w w w . p o l s k a - z b r o j n a .

p l T Y G O D N I K

Cztery Turecki kąty strona 25 gambit strona 46

Wojny z przyszłości strona 59

NR 43 (665) 25 października 2009 Cena 3 zł (w tym 7% VAT)

INDEKS 337 374

ISSN 0867-4523

Najlepsze

wojsko świata?

strona 8

J A S N O W I Z O R

RÓŻAN, 2009 ROK

I D E O L O

Czarne i białe w kolorze
Donoszę o zbrodni komunistycznej przywódców wolnego świata.

MAREK SARJUSZ-WOLSKI

D

la publiczności wszystko było proste jak w westernie. Były imperia: zła i siły wolności, toczące bezpardonową wojnę o wyzwolenie ciemiężonych, w której używały nawet kosmicznego oręża. Ponieważ kolejne odcinki „Gwiezdnych wojen” trafiały w owym czasie na ekrany kin globalnej wioski, widownia miała pełną jasność, komu trzeba kibicować, a na czyj rychły koniec z niecierpliwością czekać. „Panie Gorbaczow, zburz pan ten mur!”, tym berlińskim wezwaniem z 1987 roku Ronald Reagan przeszedł do historii cywilizacji. Tymczasem Michaił Siergiejewicz Gorbaczow twierdzi, że na murze nie zależało mu od chwili, kiedy zdobył władzę na Kremlu. Niedawno wyznał dziennikarzowi „Le Figaro”, że ogłosił to już w marcu 1985 roku Honeckerowi, Ceausescu, Kadarowi i innym żałobnikom, którzy pogrążeni w rozpaczy przybyli do Moskwy towarzyszyć Konstantinowi Ustinowiczowi Czernience w przejściu na wieczną, komunistyczną wartę. Przywódcy partii robotniczych byli tak głęboko pogrążeni w żałobie, że zapomnieli poinformować o tym drobiazgu swego dyktatora, czyli proletariat, jak również postępową inteligencję pracującą. Michaił Siergiejewicz Gorbaczow obstaje przy swoim: „Obiecałem im, że nie będziemy interweniować i przecież nie interweniowaliśmy”. Jeżeli uwierzyć jego słowom, oznacza to, że

właśnie wówczas przestała obowiązywać doktryna, która oficjalnie nie obowiązywała, bo jej nie było. Przynajmniej na socjalistycznych uniwersytetach. Dwója, którą ongiś dostałem na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, była właśnie za nieznajomość granic ludzkiego poznania w warunkach realnego socjalizmu. „W przyrodzie nie ma czegoś takiego jak doktryna Breżniewa!”, wyjaśniał mi wstrząśnięty egzaminator z wiosennego naboru docentów. Socjalistyczna nauka oparta była bowiem na założeniu, że suwerenność (nasza i sąsiadów) nie jest niczym ograniczona, a Czesi sami poprosili, by rosyjskie tanki przyjechały do Pragi (a polskie do Hradca Králové). Piosenka, którą śpiewali głupi studenci („Była wolność i swoboda, była demokracja, w Hradcu Králowém, w Hradcu Králowém – polska okupacja”), była bolesnym skutkiem ich braku socjalistycznej wiedzy oraz politycznego wyrobienia. Ale czy ówże deficyt zarzucić można Margaret Thatcher, która w reaganowskim rydwanie ognia grała rolę żelaznej damy? „The Times” ujawnił ostatnio gorące prośby, jakie brytyjska premier zanosiła na Kremlu przed majestat Gorbiego: „Nie chcemy zjednoczonych Niemiec. To prowadziłoby do zmiany powojennych granic. Nie możemy na to pozwolić, bo zdestabilizowałoby to sytuację międzynarodową i zagro-

ziłoby naszemu bezpieczeństwu”. Znana ze skromności londyńska dama prosiła moskiewskich dżentelmenów, by nie protokołowali jej słów: „Rozpad Układu Warszawskiego nie leży w interesie Zachodu. Europa Zachodnia nie będzie naciskała na wyciągnięcie wschodu kontynentu z objęć komunizmu. Zachód nie zrobi też niczego, co naraziłoby na szwank bezpieczeństwo ZSRR”. Wtórował jej prezydent miłujących wolność Francuzów François Mitterrand. Miał nawet zaproponować ZSRR sojusz wojskowy, by nie dopuścić do zniesienia żelaznej kurtyny. Na potrzeby kinomanów alians miał być powołany do stawiania czoła klęskom żywiołowym. Kiedy 3 listopada 1989 roku szef KGB Władimir Kriuczkow doniósł, że „na ulice Berlina i innych niemieckich miast wyjdzie jutro pół miliona ludzi”, minister spraw zagranicznych Eduard Szewardnadze dokonał odkrycia: „Może byłoby lepiej, gdybyśmy sami zburzyli mur?”. I tylko Ronald Reagan pozostał do końca wierny swym westernowym kreacjom. Nie poszedł w ślady Talleyranda, Churchilla, Kissingera czy wreszcie Franklina Delano Roosevelta, który zapytany w 1939 roku o krwawego dyktatora Nikaragui Anastasio Somozę Garcíę, odparł słynną frazą: „Somoza may be a son of a bitch, but he’s our son of a bitch”. Nasze „sons of a bitch” do dziś trzymają się mocno. Czuwaj! 

FOT. TOMASZ SZULEJKO

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

3

K R Ó T K A

S E R I A
ARMIA 8 | MAGDALENA KOWALSKA-SENDEK Najlepsze wojsko świata? 13 | ARTUR GOŁAWSKI Reglamentacja wojowników 14 | ARTUR GOŁAWSKI Co nagle, to po diable 21 | PAULINA GLIŃSKA Do you speak English? 25 | BOGUSŁAW POLITOWSKI Cztery kąty 28 | MARCELI KWAŚNIEWSKI Maskowanie szczeliny 31 | PIOTR BERNABIUK Major robi swoje 36 | BOGUSŁAW PACEK Los felietonisty MILITARIA 37 | PAWEŁ HENSKI Era robotów 40 | ROBERT CZULDA Twierdza na gąsienicach 46 | DOMINIK JANKOWSKI Turecki gambit 48 | ROBERT CZULDA Bolesna przyjaźń 49 | TADEUSZ WRÓBEL Strażnicy republiki 51 | MAŁGORZATA SCHWARZGRUBER Niechciane reformy 52 | MARCIN KACZMARSKI Trzeci gracz 53 | MAREK PIELACH, MAŁGORZATA SCHWARZGRUBER Statki pod specjalnym nadzorem 55 | ANDRZEJ JONAS Żołnierze przeciw Strażnikom 58 | ROMAN KUŹNIAR Matki na wojnie HORYZONTY 59 | BOLESŁAW MADEJ Wojny z przyszłości 62 | ZDZISŁAW NAJDER Za wolność naszą i waszą 64 | ANNA DĄBROWSKA Madziarska epopeja 66 | MAREK PRZYBYLIK A świstak zawija…

MARCELI KWAŚNIEWSKI

Maskowanie szczeliny 28
WYJAZD NA POLIGON staje się nagrodą za ciężką pracę przygotowawczą, a nie nudnym rutynowym obowiązkiem.

PAWEŁ HENSKI

Era robotów

37

DO SŁUŻBY W ARMII AMERYKAŃSKIEJ wchodzą kolejne wersje lądowych robotów, działające autonomicznie pojazdy kołowe oraz mikropojazdy latające.

BEZPIECZEŃSTWO 43 | MAGDALENA KOWALSKA-SENDEK, MAREK PIELACH Drugorzędny kontynent

DYREKTOR REDAKCJI WOJSKOWEJ REDAKTOR NACZELNY Marek Sarjusz-Wolski, tel.: +4822 684 53 65, 684 56 85, faks: 684 55 03; CA MON 845 365, 845 685, faks: 845 503; sekretariat@redakcjawojskowa.pl Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa ZASTĘPCA DYREKTORA REDAKCJI WOJSKOWEJ SEKRETARZ REDAKCJI „POLSKI ZBROJNEJ” Wojciech Kiss-Orski, tel.: +4822 684 02 22, CA MON 840 222; wko@redakcjawojskowa.pl ZASTĘPCA DYREKTORA REDAKCJI WOJSKOWEJ ppłk Lech Mleczko „Kwartalnik Bellona”, przeglądy rodzajów sił zbrojnych, lech.mleczko@redakcjawojskowa.pl, tel.: +4822 684 56 85; REDAKTORZY PROWADZĄCY Katarzyna Pietraszek, tel.: +4822 684 02 27, CA MON 840 227; Joanna Rochowicz

tel.: +4822 684 52 30, CA MON 845 230; Aneta Wiśniewska, tel.: +4822 684 52 13, CA MON 845 213; polska-zbrojna@redakcjawojskowa.pl KIEROWNICY DZIAŁÓW Anna Dąbrowska, ppłk Artur Goławski, Marek Pielach, Tadeusz Wróbel, tel.: +4822 684 03 55, CA MON 840 355; PUBLICYŚCI WARSZAWA: Piotr Bernabiuk, Paulina Glińska, Małgorzata Schwarzgruber, Aaron Welman, tel.: +4822 684 52 44, CA MON 845 244; tel.: +4822 684 52 29, CA MON 845 229; BYDGOSZCZ: Krzysztof Wilewski, tel.: +4852 378 25 90, CA MON 415 200; GDYNIA: Tomasz Gos, tel.: +4858 626 24 13, CA MON 262 413; KRAKÓW: Magdalena Kowalska-Sendek, Jacek Szustakowski, tel.: +4812 455 17 80, CA MON 131 780; POZNAŃ: Marceli Kwaśniewski, Piotr Laskowski, CA MON 572 446; WROCŁAW: Bogusław Politowski, tel.: +4871 765 38 53, CA MON 653 853;

WSPÓŁPRACOWNICY Robert Czulda, Andrzej Fąfara, Krzysztof Głowacki, Janusz Grochowski, Paweł Henski, Andrzej Jonas, Marcin Kaczmarski, Włodzimierz Kaleta, Roman Kuźniar, Damian Markowski, Zdzisław Najder, Marek Orzechowski, Bogusław Pacek, Roman Przeciszewski, Marek Przybylik, Henryk Suchar FOTOREPORTER Jarosław Wiśniewski, tel.: +4822 684 52 29, CA MON 845 229; DZIAŁ GRAFICZNY tel.: +4822 684 51 70, CA MON 845 170; Marcin Dmowski (kierownik), Paweł Kępka, Monika Klekociuk, Andrzej Witkowski OPRACOWANIE STYLISTYCZNE tel.: +4822 684 55 02, CA MON 845 502; Renata Gromska (kierownik), Małgorzata Mielcarz, Aleksandra Ogłoza BIURO REKLAMY I MARKETINGU Adam Niemczak (kierownik), Małgorzata Szustkowska, Anita Kwaterowska (tłumacz), tel. +4822 684 53 87, 684 51 80, 684 55 03, faks: +4822 CA MON 845 387; reklama@redakcjawojskowa.pl

ZDJĘCIE NA OKŁADCE Bumar SA

Redaktor wydania ANETA WIŚNIEWSKA PRENUMERATA: RUCH SA, KOLPORTER SA, Garmond PRESS, GLM. Informacja: +4822 684 04 00 KOLPORTAŻ I REKLAMACJE Bellona SA, tel.: +4822 457 04 37, 6879 041, CA MON 879 041 DRUK Drukarnia Wydawnicza „Trans-Druk”, Golina Numer zamknięto: 19.10.2009 r.

Treść zamieszczanych materiałów nie zawsze odzwierciedla stanowisko redakcji. Tekstów niezamówionych redakcja nie zwraca. Zastrzega sobie prawo do skrótów.

4

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

M E L D U N E K

W O J S K A

L Ą D O W E

Rocznica
ELBLĄG. 9 października obchodzono 60. rocznicę powstania 16 Batalionu Zaopatrzenia. Do udziału w tegorocznych obchodach dowódca batalionu podpułkownik Jerzy Neumann zaprosił władze miasta i regionu, dowódców jednostek, byłych żołnierzy zawodowych oraz młodzież szkolną. Uroczystą zbiórkę w kinie „Orzeł” uświetnił koncert Reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego.

Wkrótce w Polsce zostanie umieszczona, w systemie rotacyjnym, uzbrojona bateria Patriotów, zdolna współdziałać z polskim systemem obronnym.

Z

Większa odprawa

N

a ostatnim posiedzeniu sejmoną przy wypłacie odprawy, z 10 do wej podkomisji pracującej nad 12 metrów kwadratowych; w przyustawą o zakwaterowaniu sił zbroj- padku gospodarstwa jednoosobonych przyjęto korzystniejsze zapi- wego jest to 16 metrów kwadratosy dotyczące wypłaty odprawy wych. Przy normie będzie brana mieszkaniowej. Zgodnie z nowy- pod uwagę nie tylko sytuacja romi regulacjami jej wysokość wy- dzinna żołnierza, ale także niesie trzy procent wartości przyuwzględniane jego stanowisko sługującego lokalu mieszsłużbowe. kalnego za każdy rok Po wejściu w życie noPodwyższono podlegający zaliczeniu wych przepisów odprawa wskaźnik do do wysługi lat. Nie mieszkaniowa dla żołwyliczenia wartości może być ona niższa nierza posiadającego przysługującego niż 45 procent i wyżtrzy normy i piętnaście lokalu z 1,45 sza niż 80 procent lat służby wyniesie do 1,66. wartości lokalu. w zaokrągleniu 105 tysięWprowadzono też kilka cy złotych (45 procent należinnych korzystnych zmian. Pod- ności), a po uzyskaniu pełnej wywyższono wskaźnik do wylicze- sługi – 187 tysięcy złotych (80 pronia wartości przysługującego lo- cent). Według obowiązujących dokalu z 1,45 do 1,66. Zwiększono tychczas przepisów żołnierz w anateż przypadającą na osobę upraw- logicznej sytuacji otrzymuje odponioną maksymalną podstawową wiednio 54 tysiące złotych i 96 typowierzchnię użytkową, naliczasięcy złotych. (PG) 

Grupy bojowe

U

dział Polski i Niemiec w grupach bojowych Unii Europejskiej omówili szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego generał Franciszek Gągor i inspektor generalny Bundeswehry generał Wolfgang Schneiderhan w czasie wizyty niemieckiego generała w Polsce 14–15 października. Ważnym aspektem współpracy sił zbrojnych Polski i Niemiec jest bowiem ich zaangażowanie w przygotowanie dwóch grup bojowych UE, w których Polska będzie państwem ramowym. Jedna z nich to Grupa Bojowa 2010, zaczynająca dyżur w pierwszym półroczu 2010 roku, tworzona wspólnie z Niemcami, Litwą, Łotwą i Słowacją, a druga – Weimarska Grupa Bojowa 2013, w której obok Polski uczestniczą Niemcy i Francja. Przewidziana jest ona do dyżuru w 2013 roku. (ATU) 

49. Centralny Zlot Młodzieży „Palmiry 2009”. Uczestniczyły w nim drużyny składające się z członków Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego, działających w szkołach, na uczelniach, w jednostkach wojskowych, a także turyści indywidualni. 
M A R Y N A R K A W O J E N N A

Obrady
GDYNIA. Już po raz drugi Gdynia gościła przedstawicieli stowarzyszeń i organizacji rezerwistów i weteranów sił zbrojnych „Baltic Sea Cooperation 2009”. W międzynarodowym forum uczestniczyły delegacje Niemiec, Danii, Szwecji, Finlandii, Norwegii Estonii, Łotwy, Litwy i Polski. Honory gospodarza pełniła Federacja Rezerwistów i Weteranów Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej. Tematem dwudniowych obrad były sprawy rekonwersji. 

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

5

FOT. MSW.PTTK.ORG

apowiedział to podsekretarz stanu do spraw polityki obronnej w MON Stanisław Jerzy Komorowski 15 października, pod koniec dwudniowego posiedzenia polsko-amerykańskiej Grupy Wysokiego Szczebla do spraw Obronnych. Głównym tematem spotkania były nowe propozycje złożone przez prezydenta Baracka Obamę odnośnie do polskiego miejsca w obronie antyrakietowej. „Przedstawiliśmy kilka szczegółów dotyczących rotacji baterii

rakiet Patriot w najbliższych latach zgodnie z deklaracją z sierpnia 2008 roku”, powiedział przewodniczący delegacji amerykańskiej, asystent sekretarza obrony do spraw bezpieczeństwa międzynarodowego Aleksander Vershbow. „Jesteśmy bardzo zainteresowani, aby Polska była krajem gospodarzem dla jednego z dwóch naziemnych zestawów SM-3”. Amerykański rząd zaoferował Polsce rozmieszczenie elementów nowego systemu obrony przeciwrakietowej – pocisków SM-3

służących obronie przed rakietami krótkiego i średniego zasięgu zamiast wyrzutni rakiet przechwytujących dalekiego zasięgu. Zdaniem władz USA, nowy system będzie skuteczniejszy, pozwoli też objąć ochroną wszystkie państwa członkowskie NATO. Równie ważną częścią polsko-amerykańskich rozmów były inne formy współpracy wojskowej związanej z modernizacją naszych sił zbrojnych oraz ze stałą obecnością wojsk amerykańskich na naszym terytorium. (AD) 

FOT. NATO

Rotacyjne Patrioty

Zlot młodzieży
PALMIRY. Od 14 do 17 października pod honorowym patronatem ministra obrony Bogdana Klicha w 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej odbył się

M E L D U N E K
POZNAŃ

Raróg 2009
OSTRZAŁ MOŹDZIERZOWY stanowiska dowodzenia to jeden z wielu epizodów ćwiczeń „Raróg 2009”, których celem było sprawdzenie gotowości dowództwa 2 Skrzydła Lotnictwa Taktycznego i podległych jednostek do wykonywania zadań w warunkach bojowych. Od 12 do 16 października w 31 Bazie Lotnictwa Taktycznego przećwiczono między innymi atak strzelca wyborowego na personel latający, podłożenie ładunku wybuchowego oraz próbę wniesienia środka biologicznego na teren jednostki. W manewrach wzięło udział także osiem samolotów F-16, które ćwiczyły pełnienie dyżuru bojowego, zwalczanie celów naziemnych oraz powietrznych. (ANN) 

Stabilny partner

K A R T O T E K A
MICHAŁ ŚWITALSKI
jest od 15 października prezesem Wojskowej Agencji Mieszkaniowej. Wcześniej był zastępcą prezesa WAM. dzie pełnił pułkownik Eugeniusz Orzechowski.

T

ematem spotkania przebywającego w Polsce z wizytą wicepremiera, ministra obrony Izraela Ehuda Baraka z ministrem Bogdanem Klichem była sytuacja na Bliskim Wschodzie, w Afganistanie i Iranie. „Rozmawialiśmy na kilka kluczowych z punktu widzenia Polski i Izraela tematów”, mówił 14 października szef polskiego MON. Ministrowie rozmawiali również o sytuacji na Bliskim Wschodzie i zagrożeniu ze strony Iranu. Jak przyznał Ehud Barak, program nuklearny tego kraju stanowi zagrożenie dla całej Europy

i dlatego trzeba mu efektywnie przeciwdziałać. Gość podziękował ministrowi Klichowi za polskie zaangażowanie na wzgórzach Golan. Tematem dyskusji była również dwustronna współpraca wojskowotechniczna obu krajów. „Izrael jest pod tym względem jednym z naszych najbardziej stabilnych partnerów”, podkreślił minister Klich. Dodał, że jest zadowolony z zaangażowania izraelskich przedsiębiorstw w polski przemysł zbrojeniowy oraz z tego, że izraelskie firmy dobrze wywiązują się z zobowiązań offsetowych. (AD) 

Komandor porucznik WOJCIECH CHRZANOWSKI
jest od 12 października nowym dowódcą 8 Kołobrzeskiego Batalionu Saperów. Komandor związany był już wcześniej z tą jednostką, w której piastował stanowisko szefa logistyki oraz szefa sztabu batalionu – zastępcy dowódcy.

Generał brygady RYSZARD JABŁOŃSKI,
dotychczasowy zastępca dowódcy 1 Warszawskiej Dywizji Zmechanizowanej, od 8 października szefuje tej jednostce. Zastąpił na tym stanowisku generała dywizji Tadeusza Buka, który od września jest dowódcą Wojsk Lądowych.

Ponad szczytem

Z

naczne ilości broni i amunicji przejęli i zniszczyli podczas trzydniowych (11–13 października) działań w Ajiristanie żołnierze polscy, amerykańscy i afgańscy w ramach trwającej w tym dystrykcie operacji Polskich Sił Zadaniowych pod kryptonimem „Over The Top”. Zniszczono tak-

że talibski ośrodek dowodzenia i zatrzymano kilku rebeliantów, w tym jednego z lokalnych przywódców talibów. Jak podsumował dowódca Polskich Sił Zadaniowych pułkownik Rajmund Andrzejczak, „operacja powinna zwiększyć poziom bezpieczeństwa w tym dystrykcie”. (ATD) 

Komandor porucznik DARIUSZ WICHNIAREK
dowodzi Morską Jednostką Działań Specjalnych Formoza. Zastąpił na tym stanowisku komandora porucznika Jana Pawłowskiego. Nowy szef Formozy pracował ostatnio w Dowództwie Wojsk Specjalnych, gdzie między innymi stał na czele Wydziału Planowania. (AD) 

Generał brygady DARIUSZ ŁUKOWSKI,
dowódca 1 Brygady Logistycznej, został zastępcą szefa sztabu w Kwaterze Głównej ISAF. Na czas nieobecności generała jego obowiązki bę-

6

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

Pożegnanie saperów

„Ż

ołnierz nie umiera, żołnierz odchodzi na wieczną wartę”, powiedział 15 października generał Franciszek Gągor, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, podczas ceremonii pogrzebowej kaprala Radosława Szyszkiewicza. Uroczystość odbyła się w kościele parafialnym i na cmentarzu w Iwanowicach koło Kalisza Wielkopolskiego. Dzień wcześniej w Szczecinie rodzina, koledzy i przedstawiciele władz wzięli udział w pogrzebie kaprala Szymona Graczyka. „Chcemy pożegnać dzielnego żołnierza, sapera

i podziękować mu za solidną służbę i odwagę”, mówił w homilii podczas mszy w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Szczecinie-Dąbiu biskup polowy Wojska Polskiego generał dywizji biskup Tadeusz Płoski. Prezydent Lech Kaczyński odznaczył obu poległych Krzyżami Kawalerskimi Orderu Krzyża Wojskowego i Gwiazdami Afganistanu, a minister Bogdan Klich awansował ich na stopień kaprala. Żołnierze zginęli 9 października w eksplozji ładunku wybuchowego w Afganistanie. (AD) 

M A R Y N A R K A

W O J E N N A

Sympozjum
NEWPORT (USA). Dowódca Marynarki Wojennej RP wiceadmirał Andrzej Karweta wziął udział w międzynarodowym sympozjum „International Seapower” organizowanym przez Stany Zjednoczone. Spotkanie poświęcone było budowie partnerstwa pomiędzy flotami. To jedna z najważniejszych na świecie konferencji dowódców sił morskich na temat przyszłości i roli sił zbrojnych na morzu. 
Ż A N D A R M E R I A W O J S K O W A

Prawdziwi żołnierze

Ż
FOT. PIOTR ŁYSAKOWSKI

Konsorcjum dla śmigieł

ołnierzy, którzy od lipca do września zostali w Afganistanie ranni, a teraz przechodzą w kraju rehabilitację, odwiedził w Wojskowym Instytucie Medycznym 12 października minister Bogdan Klich. „Jestem pod wrażeniem ich determinacji. Jeżeli ktoś ma dwa przeszczepy, kuleje albo jest w gorsecie po złamaniu dwóch kręgów i mówi, że chce wrócić

do wojska, to znaczy, że jest pełen wewnętrznej siły. To są żołnierze z prawdziwego zdarzenia”, mówił szef resortu obrony po spotkaniu z siedmioma rannymi. Również szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego generał Franciszek Gągor wyraził dla nich uznanie. „Wierzę, że wrócą do takiego zdrowia, aby spełniło się ich pragnienie i mogli wrócić do boju”. (ATD) 

Dla pamięci
BYDGOSZCZ. Żandarmi wzięli udział w uroczystości odsłonięcia tablicy pamiątkowej poświęconej generałowi brygady Aleksandrowi Krzyżanowskiemu „Wilkowi”. Oddział Żandarmerii Wojskowej wystawił asystę honorową przy obelisku z wmurowaną tablicą. Uroczystości odbywały się pod patronatem prezydenta Bydgoszczy Konstantego Dombrowicza z udziałem między innymi córki generała pani Olgi Krzyżanowskiej. 
L O G I S T Y K A

P

Strategiczne porozumienie
Resort obrony zapowiedział zakup 30–40 MRAP-ów na potrzeby naszego kontyngentu w Afganistanie.

olskie i ukraińskie wojskowe zakłady lotnicze rozważają powołanie konsorcjum, które wspólnie będzie modernizowało śmigłowce serii Mi, znajdujące się w polskim wojsku. Poinformował o tym minister Bogdan Klich 16 października, pod koniec swojej dwudniowej wizyty na Ukrainie. O możliwościach modernizacji śmigłowców serii Mi szef polskiego resortu obrony rozmawiał w ukraińskich zakładach Awiakom. W Kijowie natomiast spotkał się z pełniącym obowiązki ministra obrony Ukrainy Walerijem Iwaszczenką. Szefowie resortów omówili stan prac związanych z powołaniem polsko-ukraińsko-litewskiej brygady sił pokojowych. Poruszono również kwestie współpracy wojskowo-technicznej, w tym między innymi udziału strony ukraińskiej w remoncie siłowni polskich okrętów rakietowych. (ATU) 

P

orozumienie o współpracy mię- MAXX Pro. Według Edwarda dzy Grupą Bumar a Navistar Nowaka, polskiej armii potrzebne Defense, LLC, w wytwarzaniu są nie tylko MRAP-y, ale też unifii dystrybucji produktów amerykań- kacja stosowanych w nich podwozi. skiej firmy w Polsce podpisano Podpisaniu porozumienia towarzy13 października w Wojskoszyła prezentacja pojazdu minowym Instytucie Techniki odpornego MAXX Pro Ponad Pancernej i SamochoDash. Navistar oferuje go 1200 dowej w Sulejówku. polskiemu resortowi MRAP-ów Pod dokumentem obrony, który zapowieużytkują podpisy złożyli w Afganistanie siły dział zakup 30–40 egamerykańskie. Edward E. Nowak, zemplarzy na potrzeby prezes Bumar sp. z o.o., naszego kontyngentu i Archie Massicotte, prew Afganistanie. Dzień wczezes Navistar Defense. śniej BAE Systems podpisał po„Ten projekt jest tak ważny, że rozumienie o współpracy na zasamógłbym go nazwać strategicz- dach wyłączności z Hutą Stalowa nym”, oświadczył prezes Nowak. Wola SA. Zawarto w nim ustalenia Navistar jest czołowym producen- związane z ulokowaniem w Polsce tem pojazdów minoodpornych, produkcji minoodpornego pojazdu czyli MRAP-ów, oraz samochodów RG31 Mk5. Dalsze losy obu porociężarowych. Dostarczył amery- zumień zależą od tego, który kańskim siłom zbrojnym ponad sie- z MRAP-ów zostanie wybrany dla dem tysięcy pojazdów z rodziny naszej armii. (TW) 

Święto
BYDGOSZCZ. Trzecią rocznicę wręczenia sztandaru obchodzono w Dowództwie Narodowego Elementu Wsparcia (NEW), wchodzącego w skład 1 Pomorskiej Brygady Logistycznej.

W uroczystości uczestniczyli: byli dowódcy NEW, dowódca 1 Brygady generał brygady Dariusz Łukowski, kadra oraz przedstawiciele władz miejskich i samorządowych. 

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

7

P E R Y S K O P
MAGDALENA KOWALSKA-SENDEK

Najlepsze
Albo wszyscy żołnierze są rzeczywiście idealni, albo system opiniowania służbowego jest ułomny.
8
POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

wojsko świata?

ARMIA

ARMIA

ARMIA
K

Redaktor działu ARTUR GOŁAWSKI

adrowcy zgodnie przyznają, że opiniowanie w wojsku sprowadzono do pewnego rodzaju formalności, którą trzeba załatwić, bo jest przewidziana ustawowo. Żołnierze nieoficjalnie mówią, że na dobrą sprawę opiniowanie nie ma znaczenia. W większości przypadków wystawiane są oceny bardzo dobre albo co najmniej dobre. Niższe należą dziś do rzadkości. Jak więc na podstawie takich opinii przełożeni mają wybierać najlepszych, prognozować rozwój karier służbowych?

WRAŻENIE WYJĄTKOWOŚCI

FOT. BUMAR SA

Zasady opiniowania żołnierzy zawodowych reguluje szczegółowo – na podstawie ustawy pragmatycznej – rozporządzenie ministra obrony z 20 maja 2008 roku, które można przeczytać w „Dzienniku Ustaw” z 3 czerwca 2008 roku i w serwisie internetowym Departamentu Kadr MON. Zgodnie z ustawą żołnierza ocenia się na podstawie obowiązków wymienionych w karcie opisu stanowiska, przy czym przewidziano skalę ocen od dwójki do piątki. Opiniowanie zaczyna się pół roku przed upływem kadencji lub wygaśnięciem kontraktu na pełnienie służby terminowej i w przypadku zwolnienia ze stanowiska w trakcie trwania kadencji, jeśli żołnierz służył na nim co najmniej rok. Wystawia się opinię także za okres służby za granicą. Można się od niej odwołać do wyższego przełożonego, który zaskarżoną opinię może utrzymać, zmienić, uzupełnić lub uchylić i wydać nową. I wtedy jest ona ostateczna. Większość żołnierzy 21 Brygady Strzelców Podhalańskich podczas ostatniego opiniowania dostała oceny bardzo dobre. Tak samo było w 6 Brygadzie Powietrznodesantowej, w 2 Brygadzie Saperów oraz w 3 Pułku Przeciwlotniczym. Bez obawy o popełnienie błędu nadinterpretacji można założyć, że zjawisko to powtarza się w pozostałych jednostkach. Różnice są niewielkie. Piątkowicze stanowią około 80 procent wszystkich ocenionych, czasem jest ich trochę więcej, czasem trochę mniej. Oceny dostateczne, choć się zdarzają, wystawiane są stosunkowo rzadko, niedostateczne zaś to już pojedyncze przypadki. Można zatem odnieść ogólne wrażenie, że w naszym wojsku służą niemal sami piątkowi żołnierze. Zdaniem pułkownika Waldemara Zakrzewskiego, dowódcy 2 Brygady Saperów,

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

9

P E R Y S K O P


Większość żołnierzy zgadza się z tym, że sposób opiniowania nie jest doskonały. Największym jego minusem jest to, że nie służy on promowaniu najlepszych żołnierzy.


FOT. ALEKSANDER RAWSKI

przyczyną tak powszechnego wystawiania żołnierzom czwórek i piątek jest konstrukcja systemu opiniowania: „Żołnierz oceniany jest według karty opisu stanowiska – jeśli wszystkie swoje zadania wykonuje właściwie, dostaje piątkę, jeśli coś wychodzi mu słabiej – dostaje czwórkę. Potem ze wszystkich ocen cząstkowych, wystawionych na podstawie karty opisu stanowiska, wyciąga się średnią arytmetyczną, która daje notę końcową”.

CZWÓRKA BOLI

Pułkownik Zakrzewski przyznaje, iż ten sposób oceniania mocno uśrednia wyniki. Na przykład żołnierz o średniej 4,5 otrzymuje taką samą ocenę końcową (dobrą) jak ten, któremu średnią wyliczono na 3,6. „Przy małej liczbie ocen cząstkowych żołnierz ambitny, oceniany przez wymagającego przełożonego, może dostać tę samą notę co żoł-

nierz przeciętny, oceniany formalnie zgodnie z zasadą, by podwładnemu nie zrobić krzywdy”, tłumaczy dowódca 2 Brygady Saperów. Szef Oddziału Uzupełnień i Spraw Personalnych 2 Korpusu Zmechanizowanego pułkownik Marek Szczudliński przyznaje, że w 2 KZ ocen niższych od piątki jest niewiele: „Podczas niedawnego opiniowania kilkunastu żołnierzy dostało oceny dobre, a dwóch dostateczne. W przypadku tych ostatnich przełożeni zgodnie z obowiązującą procedurą wystąpili z wnioskami o zwolnienie ich z zawodowej służby wojskowej, co zostało wykonane na podstawie stosownych decyzji”. Wydaje się, że wśród pozytywnie opiniowanych, nie tylko w krakowskim korpusie, ale w całym wojsku, znaczącą większość stanowią żołnierze piątkowi, nie zaś czwórkowi. Major Jacek Popławski, rzecznik 2 Korpusu Zmechanizowanego, uważa, że piątka jest oceną

podstawową, a czwórka – obniżoną: „Żołnierz dostaje czwórkę, gdy nie udaje mu się sprostać wszystkim wymaganiom. A to może zaważyć na jego dalszej drodze zawodowej”. Słowa majora potwierdza kapitan Sławomir Chmurzyński, oficer sekcji kadrowej 3 PułC O M M E N T Major RAFAŁ KOWALIK, szef sekcji personalnej 21 BSP

W

prowadzenie oceny wzorowej mogłoby pomóc w wyróżnieniu najlepszych żołnierzy, pod warunkiem że szóstka nie spowszechniałaby tak jak dzisiejsza piątka. Gdyby się okazało, że za służbę i zaangażowanie dostawaliby ją wyjątkowi żołnierze, z pewnością pomogłoby to w promowaniu właściwych  osób.

10

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

A R M I A

ze Piątkowic koło o stanowią wszystnt e c ro p 0 8 ionych, kich ocen ich st je m czase cej, trochę wię chę o tr m se za c mniej.

ku Przeciwlotniczego, w którym w czasie ostatniego opiniowania na 62 żołnierzy zawodowych 57 dostało piątki: „Czwórka żołnierza boli. W większości przypadków, gdy żołnierz ma pewne braki, dostaje czwórkę. Ocena dostateczna wiąże się już z negatywnymi konsekwencjami”.

PO PIERWSZE KOLEŻEŃSTWO

Opiniowanie powinno być prowadzone rzetelnie i bezstronnie. Tyle teoria, w życiu często bywa zupełnie inaczej. Zdarza się, że o ocenie decydują przede wszystkim koleżeńskie relacje między żołnierzami, choć formalnie oparte są one na zależności przełożony–podwładny. Postawienie trójki oznacza, że w sprawę zostanie

włączony dowódca jednostki, w którego kompetencjach leży pozostawienie w służbie bądź zwolnienie z niej nisko ocenionego żołnierza. Tymczasem żołnierze, dowódcy i podwładni często mieszkają na tych samych osiedlach, ich rodziny są zaprzyjaźnione, utrzymują prywatnie kontakty. W takiej sytuacji o obiektywizm rzeczywiście trudno. „Nie mam wpływu na to, jak podporucznik oceni plutonowego”, wyjaśnia pułkownik Zakrzewski. „Nie mam też wpływu na to, czy ocena jest wystawiona obiektywnie, czy po koleżeńsku. Nie mogę wyciągać żadnych konsekwencji, bo opinia z zasady powinna być niezależna i wystawiana przez bezpośrednich przełożonych. Zależy to od sumie-

Ocenianie jest indywidualną sprawą każdego opiniującego, obowiązkiem, ale również przywilejem, w który nikt postronny nie może ingerować.

nia żołnierzy, ja nie mam prawa w to ingerować”. Major Popławski przyznaje, że są sytuacje, w których relacje prywatne przenoszone są na grunt zawodowy. Wtedy prawdziwe staje się powiedzenie o tym, że najtrudniej dowodzić kolegami. „Powinniśmy podchodzić poważnie do obowiązków”, przekonuje major. „Gdy ocenia się podwładnych, nawet jeśli to serdeczni koledzy, też powinniśmy zachować właściwe proporcje. A kolega, jeśli naprawdę nim jest i jednocześnie to profesjonalista, powinien rozgraniczyć to, co służbowe, od tego, co prywatne”. „Nie umiem powiedzieć, czym kieruje się dowódca plutonu, który ocenia dowódców drużyny. Zgodnie z przepisami powinien być obiektywny, oceniać predyspozycje, kwalifikacje, zaangażowanie, postawę moralną, chęć pełnienia służby i tak dalej”, uważa major

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

11

FOT. BUMAR SA

P E R Y S K O P
zywanie się z obowiązków zasługiwałoby na piątkę, dla innego niezbędne byłoby również zaangażowanie w pracę, i dopiero obie te cechy zasługują na ocenę bardzo dobrą. To sprawa indywidualnego wyczucia. Rozporządzenie ministra obrony dopuszcza tu uznaniowość.

SZÓSTKI ŻAL

Same ideały

W

2008 roku opiniowaniu służbowemu podlegało 11 708 żołnierzy zawodowych, w tym ośmiu zajmujących stanowiska generalskie, 854 oficerów starszych, 1596 na stanowiskach oficerów młodszych oraz 6807 podoficerów i 2443 szeregowych zawodowych. Przełożeni wystawili im w 98 procentach oceny dobre i bardzo dobre. Dostatecznych było zaledwie 176, natomiast niedostateczne otrzymało tylko 15 podoficerów i szeregowych. (AG) 

Rafał Kowalik, szef sekcji personalnej 21 Brygady Strzelców Podhalańskich. „Czy na jego opinię wpływają także inne sprawy, tego nie wiem. W każdym razie nie powinny”. Rzecznik 2 KZ dodaje, że rozwiązaniem problemu może być poproszenie o opinię na temat ocenianej osoby kogoś, kto będzie obiektywny, na przykład zastępcy. „To pozwoli mi zachować właściwy dystans w sytuacji, gdy muszę ocenić przyjaciela albo osobę, której nie darzę sympatią”.

KUKUŁCZE JAJO

Drugim przykładem nieskuteczności systemu opiniowania jest ocenianie na wyrost po to, by ułatwić komuś awans, mimo że na to nie zasługuje. „Zdarza się, że chociaż wiemy, iż opiniowany nie wywiązuje się dobrze z obowiązków i nie ma z niego żadnego pożytku, na odchodne daje się mu bardzo dobrą ocenę, byle się go pozbyć”, czytamy na jednym z forów internetowych. Żołnierze przyznają, że czasami dochodzi do absurdalnej sytuacji, gdy ktoś dzwoni do jednostki zasięgnąć opinii o żołnierzu, który jest potencjalnym kandydatem na inne – najczęściej wyższe – stanowisko. Zapewnia się wtedy telefonicznie rozmówcę o wyjątkowych predyspozycjach tego kandydata. Podobne zdarzenia nie należą do częstych, ale tak bywa i jest to krzywdzące dla osób, które z należytą starannością przykładają się do pracy. Nie można więc chować głowy w piasek i mówić, że problem nie istnieje.

Dlaczego dochodzi do takich sytuacji? Czy wynikają one z możliwości, jakie daje niedoskonały system oceniania żołnierzy, czy też są efektem zwykłej, ludzkiej ułomności, polegającej na ułatwianiu sobie życia? Pamiętać należy, że ocenianie jest indywidualną sprawą każdego opiniującego, obowiązkiem, ale również przywilejem, w który nikt postronny nie może ingerować. Wystawienie oceny, jeśli nie ma od niej odwołania, nie powoduje przecież dla opiniującego żadnych bezpośrednich konsekwencji. Kadrowcy dostrzegają jeszcze problem związany z umiejętnością wystawiania oceny. Mogłoby się zdarzyć, że żołnierz przez dwie różne osoby byłby oceniony całkowicie inaczej. Dla jednego oceniającego samo wywiąC O M M E N T Major JACEK POPŁAWSKI, rzecznik 2 Korpusu Zmechanizowanego

Większość żołnierzy zgadza się z tym, że sposób opiniowania nie jest doskonały. Największym chyba jego minusem jest to, że nie służy on promowaniu najlepszych żołnierzy. Bo jak ich znaleźć pośród rzeszy piątkowiczów? „Jeśli mamy 90 procent ocen bardzo dobrych, to dla mnie oznacza, że mamy 90 procent najlepszych żołnierzy”, mówi major Rafał Kowalik, szef sekcji personalnej 21 BSP. „Nie uważam, aby opiniowanie było złe, choć można je udoskonalić, proponuje major Popławski. „Dobrym rozwiązaniem mogłoby być na przykład przywrócenie ocen wzorowych rzeczywiście wybitnym żołnierzom”. Szóstka zniknęła z opinii wiele lat temu. Żołnierze żałują tej decyzji, bo jak twierdzą, ówczesna ocena wzorowa w niczym nie przypominała dzisiejszej piątki. Przede wszystkim była rzadkością, a ten, który ją otrzymywał, musiał się mocno wyróżniać spośród kolegów, mieć wyjątkowe predyspozycje, osiągnięcia i kwalifikacje.

FOT. BUMAR SA

WZORZEC DLA WZOROWYCH

O

bowiązujący system opiniowania żołnierzy zawodowych, choć nie jest zły, nie służy promowaniu najlepszych. Powinno się go doskonalić. Rozwiązaniem mogłoby być przywrócenie skali ocen od dwóch do sześciu, która kiedyś w wojsku obowiązywała. Szóstkę dostawał ktoś wybitny. Dzisiaj też są tacy ludzie w armii – wkładają serce w pracę i robią dużo więcej, niż się od nich wymaga. W takim przypadku ocena bardzo dobra nie jest miarodajna. 

Na ulepszenie systemu opiniowania żołnierzy mogłoby też wpłynąć wprowadzenie ograniczeń w wystawianiu ocen bardzo dobrych. Dla przykładu mogłoby ich być w danej jednostce 10–15 procent, nie więcej. Jednak takie rozwiązanie dla niektórych byłoby krzywdzące. Major Popławski uważa, że obostrzenia niczemu nie służą. Ograniczenia w wystawianiu ocen bardzo dobrych stosują jednak w niektórych rodzajach sił zbrojnych Amerykanie. Ich przepisy kadrowe wymuszają na przełożonych uczciwe opiniowanie podwładnych. Jeśli wystawią zbyt dużo piątek, muszą liczyć się z ingerencją swoich zwierzchników, którzy sprawdzą, czy faktycznie dana komórka lub pododdział zgromadziły wybitnych żołnierzy. Amerykanie, aby awansować, muszą mieć w opiniach piątki. Czy to, że polskie wojsko składa się w większości z piątkowiczów, pozwala nam wierzyć, że w armii służą najlepsi z najlepszych? Złych przecież nie mamy. Czy jest potrzeba stworzenia, a jeśli tak, to według jakich zasad, systemu ocen, który pozwoliłby z tłumu piątkowiczów wyłowić tych faktycznie wartych awansu? Czy armia polska może sobie pozwolić na „piątkową” przeciętność? Takie pytania, w związku z postępującą profesjonalizacją wojska, warte są dyskusji. 

12

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

A R M I A

ARTUR GOŁAWSKI

Reglamentacja wojowników
Nie więcej niż 49 procent opiniowanych oficerów amerykańskich wojsk lądowych może dostać oceny bardzo dobre.

G

dy decydenci w amerykańskich wojskach lądowych dostrzegli, że oceny wystawiane oficerom i chorążym były coraz lepsze dla coraz większej liczby opiniowanych, wdrożyli nowe zasady polityki kadrowej. Są one rozbudowane, ale ciekawe. Dotyczą żołnierzy w służbie czynnej, jak i rezerwistów. Od polskich metod oceny odróżnia je między innymi to, że powstają dwie odrębne opinie – samego opiniowanego o sobie, i opinia jego dwóch przełożonych, bezpośredniego i wyższego. Opiniowany wymienia i ocenia własne osiągnięcia w danym okresie, musi też podać w jednej z rubryk ocenę z ostatniego sprawdzianu kondycji fizycznej, wzrost i wagę, a w innej zaproponować trzy funkcje (stanowiska), w których mógłby się w przyszłości najlepiej zawodowo spełnić. Jego bezpośredni i wyższy (dowódca jednostki) przełożony wystawiają mu na innych formularzach opinie i oceny opisowe. Co istotne, bezpośredni przełożony ma obowiązek spotkać się osobiście z opiniowanym w ciągu pierwszego miesiąca okresu, za który będzie wystawiona opinia, by wyjaśnić mu kryteria oceny. Później takie spotkania – mające służyć rozwojowi osobowości danego żołnierza – po-

winni odbywać co kwartał. Ten mechanizm ma zapewniać lepszą komunikację interpersonalną w pododdziałach (zespołach) – podwładni znają swoje zadania, dowódcy kontrolują ich rozwój oraz osiąganie założonych celów. Być może najważniejsze w systemie jest to, że wyższy przełożony tworzy także osobny raport (na ustalonym formularzu) z ocen, jakie

Przejrzyste kryteria
 wybitne osiągnięcia – koniecznie awansować;  zadowalające osiągnięcia – można awansować;  osiągnięcia niesatysfakcjonujące – nie awansować;  inne (musi pisemnie wyjaśnić).

Bezpośredni przełożony ma do dyspozycji oceny:

 najlepiej wykwalifikowany;  w pełni wykwalifikowany;  nie awansować;  inne (z pisemnym wyjaśnieniem). Ponadto musi wskazać, gdzie sytuuje danego żołnierza na tle wszystkich mu podległych mających ten sam stopień:  powyżej średniej;  w średniej;  poniżej średniej – utrzymać w służbie;  poniżej średniej – nie zatrzymywać w służbie.

Wyższy przełożony natomiast może ocenić oficera/chorążego tak:

wystawił w jednostce lub zespole za dany okres. Ten dokument musi terminowo przesłać do departamentu wojsk lądowych. Tam posłuży on do zweryfikowania poprawności opiniowania prowadzonego przez tegoż wyższego przełożonego, którego obowiązkiem jest takie wystawianie ocen, aby nie więcej niż 49 procent opiniowanych oficerów dostało oceny bardzo dobre (powyżej średniej), predestynujące do awansu. Oficerowie US Army uważają, że raportowanie ocen służy dyscyplinowaniu pracy wyższych przełożonych i zapewnieniu tego, by najlepsi oficerowie byli trafnie oceniani, gdy rozważa się ich awansowanie lub wyznaczenie na bardziej odpowiedzialne stanowisko. System „reglamentowanego podziału ocen” ma też dać odpowiedź na pytanie: których żołnierzy należy utrzymać w służbie, których zachować w osiągniętym stopniu wojskowym, a których się pozbyć. W wydanej w 2007 roku instrukcji AR 623-3 napisano wprost: „Opiniujących zobowiązuje się, aby dostarczali kierownictwu departamentu wojsk lądowych i zwierzchnikom wojskowym wiarygodnych danych, gdyż mają one olbrzymi wpływ na to, które osoby zostaną przywódcami i jak nasze wojska wypełniają swoje zadania”. 

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

13

P E O R S Y Ł S U K Ż OB P I E

Co nagle,
14
POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

to po diab

A R M I A

Z generałem brygady ANDRZEJEM DUKSEM o zbyt długim czasie projektowania i kupowania nowego uzbrojenia oraz przepaści dzielącej nas od sojuszników rozmawia ARTUR GOŁAWSKI
POLSKA ZBROJNA: W tej kwestii żołnierze są niecierpliwi i mają rację: nowe rodzaje broni i sprzętu, chroniące ich zdrowie i życie, dające przewagę nad przeciwnikiem, powinni dostawać jak najszybciej. Co Pan na to? ANDRZEJ DUKS: Specyfika prac naukowych, badawczych, rozwojowych i wdrożeniowych powoduje, że trwają one znacznie dłużej niż zakup na rynku. I to jest naturalne. Mój departament zajmuje się tylko pracami rozwojowymi i wdrożeniami. Staramy się je skrócić, ale pewnych barier pokonać nie można. POLSKA ZBROJNA: Dlaczego? ANDRZEJ DUKS: Nie przeskoczymy ograniczeń narzucanych przez technikę. Rozwiązanie nowych problemów, niezależnie od wielkości posiadanych środków, wymaga czasu, a nawet zamrożenia prac, dopóki inżynierowie projektanci nie znajdą właściwych odpowiedzi lub do momentu pojawienia się nowych technologii. Proces „od pomysłu do przemysłu” musi trwać długo, aby być racjonalny i pozwolić na pełne zweryfikowanie nowych rozwiązań technicznych. W 2005 roku wprowadzono decyzję MON numer 57, dotyczącą procedur prowadzenia prac rozwojowych i wdrożeniowych. Jako jej uzupełnienie powstała decyzja 157, obejmująca procedury związane z zakupami uzbrojenia. POLSKA ZBROJNA: Co z tych decyzji wynika? ANDRZEJ DUKS: To, że proces pozyskania uzbrojenia zaczyna się od prowadzonej przez Sztab Generalny WP identyfikacji potrzeb operacyjnych. Sztabowcy, zestawiając zagrożenia, stan sił zbrojnych, dostępny budżet, zobowiązania sojusznicze i inne czynniki, ustalają potrzeby operacyjne wojska, które są definiowane w wymiarze zdolności, a nie konkretnego uzbrojenia czy sprzętu. Następnie formułowane są wymagania operacyjne. Odpowiadają one na pytania, w jaki sposób możemy uzupełnić braki lub posiąść nowe zdolności militarne. Kolejny krok należy do Rady Uzbrojenia, która rekomenduje ministrowi obrony sposób osiągnięcia wymaganej zdolności. Konkretną zdolność można osiągnąć różnymi sposobami, nie tylko przez pozyskanie nowego uzbrojenia, ale również przez zmianę doktryny szkoleniowej lub struktur związków taktycznych czy oddziałów. POLSKA ZBROJNA: Dziś rozmawiamy o pozyskiwaniu nowego uzbrojenia. ANDRZEJ DUKS: Nowe nie znaczy, że pochodzące prosto z linii produkcyjnej. Może to być uzbrojenie mające określoną liczbę lat, ale po modernizacji. Po decyzji, że potrzebną broń lub sprzęt pozyskujemy w trybie pracy rozwojowej, każdy ważny etap tej pracy poddajemy ocenie Rady Uzbrojenia. Jeśli uzyskamy jej akceptację, uruchamiamy kolejną fazę projektu. Każde postępowanie przechodzi dodatkowo przez Biuro do spraw Procedur Antykorupcyjnych. POLSKA ZBROJNA: Jak szybko możecie uruchomić pilny zakup broni? ANDRZEJ DUKS: Mamy potrzeby pilne, bieżące i perspektywiczne. Potrzeby perspektywiczne powinny być zaspokojone w ciągu 10–15 lat i stanowić główny efekt przeglądu potrzeb operacyjnych. Potrzeby bieżące wynikają z tego, że jakiś sprzęt w wojsku się starzeje, trzeba go więc zastąpić lub modernizować. Pilne potrzeby są zaś skutkiem zmian uwarunkowań, które w planowaniu długoterminowym były nie do przewidzenia, jak na przykład zmiana sposobu działania żołnierzy w misji w Afganistanie. Obecnie od momentu zgłoszenia przez gestora pilnej potrzeby do momentu przekazania dokumentacji do Departamentu Zaopatrywania SZ w celu uruchomienia przetargu mogą minąć nie więcej niż 44 dni robocze. Każda instytucja zaangażowana w tę procedurę ma określony czas na procedowanie przewidzianych dla niej zadań. POLSKA ZBROJNA: Czy potrzeby pilne nie przytłaczają bieżących i perspektywicznych? ANDRZEJ DUKS: Nie wyobrażam sobie, aby na rzecz pilnej potrzeby operacyjnej prowadzić prace rozwojowe. Wszak jak coś jest pilne, to nie może trwać pięć lat. Choć ta pil-

ble

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

15

N A

C E L O W N I K U

ność różnie bywa postrzegana. Dla jednego jest to jutro, dla innego 6–12 miesięcy. Ja opowiadam się za tym, by pilne potrzeby były zaspokajane pozyskiwaniem tego, co jest dostępne na rynku. Jeśli trzeba trochę skorygować dany wyrób, to można zlecić tak zwane miniwdrożenie. Obecnie na przykład pojawiła się taka potrzeba – śmigłowiec uzbrojony w wielolufowy karabin. Dostępny jest śmigłowiec, jest karabin, ale brak interfejsu mechanicznego do ich integracji. POLSKA ZBROJNA: Dlaczego nie można po prostu kupić karabinów i zamontować na śmigłowcach w wojskowych warsztatach? ANDRZEJ DUKS: Choćby dlatego, że trzeba taką integrację dokładnie przebadać i sprawdzić, czy nie dojdzie do odstrzelenia wirnika bądź belki ogonowej albo czy załoga nie zostanie poszkodowana. Tu wymagane są poważne badania pod kątem bezpieczeństwa. Dopuściłbym zatem nie tryb pracy rozwojowej, a wdrożenie pod wojskowym nadzorem tej integracji. Alternatywą jest kupno gotowego wyrobu, z jego zaletami i wadami. POLSKA ZBROJNA: Upiera się Pan przy pracach rozwojowych. ANDRZEJ DUKS: Jeśli mamy w Polsce gotowy wyrób odpowiadający zapotrzebowaniu armii, to nie będziemy ryzykować czasu i pieniędzy na pracę rozwojową. Decydując się na import, rezygnujemy ze wspierania polskich naukowców, konstruktorów i robotników w zakładach zbrojeniowych, z wpływu większych podatków do budżetu państwa, które częściowo wracają do nas jako budżet MON, z praw własności patentowej, z możliwości oferowania polskiego wyboru bez pytania kogokolwiek o licencje na eksport. Nie mamy też żadnych praw do modyfikacji tego uzbrojenia bez wiedzy dostawcy. POLSKA ZBROJNA: Tylko że rozwój i wdrożenia trwają koszmarnie długo. ANDRZEJ DUKS: Wiemy, że nie pracujemy dla siebie. W Afganistanie, Czadzie, Iraku czy na Bałkanach są żołnierze, którzy potrzebują odpowiedniego uzbrojenia i wyposażenia. Czy pan wie, że pracami rozwojowymi i wdrożeniowymi w całych siłach zbrojnych kieruje 25 osób? Nie departament, który ma 66 pracowników i żołnierzy, tylko 25 z nich! A prace rozwojowe i wdrożenia muszą przejść pełen cykl i trudno określać dla nich sztywne normy czasowe. Zresztą z naszych informacji wynika, że okres realizacji prac rozwojowych w Polsce wcale nie jest dłuższy niż w USA czy Francji. Kraje rozwinięte z roku na rok zwiększają liczbę tych prac, wiedząc, że jest to przepustka do przyszłości. Dlaczego nie korzystać ze sprawdzonych wzorców?

LECLERC – od zatwierdzenia programu do wprowadzenia francuskiego wozu do służby minęło dziewięć lat.

POLSKA ZBROJNA: Ile powinna trwać praca rozwojowo-wdrożeniowa? ANDRZEJ DUKS: Na identyfikację potrzeb i zdefiniowanie wymagań operacyjnych przez Sztab Generalny WP przeznacza się do dwóch lat. Około roku zajmuje przygotowanie studium wykonalności. Dopiero gdy mamy zapewnione pieniądze, czyli odpowiednie zadanie w planie modernizacji technicznej, możemy włączyć stoper i powiedzieć: „uruchamia-

my daną pracę rozwojowo-wdrożeniową”. I w zależności od stopnia skomplikowania, różnie nam to wychodzi. Staramy się je zamykać w cyklu pięcioletnim. Byłoby najlepiej, gdyby udawało się w trzy lata, ale to bardzo ambitny cel – dwa lata na pracę rozwojową i rok na wdrożenie. POLSKA ZBROJNA: Czy któreś prace traktujecie priorytetowo?

16

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

A R M I A
rzom do działań bojowych. Nacisk kładziemy więc właśnie na takie zadania. POLSKA ZBROJNA: Czy na tle sojuszników wypadamy bardzo źle? ANDRZEJ DUKS: Według mnie, nie. Dobrym przykładem ilustrującym długotrwałość rozwoju i wdrożenia broni jest francuski czołg Leclerc. Od zatwierdzenia programu jego budowy do wprowadzenia wozu do służby minęło dziewięć lat. Różne problemy w trakcie tej pracy były rozpatrywane, łącznie z analizą przejezdności dróg we Francji, bo mogłoby się okazać, że Leclerc nie pasuje do istniejącej infrastruktury. POLSKA ZBROJNA: Polskim odpowiednikiem Leclerca jest haubica Krab. Od zawarcia przez MON umowy z Hutą Stalowa Wola na wykonanie pracy Regina minęło właśnie dziewięć lat. Haubic wciąż nie ma w jednostce. ANDRZEJ DUKS: Francuzi nie mieli takiego problemu jak my. POLSKA ZBROJNA: Politycznego... ANDRZEJ DUKS: Politykę pomińmy. Dla mnie liczy się aspekt finansowy. Francuzi nie mieli przerwy w wykonaniu programu, więc ciągły czas pracy wyniósł dziewięć lat. Nasza haubica była gotowa do wdrożenia natychmiast po ukończeniu fazy rozwojowej. Wtedy zabrakło pieniędzy. Lata 2007–2008 były lepsze dla MON, więc zdecydowano o powrocie do zamrożonej Reginy – dywizjonowego modułu ogniowego haubic kalibru 155 milimetrów. Od ubiegłego roku prowadzimy pracę wdrożeniową. Mam nadzieję, że tym razem wystarczy nam wytrwałości i pieniędzy do zakończenia programu. Jest on na liście programów zaakceptowanych przez ministra do realizacji do 2018 roku. POLSKA ZBROJNA: A może Kraba zastąpi Kryl? ANDRZEJ DUKS: To nowy projekt, który jest ciągle w fazie analiz i nie został jeszcze formalnie uruchomiony. Kryl, czyli samobieżna haubica kalibru 155 milimetrów na podwoziu kołowym, miałby raczej uzupełnić Kraby. POLSKA ZBROJNA: Czyli zastąpiłby Dany. Słowacy zrobili to dawno, nie budując niczego od nowa. ANDRZEJ DUKS: Zmodernizowali swoje Dany, zamieniając działo o kalibrze 152 milimetrów na działo 155-milimetrowe. Myśmy się na to nie zdecydowali, bo mieliśmy dużo amunicji do Dan. Byłoby nierozsądne uzyskiwać kompatybilność w kalibrze i oddawać na utylizację lub wyprzedawać za ułamek wartości tysiące ton nagle zbędnej amunicji. POLSKA ZBROJNA: Nie boi się Pan, że obecne problemy finansowe MON zahamują wdrożenie potrzebnych typów broni? Że mimo opracowania świetnych konstrukcji wojsku zabraknie środków na zakupy? ANDRZEJ DUKS: Trudno mi dziś wyrokować, które prace za pięć lat doczekają się wdrożeń, nawet jeśli rozwój zakończy się sukcesem. Nie wiadomo bowiem, czy będzie nas stać na wdrożenie. Mam więc pewne obawy. POLSKA ZBROJNA: Może się też okazać, że stać nas na wdrożenie, ale po pięciu czy dziesięciu latach wojsko i sztab już nie zechcą zbyt długo projektowanego sprzętu. ANDRZEJ DUKS: Zna pan przypadek, aby z tego powodu skasowano jakiś projekt? POLSKA ZBROJNA: Nie. Wojsko cierpi na taki deficyt nowości, że każdą broń i sprzęty, które dostanie, traktuje jak gwiazdkę z nieba. Nie znam też dlatego, że jako główny powód zaniechania podaje się brak pieniędzy. ANDRZEJ DUKS: Dziewięćdziesiąt pięć procent naszych prac kończy się z wynikiem pozytywnym. Na palcach jednej ręki mogę policzyć te, które się nie powiodły. Dlatego gdy tylko mogę, przekonuję decydentów, że skoro powiedzieliśmy A, rozpoczynając pracę rozwojową, to mówmy B, doprowadzając do wdrożenia. Przecież to nie my generujemy potrzeby – one wychodzą od gestorów sprzętu, którzy są odpowiedzialni za kierunki rozwoju swojego arsenału. Uzyskujemy więc dla nich to, na co wojsko naprawdę czeka. POLSKA ZBROJNA: Dlaczego więc tak długo powstają specjalistyczne warianty Rosomaków? ANDRZEJ DUKS: Ludzie narzekają, że idzie to wolno, ale ja, abym mógł włączyć stoper, muszę mieć podstawy merytoryczne, na przykład wstępne założenia taktycznotechniczne. Skoro ich nie ma, nie mogę uruchomić pracy rozwojowej. W tym przypadku prowadzone są osobne procedury na każdą z wersji specjalnych. Niestety, postępowania były zamykane i wszczynane po raz kolejny ze względu na uchybienia formalne ze strony oferentów. Sądzę, że do obecnie realizowanych wersji rozpoznawczych wkrótce dołączą wozy dowodzenia oraz rozpoznania technicznego.


NASZA HAUBICA była gotowa do wdrożenia natychmiast po ukończeniu fazy rozwojowej. Wtedy jednak zabrakło pieniędzy.

Naukowców pracujących dla wojska nie pozyskuje się z dnia na dzień, jak robotników budowlanych

GŁUSZEC – modyfikacja i modernizacja śmigłowca Sokół. Praca wdrożeniowa do końca tego roku powinna zostać sfinalizowana.

ANDRZEJ DUKS: Dla nas wszystkie prace są ważne, ale określamy dla każdego z oddziałów departamentu priorytety na dany rok. Dla oddziału systemów uzbrojenia są nimi wersje specjalne KTO Rosomak, bo na nie wojsko czeka. Ważna jest też amunicja antyrykoszetowa, ponieważ wiele strzelnic pozamykano, i na nią też wojsko czeka. Ważąc jedno i drugie, dojdziemy do wniosku, że istotniejszy jest wyspecjalizowany transporter, bo on jest potrzebny żołnie-

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

17

N A

C E L O W N I K U

W PRZYPADKU ROSOMAKÓW prowadzone są osobne procedury na każdą z wersji specjalnych. Niestety, postępowania były zamykane i wszczynane po raz kolejny ze względu na uchybienia formalne ze strony oferentów.

POLSKA ZBROJNA: Czym się możecie przed żołnierzami pochwalić? ANDRZEJ DUKS: Głuszcem – modyfikacją i modernizacją śmigłowca Sokół. Rozwój zakończył się pozytywnie, a praca wdrożeniowa do końca tego roku powinna zostać sfinalizowana, łącznie z wyszkoleniem pilotów i obsługi naziemnej. Dowiedliśmy zatem, że potrafimy konstruować w kraju mocno zaawansowane śmigłowce. Dobrym pomysłem jest Daglezja, most towarzyszący na podwoziu kołowym i gąsienicowym, zaprojektowany i wykonany przez gliwicki OBRUM. POLSKA ZBROJNA: Generał Waldemar Skrzypczak skrytykował ten program – że zamiast śmigłowców do Afganistanu kupujemy mosty. ANDRZEJ DUKS: Te mosty są nam potrzebne choćby dla zabezpieczenia przepraw czołgów Leopard. Mało która armia będzie taki sprzęt posiadać, więc istnieje szansa na ich eksport. Mamy też prace, o których się nie mówi, ponieważ są niejawne. Ich wykonawcą jest Wojskowy Instytut Łączności, a dotyczą one między innymi kryptografii i łączności utajnionej. Warto docenić prace w dziedzinie morskiej. Na nasze zlecenie powstał Głuptak – samobieżny ładunek podwodny do niszczenia min. Kolejny świetny produkt to zautomatyzowany system wsparcia dowodzenia Szafran ze stołecznego PIT. Zwyciężył w rywalizacji z systemem nie-

mieckim i służy już sztabowcom w Wielonarodowym Korpusie Północno-Wschodnim. POLSKA ZBROJNA: Ponoć jest pomysł, aby Szafran stał się systemem dowodzenia całymi siłami zbrojnymi. ANDRZEJ DUKS: Chcemy rozwijać Szafrana, dodając mu nowe aplikacje. Jest koncepcja, aby podpiąć do niego systemy dowodzenia rodzajami sił zbrojnych i rodzajami wojsk: Dunaj, Podbiał, Łeba, Rega, Topaz. Marzy nam się, aby docelowo mieć jeden system potrafiący tworzyć wspólny obraz operacyjny na jednym ekranie. POLSKA ZBROJNA: Mimo tych osiągnięć nie podoba mi się rozdrobnienie wysiłku: jedna Loara, trzy Głuszce, osiem Krabów. Wygląda na to, że wojsko inwestuje w wiele projektów wdrażanych w pojedynczych egzemplarzach. W ten sposób tylko iluzorycznie zwiększa się zdolności operacyjne. ANDRZEJ DUKS: Wszczynając pracę Regina, wiedzieliśmy, że mamy doprowadzić do powstania modułu dywizjonowego. Byliśmy świadomi, że jest on malutkim wycinkiem tego, co Sztab Generalny WP przewidział do wdrożenia do sił zbrojnych. Zatem konkretne wielkości potrzeb są zawsze zdefiniowane. POLSKA ZBROJNA: Tak jak w przypadku czołgu przeciwlotniczego Loara.

ANDRZEJ DUKS: Loarę wdrożono. POLSKA ZBROJNA: W jednym egzemplarzu. ANDRZEJ DUKS: Jest sukces? Jest! Praca rozwojowo-wdrożeniowa zakończyła się sukcesem w stu procentach. Nie do mnie należy tłumaczenie, dlaczego kupiono jeden egzemplarz. Już nie jako dyrektor, ale zwykły żołnierz uważam, że to był błąd. Założenia były zupełnie inne – miały być kupowane zestawy artyleryjskie i rakietowe dla jednostek pancernych, zmechanizowanych. Stało się, jak się stało. Czy przeważyła polityka, czy ekonomia, nie mnie rozsądzać. POLSKA ZBROJNA: Najnowszą inicjatywą jest uruchomienie Tytana – pracy mającej doprowadzić do zbudowania zintegrowanego indywidualnego systemu walki dla żołnierzy. Czy tu włączył Pan stoper? ANDRZEJ DUKS: Tu stoper już pracuje. Tytan zaczyna wychodzić na zewnątrz. Zdefiniowano już założenia programu. Dwunastu potencjalnych oferentów pobrało warunki przetargu. Do 21 października mają czas na złożenie propozycji. To jest skomplikowane przedsięwzięcie, bo wiele elementów wchodzi w jego skład – od uzbrojenia, przez wyposażenie, środki łączności i dowodzenia, po pakiety żywnościowe. I skoro cieszy się takim zainteresowaniem, to nie wiem, czy bę-

18

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

A R M I A
dzie nam łatwo zakończyć to pierwsze postępowanie. POLSKA ZBROJNA: Ależ to tylko etap wstępny – przetarg na określenie założeń do projektowania. Tu nie zarobi się milionów. ANDRZEJ DUKS: Trzeba się liczyć z protestami, bo wbrew pozorom jest to łakomy kąsek dla biznesu. Zwycięzca tego etapu nie musi być producentem czy finalnym integratorem Tytana, ale nawet tworząc dokumentację, może mieć korzyści, choćby poprzez pozyskanie szerokiej wiedzy dotyczącej systemu, co w konsekwencji może zaowocować możliwością udziału w fazie opracowywania prototypu systemu i jego wdrażania. POLSKA ZBROJNA: Tytan trafi do niewielu żołnierzy. ANDRZEJ DUKS: Sztab Generalny WP przewiduje, że docelowo system będzie kupiony w tysiącach egzemplarzy. Pierwsze Tytany powinny być testowane w 2012 roku. ści, istotne z punktu widzenia interesu narodowego. Taka jest praktyka w rozwiniętych krajach. W badaniach i rozwoju szuka się przede wszystkim wiedzy, a nie gotowego produktu. A mój departament dąży do tego, by produkt był wdrożony do sił zbrojnych. POLSKA ZBROJNA: Dla mnie jest porażką to, że wojsko nie może kupić bezzałogowych samolotów rozpoznawczych krajowej produkcji. Przecież mamy jeszcze przemysł lotniczy i ośrodki projektowe! ANDRZEJ DUKS: O ile wyprodukowanie płatowca jest proste, o tyle miniaturowa elektronika, pozwalająca mu spełniać rolę środka rozpoznania, a nie celu pozornego dla artylerii przeciwlotniczej, jest zbyt skomplikowana. Głowice optoelektroniczne możemy składać w kraju, ale zminiaturyzowane krytyczne elementy systemów rozpoznania działających w podczerwieni czy w paśmie radiowym są jeszcze poza naszym zasięgiem. Wiem, że firma WB Electronics ma własny bezzałogowiec; próbowała go sprzedać resortowi obrony Węgier. Bez powodzenia, choć kontrakt był podpisany. Firma nie zdołała na czas wypełnić jednego z warunków umowy. ITWL też ma bezzałogowiec, i to odrzutowy, ale wymaga on dopracowania i instytut stara się o kolejny grant z MNiSW. POLSKA ZBROJNA: Dlatego nie stać na to, by mieć wszystko… ANDRZEJ DUKS: Powinniśmy skupić wysiłek na przemyślanych priorytetach. Niestety, od dwóch i pół roku próbuję od przemysłu wydobyć informację, co nasze zakłady są w stanie zrobić samodzielnie, wykorzystując własny potencjał, do czego muszą mieć kooperantów zagranicznych, a co jest poza ich zasięgiem. Nigdy nie uzyskałem pełnej odpowiedzi na te pytania. Szkoda, bo wiedzielibyśmy, w które nisze należy inwestować, aby je z wielostronną korzyścią rozwijać – dla wojska, dla przemysłu, dla nauki. Notabene, brakuje nam instytucji, która zajęłaby się rutynowo współpracą z przemysłem. Trudno się z nim współpracuje – przedstawiciele zakładów narzekają, że nie znają planu zamówień, nie wiedzą, na co się nastawić, jak planować strategię rozwoju. Wydaje mi się, że aż takich niewiadomych z naszej strony nie ma, choćby dlatego, że minister cyklicznie spotyka się z przedstawicielami przemysłu, a w zeszłym roku włączyliśmy do naszego kalendarza tak zwane „Dni Przemysłu”, organizowane przez pion uzbrojenia i modernizacji jako forum wymiany informacji. POLSKA ZBROJNA: Czy Polska jest w stanie własnymi siłami stworzyć narodowy system obrony przeciwlotniczej? Wiemy, że za kilka lat będziemy musieli wymienić cały sprzęt poradziecki. Czy nas będzie na to stać – przemysłowo i finansowo? ANDRZEJ DUKS: Będzie to dość kosztowne i trudne przedsięwzięcie. Bumar i MBDA upubliczniły własną ofertę, która może być konkurencyjna do propozycji amerykańskich związanych z tarczą antyrakietową lub też może je uzupełniać. Przewiduje ona duży zakres polonizacji. Francuskim wkładem byłyby głównie rakiety, resztę natomiast – system dowodzenia, radary, wyrzutnie rakiet – miałyby dostarczyć polskie firmy. Propozycja wymaga szczegółowej analizy. POLSKA ZBROJNA: Istnieją jednak programy Wisła, San, Narew... ANDRZEJ DUKS: Na razie tylko na papierze, jako definicja potrzeb w zakresie obrony przeciwlotniczej, tak by zapewnić naszemu państwu pełną osłonę, od krótkiego do dalekiego zasięgu. POLSKA ZBROJNA: Czy można byłoby je wykonać metodą pracy rozwojowo-wdrożeniowej? ANDRZEJ DUKS: Jest to możliwe, oczywiście z udziałem niezbędnej kooperacji zagranicznej, albo można by pozyskać gotowy produkt z rynku, skoro Bumar i MBDA zaczęły już prace w tej dziedzinie. Zapewne jednak nawet w tym przypadku niezbędne będą prace rozwojowe związane z integracją systemów już funkcjonujących w naszych siłach zbrojnych z oferowanymi przez wymienione konsorcjum. 

Kraje starej Unii Europejskiej wydają na badania i rozwój trzy razy więcej niż my

POLSKA ZBROJNA: Jakimi pieniędzmi dysponujecie w ciągu roku? ANDRZEJ DUKS: Dostajemy środki na wykonanie konkretnych zadań. Jesteśmy realizatorami fragmentu planu modernizacji technicznej, dokładnie dwóch jego części – prac rozwojowych i prac wdrożeniowych. Zadań kontynuowanych i nowych prowadzimy około 70 rocznie – to wielkość uśredniona. Zadania nowe stanowią 40 procent, 60 procent jest kontynuacją. Są one warte około 1 procenta budżetu MON, czyli jakieś 200 milionów złotych. POLSKA ZBROJNA: To równowartość dwóch myśliwców F-16 lub 20 bojowych Rosomaków. Skromnie. ANDRZEJ DUKS: Z Amerykanami się nie porównujmy, bo z nimi nawet Europejczycy nie są w stanie rywalizować w tej dziedzinie. Z wiarygodnych danych wynika, że stara Unia Europejska wydaje na badania i rozwój trzy razy więcej niż my, a z kolei te 15 krajów ocenia, że Stany Zjednoczone przeznaczają na ten cel siedem razy więcej niż one. Nas i USA dzieli więc przepaść. POLSKA ZBROJNA: Czy gdybyśmy wydawali trzy razy więcej na badania i rozwój niż teraz, to nasze zaplecze naukowo-konstruktorskie byłoby w stanie wchłonąć takie pieniądze? ANDRZEJ DUKS: Mam co do tego wątpliwości. Nauka rządzi się nieco innymi prawami niż ekonomia czy biznes. Naukowców nie pozyskuje się z dnia na dzień jak robotników budowlanych. Konieczne jest wieloletnie świadome budowanie zaplecza naukowo-przemysłowego, ukierunkowanego na wybrane specjalno-

WIZYTÓWKA

Generał brygady ANDRZEJ DUKS
Od marca 2007 roku jest dyrektorem Departamentu Polityki Zbrojeniowej MON. Absolwent WSO Wojsk Zmechanizowanych, Akademii Obrony Narodowej oraz Command and General Staff College w Ft. Leavenworth (USA). Oficer z bogatym doświadczeniem dowódczym i sztabowym: dowodził plutonem i kompanią rozpoznania w 12 Pułku Zmechanizowanym, był oficerem operacyjnym i szefem sztabu 9 Pułku Zmechanizowanego i 6 Brygady Kawalerii Pancernej, szefem wydziału CIMIC 12 Dywizji Zmechanizowanej, szefem sztabu 16 DZ, a na III zmianie misji w Iraku – szefem sztabu Wielonarodowej Dywizji Centrum–Południe. Od marca 2005 roku służył w Sztabie Generalnym WP, na początku jako szef Zarządu Planowania Rozwoju Sił Zbrojnych, a następnie, po nominacji na generała brygady, jako zastępca szefa Zarządu Planowania Strategicznego. 

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

19

20

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

PAWEL_NR43_2009.indd 20

2009-10-20 10:17:36

A R M I A

Do you speak English?
Żołnierze to jedna z grup zawodowych, które najlepiej posługują się angielskim. Tak przynajmniej wynika ze statystyk.

PAULINA GLIŃSKA

N

auka języków obcych, a przede wszystkim angielskiego od kilkunastu lat, jest w wojsku priorytetem. Świadczy o tym wzrost liczby żołnierzy, którzy mają udokumentowaną znajomość tego języka.

CORAZ LEPIEJ

W 1999 roku językiem angielskim na różnych poziomach posługiwało się niecałe 6 tysięcy oficerów i 640 podoficerów. W 2008 roku już ponad 16 tysięcy oficerów i 13,5 tysią-

ca podoficerów. Statystykę w obu przypadkach uzupełniali ci, którzy znali mowę Szekspira, lecz nie mieli potwierdzającego to certyfikatu. Dziś angielski znają najlepiej żołnierze Sił Powietrznych: aż 98 procent oficerów i 40 procent podoficerów ma certyfikaty. Wprowadzony w 2007 roku wymóg stosowania języka angielskiego jako jedynie obowiązującego w kontaktach radiowych wszystkich samolotów i śmigłowców naszej armii sprawił, że jego znajomość stała się wręcz koniecznoś-

cią. Ponadto piloci F-16 oprócz egzaminów językowych według STANAG 6001 przechodzą dodatkowe, półroczne szkolenie językowe w Stanach Zjednoczonych. Najsłabiej ze znajomością języka angielskiego jest w Wojskach Lądowych (75 procent oficerów i 31 procent podoficerów). W Marynarce Wojennej natomiast 93 procent oficerów oraz 37 procent podoficerów ma udokumentowaną znajomość tego języka.

PRIORYTETOWY ANGIELSKI

Udział Polski w misjach międzynarodowych z pewnością przyczynił się do tego, że żołnierze w znacznie bardziej zaawansowa-

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

21

FOT. KRZYSZTOF WILEWSKI

E D U K A C J A
nym stopniu niż jeszcze kilka lat temu posługują się językiem angielskim. „Kształcenie językowe w Siłach Zbrojnych RP jest jednym z priorytetów w systemie szkolnictwa wojskowego, co wynika przede wszystkim z zobowiązań akcesyjnych oraz, w ich konsekwencji, przyjęcia i wdrożenia norm językowych sojuszu północnoatlantyckiego”, tłumaczy szef Oddziału Koordynacji Kształcenia i Szkolenia w Departamencie Nauki i Szkolnictwa Wojskowego MON pułkownik Dariusz Podbielski. Nie bez znaczenia jest także fakt, że przez ostatnie kilkanaście lat szeregi armii zasilili nowi żołnierze zawodowi – absolwenci szkół średnich i wyższych, w których angielski był przedmiotem obowiązkowym. Szkolna znajomość języka wystarcza do swobodnego porozumiewania się, ale wojsko wymaga certyfikatu. Dlatego szkolnictwo wojskowe wytworzyło cały system doskonalenia znajomości języków. Żołnierze mogą korzystać z kilkumiesięcznych kursów, za które płaci Ministerstwo Obrony Narodowej, a na które rekrutację prowadzi Departament Nauki i Szkolnictwa Wojskowego MON. „Standardy STANAG 6001 określają wszystkie wymogi dla kolejnych poziomów znajomości języków. Obecnie kształcenie to jest realizowane na poziomach pierwszym, drugim i trzecim, natomiast egzaminy są prowadzone na poziomach od pierwszego do czwartego”, wyjaśnia pułkownik Podbielski. Znajomość języka obcego określa się standardowym profilem językowym (SPJ), który jest zestawieniem poziomów w obrębie poszczególnych sprawności językowych, w kolejności: słuchanie (S), mówienie (M), czytanie (C), pisanie (P). Poziom każdej z tych sprawności wpisuje się osobno na świadectwie znajomości języka obcego. Certyfikaty wydawane są bezterminowo.

NA KOSZT WOJSKA

Językowe niuanse
 Powołano resortowy Zespół Doradczy do spraw Edukacji Językowej, który gwarantuje ciągłą adaptację systemu kształcenia językowego do potrzeb Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej.  Dla wszystkich rodzajów sił zbrojnych wprowadzono jednolity system kształcenia językowego, którego pełny cykl obejmuje 1800 godzin.  Wybrano jedenaście ośrodków, które mają uprawnienia do kształcenia i egzaminowania na trzecim poziomie. Uzupełnienie wiedzy i umiejętności egzaminatorów w RSZ jest możliwe dzięki organizowanym cyklom szkoleń prowadzonych przez CKEJO MON, które kończą się egzaminem oraz wydaniem odpowiedniego certyfikatu.  Zmieniono również system egzaminowania na poziomie trzecim, wprowadzając nową

Ministerstwo obrony podjęło wiele działań, które mają zwiększyć efektywność kształcenia i obiektywność procesu egzaminowania.
zasadę, że testy egzaminacyjne w sprawności: czytanie, słuchanie i pisanie, po wypełnieniu są przekazywane do siedziby CKEJO i sprawdzane przez jej etatowych pracowników; jedynie sprawność mówienia jest oceniana przez podkomisję w miejscu prowadzenia egzaminu. Dodatkowo zostały opracowaeh}srwzlhug}rqhm }qdmrpr«fl

Głównym ośrodkiem nauczania języków w Siłach Zbrojnych RP jest Wojskowe Studium Nauczania Języków Obcych w Łodzi. „Jako jedyni prowadzimy naukę nie tylko angielskiego, ale też francuskiego, niemieckiego, rosyjskiego i ukraińskiego. Jesteśmy również przygotowani do nauczania innych języków, stosownie do bieżących potrzeb sił zbrojnych związanych z udziałem w misjach pokojowych i stabilizacyjnych w różnych rejonach świata”, wyjaśnia komendant WSNJO pułkownik
ne i wdrożone nowe specyfikacje i modele egzaminów na poziomach 1–4.  Precyzyjnie określono także zasady kwalifikowania kandydatów na kursy językowe. Postępowanie to jest prowadzone w dwóch etapach: pierwszy – administracyjny, w którym są uwzględniane takie priorytety, jak: realizacja celu sił zbrojnych w zakresie umiejętności językowych, przygotowanie do szkolenia i na stanowiska za granicą, wymo-

sr}lrpÌ

sr}lrpË sr}lrpÊ

ËÓÓÓÓ

Zmiany w znajomości języka angielskiego w resorcie obrony w latach 1999–2008 oficerowie podoficerowie

Znajomość języka an gielskiego w śró podoficeró d w

ÊÎÓÓÓ

ÊÎÏÎÒ ÊÌÎÏÎ ÊËËÍÊ ÊÎÍÒÒ

ÊÎÓÒÒ

ÊÎÎÊË ÊÎÊÐÓ

ÊÏÊÑÍ

ÊÌÎÏÌ

ÊÓÓÓÓ

ÊÓÌÎÒ ÒÊÏÊ ÎÒÏÒ ÎÒÒÓ ÏÊÑÓ ÌÑÎÓ ÍÍËÓ ÐÍËÌ
FOT. KRZYSZTOF WILEWSKI

ÎÓÓÓ

ÏÍÊ
Ó

ËÓËÎ ÊËÎÏ

ÊÒÒÒ ËÓÓÓ ËÓÓÊ ËÓÓË ËÓÓÌ ËÓÓÍ ËÓÓÎ ËÓÓÏ ËÓÓÐ ËÓÓÑ

22

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

A R M I A
Aleksy Romaniuk. „Powszechnie jednak wiadomo, że w wojsku nauczanie językowe zdominowane jest przez angielski, w którym rocznie doskonali się ponad 3,5 tysiąca żołnierzy”. Obok studium w Łodzi także na innych uczelniach wojskowych działają studia języków obcych. Prowadzą nauczanie kandydatów na żołnierzy zawodowych oraz skierowanej na szkolenie kadry zawodowej. „Dowódcy rodzajów sił zbrojnych dysponują także lektoratami oraz ośrodkami doskonalenia znajomości języka angielskiego, gdzie prowadzone są kursy dla żołnierzy z centrów szkolenia. Tam również kształcenie językowe elewów realizują szkoły podoficerskie”, tłumaczy pułkownik Podbielski. „Tak przyjęta struktura organizacyjna pozwala objąć nauką i doskonaleniem znajomości języków obcych około 4 tysięcy żołnierzy zawodowych rocznie”. W poznawaniu języka obcego niezwykle ważna jest ciągłość. Często bowiem bywa tak, że umiejętności zdobyte podczas kursów są po prostu zapominane. „Dużą bolączką jest to, że po odbyciu kursu językowego i zdaniu egzaminu wiedza i sprawność żołnierza w posługiwaniu się językiem nie zawsze są wykorzystywane. Bywa, że żołnierz po uzyskaniu trzeciego poziomu znajomości języka nie jest kierowany na tak zwaną linię pierwszego rzutu językowego, lecz idzie pracować za biurkiem. Choć wymagania odnośnie do znajomości języków obcych na poszczególnych stanowiskach określa właśnie karta opisu stanowiska służbowego, to w praktyce ten wymóg jest w 80 procentach przypadków powodem wysłania żołnierza na kurs. Pozostali chcą po prostu podnieść swoje kwalifikacje”, tłumaczy podpułkownik rezerwy Adam Drewnicki, kierownik lektoratu języków obcych w Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Poznaniu. Wielu dowódców znajduje swoje sposoby na to, by żołnierze mieli żywy kontakt z angielskim i tym samym utrzymywali stałą, wysoką znajomość tego języka. Tym bardziej że niektórzy z nich nie mają możliwości zagranicznych wyjazdów służbowych, a co za tym idzie, praktycznego wykorzystywania zdobytych umiejętności. Ich kontakt z językiem ogranicza się zazwyczaj do korzystania z oryginalnej literatury fachowej oraz słuchania i oglądania anglojęzycznych programów informacyjnych. Jako pierwsza praktyki językowe wprowadziła 1 Pomorska Brygada Logistyczna w Bydgoszczy, gdzie od maja 2009 roku studenci Kujawsko-Pomorskiej Szkoły Wyższej w Bydgoszczy odbywają staż, ucząc żołnierzy języka angielskiego. Jak dotąd swój angielski podszkoliło 80 z nich. „W wojsku znajomość języka jest dziś koniecznością. Stąd pomysł współpracy z uczelnią. Kurs językowy odbywa się u nas w ramach szkolenia w pododdziałach, co dla żołnierzy jest o tyle istotne, że uczą się w miejscu pełnienia służby”, tłumaczy dowódca 1 Brygady generał brygady Dariusz Łukowski. Uczelnia pomaga także w zdobyciu grantu europejskiego, o który wojsko nie może się ubiegać, a który pozwoliłby na podpisanie umowy na kształcenie językowe także w innych garnizonach. By zachować ciągłość nauki języka, w niektórych jednostkach i instytucjach wojskowych odbywają się zajęcia uzupełniające prowadzone przez etatowych lektorów. Nauka z reguły prowadzona jest w taki sposób, by w możliwie najmniejszym stopniu kolidowała z pracą.

W 1999 roku językiem angielskim na wszystkich poziomach posługiwało się niecałe 6 tysięcy oficerów i 640 podoficerów. W 2008 roku już ponad 16 tysięcy oficerów i 13,5 tysiąca podoficerów.

gi określone w karcie opisu stanowiska i szczególne potrzeby sił zbrojnych. Drugi etap postępowania kwalifikacyjnego jest prowadzony przez ośrodki kształcenia językowego i polega na przeprowadzeniu testu sprawdzającego, poprzedzającego kształcenie językowe, którego celem jest ocena poziomu znajomości języka obcego oraz zakwalifikowanie kandydatów do odpowiednich grup szkoleniowych w ramach danego poziomu nauczania.

W przypadku niezaliczenia testu sprawdzającego kandydat zostaje skierowany do jednostki z informacją o potrzebie uzupełnienia znajomości języka na kursach dokształcających lub samodzielnie. 
iudqfxvnl lqqh qlhplhfnl

urv|mvnl

Obok wojskowych form szkolenia językowego doraźnie organizuje się także kursy sr}lrpË komercyjne. W 2008 roku na sr}lrpÊ potrzeby Ministerstwa Obrony Narodowej uruchomiono dwa rodzaje kursów języka angielskiego, zorganizowane przez Warsaw Study Centre: kurs odświeżający, którego celem było podtrzymanie umiejętności językowych, oraz kurs specjalistyczny. „Dotyczył on przede wszystsr}lrpÌ kim zagadnień z zakresu wystąpień eh}srwzlhug}rqhm publicznych, negocjacji, procedur }qdmrpr«fl wojskowych, terminologii Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej oraz bezpieczeństwa mięZnajomość dzynarodowego”, mówi Luiza Wójtowicz, języka angielskiego dyrektor do spraw nauczania w WSC. „Kurs wśród oficerów skierowany był do tych żołnierzy, którzy chcą

Znajomość innych ję zyków obcych

NA MISJACH „IN ENGLISH”

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

23

E D U K A C J A

Udział Polski w misjach międzynarodowych z pewnością przyczynił się do tego, że żołnierze w znacznie bardziej zaawansowanym stopniu niż jeszcze kilka lat temu posługują się językiem angielskim.

sprawnie funkcjonować w międzynarodowych strukturach”. W 2009 roku szkolenia prowadzone przez Warsaw Study Centre są jedynymi w ofercie MON. Wiosną zorganizowano pierwszą edycję (cztery grupy szkoleniowe), obecnie trwa druga. „Kierowani na kurs oficerowie z resortu obrony są osobami pełniącymi nie tylko funkcje kierownicze, ale także zaangażowanymi w proces współpracy międzynarodowej. Przykładamy szczególną wagę do celowości uczestnictwa oficerów w takim szkoleniu (wyjazdy zagraniczne, korespondencja zagraniczna, wystąpienia publiczne na forach międzynarodowych, negocjacje z partnerami zagranicznymi i tym podobne) oraz odpowiedniego poziomu znajomości języka angielskiego: minimum 2222 według normy STANAG 6001”, wyjaśnia starszy specjalista w Wydziale Doskonalenia Zawodowego DNiSW MON Aleksander Skrzypek. Na kursach komercyjnych szkoli się rocznie około 80 osób. Najlepszym egzaminem znajomości języka są jednak dla żołnierza wyjazdy na misje czy zagraniczne kontrakty, bo dopiero wtedy widać, kto w jakim stopniu opanował obcy język. I choć nie wszyscy wyjeżdżający na misję mają obowiązek posługiwania się angielskim (nie na każdym stanowisku jest on wymagany), to nieoficjalnie niektórzy przyznają, że wśród tych, którzy znać go powinni, zdarzają się przypadki „językowej abstrakcji”. Częściej jednak słyszy się opinie, że polscy żołnierze w konwersa-

cjach z przedstawicielami innych narodowości radzą sobie całkiem nieźle. „Owszem, wśród polskich żołnierzy jest duże zróżnicowanie językowe, bo jedni mają większy kontakt z innymi nacjami, inni mniejszy. Takich, którzy mówią na poziomie podstawowym, też pewnie jest sporo, ale wynika to po prostu
C O M M E N T Pułkownik ALEKSY ROMANIUK, komendant Wojskowego Studium Nauczania Języków Obcych w Łodzi

P

roblem doskonalenia specjalistycznej terminologii w armii jest złożony. Wystarczy uświadomić sobie, że w języku wojskowym funkcjonuje od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy pojęć i zwrotów wojskowospecjalistycznych, w głównej mierze w obszarze organizacji wojsk, przebiegu służby, sprzętu i uzbrojenia, taktyki, sztuki operacyjnej i strategii, kierowania wojskami i logistyki. Wojskowe słowniki zawierające najczęściej używaną leksykę obejmują 40 tysięcy słów i wyrażeń oraz ponad 4 tysiące podstawowych znaków i skrótów. W poszczególnych rodzajach sił zbrojnych, wojsk i służb szacunkowo używa się – zależnie od stopnia ich organizacji, rodzaju działalności i wyposażenia – od kilkuset do kilkunastu tysięcy słow. Absolwent wojskowego kursu językowego na poziomie zaawansowanym  powinien znać około 4 tysięcy słów.

z wymagań danego stanowiska. Z pewnością jednak z naszym angielskim jest nieźle i z każdym rokiem widać postęp. Pewien Anglik powiedział mi kiedyś, że tak długo nie ma między nami nieporozumień, jak długo wiemy, co mamy wspólnie zrobić. I my tak działamy”, mówi rzecznik prasowy Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych podpułkownik Dariusz Kacperczyk i dodaje: „Zanim zaczęliśmy uczestniczyć w przedsięwzięciach międzynarodowych, nasza znajomość angielskiego była książkowa. Dzięki udziałowi w misjach stała się bardziej praktyczna. Ważny pod tym względem był Irak, gdzie bardzo szybko musieliśmy nauczyć się posługiwania językiem w takim stopniu, by móc stosować amerykańskie procedury, prowadzić anglojęzyczną korespondencję”. Wszyscy rozmówcy przyznają, że ostatnie kilka lat to stały wzrost poprawy znajomości języków obcych, zwłaszcza angielskiego wśród polskich żołnierzy. Również minister obrony narodowej Bogdan Klich, odpowiadając w 2008 roku na interpelację sejmową, przyznał, że żołnierze poczynili ogromny postęp, co odzwierciedlają opinie ich przełożonych pełniących służbę na stanowiskach w strukturach sojuszu północnoatlantyckiego, Unii Europejskiej i innych organizacji międzynarodowych oraz tych, którzy uczestniczą w misjach. Te pochwały jednak nie zwalniają kadry Wojska Polskiego z nauki i doskonalenia języka, którego znajomość jest po prostu niezbędna do wykonywania zadań koalicyjnych. 

24

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

FOT. WOJCIECH KALISZCZAK

A R M I A

Cztery kąty M
edia informują, że wojsko kusi do zawodowej służby mieszkaniami, a gwarancje socjalne są dla wielu osób jedyną zachętą do podjęcia pracy w armii. Dziennikarze zapominają przy tym jednak, że kwatera dla wojskowego nie jest przywilejem. W wielu armiach świata własny dach nad głową dla żołnierza i jego rodziny oraz inne profity socjalne są standardem.

BOGUSŁAW POLITOWSKI

Kwatera dla żołnierza zawodowego nie jest przywilejem.
dla kadry trwa jednocześnie proces wyprowadzania jednostek wojskowych i instytucji z dużych aglomeracji, szykuje się redyslokację niektórych dowództw, rozformowanie bądź łączenie poszczególnych jednostek, a nawet likwidację całych garnizonów. Aby sprawdzić, jak WAM radzi sobie z wypełnianiem statutowej funkcji, jak planuje wyC O M M E N T ZDZISŁAW NIEDZIELA, dyrektor oddziału regionalnego WAM w Zielonej Górze

SPROSTAĆ UZAWODOWIENIU

Aneks do „Programu rozwoju Sił Zbrojnych RP w latach 2007–2012” zakłada osiągnięcie na koniec 2011 roku stanu ewidencyjnego Sił Zbrojnych RP na poziomie do 100 tysięcy żołnierzy służby czynnej oraz do 20 tysięcy żołnierzy Narodowych Sił Rezerwy. Zakończył się pobór do wojska i żołnierze służby zasadniczej zniknęli z koszar. Armia stała się w pełni zawodowa, a to znaczy, że praktycznie wszystkim noszącym mundury musi zapewnić dach nad głową. Czy zadanie takie w dobie kryzysu jest wykonalne? Wojskowa Agencja Mieszkaniowa (WAM) musi się dwoić i troić, aby sprostać wyzwaniom związanym z uzawodowieniem. Nie będzie to łatwe w sytuacji, gdy oprócz zwiększonego zapotrzebowania na mieszkania

N

asz oddział bardzo dobrze współpracuje z gminami. Dzięki nieodpłatnie pozyskiwanym gruntom pod budownictwo agencja może budować dużo i po konkurencyjnych cenach. Najniższe stawki mieszkania wybudowanego przez nas i wykończonego „pod klucz” to niespełna 3 tysiące złotych za metr kwadratowy. Ostatnio ponad hektar gruntu pozyskaliśmy w Żaganiu, gdzie rozpoczęliśmy budowę 70 mieszkań. Przeszło 8 tysięcy metrów kwadratowych gruntu bezpłatnie dostaliśmy także w Czerwieńsku. Stanie tam blok dla 40 wojskowych rodzin. Spore środki na zakwaterowanie żołnierzy WAM pozyskuje między innymi ze sprzedaży, wynajmu i dzierżawy nieruchomości będących w naszych zasobach.

pełnić trudne i kosztowne zadanie w przyszłości, odwiedziliśmy jednostki 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej z Żagania oraz spotkaliśmy się z dyrektorem działającego na tym terenie oddziału regionalnego WAM. Zdzisław Niedziela, dyrektor oddziału WAM w Zielonej Górze, jednego z jedenastu w agencji, zapewnia, że sytuacja mieszkaniowa na terenach jemu podległych, a w szczególności w garnizonach „jedenastej”, wygląda całkiem dobrze. Według danych na koniec sierpnia 2009 roku, na wydanie decyzji o prawie zamieszkiwania w lokalu mieszkalnym oczekiwało w dywizji 308 żołnierzy służby zawodowej. Jeśli zaś chodzi o miejsca internatowe, w każdym garnizonie potrzeby lokalowe są zaspokojone i nawet jest rezerwa miejsc dla nowo przyjmowanych do pracy szeregowych zawodowych. Dyrektor informuje, że w 2009 roku rozpoczęto, lub lada chwila ruszy, kilka ważnych dla wojska inwestycji. I tak w Żaganiu przy ulicy Koszarowej trwa budowa 27-rodzinnego bloku; ma zakończyć się w przyszłym roku. Tuż obok w 2010 roku oddany zostanie drugi budynek dla 40 wojskowych rodzin. W przyszłym roku sześć mieszkań dostanie kadra w Krośnie Odrzańskim. W Świętoszowie trwa natomiast modernizacja internatu na 190 miejsc.

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

25

FOT. US DOD

M I E S Z K A N I A
W 2010 roku na terenie odpowiedzialności zielonogórskiego oddziału WAM planuje się uruchomienie kolejnych inwestycji, między innymi budowę 40-rodzinnego bloku przy ulicy Zachodniej w Międzyrzeczu. Trwają też przygotowania do budowy dla 40 rodzin budynku w Czerwieńsku. Z dyrektorem Niedzielą spotkaliśmy się w Międzyrzeczu, gdzie stacjonuje 17 Wielkopolska Brygada Zmechanizowana. Była okazja do obejrzenia najnowszych inwestycji oddziału WAM. Kilka tygodni wcześniej w garnizonie przekazano do zasiedlenia drugi w tym roku budynek dla 24 rodzin. Jest gustownie zaprojektowany i robi wrażenie. Wnętrza są ładnie wykończone, nie zapomniano też o otoczeniu. Obok nowego domu wojskowi lokatorzy mają już gotowe drogi, odpowiednią liczbę miejsc parkingowych oraz place zabaw dla dzieci. Na osiedlu zainstalowano nawet system kamer, dzięki którym każdy z lokatorów może na ekranie telewizora podglądać stojący na parkingu samochód lub sprawdzić, co na placu zabaw robi jego dziecko.

Osiedle oficerskie na Starym Bemowie w Warszawie

Beret bez dachu

W

W pierwszych latach II Rzeczypospolitej dla kilkuset oficerów zabrakło mieszkań.
ty. W końcu w 1927 roku powstała instytucja cywilna pod nazwą Fundusz Kwaterunku Wojskowego (FKW) z siedzibą w Warszawie. Jej zadaniami były: wznoszenie budynków mieszkalnych przeznaczonych na kwatery stałe dla osób uprawnionych, utrzymanie i konserwacja tych budynków oraz pokrywanie dopłat na rzecz gmin z tytułu wynajmu lokali mieszkalnych na osobne kwatery stałe. FKW miał zarząd, dyrekcję i komisję rewizyjną. Zarząd był kolegialnym organem działającym na podobnej zasadzie jak rada nadzorcza, zawodowa dyrekcja natomiast stanowiła właściwy organ administracyjny. 

OCZEKIWANIE NA USTAWĘ

Wiadomo, ile mieszkań wojsku i żagańskiej dywizji jest potrzebnych. Jednak konkretna informacja na temat potrzeb całej armii na najbliższe lata będzie znana dopiero po znowelizowaniu ustawy o zakwaterowaniu sił zbrojnych, nad którą trwają właśnie prace legislacyjne. Ma się w niej znaleźć zapis o świadczeniu pieniężnym przysługującym żołnierzowi, który zrezygnuje z mieszkania służbowego. Ile wyniesie to świadczenie, jeszcze nie wiadomo. Jego wysokość będzie zróżnicowana w zależności od garnizonu. Niewykluczone, że gdy będzie duże, wielu żołnierzy zrezygnuje z kwatery przydzielanej przez wojsko. Dowodzą tego wyniki sondażu przeprowadzonego w 2008 roku. Jego tematem były preferencje mieszkaniowe żołnierzy zawodowych, kandydatów na żołnierzy zawodowych, słuchaczy szkół podoficerskich i podchorążych wyższych szkół oficerskich. Z udzielonych przez te osoby odpowiedzi wynikało, że około 60 procent żołnierzy oraz przyszłych żołnierzy wybrałoby świadczenie finansowe, gdyby jego kwota oscylowała w granicach 600 złotych. Agencja ustala teraz ostateczne dane o liczbie żołnierzy, którzy podejmą służbę w poszczególnych garnizonach do końca bieżącego roku. Oprócz szacunków na szczeblu centralnym rozeznanie robią poszczególne oddziały regionalne agencji. Ten w Zielonej Górze rozesłał do wszystkich jednostek stacjonujących w obszarze jego działania ankiety umożliwiające określenie preferencji żołnierzy co do formy korzystania z przysługującego im prawa do zakwaterowania po wejściu w życie nowelizacji ustawy kwaterunkowej.

ojskowi ci – jeżeli wierzyć informacjom prasowym oraz pamiętnikom z tamtych czasów – nocowali często na dworcach, w schroniskach lub kątem u ludzi. Paradoksalnie brzmiały w tej sytuacji słowa ustawy o podstawowych prawach i obowiązkach oficerów Wojska Polskiego, w której zapisano, że: „oficerowie mają być tak uposażeni, aby mogli bez troski o byt codzienny pełnić sumiennie obowiązki swego zawodu, wyłącznie im się poświęcając”. Żołnierzom zawodowym mieszkania zapewniano wówczas na różne sposoby. Świadczeniami tymi często zajmowały się gminy i powia-

KONKRETNA INFORMACJA na temat potrzeb mieszkaniowych całej armii na najbliższe lata będzie znana dopiero po znowelizowaniu ustawy o zakwaterowaniu sił zbrojnych.

Wynikiem sondażu jest 406 ankiet zwróconych do oddziału WAM. Chęć skorzystania z przydziału kwatery albo lokalu mieszkalnego deklaruje obecnie 58 procent żołnierzy. Z zakwaterowania tymczasowego w internacie lub kwaterze internatowej chciałoby korzystać tylko 5 procent ankietowanych. O wypłatę świadczenia mieszkaniowego ma zaś zamiar ubiegać się 37 procent żołnierzy. Zważywszy jednak na to, że istotne znaczenie dla wielu osób będzie miała wysokość świadczenia pieniężnego, które ma być wprowadzone nową ustawą, mimo badań trudno określić rzeczywiste preferencje żołnierzy nie tylko w województwie lubuskim, ale także w całej armii.

Potrzeby zależeć będą od tempa przyjmowania do służby nowych żołnierzy oraz zapisów znowelizowanej ustawy. Mimo niewiadomych widać symptomy wskazujące, że sytuacja mieszkaniowa w wojsku może radykalnie się poprawić. Jak powiedział dyrektor Niedziela, jego pracownicy prowadzą stały monitoring istniejących i przewidywanych potrzeb mieszkaniowych. Ścisła współpraca z szefami jednostek i dowództwem dywizji pozwala weryfikować i ustalać realne braki w kwestii kwater oraz podejmować decyzje w zakresie planowania inwestycji. Raz w miesiącu w jednostkach odbywają się spotkania z poszczególnymi dowódcami, gdzie omawia się sprawy zakwaterowania stałego

26

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

FOT. ELŻBIETA KUŹMIŃSKA

A R M I A

Żołnierze czekają
FOT. BOGUSŁAW POLITOWSKI

W

edług stanu na 31 sierpnia 2009 roku, na wydanie decyzji o prawie zamieszkiwania w lokalu mieszkalnym oczekiwało 5995 żołnierzy, w tym 4003 mających rodzinę oraz 1992 samotnych. Żołnierzom w okresie oczekiwania Wojskowa Agencja Mieszkaniowa zapewnia zakwaterowanie tymczasowe. 

C O M M E N T Generał brygady SŁAWOMIR WOJCIECHOWSKI, dowódca 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej

W Międzyrzeczu wojskowy budynek wyposazono nawet w system monitoringu oraz zadbano o otoczenie.

S

ytuacja mieszkaniowa w brygadzie jest dobra. To wynik wieloletniej współpracy między jednostką, oddziałem WAM, władzami lokalnymi oraz różnymi instytucjami. Dla każdego dowódcy jest ważne, aby podwładni mieszkali z rodzinami, a nie dojeżdżali do nich setki kilometrów. C O M M E N T Podporucznik DAWID BUTLAK, 17 Wielkopolska Brygada Zmechanizowa

Front inwestycji
W 2009 roku Wojskowa Agencja Mieszkaniowa będzie miała dla żołnierzy zawodowych 917 mieszkań.

W

O

d początku roku oddano już do zasiedlenia 293 mieszkania na terenie całej Polski, w tym: 218 z realizacji nowych budów (48 w Hrubieszowie, 50 w Elblągu, 36 w Międzyrzeczu, 40 w Sulechowie i 44 w Lublińcu), 61 z moderni-

zacji (w Zegrzu, Świętoszowie, Wędrzynie i Wrocławiu), a 14 uzyskano w drodze zakupu na rynku nieruchomości. Dodatkowo w Poznaniu-Strzeszynie oddano 74 lokale wybudowane przez Wojskowe Towarzystwo Budownictwa Społecz-

nego „Kwatera”. Dzięki temu docelowo wojsku przybędzie 414 mieszkań do 2010 roku. Niedługo zakończone zostaną inwestycje między innymi w Ustce i Pruszczu Gdańskim oraz w Poznaniu, w którym do użytku trafi 48 mieszkań. 

brygadzie służę od roku. Przyszedłem tutaj po szkole i zamieszkałem w internacie. Później zaproponowano mi kawalerkę w Wędrzynie. Zrezygnowałem z niej, bo mam dziewczynę i we wrześniu postanowiliśmy się pobrać. Zależało mi więc na większym mieszkaniu. Klucze do nowego lokum otrzymałem tuż przed ślubem. To trochę tak, jakby wojsko zrobiło mi prezent ślubny. Żona jest bardzo zadowolona. Na naszych 55 metrach kwadratowych możemy stanowić prawdziwą rodzinę.

i tymczasowego. Ponadto raz na kwartał sprawdza się i aktualizuje rejestry złożonych wniosków. Powyższe działania służą nie tylko przygotowywaniu nowych inwestycji, ale także planowaniu modernizacji istniejących obiektów.

PEŁEN SERWIS

W sprawie zapewnienia należytej obsługi klientów pracownicy oddziału WAM w Zielonej Górze zrobili znacznie więcej niż od nich wymagano. Nie dość, że budują jak trzeba, to starają się jeszcze ułatwić życie rodzinom zasiedlającym nowe domy. Z myślą o nich powołali program szybkiego zasiedlania budynków. Polega on na tym, że pracownicy agencji udają się do miejsca stacjonowania żołnierzy, którzy otrzymali właśnie nowe mieszkania, i tam załatwiają niezbędne formalności. Na ten sam dzień i w to samo miej-

sce WAM zaprasza także dostawców mediów. Lokator ma zatem możliwość otrzymać tytuł prawny, zawrzeć umowę na media komunalne oraz ustalić termin spisania protokołu przejęcia lokalu w jednym miejscu. Takie wzorcowe urzędnicze podejście do petenta zapobiega jeżdżeniu do odległych miejscowości i skraca czas zasiedlania mieszkania z kilku dni nawet do jednej doby. W niektórych przypadkach, tak jak w tym roku w Międzyrzeczu, zasiedlanie budynków 12- i 24-rodzinnego trwało zaledwie pięć godzin. „Program szybkiego zasiedlania prezentowałem na odprawie, w której uczestniczyli dyrektorzy oddziałów rejonowych WAM z całego kraju. Wiem, że w nasze ślady poszły już niektóre oddziały regionalne. Ten system jest szczególnie ważny w garnizonach oddalonych od siedzib agencji, w których nie mają biur dostawcy mediów komunalnych”,

przekonuje dyrektor Niedziela. „Dzięki zebraniu w jednym miejscu wszystkich specjalistów i urzędników jesteśmy w stanie zaoszczędzić żołnierzom wiele czasu”. Kapral Jarosław Kędra od pięciu lat służy w 17 Wielkopolskiej Brygadzie Zmechanizowanej. Jest dowódcą drużyny. Trzy lata temu się ożenił. W lipcu 2009 roku dostał klucze do nowego mieszkania. Dzięki pomocy pracowników WAM wszystkie sprawy związane z zasiedleniem załatwił szybko i sprawnie. „Pochodzę z Kalisza. W ostatnim czasie byłem weekendowym mężem i ojcem. Synów widywałem raz w tygodniu, a czasami rzadziej. Teraz mam unormowane życie rodzinne”, cieszy się kapral. „Otrzymałem ładne dwupokojowe mieszkanie na osiedlu blisko jednostki. Nie muszę już co tydzień dojeżdżać do rodziny i mogę spokojnie pracować”. 

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

27

W O J S K A
WOJSKO musi być przygotowane na każdy scenariusz zagrożeń, tak więc szkoli się je wielozadaniowo.

L Ą D O W E

Maskowanie szczeliny
Wyjazd na poligon staje się nagrodą za ciężką pracę przygotowawczą, a nie nudnym rutynowym obowiązkiem.

MARCELI KWAŚNIEWSKI

P
28

o raz pierwszy i ostatni w tym roku 21 września 2 Pułk Artylerii Legionów z Choszczna wyjechał na poligon. Kiedyś tętnił on życiem, dziś ślady wozów pancernych na drawskim poligonie zarastają trawą. Nie tak dawno ćwiczyli tu całymi brygadami nawet goście zagraniczni. Teraz muszą pozostać w koszarach. Wszystko z powodu pieniędzy.

Choć kiedyś jeździło się na poligon dwa razy w roku, i to nie na dwa dni, ale na dwa tygodnie, dowódca jednostki pułkownik Tomasz Piotrowski jest optymistą: „Jeszcze kilkanaście dni temu trzymałem w ręku faks informujący, że nie wyjedziemy na poligon z powodu braku pieniędzy na diety dla żołnierzy. Dowódca dywizji długo zastanawiał się, czy jechać, czy nie. Analizował, czy możemy przenieść pieniądze

SZKOLENIE polskiej armii powinno być bardziej „misyjne” czy „krajowe”?

z jednego zadania na inne. W końcu wyszło na to, że nie, z powodu tych diet. Dlatego wymyśliłem, żeby dzisiejszej nocy zrobić przerwę, wcale nie dla wygody żołnierzy. Choć zgodnie z programem szkolenia jedna trzecia zajęć powinna odbywać się w nocy. Przecież kiedyś muszą się nauczyć nocnego strzelania”. Po ćwiczeniach żołnierze na noc wrócą do koszar, a następnego dnia rano stawią się na poligonie. Dzięki temu nie trzeba wypłacać diet po 2,5 tysiąca złotych. Niby to niedużo, ale pułk tych

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

A R M I A
„Niewielką słabość można zamienić w atut”, przekonuje. „I to może dobrze, że wyjazd na poligon powoli staje się nagrodą za ciężką pracę przygotowawczą, a nie nudnym rutynowym obowiązkiem. Dzięki temu rośnie też świadomość, po co się wyjeżdża. Chociaż, z drugiej strony, gdybym mógł, to siedziałbym tu kilkanaście dni”. Te sto pocisków piąta bateria, której ćwiczenia obserwuje pułkownik, mogłaby odpalić z dwóch wozów w kilkanaście sekund. Bo każda z wyrzutni mieści ich czterdzieści. „I byłoby po ćwiczeniach. Tylko co z tego?”, pyta pułkownik. „Ja wolę zużyć po dwie sztuki na miesiąc i dzięki temu osiągnąć zamierzony efekt szkoleniowy”. A tym efektem ma być gotowość do działania oddziałów i pododdziałów. Można ją także szlifować przez trenowanie procedur na przykoszarowym placu. Jest on jeszcze jednym atutem jednostki, ponieważ ma 120 hektarów i znajduje się pięć minut jazdy od niej. Na poligonie natomiast ćwiczy się tylko to co najważniejsze, czyli samo strzelanie. I jak przekonuje pułkownik Piotrowski, „to jest recepta na kryzys”. Piotrowski proponuje, by polubownie uznać, że „wszyscy są dziś uczestnikami ćwiczeń, w nawiasie: zajęć taktycznych. Te niejasności trwają od czasu naszego wstąpienia do NATO i nie są niczym nadzwyczajnym”. I dodaje: „Dawne instrukcje są powoli zastępowane przez nowe, także w samym NATO. A instrukcja de de siedem jeden jest podręcznikiem obowiązującym wszystkie rodzaje sił zbrojnych w Polsce, od marynarki po lotnictwo, i powinna uwzględniać wszystkie sytuacje. Ale to prawda, że między różnymi podręcznikami, instrukcjami i książkami czasami nie ma koordynacji i stosuje się w nich różne terminy, co nam nie ułatwia pracy. Dlatego uważam, że powinna być dopuszczona pewna elastyczność w jej stosowaniu, inaczej ugrzęźniemy w biurokracji”.

Kiedyś drawski poligon tętnił życiem, dziś ślady wozów pancernych zarastają trawą

DOWÓDCY BEZ DRUŻYNY

DE DE SIEDEM JEDEN

pieniędzy nie ma. Paliwo i wyżywienie były zagwarantowane wcześniej, bez względu na to, czy żołnierze są na poligonie, czy w koszarach. Niewątpliwym atutem choszczeńskiej jednostki jest bliskość poligonu – zaledwie 30 kilometrów – co ma istotny wpływ na koszty paliwa. „Właśnie z tego powodu koledzy ze Szczecina musieli zrezygnować z ćwiczeń”, mówi pułkownik. „Mają dalej od nas”.

KRYZYS KRYZYSEM, ALE…

Piotrowski jest zdania, że nie można wszystkiego zwalać na kryzys finansowy i trzeba sobie radzić. Na te ćwiczenia 2 Pułk otrzymał sto sztuk amunicji – rakiet do wyrzutni BM-21. Pułkownik cieszy się, że chociaż tu nie było ograniczeń i nie dostał na przykład 60 sztuk, bo wtedy musiałby przeznaczyć po kilka, kilkanaście pocisków na jeden element ćwiczeń. Dowódca ma też koncepcję, że wówczas wybierałby się na poligon kilka razy w roku, aby wystrzelić w czasie jednego, określonego treningu kilka pocisków.

Zajęcia, które właśnie trwają na poligonie, mają dwa cele. Pierwszy z nich to przekazanie dowódcom pododdziałów wiedzy o metodyce prowadzenia ćwiczeń taktycznych z żołnierzami. Drugi to ich przeprowadzenie i ocena stanu przygotowania 5 Baterii Dywizjonu Rakietowego, dowodzonej przez kapitana Krzysztofa Ulikowskiego. Przyglądają się temu kierownik ćwiczeń major Jan Wiśniewski i szef szkolenia 12 Dywizji Zmechanizowanej pułkownik Bogusław Miksza. Każdy z elementów przygotowania jest dokładnie sprawdzany, a jego stan odnotowywany. Po zakończeniu zajęć te materiały będą analizowane. Jak podkreśla pułkownik Miksza, lepiej jest dokładnie, od początku do końca, wykonać kilka wybranych elementów ćwiczeń, niż całość po łebkach, bo tylko wtedy będzie można precyzyjnie ocenić stan przygotowania batalionu (dywizjonu) i jego dowódcy. „Ćwiczenia czy zajęcia taktyczne?”, pyta jeden z dowódców pododdziałów uczestniczących w szkoleniu. Jest to prawdziwy problem, którego nie rozwiązuje instrukcja DD7.1, dotycząca programu prowadzenia ćwiczeń dowództw i sztabów. Każde z tych określeń wymaga odpowiednich dokumentacji, wzorów pism, rozkazów i techniki prowadzenia związanej ze skalą przedsięwzięcia. To z kolei wpływa na finanse. Po gorącej dyskusji, w której padają także argumenty za tym, by uznać wyższość instrukcji Sztabu Generalnego WP nad instrukcjami Dowództwa Wojsk Lądowych, pułkownik

Kierownik ćwiczeń major Wiśniewski melduje dowódcy, że 5 Bateria Dywizjonu Rakietowego przemaszerowała z rejonu dyslokacji i zajęła rejon wyjściowy wskazany w rozkazie kierownika ćwiczenia, a teraz jest już na stanowiskach ogniowych i przygotowuje się do strzelania. Ponadto stanowisko kierownika ćwiczeń zostało rozwinięte i wszyscy są gotowi do następnych zadań. Niestety, w baterii brakuje pięciu żołnierzy, którzy rozładowują transport z amunicją. Właśnie dotarł on na poligon. Zazwyczaj było to zajęcie dla żołnierzy służby zasadniczej, nierzadko z innych pododdziałów, ale od czasu ich zwolnienia z ukompletowaniem pododdziałów jest krucho. W całym 2 pa nieobsadzonych pozostaje około 30 procent stanowisk, a wśród szeregowych aż 80 procent i z zakładanej liczby 398 jest ich obecnie zaledwie 64. Powodem nie jest brak chętnych do służby. Wręcz przeciwnie, tygodniowo około trzydziestu chętnych zgłasza się do jednostki w poszukiwaniu pracy. Dopóki jednak dowódca nie otrzyma większych limitów kadrowych, nie może ich przyjąć. Na razie zapewnioną pracę mają ci żołnierze, którzy pozostali w jednostce jako nadterminowi; trzydziestu z nich do końca roku przejdzie do korpusu szeregowych zawodowych i pozostanie w Choszcznie, co poprawi statystykę uzawodowienia pułku. Mimo to wiele drużyn i tak pozostanie nieukompletowanych i będą miały tylko dowódcę, z którym nie bardzo wiadomo, co zrobić i jak go szkolić. Czy włączyć go do innej drużyny, czy zrobić coś z nim na szczeblu pułku? Zazwyczaj zapada decyzja, by kompletować oddziały tak, by można było przeprowadzić ćwiczenia. Tym bardziej że od nowego roku cykl szkoleniowy wydłuży się z 9 do 36 miesięcy, a wstępne podsumowanie będzie dopiero po pierwszych 24 miesiącach. „Między innymi temu służą te

FOT. K. GARDAS

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

29

W O J S K A

L Ą D O W E

NIEWĄTPLIWYM ATUTEM choszczeńskiej jednostki jest bliskość poligonu – zaledwie 30 kilometrów.

ćwiczenia na poligonie, byśmy mogli wyciągnąć jakieś wnioski szkoleniowe na 2010 rok”, przekonują oficerowie pułku. „O sile systemu bowiem decyduje jego najsłabsze ogniwo”. Słabości ujawniły się przez chwilę po odejściu żołnierzy zasadniczej służby wojskowej latem tego roku. Z powodów finansowych jednostka nie mogła wynająć firmy, która przejęłaby zadanie strzeżenia koszar, co skutkowało w lipcu i sierpniu skierowaniem do ochrony pułku żołnierzy nadterminowych i zawodowych. Oderwało to od normalnej pracy 20 procent kadry i sprawiło, że drastycznie zmalały możliwości szkoleniowe pułku. Sytuacja poprawiła się, gdy znalazły się pieniądze na cywilnych ochroniarzy.

ZACIERANIE ŚLADÓW

Z powodu braków kadrowych w pododdziałach pułkownik Miksza zaleca skupienie się na wybranych elementach ćwiczeń. Jego zdaniem, podczas każdego z nich należy oceniać część przygotowania pododdziału, by po kilku zajęciach poligonowych dojść do całościowej oceny. Tu jednak pojawia się problem dotyczący ważności poszczególnych elementów treningu. Wśród kadry dowódczej trwa dyskusja, czy na przykład maskowanie jest bardzo istotne i czy koniecznie trzeba kopać szczeli-

ny przeciwlotnicze. A wszystko to oficerowie postrzegają w kontekście udziału w misjach, w których uczestniczyła spora część ćwiczących, i charakteru współczesnego konfliktu zbrojnego. „W Afganistanie szczeliny nie mają sensu”, zauważa podpułkownik Krawczyk. „Ani zacieranie śladów, gdy się broni samotnie stojącego gdzieś mostu”. „Doświadczenia z misji wykorzystujemy także w naszych szkoleniach poligonowych”, przekonuje pułkownik Piotrowski. „I zmieniają całkowicie nasze przyzwyczajenia. Jak choćby to, by nie poruszać się po drogach. Teraz wręcz zaleca się, aby z drogi nie schodzić, bo grozi to utratą życia na minie”. Podobnie jest ze szczelinami przeciwlotniczymi, mającymi chronić przed atakiem nisko i stosunkowo wolno lecących samolotów, z których strzelano z karabinów maszynowych. Dziś takie ataki są domeną śmigłowców, a przed nimi szczeliny żołnierzy nie ochronią. To z kolei rodzi pytanie o kierunek szkolenia polskiej armii i o to, czy powinien być bardziej „misyjny”, czy „krajowy”. Ta rozbieżność jest oczywista. „Naszym podstawowym obowiązkiem zapisanym w konstytucji jest obrona terytorium Polski. I tak powinniśmy szkolić żołnierzy”, uważa pułkownik Piotrowski. „Poza tym mamy

odrębny system przygotowywania kontyngentów do misji”. Trudno jest jednak wskazać, przed kim dziś należałoby bronić naszego terytorium. Wojsko musi być przygotowane na każdy scenariusz zagrożeń, tak więc szkoli się je wielozadaniowo.

DYLEMAT PRZYSZŁOŚCIOWY

ZGODNIE z zapowiedziami ministra obrony oddziały artylerii zostaną połączone. Z pięciu pułków i dwóch brygad powstaną trzy pułki.

Zgodnie z zapowiedziami ministra obrony oddziały artylerii zostaną połączone. Z pięciu pułków i dwóch brygad powstaną trzy pułki. Pułkownik Piotrowski jest przekonany, że choszczeński garnizon ma walory, które pozwolą mu pozostać priorytetowym. „Myślę o tym, co już zostało zainwestowane w ludzi i infrastrukturę. W dobie oszczędności nie bez znaczenia jest również to, że mamy blisko poligon, a na placu przykoszarowym można rozlokować w przepisowych odległościach cały pułk. Ponadto mamy sprawną strzelnicę, magazyny, garaże oraz kwatery dla żołnierzy i ich rodzin. Do tego towarzyszy nam ogromna przychylność miejscowych władz, które nie wyobrażają sobie Choszczna bez wojska. To kapitał, który szkoda byłoby zmarnować”. A sama artyleria? „Zawsze będzie potrzebna, choć trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że wsparcie ogniowe coraz częściej będą zapewniały śmigłowce”, przewiduje dowódca pułku. „Ale one nie załatwią wszystkiego i nie w każdych warunkach”. Kierownik ćwiczeń melduje pułkownikowi, że amunicja została właśnie rozładowana i 5 Bateria jest w komplecie. Pierwsze strzały odda jednak dopiero jutro rano, kiedy znowu, po nocnej przerwie, żołnierze przyjadą na poligon. 

30

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

FOT. K. GARDAS

A R M I A

G

ry, kursy i selekcje wychodzące poza rutynę wojskowego szkolenia stają się coraz bardziej popularne. Zanim jeszcze skończy się ponadmiesięczny Patrol, czyli polska forma kursu Rangers przeznaczona dla najmłodszych dowódców rozpoznania, w tej samej okolicy ruszy kilkudniowy podoficerski kurs przywództwa. Jego uczestnicy zostaną poddani surowej próbie podczas pięćdziesięciokilometrowego marszu urozmaiconego zadaniami taktycznymi. Swoją legendę ma od lat nabór do jednostki GROM. Podobna droga, choć może nieco prostsza, prowadzi również do innych, uważanych za elitarne, formacji. Podobną formułę przyjmują kursy przetrwania dla personelu latającego zarówno w Siłach Powietrznych, jak i w Wojskach Lądowych. Poza koszarami natomiast największą sławę zyskała organizowana od kilkunastu lat Selekcja, niezwykle ostry sprawdzian możliwości fizycznych i sprawności myślowej, dający uczestnikom wyobrażenie o wojskowych trudach i stanowiący pierwszy krok na drodze do ambitnej kariery w armii. Celem tych wszystkich przedsięwzięć jest nie tylko wybranie ludzi do trudnych zadań. Te wszystkie próby są także świadectwem powrotu do „twardego szkolenia”, które w ostatnich kilkunastu latach, szczególnie w szkolnictwie wojskowym, stało się znacznie łagodniejsze. Delikatniejsze reguły wprowadzono w imię fałszywie pojmowanej humanizacji i ochrony praw obywatelskich. Tymczasem okazuje się, że można rzetelnie przygotowywać zawodowych żołnierzy do ciężkiej służby. Tak jak się to czyni w innych armiach na całym świecie. Ciekawe, że zarówno kandydaci do wojska, jak i żołnierze zamierzający związać się z najbardziej wymagającymi formacjami bez oporów stają do najcięższych prób. Są gotowi podjąć najtrudniejsze wyzwania, by potem chlubić się tym, że im sprostali. Ci ludzie doskonale potrafią odróżnić, kiedy „gnębienie” wynika z logiki przedsięwzięcia i konsekwentnie prowadzi do celu, a kiedy przeradza się w zwykłą agresję, będącą zazwyczaj przejawem nieudolności w dowodzeniu. Od lat widać, jak absolwenci Selekcji, ekstremalnej gry terenowej, która wyrosła z wojskowych wzorców, świetnie radzą sobie w wojskowych szkołach oraz podczas służby. Również noszona na mundurze odznaka Patrolu dodaje prestiżu dowódcom drużyn i plutonów w rozpoznaniu. Należy więc mieć nadzieję, że żadne złe moce nie powstrzymają już tendencji do twardego szkolenia.

Major robi swoje
cie przygotowań, gdyż kryzys ekonomiczny przerzedził szeregi sponsorów. Życzliwi szefowie poważnych firm przez lata użyczali pojazdów, dostarczali napoje i żywność, ubierali uczestników i instruktorów, dla których turystyczno-wojskowe gadżety były zazwyczaj jedyną zapłatą. W tym roku przy Selekcji pozostały firmy Mróz z wędlinami i ARPOL serwująca polowe obiady podgrzewane chemicznie, a także Summit, który dostarczył odzież termoaktywną z polarteku i goreteksu. Nie zawiodły Yamaha Poland, której quady szalały po bezdrożach, i General Motors – po raz kolejny wypożyczył czteronapędowe Captivy. Doliczając do

PIOTR BERNABIUK

Organizatorzy Selekcji, ekstremalnego sprawdzianu możliwości fizycznych i psychicznych, sami w tym roku przeszli próbę przetrwania.
zacnego grona Arctikę oraz Fundację Odpowiedzialność, możemy zamknąć listę. Każdy gest był więc na wagę złota. Niemalże w ostatniej chwili udało się „zapiąć” imprezę, ograniczając liczbę uczestników i godząc się na jej skromniejszy charakter. Strategicznym partnerem kolejnych edycji gry jest wojsko. Od dwunastu lat Selekcji patronuje Ministerstwo Obrony Narodowej, którego szefowie niejednokrotnie obserwowali to przedsięwzięcie, a nawet przyjmowali finalistów w gabinecie na Klonowej. Nie znaczy to wcale, że ów wysoki i zaszczytny patronat automatycznie otwiera wszystkie drzwi w resorcie oraz dostęp do

WALKA O SPONSORÓW

Wróćmy do Selekcji, której patronowała redakcja „Polski Zbrojnej”. W tym roku ten prestiżowy sprawdzian odbył się już po raz dwunasty. Wielkie emocje zaczęły się jeszcze w trak-

JESZCZE KILKA DNI przed startem XII Selekcja wisiała na włosku.

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

31

FOT. JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

S Z K O L E N I E

ZARÓWNO kandydaci do wojska, jak i żołnierze zamierzający związać się z najbardziej wymagającymi formacjami bez oporów stają do najcięższych prób.

Można przygotować żołnierzy do ciężkiej służby bez naruszania praw obywatelskich
poligonów. Jeszcze na kilka dni przed startem gra wisiała na włosku i tylko dzięki determinacji organizatorów doszła ostatecznie do skutku. W wojsku porobiło się bowiem tak, że do wypożyczenia sprzętu czy użyczenia terenu do prowadzenia zajęć nie wystarczy przyzwolenie z góry. Na przykład sprawa dotycząca zezwolenia na przeprowadzenie zajęć na Jaworzu, stanowiącym południowy skraj drawskiego poligonu, czy też wypożyczenia trzech namiotów typu NS-10 dotarła aż do szczebla centralnego. Przez kilka miesięcy trwała wymiana grzeczności i dokumentów, „kwity” ginęły w przepastnych biurkach, by odnaleźć się w najbardziej niespodziewanej chwili, i na dodatek tam, gdzie się ich nikt nie spodziewał. A wszystko to odbywało się w atmosferze przyjaźni i wzajemnego zrozumienia, starzy przyjaciele i sprawdzeni sojusznicy rozkładali bezradnie ręce. Chociażby załoga Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Drawsku, która od początku w grę wkłada wiele serca i traktuje ją niemalże jak swoją.

POD GÓRĘ

Głównym pomysłodawcą Selekcji jest z pewnością major rezerwy Arkadiusz Kups, który po likwidacji miesięcznika „Żołnierz Polski” i rezygnacji jego wydawcy ze współpracy wziął sprawy w swoje ręce. Sparzywszy się raz i drugi na spółkach, przez kolejne lata starał się zachować niezależność. Jego wielkim sukcesem jest to, że udało mu się zachować pierwotną ideę gry. Problem dotyczył współpracy z wojskiem. Firma „Combat 56”, której właścicielem i szefem jest major Kups, nie miała statusu stowarzyszenia czy też fundacji, a to do tego roku był podstawowy warunek podpisania umowy o współpracę z siłami zbrojnymi.

ABSOLWENCI SELEKCJI świetnie radzą sobie w wojskowych szkołach oraz podczas służby.

NASI OFICEROWIE

Oczywiście Selekcję można też przeprowadzić bez współudziału wojska. Tylko że wówczas straciłaby fundament, zapodziałaby się gdzieś idea przewodnia, a uczestnicy walczyliby wyłącznie o gadżety. Bo jeśli nawet jakaś część startujących bierze udział w grze jedynie dla mocnych wrażeń i przygody, to esencję stanowią kandydaci do służby wojskowej. W tym roku aż pięciu finalistów z różnych lat ukończyło szkołę oficerską, zasilając szeregi renomowa-

32

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

A R M I A
TE WSZYSTKIE PRÓBY są świadectwem powrotu do „twardego szkolenia”, które w ostatnich kilkunastu latach, szczególnie w szkolnictwie wojskowym, stało się znacznie łagodniejsze.

Krew, pot i łzy
Podczas poprzednich selekcji ostro dostali w kość, ale mimo to wracają, by jeszcze raz stanąć oko w oko z majorem Kupsem.
licja, którą w ubiegłym roku wgniótł w ziemię przeładowany plecak, tym razem postawiła na „lekkość bytu”. Chłopaka zostawiła w Bydgoszczy, bo po raz drugi nie przeszedł „preski” (wstępnej selekcji). Major Kups mruczy pod nosem, że jej zeszlifuje te pomalowane pazury. Na szlak powrócił po czterech latach „Osiemnastolatek”, który płakał, gdy odpadł w ostatnich minutach. Dziś jest na trzecim roku politechniki w Białymstoku. Jest też Bartek, który ostatnim razem szedł jak burza, ale odpadł, gdy zgubił opaskę z numerem. Grę traktuje o tyle serio, że po ukończeniu studiów, kierunek turystyka z rekreacją, poważnie przymierza się do szkoły oficerskiej. W tym roku dołączył do niego starszy brat Kuba: „Jak już przyjechałem, to nie będę stał i patrzył”. CZOŁGANIE Pełzanie pod górę drogą czołgową, pod nisko zawieszonymi linkami, przy akompaniamencie pokrzykiwania instruktorów, kończy się budowaniem drżącymi rękami, w ekstremalnie niewygodnej pozycji, piramidki z szesnastu zapałek. I potem już tak będzie przez cały czas: brną w wodzie po pierś, potem bieg, następnie rozwiązują łamigłówki. Po każdym wysiłku, po kolejnej dawce stresu, w najbardziej niespodziewanych momentach następuje rozwiązywanie zadań. GRA W ZAPAŁKI Podczas następnego zadania każdy dostaje zapałki. Ich liczba zależy od aktualnej punktacji. Trzeba, trzymając zapałki w ręku, przepłynąć określony dystans, następnie zapalić świeczkę. „Osiemnastolatek” dostaje tylko jedną zapałkę, która w dodatku nie odpala. Alicja dostaje cztery, bo o tyle była

A

lepsza w punktacji. Świeczka się pali i Alicja idzie dalej. SPOTKANIE POETYCKIE „Brzozom siekierą żyły otworzę, ciachnę przez ciało, rąbnę przez korzeń”. Zbiorowa recytacja wiersza Juliana Tuwima, połączona z „brzuszkami”, „nakrywkami” nogami, „pompkami”. Major wsłuchuje się uważnie: „Dotąd ćwiczymy, aż się nauczymy mówić wiersz w jednym rytmie, wspólnie”. Kups „pompuje” razem z uczestnikami gry i obserwuje, jak nie wytrzymują kolejni zawodnicy. Jedni sami się poddają, innym major dziękuje za udział w grze. Numer „36” dostaje szansę: zostanie, jeśli powie cały wiersz. Nie daje rady. NOC Z „KAŁACHEM” Podziemia i labirynty. W mroku rozjaśnionym ledwie jarzącym się światełkiem trzech zamaskowanych, niespotykanie spokojnych facetów – żandarm, policjant i psycholog ze służb. Nad nimi widać napis wykonany „krwią”. Trzeba rozłożyć karabin, starego „kałacha”, odpowiadając jednocześnie na zadawane pytania. Wpada kolejny uczestnik gry, „komisja” ani drgnie. Wpatrują się w niego, a ten głupieje zupełnie i pyta: „Czy to komisja?”.

Numer „25”: „Skończyły mi się pięty, nie mam butów na zmianę. Zgodnie z zaleceniem lekarza odpuszczam”. Przeszedł Selekcję w 2003 roku. A teraz chciał sprawdzić, czy jeszcze się do czegoś nadaje. Poszedł do WKU w Piotrkowie Trybunalskim, ale go z tym dyplomem wyśmieli. Nie było propozycji. Prowadzi firmę budowlaną, gra w siatkówkę w trzeciej lidze. Widzi, że w tej Selekcji chłopakom strasznie zależy. Tamta była mniej komercyjna, teraz więcej kamer, dziwne zadania, siekierka i katowski pieniek do przecinania opasek... SIERŻANT I KAPRAL Sierżant Tomek, dowódca czołgu, akurat zmienia resort, przechodzi do Sił Powietrznych. Ósmy rok w wojsku. Ogromne obciążenie czasowe i fizyczne. „Wiem, że zatęsknię za poligonem, za żołnierskim życiem, stąd decyzja, żeby tu przyjść, spróbować swoich możliwości”. Ponadto studiuje, kończy kierunek wychowanie fizyczne, bo myśli o kursie oficerskim. Ma 27 lat i poważne plany. Odpada z gry, podobnie jak kapral, którego wyeliminowała kontuzja nogi. Kolega mówił mu, że to dobra zabawa, zdrowie jednak nie dopisało. „Chciałbym potem do najlepszych jednostek próbować. Tam, gdzie służę, monotonia bardzo mnie męczy”. DZIEWIĘCIU WSPANIAŁYCH Selekcję kończy dziewięcioro uczestników, mniej niż kiedykolwiek, wśród nich numer „5”, którym jest znów Alicja. Zrobiła magisterkę z rehabilitacji, pracuje jako instruktorka aerobiku, chciałaby służyć w Straży Granicznej. Nie wiadomo tylko, jak z tym chłopakiem... Może za trzecim razem przejdzie „preskę” i weźmie udział w Selekcji. 

nych jednostek sił zbrojnych. Trzech „selekcyjnych” podporuczników rozpoczęło służbę na stanowiskach dowódców plutonów szturmowych – Darek Pokrzywnicki w 6 Brygadzie Desantowo-Szturmowej, Michał Binek i Kuba Mazur w 25 Brygadzie Kawalerii Powietrznej, dwóch zaś dowodzi plutonami rozpoznawczymi – Adrian Wołowiec w 15 Brygadzie Zmechanizowanej, Piotr Skrzypiński w 12 Brygadzie Zmechanizowanej. Major Kups po zakończeniu XII Selekcji obiecał publicznie, że gra będzie kontynuowana bez względu na sytuację. Już złożył w Departamencie Wychowania i Promocji Obronności odpowiednie dokumenty, licząc, że dzięki korzystnej zmianie przepisów o współpracy MON z partnerami zewnętrznymi przyszłoroczna trzynasta edycja gry otrzyma oprócz patronatów i błogosławieństw również konkretne wsparcie. 

FOT. JAROSŁAW WIŚNIEWSKI (4)

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

33

W O J S K A

L Ą D O W E

Nikt nie wie, ilu z nich przejdzie finałowe ćwiczenia na poligonie w Wędrzynie i zdobędzie prawo do noszenia na mundurze prestiżowej naszywki z napisem „Patrol”.

34

Naszywka z szacunkiem
POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

A R M I A


Szkolenie w eksponowanym terenie górzystym w rejonie Masywu Śnieżnika, Gór Bialskich i Złotych, obejmowało między innymi wspinaczkę wysokogórską i jaskiniową.
trolu” dzień „Pa Pierwszy czny, który to test fizy ł bieg na a obejmow czas, a 5000 m n ion (pompki), m ugięcia ra ie na drążku n a g ą ci d po siady. oraz przy

PATROL – pięciotygodniowy wyczerpujący, niezwykle trudny kurs oparty na testach weryfikacyjnych i selekcji do takich formacji jak SAS czy GROM. Szkolenie rozpoczęło 42 najmłodszych dowódców, od szczebla sekcji do plutonu, pododdziałów rozpoznawczych wszystkich jednostek Wojsk Lądowych. Po fazie górskiej i aeromobilnej w grze pozostało zaledwie kilkunastu. Nikt nie wie, ilu z nich przejdzie zwycięsko finałowe trzydobowe ćwi-

czenia na poligonie w Wędrzynie i zdobędzie prawo do noszenia na mundurze prestiżowej naszywki z napisem „Patrol”. Pułkownik Tomasz Łysek, jeden z pomysłodawców i autorów programu, podkreśla, że młodym dowódcom nie zależy jedynie na zaszczytach: celem kursu jest przygotowanie zwiadowców do kierowania żołnierzami w sytuacjach skrajnie trudnych: „Szczególny nacisk kładziemy na sztukę planowania i podejmowania decyzji oraz kierowania zespołem ludzi”. (PB) 
FOT. CENTRALNA GRUPA DZIAŁAŃ PSYCHOLOGICZNYCH (3)

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

35

FOT. SZCZEPAN GŁUSZCZAK

F E L I E T O N
BOGUSŁAW PACEK

Żegnam się z czytelnikami „Polski Zbrojnej”. Mam nadzieję, że szybko zastąpi mnie ktoś w mundurze, kto w felietonach będzie pokazywał problemy dotykające sedna wojskowych spraw.

W samo sedno

M

Los felietonisty
A szkoda. Bo żołnierz czasami i piórem może wiele zwojować, byle z sensem i w słusznej sprawie go używał. Są i tacy, którzy twierdzą, że krytykować i pokazywać błędy najłatwiej. To w Polsce każdy potrafi. Trudniej coś rozwiązać, zbudować, naprawić. Ważne, aby problemy dostrzegać, ale jeszcze ważniejsze, aby umieć je rozwiązywać. Wszyscy znamy się przecież i na służbie zdrowia, i na edukacji, nie mówiąc o obronności. Mimo wszystko pewnie dużo łatwiej o celną krytykę, niż o sensowne działanie, szczególnie w tak skomplikowanej materii, jaką jest obronność państwa. A więc poszalałem trochę w tych felietonach: próbując ratować Marynarkę Wojenną, bronić Akademii Obrony Narodowej, podejrzeć przebieg profesjonalizacji, poprawić byt pracowników wojska czy uzdrowić służbę zdrowia. Zdarzało się też zastanawiać nad zawirowaniami związanymi z generalskimi awansami czy też losem byłych i aktualnych TW, krytykować infrastrukturę, albo proponować wojskowy okrągły stół. Potem było miło, gdy odzywały się telefony potwierdzające zainteresowanie tekstem, a czasami przykro, gdy odsądzano od czci i wiary. Taki to już los felietonisty. Pełniąc służbę poza granicami państwa, czy też przebywając w rezerwie kadrowej, łatwo było zachować dystans do poruszanych spraw, dostrzegać z pewnej odległości to, co nurtuje polskie wojsko. Najwyższy czas, aby przejść na drugą stronę barykady i spróbować choć w części rozwiązywać to, co z łatwością dostrzegało się, stojąc z boku. Wojskowy los daje mi taką szansę, a trudno jednocześnie być owcą i wilkiem w tej samej skórze. Tak więc żegnam się z czytelnikami „Polski Zbrojnej”. Dziękuję redakcji za współpracę. Mam nadzieję, że szybko zastąpi mnie ktoś w mundurze. I wcale się nie zdziwię, gdy pojawi się wkrótce felieton, który uderzając w moje poletko, pokaże jakiś kolejny problem dotykający sedna wojskowych spraw. 
Generał dywizji doktor habilitowany BOGUSŁAW PACEK zgodnie z decyzją ministra obrony narodowej z dniem 26 października 2009 roku objął obowiązki asystenta szefa Sztabu Generalnego do spraw Wojsk Lądowych i Wojsk Specjalnych.

ija dokładnie dziesięć miesięcy od czasu, kiedy na łamach „Polski Zbrojnej” podjąłem się próby dotykania sedna wojskowych problemów. Podkreślam, że były to próby, bo w końcu czytelnicy ostatecznie za każdym razem oceniali, czy trafiłem w samo sedno, czy kulą w płot. A więc prawie rok i ponad 40 felietonów, czyli kilkadziesiąt okazji, by coś pokazać, czasami skrytykować, a często jedynie przemycić między wierszami. Skąd ten mój zapał do felietonów? Zawsze uważałem, że oficer powinien mówić prawdę, nawet jeżeli jest przykra lub gdy mówienie o niej niekoniecznie spotka się z pochwałami kolegów czy uznaniem przełożonych. To oczywiste, że typowym miejscem, gdzie żołnierz może tę prawdę głosić, jest sala odpraw albo gabinet służbowy przełożonego, ale i łamy wojskowego tygodnika też nie są złym wyborem, szczególnie gdy problem ma szerszy zasięg albo duże znaczenie. Czy do tego potrzebna jest odwaga? W powszechnej opinii odważny żołnierz to taki, który dokonał bohaterskiego czynu na wojnie albo uratował dziecko z pożaru w czasie pokoju. Niestety i otwarte mówienie o czymś dowódcy, a czasami także pisanie w „Polsce Zbrojnej”, wciąż jeszcze kojarzy się z całowaniem lwa. Przyjemność wątpliwa, a skutki mogą być różne. Jak sadzę, takie myślenie jest przyczyną tego, że nie ma ludzi w mundurach chętnych do uderzania w istotę naszych problemów nie tylko na wojskowych łamach.

36

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

MILITARIA
PAWEŁ HENSKI

MILITARIA

MILITARIA

MILITARIA

Redaktor działu TADEUSZ WRÓBEL

Do służby w armii amerykańskiej wchodzą kolejne wersje lądowych robotów, działające autonomicznie pojazdy kołowe oraz mikropojazdy latające.

Era robotów

FOT. US DOD

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

37

N O W O C Z E S N A

A R M I A

PackBot (z rozmiary łożony) ma 4 centyme 0 x 70 x 20 tr 18 kilog ów i waży ra łatwo go mów, dlatego p w plecak rzenieść u.

P

Era robotów
kariera wyprodukowanego przez firmę iRobot małego gąsienicowego robota o nazwie PackBot rozpoczęła się jednak w Iraku. Okazało się bowiem, że doskonale sprawdza się on podczas poszukiwania oraz rozbrajania min i improwizowanych ładunków wybuchowych. PackBot (złożony) ma rozmiary 40 x 70 x 20 centymetrów i waży 18 kilogramów, dlatego łatwo go przenieść w plecaku. Jego ramię-wysięgnik, które po rozłożeniu ma długość 107 centymetrów, może udźwignąć ciężar o wadze 2 kilogramów. Na drodze PackBot rozwija prędkość do 12 kilometrów na godzinę. Na jednej baterii może przejechać ponad 25 kilometrów lub pracować przez cztery godziny bez przerwy. Kontroluje się go za pomocą laptopa i radia o zasięgu kilometra. Wyposażony jest w odbiornik GPS, elektroniczny kompas i różnego rodzaju sensory, od kamer po mikrofony oraz czujniki dymu, a nawet zapachu. Armia amerykańska zainteresowana jest kupnem około pięciuset egzemplarzy najnowszej wersji tych robotów o nazwie PackBot 510/Fast Tac. Są one o 30 procent szybsze od bazowej wersji, a ich wysięgnik ma udźwig około 6 kilogramów. Do ich obsługi używa się urządzenia przypominającego konsolę do gier oraz nahełmowy monokl. Nieco mniejszą wersją PackBota jest Small Unmannsed Ground Vehicle. Powstał między innymi dzięki sugestiom i wnioskom żołnierzy używających PackBotów w warunkach bojowych. SUGV waży 10 kilogramów i może przenosić ładunki o wadze do trzech kilogramów. Jest bardzo wytrzymały – można go bez problemu wrzucić na przykład do pomieszczenia albo zrzucić z wysokości. Roboty SUGV będą miały możliwość widzenia siebie nawzajem i przekazywania sobie danych. Większym i cięższym bratem obydwu robotów, zbudowanym również przez firmę iRobot, jest Warrior. Waży 113 kilogramów i potrafi przenosić ładunki o wadze do 68 kilogramów. Rozwija prędkość 20 kilometrów na godzinę. Może być wyposażony w ramię-wysięgnik. Ma platformę, na której jest możliwość zainstalowania czujników albo uzbrojenia. Warrior może również służyć za robota matkę i przewozić na swej platformie mniejsze roboty, takie jak PackBot bądź SUGV, albo też pomagać im dotrzeć na niedostępne dla nich samych podwyższenia. Wystarczy, że Warrior złoży podwozie w sposób nożycowy, a jego platforma przesunie się do góry, podnosząc PackBota o pół metra.

rzed zamachami z 11 września 2001 roku nikt w armii amerykańskiej nie przypuszczał, że jednostki liniowe będą używać lądowych robotów oraz mikropojazdów latających wcześniej niż po roku 2013. Takie były wówczas założenia kompleksowego programu unowocześnienia armii amerykańskiej, nazwanego Future Combat Systems. Jako całość okazał się on jednak zbyt drogi, i na początku 2009 roku sekretarz obrony Robert Gates ogłosił skasowanie głównej jego części, dotyczącej załogowych pojazdów bojowych (Manned Ground Vehicle). Kłopoty programu FCS nie powstrzymały jednak rozwoju technologii z nim związanych. Wymagania współczesnego pola walki oraz charakter konfliktów w Iraku i Afganistanie sprawiły, że wiele spośród tych technologii znalazło swoje zastosowanie. Dotyczy to przede wszystkim latających i jeżdżących pojazdów bezzałogowych. Armia amerykańska chce przeznaczyć w 2010 roku ponad 200 milionów dolarów na programy związane z rozwojem pojazdów bezzałogowych, które wywodzą się z anulowanego programu.

WSZĘDOBYLSKIE TRIO

AUTONOMICZNY TRAGARZ

Zalety małych gąsienicowych robotów armia amerykańska odkryła już w 2002 roku w Afganistanie, gdy pomagały żołnierzom w przeszukiwaniu jaskiń, bunkrów i budynków. Prawdziwa

Jednym z założeń programu FCS było opracowanie robotów kołowych, które odciążyłyby żołnierzy od dźwigania sprzętu i zaopatrzenia. Tutaj armia postawiła poprzeczkę bardzo wysoko, zakładając, że roboty takie nie tylko mają być zdal-

38

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

M I L I T A R I A

Zalety małych robotów armia amerykańska odkryła już w 2002 roku w Afganistanie.

R

ROBOT firmy Remotec wyposażony w kamery, chwytaki i czujniki przydatne na obszarze niebezpiecznym.

oboty i pojazdy bezzałogowe to jedynie przykłady najbardziej zaawansowanych projektów, których jest dużo więcej. Obecnie producenci współpracujący z armią amerykańską prześcigają się w opracowywaniu i doskonaleniu nowych rozwiązań i technologii. Jednak jak stwierdził generał porucznik Rick Lynch, były dowódca III Kor-

pusu armii amerykańskiej: „Tu nie chodzi o pokaz technologii ani o to, ile pieniędzy jest się w stanie uzyskać od rządu amerykańskiego. Tu chodzi przede wszystkim o oszczędzenie życia żołnierzy”. 

Mniejsza wersja PackBota – Small Unmanned Ground Vehicle XM1216.

nie sterowane, ale działać również w pełni autonomicznie. Najbardziej zaawansowanym obecnie programem jest opracowany przez Lockheed Martin Squad Mission Suport System – pochodna programu, który firma ta prowadziła w ramach FCS pod nazwą Multifunction Utility/Logistics and Equipment. SMSS został zbudowany na bazie ważącego 2,3 tony sześciokołowego pojazdu amfibijnego napędzanego silnikiem Diesla o nazwie All-Terrain Vehicle, zdolnego do przewożenia ładunku o wadze 453 kilogramów. SMSS może być zdalnie sterowany joystickiem albo działać półautonomicznie. W tym przypadku można zaprogramować jego trasę wzdłuż punktów kontrolnych oznaczonych na GPS. Pojazd będzie się wówczas poruszał po zaplanowanej trasie w obydwu kierunkach. Może też podążać za żołnierzem albo pojazdem, „zapamiętując” najpierw jego obraz, albo poruszać się w pełni autonomicznie, omijając ludzi i przeszkody. SMSS korzysta z technologii skanowania otoczenia za pomocą laserów, radaru oraz modułów rozpoznawania obrazu, nazywanej LADAR. Następnym etapem rozwoju SMSS będzie zdolność rozpoznawania znaków drogowych oraz „słuchania” prostych komend głosowych. Armia amerykańska jest bardzo zainteresowana wprowadzeniem pojazdów SMSS do służby. Ich dużą zaletą jest to, że do ładowni śmigłowca

CH-47 można załadować dwa takie jednocześnie. Prawdopodobnie jeszcze w tym roku dwa SMSS zostaną wysłane do Afganistanu. Jeśli sprawdzą się w warunkach bojowych, niewykluczone, że armia zamówi pierwszą partię tych pojazdów.

ZWIADOWCA W PLECAKU
Najbardziej zaawansowanym obecnie programem jest opracowany przez firmę Lockheed Martin Squad Mission Suport System.

Pierwszym w pełni dopracowanym systemem z rodziny FCS, który został wprowadzony do służby, jest mikroUAV firmy Honeywell, nazwany T-Hawk. Pierwsze aparaty pojawiły się w Iraku w 2006 roku. Używane są do eskortowania konwojów i wykrywania min pułapek. Blisko 400 sztuk pojazdów T-Hawk zamówiła w ostatnich latach US Navy (gdzie nazwano je RQ16A). We wrześniu 2009 roku sześć egzemplarzy zamówiło również brytyjskie ministerstwo obrony. Startujący i lądujący pionowo T-Hawk waży 8,4 kilograma i może utrzymywać się w powietrzu przez 40 minut. Jego pułap to 3200 metrów, a promień działania – 11 kilometrów. W poziomie może latać z prędkością nawet 130 kilometrów na godzinę, ta jednak została ograniczona elektronicz-

nie do niecałych 100 kilometrów na godzinę. Wyposażony jest w dwie kamery (dzienne lub nocne) patrzące do przodu i w dół, przesyłające obraz w czasie rzeczywistym. Jeden zestaw T-Hawk, składający się z dwóch pojazdów i przypominającej laptop konsoli sterowania, może być przenoszony w plecaku. Dużo większy niż T-Hawk, chociaż działający na podobnych zasadach, jest pionowzlot bezzałogowy Goldeneye 80 firmy Aurora Flight Sciences. Powstał w ramach programu pojazdów bezzałogowych drugiej klasy FCS. Całkowita masa startowa Goldeneye 80 wynosi 81 kilogramów. Może on utrzymywać się w powietrzu przez osiem godzin, a w locie poziomym osiąga prędkość 200 kilometrów na godzinę. Goldeneye wyposażony jest w działające w podczerwieni czujniki elektro-optyczne, laserowy znacznik celów i dalmierz. Może błyskawicznie wystartować oraz szybko przejść z zawisu do lotu poziomego. Jego napęd potrafi pracować w trybie cichym, jednak silniki zarówno pojazdu T-Hawk, jak i Goldeneye wydają charakterystyczny brzęczący dźwięk, co uniemożliwia im skryte podchodzenie i obserwację celów. 

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

39

FOT. US DOD (4)

Najważniejszy jest człowiek

B R O Ń
ROBERT CZULDA

P A N C E R N A

Twierdza na gąsienicach
Nowy ukraiński czołg jest ma systemy zwiększające szanse przetrwania na współczesnym polu walki.

Czołg T-84 Opłot
Uzbrojenie
armata gładkolufowa KBA-3 kalibru 125 mm, karabin 7,62 mm i 12,7 mm

Z

Masa bojowa
48 ton

modyfikowana wersja ukraińskiego czołgu T-84 Opłot, stworzona przez Biuro Projektowe Morozowa, od 2008 roku przechodziła intensywne próby na poligonie doświadczalnym w Charkowie. Nowa konstrukcja była sprawdzana pod kątem wytrzymałości, mobilności i siły ognia. Ukraińcy planują już rozpoczęcie seryjnej produkcji w słynnej fabryce Małyszewa, realizującej obecnie projekt modernizacji czołgów T-64 dla ukraińskich wojsk pancernych. Przeszkodzić im mogą jednak kryzys gospodarczy i cięcia budżetowe. Nowa konstrukcja, oznaczona jako Opłot-M, wyróżnia się przede wszystkim wyposażeniem i rozbudowaną osłoną pancerną, w tym wieży, która przybrała inny kształt. Dowódca otrzymał własny celownik z wbudowanym system termowizji (niezależny tryb dzienny i nocny), który ułatwia prowadzenie ognia. Nowy Opłot ma również lepszy pancerz reaktywny trzeciej generacji („Nóż 2”), ulepszony silnik 6TD-2E i silnik pomocniczy.

Wersja eksportowa T-84 Opłot ma zautomatyzowaną skrzynię biegów, nowoczesny system kierowniczy oraz klimatyzację

CUDA POD PANCERZEM

Opłot (po polsku twierdza) to wersja rozwojowa czołgu T-84, który z kolei jest ukraińską modyfikacją sowieckiego T-80UD. Ukraiński T-84 różni się od T-80UD między innymi nową wieżą sterowaną elektrycznie, pancerzem reaktywnym „Nóż”, nowoczesnym systemem nawigacyjnym (na bazie GLONASS i NAVSTAR) i termowizyjnym, elektroniką oraz bocznymi fartuchami zapewniającymi ochronę przed bronią przeciwpancerną. Wersja eksportowa ma zautomatyzowaną skrzynię biegów, nowoczesny system kierowniczy oraz klimatyzację (wersja ukraińska pozbawiona

jest systemu KTT, który pozwala utrzymać w środku czołgu temperaturę 15–20 stopni Celsjusza). Wykorzystano też całkowicie nową wieżę, spawaną z płyt walcowanych. Opłot posiada lepszy silnik. O ile T-80UD ma silnik o mocy 1000 koni mechanicznych, o tyle Opłot w standardowej konfiguracji jest wyposażony w silnik dieslowski 6TD-2 o mocy 1200 koni mechanicznych. Może on pracować także na benzynie i paliwie lotniczym. Producenci utrzymują, że silnik czołgu bez problemu pracuje w temperaturach od minus 40 do plus 55 stopni Celsjusza. Z pełnymi zbiornikami paliwa o łącznej pojemności 1140 litrów czołg może przejechać maksymalnie 400 kilometrów. Istnieje również możliwość instalacji dwóch zewnętrznych zbiorników o pojemności 200 litrów każdy. Części (zarówno T-84, jak i Opłota oraz jego zmodyfikowanej wersji) są produkowane na Ukrainie, co jest o tyle ważne, że daje to niezależność od rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego. Wersje eksportowe czołgu mogą być wyposażone w części zagraniczne według oczekiwań nabywcy. Czołgi T-84 znajdują się w wyposażeniu wojsk Ukrainy oraz Pakistanu, który zakupił kilkaset sztuk wersji pośrednich (zmodyfikowanych T-80UD zbliżonych do T-84). Z kolei wersja Opłot znajduje się w wyposażeniu sił zbrojnych Ukrainy, której ministerstwo obrony pierwsze zamówienia złożyło w 2000 roku. W środku Opłota są trzy przedziały: przedni dla kierowcy, bojowy w środku i przedział silnika z tyłu. Czołg wyposażono w systemy zwiększające szanse przetrwania na współczesnym polu walki. Wymienić należy choćby system Warta, który umożliwia wykrywa-

Prędkość
65–70 km/h (na drodze), 45–50 km/h (w terenie)

Zasięg
450 km (na drodze), 350 km (w terenie)

Zdolność brodzenia
1,8 m (bez dodatkowych przygotowań), 5m (z dodatkowym wyposażeniem)

Szerokość gąsienicy
58 cm 0,93 kg/cm2

Nacisk

nie nadlatujących pocisków kierowanych laserowo. Cztery czujniki umiejscowiono na górnej części wieży. Prócz tego w czołgu zamontowano system zakłócenia w podczerwieni, który zapewnia ochronę przed kierowaną bronią przeciwpancerną. Najbardziej klasycznym systemem obrony jest zasłona dymna. Opłot posiada 12 wyrzutni granatów, które mogą być wystrzeliwane automatycznie (w przypadku wykrycia zagrożenia) lub ręcznie. Istnieje możliwość postawienia zasłony dymnej poprzez wtrysk paliwa do kolektora wydechowego. Opłot ma również system zabezpieczenia przed skutkami użycia broni atomowej, biologicznej i chemicznej. Producenci zwrócili też uwagę na możliwie duże ograniczenie sygnatury termicznej i radarowej pojazdu. Czołg

40

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

M I L I T A R I A

wersja Opłot to czołgu a w jo o zw ro z kolei ry tó k , 4 T-8 ką s iń ra k jest u ją c a k modyfi go ie sowieck . D U 0 T-8

Załoga
3 osoby

CIĘŻKI B WÓZ PIE OJOW Y BMPT-8 CHOT Y 4 – jedna z najno w modyfik szych a czołgu T cji -84.

Wysokość
2,2 m

Szerokość
3,7 m
FOT. KHARKIV MOROZOV DESIGN (3)

Długość
ma względnie niską sygnaturę cieplną, co zostało osiągnięte dzięki wykorzystaniu specjalnych materiałów izolacyjnych na górnej klapie silnika. snymi pancerzami reaktywnymi. Obecnie Ukraińcy pracują nad nowymi pociskami kierowanymi, które mogą służyć do atakowania nisko lecących śmigłowców. Zaletą jest to, że lufę armaty można wymienić w warunkach polowych, bez konieczności przeprowadzania skomplikowanych prac warsztatowych. Zapas amunicji do armaty wynosi 40 pocisków, z czego 28 jest gotowych do natychmiastowego użycia. Załoga każdej wersji T-84 jest dodatkowo uzbrojona w broń ręczną – pistolety maszynowe, granaty ręczne i pistolet sygnałowy. Wieża wykonuje obrót 180 stopni w niecałe 5 sekund.

(wraz lufą) 9,6 m

KOLEJNE MODYFIKACJE

Podstawowym uzbrojeniem Opłota jest gładkolufowa, hydraulicznie stabilizowana w pionie i poziomie armata KBA-3, znana z czołgu T-80UD (długość lufy: 6678 milimetrów). Może ona strzelać każdym typem używanej współcześnie amunicji czołgowej, w tym pociskami kierowanymi laserowo 9K119M Reflex, które zapewniają skuteczne prowadzenie ognia na dystansie do 5 kilometrów. Pocisk wyposażony jest w głowicę tandemową, umożliwiającą niszczenie celów z nowocze-

ZBIORNIKI PALIWA o łącznej pojemności 1140 litrów zapewniają czołgowi maksymalny zasięg 400 kilometrów.

Ukraińcy prowadzą jednocześnie prace nad nowymi wersjami czołgu. Jedną z nich jest Jatagan (T-84-120 lub KERN2-120), czołg ze zmodyfikowaną wieżą, wyposażony w gładkolufową armatę KBM2 kalibru 120 milimetrów (używaną w zmodernizowanych czołgach T-72-120, T-54, T-55, T-59, T-62). Zaletą armaty jest jej kompatybilność z każdą amunicją NATO kalibru 120 milimetrów. Może ona również strzelać kierowanymi pociskami rakietowymi. Automatyczna ładownica zawiera 22 pociski gotowe do użycia oraz 18 zapasowych. Na razie konstrukcja nie spotkała się z zainteresowaniem innych państw. 

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

41

M U Z E U M

B R O N I

P A N C E R N E J

Pan c erne  klechdy
MARCELI KWAŚNIEWSKI

O tym, jak w Poznaniu reanimowano Stalina
Tak jak ich ojciec chrzestny Józef Stalin, czołgi IS-2 uchodziły za niemal niezniszczalne.
120 milimetrów z przodu i 90 milimetrów po bokach. Uzbrojony został w karabin maszynowy sprzężony z armatą i dodatkowy z tyłu. Jak twierdziła radziecka propaganda, pocisk z IS-2 przebijał pancerz niemieckiej Pantery na wylot z odległości 1,5 kilometra. W czerwcu 2005 roku jedyny sprawny egzemplarz IS-2 w Polsce, a może i w Europie, ruszył na krótką przejażdżkę przed Muzeum Broni Pancernej. Zanim to nastąpiło, zapaleńcy pod wodzą kapitana Tomasza Ogrodniczuka spędzili przy jego konserwacji 14 miesięcy, jadając obiady o trzeciej nad ranem. „Przy pierwszej próbie odpalenia silnika omal się nie udusiliśmy w hangarze”, wspomina kustosz MBP. Zakonserwowany olejem silnik wyrzucał z kolektorów snopy iskier, a potem chmury czarnego dymu, który szybko wypełnił pomieszczenie. Silnika nie dawało się zatrzymać, bo na trzech sekcjach zawiesiła się pompa paliwowa. Janusz Rau już rzucał się z halabardą do wybijania okien, gdy wreszcie udało się otworzyć drzwi hangaru. To też nie rozwiązało problemu, bo reanimowany silnik wciąż ryczał i potwornie dymił. W końcu mechanik wrzasnął do Ogrodniczuka: „Gaś go na listwie, bo się zacięło!”. Kustosz wskoczył na pancerz, zanurzył rękę w przedziale transmisyjnym, po omacku szukał zaworu i modlił się w duchu, by tłoki nie zaczęły bokami wypadać z silnika. Na szczęście mechanik znalazł zawór zamykający dopływ paliwa. Z naprawą układu chłodniczego poszło łatwiej, choć cały trzeba było wymienić, a do odkręcania opornej śruby trzeba było użyć… całej osoby kapitana Ogrodniczuka. „Koledzy chwycili mnie za nogi i opuścili do wnętrza maszynowni. W ręku trzymałem klucz. Inaczej za nic nie dotarlibyśmy do tej śruby. Ale jak się radziecki sprzęt raz dobrze naprawi, to potem działa latami”. Rzeczywiście, od tamtej pory 524-konny silnik W2JS czołgu nie sprawia żadnych kłopotów. Radzieccy inżynierowie przewidzieli trzy sposoby uruchamiania go: za pomocą butli ze sprężonym powietrzem, na korbę i elektrycznie. Nie przewidzieli jednak zimowego polskiego sposobu „na kopciucha”. Zamiast męczyć się z korbą czy butlami, trzeba podpalić zamoczone w oleju napędowym szmaty i przystawić je do kolektorów wlotowych. Te, wciągając gorące powietrze i dostarczając je do silnika, z łatwością pozwalają na uruchomienie czołgu. Dokładna historia IS-2 stojącego w muzeum nie jest niestety znana, ponieważ po przekazaniu go w latach sześćdziesiątych i skreśleniu ze stanu wozów bojowych sił zbrojnych dokumenty czołgu zniszczono. Wiemy jedynie, że po zakończeniu wojny Wojsko Polskie miało 26 sprawnych IS-2, które stopniowo trafiały na złom lub służyły jako cele na poligonach, a wielu młodych czołgistów mogło się potem chwalić w domu, że osobiście strzelali do Stalina. 
W Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu można obejrzeć 37 pojazdów pancernych. Większość eksponatów była wykorzystywana podczas II wojny światowej. Nieetatowym kustoszem muzeum jest kapitan TOMASZ OGRODNICZUK.

H

uk, grzmot – i nic więcej. Tak uczestnicy walk stoczonych podczas II wojny światowej opisują moment trafienia czołgu IS-2 przez pocisk artyleryjski. Rekordzistą został IS-2, na którym po walce naliczono prawie pięćdziesiąt śladów po trafieniach i ani jednego przebicia pancerza. W styczniu 1943 roku, w czasie walk o Leningrad, w ręce Rosjan wpadł niemiecki Tygrys. Pocisk z moździerza uszkodził w nim jedynie układ chłodniczy, a załoga nie zdążyła zniszczyć unieruchomionej maszyny. Radzieccy inżynierowie skrupulatnie wykorzystali wiele rozwiązań technicznych z Tygrysa, gdy konstruowali Iosifa Stalina 2, następcę IS-85. Ciężki czołg IS-2, wyposażony w armatę kalibru 122 milimetrów D25T, był wreszcie odpowiedzią na potęgę czołgów niemieckich. Wszedł do uzbrojenia radzieckiej armii już pod koniec 1943 roku. W 1945 roku 4 Pułk Czołgów Ciężkich 1 Armii WP przełamywał szturmem za pomocą IS-2 umocnienia Wału Pomorskiego i zdobywał Kołobrzeg. Czołg IS-2 waDokładna żył 46 ton, miał his IS-2 stojące toria 9,9 metra długow muzeum go n ści, 3,09 metra niestety zn ie jest ana. szerokości i rozpędzał się do 37 kilometrów na godzinę. Jego zabezpieczeniem były płyty pancerne grubości

FOT. CSWL

42

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

BEZPIECZEŃSTWO BEZPIECZEŃSTWO
Redaktor działu MAREK PIELACH
MAGDALENA KOWALSKA-SENDEK MAREK PIELACH

BEZPIECZEŃSTWO

BEZPIECZEŃSTWO

O

„Ameryka gotuje, Europa zmywa” – to powiedzenie będzie jeszcze długo aktualne. Nawet po wejściu w życie traktatu lizbońskiego.
nie ona przekształcona w organizację międzynarodową w pełnym tego słowa znaczeniu. Wpłynie to oczywiście na podniesienie rangi UE, która będzie mogła aspirować choćby do członkowstwa w ONZ. Traktat wprowadza też sztywny podział kompetencji pomiędzy UE a państwa członkowskie, co pozwoli ograniczyć dotychczasowe nieporozumienia. Spierać będziemy się jednak na pewno o rozszerzenie Unii. Polska chciałaby w niej widzieć Ukrainę, być może także Turcję. Niemcy chcą zamknąć drzwi Unii po przejściu przez nie Chorwacji.

Drugorzędny kontynent
BRONI I ODWAGI

czywiście dokument ten ma historyczne znaczenie. Podkreślali to wszyscy uczestnicy II Forum Polityki Europejskiej zorganizowanego przez krakowski Instytut Studiów Strategicznych 8 i 9 października. Według opinii profesora Janusza Węca z Uniwersytetu Jagiellońskiego, traktat lizboński jest sukcesem choćby dlatego, że kończy trwającą od 1996 roku debatę na temat reformy ustrojowej UE. Nadaje też Unii osobowość prawną, co oznacza, że zosta-

FOT. US DOD

Parlament Europejski i Rada Europejska to, jak podkreślała w swoim wystąpieniu Elisabeth Kehrer, przewodnicząca Departamentu do spraw Unii Europejskiej w austriackim ministerstwie spraw zagranicznych, najważniejsze siły nowej Europy. Nie wiadomo jednak, czy będą potrafiły zgodnie współpracować.

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

43

FOT. US DOD

U N I A

E U R O P E J S K A

Drugorzędny kontynent
Jan Tombiński, stały przedstawiciel RP przy Unii Europejskiej, największe zagrożenie wewnętrzne dla Unii widzi właśnie w sporze instytucjonalnym między organami zajmującymi się wprowadzeniem traktatu w życie: „Byle nie było walki o to, kto otrzyma więcej kompetencji. Potrzebujemy dojrzałości politycznej wszystkich aktorów tej gry, żebyśmy nie pogrążyli się w kolejnym kryzysie między instytucjami”, przestrzegał. „Najważniejszą konsekwencją zmian traktatu lizbońskiego jest wzmocnienie efektywności podejmowania decyzji w Radzie przez radykalne zmniejszenie możliwości blokowania ich przez jedno państwo, względnie niewielką ich grupę. To wzmocnienie głosu większości w procesie decyzyjnym”. Decyzje, które Unia będzie musiała podejmować, są zaś coraz ważniejsze. Nie dotyczą już tylko przywoływanej często w anegdotach krzywizny bananów, ale prawdziwie globalnych problemów. Kryzys ekonomiczny, zmiany klimatyczne, migracje, zagrożenia terrorystyczne i bezpieczeństwo energetyczne to kwestie, z którymi nie poradzą sobie nie tylko poszczególne kraje, ale i Europa jako całość może okazać się za słaba. „It takes guns and guts”– potrzeba broni i odwagi, to powiedzenie zacytował Gerhard Jandl, dyrektor do spraw poW sojuszu północnoatlantyckim pierwszą rolę odgrywają Amerykanie. Unia Europejska powinna im bardziej aktywnie pomagać.

lityki bezpieczeństwa w austriackim MSZ, i często do tych słów nawiązywano. Jandl przypomniał też, że już dziś mamy grupy bojowe UE – po 1,5 tysiąca żołnierzy każda, ale nie jest to przecież liczba imponująca. Docelowo powinniśmy dysponować 60 tysiącami żołnierzy zdolnych do natychmiastowej interwencji w każdym punkcie świata. Dopiero z takimi siłami potencjał polityczny Unii Europejskiej dogoniłby jej potencjał ekonomiczny. Aby jednak mieć broń, najpierw potrzebna jest odwaga i polityczna wola. O to zaś bardzo ciężko w czasach kryzysu.

SZYBKA ZMIANA

„Amerykanie mówią, że Europejczycy nie mają ani broni, ani odwagi”, zauważył Joseph

44

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

FOT. US DOD

B E Z P I E C Z E Ń S T W O

doktora JOSEPHA BRAMLA, redaktora naczelnego „Jahrbuch Internationale Politik”
POLSKA ZBROJNA: Po rezygnacji z tarczy antyrakietowej polskie gazety napisały, że Europa Środkowa jest teraz opuszczona przez USA. JOSEPH BRAML: Nie jest opuszczona. To zimnowojenne patrzenie na świat. Administracja Baracka Obamy jest ponad takim myśleniem. Dla niej liczy się tylko to, że Europa Środkowa i Rosja mogą być pomocne w rozwiązaniu problemów w Afganistanie i Pakistanie. POLSKA ZBROJNA: Polska i Rosja wspólnie będą rozwiązywać problemy Ameryki? JOSEPH BRAML: Ameryka już zaakceptowała Rosję, bo potrzebuje jej pomocy. Polska ma wybór, z kim chce współpracować. Nie jest to przy tym tak trudna sytuacja jak kiedyś, gdy musieliście wybierać wą kirgiskiego rządu. Rosjanie zaś jasno powiedzieli, że w tym rejonie świata trzeba rozmawiać najpierw z nimi. Amerykanie zrozumieli tę lekcję. Przynajmniej od tego momentu było wiadomo, że nie ma co liczyć na powstanie tarczy antyrakietowej w Europie Środkowej. W ogóle Europa jako całość nie jest już dla Stanów Zjednoczonych tak ważna jak kiedyś. Wobec rosnącej potęgi Chin w amerykańskiej polityce zagranicznej coraz większą rolę będą odgrywać Japonia i Australia. Na razie tylko nieliczni chcą tworzyć globalne NATO, ale o większym sformalizowaniu związków z tymi krajami mówi się już często. Z tego wszystkiego wniosek jest jeden: główny lokator Białego Domu, patrząc na globus, coraz mniej uwagi będzie poświęcał małemu półwyspowi zwanemu Europą. pomiędzy nową a starą Europą. Teraz jesteśmy w jednej drużynie. Nie mówiłbym tylko o Europie Środkowej, Europa jako całość nie jest już dla Ameryki tym, czym była kiedyś. POLSKA ZBROJNA: Dociera to jednak do nas bardzo powoli? JOSPEH BRAML: Tak. Polskie elity muszą zrozumieć nową sytuację, podobnie jak niemieckie i rosyjskie. Dla Rosji to też jest nowa sytuacja, że Ameryka nie jest już wrogiem, przeciwko któremu trzeba się mobilizować. A co możesz zrobić, kiedy twój główny wróg odszedł? Musisz się skupić na wewnętrznych problemach. Wszyscy więc jesteśmy trochę zdezorientowani. 
Rozmawiał MAREK PIELACH

Trzy pytania do...

Braml, redaktor naczelny „Jahrbuch Internationale Politik”. Pewnie dlatego w Waszyngtonie zapadła decyzja o szybkiej zmianie priorytetów. Rosja nie jest już głównym zagrożeniem, może być nawet przydatna w rozwiązaniu nowych. Najpoważniejszym z nich jest poddający się wpływowi islamistów Pakistan. Nieprzypadkowo mówi się nawet o „AfPak war” – wojnie afgańsko-pakistańskiej. W tym pierwszym kraju są już amerykańscy żołnierze. Czy pojawią się również w tym drugim? To najważniejsze dziś pytanie. Przyczyną sojuszu z Rosją była właśnie chęć uspokojenia sytuacji w Afganistanie i Pakistanie za wszelką cenę. Iran był dopiero powodem numer dwa. Braml wskazał nawet precyzyjnie moment zmiany postawy wobec Rosji. Było to wówczas, kiedy Amerykanie zażądali udostępnienia dwóch baz wojskowych w Kirgistanie – bardzo ważnych dla afgańskiego teatru wojny. Spotkali się wtedy ze zdecydowaną odmo-

FOT. US NAVY

otęgi snącej p Wobec ro erykańskiej m Chin w a granicznej za polityce szą rolę k coraz wię rywać międg będzie o i Japonia. m dzy inny

ROK BEZ ROPY I GAZU

„Co byłoby korzystne dla Unii Europejskiej?” – takie pytanie postawił Harri Tiido, podsekretarz do spraw politycznych w MSZ Estonii. Sam szybko na nie odpowiedział: „Najlepiej, gdyby przez rok nie było żadnych dostaw gazu ani ropy. Dopóki tak się nie stanie, będziemy szukać najłatwiejszych rozwiązań”. Nadal żyjemy bowiem w idealnym świecie, w którym Unia Europejska jest tylko od bezpieczeństwa gospodarczego i społecznego,

a twardą polityką ma się zająć NATO. Unia nie zapewnia ochrony państwom członkowskim. Ochronę daje im artykuł V traktatu waszyngtońskiego – sens działania NATO. W sojuszu północnoatlantyckim główną rolę odgrywają zaś Stany Zjednoczone. Unia powinna im bardziej aktywnie pomagać. Zdaniem Tiido, nie możemy dłużej zakładać, że problemy rozwiążą się same albo rozwiąże je za nas Bóg. Nie powinniśmy też wciąż zarządzać kryzysami, ale zapobiegać konfliktom. Zacznijmy wreszcie działać, zamiast dyskutować. „Decyzje podjęte na poziomie małych krajów są bezużyteczne, dlatego powinniśmy działać wspólnie. W takich kwestiach jak bezpieczeństwo i obrona nie można poddawać pewnych spraw pod głosowanie większościowe, ponieważ nie ma wystarczającego poziomu zaufania w przypadku poszczególnych krajów”, przekonywał przedstawiciel małego kraju – Estonii. Wszyscy eksperci podkreślali jednak, że wejście Unii w prawdziwą politykę nie może oznaczać przy tym utracenia przez nią jej znaku firmowego – miękkiej siły. Tiido przypomniał słowa Siergieja Ławrowa o tym, że Partnerstwo Wschodnie jest nawet gorsze od rozszerzenia NATO, bo Unia Europejska przejmuje rynki i kontrolę nad umysłami – dlatego jest groźniejsza. Może więc z Europą nie jest jeszcze tak źle. 

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

45

W

G E O P O L I T Y K A

izyta premiera Władimira Putina w Turcji zakończyła się sukcesem Moskwy. Wśród 16 podpisanych umów gospodarczych znalazła się również ta najważniejsza, i od dawna wyczekiwana przez Rosjan, a mianowicie dotycząca zgody Ankary na poprowadzenie przez turecką wyłączną strefę ekonomiczną rosyjsko-włoskiego Gazociągu Południowego. Sojusz turecko-rosyjski, mimo iż na razie wydaje się jedynie posunięciem taktycznym, może w dłuższej perspektywie zagrozić nie tylko popieranemu przez UE projektowi Nabucco. O wiele bardziej niebezpieczna staje się wizja zacieśniania współpracy gospodarczej oraz politycznej na linii Ankara–Moskwa, co nie jest pomysłem aż tak niewyobrażalnym, jeśli brać pod uwagę niechęć UE do wykorzystania potencjału geopolitycznego Turcji.

GAZOWA RYWALIZACJA

Turecki gambit
miałaby dostarczać surowiec do Grecji i Włoch. Choć budowa Gazociągu Południowego nie wyklucza sensowności unijnego Nabucco, nie da się jednak ukryć, iż oba projekty najprawdopodobniej nie będą wobec siebie komplementarne. Przede wszystkim zarówno Rosja, jak i Unia Europejska zostaną zmuszone do znalezienia dostawców gazu, zdolnych do długofalowego zaopatrzenia nowych rurociągów w surowiec. Tym samym z pewnością pogłębi się jeszcze wyścig po złoża Turkmenistanu i Kazachstanu, bo choć oba państwa wciąż są blisko związane z Moskwą, to poszukują jednocześnie alternatywnych odbiorców. Ponadto odrzucenie przez premiera
NIE ZAWSZE w sprawach energetycznych Turcja i Rosja stoją po tej samej stronie barykady.

DOMINIK JANKOWSKI

Niedawne turecko-rosyjskie porozumienie energetyczne pokazuje, jak wielkie znaczenie dla geopolitycznej przyszłości UE będzie miała Turcja.
Władimira Putina Europejskiej Karty Energetycznej, o czym zakomunikował podczas pobytu w Turcji, pokazuje, że Rosja postrzega swoją przyszłość w relacjach z Unią w kategoriach rywalizacji, a nie współpracy. cami, z którymi coraz więcej politycznie i gospodarczo ich dzieli niż łączy, na temat możliwości wykorzystania ich wód terytorialnych. Ponadto zbliżające się wybory parlamentarne i prezydenckie na Ukrainie właściwie do początku 2010 roku zamroziły rozmowy rosyjsko-ukraińskie na tematy energetyczne i geostrategiczne. Tym samym zgoda Ankary na wykorzystanie tureckich wód terytorialnych jest dla Moskwy bezcenna. Mimo licznych konfliktów historycznych, po upadku ZSRR współpraca na linii Moskwa–Ankara, choć nie była

FOT. STUDIO IWONA/ISW

Gazociąg Południowy jest inicjatywą rosyjską, w konkurencyjny wobec Nabucco sposób ma dostarczać gaz do Europy. Kluczowym aspektem rosyjskiego projektu jest wykorzystanie tych samych europejskich państw, przez które poprowadzony ma być gazociąg unijny, ale także silne wsparcie rządu włoskiego. To bowiem włoski koncern gazowo-petrochemiczny ENI należy obok Gazpromu do konsorcjum odpowiadającego za budowę Gazociągu Północnego. Rosyjsko-włoski miałby przebiegać po dnie Morza Czarnego, aż do wybrzeży Bułgarii. Dalej pierwszą nitką gaz byłby przesyłany przez Serbię do Słowenii i Austrii. Druga nitka

NIEZBĘDNY SOJUSZNIK

Rosyjsko-tureckie porozumienie jest dla konsorcjum budującego Gazociąg Południowy wizualnie małym, ale w rzeczywistości bardzo znaczącym krokiem przybliżającym moment rozpoczęcia prac. Rosjanie chcieli przede wszystkim uniknąć rozmów z Ukraiń-

46

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

B E Z P I E C Z E Ń S T W O

przesadnie zażyła, układała się poprawnie. Kluczowym aspektem obustronnych relacji były kwestie energetyczne, jako że Rosja w prawie 70 procentach pokrywa tureckie zapotrzebowanie na gaz. Jednak nie zawsze w sprawach energetycznych Turcja i Rosja stoją po tej samej stronie barykady.

OBUSTRONNE KORZYŚCI?

Rosja pragnie zachować dominującą rolę na rynku europejskim i próbuje utrzymać swoją strefę wpływów w regionie Morza Kaspijskiego. Turcja, wykorzystując swoje znakomite położenie geograficzne, jawi się jako energetyczny węzeł, gdzie splatają się interesy USA, UE i właśnie Rosji. Ponadto rząd turecki stara się na razie prowadzić możliwie jak najbardziej wyemancypowaną politykę zagraniczną i energetyczną, stąd też w wielu obszarach rosyjskie i tureckie interesy są po prostu sprzeczne. Tym bardziej zastanawia, dlaczego Ankara się na taką współpracę zdecydowała. W zamian za zgodę na budowę Gazociągu Południowego Turcja dostała nie tylko zapewnienie o rosyjskiej pomocy przy konstruowa-

nie na obrzeżach UE, zdobędzie nie tylko bardziej korzystne kontrakty na dostawy ropy i gazu, lecz pozyska także nowego sojusznika. Oczywiście potencjalne przymierze rosyjsko-tureckie wymagałoby przemodelowania polityki zagranicznej zarówno Rosji, jak NIEBEZPIECZNA i Turcji, niemniej jednak osiągnięcie obustronstaje się wizja nych korzyści może przyczynić się do zmiany zacieśniania geopolityki w regionie Morza Czarnego. współpracy Unia Europejska, próbująca stworzyć gospodarczej oraz politycznej wspólną politykę energetyczną i uniezależnić na linii Ankara– się od surowców rosyjskich, rozgrywa swoją –Moskwa. strategiczną partię bardzo powoli. JednoczeNa zdjęciu sna zgoda Ankary na gazociągi Nabucco prezydent Turcji Abdullah i Południowy pokazuje, że znaczenie geopoGül gości lityczne Turcji jest nieocenione dla przyszłopremiera Rosji ści UE. Nie da się bowiem realnie myśleć Władimira Putina w sierpniu o odzyskaniu wpływów na scenie międzyna2009 roku. rodowej, modyfikowanej obecnie przez gloniu tureckiej elektrowni atomowej, ale także balny kryzys gospodarczy, bez uwzględnieudało jej się przekonać Moskwę do zagwaran- nia czynnika geopolitycznego. Przeciwnicy członkostwa Turcji podkreślą, towania dostaw surowca do planowanego ropociągu Samsun–Ceyhan, który miałby trans- że w samej UE nie ma zgodności co do jedportować rosyjską i kazachską ropę przez te- nolitej polityki energetycznej, udział zaś Nierytorium Turcji, z pominięciem zatłoczonych miec w Gazociągu Północnym czy Włochów cieśnin Bosfor i Dardanele. Choć na razie so- w Południowym jest tego modelowym przyjusz rosyjsko-turecki ma jedynie znaczenie kładem. Niemniej jednak Unii nie uda się taktyczne, stanowi on jednocześnie doskona- zjednoczyć wokół idei polityki energetycznej ły fundament pod zacieśnianie relacji między tak długo, jak długo to Rosja będzie posiadała wszystkie atuty. Moskwą a Ankarą. Rosyjskie zasoby surowców energetyczTurcja, coraz bardziej zniecierpliwiona ambiwalentnym stosunkiem UE do jej człon- nych i „gazowa” dyplomacja Władimira kostwa w organizacji, szuka alternatywnych Putina na pewno przemawiają na niekorzyść dróg rozwoju. Mimo iż obecność Turcji Brukseli. Kwestia bliskości i jakości współw NATO właściwie wyklucza bliższą współ- pracy z państwami tranzytowymi (Białoruś, pracę z Rosją w zakresie wojskowości, zacie- Ukraina) czy magistralami energetycznymi (Turcja) leży już jedynie w gestii Unii. Prośniona kooperacja gospodarcza, a z czasem także polityczna, jest jak najbardziej możli- jekt Partnerstwa Wschodniego, choć daleki wa. Niewykluczone bowiem, że Gazociąg od ideału i geopolitycznych przesłań, jest Południowy przyniesie obu stronom wymier- krokiem we właściwą stronę. Czas, by Unia ne korzyści. Rosja osłabi w ten sposób pro- potraktowała Turcję, oficjalnego kandydata jekt Nabucco, a tym samym unijny plan dydo członkowstwa, odpowiednio do posiadanego przez to państwo potencjału geopoliwersyfikacji dostawców surowców energetycznych. Turcja z kolei, jeśli nadal pozosta- tycznego. 

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

47

FOT. REPUBLIC OF TURKEY PRESIDNCY

T U R C J A

C na to  NATO
wić relacje amerykańsko-tureckie, na których, oprócz sprawy gruzińskiej, cieniem położyła się kwestia iracka. Turcja odmówiła wsparcia agresji na Irak w 2003 roku. Ta problematyczna dla Amerykanów decyzja była o tyle niespodziewana, że jeszcze w styczniu rząd zgodził się na inspekcje swoich baz i portów pod kątem przydatności do prowadzenia wojny. Nie chcemy Turcji w Europie, Przecież podczas kulminacyjneale jeszcze bardziej go okresu okupacji Iraku przez Turcję transportowano 70 pronie chcemy, aby Turcja była cent zaopatrzenia (w tym paliw Azji. wa) armii amerykańskiej i 95 procent pojazdów typu MRAP. Fundamentalne znaczenie ma też dostęp tego kraju do cieśnin Morza Czarnego – od woli Turcji zależy, czy na akwenie znajdą się amerykańskie okręty, w tym choćby te z przeciwrakietowym systemem Aegis BMD.
FOT. US DOD

PARADOKSY

Bolesna przyjaźń
Turcja w coraz mniejszym stopniu czuje się związana z NATO i nie pali się już także do członkostwa w Unii Europejskiej.

ROBERT CZULDA

W

kwietniu zaczęto głośno mówić, że w relacjach NATO–Turcja nie jest najlepiej. Wówczas Ankara sprzeciwiała się kandydaturze Andersa Fogha Rasmussena na stanowisko sekretarza generalnego sojuszu. Kwestia wyboru sekretarza generalnego NATO mogłaby zostać potraktowana tylko jako gra polityczna, mająca drugi, zakulisowy wymiar. Niestety, od kilku lat można dostrzec całą serię zdarzeń, które uzmysławiają, że kraje Zachodu i Turcja nie mówią jednym głosem. Amerykański politolog i historyk Daniel Pipes pyta otwarcie: „Czy Turcja nadal jest członkiem NATO?”.

KONIECZNA RÓWNOWAGA

„Turcja stara się znaleźć równowagę pomiędzy sojusznikami i nieprzyjaciółmi”, wyjaśnia Hugh Pope z International Crisis Group. „Stąd też próba utrzymania dobrych kontaktów z Syrią, Izraelem, Irakiem i Iranem”. W Turcji gościł między

innymi kontrowersyjny prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad, który nie ma wstępu na europejskie salony. Ankara przyjęła też Omara al-Bashira, Sudańczyka oskarżanego o akty ludobójstwa. Z powodu Turcji przez chwilę pod znakiem zapytania stanął powrót Francji do struktur wojskowych NATO. Opozycja turecka sugerowała, aby rząd zablokował ponowne przystąpienie Francuzów do momentu, aż Paryż zgodzi się na przyjęcie Turcji do Unii Europejskiej. Poważnym ciosem dla jednomyślności NATO było też poparcie Moskwy przez Ankarę w wojnie rosyjsko-gruzińskiej w ubiegłym roku. Uzależniona od rosyjskiego gazu Turcja zablokowała nawet wpłynięcie dwóch amerykańskich okrętów niosących pomoc humanitarną dla Gruzji. Nic zatem dziwnego, że to do Ankary z jedną z pierwszych prezydenckich wizyt przybył Barack Obama. Starał się napra-

Relacje z Europą również nie są najlepsze. Im dłużej Unia Europejska odwleka negocjacje akcesyjne z Turcją, tym bardziej spada w tym kraju poparcie dla idei integracji. Opieszałość Europy można jednak zrozumieć. Turcja liczy 72 miliony mieszkańców, a do 2050 roku populacja wzrosnąć może nawet do 100 milionów. Byłaby więc najludniejszym państwem Unii Europejskiej. Chociaż w imię politycznej poprawności nikt nie mówi tego otwarcie, jasne jest, że problem ten to główna przeszkoda w dalszej integracji. Szczerze w tej kwestii wypowiedział się jedynie były prezydent Francji i ojciec pierwotnej wersji unijnej konstytucji Valéry Giscard d’Estaing, który w 2002 roku stwierdził, że przyjęcie Turcji byłoby końcem Unii Europejskiej z powodu „odmiennej kultury, innego myślenia i innego stylu życia”. Turcja to kraj paradoksów. Z jednej strony, jest na tyle obca kulturowo, że Europa chce utrzymywać ją na dystans, unikając wszelkich decyzji, które mogłyby doprowadzić do politycznego, społecznego i gospodarczego zjednoczenia. Z drugiej natomiast, jest strategicznym partnerem, z którym należy utrzymywać bliskie stosunki. Innymi słowy – nie chcemy Turcji w Europie, ale jeszcze bardziej nie chcemy, aby Turcja była w Azji. Dlatego to przyjaźń konieczna, choć czasem rzeczywiście bolesna i kłopotliwa. 

48

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

B E Z P I E C Z E Ń S T W O

Strażnicy republiki

TADEUSZ WRÓBEL

Turcja ma drugie co do wielkości, po amerykańskich, siły zbrojne wśród państw NATO. W czynnej służbie jest tam więcej żołnierzy niż we Francji i Wielkiej Brytanii razem.

T

urcja, członek sojuszu północnoatlantyckiego, podobnie jak Norwegia jest krajem flankowym. Leży na pograniczu Europy i Azji, w sąsiedztwie niestabilnego regionu Bliskiego Wschodu. Obok niej znajdują się: skonfliktowana z Izraelem Syria (która ma też roszczenia terytorialne), mający ogromne problemy wewnętrzne Irak i zbrojący się Iran. Takie położenie wymusza czujność.

HISTORYCZNE ZASZŁOŚCI

Oazą spokoju nie jest też południowy Kaukaz. Turcja graniczy z rozdartą przez ruchy separatystyczne Gruzją. Jednak znacznie bardziej skomplikowane są jej relacje z Armenią. Dopiero niedawno oba kraje podpisały porozumienie o normalizacji stosunków. Problemem w kontaktach dwustronnych są wydarzenia z czasów I wojny światowej. Wówczas to mieszkających w Imperium Otomańskim, sympatyzujących z carską Rosją Ormian dotknęły masowe represje. Armenia uważa, że doszło wtedy do ludobójstwa, i nie jest w tej ocenie osamotniona.

Turcja, niezależnie od tego, kto rządzi w Ankarze, odrzuca te oskarżenia. Mimo ponadpółwiecznego członkostwa w NATO nie znikła wzajemna nieufność między Grekami a Turkami. Kością niezgody w stosunkach dwustronnych jest Cypr. Latem 1974 roku po zamachu stanu na wyspie Ankara interweniowała zbrojnie, by – jak twierdzi – ochronić mieszkającą tam mniejszość turecką. Od tej pory Cypr jest podzielony na dwie części. Na północy stworzono separatystyczne państewko Turków Cypryjskich, które uznaje tylko Ankara.

Korpus cypryjski

O

d 1974 roku duże zgrupowanie wojsk tureckich stacjonuje w północnej części Cypru. Obecnie jest to 36 tysięcy żołnierzy – dwie dywizje piechoty i brygada pancerna. Siły te dysponują co najmniej 400 czołgami, ponad 600 innymi pojazdami pancernymi oraz około 650 systemami artyleryjskimi. 

Armia turecka nie odpowiada jednak tylko za bezpieczeństwo zewnętrzne państwa. Od obalenia sułtana i proklamowania republiki wojsko wywiera znaczący wpływ na scenę polityczną kraju. Można powiedzieć, że przez dziesiątki lat funkcjonowała tam odwrotność tego, co rozumiemy jako cywilna kontrola nad armią. Tureckie siły zbrojne uważają się za strażników schedy po Mustafie Kemalu Atatürku, bohaterze narodowym, twórcy republiki, który rozpoczął proces modernizacji i laicyzacji państwa. Dlatego też, gdy wojskowi dochodzili do wniosku, że cywilne rządy zbaczają z tej drogi, usuwali je. Turcja już w latach 90. miała plany redukcji i profesjonalizacji armii. Jedną z przeszkód w ich zrealizowaniu stała się rewolta kurdyjska na południowym wschodzie kraju. Wybuchła w 1984 roku i była poniekąd efektem polityki wewnętrznej państwa. Mając w pamięci, że to ruchy narodowościowe podczas I wojny światowej doprowadziły do rozpadu Imperium Otomańskiego, politycy w Ankarze zaprzeczali istnieniu kilkunastomi-

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

49

FOT. NATO

T U R C J A
iejszą a najliczn Turcja m tę flo w NATO nalnych jo konwenc odwodnych, p w tó rę k stek. o 14 jedno z ą n żo zło

Drugie ramię


lionowej mniejszości kurdyjskiej. Tłumione były wszelkie przejawy jej odmienności. Przy okazji walki z kurdyjskimi rebeliantami wojska wkraczały do północnego Iraku oraz dokonywały nalotów na tamtejsze bazy. Dążenia do członkostwa w Unii Europejskiej spowodowały pewne złagodzenie polityki Ankary wobec Kurdów, ale na południowym wschodzie kraju sytuacja wciąż jest skomplikowana.
FOT. US DOD

J

W tureckiej żandarmerii służy sto tysięcy funkcjonariuszy.
dek na obszarach poza jurysdykcją policji. Są to głównie tereny wiejskie. W gestii żandarmerii leżą kwestie związane z bezpieczeństwem publicznym i ochroną granic. Formacja ta ma ponad 500 kołowych transporterów opancerzonych i 56–59 śmigłowców. Obok żandarmerii funkcjonuje powstała już w połowie XIX wieku straż przybrzeżna. W czasie pokoju podlega resortowi spraw wewnętrznych, a w razie zagrożenia przechodzi w podporządkowanie marynarki wojennej. Ma do dyspozycji około 90 jednostek pływających oraz dziesięć samolotów i śmigłowców. 

IMPONUJĄCE SĄ tureckie siły powietrzne. Mają około 700 samolotów, z czego prawie 450 to maszyny bojowe.

ednym z tureckich rodzajów sił zbrojnych jest żandarmeria (Jandarma Genel Komutanligi). Jej dowództwo podlega sztabowi generalnemu, ale komendant podporządkowany jest również ministrowi spraw wewnętrznych. Formacja liczy sto tysięcy funkcjonariuszy. Odpowiada za porzą-

POTĘGA REGIONALNA

Turcja ma pod bronią więcej niż pół miliona żołnierzy, a także ponadstutysięczne formacje paramilitarne. Najliczniejsze są wojska lądowe. Wyposażone są między innymi w około 8,5 tysiąca czołgów i bojowych wozów opancerzonych oraz 7,5 tysiąca systemów artyleryjskich. Lotnictwo wojsk lądowych ma ponad 400 samolotów i śmigłowców, w tym 37 bojowych AH-1 Cobra. W najbliższych latach potencjał bojowy skrzydeł lądówki wzmoc-

Pomimo ponadpółwiecznego członkostwa w NATO nie zniknęła wzajemna nieufność między Grekami a Turkami.

nią szturmowo-rozpoznawcze maszyny T129, będące dostosowanym do tureckich wymogów wariantem śmigłowca A-129 Mangusta firmy Agusta Westland. Pierwszy lot prototypu odbył się w końcu września. Ankara zamówiła 50 T129, z opcją zwiększenia zakupu o 41 egzemplarzy. Turcja zamierza też zmodernizować swój park czołgowy. Partnerem w tym przedsięwzięciu jest Korea Południowa. Porozumienie w tej sprawie stanowi potwierdzenie zacieśniającej się współpracy militarnej między tymi państwami. Jej owocem jest między innymi turecka samobieżna haubica T-155 Firtina. Imponujące są tureckie siły powietrzne. Mają około 700 samolotów, z czego prawie 450 to maszyny bojowe. Turcja jest jednym z największych użytkowników myśliwców F-16 – ku-

piła ich 240 (216 w służbie). Kolejne 30 ma być dostarczonych w latach 2010–2011. Ankara wyraziła również zainteresowanie nabyciem, na początek 116 sztuk, F-35 Lightning II. Turcy mają również około 80 samolotów transportowych, w tym 13 C-130 Hercules, 16 C-160 Transall i 46 CN-235. Zamówiono także dziesięć A400M. Jest to państwo morskie, dlatego też przywiązuje dużą wagę do rozwoju marynarki wojennej. Ma najliczniejszą w NATO flotę konwencjonalnych okrętów podwodnych, złożoną z 14 jednostek. Siły nawodne natomiast to niemal pół setki fregat, korwet i małych okrętów rakietowych. Tu również trwają prace modernizacyjne. W planach bądź już w budowie są nowe fregaty, korwety, patrolowce i okręty desantowe. 

50

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

FOT. NATO

B E Z P I E C Z E Ń S T W O
POLSKA ZBROJNA: Umów należy dotrzymywać, głosi stara maksyma. Czy wycofywanie się przez UE z obietnicy przyjęcia Turcji do wspólnoty ma wpływ na wzrost nastrojów nacjonalistycznych w tym kraju? ANDRZEJ ANANICZ: Ogromny, co wynika po części z historii. Po I wojnie światowej Turcja jako państwo osi miała zostać ukarana przez Zachód. Okrojono ją do Anatolii Centralnej, najbiedniejszej i wyludnionej części. Ten kompleks nazywany jest syndromem Sevres. Turcy mają też przekonanie, że w konflikcie o Cypr Zachód stanął po stronie agresora. Gdy w 1963 roku zawarto układ stowarzyszeniowy ze Wspólnotami Europejskimi, obiecano Turcji członkostwo. Przez dekady się z tego nie wywiązywano. Przełom, który nastąpił, gdy Turcję zaproszono do negocjacji, trwał krótko. Pojawiły się problemy, w tym uchwały parlamentu francuskiego (ale i polskiego) uznające ludobójstwo Ormian podczas I wojny światowej. Stało się to w momencie, gdy Turcy próbowali spojrzeć krytycznie na swoją historię. Dziś poziom zaufania do Zachodu jest niski. POLSKA ZBROJNA: Jak ocenia Pan tę próbę rozliczenia się z przeszłością? ANDRZEJ ANANICZ: Społeczeństwo tureckie dojrzało do tego, aby uznać, że kraj zamieszkują nie tylko Turcy, ale też Kurdowie, że była to również ojczyzna Ormian, wobec których popełniono wielką zbrodnię. Kilka miesięcy temu w Turcji ukazała się książka tamtejszego publicysty, który oparł się na archiwach Envera Paszy, jednego z głównych ówczesnych dowódców. Na podstawie wewnętrznych tureckich archiwów podał, że po stronie Ormian zginęło 600 tysięcy ludzi. I… nic się nie stało, podczas gdy wcześniej próba pokazania skali tych strat kończyła się zwykle sprawą sądową przeciwko autorowi. Zmienia się także stosunek do Kurdów. POLSKA ZBROJNA: „Finacial Times” pisał, że Europa bez Turcji zaszkodzi swym interesom. ANDRZEJ ANANICZ: Jeśli Europa chce prowadzić efektywną politykę międzynarodową, Turcja jest kluczowym partnerem. Wiedzą o tym tureccy politycy, którzy realizują dość ofensywną, a jednocześnie wyważoną politykę i osiągają w ostatnich latach duże sukcesy. To Turcja wystąpiła z inicjatywą porozumienia się w sprawie Cypru. Mamy też zaawansowany proces uregulowania napięć z Armenią. W tle jest rozstrzygnięcie jednego z zamrożonych konfliktów – o Górski Karabach. Jeśli do tego dojdzie, będzie to wielki sukces Turcji. Ankara prowadzi poważny dialog z Iranem. Jest partnerem otwartym na współpracę, w tym również na inwestycje. Specyficzną rolę odgrywa w konflikcie między Izraelem a Palestyną. Podczas ostatniej wojny w Gazie turecki Czerwony Półksiężyc był jedyną organizacją, która działała na tym terenie, i to dość skutecznie.

TURCY mają przekonanie, że w konflikcie o Cypr Zachód stanął po stronie agresora.

Niechciane reformy
Z ANDRZEJEM ANANICZEM o wewnętrznej sytuacji w Turcji rozmawia MAŁGORZATA SCHWARZGRUBER
POLSKA ZBROJNA: Jak na stosunki między rządem a armią wpływa toczący się od kilku miesięcy proces organizacji Ergenekon? ANDRZEJ ANANICZ: Ergenekon to kryptonim tajnej organizacji, która poprzez zamachy bombowe i morderstwa chciała doprowadzić do przewrotu politycznego. Kluczową rolę odgrywał w niej laicki establishment – generalicja oraz część przedstawicieli jurysdykcji. Aresztowano i przesłuchano rektorów kilku uniwersytetów. Te procesy się toczą. Wygląda na to, że są twarde dowody – między innymi notatnik byłego głównodowodzącego sił morskich armii tureckiej sprzed kilku lat, wielkie magazyny z bronią i materiałami wybuchowymi. Sprawę prowadzi prokuratura pod nadzorem sądu. Armia to akceptuje, nie ma ataków na rząd. Jeśli zapadną wyroki skazujące, będzie to rzecz bez precedensu we współczesnej historii Turcji. POLSKA ZBROJNA: Czy islamska Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) nie demokratyzuje i liberalizuje sprawniej niż wcześniej robiły to świeckie rządy? Od 2005 roku trwają negocjacje z UE, spada bezrobocie i inflacja, gospodarka się rozwija. W Turcji nie cichną jednak głosy, że AKP zagraża świeckiemu charakterowi państwa. ANDRZEJ ANANICZ: Przeciwnicy zarzucają AKP, że wykorzystuje ona slogany demokratyzacji i spełnienia kryteriów unijnych, aby wprowadzić swobody dla funkcjonowania religii w życiu politycznym państwa. Gdy AKP powstała, jej przywódca, obecny premier Recep Tayyip Erdogan, przedstawiał takie hasła, ale odnosił się do wolności indywidualnej. Nigdy publicznie nie mówił o wprowadzeniu religii do życia publicznego, aby doprowadzić do tego, by teologowie komentowali politykę. W Europie duchowieństwo znacznie częściej komentuje życie społeczne i polityczne aniżeli dzieje się to nad Bosforem. Pod tym względem Turcja jest o wiele bardziej laickim państwem. AKP chce dać kobietom wybór: jeśli chcą zakrywać włosy chustą, dlaczego nie mogą być urzędniczkami? POLSKA ZBROJNA: Jednak trybunał konstytucyjny uznał, że chusta na głowie kobiety na uniwersytecie jest sprzeczna z zasadą świeckości państwa. ANDRZEJ ANANICZ: Okazało się, że to jeszcze zbyt wyraźny symbol muzułmańskości dla części laickiego społeczeństwa tureckiego. POLSKA ZBROJNA: W jakim stopniu zarzuty wobec AKP są zasadne? ANDRZEJ ANANICZ: Wydaje się, że większość najważniejszych sił politycznych w Turcji akceptuje funkcjonowanie AKP, która ma charakter islamistyczny, ale jest oparta na demokracji. Rozmawiałem z liderami tej partii. To byli wówczas 40–45-latkowie, w dużej mierze wykształceni na Zachodzie, prowadzący też nierzadko interesy w krajach arabskich. Oni mają świadomość, że największą grupę elektoratu stanowią tradycjonaliści, więc nie będą odstępować od haseł muzułmańskich. Jestem jednak przekonany, że przywódcy AKP to ludzie, którzy chcą pójść dalej z reformami. Pytanie: czy elektorat tego oczekuje. 
Doktor ANDRZEJ ANANICZ był w latach 2001–2004 ambasadorem Polski w Turcji.

FOT. PISM

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

51

A Z J A

Na Wsch dzie  bez zmian?
i Białorusią przystępowania do Światowej Organizacji Handlu (WTO). Symbolicznym wyrazem uznania znaczenia relacji rosyjsko-kazaskich była pierwsza podróż zagraniczna prezydenta Miedwiediewa, właśnie do Kazachstanu. Jednocześnie interesy rosyjskie i kazaskie stają się coraz bardziej rozbieżne. Astanie udaje Ambicją się stopniowo uniezależniać od eksportu Nazarbajewa ropy naftowej przez terytorium Federacji jest uczynienie Rosyjskiej. Jeszcze w 2006 roku powstał z Kazachstanu „trzeciego gracza” ropociąg do Chin, obecnie planowana jest jego rozbudowa. Coraz bardziej prawdow Azji Środkowej. podobne wydaje się podłączenie się Kazachstanu do rurociągu Baku–Tbilisi–Ceyhan, dające możliwość eksportu ropy na rynki zachodnie z pominięciem Rosji. Kazachstan jest też poważnym konkurentem FR na rynku naturalnego uranu. Astana pozostaje istotnym partnerem dla państw zachodnich również z punktu widzenia operacji w Afganistanie. Dotychczas Kazachstan jedynie udostępniał swoją przestrzeń powietrzną krajom zachodnim prowadzącym operację w ramach ISAF, ale trwają rozmowy o symbolicznym przynajmniej zaangażowaniu sił kazaskich (w postaci jednej bądź kilku kompanii jednostki KAZBRIG, przeznaczonej do misji pokojowych). Wyrazem uznania znaczenia Kazachstanu dla Zachodu i roli, jak odgrywa w regionie, stała się no szykujące się przejęcie przez Astanę w roku zgoda na jego przewodnictwo w OBWE 2010 przewodnictwa w Organizacji Bezpieczeń- w przyszłym roku, chociaż system polityczny stwa i Współpracy w Europie (OBWE), jak w tym kraju pozostaje daleki od demokracji. i dążenie do stania się trzecim obok Rosji i Chin Nursułtan Nazarbajew rządzący krajem od zarozdającym karty w Azji Środkowej. W jakim rania kazaskiej niepodległości może sprawować stopniu ten obraz, na pierwszy rzut oka równie urząd prezydenta bez ograniczeń liczby kadenstereotypowy jak poprzedni, jest prawdziwy? cji, zaś parlament zdominowany jest przez „parBez wątpienia do największych osiągnięć tię władzy”. I chociaż Nursułtan Nazarbajew Kazachstanu należy zaliczyć dywersyfikację nie rzuca Rosji bezpośredniego wyzwania, to popolityki zagranicznej (za czym nastąpiło zróżnizycja Kazachstanu względem dawnego centrum cowanie kierunków eksportu ropy naftowej) staje się coraz mocniejsza. Niewypowiedzianą oraz relatywną stabilność wewnątrzpolityczną. ambicją Nazarbajewa jest uczynienie z KazachTo pierwsze znalazło wyraz w nawiązaniu stanu „trzeciego gracza” w regionie Azji Środkościsłych relacji z Chinami, USA oraz Unią Euwej, mogącego prowadzić dialog polityczny ropejską, jak i poszczególnymi państwami,z zaz Rosją i Chinami na zasadach równości. I trzeba chowaniem względnie dobrych relacji z Federaprzyznać, że ma on duże szanse na sukces.  cją Rosyjską. Astanie udało się przekonać elity rosyjskie, że jej ambicje nie będą realizowane WIZYTÓWKA kosztem stosunków z Moskwą. Kazachstan uczestniczy (przynajmniej to deklaruje) we MARCIN wszystkich najważniejszych przedsięwzięciach KACZMARSKI Analityk Ośrodka Studiów integracyjnych na obszarze poradzieckim, taWschodnich, pracuje kich jak Eurazjatycka Współpraca Gospodarcza również w Instytucie Stosunków Międzynaroczy Organizacja Układu o Bezpieczeństwie dowych Uniwersytetu Warszawskiego, autor Zbiorowym. W ostatnich miesiącach państwo to książki „Rosja na rozdrożu”. poparło rosyjską propozycję wspólnego z Rosją
FOT. US DOD

ROZBIEŻNE INTERESY

Trzeci gracz

MARCIN KACZMARSKI

W regionie Azji Środkowej pozycja Kazachstanu systematycznie wzrasta.

O

pis geopolitycznej sytuacji Azji Środkowej zazwyczaj wygląda następująco: z jednej strony Rosja i Chiny (które wspólnie usiłują ograniczyć obecność innych aktorów zewnętrznych, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych), z drugiej pięć państw regionu, które skazane są na odgrywanie przedmiotowej roli. Jednak ten stereotypowy obraz, przynajmniej w przypadku Kazachstanu, bardzo odbiega od rzeczywistości.

KRAJ POZA KRYTYKĄ

Dla zachodniego świata eksperckiego i akademickiego Azja Centralna jest przede wszystkim źródłem zagrożeń opisywanych przez hasła takie, jak fundamentalizm islamski, przemyt narkotyków, międzynarodowy terroryzm, państwa upadłe, nielegalne migracje, i tym podobne. Niezależnie od uproszczeń i nieprawdziwości takiego obrazu regionu, pozostaje faktem, że Kazachstan się w nim nie pojawia. Wręcz przeciwnie – ten kraj środkowoazjatycki jest kojarzony przede wszystkim ze stabilnością władzy, pragmatyczną polityką zagraniczną i daleko sięgającymi aspiracjami. Ich wyrazem jest zarów-

52

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

B E Z P I E C Z E Ń S T W O
STATEK zboczył z kursu. W jego kierunku ruszają policyjne motorówki i śmigłowce.

MAŁGORZATA SCHWARZGRUBER, MAREK PIELACH

Statki pod specjalnym nadzorem
Koniec swobody na Bałtyku. Każdy obiekt pływający będzie zidentyfikowany i śledzony na monitorze.

P

iękny letni dzień nad Bałtykiem. Morze jest wyjątkowo spokojne. Nagle do dużego statku, który nieoczekiwanie zszedł z kursu, zbliża się motorówka. Ubrani na czarno mężczyźni przekazują coś załodze. Nie pozostają jednak niezauważeni. Na monitorach obserwuje ich straż przybrzeżna. Jeden telefon sprawia, że w kierunku statku ruszają policyjne motorówki i śmigłowce. Nie tylko szwedzkie, ale i fińskie. Policjanci wchodzą na statek, a całą akcję można obserwować w centrach dowodzenia straży przybrzeżnej obu państw. Taki film pokazywano na spotkaniu ministrów obrony państw Unii Europejskiej, które we wrześniu odbyło się w Göteborgu. Już wkrótce taki scenariusz kontroli się urzeczywistni. Bałtyk będzie chroniony nie tylko w granicach wód terytorialnych ośmiu

państw Unii Europejskiej, ale niemal na całej swojej powierzchni. Zapewni to SUCBAS (Surveillance Cooperation Baltic Sea), czyli system wspólnego nadzoru (morski odpowiednik cywilnego systemu kontroli ruchu lotniczego). Połączy on dotychczasowe systemy krajowe w jeden wspólny. Każde państwo będzie mogło wybrać swój poziom zaangażowania. Celem projektu jest wymiana informacji o zagrożeniach na morzu i morskich kontrolach granicznych, a także ochrona środowiska, zapobieganie przestępczości i poprawa bezpieczeństwa.

KAŻDEGO DNIA NA BAŁTYKU znajduje się około trzech tysięcy statków. Do 2015 roku ruch ma wzrosnąć dwukrotnie.

około trzech tysięcy statków. Odbywa się tą drogą 15 procent światowego transportu towarów. Do 2015 roku ruch na Bałtyku ma wzrosnąć dwukrotnie. Zwiększy się też, niestety, liczba wypadków. Komisja Helsińska (HELCOM) podaje, że potroiła się ona w ciągu ostatnich pięciu lat – w 2008 roku doszło do 135 kolizji. Zagrożeniem na morzu może być wszystko: łódź motorowa, mały kuter, holownik, a nawet jacht. Przekonali się o tym Amerykanie, gdy ich niszczyciel USS „Cole” w październiku 2000 roku w jemeńskim porcie Aden został uszkodzony przez cywilny holownik wypełniony materiałem wybuchowym, oraz Francuzi, kiedy ich zbiornikowiec „Limburg”, przewożący 400 tysięcy baryłek ropy, został uderzony przez zaminowaną motorówkę. Zagrożeniem mogą być także akty piractwa, przemyt i nielegalna imigracja.

WIELKI BRAT PATRZY

TŁOK NA MORZU

Ta ostatnia kwestia nabiera dziś priorytetowego znaczenia, bo Morze Bałtyckie należy do najbardziej zatłoczonych akwenów na świecie. Każdego dnia na jego wodach znajduje się

Pomysł dotyczący nadzorowania ruchu statków nie jest nowy. Od lat okolice portów oraz cieśniny obserwują specjaliści ze służby kontroli ruchu statków. Przed dwoma laty Europejska Agencja Obrony (European Defence Agency – EDA) zainicjowała prace nad programami monitorowania akwenów morskich

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

53

FOT. ANTONI CIEJPA

B A Ł T Y K
ŁÓDŹ PIRACKA przejęta przez żołnierzy amerykańskich z krążownika USS „Anzio” w Zatoce Perskiej.

Gdzie jest bezpiecznej
FOT. COINTAINER SHIPPING

J
ZAGROŻENIEM NA MORZU może być wszystko: łódź motorowa, mały kuter, holownik, a nawet jacht. Przekonali się o tym Francuzi, kiedy ich zbiornikowiec „Limburg”, przewożący 400 tysięcy baryłek ropy, został uderzony przez zaminowaną motorówkę.

Bałtyk będzie chroniony niemal na całej swojej powierzchni.
li). Bezpieczniejsze niż Zatoka Perska (w której Unia Europejska prowadzi operację przeciwko piratom). Nie na tyle bezpieczne jednak, by można było zrezygnować z nadzoru. 

ak niebezpieczne jest nasze morze? Bezpieczniejsze niż Morze Śródziemne (gdzie NATO prowadzi operację antyterrorystyczną, a okręty sojusznicze są zmuszone do ciągłych patro-

– Maritime Surveillance (MARSUR). Koncentrują się one na integracji narodowych sieci nadzoru obszarów morskich i odpowiadających im programów unijnych na potrzeby cywilne i wojskowe. W tę inicjatywę świetnie wpisuje się SUCBAS. Obejmuje on różne formy monitorowania przestrzeni morskiej. Wykorzystać tu można kamery, radary, patrole lotnicze wykonywane przez straże graniczne, siły zbrojne oraz system straży obywatelskiej (osoby prywatne dysponujące małymi samolotami, które przekazują raporty), a także informacje o statkach na Bałtyku zbierane od służby celnej i straży granicznej. „Współpraca międzynarodowa na Morzu Bałtyckim jest dobrą okazją do integracji wszystkich systemów cywilnych i wojskowych, które służą obserwacji morza”, mówi Marcin Kaźmierski, dyrektor Departamentu Polityki Bezpieczeństwa Międzynarodowego MON. „Program SUCBAS sprzyja też współpracy służb ratowniczych”.

Sprawny system wymiany informacji jest podstawą bezpieczeństwa na morzu

SUCBAS zaczął się od współpracy fińsko-szwedzkiej, rozszerzonej potem o inne państwa. Polska dołączyła pod koniec września. Z naszej strony w pracach biorą udział przedstawiciele Dowództwa Marynarki Wojennej. Do systemu przystępujemy w dwóch etapach. Najpierw będziemy informować sojuszników o tym, co dzieje się w naszym akwenie – za pomocą e-maili lub telefonicznie. Potem dojdzie do tego także obraz. Wyznaczony zostanie narodowy punkt kontaktowy, wymieniający informacje z punktami kontaktowymi pozostałych uczestników, będziemy też brać udział w pracach rady sterującej i grupy kontaktowej. Zakres przekazywanych informacji będzie zależeć wyłącznie od nas. Nie bez znaczenia jest to, że nasze początkowe uczestnictwo w SUCBAS nie pociąga za sobą żadnych kosztów. Przystąpienie Polski do tego programu sprawiło, że obserwacją objęte zostanie niemal ca-

łe Morze Bałtyckie. W SUCBAS nie uczestniczy Rosja, która początkowo w ogóle nie była zainteresowana współpracą, ale istnieje szansa, że zmieni ona zdanie.

PIĘTNAŚCIE PRIORYTETÓW

Morze, nasze morze

TERAZ POLSKA

Budowa oraz integracja cywilnych i wojskowych systemów monitorowania Bałtyku to jeden z priorytetów szwedzkiej prezydencji w UE w tym półroczu. Potem pałeczkę przejmą podczas swego przewodnictwa inne państwa członkowskie z regionu bałtyckiego: najpierw Polska – w 2011 roku, a następnie Dania i Litwa – w 2012 i 2013 roku.

P

rzeważająca część liczącego 8 tysięcy kilometrów wybrzeża Bałtyku leży w granicach ośmiu państw członkowskich UE. Zlewisko akwenu zamieszkuje ponad 140 milionów ludzi. O ożywionej wymianie handlowej świadczy 70 tysięcy statków wpływających rocznie przez cieśniny. Do tego należy doliczyć flotę łowiącą na Bałtyku w ciągu całego roku. 

Wpisuje się SUCBAS w szerszą unijną strategię dla regionu Morza Bałtyckiego, zainicjowaną w 2007 roku przez Komisję Europejską. Obejmuje ona 80 projektów służących rozwiązaniu piętnastu połączonych ze sobą priorytetowych kwestii. Projekty te zakładają lepszą ochronę środowiska, promowanie przedsiębiorczości, poprawę połączeń transportowych oraz promowanie bezpieczeństwa, na przykład poprzez skuteczniejsze działanie w razie wypadków. Współpraca odbywa się na poziomie europejskim, krajowym i regionalnym. Jednak działania są nieskoordynowane, a poszczególne sektory – rybołówstwo, bezpieczeństwo morskie czy kontrola graniczna – podlegają własnym systemom nadzoru. Zapewnienie bezpieczeństwa na Morzu Bałtyckim mogłoby być skuteczniejsze, gdyby systemy nadzoru pokonały granice państwowe, a także między poszczególnymi sektorami. Dlatego potrzebna jest sprawna wymiana informacji. Autorzy planu ujętego w strategii UE proponują koordynację działań w walce z przestępczością przez zintegrowanie istniejących organizacji i promowanie współpracy między nimi. Zakłada się też utworzenie zintegrowanej sieci systemów sprawozdawczości i nadzoru, obejmującej działania na morzu, w tym bezpieczeństwo, ochronę środowiska morskiego, kontrolę rybołówstwa, służby celne, kontrolę granic i egzekwowanie przestrzegania przepisów. 

54

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

FOT. US NAVY

Mi g a w k i z e ś w i a t a
Zwiększenie liczebności wojsk państw Zachodu biorących udział w operacji w Afganistanie świadczy o braku pomysłu na rozwiązanie problemu.

F E L I E T O N
ANDRZEJ JONAS

J

Żołnierze przeciw strażnikom
Teheran niejako automatycznie zrzucił odpowiedzialność na Amerykanów i Brytyjczyków, którzy w oficjalnej polityce i ideologii Iranu odpowiedzialni są za wszelkie zło tego świata, zwłaszcza spotykające mahometan. Oczywiście razem z Izraelem. Skoro nie ma żadnych dowodów – pozostają domysły. Przede wszystkim próba odpowiedzi na pytanie, czy Waszyngtonowi i Londynowi zależy teraz na destabilizacji Iranu. Wszak co do tego, że wydarzenia w Sarbaz stabilizacji nie służą, wątpliwości nie ma. O odpowiedź jednoznaczną będzie trudno, choć są przesłanki, by w taki zamiar wątpić. W stosunkach Zachodu z Iranem od dawna głównym problemem jest irański program nuklearny. Od pewnego czasu, a dokładnie od początku prezydentury Baracka Obamy, pojawiają się w tym trudnym dialogu zachęcające sygnały ze strony Teheranu. Destabilizacja skutkowałaby raczej umocnieniem stanowiska rządu niż zwiększeniem jego skłonności do kompromisu. Na zamach w prowincjach Sistan i Beludżystan mułłowie i Strażnicy Rewolucji bez wątpienia odpowiedzą intensywnym polowaniem na Żołnierzy Boga. Nie przyczyni się to do spadku napięcia. I to może być, obok osobistego, rzeczywisty powód ataku Żołnierzy Boga na Strażników. Jeśli są zbrojną siłą nie tylko karteli narkotykowych, ale także mają powiązania z talibami i Al-Kaidą, o co się ich podejrzewa, to muszą zwalczać wszelkie próby dialogu z Zachodem. Zamach w Sarbazie nie przyczynia się do poprawy sytuacji w regionie. Ani w Pakistanie, ani w Afganistanie nie widać jakichkolwiek pozytywnych sygnałów. Zwiększenie liczebności wojsk państw Zachodu biorących udział w operacji w Afganistanie jest raczej świadectwem braku pomysłu na rozwiązanie problemu. I jeśli takie rozwiązanie w ogóle istnieje, to znaleźć je można raczej w salach konferencyjnych niż na polach bitew, gdzie królują przede wszystkim Strażnicy, Żołnierze Boga i im podobni. 

eszcze w salach irańskich sądów słychać pogłos wyroków śmierci za ostatnie zamieszki powyborcze, a już w mieście Sarbaz rozległ się huk, który może odbić się echem w postaci potężnego efektu politycznego. Niewielka grupa bojowa Jundallah (Żołnierze Boga), licząca trochę ponad tysiąc ludzi, zorganizowała samobójczy zamach, którego ofiarami padło sześciu oficerów wysokiej rangi, w tym prawdopodobnie dwóch generałów. Łączna liczba ofiar to ponad 35 zabitych i co najmniej drugie tyle rannych. Jundallah, mianujący się obrońcami sunnitów w szyickim Iranie, uważani są także za zbrojną siłę karteli narkotykowych, nie tylko regionalnych, ale przede wszystkim z granicznego Afganistanu i Pakistanu. Stamtąd też mają płynąć dlań broń i pieniądze. Jundallah od dawna jest w konflikcie ze Strażnikami Rewolucji Islamskiej, elitarnym i potężnym elementem irańskiej armii – zbrojnym ramieniem prezydenta Ahmadineżada i rządzących Iranem mułłów. Napięcie wzrosło po schwytaniu przez Strażników brata dowódcy Żołnierzy Boga. Czy to właśnie było przyczyną zamachu?

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

55

B E Z

G R A N I C

JAPONIA

Wycofanie zbiornikowców
MINISTER OBRONY TOSHIMI KITAZAWA poinformował 15 października, że w styczniu Japonia wycofa z Oceanu Indyjskiego dwa okręty, zaopatrujące w paliwo wojska dowodzonej przez USA międzynarodowej koalicji w Afganistanie. Misja ta trwa od końca 2001 roku. Rządząca Partia Demokratyczna zapowiadała przed wyborami parlamentarnymi, że nie przedłuży wygasającego w styczniu mandatu okrętów. Nowy premier Yukio Hatoyama wyraził gotowość podjęcia przez Japonię niemilitarnych działań na rzecz wsparcia misji afgańskiej. (W) 

Rysy na sojuszu
W ostatnich tygodniach pojawiły się nowe napięcia w stosunkach izraelsko-tureckich.
IZRAEL–TURCJA. Przez dzie- zmianę dotychczasowej polityki siątki lat Turcja i Izrael utrzymy- Turcji, która przez lata była regiowały bardzo bliskie stosunki poli- nalnym sojusznikiem Izraela. tyczne i militarne, ale od pewnego Kolejne napięcie w stosunkach czasu w ich wzajemnych relacjach dwustronnych wywołała emisja dochodzi do zgrzytów. W ubie- w telewizji tureckiej serialu „Ayrigłym tygodniu Ankara odrolik”. Są w nim sceny, w któczyła bezterminowo plarych izraelscy żołnierze Jednym nowane na 10–23 paźzabijają palestyńskie z problemów dziernika międzynarokobiety i dzieci w stosunkach dowe ćwiczenia lotni- Izraela i Turcji stała w Strefie Gazy. Izrael się kwestia cze „Anatolia Eagle”, zaprotestował też przepalestyńska. w których miały uczestciwko dokumentowi niczyć państwa NATO. „Separacja: Palestyna Gdy Turcy cofnęli zaproszenie – Miłość i Wojna”. Warto pado udziału w nich Izraelowi, zrezy- miętać, że politycy tureccy krytygnowały zeń USA. Zadowolenia kowali izraelską operację militarną z decyzji Turków nie kryje Syria, w Strefie Gazy na początku tego której stosunki z Ankarą się ocie- roku. Antytureckie nastroje pojapliły. Izrael natomiast był zaniepo- wiły się też w Izraelu, czego przekojony turecko-syryjskimi manew- jawem są wezwania do bojkotu turami w końcu kwietnia tego roku. reckich towarów. (wrt)  Nastąpiło też zacieśnienie kontakWięcej na temat Turcji tów Ankary z Irakiem. Oznacza to
czytaj na stronie 46.

Uderzenie prewencyjne
ROSJA. Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji Nikołaj Patruszew w wywiadzie dla dziennika „Izwiestia” potwierdził, że jego kraj przewiduje możliwość prewencyjnego użycia broni nuklearnej. Nowa doktryna obronna zakłada, że broń ta może zostać wykorzystana do odparcia ataku bronią konwencjonalną nie tylko w przypadku wojny na wielką skalę, ale również podczas wojny regionalnej lub lokalnej. „Korekty w rosyjskiej doktrynie strategicznej mają na celu zachowanie statusu Rosji jako mocarstwa atomowego zdolnego do odparcia ataku potencjalnego przeciwnika”, stwierdził Patruszew. Niemniej jednak rozszerzenie możliwości użycia broni nuklearnej stanowi pośrednio potwierdzenie słabości rosyjskich wojsk konwencjonalnych. (wrt) 

Trzy opcje
AFGANISTAN. Dowódca wojsk USA i koalicji w Afganistanie generał Stanley McChrystal uważa, że problemem tego kraju jest nie tylko rebelia talibów, ale również korupcja w afgańskim rządzie. Według anonimowych źródeł w Departamencie Obrony i Białym Domu, generał miał też przedstawić w swym raporcie trzy opcje wzmocnienia wojsk w Afganistanie. Za minimum uważa 10–15 tysięcy żołnierzy. W wersji maksymalnej byłoby ich aż 80 tysięcy. Ponoć dosłanie połowy tego McChrystal uznaje za najwłaściwsze rozwiązanie. Tymczasem dziennik „Washington Post” zwrócił uwagę, że do Afganistanu udaje się więcej żołnierzy niż oficjalne 21 tysięcy. Według gazety, to tylko komponent bojowy, a dochodzi do tego jeszcze 13 tysięcy w jednostkach wsparcia. (w) 

56

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

US NAVY

B E Z P I E C Z E Ń S T W O

Ofensywa Rai-i-Nijat
Armia pakistańska rozpoczęła wielką ofensywę przeciwko rebeliantom w Południowym Waziristanie.
PAKISTAN. 17 października armia pakistańska rozpoczęła operację ”Rah-i-Nijat” przeciwko talibom w Południowym Waziristanie, uchodzącym za bazę rebeliantów. Władze w Islamabadzie zapowiedziały ją tuż po spektakularnym ataku grupy terrorystów na kwaterę główną Wojsk Lądowych w Rawalpindi. W operacji biorą udział dwie dywizje wojsk lądowych liczące 28 tysięcy żołnierzy, które dysponują 200-300 czołgami oraz setkami dział moździerzy. Armię wspierają członkowie formacji paramilitarnych i lotnictwo. Władze oceniają, że w rejonie operacji, na obszarze 3,3 tysiąca kilometrów kwadratowych, było co najmniej 10 tysięcy talibów. Zanim do akcji weszły siły lądowe, pozycje rebeliantów były atakowane przez pakistańskie samoloty i śmigłowce. Z rejonu walk napływają sprzeczne doniesienia o liczbie ofiar. Strona rządowa podała po południu 19 października, że w ciągu trzech dni zginęło dziewięciu wojskowych i 78 rebeliantów. Wcześniej miejscowi mieszkańcy informowali o dziesiątkach zabitych. Z rejonu walk uciekły dziesiątki tysięcy cywilów. Siły rządowe nacierały od strony miast Razmak, Jandola i Shakai w kierunku miej-

scowości Makeen, Spinkai Raghzai i Tiarza. Rzecznik armii generał major Athar Abbas przyznał, że działania są bardzo trudne z powodu licznych min pułapek. Miejscowych talibów wspierają bojownicy uzbeccy, stąd ocenia się, że operacja w Południowym Waziristanie może potrwać nawet dwa miesiące. W tygodniu poprzedzającym ofensywę rebelianci dokonali kilku zamachów terrorystycznych i ataków na instytucje pakistańskiego państwa. Były dziesiątki zabitych. Pojawiły się opinie, że ataki miały na celu wymuszenie na władzach odwołanie ofensywy w Waziristanie. Jedyną dobrą informacją jest to, to że prezydent Barack Obama podpisał ustawę przyznającą Pakistanowi w najbliższych pięciu latach 7,5 miliarda dolarów pomocy. (W) 

Haracz dla talibów
WŁOCHY. Brytyjski dziennik „The Times” napisał, że Włosi, nie informując sojuszników, opłacali talibów, by mieć spokój w okręgu Surobi w okolicach Kabulu, za który odpowiadali. W sierpniu 2008 roku zginęło tam dziesięciu francuskich żołnierzy, gdy ich patrol wpadł w zasadzkę. Według gazety, przyczyną tragedii było to, że Francuzi, nie wiedząc o przekupstwie, błędnie ocenili poziom zagrożenia. Włoski rząd określił jej informacje jako „całkowicie bezpodstawne”.

Krytyka misji
UNIA EUROPEJSKA. Europejska Rada Stosunków Międzynarodowych oceniła dotychczasowe misje Unii Europejskiej bardzo negatywnie, stwierdzając, że w większości są małe i „nieistotne” z punktu widzenia strategicznego. Eksperci z tego ośrodka analitycznego stwierdzili, że rozwiązania kopiowane z operacji w Bośni i Hercegowinie zupełnie nie przystają do warunków w innych częściach świata. Skuteczności misji nie sprzyjają też spory pomiędzy instytucjami unijnymi. W raporcie skrytykowano także państwa członkowskie wspólnoty, że nie wywiązują się ze swych deklaracji co do liczby wysyłanego personelu. Polsce wytknięto, że na misje cywilne

Masakra na wschodzie
IRAN. Aż 42 osoby zginęły w zamachu, do którego doszło 18 października w miejscowości Pishin koło miasta Sarbak w prowincji Sistan-Beludżystan. Samobójca wysadził się podczas spotkania wysokich dowódców ze starszyzną plemienną, na którym rozmawiano o pojednaniu między zamieszkującymi ten region Iranu szyitami i sunnitami. Do jego przeprowadzenia przyznali się sunniccy rebelianci z ugrupowania Jundallah (Żołnierze Boga). Wśród zabitych było co najmniej pięciu wysokich rangą oficerów KSRI. Zginęli zastępca dowódcy sił lądowych tej elitarnej formacji generał brygady Noor Ali Shooshtari i dowódca KSRI w prowincji brygadier Rajab Ali Mohammadzadeh, a także dowódcy z Iranshahr i Sarbaz oraz Brygady Amiralmo’menin. Władze Iranu zasugerowały, że inspiratorami zamachu były Stany Zjednoczone oraz Wielka Brytania i zagroziły im odwetem, choć Waszyngton i Londyn potępiły ten akt terroru. Prezydent Mahmud Ahmadineżad wysunął oskarżenie pod adresem sąsiedniego Pakistanu. (ww) 
TADEUSZ WRÓBEL

Nowe bazy
BUŁGARIA. W bułgarskich mediach pojawiła się informacja, że USA przeznaczą 60 milionów dolarów w stworzenie bazy wojskowej, w której będzie mogło stacjonować do 2500 żołnierzy. Zostanie otwarta w 2011 lub 2012 roku. Podobna instalacja dla 1600 wojskowych za blisko 50 milionów dolarów w sąsiedniej Rumunii będzie gotowa jeszcze w tym roku. Dowódca Połączonych Sił Zadaniowych Wschód pułkownik Gary Russ powiedział amerykańskiej gazecie wojskowej „Stars and Stripes”, że bazy będą własnością Bułgarii i Rumunii. Mają być wykorzystywane wspólnie przez wojska Stanów Zjednoczonych i państw gospodarzy.

wysyła tylko policjantów oraz ma problemy z planowaniem i koordynacją. Niemniej jednak, wysyłając 151 ze 341 zadeklarowanych osób, co daje 44 procent, wypada dobrze na tle innych państw. Mimo to Polskę zaliczono do grupy „agnostyków” – państw, które nie są przekonane, że misje cywilne mają wartość. (ww) 

Ochotników w bród
USA. W zakończonym 30 września roku budżetowym po raz pierwszy od czasu profesjonalizacji amerykańskie siły zbrojne, w tym wojska lądowe, osiągnęły wszystkie swoje założenia rekrutacyjne – tak pod względem liczebności, jak i kwalifikacji ochotników. Przyjęto prawie 167 tysięcy osób, przekraczając plan rekrutacyjny o trzy procent. Bez zmian utrzymała się liczba ochotników spośród Afroamerykanów. Pentagon podał, że najwięcej osób zgłosiło się do służby w wojskach lądowych, do których zamiast 65 tysięcy planowanych rekrutów przyjęto ponad 70 tysięcy. Amerykańskie media zauważyły jednak, że ubiegłoroczny poziom rekrutacji w tym rodzaju sił zbrojnych był niższy o 15 tysięcy niż w latach poprzednich. (wr) 

Testy rakietowe
KOREA PÓŁNOCNA. W ubiegłym tygodniu Korea Północna ponownie przeprowadziła próby rakietowe. Tym razem z poligonu Musudan-Ri na północno-wschodnim wybrzeżu w kierunku południowym wystrzelono pięć pocisków krótkiego zasięgu. Pojawiły się nieoficjalne informacje, że testy rakietowe Phenianu wprowadziły w konsternację rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych. (Ted) 

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

57

F E L I E T O N
ROMAN KUŹNIAR

Powiększenie
Dlaczego nie możemy wygrać tej wojny?

Matki na wojnie

Z

obaczyłem niedawno na zdjęciu, które było ilustracją jakiegoś artykułu o wojnie w Afganistanie, kilka amerykańskich żołnierek. Były zmęczone i siedziały lub leżały na ziemi. Broń też była na ziemi, a niektóre karabiny oparte o ściany schronu. Jedna kobieta stała, obserwując okolicę. Kilka miesięcy wcześniej widziałem w telewizji film o amerykańskich matkach biorących udział w tej wojnie w odległym kraju. Zostawiają swoje dzieci i później wracają do nich odmienione przez wojnę, w której strzelały i zapewne do nich strzelano. Była w tym filmie mowa o tym, jak trudno jest kobietom ponownie wejść w rolę matek, żon. Przypomniałem sobie wtedy stwierdzenie nowego sekretarza generalnego NATO Andersa Fogha Rassmusena, że sojusz jest w Afganistanie między innymi po to, aby bronić praw afgańskich kobiet. Pomyślałem, że może powinien także wziąć pod uwagę prawa kobiet amerykańskich. W „International Herald Tribune” opublikowano artykuł, w którym autor napisał między innymi, że w wymianie ognia pomiędzy żołnierzami koalicji a powstańcami zginęło kilku bojowników oraz kobieta i jej dziecko. Z czyich rąk mogła zginąć ta matka ze swoim dzieckiem? Nie można wykluczyć, że z rąk innej matki, której dziecko zostało bezpieczne w Ameryce. „Gdzie jest Rassmusen?”, pomyślałem znowu.

Nie może być tak, że na „naszej” wojnie jedna matka zabija inną matkę i jej dziecko. Cytowany z tej okazji przez gazetę Afgańczyk mówił: „Przeszukiwania domów, zabijanie oraz bicie cywilów stało się dla nas codziennością (daily business)”. Przytaczane są także słowa pewnego amerykańskiego pułkownika, prasowca lokalnych sił USA i NATO: „Afganistan jest nadal niebezpiecznym miejscem i bardzo nam przykro, kiedy giną afgańscy cywile”. Pomyślałem, że chyba żartuje. Cynizm nie do przyjęcia. Giną w operacjach matki z dziećmi, a jemu jest przykro, ale uważa, że nie może być inaczej, bo w Afganistanie jest nadal niebezpiecznie. Notabene żołnierze amerykańscy w Iraku przyznawali, że nierzadko zdarzało się im strzelać do irackich dzieci, gdy te przenosiły przez ulicę jakieś przedmioty, które mogły się przydać rebeliantom. Nie, proszę państwa, matki nie powinny brać udziału w takiej wojnie i nie powinny zabijać innych matek i ich dzieci. Wizerunek „Heli traktorzystki” mógł być co najwyżej śmieszny, a wizerunek matki, która zabija inną matkę i jej dziecko jest zwyczajnie nie do przyjęcia. Zwłaszcza jeśli to czyni nie w obronie własnej czy w obronie swojej ziemi. Ktoś powie – zbytni konserwatyzm. Proszę bardzo. Pozostanę jednak przy swoim. Będę konserwatystą.

Takim jak Józef Beck, który mówił, że „my w Polsce, nie znamy pokoju za wszelką cenę”. Uważam, że nie może być także zwycięstw za wszelką cenę. Nie powinniśmy dążyć do zwycięstwa za wszelką cenę, bo teraz płacą ją Afgańczycy, ale w przyszłości będziemy musieli to zrobić także my. Zastanawia mnie, jak to jest: Predatory oraz Herkulesy i F-16 w powietrzu, pojazdy opancerzone na ziemi, stale rosnąca liczba żołnierzy, wśród których nie brakuje także kobiet, i nie możemy tej wojny wygrać. I nikt nie zadaje sobie pytania: dlaczego? A może właśnie dlatego, że chcemy ją wygrać za wszelką cenę. Może błąd leży w naszym myśleniu o tej wojnie? Siłą rażenia, zdolnością zabijania, liczbą żołnierzy, sprzętu i pieniędzy przewyższamy Afgańczyków wielokrotnie. I mimo to nie udaje się tej wojny wygrać. A czy nie jest tak dlatego, że sposób, w jaki Amerykanie i NATO ją prowadzą, powoduje, że tracimy przewagę moralną, a zyskuje ją nasz przeciwnik? Kto by chciał lekceważyć ten czynnik w walce, niech poczyta o podobnych wojnach w przeszłości. 

NIE MOŻE BYĆ ZWYCIĘSTW ZA WSZELKĄ CENĘ

58

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

HORYZONTY HORYZONTY
Redaktor działu ANNA DĄBROWSKA
BOLESŁAW MADEJ

HORYZONTY

HORYZONTY

Czy nastanie epoka konfliktów znajdujących szybkie rozstrzygnięcie przy minimalnej ilości ofiar?

Wojny z przyszłości

FOT. WIRED

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

59

Z A G R O Ż E N I A
ŚWIATOWE POTĘGI będą poszukiwały rozwiązań, które zapewnią im przewagę na wypadek konfliktu symetrycznego.

T

Wojny z przyszłości
dzić, że wojny nie stają się coraz bardziej humanitarne. Która z przedstawionych koncepcji okaże się dominująca?

rudno przewidzieć przyszłość wojny ze względu na dychotomiczny charakter tego zjawiska. Jeśli przyjrzeć się pierwszej wojnie w rejonie Zatoki Perskiej oraz interwencji sojuszu północnoatlantyckiego w Kosowie, to jawi nam się obraz szybkiego, precyzyjnego i humanitarnego starcia, zdominowanego przez nowoczesną technologię, która stopniowo wypiera człowieka z pola walki. Interwencja w Iraku od 2003 roku oraz operacja NATO w Afganistanie trwająca od 2001 roku obaliły koncepcję wojny przyszłości jako całkowicie skomputeryzowanej i błyskawicznej. Oba konflikty charakteryzuje raczej asymetria, przewlekłość działań oraz dyfuzja przemocy niż szybkość i precyzja. Obraz współczesnej wojny wydaje się jeszcze mroczniejszy, jeśli analizie poddać krwawe konflikty tlące się od dziesięcioleci na kontynencie afrykańskim. Towarzysząca im przemoc seksualna, grabieże i mordy na cywilach oraz ofiary liczone w milionach zabitych i rannych każą są-

WOJSKO POLICYJNE

Globalny konflikt symetryczny jest mało prawdopodobny. Stany Zjednoczone i Europę Zachodnią mimo sprzeczności niektórych interesów łączy sojusz północnoatlantycki, który wyklucza wojnę między nimi. Za to naturalnymi rywalami USA oraz pretendentami do zdobycia miana supermocarstwa wydają się Federacja Rosyjska i Chińska Republika Ludowa. Państwa te posiadają broń nuklearną, która gwarantuje efekt wzajemnego odstraszania. Prawdopodobieństwo, że ewentualne starcie doprowadziłby do zagłady adwersarzy, skutecznie minimalizuje zagrożenie wybuchem konfliktu między nimi. Dlatego możemy przypuszczać, że pierwsza połowa XXI wieku będzie zdominowana przez konflikty o charakterze asymetrycznym z udziałem aktorów pozapaństwowych, czyli podobne do tych, które toczą się w Ira-

CZY W PRZYSZŁOŚCI może dojść do rewolucji informacyjnej w sprawach wojskowych, podobnej do tej, która zmieniła oblicze wojny pod koniec XX wieku?

ku i Afganistanie. Teza ta znajduje potwierdzenie w statystykach Departamentu Badań nad Pokojem i Konfliktem przy Uniwersytecie w Uppsali, które wykazują wyraźny wzrost znaczenia konfliktów wewnętrznych po zakończeniu II wojny światowej. Często wybuchają one z pobudek o charakterze politycznym – aspiracji separatystycznych, dążenia do przejęcia władzy lub chęci zmiany systemu sprawowania rządów. Wskutek wyniszczających działań zbrojnych destrukcji ulegają struktury państwowe. Cel początkowo definiowany w kategoriach politycznych ulega zatarciu, ale wojna trwa dalej. Ann Hironaka z Wydziału Socjologii Uniwersytetu Kalifornijskiego wyliczyła, że średnia długość trwania wojen domowych toczących się w drugiej połowie XX wieku wynosi około czterech lat, ale jak sama zauważa, niektóre z nich mogą ciągnąć się dekadami. Historia najnowsza Angoli, Birmy i Sudanu została zdominowana przez wewnętrzne konflikty, które trwają nieprzerwanie od momentu uzyskania przez te państwa niepodległości. Kolejne pokolenia wychowują się w stanie wojny i poczuciu permanentnego zagrożenia. Nie znają innego świata ani pojęcia pokoju i zostają wciągnięte w tryby machiny prze-

60

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

H O R Y Z O N T Y
350 300 250 200 150 100 50 0
Gdy chodzi o rolę, jaką zaawansowane technologie odegrają w tak zwanych konfliktach ponowoczesnych, na myśl przychodzi monolog Eda Hoffmana, jednej z głównych postaci filmu Ridleya Scotta „W sieci kłamstw”. Po to, by wprowadzić widza w nastrój, bohater zarysowuje kulisy wojny prowadzonej przeciwko islamskiemu fundamentalizmowi: „Nasz wróg zdał sobie sprawę, że walczy z facetami z przyszłości. (…) Zrozumiał też, że jeśli zacznie żyć i zachowywać się w sposób archaiczny, to bardzo trudno będzie nam go namierzyć. Dlatego nasi przeciwnicy pozbywają się telefonów komórkowych, kasują adresy e-mail, wszystkie instrukcje przekazują ustnie. Rezygnują z technologii i znikają w tłumie. Nie noszą flag ani mundurów. Nasi żołnierze zadają sobie pytanie: z kim my, do diabła, walczymy?! (…) Wydaje nam się, że mamy do czynienia z niezbyt wyrafinowanym przeciwnikiem, ale najwyższa już pora, abyśmy zdali sobie sprawę, że to my dla nich jesteśmy łatwym celem”.

324,65%

117,77% 76,37% 12,94% 32,06% 96,94%

WZROST wydatków na zbrojenia w latach 1995–2008 (przyrost w procentach). Źródło: opracowanie własne na podstawie Military Expenditure Database, Stockholm International Peace Research Institute

ILUZORYCZNA PRZEWAGA

BEZZAŁOGOWE POJAZDY TRANSPORTOWE przejęłyby zadanie zapewnienia wsparcia logistycznego oddziałom na obszarach objętych ciężkimi walkami.

mocy, która gwarantuje im pozycję społeczną oraz zaspokaja ich potrzeby fizjologiczne. Samoistne zakończenie wojny staje się w tej sytuacji niemożliwe. Dlatego umiędzynarodowienie konfliktu może okazać się jedyną szansą na przerwanie działań zbrojnych i uzyskanie względnej stabilizacji. W praktyce oznacza to militarne zaangażowanie się państw trzecich w misje mające na celu wymuszanie pokoju (peace enforcement). Podobnie jak toczące się obecnie wojny w Iraku i w Afganistanie, mają one wymiar asymetryczny, choć cechuje je niższa intensywność działań oraz mniejsze zaangażowanie sił zbrojnych. Stąd wniosek, że wojna przyszłości będzie coraz bardziej przypominać działania policyjne.

KLUCZE DO ASYMETRII

Czy w przyszłości może dojść do rewolucji informacyjnej w sprawach wojskowych, podobnej do tej, która zmieniła oblicze wojny pod koniec XX wieku? Zważywszy na wzrost światowych wydatków na zbrojenia, jaki dokonał się w ostatnich kilkunastu latach, możemy oczekiwać dalszego rozwoju nowoczesnych technologii. Z jednej strony, światowe potęgi będą poszukiwały rozwiązań, które zapewnią im prze-

wagę na wypadek konfliktu symetrycznego, takich jak amerykański program budowy tarczy antyrakietowej, wprowadzenie do służby myśliwca przewagi powietrznej F-22 Raptor czy systemy nawigacji alternatywne dla GPS, czyli GLONASS, Compass i Galileo. Z drugiej strony, należy spodziewać się dalszego rozwoju technologii pomocnej w prowadzeniu konfliktów asymetrycznych. Przede wszystkim chodzi o budowę bardziej niezawodnych systemów komunikacji, które pozwolą jednostkom operującym w rozproszeniu pozostawać w stałym kontakcie ze sobą i zwierzchnikami, oraz o konstruowanie urządzeń, które być może wyręczą żołnierzy wykonujących najbardziej niebezpieczne zadania. Obecnie w Iraku wojska Stanów Zjednoczonych korzystają z pomocy 22 typów zdalnie sterowanych robotów naziemnych wykorzystywanych do zadań pirotechnicznych, wykrywania skażeń oraz namierzania pozycji wroga podczas walk w terenie zurbanizowanym. Prowadzone są również badania nad skonstruowaniem bezzałogowych pojazdów transportowych, które przejęłyby zadanie zapewnienia wsparcia logistycznego oddziałom na obszarach objętych ciężkimi walkami, gdzie transporty z zaopatrzeniem szczególnie narażone są na ataki partyzantów.

Choć cytat pochodzi z filmu opowiadającego głównie o zmaganiach z terroryzmem motywowanym religijnie, to oddaje również charakter większości współczesnych konfliktów asymetrycznych. Prymitywne techniki, którymi posługują się partyzanci, są ich atutem w starciu ze zinformatyzowanymi siłami zbrojnymi państw postindustrialnych. Nie sposób bowiem namierzyć sygnału elektromagnetycznego przeciwnika za pomocą systemu Rivet Joint (system elektronicznego nasłuchu pola walki), jeśli nie korzysta on z radiostacji lub innych emitujących go urządzeń. Również radary zamontowane na pokładach samolotów typu AWACS (powietrzny system wczesnego ostrzegania i dowodzenia) okażą się bezużyteczne, jeśli wróg nie dysponuje statkami powietrznymi. Siły konwencjonalne osiągają za to pewne korzyści z używania nowoczesnych systemów nawigacji satelitarnej, bezzałogowych samolotów zwiadowczych oraz zdalnie sterowanych robotów naziemnych. Należy jednak pamiętać, że w obliczu wojen asymetrycznych nowoczesne technologie stanowią jedynie wsparcie dla działań żołnierzy, którzy w dalszym ciągu pozostają podstawowym elementem machiny wojennej. Rację miał zatem amerykański generał Samuel B. Griffith II, który twierdził, że sukces w zmaganiach o charakterze asymetrycznym nie zależy od korzystania ze skomplikowanych urządzeń, rozbudowanych systemów logistycznych ani też od precyzji komputerów. Według niego, „podstawowym elementem działań zbrojnych pozostaje człowiek obdarzony inteligencją, emocjami i wolą, co czyni go istotą zdecydowanie bardziej skomplikowaną od wszystkich wymyślonych przez niego maszyn”. 

FOT. DIY DRONES

FOT. US ARMY

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

61

F E L I E T O N
ZDZISŁAW NAJDER

(42)

Przez cały wiek XIX dziesiątki tysięcy młodych Europejczyków ruszało szukać guza w walce o wolność innych narodów.

Rycerskie sprawy

A

Za wolność naszą i waszą
naszego sejmu) do udziału w powstaniu styczniowym. Uczestniczyli w nim też ochotnicy z Francji. Polacy natomiast walczyli po stronie francuskiej w wojnie z Prusami (1870). Możemy o ich tragicznych losach przeczytać w „Bartku Zwycięzcy” Sienkiewicza. Powstaniec styczniowy Jarosław Dąbrowski zginął na barykadach paryskiej Komuny. W wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku o naszą już tylko wolność walczyli amerykańscy i francuscy ochotnicy. Zapaleńców gotowych oddać życie za sprawę, którą uważali za wspólną, można by długo wymieniać. Ostatni, zamykający rozdział w ich historii napisali zagraniczni ochotnicy w wojnie domowej w Hiszpanii (1932–1939). Utworzyli oni wiele brygad międzynarodowych (między innymi imienia Jarosława Dąbrowskiego). Tysiące spośród nich chciało walczyć z faszyzmem, zagrażającym całej Europie. Francisco Franco został otwarcie wsparty przez Hitlera i Mussoliniego. Niemieccy lotnicy bombardowali bezbronne miasta. Jednocześnie ludzie walczący po stronie Republiki byli bezwzględnie manipulowani przez Moskwę; wielu z nich było komunistycznymi agentami. Zostawili po sobie wspomnienie bohaterstwa i terroru, bezinteresowności i politycznego cynizmu. Okazało się, że nie walczyli za niczyją wolność – ale za władzę Stalina. 

utorem sławnego hasła „Za wolność naszą i waszą” jest Joachim Lelewel . Po raz pierwszy wygłoszone zostało w Warszawie 25 stycznia 1831 roku podczas uroczystości ku czci dekabrystów. Było ono skierowane do Rosjan i oznaczało, że powstańcy listopadowi walczą nie przeciw nim, ale przeciw carskiemu despotyzmowi. Później wsławił je Mickiewicz. Stało się naszą eksportową wizytówką. Pod tym wezwaniem walczyli wodzowie węgierskiego powstania 1848 roku Józef Bem i Henryk Dembiński. Już przedtem w amerykańskiej wojnie o niepodległość uczestniczyli Kościuszko i Pułaski. Nie byliśmy jednak wyjątkowi – wręcz przeciwnie. Przez cały – bardzo idealistyczny, jak widać z dzisiejszej perspektywy – wiek XIX dziesiątki tysięcy młodych Europejczyków ruszało szukać guza w walce o wolność innych narodów. Niekiedy aż za oceanem. Wojny napoleońskie obudziły powszechny apetyt na demokrację i samostanowienie ludów. W Ameryce Południowej zarówno miejscowi Indios, jak i potomkowie imigrantów europejskich chcieli, wzorem Amerykanów z Północy, zrzucić jarzmo hiszpańskie i portugalskie. Pod przywództwem José de San Martina (1778–1850) i Simóna Bolivara (1783–1830) walczyli ochotnicy z Anglii, Francji, Hiszpanii i Włoch. Ich celem była federacja wyzwolonych republik: Boliwii, Brazylii, Chile, Peru, Wenezueli i innych. Udało się im uniezależnić od Madrytu i Lizbony, ale wbrew marzeniom kontynent został podzielony na wiele niechętnych sobie państw. W toczonych walkach doświadczenie i rozgłos zdobył młody Włoch Giuseppe Garibaldi (1807–1882), najsłynniejszy partyzant w historii. Wykorzystał je we własnej ojczyźnie, przewodząc kolejnym walkom, które przyniosły w końcu Włochom wolność i jedność. Walczyli razem z nimi ochotnicy z wielu krajów Europy, również Polacy. Garibaldi odwdzięczył się nam, namawiając pułkownika Francesco Nullo (ma swoją ulicę tuż koło

Hasło „Za wolność naszą i waszą” stało się polską eksportową wizytówką.

62

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

H O R Y Z O N T Y

Panu płk. Piotrowi WOJNOWSKIEMU oraz Jego NAJBLIŻSZYM wyrazy szczerego współczucia i głębokiego żalu z powodu śmierci OJCA składają kadra i pracownicy Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Elblągu.

Paniom Renacie i Marcie MARCINIAK oraz NAJBLIŻSZYM zmarłego po ciężkiej chorobie pułkownika Waldemara MARCINIAKA wyrazy głębokiego żalu i szczerego współczucia składają kadra i pracownicy wojska z Zarządu Planowania Logistycznego – G4 Dowództwa Wojsk Lądowych.

Panu Stefanowi KOCH wyrazy głębokiego współczucia i szczerego żalu z powodu śmierci składają dowództwo, kadra i pracownicy wojska Jednostki Wojskowej 1261 w Elblągu. MATKI

Panu Bolesławowi STANKIEWICZOWI oraz Jego NAJBLIŻSZYM wyrazy szczerego współczucia z powodu śmierci składają dyrektor oraz koleżanki i koledzy z Wojskowego Biura Zarządzania Częstotliwościami. MATKI

Pani Ewie FLOTYNIEWICZ długoletniej wicedyrektor Centralnej Biblioteki Wojskowej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego wyrazy współczucia z powodu śmierci OJCA

„Przez noc droga do świtania Przez wątpienie do poznania Przez błądzenie do mądrości Przez śmierć do nieśmiertelności” Panu płk. Adamowi DEMBEK Wyrazy szczerego żalu oraz głębokiego współczucia z powodu śmierci MATKI składają koleżanki i koledzy z Zarządu Planowania Logistycznego – G4 Dowództwa Wojsk Lądowych.

składają dyrekcja i pracownicy.

Panu ppłk. Markowi JÓŹWIKOWI oraz Jego BLISKIM w tych trudnych chwilach wyrazy głębokiego współczucia i szczere kondolencje z powodu śmierci składają szef, kadra oraz pracownicy Zarządu Planowania Rzeczowego – P8 Sztabu Generalnego WP. MAMY

Serdecznemu Koledze Panu ppłk. rez. Jarosławowi SZYKSZNI wyrazy głębokiego współczucia z powodu śmierci składają żołnierze i pracownicy wojska Dowództwa Wojsk Specjalnych. MATKI

8 października 2009 roku zmarł płk Waldemar MARCINIAK wyrazy szczerego żalu i współczucia składają szef, kadra i pracownicy Zarządu Planowania Logistyki – P4. całej RODZINIE

Serdecznie dziękuję dowództwu, oficerom Dowództwa Operacyjnego SZ, dowódcy Pomorskiego Okręgu Wojskowego, dowódcy 52 Batalionu Remontowego w Czarnym za słowa otuchy, wsparcia i przekazane kondolencje z powodu śmierci mego męża śp. gen. bryg. Witolda POLUCHOWICZA oraz za udzielenie wszechstronnej pomocy w organizacji i przeprowadzeniu uroczystości pożegnalnych w Warszawie i pogrzebowych w Szczecinku. Żona Barbara wraz z córką Agnieszką i synem Michałem.

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

63

P O W R Ó T
ANNA DĄBROWSKA

D O

P R Z E S Z Ł O Ś C I
bo Polacy gościli huzarów. W jednej z wiosek, w której się zatrzymali, mieszkańcy poprosili o ratunek. Okazało się, że niedaleko doszło do strzelaniny i partyzanci zabili kilku Niemców. Wieś była przekonana, że czeka ją pacyfikacja. „Byłem przerażony i chciałem odmówić, ale nasz porucznik bez wahania kazał rozstawić karabiny maszynowe”. O trzeciej nad ranem usłyszeli nadjeżdżające ciężarówki. Niemcy, których powitał ostrzał z karabinu, w panice zarządzili odwrót. Na szczęście w porannej mgle nie było widać, kto strzela.

Madziarska epopeja
Formalnie był niemieckim sojusznikiem, ale współpracował z Armią Krajową i wywoził ludność cywilną z płonącej Warszawy.

P

o czterech latach neutralności Niemcy w jeden dzień zajęli Budapeszt”, wspomina Ákos Engelmayer, były ambasador Republiki Węgierskiej w Polsce. Był marzec 1944 roku. 27-letni István Elek dostał wezwanie do wojska. Jak tłumaczy Engelmayer, do Polski wysłano najlepsze oddziały, między innymi huzarów, aby na prypeckich moczarach wspomagali Niemców i szukali kryjówek partyzantów. „Po tych bagnach tylko koń mógł przejść”.

STRZAŁY WE MGLE

Dla Istvána Eleka zaczęła się wojna: „Na szczęście, Polacy, mimo że byliśmy sprzymierzeńcami Niemców, traktowali nas zupełnie inaczej”. Wspomina, jak odnalazł ich uzbrojony patrol partyzancki i z peł-

nym zaufaniem poprosił o pomoc. Mieli rannych, których nie mogli już leczyć w lesie. „Zabraliśmy ich do niemieckiego szpitala. Lekarz powiedział, że póki są chorzy, będą traktowani jak pacjenci, ale kiedy wydobrzeją, trafią do obozu jenieckiego”. Na szczęście, gdy tylko ranni doszli do zdrowia, lekarz wezwał Węgrów, żeby ich odebrali, a oni oczywiście wypuścili Polaków. W zamian za to partyzanci nauczyli ich, jak unikać min. W połowie lata węgierskich huzarów wysłano w kierunku polskiej stolicy. „Niemcom nie podobała się nasza fraternizacja z Polakami, więc przestali nam wydawać żywność, licząc, że głodni będziemy rabować miejscową ludność i skończy się nasza przyjaźń”. Plan się nie powiódł,

DO POLSKI wysłano najlepsze oddziały, między innymi huzarów, aby szukali kryjówek partyzantów.

ŁUNA NAD WARSZAWĄ

Oddział Eleka był jednym z ostatnich, który przedostał się 31 lipca mostem Kierbedzia na drugą stronę Wisły. Skierowano ich na przedmieście i do połowy sierpnia stacjonowali w Babicach. „Pamiętam wstrząs, jaki przeżyłem, widząc łunę ognia nad walczącą Warszawą”. Jak podkreśla Engelmayer, także w czasie powstania Węgrzy byli neutralni i nie walczyli z Polakami. Pewnego dni zatrzymali natomiast własowców. „Na wozie, wśród łupów, wieźli ludzkie palce z pierścionkami i obrączkami”, opowiada Elek. Własowcy zostali aresztowani, a następnego dnia do Węgrów przyjechał niemiecki oficer z żądaniem ich wypuszczenia. Dowódca odmówił i kilkanaście minut później niemieckie pociski zniszczyły willę, w której przebywali węgierscy żołnierze – zginęło piętnastu z nich.

ISTVÁN ELEK w latach czterdziestych XX wieku.

PÓŁ TONY WATY

Huzar w ogrodzie

Niemcy wkracza ją do Buda pe – marze sztu c 1944 ro k.

Polska stała się dla niego drugą ojczyzną. Do dziś spotyka ludzi, którzy pamiętają Węgrów z tamtych czasów i dziękują za ratunek.

D

o armii István Elek wstąpił po maturze. Służył w 4 Pułku Huzarów, który opuścił w stopniu sierżanta, a potem skończył studia na Węgierskiej Akademii Rolniczej. W 1944 roku został powołany do wojska i wysłany do Polski. Rok później aresztowali go Ro-

sjanie i wywieźli do ZSRR, skąd udało mu się uciec i przedostać do Gdańska. Nie wrócił już na Węgry. Ożenił się z Polką i zajął projektowaniem terenów zielonych w Gdańsku. Jest między innymi współautorem rewaloryzacji Parku Oliwskiego, projektu

Ogrodu Zoologicznego w Oliwie oraz zagospodarowania terenów nadbrzeżnych Jelitkowo-Brzeźno. Za pomoc organizowaną dla Węgrów w 1956 roku został trzy lata temu wyróżniony przez władze węgierskie odznaczeniem Bohater Wolności. 

Po tym zdarzeniu z oddziału Eleka na stronę powstańców przeszło około 80 procent żołnierzy. „Zameldowaliśmy się w dowództwie Armii Krajowej na ulicy Puławskiej, aby przydzielono nam zadania”. Mieli pomagać w ewakuacji ludności cywilnej. Ich konie zaprzężono do wozów i przez dwa tygodnie wywozili mieszkańców do podwarszawskich miejscowości. „Niemcy nie mieli rozkazów co z nami robić, więc nas przepuszczali”, tłumaczy István Elek. „Pamiętam Węgrów w Podkowie”, wspomina Jan Romański: „Byłem wzruszony na widok ich mundurów khaki i furażerek, tak innych od mundurów Wehrmachtu”. Były huzar twierdzi, że do dziś spotyka ludzi, którzy go pamiętają z tamtych czasów i dziękują za ratunek. Dodaje, że Polacy odpłacili za tamtą pomoc w 1956 roku. Już nazajutrz po wybuchu powstania zaczęli do jego domu przynosić paczki, których poczta nie przyjmowała. Po kilku dniach miał w ogrodzie pięć ton darów, w tym pół tony waty. István Elek dodaje, że polsko-węgierska przyjaźń to nie tylko znany wszystkim wierszyk o dwóch bratankach, ale też konkretna pomoc nawet w najtrudniejszych czasach. 

64

FOT. BUNDESARCHIV

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

FOT. ARCH. OŚRODKA KARTA

H O R Y Z O N T Y

D

ługo by wymieniać miejsca na świecie, które stały się przedmiotem wnikliwych studiów Tiziano Terzaniego, włoskiego reportera, zaliczanego do grona najwybitniejszych w XX wieku. Sajgon w 1975 roku, Czerwoni Khmerzy, wydarzenia na placu Tienanmen, pogrzeb Mao Zedonga , śmierć cesarza Deng Xiaopinga. Od pierwszych stron wielkie wydarzenia historyczne przeplatają się z dramatami zwykłych ludzi. Jesteśmy świadkami exodusu ludności w całej Azji Południowo-Wschodniej. „Od końca wojny indochińskiej w 1975 roku sto trzydzieści pięć tysięcy Laotańczyków zbiegło do Tajlandii, sto pięćdziesiąt tysięcy Kambodżan uciekło do Wietnamu, siedemdziesiąt tysięcy Wietnamczyków drogą morską dotarło do różnych krajów regionu, a kolejne sto sześćdziesiąt tysięcy schroniło się w Chinach”. Oto twarde statystyki zebrane przez oenzetowskich urzędników. Ilu uchodźców zginęło, utonęło?

P o

s ł u ż b i e

 Nie przegap  Warto  Niezłe  Nie warto 
KSIĄŻKA

Tygrys

O


KSIĄŻKA

Dajmy się zabrać w podróż po Azji.
Tak zwanych boat people trudno oszacować. Policzyć dają się natomiast anonimowe zwłoki wyrzucane przez wodę u brzegów Malezji. Ofiary rewolucji i wojen. Bardziej lub mniej krwawych przewrotów, które dokonywały się w Azji tak często, jak na żadnym innym kontynencie. Wielką zaletą włoskiego reportera jest to, że pisze z pozycji nie tylko obserwatora, ale i uczestnika wydarzeń. Poznajemy Azję krwawą, dziką, brudną, a jednocześnie magiczną, gdzie zaściankowe zabobony mieszają się z twardą polityką. „Według mieszkańców Kambodży (może dlatego, że od wieków są rolnikami), największe nieszczęścia przychodzą z nieba. Sam Lon Nol wierzy w to, co powiedział mu jeden z bonzów, czyli że «z nieba przyjdzie jego koniec». A zatem marszałek opuszcza swój pałac wyłącznie w asyście dwóch baterii artylerii przeciwlotniczej”. Terzani wyłania się z kart książki jako znawca i wielki miłośnik Azji. Przybliża czytelnikom odległą i niezrozumiałą z reguły kulturę. Sam także daje się zaskakiwać, a często nawet zaszokować mentalnością, podejściem do życia mieszkańców azjatyckiego kontynentu. W japońskim reportażu czytamy: „Jednemu ze sprzedawców, których szkolę, właśnie umarło maleńkie dziecko. Odwróciło się w kołysce i przydusiło poduszką. Wezwano karetkę, która przyjechała

Reporterski sznyt
z tlenem, ale bez złączki i rurki, żeby go podać. Dziecko umarło. Sanitariusze i rodzice wymienili niskie ukłony, przepraszając na zmianę: pierwsi za to, że kazali na siebie czekać, drudzy – że wezwali ich nadaremno…”.

„W Azji” to zbiór reportaży pisanych przez trzydzieści lat. Zaczęło się od Chin. Autor pojechał tam, żeby zobaczyć na własne oczy, czym jest maoizm. Został znacznie dłużej. (KP)  Tiziano Terzani, „W Azji”, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009

tym azjatyckim państwie nie wiemy prawie nic. W najlepszym przypadku kojarzymy je z jednym z najwyższych budynków świata Petronas Towers w Kuala Lumpur lub atakami piratów w cieśninie Malakka, która oddziela indonezyjską Sumatrę od Półwyspu Malajskiego. Dzięki książce Adama W. Jelonka i Ewy Trojnar możemy bliżej poznać ten niezwykły kraj. Terytorium Malezji to dwie części oddzielone od siebie Morzem Południowochińskim: obejmuje północną część wyspy Borneo i południową Półwyspu Malajskiego. Nic zatem dziwnego, że jej liczące ponad 27 milionów społeczeństwo jest bardzo zróżnicowane pod względem etnicznym i religijnym. Pierwsza organizacja o charakterze państwowym na terenie współczesnej Malezji powstała w XIV wieku w Malakce. W XV i XVI wieku nastała fala wielkich odkryć geograficznych, która nie ominęła i tego regionu świata. W 1509 roku do Malakki dotarła ekspedycja portugalska, której uczestnicy chcieli nawiązać kontakty handlowe z miejscowym sułtanem. Pomimo wielu prób, Portugalia nie zdobyła kontroli nad Malajami, co w XVII wieku udało się Holendrom. Dwa wieki później największe wpływy w tym regionie mieli Brytyjczycy, którzy wycofali się stamtąd dopiero w 1957 roku (z przerwą na japońską okupację w czasie II wojny światowej). Wówczas Federacja Malajska ogłosiła niepodległość. W tym stosunkowo młodym państwie centralnie wdrażano plany rozwojowe. Pierwsze przebudzenie „tygrysa” nastąpiło w latach osiemdziesiątych. Postkolonialny, nękany konfliktami wewnętrznymi kraj zaczął odnosić pierwsze sukcesy gospodarcze, ponieważ rząd postawił na handel i rozwój przemysłu. Teraz jest jednym z dynamiczniej rozwijających się państw azjatyckich. (AWIS)  Adam W. Jelonek, Ewa Trojnar, „Malezja”, Wydawnictwo Trio 2009. „Call of Juarez: Więzy krwi”, Techland 2009

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

65

F E L I E T O N
MAREK PRZYBYLIK

Czy temu, któremu udowodni się, że nie jest podsłuchiwany, przysługuje prawo odwołania się od decyzji pozbawienia podsłuchu?

Bez kamuflażu
pienie społeczeństwu willi w Kazimierzu to powód do wzburzeń, czy do zachwytu? Czy można potępiać negocjatorów zaaferowanych sprzedawaniem stoczni Katarczykom i oskarżać ich o nieudolność, jeśli dzięki nim stocznie te, choć już nie pracują, nie budują i nie wodują, po raz pierwszy od lat zarobiły 40 milionów dolarów, które zostawili im niedoszli właściciele? O co chodzi w aferze przeciekowej? Mimo burzy medialnej do dziś nie wiadomo dokładnie, co, komu i do kogo wyciekło. Poszukiwany też jest fachowiec, który wyjaśni zdezorientowanemu społeczeństwu, czy to prawda, że wszyscy wszystkich podsłuchują? Może ktoś odpowie na coraz częściej pojawiające się pytanie: czy temu, któremu się udowodni, że nie jest podsłuchiwany, przysługuje prawo odwołania się od decyzji pozbawienia podsłuchu? Może któryś z ekspertów wyjaśni społeczeństwu, czy ujawnienie faktu niepodsłuchiwania to próba skompromitowania polityka, czy też intryga mająca na celu zdyskredytowanie politycznej osoby w oczach wyborców. Na rozwikłanie czeka też kwestia podstawowa: czy afera jest aferą, a jak nie jest, to czym jest? Czy mamy do czynienia ze szwindlem, szalbierstwem, nieuczciwością, czy też obserwujemy proces powracania do francuskiego znaczenia tego słowa. Im więcej afer się ujawnia, tym więcej pytań się pojawia. Powoli tracą one swą moc przyciągania widzów przed ekrany, słuchaczy do radioodbiorników i czytelników do czytanek. Zapanowała galopująca inflacja aferalna. Efektem nadmiernej podaży takich wydarzeń jest stępienie wrażliwości czytelników-widzów-słuchaczy. Być może, by ich przed ekrany przyciągnąć, trzeba będzie podać wiadomość o tym, że ktoś gdzieś pogryzł psa, że na Podlasiu urodziło się cieCzy afera lę o dwóch głowach, działkowicz spod Radomia wyhodoaferą, a jak nie jest, wał dynię wielkości domku to czym jest? jednorodzinnego, a w Szwajcarii świstaki nadal zawijają, co mają zawinąć. 

M

A świstak zawija…
zą jedynie odwieczny rytm przyrody jest istotny dla naszego bytu, reszta śladu nie zostawia. Kto dziś potrafi wymienić wydarzenia wstrząsające nami przez ostatnie dwa tygodnie. Czy była to afera hazardowa, czy stoczniowa, przeciekowa, podsłuchowa, rafineryjna czy jakaś inna. Jedno jest pewne – w produkcję afer, która wydawała się być domeną polityków, wkroczyły inne czynniki. Czynnikiem takim jest z pewnością natura. To właśnie moje ulubione siły przyrody sprawiły, że zamiast dyskutować o tym czy innym polityku, cały kraj obserwował październikowy test zimowy. To, że w październiku można było jeździć na nartach, pozostanie na dłużej w naszej pamięci niż to, kto, jak, kiedy, z kim, za ile, dlaczego i co powiedział. Atak zimy każdy widział i wie, na czym to polega. Nadmiernie skomplikowany charakter afer powoduje natomiast, że słuchacze-widzowie-czytelnicy nie są w stanie zrozumieć i potępić, a ci, którzy o aferach piszą i opowiadają, też mają kłopoty z pojęciem porządku rzeczy. Jak bowiem zrozumieć aferę korupcyjną, w której nikt nikomu niczego nie wręczył, jeśli nie liczyć wsadzania kitu przez jedną aferatis personae drugiej takiej personie? Czy tanie ku-

ija właśnie 292. dzień tego roku. Biorąc pod uwagę intensywność niedawnych wydarzeń, dla ułatwienia i podniesienia temperatury nazywanych umownie aferami, mamy już za sobą (statystycznie rzecz biorąc) aferę numer 42 i lada dzień należy się spodziewać eksplozji afery numer 43, a tuż po niej afery o symbolicznym numerze 44. Kilkanaście dni temu wymieniłem kilka afer, którymi media zaprzątały uwagę odbiorców. Cieszę się, że nawet mi się to udało, gdyż dziś tylko obdarzeni niezwykłą pamięcią mogą przypomnieć sobie i bliźnim, cóż takiego nas nie tak dawno ekscytowało, a nawet rozsierdzało. Zgodnie z moją ówczesną progno-

jest

66

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

POLSKA ZBROJNA NR 43 | 25 PAŹDZIERNIKA 2009

67