroniarzem. Gdyby ktry z tych potworw prbowa
zrobi jej krzywd, Frank chtnie zamieniby si w nosoroca i zepchn go do
kanau.

Mgby si zamieni w nosoroca? Jeszcze nigdy tego nie prbowa.


Nico zatrzyma si.
-To tutaj.
Skrcili w wsk uliczk, oddalajc si od kanau. Przed nimi by may placyk
otoczony czteropitrowymi budynkami. Byo na nim dziwnie pusto jakby
miertelnicy wyczuwali, e nie jest tu bezpiecznie. Z tuzin wochatych krw wszyo
wok omszaej cembrowiny starej kamiennej studni.
- Sporo krw w jednym miejscu zauway Frank.
- Tak, ale zobacz tam - odrzek Nico. Za tym ukiem.
Nico musia mie lepszy wzrok. Frank zmruy oczy. Na kocu placyku
kamienny luk ozdobiony rzebami lww prowadzi w wsk uliczk. Tu za ukiem
jeden z domw pomalowany by na czarno - jedyny czarny budynek, jaki Frank do
tej pory zobaczy w Wenecji.
-La Casa Nera mrukn.
Hazel mocniej cisna mu palce.
- Nie podoba mi si ten placyk. Jest jaki... zimny.
Frank nie. wiedzia, co Hazel ma na myli. Wci okropnie si poci.
Ale Nico pokiwa gow. Przyglda si oknom czarnego domu; wikszo miaa
pozamykane okiennice.
Musz racj, Hazel. Tu jest peno lemurw.
Lemurw? - zapyla nerwowo Frank. - Chyba nie masz. na myli tych maych
futrzakw z Madagaskaru?
- To zoliwe duchy. Lemury pochodz z czasw rzymskich. S w wielu
woskich miastach, ale jeszcze nigdy nie wyczuwaem a tyle w jednym miejscu.
Mama mi mwia... Zawaha si. -Opowiadaa mi rne historie o duchach Wenecji.
Franka znowu zaciekawia jego przeszo, ale ba si zapyta. Spostrzeg
spojrzenie Hazel.
Wal miao, zdawao si mwi. Nico musi si nauczy rozmawia z ludmi
".
W gowie Franka rozbrzmia trzask karabinowych strzaw i huk wybuchw
bomb atomowych. Mars i Ares prbowali si przekrzycze, wypiewujc Dixie i
Hymn narodowy Republiki. Frank z trudem zmusi ich do milczenia.
- Nico, twoja mama bya Woszk? zapyta. - Pochodzia z Wenecji?
Nico niechtnie pokiwa gow.
-Tu w latach trzydziestych spotkaa Aresa. Kiedy zbliaa si druga wojna
wiatowa, ucieka do Stanw ze mn i moj siostr. To znaczy... z Bianc, moj
drug siostr. Wiele z tych czasw nie pamitam, ale wci potrafi mwi po
wosku.
Frank gorczkowo myla, co na to powiedzie. Och, to tajnie" chyba nie
pasowao.
Towarzyszy teraz ju niejednemu, ale dwojgu pbogw, ktrzy zostali

wycignici z czasu, Technicznie rzecz ujmujc, kady z nich by starszy od niego o


jakie siedemdziesit lat.
- Twojej mamie musiao by bardzo ciko powiedzia. - Ale chyba powinno
si zrobi wszystko dla kogo, kogo si kocha.
Hazel cisn a mu rk, jakby go popieraa. Nico gapi si na bruk.
Tak powiedzia z gorycz. - Chyba tak.
Frank nie bardzo wiedzia, co Nico mia na myli. Nie byo atwo wyobrazi
sobie Nica robicego co z mioci do kogo, no, moe z wyjtkiem Hazel. Ale
uzna, e i tak zabrn ju troch za daleko, pytajc go o sprawy osobiste.
- No wic te lemury... Przekn lin. Jak mona sobie z nimi poradzi?
-Ju si tym zajmuj odrzek Nico. Wysyam im komunikat, e powinny trzyma
si od nas z daleka. Mam nadziej, e to wystarczy. Bo jeli nie... moe by ciko.
Hazel zacisna wargi.
- Idziemy - powiedziaa.
W poowie placyku zrobio si ciko, ale nie miao to nic wsplnego z duchami.
Ostronie obchodzili studni, starajc si nie zwrci na siebie uwagi krowich
potworw, gdy nagle Hazel potkna si o luny brukowiec, Frank j zapa. Z
siedem wielkich szarych bestii zwrcio ku nim gowy. Frank dostrzeg ponce
zieleni oko pod grzyw jednego z nich i nagle poczu mdoci, jakby zjad za duo
sera albo lodw.
Potwory zawyy gucho jak rozzoszczone syreny mgielne.
- Mie krwki - mrukn. Wysun si do przodu, midzy swoich przyjaci a
potwory. Kochani, myl, e powinnimy powoli si std wycofa.
- Straszna ze mnie fujara - wyszeptaa Hazel. Przepraszam.
To nie twoja wina - powiedzia Nico. - Popatrz w d.
Frank spojrza w d i wstrzyma oddech.
Bruk pod icli stopami porusza si, a ze szczelin wysuway si ostre pdy rolin.
Nico cofn si. Pdy popezy w jego stron. Pczniay w oczach, wydzielajc z.
siebie zielonkaw par o zapachui gotowanej kapusty.
Te korzonki chyba lubi pbogw - zauway Frank.
Rka Hazel powdrowala do rkojeci miecza.
- A krowie potwory chyba lubi te korzonki.
Cae stado patrzyo teraz w ich stron, porykujc i tupic racicami. Frank zna
si na zwierztach na tyle, by odczyta komunikat: Stoicie na naszym pokarmie. To
czyni was naszymi wrogami".
Prbowa zebra myli. Potworw byo za duo, by z nimi walczy. I byo co w
ich oczach pod tymi zwichrzonymi grzywami... Co, co wywoywao mdoci, i to
zaledwie po krtkim w nie spojrzeniu. Czu, e jeli potrwa to duej, po prostu si
porzyga.
- Nie patrzcie im w oczy ostrzeg przyjaci. - Zajm si nimi. Wy idcie

powoli do tego czarnego domu.


Potwory zamary, gotowe do ataku.
- Nie przejmujcie si - powiedzia Frank. Lecie!
***
Niestety, Frank nie zdoa si zamieni w nosoroca i straci cenny czas,
prbujc to zrobi.
Nico i Hazel pobiegli ku bocznej uliczce. Frank stan przed potworami, majc
nadziej skupi ich uwag na sobie. Rykn ile si w pucach, wyobraajc sobie, e
jest przeraajcym nosorocem, ale Ares i Mars wci kcili si w jego gowie,
wic nie mg si skoncentrowa i nadal by zwykym Frankiem.
Dwa krowie potwory oddzieliy si od stada i ruszyy w pocig za Nikiem i
Hazel.
Nie! krzykn do nich Frank. - Na mnie! Jestem nosorocem!
Otoczya go reszta stada. porykujc i zionc z nozdrzy szmaragdowozielonym
gazem. Cofn si, ale ohydny odr prawie zwali go z ng.
No dobra, wic nie nosoroec. Frank wiedzia, e ma zaledwie kilka sekund,
zanim potwory stratuj go lub zatruj, ale w gowie czul pustk. Nie mg skupi si
na wyobraeniu adnego zwierzcia na tyle dugo,by si w nie zmieni.
I wtedy spojrza w gr, na jeden z balkonw kamienicy. Zobaczy kamien
rzeb - symbol Wenecji.
W nastpnej chwili zamieni si w wielkiego Iwa. Rykn gronie, wyskoczy z
krgu otaczajcych go potworw i wyldowa osiem metrw dalej, na szczyce starej
kamiennej studni.
Potwory zawarczay. Trzy skoczyy na niego jednoczenie, ale by na to
przygotowany. Jego lwim atutem w walce bya szybko.
Chlusn pazurami dwa pierwsze potwory, zamieniajc je w py, a potem zatopi
ky w gardle trzeciego i odrzuci go w bok.
Pozostao siedem plus dwa cigajce jego przyjaci. Przewaga bya dua, ale
wiedzia, e przede wszystkim musi cign na siebie uwag tych siedmiu. Rykn
na nie, otwierajc szeroko paszcz. Cofny si.
Tak, miay przewag liczebn, ale Frank by teraz potnym drapienikiem.
Wiedziay o tym. Dopiero co wysa ich trzech towarzyszy do Tartaru.
Zeskoczy ze studni, obnaajc ky. Stado znowu si cofno.
Gdyby zdoa je obej, a potem odwrci si i pomkn za swoimi
przyjacimi...
Udao mu si obej stado, ale kiedy zrobi pierwszy krok do tyu, ku
kamiennemu ukowi, jedna z krw, albo najodwaniejsza, albo najgupsza, wzia to
za oznak saboci. Zaatakowaa, zionc mu w twarz zielonym gazem.
Jednym ciosem apy zamieni potwora w py, ale jadowity gaz ju. pali mu
sier i oczy. Wstrzyma oddech, ale byo za pno. Cofn si chwiejnie, olepiony
i oszoomiony, gdy do jego wiadomoci z trudem dotaro, e Nico wykrzykuje jego

imi.
- Frank! Frank!
Sprbowa si skupi. Powrci do ludzkiej postaci, krztuszc si i
powstrzymujc wymioty. Twarz, go pieka, jakby zdzierano z niej skr. Pomidzy
nim a stadem unosi si w powietrzu obok zielonego gazu. Potwory obserwoway go
u wanie, pewnie zastanawiajc si, czy ma w zanadrzu jakie inne sztuczki.
Zerkn przez rami. Pod kamiennym ukiem stial Nico ze swoim czarnym
stygijskim mieczem w doni, machajc do niego drug rk. Dwie kaue ciemniay
na bruku u jego stp - zapewne resztki potworw, ktre ich cigay.
A Hazel... staa za swoim bratem, oparta o mur. Nie poruszaa si.
Pobieg ku nim, zapominajc o stadzie potworw. Min Nica i zapa Hazel za
ramiona. Gowa opada jej na piersi.
- Dostaa tym zielonym gazem prosto w twarz, powiedzia ponuro Nico. - Ja...
ja nie byem do szybki.
Frank nie wyczu jej oddechu. Ogarna go rozpacz, a potem wcieko. Syn
Hadesa zawsze budzi w nim lk. Teraz zaprgnl go skopa i zepchn do
najbliszego kanau. Bez wzgldu na wszystko. Bogowie wojny w jego gowie te si
tego gono domagali.
Trzeba j szybko zanie na pokad okrtu - powiedzia.
Stado krowich potworw kryo ostronie tu za ukiem, porykujc gniewnie. Z
ssiednich ulic zaczy im odpowiada podobne ryki. Wkrtce pbogowie zostan
otoczeni.
Nie zdoamy dotrze tam pieszo powiedzia Nico. - Frank, zamie si w
wielkiego ora. Nie martw si o mnie. Zanie j na Algo II.
Franka wci pieka twarz, a w gowie wrzeszczeli mu Ares i Mars, wic nie by
pewny, czy zdoa zmieni posta, ale ju mia sprbowa, gdy zza plecw dobiegi go
gos:
- Przyjaciele wam nie pomog. Nie znaj na to leku.
Obrci si byskawicznie. Na progu czarnego domu sta modzieniec w dinsach
i denimowej koszuli. Mia krcone czarne wosy i przyjazny umiech na twarzy,
cho Frank wcale nie by pewny, czy ma przed sob przyjaciela. Prawdopodobnie nie
by to nawet czowiek.
Ale w tej chwili Frank nie dba o to.
- Moesz j uleczy? - zapyta.
- Oczywicie - odrzek modzieniec. - Ale lepiej szybko wejdcie do rodka.
Rozzocilicie chyba wszystkie katoblepony w caej Wenecji.

XIX

FRANK
Ledwo zdyli wpa do rodka.
Gdy tylko ich gospodarz zaryglowa drzwi, zadygotay od ciosw bw i racic
rozwcieczonych potworw.
- Och, nie wejd tutaj - zapewni ich modzieniec w dinsach.
- Jestecie ju bezpieczni!
- Bezpieczni? - powtrzy Frank. -HazeI umiera!
Modzieniec zmarszczy brwi, jakby go urazi ton Franka.
Tak, tak. Chodcie za mn.
Frank nis Hazel na rkach, idc za ich gospodarzem w gb domu. Nico chcia
mu pomc, ale Frank odmwi. Hazel bya lekka, a w jego ciele buzowaa
adrenalina. Czu, jak dziewczyna dry, wic przynajmniej wiedzia ju, e wci
yje, ale skr miaa zimn. Jej wargi przybray zielonkawy odcie - a moe tak mu
si tylko wydawao, bo sam mia trudnoci z widzeniem?
Oczy wci go pieky. Puca paliy, jakby mia w nich ponc kapust. Nie
wiedzia, dlacego gaz nie podziaa na niego a tak zabjczo jak na Hazel. Moe
wcigna w puca wiksz dawk? Oddaby wszystko, by byo na odwrt, jeli
miaoby to j ocali.
Gosy Marsa i Aresa wrzeszczay mu w gowie, domagajc si, by zabi Nica,
tego gocia w dinsowym ubranku i kadego, kogo napotka, ale nakaza im si
zamkn.
Frontowy pokj przypomina cieplarni. ciany byy obwieszone gablotkami z
rolinami owietlonymi fluorescencyjnymi lampkami. Pachniao roztworem
sztucznego nawozu. Moe Wenecjanie uprawiaj roliny w domach, bo otacza ich
woda, a nie ziemia? Nie by pewny, ale nie zaprzta sobie tym umysu.
Tylny pokj wyglda jak poczenie garau, sypialni w akademiku i pracowni
komputerowej. Pod lew cian by dugi st z rzdem serwerw i laptopw; na ich
ekranach migotay obrazy zaoranych pl i traktorw. Pod praw cian stay ko,
zagracone biurko i otwarta, szata pena dinsowych ubra i narzdzi rolniczych,
takich jak widy i grabie.
cian na wprosi zajmoway wielkie garaowe drzwi. Obok nich sra czerwonozoty rydwan o dwch koach, podobny do tych, na ktrych Frank ciga si w
Obozie Jupiter. Z bokw wystaway mu wielkie pierzaste skrzyda. Pyton plamisty
oplata jedno z k, chrapic gono.
Frank nie wiedzia, e pytony chrapi. Mia nadziej, e ubiegej nocy sam nie
chrapa jako pyton.
Po tutaj swoj przyjacik powiedzia modzieniec w dinsach.
Frank ostronie pooy Hazel na ku. Odpi jej miecz i prbowa uoy j
wygodnie, ale ciao miaa nadal zwiotczae i bezwadne jak strach na wrble. Teraz

ju nie mia wtpliwoci: jej skra nabraa zielonkawego odcienia.


- Co to za potwory... te krowy? - zapyta. - Co jej zrobiy?
Katoblepony odrzek ich gospodarz. - Katoblepas w liczbie pojedynczej.
Patrzce w d". Tak je nazywaj, bo...
B zawsze patrz w d. - Nico uderzy si w czoo. - Oczywicie. Czytaem o
nich.
Frank spojrza na niego ze zoci.
- I teraz ci si przypomniao, tak?
Nico zwiesi gow prawie tak nisko jak katoblepas.
- No bo... jak byem modszy, graem w t gupi gr karcian, Magia i Mit. Na
jednej z kart potworw by katoblepas.
Frank zamruga.
Ja te graem w Magi i Miti. Takiej karty nigdy nic widziaem.
- Bya w talii dodatku Africanus Extreme.
- Aha.
Ich gospodarz odchrzkn.
- Skoczylicie iu swoje pogaduszki?
- Oczywicie, sorry mrukn Nico. - W kadym razie katoblepony maj trujcy
oddech i zion trujcym gazem. Mylaem, e yj tylko w Afryce.
Modzieniec wzruszy ramionami.
- Stamtd pochodz. Sprowadzono je do Wenecji zupenie przypadkowo
kilkuset lat temu. Syszelicie o witym Marku?
Frank z trudem powstrzyma krzyk. Co to wszystko ma do rzeczy? Ale jeli ten
facet moe uzdrowi Hazel, lepiej go nie denerwowa.
wici? Nie wystpuj w mitologii greckiej.
Modzieniec zacmoka.
- No nie, ale wity Marek jest patronem Wenecji. Umar w Egipcie... och,
dawno, dawno temu. Kiedy Wenecja staa si potg... no, w kadym razie w
redniowieczu relikwie witych byy wielk atrakcj turystyczn. Wenecjanie
postanowili wykra relikwie witego i sprowadzi je do swojego miasta, do
wielkiego kocioa pod wezwaniem witego Marka. Przeszmugowali jego ciao w
beczce zapeklowanej wieprzowiny.
To... odraajce - mrukn Frank.
- Tak zgodzi si z umiechem modzieniec. Rzecz w tym, e nie mona czego
takiego zrobi bez przykrych konsekwencji.
Niechccy przeszmuglowali z Egiptu co wicej, Katoblepony. Przybyy tu na
pokadzie tego okrtu i odtd mno si w Wenecji jak szczury. Uwielbiaj
magiczne trujce roliny, ktre tu rosn, bagienne, cuchnce glony wypezajce z
kanaw. To sprawia, e ich oddechy staj si jeszcze bardziej trujce! Zwyke
ignoruj miertelnikw, ale pbogowie... zwaszcza tacy, ktrzy wejd im w drog...
Kumam - warkn Frank. - Moesz j uleczy?

Modzieniec wzruszy ramionami.


- Chyba tak.
Chyba? Frank ca sil woli powstrzyma si, by nie zapa go za gardo.
Podsun do pod nos Hazel. Nie wyczu oddechu.
Nico, bagam ci, powiedz, e ona jest w tym... no, w tym miertelnym
transie,jak ty w tej spiowej kadzi.
Nico skrzywi si.
- Nie wiem, czy Hazel to potrafi. Jej ojcem jest Pluton, nie Hades, wic...
- Hades! - zawoa ich gospodarz, patrzc, z odraz na Nica. -A wic to wanie
wyczuwaem! Dzieci Podziemia? Gdybym wiedzia, nigdy bym was tu nie wpuci!
Frank wsta.
Hazel jest dobra. Obiecae, e i uzdrowisz.
- Nie obiecaem.
Nico doby miecza.
To moj; siostra - warkn. - Nie wiem, kim jeste, ale jeli potrafisz, j uzdrowi,
musisz to zrobi, albo... przysigam na Styks...
- Och, bla, bla, bla!
Modzieniec machn rk i nagle tam, gdzie sta Nico, wyrastaa teraz. z donicy
mierzca z ptora metra rolina ze zwisajcymi zielonymi limi, jedwabistymi
klaczkami i kilkoma dojrzaymi, tymi kolbami kukurydzy.
Frank cofn si, wpadajc na ko.
Co zrobie... Dlaczego...?
Modzieniec unis brew. Frank krzykn piskliwie i nie by to zbyt bojowy
okrzyk. Tak by skupiony na Hazel, e zapomnia, co mu Leo mwi o facecie,
ktrego maj odnale.
-Jeste bogiem - wymamrota.
- Triptolemos. Modzieniec skoni si. - Przyjaciele mwi n.i mnie Trip, wic
tak si do mnie nie zwracaj. I jeli ty te jeste dzieckiem Hadcsa...
- Marsa! - powiedzia szybko Frank. - Jestem synem Marsa!
Triptolemos pocign nosem.
- Niewiele lepiej. Ale moe zasugujesz na co lepszego od kukurydzy. Sorgo?
Sorgo jest bardzo fajne.
- Zaczekaj! Przybywamy w misji pokojowej. Co ci przywielimy. - Frank
bardzo powoli sign do plecaka i wyj oprawion w skr ksig. - To twoje?
- Mj almanach! - Triptolemos wyszczerzy zby i chwyci ksig. Zacz
przerzuca kartki, koyszc si na pitach. - Och, to niesamowite! Gdzie go
znalelicie?
- Yyy... w Bolonii. Tam byy te... - Frank przypomnia sobie, e nie powinien
wspomina o karach - ...te straszne potwory. Ryzykowalimy ycie, ale
wiedzielimy, e ta ksiga jest dla ciebie wana. Wic moe teraz, no wiesz,

przywrcisz Nicowi ludzk posta i uzdrowisz Hazel?


- Hm?
Trip spojrza na niego znad ksigi. Wanie odczytywa co pgosem co o
zasadach hodowli rzepy. Frank marzy, by bya tu harpia Ella. Pobawiaby si z tym
choptasiem.
- Och, mam ich uzdrowic - Triptolemos zacmoka, krcc gow. - Oczywicie
jestem bardzo wdziczny za t ksik i z ca pewnoci puszcz ci wolno, synu
Marsa. Ale mam zadawniony uraz do Hadesa. W kocu moj bosko zawdziczam
Demeter!
Zatrucie jadem katoblepasa i wrzeszczce w gowie gosy nie pozwalay
Frankowi zebra myli.
- Aha, Demeter... bogini rolin. Ona... nie lubia Hadesa, bo...
- Nagle przypomnia sobie star opowie, usyszan w Obozie Jupiter. - Jej
crka, Prozerpina...
- Persefona poprawi go Triptolemos. - Wol grek, jeli aska.
Zabij go!- krzykn Mars.
Kocham tego faceta! - odkrzykn Ares. - Ale i tak go zabij!
Frank uzna, e nie warto si spiera. Nie chcia by zamieniony w sorgo.
Jasne. Hades porwa Persefon.
-Wanie!
- Wic... przyjanie si z Persefon?
Trip prychn.
- Byem wtedy miertelnikiem, zwykym ksiciem. Persefona nie zwrciaby
na mnie uwagi. Ale kiedy jej matka, Demeter, zacza szuka crki po caej ziemi,
niewielu jej pomogo. Hekate przywiecaa jej noc swoimi pochodniami. A ja... no
wic kiedy Demeter przybya do mojej czci Grecji, uyczyem jej gociny, jada i
wszelkiej pomocy. Wtedy nie wiedziaem jeszcze, e jest bogini, ale mj dobry
uczynek sowicie mi si opaci. Pniej Demeter nagrodzia mnie, czynic bogiem
rolnictwa.
- O rany - powiedzia Frank. - Rolnictwa. Moje gratulacje.
- No pewnie! Niesamowite, prawda? W kadym razie Demcter nigdy si nie
pogodzia z Hadesem. A ja, to chyba naturalne, musz sta po jej stronie. Dzieci
Hadcsa... co to to nie! Nigdy! Jedno z nich... Ten scytyjski krl... jak on si nazywa?
Ach, Lynkos Kiedy prbowaem nauczy jego ziomkw rolnictwa, zabi mojego
prawego pytona!
-Twojego... prawego pytona?
Trip podszed do rydwanu i wskoczy do niego. Pocign za jak dwigni,
wprawiajc w ruch skrzyda. Pyton plamisty na lewym kole otworzy oczy i owin
si wok osi jak spryna. Koo zaczo si obraca, ale prawe wci byo
nieruchome, wic rydwan krci si w kko, machajc skrzydami i podrygujc jak
uszkodzona karuzela.

Widzisz? Nie dziaa! Odkd utraciem prawego pytona, nie jestem w stanie
kry po wiecie, by naucza ludzi, jak uprawia rol... w kadym razie nie
osobicie. Poprzestaj na kursach online.
Co? zapyta Frank i natychmiast tego poaowa.
Trip zeskoczy z poruszajcego s wci rydwanu. Pyton powoli si zatrzyma i
znowu zacz chrapa. Trip podbiegi do rzdu komputerw. Postuka w klawisze
klawiatur i ekrany oyy, ukazujc stron internetowa, ca w zoto-brzowych
barwach, ze zdjciem uradowanego rolnika w todze i czapce Johna Deere a, synnego
producenta traktorw. Stal z kos na polu pszenicy.
- Uniwersytet Rolniczy Triptolemosa! - oznajmi Trip z dum.
W sze tygodni moesz zdoby licencjat z widokiem na ekscytujc karier w
przyszoci, uprawiajc rol!
Frank poczu, e po policzku cieka mu kropla potu. Mia w nosie tego
zwariowanego boga, jego napdzany wami rydwan i jego internetowy
uniwersytet.Hazel zieleniaa w oczach. Nico zmieni si w kukurydz. A on by sam.
Posuchaj. Przywielimy ci twj almanach. Moi przyjaciele to naprawd
przemie osoby. Nies tacy, jak te inne dzieci Hadesa, ktre spotkae. Wic jeli
jest jaki sposb...
- Och! - Triptolemos strzeli palcami. - Widz, do czego zmierzasz!
- Yyy... widzisz?
Oczywicie! Jeli ulecz twoj przyjacik I lazel : przywro C ludzk posta
temu Nicolasowi...
- Nicowi.
- ...jeli przywrc mu ludzk posta...
-Tak?
- To zamian za to zostaniesz ze mn i zajmiesz si upraw roli! Syn Marsa moim
uczniem? Rewelacja! Bdziesz moim wspaniaym rzecznikiem. Przekujemy miecze
na lemiesze! Ale bdzie zabawa!
- No wic... zacz Frank, mylc gorczkowo, jak z tego wybrn.
Mars i Ares w jego gowie wrzasnli: Za miecze! Do dzia! Kanonada!
Jeli odrzuci propozycj Tripa, na pewno go obrazi i skoczy jako sorgo albo
pszenica. Albo inne zboe.
Gdyby to by jedyny sposb, by uratowa Hazel, to bez wahania zgodziby si na
danie Tripa i zosta rolnikiem. Ale to nie moe byc jedyny sposb. Trudno
uwierzy, by fata wybray go na uczestnika tej wyprawy tylko po to, by zaliczy
internetowe kursy uprawy rzepy.
Spojrza na uszkodzony rydwan.
- Mam lepsz propozycj - wypali. - Mog to naprawi.
Umiech spez z twarzy Tripa.
- Naprawi... mj rydwan?

Frank chcia sam siebie kopn. Co mu przyszo do gowy? Przecie nie jest
Leonem. Nie potrafi nawet odkry, jak dziaa ta gupia chiska puapka. Z trudem
potrafi wymieni baterie w pilocie telewizyjnym. Przecie nie zdoa naprawi
magicznego rydwanu!
Ale co niu mwio, e to jego szansa. Ten rydwan byl chyba jedyn rzecz, na
jakiej Triptolemosowi naprawd zaleao.
- Znajd sposb, by naprawi twj rydwan - powiedzia. - A ty naprawisz Nica
i Hazel. Rozstaniemy si w pokoju. I... i udzielisz nam pomocy w walce z siami
Gai.
Triptolcmos rozemia si.
Skd ci przyszo do gowy, e mog wam w tym pomc?
- Hekate nam to powiedziaa. To ona nas tu wysaa. Ona... ona uznaa, e
Hazel jest jedn z jej ulubienic.
Trip zblad.
- Hekate?
Frank mial nadziej, e nie popeni bdu. I chyba nie narazi si Hekate... Ale
jeli ona i Triptolemos s przyjacimi Demeter, to moe wzmianka o niej skoni
Tripa do udzielenia im pomocy.
- Bogini wskazaa nam miejsce, w ktrym by twj almanach. W Bolonii.
Chciaa, ebymy ci go zwrcili, bo... no, bo pewnie wiedziaa, e wiesz co, co
moe nam pomc przej przez Dom Hadesa w Epirze.
Trip powoli pokiwa gow.
- Tak. Rozumiem. Wiem, dlaczego Hekale was do mnie wysaa. Dobrze, synu
Marsa. Napraw mj rydwan.Jeli ci si uda, zrobi to, o co prosisz. Ale jeli ci si
nie uda...
Wiem - mrukn Frank. - Moi przyjaciele umr.
- Tak - przyzna wesoo Trip. - A z ciebie bdzie pikna kpka sorgo!

XX
FRANK
Frank chwiejnym krokiem wyszed z Czarnego Domu. Drzwi zatrzasny si za
nim, a on opar si o mur, czujc fal wyrzutw sumienia. Na szczcie katoblepony
dokd sobie poszy, bo gdyby byy, mgby po prostu usi i da im si stratowa.
Na nic lepszego nie zasuy. Pozostawi w tym domu Hazel, umierajc i
bezbronn, na asce zwariowanego boga rolnikw.
Zabij rolnikw! - rykn Ares w jego gowie.
Wracaj do legionu i walcz z Grekami ! - zawoa Mars. Co my tu robimy?
Zabijamy rolnikw! - wrzasn w odpowiedzi Ares.
Zamknijcie si! zawoa Frank. - Obaj!
Mina go para starszych pa z torbami penymi zakupw. Spojrzay na niego
dziwnie, mruczc co pod nosem po wosku, i poszy dalej.
Spojrza smtnie na kawaleryjski miecz Hazel lecy obok plecaka u jego stp.
Mgby pobiec na nabrzee i wezwa na pomoc Leona. On pewnie potrafiby
naprawi ten rydwan.
Czu jednak, e to nie jest zadanie dla Leona. To byo zadanie dla niego. To on
musi si sprawdzi. Zreszt rydwan waciwie nie byl uszkodzony. To nie by aden
mechaniczny problem. Brakowao w nim wa.
Frank mgby sam zamieni si w pytona. Moe to by znak od bogw, kiedy
tego ranka obudzi si jako wielki w? Nie chcia spdzi reszty ycia na obracaniu
koem jakiego rydwanu, ale jeli miaoby to ocali Hazel...
Nic. Musi by jaki inny sposb.
We. Mars.
Czyjego ojciec mia jakie powizania z wami? witym zwierzciem Marsa
by dzik, a nie w. A jednak Frank mgby przysic, c co kiedy sysza... Ale co?
Tylko jedna osoba moga mu odpowiedzie na to pytanie. Niechtnie otworzy
umys na gosy boga wojny.
- Potrzebny mi jest wa - powiedzia im. Jak go zdoby?
Ha, ha! - krzykn Ares. - W!
Taki jak ten plugawy Kadmos - powiedzia Mars. - Ukaralimy go za zabicie
naszego smoka!
Obaj zaczli si przekrzykiwa, a Frank pomyla, c za chwil mzg mu
pknie.
Dobra! Przestacie!
Gosy ucichy.
- Kadmos mrukn Frank. - Kadmos...

I nagle sobie przypomnia. Pbg Kadmos zabi smoka, ktry by dzieckiem


Aresa. Skd Ares wytrzasn takiego syna, Frank nie chcia wiedzie, ale pamita,
c za kar zamieni Kadmosa w wa.
- Wic potrafisz zamienia swoich wrogw w we - powiedzia. -Tego mi
wanie trzeba. Musz znale jakiego wroga. A potem musz zamieni go w wa.
Mylisz, e zrobi to dla ciebie?! - rykn Ares. - Nie zasugujesz no to!
Tylko najwikszy heros mgby prosi o tak ask - powiedzia Mars. - Taki jak
Romulus!
Zbyt rzymski! odkrzykn Ares. - Diomedes!
No to Horacjusz - zaproponowa Mars.
Ares milcza, wic Frank wyczu niechtn zgod.
Horacjusz - powtrzy. - Dobra. Jeli wam na tym zaley, udowodni, e jestemi
taki dobry jak Horacjusz. Yyy... a co on zrobi?
Ujrza w wyobrani jak scen. Samotny wojownik stal na kamiennym mocie,
a z drugiej strony Tybru maszerowaa na Rzym armia wroga.
Przypomnia sobie t legend. Horacjusz, rzymski genera, sam jeden
powstrzyma hord najedcw, powicajc swoje ycie na tym mocie, bv
Rzymianie mieli czas na zorganizowanie obrony miasta. W ten sposb ocali
republik rzymsk.
Wenecja jest zagroona - powiedzia Mars. Tak jak wtedy Rzym. Oczyc j!
Zniszcz wszystkie! - zawoa! Ares. - Pozabijaj!
Frank zepchn gosy w ty gowy. Spojrza na swoje rce i zdziwi si, e nie
dr.
Po raz pierwszy od wielu dni myla jasno i klarownie. Wiedzia dokadnie, co
ma zrobi. Nie wiedzia jak. Ryzyko mierci byo bardzo due ale musia sprbowa.
Od tego zaleao ycie Hazel.
Przypasa sobie jej miecz, zamieni plecak w uk i koczan, po czym pobieg na
placyk,gdzie walczy z krowimi potworami.
***
Plan mia trzy fazy: niebezpieczn, naprawd niebezpieczn i szaleczo
niebezpieczn.
Zatrzyma si przy starej kamiennej studni. Po katobleponach nie byo ani ladu.
Doby miecza i podway nim kika brukowcw, odkrywajc pltanin ostrych
pdw. Rozwiny si szybko, wydzielajc cuchnc zielon par, po czym zaczy
pezn ku jego stopom.
W oddali rozbrzmia smtny ryk katoblepasa. Z rnych stron odpowiedziay mu
buczce jak syreny mgielne gosy innych krowich pomorw. Frank nie wiedzia, w
jaki sposb poznay, c dobiera si do ich ulubionego pokarmu moe po prostu
miay tak doskonay wch.
Musia dziaa szybko. Oderwa dugi pd i przewiesi przez jedn z ptli przy
pasie, nie zwaajc na pieczenie i swdzenie w doniach. Wkrtce mia ju jarzce

si, cuchnce lasso z jadowitych pdw. Huraaa.


Pierwszych par katobleponw przyczapao na placyk, porykujc gniewnie.
Zielone lepia pony pod ich grzywami. Z dugich pyskw buchay oboczki gazu
jak z futrzanych maszyn parowych.
Frank naoy strza na ciciw. Przez chwil ukuo go poczucie winy. To nie
byy najgorsze potwory, jakie w yciu spotka. W zasadzie byy rolinoernymi
zwierztami, tyle e jadowitymi.
Tak, tylko e Hazel umiera na skutek ich jadu.
Wypuci strza. Najbliszy katoblepas pad, rozsypujc si w py. Frank
naoy drug strza, ale reszta stada ju na niego szarowaa, a inne stado wbiegao
na placyk z drugiej strony.
Zamieni si w lwa. Rykn gronie i skoczy ku kamiennemu ukowi ponad
gowami drugiego stada. Obie grupy katobleponw wpady na siebie, ale szybko si
pozbieray i ruszyy za nim.
Nie by pewny, czy zielone pdy bd nadal cuchn po jego przemianie w lwa.
Zwykle ubranie i to, co mia przy sobie, jako wtapiay si w jego zwierzc posta,
ale tym razem nie byo wtpliwoci: mierdzia jak smakowity jadowity obiad. Za
kadym razom, gdy przebiega kolo jakiego potwora, ten rycza wciekle i
przycza si do ulicznego biegu pod hasem: Zabi Franka!".
Skrci w jak wiksz ulic i zacz si przepycha przez tum turystw. Nie
mia pojcia, co widz miertelnicy - kota ciganego przez sfor psw? Ludzie klli
na niego w kilkunastu rnych jzykach. Roki z lodami migay w powietrzu. Jaka
kobieta rozsypaa stos karnawaowych masek. Jaki facet wpad do kanau.
Spojrza przez rami. cigay go przynajmniej dwa tuziny potworw. To za
mao. Chcia, by cigay go wszystkie potwory Wenecji.
Znalaz wolne miejsce w tumie i zamieni si w czowieka. Doby spathy Hazel.
Nie byla to jego ulubiona bro, ale ciki kawaleryjski miecz nie sprawia mu
trudnoci. No i mia spory zasig. Machn zlot kling i zabi pierwszego
katoblepasa. Reszta zbia si przed nim w gromad.
Stara si unika patrzenia im w oczy, ale czu na sobie ich spojrzenia. Pomyla,
e gdyby te wszystkie potwory ziony na niego jednoczenie, chmura jadowitego
dymu zamieniaby go w kau. Teraz ruszyy na niego ca chmar, wpadajc na
siebie.
- Chcecie moich jadowitych korzonkw? - rykn. To chodcie i wecie je sobie!
Zamieni si w delfina i wskoczy do kanau. Mia nadziej, e katoblepony nie
potrafi pywa. W kadym razie nie skoczyy za nim, czemu si nie dziwi. Woda w
kanale bya obrzydliwa - cuchnca, sona i ciepa jak zupa - ale pyn! dzielnie,
unikajc gondoli i motorwek, przystajc co jaki czas, by obrzuci delfinimi
obelgami potwory, ktre gnay za nim wzdu kanau. Kiedy dopyn do najbliszej
przystani gondoli, znowu zamieni si w czowieka, zabi mieczem par

katobleponw, eby je jeszcze bardziej rozjuszy, i pobieg dalej.


I tak si toczy ten zwariowany pocig.
Po jakim czasie Frank wpad w co w rodzaju transu. Zwabia coraz wicej
potworw, rozprasza tumy turystw i wid ju ca hord katobleponw krtymi
uliczkami starego miasta. Kiedy go dopaday, zamienia si w delfina i skaka do
kanau, albo w orla, polatujc nad ich gowami, ale nigdy nie oddala si zbytnio od
swoch przeladowcw.
Kiedy wyczuwa, e potwory trac nim zainteresowanie, zatrzymywa si na
jakim dachu, wyciga uk i umierca par katobleponw w rodku stada. Potrzsa
lassem z jadowitych pdw i ly potwory, kpic z ich mierdzcego oddechu, co
doprowadzao je do furii.
Cofa si. Gubi w labiryncie wskich uliczek. Raz skrci za rg i wpad na ty
stada cigajcych go potworw. Powinien ju dawno opa z si, ale wci
odnajdywa w sobie energi, by biec dalej co byo cenne, bo najtrudniejsze dopiero
go czekao.
Dostrzeg par mostw, ale aden mu nie odpowiada. Jeden by wysoki i
cakowicie -zabudowany - nie zdoaby zmusi potworw, by na niego wbiegy.
Drugi by zbyt zatoczony. Potwory ignoroway miertelnikw, ale ich trujcy gaz
mgby zaszkodzi turystom. Im wiksze stawao si stado potworw, tym wicej
miertelnikw mogo zosta stratowanych lub strconych dowody.
W kocu zobaczy co, co pasowao do jego planu. Przed nim, za duym placem,
drewniany most czy brzegi jednego z najszerszych kanaw. By to uk ze
starowieckich drewnianych krat, o dugoci okoo pidziesiciu metrw.
Krc w grze w postaci ora, Frank nie dostrzeg potworw na drugim brzegu.
Wygldao na to, e kady wenecki katoblepas przyczy si do cigajcego go
stada, ktre gnao uliczkami, roztrcajc ludzi wrzeszczcych ze strachu. Moe
myleli, e opada ich sfora bezpaskich psw.
Opad w d jak kamie i powrci do swoich ludzkich ksztatw. Pobieg na
rodek mostu - naturalny punkt zborny - i rzuci za siebie przynt z trujcych
pdw.
Kiedy przd stada dotar na pocztek mostu, Frank doby zotej spathy Hazel.
- Chodcie tu! - rykn. - Chcecie pozna, ile jest wart Frank. Zhang?! No to
chodcie tu!
Zda sobie spraw, e wrzeszczy nie tylko na potwory. Wyrzuca z siebie cale
tygodnie strachu, wciekoci i rozalenia. Gosy Marsa i Aresa wrzeszczay razem z
nim.
Potwory zaszaroway. Frankowi zrobio si czerwono przed oczami.
Pniej nie mg sobie przypomnie szczegw. Rba, siek, dga potwory, a
ty py siga mu powyej kostek. Kiedy byo ich za duo i zaczyna si dusi
jadowitym gazem, zmienia si w sonia, smoka, Iwa, a kada przemiana
oczyszczaa mu puca, dajc nowy zastrzyk energii. Te przemiany sray si tak

pynne, e mg zamachn si mieczem jako czowiek i zakoczy atak ciosem


lwich pazurw.
Potwory atakoway kopytami. Ziony trujcym gazem i wpatryway si w niego
wciekymi lepiami. Powinien zgin. Powinien zosta stratowany. A jednak wci
sta, nawet nie by ranny. By tornadem zniszczenia.
Nie sprawiao mu to adnej przyjemnoci, ale ani przez moment si nie zawaha.
Ci mieczem jednego potwora i natychmiast rba na odlew innego. Zamieni si w
smoka i przegryz katoblepasa na p, potem zamieni si w sonia i rozdepta trzy
potwory naraz. Wci widzia wiat na czerwono i w kocu zda sobie spraw, ec to
nie jest jakie zaburzenie widzenia. Naprawd cay jania, otoczony row
powiat.
Nie wiedzia dlaczego. Wci walczy, a zosta tylko jeden potwr.
Frank stawi mu czoa z mieczem w doni. Brakowao mu oddechu, oblewa go
pot, cay by oblepiony tym pyem, ale nie by ranny.
Katoblepas zawarcza. Chyba nie by zbyt rozgarnity. Pado kilka setek jego
braci, a on nie ucieka.
- Marsie! - zawoa Frank. - Pokazaem, co potrafi! Teraz chc dosta wa!
Chyba nikt przed nim nie wykrzycza takich sw. Dziwne to byo yczenie.
Niebo milczao. Gosy w gowie ucichy.
Katoblepas straci cierpliwo. Rzuci si na Franka, nie dajc mu wyboru. Frank
ci go na odlew mieczem. Klinga ugodzia potwora, a ten znikn w bysku
krwistoczerwonego wiata. Gdy Frank odzyska jasno widzenia, u jego stp lea
zwinity w kbek brzowy, plamisty pyton birmaski.
- Dobra robota - rozleg si znajomy gos.
Przed nim sta jego ojciec, Mars, w czerwonym berecie i oliwkowym mundurze z
odznak Woskich Si Specjalnych. Na ramieniu nosi karabin szturmowy. Twarz,
mia tward i kwadratow, na oczach ciemne okulary.
Tato - wyduka Frank.
Nie mg uwierzy w to, czego wanie dokona. Poczu, e przeraenie chwyta
go za gardo. Chciao mu si paka, ale uzna, c nie moe sobie na to pozwoli,
stojc przed Marsem.
- To naturalne. - Gos boga wojny byl zaskakujco ciepy, peen dumy. Wszyscy
wielcy wojownicy odczuwaj strach. Nie boj si tylko gupcy i ci ktrzy karmi si
zudzeniami. Ale ty, mj synu, pokonae swj strach. Zrobie to, co do ciebie
naleao. Jak Horacjusz. To byl twj most i ty sam go obronie.
-Ja... - Frank nie bardzo wiedzia, co powiedzie. Ja... tylko chciaem dosta
wa.
Mars umiechn si lekko.
Tak. I masz tego swojego wa. Twoja dzielno zjednoczya moje postacie,
greck i rzymsk, choby tylko na chwil. Id. Ocal swoich przyjaci. Ale posuchaj

innie, Frank. Czeka ci jeszcze wiksza prba. Kiedy stawicie czoo armiom Gai w
Epirze, twoje przywdztwo...
Nagle zgi si wp, trzymajc si za gow. Jego posta zamigotaa. Mundur
zamieni si w tog, potem w kurtk motocyklisty i dinsy. Karabin zmieni si w
miecz, a potem w granatnik.
- Co za udrka! - krzykn, Id! Spiesz si!
Frank nie zadawa pyta. Mimo skrajnego zmczenia zamieni si w wielkiego
orla, chwyci pytona w szpony i wzbi si w powietrze.
Kiedy zerkn za siebie, ze rodka mostu wyrosa miniaturowa chmura w
ksztacie grzyba i rozbiegy si krgi ognia. Dwa gosy - Marsa i Aresa - wrzasny:
- Nieee!
Frank nie wiedzia, co si stao, ale nie mia czasu si nad tym zastanawia.
Lecia nad miastem teraz ju cakowicie wolnym od potworw - zmierzajc ku
domowi Triptolemosa.
***
A wic znalaze wa! - zawoa bg rolnikw.
Frank nie zwaa na niego. Wpad do La Casa Nera, wlokc pytona za ogon jak
bardzo dziwny worek witego Mikoaja, i cisn go obok ka.
Uklk przy Hazel.
Wci ya - bya zielona, caa dygotaa, ledwo oddychaa, ale ya. Nico by
nadal dorodn kukurydz.
- Uzdrw ich - powiedzia. - Teraz.
Triptolemos skrzyowa ramiona na piersiach.
- Skd mam wiedzie, czy ten w bdzie dziaa?
Frank zacisn zby. Od czasu eksplozji na mocie nie sysza ju gosw bogw
wojny, ale wci czu w sobie ich poczony gniew. Fizycznie te czul si inaczej.
Czyby Triptolemos zmala?
-Ten w jest darem od Marsa - warkn. - Bdzie dziaa.
Jakby na znak, pyton birmaski podpez do rydwanu i owin si wok prawego
koa. Drugi w si obudzi. Obejrzay si nawzajem, trcajc gowami, a potem
razem zakrciy koami. Rydwan drgn, skrzyda ta opotay.
- Widzisz? - powiedzia Frank. - A teraz uzdrw moich przyjaci!
Triptolemos poklepa si po podbrdku.
- Dziki za wa, ale chyba nie podoba mi si twj ton pbogu. Moe
zamieni ci w...
Frank by szybszy. Rzuci si na Tripa i przycisni go do ciany, zwierajc palce
na jego szyi.
- Lepiej pomyl, co teraz powiesz - wycedzi - bo nie przekuj swojego miecza
na lemiesz, tylko rozupi ci nim gow.
Triptolemos z trudem przekn lin.
- Wiesz... chyba uzdrowi twoich przyjaci.

- Przysignij na Styks.
- Przysigam na Styks.
Frank puci go. Triptolemos dotkn garda, jakby si upewnia, e wci tam
jest. Umiechn si nerwowo do branka obszed go i wymkn si do frontowego
pokoju.
- Ja tylko... id po zioa!
Frank patrzy, jak bg wybiera suche licie i korzonki i kruszy je w modzierzu.
Ulepi kulk jakiego zielonego paskudztwa i podbieg do Hazel. Wetkn jej t
kulk pod jzyk.
Natychmiast drgna i usiada, kaszlc. Otworzya oczy. Zielonkawe zabarwienie
skry znikno.
Rozejrzaa si, oszoomiona, i zobaczya Franka.
-Co...?
Ucisn j mocno.
- Ju dobrze - powiedzia z zapaem. Wszystko gra.
- Ale... Hazel zapaa go za ramiona i przypatrywaa mu si ze zdumieniem.
Frank, co si z tob stao?
Ze mn ? - Nagle otrzewia. - Nie bardzo...
Spojrza w d i zrozumia, o co jej chodzi. Triptolemos nie zmala. To on,
Frank. by wyszy. Brzuch mu si zapad. Klatka piersiowa si rozrosa.
Ju si zdarzao, e gwatownie urs. Raz obudzi si wyszy o dwa centymetry.
Ale to co teraz si z nim stao, byo po prostu niesamowite. Jakby pozostao w nim
co ze smoka i z Iwa. kiedy powrci do ludzkich ksztatw.
- Yyy... no nie wiem... Moe uda mi si co z tym zrobi.
HazeI parskna miechem.
- Po co? Wygldasz fantastycznie!
- Fantastycznie?
No, przedtem te bye przystojny! Ale teraz jeste jakby starszy, wyszy i taki...
wyjtkowy...
Triprolemos westchn teatralnie.
- Tak. to z pewnoci jakie bogosawiestwo Marsa. Gratulacje, bla, bla, bla.
No, a teraz, skoro mamy to ju za sob...
Frank zmarszczy czoo.
- Nie mamy wszystkiego za sob. Uzdrw Nica.
Bg rolnictwa przewrci oczami. Wskaza rk na Nica i... BAM! - Nico di
Angelo pojawi si w deszczu jedwabistych kukurydzianych wsw.
Nico rozejrza si; w oczach mia przeraenie.
- Miaem... przedziwny koszmar... o popcornie. Spojrza na Franka i
zmarszczy brwi. - Dlaczego jeste wyszy?
- Wszystko gra - zapewni go Frank. - Triptolemos mia nam wanie

powiedzie, jak przey w Domu Hadesa. Prawda, Trip?


Bg spojrza wymownie w sufit, jakby si skary: Demeter, dlaczego ja?".
- Dobrze - powiedzia. - Kiedy przybdziecie do Epiru, zaoferuj wam kielich,
ebycie si z niego napili.
- Kto nam go zaoferuje? - zapyta Nico.
- Mniejsza z tym - warkn Trip. - Wane, bycie wiedzieli, e w kielichu jest
miertelna trucizna.
Hazel wzdrygna si.
- Wic nie powinnimy jej wypi, tak?
- Nie! Musicie j wypi, ho nie przejdziecie przez wityni. Trucizna poczy
wasze wiatem zmarych, pozwoli przedosta si na nisze poziomy. Ale eby
przey - oczy mu zamigotay -musicie mie jczmie.
- Jczmie - powtrzy Frank, wytrzeszczajc na niego oczy.
- Wecie troch mojego specjalnego jczmienia. Jest we frontowym pokoju.
Zrbcie z niego mae ciasteczka. Zjedzcie je przed wejciem do Domu Hadesa.
Jczmie wchonie najgorsze jady trucizny, wic cho j poczujecie, to was nie
zabije.
I to wszystko? - zapyta Nico. - Hekate wysaa nas tutaj przez poow Woch
tylko po to, eby nam powiedzia, e mamy zje jczmenne ciasteczka?
- ycz powodzenia! - Triptolemos przebiegi przez pokj i wskoczy do
rydwanu, i... Franku Zhang, wybaczam ci! Masz w sobie ikr! Jeli kiedy zmienisz
zdanie, nie wycofuj swojej propozycji. Bardzo bym chcia, eby zdoby licencjat z
rolnictwa!
- Dobra mrukn Frank. - Dziki.
Bg pocign za dwigni. Koa zaczy si obraca. Skrzyda zaopotay.
Otworzyy si drzwi garaowe.
- OcH, znowu jestem w ruchu! Co za rado! - zawoa. - Tyle zacofanych
krajw czeka, bym je owieci. Naucz je cudu uprawy rolin, cudu nawadniania i
cudu nawoenia!
Rydwan unis si i wylecia z domu. Z wysoka dobieg ich glos Triptolemosa:
Naprzd i wzwy, moje we! W drog!
- To bvlo bardzo dziwne - powiedziaa Hazel.
- Cud nawoenia. - Nico strzepn sobie z ramion kilka jedwabistych wsw.
.Moe wreszcie si std wyniesiemy?
Hazel pooya do na ramieniu Franka.
- Naprawd nic ci nie jest? Wytargowae od tego boga nasze ycie. Co kaza ci
zrobi?
Frank stara si nie rozklei. Przekl w duchu wasn sabo. Mg stawi czoa
armii potworw, ale gdy tylko Hazel okazaa mu czuo, mia ochot si zaama i
rozpaka.
- Te krowie potwory... te katoblepony, ktre ci zatruy... Musiaem je

zniszczy.
- Nie lada wyczyn powiedzia Nico. - Musiao ich tam zosta jeszcze z sze
lub siedem.
-Nie. - Frank odchrzkn. - Wszystkie. Zabiem wszystkie potwory w caym
miecie.
Nico iHazel wpatrywali si w niego w milczeniu. Franka ogarn strach, e mu
nie uwierzyli albo e parskn miechem. Ile potworw zabi na tym mocie?
Dwiecie? Trzysta?
Ale po ich oczach pozna, e mu uwierzyli. Byli dziemi Podziemia. Moe
wyczuwali od niego odr mierci i rzezi.
Hazel pocaowaa go w policzek. Musiaa przy tym wspi si na palce. W
oczach miaa gboki smutek, jakby sobie uwiadomia, e co si w nim zmienio co o wiele waniejszego od gwatownego wzrostu ciaa.
Frank te to czu. Ju nigdy nie bdzie taki jak przedtem. Nie wiedzia tylko, czy
to dobrze, czy le.
No dobra - powiedzia Nico, rozadowujc napicie. - Czy kto wie, jak wyglda
jczmie?

XXI
ANNABETH
.Annabeth uznaa, e nie zabij jej ani potwory, ani trujca atmosfera, ani ten
zdradziecki krajobraz z jego jamami, urwiskami i ostrymi skalami.
Nie. Najprawdopodobniej umrze od nadmiaru dziwnoci, ktry sprawi, e pknie
jej mzg.
Najpierw ona i Percy musieli napi si ognia, eby przey. Potem zostali
zaatakowani przez stado wampirzyc pod wodza cheerleaderki, ktr zabia dwa lata
temu. W kocu ocali ich tytan w stroju wonego o imieniu Bob, ktry mia wosy
Einsteina, srebrne oczy i zabija miot.
No tak.Dlaczego nie?
Szli za Bobem przez pustkowie, wzdu biegu Flegetonu, zbliajc si dlo
burzowego frontu ciemnoci. Czsto przystawali, by napi si ognistej wody, ktra
utrzymywaa ich przy yciu, ale Annabeth to nie uszczliwiao. W gardle j palio,
jakby je sobie wci pukaa kwasem akumulatorowym.
Jej jedyn pociech byo to, e jest przy niej Percy. Co jaki czas spoglda na
ni z umiechem albo mocniej ciska jej do.
Pewnie by tak samo wystraszony i przygnbiony jak ona, ale stara si doda jej
otuchy. Kochaa go za to.

- Bob wie, co robi - zapewni j.


- Masz ciekawych przyjaci - mrukna.
- Bob jest ciekawy! - Tytan odwrci si, szczerzc zby. -Tak, dziki!
Mia dobry such. Annabeth pomylaa, e warto to zapamita.
- Wic, Bob... - Staraa si, by jej gos zabrzmia zwyczajnie i przyjanie, co
nie byo atwe, bo gardo miaa spalone ognist wod. -Jak si znalaze w Tartarze?
- Skoczyem odrzek, jakby to byo oczywiste.
Skoczye do Tartaru, bo Percy wypowiedzia twoje imi?
- Potrzebowa mnie. - Jego srebrne oczy zalniy w ciemnoci.
- I bardzo dobrze. Miaem ju dosy zamiatania paacu. Idziemy!
Miejsce odpoczynku ju blisko.
Miejsce odpoczynku.
Annabeth nie miaa pojcia, co to sowo moe oznacza wTartarze.
Przypomniaa sobie, jak ona, Luke i Thalia zatrzymywali si w miejscach
odpoczynku przy autostradach, kiedy byli bezdomnymi pbogami prbujcymi
przetrwa.
Nie wiedziaa, dokd Bob ich prowadzi, ale marzya, by byy tam czyste toalety i
automat z kanapkami. Stumia chichot. Tak, to si chyba ju nigdy nie powtrzy.
Wleka si dalej, starajc si ignorowa burczenie w brzuchu. Patrzya na plecy
Boba prowadzcego ich w stron ciany ciemnoci, teraz ju oddalonej od nich o
zaledwie kilkaset metrw. Jego niebieski kombinezon wonego by rozpruty midzy
opatkami, jakby kto prbowa go tam dgn. Z kieszeni wystaway mu cierki do
podogi. Do pasa mia przytroczony spryskiwacz, w ktrym hipnotycznie chlupota
niebieski pyn.
Przypomniaa sobie opowie Percyego o pierwszym spotkaniu z tytanem. Percy,
Thalia Grace i Nico di Angelo zmagali si z Bobem nad brzegami Lete. Po
pozbawieniu go pamici nie mieli serca go zabi. Sta si tak agodny, miy i chtny
do wsppracy, e pozostawili go w paacu Hadesa, gdzie Persefona obiecaa, e si
nim zaopiekuje.
Najwidoczniej dla krla i krlowej Podziemia zaopiekowanie si" kim
oznaczao wrczenie mu mioty i skazanie na sprztanie ich mieci. Annabeth
mierzia taka bezduszno. Przedtem jako si nad tytanem nie litowaa, ale teraz
uznaa, e przygarnicie pozbawionej pamici niemiertelnej istoty po to, by zrobi
z niej niepatnego wonego, to wielka niesprawiedliwo.
To nie jest twj przyjaciel" upomniaa si w duchu.
Baa si ec Bob nagle przypomni sobie, kim jest. Tartar to miejsce, w ktrym
odradzaj si potwory. A jeli przywrci mu pami? Jeli znowu stanie si
Japetem... no, widziaa ju, co zrobi z tymi empuzami, Nie miaa broni. Ani ona, ani
Percy nie byliby w stanie pokona tytana.
Zerkna z niepokojem na kij od mioty Boba, zastanawiajc si, kiedy wysunie
si z niego ostrze dzidy i skieruje w jej serce.

Pjcie za Bobem przez Tartar byo szalonym ryzykiem. Niestety, nie potrafia
wymyli lepszego planu.
Szli przez spopielae pustkowie, pod czerwonymi byskawicami co chwil
rozjaniajcymi jadowite oboki. Jeszcze jeden miy dzionek w lochu wiata. Nie
widziaa daleko w zamglonym powietrzu, ale im duej szli, tym bardziej bya
pewna, c teren powoli si obnia.
Syszaa rne opowieci o Tartarze. Mia by bezdenn przepaci. Mia by
twierdz otoczon mosinymi murami. Mia by nieskoczon pustk.
Jedna z legend opisywaa go jako odwrotno nieba - jako olbrzymi, pust,
odwrcon czasz ze skay. Ten opis wydawa si najbliszy rzeczywistoci, cho
jeli Tartar by skaln czasz, to Annabeth podejrzewaa, c jest jak niebo - bez dna,
ale skadajca si z wielu poziomw, z ktrych kady jest mroczniejszy i mniej
gocinny od poprzedniego.
A nawet to nie byo pen, straszliw prawd...
Minli wyrastajcy z ziemi bbel - bulgocc przezroczyst baky wielkoci
samochodu dostawczego. Wewntrz byo zwinite w kbek, na p uformowane
ciao smoka. Bob bez namysu dgn bbel ostrzem wczni. Pcherz pk,
tryskajc gej zerem dymicego tego szlamu, a smok rozpyn si w nico.
Bob szed dalej.
Potwory to pryszcze na skrze Tartara, pomylaa Annabeth. Przeszed j
dreszcz. Czasami aowaa, e ma tak bujn wyobrani, bo teraz bya ju pewna, e
id po czym ywym. Ten cay dziwny krajobraz ta czasza, otcha, jakkolwiek to
nazwa by ciaem boga Tartara, najstarszego wcielenia zla. Gaja zamieszkiwaa
skorup ziemi, Tartar jej puste wntrze.
Gdyby ten bg poczu, e a po jego skrze jak pchy po ciele psa...Do. Precz
z takimi mylami.
- Tutaj - powiedzia Bob.
Zatrzymali si na skraju urwiska. Pod nimi, w zagbieniu przypominajcym
ksiycowy krater, wyrasta krg potrzaskanych marmurowych kolumn,
otaczajcych otarz z czarnego kamienia.
- witynia Hermesa - wyjani Bob.
Percy zmarszczy brwi.
- witynia Hermesa w Tartarze?
Bob rozemia si beztrosko.
- Tak. Spada tu skd dawno temu. Moe ze wiata miertelnikw. Moe z
Olimpu. W kadym razie potwory trzymaj si od niej z dala. Przewanie.
- Skd wiedziae, e tu jest? - zapytaa Annabcth.
Umiech spez z jego twarzy. W oczach mia pustk.
Nie pamitam.
- W porzdku - powiedzia szybko Percy.

Annabeth poczua si tak, jakby sama sobie daa kopniaka. Zanim Bob sia si
Bobem, byl tytanemJapetem. Jak wszyscy jego bracia, zosta uwiziony w Tartarze.
Nic dziwnego, e rozpozna to miejsce i wiedzia, jak do niego doj. A jeli tak, to
moe sobie przypomnie inne szczegy swojego dawnego wizienia i swojego
dawnego ycia. A to nie byoby dobre.
Zeszli na dno krateru i wkroczyli midzy kolumny Annabeth opada na kawa
marmurowej pyty, zbyt zmczona, by zrobi jeszcze jeden krok. Percy stan nad
ni, by j chroni. Rozejrza si. Od czarnego frontu burzowego, ktry przesania
wszystko przed nimi, dzielio ich teraz mniej ni trzydzieci metrw. Rozlege
pustkowie zniko za krawdzi krateru. Byli dobrze ukryci, ale gdyby trafiy tu
jakie potwory, zaatakowayby ich bez ostrzeenia.
- Powiedziae, c kto nas ciga - odezwaa si Annabeth.
- Kto?
Bob omiata podstaw otarza, co jaki czas przykucajc, by przyjrze si
gruntowi, jakby czego szuka.
- tak, id za nami. Wiedz, e tu jestecie. Giganci i tytani. Ci pokonani. Wiedz.
Ci pokonani.
Annabeth staraa si opanowa strach. Ilu tytanw i gigantw pokonaa razem z
Percy m w cigu ostatnich lat? Kady wydawa si nie do pokonania. Jeli oni
wszyscy s teraz tu, w Tartarze, i jeli naprawd na nich poluj...
- Wic dlaczego si zatrzymalimy? zapytaa. Powinnimy i dalej.
Wkrtce. miertelnicy musz odpocz. To dobre miejsce. Najlepsze. Bd was
strzeg.
Zerkna znaczco na Percy ego. O nie. Ju samo wczenie si po Tartarze z
tytanem wcale nie byo bezpieczne. Jak mogaby zasn, wiedzc, e strzee jej
tytan? Nawet gdyby nie bya crk Ateny, wiedziaaby, e to niemdre.
- Przepii si - powiedzia Percy. - Ja stan; na stray razem z Bohem.
- Tak, dobrze - zgodzi si Bob. - Kiedy si obudzisz, bdzie co do zjedzenia!
Na samo wspomnienie czego do zjedzenia jej odek gwatownie zareagowa.
Nie miaa pojcia, skd Bob to co wytrzanie. Moe by nie tylko wonym, ale i
dostawc pizzy?
Nie chciaa zasn, ale ciao j zdradzio. Powieki ciyy, jakby byy z oowiu.
- Percy, obud mnie na drug zmian warty. Nie bd bohaterem.
Tak kochaa ten umieszek, ktrym ja teraz obdarzy...
- Kto, ja? - Pocaowa jj; jej wargi byy spierzchnite i gorce. - pij.
Ogarna j przemona senno. Poczua si tak, jakby znowu bya w
domkuHipnosa w Obozie Herosw. Zwina si w kbek na twardym gruncie i
zamkna oczy.

XXII

ANNABETH
Pniej sobie przyrzeka: Ju, nigdy nie zasn w Tartarze".
Pbogowie zawsze maj ze sny. Nawet w obozie, pic bezpiecznie na swojej
pryczy, Annabeth miaa okropne koszmary. W Tartarze byy tysic razy ywsze.
Najpierw bya znowu ma dziewczynk wspinajc si na Wzgrze Herosw.
Pomaga jej Luke Castellan, trzymajc za rk. Ich przewodnik, satyr Grover
Underwood, podskakiwa nerwowo na szczycie, woajc: Szybciej! Szybciej!.
Za nimi stu:Thalia Grace, powstrzymujc sw magiczn tarcz, Egid, sfor
piekielnych psw.
Ze szczytu Annabeth zobaczya na dnie doliny cay obz - ciepe wiata
domkw, nadziej schronienia. Potkna si i skrcia nog w kostce. Luke wzi j
na rce. Potwory byy ju zaledwie kilka metrw od nich, otaczajc Thali ze
wszystkich stron.
- Idcie! - krzykna. Powstrzymam je!
Machna wczni i rozwidlona byskawica porazia kilka piekielnych psw, ale
inne natychmiast zajy ich miejsce.
Szybko! - zawoa Grover.
Popdzi w stron obozu. Za nim Lue z Annabeth, ktra krzyczaa, tuka go
pistkami w piersi, woajc, c nie mog zostawi Thalii samej. Ale byo ju za
pno.
Scena zmienia si.
Annabeth bya ju starsza i znowu wspinaa si na Wzgrze Herosw. Tam,
gdzie zgina Thalia, rosa teraz wysoka sosna. W grze szalaa burza.
Grom wstrzsn dolin. Byskawica rozupaa sosn a do korzeni, odkrywajc
dymic jam. W gbi, w mroku, staa Reyna, pretor Nowego Rzymu. Jej paszcz
mia kolor wieej krwi. Zoty pancerz byszcza. Patrzya na Annabeth chodno, z
krlewsk godnoci.
Dobrze si spisaa - przemwia prosto do jej mzgu gosem Ateny. - Reszt
podry odbd na skrzydach Rzymu.
Jej czarne oczy poszarzay jak burzowe chmury.
Musz tu stan. I musz mnie tu przynie Rzymianie.
Wzgrze zadygotao. Ziemia zafalowaa, gdy trawa zamienia si w fady
jedwabiu - w sukni olbrzymiej bogini. Powstaa Gaja, jej upiona twarz bya wielka
jak gra.
Wzgrza zaroiy si od piekielnych psw. Olbrzymy, szecioramienni ziemici i
dzicy cyklopi natarli od play, rujnujc pawilon jadalny, podpalajc domki i Wielki
Dom.
Szybko - powiedzia gos Ateny. - Trzeba wysa wiadomoc..
Ziemia rozstpia si pod Annabeth. Spada w ciemno.

Otworzya oczy. Krzykna, chwytajc Percyego za ramiona. Bya w Tartarze, w


wityni Hermesa.
- Spokojnie - powiedzia. - Miaa ze sny ?
Skra jej cierpa ze strachu.
To... ju moja kolej ?
- Nie, nie. Wszystko w porzdku. pij.
- Percy!
Hej, nic si nie dzieje. Zreszt jestem zbyt podniecony, eby zasn. Popatrz.
Tytan Bob siedzia ze skrzyowanymi nogami przy otarzu, zajadajc pizz.
Annabeth przetara oczy, zastanawiajc si, czy jeszcze ni.
- Czy to... pepperoni?
Spalone ofiary powiedzia Percy. Ofiary zoone Hermesowi w wiecie
miertelnikw. Pojawiy si tu w oboku dymu. P hot doga, troch winogron, talerz
pieczonej woowiny i torebka orzechowych pastylek M&Ms.
- Orzechowe pastylki dla Boba! zawoa radonie Bob.
- Zgoda?
Annabeth nie protestowaa. Perty przynis jej talerz z woowin. Pochona j z
wilczym apetytem. Jeszcze nigdy nic jej tak nie smakowao. Miso byo wci
gorce, polane takim samym sodkim, ostrym sosem jak bharbecue w Obozie
Herosw.
- Wiem - powiedzia Percy na widok jej miny. - Myl, e jest z Obozu H
erosw.
Ogarna j lala tsknoty za domem. Przy kadym posiku obozowicze spalali
troch jedzenia, by uczci swoich boskich rodzicw. Dym mia ucieszy bogw, ale
Annabeth nigdy si nie zasta nawiaa, co si dzieje ze spalonym jedzeniem. Moe
pojawiao si na otarzach bogw na Olimpie... albo riawci tu, w Tartarze.
- Orzechowe pastylki M&Ms - powiedziaa. - Connor Stoll zawsze spala przy
kolacji torebk na cze swojego taty.
Wyobrazia sobie, e siedzi w pawilonie jadalnym, patrzc na zachd soca nad
zatok Long Island. Tam si po raz pierwszy naprawd pocaowali. Zapieky j oczy.
Percy pooy rk na jej ramieniu.
- Hej, gowa do gry. To tylko domowe arcie.
Pokiwaa gow. Resztt zjedli w milczeniu.
Bob przekn ostatni pastylk.
Musimy i. Bd tu za kilka minut.
- Kilka minut? - Annabeth signa po swj sztylet, zanim sobie przypomniaa,
e go nie ma.
Tak... myl, e chodzi o minuty... - Boh pogadzi srebrn czupryn. - W
Tartarze trudno okreli czas. Jest inny.
Percy podczoga si na krawd krateru. Spojrza tam, skd przyszli.

- Niczego nie widz, ale to jeszcze nic nie znaczy. Bob, o jakich gigantach
mwimy? O jakich tytanach?
Bob odchrzkn.
- Imion nic znam. Szeciu, moe siedmiu. Wyczuwam ich.
- Szeciu albo siedmiu? - Annabeth nie bya pewna, czy nie zwymiotuje tej
wspanialej woowiny. - A one ciebie te wyczuwaj?
Nie wiem. - Bob umiechn si. - Bob jest inny! Ale, tak, mog wyczuwa
pbogw. Wy dwoje bardzo pachniecie. Dobry zapach. Jak... jak malane
herbatniki!
Herbatniki - powtrzya Annabeth. - Super.
Percy wspi si z powrotem na podstaw otarza.
- Czy w Tartarze mona zabi giganta? No bo... nie ma tu adnego boga, ktry
by nam pomg...
Spojrza na Annabeth, jakby oczekiwa od niej odpowiedzi.
- Percy, nie wiem. Jeszcze nigdy nie byam w Tartarze i nie walczyam tu z
potworami. Moe Bob mgby nam pomc zabi giganta? Moe tytan to co w
rodzaju boga? Po prostu nie wiem.
- Aha. No dobra.
Dostrzega niepokj w jego oczach. Od lat polega na jej odpowiedziach. Teraz,
kiedy tak jej potrzebowa, nie moga mu pomc. To okropne, ale miaa pustk w
gowie. W Obozie Herosw nie przygotowano jej do wdrwki po Tartarze. Jednego
tylko bya pewna; musz i dalej. Nie mog da si dopdzi szeciu lub siedmiu
niemiertelnym potworom.
Wstaa, wci troch oszoomiona po tych koszmarnych snach. Bob zacz
sprzta, zgarniajc mieci w ma kupk i zmywajc otarz za pomoc swojego
spryskiwacza.
Dokd teraz? - zapytaa Annabeth.
Percy wskaza na cian ciemnoci.
- Bob mwi, e tam. Wrota mierci...
- Powiedziae mu!
Nie chciaa, by zabrzmiao to tak ostro. Percy skrzyw! si.
- Kiedy spaa przyzna. - Annabeth, Bob moe nam pomc. Potrzebujemy
przewodnika.
Bob pomaga! - zgodzi si tytan. - Do Mrocznych Krain. Wrota mierci...
hmmm... i prosto do nich niedobrze. Za duo potworw. Nawet Bob nie zdolaby
tylu pozamiata. Zabiliby Percy ego i Annabeth w dwie sekundy. Zmarszczy czoo.
Chyba w dwie sekundy. W Tartarze trudno z czasem.
-Jasne - mrukna Annabeth. - Wic jest jaka inna droga?
- Trzeba si ukrywa. Mga mierci moe was ukry.
- Och... - Annabeth nagle poczua si bardzo maa w cieniu tytana. - Mga
mierci? Co to takiego?

-Jest niebezpieczna - przyzna Bob. - Ale jeli pani da wam Mg mierci, moe
was ukry. Tylko trzeba unikn Nocy. Pani jest bardzo blisko Nocy. Niedobrze.
- Pani powtrzy Percy.
-Tak. - Bob wskaza na awic ciemnoci. - Musimy i.
Percy spojrza na Annabeth, jakby czeka na jej rad. Nie bya w stanie nic
powiedzie. Mylaa o swoim nie - o drzewieThalii rozupanym przez byskawic i
Gai powstajcej na zboczu wzgrza i wysyajcej hordy potworw na Obz
Herosw.
- No dobrze powiedzia Percy. - Mam nadziej, e spotkamy jak pani, ktra
da nam jak Mg mierci.
Zaczekaj - powiedziaa Annabeth.
W gowic jej buzowao. Mylaa o tym nie. Przypomniaa sobie opowieci Luke
a o jego ojcu, Hermesie, bogu podrnikw, przewodniku duchw zmarych, bogu
transportu.
Spojrzaa na czarny otarz.
- Annabeth?
Podesza do kupki mieci i podniosa w miar czysty papierowy chusteczk.
Pomylaa o swojej wizji Reyny stojcej w zadymionej szczelinie pod
szcztkami sosny Thalii i przemawiajcej gosem Ateny.
Musz tu zosta. Rzymianie mnie std zabior.
Szybko. Trzeba wysa wiadomo.
- Bob - powiedziaa - ofiary spalone w wiecie miertelnikw pojawiaj si na
tym otarzu, tak?
Tytan zmarszczy czoo, jakby mu zadano trudne pytanie w jakim quizie.
-Tak?
- A co si stanie, jeli spal co na tym otarzu?
-Yyy...
- Rozumiem. Nie wiesz. Nikt nie wie, bo jeszcze nigdy tego nie zrobiono.
To jest szansa - pomylaa. - Maleka szansa, e ofiara spalona na tym otarzu
moe si pojawi w Obozie Herosw".
Wtpliwe, ale jeli zadziaa...
- Annabeth? powtrzy Percy. Ty co planujesz. Masz t swoj dobrze mi
znan min.
- Nie mam adnej dobrze ci znanej miny.
- Masz. Brwi masz cignite, wargi zacinite i...
- Masz dugopis?
artujesz, tak? - Wyj Orkana.
Tak, ale czy mona nim pisa?
No... nie wiem. Nigdy nie prbowaem.
Zdj z dugopisu zatyczk. Jak zwykle w jego doni pojawi si miecz..

Annabeth widziaa to ju setki razy. Kiedy mia walczyc, po prostu zdejmowa t


zatyczk. Pniej dugopis zawsze odnajdowa si w jego kieszeni. Kiedy Percy
dotkn zatyczk koca klingi, miecz z powrotem zamienia si w dugopis.
- A gdyby dotkn zatyczk drugiego koca miecza? - zapytaa. - Tam, gdzie
zwykle j wsadzasz, kiedy zamierzasz pisa dugopisem.
- Yyy... Percy pokrci gowy, ale dotkn zatyczk koca rkojeci miecza.
Orkan zamieni si z. powrotem w dugopis, ale teraz z odsonitym kocem
piszcym.
- Mog?
Annabeth wyrwaa mu dugopis z rki. Rozoya papierow chusteczk na
otarzu i zaczapisa. Tusz poyskiwa niebiaskim spiem.
-Co ty robisz? - zapyta Percy.
-Wysyam wiadomo. I mam nadziej, e Rachel j dostanie.
- Rachel? Masz na myli nasz Rachel? Wyroczni delfijsk?
-Tak, j. Annaheth staraa si nie umiechn.
Na to imi Percy reagowa nerwowo. Kiedy Rachel miaa ochot z nim chodzi.
Dawne dzieje. Teraz byy przyjacikami. Jednak Annabeth lubia od czasu do czasu
wzbudzi w nim troch niepokoju. Niech nie bdzie taki pewny siebie.
Skoczya pisa i zoya chusteczk. Na wierzchu napisaa:
Connor.
Daj to Rachel. To nie jest dowcip. Nie bd gupkiem.
Causki
Annabeth
Wzia, gboki oddech. Prosia Rachel Dar, by zrobia co bardzo
niebezpiecznego, ale by to jedyny sposb, by porozumie si z Rzymianami jedyny sposb na uniknicie rozlewu krwi.
- Teraz musz to spali - powiedziaa. Czy kto ma zapaki?
Z kija od mioty Boba wystrzelio ostrze wczni. Ugodzio w otarz. Trysny
iskry, a potem buchn srebrny ogie.
- Och, -dziki.
Podpalia chusteczk i zoya j na otarzu. Patrzya, jak zamienia si w garstk
popiou, i zastanawiaa si, czy ma dobrze w gowie. Czy ten dym naprawd moe
przenie jej list zTartaru do Obozu Herosw?
- Powinnimy ju i - powiedzia Bob. - Naprawd. Zanim nas pozabijaj.
Annabeth spojrzaa na cian ciemnoci przed nimi. Gdzie w niej bya jaka
pani rozporzdzajca Mg mierci, ktra moga ukry ich przed potworami - plan
zarekomendowany im przez jednego z tytanw, ich najbardziej zaartych wrogw.
Jeszcze jedna porcja dziwnoci, grona dla jej umczonego mzgu.
- Dobra powiedziaa.- Jestem gotowa.

XXIII
ANNABETH
Annabeth dosownie wpada na drugiego tytana.
Po wejciu w mrok frontu burzowego wlekli si godzinami w wietle spiowej
klingi miecza Percy ego i samego Boba, kry jarzy si mtnym blaskiem w
ciemnoci jak jaki zwariowany anio w stroju wonego.
Niewiele przed sob widziaa - najwyej na ptora metra. To dziwne, ale
Mroczne Kraje przypominay jej San Francisco, gdzie mieszka jej ojciec - San
Francisco w letnie popoudnia, gdy mga kbia si jak zimna, wilgotna tkanina,
pochaniajc Pacific Heights. Tylko e tu, w Tartarze, mga bya z czarnego tuszu.
Skay wyrastay znikd. Pod ich stopami nagle otwieray si jamy, tak e wci
si baa, e w ktr wpadnie. Potworne ryki toczyy si echem w mroku, ale nie
wiedziaa, skd dochodz. Jednego tylko bya pewna; teren wci opada.
Wygldao na to, e w Tartarze mona posuwa si tylko w jednym kierunku:
w- d. Bya pewna, e gdyby cofna si cho o krok. Ogarnoby j takie
zmczenie i ociao, jakby sia grawitacji spotniaa, by j zniechci.
Pochonita t myl nie dostrzega w por krawdzi jamy.
Percy krzykn i wycign rk by j zapa, ale byo ju za pno. Upada.
Na szczcie bya to tylko pytka zapadlina. Prawie ca wypenia bbel.
Annabeth wyldowaa mikko na ciepej, sprystej powoce i pomylaa, e ma
szczcie - pki nie otworzya oczu i stwierdzia, e przez zot membram patrzy
na ni,o wiele wiksz twarz.
Wrzasna i zamachaa rkami, staczajc si z wypukoci bbla. Serce walio jej
jak motem.
Percy pomg jej stan na nogach.
Nic si nie stao?
Nie ufaa samej sobie na tyle, by mu odpowiedzie. Gdyby otworzya usta,
mogaby znowu wrzasn, a to byoby upokarzajce. Bya crk Ateny, a nie jak
rozhisteryzowan dziewczyn z filmu grozy.
Ale, na bogw Olimpu... w tym bblu by w peni uformowany tytan w zotej
zbroi, o skrze barwy wypolerowanej mosinej monety. Oczy mia zamknite, ale
min tak nachmurzon, jakby mia za chwil wyda z siebie mrocy krew w yach
okrzyk bojowy. Nawet przez t bon czua ar bijcy z jego ciaa.
- Hyperion - powiedzia Percy. - Nienawidz tego faceta.
Nagle Annabeth poczua bl w starej ranie w ramieniu. Podczas bitwy o
Manhattan Percy walczy z tym tytanem przy parkowym zbiorniku - woda przeciw
ogniowi. Wtedy po raz pierwszy wezwa huragan, czego Annabeth nigdy nie

zapomni.
- Mylaam, e Grover zamieni! go w klon.
- Zgadza si. Moe ten klon obumar, a on tu powrci?
Przypomniaa sobie potne eksplozje, ktre wzywa Hyperion, i ile satyrw i
nimf pozabija, zanim Percy i Grover zdoali go pokona.
Ju miaa zaproponowa, by przebili bbel, zanim tytan si przebudzi. Wyglda,
jakby by gotw za chwil to zrobi i spopieli wszystko dookoa. Ale po chwili
spojrzaa na Boba. Srebrny tytan przypatrywa si Hyperionowi, marszczc czoo,
jakby go rozpoznawa. Ich twarze byy tak do siebie podobne...
O mao co nie zakla na gos. Oczywicie, e byy podobne. Hyperion jest jego
bratem. By panem wschodu, a Japet, Bob, panem zachodu. Gdyby pozbawi Boba
jego mioty i stroju wonego, da mu zbroj, obci wosy, zmieni barw ze
srebrnej na zot, trudno byoby ich odrni.
- Bob - powiedziaa - powinnimy i.
- Zoty, nie srebrny - mrukn Bob. - Ale wyglda jak ja.
- Bob - odezwa si Percy. - Hej, stary, spjrz na mnie.
Tytan odwrci si niechtnie.
- Jestem twoim przyjacielem?
- No tak - odrzek niepokojco niepewnym tonem. - Jestemy przyjacimi.
- Wiesz, e niektre potwory s dobre, a niektre ze.
- Hmmm... Niby e... te pikne panie, ktre su Persefonie, s dobre, a
wybuchajce zombie ze.
- Susznie. I niektrzy miertelnicy s dobrzy, a niektrzy li. Tak samo jest z
tytanami.
- Z tytanami...
Olbrzym growa nad nimi, jarzc si w mroku. Annabeth bya pewna, e Percy
wanie popeni wielki bd.
- Takimi jak ty - powiedzia spokojnie Percy. - Tytan Bob. Ty jeste dobry.
Prawd mwic, jeste naprawd wspaniay. Ale nie wszyscy tytani s tacy. Ten
tutaj, Hyperion, jest do gruntu zy. Prbowa mnie zabi... Prbowa zabi mnstwo
ludzi.
Bob zamruga srebrnymi oczami.
- Ale on wyglda... Jego twarz, jest tak...
- Wyglda jak ty zgodzi si Percy. Jest tytanem jak ty. Ale nie jest dobry
jak ty.
- Bob jest dobry. Zacisn palce na kiju od mioty. - Tak. Zawsze jest
przynajmniej jeden dobry. Potwr, tytan, gigant.
- Ee... - Percy skrzywi si. - No, jeli chodzi o gigantw, to nie bybym tego tak
pewny.
- Och, tak. Bob gorliwie pokiwa gow.
Annabeth poczua, e ju za dugo tkwi w tym miejscu. Ich przeladowcy mog

tu by lada chwila.
Powinnimy ju i. Co zrobimy z,...?
- Bob - powiedzia Percy - wybr naley do ciebie. Hyperion jest tytanem.
Moemy go tu zostawi, ale jeli si przebudzi...
wisna miota, z ktrej wystrzelio ostrze wczni. Gdyby trafio w Annabeth
lub Percy ego, przecioby ich na p. Ale Bob chlasn nim bbel, ktry zamieni
si w gejzer zotego muu.
Annabeth otara z niego oczy. Tam, gdzie przed chwil by Hyperion, dymi teraz
may krater.
- Hyperionjest zym tytanem - oznajmi z ponur min Bob.
- Teraz, ju nie skrzywdzi moich przyjaci. Bdzie musia odrodzi si gdzie
indziej w Tartarze. I mam nadziej, e zajmie to wiele czasu.
Jego oczy rozbysy, jakby mia zapaka rtciowymi zami.
- Dzikuj ci, Bob - powiedzia Percy.
Jak on to robi, e potrafi zachowa tak zimn krew? Sposb, w jaki rozmawia z
tytanem, zrobi na Annabeth due wraenie... i troch j zaniepokoi. Jeli a tak ufa
Bobowi, e pozostawi mu moliwo wyboru, wcale jej si to nie podobao. Ale
jeli tylko nim manipulowa, eby go skoni do takiego wyboru... no, mona tylko
podziwia zdolno Percy ego do chodnej kalkulacji.
Spojrza jej w oczy, ale tym razem nie potrafia nic wyczyta w tym spojrzeniu.
To j te zaniepokoio.
- Lepiej ju std idmy - powiedzia.
Ruszyli za Bobem. Plamki zotego szlamu poyskiway w mroku na jego
uniformie wonego.

XXIV
ANNABETH
Po chwili Annabeth sama poczua si jak szlam po tytanie. Wloka si za Bobem,
wsuchujc si w monotonny chlupot pynu w jego spryskiwaczu.
Zachowaj czujno" - powiedziaa sobie w duchu, ale nie byo to atwe. Ng
prawie nie czua, w gowie miaa chaos. Od czasu do czasu Percy bra j za rk albo
dodawa jej otuchy sowem, ale zdawaa sobie spraw, e ta mroczna czelu i na
niego le dziaa. Oczy mu przygasy, jakby powoli traci animusz.
Spad do Tartaru, eby by razem z tob - powiedzia gos w jej gowie. - Jeli
umrze, bdzie to twoja wina.
- Przesta - powiedziaa na gos.
Percy zmarszczy brwi.

- Co?
- Nie, nie ty. Prbowaa si umiechn, ale nie bardzo jej to wyszo. - Mwi
do siebie. To miejsce... miesza mi w gowie. Mam czarne myli.
Zmarszczki zaniepokojenia pogbiy si wok jego zielono niebieskich oczu.
- Hej, Bob, dokd waciwie zmierzamy?
- Do pani. Po Mg mierci.
Annabeth stumia w sobie irytacj.
- Ale co to znaczy? Kim jest ta pani?
- Jej imi? - Bob zerkn na ni przez rami. - Niedobrze je wymawia.
Westchna. Tytan mia racj. Imiona miay swoj moc, a wymawianie ich w
Tartarze mogo by bardzo niebezpieczne.
- Ale chyba moesz nam powiedzie, jak daleko jeszcze?
- Nie wiem. Mog to tylko wyczuwa. Poczekamy, a ciemno zrobi si
ciemniejsza. Potem skrcimy w bok.
- W bok - mrukna Annabeth. - Oczywicie.
Kusio j, by poprosi o odpoczynek, ale wolaa si nie zatrzymywa. Nie tutaj,
w tym zimnym, mrocznym miejscu. Czarna mga wsczaa si w jej ciao,
zamieniajc koci w pynny styropian.
Czy jej list dotar do Rachel Dare? Gdyby Rachel zdoaa przekaza jej
propozycj Reynie, unikajc przy tym mierci...
mieszna nadzieja powiedzia gos w jej gowie. - Narazia tylko Rachel na
miertelne zagroenie. Nawet jeli odnajdzie Rzymian, to czy Reyna ci zaufa po tym
wszystkim, co si wydarzyo?
Miaa ochot wrzasn na ten gos, ale si powstrzymaa. Moe naprawd
zaczyna wariowa, ale nie chciaa wygldac, jakby tak wanie byo.
Rozpaczliwie zapragna czego, co podniosoby j na duchu. yku prawdziwej
wody. Promienia soca. Ciepego ka. Miego sowa matki.
Nagle Bob zatrzyma si. Podnis rk.
- Co? - szepn Percy.
- Szsz - ostrzeg Bob. - Przed nami. Co si porusza.
Annabeth nastawia uszu. Gdzie z przodu, z czarnej mgy, dochodzio gbokie
dudnienie, jakby jaka wielka maszyna budowlana pracowaa na jaowym biegu.
Annabeth wyczuwaa wibracje poprzez podeszwy butw.
- Okrymy to szepn Bob. Wy dwoje z bokw.
Po raz ktry Annabeth poaowaa, e nie ma swojego sztyletu. Podniosa ostry
odamek obsydianu i ruszya w lewo. Percy ruszy w prawo, z mieczem w doni.
Bob szed w rodku, ostrze jego wczni poyskiwao we mgle.
Dudnienie stawao si coraz goniejsze, wir pod stopami Annabeth dygota.
- Gotowi? - mrukn Bob.
Annabeth przykucna, przygotowujc si do skoku.
- Na trzy?

- Raz-szepn Percy. - Dwa...


Przed nimi z mgy co si wyonio. Bob unis wczni.
- Czekaj! - krzykna Annabeth.
Bob znieruchomia, koniec ostrza jego wczni zawis tu nad glow maego
ctkowanego kotka.
- Mrrau? - powiedzia kotek, najwyraniej niewiadom ich agresywnych
zamiarw. Trci ebkiem w nog Boba i gono zamrucza.
Wydawao si niemoliwe, a jednak to ten kotek wydawa z siebie w gboki,
dudnicy dwik. Kiedy zamrucza, grunt zadygota, a kamyki zaczy taczy.
Utkwi swoje te, rozjarzone oczy w jednym z kamieni, tu midzy stopami
Annabeth, i skoczy.
Ten kot mg by demonem albo strasznym potworem w przebraniu, ale nie
moga si powstrzyma. Wzia go na rce i przytulia. By wychudzony, ale
wyglda cakiem normalnie.
- Jak...? - Miaa trudnoci ze sformuowaniem pytania. - Co robi jaki kotek...?
Kot straci cierpliwo i wymkn si z jej ramion. Wyldowa z guchym
oskotem na ziemi, podbieg do Boba i znowu zacz mrucze, ocierajc si o jego
buty.
Percy rozemia si.
- Kto ci lubi, Bob.
- To musi by dobry potwr. Bob spojrza na nich z niepokojem. - Prawda?
Annabeth poczua ucisk w gardle. Patrzc na tego olbrzymiego tytana i na
maego kociaka u jego stp, nagle poczua si niczym w porwnaniu z caym
przepastnym Tartarem. To miejsce nie miao szacunku do nikogo. Dobry czy zy,
may czy duy, mdry czy gupi - Tartarowi byo wszystko jedno. Pochania
tytanw, pbogw i kocita.
Bob uklk i zgarn kota z ziemi. Kot mieci si idealnie w jego doni, ale
postanowi zbada otoczenie. Wspi si na przedrami tytana, usadowi na jego
ramieniu i zamkn oczy, mruczc jak koparka. Nagle jego futerko zamigotao.
Bysno i kot zamieni si w widmowy szkielet, jakby wstpi za ekran aparatu
rentgenowskiego. A po chwili znowu sta si maym kotkiem.
Annabeth zamrugaa.
- Widziae?...
- Tak. - Percy zmarszczy brwi. - Och... ja znam tego kotka. To jeden z tych z
Instytutu Smithsona.
Annabeth nie wiedziaa, o co mu chodzi. Nigdy nie bya z Percym w tym
muzeum... A potem przypomniaa sobie, jak kilka lat temu kiedy porwa j tytan
Atlas, Percy i Thalia poprowadzili misj majc j uwolni. Po drodze widzieli, jak
Atlas wyczarowa grone szkieletony z zbw smoka w Instytucie Smithsona.
Wedug Percy ego pierwsza prba tytana nie powioda si. Przez pomyk zasia

zby tygrysa szablozbnego i wyrosy z nich szkielety kotkw.


- To jeden z nich? - zapytaa Annabeth. Skd si tutaj wzi?
Percy rozoy bezradnie rce.
- Atlas kaza swym sugom zabra dokd te kocita. Mozc je pozabijali i
odrodziy si w Tartarze? Nie wiem.
- Milutki - powiedzia Bob, kiedy kotek obwchal mu ucho.
- Ale czy to bezpieczne? - zapytaa Annabeth.
Tytan podrapa kotka po podbrdku. Annabeth nie bya pewna, czy to dobry
pomys nie ze sob kota, ktry wyrs z prehistorycznego zba, ale nie miao to
adnego znaczenia. Tytan i kot ju si zaprzyjanili.
- Nazw go Maym Bobem oznajmi Bob. To dobry potwr.
Koniec dyskusji. Tyran podnis wczni i ruszyli za nim w ciemno.
Annabeth wloka si dalej, zamroczona, starajc si nie myle o pizzy. Aby
odwrci od niej uwag, obserwowaa Maego Boba spacerujcego po ramionach
duego Boba i od czasu do czasu zamieniajcego si w rozjarzony szkielet kota, a
potem znowu w nakrapianego kotka.
- Tutaj - oznajmi Bob.
Zatrzyma si tak raptownie, e prawic na niego wpada.
Bob wpatrywa si w lewo, jakby gboko zamylony.
- Tutaj? - zapytaa Annabeth. - Tu musimy skrci?
- Tak, Ciemniej, wic w bok.
Dla niej nie byo tu ciemniej, ale powietrze jeszcze bardziej ochodlo i
zgstniao, jakby wkroczyli w inny mikroklimat. Znowu przypomniao si jej San
Francisco,gdzie mona byo przej z jednej dzielnicy do innej i poczuc, e
temperatura opada o kilka stopni. Czy tytani dlatego zbudowali swj paac na grze
Tamalpais, bo przypominaa im Tartar?
Co za przygnbiajca myl. Tylko tytani mogliby dostrzec w tak cudownym
miejscu potencjaln placwk otchani - piekielny dom zdala od domu.
Bob ruszy w lewo. Poszli za nim. Zrobio si naprawd zimno. Annabeth
przywara do Percyego, eby si ogrza. Otoczy j ramieniem. Dobrze byo by tak
blisko niego, ale nie potrafia si zrelaksowa.
Wkroczyli do czego w rodzaju lasu. Wysokie czarno pnie majaczyy w
ciemnoci, idealnie okrge i pozbawione gazi, jak jaka monstrualna szczecina.
Grunt byl gadki i bladawy.
,,Z takim pechem jak nasz - pomylaa Aimabeth wazimy Tartarowi pod
pach".
Nagle co zaalarmowao jej zmysy, jakby kto strzeli jej gumk w kark. Opara
si o najbliszy pie.
- Co jest? - Percy unis miecz.
Bob odwrci si i spojrza na nich ze zdziwieniem.

- Zatrzymujemy si?
Annabeth podniosa rk, nakazujc mu, by by cicho. Nie wiedziaa, co j tak
zaniepokoio. Nic si wok nich nie zmienio. I nagle zdaa sobie spraw, e pie
dry. Przez chwil pomylaa, e moe to skutek mruczenia kota, ale May Bob
zasn na ramieniu Duego Boba.
Par metrw dalej zadra inny pie.
- Co si nad nami porusza szepna. Do mnie.
Bob i Percy stanli przy niej, zwrceni do siebie plecami.
Wytaa wzrok, wpatrujc si w ciemno nad nimi, ale nie dostrzega adnego
ruchu.
Ju prawie uznaa, e ma omamy, kiedy pierwszy potwr zeskoczy na ziemi
zaledwie ptora metra od niej.
Jej pierwszy myl byo: To Furie".
Potwr wanie tak wyglda: pomarszczona wiedma z nietoperzymi
skrzydami, mosinymi szponami i poncymi czerwonymi oczami. Miaa na sobie
achman z czarnego jedwabiu, a jej twarz wykrzywia grymas drapienika.
Wygldaa jak jaka demoniczna, dna krwi Baba Jaga.
Bob stkn cicho, gdy drugi potwr opad tu przed nim, a potem jeszcze jeden
przed Percym. Wkrtce otaczao ich ju z p tuzina potworw. Wicej posykiwao
gniewnie w grze, na szczytach drzew.
A wic to nie Furie. Furii byo tylko trzy, a w dodatku te skrzydlate wiedmy nie
trzymay w szponach biczy. To Annabeth wcale nie pocieszyo. Ich szpony
wyglday bardzo gronie.
- Kim jestecie? - zapytaa.
- Araii - zasyczal jaki gos. - Kltwy!
Prbowaa zlokalizowa ten glos, ale aden z demonw nie poruszy wargami.
Oczy miay martwe, rysy nieruchome jak u lalek. Dwik po prosiu unosi si gdzie
ponad nimi jak gos narratora filmowego. Jakby wszystkimi demonami rzdzi jaki
jeden umys.
- Co... czego chcecie? zapytaa Annabeth, starajc si, by ton jej gosu wzbudza
zaufanie.
- Czego chcemy? Przekl was! Zniszczy tysic razy w imi Matki Nocy!
- Tylko tysic razy? - mrukn Percy. - Co za ulga, bo ju mylaem, e mamy
kopoty.
Krg demonw zacieni si.

XXV
HAZEL

Wszystko cuchno trujcym jadem. Miny ju dwa dni od opuszczenia


Wenecji,a Hazel wci, nie moga si pozby z nosa odoru eau de monster krowich
potworw.
Mczya j te choroba morska. -Argo II" pyn po poyskujcym srebrzycie
Adriatyku, ale nie bya w stanie zachwyca si piknem morza, bo okrt wci si
koysa. Staraa si wpatrywa w horyzont - w biae klify na wschodzie, ktre zawsze
wydaway si oddalone zaledwie o mil. Co to za kraj? Moe Chorwacja? Nie bya
pewna. Pragna tylko stan wreszcie na twardym gruncie.
Ale najbardziej cierpiaa z powodu asicy.
Ubiegej nocy Gale, ulubione zwierztko Hekate pojawia si w jej kabinie.
Hazel obudzia si z nocnego koszmaru, mylc ,,Co to za zapach?", i stwierdzia, e
na jej piersiach siedzi gryzo, wpatrujc si w ni czarnymi paciorkowatymi
oczkami.
Nie ma to jak poranne przebudzenie z wrzaskiem, skopywanie z siebie koca i
taczenie po kabinie z asic przemykajc midzy stopami, popiskujc i
puszczajc gazy.
Przybiegli jej przyjaciele, eby zobaczy, co si dzieje. Trudno jej byo to
wytumaczy. Mogaby przysic, e Leo ledwo si powstrzymywa od powiedzenia
jakiego dowcipu na temat asicy.
Pniej, kiedy emocje troch opady, postanowia odwiedzi trenera Hedge a,
ktry potrafi rozmawia ze zwierztami.
Drzwi do jego kabiny byy uchylone i Hazel usyszaa gos. Jakby trener
rozmawia z kim; przez telefon - tylko e na pokadzie Argo II nie byo
telefonw. Moe wysya jak magiczn wiadomo przez iryfon? Syszaa, e
Grecy czsto to robi.
- Oczywicie, moje zotko - mwi Hedge. - Tak, wiem. kochanie. Nie, to
wspaniaa wiadomo, ale... Gos mu si zaama z emocji.
Nagle poczua si bardzo niezrcznie: nieadnie kogo podsuchiwa.
Pewnie l>y si wycofaa, ale Gale zapiszczaa tu przy jej sto pach. f lazcl zapukaa do drzwi.

Hedge wysun gow, popatrujc na ni spode ba, jak zwykle. Oczy mia
zaczerwienione.
- O co chodzi? - warkn.
- Mm... przepraszam. Dobrze si pan czuje?
Trener prychn i otworzy szerzej drzwi.
- Co to za pytanie?
W kabinie nie byo nikogo prcz niego.
-Ja... - Hazel prbowaa sobie przypomnie, po co tu przysza.
- Pomylaam, e moe mgby pan porozmawia z moj asic.
Trener zmruy oczy.
- To jaki szyfr? - zapyta cicho. - Obcy wdar si na pokad?
- No... tak jakby.

Gale wyjrzaa spoza jej stp i zacza popiskiwa.


Trener zrobi obraon min i odpowiedzia co w jej jzyku. Nastpia dusza
wymiana zda midzy nimi, sprawiajca wra enie ostrej ktni.
- Co powiedziaa? zapytaa Hazel.
- Miaa sporo chamskich odzywek, ale w gruncie rzeczy chciaa powiedzie, e
jest tutaj, eby zobaczy, jak to bdzie.
- Co bdzie?
Satyr tupn kopytem.
- A skd mam wiedzie? To skunks! One nigdy nie udzielaj jasnych
odpowiedzi. A teraz, bardzo przepraszam, ale mam tu... yyy... co...
I zatrzasn jej drzwi przed nosem.
***
Po niadaniu Hazel stana przy lewej burcie, starajc si uspokoi odek. Gale
biegaa po balustradzie, puszczajc gazy, ale na szczicic silny wiatr od morza
szybko je zwiewa.
Zastanawiaa si, co jest z trenerem Hedgeem. Musia z kim rozmawia przez
iryfon, ale jeli dosta jak wspania wiadomo, dlaczego sprawia wraenie tak
przygnbionego? Jeszcze nigdy nie widziaa go w takim stanie. Niestety, wtpia, by
satyr poprosi kogo o pomoc, gdyby jej potrzebowa. Nie by miym i otwartym na
ludzi typem.
Zapatrzya si na klify bielejce w oddali i zacza si zastanawia, dlaczego
Hekate wysaa jej tego skunksa.
Jest tutaj, eby zobaczy, jak to bdzie.
Co ma si wydarzy. Zostanie wystawiona na prb.
Nie miaa pojcia, w jaki sposb ma si nauczy posugiwania magi bez
wiczenia. Hekate oczekiwaa, e Hazel pokona jak potn czarownic, pani w
zotej sukni - Leo zobaczy j we nie. Ale jak ?
Rozmylaa nad tym w kadej wolnej chwili. Wpatrywaa si w swoj spath,
starajc si nada jej wygld laski. Prbowaa wezwa chmur, ktra by przesonia
ksiyc. Skupiaa si, a dostawaa zeza i huczao jej w uszach. Na prno. Nie bya
w stanie manipulowa Mg.
W cigu ostatnich paru nocy miaa coraz gorsze sny. Bya na Asfodelowych
kach, bkajc si bez celu midzy duchami. Potem Wya w jaskini Gai na Alasce,
gdzie zgina razem z matk, kiedy zawalio si sklepienie, a gos bogini ziemi wy z
wciekoci. Bya na schodach do mieszkania jej matki w Nowym Orleanie, twarz
w twarz z Plutonem, jej ojcem. Jego zimne palce ciskay j za rami. Tkanina jego
czarnego wenianego garnituru falowaa od uwizionych w niej dusz. Utkwi w
Hazel pene zoci czarne oczy i powiedzia: Umarli widz to, w co wierz, e
zobacz. Tak samo jest z ywymi. To cay sekret".
Nigdy tego nie powiedzia w realnym yciu. Nie miaa pojcia, co to znaczy.
Najgorsze nocne koszmary wyglday jak przebyski tego, co ma si wydarzy w

przyszoci. Wleka si ciemnym tunelem, syszc woko siebie miech jakiej


kobiety.
Zapanuj nad tym, jeli potrafisz - szydzia kobieta.
I wci nia o tym, co zobaczya na tym skrzyowaniu drg: Leo spadajcy z
nieba, Percy i Annabeth lecy bez ycia przed czarnymi metalowymi drzwiami, z
mroczn postaci nad nimi - spowitym w ciemno gigantem Klytiosem.
Tu obok niej siedzca na relingu Gale zapiszczaa niecierpliwie. Hazel kusio,
by tego gupiego gryzonia strci do morza.
Miaa ochot zawoa: Nie potrafi nawet panowa nad swoimi snami! Jak
mam zapanowa nad Mg?!".
Tak si nad sob rozalia, e nie zauwaya Franka, pki nie stan u jej boku.
- Ju lepiej? - zapyta.
Wzi j za rk; jej palce cakowicie znikny pod jego palcami. Wci nie
dowierzaa wasnym oczom, widzc, jak bardzo urs i zmnia. Zamienia si ju
w tyle rnych zwierzt, wic dlaczego akurat ta zmiana budzia w niej a takie
zdumienie? Teraz ju nikt nie mg go nazwa milutkim tluciochem. Wyglda jak
zawodnik druyny futbolowej, by twardy i silny, ramiona mu si rozrosy, szed
pewnym i dziarskim krokiem.
To, czego dokona na tym mocie w Wenecji, byo naprawd niesamowite adne
z nich nie widziao tej walki, ale nikt w ni nie wtpi. Frank zmieni si nie do
poznania. Nawet Leo przesta sobie z niego artowa.
- Czuj si dobrze - odpowiedziaa. - A ty?
Umiechn si, marszczc kciki oczu.
- No... jestem wyszy. Poza tym tak, czuj si wietnie. No wiesz, w rodku tak
bardzo si nie zmieniem...
W jego gosie zabrzmiao co z dawnej niepewnoci i niemiaoci - to by gos
jej Franka, ktry zawsze si ba, e znowu co popsuje.
Poczua ulg. Takim go lubia. Z pocztku wstrzsn ni jego nowy wygld.
Obawiaa si, e zmienia si rwnie jego osobowo. Teraz przestaa si ju ba.
Mg sobie wyglda jak atleta, ale pozosta tym samym sodkim chopakiem.
Wci mona go byo atwo zrani. I nadal jej ufa, powierzywszy jej swoj
najwiksz sabo magiczne drewienko, ktre nosia w kieszeni kurtki tu przy
sercu.
- Wiem i ciesz si z tego. - cisna jego rk. - Co... co zupenie imiegu
mnie martwi.
Odchrzkn.
- Jak sobie radzi Nico?
Mylaa o sobie, nie o Nicu, ale spojrzaa na szczyt przedniego masztu, gdzie
Nico siedzia na noku rei.
Nico twierdzi, e lubi peni tam wacht, bo ma dobry wzrok. Hazel wiedziaa,

e chodzi o co innego. Szczyt masztu byl jednym z niewielu miejsc na pokadzie,


gdzie Nico mg by sam. Zaproponowali mu, by zaj kabin Percyego, bo Percy
by... no, nieobecny. Nico stanowczo odmwi. Wikszo czasu spdza w grze, na
rei, gdzie nie musia rozmawia z reszt zaogi.
Od czasu, gdy w Wenecji zosta zamieniony w kukurydz, sta si jeszcze
bardziej ponury i zamknity w sobie.
- Nie wiem - odpowiedziaa Hazel. - Wiele przeszed. Zosta pojmany w
Tartarze, wiziono go w tej spiowej kadzi, widzia, jak Percy i Annabeth spadaj...
.. .i obieca, e zaprowadzi nas do Epiru. Frank pokiwa gow. Wydaje mi si,
e Nico co przed nami ukrywa.
Wyprostowa si. Mia na sobie beow koszulk z malunkiem konia i napisem:
PALIO DI SIENA. Kupi j zaledwie par dni tlemu, ale teraz byla na niego za maa.
Kiedy si przecign, wyjrza spod niej brzuch.
Hazel zdaa sobie spraw, e gapi si na ten brzuch. Zaczerwienia si i szybko
spojrzaa w bok.
Nico to mj jedyny krewny - powiedziaa. - Nieatwo go lubi, ale... dzikuj ci,
e jeste dla niego miy.
Umicchn si.
- Hej, mwisz jak moja babcia w Vancouver. Nieatwo go lubi...
- Uwielbiam twoj babci!
Skunks wdrapa si na bahstrad obok nich, puci bka i odbieg.
- Uch. Frank pomacha rk. - A waciwie co ten zwierzak tu robi?
Hazel prawie si ucieszya, e nie s na suchym ldzie. Ogarn j taki niepokj,
e na ldzie na pewno powyskakiwayby wok niej drogie kamienie i grudki zota.
- Hekate przysaa j tu, eby obserwowaa.
- Co?
Staraa si odzyska spokj w obecnoci Franka, w jego nowej aurze pewnoci
siebie i siy.
- Nie wiem - powiedziaa w kocu. - Chodzi o jak prb.
Nagle okrt gwatownie skoczy do przodu.

XXVI
HAZEL
Wpadli na siebie. Hazel niechccy nadziaa si na rkoje wasnego miecza i
przetoczya si w bok, jczc, kaszlc i plujc gst lin o smaku jadu katoblepasa.
Przez. mg blu usyszaa, jak Festus, spiowy smok na dziobie okrtu,
zaskrzypia na alarm i zion ogniem.

Czyby wpadli na gr lodow? Ale przecie to niemoliwe, na Adriatyku, w


rodku lata...
Okrt przechyli si na lew burt z gonym trzaskiem, jakby pioruny
rozupyway supy telefoniczne.
- Hej! - zawoa Leo gdzie za jej plecami. - Zjada nasze wiosa!
Co zjada? Sprbowaa wsta, ale co duego i cikiego przywalao jej nogi.
Zdaa sobie spraw, e to Frank, ktry stka gono, starajc si uwolni spod
kbowiska lin.
Poupadali wszyscy i teraz gramolili si na rozkoysanym pokadzie. Jason
przeskoczy nad nimi z mieczem w rku i pobieg ku rufie. Piper ju tam bya i
wystrzeliwaa jedzenie ze swojego rogu obfitoci, krzyczc:
- Hej, HEJ ! Naryj si tym, gupi wiu!
wiu?
Frank pomg Hazel wsta.
- Nic ci si nie stao?
- Wszystko w porzdku - skamaa. - Le!
Popdzi po schodach, w biegu zdejmujc plecak, ktry natychmiast -zamieni
si w uk i koczan. Zanim dotar na pokad rufowy. wystrzeli ju jedn strza i
naoy drug na ciciw.
Leo miota si przy konsoli sterujcej.
- Wiosa nie daj si wcign. Przepdcie go! Szybko!
Siedzcy na rei Nico poblad ze strachu.
Na Styks... jest olbrzymi! - zawoa. - Lewa burta! Na lew burt!
Trener Hedge wpad na pokad jako ostatni, ale za to tryska entuzjazmem.
Wbieg po schodach, wywijajc kijem bejsbolowym, bez wahania pogna na ruf i
wychyli si za porcz burty, wrzeszczc:
- Ha-HA!
Hazel wspia si z trudem na pokad rufowy. Okrt dygota. Wiosa pkay z
oguszajcym trzaskiem.
- Nie, nie, nie! - krzycza Leo. - Ty parszywy, olizly skurczywiu !
Hazel nie moga uwierzy wasnym oczom.
Kiedy usyszaa sowo ,,w", pomylaa o milutkim zwierztku wielkoci
kasetki na biuteri, siedzcym na kamieniu porodku sadzawki. Kiedy usyszaa
olbrzymi w", wzia poprawk i pomylaa o wiu z Galapagos, ktrego kiedy
widziaa w zoo; mia skorup tak du, e mona byo na nim jedzi.
Nie wyobraaa sobie stworzenia wielkoci wyspy. Kiedy zobaczya olbrzymi
kopu polobion czarnobrzowymi kwadratami, sowo w po prostu do niej
nie pasowao. Ta skorupa bya jak kontynent - byy tam kociane wzgrza
poyskujce perowe doliny, poronite wodorostami i mchem lasy, spywajce
wwozami rzeki morskiej wody.
Za praw burt wynurzaa si jak d podwodna druga cz potwora.

Na lary i penaty... czyby to bya jego gowa ?


Jego zote oczy byy wielkoci sadzawek, z czarnymi szparami renic. Skra
byszczaa jak mokry wojskowy kamufla - brzowa, z zielonymi i tymi
plamami. Czerwona bezzbna paszcza mogaby pochon Aten Partenos.
Na oczach Hazel potwor odama tuzin wiose.
- Przesta! - rykn Leo.
Trener Hedge przeskoczy przez burt i zacz pi si po skorupie,
bezskutecznie walc w ni kijem bejsbolowym krzyczc:
- A masz! A masz!
Jason wzbi si w powietrze i wyldowa na gowie potwora. Ci go zotym
mieczem midzy oczy, ale klinga zelizna si, jakby w mia skr z
zatuszczonej stali. Frank szy z uku w jego oczy - bez skutku. Wewntrzne powieki
wia zamykay si byskawicznie, odbijajc kady strza. Piper wystrzeliwaa do
wody melony, wrzeszczc:
- Naryj si, gupi wiu!
Ale w wyranie mia ochot tylko na Argo II".
- Jakim sposobem podpyn tak blisko? - zapytaa Hazel.
Leo rozoy bezradnie rce.
- Chyba dziki tej skorupie. Podejrzewam, e jest niewidoczna dla sonaru. To
jaka przebiega, zodziejska bestia!
- Moemy wzbi si w powietrze? zapytaa Piper.
- Z poow wiose? - Leo stukn w kilka klawiszy i pokrci piercieniami na
kuli Archimcdesa. - Musz sprbowa czego innego.
- Tam! - zawoa z gry Nico. - Moesz skierowa okrt do tej cieniny?
Hazel spojrzaa tam, gdzie wskazywa rku. Okoo p mili na wschd dugi pas
ldu bieg rwnolegle do urwistego wybrzea. Z tej odlegoci trudno byo dokadnie
to oceni, ale cienina moga mierzy najwyej trzydzieci metrw - a wic tyle, by
Argo II" przelizn si przez ni, ale z ca pewnoci nie zmieciaby si w niej
skorupa olbrzymiego wia.
- Tak, tak. - Leo najwyraniej to zrozumia. Pokrci kul Archimedesa. - Jason,
uciekaj z tego ba! Mam pomys!
Jason wci wali mieczem w pysk wia, ale kiedy usysza, e Leo ma pomys,
ani chwili si nie zawaha. Natychmiast wzbi si w powietrze.
- Trenerze, daj spokj! - zawoa.
- Nie, ju go mam! - odkrzykn Hedge, ale Jason chwyci go wp i unis w
powietrze. Niestety, trener tak si wyrywa, e miecz wypad Jasonowi z rki i
plusn do morza.
Trenerze! - krzykn z rozpacz Jason.
- No co?! Ju go troch zmikczyem!
w tryknl gow w kadub. Wstrzs o mao co nie zrzuci caej zaogi za lew

burt. IHazelusyszaa gony trzask, jakby kil pk na dwoje.


- Jeszcze minutk - powiedzia Leo, przebiegajc palcami po konsoli.
- Za minutk bdzie ju po nas! - Frank wystrzeli ostatni strza.
- Spadaj! - krzykna Piper do wia.
Przez chwil wydawao si, e to podziaao. w cofn si i zanurzy gow w
wodzie. Ale wkrtce wrci i natar na okrt ze zdwojon si.
Jason i trener Hedge wyldowali na pokadzie.
- Nic si nie stao? - zapytaa Piper.
- Mnie nic mrukn Jason. - Tylko nie mam broni.
- Ognia w skorup! - krzykn Leo, obracajc kontrolerem Wii.
Hazel pomylaa, e eksplodowaa cala rufa. Wystrzeliy z niej strugi ognia,
pochaniajc gow wia. Okrt skoczy do przoduu i Hazel ponownie pada na
pokad.
Dwigna si na nogi i zobaczya, e okrt tnie fale z niewiarygodn szybkoci,
napdzany smug ognia jak rakieta. w by ju ze sto metrw za nimi, jego
osmalona gowa dymia.
Potwr rykn z wciekoci i puci si za nimi w pogo. Jego boniaste stopy
mciy wod z tak si, e ju zaczyna ich dopdza. Od cieniny dzielio ich
wci z wier mili.
- Trzeba go std jako odcign mrukn Leo. - Jeli nie odwrci uwagi, bdzie
ju po nas.
- Odcign go - powtrzya Hazel.
Skupia si i pomylaa: Arion!
Nie miaa pojcia, czy to poskutkuje. I natychmiast dostrzega co na horyzoncie
bysk i oboczek pary. To co pomkno po powierzchni Adriatyku i po chwili na
pokadzie rufowym stan Arion.
Na bogw Olimpu" pomylaa. - Kocham tego konia".
Arion parskn, jakhy chcia powiedzie: Oczywicie. Przecie nie jeste
gupia.
Hazel wspia si na jego grzbiet.
- Piper, musisz uy tej swojej czaromowy.
- Kiedy lubiam wie - mrukna Piper, chwytajc jej wycignit rk i
sadowic si za ni na grzbiecie konia. - Nigdy wicej!
Hazel uderzya pitami w boki konia. Wyskoczy za burt, uderzajc w wod w
penym galopie.
w by dobrym pywakiem, ale Arion by o wiele szybszy. miga wok
gowy wia; Hazel walia w niego mieczem, a Piper wykrzykiwaa rozkazy:
- Daj nurka! Skr w lewo! Patrz za siebie!
Miez, nie wyrzdza mu adnej krzywdy. Kadv rozkaz. dziaal tylko przez
chwil, ale w coraz bardziej si wcieka. Arion zara drwico, kiedy potwr

chapn go znienacka i opad w wod z paszcz pen koskiej pary.


Wkrtce w zupenie zapomnia o Argo II". Hazel wci rbaa go mieczem po
gowie. Piper wykrzykiwaa rozkazy i strzelaa mu w oczy z kornukopii kokosami i
pieczonymi kurczakami.
Gdy tylko Argo II" przepyn przez cienin, Arion pomkn za nim i po chwili
wyldowa na pokadzie.
Rakietowe strugi ognia zaniky, ale z rufy wci buchay smugi dymu. Okrt
sun powoli pod aglami wskim pasem wody midzy dug, skalist wysp po
lewej burcie i nagimi biaymi klifami ldu po prawej. w zatrzyma si przed
cienin i patrzy: na nich zowrogo, ale nie prbowa dalej ich ciga. Mia za du
skorup, by przepyn przez cienin.
Hazel zsiada z konia prosto w ramiona Franka.
Odwaliycie kawa dobrej roboty! - powiedzia.
Zarumienia si.
- Dziki.
Piper zsuna si z grzbietu konia obok niej.
- Leo, od kiedy to mamy napd odrzutowy?
- No wiesz... - Leo chcia zrobi skromn min, ale mu si nie udao. - Co mi
wpado do gowy w wolnym czasie. Woabym, eby te ogniste smugi pony troch
duej, ale przynajmniej zdoalimy si tu przedosta.
- I przypiec wiowi gow - pochwali go Jason. - Co teraz?
- Ubi gada! - zawoa trener Hedge. - Jeszcze si pytasz? Odlego
bezpieczna. Mamy balisty. Zaadowa i ognia, pbogowie!
Jason zmarszczy czoo.
- Trenerze, po pierwsze, przez ciebie straciem mj miecz.
- Hej, nie prosiem o szybk ewakuacj!
- Po drugie, nie sdz, by balisty wyrzdziy mu jak krzywd. Ta skorupa jest
jak skra Iwa nemejskiego. A gowa te jest twarda.
- Wic wypalmy mu prosto w gardo, tak jak zrobilicie z t olbrzymi
krewetk na Atlantyku. Niech go rozerwie na kawaki.
Frank podrapa si po gowie.
- To moe si uda, tylko e wtedy wace pi milionw kilo trucho
zablokuje cienin. Mamy poamane wiosa, nie moemy lata, wic jak si std
wydostaniemy?
- To zaczekamy, a naprawisz wiosa! Albo poeglujemy w drug stron, ty
wielki gamoniu.
Frank unis brwi.
- Co to jest gamo?
- Hej! - zawoa Nico z rei masztu. - Chcecie eglowa w drug stron? To
chyba nic nie da. Sami zobaczcie.
wier, mili od nich dugi, skalisty pas ldu zakrzywia si i czy z klifem.

Kana koczy si wskim V.


- To nie cienina - powiedzia Jason, Jestemy w zatoce.
Hazel poczua, e cierpn jej palce u rk i ng. Na porczy lewej burty przysiad
skunks, wpatrujc si w ni wyczekujco.
- To puapka.
Wszyscy na ni spojrzeli.
- Nie martw si powiedzia Leo. - Bywao gorzej. Naprawi te wiosa. Moe mi
to zaj ca noc, ale okrt znowu bdzie lata.
w rykn. Wci tkwi przed wejciem do cieniny i najwyraniej nie mia
ochoty odpyn.
- No c... Piper wzruszya ramionami. - Przynajmniej nas tu nie dosignie.
Jestemy tu bezpieczni.
Tych sw nie powinien nigdy wymawia aden pbg. Zaledwie to
powiedziaa, gdy strzaa utkwia w maszcie gwnym, z dziesi centymetrw od jej
gowy. Wszyscy si schowali, z wyjtkiem Piper, ktra zamara w miejscu, gapic
si na strza. Grot o mao co nie przebi jej nosa na wylot.
- Piper, kryj si! - sykn Jason.
Ale nie zasypay ich kolejne strzay.
- Frank zbadal kt, pod ktrym strzaa utkwia w maszcie, i wskaza na szczyt
klifu.
- Tam. Jeden strzelec. Widzicie go?
Soce wiecio im w oczy, ale Hazel dostrzega malek posta stojc na
szczycie urwiska. Jej spiowy pancerz byszcza w socu.
- Kim jest ten go? - zapyta Leo. - Dlaczego do nas strzela?
- Hej! zawoaa cicho Piper, pokazujc na strza. - Tam co jest.
Hazel dopiero teraz spostrzega, e do drzewca strzay przywizany by zwilek
pergaminu. Nie wiedziaa dlaczego, ale to j rozzocio. Podbiega do masztu,
odwizaa zwitek i rozwina go.
- Ej Hazel? - ostrzeg j Leo. -Jeste pewna, e to bezpieczne?
Odczytaa na gos:
Pierwszy wiersz: Stjcie i oddawajcie".
- Co to znaczy? odezwa si trener Hedge. Przecie stoimy. No, moe
przysiedlimy. Ale jeli ten facet oczekuje dostawy pizzy, to si srogo zawiedzie!
- To nie wszystko - powiedziaa Hazel. - To napad. Wylijcie do mnie dwch z
waszymi wszystkimi kosztownociami. Tylko dwch. Zostawcie magicznego konia.
adnego latania. adnych sztuczek. Niech tu wejd".
- Wejd ktrdy? - zapytaa Piper.
Nico pokaza rk.
- Tdy.
W cianie klifu wyobiono wskie schodki wiodce na szczyt. w, lepa

zatoka, klif... Hazel pomylaa, e autor listu chyba nie po raz pierwszy zastawi
puapk na okrt.
Odchrzkna i czytaa dalej:
- ,,I chodzi o wszystkie kosztownoci. Bo jak nie, to mj w i ja zniszczymy
was na miejscu. Macie pi minut".
- Uyjmy katapult! - zawoa Hedge.
- Post scriptum" przeczytaa Hazel. Nawet nie mylcie o uyciu waszych
katapult.
- A niech to! - zakl Hedge. facet jest dobry.
- Jest podpis? - zapyta Nico.
Hazel pokrcia gow. Kiedy, w Obozie Jupiter, syszaa opowie o jakim
rabusiu, ktry uprawia swj proceder razem z olbrzymim wiem, ale jak zwykle,
gdy tylko potrzebowaa iakiej informacji, ta gina w pomrokach pamici i nie
mona byo jej stamtd wydoby.
asica Gale obserwowaa j, czekajc, co teraz zrobi.
Ta prba dopiero mnie czeka - pomylaa Hazel.
Odcignicie wia od okrtu nie wystarczyo. Nie udowodnia, e potrafi
manipulowac Mg... przede wszystkim dlatego, e wci nie potrafia ni
manipulowa.
Lco wpatrywa si w szczyt klifu, mruczc poi nosem:
- To nie jest dobra trajektoria. Nawet gdybym zdy zaadowa katapult, zanim
ten facet przygwodziby nas strzaami, chyba bym nie zdoa odda celnego strzau.
Cel jest oddalony o dobre sto metrw, w prawie pionowej linii.
- Tak-burkn Frank. - Mj uk te jest bezuyteczny. Facet ma nad nami du
przewag, jest o wiele wyej od nas. Nie trafi go.
- I... eee... - Piper szturchna utkwion w maszcie strza -on chyba bardzo
dobrze strzela. Myl, e nie zamierza mnie trafi. Ale gdyby zamierza...
Nie musiaa koczy. Kimkolwiek by ten rabu, mg trafi do celu z ponad stu
metrw. Mgby ich wszystkich wystrzela, zanim zdyliby zareagowa.
- Ja pjd - powiedziaa Hazel.
Wszyscy na ni spojrzeli.
Frank zacisn palce na uku.
- Hazel...
- Nie, posuchajcie.Ten bandzior chce kosztownoci. Mog si tam wspi i
wezwa zoto, klejnoty, czego zapragnie.
Leo unis brwi.
I co, mylisz, e jak to dostanie, to pozwoli nam odpyn?
- Nie mamy wielkiego wyboru - powiedzia Nico. - Midzy tym gociem a
wiem...
Jason unis rk. Wszyscy zamilkli.
Ja te pjd owiadczy. On chce, eby przyszy dwie osoby. Bd

ubezpiecza Hazel z tyu. Te schodki nie bardzo mi si podobaj. Gdyby spadla... no,
w kadej chwili mog uy wiatrw. ebymy oboje nie skrcili sobie karkw.
Arion zara, jakby chcia powiedzie swojej pani: ..Beze mnie? Chyba
artujesz!".
- Musz, Arionie - powiedziaa Hazel. Jasonie... tak. Myl, e masz, racj. To
najlepszy plan.
- auj tylko, e nie mam swojego miecza. Spojrza ze zoci na trenera. Spoczywa na dnie morza, a nie ma wrd nas Percy ego, eby go stamtd wydoby.
Imi Percy zawiso nad nimi jak ciemna chmura. Nastrj zrobi si jeszcze
bardziej ponury.
Hazel wycigna ramiona. Nie mylaa o tym. Po prostu skupia si na wodzie i
wezwaa cesarskie zoto.
Gupi pomys. Miecz lea za daleko, pewnie ze sto lub wicej metrw pod wod.
Poczua jednak krtkie szarpnicie w palcach, jak drgnicie linki wdkarskiej, i
nagle miecz Jasona wystrzeli z wody i wpad jej do rak.
- Prosz - powiedziaa, wrczajc mu miecz.
Jason wybauszy: na ni oczy.
- Jak... Przecie to byo chyba z p mili!
- wiczyam - skamaa.
Miaa nadziej, e niechccy nie obarczya miecza kltw, jak to robia, gdy
wzywaa klejnoty i metale szlachetne.
Z broni chyba jest inaczej. W kocu wezwaa ju kiedy z Zatoki Lodowcowej
sporo rynsztunku z cesarskiego zota i uzbroia nim Pit Kohort. I nic zego si nie
stao.
Postanowia nie zaprzta sobie tym gowy. Byla tak wcieka na Hekate i tak ju
miaa do manipulowania ni przez bogw, e nie moga sobie pozwoli na to, by
powstrzymay j jakie drobne problemy.
- Zatem, jeli nikt nic ma innych wtpliwoci, ruszajmy na spotkanie z bandyt.

XXVII
HAZEL
Hazel lubia wielkie otwarte przestrzenie - ale wspinaczki na
szedziesiciometrow cian po schodkach bez porczy, z niezbyt przyjazn,
lasic na ramieniu... no, tego jako nie potrafia polubi. Zwaszcza e moga
przecie w cigu kilku sekund wjecha na sam szczyt na Arionie.
Jason szed za ni, eby j zapa, gdyby upada. Doceniaa to, ale perspektywa
runicia w d wci j przeraaa.
Zerkna w prawo, czego nie powinna robi. Polizna si, spod jej stopy
posypa si wir. Gale pisna ostrzegawczo.
- W porzdku? zapyta Jason.
- Tak. - Jej serce tuko si o ebra. - W porzdku.
Schodki byy tak wskie i strome, e nie moga si nawet odwrci, by na niego
spojrze. Musiaa mu zaufa. Potrafi lata, wic byo logiczne, e to on ubezpiecza
j z tylu. A jednak wolaaby, eby szed za ni Frank albo Nico, albo Piper czy Leo.
A nawet.. . no dobra, moe nie trener Hedge. Jasona Grace a wci nie potrafia
rozgry.
Od czasu, gdy przybya do Obozu Jupiter, syszaa o nim wiele opowieci.
Obozowicze mwili z szacunkiem o synu Jupitera, ktry ze zwykego szeregowca
Pitej Kohorty stal si pretorem, powid ich do zwycistwa w bitwie na grze Tam,
a potem znikn. Nawet teraz, po tych wszystkich wydarzeniach w cigu ostatnich
paru tygodni. Jason by dla niej bardziej legend ni osob. Te jego lodowate
niebieskie oczy, ta ostrona rezerwa, jakby namyla si nad kadym sowem, zanim
je wypowie to wszystko j od niego odpychao. No i nie moga zapomnie, jak gotw
by powici jej brata Nica, kiedy si dowiedzieli, e jest w niewoli w Rzymie.
Jason uwaa, e Nico by przynt, ktra miaa ich zwabi w puapk. Teraz,
kiedy Nico by ju bezpieczny, Hazel potrafia zrozumie powody ostronoci
Jasona. Wci jednak nie miaa do niego penego zaufania. Co by byo, gdyby
wpadli w kopoty na szczycie klifu? Moe by uzna, e powodzenie ich misji jest
waniejsze od ratowania Hazel ?
Spojrzaa w gr. Rabusia jeszcze nie byo wida, ale czua, e na nich czeka.
Bya przekonana, e potrafi wezwa do klejnotw i zota, by zrobi wraenie na
najbardziej chciwym rabusiu. Ale czy wezwane przez ni skarby przynios mu
pecha? Nie bya pewna, czy po jej pierwszej mierci kltwa nadal dziaa. Teraz
nadarza si dobra okazja, by si o tym przekona. Kady, kto ograbia niewinnych
pbogw przy pomocy wielkiego wia, zasuguje, by dosiga go kltwa.
asica Gale zeskoczya z jej ramienia i pobiega w gr. Zerknla na Hazel i

zaszczekaa niecierpliwie.
- Nie potrafi i szybciej - mrukna Hazel.
Nie moga si pozby wraenia, e asica chtnie by obejrzaa jej upadek.
- To... yyy... twoje panowanie nad Mg zacz Jason. Robisz postpy?
- Nie.
Nie lubia wspomina swoich nieudanych prb mewy, ktrej nie zdoaa
zamieni w smoka, nalecego do trenera Hedge a bejsbolowego kija, ktry uparcie
nie chcia si zmieni w hot doga. Po prostu nic moga uwierzy, e co takiego jest
moliwe.
- Opanujesz to - powiedzia Jason.
Zaskoczy j ton iego gosu. Tb nie bya zdawkowa uwaga, wypowiedziana tylko
po to, by j pocieszy. Powiedzia to tak, jakby by o tym wicie przekonany.
Wspinaa si dalej, ale wyobraaa sobie, e Jason obserwuje j swoimi
przenikliwymi niebieskimi oczami, z min wyraajc pewno siebie.
- Skd ta pewno? - zapytaa.
- Po prostu j mam. Instynktownie wyczuwam, na co kogo sta. zwaszcza gdy
chodzi o pbogw. Hekate nie wybraaby ciebie, gdyby nie wierzya, e masz w
sobie moc.
To chyba powinno doda jej otuchy. Nie dodao.
Ona te miaa dobry instynkt. Rozumiaa, co motywuje wikszo jej przyjaci nawet jej brata Nica, ktry by bardzo zamknity w sobie..
Ale Jason? Jego nie potrafia rozgry. Wszyscy mwili, e jest urodzonym
przywdc. Wierzya w to. Sprawi, e poczua si wartociowym czonkiem tej
misji, przekonywa, e stac j na wszystko. Ale na co sta Jasona?
Nie moga si nikomu zwierzy ze swoich wtpliwoci. Frank szczerze Jasona
podziwia. Piper... no, ona bya w niego wpatrzona jak w obraz. Leo by jego
najlepszym przyjacielem. Nawet Nico nie kwestionowa jego przywdztwa.
Pamitaa jednak, e Jason by pierwszym pionkiem Hery w rozgrywce z
gigantami. Krlowa Olimpu rzucia go do Obozu Herosw, co zapocztkowao ten
cay acuch wydarze, ktrych celem jest powstrzymanie Gai. Dlaczego wybraa
wanie Jasona?
Hazel wyczuwaa, e Jason jest osi tych wydarze. I na samym kocu odegra
decydujc rol.
Inaczej pastw ognia lub burz wiat si stanie. Tak gosia przepowiednia. Hazel
baa si ognia, ale chyba jeszcze bardziej baa si burz. Jason Grace potrafi wezwa
potne burze.
Spojrzaa w gor i zaledwie par metrw wyej zobaczya krawd klifu.
Dotara na szczyt, caa spocona i zadyszana. W gb ldu biega duga, spadzista
dolina, nakrapiana postrzpionymi drzewami oliwkowymi i wapiennymi skaami.
Nie byo wida ani ladu cywilizacji.

Nogi Hazel dray po wspinaczce. Gale wiercia si na jej ramieniu, jakby miaa
ochot zbada najblisz okolic. Szczekna, pucia gaz i czmychna w najblisze
zarola. Hen, w dole, Argo II" wyglda jak zabawka puszczona na wody kanau.
Jak kto mg odda celny strza z takiej wysokoci, biorc pod uwag wiatr i
odbicie soca w wodzie? U wejcia do wskiej zatoki masywna skorupa wia
poyskiwaa jak wypolerowana moneta.
Jason stan obok niej; wcale nie wyglda na zmczonego.
- Gdzie...? - zacz.
- Tutaj! - rozleg si gos.
Hazel drgna. Zaledwie trzy metry od nich pojawi si jaki mczyzna z ukiem
i koczanem na ramieniu i dwoma starowieckimi pistoletami skakowymi w
doniach. Mia na sobie pirack koszul, skrzane spodnie i wysokie buty. Jego
krcone czarne wosy wyglday jak czupryna dziecka, a roziskrzone zielone oczy
spoglday na nich do przyjanie, ale doln cz twarzy zakrywaa czerwona
bandana.
- Witajcie! - zawoa, celujc w nich pistoletami. - Pienidze albo ycie!
Haze bya pewna, e jeszcze przed sekund go tutaj nic byo. Po prostu si
zmaterializowa, jakby wyszed zza niewidzialnej kurtyny.
- Kim jeste? - zapytaa.
Rozemia si.
- Skiron, rzecz jasna!
- Chejron? - zapyta Jason. - Jak ten centaur?
Bandyta spojrza wymownie w niebo.
- Ski-ron, przyjacielu. Syn Posejdona! Super zodziej! Nadzwyczajny go! Ale
mniejsza z tym. Nie widz adnych kosztownoci! - zawoa, jakby to bya wspaniaa
wiadomo. - Wic chcecie umrze, tak?
- Zaczekaj powiedziaa Hazel. - Dostaniesz kosztownoci. Ale skd mamy
mie pewno, e pozwolisz nam odej, jak ci je damy?
Och, zawsze o to pytaj. Przysigam na Styks, e kiedy oddacie mi to, czego
chc, nie zastrzel was. Wrcicie tam, skd przyszlicie, do stp tego urwiska.
H azel rzucia Jasonowi ostrzegawcze spojrzenie. Styks Styksem, ale wcale jej
si nie podoba sposb, w jaki Skiron zoy to przyrzeczenie.
A jeli wybierzemy walk? - zapyta Jason. Nie moesz jednoczenie nas
zaatakowa i szachowa naszego okrtu...
BANG! BANG!
To stao si tak szybko, e mzg Hazel potrzebowa chwili, by sobie to
uwiadomi.
Z boku gowy Jasona wystrzelia smuka dymu. Przez jego wosy, tu nad lewym
uchem, przebieg ciemny przedziaek. Jeden z pistoletw Skirona wci by
wycelowany w jego twarz. Drugim mierzy w d, ponad krawdzi klifu, jakby
przed chwila wypali w Argo II".

Hazcl poczua opniony cisk w gardle.


- Co zrobie?!
- Och, nie martw si! Skiron rozemia si. - Gdyby miaa lepszy wzrok...
ktrego nie masz... zobaczyaby dziur w pokadzie midzy stopami tego wielkiego
osika, tego z ukiem.
- Frank !
Skiron wzruszy ramionami.
Skoro tak mwisz. To by tylko may pokaz. Obawiam si, e mgby by o
wielie bardziej wiarygodny.
Zakrci pistoletami. Kurki ponownie si odwiody i Hazel mogaby przysic, e
oba pistolety zostay magicznie przeadowane.
Skiron spojrza najasona, unoszc brwi.
- No wic! Odpowiadajc na twoje pytanie... tak, mog was zaatakowa i
jednoczenie trzyma w szachu wasz. okrt. Amunicja z niebiaskiego spiu.
miertelnie grona dla pbogw. Wy dwoje umrzecie pierwsi... bang, bang. Potem
wystrzelam waszych przyjaci na tym okrcie. Strzelanie do ywych celw, kiedy
biegaj i wrzeszcz, sprawia o wiele wicej radoci!
Jason dotkn wieej bruzdy midzy wosami po kuli, ktra musna mu gow.
Nagle utraci pewno siebie.
Pod Hazel ugiy si kolana. Frank by najlepszym ucznikiem, jakiego znaa, ale
ten bandyta by w tym niesamowicie dobry.
- Jeste synem Posejdona? zapytaa. - Pomylaabym, e raczej Apollina. Tak
wietnie strzelasz.
Umiechn si lekko.
- Och, dziki! Duo wicz. Ten w... to dowd mojego pochodzenia. Nie
zdoabym oswoi tak wielkiego wia, gdybym nie by synem Posejdona!
Oczywicie mgbym opanowa wasz okrt, wzbudzajc olbrzymi fal, ale to
mudna robota. O wiele mniej zabawna ni zastawianie puapek i strzelanie do ludzi.
Hazel prbowaa zebra myli, eby zyska na czasie, ale nie byo to atwe, gdy
widziaa przed sob dymice lufy tych pistoletw skakowych.
- Ee... a po co ci ta bandana?
- eby mnie nikt nie rozpozna!
- Przecie si nam przedstawie - powiedzia Jason. Jeste Skiron.
Bandyta wytrzeszczy oczy.
- Skd... Och. Tak, chyba to zrobiem. - Opuci jeden pistolet, a drugim
podrapa si pogowie. - Co za gamo ze mnie. Chyba si zapomniaem. To przez ten
powrt do ycia, przez to wszystko. Sprbuj jeszcze raz.
Unis oba pistolety.
- Stjcie i oddajcie! Jestem bezimiennym bandyt. Nie musicie zna mojego
imienia!

Bezimienny bandyta. Co zaskoczyo w mzgu Hazel.


- Tezeusz. To on ci kiedy zabi.
Ramiona Skirona opady.
- Dlaczego o nim wspomniaa? Tak nam dobrze szo!
Jason zmarszczy brwi.
- Hazel, znasz histori tego faceta?
Kiwna gow, chocia nie przypominaa sobie wszystkich szczegw.
- Tezeusz spotka go kiedy na drodze do Aten. Skiron zabija swoje ofiary przy
pomocy... yyy...
Co z wiem. Ale co?
- Tezeusz by podym oszustem! - zawoa Skiron. Nie chc o nim mwi.
Powrciem ze wiata umarych. Gaja obiecaa mi, e bd mg tu zosta i
obrabowywa wszystkich pbogw. I to wanie zamierzam robi! Ale... zaraz... na
czym to stanlimy?
- Powiedziae, e pucisz nas wolno - wypalia Hazel.
- Hrnmni... Nie. jestem pewny, e byo inaczej. Ach, ju. wiem ! Pienidze albo
ycie. Gdzie s wasze kosztownoci? Nie macie? Wic bd musia...
- Zaczekaj powiedziaa Hazel. - Mam kosztownoci. A w kadym razie mog je
mie.
Skiron wycelowa pistolet w gow Jasona.
- No to, moja droga, skocz po nie, albo odstrzel twojemu chopakowi co
wicej ni tylko troch wosw!
***
Hazel nawet nie musiaa si skupi. Ogarn j taki strach, e grunt pod ni
natychmiast zadygota i zacz wypluwa z siebie drogie metale i kamienie, jakby
chcia si ich szybko pozby.
Wkrtce otacza j stos skarbw - rzymskich denarw, srebrnych drachm,
staroytnych zotych ozdb, rozmigotanych diamentw, topazw i rubinw. Byo
tego tyle, e zapenioby kilkanacie workw na skoszon traw.
Skiron zamia si z uciechy.
- Na bogw, jak to zrobia?
Hazel nie odpowiedziaa. Pomylaa o tych wszystkich monetach, ktre pojawiy
si u stp Hekate na skrzyowaniu drg. Tutaj byo tego jeszcze wicej gromadzone przez wiele stuleci bogactwo wszystkich imperiw, ktre waday tym
krajem Grecji, Rzymu, Bizancjum i wielu innych. Te imperia dawno przeminy,
zostao tylko to nagie skaliste wybrzee dla bandyty Skirona.
Poczua si maa i bezsilna.
- We to wszystko - powiedziaa. I pozwl nam odej.
Skiron zacmoka.
- Och, ale powiedziaem, e macie mi odda wszystkie wasze skarby. Wiem, e
macie na pokadzie co wyjtkowego... pewien posg z koci soniowej. Jeli si nie

myl, to ma ze dwanacie metrw wysokoci, tak?


Pot zacz wysycha na karku Hazel, po jej plecach przebieg zimny dreszcz.
Jason zrobi krok do przodu. Mimo wycelowanego w niego pistoletu oczy mia
twarde jak szafiry.
O tym posgu nie bdziemy dyskutowa.
- Masz racj! - zgodzi si Skiron. Musz go mie!
- Gaja ci o nim powiedziaa, tak? zgada Hazel. - Kazaa ci go nam
zrabowa.
Skiron wzruszy ramionami.
- Moe. Ale powiedziaa, e mog go sobie zatrzyma. Trudno odmwi takiej
propozycji! Nie zamierzam ponownie umrze, moi przyjaciele. Zamierzam y
dugo i pawi si w bogactwie!
- Co ci przyjdzie z tego posgu - powiedziaa Hazel skoro Gaja zniszczy cay
wiat?
Lufy obu pistoletw lekko zadray.
- Sucham?
- Gaja ci wykorzystuje. Jeli odbierzesz nam ten posg, nie bdziemy mogli
jej pokona. Zamierza wszystkich miertelnikw i pbogw zetrze z powierzchni
ziemi, ktra zaludni jej giganci i potwory. Gdzie i na co wydasz swoje zoto,
Skironie? Oczywicie zakadajc, e Gaja pozwoli ci y, co wcale nie jest pewne.
Czekaa, a to do niego dotrze. W kocu by rabusiem, wic powinien atwo
uwierzy, e kto chce go wystawi do wiatru.
Milcza przez dobre dziesi sekund. W kocu umiechn si lekko.
- Dobrze! Nie brak mi rozumu. Zatrzymajcie sobie ten posg.
Jason zamruga.
- Moemy odej?
- Jeszcze tylko jedna drobna sprawa. Zawsze domagam si dowodu szacunku do
siebie. Zanim pozwol odej moim ofiarom, dam, aby umyy mi nogi.
Hazel nie wierzya wasnym uszom. Ale Skiron szybko zrzuci swoje dugie
skrzane buty, jeden po drugim. A jego stopy... Czego tak odraajcego jeszcze
nigdy nie widziaa - a widziaa ju mnstwo bardzo odraajcych rzeczy.
Byy gbczaste, pomarszczone i biae jak ciasto na chleb, jakby je przez kilka
stuleci moczono w formalinie. Z kadego nieksztatnego palca wyrastaa kpka
brzowych wosw. Poszczerbione paznokcie byy zielone i te jak skorupa
wia.
Potem uderzy j zapach. Nie wiedziaa, czy w paacu jeji ojca w Podziemiu jest
kafejka dla zombie, ale jeli bya, to musiaa cuchn jak stopy Skirona.
Poruszy tymi obrzydliwymi paluchami.
- No wic, kto chce lewy, a kto prawy?
Twarz. Jasona zbielaa prawie tak jak te stopy.

- No... chyba artujesz.


- Ani mi to w gowie! Umyjcie mi stopy i po sprawie. Wrcicie na d.
Przyrzekam na Styks.
Powiedzia to tak lekko, e w gowie Hazel zadwicza alarm. Stopy. Wrcicie
na d. Skorupa wia.
I nagle sobie wszystko przypomniaa, wszystkie brakujce ogniwa legendy
powrciy na swoje miejsce. Przypomniaa sobie, jak Skiron zabija swoje ofiary.
- Moesz da nam chwil? - zapytaa.
Skiron zmruy oczy.
- Po co?
No wiesz, to powana decyzja. Lewa stopa, prawa stopa. Musimy to
przedyskutowa.
Mogaby przysic, e rabu umiecha si pod swoj mask.
- Oczywicie - powiedzia. - Poznajcie moj wspaniaomylno. Daj wam dwie
minuty.
Wygrzebaa si ze stosu skarbw. Odprowadzia Jasona z pitnacie metrw
dalej, tak daleko, jak si odwaya, skd, jak miaa nadziej, Skiron nie mg ej
dosysze.
- Skiron spycha swoje ofiary z urwiska - wyszeptaa.
Jason zmarszczy brwi.
- Co?
Kiedy klkaj, eby umy mu stopy. Tak je zabija. Kiedy trudno im utrzyma
rwnowag, kiedy s otumanione smrodem jego stp, skopuje je za krawd klifu. I
wpadaj prosto w paszcz jego wielkiego wia.
Jason potrzebowa chwili, eby to przekn. Zerkn w d, gdzie masywna
skorupa wia poyskiwaa tu pod po wierzchni wody.
- Wic musimy walczy.
Jest za szybki. Zabije nas.
- No to bd gotw lata. Kiedy mnie zepchnie, sfrun do poowy klifu. A
kiedy zepchnie ciebie, zapi ci w powietrzu.
Hazel pokrcia gow.
-Jeli kopnie ci szybko i mocno, bdziesz zbyt oszoomiony, eby lata. A
nawet gdyby zdoa si skupi, Skiron ma oko snajpera. Jak zawiniesz w
powietrzu, atwo ci ustrzeli.
- No to... -Jason zacisn palce na rkojeci miecza mam nadziej, e masz jaki
lepszy plan.
Niedaleko od nich z krzakw wyskoczya asica Gale. Zgrzytna zbami i
spojrzaa na Hazel, jakby chciaa powiedzie: No i co? Masz?".
Haze staraa si uspokoi, eby wok niej nie wyskoczyo z ziemi wicej zota.
Przypomniaa sobie sen, w ktrym gos Plutona, jej ojca, powiedzia: ,,Umarli widz

to, w co wierz, e zobacz. Tak samo jest z ywymi. To cay sekret.


Zrozumiaa, co ma zrobi. Ten pomys budzi w niej obrzydzenie wiksze ni ta
mierdzca asica, wiksze ni stopy Skirona.
- Niestety, mam - powiedziaa. - Musimy pozwoli mu zwyciy.
- Co?!
Powiedziaa mu, jaki ma plan.

XXVIII
HAZEL
- Nareszcie! zawoa Skiron. - Trwao to o wiele duej ni dwie minuty!
- Wybacz - powiedzia Jason. To bya trudna decyzja... ktr stop wybra.
Hazel sprbowaa spojrze na t scen oczami Skirona - czego pragn, czego si
spodziewa.
Wanie to byo kluczem do zapanowania nad Mg. Nie moga kogo zmusi, by
zobaczy wiat jej oczami. Nie potrafia sprawi, by rzeczywisto widziana oczami
Skirona wydaa si mniej wiarygodna. Ale jeli pokae mu to, co pragn zobaczy...
no, w kocu bya dzieckiem Plutona. Spdzia dugie lata ze zmarymi, wysuchujc
ich zawodze, jak tskni za swoim dawnym yciem, ktre ju ledwo pamitali, po
ktrym wspomnienie znieksztacia nostalgia.
Umarli widzieli to, co chcieli zobaczy. Tak samo jest z ywymi.
Pluton by bogiem Podziemia, bogiem bogactwa. Moe te dwie sfery wpyww
s ze sob bardziej poczone, ni jej si do tej pory wydawao? Midzy tsknot a
chciwoci nie ma zbyt duej rnicy.
Skoro potrafi wzywa zoi o i diamenty. to moe by sprbowa wezwa inny
rodzaj skarbu - wizj wiata, jak kto pragnie zobaczy?
Oczywicie moga si myli, co by oznaczao, e ona i Jason stan si pokarmem
dla wia.
Przyoya rk do piersi, tam, gdzie w kieszeni kurtki spoczywao magiczne
drewienko Franka. Wydao jej si cisze ni zwykle. Ju nie chronia tylko jego
ycia. Teraz w jej rkach spoczywao ycie caej zaogi.
Jason unis obie rce i podszed do Skirona.
- Ja pierwszy to zrobi, Skironie. Umyj ci lew stop.
- Znakomity wybr! - Skiron pogmera swoimi wochatymi trupiobladymi
paluchami. - Chyba t stop w co wdepnem. Czuem w bucie co rozmikego.
Ale jestem pewny, e dobrze mi j wymyjesz.
Jasonowi poczerwieniay uszy. Po napiciu mini na jego karku Hazel poznaa,
e kusi go by skoczy t maskarad i zaatakowa zada jeden szybki cios mieczem

z cesarskiego zota. Ale wiedziaa, ze Skiron jest szybszy.


- Skironie powiedziaa - masz troch wody? I mydo? Bo jak mamy umy ci...?
- Ju si robi!
Obrci swoim lewym pistoletem, ktry nagle zamieni si w spryskiwacz ze
cierk. Rzuci go Jasonowi.
Jason zerkn na nalepk.
- Chcesz, ebym ci umy nogi pynem do mycia szyb?
- Ale skd! Skiron zmarszczy brwi. -Tam jest napisane, e ten pyn suy do
mycia rnych powierzchni, a moje stopy z ca pewnoci zaliczaj si do tej
kategorii. I jest antybakteryjny. Tego mi wanie potrzeba. Wierz mi, woda nie
daaby rady tym robaczkom.
Poruszy palcami u ng, a buchno odorem z kafejki zombie.
Jason zakrztusi si.
- Och, bogowie, nie...
Skiron wzruszy ramionami.
- Moesz zawsze wybra to, co trzymam w drugiej rce. - I pomacha
pistoletem skakowym.
- On to zrobi - powiedziaa Hazel.
Jason spojrza na ni ze zoci, ale Hazel wygraa ten pojedynek na spojrzenia.
- No dobra - mrukn.
- wietnie! Teraz... Skiron podskoczy do najbliszego kawaka wapienia
wielkoci stoka. Postawi na nim nog. stojc twarz do krawdzi urwiska, wic
wyglda jak jaki odkrywca, ktry oznajmia, e zdoby now ziemi. Popatrz sobie
na horyzont, kiedy ty bdziesz skroba mi haluksy. Tak bdzie o wiele przyjemniej.
- Na pewno - mrukn Jason.
Uklk przed bandyt na samym skraju klifu. Wystarczy jedno kopnicie i
spadnie w przepa.
Hazel skupia si. Wyobrazia sobie, e jest Skironem, panem bandytw.
Patrzya z gry na tego aosnego zotowosego dzieciaka, ktry nie by adnym
zagroeniem, tylko jeszcze jednym pokonanym pbogiem majcym pa jego
ofiar.
W wyobrani zobaczya, co si stanie. Wezwaa Mg z gbin ziemi, tak jak to
czynia, wzywajc zoto, srebro czy rubiny.
Jason cisn spryskiwacz. Trysn pyn do mycia. Oczy Jasona zaszy zami.
Otar cierk paluch Skirona i odwrci gow w bok, krztuszc si i dawic. Hazel
nie moga na to patrzy. Kiedy Skiron z caej siy kopn go w piersi, prawie tego nie
zauwaya.
Jason rozoy obie rce i z krzykiem przewali si przez krawd urwiska. Kiedy
byl tu nad wod, w unis si i pokn go byskawicznie, a potem opad z
powrotem pod wod.
Na Argo II rozbrzmiay dzwonki alarmowe. Ich przyjaciele rozbiegli si po

pokadzie, adujc katapulty. Hazel usyszaa aosny krzyk Piper.


Ledwo udao jej si ponownie skupi. Zmusia swj umys do rozszczepienia si
na dwie czci - jedna bya intensywnie skupiona na jej zadaniu, druga na tym, co
chcia zobaczy Skiron.
Krzykna z oburzenia.
- Co ty zrobi ?!.
- Och, moja droga... odrzek ze smutkiem, ale odniosa wraenie, e umiecha
si pod bandan. - To by wypadek, zapewniam ci.
- Teraz moi przyjaciele ci zabij!
- Niech prbuj. Ale tymczasem zajmij si moj drug stop! Uwierz mi moja
kochana, mj w ju si nasyci. Nie ma ochoty na ciebie. Nic ci si nie stanie,
chyba e odmwisz.
Wycelowa pistolet w jej gow.
Zawahaa si. pozwalajc mu dostrzec swj bl. Nie moga zgodzi si zbyt
atwo, bo nie uznaby jej za pokonan.
- Nie kopnij mnie - jkna, powstrzymujc szloch.
Oczy mu zamigotay. To byo dokadnie to, czego si spodziewa. Zama j, bya
cakowicie bezbronna. Skiron, syn Posejdona, znowu zwyciy.
Hazel wprost nie moga uwierzy, e ten zbir ma tego samego ojca co Percy
Jackson, ale przypomniaa sobie, e Posejdon ma zmienn osobowo, jak morze.
Pewnie znalazo to odbicie w jego dzieciach. Percy jest dzieckiem tej lepszej natury
Posejdona -boga potnego, ale agodnego i chtnego do pomocy, jak morze, ktre
niesie okrty bezpiecznie do odlegych krajw. Skiron jest dzieckiem tej drugiej
strony Posejdona morza, ktre tucze bezlitonie w wybrzee, pki go nie zniszczy,
morza, ktre zmywa z brzegu niewinne ofiary, aby je pochon, morze, ktre
rozbija okrty i topi cae zaogi.
Chwycia spryskiwacz ktry wylecia Jasonowi z rki.
- Skironie powiedziaa - twoje stopy s najmniej odraajcymi czciami
twojego ciaa.
Jego zielone oczy stwardniay.
- Myj.
Uklka, starajc si ignorowa smrd. Przesuna si w bok, zmuszajc Skirona
do zmiany pozycji, ale wyobraaa sobie, e morze wci jest za jej plecami. Miaa
t wizj w gowie, przesuwajc si ponownie w bok.
- Bierz si do mycia! - warkn Skiron.
Z trudem powstrzymaa umiech. Udao si jej obrci Skirona o sto
osiemdziesit stopni, a on wci widzia przed sob morze, a nie pofalowany
krajobraz za plecami.
Zacza mu my stop.
Nieraz ju podejmowaa si brudnej roboty. Czycia stajni jednorocw w

Obozie Jupiter. Wypeniaa i kopaa latryny dla legionu.


To nic takiego" powiedziaa sobie w duchu. Tylko e kiedy patrzya na paluchy
Skirona, z trudem powstrzymywaa wymioty.
Kiedy j kopn, poleciaa do tyu, ale niezbyt daleko. Wyldowaa na siedzeniu
w trawie.
Skiron wytrzeszczy na ni oczy.
-Ale...
Nagle wiat drgn mu przed oczami. Iluzja cakowicie go oszoomia. Morze
byo za jego plecami. Przed chwil zepchn t dziewczyn z krawdzi urwiska.
Opuci pistolet.
- Jak...?
- Stj i oddaj powiedziaa Hazel.
Jason opad z nieba, tu nad jej gow, i caym ciaem uderzy w bandyt, ktry
run w przepa.
Spadajc, Skiron krzycza i strzela z pistoletu, ale tym razem nie trafia do celu.
Hazel wstaa. Spojrzaa za krawd klifu i zdya zobaczy, jak eb wia
wystrzeli z wody, a rozwarta paszcza pochona Skirona w powietrzu.
Jason wyszczerzy zby.
- Hazel, to byo niesamowite. Naprawd... Hazel? Hej, Hazel!
Osuna si na kolana. Nagle poczua, e opada z si i wiat wiruje jej w oczach.
Syszaa dobiegajce z oddali gosy przyjaci wiwatujcych na pokadzie Argo
II". Jason sta nad ni, ale porusza si w zwolnionym tempie, zarys jego postaci by
rozmazany, glos przytumiony.
Po skaach i trawie rozpeza si szron. Stos klejnotw i zota zapad si z
powrotem pod ziemi. Wok niej kbia si Mga.
Co ja zrobiam?" - pomylaa w panice. - Co poszo nie tak".
- Nie, Hazel powiedzia gboki glos tu za ni. - Dobrze si spisaa.
Wstrzymaa oddech. Tylko raz syszaa przedtem ten gos, ale setki razy
rozbrzmiewa w jej gowie.
Odwrcia si i stwierdzia, e patrzy na swojego ojca.
Ubrany by po rzymsku. Mia krtkie czarne wosy i wygoon blad, kanciast
twarz. Jego tunika i toga byy z czarnej weny ozdobionej zotym haftem. W tkaninie
faloway twarze udrczonych dusz. Skraj togi obramowany by purpur - oznak
senatora lub pretora - ale wygldaa jak struga krwi. Na palcu mia piercie z
wielkim opalem, jak grud polerowanej zamarznitej Mgy.
To jego piercie lubny" - pomylaa Hazel. Ale on przecie nigdy nie polubi
jej matki. Bogowie nie polubiaj miertelnikw. Ten piercie musia
symbolizowa jego maestwo z Persefon.
Ta myl tak j rozzocia, e otrzsna si z oszoomienia i wstaa.
- Czego chcesz? - zapytaa.
Miaa nadziej, e zrani go tonem swojego gosu - e ugodzi go bolenie,

odpacajc mu si za to wszystko, co przez niego wycierpiala. Ale wok jego ust


bka si lekki umiech.
Moja crko powiedzia. Jestem pod wraeniem. Wyrosa na siln dziewczyn.
Chciaa odpowiedzie: Ale nie dziki tobie". Niechciaa, by jego komplement
sprawi jej przyjemno, ale zapieko j pod powiekami..
Mylaam, e wy, gwni bogowie, jestecie pozbawieni uczu. Wasze greckie i
rzymskie osobowoci wci ze sob walcz.
- Masz racj - odrzek Pluton. - Ale wezwaa mnie z tak moc, e pozwolia
mi si pojawi... choby tylko na chwil.
- Nie wzywaam ci.
Ale gdy tylko to powiedziaa, poczua, e to nieprawda. Po raz pierwszy w peni
wiadomie uznaa swoje pochodzenie. Staraa si pozna moce swojego ojca i
wykorzysta je do swoich celw.
Kiedy przyjdziesz do mojego domu w Epirze, musisz by gotowa. Umarli nie
powitaj ci z radoci. A czarownica Pazyfae...
- Pacyfa? - zapytaa, zanim zrozumiaa, e to musi by kobiece imi.
- Jej nie wyprowadzisz w pole tak atwo jak Skirona. - Oczy Plutona byszczay
jak skala wulkaniczna. Przesza pomylnie pierwsz prb, ale Pazyfae zamierza
odbudowa swoje krlestwo, a to zagraa wszystkim pbogom. Jeli nie
powstrzymacie jej w Domu Hadesa...
Jego posta zamigotaa. Przez chwil mia brod, mia na sobie greckie szaty, na
gowie zoty wieniec laurowy. Wok jego stp z ziemi wyrosy rce szkieletw.
Zgrzytn zbami i zmarszczy czoo.
Powrci do swojej rzymskiej postaci. Rce szkieletw zapady si z powrotem
pod ziemi.
- Nie mamy wiele czasu. - Wyglda jak czowiek, ktry dopiero co mia atak
jakiej cikiej choroby. Wiedz, e Wrota mierci s na najniszym poziomie
Nekromantejonu. Musisz sprawi, by Pazyfae zobaczya to, co chce zobaczy. Masz
racj. W tym tkwi tajemnica wszelkiej magii. Ale w jej labiryncie nie bdzie to
atwe.
- W jakim labiryncie?
Zobaczysz.. I... Hazel Levesque... pewnie mi nie uwierzysz, ale naprawd jestem
z ciebie dumny. Czasami... Czasami jedynym sposobem, by troszczy si o moje
dzieci, jest trzymanie si od nich z daleka.
Ledwo si powstrzymaa od rzucenia mu w twarz obiegi. Jeszcze jeden boski
tatu wymigujcy si od obowizkw wobec swo ich dzieci. Ale serce zabio jej
mocniej, gdy powtrzya w mylach jego sowa: Jestem z ciebie dumny".
Id to swoich przyjaci - powiedzia Pluton. Bd si niepokoi. W podry do
Epiru czyha na was jeszcze niejedno zagroenie.
- Zaczekaj.

Unis brwi.
- Kiedy spotkaam Tanatosa... no wiesz... mier... powiedzia mi, e nie
jestem na twojej licie ciganych duchw. Powiedzia, e moe dlatego trzymasz si
ode mnie z daleka. Bo gdyby mnie uzna, musiaby zabra mnie z powrotem do
Podziemia.
Pluton milcza przez chwil.
- Ale co chcesz wiedzie?
- Jeste tutaj. Dlaczego nie zabierzesz mnie do Podziemia? Do wiata
umarych?
Posta boga zacza zanika. Umiechn! si, ale Hazel nie potrafia powiedzie,
czy jest smutny, czy zadowolony.
- Moe to nie jest to, co chciabym zobaczy, Hazel. Moe mnie tu w ogle nie
byo.

XXIX
PERCY
Percy poczu ulg, kiedy otoczyy ich dne krwi demony.
Oczywicie, by przeraony. Miay miadc przewag. Ale przynajmniej
wiedzia, co to jest walka. Wdrowanie w ciemnociach, wyczekiwanie na atak - to
doprowadzao go do szalu.
Zreszt wiele razy walczy ju rami w rami z Annabelh, a teraz mieli po swojej
stronie tytana.
- Zjedaj. - Zamachn si Orkanem na najblisz pomarszczon wiedm, ale
ona tylko rozemiaa si drwico.
- Jestemy arai - powiedzia ten dziwny gos unoszcy si wok nich, jakby
przemawia cay las. - Nie moecie nas zniszczy.
Annabelh przycisna si do jego ramienia.
- Nie dotykaj ich - ostrzega go. - To duchy kltw.
- Bob nie lubi kltw - owiadczy tytan.
May Bob schowa si pod jego kombinezonem. Sprytny kotek.
Tytan zatoczy koo swoj miot, zmuszajc demony do cofnicia si, ale po
chwili znowu ruszyy ku nim jak mroczna fala.
- Suymy zgorzkniaym i pokonanym - powiedziay arai. - Suymy polegym,
ktrzy wraz z ostatnim tchem modl si o zemst. Mamy da was wiele kltw.
Ognista woda w odku Percy'ego zacza mu pezn do garda. Szkoda, e
Tartar nie oferuje jakich lepszych napojw orzewiajcych... Przydaoby si cho
drzewo z owocami zobojtniajcymi kwas.
- Doceniani wasz uprzejmo - powiedzia ale mama mnie uczya, bym nie
przyjmowa kltw od obcych.
Najbliszy demon rzuci si na niego. Jego szpony wysuny si jak kociane
noe sprynowe. Percy przeci go na p, ale gdy tylko rozwia si w py, poczu
straszliwy bl po bokach klatki piersiowej. Zachwia si do tyu, chwytajc za ebra.
Kiedy cofn palce, zobaczy, e s wilgotne i czerwone.
- Percy, ty krwawisz! - zawoaa Annabeth, jakby to nie byo ju dla niego
oczywiste. - Och, bogowie, z obu bokw.
I tak byo. Lewy i prawy skraj jego poszarpanej koszulki kleiy si od krwi, jakby
przebi go na wylot oszczep.
Albo strzaa...
O mao co nie powaliy go mdoci, Zemsta. Kltwa pokonanych.
Nagle sobie przypomnia, jak przed dwoma laty w Teksasie walczy z
potwornym ranczerem, ktrego mona byo zabi tylko wtedy, gdy jednoczenie

przecio si kade z jego trzech cia.


- Gerion powiedzia. - Wanie tak go zabiem.
Demony obnayy ky. Coraz wicej arai zeskakiwao z czarnych drzew, opocc
boniastymi skrzydami.
- Tak - zgodziy si. Poczuj bl, jaki zadae Gerionowi. Tyle kltw na
ciebie spado, Percy Jacksonie. Ktra ci umierci? Wybieraj albo rozerwiemy ci
na strzpy!
A jednak utrzyma si na nogach. Krew przestaa ciec, ale wci czu si tak,
jakby midzy ebrami tkwi mu rozgrzany do czerwonoci metalowy prt. Rami
dzierce miecz byo cikie i sabe.
- Nie rozumiem - mrukn.
Glos Boba dociera do niego jakby poprzez dugi tunel:
- Jak zabijasz potwora, rzuca na ciebie kltw.
- Ale jeli ich nie zabijemy... - powiedziaa Annabeth.
- To one zabij nas - dokoczy Percy.
- Wybieraj! - zawoay arai. - Chcesz zosta zmiadony jak Kampe? A moe
chcesz rozsypa si w py jak te mode telchiny, ktre wymordmoae pod Gr
witej Heleny? Rozsiae wok siebie wiele mierci i cierpienia, Percy Jacksonie.
Teraz ci za to zapacimy!
Skrzydlate wiedmy zbliay si, zionc kwanym oddechem, w ich oczach
pona nienawi. Wyglday jak Furie, ale Percy uzna, e byy od n ich jeszcze
gorsze. Trzy Furie byy przynajmniej posuszne Hadesowi. Te demony byy dzikie i
wci si mnoyy.
Jeli naprawd byy wcieleniami kltw rzucanych w chwili mierci przez
kadego wroga, ktrego zabi no, to znalaz si w powanych tarapatach. Stawi
ju czoo wielu wrogom.
Jeden z demonw rzuci si na Annabeth, ktra instynktownie si uchylia i
natychmiast ugodzia go w gow kamieniem, zamieniajc w pyl.
Nie miaa wyboru. Percy zrobiby to samo. Ale nagle wypucia kamie z rki i
krzykna.
- Nie widz!
Dotkna swojej twarzy, rozgldajc si nieprzytomnie wok siebie. W jej
oczach wida byo same biaka.
Percy podbieg do niej, arai zarechotay.
Polifem przekl ci kiedy w Morzu Potworw wmwia mu, e jeste
niewidzialna. Nazwaa si Nikim. Nie mg ci zobaczy- Teraz ty nie zobaczysz,
tych, ktrzy ci zaatakuj.
- Jestem przy tobie - powiedzia Percy.
Obj j ramieniem, ale gdy arai znowu zaczy si zblia, uwiadomi sobie, e
trudno mu bdzie broni i siebie, i j.
Z tuzin demonw skoczy na nich ze wszystkich stron, gdy rozleg si gos Boba:

MAAACH!
Jego miota wisna tu nad gow Percy ego. Cala linia natarcia arai zwalia si
do tylu jak trafione kul krgle.
Ale natychmiast natary na nich inne demony. Bob zdzieli jednego w gow,
przebi ostrzem dzidy drugiego. Reszta cofna si.
Percy wstrzyma oddech, spodziewajc si, e tytan zaraz padnie, powalony
jak straszliw kltw, ale Bob trzyma si dzielnie - wielki srebrny ochroniarz,
trzymajcy mier na uwizi za pomoc najstraszniejszego na wiecie przyrzdu do
zamiatania.
- Bob, nic ci nie jest? - zapyta. - Nie dotkna ci adna kltwa?
- Nie ma kltw na Boba!
Arai okryy ich, powarkujc i wpatrujc si w miot.
- Tytan ju jest przeklty. Po co mamy go dalej drczy? Ty. Percy Jacksonie,
pozbawie go pamici.
W miotle Boba schowao si ostrze dzidy.
- Bob, nie suchaj ich powiedziaa Annabeth. - One s ze.
Czas spowolni. Percy pomyla, e moe gdzie w pobliu czai si w ciemnoci
duch Kronosa, napawajc si tym momentem, pragnc, by trwa wiecznie. Czu si
zupenie tak jak wtedy, gdy jako dwunastoletni chopak walczy z Aresem na play
w Los Angeles, kiedy pad na niego cie pana tytanw.
Bob odwrci si do nich. Jego potargane biae wosy wyglday jak wietlista
aureola.
- Moja pami... To bye ty?
- Przeklnij go, tytanie! nawoyway arai, a ich czerwone oczy pony. - Docz,
do nas!
W Percym zamaro serce.
- Bob, to duga historia. Nie chciaem, by sta si moim wrogiem.
Prbowaem si z tob zaprzyjani.
- Kradnc ci ycie. Pozostawiajc ci w paacu Hadesa, by zamiata tam
podogi!
Annabeth cisna Percyego za rk.
- W ktr stron? - szepna. - Jeli bdziemy musieli ucieka?
Zrozumia. Gdyby Bob przesta ich ochrania, ich jedyn szans bya ucieczka tylko e trudno to nazwa szans.
- Boh, posuchaj - sprbowa znowu - arai chc ci rozzoci. Spodziy je ze
myli. Nie dawaj im tego, czego chc. To my jestemy twoimi przyjacimi.
Gdy tylko to powiedzia, poczu si kamc. Zostawi Boba w Podziemiu i odtd
nawet o nim nie pomyla. Co czynio ich przyjacimi? To, e Percy go teraz
potrzebowa? Zawsze si zyma, gdy bogowie wykorzystywali go do swoich celw.
Teraz prbowa tak samo potraktowa Boba.

- Widzisz, jego twarz? - warkny arai. - Ten chopak nie potrafi przekona
nawet samego siebie. Odwiedzi ci po tym, jak odebra ci pami?
- Nie - mrukn Bob. Jego dolna warga draa. - Ten inny mnie odwiedzi.
Myli Percy ego byy stanowczo zbyt wolne.
- Ten inny?
- Nico. Bob patrzy na niego ponuro, jego oczy byy pene blu. Nico
odwiedzi. Powiedzia mi o Percy m. e Percy jest dobry. Ze jest przyjacielem.
Dlatego Bob pomg.
-Ale...
Glos Percy'ego zaama si, jakby go kto ugodzi kling z cesarskiego spiu.
Jeszcze nigdy nie poczu si tak pode - bez honoru, niegodny czyjej przyjani.
Arai ruszyy do ataku i tym razem Bob ich nie powstrzyma.

XXX
PERCY
W lewo!
Percy pocign Annabeth, wyrbujc mieczem drog przez tum arai. Pewnie
cign na siebie z tuzin kltw, ale na razie nic nie poczu, wic bieg dalej.
Po kadym kroku ostry bl przeszywa mu klatk piersiow. Kluczy midzy
drzewami, zmuszajc Annabeth do penego biegu mimo jej lepoty.
Zda sobie spraw, jak bardzo mu ufa. Nie mg jej przecie zostawi, ale czy
zdoa j ocali? A jeli ona utraci wzrok ju na zawsze...? Nie. Zdusi w sobie fal
paniki. Pniej co wymyli, eby uzdrowi Annabeth. Najpierw musz stad uciec.
Boniaste skrzyda opotay nad nimi. Wciekle porykiwania i zgrzyt
uzbrojonych w szpony stp mwiy mu, e demony siedz im na karku.
Kiedy przebiegali koo jednego z czarnych drzew, ci na odlew mieczem w pie.
Usysza, jak drzewo si wali, a potem dobieg go miy uchu chrzst gdy zmiadyo
kilkanacie arai.
Jeli drzewo zmiady demona, to czy spadnie na nie kltwa?
ci jeszcze jeden pie, potem drugi. Zyskali kilka sekund, nie wicej.
Nagle ciemno przed nimi zgstniaa. W ostatniej chwili Percy zrozumia, co to
znaczy. Pocign Annabeth w prawo, inaczej oboje spadliby z urwiska.
Co?! krzykna. - Co to jest?
- Klif - wydysza. - Wielki klif.
- W ktr stron teraz?
Nie widzia, jak wysokie jest to urwisko. Moe ma dziesi metrw, a moe
kilkaset. I nie wiadomo, co jest na jego dnie. Mogli skoczy, liczc na szczcie, ale
wtpi w istnienie szczcia'' w Tartarze.
Pozostaway dwie opcje: w lewo lub w prawo, wzdu, krawdzi klifu.
Ju mia zda si na przypadkowy wybr, gdy tu przed nim pojawi si
skrzydlaty demon.
- Miy by spacerek? zapyta zbiorowy gos, toczc si echem wok nich.
Percy odwrci si. Ara i wyroiy si spomidzy drzew, otaczajc ich pkolem.
Jeden demon zapa Annabeth za rk. Krzykna, przerzucia go sobie przez rami
chwytem dudo, pada mu na piersi i wkadajc w to cay ciar ciaa, zadaa
okciem cios, z ktrego byby dumny niejeden zawodowy zapanik.
Demon rozsypa si w py, ale kiedy Annabeth wstaa, rozejraa si
nieprzytomnie, nadal nic nie widzc. Grymas strachu wykrzywi jej twarz.
Percy?! - zawoaa w panice.
- Jestem przy tobie.

Chcia pooy rk na jej ramieniu, ale do natrafia na pustk. Sprbowa


ponownie i stwierdzi, e Annabeth stoi o wiele dalej. Jakby prbowa zapa co w
zbiorniku wody, gdy wiato przesuwa obraz.
- Percy! Dlaczego mnie 'zosawie?
- Nie zostawiem ci! - Odwrci si do arai, ramiona dygotay mu z wciekoci.
- Co jej zrobiycie?!
- Nic nie zrobiymy - odpowiedziay demony. - Twoja ukochana wyzwolia
specjaln kltw, wypowiedzian w goryczy przez kogo, kogo kiedy porzucie.
Ukarae niewinn dusz, zostawiajc j sam. Teraz spenio si jej zowrogie
yczenie: Annabeth odczuwa jej rozpacz. Ona te zginie samotna i porzucana.
- Percy?
Rozoya ramiona, prbujc go odnale. Arai cofny si. pozwaajc jej
przej przez ich szeregi.
- Kogo porzuciem? zapyta Percy. - Ja nigdy...
Nagle przewrcio mu si w odku. W jego gowie zadwiczay sowa:
Niewinna dusza. Samotna i porzucona Przypomnia sobie pewn wysp, jaskini
owietlon agodnym blaskiem krysztaw, zastawiony st na play, obsugiwany
przez duchy powietrza.
- Ona by tego nie zrobia - wymamrota. - Nie rzuciaby na mnie kltwy.
Oczy demonw zleway si razem, jak ich gosy. Boki Percyego przeszywa bl,
jakby kto powoli obraca w nich sztyletami.
Annabeth bkaa si pomidzy demonami, wykrzykujc jego imi. Chcia do
niej pobiec, ale wiedzia, e arai na to nie pozwol. Nie zabijay jej tylko dlatego, e
syciy si jej rozpacz.
Zacisn zby. Nie dba ju o to, ile kltw cignie. Teraz musi zwrci na siebie
uwag tych skrzasiych starych wiedm i chroni Annabeth tak dugo, jak si da.
Rykn z wciekoci i rzuci si na demony.

XXXI
PERCY
Przez jedn fascynujc minut Percy czu uniesienie zwycizcy. Siek Orkanem
arai, jakby byy z cukru pudru. Jedna z nich. uciekajc w panice, wpada twarz na
drzewo. Inna zaskrzeczaa i prbowaa odlecie, ale Percy odci jej skrzyda i
demon spad lotem spiralnym w przepa.
Za kadym razem, gdy jaki demon rozsypywa si w py, Percy ego ogarnia
coraz wikszy strach, bo spadaa na niego kolejna kltwa. Jedne byy cizkie i
bolesne: wywoyway osrre ukucie w brzuchu, palcy bl przenikajcy cae ciao,

jakby go kto przypieka lutownic. Inne byy subtelniejsze: powodoway mrocy


krew dreszcz, niekontrolowany tik w prawym oku.
Kto moe ci przekl w chwili mierci, mwic: Obyci drgao prawe oko!?
Percy zabi ju w yciu mnstwo potworw, ale nigdy nie pomyla o tym z ich
punktu widzenia. Teraz zwali si na niego cay ich bl, gniew i gorycz, odbierajc
siy.
Demonw wci byy cae chmary. Kiedy zabija jednego, pojawiao si sze
nowych.
Rka, w ktrej trzyma miecz, saba. Bolao go cae ciao, w oczach mu si
mio. Wci bezskutecznie prbowa dotrze do Annabeth, bdzcej pord
demonw i woajcej jego imi.
Kiedy rzuci si ku niej po raz kolejny, jeden z demonw skoczy na niego i
zatopi mu zby w udzie. Percy rykn. Ci mieczem demona, zamieniajc go w py,
ale natychmiast sam osun si na kolana.
W gardle zapieko go jeszcze bardziej ni po przekniciu ognistej wody z
Flegetonu. Zgi si wp, cay dygocc, miotany odruchami wymiotnymi, jakby
tuzin ognistych ww przepycha mu si przeykiem do odka.
Wybrae kltw Fineasza...- powiedzia gos. - Wspaniale bolesn mierc.
Chcia co powiedzie. Jzyk mia tak spieczony, jakby go przypiekano w
kuchence mikrofalowej. Przypomnia sobie starego lepego krla, ktry z kos
spalinow w rku ciga harpie przez Portland. Percy wyzwa go na pojedynek;
przegrywajcy musia wypi fiolk krwi gorgony. Nie pamita, czy stary lepiec w
chwili mierci wypowiedzia jakie przeklestwo, ale gdy rozsypa si w py i
powrci do Podziemia, chyba nie yczy Percyemu dugiego i szczliwego ycia.
Gaja go wtedy ostrzega: Nie ku losu. Obiecuj ci, e kiedy nadejdzie twoja
mier, bdzie o wiele bardziej bolesna".
Teraz umiera w Tartarze, spalany od wewntrz krwi gorgony i udrczony
wieloma innymi miertelnymi kltwami, a jego dziewczyna bkaa si wrd
zowrogich demonw bezradna, lepa i przekonana, e j porzuci. Zacisn palce na
rkojeci miecza. Knykcie zaczy mu parowa. Biay dym buchn z przedramion.
Nie umr w ten sposb" - przyrzek sobie w duchu.
I nie tylko dlatego, e byaby to bolesna i poniajca mier, ale przede
wszystkim dlatego, e Annabeth go potrzebowaa. Gdyby umar, demony
natychmiast zwrciyby uwag na ni. Nie moe jej porzuci.
Arai otoczyy go ze wszystkich stron, posykujc i kpic.
- Najpierw rozpknie mu si gowa - powiedzia gos.
- Nie - odrzek ten sam gos, ale z innej strony. Cay si spali.
Demony zakaday si o to, jak umrze... jaki lad pozostawi po sobie na ziemi.
- Bob - wychrypia. - Potrzebuj ci.
Beznadziejne bagalne wezwanie. Sam ledwo si sysza. I niby dlaczego Bob
miaby przyj mu z pomoc po raz wtry? Zna ju prawd. Percy nie by jego

przyjacielem.
Po raz ostatni podnis oczy. Otoczenie zamigotao. Niebo zawrzao, grunt
zacz si uszczy.
Zda sobie spraw, e to, co widzi w Turtarze, jest tylko rozmyt wersj
prawdziwej grozy Tartaru - tylko tym, co mg znie jego mzg pboga. Najgorsze
byo ukryte, w ten sam sposb, w jaki Mga ukrywa potwory przed oczami
miertelnikw. Teraz, kiedy umiera, zacz dostrzegac prawd.
To powictrze byo oddechem Tartara. Wszystkie potwory byy krwinkami
krcymi w jego ciele. Wszystko, co Percy tu zobaczy, byo snem mrocznego boga
otchani.
Pewnie w ten wanie sposb ujrza Tartar Nico i to prawie doprowadzio go do
szalestwa. Nico... Jeden z wielu, ktrych Percy nie najlepiej traktowa. On i
Annabeth zdoali dotrze a tak daleko tylko dlatego, e Nico di Angelo zachowa
si jak prawdziwy przyjaciel Boba.
- Widzisz ju cale okropiestwo otchani? - rozleg si uspokajajcy gos arai. Poddaj si. Percy Jacksonie. Nie lepi umrze, ni doznawa takich mk ?
- Przepraszam mrukn Percy.
- On przeprasza! zawoay z uciech arai. - auje swojego przregranego
ycia, swoich zbrodni przeciw dzieciom Tartara!
- Nie. Przepraszam, Bob. Nie byem z tob uczciwy. Bagam... przebacz mi.
Chro Annabeth.
Nie oczekiwa , e Bob go usyszy, ale czu, e powinien oczyci swoje
sumienie. Nie mg wini nikogo za to, e wpad w takie tarapaty. Nie bogw. Nie
Boba. Nawet nie Kalipso, ktr pozostawi sam na tej wyspie. Moe zgorzkniaa z
alu po nim i w rozpaczy przekla jego dziewczyn. A jednak... nie powinien
Kalipso tak porzuca, powinien si najpierw upewni, e bogowie pozwol jej
powrci z wygnania na Ogygii, tak jak obiecali. Potraktowa j nie lepiej ni Boba.
I o niej te nawet nie pomyla, cho jej kwiat nocy wci kwitnie w oknie jego
matki.
Ostatnim wysikiem woli dwign si na nogi. Z jego ciaa buchaa para. Nogi
mu dygotay. Wntrznoci wrzay jak lawa w wulkanie.
Umrze, walczc. Unis Orkana.
Ale zanim zdy zada pierwszy cios, wszystkie arai przed nim rozsypay si w
py.

XXXII
PERCY

Bob naprawd wiedzia, jak posugiwa si miot.


Kosi ni demony jednego po drugim. May Bob siedzia na jego ramieniu, z
grzbietem wygitym w luk, syczc gniewnie.
Pozby si arai w kilkanacie sekund. Wikszo wyparowaa. Mdrzejsze
odleciay w ciemno, wrzeszczc ze strachu.
Percy chcia mu podzikowa, ale nie mg wydoby z siebie gosu. Nogi mu
zwiotczay. W uszach dzwonio. Przez czerwon powiat blu zobaczy Annabeth,
zmierzajc prosto ku krawdzi klifu.
- Uch! - wydysza.
Bob spojrza w tamt stron. Podskoczy do niej i zgarn j sprzed samej
krawdzi. Krzyczaa i wierzgaa, tuka go piciami w brzuch, ale tytan nie zwraca
na to uwagi. Przynis j do Percy ego i agodnie zoy na ziemi.
Dotkn jej czoa.
- Kuku.
Uspokoia si. Odzyskaa wzrok.
- Gdzie...? Co...?
Zobaczya Percy ego i przez jej twarz przemkna seria emocji ulgi, radoci,
szoku, przeraenia.
- Co mu jest?! - zawoaa. - Co si stao?
Przytulia go i zakaa w jego wosy.
Percy chcia jej powiedzie, e nic mu nie jest, ale nie mg. W ogle nie czu
ju ciaa. Jego wiadomo bya jak wypeniony helem balonik, luno przyczepiony
do szczytu czaszki. Nie miaa wagi, nie miaa siy. Pczniaa, robia si coraz
lejsza. Wiedzia, e wkrtce albo wybuchnie, albo cakowicie si oderwie i ycie z
niego uleci.
Annabeth uja jego twarz w obie rce. Pocaowaa go i prbowaa otrze mu z
oczu py i pot.
Bob sta nad nimi, miot wpar w ziemi jak drzewce flagi. Trudno byo co
wyczyta z jego twarzy, wietlistej i bladej w ciemnoci.
- Duo kltw - powiedzia. Percy robi ze rzeczy z potworami.
- Moesz go uleczy?- zapytaa bagalnym tonem Annabeth. -Tak jak uleczye
mnie ze lepoty? Och, ulecz Percy ego!
Bob zmarszczy czoo. Poskroba palccm po swojej plakietce, jakby go tam
swdziao.
- Bob... - sprbowaa znowu Annabeth.
- Japet - burkn. - Przed Bobem by Japet.
Powietrze zamaro. Percy czu si cakowicie bezradny i bez silny, ledwo
poczony ze wiatem.
Bob bardziej mi si podoba. Glos Annabeth by zaskakujco spokojny. - A tobie?
Tytan spojrza na ni swoimi czystymi, srebrnymi oczami.
Ju nie wiem.

Kucn przy niej i przyjrza si Percyemu. Twarz tytana bya jaka mizerna,
znkana, jakby nagle poczu ciar swoich wszystkich stuleci.
Przyrzekem - mrukn. - Nico prosi, ebym pomg. Myl, e ani Bob, ani
Japet nie lubiama przyrzecze.
Dotkn czoa Percycgo.
- Kuku mrukn. - Bardzo due kuku.
Percy powrci do swojego ciaa. Dzwonienie w uszach ucicho. W oczach mu
si rozjanio. Wci czul si tak, jakby przekn rozgrzany olej, w kiszkach mu
bulgotao. Wyczuwa, e dziaanie jadu spowolnio, cho nadal go zatruwa.
Ale y.
Chcia spojrze Bobowi w oczy, by wyrazi mu wdziczno. Gowa opada mu
na piersi.
- Boh nie moe go wyleczy - owiadczy tytan. - Za duo trucizny. Za duo
kltw.
Annabeth przytulia Percyego. Chciaa powiedzie:,,Teraz to czuj. Au. Za
mocno".
- Bob, co mona zrobi? - zapytaa. Jest tu gdzie woda? Woda mogaby go
uzdrowi.
- Nie ma wody. Tartar jest zy.
Zauwayem", chcia powiedzie Percy.
Ale tytan przynajmniej sam nazwa si Bobem. Nawet jeli obwinia Percy ego o
odebranie mu pamici, moe pomoc Annabeth.
- Nie upieraa si Annabeth. Musi by jaki sposb. Co, co go uzdrowi.
Bob przyoy rk do piersi Percyego. Przenikno go zimno, jakby na mostku
rozlano mu olejek eukaliptusowy, ale gdy tylko Bolb cofn rk, poczucie ulgi
mino. Znowu zapieko go w pucach.
- Tartar zabija pbogw powiedzia Bob. Uzdrawia potwory, ale wy nimi
nie jestecie. Tartar nie uleczy Percy ego. Otcha was nienawidzi.
- Mam to w nosie odrzeka Annabeth. - Nawet tu musi by jakie miejsce,
gdzie mgby wypocz, jaki lek, ktry mgby zay. Moe tam, przy otarzu
Hermesa, albo...
W oddali zagrzmia gos - gos, ktry Percy, niestety, natychmiast rozpozna.
- CZUJ GO! - rykn gigant. - STRZEZ SI, SYNU POSEJDONA! I D PO
CIEBIE!
- Polybotes - powiedzia Bob. - Nienawidzi Posejdona i jego dzieci. Jest ju
bardzo blisko.
Annbeth z trudem dwigna Percy ego na nogi. zrobia to do brutalnie, bo by
bezwadny jak worek kul bilardowych. Podtrzymywaa cay ciar jego ciaa, ale i
tak ledwo sta na nogach.
- Bob, ja id, z tob lub bez ciebie. Pomoesz mi?

May Bob miaukn i zacz mrucze, ocierajc si o podbrdek tytana.


Bob spojrz na Percy'ego. Z jego twarzy nie mona byo nic wyczyta. By zy
czy tylko zamylony? Planowa zemst czy po prostu czu si zraniony, bo Percy
skama, mwic, e jest jego przyjacielem?
- Jest jedno miejsce powiedzia w kocu Bob. - Jest olbrzym, ktry moe
wiedzie, co zrobi.
Annabeth o mao co nie pucia Percy ego.
Olbrzym. Yyy... Bob, olbrzymy s ze.
- Jeden jest dobry. Zaufaj mi a ja was zaprowadz... chyba e wpierw dopdzi nas
Polybotes i ci inni.

XXXIII
JASON
Jason zasn na swojej wachcie. Co gorsza, zasn w powietrzu, kilkaset metrw
nad powierzchni morza.
Mg o to wini tylko samego siebie. Przed poudniem, po ich spotkaniu z
bandyty Skironem, trzyma wart i musia walczy z dzikimi venti atakujcymi
okrt. Kiedy chlasn mieczem ostatniego ducha, zapomnia wstrzyma oddech.
Gupi bd. Kiedy duch wiatru rozsypuje si w py, tworzy prni. Jeli nie
wstrzyma si oddechu, powietrze zostaje gwatownie wessane do puc. Cinienie w
uszach opada tak szybko, e czowiek mdleje.
I to wanie mu si przydarzyo.
Co jeszcze garsze, natychmiast co mu si przynio. W gbi podwiadomoci
pomyla: No nie! Teraz?!".
Wiedzia, e musi si obudzi, bo umrze, ale nie mg si skupi na tej myli.
We nie znalaz si na dachu wysokiego budynku, bya noc, wok niego roztaczay
si wiata wieowcw Manhattanu. Zimny wiatr przenika mu ubranie.
Par przecznic dalej chmury zebray si nadEmpire State Building wejciem
na sam Olimp. Bysno. Powietrze pachniao metalem i nadchodzcym deszczem.
Szczyt wieowca by jak zawsze owietlony, ale wiata chyba le funkcjonoway.
Zmieniay si z purpurowych w pomaraczowe i na odwrt, jakby kolory walczyy o
dominacj.
Na dachu budynku stali jego starzy towarzysze z Obozu Jupiter, pbogowie w
bojowych pancerzach, z poyskujcymi w mroku mieczami i tarczami z cesarskiego
zota. Byli tam Dakota i Natan, Leila i Markus. Oktawian stal z boku, chudy i blady,
z czerwonymi obwdkami wok oczu z niewyspania albo zoci. Wok pasa
wisiay mu pluszowe zwierzaki. Na fioletowy koszulk i bojwki narzuci bia tog

augura.
Porodku staa Reyna ze swoimi metalowymi psami, Aurum i Argentum, po
bokach. Na jej widok Jason poczu bolesne ukucie wyrzutw sumienia. Pozwoli jej
uwierzy, e czeka ich wsplna przyszo. Nie zakocha si w niej, nie zwodzi...
ale te jej od siebie nie odepchn.
Znikn, pozostawiajc j, by sama zarzdzaa obozem. (No dobrze, to moe nie
by jego pomys, ale jednak...) Potem powrci do Obozu Jupiter ze swoj now
dziewczyn Piper i ca gromad greckich przyjaci na pokadzie okrtu
wojennego. Wystrzelili pocisk w Forum i uciekli, a Reyna zostaa, majc na gowie
problem czekajcej ich wojny.
W jego nie wygldaa na zmczon. Inni mogli tego nie zauway, ale on
dostatecznie dugo z ni wsppracowa, by dostrzec sabo w jej oczach, napicie
ramion pod pasami pancerza. Jej ciemne wosy byy mokre, jakby dopiero co wzia
prysznic.
Rzymianie wpatrywali si w drzwi wiodce na dach, jakby kogo oczekiwali.
Kiedy drzwi si otworzyy, pojawiy si w nich dwie postacie. Jedn by faun nie pomyla Jason - satyr. Nauczy si ich rozrnia w Obozie Herosw, a trener
Hedge zawsze go poprawia, kiedy si pomyli. Satyrowie byli bardziej chtni do
pomocy, bardziej angaowali si w sprawy pbogw. Tego satyra Jason zobaczy
chyba po raz pierwszy, ale by pewny, e jest od Grekw. aden faun nie podszedby
takim stanowczym krokiem w rodku nocy do grupy uzbrojonych Rzymian.
Ubrany by w zielon koszulk ekologa, z obrazkami wielorybw, tygrysw i
innych zagroonych zwierzt. Nic nie osaniao jego kosmatych ng i kopyt. Mia
kozi brdk, krcone brzowe wosy wepchnite pod rastafariask czapk i
naszyjnik z trzcinowych piszczaek. Skuba skraj koszulki, ale po sposobie, w jaki
patrzy na Rzymian, notujc ich pozycj i bro, Jason pozna, e temu satyrowi
walka nie bya obca.
U ego boku staa ruda dziewczyna, ktr Jason zna z Obozu Herosw - ich
wyrocznia, Rachel Elizabeth Dare. Miaa dugie kdzierzawe wosy, prost bia
bluzk i dinsy ozdobione rcznymi malunkami tuszem. Trzymaa niebiesk
plastikow szczotk do wosw, ktr uderzaa si nerwowo w udo jak talizmanem
przynoszcym szczcie.
Przypomnia sobie, jak recytowaa przy ognisku wersy przepowiedni, ktra
sprawia, e on, Piper i Leo wyruszyli na swoj pierwsz wspln misj. Bya
mierteln nastolatk - nie plbogini, ale z jakich powodw, ktrych nigdy nie
poj, duch Delf wybra j na swoj rzeczniczk.
Pytanie, co ona robi wrd Rzymian.
Wystpia naprzd, utkwiwszy wzrok w Reynie.
- Dostaa wiadomo ode mnie.
Oktawian prychn.
To jedyny powd, dla ktrego jeszcze yjesz, Greczynko. Mam nadziej, e

przybya tu, aby omwi warunki waszej kapitulacji.


- Oktawianie... - ostrzega go Reyna.
- Przynajmniej ich przeszukajmy!
- Nie ma takiej potrzeby - powiedziaa Reyna, przypatruj si Rachel. - Macie
bro?
Rachel wzruszya ramionami.
- Kiedy t szczotk zdzieliam Kronosa w oko. Nie, nie mam innej broni.
Rzymianie nie bardzo wiedzieli, jak na to zareagowa. Nie wydawao si, e
dziewczyna artuje.
- A twj przyjaciel? - Reyna wskazaa gow satyra. - Mylaam, e przyjdziesz
sama.
- To jest Grover Underwood. Przewodniczcy Rady.
- Jakiej rady - zapyta Oktawian.
- Starszych Kopytnych, czowieku - powiedzia Grover piskliwym gosem,
jakby si wystraszy, ale Jason podejrzewa, e satyr ma w sobie wicej ikry, ni to
okazuje. - Doprawdy, czy wy. Rzymianie, nie macie pojcia o przyrodzie, drzewach i
ptaszkach? Mam dla was pewne wiadomoci, ktre powinnicie pozna. No i jestem
licencjonowanym ochroniarzem. Chroni Rachel, jeli chcecie wiedzie.
Reyna wygldaa, jakby staraa si nie umiechn.
- Ale nie masz broni?
- Tylko te piszczaki. - Nagle posmutnia. Percy zawsze mwi, e mj cover
Born to be wild powinno si uzna za niebezpieczn bro, ale chyba nie jest a tak
zy.
Oktawian umiechn si drwico.
- Jeszcze jeden kole Percy ego Jacksona. Mnie to wystarczy.
Reyna uniosa rk, by go uciszy. Psy zaczy wszy, ale pozostay przy niej,
spokojne i uwane.
- Jak dotd nasi gocie mwi prawd. Ale ostrzegam, Rachel i Groverze, jeli
zaczniecie kama, ta rozmowa le si dla was skoczy. Mwcie, co macie
powiedzie.
Rachel wycigna z kieszeni dinsw kawaek zmitego papieru.
- Mam wiadomo. Od Annabeth.
Jason pomyla, e chyba si przesysza. Annabeth bya wTartarze. Nie moga
wysa nikomu adnej wiadomoci na papierowej serwetce.
Moe uderzyem w wod i umarem" - powiedziaa jego podwiadomo.- To
nie jest realna wizja. To jaka pomiertna halucynacja".
Ale sen zdawa si realny. Jason czu wiatr hulajcy po dachu. Czu zapach
burzy. Nad Empire State Building migotay byskawice, rozwietlajc pancerze
Rzymian.
Reyna wzia serwetk. Kiedy zacza czyta, uniosa brwi. Rozchylia usta. W

kocu spojrzaa na Rachel.


- To jaki art?
Chciaabym. Oni naprawd s w Tartarze.
- Ale jak...?
- Nie wiem. Ten list pojawi si w ogniu ofiarnym w naszym pawilonie
jadalnym. To jest pismo Annabeth. I wymienia twoje pene nazwisko.
Oktawian drgn.
- W Tartarze? Co masz na myli?
Reyna wrczya mu list.
- Rzym, Arachne, Atena... Atena Partenos? - mrucza Oktawian, czytajc list.
Rozejrza si, oburzony, jakby czekajc, e kto sprzeciwi si temu, co przeczyta. Grecka sztuczka! Grecy syn z chytrych sztuczek!
Reyna wzia od niego serwetk.
- Dlaczego zwraca si z tym do mnie?
Rachel umiechna si.
- Bo jest mdra. Wierzy, e moesz tego dokona, Reyno Avilo Ramrez Arellano.
Jason poczu si tak, jakby mu kto wymierzy policzek. Nikt nigdy nie uywa
penych imion i nazwiska Reyny. Nikomu nie pozwalaa ich wypowiada. Sam tylko
raz to zrobi, eby sprawdzi, czy wymawia je poprawnie, a wtedy Reyna obrzucia
go morderczym spojrzeniem i powiedziaa: Tak si nazywaa pewna maa
dziewczynka w San Juan. Te imiona i nazwisko pozostawiam w Puerto Rico, kiedy
stamtd wyjechaam".
Reyna zmarszczya brwi.
- Jak miesz...
- Och... - wtrci si Grover Underwood. - Chodzi ci o to, e twoje inicjay to
RA-RA?
Rka Reyny powdrowaa do rkojeci sztyletu.
- Przecie to niewane! - powiedzia szybko satyr. Zrozum, nie podjlibymy
ryzyka przybycia tutaj, gdybymy nie ufali instynktowi Annabeth. Rzymski wdz
sprowadzajcy najwaniejszy grecki posg z powrotem do Obozu Herosw... Ona
wie, e to by mogo zapobiec wojnie.
- To nie jest adna sztuczka - dodaa Rachel. - Nie kamiemy. Zapytaj swoich
psw.
Metalowe psy nie zareagoway. Reyna w zamyleniu pogadzia gow Auruma.
- Atena Partenos... A wic ta legenda jest prawdziwa.
- Reyno! - zawoa Oktawian. Nie moesz tego traktowa powanie! Nawet
gdyby ten posg nadal istnia, to chyba widzisz, co oni knuj. Mamy ich zaatakowa,
zniszczy tych gupich Grekw raz na zawsze, wic wymylili bajeczk, eby ci
pomiesza w gowie. Chc ci wysa na pewn mier!
Inni Rzymianie mruczeli pod nosem, ypic gronie na przybyszw. Jason

dobrze pamita, jak przekonujcy potrafi by Oktawian. Tych oficerw ju


przeciga na swoj stron.
Rachel Dare stana przed augurem.
- Oktawianie, synu Apollina, powiniene to potraktowa powaniej. Nawet
Rzymianie odnosz si z szacunkiem do wyroczni twojego ojca w Delfach.
- Aha! I ty jeste delfijsk wyroczni, tak? A ja jestem cesarzem Neronem!
- Neron przynajmniej potrafi gra na cytrze i flecie - mrukn Grover.
Oktawian zacisi pici.
Nagle wiatr si zmieni. Zakrci si wok Rzymian z sykiem gniazda ww.
Rachel otoczya zielona aura, jakby j owietli szmaragdowy reflektor. A potem
wiatr ucich i aura znikna.
Drwicy umiech spez z twarzy Oktawiana. Rzymianie poruszyli si
niespokojnie.
To twoja decyzja powiedziaa Rachel, jakby nic si nie stao.
Nie mam dla ciebie jakiej szczeglnej przepowiedni, ale widz przebyski
przyszoci. Widz Aten Partenos na Wzgrzu Herosw. I widz, jak ona tam j
przywozi. Wskazaa na Reyn. -A Ella recytuje zdania z waszych Ksig Sybilli...
- Co? - przerwaa jej Reyna. Ksigi Sybilii zostay zniszczone wiele wiekw
temu.
- Wiedziaem! - Oktawian uderzy pici w do. - Ella... harpia, ktr
przywieli ze swojej wyprawy. Wiedziaem, e recytuje przepowiednie! Teraz ju
zrozumiaem. Ona... ona w jaki sposb zapamitaa tre Ksig Sybilli.
Reyna pokrcia gow z niedowierzaniem.
- Jak to moliwe?
- Nie wiemy - odpowiedziaa Rachel. - Ale... tak, chyba tak byo. Ella ma
doskona pami. Uwielbia ksiki. Musiaa kiedy gdzie przeczyta wasz
rzymsk ksig z przepowiedniami. Teraz jest ich jedynym rdem.
- Twoi przyjaciele kamali - powiedzia Oktawian. - Mwili nam, e harpia tylko
co bekoce. Oni j wykradli!
Grover tupn kopytem.
Ella nie jest wasz wasnoci! To wolne stworzenie. I chce by w Obozie
Herosw. Chodzi z moim przyjacielem, Tysonem.
- Cyklopem przypomniaa sobie Reyna. - Harpia chodzca z cyklopem...
- Niewane! - zaperzy si Oktawian. - Ta harpia zna cenne rzymskie
przepowiednie. Jeli Grecy nam jej nie oddadz, wemiemy ich wyroczni na
zakadniczk! Stra!
Podeszo dwch centurionw z opuszczonymi poziomo wczniami. Grover
przytkn swoj fletni do ust, zagra krtk skoczn melodi i wcznie zamieniy
si w boonarodzeniowe choinki. Legionici odrzucili je, zaskoczeni.
- Do! - krzykna Reyna.

Rzadko podnosia gos. Kiedy to robia, wszyscy milkli.


- Zboczylimy z tematu. Rachel Dare, mwisz, e Annabeth jest vv Tartarze,
ale znalaza sposb, by przysa ci t wiadomo. Chce, ebym to ja przywioza ten
posg ze staroytnych krain do waszego obozu.
Rachel kiwna gow.
- Tylko Rzymianie mog to zrobi i przywrci pokj.
- A dlaczego Rzymianie mieliby pragn pokoju po tym, jak wasz okrt
zaatakowa nasze miasto?
- Wiesz dlaczego. eby unikn wojny. eby pogodzi greckie i rzymskie
osobowoci bogw. Musimy razem stawi czoo Gai.
Oktawian wystpi do przodu, chcc przemwi, ale Reyna powstrzymaa go
miadcym spojrzeniem.
- Wedug Percy ego Jacksona - powiedziaa - do bitwy z siami Gai dojdzie w
staroytnych krainach. W Grecji.
- Tam gromadz si giganci potwierdzia Rachel. - Nie wiemy, jakiej magii,
jakich rytuaw chc uy, by obudzi Matk Ziemi, ale czuj, e ma si to sta w
Grecji. Tylko e... nasze problemy nie ograniczaj si do staroytnych krain.
Wanie dlatego przyprowadziam tu Grovera, eby z wami pomwi.
Satyr pocign za swoj kozi brdk.
- Taaak... no wic... w cigu ostatnich paru miesicy rozmawiaem z satyrami i
duchami przyrody na caym kontynencie. Wszyscy mwi to samo. Gaja porusza
si... to znaczy... jest bliska odzyskania penej wiadomoci. Szepcze w umysach
najad, prbujc je przekabaci. Wzbudza trzsienia ziemi, wyrywajc z korzeniami
drzewa driad. Tylko w ostatnim tygodniu pojawia si w ludzkiej postaci w
kilkunastu rnych miejscach, pozbawiajc rogw wielu moich przyjaci. W
Kolorado z jednej gry wyrosa olbrzymia kamienna pi i zmiadya siado
Imprezowych Kucykw jak muchy.
Reyna zmarszczya brwi.
- Kucykw?
- To duga historia powiedziaa Rachel. - Rzecz w tym, e Gaja powstanie
wszdzie. Ju si burzy. adne miejsce nie bdzie spokojne i bezpieczne. Wszdzie
rozgorzeje wojna. I wiemy, e jej pierwszymi celami maj by obozy pbogw. Ona
chce nas zniszczy.
- Spekulacje - odezwa si Oktawian. - Sabota. Grecy obawiaj si naszego
ataku i prbuj mci nam w gowach. To nowy ko trojaski!
Reyna obrcia na palcu srebrny piercie, ktry zawsze nosia, z mieczem i
pochodni, symbolami jej matki, Bellony.
- Marcusie powiedziaa - przyprowad ze stajni Scypiona.
- Reyna, nie! - zawoa Oktawian.
Zwrcia si do Grekw.
Zrobi to dla Annabeth, w nadziei na pokj midzy naszymi obozami, ale to nie

znaczy, e zapomniaam o zniewadze, jakiej dozna od was Obz Jupiter. Wasz okrt
podpali nasze miasto. To wy wypowiedzielicie wojn, nie my. A teraz moecie
odej.
Grover tupn kopytem.
- Percy nigdy by...
- Grover - powiedziaa Rachel - musimy i.
Jej ton dopowiada: Zanim bdzie za pno .
Kiedy odeszli, Oktawian zwrci si do Reyny.
- Oszalaa?!
- Jestem pretorem legionu. Uznaam, e moja decyzja ley u najlepszym
interesie Rzymu.
- Idc na pewn mier? amic nasze najstarsze prawa i udajc si do
sraroytnych krain? I w jaki sposb odnajdziesz ich okrt, zakadajc, e w ogle
przeyjesz t podr?
- Odnajd ich. Jeli pyn do Grecji, wiem, gdzie Jason si zatrzyma. Aby stawi
czoo duchom w Domu Hadesa, bdzie potrzebowa sprzymierzecw. To jedyne
miejsce, gdzie moe ich znale.
Jasonowi wydao si, e budynek przechyla si pod jego stopami. Przypomnia
sobie rozmow z Reyn wiele lat temu, obietnic, jak sobie nawzajem zoyli.
Wiedzia, o czym Reyna mwi.
- To jest chore - mrukn Oktawian. - Ju nas zaatakowano. Musimy przejc
inicjatyw! Te wochate kary rozkradaj nam zapasy, nkaj naszych zwiadowcw.
Przecie wiesz, e to Grecy ich nasali.
- By moe powiedziaa Reyna. Ale nie zaatakujesz bez mojego rozkazu. Niech
zwiadowcy nadal obserwuj obz wroga. Zabezpieczcie swoje pozycje. Zbierzcie
wszystkich sprzymierzecw, jakich zdoacie znale, a jeli zapiecie te kary,
polijcie je doTartaru z moim bogosawiestwem. Ale nie atakujcie Obozu
Herosw, pki ja nie wrc.
Okrawian zmruy oczy.
- Podczas twojej nieobecnoci najstarszym rang oficerem jest augur. Ja bd
dowodzi.
- Wiem - odrzeka Reyna tonem nie wyraujcym radoci z tego powodu. - Ale
usyszae moje rozkazy. Wszyscy je usyszelicie.
Przebiega wzrokiem po twarzach centurionw, jakby sprawdzajc, czy ktry
omieli si wyrazi sprzeciw, po czym pobiega do schodw, powiewajc poami
purpurowego paszcza. Oba psy pomkny za ni.
Oktawian zwrci si do centurionw.
- Zbierzcie wszystkich starszych oficerw. Gdy tylko Reyna wyruszy na t swoj
gupi wypraw, zwouj narad. Nastpi kilka zmian w naszych planach.
Jeden z centurionw otworzy usta, by mu odpowiedzie, ale z jakiego powodu

przemwi gosem Piper:


- OBUD SI!
Jason otworzy oczy i zobaczy, e mknie ku niemu powierzchnia oceanu.

XXXIV
JASON
Jason y - a mao brakowao, by zgin.
Pniej jego przyjaciele wyjanili mu, e dopiero w ostatniej sekundzie
zobaczyli, jak spada z nieba. Frank nie zdyby si zamieni w orla, by go
pochwyci; nie byo czasu, by obmyli jaki plan ocalenia.
ycie uratowaa mu Piper jej zdolno szybkiego mylenia i jej czaromowa.
Krzykna OBUD Sll." z tak moc, e Jason poczu si, jakby go porazi prd.
W uamku sekundy wezwa wiatry i tylko dziki temu nie sta si tust plam na
powierzchni Adriatyku.
Gdy ju wyldowa bezpiecznie na pokadzie, odcign Leona na bok i poleci
mu zmieni kurs. Na szczcie Leo tak mu ufa e nie zapyta o powd.
- Dziwne miejsce na wakacje - powiedzia, szczerzc zby w umiechu. Ale OK,
ty tu jeste szefem!
Teraz, siedzc z przyjacimi w mesie, Jason czu si tak rozbudzony, e wtpi,
by mg zasn przez tydzie. Rce mu si trzsy. Nieustannie postukiwa stopami
w podog. Podejrzewa, e tak musi wci czu si Leo, tyle e Leo mia poczucie
humoru.
Po tym, co Jason zobaczy w swoim nie, nie mia ochoty na arty.
Podczas obiadu opowiedzia im o tym. Przyjaciele siedzieli cicho tak dugo, e
trener Hedge zdy w tym czasie spoy kanapk z masem orzechowym i bananem
razem z fajansowym talerzykiem.
eglowali przez Adriatyk, kadub okrtu skrzypia, pozostae po ataku wielkiego
wia wiosa wci pracoway nierwno. Co jaki czas rozbrzmieway z gonikw
skrzeki i piski Festusa, raportujcego aktualny status autopilota w dziwacznym
jzyku maszyny, ktry rozumia tylko Leo.
Wiadomo od Annabeth... Piper pokrcia gow ze zdumieniem. Nie
rozumiem, jak to moliwe, ale jeli...
- Ona wci yje powiedzia Leo. Bogom niech bd dziki... i podaj mi ten
ostry sos.
Frank zmarszczy brwi.
- Niby co to miao znaczy?
leo otar podbrdek z okruszkw.

- To znaczy: podaj mi ostry sos, Zhang. Wci jestem godny.


Frank podsun mu dzbanek z sals.
- Nie mog uwierzy, e Reyna zamierza nas odnale. Przybycie do
staroytnych krain to dla nich tabu. Pozbawi j godnoci pretora.
- Jeli przeyje - dodaa Hazel. - Sami z trudem tu dotarlimy, a jest nas
siedmioro i mamy okrt wojenny.
- I mnie. - Trener Hedge bekn. - Nie zapominajcie, misiaczki, e macie mnie,
satyra. To znaczca przewaga.
Jason nie mg powstrzyma umiechu. Trener Hedge by do mieszn
postaci, ale dobrze byo mie go przy sobie. Pomyla o satyrze, ktrego zobaczy
w swoim nie - o Groverze Underwoodzie. Trudno mu byo wyobrazi sobie satyra
bardziej rnicego si od trenera Hedgea, ale obaj byli wyjtkowo dzielni, kady na
swj sposb.
A te fauny w Obozie Jupiter... Czy te takie si oka, jeli rzymscy pbogowie
zadaj od nich wikszego zaangaowania? Jeszcze jeden punkt do jego listy...
Jego listy. A do tej chwili nie zdawa sobie sprawy, e tak ma, a przecie od
czasu opuszczenia Obozu Herosw wci rozmyla nad sposobami uczynienia
Obozu Jupiter bardziej... greckim.
Wyrs w Obozie Jupiter. Dobrze si tam czu, cho troch rni si od reszty
obozowiczw. Nie mg przywykn do rzymskiej dyscypliny.
Przyczy si do Pitej Kohorty, poniewa wszyscy mu mwili, eby tego nie
robi. Ostrzegali go, e to najgorszy pododdzia. A on pomyla: wietnie, zrobi z
niego najlepszy".
Kiedy zosta pretorem, zaproponowa, by Legion Dwunasty przemianowa na
Legion Pierwszy, aby stao si to symbolem nowego etapu w dziejach Rzymu. Jego
pomys o mao co nie wywoa buntu. W Nowym Rzymie nadal ceniono przede
wszystkim tradycj i dziedzictwo przeszoci; praw i zasad atwo si tu nie
zmieniao. Jason nauczy si z tym y i nawet wspi si na sam szczyt obozowej
kariery.
Teraz jednak, kiedy ju pozna oba obozy, nie mg pozby si poczucia, e w
Obozie Herosw dowiedzia si wicej o sobie. Jeli przeyje wojn z Gaj i wrci
do Obozu Jupiter jako pretor, czy zdoa dokona tam zmian na lepsze?
To jego obowizek.
Wic czemu ta myl wci napenia go strachem? Czu wyrzuty sumienia z
powodu pozostawienia Reyny samej, ale... co w nim pragno powrci do Obozu
Herosw, razem z Piper i Leonem. Podejrzewa, e to czyni go bardzo zym
przywdc.
- Jason? - odezwa si Leo. - Argo II do Jasona. Zaloguj si.
Zda sobie spraw, e wszyscy patrz na niego wyczekujco. Spodziewaj si, e
doda im otuchy. Bez wzgldu na to, czy po wojnie powrci do Nowego Rzymu, czy
nie, musi teraz wzi si w gar i dziaa jak pretor.

- Tak, przepraszam. Dotkn przedziaka we wosach, pamitki po bandycie


Skironie. - Przepynicie Atlantyku to bez wtpienia trudne zadanie. Ale nigdy bym
si nie zaoy o nic przeciw Reynie. Jeli ktokolwiek potrafi tego dokona, to tylko
ona.
Piper zamieszaa yk zup. Jason wci nieco si obawia jej zazdroci o
Reyn, ale kiedy na niego spojrzaa, obdarzya go cierpkim umiechem, w ktrym
byo wicej przekory ni niepewnoci.
- No c, bardzo bym chciaa znowu zobaczy Reyn - powiedziaa - ale niby
jak ona zdoa nas odnale?
Frank, podnis rk.
- A nie mona jej wysia Iris-wiadomoci?
- Iryfon nie dziaa tu najlepiej wtrci si do rozmowy trener Hedge. Kopoty z
odbiorem. Przysigam, co noc mam ochot kopn t bogini tczy...
Urwa, twarz mu poczerwieniaa.
- Trenerze? - zagadn go Leo z kpicym umiechem. Komu co noc prbujesz
wysa wiadomo, t y stary capie?
- Nikomu! - warkn Hedge. Ja tylko...
Jemu chodzi o to, e ju prbowalimy - powiedziaa szybko Hazel, a satyr
spojrza na ni z wdzicznoci. - Dziaa tu jaka magia... Moe to sprawka Gai.
Skontaktowanie si z Rzymianami jest jeszcze trudniejsze. Myl, e zablokowali
czno.
Jason przenis wzrok z Hazel na trenera, zastanawiajc si, o co tu chodzi i skd
Hazel o tym wie. Teraz, gdy o tym pomyla, zda sobie spraw, e satyr od
duszego czasu nie wspomnia o swojej ukochanej nimfie Mellie...
Frank zabbni palcami w st.
- Reyna chyba nie ma komrki, co? Nie. Zreszt niewane. Lecc na pegazie
przez Atlantyk, pewnie by miaa saby zasig.
Jason pomyla o ich podroy przez Atlantyk, o wielu spotkaniach, ktre o mao
co ich nie zabiy. Reyna podejmujca si tego samotnie... Nie mg si zdecydowa,
czy bardziej go to przeraa, czy napenia podziwem.
- Odnajdzie nas - powiedzia w kocu. - W tym nie o czym wspomniaa... e
mamy si spotka w jakim miejscu na drodze do Domu Hadesa. Ja... ja o tym
zapomniaem, ale... Tak, Reyna ma racj. Jest pewne miejsce, ktre chciabym
odwiedzi.
Piper przechylia si ku niemu, powy warkocz opad jej przez rami. Jej
wielobarwne oczy sprawiay, e trudno mu byo zachowa jasno myli.
- A gdzie jest to miejsce? - zapytaa.
- No.., to takie miasteczko, nazywa si Split.
- Split.
Pachniaa cudownie, jak kwitnce kapryfolium.

- No tak.
Czyby rzucaa na niego jaki czar Afrodyty? Za kadym razem, gdy wymawia
imi Reyny, Piper dziaaa na niego tak, e nie potrafi myle o niczym prcz niej.
Przypuszcza, e to nie jest najgorszy rodzaj zemsty.
- I chyba ju si do niego zbliamy - doda. - Tak, Leo?
Leo wcisn guzik interkomu.
- Jak tam, kole?
Festus zatrzeszcza i wypuci strug pary.
- Mwi, e do przystani dobijemy za jakie dziesi minut. Tylko e wci nie
wiem, po co si pchasz do Chorwacji, a zwaszcza do miejsca, ktre nazywa si
Split. Pewnie nie grasz w pokera, ale to tak, jakby nazwa miasto .Dziel"
- Zaraz - odezwaa si Hazel. Dlaczego pyniemy do Chorwacji?
Jason zauway, e wszyscy niechtnie patrz jej w oczy. Od czasu tej sztuczki z
Mg, kiedy omamia bandyt Skirona, nawet on czu si przy niej troch niepewnie.
Wiedzia, e to niefair wobec niej. W kocu bya dzieckiem Plutona, co z pewnoci
ju samo w sobie nie byo atwe, ale na tym klifie pokazaa kawa naprawd wielkiej
magii. A pniej podobno pojawi si przed ni sam Pluton. Dla Rzymian byby to
zy omen.
Leo odsun na bok talerz z frytkami i ostry sos.
- No c, przynajmniej od wczoraj znajdujemy si ju na terytorium
Chorwacji. Obejmuje ona cae to wybrzee, wzdu ktrego pyniemy, ale chyba za
czasw rzymskich nazywao si jako inaczej... Jason, moe ty pamitasz? Bodacja?
- Dalmacja - powiedzia nage Nico, a Jason a podskoczy.
Na Romulusa... Nico di Angelo powinien nosi dzwonek na szyi, bo zapomina
si, e istnieje. Zawsze siedzi cicho gdzie w kcie, mieszajc si z cieniem.
Nico wyszed z kta, oczy mia utkwione w Jasonie. Od czasu, gdy go uwolnili ze
spiowej kadzi w Rzymie, prawie nie spa i prawie nie nie jad, jakby wci syci si
tymi ziarenkami granatu z Podziemia. Troch za bardzo przypomina Jasonowi
pewnego misoernego ghula, z ktrym kiedy walczy w San Bernardino.
- Chorwacja bya dawniej Dalmacj - powiedzia Nico. - Jedn z waniejszych
rzymskich prowincji. Chcesz odwiedzi paac Dioklecjana, tak?
Trener Hedge bekn zdrowo.
- Czyj paac? I czy to ta Dalmacja, z ktrej pochodz dalmatyczyki? Ten
film... 101 dalmatyczykw... Do tej pory mam nocne koszmary.
Frank podrapa si po gowie.
- Dlaczego to ci tak drczy?
Trener Hedge wyglda, jakby mia zamiar wygosi mow oskarycielsk na
temat Disneya i jego filmu, ale Jason uzna, e nie chce tego sucha.
- Nico ma racj. Tak, chc odwiedzi paac Dioklecjana. Wanie tam najpierw
uda si Reyna, bo wie, e ja tam przybd.
Piper uniosa brwi.

- A dlaczego Reyna tak sdzi? Bo zawsze fascynowaa ci kultura chorwacka?


Jason zagapi si na swoj nieruszon kanapk. Trudno mu byo rozmawia o
swoim yciu sprzed czasu, gdy Junona pozbawia go pamici, Lata spdzone w
Obozie Jupiter wspomina jak film, w ktrym gra dziesitki lat temu.
- Reyna i ja czsto rozmawialimy o Dioklecjanie. By dla nas idolem jako
przywdca. Mwilimy, e bardzo bymy chcieli zobaczy jego paac w Splicie.
Oczywicie wiedzielimy, e to niemoliwe. Wtedy nikt nie mg nawet pomyle o
podry do staroytnych krain. Ale przyrzeklimy sobie, e gdyby kiedy okazao
si to moliwe, tam wanie si udamy.
- Dioklecjan... Leo zastanawia si chwil nad tym imieniem, po czym
pokrci gow. Nic mi to nie mwi. Dlaczego jest taki wany?
Frank zrobi oburzon min.
- To by ostatni wielki cesarz pogan!
Leo spojrza wymownie w sufit.
- A dlaczego nie jest dla mnie zaskoczeniem, e ty to wiesz, Zhang?
- A niby dlaczego miabym nie wiedzie? On by ostatnim cesarzem, ktry czci
olimpijskich bogw, zanim nasta Konstantyn i przyj chrzecijastwo.
Hazel pokiwaa gow.
- Co mi si przypomniao. Siostry w Akademii witej Agnieszki uczyy nas,
e Dioklecjan by strasznym otrem, takim jak Neron i Kaligula. Spojrzaa pytajco
na Jasona. Dlaczego dla was by idolem?
- Nie by taki zy. To prawda, przeladowa chrzecijan, ale poza tym by
dobrym wadc. W modoci by zwykym legionist, jego rodzice byli
wyzwolecami... no, w kadym razie jego matka bya kiedy niewolnic.
Pbogowie wiedz, e by synem Jupitera, ostatnim pbogiem rzdzcym
Rzymem. By te pierwszym cesarzem, ktry sam zrzek si wadzy. Pokojowo.
Pochodzi z Dalmacji, wic powrci tu i zbudowa sobie paac. Wok paacu
wyroso miasto Split...
Urwa, kiedy spojrza na Leona, ktry robi notatki w powietrzu.
- Niech pan mwi dalej, profesorze Grace! Chc dosta szstk z testu.
- Zamknij si, Leo.
Piper przekna yk zupy.
- Wic dlaczego paac Dioklecjana jest taki wany?
Nico pochyli si i urwa jedno winogrono. Pewnie wystarczy mu na cay dzie.
- Mwi, e nawiedza go duch Dioklecjana.
- Ktry by synem Jupitera, jak ja - powiedzia Jason. Jego grb zosta
zniszczony wiele stuleci temu, ale Reyna i ja marzylimy, by odnale ducha
Dioklecjana i zapyta go, gdzie jest jego grb... Wedug legendy pochowano go
razem z jego berem.
Nico umiechn si lekko.

- Ach... to legenda.
- Jaka legenda? - zapytaa Hazel.
Nico zwrci si do siostry.
- A taka. e kto ma bero Dioklecjana, moe wezwa duchy rzymskich
legionistw, tych, ktrzy czcili dawnych bogw.
Leo gwizdn.
- No, teraz zaczyna mnie to interesowa. Byoby fajnie mie armi pogaskich
zombie po naszej stronie, kiedy wejdziemy do Domu Hadesa.
- Nie jestem pewny, czy tak bym to uj - mrukn Jason - ale zgadza si.
- Nie mamy wiele czasu - przypomnia im Frank. Jest ju dziewity Lipca.
Musimy dotrze do Epiru, do Wrt mierci...
- One s dobrze strzeone - mrukna Hazel - przez dymicego olbrzyma i
czarownic, ktra chce... - Urwaa. No, nie jestem pewna. Ale wedug Plutona ona
zamierza odbudowa swoje krlestwo. Cokolwiek to znaczy, warto pamita, e
mj tata zdoby si na to, by ostrzec mnie osobicie.
Frank odchrzkn.
- I jeli to wszystko przeyjemy, nadal bdziemy musieli odkry, gdzie giganci
chc obudzi Gjaj, i dotrze tam przed pierwszym sierpnia. A poza tym im duej
Percy i Annabeth s w Tartarze...
- Wiem - przerwa mu Jason. - Nie zabawimy dugo w Splicie. Warto jednak
poszuka tego bera. Kiedy bdziemy w paacu, mog zostawi Reynie wiadomo,
eby wiedziaa, ktrdy poeglujemy do Epiru.
Nico pokiwa gow.
- Bero Dioklecjana moe wiele zmieni. Bdziesz potrzebowa mojej pomocy.
Jason stara si nie okaza zakopotania, ale skra mu cierpa na myl o
towarzystwie Nica di Angelo.
To, co Percy opowiedzia mu o Nicu, troch go niepokoio. Nie zawsze byo
wiadomo, komu Nico waciwie suy. Spdzi wicej czasu z umarymi ni z
ywymi. Kiedy zwabi Percycgo w puapk w paacu Hadesa. Moe i zrobi to,
chcc wspomc Grekw w walce z tytanami, ale jednak...
Piper cisna mu rk.
- Hej, to brzmi cakiem niele. Ja te pjd.
Jason chcia zawoa: Dziki bogom!.
Ale Nico potrzsn gow.
- Nie moesz, Piper. Tylko Jason i ja. Duch Dioklecjana moe si pokaza
synowi Jupitera, ale inni pbogowie mog go... no,wystraszyc. I tylko ja potrafi
rozmawia z jego duchem. Nawet Hazel nie byaby do tego zdolna.
W jego oczach zabyso wyzwanie. Zdawa si wyczekiwa, czy Jason
zaprotestuje.
Rozbrzmia dzwon okrtowy. Festus zaskrzecza i zahucza przez gonik.
- Jestemy na miejscu - oznajmi Leo. - Czas na Split. Rozdzielamy si.

Frank jkn.
- Nie moemy zostawi Valdeza w Chorwacji?
Jason wsta.
- Frank, tobie powierzam obron okrtu. Leo, masz sporo do naprawienia.
Reszta niech pomaga, gdzie moe. Nico i ja... -spojrza n.i syna Hadesa - mamy do
odnalezienia pewnego ducha.

XXXV
JASON
Jason pierwszy spostrzeg anioa przy wzku z ludami.
Argo II" zakotwiczy w zatoczce, w ktrej byo ju z sze czy siedem statkw
wycieczkowych. Jak zwykle miertelnicy nie zwrcili uwagi na greck trirem, ale
na wszelki wypadek Jason i Nico wskoczyli na jedn z szalup przewocych
turystw, tak eby wmiesza si w tum, gdy dopyn do brzegu.
Na pierwszy rzut oka Split wyda im si cakiem przyjemnym miejscem. Wok
przystani biega duga esplanada ocieniona palmami. W ulicznych kafejkach peno
byo europejskich nastolatkw mwicych rnymi jzykami i cieszcych si
sonecznym popoudniem. W powietrzu unosi si zapach grillowanego misa i
wieo citych kwiatw.
Za gwnym bulwarem miasto byo mieszanin redniowiecznych wie,
rzymskich murw, biaych domkw z czerwonymi dachwkami i nowoczesnych
biurowcw. W oddali szarozielone wzgrza piy si ku pasmu wysokich gr, co
Jasona troch zaniepokoio. Wci popatrywa na skalne granic, w obawie, e w ich
cieniach pojawi si twarz Gai.
Szli esplanad, kiedy Jason zauway faceta ze skrzydami, kupujcego lody przy
ulicznym wzku. Sprzedawczyni ze znudzon min liczya drobne, ktre jej wrczy.
Turyci omijali olbrzymie skrzyda anioa, nie ogldajc si na niego.
Jason trci Nica w bok.
- Widzisz to?
- Widz. Moe powinnimy kupi sobie lody.
Ruszyli ku wzkowi. Jason niepokoi si, czy ten skrzydlaty modzian nie jest
przypadkiem synem Boreasza, Pnocnego Wiatru. Mia przy boku taki sam rodzaj
falistego spiowego miecza, jaki nosi Boreasz, a ostatnie z nim spotkanie nie
skoczyo si dla Jasona przyjemnie.
Modzieniec nie wyglda jednak zbyt gronie, przeciwnie, sprawia wraenie
luzaka. Ubrany by w czerwon koszulk bez rkaww. bermudy i indiaskie
sanday. Jego skrzyda miay rdzawobrunatne barwy, jak kogut rasy bantamka albo
zachd soca, a kdzierzawe wosy byy mieszanin ciemnego brzu i czerni.
- To nie jest duch, ktry powrci na ziemi mrukn Nico -ani adna istota z
Podziemia.
- Chyba nie. Wtpi, by ktra z nich jada lody polewane czekolad.
- To kim on jest?
Kiedy byli jakie dziesi metrw od wzka, skrzydlaty modzieniec spojrza
prosto na nich. Umiechn si, skin rk z lodem i rozpyn si w powietrzu.

Jason przesta go widziec, ale mia spore dowiadczenie w panowaniu nad


wiatrami, wic zdoa wyledzi tras anioa ciep smug czerwieni i zota
przelatujc przez ulic, migajc zygzakami wzdu chodnika i zdmuchujc
pocztwki ze stojakw przed sklepami dla turystw. Wiatr zda ku kocowi
promenady, gdzie wznosia si jaka wielki budowla podobna do twierdzy.
- Zao si, e to ten paac - powiedzia Jason. Idziemy.
Nawet po dwch tysicleciach paac Dioklecjana wci robi wielkie wraenie.
Z. murw zewntrznych pozostaa tylko skorupa z rowego granitu, z poamanymi
kolumnami i ukowatymi oknami, przez ktre przezierao niebo, ale sama budowla
bya w wikszoci dobrze zachowana, duga na jakie czterysta metrw i wysoka na
dwadziecia. Pod ni gniedziy si wspczesne domki i sklepy. Jason wyobraa
sobie, jak mg wyglda ten paac, kiedy go zbudowano, z cesarsk stra
spacerujc po mitrach i rzymskimi zotymi orami poyskujcymi nad portykami.
Skrzydlaty anio - lub kimkolwiek ta istota bya - miga tam i z powrotem przez
otwory okienne w rowych cianach, a w kocu znikn gdzie wewntrz. Jason
przebieg wzrokiem fasad, szukajc wejcia. Jedyne, jakie dostrzeg, byo do
daleko; widnia tam dugi ogonek turystw chccych kupi bilety. Na to nie mieli
czasu.
Musimy go dogoni - powiedzia. - Trzymaj si.
- Ale...
Jason chwyci go w pasie i wzbi si w powietrze.
Nico wyda stumiony jk protestu, kiedy przemknli nad murami i wlecieli na
dziedziniec zatoczony pstrykajcymi zdjcia turystami.
Jaki dzieciak mia spniony refleks, kiedy wyldowali. Zamruga oczami i
pokrci gow, jakby otrzsa si z halucynacji wywoanych nadmiarem soku z
kartonu, ktry trzyma w rku. Nikt inny nie zwrci na nich uwagi.
Po lewej stronie dziedzica cign si rzd kolumn podtrzymujcych zuszczone
wiatrem szare uki. Po prawej by budynek z biaego marmuru z rzdami wysokich
okien.
- Perystyl powiedzia Nico. - To byo wejcie do prywatnej rezydencji
Dioklecjana. Spojrza na Jasona spode ba. I bardzo prosz, pamitaj, e nie lubi,
jak mnie kto dotyka. Nie rb tego wicej.
Jason poczu, jak tej mu minie na karku. Zdawao mu si, e uslysza ton
groby, jakby Nico chcia doda: ...bo poczujesz pod nosem stygijski miecz".
- Och, nie ma sprawy. Przepraszam. Skd wiesz, jak to miejsce si nazywa?
Nico rozglda si po atrium. Zatrzyma wzrok na jakich schodkach w dalekim
rogu, prowadzcych w d.
- Byem tu ju kiedy. - Oczy Nica byy ciemne jak jego miecz.
- Z moj matk i Bianc. Weekendowy wypad z Wenecji. Miaem moe... sze
lat?
- Kiedy to byo...? W latach trzydziestych?

- Chyba w trzydziestym smym odrzek w zamyleniu Nico.


- Po co pytasz? Widzisz gdzie tego skrzydlatego faceta?
- Nie... - Jason wci prbowa dowiedzie si czego o przeszoci Nica.
Zawsze stara si zbudowa dobre relacje midzy czonkami swojej druyny.
Nauczy si, e jeli kto ma liczy na drugiego w walce, lepiej wczeniej znale
jaki wsplny grunt porozumienia i wzajemnie sobie zaufa. Ale z Nikiem nie byo
to atwe.
- Ja tylko... no wiesz, po prostu nie mog sobie wyobrazi, jakie to dziwne, kiedy
si pochodzi z innej epoki.
- Nie moesz. Nico przyglda si kamiennej posadzce. Wzi gboki oddech.
- Zrozum... Ja nie lubi o tym mwi. Cho prawd mwic, uwaam, e Hazel ma
gorzej ode mnie. Pamita wicej z czasw swojej modoci. Musiaa powrci ze
wiata umarych i przystosowa si do wspczesnego wiata. Ja... ja i Bianca...
tkwilimy w hotelu Lotos. Czas szybko mija. W jaki dziwaczny sposb uatwio
nam to przejcie.
- Percy mwi mi o tym miejscu. Siedemdziesit lat mino szybko jak miesic?
Nico mocno zacisn pi, a pobielay mu palce.
- Tak. Nie wtpi, e Percy mwi ci o mnie.
W jego gosie zabrzmiaa taka gorycz, e Jason nie mg tego zrozumie.
Wiedzia, e Nico obwinia Percy ego o mier Bianki, ale to chyba ju mieli za
sob, w kadym razie wedug Percy ego. Piper powtrzya mu te plotk, e Nico
zadurzy si w Annabeth. Moe chodzio rwnie o to.
A jednak... Jason nie mg poj, dlaczego Nico odpycha od siebie ludzi,
dlaczego nie spdza wiele czasu w adnym z obozw, dlaczego woli umarych od
ywych. A ju naprawd nie mg zrozumie, dlaczego Nico obieca poprowadzi
,,Argo II" do Epiru, skoro tak bardzo nienawidzi Percy ego Jacksona.
Nico przebieg wzrokiem okna nad nimi.
- Peno tu rzymskich umarych... Lary. Lemury. Obserwuj. S rozelone.
- Na nas? - Rka Jasona powdrowaa do rkojeci miecza.
- Na wszystko. - Nico wskaza may kamienny budynek w zachodnim kocu
dziedzica. - To bya kiedy witynia Jupitera. Chrzecijanie zamienili j na
baptysterium. Rzymskim duchom nie bardzo si to podoba.
Jason spojrza na ciemne wejcie do budynku.
Nigdy nie spotka Jupitera. Myla o nim jako o ywej osobie jak o facecie, ktry
zakocha si w jego matce. Oczywicie wiedzia, e ojciec jest niemiertelny, ale
uwiadomi to sobie w peni dopiero teraz, kiedy patrzy na to wejcie, przez ktre
tysice lat temu przechodzili Rzymianie, by czci jego ojca. Kiedy o tym pomyla,
rozbolaa go gowa.
- A tam... - Nico wskaza na szeioboczny budynek otoczony wolno stojcymi
kolumnami - byo mauzoleum cesarza.

- Ale jego grobu ju tutaj nie ma.


- Od wielu stuleci. Kiedy cesarstwo upado, mauzoleum zamieniono w
chrzecijask katedr.
Jason przekn lin.
Wic jeli duch Dioklecjana wci si tutaj bka...
- To pewnie nie jest szczliwy.
Powiew wiatru poderwa zesche licie i opakowania po jedzeniu. Ktem oka
Jason dostrzeg jaki ruch smug czerwieni i zota.
Kiedy tam spojrza, na wiodce w d schody opado rdzawe piro.
- Tami pokaza. Ten skrzydlaty go. Jak mylisz, dokd prowadz te
schody?
Nico doby miecza. Jego umiechby jeszcze bardziej niepokojcy ni jego
ponura mina.
- Do podziemi - powiedzia. - Do mojego ulubionego miejsca.
***
Podziemia, nie byy ulubionym miejscem Jasona.
Od czasu wdrwki po podziemiach Rzymu, kiedy razem z Piper i Percym
walczy z bliniaczymi olbrzymami w hypogeum pod Koloseum, wci miewa
nocne koszmary o piwnicach, zapadniach i wielkich koach ze szczeblami.
Obecno Nica te nie dodawaa mu otuchy. Lnienie jego stygijskiego miecza
sprawiao, e cienie wydaway si jeszcze bardziej mroczne, jakby ten piekielny
metal wysysa z powietrzu wiato i ciepo.
Skradali si przez olbrzymi piwnic z grubymi kolumnami podtrzymujcym:
sklepienie. Wapienne bloki byy tak stare, e przez wieki wilgo stopia je ze sob,
wic cae to miejsce wygldao prawie jak naturalna jaskinia.
Nie zeszli tu adni turyci. Najwyraniej byli mdrzejsi od pbogw.
Jason doby swojego gladiusa. Szli pod niskimi ukami, ich kroki toczyy si
echem po kamiennej posadzce. U szczytu jednej ze cian bieg rzd okratowanych
okien na poziomie ulicy, ale przez to piwnica wywoywaa jeszcze wiksz
klaustrofobi. Promienie soca wyglday jak pochye kraty wizienne oprszane
staroytnym kurzem.
Jason min jedn z kolumn, spojrza w lewo i serce w nim zamaro. Patrzyo na
niego marmurowe popiersie Dioklecjana. Na jego twarzy malowaa si niech.
Uspokoi oddech. To chyba dobre miejsce na pozostawienie Reynie informacji o
ich trasie do Epiru. Pooone byo z dala od tumu, ale wierzy, e Reyna je znajdzie.
Miaa instynkt owcy. Wsun kartk midzy popiersie a piedesta i cofn si.
Marmurowe oczy Dioklecjana wzbudziy w nim niepokj. Przypominay mu
Terminusa, mwicy posg boga w Nowym Rzymie. Mia nadziej, e cesarz nie
warknie na niego albo nagle nie zacznie piewa.
- Hej!
Zanim zdy spostrzec, skd pochodzi glos, ci cesarzowi gow. Popiersie

zwalio si i roztrzaskao na posadzce.


- Oj nieadnie - powiedzia gos za jego plecami.
Odwrcil si. O najblisz kolumn opiera si skrzydlaty modzieniec, co jaki
czas podrzucajc may piercie z brzu. U jego stp sta wiklinowy kosz peen
owocw.
- Co ci zrobi Dioklecjan? - zapyta.
Powietrze wok stp Jasona zawirowao. Miniaturowe tornado porwao szcztki
marmuru i przenioso z powrotem na piedesta w postaci kompletnego popiersia.
Kartka nadal pod nim tkwia.
- Yyy... - Jason opuci miecz. - To by wypadek. Przestraszye mnie.
Modzieniec zachichota.
Jasonie Grace, Zachodni Wiatr zwano ju rnie... ciepym, agodnym,
yciodajnym i diabelnie przystojnym, ale jeszcze nikt nie powiedzia o mnie, e
budz strach. Ten przymiot przysuguje raczej moim porywistym braciom z pnocy.
Nico cofn si o krok.
- Zachodni Wiatr? To znaczy, e jeste...
- To Fawoniusz - zda sobie spraw Jason. - Bg zachodniego wiatru.
Fawoniusz umiechn si i skoni, najwyraniej uradowany tym, e zosta
rozpoznany.
- Moecie nazywamnie moim rzymskim imieniem albo Zefirem, jeli
jestecie Grekami. Dla mnie to bez rnicy.
Nici wyranie to zainteresowao.
- Wic twoja Grecka i rzymska natura nie s ze sob w konflikcie, jak u innych
bogw?
- Och, czasami cierpi na bl gowy. - Fawoniusz wzruszy ramionami.
Czasami budz si rano w greckim chitonie, chocia jestem pewny, e pooyem si
do ka w rzymskiej piamie. Ale ta wojna nie bardzo mnie obchodzi. Jestem
pomniejszym bogiem, zwykle trzymam si na uboczu. Te ustawiczne potyczki i
spory midzy wami, pbogami, nie maj na mnie wikszego wpywu.
- Wic - Jason nie by pewny, czy schowa miecz do pochwy. -co tutaj robisz?
- Wiele rzeczy! Wcz si z koszem penym owocw. Zawsze mam go przy
sobie. Chcesz gruszk?
- Nie, dziki.
- Co tam jeszcze... aha, wczeniej jadem lody. Teraz podrzucam ten piercie od
quoitu.
Zakrci piercieniem z brzu wok palca wskazujcego.
Jason nie wiedzia, co to jesti quoit, ale teraz mia waniejsze sprawy na gowie.
- Chodzi mi o to, dlaczego nam si pokazae? Dlaczego zaprowadzie nas do
tej piwnicy?
- Aha! - Fawoniusz pokiwa gow. - Sarkofag Dioklecjana, Tak. To byo

miejsce jego ostatniego spoczynku. Chrzecijanie wynieli go z mauzoleum. Potem


jacy barbarzycy zniszczyli trumn. Chciaem wam tylko pokaza - rozoy rce e nie ma tutaj tego, czego szukacie. Mj pan zabra to std.
- Twj pan? Jasonowi mign w pamici napowietrzny paac nad Pike s Peak w
Kolorado, w ktrym kiedy odwiedzi (ledwo uchodzc z yciem) gabinet pewnego
szaleca, dowodzcego, e jest bogiem wszystkich wiatrw. - Bagam, tylko nie
mw, e to Eol!
- Ten gupek? Nie, oczywicie to nie on.
- On ma na myli Erosa - powiedzia Nico swoim zwykym, poirytowanym
gosem. Kupidyna po acinie.
Fawoniusz umiechn si.
- Znakomicie, Nico di Angelo. A w ogle to rad jestem, e znowu ci
spotykam. Po tylu latach.
Nico zmarszczy brwi.
- Nigdy ci nie spotkaem.
- Nigdy mnie nie widziae poprawi go bg. - Ale ja ciebie obserwowaem.
Kiedy przybye tu jako may chopiec i kilka razy pniej. Wiedziaem, e w kocu
powrcisz, aby spojrze w oczy mojemu panu.
Nico poblad jeszcze bardziej ni zwykle. Rozejrza si nerwowo po piwnicy,
jakby nagle znalaz si w puapce.
- Nico? - odezwa si Jason. - O czym on mwi?
Nie wiem. O niczym.
- O niczym?! zawoa Fawoniusz. - Kto, na kim ci najbardziej zaley, spad do
Tartaru, a ty wci nie chcesz uzna prawdy?
Jason nagle poczu si tak, jakby podsuchiwa.
Kto, na kim ci najbardziej zaley".
Przypomnia sobie, co mu Piper mwia o Nicu, o tym, e zadurzy si w
Annabeth. Musiao to by co o wiele powaniejszego od zwykego zadurzenia.
- Przybylimy tu tylko po bero Dioklecjana - powiedzia Nico, wyranie chcc
zmieni temat. - Gdzie ono jest?
- Ach...Fawoniusz pokiwa gow ze smutkiem. Mylae, e bdzie to tak
atwe jak spotkanie z duchem Dioklecjana?
Nie, Nico. Czekaj was o wiele trudniejsze prby. Wiedz , e na dugo przed
tym, zanim wyrsi ten paac, byo tu wejcie na dwr mojego pana. Przebywaem tu
przez eony, prowadzc tych, ktrzy szukali mioci, przed oblicze Kupidyna.
Jasonowi nie spodobaa si uwaga o trudnych prbach. Nie ufa temu
dziwacznemu bogu z piercieniem, skrzydami i koszem owocw. Co mu si jednak

przypomniao - jaka stara legenda, ktr sysza w Obozie Jupiter.


- Jak Psyche, ona Kupidyna. Przeniose j do jego paacu.
Oczy Fawoniusza zalniy.
- Brawo, Jasonie Grace. Tak, z tego miejsca poniosem Psyche na skrzydach
wiatru do komnat mojego pana. Warto wiedzie, e wanie dlatego Dioklecjan
zbudowa tu swj paac. To miejsce zawsze byo owiewane agodnym Wiatrem
Zachodnim. - Rozoy ramiona. Ib przysta spokoju i mioci w wiecie targanym
konfliktami. Kiedy paac Dioklecjana spldrowano...
- Zabrae bero - wtrci Jason.
- eby je chroni. To jeden z wielu skarbw Kupidyna, pamitka po lepszych
czasach. Jeli chcecie je mie... - Zwrci si do Nica. - Musisz stan przed bogiem
mioci.
Nico spojrza na okna, przez ktre sczyo si wiato soca, jakby rozwaa
moliwo ucieczki przez jeden z tych wskich otworw.
Jason nie bardzo wiedzia, czego chce Fawoniusz, ale jeli stanicie przed
bogiem mioci" oznaczao zmuszenie Nica do jakiego wyznania, nawet do
ujawnienia imienia dziewczyny, w ktrej si zakocha, nie brzmiao to zbyt gronie.
- Nico, mgby to zrobi. To moe by dla ciebie kopotliwe, ale przecie
chodzi o bero.
Nico nie wyglda na przekonanego. Prawd mwic, wyglda, jakby go
zemdlio. Wyprostowa jednak ramiona i kiwn gow.
- Masz racj. Ja... ja nie boj si boga mioci.
Fawoniusz ucieszy si.
- Wspaniale! Moe najpierw co przeksisz? - Wyj z kosza zielone jabko,
obejrza je i zmarszczy brwi. Och, wci zapominam, e moim symbolem jest kosz
niedojrzaych owocw. Czemu wiosenny wiatr nie zasuguje na wiksze zaufanie?
Letni wiatr, ten to ma dobrze!
- Nie przejmuj si - powiedzia szybko Nico. - Prowad nas do Kupidyna.
Fawoniusz obrci piercie na palcu i ciao Jasona rozpyno si w powietrzu.

XXXVI
JASON
Jason ju wiele razy ujeda wiatr, ale bycie wiatrem to nie to samo.
Utraci kontrol nad lotem, w gowie mia zamt, zaniky granice midzy jego
ciaem a reszt wiata. Zastanawia si, czy tak czuj si pokonane potwory zamieniajce si w py, bezwolne i pozbawione formy.
Wyczuwa w pobliu obecno Nica. Zachodni Wiatr wynis ich pod niebo nad
Splitem. Mknli nad wzgrzami, rzymskimi akweduktami, autostradami i
winnicami. Kiedy zbliyli si do gr, ujrza ruiny jakiego rzymskiego miasta w
dolinie szcztki murw, prostoktne fundamenty i fragmenty drg - wszystko
zaronite traw, tak e przypominao wielk omsza szachownic.
Fawoniusz opuci ich porodku tych ruin, obok zamanej kolumny wielkoci
sekwoi.
Jason odzyska ciao. Przez chwil poczu si jeszcze gorzej, jakby nagle otulia
go oowiana peleryna.
- Tak, ciaa miertelnikw s okropnie cikie i nieporczne -powiedzia
Fawoniusz, jakby czyta w jego mylach. Usadowi si ze swoim koszem na
pobliskim fragmencie muru i rozwin rdzawe skrzyda, wystawiajc je na soce. Naprawd nie wiem, jak wy to znosicie, dzie po dniu.
Jason rozejrza si. Kiedy musiao to by due miasto. Dostrzeg szcztki
wity, resztki amfiteatru i puste piedestay, na ktrych pewnie stay pomniki.
Rzdy kolumn wiody donikd. Stare mury miejskie biegy po zboczach wzgrz jak
kamienny cieg pord zielonej tkaniny.
W niektrych miejscach widniay lady po wykopaliskach, ale wikszo ruin
wygldaa na opuszczon, jakby miasto rozpadao si powoli pod wpywem wiatru,
soca i zimna przez ostatnie dwa tysice lat.
- Witajcie w Salonie - powiedzia Fawoniusz. - To stolica Dalmacji! Miejsce
narodzin Dioklecjana! Ale przedtem, na dugo przedtem, tu by dom Kupidyna.
To imi potoczyo si echem, jakby jakie gosy powtrzyy je szeptem pord
ruin.
Co w tym miejscu budzio jeszcze wikszy lk ni podziemiau paacu w Splicie.
Kupidyn nigdy Jasona specjalnie nie interesowa, a ju na pewno nie budzi w nim
lku. Nawet rzymskiemu pbogu imi to kojarzyo si z gupim amorkiem w
pampersach polatujcym w Walentynki z dziecinnym ukiem i strza.
- Och on nie jest taki - powiedzia Fawoniusz.
Jason drgn.
Czytasz w moich mylach?

- Nie musz. - Fawoniusz podrzuci brzowy piercie. - Kady ma mylne


wyobraenie o Kupidynie... dopki go nie spotka.
Nico opar si o kolumn, nogi mu dygotay.
- Hej, stary... - Jason ruszy ku niemu, ale Nico powstrzyma go machniciem
rki.
Ziele u jego stp zbrzowiaa i zwida. Ku kolumnie prowadzia cieka
martwej trawy, jakby ze stp Nica sczya si trucizna.
- Ach... - Fawoniusz wspczujco pokiwa gow. - Nice dziwi si, e
opanowa ci strach, Nico di Angelo. Wiesz, jak to si stao, e ja skoczyem jako
suga Kupidyna?
- Ja nie su nikomu mrukn Nico. - A zwaszcza Kupidynowi.
- Zakochaem si w miertelniku. Mia na imi Hiacynt cign Fawoniusz, jakby
tego nie usysza. - By naprawd niezwyky.
- On...? -Jason wci mia zamt w gowic, wic dopiero po chwili to do niego
dotaro. - Och...
- Tak, Jasonie Grace. - Fawoniusz zmarszczy brwi. - Zakochaem si w
mczynie. To ci szokuje?
Jason nie by tego pewny. Stara si nie myle o szczegach ycia miosnego
bogw, bez wzgldu na to, w kim si zakochiwali. W kocu jego ojciec, Jupiter, te
nie by ideaem. W porwnaniu z miosnymi skandalami, do jakich wci
dochodzio na Olimpie, to, e Zachodni Wiatr zakocha si w miertelniku, nie byo
jako szczeglnie szokujce.
- Chyba nie. Wic... Kupidyn trafi ci swoj strza i zakochae si, tak?
Fawoniusz prychn.
- Mwisz, jakby to byo bardzo proste. Niestety, mio nigdy nie jest prosta.
Bo, widzisz, Apollo te zakocha si w Hiacyncie. Dowodzi, e s tylko
przyjacimi. No, nie wiem. Ale pewnego dnia natknem si na nich, jak grali w
quoit...
Znowu to dziwne sowo.
- Quoit?
- To gra polegajca na rzucaniu takimi piercieniami - wyjani Nico szorstkim
tonem. - Jak podkowami.
- Co w tym rodzaju - zgodzi si Fawoniusz. W kadym razie poczuem
zazdro. Zamiast zapyta ich wprost i pozna prawd, poruszyem wiatrem i ciki
metalowy piercie ugodzi Hiacynta w gow, no i... Westchn. - Kiedy Hiacynt
umar, Apollo zamieni go w kwiat, w hiacynt. Jestem pewny, e Apollo srogo by si
na mnie zemci, ale Kupidyn otoczy mnie swoj opiek. Zrobiem co strasznego,
ale oszalaem z mioci, wic oszczdzi mnie, pod warunkiem e bd dla niego
pracowa. Na zawsze.
KUPIDYN.
To imi znowu potoczyo si echem po ruinach.

To sygna dla mnie. - Fawoniusz wsta. - Przemyl dobrze, co zrobisz, Nico di


Angelo. Kupidyna nie oszukasz. Jeli dasz si ponie zoci... no c, spotka ci
jeszcze gorszy los ni mnie.
Jason poczu si tak, jakby jego mzg znowu zamieni si w wiatr. Nie rozumia,
o czym mwi Fawoniusz ani dlaczego Nico jest tak wstrznity, ale nie mia czasu,
by o tym pomyle. Duch wiatru znikn w smudze czerwieni i zota. Letnie
powietrze nage zgstniao. Ziemia zadraa. Jason i Nico dobyli mieczy.
***
- A wic o to chodzi.
Gos przemkn jak kula obok ucha Jasona. Kiedy si odwrci, nie zobaczy
nikogo.
- Przyszlicie po bero.
Nico sta za jego plecami i Jason po raz pierwszy poczu, e jest rad z jego
towarzystwa.
- Kupidynie! - zawoa. - Gdzie jeste?!
Gos rozemia si. Z ca pewnoci nie.brzmia jak gos amorka. By gboki i
bogaty, ale budzi lk - jak drenie przed trzsieniem ziemi.
- Tam, gdzie najmniej si mnie spodziewasz, Z mioci zawsze tak jest.
Co uderzyo w Jasona i pocigno go przez, ulic. Stoczy si po jakich
schodach iwyldowa na posadzce piwnicy rozkopanego rzymskiego domu.
- Chyba powiniene o tym wiedzie, Jasonie Grace - zawirowa wok niego
gos Kupidyna. - W kocu znalaze prawdziw mio.
A moe wci sobie nie dowierzasz?
Nico zszed po schodach.
- Nic ci si nie stao?
Jason chwyci jego wycignit rk i wsta.
- Nie. Po prostu daem si gupio zaskoczy.
- Och, czyby si spodziewa, e bd gra czysto? - rozemia si Kupidyn. Jestem bogiem mioci. Nigdy nie gram czysto.
Tym razem zmysy Jasona byy w penej gotowoci. Wyczu ruch powietrza w
tej samej chwili, gdy zmaterializowaa si strzaa mknca prosto w pier Nica.
Machn mieczem i odbi j kling. Strzaa ugodzia w mur obsypujc ich
odamkami wapienia.
Wbiegli po schodach. Jason pocign Nica w bok, gdy kolejny podmuch wiatru
przewrci kolumn, ktra by go zmiadya.
- Ten facet to Mio czy mier? - warkn Jason.
- Zapytaj swoich przyjaci, Frank, Hazel i Perry spotkali ju mojego
odpowiednika, Tanatosa. Wiele si nie rnimy. No, mier bywa agodniejsza.
- Chcemy tylko tego bera! zawoa Nico. - Prbujemy powstrzyma Gaj.
Jeste po stronie bogw czy nie?

Druga strzaa trafia w grunt midzy stopami Nica, janiejc biaym blaskiem
Rzuci si do tyu, gdy strzaa wybucha snopem pomieni.
- Mio jest po kadej stronie. I po niczyjej. Nie pytaj, co mio moe zrobi z
tob.
- Super - mrukn Jason. - Teraz czstuje nas frazesami z. walentynkowych
kartek.
Wyczu ruch za plecami. Obrci si byskawicznie, siekc mieczem powietrze.
Klinga natrafia na co. Usysza mruknicie i zamachn si mieczm po raz drugi,
ale niewidzialnego boga ju nie byo. Na kamieniach poyskiwa lad zotego ichoru
- krwi bogw.
- Bardzo dobrze, JasonieGrace. W kocu potrafisz wyczu moj obecnoc.
Wikszo herosw nie zdobyaby si na nawet takie tylko dranicie prawdziwej
mioci.
- Wic teraz dostan to bero? zapyta Jason.
Kupidyn rozemia si,.
- Niestety, nie moesz nim wadac, Jasonie Grace. Tylko dzieci Podziemia
moe wezwa zmarych legionistw i tylko rzymski oficer moe nimi dowodzi.
-Ale...
Zawaha si. Przecie by oficerem. By pretorem. Dopiero po chwili
przypomnia sobie wszystkie wtpliwoci, ktre go drczyy. W Nowym Rzymie by
gotw przekaza swoje uprawnienia Percyemu Jacksonowi. Czyby wanie to
uczynio go niegodnym dowodzenia legionem rzymskich duchw?
Uzna, e zmierzy si z tym problemem, kiedy nadejdzie waciwy czas.
- Po prosto oddaj nam to bero powiedzia. Nico moe wezwa...
Trzecia strzaa migna tu obok jego ramieniA. Tym razem nie zdy jej
odbi. Nico stkn, gdy grot wbi mu si w prawe rami.
-Nico!
Syn Hadesa zachwia si. Strzaa rozpyna si w powietrzu, nie pozostawiajc
po sobie ani krwi, ani widocznej rany, ale twarz Nica bya cignita grymasem
wciekoci i blu.
- Do tych gierek! - zawoa. - Poka si!
- Nie mona bezkarnie spojrze w prawdziwe oblicze mioci.
Zwalia si jeszcze jedna kolumna. Jason zdy uskoczy w bok.
- Dowiadczya tego moja maonka. Psyche. Przyprowdzono j tutaj przed
wieloma tysicleciami, kiedy by tu mj paac. Spotykalimy si zawsze w ciemnoci.
Zostaa ostrzeona, by nigdy na mnie nie spoglda, ale nie potrafia oprze si
pokusie. Baa si, e jestem potworem. Pewnej nocy zapalia wiec i ujrzaa moj
twarz, gdy spaem.
- Taki jeste brzydki?
Jason pomyla, e chyba zlokalizowa gos Kupidyna na skraju amfiteatru,
jakie dwadziecia metrw od niego - ale nie by tego pewny.

Bg rozemia si.
- Chyba za pikny. miertelnik nie moe spojrze na prawdziwe oblicze boga
bez przykrych konsekwencji. Moja matka, Afrodyta, ukaraa Psyche, za ten brak
zaufania. Moja biedna kochanka bya drczona, skazana na zesanie, poddana
strasznym prbom. Trafia nawet do Podziemia, by wykaza swoje powicenie. W
kocu zasuya na powrt do mnie, ale wiele wycierpiaa.
Teraz ci mam" - pomyla Jason.
Ci mieczem w gr i grom wstrzsn dolin. Piorun wyrba krater w miejscu,
z ktrego przemawia bg.
Cisza. Kurcz, to podziaao" - pomyla Jason i nage jaka niewidzialna sia
powalia go na ziemi. Miecz wypad mu z doni.
- Prawie ci si udao powiedzia Kupidyn gosem z oddali. -Ale Mioci nie
mona tak atwo pokona.
Tu obok Jasona run fragment muru. Jason ledwo zdy przetoczy si w bok.
- Przesta! - krzykn Nico. - Przecie to ja jestem twoim celem. Zostaw go w
spokoju!
Jasonowi dzwonio w uszach. W gowie mu si krcio. W ustach mia smak
wapiennego pyu. Nie rozumia, dlaczego Nico uwaa si za gwny cel, ale Kupidyn
zdawa si z tym zgadza.
- Biedny Nico di Angelo. - W gosie boga zabrzmiao rozczarowanie. - Mylisz,
e wiesz, czego ja chc? A wiesz, czego ty sam chcesz? Moja ukochana Psyche
zaryzykowaa ycie w imi mioci.
Tylko tak moga odpokutowa brak wiary. A ty... co by zaryzykowa w moje
imi?
- Byem w Tartarze i wrciem - warkn Nico. - Nie wystraszysz mnie.
- Bardzo, bardzo si mnie boisz. Spjrz, na mnie. Bd uczciwy.
Jason dwign si na nogi.
Grunt wok Nica zadygota. Trawa zwida, kamienne pyty popkay, jakby co
si poruszao, prbujc wydosta si z ziemi.
- Daj nam bero Dioklecjana - powiedzia Nico. Nie mamy czasu na takie
gierki.
- Gierki?- Kupidyn ugodzi Nica, ktry wpad na granitowy piedesta. - Mio
nie jest adn gierk! To nie agodno kwiatw! To cika praca, misja, ktra nigdy
si nie koczy. da wszystkiego! A przede wszystkim prawdy. Tylko wtedy udziela
nagrody.
Jason odzyska miecz. Jeli ten niewidzialny facet rzeczywicie jest Mioci, to
chyba stanowczo si j przecenia. Wola wersj Piper - e mio jest taktowna,
uprzejma, cudowna. Afrodyt potrafi zrozumie. Kupidyn by dla niego raczej
oprychem wymuszajcym okup.
- Nico! - zawoa. - Czego ten facet chce od ciebie?

Powiedz mu, Nico di Angelo. Powiedz mu, e jeste tchrzem, e boisz si samego
siebie i swoich uczu. Powiedz mu, dlaczego tak naprawd ucieke z Obozu
Herosw i dlaczego zawsze jeste sam.
Nico jkn. Grunt pod jego stopami pk i wypezy z niego szkielety - martwi
Rzymianie pozbawieni rk. z rozupanymi czaszkami, poamanymi ebrami i
zwisajcymi szczkami. Niektrzy mieli na sobie strzpy tog, inni pogite pancerze.
- Ukryjesz si miedzy umarymi, jak zwykle?- zadrwi Kupidyn.
Z syna Hadesa buchny fale ciemnoci. Kiedy uderzyy w Jasona, prawie utraci
wiadomo - pochony go nienawi, strach i wstyd...
Przed oczami przelatyway mu rne sceny. Zobaczy Nica i jego siostr na
szczycie zanieonego urwiska w Maine, Percy ego Jacksona bronicego ich przed
mantikor. Miecz Percyego jania w ciemnoci. Percy by pierwszym pbogiem,
ktrego Nico zobaczy w akcji.
Pniej, w Obozie Herosw, chwyci Nica za rami i obieca mu, e bdzie si
opiekowa Bianc. Nico uwierzy mu. Spojrza w jego zielononiebieskie oczy i
pomyla: Przecie jego nie mona pokona. To prawdziwy heros. Jakby oya
jaka mocarna posta z jego ulubionej gry karcianej.
Jason ujrza chwil, kiedy Percy powrci i powiedzia Nicowi, e Bianca nie
yje. Nico krzykn i nazwa go kamc. Czu si zdradzony, a jednak... Kiedy
szkieletony zaatakoway, nie pozwoli im skrzywdzi Percy ego. Wezwa ziemi, by
je pochona, a potem uciek - przeraony wasn moc i wasnymi emocjami.
Jason zobaczy wicej podobnych scen z punktu widzenia Nica... Oszoomiony,
zmartwia i zaniemwi.
Tymczasem wezwane przez Nica szkielety Rzymian rzuciy si na co
niewidzialnego. Bg walczy z nimi, odrzucajc je na boki, amic im ebra i
gruchoczc czaszki, ale nie ustpoway, czepiajc si jego ramion.
- Ciekawe! - zawoa Kupidyn. - A wic jednak masz. w sobie moc?
- Opuciem Obz Herosw z powodu mioci odrzek Nico. - Annabeth...
ona...
- Wci si ukrywasz. - Kupidyn roztrzaska kolejny szkielet na kawaki. - Nie
jeste silny.
- Nico - wybekota Jason - nie przejmuj si. Zrozumiaem.
Nico spojrza na niego, na jego twarzy malowa si bl.
- Nie, ty tego nie rozumiesz. To niemoliwe.
- Wic znowu uciekasz. - szydzi Kupidyn. - Od swoich przyjaci, od samego
siebie.
- Ja nie mam przyjaci! Opuciem Obz Herosw, bo to nie jest miejsce dla
mnie! Nigdy nie byo!
Szkielety unieruchomiy Kupidyna, ale niewidzialny bg rozemia si tak
okrutnie, e Jason chcia wezwa jeszcze jeden piorun. Niestety, wtpi, czy ma do
mocy, by to uczyni.

- Zostaw go w spokoju - wychrypia. - To nie...


Gos mu si zaama. Chcia powiedzie ,,to nie twoja sprawa", ale uwiadomi
sobie, e to wanie sprawa Kupidyna. Co, co Fawoniusz powiedzia, dwiczao
mu w uszach. To ci szokuje?".
W kocu poj sens opowieci o Psyche - dlaczego miertelna dziewczyna tak si
baa. Podja ryzyko i zamaa zakaz spojrzenia w twarz, bogu mioci, bo baa si,
e moe on okaza si potworem.
Psyche miaa racj. Kupidyn by potworem. Mio jest najokrutniejszym
potworem.
Gos Nica przypomina chrzst tuczonego szka.

- Ja... ja nie zakochaem si w Annnbeth.


- Bye o ni zazdrosny - powiedzia Jason. - I Dlatego nie chciae by blisko
niej. I dlatego nie chciae by blisko... niego. Teraz to wszystko zrozumiaem.
Sprzeciw i opr Nica zaamay si. Ciemno ustpia. Szkielety Rzymian
rozpady si i rozsypay w py.
- Nienawidziem samego siebie - powiedzia. Nienawidziem Percy ego
Jacksona.
Nagle Kupidyn sta si widzialny. Objawi im si smuky, muskularny
modzieniec ze nienobiaymi skrzydami i prostymi czarnymi wosami, w biaej
tunice i dinsach, uk i koczan na jego ramieniu nie byy zabawkami byy gron
broni. Oczy mia czerwone jak krew, jakby wszystkie gadety walentynkowe z
caego wiata zmiadono i przedestylowano w jedn trujc mikstur. Jego twarz
bya pikna, ale i sroga - razia jak wiato reflektora, tak, e trudno byo na ni
patrzy. Obserwowa Nica z wyranym zadowoleniem, jakby rozpoznawa w nim cel
swojej strzay.
- Zadurzyem si w Percym - wyrzuci z siebie Nico. - Taka jest prawda. Taki
jest mj wielki sekret. Spojrza ze zoci na Kupidyna - Zadowolony?
Po raz pierwszy w oczach boga pojawio si co w rodzaju wspczucia.
Och, nie twierdz, e Mio zawsze uszczliwia. - Gos mia cichszy, o wiele
bardziej ludzki. - Czasami sprawia, e powala ci bezmierny smutek. Ale w kocu
spojrzae jej w twarz. Tylko w ten sposb mona mnie pokona.
I rozpyn si w powietrzu.
Tam, gdzie sta, na ziemi leao bero z koci soniowej, okoo metra dugoci,
zakoczone ciemn kulk z polerowanego marmuru wielkoci piki bejsbolowej,
wspart na grzbietach trzech zotych rzymskich orw. Bero Dioklecjana.
Nico uklk i podnis je. Spojrza na Jasona, jakby si spodziewa, e go
zaatakuje.
- Jeli inni si dowiedz...
- Jeli inni si dowiedz, bdzie ci wspierao wielu przyjaci, klrzy
wyzwol gniew bogw na kadego, kto sprawi ci przykro.
Nico mia ponur min. Jason wci czul promieniujce od niego rozalenie i
gniew.
- Ale to twoja sprawa doda Jason. -Do ciebie naley decyzja, czy im to powiesz,
czy nie. Ja mog ci tylko powiedzie...
- Ja ju tego nie czuj - mrukn Nico. - To znaczy... ju nie czuj tego do
Percyego. Byem mody i atwo ulegaem uczuciom... i... nie...
Gos mu si zaama i Jason mgby przysic, e Nico jest bliski ez. Bez
wzgldu na to, czy naprawd przesta si durzy w Percym, czy nie, Jasonowi trudno
byo sobie wyobrazi, co Nico musia przeywa przez te wszystkie lata, utrzymujc

w tajemnicy co, co w latach czterdziestych byo nie do przyjcia, zaprzeczajc


samemu sobie, czujc si kompletnie osamotniony jeszcze bardziej od innych
pbogw.
- Nico powiedzia agodnie - widziaem ju wiele odwanych czynw, ale to,
co ty teraz zrobie, wymagao chyba najwikszej odwagi.
Nico spojrza na niego niepewnie.
Powinnimy wraca na okrt.
Tak. Mog nas przenie...
Nie. Tym razem przeniesiemy si tam drog cieni. Na jaki czas mam do
wiatrw.

XXXVII
ANNABETH
Utrata wzroku bya bolesn udrk. A oddzielenie od Percyego straszne.
Teraz, kiedy Annabeth odzyskaa ju wzrok, patrzya, jak jej chopak powoli
umiera, zatruty krwi gorgony, i nie moga nic na to poradzi. To bya najgorsza
kltwa.
Bob przerzuci sobie Percyego przez rami jak worek z ekwipunkiem
sportowym. May Bob zwin si w kbek na plecach Percyego, mruczc gono.
Bob kroczy szybko, nawet jak na tytana, wic Annabeth z trudem za nim nadaa.
W pucach jej rzzio. Skra zacza si uszczy. Pomylaa, e powinna znowu
napi si ognistej wody, ale Flegeton zostawili za sob. Ciao miaa tak obolae i
poobijane, e ju zapomniaa, jak to jest, kiedy nic nie boli.
- Jak dugo jeszcze? - wychrypiaa.
- Chyba za dugo - odrzek przez rami Rob. - Ale moe nie.
Bardzo pocieszajce' - pomylaa, ale nie miaa siy tego wypowiedzie.
Krajobraz znowu si zmieni. Wci schodzili w d, co powinno byo uatwi
ten pospieszny marsz, ale zbocze opadao pod zym ktem - byo zby strome, by po
nim zbiega, i zbyt zdradzieckie, by moga sobie pozwoli choby na chwil
nieuwagi. Grunt by liski, czasem pokrywa go luny wir, a czasem szlam. Co jaki
czas omijaa kolce na tyle ostre, e mogy przebi jej stop, i wybrzuszenia... no,
raczej nie skay, bo bardziej przypominay brodawki wielkoci arbuzw. Gdyby
zechciaa si nad tym zastanowi (a nie chciaa), pewnie by pomylaa, e Bob
prowadzi j jelitami Tartara.
Powietrze zgstniao i cuchno ciekiem. Ciemno nie bya ju tak
nieprzenikniona, ale przed sob Annabeth widziaa tylko biae wosy Boba i ostrze
jego wczni. Zauwaya, e od czasu walki z arai nie schowa tego ostrza w miotle.

To te wzmagao w niej lk.


Percy podrygiwa na ramieniu Boba, co powodowao, e kotek musia wci
zmienia pozycj na jego plecach. Co jaki czas Percy jcza z blu, a Annabeth
czua si tak, jakby jaka pi ciskaa jej serce.
Przypomniaa sobie herbatk z Piper, Hazel i Afrodyt w Charleston. O,
bogowie, jak to byo dawno... Afrodyta Wzdychaa i tsknie wspominaa stare dobre
czasy wojny secesyjnej -kiedy mio i wojna szy ze sob w parze.
Bogini wskazaa wtedy z dum na Annabeth jako na przykad dla pozostaych
dziewczt: Kiedy jej obiecaam, e bdzie miaa ciekawe ycie miosne. I co,
moe tak nie byo?".
Annabeth chciaa j udusi. Tej ciekawoci" byo w jej yciu troch za wiele.
Teraz wci wierzya, e wszystko dobrze si skoczy. Przecie to nadal jest
moliwe, bez wzgldu na to, co dawne mity mwi o tragicznych losach herosw.
Musz by wyjtki, prawda? Jeli cierpienie ma zawsze by wynagrodzone, to Percy
i ona ju zasuyli na nagrod gwn.
Pomylaa o wizji, jak przedstawi jej Percy - osiedlaj si w Nowym Rzymie,
razem tam studiuj. Z pocztku wizja ycia wrd Rzymian troch j przeraaa.
Miaa im za ze, e odebrali jej Percy'ego na tak dugo.
Teraz zgodziaby si na to z ochot.
Jeli tylko przeyj. Jeli Reyna otrzyma od niej wiadomo. Jeli mnstwo
innych rzeczy skoczy si pomylnie.
Przesta - skarcia si w duchu.
Trzeba skupi si na teraniejszoci, stawia jedn stop przed drug, ostronie
omija kady polip wyrastajcy z tych jelit.
Kolana miaa rozgrzane i chwiejne, jak druciane wieszaki wykrzywione do
granic wytrzymaoci. Percy jcza i mrucza co, czego nie moga zrozumie.
Bob nagle si zatrzyma.
- Patrz.
Przed nimi, w mroku, roztaczao si paskie czarne bagnisko. Wisiaa nad nim
mga, ta jak siarka. Cho nie byo soca, rosy tu jakie roliny - kpy trzcin,
mizerne drzewa bez lici, z bagna wyrastay nawet jakie chorowite kwiaty. Omszae
cieki biegy midzy jamami penymi bulgoccej smoy. Przed Annabeth widniay
gbokie lady wielkoci pokryw od pojemnikw na mieci, z dugimi, ostro
zakoczonymi palcami.
Niestety, nie miaa wtpliwoci, kto mg je zostawi.
- Smok?
- Tak. - Bob umiechn si do niej. - To dobrze!
- Yyy... dlaczego?
- Bo ju niedaleko.
I pomaszerowa w bagnisko.
Annabeth chciao si wy. Nienawidzia, e jest na asce tytana, zwaszcza

takiego, ktry powoli odzyskiwa pami i prowadzi ich do dobrego" olbrzyma


przez bagnisko, gdzie najwyraniej spacerowa sobie smok.
Ale Bob nis Percycgo. Gdyby si zawahaa., mogaby zgubi ich w mroku.
Pospieszya za nim, przeskakujc z jednej kpy mchu na drug i modlc si do
Ateny, by j ustrzega od wpadnicia w ktr z tych cuchncych dziur.
Ale teren przynajmniej sprawi, e Bob szed ju troch wolniej. Kiedy go
dogonia, moga i tu za nim i mie oko na Percyego, ktry mamrota w malignie.
Czoo mia niepokojco gorce. Kilka razy wybekota: Annabeth". co tak j
wzruszao, e z trudem tumia szloch. Kociak mrucza goniej i przytula si do
Boba plecw.
W kocu mga opada, ukazujc botnist polank, niby wysp pord bagniska.
Grunt by upstrzony skarowaciaymi drzewami i kupami kamieni. Porodku staa
wielka, kopulasta chata z koci i zielonkawej skry. Z dziury w szczycie wydobywa
si dym. Wejcie byo zasonite uskowat skr jakiego gada; po obu stronach
pony tym wiatem dwie pochodnie z olbrzymieli koci udowych.
Uwag Annabeth najbardziej przycigna jednak czaszka smoka. Jakie
pidziesit metrw od niej, w poowie drogi do ziemianki, z ziemi wyrasta pod
ktem czterdziestu piciu stopni potny db. Szczki czaszki smoka obejmoway
pie, jakby db by jzykiem martwego gada.
- Tak mrukn Bob. - Jest bardzo dobrze.
Dla Annabeth nie byo tu nic dobrego.
Zanim zdya zaprotestowa, May Bob wygi grzbiet i zasyczal. Za nimi przez
bagnisko przetoczy si potny ryk - odgos, ktry Annabeth syszaa ostatnio
podczas bitwy o Manhattan.
Odwrcia si i zobaczya szarujcego na nich smoka.

XXXVIII
ANNABETH
Co ni najbardziej wstrzsno?
Smok by z. pewnoci najpikniejszym stworzeniem, jakie zobaczya od czasu
wpadnicia do Tartaru Jego skra pokryta bya zielonymi i tymi plamami, jak
soce przewitujce przez baldachim Lasu. Gadzie oczy miay jej ulubiony kolor
morskiej zieleni (jak oczy Percy ego). Kiedy rozpostar skrzaste falbany wok
gowy, wyglda tak dostojnie i piknie, e a trudno byo uwierzy w jego
mordercze zamiary.
By dugi jak kolejka metra. Potne szpony zagbiay si w boto, gdy sun
naprzd, miotajc ogonem na boki. Zasyczal, plujc strumieniem zielonego jadu,

ktry zadymi na mchu i podpali smo w jamach, przesycajc powietrze woni


wieego igliwia i imbiru, ten potwr nawet pachnia dobrze. Jak wikszo smokw
nie mia skrzyde, ale by dugi i bardziej przypomina wa ni smoka. I wyglda
na godnego.
- Bob, co to jest?
- Maeoski smok. Z Maeonii.
Bardzo pomocna informacja. Chtnie by walna Boba w gow t jego miot,
gdyby zdolaa j unie.
- Moemy go jako zabi?
- My? Nie.
Smok rykn, jakby si z tym zgadza, ponownie wypeniajc powietrze woni
igliwia i imbiru, ktra byaby znakomitym zapachem odwieajcym wntrze
samochodu.
- Chro Percyego - powiedziaa. - Ja skupi jego uwag na sobie.
Nie miaa pojcia, jak to zrobi, ale nic innego nie potrafia wymyli. Nie moe
pozwoli, by Percy umar, pki ma jeszcze do siy, by utrzyma si na nogach.
- Nie musisz - powiedzia Bob. - Za minut...
- ROOOOOAAARR!
Annabeth odwrcia si. Z chaty wyszed olbrzym.
Mia z sze metrw wzrostu -typowa wysoko olbrzyma - ludzkie ksztaty od
pasa w gr i pokryte usk gadzie nogi, jak u dwunonego dinozaura. Nie mia
adnej broni. Zamiast pancerza nosi tylko koszul z zielono nakrapianej skry,
poatanej baranim runem. Jego skra bya winiowa, broda i wosy rdzawe,
przetykane kpkami trawy, lici i kwiatw z bagniska.
Rykn wyzywajco, ale na szczcie nie patrzy na Annabeth. Bob odcign j
na bok, gdy olbrzym ruszy na smoka.
Starli si jak w jakiej dziwacznej boonarodzeniowej scenie waki - czerwone
przeciw zielonemu. Smok plun jadem. Olbrzym odskoczy w bok. Chwyci pie
dbu i wyrwa go z korzeniami. Stara czaszka rozsypaa si w py, gdy zamachn si
pniem jak kijem bejsbolowym.
Ogon smoka owin si wok pasa olbrzyma, pocigajc go ku kapicej
szczce. Ale gdy olbrzym znalaz si dostatecznie blisko, wepchn pie w gardziel
potwora.
Annabeth miaa nadziej, e ju nigdy wicej nie zobaczy tak makabrycznej
sceny. Pie przebi gardo i przyszpili smoka do ziemi. Korzenie zaczy si
porusza, zakotwiczajc db, a w kocu wyglda, jakby sta ram od stuleci. Smok
miota si i wstrzsa tuowiem, ale korzenie nie puszczay.
Olbrzym uderzy go pici w kark. TRZASK. Potwr zwiotcza. Zacz si
rozpywa, pozostawiajc na ziemi tylko koci, miso, skr i now smocz czaszk,
ktrej szczki otaczay pie dbu.
Bob chrzkn.

- Dobre.
Kociak zamrucza z aprobat i zacz my sobie apki.
Olbrzym kopn szcztki smoka, przygldajc im si krytycznie.
- Niedobre koci - powiedzia. - Chciaem mie now lask. Hmpf. Ale mam
troch dobrej skry na wejcie do wychodka.
Oddar kawa mikkiej skry z Falban smoka i wetkn sobie za pas.
- Uch... - Annabeth chciaa zapyta, czy olbrzym naprawd uywa smoczej
skry jako papieru toaletowego, ale uznaa, e jednak tego nie zrobi. - Bob, moe nas
przedstawisz?
- Annabeth... - Bob poklepa nogi Percy ego. A to jest Percy.
Annabeth miaa nadziej, e tytan sobie z niej artuje, ale trudno to byo pozna
po jego twarzy.
Zgrzytna zbami.
- Chodzio mi o olbrzyma. Obiecae, e nam pomoe.
- Obieca? - Olbrzym zerkn na nich. Oczy mu si, zwziy pod krzaczastymi
czerwonymi brwiami. - Obietnica to wielka sprawa. Dlaczego Bob miaby obieca,
e pomog?
Bob przestpi z nogi na nog. Tytani budzili strach, ale Annabeth jeszcze nigdy
nie widziaa adnego przy olbrzymie. W porwnaniu z zabjc smokw Bob
wyglda jak chuchro.
- Damasen to dobry olbrzym powiedzia Bob. - Spokojny. Moe wyleczy z
trucizny.
Annabeth patrzya, jak olbrzym Damasen odrywa goymi rkami kaway
krwawego misa z trucha smoka.
- Spokojny - powtrzya. - No tak, przecie widz.
- Dobre miso na kolacj. Damasen wyprostowa si i przyjrza si jej, jakby
bya potencjalnym rdem protein. -Wejdcie do rodka. Bdzie potrawka. A potem
zobaczymy, co z t obietnic.

XXXIX
ANNABETH
Przytulna.
Annabeth nigdy by nie pomylaa, e opisze tym sowem co w Tartarze, ale
mimo e chata olbrzyma bya wielka jak planetarium i zbudowana z koci, bota i
smoczej skry, ona tak wanie si w niej czua.
Porodku pono ognisko ze smoy i koci, ale dym by biay i bezwonny i
ulatywa przez otwr w powale. Sucha bagienna trawa i szare weniane kobierce

pokryway podog. W jednym kocu byo wielkie legowisko z owczych i smoczych


skr. W drugim stay stojaki, na ktrych suszyy si zioa, zasolone skry i co, co
wygldao jak paski smoczego misa. Pachniao duszonym misem, dymem, bazyli
i tymiankiem.
Zaniepokoio j tylko stadko owiec w zagrodzie w gbi chaty.
Przypomniaa sobie jaskini cyklopa Polifema, ktry poera pbogw i owce bez rnicy. Zastanawiaa si, czy olbrzymy maj podobne upodobania.
Kusio j, eby std uciec, ale Bob ju zoy Percy ego na legowisku olbrzyma,
gdzie chopak prawie uton w wenie i skrze.
May Bob wskoczy tam za nim i zacz ugniata skry, mruczc tak gono, e
legowisko drao jak automatyczne ko do masau.
Damasen podszed do paleniska. Wrzuci miso smoka do wiszcego nad ogniem
kota, ktry wyglda, jakby go zrobiono z czaszki potwora, po czym wzi chochl i
zacz ni mieszac potraw.
Annabeth nie chciaa by kolejnym skadnikiem potrawki, ale w kocu przysza
tu w okrelonym celu. Wzia gboki oddech : podesza do olbrzyma.
- Mj... przyjaciel umiera. Moesz.go wyleczy czy nie?
Troch si zajkna, wypowiadajc sowo przyjaciel. Percy by dla niej kim
o wiele wicej ni przyjacielem. Nawet mj ,,chopuk w peni tego nie oddawa.
Przeszli razem tyle, e sta si jej czci - czasami irytujc, to fakt, ale bez
wtpienia czci, bez ktrej nie mogaby y.
Damasen spojrza na ni spod krzaczastych czerwonych brwi. Spotykaa ju
wielkich, przeraajcych humanoidw, ale ten olbrzym wzbudza w niej jaki inny
rodzaj niepokoju. Nie budzi strachu. Promieniowa smutkiem i gorycz, jakby
wasne utrapienie tak go pochaniao, e mia do niej al, bo prbowaa zwrci jego
uwag na co innego.
- Nie syszaem takich sw w Tartarze - burkn. - Przyjaciel. Obietnica.
Annabeth skrzyowaa ramiona.
- A krew gorgony? Potrafisz z niej uleczy czy moe Bob przecenia twoje
talenty?
Kierowanie tak bezceremonialnych sw do szeciometrowego zabjcy smokw
nie byo mdr taktyk, ale Percy umiera. Nie miaa czasu na dyplomatyczne
zabiegi.
Damasen spojrza na ni spode ba.
- Wtpisz, w moje talenty? Pywy miertelnik wdziera si na moje bagnisko
i kwestionuje moje talenty?
- Tak.
- Hmpf. - Damasen wrczy chochl Bobowi. Mieszaj.
Nastpnie przyjrza si swojej suszarce i wybra z niej jakie licie i korzonki.
Wepchn je sobie do ust, przeu i wyplu zielonkawa kul.
- Kubek rosou - powiedzia.

Bob wla troch sosu z kota do pustej tykwy i wrczy j Damascenowi, ktry
wrzuci do niej przeut przez siebie kul zi i zamiesza palcem.
- Krew gorgony mrukn. - Te mi co!
Podszed do legowiska i podpar Percyego jedn rk. May Bob powcha ros i
prychna, po czym zacz drapa wenian skr pazurkami, jakby chcia co
zakopa.
- Chcesz go tym nakarmi? - zapytaa Annabeth.
Olbrzym ypn na ni.
Kto tu jest Uzdrawiaczem? Ty?
Zamilka. Patrzya, jak olbrzym wlewa Percy emu ros do ust. Robi to
zaskakujco agodnie, mruczc sowa zachty, ktrych nie moga dosysze.
Po kadym yku twarz Percyego odzyskiwaa kolor. Wypi cay kubek i otworzy
oczy. Rozejrza si nieprzytomnie, spostrzeg Annabeth i umiechn si do niej,
jakby by pijany.
- Czuj si wietnie.
renice potoczyy mu si w gr. Pad bezwadnie na plecy i zachrapa.
Par godzin snu - owiadczy Damasen i bdzie jak nowy.
Annabeth zakaa z ulgi.
Dziki.
Damasen spojrza na ni ze smutkiem.
- Och, nie dzikuj mi. Nadal jestecie skazani. A ja dam zapaty za moje
usugi.
Annabeth zrobio si sucho w ustach.
- Yyy... jakiej zapaty?
Opowieci. - Oczy mu rozbysy. W Tartarze jesi nudno. Moesz mi o was
opowiedzie, gdy bdziemy jedli?
Annabeth wcale nie miaa ochoty opowiada olbrzymowi o ich planach.
Przyj ich jednak tak gocinnie. Uratowa ycic Percy emu. Jego potrawka z
misa smoka smakowaa wybornie (zwaszcza w porwnaniu z ognist wod). Jego
chata bya ciepa i przytulna. Po raz pierwszy w Tartarze Annabeth poczua, e moe
si zrelaksowa. Co byo ironi losu, skoro jada kolacj z tytanem i olbrzymem.
Opowiedziaa Damasenowi o swoim yciu i o przygodach, jakie przeya razem
z Percym. Opowiedziaa, jak Percy spotka Boba, wyczyci mu pami w rzece Lete
pozostawi go pod opiek Hadesa.
- Percy chcia dobrze zapewnia Boba. - Nie wiedzia, e Hades okae si tak
mend.
Nawet dla niej nie zabrzmiao to przekonujco. Hades zawsze by mend.
Pomylaa o tym, co mwiy arai e Nico di Angelo by jedyn osob, ktra

odwiedzia Boba w paacu Hadesu. Nico by najmniej towarzyskim, najmniej


skonnym do pomocy pbogiem, jakiego znaa, a jednak okaza Bobowi tyle
serdecznoci. A przekonujc go, e Percy jest jego przyjacielem, niewiadomie
ocali im ycie. Zastanawiaa si, czy kiedykolwiek go rozgryzie.
Bob umy swoj misk pynem ze spryskiwacza i cierk.
Damasen machn zachcajco yk.
- Opowiadaj dalej, Annabeth Chase.
Wyjania mu, co jest celem ich wyprawy na Argo II". Kiedy powiedziaa, e
chc powstrzyma przebudzenie si Gai,'zajkna si.
- Ona jest... yyy... twoj matk, tak?
Damasen wytar misk. Twarz mia poobion, pokryt bliznami i ladami po
oparzeniach jadami, wic wygldaa jak powierzchnia asteroidy.
- Tak powiedzia. - A Tartar jest moim ojcem. - Zatoczy rk pkole. - jak
widzisz, sprawiem rodzicom zawd.. Spodziewali si po mnie... wicej.
Annabeth wci nie moga do koca uwierzy, e je kolacj z olbrzymem o
nogach jaszczura, olbrzymem, ktrego rodzicami byli Ziemia i Otcha.
Bogw Olimpu do trudno byo sobie wyobrazi jako rodzicw, ale
przynajmniej przypominali ludzi. A ci prastarzy, pierwotni bogowie, jak Gaja i
Tartar... W jaki sposb mona opuci dom i uniezaleni si od swoich rodzicw,
jeli dosownie obejmuj cay wiat?
- Wic... nie masz nic przeciwko temu, e walczymy z twoja mam?
Damasen prychn jak byk.
- ycz powodzenia. Ale teraz to mj ojciec jest dla was wikszym zagroeniem.
Z nim jako przeciwnikiem nie macie adnych szans.
Annabeth nagle stracia apetyt. Odstawia misk na podog. May Bob podszed,
by sprawdzi, co w niej jest.
- Przeciwnikiem?
Damasen przeama smocz ko i zacz duba sobie w zbach jej odamkiem.
- Wszystko, co widzicie, jest ciaem Tartara, a przynajmniej jego manifestacj.
Wie, e tu jestecie. Wci prbuje was powstrzyma. Poluj na was moi bracia. To
godne uwagi, e yjecie tak dugo, nawet korzystajc z pomocy Japeta.
Bob nachmurzy si gdy usysza swoje imi.
- Pokonani nas cigaj, tak. S blisko.
Damascn wyplu odamek koci.
- Mog was osania przez jaki czas, na tyle dugo, bycie odpoczli. To ja
panuj nad tym bagniskiem. Ale w kocu was dopadn.
- Moi przyjaciele musz dotrze do Wrt mierci - powiedzia Bob.
Tamtdy mog wyj na wiat.
To niemoliwe - mrukn Damasen. - Wrota s za dobrze strzeone.
Annabeth pochylia si do przodu.
- Ale wiesz, gdzie one s?

- Oczywicie. Cay Tartar zbiega w d do jednego miejsca: do swojego serca.


Tam s Wrota mierci. Ale nie dojdziecie tam ywi z jednym tylko Japetem.
- Wic chod z nami. Pom nam.
- HA!
Annabeth podskoczya. Percy powtrzy nieprzytomnie przez sen:
- Ha, ha, ha.
Dzieci Ateny rzek olbrzym - ja nie jestem waszym przyjacielem. Raz
pomogem miertelnikom i sama widzisz, dokd mnie to zaprowadzio.
- Pomoge miertelnikom? - Annabeth znaa mnstwo greckich legend, ale imi
Damasen" nic jej nie mwio. Nie... nic rozumiem.
- Przykra sprawa - powiedzia Bob. - Dobrym olbrzymom przytrafiaj si
przykre sprawy. Damasen zosta stworzony, by przeciwstawi si Aresowi.
- Zgadza si - przyzna olbrzym. - Jak wszyscy moi bracia urodziem si, by
przeciwstawi si ktremu z bogw. Moim wrogiem by Ares. Ale Ares to bg
wojny. Wic urodziem si...
- Jako jego przeciwiestwo - domylia si Annabeth. Nastawiony pokojowo
do wiata.
- Pokojowo, przynajmniej jak na olbrzyma. Damasen westchn. Wdrowaem po kach Maconii, w krainie, ktra teraz nazywa si Turcj.
Opiekowaem si moimi owcami i zbieraem zioa. Dobre to byo ycie. Ale nie
potrafiem walczy z bogami. Moi rodzice przeklli mnie za to. A oto najwiksza
obraza. Pewnego dnia macoski smok zabi miertelnika, pasterza, mojego
przyjaciela. wic wytropiem gada i wepchnem mu drzewo w gardziel. Uyem
mocy ziemi, by drzewo zakorzenio si na nowo, i w ten sposb przyszpiliem go na
zawsze. Upewniem si, e ju wicej nie bdzie zagraa miertelnikom. Tego ju
Gaja nie moga mi wybaczy.
- Bo komu pomoge?
- Tak. Damasen jakby si zawstydzi. Gaja otworzya ziemi, ktra mnie
pochona, i zesaa tutaj, w trzewia mojego ojca Tartara, gdzie gromadz si
wszelkie bezuyteczne szumowiny, wszystkie resztki stworzenia, o ktre ona nie
dba. - Wyj sobie kwiat z wosw i spojrza na niego nieobecnym wzrokiem.
- Pozwolili mi y, pa owce, zbiera zioa, tak ebym dowiadczy
bezuytecznoci ycia, ktre wybraem. Dzie w dzie... albo w czasie, co przemija
jak dzie w tym pozbawionym wiata miejscu... macoski smok odradza si, by
mnie zaatakowa. Moj kltw jest niekoczce si zabijanie.
Annabetb rozejrzaa si po chacie, prbujc sobie wyobrazi, ile tysicleci
spdzi tu Damasen na wygnaniu, zabijajc smoka, zbierajc jego koci, skr i
miso, wiedzc, e nastpnego dnia smok znowu go zaatakuje. Z trudem potrafia
sobie wyobrazi, e sama przeyaby tu choby tydzie. Wygnanie tu wasnego syna
na cae stulecia to byo niewyobraalne okruciestwo.

- Przeam t kltw - powiedziaa. - Chod z nami.


Damasen zacmoka.
-To nie takie proste. Mylisz, e nie prbowaem opuci tego miejsca? To
niemoliwe. Bez, wzgldu na to, w ktr stron powdruj, zawsze w kocu znowu
tu trafiam. Znam tylko to bagnisko, to jedyny cel, jaki potrafi sobie wyobrazi. Nie,
maa plbogini. Kltwa nade mn panuje. Nie ma nadziei, bym mg std odej.
- Nie ma nadziei - powtrzy Bob.
- Musi by jaki sposb.
Annabeth nie moga znie wyrazu twarzy olbrzyma. Przypomina jej ojca, kiedy
par razy wyzna, e wci kocha Aten. Taki by smutny, taki przybity, pragnc
czego, co byo niemoliwe.
- Bob ma plan, jak dotrze do Wrt mierci upieraa si. Powiedzia, e
moemy si ukry we Mgle mierci.
- Mga mierci? Damasen ypn na Boba. - Chcesz ich zaprowadzi do
Achlys?
To jedyny sposb - odrzek Bob.
- Umrzecie - powiedzia Damasen. - W blu. W ciemnoci. Achlys nie ufa
nikomu i nikomu nie pomaga.
Bob sprawia wraenie, jakby chcia si z nim spiera, ale zacisn wargi i
milcza.
- Jest jaki inny sposb? zapytaa Annabeth.
Nie. Mga mierci to najlepszy plan. Niestety, to straszliwy plan.
Annabeli poczua si tak, jakby znowu zawisa nad otchani, nie mogc si
podcign, wiedzc, e za chwil palce jej osabn, e jest w sytuacji bez wyjcia.
- Ale czy nie warto sprbowa? zapytaa. Mgby powrci do wiata
miertelnikw. Mgby znw zobaczy soce.
Oczy Damasena byy jak oczodoy w czaszce smoka - mroczne i puste,
pozbawione nadziei. Wrzuci zaman ko do ognia i wsta potny czerwony
wojownik w owczej i smoczej skrze, z suchymi kwiatami i zioami we wosach.
Tak, Damasen by przeciwiestwem Aresa. Ares to najgorszy z bogw, porywczy,
kochajmy przemoc. Damasen by najlepszym z olbrzymw, by agodny i chtny do
pomocy... i za to zosta skazany na wieczn mk.
- Przepij si - powiedzia olbrzym. - Przygotuj wam troch zapasw na
drog. Przykro mi, ale tylko to mog dla was zrobi.
Chciaa zaprotestowa, ale gdy tylko usyszaa przepij si", ciao j zdradzio,
cho przecie postanowia, e ju nigdy w Tartarze nie zanie. Brzuch miaa peny.
Ogie tak mio trzaska. Zapach zi przypomina jej wzgrza wok Obozu
Herosw w locie, kiedy satyrowie i najady zbieraj dzikie roliny w leniwe
popoudnie.
- Moe troszk si przepi.
Bob zgarn j jak szmacian lalk. Nie bronia si. Zoy j obok Percyego na

legowisku olbrzyma i natychmiast zamkna oczy.

XL
ANNABETH
Annabeth obudzia si patrzc na cienie taczce po powale. Nie miaa adnych
snw. To byo tak niezwyke, e nie bya pewna, czy naprawd ju nie pi.
Percy chrapa obok niej, a May Bob mrucza na jego brzuchu. Usyszaa
rozmow Boba i Damasena.
- Nie powiedziae jej - mwi Damasen.
- Nie. Ju i tak jest wystraszona.
- I powinna by. A jeli nie zdoasz przeprowadzi ich przez Noc?
Powiedzia Noc, jakby to byo imi - ze imi.
- Musz - odrzek Bob.
- Dlaczego? Co oni ci dali? Pozbawili ci twojego dawnego ycia, wszystkiego,
czym bye. Tytani i giganci... Mamy by wrogami bogw i ich dzieci. I co, ju nie
jestemy?
- To dlaczego uzdrowie tego chopaka?
-Damasen sapn.
- Sam si dziwi. Moe dlatego, e ta dziewczyna mnie sprowokowala, a moe...
moe tych dwoje mnie zaintrygowao. Zaszli tak daleko. To godne podziwu. Ale jak
mielibymy im jeszcze pomc? To nie nasze przeznaczenie.
- Moe przyzna niechtnie Bob. Ale... czy lubisz nasze przeznaczenie?
- Te mi pytanie. Czy w ogle ktokolwiek lubi swoje przeznaczenie?
- Lubi by Bobem - mrukn tytan. - Zanim zaczem sobie przypomina...
- Uch. - Rozleg si szmer, jakby kto wpycha co do skrzanej torby.
- Damasenie, pamitasz soce?
Szmer ucich. Annabeth syszaa, jak olbrzym oddycha przez nos.
- Tak, byo te. Kiedy dotykao horyzontu, niebo si barwio.
- Tskni za socem - powiedzia Bob. - I za gwiazdami. Chciabym znowu
przywita si z gwiazdami.
- Gwiazdy... - Damasen wypowiedzia to sowo tak, jakby zapomnia, co
oznacza. - Tak. Ukadaj si w srebrne wzory na nocnym niebie. - Rzuci co na
podog. - E tam. Co to za gadanie. Nie moemy...
W oddali zarycza maeoski smok.
Percy usiad.
-Co? Gdzie...? Co?
- Wszystko w porzdku. - Annabeth chwycia go za rami.

Dopiero teraz spostrzeg, e le razem na jakim legowisku, i to z maym


kotkiem.
- Ten odgos... Gdzie my jestemy?
- A co pamitasz?
Zmarszczy czoo. Oczy mia przytomne. Wszystkie rany poznikay. Gdyby nie
podarte ubranie i gruba warstwa brudu na caym ciele, wygldaby, jakby nigdy nie
wpad do Tartaru.
-Ja... Te demoniczne babki... a potem... No, niewiele.
Damasen stan nad legowiskiem.
- Nie ma czasu, mali miertelnicy. Smok powraca. Obawiam si, e jego ryk
cignie tu innych... moich braci, ktrzy na was poluj. Wkrtce tu bd.
Annabeth poczua, e puls jej przyspiesza.
- Co im powiesz, kiedy tu przyjd?
Wargi Damascna zadrgay.
- A co mam im do powiedzenia? Nic szczeglnego, jeli was tu nie bdzie.
Rzuci im dwie torby ze smoczej skry.
- Ubrania, jedzenie, picie.
Bob mia na ramieniu podobn, tylko wiksz torb. Wspar si na swojej miotle,
patrzc na Annabeth, jakby wci rozwaa sowa Damasena: Co oni ci dali?
Jestemy wrogami pbogw, ich niemiertelnymi wrogami".
Nagle Annabeth porazia myl tak ostra i jasna jak klinga samej Ateny.
- Przepowiednia Siedmiorga - powiedziaa.
Percy ju wyczoga si z legowiska i zakada plecak. Spojrza na na ni,
marszczc czoo.
- O co ci chodzi?
Annabeth chwycia Damasena za rk. Drgn. Nastroszy brwi. Skr mia
szorstk jak pumeks.
- Musisz z nami i - powiedziaa. - Przepowiednia mwi: wrg w zbrojnym
rynsztunku u Wrt mierci sidzie. Mylaam, e chodzi o Rzymian i Grekw, ale
si myliam. Tu chodzi o nas, o pbogw, tytana i olbrzyma. Potrzebujemy ciebie,
eby zamkn Wrota!
Smok zarycza ponownie, tym razem bliej. Damasen agodnie odsun rk
Annabeth.
- Nie, dziecinko - mrukn. - Tu jest moja kltwa. Nie mog od niej uciec.
Moesz. Nie walcz ze smokiem. Wymyl co, by przerwa ten zaklty cykl!
Znajd inne przeznaczenie.
Damasen pokrci gow.
- Nawet gdybym zdoa, nie mog opuci tego bagniska. To jedyny cel. jaki
potrafi sobie wyobrazi.
Myli mkny w gowie Annabeth.

- Jest inny cel. Spjrz na mnie! Zapamitaj sobie moj twarz. Kiedy bdziesz
gotowy, szukaj mnie. Zabierzemy ci do wiata miertelnikw. Zobaczysz soce i
gwiazdy.
Grunt zadygota. Smok ju si zblia, wlokc si przez bagnisko, palc drzewa i
mech swoim trujcym jadem. Gdzie z oddali dobieg Annabeth glos Polybotesa,
wzywajcego, by ruszyli w drog:
- SYN BOGA MORZA! JEST BLISKO!
- Annabeth powiedzia z naciskiem Percy - to sygna do odejcia.
Damasen wyj co zza pasa. W jego potnej doni biay odlamek koci
wyglda jak jeszcze jedna wykaaczka, ale kiedy go jej poda, zdaa sobie spraw,
e to miecz - klinga ze smoczej koci, z morderczym ostrzem i prostym uchwytem
ze skry.
- Ostatni dar dla crki Ateny - burkn. - Nie mog pozwoli, by sza na
mier nieuzbrojona. A teraz idcie! Zanim bdzie za pno.
Annabeth chciao si paka. Wzia miecz, ale nie bya w stanie podzikowa
olbrzymowi. Mylaa, e mia walczy po ich stronie. Takie byo znaczenie tego
fragmentu przepowiedni. Ale Damasen odwrci si.
- Musimy i - ponagli ich Bob, kiedy kotek wspi mu si na rami.
- On ma racj, Annabeth powiedzia Percy.
Pobiegli do wejcia. Annabeth nie spojrzaa za siebie, idc za Percym i Bobem
przez bagnisko, ale usyszaa, jak Damasen wznis okrzyk bojowy, teraz przesycony
rozpacz, gdy po raz kolejny stan do walki ze swoim odwiecznym wrogiem.

XLI
PIPER
Piper niewiele wiedziaa o krajach rdziemnomorskich, ale bya pewna, e w
lipcu nie powinno by w nich mrozu.
Dwa dni po tym, jak opucili Split, niebo zasnuy szare chmury. Morze byo
wyburzone. Zimna mawka chostaa pokad, pokrywajc szronem porcze i liny.
- To przez nie - mrukn Nico, unoszc staroytne bero. - Na pewno.
Piper zamylia si. Odkd Jason i Nico wrcili z pilacu Dioklecjana, byli jacy
spici i maomwni. Co tam si wydarzyo - co, czym Jason nie chcia si z ni
podzieli.
To moliwe, e bero spowodowao t zmian pogody. Czarna kula na jego
szczycie zdawaa si wysysa barw z powietrza. Zote ory poyskiway zimno.
Bero mogo suy do panowania nad zmarymi i z ca pewnoci wydzielao ze
wibracje. Trener Hedge tylko raz na nie spojrza, po czym zblad i oznajmi, e idzie

do swojej kajuty, by szuka pociechy w filmach z Chuckiem Norrisem. (Piper


podejrzewaa jednak, e wci wysya Iris - wiadomoci do swojej dziewczyny,
Mellie; ostatnio co go bardzo niepokoio, ale nie chcia powiedzie co).
Wic, tak... moliwe, e bero ciga dziwn lodow nawanic, ale Piper nie
bardzo w to wierzya. Obawiaa si, e dzieje si co innego - co jeszcze gorszego.
- Nie moemy tu rozmawia - uzna Jason. - Trzeba z.rezygnowa z narady.
Zebrali si na pokadzie rufowym, eby omwi strategi, bo zbliali si ju do
Epiru. Teraz stao si jasne, e nie jest to najlepsze miejsce. Wiatr hula po
pokadzie. Morze burzyo si pod nimi.
Piper niteprzejmowaa si zbytnio falami. Koysanie i opadanie przypominao jej
surfowanie z ojcem na wybrzeu Kalifornii. Widziaa jednak, e Hazel le to znosi.
Biedaczka dostawaa choroby morskiej nawet na spokojnych wodach. Wygldaa,
jakby prbowaa przekn kul bilardow.
- Musz... - Hazel urwaa i wskazaa w d.
- Tak, id. - Nico pocaowa j w policzek, co j zaskoczyo.
Nigdy nie okazywa w ten sposb uczu, nawet wobec siostry.
Wyranie unika kontaktu fizycznego. Pocaowa j... To wygldao prawie jak
poegnanie.
- Pomog ci zej na d. - Frank otoczy j ramieniem i poprowadzi ku
schodom.
Piper miaa nadziej, e Hazel poczuje si lepiej. Przez ostatnie par wieczorw,
od czasu walki ze Skironem, mio ze sob rozmawiay. Byy teraz jedynymi
dziewczynami na pokadzie, co je do siebie zbliyo. Dzieliy si swoimi
przeyciami, uskaray na grubiaskie zachowania chopcw i popakiway nad
losem Annabeth. Hazel opowiedziaa, w jaki sposb panuje nad Mg, i Piper
zaskoczylo,jak bardzo jest to podobne do uywania przez ni czaromowy. Obiecaa,
e zawsze jej pomoe, jeli tylko zdoa. Hazel z kolei przyrzeka, e nauczy j
wadania mieczem w czym Piper bya zupenie zielona. Piper poczua si, jakby
zyskaa now przyjacik, co byo wspaniae... zakadajc, e bd yy na tyle
dugo, by si t przyjani nacieszy.
Nico strzepn szron z wosw. Spojrza na bero Dioklecjana i zmarszczy brwi.
- Powinienem je schowa. Jeli ono naprawd powoduje t okropn pogod, to
moe zabior je pod pokad...
- Susznie - zgodzi si Jason.
Nico zerkn na Piper i Leona, jakby si ba tego, co mog powiedzie, kiedy
odejdzie. Piper czua, e bierze w nim gf instynkt obronny, jakby si kuli
wewntrz jakiej psychologicznej baki, w podobny sposb, w jaki zapad w
miertelny trans, uwiziony w spiowej kadzi.
Kiedy zszed pod pokad, przyjrzaa si twarzy Jasona. Jego oczy byy pene
niepokoju. Co si wydarzyo w Chorwacji?
Leo wycign z pasa rubokrt.

- No i po naszej wielkiej naradzie. Wyglda na to, e znowu jestemy tylko my.


Znowu tylko my.
Przypomniaa sobie ten wietrzny dzie w Chicago, w grudniu ubiegego roku,
kiedy we trjk wyldowali w Parku Milenijnym podczas swojej pierwszej misji.
Leo nie zmieni si zbytnio od tego czasu, moe tylko bardziej przywyk do
swojej roli dziecka Hefajstosa. Zawsze rozpieraa go jaka nerwowa energia, ale
teraz ju wiedzia, jak j wykorzysta. Jego rce wci byy w ruchu, wycigay
narzdzia z pasa, manipuloway przyciskami na konsoli, majstroway przy jego
ukochanej kuli Archimedesa. Dzisiaj odczy j od panelu kontrolnego i wyczy
Festusa, mwic, e musi przeprogramowa jego procesor na nowsz, ulepszon
wersj moduu sterujcego maszyn cokolwiek to znaczyo.
A Jason... Jason by jakby chudszy, wyszy i bardziej znkany. Jego zwykle
krtkie, na rzymsk mod, przystrzyone wosy wyduyy si i zmierzwiy. lad po
kuli wystrzelonej przez Skirona te by interesujcy - wyglda prawie jak pasemko
jakiego punka. Patrzc na jego lodowate niebieskie oczy, Piper pomylaa, e
wyglda, jakby si postarza, przytoczony niepokojem i odpowiedzialnoci.
Wiedziaa, co poszeptywali o nim inni - e jest zbyt doskonay, zbyt zasadniczy,
zbyt pewny siebie. Nawet jeli tak byo, to teraz mino. W czasie tej podry wiele
ucierpia, nie tylko fizycznie. To go nie osabio, ale postarzyo i zmikczyo jak
skr - jakby sta si swoj bardziej wygodn wersj.
A ona? Moga sobie tylko wyobraa, co myl o niej Leo i Jason, kiedy na ni
patrz. Na pewno nie czua si ju t sam osob, jak bya zeszej zimy.
Pierwsza misja, ktrej celem byo uwolnienie Hery, wydawaa jej si teraz
bardzo, bardzo odlega w czasie. Tyle si zmienio przez te siedem miesicy... Jak
bogowie mog znie ycie trwajce cae tysiclecia? Ile zmian oni dowiadczyli?
Moe nie powinno dziwi, e wydaj si troch zbzikowani. Gdyby ona sama ya
trzy tysice lut, te dostaaby bzika.
Zapatrzya si w zimn mawk. Oddaaby wszystko, by znowu znale si w
Obozie Herosw, gdzie pogoda bya pod kontrol nawet w zimie. Ale te wizje, ktre
ujrzaa niedawno na klindze swojego noa... no, nie zachcay do powrotu.
Jason ucisn jej rami.
- Hej, bdzie dobrze. Epir ju blisko. Jeszcze dzie lub dwa, jeli Nico si nie
myli.
- Taaak... - Leo manipulowa kul, pocierajc jeden z klejnotw na jej
powierzchni. - Jutro rano powinnimy dotrze do zachodnich wybrzey Grecji.
Potem godzinka lotu w gb ldu i... trzask-prask!... Dom Hadesa! Naley mi si
specjalna koszulka!
- Jasne - mrukna Piper.
Nie tsknia za ponownym zanurzeniem si w ciemno. Wci miaa koszmarne
sny o nimfeum i hypogeuim w podziemiach Rzymu. Nu klindze Katoptrisa

zobaczya wizje podobne do tych, ktre Leo i Hazel ujrzeli w swoich snach - blada
czarownica w zotej sukni, jej rce wysnuwajce w powietrzu zote promienie jak
jedwabne nici na kronie, spowity w cienie olbrzym kroczcy dugim korytarzem
owietlonym pochodniami. Kiedy je mija, gasy. Wielka jaskinia pena potworw cyklopw, ziemistych i jeszcze dziwniejszych istot - otaczajcych ich przyjaci z
odbierajc wszelk nadziej przewag liczebn.
Kiedy widziaa te sceny, za kadym razem jaki gos w jej gowie powtarza to
jedno zdanie z przepowiedni.
- Chopaki - powiedziaa - mylaam o Przepowiedni Siedmiorga.
Nieatwo byo odwrci uwag Leona od jego kuli, ale tym razem si udao.
- No i co wymylia? zapyta. Mam nadziej, ze co dobrego?
Poprawia sobie na ramieniu rzemie, na ktrym wisia rg obfitoci. Czasami
wydawa si tak lekki, e o nim zapominaa. Kiedy indziej stawa si ciki jak
kowado, jakby Acheloos, bg rzeki, wysya jej ze myli, prbujc j ukara za
odebranie mu rogu.
- Nu Katoptrisie widziaam Klytiosa, tego olbrzyma spowitego cieniami.
Wiem, e jego sab stron jest ogie, ale w moich wizjach zawsze gasi pomienie.
Kady rodzaj wiata jest wsysany przez jego obok ciemnoci.
- Jak Nico - powiedzia Leo. - Mylicie, e s krewniakami?
Jason spojrza na niego, marszczc czoo.
- Hej, stary, odczep si wreszcie od Nica. No wic, Piper, co z tym olbrzymem?
Co o nim mylisz?
Piper iLeo wymienili pytajce spojrzenia, jakby si dziwili: Od kiedy to Jason
broni Nica di Angelo?
- Wci, myl o ogniu odpowiedziaa Piper. - Leo ma go pokona, bo olbrzym
jest...
- Ognisty? - podsun Leo, szczerzc zby w umiechu.
- No, raczej atwopalny. W kadym razie wci drczy mnie to zdanie z
przepowiedni: Pastw ognia lub burz wia si stanie.
- No tak, wiemy, o co tu chodzi - zapewni Leo. - Chcesz powiedzie, e ja
jestem ogniem. A Jason burz.
Niechtnie pokiwaa gow. Wiedziaa, e adne z nich nie lubi o tym mwi, ale
wszyscy musieli wyczuwa, e taka jest prawda.
Okrt przechyli si na praw burt, Jason chwyci si oblodzonej porczy.
- Wic boisz si, e ktry z nas zagrozi powodzeniu naszej misji? e moe
niechccy zniszczy wiat?
- Nie, myl, e le odczytujemy znaczenie tego zdania. wiat... Ziemia. Po
grecku to bdzie...
Zawahaa si. nie chcc wymwi gono tego imienia, nawet na morzu.
- Gaja. - Oczy Jasona rozbysy. - Chcesz powiedzie: pastw ogniu lub burz.
Gaja si stanie?

- Och... - Leo jeszcze bardziej wyszczerzy zby. Wiecie co, ta wersja bardziej
mi pasuje. Bo jeli Gaja padnie moj, Pana Ognia, pastw, to dla mnie sam mid.
- Albo moj... burzy. - Jason pocaowa j. - Piper, to wspaniale! Jeli masz
racj, to jest naprawd Cudowna wiadomo. Musimy tylko ustali, ktry z nas
zniszczy Gaj.
- Moe. - Poczua si zakopotana, wzbudzajc w nich nadziej.
- Ale pomylcie, tam jest mowa o burzy albo o ogniu...
Wyja Katoptris z pochwy i pooya na konsoli. Klinga na tychmiasi
zamigotaa, ukazujc mroczny zarys postaci idcego korytarzem Klytiosa,
zdmuchujcego pochodnie.
- Niepokoi mnie walka Leona z Klytiosem powiedziaa. -To zdanie z
przepowiedni zdaje si mwi, e tylko jeden z was moe tego dokona. A skoro te
sowa burza lub ogie s powizane z trzecim wersem: przysiga tchem ostatnim
dochowana bdzie...
Nie skoczya, ale po minie Jasona i Leona poznaa, e zrozumieli. Jeli dobrze
odczytuje sowa przepowiedni, jeden z nich pokona Gaj. Drugi zginie.

XLII
PIPER
Leo spojrza na sztylet.
- No dobra... Chyba jednak ta twoja wersja nic podoba mi si a tak, jak
mylaem. Uwaasz, e jeden z nas pokona Gaj, a drugi zginie? Albo moe jeden z
nas umrze, pokonujc j? Albo...
- Suchajcie - odezwa si Jason - dostaniemy wira, roztrzsajc kade sowo
tej przepowiedni. Wiecie, jakie s przepowiednie. Herosi zawsze wpadali w kopoty,
prbujc je rozwika.
- No tak - mrukn Leo. - A my nienawidzimy wpadania w kopoty. Teraz tak
wietnie nam idzie.
- Wiecie, o co mi chodzi - powiedzia Jason. - Ostatnie tchnienie nie musi si
wiza z burz lub ogniem. Na razie wiemy tylko, e my dwaj wcale nie jestemy
burz i ogniem. To Percy potrafi wzywa huragany.
- A ja zawsze mog podpali trenera Hedgea - doda Leo. - Wtedy to on stanie
si ogniem.
Wizja poncego satyra, atakujcego Gaj z okrzykiem: Gi, szumowino!",
prawie Piper rozmieszya. Prawie.
- Mam nadziej, e si myl - powiedziaa ostronie. Ale ta caa misja zacza
si od nas: od odnalezienia Hery i obudzenia krla gigantw Porfyriona. I czuj, e

ta wojna skoczy si te na nas. Dobrze lub le.


- Hej, jeli chodzi o mnie, to lubi nas! - zawoa Jason.
- Ja te - powiedzia Leo. - Jestemy moimi ulubiecami.
Piper umiechna si. Naprawd kochaa tych chopakw. Bardzo by chciaa
uy czaromowy wobec fanw, opisa im szczliwe zakoczenie i zmusi je, by do
niego doszo.
Niestety, trudno wyobrazi sobie szczliwe zakoczenie, kiedy po gowie
chodz same czarne myli. Obawiaa si, e olbrzym Klytios po to stanie im na
drodze, eby wyeliminowa Leona, stanowicego potencjalne zagroenie. A jeli
tak, to Gaja na pewno zamierza rwnie pozby si Jasona. Bez burzy lub ognia ich
misja nie moe si powie.
Niepokoia j te ta zimowa pogoda... Bya pewna, e nie wywoao jej bero
Dioklecjana. Ten zimny wiatr, to poczenie lodu i deszczu byo agresywnie wrogie i
jakie dziwnie znajome.
Ten zapach w powietrzu, ta gsta wo...
Powinna bya zrozumie to wczeniej, ale wikszo ycia spdzia w
poudniowej Kalifornii, gdzie pory roku niewiele si od siebie rni. Nie wzrastaa
w tym zapachu... zapachu nieuchronnej nieycy.
Poczua, e napina si kady misie jej ciaa.
- Leo, dzwo na alarm.
Nie zdawaa sobie sprawy, e uya czaromowy. Leo natychmiast upuci
rubokrt i nacisn guzik alarmu. Zmarszczy czoo, gdy alarm si nie rozleg.
- Och, brak poczenia przypomnia sobie. - Festus jest wyczony. Daj mi
minutk, musz uruchomi system.
- Nie mamy ani minuty! Pomienie... fiolki z ogniem greckim. Jason, wezwij
wiatry. Ciepe, poudniowe wiatry.
- Zaraz, co jest? - Jason spojrza na ni, marszczc brwi. - Piper, co si dzieje?
- To ona! - Piper uniosa sztyet. - Wrcia! Musimy...
Zanim zdya skoczy zdanie, okrt przechyli si w prawo. Temperatura
szybko opadaa, agle trzaskay, pokrywajc si lodem. Spiowe tarcze wzdu burt
strzelay jak wstrznite puszki coca-coli.
Jason doby miecza, ale byo ju za pno. Runa na niego fala drobnych
czsteczek lodu, pokrywajc go jak polukrowany pczek i zamraajc w miejscu.
Spod warstwy lodu wida byo jego oczy, szeroko otwarte ze zdumienia.
- Leo! Pomienie! Szybko! - krzykna Piper.
Prawa do Leona zapona, ale wiatr ju kbi si wok niego, duszc ogie.
Leo przycisn do piersi kul Arcbimedesa, gdy lejowata chmura deszczu ze
niegiem porwaa go w powietrze.
- Hej! - wrzasn. - Hej, ja lec!
Pper pobiega ku niemu, gdy jaki gos w burzy zawoa:
- O tak, Leonie Valdez! Odlecisz, ju na zawsze!

Wystrzeli w niebo jak z katapulty i znikn w chmurach.


- Nie!
Piper uniosa sztylet, ale nie byo kogo zaatakowa. Zrozpaczona spojrzaa w
stron schodw, w nadziei, e zobaczy tam spieszcych na pomoc przyjaci, ale luk
by zablokowany lodem. Mg ju zamarzn cay dolny pokad.
Potrzebowaa jakiej skuteczniejszej bron i - czego silniejszego od jej gosu,
tego gupiego, przepowiadajcego przyszo sztyletu i kornukopii strzelajcej
szynk i owocami.
Moe trzeba uy balisty?
Wtedy pojawili si jej wrogowie i zrozumiaa, e adna bro tu nie pomoe.
Porodku pokadu staa dziewczyna w biaej sukni, z grzyw czarnych wosw
upity w tyle diamentow przepask. Oczy miaa koloru kawy, ale bya to kawa
mroona.
Za ni stali jej bracia dwch modziecw z purpurowymi skrzydami, biaymi
wosami i mieczami o zbatych klingach z niebiaskiego spiu.
- Jak mio znowu ci zobaczy, ma chere powiedziaa Chione, bogini niegu.
Czas na bardzo chodne spotkanie.

XLIII
PIPER
Piper nie zamierzaa wystrzeliwa jagodzianek. Ale kornukopia musiaa wyczu
jej rozpacz i uznaa, e trzeba poczstowa jej goci ciepymi bueczkami.
P tuzina parujcych jagodzianek wystrzelio z rogu obfitoci jak z dubeltwki
na rut. Nie by to najskuteczniejszy manewr zaczepny.
Chionc po prostu si uchylia. Wikszo bueczek poszybowaa za burt. Jej
bracia, Boreadzi, zapali w locie po jednej i zaczli je zajada.
- Jagodzianki - powiedzia wikszy z braci. Kal" - przypomniaa sobie Piper. Zdrobnienie od Calais". Ubrany by tak samo jak w Quebecu; w pikarskie buty,
spodnie od dresu i koszulk hokeisty. Mia czarne oczy i kilka zamanych zbw.
Jagodzianki s dobre.
- Och, merci - powiedzia chudy brat, Zetes.
Sta z rozoonymi purpurowymi skrzydami na platformie katapulty. Biae
wosy mia wci postrzpione w stylu disco. Z pancerza wystawa mu konierz
jedwabnej koszuli. Jego tozielone poliestrowe spodnie byy groteskowo obcise,a
trdzik na twarzy jeszcze si pogorszy. Mimo tego Zetes cign brwi i umiecha
si, jakby by pbogiem wdrownych kuglarzy.
- Wiedziaem, e ta pikna dziewczyna za mn zatskni.

Mwi po francusku, z akcentem z Quebccu, i Piper bez trudu go rozumiaa.


Dziki swojej matce, Afrodycie, znaa jzyk mioci, ale nie chciaa rozmawia nim
z Zetesem.
- Co wy wyprawiacie? - zapytaa, po czym dodaa, uywajc czaromowy: Uwolnijcie moich przyjaci!
Zetes zamruga.
- Trzeba uwolni jej przyjaci.
-Tak - zgodzi si z nim Kal.
- Nie, idioci! - warkna Chione. - Ona uywa czaromowy. Ruszcie mzgami.
- Mzgami... - Kal zmarszczy czoo, jakby nie bardzo wiedzia, co to s
mzgi. - Jagodziunki s lepsze.
Wepchn ca bueczk do ust i zacz u.
Zetes zdj sobie jagodziank z gowy i nadgryz j delikatnie. Och, moja pikna
Piper... Od tak dawna czekaem, by znowu ci ujrze. Niestety, moja siostra ma
racj. Nie moemy uwolni twoich przyjaci. Musimy ich zabra do Quebecu, gdzie
bd si z nich wiecznie namiewa. Przykro mi, ale takie mamy rozkazy.
- Rozkazy...?
Od ubiegej zimy Piper spodziewaa si, e wczeniej czy pniej zobaczy
mron twarz Chione. Kiedy j pokonali w Wilczym Domu w Sonomie, bogini
niegu przysiga im zemst. Ale dlaczego s tu rwnie Zetes i Kal? W Quebccu
wydawali si prawie przyjani w kadym razie w porwnaniu z ich okropn siostr.
- Suchajcie, chopcy powiedziaa. Wasza siostra sprzeciwia si
Borcaszowi. Wspdziaa z gigantami, prbujc obudzi Gaj. Zamierza posi tron
waszego ojca.
Chione rozemiaa si, a by to cichy, zimny miech.
- Kochana Piper McLean. Jak prawdziwa crka bogini mioci manipulujesz
moimi brami, ktrzy maj bardzo sabe charaktery. Cakiem zrcznie kamiesz.
- Ja kami?! - zawoaa Piper. - Prbowaa nas zabi! Zetesie, ona suy Gai!
Zetes skrzywi si.
Niestety, pikna dziewczyno, my wszyscy suymy teraz Gai. Obawiam si, e te
rozkazy wyda nam sam nasz ojciec Boreasz.
- Co?!
Piper nie chciaa w to uwierzy, ale po triumfalnym umiechu Chione poznaa,
e to prawda.
- W kocu ojciec dostrzeg mdro w moich radach - zamruczaa a w kadym
razie dostrzeg j, zanim jego rzymska strona zacza walczy z greck. Obawiam
si, e teraz jest ju kompletnie niesprawny, ale zdy przekaza mi dowodzenie.
Rozkaza, by siy Pnocnego Wiatru odda we wadanie krlowi Porfyrionowi, no i
oczywicie... Matce Ziemi.
Piper z trudem przekna lin.
- Skd si tutaj wzilicie? - Wskazaa na oblodzony okrt. Przecie jest

lato!
Chione wzruszya ramionami.
- Nasze moce s teraz wiksze. Prawa przyrody zostay przewrcone do gry
nogami. A kiedy przebudzi si Matka Ziemia, zmienimy cay wiat tak, jak bdzie
si nam podobao!
- Bdzie hokej - powiedzia Kai, wci z penymi ustami. -I pizza. I
jagodzianki.
- Tak, tak - prychna Chione. - Musiaam co obieca temu wielkiemu
prostaczkowi. A Zetesowi...
- Och, ja mam bardzo mae potrzeby. - Zetes zaczesa sobie wosy dotyu i
mrugn do Piper. - Zatrzymam ci w naszym paacu, moja kochana Piper, tam gdzie
spotkalimy si po raz pierwszy. Wkrtce znowu si tam znajdziemy i bd ci
uwodzi w niewiarygodny wprost sposb.
- Dziki, ale nie skorzystam. A teraz uwolnij Jasona.
Woya w te sowa ca sw moc i Zetes usucha. Strzeli palcami i Jason nagle
si rozmrozi. Upad, dyszc i parujc, ale przynajmniej by ywy.
- Ty imbecylu! - Chione machna rk i Jason znowu zamarz, teraz lec na
deskach pokadu pasko jak skra niedwiedzia. Obrcia si do Zetesa. - Jeli
chcesz dosta t dziewczyn w nagrod, musisz wykaza, e potrafisz nad ni
panowa. A nie odwrotnie!
- Tak, oczywicie. Zetes zrobi skruszon min.
- A jeli chodzi o Jasona Grace a... Brzowe oczy Chione zapony. - On i
reszta jego przyjaci docz do lodowych posgw w Quebecu. Jason ozdobi moj
sal tronow.
- Sprytne - mrukna Piper. - Wymylenie tego zajo ci cay dzie?
W kadym razie wiedziaa ju, e Jason wci yje, co troch dodao jej otuchy.
Gbokie zamroenie mona cofn. A to oznacza, e reszta przyjaci
prawdopodobnie te wci yje pod pokadem. Trzeba tylko mie jaki plan, by ich
uwolni.
Niestety, nie bya Annabeth. Nic potrafia na poczekaniu obmyli adnego
planu. Na to musiaa mie czas.
- A co z Leonem? wyrwao jej si z ust. - Dokd go wysaa?
Bogini niegu lekkim krokiem obesza Jasona, jakby by malunkiem na
chodniku.
- Leo Valdez zasuy na specjaln kar. Wysaam go do miejsca, z ktrego
ju nigdy nie powrci.
Piper zamara, zabrako jej oddechu. Biedny Leo. Na Myl, e nigdy wicej go
nie zobaczy, zupenie si zaamaa. Chione musiaa to wyczyta, z jej twarzy.
- Niestety, moja kochana Piper! Umiechna si triumfalnie.
- Ale to najlepsze rozwizanie. Nie mogabym go znie, nawet jako lodowego

posgu... po tym, jak mnie obrazi.Ten gupiec nie chcia panowa u mojego boku! A
to jego wadanie ogniem... - Pokrcia gow. - I tak nie dotarby do Domu Hadesa.
Obawiam si, e pan Klytios jeszcze mniej ni ja lubi ogie.
Piper zacisna palce na rkojeci sztyletu.
Ogie" - pomylaa. Dziki, e mi o tym przypomniaa, ty wiedmo".
Przebiega wzrokiem pokad. Jak wznieci ogie? Przy przedniej balicie leaa
skrzynia z fiolkami greckiego ognia, ale bya za daleko. Nawet gdyby Piper udao si
do niej dobiec, zanim by zamarza, ogie grecki spaliby wszystko, cznie z
okrtem i jej przyjacimi. Musi by jaki inny sposb. Spojrzaa na dzib.
Och.
Festus mgby zion ogniem, Tak, tylko e Leo go wyczy. Nie miaa pojcia,
iak reaktywowa smoka. Nigdy nie miaa czasu, by zapozna si z przyciskami i
przecznikami na konsoli sterujcej. Przypomniaa sobie niejasno, e Leo
majstrowa przy spiowej czaszce smoka, mruczc co o dysku kontrolnym, lecz
nawet gdyby zdoaa dobiec na dzib, nie wiedziaaby, co zrobi.
Ale instynkt podpowiada, e Festus jest jej jedyn szans. Gdyby tylko zdoaa
wymyli co, o przekonaoby jej przeladowcw, e moe podej bliej...
- No c - gos Chionc wdar si w jej myli - nasze spotkanie chyba dobiegli
koca. Zetesie, mgby...
- Zaczekajcie! - zawoaa Piper.
Prosty rozkaz, ktry poskutkowa. Boreadzi i Chione spojrzeli na ni
wyczekujco.
Piper bya ju pewna, e jej czaromowa dziaa na braci, ale Chione stanowia
problem. Czaromowa dziaa sabo na osob, ktra budzi wstrt. Dziaa sabo na isot
tak potn jak bg. I dziaa sabo, kiedy ofiara wie o czaromowie i aktywnie si
przed ni strzee. To wszystko odnosio si do Chione.
Co by zrobia Annabeth?
Graaby na czas" pomylaa Piper. - Kiedy nie wiesz, co zrobi, mw".
- Boisz, si moich przyjaci - powiedziaa. Dlaczego po prostu ich nie zabijesz?
Chione rozemiaa si.
Gdyby bya bogini, to by rozumiaa. mier trwa tak krtko, budzi taki...
niedosyt. Wasze aosne dusze miertelnikw pomkn do Podziemia... i co wtedy?
Mogabym najwyej liczy na to, e traficie na Pola Kary albo Asfodolowe ki,
tylko e wy, pbogowie, jestecie tak nieznonie szlachetni. Ju prdzej traficie do
Elizjum albo odrodzicie si na nowo. Czemu miaabym w ten sposb nagradza
twoich przyjaci? Przecie mog ich skaza na wieczn kar.
- A ja? - zapytaa przez zby Piper. - Dlaczego wci yj, niezamroona?
Chione spojrza ze zoci na braci.
- Po pierwsze, Zetes chce ci mie.
- Cudownie cauj zapewni Zetes. - Zobaczysz, moja pikna.
Piper zrobio si niedobrze.

- Ale jest i inny powd - powiedziaa Chione. - Ja ciebie nienawidz, Piper.


Szczerze i dogbnie. Gdyby nie ty, Jason zosta by ze mn w Quebecu.
- aosne zudzenia.
Oczy Chione zalniy jak diamenty w jej diademie.
Wcibska jeste, crko bezuytecznej bogini. Ale co sama moesz zrobi? Nic. Z
siedmiorga pbogw ty jedna jeste bezuyteczna, ty jedna nie masz w sobie mocy.
Zostawi ci bezradn i bezsin na tym dryfujcym okrcie, podczas gdy Gaja
powstanie i nastpi koniec wiata. A eby mie pewno, e nie dotrzesz do celu...
Machna na Zetesa, ktry zapa co, co zmaterializowao si w powietrzu - kul
wielkoci piki do softballu, pokryt lodowymi szpikulcami.
- Bomba wyjani Zetes. - Specjalnie dla ciebie, najdrosza.
- Bomby! - rykn ze miechem Kal . - Wspaniay dzie! Bomby i jagodzinnki!
- Ojej... - Piper opucia sztylet, klry wyda si jej jeszcze bardziej
bezuyteczny ni zwykle. - Wystarczyyby kwiaty.
- Och, bomba nie zabije mojej piknej dziewczynki. - Zetes zmarszczy czoo. No... jestem tego cakiem pewny. Ale kiedy pknie ten kruchy pojemnik, w cigu...
ach, po prostu bardzo szybko... wyzwoli ca moc pnocnych wiatrw. Zdmuchn
okrt z kursu. Bardzo, bardzo daleko.
- No wanie. - Gos Chione by przesycony faszywym wspczuciem. Zabierzemy twoich przyjaci, by stali si czci naszej kolekcji posgw, a potem
wyzwolimy wiatry i powiemy ci: egnaj, zotko!". Bdziesz moga patrze na
koniec wiata z... koca wiata! Moe uda ci si uy czaromowy i zowi jak
rybk, moe bdziesz si ywi tym, co da ci ta twoja gupia kornukopia. Bdziesz
krya jpo pokadzie pustego okrtu i patrzya na nasze zwycistwo na klindze
twojego sztyletu. Kiedy Gaja powstanie i zginie wiat, ktry znasz, wtedy Zetes
powrci i zabierze ci ze sob jako swoj narzeczon. Co nas powstrzyma, Piper?
Jaki heros? Ha! Jeste aosna!
Jej sowa sieky jak lodowata mawka, gwnie dlatego, e Pipier sama tak
mylaa. Co moe zrobi? Jak mogaby ocali przyjaci, nie majc nic?
Bya ju bliska rzucenia si na swoich wrogw, by ponie mier w walce.
Patrzc na triumfaln min Chione, zrozumiaa, e bogini na to wanie liczy.
Chciaa j zama. Chciaa mie uciech.
Krgosup Piper zamieni si w stal. Przypomniaa sobie koleanki, ktre
namieway si z niej w Szkole Dziczy. Przypomniaa sobie Drew, okrutn
przywdczyni w domku Afrodyty, i Mede, ktra oczarowaa Jasona i Leona w
Chicago, i Jessic, dawn asystentk jej ojca, ktra zawsze traktowaa j jak
bezuytecznego dzieciaka. Przez cale ycie ni gardzono, wmawiano jej, e jest
bezuyteczna.
To nieprawda - szepn w jej gowie inny gos, przypominajcy gos jej matki. Kada z nich strofowaa ci, bo baa si ciebie - i zazdrocia ci. Tak samo jest z

Chione. Wykorzystaj to!


Piper z trudem zdoaa si rozemia, cho wcale nie byo jej do miechu.
Sprbowaa ponownie i tym razem byo ju atwiej. Wkrtce zginaa si wp,
zanoszc si miechem.
Kal te si zamiewa, pki Zetes nie szturchn go w bok.
Umiech spez z twarzy Chione.
- No co? Co ci tak mieszy? Ju ci skazaam!
- Skazaa mnie! - Piper znowu wybucha miechem. - Och, bogowie...
przepraszam. Wzia gboki oddech, starajc si przerwa chichot. - Och... ju
dobrze. Naprawd mylisz, e jestem bezsilna? Naprawd - mylisz, e jestem
bezuyteczna? Na bogw Olimpu, chyba ci si mzg przepali jak lodwka. Nie
znasz mojego sekretu, prawda?
Chione zmruya oczy.
- Nie masz adnego sekretu. Kamiesz.
- Skoro tak uwaasz... No dobra, zabieraj sobie moich przyjaci. Pozostaw
mnie tutaj... tak bezuyteczn i bezsiln. - Prychna. Taaak. Gaja naprawd ci
pochwali.
Wok bogini zawirowa nieg. Zetes i Kal spojrzeli na siebie z niepokojem.
- Siostro - powiedzia Zetes. Jeli ona naprawd ma jaki sekret...
Pizz? - podsun Ka. - Hokej?
- ...to musimy go pozna - dokoczy Zetes.
Chione wyranie stracia pewno siebie. Piper staraa si zachowa powag, ale
jej oczy byszczay szelmowsko.
No, miao" - modlia si w duchu. - Sprawd mnie".
-` Jaki sekret? - zapytaa Chione. - Wyjaw go nam!
Piper wzruszya ramionami.
Jak sobie yczysz. - Machna niedbale w stron dziobu. -Chodcie za mn,
lodowi ludkowie.

XLIV
PIPER
Przepchna si midzy Boreadami, co przypominao przejcie przez chodni do
misa. Powietrze wok nich byo tak mrone. e zapieka j twarz. Poczua si,
jakby wdychaa sam nieg.
Staraa si nie patrze na zamarznite ciao Jasona, gdy je mijaa. Staraa si nie
myle o przyjacioach pod pokadem ani o Leonie wystrzelonym w niebo do
miejsca bez powrotu. A ju na pewno staraa si nie myle o Boreadach i bogini

niegu, ktrzy za ni szli.


Utkwia oczy w figurze dziobowej.
Okrt koysa si pod jej stopami. Powiew letniego powietrza przedar si przez zib i odetchna nim, biorc to za dobry omen. Wokoo wci trwao lato. Chione i
jej bracia byli tu obcymi, natrtami.
Wiedziaa, e w bezporedniej walce nie pokona bogini niegu i jej dwch
skrzydlatych braci z mieczami. Nie bya tak mdra i sprytna jak Annabeth ani tak
dobra w rozwizywaniu problemw jak Leo. Ale miaa moc. I zamierzaa jej uy.
Ubiegej nocy, podczas rozmowy z Hazel, zdaa sobie spraw, e tajemnica jej
czaromowy jest bardzo podobna do panowania nad Mg. W przeszoci kosztowao
j wiele trudu sprawienie, by jej czaromowa dziaaa, bo zawsze nakazywaa swoim
wrogom zrobi to, czego ona pragna. Krzyczaa: Nie zabijaj nas!", kiedy
najgbszym pragnieniem potwora byo zabicie ich. Wkadaa caa moc w swj gos,
majc nadziej, e to wystarczy, by zapanowa nad wol wroga.
Czasami to dziaao, ale byo wyczerpujce i niepewne. Afrodyta nie lubia
bezporedniej konfrontacji. Dziaaa subtelnie, podstpem, mamia swoim
wdzikiem. Piper zrozumiaa, e nie powinna skupia si na nakanianiu ludzi do
tego, czego pragnie. Musi skania ich do zrobienia czego, czego oni sami chcieli.
Wspaniaa teoria, tylko jak wprowadzi j w czyn...?
Zatrzymaa si przy przednim maszcie i odwrcia do Chione.
- Och, wanie zrozumiaam, dlaczego tak nas nienawidzisz - powiedziaa,
nasycajc gos wspczuciem. - Bardzo ci. upokorzylimy w Sonomie.
Ocay Chione rozbysy jak mroone espresso. Spojrzaa niepewnie na swoich
braci.
Piper rozemiaa si.
Och, nie powiedziaa im! Trudno si dziwi. Miaa po swojej stronie krla
gigantw, armi wilkw i ziemistych, a jednak nie zdoaa nas pokona.
- Zamilcz! - sykna bogini.
Powietrze si zamglio. Piper poczua, e szron osiada na jej brwiach, a mrz
blokuje kanaliki w uszach, ale udao si jej umiechn.
- Jak sobie yczysz. - Mrugna do Zetesa. - Ale to byo bardzo zabawne.
Moja pikna chyba kamie - powiedzia Zetes. - Chione nie zostaa pokonana w
Wilczym Domu. Powiedziaa, e to by... ach, jakiego terminu uya? Odwrt
taktyczny.
- Wrotki? - zapyta Kai. - Wrotki s dobre.
Piper trcia go figarnie w piersi.
- Nie, Kal. On powiedzia, e twoja siostra ucieka.
- To nieprawda! - krzykna Chione.
- Jak ci nazwaa Hera? Och, ju wiem... trzeciorzdn bogini!
Piper ponownie wybucha miechem, a by tak szczery i zaraliwy, e Zetes i Kal
te zaczli si mia.

- Tres bon! - zawoa Zetes. Trzeciorzdna bogini.Ha!


- ha! powtrzy Kai. - Siostra ucieka! Ha!
Biaa suknia Chione zacza parowa. Wargi Zetesa i Kala pokryy si lodem.
- Ujawnij nam swj sekret, Piper McLean! - warkna bogini.
A potem mdl si, bym zostawia ci na tym okrcie ca i zdrow. Jeli
prowadzisz z nami jak gierk, poczujesz.groz potwornego mrozu. Wtpi, czy
Zetes wci bdzie ci chcia, jeli odpadn ci palce u rk i ng... i moe nos i uszy.
Zetes i Kal wypluli lodowe bryki z ust
- Moja pikna bdzie mniej pikna bez nosa owiadczy Zetls.
Piper widziaa zdjcia ofiar odmroenia. Przerazia si groby, ale nie pokazaa
tego po sobie.
- Wic chodcie. - Ruszya w stron dziobu, nucc jedn z ulubionych piosenek
swojego ojca, Summertime.
Kiedy dosza do figury dziobowej, pooya rk na szyi Festusa. Spiowe uski
byy zimne. Maszyneria nie buczaa. Rubinowe oczy byy martwe i ciemne.
- Pamitasz naszego smoka?-zapytaa.
Chione prychna lekcewaco.
-To nie moe by twj sekret. Smok jest zepsuty. Nie ma w sobie ognia.
- No... tak... - Piper pogaskaa pysk smoka.
Nie miaa mocy Leona, by wprawi w ruch przekadnie lub wzniecic iskr
zaponu. Nic nie wyczuwaa, nie miaa pojcia, jak dziaa maszyna. Moga tylko
przemwi z caego sercu i powiedzie smokowi to, co najbardziej chcia usysze.
- Ale Festus jest czym wicej ni maszyn. Jest yw istot.
- To mieszne - powiedziaa bogini. - Zetesie, Kalu, zabierzcie zamarznitych
pbogw spod pokadu. A potem otworzymy kul z wiatrami.
- Moecie to zrobi, chopcy - zgodzia si Piper . - Tylko e wtedy nie
zobaczycie upokorzenia waszej siostry. A wiem, e to bywam si spodobao.
Boreadzi zawahali si.
- Hokej?-zapyta Kal.
- Prawie jak hokej - obiecaa mu Piper. - Walczye u boku Jasona i
Argonautw, prawda? Na okrcie takim jak ten, Argo".
- Tak - przyzna Zetes. - Argo". Bardzo podobny do tego, ale nie mielimy
smoka.
- Nie suchaj jej! - warkna Chione.
Piper poczua, e ld pokrywa jej wargi.
- Moesz odebra mi mow powiedziaa szybko ale przecie chcesz pozna
mj sekret... dowiedzie si, jak zniszcz ciebie, Gaj i gigantw.
Oczy Chione gorzay nienawici, ale cofna kltw mrozu.
NIE MASZ AD-NEJ MO-CY - powiedziaa, akcentujc kad sylab.
- Mwisz jak trzeciorzdna bogini. Taka, ktrej nikt nie traktuje powanie,

ktra zawsze pragnie wicej mocy i wadzy.


Odwrcia si do Festusa i pogaskaa go za uszami.
- Jeste dobrym przyjacielem, Festusie. Nikt nie moe ci naprawd wyczy.
Jeste czym wicej ni maszyn. Chione tego nie rozumie.
Odwrcia si do Boreadw.
- Was te nie ceni. Myli, e moe wami rzdzi, bo jestecie pbogami, a nie
penoprawnymi bogami. Nie rozumie, e jestecie siln druyn.
- Druyn - mrukn Kai.-Jak Ka-na-dyj-czy-cy.
To ostatnie sowo wypowiedzia z trudem, bo skadao si z wicej ni trzech
sylab. Wyszczerzy zby, bardzo z siebie zadowolony.
- Dokadnie - powiedziaa Piper. -Jak druyna hokejowa. Cao jest wiksza
od czci.
-Jak pizza - doda Kai.
Piper rozemiaa si.
- Szybko kojarzysz, Kali! Nawet ja ciebie nie doceniaam.
- Zaraz, zaraz - zaprotestowa Zetes. - Ja te szybko kojarz.
I jestem przystojny.
- Bardzo szybko - zgodzia si Piper, ignorujc drugie zdanie. Wic od t
bomb z wiatrami i patrz, jak Chione zostanie upokorzona.
Zetes umiechn si. Kucn i pooy lodow kul na pokadzie.
- Ty gupcze! - krzykna Chione.
Zanim bogini zdya podbiec do kuli, Piper zawoaa:
- Oto nasza tajna bro, Chione! Nie jestemy zwyk gromad pbogw.
Jestemy druyn. A Festus nie jest zwyk zbieranin czci. On yje. Jest moim
przyjacielem. A kiedy jego przyjaciele s w tarapatach, zwaszcza Leo. moe sam
si przebudzi.
Powiedziaa to z caym przekonaniem, na jakie byo j sta -woya w to ca
mio do metalowego smoka i wdziczno za to, co dla nich zrobi.
Rozum mwi jej, e to beznadziejne. Jak mona uruchomi maszyn
uczuciami?
Ale Afrodyta nie powodowaa si rozumem. Dziaaa w sferze uczu. Bya
najstarsz, najbardziej pierwotn bogini Olimpu, zrodzon z krwi Uranosa
unoszcej si w morzu. Jej moc bya starsza od mocy Hefajstosa, Ateny, a nawet
samego Zeusa.
Przez jedn straszn chwil nic si nie wydarzyo. Chione patrzya na Piper ze
zoci. Boreadzi ochonli i wygldali na zawiedzionych.
- Zmiana planu - warkna bogini. - Zabijcie j!
Kiedy Boreadzi unieli miecze, Piper poczua, e metalowe uski ocieplaj si
pod jej doni. Rzucia si w bok, wpadajc na bogini niegu, kiedy gowa Festesa
obrcia si o sto osiemdziesit stopni i ziona ogniem na Boreadw, zamieniajc
ich w oboki pary. Z jakiego powodu osta si tylko miecz Zetesa. Upad na pokad,

wci parujc.
Piper wstaa. Spostrzega kul wiatrw u podstawy przedniego masztu. Pobiega
tam, ale zanim si do niej zbliya, Chione zmaterializowaa si przed ni w wirze
szronu. Caa janiaa olepiajcym blaskiem.
- Ty aosna dziewczyno - sykna. - Mylisz, e moesz pokona mnie,
bogini?
Za plecami Piper Festus rykn i wypuci smug pary. ale wiedziaa, e smok
nie moe ponownie zion ogniem, bo trafiby i j.
Jakie ptora metra za bogini lodowa kula zacza trzeszczec i sycze.
Piper nie miaa czasu na subtelne zagrywki. Krzykna i uniosa sztylet,
nacierajc na bogini.
Chione zapaa j za przegub rki. Mrz przenikn rami Piper. Klinga
Katoptrisa pobielaa.
Twarz bogini bya teraz zaledwie dziesi centymetrw od jej twarzy. Chione
umiechna si, wiedzc, e zwyciy.
- Dzieci Afrodyty - zadrwia. - Jeste niczym.
Festus ponownie zatrzeszcza. Piper mogaby przysic, e dodaje jej otuchy.
Nagle poczua ciepo w klatce piersiowej - nie ze zoci lub strachu, ale z mioci
do smoka, do Jasona, ktrego los lea w jej rkach, do uwizionych pod pokadem
przyjaci i do Leona, ktry zagin i potrzebowa jej pomocy.
Moe mio nie pokonaaby lodu... ale Piper uya jej do obudzenia metalowego
smoka. miertelnicy dokonuj nadludzkich wyczynw w imi mioci. Matki
podnosz samochody, by ocali swoje dzieci. A Piper nie bya zwyk
miertelniczk. Byla pbogiem. Herosem.
Ld stopnia na klindze sztyletu. Jej rami parowao w ucisku Chione.
- Wci mnie nie doceniasz - powiedziaa. - Musisz nad tym popracowa.
Wyraz triumfu zgas na twarzy bogini, gdy Piper zadaa jej cios prosto w piersi.
Chione zamienia si w miniaturow nieyc. Piper upada, olepiona zimnem.
Usyszaa, jak Festus terkoce i buczy, jak rozdzwoniy si sygnay alarmowe.
Bomba.
Wstaa. Kula bya ptora metra od niej. Syczaa i wirowaa, gdy wiatry zaczy
si w niej burzy.
Piper rzucia si ku niej.
Jej pace zwary si wok bomby w tej samej chwili, gdy lodowa skorupa pka i
wiatry eksplodoway.

XLV
PERCY

Percy zatskni za bagniskiem.


Nigdy by nie pomyla, e bdzie mu brakowao spania w wymoszczonym
skrami legowisku olbrzyma, w zbudowanej pord rozgrzanej kloaki chacie ze
smoczych koci, ale teraz wspomina to niemal jak Elizjum.
On, Annabeth i Bob brnli w ciemnoci, dyszc w gstym i mronym powietrzu,
po gruncie upstrzonym ostrymi skalami i sadzawkami penymi paskudztwa. Teren
by tak uksztatowany, e musieli uwaa na kady krok. Przejcie nawet ptora
metra kosztowao wiele wysiku.
Kiedy wyruszyli w drog z chaty olbrzyma, Percy czu, e po wrciy mu siy,
umys mia jasny, brzuch peen suszonego smoczego misa. Teraz nogi go bolay,
kady misie rwa. Na poszarpan koszulk narzuci prowizoryczn tunik ze
smoczej skry, ale i tak przenika go straszny zib.
Oczy mial utkwione w gruncie przed sob. Istnia tylko ten zdradziecki grunt i
Annabeth u jego boku.
Za kadym razem, gdy czu, e za chwil si podda, osunie na ziemi, eby
umrze (a zdarzao si to co jakie dziesi minui), siga w bok i chwyta j za rk,
by sobie przypomnie, e istnieje co takiego jak ciepo.
Po jej rozmowie z Damasenem bardzo si o ni niepokoi. Nieatwo poddawaa
si rozpaczy, ale teraz, gdy tak brnli przez ciemno, ocieraa ukradkiem zy.
Wiedzia, e z trudem znosi poraki. Bya przekonana, e Damasen im pomoe, a
tymczasem olbrzym odmwi.
W gbi serca Percyemu sprawio to ulg. Ju i tak niepokoia go perspektywa
stanicia przed Wrotami mierci z Bobem u boku. Nie by pewny, czy chce mie
takiego towarzysza broni, nawet jeli olbrzym potrafi uwarzy kocioek potrawki.
Zastanawia si, co si stao od czasu opuszczenia chaty Damasena. Od wielu
godzin nie sysza swoich przeladowcw, ale wyczuwa ich nienawi... zwaszcza
Polybotesa. Ten olbrzym szed gdzie za nimi, spychajc ich coraz gbiej w
czeluci Tartaru.
eby nie traci otuchy, stara si myle o czym dobrym - o jeziorze w Obozie
Herosw, o tym, jak pocaowa Annabeth pod wod. Prbowa sobie wyobrazi ich w
Nowym Rzymie, spacerujcych po wzgrzach i trzymajcych si za rce. Ale
ObzJupiter i Obz Herosw wydaway si teraz snami. Istnia tylko Tartar.To jest
realny wiat - mier, ciemno, zimno, bl. Reszta to tylko gra wyobrani.
Przeszy go dreszcz. Nie. Tak mwia do niego ta otcha, osabiajc w nim wol
przetrwania. Zastanawia si, jak samotny Nico zdoa tu przetrwa, nie tracc
zmysw, Okazao si, e ma w sobie wicej siy, ni mona byo przypuszcza. Im
dalej szli, tym trudniej byo Percy emu zebra myli i zachowa czujno.
- To miejsce jest gorsze od rzeki Kokytos - mrukn.
- Tak! zawoa z uciech Bob. - O wiele gorsze! To znaczy, e jestemy blisko.
Blisko czego?" pomyla Percy, ale nie mia siy zapyta. Zauway, e May
Bob ukry si ponownie w kombinezonie Boba, co utwierdzio go w przekonaniu, e

kociak jest najmdrzejszy z nich czworga.


Annabeth chwycia go za rk. W blasku jego spiowego miecza jej twarz bya
tak pikna...
- Jestemy razem przypomniaa mu. - I razem z tego wyjdziemy.
Tak si martwi o jej samopoczucie, a teraz to ona dodawaa mu otuchy.
- No pewnie - powiedzia. Co to dla nas.
- Ale nastpnym razem zapro mnie na randk gdzie indziej.
- W Paryu byo mio.
Zdoaa si umiechn. Wiele miesicy temu, zanim Percy straci pami, jedli
razem w Paryu kolacj na koszt Hermesa. Teraz wydawao si to tak odlege, jakby
wydarzyo si: w innym yciu.
- Osiedl si w Nowym Rzymie -obiecaa. I bd tam mieszka tak dugo, jak
dugo ty bdziesz ze mn.
Ona jest niesamowita" - pomyla. Przez chwil przypomnia sobie, jak to jest
by szczliwym. Ma tak wspania dziewczyn. Mog razem budowa swoj
przyszo.
Nagle ciemno ustpia z potnym westchnieniem, jak z ostatnim oddechem
umierajcego boga. Zobaczyli przed sob nagie pole piasku i kamieni. Porodku,
jakie dwadziecia metrw od nich, klczaa pospna posta kobiety. Szaty miaa
poszarpane, czonki wychudzone, skr zielonkaw. Pochylia gow, kajc cicho, a
ten odgos odebra Percy emu wszelk nadziej.
Zda sobie spraw, e ycie pozbawione jest sensu, a jego wysiki daremne.Ta
kobieta szlochaa, jakby opakiwaa mier caego wiata.
- Jestemy - oznajmi Bob. - Achlys moe pomc.

XLVI
PERCY
- Jeli Bob uwaa, e kajcy ghul moe im pomc, to Percy by pewny, e
wcale tego nie pragnie.
Tytan ruszy jednak naprzd, a Percy uzna, e trzeba pj za nim. W kadym
razie nie byo tu tak ciemno - moe jeszcze nie jasno, ale w powietrzu unosia si
biaa mga.
- Achlys! - zawoa Bob.
Uniosa rk, a brzuch Percy ego zawy:,,Pomocy!".
Ju samo jej ciao byo straszliwie wyndzniae. Wygldaa jak ofiara wielkiego
godu - rce i nogi jak patyki, opuchnite kolana i guzowate okcie, poamane
paznokcie u rk i ng, szmaty jako odzienie. Skr oblepia py, ktry nagromadzi
si na ramionach, jakby wzia prysznic na dnie klepsydry.
Na jej twarzy malowao si straszliwe przygnbienie. Z gboko zapadnitych,
podpuchnitych oczu lay si zy, z nosa jej kapao. Strki wosw oblepiay czaszk
Achlys, a policzki miaa poorane i zakrwiwione, jakby sama si podrapaa.
Percy nie mg znie patrzenia jej w oczy, wic spuci wzrok. Na jej kolanach
spoczywaa staroytna tarcza - poobijany krg z drewna i spiu. Na niej namalowana
bya podobizna Achlys z tarcz w rku, tak e powtarzaa si bez koca, coraz
mniejsza mniejsza.
- Ta tarcza - mrukna Annabeth. - To jego tarcza. Mylaam, e to tylko
legenda.
- Och, nie - odrzeka stara wiedma. - To tarcza Herkulesa. Namalowa mnie na
niej, eby jego wrogowie widzieli mnie w ostatnich chwilach swojego ycia. Mnie,
bogini udrki. - Zakaszlaa tak okropnie, e Percy ego zapieko w pucach. - Jakby
Herkules wiedzia, co to jest prawdziwa udrka! I wcale nie jestem do siebie
podobna!
Percy z trudem przekn lin. Ich spotkanie z Herkulesem w Cieninie
Gibraltarskiej nie naleao do udanych. Byo wiele krzyku, grb mierci i
migajcych ananasw.
- Co ta tarcza tutaj robi? - zapyta.
Bogini spojrzaa na niego zamglonymi oczami. Z jej policzkw kapaa krew,
plamic poszarpan szat.
- On ju jej nie potrzebuje, prawda? Trafia tutaj, kiedy spalono jego

miertelne ciao. Pewnie jako przypomnienie, e adna tarcza nikogo przede mn nie
ochroni. W kocu udrka wszystkich was dopadnie. Nawet Herkulesa.
Percy przysun si do Annabeth. Prbowa sobie przypomnie, dlaczego tutaj
s, ale poczucie rozpaczy odebrao mu jasno myli. Kiedy sucha gosu Achlys,
przesta si ju dziwi, e pooraa sobie paznokciami policzki. Ta bogini
promieniowaa samym blem.
- Bob - powiedzia - nie powinnimy tu przychodzi.
Ukryty w kombinezonie Boba kociak zamiaucza, jakby si z tym zgadza.
Tytan poruszy si i skrzywi, jakby May Bob wbi mu pazurki w pach.
- Achlys rzdzi Mg mierci. Moe was ukry.
- Ukry ich? Achlys wydaa z siebie bulgoccy dwik; albo si miaa, albo
miertelnie krztusia. Czemu miaabym to zrobic?
- Oni musz dotrze do Wrt mierci - powiedzia Bob. eby wrci do wiata
miertelnikw.
-To niemoliwe! Wojska Tartara was znajd. I zabij.
Annabeth lekko machna swoim mieczem z koci smoka, co sprawio, e
Percyemu wydaa si tak grona i podniecajca jak filmowa Xena.
- Wic ta twoja Mga mierci jest cakowicie bezuyteczna, tak?
Bogini obnaya poamane te zby.
- Bezuyteczna? Kim jeste?
- Crk Areny - odpowiedziaa Annabeth mnym gosem, cho Percy nie mia
pojcia, jak jej si to udao. Nie przeszam przez poow Tartaru tylko po to, by
jaka pomniejsza bogini powiedziaa e co jest niemoliwe.
Piasek zadrga u jej stp. Mga zawirowaa wok nich z agonalnym jkiem.
- Pomniejsza bogini? - Achlys wbia pokrzywione paznokcie w tarcz
Herkulesa, obic metal. - Byam ju stara, kiedy narodzili si tytani, ty ciemna
dziewczyno! Byam ju stara, kiedy Gaja po raz pierwszy si przebudzia. Udrka
jest wieczna. Zrodzili mnie najstarsi, Chaos i Noc. Byam...
- Tak. tak - przerwaa jej Amabeth.- Rozpacz i udrka. Bla, bla, bla. Ale nie masz
do mocy, by ukry dwoje pbogw t swoj Mg .mierci. Jak ju
powiedziaam: bezuyteczn.
Percy odchrzkn.
- Ej, Annabeth...
Rzucia mu ostrzegawcze spojrzenie: Wsppracuj ze mn. Zda sobie spraw,
jak bya przeraona, ale nie miaa wyboru. To ich jedyna szansa, by zmusi t
bogini do dziaania.
- Chciaem powiedzie... Annabeth ma racj! Bob zaprowadzi nas tutaj, bo
sdzi, e moesz nam pomc. Ale podejrzewam, e jeste zbyt zajta wpatrywaniem
si w t tarcz i pakaniem. I wcale ci siy nie dziwi. To do ciebie podobne.
Achlys jkna i spojrzaa ze zoci na tytana.
- Dlaczego napucie na mnie te irytujce dzieciaki?

Bob wyda z siebie dwik, bdcy czym porednim midzy pomrukiem a


kwileniem.
- Mylaem... mylaem...
Mga mierci nie jest po to, by komu pomaga, krzykna Achlys. - Pogra
miertelnikw w udrce, kiedy ich dusze wdruj do Podziemia. To oddech samego
Tartara, tchnienie mierci, rozpaczy!
- To fantastyczne - powiedzia Percy. - Moemy to zamwi?
Achlys sykna.
- Popro mnie o co rozsdniejszego. Jestem te bogini trucizn. Mog ci
obdarowa mierci, moesz wybra z tysica mniej bolesnych sposobw mierci od
tego, na ktry si zdecydowalicie, wkraczajc do serca otchani.
Wok bogini w piasku zakwity kwiaty - ciemnopurpurowe, pomaraczowe i
czerwone, o mocnym, sodkim zapachu. Percy emu zakrcio si w gowie.
- Psianka, cykuta, belladonna, lulek albo strychnina. Mog rozpuci ci
wntrznoci, zagotowa ci krew.
- To bardzo mie z twojej strony, ale mam ju do trucizn jak na jedn
wypraw. No wic moesz nas ukry w tej twojej Mgle mierci czy nie?
- Tak, byoby fajnie - powiedziaa Annabeth.
Bogini zmruya oczy.
- Fajnie?
- No pewnie, Jeli nam si nie uda, wyobra sobie, jak bdziesz miaa
satysfakcj, triumfujc nad naszymi duchami, kiedy umrzemy w agonii. Bdziesz
mega wiecznie powtarza: A nie mwiam!"
- Albo, jeli nam si uda - doda Percy - wyobra sobie udrk wszystkich
uwizionych tu potworw. Zamierzamy zamkn Wrota mierci. To spowoduje
okropne jki i zawodzenia.
Achlys zamylia si.
- Cierpienie sprawia mi rado. Zawodzenie te jest dobre.
- A wic sprawa zaatiwiona. - powiedzia Percy. - Uczy nas niewidzialnymi.
Aehlys dwigna si na nogi. Tarcza Herkulesa potoczya si po piachu i
zatrzymaa w kpie trujcych kwiatw.
- To nie takie proste - powiedziaa bogini. - Mga mierci pojawia si w chwili
ostatniego tchnienia. Oczy wam si zamgl. wiat zaniknie.
Percy emu zrobio si sucho w ustach.
- Dobra. Ale... potwory nas nie dostrzeg?
- Oczywicie. Bdziecie mogli przej niezawaeni przez armie Tartara. Jeli
przeyjecie. To beznadziejna sprawa, ale jeli tak bardzo chcecie, chodcie za mn.
Poka wam drog.
- Drog dokd? - zapytaa Annabetb.
Ale bogini ju gina we mgle.

Percy odwrci si, by spojrze na Boba, ale tytan znikn. W jaki sposb mg
nagle znikn trzymetrowy srebrny olbrzym z bardzo gono mruczcym kociakiem?
- Hej! - zawoa do Achlys. - Gdzie jest nasz przyjaciel?
- On nie moe pj t drog - odpowiedzia gos bogini. - Nie jest
miertelnikiem. Chodcie, gupi pbogowie. Chodcie i dowiadczcie Mgy
mierci.
Annabeth odetchna gboko i chwycia go za rk.
- Wic... Bdzie bardzo le?
Pytanie byo tak zabawne, e Percy si rozemia, cho zabolao go w pucach.
- Chyba tak. Ale nastpna randka to bdzie kolacja w Nowym Rzymie.
Poszli po odcinitych w piachu ladach bogini, przez kp trujcych kwiatw,
zagbiajc si w mg.

XLVII
PERCY
Percy emu brak byo Boba.
Przywyk ju do tego, e tytan szed przed nimi, owietlajc drog swoimi
srebrnymi wosami i gron miot bojow.
Teraz ich jedyn przewodniczk bya wyndzniaa kobieta trup majca powane
problemy z poczuciem wasnej wartoci.
Kiedy wlekli si piaszczyst rwnin, mga zgstniaa tak, e Percy musia
opiera si chci rozgarniania jej rkami. Mg i za Achlys tylko dlatego, e tam,
gdzie stpna, wyrastay trujce roliny.
Jeli wci szli po ciele Tarlara, to teraz chyba po jego stopach po chropowatej,
martwej powierzchni, gdzie rosy tylko najbardziej odraajce roliny.
W kocu dotarli na sam koniec palucha. Tak przynajmniej wygldalo to w
oczach Percy ego. Mga opada : znaleli si na pwyspie wznoszcym si nad
czarn jak smoa pustk.
- Jestemy na miejscu.
Achlys odwrcia si i spojrzaa na nich. Krew kapaa jej z policzkw na sukni.
W jej zamglonych, wilgotnych i opuchnitych oczach pojawio si co w rodzaju
podniecenia. Czy Udrka moe si czym podniecac ?
- Yyy.,. wietnie powiedzia Percy. - A gdzie jest to miejsce?
- To krawd samej mierci - odrzeka Achlys. - Tu Noc spotyka si z pustk
pod Tartarem.
Annabeth podesza do krawdzi i wyjrzaa poza ni.
- Mylaam, ze pod Tartarem nic nie ma.

- Och, jest co, jest... - Achlys rozkaszlaa si. - Nawet Tartar musia z czego
powsta. To krawd pierwotnej ciemnoci, ktra bya moj matk. Niej ley
krlestwo Chaosu, mojego ojca. Tutaj jestecie bliej nicoci, ni by kiedykolwiek
jaki miertelnik. Nie czujecie tego?
Percy wiedzia, co bogini ma na myli. Pustka zdawaa si go cign, wysysajc
mu powietrze z puc i tlen z krwi. Spojrza na Annabeth i zobaczy, e ma sine
wargi.
- Nie moemy tu zosta - owiadczy.
- Nie, nie moecie! - zawoaa Achlys. Jeszcze nie czujecie Mgy mierci? Ju w
ni wchodzicie. Spjrzcie!
Biay dym zakbi si wok stp Percy'cgo. Kiedy zacz si pi coraz wyej,
Percy zda sobie spraw, e dym go nie otacza. Wydobywa si z niego. Rozpywao
mu si cae ciao. Podnis rce i stwierdzi, e s mtne i rozmyte. Nie potrafi
nawet policzy, ile ma palcw. Mia nadziej, e nadal dziesi.
Zerkn na Annabeth i ledwo powstrzyma okrzyk.
- Jeste... vyy...
Nie potrafi tego wypowiedzie. Wygldaa jak martwa.
Miaa ziemist skr, oczodoy mroczne i gbokie. Jej pikne wosy zamieniy
si w pltanin pajczyn. Wygldaa, jakby przez dziesitki lat tkwia w zimnym,
ciemnym mauzoleum, powoli zamieniajc si w wyschnit upin. Kiedy odwrcia
si, by na niego spojrze, zarys jej postaci na chwil rozpyn si we mgle.
Krew zacza szybciej kry mu w yach.
Od dawna lka si jej mierci. Kiedy si jest pbogiem, atwo o mier.
Wikszo herosw nie yje dugo. Heros zawsze pamita, e nastpny potwr, z
ktrym przyjdzie mu walczy moe by jego potworem ostatnim. Ale ten widok by
zbyt bolesny. Percy wolaby ju pozosta we Flegetonie, zosta zaatakowany przez
arai albo zadeptany przez olbrzymy.
- Och, bogowie - zakaa Annabeth. - Percy, ty wygldasz...
Spojrza na swoje rce. Zobaczy tylko plamy biaej mgy i zrozumia, e w
oczach Annabeth wyglda jak trup. Zrobi par krokw, cho byo to trudne. Nie
czu wasnego ciaa, jakby byo z helu albo z waty cukrowej.
- Bywao, e wygldaem lepiej stwierdzi. - I z trudem si poruszam. Ale nic
mi nie jest.
Achlys zacmokala.
- Och,co ci na pewno jest.
- Ale teraz przejdziemy niezauwaeni? Dotrzemy do Wrt mierci?
- To moliwe, jeli przeyjecie, w co wtpi.
Rozoya swoje skate palce. Na skraju otchani zakwito wicej rolin psianka,
cykuta i oleander - ktre popezy ku stopom Percyego jak zowrogi dywan.
- Bo widzicie, Mga mierci nie ukrywa. To jest pewien stan. Nie mogabym
wam jej podarowa, pki nie nastpi mier. Prawdziwa mier.

- To puapka - powiedziaa Annabeth.


Bogini zachichotaa.
- Czybycie si nie spodziewali, e was oszukam?
- Nie - odpowiedzieli razem Percy i Annabeth.
No wic to nie jest puapka! Raczej nieuchronno. Udrka jest nieuchronna. Bl
jest...
- Tak, tak - warkn Percy. - Przejdmy od razu do walki.
Doby Orkana, ale klinga, bya z dymu. Kiedy ci ni Achlys, ostrze przepyno
przez ni jak powiew agodnego wietrzyku. Wyndzniae wargi bogini wykrzywiy
si w umiechu.
- Czybym zapomniaa wam o tym powiedzie? Teraz jestecie Tylko mg,
cieniem przed mierci. Moe gdybycie mieli czas, nauczylibycie si panowa nad
wasz now form. Ale nie macie czasu. Nie moecie mnie dotkn, wic obawiam
si, e walka z udrk bdzie cakowicie jednostronna.
Jej paznokcie zmieniy si w szpony, szczka opada, a te zby wyduyy si
w ky.

XLVIII
PERCY
Achlys rzucia si na Percyego. W uamku sekundy pomyla: ,,Hej, jestem
dymem. Nie moe mnie dotkn, prawda?".
Wyobrazi sobie olimpijskie fata zamiewajce si z jego pobonych ycze.
bogini chlusna go szponami przez piersi. Zapieko, jakby je oblano wrztkiem.
Zatoczy si do tylu, ale jeszcze nie przywyk do swojej mglistej formy. Nogi
poruszay si zbyt wolno. Ramiona byy jak z waty. W rozpaczy cisn w ni
plecakiem, mylc, e nabierze masy, kiedy opuci jego rk,ale si myli. Plecak
upad na ziemi z guchym tpniciem.
Achlys warkna i przykucna, gotujc si do skoku. Pewnie rozdaraby mu
twarz, gdyby Annabeth nie zaatakowaa, wrzeszczc jej prosto w ucho: HEJ!"
Bogini drgna i odwrcia si ku niej. Zamachna si na ni szponami, ale
Annabeth bya szybsza od Percyego. Moe nie czua si a tak dymna, a moe po
prostu miaa za sob wicej treningw sztuk walki. Do Obozu Herosw trafia, kiedy
miaa siedem lat. Pewnie przesza kursy, ktrych on nigdy nie zaliczy, na przykad:
Jak walczy, bdc czciowo dymem.
Daa nurka midzy nogami bogini, wywina kozioka i wyldowala na stopach.
Achlys odwrcia si i zaatakowaa, ale Annabeth znowu si uchylia, jak matador.
Percy ego tak to zafascynowao, e straci par cennych sekund. Patrzy na trupie

ciao Annabeth, osnute mg, ale poruszajce si rwnie szybko i pewnie jak
zawsze. Nagle do niego dotaro, co ona robi: gra na czas. Co oznaczao, e liczy na
jego pomoc.
Myla gorczkowo, jak pokona udrk. Jak walczy, skoro nie moe niczego
dotkn?
Przy trzecim ataku bogini Annabeth nie miaa ju takiego szczcia. Prbowaa
uskoczy w bok, ale Achlys zapaa za przegub i pocigna mocno, przewracajc na
ziemi.
Zanim zdya zatopi w niej szpony, Percy podbieg, wrzeszczc i wymachujc
mieczem. Wci czu si tak, jakby by z waty, ale gniew chyba pomg mu
porusza si szybciej.
- Hej, szczcie moje!
Achlys obrcia si, puszczajc rk Annabeth.
- Szczcie moje?!
- Taaak! - Uchyli si przed jej szponami. - Jeste czarujca!
- Aghhh!
Znowu go zaatakowaa, ale stracia rwnowag. Percy odskoczy w bok i cofn
si, chcc j odcign od Annabeth.
- adna! zawoa. - Cudowna!
Bogini warkna i skrzywia si. Ruszya za nim. Kady komplement zdawa si
razi j jak piasek cinity w twarz.
- Zabij ci powoli! - zaskrzeczaa. Cieko jej z oczu i nosa, krew kapaa z
policzkw. - Potn ci na kawaki jako ofiar dla Nocy!
Annabeth zdoaa si podnie. Zacza grzeba w plecaku, pewnie szukajc
czego, co mogoby pomc.
Percy chcia jej zapewni wicej czasu. W kocu to ona zawsze potrafia co
wymyli. Musi cign na siebie wcieko bogini, eby Annaheth moga wpa
na jaki wspaniay pomys.
- Miluka! - krzykn. - Puszysta! Cieplutka przytulanka!
Achys warkna, zadygotaa i zachysna si wasn wciekoci, jak kot, ktry
wpad w sza.
- Powolna mier! - wrzasna. - Umierc ci tysicem trucizn!
Wok niej powyrastay trujce roliny, ktre pkay jak za mocno nadmuchane
balony. Wycieka z nich zielonobiaysok, zbiera si w mae sadzawki i ju zaczyna
pyn ku stopom Percyego. Od sodkiego zapachu zakrcio mu si w gowie.
- Percy! - zabrzmia jakby z oddali glos Annabeth. - Hej, najpikniejsza!
Radosna! mieszka! Jestem tutaj!
Ale bogini udrki skupia teraz uwag na Percym. Prbowa znowu si cofn,
lecz, trujcy ichor ju go otacza, grunt parowa, powietrze palio. Znalaz si na
wysepce piachu nie wikszej od tarczy. Par metrw dalej dymi jego plecak,
zamieniajc si w kau brei. Nie mia dokd uciec.

Przyklk. Chcia powiedzie Annabeth, eby uciekaa, ale nie mg wydoby z


siebie gosu. Gardo mia wyschnite jak suche licie.
Och, gdyby w Tartarze bya woda - jaka chodna sadzawka, do ktrej mgby
wskoczy, moe jaka rzeka, nad ktr mgby zapanowa... Ale zadowoliby si te
butelk wody mineralnej.
Nakarmi tob wieczn ciemno! - zawoaa Achlys. -Umrzesz w ramionach
Nocy!
Jak przez mg sysza krzyki Annabeth, widzia, jak rzuca w bogini kawakami
suszonego smoczego misa. Biaozielonej trucizny wci przybywao, wok niego
rozpocierao si ju cale jezioro sycone strumykami ciekncymi z jadowitych
rolin.
Jezioro pomyla. - Strumyki. Woda.
Pewnie te trujce jady ju mu uszkodziy mzg, ale rozemia si chrypliwie.
Trucizna jest pynem. Skoro porusza si jak woda, musi by czciowo wod.
Przypomnia sobie, jak na lekcjach przyrody mwiono, e ciao ludzkie skada
si gwnie z wody. Przypomnia sobie, jak w Rzymie wyciga wod z puc
Jasona... Skoro mg nad tym zapanowa, dlaczego nie nad innymi pynami?
Zupenie zwariowany pomys. Posejdon jest bogiem morza, a nie kadego pynu.
Ale przecie w Tartarze rzdz inne prawa. Ogie mona pi. Grunt jest ciaem
mrocznego boga. Powietrze jest kwasem, a pbogowie mog si zmienia w mgliste
trupy.
Wic dlaczego by nic sprbowa? Nie mia nic do stracenia.
Spojrza na otaczajce go jezioro trucizny. Skupi si tak e co w nim pko jakby w jego brzuchu eksplodowaa krysztaowa kula.
Przenikno go ciepo. Poziom trucizny w jeziorze przesta si podnosi.
Otaczajce go opary pomkny ku bogini. Trucizna potoczya si ku niej
drobnymi falami i strumykami.
Achlys wrzasna.
- Co to jest?!
- Trucizna - odrzek Percy. To twoja specjalno, nie? Wzbiera w nim gniew.
Opary otoczyy bogini. Rozkaszlaa si. Z oczu pocieko jej jeszcze bardziej.
Och, dobrze, dobrze" pomyla. - Wicej wody'.
Wyobrazi sobie, e jej nos i gardo wypeniaj si jej wasnymi zami.
Za krztusia si.
- Ja...
Fala trucizny dotara do jej stp, syczc jak kropelki wody na rozgrzanej do
biaoci elaznej pycie. Bogini jkna i zatoczya si do tyu.
- Percy! - krzykna Annabeth.
Ucieka a na sam krawd urwiska, chocia trucizna jej nie cigaa. W jej
glosie brzmiao przeraenie. Dopiero po chwili Percy zrozumia,. e to on j

przeraa.
- Przesta... - powiedziaa ochrypym gosem.
Nie chcia przesta. Chcia zadusi t bogini. Chcia patrzy, jak utonie we
wasnej trucinie. Chcia zobaczy, ile udrki moe znie udrka.
- Percy, bagam...
Annabeth wci miaa blad, trupia twarz, ale jej oczy byy takie jak zawsze. I
napeniy si strachem, co sprawio, e gniew zacz w nim opada.
Odwrci si do bogini. Nakaza trucinie, by si cofna, tworzc wjsk ciek
wzdu krawdzi przepaci.
- Uciekaj! - rykn.
Jak na wyndzniaego ghula Achlys potrafia biec cakiem wawo, kiedy tego
zapragna. Pobiega t ciek, potkna si, upada, znowu wstaa i znikna w
mroku, wyjc z blu.
Kiedy znika, trucizna nagle wyparowaa. Jadowite roliny rozpady si w py,
ktry rozdmucha wiatr.
Annabeth podesza do Percy ego chwiejnym krokiem. Wygldaa jak trup osnuty
dymem, ale kiedy zapaa go za ramiona, poczu jej ucisk.
- Percy, bagam, ju nigdy... - Gos jej si zaama i przeszed w szloch. - Nie nad
wszystkim mona panowa. Prosz.
W caym ciele czu mrowienie mocy, ale gniew ustpowa. Krawdzie odamkw
szka wewntrz niego zaczy si wygadza.
- Tak - powiedzia. - Oczywicie.
- Musimy std szybko odej. Jeli Achlys przyprowadzia nas tutaj, by zoy
mnie i ciebie w ofierze...
Prbowa zebra myli. Przyzwyczaja si ju do poruszania we Mgle mierci.
Zaczyna czu ciar wasnego ciaa, coraz bardziej by sob, ale mzg pracowa mu
tak ospale, jakby byl z waty.
- Powiedziaa co o nakarmieniu nami nocy- przypomnia sobie. Co to miao
znaczy?
Temperatura opada. Jakby otcha przed nimi wypucia powietrze z puc.
Percy zapa Annabeth wp i odcign od krawdzi, gdy z pustki co si
wyonio posta tak przepastna i cienista, e po raz pierwszy naprawd zrozumia
pojcie ciemnoci.
- Sdz powiedziaa ciemno kobiecym gosem, mikkim jak wycika trumny
- e miaa na myli Noc. Przez due N. W kocu jestem jedna jedyna.

XLIX
LEO

Leo mia poczucie, e w swoim yciu spdzi wicej czasu na spadaniu ni na


lataniu.
Gdyby istniaa karta kredytowa premiowana za czste spadanie z duych
wysokoci, na pewno zasuyby na platynow.
Odzyska wiadomo, kiedy spada przez chmury. Mia mtne wspomnienie
Chione szydzcej z niego tu przed tym, jak wystrzeli w niebo.
Nie zobaczy jej, ale nie mg zapomnie jej gosu. Nie mia pojcia, jak dugo
lecia w gr. W pewnym momencie musia straci wiadomo z powodu zimna i
braku tlenu. Teraz, spada i wszystko wskazywao na to, e bdzie to jego
najbardziej spektakularny upadek.
Chmury rozstpiy si. Daleko, daleko pod sob zobaczy poyskujce morze.
Ani ladu Argo II". Ani ladu jakiego wybrzea, znanego lub nieznanego, z
wyjtkiem malekiej wysepki na horyzoncie.
Nie potrafi lata. Od uderzenia w wod i zamiany w krwaw plam dzielio go
najwyej par minut.
Uzna, e takie zakoczenie Bellady o Leonie herosie wcale mu si nic podoba.
Wci ciska w rkach kul Archimedesa, co go nie zaskoczyo. Mg straci
wiadomo, ale nigdy by nie pozwoli na utrat swojego najcenniejszego skarbu.
Manewrujc rkami, zdoa wycign z pasa na narzdzia tam klejc i
przymocowa kul do piersi. Teraz pewnie wyglda jak niskobudelowy Iron Man,
ale przynajmniej mia obie rce wolne. Zabra si do roboty, gorczkowo
manipulujc przy kuli i wycigajc z magicznego pasa to, co wydao mu si w tej
sytuacji potrzebne: pacht malarsk, metalowe wysigniki, sznurek i piercie
wzmacniajcy.
Trudno byo pracowa w takich warunkach. Wiatr gwizda mu w uszach,
wyrywa z rk narzdzia, ruby i ptno. W kocu udao mu si jednak skonstruowa
prowizoryczn ram. Leo otworzy wieczko na kuli, wycign ze rodka dwa
przewody i przyczy je do grnej poprzeczki ramy.
Ile ma jeszcze czasu? Minut?
Pokrci tarcza kontroln i mechanizm oy. Wicej drutw wystrzelio z kuli,
intuicyjnie wyczuwajcej, czego mu potrzeba. Sznury zwizay ptno z ram, ktra
zacza si sama rozrasta. Leo wycign puszk nafty i poczy j gumow rurk
ze spragnionym paliwa nowym silnikiem, ktry kula pomoga mu zbudowa.
W kocu zrobi ptl ze sznura i przymocowa sobie ca konstrukcj do plecw.
Morze byo coraz bliej - byszczcy przestwr omoccej w twarz mierci.
Krzykn wyzywajco i nacisn wcznik sterowania rcznego.
Silnik zakrztusi si i zaskoczy. Prowizoryczne pcienne opatki wirnika
zaczy si obraca. Niestety, o wiele za wolno. Leo spada gow w d - od
powierzchni morza dzielio go moe ze trzydzieci sekund.
Dobrze, e nie ma nikogo w pobliu, bo pbogowie powtarzaliby to sobie jako
wspaniay dowcip: Co Leo mia w gowie tu przed mierci? Morze rdziemne

Nagle poczu, e kula przylegajca do jego piersi rozgrzaa si. opatki wirnika
nabray szybkoci. Silnik prychn a Leo przechyli si w bok, szybujc jak ptak.
- TAAAK! - wrzasn.
Wanie udao mu si skonstruowa najniebezpieczniejszy na wiecie osobisty
helikopter.
Poszybowa ku wyspie na horyzoncie, ale nada opada zbyt szybko. opatki
wirnika dygotay. Ptno trzeszczao.
Od play dzielio go zaledwie kilkaset metrw, gdy kula zrobia si gorca jak
lawa i helikopter eksplodowa, buchajc we wszystkie strony pomieniami. Gdyby
Leo nie by odporny na ogie, zamieniby si w kawa rozarzonego wgla. A ta
eksplozja prawdopodobnie uratowaa mu ycie. Wybuch zdmuchn go w bok, a jego
wspaniay wynalazek, cay w pomieniach, rbn w brzeg wyspy z potwornym
hukiem.
Leo otworzy oczy, zdumiony, e nadal yje. Siedzia w wyrwanym w piasku
kraterze wielkoci wanny. Par metrw dalej sup czarnego dymu wzbija si pod
niebo z o wiele wikszego krateru. Otaczajca go plaa bya upstrzona poncymi
szczotkami.
- Moja kula.
Pomaca si po piersiach. Kuli nie byo. Tama i ptla po prostu si rozpady.
Wsta. Nic nie wskazywao, by sobie co poama, co byo dobr wiadomoci,
ale martwia go utrata kuli Archimedesa. Jeli zniszczy swj bezcenny skarb tylko
po to, by zbudowa dziaajcy przez trzydzieci sekund poncy helikopter, to musi
wytropi t gupia bogini Chione i zdzieli j kluczem nastawnym.
Powlk si pla, zastanawiajc si, dlaczego nie ma tu turystw, hoteli i
statkw wycieczkowych. Wyspa, z t lazurow wod i mikkim biaym piaskiem,
wygldaa na idealne miejsce na nadmorski kurort. Moe nie zostaa jeszcze
odkryta. Czyby wci istniay na wiecie jakie nieodkryte wyspy? Moe Chione
wystrzelia go poza Morze rdziemne? Wyspa najbardziej pasowaa mu do Bora
Bora.
Wikszy krater mia jakie dwa i p metra gbokoci. Na jego dnie opatki
wirnika wci prboway si poruszy. Z silnika bucha dym. Wirnik trzeszcza jak
rozdeptywana aba, a wic huraaa! - jednak wci dziaa.
Hclikopter najwyraniej na coi wpad. W kraterze byo peno poamanych
mebli, potrzaskanych fajansowych talerzy, jakich na pl stopionych cynowych
pucharw i poncych lnianych serwetek. Leo nic mia pojcia, skd takie dziwne
rzeczy znalazy si na play, ale oznaczao to, e wyspa jest zamieszkana.
W kocu dostrzeg kul Archimedesa - parujc i osmalon, ale nadal ca.
Klikaa bezradnie porodku wraku.
- Kulo! - zawoa. Chod do tatusia!
Zsun si na dno krateru i porwa kul. Przewrci si, usiad ze skrzyowanymi

nogami i zacz koysa kul, tulc j do piersi. Spiowa powierzchnia parzya, ale
nie dba o to. Kula bya caa, wic nadal mg jej uy.
Musi tylko ustali, gdzie jest i jak powrci do przyjaci...
Robi wanie w mylach list narzdzi, ktre mogy mu by potrzebne, gdy jaki
dziewczcy glos zawoa:
- Co ty robisz!. Wysadzie w powietrze mj st jadalny!
***
Leo pomyla: ,,O rany!.
Spotka ju wiele bogi, ale dziewczyna, ktra patrzya na niego z krawdzi
krateru, naprawd wygldaa jak bogini.
Miaa na sobie greck bia sukni bez rkaww przepasan zotym plecionym
paskiem. Dugie proste wosy byy prawie tego samego cynamonowego koloru co
wosy Hazel, ale na tym podobiestwo do niej si koczyo. Jej twarz. bya
mlecznobiaa, oczy czarne, w ksztacie migdaw, usta nadsane. Moga mie
pitnacie lat, a wic bya w jego wieku, i... tak, bya adna, ale wyraz jej twarzy
przypomina mu te popularne dziewczyny we wszystkich szkoach, do ktrych
uczszcza - te, ktre si z niego namieway, bez przerwy plotkoway, uwaay, e
s nadzwyczajne, i zwykle robiy wszystko, by uprzykrzy mu ycie.
Instynktownie poczu do niej awersj.
- Och, przepraszam! - powiedzia. Wanie spadem z nieba. Skonstruowaem
w powietrzu helikopter, zapaliem si w poowie drogi, spadem tutaj i ledwo
przeyem. Ale... oczywicie, porozmawiajmy o twoim stole jadalnym!
Wzi do rki nadtopiony puchar.
- Kto stawia st jadalny na play, na ktrej mog si rozbi jacy niewinni
pbogowie? No kto tak robi?
Dziewczyna zacisna pici. Leo by pewny, e zamierza zej na dno krateru i
trzasn go w twarz. Ale ona spojrzaa w niebo.
- DOPRAWDY! - zawoaa w niebiesk pustk. - Nie wystarczy jedna kltwa?
Chcecie mnie jeszcze bardziej pognbi? Zeusie! Hefajstosie! Hermesie! Nie macie
wstydu?
- Och... - Leo odnotowa, e wymienia a, trzech bogw, a jednym z nich by
jego tata. Nie wryo to niczego dobrego. Wtpi, by ci usyszeli. No wiesz, ta
caa heca z rozszczepionymi osobowociami...
- Ukaeie si! - krzykna w niebo dziewczyna, cakowicie go ignorujc. - Nie
do wam, e zostaam wygnana? Nie do wam, e zabralicie mi tych paru
dobrych herosw, z ktrymi wolno mi byo si spotka? Mylicie, e to zabawne
przysya mi tu tego... to zgrilowane chuchro, eby zakci mi spokj?To wcale
NIE JEST ZABAWNE! Zabierajcie go sobie z powrotem!
- Hej soneczko powiedzia Leo. - Jestem tutaj, jakby o tym zapomniaa.
Warkna jak zaszczute zwierz.
- Nie nazywaj mnie soneczkiem! Wya mi zaraz z tej dziury i chod ze mn,

ebym ci moga wyrzuci z mojej wyspy!


- No, skoro tak grzecznie prosisz...
Leo nie wiedzia, co doprowadzio t zwariowan dziewczyn do takiego stanu,
ale nie bardzo go to interesowao. Wystarczy, e pomoe mu opuci r wysp.
cisn swoj osmalon kul i wylaz z krateru. Kiedy znalaz si na szczycie,
dziewczyna oddalaa si ju pla. Pobieg, by j dogoni.
Machna z odraz na porozrzucane na piasku ponce szcztki.
- To bya nieskazitelna plaa! Popatrz na ni teraz.
- Tak, moja wina - mrukn Leo. - Powinienem spa na inn wysp. Och, zaraz...
przecie nie ma innej!
Prychna i sza dalej skrajem wody. Leo poczu powiew cynamonu - moe to jej
perfumy? Oczywicie wcale go to nie obchodzio. Jej wosy koysay si w jaki
hipnotyczny sposb, co go, oczywicie, te nie obchodzio.
Przebieg wzrokiem morze. Na horyzoncie nie byo wida adnego ldu ani
statkw. Spojrza w gb wyspy. Zobaczy poronite traw wzgrza upstrzone
drzewami. cieka wioda do cedrowego zagajnika. Zastanawia si, dokd
prowadzi; pewnie do tajnego legowiska tej dziewczyny, gdzie piecze swoich
wrogw, a pniej zjada przy stole na play.
Pochonity takimi mylami nie zauway, e dziewczyna si zatrzymaa. Wpad
na ni.
- Ej!
Odwrcia si i zapaa go za ramiona, eby nie wpad do wody. Rce miaa
silne, jakby zarabiaa nimi na ycie. Dziewczyny z domku Hefajstosa te miay takie
silne rce, ale ona nie wygldaa na crk Hefajstosa.
Spojrzaa na niego ze zoci, jej czarne migdaowe oczy znalazy si zaledwie
kilka centymetrw od jego oczu. Jej cynamonowy zapach przypomnia mu
mieszkanie babci, Ech, nie myla o nim od lat...
Odepchna go.
- Wystarczy. To miejsce jest dobre. Teraz powiedz, e chcesz odej.
- Co?
Leo wci by troch otumaniony po tym twardym ldowaniu. Nie mia
pewnoci, czy si nie przesysza.
- Chcesz std odejc? - zapytaa. - Chyba masz dokd odej!
Yyy... no tak. Moi przyjaciele maj kopoty. Musz powrci na mj okrt i...
- wietnie - warkna. - Po prostu powiedz: ..Chc opuci Ogygi".
- No dobra. - Nie bardzo wiedzia dlaczego, ale troch go zrani ton jej gosu...
co byo gupie, skoro go nie obchodzio, co ona sobie myli. - Chc opuci... to, co
powiedziaa.
- O-gy-gi. - Wypowiedziaa ro sowo powoli i dobitnie, jakby by picioletnim
brzdcem.

- Chc opuci O-gy-gi.


Odetchna z ulg.
- Dobrze, za chwil pojawi si magiczna tratwa. Zawiezie ci, dokd zechcesz.
- Kim jeste?
Wydawao si, e ju zamierza mu odpowiedzie, ale si powstrzymaa.
- Niewane. Wkrtce ci tu nie bdzie. Jeste oczywist pomyk.
To byo grubiaskie pomyla Leo.
Przez dugi czas sam myla, e jest pomyk - jako pbg, w tej wyprawie, w
ogle w yciu. Jaka przypadkowo spotkana zbzikowana dziewczyna nie musi mu
tego wytyka.
Przypomnia sobie jak greck legend o dziewczynie na wyspie... Moe
wspomnia o niej ktry z jego przyjaci? Niewane. Skoro pozwala mu std
odej...
- Ju za chwil... - Dziewczyna patrzya na morze.
Nie pojawia si adna magiczna tratwa.
- Moe utkna w korku - powiedzia Leo.
Niedobrze. Spojrzaa w niebo. - Jest naprawd niedobrze!
- Wic... plan B? - zapyta Leo. - Masz telefon czy...
- Ach!
Odwrcia si i ruszya w gb wyspy. Pobiega ciek i znikna w zagajniku.
- W porzdku - powiedzia Leo. - Po prostu sobie ucieka.
Wyj z pasa na narzdzia kawaek liny i karabiczyk i przymocowa sobie kul
Archimcdcsa do paska.
Spojrza na morze. adnej magicznej tratwy.
Mg tu sta i czeka, ale by godny, spragniony i zmczony. I poobijany po
ldowaniu.
Nie mia ochoty i za t zwariowan dziewczyn, nawet jeli tak sodko
pachniaa.
Z drugiej strony, dokd miaby pj? Dziewczyna miaa st jadalny, wic
prawdopodobnie miaa te co do zjedzenia. A obecno Leona wyranie j
denerwowaa.
- To, e j denerwuj, mona zaliczy na plus - uzna.
Ruszy za ni w gb wyspy.

L
LEO
Na Hefajstosa! - zakl cicho Leo.

cieka doprowadzia go do najpikniejszego ogrodu, jaki kiedykolwiek widzia.


Oczywicie nie spdzi wiele czasu w ogrodach, ale ten... Na lewo by sad i winnica brzoskwinie z czerwonozotymi owocami pachncymi sodko w socu,
pieczoowicie poprzycinane winorole uginajce si od dojrzaych gron, a liany z
kwitncych jaminw i kpy innych rolin, ktrych nie potrafi nazwa.
Na prawo byy grzdki warzyw i zi zbiegajce si jak szprychy wok wielkiej
fontanny, gdzie satyrowie z brzu wypluwali wod do rodkowej misy.
W gbi ogrodu, gdzie koczya si cieka, w zboczu wzgrza widniao wejcie
do jaskini. W porwnaniu z bram Bunkra Dziewitego byo malutkie, ale na swj
sposb robio wraenie. Po obu stronach krystaliczne skay byy wyrzebione na
ksztat po yskujcych greckich kolumn. W ich szczytach tkwi mosiny prt, na
ktrym wisiaa biaa jedwabna zasona.
Nos atakoway mu rozkoszne zapachy - cedru, jaowca, jaminu, brzoskwi i
wieych zi. A od jaskini napywaa wo, ktra naprawd przykua jego uwag
wo duszonego misa.
Ruszy w tamt stron. Bo dlaczego nie? Zatrzyma! si, kiedy dostrzeg
dziewczyn. Klczaa w warzywnym ogrdku, plecami do niego. Mruczaa co do
siebie, kopic zajade rydlem.
Podszed do niej z boku, eby moga go zobaczy. Jako nie mia ochoty jej
zaskakiwa, gdy trzymaa w rku ostre narzdzie ogrodnicze.
Wci kla po grecku i rya w ziemi. Grudki ziemi przylgny do jej ramion,
twarzy i biaej sukni, ale nie zwracaa na to uwagi.
Leo potrafi to doceni. Umazana botem wygldaa troch lepiej - mniej jak
krlowa piknoci, bardziej jak zwyka dziewczyna, ktra nie przejmuje si za
bardzo swoim wygldem.
- Chyba ju do si nazncaa nad t ziemi - zauway.
Spojrzaa nu niego spode ba, oczy miaa zaczerwienione i zazawione.
- Id sobie.
- Paczesz- powiedzia, co byo gupio oczywiste, ale kiedy j zobaczy w takim
stanie, poczu si jak silnik helikoptera traccy moc.
Przecie nie mona si wcieka na kogo, kto pacze.
- Nie twoja sprawa - mrukna. To dua wyspa. Id i znajd sobie jakie
miejsce. Zostaw mnie w spokoju. - Machna rk w stron poudnia. Moe id sobie
tam.
- Wic nie ma magicznej tratwy. A jest jaki inny sposb opuszczenia tej wyspy?
- Najwyraniej nie!
- To co ja mam zrobi? Siedzie na wydmach i czeka na mier?
- Byoby najlepiej... - Odrzucia rydel i zakla, patrzc w niebo. - Tylko e on
chyba nie moe tu umrze, tak? Zeusie! To nie jest zabawne!
Nie moe tu umrzec?
- Chwileczk.

Mzg mu pracowa jak przeciony wa korbowy. Nie mg do koca zrozumie,


co dziewczyna mwia - jak wtedy, gdy sysza Hiszpanw lub ludzi z Ameryki
Poudniowej mwicych po hiszpasku. Owszem, rozumia j, ale to brzmiao tak
dziwnie, jakby mwia innym jzykiem.
- Potrzebuj troch wicej informacji - owiadczy. Nie chcesz mnie widzie twoja sprawa. Ja te nic chc tu by. Ale nie pozwol si zapdza w kozi rg.
Musz si wydosta z tej wyspy. Musi by jaki sposb. Kady problem mona
rozwiza.
Rozemiaa si gorzko.
- Chyba nie ye dugo, skoro wc w to wierzysz.
Dreszcz przebieg mu po plecach. Wydawao mu si, e jest w jego wieku, ale
nagle zacz si zastanawia, ile moe naprawd mie lat.
- Wspomniaa o jakiej kltwie.
Zacisna palce, jakby trenowaa technik duszenia.
- Tak. Nie mog opuci Ogygii. Mj ojciec. Atlas, walczy z bogami, a ja go
wspieraam.
- Atlas - powtrzy Leo. - Tytan Atlas?
Przewrcia wymownie oczami.
- Tak, ty niemoliwy may... Cokolwiek zamierzaa powiedzie, powstrzymaa
si. - Zostaam tu uwiziona, ebym wicej nie sprawiaa bogom kopotw. Rok
temu, po drugiej wojnie tytanw, bogowie przyrzekli przebaczy swoim wrogom i
obj ich amnesti. Przypuszczam, e Percy nakoni ich do...
- Percy. Percy Jackson?
Zacisna powieki.za spyna jej po policzku.
Och" - pomyla Leo.
- Percy tutaj by - powiedzia.
Wbia palce w ziemi.
- Ja... ja mylaam, e zostan uwolniona. Omieliam si mie nadziej... ale
wci tu jestem.
Teraz sobie przypomnia. Miaa to by tajemnica, ale to, jak zwykle, oznaczao,
e ta historia obiega cay obz. Percy powiedzia Annabeth. Kilka miesicy pniej,
kiedy Percy zagin, Annabeth powiedziaa Piper. Piper powiedziaa Jasonowi...
Percy opowiedzia o swoim pobycie na tej wyspie. Spotka tu bogini, ktra si
w nim zakochaa. Chciaa, eby zosta, ale w kocu pozwolia mu odej.
- To ty jeste t pani - powiedzia. - T, ktr nazwano od muzyki karaibskiej.
W jej oczach pojawi si morderczy bysk.
- Muzyki karaibskiej.
- No tak. Reggae? - Pokrci gow. - Merengue? Chwileczk, zaraz sobie
przypomn. Strzeli palcami. - Kalipso! Ale Percy mwi, e jeste super. e jeste
sodka, milutka, skora do pomocy, a nie... yyy...

Zerwaa si na nogi.
- Tak?
- Yyy... nic.
- A ty by by milutki, gdyby bogowie zapomnieli o swojej obietnicy, e ci
std wypuszcz? Byby taki sodki, gdyby si z ciebie namiewali, przysyajc tu
jeszcze jednego herosa, ale takiego, ktry wyglda jak... jak ty?
- To jakie podstpne pytanie?
- Di immortales! - Odwrcia si i pomaszerowaa do jaskini.
- Hej! - Leo pobieg za ni.
Kiedy wszed do rodka, zupenie go zamurowao. ciany byy z wielobarwnych
grudek krysztau. Biae kurtyny dzieliy jaskini na rne pomieszczenia wysane
dywanami i poduszkami. Wszdzie stay pmiski ze wieymi owocami. W jednym
kcie dostrzeg harf, w drugim krosno, w jeszcze innym wielki kocio, w ktrym
bulgotaa potrawka, napeniajc jaskini rozkosznym zapachem.
Co byo najdziwniejsze? Wszystko samo si robio. Rczniki fruway w
powietrzu, skadajc si w zgrabne stosiki. yki zmyway si w miedzianym
zlewie. Przypominao to niewidzialne duchy wiatru podajce obiad w Obozie
Jupiter.
Kalipso staa przy umywalce, zmywajc brud z ramion.
Spojrzaa na niego ze zoci, ale nie krzykna, by si wynosi. Wygldao na to,
e gniew zuy ca jej energi.
Odchrzkn. Jeli oczekuje od niej pomocy, musi by grzeczny.
No wic... rozumiem, dlaczego tak si wciekasz. Pewnie nie chcesz ju widzie
na oczy adnego pboga. Podejrzewam, e poczua si fatalnie, kiedy... yyy...
Percy ci opuci...
- On by ostatni - warkna. - Przed nim by pirat Drake. A przed nim
Odyseusz. Wszyscy tacy sami! Bogowie przysyali mi najwikszych herosw,
ktrym nie mogam pomc, ale...
- W ktrych si zakochiwaa. A potem ci opuszczali.
Zadrga jej podbrdek.
- To moja kltwa. Miaam nadziej, e ju si od niej uwolniam, ale nie, wci
tkwi tutaj, na Ogygii. Od trzech tysicy lat.
- Trzech tysicy. - Lco poczu mrowienie w ustach, jakby zjad gar
najostrzejszych mitwek. - Ej, wygldasz wspaniale jak na trzy tysice at.
A teraz... najwiksze upokorzenie. Bogowie zakpili sobie ze mnie, przysyajc
mi ciebie.
Wezbra w nim gniew.
No tak, to typowe. Gdyby tu byl Jason, wyaziaby ze skry, eby mu si
przypodoba. Bagaaby go, eby zosta, ale on byby taki szlachetny, tak by chcia
powrci do swoich obowizkw, e porzuciby j ze zamanym sercem. Ta
magiczna tratwa na pewno by si pojawia.

Ale on? By denerwujcym gociem, ktrego nie moga si pozby. Nigdy by si


w nim nic zakochaa, dla niej by cakowicie bez szans. Oczywicie wcale go to nie
obchodzio. Ona te nie jest w jego typie. Bya zbyt zoliwa... zbyt pikna i...
zreszt, niewane.
- wietnie - powiedzia - Nie bd ci wicej niepokoi. Sam sobie co zbuduj i
opuszcz t gupi wysp bez twojej pomocy.
Pokrcia ponuro gow.
Nic nie rozumiesz. Bogowie namiewaj si z nas obojga. Tratwa si nie
pojawia, a to znaczy, e zamknli Ogygi. Utkwie tu na dobre, tak jak ja. Nigdy
nie opucisz tej wyspy.

LI
LEO
Pierwsze dni byy najgorsze.
Spa pod gwiazdami, na pachcie malarskiej. W nocy byo zimno, nawet na
play, wic rozpala sobie ognisko ze szcztkw stou Kalipso. To go troch
podnosio na duchu.
W cigu dnia zwiedza wysp, ale nie znalaz nic ciekawego -chyba e kto lubi
plae i nieskoczony przestwr morza. Prbowa wysa Iris-wiadomo w tczach
tworzonych przez py wodny rozbijajcych si fal, ale nic mu z tego nie wyszo. Nie
mia ani drachmy na ofiar, a bogini najwyraniej nie bya zainteresowana
orzechami i rubkami.
Nic mu si nawet nie nio, co byo niezwyke jak na niego - i na kadego
pboga - wic nie mia pojcia, co si dzieje na wiecie. Czy przyjaciele pozbyli si
jako Chione? Czy go szukaj, czy poeglowali do Epiru, aby osign cel misji?
Nienic wiedzia nawet, co by byo lepsze.
W kocu poj znaczenie snu, ktry mia na pokadzie Argo II". Za czarownica
powiedziaa mu, e moe skoczy z urwiska w chmury albo zagbi si w mroczny
tunel,gdzie szeptay duchy zmarych. Tunel musia by symbolem Domu Hadesa,
ktrego ju nigdy nie zobaczy. Leo wybra skok z urwiska - upadek z nieba na t
gupi wysp. Ale w tym nie mia moliwo wyboru. W realnym yciu jej nie
mia. Chione po prostu zgarna go z okrtu i wystrzelia na orbit.
Co byo najgorsze? Traci rachub czasu. Pewnego ranka obudzi si i nie mg
sobie, przypomnie, od ilu dni jest na Ogygii. Od trzech czy czterech?
Kalipso mu w tym nie pomoga. Zapytana, tylko pokrcia gow.
Z czasem s tutaj problemy.
Super. W realnym wiecie mogo ju upyn sto lat, wojna z Gaj ju si

skoczya, cho nie wiedzia jak. A moe jest na Ogygii dopiero od piciu minut?
Tutaj mogo przemin cae jego ycie w czasie, w ktrym zaoga Argo II" zdya
zje niadanie.
Tak czy owak, musi opuci t wysp.
Kalipso troch si nad nim ulitowaa. Przysyaa swoich niewidzialnych
sucych z miskami potrawki i pucharami jabecznika, ktre zostawiali na skraju jej
ogrodu. Przysaa mu nawet nowe ubranie proste spodnie z niebarwioncj baweny i
koszul, ktr musiaa utka na kronie. Tak pasoway, e dziwi si, skd wzia
jego miar. Moe po prostu uya pospolitego wzoru na MIZERAKA.
W kadym razie rad by z, nowych ciuchw, bo stare cuchny i byy nadpalone.
Zwykle potrafi zabezpieczy ubranie przed spaleniem, kiedy wybucha ogniem, ale
musia si skupi. Czasami w obozie, kiedy o tym nie myla, a pracowa nad jakim
metalowym projektem przy kuni, stwierdza nagle, e spalio mu si cale ubranie,
prcz magicznego pasa na narzdzia i dymicych majtek. Byo to troch kopotliwe.
Kalipso wyranie nie chciaa go widzie. Kiedy raz wsun gow do jaskini,
wyleciaa z wrzaskiem i obrzucia go naczyniami.
Nie da si ukry - bya jego fank.
Zbudowa sobie w miar stae obozowisko w pobliu cieki, gdzie plaa
podchodzia do trawiastych wzgrz. W ten sposb by bliej przysyanego mu
jedzenia, ale Kalipso go nie widziaa i nie zbliaa si na odlego rzutu garnkiem.
Zrobi sobie budk z kijw i ptna. Wykopa jam na ognisko. Udao mu si
nawet zbudowa awk i st do pracy z drewna wyrzuconego przez morze i
martwych gazi Cedru. Spdzi wiele godzin, reperujc kul Archimedesa,
oczyszczajc j i na prawiajc obwody. Sporzdzi kompas, ale iga bez przerwy
krcia si w kko jak oszalaa. Podejrzewa, e GPS te by tu nie dziaa. Ta wyspa
bya poza wszelkim zasigiem i nie mona byo jej opuci.
Przypomnia sobie o starym mosinym astrolabium, ktre zdoby w Bolonii.
Wedug karw byo to dzieo Odyscusza. Moe Odyseusz myla o tej wyspie, kiedy
je konstruowa? Niestety, Leo zastawi je na pokadzie Argu II, razem z
magicznym stolikiem Bufordem. Zreszt kary powiedziay, e astrolabium jest
zepsute. Wspomniay o jakim zaginionym krysztale...
Wdrowa po play, zastanawiajc si, dlaczego Chione go tutaj wysaa zakadajc, e jego wyldowanie na wyspie nie byo przypadkiem. Dlaczego go po
prostu nie zabia? Moe chciaa, e by wiecznie siedzia w czycu? Moe wiedziaa,
e bogowie s zbyt pochonici wasnymi kopotami, wic zapomnieli o Ogygii i jej
magia przestaa ju dziaa? To by wyjaniao, dlaczego Kalipso wci tutaj tkwi i
dlaczego nie pojawia si magiczna tratwa.
A moe jednak magia wvspy wci dziaa? Bogowie ukarali Kalipso, przysyajc
jej tutaj dzielnych herosw, ktrzy opuszczali j, gdy tylko si w nich zakochiwaa.
Moe na tym polega problem. Kalipso nigdy si w nim nie zakocha. Chce, eby
zostawi j w spokoju i opuci wysp. Oboje tkwi w puapce wiecznej udrki. Jeli

taki by plan Chione... no, tylko pogratulowa jej mistrzostwa w pokrtnoci.


A potem pewnego dnia odkry co i wszystko jeszcze bardziej si
skomplikowao.
***
Wdrowa po wzgrzach, idc wzdu strumyka pyncego midzy dwoma
wielkimi cedrami. Lubi t okolic - byo to jedyne miejsce na Ogygii, z ktrego nie
widzia morza, wic mg sobie wyobraa, e nie jest uwiziony na wyspie. W
cieniu drzew czu si prawie jak w Obozie Herosw, zmierzajc przez las do Bunkra
Dziewitego.
Przeskoczy przez strumyk. Zamiast wyldowa na mikkiej ziemi, poczu pod
stopami co twardszego.
KLANG.
Metal.
Podniecony zacz kopa w ziemi, a zobaczy bysk spiu.
- O kurcz.
Chichota jak wariat, wykopujc kawaki metalu.
Nie mia pojcia, skd to si tutaj wzio. Hefajstos zwykle wyrzuca ze swojej
boskiej pracowni rne kawaki zomu, zamiecajc nimi ziemi, ale jaka bya
szansa, e ktre trafi akurat na Ogygi?
Znalaz troch przewodw, par pogitych trybw, tok, ktry mg wci by
sprawny, i kilka poobtukiwanych spiowych blach - najmniejsza bya wielkoci
podstawki pod szklank, najwiksza rozmiaru tarczy bojowej.
Nie byo tego wiele - w porwnaniu z Bunkrem Dziewitym albo nawet z jego
magazynkiem na pokadzie Argo II". Ale byo to co wicej ni piasek i kamienie.
Spojrza w niebo, midzy gazie cedrw, przez ktre sczyy si promienie
soca.
- Tato? Jeli ty mi to tutaj przysae, dziki. Gdyby nie... no dobra, w kadym
razie dzikuj.
Zebra te skarby i zanis do swojego obozowiska.
Po tym wydarzeniu dni mijay szybciej i nie byo ju tak cicho.
Leo najpierw zbudowa kuni z cegie z muu, z ktrych kad wypali
wasnymi poncymi rkami. Znalaz wielki kamie, krry mg wykorzysta jako
podstaw kowada, powyciga z pasa tyle gwodzi, by po ich przetopieniu
sporzdzi samo kowado.
Kiedy to zrobi, zacz obrabia kawaki niebiaskiego spiu. Dzie w dzie jego
motek dudni i dzwoni, pki nie pk kamie podstawy albo nie pogiy si obcgi,
albo nie zabrako drewna do podsycania ognia.
Co wieczr pada ze zmczenia, mokry od potu i uwalany sadz, ale czu si
znakomicie. Przynajmniej co robi, prbujc rozwiza swj problem.
Kalipso pojawia si po raz pierwszy, eby poskary si na haas.

- Dym i ogie - powiedziaa. - Dzwonienie metalu o metal przez cay dzie.


Wystraszysz ptaki!
- Och, nie, tylko nie ptaki! - burkn.
- I co takiego masz nadziej zrobi?
Spojrza na ni i o mao co nie zmiady sobie motkiem kciuka. Tak dugo
wpatrywa si w metal i ogie, e zapomnia, jak jest pikna. Dokuczliwie pikna.
Soce lnio na jej wosach, biaa suknia trzepotaa wok jej ng, pod pach
trzymaa koszyk z winogronami i wieo upieczonym chlebem.
Stara si nie zwraca uwagi na burczenie w odku.
- Mam nadziej opuci t wysp - powiedzia. - Tego chyba chcesz, prawda?
Kalipso nachmurzya si. Postawia koszyk obok jego legowiska.
- Nic nie jade od dwch dni. Zrb sobie przerw i - zjedz.
- Od dwch dni?
Nie odczuwa tego co go zdziwio, bo lubi je. Ale jeszcze bardziej go
zaskoczyo, e Kalipso to zauwaya.
- Dziki mrukn. - I bd si stara... yyy... pracowa troch ciszej.
Prychna, jakby niewiele j to obchodzio.
OdI tego czasu nie uskaraa si ju na haas lub dym.
Kiedy nastpnym razem go odwiedzia, Leo koczy swj pierwszy projekt. Nie
zauway jej nadejcia, pki nie usysza gosu tu za plecami.
- Przyniosam ci...
Podskoczy, upuszczajc przewd.
- Na spiowe byki, dziewczyno! Nie podkradaj si tak do mnie!
Dzisiaj bya ubrana na czerwono - a by to jego ulubiony kolor.
To, oczywicie, byo zupenie nieistotne. W czerwonej sukni wygldaa
naprawd olniewajco. To te byo nieistotne.
- Nie podkradaam si do ciebie. Co ci przyniosam.
Pokazaa mu ubrania, ktre miaa przerzucone przez rami: now par dinsw,
bia koszulk, podniszczon kurtk wojskow... zaraz, to przecie jego ciuchy,
tylko... ale to niemoliwe. Jego kurtka wojskowa spona par miesicy temu. Nie
mia jej na sobie, kiedy wyldowa na Ogygii. Ale ubranie, ktre Kalipso mu
przyniosa, byo zupenie takie sarno, jakie nosi pierwszego dnia po przybyciu do
Obozu Herosw - tyle e to wygldao na nieco wiksze, lepiej na niego pasujce.
- Ale jak...?
Kalipso zoya ubranie u jego stp i cofna si, jakby by niebezpiecznym
zwierzciem.
- Znam si troch na magii - powiedziaa. - Popalie sobie to, co ci daam,
wic pomylaam, e utkam ci co mniej palnego.
-To nie bdzie si pali?
Podnis dinsy. W dotyku niczym si nie rniy od zwykego denimu.
- S ogniotrwae. Zawsze bd czyste i zawsze bd na ciebie pasowa, nawet

jeli przestaniesz by takim chudzielcem.


- Dziki. - Chcia, by to zabrzmiao sarkastycznie, ale naprawd by pod
wraeniem. Potrafi skonstruowa wiele rzeczy, ale nie ogniotrwae,
samoczyszczce si spodnie. - Wic... utkaa dokadn replik mojego ulubionego
stroju. Wyguglowaa mnie czy co?
Zmarszczya czoo.
- Nie znam tego sowa.
- W kadym razie musiaa mi si przyjrze. Jakby bya mn zainteresowana.
Zmarszczy; nos.
- Jestem zainteresowana tym, eby nie tka ci codziennie nowego ubrania.
Jestem zainteresowana tym, eby tak nie cuchn i nie chodzi po mojej wyspie w
osmalonych achach.
- No tak. - Leo wyszczerzy zby. - Naprawd mnie pocieszya.
Poczerwieniaa jeszcze bardziej.
- Jeste najbardziej nieznon osob, jak kiedykolwiek spotkaam! Chciaam
ci si tylko odwdziczy. Naprawie mi fontann.
- Ach, o to chodzi?
Rozemia si. Byo to takie proste, e prawie o tym zapomnia. Jeden ze
spiowych satyrw przechyli si i cinienie wody opado, wic zacz denerwujco
tyka, podskakiwa i rozlewa wod poza obrb sadzawki. Leo wycign par
narzdzi i naprawi to w cigu dwu minut.
- Drobnostka. Nie lubi, kiedy co nie dziaa tak, jak powinno.
- A zasona przed wejciem do jaskini?
Prt bv wykrzywiony.
- A moje narzdzia ogrodnicze?
- No wiesz, tylko naostrzyem noyce. Przycinanie winoroli tpymi noycami
jest niebezpieczne. I musiaem je troch naoliwi... i...
- No tak - powiedziaa Kalipso, cakiem niele naladujc jego gos. Naprawd
mnie pocieszye.
Zamurowao go. Wiedzia, e kpi sobie z niego, ale jako nie brzmiao to
przykro.
Wskazaa na jego warsztat.
- Co budujesz?
- Och.
Spojrza na spiowe zwierciado, ktre wanie podczy do kuli Archimedesa.
Zaskoczyo go jego wasne odbicie na wypolerowanej powierzchni. Twarz mia
bardziej chud i wyrazist, moe dlatego, e od dawna nic nie jad, oczy ciemne i
troch dzikie, kiedy si nie umiecha. Wyglda jak latynoski Tarzan. Nic
dziwnego, e Kalipso tak go unikaa.
- To jest takie urzdzenie do patrzenia powiedzia. - Znalelimy je w Rzymie, w

pracowni Archimedesa. Gdybym zdoal je naprawi, moe mgbym zobaczy, co


si dzieje z moimi przyjacimi.
Pokrcia gow.
- To niemoliwe. Ta wyspa jest ukryta, odcita od wiata bardzo silnymi
czarami. Nawet czas pynie tu inaczej.
- No, ale przecie musisz mie jaki kontakt ze wiatem. Jak si dowiedziaa,
e nosiem kurtk wojskow?
Zacza mitosi swoje wosy, jakby to pytanie j zakopotao.
Widzenie przeszoci to prosta magia. Widzenie teraniejszoci albo przyszoci
ju takie nie jest.
- No to patrz i ucz si, soneczko. Pocz to dwa przewody i...
Spiowe zwierciado zaiskrzyo. Z kuli buchn dym. Po rkawie koszuli Leona
przebieg pomie. cign koszul, cisn j na ziemi i zadepta ogie.
Mgby przysic, e Kalipso stara si nie rozemia na gos. Caa si trzsa.
- Nic nie mw - ostrzeg j.
Zerkna na jego nag pier, spocon, kocist i pokryt dawnymi bliznami.
- Nie ma tu czego komentowa - zapewnia go. - Jeli chcesz, eby to urzdzenie
zadziaao, moe powiniene sprbowa muzycznego zaklinania.
- Oczywicie. Kiedy jaka maszyna nawala, stepuj sobie wok niej. Za kadym
razem dziaa.
Wzia gboki oddech i zacza piewa.
Jej gos by jak chodny wiatr - jak pierwszy front zimna w Teksasie, kiedy
koczy si lato i zaczyna si wierzy, e bdzie lepiej. Leo nie rozumia sw, ale
pie bya tskna i sodko-gorzka, jakby opisywaa dom, do ktrego ju nigdy si nie
powrci.
W jej piewie bya magia, to oczywiste. Ale nie by to hipnotyczny gos Medei
czy nawet czaromowa Piper. Ten piew niczego od niego nie da. Po prostu
przywodzi jego najlepsze wspomnienia- konstruowanie rnych rzeczy z mam w
jej pracowni, siedzenie w socu z przyjacimi w obozie. Sprawia, e zatskni za
domem.
Kalipso przestaa piewa. Zda sobie spraw, e gapi si na ni jak kretyn.
- I co, pomogo? - zapytaa.
- Yyy... - Z trudem oderwa od niej wzrok i spojrza na zwierciado. - Nie.
Zaraz...
Powierzchnia zwierciada zajaniaa. Nad ni zaczy migota w powietrzu
holograficzne obrazy.
***
Rozpozna plac apelowy w Obozie Herosw.
Dwiku nie byo, ale Clarisse Ia Rue z domku Aresa wykrzykiwaa komendy,
ustawiajc obozowiczw w szeregi. Jego towarzysze z Domku Dziewitego
rozdawali wszystkim pancerze i bro.

Centaur Chejron biega truchtem wzdu szeregw. Nawet on mia na sobie


pancerz, spiowe nagolenniki i byszczcy hem z piropuszem. Z jego twarzy znik
zwyky przyjazny umiech, zastpia go ponura determinicja.
W oddali, w cieninie Long Island, wida byo greckie triremy gotowe do wojny.
Na wzgrzach ustawiano katapulty. Satyrowie patrolowali ki, a nad nimi kryli
jedcy na pegazach, wypatrujc wroga.
- Twoi przyjaciele? - zapytaa Kalipso.
Kiwn gow. Czu, e zdrtwiaa mu twarz.
- Przygotowuj si do wojny.
- Przeciw komu?
- Popatrz.
Scena zmienia si. Falanga rzymskich pbogw maszerowaa przez zalan
ksiycowym blaskiem winnic. W oddali widnia owietlony napis: WINNICA
GOLDSMITHA.
- Widziaem ju ten napis - powiedzia. Niedaleko Obozu Herosw.
Nagle szeregi Rzymian zaamay si. Pbogowie rozbiegli si, porzucajc tarcze
i wymachujc oszczepami, jakby cay oddzia wtargn na terytorium ksajcych
mrwek.
W blasku ksiyca miotay si dwa wochate ksztaty w dziwacznych strojach i
pstrokatych kapeluszach. Zdaway si by jednoczenie wszdzie, walc Rzymian po
gowach, wyrywajc im bro i przecinajc pasy, tak e spodnie opaday im do
kostek.
Leo nie mg powstrzyma umiechu.
- Ach, to te cudowne mae nicponie! Dotrzymay sowa!
Kalipso nachylia si, obserwujc kerkopw.
- To twoi kuzyni?
- Ha, ha, ha, nie! To karzeki, ktre spotkaem w Bolonii. Wysaem je, by
opniy marsz Rzymian. I robi to!
- Ale na jak dugo?
Dobre pytanie. Scena znowu si zmienia. Leo zobaczy Oktawiana tego
niewydarzonego augura podobnego do jasnowosego stracha na wrble. Stal na
parkingu jakiej stacji benzynowej, otoczony czarnymi samochodami terenowymi i
rzymskimi pbogami. Trzyma dug tyczk owinit ptnem. Kiedy je rozwin,
bysn zoty orze na szczycie.
- Och, niedobrze - mrukn Leo.
- Rzymski sztandar - powiedziaa Kalipso.
- Tak. Ale ten, wedug Percyego, miota pioruny.
Gdy tylko wypowiedzia jego imi, poaowa tego. Zerkn na Kalipso. Po jej
oczach pozna, jak si wysila, by opanowa targajce ni emocje, ustawi je w
zgrabne szeregi, jak nici na swoim kronie. Ale najbardziej zaskoczya go fala

gniewu, ktra go ogarna. To nie bya zwyka zo albo zazdro. By po prostu


wcieky na Percy ego, e skrzywdzi t dziewczyn.
Znowu spojrza na holograficzne obrazy. Teraz ujrza samotnego jedca
Reyn, pretora Obozu Jupiter - leccego przez burz na jasnobrazowym pegazie. Jej
czarne wosy powieway na wietrze. Purpurowy paszcz opota, ukazujc byszczcy
pancerz. Z rozci na ramionach i twarzy spywaa krew. Pegaz mia dzikie oczy,
toczy pian z pyska, ale Reyna miao gnaa prosto w burz.
Nagle z chmur zanurkowa gryfon. Przeora szponami boki konia. Reyna z
trudem utrzymaa si na jego grzbiecie. Wycigna miecz i cia nim potwora,
ktry spad w d, ale po chwili pojawiy si trzy venti - mroczne duchy powietrza,
wirujce jak miniaturowe tryskajce byskawicami tornada. Natara na nie z
wyzywajcym okrzykiem.
Spiowe zwierciado pociemniao.
- Nie! - krzykn Leo. - Nie, nie teraz. Poka mi, co si dzieje! - Uderzy pici
w zwierciado. - Kalipso, moesz si znowu zalogowa?
Spojrzaa na niego spode ba.
- To pewnie twoja dziewczyna, tak? Twoja Penelopa? Twoja Elizabeth? Twoja
Annabeth?
- Co? Leo nie mg si poapa, o co jej chodzi. To Reyna. Nie jest moj
dziewczyn! Musz zobaczy wicej! Musz...
- MUSZ - zagrzmia glos pod jego stopami. Leo zachwia si, jakby nagle
znalaz si na trampolinie.
- MUSZ to naduywane sowo.
Z piasku powstaa wirujca posta ludzka - znienawidzona przez niego bogini,
Pani Bota, Ksiniczka Wszelkiego Plugastwa, sama Gaja.
Leo cisn w ni obckami. Przeleciay przez ni jak przez kb mgy. Oczy
miaa zamknite, ale na pewno nie spaa. Na jej diabelskiej, ziemistej twarzy widnia
umiech, jakby wsuchiwaa si w swoj ulubion melodi. Piaskowe szaty
poruszay si, co przypominao mu falujce petwy tej potwornej krewetki, z ktr
walczyli na Atlantyku. Ale Gaja bya jeszcze brzydsza.
- Chcesz y- powiedziaa Gaja. Chcesz powrci do swoich przyjaci. Ale nie
MUSISZ, drogi chopcze. To bez znaczenia. Twoi przyjaciele i tak umr.
Poczu, e trzs mu si nogi. Nie znosi tego, ale za kadym razem, gdy ta
wiedma si pokazywaa, czu si tak, jakby znw mia osiem lat i by w sklepie
matki, suchajc kojcego, diabelskiego gosu Gai, podczas gdy jego matka,
uwiziona w poncym magazynie, umieraa w dymie i arze.
- Wiem, czego NIE MUSZ - warkn. NIE! MUSZ wicej wysuchiwa
twoich kamstw, Brudna Buko. Powiedziaa, e mj pradziadek zmar w latach
szedziesitych. Powiedziaa, e nie zdoam ocali swoich przyjaci w Rzymie.
Nieprawda! Mwia mi mnstwo rzeczy.
miech Gai by jak agodny szmer piasku osypujcego si ze wzgrza tu przed

spadniciem lawiny.
Prbowaam pomc ci dokona lepszych wyborw. Mge sam si ocali. Ae ty
wci mi si przeciwstawiae. Zbudowae okrt. Wzie udzia w tej gupiej misji.
A teraz tkwisz tutaj, uwiziony, besilny, podczas gdy wiat miertelnikw ginie.
Z doni Leona buchny pomienie. Pragn przepali jej piaskowy twarz na
szko. Nagle poczu rk Kalipso na ramieniu.
- Gaja. - Jej gos by surowy i spokojny. - Nie jeste tu mile widziana.
Leo pomylni: Szkoda, e nie potrafi przemawia z tak pewnoci siebie jak
Kalipso". A potem przypomnia sobie, e ta irytujca pitnastolatka jest przecie
niemierteln crk tytana.
Ach. Kalipso. - Gaja wycigna ramiona, jakby chciaa j ucisn. -- Jak
widz, wci tutaj jeste, mimo obietnic bogw. A dlaczego? jak mylisz, moja drogi
wnuczko? Czyby mieszkacy Olimpu byli zoliwi, pozostawiajc ci tu bez
towarzystwa, nie liczc tego niedorosego gupca? A moe po prostu o tobie
zapomnieli, bo nie jeste warta, by marnowali na ciebie swj czas?
Kalipso patrzya na horyzont poprzez falujc twarz Gai.
Tak - zamruczaa wspczujco Gaja. - Olimpijczykom nie mona uf. Nie daj
drugiej szansy. Czemu wci pokadasz w nich nadziej? Wspieraa swojego ojca.
Atlasa, w jego wielkiej wojnie. Wiedziaa, e bogw trzeba zniszczy. Dlaczego
teraz si wahasz? Daj ci szans, ktrej nigdy ci nie da Zeus.
- A gdzie bya przez ostatnie trzy tysice lar? - zapytaa Kalipso. - Jeli tak si
przejmujesz moim losem, to dlaczego dopiero teraz mnie odwiedzasz?
Gaja uniosa obie donie.
Ziemia budzi si powoli. Wojna nadchodzi swoim czasie. Ale nie myl, e
pozostawi ci na Ogygii. Kiedy odnowi wiat, to wizienie te zostanie zniszczone.
- Ogygia zniszczona? - Kalipso pokrcia gow, jakby nie moga sobie
wyobrazi, by te dwa sowa mona byo razem zestawi.
- Nie musisz, tu by, kiedy to si stanie. Przycz si do mnie. Zabij tego
chopca. Splam ziemi jego krwi i pom mi si przebudzi. Uwolni ci i dam ci
wszystko, czego zapragniesz. Wolno. Pomst na bogach. Specjaln nagrod. Nadal
tsknisz za tym pbogiem, Percym Jacksonem? Oszczdz go dla ciebie Wycign
go z Tartaru. Bdzie twj. Bdziesz moga go ukara albo kocha, co wolisz. Tylko
zabij tego intruza. Oka lojalno.
Przez gow Leona przemkny rne scenariusze - aden nie by dobry. Nie
wtpi, e Kalipso moe z atwoci sama go udusi albo rozkaza swoim
niewidzialnym wietrznym sugom utuc go na puree.
Bo dlaczego nie? Gaja zaproponowaa jej cakiem niezy ukad - wystarczy zabi
jednego irytujcego faceta, a dostanie si przystojniaka. Za friko!
Kalipso wycigna ku Gai rk, ukazujc trzy palce - znany mu z Obozu
Herosw gest staroytnych Grekw bronicy przed zem.

- To nie jest tylko moje wizienie, babciu, To mj dom. I to ty jeste tu


intruzem.
Wiatr rozwia twarz Gai, unoszc piasek pod bkitne niebo.
Leo przekn lin.
- Yyy... nie zrozum mnie le, ale... nie zabia mnie? Zwariowaa?
Oczy Kalipso pony gniewem, ale uzna, e tym razem nie by to gniew
zwrcony przeciw niemu.
- Twoi przyjaciele musz ci naprawd potrzebowa, bo inaczej Gaja nie
daaby twojej mierci.
- Ja... yyy... no tak. Chyba tak.
- Wic czeka nas robota. Trzeba ci sprowadzi na twj okrt.

LII
LEO
Leo sdzi, e kto jak kto, ale on potrafi przyoy si do roboty. Okazao si, e
kiedy Kalipso co sobie zaplanowaa, pracowaa jak dobrze naoliwiona maszyna.
W cigu jednego dnia zgromadzia do zapasw na tygodniow podr jedzenie, butelki z wod, zioowe leki ze swojego ogrodu. Utkaa agiel tak wielki,
e pasowaby do maego jachtu, i skrcia do lin na cay takielunek.
Sama zrobia tak duo, ale drugiego dnia zapytaa Leona, czy moe mu w czym
pomc.
Spojrza na nij znad pytki, na ktrej powoli scala obwody elektryczne.
- Wyglda na to, e chcesz si mnie jak najszybciej pozby.
- Potraktuj to jako bonus.
Miaa na sobie dinsy i brudn bia koszulk. Zapyta o t zmian stylu, a ona
powiedziaa, e zdaa sobie spraw, jak praktyczny jest taki strj, kiedy utkaa mu
troch nowych ubra.
W niebieskich dinsach nie wygldaa ju jak bogini. Jej koszulka bya
poplamiona traw i ziemi, jakby przed chwil Kalipso przebiega przez skbion
Gaj. Stopy miaa bose. Karmelowe wosy zwizaa z tyu, co sprawiao, e jej oczy
wydaway si jeszcze wiksze i zadziwiajce. Jej donie byy stwardniae i popkane
od plecenia lin.
Patrzc na ni, Leo poczu nie do koca zrozumiae sensacje w odku.
- No wic? - zapytaa.
- Co... wic?
Wskazaa gow na pytk z obwodami.
- Wic mog ci w tym pomc? Jak to si robi?

- Och... yyy... W tym chyba jestem dobry. Jeli uda mi si to przyczy do


odzi, zdoam powrci do wiata.
- Teraz potrzebna nam bdzie tylko d.
Stara si wyczyta z jej twarzy, co naprawd myli. Ju nie by pewny, czy chce
si go jak najszybciej pozby z wyspy, czy sama chciaaby j opucic. Potem
spojrza na zapasy, ktre zgromadzia - byo tego do na dug podr dla dwojga.
- Co powiedziaa Gaja...? - Zawaha si. - No, o tobie i o tej wyspie. Chciaaby
j opuci?
Nachmurzya si.
- Co masz na myli?
- No wiesz... Nie pal si do tego, by mie ci na pokadzie, wysuchiwa twoich
wiecznych utyskiwa i patrzy na twoj naburmuszon buzi, ale chyba zdoabym
to jako znie, gdyby chciaa sprbowa..
Jej twarz nieco zagodniaa.
- Jakie to szlachetne - mrukna. - Ale nie, Leo. Gdybym sprbowaa wyruszy w
morze razem z tob, nie miaby adnych szans, a sam i tak masz niewielkie.
Bogowie zaklli t wysp tak, ebym nigdy nie moga jej opuci. Heros moe to
zrobi. Ja nie. Najwaniejsze, eby ciebie std uwolni, eby mg powstrzyma
Gaj. Nie obchodzi mnie, co si stanie z tob - dodaa szybko -ale teraz wa si
losy caego wiata.
- A co ci obchodz losy wiata? No wiesz, przecie tkwisz tutaj ju tak
dugo...
Uniosa brwi, jakby j zaskoczyo, e zada tak rozsdne pytanie.
- Chyba nie lubi, jak mi si mwi, co mam zrobi, obojtne, czy to Gaja, czy
kto inny. Czasami nienawidz bogw, ale w cigu ostatnich trzech tysicleci
doszam do wniosku, e s lepsi od tytanw. A ju na pewno s lepsi od gigantw. Z
bogami przynajmniej mam jaki kontakt. Hermes zawsze by dla mnie miy. A twj
ojciec, Hefajstos, czsto mnie odwiedza. To dobra osoba.
Leo nic by pewny, czy j do koca zrozumia, bo powiedziaa to takim tonem,
jakby oceniaa jego, a nie jego ojca.
Wycigna rk i zamkna mu usta. Zda sobie spraw, e mia je otwarte.
- No dobrze - powiedziaa. Wic jak mog ci pomc?
- Och. - Spojrza na swj projekt, ae przypomnia sobie o czym innym, co
chodzio mu po gowie od czasu, gdy Kalipsu utkaa mu nowe dinsy.
- Ta ogniotrwaa tkanina... Mogaby zrobi z niej ma torb?
Opisa jej wymiary. Kalipso machna niecierpliwie rk.
- To mi zajmie par minut. Pomoe ci?
- Na pewno. Moe uratowa mi ycic. I... eee...mogaby mi odupa kawaek
krysztau z twojej jaskini? Nie musi by duy.
Zmarszczya brwi.
- To dziwna proba.

- Ale moesz to zrobi?


- Mog, Zaatwione. Utkam ci ten ogniotrway woreczek wieczorem, kiedy ju
si umyj. Ale co mog zrobi teraz, kiedy mam pobrudzone rce?
Uniosa swoje brudne, popkane donie. Leo nie mg si oprze wraeniu, e
nie ma nic bardziej podniecajcego ni dziewczyna, ktra nie dba o to, e pobrudzi
sobie rce. Ale, rzecz jasna, by to komentarz oglny. Nie odnosi si do Kalipso.
Oczywicie.
- No wic... mogaby poskrca troch wicej tych spiowych przewodw,
tylko e to taka do specjalistyczna...
Przysiada obok niego na awce i zacza pracowa, splatajc spiowe druty
szybciej od niego.
- To jest jak tkanie powiedziaa. - Wcale nie takie trudne.
No wiesz... jeli kiedykolwiek opucisz t wysp i bdziesz szuka pracy, daj mi
zna. Nie jeste kompletn niezdar.
Umiechna si.
Praca, tak? Mam pracowa w twojej kuni?
- No nie. Moglibymy otworzy swj wasny punkt usugowy -odpowiedzia
Leo, czym sam siebie zaskoczy. Otworzenie warsztatu mechanicznego byo zawsze
jednym z jego marze, ale nigdy nikomu o tym nie wspomnia. - Leo i Kalipso:
Naprawa Samochodw i Mechanicznych Potworw.
- wiee owoce i warzywa zaproponowaa.
-Jabecznik i potrawka - doda Leo. I jaka fajna rozrywka. Ty by piewaa, a ja
mgbym na przykad od czasu do czasu wybucha ogniem.
Rozemiaa si - by to perlisty, szczliwy miech, ktry sprawi, e mocniej
zabio mu serce.
- No widzisz. Jestem mieszny.
Udao si jej stumi miech.
- Wcale nie jeste mieszny. A teraz zabieraj si z powrotem do roboty, bo nie
bdzie jabecznika i potrawki.
- Tak jest, prosz pani.
Przez reszt popoudnia pracowali rami w rami w milczeniu.
Dwa wieczory pniej konsola nawigacyjna bya gotowa.
Zrobili sobie piknik na play, blisko miejsca, w ktrym Leo zniszczy jej st
jadalny. Z ogniska wystrzelay ku niebu pomaraczowe iskry. Kalipso maa na
sobie czyst bia koszulk i dinsy, z ktrymi najwyraniej nie zamierzaa si
rozstawa.
Za nimi, na wydmach, spoczyway spakowane zapasy.
- Teraz bdzie nam potrzebna tylko d - powiedziaa Kalipso.
Pokiwa gow. Stara si nie podnieca sowem ..nam. Kalipso daa mu
wyranie do zrozumienia, e nie zamierza opuszcza wyspy.

- Jutro zaczn wyrbywa drzewa na deski - powiedzia. Za par dni bdziemy


mie do budulca na may kadub,
- Ju zbudowae kiedy okrt - przypomniaa sobie Kalipso. ,,Argo II ".
Pokiwa gow. Pomyla o tych wszystkich miesicach, ktre spdzi na
budowie Argo II. Zbudowanie odzi, na ktrej mgby opuci Ogygi, wydao mu
si o wiele trudniejsze.
- To ile jeszcze potrwa, zanim wyruszysz w morze? Powiedziaa to
niefrasobliwym tonem, ale unikaa jego spojrzenia.
- No, nie wiem. Moe z tydzie.
Kiedy to powiedzia, poczu dziwn ulg. Od samego pocztku pragn si std
wyrwa, a teraz by zadowolony, e stanie si to dopiero za kilka dni. Bardzo
dziwne.
Kalipso przebiega palcami po ukoczonej ju pytce z obwodami.
- Strasznie dugo to robie.
- Perfekcja wymaga czasu.
Umiechna si kcikiem ust.
- Tak, ale czy to bdzie dziaa?
- Wystarczy, eby std odpyn, ale eby powrci, bdzie mi potrzebny
Festus i...
- Co?!
Leo zamruga.
Festus. Mi spiowy smok. Kiedy ju wymyl, jak go odbudowa...
- Mwie mi o Festusie. Ale co masz na myli, mwic o powrocie?
Wyszczerzy zby.
- No... o powrocie tutaj. Jestem pewny, e tak to ujem.
- Wcale nie.
- Nie zamierzam ci tutaj pozostawi! Po tym, jak mi pomoga i w ogle... To
oczywiste, e tu powrc. Kiedy ju odbuduj Fecstusa, bdzie mia ulepszony
system nawigacyjny. Mam to astrolabium, ktre... eee... - Urwa, uznajc, e lepiej
nie wspomina, kto je skonstruowa, bo bya to jedna z jej dawnych mioci.
- ... ktre znalazem w Bolonii. W kadym razie myl, e majc ten kryszta,
ktry mi daa...
- Nie moesz tu wrci.
Serce w nim zamaro.
- Bo nie jestem tu mile widziany?
- Bo nie moesz.. To niemoliwe. Nikt nie trafi tu drugi raz. Takie s prawa
bogw.
Leo przewrci oczami.
- Niby tak, ale pewnie zauwaya, e posuszestwo prawom bogw nie jest
moim najmocniejszym punktem. Wrc tu z moim smokiem i zabierzemy ci std. I
zawieziemy, dokd tylko bdziesz chciaa. Tak powinno by.

- Powinno... - powtrzya bardzo cicho.


W blasku ognia jej oczy byy tak smutne, e Leo nie mg tego znie. Czyby
mylaa, e j okamuje, by doda jej otuchy? Dla niego byo oczywiste, e musi tu
powrci i zabra j std. Jak mgbyby tego nie zrobi?
- Chyba nie uwaasz, e mgbym otworzy Warsztat Samochodowy Leona i
Kalipso bez Kalipso, co? - zapyta. - Nie potrafi pdzi jabecznika i ugotowa
potrawki, a ju na pewno nie potrafi piewa. - Zapatrzya si w piasek. - No, w
kadym razie jutro zabieram si za drewno. A za kilka dni...
Spojrza na morze. Co koysao si na falach. Patrzy z niedowierzaniem na
wielk tratw, ktra wzniosa si na fali i zelizna z niej na brzeg.
Leo by zbyt wstrznity, by si poruszy, ale Kalipso zerwaa si na nogi.
- Szybko! Pobiega przez pla, chwytajc torby z zapasami i niosc je na
brzeg. - Nie wiadomo, jak dugo tu zostanie!
- Ale... - Leo wsta. Nogi mia jak z oowiu. Dopiero c upewnia si, e spdzi
jeszcze przynajmniej tydzie na Ogygii, a teraz nie mia nawet tyle czasu, by
skoczy kolacj.To ta magiczna tratwa?
- No pewnie! krzykna. - Moe dziaa tak jak powinna i zabierze ci, dokd
zechcesz. A moe nie. Magia wyspy jest bardzo kapryna. Musisz zabra swj
przyrzd nawigacyjny.
Zapaa konsol i pobiega do tratwy, co sprawio, e i on ruszy si z miejsca.
Pomg jej przywiza pytk do tratwy i poczy przewody z maym sterem.
Tratwa miaa ju maszt, wic oboje wcignli na pokad agiel i zaczli mocowa
liny.
Pracowali rami w rami w idealnej zgodzie. Nawet z innymi mieszkacami.
Domku Hefajstosa w Obozie Herosw nie pracowao mu si tak dobrze jak z t
niemiertcln ogrodniczk. Szybko wcignli agiel na maszt i pownosili na pokad
zapasy. Leo nacisn par guzikw na kuli Archimedesa, wymrucza modlitw do
swojego taty, Hefajstosa, i konsola z niebiaskiego spiu zacza cicho bucze.
Liny si napiy. agiel si obrci. Tratwa zacza sun po piasku ku falom.
- Py - powiedziaa Kalipso.
Odwrci si. Bya tak blisko, e nie mg tego znie. Pachniaa cynamonem i
dymem z drewna. Pomyla, e jeszcze nigdy nie czu tak cudownego zapachu.
- Wic jednak ta tratwa si pojawia - powiedzia.
Kalipso prychna. Jej oczy mogy by zaczerwienione, ale trudno byo to
stwierdzi w blasku ksiyca.
- Dopiero to zauwaye?
Ale jeli pokazuje si tylko tym, ktrych lubisz...
- Nie ku losu, Leonie Valdez. Nadal ci nienawidz.
- Nie ma sprawy.
- I nie powrcisz tutaj, wic nie skadaj mi pustych obietnic.

- A co mylisz o penych obietnicach? Bo ja na pewno...


Chwycia go za gow, przycigna do siebie i pocaowaa, co skutecznie
zamkno mu buzi.
Leo lubi artowa i flirtowa z dziewczynami, ale jeszcze nigdy adnej nie
pocaowa. No, byy siostrzane pocaunki Piper , w policzek, ale to si nie liczyo.
Teraz by to prawdziwy, peny pocaunek. Gdyby Leo mia w mzgu przekadnie i
przewody, na pewno doszoby do zwarcia.
Odepchna go.
- To si nie wydarzyo.
- W porzdku - powiedzia gosem o oktaw wyszym ni zwykle.
- Zjedaj std.
- Dobra.
Odwrcia si, gwatownie ocierajc oczy, i pobiega przez pla. Wiatr
rozwiewa jej wosy.
Chcia do niej zawoa, ale wiatr wypeni ju agiel i tratwa zsuna si do
wody. Leo zabra si do ustawienia konsoli nawigacyjnej. Kiedy spojrza za siebie,
Ogygia bya ju tylko ciemn lini z ogniskiem pulsujcym jak mae pomaraczowe
serce.
Wci czu mrowienie w wargach po tym pocaunku.
To si nie wydarzyo" - powiedzia sobie w duchu. - Przecie nie mogem si
zakocha w niemiertelnej dziewczynie. A ona na pewno nie moga zakocha si we
mnie. To niemoliwe .
Tratwa mkna po falach, unoszc go z powrotem do wiata miertelnikw, i on
nagle zrozumia lepiej fraz z Przepowiedni Siedmiorga: Przysigi tchem ostatnim
dochowana bdzie.
Zrozumia, jak niebezpieczne mog by przysigi. Ale mia to w nosie.
- Powrc po ciebie, Kalipso powiedzia w noc i w wiatr. -Przysigam na Styks.

LIII
ANNABETH
Annabeth nigdy nie bala si ciemnoci.
Tylko e zwykle ciemno nie miau dwunastu metrw wysokoci. Nie miaa
czarnych skrzyde, bicza z gwiazd i cienistego rydwanu zaprzonego w
wampiryczne konie.
Nyks trudno byo ogarn wzrokiem. Wyonia si znad przepaci, wielka jak
Atena Partenos, caa z popiou i dymu, a jednak ywa, spowita w czer zmieszan z
barwami kosmicznej mgawicy, jakby rodziy si w niej galaktyki. Twarzy nie dao
si dostrzec, tylko renice poyskiway jak kwazary. Kiedy Nyks zaopotaa
skrzydami, fale ciemnoci przetoczyy si nad klifami, a Annabeth poczua si
ociaa, senna i wzrok jej si zami.
Rydwan bogini by z tego samego tworzywa co miecz Nica di Angelo ze
stygijskiej stali a cigny go dwa potne konie, cae czarne, z wyjtkiem ostrych
srebrnych kw. Ich nogi mciy powietrze nad otchani, w ruchu zamieniajc si
w dym.
Na widok Annaheth konie zaraly i obnayy ky. wisn bicz bogini cienki
strumie gwiazd jak diamentowe wsy i stany dba.
- Nie, Cieniu - powiedziaa bogini. - Spokj, Mroku. Nie dla was te mae istotki.
Percy przyglda si koniom. Nadal by spowity Mg mierci, wic wyglda
jak rozmazany trup, co amao serce Annabeth za kadym razem, gdy na niego
spojrzaa. I nie by to doskonay kamufla, skoro Nyks najwyraniej ich widziaa.
Annabeth nie moga dostrzec wyrazu jego widmowej twarzy, ale chyba nie
spodobao mu si to, co mwiy konie.
- Och, wic nie chcesz im pozwoli, by nas poary? - zapvtal bogini. - Bo
maj na to ochot.
Kwazarowe oczy Nyks zapony.
- Oczywicie, e nie. Nie pozwoliabym na to moim koniom, podobnie jak nie
pozwoliam Achlys was pozabija. Tak zdobycz! Sama zabij.
Annabeth nie miaa specjalnej ochoty na dowcipy i paraliowa j strach, ale
instynkt podpowiada jej, e powinna przej inicjatyw, bo inaczej bdzie to bardzo
krtka rozmowa.
- Ach, nie zabijaj si sama! - zawoaa. - Nie jestemy a tacy przeraajcy.
Bogini opucia bicz.
- Co? Nie, ja tego nie...
- No, mam nadziej! - Annabeth spojrzaa na Percy ego i zmusia si do miechu.
Wcale nie chcemy jej wystraszy, prawda?

- Ha, ha odrzek sabym gosem. - Nie, nie chcemy.


Wampiryczne konie chyba nie wiedziay, co o tym wszystkim myle. Staway
dba, ray i trykay si bami. Nyks cigna lejce.
Wiecie, kim jestem?
- Chyba jeste Noc -odpowiedziaa Annabeth. No bo jeste taka mroczna i w
ogle, chocia ta broszura wiele o tobie nie mwi.
Oczy bogini na chwil przygasy.
- Jaka broszura?
Annabeth poklepaa si po kieszeniach.
- Mielimy tak, nie?
Percy obliza wargi.
- Yhy.
Wci obserwowa konie, zaciskajc dlon na rkojeci miecza, ale by
wystarczajco inteligentny, by polega na Annabeth. A ona miaa nadziej, e nie
pogarsza ich sytuacji... Chocia, prawd mwic, chyba ju nic nie mogo jej
pogorszy.
- W kadym razie - powiedziaa - podejrzewam, e ta broszura wiele o tobie
nie mwi , bo jako nie wyrniono ci w niej specjalnie. Wyrniono Flegeton,
Kokytos, arai, trujc polan: Achlys, i nawet paru tytanw i olbrzymw, ale Nyks...
Hm... nie, ciebie na tej licie nie ma.
- Na licie? Wyrniono?
- No tak - powiedzia Percy, pojwszy, na czym polega pomys Annabeth. Jestemy na wycieczce po Tarrarze... no wiesz, co w rodzaju objazdu po
egzotycznych krajach. Podziemie jest przereklamowane. Olimp to turystyczna
puapka...
- Na bogw, tak! przyznaa ochoczo Annabeth. - Wic wykupilimy wycieczk
doTartaru, ale nikt nam nie powiedzia, e spotkamy tu Nyks. Ale heca. No c,
chyba uwaaj, e nie jeste taka wana.
- Ja nie jestem wana!
Nyks strzelia biczem. Konie brykny i kapny srebrnymi kami. Z przepaci
wytoczyy si fale ciemnoci. Wntrznoci Annabeth zamieniy si w galaretk, ale
przecie nie moga okaza strachu.
Pocigna Percy ego za rk, w ktrej trzyma miecz, zmuszajc go, by opuci
bro. Takiej bogini jeszcze nigdy nie spotkali. Nyks bya starsza od wszystkich
bogw Olimpu, od tytanw i gigantw, nawet od samej Gai. Dwoje pbogw nie
mogo jej pokona w kadym razie nie dwoje pbogw uywajcych siy.
Annabeth zmusia si si spojrzeniu w wielk, mroczn twarz bogini.
- A ilu innych pbogw zawitao tu podczas wycieczki po Tartarze, by ciebie
zobaczy? zapytaa niewinnie.
Do bogini, ktra ciskaa lejce, nagle si rozlunia.
- aden. Ani jeden. To nie do przyjcia.

Annaberh wzruszya ramionami.


- Moe dlatego, e nie zrobia niczego, co zyskaoby rozgos. No wiesz, na
przykad sam Tartar jest bardzo wany! Cae to miejsce nazwano jego imieniem.
Albo taka bogini Dzie... Gdybymy mogli j spotka...
- O, tak - wtrci si Percy. - Dzie? To by dopiero byo co! Bardzo bym chcia
j zobaczy. Moe zdobybym jej autograf.
- Dzie! - Nyks chwycia za porcz swojego czarnego rydwanu, ktry zadygota.
- Masz na myli Hemer? To moja crka! Noc jest potniejsza od Dnia!
- E tam - powiedziaa Annabeth. - Ja tam wol arai albo nawet Achlys.
- To te s moje dzieci!
Percy demonstracyjnie stumi ziewnicie.
- Masz wiele dzieci, co?
- Jestem matk wszystkich okropnoci! Fata to moje dzieci! Hekate! Staro!
Bl! Sen! mier! I wszystkie kltwy! A wy mi mwicie, e nie jestem do znana?
LI V

ANNABETH
Nyks ponownie machna biczem i ciemno wok niej zgstniaa. U jej bokw
pojawiy si zastpy cieni: jeszcze wicej arai, ktrych widok nie wzbudzi w
Annabeth entuzjazmu, jaki wyndzniay staruch pewnie Geras, bg staroci - i
moda kobieta w czarnej todze, o poncych oczach i umiechu seryjnej morderczyni
Kris. bogini ktni. I wci pojawiay si nowe demony i pomniejsi bogowie, kady
zrodzony przez Noc.
Annabeth zapragna uciec. Miaa przed sob potwornoci, ktre kadego
pozbawiyby zmysw. Ale wiedziaa, e jeli rzuci si do ucieczki, czeka j mier.
Usyszaa krtki oddech stojcego tu obok niej Percyego. Cho nadal mia
widmow posta, wyczuwaa, e jest na skraju paniki. Teraz wszystko zaleao od
niej.
Jestem crk Ateny" - powiedziaa sobie w duchu. - Panuj nad swoimi
mylami i uczuciami.
Wyobrazia sobie mentaln barier oddzielajc j od tego, co widziaa.
Powiedziaa sobie, e to tylko film - budzcy groz horror - i przecie nic jej si nie
stanie. Panuje nad sob.
- Taaak, to cakiem nieze - powiedziaa. Moe warto zrobi jedno zdjcie,
eby je pniej wklei do pamitnika z tej wycieczki, tylko e nie wiem, czy
wyjdzie. Jestecie tacy... ciemni. Chyba nawet lampa byskowa nie pomoe.
- T-taaak-wykrztusi Percy. Jestecie niefotogeniczni.
- Och, wy... aoni... turyci! sykna Nyks. - Jak miecie nie dre przede
mn! Jak miecie nie skomle i nie baga mnie o autograf i zdjcie do waszego
pamitnika! Chcecie czego atrak-cyjnego? Mj syn Hypnos upi samego Zeusa!
Kiedy Zeus, dny zemsty, ciga go po caej ziemi, Hypnos ukry si w moim
paacu i Zeus nie mia do niego wej. Nawet wadca Olimpu boi si Nocy!
- Ojej. - Annabeth zwrcia si do Percy ego. Robi si pno. Chyba pora na
obiad w jednej z tych restauracji polecanych przez nasz przewodnik. Potem moemy
poszuka Wrt mierci.
- Aha! - krzykna triumfalnie Nyks, a jej mroczne potomstwo zakbio si i
powtrzyo: - Aha! Aha!
- Chcecie zobaczy Wrota mierci? - zapytaa bogini. - Le w samym rodku
Tartaru. Jedyna droga dla miertelnikw takich jak wy wiedzie przez sale mojego
paacu, przez Dwr Nocy!
Pokazaa rk za siebie. W otchani, moe ze trzydzieci metrw niej, otwieray
si drzwi z czarnego marmuru, prowadzce do wielkiej sali.
Serce Annabeth zabio tak mocno, e czua puls w palcach u ng. A wic tamtdy

musz przej! Tylko jak? Przecie nie skocz w otcha, bo jeli nie trafi w te
drzwi, spadn do Chaosu i rozpadn si w nico - ju na zawsze. A nawet gdyby
postanowili skoczy., od krawdzi przepaci dzieli ich bogini nocy i jej przeraajce
potomstwo.
Naglr zdaa sobie spraw z tego, co musi si sta. Jak wszystko, co kiedykolwiek
robia, by to bardzo ryzykowny, niepewny krok, ale troch, si uspokoia. Szalony
pomys w obliczu mierci!
W porzdku - zdawao si mwi jej ciao. To znajomy teren".
Westchna, jakby znudzia j ta rozmowa.
- Chyba moglibymy zrobi jedno zdjcie, ale grupowe nie wyjdzie. Nyks,
moe by wybraa ktre ze swoich dzieci i kazaa mu stan obok siebie? Ktre
lubisz najbardziej?
Tum potworw i bogw zaszemra. Ponce lepia zwrciy si ku bogini.
Nyks poruszya si niespokojnie, jakby rydwan rozgrza si pod jej stopami.
Cieniste konie parskny i zaczy przebiera kopytami w pustce nad otchani.
- Moje ulubione dziecko? wszystkie s przeraajce!
Percy prychnl lekcewaco.
- Doprawdy? Spotkaem ju fata. Spotkaem Tanatosa. Wcale nie byli tacy
przeraajcy. Musisz w tym tumie znale kogo gorszego.
- Najmroczniejszego - dodaa Annabeth. Najbardziej podobnego do ciebie.
- Ja jestem najmroczniejsza sykna Eris. Wojny i ktnie! I wszystkie
rodzaje mierci!
- Nie, to ja jestem najmroczniejszy! - warkn Geras. - Zaciemniam wzrok i
mzg. Kady miertelnik lka si staroci!
- Tak, tak - powiedziaa Annabeth, starajc si opanowa szczkanie zbw. Jako nie widz a takiego mroku. Jestecie dziemi Nocy? Pokacie mi prawdziwy
mrok!
Horda arai zawya, opocc skrzastymi skrzydami i wzniecajc oboki
ciemnoci. Geras rozoy wyschnite ramiona i zami ca otcha. Kris ziona
strumieniem cienistego rutu.
- Ja jestem najmroczniejszy! - sykn jeden z demonw.
- Nie, ja!
- Nie, popatrz na moj mroczno!
Zrobio si ciemno, jakby tvsic wielkich omiornic strzykno naraz czarnym
atramentem na samym dnie najgbszego rowu oceanicznego. Annabeth poczua si
tak, jakby cakowicie olepia. Chwycia Percy ego za rk i uspokoia nerwy.
- Zaraz! - zawoaa Nyks, nagle wystraszona. - Ja nic nie widz!
- Tak! - krzykno z dum jedno z jej dzieci. - To moje dzieo!
- Nie, moje!
- Gupcze, ja to zrobiem!

W ciemnoci rozbrzmia chr kccych si gosw.


Konie zaray niespokojnie.
- Przestacie! - wrzasna Nyks. Czyja to stopa?!
- Eris mnie uderzya! - krzykn kto. Mamo, powiedz jej, eby przestaa!
To nie ja! - zawoaa Eris. - Au!
Krzyki zrobiy si jeszcze goniejsze. Ciemno jeszcze bardziej zgstniaa,
cho wydawao si to niemoliwe. Annabeth tak wytrzeszczya oczy, e baa si, by
nie wyskoczyy jej z oczodow.
cisna dlo Percyego.
- Gotw?
- Na co? - A po chwili mrukn ponuro: - Na majtki Posejdona, chyba nie
mylisz, e...
- Niech kto powieci! - wrzasna Nyks. - No nie! Ja to powiedziaam?!
- To sztuczka! - rykna Eris. - Pbogowie uciekaj!
- Mam ich! - krzykna jaka arai.
- Nie, to moja szyja! - wybekota Geras.
- Skacz! - krzykna Annabeth.
Skoczyli w ciemno, celujc w drzwi, ktre byy o wiele niej.

LV
ANNABETH
Po ich dugim spadaniu do Tartaru zeskoczenie do Dworu Nocy pooonego
zaledwie trzydzieci metrw niej powinno wyda si krtkie.
Zamiast tego Annabeth poczua, e serce zaczo jej bi o wiele wolniej. Przerwy
midzy jednym uderzeniem a drugim wleky si tak, e moga uoy wasny
nekrolog.
Umara Annabeth Chase, lat 17.
BA-BUUM.
(Jej urodziny, ktre przypadaj na 12 lipca, chyba miny, kiedy przebywaa w
Tartarze, ale nie bya tego pewna).
BA-BUUM.
Zmarla, doznawzy powanych obrae, gdy skoczya jak gupia w otcha Chaosu
i spada z gonym planiciem na posadzk sali wejciowej dworu Nyks.
BA-BUUM.
Pozostawia swojego ojca, macoch i dwch przyrodnich braci, ktrzy prawie jej
nie znali.
BA-BUUM.

Zamiast kwiatw prosi o darowizny na rzecz Obozu Herosw, jeli Gaja jeszcze
go nie zniszczya.
Uderzya stopami w tward posadzk. Bl przeszy jej nogi, ale ruszya naprzd,
najpierw chwiejnym krokiem, potem biegiem, cignc za sob Percy ego.
Nad nimi, w ciemnoci, Nyks i jej dzieci toczyy si i wrzeszczay:
- Mam ich! Moja stopa! Przesta!
Annabeth biega. Nadal nic nie widziaa, wic zamkna oczy. Posugiwaa si
innymi zmysami - nasuchiwaa echa pustych przestrzeni, wyczuwaa twarz
powiewy, wszya, by wyczu jakie niebezpieczestwo dym, jad lub odr
demonw.
Nie po raz pierwszy bdzia w ciemnoach. Wyobrazia sobie, e znowu jest w
tunelach pod Rzymem, poszukujc Ateny Partenos. Z tej perspektywy jej wdrwka
do jaskini Arachne wydaa si wycieczk do Disneylandu.
Wrzaski kccych si ze sob dzieci Nyks oddalay si, co budzio w Annabeth
otuch. Percy wci bieg u jej boku, trzymajc j za rk. Te dobrze.
Gdzie z przodu dobiegao guche bbnienie, jakby powracao echo bicia
wasnego serca, tak wzmocnione, e posadzka wibrowaa pod jej stopami. Ten
odgos napeni j strachem, wic uznaa, e trzeba biec w tym kierunku.
Kiedy bbnienie stao si jeszcze goniejsze, wyczua zapach dymu i usyszaa
trzask pochodni po bokach. Podejrzewaa, e gdyby otworzya oczy, ujrzaaby jakie
wiato, ale dziwne mrowienie w karku ostrzegao j, by tego nie robi.
- Nie patrz - powiedziaa Percy emu.
- Nie zamierzam odrzek. - Czujesz to, tak? Wci jestemy we Dworze Nocy.
Nie chc na to patrze,
Mdry chopak" - pomylaa.
Czsto pokpiwaa sobie z niego, e jest troch tpy, ale w rzeczywistoci mia
zawsze wyczulone instynkty.
Nie wiedziaa, jakie potwornoci czaj si we Dworze Nocy, ale bya pewna, e
nie s przeznaczone dla oczu miertelnikw. Patrzenie na nie mogo byc gorsze od
spojrzenia w twarz Meduzy.
Lepiej biec w ciemnoci, z zamknitymi oczami.
Bbnienie stawao si coraz goniejsze, wibracje przenikay jej krgosup. Jakby
kto omota w dno wiaia, domagajc si wpuszczenia do rodka. Powietrze byo
wiesze, troch mniej przesycone siark. I usyszaa jeszcze inny dwik, bliszy
od tego guchego bbnienia pod stopami... Ryk wody.
Serce zabio jej mocniej. Ju wiedziaa, e wyjcie jest blisko. Jeli uda im si
opuci Dwr Nocy, to moe pozbd si towarzystwa tych mrocznych demonw.
Pobiega szybciej, co skoczyoby si mierci, gdyby jej Percy nie
powstrzyma.

LVI
ANNABETH
Annabeth!
Percy pocign j do tyu tu nad samym skrajem przepaci. Gdyby jej nie
zapa i nie obj, runaby w nie-wiadomo-co.
- Ju dobrze uspokoi j.
Wtulia twarz w jego koszul, nadal zaciskajc powieki. Draa, ale nie ze
strachu. By taki ciepy, taki opiekuczy, w jego ramionach poczua si tak dobrze i
bezpiecznie, e zapragna, by trwao to wiecznie... ale to nie byo realne. Nie moga
sobie pozwoli na aden relaks. Nie moga polega na Percym bardziej ni na samej
sobie. On te jej potrzebowa.
- Dziki... agodnie wysuna si z jego ramion. - Wiesz, co jest przed nami?
- Woda. Nadal nie patrz. To chyba wci nie jest bezpieczne.
- Susznie.
- Wyczuwam rzek... a moe to jaka fosa. Blokuje nam drog, pync z lewej
strony w praw przez kana wykuty w skale. Drugi brzeg jest jakie sze metrw
dalej.
Skarcia si w duchu. Usyszaa ryk pyncej bystro wody. ule nie wyczua, e
jest tak blisko, e mogaby w ni wpa.
- Jest jaki most albo...?
- Chyba nie. I z t wod jest co nie tak. Posuchaj.
Skupia si. W ryku wody usyszaa tysice gosw wrzeszczcych w agonii,
bagajcych o lito.
- Pomocy! To by wypadek!
- Co za bl! Niech ju tak nie boli!
Nie musiaa otwiera oczu, aby wyobrazi sobie t,- rzek - czarny, sony
strumie peen udrczonych dusz, ktre prd porywa coraz gbiej i gbiej w
otcha Tartaru.
- To Acheron - domylia si. - Pita rzeka Podziemia.
- Wolaem Flegeton - mrukn Percy.
- To Rzeka Blu. Ostateczna kara dla dusz potpionych, zwaszczadla
mordercw.
- Mordercw!' jkna rzeka. - Tak, takich jak wy!
- Chodcie tu! - szepn inny gos. - Nie jestecie od nas lepsi.
Annabeth ujrzaa w wyobrani wszystkie potwory, ktre zabia w cigu wielu lat.
To nie byy morderstwa" - zaprotestowaa. - Ja si broniam".
Rzeka zmienia bieg; w jej wyobrani - ujrzaa Zoe Nightshade, ktra zgina na

grze Tamalpais, gdzie przybya, by ocali Annabeth z rk tytanw.


Zobaczya Bianc di Angelo, siostr Nica, umierajc po zderzeniu z metalowym
olbrzymem Talosem. Ona te prbowaa j ocali.
Michael Yew i Silena Beauregard... ktrzy zginli w bitwie o Manhattan.
- Moga temu zapobiec - powiedziaa rzeka. - Moga znaec lepsze wyjcie.
I najbardziej boesne wspomnienie: Luke Castellan. Przypomniaa sobie jego
krew na swoim sztylecie, kiedy powicia go, by powstrzyma Kronosa przed
zniszczeniem Olimpu.
- Masz jego krew na rkach! zawya rzeku. - A moga znalec inne wyjcie!
Annabeth wiele razy borykaa si z t myl. Prbowaa przekona sam siebie,
e mier Luka to nie jej wina. Sam wybra swj los. Ale... czy jego dusza odnalaza
spokj w Podziemiu? Moe si odrodzi, a moe zosta pochonity przez Tartar za
swoje zbrodnie? Moe to jego glos zawodzi teraz razem z innymi w przepywajcej
przed nimi Rzece Blu?
- Zamordowaa go! - zawya rzeka. - Skacz i dziel z nim jego kar!
Percy chwyci j za rami.
- Nie suchaj.
- Ale...
- Wiem. Gos mia ostry jak ld. Mnie mwi, to samo. Myl... myl, e ta
fosa jest granic terytorium Nocy. Jeli przedostaniemy si na drugi brzeg,
bdziemy ocaleni. Musimy skoczy.
- Powiedziae, e to jakie sze metrw!
- Tak. Musisz mi zaufa. Zarzu ramiona na moj szyj i zawinij na mnie.
Jak zamierzasz...?
- S!- zakrzykn jaki gos za ich plecami. - mier niewdzicznym turystom!
Dzieci Nyks ju ich odnalazy. Annabeth obja Percyego za szyj.
- Naprzd!
Wci miaa zamknite oczy, wic moga sobie tylko wyobrazi, jak udao mu
si tego dokona. Moe w jaki sposb wykorzysta moc rzeki. Moe by po prostu
tak wystraszony, e przesta myle logicznie, naadowany adrenalin. Odbi si od
krawdzi urwiska z tak si, e nigdy by nic pomylaa, e to w ogle moliwe.
Poszybowali nad wzburzon, wyjc rzek, tu nad ni, tak e nagie kostki Annabeth
opryskaa cuchnca woda.
A potem UP. Wyldowali na twardym gruncie.
- Moesz ju otworzy oczy powiedzia Percy dyszc. - Ale nie spodoba ci si
to, co zobaczysz.
Zamrugaa. Po ciemnociach Nyks olepiaa nawet mtna, czerwona powiata
Tartaru.
Przed nimi rozcigaa si dolina, tak wielka, e mogaby pomieci Zatok San
Francisco. Wanie z niej wydobywao si to bbnienie, jakby spod ziemi dochodzio
echo potnego grzmotu. Pod trujcymi chmurami poyskiwa purpur teren

poprzecinany ciemnoczerwonymi i niebieskimi ykami.


To wyglda jak... - Poczua mdoci. - Jak serce giganta.
- Serce Tartara - mrukn Percy.
rodek doliny pokrywa czarny meszek. By tak daleko, e Annabeth dopiero po
chwili zdaa sobie spraw, e patrzy na armi - na tysice, moe dziesitki tysicy
potworw zgromadzonych wok centralnego punktu ciemnoci. By za daleko, by
dojrze szczegy, ale nie miaa wtpliwoci, czym jest ten centralny punkt. Nawet
std, z krawdzi doliny, czua jego moc przycigajc jej dusz.
- Wrota mierci.
- Tak - powiedzia ochrypym gosem Percy. Wci mia blad, woskow cer
trupa... co oznaczao, e wyglda prawie tak, jak ona si czua.
Zdaa sobie spraw, e zapomnia o ich przeladowcach.
- Co si stao z Nyks?
Odwrcia si. Wyldowali daleko od brzegw Acheronu, pyncego wwozem
wykutym w czarnych wulkanicznych skaach. Za rzek bya tylko ciemnos.
Najwyrainiej nawet sugi Nocy nie odwayy si przekroczy Acheronu.
Ju miaa zapyta Percy ego, jak mu si udao skoczy tak daleko, kiedy na lewo
od siebie usyszaa chrzst kamieni osypujcych si ze zbocza. Wycigna swj
miecz z koci smoka. Percy unis Orkana.
Nad krawdzi zbocza pojawia si kpa biaych wosw, a po chwili znajoma
umiechnita twarz ze srebrnymi oczami.
- Bob? - Annabeth a podskoczya z radoci. - Och, bogowie!
- Przyjaciele!
Poczapa ku nim. Wosie jego szczotki byo wypalone. Na kombinezonie
widniay nowe rozcicia, ale on sam wyglda na uradowanego. Siedzcy na jego
ramieniu May Bob rozmrucza si tak gono jak pulsujce serce Tartara.
- Znalazem was! Obj ich miadcym ebra uciskiem. -Wygldacie jak
dymice trupy. To dobrze!
- Uff... Jak si tu dostae? - zapyta Percy. - Przez Dwr Nocy?
- Nie. nie. - Bob stanowczo potrzsn gow. To zbyt przeraajce miejsce.
Inn drog... Dobr tylko dla tytanw i im podobnych.
- Niech zgadn - powiedziaa Annaberh. - Obszede bokiem?
Bob podrapa si po podbrdku, jakby nie bardzo wiedzia, co odpowiedzie.
- Hmmm. Niec. Bardziej... ukosem.
Rozemiaa si. Znajdowa: si w samym sercu Tartaru, przed niemoliw do
pokonania armi, wic jakakolwiek pomoc napeniaa j radoci. Bardzo j
ucieszyo, e tytan Bob znowu im towarzyszy.
Ucaowaa jego niemiertelny nos, co sprawio, e zamruga.
- Bdziemy teraz razem? - zapyta.
- Tak. Czas sprawdzi,jak dziaa ta Mga mierci.

- A jeli nie zadziaa... Percy urwa.


Nie byo sensu zastanawia si nad tym. Mieli wkroczy w rodek wrogiej armii.
Jeli zostan dostrzeeni, czeka ich mier.
Mimo to Annabeth zdoaa si umiechn. Widzieli ju cel swojej wyprawy.
Mieli za towarzyszy tytana z miot i bardzo gonego kociaka. To ju co.
- Wrota mierci - powiedziaa - idziemy do was.

LXII
JASON
Jason nie mgl si zdecydowa, na co mie wiksz nadziej: na burz czy
ogie.
Czekajc na codzienn audiencj u pana Poudniowego Wiatru, prbowa ustali,
ktra z osobowoci boga jest gorsza - rzymska czy grecka. Po piciu dniach
spdzonych w jego paacu by pewny tylko jednego: on i jego zaoga raczej nie
wyjd std ywi.
Opar si o balustrad balkonu. Powietrze byo tuk gorce i suche, e wysysao
mu wilgo z puc. W cigu ostatniego tygodnia pociemniaa mu skra, a wosy
zrobiy si biae jak jedwabiste wsy kukurydzianych kolb. Za kadym razem, kiedy
spojrza w lustro, wzdryga si na widok swoich dzikich, pustych oczu, jakby olep,
wdrujc przez pustyni.
Ze trzydzieci metrw niej poyskiwaa w socu zatoka w pkolu play
pokrytej czerwonym piaskiem. Znajdowali si gdzie na pnocnym wybrzeu
Afryki. Tyle tylko dowiedzieli si od duchw wiatru.
Po obu stronach cigny si zabudowania paacu - plaster sal i tuneli, tarasw,
kolumnad i komnat wykutych w klifie z piaskowcu. Wszystko to byo pomylane
tak, by wiatr mg wia przez te otwory, grajc na nich jak na organach, co
przypominao Jasonowi latajc kryjwk Eola w Kolorado, tylko e tu wiatry byy
bardziej ospae.
I to wanie stanowio cz problemu.
W najlepszych dniach poudniowe venti byy powolne i leniwe. W najgorszych porywiste i zoliwe. Na pocztku powitay Argo II" yczliwie, bo kady wrg
Boreasza by przyjacielem Poudniowego Wiatru, ale pniej jakby zapomniay, e
pbogowie s ich gomi. Szybko przestay im pomaga w naprawianiu okrtu.
Nastrj ich krla pogarsza si z dnia na dzie.
W dole, w przystani, przyjaciele Jasona pracowali nad doprowadzeniem okrtu
do stanu uywalnoci. Gwny agiel ju zosta naprawiony, takielunek wymieniony.
Teraz usiowali zreperowa wiosa. Bez Leona nikt nie wiedzia, jak naprawi

bardziej skomplikowane czci okrtu, mimo e mieli do pomocy Buforda i Festusa


(ktry teraz by ju stale aktywny dziki czaromowie Piper, cho nikt nie pojmowa,
jak to dziaa). Ale przynajmniej prbowali.
Hazel i Frank stali na rufie, majstrujc przy konsoli sterujcej. Piper
przekazywaa ich komendy trenerowi Hedgeowi, ktry wisia na linie z booku
kaduba i omota w wiosa, usiujc zlikwidowa wgniecenia. W omotaniu by
naprawd dobry.
Postpy ich pracy nie byy imponujce, ale zwaywszy na to, przez co przeszli,
graniczyo z cudem, e okrt si nie rozpad.
Jasona przeszed dreszcz, kiedy sobie przypomnia atak Chione. Zosta
cakowicie unieszkodliwiony, bo dwukrotnie zamieniony w lodowy posg. Leo
polecia w niebo. Piper musiaa sama ratowa ich z opresji.
Bogom niech bd dziki za Piper. Wyrzucaa sobie, e nie zdya zapobiec
wybuchowi bomby, ale przecie tylko dziki niej caa z aoga nie staa si now
kolekcj lodowych posgw w Quebecu.
Udao si jej te tak pokierowa eksplozj lodowej kuli, e cho zepchna okrt
przez p Morza rdziemnego, nie dozna powaniejszych uszkodze.
Hedge krzykn:
- Sprbujcie teraz!
Hazel i Frank pocignli za jakie dwignie, Tylne wiosa oszalay, mcc
wod. Trener Hedge prbowa unikw, ale jedno uderzyo go w zadek i wyrzucio w
powietrze. Z wrzaskiem wpad do wody.
Jason westchn. Biorc to wszystko pod uwag, chyba nigdy nie bd w stanie
poeglowa, nawet jeli wenti im na to pzwol. Gdzie na pnocy Reyna leciaa ku
Epirowi, zakadajc, e znalaza jego list w paacu Dioklecjana. Leo zagin i na
pewno by w tarapatach. Percy i Annaheth... no c, w najlepszym scenariuszu wci
yli, zmierzajc ku Wrotom mierci. Nie mona ich zawie.
Usysza za plecami szmer i odwrci si. Nico di Angclo sta w cieniu
najbliszej kolumny. Pozby si swojej kurtki. Teraz mia na sobie tylko czarne
dinsy i czarn koszulk. Z pasa zwisay mu bero Dioklecjana i miecz.
Jemu skra nie pociemniaa od soca, a nawet wydawa si jeszcze bledszy.
Czarne wosy opaday mu na oczy. Twarz mia nadal wychud, ale wyglda o wiele
lepiej ni wtedy, gdy opuszczali Chorwacj. Na ramionach pryy mu si minie,
jakby cay ostatni tydzie spdzi na walce mieczem. Jason wiedzia tylko, e Nico
wiczy si we wadaniu berem Dioklecjana, wywoujc duchy, a potem pozorujc z
nimi walk. Po ich wsplnej wyprawie w Splicie nic ju nie mogo go zaskoczy.
- Krl wreszcie co powiedzia? - zapyta Nico.
Jason pokrci gow.
- Codziennie mwi to samo: pniej.
- Musimy si std wyrwa. I to szybko.
Jason czu tak samo, ale kiedy usysza, jak mwi to Nico, jeszcze bardziej si

zaniepokoi.
- Wyczuwasz co?
- Percy jest ju blisko Wrt. Bdzie nas potrzebowa, jeli ma przej przez nie
ywy.
Jason zauway, e Nico nie wspomnia o Annabeth, ale uzna, e lepiej nie
pyta.
- Racja - powiedzia. - Ale jeli nie zdoamy naprawi okrtu...
- Obiecaem, e poprowadz was do Domu Hadesa. Jeszcze nie wiem jak, ale
zrobi to.
- Tylko ty mgby przedosta si tam jako cie. Nas w ten sposb nie
przeniesiesz. A do Wrt mierci musimy dotrze wszyscy.
Kula na kocu bera Diokecjana zapona purpurowym blaskiem. W cigu
ostatniego tygodnia zdawaa si przejmowa nastroje Nica. Jason nie by pewny, czy
to dobra oznaka.
- Wic musisz nakoni krla Poudniowego Wiatru, by nam pomg powiedzia ze zoci Nico. - Nie po to dotarlimy tak daleko, tyle wycierpielimy...
Jason stumi w sobie ch chwycenia, za miecz. Kiedy Nico wpada w zo,
wszystkie instynkty Jasona woay: ,,Zagroenie!".
- Nico, posuchaj. Jeli chcesz pomwi o tym, co si wydarzyo w Chorwacji,
prosz bardzo. Zrozumiaem, jak trudno...
- Niczego nie zrozumiae.
- Nikt nie zamierza ci osdza.
Nico wykrzywi usta w drwicym umiechu.
- Naprawd? To dla mnie nowo. Jestem synem Hadesa. Ludzie traktuj mnie,
jakbym by uwalany krwi lub brudemm ze ciekw. Nie mam swojego miejsca na
wiecie. Nie jestem nawet z tego stulecia. Ale nie dlatego czuj si inny od
wszystkich. Jestem... jestem...
- Stary! Przecie sam nie dokonae wyboru. Jeste, kim jeste.
- Jestem, kim jestem... Balustrada zadraa. Na kamiennej posadzce pojawiy
si wzory, jakby jakie koci usioway si spod niej wydosta. atwo ci powiedzie.
Dla wszystkich jeste tym zotym chopcem, synem Jupitera. Jedyn osob, ktra
mnie akceptowaa, bya Biancai, a ona umara! Tak, nie miaem szansy wyboru. Mj
ojciec, moje uczucia...
Jason nie wiedzia, co na to powiedzie. Chcia by jego przyjacielem. Tylko tak
mg mu pomc. Ale Nico tego nie uatwia.
Unis rce, jakby si poddawa.
- No dobra. Zgoda Ale, Nico, przecie wybrae sposb, w jaki yjesz. Chcesz
komu zaufa? To moe zaryzykuj i uznaj, ze jestem twoim przyjacielem, ktry
akceptuje ci takim, jakim je ste. To lepsze od ukrywania si.
Posadzka midzy nimi rozpka si z trzaskiem. Ze szczeliny doby si syk.

Powietrze wok Nica zalnio widmowym blaskiem.


- Ukrywania si? - powtrzy ze miertelnym spokojem.
Jasona wierzbiy palce, by chwyci za miecz. Spotka ju wielu przeraajcych
pbogw, ale zaczyna wyczuwa, e z Nikiem di Angelo - cho by taki blady i
wychudy mgby sobie nie poradzi.
Ale wytrzyma jego spojrzenie.
- Tak, ukrywania si. Ucieke z obu obozw. Tak si bae odrzucenia, e
nawet nie prbowae. Moe ju czas, by wyszed z cienia.
W momencie, gdy napicie midzy nimi stao si nie do zniesienia, Nico opuci
wzrok. Szczelina w posadzce zamkna si. Widmowe wiato zgaso.
- Zamierzam dotrzyma obietnicy powiedzia Nico prawie szeptem. - Zawiod
was do Epiru. Pomog wam zamkn Wrota mierci. Ale na tym koniec. Opuszcz
was... na zawsze.
Za nimi drzwi do sali tronowej rozwar poryw gorcego wia tru. Bezcielesny gos
oznajmi:
- Pan Auster pragnie ci widzie.
Jason lka si tego spotkania, ale poczu ulg. W tym momencie wykcanie si
z szalonym bogiem wydao mu si bezpieczniejsze od zaprzyjanienia si z synem
Hadesa. Odwrci si, by poegna si z Nikiem, ile tenznikn - ponownie
rozpywajc si w ciemnoci.

LVIII
JASON
A wic to dzie burzy. Audiencja u Austera, rzymskiej wersji Poudniowego
Wiatru.
Przez dwa poprzednie dni Jason mia do czynienia z Notusem. Grecka wersja
boga bya zapalczywa i atwo wpadaa w gniew, ale bya przynajmniej szybka.
Auster... no, raczcj nie.
Sklepienie sali tronowej wspieray rzdy czerwonych marmurowych kolumn.
Szorstka posadzka z piaskowca dymia pod stopami Jasona. W powierrzu wisiaa
para jak w ani w Obozie Jupiter, tyle e \v aniach zwykle sklepienia nie oray
gromy, owietlajc komnat chybotliwymi byskami.
Poudniowe venti polatyway przez sal w obokach czerwonego pyu i
nagrzanego powietrza. Jason wola trzyma si od nich z dala. Pierwszego dnia
przypadkowo musn rk jednego ducha. Porobiy mu si bble, a palce wyglday
jak macki.
W kocu sali sta najdziwniejszy tron, jaki kiedykolwiek widzia - tron z ognia i

wody. Podium byo ogniskiem. Pomienie i dym tworzyy siedzisko. Oparciem bya
kbica si chmura burzowa. Porcze syczay tam, gdzie wilgo napotykaa ogie.
Nie wygldao to na wygodny tron, ale bg Auster wycign si w nim, jakby by
gotw spdzi mile popoudnie, ogldajc mecz futbolu.
Gdyby wsta, mierzyby z dziewi metrw. Zmierzwione biae wosy otaczaa
korona z pary. Brod mia z chmur, z ktrych nieustannie wystrzelay byskawice i
sypa mu si na piersi deszcz, moczc tog barwy piasku. Jason zastanawia si, czy
mona by zgoli brod z burzowych chmur. Pomyla, e ustawiczne moczenie si
wasnym deszczem moe by do uciliwe, ale Auster najwyraniej o to nie dba.
Przypomina mu przemoczonego witego Mikoaja, ale bardziej rozleniwionego
ni dobrodusznego.
- A wic... - gos boga zagrzmia jak nadcigajca burza - syn Jupitera powraca.
Powiedzia to takim tonem, jakby Jason si spni. Jasona kusio, by
przypomnie temu gupiemu bogu wiatru, e od wielu godzin czeka na audiencj, ale
tylko si skoni.
- Panie zapyta - czy otrzymae jak wiadomo o moim przyjacielu?
- Przyjacielu?
- O Leonie Valdezie. Jason stara si zachowa cierpliwo. - Tym, ktrego
porway wiatry.
- Och... tak. A raczej... nie. Nie mamy adnych wiadomoci. Nie porway go
moje wiatry. To z pewnoci robota Boreasza i jego potomstwa.
- Yyy... tak. Wiedzielimy o tym.
- I to jedyny powd, dla ktrego was przyjem. - Brwi Austera uniosy si a
pod wieniec z pary. - Boreaszowi trzeba stawi czoo! Trzeba przepdzi pnocne
wiatry!
- Tak, panie. Ale eby stawi czoo Boreaszowi, nasz okrt musi opuci twoj
przysta.
- Okrt w przystani? Bg odchyli si do tyu i zachichota, a z brody lun mu
deszcz. Wiesz, kiedy ostatnio widziaem w mojej przystani okrty
miertelnikw? Krl Libii... mia na imi Psyllos... oskary miru: o to, e moje
wiatry wypaliy mu zboe. Moesz, w to uwierzy?
Jason zacisn zby. Ju wiedzia, e Austera nie mona przynagla. W swojej
deszczowej formie by leniwy, ciepy i kapryny.
- A wypalie mu te zboa, panie?
- Oczywicie! - Auster umiechn si dobrodusznie. - A czego si Psyllos
spodziewa, siejc zboe na skraju Sahary? Ten gupiec wysa przeciw mnie ca
swoj flot. Chcia zniszczy moj twierdz, eby poudniowe wiatry ju nigdy nie
wiay. Oczywicie zniszczyem jego flot.
- Oczywicie.
Auster zmruy oczy.
- Ale ty nie jeste od Psyllosa, co?

- Nie, panie. Jestem Jason Grace, syn...


- Jupitera! Tak. oczywicie. Lubi synw Jupitera. Ale czemu wci tkwicie w
mojej przystani?
Jason stumi westchnienie.
- Nie zezwolie nam jej opuci, panie. I nasz okrt jest uszkodzony.
Potrzebny jest nam nasz mechanik, Leo Valdez, eby naprawi silnik, chyba e
znasz jaki inny sposb.
- Hmmm. - Auster unis do, co sprawio, e midzy jego palcami zakbil
si py. Wiesz, ludzie oskaraj mnie o to, e jestem kapryny. Czasami jestem
palcym wiatrem, niszczycielem zb. Sirocco z Afryki! W inne dni jestem agodny,
zwiastuj ciepe lato i chodzce mgy. A poza sezonem mam cudown siedzib w
Cancunie! W kadym razie w staroytnoci miertelnicy bali si mnie, ale mnie
kochali. Nieprzewidywalno moe by si boga.
- A wic jeste naprawd silny.
- Dziki! Tak! Ale z pbogami jest inaczej. - Auster wychyli si do przodu,
tak blisko, e Jason wyczu wo namoknitych deszczem pl i rozgrzanych
piaszczystych pla. - Przypominasz mi moje dzieci, Jasonie Grace. Wiejesz z
miejsca na miejsce. Jeste niezdecydowany. Zmieniasz si z dnia na dzie. Gdyby
mg wybra, w ktr stron by powia?
Pot pociek Jasonowi po opatkach.
- Sucham?
- Mwisz, e potrzebny ci jest nawigator, e potrzebne ci jest moje
przyzwolenie. A ja ci mwi: nie potrzebujesz ani tego, ani tego. Czas, by sam
wybra kierunek. Wiatr, ktry wieje bez celu, nikomu nie suy.
-Ja... ja nie rozumiem.
Ale gdy tylko to powiedzia, zrozumia. Nico mwi, e wszdzie czuje si obco.
Ale Nico przynajmniej nie by z niczym zwizany. Mg pj, dokd chcia. A on
od miesicy nie mg zdecydowa, gdzie jest jego miejsce. Zawsze si buntowa
przeciw tradycjom Obozu Jupiter, przeciw tym ustawicznym rywalizacjom, walkom
o wadz. Ale Reyn szanowa. Potrzebowaa jego pomocy. Gdyby si od niej
odwrci... wadz mgby przej kto taki jak Oktawian, kto zrujnowaby
wszystko, co Jason tak ukocha... Nowy Rzym. Czy mgby byc takim egoist, by j
porzuci? Ju sama myl wzbudzaa w nim poczucie winy.
Ale w gbi duszy chcia by w Obozie Herosw. Miesice, ktre przey tam z
Piper i Leonem, wspomina lepiej od lat spdzonych w Obozie Jupiter. Prcz tego w
Obozie Herosw mia przynajmniej szans spotkania ktrego dnia swojego ojca.
Bogowie prawie nigdy nie odwiedzali Obozu Jupiter, by si z kim przywita.
Odetchn gboko.
- Tak. Wiem, jaki kierunek chc obra.
wietnie! I ?

- No... nadal musimy znale jaki sposb naprawienia okrtu. Czy jest tutaj...?
Auster unis palec wskazujcy.
- Wci oczekujesz wskazwek od pana wiatrw? Syn Jupitera powinien sam
pokierowa swoim losem.
Jason zawaha si.
- Odpywamy, krlu Austerze. Dzisiaj.
Bg wiatru umiechn si i rozoy ramiona.
- No i w kocu oznajmie, co zamierzasz! Masz wic moje przyzwolenie,
chocia nie byo ci potrzebne. A jak poeglujecie bez mechanika, bez naprawionych
maszyn?
Jason wyczu krce wok niego poudniowe wiatry, wyjce prowokujco jak
krnbrne mustangi, testujce jego si woli.
Przez cay tydzie czeka, majc nadziej, e Auster wreszcie im pomoe. Przez
cae miesice zamartwia si swoimi zobowizaniami wobec Obozu Jupiter, majc
nadziej, e wszystko samo si wyjani. Teraz zrozumia, e musi wzi sprawy w
swoje rce. Musi zapanowa nad wiatrami, a nie szuka jakiej innej drogi.
- Pomoesz nam - powiedzia. - Twoje venti przybior form koni. Dasz nam
kilka, by pocigny Argo II. Zawiod nas tam, gdzie jest Leo.
- Wspaniale! - zawoa rozpromieniony Auster, a z jego brody wystrzeliy
byskawice. - A teraz... czy dokonasz tego, co gosiy twoje dumne sowa? Zdoasz
zapanowa nad tym, o co prosisz, czy zostaniesz rozdarty?
Klasn w donie. Wiatry zawiroway wok jego tronu i przyjy posta koni.
Nie byy tak mroczne i zimne jak Grom, przyjaciel Jasona. Byy z ognia, piasku i
gorcej burzy. Cztery pomkny tu obok niego, osmalajc mu woski na ramionach.
Pogalopoway wok marmurowych kolumn, zionc pomieniami, rc jak
piasecznica. I staway si coraz bardziej dzikie. Zaczy ypa na Jasona.
Auster pogadzi swoj deszczow brod.
- A wiesz, chopcze, dlaczego venti mog si pokazywa jako konie? Bardzo
czsto my, bogowie wiatrw, wdrujemy po ziemi w Taikiej wanie postaci. A przy
okazji... czy wiesz, e spodzilimy najszybsze konie na wiecie?
- Dziki - wymamrota Jason, chocia zby mu szczkay ze strachu. - Troch za
wiele informacji.
Jeden z venti zaszarowa na Jasona. Chopak uchyli si, ale ubranie mu
zadymio po tak bliskim kontakcie.
- Czasami - cign beztrosko Auster - miertelnicy rozpoznaj nasz
krlewsk krew. Mwi: Ten ko pdzi jak wiatr". I dobrze mwi. Venti to nasze
dzieci, jak i te najszybsze rumaki!
Konie zaczy okra Jasona.
Jak mj przyjaciel Grom - powiedzia.
- Och... - Austcr zaspi si. Obawiam si, e ten jest dzieciciem Boreasza. Nie
wiem jak zdoae go oswoi. Te s moim potomstwem. To wspaniay zaprzg

poudniowych wiatrw. Zapanuj nad nimi, Jasonie Grace, a wycign twj okrt z
przystani.
Zapanuj nad nimi"- pomyla Jason. No tak. Oczywicie".
Konie galopoway tam i z powrotem, okazujc coraz wikszy niepokj. Podobnie
jak ich pan, Poudniowy Wiatr, byy wewntrznie skonfliktowane w poowie byy
gorcymi, suchymi wiatrami z Sahary, w poowie mrocznymi burzami z piorunami.
Potrzebuj szybkoci" - pomyla Jason. - Potrzebuj celu".
Wyobrazi sobie Notusa, greck wersj Poudniowego Wiatru upalnego, ale
bardzo szybkiego.
W tym momencie dokona wyboru. Zwiza swj los z Grekami, z Obozem
Herosw. Konie si zmieniy. Burzowe chmury znikny, pozostawiajc po sobie
czerwony py i rozedrgane gorce powietrze, jak mirae na Saharze.
- Niele pochwali go bg.
Na tronie siedzia teraz Notus - starzec o brzowej skrze, w ognistym greckim
chitonie. Na gowie mia wieniec ze zwidego, dymicego jczmienia.
- Na co czekasz? - przynagli go bg.
Jason z.wrci si ku ognistym wietrznym koniom. Nagle przesta si ich ba.
Wyrzuci rk przed siebie. Strumie piasku wystrzeli ku najbliszemu
rumakowi. Wok szyi konia owino si lasso - lina z wiatru skrcona mocniej ni
tornado. Ptla osadzia zwierz w miejscu.
Jason wezwa drug wietrzn lin i poskromi ni nastpnego konia. Niec mina
minuta, a spta wszystkie cztery venti. Ray i wierzgay, ale nie mogy zerwa lin
Jasona. Poczu si tak, jakby przy silnym wietrze puszcza jednoczenie cztery
latawce. Trudne, owszem, ale wykonalne.
- Znakomicie, Jasoni: Grace - powiedzia Notus. - Jeste synem Jupitera, a
jednak wybrae wasn drog, tak jak czynili to przed tob wszyscy wielcy herosi.
Nie masz wpywu na swoje pochodzenie, ale moesz wybra swoje dziedzictwo. A
teraz ruszaj w drog. Przywi swj zaprzg do dziobu okrtu i pokieruj go w stron
Malty.
- Malty?
Jason stara si skupi, ale z powodu aru bijcego od koni krcio mu si w
gowie. O Malcie nic nie wiedzia. Aha, by jaki sok maltaski... I czyby tam
wynaleziono maltaz?
- Kiedy przybdziecie do miasta Valetty - rzek Notus - konie nie bd ju
wam potrzebne.
- To znaczy... odnajdziemy tam Leona Valdeza?
Bg zamigota, powoli ginc w lalach rozedrganego powietrza.
- Twoje przeznaczenie powoli si wyjania, Jasonie Grace. Wspomnij mnie,
kiedy znowu staniesz przed wyborem: burza lub ogie. I nie poddawaj si rozpaczy.
Drzwi sali tronowej otworzyy si z hukiem. Konie, wyczuwajc wolno,

pogalopoway ku wyjciu.

LIX
JASON
W wieku szesnastu lat wikszo chopcw mczy si, by dobrze zaparkowa
samochd, zdobywa prawo jazdy i w kocu zasiada za kierownic.
Jason mczy si, by zapanowa nad czwrk ognistych koni, trzymajc w rkach
wodze z wiatru.
Upewniwszy si. e cala zaoga jest pod pokadem, przywiza venti do dziobu
Argo II" (co ne bardzo podobao si Festusowi), usiad okrakiem na gowie smoka i
rykn:
- Wiooo!
Venti pomkny po falach. Nie byy tak szybkie jak Arion, ko Hazel, ale byy o
wiele gortsze. Wzbijay za sob ogromny piropusz pary, tak e Jason nie widzia,
dokd gnaj. Okrt wystrzeli z zatoki. Wkrtce Afryka bya ju tylko mglist lini
na horyzoncie.
Skupi si na utrzymaniu w rkach napronych wietrznych lin. Konie wyryway
si ku wolnoci. Panowa nad nimi tylko si woli.
Malta - nakaza im. - Prosto na Malt".
Kiedy w kocu vv oddali pojawi si ld grzysta wyspa z niskimi kamiennymi
budynkami - cay by zlany potem. Ramiona Jasonowi dygotay, jakby trzyma przed
sob sztang.
Mia nadziej, e dotarli do celu, bo ju nie daby rady duej panowa nad
komi. Puci lejce. Venti rozpierzchy si w obokach pyu i pary.
Dyszc ze zmczenia, zsun si z dziobu. Opar si o szyj Festusa. Smok
odwrci si i trci go podbrdkiem.
- Dziki, stary -- powiedzia Jason. - Ciki dzie, co?
Za jego plecami zatrzeszczay deski pokadu.
- Jason?! zawoaa Piper. - Och, bogowie, twoje ramiona...
Dopiero teraz spostrzeg, e ma peno bbli na ramionach.
Piper odpakowaa kawaek ambrozji.
- Zjedz to.
ujc ambrozj, poczu smak czekoladowych ciastek z orzechami -jego
ulubionego przysmaku z piekarni w Nowym Rzymie. Bble poznikay. Odzyska
siy, ale ambrozja bya troch mniej sodka ni zwykle, jakby w jaki sposb
poznaa, e zrezygnowa z powrotu do Obozu Jupiter. To ju nie by smak domu.
- Dziki, Pipes mrukn. -Jak dugo to...?

- Okoo szeciu godzin.


O rany" pomyla. Nic dziwnego, e by cay obolay i godny.
- Co z innymi?
- W porzdku. Umczeni tym zamkniciem w kojcu. Mam im powiedzie, e
ju mog wrci na pokad?
Obliza wyschnite wargi. Mimo ambrozji jeszcze nie czu si najlepiej. Nie
chcia, by go ogldali w takim stanie.
- Daj mi chwil... ebym zapa oddech.
Opara si obok niego o Fcsrusa. W zielonej koszulce bez rkaww, beowych
szortach i turystycznych butach wygldaa, jak by zamierzaa wspi si na jak
gr, a na jej szczycie walczy z wrog armi. Z pasa zwisa jej sztylet, kornukopi
przewiesia przez rami. Spiowy miecz o falistej klindze, ktry odebraa Zetesowi
Boreadzie, by w jej rkach prawie tak grony jak karabin szturmowy.
Kiedy przebywali w paacu Austera, Jason widzia, jak Piper i Hazel caymi
godzinami wicz si w walce na miecze, czego Piper przedtem nigdy nie robia. Od
czasu jej spotkania z Chione bya bardziej naadowana, sprona w sobie jak gotowa
do strzau katapuIta, jakby przyrzeka sobie, e ju nigdy nikt jej nie zaskoczy.
Jason rozumia to uczucie, ale obawia si, e Piper troch przesadza. Nikt nie
moe nieustannie trwa w stanie najwyszej czujnoci i gotowoci. Co o tym
wiedzia, bo przecie podczas ostatniej potyczki by jej bezsilnym obserwatorem
jako lodowy posg.
Chyba si na ni zagapi, bo umiechna si niego porozumiewawczo.
- Hej, nic mi nie jest. Nie nam nie jest.
Uniosa si na palcach i pocaowaa go, co smakowao jak ambrozja. W jej
oczach migotao tyle barw, e mgby gapi si w nie przez cay dzie, studiujc
zmieniajce si wzory, tak jak ludzie przygldaj si zorzy polarnej.
- Szczciarz ze mnie, bo mam ciebie.
No pewnie. Pchna go agodnie w piersi. - A moe mi powiesz, jak teraz
wprowadzimy okrt do przystani?
Zmarszczy czoo i spojrza na morze. Znajdowali si wci jakie pl mili od
wyspy. Nie mia pojcia, czy uda im si uruchomi maszyny albo postawi agle...
Na szczcie Festus to usysza. Obrci si do przodu i zion ogniem. Silnik
okrtu zaskoczy i zawarcza. Zabrzmiao to jak zgrzyt zdezelowanego acucha w
rowerze, ale okrt skoczy do przodu i powoli zacz sun ku brzegowi.
- Dobry smok. - Piper poklepaa Festusa po szyi.
Jego rubinowe oczy rozbysy, jakby by z siebie bardzo dumny.
- Jest jaki inny od czasu, gdy go przebudzia - powiedzia Jason. - Bardziej...
ywy.
- I taki powinien by. - Umiechna si. - Chyba na kadego przychodzi taka
chwila, e powinien by obudzony przez kogo, kto go kocha.
Stojc obok niej, Jason czu si tak cudownie, e prawie mg ju sobie

wyobraa ich wsplne ycie w Obozie Herosw, kiedy wreszcie skoczy si ta


wojna - oczywicie jeli przeyj i jeli bdzie jeszcze jaki obz, do ktrego bd
mogli powrci.
Wspomnij mnie, kiedy znowu staniesz przed wyborem: burza lub ogie powiedzia Notus. I nie poddawaj si rozpaczy".
lm bliej byli Grecji, tym bardziej Jasona drczy lk. Zaczyna ju myle, e
Piper miaa racj co do tego fragmentu w przepowiedni - burza lub ogie. e moe
naprawd jeden z nich, on lub Leo, nie wyjdzie z tej wyprawy ywy.
I dlatego musz odnale Leona. Jason kocha ycie, ale nie mgby pozwoli na
to, by jego przyjaciel zgin za niego. Nie potrafiby y z takim ciarem na
sumieniu.
Oczywicie mia nadziej, e si myli. Mia nadziej, e obaj wrc z tej
wyprawy cali i zdrowi. Ale gdyby tak si nie stao, musi by na to przygotowany.
Musi broni swoich przyjaci i powstrzyma Gaj bez wzgldu na to, ile go to
bdzie kosztowao.
Nie poddawaj si rozpaczy.
No tak. Niemiertelnemu bogu atwo powiedzie.
Kiedy wyspa si przybliya, dostrzeg przysta pen agli. Ze skalistego brzegu
wyrastaa twierdza, wysoka na jakie pitnacie metrw. Nad ni rozcigao si stare
miasto z wieycami, kopuami kociow i stoczonymi kamienicami wszystko z
tego samego zotego kamienia. Z tej odlegoci wydawao si, e miasto pokrywa
ca wysp.
Przebiegi wzrokiem stojce w przystani odzie i jachty. Ze sto metrw dalej
zobaczy przycumowan do najduszego pirsu prymitywn tratw z jednym
masztem i prostoktnym aglem. Rumpel steru by poczony przewodami z czym
w rodzaju maszyny. Nawet std Jason rozpozna poysk niebiaskiego spiu.
Umiechn si oil ucha do ucha. Tylko jeden pbg mg zbudowa tak tratw
i przycumowa j jak najdalej od innych, w miejscu, gdzie zaoga Argo II moga
j atwo dostrzec.
- Zawoaj reszt - powiedzia do Piper. - Leo jest tutaj.

LX
JASON
ZnaleIi go na szczycie twierdzy. Siedzia w kawiarnianym ogrdku i patrzy na
morze, pijc, kaw, ubrany w... Nie do wiary. Zawirowanie czasu. Ubrany by
identycznie jak wtedy, gdy po raz pierwszy przybyli do Obozu Herosw - dinsy,
biaa koszulka i stara kurtka wojskowa. Tylko e ta kurtka spona par miesicy

temu.
Piper o mao co nie zwalia go z krzesa, chcc go uciska.
- Leo! Na bogw, gdzie ty bye?
- Valdez! - Trener Hedge wyszczerzy zby w umiechu, ale po chwili
przypomnia sobie, e mia ich pilnowa, wic si nachmurzy. - Jeli jeszcze raz tak
znikniesz, smarkaczu jeden, tak ci dosun, e wyldujesz w nastpnym imiesicu!
Frank klepn Leona w plecy tak mocno, e ten si skrzywi. Nawet Nico
ucisn mu rk.
Hazel pocaowaa go w policzek.
- Mylelimy, e umare!
Leo umiechn si blado.
- Czoem, zaogo. No nie, nic mi nie jest.
Jason mgby przysic, e co mu jednak jest. Unika patrzenia im w oczy. Jego
donie spoczyway nieruchomo na blacie stolika, a zwyke wci byy w ruchu. I
jakby opucia go caa rozpierajca go zwykle energia. By jaki przygaszony i
ponury.
Kogo on teraz przypomina? No tak, Nica di Angelo po spotkaniu z Kupidynem w
ruinach Salonu.
Mia zamane serce.
Kiedy inni odeszli, by przycign sobie krzesa od najbliszych stolikw, Jason
nachyli si nad nim i cisn go za rami,
- Hej, stary, co si stao?
Leo omit wzrokiem ca grup. Przekaz by jasny: Nie tutaj. Nie przy
wszystkich".
- Byem rozbitkiem powiedzia. - To duga historia. A co z wami? Co si stao z
Chione?
Trener Hedge prychn.
- Co si stao? Piper! Mwi ci, ta dziewczyna to dopiero ma ikr!
- Trenerze... - zaprotestowaa Piper.
Hedge zacz opowiada o jej walce z Chione. W jego wersji walczya jak ninja,
a Boreadw byo o wiele wicej.
Jason przyglda si uwanie Leonowi. Z kawiarni by dobry widok na morze.
Leo musia dostrzec wpywajcy do portu Argo II ". A jednak siedzia sobie tutaj,
popijajc kaw - ktrej nigdy nie lubi -czekajc, a go sami odnajd. To zupenie do
niego nie pasowao. Okrt by jego najcenniejszym skarbem. Powinien popdzi do
przystani, wrzeszczc z radoci.
Trener Hedge opisywa wanie, jak Piper pokonaa Chione kopniakiem z
penego obrotu, gdy mu przerwaa.
- Trenerze! Bajki opowiadasz! Nic bym sama nie zrobia bez Festusa.
Leo unis brwi.
- Przecie Festus by zdezaktywowany.

Teraz Piper opowiedziaa swoj wersj wydarze jak obudzia metalowego


smoka czaromow.
- No nie, to przecie niemoliwe mrukn. - No, chyba e wczyy si
aktualizacje i pozwoliy mu reagowa na komendy gosowe. Ale skoro jest ju na
chodzie, to znaczy, e system nawigacyjny i kryszta...
- Kryszta? - powtrzy Jason.
Leo drgn.
- E, nic. W kadym razie co si stao, jak ta bomba wybucha?
Teraz zacza opowiada Hazel. Podesza kelnerka i podaa im karty da. Po
chwili poerali kanapki i popijali napoje chodzce, cieszc si sonecznym dniem
jak grupka zwykych nastolatkw.
Frank wycign spod stojaka na serwetki broszur dla turystw i zacz j
czyta. Piper klepaa Leona po ramieniu, jakby nie moga uwierzy, e naprawd tu
jest. Nico sta na uboczu, przypatrujc si przechodniom takim wzrokiem, jakby byli
jego wrogami. Hedge chrupa pojemniczki na sl i pieprz.
Mimo radoci ze spotkania wszyscy byli jacy przygaszeni, jakby zarazili si
nastrojem Leona. Jason nie zdawa sobie do tej pory sprawy, jak wane dla nich
wszystkich byo jego poczucie humoru. Nawet w obliczu powanych kopotw mogli
zawsze liczy na to, e rozaduje napicie. Teraz caa zaoga sprawiaa wraenie,
jakby zarzucia kotwic.
- No i potem Jason zaprzg venti - skoczyaHazel.- I znalelimy si tutaj.
Leo gwizdn cicho.
- Konie z gorcego powietrza? Kurcz, Jason. Wic przez ca drog trzymae
w kupie kby gazu, a potem pucie je wolno?
Jason skrzywi si.
- No wiesz, tak jak to opisujesz, nie brzmi zbyt heroicznie.
- No tak. Jasne. Jestem specem od gorcego powietrza. Ale wci si gowi,
dlaczego Malta? Ja tu trafiem na mojej tratwie zupenie przypadkowo, wic...
- Moe dlatego przerwa mu Frank, stukajc palcami w broszur. - Tu pisze, e
na Malcie kiedy ya Kalipso.
Leo poblad.
-I c-co?
Frank wzruszy ramionami.
- Ale przedtem podobno mieszkaa na wyspie Gozo, na pnoc od Malty. Ta
Kalipso to jaka posta z greckich mitw, nie?
- Ach, posta z greckich mitw! - Trener Hedge zatar rce. -Moe trzeba z ni
walczy? To co, walczymy z ni? Bo ja jestem gotowy.
Nie - mrukn Leo. - Nie musimy z ni walczy, trenerze.
Piper zmarszczya brwi.
- Leo, co ci jest? Wygldasz...

- Nic mi nie jest! - Leo zerwa si od stolika. - Hej, powinnimy ju i. Mamy


mnstwo roboty!
- Ale... gdzie ty bye? - zapytaa Hazel. Skd masz te ciuchy?
- Ojej, dziewczyny! Doceniam wasze zainteresowanie, ale nie musz mie dwch
dodatkowych mam!
Piper umiechna si niepewnie.
- No dobra, ale...
- Trzeba naprawi okrt! Sprawdzi Festusa! Rbn w nos bogini ziemi! Na
co czekamy? Wasz Leo powrci!
Rozoy ramiona i wyszczerzy zby.
Dzielnie si stara, ale Jason dostrzega smutek w jego oczach. Co mu si
przydarzyo... i chyba miao to co wsplnego z Kalipso.
Jason prbowa sobie przypomnie, co o niej mwi mity greckie. Bya kim w
rodzaju czarodziejki, moe jak Medea czy Kirke. Ale jeli Leonowi udao si uciec z
kryjwki zej czarownicy, to dlaczego jest taki przybity? Trzeba bdzie pniej z
nim pogada, upewni si, e wszystko z nim w porzdku. Bo teraz wyranie nie
chcia by o nic wypytywany.
Wszyscy zaczli si zbiera, pakujc w serwetki kanapki i koczc napoje.
Nagle Hazel westchna:
- Patrzcie...
Pokazaa na pnoc. W pierwszej chwili Jason zobaczy tylko morze. A potem
niebo rozupaa czarna byskawica - jakby sama noc wdara si w dzie.
- Nic nie widz - mrukn trener Hedge.
- Ja te powiedziaa Piper.
Jason przebieg wzrokiem po twarzach swoich przyjaci. Wikszo wygldaa
na zdezorientowanych. Chyba tylko Nico zobaczy czarn byskawic.
- Przecie to nie moe by... - mrukn. - Od Grecji dziel nas setki mil.
- Mylisz, e to Epir? - Jason czul mrowienie we wszystkich kociach, jakby go
porazi prd o nateniu tysica woltw. Nie wiedzia, dlaczego widzi te czarne
rozbyski. Nie by dzieckiem Podziemia. Ale czu, e to zapowied czego bardzo
zego.
Nico pokiwa gow.
- Dom Hadesa jest otwarty.
Kilka sekund pniej dobieg ich grzmot, jakby gdzie daleko zahuczay dziaa
artyleryjskie.
Zaczo si powiedziaa Hazel.
- Co si zaczo? - zapyta Leo.
Kiedy znowu bysno czerni, zote oczy Hazel pociemniay jak folia
aluminiowa w ogniu.
- Decydujce posunicie Gai. Wrota mierci pracuj po godzinach. Jej wojska
wkraczaj caymi chmarami do wiata miertelnikw.

- To si nie uda - powiedzia Nico. - Kiedy tam dotrzemy, potworw bdzie


tyle, e nie zdoamy ich pokona.
Jason zacisn szczk.
- Pokonamy je. I dotrzemy tam szybko. Leo wrci. Zapewni nam odpowiedni
prdko. - Spojrza na niego. - Chyba e to tylko gorce powietrze.
Leo umiechn! si krzywo. Jego oczy mwiy: Dziki.
- Hej, chopcy i dziewczta, odlatujemy - powiedzia. - Wujek Leo ma jeszcze
par asw w rkawie!

LXI
PERCY
Percy wci y, ale mia ju do bycia trupem.
Kiedy brnli ku sercu Tartaru, wci zerka na swoje ciao, dziwic si, e do
niego naley. Ramiona wyglday jak wybielona skra nacignita na patyki. Po
kadym kroku szkieletowate nogi zdaway si rozpywa w dym. Percy nauczy si
ju porusza wewntrz Mgy mierci, ale ten magiczny caun sprawia, e czu si,
jakby go spowija obok helu.
Bai si, e ju nigdy si tego nie pozbdzie, nawet jeli jakim cudem przeyje.
Nie chcia przez reszt ycia wyglda jak posta z jakiego horroru.
Prbowa skupi uwag na czym innym, ale gdziekolwiek spojrza, widzia
same potwornoci.
Pod jego stopami grunt poyskiwa ohydn purpur, pulsujc pajczynami yek.
W mtnym czerwonym blasku krwawych chmurr spowita Mg mierci Annabeth
wygldaa jak wieo powstay z grobu zombie.
Z przodu roztacza si najbardziej przygnbiajcy widok.
Rwnin przed nimi pokrywaa a po horyzont armia potworw - stada
skrzydlatych arai, szczepy ociaych cyklopw, cae roje latajcych zych duchw.
Tysice, moe dziesitki tysicy zowrogich stworw kbicych si bezadnie,
napierajcych na siebie, warczcych i walczcych o przestrze dla siebie jak boisko
przeludnionej szkoy podczas przerwy, szkoy, w ktrej wszyscy uczniowie s
naszpikowanymi steroidami mutantami, cuchncymi naprawd ohydnie.
Bob prowadzi ich ku skrajowi tej armii. Nie stara si ukrywa, co zreszt i tak
nie miaoby sensu, biorc pod uwag fakt, e mia trzy metry wzrostu i jarzy si
srebrnym blaskiem.
Jakie trzydzieci metrw od najbliszych potworw zwrci si do Percy ego.
- Zachowaj spokj i trzymaj si tu za mn. Nie zauwa was.
- Mam nadziej - mrukn Percy.

Siedzcy na ramieniu tytana May Bob przebudzi si z drzemki. Zamrucza


potnie i wygi grzbiet w uk, na chwil zamieniajc si w szkielet, a potem
powracajc do postaci kociaka. On przynajmniej nie okazywa niepokoju.
Annabeth przyjrzaa si swoim widmowym rkom.
- Bob, jeli jestemy niewidzialni... to w jaki sposb ty nas widzisz? No bo
praktycznie jeste, no wiesz...
- Tak -odrzek Bob. - Ale my jestemy przyjacimi.
- Nyks i jej dzieci widziay nas.
Wzruszy ramionami.
- To nie jest krlestwo Nyks. Tu jest inaczej.
- Aha... rozumiem - powiedziaa Annabeth, najwyraniej nie bardzo
przekonana, ale w kocu ju tu byli i nie mieli wyboru: musieli sprbowa.
Percy zapatrzy si na rojowisko strasznych potworw.
- Ale przynajmniej nie musimy si martwi, e w tym tumie wpadniemy na
jakich przyjaci.
Bob wyszczerzy zby w umiechu, tak, to dobra wiadomo! Noto idziemy.
mier jest blisko.
Wkroczyli w tum potworw. Percy cay tak dygota, e ba si, by nie opada z
niego Mga mierci. Widzia ju wielkie grupy potworw. Walczy z ich armi w
bitwie o Manhattan. Ale tu byo inaczej.
Kiedy walczy z potworami w wiecie miertelnikw, wiedzia przynajmniej, e
broni swojego domu. To dodawao mu odwagi, bez wzgldu na to, jakie mia szanse.
Tutaj by intruzem, obcym najedc. Nie nalea do tego mrowia potworw,
podobnie jak Minotaur nie nalea do tumu na Penn Station w godzinach szczytu.
Opodal grupka empuz rozdzieraa cierwo gryfona, podczas gdy inne gryfony
polatywaly nad nimi, skrzeczc z wciekoci. Szecioramienny ziemisty i
lajstrygoski ogr ciskali w siebie kamieniami, chocia Percy nie by pewny, czy
walcz ze sob, czy po prostu baraszkuj. Mroczny kb dymu - Percy podejrzewa,
e to ejdolon - wsczy si w jakiego cyklopa, skoni go, by sam uderzy si w
twarz, po czym odlecia, by posi inn ofiar.
- Percy, patrz - szepna Annabeth.
O rzut kamieniem od nich jaki olbrzym w kowbojskim stroju poskramia
biczem stadko zioncych ogniem koni. Na tustych wosach tkwi mu kapelusz z
szerokim rondem, mia te na sobie obszerne dinsy i wysokie czarne buty. Z boku
mg uchodzi za czowieka, ale kiedy si odwrci, Percy zobaczy, e ma trzy
rne klatki piersiowe, kada w kamizelce innego koloru.
To na pewno byt Gerion, ktry dwa lata temu prbowa go zabi w Teksasie.
Tutaj najwyraniej chcia sobie oswoi nowe stado. Na sam myl, e ten facet
wyjedzie na jakim potworze z Wrt mierci, Percyego znowu rozbolay ebra, jak
wwczas w puszczy, gdy arai wyzwoliy kltw umierajcego Geriona. Zapragn
podej do tego ranczera o trzech ciaach, rbn go w twarz i krzykn: Wielkie

dziki, Teksaczyku.'".
Niestety, nie mg tego zrobi.
Ilu jego dawnych wrogw jest w tym tumie? Zacz pojmowa, e kada walka,
w ktrej dotd zwyciy, bya waciwie zwycistwem pozornym. Bez wzgldu na
to, jak by silny i ile mia szczcia, bez wzgldu na to, ile potworw pokona,
ostatecznie czeka go klska. Jest przecie tylko miertelnikiem. Zestarzeje si,
osabnie, nie bdzie ju tak szybki. Umrze. A te potwory... bd istnie wiecznie.
Bd wci powraca. Odrodzenie si moe im zaj par miesicy lub lat, moe
nawet stuleci, ale w kocu nastpi.
Patrzc na nie tu, w Tartarze, Percy poczu si tak bezsilny, jak te duchy w rzece
Kokytos. Co z tego, e jest herosem? Co z tego, e dokona paru wartociowych
czynw? Zo zawsze tu byo, nabierajc si, bulgocc podpowierzchni. Dla tych
niemiertelnych istot by i bdzie tylko jakimi drobnym utrapieniem. Im wystarczy,
e go przeczekaj. Ktrego dnia jego synowie lub crki bd musieli znowu si z
nimi zmierzy.
Synowie lub crki.
Ta myl nim wstrzsna. Poczucie bezsilnoci opucio go rwnie szybko, jak
go nawiedzio. Spojrzal na Annabeth. Wci przypominaa mglistego trupa, ale
wyobrazi sobie, jak naprawd wyglda jej pene determinacji szare oczy, blond
wosy zebrane do tylu bandan, jej twarz, wyndznia i brudn, ale pikn jak
zawsze.
No dobra, moe potwory bdy si nieustannie odradza. Ale tak samo jest z
pbogami. Pokolenia bd przemija, a Obz Herosw przetrwa. I Obz Jupiter.
Przetrway, cho byy rozdzielone. Teraz, jeli Grecy i Rzymianie pocz swe siy,
bd jeszcze silniejsi.
Wci bya nadzieja. On i Annabeth zaszli ju tak daleko. Wrota mierci s ju
blisko.
Synowie i crki. mieszna myl. Zupenie niesamowita. I oto tu w samym sercu
Tartaru, Percy umiechn si szeroko.
- Co ci jest? - Zapytala szeptem Annabeth.
W tej trupiej postaci pewnie wyglda, jakby twarz wykrzywi mu grymas blu.
- Nie. Ja tylko...
Gdzie przed nimi rykn gboki gos:
- JAPET!

LXII
PERCY

Jaki tytan kroczy ku nim, kopniakami torujc sobie drog przez tum
mniejszych potworw. By tego samego wzrostu co Bob. Mia na sobie wymylny
pancerz ze stygijskiej stali, z wielkim diamentem jarzcym si w samym rodku
napiernika. Jego oczy byy lodowato niebieskie, jak prbki pobrane z rdzenia
lodowca, i tak samo zimne. Tej samej barwy byy jego wosy przycite krtko jak u
onierza. Pod pach mia bojowy hem w ksztacie ba niedwiedzia. Z pasa zwisa
mu miecz wielkoci deski surfingowej.
Mimo szram po walkach twarz mia cakiem przystojn i dziwnie znajom.
Percy by pewny, e nigdy przedtem go nie spotka, ae jego oczy i umiech kogo
mu przypominay...
Tytan zatrzyma si przed Bobem. Klepn go w rami.
Japet! Nie mw, e nie poznajesz wasnego brata!
- Nie! - odrzek nerwowo Bob. - Wcale tego nie mwi.
Drugi tytan odrzuci gow do tyu i rozemia si.
- Syszaem, e ci wrzucono do Lete. To musiao by straszne. Ale wiemy, e
w kocu wyzdrowiejesz. To ja, Kojos! Kojos!
- Oczywicie - zgodzi si Bob. - Kojos, tytan...
- Pnocy!
- Wiem! - krzykn Bob.
Zaczli klepa si po ramionach, ryczc miechem.
May Bob, wyranie uraony tym i przepychankami, wspi si na gow Boba i
zacz sobie wi gniazdko w jego srebrnych wosach.
- Biedny stary Japet - powiedzia Kojos. - Strasznie ci poniono. Spjrz, na
siebie! Miota? Kombinezon sugi? Kot w twoich wosach? Hades musi zapaci za
takie zniewagi. Kim by ten pbg, ktry odebra ci pami? Rh, musimy go
rozerwa na strzpy! Ty i ja, nie?
- Ha-ha. -Bob przekn lin. - No pewnie. Rozedrze go na strzpy.
Palce Percy ego zacisny si na dugopisie. Nie ba si brata Boba, nie
przejmowa si jego grob. W porwnaniu z prost mow Boba Kojos przemawia,
jakby recytowa Szekspira. Ju samo to wzbudzao w Percym zo.
By gotw doby Orkana, gdyby musia, ale jak dotd Kojos chyba go nie
dostrzeg. A i Bob jeszcze nie zdradzi ich obecnoci, cho mia ku temu wiele
okazji.
- Ach, dobrze znowu ci widzie... - Kojos zabbni palcami po swoim hemie.
Pamitasz nasze wsplne zabawy?
- Oczywicie! Jak...? yyy...
- Uapilimy naszego ojca Urana.
Tak! Lubilimy mocowa si z tat...
- Poskromilimy go.
- No wanie!
A Kronos poci go na kawaki swoim sierpem.

- Tak! Ha ha. Bob wyglda, jakby go zemdlio. Ale bya zabawa.


- Zapae starego za praw stop, jeli dobrze pamitam. A Uran kopn ci w
twarz. Byo si z czego namiewa!
- Gupi byem przyzna Bob.
- Ale, niestety, ci gupi pbogowie zamienili Kronosa w py. -Kojos westchn
ciko. - Odrobinki jego esencji pozostay, ale za mao, by zoy go ponownie do
kupy. Myl, e niektrych kontuzji nawet Tartar nie moe uleczy.
- Niestety!
- Ale reszta nas znowu ma szans zabysn, nie? - Kojos nachyli si
konspiracyjnie ku bratu. Te olbrzymy mog sobie myle, e bd rzdzi. Dobra,
niech uderz i zniszcz Olimpijczykw.
O to przecie chodzi, nie? Ale kiedy Matka Ziemia si przebudzi, przypomni
sobie, e jestemy jej najstarszymi dziemi. Zapamitaj moje sowa. Tytani jeszcze
bd panowa nad kosmosem.
- Hmmm. Gigantom moe si to nie spodoba.
- Pluj na to, co im si podoba, a co nie. W kadym razie ju przeszli przez
Wrota mierci i powrcili na wiat miertelnikw. Polybotes przeszed jako ostatni,
jakie p godziny temu. Wci si uskara, e sprztnito mu zdobycz sprzed nosa.
Mwi, e Nyks pochona jakich pbogw. Zao si, e ju nigdy ich nie
zobaczy!
Annaheth chwycia Percy'ego za przegub rki. Patrzc na ni poprzez Mg
mierci, nie widzia wyrazu jej twarzy, ale dostrzeg strach w jej oczach.
Jeli giganci ju przeszli przez Wrota mierci, to przynajmniej nie bd ich
tropi po caym Tartarze. Niestety, oznaczao to rwnie, e ich przyjaciele po
tamtej stronie s w jeszcze wikszym niebezpieczestwie. Na prno pokonali
wczeniej tylu olbrzymw. Wrogowie odrodz si, silniejsi ni przedtem.
- No dobra! - Kojos doby swojego potnego miecza. Klinga promieniowaa
wikszym zimnem ni Lodowiec Hubbarda. - Musz si zbiera. Leto pewnie ju si
odrodzia. Nakoni j do walki.
- Oczywicie mrukn Bob. Leto.
Kojos rozemia si.
- O mojej crce te zapomniae? Pewnie za dugo to trwao. Takie pokojowo
nastawione istoty zawsze odradzaj si duej. Tym razem jestem jednak pewny, e
Leto bdzie chciaa si zemci. Jak Zeus j potraktowa, kiedy urodzia mu te
blinita! To odraajce!
Mao brakowao, a Percy mruknby gono.
Blinita.
Przypomnia sobie, kim jest Leto. Matka Apollina i Artemidy. A Kojos wyda
mu si do kogo podobny, bo ma zimne oczy Artemidy i umiech Apollina. Jest ich
dziadkiem, a ojcem Lcto. Percy ego rozbolaa od tego gowa.

- No dobra! Zobaczymy si w wiecie miertelnikw! Kojos ucisn Boba tak


energicznie, e kot o mao co nie spad z gowy srebrnego tytana. Aha, i nasi dwaj
inni bracia strzeg tej strony Wrt, wic wkrtce ich zobaczysz!
- Tak?
- Z pewnoci!
Kojos odszed cikim krokiem, o mao co nie przewracajc Percy ego i
Annabeth, ktrzy w ostatniej chwili usunli mu si z drogi.
Zanim tum potworw zdy wypeni pust przestrze, Percy skin na Boba,
by si do niego pochyli.
- W porzdku, wielkoludzie? - zapyta go szeptem.
Tytan zmarszczy brwi.
- No nie wiem. Przy tym wszystkim... - machn rk wok siebie - co to
znaczy w porzdku"?
Cakiem sensowna uwaga" - pomyla Percy.
Annabeth spojrzaa w stron Wrt mierci, chocia tum potworw zasania je j
widok.
- Czy ja dobrze usyszaam? Dwch kolejnych tytanw strzee Wrt od naszej
strony? To mi si nie podoba.
Percy spojrza na Boba. Zaniepokoi go jego nieobecny wyraz twarzy.
- Pamitasz Kojosa? - zapyta agodnie. - To wszystko, o czym mwi?
Bob mocniej cisn miot.
- Kiedy mwi, troch sobie przypominaem. Wrczy mi moj przeszo jak...
jak wczni. Ale nie wiem, czy powinienem j przyj. Wci do mnie naley, jeli
jej nie chc?
- Nie - powiedziaa stanowczo Annabeth. - Bob, jeste ju inny. Jeste lepszy.
Kociak zeskoczy z jego gowy. Okry stopy tytana, trykajc je gow. Bob
zdawa si tego nie zauwaa.
Percy chciaby mie tak pewno jak Annabeth. Chciaby powiedzie Bobowi z
cakowitym przekonaniem, e powinien zapomnie o swojej przeszoci.
Ale dobrze .go rozumia. Przypomnia sobie dzie, w ktrym otworzy oczy w
Wilczym Domu w Kalifornii, po tym jak Hera wyczycia mu pami. Gdyby kto
na niego czeka, kiedy po raz pierwszy si przebudzi, gdyby go przekonywano, e
ma na imi Bob i jest przyjacielem tytanw i gigantw... uwierzyby w to? Czuby
si zdradzony, kiedy odkryby swoj prawdziw tosamo?
To inna sytuacja" - powiedzia sobie w duchu. - My jestemy dobrzy".
Ale... czy nm pewno? Pozostawi Boba w paacu Hadesa na asce nowego pana,
ktry go nienawidzi. Chyba nie ma prawa mwi Bohowi, co ma teraz zrobi nawet, jeli od tego zaley ich ycie.
- Bob, myl, e moesz wybra - powiedzia. - We tylko to z przeszoci
Japeta, co chcesz sobie zatrzyma. Reszt zostaw. Liczy si tylko twoja przyszo.
- Przyszo... To wymys miertelnikw. Ja nie mam si zmienia, przyjacielu

Percy. - Rozejrza si po mrowiu potworw. Mv jestemy tacy sami... na zawsze.


- Gdyby zawsze by taki sam, Annabeth i ja bylibymy ju martwi. Moe nie
mielimy by przyjacimi, ale nimi jestemy.
Stae si naszym najlepszym przyjacielem. Lepszego nie moglibymy sobie
yczy.
Srebrne oczy tytana pociemniay. Wycign rk, a May Bob wskoczy na jego
do. Wyprostowa si.
- Wic chodmy, moi przyjaciele. Ju, niedaleko.
***
Kroczenie po sercu Tartara wcale nie bvo zabawne.
Purpurowy grunt byl liski i nieustannie pulsowa. Z daleka wydawa si paski,
ale z bliska by peen fad i grzbietw, przez ktre coraz trudniej byo im si
przedziera. Na skatych grudach czerwonych arterii i niebieskich y mona byo
oprze stop, kiedy trzeba byo si wspina, ale szo si bardzo wolno.
No i, oczywicie, wszdzie byy potwory. Sfory piekielnych psw uganiay si po
rwninie, ujadajc, warczc i atakujc kadego potwora, ktry na chwil straci
czujno. Arai kryy nad gowami, opocc skrzastymi skrzydami, a ich
widmowe ciemne sylwetki migay wrd trujcych obokw.
Percy potkn si. Jego rka dotkna czerwonej arterii i mrowienie przebiego
mu cae rami.
- W rodku jest woda - powiedzia. - Prawdziwa woda.
Bob mrukn cicho.
- Jedna z piciu rzek. Jego krew.
- Jego krew? Annabeth odskoczya od najbliszego wza y. - Wiedziaam, e
wszystkie rzeki Podziemia wpywaj do Tartaru, ale...
- Tak - powiedzia Bob. Wszystkie pyn przez jego serce.
Percy przesun doni po pajczynie naczy krwiononych. To wody Styksu
pyn pod jego palcami czy moe Lete? Gdyby jedna z tych yek pka mu pod
stop... Wzdrygn si. Zda sobie spraw, e kroczy po najniebezpieczniejszym
systemie krwiononym w caym wszechwiecie.
- Powinnimy si pospieszy - powiedziaa Annabeth. Jeli nie...
Urwaa.
Przed nimi powietrze rozdary rozgazione strumienie ciemnoci - jak
byskawice, tyle e czarne.
Percy poczu w ustach smak krwi gorgony. Nawet jeli jego przyjaciele z Argo
II" odnajd drug stron Wrt mierci, to jak zdoaj[ pokona kolejne fale
potworw, zwaszcza jeli wszystkie ju na nich czekaj?
- Czy wszystkie potwory przechodz przez Dom Hadesa? - zapyta. - Jest a tak
wielki?
Bob wzruszy ramionami.

- Pewnie s dokd wysyani, kiedy przejd. Dom Hadesa jest w ziemi, nie? To
krlestwo Gai. Moe wysa swoje sugi, dokd zechce.
Percy upad na duchu. Potwory przechodzce przez Wrota mierci, by zagrozi
jego przyjacioom w Epirze to ju bya dostatecznie beznadziejna perspektywa.
Teraz wyobrazi sobie teren po tamtej stronie Wrt jako wielki system podziemny,
co w rodzaju metra, ktrym giganci i inne potwory s rozsyani, dokd tylko Gaja
zapragnie - do Obozu Herosw, do Obozu Jupiter albo na morze, tam gdzie pynie ku
Epirowi Argo II.
- Skoro Gaja ma tak moc - powiedziaa Annabeth - to czy nie moe i nas
dokd wysa?
Percy a si wzdrygn, syszc to pytanie. Czasami wolaby, eby Annabeth nie
bya taka bystra.
Bob podrapa si po podbrdku.
- Wy nie jestecie potworami. Z wami moe by inaczej.
Wspaniale" - pomyla Percy.
Z trudem znosi myl o Gai czekajcej na nich po tamtej stronie, gotowej
teleportowa ich do wntrza jakiej gry, ale wiedzia, e Wrota to ich jedyna szansa
wyjcia z Tartaru. Nie byo innej moliwoci.
Bob pomg im wspi si na kolejny grzbiet. I nagle ujrzeli przed sob Wrota
mierci - prostokt ciemnoci na szczycie nastpnego wzgrka mini serca,jakie
p kilometra od nich, otoczony cib potworw tak gst, e mogliby przej po ich
gowach.
Wrota byly wci za daleko, by rozpozna szczegy, ale strzegcych je tytanw
nie trudno byo rozpozna. Ten po lewej stronic mia na sobie lnicy zoty pancerz
migoccy arem.
- Hyperion mrukn Percy. - Ten to si szybko odradza.
Tytan stojcy po prawej stronie Wrt mia ciemnoniebiesk zbroj, a z jego
hemu wyrastay baranie rogi. Percy widzia go tylko w swoich snach, ale to musia
by Krios, tytan, ktrego zabi Jason w bitwie pod gr Tam.
- Dwaj inni bracia Boba - powiedziaa Annabeth. Mgla mierci zamigotaa
wok niej, na chwil zamieniajc jej twarz w wyszczerzon czaszk. - Bob,
walczyby z nimi, gdyby musia?
Bob unis miot, jakby si szykowa do wielkiego zamiatania.
- Musimy si pospieszy - powiedzia, a Percy pomyla, e trudno to uzna za
odpowied na jej pytanie. - Chodcie za mn.

LXIII
PERCY

Jak dotd kamufla Mgy mierci chroni ich skutecznie, wic oczywicie Percy
spodziewa si, e klska nadejdzie w ostatniej chwili.
Jakie pitnacie metrw od Wrt oboje zamarli.
- Och, bogowic - mrukna Annabeth. S identyczne.
Percy wiedzia, co miaa na myli. Osadzony w ramie ze stygijskiej stali
magiczny portal by drzwiami windy dwoma srebrno-czarnymi panelami pokrytymi
wzorami w stylu art deco. Pomijajc fakt, e kolory byy odwrcone, drzwi
wyglday dokadnie tak, jak drzwi windy w Empire State Building - wejcie do
Olimpu.
Na ich widok Percy ego ogarna taka tsknota za domem, e nie mg zapa
tlenu. Nie zatskni tylko za Olimpem. Zatskni za wszystkim, co za sob zostawi,
za Nowym Jorkiem, za Obozem Herosw, za swoj matk i ojczymem. Zapieko go
pod powiekami. Ba si cokolwiek powiedzie, eby si nie rozpaka.
Wrota mierci wyday mu si osobist zniewag, drwin ze wszystkiego, czego
tak mu brakowao.
Kiedy otrzsn si ju z pierwszego szoku, dostrzeg inne szczegy: szron
wysypujcy si spod podstawy drzwi, purpurow powiat wok nich i acuchy,
ktre je wiziy.
Grube acuchy z czarnego elaza biegy z obu stron odrzwi jak liny
podtrzymujce zwodzony most. Przymocowane byy do hakw wbitych w misisty
grunt.Przy hakach stali na stray dwaj tytani. Krios i Hyperion.
Nagle cae odrzwia zadygotay. Czarne byskawice rozdary niebo. acuchy
zadrgay, a tytani postawili stopy na hakach, by je zabezpieczy. Drzwi rozsuny
si, ukazujc zote wntrze windy.
Percy napi minie, gotw popdzic naprzd, ale Bob pooy mu do na
ramieniu.
- Czekaj - mrukn ostrzegawczym tonem.
Hyperion rykn do otaczajcego go tumu potworw:
- Grupa A-22! -Prdzej, prniaki!
Do windy ruszy biegiem z tuzin cyklopw, wrzeszczc i wymachujc
czerwonymi biletami. Nie zmieciliby si w tych drzwiach, ale gdy si do nich
zbliyli, ich ciaa znieksztaciy si i skurczyy, a Wrota mierci wessay je do
rodka.
Krios wcisn kciukiem guzik po prawej stroniec drzwi, ktre natychmiast si
zasuny
Odrzwia ponownie zadygotay. Czarne byskawice przestay rozrywa niebo,
- Musisz, zrozumie, jak to dziaa mrukn Bob, zwracajc si do kociaka w
swojej doni, pewnie dlatego, by inne potwory nie dziwiy si, do kogo mwi. Za
kadym razem, gdy Wrota si otwieraj, prbuj si teleportowa do nowego
miejsca. Tak je skonstruowa Tanatos, wic tylko on moe je odnale. Ale teraz s
sptane acuchami. Nie mog si nigdzie przenie.

- Wic przetniemy acuchy - szepna Annabeth.


Percy spojrza na gorejc sylwetk Hyperiona. Kiedy ostatnim razem z nim
walczy, musia wyty wszystkie siy, by go pokona, a i tak sam ledwo uszed z
yciem. Teraz mia przed sob dwch tytanw, a za plecami kilkanacie tysicy
potworw.
- Nasz kamufla - zapyta - zniknie, jeli zrobimy co agresywnego, na
przykad przetniemy te acuchy?
- Nie wiem - powiedzia Bob do kota.
- Mrau odpowiedzia May Bob.
- Bob, bdziesz musia cign ich uwag na siebie - powiedziaa Annabeth, Ja i Percy obejdziemy chykiem tytanw i przetniemy acuchy za ich plccami.
- Tak, dobrze odrzek Bob. - Ale jest jeden problem. Jak ju bdziecie w
rodku, kto musi pozosta na zewntrz, eby nacisn guzik i broni go.
Percy prbowa przekn lin.
- Yyy... broni guzika?
Bob kiwn gow, drapic kota pod brod.
- Kto musi naciska guzik przez dwanacie minut, bo inaczej podr si nie
skoczy.
Percy spojrza na Wrota. Rzeczywicie, Krios wci naciska guzik po prawej
stronie. Dwanacie minut... Trzeba jako odcign tytanw od tych drzwi, a potem
ktre z nich Bob, Percy lub Annabeth bdzie musiao naciska guzik przez
dwanacie minut pord ciby potworw, w samym sercu Tartaru, podczas gdy
pozostaa dwjka bdzie jechaa do wiata miertelnikw. To niemoliwe.
- Dlaczego akurat dwanacie minut? zapyta.
- Nie wiem - odrzek Bob. A dlaczego dwunastu mieszkacw Olimpu albo
dwunastu tytanw?
- Niby tak - zgodzi si Percy, ale w ustach mia gorycz.
- Co to znaczy, e podr si nie skoczy? - zapytaa Annabeth.
- Co si stanic z pasaerami?
Bob nie odpowiedzia. Po jego zbolaej minie Percy pozna, e tytan nie chciaby
znale si w windzie, ktra zatrzymaaby si midzy Tartarcm a wiatem
miertelnikw.
- Jeli bdziemy naciska guzik przez dwanacie minut, a acuchy zostan
przecite...
- ...drzwi powinny gdzie si przenie - powiedzia Bob. -Tak chyba s
skonstruowane. Znikn z Tartaru. Pojawi si gdzie indziej, gdzie Gaja nie bdzie
moga ich uy.
- I Tanatos je odzyska - powiedziaa Annabeth. - mier znormalnieje. a
potwory utrac swj skrt do wiata miertelnikw.
Percy westchn.

- atwo powiedzie. Tylko e... no, wszystko i w ogle.


May Bob zamrucza.
- Ja nacisn guzik - owiadczy Bob.
W Percym wezbraa mieszanina uczu - al, smutek, wdziczno i poczucie
winy, wszystko to zastygo w emocjonalny cement.
- Bob, nie moemy od ciebie tego da. Ty te chcesz przej przez Wrota
mierci. Chcesz znowu zobaczy niebo, gwiazdy i...
- Chciabym przerwa mu Bob. Ale kto musi naciska guzik. A kiedy
acuchy zostan przecite... moi bracia bd walczy, by was zatrzyma. Nie bd
chcieli, by Wrota znikny.
Percy spojrza na niezliczone hordy potworw. Nawet gdyby pozwoli na to
Bobowi, to jak jeden tytan obroni si przed tak cib przez cae dwanacie minut,
przez cay czas naciskajc palcem ten guzik?
Cement osiad mu w brzuchu. Zawsze podejrzewa, e tak to si skoczy. Musi
pozosta na zewntrz. Bob bdzie odpdza potwory, a on bdzie trzyma palce na
guziku windy, eby ocali Annabeth.
Trzeba j jako przekona, by sama wesza do windy. Kiedy bdzie ju
bczpieczna, a Wrota znikn, on moe umrze, wiedzc, e zrobi co dobrego.
- Percy...? - W jej gosie Czaio si podejrzenie. Wpatrzya si w niego uwanie.
Byla stanowczo za mdra. Gdyby spojrza jej w oczy, na pewno by poznaa jego
myli.
- Wszystko po kolei powiedzia. - Przetnijmy te acuchy.

LXIV
PERCY
Japet! - rykn Hyperion. - No, no, a mylaem, e ukrywae si gdzie pod
kubem.
Bob poczapa ku niemu z nachmurzon min.
- Nie ukrywaem si.
Percy zacz si skrada ku prawej stronie Wrt, Annabeth ku lewej. Wydawao
si, e tytani w ogle ich nie dostrzegaj, ale Percy wola nie ryzykowa i trzyma
dugopis w rku. Pochyli si nisko i stpa najciszej, jak mg. Mniejsze potwory
trzymay si z daa od tytanw, wic byo do wolnego miejsca, by obej Wrota,
ale Percy czu za plecami powarkujc hord.
Annabeth wybraa lew stron, bo wyobrazia sobie, e Hyperion mgby Percy
ego wyczu. W kocu to Percy zabi go w wiecie miertelnikw, I dobrze zrobia.
Po tak dugim pobycie w Tartare Percy mia mroczki w oczach, gdy tylko spojrza
na jego gorejc zot zbroj.
Po prawej stronie sta Krios, pospny i nieruchomy, w hemie o ksztacie gowy
barana zakrywajcym mu twarz. Jedn stop opar na haku mocujcym acuch, a
kciukiem naciska guzik windy.
Bob stan przed swoimi bracmi. Wpar wczni w grunt i stara si przybra
grony wygld, co z kociakiem na ramieniu nie byo takie proste.
- Hyperion i Krios. Pamitam was obu.
- Naprawd, Japecie? Zoty tytan rozemia si, spogldajc znaczco na
Kriosa. - Dobrze wiedzie! Syszaem, e Percy Jackson zamieni ci w odmdon
sprztaczk. Jak on ci na zwa? Betty?
- Bob - warkn Bob.
- No, Bob, zjawiasz si do pno. Krios i ja tkwimy tu od miesicy...
- Tygodni - poprawi go Krios, ktrego gos zadudni gucho spod hemu.
- Moe i tak. Ale to nudna robota strzeenie tych wrt i przepychanie przez nie
potworw na rozkaz Gai. Aha, Krios, ktra grupa bdzie nastpna?
Druga Czerwona.
Hyperion westchn. Pomienie rozjarzyy si na jego ramionach.
- Druga Czerwona. Dlaczego po A-22 jest Druga Czerwona? Co to za system? ypn na Boba. - To nie jest robota dla mnie, Pana wiata! Jestem tytanem
Wschodu! Panem witu! Czemu zmuszaj mnie do wyczekiwania tu w ciemnoci,
podczas gdy giganci ruszaj do boju i zgarn ca chwal? Krios to co innego...
- Dostaem najgorszy przydzia mrukn Krios, nadal trzymajc kciuk na
guziku.

- Ale ja? To mieszne! To powinna by twoja robota, Japecie! Sta tu przez


chwil na moim miejscu.
Bob patrzy na Wrota, ale wzrok mia utkwiony gdzie w dal zagubiony w
przeszoci.
- Wszyscy czterej obalilimy naszego ojca Uranosa - przypomnia sobie. Kojos, ja i wy dwaj. Kronos obieca nam panowanie nad czterema rogami wiata za
pomoc w zamordowaniu starego.
- Tak byo - rzeki Hyperion. I byem sczliwy, mogc to zrobi! Sam bym z
ochot ciachn go sierpem! Ale ty, Bob... ty zawsze miae wtpliwoci co do tego
mordu, nie? agodny tytan Zachodu, agodny jak zachd soca! Nie mam pojcia,
dlaczego nasi rodzice nazwali ci Nabijaczem". Ju lepiej by ci pasowao Mazgaj.
Percy dotar do haka. Zdj zatyczk z dugopisu i Orkan bysn mu w doni.
Krios nie zareagowa. Jego uwag pochania Bob, ktry skierowa ostrze wczni w
pier Hyperiona.
- Wci potrafi nabija - powiedzia Bob niskim i pewnym gosem. Za bardzo
si przechwalasz, Hyperionie. Jeste taki byskotliwy i ognisty, ale Percy Jackson i
tak ci pokona. Syszaem, e stae si piknym drzewem w Central Parku.
Oczy Hyperiona rozbysy.
- Uwaaj, bracie.
Praca wonego jest przynajmniej uczciwa, Sprztam po innych. Zostawiam paac
w lepszym stanie, ni go zastaem. A ty... ty nie dbasz o baagan, jaki robisz. Bye
lepo posuszny Kronosowi. Teraz speniasz rozkazy Gai.
- To nasza matka rykn Hyperion.
- Nie przebudzia si, kiedy my walczylimy o Olimp - przypomnia mu Bob.
Faworyzuje swj drugi miot, gigantw.
Krios odchrzkn.
- To prawda. Dzieci otchani.
- Obaj stulcie gby! - zawoa ze strachem Hyperion. Moe nas usysze!
Z windy dobieg krtki sygna. Trzech tytanw podskoczyo.
Mino dwanacie minut? Percy utraci poczucie czasu. Krios zdj palec z
guzika i zawoa:
- Druga Czerwona! Gdzie jest Druga Czerwona?
Potwory zaczy si midzy sob przepycha, ale aden nie wystpi naprzd.
Krios westchn gono.
- A powiedziaem im, eby pilnowali swoich biletw. Druga Czerwona!
Stracicie miejsce w kolejce!
Annabeth stana tu za Hyperionecm. Wzniosa swj miecz ze smocej koci
nad podstaw acucha. W ognistym blasku zbroi tytana, osnuta Mg mierci,
wygldaa jak poncy ghul.
Wystawia trzy palce, gotowa odlicza. Powinni przeci acuchy, zanim
nastpna grupa bdzie prbowaa wej do windy, ale musieli rwnie by pewni, e

uwaga tytanw bdzie skupiona na czyni innym.


Hyperion zakl pod nosem.
- Wspaniale! Teraz to si zrobi niezy baagan. - Umiechn si kpico do
Boba. - No to wybieraj, bracie. Bdziesz z nami walczy czy nam pomoesz? Nie
mam czasu na twoje pogadanki.
Bob zerkn na Annabeth i Percy ego. Percy pomyla, e tytan zaraz ruszy do
boju, ale on unis ostrze wczni i powiedzia: Dobrze. Mog stan na stray.
Ktry z was chce sobie zrobi przerw?
- Ja oczywicie odrzek szybko Hyperion.
- Ja - warkn Krios. - Naciskaem ten guzik tak dugo, e kciuk mi zaraz
odpadnie.
- Ja tu stoj duej - zagrzmia Hyperion. - Wy dwaj pilnujcie Wrt, a ja
przenios si do wiata miertelnikw. Jest tam paru greckich herosw, z ktrymi
musz si policzy!
- Och, nie! - zawy Krios. Ten may Rzymianin zmierza do Epiru... ten,
ktry zabi mnie na grze Othrys. Wtedy mia szczcie. Teraz moja kolej.
- Tak?! - Hyperion doby miecza. - Najpierw ci wypatrosz. Barania Gowo!
Krios unis swj miecz.
- Sprbuj, ale ja ju duej nie wytrzymam w tej cuchncej dziurze!
Annabeth spojrzaa na Percyego. Zacza bezgonie odlicza: Raz. dwa...
Ale zanim zdy uderzy mieczem w acuch, ich uszy rozdar ostry gwizd,
podobny do wistu nadlatujcej rakiety. Eksplozja wstrzsna zboczem wzgrza.
Percy upad na plecy, pchnity fal aru. Czarny szrapnel rozerwa Kriosa i
Hyperiona na kawaki jak dwa kloce ugodzone siekierami.
- CUCHNCA DZIURA !
Guchy gos potoczy si po rwninie, wstrzsajc ciepym, misistym gruntem.
Bob dwign! si na nogi. Eksplozja nie wyrzdzia mu krzywdy. Machn
wczni, starajc si zlokalizowa rdo gosu. May Bob wcisn si pod jego
kombinezon.
Annabeth wyldowaa jakie pi metrw od Wrt. Kiedy wstaa, Percy poczu
tak ulg, widzc j yw, e dopiero po chwoli zda sobie spraw ze zmiany jej
wygldu. Znowu bya sob. Mga mierci rozwiaa si.
Spojrza na swoje rce.Jego te ju nic nie ukrywao.
- TYTANI - powiedzia z pogard gos. - NISZE ISTOTY. NIEDOSKONAE
I SABE.
Powietrze przed Wrotami mierci pociemniao i zgstniao. Istota, ktra si
pojawia, bya tak ogromna i potna, promieniowaa tak wrogoci, e Percy mia
ochot odpezn i uciec.
Zamiast tego zmusi si, by ogarn wzrokiem posta boga, poczynajc od jego
wysokich butw z czarnego elaza, z ktrych kady by wielki jak trumna. Nogi

Krios mia okryte czarnymi nagolennikami, ciao nabrzmiae purpurowymi


muskuami, jak ten grunt. Spdniczk zbroi tworzyy poczerniae, poskrcane koci,
zczone jak ogniwa acucha, a podtrzymywa j pas ze splecionych ze sob
potwornych ramion.
Na napierniku pojawiay si i giny mroczne twarze-gigantw, cyklopw,
gorgon i smokw - jakby prboway wydoby si spod pancerza.
Ramiona mia nagie muskularne, purpurowe i lnice - a donie wielkie jak yki
koparek.
Najgorsza bya gowa: bezksztatny hem z poskrcanej skay i metalu, najeona
szpikulcami, pulsujca masa magmy. Twarz bya wirem, spiral, ciemnoci. Na
oczach Percy ego ta ohydna gba wessaa ostatnie czsteczki esencji Hyperiona i
Kriosa.
Jakim cudem odzyska glos.
- Tartar.
Wojownik wyda z siebie taki odgos, jakby jaka gra rozpka si na dwoje.
Percy nie wiedzia, czv to ryk, czy miech.
- Ta forma to tylko saba manifestacja mojej mocy - powiedzia bg.
- Ale wystarczy, by si tob zaj, pboku. Nie przychodzi mi to atwo.
Zawracanie sobie gowy takim: komarem jak ty urga mojej godnoci.
- Yyy... - Percy poczu, e sabn mu kolana. - Nie... no... nie rb sobie kopotu.
- Okazae si zadziwiajco odporny. Zaszede za daleko. Nie mog tego
duej tolerowa i patrze, jak osigasz swj cel.
Rozoy szeroko ramiona. W caej dolinie tysice potworw zawyo i zaryczao,
zaszczkao orem i wrzasno triumfalnie. Wrota mierci zadygotay w
acuchach.
- Poczuj si uhonorowany pboku - powiedzia bg otchani. -Nawet
Olimpijczycy nie s warci mojej osobistej uwagi Ale ty zastaniesz umiercony przez
samego Tartara!

LXV
FRANK
Frank liczy na fajerwerki.
A przynajmniej na wielki transparent z napisem ,,WITAJ W DOMU!"
Ponad trzy tysice lat temu jego grecki przodek - dobry stary Periklymenos,
zmieniajcy ksztaty - poeglowa na wschd z Argonautami. Wiele stuleci pniej
potomkowie Periklymenosa suyli we wschodnich legionach rzymskich. Potem, po
caej serii nieszczliwych wypadkw, jego rodzina znalaza si w Chinach, by w

kocu w dwudziestym wieku wyemigrowa do Kanady. Teraz Frank przywdrowa


do Grecji, co oznaczao, e rodzina Zhangw wanie okrya cay glob ziemski.
To zasugiwao na jakie specjalne przyjcie, ale powitao go tylko stadko
dzikich, wygodniaych harpii, ktre zaatakowao okrt. Frank troch le si czu,
zmuszony do wystrzelania ich z uku. Wci myla o Elli, ich zadziwiajco
inteligentnej przyjacice z Portland. Ale te harpie wcale jej nie przypominay. Z
ochot wyaryby mu twarz. Wic strzela, zamieniajc je w oboczki pyu i pir.
Grecki krajobraz te nie okaza si gocinny. Wzgrza upstrzone byy gazami i
poronite skarowaciaymi cedrami. Wszystko drgao w rozpalonym powietrzu.
Soce pieko, jakby prbowao przeku krajobraz na tarcz z niebiaskiego spiu.
Nawet z wysokoci trzydziestu metrw sycha byo brzczenie cykad wrd drzew senny, otumaniajcy dwik, ktry sprawia, e ciyy mu powieki. Nawet
rywalizujce gosy boga wojny w jego gowie zdaway si zapa w drzemk. Od
czasu, gdy zaczli lecie nad (Grecj, przestay go drczy.
Pot spywa mu po plecach. Po zamroeniu pod pokadem przez t zwariowan
bogini niegu myla, e ju nigdy si nie rozgrzeje, a teraz jego koszulka bya
mokra od potu.
- Gorco i parnie! - zawoa Leo stojcy przy sterze. - Zatskniem za Houston!
Co ty na to, Hazel? Brakuje tylko jakich olbrzymich komarw, a czubym si jak na
wybrzeu zatoki!
- Wielkie dziki, Leo - burkna Hael. - Teraz pewnie zaatakuj nas staroytne
greckie potwory w postaci olbrzymich komarw.
Frank przyglda si tym dwojgu, zastanawiajc si, jak to si stao, e napicie
midzy nimi zniko. Wci nie wiedzia, co si przydarzyo Leonowi podczas piciu
dni jego nieobecnoci, ale najwyraniej co go zmienio. Nadal lubi sobie
poartowa, ale Frank wyczuwa t zmian - jak w okrcie z nowym kilem. Mona
nie -widziec kilu, ale wyczuwa si go po sposobie, w jaki okrt pruje fale.
Leo ju przesta si na nim wyywa. Chtniej gawdzi z Hazel, nie rzucajc na
ni tych ukradkowych, tsknych, rozmarzonych spojrze, ktre zawsze Franka
irytoway.
Hazel zdradzia mu, co o tym myli.
- Pozna kogo.
Frank nie mg w to uwierzy.
- Jak? Gdzie? Niby skd moesz to wiedzie?
Umiechna si.
- Po prostu wiem.
Jakby bya crk Wenus, a nie Plutona. Frank nic z tego nie rozumia.
Oczywicie odczuwa ulg, widzc, e Leo ju nie podrywa jego dziewczyny, ale
troch si o niego marwi. Nie zawsze si ze sob zgadzali, ale po tym wszystkim,
co razem przeszli, wolaby, eby adna dziewczyna nie zamaa mu serca.
- Ahoj! - Gos Nica wyrwa go z tych rozmyla. Nico, jak zwykle, siedzia na

sczycie przedniego masztu. Pokazywa na poyskujc zielon rzek wijc si


pord wzgrz okoo kilometra od nich. - Steruj tam! Zbliamy si do wityni.
Jestemy ju bardzo blisko.
Jakby na potwierdzenie iego sw czarna byskawica rozdara niebo. Ciemne
plamki zamigotay Frankowi przed oczami, a woski na ramionach stany dba.
Jason zapi pas z mieczem.
- Niech si wszyscy uzbroj. Leo, przybli si, ale jeszcze nie dokuj. Piper,
Hazel, chwycie za liny cumownicze.
- Ju si robi! - zawoaa Piper.
Hazel cmokna Franka w policzek i pobiega jej pomc.
- Frank zawoa Jason - zejd na d i znajd trenera Hedgea!
- Tak jest!
Zszed pod pokad i ruszy do kabiny Hedgea. Kiedy zbliy si do drzwi,
zwolni. Nie chcia zaskoczy satyra, Hedge mia zwyczaj wyskakiwa z kabiny z
kijem bejsbolowym w rku, kiedy mu si wydawao, e wrogowie atakuj okrt.
Frank par razy o mao nie oberwa w gow, kiedy szed zbyt gono do azienki.
Unis rk, by zapuka, ale zobaczy, e drzwi s uchylone. Usysza gos
Hedgea.
- Daj spokj, kochanie! Przecie wiesz, e to nie tak!
Frank zamar. Nie zamierza podsuchiwa, ale nie bardzo wiedzia, co zrobi.
Hazel wspomniaa mu, e martwi si o trenera.
Utrzymywaa, e co go gnbi, ale Frank nie bra sobie tego do serca. Do tej
chwili.
Jeszeze nigdy nie sysza Hedgea przemawiajcego tak agodnie. Z jego kabiny
zwykle dobiega tylko gos spikera komentujcego jaki mecz lub gos trenera
wrzeszczcego: Taaak! Zaatw ich!", kiedy oglda jeden ze swoich ulubionych
filmw akcji. Frank by pewny, e Hedge nie nazywaby Chucka Norrisa kochaniem.
Rozleg si inny gos - kobiecy, ale ledwo syszalny, jakby dochodzi z bardzo
daleka.
- Tak, kochanie - obieca Hedge. - Ale... eee... czeka nas bitwa... - odchrzkn
- i moe by rnie. Ty si nie naraaj. Wrc - Obiecuj ci.
Frank nie mg ju duej tego znie. Gono zapuka.
- Hej, trenerze!
Zapada cisza.
Frank policzy do szeciu. Drzwi rozwary si z hukiem.
Trener Hedge stal na progu, ypic na niego gronie. Oczy mia naubiege krwi,
jakby za dugo oglda telewizj. Na gowie mia, jak zwykle, bejsbolwk. a na
sobie spodenki gimnastyczne, koszulk i skrzany napiernik. Z szyi zwisa mu
gwizdek, moe na wypadek, gdyby musia odgwizda faul armii potworw.
- Zhang! Czego chcesz?

- Yyy... przygotowujemy si do bitwy. Potrzebujemy ci na pokadzie.


Kozia brdka trenera zadraa.
- No tak. Oczywicie. Jako dziwnie nie podniecia go perspektywa walki.
- Niechccy... no wiesz... syszaem, jak rozmawiasz - wyjka Frank. Korzystae z iryfonu?
Hedge zrobi tak min, jakby zamierza rbn go w nos albo przynajmniej
gono zagwizda. Potem ramiona mu opady. Westchn ciko i wrci do kabiny,
pozostawiajc Franka na progu.
Trener rzuci si na koj. Obj podbrdek doni i rozejrza si ponuro po
kabinie. Wygldaa jak sypialnia w internacie po przejciu tajfunu - podoga zasana
ubraniami (moe do prania, a moe do zjedzenia, z satyrami nigdy nie wiadomo), na
toaletce i wok telewizora porozrzucane pyty DVD i brudne naczynia. Za kadym
razem, gdy okrt si przechyli, po pododze przetaczao si stadko ekwipunku
sportowego - piki do futbolu, do koszykwki, do bejsbola, a take, z jakiego
powodu, jedna kula bilardowa. W powietrzu polatyway kbki koziej sierci,
gromadzc si pod meblami. Kozie waciki? Kozie kotki?
Na nocnej szatce leay miska z wod, kupka zotych drachm, latarka i szklany
pryzmat do robienia tczy. Trener by najwyraniej dobrze przygotowany do
wysyania i odbierania mnstwa iryfonw.
Frank przypomnia sobie, co Piper mwia mu o dziewczynie Hedgea, nimfie
obokw, ktra pracowaa dla ojca Piper. Jak ona miaa na imi? Melinda?
Milieenta? Nie, Mellie.
- Yyy... z twoj dziewczyn, Mellie, wszystko w porzdku? - zapyta.
- Nie twj interes! - warkn satyr.
- Jasne.
Hedge przewrci oczami.
- No dobra! Skoro ju musisz wiedzie... tak, rozmawiaem z Mellie. Ale nie
jest ju moj dziewczyn.
- Och... - Franka szczerze to zmartwio. - Zerwalicie?
- Nie, ty gupku! Wysza za mnie! To moja ona!
Franka zamurowao.
- Trenerze... to... to wspaniaa nowina! Kiedy...? Jak...?
- Nie twj interes!
- Mmm... w porzdku.
Pod koniec maja. Tu zanim wyruszylimy na t wypraw. Nie chcielimy robi
zamieszania.
Frank poczu si tak, jakby okrt znowu si zakoysa, ale tym razecm to on sam
musia si zachwia. Stadko piek nadal tkwio pod cian.

I przez cay ten czas Hedge mia ju on? By nowoecem, a jednak


zdecydowa si wyruszy na wypraw? Nic dziwnego, e tak czsto korzysta z
iryfonu. Nic dziwnego, e wci tak zrzdzi i by wobec wszystkich opryskliwy.
A jednak... Frank wyczuwa, e co jeszcze si za tym kryje. Po tonie, w jakim
Hedge rozmawia! przez iryfion, mona byo pozna, e maonkowie o co si
spieraj.
- Nie chciaem podsuchiwa - powiedzia - ale... u niej wszystko gra?
- To bya rozmowa prywatna!
- Oczywicie. Nie ma sprawy.
- No dobra! Powiem ci. - Hedge wyrwa sobie kpk wosw z uda i puci j w
powietrze. - Wzia urlop na cae lato, opucia Los Angeles i przybya do Obozu
Herosw, bo pomylelimy... - gos mu si zaama. - Pomylelimy, e tam bdzie
bezpieczniej. No i teraz tkwi w obozie, ktry maj zaatakowa Rzymianie. Ona...
ona strasznie si boi.
Frank nagle uwiadomi sobie z ca moc, e ma na piersi odznak centuriona, a
na ramieniu wytatuowane litery SPQR.
- Przykro mi - mrukn. Ale skoro jest duchem oboku, to czy nie moe po
prostu... no wiesz... odlecie?
Palce trenera zacisny si na uchwycie kija bejsbolowego.
- Normalnie... tak. Ale widzisz... Ona jest w delikatnym stanie. To nie byoby
bezpieczne.
W delikatnym... Frank wytrzeszczy oczy. Ma mie dziecko? Bdziesz
ojcem?!
- Krzyknij troch goniej - burkn Hedge. - Bo ci nie dosyszeli w
Chorwacji.
Frank mimo woli si umiechn.
- Ale... trenerze, to niesamowite! Mae satyrztko? Albo nimfa? Bdziesz
fantastycznym ojcem.
Nie bardzo wiedzia, dlaczego tak pomyla, biorc pod uwag mio trenera do
kijw bejsbolowych i kopniakw z penego obrotu, ale by tego pewny.
Hedge jeszcze bardziej si nachmurzy.
- Zhang, idzie wojna. Nigdzie nie jest bezpiecznie. Mellie mnie potrzebuje.
Gdybym gdzie zgin...
- Hej, przecie nikt nie umrze.
Hedge spojrza mu w oczy. Wida byo, e w to nie wierzy.
- Zawsze miaem sabo do dzieci Aresa - mrukn. - Albo Marsa, jak wolisz.
Moe dlatego nie tuk ci na miazg za zadawanie tylu pyta.
- Ale ja nie...
- Dobra, powiem ci! Hedgc znowu westchn. - Kiedy byem na swojej
pierwszej wyprawie jako poszukiwacz pbogw, trafiem do Arizony. Po tego
dzieciaka, Clarisse.

- Clarisse?
- Twoj siostr przyrodni. Crk Aresa. Ostra bya. Wojownicza. Duy
potencja. W kadym razie miaem tam sen. O mojej mamie. Ona... ona bya nimf
obokw, jak Mellie. nio mi si, e jest w tarapatach i potrzebuje mojej pomocy.
Powiedziaem sobie: No nie, to przecie tylko sen. Kto by skrzywdzi tak sodk
star nimf? A zreszt musz sprowadzi tego maego pboga w bezpieczne
miejsce". Wic ukoczyem misj, przyprowadziem Clarisse do Obozu Herosw.
Dopiero potem wybraem si, by sprawdzi, co jest z moj mam. Za pno.
Frank obserwowa, jak kbek kozich wosw lduje na kocu kija bejsbolowego.
- Co si z ni stao?
Hedge wzruszy ramionami.
- Nie mam pojcia. Ju nigdy jej nie zobaczyem. Moe gdybym wtedy przy niej
by, gdybym wrci wczeniej...
Frank chcia powiedzie co pocieszajcego, ale nie wiedzia co. Jego matka
zgina na wojnie w Afganistanie i dobrze wiedzia, jak puste mog by sowa:
Bardzo mi przykro".
- Speniae swj obowizek - powiedzia. - Ocalie ycie pboga.
Hedge chrzkn.
- A teraz ycie mojej ony i nienarodzonego dziecka jest zagroone - s p
wiata std, a ja nie mog nic zrobi, eby im pomc.
- Przecie robisz co. Jestemy tu, by powstrzyma gigantw od przebudzenia
Gai. To najlepszy sposb, by zapewni bezpieczestwo naszym bliskim.
- Tak. Chyba tak.
Frank pragn powiedzie co wicej, by doda mu otuchy, ale ra rozmowa
spowodowaa, e sam zacz si martwi o kadego, kogo pozostawi, wyruszajc na
t wypraw. Teraz, kiedy legion pomaszerowa na wschd, kto obroni Obz Jupiter
przed tymi wszystkimi potworami wychodzcymi na wiat przez Wrota mierci? A
jego przyjaciele z Pitej Kohorty... Jak musz si czu, kiedy Oktawian rozkaza im
maszerowa na Obz Herosw? Zapragn tam by, choby po to, by tej gnidzie,
temu niewydarzonemu augurowi, wepchn w gardo jakiego pluszowego misia.
Okrt wychyli si do przodu. Stadko ekwipunku sportowego potoczyo si pod
koj trenera.
- Cumujemy - powiedzia Hedge.- Lepiej chodmy na pokad.
- Susznie - zgodzi si Fmnk ochrypym gosem.
-Jeste wcibskim Rzymianinem, Zhang.
- Ale...
- Idziemy. I nikomu ani sowa o tym, o czym rozmawialimy, ty paplo.
Podczas gdy inni zajci byli powietrznym cumowaniem okrtu, Leo chwyci
Franka i Hazel za ramiona i pocign do balisty rufowej.
- No wic posuchajcie. Oto mj plan.

Hazel zmruya oczy.


- Nienawidz twoich planw.
- Potrzebne mi jest magiczne drewienko. Szybko!
Franka zatkao. Hazel cofna si, instynktownie zakrywajc rk kiesze kurtki.
- Leo, nie moesz...
- Znalazem rozwizanie. - Leo zwrci si do Franka. - Ty odegrasz gwn
rol, ale ja ci ochroni.
Frank pomyla, e ju tyle razy widzia, jak z palcw Leona buchaj pomienie.
Wystarczy jego jeden faszywy ruch i moe spon drewienko, od ktrego zaley
ycie Franka.
Ale nie wiadomo dlaczego nie poczu strachu. Od czasu pokonania krowich
potworw w Wenecji ju nie myla o kruchoci swojego ycia. Tak, nawet maleki
pomyk moe go zabi. Ale przecie wyszed cao z tylu niewiarygodnych zagroe i
tata byl z niego dumny. Frank uzna, e bez wzgldu na to, jaki czeka go los, nie
bdzie si tym przejmowa. Po prostu zrobi wszystko, co w jego mocy, by pomc
swoim przyjacioom.
A poza tym Leo sta si taki powany. Jego oczy wci byy pene dziwnej
melancholii, jakby przebywa w dwch miejscach jednoczenie, i nic nie
wskazywao, by cho troch artowa.
- Zrb to, Hazel powiedzia - Frank.
- Ale... Haze wzia gboki oddech. - Dobra.
Wyja drewienko i podaa Leonowi.
W doniach Leona nie byo wiksze od rubokrtu. Wci byo nadpalone z
jednego koca, po tym jak Frank uy go, by przepali lodowe acuchy, ktrymi byl
przykuty bg Tanatos na Alasce.
Leo wyj z kieszeni swojego pasa na narzdzia kawaek biaej tkaniny.
- Popatrzcie!
Frank zmarszczy czoo.
- Chusteczka?
- Biaa flaga? - prbowaa zgadn Hazel.
- Nie, o niewierni! To jest woreczek utkany z naprawd niesamowitej tkaniny...
Podarunek od mojego przyjaciela.
Wsun drewienko do woreczka, ktry cign spiowym drucikiem.
- Zamknicie jest ju moim wynalazkiem - owiadczy z dum.
- Troch si napracowaem, wplatajc ten drucik w tkanin, ale teraz woreczek
si nie otworzy, jeli si tego nie zapragnie. Tkanina jest przewiewna jak zwyke
ptno, wic drewienko czuje si w woreczku dokadnie tak, jak w kieszeni kurtki
Hazel.
- Och... To na czym polega rnica? - zapytaa Hazel.
- Trzymaj to, ebym ci nie przyprawi o atak serca. - Leo rzuci woreczek
Frankowi, ktry o mao co niec wypuci go z rki.

Leo wezwa do swojej prawej doni kul biaego ognia. Wycign nad
pomieniami lew do, umiechajc si, gdy zaczy liza rkaw jego kurtki.
- Widzicie? Nie pali si!
Frank nie zamierza si spiera z facetem, ktry trzyma w doni kul ognia, ale
wyjka:
- Yyy... jeste ognioodporny...
Leo przewrci oczami.
- No tak, ale musz si bardzo skupi, jeli nie chc, eby mi si spalio
ubranie. A teraz wcale si nie skupiam, kumacie? To ta tkanina jest cakowicie
ogriotrwaa. A to znaczy, e w tym woreczku drewienko nigdy si nie zapali.
Hazel nie wygldaa na przekonan.
- Skd masz pewno?
- Ale mi si trafili oporni suchacze! - Leo zgasi pomie. -Chyba tylko to zdoa
was przekona.
Wycign rk do Franka.
Och... nie, nie. Frank cofn si. Nage opucia go odwaga; wszystkie myli o
akceptacji swojego losu wyday mu si bardzo odlege. Nie byo rozmowy, Leo.
Dziki, ale ja.., ja nie mog...
- Stary, przecie mi ufasz.
Frankowi szybciej zabio serce. Ufa Leonowi? No pewnie... jeli chodzi o silnik.
O jaki psikus. Ale jeli chodzi o ycie?
Przypomnia sobie dzie, w ktrym mknli w podziemnej pracowni w Rzymie.
Gaja zapewnia ich, e wszyscy troje umr w tym pomieszczeniu. A Leo obieca, e
wycignie jego i Hazel z tej puapki. I dotrzyma sowa.
Teraz przemawia z tak sam pewnoci.
- No dobra. - Frank wrczy woreczek Leonowi. -Tylko mnie nie zabij.
Z doni Leona buchny pomienie. Woreczek nawet si nie osmali.
Frank czeka, a stanie si co strasznego. Policzy do dwudziestu, ale nada y.
Poczu si tak, jakby tu nad mostkiem rozpuszcza mu si blok lodu zamarznita
gruda strachu, do ktrego tak ju przywyk, e nawet o nim nie myla, dopki strach
nie przemin.
Leo zgasi ogie. Spojrza na Frankau, mairszczc brwi.
- Kto jest twoim najlepszym kumplem?
- Frank, nie odpowiadaj - powiedziaaHazel. - Ale... Leo, to byo niesamowite.
- Prawda? Wic kto chce wzi to nowe, superbezpieczne drewienko?
- Ja je wezm - owiadczy Frank.
Hazel cigna usta. Opucia powieki, moe dlatego, by Frank nie dostrzeg w
nich alu. Chronia to drewienko w wielu gronych sytuacjach. Byo znakiem
zaufania midzy nimi, symbolem czcej ich wizi.
- Hazel, nie bierz sobie tego do serca - powiedzia Frank najagodniejszym

gosem, na jaki potrafi si zdoby. - Nie umiem tego wyjani, ale... ale mam
przeczucie, e w Domu Hadesa czeka mnie jakie wyzwanie. Musz sam dwiga
swj ciar.
Jej zote oczy byy pene wspczucia.
- Rozumiem. Ja tylko... si martwi.
Leo rzuci Frankowi woreczek. Ten przywiza go sobie do pasa. Dziwnie si
poczu, majc drewienko na wierzchu po tylu miesicach, w ktrych je ukrywa.
- I... Leo... dziki.
Jedno sowo za tak wielki dar? Ale Leo si umiechn.
- A od czego s genialni przyjaciele?
- Hej, herosi! zawoaa z rufy Piper. - Lepiej tu przyjdcie. Musicie to
zobaczy.
***
Ujrzeli rdo czarnych byskawic.
,,Argo II" zawis dokadnie nad rzek. Kilkaset metrw dalej, na szczycie
najbliszego wzgrza, widniay jakie ruiny. Nic szczeglnego - po prostu szcztki
murw otaczajce wapienne skorupy paru budowli - ale gdzie z tych ruin wycigay
si ku niebu macki czarnego eteru, jakby jaka dymna kaamarnica wygldaa ze
swojej jamy. Nagle piorun czarnej energii rozdar niebo, wstrzsajc okrtem i
omiatajc krajobraz zimn fal uderzeniow.
- Nekromantejon - powiedzia Nico. Dom Hadesa.
Frank zacisn palce na relingu. Pomyla, e chyba ju za pno, by namawia
do powrotu. Zatskni za potworami, z ktrymi walczyli w Rzymie. I za jadowitymi
krowami, ktre ciga w Wenecji.
Piper obja si ramionami.
- Czuj si atwym upem tu, nad t rzek. Nie lepiej opuci si na ni?
- Nie radz powiedziaa Hazel. - To Acheron.
Jason zmruy oczy w blasku soca.
- Mylaem, e Acheron jest w Podziemiu.
- Bo jest. Ale wypywa z naszego wiata. Ta rzeka pod nami? Wpywa pod
ziemi, prosto do krlestwa Plutona... eee... Hadesa. Osadzenie okrtu pbogw na
tych wodach...
- Tak, zostamy tutaj - powiedzia Leo. - Nie ycz sobie adnej upiornej wody
na pokadzie mojego okrtu.
Jakie p kilometra dalej kilka odzi rybackich pyno z biegiem rzeki. Frank
pomyla, e ci rybacy nie majpojcia ani o dziejach tej rzeki, ani o grozie, jaka si
w niej czai. Dobrze by zwykym miertelnikiem...
Stojcy koo niego Nico di Angelo unis bero Dioklecjana. Kula zapona
purpurowym blaskiem, jakby witaa czarn burz. Moe to i rzymski zabytek, ale we
Franku wzbudza niepokj. Jeli naprawd ma moc wezwania legionu zmarych...
no... Frank nie by pewny, czy to rzeczywicie dobry pomys.

Jason powiedzia mu kiedy, e dzieci Marsa maj podobn zdolno. Co


oznaczao, e Frank mgby wezwa zastpy onierzy, ktrzy stracili ycie w
jakiej przegranej bitwie. Nigdy tego nie zrobi, moe dlatego, e zbyt go to
przeraao. Za bardzo si ba, e sam stanie si jednym z tych duchw, gdyby to oni
przegrali t wojn - skazany na to, by wiecznie paci za swoje bdy, zakadajc, e
bdzie jeszcze kto, kto go wezwie.
- Wic... yy... Nico - Frank pokaza na bero - ju wiesz, jak si nim posugiwa?
- Dowiem si w swoim czasie. - Nico wpatrywa si w czarne macki
wydobywajce si z ruin. - Nie zamierzam prbowa, dopki nie bd musia. Wrota
mierci ju dziaaj na penych obrotach, wypuszczajc na wiat potwory Gai.
Gdybymy i my zaczli wzywa zmarych. Wrota mogyby run, a wtedy midzy
Podziemiem i naszym wiatem otworzyaby si szczelina, ktrej nikt nie potrafiby
zamkn.
Trener Hedge chrzkn.
- Nie znosz sezelin midzy wiatami. Lepiej idmy tam i rozwalmy kilka
bw.
Frank spojrza na jego ponur min. Nage wpad mu do gowy pewien pomys.
- Trenerze, powiniene zosta na pokadzie i osania nas ogniem balisty.
IHedge zmarszczy czoo.
Ja miabym tutaj pozosta? Ja? Jestem waszym najlepszym onierzem!
Moemy potrzebowa wsparcia z powietrza. Tak jak w Rzymie. Ocalie nasze
braccae.
Nie doda: I chc, eby wrci ywy do swojej ony i dziecka".
Hedge najwyraniej odgad t intencj. Twarz mu zagodniaa. W oczach
pojawia si ulga.
- No... - mrukn - chyba rzeczywicie kto bdzie musia ocali wam braccae.
Jason poklepa go po ramieniu. Potem kiwn gow do Franka, jakby chcia
wyrazi mu wdziczno.
- A wic to ustalone. A my wszyscy - do ruin. Ju czas rozprawi si z
potworami Gai.

LXVI
FRANK
Mimo poudniowego upau i szalejcej burzy miertelnej energii grupka
turystw wspinaa si ku ruinom. Na szczcie nie byo ich wielu i nie zwrcili
uwagi na pbogw.
Po bieganiu w tumie po Rzymie Frank przesta si martwi o to, e kto zwrci

na niego uwag. Skoro mogli wlecie trirem do Koloseum, strzelajc z balisty, i nie
spowodowali nawet korka w ruchu ulicznym, to chyba mog pozwoli sobie na
wszystko.
Prowadzi Nico. Na szczycie wzgrza przeleli przez resztki muru obronnego i
weszli do dugiego wykopu archeologicznego. Idc nim, stanli w kocu przed
kamiennymi odrzwiami wiodcymi vv gb zbocza wzgrza. miertelna burza
zdawaa si rodzi tu nad ich gowami. Patrzc na kbice si macki ciemnoci,
Frank poczu si tak, jakby uwizl na dnie sedesu, w ktrym kto spuci wod. To
naprawd nie uspokoio mu nerww.
Nico spojrza po wszystkich.
- Od tego miejsca bdzie ciko.
- Super - powiedzia Leo. - Bo do tej pory nudziem si jak mops.
Nico rzuci mu gniewne spojrzenie.
Zobaczymy, na jak dugo starczy ci poczucia humoru. Pamitajcie, e do tego
miejsca przychodzili pielgrzymi, by porozumie si ze swoimi zmarymi przodkami.
Tami, pod ziemi, zobaczycie rzeczy, na ktre trudno patrze, i usyszycie gosy,
ktre bd prboway was zwodzi, ebycie zabdzili w mrocznych tunelach.
Frank, masz te jczmienne ciasteczka?
- Co?
Frank myla wanie o swojej babci i o mamie, zastanawiajc si, czy mog mu
si pokaza. Po raz pierwszy od wielu dni gosy Aresa i Marsa znowu zaczy
brzcze mu w gowie, spierajc si o swj ulubiony rodzaj gwatownej mierci.
- Ja je mam - powiedziaa Hazel.
Wycigna magiczne jczmienne sucharki, upieczone z mki, ktr da im w
Wenecji Triptolemos.
- Zjedzcie je - poradzi im Nico.
Frank przeu swoje ciasteczko mierci i z trudem przekn. Smakowao, jakby
je wypieczono z trocin.
- Mniam, mniam - wykrztusia Piper.
Bya crk Afrodyty, ale nawet ona musiaa si skrzywi.
- Dobra. - Nico przekn ostami ks ciasteczka. - To powinno nas ochroni
przed dziaaniem trucizny.
- Trucizny? - powtrzy Leo. - Gdzie? Kiedy? Bo ja uwielbiam trucizny.
- Wkrtce - potwierdzi Nico.- I trzymajmy si razem, to moe si nie pogubimy
i nie oszalejemy.
I po tej optymistycznej uwadze powid ich pod ziemi.
Tunel wi si agodnie, opadajc w d. Sklepienie podtrzymyway uki z biaego
kamienia, przypominajce Frankowi ebra wieloryba.
Hazel przejechaa doni po murze.
- To nie bya cz wityni - szepna. To bya... piwnica jakiej willi
zbudowanej w pniejszych czasach.

Frankowi wydao si dziwne, e Hazel potrafi tyle powiedzie o jakim


podziemiu, w ktrym znalaza si po raz pierwszy. Ale wiedzia, e nigdy si nie
mylia.
- Willa? - zapyta. - Tylko mi ne mw, e trafilimy nie tam, gdzie trzeba.
- Dom HIadesa jest pod nami - zapewni go Nico. - Ale Hazel ma racj. Te
wysze poziomy s o wiele pniejsze. Kiedy archeologowie po raz pierwszy
rozkopali to miejsce, pomyleli, e znaleli Nekromantejon. Dopiero pniej zdali
sobie spraw, e to zbyt wspczesne ruiny, i uznali, e nie warto tu szuka. Pomylili
si. Po prostu za pytko kopali.
Minli zakrt i zatrzymali si.Przed nimi tunel koczy si masywnym
kamiennym blokiem.
- To zawa? - zapyta Jason.
- To test - odrzek Nico. - HIazel, bd tak askawa...
Hazel podesza do gazu. Przyoya do niego do i natychmiast rozsypa si w
py.
Tunel zadygota. Na sklepieniu pojawiy si szczeliny. Przez jedn straszn
chwil Frank wyobrazi sobie, e zaraz zmiad ich tony ziemi - marny rodzaj
mierci po tym wszystkim, przez co ju przeszli. Potem drenie usiao. Py opad.
W gb ziemi wiody krte schody. Beczukowate sklepienie podparte byo
gciej osadzonymi ukami z polerowanego czarnego kamienia. Patrzc na te
opadajce w d uki, Frank poczu zawrt gowy, jakby spoglda w zwierciado
odbijajce w nieskoczono samo siebie. Na cianach widniay topornie
namalowane czarnc krowy idce w d.
- Ja naprawd nie lubi krw - mrukna Piper.
- Ja te - przyzna Frank.
- To bydo Hadesa - powiedzia Nico. - Symbol...
- Patrzcie. - Frank wycign rk.
Na pierwszym stopniu schodw lni zoty kielich. Frank by pewny, ze jeszcze
chwil przedtem go tam nic byo. Kielich by peen ciemnozielonego pynu.
- Huraaa mrukn ponuro Leo. - To chyba nasza trucizna.
Nico podnis kielich.
- Stoimy w staroytnym wejciu do Nekromantejonu. lBy tu Odyseusz i byo
wielu innych herosw. Przyszli do zmarych po rad.
- A zmarli poradzili im, by natychmiast std odeszli? - zapyta Leo.
- Ja bym usuchaa - powiedziaa Pi per.
Nico upi z kielicha i poda go Jasonowi.
- Mwie mi o zaufaniu i o podejmowaniu ryzyka, tak? No to teraz twoja kolej,
synu Jupitera. Ufasz mi?
Frank nie wiedzia, o czym Nico mwi, ale Jason si nie zawaha. Wzi kielich i
wypi yk zielonego pynu.

Kielich kry z rk do rk. Kady wypi yk trucizny.Czekajc na swoj kolej,


Frank stara si powstrzyma mdoci i drenie ng. Zastanawia si, co by
powiedziaa jego babcia, gdyby go teraz widziaa.
Pewnie: Gupi jeste, Fai Zhang! Jak twoi przyjaciele pij trucizn, to ty te to
zrobisz?"
Wypi jako ostatni. Zielony pyn w smaku przypomina rozwodniony sok
jabkowy. Wypi do dna. Kielich zamieni si w dym w jego rkach.
Nico z satysfakcj pokiwa gow.
- Moje gratulacje. Zakadajc, e ta trucizna nas nie zabije, powinnimy odnale
drog przez pierwszy poziom Nekromantejonu.
- Tylko przez pierwszy poziom? - zapytaa Piper.
Nico zwrci si do Hazel i wskaza rk schody.
- Prowad, siostro.
Frank bardzo szybko cakiem si pogubi. Schody rozdzielay si na trzy odnogi.
Gdy tylko Hazel wybraa jedne z nich, te po chwili znowu si rozdzielay.
Prowadziy ich pltanin tuneli i byle jak wyciosanych w skale komr grobowych, a
kada wygldaa tak samo - w cianach widniay nisze, w ktrych zapewne niegdy
spoczyway ciaa zmarych. Na ukach nad wejciami namalowane byy czarne
krowy, biae topole i sowy.
- Mylaem, e sowa jest symbolem Minerwy - mrukn Jason.
- Sowa pomykwka jest jednym ze witych zwierzt Hadesa -odrzek Nico. Jej krzyk to zy omen.
Tdy - Hazel pokazaa na wejcie, ktre niczym si nie rnio od innych. Tylko to wejcie nie zawali si na nas.
- No, to dobrze wybraa - powiedzia Leo.
Frank poczu si tak. jakby zegna si ze wiatem ywych. Skra mu cierpa i
zastanawia si, czy to uboczny skutek wypicia trucizny. Drewienko uwieszone u
pasa wydawao si jakby nieco cisze. W upiornym blasku swojego magicznego
ora jego przyjaciele wygldali jak rozdygotane widma.
Zimny powiew musn. mu twarz. Ares i Mars w jego gowie zamilkli, ale
zdawao mu si, e syszy jakie inne gosy nawoujce go szeptem z bocznych
korytarzy, by zboczy z drogi, podszed bliej i posucha, co mu chc powiedzie.
W kocu doszli do ukowatego wejcia pokrytego rzebami ludzkich czaszek - a
moe to byy ludzkie czaszki wryte w ska? W fioletowym wietle bera
Dioklecjana puste oczodoy zdaway si mruga.
Frank o mao co nie uderzy glow w sufit, gdy Hazel pooya mu rk na
ramieniu.
To jest wejcie do drugiego poziomu. Lepiej najpierw sama tam zajrz.
Frank nie zdawa sobie sprawy z tego, e zatrzyma si ju w samym wejciu.
- Och... oczywicie... - Odsun si w bok,
Hazel przebiega palcami po czaszkach.

- Na progu nie ma adnych puapek, ale... co dziwnego si dzieje. Mj


podziemny zmys zmtnia... jakby kto dziaa przeciwko mnie, ukrywajc to, co
jest przed nami.
- Moe to ta czarodziejka, przed ktr ostrzegaa ci Hekate? - zapyta Jason. Ta, ktr Leo zobaczy w swoim nie. Jak ona miaa na imi?
Hazel przygryza warg.
- Lepiej nie wymawia jej imienia. Ale bdmy czujni. Jedno jest pewne: od rego
miejsca zmarli s silniejsi od ywych.
Frank nie mia pojcia, skd Hazel to wie, ale jej uwierzy. Dochodzce z
ciemnoci szepty zdaway si coraz goniejsze. Dostrzeg jaki ruch w mroku. Po
rozbieganych oczach przyjaci pozna, e i oni co widz.
- Gdzie s potwory? - zapyta. Mylaem, e Gaja ma ca armi strzegc
Wrt.
Nie wiem - odrzek Jason. Jego blada skra bya teraz zielona jak trucizna z
kielicha. - Ale chyba wolabym ju bezporednie starcie.
Lepiej nie wypowiadaj takich ycze, kole. Leo wezwa do rki kul ognia i
Frank po raz pierwszy by rad, widzc pomienie.
- Jeli chodzi o mnie, to mam nadziej, e nikogo nie ma w domu. Wchodzimy,
odnajdujemy Percyego i Annabeth, niszczymy Wrota mierci i wychodzimy.
Moemy odwiedzi sklepik z pamitkami.
- Jasne powiedzia Frank. - I tak si stanie.
Tunel zadygota. Ze sklepienia posypay si kawaki tynku i kamienie.
Hazel chwycia Franka za rk.
- Mao brakowao mrukna. - Te korytarze nie wytrzymaj troch silniejszego
wstrzsu.
- Wrota mierci znowu si otworzyy - powiedzia Nico.
- To si dzieje co pitnacie minut zauwaya Piper.
- Co dwanacie poprawi j Nico, ale nie wyjani, skd to wie. - Musimy si
pospieszy. Percy i Annabeth s ju blisko. I co im grozi. Wyczuwam to.
Ruszyli w d. Korytarze byy teraz coraz szersze, a sklepienia coraz wysze: w
kocu wyrastay na wysoko a szeciu metrw, a zdobiy je dopracowane malunki
sw wrd gazi biaej topoli. Wiksza przestrze sprawia, e Frank poczu si
troch lepiej, ale wci myla o ich sytuacji z punktu widzenia taktyki walki,
Tunele byy do due, by pomieci wielkie potwory, nawet gigantw. Peno byo
zakrtw nadajcych si na zasadzki. atwo mogli zosta zaatakowani z boku lub
okreni. Opcje odwrotu te nie byy najlepsze.
Wszystkie instynkty wzyway go do opuszczenia tych tuneli. Nie wida byo
adnych potworw, ale oznaczao to tylko, e czaj si w mroku, wyczekujc na
dogodn chwil, by zastawi na nich puapk. Wiedzia o tym, ale nie mg na to nic
poradzi. Musz odnale Wrota mierci.

Leo przybliy swoje pomienie do ciany. Frank zobaczy staroytne greckie


graffiti wyskrobane w kamieniu. Nie zna greki, ale domyla si, e to jakie
modlitwy lub proby do zmarych wypisane przez pielgrzymw przed tysicami lat.
Posadzka bya zasana glinianymi skorupami i srebrnymi monetami.
- To ofiary? - zapytaa Pi per.
- Tak - odrzek Nico. - Jeli si chce, eby pojawili si twoi przodkowie, trzeba
zoy ofiar.
- Moe nie skadajmy adnych ofiar - mrukn Jason.
Nikt nie oponowa.
- Dalej tunel nie jest ju tak stabilny - ostrzega ich Hazel. - Posadzka moe...
no dobra, po prostu idcie za mn. Stawiajcie stopy dokadnie tam, gdzie ja je
postawi.
Ruszya naprzd. Frank turz, za ni - nie dlatego, e czu si tak dzielny, ale
dlatego, e chcia by blisko niej, gdyby potrzebowaa jego pomocy. Gosy boga
wojny znowu zaczy si spiera w jego gowie. Wyczuwa zagroenie - teraz ju
bardzo bliskie.
Fai Zhang.
Znieruchomia, ten glos... to nie by gos Aresa ani Marsa. Zdawa si dochodzi
tu z boku, z prawej strony, jakby kto szepta mu do ucha.
- Frank?- usysza za plecami szept Jasona. - Hazel, zatrzymaj si na chwil.
Frank, co si dzieje?
- Nic - mrukn Frank. - Ja tylko...
Pylos - powiedzia glos. - Czekam na ciebie w Pylos.
Frank poczu si tak, jakby trucizna podesza mu do garda. Strach nie bv mu
obcy. Ba si ju wiele razy. Sta nawet przed bogiem mierci. Ale ten gos przeraa
go w inny sposb. Przenika a do koci, jakby wiedzia o nim wszystko - o jego
kltwie, o jego yciu, o jego przyszoci.
Babcia zawsze dbaa o oddawanie czci przodkom. Chiska specjalno. Trzeba
uspokoi duchy. Trzeba je traktowa powanie.
Frank uwaa to za gupie przesdy. Teraz zmieni zdanie. .\ie mia cienia
wtpliwoci... ten gos nalea do jednego z jego przodkw.
- Frank, nie ruszaj si powiedziaa ostrzegawczym tonem Hazel.
Spojrza w d i zda sobie spraw, e o mao co nie postawi stopy tam, gdzie
nie powinien.
- Jeli macie przey, ty musisz ich poprowadzi - powiedzia gos.
- Po przerwie ty musisz obj dowodzenie.
- Poprowadzi dokd? zapyta na gos.
Ale gos si ulotni. Frank wyczuwa jego nieobecno, jakby nagle wyparowa.
- Ej, wielkoludzie - odezwa si Leo. Mgby przesta nas straszy? Bardzo
prosz i z gry dzikuj.
Wszyscy patrzyli na Franka z niepokojem.

- Nic mi nie jest wymamrota. - Tylko... ten gos.


Nico pokiwa gow.
- Ostrzegaem was. A bdzie jeszcze gorzej. Powinnimy...
Hazel uniosa rk.
Zaczekajcie tutaj. Wszyscy.
Frankowi nie bardzo si to podobao, ale ruszya naprzd sama. Odliczy do
dwudziestu trzech, zanim wrcia. Twarz miaa cignit i zamylon.
- Przed nami straszne pomieszczenie - ostrzega ich. - Nie spanikujcie.
- Te dwa komunikaty nie pasuj do siebie - mrukn Leo.
Weszli za Hazel do wielkiej jaskini przypominajcej kolist katedr, ze
sklepieniem tak wysokim, e gino w mroku. Wybiegao z niej mnstwo tuneli, a z
kadego napyway widmowe gosy. Ale najwikszy niepokj wzbudzia we Franku
posadzka. Bya to makabryczna mozaika z koci i klejnotw - ludzkie koci udowe,
miednice i ebra pomieszane i sprasowane razem w gadk powierzchni, upstrzon
diamentami i rubinami. Koci tworzyy wzory, niby szkielety akrobatw splatajce
si ze sob, by ochroni drogie kamienie istny taniec mierci i bogactwa.
- Nie dotykajcie niczego - powiedziaa Hazel.
- Nie miaem zamiaru - mrukn Leo.
Jason przebieg wzrokiem wejcia do tuneli.
- Ktrdy teraz?
Nico po raz pierwszy mia niepewn min.
- To musi by pomieszczenie, w ktrym kapani wzywali najpotniejsze duchy.
Jeden z tych korytarzy prowadzi gbiej, do trzeciego poziomu i otarza samego
Hadesa. Ale ktry?
- Ten. - Frank wskaza rk.
W wejciu do tunelu po drugiej stronie sali sta widmowy rzymski legionista,
zapraszajcy ich do rodka skinieniem. Twarz mia mglist, niewyran, ale Frank
czu, e duch patrzy prosto na niego.
Hazel zmarszczya brwi.
- Dlaczego wanie ten?
- Nie widzicie tego ducha? - zapyta Frank.
- Ducha? - zdziwi si Nico.
No... skoro Frank widzi ducha, ktrego nie mog zobaczy dzieci Podziemia, to
co jest nie tak. Poczu si tak, jakby posadzka zawibrowaa pod jego stopami. A po
chwili zda sobie spraw, e posadzka naprawd wibruje.
- Musimy tam wej - powiedzia. - Idziemy!
Hazel stana przed nim, eby go zatrzyma.
- Zaczekaj, Frank! Ta posadzka nie jest stabilna, a pod ni... no, nie wiem, co
jest pod ni. Musz wyszuka bezpieczne przejcie.
- Wic zrb to, tylko prdko.

Zdj uk i ruszy za Hazel szybkim krokiem. Leo tu za nim, eby im powieci.


Reszta sza za nimi w milczeniu. Frank czu, e wystraszy przyjaci, ale nic nie
mg na to poradzi. Instynkt mwi mu, e maj zaledwie kilka sekund, zanim...
Legionista rozpyn si w powietrzu. Jaskini wypeniy potworne ryki
tuziny, moe setki potworw nadchodziy ze wszystkich stron. Frank rozpozna
skrzekliwe wycie ziemistych, pisk gryfonw, gardowe okrzyki bojowe cyklopw wszystkie odgosy, ktre pamita z bitwy o Nowy Rzym, wzmocnione teraz w
podziemiu, dudnice echem w jego gowie, zaguszajce gosy boga wojny.
- Hazel, nie zatrzymuj si! - zawoa Nico.
Wycingn zza pasa bero Dioklecjana. Piper i Jason dobyli mieczy. Potwory
wpady do jaskini.
Stra przednia szecioramiennych ziemistych miotaa kamienie, ktre
potrzaskay wysadzan komi i klejnotami posadzk jak lodow tafl. rodek
posadzki rozdara szczelina, biegnc prosto ku Leonowi i Hazel.
Nie byo czasu na ostrzeenie. Frank osoni przyjaci i caa trjka popdzia
przez jaskini ku wejciu do tunelu, a nad ich gowami migay kamienie i
oszczepy.
- Naprzd! - krzycza Frank. - Szybko, szybko!
Hazel i Leo wpadli do tunelu, chyba jedynego, w ktrym nie byo potworw.
Frank nie by pewny, czy to dobry znak.
Dwa metry dalej Leo odwrci si.
- A oni?
Ca ta jaskinia zadygotaa. Frank spojrza za siebie i opucia go odwaga, Jaskini
dzielia teraz przepa szeroka na pitnacie metrw. Oba brzegi czyy tylko dwa
rozchwiane pasy kocianej posadzki. Ciba potworwtoczya si po przeciwnej
stronie przepaci, wyjc z zawodu i miotajc wszystkim, co im wpado pod rk, a
nawet swoimi towarzyszami. Niektre prboway przebiec po tych dwch mostach,
ktre zaamyway si z trzaskiem pod ich ciarem.
Jason, Piper i Nico stali na bliszym brzegu przepaci, ale otacza ich krg
cyklopw i piekielnych psw. Coraz wicej potworw wysypywao si z bocznych
korytarzy, a w powietrzu kryy gryfony.
Byo oczywiste, e trjka pbogw nie zdoa dotrze do tunelu. Gdyby Jason
sprbowa przeniec ich powietrzem, zestrzelono by ich w locie.
Frank przypomnia sobie gos swojego przodka: Po przerwie ty musisz obj
dowodzenie".
- Musimy im pomc - powiedziaa Hazel.
Frank myla gorczkowo, dokonujc kalkulacji taktycznych. Wiedzia
dokadnie, co moe si sta -gdzie i kiedy jego przyjaci dopadn wrogowie, jak
caa szstka zginie w tej jaskini... chyba e on zmieni wynik tego rwnania.
- Nico! - zawoa. - Bero!
Nico unis bero Dioklecjana i ca jaskini wypenio purpurowe wiato.

Duchy powychodziy z przepaci i wysypay si ze cian - cay rzymski legion w


penym uzbrojeniu. Przyjmoway fizyczn posta kroczcych szkieletw, ale
wydawao si, e nie wiedz, co robi dalej. Jason wykrzykiwa po acinie rozkazy,
by formoway si w szyki bojowe i atakoway. Duchy kryy midzy potworami,
powodujc chwilowe zamieszanie, ale nie na dugo.
Frank zwrci si do Hazel i Leona.
- Idcie dalej sami.
Hazel wytrzeszczya na niego oczy.
- Co?! Nie!
- Musicie. - By to najtrudniejszy wybr, jakiego w yciu dokona, ale innego
nie byo. - Odnajdcie Wrota. Uratujcie Annabeth i Percy ego.
- Ale... - Leo spojrza ponad ramieniem Franka. - Padnij!
Frank pad, gdy nad ich gowami runa masa kamieni. Kiedy wsta, krztuszc
si, cay pokryty pyem, wejcia do tunelu ju nie byo. Zawali si kawa ciany,
teraz widnia tam tylko stos dymicego gruzu.
- Hazel... - gos mu si zaama.
Musia mie nadziej, e ona i Leo ocaleli i s tam, po drugiej stronie. Nie by w
stanie myle inaczej.
Wezbra w nim gniew. Odwrci si i ruszy ku armii potworw.

LXVII
FRANK
Frank nie bardzo zna si na duchach, ale ci zmarli legionici musieli by
pbogami, bo wszyscy zachowywali si, jakby mieli A DHD.
Wyazili z przepaci, po czym bkali si bez celu, wpadajc jeden na drugiego
bez wyranej przyczyny, spychajc si z powrotem w czelu, strzelajc z ukw w
powietrze, jakby prbowali polowa na muchy, aod czasu do czasu, cakiem
bezwiednie, ciskajc oszczepem, mieczem lub towarzyszem w kierunku wroga.
A tymczasem armia potworw gstniaa i wpadaa w coraz wiksz wcieko.
Ziemici ciskali kamieniami, ktre miadyy kocianych legionistw, jakby byli z
papieru. Kobiece demony z niepasujcymi do siebie nogami i pomienistymi
wosami (Frank domyla si, e to empuzy) kapay zbami i wykrzykiway
rozkazy. Grupy cyklopw nacieray, kroczc po rozchwianych mostach, a podobne
do fok humanoidy - telchiny, takie jak te, ktre Frank widzia w Atlancie - ciskay
ponad przepaci fiolkami z greckim ogniem. W tumie potworw byo nawet klika
dzikich centaurw, ktre wystrzeliway ponce strzay i miadyy kopytami
swoich mniejszych towarzyszy. Wikszo potworw wyposaona bya w jak

ognist bro. Drewienko Franka spoczywao teraz bezpiecznie w nowym,


ogniotrwaym woreczku, ale mimo to nerwy mia okropnie napite.
Przepycha si przez cib martwych Rzymian, zabijajc potwory strzaami z
uku, pki nie zabrako mu strza. Powoli par ku swoim przyjacioom.
Troch pniej zawitao mu w gowie - och! - e powinien zamieni si w co
wielkiego i potnego, w co takiego jak niedwied lub smok. Gdy tylko o tym
pomyla, rami przeszy mu ostry bl. Zachwia si, spojrza w d i ze zdumieniem
dostrzeg grot strzay wystajcy z lewego bicepsa. Rkaw byl przesczony krwi.
Zakrcio mu si w gowie. Ale przede wszystkim ogarn go gniew. Sprbowa
zamieni si w smoka - nadaremnie. Bl nie pozwala mu si skupi. Moe nie jest
w stanie zmieni si w co, kiedy jest ranny?
Super - pomyla. Teraz ju wiem".
Odrzuci uk i chwyci miecz, ktry wypad z rki powalonego... no, nie bardzo
wiedzia co to byo... jakiego gada z grubymi wami zamiast ng. Zacz sobie
wyrbywa tym mieczem drog, nie zwaajc na bl i ciekajc mu po ramieniu
krew.
Jakie pi metrw przed nim Nico wymachiwa swoim czarnym mieczem, w
drugiej rce trzymajc bero Dioklecjana. Wci wykrzykiwa rozkazy legionistom,
ale ci nie zwracali na niego uwagi.
No jasne" pomyla Frank. - Przecie on jest Grekiem".
Za Nikiem stali Jason i Piper. Jason wzywa podmuchy wiatru, by odrzucay w
bok oszczepy i strzay. Odbi fiolk z ogniem greckim prosto w gardo nadlatujcego
gryfona, ktry buchn pomieniami i run w przepa. Piper robia dobry uytek ze
swojego nowego miecza, w drugiej rce trzymajc kornukopi, z ktrej wylatyway
kulinarne pociski - szynki, kurczaki, jabka i pomaracze. Nad przepaci rozgorza
istny pokaz ogni sztucznych z poncych pociskw, eksplodujcych kamieni i
wieych produktw spoywczych.
Ale nie mogo to trwa wiecznie. Jason mia ju twarz oblan potem. Wci
wykrzykiwa po acinie: Formowa szyki!, ale zmarli legionici nadal go nie
suchali. Z niektrych by tylko jeden poytek: blokowali sob ataki potworw i
stawali si przypadkowym celem ich pociskw. Jeli to potrwa duej, wkrtce
zabraknie ich tylu, e nie bdzie mona stworzy z nich oddziau zdolnego do walki.
- Z drogi! - krzykn Frank.
Ku jego zdumieniu zmarli legionici rozstpili si przed nim. Najbliszy
odwrci si i spojrza na niego pustymi oczami, jakby oczekiwa dalszych
rozkazw.
- Och, wietnie... - wymamrota Frank.
W Wenecji Mars ostrzeg Franka, e wkrtce nadejdzie jego czas prby. Duch
przodka Franka nalega, by to on obj przywdztwo. Ale skoro ci zmarli Rzymianie
nie suchaj Jasona, to dlaczego maj usucha jego? Bo jest synem Marsa... albo
moe dlatego, e...

Nagle zrozumia. Jason nie by ju w peni Rzymianinem. Zmieni go pobyt w


Obozie Herosw. Reyna dostrzega t zmian. I najwyraniej dostrzegli j zmarli
legionici. Skoro Jason nie wydziela ju z siebie waciwych fluidw czy aury
rzymskiego dowdcy...
Frank ruszy ku przyjacioom, gdy runa na nich fala cyklopw. Odbi mieczem
maczug jakiego cyklopa, potem chlasn w nog jakiego potwora, ktry run w
przepa. Natar na niego inny. Zdoa przebi go mieczem, ale poczu, e siy go
opuszczaj. Zamcio mu si w oczach. W uszach rozdzwonio.
Niejasno sobie uwiadamia, e Jason stoi na lewo od niego, odbijajc
nadlatujce pociski podmuchami wiatru, Piper po prawej stronie, wykrzykujc
czaromow rozkazy nakaniajc potwory, by atakoway si nawzajem albo skakay
do przepaci.
- Bdzie fajnie! - obiecywaa im.
Niektre jej usuchay, ale empuzy z drugiej strony przepaci zaczy osabia jej
czaromow. Najwyraniej same uyway podobnej magii. Wok Franka zrobio si
tak gsto od potworw, e nie mg zamachn si mieczem. Nawet gdyby ta strzaa
nie tkwia mu w ramieniu, wystarczyby ju sam odr ich oddechw i cia, by zwali
go z ng.
Co powinien zrobi? Mia gotowy plan, ale w gowie mu si mcio.
- Gupie duchy! - wrzasn Nico.
- Nie suchaj nas! - przyzna Jason.
O to chodzi. To Frank musi sprawi, by zaczy ich sucha.
Zebra w sobie wszystkie siy i krzykn:
- Kohorty... Zewrze tarcze!
W tumie otaczajcych go widmowych legionistw dao si zauway
poruszenie. Cz ustawia si przed nim w szereg, stykajc si tarczami, tworzc
poszarpan formacj obronn. Poruszali si jednak ospae, jak lunatycy, i tylko
niektrzy go usuchali.
- Frank, jak to zrobie?! - krzykn Jason.
Frankowi mio si w oczach z blu. Ca si woli powstrzymywa si od
omdlenia.
- Jestem rzymskim oficerem - powiedzia. - Oni... yyy... oni ciebie nie
posuchaj. Przykro mi.
Jason skrzywi si, ale nie wyglda na specjalnie zaskoczonego.
- Jak ci pomc?
Frank bardzo by chcia zna odpowied na to pytanie. Nadlecia gryfon i o mao
co nie oderwa mu gowy szponami. Nico rbn go berem Dioklecjana i potwr
roztrzaska si o cian.
- Orbem formate! - rozkaza Frank.
Ze dwa tuziny legionistw usuchay, trworzc obronny krg wok Franka i jego

przyjaci. To im wystarczyo na chwil oddechu, ale wci napierao na nich zbyt


wielu wrogw. Wikszo rzymskich zombie nadal bkaa si bez celu.
- Za niska - uwiadomi sobie Frank.
Wcale nie jestem za niska! - wrzasna Piper, dgajc w pier dzikiego centaura.
- Nie ty - powiedzia Frank. - Moja ranga. Jestem tylko centurionem.
Jason zakl po acinie.
- On nie moe zapanowa nad caym legionem. Jest za niski rang.
Nico chlasn czarnym mieczem kolejnego gryfona.
- No to go awansuj!
Frank mia trudnoci z myleniem. Nie zrozumia Nica. Jason ma go
awansowac? Niby jak?
Jason zawoa gosem oficera przywykego do posuchu:
- Franku Zhang! Ja, Jason Grace, pretor Dwunastego Legionu Fulminata,
wydaj ci mj ostatni rozkaz: rezygnuj ze swojego stanowiska i w trybie
bezporedniego zagroenia na polu walki awansuj ci na pretora, udzielajc ci
wszystkich penomocnictw tej rangi! Bierz ten legion pod swoj komend!
Frank poczu si, jakby gdzie w Domu Hadesa otworzyy si drzwi, wpuszczajc
do mrocznych tuneli potny powiew wieego powietrza. Nagle przestaa mu
doskwiera strzaa w ramieniu. W gowie mu si rozjanio. Wzrok si wyostrzy.
Gosy Marsa i Aresa przemwiy, tym razem zgodne i silne: Zmiad ich!".
Prawic nie pozna wasnego gosu, gdy zakrzykn:
- Legion, agme formate!
I natychmiast kady legionista doby miecza i unis tarcz. Wszyscy ruszyli ku
Frankowi, siekc mieczami i spychajc potwory stojce im na drodze, a stanli
razem, rami w rami, tworzc prostoktny szyk. Posypay si nu nich kamienie i
oszczepy, ale Frank dysponowa teraz lini obronn, chronic jego i przyjaci
cian spiu i skry.
- ucznicy! - zawoa. - Eiaculare flammas!
Nic mia wielkiej nadziei, e ten rozkaz co da. uki duchw na pewno nie byy
w dobrym stanie. Ku jego zaskoczeniu kilkudziesiciu ucznikw jednoczenie
naoyo strzay na ciciwy. Groty same zapony i znad linii obrony pomkna
prosto im potwory ognista fala mierci. Cyklopi popadali. Centaury zachwiay si.
Jaki telchin wrzasn piskliwie i zacz biega w kko z ponc strzal w czole.
Frank usysza za sob miech. Zerkn przez rami i nie mg uwierzy w to, co
zabaczy. To mia si Nico di Angelo.
- Na tym nie koniec-powiedzia Nico. - Kontratak!
- Cuneum formate! - krzykn Frank. Do ataku wczniami!
Linia legionistw zgstniaa porodku, tworzc ostrze wymierzone we wroga.
Zniyli wcznie w poyskujcy rzd i ruszyli naprzd.
Ziemici zawyli, miotajc gazy. Cyklopi tukli piciami i maczugami w zwarte
tarcze, ale widmowi legionici nie byli ju papierowymi tygrysami. Mieli w sobie

nadludzk moc i nie zamali szyku mimo dzikich atakw wroga. Wkrtce posadzk
zasaa warstwa pyu po potworach. Ostra linia wczni przebijaa si przez cib
wrogw jak jaka olbrzymia szczka, powalajc ogry, wowe wiedmy i piekielne
psy. ucznicy zestrzeliwali gryfony w powietrzu i wzniecali chaos w gwnej masie
potworw po drugiej stronie przepaci.
Siy Franka zaczy panowa nad ich stron jaskini. Jeden z mostw run, ale
drugim wci, pyny na nich nowe fale potworw. Trzeba byo je powstrzyma.
- Jason! - zawoa Frank.- Moesz przenie kilku legionistw na drug stron?
Lewe skrzydo wroga jest sabe widzisz to? Zaatakuj je!
Jason umiechn si.
- Z przyjemnoci.
Trzech martwych Rzymian wznioso si w powietrze i przeleciao nad
przepaci. Potem jeszcze trzech. W kocu sam Jason przefrun na drug stron i
jego druyna zacza przerbywa si przez grup zaskoczonych telchinw, siejc
panik w szeregach wroga.
- Nico - powiedzia Frank nadal wskrzeszaj zmarych. Wci jest ich za mao.
- Rozkaz.
Nico unis bero Dioklecjana, ktre zapono jeszcze ciemniejsz purpur. Ze
cian wysypao si wicej widmowych Rzymian i pobiego na pole walki.
Zan przepaci empuzy wywrzaskiway rozkazy w jzyku, ktrego Frank nie
zna, ale ich sens by oczywisty. Prboway doda otuchy potworom i nakazyway
im atakowa przez most.
- Piper! - zawoa Frank. - Przeciwstawiaj si empuzom! Wzbudzaj chaos!
- Ju mylaam, e nigdy nie poprosisz. - l zacza woa do wampirzyc: Makija ci si rozmaza! Twoja przyjacika uwaa, e jeste brzydka! Ta jedna robi
miny za twoimi plecami!
Wkrtce empuzy byy zbyt zajte walk ze swoimi towarzyszkami, by
wykrzykiwa komendy do reszty potworw.
Legionici parli do przodu, ani na chwil nie zwalniajc tempa. Mieli opanowa
most, zanim ciba wrogw zwali si na Jasona.
- Czas na natarcie frontalne - powiedzia Frank.
Unis swj poyczony miecz i da sygna do ataku.

LXVIll

FRANK
Frank nie zauway, e cay janieje. Pniej Jason powiedzia mu, e
bogosawiestwo Marsa spowio go czerwonym blaskiem, tak jak kiedy w
Wenecji. Oszczepy go nie trafiay. Kamienie nie wyrzdzay mu krzywdy, Cho
strzaa nadal tkwia w jego ramieniu, jeszcze nigdy nie rozpieraa go taka energia.
Pierwszy cyklop, ktrego napotka, pad tak szybko, e zakrawao to na art.
Frank rozci go na p od ramion po pas i potwr rozsypa si w py. Nastpny
cofn si lkliwie, wic Frank jednym ciosem odci mu nogi i zwali go do
przepaci.
Pozostae potwory po tej stronie rozpadliny prboway ratowa si ucieczk, ale
legion wszystkie wyci w pie.
- Szyk tetsubo! - krzykn Frank. - Jeden za drugim, naprzd!
Frank pierwszy przedar si przez most. Za nim sunli legionici, osaniajc si
tarczami z bokw i nad gowami, odpierajc wszystkie ataki. Kiedy ostatni zombie
stan na drugim brzegu, most run w ciemno, ale wtedy nikt na to nie zwaa.
Nico nadal wzywa posiki. Za czasw cesarstwa tysice Rzymian suyo i
zgino w Grecji, Teraz powrcili na wezwanie bera Dioklecjana.
Frank par naprzd, niszcc wszystko, co stano mu na drodze.
- Spal ci! - zaskrzecza jaki telchin, rozpaczliwie wymachujc fiolk z
ogniem greckim. - Mam ogie!
Frank powali go jednym ciosem. Kopn spadajc fiolk, przerzucajc j za
krawd przepaci, zanim wybucha.
Jedna z empuz rozoraa mu pazurami pier, ale tego nie poczu. Ci j mieczem,
zamieniajc w py, i ruszy dalej do przodu. Bl go nie obchodzi. Bd by nie do
pomylenia.
Teraz by wodzem legionu i robi to, do czego si narodzi - walczy z wrogami
Rzymu, bronic jego dziedzictwa, chronic ycie przyjaci i towarzyszy broni. By
pretorem.
Jego wojsko spychao wrogw, udaremniajc im kad prb przegrupowania si.
Jason i Piper walczyli u jego boku, wrzeszczc triumfalnie. Nico przedar si przez
ostatni grup ziemistych, siekc ich swoim czarnym stygijskim mieczem i
zamieniajc w pagrki wilgotnej gliny.
Bitwa skoczya si, zanim Frank to sobie uwiadomi. Piper dgna ostatni
empuz, ktra zawya, zamieniajc si w obok pary.
- Frank - powiedzia Jason - ty si palisz.
Frank spojrza w d. Kilka kropel oleju musiao spa na jego spodnie, bo
zaczynay si tli. Trzepa w nie domi, a przestay dymi, ale nie poczu lku.
Dziki Leonowi nie musia ju ba si ognia.
Nico odchrzkn.

- Yyy... i w ramieniu tkwi ci strzaa.


- Wiem. - Frank oderwa wystajcy mu z ramienia grot i wycign drzewce
strzay. Poczu tylko fal ciecpa. Nic mi nie bdzie.
Piper podaa mu kawaek ambrozji. Bandaujc mu rk, powiedziaa:
- Frank, bye niesamowity. Strasznie przeraajcy, ale niesamowity.
Frank mia trudnoci ze zrozumieniem tego zdania. Przeraajcy"... To nie
mogo odnosi si do niego. Jest tylko Frankiem.
Poziom adrenaliny opad. Frank rozejrza si i ze zdumieniem zobaczy, e nie
ma ju adnych potworw. Wokoo peno byo jego wskrzeszonych legionistw,
ktrzy stali nieruchomo, jakby odrtwiali, z opuszczonymi mieczami i wczniami.
Nico unis bero; kula na kocu bya ciemna i upiona.
- Teraz, kiedy ju jest po bitwie, umarli nie pozostan z nami.
Frank spojrza na swoich onierzy.
- Legion!
Legionici drgnli, stajc na baczno.
- Dzielnie walczylicie - powiedzia im Frank. - Teraz moecie odpocz.
Rozej si.
Rozsypali si w stosy koci, pancerzy, tarcz i ora. A potem nawet to wszystko
zamienio si w py.
Frank poczu si tak, jakby i on mia si rozpa. Mimo ambrozji zranione rami
zaczo pulsowa. Powieki mu ciyy. Bogosawiestwo Marsa przestao dziaa,
by wyzuty z si. Wiedzia jednak, e to nie koniec jego misji.
Hazel i Leo. Musimy ich odnale.
Spojrzeli ponad przepaci. W drugim kocu jaskini tunel, do ktrego weszli
Hazel i Leo, by zawalony tonami gruzu.
- Tamtdy si nie przedostaniemy - powiedzia Nico. - Moe...
Nagle zachwia si. Upadby, gdyby go Jason nie podtrzyma.
- Nico! - zawoaa Piper. Co ci jest?
- Wrota. Co si dzieje. Percy i Atinabeth... Musimy tam i... Natychmiast.
- Ale jak? - zapyta Jason. - Tunelu ju nie ma.
Frank zacisn zby. Nie zaszed tak daleko, by teraz sta bezradnie, wiedzc, e
jego przyjaciele wpadli w tarapaty.
- To nie bdzie atwe - powiedzia - ale jest inna droga.

IXIX

ANNABETH
mier z rki Tartara nie wydawaa si szczeglnym powodem do dumy.
Patrzc w t mroczn, wirujca twarz, Annabeth uznaa, e woli umrze w jaki
mniej honorowy sposb - moe spadajc ze schodw albo we nie po spokojnym,
szczliwym yciu z Percym. Najlepiej, gdy bd ju mieli po osiemdziesit lat.
Tak, to jest to.
Nie po raz pierwszy staa przed przeciwnikiem, ktrego nie moga pokona si.
Zwykle prbowaa zyska na czasie, zagadujc go sprytnie w stylu swojej matki.
T ylko e teraz cakowicie oniemiaa. Nie mogli nawet zamkn ust. Czua, e po
brodzie cieka jej lina. Zupenie jak Percy emu podczas snu.
Uwiadamiaa sobie niejasno, e otacza j armia potworw, ale po pocztkowym
triumfalnym ryku horda ucicha. Potwory ju dawno powinny rozszarpa ich na
strzpy. A jednak trzymay si od nich z dala. Czekay, co zrobi Tartar.
Bg otchani wyprostowa palce, przypatrujc si swoim byszczcym czarnym
szponom. Jego twarz nie moga niczego wyraa, ale wyprostowa ramiona, jakby
by zadowolony.
- Dobrze jest mie jak form - powiedzia, Takimi rkami mog was
wypatroszy.
Jego gos brzmia jak nagranie puszczane od tyu - jakby sowa nie wydobyway
si z wiru, ktrym bya jego twarz, tylko byy przez ten wir wsysane. Ta twarz
waciwie przycigaa wszystko - mtne wiato, jadowite chmury, esencj
potworw, a nawet tak teraz nike siy yciowe Annabeth. Rozejrzaa si i zdaa
sobie spraw, e kady obiekt na tej rozlegej rwninie ma mglisty ogon, jak
kometa, a wszystkie skierowane s ku Tartarowi.
Wiedziaa, e powinna co powiedzie, ale instynkt podpowiada jej, eby raczej
zamilkn, eby nie zrobi czego, co zwrcioby na ni uwag boga.
A zreszt, co mogaby mu powiedzie? To ci si nie uda?
Przecie to nieprawda. Ona i Percy wci yj tylko dlatego, e Tartar delektuje
si swoj now form. Pragnie zazna rozkoszy fizycznego rozdzierania ich na
strzpy. Gdyby tylko zechcia, mgby j unicestwi jedn myl, rwnie atwo jak
unicestwi Hyperiona i Kriosa. Czy po tym mona si odrodzi? Nie zamierzaa tego
sprawdza.
Stojcy obok niej Percy zrobi co, czego jeszcze nigdy w yciu nie zrobi.
Upuci miecz. Ostrze po prostu wysuno mu si z rki i z guchym brzkiem
upado na ziemi. Mga mierci ju nie osnuwaa jego twarzy, ale wci by blady
jak trup.
Tartar znowu zasycza - zapewne si rozemia.
- Jak mio pachnie wasz strach. Rozumiem ju ch posiadania fizycznego ciaa
obdarzonego tyloma zmysami. Moe moja ukochana Gaja ma racj, pragnc si

przebudzi.
Wycign swoj potn purpurow rk i pewnie by zgarn Percy ego z ziemi
jak trzcin, gdyby mu Bob nie przeszkodzi.
- Nie wa si! '- Tytan zniy wczni, celujc ni w boga. - Nie masz prawa!
- Nie mam prawa?- Tartar zwrci si ku niemu. - Jestem panem wszystkich
stworze ciemnoci, aosny Japecie. Mog zrobi, co mi si tylko spodoba.
Jego czarna, przypominajca oko cyklonu twarz zawirowaa szybciej. Wycie
rozbrzmiao tak przeraajco, e Annabeth osuna si na kolana i zatkaa sobie
uszy. Bob zachwia si, mglisty ogon jego si yciowych wyduy si, zasysany ku
twarzy boga.
Bob rykn gniewnie. Zaatakowa, mierzc w pier Tartara. Zanim ostrze jej
dosigo, bg otchani zmit Boba na bok jak uprzykrzonego owada. Tytan pad jak
dugi.
- Dlaczego nie rozsypae si w proch? - zdziwi si Tartar. -Jeste niczym.
Jeste sabszy nawet od Kriosa i Hyperiona.
- Jestem Bob.
Tartar zasycza.
- A co to jest? Czym jest Bob?
-Jestem ju kim wicej ni Japetem. Nie masz nade mn wadzy. Nie jestem
taki jak moi bracia.
Konierz jego kombinezonu wybrzuszy si. Wyskoczy May Bob. Wyldowa
na ziemi przed swoim panem, a potem wygi grzbiet w uk i zasycza na pana
otchani.
Annabeth patrzya, jak May Bob zaczyna rosn, jego ksztat migota, a w
kocu may kociak sta si wielkim, przezroczystym szkieletonem tygrysa
szablozbnego.
- No i mam dobrego kota - powiedzia Bob.
Ju - Nie-May Bob skoczy na Tartara, wbijajc mu pazury w udo. Wdrapa si
po jego nodze, wpychajc pod kolczug. Tartar tupn i zawy, najwyraniej ju nie
rozkoszujc si fizyczn form. A Bob wbi mu wczni w bok, tu pod
napiernikiem.
Tartar rykn. Zamachn si na tytana, ale: ten zrobi unik i gwatownie
wyprostowa palce. Wcznia wyrwaa si z ciaa bogu i powrcia do rki Boba.
Annabeth przekna gono lin. Nigdy jej nie przyszo do gowy, e miota moe
mie tyle poytecznych cech. May Bob wypad spod kolczugi Tartara. Podbieg do
swojego pana. Z dugich kw cieka mu - zoty ichor.
- Umrzesz pierwszy, Japecie zasycza Tartar. - A potem wtocz twoj dusz w
mj pancerz, gdzie bdzie si powoli rozpada, wci i wci, w wiecznej agonii.
Uderzy pici w swj napiernik. W metalu za kbiy si mleczne twarze,
pojkujce, by si z niego wydosta.
Bob zwrci si do Percyego i Annabeth. Wyszczerzy zby w umiechu, czego

Annabeth nigdy by nie zrobia po grobie wiecznej agonii.


- Do Wrt - powiedzia. Ja zajm si Tartarem.
Tartar odrzuci gow do tyu i zawy, tworzc prni tak potn, e najblisze
latajce demony zostay wessane w jego twarz.
- Ty zajmiesz si mn? - zakpi bg. Jeste tylko tytanem, pomniejszym
dzieckiem Gai! Zapacisz mi za swoj bezczelno. A twoi malecy miertelni
przyjaciele...
Machn rk w stron armii potworw, nakazujc im ruszy do ataku.
- ZNISZCZY ICH!

LXX
ANNABETH
ZNISZCZY ICH"
Annabeth syszaa te sowa na tyle czsto, by wyrway j z otpienia. Uniosa
miecz i krzykna:
- Percy!
Porwa z ziemi Orkana.
Annaberh skoczya ku acuchom podtrzymujcym Wrota mierci. Klinga ze
smoczej koci z atwoci przecia lewy piercie mocujcy. Tymczasem Percy
odpiera pierwsz fal potworw. Dgn jak arai i wrzasn: A masz! Gupie
kltwy!". Potem skosi z p tuzina telchinw. Za jego plecami Annabeth dopada
prawego acucha i przecia go jednym zamachem.
Wrota zadygotay, po czym rozsuny si z miym dla ucha sygnaem: ding!
Bob i jego szablozbny pomocnik kryli wok ng Tartara, nacierajc i cofajc
si byskawicznie, by unikn jego szponw. Nie wyrzdzali mu wikszej krzywdy,
ale zmuszali go do nieustannego obracania si i machania rkami. Najwyraniej nie
przywyk do walki w czekoksztatnym ciele, bo nie mg ich dosign.
Ku Wrotom pomkno wicej potworw. Oszczep wisn tu obok gowy
Annabeth. Odwrcia si i przebia brzuch jakiej empuzy, a potem skoczya ku
Wrotom, ktre ju zaczy si zamyka.
Zatrzymaa je stop, przez cay czas walczc. Zwrcona piecami do kabiny
windy, przynajmniej nie musiaa si martwi o atak z tyu.
- Percy, chod tutaj! - zawoaa.
Stan przy niej u drzwi windy. Twarz mia zlan potem, a z wielu rozci na
ciele sczya si krew.
- W porzdku? - zapytaa.
Kiwn gow.

- Ta arai cigna na mnie kltw blu. - Ci mieczem gryfona, ktry


zaatakowa ich z powietrza. - Boli, ale mnie nie zabije. Wskakuj do windy. Ja
przytrzymam guzik.
- Dobra, dobra! - Kocem rkojeci miecza rbna w pysk jakiego
misoernego konia, ktry w popochu pogna przez tum potworw. - Obiecae mi,
Glonomdku. Nie rozdzielimy si! Ju nigdy!
- Jeste wspaniaa!
- Ja te ci kocham!
Pogalopowaa ku nim caa falanga cyklopw, roztrcajc mniejsze potwory.
Annabeth pomylaa, e to ju koniec.
- I to musieli by cyklopi - mrukna.
Percy wyda okrzyk bojowy. U stp cyklopwpkla czerwona ya, opryskujc je
pynnym ogniem z Flegetonu. Woda ognista uzdrawiaa miertelnikw, ale nie
cyklopw. Cae stado wybucho w fali aru. ya zasklepia si, a z potworw
pozosta tylko rzd ladw spalenizny.
- Annabeth, musisz i! Nie moemy tu zosta oboje!
- Nie! Kucnij!
Nie pyta dlaczego. Przykucn, a Annabeth przeskoczya nad nim, tnc mieczem
w gow wytatuowanego ogra.
Stali teraz rami w rami u progu Wrt, czekajc na kolejn fal potworw.
Eksplodujca ya chwilowo je powstrzymaa, ale ju wkrtce sobie przypomni:
Hej, zaraz, nas jest cae mnstwo, a ich tylko dwoje.
- No wic... masz, jaki lepszy pomys? - zapyta Percy.
Bardzo by chciaa mie.
Wrota mierci byy tu za nimi ich wyjcie z tego koszmarnego wiata. Nie
mogli jednak z nich skorzysta bez kogo, kto naciskaby guzik przez dugie
dwanacie minut. Gdyby weszli do rodka i pozwolili Wrotom zamkn si bez
naciskania przez kogo guzika, wszystko mogoby si wydarzy, ale z pewnoci nie
byoby to nic dobrego. A gdyby odeszli od Wrt... no tak, pewnie winda by si
zamkna i znika bez nich.
Sytuacja bya tak ponura, e a zabawna.
Tum potworw zblia si, warczc i zbierajc odwag.
Tymczasem ataki Boba staway si coraz wolniejsze. Tartar uczy si wada
swoim nowym ciaem. Szablozbny May Bob rzuci si na boga, ale ten odrzuci go
w bok. Bob natar, ryczc z wciekoci, ale Tartar zapa jego wczni i wyrwa mu
j z rk. Kopn go z tak moc, e tytan odlecia, powalajc rzd teIchinw jak
ywe krgle.
- PODDAJ SI! - zagrzmia Tartar.
- Nigdy! Nie jeste moim panem.
- A wic gi, buntowniku. Wy, tytani, nic dla mnie nie znaczycie. Moi synowie
giganci zawsze byli od was lepsi, silniejsi i bardziej nikczemni. Uczyni wyszy

wiat tak mrocznym jak moje krlestwo!


Przeama wczni na p. Bob jkn z rozpaczy. Szablozbny May Bob
skoczy mu na pomoc, warczc na Tartara i obnaajc ky. Tytan podzwign si na
nogi. ale Annabeth wiedziaa, e to ju koniec. Nawet potwory zwrciy si w tamt
stron, jakby wyczuwajc, e ich pan zaraz dokona dziea. Warto popatrze na
mier tytana.
Percy cisn rk Annabelh.
- Zosta tu. Musz mu pomc.
- Percy, nie - wychrypiaa. - Tartara nie mona pokona.
Wiedziaa, e ma racj. Tartar by klas sam dla siebie. By potniejszy od
bogw i tytanw. Pbogowie nic dla niego nie znaczyli. Jeli Percy go zaatakuje,
aby pomc Bobowi, pan otchani zmiady go jak mrwk.
Ale wiedziaa re, e Percy jej nie posucha. Nie mg zostawi Boba, nie mg
pozwoli, by zgin samotnie. To po prostu nie byo w jego stylu i to jeden z wielu
powodw, dla ktrych go kochaa, nawet jeli czasami potrafi by nieznony.
- Idziemy razem - powiedziaa, wiedzc, e bdzie to ich ostatnia walka.
Jeli odejd od Wrt, ju nigdy nie opuszcz Tartaru. Ale przynajmniej umr,
walczc rami w rami.
Ju miaa powiedzie: Teraz".
Przez armi potworw przebiega fala niepokoju. Z oddali dobiegy piski,
wrzaski i powtarzajce si bum, bum, bum, zbyt szybkie, by byo biciem
podziemnego serca - bardziej jak dudnienie czego wielkiego i cikiego, pdzcego
z du szybkoci. Jaki ziemisty wylecia w powietrze, jakby co go podrzucio.
Piropusz jasnozielonego gazu wystrzeli nad hord potworw jak strumie z
armatki wodnej, ktr polewa si -demonstrantw. Tam, gdzie dosign, wszystko
zamieniao si w par.
Na kocu tej dymicej, pustej cieki w tumie potworw Annabeth ujrzaa
przyczyn calego tego zamieszania. Na jej twarzy powoli pojawi si umiech.
Macoski smok rozwin swj falbaniasty konierz i zasycza, a jego jadowity
oddech napeni pole bitwy zapachem sosny i imbiru. Wstrzsn swoim
trzydziestometrowym cielskiem i machn ogonem, miadc batalion ogrw.
Na jego grzbiecie siedzia czerwonoskry olbrzym w kamizelce z zielonej skry.
W warkocze koloru rdzy mia wplecione kwiaty, w rku trzyma lanc z ebra
smoka.
- Damasen! - krzykna Annabeth.
Gigant pochyli gow.
- Annabeth Chase, usuchaem twojej rady. Wybraem sobie nowy los.

LXXI
ANNABETH
- Co to znaczy? - sykn bg otchani. -Dlacego tu przychodzisz, mj zhabiony
synu?
Damasen spojrza na Annabeth, a jego oczy mwiy: Id. Teraz.
Zwrci si do Tartara. Maeoski smok tupn nog i warkn.
- Ojcze, yczysz sobie groniejszego przeciwnika? - zapyta spokojnie Damasen.
- Jestem jednym z gigantw, z ktrych jeste tak dumny. Chciaby, ebym by
bardziej wojowniczy?To moe zaczn od zniszczenia ciebie!
Zniy lanc i zaatakowa.
Zakbia si wok niego horda potworw, ale smok miady wszystko na
swojej drodze, machajc ogonem i zionc jadem, podczas gdy Damasen dgn lanc
Tartara, ktry cofn si jak osaczony lew.
Bob usun si chykiem z pola walki, ze swoim szablozbnym kotem u boku.
Percy osania ich, wywoujc pknicia nabrzmiaych krwi y - jednej po drugiej.
Niektre potwory wyparoway w wodzie ze Styksu. Inne, spryskane wod z
Kokytosu, pady, jczc bezradnie. Jeszcze inne, oblane wod z Lete, rozpaday si
wokoo nieprzytomnie, zapomniawszy, gdzie s, a nawet kim s.
Bob powlk si do Wrt. Zoty ichor spywa z ran na jego ramionach i piersi.
Kombinezon mia cay w strzpach. Szed z trudem, wykrzywiony i przygarbiony,
jakby przeamanie jego wczni przez Tartara co w nim samym zamao. Mimo to
szczerzy zby w umiechu, a jego srebrzyste oczy janiay satysfakcj.
- Idcie powiedzia. Ja przytrzymam guzik.
Percy wytrzeszczy na niego oczy.
- Bob, przecie w tym stanie...
- Percy - odezwaa si Annabeth gosem bliskim zaamania. Nienawidzia siebie
samej za zgod na to, co mia zrobi Bob, ale wiedziaa, e nie maj innego wyborui.
- Musimy.
- Nie moemy ich tak zostawi!
- Musicie, mj przyjacielu. - Bob klepn Percy ego w rami, o mao co go nie
przewracajc. - Ten guzik jeszcze mog nacisn.
I mam dobrego kota, ktry bdzie mnie ochrania.
Szablozbny May Bob warkn potakujco.
- A poza tym - doda Bob - to wasze przeznaczenie. Musicie tam wrci, by
pooy kres szalestwu Gai.
Wyjcy cyklop, opryskany jadem i skwierczcy jak oliwa na rozgrzanej patelni,
przelecia nad ich gowami.

Pidziesit metrw od nich maeoski smok rozdeptywa potwory jak


winogrona. Siedzcy mu na grzbiecie Damasen wykrzykiwa obelgi i ku lanc boga
otchani, odcigajc go coraz dalej od Wrt.
Tartar toczy si za nim; pod jego elaznymi butami w ziemi tworzyy si
kratery.
- Nie moesz mnie zabi! - rykn. - Jestem sam otchani! Rwnie dobrze
mgby prbowa zabi ziemi.Gaja i ja jestemy wieczni. Naleysz do nas, ciaem
i duchem!
Opuci swoj masywn pi, ale Damasen uchyli si i w bi mu lanc w szyj.
Tartar rykn, najwyraniej bardziej rozelony ni zraniony. Zwrci wirujc
twarz do giganta, ale ten zdy odskoczy w bok. Mroczny lej wessa z tuzin
potworw, zamieniajc je w par.
- Bob, nie! - powiedzia Percy, patrzc na niego bagalnie. - On ci zniszczy.
Na zawsze. Bez powrotu. Bez odrodzenia.
Bob wzruszy ramionami.
- Kto wie, co bdzie? Musicie ju i. Tartar w jednym ma racj. Nie moemy
go pokona. Moemy tylko da wam troch czasu.
Wrota napary na stop Annabeth.
- Dwanacie minut powiedzia tytan. To mog wam zapewni.
- Percy... Przytrzymaj drzwi.
Annabeth podskoczya i obja Boba za szyj. Pocaowaa go w policzek, a oczy
miaa pene ez, wic mao co widziaa. Szczeciniasta twarz tytana pachniaa
rodkami czystoci - cytrynowym mleczkiem do czyszczenia mebli i sandaowym
mydem Murphy ego.
- Potwory s wieczne - powiedziaa mu, starajc si nie rozpaka. Zapamitamy ciebie i Damasena jako herosw, jako najlepszego tytana i najlepszego
giganta. Opowiemy o was naszym dzieciom. Nie pozwolimy, by o was zapomniano.
A pewnego dnia si odrodzicie.
Bob zmierzwi jej wosy. Wok jego oczu pojawiy si zmarszczki umiechu.
- To dobrze. A zanim to si stanie, moi przyjaciele, pozdrwcie ode mnie soce
i gwiazdy. I bdcie silni. Moe to nie bdzie ostatnia ofiara, jak musicie zoy, by
powstrzyma Gaj.
Odepchn j agodnie.
- Nie ma czasu, idcie.
Annabeth chwycia Percy ego za rami. Pocigna go do kabiny windy. Po raz
ostatni spojrzaa na pole bitwy. Maceoski smok trzs jakim ogrem jak szmacian
lalk. Damasen dga lanc nogi Tartara.
Bg otchani wskaza na Wrota mierci i rykn:
- Potwory, zatrzymajcie ich!
Szablozbny May Bob przysiad i zawarcza, gotw do skoku. Bob mrugn do
Annabeth.

- Przytrzymujcie Wrota od waszej strony - powiedzia. - Bd stawiay opr.


Przytrzymujcie je...
Oba panele drzwi zasuny si.

LXXII
ANNABETH
Percy, pom mi! - krzykna Annabeth.
Napara caym ciaemnai lewy panel drzwi, cisnc go do rodka. Percy zrobi to
samo z prawym. Nie byo adnych klamek, niczego, za co mona by byo chwyci.
Kiedy kabina windy ruszya w gr, Wrota zadygotay i prboway si otworzy,
groc im zepchniciem w co, co mogo by stanem midzy yciem a mierci.
Annabeth rozbolay ramiona. Gupawa muzyczka puszczana w windzie nie
pomagaa. Jeli wszystkie potwory musiay wysuchiwa piosenek o rozkosznej
pinakoladzie i spacerze w deszczu, to trudno si dziwi, e na wiat wychodziy w
krwioerczym nastroju.
- Zostawilimy Boba i Damasena - wychrypia Percy. Umr za nas, a my...
- Wiem - mrukna. Na bogw Olimpu. Percy, wiem.
Waciwie to prawie si cieszya, e musi trzyma te przeklte drzwi.
Przeraenie ciskajce jej serce przynajmniej chronio j przed kompletnym
zaamaniem. Pozostawienie Damasena i Boba byo najtrudniejszym wyborem,
jakiego kiedykolwiek dokonaa.
Przez lata musiaa tkwi markotna w Obozie Herosw, gdy inni pbogowie
wyruszali na wyprawy. Patrzya, jak wracali w glorii zwycistwa... albo przegrywali
i nie wracali. Od kiedy skoczya siedem lat, zadawaa sobie pytanie: Dlaczego nie
mog wykaza si swoimi zdolnociami? Dlaczego nie mog przewodzi jakiej
wyprawie?
Teraz zrozumiaa, e najtrudniejszy prb dla dziecka Ateny nie jest
przewodzenie w wyprawie lub ocieranie si o mier w boju. Jest ni podjcie
strategicznej decyzji o tym by si wycofa i pozwoli, by kto inny przyj na siebie
cay impet zagroenia - zwaszcza kiedy tym kim jest przyjaciel. Musiaa pogodzi
si z faktem, e nie moe ochroni kadego, kogo kocha. Nie moe rozwiza
kadego problemu.
To byo nieznone, ale nie miaa czasu uala si nad sob. Zamrugaa
powiekami, by powstrzyma zy.
- Percy, Wrota - wystkaa.
Panele zaczy si rozsuwa, wpuszczajc powiew... ozonu? Siarki?
Percy napar z caej mocy na swoj poow i szczelina si zamkna. Oczy mu

pony gniewem. Miaa nadziej, e nie wcieka si na ni, ale nawet jeli tak byo,
nie moga mie do niego pretensji.
Jeli to dodaje mu si" pomylaa - to niech si wcieka.
- Zabij Gaj - mrukn. - Rozerw ja na strzpy goymi rkami.
Kiwna gow, ale pomylaa o przechwakach Tartara. Jego nie mona zabi. I
nie mona zabi Gai. Z takimi potgami nawet tytani i giganci mieli mizerne szanse.
Pbogowie nie mieli adnych.
Przypomniaa sobie rwnie przestrog Boba: To moe nie by ostatnia ofiara,
jak musicie zoy, by powstrzyma Gaj.
W gbi duszy czua, e si nie myli.
- Dwanacie minut - wycedzia przez zby. Tylko dwanacie minut.
Pomodlia si do Ateny, by Bob zdoa tak dugo przytrzymywa guzik.
Pomodlia si o si i mdro. Pomylaa, co ich czeka, gdy winda wjedzie na sam
gr.
A jeli po drugiej stronie Wrt nie bdzie ich przyjaci?
- Dokonamy tego powiedzia Percy. - Musimy.
- Jasne. T ak, zrobimy to.
Powstrzymywali oba panele drzwi od rozsunicia si, podczas gdy winda
dygotaa, muzyka graa, a gdzie pod nimi tytan i gigant oddawali za nich ycie.

LXXIII

HAZEL
Hazel wstydzia si swojego paczu.
Kiedy tunel si zawali, szlochaa i krzyczaa jak dwuletni berbe w napadzie
zoci. Nie moga ruszy zwau gruzu, ktry dzieli j i Leona od reszty przyjaci.
Gdyby ziemia zadraa ponownie, cay kompleks mgby run im na gowy. Ale
tuka piciami w kamienie i wykrzykiwaa przeklestwa, za ktre w Akademii
witej Agnieszki zakonnice kazayby jej wymy usta szarym mydem.
Leo wytrzeseza na ni oczy, oniemiay.
Nie bya w porzdku wobec niego.
Ostatnim razem, kiedy byli sami, przeniosa go w swoj przeszo i pokazaa
Sammy'ego, jego pradziadka - swojego pierwszego chopaka. Obciya go
emocjonalnym bagaem, ktrego nie potrzebowa, i pozostawia w stanie takiego
oszoomienia, e o mao co nie zabiaby go wielka krewetka.
I znowu byli sami, ich przyjaciele mogli teraz umiera, ulegajc hordzie
potworw, a ona ma napad zoci.
- Przepraszam. - Otara sobie twarz.
- E tam... Leo wzruszy! ramionami. - No wiesz... mnie te zdarzao si wali
piciami w kamienie, kiedy miaem zy dzie.
Z trudem przekna lin.
- Frank jest... On...
- Posuchaj. Frank Zhang ma swoje sposoby. Pewnie zamieni! si w kangura i
tucze potwory po bukach jak mistrz kung-fu.
Pomg jej wsta. Mimo paniki, jaka wci ni targaa, wiedziaa, e Leo ma
racj. Frank i reszta nie byli w beznadziejnej sytuacji. Na pewno znajd jaki sposb,
by zachowa ycie. A ona i Leo maj tylko jedno wyjcie: musz i dalej.
Przyjrzaa mu si. Wosy mia teraz dusze i bardziej potargane, twarz
wyduon, wic ju nie wyglda jak chochlik, raczej jak elf z bajek. Najbardziej
zmieniy mu si oczy. Nieustannie bdziy, jakby prbowa dostrzec co za
horyzontem.
- Leo, przepraszam...
Unis brew.
- W porzdku. Za co?
- Za... Machna wokoo rk. - Za wszystko. Za to, e mylaam, e jeste
Sammym, za to, e ci podpuszczaam. No wiesz, ja wcale nie chciaam, ale jeli to
robiam...
- Hej. - cisn jej rk, ale w tym gecie nie wyczua nic romantycznego. Maszyny s po to, by dziaa.
- Yyy... co?
- Myl, e w zasadzie wszechwiat dziaa jak maszyna. Nie wiem, kto j

stworzy: fata, bogowie, Bg przez due B czy kto inny, ale jako si telepie do
przodu. No jasne, drobne czci si psuj, co jaki czas co fiksuje, ale przewanie...
jak co si dzieje, to nie bez powodu. Jak to, e ty i ja si spotkalimy.
- Leonie Valdez, jeste ilozofem.
- Nie. Jestem tylko mechanikiem. Ale myl, e mj bisabuelo Sammy
wiedzia, co jest grane. Pozwoli ci odej, Hazel. A moim zadaniem jest powiedzie
ci, e tak musiao by, e dobrze si stao.
- Ty i Frank... pasujecie do siebie. Wszyscy musimy przez to jako przej. Mam
nadziej, e wy dwoje macie szans na szczliwe ycie. No i Zhang nie potrafi
sobie sam zawiza butw.
- Ty draniu - mrukna Hazel, ale poczua, e co si w niej rozlunio, jaki
supe napicia, ktry nosia w sobie od tygodni.
Leo naprawd si zmieni. Pomylaa, e znalaza dobrego przyjaciela.
- Co si z tob dziao, kiedy si usamodzielnie? zapytaa. -Kogo spotkae?
Zadrgay mu powieki.
- To duga historia. Kiedy ci to opowiem, ale sam wci nie mog si z tego
otrzsn.
- Wszechwiat to maszyna, wic wszystko si uoy.
- Mam nadziej.
- Pod warunkiem, e nie jest to jedna z twoich maszyn. Bo twoje maszyny
nigdy nie dziaaj tak, jak miay dziaa.
- Ha-ha ha. - Leo wezwa ogie do rki. - No to ktrdy teraz, Miss Podziemia?
Hazel spojrzaa w gb biegncego w d tunelu. Po blisko dziesiciu metrach
rozdziela si na cztery mniejsze arterie. Byy identyczne, ale z ostatniej po lewej
stronie promieniowao zimno.
Tdy - powiedziaa. - Czuj, e jest najmniej niebezpieczne.
- Sam si prosiem.
Ruszyli w drog.
***
Gdy tylko minli pierwszy uk, odnalaza ich asica Gale.
Wdrapaa si po nodze i boku Hazel, po czym owina si jej wok szyi,
popiskujc gniewnie, jakby chciaa powiedzie: Gdzie bylicie? Dlaczego tak
pno?.
- Ojej, znowu ta smrodzca asiczka - jkn Leo. - Jeli zacznie rozrabia
gdzie blisko, z moim ogniem i w ogle, to moemy wylecie w powietrze.
Hazel uciszya oboje. Wyczuwaa, e tunel opada agodnie przez jakie sto
metrw, a potem otwiera si na wielk komor. Kto w niej by... kto i zimny, ciki
i potny. Nie czua czego takiego od czasu tragedii w jaskini na Alasce, gdzie Gaja
zmusia j do wskrzeszenia Porfyriona, krla gigantw. Wtedy Hazel pokrzyowaa
jej plany, ale musiaa zburzy jaskini, powicajc ycie swoje i matki. Nie chciaa
jeszcze raz przey czego podobnego.

- Leo, przygotuj si szepna. - Jestemy blisko.


- Blisko czego?
Korytarzem potoczy si kobiecy gos:
- Blisko mnie.
Hazel poczua takie mdoci, e kolana si pod ni ugiy. Wszystko si
zachwiao. Stracia poczucie kierunku, zawsze tak niezawodne w podziemiach.
Zdawao im si, e nie zrobili adnego ruchu, a jednak znaleli si nagle sto
metrw dalej, w wejciu do jaskini.
- Witajcie - powiedzia kobiecy gos. - Czekaam na was.
Hazel omiota wzrokiem jaskini. Nie zobaczya nikogo.
Komora przypominaa Panteon w Rzymie, z t rnic, e bya ozdobiona w
stylu nowohadesowym.
Obsydianowe ciany byy pokryte paskorzebami przedstawiajcymi sceny
mierci: ofiary plag, trupy na polu bitwy, sale tortur ze szkieletami wiszcymi w
elaznych klatkach - wszystko wysadzane drogimi kamieniami, co sprawiao, e owe
sceny wydaway si jeszcze bardziej koszmarne.
Podobnie jak w Panteonie kopulaste sklepienie podzielone byo na rzdy
kwadratowych kasetonw, ale tutaj kady kaseton by stel - czym w rodzaju
pomnika grobowego z greckimi inskrypcjami. Hazel zastanawiaa si, czy za nimi s
pochowane ciaa. Nie bya tego pewna, bo teraz, jej zdolno wyczuwania
wszystkiego w podziemiach zostaa wygaszona.
Nie dostrzega innych wyj. W apeksie sklepienia, tam, gdzie w Panteonie jest
otwarty wietlik, poyskiwaa okrga pyta z czarnego kamienia, jakby dla
wzmocnienia poczucia, e z tego miejsca nie ma wyjcia - wyej nie ma nieba, tylko
ciemno.
Wzrok Hazel powdrowa nn rodek komory.
- Taaak - mrukn Leo. - To s drzwi, nie jest le.
Z pitnacie metrw od nich staa klatka windy; panele jej drzwi ozdobione byy
zotymi i elaznymi rytami. Rzdy acuchw po kadej stronie mocoway
obramowanie do wielkich hakw w posadzce.
Wokoo peno byo czarnego gruzu. W Hazel wezbra gniew, gdy zdaa sobie
spraw, e w tym miejscu sta kiedy staroytny otarz Hadesa. Zosta zniszczony,
by zrobi miejsce dla Wrt mierci.
- Gdzie jestecie?! - zawoaa.
- Nie widzisz nas? - odpowiedzia szyderczy kobiecy gos. -Mylaam, e
Hekate wybraa ciebie, bo jeste taka bystra.
Hazel znowu poczua wzbierajc w odku fal mdoci. Siedzca na jej
ramieniu Gale szczekna i pucia wiatry, co nie poprawio sytuacji.
Ciemne plamki zawiroway jej przed oczami. Zamrugaa, aby je odpdzi, ale
tylko jeszcze bardziej pociemniay, a potem scaliy si w szeciometrow mroczn

posta pitrzc si obok Wrt.


Giganta Klytiosa spowija czarny dym, tak jak w jej wizji na rozdrou, ale teraz
dostrzegaa mglicie jego form - smocze nogi pokryte popielistymi uskami,
masywny czekoksztatny tuw odziany w stygijski pancerz, dugie, zaplecione w
warkoczyki wosy, ktre wyglday, jakby byy z dymu. Cer mia ciemn jak
mier (a Hazel spotkaa ju mier). Jego oczy poyskiway zimno jak diamenty.
Nie mia broni, ale to nie czynio go mniej przeraajcym.
Leo zagwizda.
- Wiesz, Klytiosie... jak na takiego wielkiego faceta, masz pikny glos.
- Idiota - sykn kobiecy gos.
W poowie drogi midzy Hazel i gigantem powietrze zamigotao. Pojawia si
czarodziejka.
Miaa na sobie wytworn sukni bez rkaww utkan ze zotych nici. Upite w
kok wosy przytrzymywaa opaski z diamentw i szmaragdw. Miaa te naszyjnik
w ksztacie miniaturowego labiryntu na sznurku rubinw, ktre Hazel przywodziy
na myl krople krwi.
Bio z niej ponadczasowe, krlewskie pikno jak z posgu, ktry mona
podziwia, ale ktrego nie mona pokocha. W jej oczach migotaa zo.
Pazyfae - powiedziaa Hazel.
Kobieta skonia gow.
- Moja droga Hazel Levesque.
Leo zakaszla.
- Znacie si? Jestecie kumpelkami z Podziemia czy...
- Milcz, gupcze. - Gos Pazyfae by agodny, ale peen jadu. Nie znosz
modych pbogw. Zawsze s tacy zarozumiali, tacy bezczelni i wszystko niszcz.
- Hej, prosz pani - zaprotestowa Leo. - Ja raczej nie niszcz. Jestem synem
Hefajstosa.
- lusarz - warkna Pazyfae. - Jeszcze gorzej. Znaam Dedala. Przez te jego
wynalazki miaaim same kopoty.
Leo zamruga.
- Dedala? Tego Dedala? No, to powinna wiedzie wszystko o nas, lusarzach.
Naprawiamy, konstruujemy, a od czasu do czasu wpychamy pyskatym babom w
gby nasycone oliw szmaty...
- Leo. - Hazel powstrzymaa go, kadc mu rk na piersi. Czua, e jeli Leo
si nie przymknie, czarodziejka zamieni go w co okropnego. - Ja si tym zajm,
dobrze?
- Posuchaj swojej przyjaciki - powiedziaa Pazyfae. Bd grzecznym
chopcem i pozwl porozmawia kobietom.
Podesza do nich, przypatrujc si Hazel. Jej oczy byy pene takiej nienawici,
e Hazel cierpa skra. Magiczna moc promieniowaa z niej jak ar z pieca. Jej
mina budzia niepokj i bya dziwnie znajoma...

Ale gigant Klytios jako bardziej j niepokoi.


Sta z tyu, milczcy i nieruchomy, tylko ciemny dym wydobywa si z jego
ciaa, opadajc wok stp. To on by ow zimn istot, ktr wczeniej wyczua niby olbrzymi blok obsydianu, tak ciki, e nie zdoaaby go ruszy z miejsca,
mocarny i niezniszczalny... i cakowicie pozbawiony uczu.
-Twj... twj przyjaciel nie jest gadatliwy powiedziaa.
Pazyfae spojrzaa przez rami na giganta i prychna lekcewaco.
- Mdl si, by milcza, moja droga. Gaja askawie pozwolia mi zaj si wami,
ale Klytios jest moim... och... zabezpieczeniem. A tak midzy nami, czarodziejkami,
to ci wyznam, e jest tutaj rwnie po to, by kontrolowa moj magiczn moc, na
wypadek, gdybym zapomniaa o rozkazach mojej nowej pani. Gaja jest bardzo
ostrona.
Hazel kusio, by zaprzeczy, e jest czarodziejka. Nie chciaa wiedzie, w jaki
sposb Pazyfae ma si nimi ,,zaj" albo jak gigant kontroluje jej magiczn moc.
Wyprostowaa si i prbowaa wyglda na pewn siebie.
- Nie wiem, co zamylasz - powiedziaa - ale to ci si nie uda. Pokonalimy ju
wszystkie potwory, ktre nasaa Gaja, by nas powstrzyma. Jeli jeste mdra, to
lepiej usu nam si z drogi.
Gale kapna zbami potakujco, ale sowa Hazel nie zrobiy na Pazyfae
wraenia.
- Nie wygldacie mi na takich - zakpia czarodziejka. - No, ale wy, pbogowie,
nigdy na takich nie wygldacie. Na przykad mj maonek, Minos, krl Krety. By
synem Zeusa, ale po jego wygldzie nigdy by o tym nie pomylaa. By taki
mizerny jak ten tutaj. - Machna rk w stron Leona.
- Ojej - mrukn Leo, - Minos musia niele narozrabia, skoro zasuy na
ciebie.
Nozdrza Pazyfae zadrgay.
- Och... nawet nie masz pojcia. By za dumny, by zoy ofiar Posejdonowi,
wic bogowie pokarali mnie za jego arogancj.
- Minotaur - przypomniaa sobie nagle Hazel.
Ta legenda bya tak wstrzsajca, i zarazem groteskowa, e Hazel zawsze
zatykaa sobie uszy, kiedy j opowiadano w Obozie Jupiter. Na skutek kltwy
Pazyfae zakochaa si we wspaniaym byku nalecym do jej ma. Urodzia
Minotaura p czowieka, p byka.
Teraz, kiedy Pazyfae miotaa na ni spojrzenia ostre jak sztylety, Hazel
uwiadomia sobie, dlaczego wyraz twarzy czarodziejki wyda jej si tak znajomy.
Miaa w oczach tak sam gorycz i tak sam nienawi, jakie miewaa czasami
matka Hazel. W chwilach zaamania Marie Levesque patrzya na Hazel tak, jakby jej
crka bya jakim potworem, przeklestwem bogw, rdem jej wszystkich
nieszcz. Wanie dlatego legenda o Minotaurze tak na Hazel dziaaa - niejako

odraajca wizja Pazyfae parzcej si z bykiem, ale jako sytuacja, w ktrej dziecko,
jakiekolwiek dziecko, mogo by uwaane za potwora, za kar dla jego rodzicw, za
istot, ktr trzeba gdzie uwizi i nienawidzi. Minotaur zawsze wydawa si
Hazel ofiar w caej tej historii.
- Tak - odezwaa si w kocu Pazyfae. - Nie mogam znie swojej haby.
Kiedy mj syn si urodzi i zosta zamknity w Labiryncie, Minos cakowicie mnie
odrzuci. Powiedzia, e zniszczyam mu reputacj! A wiesz, co si pniej stao z
Minosem, Hazel Levesque? Zosta nagrodzony. Zosta sdzi umarych w
Podziemiu, jakby w ogle mia prawo kogokolwiek osdza! A tym sdzi mianowa
go Hades. Twij ojciec.
- Pluton.
Pazyfae umiechna si szyderczo.
- Niewane. Teraz, rozumiesz, dlaczego nienawidz pbogw tak samo jak
bogw. Gaja obiecaa mi, e dostan w swoje rce kadego z twoich braci, ktry
przeyje wojn, ebym moga patrze na ich powoln mier w moim nowym
krlestwie. Chciaabym tylko mie wicej czasu, by was dwoje podda powolnym i
wymylnym torturom, Niestety...
Od Wrt mierci dobiego agodne ding. Rozjarzy si zielony guzik po prawej
stronie obudowania. acuchy zadygotay.
- Sama widzisz. - Pazyfae wzruszya ramionami, jakby chciaa si
usprawiedliwi. Wrota dziaaj. Otworz si za dwanacie minut.
odek Hazel rozdygota si prawie tak jak te acuchy.
- Wyjdzie wicej potworw?
- Na szczcie nie. Wszystkie s potrzebne tam... w wiecie miertelnikw, w
miejscu ostatecznej bitwy. - Pazyfae umiechna si do niej zimno. - Nie, myl, e
z Wrt korzysta kto inny... kto, kto nie ma do tego prawa.
Leo zrobi krok do przodu. Dym buchn z jego pici.
- Percy i Annabelh.
Hazel zaniemwia. Nie wiedziaa, czy gula w jej gardle jest przejawem radoci
czy rozpaczy. Jeli ich przyjacioom udao si dotrze do Wrt, jeli naprawd
pojawi si tu za dwanacie minut...
- Och, nie przejmuj si tak. - Pazyfae machna lekcewaco rk. Klytios
si nimi zajmie. Widzisz, rnoja droga, kiedy ten sygna zabrzmi ponownie, kto po
naszej stronie bdzie musia nacisn ten zielony guzik, bo inaczej Wrota si nie
otworz i ci, ktrzy s tam w rodku... puf! Nie ma ich. A moe Kliytios pozwoli im
wyj i sam si nimi zajmie? To zaley od was.
Hazel poczua w ustach smak cyny. Nie chciaa zada tego pytania, ale musiaa
to zrobi.
- A w jaki konkretnie sposb zaley to od nas?
- No bo, oczywicie, potrzebujemy tylko dwojga pbogw. Ci szczliwcy
zostan przeniesieni do Aten i tam zoeni Gai w ofierze podczas wita Nadziei.

- Oczywicie - mrukn Leo.


Wic kto to bdzie: wy dwoje czy wasi przyjaciele w windzie?
- Czarodziejka rozoya ramiona. - Zobaczymy, kto przeyje te dwanacie...
teraz ju jedenacie minut, jaskini spowia ciemno.

LXXIV

HAZEL
Iga wewntrznego kompasu Hazel obracaa si jak szalona.
Kiedy bya bardzo maa, w Nowym Orleanie w pnych latach trzydziestych,
matka zaprowadzia j do dentysty, eby wyrwa jej zb. Po raz pierwszy i ostatni
zaaplikowano jej eter. Dentysta obiecywa, e ogarnie j senno i mie otpienie,
ale Hazel poczua si tak, jakby wylatywaa ze swojego ciaa, przeraona i
niepanujca nad tym, co si z ni dzieje. Kiedy eter przesta dziaa, wymiotowaa
przez trzy dni.
To, co byo teraz, przypominao wielk dawk eteru.
Zdawaa sobie niejasno spraw z tego, e nadal jest w jaskini. Pazyfae stoi tu
przed nimi, Klytios czeka w milczeniu przy Wrotach mierci.
Ale spowiy j kby Mjy, mcc jej poczucie rzeczywistoci. Zrobia krok do
przodu i wpada na cian, ktrej nie powinno tam by.
Leo napar domi na kamienny mur.
- Co si dzieje? Gdzie jestemy?
Byli w jakimi korytarzu, biegncym w lewo i w prawo. W elaznych uchwytach
pony pochodnie. Pachniao stchlizn, jak w starym grobowcu. Siedzca na
ramieniu Hazel Gale szczekaa wciekle, wbijajc jej pazurki w obojczyki.
- Tak, wiem - mrukna Hazel do asiczki. - To iluzja.
Leo uderzy pici w cian.
- Cakiem solidna iluzja.
Pazyfae rozemiaa si. Jej gos by rozmyty i jakby dopywa z daleka.
- Wic to iluzja, Hazell Levesque, czy moe co wicej? Nie pojmujesz, co
stworzyam?
Hazel bya tak oszoomiona, e ledwo trzymaa si na nogach, w gowie miaa
zamt. Prbowaa wytyc zmysy, zobaczy co przez Mg i na nowo odnale
jaskini, ale wyczuwaa jedynie biegnce w wiele stron tunele - w wiele stron, tylko
nie do przodu.
Przypadkowe myli rozbyskiway jej w mzgu jak grudki zota wydobywajce
si na powierzchni. Dedal. Minotaur zamknity w Labiryncie. Umrzesz powoli w
moim nowym krlestwie.
- Labirynt - powiedziaa na gos. - Ona odtwarza Labirynt.
- Co znowu? - Leo wali w cian motkiem, ale odwrci si do niej i
zmarszczy brwi. - Mylaem, e Labirynt zawali si podczas bitwy o Obz
Herosw... i e by jako poczony z si yciowy Dedala czy co w tym rodzaju,
wic Dedal umar.
Pazyfae zacmokala z dezaprobat.
- Ach, ale ja wci yj. Mylisz, e wszystkie sekrety tych podziemi to dzieo
Dedala? To ja tchnam ycie w jego Labirynt. Dedal by nikim w porwnaniu ze

mn, niemierteln czarodziejk, crk Heliosa, siostr Kirke! Teraz Labirynt bdzie
moim krlestwem.
- To iluzja - upieraa si Hazel. - Wystarczy si przez ni przedrze.
Gdy to powiedziaa, wydao jej si, e ciany zrobiy si jeszcze bardziej solidne
i nieustpliwe, a zapach stchlizny si nasili.
- Za pno, za pno - zanucia Pazyfae. - Labirynt ju si przebudzi. Rozronie
si pod skr ziemi ponownie, gdy wasz miertelny wiat zostanie z ni zrwnany.
A wy, pbogowie... wy, herosi... bdziecie si bka po jego korytarzach, powoli
umierajc z pragnienia, strachu i alu. Albo moe, jeli poczuj lito, umrzecie
szybko w wielkim blu!
Pod stopami Hazel w posadzce otworzyy si dziury. Zapaa Leona wp i
odcigna w bok, gdy z dziur wystrzeli rzd kolcw, przebijajc sufit.
- Uciekajmy! - krzykna.
miech Pazyfae toczy si echem po korytarzu.
- Dokd biegniesz, moda czarodziejko? Uciekasz przed iluzj?
Hazel nie odpowiedziaa. Bya zbyt pochonita walk o ycie.
Za nimi kolce rzd za rzdem strzelay w sufit z jednostajnym tank, tank, tank.
Pocigna Leona w jaki boczny korytarz, przeskakujc nad wnykami, po czym
zatrzymaa si tu przed ziejc w posadzce jam. Miaa z pi metrw szerokoci.
- Jak jest gboka? - wydyszal Leo. Nogawk mia rozdart w miejscu, gdzie
drasn go jeden z kolcw.
Hazel wyczua, e przepa ma przynajmniej pitnacie metrw gbokoci, a na
jej dnie jest sadzawka trucizny. Czy jednak moga zaufa swoim zmysom? Nie
wiedziaa, czy Pazyfae naprawd stworzya nowy Labirynt, ale wierzya, e wci s
w tej samej jaskini, a Pazyfae i Klytios patrz rozbawieni, jak ona i Leo biegaj po
niej bez celu. Moga to by iluzja, mimo to Hazel wiedziaa, e musi wydosta si z
tego labiryntu, bo puapki ich zabij.
- Osiem minut - rozleg si glos Pazyfae. - Bardzo bym chciaa, ebycie
przeyli, naprawd. To by dowiodo, e jestecie warci zoenia was w ofierze Gai w
Atenach. No, ale wwczas wasi przyjaciele w windzie nie bd ju nam potrzebni.
Serce Hazel zabio szybciej. Stana przed cian po lewej stronie. Poczua, e
bez wzgldu na to, co mwi jej zmysy, w tym kierunku powinny by Wrota
mierci. Pazyfae powinna sta tu przed ni.
Zapragna przebi si przez t cian i udusi czarodziejk. W cigu omiu
minut ona i Leo musz si znale przy Wrotach mierci, by wypuci przyjaci.
Ale Pazyfae jest niemierteln czarodziejk i ma za sob tysice lat
dowiadczenia w rzucaniu zakl. Nie pokona jej sam sil woli. Hazel udao si
ogupi bandyt Skirona, pokazujc mu to, co chcia zobaczy. Teraz musi odkry,
czego najbardziej pragnie Pazyfae.
- Siedem minut zanucia czarodziejka. Szkoda, e tak mao mamy czasu! A
tyle jeszcze upokorze chciaabym wam zada.

To byo to. Trzeba podnie rzucon rkawic. Trzeba sprawi, by ten labirynt
stal si jeszcze bardziej grony, jeszcze bardziej widowiskowy - trzeba sprawi, by
Pazyfae skupia si na puapkach, a nie na kierunku, w ktrym prowadzi Labirynt.
- Leo, skaczemy powiedziaa Hazel.
- Ale...
- Nie jest tak daleko, jak na to wyglda. Razem!
Zapaa go za rk i skoczyli nad przepaci. Kiedy wyldowali po drugiej
stronie, za nimi nie byo ju czarnej dziury, tylko kilkucentymetrowa szczelina w
posadzce.
- Naprzd! - zawoaa.
Pobiegli, a glos Pazyfae zawodzi:
- Och, nie, moja droga, nie. W ten sposb nie przeyjecie. Sze minut.
Pko sklepienie nad nimi. asica Gale pisna ostrzegawczo, ale Hazel
wyobrazia sobie nowy tunel prowadzcy w lewo - tunel jeszcze bardziej
niebezpieczny albo prowadzcy w zym kierunku. Mga ustpia przed jej wol.
Tunel si pojawi. Wbiegli do niego.
Pazyfae westchna.
- Nie jeste w tym dobra, moja droga.
Ale w Hazel zatliaa si iskierka nadziei. Stworzya tunel. Naderwaa magiczn
tkank Labiryntu.
Posadzka zapada si pod nimi. Hazel uskoczya w bok, cignc za sob Leona.
Wyobrazia sobie inny tunel, prowadzcy w przeciwnym kierunku ni ten, skd
przyszli, ale peen trujcego gazu. Labirynt jej usucha.
- Leo, wstrzymaj oddech - ostrzega go.
Dali nurka w trujc mg. Oczy zapieky j tak, jakby sobie w nie wtara
tabasco, ale biega dalej.
- Pi minut - oznajmia Pazyfae. Niestety! Takbym chciaa, bycie cierpieli
duej!
Wpadli w korytarz ze wieym powietrzem. Leo zakaszla.
- eby tylko si przymkna.
Przemknli pod spiow ptl. Hazel wyobrazia sobie tunel zakrcajcy z
powrotem do Pazyfae, choby agodnie. Mga nagia si do jej woli.
ciany tunelu zaczy si do siebie zblia. Hazel nie prbowaa tego
powstrzyma. Sprawia, by zwieray si szybciej, wstrzsajc posadzk i rozrywajc
sklepienie. Biegli, walczc o ycie, a krzywizna tunelu przybliaa ich do miejsca, w
ktrym, jak miaa nadziej Hazel, by rodek jaskini.
- Szkoda - powiedziaa Pazyfae. - Tak bym chciaa zabi i was, i waszych
przyjaci w windzie, ale Gaja nalegaa, bv dwoje z was utrzyma przy yciu a do
wita Nadziei, kiedy zrobimy dobry uytek z waszej krwi! No c, bd musiaa
znale jakie inne ofiary, by bdziy po moim Labiryncie. Wy okazalicie si

wielk pomyk.
Hazel i Leo zatrzymali si gwatownie. Przed nimi rozwara si otcha tak
szeroka, e nie wida byo jej drugiego brzegu. Gdzie z gbi tej ciemnej otchani
dobieg syk tysicy ww.
Hazel kusio, by si cofn, ale tunel za nimi ju si zamyka, tak, e stali na
wskiej pce. Gale przesza po ramionach Hazel i pucia bka.
- Dobra, dobra - mrukn Leo. - Te ciany to czci ruchome. Musz by
mechaniczne. Daj mi sekund.
- Nie, Leo. Std nie mona wrci.
- Ale...
- Chwy mnie za rk. Na trzy.
- Ale...
- Trzy!
- Co?!
Hazel skoczya w przepa, pocigajc go ze sob. Staraa si nie zwaa na jego
wrzask i na asiczk, ktra przywara do jej szyi. Ca wol woya w to, by
przeciwstawi si magii Labiryntu.
Pazyfae rozemiaa si triumfalnie, wiedzc, e za chwil roztrzaskaj si na
dnie albo zgin, poksani przez jadowite we.
Ale Hazel wyobrazia sobie rynn w ciemnoci, tu na lewo. Przekrcia si w
locie i poszybowaa ku niej. Uderzyli twardo w rynn i zeliznli si ni do jaskini,
ldujc prosto na Pazyfae.
- Ach!
Gowa czarodziejki stukna o posadzk, leo ju siedzia jej na piersiach.
Przez chwil wszyscy troje i asica byli jednym kbowiskiem cia. Hazel
prbowaa doby miecza, ale Pazyfae udao si pierwszej wyplta. Cofna si od
nich, jej kok wygi si na bok jak rozmiky tort. Jej suknia bya poplamiona
tustymi plamami z pasa Leona.
- Wy aoni dranie! - zawya.
Labirynt znikn. Par metrw od nich sta Klytios, zwrcony do nich piecami,
obserwujc Wrota mierci. Wedug oblicze Hazel od pojawienia si przyjaci
dzielio ich trzydzieci skund. Szaleczy bieg przez labirynt i panowanie nad Mg
bardzo j wyczerpay, ale musiaa dokona jeszcze jednej sztuczki.
Udao si je; sprawi, by Pazyfae ujrzaa to, co najbardziej pragna zobaczy.
Teraz musi sprawi, by czarodziejka ujrzaa to, czego si najbardziej lka.
- Musisz naprawd nienawidzi pbogw - powiedziaa Hazel, starajc si
naladowa okrutny umiech Pazyfae.- Bardzo si staraa, co, Pazyfae?
- Bzdury! - krzykna Pazyfae. - Rozerw was na strzpy! Ja...
- Biedna Pazyfae, same poraki. Twj m ci zdradzi. Tezeusz zabi
Minotaura i wykrad twoj crk Ariadn. A teraz dwie wielkie pomyki zwrciy
przeciw tobie twj wasny labirynt. Ale wiedziaa, e tak bdzie, prawda? Ty

zawsze w kocu zawodzisz.


- Jestem niemiertelna! - jkna Pazyfae. Cofna si o krok, dotykajc palcami
swojego naszyjnika. - Nie moecie mnie pokona!
- Ju zostaa pokonana - odparowaa Hazel. - Spjrz.
Pokazaa na stopy czarodziejki. Otworzya si pod nimi klapa. Pazyfae z
krzykiem spada w bezdenn otcha, ktra w rzeczywistoci nie istniaa.
Posadzka zasklepia si. Czarodziejka znikna.
Leo spojrza na Hazel zdumiony.
- Jak ty to...?
W tym momencie rozlego si ding. Klytios nie nacisn guzika, tylko cofn si
od windy. Ich przyjaciele byli w niej uwizieni.
- Leo! - krzykna Hazel.
Od windy dzielio ich dziesi metrw, ale Leo wycign rubokrt i cisn nim
jak cyrkowiec noem. Wydawao si to niemoliwe, ale rubokrt przelecia tu
obok Klytiosa i uderzy w guzik.
Wrota mierci rozwary si z sykiem. Buchn czarny dym i dwa ciaa wypady z
windy twarzami na posadzk - Percy i Annabeth, bezwadni jak trupy.
Hazel zakaa.
- Och, bogowie...
Ona i Leo ruszyli ku nim. ale Klytios unis rk, zatrzymujc ich tym gestem w
miejscu. Jego potna smocza apa zawisa nad gow Percyego.
Dymny caun, ktry osnuwa giganta, spowi Annabeth i Percyego kbem
czarnej mgy.
Klytios przechyli gow. Jego diamentowe oczy zalniy. U jego stp Annabeth
drgna, jakby dotkna przewodu elektrycznego. Oczy stany jej w sup, czarny
dym wydoby si z ust.
- Ja nie jestem Pazyfae powiedziaa obcym gosem, niskim jak gitara
basowa. - Nie ze mn takie sztuczki.
- Przesta!
Nawet z tej odlegoci Hazel wyczuwaa, e siy yciowe opuszczaj Annabeth, a
jej puls sabnie. Wycigajc sowa z jej ust, Klytios j zabija.
Gigant trci stop gow Percy ego.
- Jeszcze dycha - Sowa giganta wypyny z ust Percy ego. - To straszny wstrzs
dla miertelnego ciaa. Mog to sobie wyobrazi, bo sam wrciem z Tartaru. za
chwil ich zabior.
Teraz, ponownie zwrci uwag na Annabeth. Z jej ust znowu wydoby si dym.
- Zwi ich i zabior do Porfyriona w Atenach. Takiej ofiary nam trzeba. Ale,
niestety, to oznacza, e wy dwoje nie jesteci ju nam potrzebni.
- Tak? - warkn Leo. - Wiesz co, stary? Moe i masz swj dym, za to ja mam
ogie.

Jego donie zapony. Wystrzeli biaymi kolumnami ognia w giganta, ale jego
dymna aura natychmiast je wchona. Macki czarnej mgy powdroway po liniach
ognia, wygaszajc blask i ar i okrywajc Leona ciemnoci.
Leo osun si na kolana, ciskajc si za gardo.
- Nie!
Hazel pobiega ku niemu, ale Gale zapiszczaa ostrzegawczo na jej ramieniu.
- Nie radz. - Gos Klytiosa wydoby si z ust Leona. - Niczego nie rozumiesz,
Hazel Lavesque. Ja pochaniam czary. Niszcz gos i dusz. Nie pokonasz mnie.
Czarna mga zacza si rozrasta, pokrywajc Annabeth i Percy ego, sunc ku
Hazel.
Krew huczaa jei w uszach. Musi co zrobi - ale co? Skoro ten czarny dym tak
atwo obezwadni Leona, jak szans ma ona?
- Og-gie wyjkaa cicho. - Podobno to twj saby punkt.
Gigant zacmoka, tym razem uywajc strun gosowych
Annabeth.
- Bardzo na to liczysz, co? To prawda, nie lubi ognia. Ale pomienie Leona
Valdeza jako niec wyrzdziy mi krzywdy.
Gdzie spoza Hazel odezwa si mikki, liryczny gos:
- A co powiesz na moje pomienie, stary druhu?
Gale pisna, podniecona, zeskoczya z ramion Hazel i pomkna ku wejciu do
jaskini, gdzie staa jasnowosa kobieta w czarnej sukni. Wok niej kbia si Mga.
Gigant cofn si, wpadajc plecami na Wrota mierci.
- Ty - powiedzia ustami Percy ego.
- Ja zgodzia si Hekate.
Rozoya ramiona. W jej doniach pojawiy si ponce pochodnie.
- Miny tysiclecia, odkd walczyam po stronie pboga, ale Hazel Levesque
udowodnia, e jest tego warta. Co na to powiesz, Klytiosie? Pobawimy si ogniem?

LXXV
HAZEL
Gdyby gigant uciek z wrzaskiem, Hazel byaby mu za to wdziczna. Wreszcie
wszyscy mogliby odetchn.
Ale Klytios sprawi jej zawd.
Na widok poncych pochodni bogini odzyska wigor. Tupn nog, wstrzsajc
posadzk i o may wos nie miadc ramienia Annabeth. Czarny dym zakbi si
wok niego, a Annabeth i Percy cakowicie pod nim zniknli. Wida byo tylko
rozjarzone oczy giganta.

Dumne sowa. - Klytios przemwi ustami Leona. - Wybacz., bogini. Kiedy si


ostatnim razem spotkalimy, pomagali ci Herkules i Dionizos, najpotniejsi na
wiecie herosi, obaj mieli zostac bogami. A teraz przyprowadzasz mi... tych?
Bezwadne ciao Leona skrcio si z blu.
- Przesta! krzykna Hazel.
Nie zastanawiaa si nad tym, co si teraz miao sta. Po prostu wiedziaa, e
musi chroni przyjaci. Wyobrazia sobie, e stoj za ni, w ten sam sposb, w jaki
wyobraaa sobie nowe tunele pojawiajce si w Labiryncie Pazyfae. Leo znikn.
Pojawi si ponownie u stp Hazel, razem z Percym i Annabeth. Mgla zawirowaa
wok niej, pokrywajc kamienn posadzk i bezwadne ciaa przyjaci. Tam, gdzie
Mga napotkaa czarny dym, parowa i sycza jak lawa staczajca si w morze.
Leo otworzy oczy i wydysza:
-C-co...?
Annabeth i Percy wci leeli bez ruchu, ale Hazel wyczua, e serca im bij
mocniej, a oddechy si wyrwnuj.
Siedzca na ramieniu Hekate Gale zaszczekaa z zachwytu.
Bogini zrobia klika krokw naprzd, jej ciemne oczy rozbysy w blasku
pochodni.
- Masz racj, Klytiosie. Hazel Levesque to nie Herkules ani Dionizos, ale
chyba zaraz si przekonasz, e im dorwnuje.
Poprzez dymny caun Hazel dostrzega, e gigant otworzy usta, ale nic nie
powiedzia. Umiechn si szyderczo, ale wida byo, e straci pewno siebie.
Leo sprbowa usi.
- Co si dzieje? Co mog... ?
- Pilnuj Percy ego i Annabeth. - Hazel wycigna swoj wczni. - Zosta za
mn. Zosta we Mgle.
- Ale...
Jej spojrzenie musiao by bardziej surowe, ni zdawaa sobie z tego spraw.
Leo przekn lin.
W porzdku, rozumiem. Biaa Mga dobra. Czarny dym zy.
Hazel ruszya do przodu. Gigant rozoy ramiona. Sklepienie zadygotao, a gos
giganta potoczy si echem po jaskini, stokrotnie wzmocniony.
- Dorwnuje? powtrzy, jakby przemawia gosem chru umarych,
wykorzystujc do tego wszystkie dusze nieszcznikw pochowanych pod stelami na
sklepieniu. Bo nauczya si kilku twoich magicznych sztuczek? Bo pozwolia tym
miernotom ukry si w twojej Mgle? - W jego doni pojawi si miecz - klinga ze
stygijskiego elaza, podobna do tej, ktr mia Nico, tyle e pi razy wiksza. - Nie
rozumiem, dlaczego Gaja uwaa, e ktry z tych boskich bkartw godny jest, by
zoy go w ofierze. Zmiad ich jak puste orzechy.
Strach Hazel ustpi miejsca wciekoci. Krzykna. ciany jaskini
zatrzeszczay jak ld wrzucony do ciepej wody, a grad drogich kamieni posypa si

ku gigantowi, przebijajc jego pancerz jak rut.


Klytios zachwia si do tyu. Jego bezcielesny gos nabrzmia blem. Napiernik
by podziurawiony jak sito.
Zoty ichor trysn z rany na jego prawym ramieniu. Woal ciemnoci zacz si
rozwiewa, Hazel ujrzaa dz mordu na twarzy giganta.
- Ty - warkn. - Ty ndzna...
- Ndzna! - powtrzya spokojnie bogini. - Jestem pewna, e Hazel Levesque
zna par sztuczek, ktrych nawet ja nie mogam jej nauczy.
Hazel staa przed swoimi przyjacimi, zdecydowana, by ich broni, ale powoli
opuszczay j siy. Miecz ju ciy jej w rkach, a jeszcze si nim nie zamachna.
Zamarzya, by by z ni teraz Arion. Mogaby wykorzysta jego szybko i si.
Niestety, jej koski przyjaciel tym razem nie zdoaby pomc. By stworzeniem
wielkich, otwartych przestrzeni, a nie podziemi.
Gigant wbi palce w ran w swoim bicepsie. Wycign z niej diament i odrzuci
go. Rana si zasklepia.
- A wic, crko Piutona - zagrzmia - czyby naprawd uwierzya, e Hekate
na tobie zaley? Kirke bya jej ulubienic. I Medea. i Pazyfae. I jak skonczyy, co?
Hazel usyszaa za plecami jk Annabeth. Percy wybekota co, co brzmiao jak
Bob-bob-bob?"
Klytios ruszy do przodu z mieczem opuszczonym u boku, jakby zblia si do
przyjaciela, a nie wroga.
Hekate nie powie ci prawdy. Wysya akolitw takich jak ty, by za ni waczyli,
ponoszc cae ryzyko. Jeli jakim cudem mnie pokonasz, dopiero wtedy bdzie
moga mnie spali. A potem ona bdzie si pawi w triumfie zwycistwa. Pewnie
syszaa, jak Bachus postpi z bliniakami Aloadami w Koloseum. Hekate jest
jeszcze gorsza. Pochodzi z rodu tytanw, a sama ich zdradzia. Potem zdradzia
bogw. Naprawd mylisz, e ciebie nie zdradzi?
Z twarzy Hekate nie mona byo nic wyczyta.
- Nie mog odpowiedzie na te oskarenia, Hazel powiedziaa bogini. - To
twoje rozdroa. Wybr naley do ciebie.
- Tak, rozdroa. - miech giganta potoczy si echem po jaskini. Jego rany
cakowicie si wyleczyy. - Hekate oferuje ci same niejasnoci, wybory, mgliste
obietnice, zawodne czary, ja jestem anty-Hekate. Oferuj ci prawd. Unicestwiam
wybory i czary. Rozwiej Mg raz na zawsze i uka ci prawdziwy wiat ze
wszystkimi jego okropnociami.
Leo wsta z trudem, zanoszc si kaszlem jak astmatyk.
- Kocham tego faceta - wykrztusi. Naprawd, byby dobry jako temat
inspirujcych seminariw. - Jego donie zapony jak lutownice. - Ale mog go po
prostu podpali.
- Leo, nie - powiedziaa Hazel, To witynia mojego ojca. To moja sprawa.

- No dobra, ale...
- Hazel... - wydyszaa Annabeth.
Hazez tak ucieszy gos przyjaciki, e o mao co si do niej nie odwrcia, ale
w por sobie przypomniaa, e nie moe spuci w zroku z KIytiosa.
- acuchy... - wyrzucia z siebie Annabeth.
llazel zachysna si wasnym oddechem. Ale jest gupia! Wrota mierci wci
byy otwarte, acuchy dygotay, utrzymujc Wrota w miejscu. Trzeba je przeci, to
znikn, a Gaja ju ich nie dosignie.
By tylko jeden problem: wielki dymny gigant stojcy jej na drodze.
- Chyba naprawd nie wierzysz, e ci na to stac - zakpi Klytios.
- Co zrobisz, Hazel Lewesque? Zarzucisz mnie rubinami? Zasypiesz
szmaragdami?
Hazel mu odpowiedziaa. Uniosa spath i zaatakowaa.
Klytios najwyraniej nie spodziewa si z jej strony tak samobjczego aktu.
Powoli unosi miecz. Zanim zdy zada cios, Hazel przenikna midzy jego
nogami i wbia kling z cesarskiego zota w jego gluteus maximus. Nie bardzo
elegancki czyn. Zakonnice z Akademii witej Agnieszki na pewno byyby
zgorszone. Ale to podziaao.
Klytios rykn i zgi si wp, odsuwajc si od niej. Mga wci kbia si
wok Hazel, syczc, gdy stykaa si z czarnym dymem.
Hazel zdaa sobie spraw, e Hekate j wspiera, uyczajc jej siy niezbdnej do
utrzymywania obronnej Mgy. Ale wiedziaa te, e gdy tylko osabnie jej skupienie
i ciemno jej dosignie, padnie. A jeli do tego dojdzie... nie bya pewna, czv
Hekate bdzie w stanie - albo czy zechce - powstrzyma giganta od zmiadenia
Hazel i jej przyjaci.
Pobiega do Wrt mierci. Mieczem roztrzaskaa acuchy po lewej stronie,
jakby byy z lodu. Rzucia si w prawo, ale Klytios rykn:
- NIE!
Miaa szczcie, e nie przeci jej na p. Pazem miecza ugodzi j w pier i
odrzuci w bok. Uderzya caym ciaem w cian, syszc trzask wasnych koci.
Leo wykrzykn jej imi.
W oczach jej si mio, ale ujrzaa bysk ognia. Hekate staa w pobliu, jej
posta migotaa, jakby miaa si rozpyn w powietrzu. Pochodnie w jej rkach
zaczy przygasa, ale mogo to po prostu oznacza, e Hazel traci wiadomo.
Nie moga si teraz podda. Ca si woli zmusia si do powstania. Bok j
piek, jakby go nacinano brzytwami. Jej miecz lea jakie ptora metra od niej.
Ruszya ku niemu na chwiejnych nogach.
- Klytios! - krzykna.
Chciaa, by zabrzmiao to jak okrzyk bojowy, ale gos miaa saby i chrypliwy.
Ale przynajmniej zwrcia jego uwag na siebie. Gigant odwrci si od Leona,
Percyego i Annabeth. Kiedy zobaczy, jak Hazel kutyka ku niemu, rozemia si.

Niele, Hazel Levesque. Radzisz sobie lepiej, ni przypuszczaem. Ale same czary
mnie nie pokonaj, a tobie brak ju si. Hekate w kocku ci zawioda, tak jak
wszystkich swoich zwolennikw.
Mga rzeda wok niej. W drugim kocu jaskini Leo prbowa wepchn
Pereyemu do ust kawaek ambrozji. Annabeth odzyskaa ju wiadomo, ale nie
bya w stanie nawet unie gowy.
Hekate staa ze swoimi pochodniami, patrzc i czekajc - co zdenerwowao
Hazel tak, e poczua w sobie ostatni przypyw energii.
Cisna mieczem - nie w giganta, ale we Wrota mierci. Pky acuchy po
prawej stronie, Hazel osuna si na posadzk, jej bok przeszy straszliwy bl. Wrota
zadygotay i zniky w rozbysku purpurowego wiaa.
Klytios rykn tak gono, e kilka stel wypado ze sklepienia i roztrzaskao si
na posadzce.
- To za mojego brata Nica - wydyszaa Hazel. - I za zniszczenie wityni mojego
ojca.
- Pozbawia si prawa do szybkiej mierci - warkn gigant. Bdziesz si powoli
dusia -w ciemnoci, konajc z blu.Hekate ci nie pomoe. NIKT nie moe ci pomc!
Bogini uniosa pochodnie.
- Nie byabym taka pewna, Klytiosie. Przyjaciele Hazel po prostu potrzebowali
troch czasu, by do niej dotrze, czasu, ktry ty im dae, chepic si i
przechwalajc.
Klytios prychn drwico.
- Jacy przyjaciele? Te miernoty? Ich si nie boj.
Powietrze przed Hazel zafalowao. Mga zgstniaa, tworzc otwr, przez ktry
przeszy cztery postacie.
Hazel ogarna taka ulga, e zakaa. Obandaowane rami Franka krwawio, ale
y. Obok niego stali Nico, Piper i Jason -wszvscy z mieczami w rkach.
- Wybacz, e tak pno - powiedzia Jason. - To ten facet, ktrego trzeba zabi?

LXXVI
HAZEL
Hazel prawie wspczua Klytiosowi.
Zaatakowali go ze wszystkich stron - Leo miota mu ogniem w nogi, Frank i
Piper dzgali go w piersi, Jason z powietrza kopa go w twarz. Hazel bya dumna,
widzc, jak dobrze Piper zapamitaa jej lekcje szermierki.
Za kadym razem, gdy dymny woal zaczyna pezn wok ktrego z nich,
Nico podbiega, przebija si przez ciemno i niszczy j swoj stygijsk kling.

Percy i Annabeth ju dwignli si na nogi, sabi i oszoomieni, ale miecze mieli


w doniach. Skd Annabeth ma miecz? I z czego jest zrobiony - z koci soniowej?
Wygldali, jakby chcieli pomc, ale nie byo takiej potrzeby. Gigant zosta ju
otoczony.
Warcza, obracajc si niezdarnie, jakby nie mg si zdecydowa, kogo
najpierw zabi.
- Zaraz! Spokojnie! Nie! Au!
Ciemno wok niego cakowicie zanika, teraz chroni go tylko podziurawiony
pancerz. lchor sczy si z wielu ran. Rany natychmiast si goiy, ale Hazel czua, e
olbrzym opada z si.
Jason po raz ostatni zaatakowa go z powietrza, wymierzajc mu kopniaka w
piersi, i pancerz, rozpad si na kawaki. Klytios zatoczy si do tyu. Miecz wypad
mu z rki. Osun si na kolana, otoczony przez pbogw.
Dopiero wwczas podesza do niego Hekate z uniesionymi pochodniami. Mga
zawirowaa wok giganta, syczc i pienic si na jego skrze.
I tak to si koczy - powiedziaa bogini.
- Nic si nie koczy - rozbrzmia gdzie z gry gos Klytiosa, stumiony i
bekotliwy. Powstan moi bracia. Gaja czeka tylko na krew Olimpu. Musiao was
byc tylu, eby mnie pokona. Co zrobicie, kiedy Matka Ziemia otworzy oczy?
Hekate odwrcia pochodnie do gry nogami. Rzucia je jak sztylety w gow
Klytiosa. Jego wosy zapaliy si szybciej ni sucha hubka. Pomienie objy gow,
a potem cae ciao, a ar i blask zmusiy Hazel do skrzywienia si i zmruenia oczu.
Klytios pad cicho twarz w szcztki otarza Hadesa. Jego ciao zamienio si w
popi.
Przez chwil wszyscy milczeli. Hazel usyszaa poszarpany, chrapliwy odgos i
uwiadomia sobie, e to jej wasny oddech. Bok bola j tak, jakby go ugodziy rogi
barana.
Hekate stana przed ni.
- Powinna ju i. Hazel Levesque. Wyprowad std swoich przyjaci.
Hazel zacisna zby, starajc si powstrzyma gniew.
Tak po prostu? Bez adnego dzikuj"? Bez sowa pochway?
Bogini przechylia gow. asiczka Gale pisna - moe to byo poegnanie, a
moe ostrzeenie - i znika w fadach sukni swojej pani.
- Nie ode mnie oczekuj wdzicznoci powiedziaa bogini. -A jeli chodzi o
pochway, jeszcze na to za wczenie. Spiesz do Aten. Klytios si nie myli. Giganci
powstali. Wszyscy, silniejsi ni kiedykolwiek. Gaja ju si budzi. wito Nadziei
okae si kocem wszelkiej nadziei, jeli nie zdycie jej powstrzyma.
Komnata zadraa. Jeseze jedna stela spadla ze sklepienia i roztrzaskaa si na
posadzce.
- Dom Hadesa dry w posadach powiedziaa Hekate. - Idcie. Jeszcze si
spotkamy.

I znikna. Mga si rozwiaa.


- Ciepa osbka - mrukn Percy.
Inni zwrcili si do niego i do Annabeth, jakby dopiero teraz zdali sobie spraw
z ich obecnoci.
- Stary. - Jason ucisn go.
- Wrcili z Tartaru! - zawoa Leo. - Moi przyjaciele!
Piper obja Annabeth i rozpakaa si.
Frank podbieg do Hazel. agodnie j przytuli.
- Jeste ranna.
- Chyba mam poamane ebra. Ale... Frank, co jest z twoim ramieniem?
Umiechn si.
- To duga opowie. yjemy. Teraz tylko to si liczy. Przemone poczucie
ulgi tak j oszoomio, e dopiero po chwili dostrzega Nica, stojcego samotnie z
twarz pen blu i rozterki.
- Hej! - zawoaa, machajc do niego zdrow rk.
Zawaha si, a potem podszed i pocaowa j w czoo.
- Ciesz si, e yjesz - powiedzia. - Duchy miay racj. Tylko jedno z nas
zdoao dotrze do Wrt mierci. Twj tata byby z ciebie dumny.
Umiechna si, przykadajc mu agodnie do do policzka.
- Bez ciebie nie pokonalibymy Klyriosa.
Musna go kciukiem pod okiem, zastanawiajc si, czy paka. Bardzo chciaa
zrozumie, co si z nim dzieje - i co przeywa przez ostatnie par tygodni. Po tym
wszystkim, co razem przeszli, wezbraa w niej wdziczno, e ma brata.
Zanim zdya to powiedzie, sklepienie zadrao. W pozostaych jeszcze
kasetonach pojawiy si szczeliny. Opady supy pyu.
- Musimy si std wydosta - powiedzia Jason. - Frank...
Frank pokrci gow.
- Dzis ju nie poprosz ponownie zmarych o przysug.
- Zaraz, o co chodzi? - zdziwia si Hazel.
Piper uniosa brwi.
- Twj niesamowify chopak, jako syn Marsa, wezwa martwych legionistw,
ktrzy przeprowadzili nas przez... yyy... waciwie to nie wiem, przez co. Korytarze
zmarych? Wiem tylko, e byo bardzo, bardzo ciemno.
ciana na lewo pka. Dwoje rubinowych oczu z wyrzebionego na niej szkieletu
wypado i potoczyo si po posadzce.
- Bdziemy musieli zamieni si w cienie - powiedziaa Hazel.
Nico skrzywi si.
- Hazel, sam ledwo bym podoa. Z siedmioma osobami...
- Pomog ci.
Staraa si, by to zabrzmiao pewnie. Jeszcze nigdy nie przenosia si dokd

jako cie, nie miaa pojcia, czy potrafi, ale po opanowaniu Mgy i zmianie
Labiryntu musiaa uwierzy, e to jest moliwe.
Ze sklepienia spad cay rzd pytek.
- Zapmy si wszyscy za rce! - krzykn Nico.
Szybko utworzyli krg. Hazel wyobrazia sobie grecki krajobraz nad nimi.
Komora si zawalia, a ona poczua, e zamienia si w cie.
***
Pojawili si na zboczu wzgrza nad Acheronem. Woda poyskiwaa w blasku
wschodzcego soca, oboki zabarwiy si na pomaraczowo. Chodne powietrze
poranka pachniao kapryfolium.
Hazel praw rk ciskaa do Franka, lew Nica. Wszyscy yli i, z maymi
wyjtkami, byli cali i zdrowi. Blask soca na drzewach by najcudowniejsz rzecz,
jak Hazel kiedykolwiek widziaa. Zapragna zatrzyma t chwil - bez potworw,
bez bogw, bez zych duchw.
A potem jej przyjaciele zaczli si niespokojnie porusza.
Nico zda sobie spraw, e trzyma za rk Percyego, i szybko j puci.
Leo zatoczy! si do tyu.
- Wiecie co... ja chyba musz usi.
Przewrci si. Inni te popadali, ArgoII" wci, unosi si nad rzek kilkaset
metrw od nich. HazeI wiedziaa, e powinni da zna trenerowi Hedgeowi, e yj.
Jak dugo przebywali w wityni? Przez ca noc? A moe kilka nocy? Ale w tym
momencie wszyscy byli zbyt zmczeni, by zrobi cokolwiek prcz siedzenia,
odpoczywania i dziwienia si tym, e przeyli.
Zaczli mwi, co im si przydarzyo.
Frank opowiedzia o legionie duchw i o armii potworw - jak Nico uy bera
Dioklecjana i jak dzielnie walczyli Jason i Piper.
- Frank jest skromny - powiedzia Jason. - Panowa nad caym legionem.
Szkoda, e tego nie widzielicie. Aha... Przypomniao mi si - tu zerkn na
Percyego - e zrezygnowaem ze swojego stanowiska i mianowaem Franka
pretorem w trybie zagroenia na polu bitwy. Chyba e masz co przeciwko temu.
Percy umiechn si.
- Pena zgoda.
- Frank pretorem?- Hazel wytrzeszczya na niego oczy.
Wzruszy z zakopotaniem ramionami.
- No... tak. Wiem, e dziwnie to brzmi.
Sprbowaa go obj, ale skrzywia si, bo poamane ebra day o sobie zna.
Tylko go pocaowaa.
- Brzmi cudownie.
Leo klepn Franka w rami.
Dua sprawa, Zhang. Teraz moesz rozkaza Oktawianowi, eby si nadzia na
wasny miecz.

- Kuszce - zgodzi si Frank. Zwrci si do Percyego. - Ale wy... W Tartarze


musiao by strasznie. Co tam si wydarzyo? Jak wam si udao...?
Palce Percyego sploty si z palcami Annabeth.
Hazel akurat spojrzaa na Nica i dostrzega bl w jego oczach. Nie bya pewna,
ale wydao si jej, e Nico myli o tym, jak szczliwi byli Percy i Annabeth, majc
tam siebie. Nico przeszed przez Tartar samotnie.
- Wszystko wam opowiemy - obieca Percy. Ale nie teraz, dobrze? Jeszcze
nie chc sobie tego przypomina.
- Ja te - powiedziaa Annabeth. - A teraz... - Spojrzaa na rzek i urwaa.- Ej,
chyba zaraz kto nas podwiezie.
Hazel odwrcia si. Szybowa ku nim Argo II", jego wiosa mciy powietrze,
agle ju chwytay wiatr. Gowa Festusa poyskiwaa w socu. Nawet z tej
odlegoci Hazel usyszaa jego radosne trzaski i pobrzkiwania.
- Mj may! - krzykn Leo.
Kiedy okrt si przybliy, zobaczya trenera Hedgea stojcego na rufie.
- Nareszcie! - zawoa. Stara si zrobi srog min, ale oczy mu byszczay,
jakby ich widok bardzo go ucieszy. - Co tak dugo, misiaczki? Go na was czeka!
- Go? - mrukna Hazel.
Obok satyra pojawia si ciemnowosa dziewczyna w purpurowym paszczu.
Twarz miaa tak pokrwawiony i uwalan sadz, e Hazel ledwo j poznaa.
Przybya Reyna.

LXXVII
PERCY
Percy wpatrywa si w Aten Partenos, zastanawiajc si, czy bogini powali go
na ziemi.
Za pomoc nowego systemu mechanicznych dwigni, wymylonego przez
Leona, z zaskakujc atwoci opucili posg na zbocze wzgrza. Teraz
dwunastometrowa bogini spogldaa pogodnie przez Acheron, a jej zota suknia
byszczaa w socu jak roztopiony metal.
- Niewiarygodne - powiedziaa Reyna.
Wci minia oczy zaczerwienione od paczu. Gdy tylko wyldowaa na Argo
II, jej pegaz Scypion pad, miertelnie zraniony jadowitymi szponami gryfona,
ktry zaatakowa ich poprzedniej nocy. Reyna ulitowaa si nad nim i przebia
pegaza swoim zotym sztyletem, zamieniajc w py, ktry rozwia si w sodko
pachncym powietrzu Grecji. Moe to nie najgorsza mier dla latajcego konia, ale
Reyna stracia wiernego przyjaciela. Percy pomyla, e zbyt wiele ju w swoim

yciu stracia.
Teraz ostronie okraa Aten Partenos.
- Wyglda jak nowa.
- No pewnie zgodzi si Leo. - Oczycilimy j z pajczyn, uywajc ajaksu.
Poszo do atwo.
Argo II" zawis tu nad ich gowami. Na pokadzie pozosta tylko Festus,
penic stra radarem, a caa zaoga postanowia zje obiad na zboczu wzgrza i
przedyskutowa, co robi dalej. Po tych paru ostatnich tygodniach Percy uzna, e
zasuyli, by wsplnie zje co dobrego - w kadym razie co, co nie byoby ognist
wod albo zup z misa smoka.
- Hej, Reyna! - zawoaa Annabeth. - Zjedz co. Przycz si do nas.
Rzymianka spojrzaa ku nim, marszczc ciemne brwi, jakby nie do koca
zrozumiaa sowa ,,przycz si do nas. Percy po raz pierwszy zobaczy j bez
pancerza. Byo to na pokadzie okrtu, naprawianego przez ich cudowny stolik,
Buforda. Miaa na sobie dinsy i fioletow koszulk Obozu Jupiter i wygldaaby jak
zwyka nastolatka, gdyby nie sztylet przy pasie i czujno na twarzy, jakby Reyna
bya gotowa na atak z kadej strony.
- Dobrze, id - powiedziaa w kocu.
cienili si, eby zrobi jej miejsce w krgu. Usiada ze skrzyowanymi nogami
obok Annabeth, wzia kanapk z serem i ugryza may ks.
- Wic... Frank Zhang... jest pretorem.
Frank poruszy si, strzsajc sobie okruchy z podbrdka.
- No tak. Awans na polu bitwy.
- eby dowodzi innym legionem - powiedziaa Reyna. - Legionem duchw.
Hazel wzia Franka pod rami, jakby go chciaa ochroni. Po godzinie
spdzonej w kajucie chorych oboje wygldali o wiele lepiej, ale Percy czu, e nie
bardzo wiedz, co myle o swoim dawnym wodzu z Obozu Jupiter, ktry wpad do
nich na obiad.
- Reyno - odezwa si Jason - szkoda, e go nie widziaa.
- To byo niesamowite - powiedziaa Piper.
- Frank to urodzony przywdca dodaa Hazel. Wspaniay pretor.
Reyna przygldaa si Frankowi, jakby prbowaa okreli jego wag.
- Wierz wam. Aprobuj.
Frank zamruga.
Naprawd?
Reyna umiechna si cierpko.
- Syn Marsa, bohater, ktry pomg odzyska legionowego ora... z takim
pbogiem mog wsppracowa, Zastanawiam si tylko, jak przekona do tego
Legion Dwunasty.
Frank spochmurnia.
No tak. Ja te si nad tym zastanawiam.

Percy wci nie mg si nadziwi, jak bardzo Frank si zmieni. By


prznajmniej osiem centymetrw wyszy, mniej pulchny, a bardziej muskularny, jak
obroca w futbolu. Twarz mia ostrzej zarysowan, szczk wydatniejsz. Jakby
zamieni si w byka, a potem z powrotem w czowieka, ale pozostao mu co z
byczej postury.
Legion ciebie posucha, Reyno - powiedzia Frank. Dotara sama a
tutaj, do staroytnych krain.
Reyna ua kanapk, jakby bya z tektury.
I w ten sposb zamaam legionowe prawo.
Cezar zama prawo, kiedy przekroczy Rubikon. Wielcy wodzowie musz
czasami wyamywa si z oglnie przyjtych zasad.
Pokrcia gow.
- Nie jestem Cezarem. Po odnalezieniu listu Jasona w paacu Dioklecjana nie
byo trudno was wyledzi. Zrobiam tylko to, co uznaam za konieczne.
Percy nie mg powstrzyma umiechu,
- Reyno, nie bd taka skromna. Przeleciaa sama p wiata, by odpowiedzie
na prob Annabeth, bo zrozumiaa, e to najwiksza szansa na zaegnanie wojny
midzy nami. To prawdziwe bohaterstwo.
Wzruszyla ramionami.
- I to mwi pbg, ktry wpad do Tartaru i zdoa z niego wrci.
- Nie by sam - powiedziaa Annabeth.
- Och, oczywicie. Wtpi, by bez ciebie wydosta si z papierowej torby.
- To prawda.
- Hej! - zawoa Percy uraonym tonem.
Wszyscy zaczli si miac, ale Percy nie mia im tego za ze. Tak dobrze widzie
ich rozemiane twarze... I tak dobrze by znowu w wiecie miertelnikw, oddycha
niezatrutym powietrzem, czu ciepo soca na plecach.
Nagle pomyla o Bobie. Pozdrw odo mnie soce i gwiazdy .
Umiech spez mu z twarzy. Bob i Damasen oddali ycie za to, by on i Annabeth
mogli teraz tutaj siedzie, cieszc si socem i dowcipkujc z przyjacimi.
To niesprawiedliwe.
Leo wycign z pasa rubokrt. Nabi na niego truskawk polan czekolad i
poda trenerowi Hedgeowi. Potem wycign inny rubokrt i nabi na niego drug
truskawk dla siebie.
- Pytanie za dwadziecia milionw peso - powiedzia. - Mamy
dwunastometrowy posg Aleny. Co z nim zrobi?
Reyna zerkna na Aten Partenos.
- Piknie wyglda na tym wzgrzu, ale nie przeleciaam p wiata, aby go
podziwia. Wedug Annabeth wdz Rzymian powinien go zwrci do Obozu
Herosw. Dobrze zrozumiaam?

Annabeth kiwna gow.


- Miaam sen w... no wiecie, w Tartarze. Byam na Wzgrzu Herosw, a gos
Ateny powiedzia: Musz tu stan. I musz mnie tu przynie Rzymianie.
Percy przyglda si posgowi z niepewn min. Nigdy nie czu sympatii do
matki Annabeth. Obawia si, e posg Wielkiej Mamusi oyje i zruga go za to, e
wpdzi jej creczk w takie tarapaty - albo moe rozdepcze go bez sowa.
- To ma sens - odezwa si Nico.
Percy drgn. Czyby Nico czyta w jego mylach i zgadza si z tym, by Atena
go rozdeptaa?
Syn Hadesa siedzia po przeciwnej stronie krgu. Zjad tylko poow granatu,
owocu Podziemia. Percy zastanawia si, czy to przejaw jego poczucia humoru.
- Ten posg to bardzo wany symbol - powiedzia Nico. - Rzymianie oddajcy go
Grekom... To mogoby zaleczy historyczn ran, moe nawet uzdrowi bogw z ich
schizofrenii.
Trener Hedge pokn truskawk razem z poow rubokrtu.
- Zaraz, zaraz. Jako satyr lubi pokj...
- Nienawidzisz pokoju - przerwa mu Leo.
- Rzecz w tym, Valdez, e od Aten dzieli nas... ile? Par dni? A tam czeka na nas
armia gigantw. Przeszlimy przez to wszystko, eby ocali ten posg...
- Ja przeszam przez to wszystko - przypomniaa mu Annabeth.
- ...bo przepowiednia nazwala go zmor olbrzymw" - cign satyr. - To
moe by go zabra do Aten? To musi by nasza tajna bro. - Spojrza na Aten
Partenos. - Przypomina mi pocisk balistyczny. Moe gdyby Valdez przymocowa do
niej jakie silniki...?
Piper odchrzkna.
Wspaniay pomys, trenerze, ale wielu z nas miao sny i wizje z Gaj powstajc
w Obozie Herosw...
Wyja Katoptris z pochwy i pooya na swoim talerzu. Klinga nie pokazywaa
nic prcz odbicia nieba, ale patrzc na ni, Percy poczu niepokj.
- Od czasu powrotu im okrt - powiedziaa Piper - widuj na tej klindze
nieprzyjemne sceny. Rzymski legion jest ju blisko Obozu Herosw. Gromadz
posiki: duchy, ory, wilki.
- Oktawian - mrukna Reyna. A powiedziaam mu, eby zaczeka.
- Kiedy obejmiemy dowdztwo - powiedzia Frank - naszym pierwszym
rozkazem powinno by zaadowanie Oktawiana do najbliszej katapulty i
wystrzelenie, jak mona najdalej.
- Racja - zgodzia si Reyna. - Ale teraz...
On a si pali do wojny - wtrcia si Annabeth. -I rozpocznie j, jeli go nie
powstrzymamy.
Piper obrcia sztylet.
- Niestety, to nie wszystko. Widziaam rwnie to, co moe si zdarzy... Obz

w pomieniach, wszdzie trupy rzymskich i greckich pbogw. I Gaja... - Gos jej


si zaama.
Percy przypomnia sobie boga Tartara pitrzcego si nad nim w ludzkiej
formie. Jeszcze nigdy nie czu si tak bezsilny i przeraony. Wci pon ze wstydu
na wspomnienie tego, jak miecz wypad mu z reki.
Rwnie dobrze mgby prbowa zabi ziemi"- powiedzia Tartar.
Skoro Gaja jest tak potna i ma po swojej stronie armi potworw, to jak moe
j powstrzyma siedmioro pbogw, zwaszcza jeli wikszo bogw ma
zaburzenia osobowoci? Musz zatrzyma gigantw, zanim Gaja si przebudzi, bo
inaczej czeka ich klska.
Gdyby Atena Partenos bya jak tajn broni, to zabranie jej do Aten miaoby
sens. Percy'emu spodoba si pomys Hedge a, by uy posgu jako rakiety i
zamieni Gaj w boski grzyb nuklearny.
Niestety, czu, e Annabeth ma racj. Posg powinien wrci na Long Island,
gdzie moe powstrzyma wojn midzy dwoma obozami.
- Wic Revna zabiera posg - powiedzia - a my ruszamy dalej w drog do
Aten.
Leo wzruszy ramionami.
- Mnie to pasuje. Ale... yyy... jest par trudnych problemw logistycznych.
Mamy... ile? Dwa tygodnie do tego rzymskiego wita, kiedy Gaja ma si
przebudzi?
- wito Spes powiedzia Jason. Pierwszego sierpnia. Dzisiaj mamy...
Osiemnastego lipca - podpowiedzia Frank. - Wic... tak, od jutra dokadnie
czternacie dni.
Hazel skrzywia si.
eby tu dotrze z Rzymu, potrzebowalimy osiemnastu dni... a powinno to nam
zaj maks dwa, trzy.
Wic biorc pod uwag nasze zwyke szczcie - rzek Leo to moe mamy do
czasu, by dolecie na Argo lI" do Aten, odnale gigantw i powstrzyma
przebudzenie si Gai. Moe. Ale jak Reyna ma przenie ten olbrzymi posg do
Obozu Herosw, zanim Grecy i Rzymianie przepuszcz si nawzajem przez
maszynk do misa? Nie ma ju nawet swojego pegaza. Och, przepraszam...
- Daruj sobie - warkna Reyna.
Moe i traktowaa ich bardziej jak sprzymierzecw ni wrogw, aie Percy
wyczuwa, e Rzymianka wci ma uraz do Leona, pewnie za to, e wysadzi w
powietrze p Forum w Nowym Rzymie.
Wzia gboki oddech.
- Niestety, Leo ma racj. Nie mam pojcia, jak przetransportowa co tak
wielkiego, Przypuszczaam... no, miaam nadziej, e wy co wymylicie.
- Labirynt - powiedziaa Hazel. - To znaczy... Jeli Pazyfae naprawd go

odtworzya, to myl, e... Spojrzaa znaczco na Percy ego. No wiesz, powiedziae,


e Labirynt moe doprowadzi wszdzie. Wic moe...?
- Nie - powiedzieli jednoczenie Percy i Annabeth.
- Nie chcemy ci doowa. - doda Percy. - Tylko e...
Prbowa znale waciwe sowa. Jak opisa Labirynt komu, kto nigdy w nim
nie by? Dedal stworzy go jako yw, rosnc pltanin podziemnych korytarzy.
Przez cae stulecia rozrastaa si jak korzenie drzewa pod ca powicrzchni ziemi.
Tak, Labirynt mg doprowadzi wszdzie. Odlego nie miaa w nim znaczenia.
Mona wej do niego w Nowym Jorku, przej trzy metry i wyj w Los Angelesnie tylko wtedy, gdy odnajdzie si waciw drog. Bo jeli si nie odnajdzie,
Labirynt bdzie ci zwodzi i prbowa zabi za kadym zakrtem. Kiedy podziemna
sie tuneli zawalia si po mierci Dedala, Percy poczu ulg. Na sam myl, e
Labirynt sam si odradza, znowu rozrasta pod ziemi, stajc si przestronnym
nowym domem dla potworw, Robio mu si niedobrze. Mia ilo innych
problemw na gowie.
- Przede wszystkim - powiedzia - korytarze Labiryntu s za wskie i za krte.
Nie ma sposobu, by znie tam Aten Partenos...
- I nawet gdyby naprawd sam si odtwarza - cigna Annabeth - nie wiemy,
jaki moe teraz by. Ju i tak sta si niebezpieczny, kiedy wada nim Dedal, ktry
nie by zy. Jeli Pazyfae odtworzya Labirynt tak, jak chciaa... - Potrzsna gow.
Hazel, moe twoja zdolno wyczuwania wszystkiego w podziemiach mogaby
wystarczy, by przeprowadzi nimi Reyn, ale nikt inny by tego nie dokona. A ty
jeste nam potrzebna. Zreszt, gdyby tam zabdzia...
- Przekonaa mnie - powiedziaa ponuro Hazel. - Nie ma sprawy.
Reyna obrzucia spojrzeniem reszt grupy.
-Jakie inne pomysy?
Ja mog pj - zaproponowa Frank niezbyt ochoczym tonem.
- Powinienem pj, skoro jestem pretorem. Moe wykopiemy jaki szyb albo...?
- Nie. Franku Zhang. - Reyna obdarzya go lekkim umiechem.
- Mam nadziej, e w przyszoci bdziemy wsppracowa, ale teraz twoje
miejsce jest tu, pord zaogi tego okrtu. Jeste jednym z siedmiorga.
- Ja nie - odezwa si Nico.
Wszyscy przestali je. Percy spojrza na Nica, prbujc oceni, czy artuje.
Hazel odoya widelec.
- Nico...
- Pjd z Reyn. - oznajmi. - Mog przenie posg jako cie.
- Zaraz... - Percy podnis rk. - To znaczy... Wiem, e dopiero co przeniose
na wiat nas omioro... i to byo niesamowite. Ale rok temu mwie, e kiedy sam
si tak przenosie, byo to bardzo niebezpieczne i nieprzewidywalne. Par razy
wyldowae w Chinach. Przeniesienie dwunastometrowego posgu i dwojga ludzi
przez p wiata...

- Zmieniem si, odkd powrciem z Tartaru.


Oczy Nica pony gniewem - tak intensywnie, e Percy nie mg zrozumie
dlaczego. Czyby go czym obrazi?
Nico wczy si do rozmowy Jason nie kwestionujemy iwojej mocy. Chcemy
tylko si upewni, e nie zabijesz si przy tej prbie.
- Dokonam tego - upiera si Nico. - Bd robi krtkie skoki... kilkaset mil
naraz. To prawda, po kadym skoku nie bd zdolny odpiera atakw potworw.
Reyna bdzie musiaa obroni mnie i posg.
Reyna miaa pokerow twarz. Przygldaa si wszystkim po kolei, nie zdradzajc
niczym swoich myli.
- Kto chce jeszcze co powiedzie?
Wszyscy milczeli.
- A wic dobrze. - Ton jej gosu by stanowczy jak sdziego wydajcego wyrok.
Percy pomyla, e gdyby miaa pod rk motek, powinna nim teraz stukn. - Nie
widz lepszej opcji. Ale bdzie tam wiele potworw. Czuabym si lepiej, majc
jeszcze kogo obok siebie. Troje to optymalna liczba, czonkw wyprawy.
- Trener Hedge - wypali Frank.
Percy wytrzeszczy na niego oczy, mylc, e si przesysza.
- e co, Frank?
- Trener to najlepszy wybr. Jedyny wybr. Potrafi walczy. Jest
licencjonowanym ochroniarzem. Podoa temu zadaniu.
- Faun - powiedziaa Reyna.
- Satyr! - warkn Hedge. - I... dobra, pjd. A zreszt, jak ju bdziemy w
Obozie Herosw, bdzie ci potrzebny kto ze znajomociami i zdolnociami
dyplomatycznymi, eby ci Grecy nie zaatakowali. Ja tylko gdzie zadzwoni...
yyy... to znaczy pjd po swoj pa.
Wsta i spojrza na Franka znaczco. Percy nie bardzo wiedzia, co tu jest grane.
Mimo e satyr wanie si zgosi na prawdopodobnie samobjcz misj wyglda,
jakby by wdziczny. Pobieg ku drabince wiodcej na pokad, tupic kopytami jak
podekscytowane dziecko.
Nico wsta.
- Ja te musz troch odpocz. Spotkamy si przy posgu o zachodzie soca.
Kiedy odszed, Hazel zmarszczya brwi.
Dziwnie si zachowuje. Nie jestem pewna, czy wie, co robi.
- Da sobie rad - powiedzia Jason.
- Mam nadziej, e si nie mylisz. - Przesuna doni nad ziemi.
Powyskakiway z niej diamenty - poyskujca mleczna droga kamieni. - Jestemy na
kolejnych rozdroach. Atena Partenos pody na zachd, Argo II" na wschd. Mam
nadziej, e dokonalimy dobrego wyboru.
Percy pragn powiedzie co dodajcego wszystkim otuchy, ale sam czu si

niepewnie, Tak, tyle ju przeszli, tyle zwycistw maj za sob, ale wci wcale nie
s blisi pokonania Gai. Tak, uwolnili Tanatosa. Zamknli Wrota mierci. Teraz
przynajmniej mog zabija potwory i mie pewno, e po chwili nie powrc z
Tartaru. Ale giganci powrcili. Wszyscy.
- Jedno mnie niepokoi - powiedzia. Skoro wito Spces jest za dwa tygodnie, a
Gaja potrzebuje krwi dwojga pbogw, eby si przebudzi... jak Klytios j
nazwa... krwi Olimpu?... to czy my przypadkiem, zmierzajc do Aten, nie robimy
tego, czego Gaja chce? A jeli tego nie zrobimy, a ona nie bdzie moga zoy w
ofierze adnego pboga... czy to znaczy, e nie mogaby si w peni przebudzi?
Annabeth chwycia go za rk. Syci si jej widokiem tutaj, w wiecie
miertelnikw, bez Mgy mierci. Bya wci wychudzona i mizerna, ale jej jasne
wosy opromieniao soce, a w szarych oczach czaia si mdro.
- Percy, tak to ju jest z przepowiedniami, s dwuznaczne - powiedziaa. Jeli
tam nie dotrzemy, moemy utraci najwiksz i jedyn szans, by j powstrzyma.
W Atenach ma si rozegra decydujca bitwa. Nie moemy si wycofa. A poza tym
prby zrobienia czego wbrew przepowiedni zawsze okazyway si zawodne. Gaja
moe nas dosign gdzie indziej albo przela krew innych pbogw.
- Tak, masz racj. Nie podoba mi si to, ale masz racj.
Wszyscy wpadli w nastrj ponury jak krajobraz Tartaru, a w kocu Piper
przerwaa napicie.
- No dobra! - Schowaa sztylet do pochwy i poklepaa rg obfitoci. - Fajny
piknik. Kto chce deser?

LXXVIII
PERCY
O zachodzie soca Percy -znalaz Nica obwizujcego linami piedesta Ateny
Partenos.
- Dzikuj ci - powiedzia.
Nico zmarszczy czoo.
- Za co?
- Obiecae, e zaprowadzisz ich do Domu Hadesa, i dokonae tego.
Nico zwiza koce lin, tworzc ptl.
- Wycigne mnie z tej spiowej kadzi w Rzymie. Ponownie ocalie mi ycie.
To, co ja zrobiem, to przy tym drobnostka.
Gos mia stanowczy i spokojny. Percy gowi si, co nim waciwie powoduje,
ale nigdy nie zdoa tego dociec. Nico nie by ju nudnym dzieciakiem z Westover
Academy, maniakiem grv Magia i Mit. Nie by te gniewnym samotnikiem

podajcym przez Labirynt za duchem Minosa. Ale kim by?


- No i odwiedzie Boba... - doda Percy.
Opowiedzia Nicowi o ich wdrwce przez Tartar. Uzna, e jeli ktokolwiek w
ogle moe to zrozumie, to tylko Nico.
- Przekonae Boba, e moe mi zaufa, chocia ja nigdy go nie odwiedziem.
Nigdy nawet o nim nie pomylaem. I chyba uratowae nam ycie, bdc dla niego
miym.
- No wiesz... nigdy o kim nie pomyle... to moe by niebezpieczne.
- Chopie, prbuj ci podzikowa.
Nico rozemia si sucho.
- A ja prbuj ci powiedzie, e nie musisz. Teraz chc skoczy swoj robot,
wic moe si odsuniesz, co?
-Jasne. Oczywicie.
Percy cofn si, a Nico nacign liny. Zarzuci sobie ptl na ramiona, jakby
Atena Partenos bya olbrzymim plecakiem.
Percy poczu si troch uraony. No, ale w kocu Nico wiele przeszed. Sam
jeden przey w Tartarze. Percy pozna na wasnej skrze, ile to musiao go
kosztowa.
Annabeth wspia si do nich na sczyt wzgrza. Wzia Percy ego za rk, co
sprawio, e od razu poczu si lepiej.
- ycz ci powodzenia - powiedziaa do Nica.
- Tego mi trzeba. - Unika jej wzroku. - Tobie te tego ycz.
Minut pniej pojawili si Reyna i trener Hedge w penym rynsztunku
bojowym, z plecakami na ramionach. Reyna miaa ponur min i wida byo, e jest
gotowa do walki. Trener Hedge szczerzy zby, jakby si wybiera na czyje
urodziny.
Reyna ucisna Amiabeth.
- Damy rad. Wszyscy - obiecaa.
- Wiem, e wam si uda - powiedziaa Annabelh.
Trener Hedge zarzuci sobie na rami kij bejsbolowy.
- No pewnie, nie martw si. Zamierzam dotrze do obozu i spotka si z moj
dziewczyn! Yyy... Chciaem powiedzie, e zamierzam doprowadzi t dziewczyn
do obozu! Poklepa nog Ateny Partenos.
- No dobrze powiedzia Nico. apcie za liny. Lecimy.
Reyna i Hedge zapali za liny. Pociemniao. Atena Partenos osuna si we
wasny cie i znikna, razem z trjk eskortujcych j pbogw.
***
Argo II wyruszy w drog po zapadniciu zmroku.
Lecieli na poudniowy wschd, a dotarli nad wybrzee, potem opucili si na
Morze Joskie. Percy'ego ogarna ulga, gdy znowu poczu pod sob fale.
Do Aten bliej byo przez ld, ale po przykrych dowiadczeniach z duchami gr

we Woszech postanowili nie lecie nad terytorium Gai, jeli nie okae si to
konieczne, Zamierzali opyn Pwysep Grecki, tak jak to zwykle czynili herosi w
dawnych czasach.
Percy si z tego cieszy. Mio byo znale si znowu w ywiole ojca, wdychajc
wiee morskie powietrze i czujc sone bryzgi na ramionach. Sta przy prawej
burcie, zamknwszy oczy, i wyczuwa pynce pod nimi prdy. Ale wizje Tartaru
wci go nkay - Flegeton, pokryta bblami rwnina, gdzie odradzay si potwory,
mroczny las, gdzie arai kryy nad gowami w obokach krwistej mgy. A
najczciej wspomina chat na bagnach, z ciepym paleniskicm, ze stojakami
obwieszonymi suchymi zioami i skrami smoka. Zastanawia si, czy chata jest
teraz pusta.
Annabeth przytulia si do niego. Jej ciepo dawao poczucie pewnoci.
- Wiem - zamruczaa, odczytujc jego wyraz twarzy. Ja te wci myl o tym
miejscu.
- Damasen. I Bob...
- Wiem - powiedziaa sabym gosem. - Musimy zrobi wszystko, aby ich ofiara
nie posza na marne. Musimy pokona Gaj.
Zapatrzy si w rozgwiedone niebo. Ach, gdyby teraz patrzyli na nie z play na
Long Island, a nie z drugiej poowy wiata, zmierzajc ku pewnej mierci...
Gdzie s teraz Nico, Reyna i Hedge? I kiedy powrc, zakadajc, e przeyj?
Wyobrazi sobie Rzymian ustawiajcych si w szyki bojowe, okrajcych Obz
Herosw.
Czternacie dni na dotarcie do Aten. Tak czy inaczej czeka ich wojna.
Siedzcy na dziobie Leo pogwizdywa wesoo, grzebic w mechanicznym mzgu
Festusa i mruczc o jakim krysztale i o astrolabium. Na rdokrciu Piper i Hazel
wiczyy walk na miecze; zota i spiowa klinga podzwaniay w mroku nocy. Jason
i Frank stali na rufie, rozmawiajc przyciszonymi glosami - moe opowiadali sobie
o legionie, a moe o tym, jak to jest by pretorem.
- Mamy dobr zaog - powiedzia Percy. - Gdybym eglowa ku wasnej
mierci...
- Nie umrzesz mi, Glonomdku. Pamitasz? Nigdy si ju nie rozdzielimy. A
kiedy wrcimy do domu...
- Co?
Pocaowaa go.
- Zapytaj mnie o to ponownie, kiedy pokonamy Gaj.
Umiechn si, uradowany, e ma na co czeka.
- Jak chcesz.
W miar jak oddalali si od wybrzea, niebo ciemniao i pojawiao si wicej
gwiazd.
Percy przyglda si konstelacjom - tym, ktre Annabeth nauczya go

rozpoznawa wiele lat temu.


- Bob was pozdrawia - powiedzia gwiazdom.
Argo II" eglowa przez noc.