You are on page 1of 11

literatura ludowaV76

DWUMIESIĘCZNIK NAUKOWO-LITERACKI

«r 2 9

LIPIEC—PAŹDZIERNIK

DWUMIESIĘCZNIK
NÂUKOWO-UTERACKI

NR

4-5 ( X X )

LIPIEC—PAŹDZIERNIK 1976
WROCŁAW
POLSKiE TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE

Słowacji. P o w o d e m trzecim jest obecność w antologii ¡pewnych m o t y w ó w
i
tematów „poilskich". Z ityich w z g l ę d ó w
zwrócić w a r t o u w a g ę na wiersz Jana
Smreka Bailada rpol'ska, Miski ¡konwencji ¡ballady ulicznej, leoz realizujący ¡tem a t y k ę nader w s w e j ekspresji ostrą i
dramatyczną, a m a j ą c y silny w y d ź w i ę k
antywojenny. Z w i ą z k i ¡słowackiej ballady z literaturą polską n a j w y r a ź n i e j ¡dostrzegalne są w literaturze romantycznej. Do rzędiu z j a w i s k j u ż znanych m o ż na z oglądu ityitjułowej ¡ballady: Zktej
l'alii Jana Boitto dorzucić jeden jeszcze:
tein w ł a ś n i e Utwór zdradza p e w n e p o k r e w i e ń s t w o z Liliami
A d a m a Mickiewicza. M o t y w y polskie p o j a w i a ł y się —
stosunkowo często — r ó w n i e ż i w słow a c k i e j balladzie l u d o w e j : echem częstych w ę d r ó w e k z a r o b k o w y c h S ł o w a k ó w do Polski jest ballada Bola
jedna
hrdlićka...,
w k t ó r e j nie przypadkiem
p o j a w i a się nazwa K r a k o w a . W z g l ę d e m
wreszcie czwartym, dla którego w a r t o
w „ L i t e r a t u r z e L u d o w e j " odnotować
w y d a n i e o m a w i a n e j tu antologii jest
ciągła jeszcze dzisiaj żywotność f o r m y
g a t u n k o w e j ballady, która pod piórem
Laca N o v o m e s k i e g o i Milana Rufusa
nabiera cech n o w e j żj r wotności — f a k t
dla h i s t o r y k ó w kultury
nieobojętny,
j a k o że określający w pewien sposób
specyfikę współczesnej literatury słowackiej.

Jacek

Kolbuszewski

SZTUKA OBŁAPIANIA
PORNOGRAFII
PRZEGLĄD PRASY
(1 I V ~ 3 0 V11976)
„ P r z e l e ć mnie.."
(refren współczesnego przeboju)
Drogi
wej,
re

kultury

popularnej

i

literatury

czy

przedeptujemy

meru

na

numer

masowej,

mozolnie

ludoz

któnu-

niejednokrotnie

w p a d a j ą c w dziury, p o t y k a j ą c się o r o z maite

osobliwości

i

napotykając

łe plamy — z K r a i n y K i c z u

bia-

wprowa-

dziły nas w lepką od brudu, p o z b a w i o ną kanalizacji i chodników ślepą U l i c z kę P o r n o g r a f i i . B y ł o to, jak zobaczymy,
nieuniknione. P o m ó w m y tedy o problemie nader chętnie dyskutowanym przez
felietonistów, pedagogów, dewotki i k a znodziejów, świadomi — co podkreślam y — następującej przestrogi: „§ 1. K t o
rozpowszechnia pisma, druki, fotograf i e lub inne przedmioty m a j ą c e charakter pornograficzny, podlega karze p o zbawienia wolności l o lart 2, ograniczenia wolności lub (grzywny. § 2. T e j sam e j k a r z e ¡podlega, k t o w celu rozpowszechnienia itaikie pisma, druki, fotog r a f i e luib p r z e d m i o t y sporządza, przechowuje, przenosi, przesyła lub p r z e w o z i . " (ant. 173 kk). I w tyim momencie
można b y ¡postawić p i e r w s z e w a ż k i e pytanie: k t o b o w i e m rozpowszechnia
i
sporządza pornografię? Co t o znaczy
sporządzać
i
rozpowszechn i a ć pornografię?
I
najważniejsze,
rzecz jasna: co t o jest pornografia? Co
jeSt pornografią, a co nią nie jest? N i e
będziemy z e w z g l ę d u na charakter niniejszego periodyku c y t o w a ć i k o m e n tować
rozlicznych...
komentarzy
do
wspomnianego w y c i ą g u z 'kk.
Zostawiając w spokoju śp. K o n f u c j u sza i Owidiusza, których już za życia
szarpała cenzura o b y c z a j o w a , p o m i j a j ą c
historyczne przypadki f r y w o l n e g o Boccacia, n a i w n i e „ c i e k a w e g o "
Brantôme'a, filozofa-sadysty Sade'a, przeerotyzowanego Battaile'a czy a w a n g a r d o w e g o ^ o y c e ' a , sięgnijmy po parę p r z y kładów w y b r a n y c h na c h y b i ł - t r a f i ł z
polskiej kroniki skandali erotycznych
ostatnich lat, przykładów, nad k t ó r y m i
w a r t o się zastanowić. Czy słynny na
przykład skandal, w y w o ł a n y emisją z
rozgłośni harcerskiej piosenki Je t'aime,
moi non plus autorstwa S. Gainsburga
i J. Birkin i w t y m ż e wykonaniu, b y ł
skandalem pornograficznym? Czy istn i e j e w ogóle „ p o r n o f o n i a " i czy można
0 niej zasadnie m ó w i ć ? W y p ł y w a j ą c y
na łamach pism kulturalnych na z a sadzie potwora z L o c h - N e s s problem
krakowskiej Venus? Gdzie kończy się
w t y m w y p a d k u tzw. f o t o g r a f i a a r t y styczna a zaczyna plugastwo, rozpusta
1 gorszenie tłumów? Czy brać pod u w a g ę intencje fotografika, a jeśli tak, j a -

kim przyrządem zbadać te intencje? W
trakcie dyskusji nad fotogramami
z
Venus, niektórzy z autorów tłumaczyli
się — co zakrawa na groteskę — obojętnością emocjonalną w trakcie
ich
wykonywania. W cyklu Odbiorca
ubezwłasnowolniony
autor piisze, że „granica, poza którą zaczyna się pornografia,
jest [...] jak dobrze wiadomo, niewyobrażalnie mglista i trudna do ustalenia, co zresztą umiejętnie wykorzystują niektóre nasze tygodniki." („Nurt"
nr 82). Sądząc po niektórych pismach
literackich można by pomyśleć, że cielesność w literaturze naszej odgrywa
rzeczywiście ważną rolę, bowiem coraz
trudniej o periodyk bez roznegliżowanego dziewczątka. Jak natomiast ustosunkować się do reakcji
niektórych
nauczycielek protestujących przeciw pomieszczeniu przez „Literaturę" znanych
i uznanych erotycznych rysunków P i cassa? Osławiona sprawa seks-numeru
„Literatury na świecie" i niezdrowe w y pieki sporej części tzw. publiczności masowej, której spora część — można założyć — sięgała do tej pory w najlepszym wypadku po „Przekrój", „Panoramę" czy „ K u l i s y " ; reakcja wybitnego
poety na inny („homoseksualny"?) numer tego świetnego skądinąd pisma?
Zwróćmy, ma przykład, uwagę — oczywiście będą to dalekie peryferie literatury i kultury — na teksty, które proponują setkom tysięcy, a może milionom odbiorców
(głównie
młodzieżowych) producenci pocztówek dźwiękowych. Czy któraś z bibliotek naukowych
zbiera skrzętnie owe arcydzieła współczesnej poezji śpiewanej
w
rodzaju
(przepraszamy za cyitart): Naigo leży na
łóżeczku i drajpie się po brzuszeczku —
¡tak gorąco, że oiż strach
(autorstwo:
p. Baryła — pseudonim to? Mała zagadka filologiczna.). Teksty tego rodzaju
trzeba pieczołowicie zbierać, katalogować, opisywać etc. — dla następnych
pokoleń kulturologów będzie to bowiem
niezwykle istotny przyczynek do poznania naszego kontekstu kulturowego
w e wszelkich jego przejawach.
Inna
dziedzina sztuki i inna zagadka: na f i l m
Borowczyka pędzą tłumy, dlaczego tłumy pędzą na f i l m Borowczyka? Dwa
lata temu pewien miesięcznik filologicz-

ny zamieścił artykuł o erotyce w twórczości Żeromskiego
(artykuł
dobktóry autor poprzedził małą „antologią" naj intymniej szych fragmentów :
Dzienników wielkiego pisarza. Czy sporządzenie takiej antologii to zabieg podpadający pod 173 art. (nakład pisn.a
niewielki)? Czy wydanie osobnego aneksu do zbioru pieśni Fedorowskiego,
uwzględniającego najbardziej podkasane przykłady ludowej muzy, nie rozminęło się ze szlachetnymi intencjami
autorów wydania? Jedni z czytelników
Nowej księgi przysłów polskich atakowali pomnikową edycję za wyeliminowanie obscenów, inni skarżyli się na
j e j „nieprzyzwoitość". W jaki sposób
zadowolić
wszystkich?
Ostatni
problem: czy
refren
wykonywanego
przez żeński chórek i(!) współczesnego
przeboju, który zamieściliśmy w charakterze motta, zawiera wpisany w
strukturę
tekst, jakiś
kategoryczny
(aczkolwiek sprośny) imperatyw moralny, stanowiąc zaproszenie do...? Właśnie, do czego? Do dyskusji przynajmniej. Dyskusja
odbyła
się,
zwrot
„przeleć mnie" wszedł na trwałe do
slangu erotycznego polskich nastolatków.
Pytanie goni pytanie. Oczywiście, nasuwają się pewne rozwiązania. Jedno
z nich proponujemy ¡nazwać „rozwiązaniem Malika" — od nazwiska p e w nego twórcy ludowego z Rybnej pod
Krakowem. Zacytujmy wiele mówiący
fragment świetnego reportażu A . Strońskiej w „Literaturze": „Podczas następnej wizyty kupiłam od Malika Śpiącą
kobietę podług Giorgione'a i niby n a j dokładniej podług, a przecież tak pięknie w ł a s n ą [...] wykonana jest inną
techniką, mianowicie pociągnięta różową farbą olejną. Dzięki temu błyszczy
się czysto i przyjemnie jak policzki j e j
twórcy. I znowu jedno oko ma ciut
wyższe a wargi odęte. Śpiąca
kobieta
Giorgione'a. To wdzięczne, może i mimowolne ułożenie ręki na wzgórku W e nery zmienia się u obserwatora z R y b nej w prostoduszny pewnik. Ponieważ
malowane sprawy z niewiastami radują
Malika, nie zdziwiłam się, że identyczna śpiąca wkrótce po mojej wizycie
przyłożyła się do świętego Jacka pod

106

wspólne szkło w e wspólnej ramie. Uderzył mnie tylko pewien nowy szczegół:
śpiąca numer dwa to, co robiła jawnie,
zaczęła robić pod kołdrą. Twórca opatulił nieskromną damę bibułą wsuniętą
pod szkło. Zaintrygowana spytałam o
przyczynę. — A, dzieci tu wpadają i po
co mają widzieć — chmurnie objaśnił
artysta. Das ewig weibliche w Rybnej
— komentuje Strońska — nie przejdzie
bez majtek i biustonosza. Początkowo
Malik rzeźbił Adama i Ewę z gołymi
pupami, teraz występują — obydwoje —
w kąpielówkach. W takich przynajmniej
o numer za dużych." (Starość całą gębą,
nr 239). Obserwacje autorki dają wiele
do myślenia, stanowiąc kapitalny zapis
pewnej — interesującej badaczy sztuki
ludowej i naiwnej — mentalności. Szkoda, że prostoduszne, szczere i p r o s t e
rozwiązania w dyskusjach o pornografii
nie zawsze są możliwe do zastosowania.
Podane przykłady
pochodziły
ze
współczesnego
polskiego
obyczaju
wspieranego dzielnie przez środki masowego przekazu. Tak się składa, że
znaczna część badaczy i specjalistów
skłania się do przyjęcia — „cichego"
przynajmniej, choć nie wiadomo na ile
słusznego — założenia, iż rozkwit pornografii i „seksualizacja" życia społecznego są bardziej charakterystyczne dla
rozbudowanych i zagęszczonych społeczeństw niż społeczeństw małych i tradycyjnych, są bardziej
„problemem
miejskim" aniżeli
„problemem
wiejskim". Wybitny etnolog, twórca koncepcji o roli zachowania w procesie
ewolucji sugeruje, iż „[...] seksualizacja
jest w dużym stopniu zjawiskiem w i e l komiejskim. Co prawda wiele spośród
tak zwanych seksualnych czynności i
sygnałów występujących w naszym ż y ciu wcale pierwotnie nie były seksualne, lecz zapożyczone z pielęgnacji potomstwa. Do takich ¡należy demonstrowanie piersi kobiecych na plakatach
reklamowanych [znaczące, że symbol ten
nie pojawia się wcale w erotyku ludowym, M. W.], wzajemne publiczne obściskiwanie się i wiele innych [...]. P r a wie pewne jednak jest — dodaje —
że w znacznej mierze seksualizacja ta
więcej ma wspólnego
z
socjalizacją
aniżeli z seksem; dotyczy to zapewne

mody mini i toples, które chyba dopomagają w przezwyciężeniu napięć
tkwiących w społeczeństwie anonimowym".
(W. Wickler,
Czy
jesteśmy
grzesznikami?,
1974). Patologizacja ż y cia wielkomiejskiego związana z rozwojem środków masowego przekazu zaczęła siię stosunkowo wcześnie i nie
jest bynajmniej sprawą ostatnich lat.
Już w latach międzywojennych autor
studium o kulturze miejskiej Jankesów
zauważa, iż rozrywkę masową „obliczoną na zysk znamionuje gwałtowność
podniet. [...] Drażnienie erotyki występuje na każdym kroku, wstydliwie tylko okryte fałszywym płaszczykiem hipokryzji. Film zdradza zupełną nieraz
moral insanity. Gorzej jeszcze sprawa
przedstawia się w teatrzykach rewiowych (burlesques), kabaretach, salach
tańców." (S. Rychliński, Wybór
pism,
1976, s. 496). Fałszywy płaszczyk hipokryzji będzie okrywał większość amerykańskich — i nie tylko — przedsięwzięć; w wypadku „Playboya"' będzie
to już solidny kożuch: seks pokryty
mętną filozofią tuszującą jednocześnie
merkantylizm o w e j instytucji
Jak by nie było, pewne procesy doprowadziły do stanu, że dzisiaj mówić
można nie tyle o seksualizacji, co o
„pornografizacji" niektórych przejawów
życia na Zachodzie. Oddajmy głos N o r manowi Mailerowi. który przemawia w
tej sprawie w „Studencie": ..Nasze czasy — powiada w inwokacji — mają
obsesję seksu jako krwi, jako morderstwa, jako cudzołóstwa, orgii i gwałtu
[...]. Rozmowa o pornografii powinna
zaczynać się od współczesnych korzeni:
reklamy. Dziesięć lat temu
reklamy
sprzedawały dziewczynę z samochodem.
— Nie taka znów nieuczciwa konstrukcja nieświadomości łączyła posiadacza
nowego kabrioletu z pewnością zdobycia nowej dziewczyny. Dziś dziewczyna
znaczy mniej niż maszyna. Samochód
sprzedaje się nie dlatego, że pomoże
zdobyć dziewczynę, ale dlatego, że jest
już dziewczyna [tu teza, że kształt samochodu amerykańskiego jest homologiczny do kształtów dziewczęcych, M.
W.] Mało tego, powiada Mailer —
phallus wkroczył do supermarketów
i sklepów [...] Pochwa pozostawia kartę

wizytową s w e j spirali w co trzecim lub
co czwartym ogłoszeniu [...]. A l e ulokować swój sen o miłości w martwocie
przedmiotu to tyle, co puścić się z w i a trem obłędu [...] Ten ponury kierunek
narodowego życia seksualnego,
które
zależy od towaru, stał się tak dotkliwy,
że jest możliwe, iż surowa (to jest, czysta) pornografia, zdjęcia nagości, książeczki za pięć dolarów, magazyny cycka,
komiksy,
nieprzyzwoite
filmy,
że
wszystko to jest mniej szkodliwe dla
umysłu, niż godne szacunku w y t w o r y
godnej szacunku gospodarki [...]". Winą
za ten stan rzeczy obciąża autor An
Amerićan Dreaim mass media, a ściślej
tych, co nimi kierują, albowiem idą na
kompromisy, tolerując pornografię nie-bezpośrednią: „... mass media prowadzą nas ku narodowej psychozie. Oczywiście, nie da się wykorzenić mass mediów z wariackiego podłoża bez zabijania psychologii konsumenta i w y g ł o dzenia
rynku,
którego
odżywczym
składnikiem jest
ciepło
wytwarzane
przez fetysz. Tak więc z tępego smogu
niefortunnego kompromisu
biorą
się
komiksy i tablice ogłoszeń, i
czyste
sprośności, które się maże, a przy tym
wszystkim jakaś niematerialna nadzieja
władz, że prawdziwy seks przetrwa."
(O pornografii
porównawczej.
Tłum. Sł.
Magala. „Student" nr 7). Niewolnikowi
środków masowego
przekazu
można
wmówić wszystko. Spece od reklamy —
jak to opisywał V. Packard — potrafią
w człowieku utwierdzać poczucie w ł a snej wartości, sprzedawać samozadowolenie, poczucie bezpieczeństwa, energię
twórczą, poczucie siły i więzi z dzieciństwem, nieśmiertelności, no i oczywiście obiekty miłości. Można zapewne
zarobić i na Faulknerze, gdy na lakierowanej okładce packest*boo)k umieści
się roznegliżowaną damę w zachęcającej pozie, posiadającą obowiązkowy
goiw.
Trudno się dziwić, że Mailer, znany
ze swych lewicowych poglądów, sprowadza problem pornografii do „ w ł a d z y "
i „reklamy". Przyczyny omawianego
zjawiska są chyba głębsze i bardziej
złożone. N a pewno, szukając ich, trzeba
będzie zwrócić uwagę na wyraźne złagodzenie cenzury, szczególnie
amery-

kańskiej i angielskiej w końcu lat pięćdziesiątyćh, kiedy to w masowych nakładach zaczyna się wydawać zakazanych dotąd „klasyków" literatury e r : tycznej: Clelanda, Lawrence'a, N a b o k ; va, Millera. Na podatny grunt trafiają
badania A . Kinseya, W. Mastersa oraz
V. Johnson, które zmierzały — nie bez
oporów „kibiców" i posmaku skandalu
— do przełamania tabu intymności v
nauce. Film — poczynając od Bergmana, Sjomana, Viscontiego, na Fellinim
Russelu czy Bunuelu kończąc, przestaje
milczeć na temat seksu. Do głosu dochodzą nowe ideologie młodzieżowe. Są
to sprawy na ogół dobrze znane. Obok
dzieł artystycznych, które oferują „erotyzm w y s o k i " (zdajemy sobie sprawę
ze sztuczności i śmieszności tego określenia), powstaje potężny
pornobussiness, proponujący pornografię
czystą,
bez artystycznych zakłóceń: pornofilmy,
pornokomiksy, pornopowieści etc. N a kład pism pornograficznych w rodzaju
Screw ocenia się w 1970 roku w samych Stanach Zjednoczonych na około
130 milionów egz. (za: K . Starczewska,
Wzory miłości
w kulturze
Zachodu,
1975).
Jest rzeczą charakterystyczną, że o
pewnych tekstach możemy „z pewnością" powiedzieć, iż są tekstami (obrazami) pornograficznymi, o innych, nawet gdy zawierają spotęgowany „ładunek" erotyzmu, tak nie powiemy, a w o bec jeszcze innej kategorii tekstów (filmów, obrazów), które można by określić jako „pornografię z ambicjami",
staniemy często bezradni. Takich jak
powieścidła w rodzaju The Love
Machine J. Susan czy Historia O P. Reage, takich jak qwasi-polityczno-społeczny f i l m szwedzki Cała jestem w kolorze żółtym, takich jak „ P l a y b o y " (przykładów polskich asekurancko nie podamy). Właśnie wychodzącego w 5 milionach egz. nakładu
Hefnerowskiego
„ P l a y b o y a " przyjęło się u nas
powszechnie uważać za synonim pornografii. I trudno, doprawdy, orzec, jak
to jest naprawdę. Badacze mass comunication
określają ów magazyn
jako
„składankę fotografii aktów,
esejów,
opowiadań i raczej nadętych artykułów
wstępnych opartych na filozofii hedo-

10S

nizmu" i przyznają mu „znaczącą pozyc j ę " pośród innych pism" z dziewczynkami". (E. Emery, Ph. H. A u l ł i W. K.
Agee, Introduction
to Mass
Comunication, 1971). K . Starczewska w swojej
antologii w y i m k ó w z „Forum" powiada,
że „Właśnie połączenie
nowoczesności
i tradycji
jest szczególnie urzekające
dla mieszczańskiej klienteli „Playboya".
Atmosfera pogodnego hedonizmu, którą
tchną wykwintne kluby Hefnera, łagodzi bowiem napięcie między wzorami
tradycyjnej obyczajowości a nowoczesnymi tendencjami do obyczajowej swobody." >(s. 194). Z przekonaniami o pornograficzności pisma szeroko rozprawia
się w Kulturze w stylu blue jeans K . T.
Toeplitz (1975), który pisze, że „Istotą
Playboya [...] nie jest z pewnością pornografia, nawet gdyby termin ten traktować w sposób najbardziej purytański
[...]. Istotą Playboya
jest
natomiast
włączenie seksu do rzędu zabaw i rozrywek społeczeństwa konsumpcyjnego."
K r y t y k próbuje zebrać
obowiązujące
i — co zresztą zaznacza — bardzo relatywne kryteria identyfikujące pornografię. Pornografia to „demonstracja f i zyczności", zaakcentowanie „realności",
„materialności", „niejako dosłowności",
czemu służą elementy , y pewnej dekompozycji, nieprawidłowości,
skazy
lub
brudu". Słowem — pornografia to „pokaz bezwstydnej cielesności". Tymczasem -— zachwyca się — „modelki z
Playboya są w tym rozumieniu zaprzeczeniem realności, materialności, cielesności. Cała sztuka [...] polega na tym,
aby przedstawić ciało
kobiece
jako
idealny w y r ó b rynku konsumpcyjnego"
[...] Dziewczątka te poddaje się „zabiegom personalizacji", określa się j e mianem playmates, i to już stanowi koronny dowód na to, że nic wspólnego z pornografią nie mają one. Ta chwiejność
kryteriów... Jest na pewno faktem, że
w klubach Hefnera panuje sztucznie
zbudowana atmosfera swojskiej intymności pojmowanej na sposób typowo
amerykański, w rzeczywistości ^ednak
obnażone wdzięki modelek z okładek
magazynu, jak i wdzięki ich żywych
„replik" — bunnies — są tak samo
anonimowe, nieautentyczne i niedostępne konsumentom, jak obiekty „czysto

pornograficzne" niedostępne są odbiorcom pornografii. I w jednym, i w drugim przypadku cała sztuka producentów polega na sprzedaniu określonej
porcji erotycznego złudzenia. Kryterium
„brudu" i „skazy" to w końcu żadne
kryterium. Ileż tych brudów i skaz w
poezji Baudelairea, a rozpustny monolog Molly z Ulissesa to istna parada
„bezwstydnej cielesności". Ileż
tego
brudu w prawdziwym folklorze.
Z jakiegokolwiek nie rozważalibyśmy
punktu widzenia pornografii —
medycznego, psychiatrycznego, społecznego, psychologicznego,
ekonomicznego,
etycznego, prawnego, historycznego, pedagogicznego — zawsze prawdopodobnie staniemy wobec nie rozwiązanego
problemu jasnego, precyzyjnego i, co
najważniejsze, obiektywnego
określenia zjawiska. Zawrotu głowy można dostać od samej różnorodności terminów:
pornografia
czysta,
bezpośrednia
lub
niebezpośrednia,
komercyjna,
surowa,
po.rapornografia. S. Sontag operuje terminem pornografia
artystyczna.
Myli
się często w dodatku pornografię
z obiscenum (różnice szczegółowo wyjaśnił
J. Ziomek). Zawodne są definicje encyklopedyczne, jak w polskiej W E P , a ostatnio w nowym Słowniku
terminów
literackich. Każda próba uporządkowania zjawiska cieszy niezmiernie, chociaż wątpić należy czy wynalezienie obiektywnych kryteriów wyróżniających
zjawisko jest w ogóle możliwe, zwłaszcza, że pojęcie pornografii ewoluje pod
ciśnieniem historii. W ostatnich kilkunastu latach pojawiły się u nas dwie
ważne próby teoretyczne w tym względzie. St. Morawski w studium Sztuka
i pornografia
(„Studia
Socjologiczne"
1965, nr 4) neguje możliwość, aby autentyczne dzieło sztuki było przedmiotem
pornograficznym,
dopuszcza
jednak
możliwość istnienia tzw. „porcji obscenicznych" i całych „sekwencji pornograficznych" włączonych w dzieło sztuki na zasadzie „ w t r ę t u " niejako. Stanowisko to kłóci się nieco z istniejącymi
teoriami na temat struktury dzieła sztuki. J. Ziomek posługuje się pojęciem
„odbiorcy pornograficznego"
(„pornog r a f a " ) — w sensie odbiorcy wirtualnego — lecz ta propozycja nie rozwią-

żuje, w y d a j e się, sprawy związanej z
„rozpowszechnianiem" pornografii (por.
Obscenum, pornografia,
środki
przekazu [w:] Społeczne funkcje tekstów literackich i paraliterackich,
1974).
Nieprzypadkowo
z
Krainy
Kiczu
wdepnęliśmy w Uliczkę Pornografii.
Oba fenomeny kulturowe mają wiele
wspólnego ze sobą, co sygnalizowaliśmy w poprzednim numerze określając
je jako towarzystwo wzajemnej adoracji. Podobieństwa wynikają stąd, że
i kicz, i pornografia, zawsze wekslują
dyskusję w stronę problematyki w a r tości artystycznych, estetycznych i kulturowych. Regułą kiczu i pornografii
jest ich nieautentyczność. T w ó r c ę kiczu,
jak i twórcę pornografii, szczególnie
(Literackiej, charakteryzuje, należy sądzić, bezgraniczna powaga: humor, komizm to elementy zabójicze dla kiczu
i pornografii. Jeśli w utworze czy obrazie (kiczowatym dopatrzymy się komizmu, będzie to zawsze komizm niezamierzony przez autora, ijaik na przykład „jedno oko ciut w y ż e j " w ¡śpiącej
Maliika. Świetnie tę sprawę ujął M.
¡Białoszewski w Balladzie iz makatki.
Nieautentycziność obu zjawisk wynika
z tego, że i kicz, i pornografia są wtórne wobec sztuki -(i erotyki) wysokiej,
korzystają 'bowiem íze stereotypów. Stereotypów takich, i tylko stereotypów,
'oczekuje ich odbiorca; inie jest on w
stanie w y j ś ć poza nie, nie zna bowiem
(inie rozumie) reguł gry w obowiązującej wysokiej konwencji. Dlatego zdarza się często, iż na ¡przykład 'dzieło
literackie nie dopuszczane długio przez
w y d a w c ó w na rynek ze względu ¡na
„zbyt śmiałą" erótyikę, a więc dzieło
najczęściej
otoczone
atmosferką
sensacji i niezdrowej plotki, nie spełni w
momencie wydania
pragnień
wielu spośród potaniej alnych odbiorców
i p o j a w i się ¡szybko w antykwariatach.
Inna cecha wspólna: z punktu widzenia odbiorcy sztuki wysokiej i ¡kicz,
i pornografia są wartościami wybitnie
ujemnymi (moda na kicz ¡to zupełnie
coś innego), chociaż 'odwracając sytuac j ę — nie bądźmy przesadnie kułturocsntryczni — z punktu widzenia odbiorcy kiczu i odbiorcy pornografii, ¡sztuka
i erotyka wysoką będą najpewniej wartościami ujemnymi, jedna jako .zbyt

trudna i nieczytelna, druga jako za ¡ r ; ło „podniecająca", a więc też r.ieczytelna. I kicz, i pornografię cechuje też
swego rodzaju „¡seryjność", a także bezrefleksyjność. Kicz
jest
najczęście;
funkdją g r a f o m a ń s k i c h
inklinacji autora (w wypadku literatury) bą<2
też w y r a z e m „¡nieodpartej" potrzeby
tworzenia, naiwnego „natchnienia" (w
wypadku np. sztuk plastycznych), nie
popartych
odpowiednim
przygotowaniem, znajomością obowiązujących konw e n c j i wysokoartystyicanych, talentem
wreszcie. Pornografię literacką wiązano nie bez racji z innym zboczeniem —
pseudolizmem (H. Giese). Stosunkowo
łatwo poprzeć to przykładami. Natchniony artysta Malik — bohater reportażu Strońsfciej — w opinii otoczenia jest naprawdę „zboczony". J. Ziomek, ¡kwestionując pogląd
Banacha,
zgodnie z którym erotyka w kiczu
„przekształca się" w pornografię (oczywiście, że ¡tak nie jest), poiwiada: „Istnieje [...] kicz erotyczny [...], ale nie
jest tożsamy z pornografią. Natomiast
pornografia to ma wspólnego z kiazam
[...], że w i e l e ¡się od niego uczy i często z niego korzysta", (s. 71, op. (At.).
Otóż jest jeszcze jedna cecha łącząca
oba pojęcia: łatwość, z jaką i kicz,
i pornografia zaadaptowały się w warunkach kultury masowej, zostały przez
nią zaadoptowane w wielu wypadkach
•i w wielu wypadkach, częściowo ¡przynajmniej, ją sóbie podporządkowały.
Ostatnia ¡sprawa to problem ciekawy
sam w sobie. ¡Sugerowaliśmy wyżej, że
raczej ostrożnie należałoby ¡ustosunkow y w a ć się do opinii przyznających cywilizacji środków masowego przekazu
jakieś w y j ą t k o w e miejsce w dziejach
rozpusty i zgorszenia — słowem w poglądach na seiks. N o w a Sodoma i Gomora? -Zapewne nie, nasi przodkowie,
jeśli chodzi ¡o pewne, skrzętnie zazwyczaj pomijane milczeniem, ¡dziedziny życia człowieka, poczynali soibie .zupełnie
nieźle, kto wie, czy nie lepiej od nas.
Pornografia istniała, być może, „zawsze", a środki masowego przekazu —
z natury s w e j istoty — wyolbrzymiły
problem do monstrualnych rozmiarów.
Chyiba jedynie pozornie ¡zły pieniądz
wypiera — jeśli o te sprawy ¡chodzi —
pieniądz dobry.

110

Iinny problem ciekawy isam w sobie
wiąże się z relacją: m y a linmd. Nie
produkuje się u nas (komiksów „z prawdziwego zdarzenia", bo nie mamy zbyt
wielu pieniędzy ido wydania, trudno o
papier, a poza tym, bądźmy szczerzy,
nie mamy własnej tradycji komiksu.
W związku z t y m pisze się potężne apoteozy komiksu, obdarzając (je pochlebstwami w rodzaju: wspaniałe, zabawne, urocze -(niektórzy piszą: urokliwe),
pełne intelektu. W artykułach tych niezbicie dowiedziono, że komiksy są wartościowsze od Szekspira, Cervantesa
ii Dostojewsfciego. Pisze się te artykuły
oczywiście po to, żeby w chwili, gdy
rozwinie się u nais super-ryinek komiksowy, co niewątpliwie nastąpi, gremialnie zaatakować (opowiastki rysunkowe
z dymkami. (Skrzętnie 'odnotowujemy
nowe postacie w ipolskiim klubie „hura-pro-komiksowym";
po
prezesie
M.
Malcharku i jego zastępcy A . Osęce, na
honorową listę wpisujemy N. Honszę
z ciekawym skądinąd artykułem Nobilitacja kiczu w 15 mrze „Życia Literackiego".). Tępimy jelenia na 'rykowisku po to, by go móc gloryfikować.
Nie ma u nas problemu pornografii ¡na dobrą sprawę, więc — co wykazaliśmy w naszej kronice — stwarza
się ten problem dosyć sztucznie, choć
znaleźli się i tacy, którzy głośno zastanawiali się, jakby tu, w rodzime
warunki możliwie szybko ¡przetranisplanitować doświadczenia „szkoły duńskiej" (A. Siekierski w 20 nrze „Pog l ą d ó w " z 1970 r.). Literatura nasza
w porównaniu na przykład z literaturą
francuską nie posiada na idobrą spraw ę tradycji „wysOkoerotycznych" — posiadamy bogate tradycje obsceniczne,
ale to przecież zupełnie ¡coś innego —
do perfekcji doprowadzono więc u nas
sztukę Obłapiania pornografii.
O tradycji t e j ¡sztuki pisze w „Odrze"
Jerzy Jastrzębski w ¡bogato udokumentowanym, obszernym studium
Krajobraz amtypornografii
(nr 4). Artykuł
ten zasługuje na wnikliwą ¡lekturę i jak
najgłębszą uwagę. Dobrze się stało, że
— opublikowany w poczytnym miesięczniku, nie zaginął gdzieś w specjalistycznych „zeszytach". Autor zadał
sobie trud przeszperania wielu rocznik ó w czasopism, dotarł do wielu zapo-

znanych dokumentów. Powstała historia polskiej walki o zachowanie cnoty
i czystości na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat, która stanowi jednocześnie pasjonującą historię obyczaju,
pruderii .i hipokryzji. Honorowe m i e j sce na liście anty-pormografów Jastrzębskiego z a j m u j e hr. Cecylia Plater-Zyberikówna, ubolewająca niegdyś nad
upadkiem „dziewiczości" d „zdrowia moralnego" ludu. „Wprawdzie nowsze badania Cz. Hernasa i J. Bartmińskiego
— pisze Jastrzębski — podważyły nieco odwieczne przekonanie o dziewiczości i zdrowiu ludu, wykazując, że świnituszył on nagminnie od X V I I przynajmniej wieku, ale czynił to w e własn y m zakresie, na s w ó j użytek, w zgodzie z rytuałem, ¡tradycją i — chciałob y się rzec — ¡naturą. W drodze ze
w s i ¡do miasta lud tracił jednak, w zagadkowy dla wielu (współczesnych sposób, swą czystość, naturalność i zdrowie. Poszukiwania winnych
przerażającej
demoralizacji
młodzieży
prowadziły wówczas z w y k l e ku partiom w y w r o t o w y m i pornografii, ¡przy czym ta
druga wydawała ¡się /wielu jeszcze groźniejsza niż pierwsze [...]. Ziarno kąkolu [chodzi o pornografię importowaną, bo własna była mizerna, M. W.]
padło ¡niestety na grunt od wewnątrz
przygotowany. Przez kogo, skoro lud
był zdrowy i dziewiczy? .Przez ateistów,
pozytywistów, naturalisitów, realistów,
liberałów, socjalistów i komunistów —
odpowiadała Anna z Bardzkich Karwatowa w w y d a n e j pod długim tytułem
w roku 1914 broszurce Jakie
kobiety
bohaterki daje nam obecny prąd zmysłowy w pomieści i sztuce
dramatycznej i ich wpływ na społeczeństwo".
Ustawy antypornograficzne zaborców były mało skuteczne, organizowano tedy
zjazdy antypornograficzne, rozpisywano
ankiety. Sporządzona przez Cz. Lechickiego p o pierwszej w o j n i e lista „gorszycieli oryginalnych" obejmuje kilkadziesiąt nazwisk, wśród nich Żeromski,
Tetmajer, Stern, Iwaszkiewicz, Broniewski, Strug, Wojciechowski, no i oczywiście tioy. Główni oskarżeni rekrutują się spośród Ż y d ó w i komunistów.
„ P o drugiej w o j n i e okazało się — mów i Jastrzębski — iż podział ma miłośników cnoty i konsumentów ¡brudu nie

pokrywa się z podziałami politycznymi,
a jego przesłanki tkwią gdzieś głębiej
[...]". Nie sposób tu streścić inarwet pobieżnie w y w o d ó w autora, odnotujmy
więc przynajmniej credo przyświecające pracy Jastrzębskiego: „Odbiór pornograficzny i reakcja
antyporinograficzna interesują nas [...] jako z j a wiska zdeterminowane społecznie, a nie
wydarzenia jednostkowe. Nie chodzi tu
bowiem o wyszydzanie naszych przodków z pozycji abstrakcyjnego liberalizmu, ale o próbę zrozumienia ich wewnętrznych motywacji i obiektywnych
Skutków podejmowanych działań [...].
Poszukiwania maksymalnie obiektywnych kryteriów pornograficzności jest
psychologicznie uzasadnione — konkluduje autor — ale otrzymujemy w ten
sposób narzędzie obosieczne. W zależności od tego, kto go używa, służyć może zarówno do obrony, jak i dyskryminacji dzieł sztuki (lub obiektów pornograficznych), do poszerzenia lub ograniczenia
wolności twórczej
autorów
(albo swawoli pornograficznej). O tym,
co jest, a co nie jest pornografią decyduje w i ę c po prostu — praktyka społeczna".
Koniec z pornografią. P ó j d ź m y lepiej na strip-itease, który — zdaniem
Włodzimierza
Pawłuczuka

„jest
tęsknotą za intymnością. Potrzeba intymności jest niezbywalną ludzką potrzebą. Jest to potrzeba przedarcia się
przez formę, w której ja się wyrażam,
i w której w y r a ż a j ą się inni ku wnętrzu naszego człowieczeństwa. Sposoby
zaspokajania tej potrzeby są przy tym
przerażająco różne: począwszy od ludzkiej wzniosłości i piękna, po okrucieństwa i zbrodnie" („Kontrasty",
Byłem na Striptazie, nr 6; por. też w „Forum" nr 20 ant. Amerykańska
burleska
po francusku).
A l b o posłuchajmy głosu Capote'a na temat roli seksu w literaturze („Tygodnik Kulturalny" nr
38).
Zasygnalizujmy pozostałe godne uwagi czytelnika „Literatury L u d o w e j " pozycje. „Kultura" kontynuuje zainteresowania powieścią kryminalną; t y m razem o „¡czarnej powieści" amerykańskiej pisze obszernie i interesująco K.
Mętrak (Syzyf w dżungli, nr 16), a ostatnie przekłady powieści Simenona

i McLeana omawia A . Tarska (nr 23
tego typu recenzje odnotujmy jako pozytywny ewenement). Noty poświęcone
A . Christie odnajdziemy w „Tygodniku Kulturalnym" (Fałszywe wąsy, nr
17), „Odgłosach" (Dowcip Agaty
Christie, nr 16) oraz „Twórczości" (nr 4).
Zwracamy uwagę na „Przekazy i Opinie": nr 1 poświęcony wpływom mass
culttur ¡na odbiorców, nr 2 — telewizji
(¡m. in. serialom tv). W „Kulturze" artykuł Wł. Markiewicza Kultura
polityczna, charakter narodowy, stereotyp (nr
17) oraz niezmiernie interesujący cykl
artykułów J. Mitarskiego
Demonologia
lęku (nry 14—17). W „Miesięczniku Literackim" J. Żylińska omawia teorię
A. Toynbee'go (Powstanie
cywilizacji,
nr 4). W „Życiu Literackim" w y w i a d
z prof. J. Ziomkiem (Wielkie
paradoksy
renesansu, nr 15). W „Literaturze" obszerny artykuł J. Z. Brudmickiego poświęcony twórczości T. Nowaka (W
stronę historii, nr 23). W „Tygodniku
Kulturalnym" długa rozmowa z J. Kawalcem (To temat wybiera autora, nr
15). „Kontrasty" zakończyły druk interesujących wspomnień M. Burzyńskiej
w nrze 5. W „Regionach" artykuły A .
Kulisiewicza Polskie
pieśni
obozowa
1939—1945 (wraz z dużym wyborem
tekstów) i B. Misztala Wędrówka
wzorów kultury — centrum
peryferie
(w
nrze 1), E. Kasperskiego Zmierzch
czy
św'it kultury
ludowej.
Wokół
bachtinowskiej
refleksji
nad kulturą
oraz
M. M . Bachtina Rabelaise i Gogol (sztuka sława a ludowa kultura
śmiechu)
(nr 2, tłum. J. Faryno). Szkic Bachtina
Uwagi do metodologii badań
literackich
natomiast W „Literaturze" (nr 23). W
„Pomeranii" S. Pestka pisze o Piśmiennictwie
kaszubskoipomorskim
i kulturze literackiej
regionu
(nr 5, 1975),
L. Bądkowski o A . Majkowskim (Skrzydła przenoszą przez próg) oraz, w n a j ciekawszym artykule — Misterium
ptaka ofiarnego
— J. Samp opisuje kaszubski sobótkowy obrzęd „ścinania kani" (nr 2, 76). W „Studencie" o Katowickim święcie folkloru
pisze H. Kalinowski (nr 11). Z recenzji: Semiotykę kultury ludowej Bogatyriewa omawia A . Tyszka w „Przekazach i Opiniach" (nr 1). O Drogach
kontrkultury
A . Jawłowskiej pisze B. Gołka w „ T y -

23,
>one
ainr
ri4).

Plis*
y"Znr
kl
ta
jlię
)i,
id
W
boW
?u

air
0ij
i..
'e
n
1fj
y
z
i)
a

Fi
IT

112

godniku Kulturalnym" (nr 16). O Obyczajach staropolskich XVII—XVIII
wieku Kuchowicza pisze R. Karpiński w
„Kulturze" (nr 13), natomiast o Życiu
codziennym małego miasteczka w XVII
i XVIII
w. Baranowskiego, B. Królikowski w „Twórczości" (nr 4). Twórcę
jako wytwórcę
Banjamina omawiają
N. Honsza w „ O d r z e " (nr 6), A . W.
Pawluczuk w „ N o w y c h Książkach" (nr
7) i E. Bańkowska w „Regionach" (nr
2), Kulturę
w stylu blue jeans K . T.
Toeplitza o m a w i a ' W . K . Janota <w „Poglądach" (nr 12), Papierowego
bandytę
Dunina K . Woźniakowski w „Ruchu
Literackim" (nr 2), a pracę Kadłubca
Gawędziarz cieszyński Józef Jeżowicz —
A . Widera w „Tygodniku Kulturalnym",
(nr 14).
Laureatami Nagrody im. Si. Piętaka
za rok 1975 zostali: T. Kijonka za tom

poetycki Kamień i dzwony, Marek Harn y za opowiadania Unieś mnie
wielki
ptaku, Z. Brzozowski za powieść W
miasteczku,
które jak -ogród
Andersena oraz T. Łubkieiwicz-Urbanowicz za
sztukę Wijuny.
Pamięci zmarłego 19 maja 1976 r.
Profesora Juliana Krzyżanowskiego, założyciela i redaktora pierwszej edycji
„Literatury L u d o w e j " poświęcone są
eseje Czesława Hernasa (Na własnym
szańcu, „Kultura" nr 26), Janiny Kulczyckiej-Saloni (O Julianie
Krzyżanowskim wspomnienie,
„Literatura" nr 23),
Kazimierza Koźniewskiego (Kilka scen
tz bujnego życia, „Polityka" nr 25) i nota w „Twórczości" (nr 8).

Michał

Waliński