You are on page 1of 12

PaStel

#1

PORTUGALIA DLA SMAKOSZY

CHLEBOWA ACORDA/POD MOSTEM EIFFELA/WINO GODNE BOGÓW

PaStel #1

Bom Dia! PaStel Większość z nas wyraz pastel kojarzy się z gamą pastelowych kolorów. Dość

Bom Dia!

PaStel

Większość z nas wyraz pastel kojarzy się z gamą pastelowych kolorów. Dość nieśmiało zaczynają one

gościć również i w naszym, polskim krajobrazie. Po skrawkach ocalałych, przedwojennych murów

i kolejnych warstwach widniejących na nich farb a także z opowieści moich dziadków i cioć, wyłania się

zgoła inny obraz Polski sprzed 1939 roku. Wówczas również i u nas nie bano się koloru.

W

przypadku Portugalii, kraju w którym przyszło mi spędzić prawie że 10 lat mojego życia, kolor to

naprawdę ważny element krajobrazu. To zarówno kolory natury – błękit nieba oraz oceanu. To również

żółć, a czasami czerwień plaż i nadbrzeżnych skał oraz intensywna poświata słoneczna, nadająca nie-

zwykłej malowniczości portugalskiemu pejzażowi. Są również kolory, dodane przez człowieka – czer-

wień lizbońskich dachów i połyskliwe, różnokolorowe azulejos – portugalskie płytki ceramiczne, zdo-

biące wiele budynków w całym kraju.

Myślę jednak, że dla kogoś, kto był w Portugalii choć jeden raz, słowo pastel kojarzy się w pierw- szym rzędzie z czymś innym – z kultowymi budyniowymi babeczkami, zwanymi właśnie pastel de nata. Najsłynniejsze z nich wyrabiane są w Pastelaria de Belém - kawiarni, czy raczej ciastkarni położonej w lizbońskiej dzielnicy Betlejem (port. Belém). Jedynym ciastkiem sprzedawanym w tym miejscu, jest właśnie rzeczony pastel (w l. mnogiej – pastéis). Tylko przed wejściem do tej ciastkarni możemy spo- tkać wijącą się kolejkę chętnych do schrupania ósmego cudu portugalskiego cukiernictwa. Jak wielką popularnością się on cieszy, może świadczyć fakt, iż codziennie produkuje się i sprzedaje się go ok. 10 tysięcy sztuk! Doceniając ten fakt, „Los Angeles Time” pasteis de Belém ochrzcił nawet mianem „Świętego Graala portugalskich wypieków”.

Uznałem więc, że tytuł „Pastel” będzie jak najbardziej odpowiedni dla naszego newslettera. Chciałbym

w nim przedstawiać to co najciekawsze w portugalskiej gastronomii i portugalskich winach, żeniąc

ten temat od czasu do czasu z naszą, również bliską mojemu sercu rodzimą kuchnią. Pastel zaprosi Was również do najciekawszych miejsc w Portugalii a czasami zaproponuje coś z luzofońskiej muzyki.

Zaprezentuje to, co najlepsze z moich dwóch blogów – poświęconej tematyce portugalskiej Luzomanii oraz łączącemu kulinarne, polskie i portugalskie kresy – blogowi andrasz-kulinarnie.

Janusz St. Andrasz

St. Andrasz ☞ andrasz-kulinarnie.blog.pl ☞ Andrasz Kulinarnie na Facebooku ☞ Luzomania na Facebooku PaStel #1

PaStel #1

Açorda de Marisco

r

Początki açordy w Portugalii sięgają czasów, kiedy na ziemiach obecnej Portugalii mieszkali Maurowie. Wśród różnych arabskich przepisów pojawiło się rów-

nież daniez dużą ilością chleba. Jedną z jego używanych nazw było słowo: aththurda. Pierwszy raz, kiedy słowo açorda (czyt. asorda) pojawia się w druku, ma miejsce w roku 1876 w książce „Arte da Cozinha” (Sztuka kuchenna) João da Mata. Wkrótce ogólnie znanych i stosowanych jest już kilkanaście ro- dzajów tego specyficznego dania. Do jego upowszech- nienia wśród wyższych warstw społeczeństwa przyczy- niła się założona przez państwo w połowie

XX wieku sieć hoteli w opuszczonych, zabytkowych

budowlach Pousadas de Portugal. W tamtejszych re-

stauracjach obowiązkowo podawano dania wywodzące

się z narodowej kuchni. Niegdyś danie ubogich, obec-

nie ze względu na znaczną zmianę cen części jej skład-

ników (zwłaszcza w jej bogatszej wersji), açorda raczej nie należy do najtańszych przepisów. Zdecydowanie jednak warto pokusić się o jej wykonanie, bo nie jest ono skomplikowane a rezultat jest naprawdę zaskaku- jąco smaczny.

Do zrobienia açordy, wystarczy bowiem czerstwy chleb, krewetki lub bacalhau oraz wywar przygotowa- ny ze wspomnianych składników. Do tego niezbędny jest również czosnek oraz jajka. Zarówno bacalhau, czy różnego rodzaju owoce morza (mariscos), jeszcze kil- kadziesiąt lat temu nie należały bynajmniej do towa- rów luksusowych i w związku z tym były bardzo często wykorzystywanej w ludowej kuchni. Açordę trudno ze względu na konsystencję, nazwać zupą. Bliżej jej zdecy- dowanie do tego, co my nazywamy „drugim daniem”, bądź Niemcy „Eintopfem”. Z açordami jest trochę tak, jak z naszym bigosem – ile kucharek, tyle przepisów na nie. Mogą być bardzo proste w przygotowaniu – ot po prostu chleb zalany wywarem z gotowania bacalhau, do tego dodany czosnek, kolendra, oliwa i na koniec wbite jajko.

Tym razem zdecydowałem się na przygotowanie wersji bardziej “wypasionej”, czyli açordy de marisco (wersji z owocami morza). Surowe krewetki (te mniejsze, które potem dodam do potrawy), gotuję w solonej wodzie.

Odcedzam (wodę zachowuję), obieram ze skorupek i oddzielam główki krewetek (nie wyrzucamy ich!). Na rozgrzaną oliwę z oliwek wkładam kilka ząbków czosnku

oraz papryczkę chilli (do smaku). Kiedy oliwa przejmie już aromat tych dwóch przypraw, wkładam duże krewetki (w skorupkach). Podsmażam je z obu stron. W zależności od wielkości krewetek, może to trwać 5–8 min. Wyjmuję krewetki i obieram je ze skorupek. Skorupki oraz główki krewetek jeszcze raz przesmażam na oliwie, dodaję po- siekany czosnek, wlewam szklankę białego wina (opcjo- nalnie). Odparowuję, dolewam wodę i gotuję całość na wolnym ogniu przez ok. 40 min. Drogocenny wywar od- cedzamy i zalewamy nim pokrojony w kostkę chleb. Moż- na użyć naszego wiejskiego, białego chleba, może być też zwyczajny – typu „baltonowski”. Ja raz spróbowałem zrobić to danie z żytnim chlebem i efekt też był intere-

Jeśli zdecydujemy się wzbogacić danie dodat-

sujący

kiem innych owoców morza (w naszych warunkach np. mrożonej mieszanki małż i ośmiorniczek), gotujemy je wg wskazówek na opakowaniu.

Odcedzamy, a powstały wywar dolewamy do zalane- go krewetkowym bulionem chleba. Jadłem już açordy o różnym stopniu gęstości, osobiście jednak najbardziej przypadła mi do gustu taka, która konsystencją przy- pomina bardzo gęstą zupę. Jeśli więc masa, która Wam

PaStel #1

r

powstanie po namoczeniu chleba, wydaje się Wam zbyt gęsta, dodajcie do niej wody lub wywaru z ryby/krewe- tek. Powstałą w ten sposób chlebową papkę, rozdrab- niam za pomocą malaksera – nie starając się jednak, aby była ona nadmiernie gładka. Na oliwie z oliwek duszę cebulę, dorzucam miks pieprzowo-kolendrowy (Kamis produkuje dobrą mieszankę ziołową – „Młotkowana ko- lendra i pieprz”), przeciśnięty przez praskę czosnek oraz pokrojone pomidory z puszki (bądź w sezonie świeże – obrane ze skóry). Wszystko to łączę z chlebową masą i gotuję na lekkim ogniu przez kilkanaście minut, tak aby wszystkie smaki i aromaty połączyły się ze sobą. W tej fazie dodaję też (jeśli jest taka potrzeba) więcej przeci- śniętego czosnku i oliwy z oliwek. Dodaję też obrane ze skorupek krewetki i ugotowane wcześniej owoce morza. Gotuję krótko, cały czas pamiętając o mieszaniu masy, która ma tendencję do przypalania się.

Już przed samym wydaniem potrawy, wkładam do niej największe krewetki (zazwyczaj staram się, aby każdy z gości dostał po jednej) oraz dodaję sporo posiekanej natki kolendry. Po przełożeniu dania do naczynia, w któ- rym będzie serwowane – następuje ostatnia czynność – wbijamy do niego jedno (lub więcej, jeśli ktoś lubi) żółt- ko. Delikatnie mieszamy je z całą chlebową masą.

na szybko
na szybko

Ikra z sardynek

i

na żytnim chlebie

i

1.

Wykroić krążek z żytniego chleba, posmarować go pastą z czarnych oliwek Casa da Prisca.

2. Na niej ułożyć plasterki ogórka, posolić i popieprzyć. Na to kładziemy warstwę ikry z sardynek,

i popieprzyć. Na to kładziemy warstwę ikry z sardynek , a następnie posiekane jajo na twardo.

a następnie posiekane jajo na twardo.

3. Całość doprawiamy solą i pieprzem.

jajo na twardo. 3. Całość doprawiamy solą i pieprzem. Puszki z ikrą można kupić w warszawskiej

Puszki z ikrą można kupić w warszawskiej winiarni Portucale, ul. Merliniego 2a (w budynku kortów tenisowych Warszawianka)

5

x Ziemniak, oliwki i tuńczyk x znane w nowej odsłonie Poczciwe placki ziemniaczane w nowej

x Ziemniak, oliwki i tuńczyk

x

znane w nowej odsłonie

Poczciwe placki ziemniaczane w nowej odsłonie! W zależności od regionu występują w wersji słonej lub słodkiej. W wersji szwajcarskiej ziemniaki ściera się na tarce o dużych oczkach. Dodaje się cienkie plasterki czarnych oliwek i serwuje z dipem jogurtowo-kolendrowym. Można podać — tradycyjnie — ze śmietaną. Tuńczyka kładziemy z boku talerza i skrapiamy sokiem z cytryny.

PaStel #1

☞ inne propozycje
☞ inne propozycje

t Sałatka z ciecierzycy i sardynek

Wyobraźcie sobie — dzwoni telefon

— znajomi oznajmiają,

że wpadną za chwilę „na chwilę”. Wy wpadacie w popłoch, bo lodówka prawie pusta. Trochę

sałaty,dwa pomidory, kilka jajek,

w słoikuostatni kiszony ogorek

1. Sardynki rozdrabniamy na mniejsze kawałki, kroimy pomidory, jajka na twardo i kiszony ogórek. Ciecierzycę odsączamy z zalewy (można również ugotować ją samemu – poprzedniego wieczora wystarczy zalać dużą ilością wody suche nasiona – podobnie jak groch) i wsypujemy do miski, w której podamy sałatkę. Do ciecierzycy dorzucamy pozostałe posiekane składniki.

2. Musztardę, ocet winny, szczyptę soli i pieprzu oraz cukier lub miód mieszamy (można to zrobić w małym słoiczku, który zakręcamy i potrząsamy nim, niczym szejkerem). Po chwili wlewamy oliwę i jeszcze raz mieszamy, aż do uzyskania aksamitnej konsystencji.

3. Sos mieszamy delikatnie, ale dokładnie z pokrojonymi składnikami a następnie dodajemy sałatę, posiekaną kolendrę i szczypiorek i jeszcze raz delikatnie mieszamy całość. Do podania sałatki użyłem puszek po sardynkach, oczywiście przedtem starannie je umywszy. Mogą służyć jako „naczynia” wielokrotnego użytku. Całość można przystroić ulubionymi kiełkami i posypać kwiatem morskiej soli.

Douro

m

m

nie tylko winem płynące

Douro m m nie tylko winem płynące w no w je W go W Znakiem firmowym
w no w je W go W Znakiem firmowym przedsiębiorstwa Casa Ferreirinha, jest emu —
w
no
w
je
W
go
W
Znakiem firmowym
przedsiębiorstwa Casa Ferreirinha,
jest emu — ptak będący symbolem
upartości w dążeniu do celu.
za
ptak będący symbolem upartości w dążeniu do celu. za PaStel #1 Kto wie, jak potoczyły by

PaStel #1

Kto wie, jak potoczyły by się losy naszej bohaterki, gdyby nie markiz de Pombal (1699 – 1782), portugal- ski „żelazny kanclerz”, rządzący Portugalią za czasów zgnuśniałego króla Józefa I (1750–1777). To właśnie on, realizując swoje plany związane z rozwojem agro- kultury w rejonie rzeki Douro, łagodną perswazją w stylu „Jeśli nie zrobisz tego, o co grzecznie proszę, to wylądujesz waćpan w pudle”, „nakłaniał” posiada- czy ziemskich do zagospodarowywania leżących tu odłogiem ziem. Jedną z ofiar tej prośby-groźby był ojciec Antonii, Bernardo Ferreira.

m

Jego jedyne dziecko, córka Antonia Adelajda, urodziła się

roku 1811. Już wtedy zaliczała się do posażnych panien, trud-

się więc dziwić, iż wydana została za mąż za swojego, rów-

nie bogatego kuzyna, Antonio Bernardo Ferreira. Dzięki temu

rękach jednej rodziny zgromadzona została całkiem spora

fortuna. 10 lat po ślubie, w roku 1844, mąż Antoniny niespo- dziewanie umiera. Młoda, 33 letnia wdowa nie załamuje rąk i swojego życia nie

ogranicza bynajmniej do haftowania i odmawiania różańca. Za- kasuje rękawy, dokupuje ziemi, zakłada nowe winnice, budu-

magazyny, twardo negocjuje ceny zakupu produkowanego

przez siebie wina porto.

ciągu niecałych 10 lat już i tak całkiem sporą fortunę odzie-

dziczoną po swoim ojcu i mężu, wydatnie pomnaża. Jest, jak by- śmy to dzisiaj powiedzieli, kobietą sukcesu, właścicielką jedne-

z większych w owym czasie majątków w Portugalii. Sprawa

warta tym bardziej warta uznania, gdyż w XIX – wiecznej Por- tugalii, kobiety nie miały na ogół zbyt wiele do powiedzenia…

Fakt ten spowodował zainteresowanie jej osobą (czytaj – ma- jątkiem) premiera kraju, diuka de Saldanha. Zaproponował on małżeństwo swojego syna z córką (11-letnią wówczas) Dony Antonii. Niestety nie wyraziła ona na to zgody, czym srodze rozgniewała najpotężniejszą osobę w państwie.

Widząc, że będzie się jej trudno obronić przed wciąż ponawia- nymi zalotami syna premiera, nieustraszona wdowa dała, (mó- wiąc kolokwialnie) nogę do Londynu. Nie zaniedbała jednak interesów w Dolinie Douro. Poprzez zaufanych pomocników zarządzała swoimi winnymi posiadłościami.

Londynie, w roku 1856 wyszła po raz drugi za mąż. Kiedy

sprawa zamążpójścia jej córki przestała być drażniącą sprawą, Dona Antonia powraca do Portugalii i z nową energią bierze się

modernizację i rozbudowę swojego winnego imperium.

Dzielnie walczy ze spekulantami na rynku win porto. Zakupiła m.in. podczas nadzwyczaj udanego roku 1868 dużą ilość porto, dając tym samym zarobić innym producentom, mającym pro-

m

blem w upłynnieniu swojego towaru. Dwa lata później winnice w

Niektóre butelki, podobnie jak i ludzie, mają swoje historie. Jedna

całej Portugalii zostały zdewastowane przez inwazję mączniaka. Jak

z

nich dotyczy wyprawy balonem na Biegun Północny, która odby-

sobie można wyobrazić, ogromne zapasy w jej magazynach szybko znalazły swoich nabywców i to po bardzo atrakcyjnych cenach.

się w roku 1897. Leciał nim szwedzki odkrywca, Auguste Andrée

wraz z dwójką swoich przyjaciół. Niestety 14 lipca tego roku balon spadł do Oceanu Arktycznego. Z ocalałych, odnalezionych potem

ła

W

roku 1861 otarła się o śmierć. Razem ze swoim przyjacielem, ba-

zapisków, możemy dowiedzieć się, że załoga przeżyła jeszcze kilka

ronem Forresterem, inną słynną postacią związaną z handlem por-

miesięcy, dryfując na olbrzymiej krze. Jednym z ostatnich posił-

to

w tych czasach, płynęła w dół rzeki Douro. Ich łódź wywróciła

ków, które odbyła, było mięso foki, do którego otworzono butelkę

się a wszyscy pasażerowie wylądowali w wodzie. Ciało barona nigdy nie zostało odnalezione. Jak mówiono, prawdopodobnie spoczywa

szlachetnego trunku, podarowaną im przed wylotem przez króla Szwecji. Było nim porto z najlepszego rocznika XIX wieku, wypro-

na

dnie, obciążone dużą ilością złota, które miał przy sobie. Płacił

dukowane w roku 1834 w winnicy Dony Marii

nim za kupowane u lokalnych producentów wino. Sama Dona Antonia, podobnie jak i inne kobiety, uratowała się, dzięki obszernej sukni, która niczym wielki balon, unosiła ją na po- wierzchni wody.

Casa Ferreirinha prawie 60 lat po śmierci swojej genialnej zało-

życielki, zabłysnęła po raz kolejny, wytyczając nowy szlak dla win wytwarzanych w Dolinie Douro. Do tego bowiem czasu gros win produkowanych w tym regionie, były to wzmacniane wina porto.

Ta

niezwykła kobieta była jednak nie tylko największą business wo-

Jeśli produkowano już wytrawne czerwone lub białe wina, były to

men portugalskiej gospodarki w XIX w. Dzieliła się swoimi zyska-

zwykłe vinho da mesa – do codziennego spożywania, bez szczegól-

mi, fundując szpitale, ochronki, szkoły. Już za życia była uwielbiana przez mieszkańców Régua i okolic. Zmarła w roku 1896, jako wła- ścicielka 20 winnic i niekwestionowana królowa wina porto, przez ludzi nazywana Ferreirinha (zdrobnienie od Ferreira).

nych pretensji bycia winem z klasą. Fakt ten zmienił enolog pracujący dla Casa Ferreirinha – Fernando Nicoulau de Almeida. W roku 1952 miała miejsce premiera, będą- cego jego „dzieckiem”, czerwonego wina Barca Velha. Doświadcze-

O

tym, jak była kochana, świadczyć może choćby 4-kilometrowy

nie, jakie ten portugalski enolog zdobył podczas swojego pobytu

szpaler ludzi, towarzyszący jej w ostatniej drodze z jednej z jej po- siadłości, Quinta das Nogueiras do cmentarza w Régua…

Choć założone przez nią przedsiębiorstwo, Casa Ferreirinha, od-

porto ruby noszące nazwę Dona Antonia, jest wciąż najchętniej ku-

winnicach Bordeaux oraz wiara w potencjał, jaki niesie ze sobą re- gion Douro, zaowocowała winem będącym do dziś wyznacznikiem klasy i elegancji pośród wszystkich portugalskich wytrawnych win.

w

sprzedane zostało jednemu z największych portugalskich przed-

Z

pewnością nie bez znaczenia jest fakt, iż na przestrzeni prawie 60

siębiorstw handlujących wyrobami alkoholowymi- Sogrape Group,

powanym w Portugalii.

lat, jakie upłynęły od pojawienia się pierwszej edycji Barca Velha, prace nad jej wytwarzaniem nadzorowało jedynie dwóch enolo- gów. Wspomniany już Fernando Nicolau de Almeida oraz obecny

W

piwnicach Ferreira w Vila Nova da Gaia znajduje się najprawdo-

strażnik jej jakości – José Maria Soares Franco.

podobniej najbogatsza kolekcja win porto. Najstarsza zachowana tam butelka pochodzi z 1815 roku!

Maria Soares Franco. podobniej najbogatsza kolekcja win porto. Najstarsza zachowana tam butelka pochodzi z 1815 roku!

Portugalski przystanek

Gustawa Eiffela

k

O tym, że jeden z mostów w Porto zbudowany został przez Françoisa Gustave’a Théophile’a Seyriga,
O tym, że jeden z mostów w Porto zbudowany
został przez Françoisa Gustave’a Théophile’a
Seyriga, wspólnika Gustawa Eiffela, wiedziałem
podobnie jak wielu z Was, od dawna. Zdziwiłem
się jednak, kiedy przeczytałem, że sam Gustaw
Eiffel przez dwa lata mieszkał w Portugalii!

Zapytacie – a cóż szanowny, znany na całym świecie francuski in- żynier, porabiał na portugalskiej prowincji? Aby odpowiedzieć na

to pytanie, musimy się cofnąć do roku 1877, kiedy to został oddany

do użytku metalowy most im. Maria Pia w Porto, zaprojektowany

w pracowni Eiffel Constructions Métalliques. Ten konkretny pro-

jekt nadzorowany był przez wspólnika Eiffela, wspomnianego już Françoisa Gustave’a Théophile’a Seyriga. To właśnie ten most, łą- czący po raz pierwszy oba brzegi rzeki Douro za pomocą linii ko-

lejowej, był tak naprawdę pierwszym (dodajmy, bardzo udanym) dziełem, od którego rozpoczęła się ich ogólnoświatowa sława i ka- riera. Niestety współpraca obu panów zakończyła się wkrótce po sfinalizowaniu tego projektu, bo w roku 1879.

Myślę, że w późniejszym czasie pan Seyring pluł sobie w brodę, gdyż po tym fakcie, Eiffel – renomowany inżynier ale wciąż jesz-

cze znany raczej lokalnie, niż globalnie, zrealizował projekty, któ- re zapewniły mu wieczną sławę. Pierwszym z nich był, ukończony

w 1884 r. wiadukt w Garabit (znajdujący się we Francji i bliźnia-

czo podobny do mostu w Porto). Drugim – Statua Wolności (a ra- czej konstrukcja, na której umieszczona została rzeźba autorstwa Frédérica Auguste’a Bartholdiego), czyli podarunek narodu fran-

PaStel #1

cuskiego dla narodu amerykańskiego (rok 1886), czy wreszcie wie-

ża zbudowana na Wystawę Światową w Paryżu w roku 1889 (noszą-

ca potem imię jej konstruktora).

Most zbudowany został wg. innowacyjnej metody, która pozwalała na szybsze tempo prac. Projekt z pracowni Eiffela, został wybrany spośród 4 innych, które brały udział w przetargu. Wracając do Portugalii – Gustaw Eiffel ze względu na wiele zamó- wień, które dostał od portugalskiego rządu, zdecydował się wyna- jąć dom w Barcelinhos, gdzie mieszkał przez dwa lata – od 1875 do 1877 roku, czyli do czasu oddania do użytku mostu Maria Pia

w Porto. Jak najbardziej słusznie kojarzycie tą nazwę z innym, poło- żonym niedaleko portugalskim miastem – Barcelos, znanym chyba każdemu turyście, przybywającemu do Portugalii. To właśnie stąd pochodzą kolorowe koguciki, będące najpopularniejszą pamiątką, przywożoną z tego kraju.

Most zbudowany został dzięki wspomnianej, innowacyjnej meto- dzie inżyniera Eiffela, w rekordowo krótkim czasie – prace rozpo- częto 5 stycznia 1876 roku a już 4 listopada następnego roku, król Luis, wraz z małżonką Marią Pia, dokonali uroczytsego przecięcia

k

wstęgi na hipernowoczesnym obiekcie. Mimo iż podczas budowy

mostu, nadano mu wstępnie imię króla Ferdynanda II (znanego z tego, iż chętnie wspierał sztukę), nazwano go jednak finalnie mo- stem Maria Pia (nie ma to, jak podlizać się swoim pracodawcom …). Solidnie wykonana konstrukcja służyła miastu Porto przez 114

Wśród tych, które można podziwiać do dziś, jest most na rzece Lima, w mieście położonym na północy Portugalii – Viana de Ca- stelo.

lat,

aż do roku 1991, kiedy to została zastąpiona przez Ponte de São

W wielu doskonale do dzisiaj znanych obiektach użyteczności publicznej, rozrzuconych na terenie całej Portugalii, pracowa-

João (Most św. Jana).

nia architektoniczna Gustawa Eiffela, poprzez swoich uczniów,

Aby oddać sprawiedliwość wspólnikowi Gustawa Eiffela – Franço-

współpracowników, odcisnęła w sensie jak najbardziej pozytyw- nym swoje piętno. Została przez nią wykonana część elementów

isa

Seyrigowi, trzeba dodać, iż już samodzielnie (tzn. kierując praca-

stacji łączących Lizbonę, Sintrę i Cascais. Spotkałem się również

mi

belgijskiej kompanii konstrukcyjnej), wybudował on inny most,

z informacjami, mówiącymi o tym, że wykonywała jakieś elementy

który stał się prawdziwą ikoną miasta Porto. Mowa oczywiście o moście Króla Ludwika I, czyli Ponte Luiz I. Jego budowa była już bardziej skomplikowana. Uporano się z nią w 5 lat – most został od- dany do użytku 31.X.1886 roku. Tym razem konkurencja była więk- sza, ponieważ do konkursu stanęło aż 12 projektów.

poprzedniczki budynku targowego w Olhão ale na to nie znalazłem potwierdzenia. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do szcze- gółowej pracy Paulo Oliveira Ramosa „Memoria da obra de Eiffel em Portugal”.

Powracając do naszego bohatera – Gustawa Eiffela, warto odnoto-

wać, iż przebywał on w Portugalii przez dwa lata nie tylko ze wzglę-

du na budowę mostu Maria Pia. Dostał wiele innych, mniejszych

zleceń. Kilkanaście z nich niestety nie zachowało się do naszych czasów.

Ryciny i fotografie pochodzą ze strony: http://paginas.fe.up.pt oraz ze zbiorów Wikipedii.

Tak most wygląda współcześnie:

PaStel #1

Alfama, fot. Entelepentele

© Pastel. Portugalia dla smakoszy. 2015. Tekst i fotografie: Janusz. St. Andrasz. Skład: Entelepentele

Na koniec jedno zdanie po portugalsku:

As conversas são como as cerejas, vêm umas atrás das outras*

* Rozmowy są jak czereśnie, przychodzą jedne po drugich