w w w . p o l s k a - z b r o j n a .

p l T Y G O D N I K

Na obcym żołdzie strona 8

Nie jesteśmy Instytucje detektywami strona 16 bez woli strona 43

NR 47 (669) 22 listopada 2009

Cena 3 zł (w tym 7% VAT)

INDEKS 337 374

ISSN 0867-4523

Pophistoria
strona 57

Wojenne werble strona 50

Komiksy, animacje, graffiti, rockowe przeboje. To tylko niektóre nowe formy opowiadania o polskich dziejach.

J A S N O W I Z O R

KOŁOBRZEG, 2009 ROK

I D E O L O

We wrotach Europy
Tamtej jesieni 1997 roku w Paryżu byłem bezwzględny.

MAREK SARJUSZ-WOLSKI

K

ażdego ranka dzwoniłem do Maisons-Laffitte z pytaniem: „Czy zdrowie Redaktora polepszyło się na tyle, by mógł mnie przyjąć?”. Zofia Hertzowa odpowiadała niezmiennie, że Jerzy Giedroyc pozostaje nadal złożony chorobą. Po dwóch tygodniach oznajmiłem ostoi Instytutu Literackiego, że będę czekał do skutku, że nie ruszę się z Francji, dopóki twórca „Kultury” nie wyzdrowieje. Dopiąłem swego. Rozmawialiśmy długo o wszystkim. Oczywiście najwięcej o kwestiach, które po latach zostały oficjalnie nazwane Wymiarem Wschodnim Unii Europejskiej. Dzięki swemu szantażowi mogę przytoczyć taki oto pogląd gospodarza: „To jest zabójcza sprawa dla polskiego Kościoła. To są interesy Watykanu, który nie od dziś rozwija akcję misyjną na Rosję. Niestety, robi to polskimi rękoma. To dostarcza nam niepotrzebnych zadrażnień z prawosławiem, które jest tak związane z narodem rosyjskim, że jakikolwiek z nim konflikt jest szukaniem konfliktu z Rosją. To są rzeczy niebezpieczne. Skoro Watykan chce to robić, to niech się tym zajmą Włosi czy Hiszpanie, ale nie wolno tego robić polskimi rękoma! Polscy księża nie powinni mieszać się do sporów misyjnych”. Minęło dwanaście lat. 15 września 2009 roku na zachód od Tallina dwa niemieckie Eurofightery zbliżyły się do odrzutowego samolotu

wczesnego ostrzegania Beriew A-50 (kod NATO: Mainstry) rosyjskich sił powietrznych, daremnie próbując nawiązać z nim łączność radiową. Jeden z niemieckich pilotów sfotografował intruza. Wtedy znienacka, z prędkością naddźwiękową, nadleciały dwa myśliwce Su-27. Nikt na szczęście nie otworzył ognia. Maszyny znalazły się wkrótce w przestrzeni powietrznej Finlandii, gdzie wyleciały ku nim fińskie myśliwce F-18. Zmusiły Rosjan do odwrotu, eskortując ich aż nad międzynarodowe wody Bałtyku. Eurofightery Luftwaffe we wrześniu dwukrotnie dokonywały nad Bałtykiem „wizualnej identyfikacji nieznanych statków powietrznych”. Pierwszy incydent dotyczył wojskowego transportowca An-72, podającego się w korespondencji radiowej za maszynę cywilną. Co to ma wspólnego z poglądami Jerzego Giedroycia o misjach katolickich w Rosji? Redaktorowi nie chodziło wyłącznie o apostolstwo. Cieszył się, bo w owym czasie wiele mówiono w Brukseli o europejskiej straży granicznej. Rzecz miała polegać na tym, że granic zewnętrznych UE strzegłaby wspólna formacja. Polskiej granicy wschodniej i północnej mogliby pilnować Portugalczycy i Grecy. Przedwczesna radość twórcy koncepcji UBL (Ukraina, Białoruś, Litwa; Giedroyc, wspólnie z Juliuszem Mieroszewskim, a w ślad za ideami Józefa Piłsudskiego, głosili, że polską racją stanu

jest wspieranie i ścisła współpraca z trzema wschodnimi sąsiadami, bez których Rosja nigdy nie osiągnie imperialnej masy) miała się stąd, że odpadało kolejne pole konfliktów. Świeżo w pamięci mieliśmy wówczas prowokację na Dworcu Wschodnim w Warszawie (policja miała pobić rosyjskich turystów), która zaowocowała ostrymi notami dyplomatycznymi. Redaktor bał się przypadkowej ofiary zabłąkanej kuli i reakcji Kremla, który całą Europę postawiłby na baczność za przyczyną niesfornych Polaków, którzy chcą wywołać III wojnę światową. Ponieważ siły zbrojne Litwy, Łotwy i Estonii nie mają samolotów bojowych, obronę powietrzną (w ramach misji „Baltic Air Policing”) zapewniają im maszyny innych państw NATO, bazujące rotacyjnie na lotnisku w Szawlach. Jeżeli Jerzy Giedroyc obserwował z góry balet myśliwców, musiał radować się, że nie brali w nim udziału polscy piloci. Był surowy, powtarzając mi z naciskiem, że „przez wiele polskich środowisk Rosja kreowana jest jako synonim wroga”. Dlatego bał się styku w najbardziej wrażliwych obszarach, a zachęcał do „odkłamania stosunków polsko-rosyjskich” w kontaktach naukowych, kulturalnych, obywatelskich i gospodarczych. Czy po manewrach „Zapad” i „Ładoga” poglądy te straciły na aktualności?

FOT. STUDIO IWONA/ISW

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

3

K R Ó T K A

S E R I A
ARMIA 8 | PAULINA GLIŃSKA Na obcym żołdzie 16 | ARTUR GOŁAWSKI, KRZYSZTOF KOWALCZYK, TADEUSZ WRÓBEL Nie jesteśmy detektywami 21 | ANNA DĄBROWSKA Mózg Patriota 22 | ARTUR GOŁAWSKI, KRZYSZTOF WILEWSKI Granatołapki 26 | RAFAŁ RYBICKI Wojenne fair play 28 | KRZYSZTOF KOWALCZYK Mapy krańców świata 29 | JANUSZ JASIŃSKI Zawał, nie zadyszka 31 | STANISŁAW SZOSTAKIEWICZ Tematy rezerwowe 36 | ZDZISŁAW NAJDER Walka Południa z Północą MILITARIA 37 | MICHAŁ NITA Skandynawski łucznik 40 | ARTUR GOŁAWSKI Pancerny scyzoryk BEZPIECZEŃSTWO 43 | OLAF OSICA Instytucje bez woli 46 | TADEUSZ WRÓBEL Sojusz z tradycjami 48 | MARCIN KACZMARSKI Manewry przed zbliżeniem 50 | TADEUSZ WRÓBEL Wojenne werble 52 | ROBERT CZULDA Atomowe przepychanki 53 | ANDRZEJ JONAS Ciepło, coraz cieplej 55 | ROMAN KUŹNIAR Biznes i wojna HORYZONTY 57 | ANNA DĄBROWSKA Pophistoria 62 | AARON WELMAN This is Warsaw! 66 | ANDRZEJ FĄFARA Na piłkę patrz!
ZDJĘCIE NA OKŁADCE Jarosław Wiśniewski

ARTUR GOŁAWSKI, KRZYSZTOF WILEWSKI

Granatołapki

22

ŻOŁNIERZE WIEDZĄ o zagrożeniu ostrzałem z RPG-7 od czasu misji w Iraku, jednak żaden z wozów bojowych kontyngentu w Afganistanie nie ma ekranów przeciwkumulacyjnych.

OLAF OSICA

Instytucje bez woli 43
POLSKO-FRANCUSKA DEKLARACJA o europejskiej obronie jest symbolicznym końcem sporu o rolę NATO i UE w zapewnianiu bezpieczeństwa Europie.

DYREKTOR REDAKCJI WOJSKOWEJ REDAKTOR NACZELNY Marek Sarjusz-Wolski, tel.: +4822 684 53 65, 684 56 85, faks: 684 55 03; CA MON 845 365, 845 685, faks: 845 503; sekretariat@redakcjawojskowa.pl Al. Jerozolimskie 97, 00-909 Warszawa ZASTĘPCA DYREKTORA REDAKCJI WOJSKOWEJ SEKRETARZ REDAKCJI „POLSKI ZBROJNEJ” Wojciech Kiss-Orski, tel.: +4822 684 02 22, CA MON 840 222; wko@redakcjawojskowa.pl ZASTĘPCA DYREKTORA REDAKCJI WOJSKOWEJ ppłk Lech Mleczko „Kwartalnik Bellona”, przeglądy rodzajów sił zbrojnych, lech.mleczko@redakcjawojskowa.pl, tel.: +4822 684 56 85; REDAKTORZY PROWADZĄCY Katarzyna Pietraszek, tel.: +4822 684 02 27, CA MON 840 227; Joanna Rochowicz

tel.: +4822 684 52 30, CA MON 845 230; Aneta Wiśniewska, tel.: +4822 684 52 13, CA MON 845 213; polska-zbrojna@redakcjawojskowa.pl KIEROWNICY DZIAŁÓW Anna Dąbrowska, ppłk Artur Goławski, Marek Pielach, Tadeusz Wróbel, tel.: +4822 684 03 55, CA MON 840 355; PUBLICYŚCI WARSZAWA: Piotr Bernabiuk, Paulina Glińska, Krzysztof Kowalczyk, Małgorzata Schwarzgruber, Aaron Welman, tel.: +4822 684 52 44, CA MON 845 244; tel.: +4822 684 52 29, CA MON 845 229; BYDGOSZCZ: Krzysztof Wilewski, tel.: +4852 378 25 90, CA MON 415 200; GDYNIA: Tomasz Gos, tel.: +4858 626 24 13, CA MON 262 413; KRAKÓW: Magdalena Kowalska-Sendek, Jacek Szustakowski, tel.: +4812 455 17 80, CA MON 131 780; POZNAŃ: Marceli Kwaśniewski, Piotr Laskowski, CA MON 572 446; WROCŁAW: Bogusław Politowski, tel.: +4871 765 38 53, CA MON 653 853;

WSPÓŁPRACOWNICY Robert Czulda, Andrzej Fąfara, Krzysztof Głowacki, Janusz Grochowski, Paweł Henski, Andrzej Jonas, Marcin Kaczmarski, Włodzimierz Kaleta, Roman Kuźniar, Damian Markowski, Zdzisław Najder, Marek Orzechowski, Bogusław Pacek, Roman Przeciszewski, Marek Przybylik, Henryk Suchar FOTOREPORTER Jarosław Wiśniewski, tel.: +4822 684 52 29, CA MON 845 229; DZIAŁ GRAFICZNY tel.: +4822 684 51 70, CA MON 845 170; Marcin Dmowski (kierownik), Paweł Kępka, Monika Klekociuk, Andrzej Witkowski OPRACOWANIE STYLISTYCZNE tel.: +4822 684 55 02, CA MON 845 502; Renata Gromska (kierownik), Małgorzata Mielcarz, Aleksandra Ogłoza BIURO REKLAMY I MARKETINGU Adam Niemczak (kierownik), Małgorzata Szustkowska, Anita Kwaterowska (tłumacz), tel. +4822 684 53 87, 684 51 80, 684 55 03, faks: +4822 CA MON 845 387; reklama@redakcjawojskowa.pl

Redaktor wydania KATARZYNA PIETRASZEK PRENUMERATA: RUCH SA, KOLPORTER SA, Garmond PRESS, GLM. Informacja: +4822 684 04 00 KOLPORTAŻ I REKLAMACJE Bellona SA, tel.: +4822 457 04 37, 6879 041, CA MON 879 041 DRUK Drukarnia Wydawnicza „Trans-Druk”, Golina Numer zamknięto: 16.11.2009 r.

Treść zamieszczanych materiałów nie zawsze odzwierciedla stanowisko redakcji. Tekstów niezamówionych redakcja nie zwraca. Zastrzega sobie prawo do skrótów.

4

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

M E L D U N E K

Dłużej w Bośni

R
FOT. JACEK MATUSZAK

Nasza wiarygodność
Polski kontyngent w Afganistanie mógłby być zwiększony w lutym 2010 roku o prawie 200 żołnierzy, którzy gotowość operacyjną osiągnęliby w marcu.

D

ecyzję o ewentualnym wzmocnieniu kadrowym kontyngentu podejmą Rada Ministrów i prezydent. Mówił o tym 12 listopada minister Bogdan Klich. Wspólnie z dowódcą dwóch poprzednich zmian kontyngentu pułkownikiem Rajmundem Andrzejczakiem podsumował dokonania naszych żołnierzy w prowincji Ghazni. Minister uznał, że raport głównodowodzącego siłami ISAF w Afganistanie generała Stanleya McCrystala trafnie definiuje cele misji i proponuje słuszną zmianę w strategii oraz taktyce działania sojuszniczych żołnierzy. Zdaniem ministra Klicha, głosy wojskowych apelujące o koniecz-

ność zwiększenia sił międzynarodowych w Afganistanie o 40 tysięcy żołnierzy są słuszne. Szef MON uważa też, że jeśli NATO chce szybciej zakończyć misję w tym kraju, to w przyszłym roku powinno nie tylko zwiększyć tam siły, ale także zmienić priorytety swojej strategii. Decyzja o zakończeniu tej misji NATO musi być podjęta przez cały sojusz, a każde wcześniejsze wycofanie się któregoś z kontyngentów będzie wodą na młyn talibów. Szef MON przedstawił także sześć założeń, na których oparty jest projekt strategii dalszego zaangażowania Polski w Afgani-

stanie. Należą do nich: zapewnienie bezpieczeństwa miejscowej ludności, kontynuowanie dialogu politycznego z Afgańczykami, wsparcie humanitarne dla mieszkańców prowincji, prowadzenie działań operacyjnych przez żołnierzy, wzmocnienie szkolenia afgańskiego wojska i policji oraz wsparcie lokalnej administracji, a także dozbrajanie kontyngentu. Jak przekonywał, wśród zasadniczych powodów naszej obecności w tym kraju są między innymi wiarygodność Polski w NATO i wiarygodność sojuszu w polityce bezpieczeństwa międzynarodowego. (GOL) 

ząd skierował 10 listopada do prezydenta Lecha Kaczyńskiego wniosek o przedłużenie do 21 listopada 2010 roku obecności polskiego kontyngentu wojskowego w operacji wojskowej Unii Europejskiej – w Bośni i Hercegowinie oraz w Kosowie i Byłej Jugosłowiańskiej Republice Macedonii. Przejęta w 2004 roku od NATO misja UE pod nazwą EUFOR Althea liczy 2,5 tysiąca żołnierzy. Jej dwa podstawowe cele to zapewnienie bezpieczeństwa miejscowej ludności i wypełnianie zadań określonych w porozumieniu pokojowym z Dayton, do których należała między innymi ochrona granic. Ponieważ sytuacja w tych państwach jest stabilna, Unia zamierza przekształcić operację wojskową w misję szkoleniowo-doradczą i zredukować jej liczebność. „Do chwili zmiany profilu misji polski kontyngent będzie liczył do 250 żołnierzy i pracowników wojska, a jego struktura organizacyjna się nie zmieni. Po transformacji liczebność naszego kontyngentu zostanie ograniczona do 25 żołnierzy i zacznie on wykonywać zadania doradcze oraz szkoleniowe”, informuje Centrum Informacyjne Rządu. (ATU) 

Trójbrygada

L

K A R T O T E K A
stworzenie podstaw do powołania na bazie tej brygady Grupy Bojowej Unii Europejskiej. Brygada ma być zdolna do działań pod auspicjami ONZ, NATO, UE, a także w ramach doraźnie tworzonych koalicji. Dowództwo i sztab brygady – finansowane ze wspólnego budżetu – wraz z elementami wsparcia dowodzenia i ochrony, zostaną zlokalizowane w Polsce. Stanowiska dowódcy, zastępcy dowódcy i szefa sztabu brygady będą obsadzane rotacyjnie co dwa lata przez uczestniczące w programie państwa. Polska, Ukraina i Litwa dotychczas współpracowały już w ramach litewsko-polskiego batalionu sił pokojowych Litpolbat, a nadal współdziałają w batalionie polsko-ukraińskim Polukrbat. (ANN)  Marcin IDZIK
zastąpił 12 listopada na stanowisku podsekretarza stanu do spraw uzbrojenia i modernizacji w Ministerstwie Obrony Narodowej Zenona Kosiniaka-Kamysza, który zostanie ambasadorem Polski w Kanadzie. Nowy wiceminister pracuje w resorcie obrony od 2008 roku, ostatnio jako dyrektor Biura do spraw Procedur Antykorupcyjnych. Wykonywał też zadania radcy koordynatora w pionie uzbrojenia i modernizacji. Okrętów, dowodzi teraz tym dywizjonem. Wcześniej był między innymi dowódcą ORP „Wodnik”.

ist intencyjny w sprawie utworzenia brygady litewsko-polsko-ukraińskiej podpisali 16 listopada w Brukseli przedstawiciele ministerstw obrony tych państw: minister obrony Litwy Rasa Jukneviciene, pełniący obowiązki ministra obrony Ukrainy Walerij Iwaszczenko oraz podsekretarz stanu w polskim ministerstwie obrony do spraw polityki obronnej Stanisław Jerzy Komorowski. „Cieszę się, że pomysł, którego byłem autorem, zaczyna się materializować”, powiedział minister Bogdan Klich. Główne cele powołania wielonarodowej brygady to: wspieranie wysiłków Ukrainy na rzecz integracji z NATO, zacieśnienie regionalnej współpracy wojskowej oraz

Pułkownik Ryszard SZCZEPIŃSKI
jest szefem sztabu – zastępcą szefa Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych. Dotychczasowy zastępca szefa IWSZ generał brygady Jerzy Krzywiecki został przeniesiony do rezerwy kadrowej, a z mundurem pożegna się w styczniu 2010 roku.

Komandor Janusz WYDERSKI,
do tej pory dowódca Dywizjonu Okrętów Wsparcia, awansował na szefa Oddziału Operacyjnego w Zarządzie Operacji Morskich Sztabu Marynarki Wojennej. (AD)

Komandor Kazimierz PULKOWSKI
zastępca dowódcy Dywizjonu Okrętów Wsparcia 3 Flotylli

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

5

M E L D U N E K
WARSZAWA

Nowa Polska
„DROGA DO NIEPODLEGŁOŚCI BYŁA DŁUGA I TRUDNA. Odzyskaliśmy ją, ponieważ 91 lat temu podjęliśmy walkę i zrobiliśmy wszystko, aby stworzyć państwo”, mówił prezydent Lech Kaczyński na placu Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie 11 listopada podczas głównych uroczystości z okazji Święta Niepodległości. „11 listopada to symbol odzyskania niepodległości. Niech będzie także symbolem nowej Polski, która powinna zająć należne jej, wynikające z tysiącletniej historii miejsce w Europie”. Po odprawie wart połączonej z apelem pamięci defilowały oddziały reprezentacyjne Wojska Polskiego, Straży Granicznej, Policji, Służby Więziennej oraz grupy rekonstrukcyjne. (AD) 

Z

satysfakcją zawiadamiam, że minister obrony narodowej zarządzeniem nr 32/MON z 23 lipca 2009 roku ustanowił 13 listopada dorocznym Świętem Służby Uzbrojenia i Elektroniki. Przyjęty dzień nawiązuje do rozkazu ministra spraw wojskowych, który 13 listopada 1918 roku powołał Departament Techniczno-Artyleryjski, pierwszą komórkę organizacyjną Wojska Polskiego zajmującą się zarządzaniem sprzętem uzbrojenia. Jest to dla służby uzbrojenia wielkie wyróżnienie oraz powód do uzasadnionej dumy. Z tej okazji składam wszystkim uzbrojeniowcom oraz sympatykom naszej służby serdeczne wyrazy podziękowania za udzielane wsparcie i dotychczasową współpracę. Życzę Wam jednocześnie dużo zdrowia, żołnierskiego szczęścia oraz wszelkiej pomyślności w życiu rodzinnym. pułkownik Kazimierz Wojciechowski, szef Szefostwa Służby Uzbrojenia i Elektroniki Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych

Krzyże za dowodzenie
„Bardzo się cieszę, że odznaczyłem dziś wielu żołnierzy”, powiedział 11 listopada prezydent Lech Kaczyński.
a umiejętne i skuteczne dowodzenie jednostką w misji zagranicznej prezydent Lech Kaczyński uhonorował Krzyżem Komandorskim Orderu Krzyża Wojskowego pułkownika Rajmunda Andrzejczaka – dowódcę kontyngentu afgańskiego w zmianach IV i V, majora Artura Sarzyńskiego – dowódcę grupy rozpoznawczej i młodszego chorążego Dariusza Zwolaka, który próbował ratować kapitana Daniela Ambrozińskiego i przejął dowództwo grupy po jego śmierci. Major i chorąży służą w 2 Pułku Rozpoznawczym w Hrubieszowie. Za czyny męstwa i odwagi dokonane podczas służby w kontyngencie w Afganistanie Krzyże Wojskowe dostali starsi szeregowi Łukasz Dudziak i Marcin Kulas oraz kapral Adam Lewkowski i plutonowy Piotr Mętrak.

Z

„Nasza armia w ostatnich latach bierze udział w różnych misjach”, mówił prezydent. „Ta działalność, niezbędna Polsce i społeczności międzynarodowej, pociąga za sobą ofiary. Nie cieszy się zbytnią popularnością, ale tak już jest, że władze państwowe są zobowiązane do podejmowania także takich decyzji, które nie mogą liczyć na szeroką akceptację, ale dla interesów państwa są absolutnie niezbędne”. Zwierzchnik sił zbrojnych wręczył też w Święto Niepodległości awanse generalskie sześciu oficerom w służbie czynnej. Generałami dywizji zostali: Zbigniew

Galec – dowódca Centrum Operacji Powietrznych i Anatol Wojtan – szef Zarządu Analiz Wywiadowczych i Rozpoznawczych Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Szarżę wiceadmirała otrzymał Jerzy Patz – dowódca Centrum Operacji Morskich. Generałami brygady są teraz Jan Gabryś – szef Szefostwa Obrony Przeciwlotniczej Sił Powietrznych, Marian Jeleniewski – szef Szefostwa Służby Ruchu Lotniczego Sił Zbrojnych RP i Marek Sobiechowski – dowódca 3 Brygady Radiotechnicznej. Ponadto na stopień generała brygady awansowali: ksiądz pułkownik w stanie spoczynku Witold Kiedrowski, pułkownik w stanie spoczynku Zdzisław Julian Starostecki oraz pośmiertnie kapitan Stanisław Sojczyński. (AG) 

6

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

FOT. MON

Ostrzegawcze manewry
Jeszcze w trakcie białorusko-rosyjskich ćwiczeń „Zapad 2009” i „Ładoga 2009” przedstawiciele polskiego rządu wyrażali zaniepokojenie ich scenariuszem.

P

rzewidywał on przejście do cji na zachodnim kierunku stratekontruderzenia w obronie gicznym. granic Białorusi i Rosji przed ata„Poinformowaliśmy o wynikach kiem z kierunku zachodniego, naszych analiz sojuszników, bo czyli państw NATO. uważamy, że wrześniowe ćwicze„Sojusz nie planuje żadnej ope- nia są sygnałem ostrzegawczym racji wojskowej w stosunku do Ro- nie tylko dla Polski, ale także dla sji czy Białorusi”, zauważył całego NATO”, powiedział minister Bogdan Klich. szef resortu obrony. Jego Ćwiczenia są sygnałem Pytany 12 listopada zdaniem, NATO powinostrzegawczym o reakcje polskiego no przyspieszyć prace rządu na wrześniowe nie tylko dla Polski, nad planami wzmocnieale także dla manewry za naszą nia wszystkich członków całego NATO. wschodnią granicą, posojuszu, w tym krajów informował, że w Sztabie Europy Środkowej. NależaGeneralnym Wojska Polskiełoby również poświęcić więcej go przeprowadzono dokładną ich uwagi ćwiczeniom, które będą analizę, odnotowując sprawdzian miały charakter odpowiedzi na gotowości nie tylko jednostek ewentualne zagrożenia dla bezpie2 i 20 Armii Federacji Rosyjskiej, czeństwa terytorialnego państw ale też po raz pierwszy zaangażo- członkowskich – to powinno wpływanie jednostek należących do nąć na terminarz i charakter ćwiMoskiewskiego Okręgu Wojskoczeń natowskich. Trzeba także sfiwego oraz Nadwołżańsko-Ural- nalizować prace nad Siłami Odposkiego OW, które ćwiczyły prze- wiedzi, które mają być gotowe rzut na Białoruś i udział w opera- w 2010 roku. (AG) 

W O J S K A

Przygotowania
MIĘDZYRZECZ. Żołnierze z Mobilnego Zespołu Zabezpieczenia Geograficznego (MZZG) wraz z żołnierzami z 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej przygotowywali się do międzynarodowych ćwiczeń certyfikujących grupę bojową Unii Europejskiej (GB UE I/2010) „Common Challenge ’09”. Zespół został wydzielony z 19 Samodzielnego Oddziału Geograficznego z Leszna.

L Ą D O W E

Szkolenie
POZNAŃ. Szkolenie przeznaczone dla żołnierzy kierowanych do polskich kontyngentów wojskowych odbyli dowódcy i działonowi Rosomaków w Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych. Tematem ćwiczeń było prowadzenie ognia z broni pokładowej KTO do celów ukazujących się i ruchomych. 
S I Ł Y P O W I E T R Z N E

Antykorupcyjny listopad

FOT. MON

J

eszcze w listopadzie planowane jest skierowanie do sądów przez prokuratury wojskowe 25 aktów oskarżenia dotyczących przestępstw korupcyjnych w wojsku. Poinformował o tym 10 listopada rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej pułkownik Zbigniew Rzepa. Podał on, że obecnie prokuratury prowadzą 84 postępowania karne dotyczące prze-

stępstw korupcyjnych. Wskazano, że w 2002 roku odnotowano 59 sprawców tych przestępstw, a sześć lat później prokuratury wojskowe zarejestrowały już 214 takich osób. Prokuratura podała również, że od początku 2002 roku do końca września tego roku zakończono postępowania karne przeciwko 877 wojskowym sprawcom przestępstw korupcyjnych. (ATD) 

Dyskusje za oceanem

Zaproszenie
POWIDZ. Na zaproszenie dowódcy 3 Skrzydła Lotnictwa Transportowego generała brygady pilota Tadeusza Mikutela na terenie podległych jednostek gościła delegacja kadry naukowej Politechniki Poznańskiej wraz ze studentami. Gościom zaprezentowano między innymi wyzwania stojące przed wojskowym lotnictwem transportowym w kraju i na świecie oraz kierunki jego rozwoju. 
Ż A N D A R M E R I A W O J S K O W A

O

tygodnia

Liczba

T

149 000
wstęp do Ośrodka Szkolenia Poligonowego WL w Wędrzynie (od 37 do 41 tysięcy złotych), do Centralnego Poligonu Sił Powietrznych w Ustce (42–47 tysięcy złotych) oraz za wykorzystanie 21 Centralnego Poligonu Lotniczego w Nadarzycach (145 tysięcy złotych bez oddziaływania ogniowego, 29 tysięcy z użyciem uzbrojenia). (AG) 

yle złotych powinno wpływać na konto resortu obrony za każdą dobę użyczenia naszym sojusznikom poligonu Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Drawsku Pomorskim. Jest to kwota za udostępnienie poligonu rozwiniętej brygadzie, liczącej co najmniej 2500 żołnierzy. Uaktualniony cennik udostępniania poligonów przewiduje opłaty za

sytuacji w Afganistanie i współdziałaniu w operacji ISAF rozmawiał generał broni Mieczysław Stachowiak, zastępca szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, z zastępcą przewodniczącego Połączonego Komitetu Szefów Sztabów generałem Jamesem Cartwrightem podczas oficjalnej wizyty w USA 1–6 listopada. Polski generał omówił także ze stojącym na czele Dowództwa Sił Specjalnych admirałem Ericem Olsonem kwestię zacieśnienia współdziałania szkoleniowego wojsk specjalnych po podpisanej w Krakowie w lutym tego roku ramowej umowy o współpracy. Generał Stachowiak odwiedził również Centrum Doskonałości Artylerii Polowej i Przeciwlotniczej, gdzie rozmawiano o koncepcji szkolenia i wykorzystania na polu walki systemów wyrzutni rakietowych MLRS i przeciwlotniczych systemów Patriot. (ATU) 

Certyfikaty
WARSZAWA. Starsi chorążowie Krzysztof Marczak i Piotr Wydra z Oddziału Specjalnego ŻW w Mińsku Mazowieckim 10 listopada dostali certyfikaty ukończenia kursu taktyczno-wytrzymałościowego Patrol. Certyfikaty, które uprawniają do noszenia odznaki „Patrol”, wręczył im dowódca Wojsk Lądowych generał dywizji Tadeusz Buk. 

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

7

P E R Y S K O P
PAULINA GLIŃSKA

Na obcym żołdzie

Polacy podejmują służbę w obcych armiach, bo liczą na atrakcyjne zarobki, chcą przeżyć przygodę oraz uzyskać nowe obywatelstwo.

8

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

ARMIA

ARMIA

ARMIA
O

Redaktor działu ARTUR GOŁAWSKI

d zakończenia II wojny światowej aż do 2005 roku służba w obcym wojsku była dla Polaków zamknięta i groziła prawnymi konsekwencjami. W latach 1990–1997 sądy wojskowe wydały w takich sprawach 32 prawomocne wyroki. Od 1997 roku przypadkami nielegalnej służby w obcym wojsku zajmowały się sądy powszechne. W 2005 roku zmieniono przepisy i zezwolono na zaciągnięcie się do obcych armii tym obywatelom, którzy mają uregulowany stosunek do służby wojskowej. Ówczesny minister obrony narodowej Radosław Sikorski wydał pierwszą zgodę na taką służbę 27-letniemu byłemu żołnierzowi zawodowemu, który chciał służyć w Korpusie Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych. Władze poszły też na rękę tym wszystkim, którzy przed 2005 rokiem byli żołnierzami wojsk lub organizacji wojskowych państw NATO i UE, dając im w tak zwanej ustawie abolicyjnej możliwość zalegalizowania tej służby. Wystarczyło jedynie wystąpić do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji lub Ministerstwa Obrony Narodowej z wnioskiem zawierającym pełną informację o charakterze i terminach służby. „Z możliwości tej w ustawowym terminie do 20 października 2006 roku skorzystało 29 obywateli polskich”, wyjaśnia Wioletta Paprocka, rzecznik prasowy MSWiA. „Wśród nich 27 osób służących w Legii Cudzoziemskiej, jedna w wojskach belgijskich i jedna w armii USA”.

KOMU WNIOSEK

Według nowych przepisów, zgody na służbę w innej armii nie uzyska ten, kto nie odbył zasadniczej służby wojskowej w kraju lub ma przydział mobilizacyjny. Pod obcą flagą nie może też służyć osoba, która była karana oraz została przez komisję lekarską uznana za niezdolną do służby w czasie pokoju (kategoria D) lub niezdolną do służby w czasie pokoju oraz w razie ogłoszenia mobilizacji i w czasie wojny (kategoria E). W roku wejścia tych zasad w życie zostało złożonych 26 wniosków, z których dziesięć rozpatrzono pozytywnie. Siedmiu Polaków wybrało karierę w Legii Cudzoziemskiej, dwóch – w armii belgijskiej, jeden – w marynarce wojennej USA. Rok później do MSWiA wpłynęło 21 wniosków: siedmiu kandydatów chciało wstąpić do armii duńskiej, pięciu – do Legii Cudzoziemskiej, a pozostali do armii amerykańskiej, belgijskiej, brytyjskiej, hiszpańskiej i francuskiej. Czternaście podań zostało rozpatrzonych pomyślnie. W 2009 roku, do października, złożono 23 wnioski; zgody udzielono w 16 przypadkach.

FOT. US DOD

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

9

P E R Y S K O P

Droga do munduru
2007 ROK
Francja – 19 wniosków (w 7 wydano zgody); Belgia – 1 wniosek (nie wydano zgody);

bez określenia wojska – 1 wniosek
(nie wydano zgody); Francja – 13 wniosków (w 7 wydano zgodę); USA – 1 wniosek (wydano zgodę). Razem 17 wniosków (w 8 wydano zgodę).

Kanada – 1 wniosek
(wydano zgodę); Belgia – 1 wniosek (nie wydano zgody); Dania – 1 wniosek (w trakcie realizacji); USA – 1 wniosek (wydano zgodę); Francja – 1 wniosek (wydano zgodę); Irlandia – 2 wnioski (w 1 wydano zgodę);

Luksemburg

– 2 wnioski (nie wydano zgody); USA – 2 wnioski (w 2 wydano zgodę). Razem 24 wnioski (w 9 wydano zgodę).

2009 ROK
(od 1 stycznia do 20 października):

bez określenia obcego wojska

2008 ROK

Niemcy – 2 wnioski
(nie wydano zgody);

Francja

– 1 wniosek (nie wydano zgody). Razem 23 wnioski (w 16 wydano zgodę).

– 15 wniosków (w 3 zgoda, 12 w rozpatrzeniu);

Z przeszłości
Karalność służby w obcym wojsku zakładał już pierwszy wprowadzony po odzyskaniu niepodległości polski kodeks karny z 1932 roku.

Z

godnie z artykułem 101 paragrafu 1 każdy, kto będąc obywatelem polskim, przyjmował obowiązki w wojsku nieprzyjaciel-

skim lub takich obowiązków nie porzucał, choćby przez wstąpienie do obcego wojska uzyskał obce obywatelstwo, podlegał karze

więzienia na czas nie krótszy niż dziesięć lat. W myśl paragrafu 2 cytowanego przepisu: jeżeli sprawca brał udział w działaniach wojen-

nych przeciw państwu polskiemu, podlegał karze więzienia na czas nie krótszy niż dziesięć lat lub dożywotnio albo karze śmierci. 

Mimo liberalizacji przepisów i czteroletniego okresu ich obowiązywania liczba chętnych nie wzrosła znacząco i według oficjalnych danych nadal nie przekracza 30 osób rocznie. Być może wynika to z faktu, że uzyskanie pozwolenia nie jest rzeczą prostą i dlatego nie wszyscy o nie występują. To z kolei powoduje, że dokładna liczba naszych rodaków służących pod obcą flagą nie jest znana. „Z danych przekazywanych ministrowi spraw wewnętrznych i administracji przez ambasady i konsulaty Rzeczypospolitej Polskiej wynikałoby, że tylko nieliczni obywatele polscy otrzymujący zgodę na podjęcie służby faktycznie ją podejmują. Można jednak przypuszczać, że wiele osób nie dopełnia obowiązku zawiadamiania ambasad lub konsulatów o fakcie podjęcia służby”, tłumaczy Wioletta Paprocka. „Z tego powodu MSWiA nie dysponuje informacjami o liczbie obywateli polskich pełniących służbę w obcych armiach lub organizacjach wojskowych”.

ziemska. Ale też takie jest jej założenie – rekrutować żołnierzy z całego świata. Elitarna zawodowa jednostka bojowa, utworzona w 1831 roku głównie w celu ochrony francuskich terytoriów zamorskich podczas wojny w Algierii, w potocznej opinii obrosła już mitem męskiej przygody. Jej żołnierze podejmują się trudnych zadań w najbardziej zapalnych rejonach. Przez szeregi tej francuskiej formacji przewinęło się kilkadziesiąt tysięcy Polaków. O ich zaletach na łamach „Dziennika” mówił rzecznik Legii pułkownik Christian Rascle, chwaląc doskonałe wyszkolenie, profesjonalizm i zdolności bojowe naszych rodaków.

Z Polakami służącymi w Legii bardzo trudno się skontaktować, bo wciąż praktykowane jest nadawanie legionistom nowej tożsamości. Ci, którzy w Legii służyli nielegalnie, nie chwalą się służbą we Francji.

U JEJ KRÓLEWSKIEJ MOŚCI

Szybkie obywatelstwo

O

LEGIA NAJPOPULARNIEJSZA

Najbardziej otwarta na obecność obcokrajowców w swoich szeregach jest Legia Cudzo-

d 11 września 2001 roku już 32 tysiące 500 żołnierzy obcokrajowców otrzymało amerykańskie obywatelstwo. W lipcu 2002 roku prezydent George W. Bush podpisał ustawę zezwalającą na nadawanie obywatelstwa w szczególnie szybkim trybie obcokrajowcom, którzy zaciągną się do wojska. Od tamtej pory około 8 tysięcy nie-Amerykanów co roku zgłasza się do służby w armii. 

Na Wyspach Brytyjskich spośród wszystkich mundurowych zawodów największym prestiżem, także wśród obcokrajowców, cieszy się zawód żołnierza. W ubiegłym roku głośno było o kosztującej 2 miliony funtów kampanii rekrutacyjnej brytyjskiego wojska, mającej zachęcić do służby także cudzoziemców. Wielu skusiły zarobki i prestiż. Wśród chętnych byli także Polacy. „Chciałem wstąpić do wojska, ale okazało się, że nie spełniam podstawowych wymagań – mieszkam tu zbyt krótko i nie mam brytyjskiego obywatelstwa”, napisał na internetowym forum Polonii brytyjskiej jeden z naszych rodaków. Minimum pięcioletni pobyt i posiadanie obywatelstwa angielskiego (lub podwójnego, polskiego i angielskiego) to najważniejsze warunki, które trzeba spełnić, by wstąpić w sze-

10

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

A R M I A

Polacy w US Army
Amerykańskie mundury nosi obecnie około 500 żołnierzy urodzonych w Polsce.

P

olacy mogą wstępować do innych armii, ale muszą wcześniej postarać się o pozwolenie ministra spraw wewnętrznych i administracji (w przypadku cywilów) lub ministra obrony narodowej (w przypadku byłych żołnierzy). Służba bez

uzyskania takiej zgody jest karalna. Amerykańskie mundury nosi obecnie około 500 żołnierzy urodzonych w Polsce. Wielu z nich służy za granicami USA, co najmniej dziesięciu poległo podczas misji w Afganistanie i Iraku. 


WIELU POLAKÓW służy w Bundeswehrze.
FOT. US NAVY/US DOD

regi armii. Mając status rezydenta, można co prawda zacząć starania o przyjęcie do wojska, ale i w tym przypadku mundur dostaje się dopiero w momencie przyznania brytyjskiego obywatelstwa. Ci Polacy, którzy chcą służyć w tamtejszym wojsku, nie muszą się fatygować do kraju, by uzyskać zgodę MSWiA – mogą to załatwić przez konsulat albo ambasadę. Rekrutacja do angielskiej armii trwa od trzech do sześciu miesięcy. Pierwszym krokiem jest rozmowa, a następnie badania medyczne. Kandydat musi też zaliczyć test, który dotyczy podstawowych działań matematycznych, języka angielskiego i ogólnej wiedzy o świecie. Choć nie wiadomo dokładnie, ilu Polaków służy dziś u Jej Królewskiej Mości, to jednak zainteresowanie służbą w Wielkiej Brytanii jest spore. Niektórych blokuje słaba znajomość języka, innych zbyt krótki pobyt, ale wielu przyznaje, że rozważa taką ewentualność. Głównym magnesem

są zarobki. W 2008 roku żołd angielskich oficerów wyższego szczebla wynosił brutto 6–7 tysięcy funtów miesięcznie. Niżsi stopniem otrzymywali od 3 tysięcy funtów brutto wzwyż. Równolegle z kampanią promocyjną brytyjskiego wojska w prasie pojawiły się informacje, jakoby na skutek braków kadrowych i dużego zainteresowania Polaków służbą w brytyjskiej armii rozważa się zmianę przepisów, która umożliwiłaby wcielanie do wojska obcokrajowców. Pisano o powołaniu specjalnych polskich jednostek wzorujących się na regimentach Gurkhów, a także stworzeniu brytyjskiej Legii Cudzoziemskiej. Co niektórzy szefowie biur werbunkowych dziwili się jednak prasowym doniesieniom o dużym zainteresowaniu Polaków brytyjską armią, a tamtejsze ministerstwo obrony narodowej szybko ucięło temat, stwierdzając, że nie planuje żadnych zmian mających ułatwić cudzoziemcom

wstąpienie do wojska. Dziś nadal żaden Polak nie może służyć w siłach zbrojnych Jej Królewskiej Mości, jeżeli wcześniej nie przejdzie procedury naturalizacyjnej.

PRZEZ ATLANTYK DO IRAKU
SŁUŻBA W US ARMY to dla Polaków najprostszy sposób uzyskania amerykańskiego obywatelstwa.

Z danych statystycznych wynika, że w ciągu ostatnich niecałych trzech lat o zgodę na służbę w armii amerykańskiej wystąpiło zaledwie czterech Polaków. Nieoficjalnie jednak wiadomo, że amerykańskie mundury może dziś nosić około 500 Polaków, z czego wielu służy za granicami USA, a co najmniej dziesięciu poległo podczas misji w Afganistanie i Iraku. Jednym z nich był Dawid Pietrek, którego historię opisała „Gazeta Wyborcza”. W 2005 roku młody Polak wyjechał z Polic do USA. Chciał skorzystać z szansy, którą dawała podpisana przez prezydenta George’a W. Busha ustawa z lipca 2002 roku: mając zieloną kartę, żołnierze obcokrajowcy mogli ubiegać się o naturalizowanie w trybie natychmiastowym. Rok po wstąpieniu do marines, w czerwcu 2008 roku, 24-letni

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

11

P E R Y S K O P
Dziś oboje uważają, że dokonali dobrego wyboru. „Ja nie rekrutuję nowych żołnierzy tylko dlatego, że jest to moja praca”, mówi kapitan. „Chcę pokazać, że wojsko może być fajnym pomysłem na życie i chcę, aby inni zobaczyli, co ma ono do zaoferowania. Mam nadzieję, że uda mi się do tego zachęcić także moich rodaków”. Stachowski codziennie otrzymuje 10–15 telefonów i jeszcze więcej e-maili od Polaków, którzy chcą wstąpić do amerykańskiej armii. „Niestety, większość zainteresowanych nie spełnia wymagań. Głównie chodzi o co najmniej dwuletni pobyt w Stanach Zjednoczonych”, wyjaśnia dowódca North Jersey Recruiting Company. Ten ostatni warunek jest konieczny według wprowadzonego w lutym 2009 roku programu MAVNI (Military Accessions Vital To National Interests), który obecnie jest realizowany na terenie Nowego Jorku, Dallas, Chicago, Atlanty oraz Los Angeles.

Prywatna armia

FOT. ALEKSANDER RAWSKI

KRĘTA DROGA

J

Coraz większa liczba byłych polskich żołnierzy zawodowych zatrudnia się w prywatnych firmach, wykonujących zadania wojskowe.
nych, głównie w Iraku i Afganistanie. Teoretycznie firma zatrudnia tylko obywateli amerykańskich, ale w praktyce znajdują w niej pracę byli żołnierze sił specjalnych z Polski, Kolumbii, Serbii i wielu innych krajów świata. W 2006 roku głośno było o dwóch byłych żołnierzach GROM-u, którzy zdecydowali się pracować dla Blackwater i zginęli w jednej z misji, gdy ich konwój został zaatakowany. Nie jest prawdą, jakoby Fundacja Byłych Żołnierzy Jednostek Specjalnych GROM pośredniczyła w załatwianiu tego typu posad. 

ednym z takich pracodawców jest Blackwater, firma założona w 1997 roku przez byłych oficerów elitarnej jednostki amerykańskiej Navy Seals, specjalizująca się w usługach wojskowych, między innymi w ochronie osób i obiektów w rejonach konfliktów zbroj-

Dawid Pietrek zginął wraz z czterema innymi żołnierzami w Afganistanie. Amerykańskie obywatelstwo otrzymał pośmiertnie. Dawid nie był jedynym Polakiem, który zginął, służąc w amerykańskich szeregach. Pochodzący z Dąbrowy Tarnowskiej Jakub Kowalik miał 20 lat, gdy włożył amerykański mundur. Zginął w maju 2003 roku, a dniu swoich 22. urodzin pośmiertnie stał się amerykańskim obywatelem. Zainteresowanie Polaków armią amerykańską wciąż jest spore. Dla niektórych to jedyna droga do uzyskania amerykańskiego paszportu. Ale nie brak i takich, którzy chcą przeżyć przygodę i się sprawdzić. W ankiecie przeprowadzonej 15 października 2009 roku przez portal Interia ponad połowa z 404 osób odpowiedziała twierdząco na pytanie: „Czy chciałbyś służyć w US Army?”. Chęć Polaków do włożenia amerykańskiego munduru potwierdza kapitan Rafał Stachowski, od 8 lipca 2009 roku dowodzący North Jersey Recruiting Company i odpowiedzialny za werbunek żołnierzy z północnej części stanu New Jersey. Pochodzi z Warszawy, a do Stanów wraz z całą rodziną przyjechał w 1991 roku. W styczniu 1993 roku podpisał kontrakt z rezerwą amerykańskiej

armii. Miał wtedy 17 lat. Służył między innymi w 101 Dywizji Powietrzno-Szturmowej w Forcie Campbell w stanie Kentucky oraz, już jako oficer, w batalionie transporterów opancerzonych Stryker na Hawajach. W tym czasie ukończył iberystykę i rusycystykę na Northern Illinois University. Później w Forcie Benning w Georgii ukończył kursy oficera piechoty oraz dwumiesięczny rangersa, następnie w Forcie Huachuca w Arizonie, na granicy z Meksykiem, uczył się tajników pracy oficera wywiadu. Dziś jest bogatszy także o doświadczenia ze służby w Iraku i Afganistanie. Jego o pięć lat młodsza siostra Olga też służy w armii amerykańskiej – w korpusie wojsk chemicznych.

Amerykański tygiel

W

pierwszym roku misji irackiej w czynnej służbie wojskowej USA było 1,4 miliona żołnierzy. Z tej liczby 37,2 tysiąca to cudzoziemcy, osoby urodzone poza granicami USA. Około 15 tysięcy nie miało obywatelstwa amerykańskiego. W grupie tej było także 537 osób urodzonych w Polsce. Dane Pentagonu mówiły, że spośród tych Polaków obywatelstwo USA miały 342 osoby. 

Artykuł 141 kodeksu karnego grożący tym, którzy bez wymaganej zgody służyli w obcych armiach, budzi często wątpliwości interpretacyjne. Choć prawo nie przewiduje karania posiadaczy podwójnego obywatelstwa, to w zasadzie nie wiadomo, jak traktować tych, którzy wstępując do obcej armii, nie mieli obywatelstwa danego kraju, a służba w wojsku była sposobem na jego zdobycie. Wielu zgadza się co do tego, że taka osoba wciąż musi liczyć się z możliwością wszczęcia postępowania karnego. Wielu jednak przyznaje również, że stopień szkodliwości społecznej jest znikomy. Dlatego coraz częściej słychać głosy nawołujące do likwidacji „niepasującego do rzeczywistości” 141 artykułu. Jak się jednak dowiedziała „Polska Zbrojna”, nie planuje się na razie żadnych zmian dotyczących konsekwencji nielegalnej służby w obcym wojsku. Wiadomo natomiast, że o zgodę na włożenie zagranicznego munduru będzie jeszcze trudniej. Od 1 stycznia 2010 roku zainteresowany oprócz dotychczas wymaganych dokumentów będzie musiał załączyć liczne zaświadczenia: naczelnika urzędu skarbowego o braku zaległości podatkowych, oddziału Zakładu Ubezpieczeń Społecznych lub Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego o niezaleganiu ze składkami na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne oraz Krajowego Rejestru Sądowego o niefigurowaniu na liście dłużników niewypłacalnych. Trudniejsza droga do otrzymania pozwolenia może sprawić, iż większa niż dotychczas liczba polskich obywateli będzie podejmować służbę w zagranicznych armiach nielegalnie. 
Warunki uzyskania pozwolenia na służbę w innych armiach znajdziecie na stronie: www.polska-zbrojna.pl

12

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

A R M I A

Imigranci na start

MARTA SKOWROŃSKA

tego dokumentu podpisanie kontraktu było niemożliwe.

PASZPORT W PÓŁ ROKU

Werbunek obcokrajowców do armii Stanów Zjednoczonych będzie trwać do końca 2009 roku.

D

roga imigrantów do uzyskania amerykańskiego obywatelstwa jest dość długa. Bardzo rzadko udaje się zdobyć je w ciągu trzech lat, częściej w ciągu pięciu, ale normą jest jeszcze dłuższy okres oczekiwania. Nieco łatwiej mają ci, którzy wstąpili w szeregi amerykańskiej armii. Według niedawno wy-

danego rozporządzenia, obywatel obcego państwa może złożyć podanie o obywatelstwo już po jednym dniu służby czynnej. Żołnierze zwykle dostają je w ciągu czterech–sześciu miesięcy. Do tej pory, chcąc wstąpić w szeregi sił zbrojnych USA, trzeba było mieć pozwolenie na pobyt stały, czyli tak zwaną zieloną kartę. Bez

AMERYKAŃSKIE WOJSKO najbardziej potrzebuje tłumaczy i specjalistów medycznych.

Od lutego 2009 roku armia amerykańska wprowadziła jednak program o nazwie MAVNI (Military Accessions Vital To National Interests). Umożliwia on tym wszystkim, którzy przebywają w USA od dwóch lat i posiadają jedną z wielu kategorii nieturystycznych wiz (program jasno określa, które rodzaje wiz pozwalają na skorzystanie z oferty armii), a także mają nie więcej niż 41 lat i dysponują pożądanymi przez US Army kwalifikacjami, wstąpienie do wojska i w ciągu pół roku otrzymanie amerykańskiego paszportu. Wnioskodawcy muszą udowodnić, że żyli w Stanach Zjednoczonych przez dwa lata i nie wyjeżdżali w tym czasie do swojego kraju na dłużej niż 90 dni.

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

13

FOT. US DOD

P E R Y S K O P
„Aby zakwalifikować się do programu MAVNI, trzeba zdać egzamin wstępny z wiedzy ogólnej, tak zwany ASVAB, i uzyskać na nim minimum 50 punktów (uwaga, test nie należy do najłatwiejszych). Często jednak spełnienie wszystkich wymagań nie wystarczy. Liczy się także ogólne wrażenie. Ludzie odpowiedzialni za werbunek imigrantów mogą przebierać w kandydatach i zwykle wybierają najlepszych”, wyjaśnia kapitan Rafał Stachowski dowodzący North Jersey Recruiting Company i odpowiedzialny za werbunek żołnierzy z terenu stanu New Jersey.

TŁUMACZE POŻĄDANI

Amerykańscy dowódcy zdecydowali się na werbunek obcokrajowców, bo zdają sobie sprawę, że armia, która jest obecna w wielu różnych rejonach świata, musi być elastyczna i różnorodna. „Wśród obcokrajowców jest wiele utalentowanych osób, często ze znajomością języków i większą wiedzą specjalistyczną, której brakuje Amerykanom wstępującym do wojska. Chcemy tym samym uzupełnić braki w wojskowej opiece medycznej oraz zasilić szeregi tłumaczy”, wyjaśniał na łamach „New York Timesa” generał Benjamin C. Freakley, odpowiedzialny w US Army za nabór nowych rekrutów do służby wojskowej. Program MAVNI nie jest jednak adresowany do wszystkich, którym marzy się włożenie amerykańskiego munduru. „Najbardziej poszukiwanymi kandydatami są tłumacze języka rosyjskiego, chińskiego, arabskiego, pasztuńskiego, perskiego, a także polskiego oraz lekarze różnych specjalności i analitycy”, wyjaśnia kapitan Stachowski. „Dla tłumaczy języka polskiego i rosyjskiego przewidziano w programie 119 stanowisk, które obecnie są już obsadzone”. Eksperci od języków obcych podpisują kontrakty z armią amerykańską na cztery lata, zaś specjaliści medyczni na trzy. Jeśli imigranci nie sprawdzą się bądź z własnej woli zrezygnują ze służby, mogą nawet stracić obywatelstwo. Początkowo pilotażowy program obejmował jedynie teren Nowego Jorku, ale obecnie rekrutacja została rozszerzona na Dallas, Chicago, Atlantę i Los Angeles. Wciąż aktualna pozostaje liczba imigrantów, którą ujęto w programie – do końca roku ma ich być około tysiąca (550 tymczasowych imigrantów, którzy mówią jednym albo więcej z 35 pożądanych języków, 300 medycznych specjalistów i pozostali). Jeśli eksperyment przyniesie wymierne efekty, być może zostanie przedłużony na kolejny rok. 
Informacji o procesie rekrutacji do armii USA udziela kapitan RAFAŁ STACHOWSKI pod numerem telefonu (888) 294-3943 lub pod adresem e-mailowym: rafal.stachowski@us.army.mil

Legia niekochana
Polacy, którzy służyli w Legii Cudzoziemskiej, według prawa wciąż są uznawani za zdrajców.

PAULINA GLIŃSKA

O

d 2006 roku Polacy mogą służyć w innych armiach. Warunek jest jeden: otrzymanie stosownego pozwolenia od ministra spraw wewnętrznych i administracji, a w przypadku byłych żołnierzy – od ministra obrony narodowej. Nie każdy, kto chce włożyć inny niż polski mundur, o taką zgodę występuje, narażając się tym samym na odpowiedzialność karną. Tym, którzy służą lub służyli w Legii Cudzoziemskiej (od 1999 roku do dziś) bez wymaganej zgody, grozi od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności na podstawie artykułu 141 kodeksu karnego. Nie dotyczy on tych, którzy: służbę zakończyli dziesięć lat

temu i wcześniej (kwestia przedawnienia), wstępując do francuskiej formacji posiadali podwójne obywatelstwo oraz w latach 2005– –2006 skorzystali z tak zwanego aktu abolicji.

GRANICE EUROPY

Trudno mówić o konkretnej liczbie Polaków służących w Legii. Od początku istnienia tej jednostki przez jej szeregi mogło przewinąć się kilkadziesiąt tysięcy naszych rodaków. Dziś służy w niej prawdopodobnie około 700 Polaków. Założone w czerwcu 2007 roku Stowarzyszenie Byłych Żołnierzy i Przyjaciół Legii Cudzoziemskiej w Polsce oficjalnie liczy tylko 24 członków.

14

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

A R M I A
Z DANYCH MSWiA WYNIKA, że w latach 2007–2008 o zgodę na wstąpienie do Legii wnioskowały 32 osoby, z których jedynie 14 dostało pozwolenie. 27 polskich legionistów skorzystało z ustawy abolicyjnej i zgłosiło ten fakt do MSWiA.

C O M M E N T A R I U M

Wiszący paragraf
MACIEJ KUJAWSKI

Nie wszyscy przyznają się do służby w obcej armii.

C

„Nie wszyscy przyznają się do służby w Legii, bo ciąży nad nimi wspomniany paragraf. Ponadto, aby zostać członkiem stowarzyszenia, należy mieć za sobą minimum pięcioletni kontrakt w Legii i uzyskać certyfikat o nieposzlakowanej opinii”, wyjaśnia jego prezes Zbigniew Truszczyński, który w latach osiemdziesiątych był kapralem I Regimentu Etrangere de Cavalerie. Dziś nie musi się już ukrywać, ale walczy o normalne życie dla byłych legionistów, którzy według prawa są traktowani jak przestępcy i zdrajcy. „Nie sądzę, aby służba w Legii Cudzoziemskiej w jakikolwiek sposób naruszała interesy naszego państwa. Formacja ta jest przecież elementem armii francuskiej, a Francja to nasz sojusznik. Dziś, gdy mamy Europę bez granic, gdy Polacy wyjeżdżają w poszukiwaniu pracy do innych krajów, służba wojskowa stała się pracą jak każda inna. Dlatego, moim zdaniem, artykuł 141 nie pasuje do dzisiejszych czasów”, mówi prezes Truszczyński. „I choć jest zapisem w praktyce nie stosowanym, to nigdy nie wiadomo, czy komuś nie przyjdzie do głowy, aby tych, którzy «niele-

FOT. NATO

zy wobec osób, które wstąpiły do obcej armii bez wymaganej ustawowo zgody i służąc w niej otrzymały obywatelstwo kraju, gdzie pełniły tę służbę, ma zastosowanie artykuł 141 kodeksu karnego? Odpowiedź na to pytanie wiąże się niestety z wyrażeniem opinii prawnej, której w imieniu Ministerstwa Sprawiedliwości Wydział Informacji nie może sformułować. Jako pełniący obowiązki naczelnik Wydziału Informacji i jednocześnie prokurator mogę przedstawić jednak własny pogląd poparty niebudzącymi wątpliwości komentarzami przedstawicieli doktryny prawa karnego. Moim zdaniem, artykuł 141 paragrafu 1

kodeksu karnego jednoznacznie zabrania obywatelom polskim przyjmowania obowiązków wojskowych w obcym wojsku lub obcej organizacji wojskowej bez zgody właściwego organu.

Legioniści nie chcą opowiadać o służbie we francuskiej formacji.

Zgodnie jednak z artykułem 141 parafem 3 nie popełnia przestępstwa obywatel polski, będący równocześnie obywatelem innego państwa, jeżeli zamieszkuje na jego terytorium i pełni tam służbę wojskową bez uzyskania zgody właściwego organu polskiego. Z tego dobrodziejstwa nie mogą skorzystać ci Polacy, którzy służbę w obcych siłach zbrojnych traktują jako drogę do uzyskania obywatelstwa innego państwa, co jest sytuacją wcale nierzadką. Obywatel polski, który przyjął obowiązki wojskowe w obcym wojsku lub obcej organizacji wojskowej bez zgody właściwego organu, a później uzyskał obywatelstwo państwa, w którego wojsku lub organizacji wojskowej służył lub nadal służy, w dalszym ciągu musi liczyć się z możliwością wszczęcia w jego sprawie postępowania karnego. Moim zdaniem jednak, stopień szkodliwości społecznej może być oceniony w konkretnym przypadku jako znikomy. 
pełni obowiązki naczelnika Wydziału Informacji Ministerstwa Sprawiedliwości

MACIEJ KUJAWSKI

galnie» służyli w Legii, pociągnąć do odpowiedzialności”.

DMUCHAĆ NA ZIMNE

Działania na rzecz zmiany uregulowań prawnych dotyczących służby w obcym wojsku przez obywateli polskich wpisane są w statut stowarzyszenia. „Stąd wspólne z sejmową Komisją Obrony Narodowej prace nad projektem ustawy, której głównym celem ma być jak najszybsze uregulowanie statusu
C O M M E N T WIOLETTA PAPROCKA, rzecznik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji

W

resorcie nie są prowadzone prace nad zmianą przepisów dotyczących statusu osób, które służyły w siłach zbrojnych obcych państw. Nie docierają do nas sygnały o potrzebie ponownego wprowadzania abolicji. Gdyby wystąpiły okoliczności uzasadniające potrzebę dokonania zmian prawnych, inicjatorem nowelizacji przedmiotowych uregulowań może być minister obrony narodowej.

prawnego «starych» legionistów i umożliwienie im powrotu do normalnego życia społecznego”, mówi Zbigniew Truszczyński. Praktyka pokazuje, że byłych legionistów się nie ściga, ale wielu z nich woli dmuchać na zimne. Nie chcą opowiadać o służbie we francuskiej formacji, ale zdarza się, że usprawiedliwiając swoją nieobecność, wymyślają historyjki o podróżach dookoła świata. Wiedzą, że złamali prawo, ale przekonują, że szkodliwość społeczna tego, co zrobili, jest niewielka. Dlatego walczą o abolicję. „Dążymy do takich rozwiązań, jakie dał akt z 2005 roku, kiedy to 27 Polaków służących w Legii skorzystało z możliwości zalegalizowania swojej służby w wojsku lub organizacji wojskowej państw NATO i Unii Europejskiej”, podkreśla Zbigniew Truszczyński. „Wciąż wysyłamy pisma, ale na razie nic się w tej sprawie nie robi”. Polskim legionistom zależy także na tym, by wyjść naprzeciw oczekiwaniom naszej armii. Nie ulega wątpliwości, że z ich doświadczenia wojsko mogłoby bardzo skorzystać. 

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

15

N A

C E L O W N I K U

Nie jesteśmy
16
POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

detektywami

A R M I A

Z MARCINEM IDZIKIEM o przyspieszaniu zakupów dla wojska i kontrolowaniu ich celowości rozmawiają ARTUR GOŁAWSKI, KRZYSZTOF KOWALCZYK i TADEUSZ WRÓBEL
POLSKA ZBROJNA: Co Pan zrobił, aby przetargi na broń i sprzęt dla wojska trwały krócej? MARCIN IDZIK: Kierowane przeze mnie Biuro do spraw Procedur Antykorupcyjnych doprowadziło do sformułowania trybu pilnej potrzeby operacyjnej (PPO) i dziś od zgłoszenia takiej potrzeby do przekazania dokumentów przetargowych do Departamentu Zaopatrywania Sił Zbrojnych MON mogą minąć maksymalnie 44 dni robocze, przy tym przewidywana jest odpowiedzialność za brak przestrzegania terminów. Wcześniej udało się powołać Biuro Analiz Rynku Uzbrojenia (BARU) i oddzielić funkcję autora wstępnych założeń taktyczno-technicznych (WZTT) od autora specyfikacji warunków zamówienia. BARU, oprócz WZTT, robi też doraźną analizę rynku, co pozwala przed ogłoszeniem przetargu ustalić, czy wymagania gestora-użytkownika mogą być spełnione. POLSKA ZBROJNA: „Gdy był pełnomocnikiem do spraw procedur antykorupcyjnych, wnikał w przetargi. Gdy dostał nową funkcję, stał się współodpowiedzialny za zakupy, zobaczył drugą stronę medalu – przetargi zaczęły iść sprawniej”. Tak powiedział o Panu pewien pułkownik. Wynika z tego, że był Pan zawalidrogą. MARCIN IDZIK: Powierzenie mi nowych obowiązków nie ma z tym nic wspólnego. Ostatnio zakupy usprawniła decyzja ministra obrony numer 101, która zaczęła obowiązywać w czerwcu. Wtedy uzgodnione wymagania do pierwszych przetargów w przyspieszonym trybie – po 44 dniach od zgłoszenia pilnej potrzeby operacyjnej – trafiły do departamentu zaopatrywania, i ukazały się ogłoszenia. I jeszcze jedno – dla czystości procedur od dnia powierzenia mi obowiązków radcy koordynatora nie ingeruję w pracę biura antykorupcyjnego. POLSKA ZBROJNA: Biuro działa od trzech lat. W tym czasie pojawiły się jednak opinie, że nie spełnia ono swoich funkcji, a jedynie spowalnia zakupy. MARCIN IDZIK: Zanim w listopadzie 2007 roku Bogdan Klich objął funkcję ministra, takie opinie się pojawiały. MON miał wówczas wysoki budżet i pod koniec roku okazało się, że resort zalega z wydatkami na prawie 2 miliardy złotych, bo na taką kwotę nie zrealizowano zakupów. Winą za taki stan rzeczy obarczano również biuro. Minister zdecydował o jego utrzymaniu, i to była bardzo słuszna decyzja. POLSKA ZBROJNA: Do czego jesteście ministrowi potrzebni? MARCIN IDZIK: Obowiązująca ustawa „Prawo zamówień publicznych” ma swoje instytucje odwoławcze. Można składać protesty i odwołania, a także wnosić skargi do sądu. Ponadto prezes Urzędu Zamówień Publicznych sprawuje kontrolę udzielania zamówień publicznych. Zamówienia resortowe udzielane są w przeważającej mierze w trybie wyłączonym z prawa o zamówieniach publicznych, w trybie decyzji ministerialnych. Wojskowe prawo o zamówieniach to decyzja ministra obrony numer 291. Od cywilnego różni się ona między innymi tym, że nie przewiduje odwołania. Jak już się zdecydujemy kupić coś dla wojska, to klamka zapadła. Biuro jest zatem instytucją sprawującą nadzór nad procesem udzielania zamówień na sprzęt wojskowy. Choć mamy świadomość, że nie naprawimy wszystkich błędów czy zaniedbań. Dlatego musimy współpracować z gestorami sprzętu, z Dowództwem Operacyjnym SZ, Zarządem Planowania Rzeczowego SGWP, Departamentem Zaopatrywania Sił Zbrojnych MON. POLSKA ZBROJNA: Co oznacza dla Pana pilna potrzeba operacyjna? MARCIN IDZIK: Jest to potrzeba niezwłocznego pozyskania uzbrojenia lub sprzętu wojskowego, która wynika z konieczności użycia sił zbrojnych, a której przy zachowaniu należytej staranności nie można było przewidzieć na etapie planowania tego użycia. PPO w praktyce powinna sprowadzać się do szybkiego zakupu gotowej rzeczy z półki i przekazania jej natychmiast żołnierzom.

FOT. JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

17

N A

C E L O W N I K U

WYJAZD W 2007 ROKU do Afganistanu nie był idealnie zaplanowany. Rosomaki dopancerzyliśmy w kraju po testach, które nie odzwierciedlały jednak warunków afgańskich.

POLSKA ZBROJNA: Czyli od zgłoszenia potrzeby do faktycznego przekazania sprzętu żołnierzom na froncie może minąć więcej niż pół roku. MARCIN IDZIK: To rozsądny czas, ale zależy od tego, jaki towar pozyskujemy i jak skomplikowane będzie szkolenie jego użytkowników. Udało się wprowadzić decyzję o uznawaniu certyfikacji sprzętu i broni w obcym kraju, czym wyeliminowaliśmy część testów. Gdy poprzednio chcieliśmy kupić lekkie opancerzone samochody patrolowe, to samo ich testowanie – aby potwierdzić, że spełniają parametry wskazane w WZTT – zajęłoby 109 dni. Dziś testy prowadzi się jedynie w przypadku, gdy nie ma innych możliwości weryfikacji spełnienia wymagań określonych w WZTT. To przyczynia się do szybszej finalizacji kontraktu. POLSKA ZBROJNA: Zatem nadal trudno osiągalną sztuką jest w wojsku dobre planowanie. MARCIN IDZIK: Dlatego mamy nową koncepcję pozyskiwania uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Będziemy dzielić je na pilne, bieżące i perspektywiczne. I chcemy jak najwięcej rzeczy kupować z planu perspektywicznego. Tryb pilnej potrzeby operacyjnej powinien stanowić wyjątek. To będzie wymagało świetnego planowania, aby naszych żołnierzy niewiele na misjach było w stanie zaskoczyć. Proszę zauważyć – w Afganistanie jesteśmy już osiem lat,

a znacząco trzeci rok, i musimy posługiwać się PPO. POLSKA ZBROJNA: Czy żołnierze są podatni na korupcję, czy bardziej uprawnione jest twierdzenie, że zdarza się im marnotrawić publiczne pieniądze? MARCIN IDZIK: O korupcji możemy mówić, gdy zapadnie prawomocny wyrok sądu. Jest jednak faktem, że budżet MON, obecnie 24–25 miliardów, stanowi dla wielu osób oraz firm łakomy kąsek i chciałyby one zarobić na wojsku. Proces udzielania zamówień wojskowych jest przy tym specyficzny – nie zawsze występuje wielość konkurencyjnych ofert i na ogół zamawiane produkty są bardzo drogie. Jeśli kontakty z firmami, instytucjami i jednostkami wojska mają zdrowe podstawy, to w porządku. Gorzej, gdy mamy do czynienia z ukrytym preferowaniem wybranych kontrahentów. POLSKA ZBROJNA: Dostrzega Pan presję przemysłu, który chce wcisnąć wojsku cokolwiek za jak największe pieniądze? MARCIN IDZIK: W MON mamy system antylobbingowy. Nie spotykamy się z przedstawicielami producentów sprzętu, jeśli prowadzone jest postępowanie na zakup właśnie

tego typu wyposażenia. Nie chodzimy na obiady, nie przyjmujemy zaproszeń ani gadżetów. Ale to nie załatwia sprawy, bo istnieje lobbing nieformalny. Czytając dokumenty wojskowe opisujące wymagania sprzętu, można odnieść wrażenie, że ktoś, kto je pisał, miał na myśli produkt konkretnej firmy. POLSKA ZBROJNA: Jaką rolę w pozyskiwaniu uzbrojenia mają gestorzy? MARCIN IDZIK: Powinni mieć prawo do zgłoszenia generalnych założeń, czyli opisania wytycznych odnośnie do przeznaczenia sprzętu oraz tego, jaką zdolność dzięki niemu formacja powinna osiągnąć. Natomiast nie należy formułować tak szczegółowych zapisów WZTT. Dlatego minister postanowił oddzielić gestora od tego, kto będzie pisał wymagania. Powstało BARU, które opracowuje wstępne założenia taktyczno-techniczne i warunki taktyczno-techniczne (WTT). Gestor tylko zgłasza, co mu jest potrzebne, a BARU dopisuje do zamówienia wszystkie istotne parametry: wymagania interoperacyjne, kompatybilności sprzętu oraz jaki będzie cykl rozwoju pozyskiwanego sprzętu. I to jest no-

W wojsku czasami w ciągu dwóch miesięcy chcemy naprawić błędy i podjąć decyzję, aby nadrobić paroletnie opóźnienie

18

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

A R M I A
POLSKA ZBROJNA: Czym się kierujecie? Wskazówkami ministra, przeczuciem, informacjami operacyjnymi? Wybieracie na chybił trafił? MARCIN IDZIK: Staramy się baczniej obserwować niekonkurencyjne formy postępowań, czyli negocjacje oraz przetargi w trybie pilnej potrzeby operacyjnej. Innym ważnym kryterium jest dla nas wartość przyszłego kontraktu. POLSKA ZBROJNA: Nie analizujecie sensowności zakupu? MARCIN IDZIK: Nie od tego jesteśmy. Grupa cywilnych prawników, którą tworzymy, nie ma kompetencji do podważania sensu wniosków oraz decyzji gestorów sprzętu, BARU czy Sztabu Generalnego WP. Zgodzę się jednak z tym, że od sierpnia, po stracie żołnierzy w Afganistanie, funkcjonujemy trochę inaczej. W tej sytuacji wszyscy obawiamy się, że czegoś nie kupimy. Gdy pojawia się jakaś nowość na świecie, zastanawiamy się, czy ją kupić, bo jak tego nie zrobimy, to ktoś może nam zarzucić, że zaniedbaliśmy bezpieczeństwo kontyngentu. POLSKA ZBROJNA: Po czasie zastanawiamy się, czy kupiliśmy to, czego żołnierze potrzebują. Wydaliśmy pieniądze na uspokojenie sumień czy może wykorzystały nas firmy. MARCIN IDZIK: Niektórzy dla uspokojenia sumień chodzą do kościoła. W wojsku zaś czasami w ciągu dwóch miesięcy chcemy naprawić błędy i podjąć decyzję, aby nadrobić paroletnie opóźnienie. POLSKA ZBROJNA: Ile dochodzeń bądź wyjaśnień dotyczących zakupów dla wojska zostało wszczętych w ostatnich dwóch latach? MARCIN IDZIK: Statystyki nie są oszałamiające, ale jesteśmy skuteczni. Pewne postępowania zostały wszczęte, i to z różnych powodów. Nie jesteśmy agencją detektywistyczną ani służbą mającą uprawnienia do działalności operacyjnej. Zajmujemy się tylko prewencją, nadzorem nad prawidłowością udzielania zamówień publicznych. Dlatego, jeśli mamy informację o nieprawidłowościach, przekazujemy ją innym organom: żandarmerii, prokuraturze, kontrwywiadowi wojskowemu. POLSKA ZBROJNA: Centralnemu Biuru Antykorupcyjnemu też? MARCIN IDZIK: Nie pamiętam takiego przypadku. My ograniczamy się głównie do służb i instytucji wojskowych. Jako komórka MON jesteśmy też częścią rządowego systemu walki z korupcją, znanego pod kryptonimem „Tarcza antykorupcyjna”.

wość, że gestorzy nie będą mieli wpływu na treść WZTT. POLSKA ZBROJNA: Nie boi się Pan, że za chwilę zaczną narzekać, że kupuje im się nie to, co chcieli? MARCIN IDZIK: Procedura PPO jest taka, że przedłożone przez BARU wstępne założenia taktyczno-techniczne są weryfikowane przez gestora. Oto przykład, jak było wcześniej: w Afganistanie nasi żołnierze mieli do dyspozycji HMMWV, które nie dawały im wystarczającej ochrony przed ładunkami improwizowanymi (IED). Powstała pilna potrzeba zakupu pojazdu, który zabezpieczałby życie i zdrowie żołnierzy przed IED. Wstępne założenia taktyczno-techniczne zostały napisane w taki sposób, że żaden z istniejących na rynku pojazdów nie był w stanie im sprostać. Gdyby wtedy była taka instytucja jak BARU, stwierdzono by, że nie ma na świecie pojazdu, który spełniałby tak ostre wymagania ochrony i jednocześnie był tak lekki. POLSKA ZBROJNA: Czy to był przykład pisania dokumentów pod konkretnego wytwórcę, czy może chciano osiągnąć zbyt wiele? MARCIN IDZIK: Na pewno zabrakło wniosku, że pojazd o takich

parametrach nie jest dostępny na rynku. POLSKA ZBROJNA: Najczęstszy błąd w procedurach zakupów resortowych... MARCIN IDZIK: Jest nim właśnie pisanie warunków zamówienia i założeń taktyczno-technicznych w sposób ograniczający konkurencję. POLSKA ZBROJNA: Skąd się to bierze? Z pójścia na łatwiznę i przepisania parametrów z folderów reklamowych czy z ulegania lobbingowi firm? MARCIN IDZIK: Oprócz sytuacji, o których wspomnieliście, wiąże się to także z nadgorliwością. Czasem żołnierz, formułując WZTT, chce kupić dla wojska coś najlepszego i zbiera rozwiązania z różnych konstrukcji. W ten sposób dąży do zamówienia hybrydy, której nikt na świecie nie produkuje. POLSKA ZBROJNA: Kiedy w przetargi ingeruje Biuro do spraw Procedur Antykorupcyjnych? MARCIN IDZIK: Poszczególne departamenty przesyłają nam plany swoich zakupów, a my wybieramy, które postępowania obejmiemy nadzorem.
W MON mamy system antylobbingowy. Nie spotykamy się z przedstawicielami producentów sprzętu, jeśli prowadzone jest postępowanie na zakup właśnie tego typu wyposażenia.

FOT. US DOD, JACEK MATUSZAK

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

19

N A

C E L O W N I K U
Jeśli wyślemy tam 39, w kraju zostanie jeden, na którym będą się szkolić żołnierze. Gdy się zepsuje, o co przy nauce łatwo, nie uda się go szybko naprawić, bo do jednego wozu nikt nie założy tu serwisu. MARCIN IDZIK: Liczba 40 samochodów to plan tylko na 2010 rok, z pakietu afgańskiego. Na dzisiaj nie wiemy bowiem, co się stanie z Cougarami, które użytkuje kontyngent. POLSKA ZBROJNA: Pożyczyliśmy je od Amerykanów i gdy kupimy swoje pojazdy, będziemy musieli zwrócić im ich własność. MARCIN IDZIK: Tę lukę będziemy musieli zapełnić. Sądzę, że w kolejnych latach dokupimy takie pojazdy, jeśli się sprawdzą w akcji. Świadomość ograniczeń budżetowych spowodowała, że MON nie może teraz zawrzeć wieloletniej umowy na ich dostawy. Przypominam – to gestor ustala, jakiej klasy sprzęt i uzbrojenie chce pozyskać. A jemu POLSKA ZBROJNA: Jaki wniosek wyciąga resort z tej sytuacji? MARCIN IDZIK: Minister Bogdan Klich powołał pułkownika Piotra Łukasiewicza na stanowisko pełnomocnika do spraw kontyngentu w Afganistanie. Analizy pułkownika, który pracował ostatnio w tym kraju, przyczynią się do weryfikacji faktycznych potrzeb naszego kontyngentu. Sądzę, że żołnierze nie tyle potrzebują tam dodatkowego oręża, ile załatwienia prostych spraw – dostaw części zamiennych i wymiany uszkodzonego sprzętu. POLSKA ZBROJNA: Czy biuro będzie istniało zawsze, czy też może sposób wydawania pieniędzy tak się poprawił i ustalił się wzorzec gwarantujący czystość procedur, że można już myśleć o rozwiązaniu tej komórki? MARCIN IDZIK: Zważywszy na to, że MON wydaje na zakupy około 5 miliardów rocznie, biuro musi sprawdzać dla ministra pewne czynności. Oczywiście, jeśli będzie on uważał, że nasza komórka ma rację bytu. Na pewno biuro będzie musiało się przekształcać stosownie do zmian instytucji zajmujących się zakupami w wojsku. Jeśli powstanie Agencja Uzbrojenia, usytuowanie biura będzie musiało ją uwzględnić. POLSKA ZBROJNA: Czy oficer mógłby objąć stanowisko szefa Biura do spraw Procedur Antykorupcyjnych? MARCIN IDZIK: Etat biura, jako jedynej komórki organizacyjnej MON, nie przewiduje żadnych stanowisk dla wojskowych. Przypominamy raczej małe biuro prawne. Naszymi pracownikami są dobrze wykształceni prawnicy, świadomi roli, jaką odgrywają w procesie zaopatrywania wojska. Wydaje się, że członek korpusu służby cywilnej daje gwarancję niezależności i może być mniej podatny na naciski. 
WIZYTÓWKA

POLSKA ZBROJNA: Czyli wystawiacie „świadectwo cnoty” przetargom. MARCIN IDZIK: Jeśli nadzorujemy jakieś postępowanie od momentu pisania wstępnych założeń taktyczno-technicznych, przez uzgadnianie wewnątrzresortowe dokumentacji, po negocjacje z wykonawcą, to możemy ministrowi zameldować, że jest ono poprawne lub „czyste”. POLSKA ZBROJNA: To które postępowanie może być wzorem do naśladowania? MARCIN IDZIK: Tego nie powiem, bo wskazałbym automatycznie, które postępowania nie zasłużyły na takie określenie. To wiedza dla ministra. Przypomnę, że za każdym postępowaniem stoją ludzie, którzy nie są nieomylni, i nie każdy błąd jest skutkiem korupcji. Zapewniam, że nie postrzegamy świata w kategoriach czarno-białych i stara-

Staramy się baczniej obserwować negocjacje oraz przetargi w trybie pilnej potrzeby operacyjnej
my się zachować rozsądek w ocenie ludzi, których pracę nadzorujemy. POLSKA ZBROJNA: Znana jest Panu sprawa „Żeglarków”? MARCIN IDZIK: To była modernizacja okrętów rakietowych naszej floty. POLSKA ZBROJNA: Doszło do nadużyć uprawnień przez oficerów MW i zawierania niekorzystnych umów ze Stocznią Marynarki Wojennej. Ministerstwo obrony musiało wypłacić SMW 50 milionów złotych. Ktoś za to odpowie? MARCIN IDZIK: Biuro podjęło stosowne czynności. Dziś toczą się odpowiednie postępowania. POLSKA ZBROJNA: Czy w tym roku jakieś kontrakty będą opóźnione ze względu na wyjaśnianie dokumentacji lub procedur przetargowych? MARCIN IDZIK: Nie dostrzegam takich zagrożeń. Kupujemy za tyle, ile mamy pieniędzy. Jeśli w jakimś przetargu cena okaże się wyższa niż planowaliśmy, może trzeba będzie poświęcić jakiś inny zakup, mniej ważny, aby pozyskać sprzęt ważniejszy. POLSKA ZBROJNA: Jaki jest sens zakupu 40 opancerzonych samochodów patrolowych dla kontyngentu w Afganistanie? wnioski z misji afgańskiej powinny wskazać, jakiego wozu potrzebujemy. POLSKA ZBROJNA: Czy nie było marnotrawstwem wysyłanie do Afganistanu Rosomaków opancerzonych przeciw pociskom z karabinów 14,5 milimetra, które są tak ciężkie, że bojownicy nie chcą ich dźwigać i w wersji bojowej, z amunicją podkalibrową, wartą 2500 złotych za sztukę, dla której nie ma tam celów? MARCIN IDZIK: Pewnym niedopatrzeniem systemu zaopatrywania wojska było to, że w łańcuchu decyzyjnym nikt nie uwzględnił Dowództwa Operacyjnego SZ. Teraz to zmieniamy i dowódca operacyjny będzie opiniował wnioski o zakup w trybie pilnej potrzeby operacyjnej. To przecież jego personel ma informacje z pierwszej linii, on zbiera wnioski i prowadzi bieżące analizy. POLSKA ZBROJNA: Nie wszystko da się przewidzieć, ale planowanie i decyzje podejmowane na wysokich szczeblach – w kwestii zaopatrzenia – powinny być sensowniejsze. Nie stać nas na rozrzutność. MARCIN IDZIK: Wyjazd w 2007 roku do Afganistanu nie był idealnie zaplanowany. Rosomaki dopancerzyliśmy w kraju po testach, które nie odzwierciedlały jednak warunków afgańskich. No i teraz mamy kłopot z nośnością transporterów i zabezpieczeniem na przykład przed granatami z RPG-7.

MARCIN IDZIK
Podsekretarz stanu do spraw uzbrojenia i modernizacji. Wcześniej pełnił dwie funkcje: dyrektora Biura do spraw Procedur Antykorupcyjnych, a od lipca 2009 roku również radcy koordynatora w pionie MON odpowiadającego za modernizację techniczną wojska. Z wykształcenia jest prawnikiem, ukończył także studia podyplomowe z zakresu finansów publicznych, ma uprawnienia audytora wewnętrznego. Pochodzi z Trzebini. Obecnie mieszka z rodziną w Warszawie. Dwa razy odwiedził kontyngent w Afganistanie w związku z analizowaniem potrzeb żołnierzy.

20

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

A R M I A
ZA SWOJE PRACE i udział w wojnie dostał polski Krzyż Czynu Zbrojnego, Krzyż Oficerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.

FOT. ARCH. ZDZISŁAW STAROSTECKI

Mózg Patriota
W
tegorocznych nominacjach generalskich nadawanych z okazji Święta Niepodległości gwiazdki generała brygady dostał dziewięćdziesięcioletni pułkownik Zdzisław Julian Starostecki, polski kombatant i konstruktor głowicy pocisku antyrakietowego Patriot. Nowo mianowany generał urodził się w Łodzi, gdzie jego ojciec Leonard przed wojną był komisarzem policji. Uznał on, że synowi przyda się wojskowe wychowanie. Początek wojny zastał więc Zdzisława w korpusie kadetów w Chełmie. Podczas kampanii wrześniowej walczył w szeregach Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” generała Franciszka Kleeberga. Po bitwie pod Kockiem dostał się do niemieckiej niewoli, z której udało mu się uciec. Przedostał się do Warszawy i zaczął działać w konspiracji. Marzył jednak, aby walczyć w armii polskiej na Zachodzie. uznał go za amerykańskiego szpiega i skazał na osiem lat katorgi. Najpierw rąbał lasy na bagnach nad Peczorą. Uciekł stamtąd, ale jak sam opowiadał, złapano go, skatowano i dołożono dwa lata odsiadki. Następnie został przeniesiony do kopalni złota na Kołymę. Stąd też próbował uciekać, ale po kilkunastu godzinach brodzenia po bagnach pełnych komarów wrócił do obozu. Wolność dał mu dopiero układ Sikorski– –Majski w sierpniu 1941 roku. Zwolniony z obozu wstąpił do armii generała Władysława Andersa. Został zastępcą dowódcy plutonu 4 Pułku Pancernego „Skorpion”, z którym brał udział w natarciu na Monte Cassino. Podczas kampanii włoskiej był trzy razy ranny, najciężej w kwietniu 1945 roku pod Bolonią. Lekarze cudem ocalili mu przed amputacją zmasakrowaną prawą nogę, ale ze szpitala wyszedł dopiero po roku. Wojnę porucznik Starostecki zakończył z Krzyżem Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych. Osiadł w Londynie, a następnie wyemigrował z rodziną do USA. Pracował tam najpierw jako tokarz i kreślarz. Dopiero dzięki skończeniu wieczorowych studiów na politechnice Stevens Institute of Technology udało mu się dostać pracę w elitarnym Centrum Badań

ANNA DĄBROWSKA

Brał udział w walkach pod Kockiem i Monte Cassino, kopał złoto na Syberii i skonstruował system Patriot.

i Rozwoju Projektów Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych w ściśle tajnym laboratorium taktycznych głowic jądrowych. Po kilkunastu latach uczestniczył tam w pracach zespołu projektującego pocisk antyrakietowy Patriot. Koordynował też te prace z ramienia Departamentu Obrony. Jest konstruktorem „mózgu” rakiety, czyli jej głowicy. Sam twierdzi, że można mu przypisać jej autorstwo w 75–80 procentach, a jego koncepcją był między innymi jej żyroskop oraz koder i dekoder.

ATAK NA WIDMO

Pierwszy raz spróbował dostać się na Węgry przez Tatry. Kolejną, także nieudaną, próbę przekroczenia granicy węgierskiej podjął na Ukrainie. Wpadł tam w ręce NKWD, a sowiecki sąd wojenny

Jego udział w projekcie okazał się zagrożony, gdy na początku lat osiemdziesiątych dokumentację Patriota wykradł polski szpieg podpułkownik Zdzisław Przychodzeń. Zwerbował do współpracy małżeństwo – Rudy Schiller i Jamesa Harpera. Oboje byli zatrudnieni w firmie Systems Controls, która miała dostęp do planów pocisku. Wykradli dokumentację i przekazali polskiemu szpiegowi. ZDZISŁAWOWI Po wykryciu afery małżonkowie zostali areszJULIANOWI STAROSTECKIEMU towani i skazani na długoletnie więzienie. Podmożna przypisać pułkownik Przychodzeń zdążył natomiast uciec autorstwo Patriota z USA. Kiedy okazało się, że udało mu się wyw 75–80 kraść siedemnaście rysunków głowicy sygnowaprocentach – jego koncepcją nych przez Starosteckiego, inżynierem zainterebył między innymi sowało się FBI. Dla agentów zastanawiająca byżyroskop oraz ła też zbieżność polskiego pochodzenia szpiega koder i dekoder. i naukowca. Polski konstruktor spędził więc długie godziny na rozwiewaniu podejrzeń FBI. Na szczęście, Polak pozostał w centrum, a prace nad Patriotem z sukcesem zakończono w 1987 roku. Broń weszła do wyposażenia armii amerykańskiej, a inżynier Starostecki przeszedł na zasłużoną emeryturę. Przeniósł się na Florydę i poświęcił pasji żeglarskiej. Z swoje prace i udział w wojnie dostał polski Krzyż Czynu Zbrojnego, Krzyż Oficerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Dostał też gratulacje od prezydenta USA Billa Clintona, który list do niego rozpoczął słowami: „Drogi Zdzisławie”. 

OFIARA AGENTA

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

21

FOT. RAYTHEON

A F G A N I S T A N

W

Ści żki  wojny

Granatołapki
– kilka Rosomaków. Dokładna liczba uszkodzonych wozów musi pozostać niejawna, ale Czytelnikom należy się informacja, że więcej zniszczeń wśród transporterów wywołały dotąd miny pułapki. Nie zmienia to faktu, iż Rosomaki, warte prawie 10 milionów złotych za jeden egzemplarz, padały łupem bojowników uzbrojonych w oręż, który w Afganistanie można kupić za mniej niż tysiąc dolarów. I choć skonstruowanie miny pułapki jest tańsze, to także w tym przypadku ryzyko strat w ludziach jest zbyt wielkie, by bagatelizować zagrożenie. Powinniśmy także dążyć do ograniczenia kosztów ewakuacji i naprawy uszkodzonych transporterów.

ARTUR GOŁAWSKI, KRZYSZTOF WILEWSKI

FOT. US DOD

ażący około 2 kilogramów pocisk o napędzie rakietowym, wystrzelony z ręcznej wyrzutni RPG-7, z prędkością prawie 300 metrów na sekundę uderza w pancerz. Kontakt z celem wywołuje inicjację zapalnika, co prowadzi do wybuchu głowicy zawierającej pół kilograma heksogenu i uformowania z ukrytej w niej wkładki miedzianej rdzenia kumulacyjnego, zdolnego przebić pancerz ze stali o grubości 300 milimetrów lub kilkunastocentymetrową szybę pancerną. Wdzierający się do wewnątrz rdzeń razi ukrytych tam żołnierzy swą energią kinetyczną oraz niszczy urządzenia ulokowane na jego drodze. Penetracji towarzyszy działanie odłamkowe przebijanego pancerza, fragmentującego rdzenia oraz niszczonych urządzeń. Sama eksplozja głowicy wyrzuca wzdłuż burty strumienie odłamków z aluminiowej obudowy (czepca), zabójcze dla tych, którzy znajdą się w pobliżu. Właśnie z powodu trafienia z „ergierury” musieliśmy wycofać z kontyngentu w Afganistanie – do ewentualnej naprawy u producenta

Choć żołnierze wiedzą o zagrożeniu ostrzałem z RPG-7 od misji w Iraku, to żaden z wozów bojowych kontyngentu w Afganistanie nie ma ekranów przeciwkumulacyjnych.
wiele pocisków. Przewidujemy, że będą tę taktykę stosować częściej. W tym kraju jest wciąż dużo broni porzuconej 20 lat wcześniej przez wycofujących się Rosjan. Napływa też ona przez granice państw sąsiednich, głównie z Pakistanu, znajdujemy również chińskie wersje rgppanc. Trzeba myśleć o wprowadzeniu jakiejś formy lekkich osłon przeciwkumulacyjnych”, komentuje oficer Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych. Pułkownik Paweł Palicki, szef oddziału analiz i wymagań operacyjnych w DOSZ, przyznaje, że zarówno w dowództwie, jak i kontyngencie dostrzeżono zagrożenie i wystąpiono o opracowanie oraz szybkie wdrożenie dodatkowego opancerzenia zmniejszającego efektywność granatów wystrzeliwanych z RPG. Problemem zajmują się również Dowództwo Wojsk Lądowych i instytucje odpowiedzialne za eksploatację sprzętu. „Na razie

ZASYPYWANE PATROLE

„Bojownicy atakujący konwoje i patrole z zasadzek na ogół posługują się także ręcznymi granatnikami i wystrzeliwują z nich

w kontyngencie stosuje się doraźne rozwiązania, używając środków podręcznych. Ale sprawa powinna być załatwiona oficjalnie i kompleksowo”. Dotychczas załogi wozów trafionych z granatnika miały wiele szczęścia – żaden żołnierz nie zginął. Większych strat z powodu użycia rgppanc kontyngent nie odnotował także dlatego, że jeśli strzały z tej broni oddawane są ze zbyt daleka, trafienie w cel, nawet nieruchomy, jest trudne. Standardowe przyrządy celownicze „ergierury” są prymitywne, a granaty – duże i wrażliwe w locie na podmuchy wiatru. Boczne powiewy o sile 3 metrów na sekundę obniżają prawdopodobieństwo trafienia przy pierwszym strzale do 50 procent na dystansach powyżej 180 metrów. Zasięg skuteczny RPG-7 to 500 metrów, ale na tym dystansie szanse trafienia w wolno jadący cel wynoszą 4 procent. I dlatego bojownicy w Afganistanie (ale także hezbollahowie w Libanie i hamasowcy w Strefie Gazy) zasypują patrole granatami z daleka. Liczą, że któryś trafi, a jak nie, to po 4,5 sekundy od wystrzelenia, po pokonaniu około 900 metrów, zadziała w nich samolikwidator, odłamki zaś porażą spieszonych żołnierzy lub uszkodzą nisko i wolno lecące śmigłowce. Podobno ekrany do Rosomaków zostały już zamówione i są to siatki Lasso szwajcarskiej

22

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

A R M I A
SIATKA LASSO szwajcarskiej firmy RUAG po trafieniu pociskiem z RPG-7.

Panel z siatki
PROPOZYCJA ekranów siatkowych Lasso do Rosomaków przygotowana przez WZM Siemianowice Śląskie.

E

Ukrycie pod tekstyliami

krany siatkowe są montowane w formie modułów o ograniczonych wymiarach, tak by siatka zachowała sztywność, co zapobiega zbyt dużemu jej ugięciu pod wpływem siły uderzenia granatu, a więc też kontaktowi zapalnika głowicy z zasadniczym pancerzem pojazdu. 

B

rytyjska firma Amsafe próbuje zainteresować odbiorców wojskowych lekką włókniną tarian, mogącą ponoć chronić pojazdy pancerne (mające pancerz dodatkowy) przed przeciwpancernymi granatami kumulacyjnymi dzięki

uprzedzającej inicjacji zapalnika. Reklamuje tekstylne osłony jako odpowiednik ekranów siatkowych i prętowych, lżejszy nawet o 85 procent. Chwali się współpracą z brytyjskim resortem obrony i testowaniem tekstylnych ekranów

w Afganistanie oraz zamówieniem 30 próbnych modułowych zestawów (za 100 tysięcy dolarów) przez amerykańską Agencję Zaawansowanych Badań Obronnych (DARPA). Wadą włókniny jest nieprzezroczystość. 

SKUTECZNY ZASIĘG RPG-7 wynosi 500 metrów.

firmy RUAG. Dał to do zrozumienia dziennikarzowi „Polski Zbrojnej” podczas obchodów święta Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych generał broni Mieczysław Stachowiak. Pierwszy zastępca szefa Sztabu Generalnego WP powiedział, że „do Afganistanu będziemy posyłali jako uzupełnienie pancerza dodatkowego osłony Lasso” i że „powinny one już być na początku przyszłego roku. (…) Chcemy, aby w pierwszej kolejności mieli je żołnierze jeżdżący na patrole, a docelowo wszyscy”. Marcin Idzik, podsekretarz stanu w MON do spraw uzbrojenia i modernizacji, wyjaśnia, że do transakcji na zlecenie ministerstwa jeszcze nie mogło dojść. Gestor transporterów – Szefostwo Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych Dowództwa Wojsk Lądowych – wystąpił z prośbą o zakup w trybie pilnej potrzeby operacyjnej dopancerzenia Rosomaków w postaci zamawianego dotąd pancerza dodatkowego oraz, jako nowości, ekranów przeciwkumulacyjnych. Szef Sztabu Generalnego WP zatwierdził ten wniosek, dokumenty trafiły do podsekretarza stanu, stamtąd do Biura Analiz Rynku Uzbrojenia (BARU), gdzie powstały założenia taktyczno-techniczne. Wreszcie znalazły się w resortowym biurze do spraw antykorupcyjnych. „Biuro zgłosiło pewne uwagi do procedury pozyskania

ekranów”, przyznaje Idzik, pozostający formalnie szefem tej komórki. „Szybko powinny się one wyjaśnić. Chcemy pomóc żołnierzom”, zapewnia i dodaje, że za montaż nowych osłon będą odpowiedzialne Wojskowe Zakłady Mechaniczne w Siemianowicach Śląskich jako dostawca transporterów.

PRĘT CZY SIATKA

Parametr masy wydaje się w tej chwili chyba ważniejszy od ceny ekranów. Transporterów nie można obciążać w nieskończoność – do ich konstrukcji użyto podzespołów, dla których producent wyznaczył konkretną nośność. Zapas nośności Rosomaków poddanych „afganizacji” jest już niewielki, około pół tony, więc niewiele osłon można im do-

Wnioski dla Afganistanu

O

potrzebie udoskonalenia wozów bojowych w Afganistanie rozmawiano podczas warsztatów „Wnioski i doświadczenia z eksploatacji uzbrojenia i sprzętu wojskowego w misjach i operacjach poza granicami kraju”, które odbyły się 29 października 2009 roku. Ich organizatorem był Oddział Analiz i Wymagań Operacyjnych Dowództwa Operacyjnego SZ RP. 

dać. Alternatywnym rozwiązaniem jest odzyskanie zapasu nośności poprzez wymianę dopancerzenia bocznego na lżejsze albo jego zdjęcie, jako że bojownicy nie używają ciężkich karabinów maszynowych strzelających amunicją kalibru 14,5 milimetra, przed czym dodatkowy pancerz boczny miał chronić. Pułkownik Rajmund Andrzejczak, dowódca czwartej i piątej zmiany naszego kontyngentu, jednoznacznie opowiada się jednak za utrzymaniem dodatkowych pancerzy po uzupełnieniu ich osłonami przeciwkumulacyjnymi. Z porównania kratownic i siatek wynika, że systemy prętowe są trwalsze i wygodniejsze w eksploatacji. Możliwe jest skonstruowanie takiego ekranu prętowego, który po uderzeniu i rozbiciu jednego granatu (zniszczeniu wkładki kumulacyjnej lub obwodu elektrycznego zapalnika) zachowa własności ochronne, nawet gdy w prawie to samo miejsce trafi kolejny granat. W systemie siatkowym natomiast w pewnej niewielkiej odległości od zniszczonego pierwszym pociskiem fragmentu siatki osłona będzie już nieefektywna. W razie potrzeby pręty można wymieniać pojedynczo, nie mając specjalistycznych narzędzi, natomiast przy naprawie systemu siatkowego najprostszą i najszybszą metodą jest wymiana całej siatki w module. Nową trzeba naprężyć specjalistycznymi narzędziami, co

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

FOT. US DOD

FOT. RUAG

23

A F G A N I S T A N
ncerza Zadaniem pa o jest eg kratownicow działaniu za zapobieżenie zeniowego er ud a ik ln zapa atu. głowicy gran ić Ma ona utkw i. am ęt pr y dz ię m

może być kłopotliwe w rejonie misji. Systemy siatkowe mają jedną przewagę nad kratownicami, zwanymi też potocznie grillami – mniejszą masę powierzchniową (kilogramy na metr kwadratowy). Przedstawiciele firmy RUAG podczas kieleckiego salonu zapewniali, że siatki są lżejsze o połowę od kratownic, a druty o średnicy 4 milimetrów nie utrudniają kierowcy obserwacji trasy jazdy. W Zakładzie Ekspertyz Materiałowych Uzbrojenia i Sprzętu Wojskowego Instytutu Techniki Pancernej i Samochodowej testowa-

Pancerz przestrzenny

no kilka różnych ekranów prętowych i siatkowych. Ostrzeliwano je granatami PG-7M. Eksperci doszli do wniosku, że obydwa systemy są nieskuteczne w razie trafienia granatem w pręt lub drut siatki. Podpułkownik doktor inżynier Marek Szudrowicz z WITPiS wyjaśnia: „Ochronne działanie ekranów obu typów występuje tylko w przypadkach trafienia granatów w przestrzeń między prętami lub drutami siatki”. Pułkownik Zbigniew Siejda z BARU nie uważa więc, by doposażanie Rosomaków

osłonami przeciwkumulacyjnymi radykalnie poprawiło bezpieczeństwo: „Taki zabieg poprawi bardziej samopoczucie żołnierzy niż faktyczną odporność transporterów. Ekran zatrzyma jeden pocisk na dwa–trzy wystrzelone do transportera. Wiele zależeć będzie nadal od szczęścia załóg”.

OSŁONA AKTYWNA

Konstruktorzy z Sulejówka proponują złożyć w jeden system pancerza chroniącego boki pojazdu minimum cztery warstwy ochronne.

Z

badań poligonowych i analiz WITPiS wynika, że odsunięcie punktu detonacji głowicy granatu PG-7M o mniej więcej 80 centymetrów od pancerza redukuje głębokość penetracji pancerza stalowego – w przypadku zadziałania zapalnika około połowę. Aby zniwelować zdolność penetracji do zera, należałoby odsunąć punkt detonacji o kilka metrów. Nikt tego nie zrobi, bo obustronne osłonięcie takimi ekranami Rosomaka, Piranii czy Pandura spowodowałoby, że wóz nie wje-

chałby w ulicę normalnej, kil- z RPG, dodatkowy pancerz kumetrowej szerokości. kompozytowy – lżejszy od Opancerzenie kratownicowe stalowego (przeciw pociumieszczane jest, ze wzglę- skom kinetycznym i odłamdów eksploatacyjnych, kom oraz fragmentujązazwyczaj w odległocym IED lub EFP), Każda ści 30–50 centypancerz kadłuba z warstw metrów od pan– element nozwiększa cerza zasadni- prawdopodobieństwo śny, a także douniknięcia zranienia dać we wnętrzu czego. załogi pojazdów. Konstruktorzy pojazdu spall-liz Sulejówka proponer – wykładzinę nują złożyć w jeden na ścianach ogranisystem pancerza przestrzen- czającą kąt rozlotu odłamnego, chroniącego boki po- ków powstających wewnątrz jazdu, minimum cztery war- pojazdu w przypadku przebistwy ochronne: ekran lub in- cia pancerza przez pociski ny system przeciw granatom i rdzeń kumulacyjny. 

Uczestnik czwartej zmiany polskiego kontyngentu w siłach ISAF podpułkownik doktor inżynier Przemysław Kupidura, adiunkt w Zakładzie Konstrukcji Specjalnych Instytutu Techniki Uzbrojenia Wojskowej Akademii Technicznej, zaleca zastosowanie ekranów: „Tylko doraźnie. Bo przyszłość należy do systemów ochrony aktywnej i o nich powinniśmy już myśleć”. Generał Stachowiak docenia walory pancerzy aktywnych, ale zwraca uwagę na to, że użycie obecnie dostępnych systemów naraża żołnierzy znajdujących się w pobliżu broniącego się wozu. Gdy następuje aktywacja takiej osłony – odłamki rażą wszystkich wokół. „Żołnierz w Afganistanie musi zaś być gotowy do tego, aby w każdej chwili wyjść na zewnątrz”. Do tej pory żadna armia nie zastosowała pancerzy aktywnych na transporterach kołowych, a tylko Duńczycy nabyli ekrany siatkowe – Lasso firmy RUAG – do gąsienicowych transporterów M113. Inne armie, obecne w Afganistanie czy Iraku, instalują ekrany prętowe, co widać na używanych tam zarówno pojazdach gąsienicowych, jak i kołowych. 

24

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

FOT. ROBERT SUCHY

A R M I A

Druga kariera
Warto dobrze się przygotować do podjęcia pracy po zdjęciu munduru i uzupełnić swoje wykształcenie oraz kwalifikacje pod kątem bieżących potrzeb rynku pracy.

W

nawiązaniu do artykułu Krzysztofa Wilewskiego „Wojskowy cieć”, który ukazał się w 38. numerze „Polski Zbrojnej” (20 września 2009), pragniemy poinformować, że „kariera ciecia” z całą pewnością nie jest jedyną możliwością dla byłych żołnierzy zawodowych. Od ponad roku, w porozumieniu z Ośrodkiem Aktywizacji Zawodowej w Bydgoszczy, realizujemy w Wyższej Szkole Gospodarki program „Druga kariera zawodowa żołnierzy”, który obejmuje szeroką ofertę kształcenia dla żołnierzy i byłych żołnierzy zawodowych. Program zakłada korzystanie ze specjalnej oferty bezpłatnych lub w znacznym stopniu dofinansowanych z funduszu uczelni studiów wyższych (licencjackich, inżynierskich, magisterskich) na wybranych kierunkach i specjalnościach. Żołnierze mogą także skorzystać z 10-procentowej zniżki na pozostałe kierunki studiów.

Myśląc o dalszej karierze tej grupy zawodowej, WSG włączyła do oferty także studia podyplomowe oraz szeroki wachlarz kursów i szkoleń, w tym językowych. Do kierunków studiów podyplomowych z 20-procentową zniżką należą między innymi zarządzanie zasobami ludzkimi, logistyka i transport, bezpieczeństwo państwa w standardach europejskich oraz zarządzanie kryzysowe. Program „Druga kariera zawodowa żołnierzy”, oprócz preferencji finansowych, obejmuje także wiele udogodnień organizacyjnych. Realizujemy w ten sposób postanowienia listu

intencyjnego, który został podpisany 25 lipca 2008 roku pomiędzy naszą uczelnią, reprezentowaną przez kanclerza docenta Krzysztofa Sikorę, i Ośrodkiem Aktywizacji Zawodowej, reprezentowanym przez jego kierownika Piotra Lemanowicza oraz specjalistę Janusza Karbowiaka. Na studia I stopnia ubiegało się w tym roku 39 żołnierzy skierowanych przez Ośrodek Aktywizacji Zawodowej w Bydgoszczy. Studia podyplomowe w roku akademickim 2009/2010 odbywa kilkunastu żołnierzy. Druga kariera zawodowa jest zatem możliwa. Warto być do niej dobrze przygotowanym i uzupełniać swoje wykształcenie oraz kwalifikacje pod kątem bieżących potrzeb rynku pracy. 
dyrektor Centrum Kształcenia Podyplomowego i Szkoleń

MARZENA BOGDANOWICZ

Inne spojrzenie
Po raz kolejny przeczytałem Pana wstępniak („PZ” numer 44 z 1 listopada 2009 roku) i po raz kolejny zatrwożyłem się z powodu Pana prób tłumaczenia wszystkiego i wszystkich.

R

zecz idzie, jak można się domyślać, o polskich oficerów rozstrzelanych w Katyniu. Nie chce Pan, jak sądzę, nikogo uniewinniać od zarzutów popełnionych zbrodni. Każe Pan jednak ubierać się w rubaszkę, uszankę, walonki i płakać z Rosjanami w śnieżnych pustaciach Syberii. Wolałbym się jednak przenieść kilkadziesiąt lat wstecz – powiedzmy do roku 1938, do zalanej słońcem Katalonii. Na zapleczu batalionu którejś z Brygad Międzynarodowych trwa właśnie sąd polowy. Prokurator, obrońca i sędzia w jednej osobie to oficer NKWD. Przysłany tu, by czuwać nad czystością wyznawanych przez żołnierzy Republiki poglądów, do węszenia spisków i karania nieprawomyślnych. Cała rozprawa trwa może pięć minut. W ręku enkawudzisty pojawia się pistolet. Strzał w głowę młodego, może dwudziestoletniego chłopaka. Ciało upada obok innych, martwych już, żołnierzy.

Wszyscy przybyli tutaj z pobudki serca, przechodząc zieloną granicę i zostawiając swoje rodziny, aby bronić Republiki przed „faszyzmem” generała Franco, ramię w ramię z innymi „towarzyszami”. Bezinteresownie, w imię wolności i solidarności. Ich jedyną winą było to, że nie należeli do Partii Komunistycznej, ale do POUM. Byli marksistami, a towarzysza Stalina i jego idee, wielkie czystki, kolektywizację i szukanie wrogów ludu mieli „w głębokim poważaniu”. Nie tak wyobrażali sobie kraj proletariatu. Oficer NKWD wraca do Związku Radzieckiego i witany jest jako bohater wojny domowej w Hiszpanii. Pisze książkę o swych wyczynach na linii frontu. Ubolewa nad losem poległych i zamęczonych przez frankistów „towarzyszy”. Jego ofiary nie mogą mówić. Godnego pochówku doczekają się kilkadziesiąt lat później.

W Hiszpanii służyło wielu kolegów wspomnianego w Pana artykule kapitana NKWD Błochina. Zapomniał Pan jednak napisać o pewnym jego wynalazku. Otóż przystosował on rzeźniczy fartuch oraz skonstruował specjalną skórzaną maskę, które miały chronić mundury enkawudzistów przed splamieniem krwią ofiar podczas mordów. Udoskonalenia zostały przetestowane na polskich jeńcach wojennych. Jeszcze wiele lat później, już jako emerytowany generał NKWD, chwalił się tym przed młodszymi kegebistami, którzy odwiedzali go w jego generalskiej daczy. Szanowny Panie Redaktorze, myślę, że większość czytelników zrozumiała, co miał Pan na myśli, pisząc o zakładaniu walonek. Jeżeli o milionach ofiar mówi matka czy córka jednej z nich, należy się szacunek. Jeżeli jednak o tym samym mówi ktoś, kto na świat spogląda zza nigdy niezdjętej maski Błochina, to należy się pewne wyjaśnienie. Być może w syberyjskich pustaciach wiatr zapomnienia wieje silniej i możliwe jest przebaczenie bez wyznania win i kary. Zarówno natomiast w słonecznej Hiszpanii, jak i w Polsce, które leżą, jakby nie było, w Europie, najpierw trzeba się rozliczyć z przeszłością i zbrodniami, a dopiero później płakać nad ich ofiarami. 
MAREK SMOLIŃSKI
ze Śremu

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

25

P R A W O

H U M A N I T A R N E

Wojenne fair play
Po raz pierwszy zaczęliśmy rozważać, czy prawo międzynarodowe za bardzo nie krępuje naszych sił zbrojnych.

RAFAŁ RYBICKI

K
26

ilka tygodni temu, niezauważona przez media, minęła 60. rocznica podpisania najważniejszych dla współczesnego prawa wojennego dokumentów: konwencji genewskich z 12 sierpnia 1949 roku. Cztery konwencje, wzbogacone o dwa protokoły dodatkowe z 1977 roku, miały ucywilizować wojny. Politycy, widząc, że zjawiska tego nie da się całkowicie wyeliminować, postanowili spróbować nadać mu choć minimum reguł fair play.

HUMANITARNE TRAKTOWANIE

Idea międzynarodowego prawa humanitarnego (MPH), zwanego też prawem wojennym, zrodziła się w drugiej połowie XIX wieku.

Pierwszą konwencję genewską, ustalającą reguły obowiązujące podczas wojny, podpisano w 1864 roku. Miała ona poprawić los rannych na polach bitew. Głównym zadaniem MPH jest bowiem ochrona osób, które nie biorą udziału w walkach. Podlegają jej cywile, personel medyczny i kapelani oraz żołnierze, którzy zaprzestali walki ze względu na odniesione rany lub dostanie się do niewoli. MPH ustala też zasady, według których wojny mogą być prowadzone. Międzynarodowe prawo humanitarne ma zastosowanie do wszelkich konfliktów zbrojnych, ale dokonuje się rozróżnienia między konfliktami międzynarodowymi a wewnętrznymi – różny jest bowiem zakres obowiązujących w tych sytuacjach norm. Niezależnie od rodzaju konfliktu, zawsze obowiązuje podstawowa ochro-

na, której zasady zostały zawarte w tak zwanym wspólnym artykule trzecim (mającym jednakowe brzmienie we wszystkich czterech konwencjach genewskich) zwanym konwencją w miniaturze, zawiera on bowiem podstawowe reguły MPH. Artykuł ten zobowiązuje walczących do humanitarnego traktowania wszelkich osób niebiorących udziału w walkach, zakazuje ich zabijania, torturowania i ranienia. Ochrona przysługuje bez jakiejkolwiek dyskryminacji. Zakazane jest branie zakładników i naruszanie godności chronionych osób, a także wydawanie i wykonywanie na nich wyroków przez organy inne niż niezawisłe sądy. Ranni i chorzy powinni być otoczeni opieką i leczeni. Pierwszą z naczelnych zasad prawa humanitarnego jest odróżnienie kombatantów, czy-

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

A R M I A
w każdy możliwy sposób. Zakazane jest używanie broni powodujących niepotrzebne zniszczenie, sprawiających nadmierne cierpienie oraz takich, których zastosowanie niweczy zasadę rozróżniania obiektów cywilnych i wojskowych. Ostatnią z naczelnych zasad jest obowiązek strony konfliktu, która sprawuje władzę nad obywatelami wrogiego państwa, zapewnienia tym obywatelom (niezależnie od tego, czy są to mieszkańcy okupowanych terytoriów, czy jeńcy wojenni) podstawowych praw, obejmujących między innymi prawo do kontaktu listownego ze swymi rodzinami, prawo do otrzymywania pomocy humanitarnej oraz dostęp do sądownictwa (przynajmniej w podstawowym zakresie). wprowadzenie odpowiednich przepisów, penalizujących złamanie reguł prawa humanitarnego, do prawa karnego danego państwa. Ta metoda stosowana jest także w Polsce. Artykuł 122 naszego kodeksu karnego ustanawia karę więzienia dla osób dopuszczających się ataku na obiekty chronione przez konwencje genewskie, zaś artykuł 123 mówi o karaniu sprawców zabójstw osób chronionych przez prawo humanitarne. To właśnie te przepisy kodeksu karnego są podstawą aktu oskarżenia wniesionego przez prokuraturę wojskową wobec sprawców zdarzeń z Nangar Khel.

OKRUCIEŃSTWA minionych wojen pokazują, co się dzieje, gdy zabraknie reguł. Na zdjęciu żołnierze alianccy oślepieni gazem bojowym podczas I wojny światowej.

OKIEŁZNANIE ŻYWIOŁU

WZMOCNIENIE OCHRONY

li ludzi biorących udział w walkach, od innych osób. Ma ono służyć oszczędzeniu ludności i mienia cywilnego. Ani ludność cywilna jako całość, ani poszczególne jednostki nie mogą być atakowane. Wszelkie działania zbrojne można kierować jedynie przeciw obiektom wojskowym. Życie, zdrowie i godność osób niebiorących udziału w walkach są chronione niezależnie od tego, czy są to cywile, jeńcy wojenni, czy żołnierze niezdolni do walki z powodu ran. Kolejną podstawową zasadą jest ochrona rannych i chorych. Muszą oni (w przypadku wojny morskiej także rozbitkowie) otrzymać pomoc medyczną niezależnie od tego, w czyich są rękach. Personel medyczny podlega pełnej ochronie, na jego członków nałożony jest jednak szczególny obowiązek niebrania udziału w walkach. Personel medyczny, ambulanse oraz szpitale mają prawo stosowania szczególnych znaków ochronnych – w zależności od miejsca konfliktu używane są na równych prawach: czerwony krzyż, czerwony półksiężyc oraz (od 2005 roku) znak organizacji Czerwony Kryształ zwany też Znakiem Trzeciego Protokołu. Inną zasadę MPH stanowi zakaz dowolnego wybierania środków i metod walki. Minęły już czasy, gdy wojnę można było prowadzić

POLSKA, podpisując konwencje, wzięła na siebie zobowiązanie, będące także powodem do dumy.

Powyższe zasady są formułowane i rozwijane w czterech konwencjach z 1949 roku (I – o polepszeniu losu rannych i chorych w armiach czynnych na lądzie, II – o polepszeniu losu rannych i chorych w wojnie na morzu, III – o jeńcach wojennych, IV – o ochronie osób cywilnych podczas wojny). Wzmocnienie ochrony wynikającej z konwencji nastąpiło po przyjęciu w roku 1977 dwóch protokołów dodatkowych. Dokumenty te nie są jednak jedynymi źródłami MPH. W minionych kilkudziesięciu latach przyjęto wiele konwencji dotyczących zagadnień szczególnych, takich jak ochrona dóbr kultury podczas wojny (konwencja z roku 1954) czy zakazujących używania pewnych rodzajów broni (konwencja o zakazie broni biologicznej z roku 1972, konwencja o zakazie min przeciwpiechotnych z roku 1997). Konwencje z 1949 roku pozostają jednak jedynymi dokumentami o szerokim zastosowaniu, ponieważ są ratyfikowane przez niemal wszystkie kraje świata. Podobnie ma się sprawa z protokołami dodatkowymi z roku 1977, z tą różnicą, że nie zostały one ratyfikowane przez największego obecnie gracza światowej polityki – USA, co czyni je dużo mniej użytecznymi. Konwencje MPH nakładają na państwa-strony wiele obowiązków. Podstawowym jest zapewnienie przestrzegania postanowień konwencji przez ich własne siły zbrojne. Chodzi między innymi o szkolenie żołnierzy, a w szczególności dowódców, w zakresie prawa wojennego, ale także

Chyba nigdy wcześniej sprawa stosowania konwencji genewskich przez Wojsko Polskie nie była tak żywa, jak w kontekście obecności polskich żołnierzy w Iraku i Afganistanie. Zastanawiamy się, czy to możliwe, by dopuszczali się oni zbrodni wojennych. Po raz pierwszy zaczęliśmy też rozważać, czy prawo międzynarodowe nie krępuje zbyt mocno naszych sił zbrojnych, tym bardziej gdy widzimy, że sojusznicy (Amerykanie) nie mają tego problemu, bo nie obowiązuje ich ściślejszy reżim wynikający z protokołów dodatkowych. Tu i ówdzie pojawiają się głosy próbujące stanowczym stwierdzeniem „to jest wojna” usprawiedliwiać łamanie zasad prawa humanitarnego. Nie można tolerować takiego podejścia! Okrucieństwa minionych wojen pokazują, co się dzieje, gdy zabraknie reguł. Jeżeli nie można dziś prowadzić polityki wyłącznie za pomocą metod pokojowych, to należy zadbać, żeby wojna była prowadzona według minimalnych chociaż standardów, zapewniających ochronę osób niebiorących udziału w walce. Trudno byłoby bowiem nazywać się narodem cywilizowanym, nie uznając tych kilku podstawowych zasad. Polska, podpisując konwencje, wzięła na siebie poważne zobowiązanie, będące także powodem do dumy – system międzynarodowego prawa humanitarnego jest wielkim osiągnięciem ludzkości, która po raz pierwszy w historii postanowiła okiełznać wojenny żywioł. Gdyby w wyniku procesu okazało się, że polscy żołnierze łamali postanowienia konwencji, należałoby ustalić przyczyny takiego stanu rzeczy, a przede wszystkim znaleźć sposoby zapobiegania takim wypadkom w przyszłości. 

FOT. US DOD (2), ARCHIWUM PZ

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

27

G E O G R A F I A

Mapy krańców świata

KRZYSZTOF KOWALCZYK

WCG współpracowało przy wykonaniu map Argentyny i południowo-wschodniej Afryki.

Dokładne mapy prowincji Ghazni polski kontyngent dostał od Amerykanów. Ci przekazali Polakom, ku ich zaskoczeniu, polskie mapy, których wykonanie zlecili służbie topograficznej WP.

W

ojskowe Centrum Geograficzne w Warszawie przekazało Amerykanom 29 różnych map z obszaru Ghazni i okolicznych prowincji, w całkowitym nakładzie 290 tysięcy arkuszy. To najdokładniejsze mapy regionu, jakie istnieją, bo Polacy rysowali je na podstawie nie tylko przekazanych nam map czeskich, lecz także aktualnych zdjęć satelitarnych, dostarczonych przez Amerykanów. WCG to najnowocześniejsza placówka w Polsce odpowiedzialna za zaopatrzenie naszej armii w tak zwane produkty geograficzne. W sumie jednostek geograficznych mamy cztery – są jeszcze w Toruniu, Komorowie koło Ostrowii Mazowieckiej i Lesznie pod Poznaniem. Ale to właśnie stołeczne WCG dostarcza im materiały do produkcji map i wykonuje międzynarodowe umowy o współpracy kartograficznej – takie jak ta z Amerykanami.

Z DANYCH gromadzonych na polskim geoserwerze korzystać mają nie tylko Polacy, ale też dowództwa sojusznicze.

DOKŁADNE I AKTUALNE

W NATO współpraca między wojskowymi służbami geograficznymi poszczególnych państw opiera się na umowach dwustronnych.

Polska ma ich podpisanych dwanaście. Oprócz USA partnerami naszych geografów są, między innymi, służby z Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Włoch. Kolejne umowy z państwami NATO są w trakcie negocjacji. Na mocy tych porozumień nasze wojsko może pozyskiwać w drodze wymiany najdokładniejsze mapy i zdjęcia geograficzne niemal wszystkich regionów świata. Dzięki temu polscy żołnierze na misjach zagranicznych mają pewność, że ich informacje są aktualne. WCG wzbogaca także zasoby geograficzne NATO – teraz dostarcza szczegółowe mapy Ukrainy, Białorusi i Obwodu Kaliningradzkiego. Ma to związek z wymianą cyfrowych map wektorowych (komputerowe bazy danych o ukształtowaniu i innych właściwościach terenu), znajdujących się w posiadaniu sojuszu, z poziomu 0 i 1 na dokładniejszy standard, tak zwany Level 2 – w ramach

realizowanego właśnie międzynarodowego programu MGPC (Multinational Geospatial Co-production Program). NATO dąży do pozyskania dokładniejszych i zestandaryzowanych map całego świata.

NIE TYLKO KOMPUTERY

Aby mapy różnych regionów Polski dostarczane wojsku przez WCG były dokładne, centrum współpracuje z wieloma krajowymi ośrodkami, między innymi z głównym geodetą kraju, Państwowym Instytutem Geologicznym, ale też Głównym Urzędem Statystycznym, który dostarcza WCG informacji o liczbie mieszkańców konkretnych regionów. Dzięki takiej wieloletniej już współpracy mapy wojskowe uznawane są za najdokładniejsze. Osiągniecie takiego efektu nie jest łatwe. Nie gwarantuje go również najnowocześniejszy sprzęt komputerowy do obróbki zdjęć satelitarnych, z którego korzysta WCG. Bez wprawnych

28

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

FOT. EWA KORSAK

A R M I A
oczu kartografów pracujących dla wojska stworzenie mapy – czy to w wersji papierowej, czy cyfrowej, wyświetlanej na ekranach komputerów – zasługującej na miano wojskowej nie jest możliwe. „Nie ma takiej mapy, na której nie byłoby błędu”, przyznaje pułkownik Janusz Rozwałka, szef WCG. „Żeby nanieść tak dużą liczbę informacji, często trzeba z mapy coś wykreślić. Dlatego pracujemy tak długo, aż naprawimy wszystkie błędy”. Polskie prace już zostały wysoko ocenione przez wojska sojuszników ćwiczące na polskich poligonach, a także w działaniach bojowych na misjach w Iraku, Afganistanie i Czadzie. Jedna z map topograficznych opracowana przez WCG zdobyła nagrodę na międzynarodowym konkursie w USA. To doświadczenie pozwala Polakom nie tylko przygotowywać ortofotomapy dla systemów nawigacyjnych myśliwców F-16, ale też pracować nad wdrożeniem polskiego geoserwera – ma być w pełni gotowy pod koniec tego roku. Specjalna strona w wojskowej sieci intranetowej MIL-WAN nie tylko pozwoli dowódcom wykorzystywać wszystkie zasoby map cyfrowych – obejmujące praktycznie cały świat – jakimi dysponuje WCG, ale też umożliwi, dzięki specjalnemu oprogramowaniu, wykonywanie skomplikowanych analiz geograficznych. „Geoserwer pozwoli nie tylko ściągać mapy, ale też zadawać pytania, na przykład o przejezdność danego terenu dla pojazdu o określonej masie”, wyjaśnia pułkownik Rozwałka. Wojsko będzie mogło pozyskiwać nie tylko informacje o rozlokowaniu dróg czy mostów, lecz także o ich parametrach: szerokości i nośności. System umożliwi też analizę terenu i wyszukiwanie choćby tras przejazdu według oczekiwań oddziałów. Biorąc pod uwagę, że do tej pory mapy cyfrowe zamawiane przez wojsko były dostarczane na płytach CD pocztą, uruchomienie polskiego geoserwera będzie znaczącym skokiem jakościowym. Docelowo z danych na nim gromadzonych korzystać mają nie tylko Polacy, ale też dowództwa sojusznicze. 

Zawał, nie zadyszka
Niedługo będziemy szukać orzeczników wojskowych przez ogłoszenia w prasie albo przekażemy cały ten system do ZUS lub KRUS.

JANUSZ JASIŃSKI

A

Imponująca rocznica
15 listopada Wojskowe Centrum Geograficzne obchodziło swoje święto.

utor felietonu „Zadyszka w komisjach” („PZ” numer 42 z 18 października 2009 roku) dotknął ważnego tematu. Od czasu ostatniej reorganizacji w wojskowych komisjach lekarskich właściwie nic się nie zmieniło, a ciągle przybywa nam zadań, także orzeczniczych. Warto przybliżyć czytelnikom „PZ”, o co chodzi z tymi komisjami. Przedstawię problem na przykładzie mojej, Terenowej Wojskowej Komisji Lekarskiej w Żarach.

60 LAT MINĘŁO

W

tym roku polskie służby geograficzne obchodzą 90-lecie istnienia. Jest to jednocześnie pięciolecie WCG, sformowanego w 2004 roku w miejsce Oddziału Zaopatrzenia Topograficznego i Wojskowego Ośrodka Geodezji i Teledetekcji. W uznaniu zasług poprzedników WCG i jej samej w tym roku minister obrony ustanowił 15 listopada dorocznym świętem Wojskowego Centrum Geograficznego. 

Otóż 29 października 1945 roku rozkazem dowódcy DOW nr 41 powołana została Garnizonowa Komisja Lekarska w 8 Polowym Szpitalu Chirurgicznym w Halbau (Iłowa). Jej tradycje kultywuje dzisiejsza TWKL Żary. Minęło ponad 60 lat, a etat osobowy komisji jest praktycznie taki sam. Gdy była ona elementem szpitala wojskowego w Żarach, funkcjonowała w jego strukturach, jeśli chodzi o zaopatrzenie finansowe, mundurowe, sprawy mobilizacyjne i inne. Odpowiednie służby pomagały nam w codziennej pracy. Po reformie wojskowej służby zdrowia

i przekazaniu szpitali do narodowego systemu ochrony zdrowia komisje pozostawiono same. Stworzenie oddziałów gospodarczych (OG), którym zaczęliśmy podlegać, powodowało spięcia. Osoby funkcyjne w OG nie rozumiały specyfiki naszej służby. Wielkim nieporozumieniem jest traktowanie WKL przez dowódców OG oraz naszych przełożonych jak samodzielnych jednostek wojskowych z pełnym składem sztabu. Okazuje się, że oto nagle kilku lekarzy wojskowych pozostawiono samym sobie z olbrzymią odpowiedzialnością za całokształt działań komisji. Na dodatek w jednej chwili, gdy obcięto nam etaty, rozszerzono ponad miarę zakres obowiązków. Nie dziwi mnie, że wielu kolegów nie wytrzymało tej presji i odeszło. Gdyby przeszli do innej pracy w armii…, ale oni wybrali zatrudnienie w cywilu! O problemach tych słychać co jakiś czas, a mimo to przez przełożonych są jakby niedostrzegane.

PAN OD WSZYSTKIEGO

Pewnie niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że każda komisja stanowi osobną jednostkę wojskową. To znaczy, że jest jed-

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

FOT. US DOD

29

O P I N I E
wania, funduszu świadczeń socjalnych, prowadzenia dokumentacji kadrowej (teczki personalne), prawa pracy, przepisów BHP, kodeksu postępowania administracyjnego. Nie wspomniałem o wojskowych przepisach orzeczniczych, które powinniśmy opanować w stopniu perfekcyjnym. Powyższe zadania wykonujemy w następującym stanie etatowym: dwóch oficerów lekarzy, dwóch lekarzy cywilnych, dwóch referentów. Ponadto przewodniczący pełni obowiązki pracodawcy w rozumieniu kodeksu pracy w stosunku do pracowników wojska. Efektem wszystkich reorganizacji i zmian w wojskowej służbie zdrowia są jedynie obniżone etaty (w stosunku do żołnierzy) w komisjach, etat jednostki pozostał natomiast praktycznie taki sam od chwili jej powstania (w przypadku TWKL Żary – od 1945 roku). Warunki pracy i służby w XXI wieku wymagają od przewodniczących WKL perfekcyjnej znajomości prawa (w tym kodeksu pracy, prawa administracyjnego, przepisów orzeczniczych MON, innych resortów itp.). Ze względu na to, że trzeba się rozliczać z zakładami opieki zdrowotnej wykonującymi zlecane badania, muszą oni dobrze znać przepisy finansowe oraz ustawy, między innymi o zamówieniach publicznych, bo WKL nie dysponuje etatowym pracownikiem pionu finansowego. W obecnym systemie najgorsze jest to, że przewodniczący WKL nie ma właściwie żadnego prawnego umocowania, podobnie jak nie ma wpływu na liczbę i dyscyplinę przeprowadzanych badań. Komisja wykonuje je wszystkim osobom, które zostały do niej skierowane, nikomu nie może odmówić, a w razie nieukończenia badań przesyła informację do organu kierującego, co praktycznie niczego nie zmienia.

PRZEWODNICZĄCY wojskowych komisji lekarskich muszą dobrze znać przepisy finansowe oraz ustawę o zamówieniach publicznych.

FOT. US DOD

nostką organizacyjną sił zbrojnych funkcjonującą na podstawie nadanego przez ministra obrony etatu, określającego jej strukturę wewnętrzną, liczbę, rodzaje i rangę wszystkich stanowisk służbowych w niej występujących, jak również liczbę i rodzaje uzbrojenia, środków transportu i innego wyposażenia należnego jednostce, oraz posługującą się pieczęcią urzędową z godłem Rzeczypospolitej Polskiej i nazwą (numerem) jednostki. Dlatego obecnie przewodniczący WKL jest: dowódcą jednostki wojskowej, szefem sztabu tej jednostki, komendantem ochrony, szefem sekcji S-1, S-2, S-3, S-4, S-5, S-6, logistyki, planowania, materiałowej, technicznej, służby zdrowia, inspektorem BHP, szefem pionu szkolenia, szefem pionu głównego księ-

Przewodniczący WKL nie ma właściwie żadnego prawnego umocowania

gowego z rozbiciem na kadrę i pracowników wojska, specjalistą od rozrachunków oraz ewidencji ilościowo-jakościowej, psychoprofilaktykiem JW, kierownikiem kancelarii i kancelistą, szefem służb żywnościowej, mundurowej, uzbrojenia i elektroniki, technicznej, eksploatacji środków łączności i innych, oficerem TAM, referentem prawnym, komendantem ochrony, pełnomocnikiem do spraw informacji niejawnych oraz magazynierem środków czystości i materiałów biurowych. W jednej chwili przewodniczący WKL musiał stać się menedżerem oraz znawcą prawa na wysokim poziomie z zakresu: zamówień publicznych, kodeksu pracy, tworzenia regulaminów pracowniczych, premio-

NA PROGU ZAŁAMANIA

Dziękuję generałowi Bogusławowi Packowi za poruszenie tego tematu. Uważam, że mamy ostatnią szansę na przedłużenie istnienia pionu orzeczniczego wojskowej służby zdrowia. Niezauważanie problemu spowoduje całkowite załamanie się orzecznictwa w MON, tak jak już się to stało z organiczną służbą zdrowia wojsk operacyjnych. Teraz ukazują się w prasie ogłoszenia o naborze lekarzy na misje, a niedługo będziemy szukać orzeczników wojskowych lub przekażemy cały ten system do ZUS lub KRUS i będziemy słono płacić za obsługę orzeczniczą, nie mając na nią żadnego wpływu. Po lekturze felietonu pożegnalnego pana generała liczę na wykorzystanie wiedzy o stanie orzecznictwa wojskowego na nowych stanowiskach służbowych i dalsze patrzenie na wojsko okiem felietonisty, który dostrzega rzeczy dla przełożonych niewidoczne. 
Major JANUSZ JASIŃSKI jest lekarzem, przewodniczącym terenowej WKL w Żarach.

30

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

A R M I A

FOT. KRZYSZTOF WILEWSKI

Tematy rezerwowe
Dobrze przygotowane siły rezerwowe budzą szacunek u przeciwników.

STANISŁAW SZOSTAKIEWICZ

D

o dziś pokutuje pogląd, że o wygranych wojnach decydują rezerwiści, co w dobie nowoczesnych i inteligentnych środków walki oraz przy ograniczonych konfliktach zbrojnych może nie brzmieć przekonująco. Życie pokazuje jednak, że posiadanie zaawansowanych technologii oraz przygotowanych rezerw osobowych nie szkodzi żadnej armii i z reguły budzi szacunek ewentualnych przeciwników. Kryzys finansowy, w którym znalazło się nasze państwo, w tym siły zbrojne, to dobry okres na wprowadzanie zmian – w pierwszej kolejności funkcjonalno-zadaniowych, w drugiej organizacyjno-etatowych. Reformatorów, w tym mundurowych, należy chwalić, że podjęli się stworzenia nowej jakości rezerw dla zawodowej armii na czas „P” (poko-

ju) – rezerwistów mających przydziały kryzysowe, uzupełniających rezerwistów z przydziałami mobilizacyjnymi na czas „W” (wojny). Sukces będzie pełny jednak dopiero wtedy, gdy ustanowione przepisy i procedury okażą się przystępne dla obywateli, którzy ochotniczo lub obowiązkowo będą wypełniać nałożone na nich powinności.

REZERWA 2010

Terenowe organy administracji wojskowej (TOAW) i dowódcy jednostek wojskowych od 1 stycznia 2010 roku zmierzą się z nowymi zadaniami; między innymi chodzi o przepisy dotyczące rekrutacji żołnierzy rezerwy – ochotników na przydziały kryzysowe, co ma zapoczątkować powstanie Narodowych Sił Rezerwy (NSR). Przed uchwaleniem ostatniej zmiany ustawy o powszechnym obowiązku

obrony (duża nowela z 27 sierpnia 2009 roku) i po tym wydarzeniu media dość obszernie o tym informowały. „Pracownik będzie mógł jednocześnie służyć okresowo w armii” – to tytuł z „Gazety Prawnej” z 5 sierpnia, „Obywatel NSR” – to „Polska Zbrojna” z 30 sierpnia, „Profesjonalna armia amatorów” – zabrał głos „Dziennik” 10 września. Wobec braku przepisów wykonawczych do ustawy autorzy tych artykułów starali się podać jak najwięcej informacji o zasadach podpisania kontraktu i otrzymania przydziału kryzysowego oraz specyfice szkolenia, funkcjonowania i użycia NSR. Jak dalece informacje prasowe okażą się trafne – czas pokaże. Mam nadzieję, że przepisy i procedury zapewnią wojsku pożądaną liczbę ochotników, którymi da się obsadzić planowane stanowiska w NSR (docelowo do 20 tysięcy) w różnych jednostkach i którzy będą mogli wykonywać często specyficzne zadania.

KOMENDANCI OD PRZYDZIAŁU

Według ustawy, żołnierzem rezerwy jest osoba, która złożyła przysięgę i została przeniesiona do rezerwy po zwolnieniu z czynnej

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

31

K O N C E P C J E
służby, w tym z zawodowej lub kandydackiej, jeżeli wciąż podlega obowiązkowi służby wojskowej (art. 99 ust. 1 ustawy). Ta definicja nie budzi wątpliwości, kto będzie rezerwistą i jak będzie się taką osobę tytułować – żołnierz rezerwy czy żołnierz w rezerwie (art. 122 ust. 1 ustawy pragmatycznej). W myśl nowych przepisów żołnierzom rezerwy wojskowi komendanci uzupełnień nadawać będą przydziały:  mobilizacyjne – tym, których w pierwszej kolejności przewiduje się powołać do służby pełnionej w razie ogłoszenia mobilizacji i w czasie wojny, na stanowiska służbowe lub do pełnienia funkcji określonych w etacie jednostki na czas „W”;  kryzysowe – tym, którzy podpiszą kontrakt na ochotnicze wykonywanie obowiązków w NSR, na stanowiska określone w etacie jednostki na czas „P”. Pierwszym rezerwistom przydział zostanie nadany z urzędu. Kolejnym, tylko jeśli zgłoszą się na ochotnika. Ustawa przewiduje także (art. 59b ust. 7) możliwość nadawania żołnierzowi rezerwy podwójnego przydziału – na to samo stanowisko służbowe lub dwa różne, jeżeli przewidziane są one także na czas „W”. Już sam fakt występowania dwóch rodzajów przydziałów może zastanawiać, dlaczego dzieli się rezerwistów na dwie grupy. Uważam, że byłoby racjonalniej, gdyby przydział dla żołnierza rezerwy był jeden, na przykład uzupełnieniowy.

SŁUŻBA PRZYGOTOWAWCZA

Przy nadawaniu przydziałów (mobilizacyjnych i kryzysowych) wojskowi komendanci uzupełnień będą ściśle współpracowali z dowódcami jednostek wojskowych, którzy z rezerwistami podpiszą kontrakty. W tym miejscu istotna wydaje się odpowiedź na pytanie: czy posiadane zasoby profesjonalnych żołnierzy rezerwy zapewnią uzupełnienie etatów jednostek na czas „P” i „W”? Obecnie nie powinno być z tym problemu, ale za kilka lat może być inaczej. Dostrzegł to generał dywizji w stanie spoczynku doktor habilitowany Julian Maj z Wojskowej Akademii Technicznej w referacie wygłoszonym na konferencji „Profesjonalizacja Sił Zbrojnych a powszechny obowiązek obrony Rzeczypospolitej Polskiej” 7 października 2009 roku. Dlatego dużego znaczenia w najbliższej przyszłości nabierze ochotnicza służba przygotowawcza. Odbywana na podstawie dobrowolnego zgłoszenia, ma ona trwać w przypadku kształcenia: oficerów – sześć miesięcy, podoficerów – pięć miesięcy, szeregowych – cztery miesiące, i powinna zapewnić odpowiednią liczbę żołnierzy rezerwy, z których będzie można typować lub pozyskiwać

FOT. JAROSŁAW WIŚNIEWSKI, ALEKSANDER RAWSKI

(w trybie ochotniczym) kandydatów na przydziały czasu „P” i „W”. Procedura nadawania przydziałów mobilizacyjnych i kryzysowych wyNSR – w formie daje się precyzyjnie określona, ale dla odrębnych rezerwisty może okazać się zbyt pododdziałów skomplikowana i czasochłonna. Tak– powinny podlegać szefom że TOAW i jednostki wojskowe WSzW i służyć do w związku z nadawaniem przydziauzupełniania łów kryzysowych i podpisywaniem wybranych kontraktów będą miały dużo dodatkojednostek wych obowiązków. wojskowych na czas „P” i „W” Z nowymi zadaniami będą musiaoraz wsparcia sił ły się również uporać organy kadropodległych we i finansowe jednostek oraz kowojewodzie. mórki finansowe wojewódzkich sztabów wojskowych (WSzW). Przy pełnej realizacji zakładanych szkoleń żołnierzy rezerwy na przydziałach kryzysowych oraz rekompensat dla żołnierzy rezerwy i pracodawców – przy obecnych obsadach – mogą nie podołać obowiązkom. W tej sytuacji ewentualne utworzenie regionalnych sztabów wojskowych (RSzW)

w miejsce wojewódzkich chyba skomplikuje pracę komórek finansowych tych organów.

ĆWICZENIA I SŁUŻBA

Żołnierz rezerwy obowiązek służby wojskowej w czasie „P” ma spełniać poprzez odbywanie ćwiczeń i pełnienie służby okresowej. Ci na przydziałach mobilizacyjnych będą uczestniczyli w ćwiczeniach tylko na ochotnika. Natomiast ci na przydziałach kryzysowych – obligatoryjnie lub ochotniczo, czyli na ich wniosek lub za ich zgodą. W obu przypadkach rezerwiści będą ćwiczyć, jeżeli takie będą potrzeby sił zbrojnych. Ćwiczenia i okresowa służba żołnierzy rezerwy na przydziałach kryzysowych są określone w ustawie i przybiorą takie formy:  ćwiczenia wojskowe – jednodniowe, krótkotrwałe (trwające nieprzerwanie do trzydziestu dni), długotrwałe (trwające nieprzerwanie do 90 dni)

32

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

A R M I A

W gotowości
Nowa koncepcja Narodowych Sił Rezerwy powinna zapewnić:
 bezkolizyjne uzupełnianie rezerwistami właściwych jednostek na czas „P” i „W” (także w trybie natychmiastowego stawiennictwa) – w przypadku zadań uzupełnieniowych;  nabór kandydatów do czynnej służby wojskowej, w tym do zawodowej oraz na przydziały kryzysowe – w przypadku rekrutacji;  prowadzenie kwalifikacji wojskowej oraz ewidencji wojskowej, a także stacjonowanie w niewykorzystanych obiektach wojskowych (w systemie dojazdowym) jednego– trzech batalionów NSR (liczba zależna od charakterystyki administrowanego obszaru) – w przypadku administrowania rezerwami,  kierowanie na odpowiednie przeszkolenia wojskowe (do uczelni, szkół i ośrodków szkolenia) kandydatów na żołnierzy rezerwy (służba przygotowawcza) – w przypadku przeszkolenia rezerw;  gotowość pododdziałów NSR (w krótkim czasie) do wsparcia sił podległych wojewodzie w przypadku wprowadzenia stanu nadzwyczajnego (klęski żywiołowej, wyjątkowego i wojennego) lub wojny – w przypadku zarządzania kryzysowego (wsparcia działań wojewody);  utworzenie, wyszkolenie i utrzymanie specjalistycznych zespołów (pododdziałów) do fachowego wsparcia sił podległych wojewodzie i odciążenie od dodatkowych zadań jednostek operacyjnych – w przypadku odciążenia z zadań jednostek operacyjnych. 

obrony zdecydują o sukcesie lub porażce. Gdyby resort oraz władza ustawodawcza, stosownie do potrzeb, przejawiły wolę zmian przyjętego w tym roku modelu NSR, proponuję rozważyć koncepcję, która – jak sądzę – byłaby tańsza, efektywniejsza i bardziej przystępna dla żołnierzy rezerwy. Otóż uważam, że NSR, w formie odrębnych pododdziałów, powinny podlegać szefom WSzW i być przeznaczone do uzupełniania wybranych jednostek wojskowych na czas „P” i „W” oraz wsparcia sił podległych wojewodzie w przypadku wprowadzania stanów nadzwyczajnych, a także w czasie wojny. Przy takim założeniu szefowie WSzW, przy pomocy podległych wojskowych komendantów uzupełnień, dawaliby gwarancję optymalnego wsparcia armii zawodowej. TOAW, nawet bez istnienia Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, byłyby organami zdolnymi do zapewnienia na administrowanym terenie szeregu zadań w podstawowych obszarach: uzupełnieniowym, rekrutacji, administrowania rezerwami, przeszkolenia rezerw, zarządzania kryzysowego (wsparcia wojewody), odciążenia od zadań jednostek operacyjnych czy też obsługi finansowej.

W UKŁADZIE TERYTORIALNYM

i rotacyjne (trwające łącznie do 30 dni i odbywane z przerwami w określonych dniach w ciągu roku kalendarzowego);  okresowa służba wojskowa – będzie pełniona w przypadkach uzasadnionych potrzebami obrony państwa, sił zbrojnych lub zarządzania kryzysowego, zwalczania klęsk żywiołowych i likwidacji ich skutków, działań antyterrorystycznych, ochrony mienia, akcji poszukiwawczych oraz ratowania lub ochrony zdrowia i życia ludzkiego, oczyszczania terenów z materiałów wybuchowych i niebezpiecznych pochodzenia wojskowego oraz ich unieszkodliwiania, a także wykonywania zadań przez wojsko za granicą. Służba przygotowawcza, ćwiczenia oraz służba okresowa będą formami czynnej służby wojskowej. Znalezienie ochotników wydaje się uzależnione od wielu czynników, ale najistotniejsze mogą okazać się regulacje i zachęty o charakterze finansowym (materialnym), socjalnym i szkoleniowym. Ustawa dość precyzyjnie określa uprawnienia żołnierzy rezerwy na przydziałach kryzysowych, w tym biorących udział w ćwicze-

niach i pełniących służbę okresową oraz służących poza granicami kraju. Sprawą otwartą pozostaje weryfikacja realności tych uprawnień oraz ich ewentualnych korekt w przypadku niewystarczającego zainteresowania przytoczonymi formami służby czynnej ze strony rezerwistów.

ALTERNATYWNE NSR

Według mnie, przyjęty model NSR wydaje się: po pierwsze – zbyt skomplikowany i zbiurokratyzowany; po drugie – kosztowny, bo obciąży samych żołnierzy rezerwy i może rodzić szereg konfliktów na linii rezerwista – pracodawca; po trzecie – może nie dawać pełnej gwarancji (w przypadku niesystematycznego udziału w ćwiczeniach) fachowego przygotowania do wykonywania zadań przez żołnierzy na przydziałach kryzysowych. W sytuacji, gdy system jeszcze nie wszedł w życie, trudno o jednoznaczną ocenę, ale jest pewne, że to zainteresowanie żołnierzy rezerwy oraz możliwości finansowe resortu

Uważam, że finansowanie pododdziałów NSR mogłoby odbywać się ze środków: obecnego systemu (w którym przyjęto, że gros pieniędzy przeznaczonych będzie dla pracodawców), zasiłków dla bezrobotnych i środków na szkolenia (pozostających w dyspozycji powiatowych urzędów pracy) oraz z funduszy unijnych. Przedstawiona koncepcja pozwoliłaby na zapewnienie siłom zbrojnym stałego dopływu profesjonalnie przeszkolonych rezerwistów, zdolnych w każdej chwili uzupełnić, wesprzeć lub wyręczyć jednostki operacyjne. Ponadto, uzupełniona o nowe regulacje w zakresie ochrony ludności (w MSWiA prowadzone są prace nad stosowną ustawą), stworzyłaby zręby terytorialnego systemu obronno-ochronnego województwa i zamieszkałej na jego obszarze ludności, co pozwoliłoby na właściwe reagowanie w stanach nadzwyczajnych i w czasie wojny. Najbliższe dwa lata dadzą nam odpowiedź dotyczącą możliwości utrzymania armii zawodowej, wyposażonej w nowoczesne systemy pola walki oraz uzupełnianej przez żołnierzy w służbie kandydackiej oraz rezerwistów na przydziałach mobilizacyjnych i kryzysowych, a także przygotowania adekwatnego do potrzeb systemu ochrony ludności. Mam nadzieję, że kierownictwa resortów obrony oraz spraw wewnętrznych wspólnie z władzą ustawodawczą przygotują rozwiązania systemowe przyjazne państwu oraz jego obywatelom. 

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

33

W O J S K A

L Ą D O W E

i składanie Rozkładanie 47 z oczami AK karabinu kominiarką. i zasłoniętym

poszli w las p
34
POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

Zmechole
Dwadzieścia pięcioosobowych ekip z pododdziałów szczecińskiej 12 Brygady Zmechanizowanej konkurowało w zawodach sprawnościowych.

A R M I A

JEDNA Z KONKURENCJI: czołganie się przez 50 metrów z bronią, ale bez plecaka.


PODCZAS MARSZU żołnierze w pełnym oporządzeniu zaliczali różne konkurencje sprawnościowe.

P

ogoda im nie sprzyjała. Na dwudziestokilometrowej trasie wykonanie sześciu zadań utrudniał silny wiatr i deszcz. Na żołnierzy czekało pięć punktów kontrolnych. Na pierwszym – czołganie się przez 50 metrów z bronią, ale bez plecaka.

Na następnym rzucali granatem. Zwycięzca rzucił go na ponad czterdzieści metrów. Kolejny sprawdzian polegał na nastrojeniu radiostacji TRC 9200 i nawiązaniu łączności. Najsprawniej zespoły poradziły sobie z piątym zadaniem, rozkłada-

niem i składaniem karabinu AK 47 z oczami zasłoniętymi kominiarką. Dwudziestokilometrowa trasa kończyła się na strzelnicy Krzekowo. Zwyciężył zespół z 11 Kompanii Piechoty Zmotoryzowanej pod dowództwem chorążego Przemysława

Ustianowskiego. Drugie miejsce zajął zespół z 1 Kompanii Zmotoryzowanej, którym kierował chorąży Piotr Potrzebowski, a trzecie – drużyna z 3 Kompanii Piechoty, dowodzona przez podporucznika Krzysztofa Stefaniaka. (JW) 

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

35

FOT. JAROSŁAW WIŚNIEWSKI (5)

F E L I E T O N
ZDZISŁAW NAJDER

(46)

Równocześnie z Powstaniem Styczniowym toczyła się zacięta wojna domowa w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej.

Rycerskie sprawy
raczą się, po raz pierwszy od dawna, gorącą kawą, porywają ile się da zapasów żywności i amunicji, i szybko znikają. Ale oto jeden z dowódców, Bayard (imię najsławniejszego rycerza Francji) Sartoris, przypomina sobie, że w kantynie na stole stały anchois, luksusowy smakołyk. Zawraca nagle konia, pędzi z powrotem, chwyta symboliczną zdobycz – jednak schowany pod stołem wystraszony kucharz, widząc samotnego jeźdźca, zabija go strzałem w plecy. Historia amerykańskiej wojny domowej zawiera wiele podobnych opowieści o efektownej czy wręcz efekciarskiej brawurze konfederatów. Mimo to – a może i dzięki temu – ich straty były wyraźnie mniejsze. Bili się o swoje i praktycznie wszyscy byli ochotnikami (wojska Unii zasilił przymusowy pobór). Zwycięstwo Unii i utrzymanie jedności kraju umożliwiło Stanom Zjednoczonym osiągnięcie pozycji światowego mocarstwa. W amerykańskiej mitologii historycznej pozostał żal Południowców za utraconą niezależnością, za zniszczoną przyrodą i domami, za całą tradycyjną kulturą. Opierała się (cytuję Faulknera) na haniebnym grzechu niewolnictwa – ale była naturalna, wrośnięta w ziemię, osadzona w lokalnej historii oraz przyniesionej z Europy wyobraźni. 

T

Walka Południa z Północą

rwała dłużej i była bardziej krwawa (ponad 600 tysięcy poległych) od naszego powstania. Rolnicze i wykorzystujące pracę murzyńskich niewolników Południe walczyło z uprzemysłowioną, ludniejszą i nowoczesną Północą. Konfederacja broniła przed Unią nie tyle swojego niewolnictwa i rasizmu, ile prawa do samostanowienia. Południowi plantatorzy chętnie naśladowali europejskich ziemian i nawiązywali do feudalno-rycerskich wzorów obyczajowych i moralnych. Często nadawali sobie imiona znane ze średniowiecznych francuskich opowieści. Kiedy się czyta amerykańskie powieści i pamiętniki z tych czasów, nasuwa się nieodparte skojarzenie ze współczesnymi im Kraszewskim czy Orzeszkową. Czarnych pracowników kupowali i sprzedawali (tak, jak było w Rosji), ale zwykle czuli się za nich odpowiedzialni. Wielu z nich brzydziło się niewolnictwem albo nawet uwalniało własnych poddanych – ale protestowali przeciw narzucaniu im z zewnątrz nakazów, jak mają żyć. Dla Murzynów wyzwolenie oznaczało konieczność samodzielnego szukania pracy i zarobku. Stosunek liczby ludności obu stron był jak 22:9 na korzyść północnej Unii. Przewaga gospodarcza jeszcze większa, ale południowcy – którzy bronili własnej ojczyzny – walczyli dzielnie i z fantazją. Znali własny kraj, kochali jego przyrodę. Zmogła ich ostatecznie taktyka spalonej ziemi, to znaczy wypędzania cywilów i niszczenia budynków, gospodarstw i linii kolejowych, zastosowana przez dowodzącego zachodnimi wojskami Unii generała Williama T. Shermana. (Nazwano go za to „pierwszym nowoczesnym generałem”; wątpliwe wyróżnienie). Wielki pisarz amerykańskiego Południa (w młodości zauroczony Trylogią Sienkiewicza, której ostatnie zdanie zacytował, przyjmując nagrodę Nobla) William Faulkner opisał głęboki rajd na tyły wroga, przeprowadzony przez oddział kawalerii wygłodniałych konfederatów. Znienacka i prawie bez strzału opanowują słabo strzeżony obóz unionistów,

Jest wiele opowieści o efekciarskiej brawurze konfederatów podczas amerykańskiej wojny domowej

36

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

MILITARIA
MICHAŁ NITA

MILITARIA

MILITARIA

MILITARIA

Redaktor działu TADEUSZ WRÓBEL

W

Niebawem wojska lądowe Królestwa Szwecji zostaną wyposażone w nowy, rodzimy system artylerii samobieżnej.
przybyła do Szwecji delegacja australijska. Poważniejsze zainteresowanie nim wyraża też Kanada. Pomysł zbudowania tego systemu artyleryjskiego pojawił się w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Po zatwierdzeniu decyzji o jego budowie, w 1995 roku powstał wstępny model działa. Warto wspomnieć, że jeden z prototypów Archera miał lufę o długości 45 kalibrów. Później rozpoczęto prace nad dwoma demonstratorami przyszłego systemu, oznaczonymi FH 77 BW L52. Jeden z nich zaprezentowano na paryskiej wystawie Satory w 2006 roku. Próby ogniowe demonstratorów Archera przeprowadzano między innymi na poligonach Villingsberg i Alvdalen. Na drugim z nich w tym samym roku odbyły się strzelania z użyciem pocisku Excalibur. Trwają dalsze testy systemu, a do wiosny przyszłego roku zostaną zbudowane dwa prototypy: jeden w wersji zamówionej przez siły zbrojne Szwecji, a drugi – w wersji dla Norwegii. Działa różnić się będą między innymi opancerzeniem kabiny załogi. Produkcja seryjna będzie się odbywać w zakładach w Karlskodze.

Skandynawski łucznik
NOWATORSKA KONSTRUKCJA

najbliższej przyszłości stacjonujący w Boden Pułk Artylerii A9 dostanie pierwszych sześć seryjnych dział samobieżnych Archer (Łucznik) kalibru 155 milimetrów. Według początkowych ustaleń, szwedzka artyleria miała mieć ich nawet kilkadziesiąt. Teraz wiadomo, że na pewno będą dla niej wyprodukowane 24 działa, co wystarczy dla dwu dywizjonów. Zastąpią haubice FH-77. Taka sama liczba Archerów trafi do Norwegii. W 2011 roku wejdą do uzbrojenia jednostki stacjonującej w Setermoen. Trzecim krajem, do którego prawdopodobnie trafią, będzie Dania. Być może zamówi ona nawet 28 takich dział. Firma Bofors promowała je także w Australii, która rozważała zakup aż 36 egzemplarzy. W 2006 roku na pokaz i strzelania Archera

Archer jest autonomicznym systemem. Jego konstrukcję można podzielić na podwozie i część artyleryjską. Załogę działa mają tworzyć kierowca, celowniczy-operator, dowódca i czwarta osoba, której funkcja nie jest jeszcze znana. Pracować będą w specjalnej kabinie, której osłona balistyczna jest zgodna z normą STANAG 4569 poziom 2. Zapewnia ona

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

37

FOT. BAE SYSTEMS

P R Z E K R Ó J

Skandynawski łucznik
Napęd
silnik Volvo D9AACE2 o mocy 242 kW

Układ napędu systemu
6x6

Prędkość maksymalna jazdy
70 km/h

Zasięg jazdy
500 km

Brody o głębokości
0,75 m

Poprzednicy Archera
Szwecja ma duże doświadczenie w konstruowaniu uzbrojenia artyleryjskiego.

W

1968 roku do uzbrojenia armii szwedzkiej weszło gąsienicowe działo samobieżne Bandkanon 1A kalibru 155 milimetrów. I Szwedzi byli jedynym jego użytkownikiem. Ostatnie egzemplarze wycofano w 2003 roku. W późniejszym okresie firma Bofors opracowała także dwie 155-milimetrowe haubice FH-77 w wersjach A i B. Drugą z nich przystosowano do strzelania amunicją bezłuskową NATO. Wzorując się na haubicy FH-77A, zbudowano działo Karin kalibru 120 milimetrów.

Szerokość
3m

żołnierzom ochronę przed pociskami z broni małokalibrowej oraz odłamkami pocisków artyleryjskich. Członkowie załogi wchodzą do wnętrza bocznymi drzwiami. Kabina zostanie wyposażona w ogrzewanie, niezbędne w skandynawskich warunkach, jak również układ ochrony przed bronią masowego rażenia. Kierowca będzie miał do dyspozycji wyświetlacz Login, który przekazuje między innymi informacje nawigacyjne dotyczące pracy silnika i elementów układu napędowego oraz pojemności zbiorników. Przed kabiną znajduje się silnik wysokoprężny. Układ napędu Archera ma konfigurację 6x6. Pojazd może jechać nawet z przestrzelonymi oponami. Jego konstrukcja zapewnia ochronę załodze także w przypadku wybuchu miny o masie materiału wybuchowego 6 kilogramów (TNT). Na drogach Archer może poruszać się z prędkością 70 kilometrów na godzinę. Dobrze radzi sobie także w terenie.

Część artyleryjską systemu tworzy 155-milimetrowe działo z lufą długości 52 kalibrów i stałym kątem pochylenia bruzd. Jest ono zamontowane z tyłu pojazdu w widocznej masywnej osłonie. Objętość komory nabojowej działa wynosi 25,4 decymetrów sześciennych. Według dostępnych informacji, przy ARCHER strzelaniu na tak zwanym pełnym łamoże dunku żywotność lufy dochodzi do otworzyć ogień po 30 sekundach 1500 strzałów. Kąt jej podniesienia wyod zatrzymania. nosi od 0 do +70 stopni. Lufa może obracać się do 75 stopni w lewo i w prawo (według niektórych źródeł – do 85 stopni).

STRZELANIE W KILKU WARIANTACH

Haubica tego systemu służy głównie do strzelania ogniem pośrednim. Dla-

tego cel muszą widzieć żołnierze obserwatorzy. Będą oni wyposażeni w zestaw obserwacyjno-pomiarowy FOI2000, zawierający termowizor, dalmierz laserowy, wyposażenie nawigacyjne oraz inne urządzenia. W razie potrzeby możliwe jest także prowadzenie ognia na wprost, a przy użyciu pocisku kasetowego Bonus – nawet do celów ruchomych. Skuteczny zasięg ognia bezpośredniego dochodzi do ponad 2 kilometrów. Może on być prowadzony o każdej porze. Trzy strzały oddaje się w 14 sekund, a czas wystrzelenia wszystkich pocisków z magazynu wynosi ponad 2 minuty. W ciągu godziny działem udaje się oddać przeszło 70 strzałów. Można

38

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

M I L I T A R I A

Uzbrojenie systemu
– haubica 155/52 mm – wkm M2HB – 12, 7 mm

Donośność strzelania
pociskiem Bonus – 35 km pociskiem HEER – ponad 40 km pociskiem Excalibur – około 60 km pociskiem dymnym SS 007, w zależności od wersji – 18 lub 24 km

Załoga
czterech żołnierzy

STRZELANIE MRSI (z jednoczesnym uderzeniem pocisków w cel) może być prowadzone przy użyciu do sześciu pocisków.

Masa
około 30 t 10,5 m

Wysokość

3,3 m

Długość
14,1 m

stosować różnorodną amunicję. Poza wspomnianym pociskiem kasetowym Bonus, zawierającym dwa samonaprowadzające się podpociski przeciwpancerne, także kierowany przez system GPS Excalibur, odłamkowo-burzący dalekonośny HEER czy dymny SS 007. Są one wystrzeliwane za pomocą dwóch rodzajów ładunków modułowych Uniflex 2. Dzięki ich zastosowaniu można uzyskiwać prędkości pocisków w zakresie 318–950 metrów na sekundę. W czasie prowadzenia ognia jego załoga przebywa w kabinie. Na początku prac nad Archerem ustalono, że część artyleryjska ma być oddalona od przedziałów załogi i obsługiwana zdalnie. Dzięki takiej lokalizacji działa, w razie jego trafienia żołnierze obsługujący je będą mieli większe szanse na ocalenie życia. Archer wyposażono w układ automatycznego ładowania. W znajdującym się obok niego magazynie

amunicyjnym mieści się 20 pocisków, ładunki miotające i 40 zapłonników. Czas załadowywania magazynu działa ma być nie dłuższy niż 15 minut.

SYSTEM SIECIOCENTRYCZNY

Archer ma cyfrowy komputer główny przechowujący różne dane, które są wyświetlane na monitorach w kabinie. Jest on połączony ze wszystkimi elementami systemu, czyli stanowiskiem kierowcy, magazynem amunicji, układem ładowania, napędami naprowadzania lufy działa. Załoga Archera na bieżąco dostaje także informacje o sytuacji taktycznej i dysponuje cyfrowymi mapami. Do łączności zewnętrznej służą radiostacje RA-180. W kabinie żołnierze porozumiewają się za pośrednictwem systemu łączności wewnętrznej. Przy ich stanowiskach znajdują się klawiatury i ekrany. Na dotykowym ekranie celowniczego-operatora działa są

wyświetlone: kąty ostrzału w płaszczyźnie poziomej, aktualny kąt podniesienia, zasięgi poszczególnych typów pocisków, informacje o ich zapalnikach, ładunkach miotających, liczbie pocisków w magazynie i tak dalej. Na ekranie tym jest także ,,wyświetlony” spust. Po jego dotknięciu działo oddaje strzał. Archer jest działem samobieżnym wyposażonym w artyleryjski system kierowania ogniem MMIs1. Jego głównym składnikiem jest inny komputer, obliczający na podstawie otrzymywanych danych żądany kąt położenia lufy w azymucie oraz kąt jej podniesienia. Nad kabiną załogi znajdują się służący do samoobrony, naprowadzany zdalnie wielkokalibrowy karabin maszynowy 12,7 milimetrów i wyrzutnie granatów dymnych. Do wycelowania broni załoga ma celownik termowizyjny i telewizyjny CCD. Stanowisko z kaemem wyposażono też w dalmierz laserowy CELT2. 

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

39

P R Z E K R Ó J

Pancerny scyzoryk
Dwa czołgi saperskie z 5 Pułku Inżynieryjnego przed rokiem zmodyfikowano pod kątem użycia w Afganistanie. Ale raczej tam nie trafią.

ARTUR GOŁAWSKI

D

ecyzja o „afganizacji” dwóch z dziesięciu używanych przez naszych saperów wozów inżynieryjno-drogowych MID zapadła w 2008 roku. Szefostwo Wojsk Inżynieryjnych SGWP wytypowało je do ewentualnego użycia w polskim kontyngencie wojskowym w siłach ISAF ze względu na wysoki poziom odporności na ostrzał i możliwość prowadzenia prac inżynieryjnych przez załogi bez wychodzenia na zewnątrz. Za pomocą wysięgnika z manipulatorem operatorzy MID-ów mogą podejmować oraz przemieszczać podejrzane przedmioty i urządzenia, siedząc pod osłoną pancerza. Przydałyby się więc takie maszyny nie tylko podczas rozbudowy fortyfikacyjnej baz czy naprawy dróg w Ghazni, ale także do usuwania wykrytych min pułapek. Czołg inżynieryjny MID zaprojektowano na początku lat dziewięćdziesiątych z przeznaczeniem do użytku w warunkach europejskich. Saperzy uznali, że przed wysłaniem tych pojazdów na misję należy je dostosować do spodziewanych warunków użycia, odmiennych od tych, które znamy z kraju. Zabiegali zatem o zwiększenie bezpieczeństwa załogi w trakcie operowania osprzętem w terenie, gdzie istnieje zagrożenie ostrzałem przez rebeliantów oraz użyciem min i improwizowanych ładunków wybuchowych. Chodzi także o zapewnienie komfortu załodze pracującej

Saperski czołg

przez wiele godzin pod pancerzem, a także zwiększenie efektywności prowadzonych przez nią prac dzięki umożliwieniu operatorom obserwacji pola roboczego. Małą modernizację wykonali konstruktorzy i pracownicy Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Urządzeń Mechanicznych OBRUM w Gliwicach. Postanowili, że wprowadzając ulepszenia, postarają się nie naruszyć dotychczasowej struktury MID, a ewentualne ingerencje będą minimalne. Z zadania wywiązali się w cztery miesiące. Oba wytypowane do misji czołgi inżynieryjne otrzymały: system wizyjny, klimatyzację, agregat prądotwórczy i osłonę strzelca wielkokalibrowego karabinu maszynowego WKM-B 12,7 milimetra. Tę ostatnią wykonały 4 Okręgowe Warsztaty Techniczne z Żurawicy. System wizyjny zapewnia obserwację pola pracy wysięgnika maszyny oraz terenu z tyłu pojazdu. Tworzą go trzy kamery połączone z terminalem LCD, zamontowanym na obudowie wyciągarki pomocniczej we wnętrzu MID, pozwalającym także nagrywać i odtwarzać czynności operatora wysięgnika. Dwie kamery z reflektorami doświetlającymi umieszczono na członach wysięgnika – wysuwnym (kamera wąskokątna) i stałym (kamera szerokokątna). Tylną półsferę załoga może obserwować dzięki kamerze sprzężonej z reflek-

CZOŁG INŻYNIERYJNY MID zaprojektowano na początku lat dziewięćdziesiątych z przeznaczeniem do użycia w warunkach europejskich.

torem, zamontowanej z tyłu pojazdu. Urządzenie klimatyzujące rozprowadza powietrze przewodami w okolice stanowisk poszczególnych członków załogi. Steruje nim kierowca-mechanik z pulpitu zamontowanego obok tablicy wskaźników. Instalacja klimatyzacji i agregatu prądotwórczego wymagała zmiany w wyposażeniu MID-ów, inaczej zabrakłoby miejsca na nowe urządzenia. Za zgodą gestora sprzętu, Szefostwa Inżynierii Wojskowej SGWP, „afgańskie” MID-y pozbawiono rur ewakuacyjnych, używanych do pokonywania przeszkód wodnych. W tym miejscu, w skrzyni ładunkowej umieszczono agregat prądotwórczy z alternatorem. „O wykorzystaniu MID-ów w misjach zadecydują wojskowi po wykonaniu dodatkowych testów. Zakładamy, że ich wyniki będą pozytywne. Po zweryfikowaniu udoskonaleń w realnym działaniu moglibyśmy rozszerzyć zakres modernizacji. Proponujemy dodanie MID-om wysięgnika łamanego, kamer z zoomem i autofocusem oraz własnym oświetleniem LED. Warto też w nowy sposób rozmieścić wiązki kablowe”, powiedział Marek Grabania z OBRUM na zorganizowanej w październiku przez Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia i Instytut Techniki Uzbrojenia WAT konferencji „Uzbrojenie 2009”. Prawdopodobnie MID-y, zaparkowane obecnie w garażach 1 Brzeskiej Brygady Saperów, nie wyjadą do Afganistanu. „ Nie planujemy ich użycia w tej misji”, wyjaśnił generał brygady Janusz Lalka, szef Szefostwa Inżynierii Wojskowej. Przyszłoroczny plan zakupów MON przewiduje pozyskanie dwóch zestawów do oczyszczania-rozminowania dróg (Road Clearing Patrol), złożonych z sześciu pojazdów z wieloma saperskimi urządzeniami każdy. Taki kołowy sprzęt może lepiej sprawdzić się w Afganistanie niż 46-tonowy pojazd na gąsienicach. Pieniądze nie zostały jednak zmarnowane: uzyskane w wyniku modernizacji nowe cechy eksploatacyjno-użytkowe maszyny mogą się przydać także w innych warunkach niż misja afgańska. 

J

ego załogę stanowi trzech żołnierzy: dowódca, operator i kierowca-mechanik. Dodatkowo może im towarzyszyć dwóch saperów. Załoga ma do dyspozycji między innymi:  wysięgnik-manipulator z wymiennym osprzętem (maksymalna wysokość ramienia – 7,75 metra, długość maksymalna – 7,94 metra, minimalna długość – 5,94 metra). Na osprzęt składają się łyżka koparkowa, chwytak szczękowy o maksymalnym roz-

warciu 1 metra i sile zacisku szczęk 25 kiloniutonów oraz ząb zrywaka;  wysięgnik-manipulator o udźwigu 7 ton; ękowy Chwytak szcz  urządzenie spawalm ny al m o maksy nicze; metra rozwarciu 1 szczęk  przetwornicę nai sile zacisku ów on ut ni lo ki pięcia: 25  dwupołożeniowe urządzenie spycharkowe, czołowe  wciągarkę główną o długości lii w strzałę, z lemieszem o szero- ny 200 metrów i uciągu 280 kilokości 4,2 metra; niutonów;

 wciągarkę pomocniczą o długości liny 400 metrów i uciągu 20 kiloniutonów. 

40

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

FOT.OBRUM

MID został opracowany w Ośrodku Badawczo-Rozwojowym OBRUM na bazie podwozia czołgu T-72/PT-91.

M I L I T A R I A

Kabina z Mielca
FIRMA SIKORSKY przekazała 30 października lotnictwu amerykańskich wojsk lądowych 145. śmigłowiec UH-60M Black Hawk. Jak podano, jest to pierwsza maszyna, której centralna część kadłuba została wyprodukowana w polskim zakładzie, PZL Mielec. Kabina z Mielca trafiła do Bridgeport w Connecticut, gdzie połączono ją z kokpitem zbudowanym w zakładach Kamana Jacksonville na Florydzie oraz tylną częścią, zrobioną w Turcji. Finalny montaż i oblot odbyły się w Stratford w Connecticut. (W) 

USA

FOT.ROYAL AUSTRALIAN NAVY

Anulowany kontrakt
Szwedzi zamówili w czerwcu tego roku 113 AMV 8x8 w pięciu wersjach.
SZWECJA

Gigantyczne koszty
Flota wojenna Australii ma sześć okrętów podwodnych typu Collins, które weszły do służby w latach 1996–2003, czyli są w miarę nowe. Jednak Australijczycy już myślą o kolejnej generacji jednostek. Biała księga obronności zawiera informację, że w przyszłości ich flota podwodna powinna być dwukrotnie liczniejsza. Budowa nowych okrętów miałaby się rozpocząć w latach 2016–2017, a wprowadzenie do służby przewidziano przed 2025 rokiem. W końcu października ukazał się raport Australian Strategic Policy Institute, z którego wynika, że będzie to niezwykle drogie przedsięwzięcie. Eksperci wyliczyli je na blisko 3 miliardy dolarów australijskich za sztukę. Tym samym byłaby to najdroższa w historii konwencjonalna jednostka podwodna na świecie. A skoro miałby być ich tuzin, to koszty programu sięgnęłyby 36,5 miliarda dolarów australijskich, czyli prawie 22,5 miliarda euro. (WW) 

AUSTRALIA

S

ąd administracyjny w Sztokholmie uznał, że kontrakt na dostawę transporterów opancerzonych AMV o wartości 240 milionów euro, podpisany między tamtejszą agencją uzbrojenia (Forsvarets Materielverk) a fińską Patrią, naruszył prawo zamówień publicznych. Tym samym

konieczna będzie nowa procedura przetargowa. Patria w oświad-

czeniu wyraziła ubolewanie z powodu wyroku sądu. Szwedzi zamówili w czerwcu tego roku 113 AMV 8x8 w pięciu wersjach, które miały być dostarczone w latach 2011– –2014. Była też opcja podwojenia tego zamówienia. Pojazdy miały być produkowane w Finlandii we współpracy ze szwedzkimi firmami. (TED) 

Pierwszy Leo

NIEMCY

Leopard 1A5 kupionych dla niej w ramach umowy międzyrządowej z grudnia 2008 roku. Pochodzą one z magazy-

W

FOT.KMW

siedzibie Krauss-Maffei Wegmann w Kassel 28 października przekazano oficjalnie brazylijskiej armii pierwszy z 220 czołgów

nów Bundeswehry. Służyły w niemieckich wojskach lądowych w latach 1965–2003. Czołgi dla Brazylii poddawane są kapitalnemu remontowi i modernizacji. Montuje się w nich między innymi specyficzne podsystemy brazylijskie. Ostatni z Leopardów trafi do Brazylii w 2012 roku. (T) 

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

41

FOT.MATTHEW WELLMAN

M U Z E U M

B R O N I

P A N C E R N E J

Pan c erne  klechdy
MARCELI KWAŚNIEWSKI

O tym, jakie tajemnice kryje niemiecki Stug
W wydobytym z rzeki po 64 latach dziale samobieżnym Stug znaleziono kałamarz do połowy wypełniony atramentem.
„Ale najciekawsze jest to”, kustosz pokazuje szczelnie zakręcony kałamarz, do połowy wypełniony oryginalnym zielonym atramentem. Kałamarza nikt dotychczas nie otwierał z obawy przed zwietrzeniem inkaustu. Ocalał również służący do kreślenia linii na mapach rapidograf, pierwowzór pisaka. Dowódca samobieżnego działa posługiwał się zapewne krzywomierzem, pozwalającym obliczać odległości na mapie, przesuwając po niej to małe urządzenie przypominające ręczny zegarek. Do pomiarów służyła także linijka z kilkoma różnymi podziałkami mapy, co pozwalało unikać przeliczania i tym samym błędów. Czy dowódcą był ktoś o nazwisku Kruse? To ono właśnie wydrapane zostało na niewielkiej przezroczystej ekierce z plastiku. Być może Herr Kruse był także właścicielem kompletu sześciu noży stołowych z polskimi oznaczeniami. Ukradł je? A może był Ślązakiem, tym drugim z załogi, który ocalał? Do jedzenia służyły żołnierzom przynajmniej dwa niezbędniki: jeden aluminiowy, wyraźnie z końca wojny, mocno osłabiony upływem czasu, i drugi, stalowy, nietknięty przez rdzę. We wnętrzu znaleziono także łyżkę, plater z fabryki Kruppa. Na uchwycie wyryte są inicjały „S.N.”. Rodzinna pamiątka kolejnego członka załogi? Kustosza zaskakuje bogactwo wyposażenia żołnierzy, którzy mieli także buteleczki z jodyną, maszynki do golenia i urządzenia do ostrzenia żyletek, przypominające pudełka do zapałek. „Typowo niemiecka precyzja myślenia”, mówi Ogrodniczuk. Są także dwie latarki – jedna wojskowa, taka, jakich używali żołnierze Wehrmachtu, z trzykolorowymi przesłonami i resztką baterii wewnątrz, oraz druga, ebonitowa, typowo cywilna i bez baterii, ale za to ma sprawną żaróweczkę. W mule na dnie Rgilewki przetrwały także dwa niewielkie pojemniki z odkażalnikami do czyszczenia masek przeciwgazowych. Same maski zachowały się niestety w kiepskim stanie, w przeciwieństwie do broni ręcznej, która trafiła do magazynu uzbrojenia i jeszcze nie jest eksponowana w muzeum. Bezbronny Ernst Saffert był ranny, gdy dotarł do pobliskiego Grzegorzewa i w jednej z chat suszył przemokły, zesztywniały na mrozie mundur. Drugi z żołnierzy, być może ten, który nazywał się Kruse, także bez broni, był Ślązakiem i rozmawiał po polsku z mieszkańcami chaty. Mówił, że do Wehrmachtu wcielono go siłą – kulka w łeb albo mundur. Potem włożył swój podeschnięty płaszcz i poszedł pomodlić się do grzegorzewskiego kościoła. Na drodze napotkał rosyjskiego oficera, który bez słowa wyjął nagana i strzelił mu w tył głowy. „Za każdego zabitego Rosjanina zabijam dziesięciu Niemców”, wyjaśniał potem mieszkańcom wsi. Ernsta Safferta zastrzelił w wiejskiej chacie. 
W Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu można obejrzeć 37 pojazdów pancernych. Większość eksponatów była wykorzystywana podczas II wojny światowej. Nieetatowym kustoszem muzeum jest kapitan TOMASZ OGRODNICZUK.

K

iedy pod ciężarem niemieckiego Stuga pękał lód na rzece Rgilewce, nikt z członków jego czteroosobowej załogi nie miał głowy do ratowania osobistych drobiazgów. Ernst Saffert myślał tylko o tym, jak wydostać się z wnętrza tonącego pojazdu i szybko dotrzeć na brzeg. Oprócz niego jeszcze jednemu z żołnierzy to się udało. Dwóch pozostałych utknęło pod lodem. Był styczeń 1945 roku. Sześćdziesiąt cztery lata później w hangarze Muzeum Broni Pancernej rozległ się potężny warkot silnika wyremontowanego działa samobieżnego Sturmgeschütz IV, kończąc w ten sposób kolejny etap jego historii. Przedmioty osobiste załogi znalezione w jego wnętrzu zostały oczyszczone i zakonserwowane przez kustosza kapitana Tomasza Ogrodniczuka. „Być może dzięki nim uda się odtworzyć nazwiska i historie wszystkich żołnierzy, a Stug przestanie być takim bezosobowym pojazdem”, mówi kustosz. Ernst Saffert był z pewnością właścicielem zapalniczki, na której wyryto jego nazwisko, napis „Boże Narodzenie 1943-44” i nazwę austriackiej miejscowości Ternitz.

EGZEKUCJA

STALÓWKA PELIKANA

FOT. TOMASZ OGRODNICZUK

Zapewne do niego należała także jedna z dwóch znalezionych fajek, być może też mosiężne puzderko w kształcie serca, ozdobione grawerunkiem liści. Można się domyślać, że właściciel dostał je od kobiety. Ołówek, do dziś powszechnie znanej firmy Faber, też mógł należeć do niego, podobnie jak jedno z dwóch wiecznych piór. Kustosz precyzyjnie określa: „Jedno to OSMIA, produkowane wyłącznie dla wojska, drugie natomiast to Pelikan, który dostępny był także dla cywilów”. Jeszcze na początku wojny Pelikany miały złote stalówki. Ten ze Stuga to już produkcja późniejsza, w której zamontowano zwykłą. Drugie pióro z kolei ma stalówkę ułamaną.

42

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

BEZPIECZEŃSTWO BEZPIECZEŃSTWO
Redaktor działu MAREK PIELACH
OLAF OSICA

BEZPIECZEŃSTWO

BEZPIECZEŃSTWO

FOT. EUFOR/CHAD – RCA

Polsko-francuska deklaracja o europejskiej obronie jest symbolicznym końcem sporu o rolę NATO i UE w zapewnianiu bezpieczeństwa Europie.
POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

Instytucje bez woli

43

P O R O Z U M I E N I A

Interwencje za granicą
Problemem misji UE obok ich niewielkiego znaczenia jest też brak kadr.

S

trategicznie nieistotne, tak większość misji pokojowych prowadzonych przez UE ocenia Europejska Rada Stosunków Międzynarodowych (ECFR). W wydanym właśnie raporcie wskazuje, że problemem misji, obok ich niewielkiego znaczenia, jest też brak kadr. Państwa członkowskie UE deklarują wysłanie małej liczby osób, a i tych niskich limitów nie przestrzegają. UE powinna „przemyśleć w całości swoje podejście do zagranicznych interwencji, skupić się na ich szybkości, bezpieczeństwie, i samowystarczalności”, rekomendują autorzy raportu. (MP) 

C

Instytucje bez woli
Dodatkowe zmartwienie to szykująca się zmiana polityczna nad Tamizą, której efektem już dzisiaj jest rewizja zasad kierujących polityką Wielkiej Brytanii w Europie.

zas tej inicjatywy wydaje się doskonały. Zagrożeń dla bezpieczeństwa Europy przecież przybywa. Tymczasem zaangażowanie USA w Azji kosztem obecności strategicznej w Europie jest już faktem. Z kolei polityczna kondycja NATO wymaga działań wspierających sojusz Europy i Ameryki Północnej. Pogorszył się także kontekst strategiczny, w którym funkcjonuje dzisiaj UE. Czasy ideowej i politycznej przewagi Europy nad innymi aktorami sceny międzynarodowej minęły. Rosja, Turcja, a także Chiny w coraz większym stopniu określają rozwój sytuacji od Kaukazu, przez Bliski Wschód, aż po Afrykę, czyli w regionach, które jeszcze dziesięć lat temu wydawały się niekwestionowaną i rozrastającą się strefą wpływów Europy. Obecność polityczna i wojskowa Unii wymaga dziś zdecydowanie więcej determinacji i politycznej odwagi niż jeszcze kilka lat temu. Kryzys finansowy, którego wszystkich konsekwencji jeszcze nie znamy, karze z kolei zrewidować i tak nazbyt optymistyczne plany transformacji całego sektora obronnego Europy, formułowane na przełomie minionej i obecnej dekady.

POKAZYWANIE FLAGI

Tymczasem przez ostatnie dziesięć lat UE wykształciła niemalże w pełni rozwinięte zaplecze instytucjonalne umożliwiające jej angażowanie się w operacje reagowania kryzysowego. Powstały także mechanizmy stymulujące rozwój zdolności wojskowych i cywilnych pod kątem wspólnych celów operacyjnych. Wprowadzono w życie mechanizm „Atena”, służący wspólnemu finansowaniu operacji. I co najważniejsze, UE uruchomiła już ponad 20 misji w ramach wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony. Ten wspaniały portret ma jednak wiele jawnych i ukrytych wad. Do jawnych zaliczyć należy mizerny postęp w rozwoju zdolności obronnych. Były szef Europejskiej Agencji Obrony Nick Witney stwierdził wprost, że realizacja militarnych celów operacyjnych okazała się porażką. Znając równie słabe dokonania na forum NATO – sytuacja ta nie dziwi.

Co ciekawe, z opublikowanego niedawno raportu Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych wynika, że i w odniesieniu do cywilnych celów zdolności państwa Unii – bądź co bądź „potęgi cywilnej” – zawiodły na całej linii. Polska została zaliczona (między innymi razem z Hiszpanią, Czechami i Węgrami) do grupy państw „agnostyków”, które nie mają przekonania, że zdolności cywilne są niezbędnym elementem współczesnych operacji zarządzania kryzysowego. Pesymistyczne wnioski płyną także z analizy tego, czego nie widać gołym okiem. Przede wszystkim sukces wspólnego działania Unii w odpowiedzi na kryzysy jest mierzony głównie zdolnością do osiągnięcia kompromisu w gronie 27 członków. Wynika stąd niepisana reguła rządząca zaangażowaniem w operacje, która mówi, że im mniejszy poziom zaangażowania (czyli skromniejszy mandat operacji), tym większa szansa na uzyskanie zgody całej Unii. Dlatego większość dotychczasowych misji, z operacją w Gruzji włącznie, ma mało ambitne cele i służy bardziej pokazywaniu flagi, niż kształtowaniu sytuacji na miejscu zgodnie z własnymi interesami.

44

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

B E Z P I E C Z E Ń S T W O

FRANCUSKA FREGATA RAKIETOWA Commandant Blaison z wizytą w Gdyni

Zjawisko to wzmacnia problem kosztów operacji, które pokrywają, podobnie jak w NATO, państwa wysyłające ludzi i sprzęt. Taki system zachęca do bierności. Zwiększenie wspólnego finansowania misji – gdyby istniała w tej sprawie zgoda – także wiąże się z ryzykiem blokowania działań przez państwa, które nie chcą ponosić kosztów swego niezaangażowania. Mechanizm „Atena” pokrywa zaledwie około 10 procent nakładów na misję – głównie infrastrukturę na miejscu oraz koszty funkcjonowania dowództwa operacji. Nigdy nie został jednak użyty na przykład do wspólnego finansowania transportu strategicznego, który jest piętą achillesową europejskich armii.

żowania w Afryce. „Artemis” w DR Konga była przecież w większym stopniu francuską operacją pod unijną „przykrywką”, niż unijną operacją dowodzoną przez Francuzów. Dla Niemiec europejska obrona jest przede wszystkim narzędziem wzmacniającym sojusze polityczne w Europie. Dlatego Berlin bierze udział w aż ośmiu grupach bojowych, choć realne zdolności Bundeswehry nie pozwalają na tak szerokie zaangażowanie. Dla Wielkiej Brytanii z kolei wymiar wojskowy jest kluczowy: sojusz z Francją w St. Malo (1998 rok) był wyrazem brytyjskich nadziei (i frustracji), że sponiewierana przez Miloszevicia Europa jest w stanie sprostać własnym ambicjom (i ocalić swą godność). Dlatego dzisiejszy spadek zainteresowania europejską obroną nad Tamizą nie jest wyrazem eurosceptycyzmu, lecz raczej rozczarowania strategiczną krótkowzrocznością kontynentu.

WŁASNE PRIORYTETY

RÓŻNE ODPOWIEDZI

Nic dziwnego zatem, że polityczne poparcie członków UE dla wspólnej polityki obrony ma często charakter ogólnikowy. Nieraz wynika też bardziej z przekonania, że jest ona w większym stopniu podyktowana logiką rozwoju integracji europejskiej niż rzeczywistymi potrzebami strategicznymi Europy. Gdy zatem zapytać o charakter i cel działania oraz skalę, geografię i priorytety zaangażowania, większość państw udziela własnych odpowiedzi. Dla Francji europejska obrona była zawsze instrumentem wpływu w relacjach atlantyckich, a także osłoną dla narodowego zaanga-

Mając na względzie powyższe obserwacje, Polsce i Francji trudno będzie dokonać przełomu. Jeżeli zacieśnianie współpracy dwustronnej – wymiana oficerów, szkolenie sił specjalnych czy partnerstwo przemysłowe – przyniesie nowe zdolności i stworzy lepszy kontekst do dyskusji nad całością wyzwań dla bezpieczeństwa Europy, będzie to z pewnością wartość dodana całej inicjatywy. Z wcześniejszych doniesień prasowych wiemy też, że europejska obrona ma być głównym priorytetem prezydencji Polski w UE w 2011 roku. W tym kontekście wspomina się o planach nowych grup bojowych, rozwoju cywilnych zdolności i zasobów do reagowania kryzysowego, a także pomyśle współfinansowania lub wspólnego zakupu deficytowych zdolności wojskowych w rodzaju transportu strategicznego. Doświadczenia ostatnich dziesięciu lat rozwoju europejskiej polityki bezpieczeństwa i obrony wymagają jednak głębszego namysłu przy realizacji tych planów. Polska ma już za sobą czas, gdy przez zaangażowanie w europejską obronę chcieliśmy dać wyraz akceptacji politycznych ambicji UE. Nie jest też chyba przed-

miotem kontrowersji stwierdzenie, że obecny geograficzny kierunek zaangażowania operacyjnego UE nie odpowiada polskim oczekiwaniom. Skoncentrowanie Unii na obszarze śródziemnomorskim i w Afryce utrwala przekonanie, że jedyne zagrożenia dla Europy czają się na południu, lub też, że europejska obrona jest sportem dla mało ambitnych. Z polskiej perspektywy oba stwierdzenia pozbawiają całą koncepcję jakiegokolwiek sensu. Z kolei lekcje ostatnich kilku lat wyniesione z udziału w operacjach NATO i u boku USA przekonują, że budowanie wzajemności poprzez udział w operacjach pozostających w luźnym związku z naszym bezpieczeństwem, w nadziei na pozyskanie partnerów dla naszych spraw, się nie udaje. Tak jak nasi partnerzy znad Sekwany, powinniśmy zatem adaptować ideę i politykę europejskiego bezpieczeństwa pod kątem własnych priorytetów politycznych i rozwoju zdolności wojskowych (pamiętając o komponencie cywilnym). Czy nasze zaangażowanie ubierzemy w szaty sojuszu polsko-francuskiego, czy trójkąta weimarskiego jest rzeczą wtórną. Liczy się zdolność do sprostania wyzwaniom, które choć w coraz większym stopniu mają wymiar globalny, to przecież ich kontekst jest już subregionalny. Dla Francji priorytetem pozostanie więc basen Morza Śródziemnego i Afryka, dla Polski – poza tradycyjnym skoncentrowaniem na Wschodzie – obszarem, którego znaczenie powinno rosnąć, jest Bałtyk, a także bliska Daleka Północ. 
WIZYTÓWKA

FOT. EUFOR/CHAD – RCA (2)

Doktor OLAF OSICA

Analityk Centrum Europejskiego w Natolinie oraz wykładowca w Instytucie UE Collegium Civitas. Doktor nauk politycznych (Europejski Instytut Uniwersytecki we Florencji). Specjalizuje się w problematyce relacji euroatlantyckich oraz polityce zagranicznej i bezpieczeństwa UE. Współautor raportu „Konsolidacja czy dezintegracja? Bezpieczeństwo w subregionie Morza Bałtyckiego”, Natolin 2009.
POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

FOT. MARIAN KLUCZYŃSKI/MW RP

TAK JAK FRANCUZI, powinniśmy adaptować ideę i politykę europejskiego bezpieczeństwa pod kątem własnych priorytetów politycznych i rozwoju zdolności wojskowych.

45

F R A N C J A – P O L S K A

FOT. KRZYSZTOF PLAŻUK

POLSCY I FRANCUSCY ŻOŁNIERZE współdziałali podczas misji Unii Europejskiej w Czadzie.

TADEUSZ WRÓBEL

Sojusz z tradycjami
Francja jest jednym z najważniejszych partnerów Polski w sferze militarnej, a współpraca między oboma krajami ma długą historię.

B

liskie więzi łączyły Polskę i Francję w okresie międzywojennym. Potwierdzać to może fakt, że właśnie z Francją, jako pierwszym krajem zachodnim, Warszawa rozpoczęła po 1989 roku współpracę w sferze obronnej. Kontakty nawiązano w maju 1990 roku, zaś dwa lata później został podpisany regulujący te kwestie dokument. Było to „Porozumienie między Ministerstwem Obrony Narodowej Rzeczypospolitej Polskiej a ministerstwem obrony Republiki Francuskiej w sprawie ustanowienia współpracy w dziedzinie obronności”. Owa współpraca okazała się niezwykle cenna dla Polski, która przygotowywała się do wstąpienia do NATO. Ćwiczenia i inne przedsięwzięcia pozwoliły na zwiększenie interoperacyjności naszej armii z sojuszem.

WSPÓLNE ĆWICZENIA

Kontakty wojskowe między obu krajami mają miejsce na różnych szczeblach, poczynając od ministerstw, przez szefów sztabów, na ekspertach i jednostkach kończąc.

Ostatnie spotkanie szefów resortów obrony Polski i Francji miało miejsce podczas niedawnych konsultacji międzyrządowych w Paryżu, szefowie sztabów generalnych spotkają się natomiast w ramach rozmów Trójkąta Weimarskiego w grudniu w Krakowie. Powstały też związki jednostek Wojska Polskiego i sił zbrojnych Francji. Przykładem mogą być kontakty brygad piechoty górskiej obu państw. Francuscy strzelcy alpejscy szkolili się w Polsce, a nasi żołnierze mieli okazję ćwiczyć we Francji. Poza wojskami lądowymi współpracują ze sobą także siły morskie i powietrzne obu krajów oraz uczelnie wojskowe. Niezwykle ważna jest polsko-francuska współpraca w dziedzinie uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Od 1993 roku funkcjonuje Polsko-Francuski Komitet Mieszany do spraw Koordynacji i Kontroli. To właśnie zakupienie w latach dziewięćdziesiątych przez Polskę licencji na radiostacje UKF PR4G rozpoczęło proces modernizacji systemów łączności taktycznej polskiej armii.

Obecnie produkowane są urządzenia nowej generacji z rodziny PR4G F@STNET. Zapewniają one szybką transmisję danych i wysoki stopień ochrony przed przeciwdziałaniem radioelektrycznym. Szansą na zacieśnienie polsko-francuskiej współpracy w przemyśle zbrojeniowym jest proponowana przez Grupę Bumar i koncern MBDA „Tarcza dla Polski”. Jest to trójwarstwowy system obrony powietrznej, z wykorzystaniem wyrobów zarówno rodzimej zbrojeniówki, jak i importowanych. Zarysowały się też możliwości współpracy między stoczniami zajmującymi się produkcją militarną.

NA RÓŻNYCH FORACH

SZANSĄ na zacieśnienie polsko-francuskiej współpracy w przemyśle zbrojeniowym jest „Tarcza dla Polski”.

Współpraca wojskowa między Warszawą a Paryżem nie ogranicza się tylko do sfery bilateralnej. Od 1991 roku ma ona też miejsce w ramach Trójkąta Weimarskiego. Podczas spotkania ministrów obrony Polski, Francji i Niemiec w lutym 1997 roku podpisano dokument dotyczący intensyfikacji trójstronnej współpracy polityczno-wojskowej i wojskowej. Powołano Wspólną Wojskową Grupę Koordynacyjną, która czuwa nad przygotowaniem i realizacją planu kooperacji trójstronnej. Wśród jego założeń jest stworzenie weimarskiej Grupy Bojowej Unii Europejskiej. Wstąpienie naszego kraju do tej wspólnoty dało nowy impuls polsko-francuskiej współpracy wojskowej. Polska włączyła się w działania wzmacniające Europejską Politykę Bezpieczeństwa i Obrony oraz związane z nią inicjatywy, takie jak Eurokorpus w Strasburgu. Najpierw do jego kwatery głównej trafili polscy oficerowie. Potem nasz kraj postanowił wydzielić do niego 17 Brygadę Zmechanizowaną. Polscy żołnierze wspólnie z francuskimi uczestniczyli w misjach UE w Demokratycznej Republice Konga, a ostatnio w Czadzie. 

46

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

B E Z P I E C Z E Ń S T W O

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 29 LISTOPADA 2009

47

R O S J A

Manewry przed zbliżeniem
Ostatnie rosyjskie ćwiczenia wojskowe pokazały, że tamtejsi generałowie wciąż przygotowują się do konfliktu symetrycznego, w którym naprzeciwko siebie staną tradycyjne armie.

MARCIN KACZMARSKI

R
48

ok 2009 obfitował w Rosji w ćwiczenia, którym nadano szeroki wymiar propagandowy. Latem odbyły się manewry „Kaukaz 2009”, od sierpnia do października – „Ładoga 2009” oraz prowadzone wspólnie z białoruskim wojskiem „Zachód 2009” (dwa ostatnie należałoby traktować jako całość, pomimo formalnej odrębności). Ćwiczenia te można potraktować wielorako: jako informację o stanie i możliwościach rosyjskich sił zbrojnych, jako demonstrację realnego uzależnienia Białorusi od Rosji

bądź jako sygnał ostrzegawczy pod adresem Zachodu.

PROWOKACYJNY SCENARIUSZ

W ćwiczeniach „Zapad 2009” wzięło udział ponad 13 tysięcy żołnierzy, głównie z okręgów wojskowych Moskiewskiego i Leningradzkiego oraz z Białorusi. Scenariusz przewidywał odpowiedź na wybuch konfliktu lokalnego, który miał się rozpocząć wskutek powstania mniejszości polskiej na Białorusi i ataku terrorystów z terytorium Litwy na ob-

PAŃSTWA ZACHODNIE traktują Rosję jako niechcianego, ale niezbędnego partnera do sprostania wyzwaniom bezpieczeństwa.

wód kaliningradzki. Rosja przerzuciła siły na pomoc Białorusi, łącznie z przeprowadzeniem desantu morskiego i powietrznego. W manewrach uczestniczyły okręty trzech flot – Bałtyckiej, Północnej i Czarnomorskiej. Pojawiły się informacje prasowe o włączeniu do scenariusza uderzeń za pomocą taktycznych rakiet z głowicami nuklearnymi. Ćwiczenia „Zapad 2009”, na których w największym stopniu skupiona była uwaga zarówno obserwatorów, jak i polityków, odbyły się w czasie, kiedy główne państwa zachodnie szukają zbliżenia z Rosją. To jednak nie groźba militarnej konfrontacji – niezależnie od prowokującego scenariusza manewrów – jest największym problemem Zachodu. O wiele poważniejszym wyzwaniem, który ćwiczenia dobitnie ukazały, jest sposób myślenia o problemach bezpieczeństwa narodowego i międzynarodowego rosyjskich elit. Państwa zachodnie nie szukają zbliżenia z Moskwą z czystej sympatii dla reżimu Putina–Miedwiediewa (taki okres skończył się kilka lat temu). Traktują one Rosję jako niechcianego, ale niezbędnego partnera do rozwiązania problemów z dziedziny bezpieczeństwa, stojących przed wspólnotą zachodnią. Przed Zachodem jest mnóstwo wyzwań: terroryzm międzynarodowy, ekstremizm islamski, rozprzestrzenianie broni masowego rażenia, zorganizowana przestępczość, nielegalne migracje, handel narkotykami, konflikty

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

FOT. US NAVY

B E Z P I E C Z E Ń S T W O
wewnętrzne, państwa upadłe, bezpieczeństwo energetyczne, konflikty asymetryczne, zmiana klimatu, problem piractwa morskiego i tym podobne. I nie jest w stanie poradzić sobie z tym wszystkim w pojedynkę – stąd presja, żeby zaangażować innych w odpowiedź na te zagrożenia i wyzwania. Rosja wciąż jest postrzegana jako oczywisty kandydat na partnera, mimo pogorszenia się relacji i rosnącego rozczarowania. Wszystkie kluczowe państwa zachodnie znalazły wspólny grunt do współpracy z Moskwą – w przypadku Unii jest to zmiana klimatu, dla USA – nieproliferacja, dla NATO – konflikt w Afganistanie. strzegany jako dużo mniej groźny niż zachodnie wsparcie dla rosyjskich organizacji pozarządowych. Ponadto rosyjska elita postrzega bezpieczeństwo w kategoriach geopolitycznych. Zachodnia obecność w Azji Środkowej czy innych częściach obszaru poradzieckiego jest traktowana jako groźniejsza od aktywności fundamentalistycznych organizacji islamskich. Rosja jest skupiona bardziej na promocji swojej idée fixe, nowej architekturze bezpieczeństwa w Europie, niż na wspólnym zwalczaniu zagrożeń transnarodowych. Jak pokazuje „Strategia bezpieczeństwa narodowego do roku 2020”, rosyjska wizja bezpieczeństwa pozostaje państwowocentryczna, tak w aspekcie zewnętrznym, jak i wewnętrznym. Co istotne, Rosja różni się też od Zachodu w diagnozie źródeł nowych zagrożeń dla bezpieczeństwa. Za poszczególne problemy obwinia Stany Zjednoczone, usprawiedliwiając nuklearne ambicje Iranu amerykańskim unilateralizmem. jakiego przygotowują się rosyjskie siły zbrojne, jest starcie między tradycyjnymi armiami, konflikt symetryczny. Politycznym przeciwnikiem wpisywanym w scenariusze pozostaje NATO. Zmieniają się tylko autorzy „prowokacji” prowadzących do konfliktu. W takiej sytuacji kluczową kwestią jest, czy Zachód i Rosja są w stanie wypracować wspólne podejście do nowych wyzwań w dziedzinie bezpieczeństwa. Różnice w rozumieniu problemów bezpieczeństwa międzynarodowego nie wykluczają bowiem skłonienia Moskwy do współpracy. Nie należy jednakże oczekiwać, że Rosja zaangażuje się we wspólne zwalczanie nowych zagrożeń i wyzwań tylko dlatego, że – jak to często twierdzą zachodni eksperci i politycy – jest to również w jej narodowym interesie. Bardziej prawdopodobne jest to, że w zamian za współpracę Kreml będzie szukał wymiernych zysków geopolitycznych. 
WIZYTÓWKA

Politycznym przeciwnikiem wpisywanym w scenariusze pozostaje nadal NATO

DWA PUNKTY WIDZENIA

Zasadniczy problem, który pokazał scenariusz ćwiczeń, tkwi w tym, że te zagrożenia i wyzwania, które dla Zachodu są sednem współczesnej polityki bezpieczeństwa, dla Rosji stanowią marginalne zmartwienia. Rosyjska elita postrzega swoje bezpieczeństwo całkowicie inaczej. Priorytetem jest bezpieczeństwo reżimu, którego nie należy równać z bezpieczeństwem wewnętrznym – permanentny chaos na Kaukazie Północnym jest poR E K L A M A

POMYSŁ NA WSPÓŁPRACĘ

„Zapad 2009” pokazał jednoznacznie, że podstawowym typem konfliktu zbrojnego, do

Analityk Ośrodka Studiów Wschodnich, pracuje również w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, autor książki „Rosja na rozdrożu”.

MARCIN KACZMARSKI

elonce ) z siedzibą w Zirok U IT W ( ia en oj br Uz obrotowy 2009. ny cz ni ch Te ut a finansowego za yt ani st ozd In aw y spr e ow ani sk bad oj na W składania ofert szyńskiego 7 zaprasza do
ul. Prymasa Stefana Wy badawczo – rozwojowych 1985 roku o jednostkach a lipc 25 z y ej. aw ust wie Ministra Obrony Narodow WITU działa na podsta i jest nadzorowany przez 3) 99 . poz 9 15 Nr. r. 08 ( t.j. Dz. U. z 20

1. nazwę i adres firmy, poś nsowych; badania sprawozdań fina a finansowego; ugi badania sprawozdani usł 2. cenę netto wykonania enia od odpowiedzialności ecz zpi ube go we obowiązko 3. potwierdzenie zawarcia ozdań finansowych aw nionych do badania spr cywilnej podmiotów upraw iego, który przeprowadzi rsk yto aud u osobowym zespoł 4. informacje o składzie anych poświadczeniach nsowego, oraz o posiad badanie sprawozdania fina N: wyniku bezpieczeństwa; OFERENT POWINIE ości opinii wyrażonej w zdolności do bezstronn o nny nie stro cze bez iad i y ośw eżn 5. zal go; nie 1. być do badania a sprawozdania finansowe podmiotów uprawnionych przeprowadzonego badani anie sprawozdań finan2. posiadać wpis na listę h oferent przeprowadził bad ryc któ w tów h mio wyc nso pod az fina wyk ań 6. sprawozd ego osób, ch e bezpieczeństwa osobow sowych w ostatnich 3 lata U (termin przekazania do 3. posiadać poświadczeni ce ają żni wa upo ozdania finansowego WIT e aw ani spr a bad ani ały bad termin adz y ow ępn epr wst 7. plan które będą prz lą co go 2010 r. oczekiwany nych opatrzonych klauzu badania około 20 lute jaw do dnia nie a i do ani acj nią ozd rm opi aw info z spr do z u dostęp ożenia raportu wra edł prz i a ani bad ia zakończen najmniej poufne; awozdań e zawodowe w badaniu spr 30.03.2010r). 4. posiadać doświadczeni r. j.b. eniem znajomości branży dni zglę uw z h wyc nso fina ut Techniczny Uzbrojenia na adres: Wojskowy Instyt u rok 09 20 da opa list dnia 30 iego 7. Oferty należy składać do masa Stefana Wyszyńsk 05 – 220 Zielonka ul. Pry

ZAWIERAĆ: tów uprawnionych do OFERTA POWINNA wia dczony wpis na listę podmio

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

49

K O N F L I K T Y
HUGO CHAVEZ poczuł się pewniej po zacieśnieniu kontaktów z Rosją i dzięki otrzymanej od niej broni.

FOT. PRENSA MIRAFLORES

Wojenne werble
Na nowo zaogniły się stosunki między Kolumbią a Wenezuelą. Przywódca tej ostatniej ostrzega, że może to doprowadzić do regionalnej wojny.

TADEUSZ WRÓBEL

P

rezydent Wenezueli Hugo Chavez powiedział 8 listopada, odnosząc się do Stanów Zjednoczonych: „Imperium jest groźniejsze niż kiedykolwiek”. W przemówieniu wygłoszonym w stanie Portuguesa oświadczył, że wojsko powinno być przygotowane na zbrojny konflikt z Kolumbią. Według Chaveza, Waszyngton może sprowokować wojnę między sąsiednimi państwami latynoskimi. Przywódca wenezuelski ostrzegł, że ten konflikt „mógłby się rozciągnąć na cały kontynent”. W odpowiedzi na te tyrady rząd Kolumbii zapowiedział, że w sprawie pogróżek zwróci się do Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych i Organizacji Państw Amerykańskich.

POMIMO POLITYCZNYCH SPORÓW, wymiana handlowa między Kolumbią a Wenezuelą wzrosła w latach 1999–2008 pięciokrotnie.

TRZY W JEDNYM

Władze w Caracas nie ograniczają się tylko do retoryki. Dzień przed wystąpieniem Chaveza ogłosiły wydalenie ze stanu Barinas 90 Kolumbijczyków, którzy nie mieli odpowiednich dokumentów pobytu. Z kolei 5 listopada zapowiedziały wysłanie do regionów nadgranicznych 15–20 tysięcy żołnierzy wszystkich rodzajów sił zbrojnych. Oddziały trafią do stanów Amazonas, Apure, Bolívar, Barinas i Táchira. Tym samym wzmocnią siły uczestniczące w rozpoczętej jesz-

cze w marcu operacji „Centinela” na terenach graniczących z Kolumbią. Podano wtedy, że wydzielone zostały do niej: cztery brygady (trzy z wojsk lądowych i jedna z marynarki wojennej), sześć oddziałów Gwardii Narodowej, trzy grupy sił specjalnych i 20 samolotów. Teraz „Centinela” składa się z trzech podoperacji, obejmujących sześć stanów. Pierwszą z nich jest „Sierra XXI”, która ma za cel przeciwdziałanie obecności zbrojnych grup, zwykle powiązanych także z narkobiznesem, w Sierra de Perijá, górzystym regionie stanu Zulia. Działania obejmują ponoć również stany Apure, Barinos i Táchira. Jednym z zadań tej operacji jest niszczenie znajdujących się tam upraw koki i maku, z których produkowane są narkotyki. Region Sierra de Perijá podzielono na dwa sektory i rozpoczęto stałe jego dozorowanie z powietrza. Drugą z podoperacji jest „Boquete 5” na obszarze stanów Apure i Táchira, które również graniczą z Kolumbią. Głównym zadaniem uczestniczących w niej sił jest wykrywanie i niszczenie nielegalnych lądowisk, wykorzystywa-

nych przez przemytników narkotyków. Szef Strategicznego Dowództwa Operacyjnego (Comando Estrategico Operacional) generał Carlos Mata Figueroa podał na początku listopada, że w ostatnim czasie zniszczono 70 takich nielegalnych pasów startowych w Apure i dziesięć w Bolivar. Do zwalczania przemytu narkotyków drogą lotniczą planowane jest użycie dziesięciu radarów i lekkich odrzutowców K-8, które rząd w Caracas zakupił w Chinach. Działania wenezuelskie nie ograniczają się tylko do terenów graniczących z Kolumbią. Trzecia podoperacja, „Oro Azul”, obejmuje sąsiadujący z Brazylią stan Bolivar. Tam problemem jest nielegalna eksploatacja bogactw naturalnych, w tym wydobycie złota oraz koltanu. Ten ostatni to mieszanina kolumbitu i tantalitu, rud tantalu, wykorzystywana w elektronice, przemysłach kosmicznym i zbrojeniowym. Plan „Centinela” był w dużej mierze reakcją władz w Caracas na zaliczenie Wenezueli przez Organizację Narodów Zjednoczonych do grona państw, w których swobodnie uprawia się rośliny narkotyczne. Działania sił zbrojnych

50

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

B E Z P I E C Z E Ń S T W O

Oliwa do ognia
Hugo Chavez próbuje odwrócić uwagę społeczeństwa od problemów wewnętrznych.

K

BRAZYLIA
dowych w 2008 roku przeciwko bazie jednego z jej liderów w sąsiednim Ekwadorze. Przejawem rosnącego napięcia między Kolumbią i Wenezuelą było zamknięcie dwóch granicznych mostów, Simon Bolivar i Francisco de Paula Santander przez Rio Táchira. Przeprawy łączą kolumbijski stan Táchira z kolumbijskim departamentem Norte de Santander. Ich blokada sparaliżowała zwykle bardzo ożywione kontakty między mieszkańcami pogranicza. Wiele osób z bagażami musiało przeprawiać się wpław. Zamknięcie mostów spowodowało, że w mediach pojawiły się opinie, że 20 lat po obaleniu muru berlińskiego powstaje podobna bariera. Stosunki zaś między Bogotą a Caracas zaczynają przypominać relacje panujące między Wschodem a Zachodem w okresie zimnej wojny. Innym podobieństwem są wielkie zbrojenia w Wenezueli, wydającej miliardy euro na broń. Pozostaje nadzieja, że i zakończenie sporu kolumbijsko-wenezuelskiego obędzie się bez zbrojnej konfrontacji, a Hugo Chavez, który poczuł się pewniej po zacieśnieniu kontaktów z Rosją i dzięki otrzymanej od niej broni, pozostanie jak dotychczas przy kwiecistej retoryce. Tym bardziej że po kilku dniach zaczął łagodzić ton swej niedzielnej wypowiedzi, zaprzeczając, że groził wojną. Wywołała ona już negatywne skutki dla Wenezueli. Pierwszą „ofiarą” wojny słów stało się jej przystąpienie do południowoamerykańskiego wspólnego rynku (Mercado Común del Sur). Senat Brazylii wstrzymał się z głosowaniem w tej sprawie. 

są koordynowane przez ministerstwo spraw wewnętrznych i sprawiedliwości. Sytuacja na granicy wenezuelsko-kolumbijskiej, której długość wynosi 2216 kilometrów, jest napięta od dawna. Dochodzi tam do zbrojnych incydentów. Jednym z nich było znalezienie w końcu października na terytorium Wenezueli ciał jedenastu mężczyzn, których na początku miesiąca porwano podczas meczu piłkarskiego w Kolumbii. Wiceprezydent Wenezueli Ramon Carrizalez podał 1 listopada, że zabici byli członkami kolumbijskich grup paramilitarnych, szkolącymi się na terytorium jego kraju. Według niego, byli oni częścią „paramilitarnej infiltracji”, której celem jest zdestabilizowanie sytuacji w Wenezueli. Członkowie rodzin zabitych twierdzą, że nie mieli oni nic wspólnego z jakąkolwiek nielegalną działalnością. Kilka dni wcześniej władze Wenezueli ogłosiły, że aresztowano osoby szpiegujące dla kolumbijskiego wywiadu, a 30 października minister spraw wewnętrznych i sprawiedliwości Tareck El Aissami przekazał, że zatrzymano ośmiu Kolumbijczyków i dwóch Wenezuelczyków podejrzanych o działania destabilizacyjne w rejonie miejscowości San Antonio del Táchira. Najbardziej sytuację zaostrzyło zastrzelenie 2 listopada na punkcie kontrolnym między lotniskiem San Antonio a nadgraniczną osadą Urena w stanie Táchira dwóch podoficerów 1 Kompanii 11 Oddziału Granicznego Gwardii Narodowej. Według wenezuelskich władz, zatrzymano podejrzanych i odzyskano karabinki AK-103,

broń zabraną gwardzistom. Ich przedstawiciele twierdzą, że za przemoc na pograniczu są odpowiedzialni członkowie prawicowych paramilitarnych grup będących na usługach kolumbijskich oligarchów, którym nie podobają się lewicowe rządy u sąsiada. To jednak nie działania grup paramilitarnych czy handlarzy narkotyków są główną osią sporu między Bogotą a Caracas. Nie sposób nie zauważyć, że napięcie między obu krajami wzrosło kilka dni po tym, gdy Kolumbia i Stany Zjednoczone podpisały porozumienie rozszerzające dwustronną współpracę wojskową. Zgodnie z nim w siedmiu kolumbijskich bazach będzie mogło stacjonować do 1400 amerykańskich żołnierzy i pracowników wojska. Według rządu w Bogocie, mają oni pomóc mu w zwalczaniu partyzantki i narkobiznesu. Skłócony z Waszyngtonem Hugo Chavez utrzymuje jednak, że owo porozumienie to element przygotowywanej przez Amerykanów inwazji na jego kraj. Stąd z irytacją zareagował przed kilkoma miesiącami na wieść, że trwają negocjacje w tej sprawie. Jednak Chavez już wcześniej krytykował prezydenta Kolumbii Alvaro Uribe za bliskie więzi z USA. Z drugiej strony, władze w Bogocie oskarżają przywódcę Wenezueli, że udziela wsparcia destabilizującej od kilkudziesięciu lat ten kraj lewackiej partyzantce, Rewolucyjnym Siłom Zbrojnym Kolumbii. Dowodem na to są materiały znalezione podczas operacji wojsk rzą-

ZIMNA WOJNA

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

51

GRAFIKA: P. KĘPKA

omentatorzy latynoscy zauważają, że w tworzeniu napięcia ma też pewien udział Uribe. Eskalacja konfliktu jest korzystna dla obu stron, gdyż zagrożenie zewnętrzne zwiększa poziom poparcia społecznego dla rządzących. Tymczasem w przyszłym roku w Wenezueli odbędą się wybory parlamentarne, a poparcie dla prezydenta spada. Hugo Chavez, zaogniając stosunki z sąsiadem, stosuje stary, ale sprawdzony wybieg – próbuje odwrócić uwagę społeczeństwa od problemów wewnętrznych. Niedawno władze zapowiedziały racjonowanie wody w stolicy kraju i jej okolicach. Sytuacja spowodowana suszą, która jest efektem El Nino,

potrwa co najmniej przez pierwszy kwartał 2010 roku. Sam Chavez już wezwał obywateli, by oszczędzali wodę. Alvaro Uribe, którego czeka w przyszłym roku walka o reelekcję, ma również spore problemy. Cieniem na jego sukcesach w zwalczaniu partyzantki położył się skandal w armii. Niektórzy wojskowi mordowali niewinnych cywilów, by poprawić statystyki zwalczania rebeliantów. Niedawno doszły jeszcze recesja w gospodarce i oskarżenia jego z urzędników o korupcję. Poparcie dla Uribe spadło w ostatnich miesiącach z 70 do 64 procent i jest najniższe od siedmiu lat. Pobrzękiwanie szabelką przez Chaveza daje mu szansę na odwrócenie trendu spadkowego. 

Wenezuelskie stany objęte operacją „Centinela”

Morze Karaibskie
Zulia CARACAS

WENEZUELA
Apure Bolivar Amazonas

KOLUMBIA

GU JA NA

Tachira Barinas

FOT. EJERCITO DE VENEZUELA

N I E M C Y

C na to  NATO
SZACUJE SIĘ, że w bazie sił powietrznych Büchel Amerykanie utrzymują 20 taktycznych pocisków B-61.

Atomowe przepychanki
Nowy minister spraw zagranicznych Niemiec postawił sobie za cel trudne zadanie. Amerykanie mają zabrać z jego kraju całą swoją broń atomową.

ROBERT CZULDA

stwom, które takowej nie mają. Amerykańska broń atomowa w Niemczech „zabezpiecza wpływ Berlina na stan bezpieczeństwa NATO”. Wydawać się może, że to koncepcja Angeli Merkel będzie realizowana – wszak to ona piastuje najważniejszą funkcję w państwie. W ministerstwie obrony dominujące Angela wpływy mają przedstawiciele cenMerkel troprawicowej CDU. Przeciwnicy jest zwolenniczką obecności broni atomowej na nieutrzymania doktryny mieckiej ziemi mają jednak w parNATO współdzielenia lamencie większość. Lider Partii broni atomowej. Lewicowej Gregor Gysi już otwarcie wezwał kanclerz Merkel do wycofania Niemiec z doktryny współdzielenia broni atomowej NATO. „Pogląd, że odejście od tej polityki osłabi wpływ Niemiec w NATO, to myślenie rodem z zimnej wojny” stwierdził krytycznie Gysi, którego poglądy nie są odosobnione. Jurgen Trittin, lider Zielonych, nazwał broń atomową NATO „reliktem zimnej wojny” i zaapelował, aby rząd nie ukrywał się za plecami Amerykanów.

KOMPROMIS

A

merykańska broń atomowa w Niemczech jest tajemnicą publiczną – chociaż oficjalnie nikt tego nie potwierdza, dobrze wiadomo, że się tam znajduje. Szacuje się, że w bazie sił powietrznych Büchel Amerykanie utrzymują 20 taktycznych pocisków B-61. W Europie Stany Zjednoczone mają 200 pocisków. Niemcy, którym już podczas zimnej wojny udało się uzyskać nieco wpływu na wykorzystanie broni atomowej, cyklicznie symulują jej użycie i zrzucanie z samolotów Tornado.

RELIKT ZIMNEJ WOJNY

Guido Westerwelle, wicekanclerz i nowy minister spraw zagranicznych Niemiec (z ramienia FDP), postanowił skończyć z tą hipokryzją. Tuż po objęciu ministerialnej teki we-

zwał do uczynienia z Niemiec „kraju wolnego od broni atomowej”. Podobny pogląd wyraził Frank-Walter Steinmeier, szef MSZ w pierwszym rządzie Angeli Merkel: „Z militarnego punktu widzenia, broń ta jest już przestarzała”. Niemcy mogłyby wykorzystać dobrą międzynarodową atmosferę oraz często powtarzane zapowiedzi prezydenta Baracka Obamy, który deklarował chęć budowy świata bez broni atomowej. Jeśli więc amerykański przywódca będzie chciał zrealizować swoją obietnicę, powinien usunąć bomby z Niemiec. Odmienne stanowisko w tej kwestii ma kanclerz Angela Merkel. W odróżnieniu od swego wyborczego konkurenta Steinmeiera z SPD, jest ona zwolenniczką utrzymania doktryny NATO współdzielenia broni atomowej. Polega ona na udostępnieniu jej tym pań-

W dłuższej perspektywie może się więc szykować spór w łonie koalicji, czego wyraźną zapowiedzią są odmienne głosy Merkel i Westerwelle. Jak na razie, kanclerz Merkel zgodziła się przyjąć politykę FDP w imię utrzymania jedności rządu. Z tego też powodu Niemcy prawdopodobnie będą nalegać na usunięcie pozostałej broni ze swego terytorium i już wkrótce włączą się w antynuklearne działania. Problem ten ma być poruszony podczas najbliższego spotkania Merkel z Obamą w Kopenhadze. „Chcemy, aby to Niemcy stały się liderem ruchu rozbrojenia i kontroli zbrojeń”, stwierdził Guido Westerwelle. „Musimy odwrócić niekorzystną tendencję narastającej utraty zaufania, która może doprowadzić do nowego wyścigu zbrojeń”. Zapowiedziane działania Berlina już zyskały aprobatę Belgii i Holandii, które również są miejscem rozmieszczenia amerykańskiej broni jądrowej. Dyskusja nad przyszłością broni atomowej w Niemczech wpisuje się w prace nad nową koncepcją strategiczną NATO. Obecnie obowiązująca (z 1999 roku) uznaje tę broń za ważny instrument odstraszania. Biorąc pod uwagę coraz wyraźniejszą krytykę utrzymywania arsenałów atomowych w państwach NATO, nowa koncepcja może to zmienić. 

52

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

Mi g a w k i z e ś w i a t a

F E L I E T O N
ANDRZEJ JONAS

Ciepło, coraz cieplej
I to nie jest dobra wiadomość, bo nie bawimy się w dziecięcą grę ciepło-zimno, tylko usiłujemy stawić czoło ociepleniu klimatu.

N

egatywne skutki tego zjawiska są już doskonale znane i na margines można odłożyć wątpliwości nieprzekonanych. Z tego jednak wcale nie wynika, by państwa, zwłaszcza te zamożne, były gotowe ponieść ciężar rozwiązania problemu. Podstawowy opór ma naturę gospodarczą i społeczną. Nasza gospodarka tego nie wytrzyma, a społeczeństwa nie zaakceptują kosztów związanych z niezbędnymi przemianami technologicznymi – mówią politycy, których egzystencja ma rytm czteroletni, i taki jest też horyzont ich decyzji. Pamiętam, gdy słowa „środowisko naturalne człowieka” i „ekologia” dopiero wchodziły do języka polityki i gospodarki. Koszty budowy filtrów na kominach i oczyszczania ścieków wydawały się tak niebotyczne i zbędne, że trzeba było ustawowych kar, by do takich wydatków zmusić. A i celowość pójścia tą drogą wydawała się wątpliwa. Pamiętam, jak wielkie zdumienie wywołał powrót ryb do Tamizy po tym, gdy fabryki zostały nakłonione do umieszczania swoich ujęć wody poniżej miejsc zrzutu ścieków.

Nowa świadomość zrodziła nowe ruchy polityczne i dziś już nikt nie wątpi, że niezbędna jest nam możliwość pohamowania samozagłady, do której niewątpliwie jesteśmy zdolni. Wciąż jednak obowiązuje zasada, niekiedy logiczna i usprawiedliwiona: niech to zrobią najpierw inni. A inni, których na to bardziej stać, którzy na zatruwaniu środowiska już zbudowali swą zamożność, którzy mają niewątpliwy dług wobec reszty świata, bynajm-

niej takiej gotowości nie okazują. Także ci, którzy dynamicznie wspinają się na gospodarczy olimp, mówią: jeszcze nie teraz. Owo jeszcze nie teraz, jeszcze za chwilę dało się słyszeć parę dni temu w Singapurze, podczas forum gospodarczego krajów Azji i Baracka Obamy. I już wiadomo, że jeśli grudniowa konferencja klimatyczna ONZ w Kopenhadze, tak zwany COP 15, ma nie zakończyć się fiaskiem, trzeba znaleźć sprytny polityczny trick. Sprawy nierozwiązujący, ale podtrzymujący proces przyjmowania nowej konwencji klimatycznej. Najdalej dziś idąca nadzieja, jeśli chodzi o Kopenhagę, to perspektywa politycznej deklaracji poniesienia niezbędnych ciężarów, rozłożonych według zasady sprawiedliwości, połączona z wolą szybkiego rozwiązania problemów technicznych. To znaczy określenia, kto, ile i w jakim czasie włoży do wspólnego worka. Profesor Maciej Nowicki, minister ochrony środowiska, kończy kadencję jako prezydent konferencji klimatycznej ONZ – COP 14, którym był od ubiegłorocznej w Poznaniu. Był to rok pracowity i owocny. Wiele spotkań, dyskusji i innych podobnych inicjatyw doprowadziło zarówno do wzrostu świadomości, jak i zbliżenia stanowisk. Pojawiło się także wiele nowych koncepcji rozwiązywania najważniejszych problemów. Wiele barier pokonano, ale ciągle jesteśmy w drodze. Bez woli największych, przede wszystkim Stanów Zjednoczonych i Chin, cel będzie się ciągle oddalał. 

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

53

B E Z

G R A N I C

USA

PO TYM, gdy podsekretarz stanu do spraw militarno-politycznych Andrew J. Shapiro spotkał się z delegacją Unii Greckich Armatorów, z jej prezesem Theodorem Veniamisem na czele, departament stanu zaproponował właścicielom statków uzbrojenie ich załóg. Miałby to być sposób na zmniejszenie liczby porwań jednostek handlowych przez somalijskich piratów grasujących na wodach Zatoki Adeńskiej i na Oceanie Indyjskim. (TW) 

Duże rozbieżności
Negocjacje amerykańsko-rosyjskie dotyczące nowego traktatu, który ma zastąpić wygasający 5 grudnia układ o redukcji broni strategicznych z 1991 roku, są trudne.
USA–ROSJA. W ubiegłym tyZapowiadając w ubiegłym tygogodniu szef rosyjskiego sztabu dniu wielkie zamierzenia dotyczągeneralnego generał Nikołaj ce modernizacji Rosji, prezydent Makarow powiedział agencji Dmitrij Miedwiediew oświadInterfax, że „istnieje wieczył, że w przyszłym roku le problemów dotycząsiłom zbrojnym należy Waszyngton cych kontroli, główprzekazać ponad 30 rachce ściślejszej nie inspekcji, i niekiet balistycznych odpakontroli nad k t ó r yc h liczb”. lanych z lądu i morza. systemami Dziennik „KommierPoza tym wojsko ma mobilnymi. sant” podał, że jedną dostać pięć wyrzutni raz kwestii spornych jest kiet taktycznych Iskander, liczba nosicieli. Amerykanie zaokoło 300 nowoczesnych pojazproponowali ich 1100, a Rosja dów opancerzonych, 30 śmigłowtylko 500. Waszyngton chce też ców i 28 samolotów bojowych. Do ściślejszej kontroli nad systema- służby wejdą trzy atomowe okręty mi mobilnymi, jak Topol-M, na podwodne, jedna korweta i 11 apaco nie godzi się Moskwa. ratów kosmicznych. (T) 

Mało czasu
SINGAPUR. Prezydent USA Barack Obama stwierdził po spotkaniu z prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem, do którego doszło przy okazji szczytu Wspólnoty Gospodarczej Azji i Pacyfiku w Singapurze, że świat ma mało czasu na starania, by środkami dyplomatycznymi rozwiązać problem irańskiego programu nuklearnego. Przywódca rosyjski dodał, że mogą zostać podjęte inne kroki. Teheran zapewnia, że program ten ma charakter pokojowy, ale państwa zachodnie podejrzewają, że Irańczycy chcą zbu-

dować bombę atomową. Wiarygodności Iranu nie poprawił fakt, że dopiero we wrześniu poinformował opinię światową o budowie od 2002 roku zakładu wzbogacania uranu koło miasta Kum. Agencja Associated Press podała, powołując się na anonimowych dyplomatów, że niedawna inspekcja przeprowadzona tam przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej pogłębiła podejrzenia, że mógł być on elementem tajnego programu wojskowego. Wskazuje na to między innymi wielkość zakładu w Kum, zbyt mała jak na potrzeby energetyki. (WR) 

Zniecierpliwienie
IRAN. Politycy irańscy zaczynają wykazywać irytację i zniecierpliwienie wstrzymywaniem się Rosji z realizacją kontraktu na systemy obrony powietrznej S-300. W ubiegłym tygodniu szef sztabu armii irańskiej generał Hasan Firozubadi skrytykował Moskwę za niedotrzymanie harmonogramu dostaw broni. Według niego, „powinna to zrobić już sześć miesięcy temu”. Głos zabrał też szef irańskiego resortu obrony Ahmad Wahidi, który zaapelował do Rosji, by nie ulegała „presji syjonistów” i dotrzymała umowy dostarczenia systemów antyrakietowych S-300. Od sprzedaży tego systemu Iranowi starają się odwieść rosyjskich polityków rządy USA i Izraela. Jak na razie ich naciski są skuteczne. Pod koniec października wicepremier Siergiej Iwanow, który w rosyjskim rządzie nadzoruje sektor obrony, zapewnił, że jego kraj nie dostarcza Iranowi systemów S-300. (T) 

Wymiana ognia
PÓŁWYSEP KOREAŃSKI Stany Zjednoczone wezwały Koreę Północną, by nie próbowała eskalować napięcia. Apel pojawił się po zbrojnym incydencie, do którego doszło 10 listopada na Morzu Żółtym w pobliżu zachodnich wybrzeży Półwyspu. Miała tam miejsce wymiana ognia między okrętami wojennymi obu Korei. Według Seulu, jednostka południowokoreańska ostrzelała północnokoreańską, która przekroczyła linię graniczną. Ta odpowiedziała ogniem. Nie podano żadnych informacji o ofiarach. (TED) 

54

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

FOT. NATO

Ciekawa porada

B E Z P I E C Z E Ń S T W O

Skandale w armii
FOT. MO CZECH

Żołnierze czescy służący w Afganistanie nosili na hełmach symbole jednostek SS.
CZECHY. Dwaj żołnierze z brygady szybkiego reagowania zostali wyrzuceni z wojska po tym, gdy pojawiły się kompromitujące ich zdjęcia. W czasie służby w Międzynarodowych Siłach Wsparcia w Afganistanie wojskowi sfotografowali się w hełmach z nazistowskimi symbolami. Dzień wcześniej czeski minister obrony Martin Bartak zawiesił obu wojskowych. Dziennik „Mladá Fronta DNES” napisał, że porucznik Jan Czermak nosił hełm z wymalowanym symbolem brygady SS „Dirlewanger”, która uczestniczyła w tłumieniu powstania warszawskiego. Sierżant Hynek Matonoha zaś „ozdobił” swoje nakrycie głowy symbolem 9 Dywizji Pancernej SS „Hohenstaufen”. Szef resortu obrony zawiesił też w obowiązkach pułkownika Petra Prochazkę, dowódcę czeskiego kontyngentu w Afganistanie, który – jak podał czeski dziennik – polecił zniszczyć kompromitujące materiały.

Sojusz
JAPONIA. Podczas wizyty prezydenta Baracka Obamy w Tokio padły deklaracje, że sojusz amerykańsko-japoński będzie „fundamentem” pokoju i pomyślności w Azji. Ze swej strony premier Yukio Hatoyama oświadczył, że trzeba go dostosować do zmieniających się czasów. W Tokio zapowiedziano też dwustronną współpracę nad nierozprzestrzenianiem broni jądrowej. Po objęciu władzy przez premiera Hatoyamę poprawiły się stosunki dwustronne, na które cieniem kładą się problemy związane z amerykańskimi bazami wojskowymi na terytorium Japonii, szczególnie na wyspie Okinawa. Japończycy domagają się między innymi przeniesienia bazy lotniczej Futenma z centrum miasta Ginowan w rzadziej zaludniony teren wyspy lub nawet do innego kraju. Obama zapowiedział rozwiązanie tego sporu, ale nie podał szczegółów.

Nie był to jedyny w ostatnim czasie skandal o podtekście faszystowskim w czeskiej armii. Wcześniej został z niej wyrzucony Lukas Sedlacek, który współzałożył i szkolił organizację Biała Sprawiedliwość. Przed kilkoma miesiącami Human Rights Watch i minister do spraw mniejszości Michael Kocab ostrzegli, że z „ekstremistycznymi grupami” może być powiązanych około 90 wojskowych. (WW) 

Nadmiar kobiet
BUŁGARIA. Dowódcom bułgarskich sił zbrojnych nie podoba się zbyt duża liczba kobiet żołnierzy. Obecnie jest ich ponad 4200, czyli 12,7 procent stanu etatowego. „Nie chcemy pozbyć się wszystkich pań, lecz powinny one zajmować tylko odpowiednie dla nich stanowiska”, powiedział dowódca wojsk lądowych generał Iwan Dobrew , zacytowany w dzienniku „Standart”. Kobiety stanowią aż 22 procent jego podwładnych. Wypowiedź generała sprowokował raport jednej z nich, która chciała zostać kierowcą czołgu. „To są czysto męskie stanowiska”, oznajmił Dobrew. (WR) 

Afera szpiegowska
CHILE–PERU. Skandal szpiegowski zaostrzył stosunki między Chile a Peru. Peruwiański sąd nakazał aresztowanie dwóch chilijskich oficerów, którzy mieli wręczyć pieniądze podoficerowi peruwiańskich sił powietrznych w zamian za ujawnienie przez niego tajemnic państwowych. Miał dostać za swe usługi kilkanaście tysięcy dolarów. Czterdziestopięcioletni Victor Mendoza Ariza został aresztowany i oskarżony o szpiegostwo. Jest specjalistą od wywiadu elektronicznego. Od 1 lutego do 31 grudnia 2002 roku pełnił służbę w ambasadzie peruwiańskiej w stolicy Chile. Efektem afery jest odwołanie spotkania prezydentów – Peru Alana Garcii i Chile Michelle Bachelet, zaplanowanego podczas Forum Współpracy Gospodarczej Azji i Pacyfiku w Singapurze. Napięcia między krajami wzmogły się w ubiegłym miesiącu, a powodem były chilijskie ćwiczenia wojskowe w pobliżu spornych terytoriów. Niemniej jednak antagonizm między nimi sięga XIX wieku. Po przegranej wo j n i e o Pacyfik, w latach 1879– –1884, Peru utraciło część swego terytorium na rzecz południowego sąsiada. (WT) 

Niechciana wojna
W I E L K A B RY TA N I A Aż 71 procent Brytyjczyków opowiada się za stopniowym, w ciągu jednego roku, wycofaniem wojsk z Afganistanu. Tak wynika z opublikowanego 15 listopada sondażu przeprowadzonego na zlecenie dziennika „The Independent” przez instytut ComRes. Na pytanie, czy obecność ich żołnierzy w Afganistanie zwiększa ryzyko ataków terrorystycznych na terenie Zjednoczonego Królestwa, twierdząco odpowiedziało 47 procent ankietowanych, 44 procent było przeciwnego zdania. Pomimo rosnącej niechęci społeczeństwa brytyjskiego do misji afgańskiej premier Gordon Brown postanowił powiększyć uczestniczący w niej kontyngent o pół tysiąca żołnierzy. Zaapelował też do sojuszników z NATO i spoza niego, by postąpili podobnie. Brown uważa, że powinni

Wielki wybuch
ROSJA. 13 listopada po południu doszło do potężnego wybuchu w należącym do rosyjskiej marynarki wojennej składzie amunicji w leżącym nad Wołgą Uljanowsku (dawnym Symbirsku), w południowo-wschodniej części kraju. Zginęło dwóch wojskowych strażaków, którzy usiłowali nie dopuścić do rozprzestrzenienia się pożaru. Ranne zostały 44 osoby, w tym dwie ciężko. Udało się uniknąć dużej liczby ofiar, gdyż ludzie przebywający na terenie składu ukryli się w specjalnych schronach. Uszkodzonych zostało ponad 200 budynków. Prezydent Dmitrij Miedwiediew polecił ministerstwu obrony i ministerstwu do spraw sytuacji nadzwyczajnych skontrolowanie w ciągu dwóch tygodni wszystkich podobnych obiektów, których może być 2,5 tysiąca. Resort obrony zapowiedział zlikwidowanie składów amunicji w miastach i pociągnięcie do odpowiedzialności dowódcy z Uljanowska. (WRT) 

FOT. US DOD

oni wysłać do Afganistanu dodatkowo 5 tysięcy żołnierzy. Poza Wielką Brytanią wzmocnić swój afgański kontyngent planują Niemcy. Minister obrony Karl-Theodor zu Guttenberg zapowiedział, że w styczniu wysłanych zostanie tam dodatkowych 120 żołnierzy. Trafią oni do prowincji Kunduz w północnym Afganistanie, gdzie w ostatnich miesiącach nasiliła się aktywność rebeliantów. (WR) 

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

55

F E L I E T O N
ROMAN KUŹNIAR

Biznes i wojna
Administracja Obamy zrobiła postęp w zmienianiu kultury zakupów zbrojeniowych.

Powiększenie

T

wórca zupełnie fundamentalnego dzieła wydanego na początku tej dekady o relacjach między prawem a siłą, zatytułowanego „Tarcza Achillesa”, Phillip Bobbit pisał, że Ameryka znajduje się w końcowej fazie przechodzenia od nation-state do market-state. W tym drugim przypadku dochodzi do całkowitego połączenia się sektora militarnego z komercyjnym. Ma to oczywiście wielkie znaczenie dla strategii bezpieczeństwa USA, a przede wszystkim dla sposobu użycia siły przez ten kraj w stosunkach zewnętrznych. Komentując niedawno podpisany przez prezydenta Obamę projekt amerykańskiego budżetu na następny rok, wielkości 680 miliardów dolarów, „The International Herald Tribune” z uznaniem odnotował istotną zmianę odnoszącą się do miejsca biznesu w polityce obronnej Stanów Zjednoczonych. „Prezydenci i ci, którzy aspirują do tego stanowiska, zwykle obiecują reformę systemu zakupów przez armię sprzętu i broni. A następnie producenci, kontraktorzy i ich lobbyści oraz służby wojskowe skutecznie robią wszystko, aby tak się nie stało”, pisze IHT. Zdaniem gazety, w tym roku zaskakująco jest inaczej: „Prezydent Obama oraz sekretarz obrony Bob Gates położyli kres programom zbrojeniowym, których budżety przeraźliwie rosły i zużywały pieniądze podatnika. Postanowili nie kupować tych zdolności wojskowych, które przekraczały potrzeby obronne państwa”. Ta administracja zrobiła postęp w zmienia-

niu kultury zakupów. Jednak, uważa IHT, utrzymanie tej linii będzie wymagać politycznej odwagi i odporności na presję biznesu, zwłaszcza w przyszłym roku, gdy wielu członków Kongresu będzie ubiegać się o reelekcję. Prywatyzacja „wysiłku zbrojnego” oraz ekspedycyjnych operacji militarnych stała się wielkim problemem strategii bezpieczeństwa USA i kilku innych krajów zachodnich. Dotyczy to także osławionych PMC, czyli private military companies – przedsiębiorstw paramilitarnych żyjących z wojny. Chodzi nie tylko o okryte ponurą sławą amerykańskie firmy ochroniarskie w Iraku, których pracownicy strzelali tam do wszystkiego, co się rusza. Bezkarnie, bo nie obowiązywały ich żadne konwencje genewskie. Były naszym zachodnim, pozapaństwowym militarnym aktorem. Te firmy, obciążone największymi grzechami, można było usunąć stamtąd dopiero po ustąpieniu wiceprezydenta Dicka Cheneya, który był ich protektorem. W Polsce wielu naiwnych sądziło, że system antyrakietowy w wersji Busha był potrzebny dla bezpieczeństwa Ameryki albo że w wojnie przeciwko Irakowi chodziło o broń masowego rażenia lub demokrację. Nic podobnego. Wystarczy poczytać amerykańskich ekspertów, aby wiedzieć, że tego rodzaju uzasadnienia były przeznaczone dla frajerów znad Wisły i innych miejsc, w których słowa G.W. Busha były brane za dobrą monetę.

Ze zmiany w sferze zakupów dla armii, czyli z odsunięcia wpływowych lobbystów i kontraktorów od polityki bezpieczeństwa USA, cieszy się także Thomas Friedman, początkowo także frajer, bo zwolennik wojny w Iraku. Później przejrzał na oczy. A teraz pisze: jeśli prywatny biznes przejmuje pierwotne funkcje rządu (outsourcing), otwiera się droga do ogromnych nadużyć i korupcji. Dopuściliśmy do „zbudowania w Waszyngtonie kompleksu kontraktorsko-przemysłowego, który ma interes ekonomiczny w zagranicznych ekspedycjach militarnych. To powinno nas czynić czujnymi”. „Kiedy Ameryka działa za granicą, to wolę”, pisze Friedman, „aby te działania były prowadzone przez przedstawicieli służb publicznych, kierujących się poczuciem dobra wspólnego i patriotyzmem, a nie zyskiem czy prywatnymi ambicjami”. Warto pamiętać o tym nad Wisłą, kiedy namawia się nas do zbrojnych wypraw za demokrację lub do kupna drogiego sprzętu przeciw nieistniejącym zagrożeniom. Te ostatnio łatwo wymyślić, jak było to w przypadku Iraku i Missile Defence. W tym wymyślaniu braliśmy gorliwy udział. My także bądźmy czujni, choć szkoda, że po szkodzie… 

PRYWATYZACJA „WYSIŁKU ZBROJNEGO” STAŁA SIĘ WIELKIM PROBLEMEM

56

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

HORYZONTY HORYZONTY
Redaktor działu ANNA DĄBROWSKA
ANNA DĄBROWSKA

HORYZONTY

HORYZONTY

I

Komiksy, animacje, graffiti, rockowe przeboje. To tylko niektóre nowe formy opowiadania o polskich dziejach.
opowiadanie o naszych dziejach. Wydarzenia historyczne są zawłaszczane przez popkulturę. Historia, przede wszystkim powstania warszawskiego, stała się tematem komiksów i murali, inscenizacji i gier terenowych, pojawiła się na społecznościowych portalach internetowych, w książkach i filmach fantastyczno-naukowych, piosenkach i animacjach. Głównym argumentem zwolenników takiego nowatorskiego sposobu opowiadania o historii jest konieczność odejścia od martyrologii, patosu, patriotycznego zadęcia i nudy dawnych akademii. Chodzi o to, aby nie rozpamiętywać jedynie naszych klęsk ani nie wymieniać tylko suchych faktów, ale nowatorsko i świeżym okiem spojrzeć na polskie dzieje. Widownia, szczególnie młoda, jest znudzona tradycyjnymi lekcjami i czeka na nowe pomysły. Dzięki tym inicjatywom upamiętnianie rocznic nie jest już ograniczone wyłącznie do

Pophistoria

stnieją miłośnicy historii, którzy z wypiekami na twarzy pochłaniają opasłe podręczniki, oglądają programy dokumentalne i fascynują się datami. Nie we wszystkich jednak historia budzi tak gorące uczucia. Wielu nie ekscytują szkolne wykłady, powieści historyczne nie należą do ich ulubionych gatunków, a spotkania z kombatantami stanowią okazję do drzemki. Z myślą o nich od kilku lat powstają coraz to nowe pomysły na niekonwencjonalne

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

57

FOT. JAROSŁAW WIŚNIEWSKI

P O W R Ó T
oficjalnych uroczystości. Staje się żywym wydarzeniem, w którym można brać udział. Historia przestaje być zarezerwowana dla naukowców i weteranów. Uatrakcyjnienie opowieści pozwala dotrzeć z przekazem o wydarzeniach z przeszłości do osób, które na co dzień nimi się nie interesują. Pokazać, że nasze dzieje to nie tylko daty, lecz także zdarzenia niezwykłe i frapujące, wspaniałe opowieści i ciekawi ludzie. Przeciwnicy nowych form krytykują natomiast upraszczanie historii przez kulturę masową. Pytają, czy komiks jest najlepszą formą przekazywania wiedzy. Czy trzeba narysować powstanie w obrazkach, ponieważ młodzi ludzie nie przeczytają dłuższych tekstów? Zaznaczają, że takie patrzenie na nasze dzieje związane jest często z przekręcaniem historii, dodawaniem do niej nieistniejących wątków lub jej trywializowaniem. Jako przykład podawany jest komiks o Tytusie w powstaniu warszawskim, pokazujący na wesoło historię, która wcale wesoła nie była. Pojawiają się też wątpliwości, czy nowoczesne formy nie oddalają nas od prawdziwej refleksji o naszych losach, często smutnych i krwawych. Wiele rocznic nie nadaje się do radosnego świętowania. To raczej okazja do zadumy, refleksji i skupienia, a nie organizowania festynów, gier familijnych i pikników rodzinnych, podczas których widzowie pochłaniają kiełbaski, piwo i watę cukrową. Zapytaliśmy kilkanaście osób, co sądzą o nowym spojrzeniu na naszą historię. Gdzie, ich zdaniem, jest granica w sposobach upamiętniania, pokazywania i uczenia o polskich dziejach? Czy niektóre współczesne formy nie przekraczają granicy dobrego smaku i nie urażają pamięci uczestników tamtych wydarzeń? A może jest to najwłaściwszy sposób prezentowania polskiej historii, szczególnie zainteresowania nią młodych ludzi i odbiorców z innych krajów? Właściwie wszyscy pytani okazali się zwolennikami nowatorskiego sposobu opowiadania o dziejach, tłumacząc, że wymuszają go współczesne czasy i wymagania młodzieży. Ich zdaniem, tak prezentować historię można jednak tylko pod pewnymi warunkami. Dla części osób najważniejsza jest w takim wypadku prawda historyczna, od której nie powinno się nigdy odchodzić, także w komiksie czy animacji. I dlatego nie należy przekraczać pewnych granic, wprowadzając na przykład elementy fantastyki. Zdaniem innych, w rzetelnym opowiadaniu o historii liczy się przede wszystkim unikanie ideologii, która tę prawdę zniekształca. Pojawiły się też głosy, że można wymyślać nowe sposoby upamiętniania dawnych wydarzeń, pod warunkiem, że będzie się do historii i jej bohaterów podchodzić z szacunkiem. 

D O

P R Z E S Z Ł O Ś C I

Dyskusja o nowatorskich form
Profesor TOMASZ NAŁĘCZ, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego i Akademii Humanistycznej imienia Aleksandra Gieysztora w Pułtusku:

WIELE ROCZNIC nie nadaje się do radosnego świętowania. To raczej okazja do zadumy, refleksji i skupienia, a nie organizowania festynów, gier familijnych i pikników rodzinnych.

Jestem zwolennikiem sięgania po bardzo nowoczesne, nawet kontrowersyjne środki, które mogą zainteresować przeszłością zwłaszcza młodych ludzi. Młodzież jest dziś inaczej ukształtowana i postrzega świat przez elektroniczne środki przekazu. Nie podzielam oburzenia tych, którzy buntują się przeciwko kulturze masowej. Ma ona swoje nośniki, których nie było wcześniej. Uważam, że każdy z nich jest dobry, jeśli tylko pobudza do zainteresowania historią. Wielu młodych ludzi poprzestanie na komiksie czy grze. Z moich rozmów ze studentami wynika jednak, że niektórzy po takim przypadkowym kontakcie z historią w wersji bardzo popularnej sięgają głębiej – po lekturę, a czasem

nawet decydują się na studia. Jeśli chcemy, aby historia nie była dostojną, nudną i na poły strupieszałą dziedziną wiedzy, którą interesują się tylko fachowcy i hobbyści, musimy sięgać po nowoczesne środki przekazu. Ten, kto chce się komunikować z ludźmi za pomocą środków z poprzedniej epoki, jest nieobecny.

BARBARA OLSZEWSKA,

studentka III roku medycyny na Akademii Medycznej w Gdańsku:

Współczesne czasy wymuszają inne formy przekazu, niż było to przyjęte kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Odgrzewanie w kółko tego samego martyrologicznego kotleta mało kogo już interesuje, a eksploracja nowych terytoriów może przynieść bardzo interesujące wyniki. Myślę, że filmy i książki z wątkami fantastyczny-

58

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

H O R Y Z O N T Y

FOT. STUDIO IWONA/ISW, ANDRZEJ WITKOWSKI, WARSZAW.PL

KADR z filmu „Hardkor 44” Tomka Bagińskiego

ZWOLENNICY nowatorskiego sposobu opowiadania o historii odchodzą od patosu i patriotycznego zadęcia.

NIEZWYKŁYM GRAFFITI kibice i Klub Polonia uczcili 65. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.

ach przedstawiania historii
mi nie aspirują do miana dokumentu historycznego, a raczej mają za zadanie pobudzić ciekawość odbiorcy, aby sam miał ochotę poszukać rzetelnych informacji. Nie było możliwości rozstrzelania za zbyt głośne zachowanie się w kanale. Jestem więc pełen uznania dla nowych form, o ile są oparte możliwie wiernie na faktach.
ARKADIUSZ KALIŃSKI,
dyrektor Pomorskiego Muzeum Wojskowego w Bydgoszczy:

EDMUND BARANOWSKI,

uczestnik powstania warszawskiego, wiceprzewodniczący Związku Powstańców Warszawskich:

Starszy chorąży ZBIGNIEW PŁACZKIEWICZ, rzecznik prasowy Szkoły Podoficerskiej Wojsk Lądowych w Toruniu:

Z zaciekawieniem obserwuję zainteresowanie młodych ludzi historią w takich formach jak komiks czy współczesne utwory muzyczne. To, co dziś może być dla nas szokujące, za 20 lat, kiedy dorośnie dzisiejsza młodzież, będzie dla niej stanowiło ciekawy przykład patrzenia na najnowszą historię. Zdarzają się jednak przypadki, że to, co prezentują autorzy, odbiega od prawdy. Na przykład w komiksowej relacji z przeprawy kanałami grupy powstańców ktoś z nich się odzywa, a dowodzący grupą mówi: „rozstrzelam natychmiast po wyjściu na powierzchnię”. Ktoś, kto zamieścił takie słowa, powinien sprawdzić ich wiarygodność.

Nasza szkoła sięgnęła po doskonały, naszym zdaniem, instrument edukacji patriotycznej, jakim jest inscenizacja historyczna. Nawiązaliśmy współpracę z grupami rekonstrukcyjnymi i byliśmy współorganizatorami inscenizacji bitwy 63 Toruńskiego Pułku Piechoty pod Annowem. Teraz młodzież zasypuje nas pytaniami o następną taką imprezę. Strzałem w dziesiątkę okazały się również żywe lekcje historii, które przygotowaliśmy wspólnie z grupą rekonstrukcji historycznej 63 Pułku Piechoty. Młodzież podczas pokazów, którym towarzyszyła profesjonalna narracja, mogła obserwować z bliska zmagania żołnierzy.

Jestem gorącym zwolennikiem prezentowania historii naszego kraju i losów polskiego oręża w jak najciekawszy sposób. Nasze muzeum bardzo mocno włączyło się w nurt inscenizacji historycznych. Szanuję głosy krytyczne, sugerujące, że różne przedstawienia historyczne często niewiele mają wspólnego z prawdziwą historią. Na sprawę rekonstrukcji należy spojrzeć jednak nieco szerzej. Weźmy pod uwagę współorganizowaną w ubiegłym roku przez nasze muzeum rekonstrukcję walk o Bydgoszcz we wrześniu 1939 roku. Nie byliśmy w stanie odtworzyć starć z hitlerowskim najeźdźcą zgodnie z historycznym przebiegiem, ale za to młodzi ludzie mogli zobaczyć na żywo mundury z epoki, uzbrojenie i wyposażenie. Jestem przekonany, że dzięki temu prędzej sięgną do historycznych książek niż po przeczytaniu suchego opisu bitwy o Bydgoszcz w szkolnym podręczniku.

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

59

P O W R Ó T

D O

P R Z E S Z Ł O Ś C I
cjach uczestników minionych wydarzeń oraz faktów historycznych.

Nowe spojrzenie
Pomysłów na pokazanie naszej historii nie brakuje.

N

ajpopularniejsze stały się rekonstrukcje historyczne, bez których nie może się obyć już żadna rocznica bitwy. Są też książki ukazujące historię alternatywną, na przykład „www.1939.com.pl” Marcina Ciszewskiego, opowiadająca, co by się stało, gdyby uzbrojony batalion polskiej armii Anno Domini 2007 wylądował 1 września 1939 roku pod Mokrą. Pisarze nie zapominają również o najmłodszych. Łukasz Wierzbicki napisał „Dziadka i niedźwiadka”, opowieść o niedźwiedziu Wojtku, który przebył z żołnierzami generała Andersa cały szlak bojowy. Powstają komiksy rysowane na konkursy, które ogłasza

Muzeum Powstania Warszawskiego, ale jest też najnowsze dzieło Papcia Chmiela o Tytusie, Romku i A’Tomku walczących w powstaniu. Zespoły nagrywają płyty nawiązujące do historii: polsko-norweska grupa rockowa De Press wydała płytę „Myśmy rebelianci”, przypominając piosenki leśnych oddziałów walczących po wojnie z Armią Czerwoną. W Stanach Zjednoczonych furorę zrobił projekt Jasona Morningstara „Grey Ranks. Child Soldiers. Warsaw, 1944” – gra fabularna RPG, w której uczestnicy wcielają się w role najmłodszych członków Szarych Szeregów. W Polsce natomiast można

zagrać w grę planszową „Mali powstańcy”. Popularne stały się również gry miejskie. W tym roku Związek Harcerstwa Polskiego współorganizował akcję „Godzina przed W”. Wśród atrakcji znalazło się składanie pistoletu Sten, uruchomienie wojskowej radiostacji czy wykonywanie pieczęci poczty polowej. Uczestnicy gry „Twoja klisza z powstania” wcielali się natomiast w role powstańczych reporterów. Po drodze musieli zdobywać listy, szukać skrzynek pocztowych i drukować gazety w podziemnych drukarniach. (AD, AW) 

MIROSŁAW PĘCZAK, socjolog
kultury, publicysta „Polityki”:

W upowszechnianiu historii mamy wybór pomiędzy kulturą naukową a zabawową. Ta pierwsza zainteresuje niewielu, bo jak wiemy, wiedza historyczna uczniów zanika, gdy przestają się uczyć tego przedmiotu. Dlatego w nowych sposobach przekazywania historii dostrzegam walor upowszechniania wiedzy. Choć w tym wypadku konieczne są uproszczenia. Jest to jednak lepsze niż pokazywanie historii w sposób, który niewielu zaciekawi. Znacznie gorzej jest, gdy do przekazu historycznego wchodzi ideologia. Wtedy mamy do czynienia nie tylko z uproszczeniem, ale też ze zniekształceniem prawdy historycznej.
Major MAX KAŹMIERCZAK, przedwojenny technik 32 Eskadry Liniowej na poznańskiej Ławicy, w czasie wojny technik 300 Dywizjonu Bombowego „Wielkopolskiego”:

Profesor JANUSZ CISEK, dyrektor Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie:

JAN OŁDAKOWSKI, dyrektor
Muzeum Powstania Warszawskiego:

Nowoczesne pokazywanie historii jest istotne, ale musi współistnieć w połączeniu z metodami tradycyjnymi. Ważne jest, żeby rekonstrukcja nie okazała się ważniejsza od samej bitwy albo pamiątki z tej bitwy były mniej istotne niż wykonane współcześnie repliki. Jeśli w tej nowoczesnej formie zachęcimy młodzież i publiczność do zajmowania się historią, to bardzo dobrze. Ważne tylko, aby umiejętnie wyważyć historię z współczesnością.

PIOTR GARUK-GÓRSKI,

Forma – jako narzędzie – ma służyć upowszechnianiu wiedzy, budzeniu pasji historycznej i szacunku. Dlatego jestem przeciwny odgrywaniu w rekonstrukcjach scen szczególnie okrutnych – gwałtu czy wieszania jeńców. Pomimo to spotykam się z ocenami, że nowoczesne sposoby pokazywania historii mogą przez swoją formę urażać uczestników tamtych wydarzeń. Wtedy tłumaczę, że nie to jest naszym celem, że zależy nam na budowaniu szacunku. To przekonuje sceptyków. Ważne jest przecież to, co się chce przekazać, a narzędzia mogą być dowolne.

Nowoczesne formy przekazu o bitwach czy zdarzeniach z lat wojny często są inspirujące dla moich wnuków i dzieci. Myślę jednak, że fascynacja mundurem, odtworzeniem dawnej broni nie może przysłonić pamięci o bohaterach tamtych czasów. Na pewno brakuje mi w Anglii materiałów o historii Polski. Tam, gdzie mieszkam, wielu chętnie więcej usłyszałoby i poczytało o historii naszego kraju. A moim zdaniem, formy przekazu muszą być różne, dostosowane do wieku ludzi, no i dzisiejszych czasów.

MAREK RYBAK, uczeń II klasy
wojskowej CXXV Liceum Ogólnokształcące imienia Waldemara Milewicza w Warszawie:

koordynator klas wojskowych w CXXV Liceum Ogólnokształcącym imienia Waldemara Milewicza w Warszawie:

MELANIA WASZKIEWICZ,

Jestem jak najbardziej za przedstawianiem trudnej historii Polski, na przykład powstania warszawskiego, w nowoczesnej formie, która przyciągnie młodych ludzi. Podręcznik akademicki łatwo może znudzić młodzież i więcej ona skorzysta, jeśli te same informacje będą przekazywane w interesujący sposób. Pod warunkiem jednak, że przekaz będzie rzetelny, a zdarzenia historyczne zostaną zaprezentowane wielowymiarowo.

uczennica I klasy XXXV Liceum Ogólnokształcące z Oddziałami Dwujęzycznymi imienia Bolesława Prusa w Warszawie:

Niekiedy przekracza się granice dobrego smaku. Mam na myśli „ubarwianie” scen batalistycznych w filmach wojennych, co działa na niekorzyść realizmu. Co za tym idzie – komiksy i animacje nie są godne odzwierciedlania tej rzeczywistości. Powinno się zachować zasadę autentyczności, opierając się na rela-

Nie wszyscy lubią historię, a luźna forma przyciąga więcej młodzieży. Jeśli tylko dociera do odbiorcy, jest dobra, ale pod warunkiem że będzie pokazywać prawdę. Rekonstrukcja czy kreskówka powinny trzymać się faktów historycznych, żeby dzieci nie odebrały ich jako bajki, myśląc, że wojna była zabawą. Zresztą nie ma sensu tworzyć bajek o naszej krwawej historii dla małych dzieci. Dopiero dla 15–16-latków warto robić dobre fabularne filmy. Nie powinno się też przekraczać pewnej granicy, sugerując na przykład, że walczyliśmy z robotami, a nie Niemcami. 
Oprac. AD, współpraca: KW, PL, AW, KK, MS

60

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

H O R Y Z O N T Y
Razem mieli ponad trzy tysiące przyjaciół, którzy komentowali ich wpisy i toczyli dyskusje na temat powstania. Doradzali, pocieszali, podpowiadali co robić, przekazywali wiadomości. Kiedy Kostek się niepokoił, bo „z kanału przestali już wychodzić, a jej nie ma”, internauta mu tłumaczył: „Została odcięta na Starówce!”. Na post Sosny: „Pokażemy Sowietom, jak wylądują, kto rządzi w Warszawie!”, pojawiła się odpowiedź: „Obawiam się, że to oni pokażą, kto rządzi”. Czasem internauci realnie włączali się w powstanie, na przykład podczas zrzutów, Powstańcy których miejsca mieli sfotografować stali się jednymi i przesłać Kostkowi. Dzięki wpisom można było śledzić losy dwójki powstańców. Była euforia pierwszych dni walki, gdy Kostek donosił: „Wpadamy na podwórko na Młynarskiej. Inny świat: biało-czerwone opaski, zadowolenie na twarzach, czuje się wolność”, „Ocaliliśmy 348 ludzi! Obóz koncentracyjny na Gęsiej zdobyty!”. Były też dylematy, kiedy zaniepokojona Sosna pisała: „Kostka ojciec nie żyje! Zastrzelili go na Czerniakowie! Kostek z rozpaczy chce zatłuc tych dwóch w piwnicy. Muszę go powstrzymać”. I przyszły również chwile zwątpienia – u Sosny: „Zawsze jak zaczynamy jest słonecznie, radośnie i optymistycznie, a jak wychodzimy, to zostawiamy z tyłu gruzy”, i u Kostka: „Znów to samo. Niemcy atakują. My się cofamy. Brakuje amunicji. Jak długo to już trwa? Dla mnie wieczność”. Czytelnicy zamarli, gdy pod koniec września Kostek, uwięziony na zatopionym statku „Bajka”, przestał zamieszczać wpisy. Na szczęście po czterech dniach udało mu się wydostać i przedrzeć do Śródmieścia. Tyle szczęścia nie miała Sosna, która 27 września przechodziła kanałami na Mokotów. „Jesteśmy coraz bliżej. Jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów… widać już właz na Dworkowej. Wychodzę”, napisała. Kolejnego wpisu nie było, z profilu zniknęło też jej zdjęcie. Internauci już wiedzieli – znalazła się wśród blisko 140 powstańców, którzy omyłkowo wyszli z kanałów w pobliżu komendy żandarmerii przy ulicy Dworkowej i zostali wymordowani przez Niemców. Dzień później okupanci złapali Kostka. „Widzę, że przed wejściem do wagonów rewidują. Zaraz stracę łączność”, to był ostatni jego post. „Teraz pewnie Pruszków, potem Murnau, a potem bolesna emigracja w Wielkiej Brytanii, Stanach albo Kanadzie”, napisał jeden z internautów. „To i tak lepsze niż Pruszków, Bergen-Belsen, Rakowiecka i Służew”, dodał drugi. „A więc nie będzie happy endu?”, pytał ktoś. Na to pojawiła się odpowiedź: „Happy end jest. To my”. 

z najpopularniejszych postaci na polskim „Facebooku”.

INNY HAPPY END

Powstanie na „Facebooku”
„Żadna książka nie nauczyła mnie tyle o historii Polski, co ta akcja”, stwierdził jeden z internautów.

ANNA DĄBROWSKA

M

ieli po dwadzieścia lat. Kostek mieszkał na Czerniakowie, a jego dziewczyna Sosna pochodziła z Żoliborza. On pracował w niemieckich warsztatach wojskowych, ona po wojnie chciała studiować architekturę. Oboje walczyli w powstaniu warszawskim: Sosna w Parasolu, Kostek w Zośce. Swoje przeżycia relacjonowali na portalu społecznościowym „Facebook”.

WSPARCIE W SIECI

Profile dwójki fikcyjnych powstańców – Sosny Dwadzieściacztery i Kostka Dwadzieściatrzy – pojawiły się na portalu pod koniec lipca. Stworzyli je Michał Berger i Tomasz Chojnacki z agencji reklamowej San Markos we współpracy z Biurem Promocji Miasta Stołecznego Warszawy. Celem projektu multimedialnego „Kumpel z przeszłości – 1944 LIVE”, jak tłumaczyli jego pomysłodawcy, było ożywienie historii, upamiętnienie powstania i przybliżenie go

w nowatorski sposób. Argumentowali, że młodych ludzi, znudzonych tradycyjnymi lekcjami, w takiej formie można zainteresować wydarzeniami z przeszłości. „Jest to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju, bardzo przemawiające do pokolenia «żyjącego» w internecie”, komentowała Magdalena Łań z Wydziału Prasowego Urzędu Miasta. Projekt znalazł też uznanie za granicą, zdobywając nagrodę na międzynarodowym festiwalu reklamy i PR „Golden Drum Award 2009”. Na obie postacie złożyło się wiele powstańczych życiorysów. Sosna i Kostek opowiadali o swoich problemach, umieszczali zdjęcia, tworząc własną kronikę powstania warszawskiego. Ich posty to nie tylko opisy walk i czysto historycznych faktów, lecz także osobiste komentarze i przeżycia. Nad projektem pracował cały zespół: scenarzyści, historycy i znawcy powstania warszawskiego. Powstańcy stali się jednymi z najpopularniejszych postaci na polskim „Facebooku”.

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

61

P O W R Ó T

D O

P R Z E S Z Ł O Ś C I

This is Warsaw!

AARON WELMAN

Historia Polski była do tej pory w kinematografii ukazywana na sposób martyrologiczny. „Hardkor 44” brutalnie zrywa z tą tradycją.

P

rojekt Tomka Bagińskiego to świeże spojrzenie na polską historię. Zrealizowany przez studio Platige Image we współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego, będzie filmem pełnometrażowym, utrzymanym w komiksowym stylu jak „Sin City” czy „300”, w którym prócz tego, że powstańcy będą twardzielami walczącymi z nawałnicą nazistów, to mają pojawić się także wątki science fiction. „To będzie aktorski film z dużą ilością animacji i efektów specjalnych”, mówi Tomek Bagiński. „Czyli skojarzenie z «300» jest dużo bliższe, choć przede wszystkim chodzi tu o aspekt techniczny. Plastycznie wyobrażamy to sobie inaczej”.

ZASTĘPY CYBORGÓW

Oryginalności „Hardkorowi 44” na pewno nie brakuje. Dominuje w nim klimat postapokaliptyczny. Oskar Wanger, demoniczny oberfürer SS, wyznaczony do spacyfikowania powstania i zrównania z ziemią Warszawy, używa szczególnej broni. Prawdziwym wunderwaffe III Rzeszy okazują się specjalne oddziały cyborgów. Ciężko opancerzeni, od razu mogą skojarzyć się z wrogimi żołnierzami przedstawionymi w popularnej grze typu FPS „Killzone”. Z kolei powstańcy mają być piękni, uśmiechnięci, wyraziści; podkreślona zostanie też wojowniczość kobiet. Zupełnie jak w amerykańskim komiksie.

„W Polsce nikt jeszcze nie próbował zrobić takiego filmu. «Hardkor 44» będzie nowoczesną, skrojoną według wzorców zachodnich opowieścią o polskich bohaterach. Już na tym etapie prac mamy świadomość, że powstaje fantastyczna historia”, powiedzieli Tobiasz Piątkowski i Łukasz Orbitowski, autorzy scenariusza. „W dziejach polskiego kina powstało wiele wybitnych filmów dotyczących powstania warszawskiego. Wciąż jednak brakuje wielkiej historycznej epopei, która mogłaby podbić serca widzów na całym świecie, przenosząc tym samym historię powstania z wymiaru lokalnego w globalny”, twierdzą w Platige Image. „W dzisiejszych czasach jedyną szansą na dotarcie z jakimś przekazem o polskiej historii do odbiorcy z Zachodu jest popkultura”, komentuje Jan Długosz, szef serwisu Technopolis („Polityka”). „To, czego w niej nie ma, zupełnie się nie liczy. Bardzo dobrze, że powstaje taki projekt, jak «Hardkor 44»”.

SCENARIUSZ ma zostać zatwierdzony w ciągu najbliższych miesięcy. Sam film ukaże się jednak nie wcześniej niż w 2012 roku.

BEZ MARTYROLOGII

Trudno się dziwić tym wypowiedziom. Biorąc pod uwagę polskie filmy poświęcone II wojnie światowej, można zauważyć zbyt duże przywiązanie do martyrologii, którą mało kto poza granicami Polski mógłby zrozumieć. Wystarczy wziąć do ręki ostatnią wielką produkcję opowiadającą o zbrodni katyńskiej. Film Andrzeja

Wajdy ubiegał się o wiele międzynarodowych nagród. Jako jedyna jednak uznanie zdobyła Magdalena Bierzycka za kostiumy, za które otrzymała Europejską Nagrodę Filmową. Historia Polski jest świetnym materiałem do promowania kraju, ale musi być opowiedziana w sposób ciekawy. „Szkoda tylko, że po realizacji filmu «Hardkor 44» powstanie wrażenie dużej nierównowagi między tym co popkulturalne, a tym co kulturalne”, stwierdza Jan Długosz. „To, że od czasu «Kanału» nie powstał żaden poważny film poświęcony powstaniu, nie jest winą Bagińskiego, lecz tych, którzy je zamawiają, reżyserują lub finansują, czy raczej właśnie tego nie robią”. Czy zatem czeka nas polska wersja „300”, tyle że zamiast Leonidasa i jego twardzieli będzie Tadeusz „Bór” Komorowski z grupką młodych akowców, którzy rzucą równie chwytliwym tekstem jak król Sparty („This is Sparta!”)? Niekoniecznie. Wstępny scenariusz zakłada, że protagonista Arnold jest byłym żołnierzem, który w niejasnych okolicznościach zniknął po zakończeniu kampanii wrześniowej. Nie kieruje się jednak niepodległościowymi ideałami, a chęcią zysku. Formuje swoje komando złożone z różnych renegatów, przestępców, a nawet kolaborantów, by położyć łapę na łupach Oskara Wangera. Tomek Bagiński jednak uspokaja: „Główna intryga początkowo będzie prowadzona obok samego powstania, ale wraz z rozwojem akcji walki powstańcze staną się istotnym elementem fabuły”. Scenariusz ma zostać zatwierdzony w ciągu najbliższych miesięcy. Sam film ukaże się jednak nie wcześniej niż w 2012 roku. Nie odbył się jeszcze casting aktorów. Twórcy filmu nie kryją, że chcą, by w produkcji zagrali zarówno Polacy, jak i Niemcy. Po tym, co Tomek Bagiński pokazał w nominowanej do Oskara „Katedrze” czy w grze komputerowej „Wiedźmin”, można z czystym sumieniem dać mu kredyt zaufania przy realizacji „Hardkoru 44”. Panie i Panowie, szykuje się naprawdę niezły hardcore. 

62

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

FOT. HARDKOR 44.PL (2)

H O R Y Z O N T Y

P o

s ł u ż b i e

 Nie przegap  Warto  Niezłe  Nie warto
KSIĄŻKA



Połowy

N


KSIĄŻKA

Opowieść o Polakach deportowanych w czasie II wojny światowej w głąb Związku Radzieckiego, którzy później dotarli do Iranu, a następnie do Nowej Zelandii.

Tułacze dzieci

C

zytelniku, przejdź ze mną drogę, którą ja przeszłam” – taką dedykacją w książce „Droga i pamięć. Przez Syberię na Antypody” Krystyna Tomaszyk zaczyna niezwykłą opowieść o swojej rodzinie i tysiącach innych „tułaczych dzieci”, które deportowane w czasie wojny w głąb Związku Radzieckiego, dotarły do Iranu, a następnie do Nowej Zelandii. W 1941 roku kilkuletnia Krystyna Skwarko wraz z mamą i bratem została wywieziona w rejon Krasnojarska. Jak wspomina, byli jednymi z niewielu „szczęśliwców”, których deportowano nie w czasie ostrej zimy, lecz później, w czerwcu, ostatnim transportem przed atakiem Niemców na Związek Radziecki. Polakom pozwolono opuścić miejsca zesłania po podpisaniu umowy przez Stalina i Rząd Polski na Uchodźstwie. Krystyna Skwarko, jej brat i mama, wraz z dziećmi z polskiego sierocińca, wyjechali ze Związku Radzieckiego do ówczesnej Persji, do Pahlewi, a następnie do Isfahanu, gdzie zostali przez trzy lata, do 1944 roku. Wówczas premier Nowej Zelandii zaoferował prawie tysiącu Polaków, w tym ponad siedmiuset dzieciom, gościnę w swoim kraju. Po wojnie mieli wrócić do ojczyzny. Tak się jednak nie stało. Wiele z tych osób, między innymi autorka, zostało na antypodach.

Opowieść Krystyny Tomaszyk jest bardzo wzruszająca. Na początku przedstawiana z punktu widzenia małej dziewczynki. Wspomina głównie wrażenia, jakie jej wtedy towarzyszyły: zapachy domu, wagonu bydlęcego czy małej chatki na Syberii, a także głód, zimno, strach. Przypomina patchwork utkany ze wspomnień samej autorki, ale też innych osób, które spotkała na swej drodze. W losy jej rodziny wplecione są krótkie historie sierot, zgubionych gdzieś na Syberii, dzieci, które gołymi rękami kopały w zmarzniętej ziemi groby dla swych bliskich. Z czasem narracja staje się coraz bardziej spójna, a relacje autorki zawierają więcej faktów, zwłaszcza dotyczących jej powojennych losów w Nowej Zelandii. „Droga i pamięć” jest dedykacją autorki dla wszystkich, którzy pomogli „tułaczym dzieciom” w Isfahanie i w Pahlewi, dla żołnierzy Kiwi, którzy płynęli z nimi do nowej ojczyzny, ale przede wszystkim dla tych, którzy przeżyli i się odrodzili. To jest również ich opowieść. (JR)  „Droga i pamięć. Przez Syberię na Antypody”, Krystyna Tomaszy, Wydawnictwo Trio, Warszawa 2009.

a tej książce ciąży podwójne piętno: po pierwsze, jest to powieść autora „Fabryki muchołapek”, znakomitej książki o dużym ciężarze gatunkowym; po drugie, powstała na podstawie scenariusza filmowego, co – jak pokazuje doświadczenie – nie jest najlepszym pomysłem. Mimo tych dwóch pułapek Andrzej Bart się wybronił. „Rewers” to napisana ze swadą lekka powieść kryminalno-obyczajowa. Sabina jest bardzo skromną, wrażliwą kobietą. Pracuje w wydawnictwie w dziale poezji. Ma jednak jeden – według jej babci i matki ogromny – mankament: chociaż skończyła trzydzieści lat, jest panną. Dlatego obie kobiety

intensywnie pracują nad tym, żeby złowić dla niej męża. Tymczasem do Sabiny uśmiecha się los – nagle, niczym książę z bajki, pojawia przystojny i szarmancki mężczyzna. Bronisław broni ją w ciemnej uliczce przed zbirami. Czyżby w tak niecodziennych okolicznościach spotkała miłość życia? A może przekleństwo? (AWIS)  Andrzej Bart, „Rewers”, W.A.B. 2009


FILM

Kierunek: Północ
ków, ludzi Północy. Każdy kolejny człowiek to nowa historia opowiedziana w zasadzie bez słów lub dość lakonicznie. Refleksja po tym filmie nasuwa się jedna: im bliżej kręgu polarnego, tym większe przekonanie, że na Północy nie ma normalnych, w sensie społecznym, ludzi. Może to ten śnieg, może świadomość, że do najbliższego sąsiada pół dnia drogi, więc na poobiednią herbatkę i tak nie opłaca się wyruszać… (KP)  „Białe szaleństwo”, reżyseria Rune Denstad Langlo, dystrybucja Gutek Film

P

ierwszorzędny film drogi. Tyle że zamiast twardziela z Wisconsin z lucky strikiem w zębach mamy Norwega z depresją podróżującego z kanistrem wypełnionym wódką, zamiast cadillaca skuter śnieżny, a w chwili próby nawet narty… Fabuła „Białego szaleństwa” jest banalna. Jomar, trzydziestolatek piroman z przeszłością, dowiaduje się, że prawdopodobnie jest ojcem. Z przekory czy ciekawości postanawia wyruszyć w odwiedziny do dziecka. W podróży spotyka podobnych sobie samotni-

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

63

P O Ż E G N A N I A

Panu gen. bryg. Krzysztofowi SZYMAŃSKIEMU oraz Jego RODZINIE wyrazy szczerego współczucia i żalu z powodu śmierci TEŚCIA składają zastępca szefa, kadra zawodowa i pracownicy wojska Zarządu Planowania Logistyki – P4 Sztabu Generalnego WP.

Panu kpt. Robertowi FRĄCZKIEWICZOWI wyrazy głębokiego współczucia i szczerego żalu z powodu śmierci OJCA składają kierownictwo Służby Kontrwywiadu Wojskowego, koleżanki i koledzy.

RODZINOM i BLISKIM tragicznie zmarłych funkcjonariuszy Biura Lotnictwa Komendy Głównej Straży Granicznej: por. SG Andrzeja ŻUKOWSKIEGO chor. sztab. SG Bartłomieja BARTNICKIEGO chor. SG Marcina BEZUBIKA wyrazy głębokiego żalu i współczucia w imieniu własnym, kadry i pracowników wojska składa dowódca Sił Powietrznych gen. broni pil. Andrzej Błasik.

Panu mjr. Krzysztofowi ROJKOWI oraz Jego NAJBLIŻSZYM wyrazy głębokiego współczucia i szczerego żalu z powodu śmierci OJCA składają szef, kadra i pracownicy wojska Dyżurnej Służby Operacyjnej Wojsk Lądowych.

Panu gen. bryg. Leszkowi SURAWSKIEMU wyrazy szczerego żalu i głębokiego współczucia z powodu śmierci TEŚCIA składają dowództwo, kadra i pracownicy 20 Bartoszyckiej Brygady Zmechanizowanej.

„A śmierć tak ważna, bo się nie powtórzy” ks. Jan Twardowski Panu gen. bryg. Krzysztofowi SZYMAŃSKIEMU oraz Jego RODZINIE wyrazy szczerego współczucia i żalu z powodu śmierci TEŚCIA składają szef, kadra zawodowa i pracownicy wojska Biura Koordynacyjnego Sztabu Generalnego WP.

Gen. bryg. Leszkowi SURAWSKIEMU wyrazy szczerego współczucia z powodu śmierci TEŚCIA składają żołnierze i pracownicy wojska 20 Bartoszyckiej Brygady Zmechanizowanej.

Panu gen. bryg. Leszkowi SURAWSKIEMU wyrazy głębokiego współczucia z powodu śmierci TEŚCIA składają dowódca, kadra i pracownicy wojska 16 Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej.

„Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…” ks. Jan Twardowski Panu płk. Piotrowi WIŚNIEWSKIEMU wyrazy szczerego współczucia i głębokiego żalu z powodu śmierci TEŚCIOWEJ składają szef, kadra zawodowa i pracownicy wojska Biura Koordynacyjnego Sztabu Generalnego WP.

Panu płk. dypl. Edwardowi TWARDZIKOWI zastępcy dyrektora Departamentu Kadr wyrazy głębokiego współczucia z powodu śmierci SIOSTRY składają kierownictwo, kadra zawodowa i pracownicy Departamentu Kadr MON.

Panu płk. dypl. Edwardowi TWARDZIKOWI zastępcy dyrektora Departamentu Kadr, wyrazy głębokiego współczucia z powodu śmierci SIOSTRY składają kierownictwo, kadra zawodowa i pracownicy Departamentu Kadr MON.

64

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

H O R Y Z O N T Y N I E T Y L K O O D Ś W I Ę T A
Szczere wyrazy głębokiego żalu i współczucia Panu mjr. Zbigniewowi WRÓBLEWSKIEMU z powodu śmierci MAMY składają dowódca, żołnierze i pracownicy wojska 1 Warszawskiej Dywizji Zmechanizowanej. Panu płk. dypl. Edwardowi TWARDZIKOWI wyrazy głębokiego współczucia z powodu śmierci SIOSTRY składają szef oraz kadra Zespołu Obsługi Administracyjno-Personalnej.

Najdoskonalszym sakramentem jest Eucharystia.

Pogrążonej w żałobie i smutku RODZINIE Zmarłego ppłk. rez. Edwarda GĄSIOROWSKIEGO wieloletniego pracownika Wojskowej Komendy Uzupełnień w Żaganiu, serdeczne wyrazy współczucia składają kadra i pracownicy wojska Wojskowej Komendy Uzupełnień w Żaganiu.

Panu ppłk. Arturowi ZDYBSKIEMU wyrazy głębokiego współczucia i szczerego żalu z powodu śmierci OJCA składają dyrekcja, kadra i pracownicy Departamentu Infrastruktury MON.

J

Panu ppłk. Arturowi ZDYBSKIEMU wyrazy głębokiego współczucia i szczerego żalu z powodu śmierci OJCA składają koleżanki i koledzy z oddziału.

Szczere wyrazy współczucia RODZINOM i BLISKIM funkcjonariuszy Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej por. SG Andrzeja ŻUKOWSKIEGO chor. sztab. SG Bartłomieja BARTNICKIEGO chor. SG Marcina BEZUBIKA zmarłych tragicznie w służbie ochrony granicy państwowej RP składają żołnierze i pracownicy wojska Garnizonu Białystok.

„Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…” ks. Jan Twardowski Panu mjr. Krzysztofowi RODAK wyrazy szczerego współczucia i głębokiego żalu z powodu śmierci OJCA składają koledzy z Zarządu Organizacji i Uzupełnień – P1 Sztabu Generalnego WP.

Płk. Waldemarowi ŻAKOWI byłemu szefowi Wywiadu Wojskowego wyrazy głębokiego współczucia i szczerego żalu z powodu śmierci ŻONY – DOROTY składają oficerowie, chorążowie i pracownicy wojska Oddziału 22 Zarządu II.

„Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…” ks. Jan Twardowski Panu mjr. Krzysztofowi RODAK wyrazy szczerego współczucia i głębokiego żalu z powodu śmierci OJCA składają koledzy i przyjaciele z Wojskowego Koła Łowieckiego 325 GON.

ezus Chrystus w swoim nauczaniu głosił królestwo Boże, a Jego pojawienie się jest początkiem czasów ostatecznych. Wypełnia On starotestamentalne zapowiedzi o „pełni czasów”. Może w najdoskonalszy sposób objawić ludziom Boga, który jest jeden, ale są w Nim trzy osoby: Ojciec, Syn i Duch Święty. Bóg jest miłością, i właśnie Jezus Chrystus własnym życiem pokazuje, na czym ta miłość polega. Tak jak w Starym Przymierzu kapłani składali krwawe ofiary z cielców i kozłów za siebie i za cały lud, czyniąc to wielokrotnie, tak Jezus składa Bogu Ojcu najdoskonalszą ofiarę z samego siebie tylko raz. Ofiara Nowego Przymierza jest wciąż uobecniana w sposób bezkrwawy na ołtarzach przez kapłanów. Msza Święta jest uobecnieniem wydarzeń zbawczych, które dokonały się w dziejach ludzkości, a które w sposób szczególny obchodzimy podczas Triduum Paschalnego. W każdej Eucharystii spotykamy się z naszym Zbawicielem, posilamy się Nim, by mieć życie w sobie, by móc korzystać z darów zbawienia wysłużonych przez Jezusa na Krzyżu. Korzystanie z tych darów dokonuje się tu i teraz, na Ziemi. Zbawienie nie jest czymś, co dokona się dopiero po śmierci. Każdego dnia możemy korzystać z tego daru. Co więcej, jest on za darmo. Nie możemy go kupić, ale możemy przyjąć bądź odrzucić. W tym wyborze każdy z nas jest całkowicie wolny. Najdoskonalszym sakramentem jest Eucharystia, która stanowi źródło życia chrześcijańskiego, jak naucza Sobór Watykański II. Z niej możemy czerpać potrzebne siły do życia ziemskiego.  ksiądz porucznik SŁAWOMIR GADOWSKI

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

65

F E L I E T O N
ANDRZEJ FĄFARA

Turniej Euro 2012 drużyn armijnych to znakomity pomysł. Oby tylko nikt nie próbował wzmacniać naszej reprezentacji wojskowej zawodowcami.

Strefa sportu

M

Na piłkę patrz!
Z tymi szarżami sportowców to była fikcja. Oficerowie Brychczy i Deyna wkładali mundury od wielkiego dzwonu, a ich głównym zajęciem nie była służba w wojsku, lecz gra w piłkę. Ale tego rodzaju fałsz dotyczył nie tylko sportowców armijnych. Piłkarze Górnika Zabrze z Włodzimierzem Lubańskim na czele figurowali na liście płac jako sztygarzy, choć prawdopodobnie żaden z nich nigdy nie zjechał pod ziemię. Takie były czasy. Gdy jeździłem jako sprawozdawca na Wyścig Pokoju, lubiłem przeglądać notki biograficzne uczestniczących w imprezie kolarzy. Wszyscy byli amatorami, co powinno oznaczać, że uprawiany przez nich sport stanowi tylko dodatek do pracy zawodowej. Dlatego każdy chwalił się jakąś profesją, a to ślusarstwem, a to służbą w milicji. W rzeczywistości byli oni jednak profesjonalnymi sportowcami utrzymywanymi przez państwo. Co ciekawe, owa fikcja dotyczyła nie tylko krajów tworzących obóz powszechnej szczęśliwości, ale tych zachodnich również. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy kiedyś przy nazwiskach reprezentacji Holandii w rubryce zawód pojawiło się słowo: bezrobotny. Oni jedni postanowili wyjawić prawdę i dzięki temu stali się bohaterami kilku moich relacji na łamach „Życia Warszawy”. Dziś zakłamanie jest pod tym względem minimalne. Sport zawodowy zyskał w Polsce powszechną akceptację i mistrzowie nie muszą już udawać, że są wojskowymi lub sztygarami. Dotyczy to zwłaszcza piłkarzy, którzy przestali wkładać mundury nawet od święta. Mam oczywiście na myśli futbolistów zawodowych, bo amatorzy chodzą w uniformach na co dzień. Zawodnicy Twardego Świętoszów są autentycznymi żołnierzami, którzy w wolnych chwilach kopią piłkę i robią to całkiem nieźle, bo prowadzą w rozgrywkach IV ligi. Mam nadzieję, że to oni będą reprezentować Polskę w turnieju Euro 2012 drużyn wojskowych. Na znakomity pomysł, by zorganizować taką imprezę, wpadły samorządowe władze Sieradza. W rywalizacji wzięłyby udział te same kraje, które staną na starcie turnieju zawodowców. Oby tylko nikt nie próbował wzmacniać poszczególnych drużyn profesjonalistami, uzasadniając to służbą wojskową dziadka albo dzieciństwem spędzonym w sąsiedztwie poligonu. A z drugiej strony, oglądając marną grę zawodowców na Stadionie Wojska Polskiego – czy to byłoby wzmocnienie? 

imo że nasza piłkarska reprezentacja dostała nowego trenera, z żelazną konsekwencją gra swój futbol na tak (Znowu nie strzeliliście gola? Tak.). Całe szczęście, że wojsko ma z tą trwającą od pewnego czasu katastrofą niewiele wspólnego. Niewiele, bo jednak mecz z Rumunią, pierwszy pod dowództwem Franciszka Smudy, odbył się na Stadionie Wojska Polskiego. Nazwa jest historyczna i przez lata była merytorycznie uzasadniona. Na obiekcie przy Łazienkowskiej występował bowiem nasz sztandarowy armijny zespół – Legia. Grali w nim zarówno wojskowi, jak i cywile. Kazimierz Deyna, najlepszy gracz w historii klubu, a może i polskiego futbolu, był przecież porucznikiem, a wybitny strzelec Lucjan Brychczy (182 gole w 368 meczach) dosłużył się stopnia podpułkownika.

FOT. WWW.SXC.HUI

66

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 22 LISTOPADA 2009

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 29 LISTOPADA 2009

67

68

POLSKA ZBROJNA NR 47 | 29 LISTOPADA 2009

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful