You are on page 1of 467

Jakub wiek

GOTUJ Z PAPIEEM

2009

COPYRIGHT
COPYRIGHT

BY Jakub wiek, LUBLIN 2009

BY Fabryka Sw sp. z o.o., LUBLIN 2009


WYDANIE I

ISBN

978-83-7574-027-1

REDAKCJA SERII

Eryk Grski, Robert akuta


PROJEKT ORAZ GRAFIKA NA OKADCE

Piotr Cieliski
REDAKCJA

Marcin Wroski
KOREKTA

Magdalena Barglowska, Magdalena Byrska


SKAD ORAZ OPRACOWANIE OKADKI

Dariusz Nowakowski

WYDAWCA
Fabryka Sw sp. z o.o.
20-607 Lublin, ul. Wallenroda 4c
www.fabryka.pl
e-mail: biuro@fabryka.pl

Od Autora

Kade opowiadanie tutaj ma swj wasny wstp bd


posowie, uwaam wic, e rozpisywanie si w przedmowie
byoby zwyczajnym gadulstwem. ycz Wam wszystkim miej
lektury...

Zbir dedykuj Eli Gepfert.


Mnie samego zaskoczyo, jak wiele jej
zawdziczam. Dzikuj Ci, Elu!

Oj, oberwie mi si za ten tekst. Skd takie przypuszczenie? Bo


zebraem ju w czapk za sam pomys. Marudzia mi rodzina,
ostrzegali niektrzy znajomi, byli te tacy, co pytali: Po co ci to,
czowieku?.
A prawda jest taka, e od dawna chciaem napisa co w tym
duchu. Rzecz o manipulowaniu tumem, o pytkoci w podejciu
do spraw gbokich, o zmieniajcych si punktach widzenia i
rodzeniu si bzdurnych dogmatw. Przede wszystkim jednak
chciaem napisa co o krzywdzie, jak wyrzdzono papieowi i
jego dzieu. O tym, e jako tak, kurde, mao kogo interesowao,
co ma do powiedzenia, bo duo zabawniejsze byo traktowanie go
jak witobliwy odpowiednik Maysza. Kremwki? Papieskie
pocigi? Ulica w kadym miecie? Stosy ksiek? A teraz jeszcze
filmy i komiksy...
To, co napisaem, jest fikcj w tym sensie, e nigdy si nie
zdarzyo. A pewnie nawet jeli si wydarzy, nie potoczy si tak
groteskowo, jak tutaj pokazaem. Cho... cholera jasna!
Syszelicie kiedy audycje toruskiego radia - katolickiego gosu
w kadym domu? Wystarczy raz posucha i czowiek niczego ju
nie moe by pewny...

Dedykuj: Krzysiowi Bookatowi Bortelowi.


On to bowiem wygosi zdanie o przepisie na
bestseller, ktre stanowio zalek pomysu.
Dobra robota, Krzysiu. Przytrzymam dla
Ciebie cieplutkie miejsce na moim stosie.

GOTUJ Z PAPIEEM
I napisz tu, kurwa, bestseller! - powiedzia pewnego razu Robal,
patrzc z niesmakiem na empikowy stolik nowoci. To by bodaj
padziernik albo kwiecie - nie pamitam dokadnie - czyli jeden z tych
miesicy, gdy wszyscy nagle sobie przypominaj, jakim to niesamowitym
kolesiem by papie i jak to fajnie byoby o nim poczyta.
Dlaczego akurat wtedy? Proste - w padzierniku papie zosta wybrany
przez konklawe, w kwietniu umar. Dokadnie drugiego kwietnia o
godzinie dwudziestej pierwszej trzydzieci siedem. By czas, e kady w
tym kraju zna t dat co do minuty.
Jak mwiem, to musia by jeden z tych miesicy, bo wspomniany ju
stolik z ksikowymi nowociami ugina si wrcz od ksiek papiea i o
papieu. Tych drugich byo, rzecz jasna, nieporwnywalnie wicej.
Kolejny biskup skada wiadectwo we wspominkowej publikacji, szef
ochrony z Castel Gandolfo dzieli si wraeniami i anegdotami
zwizanymi z Janem Pawem II, a aktorzy z najpopularniejszych polskich
seriali mwili w wywiadach, jaki to wielki wpyw na ich ycie miay
papieskie sowa i przesanie.

Gdzie w tym wszystkim gubiy si pojedyncze egzemplarze ksiek


Cobena, Kinga czy Grocholi, tak lubianej przez panie. Waciwie na
stoliku nie istniao nic prcz... A nie, wr! Bo mao brakowao, a
spalibym puent...
Oprcz ksiek o papieu cakiem niele radziy sobie jeszcze ksiki
kucharskie. Od tego Francuza z telewizji po siostr Anastazj i jej przepisy
- wszystkie byy w twardych oprawach, ze zdjciami smakoykw i prost
instrukcj, jak olni goci, majc na podordziu kilo mki, jajko i dwa
soiki demu. Nakady miay nieporwnywalnie mniejsze od ksiek
papieskich, za to sezon na nie nigdy si nie koczy.
No wic stoimy sobie przed tym stolikiem umiejscowionym przy
samym wejciu, gapimy si to na ksiki, to na siebie i wtedy wanie
mwi mi Robal:
- I napisz tu, kurwa, bestseller. Jeli nie nazwiesz go Gotuj z
papieem, to jeste w dupie.
Pamitam, miaem si z tego. Brzmiao jak dowcip, sami przyznacie.
No i trzeba byo jeszcze widzie jego min, gdy to powiedzia - jakby kto
bekn mu w twarz, sowo daj!
Teraz jednak, gdy o tym pomyl, nie jest mi do miechu. W jaki
sposb bowiem - cho nikt nie mg tego przewidzie - to wszystko
zaczo si wanie wtedy...
***
Mam na imi Remek. I tak wanie na mnie mwi. Remek albo Remo.
Znacie pewnie ten typ - z zasady unikajcy imprez prowincjonalni
studenci, ktrzy s tak nijacy, e nawet nie dorobili si ksywy. To od takich

jak ja cigalicie na pisemnych. Myl, e si rozumiemy...


Chopaki z roku generalnie mnie lubili, tak jak lubi si nieszkodliwych
wariatw - kujonw. Ot, zagadali czasem na korytarzu, bywa, e obmiali
za plecami, ale te zapraszali na piwo, gdy szli wiksz grup po
zajciach.
Z dziewczynami wychodzio mi gorzej. Z kilkoma wymieniaem si
notatkami podczas wieczornych spotka w kawiarni, jedna - kompletnie
pijana - polizaa mnie po uchu, mylc na imprezie z Robalem. Caowaem
si te z Ewk, jak si szykowaa do spektaklu - chciaa zosta aktork i
czasem miaa takie walnite pomysy. Nie protestowaem... Ewka to nieza
sztunia.
No dobra, macie ju chyba peen obraz, co? Jeli nie, dodajcie do tego
brod, kilka flanelowych koszul, dugie wosy i gitar w kcie
akademickiego pokoju...
A wanie, bo mieszkam w akademiku. Z Robalem. Pokj trzydzieci
dziewi, dom studencki numer jeden, miasteczko akademickie Ligota,
Katowice. Jakbycie z przodu dodali moje nazwisko, list dojdzie z
dowolnego miejsca w kraju. To znaczy - jeli nie zgubi go na poczcie...
Ale miao by o mnie i Robalu. Do pokoju trafilimy troch z loterii, a
troch po kierunku studiw. Ja wanie zaczynaem kulturoznawstwo, a
mj wsplokator po niezych bojach i trudach rozpoczyna drugi rok tego
kierunku. Kierownik akademika, wygrzebawszy ze stosu innych nasze
teczki, uzna, e dobrze nam bdzie razem. No i chyba utrafi, bo sporo nas
czyo.
Najbardziej chyba to, e obaj chcielimy studiowa co innego - ja
grafik na

ASP,

Robal reyseri na Wydziale

RiTV

- i obu nam ycie

dokopao, zsyajc na kierunek awaryjny. Sprowadzeni wic do parteru,


razem grzebalimy si w mule codziennoci z dala od marze i wielkich
planw... Niespeniony grafik i sfrustrowany pisarz doszufladowy z
wielkimi ambicjami. Wydawaoby si, nieszkodliwa kombinacja, ale to
wanie my dwaj wywoalimy cae to zamieszanie. A waciwie... Nie, po
kolei.
Oto jak byo:
***
Wrciem do akademika jako tak po pitnastej. Troch si zdziwiem,
e na recepcji nie byo klucza, bo we wtorki to ja koczyem wczeniej.
Robal mia wtedy wiczenia po poudniu, a potem te kursy
przygotowawcze na Bytkowie, gdzie mieci si Wydzia Radia i
Telewizji. No ale przecie, pomylaem, student nie tramwaj, nie musi
cile trzyma si rozkadu. Pozdrowiem wic pani Kazi - j akurat
lubilimy jako jedyn z tych zoz recepcjonistek - i pchnwszy przeszklone
drzwi oddzielajce hol od schodw, ruszyem korytarzem.
- Cze - powiedziaem, wchodzc do pokoju. Zaraz przy wejciu po
lewej bya umywalka, a pod ni krzeso. Cisnem na nie plecak i
zerknem w lustro. Wygldaem tak samo le jak zwykle. - Urwae si?
- Cze - odpar siedzcy na ku Robal. - Zwolniem.
Odwrciem si gwatownie i spojrzaem na niego, nie kryjc
zdumienia.
- e jak? Tak u wykadowcy?
Przytakn.
Zagwizdaem pod nosem i pokrciem gow. To bya, nie ukrywam,

nowo i spore zaskoczenie. Z nas dwch to ja byem tym, ktry si


grzecznie zwalnia. Jemu zazwyczaj szkoda byo czasu na ganianie za
wykadowcami wczeniej ni pod koniec sesji. Co wic musiao by nie
tak...
Zzuem buty bez rozwizywania sznurwek i wszedem dalej. Siadem
naprzeciwko wsplokatora, na swoim ku. Dopiero teraz dostrzegem,
e obok Robala ley, dotd ukryte za jego udem, pudeko po butach.
Wieczko byo odsunite, a ze rodka wystawao mnstwo zapisanych
wistkw, serwetek i kartek z notesw. By te plik czarno-biaych zdj
spitych recepturk.
- Co to?
Wzruszy ramionami.
- Pamitasz, jak ci mwiem, e zmar brat mojego dziadka? Ten
podrnik? - zapyta, nie podnoszc gowy.
- Ten, po ktrym miae dosta spadek?
- Wanie ten, kurwa! - Wykona niedbay ruch rk, wskazujc
pudeko. - No i dostaem...
Naraz wszystko stao si jasne. Robal dosta od rodziny cynk o spadku,
wic podekscytowany zwolni si z zaj - nie musia w tym celu
wymyla specjalnie adnej wymwki, wic co mu szkodzio - i
przyjecha jak najprdzej przeliczy swj szmal. No i zamiast oczekiwanej
koperty z gotwk dosta pudeko po butach pene bibelotw po martwym
staruszku. Nie dziwia jego mina i niech do rozmowy.
Chciao mi si z niego mia, ale przygryzem wargi. Jak mieszkasz z
kim na paru metrach kwadratowych przez kilka miesicy po pi dni w
tygodniu, szybko si uczysz, e empatia to jednak wana sprawa... a

poczucie humoru najlepiej mie wsplne.


- Idziemy na piwo?
Skin gow, jednak nie ruszy si z miejsca, wic i ja nie wstawaem.
Wycignem tylko rk i wyjem z pudeka plik zdj. Zdjem z nich
gumk.
- Mog? - zapytaem. Waciwie powinienem by od tego zacz, ale
Robal nie przej si naruszeniem etykiety.
- Moesz je sobie, kurwa, nawet wzi, jeli chcesz! - Wsta
gwatownie, strcajc pudeko na ziemi. Kartki, wistki i serwetki
wysypay si na podog, odsaniajc uoone na dnie malekie woreczki.
Przyklknem, by sprawdzi, co to takiego.
- No idziesz na to piwo czy nie?! - rykn na mnie. Chocia by chudy
jak patyk, a z wygldu sprawia wraenie raczej niegronego, gdy
krzycza, autentycznie si go baem. - I zostaw to gwno! Jakie
przyprawy albo co...
- Jasne, Robal - powiedziaem. Podniosem si z klczek i wsunem
zdjcia do kieszeni bluzy. Jako tak odruchowo, rozumiecie. A potem
wyszlimy.
***
Chcielimy pj Za szyb albo do Strachola - jednego z dwch
lokali na miasteczku, niestety, oba wci jeszcze byy zamknite.
Skoczyo si wic na spoywczaku i dwch puszkach tyskiego.
Usiedlimy z nimi na awce w parku za akademikami.
Nie odzywaem si. Bo i niby c miaem powiedzie? To nie mnie
runy marzenia o spadku - grubej kasie znikd, za ktr mona by kupi

laptop, a moe i jaki uywany samochd. Robal opowiada o tym wujku,


jakby ten by jak krzywk Billa Gatesa i Indiany Jonesa. Mg si
wic czu zawiedziony, e jedyne, co dosta za sw wiar i opowieci, to
pudeko, a w nim troch fotek. Upiem yk piwa i postawiem puszk na
ziemi, pomidzy niedopakami i upkami ze sonecznika usypanymi tu
gsto jak lene poszycie. Signem do kieszeni po zdjcia.
Przed nami przebiegy jakie dwie laski. Ubrane byy skpo, w kuse
spodenki i obcise topy, na uszach suchawki empetrjek przypitych do
paska. Patrzc na ich podskakujce piersi, zastanawiaem si, w ktrym
akademiku mieszkaj i czy ju je kiedy widziaem. Robal nawet gowy
nie podnis.
- Sztunie, Robal - szepnem, szturchajc go w rami.
- Aha - odpar. Obrci puszk midzy palcami i zacz czyta napis
drobnym druczkiem, jakby naprawd chcia wiedzie, z czego robi tyskie.
le z nim byo...
Westchnem

zaczem

przeglda

fotografie.

Czuem,

powinienem jako go pocieszy, ale, cholera, nic nie przychodzio mi do


gowy. To on zawsze by tym od gadania, pocieszania i mwienia, e
wszystko bdzie zajebiste jak stepujce misie. Nie wiem, skd wzi to
haso, ale zawsze mnie rozwalao i poprawiao mi humor. Teraz byo mi
gupio, e nie umiaem si zrewanowa w podobny sposb.
Snuem te rozwaania, a moje palce pracoway automatycznie,
przekadajc fotk za fotk z wierzchu na spd stosu - jakbym tasowa
karty.
Wszystkie zdjcia przedstawiay wuja podrnika szczerzcego si do
obiektywu w rnych zaktkach wiata. I tak by wujek na jakim

arabskim targu, w afrykaskiej dungli, otoczony przez sigajcych mu do


pasa Pigmejw, wpylajcy sushi w japoskiej knajpie... Wszdzie ubrany
tak samo - w dinsy i koszul z krtkimi rkawami i pagonami - wszdzie
jednakowo gupio wyszczerzony.
Cho zaznaczam, to tylko moje zdanie. Gdy kiedy w podobny sposb
powiedziaem o umiechu Redforda, to wasna matka spojrzaa na mnie,
jakbym si wanie przyzna do wielokrotnego morderstwa. Powiedziaa
te - pamitam jak dzi - e si nie znam, a to, e yj, zawdziczam
wycznie faktowi, i mj ojciec, gdy si umiecha, wyglda podobnie do
wspomnianego aktora. No c... moim zdaniem, wujo Robala by jeszcze
bardziej podobny, szczerzy si za identycznie. - Uroczo - powiedziaaby
moja matka. - Gupio - mwi ja.
Przeoyem kolejne zdjcie. Wujo podrnik na jakim Kaukazie czy
w innej Gruzji gotuje ludziom na ulicy. Podaje talerz zupy jakiej
starowince i - o wita odmiano! - nie patrzy w obiektyw. Ta fotka bya
nawet adna. Taka autentyczna.
Podniosem piwo z ziemi i szturchnem Robala.
- No ju, dugo tak bdziesz?
Zero odpowiedzi. Wzruszyem ramionami, sprbowaem przeoy
kolejne zdjcie. Nie szo mi jedn rk, wic znowu odstawiem piwo, tym
razem na awk - puszka akurat miecia si w szczeliny midzy deskami,
wic mona j byo postawi na betonowej podstawie. Przeoyem
fotografi i...
- Nie no, kurwa, bez jaj! - wykrzyknem ze szczerym zdumieniem. Widziae?
To nareszcie obudzio Robala. Widzc, jak si prostuje, spoglda

najpierw na mnie, a potem siga po zdjcie, odkryem w sobie nowy talent


i nowy sposb na Robala. Ciekawo jako naturalny antydepresant.
Gdybym wyldowa na psychologii, napisabym o tym magisterk...
Mj wsplokator przyjrza si zdjciu, odwrci je i spojrza na podpis
z tyu. Potem znowu na zdjcie. I na mnie.
- Nie wiedziaem, e si znali - powiedzia. - To znaczy wujo studiowa
kiedy w Krakowie, ale...
- ...nigdy nie wspomina, e jako student grywa w pi z papieem?!
- Wtedy to jeszcze nie by papie.
Machnem rk, bo co mi tu bdzie chrzani. Papie to, kurwa, papie,
nie?
Ten na zdjciu sta umiechnity, ze skrzyowanymi nogami, ubrany w
koszulk na ramiczkach i krtkie spodenki. Jedn rk opiera na biodrze,
drug przewiesi przez rami wuja podrnika. W przeciwiestwie do
kolegi nie szczerzy si do obiektywu, tylko umiecha tajemniczo jak
filmowy gwiazdor.
Przeoyem zdjcie i znowu ten sam duet, tym razem na fotce
zbiorczej. Jakich dwudziestu chopakw ustawionych jak druyna
pikarska do fotki dla sponsora; papie i wujo najstarsi.
- Musieli si niele kumplowa - stwierdziem.
- Ano musieli. - Robal wzi ode mnie fotki, zerkn na nie przelotnie i
wcisn do kieszeni. - Sprbuj je gdzie sprzeda, moe bdzie z tego
par groszy.
- Chcesz sprzeda rodzinne zdjcia? - zdziwiem si. - Kto ci je kupi?
- Mam kumpla w Wadowicach. Poprosz, niech podskoczy do
papieskiego muzeum i spyta, czy nie chc.

Pokrciem gow, upiem piwa i cisnem puszk do kosza. Ciepe si


zrobio, dziadostwo.
- No, rb, jak uwaasz - powiedziaem, wstajc. - Ja bym tam je
zatrzyma. Wiesz, rodzinne powizania z papieem...
Robal podnis gow i umiechn si smutno.
- Laski na to lec, co? Bd mia u stp cae eskie zakony, ledwie
skin palcem.
- Tak wanie, Robal! - westchnem. - Bd w pokoju, jakby co.
Gdy Robal robi si sarkastyczny, naleao spieprza.
***
Jest jeszcze co, co musicie wiedzie o mnie i moim wsplokatorze.
By czas, kiedy naprawd dziaalimy sobie na nerwy. Dzi si z tego
miejemy, opowiadamy znajomym jako anegdoty i takie tam, ale wtedy,
wcale nie tak dawno temu, naprawd chcielimy si pozabija. Jak wtedy
na przykad, gdy Robal przychodzi z pann, a ja nie rozumiaem
subtelnych aluzji i wci siedziaem na ku z ksik, albo... O,
opowiem wam anegdotk.
Kiedy mj wsplokator sporo imprezowa. Miao to swoje plusy, bo
dziki temu zostawia mi pokj na cae wieczory, ale bya te mniej
odpicowana strona medalu. Ot wraca zazwyczaj koo trzeciej, a bywao,
e czwartej - kompletnie napruty - i zaczyna cieli ko.
JEBUT i klapa uderzaa o cian. SZUT,
puda. I znowu

JEBUT

SZUT

- tak pociel wylatywaa z

na zamknicie klapy. Potem, ju podczas cielenia,

niezliczone okurwy i syki, gdy sam si ucisza, bo przecie nie chcia mnie
obudzi... Tak noc w noc.

Pewnego razu wpadem wic na pomys, e sam mu to ko pociel.


Dwie, trzy minuty mnie nie zbawi, a przynajmniej si wypi porzdnie.
Sami przyznacie, e sprytne, prawda?
Jak si okazao, nie do koca. W rodku nocy bowiem kto mnie budzi.
Odwracam si, przecieram zaspane oczy i patrz - Robal. Pijany w trzy
dupy, ale autentycznie wzruszony.
- Pocielie mi ko? - pyta. - Stary, jeste zajebisty. Dziki!
O tak, nie zawsze byo midzy nami dobrze. Ale od tamtej pory
ustalilimy sobie par zasad. Na przykad eby nie budzi bliniego w
rodku nocy bez naprawd, kurwa, zajebicie wanego powodu!.
Proste, prawda? I dosadniejsze ni niejedno przykazanie. Ale jak si
okazao, nie dla Robala...
***
- Hej, obud si! Mam pomys!
Powtarza to ju od piciu minut, nie przestajc szarpa mnie za rami.
Ja, nie wiedzie czemu, upieraem si udawa, e pi. Gupio z mojej
strony, bo od razu byo wida, e nie odpuci. W kocu si zamaem.
- Czego?! - burknem w poduszk.
- Musz ci co pokaza, wstawaj!
No, tego jeszcze brakowao, myl, ale odwrciem si i mruc oczy
przed wiatem, rozejrzaem po pokoju. Za oknem oczywicie noc w
najlepsze - jak mogoby by inaczej?
Na ku Robala - zacielonym narzut, jakby w ogle si nie kad leaa poukadana w kilka stosikw zawarto odziedziczonego pudeka po
butach. Osobno listy, osobno woreczki z przyprawami, osobno zdjcia. To

z wujem i papieem byo na samej grze.


Przyjrzaem si temu wszystkiemu z uwag, usilnie szukajc jakiego
sensu, ale albo mj umys jeszcze si nie obudzi, albo zwyczajnie to
wszystko adnego sensu nie miao. Potrzsnem gow.
- No to mw wreszcie, o co chodzi. Czy tam pokazuj...
Robal umiechn si jak iluzjonista przed wystpem, zoy donie i
wyama knykcie.
- Myl sobie, e mam pomys, jak z moim bem i twoim talentem
zarobi naprawd wielk kas. Zainteresowany?
Tak naprawd jedyne, co mnie wtedy interesowao, to poduszka i
perspektywa porannej pobudki. Mimo to skinem gow. W kocu
niezalenie od tego, co bym zrobi, i tak prdzej czy pniej
opowiedziaby mi o swoim pomyle. Tylko nagle to prdzej zrobio si
kluczowe.
- No, nawijaj - powiedziaem i ziewnem ostentacyjnie. A niech wie,
e cierpi!
Nie wzruszyo go. Ani ziewnicie, ani tarcie oczu, ani w ogle nic. By
tak zalepiony ide - tym swoim wietnym pomysem - e rwnie dobrze
mgbym zacz krwawi z uszu, a on i tak by tego nie zauway.
Podsun sobie krzeso, to spod umywalki, odwrci je i usiad okrakiem.
- Wiesz, kim by mj wujo, nie? - zapyta.
- Podrnikiem.
Pokiwa gow i umiechn si.
- No wanie, by podrnikiem. Ale nie takim zwyczajnym. By te,
uwaga, uwaga... kucharzem amatorem. Z jego listu, ktry znalazem w
tych papierach, wynika, e przemierzy w sumie cay wiat w

poszukiwaniu nowych przepisw, przypraw i kulinarnych dodatkw. Cz


z nich, te najbardziej unikatowe, przesa mi.
Wskaza rk na woreczki z przyprawami i wyszczerzy si gupio.
- Matka zawsze mi mwia, e z caej rodziny mnie lubi najbardziej.
Kolejny raz przetarem oczy i uwaniej przyjrzaem si Robalowi.
Czybym mia zwidy? Nagle zacz docenia otrzymany spadek? A moe
zwyczajnie kto mu powiedzia na przykad, ile warte s przyprawy w
woreczkach? Jeli rzeczywicie byy takie unikatowe, to zaoferowane
waciwym osobom mogy przynie niezy szmal. Znaczy tak wanie
wtedy pomylaem. Okazao si, e nie byem nawet blisko.
- Moesz wzi te przepisy? - poprosi Robal, wskazujc stosik
wistkw, serwetek i karteluszek. - Tam pod nimi jest kartka pocztowa, ale
jeszcze na ni nie patrz. Na razie przyjrzyj si zapiskom wuja.
Zrobiem, jak kaza - signem po kartki i przejrzaem kilka
pierwszych z gry. Wszystkie zaczynay si od listy skadnikw, a potem
przechodziy w krtk notatk zawierajc okolicznoci zdobycia
przepisu, a take sposb przyrzdzenia potrawy. Wujo podrnik nie by
typem gawdziarza, ale nawet swymi zwizymi, lakonicznymi opisami
umia zaciekawi. A moe to egzotyka nieznanych da tak skupiaa
uwag?
Pismo mia wujo lekko pochye, w wielu miejscach kanciaste, z
wysokimi, smukymi jak wiee wielkimi literami. Pene te byo cech
indywidualnych, na przykad piszc mae a, laseczk stawia osobno za
keczkiem, tak e si nie czyy. A o pisa odwrotnie do ruchu
wskazwek zegara...
Robal zacz nerwowo wybija rytm na porczy krzesa, co stanowio

wyrany znak, e si niecierpliwi. Odoyem kartki na stolik i spojrzaem


na niego.
- No dobra, masz tu par egzotycznych przepisw. - Wzruszyem
ramionami. - I co chcesz z tym zrobi? Wyda ksik kucharsk?
Umiechn si pgbkiem. Kiedy mwi, e widzia taki grymas w
jakim filmie i tak dugo wiczy, a wyszo mu co podobnego. Umiech
oznacza: Hej, stary, a teraz patrz na to!.
- Podnie jeszcze raz te kartki i wycignij pocztwk, o ktrej
mwiem - poleci.
Posusznie wycignem spod notatek wuja widokwk z Zakopanego.
Bya czarno-biaa i przedstawiaa Giewont. Miaa tandetn wycinan
ramk jak na starych zdjciach, a na lewym rogu znajdowa si odcisk po
szklance z kaw. Zerknem na Robala, wtedy on zakrci palcem mynka,
nakazujc mi, bym odwrci pocztwk.
Tre cinita na wyznaczonej do tego poowie kartki nie zawieraa
nic nadzwyczajnego. Kurcz, jak si skupi, to nawet bd w stanie j
przytoczy, w kocu maglowaem j tyle razy!
Drogi Tadeuszu,
Znowu jestem w naszych ukochanych grach i jak zwykle
ugociy mnie jak tylko one potrafi. Pogoda i warunki
wspaniae, towarzystwo wyborne, a jedzenie jak zwykle
znakomite, cho daleko mu jednak do Twoich specjaw.
Obawiam si, e przy nastpnym spotkaniu rwnie naduyj w
tym wzgldzie Twej gocinnoci. Pki co serdecznie pozdrawiam i
niech Bg ma Ci w swej opiece.
Karol
No dobra, przyznaj, e z pocztku nie zaapaem. Moe to przez
haniebn godzin i senno, a moe zwyczajnie nie jestem za dobry w

takie ukadanki, ale naprawd nie skumaem, kto by nadawc kartki. Std
te moja reakcja moga by tylko jedna.
- No i? - zapytaem.
Robal a zamruga.
- Jak to, kurwa, no i?! Nie rozumiesz, co to jest?!
Popatrzyem jeszcze raz na kartk. Pismo zdecydowanie mniej
czytelne od pisma wuja, bardziej zlane, cho na przykad po i zawsze
wystpowaa przerwa, jakby piszcy nie mg si doczeka, a postawi
kropk. Wielkie S pisane od grnego zawijasa ku doowi, a mae t w
rodku wyrazu przypominao mae . To w zasadzie wszystko, co
mogem powiedzie tak na pierwszy rzut oka. Nadal jednak nie
rozumiaem, o co chodzi.
- To kartka od papiea do mojego wuja! - nie wytrzyma Robal.
Najwyraniej nie mg duej znie mojego tpego spojrzenia. - Karol to
Karol Wojtya, apiesz? I wanie w tej kartce dzikuje mojemu wujowi za
to, e ten co mu ugotowa! Oni naprawd dobrze si znali!
Skinem gow. I uznaem, e jeli bd milcza, to szybciej si
dowiem, o co tak naprawd biega mojemu wsplokatorowi. Poznam jego
wspaniay pomys i bd mg pj spa.
- Pamitasz, jak kiedy w ksigarni wymyliem tytu dla bestsellera
wszech czasw? Stalimy przy stoliku z nowociami i...
- Gotuj z papieem? - skojarzyem.
Robal rozpromieni si.
- Tak wanie, stary. Co ty na to, bymy wydali tak ksik?
***

Ja to chyba jednak nie umiem opowiada. Znowu mao brakowao, a


zapomniabym o najwaniejszej sprawie. Mianowicie o niezwykych
talentach moich i Robala.
Jego jest cakiem niezy - umie pisa. I to sprawnie. Bez trudu dobiera
sowa, czy je potem w zdania, akapity i strony. Dialogi w jego tekstach
s wiarygodne, a opisy sugestywne. Do tego ma absolutnie genialne
pomysy... i to w zasadzie stanowi jego najwikszy problem. Wystarczy, e
pisze tekst duszy ni par stron, a ju jego wasne koncepcje zalewaj
go, przytaczaj, szarpi kada w swoj stron. Myl, e jeli kiedy uda
mu si napisa powie, modzi autorzy bd z niej korzysta jak ze rda
natchnienia. Potem na pytanie: Skd pan czerpie pomysy? bd
odpowiada: Z ksiki Robala. Tak to widz.
Ja z kolei, oprcz tego e cakiem niele rysuj - marzyo mi si

ASP

robienie komiksw - mam pojcie o charakterach pisma. Znaczy tak,


wiecie, instynktownie. Nie czytaem w yciu adnej ksiki o grafologii i
nie znam fachowych terminw, ale umiem rozpozna czowieka po tym,
jak stawia litery, porwna kawaki tekstu i takie tam. Umiem te, jeli
tylko dostan wystarczajco duo prbek i czasu na wiczenia, podrobi
dowolny charakter pisma. Robal mwi, e mam lepiej ni on - mog
zarabia na faszywych usprawiedliwieniach do szkoy dla dzieciakw czy
wpisach do indeksw dla studenckiej braci - ale mnie jako nigdy to nie
cigno. Nie ebym mia skrupuy, zwyczajnie baem si wpadki.
Plan Robala mia zabezpieczenia przeciw wpadkom waciwie na
kadym etapie. By te rozpisany w najdrobniejszych szczegach. I
waciwie gdyby nie to, e uwaaem go za kompletnie nierealny,
przypominaby cakiem rozsdny pomys na zarobienie olbrzymiej gry

pienidzy.
***
Tak mwic szczerze, to nawet nie wiem, czy si zgodziem. To znaczy
wtedy w nocy, gdy mnie zapyta, co ja na to. Powiecie pewnie, e
musiaem powiedzie tak, skoro ledwie wstaem, uraczy mnie
szczegami planu. Ale nie znacie jeszcze dobrze Robala. Nie zdziwibym
si, gdyby uwaa odmow za nazw wyspy na Pacyfiku.
W kadym razie tamtego ranka tkwiem ju w tym jego pomyle caym
zaspanym, rozziewanym sob. Od czubka rozwichrzonych wosw po
bose stopy stanowiem element planu mojego wsplokatora. Jeden z
waniejszych, pozwol sobie doda z dum.
A oto co Robal wymyli:
Papie i wujo podrnik byli kiedy przyjacimi. Takimi, wiecie,
prawdziwymi, jak z ksiek czy filmw. Wsplne granie w pik, wypady
na miasto, nocne rozmowy o wszystkim, a gdy co si dziao, to jeden za
drugim stawa murem. Czasy byy trudne, wic czsto zdarzay si okazje,
by mogli wyprbowa swoj przyja - jak w dawnych powieciach.
Potem - gdy ju papie zosta papieem, a wujo ruszy w wiat - ich
wi si rzeczy si rozlunia, ale nadal regularnie do siebie pisywali.
Wujo dzieli si ze swoim przyjacielem nowo zdobytymi przepisami,
anegdotami z podry do obcych krajw i kultur, a papie opowiada o
trudach pontyfikatu i yciu w Watykanie oraz wyraa swoje opinie na
temat zaproponowanych przez wuja potraw. I wanie to ostatnie stanowio
sedno planu.
- Zrobimy z papiea smakosza i asucha - stwierdzi Robal, nie kryjc

podekscytowania. - Ludzie lubi widzie w nim czowieka, swojaka. A c


jest bardziej ludzkiego, przyziemnego ni jedzenie?
Zastanawiacie si pewnie, jak Robal chcia to wszystko wcisn
ludziom, majc do dyspozycji jedynie dwa czy trzy zdjcia i kartk z
Zakopanego?... A nie, przecie ju wiecie o moim faszerskim talencie! No
wic wanie tak to miao wyglda: Robal napisze listy papieskie i
wujowskie - naladujc oczywicie ich styl pisania - a ja potem to
wszystko starannie przepisz, podrabiajc charaktery pisma obydwu.
Proste, prawda?
Oczywicie powiedziaem Robalowi, e do pierdla mi si nie spieszy,
ale zapewni mnie, e nie ma co trz dup, bo na to te ma sposb.
- Wyl kopi tego, co zrobimy, do biskupw. Napisz, e dostaem w
spadku te zapiski wraz z penymi prawami do nich i teraz szykuj si, by
je wyda. Zapytam, co oni na to, czy maj co przeciwko i czy mogliby, z
aski swojej, sprawdzi autentyczno papieskich listw. W kocu nie
chcielibymy adnych faszerstw, a mnie prywatnie na grafologa nie sta.
Jeli zauwa, e to podrba, wycofam si grzecznie i jeszcze przeprosz
za kopot. adnych zyskw, troch straconego czasu i pracy. Za to jeli si
nie zorientuj...
Nie musia koczy. Ja chyba te nie musz, co? W kocu nietrudno
si domyli.
***
Jeszcze tego samego dnia wzilimy si do pracy. To znaczy nie wiem
dokadnie, jak to byo z Robalem - powiedzia, e bdzie wieczorem, wzi
kurtk i wyszed - ale ja na pewno nie prnowaem.

Zjadem co na szybko i pojechaem do empiku. Co mi si tam


koatao w gowie, e w ktrej z papieskich ksiek byy skany jego
oryginalnych zapiskw, i pomylaem, e byoby niele znale co
takiego. Zdecydowanie to, co miaem teraz, nie wystarczao, by si
naleycie wczu, a tym samym zabiera do pracy.
Na przystanku, a potem w autobusie dugo ogldaem pocztwk.
Szukaem czego, co wczeniej przegapiem, ale dostrzegem tylko
drobiazgi:
Charakterystyczne mae p pisane wci tak, jak uczono kiedy w
podstawwce - bez brzuszka, za to z falbank pynnie przechodzc do
kolejnej litery. Dzi mao kto ju tak pisze. Dalej, wielkie O czy si z
maym b poprzez lini przy wierzchokach obu liter zamiast tradycyjnie
u ich podstaw...
Zanotowaem sobie, by koniecznie sprawdzi na innych prbkach, czy
to ostatnie nie jest aby norm w przypadku, gdy papie czy wielk liter
z ma, ale wysok. Miabym wtedy do czynienia z mocn cech
szczegln.
Bo cechy indywidualne to absolutna podstawa. Taki fundament,
rozumiecie? Mona wyapa mnstwo ozdobnikw, a potem si ich
nauczy, ale jeli pominiesz ktr z cech indywidualnych, to leysz.
Spieprzye robot.
W kocu uznaem, e kartka nic ju mi nie powie, wic schowaem j
do kieszeni i umiechnem si do adnej dziewczyny stojcej przy
wejciu. Wyda pogardliwie wargi i odwrcia gow. No tak, historia
mojego ycia...
W centrum, zanim jeszcze wybraem si do empiku, podskoczyem do

sklepu dla artystw. Niby wiem, e wikszo z tego, czego


potrzebowaem, znalazbym i w salonie, ale jako tak przyzwyczaiem si
kupowa w tej malutkiej klitce na Moniuszki. Znacie to na pewno.
Wchodzisz do marketu i jeste nikim. A wchodzisz do specjalistycznego
sklepu, konkretnie wiesz, o co poprosi... Czujesz si od razu jak
profesjonalista, nie?
Kartka pisana bya ciemnoniebieskim atramentem, kupiem wic w
miar

podobny.

Dlaczego?

Nie

wiem,

czy

wiecie,

ale

ludzie

przedkadajcy porzdne piro nad dugopis s jak mionicy fajek - z


prostej czynnoci szybko czyni rytua, a potem kada zmiana w owym
obrzdku sprawia im niemal fizyczny bl. Trzymaj si zatem czy to tego
samego tytoniu, czy - w przypadku piszcych pirem - atramentu. Jeli nie
mog tej samej marki, to przynajmniej utrzymaj kolor.
Oprcz tego kupiem par arkuszy czerpanego papieru, troch
pergaminu i pirko do tuszu. W akademiku miaem co prawda parkera od
ojca, ale nie chciaem nim wiczy. Uznaem, e przyda si na pniej.
Tak obadowany poszedem do empiku szuka prbek pisma.
Znalazem je bez trudu ju na pierwszej pce, do ktrej podszedem.
Rado jednak szybko ustpia przygnbieniu. Bo o czym jednak, kurna,
nie pomylaem...
***
- Jak dugo trwaa ta ich korespondencja? - zapytaem Robala, gdy ju
wrci do pokoju jako tak po pnocy.
Od blisko czterech godzin pracowaem z kalk nad Tryptykiem
rzymskim (wydanie ze skanowanymi stronami rkopisu) i mechanicznie

kopiowaem ledwo czytelne papieskie szlaczki. Szo mi, przyznaj,


topornie.
Robal wzruszy ramionami.
- Powiedzmy, e od siedemdziesitego dziewitego do pocztku lat
dziewidziesitych? - zaproponowa.
- No to jednak dupa! - skwitowaem, zgniatajc kalk i ciskajc j w
kt. - W takim razie nie mam adnych prbek oprcz tej pieprzonej
pocztwki.
- Nie rozumiem. - Robal popatrzy na mnie, na otwart ksik ze
skanami i znowu na mnie. - No przecie widz, e masz cakiem sporo...
- ...prbek pisma papiea po dwutysicznym roku - dokoczyem za
niego. Strasznie aowaem, e nie umiem si nakrca. Z przyjemnoci
pokazabym Robalowi, e te mam swoje mroczne oblicze. - Nie wiem,
czy wiesz, matoku, ale pismo czowieka si zmienia. Nie tylko z wiekiem,
ale i na przykad pod wpywem dowiadcze. Jeli napisabym listy z lat
osiemdziesitych pismem z pocztku nowego wieku, to kady grafolog
zwietrzy smroda szybciej, ni ty zdysz powiedzie pontyfikat.
Przez chwil mj wsplokator wyglda, jakby si zawiesi. W
bezruchu patrzy tpo w jaki punkt na firance tu nad moj gow. Ledwo
byo wida, e oddycha.
W kocu, gdy ju miaem zapyta, co mu jest, potrzsn gow i
zamruga kilka razy.
- Zatem zrobimy inaczej - powiedzia. - Niech bdzie od lat
osiemdziesitych do mierci.
- Ale kiedy to niczego nie...
Uciszy mnie, wznoszc rk.

- Ty sied teraz nad tym, co masz, a ja zaatwi ci prbki z


wczeniejszych lat.
Odwrci si i wyszed z pokoju, zupenie jakby to byo poudnie, a nie
rodek nocy.
Westchnem ciko, po czym wstaem, by wymy pirko. Miaem ju
do pracy na dzi - nie chciaem od razu przeforsowa rki.
Zanim si pooyem, na wszelki wypadek pocieliem Robalowi ko
i napisaem kartk, e jeli mnie zbudzi, sam bdzie sobie podrabia listy.
Tak zabezpieczony pooyem si spa.
***
Przez kilka nastpnych dni nie widywaem mojego wsplokatora
prawie wcale. Ot, czasem wpada do pokoju, rzuca co na ko i
wybiega, nie marnujc czasu na zjedzenie czego czy choby zmian
dawno ju przepoconej koszulki. O rozmowie z nim mona byo
zapomnie. Oczy mia zasnute mg, a myli jak kby pary uchodziy
uszami z przegrzanego mzgu. Znaczy tak metaforycznie, wiecie. Nie
chciabym, ebycie pomyleli, e wciskam wam kit albo inne sajens
fikszyn...
Wtedy jeszcze si nie martwiem. Pki co nie potrzebowaem
rozmawia z Robalem, by wykonywa swoj robot - prbek pisma z
ostatnich lat byo do.
Na pocztek zajem si papieskimi emocjami. Czy wiecie, e po
nachyleniu liter, a take ich szerokoci mona stwierdzi, w jakim
humorze by piszcy? Jeli kto jest podekscytowany, pisze szybciej, a
wtedy litery mimowolnie si nachylaj, sowa bardziej si cz i zlewaj.

Gdy litery maj szersze linie - wiksze rozwarcie stalwki, rozumiecie znaczy to, e piszcy nie kontrolowa swej siy. Czyli skupia si na czym
innym...
Takich pierd jest wicej i nie bd was nimi zanudza, wane jest
jednak to, e wikszo z tego mona wychwyci, nawet majc skan
pisma. Wystarczy tylko uwanie si przyglda albo jeszcze lepiej wodzi
owkiem po literach, odwzorowujc tak tempo, jak i naciski. Nie wiem,
czy dziaa to na wszystkich, ale ja w ten sposb potrafi odczyta nastroje.
S jakby wpisane midzy wiersze.
Gdy ju skoczyem z emocjami, przerzuciem si na oglne
samopoczucie. U papiea to akurat procizna, bo im bardziej by
zmczony, tym mocniej dawa mu si we znaki parkinson, ale oczywicie
skupiaem si te na innych, subtelniejszych zmianach w pimie.
Niedomknite litery, wiksze odstpy midzy nimi, a czasem przeciwnie linie zachodzce na siebie za mocno, krzyujce si, gdzie nie powinny...
Kiedy mrugamy, nie przestajemy pisa, a im jestemy bardziej zmczeni,
tym mrugnicia s czstsze i trwaj duej. Zamknijcie oczy i napiszcie
dowoln liter - nawet startujc z dugopisem przy kartce - a zrozumiecie,
o co chodzi.
Wreszcie po piciu dniach miaem ju wszystko rozoone na czynniki
pierwsze. Powycinane w paski zdania - uoone w zalenoci od tego, czy
pisa je papie wypoczty, czy zmczony, pogodny czy smutny - leay na
stole jako wiadectwo mego tryumfu. Bo co z tego, e przede mn jeszcze
sporo pracy i pewnie mnstwo prbek, skoro ju wszedem w posiadanie
czego na ksztat klucza?! Wierzcie mi. W tamtej chwili czuem si jak ci
gocie, co zamali Enigm.

***
Pnym wieczorem tego samego dnia mogem nareszcie pogada z
Robalem.
Mylicie, e mnie pochwali? e powiedzia: Dobra robota, Remek,
tak, kurwa, trzymaj, a dzi jeszcze bdziesz ze mn w dolarowym niebie?
No to pomyka. Zrypa mnie bowiem a mio.
Z pocztku, gdy mu tumaczyem, co ju zrobiem, byo nawet
sympatycznie. Kiwa gow, umiecha si, ypa oczami to na mnie, to na
stosiki, co jaki czas popijajc smak bogactwa gorzk herbat. A potem
wystarczyo jedno zdanie i si wciek.
- No i teraz czekam tylko na reszt prbek - powiedziaem. To wanie
byo owo zdanie.
Robal jakby si zakrztusi. Z miejsca poczerwienia, a potem poderwa
si z krzesa i doskoczy do swojego ka, podrzucajc znoszony tu przez
tydzie stosik reklamwek i papierowych teczek. Z jednej z nich wysypay
si kartki oznaczone piecztk papieskiego muzeum w Wadowicach.
- Czekasz?! Przecie tu masz wszystko! - krzykn. - Znosz ci to,
baranie, od tygodnia, a ty nawet nie spojrzae?!
- Leao na twoim ku - odparem, kulc si na krzele. Niby
wiedziaem, e nic zego nie zrobiem, ale mao to niewinnych dostaje po
dupie? - Nie pomylaem, e...
- No wanie - przerwa mi Robal, ale ju nieco spokojniej - nie
pomylae. No to bierz si teraz do roboty. Czas leci, brachu, a
niewykorzystane pomysy wracaj do puli ludzkoci szybciej, ni si
spodziewasz. Nie ma na co czeka! Jutro kto inny wpadnie na to samo i

nas okradnie.
- Pewnie - mruknem, cho w mylach wymiaem tak ide. Kt
jeszcze mgby by tak walnity?
Zabraem si do przegldania teczek od Robala, a on tymczasem
przeszed przez pokj i wycign z plecaka plik zadrukowanych kartek.
Rzuci je na biurko.
- W lewym rogu masz dat, jakby ci si pomieszay - powiedzia. - Na
niebiesko teksty wuja, na czerwono papiea. Wiem, e i tak by odrni,
ale nie ma co kusi losu. Wstp napisz, jak ju skoczysz.
- Troch to zajmie - zapowiedziaem, odkadajc na bok prbki i
sigajc po plik listw. - Moja robota jest gorsza.
To bya prawda, ale przyznam, e nawet biorc na to poprawk, mj
wsplokator troch mnie przestraszy, e wszystko napisa tak szybko. A
co, jeli nie do dokadnie zbada styl i popeni jakie karygodne bdy?
Co prawda ten biskup, co to nie pamitam, jak si nazywa - wiecie, ten
najlepszy papieski kumpel, ktry potem mieszka w Krakowie - odszed
ju do Pana, ale mao to ludzi znajcych papiea i sposb, w jaki pisa?
W kocu jednak wzruszyem ramionami. Jeli Robal co schrzani, ja i
tak tego nie zauwa, bo si nie znam. Musiaem zaoy, e wie, co robi.
- Do koca przyszego tygodnia zobaczysz pierwsze dwa listy zapewniem w kocu.
- Dobrze. - Skin gow, wzi rcznik i poszed pod prysznic. Kumple
z pokoju obok znaleli go tam jak godzin pniej picego w brodziku
pod strumieniem ciepej wody.
***

...Przyrzdzenie, kochany Tadeuszu, potrawy wedug


ostatniego z podanych przez Ciebie przepisw przysporzyo mi
ogromnych trudnoci. Zwaszcza jej gwny skadnik, czyli
pixiigai, jest nie do zdobycia w caych Woszech i musiaem go
dyskretnie sprowadzi z Ameryki Poudniowej, czyli z miejsca,
gdzie i Ty bye. Ale musz Ci rwnie przyzna, e po raz kolejny
doskonale utrafie w gust mojego podniebienia, poniewa cao
warta bya woonego trudu, a zjedzenie gotowego ju dania byo
nie tylko uczt ciaa, lecz i ducha. S bowiem takie potrawy, ktre
sprawiaj, e czowiek myli: Panie, moge stworzy wycznie
pyry i woowin, a jednak pomylae o pixiigai...
Z drobnych uwag: pozwoliem sobie cao uzupeni
odrobin pieprzu, a take...
Oderwaem rk od kartki i ostronie podniosem piro. Natychmiast
podoyem bibuk pod stalwk, by formujca si na niej kropla nie
spada jako kleks i nie spapraa caej roboty. Odoyem piro na bok, a
potem wreszcie wstaem, by rozprostowa koci, no i co zje. Cay dzie
przeyem na porannej misce z patkami i mlekiem.
Humor mi, nie ukrywam, dopisywa. Nic dziwnego, skoro szo niele i
po czterech tygodniach byem ju mniej wicej w poowie ksiki. Pki co
przepisywaem tylko listy papieskie, wychodzc z zaoenia, e te
wujowe przyjd mi duo atwiej. W kocu, jeli tylko bd pisane
jednolicie, nikt nie zada sobie trudu, aby je szczegowo sprawdza. To
dawao pewien psychiczny komfort.
W ramach swej pierwszej tego dnia dugiej przerwy zrobiem sobie
buk z pasztetem i poszedem do chopakw pitro wyej zobaczy, jakie
cignli ostatnio filmy. Sami nie mielimy w pokoju Sieci.
Nikogo nie zastaem, wic poszwendaem si po pitrach, a po jakim
kwadransie wrciem do pokoju. Tam ju czeka na mnie Robal
rozpromieniony jak teletubisiowe soneczko.

- Wstpna ekspertyza jest pozytywna! - zawoa na mj widok.


Oczywicie nie miaem pojcia, o czym mwi. I co rwnie oczywiste,
skinem gow z udawanym zrozumieniem, rwnie si umiechajc.
Czasem ludzie tak robi, eby nie wyj na idiotw.
Widzc jednak, e mija dusza chwila, a Robal nic, tylko si na mnie
gapi, postanowiem w kocu zapyta:
- Ekspertyza czego?
- Papieskiego pisma, rzecz jasna. - Popatrzy na mnie z pobaaniem i
poda mi trzymany w rkach arkusz. Jak si okazao, byo to pismo z kurii,
gdzie z zaciekawieniem przeczytano list od biednego studenta, ktry dosta
od wuja niezwyky spadek. - Musieli si bardzo przej - nie przestawa
mwi Robal, podczas gdy ja czytaem biskupi episto - skoro z miejsca
zlecili to grafologom. Ci mwi, e to na razie wstpna ocena prbki, ale
stawiaj, e wynik bdzie pozytywny. Pytaj o wicej materiau.
Gdy tak teraz o tym myl, jedno wiem - powinienem si wkurzy, e
mi wczeniej nie powiedzia. Znaczy nie powiedzia, e co wysya. Moe
gdybym zapaa wwczas susznym gniewem, pokcilibymy si, obrazili
na siebie, ale do niczego by ostatecznie nie doszo. Ja jednak - co jako
nieszczeglnie zdziwioby tych, co mnie znaj - zapytaem tylko:
- A ile wysae?
- Dwa pierwsze listy.
Wzruszyem ramionami.
- Wic moesz im jeszcze sporo dosa.
Robal wyszczerzy pysk jak mapa, wzi ode mnie papier i rzuci si
na swoje ko.
- Ekspertyza pozytywna - powtarza raz za razem, jakby to byo

zaklcie. I kto wie, moe rzeczywicie byo...


***
No dobra, odpuszcz wam reszt szczegw, jak to coraz lepiej
podrabiaem pismo papiea, a take wikszo pniejszych perypetii
wydawniczych. Ani to ciekawe, ani wiele nie wnosi, ani nie chc, eby i
wam co podobnego przyszo do gowy. Zreszt wikszo spraw zaatwia
Robal. Dla mnie robota skoczya si, w chwili gdy grafolodzy na sto
procent potwierdzili autentyczno tekstu. Wierzcie mi, tak pijany jak ja w
tym dniu nie by jeszcze aden student w tym pieprzonym akademickim
miasteczku. W kocu podrobiem pismo papiea. Nastpny w kolejce by
ju tylko Bg!
Uwag i komentarzy Robala co do wszelkich pniejszych trudnoci
suchaem ju jednym uchem. Najwicej narzeka na redakcj, ktra
domagaa si wyjanie, czym s obco brzmice skadniki potraw. Nie
mielimy, rzecz jasna, pojcia, nawet wstukiwanie w Google nie pomogo.
Robal tumaczy wic, e nie liczy si warto kulinarna ksiki, tylko
informacyjna - gdzie tam na jakim zadupiu jadaj takie potrawy i papie
mwi, e s pyszne. W kocu jako przeszo, ale wtedy zgosi si go od
szaty graficznej, mwic, e musi mie fotografie potraw...
Mniejsza z tym. Sami rozumiecie, atwo to ten Robal nie mia. Ale po
prawdzie nie narzeka jako straszliwie, ba, nawet po jakim czasie zaczo
mu si to podoba. Zwaszcza kiedy ju przysza zaliczka, za ktr mg
sobie kupi nie tylko laptop, ale i wypan komrk, a do tego garniak. Do
garniaka zreszt zmusi i mnie, mwic, e teraz bdzie nas peno w
telewizji

wszdzie

musimy

jako,

cholera,

wyglda.

Nie

protestowaem. Wziem grzecznie swoj cz pienidzy i kupiem, co


trzeba, a nawet troszk wicej, bo chciaem zaimponowa dziewczynie w
sklepie.
Tydzie pniej dostalimy mejlem ksik w

PDF-ie,

ju po skadzie,

wraz z projektem okadki. Wydawnictwo dorwao gdzie zdjcie papiea


jedzcego buritos i wkomponowao je w takie marmurkowo-ososiowe to.
Na grze tytu Gotuj z papieem, pod spodem autorzy, czyli papie i
wujo. My z Robalem dopiero w stopce jako waciciel praw (on) i redaktor
caoci (ja). Wszystko tak jak si umwilimy - adnych powodw do
narzeka.
Potem kampania reklamowa, billboardy, zajawki w telewizji i w
gazetach. Ktrego dnia zadzwonia z pretensjami mama Robala, e im nic
nie powiedzia o zapiskach, tylko sam si pawi w spadkowym bogactwie gazet co prawda kobieta nie czyta, w telewizji oglda tylko seriale, ale
ksidz z ambony powiedzia, no to zadzwonia. Full wypas, mwi wam.
Kampania lepsza ni ta Dana Browna.
A potem, dziewitnastego padziernika, ksika wysza do ksigarni, z
miejsca stajc si - a jake - bestsellerem.
***
Niecae trzy tygodnie pniej taki obrazek: Robal w progu, na nim
garniak, przez ap przewieszony elegancki paszcz. Ja przy lustrze staram
si szczotk doprowadzi do adu szop na gowie. Umywalka pena
wosw z mojej brody, na szklanej tafli zasychajce kropelki liny
zmieszanej z past do zbw...
- Skoczye? - Robal zerkn na zegarek wart prawie tyle, co stojcy

na biurku laptop. - Nie bd na nas czeka.


- Jeszcze chwila. - Signem po dezodorant i psiknem z dystansu po
koszuli i poach marynarki. Ostronie, by nie zostawi wilgotnych plam.
Potem przetarem palcem zby, sprawdzajc, czy nie ma osadu. Wszystko
grao, wygldaem... wzgldnie. - Dobra, chodmy.
Wyszlimy przed akademik, gdzie ju czekaa na nas takswka.
Ostatnio, gdy jechalimy gdzie razem, to wszdzie taks. Mnie to rednio
bawio, nadal wolaem autobusy, ale Robal jak zwykle postawi na swoim e co mu si, kurwa, wreszcie od ycia naley.
Zapakowalimy si do srebrnego merca i pojechalimy do centrum,
gdzie dwie godziny pniej w studiu telewizji regionalnej mielimy mie
wejcie na ywo, do tego na cay kraj. Widzielicie kiedy takie programy,
gdzie gocie nie mog dojecha do Warszawy - bo albo nie maj czasu,
albo im zwisa - i wtedy obok ywych ludzi stoj telewizory
przedstawiajce obraz ze studia w Gdasku czy gdzie tam? No to wanie
co takiego miao mie miejsce dzi - mielimy by gomi z Katowic.
Cay program o naszej ksice! Rany! Robal mao si nie posika, gdy
mu zaproponowali.
Przed budynkiem telewizji czekaa na nas moda dziewczyna w czarnej
spdnicy do kolan i eleganckiej biaej bluzce. Ciemne wosy miaa spite
w koski ogon i wygldaa troch jak uczennica oglniaka podczas apelu
na zakoczenie szkoy. adna bya, tak prost, codzienn i wcale nie
silikonow urod. Na szyi miaa identyfikator ze zdjciem, w prawej rce
trzymaa dwa podobne dla nas. Ale bez zdjcia.
- Dzie dobry - powiedziaa, wycigajc rk. - Nazywam si Patrycja
Kruszyska. Ciesz si, e ju panowie s.

Speszyli mnie ci panowie - a moe jej szczery i pogodny umiech


skierowany ewidentnie do mnie - ale jako udao mi si nie zrobi z siebie
idioty. Przynajmniej nie natychmiast.
- Remigiusz Gwzdek - przedstawiem si, ciskajc jej do. - A to...
- Robal - mj wsplokator wszed mi w zdanie. - Nazwiska zostawmy
na sztywniejsze okazje.
Dziewczyna zamiaa si, a mnie natychmiast zabolao serce, bo
wiedziaem ju, e od tej pory jej uwaga skupi si wycznie na Robalu.
Zawsze tak, kurna, byo.
Ku mojemu zaskoczeniu jednak to ja pierwszy dostaem smycz z
wejciwk. Do mnie te skierowane byo jej pierwsze pytanie, gdy ju
weszlimy do budynku.
- Pierwszy raz w telewizji? - brzmiao.
- W budynku tak - powiedziaem nielekko speszony. - Ale kiedy bya
u nas na uczelni ekipa przy okazji strajku i udzielaem wywiadu. Pucili to
potem w Kurierze.
Patrycja skina gow, a Robal parskn cicho. Dzi myl, e moe to
bya jego reakcja na sowo wywiad. Wtedy ledwie to zauwayem.
Gdy wsiedlimy do windy, przewodniczka wyjaniaa nam, e mamy
patrze prosto w kamer, unika dotykania twarzy - raz, e le to wyglda,
dwa, e moe zaszkodzi makijaowi, ktry zaraz mieli nam naoy umiecha si i oglnie wyglda na rozlunionych.
- Tylko nie wyobraajcie sobie widzw w bielinie, jak to si czasami
doradza - przestrzega. - O tej godzinie mog nas oglda dzieci.
Ryknem miechem, a ciany poniosy moje rozbawienie i zaraz
dostarczyy je z powrotem mocno nagonione echem. Z kilku biur niemal

natychmiast par zaciekawionych osb wychylio gowy. Tylko na krtk


chwil, ale i tak poczuem si jak kretyn.
Na szczcie bylimy ju prawie na miejscu.
***
I znowu obrazek do wyobraenia, moi mili. Siedzi dwch goci w
garniakach w telewizyjnym studiu - makija na twarzy sprawia, e czuj
si jak kotlety obtoczone w mce - a wok nich kr ludzie, ktrzy
poprawiaj im fryzury, wpinaj mikrofony i takie tam. Przed nimi ekran
pokazujcy, co dzieje si w Warszawie, a take oko kamery wygldajce
jak HAL 9000 z Odysei kosmicznej.
Gdy ju przestali mnie obmacywa i ustawia, zerknem na Robala.
Miaem nadziej, e udzieli mi si cho troch jego optymizm i pewno
siebie, ale mj kumpel i wsplnik te nie mia zbyt tgiej miny. No i, jak to
ja, spiem si jeszcze bardziej.
A potem pojawi si chyba reyser i w kilku sowach powtrzy nam
to, co ju syszelimy od Patrycji. Wreszcie zapyta, czy jestemy gotowi, i
da znak, e wchodzimy za pi, cztery, trzy...
No dobra, i tu mam troch dziur. Cholera, moecie mnie przypala,
topi czy cokolwiek, ale i tak wam nie powiem, jak si to wszystko
zaczo. Znaczy z wyjtkiem jednego czy dwch szczegw nie
pamitam nic z pierwszych minut programu. Zwyczajnie wywiao mi je z
mzgu.
Wiem, e w studiu w Warszawie siedziao czterech goci: dwch
kucharzy - jeden telewizyjny, drugi z jakiego miliongwiazdkowego
hotelu, zakonnik, ktry wyda ksik o przysmakach klasztornych, i

jeszcze jaki wiatowej sawy podrnik. Facet by profesorem


antropologii, badaczem i w ogle czowiekiem miliarda tytuw.
Wyglda troch jak David Niven ze starej ekranizacji W
osiemdziesit dni dookoa wiata. Kojarzycie? Cieniutki wsik tu nad
grn warg, wysokie czoo i rzadkie wosy starannie zaczesane do tyu.
Mia na sobie troch starowiecki weniany garnitur - w zasadzie
brakowao mu tylko fajki w zbach i wygodnego fotela, a mgby
reklamowa angielskie kluby dla dentelmenw.
Z pocztku wszystko szo mio i gadko. Jeli chodzi o nas, to mwi
gwnie Robal, najpierw troch cicho i niepewnie, ale szybko si rozkrci.
Ja wtrcaem tylko pojedyncze zdanka to tu, to tam, eby nie wyszo, e
jestem wycznie wtpliwej jakoci ozdobnikiem kolegi.
Kucharze i zakonnik wychwalali wikszo przepisw zawartych w
ksice i miali si z umieszczonych w niej anegdotek. Z pamici cytowali
te fragmenty papieskich listw, doszukujc si w nich symboliki i gbi.
Zaraz potem prowadzca poinformowaa, e nakad ksiki osign ju
prawie cztery miliony egzemplarzy, co znaczyo, e w Polsce kupi j co
dziesity obywatel. Przypomniaa, e Robal dosta listy w spadku, i
zapytaa go, jakie to uczucie sta si przypadkowym milionerem.
- Niech mi pani wierzy, e naprawd zaje...fajne.
***
I znowu zapomniaem o czym wspomnie. Z chwil gdy dostalimy
co wicej ni zaliczk, postanowilimy z Robalem przenie si z
akademika gdzie do centrum miasta. Wiecie, wynaj jakie mieszkanie,
gdzie nikt nie sprawdza goci na wejciu, a kady ma osobny pokj i kibel

bliej ni w poowie korytarza.


Mwi si, e trudno dzi znale mieszkanie, ale oczywicie to zaley
przede wszystkim od tego, jak bardzo cyckasz si z kosztami. My bylimy
gotowi da dwa patole za miesic na p roku z gry, wic baz
znalelimy z miejsca. Waciciele mieszkania wanie wyjedali na
roczny kontrakt do Stanw; lokal zostawiali w full wypasie, z plazm,
klim i dzwonkiem do drzwi grajcym We will rock you... Mielimy si
tam z Robalem wprowadzi z kocem tygodnia.
Dlaczego o tym wspominam? Zaraz si dowiecie.
***
W przeciwiestwie do pierwszej czci programu drug pamitam
wymienicie. A zacza si ona od krytycznej uwagi zakonnika odnonie
do nieprzetumaczonych nazw niektrych skadnikw.
Robal oczywicie z miejsca wyjecha ze standardow gadk dla
redaktorw, e liczy si rwnie warto historyczna, literacka, a nie tylko
kulinaria i...
...i wtedy do rozmowy wtrci si profesorek. Mam wraenie, e w
ogle po raz pierwszy zabra gos. Wczeniej tylko umiecha si
tajemniczo, skadajc rce w piramidk nad nog zaoon na nog.
- W rzeczy samej, jeli pozwol pastwo, e si wtrc - powiedzia
gosem niskim jak miociwie nam panujcy prezydent. - W rzeczy samej,
tekst ksiki przedstawia warto nie tylko kulinarn. Wiele nam bowiem
mwi o obyczajach Jana Pawa II. Odkrywa jego nieznan stron.
Mroczn, dodajmy.
Na to, co nastpio w studiu, mwi si obecnie zawieszenie

Matriksa. Kojarzycie termin, prawda? Wszystko zamiera w bezruchu i


nawet krople potu przestaj spywa po twarzach - jak na zdjciach.
Tylko profesorek najwyraniej bawi si w najlepsze. Sign za fotel i
wycign skrzan teczk. A z niej egzemplarz naszej ksiki
naszprycowany zakadkami.
- Pozwlcie pastwo, e przytocz krtki fragmencik jednego z
papieskich listw.
Przetar oczy, otworzy ksik na pierwszej zakadce - miaa nadruk z
kotem Garfieldem w urodzinowej czapeczce - i zacz czyta:
Przyrzdzenie, kochany Tadeuszu, potrawy wedug ostatniego
z podanych przez Ciebie przepisw przysporzyo mi ogromnych
trudnoci. Zwaszcza jej gwny skadnik, czyli pixiigai, jest nie
do zdobycia w caych Woszech i musiaem go dyskretnie
sprowadzi z Ameryki Poudniowej, czyli z miejsca, gdzie i Ty
bye...
Przerwa i popatrzy po zebranych w studiu, jakby ju wszystko
wyjani i teraz czeka na aplauz. Ale to oczywicie byo dopiero przed
nim.
- Tak si skada, szanowni pastwo - podj po chwili przerwy - e
kiedy przyszo mi spdzi w amazoskiej dungli prawie osiem lat.
Studiowaem kultur Indian Piraha, ich jzyk, zwyczaje, wierzenia...
Pewnie si pastwo nie orientuj, ale jzyk Piraha wywodzi si z
jzykowej rodziny Mura i do niedawna uwaany by za jedyny wci
yjcy. Midzy innymi za spraw moich bada udao si odkry, e to
nieprawda.
W tym momencie prowadzca chciaa go uciszy, ale profesorek si

nie da. Unis do gry palec, jakby sugerowa, e jeszcze tylko jedno
zdanie i wszyscy zrozumiej, o czym mwi. W rzeczywistoci
potrzebowa na to troszk wicej.
- W gbi amazoskiej dungli, podobnie jak Piraha, nad rzek Maici
zamieszkuje rwnie liczce okoo dwustu czonkw plemi nazywajce
siebie Xaitiso, i wanie z ich jzyka pochodzi sowo pixiigai. A
oznacza ono ni mniej, ni wicej, a ludzkie ebra! Wtedy, wyobracie sobie,
zemdlaem.
***
Ocknem si dopiero w naszym nowym mieszkaniu. Leaem na
skrzanej kanapie w pokoju gocinnym, Robal siedzia w fotelu
naprzeciwko, a kto trzeci krzta si w kuchni. Nie chciao mi si
podnosi i patrze, kto to taki. Mylaem tylko o tym, eby nie puci
pawia.
- Co si stao? - zapytaem, majc na myli czas od momentu, gdy
byem nieprzytomny.
- W dupie jestemy, to si stao - odpar Robal. - Zrobilimy z papiea
pierdolonego kanibala na oczach milionw telewidzw!
Potem streci mi pokrtce dalszy przebieg programu.
Jeli dobrze go zrozumiaem, po hale o ebrach tak kucharze, jak i
zakonnik najpierw nie wiedzieli, co zrobi, a potem zareagowali
oburzeniem i krzykami. Mao brakowao, a doszoby do rkoczynw.
Profesorek

mimo

oczywistego

zagroenia

zachowa

spokj,

odpowiadajc na wykrzyczane zarzuty kolejnymi cytatami. Okazao si, e


kada zakadka w ksice oznaczaa wanie potrawy z ludzi - tak jakby od

pewnego momentu wujo podrnik zajmowa si ju wycznie


kolekcjonowaniem kulinarnych zapiskw kanibali ze wszystkich niemal
stron wiata. A my, kretyni, niczego nie zauwaylimy!
Co, pewnie garnek, z brzdkiem uderzyo o kuchenn podog,
dobiego mnie te stumione przeklestwo wymwione ciepym kobiecym
gosem.
- Kto tam jest? - zapytaem.
Robal wzruszy ramionami.
- Ta dziewczyna, co nas wprowadzaa. Miaa samochd i zgodzia si
nas odwie. Pomoga te nie przez korytarz twoje zwoki.
To ostatnie podkreli, zapewne po to, by wzbudzi we mnie poczucie
winy. Nie wyszo mu - jeli ju, to czuem si bardziej jak ofiara. Ani
chybi sam Karol Santo subito Wojtya postanowi nas ukara za
oszustwo i prb nabijania kabzy jego kosztem. Ukara, dodajmy,
zdecydowanie niewspmiernie do przewinienia.
Podniosem si, odrzuciem na bok koc i w tym samym momencie do
pokoju wesza Patrycja, niosc aroodporne naczynie z zapiekank.
Pomylaem, e nie byo ze mn dobrze, skoro spaem na tyle dugo, e
zdyli mnie tu dowie i jeszcze przyrzdzi obiad. Ale nic nie
powiedziaem.
- Wstae w sam por, zaraz przynios talerze. - Patrycja umiechna
si mio i widzc nasze miny, szybko dodaa: - No ju, nic si takiego nie
stao! Przecie to nie wasza wina, e tak wyszo. Wy to tylko
wydrukowalicie, nie? Chcielicie dobrze i nikt was nie bdzie wini.
- Powiedz to moherom - mrukn Robal. - Spal nas na stosie, gdy
tylko znajd. Po mnie zostanie wycznie ten bajerancki zegarek.

Tak, dokadnie tak powiedzia. To taki typ, wiecie, ktry nigdy nie
przepuci okazji, by si czym pochwali. Trzeba mu jednak przyzna, e
tym razem mg mie racj. Jego wypany zegarek wytrzymywa
temperatur tysica stopni. On sam troszk mniej.
- Nic wam nie zrobi. - Patrycja odoya naczynie na st. - Wystarczy,
e na jaki czas znikniecie, i tyle z tego bdzie. Ta caa sprawa z
kanibalizmem brzmi tak niedorzecznie, e nie ma prawa by prawdziwa.
Ludzie w tym kraju nie s a tak gupi, nie kupi tego.
Jeszcze raz si umiechna, po czym odwrcia si na picie i wrcia
do kuchni. Ju stamtd zapytaa:
- Co chcecie do picia?
Wdki, pomylaem.
- Coli - powiedziaem na gos. W kocu, jak mawia mj tata, na
topienie problemw zawsze jest czas pniej.
W naszym przypadku owo pniej nadeszo w porze wieczornych
Wiadomoci.
***
Siedzielimy we trjk na kanapie. My po bokach, Patrycja w rodku.
Wczylimy telewizor nieco za wczenie, liczc na

TVN-owskie

Fakty,

ale pki co kosmiczna plazma w naszym mieszkaniu wywietlaa tylko


jedynk, dwjk i region, wic obejrzelimy kocwk dobranocki i pakiet
reklam po niej.
Waciwie nie wiem, czemu Patrycja z nami zostaa. Zapytaa, czy
moe, Robal nie protestowa, a i ja - szczliwy, e nareszcie jaka
dziewczyna zwraca na mnie uwag - zaprezentowaem postaw ostronie

entuzjastyczn. Nie chciaem w kocu wyj na jakiego napaleca,


rozumiecie.
Wreszcie si zaczo. Odliczanie zegara z widokiem na jakie miasto,
potem czowka z muzyk Rubika i tadam, prezenterka ogaszajca newsy
dnia.
Dobra, przyznaj, e ustpilimy zamachowi na premiera w
Afganistanie, ale nieznacznie. Do tego - jakie przeraajce poczucie
dumy kae mi to podkreli - materia o Gotuj z papieem by o jakie
dwie minuty duszy. I zdecydowanie bardziej zrnicowany.
Najpierw pokazano ksigarskie pki i opowiadano troch o naszej
ksice. Potem fragment archiwalnej ulicznej sondy, ju kiedy
emitowanej, w ktrej ludzie wymiewali bd chwalili pomys publikacji.
Gosw prawdziwie krytycznych nie byo adnych.
Nastpnie na ekranie pojawio si warszawskie studio z dzisiejszego
programu i wypowied profesorka o ludzkich ebrach. A moe eberkach w kocu tak danie z misa klatki piersiowej nazywa si w kadym menu...
Wreszcie przysza pora na krtki opis osigni naszego wroga - tak aby
nikt nie pomyla, e to tylko tania prowokacja jakiego pana nikt.
Newsa

koczya

wypowied

arcybiskupa

domagajcego

si

oryginalnych zapiskw papiea i poddania ich ekspertyzie grafologw.


Jakby wczeniej ich nie dostali, dranie! Cae wydarzenie nazwa, a jake,
ohydn prowokacj.
- Ja myl, e to jednak nadinterpretacja tego profesora - stwierdzia
nasza nowa koleanka gosem rwnie pogodnym i rezolutnym jak dotd.
Bya teraz prawdziw kruszyn radoci wcinit pomidzy dwie skay
strachu i wyrzutw sumienia. - Moe i sobie jest ekspertem, ale ci te si

przecie myl. To niemoliwe, eby papie...


- Tak, to zupenie niemoliwe - stwierdziem stanowczo, wchodzc jej
w zdanie. Chyba nie chciaem ju wicej sysze sowa kanibal. - Wicej
nawet, wiemy, e to nieprawda. I nie moemy pozwoli, by ludzie tak o
nim myleli.
Robal odwrci si gwatownie i spojrza na mnie.
- Ty! Co ty, kurwa, kombinujesz, h?!
- Zamierzam i i si przyzna. - Wzruszyem ramionami, jakby to
bya najoczywistsza rzecz pod socem. - Powiemy, co zrobilimy, a
potem, e zasza pomyka. To powinno zamkn spraw.
ebycie wtedy widzieli Robala! Wyglda, jakby si waha, czy
najpierw ma zabi mnie, Patrycj - jako potencjalnego wiadka - czy moe
zapa nas oboje za by i tuc nimi o siebie, a wypyn mzgi. Podobne
myli ma pewnie szef gangu zdradzony przez swoich ludzi, gdy tylko
zaczyna si robi gorco.
A potem Patrycja zapytaa:
- Moecie mi wyjani, o co chodzi?
***
Trzeba jej przyzna, e przyja wszystko spokojnie. Wyraz jej twarzy
nie zmieni si zasadniczo przez cay czas, gdy opowiadaem, nie zadawaa
dodatkowych pyta - suchaa tylko uwanie. Pomylaem nawet, czy ta
dziewczyna nie jest nasz bratni dusz albo kim w tym stylu. Powd jej
spokoju by jednak bardziej prozaiczny.
- Nie wierz - stwierdzia, gdy skoczyem mwi. - To zwyczajnie
niemoliwe.

- Znaczy co? - nie zrozumia Robal. - e dostaem spadek? e mj


wujo zna papiea? Czy e zbiera przepisy od kanibali?
Mwi bardzo nieprzyjemnym tonem, dajc wyranie do zrozumienia,
e nie popiera pomysu wcigania do sypicego si planu osb
postronnych, takich jak nasza nowa koleanka.
Patrycja jednak na to nie zwaaa.
- Nie - odpara tym samym co wczeniej rezolutnym gosem. Zwyczajnie nie wierz, by udao si wam tak doskonale podrobi pismo,
by oszuka grafologw. Pomagaam kiedy przy reportau o faszerzach i
wiem, e analiza charakteru pisma...
Przerwaa wystraszona, gdy pochyliem si gwatownie i signem
ponad jej kolanami do lecego na biurku notesika. Wyrwaem z niego
dwie kartki i jedn z nich podaem dziewczynie.
- Masz jaki dugopis? - zapytaem.
Miaa. W kocu, kurcz, dziennikarka.
- Wic podpisz si na tej kartce imieniem i nazwiskiem.
Popatrzya na mnie zdziwiona, ale wzruszya ramionami i zrobia, o co
j poprosiem. Potem oddaa mi kartk i dugopis.
Przez chwil przygldaem si krgym, nabrzmiaym jak dojrzae
owoce literom, niedomknitym ogonkom y, starannemu t i wielkiemu
K. A potem wziem drug kartk i z miejsca skreliem identyczny
podpis.
No nie dziwcie si tak, miaem przecie uatwione zadanie - mogem
zobaczy nie tylko jej pismo, ale i to, jak pisze. Widziaem wyranie
ustawienie okcia, ukad palcw na dugopisie - a oceni na tej podstawie
nacisk to ju bana. Potem wystarczyo obserwowa, w ktr stron stawia

litery, i uzupeni to szczypt niedowierzania, odrobin rezolutnej


wesooci. No sami przyznacie, e proste, prawda?
Oczywicie

nasza

nowa

koleanka

dostrzega

milion

rnic,

wystarczyo jednak, e zamieszaem kartki za plecami, a ju stracia


wczeniejsz pewno. Popatrzya na mnie z mieszanin lku i podziwu.
- Jasna cholera! - powiedziaa.
- No wanie - odparem. - Wic teraz wiesz ju chyba wszystko. Co
zamierzasz z tym zrobi?
Powoli wstaa i podesza do torebki. Wci patrzc na mnie w ten sam
sposb, wycigna telefon i wybraa numer. Robal co prawda rzuci si do
niej, ale powstrzymaem go, apic za ramiona. To by chyba pierwszy raz,
gdy mu si postawiem.
Patrycja tymczasem przyoya suchawk do ucha i staa tak przez
chwil, klepic palcami o oparcie kanapy.
- No cze, mamo - powiedziaa wreszcie. - Dzwoni ci powiedzie, e
nie wrc dzi na noc... Nie, wszystko w porzdku... Tak, bd o siebie
dbaa, zawsze to robi... Cauj... Pa.
Rozczya si i spojrzaa na nas.
- Dobra, to gdzie mog spa?
No nie zgadniecie, o czym wtedy pomylaem!
***
Nastpnego dnia wcale nie byo lepiej ani spokojniej. Przeciwnie
nawet.
Chcc zadzwoni, przypadkiem zorientowalimy si, e wyciszona
komrka leca w kieszeni paszcza Robala ma na liczniku kilkaset

nieodebranych pocze. Skrzynka z

SMS-ami,

do niedawna prawie pusta,

teraz bya wypeniona do ostatniej wiadomoci. I wszyscy chcieli si


koniecznie spotka. Natychmiast!
W telewizji wczorajsza rewelacja stanowia hit dnia. Dyskutowano nad
tym

we

wszystkich

niemal

programach

publicystycznych.

Wiadomociach mwiono o stanowczej reakcji Watykanu i polskiego


episkopatu, ktre jednym gosem sprzeciwiy si ohydnemu zabiegowi
majcemu na celu zbrukanie dobrego imienia wielkiego Polaka i witego
ma. Prymas wspomnia co nawet o ekskomunikowaniu prowokatorw,
jeli tylko nale do Kocioa katolickiego. Zwaywszy na okolicznoci,
chyba nic gupszego nie mg powiedzie.
W prasie podobnie. We wszystkich dziennikach, ktre Patrycja
znalaza w kiosku, sprawa kanibalizmu papiea zajmowaa pierwsz
stron. A w Fakcie byo to niemal p numeru. Mwi wam, szopka,
jakich mao!
eby nie byo wtpliwoci - to wcale nie tak, e wszyscy protestowali.
Niemal natychmiast odezwao si rodowisko akademickie, nie tylko
rodzime, bronic to dobrego imienia profesorka, to znw - gdy
wypowiada si na przykad jzykoznawca czy antropolog - jego
ogoszonej w programie rewelacji.
Fakt jest jednak faktem, e w porwnaniu ze suchaczami Radia
Maryja - nagminnie palcymi nasze ksiki na stosach - owi obrocy
wypadali

blado

niemedialnie.

Przedpoudnie

pierwszego

dnia

zdecydowanie nie naleao do nich.


Ale jak to bywa w wiecie, ktry nadaje dwudziestoczterogodzinne
kanay informacyjne, wystarczyo par chwil, by wszystko zmienio si jak

w kalejdoskopie.
***
- Kiedy zauwaye, e masz... no, t zdolno? - zapytaa Patrycja.
Siedzielimy przy bufecie w kuchni na wysokich barowych krzesach,
owietleni blaskiem malekich lampek halogenowych. Gdyby przed nami
zamiast kuchennych szafek i brudnego blatu staa ciana z alkoholami
wiata, czubym si pewnie jak w ekskluzywnej knajpie. Patrycja pia
pwytrawne biae wino, ja cudownie chodnego pilsnera.
- Mwisz o tym, jakbym by jakim X-manem! - zamiaem si. - To
nic takiego. Zwyczajnie umiem podrabia podpisy.
- Wcale nie. - Pokrcia energicznie gow. - Ty si chyba nie syszae.
To, co robisz, to jak czytanie w mylach. Poznajesz emocje, nastroje,
okrelasz cechy charakteru. I to nie tylko na odlego! Ty moesz w ten
sposb poznawa emocje ludzi, ktrzy ju dawno nie yj!
Tu miaa racj. Pamitam, jak kiedy w jakim muzeum widziaem
notatki Mickiewicza i stojc nad t gablot, zastanawiaem si, czy
wieszcz by pijany, czy spalony. Sowa w wersach, a wersy w strofach
taczyy jak rowe sonie z najbardziej przeraajcej sceny w Dumbo.
Tej, kiedy may sonik spa, narbawszy si uprzednio wod z szampanem.
Pamitacie?
- No, chyba masz racj - powiedziaem po chwili namysu. - Troch tak
jest.
- Grafologiczny wehiku czasu! - zawoaa Patrycja, rozkadajc rce,
jakby naklejaa na szpalt nagwek artykuu. - Cudowne!
- Tak, pewnie tak.

Przeprosiem j na chwil, wziem swoje piwo i poszedem do


Robala. Waciwie nie wiem czemu. Peszya mnie rozmowa o moim
talencie? Zauwayem, e ta rozmowa rednio zmierza w stron wsplnej
kolacji przy wiecach? A moe zwyczajnie usyszaem co, co mnie
zaciekawio? W sumie nieistotne.
Zwaliem si na kanap obok kumpla i pocignem z butelki
solidnego yka.
- I co tam? Mwi co? - zagadaem gupio.
Mj wsplokator, ktry opuci posterunek tylko trzy razy od rana dwa razy na siku i raz, by wzi z kuchni paczk patkw, miseczk i
karton mleka - zmierzy mnie gniewnym spojrzeniem.
- Cay czas mwi - odpar z oburzeniem. - Od samiutkiego rana. Teraz
wanie wypowiada si grafolog, jeden z tych, ktrzy wydali opini, gdy
wysalimy im prbki.
Natychmiast przeniosem wzrok na ekran.
- Daj goniej! - krzyknem, mimo e wcale nie byo takiej potrzeby.
Nerwy, sami rozumiecie.
Grafolog mia wosy do linii uchwy i okulary w le dobranych
oprawkach. Ubrany by w sweter z rozpitym suwakiem, spod ktrego
wystawaa biaa koszulka. Gdy mwi, grdyka podskakiwaa mu zabawnie,
przez co kojarzy mi si ze wzburzonym indykiem. Sowa wygoszone
piskliwym gosem chopca przed mutacj bardzo do tego porwnania
pasoway.
- To skandal! - zaperza si. - Nie rozumiem, jak ksia biskupi mog
si wypiera naszej ekspertyzy i twierdzi, e rkopis nigdy nie by
badany! Pracowaem nad nim osobicie z kilkoma kolegami i ponad

wszelk wtpliwo zgodzilimy si, e jest autentyczny.


Zmarszczyem brwi.
- Rzeczywicie Koci si wypar?
- Tak. - Robal skin lekko gow, nie odrywajc wzroku od ekranu. Nawet wczoraj w Wiadomociach. Nie pamitasz? Dzi od rana
powtarzali to z dziesi razy.
Co mi tam rzeczywicie zawitao. Bardziej moja reakcja ni sowa,
ktre j wywoay, ale jednak. Pomylaem, e jeli rzeczywicie to zrobili,
to teraz maj niele przewalone.
Tymczasem grafolog nie przestawa mwi:
- Jeli Koci zgodzi si raz jeszcze udostpni prbki, jestemy
gotowi ponowi badanie. Nie tylko my zreszt. wiatowi eksperci w
dziedzinie grafologii wyrazili zainteresowanie tematem i s skonni
nieodpatnie wczy si do pracy. Niestety, episkopat odmawia
ponownego wypoyczenia rkopisw.
Spojrzaem na Robala. W kocu to on by mzgiem operacji.
- Co nam si bardziej opaca? - zapytaem.
- Co?
- On pyta, kiedy jestecie mniej w dupie - Patrycja, ktra wanie do
nas doczya, przeoya moje sowa na jzyk Robala. - Czy wtedy, gdy
ludzie wierz, e to prowokacja, czy gdy autentyczne papieskie zapiski
zdemaskuj go ostatecznie jako kanibala.
Kurcz, naprawd bya nieza. I to ja niby umiaem czyta w mylach?
Cholera, dokadnie to chciaem powiedzie. Cho pewnie nie tak adnie.
Robal zastanawia si przez chwil. Teraz to jego czoo pokryo si
zmarszczkami.

- Myl, e lepiej dla nas, jeli uznaj, e listy byy autentyczne stwierdzi w kocu. Rabbi Judasza wygoszone, zanim pocaowa Jezusa
w Ogrjcu, brzmiao pewnie identycznie. - Prowokacja organizowana jest
przez prowokatorw, prawda? To nas wystawia przed pluton. Jeli z
tekstami bdzie wszystko w porzdku, wyjdziemy tylko na Bogu ducha
winnych ignorantw, ktrzy wydali, co wpado im w apy, nie mylc nad
tym, co robi.
- Nie zabija si posaca? - zadrwia Patrycja. - Sprytne. Tchrzliwe,
ale sprytne.
- Ciekaw jestem, co ty by zrobia na naszym miejscu, cwaniaro! obruszy si Robal.
Odpowiedzi byo wzruszenie ramion.
- Nie jestem na waszym miejscu. Ja tylko pij wasze wino, jem z
waszych miseczek i...
Nie dokoczya, chyba apic si na tym, jak zabrzmi jej sowa, jeli
pocignie to bajkowe nawizanie dalej.
- Wy oczywicie macie te rkopisy, prawda? - zapytaa po chwili,
wracajc do tematu.
- Zostay w akademiku - odparem. - Znaczy oprcz tego, co chwilowo
jest jeszcze u biskupw, bo czci nie odebralimy. A co?
***
Mwi Pismo: Wprawdzie Syn Czowieczy odchodzi wedug tego, jak
jest postanowione, lecz biada temu czowiekowi, przez ktrego bdzie
wydany.
Tak

mi

si,

wiecie,

skojarzyo,

wic

sobie

sprawdziem

wynotowaem. A nawet przeoyem na ludzki:


S takie rzeczy, ktre zrobi trzeba, i prdzej czy pniej znajdzie si
frajer, ktry si za nie wemie. I bdzie w dupie, oczywicie.
Do czego pij? Ot wyobracie sobie, wyszo na to, e moje a co?,
cho pozornie neutralne i na pewno niezobowizujce, byo takim wanie
frajerskim zgoszeniem si na ochotnika. A w dodatku przez to, e
odpowiedziaa mi Patrycja, a nie Robal, nie za bardzo miaem si jak
wycofa. Znaczy tak, wiecie, z twarz.
Wic si zgodziem. C innego mi pozostao? Wymuszony umiech
na twarz, artobliwy komentarz dla wzmocnienia efektu, buty, kurtka,
klucze, komrka i drauj na akademiki.
Robal w swej askawoci chcia mi nawet zamwi takswk, ale
powiedziaem, e bezpieczniej bdzie, jeli skorzystam z autobusu, wtopi
si w anonimowy tum.
Chciaem mu da do zrozumienia, e nie chc jego aski, i
jednoczenie kopn go w sumienie - ja id na pierwsz lini frontu, a on
re patki przed telewizorem. Tak subtelnej aluzji jednak nie by w stanie
zaapa, zreszt sami ju znacie Robala.
- No dobra - powiedziaem w kocu. - Id.
- Powodzenia - powiedzia Robal.
- Wracaj szybko - dodaa Patrycja.
No i poszedem.
***
Wysiadem z autobusu przystanek wczeniej. Byo troch zimno, wic
postawiem konierz kurtki, rce wadowaem do kieszeni i ruszyem

poboczem w stron akademikw.


Jeeli bylicie tam kiedy, to wiecie, e zaraz za ostatnim duym
zakrtem po prawej stronie drogi jest las, a po lewej osiedle mieszkalne
osonite lini drzew. Domy studenckie s troch dalej - przed nimi
rozciga si wielgachny trawnik, o tej porze roku zryty przez dziki.
Mnstwo otwartej przestrzeni, pomylaem wic, e ju z daleka bd
mg zobaczy, czy pod akademikiem nie ma jakiej pikiety albo czego.
Wiem, e to brzmi niedorzecznie, ale powiedzcie to samo komu, kto
musi... bo ja wiem... wej do piwnicy po obejrzeniu horroru. Strach,
nawet cakiem irracjonalny, te ciska za jaja.
Nikogo nie byo ani przed akademikiem, ani w holu. Na recepcji pani
Genowefa ogldaa telenowel, co znaczyo, e trzeba samemu wej do
dyurki i wzi sobie z pki klucze. Sowo daj, mona byo zwin p
akademika, jeli si czowiek na jej dyurze wstrzeli w wieczorne pasmo
serialowe.
Wziem brelok z numerem trzydzieci dziewi i poszedem do
pokoju. Troch si baem, e kto przypadkiem wyjdzie na korytarz i
powita mnie radonie, a co najgorsze - gono. Szczliwie jednak nikt si
nie napatoczy. Woyem klucz do zamka, przekrciem...
- No nareszcie, panie Gwzdek - dobiego mnie z wntrza, ledwie
uchyliem drzwi. Chrypa, jakby kto desk po chodniku pocign.
A zaraz potem wielka, wochata apa wcigna mnie do rodka.
***
- Radzibym si nie wyrywa i powstrzyma od krzykw - powiedzia
ten sam gos co wczeniej. Nie mg nalee do waciciela kosmatej apy,

bo dobiega od strony biurka. Gdy wytyem wzrok, dostrzegem nawet


rysujc si w mroku sylwetk. Rozsiad si dra na moim krzele jak
jakie panisko.
- Kim panowie s? - zapytaem. Tak, wiem, e gupio... Jak te biedne
ofiary na starych filmach. Pewnie dlatego nie doczekaem si odpowiedzi.
Zamiast tego mczyzna wykona ruch rk i po chwili jego twarz
owietli pomie zapalniczki. Bya to do surowa, jakby ciosana w
kamieniu buka poronita kilkudniow szczecin zarostu. Oczy mia
gboko osadzone, nos prosty, a zmarszczki na czole jakby zrobione tpym
bagnetem. Takie, wiecie, szerokie, poszarpane... W wskich ustach trzyma
papierosa.
- Czujniki dymu. - Wskazaem gow sufit i znajdujce si na nim
urzdzenie.
Go nie przej si tym zbytnio.
- Namieszalicie, chopaki - stwierdzi, wypuszczajc dym ustami i
natychmiast wcigajc nosem, jakby chcia stworzy zamknity obieg. Namieszalicie jak jeszcze nikt wczeniej.
Kosmata apa, ktra teraz nie tylko mnie przytrzymywaa, ale i
rozdygotanego utrzymywaa w pionie, wzmocnia ucisk. To chyba
znaczyo, e powinienem co odpowiedzie.
- My tak niechccy, prosz pana. My...
- Ale nie denerwuj si tak, Remigiuszu - przerwa mi go i puci
kko dymu, ktre rozeszo si w powietrzu, tworzc nad jego gow
najpierw aureol, a potem rogi. - To, co powiedziaem, to przecie
komplement. Tylko kto naprawd bardzo dobry mg zrobi tak powane
zamieszanie, majc do dyspozycji ledwie kilka ksiek, piro i papier.

Jestem pod wraeniem.


- Dzikuj. - Kiwnem gow. Co innego miaem powiedzie?
Nieznajomy znowu si zacign i wypuci kb dymu. Tym razem
sina ciana przesonia mu na chwil twarz niczym woal. Urzdzi mi tam
prawdziwy pokaz kunsztu palacza.
- Problem w tym, e niezalenie jak piknie zrobiony, baagan to wci
baagan. I mnie teraz kazano go posprzta.
Ju miaem zapyta, kto mu kaza, gdy nagle ponownie rozbysn
ogie zapalniczki. W jego wietle bez trudu dostrzegem pasek plastiku
odcinajcy si biel od czerni koszuli i marynarki. Facet mia na szyi
koloratk.
***
Wrciem do mieszkania, a Robal zaraz z pretensjami. Ze dugo, e si
martwi, a ja bez sowa, e listy zrolowane zamiast w teczce, e nie
zamykam drzwi, jakbym cae ycie w oborze mieszka...
Przyznaj, e na trzy pierwsze zarzuty za wiele na swoj obron nie
miaem, ale czwarty to nie bya moja wina. Nie zamykaem drzwi, bo nie
przyszedem sam.
Gdy to powiedziaem Robalowi, ten struchla i poblad. Zaraz zreszt
jego przeraenie przybrao na sile, gdy zobaczy, kogo przyprowadziem.
Jego lk, przyznam, troch mnie zdziwi, bo w normalnym wietle
ksidz z naszego pokoju wcale nie wyglda strasznie. Rysy mu si
wygadzay, oczy nabieray ycia, a umiech wzbudza nawet cie
sympatii. Kurcz, jak tak teraz myl, to naprawd nie wiem, co by byo,
gdyby Robal zobaczy w drzwiach waciciela wochatej apy (ktrego ja

sam nie widziaem dalej ni do bicepsa i ju miaem do). Pewnie


czekaoby nas mycie posadzek, a jego samego pranie spodni i bielizny.
- Szcz Boe, panie...
- Robal - odpar odruchowo mj wsplokator.
Byem ciekaw, czy ksidz naprawd nie zna personaliw Robala, czy
tylko wci sobie pogrywa. Gdybym mia stawia kas, wybrabym drug
opcj.
- Nie bj si, robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu - zadeklamowa
duchowny, przechodzc przez mieszkanie. Usiad na barowym krzele i
sign po pudeko papierosw. - Ja ci wspomagam. Wyrocznia Pana
odkupicielem twoim.
Akurat na ten moment z azienki wysza Patrycja. Turban z rcznika na
gowie, za luny szlafrok ciasno zwizany paskiem, na rce biae linie
kremu, ktry wanie zamierzaa wetrze. Ksidz zmierzy j wzrokiem,
po czym umiechn si i wskaza kanap.
- Skoro jestemy ju w komplecie, to siadajcie, pogadamy sobie.
Usiedlimy. Ale gada gwnie on.
***
Zaczo si od pytania, co zamierzamy teraz zrobi. Odpowied
Robala, e nie mamy, kurwa - o, przepraszam ksidza... cholera znaczy bladego pojcia, jako go nie usatysfakcjonowaa.
- Gdybycie nie wiedzieli, kolega nie ryzykowaby wizyty w
akademiku - stwierdzi, odpalajc papierosa od papierosa.
Przypomniay mi si lekcje religii z podstawwki, na ktrych siostra
uczya nas, e palenie to grzech przeciw pitemu przykazaniu.

Zastanawiaem si, czy powinienem mu o tym wspomnie, doszedem


jednak do wniosku, e chyba wie. Powinien wiedzie... robi z tego studia.
adne z nas nie odzywao si przez dusz chwil, wic nasz go
sam podj wtek:
- Myl sobie, a wy poprawcie mnie, jeli si myl, e chcielicie
zdoby reszt prbek, by mc je wysa do ekspertyzy i tym samym
odsun od siebie podejrzenie o prowokacj.
Szczeny nam opady. Caej trjce.
- Teraz natomiast boicie si - kontynuowa duchowny, umiechajc si
pgbkiem - e zamierzam wam pokrzyowa plany i ujawni wiatu
wasz chytry i przebiegy plan, prawda?
Skinlimy gowami, ale to zdanie nie wywaro ju takiego wraenia
jak poprzednie. Tamto byo niemal czytaniem w mylach, to natomiast
niczym wicej jak logicznym wnioskiem.
W mieszkaniu robio si coraz szarzej i coraz bardziej zawiesicie.
Czuem, jak dym drapie mnie w gardle, ale jako tak gupio byo mi
odkaszln. Tymczasem ksidz odpala ju kolejnego szluga. Cholera, bra
je chyba na dwa, trzy machy i koniec.
- Pragn was uspokoi, nic takiego si nie stanie - powiedzia po
chwili. - Wrcz przeciwnie, zamierzamy wam pomc, bo bardzo nam
zaley, eby tekst zosta uznany za autentyczny. To otwiera nowe,
niezwyke perspektywy.
I znowu ta myl w gowie: Jacy, kurwa, my?! Koci? Watykan?
Tajny Zakon Braci Palcych? Kim ty w zasadzie jeste, facet?!.
Wsta i rozejrza si po mieszkaniu, a potem wycign z kieszeni
telefon.

- Jaki tu jest dokadny adres, mili moi?


***
Jakie p godziny pniej do mieszkania zwalili si kumple ksiulka
obadowani ca mas sprztu. Niski chudzielec z garbatym nosem,
pucuowaty okularnik ulizany na bok, starszy facet, ktry wyglda, jakby
Einsteina przerobiono na stracha na wrble, i elegancik o kwadratowej
szczce - to tak, gdybym mia ich scharakteryzowa pokrtce. Przywitali
si z nami grzecznie, po czym zaczli rozstawia swoje graty.
Jakby wam tu tak najprociej, w kilku sowach, wyjani, kim byli? W
wielkim skrcie - watykaskimi specjalistami od wizerunku.

PR-owcy,

rozumiecie? To oni przekopywali biblioteki, gdy trzeba byo obali tezy


goszone przez Dana Browna, odwracali uwag mediw od ksiy
pedofilw w Niemczech i Francji. Nawet o nich nie syszelicie, prawda?
No wanie...
Rwnie oni pisali przemwienie papieskie, po tym jak obecny Ojciec
wity - goszc kazanie o ekumenizmie - niechccy obrazi jednoczenie
muzumanw, ydw, buddystw i nawet kilku wyznawcw wikki.
Zajmowali si wszystkim kompleksowo, a ich budet by rwnie
obszerny jak niezmierzone skarbce Watykanu. I teraz wanie przyjechali,
by zrobi co trzeba w sprawie Gotuj z papieem. Nie ma co, pilimy si
w gr.
***
- Wiecie co, chopaki? - odezwaa si nagle Patrycja. - To ja ju sobie
chyba pjd.

Stalimy wtedy we trjk wcinici w rg pokoju. Balimy si, eby


nie nadepn adnych kabli i zasilaczy, ktrych wszdzie teraz byo peno.
Jak w jaskini jakiego cyberpajka, sowo daj.
- Wybacz, ale nigdzie ci teraz nie wypucimy - powiedzia siedzcy
na kanapie elegant. Mia zaoon nog na nog i przez cay czas koysa
uniesion stop to w jedn, to znw w drug stron. Twarz kry za
aktualnym numerem Newsweeka.
- A to niby dlaczego? - Nasza koleanka rezolutnie (ale to sowo do
niej pasowao!) wzia si pod boki. - Czy to znaczy, e chcecie mnie tu
trzyma si?! Wychodz i ju!
Zapaa za torebk, skina nam gow na poegnanie i ruszya do
drzwi. Nawet je otworzya i zrobia krok w stron korytarza. Zaraz jednak
wrcia wepchnita do rodka przez wielk, wochat ap. Wci
oburzona ponownie podesza do nas, kadc torebk na biurku.
- I jak wyglda? - zapytaem. Nie mogem si powstrzyma.
- Kto?
- No ten od wielkiej apy.
Wzruszya ramionami.
- Nie przygldaam si, apa jak apa. I nadal uwaam, e to skandal, e
nie mog std wyj!
Te ostatnie sowa, jak atwo si domyli, nie byy ju kierowane do
mnie. Elegant jednak nawet na ni nie spojrza zza swojej gazety. Tylko ta
przeklta stopa w skrzanym pbucie koysaa si, podrygiwaa, krcia
kka...
Waciwie nie mielimy co ze sob zrobi ani gdzie porzdnie
przysi. Wiksz cz duego pokoju zajo teraz wielgachne

stanowisko komputerowo-multimedialne z kilkunastoma monitorami


ustawionymi pod ktem, tak by mona byo oglda je wszystkie naraz.
W mojej sypialni urzdzili za to studio nagra z ogromn zielon
pacht na cianie. Na jej tle krcili materiay, a potem dziki
odpowiedniemu owietleniu mogli j - cian znaczy - bez trudu wymaza
i wstawi zamiast niej, co tylko chcieli. Watykaskie wntrza? Prosz
bardzo. Morskie Oko z mrowiem turystw? Nie ma sprawy. Wschd
soca nad morzem? aden kopot. Jeli wierzy pucuowatemu
okularnikowi, mieli cae terabajty te na kad okazj.
Sypialnia Robala pozostaa sypialni, tyle e teraz dla zespou.
Dorzucili sobie ekstra kilka materacy, jakie piwory i wentylator, jakby
si robio za gorco. Nam pozostawaa jedynie kanapa i dywan przed ni,
czasami kuchnia, jeli akurat nikt nie parzy sobie kawy. Sami przyznacie,
e mao, prawda? A do tego cae, dosownie calutkie mieszkanie tono w
mgle papierosowego dymu.
- Roberto, chod, bdziesz potrzebny! - zawoa nagle okularnik,
wychylajc si ze studia. - We ze sob ktrego z dzieciakw.
Elegant zoy gazet, pooy obok i wsta. Spojrza w moj stron.
- Chod ze mn - poleci.
- Jeli chcesz y - dopowiedzia Robal i obaj rozemialimy si
nerwowo.

Ani

elegant,

ani

Patrycja

najwyraniej

nie

ogldali

Terminatorw, bo jako nie zaapali artu.


Przeszlimy przez mieszkanie i wprowadzi mnie do studia. Od
reflektorw bia taka fala gorca, e z miejsca byem cay mokry, a w
gardle miaem sucho, jakbym pokn gar piasku.
Kurdupel z garbatym nosem kaza elegancikowi si przygotowa, a

mnie rzuci pod nogi zielony kombinezon z mnstwem poyskujcych


znacznikw.
- Wkadaj to - rozkaza - byle szybko.
Woyem i nawet pasowao, cho materia wpija si w krocze i troch
pod pachami. Na gowie miaem kominiark, ktra zgniataa mi nos i
dociskaa uszy do czaszki. Gdy obejrzaem si w lustrze, stwierdziem, e
wygldam jak ufoludek z gejowskiego musicalu. Nie pytajcie, skd takie
skojarzenie...
Tymczasem elegant wrci teraz w brudnych krtkich spodenkach,
przepoconej koszulce - jedno i drugie barwy khaki - oraz grubych
skrzanych butach, cikich jak niemiecki dowcip. Na gowie mia
kapelusz, spod ktrego wystaway pojedyncze kosmyki przepoconych
wosw. I albo mi si wydawao, albo gdy ju wrci, by brudny i mia na
twarzy kilkudniowy zarost.
Ustawi si przed okiem kamery bokiem do niej, wycign rk, jakby
j komu podawa, i zamar wyszczerzony gupio.
- Mody, id z drugiej strony i podaj mu ap - poleci mi kurdupel. A
potem, gdy ju zrobiem, jak kaza, instruowa mnie na bieco. - Tylko
nie prostuj si, jakby kij pokn. Zgarb si troch. O, idealnie...
Przez chwil tak stalimy, elegant gada do mnie jakie brednie miaem pokazywa na zielony materia ze ciany i kiwa gow. Potem
przeszlimy, robic due kroki i omijajc pola zaznaczone zielon tam,
a wreszcie zaczlimy przyglda si pododze - mwi wam, obd.
Gdy skoczylimy, kazali odda kostium i odesali mnie do pokoju.
- Co tam robie? - zapytaa Patrycja.
- Idiot z siebie - mruknem zmczony. Czuem si podle, zbrukany

obcisoci kostiumu i na dodatek potwornie zgodniaem. - Jemy co?


- Pozwolili nam zamwi pizz - oznajmi mi z zadowoleniem Robal.
Takim gosem przemawiaj w filmach ci, ktrym udaje si wynegocjowa
ustpstwa na rzecz zakadnikw. - Wzilimy dla ciebie mafiozo.
- Super.
Usiadem sobie w kcie przy telewizorze i suchaem, jak ksidz uera
si przez telefon z drukarni, a zaraz potem z przedstawicielem ktrej
stacji telewizyjnej. Mwi co o jakiej fundacji czy co tam.
Rozmawiajc, cay czas pali.
- Mylicie, e co z nami zrobi? - zapytaem po duszej chwili. Znaczy jak ju skocz to, co robi?
Patrycja wzruszya ramionami.
- To zaley, co robi. Bo pki co nie za bardzo mam pojcie.
Odpowied na jej pytanie przysza ju dzie pniej. W wieczornych
Wiadomociach.
***
Okazao si, e wtedy, jak biegaem na zielono, wcale nie byem
ufoludkiem.

Przy

pomocy

motion

capture

takiej

techniki

przechwytywania ruchw przez komputer - i jeszcze jakiego programu


graficznego zrobiono ze mnie wodza amazoskiego plemienia kanibali. I
cakiem zgrabnie im to wyszo. Nie tylko Patrycja i Robal, ale nawet ja
sam siebie nie poznaem.
No dobra, troch wyskoczyem do przodu, ale ju wyjaniam, po co to
byo.
Rzecz jasna, wiat wci y rewelacj na temat kanibalizmu papiea, a

sprawa nabraa rumiecw, od kiedy wyszo, e Koci skama w


sprawie ekspertyz. Obecnie coraz czciej mwio si o tym, e by moe
Watykan kryje przed wiatem okrutn prawd i dlatego prbuje miesza
ludziom w gowach. Najmielej pisali o tym Francuzi i Holendrzy,
najmniej chtnie Polacy i Wosi. Ale tak czy siak wszdzie byo na ten
temat peno newsw.
Nasz filmik - materia prosto z dungli, podrasowany, by wyglda jak
stary program podrniczy
raz

pierwszy

BBC

wspomniano

- wypyn tak koo szesnastej. Wtedy po


o

nim

na

kanaach

informacyjnych,

zapowiedziano jako news dnia gwnych wyda wiadomoci i dziennikw.


Jak to si stao, e wszyscy uwierzyli w autentyczno materiau? Po
pierwsze,

przygotowany

by perfekcyjnie,

nawet

zgrano

go

na

odpowiednio star tam. Po drugie, ksidz przy pomocy swoich doj


wprowadzi tam po cichu do rejestru archiww
tysic

dziewiset

osiemdziesitego

BBC

dziewitego

jako nagranie z
roku.

Pniej

wystarczyo ju tylko wygosi kontrowersyjn teori i podeprze si tym


wanie obrazem. Medialne koo zamachowe zrobio ju ca reszt.
***
Teraz mwi to spokojnie, ale wtedy, gdy dotaro do nas, jak taktyk
obra

PR-owy

zesp z Watykanu, troch nas, przyznam, zmrozio.

Siedzielimy z wytrzeszczem oczu jeszcze dugo po programie, a gdy


pierwszy z nas - Robal - wreszcie co powiedzia, zdanie to brzmiao
nastpujco:
- Czy wy te to, kurwa, syszelicie?
Pokiwalimy gowami. Syszelimy, a jake. Ja nawet podwjnie, bo

siedzcy za mn Einstein na wrble mwi cay tekst rwnoczenie z


teologiem na ekranie. A brzmiao to mniej wicej tak:
- Wszyscy spieramy si, czy to moliwe, by papie jad ludzkie miso.
Osobicie uwaam, e to le zadane pytanie. Nie szukajmy odpowiedzi
czy, skoro dowody na to s jednoznaczne. Zastanwmy si raczej: skoro
tak, to dlaczego. Co go do tego pchno? Tak rozpatrzone zagadnienie
moe bowiem doprowadzi do o wiele ciekawszych i co waniejsze,
inspirujcych wnioskw.
Tu teolog z telewizji - a wraz z nim Einstein na wrble - zrobi krtk
pauz, w sam raz na nabranie tchu. A potem obaj pynnie podjli
przerwany wtek:
- Czy Pismo nie mwi bowiem: To jest ciao moje, ktre za was
bdzie wydane? Do tej pory traktowalimy te sowa jako swego rodzaju
metafor. Chleb staje si ciaem w sensie duchowym, nie fizycznym, i tak
naprawd nie mamy do czynienia z ciaem w potocznym rozumieniu tego
sowa. Tak odbieralimy eucharysti do dzi. A co, jeli si pomylilimy?
Jan Pawe II by mistykiem, ktry zgbi nie tylko Pismo wite, ale i
dostpi wielu objawie, czyta ksigi dla nas niedostpne. Co, jeli on
jako pierwszy pozna prawdziw tajemnic naszej wiary?
Tu wtrci si dziennikarz prowadzcy program:
- I co jest t tajemnic, panie doktorze? Kanibalizm zamiast mioci?
- Ale skd! - zawoa oburzony teolog, a siedzcy za mn Einstein na
wrble sykn, widzc ten niekontrolowany wybuch emocji. Na szczcie
go w studiu do szybko si opanowa i kontynuowa ju z pogodnym
umiechem: - Widzi pan, widziaem kiedy, dawno temu, program
przyrodniczy stacji

BBC

o kanibalach z amazoskiej dungli. I niech pan

sobie wyobrazi, oni wcale nie jedli ludzi dlatego, e takie mieli kulinarne
upodobania. Owszem, szykowali potrawy z cia polegych, ale miao to
przede wszystkim wymiar duchowy. Jeli ci zjem, zostaniesz we mnie na
zawsze. W ten sposb realizowali marzenie o niemiertelnoci.
Pobladem, suchajc tego, i zrobio mi si niewyranie. Nawet jeli
tylko cz bya prawd, to i tak... blee, obrzydliwo.
Tymczasem prowadzcy wyranie zmierza do podsumowania:
- Czyli, jeli dobrze rozumiem, sugeruje pan, e Ojciec wity
naprawd by kanibalem, ale jedynie dlatego, e chcia si w ten sposb
jednoczy z ludmi? Przecie to niedorzeczno!
Elegant za nami westchn z dezaprobat.
- I to wanie nazywamy brakiem dziennikarskiego profesjonalizmu powiedzia, przeczajc kana. - Powinni go zwolni za krzyczenie na
goci. Ale tak czy siak zadanie zostao wykonane.
A potem, par godzin pniej, zobaczyem siebie w roli wodza kanibali
w filmie, ktry podobno powsta, gdy byem jeszcze dzieckiem. I mimo
wszystko by to do zabawny widok.
***
Nastpnego dnia, zanim jeszcze opinia publiczna zdya naleycie
skrytykowa tez o uduchowionym kanibalizmie papiea, pojawi si
kolejny mocny news. Materia prosto z katolickiej misji w Ugandzie.
To dopiero by majstersztyk, sowo daj. Tym razem nasi gocie nie
realizowali filmu w domu, tylko poczyli si satelitarnie z jakim planem
filmowym i zadali nagrania kilku scen na specjalne zamwienie. W
obsadzie sami naturszczycy plus dwch ludzi, ktrzy si zgosz.

Pienidze jak za nowego Indian Jonesa, wic kto by si nie zgodzi?


Nastpnie ksidz mwi, czego potrzebuje w danej scenie, a kurdupel z
ulizanym okularnikiem przekadali to na fachowo brzmice komendy dla
reysera.
W trzy godziny mieli gotowy materia pod obrbk.
A wieczorem cao sza w Wiadomociach.
- Dwaj katoliccy misjonarze w Ugandzie - mwi dziennikarz
prowadzcy gwne wydanie serwisu - nakarmili godnych gulaszem z
wasnych koczyn. Jak mwili, zainspirowa ich do tego papie i jego
listy. Ostrzegamy, e materia, ktry zaraz pastwo zobacz, bdzie
drastyczny.
Przesadzi. Na filmie nie pokazano nic strasznego, tylko wygodzone
plemi wcinajce gulasz i dwch facetw bez rk. Wszystkie drastyczne
sceny wyciemnili, a nawet znieksztacili gosy. Ale trzeba przyzna, e
dziennikarskie wprowadzenie zrobio swoje. Nawet ja nie wytrzymaem,
cho wiedziaem, e to wszystko jedna wielka filmowa ciema.
- Potrc nam ten dywan z kaucji, zobaczysz - powiedzia Robal. Gra
twardziela, myl. Sam te by w szoku.
***
- Czy oni naprawd licz na to, e zyskaj ludzi w ten sposb? zapytaem idc obok Patrycj. Patrzyem jednak nie na ni, a w szyb
wystawow, a konkretniej, na swoje gupio ubrane odbicie.
To by warunek ksidza i spki, zanim zgodzili si puci nas na
spacer. Uznali, e kto mgby mnie rozpozna, wic dla zmyki miaem
woy spodnie z krokiem do kolan, bluz z kapturem i bejsbolwk. T

ostatni, by ukry spite w kok wosy. Dlaczego zrobili mnie akurat na


skejta? Zdaniem elegancika, miaem - nawet mimo brody, ktrej za nic nie
chciaem zgoli - twarz idealn do takiego stroju, a chd i ogln
prezencj dopasowan do skejtowskiego sposobu bycia. Wyobraacie
sobie? Nosiem w sobie maego skejta i nic o tym nie wiedziaem! No
strasznie, kurwa, mieszne.
- Nie mam pojcia, do czego zmierzaj. - Patrycja wzruszya
ramionami. - Wyglda jednak na to, e oni wiedz. Podchodz do
wszystkiego bardzo profesjonalnie.
Pomylaem o swoim epizodzie jako wdz plemienia kanibali i
skinem gow. Nadal byem pod wraeniem tego, jak mnie potem
obrobili.
Mijalimy wanie jakie osiedle. Kilku pijanych goci przeszo obok,
rzucajc w stron Patrycji jakie gupie uwagi. Udaem, e chc
zainterweniowa, a ona litociwie chwycia mnie za rami.
- Przesta - poprosia. Brzmiao to, jakby uwierzya, e naprawd
zamierzam si z nimi trzaska. Schlebiao mi to wtedy, cho teraz jestem
wicie przekonany, e zrobia to dla mnie. Bym poczu si lepiej mimo
kretyskiej czapki i spodni - bym poczu si jak facet. Mio z jej strony,
prawda?
Przez chwil szlimy w milczeniu, a ja udawaem, e myl nad czym
intensywnie. W rzeczywistoci gapiem si na jej piersi cudownie opite
kus czarn kurtk. W ogle zapomniaem doda, e wygldaa
oszaamiajco - prcz kurtki miaa jeszcze obcise dinsy i buty na obcasie
i wygldaa jak zodziejka z filmu. Jak Zeta-Jones w Osaczonych, jeli
kojarzycie film. Jak komiksowa kobieta-kot w cywilu. Jak... No dobra, ju

wiecie, o co chodzi. W kadym razie robia wraenie.


- Dlaczego zostaa dziennikark? - zapytaem po chwili, unoszc
wzrok. Mwic szczerze, odpowied niewiele mnie interesowaa, ale
byem troch skrpowany przecigajc si cisz.
- Szczerze? Bo chciaam, by wiat pozna prawd.
- O czym?
- O wszystkim. - Wzruszya ramionami. - Po prostu prawd. Kiedy
podchodziam do wszystkiego cholernie idealistycznie. Miaam nadziej,
e dziki telewizji bd w stanie demaskowa kamstwa politykw,
korporacji i innych takich. Pokazywa wiatu, jaki jest i jaki mgby by,
gdyby tylko wszyscy kierowali si sercem i rozumem, a nie tylko
wytycznymi

radia

czy

gazety.

Syszae

taki

termin,

jak

opiniotwrcza? S gazety, ktre si tym szczyc, e s wanie takie. A


to przecie nie znaczy nic wicej, jak tylko mwimy wam, co macie
sdzi, manipulujemy wami, podajc nie same fakty, a ju gotowe opinie
i wyroki! I wanie tego miaam do! Chciaam zmienia wiat,
rozumiesz?! Zmienia wiat!
Zrobia pauz i znw wzruszya ramionami. Potem umiechna si
pogodnie.
- Pniej mi przeszo. Uznaam, e skoro ludzie daj si tak wkrca,
znaczy, e na to zasuguj. I teraz na przykad widz, e to wszystko moe
by cakiem zabawne.
Zatrzymaem si i patrzyem na ni, przez chwil mylc o szczytnych
ideach, ktre sobie odpucia. Wci si umiechaa, ale widziaem w jej
oczach, e tak naprawd sama siebie oszukuje. Bo wcale nie zobojtniaa
na kamstwa i manipulacje. Chciaa tylko przekona sama siebie, e ju

nie wierzy, e moe by inaczej. Nie umiesz pokona wroga, przycz si


do niego - szczyt konformizmu...
I nagle poczuem, e te chc zrobi co wielkiego i wspaniaego. e
te chc zmieni... no, moe nie od razu wiat. Moe najpierw samego
siebie. W owym momencie przepeniaa mnie przemona ch
powiedzenia czego rwnie wzniosego jak jej tyrada. Rwnie wanego i
gbokiego.
Zapaem j za rami i odwrciem do siebie, a w gowie miaem ju
uoon ca mow, jak to zamierzam jej pomc, bo uwaam, e kiedy
miaa racj i w ogle. e wemiemy jeszcze Robala i paru chopakw i
zmienimy ten wiat. A jak zaczniemy w poniedziaek, to...
No ale mniejsza, co chciaem powiedzie, wszak wane jest to, co
ostatecznie powiedziaem, patrzc w cudowne oczy Patrycji, czujc pod
palcami jej ciepo przebijajce si nawet przez materia kurtki...
- Ja... kocham ci - oznajmiem.
Albo jako tak.
***
Nie by ci to najlepszy pomys, na jaki wpadem w owym tygodniu,
tyle wam powiem. Co prawda nie wymiaa mnie wprost, ale wida byo,
e naprawd z trudem si powstrzymuje, by nie wybuchn.
Przez chwil byo niezrcznie. Unikalimy nawzajem swoich spojrze
i gadalimy o bzdurach. Ja na przykad zabraem si do rozszyfrowywania
napisw na murach. To znaczy patrzyem na cig wysprejowanych liter i
mwiem, co mi mwi o autorze. Z pocztku byo to nawet fajne, ale
potem si okazao, e wikszo napisw na dzielnicy zrobi jeden frustrat

z puszk, wic za duo do roboty nie miaem.


Murowy wierszokleta by makutem, dysortografem i panicznie ba si
dziewczyn. To ostatnie wywnioskowaem ju z treci tekstw, nie z
charakteru pisma.
- Chod tu dziewcz chorze, zaraz ci go... Oj, chyba skoczya mu
si puszka. I to w takim kluczowym momencie - zachichotaa Patrycja.
- Wiesz, psika wczeniej na lewo i na prawo, to jak przyszo co do
czego, to zbrako.
Zgia si wp, parskajc miechem. Patrzyem na ni przez chwil
totalnie zaskoczony reakcj, a w kocu i do mnie dotar sens mojego
niezamierzonego artu. Bo mwiem wam ju, e nie jestem za dobry w te
klocki, nie? Z dowcipami na ten temat te jestem raczej nie po ciece.
Czasami chwytam ze sporym opnieniem.
Kiedy ju oboje obmialimy si naleycie, Patrycja podniosa z ziemi
pogity i zawilgocony numer jakiego skrajnie lewicowego dziennika.
Elegant wspomina co w rozmowie z Einsteinem na wrble, e
namnoyo si tego natychmiast po aferze, jakby kto robactwo spod
kamienia wypuci. Podobno w cigu dwch dni nakady skoczyy o
tysic, tysic piset procent.
Artyku na pierwszej stronie pokazywa grup kalekich modych ludzi
w sutannach. Niektrym brakowao rk, inni zamiast ng mieli metalowe
protezy. Tytu artykuu brzmia: Seminarium Duchowne w Aspen.
Wymarzone miejsce dla klerykw kalek czy tajny spichlerz Watykanu?.
- Jezu! - jkna Patrycja. - Chyba powinnimy to pokaza naszym
gociom, nie sdzisz?
Szczerze? Nie mam pojcia, co mylaem, bo jedyne, co do mnie

docierao, to e powiedziaa naszym gociom. Nie brzmiao to co


prawda jak ja te ci kocham, Remek, ale sami przyznacie, e od
jednego do drugiego to ju spacerkiem...
Dzi myl, e tym caym uczuciem do niej Bg chcia chroni moje
zdrowe zmysy przed zalewem poczucia winy. Znaczy wiecie, wyrzutami,
e z wielkiego czowieka zrobiem kanibala albo e ludzie nie ufaj ju
Kocioowi i boj si dawa na tac, by nie dofinansowywa przemytw
ywej ywnoci do krajw trzeciego wiata.
O tak, w ten sposb - odbierajc rozum i przyspieszajc rytm serca Wszechmogcy okaza mi miosierdzie. Niniejszym, korzystajc z okazji,
bardzo mu dzikuj.
Mimo wszystko...
***
Gdy wrcilimy, okazao si, e gdzie wcio Robala. Znajc jego
niech do spacerw, zaraz zaniepokoiem si, czy aby nie wyci jakiego
gupiego numeru, za ktry musieliby go... bo ja wiem, sprztn, uciszy,
zapakowa w betonowe buty? Wszystko to brzmi tak cholernie filmowo,
sztucznie, a ja naprawd wtedy wydygaem. Tak po ludzku, yciowo.
Na szczcie ksidz - siedzcy wanie w kuchni, jak zwykle w kbach
papierosowego dymu - szybko mi wyjani, o co chodzi.
- Twj przyjaciel zgosi si do nas z paroma konstruktywnymi
uwagami i uznalimy, e moe si przyda. Wanie szykuje ci prac.
- Mi? - Przezornie cofnem si o krok, mylc tylko o tym, jak szybko
mona biega w spodniach z krokiem po kolana. I czy jest szansa, e
wielka, wochata apa nie wrci jeszcze na stanowisko za drzwiami. - Ale

kiedy ja naprawd niewiele potrafi.


- Nie bdziemy naciska ani prosi o niemoliwe, ale bardzo w ciebie
wierz, Remigiuszu. Wszyscy w ciebie wierzymy.
Tanie gadanie, powiecie. atwo si daem podpuci. Ale z drugiej
strony pamitajcie, e facet uchodzcy za fachowca pochwali mnie w
towarzystwie kobiety mojego ycia. Co miaem zrobi? Powiedzie, e si
boj? No litoci!
- Potrzebujemy, bycie z koleg dorobili nam kilka listw - powiedzia
ksidz, gdy w kocu skinem gow. - Nie tylko papieskich. Musz by
wiarygodne jak te do ksiki.
To

dlatego

wci

nas

trzymali,

pomylaem.

Zaraz

jednak

przypomniaem sobie, e Robal sam zgosi si do nich z uwagami. Czyli


chodzio im wycznie o mnie i mj talent do faszerstw? Nie ma co,
rosem we wasnych oczach.
By tylko jeden problem. Nie najlepiej o mnie wiadczy, e dopiero w
tym momencie o tym pomylaem, ale sami rozumiecie - nie nadaem
ju ze skadaniem wszystkich puzzli tej zwariowanej ukadanki. I tak
dobrze, e w ogle pokojarzyem. Jakbycie mieli wtpliwoci, znowu szo
o Patrycj.
- Masz co przeciwko? - zapytaem otwarcie, patrzc jej w oczy.
- Czemu miaabym mie?
Wzruszyem ramionami.
- No bo wiesz, to, co mwia o prawdzie i takich tam. Uwaam, e to
wszystko ma sens i moe rzeczywicie...
- Wystarczy mi, e sama wiem, co jest czym - odpara, wchodzc mi w
zdanie. - Znam prawd, bo jestem w oku tego cyklonu. I bardzo ciekawi

mnie, jak si to wszystko potoczy.


Jak to nazywali moi wykadowcy? Ambiwalencja? Nic dziwnego, e
tak trudno zrozumie kobiety. To tak, jakby jednoczenie chcia sta na
dwch przeciwnych biegunach. Tkwi w pudeku i poza nim. By i nie
by...
Odwrciem si w stron oboku dymu wok gowy ksidza.
Umiechn si do mnie. Ksidz znaczy, nie obok.
- Bd potrzebowa prbek pisma tych dodatkowych osb zapowiedziaem. - Im wicej, tym lepie...
Co z hukiem upado na podog tu obok nas. Stos papierowych
teczek.
- Tyle chyba wystarczy, nie? - Ulizany okularnik, ktry przynis to
wszystko, wyszczerzy si w gupim umiechu. - W rodku masz listy,
zdjcia i nawet biografie ludzi, ktrych pismo bdziesz podrabia.
Pochyliem si i zajrzaem do pierwszej teczki, prbujc jednoczenie
zapanowa nad dreniem rk. Sowo daj, e przez ten huk, brzmicy jak
wystrza, dostaem nielekkiej telepawy.
- Wyglda, e w porzdku - stwierdziem. - Na kiedy ma to by?
- No widzisz! - Ksidz umiechn si. - I takie podejcie to ja
rozumiem. Masz trzy dni na cao.
***
OK,

za duo o mnie, za mao o tym, co si dziao. Wic teraz dla

odmiany opisz wam monitory. A raczej co na nich wywietlano.


Byo ich w sumie jedenacie, a kady pokazywa jednoczenie osiem
kanaw, ktre zmieniay si cyklicznie co trzydzieci sekund. Nikt tego

nie oglda, bo i jak, ale jakby co, bya moliwo wybrania dowolnego
programu i przerzucenia go na plazm. Co jaki czas z drukarki ustawionej
w kcie wysuwa si kolejny kawaek zadrukowanej papierowej tamy z
informacj,

na

kanale

takim

takim

pado

sowo

papie/papiea/papieowi/ papieem, a zaraz potem lub chwil


wczeniej swko kanibalizm/kanibal/kanibale/kanibalizmem. Bywao,
e wtedy kto podchodzi i przez jaki czas oglda dany program. Zwykle
jednak nikomu si nie chciao. Wszyscy byli zawaleni prac.
No dobra, wszyscy z wyjtkiem Patrycji, ktr zainteresoway
monitory i niewyobraalny wybr kanaw telewizyjnych. A poniewa
siedziaa tam cakiem sama, obejmujc si rkami, jakby byo jej zimno,
po jakim czasie stwierdziem, e jednak do niej docz. I tak
ogldalimy:
RAI UNO,

gdzie jaki polityk wymachiwa rkami, szarpa si za wosy i

wykrzykiwa co - zapewne obelgi - w stron kardynaa zajmujcego


miejsce przy drugim stoliku. W tle za prowadzcym byo zdjcie
misjonarza z Ugandy bez obu rk, ale umiechnitego, jakby si wanie
dowiedzia, e zniesiono celibat...
BBC

- tam prowadzca usiowaa rozmawia z korespondentem, ktry -

popychany to w lewo, to w prawo przez tum za jego plecami - ali si, e


wadze Ugandy zamkny granice i wszystkich trzymaj na lotnisku.
Stwierdzi jednak, e nie wszystko stracone, bo swoj obecno na
lotnisku zapowiedzia jeden z tych dwch misjonarzy od gulaszu...
TRWAM,

na ktrym to kanale ksidz prowadzcy, podobnie jak wczeniej

woski polityk, miota si po studiu, e to wszystko to zamach na witego


czowieka, e to spisek tej nierzdnicy Unii, papiea Niemca i ydw z

TVN-U.

W programie byli te jacy gocie z sejmu, ale tylko gapili si tpo

przed siebie jak odstawione pod cian marionetki, ktrymi pewnie byli...
AL

JAZEERA

z zamaskowanym terroryst, ktry poinformowa, e

ostatnia seria krwawych zamachw bombowych w Europie to sprzeciw


islamu - byo nie byo, religii mioci - wobec barbarzystwa, jakiego
dopuci si poprzedni papie...
CNN,

a tam prowadzcy prbowa si czego dowiedzie od

korespondentki z Ugandy. Ta jednak bya akurat zajta przepychank z


korespondentem

BBC,

wic do szybko zdjto j z wizji, przepraszajc za

drobne kopoty techniczne...


ABC

z trwajcym wanie programem Jimmy Kimmel Live!.

Prowadzcy wyemitowa filmik, ktry widzielimy chwil wczeniej na


JAZEERZE,

AL

i skomentowa krtko: Muzumanie zazdroszcz katolikom, bo

sami ze swoich mczennikw maj co najwyej skwarki. Potem doda, e


poniewa powiedzia, co powiedzia, ju nigdy nie bdzie podrowa
samolotami.
Obejrzelimy jeszcze ze trzydzieci programw, ale adnego nie duej
ni dwie minuty. Zwaszcza polskie programy - gdzie na przykad
przeprowadzano wywiad z aktorem, ktry dwukrotnie gra papiea przeczalimy szybko i z uczuciem zaenowania.
Waciwie nie wiem czemu. Nasi przynajmniej nie tukli si
mikrofonami na lotnisku w Ugandzie.
***
Po jakiej godzinie przyszed do nas elegant i grzecznie, acz stanowczo
pogoni mnie do pracy. Wtedy Patrycja przypomniaa sobie o znalezionej

gazecie. Przyniosa j zaraz i rozprostowaa na kolanie.


- Trafilimy na to na spacerze - powiedziaa, wrczajc elegancikowi. Pomylelimy, e si przyda.
- Tak, rzeczywicie. - Ten spojrza na pierwsz stron, po czym zerkn
do rodka i pobienie przejrza reszt artykuu. Pokrci gow, krzywic
si z niesmakiem. - Przecie to zwyke seminarium, cholera. Maj tam
obecnie szeciu kalekich chopcw, ktrzy nawrcili si po gronym
wypadku autobusowym. Doprawdy media nie uszanuj ju adnych
witoci.
Odwrci si na picie i odszed z gazet w rku. Wydawa si
autentycznie poruszony.
- Czy tylko ja mam wraenie, czy kto tym artykuem wanie okrad
zodzieja? - zapytaa Patrycja.
- To znaczy?
- No wiesz, zmanipulowa zmanipulowan przez naszych goci
rzeczywisto. Pokrzyowa im szyki, uywajc ich wasnej broni. Jak
sdzisz?
Znowu powiedziaa nasi gocie, ale jak si domylacie, nie
spodziewaem si ju za wiele. Na szczcie w tym samym momencie do
pokoju wpad, sapic, Einstein na wrble, a za nim kurdupel i ulizany
okularnik. Na wycigi rzucili si do kanapy i rozsiedli na niej jak paniska,
rekwirujc stojc nieopodal butelk coli.
Jeden z nich zapa za pilota i przeczy na

CNN.

W sam por, bo

wanie zaczynao si spotkanie z bezrkim misjonarzem od gulaszu.


***

Mwi si, e ycie jest cudem. e cud to pikny zachd soca,


uczucie zakochania, wiosna z drzewami wypuszczajcymi pki, umiech
dziecka... Tak si mwi, ale to sranie w banie. To wszystko, cho adne,
mie i w ogle, nijak si ma do prawdziwego cudu. Wiem, co mwi,
widziaem taki na wasne oczy! Ja... i blisko trzy miliardy ludzi na caym
wiecie.
Oto jak wyglda:
Lotnisko wypenione po brzegi, a wszyscy na nim przepychaj si i
obmacuj. Wszyscy bez wyjtku. Reporterzy, operatorzy, dwikowcy,
ochrona lotniska, policja, wojsko, attache ambasad i reprezentanci rzdu.
Nawet sprztaczki i facet od wzkw korzystaj z okazji.
Kamery wzniesione wysoko filmuj chaos jak leci. Wida ocean gw i
rozszalae fale rk. Wida torby ze sprztem i mikrofony, legitymacje
prasowe i pliki dolarw w spoconych doniach. Aparaty fotograficzne...
Dwikowo te nie lepiej. Kakofonia jak na nowojorskiej giedzie albo
w innej mapiarni. Kady ma co do powiedzenia, zaoferowania. Jak
grob na podordziu, albo te siostr/on/crk do sprzedania za
przepustk i wyczno. Dziennikarski odpowiednik duszy...
Od samego ogldania tego robi si gorco - na lotnisku biedny pan
Celsjusz szybciutko dobiega pidziesitki i nie wyglda, jakby mia na
tym poprzesta. Temperatura rozprawia si z makijaem poowy
reporterek i przypuszcza szturm na ca reszt. aden Rimmel czy inny
Maybeline nie przewidzia testowania swych produktw w warunkach
dziennikarskiej apokalipsy.
I wreszcie otwieraj si jakie drzwi. Na ekranie wida je prawie cae,
a nie do poowy, co oznacza, e musz do nich prowadzi jakie schodki -

teraz niewidoczne z powodu gw i rozkoysanych rk. Wejcie wyglda,


jakby prowadzio prosto na ocean ludzi. Skojarzenia z Jezusem? Jak
najbardziej na miejscu. Krokodyl Dundee i jego wdrwka po pasaerach
metra w finale pierwszej czci? Te dobry kierunek dla strumienia myli.
W progu staje jaki wojak, potem drugi, a wreszcie brodaty,
wychudzony facet bez rk. Ten ostatni umiecha si, szczerzc zby jak w
reklamie pasty do zbw. Chwali si jednak nie za bardzo ma czym.
- Oto jestem - mwi, zupenie jakby by Jezusem, a nie kretynem, ktry
pod wpywem ksiki kucharskiej obci sobie apy. Jzyk, ktrego uywa,
to angielski z dziwnym, nieznanym mi akcentem. - Pytajcie.
I znowu pandemonium. Kady ma pytanie, kady proponuje wywiad
na wyczno, kady chce dotkn kikuta, jakby to bya najwitsza
relikwia na caym pierdolonym wiecie.
Widz w podpisach suncych doem ekranu, e tego dnia pod
Londynem rozbi si samolot z dwustoma pasaerami na pokadzie. Ni
std, ni zowd umara pisarka, zdobywczyni dwch Nagrd Nobla,
bojowniczka o prawa kobiet. Terrorysta seksoholik opanowa eski
akademik w Paryu i groc wysadzeniem siebie i swych niewolnic,
domaga si zwolnienia kilku kolegw, a potem pozostawienia ich w tym
akademiku na par dni.
W kraju z kolei - co rwnie gosz napisy - pielgrzymka z Torunia do
Czstochowy w intencji tych, ktrzy wierz, e papie by kanibalem.
eby ich koty nigdy nie wystygy, a kolce maczug wpychanych im do
tykw nigdy nie stpiay.
Zamach bombowy na siedzib Gazety Wyborczej, do ktrej
przyznaa si nieznana organizacja terrorystyczna To my, Taliby.

Prezydent w swym ordziu apeluje o spokj i prosi Watykan o


natychmiastow demencj plotek.
To wszystko pojawia si tylko w formie napisw. Jako wieci
drugorzdne, nieistotne. Bo - co uznali niemal wszyscy - teraz waniejszy
by facet, ktry obci sobie rce i nakarmi nimi wiosk. Jeden z dwch,
dodajmy.
- Pytania prosz zadawa pojedynczo - odzywa si wzmocniony
mikrofonem gos zza plecw misjonarza. Oczywicie po angielsku. I
oczywicie nikt go nie sucha. Do czasu...
Zaraz potem bowiem misjonarz, wyranie znuony haasem, unosi
kikuty rk i... wszyscy cichn. Dosownie nieruchomiej, jakby to by jaki
pierdolony Matrix, a nie transmisja na ywo. Nawet kamera zamiera - fakt,
pod nieco dziwnym ktem - i przestaje si trz. Nagle na lotnisku robi
si tak cicho, e sycha szum klimatyzacji.
- To, co zrobilimy z bratem Enzelmem, to ani gupota, ani przejaw
lepego fanatyzmu - mwi po chwili misjonarz. Sowa brzmi jak
angielski, ale mam wraenie, e rwnie dobrze mog by dowolnym
jzykiem wiata. Jak aposto natchniony duchem misjonarz mwi
jzykiem uniwersalnym, zrozumiaym dla kadego: - To byo wiadectwo
wiary i wyraz oddania wobec Boga i Jego planu. Potrzebowalimy sw
Ojca witego, by naleycie zrozumie, o co chodzi naszemu Panu.
Modlilimy si o objawienie i o to, bymy mogli da wiadectwo. I Bg
nas wysucha.
Przerywa na moment i obraca si lekko, spogldajc teraz prosto w
nasz kamer. Znowu macha kikutami.
- Teraz macie nas jeszcze za wariatw, ale dzi w nocy ni mi si Jan

Pawe II i powiedzia, e trzy dni nie min, a odzyskam swoje koczyny. I


bdzie to znak od Boga dla wszystkich, ktrzy jeszcze nie wierz.
I w tym momencie jego kikuty zauwaalnie si wyduaj. Ot tak,
same z siebie. Cud jak kurwa ma, prawda?
***
Trzy dni. Tyle potrzebowa Jezus, by - jak mwi Pismo - odbudowa
wityni swojego ciaa. Tyle misjonarz z Ugandy kaza czeka reporterom
i ludziom przed telewizorami, zanim znowu bdzie im mg normalnie
pomacha. Tyle wreszcie czasu dostaem ja, by napisa swoje listy. Proby
o cud i obietnice cudw, zapisy z pamitnikw i relacje sporzdzone dla
najbliszych. Nawet jeden testament. W sumie siedemnacie tekstw
pisanych rzekomo przez dziewi rnych osb - w tym, rzecz jasna,
papiea - na przestrzeni caych lat osiemdziesitych ubiegego wieku.
Oto co czytelnik mia z nich wyczyta: Ludzie choruj. Czasem bardzo
powanie, a zdarza si, e nieuleczalnie. I s wrd nich tacy, ktrzy godz
si z chorob, mierci i caym tym szajsem, ale s te i tacy, ktrzy niewane, jak grzesznie yli - bd cign Boga za nogawk i domaga
si, kurwa, drugiej szansy. Cign oczywicie metaforycznie, poprzez
arliwe mody, do tego wznoszone nieosobicie. A przynajmniej nie bez
solidnego wsparcia.
Mamy zatem listy z probami - ludzie prosz w nich papiea o
wstawiennictwo i pomoc w zorganizowaniu cudu. Papie z kolei, co
wszyscy wiedzieli, by niezwykle wraliwy na cierpienie innych i oddaby
caego siebie, byle tylko pomc jednemu z tych swoich braci
najmniejszych, o ktrych wspomina Chrystus w swych kazaniach.

Odpowiedzi to druga cz listw - papie odpisuje w nich, e jest


gotw do wszelkich powice i zgadza si pomc. Zaznacza jednak, e to
kwestia midzy chorym a Bogiem i nie moe by nagoniona.
Tak to ju jednak jest z ludmi, e ciko im utrzyma tajemnice,
zwaszcza te zwizane z czym naprawd wielkim. Ci silniejsi ograniczaj
si do zwierze pamitnikowych, sabsi szukaj najbardziej zaufanych
bliskich. S te tacy, ktrzy uwaaj, e mier zwalnia ich z zachowania
tajemnicy. Ci spowiadaj si prawnikom i krewnym w swoich
testamentach.
To trzecia kategoria preparowanych przeze mnie listw - relacje z
cudw napisane dla osb postronnych. Opowieci o tym, jak papie
przyjeda osobicie do domw tych, ktrzy prosili o pomoc, a potem po odmwieniu modlitw - zamyka si w kuchni i przyrzdza dla chorych
jakie wymylne potrawy. Podobno smakoway wymienicie, a miso w
nich zawarte byo pierwszego gatunku.
W kadym z listw napomykano, e papie wychodzi z kuchni z
zabandaowan doni i wygldao, jakby mu brakowao palca. Zawsze
jednak twierdzi, e to zudzenie i e tylko si zaci, bo taki ju z niego
stary niezdara.
Listy z trzeciej grupy rniy si midzy sob. Niektrzy wysnuwali
oczywiste wnioski, inni ograniczali si do sugestii. Lektura caoci nie
pozostawiaa jednak wtpliwoci. Papie karmi ludzi swoim ciaem i w
ten sposb ich uzdrawia. Musicie przyzna, e ksidz i spka sprytnie to
sobie wykombinowali, prawda?
***

Mwiem wczeniej o trzech dniach, ale jak si okazao ju nazajutrz,


wcale nie miaem a tyle. Znaczy efekty pracy z pierwszej nocy ruszay do
akcji ju witem. Postarzone, wygniecione, przyprawione brudem i
nasczone zapachem kurzu oraz niemytych rk wdroway szybko do
miejsc, gdzie rzekomo leay od lat. Jak ten filmik, gdzie graem wodza
plemienia kanibali. Cz z nich, odnaleziona przypadkiem ju po
poudniu tego samego dnia, zaapaa si nawet na wieczorne serwisy
wiadomoci. Byy wspaniaym dodatkiem do materiau o cudzie w
Ugandzie.
I to wanie te listy w cholernych wiadomociach sprawiy, e Patrycja
zrobia, co zrobia. One i Krzysztof, ktry... Nie!
Jak mawia ten kole od programw historycznych? Nie uprzedzajmy
faktw.
***
- Prawie uwierzyam, e ten cud by prawdziwy - stwierdzia Patrycja,
gdy ju skoczylimy oglda Wiadomoci. Przecigna si, dajc tym
samym do zrozumienia, e jest zmczona i zaraz bdzie si kada na
obleganej przez nas kanapie.
- Co masz na myli, mwic prawie? - zaciekawi si Robal. - To
byo prawdziwe. Nie da si zrobi takiej sztuczki na oczach tylu
telewidzw. Zwyczajnie zaczy mu odrasta apy.
- No - przytaknem, stajc murem za koleg. Przy okazji broniem
wasnej wiary i przekona, szkoda, e po stronie Robala, ale nie mona
mie wszystkiego. - Dzi cud doszed mu ju do nadgarstka.
Patrycja pokrcia gow smutno.

- Och, wy naiwni! Gdyby to by prawdziwy cud, nie potrzebowaby


wzmacniania waszymi listami. Cud obroni si sam. Po to, midzy innymi,
jest cudem.
- A co, jeli to tylko dobry refleks? - zapytaem. - Znaczy nasi gocie
zobaczyli cud i postanowili si pod niego podpi?
- Nie, zbyt grubymi nimi szyte - stwierdzi po namyle Robal.
Zdrajca. Mj wasny pierdolony Brutus! - Zwaszcza e zlecili nam robot,
zanim cud si wydarzy.
- Gwno tam zlecili! - wybuchnem. - Sam si zgosie.
- Ale i tak przed relacj z cudu - to ju Patrycja. Mwiem co o
ambiwalencji? To dodajcie jeszcze pieprzon niewdziczno. Czuem si,
jakbym przechodzi przyspieszony kurs wiedzy o kobietach. Trzydniowe
szkolenie, a jako gratis do dyplomu zamane serce.
Machnem rk i poczapaem do stolika, by skoczy rozpoczty list.
Brakowao jeszcze kilku zda pisanych krgymi, pyzatymi kulfonami z
wielkim B wygldajcym jak semka i T z fal na daszku. Autorem
listu by rzekomo facet z rakiem trzustki, ktremu papie przyrzdzi ze
swoich palcw - wskazujcego i serdecznego - kotlet mielony z cebulk.
Nie zamierzaem si kci o zdarzenia w Ugandzie. Znaczy przeszo
mi. I w sercu czuem, e nie byo w tym adnej sztuczki. Powiecie, cud
wzi swj pocztek od kamstwa? Co z tego, wity Pawe te nie od razu
nosi aureol! To samo wity Augustyn, Franciszek czy Ignacy z Io...
Loi... no, ten od jezuitw. Jak to szo? Niewane, jak si zaczyna, ale jak
si koczy, prawda? To wszystko tutaj zaczo si od kamstwa, ale do
szybko doszo do prawdziwego cudu. To chyba jednak waciwy kierunek,
nie?

Z takimi mylami zabraem si do roboty.


***
Gdy si obudziem nastpnego dnia - z odciskiem owka na policzku i
kapcianym posmakiem w ustach - okazao si, jestem w mieszkaniu
cakiem sam. Na lodwce pod magnesami w ksztacie owocw wisiay
przygotowane dla mnie trzy kartki zoone tak, by nie byo wida ich
treci.
Ta od Robala mwia: Id z Elegantem dogadywa jak zajebist
kampani reklamow. Pracuj spokojnie, opowiem wszystko, jak wrc.
Ta od Patrycji: Wybacz, e tak bez sowa, ale musz sobie par rzeczy
przemyle. Wyszam na spacer z ksidzem, ktry zaproponowa mi
rozmow, tak, wiesz... jak to ksia. Nie wiem, ile to potrwa, ale mam
nadziej, e wykorzystasz ten czas na prac.
Ta od ksidza: Wszystko jest na dobrej drodze, Remigiuszu. Pracuj, a
nie minie ci nagroda.
Zgniotem wszystkie trzy notki w jedn kulk i wywaliem do kosza.
Pracuj, pracuj, pracuj... Kurwa! Arbeit macht frei czy jakie gwno? Nagle
przestaem si czu jak wybraniec, jedyny, ktry moe dokona wielkiego
dziea. Teraz byem pieprzonym niewolnikiem, szkolnym kujonem,
ktrego jedyn szans na wejcie do towarzystwa jest pisanie za
wszystkich prac i sprawdzianw. wiadomo, e przez lata rzeczywicie
tak byo, nijak mnie nie pocieszya. Przeciwnie wrcz! W gecie buntu
zrobiem sobie bezkofeinow i zamiast przy biurku usiadem przed
telewizorem.
A tam znowu wszdzie o papieu i cudzie. Albo Uganda i ledzenie

kikutw misjonarza, albo wypowiedzi specjalistw, jak bardzo ta


regeneracja jest niemoliwa z punktu widzenia wspczesnej medycyny. W
przerwach reklamy, a wrd nich nasza ksika po angielsku, w twardej
oprawie i z now okadk.
Oprotestowana przez Watykan, wyklta przez Koci. Czy susznie?
- gosi po angielsku napis na specjalnej, promocyjnej obwolucie. A pod
spodem jeszcze: Cena promocyjna, 20% zniki.
Zaczem si zastanawia, kto sprzeda prawa do tego wydania. Czy
Robal, nic mi nie mwic? A moe ksidz i jego ludzie? I kto za to
wszystko zgarnie kas?
Tak dumajc, wszedem niechccy w pasmo polskich programw. I w
trwajce tu zaklinanie rzeczywistoci. Na co drugim kanale ksia udajcy, e nic nie wiedz o sprawie kanibalizmu papiea ani o cudzie w
Ugandzie - opowiadali, jakim to witobliwym czowiekiem by Jan Pawe
II. W przerwach reklamy, a w nich nowe hiperspecjalne wydania
rozszerzone filmw o czowieku, ktry zosta papieem i ju nim bdc,
nadal pozosta czowiekiem. Takie dwa w jednym, rozumiecie?
Wytrzymaem przed ekranem do Wiadomoci, w ktrych podano, e
toruska pielgrzymka poczya si na wysokoci odzi z bojwkami
Modziey Wszechpolskiej i razem ruszyli ju w stron Warszawy. Na
czele szo trzech osikw z wielkimi kukami. Jedna z nich cakiem udatnie
przedstawiaa prezesa

TVN-u

z pejsami i w chaacie, dwie pozostae

symbolizoway Robala i jego wujka. Wtedy wanie po raz pierwszy


ucieszyem si ze swojego mao istotnego miejsca w redakcyjnej stopce
Gotuj z papieem.
Przed wiadomociami sportowymi wyczyem telewizor i zabraem

si do pracy. P godziny pniej wrcia Patrycja, ale posaa mi tylko


smutne spojrzenie, mrukna co na widok lecego przede mn listu i
posza do sypialni ekipy. Niedugo po niej zjawi si take Robal.
Przynis ze sob reklamwk z kampanii dla Czerwonego Krzya czy
jakiej innej charytatywnej organizacji masowego raenia.
- Musisz to zobaczy - powiedzia, szczerzc zby. - Zajebista sprawa.
***
To, co przynis Robal, nie byo jeszcze gotowym spotem - zamiast
zdj miao storyboardy - ale potencja reklamy wida byo ju na
pierwszy rzut oka.
Zaczynaa si od prezentacji kilku osb po przeszczepach. Radosne
zdjcia ocalonych przeplatay si z biaymi napisami na czarnym tle:
ODDAJC NERK NA PRZESZCZEP, MOESZ CIESZY SI UMIECHEM OCALONEGO.
Maa dziewczynka na wzku - umiechnita szeroko, z balonikiem w
rce - wyjeda ze szpitala w towarzystwie rozpogodzonych rodzicw. Tu
przy samych drzwiach przysuwa si do kamery i dyskretnie szepcze:
Dzikuj!.
ODDAJC SERCE BLISKIEJ CI OSOBY, MASZ WIADOMO, E JEJ MIER NIE POSZA
NA MARNE.

Zapakana kobieta w szpitalnym pokoju nad wieo zacielonym


kiem. Za przeszklon cian szczliwa rodzina zgromadzona wok
chorego na wzku. Jest tort, kartki z yczeniami i oglne witowanie.
Wreszcie may chopiec - wyglda, e synek chorego - odchodzi od wzka
i idzie do kobiety w pokoju. Bierze j za rk. Dzikuj! - mwi.
WTROBA

Umiechnite zdjcie i podpis: Nicole, lat dziewi.


TRZUSTKA
Jean, lat trzydzieci siedem.
SZPIK KOSTNY
Barbara, lat dwadziecia dwa.
A co z CA RESZT CIEBIE?
Zdjcia z Afryki. Dzieci o wzdtych z godu brzuchach obgryzajce
wysuszone kostki, na ktrych ju dawno nie ma misa. Ich rodzice
wygldajcy jak szkielety obcignite skr.
AFRYKA GODUJE. NAKARM J!
Afrykaska dziewczynka umiechajca si szeroko. Dzikuj, e
dae nam co z siebie! - mwi.
A potem logo i lokalny numer kontaktowy.
Mwcie, co chcecie, ja wymikem. Robal zreszt te, cho - jak
twierdzi - spece od kampanii proponowali te mocniejsze rzeczy. Na
przykad wijce si na ekranie biae robaki, a zaraz po nich afrykaska
wioska i haso: SKORO MASZ WYBR, CZEMU NIE KORZYSTASZ? I takie tam.
Zastanawiaem si, ile trzeba czasu, by jaka telewizja zgodzia si
puci cho jeden taki spot.
- Trzy dni - wyjani mi Robal. - Pierwszy spot idzie za trzy dni od
dzisiaj.
***
Jeszcze troch o Patrycji. Po czci dlatego, e chciabym, eby kto
prcz mnie o niej pamita, ale przede wszystkim dlatego, e naprawd
odegraa w tej caej historii wan rol. Powanie! Moe i to, co

powiedziaem do tej pory, wygldao jak tanie harlequinowe love story,


ale... zreszt niewane. Sami ocenicie.
Po powrocie ze spaceru Patrycja kilka razy wychodzia z sypialni do
azienki albo kuchni, jednak nic nie mwia i nie odpowiadaa na
artobliwe zaczepki. Nie ukrywam, e troch to bolao, ale szybko si
zorientowaem, e reaguje tak nie tylko na mnie, ale na wszystkich. No,
moe z wyjtkiem ksidza, ktrego obdarzya par razy nawet umiechem.
On ze swej chmury dymu odpowiada jej tym samym.
W kocu nie wytrzymaem i poszedem do niego zapyta, co si,
kurwa, wyrabia.
- Po co te nerwy, Remigiuszu? - Ksidz wzruszy ramionami. - Patrycja
potrzebowaa tylko rozmowy. Czua si troch zagubiona.
- I co jej ksidz doradzi? - zapytaem pewien, e nie odpowie.
Tajemnica spowiedzi czy jako tam, rozumiecie.
On jednak odpali kolejnego papierosa i mrugn do mnie.
- Powiedziaem, eby nie daa si zwie pozorom, bo nikt, nawet my,
nie moe by pewien obranej drogi, zanim nie dojdzie do jej koca i nie
spojrzy za siebie. Kazaem jej te kierowa si sercem i przeczuciem.
Popatrzyem na niego jak na jakiego debila. Nie wiedziaem, czy robi
sobie ze mnie jaja, czy te powanie przyznaje si do tego, e zasia w niej
wtpliwoci co do caej... bo ja wiem... misji? Akcji? Znowu brzmi
strasznie filmowo, prawda?
- A co, jeli ona teraz uzna, e nie moe y w kamstwie? - zapytaem.
- A jeli postanowi powiedzie wiatu prawd o tym, co zrobilimy?
Zabijecie j?
Wiem, e z tym ostatnim wystrzeliem jak fetyszysta w sklepie z

bielizn, ale naprawd byem wstrznity.


Mruc oczy od dymu, przegryzajc si przez siw mask
przesaniajc oblicze kapana, czekaem na jego odpowied.
- Nam nie wolno nikogo zabija, Remigiuszu. Jedyne, co robimy, to
wskazujemy drog.
Nie uspokoio mnie to. W kocu drg moe by nieskoczenie wiele,
prawda? Na szubienic, przed pluton czy na krzeso elektryczne te
pewnie jakie prowadz...
***
Dobra, a teraz czas, by wspomnie wreszcie o Krzysztofie. Naprawd
nazywa si jako inaczej - jak to Ukrainiec - ale tak mwi na niego
ksidz, bo jego zadaniem byo - uwaga! uwaga! - niesienie Chrystusa. Jeli
kto nie zaapa artu, imi Krzysztof to wanie znaczy. No, mniejsza...
Gdy przyszed do nas po raz pierwszy, robilimy sobie z Robalem
kolacj, szykujc si na wielkie wydarzenie, czyli kolejny wystp
misjonarza w telewizji. Od wczoraj wszyscy zastanawiali si, jak tam jego
rce. Czy ju ma wszystkie palce? Czy moe nimi rusza? Jak si ma
sprawa z paznokciami i czy nie bd mu aby odstawa skrki?
Dla tych, co jeszcze nie widzieli, ale ju uwierzyli, biura podry
maci wszelakiej proponoway specjalne pielgrzymki do Ugandy. W
programie przewidziano midzy innymi wizyt w wiosce nakarmionych,
gdzie jako poczstunek szykowano gulasz z niespodziank. Wikszo
ofert wspominaa o moliwym spotkaniu z misjonarzami, ale adna nie
wpisaa w koszta cudw ekstra. Zrozumiae - nawet all inclusive ma
przecie swoje granice.

No ale miaem o Krzysztofie...


Przyszed pod wieczr, gdzie tak koo sidmej, moe smej... w
kadym razie, jak ju mwiem, przed transmisj. Zwrci nasz uwag od
razu, bo wchodzc, wyrn gow o framug. A zadzwonio.
Wyglda troch jak szwedzki model - duy, muskularny, o niebieskich
oczach i szczce kwadratowej, jakby j kto kreli od linijki. Dopiero po
chwili - gdy si umiechn - dostrzegem, e troch przypomina Jana
Pawa II z jego dawnych dni. Gdyby tylko niegdysiejszy Ojciec wity by
troch szerszy w barach i bardziej kanciasty na twarzy, mogliby uchodzi
za bliniakw. A tak... no c, pozostawaa tylko jedna opcja.
- Przedstawiam wam, kochani, Krzysztofa - powiedzia ksidz, kadc
rk na ramieniu nowo przybyego. - Docza do projektu jako...
- Niech zgadn - wtrci si Robal, chcc bysn dowcipem - syn
papiea?
Ksidz spojrza na niego z mieszanin zaskoczenia i podziwu.
- Skd wiedziae?
Parsknem miechem. C innego mogem zrobi w takiej sytuacji?
Zgiem si wp i najzwyczajniej w wiecie rechotaem dusz chwil,
plujc nieprzetrawionymi okruchami pszennej buki. Gdzie tam przez zy
dostrzegem Patrycj. Staa w progu sypialni i przygldaa nam si z
dziwn min. Tak dziwn, e od razu przestao mi by do miechu.
Wyprostowaem si i przetarem usta. A potem podaem rk
Krzysztofowi.
- Remigiusz, faszerz - przedstawiem si. Zabijcie mnie, ale naprawd
nie mam pojcia, dlaczego wanie tak.
***

I znowu kilka sw wyjanienia, bo pewnie zastanawiacie si, po


choler by nam jeszcze syn papiea. Jaki interes mogli mie kocielni
spece od

PR-u

w tym, by do listy faszywych przewinie - ktr otwiera,

rzecz jasna, kanibalizm - dooy jeszcze utrzymywanie stosunkw


cielesnych z kobiet? Odpowied okazaa si tyle prosta, co niezwyka.
- Niezalenie od cudu, jaki zaraz zobaczymy - zacz ksidz - kwestia
kanibalizmu papiea z pewnoci podzieli Koci, i to mocno. Nastpi
schizma, a nowo powstay twr, czyli zwolennicy dosownego traktowania
zapisu o jedzeniu ciaa, szybko rozpadnie si na dziesitki maych
wsplnot. Te z kolei rwnie szybko zmieni si w sekty, nad ktrymi nikt
nie bdzie ju w stanie zapanowa. Okrel wasne zasady, prawa i
przykazania, w tym take podejcie do konsumowania blinich. Czemu
takiemu chcemy wanie zapobiec.
Zacz wchodzi w skomplikowane szczegy, z ktrych udao mi si
wyowi mniej wicej tyle, e nowy Koci bdzie potrzebowa
wyrazistego przywdcy, tak by ledwie powstanie, ju sta si jednoci.
Dziki temu zamiast tysicy maych grupek bdziemy mieli dwie
formacje, ktre do szybko uda si sklei z powrotem. Znaczy w nie
wicej ni dwiecie lat. I syn papiea, odpowiednio uzasadniony, rzecz
jasna, mg by wanie kim takim. Mia... jak to si mwi...
rozpoznawaln mark? No, w kadym razie co w tym stylu.
- Nie bdzie problemu z wytumaczeniem ludziom okolicznoci
poczcia Krzysztofa - powiedzia ksidz, koczc swj wywd. - A
przynajmniej nie bdzie on wikszy ni usprawiedliwienie kanibalizmu
Ojca witego, nie uwaacie?
Umiechn si, zapali kolejnego papierosa i doda ju zupenie na

koniec:
- Gdyby w czasach pierwszej schizmy istniaa w Kociele grupa taka
jak nasza, Koci Chrystusowy trwaby dzi jako niepodzielny.
Jako nie miaem wtpliwoci, e ma racj.
***
Relacja nie zrobia na nas szczeglnego wraenia. Owszem, misjonarz
mia ju obie rce, macha nimi, podawa je rnym ludziom, a nawet
zagra co na pianinie - cho wczeniej tego nie umia - ale przygotowaem
si na wiksz sensacj.
Robal, rwnie rozczarowany, nazwa to syndromem zamknitych
drzwi. Znaczy, wiecie, zawsze wyobraamy sobie, e to co, na co
czekamy, jest wiksze ni naprawd. Niezalenie, czy dobre, czy ze.
Gdy program si skoczy i oddano gos do studia, Einstein na wrble tego wieczoru niepodzielny wadca pilota - wyczy telewizor i gratulujc
wszystkim, kaza wraca do roboty.
Mg sobie pozwoli na takie krzyki i rzdzenie si tylko i wycznie
dlatego, e ksidz by zajty w kuchni rozmow z Krzysztofem. Mimo to
nikt si nie stawia, wszyscy znali swoje role i zadania. Chyba tylko
ulizany okularnik rzuci jaki uszczypliwy komentarz, ale nie mam co do
tego stuprocentowej pewnoci.
Jako e my z Robalem odwalilimy swoj robot ju wczeniej,
poszlimy spa. I tak nie byo co robi, skoro zabrano nam pilota.
Ja oczywicie wolabym poby z Patrycj - tskniem za ni i chtnie
bym pogada lub chocia si na ni pogapi - ale skoro ona sama nie

wychodzia, znaczyo, e sobie nie yczy. A ja nie chciaem si narzuca.


- Mog spa na kanapie? - zapyta Robal.
- Jasne. - Wzruszyem ramionami. Nie zaleao mi.
Wziem swj koc, poduszk i walnem si na dywanie przed
telewizorem. Zasnem, zanim Robal zacz chrapa.
***
- Remek? Remek, obud si.
To dopiero byo przebudzenie - ledwie rozwarem powieki, spojrzaem
prosto w oczy mojej mioci. Nie wygldaa tak dobrze jak we nie, ktry
wanie mi przerwaa, ale i tak niele.
- Co si sta... - zaczem, jednak pooya mi palec na ustach.
- Chod ze mn do azienki - polecia, podnoszc si z kolan. - Szybko.
No dobra, powiedzcie szczerze, co bycie sobie pomyleli, syszc co
takiego od dziewczyny? Zwaszcza gdyby was wanie wybudzono ze snu,
w ktrym ta dziewczyna - niekoniecznie kompletnie ubrana - graa gwn
rol?
Ja oczywicie zerwaem si najszybciej jak tylko mogem i pognaem
za ni w stron azienki, tak e mao nie pogubiem ng na kablach
rozcignitych wzdu przedpokoju. A potem jeszcze nadziaem si na
klamk w drzwiach, tak mi byo spieszno. Nazwijcie mnie desperatem,
prosz uprzejmie.
Patrycja czekaa, siedzc na skraju wanny, co wci jeszcze mogo
wry przygod. Po chwili jednak wycigna spod bluzki stos kartek i
podaa mi je do przejrzenia. A tego nawet taki laik jak ja nie uznaby za gr

wstpn.
- Co to? - zapytaem, starajc si, by zabrzmiao to moliwie pogodnie.
Nie chciaem da po sobie pozna, jak bardzo si napaliem. Cho w sumie
zdziwibym si, gdyby jeszcze tego nie zauwaya.
- To s notatki Krzysztofa - wyjania. - Par wskazwek, co ma robi,
jak si zachowywa i w ogle. A pod spodem jest nawet scenariusz jego
pierwszego wystpienia. Przeczytaj.
Co miaem zrobi? Usiadem na toalecie i zakadajc nog na nog, by
ukry wci spor erekcj, zabraem si do lektury.
***
Wiecie,

wiele

hymnw

skomponowanych

na

potrzeby

telewizyjnych kaznodziejw stworzono tak, by czowiek, piewajc,


jednoczenie si hiperwentylowa? Wystarczyo tylko tak rozoy
akcenty, by wersu nie koczy na penym wydechu, a chwil wczeniej.
piewajcy ma wtedy w pucach jeszcze troch powietrza, ale ju nabiera
wicej, by na pewno wypiewa swoje. Dodajmy do tego klaskanie i
koysanie si, a take gorco wywoane arem tysica ludzi zamknitych
w nagrzanym namiocie i ju mamy jazd jak po

LSD.

Takim ludziom

wciniesz wszystko.
Rozbysk

wiata

podczas

cudu?

Nic

prostszego.

Podczas

uzdrawiajcego pooenia rk na gowie chorego nacinij kciukami jego


gaki oczne.
Sam cud? Uwanie dobierz chorego, a wwczas wystarczy ci efekt
placebo. Po dokonaniu uzdrowienia szybko skup uwag na sobie, zanim
sia chorego wywoana wiar i eufori ustpi mocy choroby...

Strona po stronie, kartka za kartk - notatki Krzysztofa pene byy


podobnych uwag. Powiedziabym, e stanowiy skrypt poradnika Jak
zosta Mesjaszem - dla opornych.
Odoyem je i popatrzyem na Patrycj.
- Co zamierzasz z tym zrobi?
- Ujawni - odpara stanowczo.
Zrobio mi si przykro, bo jej gos brzmia jak wyzwanie. Zupenie
jakby miaa mnie za swojego wroga.
- Chciaam co zrobi, gdy pokazali w telewizji te listy z relacjami o
cudach... Twoje listy - kontynuowaa. - Ale wtedy jeszcze pomylaam, e
moe by z tego co dobrego. e moe jednak ja czego nie api, a to
wszystko...
- Rozumiem - skamaem. Nie rozumiaem ni w zbek, ale chyba nie
chciaem, by mi tumaczya.
Spojrzaa na mnie spod rzs i umiechna si smutno.
- To chyba moja szansa, by naprawi wiat, nie?
Skinem gow, cho wcale tak nie uwaaem. Dzi, gdy tak o tym
myl... Chyba nie byem wobec niej zbyt szczery, prawda? Szkoda, bo
bya to nasza ostatnia rozmowa.
***
Wymkna si, gdy wszyscy jeszcze spali. Zabraa ze sob kilka tam z
nieobrobionym materiaem, notatki Krzysztofa i co tam jeszcze. Nie
orientowaem si, co jeszcze moga mie ekipa ksidza, ale uwaaem, e i
tak wybraa cakiem niele. Same smakowite kski, e tak powiem.
Jej zniknicie nie wywoao jakiego szczeglnego popochu czy

zamieszania. Kurdupel zrobi list, co zgino, ulizany okularnik


zanotowa wszystko w grubym notesie, a Einstein na wrble oraz elegant
stwierdzili, e teraz musz pilnie powiczy role. I poszli...
Byem pewien, e chocia ksidz zareaguje, ale ten tylko wzruszy
ramionami i powiedzia Krzysztofowi, e musz si zbiera. Zero paniki,
zero nerww, mwi wam - jakby nic si nie stao. I nagle doszedem do
wniosku, e to duo straszniejsze, ni gdyby zaczli wirowa. Bo ich
zachowanie mwio wyranie, e wszystko, co Patrycja zrobia - te
materiay, ktre ukrada i zamierzaa ujawni - nie miao najmniejszego
znaczenia. Nie bya w stanie zagrozi ani caej akcji, ani samej grupie
watykaskich PR-owcw. Motyka kontra soce! Runda pierwsza! Fight!
Z gow pen czarnych myli poszedem do azienki umy zby.
Gapic si na wasne odbicie, odkrciem wod, wycignem szczoteczk
i... poczuem, e jest czym owinita. Spojrzaem - to bya kartka
docinita gumk recepturk.
Rozejrzaem si uwanie na wszystkie strony - bardziej z wyrobionego
przez filmy odruchu ni z prawdziwej obawy, e kto mnie szpieguje - i
rozwinem licik. By krtki, raptem trzy zdania:
Jeli mi si uda to, co zamierzam, niedugo rozpta si burza.
Nie chciaabym wtedy zosta sama. Pomoesz mi zmienia wiat?
Patrycja
- Pewnie, e tak - odpowiedziaem cigowi pospiesznie nakrelonych
literek. - Ale to nie jest takie proste.
Wiedziaa o tym. Wodzc palcem po tekcie tam i z powrotem, czuem
jej strach i zdenerwowanie. Chwilami niemal widziaem Patrycj
ogldajc

si

niepewnie

przy

kadym

podejrzanym

dwiku.

Podziwiaem j, e zrobia, co zaplanowaa - sam pewnie bym si nie


odway.
I chyba wanie ta myl, wiadomo wasnego tchrzostwa, pchna
mnie w kocu do dziaania. Zrobiem gron min, mierzc w swoje
odbicie t szczoteczk z rozlazym wosiem.
- Teraz, skurwiele, zataczymy inaczej - ostrzegem. A potem
wyszedem z azienki.
Czuem si wspaniale. W gowie huczaa mi adrenalina, minie
napinay si pod skr, a krok nabra sprystoci. Wzrok mi si
wyostrzy, such i wch uwraliwiy, tak e syszaem kady szept,
wyczuwaem nawet lekki swd strachu, zapachow nutk niepewnoci.
Byem drapienikiem, prawdziwym twardzielem. Byem Willisem ze
Szklanej puapki, Johnem Rambo, Terminatorem... Na odcinku midzy
salonem a drzwiami wyjciowymi byem nawet przez chwil Abaddonem wcielonym zniszczeniem i kocem wszystkich wiatw...
A potem, gdy ju otworzyem drzwi na korytarz, wielka, wochata apa
pierdolna mnie midzy oczy i tyle z tego miaem.
***
Przywizali mnie do krzesa. Nie powiem, cakiem wygodnie, ale sami
rozumiecie - nie wie si kogo, by zaproponowa mu co miego,
prawda? A jeli nawet, umawiasz si wczeniej na sowo klucz czy jako
tak. Co, co przerywa zabaw i przywraca wiatu naturalny porzdek. Tu
nie byo niczego takiego.
Przede mn na kanapie siedzieli Robal z Einsteinem na wrble. Mwili
co, sprzeczali si, ale wida byo, e dobrze im si razem wsppracuje.

Dumali wanie nad owiadczeniem dla prasy. Czyim i po co? Nie


pytajcie, ledwo si obudziem, do tego skupiony byem bardziej na
przetrawianiu kumplowskiej zdrady ni na treci zasyszanych sw. Bo e
Robal doczy do ekipy, wida byo na pierwszy rzut oka. Za dobrze si
dupek bawi.
Zebraem lin w ustach i splunem, by pokaza, e ju nie pi. Taki
tam, wiecie, znak protestu. lina bya ciemnorowa.
- O, ju nie pisz? - Robal umiechn si szeroko. Szpinak midzy
jego zbami sprawi mi nie lada satysfakcj.
- Co z Patrycj? - zapytaem.
Wzruszy ramionami i odwrci wzrok, z miejsca tracc ochot do
rozmowy.
- Nie yje - powiedzia za niego Einstein na wrble. - Zmara dzi rano.
Wielki, stukilogramowy mot waln mnie w klatk piersiow - tak
wanie si poczuem. Przez chwil nie mogem zapa tchu, e ju nie
mwi o skupieniu myli.
- Za... zabilicie j? - szepnem.
- Ale skd, Remigiuszu - odpar ksidz zza moich plecw. - Mwiem
ci, e my nie zabijamy.
A potem w skrcie opowiedzia mi, jak byo.
***
Wie o cudzie w Ugandzie rozniosa si byskawicznie. Nic
dziwnego, skoro relacja na ywo z prezentacji nowych rk misjonarza
miaa wiksz ogldalno ni wszystkie olimpiady razem wzite. Potem
relacje ekspertw i jeszcze te moje listy.

Tabuny prywatnych detektyww zabray si do sprawdzania ich


autentycznoci - nikt nie zgosi zastrzee. Rzeczywicie yli tacy ludzie i
rzeczywicie byli swego czasu nieuleczalnie chorzy. W szpitalach leay
ich kartoteki, a oni sami przysigali na wszystkie witoci, e byo tak,
jak wyduma Robal.
Zapytacie: Skoro ksidzu udao si ich kupi, dlaczego nie poprosi o
osobiste napisanie listw?. Odpowied jest prosta - aden z uleczonych
nie umia ju pisa tak, jak pisa w latach osiemdziesitych. Listy byyby
zbyt nowe i kady grafolog by to wychwyci. Do tego brakowao im
wyobrani Robala i jego talentu do uwiarygodniania nawet najwikszej
bzdury.
W kadym razie, jak ju powiedziaem, wieci rozeszy si szybko, a
ludzie odpowiedzieli - zgodnie ze swoj natur - jak na now mod.
Rozumiecie, jest sezon na krat, na grzywk pod ktem i na sakralny,
uwicony kanibalizm. Twarz akcji zosta, a jake, Jan Pawe II, a bibli
nasze Gotuj z papieem. Wszystkich wzio!
No dobra, a gdzie w tym wszystkim Patrycja?
Wspominaem wam chyba o pielgrzymce z Torunia do Czstochowy,
prawda? I o tym, jak zmienia kierunek po poczeniu si z bojwkami
niedorozwinitych ysoli w ortopedycznych butach? Byo powszechnie
wiadomo, e id do stolicy, by ogniem, lask, glanem i parasolem mci
si za papieskie krzywdy; odpowiedzie zbrojnie na kanibalistyczn
zniewag. Zwaszcza e kanibalistyczna brzmi niemal jak kabalistyczna,
kabalistyczna jak ydowska, ydowska jak masoska, masoska jak unijna
i tak dalej...
Potem jednak okazao si, e kto tam - zapewne sam ojciec dyrektor

idcy na czele, zaraz za kukami - mia ze sob radioodbiornik i usysza o


cudach. Nadano to przez megafony i znowu krucjata staa si pielgrzymk.
Ptnicy postanowili pj na plac budowy wityni Opatrznoci Boej
i tam odprawi msz dzikczynn, e Bg w wielkoci swojej nawet
prowokacj wiadomych si potrafi przeku na pomnik swej chway.
I wanie na ten moment trafia Patrycja ze swoimi rewelacjami,
wyobraacie sobie? Oni wszyscy - mohery i yse oszoomy pawicy si w
zbiorowym orgazmie duszy - i ona z informacj, e to wszystko, w co
wanie uwierzyli, to jedna wielka blaga. Nie najlepiej wyczua chwil...
Na pocztku tylko j lekcewayli. Kto tam zwyzywa od ydwek z
Unii Wolnoci, kto odepchn i kaza spierdala. Patrycja jednak bya
nieustpliwa.
Wybaczcie, ale ciko mwi o tym spokojnie! Nie widziaem, jak
byo, ale wyobrani mam do, by zobaczy, jak wspina si na wz
transmisyjny i krzyczy do skradzionego megafonu, e adnych cudw nie
byo, e to wszystko to tylko spisek specw z Watykanu. Oczyma
wyobrani widz, jak macha dowodami i domaga si puszczenia tam i
pyt.
Jak zawsze w takich przypadkach nie udao si doj, kto pierwszy
rzuci kamie. Lekarz stwierdzi, e zgina wanie od niego - kostki
brukowej wielkiej jak pi dorosego mczyzny - a pozostae, ktre
posypay si gradem, nie miay ju znaczenia. Jego zdaniem nie cierpiaa.
***
I to ju w zasadzie wszystko, reszta jest nieistotna. Dzi, za par
godzin, ekipa ujawni Krzysztofa. Odbdzie si to w jakich bunkrach na

wschodzie Polski - przy pochodniach, w tajemnicy... na wzr spotka


pierwszych chrzecijan.
Czy rzeczywicie nastpi rozam Kocioa? W to akurat nie wtpi.
Kampania spoeczna z oddawaniem cia Afryce spotkaa si z ogromnym
pozytywnym odzewem. Dostojnicy kocielni podzielili si prawie rwno
po poowie, a w niektrych pastwach - w Polsce na przykad - oficjalnie
wypowiedziano posuszestwo papieowi Niemcowi. Bo przecie nie
bdzie plu nam w twarz, jak mwi sowa pieni...
I jeli jest co, co mi w tej historii nie gra, to oczywicie sama ekipa
ksidza. Na kogo w zasadzie graj? I kto jest ich zwierzchnikiem, skoro
nie licz si nawet z papieem? Rozam tylko na dwa kawaki, by za
dwiecie lat znowu si poczy? Jako tego nie ykam...
No dobra, kocz, bo widz, e troch si rozgadaem i koczy si
miejsce na tym cholernym dyktafonie. Teraz tylko dobrze go schowam,
zanim wrci po mnie Robal. Tak dobrze, eby nie znalaz tego nikt przez
lata, a nawet dziesiciolecia. Moe w rurze kanalizacyjnej?
Chciabym, eby to nagranie trafio do was, ludzie, dopiero gdy ju
gorczka ucichnie, a nowy Koci przyjmie si i uklepie. Pewnie
wikszo z was uzna to nagranie za faszerstwo, ale licz, e
przynajmniej garstce da ono do mylenia. Jak dzi apokryfy. Bo jak to
mawiaj? Kropla dry ska...

Kady kiedy umrze. Ale s tacy, na ktrych odejcie nigdy


nie bdziemy gotowi. Bo sprawiaj wraenie niemiertelnych.

Kojarzycie piosenk Gravedigger Davea Matthewsa? wietny


poetycki kawaek, ze znakomit lini melodyczn - polecam.
Pierwsza zwrotka tej piosenki brzmi w tumaczeniu (dziki,
Spike!) mniej wicej tak:
Cyrus Jones y 103 lata
Dziki czemu jego prawnuki uwierzyy
e mona y tak dugo
Sto trzy lata to wieczno, gdy jeste dzieckiem
Wic dla nich Cyrus Jones y wiecznie
Co w tym, kurcz, jest. Znam wielu ludzi, ktrzy yj tak, e
gdy umr, bd nie tylko smutny, ale i naprawd solidnie
zdziwiony. Dla jednego z nich - Piotra W. Cholewy - napisaem to
opowiadanie. Tekst o nim, i to podwjnie, poniewa postrzegam
go tak naprawd zarwno jako wiecznie wesoego i szalonego
Piotrusia, jak i jako dojrzaego, dowiadczonego yciem Haka.
Cudowna kombinacja, ktra moe zaistnie i dziaa tylko wtedy,
gdy ma si przy sobie kogo, kto potrafi doceni uroki ycia z
wcieleniem chaosu. I w tym kontekcie przypadek Piotra
wiadczy, e Szczcie kocha ludzi szalonych...

Dedykuj: Piotrowi na imieniny

POKJ PEEN CIENIA


mier przestaa tyka. Odkry to zaraz po przebudzeniu. Mniej wicej
tydzie po tym, jak trafi na oddzia.
W ostatnim tygodniu zdarzay si co prawda chwile, gdy na krtko
odzyskiwa przytomno, a si wystarczao mu, akurat by poprosi o
odrobin wody dla zwilenia warg. Zdolno logicznego mylenia
odzyska jednak tak naprawd dopiero po tym, jak podczono go do
pompy. Gdy urzdzenie zredukowao do zera przerwy pomidzy dawkami
rodkw przeciwblowych, pozbiera si wreszcie na tyle, by pomyle o
czekajcym go losie.
Nie przeraaa go nadchodzca mier, w jego zawodzie czowiek na
co dzie z ni obcowa. Od jakiego czasu, mona powiedzie, spodziewa
si jej. Zaskoczyo go tylko, e najprawdopodobniej nie bdzie miaa nic
wsplnego z zegarami. Za to cakiem sporo z blem i bezsilnoci.
Zwaszcza z tym ostatnim nie umia si pogodzi.
Podnis rk i sign do stoliczka po pastylki. Jakie p godziny
temu przyniosa je moda siostra, najpewniej staystka - nie mia okazji
pozna jej wczeniej. Powiedziaa, e to waciwie jeszcze nie czas, ale
jest ich za mao na zmianie, dlatego zaczynaj roznosi leki wczeniej.
Zapyta, czy naprawd te dwa kwadranse robi wielk rnic, a potem
zapewni, e wemie lek o waciwej porze. Umiechna si i ostrzega,
e sprawdzi. Liczy na to. Czu, e przebywanie samemu w tym pokoju,

gdzie cisz przerywao tylko ciche brzczenie podczonej do prdu


aparatury, doprowadzi go w kocu do utraty zmysw.
Przekn gar biaych i rowych tabletek i popi je wod. Zrobi to
nieuwanie albo mia naprawd opuchnite gardo, bo pastylki utkwiy w
przeyku i musia kilka razy przekn lin, zanim w kocu przeszy.
Niektre zdyy si ju czciowo rozpuci, dranic i piekc. Mimo to
nie zadzwoni z prob o wod. Obiecaa, e przyjdzie, wtedy poprosi. By
przecie prawdziwym mczyzn, a tacy radz sobie z problemami. Nie
skaml z byle powodu.
Sign po pilota i zmieni ustawienie ka, by mc usi. Naciskajc
kolejne przyciski, odsoni aluzje w wielkim na niemal ca cian oknie i
wyczy wiato.
Bezchmurne niebo mienio si miliardami gwiazd. Patrzy na nie w
zachwycie, zastanawiajc si, czy potrafiby znale t waciw. Byo to
oczywicie bez znaczenia. I tak nie zapowiadao si, by mia wrci.
Opuci swj wiat, a on nie zamierza si o niego upomina.
Zaskrzypiao krzeso. Odwrci byskawicznie gow, ale na maym
obrotowym taborecie ustawionym obok ka nie byo nikogo. A
przynajmniej...
Wczy ma lampk stojc na stoliczku i skierowa snop jej wiata
w stron krzesa. Nadal pozostawao puste, lecz na jego rozcignitym na
cianie cieniu kto siedzia. Cie chopca.
Mczyzna na ku umiechn si.
- Sam przyszede? - zapyta.
Cie pokrci gow energicznie.
- Wic gdzie on jest?

Go ze ciany przyoy do do piersi i odsun j, trzymajc cay


czas na tym samym poziomie. Pokazywa co niewysokiego. Albo kogo.
- Nietrudno zgadn. - Pacjent umiechn si. - Czsto bywa na
dziecicym, co?
Cie wzruszy ramionami. Przyoy rk do gowy, jakby osaniajc
oczy od wiata.
- Razi ci? - zdziwi si mczyzna. - Przecie jeste cieniem.
- Ale wraliwym - odpar kto stumionym gosem.
Pacjent odwrci gow. Za oknem unosi si w powietrzu may
chopiec. By blady, mia krwistoczerwone usta i szczerzy biae ky.
- Wpucisz mnie, Jakubie? - zapyta. Mczyzna sign do pilota i
nacisn przycisk. Poruszyo si hydrauliczne rami i okno stano
otworem.
- Dla ciebie nadal pozostaj kapitanem, Piotrusiu. U piratw to tytu
doywotni.
Chopiec machn rk.
- Istotnie, doywotni - stwierdzi, umiechajc si paskudnie - ale twoi
ludzie maj ci ju za martwego, ysy kapitanie Bezhaku.
Wlecia do rodka, po drodze wyjmujc sztuczne ky. Wykona salto i
wyldowa na krzeseku koo ka. Zerkn w stron cienia.
- Znowu masz inn fryzur - skarci go.
Cie kolejny raz wzruszy ramionami, ale przejecha doni po
wosach, ukadajc je na wzr rozwichrzonej grzywy Piotrusia Pana.
- Co mwie o moich ludziach? - zainteresowa si kapitan.
- e maj ci za martwego. Wybrali ju nowego przywdc.
- Kto to jest? Plama?

Piotru pokrci gow. Ruda grzywa znw zmienia uoenie,


zmuszajc cie do wprowadzenia poprawek.
- Uznali, e byby za mikki. Wybrali Krwawego Toma.
Hak skrzywi si.
- Ale on jest taki...
- Gupi i okrutny? - wszed mu w zdanie chopiec. - To prawda. Nie
trzyma si te zasad. Zaczli wytwarza prd... i wczoraj zabili nim
krokodyla. Dzi go pewnie zjedz.
Dlatego tykanie ucicho - pomyla pirat.
Nagle zrobio mu si niedobrze. W ustach poczu gorzki smak
przeknitych pastylek. Nie zwymiotowa, nie za bardzo mia czym, ale
targny nim suche torsje. Przez chwil walczy z kurczcym si
odkiem i wasn saboci, nie zdajc sobie sprawy, e chopiec
siedzcy na krzele obok obserwuje go z niepokojem. Podobnie jak jego
cie.
- Co ci si stao, kapitanie? - zapyta w kocu Piotru.
Hak umiechn si sabo. Zdecydowanie byo z nim coraz gorzej.
- Nic takiego, Piotrusiu - odpar. - Tylko umieram. Co zamierzacie
zrobi z Tomem? Znaczy ty i twoi chopcy.
Nocny go poderwa si z krzesa i podpar rkami pod boki.
- Oczywicie zabij go - stwierdzi dumnie. - Raz ju z nim walczyem
i obciem mu nawet lew do. Rzuciem j na poarcie takiemu
wielkiemu Krakenowi, ktry akurat wtedy przebywa w porcie. Bardzo mu
smakowaa.
- Nie wtpi. - Kapitan sign do szuflady i wycign z niej srebrny
hak. - Dasz mu to ode mnie? Powiedz, e ycz mu, by zjady go rekiny.

Nazwij go te nikczemnym buntownikiem, to go na pewno ucieszy.


Chopiec i jego cie wymienili niepewne spojrzenia.
- Nic nie bd dla ciebie robi - stwierdzi Piotru. - Jeste przecie
moim wrogiem.
Kto poruszy klamk u drzwi. Chopiec obejrza si gwatownie i
skoczy pod ko. Cie przez moment nie by pewien, co zrobi, ale
kapitan pomg mu, wyczajc lampk.
Drzwi otworzyy si, a w progu stana moda pielgniarka. W rkach
trzymaa tac.
- Co tutaj tak ciemno? - zapytaa.
Ramieniem signa do wcznika.
- Patrzyem w gwiazdy - odpar Hak.
Umiechna si i przesza przez sal. Postawia tac na stoliczku koo
lampki. Pirat ucieszy si, gdy dostrzeg dwie mae butelki wody
mineralnej. Zaraz sign po jedn z nich.
- Nie ebym si skary - powiedzia, gdy ju wypuka z ust gorycz ale strasznie duo byo tych tabletek. Ledwie przeknem.
Pielgniarka rozoya bezradnie rce.
- To, niestety, standard po chemioterapii, panie Jakubie. Ma pan zbyt
wiele rozregulowanych pokrte.
- adne okrelenie - stwierdzi Hak. Od siebie dodaby, e kilka z nich
jest ju nawet pourywanych. Ktem oka dostrzeg, e cie wysuwa si zza
kardiomonitora, i dyskretnie pogrozi mu palcem. Tamten schowa si
byskawicznie.
- Dlaczego otworzy pan okno? Co nie tak z klimatyzacj?
- Nie, w porzdku. Chciaem uciec gwiezdn ciek do domu, tyle e

nie pamitam drogi.


Pielgniarka rozemiaa si.
- Pierwsza gwiazdka na lewo i prosto a do witu, panie Jakubie odpara. - To jedyna droga przez gwiazdy, o jakiej syszaam.
Hak rwnie si rozemia.
- Brzmi niele. Kto ju kiedy prbowa?
Popatrzya na niego jak na wariata.
- Nie zna pan historii Piotrusia Pana?
- Przykro mi - powiedzia. - Ale nadrobi... Jak zd.
Zapewnia, e z ca pewnoci bdzie mia jeszcze wiele okazji.
Kamstwo w jej ustach brzmiao tak sodko, e kapitan niemal w nie
uwierzy.
Sprawdzia jeszcze przepyw lekw w pompie, wpisaa co na karcie
chorego, poegnaa si, wreszcie wysza. Hak sign do szuflady i wyj z
niej paczk papierosw. Wycign jednego, woy do ust, lecz w por
spojrza do gry. Czujnik dymu ypa na niego gronie czerwon diod.
Przerwa szukanie zapalniczki, ale nie wyj papierosa. Z nim czu si
jako pewniej.
Cie zdy w tym czasie zaj swoje miejsce na cieniu krzeseka.
Kiwa gow i pstryka bezgonie widmowymi palcami, jakby wsuchany
w jak rytmiczn muzyk. Piotru wci siedzia w swej kryjwce.
- Wya, potworze, spod ka - poleci Hak.
Odpowiedzia mu gony chichot, a chwil pniej chopiec wysun
si, pchajc przed sob basen.
- Hak sika do nocnika - powiedzia do cienia, nie kryjc drwiny.
Cie klepn si w czoo i odchyli do tyu. Kapitan niemal sysza jego

miech. Piotru pokrci gow.


- Oj, kapitanie, mj kapitanie, najpierw ta ysina, teraz to. Nie
przypominasz ju w niczym dumnego pirata.
Hak wzruszy ramionami. Sam myla o tym przez cay czas. Na stole
wci leaa ksika, o ktr poprosi rano, do jednoznacznie mwica o
dolegliwociach, jakie mogy go czeka w najbliszej przyszoci.
Konieczno korzystania z basenu i najgorsze nawet skutki uboczne
chemioterapii miay si do nich jak lekkie nudnoci do skrajnego
przypadku choroby morskiej.
Bdziesz umiera dugo i w blu, kapitanie - pomyla - zjedzony nie
przez krokodyla, ale przez to, co masz w sobie.
Westchn ciko. Ciekawe, ile jeszcze zostao... dni, tygodni, a moe
miesicy? Jedno pewne, nie zapowiadao si, eby mia to by dobry czas.
I wtedy wanie kapitan wpad na pomys. Rozwaa go przez chwil,
patrzc na chopca. Waciwie to mogo si uda.
- Powiedziae, e jako mj wrg nic dla mnie nie zrobisz - powiedzia
powoli, ostronie dobierajc sowa. Wycign papierosa z ust i woy z
powrotem do paczki. - Ale powiedz, Piotrusiu, co mylisz o maej
wymianie?
- Wymianie? - zdziwi si chopiec.
Hak pokiwa gow z lekkim umiechem. Kade kolejne zdanie coraz
bardziej przekonywao go do konceptu sprzed chwili.
- Wrogowie czasem handluj midzy sob. Zwykle wymieniaj
jecw, ale to przecie nie jest adna tam regua, prawda?
Piotru wydawa si zmieszany. Zerkn w stron cienia, ten jednak
tylko rozoy rce.

- No chyba - Hak umiechn si szeroko - e przyszede mnie zabi,


jak to kiedy obiecae?
Rce chopca znw powdroway na biodra.
- Nie walcz z kalekami, kapitanie! - krzykn oburzony. Jego okrga
twarz zrobia si czerwona. - Ani z niedonymi starcami. Powiniene to
wiedzie.
- Tak, wiem, Piotrusiu. - Kapitan sprbowa si umiechn, ale nagy
skurcz blu sprawi, e wygldao to raczej jak groteskowy, teatralny
grymas. Poza tym pirat poczu si nagle bardzo picy. Wkracza w
moment, gdy poprzednia dawka lekw przestawaa dziaa, a nowa jeszcze
nie zacza. - Ale handlowa z nimi moesz, czy nie?
- Oczywicie, e mog, jeli zechc - stwierdzi hardo chopiec,
unoszc gow. - Co masz do zaoferowania?
Kapitan raz jeszcze sign do szuflady i wydoby swj hak. W penym
wietle wyglda on naprawd imponujco. Kunsztownie rzebiony w
srebrze, z misternymi zdobieniami w ksztacie morskich fal o grzywach ze
szmaragdw. Gdzieniegdzie z toni wyania si pikny rumak o oczach z
malekich rubinw. Mocowanie na rk wykonane byo z czarnej skry i
ozdobione srebrnymi zapiciami.
- Symbol mojej wadzy - powiedzia Hak - w zamian za odrobin pyku
wrki.
Chopiec popatrzy na kapitana z niedowierzaniem.
- To wszystko, czego chcesz? - zdziwi si. - Odrobina pyku za hak?
Przecie do niczego ci si nie przyda. Nie masz miych myli.
- Starzy ludzie s gupcami, czy nie? - umiechn si kapitan.
Cie skwapliwie pokiwa gow.

- Zgoda - rzek powanie Piotru. - Zgadzam si na wymian.


Sign za pazuch i wydoby maleki woreczek. Rzuci go na ko.
- Oto twj proszek, kapitanie Bezhaku.
- A oto twoja zapata, Piotrusiu - odpar pirat, oddajc protez.
Biorc hak w rce, chopiec unis go do wiata, by pojawi si i na
cianie. Cie zatar donie.
- Bdzie mi suy za wieszak - zapowiedzia Piotru.
Kapitan skin gow.
- Jak tylko troszk go stpisz. Ale miej zabawy. - Zajrza do woreczka.
Tak jak podejrzewa, zakrcio go w nosie. W Nibylandii by, jak przystao
na czarny charakter, uczulony na pyek wrki, ale teraz lea chory w
innym wiecie, w ktrym wcale nie nalea do najgorszych istot.
Cie przymierzy swj hak, a potem stoczy z Piotrusiem pojedynek na
wycignite donie. Przy okazji omal nie wywrcili kardiomonitora.
Kapitan umiechn si. By pewien, e Piotru nie wytrzyma tu dugo
i zaraz poleci, by pochwali si zdobycz swoim chopcom. Z ca
pewnoci uronie w ich oczach. Mia w kocu bro najgorszego wroga.
Zdoby j w zamian za may woreczek zotego proszku.
Piotru wzbi si w powietrze, wykona p salta i odbijajc si nogami
od sufitu, pogna w stron cienia. Tamten nie zdy zareagowa. Rozlego
si gone planicie i cie oberwa z otwartej rki w kark. A podskoczy
z blu.
Chopiec wyldowa i rozemia si.
- Hak zawsze przegrywa - ogosi, a jego postawa dawaa jasno do
zrozumienia, e gotw jest walczy z kadym, kto twierdzi inaczej. Nikt
taki si nie zgosi, wic Piotru powoli odwrci gow w stron ka.

- Musz ju lecie - stwierdzi. - Ale byo... no wiesz, okropnie.


Hak pokiwa gow.
- I nudno - doda chopiec. - Mylaem, e flaki mi si powywracaj.
- Te si ciesz, e mogem ci zobaczy, Piotrusiu. - Kapitan
umiechn si.
Chopiec odpowiedzia tym samym.
- Trzymaj si, ysy kapitanie Bezhaku - powiedzia, wzlatujc lekko. Z pewnoci odwiedz ci jeszcze.
- Bd czeka - zapewni pirat.
Patrzy, jak chopiec podlatuje do okna, ostatni raz spoglda za siebie i
gwide przecigle. Cie poruszy si, jakby wzdycha ciko, po czym
machn Hakowi rk i znikn.
Piotru pogna ku gwiazdom.
Kapitan wyczy wiato i na moment zamkn oczy. Kolejny raz
poczu mdoci, tym razem poczone z silnym blem. Zacisn zby i
trwa tak, dopki wszystko nie mino. Wtedy ponownie otworzy maleki
woreczek.
Pomyla o morzu, czarnych aglach napitych tak mocno, e a
trzeszczcych, ludziach biegajcych po linach i wygldajcych z pokadu
jak wielokolorowe mrwki. Nieomal poczu na twarzy orzewiajcy
powiew wiatru nioscego sone krople. Ster pod palcami i koyszcy si
pokad wystawiony na ask ywiou. A moe rzucajcy mu wyzwanie...
Wysypa na siebie odrobin proszku i odrzuci na bok kodr. Niemal
w jednej chwili unis si kilka centymetrw. Dziaao.
Opad ponownie na materac i z szuflady wydoby notatnik, piro i
ma szkatuk. Nabazgra kilka sw, podpisa si zamaszystym Kapitan

Jakub Hak, po czym odoy swj list na stolik. Ze szkatuki wydoby


srebrny naparstek, by docisn nim karteczk.
Wyszarpn wenflon i wysypa na siebie zawarto woreczka, mylc o
linii horyzontu oraz zachodzcym za ni socu. O ubraniu sztywnym od
soli... i Piotrusiu wznoszcym swj mieczyk i czekajcym kolejnego
starcia.
Unis si, kierujc w stron okna. Wiedzia, e jego szczliwa myl
nie jest wystarczajco silna, by zanie go do domu. Proszku te dosta
zdecydowanie za mao na tak podr. Ale powinno wystarczy, by znw
poczu wiatr na twarzy. A potem... Czy to wane?
Odwrci si i ostatni raz spojrza na szpital, ktry z tej odlegoci
wyglda jak kartonowe pudeko. Przed nim bya ju tylko noc... i
gwiazdy.

To waciwie jest i nie jest historia o Harrym Houdinim.


Jest, poniewa piszc, opieraem si na faktach z jego ycia, a
take wykorzystaem nie tylko pseudonim sceniczny, ale i
prawdziwe nazwisko iluzjonisty. Imiona czonkw jego rodziny i
wielkiej yciowej mioci rwnie nie s wyssane z palca. To
akurat wszystko prawda...
To, co si nie zgadza z rzeczywistoci, to - oczywicie
pomijajc wtek fantastyczny - czas. Mj Houdini urodzi si
pitnacie lat pniej, a wszystkie wydarzenia w jego yciu dziej
si szybciej i z wiksz czstotliwoci. Z pocztku miaem z tego
powodu wyrzuty sumienia, ale potem mi przeszo. Dokadnie gdy zobaczyem filmow biografi Raya Charlesa, ktra tak si
ma do rzeczywistych faktw, jak wspczesne Chiny do
respektowanych przez rzd praw czowieka. Po obejrzeniu tego
skdind bardzo interesujcego filmu doszedem do wniosku, e
przecie licentia poetica! Owszem, bior posta prawdziw i to
trzeba uszanowa, ale z drugiej strony robi z niej przecie
bohatera literackiego w opowiastce fantasy. Mam prawo go
przyci tu i tam, eby mi potem nie wyszy szeciotomowe Lata
dziecice Stalina. Od koyski po podstawwk.
Dodam jeszcze, e pomysem wyjciowym na to opowiadanie
bya pojedyncza myl, ktra przysza mi do gowy, kiedy
ogldaem archiwalne pokazy iluzjonisty: Co by byo, gdyby
mistrz ucieczek by tak dobry dziki wdrwce midzy
wiatami?.
A Pani, ktr za par stron poznacie... jako tak sama
przysza.

Dedykuj: Ani Katoch i Alex, ktre


pomogy mi przy tym tekcie na wiele sposobw

MIEJSCE, KTRE JEST


Krl upad. James Stud westchn, ale nic nie mg zrobi. Przegra.
Zajo mu to dwa miesice i czternacie dni, wliczajc ten poranek.
Zrezygnowany podszed do biurka, by raz jeszcze spojrze na list.
Nawet nie wycign go do koca z koperty. Nie musia, bo wszystko, co
go interesowao, zostao zapisane starannym pochyym pismem na
wizytwkowym kartoniku, ktry niemal sam wypad z koperty:
Ko na D4. Szach-mat.
James by pewien, e gdyby wydoby cay list, przeczytaby
pozdrowienia i zobaczy zamaszysty podpis Stevea Perkinsa. Mg si
zaoy o cay kram wokoo, e w postscriptum s podzikowania za parti
i zapewnienie, e bya to niezwykle satysfakcjonujca rozrywka.
- Pewnie, e satysfakcjonujca - sapn. - W kocu udao ci si j
wygra, sukinsynu.
Usiad za biurkiem, zgnit list w kulk i cisn w stojc przy oknie
szachownic. Trafi w biaego goca. Figura obrcia si w niezgrabnym
piruecie i spada na podog.
James, ktry gra czarnymi, umiechn si krzywo. Mg mie celne
oko, ale to niczego nie zmieniao. Przegra parti. Jak zwykle sam by
sobie winien.
Sign do szuflady i wycign srebrn papieronic. Trzyma w niej
ostatnie z tych dugich indyjskich papierosw, najlepszych na caym

boym wiecie. Rzadko po nie siga, zostawia je raczej dla klientw, na


ktrych chcia zrobi wraenie, ale dzi co mu si od ycia naleao. Nie
mg sobie pozwoli na przygnbienie od samego rana. Biznes wymaga
dobrego humoru.
Odpali papierosa i zacign si. Dym smakowa jak pieczone jabka.
Kto zapuka, drzwi uchyliy si lekko, do rodka zajrza Bill Stetham.
Zbyt duga grzywka kleia si do jego wiecznie spoconego czoa, a krge
policzki dray.
James pokrci gow z dezaprobat. Wola, gdy w sekretariacie
siedziaa ona Stethama, ale jej urlop macierzyski koczy si dopiero za
ptora miesica. Nie chcia zatrudnia nikogo obcego, musia wic radzi
sobie z grubasem.
- Nastpnym razem, zanim tu zajrzysz, skocz przeuwa, dobrze?
- Jasne, szefie. - Bill pchn drzwi, tak e Stud mg go zobaczy w
caej krgej okazaoci. - Przyszed ten chopak, po ktrego pan posa.
- Jaki cho... a tak, jasne, wpu go. Tylko jeden?
Tucioch wzruszy ramionami.
- Podobno nie pracuj ju razem - wyjani. - Ale gra muzyka, szefie.
Przyszed ten lepszy.
Usun si, robic miejsce drobnemu chopcu w kraciastej kurtce i
czapce zawadiacko zsunitej na lewe ucho. Dzieciak, mimo e ubrany jak
Irlandczyk, na pewno nie pochodzi z Wysp. Zdaniem Jamesa, ktry
widywa dziesitki modych emigrantw i wiedzia o nich wicej ni
niejeden celnik, ten may pochodzi skd ze Wschodu. Polak, moe
Ruski... Umiechn si i wskaza mu krzeso.
- Moe usidziesz? Bill, pytae, czy nie chce czego do picia?

Grubas pokiwa gow.


- Nie chcia, szefie. Pczkw te nie - doda z wyrzutem, a nawet ze
szczerym zdziwieniem.
Chopiec umiechn si niemiao i wzruszy ramionami. Sprystym
krokiem przeszed przez pokj i usiad na starym drewnianym krzele.
Rce pooy na udach.
- Dzikuj, Bill, moesz nas zostawi - powiedzia James.
Z pocztku Studowi wydawao si, e jego go nie moe mie wicej
ni trzynacie lat. Teraz jednak dostrzeg dojrzalsze rysy, a take
kiekujcy zarost - z pewnoci musia si goli przynajmniej dwa razy w
tygodniu. Przyglda si Jamesowi z zaciekawieniem.
- Wic bracia Houdnini ju nie pracuj razem? - zapyta Stud bez
zoliwoci, zgniatajc niedopaek w popielniczce. - A moe macie tylko
przerw?
Chopak wzruszy ramionami.
- Nie zarabialimy... na dwch - mwi powoli, starannie dobierajc
sowa. Akcent potwierdzi podejrzenia. Z pewnoci wschodnia Europa.
- Tak, to si zdarza - stwierdzi James. - Ale osobno te idzie nie
najlepiej, co?
Znw wzruszenie ramion.
Stud sign do szuflady i pooy na biurku policyjne kajdanki, tak by
Houdni mg im si przyjrze.
- Miabym dla ciebie pewn propozycj - zacz standardowo. - Ale
najpierw chciabym wiedzie, czy jeste tak dobry, jak mwi. Uporaby
si z tym?
- Jasne! - Chopak umiechn si szeroko i wycign rce ponad

biurkiem.
James pokrci gow.
- Tak bdzie za atwo, odwr si.
Sku mu rce na plecach. Przejecha palcem po acuszku czcym
bransolety i cofn si o krok.
- To s kajdanki Kraivnitza - powiedzia. - Ogniwa z hartowanej stali,
regulowana wielko bransolet i zamek z trzema zapadkami. Obecnie
najlepsze na rynku. - Wygrzeba skd stoper. - wiatowy rekord to
trzydzieci jeden sekund. Bd zadowolony, gdy ty uporasz si w minut.
Uwaga... Czas start.
Houdini rzuci si na podog i byskawicznie przeoy rce do
przodu. Proste, nieraz to wiczy. Niestety, reszta nie wygldaa ju na
atwizn.
Dotd niele radzi sobie z kajdankami, zwykle jednak miay jak
wad. Zbyt lune obrcze bransolet, le zacinite ogniwo acucha... Nie
eby chopiec chcia oszukiwa. Po prostu udawao mu si szybko
wychwyci kady feler.
Te kajdanki jednak sprawiay wraenie doskonaych. Nie byo w nich
niczego, co pozwolioby je zdj bez pomocy narzdzi. Na szczcie on
mia narzdzie.
Wygi nadgarstek, po czym palcem serdecznym i wskazujcym
wysun z mankietu kurtki zakrzywiony drucik. Ktem oka zerkn na
Jamesa, ktry ledzi poczynania Houdiniego zza biurka, coraz to
spogldajc na stoper.
Chopiec wsun drucik do zamka i zamkn oczy. Majstrowanie w
zapadkach wymagao absolutnego skupienia. Nie potrzebowa innych

zmysw ni dotyk. Palce delikatnie obracay wytrychem... Szczkna


pierwsza zapadka, zaraz potem druga i trzecia.
To samo w drugim zamku i otwarte kajdanki wyldoway na pododze,
a drucik znikn w rkawie.
Stud pokiwa gow.
-

Brawo. Zawsze

uwaaem, e takie

umiejtnoci to

co

niesamowitego. Ja nie dabym rady.


Houdini wyszczerzy zby.
- Tyle tylko - doda James, zerkajc na stoper - e zajo ci to minut i
dwadziecia sekund. A to nie jest imponujcy wynik jak na zawodowca.
Ludzi to nie powali, a ja zatrudniam najlepszych. Przykro mi.
Wsta i podszed do okna. Schyli si po biaego goca, ktry wci
lea na dywanie, i umieci go na szachownicy. Podnis te
przewrconego czarnego krla.
- Myl, e jest w panu potencja, panie Houdini. Ale jeszcze nie teraz.
Musi pan po...
- Czy ma pan acuchy? - przerwa chopiec. Sycha byo, e wiczy
te sowa wiele razy, by w odpowiednim momencie wyrzuci je z siebie
stanowczo. Ale i, czego nie umia ukry, z nutk desperacji. Wielka szansa
wanie wylizgiwaa si spomidzy palcw.
- Jakie acuchy? - zapyta James ze zdumieniem.
- Co panu poka, ale musi mie pan acuchy - Houdini nie zdoa
ukry ekscytacji. - Takie, jakimi oplataj siaczy w cyrku, tylko...
prawdziwe. Bez sabych ogniw i takich tam. I jeszcze par kdek.
- Pewnie mam. - Stud wzruszy ramionami. Jako impresario trzyma
cay magazyn cyrkowych dziwactw. - Ale mwiem ju...

- Niech je pan przyniesie. Prosz.


James postanowi da chopakowi szans i kaza Billowi przynie
acuchy.
Grubas wrci, ciko sapic.
- To wszystko, co znalazem - powiedzia, rzucajc na ziemi
brzczc pltanin stalowych ogniw. Sign do kieszeni i pooy na stos
trzy kdki firmy Wolf. - Wystarczy?
- A teraz niech mnie pan nimi owinie, skuje kajdankami i zamknie tam.
- Houdini wskaza stojcy w kcie otwarty pusty kufer. - Wystarcz mi trzy
minuty.
James dugo na patrzy, prbujc dociec, gdzie tkwi haczyk. W kocu
westchn:
- Bill, zrb, o co prosi. Tylko wi ciasno.
Stetham pospiesznie zabra si do pracy, a chopiec zamkn oczy i
czeka, a bdzie w skrzyni. Dopiero gdy wieko zamkno si nad nim,
rozwar powieki.
- Wpu mnie, Pani - szepn. - Wpu, prosz! Nie zawied mnie w
takiej chwili.
Rozbyso biae wiato i nagle nie byo wizw.
- Witaj, Eriku - rozleg si kobiecy gos.
***
Stud zaczyna si niepokoi. Wedug stopera mina druga minuta, a z
kufra nie dobiega aden dwik. Moe si udusi? - pomyla z
przeraeniem. Jednak przypomnia sobie, e kiedy uywali kufra do
przemycenia rzadkiego okazu papugi. Zostay po tym niewielkie dziurki w

ciankach. Powietrza dzieciakowi wystarczy.


Dlaczego wic si nie rusza?!
- Hej, Houdini! - zawoa Bill. Te wyglda na zaniepokojonego. Jeste tam?
Gupie pytanie - pomyla James. - A gdzie niby ma by?
Zerkn na stoper. Dwie minuty trzydzieci sze sekund. Trzydzieci
siedem...
Usyszeli stumiony brzk i wieko kufra unioso si z impetem.
Houdini stan wyprostowany i rozoy rce. Czeka na oklaski.
***
S rzeczy, ktre si nie udaj nawet w Ameryce.
Tak mwiono. Zwykle wieczorami w przyportowych pubach, gdzie
robotnicy odpoczywali po caodniowej harwce za psi grosz. Powtarzay
to przekupki stojce caymi dniami w socu i deszczu, bez skutku
prbujc wyj na swoje.
Ale tego dnia Erik Weisz, znany w kilku dzielnicach Nowego Jorku
jako Harry Houdini, za nic mia porzekado rozczarowanych emigrantw.
Bo oto otworzya si droga na szczyt. W jego kieszeni spoczywa zoony
na czworo anga podpisany przez Jamesa Studa. Klkaj, Nowy Jorku,
Ameryko... wiecie! Mijajc pani ODonnel, kwiaciark o twarzy
czerwonej jak rozstawione wok re, musn palcami daszek czapki.
Pomachaa mu.
- Co tak skaczesz, Harry? - zapyta stojcy w progu swej piekarni pan
Tallbot. Ten chudy mczyzna o ziemistej cerze i z haczykowatym nosem
zawsze siedzia w pierwszym rzdzie, gdy bracia Houdini dawali w parku

pokaz magicznych umiejtnoci.


- Mam prac! - odkrzykn chopak. - U Studa.
Piekarz zaklaska, rozemia si serdecznie i wszed do swego sklepu,
by przekaza nowin onie.
Chopiec pdzi ulic, odkrzykujc na podobne pytania, tak e po
kwadransie o jego sukcesie wiedziaa caa dzielnica.
Nikt, nawet sami zainteresowani, nie rozumia, jak bracia Houdini
zdobyli tak sympati Irlandczykw. Nie pochodzili z Wyspy, a na dodatek
rabin Samuel, ojciec Erika i przewodniczcy gminy niemieckich ydw na
Manhattanie, nie wyraa si pochlebnie o katolikach. Dla irlandzkich
emigrantw nie miao to jednak znaczenia.
Bracia Houdini nie byli rodzonymi brami. Poznali si przypadkiem
ju w Ameryce, a poczya ich fascynacja magi. Czy te raczej
magicznymi sztuczkami jak te, ktre pokazywali wdrowni Cyganie obok
pieww i tacw.
Po roku mieli ju spory repertuar. Cz sztuczek wywiczyli ze
starego podrcznika o pokych stronach i nadpalonej okadce, inne
opracowali sami. Rol aranera pokazw wzi na siebie starszy z braci,
Jack Hayman, specjalnoci Erika byy akrobacje i wydostawanie si z
wizw.
Zdarzao im si wystpi na balu czy przyjciu ku uciesze bankowcw
i dostojnych goci, najczciej jednak stawali na rogu ulicy, prbujc
zarobi na obiad. Rnie bywao, ale zabaw zawsze mieli wietn. A
pewnego dnia, nie wiedzie czemu, Jack postanowi odej. Bracia
Houdini przestali by brami.
***

Erik zatrzyma si przed obskurn, pozbawion okien kamienic. Jej


ciany byy poczerniae, ze rodka dochodzi zapach spalenizny, mimo e
od poaru mino ju p roku.
Chopiec mieszka kilka domw dalej, w lepszych warunkach, ale ten
budynek by dla niego wany. W nim po raz pierwszy spotka Pani.
Rozejrza si, po czym przestpi prg.
W rodku panowa pmrok. Na ziemi leay szcztki mebli, nadpalone
szmaty i trzeba byo uwaa, by nie zrobi sobie krzywdy. mieci
zasaniay dziury w pododze, czasem stanowiy kryjwk dla szczurw.
Smrd i mokre lady na cianach wiadczyy, e nadpalona kamienica
penia funkcj darmowej toalety. Erik wcign powietrze ustami i ruszy
na pierwsze pitro. Drog tarasowao ko, ktre kto prbowa uratowa
z poaru, dopki schody nie okazay si zbyt powan przeszkod.
Przeszed po materacu i zeskoczy po drugiej stronie. Zamkn oczy i
zoy rce na piersi.
- Przyszedem ci podzikowa, Pani - powiedzia do pustego korytarza.
Odczeka chwil i na olep ruszy przed siebie. Po dwch krokach
zrobio mu si cieplej. Otworzy oczy.
Znajdowa si w przestronnym apartamencie o olepiajco biaych
cianach. Pod stopami, odgrodzone grub tafl szka, pyway egzotyczne
ryby i wiy si jasnozielone glony. Erik pamita strach, gdy stan tu po
raz pierwszy, a doem przepyna ogromna paszczka. Teraz, chocia
bywa tu czsto, wci czu si nieswojo i odruchowo stawa na palcach na
widok co szkaradniejszych mieszkacw podwodnej krainy.
Dokadnie na wprost znajdowao si ogromne okno z widokiem na
sinozielony ocean. Zawsze otwarte, nieruchome pomimo szalejcego

morskiego wiatru, kusio chopca obietnicami niezwykych widokw, ktre


mgby zobaczy, gdyby si troszk wychyli, a potem jeszcze bardziej...
Przyjemne podniecenie, jakie budzia ta pokusa, przeraao bardziej nawet
ni stwory spod podogi. Zacisn pici i postpi kolejny krok do przodu.
- Witaj, Pani - powiedzia, chocia nie mg jej dostrzec. Zaniepokoi
si. A jeli jej tu nie ma? Kto w takim razie wpuci go do rodka? I co
gorsza, jak wrci do domu?
Obejrza si i jak zwykle zobaczy miliony, miliardy drzwi. Wyglday
identycznie, a ich szeregi zdaway si nie mie koca. I z tego, co mwia
gospodyni, rzeczywicie nie miay.
- Witaj, Eriku.
Gdy teraz si obejrza, Pani bya na swoim miejscu. Siedziaa w fotelu,
rozczesujc dugie kruczoczarne wosy. Umiechaa si.
Wygldaa na nie wicej ni dwadziecia lat i bya najpikniejsz
kobiet, jak oglda. Miaa pocig twarz o wyranie zarysowanych
kociach policzkowych, wski, nieco zadarty nos i nienobiae zby. Na
drobne piersi ukryte pod materiaem obcisej zielonej sukni, na ksztatn
nog widoczn z sigajcego uda rozcicia chopiec stara si nie patrze.
Podejrzewa, e Pani potrafi czyta w mylach, a w owej chwili swoich
wstydzi si bardzo.
- Przyszedem ci podzikowa, Pani - powiedzia drcym gosem - za
pomoc tam, w gabinecie pana Studa.
Odoya grzebie i zabraa si do zaplatania warkocza.
- Ale mnie nie byo w gabinecie pana Studa - odpara, odchylajc
gow. - Nigdy nie wychodz z tego pokoju.
Ale wychodzisz - pomyla chopiec - przecie nie byo ci tutaj

przed chwil.
Nie powiedzia tego jednak. Nie musia.
- Owszem, czasem przebywam w innym jego aspekcie - wyjania
Pani. - Musz wtedy przyj inn posta, ale to zawsze jest to samo
miejsce. I ja wci jestem ta sama. Cho nie zawsze tak pikna.
Odrzucia gow do tyu i rozemiaa si gono. Chopiec doczy do
niej niepewnie.
- Ale wtedy bya tam, eby mi pomc, prawda? To bya ty?
- Nigdy wicej nie odwiedzaj mnie na tak krtko, by nie mia co do
tego pewnoci, Eriku. A pokj peen wiata to nie tylko moja domena.
Zapamitaj sobie.
- Dobrze, Pani. I przepraszam, e byem tak krtko, ale powiedziaem
panu Studowi, e wyjd po trzech minutach i...
Skoczywszy zaplatanie warkocza, odrzucia go na plecy.
- Jeszcze nie zauwaye, e tu czas pynie inaczej? Jak wszystko tutaj,
Eriku, jest on posuszny mej woli i spenia wszystkie moje zachcianki.
Jeli zechc, min wieki, zanim w twoim wiecie drgnie wskazwka
zegarka. I odwrotnie.
Chopiec zadra. W gowie pojawia mu si wizja lat mijajcych
podczas tej rozmowy. Jego braci, tych prawdziwych, jeden po drugim
starzejcych si i ysiejcych jak niegdy ich ojciec. Siostry, malekiej
Carrie, teraz grubej i otoczonej gromadk umorusanych dzieci. I w kocu
matki, martwej i zakopanej na ydowskim cmentarzu nieopodal siedziby
gminy. Jej skra naciga si, knie, a w kocu rozdziera jak papier,
odsaniajc czaszk...
- Ile teraz mino tam czasu? - zapyta.

Pani podniosa si z fotela. Przejechaa palcem po jego brodzie i


umiechna si zalotnie.
- A ju chcesz mnie opuci? Zapomniae, e obiecae okaza mi
wdziczno?
Chopiec pokrci gow, a nim zdy odpowiedzie, zamkna mu
usta pocaunkiem. Doni przesuna po jego piersi, brzuchu, a signa
krocza. cisna lekko, po czym odsuna si i wybuchna miechem.
- Lepiej ju id - powiedziaa. - Jestem dzi w stanowczo za dobrym
humorze, a to nie wry nic dobrego.
Zdezorientowany Erik wpatrywa si w ni szeroko otwartymi oczyma.
- Wybierz drzwi, ktrymi wszede - staraa si mwi powanie, ale w
jej oczach taczyy iskierki rozbawienia. - Wci s za tob.
***
- Panie i panowie! O naszego nastpnego artyst modli si caa policja
wiata, proszc Wszechmogcego, by nie zszed na z drog. Wwczas,
nawet gdyby go pojmali, nie zdoaliby go upilnowa. Oto przed pastwem
czowiek, ktremu niestraszne s adne wizy, prawdziwy Krl
Kajdanek... Harrrryy Houdini!
Jak zawsze po zapowiedzi Studa, owacje brzmiay dugo. Stojcy za
kulisami Erik by ciekaw, czy cho cz oklaskw jest przeznaczona
jemu. Przecie jeszcze nic nie zrobi, wystp mia dopiero nastpi...
Przygotowania zajy mu ponad dwa tygodnie. Byy dni, gdy prawie
nic nie jad, a w nadgarstkach czu nieustanny pulsujcy bl, ale mimo to
nie ustawa w wiczeniach. Nie chcia ryzykowa wpadki.
Z tego te powodu dzie przed wystpem uda si do Pani z prob o

pomoc - numer z acuchami i skrzyni mia by finaem jego show.


Zgodzia si, zastrzegajc, by nie cign ze sob setek wielbicielek.
Obieca, e zrobi wszystko, co w jego mocy.
Wyszed na scen i zmruy oczy olepiony blaskiem reflektorw. W
jednej chwili zrobio mu si strasznie gorco. Nie wiedzia, czy sprawia to
trema, czy nagrzane lampy. Struka potu popyna wzdu krgosupa,
wzdrygn si.
W pierwszym rzdzie siedziaa caa jego rodzina. Nie widzia si z
nimi od czasu, gdy zacz przygotowania do wystpu, a znajc podejcie
matki do swoich magicznych wygupw, nie mia pewnoci, czy w
ogle przyjd. Wida wizy rodzinne zwyciyy. Kto wie, moe i duma matka naprawd wygldaa na szczliw, gdy powiedzia jej o pracy u
Studa. To nazwisko co znaczyo.
Po jednej i drugiej stronie pani Cecylii Weisz, niczym kurczaki wok
kwoki, rozsiado si rodzestwo Erika. Z jednej strony dorosy ju
Leopold z ma Carrie na kolanach, a z drugiej trjka chopcw: Theodore,
William i Nathan. Wszyscy odwitnie ubrani. I z powanymi minami,
jakby przyszli na pogrzeb, a nie na pokaz magicznych sztuczek.
Chopak umiechn si do nich, wsun rk do wewntrznej kieszeni
poyczonego fraka i wydoby tali kart. Ludzie lubili karciane sztuczki, a
ju najbardziej, gdy prowadzcy robi idiot z kogo z publicznoci. Czuli
ulg, e to nie ich wybrano do pokazu.
- Poprosz teraz o pomoc - powiedzia Erik, rozkadajc rce.
Wiedzia, e jeeli nikt si nie zgosi, rk podniesie czowiek
podstawiony przez Studa, wic wszystko byo w porzdku. Cho wolaby
kogo przypadkowego. Tacy reaguj zdecydowanie zabawniej.

Ku jego radoci zgosio si a kilka osb. Wybra szczupego, bladego


mczyzn w kraciastej marynarce. Jegomo z pozoru nieszczeglnie
nadawa si na asystenta - nosi okulary z grubymi szkami, ysia, a po
jego bladej twarzy spyway wielkie krople potu. Na dodatek, co chopak
zauway, gdy facet wgramoli si na scen, mia tik nerwowy - opuszcza
i unosi brwi.
Mimo to mody magik by pewien swego wyboru. Gdyby wskaza na
zgrabn blondynk z trzeciego rzdu, pojawiyby si plotki, e dziewczyna
jest podstawiona. A wola unikn takich oskare, zwaszcza podczas
pierwszego wielkiego wystpu.
- Zawsze wybieraj brzydkich, a take tych, ktrzy wygldaj na
zwykych i nudnych - doradzi mu wczeniej Stud. - Ci ciekawi i pikni
odkryli ju swoj magi.
Chopiec ucisn do mczynie i poda mu karty.
- Dzikuj, e postanowi pan mi pomc, panie...
- Albert Clumb - przedstawi si chudzielec, szczerzc poke zby w
umiechu. - Z Chicago.
- Kawa drogi, panie Clumb - stwierdzi Erik i wskaza karty. - Grywa
pan czasem?
- W kady czwartek urzdzamy sobie z kolegami maego pokerka...
oczywicie tylko na zapaki.
Kto parskn gono, wzbudzajc oglne rozbawienie. Mody magik
pozwoli publice na t chwil wesooci. Gdy umilka, unis w gr karty.
- Teraz poprosz pana, by wycign pan jedn z kart i pokaza j
wszystkim prcz mnie. Potem schowa j pan do talii w dowolne miejsce, a
ja zgadn, jaka to karta. Gotowy? Prosz wic wylosowa... Znakomicie,

teraz ja si odwracam, a pan pokazuje kart wszystkim... wietnie... i


wkadamy j do talii. Wielkie brawa dla pana Alberta Clumba z Chicago!
Rozlegy si owacje, a Erik zerkn w stron rodziny. Szkoda, tylko
Theodore i maa Carrie okazywali zainteresowanie. Pozostali przygldali
si scenie ze znudzeniem ukrytym pod sztucznymi umieszkami. Mia
nadziej, e za chwil zainteresuj si bardziej. Bo jeli nawet rodzina si
nudzi...
Tymczasem Albert Clumb wrci na miejsce. Nadszed czas na drug
cz sztuczki. Chopiec ponownie unis karty i zacz je przeglda.
Doszed do koca talii i... nie znalaz. Wystraszonym wzrokiem spojrza na
widzw i ponownie, tym razem duo szybciej, obejrza karty.
Publiczno zamara. Ucichy rozmowy, szelest papierowych torebek,
nawet gone oddechy cierpicych z gorca ludzi w rodkowych rzdach.
Ukryty za kulisami Stud nerwowo przestpi z nogi na nog.
Erik bezradnie opuci rce i karty posypay si na deski sceny.
Westchn gono.
- Wyglda na to, drodzy pastwo - powiedzia lekko amicym si
gosem - e pan Clumb mnie nie lubi. Nie chce, by udaa mi si sztuczka.
Spojrzenia widzw w jednej chwili przeniosy si na niedawnego
pomocnika wielkiego Houdiniego, ktry cho wydawao si to
niemoliwe, poblad jeszcze bardziej. Brwi skakay mu w gr i w d
niczym kauczukowa pieczka. Chopcu niemal zrobio si go al.
- Niech pan pozwoli do mnie, panie Clumb, jeszcze na chwilk poprosi. - Dosownie na momencik.
Mczyzna wsta i rozgldajc si na boki, jakby szuka wsparcia,
powoli podszed do sceny.

- To... to jakie nieporozumienie. Ja... - zacz ju na schodkach, ale


Erik nie da mu dokoczy.
Zapa go za krawat i wycign spod niego kart.
- Tu j pan schowa! - zawoa radonie i pokaza publicznoci dam
trefl. Rozlegy si gone brawa, sycha te byo zdumione okrzyki.
Erik skoni si i wskaza na Clumba. Ostatecznie on rwnie zasuy
na aplauz.
Pierwszy numer dobieg koca, a serca publicznoci naleay ju do
Harryego Houdiniego.
***
Potem szo jak z patka. Erik zademonstrowa jeszcze kilka karcianych
sztuczek, nim zabra si do pokazu z kajdankami. Trzeba przyzna, e Stud
niele to zorganizowa. Kiedy na scen wkroczy Bill Stetham, by zaku
Houdiniego, z widowni poderwa si postawny mczyzna w mundurze
policyjnym i powiedzia, e nie wierzy, by kajdanki byy prawdziwe.
- Tak si skada, e mam tu swoje - powiedzia z tryumfem. - I chtnie
ich uycz.
Rzecz jasna, adne kajdanki nie byy felerne. Erik nie zgodziby si na
takie oszustwo. Uzna jednak, e drobne przedstawienie z ca pewnoci
nie zaszkodzi, a tylko zwikszy zainteresowanie.
Oczywicie chopiec uda wzburzenie i wypad o wiele bardziej
wiarygodnie ni Stetham, ktry nie by stworzony do kamstw. Przez
chwil toczy ostr dyskusj z policjantem, potem pozwoli si zaku.
Ponarzeka, e za ciasno, a potem... uwolni si w niecae trzydzieci
sekund. Poda kajdanki ktremu z widzw w pierwszym rzdzie, a potem

kady mg ich dotkn, potrzsn czy nawet sprbowa rozgi. Byy


autentyczne i nikt nie mia co do tego wtpliwoci, zwaszcza e mundur
policjanta, ktry chodzi wrd rzdw, jakby nie chcia straci z oczu
swojej wasnoci, te robi swoje.
Tymczasem Erik pomg wtaszczy na scen kufer i acuchy. Od
finaowego numeru dzielio go kilka sztuczek, ale chcia wzbudzi
ciekawo, sprawi, by ludzie dreli z niecierpliwoci. Bo to mia by...
Najlepszy numer wiata.
***
- Nastpnym razem przynie mi kota - powiedziaa Pani, gdy Harry
zamkn drzwi. - Myl, e dojrzaam do nastpnego.
- Nastpnego? - zapyta chopiec.
Pani skina gow i odrzucia koc z kolan. Wstaa.
Mimo e, przynajmniej zdaniem Erika, temperatura w pokoju nigdy si
nie zmieniaa, gospodyni wygldaa na przemarznit. Miaa na sobie
grub, sigajc kostek wenian spdnic i rwnie ciepy pulower, a na
donie nacigna rkawiczki bez palcw.
Wosy zaplota w kok, przez co wygldaa jak nauczycielka z pensji
dla panien.
Chocia nie - poprawi si w mylach chopiec. - Nauczycielki to
zwykle stare, zgorzkniae panny, adna z nich nie jest nawet w poowie tak
pikna.
- Kiedy miaam ju kota - wyjania Pani, podchodzc do okna.
Wyjrzaa, po czym zamkna je po raz pierwszy, odkd Erik zacz si tu
pojawia. - A pewnego dnia zwierzak po prostu wyskoczy. Bez powodu.

Chopiec pokiwa gow. W gbi serca wiedzia, dlaczego tak si stao.


Okno go zawoao, skusio swym widokiem. Wola tego gono nie mwi,
ale by pewien.
- Jak idzie wystp? - zapytaa Pani. Bez zainteresowania, z czystej
grzecznoci. Wyczu to, wic zdawkowo odpowiedzia, e niele.
- Oczywicie najwaniejszy numer wanie trwa - doda, liczc, e te
sowa wywoaj jej umiech.
Nic z tego. Pani przejechaa smukymi palcami po framudze, w ogle
nie zwracajc na swego gocia uwagi. Mylami bya daleko.
Erik sta przez chwil, odwrci si i postpi krok w stron drzwi.
- Wybierz trzecie na lewo od tych, ktrymi wszede - rozleg si gos
za plecami. - I nie zapomnij o kocie.
***
Stud by wniebowzity. Biega midzy rzdami, przyjmowa gratulacje,
ciska rce widzw, zapraszajc na inne pokazy. Zerka te w stron
Harryego i chwali si, jak to odkry chopca i da mu szans. Ludzie
pytali o nastpny wystp. Niektrzy ju chcieli kupowa bilety.
Mody magik zszed ze sceny i podszed do rodziny. Maa Carrie
rzucia mu si na szyj.
- Bye wietny! - zawoa podekscytowany Nathan. Przerasta Erika o
gow, patrzy wic na z gry i schyli si, by ucisn brata.
- To prawda, bye niesamowity - potwierdzi Leopold, gaszczc wsa.
Odkd zatrudni si jako specjalista od promieni Roentgena, stara si
wyglda i zachowywa jak angielski lord.
Erik, wci z Carrie uczepion szyi, ucisn jego do, potem

pozostaych braci, a z niepewnoci skupi wzrok na matce.


Cecylia Weisz nie krya wzruszenia. Otara z chustk i umiechna
si...
- Mj may Erik... - wydusia wreszcie. - Gdyby tylko twj ojciec mg
ci zobaczy.
- Na pewno by si wciek - szepn Theodore.
Chopiec mrugn do niego. Jego brat mia racj. Samuel Weisz, jak
przystao na konserwatywnego rabina, nie byby zadowolony. Cho z
drugiej strony... trwa w kocu dzie cudw.
- Myl, e czas na obiad, mamo - powiedzia agodnie Houdini. Magia to wyczerpujce zajcie.
***
Wieczorem Erik ze Studem poszli, jak to okreli Bill Stetham, na
spotkanie z noc. Impresario upar si, e przedstawi chopcu pikniejsz
cz Nowego Jorku, t zarezerwowan dla ludzi z penymi portfelami.
- Ju niedugo bdziesz do nich nalea - obieca, klepic Houdiniego
po ramieniu. - Zacznij si przyzwyczaja.
Wbrew buczucznym zapewnieniom impresaria, ktry chwali si
dobr znajomoci lokali, troch pobdzili, nim znaleli mi i przytuln
knajp. Nosia nazw U Joego i sprawiaa wraenie nijakiej, ale
przynajmniej nie mierdziao w niej wdk.
Rozsiedli si na kanapie nieopodal wejcia. Mieli widok na cae
wntrze, a w razie czego mogli sprawnie i po cichu opuci lokal. Nie
eby spodziewali si czego zego, ale ostronoci nigdy za wiele. Stud
skin na kelnera i zamwi whisky.

- I jak si czujesz jako gwiazda? - zapyta, czstujc chopca ze


srebrnej papieronicy.
Erik wzruszy ramionami.
- Nie widz rnicy, panie Stud - stwierdzi zgodnie z prawd.
Impresario rozemia si.
- A powiniene, masz przed sob wielk przyszo, Houdini. Ty po
prostu czujesz scen. - Pochyli si lekko i poleci, by chopiec zrobi to
samo. - Przy pierwszym numerze mylaem, e naprawd ci si posypao.
Nabrae takiego wyg jak ja. Jeste mistrzem, chopcze.
- Ale kraivnitze dalej zajmuj mi ponad minut.
- Niewane! - Stud machn rk. - Kto by si martwi gupimi
kajdankami, gdy udao ci si zrobi ten cay numer z kufrem i
acuchami?! Raz jeszcze powtarzam, jeste wielki. Prawdziwie wielki
Houdini.
Kelner postawi przed nimi butelk whisky i dwie szklanki wypenione
lodem. Skin gow, po czym oddali si pospiesznie.
Gwar w lokalu powoli zacz cichn. Erik odwrci si i ju wiedzia
dlaczego. Na malek scen wkroczya owinita w boa moda dziewczyna
i rozlegy si dwiki fortepianu. Artystka zacza piewa.
Erik patrzy na ni urzeczony. Miaa sympatyczn twarz o penych
policzkach i lekko zadarty nos. Wosy barwy ciemnych kasztanw zgodnie
z mod upia wysoko.
Dziewczyna podobaa mu si, ale z ca pewnoci nie chodzio mu
tylko o urod. Owszem, bya cakiem adna, ale daleko jej byo do Pani.
Gos te miaa nieco za niski i chropawy. Erik pamita, e sysza kiedy
podobnie piewajce czarnoskre pokojwki - gboko, jakby z wntrza

studni.
Jednak co w tej dziewczynie sprawiao, e nie mg oderwa od niej
wzroku. Pooy okcie na oparciu fotela i wspar na nich brod.
Stud umiechn si i skin na kelnera.
- Co to za dziewczyna?
Kelner, mody chopak o pocigej, pryszczatej twarzy i posturze
wieszaka, wzruszy ramionami.
- Ma na imi Bess i piewa tu od miesica. Ale tak naprawd jest
tancerk. Tak przynajmniej mwia. I to sycha.
Impresario unis brwi.
- e jest tancerk?
- e nie jest piosenkark - odpar chopak. Brod wskaza Erika. - Ale
gocie j lubi.
Stud skrzywi si na widok szklaneczki stojcej przed Erikiem. W
lokalu byo gorco i z ca pewnoci zrobia si ju ciepa. A impresario
niewiele zna rzeczy gorszych ni ciepa whisky.
Tymczasem Bess skoczya piewa. Rozlegy si owacje i gwizdy.
Houdini klaska tak mocno, e impresario zlk si o jego donie. Czym
jest magik bez swoich doni? Odchrzkn gono.
- Przepraszam, panie Stud. - Erik odwrci si, na jego twarzy wida
byo zmieszanie. - Ja tylko...
- Nie masz za co przeprasza. Sam si dziwi, dlaczego ja tak nie
reaguj.
Sign do portfela i wycign dwadziecia dolarw.
- Myl, e powiniene zaprosi gdzie t dziewczyn, gdy ju skoczy
- stwierdzi, podsuwajc chopcu banknot. - Dzisiejsz wypat schowaj

sobie na pniej. Tu masz zadatek na poczet przyszych wystpw. Nie


przynie mi wstydu.
Wsta i ruszy w stron baru, zostawiajc zdumionego Erika samego.
Erik przez chwil chcia pj za nim, upewni si, czy wszystko w
porzdku, ale Bess zacza drug piosenk. Impresario przesta by istotny.
***
Po raz pierwszy sta w tak czystym zauku. Do niedawna nie mia
pojcia, e takie istniej. Nie byo porozrzucanych mieci wok kuba,
schody prowadzce na zaplecze U Joego kto starannie pozamiata, a
wiszca nad wejciem lampa rzucaa te wiato na ca niemal uliczk.
Przestpi z nogi na nog. Czu, e zascho mu w gardle, i zamia si
nerwowo. Kilka godzin temu bez ladu skrpowania zabawia pen sal, a
teraz mia trem przed spotkaniem z jedn dziewczyn. Pomyla, e moe
tak wanie przyjdzie mu reagowa na wszystkie adne kobiety. W kocu
przy Pani te czu si niepewnie.
To jednak nie to samo - pomyla. - Tej dziewczyny si nie boj.
Westchn i przyjrza si kupionemu bukietowi. Kwiaty byy lekko
przywidnite, ale czy ktokolwiek w Nowym Jorku zdobyby co lepszego
o tej porze. Chopak, ktry mu je przynis, zachowywa si, jakby robi
wielk ask, a na dodatek policzy jak za kilka wieych wizanek. Erik
zapaci bez sowa. Tego wieczoru sta go byo na cay wiat.
Drzwi od zaplecza uchyliy si i serce chopca zabio ywiej. Zamiast
Bess wyoni si ysy pianista.
- Czekasz na Bess?
Erik skin gow.

- Kazaa mi powiedzie ci, e to jeszcze potrwa. Szef wezwa j do


siebie i pewnie troszk tam posiedzi. Zaczekasz?
- Jasne - umiechn si magik. Wbieg po schodkach i zza ucha
pianisty wyj jednodolarowy banknot.
- To pewnie ktry z napiwkw - powiedzia, podajc go mczynie. Szkoda byoby zgubi.
Muzyk rozemia si zaskoczony.
- Skoro potrafisz wyczarowywa pienidze, nadajesz si dla maej Bess
- stwierdzi. - Zasuguje na wszystko, co najlepsze.
Poegna si i znikn za drzwiami.
Chopiec odwrci si, wspar rce na barierce... i wtedy go dostrzeg.
Siedzia na kuble, lekko przechylajc ebek i przygldajc si Erikowi
swymi szmaragdowymi oczami. By cay czarny, jeli nie liczy biaej
obwdki wok prawego oka, przez ktr wyglda, jakby naoy monokl.
I nie zapomnij o kocie - chopiec przypomnia sobie sowa Pani. Ten
z ca pewnoci mgby jej si spodoba. By... dziwny.
Mody magik zerkn za siebie. Jeeli dobrze si uwinie, zdy, zanim
wyjdzie Bess. Nie chcia mie dugu u Pani.
Pooy kwiaty na porczy i powoli zszed po schodach. Porusza si na
palcach, w penej gotowoci do skoku.
Kiedy, gdy wiczy jeszcze akrobatyk, kazano mu apa koty, by
poprawia szybko i koordynacj. Wikszo z tamtych dachowcw
wygldaa groniej i bardziej dziko ni ten, Erik nie spodziewa si wic
kopotw. Gdy od kuba dzieliy go jakie trzy stopy, rzuci si do przodu,
wycigajc rce. Niewiele brakowao, ale kot byskawicznie przeskoczy
na mietnik obok, potem odbi si od gowy chopca i wyldowa na

balkonie zejcia przeciwpoarowego. Tam usiad i ponownie przechyli


ebek. Erikowi wydao si, e mrugn.
- Jeste w sam raz dla Niej - westchn chopiec, wac na kube.
Podcign si i po chwili sta ju na balkonie. - Tylko spokojnie, futrzaku
- szepn.
Sign do kieszeni i uda, e co z niej wyciga. Potem zacinit
pi skierowa w stron kota. Wystarczyoby, eby zwierzak zrobi cho
jeden krok do przodu, a ju by go mia. Ale ten ani drgn.
Erik zerkn w stron drzwi od zaplecza.
- Pani, jeli naprawd zaley ci na tym zwierzaku - westchn - prosz,
by mnie wpucia do swego domu... teraz!
Skoczy i tym razem udao mu si zapa zwierzaka. Mocno
przyciskajc go do piersi, wpad prosto w wiato.
Gdzie przed nimi rozleg si radosny pisk i klaskanie.
***
- Jest liczny, Eriku - powtrzya Pani, tulc kota. Ten nie protestowa.
Przeciwnie, mrucza cichutko, jakby spotykaa go najwspanialsza rzecz w
yciu.
A tak si wzbraniae - pomyla chopiec i zerkn na swoj
marynark. Kocie pazury zrobiy swoje i teraz nadawaa si do
wyrzucenia. Westchn. Nie zrobi odpowiedniego wraenia na Bess.
Pani chwycia kota za kark i podniosa do oczu. Potara nosem o jego
nos i zapiszczaa wesoo. Tego dnia ubrana bya jak niektre dziewczyny z
Bulwaru Zamanych Serc - te, ktre chciay uchodzi za modsze. Erik
sysza, jak jedna z nich mwia, e skoczya niedawno trzynacie lat,

cho wygldaa na trzydzieci. Miaa dwa kucyki zupenie jak teraz Pani i
ubranko przypominajce strj uczennicy z dobrej szkoy. Rzecz w tym, e
Pani rwnie zachowywaa si jak dziewczynka. Nawet gos jej si
zmieni.
- Musz ju wraca, Pani - powiedzia Erik, robic dyskretny krok do
tyu. - Kto na mnie czeka.
- To niech czeka! - Tupna. - Nie pokazaam ci jeszcze, jakich
nauczyam go sztuczek.
Szepna co kotu do ucha i postawia go na pododze. Zwierzak
powoli podszed do Erika, pocign go za nogawk. Wypad z niej
dolarowy banknot.
- To pewnie ktry z napiwkw! - zawoaa Pani, z radoci klaszczc
w donie. - Szkoda byoby zgubi.
Chopiec umiechn si pod nosem.
- Naprawd, Pani, musz ju i. Nastpnym razem zostan duej.
- Lepiej ju tutaj nie wracaj. - Zrobia powan min. - Co za duo, to
niezdrowo. A ty do ju zmienie.
- Jak to? - zapyta chopiec, ale gospodyni ju na niego nie patrzya.
Wycigna rce w stron kota i szeptaa w niezrozumiaym jzyku.
Erik odwrci si.
- Jedenaste drzwi na prawo - powiedziaa Pani.
Chopiec ponownie znalaz si w zauku. witao.
***
Wieczorny wystp Bess okaza si jej ostatnim w Nowym Jorku. Nikt z
pracownikw U Joego nie mia pojcia, ani gdzie mieszkaa, ani gdzie

zamierzaa wyjecha. Najzwyczajniej w wiecie znika.


Erik szed ulic z rkami w kieszeniach i ze spuszczon gow. By
wcieky na Pani, e tak zabawia si jego kosztem. W kocu przynis jej
cholernego kota, a ona nie do, e zabraa mu noc z ycia, to jeszcze
przekrelia szans na mi znajomo.
Kopn kamie lecy w wyschnitym rynsztoku i patrzy bezmylnie,
jak toczy si na rodek ulicy. Od domu dzielia go jeszcze jedna
przecznica, ale nie mia ochoty tam i. Do matki te nie. Przyszed mu do
gowy impresario, tyle e on z ca pewnoci spyta, jak poszo, a Erik nie
mia ochoty wymyla kamstw.
Zdecydowa si na sal pokazow. Stud wynaj j na cay miesic i
da chopcu komplet kluczy, gdyby chcia potrenowa w samotnoci. I
moe wanie tego byo mu teraz potrzeba.
Gdy dotar na miejsce, na schodkach siedzia modszy brat Theodore.
- Co ty tu robisz? - zapyta Erik. - Mama wie, e tu jeste?
- Wie - odpar chopiec. Jak przystao na dziesiciolatka, nogi mia
poobijane, a okcie i kolana w strupach. Teraz ciko pracowa nad
zdrapaniem jednego z nich z nogi. - Kazaa ci powiedzie, e masz mnie
zrobi swoim pomocnikiem.
Erik opar rce na biodrach i wybuchn miechem.
- A w czym niby masz mi pomc, Theo?
- No jak to w czym?! W sztuczkach! - Chopiec popatrzy na jak na
idiot. - eby nie musia bra do pomocy takich azgw jak ten go z
Chicago. O mao nie zepsu ci numeru.
- Ale jako si udao. - Erik wszed na schody i by ju u drzwi. - A ty
id lepiej do domu, zanim si matka dowie, e zwiae.

Woy klucz do zamka i zamyli si.


- Albo wiesz co, Theo? Chod, naucz ci paru rzeczy. Moe mi si
przydasz.
Chopiec poderwa si z szerokim umiechem.
- Od dzi nazywam si Hardeen, Hardeen Houdini - oznajmi, po czym
podbieg do brata i mocno go przytuli. - I dzikuj.
***
Nie miny dwa miesice, a Harry Houdini dawa rednio dziesi
wystpw w tygodniu. I zawsze mg liczy na pen sal. Niektrzy
przychodzili po kilka razy, prbujc zrozumie tajemnic jego sztuczek.
Inni dla drobnych zmian, ktre Erik wprowadza z kadym spektaklem.
Ani jeden pokaz nie wyglda tak samo. Najczciej zmienia karciane
triki, ale czasem dodawa co do numeru z kajdankami. Na przykad
rozkuwa si, wiszc gow w d, przywizany stopami do belki nad
scen.
Theo, a waciwie Hardeen, spisywa si lepiej ni znakomicie. Nawet
starszy brat nie wiedzia, jakie ma zdolnoci aktorskie i jak wietnie udaje
zaskoczenie i podziw - mimo e wyjani mu dziaanie wikszoci
sztuczek. A przynajmniej tych, ktre dao si wyjani.
Na stycze zaplanowali pierwsz tras po pnocnych stanach, a na
kwiecie szykowali si na podbicie Zachodu. Wszystko szo wspaniale.
Do czasu...
***
Erik siedzia w garderobie i bbnic palcami po blacie, wpatrywa si

w marynark Studa wiszc na drzwiach szafy. By zy - jeli impresario


si nie zjawi, rola zapowiadajcego spadnie na Theo, a chopiec nie radzi
sobie z przemwieniami. To osabioby wystp, a Houdini nie mg sobie
pozwoli na potknicia. Na pewno jeszcze nie teraz.
Kto zapuka i w drzwiach stan Theo. Po policzkach cieky mu zy,
cicho pociga nosem. Za jego plecami sta blisko olbrzymi, barczysty
mczyzna w mundurze policjanta.
- Czy pan Houdini? - zapyta, mitoszc czapk w ogromnych
doniach.
Erik skin gow.
- To ja, stao si co, panie oficerze?
Policjant delikatnie odsun na bok Theo i wszed do rodka. Musia
si schyli, by nie uderzy gow o framug.
- Chodzi o pana Studa.
- Co z nim?
- Zosta napadnity wczoraj wieczorem, gdy wraca do domu.
Obrabowano go, a on sam ciko pobity trafi do szpitala.
- Ktrego?! - Erik doskoczy do szafy i wycign paszcz. - I jak si
teraz czuje? Jest przytomny?
- On nie yje, panie Houdini - odpar policjant. - Zmar nad ranem.
***
Pani wygldaa na obojtn. Siedziaa w fotelu owinita ciepym
szalem i wpatrywaa si w okno. Tylko kot zwinity w kbek na jej
kolanach przyglda si Erikowi z zaciekawieniem.
- I nic nie powiesz, Pani? - wypali chopiec.

- A co, twoim zdaniem, mam zrobi? - odpara gospodyni, wzruszajc


ramionami. Nie zaszczycia go nawet spojrzeniem. - Wskrzesi zmarego?
Zreszt ostrzegaam ci. Teraz moesz mie pretensje tylko do siebie.
- Jak to?! Kiedy?
- Wtedy, gdy przyniose mi kota - wyjania Pani. - Powiedziaam, by
lepiej nie wraca. e i tak zmienie za duo. Ale ty wiedziae lepiej. Wic
teraz masz, czego chciae, o wielki Houdini.
Mwia spokojnie, nie podnoszc gosu, bez zmian intonacji.
Jest obojtna - pomyla Erik, a przecie tam umar czowiek. Cholera, umar sam James Stud! I ona jeszcze mie mwi...
- Dokadnie tak, Eriku - powiedziaa Pani, zgadujc jego myli. - To
wszystko przez nas. To my zabilimy twojego przyjaciela. - Zajrzaa mu
gboko w oczy.
- Nie patrz na mnie w ten sposb, nie artuj. Za kadym razem, gdy
std wychodzisz przez inne drzwi ni te, ktrymi przyszede, odrobin
zmieniasz rzeczywisto. Wkraczasz w inny jej wymiar. Zwykle nie jeste
w stanie dostrzec tych zmian, bo s to malekie drobiazgi. Czasem kto
nosi czarny paszcz zamiast szarego, czasem w cukierniczce zamiast cukru
znajduje si sl albo jakie kdki nieoczekiwanie same si otwieraj. Ale
s i odleglejsze wersje wiata. Nawet takie, gdzie brak jest caych miast,
krajw czy nawet planet. Niezliczone s wersje przyszoci, wic wszystko
jest moliwe. A w tym miejscu teraniejszo czy si z jedn ze cieek
przyszoci. To miejsce to wieczne Teraz, Centrum wszystkiego.
Erik cofn si o krok.
- Czy to oznacza, e jeste Bogiem?
Parskna miechem, zaraz jednak spowaniaa. Poprawia szal i ukrya

donie w rkawach swetra.


- Nie, Eriku. Ja niczego nie tworz. Jeli ju koniecznie chcesz szuka
Wszechmogcego, to jest nim to miejsce. Ono losowo wybiera, jak dalej
potoczy si ycie na twoim wiecie, i cignie to dalej. A waciwie
wybierao, zanim si tutaj pojawie. A teraz... no c, chyba ty jeste
Bogiem, Eriku. I moesz dowolnie zmieni przyszo.
- A przeszo? - Przestpi nerwowo z nogi na nog. - Bo jeli
mgbym...
- Przeszoci ju nie ma - przerwaa mu Pani. - Istnieje w twoich
wspomnieniach. A te, jak si postarasz, moesz zmienia do woli.
Chopiec pokrci gow i obejrza si. Za nim sta rwny rzd
identycznych drzwi cigncy si w nieskoczono. Z przeraeniem
odkry, e nie pamita, ktrymi wszed. Wczeniej nie miao to znaczenia,
teraz stao si istotne. Nie chcia zmienia niczego wicej... Chyba e...
- Czy istnieje wersja przyszoci, w ktrej James wci yje? - zapyta.
Pani machna rk.
- Zapewne cae miliony, ale drzwi do nich s bardzo daleko, bo to
powana zmiana. Zreszt nie, nie powiem ci ktre! Ty nie mgby y w
tamtych wersjach. A ja wci ci lubi, Eriku. I nie pozwol ci umrze.
Zwiesi gow i sta tak, oddychajc gboko i prbujc ogarn
umysem, co wanie usysza. Nagle si wyprostowa.
- Chc wrci drzwiami, ktrymi tu wszedem.
Pani skina gow.
- Teraz to trzecie drzwi na lewo. Uwaaj na siebie.
Erik ukoni si lekko i podszed do drzwi.
- egnaj, Pani - powiedzia, wychodzc.

- Do widzenia, Eriku - odpara cicho.


***
Publiczno Nowego Jorku okazaa wielkoduszno i bez awantur
przyja informacj o odwoaniu pokazw do koca roku. Wikszo tych,
ktrzy wpacili rezerwacj, nie daa zwrotu pienidzy, proszc jedynie o
kupon, ktry pozwoli im wej za darmo, gdy wielki Houdini wrci do
formy. Wszyscy rozumieli strat, jak bya dla Erika mier impresaria.
Niestety, ustalonych ju tras po caym kraju nie dao si odwoa tak
atwo. Zwaszcza mieszkacy maych miasteczek, ktrzy spotykajc si z
Krlem Kajdanek, chcieli zakosztowa nowojorskiego ycia, nie zgadzali
si na zwrot pienidzy. Chcieli zobaczy Houdiniego, ktry, o ironio,
prcz paru marnych sztuczek nie mia im nic do pokazania.
***
Mieszkanie Leopolda pene byo ksiek. Stay nie tylko na
rozlicznych regaach, ale te na szafkach w kuchni i na stole w salonie. Z
wikszoci tomw wystaway zakadki. Erik zastanawia si, czy to
moliwe, by jego brat przeczyta wszystkie. A moe taka wanie panowaa
moda wrd naukowcw - zastpi meble ksikami.
Chopiec usiad w fotelu, liczy jednak, e uda mu si szybko std
wyrwa. Nie by w nastroju do rodzinnych spotka, nie chcia
wysuchiwa wci tych samych kondolencji i wyrazw wspczucia.
Przyszed tu tylko, bo Leopold zagrozi, e powie matce, co si dzieje z jej
synem. A Erik - jak aden z braci - nie chcia, by cierpiaa. Cho
podejrzewa, e Leo blefuje, wola tego nie sprawdza. On zawsze by

dziwny.
No i jeszcze co - Erik martwi si o Theo. Dzieciak stanowczo
odmwi, gdy pada propozycja, by wrci do matki. A potem za punkt
honoru postawi sobie opiek nad zaamanym bratem. Zacz mie
podejrzanie duo wolnego w szkole i ani myla o wychodzeniu na
podwrko. Spacer na drugi koniec miasta mg mu dobrze zrobi. Tym
sposobem obaj wyldowali w ksikowym przytuku, ktre ich najstarszy
brat nazywa mieszkaniem.
- Myl, Eriku, e powiniene odpocz od tego wszystkiego stwierdzi Leopold, gdy usiedli przy obiadowym stole. Patrzy na brata
spod zsunitych na czubek nosa okularw. Uwielbia je nosi w ten
sposb, bo uwaa, e tak wyglda powaniej. Reszta rodziny zgodnie
twierdzia, e tylko si omiesza. Cho, jak susznie kiedy zauwaya
matka, by synnym doktorem i moe wiedzia co, o czym oni nie mieli
pojcia. - Wysaem telegram do jednego z przyjaci w Kanadzie. Jest
dyrektorem sanatorium i powiedzia, e chtnie ci przyjmie. Jako gocia,
nie pacjenta, oczywicie.
Erik smtnie wpatrywa si w peen talerz. Wzruszy ramionami.
- Czy ja wiem, Leopoldzie? Ju par miesicy nic nie robi, tylko
odpoczywam. A musz wymyli nowy numer finaowy. I to jak
najszybciej.
- Nie rozumiem - wtrci si Theo. By rozdraniony, lubi swoj prac,
a wszystko wskazywao, e mier impresaria przekreli karier braci
Houdinich. - Przecie stary numer by dobry. Ludziom si podoba, a ci w
innych miastach jeszcze go nie...
- To by zy numer! - uci Erik, posyajc modszemu bratu grone

spojrzenie.
Na chwil przy stole zapanowaa cisza.
- Wiesz dobrze, e nie znam si na tej twojej magii i sztuczkach Leopold sprbowa od innej strony. Odruchowo wygadzi wsa. - Ale
mnie, jeli napotkam problem, zwykle pomaga zmiana otoczenia.
Syszaem, e wszystko, co nas otacza, usiuje nam powiedzie co
wanego. Ale jeli, cae ycie widzimy wok siebie to samo, nie
usyszymy nic nowego, bo te gosy staj si tem naszej codziennoci. W
Kanadzie moesz myle rwnie dobrze jak tutaj, a przynajmniej
pooddychasz wieszym powietrzem. - Skin gow na najmodszego. Nastawisz wod na herbat, Theo?
Chopiec odoy widelec.
- Mam teraz na imi Hardeen. Hardeen Houdini.
Przejecha rk po wosach, odgarniajc dug grzywk, i wyszed.
- Erik - Leopold ciszy gos - wiem, e w kocu sobie poradzisz.
Pewnie duo ci to zajmie, zmarnujesz mnstwo czasu, ale jeste twardy.
Powiniene jednak zobaczy, jak ten dzieciak na ciebie patrzy. Jeste dla
niego bohaterem. Nie ja, nie ojciec, tylko ty. Jeeli nie chcesz tego zrobi
dla siebie, zrb dla niego. Uwierz, nawet jeli nie pomoe, to taki wypad
na pewno wam nie zaszkodzi.
Houdini skin gow. Co racja, to racja.
***
Mie sanatorium okazao si zakadem dla obkanych. Erika to nie
zdziwio. Zdy pozna kilku znajomych Leopolda i dyrektor zakadu
psychiatrycznego doskonae do tego grona pasowa. Chopiec by tylko

ciekaw, czy te nosi gupie okulary.


Nie nosi. W ogle nie przypomina naukowca. Dobrze zbudowany,
przystojny

trzydziestolatek

wyglda

na

zawodowego

sportowca.

Dodatkowo by znakomicie opalony, co w Kanadzie w przededniu zimy


nie zdarzao si czsto.
Przywita braci Houdinich dopiero w bramie zakadu, przepraszajc, e
nie mg odebra ich z dworca. Przedstawi si jako Trevor Wood, dla
przyjaci Trevor. adnych tam doktorw, jak zwyk akcentowa swj
tytu Leopold. Erik uzna, e to dobry znak, skoro maj by jego gomi
przez kilka tygodni.
Chcia wierzy, e sowo go bardziej pasuje do sytuacji ni
pensjonariusz. Po starszym bracie mg si spodziewa wszystkiego.
- Mam nadziej, e bdziecie si tutaj dobrze czu - powiedzia Trevor,
prowadzc ich wzdu wysypanego wirem podjazdu. - Czasem w nocy
sycha dziwne dwiki, ale to jedyna niedogodno. To wspaniae
miejsce.
Trudno byo si nie zgodzi. Gwny budynek zakadu stanowia
budowla

przypominajca

baniowy

paac,

wielkich

oknach

zakoczonych ostrymi ukami, ze zdobionymi gzymsami i co najmniej


kilkunastoma maymi wieyczkami. Do wejcia prowadziy schody, z obu
stron strzeone przez kamienne gryfy.
Trevor dostrzeg zachwyt goci. Umiechn si.
- Nie zdyem jeszcze pozna dobrze historii tego miejsca, ale
podobno jest to dom ktrego z angielskich ksit. To znaczy by, zanim
zosta spldrowany, a potem odremontowany, rozbudowany i oddany na
zakad. W kadym razie robi wraenie, czy nie? Z drugiej strony wyglda

mniej ciekawie. Panowie rozumiecie, inny architekt, inne przeznaczenie! Rozemia si. - Ale wasze pokoje s w adniejszej czci. Po tym, co
syszaem o wielkim Houdinim, nie miabym trzyma go w zamkniciu.
***
Zaraz po obiedzie, ktry zjedli w salonie gospodarza, Erik postanowi
uda si na may spacer. Dla kogo, kto wikszo ycia spdzi w Nowym
Jorku, okoliczne lasy stanowiy nie lada atrakcj. Chopiec nie zamierza
jej zmarnowa.
Idc wzdu wysokiego muru szpitala, a potem ciek pomidzy
potnymi drzewami, zastanawia si, czy dobrze zrobi, przyjedajc do
Kanady. Przepeniao go dziwne i nieprzyjemne uczucie, e poczyni zbyt
mao wysikw, by znale nowy fina. Jakby podwiadomie pragn nie
pozostawi sobie innej moliwoci jak tylko powrt do pokoju Pani.
I nagle przed oczami stana mu twarz Studa. Jego znaczce
spojrzenie, gdy zostawia chopakowi dodatkowe pienidze na spotkanie z
Bess. Duma, jaka bia od impresaria, gdy Erik zaprasza go na scen i
dzikowa przed publik po kadym wystpie...
Za adne skarby nie mg wrci do Pani. Nigdy wicej zmieniania
rzeczywistoci!
Nawet nie zauway, kiedy zaczo si ciemnia. Nie mia ochoty
wraca, rozumia jednak, e mog si o niego martwi. Zmczenie
podr te dawao o sobie zna. Zawrci i ruszy w stron szpitala.
Gdy wrci, oczy same mu si zamykay. Wybka przeprosiny
zaniepokojonym Trevorowi i Theo, po czym poszed spa.
***

Obudzi go potworny wrzask. Poderwa si byskawicznie i nie


marnujc czasu na nakadanie szlafroka, wybieg z pokoju.
Korytarz pogrony by w ciemnoci. Tylko na kocu, przy samych
schodach, palia si maa lampka naftowa rzucajca akurat tyle wiata, by
obudzi zowrogie cienie.
Erik wrci do pokoju po kaganek. Mia zamiar sprawdzi, czy u Theo
wszystko w porzdku. Wrzask z ca pewnoci nie by krzykiem jego
brata, poza tym, jak sobie przypomnia, Trevor przestrzega, e w zamku
sycha czasem dziwne odgosy. Ale ostronoci nigdy za wiele.
Woy szlafrok, zapali wiec i ruszy korytarzem. Pokj Theo
znajdowa si na przeciwnym kracu. Chopiec sam go sobie wybra, bo w
tamtej sypialni stao najwiksze ko, jakie widzia w caym zamku, a do
tego z baldachimem. Erik te chtnie przespaby si w takim, ale uzna, e
bratu bardziej si naley.
Cichutko otworzy drzwi i zajrza do rodka.
Theo spa w najlepsze z rkami rozrzuconymi na ogromnych
poduchach i bogim umiechem na twarzy. Erik westchn cicho i wycofa
si na korytarz. Przynajmniej t spraw mia z gowy. O maego Hardeena
Houdiniego nie trzeba si martwi.
Pozostawaa kwestia upiornego wrzasku. Erik domyla si, e by on
dzieem ktrego z pacjentw. Ciekawe, co mogo skoni czowieka do
tak upiornego wrzasku. Postanowi to sprawdzi. Zdmuchn wiec i
cicho przekrad si do schodw, a potem do gwnego holu i zamknitego
skrzyda.
wiadomo, e nie powinno go tam by, tylko dodawaa smaku
nocnej wyprawie. Po raz pierwszy od dawna poczu si jak na scenie. Tyle

e tym razem nie mia publicznoci.


***
Dobudowana cz szpitala nie wygldaa mio: ceglane ciany i co
kilka krokw metalowe drzwi z niewielk klap wizjera. Do tego stojce
tu i wdzie wypenione wod pompy z wami zakoczonymi czym na
ksztat strzelb oraz fotele z kkami i skrzanymi paskami, ktrymi
przypinano pacjentw do porczy. Na kocu korytarza znajdowaa si
strwka pielgniarzy. Erik widzia z boku jednego z nich, odchylonego
do tyu, koyszcego si na krzele. W rku trzyma wachlarzyk kart.
Zza drzwi po lewej dobieg przecigy jk, a potem seria stumionych
uderze, ktrym towarzyszyy niezrozumiae sowa.
Chopiec ostronie zakrad si tam i odsun zasuwk przy wizjerze.
Zerkn do rodka.
Pomieszczenie byo duo mniejsze ni pokj, ktry mu przydzielono, i
nie dostrzeg w nim adnych mebli. Wszystkie ciany i podog wyoono
brzowymi materacami. Jedynym owietleniem pomieszczenia byo
wiato ksiyca wpadajce przez zakratowane okienko pod sufitem.
Przy lewej cianie sta mczyzna ubrany w dziwn koszul z
rkawami zawizanymi na plecach. Miarowo uderza barkiem o cian,
cay czas mwic do siebie. Z ust zwisaa mu struka liny.
- Nie wolno ci tu by, Eriku.
Obejrza si byskawicznie. Obok sta Trevor. Dyrektor umiecha si,
ale jego oczy mwiy, e nie jest zadowolony. Zapali zapak i przytkn
j do knota wieczki.
- Nie ma chyba potrzeby, by zapala gwne wiato, prawda? -

zapyta. - Pacjenci robi si od tego niespokojni, a ty zdoae dotrze tu


po ciemku.
- Ja... ja tylko - plta si Erik. Byo mu strasznie wstyd, a z drugiej
strony jego myli zaprztaa tajemnicza koszula. Ten chory mczyzna
mia problem z wypltaniem si z niej...
- Myl, e powiniene wypocz. - Trevor poda chopcu wiec i
poklepa go po ramieniu. - To by mczcy dzie, prawda? Wr do pokoju
i zap troch snu.
Erik skin gow i posusznie wrci do pokoju. Ale zasn udao mu
si dopiero nad ranem.
***
- C za strj mia na sobie ten czowiek? - zapyta Erik przy
niadaniu. Byo to pierwsze nawizanie do nocnych wydarze, bo Trevor
zachowywa si, jakby nic si nie stao.
- Kto? - zapyta Theo, unoszc gow znad talerza z jajecznic.
Popatrzy najpierw na brata, a potem na dyrektora. - O kogo chodzi?
Trevor wytar usta chusteczk, umiechn si.
- O jednego z pacjentw - wyjani. - Twj brat zobaczy
pensjonariusza w kaftanie bezpieczestwa. To rodek stosowany przy
najbardziej niebezpiecznych przypadkach.
Pooy nacisk na ostatnie sowo, z nadziej, e wywoa w chopcu
skruch. Srogo si przeliczy. Myli wielkiego Houdiniego kryy wok
innego problemu.
- Czy mgbym zobaczy taki kaftan z bliska? - zapyta Erik.
- Nawet przymierzy! - Dyrektor rozemia si. - Ale moe najpierw

skocz niadanie.
Magik zgodzi si niechtnie. By pewien, e znalaz to, czego szuka, i
nie zamierza marnowa ani chwili.
***
- ...zawizujesz rkawy z tyu... o, w ten sposb... i gotowe! - Trevor
cofn si o krok i przyjrza skrpowanemu Erikowi. - Jak rozumiem, masz
zamiar si z tego wyplta, tak? Zapewniam ci, e nie bdzie to atwe
nawet dla ciebie. Kaftan skutecznie spenia swoje zadanie.
Erik skin gow i szarpn si kilka razy dla prby. Rzeczywicie nic
nie zapowiadao, by mg atwo odzyska wolno.
- On uwielbia wyzwania - powiedzia Theo, z podziwem patrzc na
brata. - A teraz szuka numeru, ktry pozwoliby...
- Hardeen! - przerwa mu Erik. Rzadko uywa przybranego imienia
brata, uwaajc je za dziwne, ale to dziaao, gdy chcia, by mile
podechtany chopiec przesta papla. - Pamitasz, co mwiem o
tajemnicy zawodowej?
Theo pokornie spuci gow, a Trevor umiechn si.
- I jak? Co mylisz? - zapyta. - Wyliniesz si z tego czy mam ci
rozwiza?
- Myl, e potrzebuj troszk czasu - odpar Erik, prbujc poruszy
rk. - Najlepiej na osobnoci.
***
Dwie godziny pniej Houdini wci tkwi w kaftanie. Nie wcieka
si jednak. Przeciwnie, by zadowolony. Kaftan okaza si prawdziwym

wyzwaniem. Ju nie musia szuka pomysu na numer, wystarczy, e


nauczy si z tego wychodzi, i po sprawie. Nie potrzebowa adnej magii,
adnych czarw. Tylko troch pracy.
Najpierw doszed do tego, jak wydosta si z kaftana w przypadku
zagroenia ycia. Musi mocno uderzy o cian, by wybi obojczyk.
Wizaoby si to z ogromnym blem, tote nie wchodzio w gr na
pokazach, ale stanowio jaki pocztek. Zacht, by szuka innych
sposobw. Bo skoro istnieje jeden, moe ich istnie duo wicej.
- Jak idzie? - zapyta Theo, stajc w progu. Wydawa si
niepocieszony, e brat tak dugo si mczy.
Erik odpowiedzia mu pogodnym umiechem.
- Strasznie tu duszno i ciko si skupi. Powiedz Trevorowi, e jednak
wybior si na spacer.
- W tym?! - zdziwi si chopiec.
- Jak dobrze pjdzie, wrc bez tego. Ale lepiej mu o tym nie
wspominaj. Powiedz, e mnie z tego rozpie i wziem kaftan ze sob,
by znale w nim saby punkt.
Theo zmarszczy nos.
- Mama mwi, e nie wolno kama.
- A nie mwia czasem, kogo masz sucha podczas tej wycieczki,
cwaniaczku?
***
Jezioro wygldao wspaniale. Krystalicznie czysta woda, w ktrej
odbijay si korony drzew i kby biaych chmur, zmarszczona lekko tafla
przy kadym powiewie wiatru... Ukryty w niej wiat dra i falowa.

Erik szed wzdu play, zupenie nie przejmujc si skrpowanymi


rkami. Cicho pogwizdujc, chon pikne widoki. Przez chwil by
naprawd szczliwy. Zapomnia o wyrzutach, o problemach z wystpami,
tras i Theo. Liczyo si tylko tu i teraz. On i pikno dookoa.
Nagle zahaczy nog o korze i polecia do przodu. Balansujc ciaem,
wykrci si w powietrzu, by nie zary twarz w wystajcy kamie.
Unikn uderzenia, ale potoczy si w d spadzistej skarpy prosto do
jeziora. Szarpn skrpowanymi rkami, ale bez skutku. Nagle cae jego
ciao ogarn przeszywajcy chd. Znalaz si pod wod.
Tylko bez nerww - uspokaja si w mylach - przecie tu woda siga
nie gbiej ni do kolan. Radzie sobie z wikszymi problemami.
Postanowi, e obrci si na brzuch, po czym sprbuje uklkn.
Najwaniejsze, by zaczerpn wieego powietrza, a potem ju pjdzie.
Przeturla si na bok... i nagle przesta czu dno. Po krtkim odcinku,
gdzie linia brzegowa opadaa agodnie, natrafi na gbi. Erik szarpn si
gwatownie, ale zrozumia, e utonie niezalenie od swoich wysikw.
Zaczynao brakowa mu powietrza. Z kadym uderzeniem serca coraz
bardziej ulega panice. Umiera. Wielki Houdini, Krl Kajdanek i mistrz
spektakularnych ucieczek, da si pokona przez pcienn koszul o za
dugich rkawach. I to zanim wiat zdy go naprawd pozna! Zanim
pokaza, jak wiele potrafi...
To nie moe si tak skoczy! - wrzasn w mylach. Przesta si
szarpa i wyciszy umys. Puca paliy go coraz bardziej, ale na to nie
zwaa. Umiechn si i otworzy usta. Ku powierzchni pomkny
uwolnione pcherzyki powietrza.
- Pani! - wybulgota Erik.

I wwczas nastaa wiato.


***
- Mio ci znowu widzie, Eriku - umiechna si Pani. Siedziaa na
parapecie ubrana w zwiewn bia sukienk. Na gowie miaa wianek ze
stokrotek, a w rkach trzymaa lutni. - Powiedz mi askawie, w co ty si
ubra?
Chopiec popatrzy po sobie i zauway, e nada jest uwiziony w
kaftanie.
Dziwne - pomyla - przecie zawsze wchodziem tu wolny.
- Dzikuj, Pani, e mnie uratowaa - powiedzia.
- Uratowaa? - zdziwia si. - Czyby zamierza tam wrci, Eriku?
Przecie gdy tylko wrcisz przez te drzwi, utoniesz. Wiesz o tym przecie.
- Wiem - potwierdzi chopiec. Rozejrza si po pokoju. - Co si stao z
twoim kotem, Pani?
- On nie by mj. Koty nie nale do nikogo. Odszed... jak wszystkie
one ruszy dalej.
Cisna lutni za okno i zeskoczya z parapetu. Podesza do chopca,
stana za nim i zaja si rozpinaniem skrzanych paskw.
- Waciwie to nigdy ci za niego nie podzikowaam, prawda? A
naleao ci si. Starae si.
- Ale, Pani... - Erik poczerwienia. Dotyk jej smukych palcw i jej
gorcy szept sprawiay, e poczu ciepo w okolicach podbrzusza.
- Zasuye na moj wdziczno, Eriku, wic jej dostpisz. W zamian
za kota dam ci drzwi i dobr rad.
- Ktre drzwi? - zapyta bez namysu.

- Ruszysz w lewo i bdziesz szed tak dugo, jak zdoasz - odpara. Te, przed ktrymi upadniesz, bd waciwe. Za nimi kryje si twoja sawa
i pami potomnych.
- A rada, Pani?
- Gdy ju wrcisz, nie dziw si niczemu.
***
Z wysokoci ostatniego pitra hotelu Plaza wiat wyglda zupenie
inaczej. Zwaszcza gdy wisi si gow w d w kaftanie bezpieczestwa.
Erik szarpn si kilka razy caym ciaem dla lepszego efektu, po czym
z atwoci wyplta si z kaftana. Nie mia pojcia, na czym polega ten
dar, ale odkd wrci, wszystkie sztuczki wychodziy mu bez adnego
trudu.
Zrzuci z siebie kaftan i pomacha publicznoci. Odpowiedziaa mu
gorca owacja, ktra nie ucicha, a opuszczony przez straakw znalaz
si na dole. Tam otoczy go tum wielbicieli. W jednej z kobiet rozpozna
sw niedosz dziewczyn, Bess. Umiechn si do niej, a ona
odpowiedziaa umiechem.
***
W nocy dugo nie mg zasn. A waciwie mg, ale nie chcia w ten
sposb zakoczy jednego z najwspanialszych dni w swoim yciu. Leca
obok Bess oddychaa pytko z twarz wcinit w poduszk. Erik
zastanawia si, jak to moliwe, e dziewczyna w ogle jest w stanie
oddycha. Wsta i nala sobie drinka.
- Twoje zdrowie, Pani - powiedzia, wznoszc kieliszek. - I dzikuj.

Wypi jednym haustem, po czym wrci do ka. Chwil pniej spa.


***
Rano jak zwykle przed drzwiami jego pokoju leaa gazeta. Wyszed
po ni w szlafroku, z kubkiem kawy w rku. Odkd informacje o
wyczynach Houdiniego zaczy zajmowa pierwsz stron, nie wyobraa
sobie niadania bez porannej praswki.
Pooy gazet na stole i przeszed do kuchni po talerz kanapek. Za
chwil mia zamiar obudzi Bess, ale nadzieja na fotografi wszech
czasw z wczorajszego pokazu, jak zwisa w kaftanie bezpieczestwa na
wysokoci trzydziestu paru metrw, nie dawaa mu spokoju.
Podszed do stou, rozoy gazet i... kubek wylizn si z jego
bezwadnej doni. Z trzaskiem upad na podog.
Erik sta przeraony, zamykajc i otwierajc usta. Czu, e brakuje mu
powietrza, a wzdu plecw cieknie wziutka struka zimnego potu.
- Ja, ja... - usiowa powiedzie, ale sowa zamieray mu w gardle. Ja... przepraszam.
Na pierwszej stronie nie byo jego zdjcia. Nikt nawet o nim nie
wspomnia. By natomiast ogromny nagwek ozdobiony ca seri
wykrzyknikw. WOJNA!!! - krzycza. - ZAMACH

SARAJEWIE

PRZYCZYN

MIDZYNARODOWEGO KONFLIKTU!

Erik zachwia si i upad na podog, wprost w brzow kau kawy.


Przez chwil mia wraenie, e ogarnia go wiato, ale by to jedynie
refleks porannego soca.
Nasta kolejny dzie.

Telewizyjny tasiemiec z aktorami pracujcymi metod


Stanisawskiego. Niewyobraalne, prawda? Ale zaraz, od czego
mamy wspczesn technik i wielkie korporacje gotowe wyoy
szmal na kad nowink, jeli tylko ma w sobie potencja? Wnet
okazuje si, e mona nawet z naturszczykami pj duo dalej
ni Stanisawski. I to bez zbdnego wysiku. To opowiadanie,
zanim stao si tym, co zaraz przeczytacie, przeszo mnstwo
zmian. Mona powiedzie, e po raz pierwszy w yciu miaem
koncepcj wiata (troch za duo powiedziane, ale co tam!) i
wymylaem do niej fabu, przechodzc przez ca mas rnych
wariantw od love story po krymina. Ostatecznie wyszo, jak
wyszo, nie mnie ocenia, ale pamitam, e koczc ten tekst (a
waciwie jego drug wersj), czuem, e na temat telewizji,
reality show i seriali powiedziaem, co chciaem. A to, oprcz
uznania Czytelnikw, rzecz dla autora najwaniejsza.

Dedykuj: Darkowi Kurzawie, ksidzu,

wnikliwemu obserwatorowi rzeczywistoci


i, szczliwie si skada, mojemu przyjacielowi

ZWIZEK IDEALNY
Krzysztof Wolski uczci sw bosko skromnie, szklaneczk whisky z
lodem wypit na werandzie domku letniskowego w Bieszczadach. Sta tam
ubrany jedynie w szlafrok, z lew rk opart na zdobionej barierce,
praktycznie w bezruchu, jeli nie liczy szklanki wznoszonej co par chwil
w kierunku ust, a nastpnie opadajcej na wysoko piersi.
Na niebie pojawiy si ju pierwsze gwiazdy, a wiatr marszczcy tafl
Zalewu Soliskiego studzi podmuchami rozpalone gorcym dniem
powietrze.
Jeszcze chwila i zrobi si za chodno, by sta tu boso - przemkno
Wolskiemu przez gow. Tymczasem jednak wci napawa si wspaniaym
widokiem i wiadomoci, ktra wprawia go w tak dobry nastrj. Jedyne
zmartwienie, jakie mia w tej chwili, to jak powiedzie o wszystkim onie?
Jak zacz, by nie zabrzmiao to banalnie?
Kochanie - po raz setny sprbowa uoy w gowie pierwsze zdanie pamitasz t wan spraw, dla ktrej musiaem lecie do Chicago? Ot
okazao si, e mj zaginiony ojciec to sam Greg Jackson. Na pewno
kojarzysz, ten potentat telewizyjny. Jego prawnicy wanie poinformowali
mnie, e zmar, a ja...
Potrzsn gow. Brzmiao to jak kwestia z jakiego gupiego serialu.
A moe wystarczy poczeka do rana, wwczas Blanka wszystkiego dowie
si z gazet?

Odwrci gow i popatrzy w gb salonu. Siedziaa pochylona przy


monitorze, z jedn rk na klawiaturze komputera, a drug na klawiszach
ustawionego obok hammonda. Ostatnimi dniami przyzwyczai si do tego
widoku - Blanka, jego liczna ona z rudymi falujcymi wosami spitymi
ciasno w kucyk, w okularach na nosie i z cieniutkim papierosem w kciku
ust. Kada z tych rzeczy nawet osobno bya u niej niezwyka, razem
stanowiy zupen nowo. Jej twarz wyraaa zacicie i zniecierpliwienie,
a dugie, smuke palce migay po przyciskach klawiatury numerycznej
bd klawiszach syntezatora...
Z pocztku myla, e w ten sposb daje mu do zrozumienia, e jest
wcieka za jego wyjazd, ale gdy przyszed do niej z kwiatami, umiechna
si, a nawet pocaowaa go, zanim zdy bkn przepraszam.
- Wybacz, e powicam ci tak mao czasu - powiedziaa zaraz potem ale znalazam co w naszym mieszkaniu i teraz naprawd musz to
sprawdzi. Jestem ju blisko, wic daj mi jeszcze z dzie albo dwa,
dobrze?
Oczywicie zgodzi si i by moe wanie to, a nie kopot z pierwszym
zdaniem, sprawiao, e wci nie przekaza jej wspaniaej nowiny. Gdy
skoczy, jej rado bdzie tym wiksza, bo skumulowana.
Dopi whisky i cisn szklank daleko przed siebie, pomidzy drzewa.
Tuczone szko, na szczcie - zamia si w duchu. Ale nie usysza
brzku.
Odsun szklane drzwi i wszed do salonu.
- Bd na grze - powiedzia, ruszajc w stron schodw. Blanka
skina gow, nie odrywajc wzroku od monitora.
Gdy by ju na pitrze, usysza kilka taktw dziecicej melodyjki,

jednej z tych, ktre nawet gdy syszysz po raz pierwszy w yciu, masz
wraenie, e znasz je od zawsze. Kilkanacie pojedynczych dwikw
wzmocnionych dwicznym, durowym akordem. Takt, moe dwa...
Tylko tyle? - zdziwi si. Zawsze uwaa, e jego ona miaa
prawdziwy talent i nawet piszc reklamowe dingle, wykazywaa si
wiksz inwencj. To, co zagraa przed chwil, byo zwyk, prymitywn
melodyjk. Rwnie dobrze moga co zaimprowizowa i wyszoby jej
lepiej. Nie potrzebowaaby na to kilku dni...
Wzruszy ramionami, umiechajc si do swojego odbicia w lustrze
zamocowanym na przeciwlegej cianie, i wszed do sypialni.
***
Zdy wczy odstraszasz komarw i otworzy okno, gdy usysza, e
Blanka wchodzi do sypialni. Umiechn si, poniewa niemal w tym
samym momencie przyszed mu do gowy pomys, jak przekaza wspania
nowin.
- Pamitasz, jak marzya kiedy o wasnej wytwrni pytowej? zapyta, odwracajc si. - Takiej, w ktrej mo...
Ktem oka dostrzeg ruch rki ony i poczu nagle potworne pieczenie
w piersi. Sowa uleciay z niego wraz z oddechem, a twarz wykrzywia si
w grymasie blu i niezrozumienia. Unis rce, prbujc zapa Blank,
powstrzyma j przed kolejnym ciosem, nie by ju jednak panem wasnych
doni. Zdy tylko zacisn palce, zanim kolejny cios sign jego twarzy.
***
Dzi okoo godziny 22 na planie popularnego serialu Zwizek

idealny

realizowanego

technik

RLTV

dokonano

brutalnego

morderstwa. Ofiar jest popularny aktor William McCole, ktry na


oczach milionw widzw otrzyma kilkanacie ciosw zadanych
ostrym narzdziem w okolic serca przez Theres Wjcik-McCole,
jego serialow partnerk, a prywatnie on. Para do niedawna
uchodzca za zwizek idealny ogosia niedawno, e planuje
rozwd...
***
Komrka na nocnym stoliku Theo Kowalskyego zadraa, byskajc
jaskrawym niebieskim wiatem, a nastpnie zagraa kilka pierwszych
taktw Satisfaction. Stojcy obok elektroniczny zegarek wskazywa
godzin czwart trzydzieci.
Telefon zawirowa na blacie i powtrzy melodyjk, nie przestajc
byska na niebiesko... A potem jeszcze raz... I kolejny...
W kocu spod koca wystrzelia rka, wymacaa aparat i przysuna go
do czciowo skrytej pod poduszk gowy.
Theo zerkn na wywietlacz, po czym spokojnie operujc kciukiem,
najpierw rozczy rozmow, a potem wyczy dwik i wibracj.
Niebieskie wiato, ktre tej nocy rozbyskao jeszcze kilka razy,
zupenie mu ju nie przeszkadzao.
***
Punktualnie o sidmej trzydzieci rozleg si dwik domofonu. Theo
koczy wanie porann kaw, suchajc zaptlonego na odtwarzaczu
Brown Sugar Stonesw - nazywa to zestawem niadaniowym.

Gdy usysza dzwonek, wsta, zatrzyma odtwarzacz i podszed do


drzwi. Zerkn na ekranik.
- Poczekaj chwil - poleci. - Bd gotowy za dwie i p minuty.
Wrci do kuchni, by dokoczy poranny rytua. Co prawda na
moment jego gow opanowaa niepokojca myl, co takiego si
wydarzyo, e nagle wszyscy chc z nim rozmawia, ale zaraz znw
obchodziy go tylko soczyste dwiki gitary Richardsa.
Dopiero gdy piosenka wybrzmiaa do koca, a w kubku zosta tylko
osad, Theo wpuci gocia do budynku. Potem otworzy drzwi i opar si o
framug wpatrzony w drzwi windy.
- Mio ci znowu widzie, Greg - powiedzia, gdy niski, ysiejcy
grubasek z cieniutkim wsikiem, ubrany w mocno ju przepocon i
pomit bkitn koszul, znalaz si na korytarzu.
Mczyzna naprawd nazywa si Grzegorz Chaszcz, ale odkd stacj
telewizyjn, dla ktrej pracowa, przejli amerykascy inwestorzy, sam o
sobie mwi: Jestem Greg. Nazwisko, ktrego nie zmieni z przyczyn
osobistych, podawa wycznie w ostatecznoci.
- Co ci si chyba stao z telefonem - wysapa, jakby wbieg na to
jedenaste pitro, a nie wjecha wanie wind. - Dzwoniem ca...
- Wiem. - Theo gestem zaprosi go do rodka. - Napijesz si czego?
Greg pokrci gow i min gospodarza w drzwiach.
- Ogldae ju dzisiaj jakie wiadomoci? - zapyta, zatrzymujc si
przed lustrem, i nerwowym gestem przeczesa przerzedzone wosy.
Oprcz tego lustra i ustawionej pod nim szafki na buty w przedpokoju
nie byo nic wicej. Tylko biae ciany, czyste, jakby malowano je wczoraj.
- Od trzech lat nie mam telewizora, a gazet dostaj raz w tygodniu. I

czytam w niej wycznie horoskopy. - Theo zamkn drzwi i opar si o


nie. - Wybacz, e nie zapraszam ci dalej, ale nie zdyem posprzta.
Stao si co?
- Stao si. Jak kurwa ma si stao. - Greg spojrza gospodarzowi w
oczy. Theo nie mg si oprze wraeniu, e tak wanie min przybierali
aktorzy sprzed ery RLTV, gdy mieli ogosi jak straszn prawd. W gowie
koata mu si obraz przystojnego brazylijskiego amanta, ktry grajc
lekarza, oznajmia pacjentowi, e ma raka. A moe to bya pacjentka? Kojarzysz Zwizek idealny? - zapyta Greg. - T wielk produkcj
naszej... to znaczy WatcherTV?
Theo skin gow. Trudno byo nie kojarzy, skoro emitowano to od
ponad dwch lat, wszdzie wisiay billboardy reklamujce nowe sezony, a
para grajca gwne role co rusz pojawiaa si na okadkach kolorowych
gazet. Kowalsky adnej z nich nie czyta, ale nie dao si przecie nie
zauway kioskowych wystaw.
- Co z nim? - zapyta.
- Wanie dzi zdjto go z anteny!
- No i? Zdarzao si lepszym produkcjom. Pamitam, jak...
W nagym odruchu Greg doskoczy do Theo i zapa go za koszulk.
Wygldao, jakby chcia nim potrzsn. Zaraz jednak, spuciwszy gow,
cofn si i wytar spocone rce w spodnie.
Znowu typowe zachowanie serialowego bohatera - pomyla Theo,
umiechajc si lekko. Nagle przyszo mu do gowy, e produkcje sprzed
dekady lepiej naladoway ycie, ni powszechnie sdzono.
Greg wzi gboki oddech i ponownie spojrza gospodarzowi w oczy.
- Wczoraj zamordowano Williama McColea - powiedzia. - Zgin na

planie podczas krcenia serialu zadgany noyczkami. Zamordowaa go


Teresa Wjcik-McCole. Prywatnie i serialowo jego ona.
Theo zmruy oczy.
- Czy oni...
- Tak. - Greg pokiwa gow. - Oboje mieli wgrywk. To jak, wpucisz
mnie dalej, ebymy mogli pogada?
Theo odsun si od drzwi i otworzy je.
- Ju mwiem, e nie zdyem posprzta - odpar. - Ale zaczekaj na
mnie na dole. Bd za pi minut. Tylko si przebior.
***
Znajdujemy si wanie pod budynkiem prokuratury, do ktrego
przed kilkoma godzinami wprowadzono Theres Wjcik-McCole,
oskaron o zamordowanie ma Williama McColea na planie
serialu Zwizek idealny. Jak pastwo widzicie, wszdzie wok
tocz si fani serialu. Wikszo z nich z ca pewnoci jeszcze
si nie otrzsna po wieczornych wydarzeniach.
Jak udao nam si dowiedzie, aktorka jest ju po pierwszych
testach majcych wyjani, czy wgrana do jej gowy pami jej
serialowej bohaterki Blanki Wolskiej zostaa w jaki sposb
uszkodzona. Jeli okae si, e z tak zwan wgrywk wszystko jest
w porzdku, pani Wjcik najprawdopodobniej zostanie zwolniona
do domu jeszcze dzisiaj...
***
Pi minut przecigno si do ponad dziesiciu, ale Greg ani myla

popdza Theo. Siedzia teraz na aweczce, jedzc rodzynki w


czekoladzie, na ktre przerzuci si, z chwil gdy po cikich bojach
wreszcie rzuci palenie. Zawsze mia przy sobie zapasow paczuszk, bo w
sytuacjach stresowych potrafi zje naprawd duo. Teraz wanie
koczy drug.
Waciwie cae jego dorose ycie wizao si z Real Live Television,
zatrudni si bowiem zaraz po studiach (ukoczy organizacj produkcji
filmowej i telewizyjnej), niemal dokadnie w chwili, gdy wprowadzano ten
projekt. Mg si poszczyci tym, e pracowa przy Ot, codzienno,
pierwszym programie z uyciem wgrywek, gdzie do ich tworzenia
wykorzystano aktualn wiedz historyczn, prbujc przy pomocy
aktorw odtworzy ycie codzienne w dawnych epokach.
Pomysodawc i producentem wykonawczym tamtej serii by wanie
Theo Kowalsky - pomysodawca i spiritus movens caego

RLTV.

Wtedy

jeszcze uwaano, e pomys wgrywania aktorom sztucznej pamici i


obserwowania ich lekko tylko stymulowanych reakcji bdzie kolejn
przelotn mod. Nikt nie przypuszcza, e w cigu omiu lat
zrewolucjonizuje on telewizj, a Polsk, kraj przodkw Theo, w ktrym
najtaniej byo prowadzi badania, uczyni serialow stolic Europy...
Dlaczego si wycofae, Theo? - pomyla teraz Greg, wzdychajc
ciko. - Ty jeden naprawd miae serce do tej roboty. I z tob mogo to
pj we waciw stron...
Drzwi otworzyy si i Kowalsky wyszed z budynku. Dopiero w
wietle sonecznym byo wida, jak bardzo si postarza od dnia, gdy
zrezygnowa z show-biznesu. Wedle informacji Grega Theo mia
szedziesit cztery lata, ale wyglda na co najmniej siedemdziesit.

Przystojn niegdy twarz pokryway gbokie bruzdy zmarszczek, wosy


zmieniy kolor na mlecznobiay, a plecy ugiy si pod ciarem lat.
Ubrany by w stary sztruksowy garnitur i jasnobkitn koszul niczym
ubogi wykadowca uniwersytecki, a nie czowiek majcy na koncie
kilkadziesit milionw euro.
Greg wsta i wskaza rk na stojce nieopodal luksusowe audi.
- Jeli pozwolisz, wszystko wyjani ci po drodze - powiedzia. - Skoro
i tak bdziemy rozmawia na miecie, rwnie dobrze moemy tam, gdzie
od pocztku chciaem ci zabra.
- Stacja myli, e co wiem? Albo e pomog na co trafi? - Theo
umiechn si, mruc oczy. - Na lito, przecie ja si na tym nie znam!
Caa techniczna strona naleaa do Grabowskiego i Rzeszutki, a potem
jeszcze Stanwycka.
Sign do kieszeni po plastikowy pokrowiec i wycign z niego
okulary przeciwsoneczne.
- Ale co tam, jeli chc, powiem im to osobicie.
- I o to wanie chodzi - odpar Greg. - Mgbym mie kopoty,
gdybym ci nie doprowadzi - doda, gdy wsiadali do samochodu. - Wiesz,
jak to jest, skoro nie wyszo, znaczy, e za mao si starasz.
- Nie znaj mnie, co?
- Wycznie z legend i zdj. - Chaszcz odpali samochd i wyjecha z
parkingu. - Kilku z pewnoci si zdziwi, gdy skoczysz zdanie, a za
oknem nie zagrzmi piorun. Pod siedzeniem masz laptopa, tam znajdziesz
wszystko na temat show, co udao mi si zebra od wczoraj.
Zerkn na bok i mrugn do Theo.
- S te suchawki i playlista ze Stonesami. Wiem, jak ich lubisz. -

Umiechn si.
Kowalsky skin gow i sign pod siedzenie. Umiechu jednak nie
odwzajemni.
***
Dane w laptopie Grega podzielone byy na trzy czci.
Pierwsza z nich dotyczya wycznie serialu. Wyjciowy pomys,
lokacje, twarze postaci, opis pierwotnych wgrywek i dotychczasowy
przebieg akcji wraz z dokadnymi streszczeniami poszczeglnych dni.
Theo musia przyzna, e sama idea Zwizku idealnego nawet mu si
podobaa.
Bya to opowie o bogatym, niele si zapowiadajcym informatyku
Krzysztofie Wolskim (William McCole), ktry pewnego dnia zakochuje
si w ulicznej skrzypaczce Blance (Teresa Wjcik-McCole).
Dziewczyna to prawdziwa twarda sztuka. Pomimo wypadku, w
ktrym zginli jej ojciec i modszy brat, matka zapada w piczk, a ona
sama stracia wzrok, nie poddaa si przeciwnociom losu i wytrwale
kontynuowaa studia na akademii muzycznej.
Reszt Theo ju tylko przejrza. Gdzie pod koniec pierwszego sezonu
(zoonego z dziesiciu cykli po trzy tygodnie kady) Krzysztof, ryzykujc
stabilno firmy, wykada olbrzymie fundusze na operacj oczu ukochanej,
dziki czemu dziewczyna moe jeszcze zobaczy matk, na chwil zanim
ta umrze. Dwa miesice pniej modzi pomimo trwajcej aoby
postanawiaj wzi lub. Do dugo staraj si, by mogli powiedzie
sobie tak na tatrzaskich Wiktorwkach (bardzo opacalny ukon w
stron spki inwestycyjnej Bachledy-Curusia). Ceremoni wyemitowano

jako specjalny odcinek i by podkreli jego wyjtkowo, by to pierwszy


przypadek w historii

RLTV,

gdy wrd statystw znajdowali si ludzie bez

wgrywek - zwycizcy konkursu z wiedzy o serialu.


Potem ten zabieg powtrzono jeszcze raz, gdy w pierwszej poowie
drugiego roku Blanka graa pierwsze skrzypce podczas koncertu
noworocznego. Wtedy wstp mia praktycznie kady, kto kupi cegiek na
budow szpitali dziecicych i podpisa zobowizanie, e nie bdzie
krzykami zdradza aktorce jej prawdziwej tosamoci. Zebrano ponad dwa
miliony euro, nie liczc zyskw z reklam puszczanych w przerwach
transmisji telewizyjnych.
Wczorajszy dzie na planie serialu nie wyrnia si niczym
szczeglnym. Pastwo Wolscy odpoczywali wanie w swej posiadoci
letniskowej nad Zalewem Soliskim. Krzysztof wrci z kilkudniowej
podry do Stanw, gdzie dowiedzia si, e jest zaginionym synem
jednego z trzech najbogatszych ludzi wiata i e wanie odziedziczy cay
jego majtek. Liczono na to, e przejmie go w cigu trzech dni i bdzie
mona zakoczy seri, bo wanie koczy si trzytygodniowy cykl i
aktorzy rozpoczynali tygodniowy urlop...
Cz druga dotyczya ycia aktorw. Zawieraa skany artykuw, linki
do stron fanowskich i cae mnstwo zdj. Te ostatnie przedstawiay
wszystkie postacie przewijajce si przez ycie pastwa Wolskich,
najwicej jednak byo fotografii pary gwnych bohaterw. Zapanie ich
razem nie nastrczao zreszt kopotw. Zachceni sukcesem serialu
postanowili przenie go take na sfer prywatn, pobierajc si w tym
samym drewnianym kociku co ich bohaterowie. Z tego, co donosia
prasa, wykorzystali nawet te same dekoracje.

Wytrwali razem, sumujc czas tygodniowych urlopw od serialu, trzy


miesice. By to okres peen sukcesw, ale i licznych atakw i oskare ze
strony

rodowisk

pierwszym serialem

prawicowych.
RLTV, W

Zwizek

idealny

by

bowiem

ktrym - cho nie zosta sformatowany jako

erotyczny - ukryte kamery znajdoway si take w sypialni bohaterw.


Mimo wszystko para sprawiaa wraenie rwnie szczliwej w obu
rzeczywistociach...
Potem wraz z nadejciem dwumiesicznej przerwy wakacyjnej nastpi
kryzys. Nikt nie zna dokadnie jego przyczyn, cho w niemal wszystkich
brukowcach spekulowano na temat romansu Williama z mod staystk,
ktr jako Krzysztof Wolski pozna w Stanach. Doszo nawet do tego, e
grajcej j dziewczynie (Milana Sedlakowa, pochodzca z Pragi,
wczeniej modelka) policja przydzielia ochron, po tym jak kto prbowa
obla jej twarz kwasem.
Ostatni artyku, jaki pojawi si na temat pastwa McCole przed
informacj o tragicznej mierci aktora, zatytuowano wymownie Czas na
rozwd - wstyd si, Williamie.
Trzeciej czci, zawierajcej dane techniczne, budet serialu i rankingi
popularnoci, Theo ju nie zdy obejrze, bo wanie dotarli na miejsce.
Zamkn wic laptop, wzi go pod pach i wysiad z samochodu.
***
Scarlett Kwiatkowska, nie zwracajc uwagi na kamer zaledwie
trzydzieci centymetrw od jej twarzy, koczya wanie robi makija.
Przejechaa po ustach zielon szmink i zawina wargi, rozprowadzajc j
rwnomiernie. Na widok jej miny Sasza, operator siedzcy na fotelu obok,

parskn miechem.
- Zobaczysz, kiedy wcz kamer i to nagram - powiedzia. - Jak ju
bdziesz sawna, klip bdzie mia na Sieci miliony cigni.
Dziewczyna spojrzaa na niego z umiechem. Miaa cudownie zielone
oczy zdradzajce jej irlandzkie korzenie. Wosy, kiedy pewnie
kasztanowe, obecnie farbowaa w czarno-biae pasemka i mimo e u
kadej innej dziewczyny zestawienie tych barw z zieleni oczu i ust
wygldaoby dziwacznie, jej pasowao.
- Ja ju jestem sawna, sodziutki - odpara. - I dlatego wanie nie
wytniesz mi takiego numeru. Nie chciaby przecie, eby kto odci ci
od rdeka pierwszoligowych zlece, prawda? e nie wspomn o innych
atrakcjach.
Zerkna na zegarek, po czym rozejrzaa si po galerii. Na
nienobiaych cianach przestronnej sali czterdziestocalowe ekrany
plazmowych telewizorw wyglday jak okna do strefy mroku. Zgodnie z
umow, jak jej telewizja zawara z menaderem galerii, wszystkie
powinny by ju wczone, ale ona sama uznaa, e maj czas. Gwny
widz jeszcze nie przyby, a jej samej jazgotliwa i pstrokata sztuka
nowoczesna przeszkadzaa si skupi.
- Powinien ju tu by - powiedziaa zaniepokojona. - Za pitnacie
minut otwieraj galeri dla widzw, a za godzin materia musi ju by
gotowy, bo leci w poudniowym serwisie.
- Nie na ywo? Mylaem, e gwiazda twojego formatu...
Popatrzya na Sasz z udawanym gniewem.
- Dokocz to zdanie, kochanie, a najblisze noce spdzisz na kanapie.
Wiesz dobrze, e duo bym zaryzykowaa, puszczajc wypowiedzi doktora

Stanwycka na ywo. S sowa, ktre mogyby pj tylko w

RLTV,

a nie na

porzdnym kanale informacyjnym. A poza tym...


- No, no, strasznie nudna ta wystawa - rozleg si gos od strony drzwi.
- Ciekawsz widziaem ostatnio w sklepie z RTV.
Scarlett odetchna gboko, poprawia uoenie piersi, odwrcia si i
ruszya w stron gocia, posyajc mu najpikniejszy ze swych umiechw.
Sasza, z trudem kryjc rozbawienie, podnis si z fotela i wczy kamer.
Doktor Terrence Stanwyck by typem czowieka, dla ktrego ostatnim
etapem ycia jest dojrzao. Pomimo e dwa miesice wczeniej skoczy
szedziesit lat, patrzc na niego, nie mona byo z czystym sumieniem
nazwa go starym. Wygadzana chirurgicznie twarz pokryta bya akurat
tak iloci zmarszczek, by doktor wyglda dostojnie, a siwe wosy
wyrastay mu tylko na skroniach i maej kpce brody tu pod doln warg.
Reszta jego zarostu wci pozostawaa czarna, cho nie wiadomo, czy
naturalnie, czy dziki sprytnemu fryzjerowi.
Ubrany by w bia koszul, w ktrej rozpi trzy grne guziki, by
lepiej prezentowa opalon pier, oraz czarne dinsy ze skrzanymi
frdzlami na szwach.
- Terrence Stanwyck - przedstawi si, caujc do reporterki. Gdy
unosi gow, rzuci wcale nie przelotne spojrzenie na jej dekolt. - Ju
wiem, dlaczego wyczono te wszystkie monitory. Jake mogyby...
- Scarlett Kwiatkowska - wesza mu w zdanie. - Telewizja

BBC

Polska.

Prosz, niech pan usidzie.


Wskazaa mu miejsce, z ktrego przysza, specjalnie przygotowany
kcik zoony z dwch biaych skrzanych foteli i szklanego stolika.
Stojcy przy kamerze Sasza wanie poprawia ekrany redukujce pogos.

- Wystaw wcz za chwil, a tymczasem mam nadziej, e uda si


nam troszeczk porozmawia.
Stanwyck skin gow.
- To bardzo mio ze strony

BBC,

e zorganizowali mi to prywatne

zwiedzanie, do tego tak szybko i prowadzone przez tak liczn


dziennikark - powiedzia, a z tonu jego gosu nie dao si wywnioskowa,
czy mwi powanie, czy drwi. - Obawiam si jednak, e jeli tematem
naszej rozmowy ma by wczorajsze wydarzenie na planie Zwizku
idealnego, to niewiele pani pomog. Nawet tego nie widziaem, jeli nie
liczy powtrek kocwki w serwisach informacyjnych.
- O to rwnie zapytam - odpara Scarlett - ale bardziej zaley nam na
przyblieniu samego RLTV. No wie pan, jak to dziaa i jakie wi si z tym
zagroenia.
- Ju tyle razy gadajce gowy wakoway ten temat, e naprawd nie
wiem, czy dodam co nowego. Ale oczywicie si postaram.
Usiedli przy stoliku i reporterka nalaa im obojgu kawy. Ju wczeniej
zasigna informacji, e doktor o tej porze pija wycznie mocn, do tego
gorzk i bez mleka. Postaraa si wic o najlepsz dostpn mark.
- To ma by taka luna rozmowa. - Zerkna ukradkiem w stron
Saszy. Ten pokaza jej wzniesiony kciuk. - Chciabym, eby czu si pan
swobodnie i...
- ...nie uywa brzydkich wyrazw - dokoczy za ni Stanwyck,
rozpierajc si w fotelu. - Postaram si. Moemy zaczyna.
Operator zaoy suchawki i wlepi wzrok w monitorek. Nastpnie
wczy nagrywanie.
- Poszo - oznajmi.

- Nie tylko Polska - zacza Scarlett powanie, prostujc si w fotelu ale i caa Europa yje dzi tragicznym wydarzeniem, ktre miao miejsce
wczorajszego wieczora na planie serialu Zwizek idealny. Jak mogo
doj do tak potwornej zbrodni na oczach milionw telewidzw? Kto
zawini? Czy jest moliwe, by doskonale sprawdzony system zabezpiecze
nie sprawdzi si? A moe zawini czynnik ludzki?
Na jej twarzy pojawi si delikatny umiech.
- Mam nadziej, e nasz dzisiejszy go pomoe cho w czci rozwia
nasze wtpliwoci i odpowie na cho niektre z zadanych przed chwil
pyta. Doktor Terrence Stanwyck, wsptwrca

RLTV,

a take scenarzysta i

reyser...
- Preferuj okrelenie araner - Stanwyck wszed jej w zdanie,
prostujc si i splatajc donie. - To bardziej pasuje do formuy RLTV.
Scarlett skina gow, na moment zaciskajc usta. Zaraz jednak
umiechna si promiennie.
- No wanie, panie doktorze, formua

RLTV.

Grzebanie ludziom w

gowach, wgrywanie i kasowanie wspomnie. Przyzna pan, e wci


jeszcze brzmi to przeraajco.
- Jak voodoo? - Doktor sign po filiank i upi yk kawy. - Moe
dlatego, e rzeczywicie ma to ze sob troch wsplnego. Obrzd
przejmowania ciaa przez loa... Theo Kowalsky pewnie wytumaczyby to
lepiej, jest kulturoznawc. Klechy mwi czasem, e wgrywki to nic
innego jak optanie, ale...
Zauway, e dziennikarka mocniej zacisna wargi, i westchn
gboko.
- Przepraszam, zagalopowaem si - powiedzia. - Da si wyci to o

klechach?
- Tak, prosz kontynuowa - odpara Scarlett. - Albo najlepiej, jeli
zacznie pan od pocztku.
Stanwyck odstawi filiank, zoy donie w piramidk i zabra si do
wyjaniania.
- Real Live Television powstaa w wyniku pewnej obserwacji
poczynionej dawno temu przez Theodora Kowalskyego, kulturoznawc
polskiego pochodzenia. Zauway on mianowicie, e widzowie telewizyjni
bardzo chtnie ogldaj tak zwane prawdziwe ycie. Nic nadzwyczajnego,
od dawna mwi si, e wielu ludzi ma natur podgldaczy; dziki temu
karier robiy wszelkie reality show, jak chociaby popularny swego czasu
Big Brother. Z drugiej strony formua takich programw wyczerpaa si
do szybko. Ich bohaterowie, wiedzc, e s podgldani, nie zachowuj
si naturalnie i cay czar podgldactwa pryska. Bo ludzie, nazwijmy ich
dla wygody aktorami, cho akurat nie uwaam tego za waciwe
okrelenie, nawet jeli chc, nie potrafi by naturalni przed kamerami.
Nie s w stanie si otworzy, opowiada o wasnej przeszoci, zdradza
sekretw. I tu wkracza RLTV dajca i niezbdn naturalno podgldanych, i
strzegca ich sekretw. Kowalsky wykorzysta prac kilku swoich
przyjaci, informatykw i fizykw. Wsplnie stworzyli urzdzenie
pozwalajce na...
Przerwa na moment i odruchowo zasoni si rk, jakby chcia
powiedzie co na stronie.
- Czy mam wyjania szczegy techniczne, czy mwi prosto? zapyta. - Nie wiem, do jakiego widza bdzie to kierowane.
- Niech pan mwi najprociej jak si da. - Scarlett dyskretnie

wygadzia fady spdnicy. W mylach ju zastanawiaa si, jak potnie ten


materia, eby zmieci go w krtkim czasie antenowym.
Stanwyck podrapa si po nosie, niby przypadkiem skupiajc wzrok na
nogach dziewczyny.
- No dobra, jestem gotowy.
Odczeka chwil, po czym podj wtek.
- Urzdzenie pozwala przede wszystkim na tymczasowe zablokowanie
pamici epizodycznej, czyli odpowiadajcej za nasze wspomnienia. Po
naoeniu blokady wgrywa si specjalnie przygotowan now pami i w
ten sposb otrzymujemy nowego czowieka, takiego, ktrego swobodnie
moemy podglda.
- Tylko pami? Bez odruchw? Ale to oznacza, e taki czowiek moe
zrobi wszystko - stwierdzia dziennikarka z byskiem radoci w oczach.
Nie sdzia, e tak atwo jej bdzie skierowa rozmow na te tory, i bya z
siebie bardzo dumna. - C blokuje takiego aktora, gdy ochrona jest
daleko?
- Wanie chciaem do tego przej - odpar Stanwyck. Dola sobie
kawy. - Po pierwszych prbach i testach okazao si, e niezbdne s
pewne zabezpieczenia, i w tym celu podjto prby wprowadzenia zmian w
podwiadomoci. To byo niezwykle trudne zadanie, bo wci nie wiemy
na jej temat tyle, ile chcielibymy wiedzie. Ostatecznie jednak udao si
nam, bo z dum przyznaj, e zaproszono mnie do zespou, stworzy co
na ksztat dekalogu zakorzenionego w umyle. To taki wgrany wirtualny
esperal, jeli wie pani, co to takiego. Dziki temu czowiek nawet nie
myli o zabjstwie czy gwacie.
- Jak skuteczne jest to zabezpieczenie?

Doktor wzruszy ramionami.


- Prosz przejrze statystyki wypadkw na planach od pocztku
istnienia RLTV. Czy nie byo okazji? A jako nic takiego nie miao miejsca.
Za ich plecami po kolei zaczy si wcza monitory. Rwnoczenie
jeden po drugim gasy umieszczone na cianach lampiony. Scarlett
zerkna na Sasz, ale ten gestem da jej zna, by kontynuowaa.
- Czyli twierdzi pan, e to niemoliwe, aby Teresa Wjcik-McCole
zabia ma z wasnej woli?
Stanwyck pokrci gow.
- Caa rzecz w tym, o ktrej tosamoci pani McCole mwimy. Czy o
Teresie, czy o Blance. To dwie zupenie rne kobiety, cho w tym samym
ciele. Ktra z nich jest winna, ale z naszego punktu widzenia interesujce
jest tylko to, czy zabjczyni jest Teresa, bo wwczas mamy do czynienia
ze saboci czynnika ludzkiego. Jeli jednak okae si, e jakim cudem
winna jest Blanka, czyli inaczej mwic, zawid cay system...
Zawiesi gos i zanim dokoczy, upi yk kawy. Scarlett nie
przeszkadzaa mu, domylajc si, e w ten sposb doktor stopniuje
napicie. Mogoby to mie sens, gdyby szli na ywo, ale i tak bya mu
wdziczna za starania.
- Gdyby tak si zdarzyo, mogoby to oznacza koniec

RLTV

dokoczy, odkadajc filiank na spodeczek, jakby sdziowskim


motkiem piecztowa wyrok.
***
Grozia mu mierci?
Czy Theresa Wjcik-McCole grozia mierci swojemu mowi?

Od dawna wiadomo, e w ich zwizku dziao si le, a do prasy


coraz czciej przeciekay skandale o bijatykach i awanturach
urzdzanych

domu

McColew.

Dwa

miesice

temu

prezentowalimy zdjcia sicw na przedramionach popularnej


aktorki i lady pobicia na twarzy tuszowane grub warstw
makijau.
Wjcik-McCole miaa ju do bycia ofiar. W zeszym tygodniu
podczas spotkania w klubie Columbus grozia swojemu mowi,
e go zabije...
***
Greg zatrzyma si przed biurowcem WatcherTV. Po placu krya
pilnowana przez ochron spora grupka fanw Zwizku idealnego z
transparentami domagajcymi si przywrcenia serialu. Jak uzna Theo,
chodzio im pewnie o kontynuowanie wtkw pobocznych.
- Dawno tu nie byem - powiedzia, zdejmujc okulary i chowajc je do
pokrowca. - Kto jest teraz szefem?
- Michael Schwimmer - odpar Greg. - Jego rodzina wykupia sporo
udziaw. Wikszo day im najpierw twoje, potem te od wnuczki
Rzeszutki.
Kowalsky pokrci gow.
- Michael? Mgbym by jego ojcem.
- Firma stawia teraz na ludzi modych i przedsibiorczych, a on...
- Nie w tym sensie. - Theo spojrza na Chaszcza z rozbawieniem. - Ja
znaem jego matk.
Greg przystan. Zastyg na chwil, po czym parskn miechem.

Tymczasem Theo min szklane drzwi i wszed do przestronnego holu.


Wntrze urzdzono stylowo i co rzadkie w podobnych gmachach, z
pomysem. Antyczne kolumny pynnie przechodziy tu w na wskro
wspczesne szklane uki krzyujce si na sklepieniu niczym w gotyckiej
katedrze. Na wprost od wejcia bya recepcja oddzielona od reszty holu
pkolem marmurowego blatu, a po obu jej stronach niczym stranicy
wznosiy si przezroczyste szyby szybkobienych wind.
Jak przystao na budynek stacji telewizyjnej zadowolonej ze swoich
osigni, wszdzie wisiay umiejtnie wkomponowane ogromne ekrany
emitujce programy produkowane przez WatcherTV.
Mona je byo podziwia z rozmieszczonych rwnomiernie aweczek,
ktre - podobnie jak ustawione w ktach stoliki - zdaway si wyrasta z
wyoonej pytami podogi. Stalowe konstrukcje wytryskajce spomidzy
rozerwanych, wystrzpionych pytek niczym szybko stygnca lawa pewnie jako tak uj to architekt we wstpnej prezentacji. Na tych
metalowych stelaach zamocowano marmurowe blaty i siedziska - z
pewnoci mao wygodne, za to prezentujce si wymienicie.
Kowalsky przeszed przez hol i przywoa wind. Zaczeka na Grega, a
nastpnie wcisn przycisk ostatniego pitra. Drzwi zamkny si z sykiem
i pomknli na gr.
- Waciwie to czego oni tak naprawd ode mnie chc, co? - zapyta
Theo. Stara si zachowywa naturalnie, a przy tym nie patrze za
przeszklon cian windy na gwatownie malejcy parking, drzewa i
budynki. Przyszo mu to z trudem.
Greg westchn. Sign do kieszeni po chustk i otar ni spocone
czoo.

- Tak zupenie szczerze, to myl, e przede wszystkim obecnoci odpar. - Znaczy maj pewnie nadziej, e obejrzysz ostatni epizod i
wskaesz im przyczyn problemu, ale przede wszystkim chodzi o to, by
stworzy chocia pozory, e co robi. Jeste tu, bo przecie my wszyscy z
ciebie... Z Grabowskiego i Rzeszutki te, ale...
- Tak, im akurat z cmentarza nie byoby po drodze.
- No wanie. - Greg pokiwa gow i niemal w tym samym momencie
winda si zatrzymaa. Usyszeli cichy dzwonek, a potem drzwi stany
otworem.
***
Prezes Schwimmer, szczupy, drobny chopak w okularach, ledwie
widoczny zza swojego olbrzymiego biurka, powita ich, wstajc i
rozkadajc szeroko rce.
- Panie Kowalsky - powiedzia po angielsku z wyranym niemieckim
akcentem - jak mio pozna osobicie czowieka legend!
Theo skin gow. Olepiony socem bijcym zza przeszklonej
ciany za plecami Schwimmera, dopiero po chwili zauway, e w
gbokich skrzanych fotelach przed biurkiem siedz dwaj mczyni w
czarnych garniturach i z teczkami na kolanach. Jeden z nich wyglda na
kogo w wieku Kowalskyego, drugi mg by niewiele starszy od
prezesa. aden z nich nawet nie drgn, gdy Theo z Gregiem weszli, a ich
twarze wyraay napicie.
Prawnicy - pomyla Kowalsky. - Z pewnoci nie grzecznoci si od
nich wymaga. I nie za ni si im paci...
- Witam panw - powiedzia gono, podchodzc do ostatniego

wolnego fotela. Obejrza si za Gregiem, ale ten gestem da mu do


zrozumienia, e wszystko jest w porzdku, i ruszy w stron kanapy w
czci wypoczynkowej na lewo od drzwi. On swoje zadanie ju wykona,
teraz mg swobodnie poczyta gazet.
Theo umiechn si pod nosem i przenis wzrok na Schwimmera.
- Wybaczcie panowie obcesowo - zacz, siadajc - ale wczoraj
wziem si za lektur nowej ksiki i bardzo jestem ciekaw, co bdzie
dalej. Dlatego prosz szybko, czego ode mnie chcecie?
Mody prezes, wyranie zaskoczony takim obrotem sprawy, zerkn
ukradkowo na starszego prawnika, a potem odchyli gow do tyu i
rozemia si. Nawet taka spontaniczna reakcja wygldaa w jego
przypadku jak wyreyserowana. Tak mgby si mia model w
telewizyjnej reklamie.
- Napije si pan czego, panie Kowalsky? - zapyta, opanowujc
wesoo i kadc palec na przycisku interkomu. - Mamy wspania
mroon kaw. Naprawd polecam.
- Poprosz.
Schwimmer, nie pytajc nikogo wicej, zamwi pi kaw, po czym
odwrci si i popatrzy na panoram za oknem.
- Pikny kraj ta Polska - powiedzia. - I bardzo cieszy, e tak
wykorzystaa szans, jak staa si dla niej

RLTV.

Te wszystkie studia

filmowe i telewizyjne, budowa zaplecza... I to w tak krtkim czasie.


- To wszystko byo ju wczeniej - odpar Theo. - Projekt stworzenia
bazy filmowej dla Hollywood by realizowany ju w pierwszej dekadzie
wieku. Potem wymagao to tylko zmian adaptacyjnych, a na to dostalimy
pienidze ze Stanw.

Przerwa na chwil, poprawiajc si w fotelu, i zaoy nog na nog.


- A mwic, e mi si spieszy, miaem nadziej, e oszczdzimy sobie
wanie takich gadek. Choby nie wiem jak si pan stara, nie wmwi mi
pan, e gdy upadnie WatcherTV, w tym kraju nastpi gospodarczy regres.
- Dlaczego mielibymy upada? - Schwimmer bardzo nieprzekonujco
uda zdziwienie. - Przecie wczorajsze wydarzenie, mimo caej jego
tragicznoci, byo tylko pojedynczym incydentem...
- ...ktry rzuca cie na sam ide wgrywek - dokoczy Theo. - Jeli
szybko nie udowodnicie, e jakim cudem pani McCole oszukaa system,
to wszystko skupi si na was. Zapacicie wysokie odszkodowania,
przyczepi si do was rzd, a pewnie poprze go take Parlament Europejski.
I zaczn si zakazy.
Przerwa, gdy za jego plecami kto otworzy skrzydo ogromnych
drzwi. Do rodka wesza zgrabna dziewczyna ubrana w bia bluzk z
duym dekoltem i idealnie dopasowan minispdniczk. Przed sob niosa
tac z wysokimi szklankami.
Theo wiedzia, e krzywdzi tym dziewczyn, ale nie mg si oprze
wraeniu, e zbyt idealnie pasuje do stereotypu sekretarki zatrudnionej z
innych powodw ni biega obsuga komputera.
Dziewczyna rozstawia napoje, po czym odwrcia si w stron Grega,
by zanie mu jego szklank.
- Oczywicie sytuacja, w ktrej pani McCole znajduje luk w systemie
i z niej korzysta - podj Kowalsky, gdy dziewczyna znikna za drzwiami
- rwnie nie jest dla firmy dobra, ale przynajmniej mona rozwiza
kryzys, zaostrzajc testy eliminacyjne, poprawiajc zabezpieczenia
wgrywane do podwiadomoci... Bdzie to kosztowao, ale da si z tego

wyj.
W nagym przypywie rozbawienia popatrzy na starszego prawnika.
- Tak w ramach ciekawostki, wiecie, po ile chodz teraz
czarnorynkowe filmy chiskie, gdzie stosuje si wgrywki, ale bez
zabezpiecze? Dwadziecia pi euro za zwyk przegrywan pyt... i to
w kopercie. A te, na ktrych kto kogo zabija, i po trzy razy tyle.
Adwokat skin gow, jakby chcia da do zrozumienia, e nie
potrzebowa tej informacji, ale mimo to dzikuje. Theo odpowiedzia mu
tym samym.
- My dziaamy legalnie, panie Kowalsky - odezwa si po krtkiej
chwili ciszy Schwimmer. - Pod tym wzgldem od paskich czasw nic si
nie zmienio i nie chcemy, by stao si tak w przyszoci. Dlatego
potrzebna nam paska pomoc. Doskonale przedstawi pan sytuacj firmy, a
take to, co chcielibymy teraz osign. Rzecz jasna, pracuje nad tym ju
sztab naszych ludzi, ale uwaam, e kto, kto by w tym od pocztku...
- Wecie Stanwycka - zaproponowa Theo. - On swego czasu pracowa
przy zabezpieczeniach i zna si na tym lepiej ni ja. Osobicie dbaem
raczej o tre wgrywek ni o to, jak si ich dokonuje.
- Zoylimy ju podobn propozycj doktorowi Stanwyckowi.
Powiedzia, e poczeka, a zoymy odpowiedni ofert. Obecnie za
korzysta z tego, e wszyscy maj go za znawc i...
- Czybym sysza nutk zawici w paskim gosie, Schwimmer? Theo sign po szklank i upi yk. Odstawi j i wsta. - Dobra, koczmy
to, przecie obaj wiemy, o co chodzi. Duy pokj, telewizor, ostatni
odcinek waszego serialu i kto speniajcy wszystkie moje zachcianki.
Aha, i

DVD

z warszawskim koncertem Stonesw, na chwil, gdy bd mia

do pracy. To moje warunki. Efektw nie obiecuj, ale bd oglda


uwanie.
- Oczywicie - powiedzia Schwimmer, podnoszc si i wycigajc
rk. Tym razem wstali take prawnicy. - Czy mog jeszcze zapyta, z
ktrego koncertu? Byo ich w Polsce kilka.
- Z jedynego susznego, panie Schwimmer. - Theo umiechn si. - A
kawa rzeczywicie smakuje niele.
***
- To ju wszystko? Mog i? - zapyta Stanwyck.
Zdziwiona Scarlett uniosa brwi, a u nasady jej nosa pojawia si
pozioma kreska.
- Nie chcia pan obejrze wystawy?
- Ale skd! - odpar z rozbrajajc szczeroci doktor. - Ciekawio
mnie tylko, jak bardzo waszej stacji zaley na tym spotkaniu. Osobicie
uwaam, e sztuka skoczya si na Salvadorze Dalim.
- Szkoda, e tego nie nagraem - powiedzia Sasza ze miechem. Podrzucilibymy to tym z kulturalnego jako komentarz do wystawy.
- Mog powtrzy, jeli pan sobie yczy - zaoferowa si Stanwyck.
Przenis wzrok na Scarlett. - Mam jeszcze par kontrowersyjnych
pogldw, o ktrych chtnie opowiem przy kawie.
- Dzikuj za propozycj, ale nie mamy ju na to czasu. Zaraz otworz
wystaw, a my musimy lecie zmontowa materia. Swoj drog,
przyznam, e kilka nieznanych mi wczeniej aspektw wgrywek
przedstawi pan bardzo interesujco. Zwaszcza to, e teoretycznie mona
dziki nim modyfikowa prawdziwe wspomnienia.

- Tak, zupenie jak u Dicka w Przypomnimy to panu hurtowo. Stanwyck wsta z fotela. - Pewnie pani nie czytaa, bo to staro, ale w
wolnej chwili moe pani poszuka na Sieci. Albo to, albo film ze
Schwarzeneggerem. Te niezy.
Scarlett rwnie wstaa, odruchowo poprawiajc bluzk i spdnic.
Doktor uwanie ledzi jej ruchy, lekko przechylajc gow.
- Dick? Syszaam, jak kiedy pan Kowalsky mwi o inspiracjach
twrczoci Williama Gibsona, ale...
- Wybaczy pani dwuznaczno stwierdzenia - przerwa jej z niechci ale on ma Gibsona, a ja Dicka. Nie wiem, kto na tym wyszed lepiej.
Reporterka parskna miechem. Sasza zwijajcy wanie kabel
zasilania wykorzysta ten moment.
- Jedna rzecz mnie drczy - zacz. - Skoro mona zaprogramowa
aktorw, eby nie zabijali i nie gwacili, to dlaczego nie robi si tego
ludziom powszechnie?
miech Scarlett urwa si niemal natychmiast. Wcieka mina
dziennikarki moga znaczy tylko jedno - e te jej to pytanie nie przyszo
do gowy! Zwaszcza podczas nagrania.
Stanwyck wzruszy ramionami.
- Tak poza kamerami i zupenie prywatnie? Uwaam, e aktor jest jak
dziwka. Sprzedaje swoje ciao i bierze pienidze za to, e daje sobie co
wsadzi. Nie mam nic przeciwko takim zawodom, zdarzao mi si w yciu
korzysta z jednych i drugich, ale sam nie dabym si zaprogramowa,
nawet za cen bezpieczestwa i powszechnej szczliwoci. Stamtd byby
ju tylko krok do mwienia nam, co mamy je, co pi i jak gosowa.
Cieszy mnie, e pki co wiat myli podobnie.

Zerkn na zegarek, po czym sign do kieszeni i wydoby wizytwk.


- Na mnie ju czas, ale jeeli bdzie pani chciaa dowiedzie si czego
wicej, tak na prywatny uytek, oto mj adres - poda kartonik Scarlett, po
czym ucaowa jej do. - Ze swojej strony mog obieca, e przyjrz si
tej caej sprawie i jeli co odkryj, pani dowie si pierwsza. Do widzenia.
Skoni si Saszy i ruszy w stron wyjcia.
***
Theo wcisn pauz, gdy noyczki po raz kolejny wysuny si z ciaa
ofiary. Gejzer szkaratu zastyg w jednej chwili, podobnie jak pojedyncze
krople krwi wok zatrzymanej w p ruchu rki.
Obraz by na zblieniu, nie widzia wic twarzy ani zabjczyni, ani
ofiary, Kowalsky jednak nie potrzebowa ani jednego, ani drugiego. Do
si ju napatrzy, ogldajc to ze wszystkich moliwych uj. Kamer w
sypialni byo pi i jak zawsze wszystkie byy na noc wczone.
Odetchn gboko, odchyli si w fotelu i sign po szklank z
tonikiem. Kostki lodu zdyy si ju niemal cakiem rozpuci, przez co
uciek gdzie cierpki posmak napoju. Mimo to wypi go duszkiem.
- W co ty si wpakowae, Theo? - powiedzia na gos, odstawiajc
szklank. - Jakby trzeba ci byo, eby ci z tym wizano...
W gruncie rzeczy jednak wiedzia, e nie trzeba go byo specjalnie
wiza. Oczywicie, idea

RLTV

naleaa do tych, ktre prdzej czy pniej

musiay zosta wymylone, jak koo, proch czy telefon. Nie zmieniao to
jednak faktu, e w tym wiecie to nie kto inny, a wanie on przynis
wiatu now rozrywk.
Wprawdzie Syn Czowieczy odchodzi, jak jest o Nim napisane, lecz

biada temu czowiekowi, przez ktrego Syn Czowieczy bdzie wydany.


Byoby lepiej dla tego czowieka, gdyby si nie narodzi. Czy fakt, e co
musiao si wydarzy, umniejsza zasug bd win wynalazcy?
Nie miecio mu si to w gowie, ale naprawd kiedy wierzy, e

RLTV

bdzie wykorzystana wycznie do takich programw jak Ot,


codzienno? Przecie ju wtedy znane byy wszelkiego rodzaju reality
show i mona byo przewidzie, jak to si potoczy. A moe liczy na to, e
bdzie mg w jaki sposb panowa nad tym wszystkim i niewane, jak
wiele pienidzy wyo sponsorzy, to on, nie oni, bdzie panem sytuacji?
Niezalenie od przyczyn nie tylko straci kontrol, ale i da si wcign w
zabaw ludzkimi umysami. Gr, ktra dwukrotnie doprowadzia do
mierci.
- Tylko e wtedy nikt nawet o tym nie pisn - znw powiedzia na
gos. - Tamto nie wydarzyo si na oczach kamer.
Moe i nie, ale nie byo wtpliwoci, e za mier Janusza Gski
odpowiadao

RLTV.

A najbardziej ze wszystkich odpowiada wanie Theo

Kowalsky.
To on znalaz modego studenta i namwi go do udziau w
eksperymentalnym show polegajcym na wgrywkowej zmianie orientacji
seksualnej. Program ten mia zapocztkowa ca seri podobnych
prezentacji, wspierajcych rozwj nauki i dajcych przy okazji niez
rozrywk.
Nie udao si. Gska, cho przeszed wszystkie testy i nic nie
wskazywao, e mgby si zaama, w tydzie po zaadowaniu nowej
pamici, a dokadnie w pierwszym dniu, gdy usunito mu wgrywk po
pierwszym wyemitowanym cyklu, popeni samobjstwo. askawie dla

WatcherTV i samego Kowalskyego zrobi to, przedawkowujc narkotyki.


Tylko Theo i ci, ktrzy mieli wgld do testw, wiedzieli, e chopak nigdy
wczeniej nie bra.
- Moe by si tak skupi, co? - warkn na siebie Kowalsky,
potrzsajc gow. - Skoro ju obiecae.
Wsta z fotela. Nucc pod nosem jak melodi, podszed do pki i
podnis z niej pudeko z koncertem Stonesw. To nie bya pyta, o ktr
mu chodzio, ale gdy Greg przynis j osobicie, zdyszany, jakby szuka
nagrania po caym miecie, nie mia sumienia mu tego powiedzie.
Wycign pyt z pudeka i odwrci si, by otworzy czytnik...
Rka zastyga mu w poowie ruchu niczym uzbrojona w noyczki do
Blanki Wolskiej. Ta melodia, muzyczka, ktra wanie przykleia mu si
do umysu... nagle skojarzy, skd j zna.
Wci trzymajc kompakt, sign po pilota, przeczy na pyt z
waciwym ukadem kamer i przewin Zwizek idealny do momentu,
gdy Krzysztof wchodzi po schodach. Wtedy nacisn play.
Pracowaa nad tym - pomyla, syszc kawaek, ktry sam nuci
ledwie chwil temu. - Dingiel idealny, taki, ktry syszysz raz i jeste
pewien, e znasz go od dawna... i e ju nigdy ci nie opuci.
Pracowaa nad tym, zagraa t melodi, a potem go zabia.
Sign do stojcego na pododze pudeka i przejrza znajdujce si
tam pyty. Kada zawieraa ujcie jednej kamery w domu, w ogrodzie, na
werandzie... w sumie trzydzieci sze kompaktw, nie liczc tych w
czytniku.
Znalaz t skupion niemal przez cay czas na pracujcej Blance,
odszuka moment, gdy przed kamer przeszed Krzysztof, a potem znw

wcisn play. Ujcie nie byo idealne, cz twarzy zasania przestawiony


monitor, ale i tak dostrzeg to, co chcia.
Niezwykle atwo przeoczy co takiego. Zwyky grymas, zmruenie
oczu i palce docinite do skroni. Wygldaa, jakby nie bya zadowolona z
wanie odegranego kawaka albo jakby jej gow przeszy w jednej chwili
nagy bl
Theo poskuba doln warg, po czym podszed do stolika z telefonem.
- Archiwum, sucham.
- To jeszcze raz Kowalsky. Czy moecie mi podesa pyty z
nagraniami od dnia, gdy Blanka zabraa si za prac nad tym dinglem?
W suchawce zalega cisza.
- Wszystkie? - zapyta w kocu pracownik archiwum z rezygnacj w
gosie. - Ze wszystkich epizodw i...
- Nie! - Theo wszed mu w zdanie. - Potrzebuj tylko tych
gwnowtkowych. I na pocztek moe by tylko to, co wyemitowane. Jak
nie znajd, bd szuka dalej.
- Aaa - pracownik wyranie odetchn. - Skoro tak, to nie ma
problemu, podelemy panu wszystko, od chwili gdy kupili mieszkanie po
tym kompozytorze.
- Bdzie idealnie - odpar Theo, kompletnie nie wiedzc, o jakim
mieszkaniu mwi tamten. Potem poegna si i odoy suchawk.
Na ekranie wida byo teraz pusty fotel, czciowo przysonity
monitorem, i bia cian za nim. Kowalsky raz jeszcze, tym razem
wiadomie, zanuci gran przez Blank melodyjk.
Wpadaa w ucho.
***

Podczas dzisiejszej modlitwy Anio Paski papie w ostrych


sowach wypowiedzia si na temat wydarze w Polsce. Kto
zalepiony materialnymi korzyciami podejmuje diabelskie gry, nie
moe liczy na zwycistwo, a jedynie na wieczne potpienie,
jakie stanie si jego udziaem - powiedzia Karol I.
***
- Jak to jednak nie wejdzie? Znowu?! - Scarlett, caa czerwona na
twarzy, zupenie nie przejmowaa si zgromadzonymi wok ludmi. Staa
w odlegoci metra od zastpcy dyrektora do spraw programowych, drc
si tak, jakby go dostrzega w ostatniej chwili po przeciwnym kocu
korytarza. - To ju trzecia zmiana decyzji w tej sprawie. Kurwa ma,
Micha, to jest dobry materia i w temacie! Nie traktuj mnie jak jednej z
tych twoich pierdolonych staystek.
Jej rozmwca, szczupy mczyzna pod trzydziestk, o pyzatej twarzy
i postawionych na el tlenionych wosach, wzruszy ramionami.
- Nic nie poradz - powiedzia, umiechajc si drwico. - WjcikMcCole i jej konferencja ma absolutne pierwszestwo. Potem komentarze
do niej i odpowied tych od Watchera. Sama rozumiesz, tyle si dzieje.
Unis rk, by dotkn jej policzka, ale Scarlett odsuna si
gwatownie.
- Znaczy kiedy?
- Pewnie w podsumowaniach dnia - odpar, cofajc do. Wsadzi rk
do kieszeni. - Podelij cay materia, jaki masz, to co tam z niego
wemiemy.
Odwrci si i ruszy w stron wind, czujc na sobie ciar kilkunastu

spojrze. W drzwiach kadego biura na caej dugoci korytarza staa


jedna, dwie osoby przygldajce si konfrontacji.
- Ty... - zacza Scarlett, ale przerwaa, zaciskajc zby i tumic w
sobie wcieko. Szybkim ruchem rki otara zy z twarzy i odetchna
kilka razy gboko.
Waciwie, cho krya to przed sam sob, moga si domyli, e tak
bdzie - ju w chwili, gdy szefostwo przekazao spraw Zwizku
idealnego wanie temu nadtemu dupkowi. On jednak podczas nocnego
nadzwyczajnego zebrania zachowywa si tak mio i by tak konkretny,
przydzielajc zadania, e naprawd uwierzya - oto wreszcie dojrza w niej
reporterk, a nie tylko niez dup, ktra kiedy dosadnie daa mu do
zrozumienia, co myli o jego propozycji. Jak si wanie okazao, bya w
bdzie.
- Masz teraz te swoje zasady, idiotko - burkna pod nosem.
Zawibrowaa wiszca na jej szyi komrka.
- Scarlett Kwiatkowska, BBC Polska, sucham.
- Tu Stanwyck - gos doktora brzmia spokojnie, ale dziennikarka
odniosa wraenie, e byo w nim jakie napicie.
- Wanie miaam do pana dzwoni, doktorze - powiedziaa. - Niestety,
emisja wywiadu zostaa wanie przesunita na bliej nieokrelony termin.
McCole i jej prawnicy zwoali konferencj prasow i nasza stacja...
- Chyba wiem, jak to byo z tym zabjstwem - Stanwyck wszed jej w
zdanie. - Mam wraenie, e co znalazem. Prosz do mnie przyjecha.
Serce Scarlett zabio szybciej. Sprawdzia, czy wci ma przy sobie
wizytwk doktora.
- Oczywicie - powiedziaa, patrzc na kartonik. - Ju bior Sasz...

znaczy operatora i...


- Prosz przyjecha sama i bez kamery - ostro zaoponowa Stanwyck.
Po chwili ju agodniej doda: - Gdy pani przyjedzie, dowie si, skd ten
warunek.
- Oczywicie, doktorze! - Wrcz promieniaa radoci. - Za kwadrans u
pana.
A najdalej za godzin po nadtym panu zastpcy dyrektora zostan
strzpki uraonej dumy - dorzucia w myli. Sukces, ktry jeszcze przed
chwil wydawa si rwnie odlegy jak wtedy, gdy dopiero zaczynaa tu
prac, teraz miaa nieomal na wycignicie rki. Wystarczyo zadzwoni
po takswk.
***
Blanka musna cian koniuszkami palcw i zrobia kilka niepewnych
krokw, wychodzc z krtkiego przedpokoju wprost do ogromnego salonu.
Przez chwil patrzya na nienobiae ciany, glazur uoon w karo i
czarny skrzany zestaw wypoczynkowy ustawiony w kcie. Na wprost niej
za oknami rozpociera si wspaniay widok: las - tak bliski, e niemal na
wycignicie rki.
- Naprawd tu mieszka? - zapytaa.
Stojcy w progu Krzysztof rozemia si.
- Jeli nie, znaczy, e potwornie przepaciem.
Wcigna powietrze i niemal na bezdechu podesza do krlujcego w
pomieszczeniu fortepianu. Pokrywajcy go lakier lni w socu, a czarnobiae klawisze zachcay, by cho na chwil pooya na nich donie.
Nie odwaya si. Zamiast tego podbiega do Krzysztofa i zarzucia mu

rce na szyj.
- Dzikuj - powiedziaa, caujc go delikatnie. W jej oczach pojawiy
si zy. - To najwspanialszy prezent, jaki mogam sobie wymarzy.
- Bardzo si ciesz, e ci si podoba. - Krzysztof pogadzi j czule po
policzku. - Chcesz zobaczy azienk?
- Jasne, e chc - odpara. - Chc zobaczy wszystko w tym
mieszkaniu!
Zacz j wic oprowadza.
- Jest tam wietna kabina prysznicowa akurat dla dwch osb - mwi,
gdy mijali niewielk kuchni urzdzon w ciepych barwach, przez co
zupenie niepasujcq do reszty mieszkania. - A wiesz, co mwi. Nie jeste
prawdziwym gospodarzem, dopki nie wemiesz prysznica w nowym
domu.
Otworzy drzwi i ustpi onie miejsca, by moga wej pierwsza.
Blanka rozejrzaa si po azience.
- No tak, kabina rzeczywicie imponujca - stwierdzia. - A do tego to
lust...
Przerwaa i postpia krok do przodu. Wok lustra pomidzy
jasnobkitne kafelki wmurowano niewielkie metalowe pytki. Na kadej z
nich znajdowa si chropowaty, jakby usypany z piasku wzorek.
- Co nie tak, kochanie? - spyta Krzysztof zaniepokojony.
- Co... a, nie, w porzdku! - Umiechna si. - Bd musiaa co
pniej sprawdzi.
Podesza do niego i przejechaa mu palcem po piersi.
- To co z tym prysznicem?
***

Theo zatrzyma odtwarzacz, po czym cofn do momentu, gdy na


ekranie widoczne byy metalowe pytki. Przez chwil przyglda im si, to
przybliajc, to znw oddalajc obraz. Nastpnie odwrci si do
komputera. Jeeli tylko mia racj, to wygldao na to, e wanie trafi na
rozwizanie zagadki.
Po pgodzinie przegldania Internetu mia ju pewno. Z
przepeniajcym go uczuciem tryumfu zapa za telefon.
- Greg? Przyjd tu do mnie szybko, chyba co znalazem.
***
Takswka zatrzymaa si tu przed otwieran elektrycznie bram.
Scarlett zapacia kierowcy, zostawiajc pokany napiwek, po czym
wysiada, cudem tylko unikajc wbicia obcasa w szczelin kratki
ciekowej. Zachwiaa si, ale byskawicznie odzyskaa rwnowag i
pewnie podesza do supka z domofonem. Wcisna przycisk.
Dom za bram nie nalea ani do szczeglnie wielkich, ani te
poraajcych przepychem. Ot, zwyky jednopitrowy biay budyneczek ze
spadzistym czerwonym dachem, garaem i wielkim oknem na frontowej
cianie. Od bramy do drzwi prowadzi uoony z kostki podjazd, od
ktrego mniej wicej w poowie odchodziy cieki wiodce w gb
trawnika.
- Prosz - rozleg si nagle gos Stanwycka, a zaraz potem zabrzcza
otwierany zamek.
Scarlett pchna furtk i wesza do ogrodu.
Gdy dosza do bocznych cieek, otworzyy si drzwi frontowe, a w
progu stan doktor Stanwyck. Ubrany by w koszulk z logo Iron Maiden,

a wosy mia zaczesane na mokro do tyu. Scarlett, ktra robia kiedy


reporta o wiekowych fanach rocka (nosi tytu Za starzy na rock&roll, za
modzi, by umrze), stwierdzia, e doktor wyglda teraz jak jeden z nich
- niepogodzony ze swoim wiekiem, starajcy si, by dzi byo wiecznym
wczoraj.
- Co to za rewelacja, doktorze? - zapytaa bez ogrdek.
Stanwyck pokrci gow.
- Nie tutaj, prosz wej do rodka. Tu za duo osb moe nas
zobaczy.
Przepuci dziewczyn, rozejrza si uwanie i wszed za ni do
przedpokoju.
- Prosz si rozgoci, salon na lewo - powiedzia, zamykajc drzwi. Czego si pani napije?
- Jeli to moliwe, panie doktorze - powiedziaa, patrzc na znajdujce
si pod schodami otwarte drzwi prowadzce najpewniej do piwnicy chciaabym od razu przej do rzeczy. Waciwie to...
Stanwyck doskoczy do niej nagle, jednym ramieniem obejmujc j i
blokujc rce, w drugiej doni trzyma zakoczony ig dozownik.
Zdya si tylko szarpn, gdy poczua ukucie na szyi, po czym
bezwadnie upada na podog.
***
Greg wpad do pokoju zdyszany, jakby gonio go sto diabw. Krople
potu spyway mu po policzkach, a brzuch trzs si jak galareta w takt
chwytanego apczywie oddechu.
- Co masz? - wycharcza, zginajc si wp.

Theo, dotd pochylony nad laptopem, wyprostowa si i umiechn


tryumfalnie. Lew rk odwrci komputer, tak by Greg mg zobaczy
ekran.
- Wszystko wskazuje na to, e kto znalaz sposb na zamanie
systemu - powiedzia. - To nie bd programowy, to sabota.
Greg, uspokoiwszy wreszcie oddech, wyprostowa si.
- Jak to? Przecie widzielimy wszyscy, jak byo - powiedzia,
podchodzc do barku i sigajc po butelk wody. - Eksperci sprawdzili te
wgrywki i wszystko byo u niej w porzdku. Niby jak udao si to komu
obej?
- Z tego, co wywnioskowaem, kto mg sprbowa dogra co na
bieco. Co, co potem wykasowao si samo. - Theo poskroba palcem
doln warg. W jego gowie brzmiao to jako bardziej przekonujco. Jeli tak byo, to chyba nawet wiem, jak to si stao.
Sign po pilota i wczy telewizor. Na ekranie znajdowao si teraz
lustro otoczone metalowymi pytkami - fragment azienki w mieszkaniu
serialowych Wolskich.
- Nie mam pojcia, jak dziaaj obecne wyzwalacze wgrywek, ale na
samym pocztku, jak pamitasz, robio si to tonowo. Odpowiedni,
skomplikowany kod dwikowy aktywujcy wgran pami. A teraz
popatrz tutaj. - Theo wskaza najpierw ekran telewizora, a potem obrazek
na monitorze, gdzie znajdoway si niemal identyczne wzory jak te z
pytek. - To nie s zwyke blaszki, a raczej co w rodzaju obrazkowego
zapisania dwikw, tak zwane wzory czy te figury Chladniego. Na
pewno kojarzysz, na tak pytk sypiemy piasek, a ten w zalenoci od
czstotliwoci drga ukada si w inny wzr. Pamitam, e kiedy

odtworzono w ten sposb cay utwr zapisany na cianach jednej z katedr.


Swego czasu byo o tym gono w rodowisku historykw sztuki. Myl
sobie, e tutaj... Co?
Greg patrzy na niego z mieszanin zdumienia i bezradnoci. Tak
mgby patrze kto, komu wanie na jego oczach kasowano ukochany
samochd.
- To jest ta twoja rewelacja? - zapyta, odstawiajc butelk. - e w
azience Wolskich znajduje si zaszyfrowana muzyczna wiadomo? To
chciae mi powiedzie?!
Zaskoczony Theo zdoa tylko pokiwa gow.
- Wiem, e tam s! - wrzasn Greg. - Sam je tam, kurwa, wstawiem,
wiedzc, e Blanka odkryje to dziki swojemu jebanemu wyksztaceniu!
To mia by taki naukowy smaczek, ktry pniej wyjanilibymy w
jednym z programw edukacyjnych. Nakrcalimy w ten sposb kampani
na Know How Channel, ktry wystartowa miesic temu. W kadej
gazecie dalimy ogoszenie, e tam wanie widzowie dowiedz si, jak to
dokadnie dziaa. Te by wiedzia, gdyby czyta gazety!
Zasoni twarz rkami i sta tak przez chwil, oddychajc gboko.
Theo przyglda si temu wszystkiemu w osupieniu.
- Nie wiedziaem... ja...
- Wystarczyoby, eby obejrza dwa odcinki dalej - stwierdzi Greg ju
spokojniej. Rozmasowa palcami wskazujcymi nasad nosa i cofn rce.
- Ona sama odkrya te figury i wanie za dwa odcinki dzieli si t
wiadomoci z kumplem z akademii muzycznej.
Kowalsky zamkn laptop i wyczy telewizor. Zdecydowanie nie
nadawa si na detektywa. Cho musia przyzna, e gdy odkry

rozwizanie, poczu si naprawd wspaniale. Tyle e nie o to odkrycie


chodzio...
- Musz si przej - zdecydowa, wstajc - pomyle...
Greg skin gow.
- A wiesz, co jest w tym, kurwa, najzabawniejsze? - rzuci, gdy Theo
sta ju w drzwiach. - To ty powiedziae mi o tym caym Chladnim,
pamitasz? Jeszcze za czasw Ot, codzienno. Zastanawiae si, jak to
wple w ktry z epizodw.
- Moliwe. - Theo pokiwa gow, chwytajc za klamk. - Wtedy
krciy mnie takie ciekawostki. A skd miae dingiel?
Greg umiechn si.
- Z twojego starego kompa. To jedna z propozycji na kawaek
otwierajcy do Ot, codzienno. Moesz go nie kojarzy. Wtpi, by
kiedykolwiek przesucha je wszystkie. Trafiem przypadkiem.
Kowalsky westchn i wyszed na korytarz.
***
To bya dobra teoria - myla, jadc wind. Obok jaki mody
mczyzna w prkowanym garniturze przyglda mu si badawczo, jakby
prbowa skojarzy jego twarz. Wyranie bez powodzenia, za co Theo by
losowi naprawd wdziczny.
To bya dobra teoria, a te maj to do siebie, e nawet jeli zawiod,
trudno wyrzuci je z gowy. Zapa si na tym, e wci kombinuje, jak
sprawi, by mimo wszystko byo to jednak moliwe. Dziewczyna
nienawidzi ma, ale nie moe go zabi w realu, wic zastawia puapk na
sam siebie w rzeczywistoci serialowej, a wpadajc w ni, na moment si

budzi, dokonuje morderstwa, po czym wraca do stanu upienia. Teoria


liczna, ale jak to wszystko dopasowa do faktu, e wzory i muzyka, ktr
kryy, to cz scenariusza? Czyby winny by Greg?
- Ale czy wtedy by si przyzna? - ostatnie sowa Theo burkn pod
nosem, co sprawio, e facet w garniturze najpierw posa mu
zaciekawione spojrzenie, a nastpnie ponownie wlepi wzrok w widok za
szklan cian.
A moe inaczej: kto dowiedzia si, co planuje Greg i gdzie szuka
muzyki, wic podrzuci dingiel na komputer, co pewnie nie byo jako
wariacko trudne, albo nawet wymieni folder z dinglami, tak e
niezalenie od wyboru Greg i tak trafiby na taki z komunikatem...
Brzmiao to wariacko i paranoicznie, ale mimo wszystko realnie. A jak
mawia Holmes: Wyklucz to, co niemoliwe, a to, co zostanie, choby
nieprawdopodobne, musi by rozwizaniem.
Po chwili winda zatrzymaa si i Theo ruszy w stron parkingu.
Jeszcze przed chwil myla, e skoczy cho na moment do domu, bo tam
zawsze mylao mu si najlepiej, teraz jednak wiedzia, e nie bdzie w
stanie myle o niczym innym, dopki nie zweryfikuje swojej teorii. A by
tylko jeden czowiek, ktry mg mu w tym pomc. Jedyny niezwizany z
WatcherTV.
***
Terrence Stanwyck zszed po schodach, zawizujc pasek szlafroka.
Dzwonek wideofonu brzcza natrtnie, jakby kto tam, przy bramce,
chcia da jednoznacznie do zrozumienia, e nie odejdzie, dopki
gospodarz z nim nie porozmawia.

- A si zdziwisz, cholera - burkn pod nosem Stanwyck. Nacisn


przycisk... i zaskoczony a zamruga.
- Theo?
- No, jeste wreszcie - rozlego si z gonika. Kowalsky sta przy
furtce z zadart gow i patrzy wprost w oko kamery. - Mam spraw,
wpucisz mnie?
- Nie wiem, czym zasuyem sobie na tak wizyt, ale jasne, wchod.
- Nacisn przycisk z wizerunkiem klucza i przytrzyma go, dopki nie
zobaczy, e Kowalsky otworzy bramk. Ostatnimi czasy troch opada i
teraz zdarzao jej si zacina. Potem uchyli drzwi wejciowe i wrci na
gr.
***
Pomimo otwartych drzwi Theo nie wszed do rodka. Rozejrza si po
ogrodzie, cign marynark i przewiesi j przez rk. Wyprostowa si i
w tej pozycji zaczeka, a gospodarz zaprosi go do rodka.
Waciwie nie wiedzia, czemu to robi. Kiedy, za dawnych czasw,
zwyczajnie wszedby do mieszkania, potem do salonu i rozsiadby si w
fotelu. Dzi jednak nie by pewien, na ile moe sobie pozwoli. Nie byo
go tu przeszo dwa lata, a wymiana kartek z okazji urodzin to jednak zbyt
saby sposb na podtrzymanie kontaktu z przyjacielem. Zwaszcza gdy ten
mieszka w tym samym miecie i odwiedzenie go to tak naprawd adna
wyprawa.
Wygldasz jak kretyn - pomyla, ale mimo to wci nie przestpi
progu. By moe liczy, e Terrence go zbeszta i powie, eby si nie
wygupia. e ma wej, bo przecie wszystko jest po staremu. Dziwne,

ale do tego momentu Kowalsky nawet nie zdawa sobie sprawy, jak mu
zaley, aby to usysze.
Rozlegy si coraz goniejsze dwiki rozmowy, po czym drzwi
stany otworem.
- Wejd, prosz. - Stanwyck umiechn si lekko. - Mio ci widzie.
- Wzajemnie. - Theo przestpi prg i skoni si stojcej przy schodach
Scarlett. Dziewczyna obdarzya go miym umiechem i postpia krok do
przodu, wycigajc rk.
- Scarlett Kwiatkowska,

BBC

Polska - przedstawia si. - Bardzo mio

mi pana pozna, panie Kowalsky. Zawsze chciaam...


- Tak, tak, jemu z pewnoci rwnie, kochanie - wtrci si Stanwyck
- ale tobie przecie bardzo si spieszy. Do zobaczenia niebawem. Jeszcze
kiedy porozmawiacie.
Delikatnie, ale stanowczo wypchn dziennikark za drzwi, caujc j
po drodze w policzek. Nastpnie odwrci si i gestem zaprosi Theo do
salonu.
- Wejd i wybacz baagan.
***
Theo rozsiad si w wygodnym skrzanym fotelu i sign po otwarty
krymina znaleziony na stoliku obok.
- Jak to moliwe, e z twoim wygldem masz takie powodzenie? zapyta mimochodem. - Za dawnych czasw adna nie raczya nawet
spojrze, a teraz...
- Pamitasz Seana Conneryego? - rozemia si gospodarz. - To ta
sama zasada. Poza tym dziki twojemu pomysowi jestemy teraz ywymi

legendami, laski na to lec. Wiedziaby, gdyby nie spdza tyle czasu w


domu.
Przeszed przez pokj, mijajc rega z pytami i sprztem hi-fi, a take
rozstawione na aluminiowym stelau organy Hammonda. Otworzy barek i
wycign z niego butelk whisky. W drug rk wzi dwie szklanki.
- Z lodem?
- Bez. - Theo poprawi si w fotelu. - Waciwie przychodz do ciebie
w sprawie wczorajszych wydarze.
- Domyliem si. Przecie nie po to, by odnawia stare przyjanie. No
i c innego oderwaoby ci od odprawiania kretyskiej pokuty po mierci
tego Gski, jeli nie szansa, by zaata luk w systemie? - Stanwyck
zakrci butelk, podnis szklanki i podszed do fotela Theo. Wrczy mu
jedn i usadowi si na kanapie naprzeciw, lew rk obejmujc oparcie. Niestety, nie pomog ci. Od naszych czasw wiele si zmienio, a poza
tym nawet tego nie ogldaem. Jedynie powtrki. Nie wiem, jak to si
mogo sta.
Theo w zamyleniu upi yk.
- Miaem dzisiaj pewn teori - powiedzia po chwili. - Troch
ryzykowna, ale myl, e przy pewnych zaoeniach moe stanowi
rozwizanie.
- Dawaj. - Stanwyck umiechn si. - Bardzo chtnie wytkn ci w tym
wszystkie bdy.
- Bd wdziczny. - Kowalsky poprawi si w fotelu i w kilku sowach
wyoy swoje domysy na temat wyzwalacza i szyfru w postaci figur
Chladniego wok lustra. - Jak mylisz, jest to realne?
- Trudno powiedzie - odpar Stanwyck, a umiech w jednej chwili

znikn z jego twarzy. Mwi, starannie dobierajc sowa: - Teoretycznie


tak. Musiaoby to dziaa na zasadzie zakcenia dziaania wgrywki w
podwiadomoci. W takim przypadku dingiel albo znosi blokad i wtedy
winna jest aktorka, albo powoduje zakcenia, sprawiajc, e z
podwiadomoci

wypeza

na

gr

najmocniejsze

uczucie.

Jeli

rzeczywicie nienawidzia ma, to wanie mgby by powd. Nie


dlatego, e chciaa to zrobi, ale dlatego, e nie moga tej myli
zastopowa. Czy wiadomo, kto odpowiada za dekoracje?
Theo pokiwa gow.
- Tak, i tu, niestety, teoria troch si sypie. Bo to by pomys Grega.
Pamitasz go? Grubasek, ktry lata za wszystkim za czasw
Codziennoci.
- Aha...
- To wanie on, zainspirowany zreszt moim dawnym pomysem z
figurami Chladniego, wpad na ten pomys. Dingla znalaz na moim
kompie wrd propozycji na motyw przewodni do serialu. Jego bym raczej
nie podejrzewa, std tu ju wkraczam na grzski grunt. Ale myl sobie,
e istnieje szansa, e kto dowiedzia si o planach Grega i podmieni pliki
na moim kompie, tak by zawieray w sobie przekaz, i wtedy...
- Zaraz, zaraz! - Stanwyck wyranie si zaniepokoi. - Chcesz
powiedzie, e on to wygrzeba z twojego komputera? Tego z czasw Ot,
codzienno?
- Dokadnie tak. - Theo skin gow troch zaskoczony nag reakcj
doktora. - Sam mi tak powiedzia.
- A czy potrafiby zanuci ten utwr? Znaczy dingiel? Takie rzeczy
wpadaj w ucho.

- Pewnie. - Kowalsky, wci zdumiony, wzruszy ramionami. - Czepio


si mnie jak gwno okrtu i teraz y mi nie daje. Zupenie jak w tej
ksice Bestera...
- Theo, zanu!
Kowalsky zanuci dingiel. Stanwyck milcza przez chwil, zaciskajc
do na szklance, a pobielay mu kostki. Potem nagle wsta.
- Wybacz - powiedzia. - Musz si odla.
Wyszed, zostawiajc Theo samego w pokoju.
Kowalsky siedzia przez chwil, po czym wsta i podszed do regau z
pytami. Nie musia dugo szuka Stonesw, pod tym wzgldem zawsze
wietnie si ze Stanwyckiem dogadywali. Wycign pyt z pudeka i
otworzy czytnik. Z wiey wysuna si tacka z krcc si na niej pyt
CD.

Kto napisa na niej flamastrem Scarlett.


A to co takiego? - pomyla Theo, wsuwajc pyt z powrotem do

czytnika. Maksymalnie ciszy dwik, po czym wczy.


Muzyczka, nagrana niewtpliwie na organach, rnia si znacznie od
dingla odtworzonego przez Blank, ale napisana zostaa wedle
podobnego schematu. Kilka prostych dwikw atwo wpadajcych w
ucho, ale nie kojarzcych si z adn znan melodi. Theo zerkn na
hammonda i zauway zamocowan nagrywark.
Wiedziony nag myl wycign pyt z czytnika i szybkim krokiem
przeszed do przedpokoju.
- Przypomniaem sobie, e musz co pilnie zaatwi! - krzykn. Zdj
z wieszaka marynark i otworzy drzwi. - Wpadn pniej.
Wybieg z domu, po drodze wycigajc telefon. Za jego plecami
Stanwyck zakl i co krzykn, ale Kowalsky zdy ju dopa bramki i

wybiec na ulic.
- Greg? - rzuci do komrki. - Znajd mi numer do Scarlett
Kwiatkowskiej. Dziewczyna pracuje dla BBC Polska. To pilne.
Rozczy si i pogna w stron pobliskiego postoju takswek.
***
Zdy przejecha dwie przecznice, gdy zadzwonia Scarlett. Numer
dostaa od Grega, ktry uzna widocznie, e tak szybciej nawi kontakt.
Zapytaa, co si stao, a gdy poprosi j o spotkanie, zapytaa tylko, gdzie
jest, i - po krtkiej rozmowie z kierowc swojej takswki - obiecaa by
tam za nie wicej ni pi minut. Zapytaa jeszcze, czy to ma co
wsplnego ze spraw Wjcik-McCole.
- Bardzo prawdopodobnie - odpar Kowalsky. - Wyjani pani, kiedy
si spotkamy.
***
Jedynym lokalem, ktry Theo zna w tej okolicy, bya pizzeria
Tatiana. Za czasw Ot, codzienno czsto zamawiali tam posiki, bo
na plan byo std nie dalej ni kwadrans jazdy.
Kowalsky usiad przy dwuosobowym stoliku pod oknem i z uwag
przyjrza si wntrzu. Waciwie niewiele si zmienio. Te same
ciemnote ciany pene drewnianych ozdb, trjnone stoliki na rodku i
dugie awy ustawione rwnolegle do cian. Na wprost wejcia szeroki
kontuar, nad ktrym na drewnianej belce wywieszono ozdobny drzeworyt
z nazw lokalu. A cakiem po lewej, nad szaf grajc - ustawion tam
wycznie dla ozdoby, bo od dawna nie dziaaa - wisia oprawiony w

drewniane ramy plakat z Butcha Cassidyego i Sundance Kida.


Inne byy za to reklamy browarw, dosza te pka z mocniejszymi
alkoholami i postawiono ciank oddzielajc kuchni od gwnej sali. To
ostatnie odebrao Tatianie resztki klimatu. Kiedy, czekajc, mona si
byo przyglda kucharzowi rozrabiajcemu ciasto, krccemu nim nad
gow czy nakadajcemu plasterki salami, jakby to byy karty. Theo
zawsze wietnie si bawi, obserwujc te popisy, zwaszcza e zatrudniali
tu naprawd wietnych fachowcw i nie przypomina sobie adnych
kompromitujcych wpadek.
Scarlett pojawia si po kilku minutach. Wesza do lokalu, cigna
okulary przeciwsoneczne i rozejrzaa si po wntrzu. Gdy dostrzega
Theo, z umiechem pomachaa mu i podesza do stolika.
- To dla mnie niezwykle mia niespodzianka - powiedziaa, kiedy
podali sobie rce. - Mylaam, e wycofa si pan z brany.
- Wycofaem si - przyzna Theo. - Ale teraz wystpia naga sytuacja i
poproszono mnie o konsultacje.
- Przepraszam. - Scarlett signa do torebki i zacza przerzuca
znajdujce si w niej rzeczy. - Prosz mwi, ja tylko...
- Nie pozwol pani nagrywa tego, co pani usyszy - stwierdzi Theo
obojtnie. Podnis stojc przed nim filiank kawy i palcem
wskazujcym wytar kropl rozlan na spodeczku. - Moe pani tylko
sucha.
Scarlett wycigna rk z torebki, odwrcia si i umiechna.
- Nigdy nie zaszkodzi sprbowa, prawda?
- Prawda. - Theo rwnie zmusi si do umiechu, cho nie przyszo
mu to atwo. W gbi duszy wcale nie chcia, by potwierdzia si teoria,

jak obraca wanie w gowie. - Pani Kwiatkowska, czy...


- Po prostu Scarlett.
- Tak, dobrze. - Wcign powietrze coraz bardziej zniecierpliwiony i
odetchn gboko. - Scarlett, czy pozwolisz, e zanim podziel si z tob
moj rewelacj, zadam ci pytanie natury osobistej?
Jeli dziewczyn zdziwio bd zaskoczyo to pytanie, nie daa tego po
sobie pozna.
- Jasne - odpara.
- Jak poznalicie si z Terrenceem?
- Z panem Stanwyckiem? Poprosilimy go o wywiad i udzieli go nam
dzi rano. Wymienilimy si numerami telefonw, a potem on zadzwoni,
e ma jak rewelacj o mierci McColea. Jak teori...
Przerwaa na moment i na jej twarzy pojawi si wyraz skupienia,
jakby usiowaa sobie co przypomnie. Trwao to chwil, zaledwie
sekund czy dwie, ale Theo zna t min. Widzia j u Blanki Wolskiej,
czyli Theresy Wjcik-McCole, na chwil zanim zamordowaa ma.
- ...ale okazao si, e to lepy zauek - dokoczya dziewczyna. - To
tyle z naszej znajomoci.
Rozejrzaa si po wntrzu restauracji i pochylia do przodu, by mc
zniy gos, a take by Theo mia moliwo zajrze jej w dekolt. To
zawsze dziaao.
- Panie Kowalsky, prosz wybaczy bezporednio, ale ja naprawd
potrzebuj tej rewelacji. Wie pan, jakie s dzisiejsze media informacyjne.
Jeeli do wieczora nie bd nic miaa, wylec z tej sprawy. A to moe by
temat miesica, a moe i roku.
- Hmm... tak. - Theo przymkn oczy i wyprostowa si na krzele.

Teraz by ju pewien. To, co zamierza, byo ju wycznie formalnoci.


Kropk nad i, strzaem kontrolnym oddanym w trupa. Wsta.
- Prosz wybaczy na chwil - powiedzia, umiechajc si
przepraszajco. - Zaraz wracam i wszystko pani opowiem. Bdzie pani
miaa swj udzia w rozwizaniu tej sprawy. Daj sowo.
Z kieszeni marynarki powieszonej na krzele wycign portfel i pyt.
Potem ruszy w stron baru.
Sdzc po minie, stojcy za lad chopak pozna go, cho raczej jako
minion saw z telewizji ni klienta. Nie wyglda na takiego, ktry
pracuje tu od kilku lat.
- W czym mog pomc? - zapyta grzecznie.
- Mam tak malutek prob - zacz Theo. - Czy mgby pan
wczy na moment t pyt? Ale tak, eby bya syszalna na cay lokal.
Chopak zawaha si.
- A co na niej jest?
- Nic strasznego. - Theo pooy obok pyty dwadziecia euro. - Taka
tam melodyjka, ale moja znajoma dobrze j wspomina.
Gow wskaza na Scarlett, liczc, e jej widok przypomni dzieciakowi
o mskiej solidarnoci. Nie zawid si. Chopak wzi pyt i woy do
wiey, wyczajc radio.
- Dziki wielkie. - Theo schowa portfel do tylnej kieszeni spodni. Wcz, jak ju usid, dobra?
Westchn gboko i wrci do stolika.
- Myl, e moemy zacz - powiedzia. - By moe dotaro ju do
pani, e wczoraj zaproszono mnie do WatcherTV...
I w tym momencie z gonikw rozlegy si znane ju Kowalskyemu

dwiki. Prosta, sklecona pewnie na poczekaniu melodyjka, zbyt prosta


nawet jak na dingle do programw dla dzieci - nic dziwnego, e wprawia
w konsternacj klientw, ktrzy rozgldali si po lokalu zdumieni, e co
takiego moe lecie w radiu.
Tymczasem Theo wbi wzrok w twarz Scarlett, uwanie obserwujc jej
reakcje. Widzia, jak renice dziewczyny rozszerzyy si gwatownie, a
potem niemal natychmiast zwziy, jakby dostaa po oczach fleszem.
Zamrugaa kilka razy, by nagle wsta od stou.
- Przepraszam - mrukna. Jej gos brzmia obco i nieobecnie.
- Nic nie szkodzi - odpar Theo, cho wiedzia, e dziewczyna tak
naprawd ju go nie syszy. Przez chwil siedzia w bezruchu i patrzy, jak
wychodzi, a potem wsta, pooy na st pi euro, po czym ruszy w
stron wyjcia. Nie musia si spieszy, doskonale wiedzia, dokd
zmierza Scarlett.
- Panie Kowalsky! - zawoa za nim chopak zza lady. Podszed i poda
mu pyt. - Chyba nie wyszo, co?
- Przeciwnie - westchn Theo. - Niestety, wyszo dokadnie, jak si
spodziewaem.
***
Gdy dojecha pod dom Stanwycka, ten wanie sta przy furtce,
czekajc na takswk. Theo wysiad ze swojej i skin doktorowi gow.
- Wybacz, e wczeniej wyszedem, ale miaem pewne podejrzenia powiedzia. - Wejdziemy?
Stanwyck popatrzy na niego bagalnie.
- Theo, naprawd spiesz si w tej chwili. Nie ma moliwoci, bymy

to przeoyli... na kiedy? Przez wzgld na stare czasy.


Kowalsky umiechn si lekko i pchn furtk. Tym razem drzwiczki
ustpiy bez wikszych problemw.
- Wanie przez te dawne czasy myl, e musimy pogada.
Ruszy podjazdem w stron domu, nie patrzc za siebie. Wiedzia, czy
raczej wierzy gboko, e Stanwyck podejmie waciw decyzj. Tak,
ktra nie zmusi Theo do dzwonienia na policj.
***
- Strasznie dugo si zbierae - powiedzia Kowalsky, gdy ju weszli
do mieszkania. - Rozumiem, e usuwae dowody. Maszyna do wgrywek,
nagrywarka w hammondzie...
Znw przeszed do salonu, ponownie rozsiad si w fotelu. Zauway,
e na stoliczku nie ma ju kryminau, i przez gow przemkna mu
zabawna myl, e najprawdopodobniej jest on teraz w podrcznym bagau
doktora. Nawet z potencjalnym pocigiem na karku nie zapomina o
lekturze.
- Suchaj, Theo... - zacz Stanwyck, ale Kowalsky nie da mu
dokoczy.
- Podesaem ci dziewczyn - powiedzia, wycigajc pyt i kadc j
na stole. - Mam nadziej, e dobrze si bawilicie.
Doktor nie odpowiedzia i przez chwil patrzyli na siebie w milczeniu.
- Nie zabiem McColea - westchn w kocu Stanwyck. - Nie mam
pojcia, czy rzeczywicie to, e Greg trafi przypadkiem na moje nagranie,
miao jaki wpyw na to zabjstwo. By moe byo tak, jak ci
powiedziaem: dwie wgrywki w podwiadomo spowodoway, e

dominujce uczucie, w tym wypadku nienawi do ma, wypyno na


powierzchni. Do tego doszo otumanienie, by moe szok spowodowany
tym, e nagle ta nienawi bya jedynym, co znaa, co rozumiaa, a by
moe i pamitaa, i voil... Theo, nie wiem, ale nawet jeli do tego doszo,
to by przypadek. Nie chciaem jego mierci. Niczyjej mierci.
Kowalsky pokiwa gow.
- Te mi si tak wydaje - przyzna. - Mam jednak wraenie, popraw
mnie, jeli si myl, e w chwili gdy tu przyszedem, gdy zaczem ci
wykada spraw, jeszcze nie domylae si, e to moe mie co
wsplnego z tob. Naprawd prbowae mi pomc, nie majc pojcia, e
t drug wgrywk jest twj fundowany panienkom odruch Pawowa.
Swoj drog, zastanawiam si, czemu to zrobie? Przecie gdybym to
upubliczni, skoczyyby si twoje zabawy.
- S rzeczy wane i waniejsze. - Stanwyck usiad na skraju stou i
podnis stojc na blacie pust szklank. - Przyszede tu taki
zaaferowany wasnym pomysem, wic stwierdziem, e dlaczego nie.
- Mam rozumie, e to bya przyjacielska przysuga, tak? - parskn
Kowalsky. - e zrobie to przez wzgld na stare, dobre czasy i teraz ja
powinienem zachowa si podobnie? - Brod wskaza drug szklank. Nalej, a potem opowiedz, jak to si zaczo. Pierwsza bya McCole?
- Tak. - Doktor wsta i podszed do barku. - Wtedy jeszcze nie bya
matk. Moesz nie pamita, ja sam nie kojarzyem, dopki nie
zanucie tego dingla, ale graa u nas w Codziennoci. Bya bodaj
rzymsk niewolnic w jednym z epizodw... Chciaa zobaczy, jak by to
byo, gdybym wgra jej Kleopatr. I wtedy wpadem na ten pomys.
Stworzyem odpowiedni wgrywk do podwiadomoci, wyzwalacz

skomponowaem na szybko na syntezatorze i zapisaem sobie na


przyszo. Potem dorzuciem ci go do plikw, mylc, e bdzie
zabawnie, gdy ilekro w telewizji puszcz Ot, codzienno, do moich
drzwi zapuka gorca suczka... Teraz wiem, e zawaliem, ale...
- A potem? Ile ich byo? Dziesitki? Setki?
- Troch byo - stwierdzi Stanwyck - ale naprawd adnej nie zrobiem
krzywdy. Chodzio tylko o seks.
Theo pokiwa gow, jakby rozumia, e to wystarczajca motywacja.
Po chwili jednak doda ju zupenie innym tonem:
- Ale, chcesz tego czy nie, masz na sumieniu czowieka. Gdyby nie
twoje zabawy...
Doktor odwrci si gwatownie, tak e trzymana przez niego whisky
chlapna na dywan. Ju otwiera usta, by co powiedzie, ale
powstrzyma si w ostatniej chwili. Zwiesi gow.
- Co zamierzasz teraz zrobi?
Kowalsky wzruszy ramionami.
- Nie wiem - odpar zgodnie z prawd. - Nie mam pojcia.
Po raz drugi zapada cisza. Tym razem przecigaa si przez dugie
minuty, podczas ktrych obaj mczyni siedzieli, popijajc whisky. Kto
obcy mgby pomyle, e zwyczajnie delektuj si zawartoci szklanek.
- Jeli pozwolisz mi znikn, dam ci sowo, e wicej tego nie zrobi obieca w kocu Stanwyck. - Dam ci kolekcj pyt i list dziewczyn.
Chcesz, zniszczysz, chcesz, zachowasz... Co do McCole, jest szansa, e
ledczy nigdy nie wykryj mojej wgrywki, bo to tak naprawd niewielkie
zmiany w kodzie. Wtedy okae si, e to bd systemu, i oberwie si
WatcherTV. Pamitasz, jak po sprawie Gski chciae to wszystko

rozwali? Teraz oberw tak, e nigdy si nie pozbieraj, Theo! Oni...


- Oni? - Kowalsky popatrzy na dawnego przyjaciela z umiechem
pobaania. Pomyla o Gsce, ktrego sam zatwierdzi, o tych wszystkich
dziewczynach Terrencea i wreszcie o Williamie McColeu. - Nie ma
adnych onych. To my.
Wsta i odstawi szklank na blat.
- Masz czterdzieci osiem godzin - powiedzia. - Przez wzgld na stare,
dobre czasy.
A potem wyszed, zostawiajc Stanwycka samego.

Chciaem napisa opowiadanie o Indianach. Akurat czytaem


sobie troszeczk na ich temat, zapoznawaem si z wierzeniami,
legendami, opowiastkami i anegdotkami - rozumiecie, tak
hobbystycznie, z ciekawoci. No i mnie naszo. Czasami tak
mam. Pod wpywem filmw zmieniam ubir bd fryzur, dobra
muzyka skania mnie do kolejnych nieudolnych prb
komponowania, a ciekawe tematy kusz, by co o nich napisa.
Niewane co, cokolwiek...
Szczliwym zbiegiem okolicznoci moja fascynacja
rdzennymi mieszkacami Ameryki Pnocnej (konkretnie
szczepem Szoszonw) zbiega si z pomysem mojego wydawcy,
Fabryki Sw, by wyda antologi opowiada o anioach.
Oczywicie zostaem do niej zaproszony.
Pisz to oczywicie nie dlatego, e nadymam si jak balon,
jakim to niby wielkim twrc jestem. Tak si jednak zoyo, e
jestem jednym z dwojga autorw w tym kraju, ktrzy jaki taki
sukces odnieli dziki skrzydlatym wanie. Dziwne by byo,
gdyby mnie zabrako, nie uwaacie?
Trudno to stwierdzi kategorycznie, ale mam wraenie, e
wydawca spodziewa si kolejnego tekstu o Kamcy. Wiem z ca
pewnoci, e liczyli na to niektrzy Czytelnicy - wida to
chociaby w recenzjach antologii. C jednak mogem poradzi
na to, e w gowie siedzieli mi wycznie Indianie? Ukryci za
niemal kad mzgow fadk kosili z ukw wszystkie inne
koncepcje. Wreszcie ulegem i zaczem myle, jak poczy
anioy i Indian. Owoc tych przemyle macie na kolejnych
stronach.

Dedykuj: Mojemu Tacie i mojemu Synowi.


Piszc, sam nie wiedziaem, z ktrej perspektywy ojca czy syna - patrzy mi si lepiej. Ale z kadej
z nich miaem przed oczami kogo, kogo kocham.

NEWEGWASUU

Ne hinni? Kim jestem?


Kinniih, przyczajony w krzakach, powoli nacign ciciw.
Jestem niczym puma, moje ruchy s zwinne, a kroki bezgone...
Nabra w puca powietrza i znieruchomia, skupiajc wzrok na
przyczajonej pod krzakiem ofierze. Nie mg sobie pozwoli na aden
dwik. Uszy Kammu dugie, duch pochliwy, a gdy wyczuwa
niebezpieczestwo, gna tak, e nikt go nie dogoni.
...Jestem wilkiem, pierwszym pord zwierzt. Nocnym owc o
ostrych kach i silnych apach...
Zwolni ciciw, rwnoczenie wypuszczajc powietrze.
...Jestem owc Shorouki, a ciao me napenia mdro i sia mych
przodkw.
Strzaa o dwa palce mina eb zwierzcia i utkwia w drzewie za nim.
Sposzony Kammu rzuci si do ucieczki.
Kinniih wyskoczy z krzakw, sigajc do koczanu po kolejn strza.
Wci jeszcze mia szans, cho ta malaa wraz z coraz dalsz kicajc
sylwetk.
Zatrzyma si, napry ciciw... i w tym samym momencie z nieba
spad orze. Lecia w d jak kamie rzucony do strumienia, ledwie jednak
szpony drapienika dotkny futra Kammu, zaraz wzbi si w powietrze,

unoszc ze sob zdobycz. Zdawao si, e kpi sobie z modego Shorouki,


poruszajc skrzydami majestatycznie, jakby pyn w powietrzu.
Zachca, by chopiec pogna za nim.
owca nie zorzeczy lepszemu, ale uczy si od niego - Kinniih
przypomnia sobie sowa ojca. Pogadzi zawieszone na piersi krogulcze
piro.
- Bd pozdrowiony, Kwinaa, starszy bracie! - zawoa do ledwie ju
dostrzegalnego ora. Wrci w zarola po wczni, ktr zabra, na
wypadek gdyby napotka grubszego zwierza, a potem powoli, z uczuciem
poraki w sercu, ruszy w stron strumienia.
***
owienie ryb, w przeciwiestwie do polowania, szo mu zawsze
bardzo dobrze. Wielu starszych, ktrych duchy radoway si ju na myl o
wiecznych owach, nazywali go nawet Witsapainkwi - rybka. Znosi to
dzielnie, zaciskajc usta i powtarzajc sobie, e nadejdzie dzie, kiedy
dostrzeg w nim prawdziwego owc. Na razie jednak wspomaga plemi
tym, co potrafi.
Ostronie wszed do strumienia, zacierajc rce. Gow trzyma nisko i
wypatrywa czujnie najmniejszego choby ruchu pod wod. Jak zwykle
rozprasza go widok wasnej chudej twarzy o lekko spaszczonym nosie i
maych, osadzonych blisko siebie oczach. Nie lubi swojego wygldu i z
dnia na dzie coraz mocniej utwierdza si w przekonaniu, e nigdy nie
bdzie podobny do ojca, ktremu poprzedni wdz odda za on crk,
doceniajc jego zasugi dla plemienia.
Jestem Weda - niedwied o zrcznych apach.

Mody owca sprbowa odgoni nieprzyjemne myli i skupi si na


owieniu.
Tu obok jego nogi przepyn pstrg. Wi si, nie chcc podda
prdom, ktre cigny go w d strumienia.
Kinniih podziwia jego dzielno. Poruszy lekko gow w gecie
szacunku. A potem zaatakowa...
Jego do uderzya w tafl wody i zanim wzbite przez ni krople
zdyy opa, ju wyciga rk z powrotem. Nie stara si zapa ryby,
ale wzorem niedwiedzia oguszy j i cisn z wody na brzeg. Podobnie
uczyni z kolejnymi...
Gdy uzna, e ju wystarczy, wytar mokre rce o wosy i wyszed na
brzeg, rozgldajc si za jakim kijem, na ktry mgby nabi ryby. I
wtedy wanie usysza ten dwik po raz pierwszy.
Brzmia jak pogrzebowa pie i by tak cichy, e z atwoci zagusza
go szum wody. Lecz Kinniih, owca, such mia lepszy ni wikszo
plemienia. Niektrzy powiadali nawet, e najlepszy ze wszystkich.
piew urwa si przerwany atakiem kaszlu, zaraz jednak rozbrzmia na
nowo. Nie pado adne ze znanych chopcu sw, ale mimo to Kinniih by
pewien, e rozumie sens pieni. Mwia o utraconej wolnoci i
zamkniciu. O mierci - darze przewrotnego kojota, a take o piknie,
ktre przepado na zawsze.
Indianin zacisn palce na krogulczym pirze, a drug rk dotkn
rzebionej w jelenim rogu rkojeci noa.
owca Shorouki nie boi si niczego. Strach jest dla ofiar.
Chwyci uk, naoy na strza i powoli, zostawiwszy pod opiek
duchw ryby i wczni, ruszy w kierunku, skd dobiega gos.

Im bardziej si zblia, tym gos stawa si mocniejszy, a sowa


wyraniejsze. Niektre z nich Kinniih potrafi nawet zrozumie, chocia by tego pewien - sysza je po raz pierwszy.
Wspi si na niewysokie, poronite gsto wzgrze i... zamar.
Tu przed nim kilka stp nad ziemi wisia rozpostarty na gaziach
mczyzna. Jego skr znaczyy drobne i wiksze szkaratne kreski, z ust
cieka cieniutka struka krwi. Wszystko wskazywao na to, e nie y krgosup mia zamany na wysokoci krzya, o czym wiadczyo
nienaturalnie wygite ciao. Lecz nie z tego powodu serce modego owcy
napenio

si

przeraeniem.

Nieraz

widywa

ju

martwych

wspplemiecw, a wielu z nich wygldao po mierci gorzej ni ten tutaj.


Mczyzna na drzewie rni si od wszystkich Shorouki. Mia
niespotykanie jasn skr i wosy barwy spalonej socem trawy. Ubrany
by w poszarpan teraz, wci jednak bia szat, ktra sigaa mu do
kolan, a na rkach i nogach poyskiway w socu ozdoby. A co najbardziej
zaskakujce - mia skrzyda.
Wygite na gaziach nie wyglday imponujco, do tego jedno byo
najprawdopodobniej zamane, ale i tak na modym owcy zrobiy ogromne
wraenie. No i mimo e martwy, mczyzna na drzewie wci piewa.
Kinniih odrzuci uk i schyli gow.
Stajc przed wielkim duchem, oka, e tego godny - zwyk mawia
Tsuhnin Godoko, wioskowy szaman, z ktrego zdaniem liczy si nawet
wdz. Chopiec ostronie postpi krok do przodu.
- Bd pozdrowiony, o duchu, ktry zstpie na ziemi Shorouki powiedzia, starajc si, by jego gos brzmia powanie, jak przystao na
owc. Nie potrafi w jednej chwili pozby si z pamici wszystkich

opowieci o zych duchach, ktre poeraj nieposusznych chopcw, gdy


ci oddal si od wioski. Matka i inne kobiety zbyt czsto je powtarzay.
Wszak dzieckiem by niemal cae swoje ycie, a owc sta si dopiero
dwa ksiyce temu.
Na dwik jego sw mczyzna przesta piewa i otworzy oczy.
Byy zielone jak licie, gdy koczy si zima, a nastaje Dimbi wa sopita Czas, gdy wiat znowu nabiera barw.
- Lo waacin - rzek cicho, a z jego ust pocieka struka krwi. - Jestem
godny.
Chopiec skin gow. Nie byy to sowa jego ludu, ale zna je do
dobrze. Tak mwili Lakhota, ktrych duchy obdarzyy podnoci. Ich
wojownikw wicej byo na wiecie ni gwiazd na niebie, a przyja z
nimi warta bya wicej ni tysic niedwiedzich skr.
- Mam ryby, o wielki duchu - powiedzia, schylajc si po n. Jeeli
zdziwio go, e duch moe by godny, nie da tego po sobie pozna.
Zreszt do tej pory zna duchy tylko z opowieci, a szaman by ju stary i
mg o czym zapomnie.
- Han - skin gow skrzydlaty i ponownie zamkn oczy. Zgadza si
na ryby.
***
Kinniih biegiem wrci nad strumie i znalazszy kijek, ponabija na
wszystkie zapane ryby. Dray mu rce, a w ustach zrobio si sucho. Z
jednej strony by dumny, e to wanie on znalaz dobrego ducha, ale z
drugiej - bstwo mwio w jzyku Lakhota, co znaczyo, e wanie ich
uwaa za pierwszy wrd ludw.

I co sprawio, e osab i run z nieba? - pomyla owca, apic za


wczni. Przypomnia sobie, jak szaman tumaczy kiedy, e wiat
duchw pozostaje w rwnowadze. Czyby prawd byo, e ostatnio dobre
duchy sabn, a ze duchy rosn w si?
Ponownie wspi si na wzgrze i ostronie zbliy do skrzydlatego.
Jak sdzi, tamten zaraz zechce, by chopiec pomg mu zej. Mg si do
tego zabra od razu, ale czeka na prob, nie chcc obrazi ducha zbytni
miaoci.
Skrzydlaty poruszy si lekko i jego twarz wykrzywi grymas
cierpienia. Gazie, na ktrych wisia, zatrzeszczay ostrzegawczo, adna
jednak nie ustpia. Kinniih wtpi, czy obejdzie si bez noa.
- Przyniosem ryby - powiedzia, opierajc o drzewo wczni i kij z
rybami. Sprbowa sobie przypomnie, jak mwi si ryby w Lakhota. Hogan - doda po chwili.
Duch z drzewa umiechn si lekko.
- Jzyk, w ktrym mwi, nie jest twoim? - zapyta szeptem.
Mody owca opuci wzrok.
- Nie jestem Lakhota, o wielki duchu - odpar zy na siebie, e mwi to
tak, jakby si wstydzi swego ludu. Zaraz wic powiedzia ju pewniej: Jestem Shorouki... Moim ojcem jest Dedowaga, ktremu zwierzta oddaj
pokon, mwic: Oto idzie wielki owca.
Jak zawsze, gdy mwi o ojcu, jego oczy byszczay, a gos przybiera
na sile. Skrzydlaty zauway to, bo mimo blu rozemia si.
- Wybacz mi, owco - rzek z wyranym trudem. - Dotd spotkaem tu
samych Lakhota, a nikogo z twego ludu. Mwisz, Shorouki? Znam
wszystkie jzyki, ale wci mi si mieszaj. Poprawiaj mnie zatem, jeli

si pomyl.
Kinniih otworzy usta zdumiony, nagle niezdolny do wymwienia
choby jednego sowa. Wielki duch prosi, by go poprawia?!
- Nie jestem rwnie duchem, chopcze - skrzydlaty zdawa si czyta
w jego mylach. - Kiedy nim byem, ale dawno temu. Pomoesz mi std
zej? Naprawd jestem godny.
***
Zdjcie skrzydlatego z drzewa nie byo atwe, ale okazao si niczym
wobec rozpalenia ognia. Mody owca bardzo si przej, e szykuje
posiek dla bstwa. Nie by w stanie ani uspokoi drenia rk, ani
powstrzyma si od cigego, nerwowego zerkania w stron niezwykego
towarzysza.
Duch jednak zdawa si tego nie zauwaa. Siedzia wsparty o
ogromny gaz i patrzc przed siebie, nuci cicho. Okry si jednym
skrzydem, a drugie, zamane, trzyma rozpostarte. Kinniih, ktry nieraz
opiekowa si rannymi ptakami, sporzdzi dla specjaln konstrukcj z
patykw i rzemienia, tak by szybciej si zroso.
Chopiec chcia rwnie opatrzy pozostae rany, ale skrzydlaty
odmwi.
- Aishendaga, Kinniih - powiedzia - dzikuj ci za twe chci, ale
spdziem na tym drzewie kilka dni i nie marz o niczym innym, jak tylko
by zaspokoi gd.
- Jak sobie yczysz, wielki duchu - odpar mody owca, szykujc si
do ukadania stosu na ognisko. Skrzydlaty powiedzia Aishendaga dzikowa mu jak bratu. Niech no si tylko ojciec o tym dowie...

Nie moesz mu powiedzie!


Kinniih nie by pewien, czy usysza te sowa, czy te rozlegy si one
tylko w jego gowie. Spojrza na skrzydlatego. Ten wbija w niego swe
zielone oczy, a jego twarz przybraa nieprzyjemny wyraz.
- Nie moesz powiedzie nikomu, e mnie spotkae, rozumiesz?
- Rozumiem, wielki duchu - odpar chopiec, czujc, jak ze strachu
podnosz mu si woski na karku. - Nie powiem nikomu.
Wyranie uspokojony skrzydlaty ponownie opar gow o kamie i
podj nucon pie.
Kinniih za, uporawszy si wreszcie z ogniem, zacz oporzdza ryby.
***
Dedowaga kolejny raz przerwa ostrzenie grotu, by spojrze najpierw
w stron lasu, a potem w niebo. Wszyscy widzieli, e si martwi, nikt
jednak nie odway si podej i go uspokoi. Nikt te nie zaproponowa,
by poszuka modego Kinniiha, ktry nie wrci z polowania, chocia
soce koczyo ju dzienn wdrwk. Wiedzieli, e takie chwile s
cik prb zarwno dla syna, jak i dla rodzicw, bya to jednak cena, z
ktr

kady

musia

si

liczy.

Plemi

potrzebowao

dobrych,

samodzielnych owcw.
Kto pojawi si na skraju lasu, ale to tylko ktry z najmodszych
wrci z narczem chrustu na caonocne ognisko.
Pozostali modzi owcy spisali si tego dnia nadzwyczaj dobrze i
upolowana przez nich zwierzyna zapowiadaa wspaniae obchody
ostatniego dnia Na ga ha da thun - Ksiyca maego lata. Mczyni
malowali ciaa i szykowali stroje, kobiety za wiczyy tace, ktre miay

zapewni im wszystkim askawo duchw i agodn zim. W wiosce


panowaa wic rado, ktrej nie by w stanie zmci ojcowski lk
wielkiego wojownika.
Musi sobie poradzi sam, c to za owca, ktry boi si lasu.
Dedowaga wiedzia o tym dobrze, podobnie jak zdawa sobie spraw,
e jeli teraz wyruszy na poszukiwania, jego syn okryje si hab na
dugie lata.
Tylko jeli si kto dowie - podpowiedzia dobry duch w jego gowie.
- Nikt nie musi wiedzie.
Wojownik odoy na bok trzymany w doni grot i wsta. Wyprostowa
si, wcign nosem powietrze, jakby chcia w ten sposb ju teraz zapa
trop. Sprawdzi umocowanie noa przy pasie i przez chwil rozwaa, czy
nie zabra uku. Uzna jednak, e wtedy wszyscy by si domylili.
- Id nad rzek - oznajmi gono, pozornie kierujc te sowa do
siedzcej w namiocie ony, tak naprawd jednak do wszystkich, ktrzy
mogli go teraz sysze. - Potrzebuj wicej kamieni.
Nie czekajc na odpowied, ruszy w stron lasu.
Gdy tylko wszed midzy drzewa, pochyli si i zacz wypatrywa
ladw. Rozpocz owy...
***
Kinniih mimo lku, jaki odczuwa, nie chcia zostawia skrzydlatego.
Zda sobie jednak spraw, e pora najwysza, by wraca do wioski.
Zmartwi si, e nie ma ju ryb i wszyscy zobacz go z pustymi rkami. Z
drugiej jednak strony nakarmi przecie wielkiego ducha, opatrzy go, a
nawet postawi mu schronienie. Zachowa si jak prawdziwy Shorouki.

Skrzydlaty odrzuci rybi skr i obliza palce. Ku zdumieniu modego


owcy wyglda teraz nadspodziewanie dobrze. Wiksze rany zaczynay
si ju goi, po mniejszych nie zosta nawet lad. Mia ju czucie w
nogach, jakby przetrcony krzy znowu by cay. Prbowa te poruszy
zamanym skrzydem. Na to byo za wczenie, ale przy tym tempie
zdrowienia do rana powinien cakowicie wydobrze.
- Dziwi ci, e tak szybko si lecz, prawda? - Skrzydlaty umiechn
si lekko. - Mwiem ci, e potrzebuj tylko co zje, by nabra si. To, e
nie odczuwam ju blu, te ma znaczenie.
Chopiec wzruszy ramionami, udajc, e uwaa to za co normalnego.
Krpowao go, e duch zna jego myli.
- Jeste Newegwasuu Tsoape - powiedzia Kinniih. - Niezbadane s
wasze cieki.
- Duch ubrany w skrzyda? - Mczyzna rozemia si. - adne. Ale jak
ci powiedziaem, nie jestem ju duchem. Teraz wic bardziej pasowaoby
do mnie Newegwasuu Dainape - ubrany w skrzyda czowiek... Albo po
prostu Anio. Tak nazywa nas kiedy ojciec.
- Aanhi oll - mody owca sprbowa wymwi nowe sowo. Przyszo
mu to z trudem, ale obieca sobie, e powiczy w drodze do wioski.
Soce znikno ju za grami i tylko ostatnie jego promienie
owietlay jeszcze dolin. Wygldao na to, e wbrew najwaniejszej
ojcowskiej zasadzie wrci z polowania po zmroku. Musia te wymyli
powd, dlaczego nie byo go tak dugo. Na razie nic nie przychodzio mu
do gowy.
Wsta i otrzepa brudne kolana. Podnis uk i zaoy go na plecy.
- Musz ju i, wiel... Aanhi oll - powiedzia, chylc gow. - Dzi

jest ostatni dzie Na ga ha da thun i...


- Rozumiem. - Skrzydlaty znowu si umiechn. - Tylko pamitaj o
naszej tajemnicy, Kinniih, owco Shorouki.
Chopiec skin gow i podszed do drzewa, by zabra wczni.
- Przyjd jutro - obieca.
Kciki ust Anioa uniosy si po raz kolejny.
- Dobrze.
***
Szed pewnym, szybkim krokiem wzdu strumienia, zupenie nie
zwaajc na to, co dzieje si wok. Jego gow wypeniay niezliczone
myli, z ktrych wikszo dotyczya skrzydlatego nieznajomego. Skd si
wzi i jak to si stao, e kiedy by duchem, a potem ju nie? Sysza o
wielkich duchach, ktre wstpoway w ciaa zwierzt i ludzi, ale nigdy o
duchach, ktre stay si ludmi. Aanhi oll... Newegwasuu Dainape...
Po co przybye, skrzydlaty?
Gdy usysza szelest, byo ju za pno. Z krzakw po lewej stronie
wyskoczya czarna jak noc puma. Chopiec zrobi unik i tylko wrodzonej
zrcznoci zawdzicza, e nie signa go apa zwierzcia. Kocur wpad
do wody, przez chwil usiowa odzyska rwnowag, po czym stajc
pewnie na apach, wygramoli si na brzeg.
Rce Kinniiha dray, gdy unosi wczni do rzutu, a po nodze
pocieka mu ciepa struka moczu. Prawie jej nie poczu, tak bardzo by
przeraony.
...Jestem owc Shorouki, a ciao me napenia mdro i sia mych
przodkw - prbowa powtarza sobie w duchu, wiedzia jednak, e to

nieprawda. By teraz tylko przeraonym chopcem. Dzieckiem patrzcym


w te oczy mierci.
Puma otrzsna si z wody i postpia par krokw, tak by ustawi si
naprzeciw Kinniiha. Ani na moment nie spuszczaa z niego wzroku. A
potem odchylia si lekko, prostujc przednie apy i uginajc tylne... i
skoczya.
Chopiec nie pamita, co dokadnie wydarzyo si pniej, by jednak
pewien, e usysza krzyk, a potem poczu szarpnicie i kto cisn go
prosto do strumienia.
Zachysn si wod, nogi w panice szukay oparcia. W kocu udao
mu si odbi rkami od dna i stan w miar pewnie. Puca zabolay z
braku powietrza, ale Kinniih ba si wynurzy. Zrobi to dopiero wtedy,
gdy by pewien, e nie wytrzyma ani chwili duej.
Na brzegu sta jego ojciec wsparty na wczni, a u jego stp leaa
martwa puma. Dedowaga wyszed ze starcia bez szwanku.
- Plemi martwio si o ciebie, Kinniih - powiedzia do ociekajcego
wod chopca. - Twoja matka szykowaa ju pogrzebowe skry.
Mody owca wiedzia, jak rozumie te sowa. Mwic plemi,
ojciec mia tak naprawd na myli siebie - to on martwi si tak bardzo, e
zama odwieczn tradycj i poszed go szuka. A o skrach i matce
wspomnia po to, by nastraszy syna i wzbudzi w nim poczucie winy. Nie
byo takiej potrzeby. I bez tego Kinniih czu si podle.
- Wybacz, Appe - wyjka. - Zawiodem ciebie i cae plemi. Nie
jestem godny nosi miana owcy Shorouki.
Wzrok Dedowagi zagodnia. Mczyzna postpi krok do przodu i
pomg synowi wyj z wody. Obejrza go przy tym dokadnie.

- Nic sobie nie zrobie? - zapyta.


- Tylko par zadrapa i siniaki, Appe - odpar chopiec, odgarniajc z
czoa mokre wosy. Pod nimi kryo si paskudnie wygldajce rozcicie.
Starszy owca przykucn i uwanie obejrza ran.
- I tak miae szczcie - powiedzia, sigajc do pasa po opatrunek z
zi. Przyoy go do czoa chopca i obwiza rzemieniem. - Po spotkaniu
z pum ludzie zazwyczaj wygldaj duo gorzej.
- Tobie nic si nie stao, Appe - zauway chopiec. Rana pieka go
paskudnie, ale wstydzi si choby sykn.
Dedowaga wsta i na jego surow, poznaczon bliznami twarz
wypyn lekki umiech. Wyglda jak kwiat na skale.
- Mnie tutaj w ogle nie byo, Dua. - Podnis z ziemi wczni i
poda j chopcu. - Tradycja zakazuje ojcom poda ladem modych
owcw. Ty za musisz wyjani sw nieobecno.
Powoli ruszy w stron krzakw. Pomimo e mia postur
niedwiedzia, jego ruchy byy lekkie, a kroki bezgone.
- Myl, e walka i pokonanie pumy to dobre wyjanienie - doda, nie
odwracajc si, po czym wszed midzy krzaki.
Kinniih zosta sam, z wczni czarn od krwi i martw pum u stp.
***
Gdy wkroczy do wioski, saniajc si pod ciarem zwierzcia,
obrzdy i rytualne tace ju dobiegy koca. Mczyni zdyli zdj
barwne piropusze, ozdobne krucze pasy i zasiedli, by ucztowa przy
wielkim ognisku. Kobiety posusznie zajy miejsce u boku mw, za
modsi, w tym wszyscy modzi owcy, zgromadzili si przed namiotem

szamana, by wysucha opowieci o powstaniu wiata.


Kady z nich zna t histori na pami, mogli jednak sucha jej na
okrgo, wyszukujc wrd zwierzcych duchw opowieci o swoich
imiennikach i patronach.
Gdy Kinniih wkroczy w krg wiata, trwaa wanie opowie o tym,
jak Shorouki zdobyli ogie.
Itsappe, syn zmarego zeszej zimy wojownika Huuwahani, pry
pier dumny, e to wanie kojot, ktremu zawdzicza swe imi, okaza
si na tyle sprytny, by wykra ogie i zanie go ich ludowi. To, e po
drodze przewin si jeszcze Kaan - szczur, ktrego ludzie musieli baga,
by si z nimi podzieli zdobycz kojota, jako umykao jego uwadze.
- ...Szczur rozrzuci ponce gazki we wszystkich kierunkach i tak... Tsuhnin Godoko przerwa opowie i spojrza ponad gowami zebranych. Wic jednak wrcie, Kinniih? I c widz, may krogulec pokona
gron pum?
Wszyscy modzi jak jeden odwrcili si, by spojrze zarwno na
towarzysza, ktrego niemal wszyscy uznali ju za zmarego, jak i na
zdobycz. Wielu widziao pum po raz pierwszy w yciu.
- Witaj, Pohakanten. - Chopiec skoni si lekko szamanowi i postpi
krok do przodu. - Wybacz, e si spniem, lecz...
Starzec unis rk, nakazujc mu milczenie, po czym podszed bliej.
Jak zwykle uczyni to powoli, wsparty na lasce, a jego ciao trzso si,
jakby cay czas dwigao ogromny ciar. Niektrzy powiadali, e jest nim
mdro i wiedza Tsuhnin Godoko. Kinniih gotw by przyzna im racj.
Z trudem wytrzyma przenikliwe spojrzenie szamana i dopiero gdy
tamten odwrci wzrok, opuci gow.

- Uwaaj na sowa, chopcze - rzek starzec, umiechajc si lekko. Gdy rzucisz jedno, nie powstrzymasz lawiny nastpnych. A teraz id do
matki, martwi si o ciebie. Pociesz j i razem z ojcem witujcie twoje
zwycistwo.
Kinniih skin gow, poprawi chwyt i ruszy powoli w stron namiotu
rodzicw.
***
- On wie, ojcze - powiedzia, gdy nieco pniej siedzieli razem przed
namiotem, wpatrujc si w gwiazdy. Twarz i tors Dedowagi wci
ozdobione byy rytualnymi malowidami, a jego gow zdobi czerep
biaego basiora. Od kilku zim to wanie ojcu, jako najwikszemu spord
owcw, przypada zaszczyt wcielania si na uroczystociach w Wilka ojca wszechrzeczy.
Ogniska powoli dogasay, a wikszo ludzi posza ju na spoczynek.
Nieliczni, ktrzy zostali wyznaczeni, by tej nocy strzec obozu, przemykali
si midzy namiotami, by zaj stanowiska. Kinniih widzia ich cienie dugie i kolawe. Taczyy na ziemi w rytm, jaki narzucay im kapryne
pomienie, przybierajc najdziwniejsze, niekiedy przeraajce ksztaty.
- Spojrza mi w oczy i ju pozna ca prawd - dokoczy chopiec
takim tonem, jakby wanie odkry najwiksz tajemnic wiata.
Ojciec rozemia si.
- Mylae, e zwiedziesz starego Tsuhnin Godoko? - zapyta. Szamanem nie zostaje byle kto, Kinniih. Duchy wybieraj mdrze.
Odwrci si i przyjrza synowi. Nietrudno byo stwierdzi, o czym
mody owca teraz myli.

- On nikomu nie powie, jutro wyrusza odwiedzi Lakhota - powiedzia


uspokajajco. Zaraz jednak doda: - A nawet jak wrci, bdzie
obserwowa, jak sobie z tym poradzisz.
- Z czym? - chopiec nie zrozumia. - Z czym miabym sobie poradzi?
Dedowaga wsta i pooy rk na gowie syna.
- Z wasn legend - wyjani. - Jeste najmodszym owc, jaki
kiedykolwiek pokona pum. Rwienicy bd ci podziwia i zazdroci,
a ci, ktrzy teraz ss jeszcze mleko matki, gdy dorosn, bd opowiada o
tobie i piewa pieni. A ty musisz teraz zrobi wszystko, by na t legend
zasuy. Tylko nie zrb przy okazji czego gupiego.
- Dobrze, Appe.
- I nie sied za dugo, od jutra dni s coraz krtsze, a pracy coraz
wicej. Nadchodzi sroga zima.
Zmierzwi wosy syna i odszed, by po chwili znikn w namiocie.
Kinniih zosta sam, dumajc nad tym, co usysza. Skrzydlaty
nieznajomy,

tajemnica,

ktra

jeszcze

niedawno

wydawaa

si

najwaniejsza na wiecie, teraz niemal zupenie wyleciaa mu z gowy.


***
Przypomnia sobie o nim dopiero rano, gdy zzibnity wygrzeba si
spod skr. Zda sobie spraw, e przecie nie da mu nic, co pomogoby
skrzydlatemu przetrwa noc. Ani skry, ktr tamten mgby si nakry,
ani wczni, by mg si obroni. Nie zostawi mu nawet noa...
Zy na siebie wypad z namiotu, wcigajc na plecy skrzane gwasuu.
Byo naprawd zimno, wic po chwili dygota, a kady oddech zamienia
si w kb pary. Mimo wszystko nie wrci po co cieplejszego. Mia

zamiar rozgrza si, biegnc...


Jeszcze wczoraj, zanim si pooy, postanowi, e wylinie si, nim
ktokolwiek w wiosce wstanie, i ruszy na owy. W ten sposb chcia uciec
od pochwa, pyta i poklepywa. Od zachwytu najmodszych brzdcw i
penych zazdroci spojrze rwienikw. Przede wszystkim za od
drwicego umiechu szamana.
Udowodni ci, Pohakanten - pomyla wtedy, niemal ju zasypiajc. Udowodni, e potrafi by prawdziwym owc Shorouki. Takim, jakim
widz mnie dzi oczy niemal wszystkich.
Teraz, gdy sen nie plta ju jego myli, takie zapewnienia wyday mu
si sowami szeptanymi na wiatr - czcz gadanin dziecka, ktre udaje
wojownika i w swym zapamitaniu w to wierzy. Postanowi jednak, e da
z siebie wszystko, i liczy, e tym razem si uda.
Najpierw jednak mia zamiar odwiedzi skrzydlatego.
Zabra kawaek pieczeni pozostay z nocnych uroczystoci, zawin go
starannie w licie i skr, oplt rzemieniem i zarzuci sobie na rami.
Nastpnie przytroczy koczan, w jedn rk wzi uk, w drug wczni i
po cichu ruszy w stron lasu.
***
Anioa nie byo ani pod drzewem, ani nigdzie w pobliu.
Kinniih mocniej zacisn palce na wczni i powoli, rozgldajc si
uwanie, min wzgrze. Podszed do legowiska przybysza, spodziewajc
si najgorszego, ale nie dostrzeg ani ladw krwi, ani adnych innych
oznak walki. Wygldao, jakby go po prostu odszed.
Uraziem go - pomyla chopiec - tym, e nie przyniosem skr ani

wicej jedzenia. Nie poprosi o to, ale czeka. A gdy nie przyszedem,
poczu gniew i odszed.
Zlk si, nie majc pojcia, co moe zrobi z nim zagniewany duch,
ktry nie by ju duchem. Jak wiele zostao w nim dawnej mocy? Czy
moe pragn zemsty?
- Przepraszam, Aanhi oll! - zawoa w niebo najgoniej jak potrafi. Wybacz mi, prosz!
Co bysno w krzakach obok. Kinniih podbieg w to miejsce i
dostrzeg lece na gazkach srebrzyste piro. wiecio mocnym, jasnym
blaskiem, a gdy tylko wzi je w donie, rozbyso jeszcze bardziej.
Chopiec, ktry by pewien, e jeszcze przed chwil nic na krzaku nie
leao, uzna to za znak, e skrzydlaty si na niego nie gniewa. Odetchn z
ulg.
egnaj, Aanhi oll - pomyla - i niech Duch Wiatr prowadzi ci swymi
ciekami.
Schowa piro i ruszy w las. Na owy.
***
Itsappe powiesi na gazi schwytanego Kammu gow w d i
wprawnie rozpata mu brzuch na caej dugoci. Ci gboko, inaczej, ni
gdyby szykowa zwierz do spoycia, gdy wane jest, by nie naruszy
adnego z wewntrznych organw. Teraz jednak wany by przede
wszystkim zapach. Wo, ktra cignie wygodnia pum.
owca cofn si o krok i przyjrza swemu dzieu. Krew ciekaa po
niegdy szarym futrze i skapywaa z dugich uszu zwierzcia, tworzc na
ziemi spor ciemnoczerwon kau. Poranek by naprawd chodny, tote

Kammu nie powinien za szybko zacz gni. Puma to dumne zwierz, a jej
duch jest porywczy i atwo mgby poczu si uraony, e kto czstuje go
padlin. Mgby wwczas opowiedzie o tym innym duchom i wszystkie
one obraziby si na owc, zaczyby dmucha na jego strzay i wczni,
by zawsze chybiay celu.
Itsappe podnis uk, po czym ruszy w gb polany. Specjalnie wybra
drzewo stojce na skraju lasu, tak by samemu mc ukry si wrd
wysokich traw, gdzie Duch Wiatr taczy, rozwiewajc wo owcy, czynic
go niewidzialnym.
Szed powoli, pewnym krokiem, gboko wcigajc mrone powietrze
poranka. Przed nim rozpociera si doskonay widok na szaro-biae
szczyty Kusi Doyaabinee, ktre byy domem dla orw, a dla Shorouki
granic ich krainy. Jak zwykle pikne i niedostpne od lat cigny
modego owc, by sprbowa je zdoby. Jak mawia jego ojciec: Nie jest
mczyzn, kto nigdy nie zajrza do gniazda Kwinaa.
Chopak wtpi, by szczeni Kinniih, modsze od niego o niemal dwie
zimy, a teraz - za spraw pokonanej pumy - uznane za najwikszego
spord modych owcw, kiedykolwiek zdobyo choby i najniszy ze
szczytw...
Zatrzyma si po odliczeniu stu krokw i przykucn, kadc na ziemi
wczni. Zdj z plecw uk, sign po skrzan sakw wypenion
ojem. Nie spuszczajc wzroku z przynty, starannie natar ciciw
tuszczem. By gotw.
- Dodaj mi swej siy i mdroci, Appe - wyszepta. - Spraw, bym z
twoj pomoc sta si najwspanialszym owc. Lepszym nawet ni
Dedowa... ni ty, zanim odszede do krainy wiecznych oww.

Skarci si w myli za przejzyczenie, a serce cisn mu al, czu


bowiem, e nie bya to zwyka pomyka. Obraz ojca zaciera si z kadym
dniem coraz bardziej, a jego miejsce zajmoway opowieci i legendy
zasyszane od matki. Ju niedugo nie bdzie w stanie przypomnie sobie
surowego oblicza Huuwahaniego, na ktrym jednak czasem pojawia si
pogodny umiech. Ba si, e zatraci pami o jego oczach, mdrych jak u
samego Tsuhnin Godoko, czy gosie, gbokim i dononym jak pomruk
niedwiedzia w jaskini.
To wanie dla niego postanowi zosta najlepszym owc. A e by
szybki, zrczny i atwo si uczy, przychodzio mu to bez trudu... do
wczorajszego wieczoru. A potem przyszo krogulcze piskl Dedowagi,
taszczc pum...
Niebo pociemniao nagle, jakby soce skryo si za ogromn
deszczow chmur. owca zadar gow peen obaw, wiedzia bowiem, e
wo deszczu jest w stanie stumi zapach krwi. Spojrza w niebo... i przez
chwil nie dowierza wasnym oczom. Przelatywa nad nim bowiem klucz
udzco podobny do ptasiego, jednake lecce w nim postaci miay prcz
skrzyde ludzkie sylwetki.
Itsappe przywar do ziemi i z tej pozycji przypatrywa si, jak z
podniebnego szyku odrywaj si kolejne rzdy, kr nad polank coraz
niej i niej, a w kocu lduj na ziemi, skadajc skrzyda.
Mieli biae twarze i wosy barwy wyschnitej trawy. Na ich piersiach
poyskiway pancerze, a do ud przytroczyli najdusze noe, jakie chopiec
kiedykolwiek widzia.
Ciekawe po co - pomyla. - Przecie takim ostrzem nie da si
patroszy zwierzyny.

Tymczasem z nieba sfrun ostatni skrzydlaty. By wyszy i


potniejszy od pozostaych i mia trzy pary skrzyde. Jego rysy byy
kanciaste, szczka mocno wysunita, a wskie oczy gboko osadzone. Nie
mia wosw, brakowao mu te prawego ucha, a p jego twarzy
wygldao, jakby kto wsadzi j do ognia i przytrzyma. Dug blizn po
oparzeniu mia take na lewym przedramieniu i na okrytym jedynie
skrzan gwasuu udzie.
Pozostali rozstpili si, gdy opad na ziemi. Zrobi to niezrcznie,
kolawo - jedna noga ugia si pod nim, tak e z miejsca pad na kolana.
Zacisn zby, z wyranym wysikiem tumic jk, po czym powiedzia
co w jzyku, ktrego Itsappe nie by w stanie zrozumie. Pozostali
rozemiali si.
Jeden ze skrzydlatych podszed, wycigajc rk, ale kaleki przywdca
odtrci pomocn do i wsta o wasnych siach. Wcign powietrze...
Gwatownie zamruga i jeszcze raz pocign nosem jak owca
chwytajcy trop. Nagle jego twarz zacza si zmienia. Na gowie zaczy
rosn wosy, a blizny wchony si i znikny zastpione nieskaziteln
bia skr. Gdy nastpia ju przemiana, odwrci si, spogldajc w
stron kryjwki, w ktrej mody owca czeka na pum. Tylko na pum.
- Bd pozdrowiony, chopcze - powiedzia chrapliwym szeptem
skrzydlaty, jednak gos zdawa si odbija od gr i wraca na polank
wzmocniony po stokro. Jzykiem Shorouki mwi jednak nieskazitelnie,
jakby urodzi si pord plemienia. - Prowad nas do wodza.
Itsappe podnis si powoli, zaciskajc rk na uku.
- Mnie... - zacz, czujc, e w gardle mu zascho, a oczy bol go od
blasku pir przybyszw - mnie nie wolno... jestecie obcy.

Szecioskrzydy umiechn si pogodnie.


- I to wanie chcemy zmieni - oznajmi. - Nie pozwolisz chyba, by
Duchy Stwrcy bkay si po krainie, nie poznawszy najwaleczniejszego
z plemion...
Przerwa, przygldajc si chopcu. Oczy bkitne jak niebo odbite w
tafli jeziora przeszyway modego owc na wylot, spojrzenie wnikao jak
lodowa strzaa, wypeniajc gow chodem i przyprawiajc o dreszcze.
- Przybylimy pozna lud synnego od gr po wielk wod
Huuwahaniego - powiedzia. Jego umiech poszerzy si, gdy dostrzeg
reakcj Itsappe. Wiedzia, e teraz chopiec zrobi dla wszystko...
***
Tego dnia duchy wyjtkowo sprzyjay Kinniihowi. Soce nie wspio
si jeszcze na szczyt poudnia, a on ju upolowa dwa Kammu i jedn
rcz Deheya. Bardzo dobry wynik nawet dla dowiadczonego owcy,
jednak chopiec nie czu si usatysfakcjonowany. Wiedzia, e wiele
zawdzicza szczciu, poza tym nie uwaa, aby te owy byy w stanie
potwierdzi jego wielko w oczach innych. Czu brzemi legendy, cisze
ni dwigana wczoraj pum, i przeczuwa, e dugo jeszcze bdzie je nosi.
Postanowi, e wrci do wioski wczeniej. Stara zasada, ktr od
dziecka wpaja mu ojciec, brzmiaa: Szanuj las i nigdy nie bierz ode
wicej, ni jest ci potrzebne.
Kinniih wiedzia, e to dobra rada. Duchy karay tych, ktrzy chc
mie za duo. Ile razy widzia ludzi zatrutych zepsutym misem,
cierpicych, a czasem nawet umierajcych z blu?!
Wystarczajco czsto - odpowiedzia sam sobie. - Do, by sucha

dobrych rad.
Przytroczy Kammu rzemieniami do pasa, Dehey, chwyciwszy j za
nogi, zarzuci na plecy. Podnis z ziemi bro i ruszy ku wiosce.
***
Ju z daleka dostrzeg, e wrd plemienia panuje wielkie poruszenie.
Wikszo kobiet staa przed namiotami, a mczyni gromadzili si
wok wznoszcej si ponad inne siedziby wodza. Otaczali kogo, kto
wanie rozmawia z przywdc.
Kinniih przyspieszy. Jeszcze nigdy niczyja wizyta nie wzbudzia
takiego zainteresowania. Gdy Lakhota przybywali zza lasu, wioska
oywiaa si, nigdy jednak na tyle, by mczyni okazali otwarte
zainteresowanie. Owszem, handlowali z Lakhota, kupowali drzewce na
wcznie, czasem wymieniali skry lub proponowali starannie rzebione
groty. Nigdy jednak nie gromadzili si, by popatrze czy posucha.
Uwaano powszechnie, e patrzenie na handlarzy skr i rozmawianie o
nich to zajcie waciwe kobietom. Tym bardziej dziwi modego owc
wyjtek od tej reguy.
Wszed midzy namioty i chylc gow przed siostr ojca, zrzuci przy
niej zwierzyn.
- Zaraz wrc, Paha - powiedzia i nie czekajc na odpowied, pogna
w stron namiotu wodza.
Nie nalea do najwyszych w plemieniu, tote niewiele mg dojrze,
zwaszcza e doroli ustawieni jeden obok drugiego byli zwarci jak skaa.
Chopiec wiedziony ciekawoci przemyliwa nawet, czy nie wspi si
po plecach stojcych przed nim, ale szybko z tego zrezygnowa. Zwaszcza

e zaczyna si domyla, co jest przyczyn zbiegowiska.


Nad zgromadzeniem wznosia si lekka, prawie niewidoczna w
porannym wietle, jednak dostrzegalna una wiata. Kinniih pamita, e
podobna bia od jego skrzydlatego gocia. Tylko dlaczego, skoro chcia si
ujawni, kaza chopcu dotrzyma tajemnicy?
- Ja ich znalazem - rozleg si gos tu za plecami modego owcy. Zstpili do mnie, gdy polowaem, i wypowiedzieli imi mojego ojca.
Chopiec odwrci si i spojrza prosto w oczy Itsappe. Ten promienia
z dumy.
- Nie uwaasz, krogulczyku, e to wicej ni jaka tam puma? - rzuci
z pogard.
W odpowiedzi Kinniih sign za koszul i wydoby srebrzyste piro.
Skoro Aanhi oll i tak si ujawni, tajemnica przestaa obowizywa.
- To dostaem od jednego z nich, Itsappe - powiedzia, z radoci
obserwujc, jak umiech na twarzy dawnego towarzysza zabaw, starszego
ledwie o niecae dwie zimy, ganie. - Poznaem go wczoraj, gdy...
Zdy dostrzec wymierzony we cios, ale byo ju za pno na
jakkolwiek reakcj. Pi trafia go odrobin poniej oka. Poczu bl,
pociemniao mu w oczach, a zaraz potem zachwia si i zwali na ziemi.
Stojcy nad nim Itsappe dysza ciko, jakby po forsownym biegu.
- esz, pisklaku! - wycedzi. - Znalaze je pewnie na ziemi, a teraz
chcesz zagarn moj chwa.
Kinniih nie zamierza odpowiada na ten zarzut. Podnis si ostronie,
rozcierajc szczk, i gdy by ju na nogach, ale wci zgity wp,
zaszarowa niczym ranny Pia kuittsun. Uderzy gow w pier Itsappe i
razem runli na ziemi, szarpic si i siujc.

Czyje rce zaczy ich rozdziela, gdy nagle ze rodka tumu, przy
wtrze gonego westchnienia, uniosa si w gr wietlista kula. Przez
chwil wisiaa w powietrzu, po czym eksplodowaa, bezgonie sypic
wok srebrzystymi iskrami. Mczyni kulili si, chcc osoni ciao
przed poparzeniem, ale drobinki wiata byy chodne jak patki niegu i
jak on szybko si rozpuszczay.
Chopcy przerwali bjk i lec, przygldali si zjawisku z otwartymi
ustami. Potem kto podcign ich, by wstali, a tum rozstpi si, by
przepuci zgromadzonych przy wodzu skrzydlatych.
Byo ich zaledwie trzech, ale zdaniem Kinniiha bia z nich moc i
przekonanie, e s potniejsi ni niejedno plemi. Idcy w rodku mia
trzy pary skrzyde i lekko utyka.
Czyby spad z nieba zupenie jak tamten - pomyla chopiec - a
moe...?
Witaj Kinniih, owco Shorouki! - rozlego si we wntrzu jego
gowy.
Chopiec zamruga gwatownie i dopiero wwczas dostrzeg, e jeden z
idcych to ten sam, ktrego uratowa wtedy pod drzewem. Skrzydlaty
umiechn si, gdy dostrzeg, e mody owca podnis wzrok.
Pamitaj o naszej tajemnicy - podszepn gosem umysu. - Nikomu
ani sowa o naszym spotkaniu.
Kinniih skin gow. Wiedzia, e bdzie to trudne, zwaszcza e
Itsappe na pewno pochwali si przed wszystkimi, e pierwszy zobaczy
przybyych, ale co tam. Dotrzyma tajemnicy, bo tak robi prawdziwi
mczyni. Tak robi wielcy Shorouki...
Gdy tylko skrzydlaci opucili wiosk, wdz zwoa rad, za pozostali

wrcili do swoich zaj. Nawet Itsappe, ktremu wyranie odechciao si


bjek, odszed w stron namiotu swoich rodzicw, zabrawszy upuszczone
anielskie piro.
Tylko Kinniih pozosta na miejscu. Wpatrywa si w totem stojcy przy
namiocie wodza. Tu nad nim, nie wyej ni na dwa palce, unosia si
maa kula wiata - dar skrzydlatych.
***
Soce dawno ju skryo si za grami, gdy Dedowaga wrci z obrad.
Nie wyglda na zadowolonego. Kinniih ustpi mu miejsca na awie i
stan obok, skadajc rce na piersi.
- Co uradzilicie, ojcze? - zapyta, nie mogc si przy tym
powstrzyma, by nie zerkn w stron namiotu wodza. Mimo e od
zmierzchu a do tej pory nie robi nic wicej, tylko podziwia wietlist
kul nad totemem wodza, wci nie mg nasyci si jej widokiem. Blask
by mocniejszy ni najwikszego ogniska, nie rani jednak oczu i nie
powodowa pomrokw, mona byo we patrze bez mrugnicia powiek.
Mody owca by tylko ciekaw, jak wdz zdoa zasn przy takiej
jasnoci...
- Nic dobrego dla plemienia. - Dedowaga westchn ciko,
przechwytujc spojrzenie syna. - Mae soce od skrzydlatych, ktre tak ci
si podoba, porazio im wszystkie zmysy. Ech, gdyby chocia Tsuhnin
Godoko wybra sobie inny czas na wypraw! Nie bybym teraz sam...
Chopiec zamruga gwatownie i zawstydzony byskawicznie odwrci
gow, skupiajc wzrok na skrach namiotu.
Dedowaga umiechn si smutno.

- Mwi o nich Newegwasuu Tsoape i wierz, e przybyli od samego


Wielkiego Ducha. Ale ja widziaem krople potu na czoach skrzydlatych i
syszaem ich oddechy... Czuem take ich niepokj, gdy stali wrd nas,
cho bardzo chcieli go ukry pod malowanymi umiechami. Czy duchy
mog si ba, Dwa? Albo czy przychodz, by wymienia swe dary na
jedzenie, jakby byli Lakhota?
- Nie wiem, Appe - odpowiedzia zgodnie z prawd Kinniih. Kolejny
raz by pod wraeniem mdroci ojca, ktry jako jedyny odkry, e Aanhi
oll i jego towarzysze nie s duchami. Po raz kolejny dostrzeg rwnie, e
musi si jeszcze wiele nauczy, by by do niego podobnym.
- Wdz Washakie mwi, e obcy przybywaj w pokoju, e chc nam
suy sw moc i darami - kontynuowa Dedowaga, nie patrzc ju na
syna, tylko przed siebie, na korony drzew, ktre niemal sigay gwiazd.
Brakowao im moe kilku stp. - Ja jednak dostrzegem w ich oczach tylko
pogard. Niedobrze, gdy do wioski przybywaj silni obcy. A jeszcze
gorzej, gdy s wiadomi swej siy.
Kinniih pokiwa gow.
- Czy skrzydlaci pojawi si jeszcze? - zapyta. Dedowaga westchn
znowu, po czym wsta i z powag popatrzy synowi prosto w oczy.
- Tego moesz by pewien, Dua - odpar smutno. - I to pewnie
czciej, ni wszyscy bymy tego chcieli.
***
Sowa Dedowagi znalazy potwierdzenie ju nastpnego dnia.
Skrzydlaci przybyli, gdy tylko soce wspio si nad szczyty gr.
Mieszkacy przyjli ich z radoci, kady z goci nis bowiem na rce

kul wiata, identyczn jak ta, ktra lnia nad totemem wodza. Sam
Washakie powita ich przy swoim namiocie, przekazujc decyzje rady.
Specjalnie na t okazj przywdzia gwiyadeezowoi - piropusz z orlich
pir noszony jedynie w wita lub gdy Shorouki szykowali si na wojn.
Tym razem jednak o walce nie byo mowy. Skrzydlaci wol starszyzny
stali si przyjacimi plemienia i w ich wadanie oddane zostay wszystkie
szczyty Kusi Doyaabinee...
Noc za caa wioska pawia si w blasku maych soc.
***
- Co oni robi? - zapyta Sacajaweja, najmodszy spord owcw
plemienia.
Itsappe, jakby nie usysza pytania ani nie poczu wymownego
spojrzenia towarzysza, milcza.
Podobnie jak pozostali owcy, ktrych cieki oww dziwnym
zrzdzeniem losu zaprowadziy na polan spotkania, nawet na chwil nie
odrywa wzroku od widowiska.
Nie dalej jak sto krokw od linii lasu, w ktrym ukryli si Shorouki,
dwch skrzydlatych uzbrojonych w dugie, skrzce w socu ostrza
taczyo w powietrzu kilka stp nad ziemi.
Ich skrzyda poruszay si lekko niczym licie drgajce na wietrze, gdy
wznosili si, przygldajc sobie nawzajem, po czym nagle opotay
gwatownie przy zwrotach. Nagy wzlot w powietrze, zoenie skrzyde i
wirowanie przy pikowaniu. A potem tu nad ziemi przybysze znowu
rozkadali skrzyda, jakby bali si dotkn trawy...
- Czy to dasayee gwii?. - dopytywa si Sacajaweja, ktry, podobnie

zreszt jak wikszo jego towarzyszy, by za mody, aby widzie w yciu


choby jeden prawdziwy taniec wojenny.
- A widzisz tu wszystkich wojownikw plemienia? - odburkn
niecierpliwie Itsappe.
Z polany dobieg szczk, gdy zderzyy si ze sob dwa ostrza, po czym
jeden ze skrzydlatych uciek w bok, wzlecia nieco wyej i wycign
przed siebie bro. Czeka...
- Dasayee gwii taczy si, by przebaga duchy o zwycistwo w bitwie
- wyjani ze znawstwem Itsappe. - Oni nie szykuj si teraz na wojn, bo
obiecali nam pokj. Poza tym sami s przecie duchami, kogo mieliby
prosi o pomoc?
Pozostali owcy przyznali mu racj - po czci dlatego, e rzeczywicie
si z nim zgadzali, przede wszystkim jednak pragnli, by zamilk. Szkoda
byo czasu na gadanie i suchanie, gdy tyle si dziao.
Bo oto z nieba sfrunli kolejni dwaj skrzydlaci, rwnie uzbrojeni w
dugie ostrza. Natychmiast zaatakowali par, ktra walczya wczeniej,
zmuszajc niedawnych rywali do poczenia si. Sparowali ataki, po czym
odlecieli kawaek, wzbili si w gr i apic wiatr, poszybowali wprost na
przeciwnikw. Walka nad polan nabraa tempa.
- Ciekawe, jak by sobie poradzi ten o szeciu skrzydach - zastanowi
si syn wodza Nekantan, chopiec o niezwykych, jasnych oczach i
wosach zaplecionych w sigajcy pasa warkocz. - Pewnie walczyby
zupenie inaczej.
Itsappe pokiwa gow.
- Ma wadz nad Duchem Wiatrem - oznajmi z przekonaniem,
wiedzc, e nikt nie sprzeciwi si jego zdaniu. Od kiedy przyprowadzi do

wioski skrzydlatych, uchodzi wrd modych owcw za prawdziwego


znawc tego niezwykego plemienia przybyszw. - I nie mw ten o
szeciu skrzydach. Oni nazywaj go Lusiipher, a twojemu ojcu kaza
nazywa si Kwaya Tsoape - Duch, Ktry Upad.
- Nikt nie moe rozkazywa mojemu ojcu! - oburzy si Nekantan. On jest wodzem i suy tylko plemieniu, i duch... - umilk zawstydzony,
spuszczajc wzrok.
Przez chwil panowaa cisza, a modzi owcy w milczeniu podziwiali
powietrzne akrobacje.
Jeden ze skrzydlatych wzbi si w gr, przelatujc pomidzy dwoma
innymi, po czym zoy jedno skrzydo i opad, wirujc szybko jak
tornado. Jego ostrze, ktre wygldao teraz jak zocista smuga, zazgrzytao
o pancerze towarzyszy, co wywoao westchnienie zachwytu niemal u
wszystkich chopcw.
- Musz sobie takie zrobi - wyszepta Sacajaweja. - To wspaniaa
bro. Gdybym tylko mg zobaczy z bliska, jak wyglda...
- Popro Itsappe - rozleg si gos za nimi. Wszyscy odwrcili si
niemal rwnoczenie i dostrzegli wspartego o drzewo Kinniiha Pogromc
Pumy.
Syn Dedowagi umiecha si z drwin.
- Mody Kojot twierdzi, e jest przyjacielem skrzydlatych, wic na
pewno mu nie odmwi - powiedzia, patrzc prosto w oczy najstarszego z
chopcw. - A on pokae nam, e nie kama i rzeczywicie jest ich
ulubiecem. Tym, ktry pierwszy dostpi aski ich obecnoci.
Spojrzenia modych Shorouki przeniosy si na Itsappe, ktremu nie
pozostao nic wicej, jak tylko si zgodzi. Nawet zmusi si do umiechu,

ale oczy mwiy swoje.


Tymczasem skrzydlaci zakoczyli swj taniec i sfrunli na ziemi, by
zje przygotowany uprzednio posiek. To nie byo ju tak ciekawe, wic
owcy jeden po drugim opuszczali chaszcze, by znikn w lesie.
***
Nastpnego dnia trzej skrzydlaci przynieli kolejny niezwyky dar Nekade Naboope - taczce obrazy. Gdy trzymali je w doniach,
wyglday jak kule bota, ale i tak wzbudziy ogromne zainteresowanie.
Przybysze rozsmarowali najpierw glin na namiocie wodza, gdzie z
miejsca pokaza si obraz zoony z kropek i kresek, przedstawiajcy
ludzkie sylwetki w walce z niedwiedziem. Wszystkie postaci ruszay si
jak na prawdziwym polowaniu, a gdy ludzie w kocu ubili zwierza, z jego
boku popyna czerwona farba. Nastpnie skrzydlaci, za ktrymi podaa
ju wikszo mieszkacw wioski, udali si przed siedzib szamana,
ktry mimo e nieobecny, rwnie dostpi zaszczytu dekoracji namiotu.
Na jego skrach pojawiy si ludzkie sylwetki taczce wok ruchomego
ogniska. Z obrazkowego ognia wyskakiway plamki iskier, a wszyscy
Shorouki zgromadzeni wok koysali si, podchwytujc takt z ruchu
postaci.
Kinniih jednak, ktry tego dnia wyjtkowo pozosta w wiosce, nie na
obrazy zwraca najwiksz uwag. Wrd skrzydlatych by bowiem ten,
ktrego kiedy uratowa - Aanhi oll.
Tym razem nie zauway chopca, ale mody owca mia nadziej, e
uda im si zamieni ze sob cho sowo. Najlepiej na oczach wszystkich.
By moe skrzydlaty poyczy mu nawet ostrze, ktre teraz lnio

przypasane u jego boku? Itsappe musiaby wwczas uzna, e to on,


Kinniih, jest najlepszym owc. I kto wie, moe syn Dedowagi sam by w
to uwierzy. Wszak to on wytropi pierwszego przybysza, a to, jak
stwierdzi mody Szakal, duo wicej ni jaka tam puma.
Tymczasem skrzydlaci zakoczyli pokazy i ruszyli z powrotem pod
namiot wodza, by dobi targu.
- Potrzebne nam miso i skry... - powiedzia jeden ze skrzydlatych,
sdzc po zachowaniu, przywdca przybyej do wioski trjki. Mia krtko
obcite wosy i oczy czarne jak spalone drewno. - Duo ciepych skr.
Najlepiej jeszcze dzi.
Wdz umiechn si niepewnie.
- Rada plemienia powie...
- Duchy nie rozmawiaj z rad, tylko z pierwszym pord plemienia wtrci si Aanhi oll. - Przybywamy paktowa z tob jak z rwnym. Oka
si godzien.
Wdz zmruy oczy, zerkajc ukradkiem na reakcje zgromadzonych
wok niego ludzi. Nie potrafi jednak wyczyta z ich twarzy, jak powinien
postpi.
Oka si godzien - usysza gos w gowie, gos udzco podobny do
jego wasnych myli, a jednak zupenie inny. Wraz z nim pojawiy si
obrazy: dostrzeg w nich siebie niesionego na ramionach przez
wojownikw Lakhota, ktrzy nie wygldali ju tak dumnie jak zawsze,
gdy przychodz kupowa skry. Nad nimi przelatyway skrzydlate postaci,
ktre pozdrawiay Washakiego, a on odpowiada im gestem uniesionej
doni. W oddali za rozpocieraa si wioska pena magicznych wiate i
malowanych postaci taczcych na pachtach namiotw. Mieszkali w nich

Shorouki, najszczliwsze plemi wiata...


- Jak brzmi odpowied, wodzu? - zapyta czarnooki. Sprawia wraenie
lekko zniecierpliwionego.
- Zgoda - odpar Washakie. - Otrzymacie skry i miso.
- Potrzebny nam bdzie take kto do pomocy, by to wszystko
przenie - stwierdzi Aanhi oll. Rozejrza si wrd zebranych. - Tamten
chopiec bdzie najlepszy.
Wskaza palcem Kinniiha i umiechn si.
Witaj, mody owco Shorouki.
***
Itsappe po raz kolejny uderzy kamieniem w krwaw miazg
rozwleczon na nadbrzenym gazie. Gdy by may, jak wielu chopcw
uwielbia t zabaw, teraz jednak rozgniatanie yagwatsa nie sprawiao mu
przyjemnoci. Zwaszcza e ta akurat szykowaa si do zoenia jajeczek i
wszdzie byo ich peno. Masa przyszych rechoczcych i nadymajcych
si, bezuytecznych paskudztw...
- Wybacz mi, Appe - powtrzy kolejny ju raz, tumic zy
wciekoci. Wiedzia, e tym razem przegra ostatecznie. Nie zna
sposobu, by zdoby ostrze Newegwasuu, a bez niego jego sowo stawao
si ishanai - kamstwem niegodnym owcy Shorouki. Przyjdzie mu odej
z wioski w niesawie, rada spali jego namiot, a dzieciom powie: Niech
duchy pozwol wam zapomnie o Itsappe, ktry kamic, sta si
Szakalem dla swego ludu.
A wszystko przez to szczeni Dedowagi, ktremu duchy dla artu
pozwoliy zabi pum.

Raz jeszcze uderzy kamieniem o kamie, gdy nagle usysza ciche


westchnienie. Poderwa si byskawicznie, sigajc po n, wok nie byo
jednak nikogo. Odwrci si powoli, tak by za plecami mie rzek, i
uwanie si rozgldajc, ruszy w stron lasu.
Min stert gazw spitrzonych tak, e wznosiy si stop nad jego
gow... i wtedy go dojrza.
Skrzydlaty lea nagi z bia tog zawinit pod gow. Najwyraniej
spa, poniewa oczy mia zamknite, a jego oddech by rwny i spokojny.
Itsappe postpi krok, przygldajc si picemu. Ze zdumieniem
przyj fakt, e anio nie ma przyrodzenia, a take e z wyjtkiem gowy
jego ciaa nie porastay adne wosy. Tym jednak, co interesowao chopca
najbardziej, byo owinite pasem i lece na wycignicie rki ostrze.
Podwiadomie zacisn mocniej palce na rkojeci noa i najciszej jak
tylko potrafi podszed bliej, ju mia sign po bro przybysza, gdy
nagle z okolicznych drzew poderway si wszystkie ptaki.
Skrzydlaty zareagowa instynktownie. W jednej chwili, gdy otworzy
oczy, dostrzeg uzbrojonego Shorouki, a w nastpnej ju bra zamach
dobytym ostrzem.
Itsappe zaskoczony nie zdy uskoczy. Poczu nagle przeszywajcy
chd, a zaraz potem gorc fal rozlewajcego si po caym ciele blu.
Wrzasn, apic si za brzuch i cofajc o krok. Zgity wp, z
wykrzywion blem twarz wyglda, jakby za chwil mia zwymiotowa.
Zaraz potem potkn si i run na plecy. Z jego ust pocieka struka krwi.
Nie chciaem - odezwa si w jego gowie gos skrzydlatego. Nie
byo w nim sycha ani lku, ani alu. Byo to proste stwierdzenie faktu.
Anio zamierza podej, jednak w tym samym momencie dobieg go

dwik, jakby cakiem niedaleko kto w szybkim tempie brn przez


krzaki. Schyli si wic, podnoszc z ziemi tog i pas, a potem gwatownie
wzlecia w powietrze. Niemal w tym samym momencie z krzakw po
przeciwnej stronie rzeki wyoni si uzbrojony we wczni Dedowaga.
***
Skry byy cikie, a do tego Kinniih musia i naprawd szybko, by
dotrzyma kroku nioscym miso skrzydlatym. Mimo to nie narzeka.
Wrcz przeciwnie, rozpieraa go duma i rado, e to wanie on zosta
wybrany. I jeli trzeba bdzie, gotw jest nie te skry choby i na szczyt
najwyszej z gr... Cho w gbi serca mia nadziej, e nie ka mu tego
robi.
Jestem Weda - niedwied, ktrego sia wiksza jest ni sia dwch
mczyzn - powiedzia sobie w duchu, a zaraz potem uzupeni: - Jestem
Shorouki, ktre jest pierwszym spord ple...
- Co robisz? - gos Aanhi olla, prawdziwy, nie zrodzony w gowie,
gwatownie przerwa towarzyszc im od pocztku podry cisz. - Jak ci
si to udao?
W jego sowach pobrzmiewao autentyczne zdumienie, a take...
niepokj.
Chopiec, zaskoczony tak pytaniem, jak i reakcj skrzydlatego,
sprbowa wzruszy ramionami.
- Nie wiem co - odpar zgodnie z prawd.
Pozostali dwaj skrzydlaci spojrzeli na Aanhi olla ze zdumieniem,
zaraz jednak pokiwali gowami i nie czekajc, ruszyli do przodu,
zostawiajc towarzysza sam na sam z chopcem. Ten czu, e serce

zaczyna mu bi szybciej, a nogi dr.


- Co takiego zrobiem? - nie chcia, by zabrzmiao to jak pisk, ale tak
wanie zabrzmiao. - Ja naprawd...
Aanhi oll pooy mu rk na ramieniu i umiechn si przyjanie.
- Nic si zego nie stao, mody owco - zapewni. - Chc tylko
wiedzie, jak sprawie, e przestaem sysze twoje myli. Co takiego
zaprztao ci gow, e umilke dla mnie?
- Modliem si - odpowiedzia Kinniih, opuszczajc wzrok. - Tych
sw nauczy mnie szaman, gdy byem jeszcze dzieckiem.
Ostatnie sowa podkreli wyranie, jakby chcia da do zrozumienia,
e byo to dawno temu, a teraz z ca pewnoci jest ju dorosy.
Skrzydlaty przenis rk z jego ramienia na gow i zmierzwi
chopcu wosy, jak to zwyk robi Dedowaga.
- To dobrze, e pamitasz, by odda duchom cze i hod. A gdy ju
postawicie wityni, bdzie duo czasu, bym opowiedzia ci o naszym
wodzu, a take o tym, kim bylimy, zanim upadlimy i zaczlimy si
bka po ziemi.
Kinniih nie zdy spyta, czym jest witynia ani dlaczego maj j
budowa, gdy nagle od strony lasu dobieg ich potworny wrzask.
Mody owca rzuci skry na ziemi i z caych si pogna w tamtym
kierunku, zostawiajc zaskoczonego skrzydlatego samemu sobie.
***
Pierwsze, co dostrzeg, gdy wypad spomidzy krzakw, to wygite
plecy pochylonego ojca. Dopiero chwil pniej zauway ciao Itsappe.
Dedowaga nie odwrci si. Nie musia. Such mia rwnie dobry jak

wzrok.
- Biegnij do wioski, Dua - powiedzia tak cicho, e jego gos ledwie
przebija si przez szum rzeki. - Powiedz im, e skrzydlaci wanie zabili
modego Itsappe i e czas, by przybra barwy i odtaczy dasayee gwii.
Shorouki wyruszaj na wojn.
Co przysonio soce i w chwil pniej z nieba sfrun Aanhi oll.
Spojrza najpierw na ciao, a potem na pochylonego nad nim Dedowag.
Musia odczyta jego myli albo dostrzec co w twarzy owcy, gdy zaraz
odskoczy, jednoczenie dobywajc ostrza.
Shorouki podnis si z klczek i sign po n. Powoli zacz
obchodzi skrzydlatego niczym czajca si do skoku puma.
- Syszae, co powiedziaem, Kinniih?! - wycedzi. - Id ju!
Chopiec nie odway si sprzeciwi. Odwrci si i pogna wzdu
strumienia. Gdy dotar do oddalonego o kilkadziesit krokw zakrtu
rzeki, obejrza si - jego ojciec wci y... i walczy.
***
Wdz Washakie nie potrafi oderwa wzroku od malowanych postaci
taczcych na skrach. Zwaszcza e cigle robiy co innego.
Obecnie taczyy midzy namiotami, wznoszc rce w stron
brunatnego ksiyca. Nieopodal na pniu, ktry rwnie dobrze mg by
rulonem skr bd zwyk plam na pachcie, siedzia ludzik, wybijajc
niesyszalny rytm na obcignitym namalowan skr wituai. Zarwno
wdz, jak i zgromadzeni za nim mieszkacy wioski wiedzieli, e oto
patrz na dowd sympatii duchw. Czy mogo ich spotka co
wspanialszego?

owcy, ktrzy jeden po drugim wracali z polowania, rzucali


upolowan zwierzyn na ziemi i podbiegali do namiotu wodza, by
popatrze. Kilku zatrzymao si przy siedzibie szamana, ale obrazy na jego
skrach byy niemrawe i wyblake, zupenie jakby kto powici wiele
dni, by wypra malunki w strumieniu. Niektrzy uwaali nawet, e by to
znak - szaman straci przychylno duchw, bo wyruszy na wdrwk,
gdy te przybyy.
- Zobaczcie! - zawoa kto, gdy kreski uoyy si w pum i ludzika z
wczni. - Kinniih, syn Dedowagi.
Przez tum przebieg szmer, nikt bowiem do tej pory nie przypuszcza,
e Nekade Naboope opowiadaj prawdziwe historie. Teraz to, co widzieli,
stao si w ich oczach jeszcze wspanialsze.
Ludzik pokona pum i przy wtrze radosnych okrzykw Shorouki
zarzuci sobie zwierz na plecy. Byli tej samej barwy, tote zlali si w
jedno, tworzc totem, znak duchw...
I w tej samej niemal chwili do wioski wpad zziajany Kinniih.
- Wodzu! - krzykn, zabrako mu jednak tchu, musia si zatrzyma i
zgi wp, by uspokoi oddech. - Wznosz waaagi przeciw skrzydlatym
- powiedzia po chwili. - Wznosz okrzyk wojenny. Przybysze zabili
Itsappe, a teraz jeden z nich walczy z moim ojcem...
Wdz, ktry z niemaym trudem przecisn si przez tum zdumionych
Shorouki, podszed do Kinniiha i pooy mu rk na ramieniu.
- Jeste pewien swych sw? - zapyta drcym gosem. Jak si
okazao, drcym nie z gniewu, a ze strachu. - Chcesz powiedzie, e twj
ojciec wystpi przeciw duchom?
Nie doczeka si odpowiedzi, gdy nagle zza drzew wyoniy si

sylwetki leccych w szyku skrzydlatych. Ustawieni byli w trjkt jak


klucz ptakw, albo raczej grot wczni czy strzay. Leccy na przedzie
nis na rkach Dedowag, a skrzydlaty obok niego trzyma modego
Itsappe.
Kinniih szarpn si, widzc ciao ojca, jednak rka wodza zacisna
si mocniej na ramieniu chopca. Wszyscy milczeli, wpatrujc si w niebo.
Skrzydlaci tymczasem zawili nad wiosk, opoczc skrzydami.
- Oto zamane zostao przymierze! - zagrzmia gos tego, ktry trzyma
na rkach Dedowag. - A plemi Shorouki wystpio przeciw nam. Nie
jestemy ju waszymi przyjacimi, a ziemi wasz i was samych
bierzemy w posiadanie. Kadego za, kto nie posucha, spotka to...
Rozoy rce i zwoki wojownika z oskotem uderzyy w ziemi.
Kinniih wrzasn, wyszarpn si i pogna w stron ciaa ojca.
Przyklkn przy nim, podnoszc go do pozycji siedzcej. Zagrzechotay
popkane koci, a z ust pierwszego owcy wioski chlusna ciemna, gsta
krew.
Zaraz potem rozleg si kolejny omot, gdy na ziemi runo ciao
Itsappe.
- Czujcie si ostrzeeni, Shorouki - powiedzia skrzydlaty, zakadajc
rce na piersi. - Macie bowiem nowych bogw.
To mwic, wzbi si wyej, a wraz z nim pozostali. Nie byo ich
wielu, nawet nie trzecia cz spord tych, ktrzy zamieszkali w grach,
ale mimo to robili ogromne wraenie. Prawdziwa armia Ducha Stwrcy...
Chwil pniej zniknli za lini drzew.
Shorouki dugo jeszcze wpatrywali si w niebo z mieszanin
przeraenia i bezsilnoci. Nikt nic nie powiedzia, nikt nie uczyni adnego

gestu... nawet postaci na namiocie wodza zamary w bezruchu.


Z tumu powoli wyoniy si dwie kobiety. Jedna podesza do Itsappe, a
druga, ronic zy, uklkna obok Kinniiha przy ciele Dedowagi.
- Tak musiao by, Dua - szepna, gadzc chopca po wosach. Wystpi przeciw duchom.
- To nie s duchy! - krzykn mody owca, odpychajc jej rk.
Poderwa si na rwne nogi, widzc, e skupiaj si na nim wszystkie
spojrzenia. I dobrze, uzna, bo tajemnica wanie przestaa obowizywa.
- Oni s miertelni, jak my - powiedzia, postpujc krok w stron
wodza. Jego oczy, lnice od ez, paay gniewem i pragnieniem zemsty. Widziaem ich krew, rwnie czerwon jak nasza, i syszaem chrzst
poamanych koci. Moemy ich pokona.
Nikt nie odpowiedzia. Wspplemiecy, wrd ktrych wielu byo
prawdziwych wojownikw, przyjaci jego ojca, stali teraz gotowi bez
walki odda wolno skrzydlatym. Kinniih patrzy w ich twarze
pozbawione wyrazu, o oczach przepenionych strachem. Dreli o swoje
kobiety, o dzieci, w wikszoci modsze ni Itsappe, ktre wci czekaa
jaka przyszo. Bali si straci spokj wywalczony latami wyrzecze i
powice. A przecie nikt nie walczy z duchami... czy te raczej - nikt z
nimi nie wygrywa.
Chopiec przenosi wzrok od jednego mieszkaca wioski do drugiego,
wiedzc ju, e przegra. Mimo to sprbowa jeszcze raz:
- Znam sposb, jak z nimi walczy! - zawoa. - Jak ustrzec si przed
ich moc. Ukryjemy przed nimi nasze myli i zaatakujemy z nadejciem
nocy. A gdy ju skoczymy, nie zostanie z nich nic prcz pir do naszych
gwiyadeezowoi. Mj ojciec...

- Twj ojciec zrobi w swym ciele miejsce dla zych duchw - oznajmi
gono wdz Washakie - i wystpi przeciwko Newegwasuu Tsoape,
naszym przyjacioom. Spotkaa go zasuona kara, podobnie jak modego
Itsappe. Od dzi nie bdziemy wymawia ich imion, a koci oddamy
Duchom Wilkom. Taka jest wola plemienia.
Wdz odwrci si gwatownie, unikajc wzroku modego owcy, i
szybkim krokiem ruszy w stron swojego namiotu. Uwaniejsi twierdzili
potem, e w oczach mia zy.
***
Zaszeleciy krzaki i Kinniih odwrci si gwatownie, mierzc noem
w stron, z ktrej dobieg haas. Po chwili na polank wyszed najpierw
Nekantan, syn wodza, a za nim kilkunastu innych modych owcw.
Wszyscy mieli, podobnie jak syn Dedowagi, twarze ozdobione barwami
wojennymi.
- Postanowilimy, e pjdziemy wraz z tob, Kinniih - wyjani
Nekantan. - Itsappe by naszym bratem, a twj ojciec pierwszym pord
plemienia.
Gdy wypowiada ostatnie sowa, gos mu si zaama. Szybko odwrci
wzrok.
Kinniih podszed i opar do na jego ramieniu.
- Twj ojciec jest mdroci Shorouki - powiedzia. - Od jego decyzji
zaley wolno i ycie tych, ktrzy nie mog wznie wojennego okrzyku.
Odwrci si, odszed kilka krokw, po czym podnis z ziemi
starannie splecion lin. Przerzuci j sobie przez plecy.
- Musimy zdy na szczyt przed witem, co oznacza, e zanim

zapadnie zmrok, powinnimy dotrze do podna gr. - Przyjrza si


towarzyszom. - I od tej pory wasze myli musz sta si jedn nieustann
modlitw. Niech prawdziwe duchy stan po naszej stronie.
***
Ne hinni? - Kim jestem?
Kinniih podcign si i wsun gadko na skaln pk. Zapar si
nogami i szarpn lin, dajc znak, e jest gotw. Naprona lina zagraa
cicho.
Jestem Atasenkoattsih - pajk. Umiem chodzi po pionowych
cianach, a ni mej pajczyny moe by puapk i wybawieniem.
Lina poluzowaa si, a po chwili na pce sta ju nastpny owca.
Kinniih rozpocz kolejny etap wspinaczki.
Jestem

Mompittseh

sowa,

ktra

ciemnoci

dostrzee

najdrobniejszy szczeg.
W rzeczywistoci wcale nie byo tak atwo. Ksiyc co prawda wieci
jasno, ale nawis wiszcy nad gowami wspinaczy rzuca cie, kryjc w
mroku wszystkie nierwnoci skay mogce da oparcie stopie lub uchwyt
doni. Mimo to modzi owcy poruszali si szybko, a w ich ruchach dao
si dostrzec mordercz determinacj. Wiedzieli, po co tam id. I wikszo
z nich przeczuwaa nawet, jak si to wszystko skoczy. Duchy czy nie,
jeden z nich pokona Dedowag - pierwszego pord Shorouki...
Jestem Kwinaa - dumny wadca ptakw i krl gr. Ich szczyty s i na
zawsze pozostan moim domem.
***

Gdy w kocu dotarli na szczyt, soce wanie wyszo zza lasu. Niebo
mienio si czerwieni i bkitem, surowymi jak mrone zimowe
powietrze.
Skrzydlaci spali skupieni w maych grupkach, przykryci skrami. Byo
ich duo mniej ni w dniu, gdy przybyli. No i nie byo szecioskrzydego.
Kinniih przypomnia sobie, e nie widzia go ju od kilku dni...
Cichutko zakrad si do pierwszej grupki, odsuwajc na bok zawinit
w pasy bro i uwanie przygldajc si biaym twarzom. Nie znalazszy
tego, ktrego szuka, przeszed do nastpnej, a w kocu udao mu si
wypatrzy Aanhi olla. Lea na boku, rk obejmujc picego obok
towarzysza. Umiecha si lekko.
Mody owca przyklkn przy nim i wydoby n. Podnis wzrok, by
sprawdzi, czy pozostali Shorouki zajli miejsca przy innych skupiskach.
Skin lekko gow i wcign gboko powietrze.
Jestem Dedowaga - pierwszy pord plemienia, jego wcznia.
N gadko przejecha po gardle skrzydlatego. Chlusna krew.
- Jestem Kinniih, owca Shorouki! - wrzasn chopiec, podrzynajc
gardo kolejnemu skrzydlatemu.
Pozostali, przebudzeni krzykiem, a moe przekazanym w mylach
blem wspbraci, zerwali si, prbujc sign po bro. Modzi owcy
byli jednak na to przygotowani. Ich noe migay, wbijajc si w uda,
torsy, plecy zaskoczonych wrogw.
Kinniih skoczy przed siebie, wbijajc ostrze pod kolano ruszajcego
do walki skrzydlatego, przetoczy si i z dzikim wrzaskiem zaatakowa
nastpnego. Gdzie z oddali dobieg go krzyk spadajcego w przepa
Nekantana. Nie by to jednak wrzask strachu. Syn wodza, kurczowo

uczepiony martwego anioa, wznosi pod niebo swj przeraajcy wrogw


okrzyk waaagi.
Jego gos, widrujcy umys jak pisk krcego nad polan Kwinaa,
doda modym owcom nowych si. Chocia przeraeni i zmczeni
wspinaczk, wci atakowali.
Garstce ocalaych aniow udao si sign po bro. Stali wic na
rodku otoczeni, przywarci do siebie skrzydami i wymachiwali ostrzami,
czekajc na atak. Udao im si odeprze pierwszy, zabijajc dwch
Shorouki, ale w chwil pniej jeden ze skrzydlatych run na ziemi,
ciskajc pod pach drugie przedrami, z ktrego fontannami tryskaa
krew. Pozostali nie zdyli ju zewrze szyku...
Kilku innych prbowao wznie si ku niebu, nie baczc na to, e
podczas walki ich skrzyda straciy wikszo pir, a ich resztki sterczay
w rne strony przekrzywione i poamane. Wycigali skrwawione rce ku
niebu, jakby stamtd oczekujc pomocy.
Ale pomoc nie nadesza. Zamiast tego modzi owcy, uzbrojeni w
anielskie ostrza, pochlastali ich bez cienia litoci, dopki nie zosta nawet
lad po bieli skry.
Kinniih taczy pomidzy ciaami, piewajc rytualn pie dasayee
gwii - taca wojny. Wiedzia ju, e odnieli zwycistwo.
Ostatni skrzydlaci padali, gdy klczc przy Aanhi olle, odcina mu
skrzyda.
***
- Co teraz? - zapyta Sacajaweja. Najmodszy owca by ranny w bok, a
jego wosy lepiy si od krwi. Poza tym wyglda na kracowo

wykoczonego. - Co robimy, Kinniih?


Syn Dedowagi szybko policzy ciaa skrzydlatych, a zaraz potem
owcw.
Nie byo to atwe zwycistwo. Pomimo zaskoczenia i tego, e
wikszo skrzydlatych nie moga sign po sw gron bro, zgino
szeciu Shorouki. Na dwudziestu trzech przybyszy...
- Gdzie jest reszta? Gdzie Kwaya Tsoape?
Kinniih nie wiedzia, ktry z owcw zada to pytanie, ale wyrazi
obawy wszystkich. Lecy u ich stp skrzydlaci to zaledwie pocztek. A
pozostaych pewnie nie da si ju zaskoczy.
- Przylec - odpar chopiec, nakrywajc si skrzydami Aanhi olla.
Umiechn si na myl, e oto sta si prawdziwym Newegwasuu,
czowiekiem ubranym w skrzyda. - Ale wtedy bdzie ju z nami Tsuhnin
Godoko i sia plemienia. Pokonamy ich! Jestem tego pewien.
Podszed do krawdzi, walczc z pokus, by nie wzlecie na zdobytych
skrzydach ku niebu. Poczu, e gdyby chcia, mgby to zrobi,
wystarczyoby wyrazi takie pragnienie.
Soce, ktre wanie wyonio si zza chmury, rzucio na jego twarz
kilka ciepych promieni.
Ne hinni?
Shorouki...

Potrzebowaem wakacji. Praca zawodowa, szalejce dzieciaki


w domu, wieczorami lczenie nad komputerem, a raz w tygodniu
wyjazd do Katowic i prby teatralne - to wszystko naprawd
solidnie dawao mi w ko. Spaem po cztery godziny na dob, w
dzie snuem si jak zombie. Zaczem nawet pija kaw, ktr
do tej pory si brzydziem.
I nagle ni std, ni zowd dorwaa mnie grypa. Taka zwalajca z
ng, wywoujca dreszcze, gorczk i w ogle cay radosny
pakiet objaww. Padem na tydzie do ka, a wszyscy trzymali
si ode mnie z daleka.
Brzmi strasznie, prawda? Zanim jednak zaczniecie mi
wspczu, wiedzcie, e mimo kataru i blu gowy wypoczem
wtedy jak nigdy. Spaem po czternacie godzin na dob, a
pozostay czas powicaem na nadrabianie czytelniczych
zalegoci, kpiele inhalacyjne, jedzenie i ogldanie filmw.
Mwi wam, raj!
Tak si zabawnie zoyo, e akurat wtedy potrzebowaem
pomysu na opowiadanie do antologii Epidemie i zarazy. I
sobie wydumaem: Napisz historyjk o facecie, ktremu
choroba funduje wakacje od ycia. Dam mu basen, adny pokj i
sal do bilardu - niech si chopak zabawi.

DOM NA WZGRZU
Nogi ugiy si pod nim i run na podog, dygoczc jak w febrze. Z
rozcitego policzka kapaa krew, szkaratne krople gromadziy si w
rowkach midzy pytkami, plamic jasnobrzow fug.
Niewiele brakowao, a skoczyoby si prawdziwym nieszczciem,
upad bowiem tak blisko brodzika, e uderza o niego przy kadym
gwatownym ruchu. Par centymetrw dalej i wyrnby gow o krawd.
Jzyk - przemkno mu przez gow - zaraz go sobie odgryz. Na
lito bosk, czy nikt nie sysza, jak upadem?!
Wiedzia jednak, e to mao prawdopodobne. azienka znajdowaa si
na pitrze, a Katarzyna wanie szykowaa niadanie w kuchni na dole. Do
tego dochodzi jeszcze szum wody, ktr jak zwykle odkrci za mocno.
Rykoszetujce od umywalki krople paday teraz na jego nagi tors, kujc
niczym malekie igieki.
Po chwili dreszcze ustay. Lea jeszcze minut, moe dwie, chocia
plecy zdrtwiay mu ju od zimnej podogi. Wreszcie uspokoi oddech,
podnis si ostronie i opar o umywalk. Zmniejszy strumie, opuka
twarz.
Bdzie z tego blizna, to pewne - pomyla, przygldajc si ranie na
policzku. Sam przed sob prbowa ukry, jak bardzo przerazi go ten
atak. Gdzie sysza co prawda, e takie rzeczy zdarzaj si z powodu
przemczenia, ale wyobrania podsuwaa mu duo straszniejsze obrazy.

Otworzy szafk z lekami i wycign buteleczk wody utlenionej.


Dociskajc wacik do policzka, postanowi, e jeszcze dzi wybierze si do
lekarza... a potem wemie kilka dni wolnego.
Odetchn gboko kilka razy, umy zby, ubra si i zszed na
niadanie.
***
Katarzyna staa wanie przy zlewozmywaku, obierajc pomaracz.
Ubrana w grafitowy kostium i ciemne poczochy wygldaa naprawd
seksownie, mimo e wci nie udao jej si wrci do figury sprzed
ostatniej ciy. Wosy zwizaa w koski ogon, jak zawsze gdy uznawaa,
e nie ma czasu na wydziwianie.
Odezwaa si, gdy tylko stan w drzwiach.
- Jak to jest, e ja zdyam ju wyprawi dzieciaki do szkoy, ubra
si i zje, a ty dopiero wyszede z azienki? - Odwrcia si, dla artu
celujc w niego ostrzem krtkiego noa. Gdy jednak zobaczya, jaki jest
blady, umiech natychmiast znikn z jej twarzy. - Jezu, Marek, co ci si
stao?
Przejecha rk po zranionym policzku i wzruszy ramionami.
- Nic takiego - odpar. - Zaciem si przy goleniu. May jeszcze pi?
- Tak. - Katarzyna wci przygldaa mu si zaniepokojona. - To
pewnie ta pogoda. Gosia i Maciek te nie chcieli dzi wstawa... Na pewno
wszystko w porzdku?
- Wszystko pod kontrol, kochanie - powiedzia, pewnym krokiem
przechodzc przez kuchni i obejmujc j w talii. Poczu pod palcami
waeczki tuszczu wylewajce si ze zbyt ciasnej spdnicy. - Jeli tylko

zaraz dostan kaw, bd y.


Pocaowa j i usiad przy stole. Czeka tam ju na niego talerz
jajecznicy z kiebas.
- Po poudniu wezm dzieciaki do zoo, podobno przywieli nowego
tygrysa. - Przekn nieco jajecznicy, ale na razie czu gwnie smak pasty
do zbw. - Pewnie znowu bdzie wychudzony jak ten goryl sprzed roku,
ale i tak dawno tam nie bylimy.
- Dobry pomys. - Katarzyna postawia przed nim kaw i usiada
naprzeciw z pomaracz w doniach. Rozerwaa owoc na p i jedn cz
pooya koo jego talerza. - Na wieczr te musisz co wymyli, bo
jestem umwiona z Mart na pogaduchy.
- Hej, chwileczk... - zacz, ale przerwa mu dzwonek do drzwi.
Spojrzeli po sobie ze zdziwieniem. Dotd nie zdarzay im si wizyty o tak
wczesnej porze. Niby nic niezwykego, ale mimo wszystko ten poranny
dzwonek budzi niepokj. Kojarzy si ze zymi nowinami, ktre nie mog
czeka na cywilizowan godzin.
- Pjd sprawdzi - powiedziaa Katarzyna. - Ty jedz, bo si spnisz.
Skin gow, przeuwajc kolejn porcj jajecznicy. Popi kaw.
Dzwonek rozleg si ponownie, tym razem duszy, jakby kto na
zewntrz bardzo si niecierpliwi.
- Ju id, chwila! - krzykna Katarzyna i rzeczywicie zaraz rozlego
si skrzypnicie oznajmiajce, e otworzya frontowe drzwi.
Musz w kocu zrobi z nimi porzdek - zdy pomyle, gdy nagle
dobieg go stumiony krzyk. Byskawicznie poderwa si z miejsca i
wypad do przedpokoju.
Dostrzeg j obok otwartych drzwi z rkami przycinitymi do twarzy,

wtulon plecami w kurtki i paszcze rozwieszone na zamocowanych na


cianie haczykach.
Przed ni w progu stao dwch mczyzn jakby ywcem wyjtych z
filmu SF. Ubrani w szczelne te kombinezony, na twarzach mieli maski z
pochaniaczami. Ten nieco z tyu trzyma w rkach co, co rwnie dobrze
mogo by broni, wykrywaczem metali, jak te rur od odkurzacza. Od
drzwi wejciowych przez ca dugo ogrdka a do stojcej na chodniku
ciarwki cign si pprzezroczysty foliowy tunel, w kilku miejscach
wzmocniony elastycznym stelaem.
- Czy pan Marek Domaski? - zapyta stojcy bliej wytumionym
przez mask gosem.
Marek skin gow.
- To ja - powiedzia spokojnie, ale spojrzenie wci skupia na rurze
trzymanej przez tego drugiego.
By moe sprawi to dwik jego gosu, a moe Katarzynie min
pierwszy atak paniki, bo w tym momencie doskoczya do ma i wtulia
si w niego niczym przestraszone dziecko.
Mczyzna w skafandrze postpi krok do przodu.
- Prosz si nie obawia. - Uspokajajcym gestem unis do. Jestemy z Biura do spraw Kryzysw Epidemiologicznych. Nazywam si
Wjcik i jestem lekarzem wojskowym. Chciabym zada panu kilka pyta.
Mona?
- Najpierw mi pan wyjani, po co to wszystko - zada Marek. Rana
na jego policzku otworzya si, a kropla krwi skapna na biay konierzyk,
tworzc row plam. - Czy co si wydarzyo w okolicy? Wybucha
jaka elektrownia?

- My zajmujemy si epidemiami - odpar Wjcik, akcentujc ostatnie


sowo. - Istnieje uzasadnione podejrzenie, e by moe mia pan kontakt z
nosicielem, przez co i pan jest ju zaraony.
Katarzyna drgna lekko, ale zaraz przywara mocniej do ma, tylko
ktem oka zerkajc w stron mczyzn. Marek nieprzyzwyczajony do
podobnych reakcji zaradnej i przebojowej na co dzie ony pogadzi j po
wosach.
- Co to za choroba? - spyta rzeczowo.
- Wirus Skeltona-Wirea, nowa afrykaska mutacja. Bardzo powana
choroba, ale na szczcie rozprzestrzeniajca si do wolno - odpar
Wjcik, robic kolejny krok do przodu. Wycign przed siebie lew rk.
Trzyma w niej zdjcie czarnoskrego mczyzny pod trzydziestk,
ogolonego na yso i z krtkim zarostem okalajcym usta. - Prosz mi
powiedzie, czy mia pan styczno z tym czowiekiem w cigu ostatnich
kilkunastu godzin? Podawa mu pan rk? Rozmawia z nim? Moe jad
orzeszki z jednego talerzyka? Prosz si dobrze przyjrze i zastanowi. To
naprawd wane.
Marek pochyli si do przodu i uwanie spojrza na fotografi. Tak
naprawd wcale nie musia tego robi. Rozpozna go od razu.
- To William Moore, przedstawiciel McFly Invest - powiedzia. Wczoraj

jego

firma

podpisaa

umow

nasz

agencj.

Przypiecztowalimy to wsplnym obiadem.


Z pokoju na grze dobieg pacz dziecka. Katarzyna natychmiast
pucia ma i pognaa na gr. Marek obejrza si za ni.
- Bardzo przepraszamy - Wjcik stanowczym krokiem wszed do
przedpokoju - ale to niezbdne rodki ostronoci. Z pewnoci pan to

rozumie.
Marek skin gow.
- Co teraz? - zapyta.
- Obawiam si, e musi pan i z nami. Paska rodzina jest na razie
bezpieczna, bo od momentu kontaktu nie mino trzydzieci sze godzin.
Ale dalsze pozostawienie pana w ich towarzystwie...
- Ale ja si czuj doskonae!
Wjcik sapn w mask. Zapewne w swojej dziace by niezym
profesjonalist, skoro dosta tak robot, ale negocjatorem marnym. Zza
przyciemnionej szybki nie wida byo jego twarzy, nietrudno byo si
jednak domyli, e wyraaa znuenie, tak jakby to samo musia
tumaczy ju dziesitki razy. Kto wie, moe rzeczywicie tak byo.
- Panie Domaski, na razie moe czuje si pan dobrze, ale ju
niebawem pojawi si pierwsze objawy. Zaburzenia wzroku, mdoci,
konwulsje...
Syszc ostatnie sowo, Marek wyranie drgn, a jego rka odruchowo
powdrowaa do rany na policzku.
- Ju si zaczo, tak? - zapyta Wjcik. - Prosz si nie martwi. Minie
jeszcze par godzin, zanim zacznie pan zaraa. A jeli pojedzie pan teraz
z nami, jest szansa, e wszystko unormuje si w cigu kilku do kilkunastu
dni. We wczesnym stadium potrafimy zapanowa nad chorob cakowicie.
- Ale ja mam prac! - Domaski cofn si gwatownie, co sprawio, e
mczyzna z rur odruchowo postpi krok do przodu. Wjcik obejrza si
na niego i pokrci gow. Nastpnie ponownie zwrci si do Marka:
- Prosz si nie martwi takimi sprawami, bierzemy to na siebie. W tej
chwili najwaniejsze jest zdrowie pana i paskiej rodziny, prawda? Prosz

si zatem poegna z on i dzieckiem. Ma pan pitnacie minut.


Pakowanie moe pan sobie darowa. Dostanie pan wszystko, co bdzie
potrzebne.
Domaski odwrci si i ruszy w stron schodw.
***
Przyczep ciarwki podzielono na dwie czci. W pierwszej
siedziao dwch ludzi w skafandrach i z ruropodobnymi przedmiotami w
rkach. Teraz Marek by ju prawie pewien, e to bro.
Po przeciwnej stronie, przy ciance przedzielajcej kabin, dostrzeg
dwch nieco modszych od niego wystraszonych mczyzn. Jeden z nich,
szczupy blondyn z odstajcymi uszami, podobnie jak Marek mia na sobie
garnitur, ale drugiego, kudatego grubaska, musieli wycign z ka, bo
siedzia w samych gatkach i nieco przyciasnej podkoszulce. W rkach
trzyma co prawda zoony

T-shirt

i dinsy, ale wydawa si zbyt

przestraszony, by zdawa sobie z tego spraw. Jego pulchna twarz draa,


jakby wanie przechodzi agodn wersj ataku choroby Skeltona-Wirea.
Domaski zadecydowa, e towarzystwo blondyna bdzie ciekawsze.
- Marek jestem - powiedzia, sadowic si na awce i wycigajc rk.
- O ktrej ci zwinli?
Blondyn zmierzy go wzrokiem, po czym niepewnie ucisn podan
do.
- Nie wiem dokadnie - odpar. - Miaem do pracy na sidm i wanie
wychodziem. Nie patrzyem na zegarek.
- To tak jak ja. - Domaski skupi wzrok na dwch postaciach
pospiesznie skadajcych foliowy tunel. Uwijali si sprawnie i po chwili

zamknli wejcie do samochodu. Na moment w przyczepie zrobio si


ciemno, po czym rozbysy wiateka umieszczone pod sufitem. Jak w
poczekalni na porodwce - pomyla - tylko krzesa maj tu
wygodniejsze. Zaraz potem ciarwka ruszya.
- Miae ju objawy? - zapyta blondyn.
- Drgawki, dzi rano. - Marek pokaza ran. - A ty?
- Mdoci i zaburzenie widzenia w nocy. A moja dziewczyna
powiedziaa, e rzucaem si we nie. Jezu, jak dobrze, e wysza dzi
wczeniej!
Grubas zatrzs si mocniej i omal nie spad z krzeseka, a jego oddech
sta si wiszczcy, jakby mczyzna pokn plastikowy gwizdek.
Domaski zerkn na goci w skafandrach, ale ci ani drgnli, co odebra
jako znak, e nie dzieje si nic nadzwyczajnego. Sam wic rwnie nie
zareagowa.
- Mieszkasz w domu czy w bloku? - zapyta.
- Co...? A, w bloku. - Blondyn oderwa wzrok od grubasa i potrzsn
gow, jakby dopiero si obudzi. - Na trzecim pitrze.
- I te rozstawili ten foliowy tunel? Musieli mie z tym sporo
problemu.
- Niczego nie rozstawiali - odpar blondyn, krcc gow. - Przyszo
dwch facetw w skafandrach, jeden mia pukawk, a drugi zdjcie i...
Nagle usyszeli co jakby syk, szum i w ciance przedzielajcej
przyczep pojawio si przejcie. Wysza z niego moda, przysadzista
dziewczyna w okularach i przyciasnym kostiumie. Z trudem dopity akiet
trzeszcza pod naporem ogromnych piersi.
- Pan Domaski teraz - powiedziaa, siadajc na wolnym miejscu obok

grubasa.
Marek popatrzy na blondyna, ale ten tylko wzruszy ramionami.
- Mnie jeszcze nie wzywali - powiedzia.
- Opowiem ci potem. - Domaski wsta i podszed do przejcia.
Zatrzyma si przy nim na chwil, wspierajc o cian, kiedy ciarwka
wesza w ostry zakrt, po czym przekroczy prg i zasun za sob ciank.
Ta poowa przyczepy podzielona zostaa na dwie kolejne czci, ktre
rozgradzaa szyba z przezroczystej pleksi. Przecinaa na p st stojcy
porodku, przez co pomieszczenie wygldao troch jak rozmwnica dla
winiw. Obok stou zamocowano do podoa krzeseka.
Po drugiej stronie siedziaa moda dziewczyna o piknej, ale surowej
twarzy, tak czsto spotykanej u filmowych nauczycielek. Miaa dugi,
prosty nos, delikatnie zarysowane koci policzkowe i mae, wskie usta.
Oczy, z pewnoci ciemne - cho dokadnej barwy Marek nie by w stanie
okreli w tym wietle i z tej odlegoci - krya za okularami o starannie
dobranych oprawkach. Ciemnobrzowe wosy spia w pedantyczny kok.
- Prosz, panie Marku, niech pan siada - powiedziaa, wskazujc rk
miejsce. Jej gos dobiega do niego przez goniki umieszczone pod
sufitem. - Musimy uzupeni pewne dane na pana temat.
Pooya na blacie kilka teczek i otworzya pierwsz z nich.
- Jeli s tam pytania o przebyte choroby, to naprawd... - zacz.
Spojrzaa na niego znad zsunitych lekko okularw.
- Mamy pana kart, panie Marku - powiedziaa. - Pytania, ktre mam
panu zada, s nieco innej natury. Bardziej osobistej.
Domaski tknity przelotn myl zadar gow i ostentacyjnie
rozejrza si w poszukiwaniu kamer.

- Jeli to wszystko jest jakim nowym telewizyjnym show... - rozpocz


kolejne zdanie, gdy nagle poczu, e wiat zaczyna falowa. Obraz przed
oczami sta si niewyrany i rozmyty, jakby wanie znalaz si w filmie z
lat pidziesitych i przenosi do retrospekcji. Brakowao tylko onirycznej
muzyczki.
- Jeli... znaczy... ja... - Poczu gwatowny skurcz w odku, a zaraz
potem z jego ust trysna struga wymiocin. Cz osiada na
przezroczystej pycie, a reszta rozlaa si po blacie stou.
Ledwie widoczna ludzka sylwetka za szyb odskoczya gwatownie i
nacisna jaki brzczyk, po czym wypowiedziaa szybko kilka sw, z
ktrych Marek, trzscy si teraz bardziej nawet ni rano, nie zrozumia
ani jednego.
Do pomieszczenia wpadli faceci w tych skafandrach i wytarszy
Domaskiemu twarz i koszul papierowymi rcznikami, znw wynieli go
do poczekalni. Posadzili na krzele koo blondyna i zasunli przejcie.
- To by byo na tyle, jeli chodzi... o wizyty za cian - wydusi z siebie
Marek, odpowiadajc na pytajce spojrzenie towarzysza. Potem zemdla.
***
Obudzi si w przestronnym, jasnym pomieszczeniu. Bolaa go gowa,
palio w przeyku, a ponadto wci jeszcze czu lekkie mdoci. Na
szczcie znowu wszystko widzia wyranie i z waciw ostroci.
Sprbowa poruszy rk, to jednak okazao si niemoliwe. Na tyle, na ile
mg, unis gow.
Nie mia ju na sobie garnituru, zastpia go sigajca poowy uda
koszula nocna. Rce i nogi krpoway parciane pasy o metalowych

klamrach, a w yle, tu pod zgiciem okcia, tkwi zielony wenflon


poczony przezroczyst rurk z woreczkiem zawieszonym na stojaku.
Marek wyty wzrok, ale za nic nie mg odczyta napisu na etykietce
kroplwki. Pewnie i tak nic by mu to nie powiedziao, ale mia nadziej, e
po samej nazwie byby w stanie odrni, czy to co na wzmocnienie, czy
raczej jaka utajniona eksperymentalna szczepionka. By czas, kiedy
oglda mnstwo seriali o tym, e wszystkie choroby i inne nieszczcia to
spiski rzdw, ktre to maj w swych laboratoriach antidota na kad
okazj.
- Mio, e ju si pan obudzi, panie Marku - dobiego z kta pokoju.
Domaski odwrci gow, ale nikogo tam nie dojrza. Zreszt nigdzie
nikogo nie dojrza. Pomieszczenie byo puste, jedn ze cian zastpowao
ogromne okno, a pozostae wyoono panelami w kolorze srebrno-biaym z czasw remontu pamita, e ten wzr zwano alpejskim jesionem.
Dopiero po chwili zorientowa si, e to, co pierwotnie wzi za czujnik
poarowy, w rzeczywistoci jest kamer. Kolejny raz poczu si jak w Big
Brotherze.
- Czy mo... - wycharcza, zaraz jednak odchrzkn. - Czy mog
rozmawia z kim prawdziwym?
- Ale oczywicie, panie Marku - odpar gos wyranie rozbawiony
pytaniem. - Doktor Wjcik ju do pana idzie.
W kilka sekund pniej rozleg si cichy dwik - podobny do sygnau
telefonicznego, cho odrobin wyszy - i do pomieszczenia wszed lekarz.
Tym razem mia na sobie biay skafander gadko przechodzcy w kaptur, z
wypuk przezroczyst oson z tworzywa zamiast maski przeciwgazowej,
przez co wyglda raczej jak astronauta ni epidemiolog. Na wysokoci

krtani znajdoway si dwie rurki prowadzce do ukrytego pod tkanin


garbu. Usta czciowo zasania mu pak mikrofonu.
Marek musia przyzna, e wyobraa go sobie zupenie inaczej.
Zamiast filmowego twardziela o kwadratowej szczce i wysunitych
kociach policzkowych zobaczy pogodnego mczyzn - niemal ysego,
pyzatego i z nosem jak maleka rosyjska matrioszka albo miniaturowy
krgiel. O mao nie parskn miechem, ale powstrzyma si, zagryzajc
wargi.
- Widz, e ju panu lepiej - powiedzia Wjcik. Ju nie jak Darth
Vader, jego wzmocniony przez mikrofon gos budzi podobn reakcj co
twarz. By sympatyczny i odrobin zabawny. - Troch nam pan nabrudzi,
musz przyzna, ale taki to ju brudny biznes, wic nie mamy alu.
- Naprawd mi przykro - odpar Domaski. Marnych gierek sownych
lekarza nie skwitowa nawet cieniem umiechu. - Czy to normalne? Takie
ataki i ich czstotliwo? Poprzednie dreszcze miaem jakie...
- Wszystko jest pod kontrol, panie Marku. - Lekarz postuka palcem
w woreczek kroplwki. - Podalimy ju panu pierwsz dawk lekw i
teraz powinno by spokojniej. Ataki jeszcze nie min, ale nie bd si
zdarza tak czsto. Waciwie to mog ju odpi pasy, jeli obieca pan, e
bdzie lea spokojnie do koca kroplwki.
- Nie za bardzo sobie wyobraam, co innego mgbym tu robi stwierdzi Domaski. - Kiedy bd mg zadzwoni do ony?
- Za jakie dwadziecia minut skoczy si kroplwka. Wtedy
wemiemy pana na oddzia i dopenimy formalnoci rejestracyjnych. Wjcik zacz rozpina Markowi pasy. - Podobno nie zdy pan te
odpowiedzie na pytania. Teraz dostanie pan formularz do pokoju i

wypeni sam.
Domaski przypomnia sobie uwag o pytaniach osobistych i
zastanawia si, jakiego mog by rodzaju. Jeli dotyczyy seksu, to chyba
wola jednak sam zakrela odpowiedzi, ni uzewntrznia si przed
kobiet o wygldzie filmowej nauczycielki.
- Potem jest msza w kaplicy - kontynuowa lekarz, mocujc si z
pasem krpujcym nogi. - Potem jest czas wolny i...
- Msza? - zdziwi si Marek. - To jaki obowizek? Ja nie praktykuj.
- aden obowizek. - Wjcik spojrza na niego i umiechn si. Raczej potrzeba oddolna, pacjenci prosili. Wie pan, jak trwoga, to do
Boga i takie tam. Ale oczywicie jeli pan nie chce, to mona ju wtedy
skorzysta z salki komunikacyjnej. Telefony, komputery... wszystko do
dyspozycji pacjentw.
***
W chwil po tym, jak skoczya si kroplwka, do pokoju weszo
dwch wojskowych w tych skafandrach z maskami. Jeden zatrzyma si
przy drzwiach, a drugi odczy wyk, zabezpieczy wenflon - nie obeszo
si bez pomocy pacjenta, gdy onierzowi wyranie przeszkadzay
rkawice - i pomg Domaskiemu wsta.
Wbrew swoim obawom Marek stan pewnie na nogach i onierz nie
musia go podtrzymywa. Sam da rad przebra si w przyniesione mu
biae spodnie, zakadan przez gow koszul i pantofle. Wyszli z
pomieszczenia i ruszyli wzdu szerokiego korytarza.
Podog wyoono tu eleganck granatow wykadzin dywanow, w
suficie zamocowano halogeny, a cian z szeregiem biaych drzwi

pomalowano na kojcy bkitny kolor.


Na przeciwlegej cianie, caej przeszklonej, mniej wicej na
wysokoci pasa cigna si srebrzysta barierka dla tych, ktrzy mieli
kopoty z samodzielnym chodzeniem. Dla zmczonych co kilkanacie
metrw ustawiono skrzane kanapy z obowizkowym kwietnikiem obok.
Marek szed, rozgldajc si na boki. Zauway, e ani na drzwiach,
identycznych jak te, zza ktrych wyszed, ani na panelach szyfrowych
zamkw nie ma adnych oznacze czy numerw.
Chwil pniej dostrzeg te, e za szyb znajduje si drugi, wszy
korytarz,

zapewne

dla

personelu.

Prowadzce

do

niego

drzwi

wkomponowano w czenia barierek, jak i samej przezroczystej tafli.


Zdradzay je jedynie czytniki odcinajce si biel od powierzchni.
Dalej za przeszklonym korytarzem byo ogromne pomieszczenie
zwieczone szklan kopu - niczym hol w nowoczesnych biurowcach
zajmujce cae centrum budynku i wysokie jak on sam. Marek nie by w
stanie dostrzec, co znajduje si na niszych pitrach, za to doskonale
widzia korytarz po drugiej stronie, gdzie dwie postaci w skafandrach
przechodziy wanie przez wewntrzny tunel. Jedna z nich miaa na sobie
skafander z mask, wojskowy - jak w mylach okrela go Marek, a
druga lekarski, jak ten Wjcika. Odlego bya jednak zbyt dua, eby
mg oceni, czy ten kto to wanie poznany ju doktor.
Przeszli jeszcze par metrw, po czym zatrzymali si przed wind.
Jeli licznik nad drzwiami nie kama, byli na trzecim pitrze, a z rzdu
przyciskw na panelu wynikao, e jest to przedostatnia kondygnacja
budynku. onierz wsun kart w czytnik i wcisn zero.
Na parterze nie byo ju korytarzy. Domaski zobaczy za to basen, z

ktrego akurat nikt nie korzysta, a obok otoczon niskim murkiem


siowni pen lnicych w socu urzdze. Nieco dalej stay plastikowometalowe krzesa i stoliki. Cay kompleks gustownie ozdobiono zieleni z glinianych donic ku widocznemu przez kopu niebu rosy palmy, w
klombach kwity wielobarwne kwiaty...
Marek pokrci gow z mieszanin rozbawienia i niedowierzania.
No to nic dziwnego, e tyle wynosz nasze podatki, skoro tak
wygldaj szpitale wojskowe - pomyla. Dziwio go, e nie dotara do
tego adna telewizja, by zrobi afer. Byaby z tego nieza chryja w
mediach.

moe

bya?

Ostatnio,

zmczony

politycznymi

przepychankami, jako ograniczy ogldanie wiadomoci.


Wojskowi przeprowadzili go midzy kolumnad obiegajc centrum
holu w stron rozsuwanych przeszklonych drzwi. Za nimi, zgodnie z
tabliczk umieszczon nad wejciem, znajdowaa si cz mieszkalna.
***
onierz wszed do pokoju pierwszy, podnis z ka pilota i wczy
zawieszony na cianie paski telewizor. Nastpnie gestem zaprosi Marka
do rodka i skinwszy mu gow, wyszed. Domaski rozejrza si. W
pomieszczeniu, cho niewiele szerszym od korytarza, mieciy si dwa
ka, biurko ustawione pod duym oknem i szafa wnkowa przy wejciu.
Naprzeciwko niej Marek zauway drzwi, najpewniej do azienki. Podnis
gow i powid wzrokiem po suficie, ale nie wypatrzy nigdzie kamery.
- Dzie dobry, panie Domaski.
Odwrci si gwatownie i popatrzy na ekran telewizora, gdzie
pojawia si dojrzaa, ale zadbana kobieta. Skadrowano j w pzblieniu

niczym prezenterk wiadomoci, dziki czemu dao si zauway, e ma


na sobie nie skafander czy fartuch, a zgrabnie skrojony akiet.
Nie wiedzia, czy powinien odpowiedzie, czy to tylko przygotowane
dla niego nagranie, wic na wszelki wypadek skin tylko lekko gow.
Kobieta na ekranie rozemiaa si.
- Kamera jest umieszczona tu obok gonika w telewizorze wyjania. - Podobnie mikrofon, tak e moe pan mwi swobodnie. I bez
obaw, wczaj si tylko wtedy, gdy ustawi pan telewizor na ten kana. W
pozostaych przypadkach nie bdzie pan przez nas widziany.
Ponownie skin gow, cho jako w to wtpi.
- To jest mj pokj? - zapyta.
- Tak. Na razie jeszcze nie ma pan wsplokatora, ale to, obawiam si,
ulegnie zmianie. Chorych wci przybywa.
- Ilu jest w tej chwili? - Pochyli si, by przejecha rk po kocu, a
nastpnie usiad na ku. Zauway, e na krzele ustawionym na
wysokoci poduszki ley koperta z jego nazwiskiem. Sign po ni.
- Osiemdziesit siedem osb, wliczajc pana.
- Ile? - Zaskoczony Marek zastyg z rk w kopercie. - I tyle osb
zdy zarazi ten Moore? W cigu...
Kobieta umiechna si tym sztucznym grymasem, ktrego reporterki
uywaj zwykle, gdy chc powiedzie dzie dobry.
- Pan Moore to drugie ognisko choroby - odpara. - Pierwsze wykryto
ptora miesica temu. Wikszo pacjentw jest tu z nami od tamtego
czasu.
- Ptora miesica?! - Domaski poderwa si z ka. - Doktor Wjcik
mwi o kilku dniach. Nie ma mowy, bym siedzia tu ptora miesica!

Wyraz twarzy kobiety nie zmieni si ani odrobink.


- Prosz si uspokoi... i usi - polecia. Dopiero gdy posucha,
zacza mwi dalej: - Zostanie pan w Domu na Wzgrzu tak dugo, jak
bdzie to konieczne. Nie krcej, ale i nie duej. Dzi jestemy ju na
innym etapie bada ni ptora miesica temu, gdy wirus Skeltona-Wirea
by dla nas nowoci. Teraz potrafimy sobie z nim radzi we wczesnym
stadium. Czyli takim na przykad jak u pana. By moe wic prognozy
doktora Wjcika wcale nie s tak odlege od prawdy.
Zamilka na moment i signa po kubeczek z wod. Upia yk.
- Na razie otrzyma pan formularz, ktrego nie udao si wypeni w
samochodzie - podja po chwili - a take regulamin placwki, mapk
orodka i wstpny plan dnia. Prosz si z nimi zapozna, a gotowy
formularz woy do koperty. Potem bdzie pan mg zadzwoni do
rodziny. Pewnie si martwi.
***
Czy utrzymywa pan stosunki seksualne z innymi mczyznami?
a) Nie, nigdy
b) Tak, raz
c) Tak, czsto
d) Inne (wpisz) ....................
Marek odoy dugopis i przetar twarz. To pytanie nie do, e gupie,
to jeszcze odpowiedzi c) negowao kilkanacie wczeniejszych pyta
niezalenie od tego, co by w nich zakreli. A ju tego d) nie rozumia
zupenie. Co znaczyo Inne? Przegldaem pisemka dla gejw, ale
nigdy si nie odwayem? Tak, ale nie z wasnej woli? Rany...
Na szczcie to pytanie byo ju ostatnie. Z pozostaymi upora si

szybciej, cho niektre wymagay od niego wytenia pamici, bo


odwoyway si do wydarze z dziecistwa i wczesnej modoci. Na
wikszo pyta odpowiedzia szczerze, cho nieraz kusio go, by w opcji
Inne da upust kreatywnoci. Ostatecznie stwierdzi jednak, e im
szybciej bdzie mia z gowy ankiet, tym szybciej zadzwoni do domu.
Przypomnia sobie min ony, jej rozszerzone z przeraenia oczy, to,
jak przytulaa do piersi ich syna i jak cofna si o krok, gdy chcia ich
obj na poegnanie. Potem gdy wychodzi, pakaa, przepraszaa nie
wiedzie za co i zapewnia, e go kocha... A starsze dzieciaki? Co im
powiedziaa?
Zakreli kko wok a), po czym wsun formularz do koperty. Zabra
z biurka plan orodka i wyszed z pokoju.
Zgodnie z planem korytarz koczy si z jednej strony wejciem do
czci rekreacyjnej - to tam wanie widzia basen, siowni i windy
prowadzce do kompleksu szpitalnego. Zgodnie z mapk byy tam take
stoy do ping-ponga oraz boisko do kosza i siatkwki pod przeszklonym
tarasem - a na drugim kocu korytarza centrum kultury i rozrywki. I ta
wanie cz interesowaa teraz Marka najbardziej. Uwaniej przyjrza si
legendzie. Wedug niej rnobarwne plamy wok okrgego placu
znaczyy kolejno:
Czerwony - Kaplica (parter, oznaczona dodatkowo czarnym
krzyykiem)
ty - Biblioteka (pitra 1-2, osobna winda, osobny dzia
filmowy, komputery)
Niebieski - salon gier (parter, udostpniona krgielnia,
cymbergaj, bilard, pinball)
Zielony - sala telewizyjno-kinowa (pierwsze pitro, projekcja
kinowa codziennie w czasie przerwy wieczornej, repertuar

dostpny w telewizji na kanale 76)


Szary - salki cichej pracy (pitra 0-2, sofy, biurko, komputery)
Fiolet - sala komunikacyjna (pitro 2, telefony, Internet).
Marek schowa plan do kieszeni. Mia nadziej, e tu nie bdzie mu
potrzebna specjalna karta, bo nie znalaz adnej ani w kopercie, ani w
ubraniu. Zreszt skoro do planu tej czci gmachu dodano tak dokadn
legend, to dostp do opisanych atrakcji musi by wolny.
Wszed na okrgy placyk i zorientowa si, e w kaplicy trwa wanie
msza. Dwuskrzydowe drzwi otwarte byy na ocie, a wewntrz w
rzdach awek siedzieli pacjenci - tak mczyni, jak i kobiety - wszyscy
w biaych szpitalnych strojach. Marek zastanawia si przez chwil nad
niewidocznym z tego miejsca ksidzem. Czy te jest jednym z pacjentw?
A moe odprawia msz ubrany w skafander albo z wntrza pleksiglasowej
skrzynki? Chcia nawet sprawdzi, ale wtedy wanie kapan zachci
wszystkich do wyznania wiary i pacjenci, szurajc krzesami, powstali z
miejsc.
Na drugim pitrze spotka kobiet w biaym skafandrze, ktra pokazaa
mu, gdzie dokadnie znajduje si salka komunikacyjna.
- Z Internetu moe pan korzysta do godziny, o ile nad stoiskami nie
wiec si czerwone lampki - powiedziaa. - To oznacza, e personelowi
niezbdny jest cay moliwy transfer i wtedy naley si natychmiast
rozczy. Jeli chodzi o telefony, bardzo prosimy, by rozmowy nie trway
duej ni dziesi minut. Przysuguje panu jedno poczenie dziennie.
Wszelkie sytuacje awaryjne moe pan zgasza poprzez ekran alarmowy
przy recepcji albo komu z personelu.
Marek podzikowa i odwrciwszy si, prawie pobieg we wskazanym

kierunku. Do tej pory nie zdawa sobie sprawy, jak bardzo brakowao mu
gosu ony.
***
- Cze, kochanie.
- Jezu! Nareszcie! - gos Katarzyny, cho przepeniony ulg, nie by te
pozbawiony odrobiny wyrzutu. - Dlaczego dzwonisz dopiero teraz?
Mylaam, e zwariuj. Dali mi co prawda numer, ale wisz na telefonie
od wczoraj, a tam cay czas jest zajte, zupenie jakby...
- Trzymali mnie pod kroplwk - wszed jej w zdanie, po czym niemal
natychmiast doda: - To tak na wzmocnienie tylko, zanim zrobi mi
badania. Jak dzieciaki?
- Troch si zdziwiy, e ci nie ma, ale wyjaniam im, e musisz
sobie zrobi badania do pracy. Wiedz ju co?
- Rany, kochanie! - rozemia si. - Mino dopiero par godzin, z
ktrych wikszo przespaem. Nawet nie dali mi jeszcze kubeczka na
siku.
Usysza, jak Katarzyna wzdycha do suchawki.
- Doba to troch wicej ni par godzin - powiedziaa po chwili. Martwi si. I nie mw mi, e wszystko bdzie dobrze. Nie mw, dopki
nie bdziesz tego pewien.
- Powiem ci to po badaniach - zapewni. - Albo jeszcze lepiej na
kolacji, na ktr ci zabior, gdy ju wrc.
Mia nadziej, e w ten sposb cho odrobink j uspokoi, ale nie
udao si.
- Trzymam ci za sowo - odpowiedziaa tak powanie i stanowczo, e

a poczu si niepewnie.
Na szczcie po chwili zeszli na nieco lejsze tematy. Opowiedzia
onie o caym kompleksie, szczeglnie chwalc basen i salon gier, a
zupenie pomijajc ludzi w biaych i tych skafandrach. Doda te, e
jest tu osiemdziesiciu kilku pacjentw i e aden nie wyglda na obonie
chorego. To ju chyba ostatecznie przekonao Katarzyn, bo pod koniec
rozmowy zacza si nawet mia z jego artw. Uspokojony tym Marek
obieca zadzwoni jutro.
Wychodzc z salki, znowu natkn si na kobiet w biaym skafandrze,
ktra tym razem pogrozia mu palcem.
- Miao by dziesi minut - powiedziaa z udawanym oburzeniem. Jak ju pan std wyjdzie, przylemy panu rachunek za dodatkowe minuty.
- Kiedy ju wyjd, nie bd si czym takim przejmowa - powiedzia,
wsiadajc do windy. - Pjdzie w koszta.
Przezroczyste drzwi zamkny si przed nim i zjecha na d.
Gdy wyszed z kabiny, w kaplicy trwao wanie kocowe
bogosawiestwo, postanowi wic poczeka. Moe zapie blondyna?
Cho tamten nie zdy mu nawet powiedzie, jak ma na imi, by ciekaw,
co u niego sycha. Zreszt u blondyna wszystkie objawy wystpiy
wczeniej i mg by dobrym rdem informacji na temat ewentualnych
postpw choroby.
Najpierw dostrzeg grubasa, a chwil pniej, midzy dwoma
postawnymi mczyznami, gow dziewczyny w okularach, ale blondyna
nigdzie nie mg wypatrzy. W kocu uzna, e jego niedawny
wsppasaer znajduje si na oddziale szpitalnym albo te nie poszed na
msz i siedzi teraz w swoim pokoju.

Tymczasem pacjenci podzielili si na niewielkie grupki, z ktrych


kilka udao si na blok mieszkalny, a reszta obstpia dostpne atrakcje.
Rozbrzmiay melodyjki pinballi, rozstuka si krek cymbergaja, hol
wypeniy rozmowy.
Z tumu atwo byo wyowi nowo przybyych. Stali nieco na uboczu,
niepewni, oszoomieni tak now sytuacj, jak i miejscem. Co zaskakujce,
u adnego z nich nie dao si zauway nawet ladu przeraenia chorob,
wida byo za to ywe zainteresowanie stojcym w rogu bufetem.
Marek uzna, e wikszo pewnie nigdy nie bya na przyjciu z
cateringiem i e w pamici przeliczaj, ile bdzie ich kosztowa ta
odrobina szpitalnego luksusu. Postanowi da im przykad, zwaszcza e
sam zdy solidnie zgodnie.
I wtedy wanie zobaczy blondyna.
Wyszed z kaplicy w towarzystwie ksidza ubranego w szar koszul z
koloratk i uwanie sucha, co duchowny ma mu do powiedzenia. Szed
lekko zgarbiony, skubic podbrdek, i cay czas potakiwa z powan
min.
Wygldaj jak mistrz i ucze - pomyla Marek, przygldajc im si.
Nie robi tego ostentacyjnie, ale i si nie kry, dlatego szybko zosta
zauwaony. Blondyn pomacha mu i wraz z ksidzem ruszy w jego stron.
- Fajnie znowu ci widzie - powiedzia. - Nie byo ci na mszy?
- Nie praktykuj - odpar Marek, wzruszajc ramionami. Umiechn
si i wycign rk do duchownego. - Marek Domaski.
- Remigiusz Staniszewski. - Kapan odpowiedzia umiechem i
mocnym uciskiem. - Od niedawna duszpasterz tego miejsca.
Marek przyjrza mu si z uwag. Ksidz by postawnym mczyzn o

ciemnych wosach, szerokim czole i niezwykle pogodnych oczach. Po


blinie odznaczajcej si bia kresk u nasady nosa mona byo pozna,
e kto mu go kiedy zama, a gdy duchowny mwi, dao si zauway,
e uchwa uciekaa mu troch na lewo. Wyrane oznaki kariery
bokserskiej.
- Ksidz trafi tutaj jak my?
- Jako zaraony, owszem. - Staniszewski wskaza rk wolny
plastikowy stolik. - Znalazem si w tak zwanym pierwszym ognisku. Wy
obaj jestecie z drugiego.
- Wanie pytaem ksidza, czy jest ciko - wtrci blondyn - ale
mwi, e nie. O, bar saatkowy! Sorry na moment...
- Sympatyczny chopak - powiedzia Marek po chwili. - I bardzo
spokojnie to przyjmuje. Jak wszyscy zreszt.
- Wczoraj troch histeryzowa, gdy znowu dosta ataku, ale dali mu
rodki uspokajajce, potem leki, a na deser pozwolili pogada z
dziewczyn. To po rozmowie z ni zdecydowa si na msz. Kazaa mu si
modli.
Ksidz sign do kieszeni i wydoby z niej inhalator. Zacz obraca
go midzy palcami.
- Co do reszty - podj wtek - to w wikszoci s spokojni, bo wiedz
ju to co pan.
- Marek po prostu.
- Dobrze. - Duchowny umiechn si. - Wiedz to co ty. e chorob
udao si zahamowa i teraz to waciwie tylko kwarantanna.
- Tego akurat nie wiedziaem - powiedzia Domaski. - Znaczy
wspomnieli co tam w komunikacie, ale...

- I to prawda. Mwi ci, jestem tu prawie od pocztku, widziaem


wszystkich, jak przychodzili, i aden nie wyglda gorzej ni w chwili
przybycia. Cho niektrzy nadal maj drgawki i wymioty.
Do stou wrci blondyn, niosc trzy tacki wypenione po brzegi
saatk greck, dwie w doniach, a jedn na przedramieniu. Ostronie
postawi je na stole i powyciga z kieszeni puszki z mroon herbat.
- Pomylaem, e bdziecie godni - powiedzia i zabra si do jedzenia.
- O czym jest rozmowa?
- O chorobie - wyjani Marek. - Ksidz wanie mnie uspokaja.
- Remek. Jak po imieniu, to po imieniu. I nie uspokajam, tylko mwi,
jak to wszystko wyglda. W pierwszym tygodniu pokazywali nam co
prawda zdjcia z kolejnych stadiw choroby, ale tu nie wydarzyo si nic
takiego. To napawa optymizmem.
Blondyn pokiwa gow, paaszujc saatk. Nagle jakby sobie o czym
przypomnia, paln si w czoo i pospiesznie przeykajc, wycign rk
do Marka.
- aaany, chopie, czemu nee gadasz? - wybekota z wci jeszcze
penymi ustami. Zorientowa si, jak to brzmi, wic przekn i dopiero
wtedy dokoczy: - Przecie ja ci si nie przedstawiem wtedy. Krzysiek.
Marek ucisn podan do i rozemia si. Po raz pierwszy dotaro do
niego, e ten przymusowy pobyt tutaj moe mu wyj na dobre.
Przynajmniej odpocznie.
***
Siedzc we trjk przy stoliku, przegadali niemal cay czas wolny.
Rozmawiali o wszystkim: o ostatnich meczach reprezentacji, ktra

nareszcie zacza prezentowa sob jaki poziom, o polityce i pracy.


Krzysiek, ktry by informatykiem, opowiada jako prawdziwe historie
anegdoty, ktre Marek sysza ju milion razy jako dowcipy. Wci jednak
brzmiay zabawnie. On sam rzuca co jaki czas historyjkami z Boni,
gdzie przebywa w ramach misji pokojowej.
Podczas tej pogawdki Marek zauway, e Remek uchodzi w tym
maym szpitalnym wiatku za naprawd wan person. Mijajcy ich
stolik kaniali mu si, co jaki czas kto zagadywa, biorc ksidza na
stron. Ten wszystko znosi z anielsk wrcz cierpliwoci. Domaski by
dla niego peen podziwu i obieca sobie, e ktrego dnia wpadnie na
msz, by posucha kazania. Te, ktre sysza do tej pory - fakt, byy to
tylko kazania witeczne i okazjonalne - sprawiay, e z nudw wywracay
mu si flaki.
Po jakim czasie rozleg si dzwonek, a miy kobiecy gos dochodzcy
z gonikw poinformowa wszystkich, e wanie skoczy si czas wolny
i e powinni uda si na miejsca zgodnie z indywidualnymi planami zaj.
Dla Marka byy to badania oglne na poziomie pierwszym oddziau
szpitalnego. Poegnawszy si, zajrza jeszcze do pokoju i zabra rozpisk z
planem dnia.
***
onierz wprowadzi go do windy i odblokowawszy kart panel,
wcisn jedynk. Gdy otworzyy si drzwi, pokaza Domaskiemu, by
wyszed, a sam zjecha na d.
Marek po raz pierwszy poczu si jak w prawdziwym szpitalu. Tutaj
dywanow wykadzin zastpio szare linoleum, ciany pokryto panelami

jak te w pokoju, w ktrym si obudzi, a w miejscu rwnych rzdw pokoi


byy przeszklone drzwi prowadzce na oddziay.
Postaci w biaych skafandrach przechodziy z oddziau na oddzia,
niektre prowadzc ze sob pacjentw, inne niosc teczki czy pchajc
wzki?. lekami bd aparatur. Na Domaskiego nikt nie zwraca
najmniejszej uwagi.
Popatrzy na trzyman w doni karteczk i skierowa si na oddzia
drugi, zaraz po prawej. Przeszed przez korytarz i zapuka do pokoju
numer 216. Nie czekajc na pozwolenie, otworzy drzwi.
- Dzie dobry - zagai do pustego biurka. Rozejrza si po
przestronnym pomieszczeniu, jednak nie zauway nikogo ani przy
kach, ani przy bieni. Podobnie za biaym parawanem rozstawionym do
poowy przy oknach. - Halo, jest tu kto?! Miaem si tutaj zgosi na
badania.
Zrobi jeszcze kilka krokw, wci rozgldajc si uwanie po sali.
Nieco w gbi dostrzeg kcik sanitarny z umywalk, a dalej, za zoonymi
teraz harmonijkowymi drzwiami, pomieszczenie dla pracownikw z
dwoma fotelami i niskim okrgym stolikiem.
Wyobrazi sobie dwch ludzi w biaych skafandrach, jak siedz na tych
fotelach i prbuj napi si herbaty, w czym przeszkadzaj im
przezroczyste przesony. Niemal widzia ich idealnie wyprostowanych,
trzymajcych delikatne porcelanowe filianki w doniach osonitych
gumowymi rkawiczkami, koniecznie z wyprostowanym najmniejszym
palcem.
Parskn miechem i odwrci si, by opuci gabinet, ale w tym
samym niemal momencie do rodka wesza moda dziewczyna w biaym

skafandrze. Troszk zaskoczy j widok Marka, bo najpierw przyjrzaa mu


si zdumiona, a potem szybko zerkna na trzyman podkadk i
zamocowane na niej dokumenty. Uniosa gow i umiechna si
niepewnie.
- Strasznie pana przepraszam za spnienie, panie Domaski powiedziaa wzmocnionym przez mikrofon gosem. Jej dziewczca twarz
pokrya si rumiecem. - Dugo pan czeka?
- Dopiero wszedem. - Marek postpi krok do przodu i poda jej
karteczk. - Czy mog wiedzie, co to bd za badania?
- Oczywicie, adna tajemnica. - Dziewczyna okrya biurko i usiada
na stoku.
Pewnie dali tu takie zamiast krzese, by nie zawadzali butlami z
tlenem o oparcie - pomyla Marek i zaraz zacz si zastanawia, na jak
dugo wystarcza taka butla. I czy maj, tu gdzie pomieszczenia., gdzie
mog, spokojnie dokona wymiany.
Dziewczyna wskazaa mu drugi stoek przy biurku.
- Dzi pobierzemy panu krew na morfologi i poziom enzymw powiedziaa, patrzc w papiery. - Zrobimy te

EKG

i echokardiografi. Z

karty pacjenta wynika, e przechodzi pan ju te badania, wic nie musz


tumaczy, e nie ma si czego obawia.
Skin gow i zabra si do podwijania rkawa, by odsoni
zabezpieczony wenflon.
- Prosz od razu zdj koszul. - Dziewczyna zaznaczya co w
dokumentach, po czym wstaa i podesza do metalowego stoliczka na
kkach stojcego za kiem. Podniosa z niego przedmiot na pierwszy
rzut oka wygldajcy jak may, torebkowy pistolet. - Niech pan siada.

Sprawnie pobraa krew, napeniajc podczony do pistolecika


pojemnik, po czym zabandaowaa wenflon i kazaa pacjentowi pooy
si na kozetce. Signa po elektrody.
- Waciwie chciaem ju o to zapyta doktora Wjcika - powiedzia
Marek, gdy dziewczyna zamocowaa mu czerwon klamr na prawej rce.
- Ale kiedy zdylicie zbudowa taki orodek? Jako nie trbili o tym w
mediach, a to jednak spory gmach. I nowoczesny.
Dziewczyna wykonaa ruch, ktry mg oznacza wzruszenie ramion.
- Dom na Wzgrzu to placwka rzdowa dofinansowywana przez

WHO

- wyjania. - Powsta dwa ata temu, ale dopiero teraz po raz pierwszy
uywany jest zgodnie z przeznaczeniem.
Zamocowaa pozostae klamry i zabraa si do rozmieszczania elektrod
podsercowych.
- Wyglda pan na aktywnego fizycznie - zauwaya. - wiczy pan?
- Tak. - Domaskiego zdziwio to pytanie, ale jednoczenie ucieszy
si, e nie kady ma tu dostp do jego penych akt. - Byem onierzem, a
obecnie pracuj w agencji ochrony. Co prawda za biurkiem, ale trzeba
dobrze wyglda przed pracownikami.
Umiechna si. Miaa naprawd uroczy umiech.
***
Po badaniach Marek opuci oddzia bogatszy o kubeczek na mocz i
pojemniczek na prbk kau. Zgodnie z rozpisk powinien by uda si do
pokoju na kolacj, ale po saatce zupenie nie chciao mu si je. Zapyta
wic onierza, z ktrym zjecha na parter, czy moe zrezygnowa z
posiku, a ten po konsultacji przez radio przekaza, e owszem, ale i tak

musi si zgosi do pokoju po leki.


W czci mieszkalnej panowa spory ruch. Pacjenci rozmawiali, stojc
w progach pokoi lub wsparci o ciany. Niektrzy koczyli wanie posiek
z trzymanych w rkach plastikowych misek, inni popijali co z
jednorazowych kubkw. Oglnie panowa przyjemny gwar, jak to bywa w
duych skupiskach ludzkich podczas przerw na posiek.
Marek otworzy drzwi do pokoju i wtedy wanie zauway Krzyka.
Zawoa go.
- Jak byo na badaniach? - zapyta mody informatyk. Min mia
nietg. - Mi mieli robi dzi spirocotam, ale dostaem dreszczy w
trakcie, wic przenieli to na jutro.
- Spirometri. Wyglda na to, e masz testy wytrzymaociowe. Robili
ci EKG na bieni? Wejd, prosz...
- Nie mog. - Krzysiek opar si o framug. - Regulamin zabrania
wchodzenia do pokojw innych pacjentw. Prosili, by przestrzega.
- Aha. - Marek przeszed przez pokj i pooy plastikowe pojemniczki
na stoliku. Potem zerkn na plan, zgodnie z ktrym zaraz po kolacji
powinien si uda do czci rekreacyjnej. Rubryka plan wicze bya
pusta, co uzna za znak, e pierwszego dnia postanowiono da mu fory.
- A

EKG

robili i na leco, i na bieni - kontynuowa Krzysiek. - I

waciwie skd znasz takie nazwy jak ta spirometria? Mwie, e robisz w


ochronie.
- Bo robi. W mojej firmie wszyscy robi takie testy co jaki czas. Nie
wiesz, czy daj tu kpielwki i rcznik, czy trzeba kpa si nago?
Informatyk niemal zawis na framudze, byleby tylko nie przekroczy
stopami progu. Palcami drugiej rki postuka w drzwi szafy.

- Po lewej. Trzecia albo czwarta pka - powiedzia. - Rczniki masz w


azience obok prysznica. Tam te jest folia ze cigaczami do
zabezpieczenia wenflonu.
Wyprostowa si.
- Waciwie to suchaj, jak idziesz na basen, to poczekaj na mnie. Mam
wpisane par dugoci i troch siki.
Marek skin gow.
- Jasne.
***
Tu

przy

basenie

spotkali

ksidza

Remigiusza

samych

kpielwkach. Rozmawia wanie z grupk podobnie ubranych mczyzn


i ju na pierwszy rzut oka dao si zauway, e obca im bya do tej pory
wszelka aktywno fizyczna. Cho z twarzy modzi, wygldali na
starszych i zaniedbanych - blada skra, obwise brzuchy i sflaczae
minie rk i ng. Pord nich duchowny wyglda jak kulturysta.
- Witajcie. - Ksidz wysun si z keczka i podszed do nowo
przybyych. Ostentacyjnie przyjrza si brzuchowi Marka. - No, no,
kaloryfer jak si patrzy.
Domaski wzruszy ramionami.
- Ksidz, widz, te wie, jak korzysta z atlasa. Jest tu jaki porzdek?
Kto pilnuje, jak wchodzi?
Duchowny pokrci gow z rozbawieniem.
- Remek - przypomnia, po czym doda: - Pena swoboda, zwaszcza e
mao komu chce si wiczy czy pywa.
Jako dowd wskaza brod kilka grupek stojcych przy samym murku,

jak najdalej od wody. Zaywajcy kpieli, przewanie mczyni,


rozcigali si na ca szeroko basenu. Podobnie byo na siowni, gdzie
inni mczyni dyskutowali, siedzc na przyrzdach jak na parkowych
awkach, i przygldali si tej garstce, ktra powanie podesza do wicze.
Kobiet Marek dostrzeg niewiele. Dwie pluskajce si przy brzegu najwyraniej nie umiay dobrze pywa, jedna z zapaem pokonujca
kolejne dugoci basenu, par wrd przybrzenych grupek i jeszcze kilka
na siowni. W przeciwiestwie do tego, co widzia po mszy, tu proporcje
wydaway si mocno zachwiane. Zapyta ksidza, co o tym sdzi.
- Moe to dlatego, e jak przychodziy wiksz paczk, to si nagle
wicej wody robio w basenie - wtrci mczyzna o okrgej rowej
twarzy, ktry do nich doczy. - Wszyscy faceci zaczynali si lini.
Wycign rk.
- Kociuba jestem. Heniek.
- Marek Domaski, a to Krzysztof...
- Lasota - podpowiedzia mody informatyk, nie odrywajc oczu od
pywajcej dziewczyny.
Reszta grupki, w ktrej sta wczeniej Kociuba, rwnie podesza
bliej i w ten sposb krg szpitalnych znajomych Marka poszerzy si o
chudego jak patyk biologa Staniszewskiego, Hermana - doktora filologii
klasycznej z wytrzeszczem oczu i wielk, obrzydliw brodawk na nosie, a
take krpego, brodatego Starewicza z brany budowlanej. Kociuba, jak
wyniko z rozmowy, by z wyksztacenia dentyst.
Wszyscy pochodzili z pierwszego ogniska, ktrego zarzewiem by
dwudziestotrzyletni bbniarz z Afryki nazwiskiem Pukwana, przybyy do
Polski w ramach programu dofinansowywania modych zdolnych. Mia

da koncert w Warszawie. Nie zdy, dosta ataku podczas wizyty w


kinie, a potem kolejnego w hotelowym pokoju. Nastpnego dnia rano
ludzie w tych skafandrach zbierali niwo wrd obecnych na tamtej
kinowej sali.
- Jak wtedy pomylaem, e byem jednym ze szczliwcw, ktrzy
wygrali bilet na ten film w radiowym konkursie, to o mao mnie nie
sczycio - opowiada Kociuba. - Ale potem uznaem, e nie jest tu tak le.
Mog odpocz od starej, a ju ponad tydzie nie miaem ataku. Tylko
pami co nam szwankuje, bo za choler si z kolegami nie moemy
zgodzi, co to by za film.
- Jestem pewien, e to by nowy Tarantino, bo zwyczajnie na nic
innego nie chodz do kina. Wszystko inne ogldam w domu - stwierdzi
Herman. Z kolei Staniszewski gotw by sobie rk obcina, e na
feralnym seansie prezentowali Kwiat wini- japosk superprodukcj,
na ktr biolog szykowa si od zobaczenia pierwszego zwiastuna.
Ksidz, wyranie znudzony tym sporem, klepn Domaskiego w
rami.
- Chodmy odda cesarzowi, co cesarskie - powiedzia. - Krzysiek?
Idziesz?
- Co? A, tak! - Chopak niechtnie oderwa wzrok od dziewczyny,
zwaszcza e ta wanie koczya maraton i teraz powoli, abk, zbliaa
si do drabinki. - Zaraz docz, tylko... jeszcze chwila.
Marek i ksidz popatrzyli po sobie i obaj parsknli miechem.
- Jedno jest pewne - stwierdzi Domaski. - Nie wykosztuje si tutaj,
zapraszajc j na kolacj.
***

P godziny pniej grubas z ciarwki dosta w basenie ataku


drgawek. Wycign go Staniszewski wraz z postawnym, mocno
owosionym gociem, ktry sta przy murku nieopodal.
Zaraz zjawili si dwaj onierze z noszami, a wraz z nimi Wjcik w
asycie jeszcze jednego lekarza albo pielgniarza. Stwierdziwszy, e nie
ma bezporedniego zagroenia ycia, bez popiechu zanieli pacjenta do
windy i wwieli na gr.
Niedugo potem, na kwadrans przed waciwym czasem, rozleg si
sygna i kobiecy gos poinformowa, e wiczenia dobiegaj koca i
naley si uda na odpoczynek do swoich pokoi.
Nikt nie oponowa.
***
Wieczr Marek spdzi na ogldaniu telewizji.
Okoo dwudziestej trzeciej przyszed do niego Wjcik, ale stwierdzi,
e nie ma czasu na dyskusje, i tylko zmierzy mu temperatur, a przy
okazji sprawdzi latark reakcje renic, jak przy wstrznieniu mzgu. Z
tacki trzymanej przez towarzyszcego mu onierza zdj plastikowy
spodek z kilkoma pastylkami oraz miark jakiej elowej substancji i
postawi na biurku. Wychodzc, przypomnia o prbce moczu i kau.
Mniej wicej godzin pniej co zazgrzytao i z wskiej szczeliny pod
zamocowanym w cianie elektronicznym zegarem wysuna si karteczka
z planem na jutro. Zgodnie z nim Marek mia zacz dzie o szstej rano
seri bada i blisko godzinnym nawietlaniem. Na rozpisce pojawi si te
program wicze, udzco podobny do tego, jaki Domaski mia ustalony
na siowni w firmie, a wic do intensywny.

- No cudnie, tyle z leniuchowania! - westchn, po czym wyczy


telewizor i zgasi wiato.
***
Rano okazao si, e badania ma z Kociub. Wpadli na siebie na
korytarzu.
- Jak mnie wkurwiaj tacy ludzie jak ty - sapn dentysta na powitanie.
Marek unis brwi, dajc zna, e chyba nie do koca rozumie.
- Weseli jak jebane skowronki - wyjani tamten - w godzinach, gdy nie
dziaa jeszcze grawitacja. Do tego paradujcy z wasnym gwnem w
przezroczystych naczynkach.
Gow wskaza na jeden z trzymanych przez Marka pojemnikw.
Ten wzruszy ramionami.
- Daj basen, kino i darmowe arcie, a w zamian chc tylko tego.
Dlaczego miabym im odmawia?
Razem przeszli przez korytarz do czci rekreacyjnej. Od basenu
powiao chodem i zapachem chloru.
- Podobno w nocy byy dwa kolejne ataki, a t rud po weterynarii
zabrali nawet do izolatki - powiedzia Kociuba, zatrzymujc si przy
onierzu. Pokaza mu karteczk. Tamten skin gow i wszed do windy,
kart odblokowujc panel.
- Miaa inne symptomy ni te z pierwszego etapu? - zaciekawi si
Marek.
- Chuj tam wie! Mieszkaa sama w pokoju, a kiedy przyszli, wszyscy
ju spali. Herman akurat musia si w nocy odla, to usysza, ale jak si
wychyli, kazali mu wraca do pokoju i powiedzieli, e amie regulamin...

Jak na jebanych koloniach.


Ostatnie sowa wypowiedzia, patrzc wyzywajco na onierza, ale ten
nie odrywa spojrzenia od drzwi kabiny. Gdy si rozsuny, postpi dwa
kroki do przodu i jeden na bok, wypuszczajc pacjentw. Nastpnie,
skinwszy koledze czuwajcemu przy wejciu, wsiad do windy.
Marek zastanawia si, po co to wszystko, skoro i tak pozwalaj im
swobodnie porusza si po oddziale. Doszed do wniosku, e chodzio
raczej o efekt psychologiczny, by pacjenci mieli wiadomo, e wszystko
jest pod kontrol.
Rozstali si z Kociub dopiero przy gabinecie 216. Tam wanie
zmierza dentysta, ktremu wyznaczono

EKG

wysikowe. Marek musia

przej na koniec korytarza, by zda prbki, a potem w pokoju 234 podda


si spirometrii.
Badania, o ile Domaski dobrze oceni, poszy niele, a na koniec
okazao si, e bdzie mg troch odpocz w trakcie nawietlania. Jeden
z dwch technikw poleci si rozebra, a potem naoy mu specjalne
okulary ochronne, ktre wayy chyba z ptora kilo i zasaniay p
twarzy. Nastpnie pooono Marka na ku i opuszczono kopu
wygldajc jak odwrcony bobslej. Poczu fal ciepa, a zaraz potem, e
robi si coraz bardziej senny. Obudzili go technicy, gdy nawietlanie
dobiego koca.
***
W pokoju, do ktrego wrci na niadanie i porann porcj lekw,
czekaa go niespodzianka. Na drugim ku lea plan orodka i rozpiska
bez wyszczeglnionych wicze. Zdy jeszcze dostrzec adnotacj o

obowizkowej diecie, gdy z toalety dobieg go szum spuszczanej wody.


Obrci si byskawicznie i przykucn, kadc kartk na ku
wsplokatora, nastpnie na olep wymaca lecego za nim pilota i
wczy telewizor. W sam por, bo wanie w tym momencie otworzyy
si drzwi i z azienki wysza wysoka, szczupa brunetka.
Marek, ktry mia ju przygotowane powitanie, a zaniemwi z
wraenia.
Dziewczyna moga mie nie wicej ni dwadziecia pi lat. Do tego
due brzowe oczy, lekko zadarty nos i krtko przystrzyone wosy - z
jednej strony odrobin dusze i fantazyjnie wystrzpione. Ubrana bya w
lun piam, ale Domaski nie wtpi, e pod ni krya si nienaganna
figura.
Odchrzkn.
- Cze, Marek jestem - powiedzia, wycigajc rk w stron
dziewczyny. Pogodnym tonem chcia zatuszowa, e w jej obecnoci czuje
si troch niepewnie.
- Kinga. - Dziewczyna umiechna si, prezentujc rwne biae zby. Wybacz, e tak si tu rozpanoszyam...
- No wanie, mam wraenie, e chyba pomylia pokoje - Marek
wszed jej w zdanie. - Tu raczej nie maj koedukacyjnych.
- Teraz ju maj. - Usiada na ku, krzyujc nogi. - Przywieli nas tu
razem trzynacie dziewczyn, a cae to pitro ma w sumie sto miejsc. Jak
mwi ten Wjcik, drugie pitro jest w remoncie i dopki go nie otworz,
to dokwaterowuj do wolnych.
Marek rwnie usiad, przygldajc si Kindze uwanie. Nie pasowao
mu jej zachowanie, bya zdecydowanie zbyt pogodna i radosna jak na

kogo, kto niedawno dowiedzia si, e pad ofiar epidemii. Nawet on,
cho przyj to wszystko w miar spokojnie, nie by tak swobodny. A teraz
jeszcze ta caa sytuacja, ktra zdawaa si w ogle jej nie krpowa.
- Do ciebie te przyjechali ciarwk ludzie w skafandrach?
- Faceci w skafandrach rzeczywicie byli - rozemiaa si - ale
ciarwk na sme pitro hotelu raczej by nie wjechali. Wpadli do
pokoju jak jacy komandosi, zabrali tego Murzyna, a potem zorientowali
si, e ja tam jestem, to i mnie wzili.
Przecigna si, odchylajc do tyu i zakadajc rce za gow. Ten
widok sprawi, e Marek poczu mrowienie w okolicy podbrzusza.
- Najpierw trzymali mnie na jakim zamknitym oddziale - Kinga
podja wtek - bo wiesz, bliszy kontakt, takie tam, a potem stwierdzili,
e mam normalne objawy jak inni, czyli wy chyba. No i przysali mnie
tutaj wraz z now grup.
Domaski siedzia przez chwil, patrzc na ni, po czym przejecha
rk po twarzy.
- Troch mi tak nie wypada z tob w jednym pokoju. Jestem onaty i...
- Ja si tu nie pchaam. - Kinga wzruszya ramionami. - Poza tym nie
proponuj ci przecie seksu, prawda?
- No tak, masz racj...
Wsta i skierowa si do drzwi.
- Id zadzwoni - powiedzia. - Co masz teraz w planie?
- Ty mi powiedz. Przecie patrzye na t moj kartk. - Umiechna
si, lekko przechylajc gow. - Co taki zdziwiony? Zanim weszam do
azienki, leaa inaczej. Mam dobr pami do takich szczegw...
Pozdrw on.

- Dobrze - wymrucza, unikajc jej spojrzenia, i wyszed na korytarz.


***
- Trzymasz si jako?
Marek zerkn za siebie. Telefony

w salce komunikacyjnej

umieszczono niemal przy samym wejciu, wic teraz, siedzc przy stoliku
zamknity w pleksowej kabinie, mia doskonay widok na cae
pomieszczenie. Dwie mode dziewczyny wyranie wietnie si bawiy,
rozmawiajc z kim przez ktry z komunikatorw, a jaki mczyzna,
mniej wicej w jego wieku, z zainteresowaniem przeglda newsy na
Wirtualnej Polsce - nawet z takiej odlegoci Marek bez trudu mg
rozpozna charakterystyczne logo serwisu. adne z nich, wliczajc w to
Domaskiego, nie wygldao, jakby miao powody, by jako si
trzyma. Biorc pod uwag okolicznoci, ich sytuacja wygldaa
nadzwyczaj dobrze. Jednak nie wiedzie czemu, Marek nie zdecydowa si
tego powiedzie.
- Jako - stwierdzi, a zaraz potem doda: - Oczywicie strasznie za
wami tskni.
Nie kama, ale i tak to zdanie zabrzmiao mu jako sztucznie. Na
szczcie wygldao na to, e tylko jemu.
- My te tsknimy, kochanie - powiedziaa Katarzyna, po czym
przeprosia go na moment. W tle Domaski usysza gos maej Gosi
domagajcej si czego kategorycznie. Zaraz potem ten sam gosik, cho
ju nieco bardziej przymilny, rozleg si wyraniej w suchawce.
- Cze, tatusiu.
- Witaj, zotko. - Marek umiechn si. - Co tam u ciebie sycha?

- Pisaam dzi dyktando i pani mnie pochwalia, e zrobiam mao


bdw. A potem jeszcze miaam gimnastyk i mielimy gra w zbijanego,
ale przysza pani pielgniarka i zabraa nas na szczepionki. Bolao, ale nie
pakaam...
Marek sucha tego potoku sw, co kilka chwil zerkajc na zegarek.
Zgodnie z wyznaczonym czasem zostao mu jeszcze ptorej minuty, a do
kadego z piciu stanowisk telefonicznych staa ju spora kolejka. Mia
nadziej, e Gosia skoczy opowie, zanim zabraknie czasu i bdzie
musia jej przerwa. I bez tego pewnie do za nim tsknia.
- ...no i Maciek powiedzia, e to fajnie, e czwarte klasy ju nie maj
tych szczepionek, bo on nie lubi igie. - Po tych sowach dziewczynka
odsapna gboko, co znaczyo ni mniej, ni wicej, tylko e wanie
skoczya. Marek zna to westchnienie i doskonale wiedzia, jak powinien
teraz zareagowa.
- No to brawo, dzielna dziewczynko - powiedzia. - Jak wrc do
domu, to pokaesz mi lad, dobrze? A teraz daj jeszcze mamusi.
- Tak, kochanie? - usysza znowu gos ony.
Zostao mu tylko trzydzieci pi sekund, wic w popiechu poda jej
najpilniejsze sprawy, jakie w jego imieniu powinna zaatwi w firmie i
urzdach. Nie byo tego duo, ale niektre z nich nie mogy czeka.
Na koniec, tu przed tym, zanim rozmowa zostaa automatycznie
rozczona, pozdrowi j od wsplokatora.
***
King spotka na basenie.
- Pozdrowie? - zapytaa wesoo z wody, machajc miarowo rkami i

nogami, by utrzyma si na powierzchni.


Skin gow, rzucajc rcznik na jedno z plastikowych krzese, i
wskoczy do basenu. Przepyn pod wod jedn dugo, wynurzy si
dopiero przy samym murku. Chwyciwszy jedn rk krawd, woln
doni przetar twarz.
Z wyjtkiem ich dwojga na basenie nie byo nikogo. Cz pacjentw
miaa badania, inni czekali w swoich pokojach na waciw godzin. Tylko
im zachciao si pywa. Do tego w tym samym czasie.
Dziewczyna podpyna do niego i rwnie zapaa za murek. Wosy
przykleiy jej si do twarzy, ale nie odgarna ich. Bysna za to idealnie
biaym umiechem.
- A jak mnie przedstawie? - zapytaa. - Janek, Piotrek czy jednak
jako wymylniej?
- Nie podaem imienia.
Przechylia gow na bok, nie przestajc si umiecha.
- Ale mam racj, e uje to tak, by wyszo, e jestem facetem?
Nie odpowiedzia. Zamiast tego zaczerpn oddechu i zszed pod wod.
Odbi si lekko i popyn przed siebie z zamknitymi oczami. Bez
popiechu, skupiony raczej na kontrolowaniu ruchw i uspokojeniu pracy
serca. Wynurzy si, dopiero gdy palcami musn przeciwleg cian.
Wyszed z wody i wrci do krzesa, na ktrym zostawi rcznik. W
tym samym czasie Kinga zdya dopyn do drabinek, a po chwili
stana na krawdzi basenu. Marek musia przyzna, e w kostiumie,
ociekajca wod prezentowaa si cakiem niele. Przypominaa mu jego
on z czasw, gdy ta udzielaa si w

AZS-ie.

Katarzyna bya nieco

drobniejsza i, rzecz jasna, nigdy nie pozwoliaby sobie na tak udziwnion

fryzur, ale i tak podobiestwo w wygldzie i ruchach nie byo wycznie


dzieem wyobrani. A si zdziwi, e wczeniej tego nie zauway.
- Wkurzyam ci? - zapytaa.
Wzruszy ramionami.
- Nie lubi takich gierek - stwierdzi. - By moe bawi ci, e krpuje
mnie caa ta sytuacja, by moe to rewan za moj wczeniejsz
niezrczno, ale...
- Przepraszam - wesza mu w zdanie. - Masz racj. Wygupiam si.
Rozbawio mnie twoje zmieszanie tam w pokoju i teraz zwyczajnie mnie
ponioso. Wybacz.
Wycigna rk na znak zgody, a on po krtkiej chwili wahania
ucisn jej do.
- Hubert - powiedzia, przewieszajc rcznik przez rami. - Tak bym
ci przedstawi, gdyby ona zapytaa. Nic lepszego nie przyszo mi wtedy
do gowy.
Kinga pokrcia gow z mieszanin zdumienia i rozbawienia.
- Hubert? - powtrzya. - Rany, ale ty musisz by dziwny!
***
Zaraz po badaniach i przedobiednim nawietlaniu, a przed samym
posikiem Marek by umwiony z Kociub i jego przyjacimi w holu
centrum kultury na szybkiego pokerka. Zgodzi si, bo raz, e gra jest
najlepsza we czwrk, a u Staniszewskiego podczas porannych bada
wyszo, e ma co z sercem, i tymczasowo przeniesiono go na stae do
czci szpitalnej. A dwa - jako nie byo mu spieszno wraca do pokoju.
Po rozmowie na basenie uzna, e Kinga to sympatyczna dziewczyna,

ktrej zwyczajnie nie wyszo w yciu, ale i tak liczy na to, e przenios j
przed wieczorem. Wolaby unikn plotek, e sypia w jednym pokoju z
dziwk.
Mia zamiar porozmawia o tym z kim z personelu, ale na razie trafia
tylko na pielgniarki i technicznych, ktrzy bezradnie rozkadali rce, bd
na onierzy, ktrzy nie raczyli nawet na niego spojrze. Pozostao wic
czeka na Wjcika, a do tego momentu zabi jako czas.
Zaproszenie dentysty spado mu wic z nieba, tyle e z chwil gdy
opuci gabinet nawietle, nagle stao si nieaktualne - Kociub wzito na
tomografi.
Nie wiedzc, co ze sob zrobi, Marek postanowi pj na msz.
Zgodnie z rozpisk ju si zacza. Cho bywa w kocioach tylko od
wielkiego dzwonu, cakiem niele pamita porzdek liturgii i wyszo mu,
e powinien trafi akurat na kazanie. Najlepsza okazja do sprawdzenia, jak
Remek radzi sobie zawodowo.
***
Wntrze kaplicy utrzymano w duchu tych wszystkich wspczesnych
przybytkw sakralnych, ktre z zewntrz wyglday zazwyczaj tak
koszmarnie, e zapewne sam Wszechmogcy brzydzi si na nie
spoglda.
Krzeseka - biay plastik, aluminiowe nki - ustawiono w rwnych
rzdach, zostawiajc szerokie przejcie rodkiem i dwa wsze przy
samych cianach. Zarwno dwuskrzydowe, przeszklone drzwi, jak i
ogromne okno nad otarzem zdobiy witrae: na drzwiach mier i
zmartwychwstanie Chrystusa, a na oknie ponad wielkim, prostym krzyem

z malek figurk Jezusa - wniebowstpienie. Posadzk zdobia wymylna


mozaika przedstawiajca kazanie na Grze.
Tak jak przewidywa, dotar do kaplicy podczas kazania. Chyba
wikszo pacjentw, jeli w ogle nie wszyscy, siedziaa spokojna,
zasuchana w sowa ksidza, wpatrzona w jego pogodn twarz, z ktrej
nawet na moment nie znika ciepy umiech. Kapan mwi o Hiobie.
- Musz wam powiedzie, e mam prawdziwy kopot z t histori... Ksidz dostrzeg Marka pod cian przy samym wejciu i lekko skin mu
gow. Kilka osb odwrcio si, by spojrze na Domaskiego, ale zaraz
na powrt przenioso wzrok na otarz i ambon. - No bo popatrzcie. Duchowny podnis rk. Z kadym kolejnym wymienionym przymiotem
Hioba prostowa jeden palec. - Bogobojny suga Pana, prawy m, dobry
ojciec, rozumny zarzdca. Oto czowiek, ktrego powinno si stawia za
wzr w wityniach jako tego, ktry jest ulubiecem Boga. Spenia karnie
wszystkie polecenia, skada ofiary, dzieli si z ubogimi tym, co ma... a tu
nagle Bg ukada si z diabem, by mu dooy. Po co? Jaki moe mie w
tym cel? Pomylmy...
Opuci rk, przykadajc j do twarzy i skubic podbrdek.
- Test? Bez sensu, przecie Pan nie tylko zna wszystkie moliwe
warianty, ale i wie, ktry bdzie waciwy. Wic moe robi to przeciw
diabu? Ale jeli nawet, to dlaczego uywa do tego swojego ulubieca?
Zrobi pauz, po czym sta przez chwil, wpatrujc si we wlepione w
niego oczy, wsuchujc w cisz przerywan od czasu do czasu jakim
dwikiem dochodzcym od strony czynnego, cho pustego salonu gier.
Gdy uzna, e najwyraniej do ju milczenia, wyj z ukrytej peczki
mikrofon bezprzewodowy i zszed po dwch stopniach prowadzcych do

otarza.
- Wol tego nie mwi z tamtego miejsca, bo to mj prywatny pogld,
a nie chciabym wykorzystywa powagi Kocioa - wyjani. - Osobicie
uwaam jednak, e Hiob nigdy nie istnia. To wczesna miejska legenda,
jak ta o zakonnicach w czarnej wodze, ktr pewnie nieraz syszelicie w
dziecistwie. Taka plotka z przesaniem, uwiarygodniana przez rzekomych
wiadkw. Zakonnice byy przestrog przed zem czajcym si za
niewinnymi, dobrymi maskami. Mwiy: nie wsiadaj do samochodu z
nieznajomymi, choby nie wiem jak mio wygldali. A o czym mwi nam
opowie o Hiobie? O czym mwia jemu wspczesnym i dlaczego
okazaa si tak wana i uniwersalna, e ostatecznie znalaza si w Pimie?
Powid wzrokiem po zebranych, jakby rzeczywicie oczekiwa
odpowiedzi. Ta oczywicie nie pada.
- Nie ma doczesnej nagrody - ogosi z tryumfem, jakby wanie
poinformowa wszystkich, e dziki jego modlitwom lekarze uporali si z
chorob i teraz wszyscy mog ju wraca do domu. - ydzi wierzyli
gboko, e wypenianie boskich przykaza zapewni im ziemsk
szczliwo, tak jak grzechy natychmiast cign z nieba piorun czy trd.
I oto historia Hioba zadaje kam temu przewiadczeniu. Niezalenie od
tego, co robicie, mwi, nie czujcie si bezpieczni od nieszcz i pokus, bo
te, zsyane przez diaba, nie Boga, mog si zdarzy kademu. Poza tym
spjrzcie, gdyby nasza dobro nagradzana bya natychmiast szczliwym
yciem doczesnym, czy bycie dobrym nie przestaoby by kwesti serca?
Nie staoby si zwyk kalkulacj, co bardziej si nam opaca?
Dowiadczani przez los, jak choby my teraz... Bo wiem, e mimo kina,
basenu czy stou do bilardu dla wikszoci z was to miejsce pozostaje

wizieniem trzymajcym was z dala od bliskich - wtrci. - Dowiadczani


przez los powinni zatem przemyle, czy fakt, e Bg wystawia ich na
prb, jest kar, czy raczej dowodem zaufania? Bo przecie wiemy
doskonale, e nikt nie obiecywa atwej drogi... tylko szczliwe
zakoczenie.
***
Po mszy Marek postanowi, e poczeka na ksidza. Mia ochot
porozmawia z nim na temat kazania, a przy okazji pogratulowa doboru
tematu. Cho takie manipulatorskie operowanie wyrwanymi z kontekstu
fragmentami Ksigi Hioba ani troch mu si nie podobao - i tego te nie
zamierza przed duchownym ukrywa.
Kiedy Domaski tak sta oparty o cian przy wejciu, uzmysowi
sobie, e historia Hioba musiaa mie na niego naprawd wielki wpyw,
skoro wci tak dobrze j pamita od oglniaka. By moe tak Pismo, jak
i liturgi skonstruowano tak, by programoway czowieka ju w
dziecistwie. Przecie w trakcie mszy rwnie orientowa si co chwila, e
pamita wszystkie odpowiedzi na zawoania ksidza, kad modlitw, a
nawet cz pieni.
Wrd wychodzcych z kaplicy dostrzeg Krzysztofa rozmawiajcego
z dziewczyn z basenu. Informatyk wanie powiedzia co, a ona
odchylia gow i zamiaa si gono.
Chwil pniej zauway przysadzist dziewczyn z ciarwki
prbujc wcisn si midzy napierajcy na wyjcie tum. Luna piama
zamiast przyciasnego akietu wyranie jej si przysuya. Teraz
dziewczyna nie tylko wygldaa adniej, ale i wzbudzaa sympati. Marek

umiechn si do niej, a ona odpowiedziaa tym samym.


W kocu kaplica opustoszaa. Domaski odbi si plecami od ciany i
usiad w ostatnim rzdzie wpatrzony w otarz. Dopiero teraz dostrzeg, e
zapalono czerwon lampk z napisem spowied nad zakrysti, ale i tak
postanowi poczeka. Nigdzie mu si w kocu nie spieszyo.
- Ubywa nas.
Domaski odwrci si byskawicznie i dostrzeg Hermana. Doktor sta
tu nad nim, palcem wskazujcym gadzc si po brodawce na nosie. Bez
wtpienia zwraca si do Marka, ale patrzy w stron otarza, jakby
kierowa te sowa wprost do malekiej figurki Chrystusa.
- Co prosz? - nie zrozumia Domaski.
- Z kadym dniem, z kad noc jest nas tu coraz mniej - powiedzia
Herman, powoli przenoszc wzrok na Marka. - Ci, ktrzy dostaj atakw,
ju tutaj nie wracaj.
- Skd wiesz? - Domaski nie zamierza ukrywa, e te sowa,
wypowiedziane pewnie i z przekonaniem, wzbudziy w nim niepokj.
- Licz, obserwuj... Wczoraj w nocy na moich oczach zabrali kobiet.
Kazali mi wraca do pokoju, ale zdyem dostrzec krew cieknc jej z
ust.
- Moe przygryza jzyk podczas konwulsji - podsun Marek.
Doktor popatrzy na niego z ukosa.
- Do tego w dniu, gdy was przywieli - doda po chwili - byo nas tutaj
w sumie osiemdziesit siedem osb. Dzi rano doszo jeszcze trzynacie
dziewczyn, w tym twoja wsplokatorka. To daje w sumie setk ludzi.
Dokadnie tyle, ile jest miejsc w pokojach na naszym pitrze. Jak to zatem
moliwe, e cz z nich wieci pustkami?

- Naprawd? - W jednej chwili temat z niepokojcego przerodzi si w


niezwykle dla Domaskiego interesujcy. - To wietnie.
- wietnie?! - Herman podskoczy. Brodawka, ktr teraz, zamiast
gaska, skuba, zatrzsa si na jego nosie jak wisienka na galaretce. - Nie
rozumiesz, e wszystko wskazuje na to, e z tym opanowaniem wirusa to
jaka bzdura?!
Lampka nad zakrysti zgasa, ale zaraz zapalia si ponownie. Marek
nie mia zamiaru duej czeka.
- Sprbuj zbada spraw, dziki za cynk - rzuci Hermanowi na
odchodne i wyszed z kaplicy.
***
Ju pierwsza napotkana osoba w biaym skafandrze uwiadomia mu,
e nie bdzie mg w najbliszym czasie rozmawia ani z Wjcikiem, ani
te z adnym innym lekarzem, bo wszyscy s obecnie zajci w czci
szpitalnej.
Gdy Marek wyjani, co go sprowadza, usysza tylko, e te sprawy nie
le w kompetencjach lekarzy i e powinien si skontaktowa z central
na waciwym kanale telewizyjnym. Rozmwca wrcz si zdenerwowa,
e Domaski w ogle nie zacz od tego i zawraca mu gow.
Poniewa rozmowa przy uyciu pokojowego telewizora nie wchodzia
teraz w gr - nie chcia, by Kinga bya przy niej lub wesza w jej trakcie Marek uzna, e spoytkuje czas wolny, przegldajc sieciowe newsy.
Wjecha na pierwsze pitro i skierowa si po raz drugi tego dnia do salki
komunikacyjnej.
Minwszy przezroczyste drzwi, dostrzeg, e przy stanowisku

telefonicznym tu obok komputerw siedzi jego wsplokatorka. Drzwi do


jej budki byy lekko uchylone, wic siadajc przy komputerze tu za
kamienn kolumn, mg, pozostajc niezauwaony, podsuchiwa
rozmow. Sta chwil w progu, walczc ze sob, ale w kocu pokusa
okazaa si silniejsza. Ledwie jednak usiad przy komputerze, natychmiast
si zorientowa, e dziewczyna pacze.
- Wszystko bdzie dobrze, maleka - powiedziaa Kinga do suchawki,
pocigajc nosem. - Jak wrc, to ci stamtd zabior. Jeszcze tylko kilka
dni, obiecuj.
Kolejne pocignicie nosem, urwane zdanie, odchrzknicie i znowu:
- Nie martw si... no ju nie pacz, bo serce mi zaraz... ju, daj pani
Monik. Kocham ci, malestwo...
Domaski westchn gboko i szybko przenis si na inne
stanowisko. Mia za swoje. Suchanie alw matki stsknionej za
dzieckiem byo teraz ostatni rzecz, jakiej potrzebowa. Przed oczami
znowu stana mu ona i dzieciaki czekajcy z niepokojem w domu mimo
jego zapewnie, e jest w porzdku.
Wklepa adres serwisu informacyjnego, ale zanim strona wczytaa si
do koca, zamkn przegldark i wyszed z sali.
***
W pokoju, korzystajc z nieobecnoci Kingi, poczy si z central.
Przez chwil widzia na ekranie niebiesk plansz z napisem Prosz
czeka, a potem obraz zamigota, wyostrzy si i pokaza gabinet, ktry
Marek oglda przy okazji pierwszego kontaktu. Za biurkiem siedziaa ta
sama kobieta, a stojcy na blacie otwarty laptop rzuca na jej twarz blady

poblask.
Popatrzya na Domaskiego przez oko kamery i umiechna si
smutno.
- Czy pan rwnie z zaaleniem w sprawie zakwaterowania?
- Rwnie? - Marek unis brwi.
- Tak, rwnie. - Zamkna energicznie laptop i odwrcia si w
obrotowym krzele po papieronic. - Wczeniej o to samo prosia pana
wsplokatorka, a take pan Staniszewski, z ktrym umwia si, e bd
dzieli pokj.
Marek by zbyt zaskoczony, aby co powiedzie. Ten biolog i Kinga?!
Wanie do niego chciaa si przenie? Poza obietnic sowitej zapaty, jak
ju wyjd ze szpitala, nie znajdowa adnego rozsdnego powodu.
- Powiedziaam im to samo, co teraz powiem panu - cigna kobieta z
ekranu. - Nie ma takiej moliwoci. W obecnej chwili wszystkie pokoje s
zajte i...
- No wanie nie wszystkie - Marek wszed jej w zdanie. - Wiem o co
najmniej kilku, ktre stoj teraz puste. Swoj drog, bardzo jestem ciekaw,
co si stao z tymi pacjentami, ktrych zabralicie po atakach. Co si stao
z...
Sprbowa sobie przypomnie imi grubasa z ciarwki. Nie, to byo
niemoliwe, nie przedstawili si sobie.
- ...tym mczyzn, co dosta ataku na basenie? - dokoczy zy na
siebie, e zawahanie osabio si jego wypowiedzi. - Jeeli co si dzieje,
mamy chyba prawo wiedzie, prawda?
Kobieta pokiwaa gow z powan min, cho Markowi wydao si,
e w jej oczach zataczyy wesoe iskierki. Nie spodobao mu si to ani

troch.
- Ale oczywicie, e ma pan prawo wiedzie, co si dzieje, panie
Domaski. Wszyscy macie. - Signa rk gdzie na bok i wydobya
stamtd czarny segregator. Pooya go przed sob i opara donie na
okadce. - Jak ju informowaam, udao nam si zatrzyma dziaanie
wirusa na jednym z jego pierwszych etapw. Wicej nawet, w wikszoci
przypadkw potrafimy ju powstrzyma dobrze panu znane objawy. Nie
znaczy to jednak, e uporalimy si ze wszystkim. Kady przypadek w
jaki sposb odporny na nasze leki analizujemy wic bardzo dokadnie, na
wszelki wypadek izolujc tych pacjentw od reszty. Staramy si to robi
dyskretnie, ale jak widz, nie do.
Marek nieco zawstydzony podrapa si po potylicy. To, co powiedziaa
kobieta, brzmiao logiczniej ni jakakolwiek teoria spiskowa zrodzona w
gowie Hermana.
- Ta dyskrecja nie dziaa na wasz korzy - powiedzia po chwili. Ludzie wietrz spiski.
Kobieta z ekranu odchylia gow do tyu i rozemiaa si. Marek
dostrzeg, e zby ma poke od papierosw.
- Jutro poprosimy ksidza, by ogasza takie wieci po naboestwie zdecydowaa. - Doczymy to te do informacji na indywidualnych
harmonogramach codziennych zaj. Wszystko, by tylko nie powodowa
niepotrzebnych stresw.
Otworzya segregator i zerkna przelotnie na pierwsz stron, po czym
znowu skupia wzrok na oku kamery.
- Niestety, w sprawie przeniesienia chwilowo niewiele mog zrobi.
Nie mamy moliwoci udostpnienia pokojw jednoosobowych, a dobr

wsplokatorw by nieprzypadkowy i bardzo uatwia nam prac.


- Tyle e... - zacz Marek, ale w tym momencie poruszya si klamka
drzwi wejciowych. Zerkn w tamt stron.
Kobieta z centrali dostrzega ten gest.
- Do widzenia, panie Domaski. - Rozczya si. Kinga zamkna za
sob drzwi, powoli wesza do pokoju. Oczy i nos wci miaa
zaczerwienione.
Na widok pilota w rku Marka machna tylko rk.
- Nic z tego - powiedziaa, mijajc Domaskiego i opadajc na swoje
ko. - Prbowaam si nawet zamieni, eby dali ci tu kogo innego, ale
powiedzieli, e...
- Wanie z nimi rozmawiaem. - Marek usiad przy biurku i pooy
pilota na blacie. - Chciaa to zrobi dla mnie?
Wzruszya ramionami wpatrzona w sufit.
- Mnie tam nie zaley - odpara. - U rodziny w porzdku?
- Tak. A u twojej? Syszaem, e rozmawiaa z crk.
Odwrcia si gwatownie i spojrzaa na niego z mieszanin smutku i
gniewu. Jej oczy zaszkliy si w jednej chwili. Zaraz jednak otara je
rkawem i ponownie wlepia wzrok w sufit.
- To moja modsza siostra - wyjania. - Opiekuj si ni, a teraz, na
czas mojej nieobecnoci, zabrali j do domu dziecka. Strasznie to
przeywa.
- Co o tym wiem, sam mam trjk, z czego najstarszy ma dziewi lat,
a...
- S z twoj on, prawda? Nie siedz w pierdolonym zakadzie dla
sierot?! - nie wytrzymaa.

- No nie - przyzna.
- Wic jednak nic nie wiesz. - Pocigna nosem, a potem przejechaa
rkami po twarzy, biorc jednoczenie gboki oddech. Podniosa si do
pozycji siedzcej. - Id si umy. Mog?
Umiechn si lekko.
- To tak samo twj pokj, prawda? - powiedzia. - Myl, e jako si
przemczymy przez ten tydzie, ktry nam jeszcze tu zosta, nie?
Po raz kolejny pocigna nosem i odpowiedziaa niemiaym,
smutnym umiechem.
- Rozczuliy ci babskie zy? - zapytaa. - Zawsze mnie tak apie po
telefonie do maej. Jeli przyzwyczaisz si do tego i do plotek, to
rzeczywicie jako damy rad.
Po raz drugi tego dnia ucisnli sobie rce, tym razem oboje szczerze i
bez wahania.
***
Wbrew nadziejom i oczekiwaniom Marka dwa tygodnie pniej wci
tkwili w orodku, cho teraz naprawd wszystko wskazywao na to, e
dzie, kiedy bd mogli opuci Dom na Wzgrzu, by naprawd bliski. Z
oddziau szpitalnego wracali wczeniej odizolowani, ataki prawie si ju
nie zdarzay, a jeli nawet, ogoszenia o tym, kto zosta zabrany, podawano
publicznie.
Wikszo pacjentw miaa ju zrobione wszystkie badania - wliczajc
w to takie, na ktre normalnie czeka si miesicami i za ktre paci si
majtek. Teraz chodzili ju wycznie na nawietlania.
Marek, mimo e tskni za rodzin (tak bardzo, e w drugim tygodniu

wystara si dyskretnie o wyduenie na jego koszt codziennych rozmw


telefonicznych), zmuszony by take przyzna przed samym sob, e
zdoa wreszcie cakiem niele wypocz.
Relaksoway go nawietlania, basen i siownia utrzymyway w formie,
kino i biblioteka pomagay uzupeni kulturalne braki.
Pod czujnym okiem Krzysztofa nauczy si gra w cymbergaja, wraz z
Kociub, Hermanem, Staniszewskim i Starowiczem spotyka si na karty,
a pnymi wieczorami a do zanicia rozmawia z King, licytujc si na
najzabawniejsze epizody z ycia Gosi i Moniki. Dziewczynki oprcz
wieku czyo take zamiowanie do disnejowskich bajek, taca i piewu.
Domaski nie omieszka take pochwali si swym pierworodnym, ktry
by na tyle rozwinitym dziewiciolatkiem, e przeskoczy trzeci klas i
teraz, mimo e najmodszy, wci trzyma si w cisej czowce czwartej.
Od pewnego momentu Marek nie opuszcza te adnej mszy, uwanie
wsuchiwa si w kazania i coraz bardziej podziwia talent kaznodziejski
ksidza Remka. Nie zawsze si z nim zgadza, bywao, e dyskutowa
potem z duchownym na temat postawionych w homilii tez czy
kwestionowa zasadno podkrelanej po wielekro wyjtkowoci
zebranych w kaplicy, ale nieodmiennie sucha go z uwag i
zaciekawieniem. A pewnego dnia, pchnity nagym impulsem, prosto z
nawietle poszed do kaplicy, by si wyspowiada.
Jak skwitowa to podczas jednej z rozmw z King, pobyt w Domu na
Wzgrzu sta si dla niego przerw techniczn w yciowym meczu. Gdy
przypomnia sobie t wypowied kilka miesicy pniej, stwierdzi
gorzko, e by wtedy bliej prawdy, ni mg przypuszcza.
***

Kociuba podzieli si z nimi swoj rewelacj dopiero na basenie.


Wczeniej, ledwie tylko wrci z nawietle, chodzi nerwowo po
korytarzu, waciwie nawet nie tkn niadania i co rusz popdza to
Hermana czy Staniszewskiego, to znw Marka i King, by askawie
ruszyli tyki. Na pytanie, skd ten popiech, odpowiada gniewnym
spojrzeniem bd przewracaniem oczu.
- Dowiesz si za chwil - mwi i robi w swych przydziaowych
klapkach i kpielwkach, z rcznikiem na ramieniu kolejn rundk wzdu
korytarza.
Chodzi tak z wyrazem podekscytowania na twarzy i z min tak bardzo
niepasujc do zarowionego oblicza, e a groteskow.
- Oni usypiaj nas gazem - powiedzia w kocu konspiracyjnym
szeptem, gdy caa grupa, czyli Kinga, Marek, Staniszewski, Herman i
Starowicz, bya ju w wodzie zebrana przy jednym z naronikw. - Zanim
poddadz nas tym, jak oni to mwi, nawietlaniom, racz nas chmur
gazu, ktry sprawia, e z miejsca zasypiamy.
- Akurat ciebie nie powinno to dziwi - stwierdzi wyranie
zawiedziony Staniszewski. Wida byo, e biolog spodziewa si po
Kociubie nie wiadomo jakiej rewelacji. To, co usysza, nie brzmiao dla
niego nawet niepokojco. - Moe chc unikn wiercenia si pacjentw?
Albo oszczdzaj im wiadomego przeywania godziny czy dwch w tym
quasi-solarium. Ja tam jestem im za to wdziczny.
Kociuba posa mu zniecierpliwione spojrzenie, jednoczenie machajc
nogami i rkami, by utrzyma si na powierzchni wody. Waciwie nie
wiadomo byo, czemu to robi, spokojnie mg bowiem stan na dnie.
Odczeka, a minie ich mody, drobny rudzielec - Marek przypomnia

sobie, e chopak regularnie suy do mszy - po czym podj:


- Nie chodzi tylko o to, e usypiaj, cho ju to wyjtkowo mi si nie
podoba. Raczej o to, co robi pniej.
- A co robi? - zapytaa Kinga. - I skd pan to wie? Pana nie usypiali?
- Usypiali, a jake! - odpar Kociuba nie bez dumy. - Ale ja ju jaki
czas temu zaczem co podejrzewa, wic dzi rano po prostu
wstrzymaem oddech zaraz po tym, jak naoyli mi ten cay hem, i
trzymaem do oporu. Wystarczyo.
Energiczniej zamacha rkami i tym razem zerkn niepewnie na
przezroczyste tunele wyszych piter.
To o to chodzi! - zrozumia Marek. - On zagusza ewentualne
mikrofony. Nie ma co, dobrali si z tym Hermanem...
- No i co takiego dzieje si po tym, jak ju nas upi? - zapyta na gos
z wyran nutk drwiny. Nie zaleao mu na tym, by wykpi dentyst, ale
zwyczajnie nie mg si powstrzyma.
- Wbijaj nam pod powieki obrazy. - Kociuba nawet nie dostrzeg
ironii. Mwic, pluska rkami i nogami. - Wikszo z nich wyglda jak
bardzo szybko puszczony film, czy raczej komiks, bo odniosem wraenie,
e to pojedyncze obrazki o rnej tematyce. Trudno powiedzie, bo
wszystko leciao bardzo szybko. Za to gos by miy i spokojny.
- Gos? - powtrzy Starowicz z powag. - To i gosy syszae?
Wszyscy z wyjtkiem dentysty parsknli miechem. Kociuba skrzywi
si tylko.
- Tak, syszaem. Co zabawniejsze, wikszo z nich to byy teksty
modlitw i informacje odnonie do porzdku i treci naboestw. Jakbym
dostawa instrukta do podwiadomoci, jak mam si zachowa w

kociele.
Ostatnie zdanie wzbudzio zainteresowanie Marka. Zmarszczy brwi.
- Chwila, jak to instrukta? Porzdek mszy, modlitwy, teksty kapana?
- Co w tym stylu. - Dentysta wzruszy ramionami. - Nie znam si na
tym. Od chrztu nie byem nigdy w kociele i nawet tu udaje mi si
przezwycia pokus suchania wywodw Remigiusza. Cho nie
ukrywam, e z dnia na dzie, widzc, jak wszyscy karnie maszerujecie do
kaplicy, jest mi coraz trudniej.
- A teraz aduj ci msz do podwiadomoci. Super! - Starowicz
pozosta sceptyczny. - Co jeszcze? Bo robi mi si zimno w tej wodzie.
- Pewnie, e co jeszcze! - burkn na niego Herman. - Pamitacie, jak
mwiem o tym, e ludzie znikaj?
- Tak - skojarzy Staniszewski. - A potem na powrt zaczli si
pojawia. I co?
Kinga dyskretnie zapytaa Marka, czy streci jej to pniej. Skin
gow, nie odrywajc wzroku od dentysty. Dziewczyna przeprosia
wszystkich, po czym zapaa za murek i podcigna si, wychodzc z
wody. Kociuba powid za ni wzrokiem.
- Rozmawiaem wczoraj z t blondynk, ktr zabrali jako jedn z
pierwszych. Wczeniej, ni przyjechalicie - to ostatnie zdanie skierowa
do Marka, majc najwidoczniej na myli ludzi z drugiego ogniska. Mwia, e prawie nic nie pamita, ale kojarzy jej si mocne wiato i
ludzie w chirurgicznych maskach. Bez skafandrw. Mwi te, e po
powrocie zauwaya na ciele sporo cienkich, prostych blizn. Pokazaa mi
dwie takie na plecach, dugoci dwch, moe trzech centymetrw, ale
mwia te, e s i dusze. Zwaszcza w okolicy podbrzusza.

Mwic to, podrapa si wzdu linii kpielwek, zza ktrych po


prawej stronie wystawaa znieksztacona teraz przez wod, szpetna i
wyranie siniejca blizna po wyrostku. Domaski odruchowo zerkn w
d, by spojrze, czy ta jego prezentuje si rwnie paskudnie.
Jak porwnywanie dugoci penisw - pomyla z rozbawieniem i
ponownie skupi wzrok na dentycie.
- A jeste pewien, e to rzeczywicie byy nowe blizny? - zapyta. - A
moe to po prostu zadrapania, ktrych wczeniej nie zauwaya. No i ci
chirurdzy raczej mieliby na sobie skafandry, a nie zwyke maseczki,
prawda?
- Nie wiem, nie znam si, ale jak chcesz, to moemy j o to zapyta Herman popar Kociub, wskaza rk w stron siowni, gdzie na jednym z
przyrzdw siedziaa dziewczyna z pierwszego ogniska. - Innych te, jeli
masz ochot.
- Moemy - zgodzi si Marek. W tej samej chwili usyszeli sygna, e
ju czas na nawietlania.
***
A co mi szkodzi sprbowa? - pomyla, kadc si w okularach
ochronnych na stole do nawietla. To, co mwi Kociuba, brzmiao
dziwacznie, ale gdyby okazao si prawd, wyjaniaoby, jakim cudem
Marek, cho nie by w kociele od naprawd dawna, zna przebieg mszy
lepiej ni niejeden ministrant. Domaski co prawda tumaczy to sobie
nawykami z dziecistwa, ale rewelacje Kociuby rzucay na spraw nowe
wiato. Teraz z atwoci mg zweryfikowa sowa dentysty.
Wystarczyo, e wstrzyma oddech.

Na chwil zanim zamkna si nad nim kapsua, powoli, dyskretnie


wcign powietrze i przytrzyma je w pucach.
Przez chwil nic si nie dziao. Sysza gosy technikw stumione
zarwno przez kapsu, jak i skafandry, czu, e swdzi go lewa rka, a na
czoo wystpia pojedyncza kropelka potu. A potem nagle rozleg si cichy
syk, jakby kto domyka uszczelniane drzwi, tylko odrobin duszy.
Marek zacz liczy w mylach: Raz, dwa, trzy...
Nie mia pojcia, jak dugo tamci wtaczaj gaz - jeli to rzeczywicie
by gaz - i po jakim czasie ten si ulatnia. Uzna, e czterdzieci sekund
wystarczy. Na tyle zreszt spokojnie powinno mu jeszcze wystarczy
powietrza.
...trzynacie, czternacie, pitnacie...
Przez gow przebiegay mu tysice myli. Dlaczego, skoro i tak chc
ich usypia, nie zrobi tego po prostu. Nie powiedz, e zabieg tego
wymaga i ju?
...dwadziecia siedem, dwadziecia osiem...
Oczywicie zna odpowied. Ludzie boj si narkozy. Tego, e padaj
nagle nieprzytomni i mona zrobi z nimi wszystko...
...trzydzieci osiem, trzydzieci dziewi, czterdzieci!
Dla pewnoci odczeka jeszcze chwil, po czym odetchn cicho. A w
chwil pniej, dokadnie tak jak mwi Kociuba, przed jego oczami
pojawiy si obrazy. Domaski, przygotowany, e bd one pdzi jak
szalone, ju od pierwszej chwili skupiony by na zapamitywaniu. Mimo
to udao mu si wychwyci tylko niektre z nich, te, ktre pojawiay si na
uamek sekundy duej. Byy to najczciej mie widoczki: zachd soca
nad morzem, rozemiane dziecko, para caujca si namitnie przy

zabytkowej fontannie... Co kilka chwil pojawiaa si biaa plansza z


czarnymi literami.
Bg ci kocha - gosi jeden napis.
W Nim znajdziesz pocieszenie - dopowiada kolejny.
Jednoczenie do uszu Domaskiego zacz powoli wscza si gos,
niski, gboki, mwicy spokojnie, ale stanowczo. Recytowa powoli
kwestie kapana, po czym przerywa sowem wierni i recytowa dalej
tym samym tonem. Obrazy, mimo e migajce jak szalone, zdaway si
dopasowywa do sw niczym mknca w eter gitarowa solwka, wci
trzymajca si jednak miarowych uderze perkusji. Teraz nie pokazyway
ju piknych widokw czy rozczulajcych obrazkw jak z kiczowatych
telenowel.
Przed oczami Marka migay sowa wkomponowane w wielobarwne
wietlne rozbyski - troch podobne do wizualizacji w Winampie, ktrego
wgra kiedy do subowego laptopa. Do nosa wdar si zapach kadzida,
odlegy, ale wci wyrazisty.
Naraz wszystko ustao i zapanowaa ciemno i bezwonna cisza, z
ktrej powoli wyoni si Chrystus. Jedn rk wznosi w gecie
pozdrowienia, drug za przykada do serca, z ktrego - zupenie jak na
kreskwce o Troskliwych Misiach, ktr tak bardzo lubia Gosia - tryskay
smugi wiata: czerwona i bkitna. Z gonikw za dobieg gos:
- To jest mj syn umiowany, jego suchajcie.
A potem wszystko pogryo si w ciemnoci.
***
Gdy wci oszoomiony tym, co zobaczy, zszed do czci

mieszkalnej, okazao si, e spord znajomych skoczy zabiegi pierwszy.


Uzna, e wykorzysta t chwil na telefon do domu, bo potem moe nie
mie okazji, gdy ju zaczn dyskutowa. Poza tym koniecznie musia z
kim porozmawia.
W salce komunikacyjnej byo kilka osb, ale wikszo z nich
siedziaa przy komputerach i kla. Okazao si, e od przeszo godziny nie
byo sieci. Do tego telewizor umieszczony nad komputerami niey tak,
e z trudem dao si rozpozna sylwetk prezentera Wiadomoci. Marek
pomyla z niepokojem, e moe by kopot take z telefonami, ale na
szczcie sygna by czysty i bez trzaskw. Mimo to dugo sobie nie
porozmawia. Katarzyn, podobnie jak dzieciaki, rozoya solidna grypa i
teraz mieli w domu may szpital. Jedynie Gosia jako si trzymaa i to
waciwie na jej gowie by teraz cay dom.
Z gosu ony Marek wnioskowa, e jest wykoczona, i poczu
wyrzuty sumienia, e jest tu, zamiast jej pomaga. Obieca, e postara si
przyspieszy swoje wyjcie, i zapewni, e bardzo ich kocha. Katarzyna
chciaa odpowiedzie tym samym, ale dostaa potwornego ataku kaszlu.
Tak jakby wypluwaa z siebie wntrznoci. Po duszej chwili opanowaa
si na tyle, by przeprosi go za przerwanie rozmowy, i odoya
suchawk.
Prbowa wykorzysta pozostay czas na telefon do firmy, ale tam nikt
nie odpowiada.
Wychodzc, natkn si na dziewczyn, o ktrej mwi Herman. Marek
nie mia nawet pojcia, jak jej na imi, ale tego dnia wcale go to nie
krpowao.
- Cze, Herman mwi, e masz jakie blizny - powiedzia prosto z

mostu. - Mog zobaczy?


Dziewczyna zamrugaa zaskoczona.
- Czy my si znamy? - zapytaa.
- Marek jestem. - Umiechn si sztucznie. - Prosz, czy mog
zobaczy? To naprawd wane.
Waciwie dopiero teraz zda sobie spraw, jak bardzo. Jeli bowiem
okae si, e Herman nie zmyla, to dzieje si tutaj co naprawd
dziwnego.
No dalej, dziewczyno! - rozkaza jej w duchu. - Nie krpowa ci
podstarzay doktorek z brodawk...
Wydawao si, e usyszaa t myl, bo lekko przechylia gow, po
czym wzruszya ramionami.
- Dobra, chodmy gdzie na bok.
***
Cienkie pionowe nacicia. Jedno tu nad opatk, drugie na
przedramieniu, trzecie powyej krzya. Marek przyglda im si z uwag,
cho niewiele mu mwiy. Nie by w stanie oceni, co mogy oznacza.
eby wycign co ze rodka, byy stanowczo za mae. Wic moe co jej
wszczepiono...
- To wszystko? - zapyta.
Dziewczyna pokrcia gow.
- Nie, ale ostatniej ci nie poka - stwierdzia.
- Taka jak pozostae? - Marek wiedzia, e jeli tak, wcale nie musi
oglda tej blizny.
- Dusza, ale rwnie cienka - odpara. - O tutaj.

Dotkna rk prawej strony podbrzusza.


- Tutaj? - Marek zmarszczy brwi i niemal natychmiast podcign
koszul, prezentujc swoj pamitk po operacji. - Wic to rzeczywicie
wyrostek!
Rowej, postrzpionej linii odcinajcej si wyranie od opalonego
ciaa nie mona byo wprawdzie nazwa wsk blizn, ale dziewczyna i
tak skina gow, uroczo si przy tym rumienic.
- Dokadnie tu - potwierdzia.
***
- To niedorzeczne - powiedzia Krzysztof, patrzc z niedowierzaniem
to na Marka, to znw na Hermana. - Dlaczego mieliby wyci jej
wyrostek?
Siedzcy obok niego ksidz Remek podrapa si po nosie. Obaj z
informatykiem zostali wcignici do spisku kilka minut wczeniej i
wygldali, jakby sprawy powanie ich zaskoczyy.
- Moe wanie miaa atak - powiedzia po chwili duchowny - i
zwyczajnie zainterweniowali jak przy ataku wirusa, a potem uratowali jej
ycie.
- No, w sumie... - Marek nie wydawa si przekonany. Siedzia jak na
szpilkach, nerwowo popijajc kaw, i co chwila zerka to na pitro, gdzie
poszed Kociuba celem zbadania tajemniczych blizn, to znw w stron
czci mieszkalnej, z ktrej ju dawno powinna nadej Kinga. To, e
wci jeszcze nie wrcia z bada - zwaszcza w kontekcie dzisiejszych
rewelacji - martwio go wicej ni bardzo.
- Mnie za to bardziej zastanawia to, co mwie o obrazach podczas

nawietle - podj ksidz. - Mylisz, e co to mogo by?


- A bo ja wiem...
- Wiadomoci podprogowe? - zasugerowa informatyk. - Czytaem
kiedy tak ksik. W ten sposb mona byo zaprogramowa czowieka,
eby zrobi, co tylko zechcesz...
- I dziki temu wszyscy zaczli chodzi do kocioa - doda milczcy
do tej pory Herman. - Co z kolei dao im wszystkim przewiadczenie, e
wszystko jest w porzdku. By bez obaw dali sobie wycina nerki.
- Pki co wyrostki. - Marek, widzc, jakie spojrzenie doktor posa
kapanowi, wola zawczasu zaegna potencjalny konflikt. - A dokadniej,
wyrostek. Jeden.
- Nie, co najmniej pi - poprawi go Kociuba, ktry wbrew
oczekiwaniom nie nadszed od strony windy, a od barku. Sta teraz za
plecami Marka. - Waciwie wszyscy, ktrzy zniknli na duej, maj za
sob operacj wyrostka. Czci usunito te znamiona, zwaszcza takie,
ktre mogy uchodzi za czerniaki.
Usiad i bez pytania ykn kawy z kubka Hermana.
- Na dodatek, z tego, co udao mi si zauway, cz miaa wieo
zaleczone zby - doda. - Cho zapytani nie pamitali wizyty u dentysty.
Marek pokrci gow. To wszystko byo jakie nienormalne.
Usuwanie wyrostkw, leczenie zbw i zwalczanie chorb skry? Mieli za
mao wykonanych zabiegw i bali si o dotacje czy jak?
- Myl, e trzeba co zrobi. Dowiedzie si, co si dzieje - stwierdzi
w kocu. - Moe czas zadzwoni na zewntrz i dowiedzie si czego
wicej na temat Domu na Wzgrzu.
- W Internecie, kiedy jeszcze by, nie znalazem ani swka - stwierdzi

Krzysiek. - A dzi od rana nie ma sieci, wic nie wiem, czy telefony...
- Dziaaj - Marek wszed mu w zdanie. - Dzwoniem dzisiaj do ony i
wszystko byo

OK.

Prbowaem pniej dzwoni do firmy, ale nikt nie

odbiera.
- Ja sprbuj - zaoferowa si ksidz. - Myl, e w kurii bd
wiedzie, z kim rozmawia.
Wsta i powid wzrokiem po zebranych. Umiechn si.
- Wygldacie jak ruch oporu - powiedzia. - Spokojnie. Zaraz wszystko
wyjani.
Co byo w jego gosie, e chciao mu si wierzy. Kiedy jednak
spieszy w stron windy, wszyscy, nie wiedzie czemu, patrzyli za nim w
milczeniu, jakby szed na skazanie.
***
Rozmowa jako si nie kleia. Krzysztof dostrzeg swoj znajom z
basenu i na chwil odszed od stolika, Herman wraz z Kociub zerkali w
stron tarasu na pierwszym pitrze, czekajc z niecierpliwoci na ksidza,
a Marek wci rozglda si za King. Zdawkowo rzucane zdania nikny
w

oglnym

gwarze,

rozpuszczay

si

wrd

pomruku

rozmw

dochodzcych z innych stolikw.


W kocu Herman nie wytrzyma. Wsta, odtrcajc do tyu krzeso, i
szybkim, pewnym krokiem ruszy w stron windy.
- Dokd?! - zawoa za nim Kociuba.
- Nie bd tak czeka - odpar doktor, nie odwracajc si. - Id
powiedzie onie, by wynaja cholernego adwoka...
Przerwa mu oguszajcy ryk syren i niemal w tym samym momencie

rozbysny czerwone koguty umieszczone nad drzwiami, u podstaw


barierek na pitrach i w suficie. A potem otworzyy si drzwi bloku
mieszkalnego i do holu wpada zalana krwi kobieta.
Marek poderwa si z miejsca, ale zaraz zobaczy, e to nie Kinga.
Przypomnia sobie, e widzia t dziewczyn kilka razy na basenie i
niemal codziennie w kaplicy, a raz nawet na salce komunikacyjnej, jak
rozmawiaa z kim przez komunikator. Dugowosa blondynka z bkitn
yk wyrniajc si na tle bladego policzka niczym blizna bd
pozostao po nietypowym makijau. Cichutka jak myszka, z gow
wtulon w ramiona i cieniem umiechu ukrytym w kcikach wskich ust.
Tak wygldaa jeszcze wczoraj...
Teraz

zgita

wp

prbowaa

i,

ale

nogi

odmawiay

jej

posuszestwa, wic co kilka krokw musiaa podpiera si rk i


podnosi z klczek. Z kadym upadkiem przychodzio jej to z coraz
wikszym trudem.
Wosy, rozpuszczone, mokre i pozlepiane w strki, czciowo
przysaniay jej twarz wykrzywion teraz blem i przeraeniem, pokryt
biao-czerwonymi patami uszczcej si skry.
Mwia co, szeptaa i chrypiaa, cho usta otwieraa szeroko jak do
krzyku. Po kilku krokach zatrzymaa si, zabulgotaa, jakby nagle gos
uwiz jej w gardle, po czym chlusna strug krwawych wymiocin wprost
pod nogi reszty pacjentw. Runa bezwadnie w t kau wasnych
wydzielin, rozchlapujc j na wszystkich, i znieruchomiaa na kilka
sekund. A potem zaczy si drgawki.
Do przecigego wycia syren alarmowych doczy gos z gonikw:
- Uwaga! Alarm czerwony. Wszyscy natychmiast udajcie si do swoich

pokoi i oczekujcie na przybycie lekarza.


Marek podnis gow i zobaczy, e na galeriach pierwszego i
drugiego pitra stoj onierze uzbrojeni w te same dziwne rury, ktre
zobaczy, gdy pierwszy raz zetkn si z ludmi w skafandrach.
Kilku wojskowych prowadzio pacjentw z salki komunikacyjnej w
stron wind. Domaski nie mg wrd nich wypatrzy ksidza.
- Wszyscy niech udadz si do swoich pokoi - nakazywa gos. Pozostaniecie tam do ustabilizowania si sytuacji. Zainfekowane rzeczy
naley zdj, umieci w worku na mieci i wystawi przed drzwi.
onierze pojawili si take na parterze, wychodzc w wikszoci z
salonu gier, ale take z czci mieszkalnej. Stamtd te wypada
czteroosobowa ekipa w biaych skafandrach i z noszami, przyklka przy
rzucajcej si dziewczynie.
Marek dostrzeg, e ludzie, omijajc szerokim ukiem lec, kieruj
si w popiechu do czci mieszkalnej, wic ruszy razem z nimi. Nie by
jednak w stanie oderwa wzroku od twarzy dziewczyny. Kawaki jej skry
uszczyy si i odpaday przy kadej prbie odgarnicia wosw. Spod
strzpw

wyaniay

si

pomaraczowo-czerwone

wkna

mini

policzkowych.
Jak to moliwe, e zmiany zaszy tak szybko - zdy pomyle,
zanim onierz wypchn go na korytarz.
***
Zgodnie z poleceniem rozebra si, wrzuci ciuchy do worka, a ten
wystawi za drzwi. Wychylajc si na korytarz, zobaczy dwa patrole
zoone z trzech wojskowych i dwch ludzi w biaych skafandrach

wchodzcych po kolei do kadego z pokoi. Zamkn drzwi, po czym


usiad na ku, czekajc na nich i kolejny raz zastanawiajc si, co z
King. A jeli i ona wyglda teraz jak tamta dziewczyna? Co, jeli i ona
zaapaa kolejne stadium? Po kilku minutach otworzyy si drzwi i weszli
lekarze. Podali Markowi surowic w zastrzyku, wrczyli wie piam i
kazali si pooy, a potem zostawili go samego w pokoju.
Zrobi, jak mu kazali. Chwil pniej ju spa.
***
Gdy si obudzi, Kinga siedziaa na swoim ku z kolanami
podcignitymi pod brod i wpatrywaa si w punkt na cianie. Wygldaa
jak przestraszone zwierztko.
- Gdzie bya? - zapyta, odrzucajc na bok koc.
Przez dusz chwil milczaa i wygldao na to, e ju nie odpowie.
Wreszcie wyszeptaa cicho:
- Nie pozwolili mi z ni porozmawia.
- O kim ty mwisz?
Powoli przeniosa wzrok na Domaskiego.
- Ju nas std nie wypuszcz - powiedziaa pozornie obojtnym
gosem. - Nie teraz, gdy okazao si, e gwno zatrzymali, nie wirusa. Nie
wypuszcz nas.
Marek pomyla o tym wszystkim, czego dowiedzieli si dzisiaj od
rana. Co z nimi tutaj robiono, jako przygotowywano. I na pewno nie po
to, by zwyczajnie odwie do domu.
A teraz jeszcze ten atak blondynki... Nagle zda sobie spraw, e
wydarzy si w idealnym momencie, by ich powstrzyma. Rozdzieli,

zanim wsplnie odkryj, co tak naprawd si tu dzieje.


- Wycinali ci co? - zapyta.
Pokrcia gow.
- Nie, miaam tylko nawietlanie i badania ginekologiczne. A potem
miaam i zadzwoni, ale ten alarm...
Rozpakaa si. Wtulia gow w kolana i szlochaa cicho niezdolna
dokoczy zdania. Marek podszed do jej ka i usiad obok, obejmujc j
ramieniem. I tak siedzieli a do komunikatu.
***
Kwadrans po pitej cyfry na zegarze zamieniy si w zdanie: Wcz
kana informacyjny. Marek poderwa si z miejsca, podnis pilota i
wycelowa go w ekran. Przez czas, gdy siedzia na ku, przez te kilka
godzin niemal cakowitego bezruchu, pytania w jego gowie uformoway
si we waciwy cig, a podejrzenia zoyy w spjn teori. Teraz - liczy
- bdzie mia okazj je zada.
Okazao si jednak, e chocia na ekranie pojawio si znajome biuro i
twarz kobiety z centrali, pytania zmuszony by zostawi dla siebie. Tym
razem bowiem w pokojach nie wczono mikrofonw.
Kobieta siedziaa wyprostowana, z rkami uoonymi rwno na biurku
jedna na drugiej i patrzya prosto w kamer niczym prezydent
wygaszajcy ordzie. Poniekd to wanie robia.
- Szanowni pacjenci! - zacza, po czym nastpia krtka pauza. Marek
by niemal pewien, e zaraz signie po wod, ale nie zrobia tego. Zdajemy sobie spraw, e wydarzenie w holu centrum kulturalnego
wyprowadzio pastwa z rwnowagi, a podjte przez nas natychmiastowe

rodki ostronoci jeszcze bardziej utwierdziy was w poczuciu lku i


niepewnoci. Pragniemy poinformowa, i jestemy pewni, e przypadek
pani Rostockiej nie przydarzy si ponownie. Organizm pacjentki, ktrej
atak pastwo widzieli, wykaza wyjtkow odporno na zastosowane
przez nas rodki, odporno, co pragn doda, znacznie przewyszajc
parametry stwierdzone u wszystkich pozostaych osb. Po zasigniciu
opinii najlepszych wiatowych specjalistw nasi lekarze zdecydowali o
skierowaniu pani Rostockiej na oddzia celem dodatkowych bada, a
wypadek, ktry mia miejsce, spowodowany by nieostronoci personelu
technicznego transportujcego pacjentk. Przepraszamy za to, a take za
niedogodnoci wynikajce z procedur obowizujcych w Domu na
Wzgrzu. Zgodnie z nimi najblisze kilka dni, liczc od dzisiaj, spdzicie
w swoich pokojach. Posiki bd wam dostarczane jak co dzie przez
personel, podobnie jak leki, pranie i rodki czystoci. Na yczenie
dostarczymy take dowoln publikacj bd film z biblioteki. Kompletny
spis zbiorw dostpny bdzie w ramach telegazety na tym kanale. Z braku
moliwoci technicznych czasowo zawieszone zostaje dziaanie salki
komunikacyjnej. Wasze rodziny zostan o tym poinformowane w taki
sposb, by wiadomo nie wzbudzia ich niepokoju. Jeszcze raz
przeprasza...
Marek wyczy telewizor i cisn pilota na ko.
- Kurwa - warkn, a potem powtrzy to jeszcze kilka razy coraz
goniej.
Kinga podniosa gow i przygldaa mu si z lkiem.
- Nie wypuszcz nas, prawda? - zapytaa cicho. - Umrzemy tutaj.
Domaski przycisn donie do twarzy i rozmasowa j okrnymi

ruchami. Teraz ju by pewien, e co jest nie tak. Odkryli, e Kociuba i


Herman s na dobrej drodze, by przejrze ich sekret, tajemnic Domu na
Wzgrzu, i zareagowali, zanim wie rozniosa si wrd pacjentw.
Zabrali gdzie ksidza, ktry prbowa zasign informacji, a potem
wpucili t kobiet, by zasia panik. Nie wierzy w adne tam bzdety o
nieuwadze personelu. Saniajca si, oszalaa z blu kobieta nie byaby w
stanie ukra klucza do windy i jeszcze na dodatek ucieka przed
onierzami przez ca cz mieszkaln a do centrum. To byo
zwyczajnie niemoliwe.
Ciekawe, czy naprawd bya chora, czy te ucharakteryzowali j na
tak...
- Marek, co mylisz? Nie dadz nam odej, prawda?
Odwrci gow i silc si na obojtno, wzruszy ramionami.
- Jeli nie, sami std wyjdziemy.
***
Godziny mijay im na rozmowach, snuciu si i ogldaniu coraz to
nowych filmw. Zdarzay si chwile, e w przypywie bezsilnej
wciekoci Marek podbiega do drzwi, tuk w nie piciami i krzycza, e
nie maj prawa tak ich trzyma. Niestety, jedyn reakcj na to by pacz
Kingi, e ju std nie wyjd. Potem uspokajali si nawzajem, siedzc
przytuleni jak para dzieciakw pierwszy raz w nocy pod namiotem.
Jedli wszystko z dostarczanych im posikw, natomiast leki regularnie
wrzucali do zbiornika na wod w toalecie. Kinga miaa z pocztku opory,
ale Marek przekona j opowieci o wizjach i bliznach, a potem swoj
teori dotyczc krwawicej kobiety. Po trzech dniach na powierzchni

wody w zbiorniku pywao ju kilkanacie rnokolorowych pastylek.


ele i syropy znikny bez ladu starannie spukane w muszli.
***
- Na samym pocztku, gdy jeszcze byam sama, zamknli mnie w
takiej przeszklonej celi, zupenie jak doktora Lectera - powiedziaa
pewnego razu Kinga. By to jej wkad w nocn rozmow, po tym jak przez
ostatni kwadrans Marek opowiada o trudnociach, jakie przeszli,
przenoszc syna o klas wyej. - Dali mi wtedy taki formularz i byo w
nim mnstwo osobistych pyta.
- Czy utrzymywaa kiedy stosunki seksualne z innymi kobietami? podsun Marek, przypominajc sobie, co musia wypenia pierwszego
czy drugiego dnia pobytu.
- Nie, nie taki. Tam byy raczej pytania o to, co lubi czy lubiam, co
mnie podnieca i takie tam. Byo tam te sporo pyta o mj wymarzony
dzie, wymarzony wiat czy wymarzonego faceta.
Marek umiechn si. Lea na ku z rkami zaoonymi pod gow
i przyzwyczaja oczy do ciemnoci. Widzia ju na tyle dobrze, e gdy si
odwrci, mg dostrzec King. Kolejny raz przyja t sam poz co w
dniu, gdy ich zamknli - siedziaa skulona z kolanami pod brod.
- Wpisaa Brada Pitta? - zapyta.
Pokrcia gow.
- Wpisaam ciebie - odpara, a widzc jego reakcj, pene zdumienia
spojrzenie, zamiaa si cicho. - No nie dosownie, przecie ci nie
znaam. Ale kogo takiego jak ty. Przystojnego, inteligentnego,
zabawnego. I takiego, ktry kocha dzieci... jak ja.

Opucia nogi i wstaa.


- Chyba nie powinnam ci bya tego mwi, nie? Wybacz, nie chciaam
stawia ci w gupiej sytuacji. Nie czekajc na odpowied, posza do
azienki. Marek zosta sam na sam ze swoimi mylami.
***
W podjciu ostatecznej decyzji pomoga mu telegazeta, a dokadniej,
data w prawym grnym rogu. Dziewity kwietnia - urodziny jego crki.
Widzc rzdek cyfr odcinajcy si ci na czarnym tle, nagle zrozumia
dwie rzeczy. To, e ominie go wito, ktrego nie odpuci jeszcze ani razu
przez te wszystkie ata niezalenie od okolicznoci, a take to, e tkwi w
Domu na Wzgrzu ju prawie miesic.
Lec na ku w niemal cakowitej ciemnoci i nie mogc zasn z
powodu natoku myli, w tym wanie momencie podj decyzj.
Kwadrans pniej obudzi King, by poinformowa j o swoim planie.
Nie by on jako szczeglnie zoony i waciwie jedyne, co wygldao w
nim w miar solidnie, to koncepcja opuszczenia pokoju, bo potem
wszystko skadao si z jeli i gdyby. Dziewczyna jednak zgodzia si
bez namysu.
Pozostao im tylko zaczeka do witu.
***
Jak zwykle weszo ich dwch. Jeden trzyma przed sob tac ze
niadaniem, a drugi, uzbrojony w ruro-karabin, stan tu za drzwiami do
azienki, przy samej krawdzi ciany, na ktrej wisia telewizor. Tak samo
jak co dzie przy kadym posiku.

Na tacy oprcz talerzy ze niadaniem i kubeczkw z lekami


znajdoway si take cztery filmy, ktre zamwili dzie wczeniej: dwie
wczesne komedie Adama Sandlera, ukochany film Marka Bez
przebaczenia i jeszcze co, czego tytuu nie pamita, a w czym na pewno
gra Tom Cruise.
Taca musiaa sporo way, bo onierzowi lekko trzsy si rce i jak
najszybciej chcia j postawi na biurku. Przeszkadzao mu w tym nieco za
bardzo wysunite krzeso. Pchn je nog... i w tym samym momencie z
ka poderwaa si Kinga. Z caej siy podbia tac, tak e uderzya
onierza prosto w mask i na moment pozbawia rwnowagi.
Niemal w tym samym momencie zerwa si Marek. Bez trudu wyrwa
bro drugiemu onierzowi i powali go ciosem w brzuch. Nastpnie
doskoczy do pierwszego i zapa go za ramiona, jednoczenie kopic w
zgicie pod kolanem.
Gdy obaj zostali sprowadzeni do parteru i pozbawieni przytomnoci,
zdj im kaptury, na wszelki wypadek zakneblowa usta paskami materiau
wyrwanego z poszewek i sprawnie rozebra. Prawie nagich zwiza i
wsplnie z King powrzuca na ka, starannie przykrywajc. Nastpnie
oboje ubrani w skafandry wyszli na korytarz.
I tu waciwie koczy si plan. Marek nie by pewien, czy powinien
uwalnia pozostaych, czy te ucieka we dwjk. Teraz opady go jeszcze
wiksze wtpliwoci. A co, jeli naprawd jest chory? Co, jeli uciekajc,
narazi bliskich na niebezpieczestwo?
Najwyej nie zdejm skafandra - pomyla, ruszajc w stron czci
rehabilitacyjnej. Mia zamiar wpa do tunelu dla personelu i biec nim tak
dugo, a dotr do jakiego wyjcia.

Pchn drzwi prowadzce do skrzyda z basenem i... stan jak wryty.


Znikna gdzie siownia. Nie byo te basenu. A raczej by, ale teraz
zosta przykryty ogromn pyt, na ktrej stao kilka drabin i jeden cakiem
spory podnonik. Powyej na stalowych linach zamocowano ogromny
ekran, a przed nim stao kilka osb bez skafandrw, ubranych normalnie,
luno, czasem po sportowemu. Wszyscy wpatrywali si w ekran, z ktrego
przemawiaa kobieta z centrali. Wszystko to wygldao na prb jakiej
uroczystoci. Wraenie to potgoway girlandy kwiatw i wstgi zdobice
wsporniki. Z tyu ustawiono ogromny st z biaym obrusem i
kilkunastoma wiklinowymi koszykami na chleb.
Marek postpi krok do przodu, by zrobi miejsce stojcej za nim
Kindze.
Dziewczyna wpatrywaa si w to wszystko rwnie oszoomiona.
- Co oni robi? - zapytaa ledwie syszalnym szeptem, stumionym
jeszcze przez mask.
- Nie wiem - odpar Domaski. - Moe szykuj si do poegnania nas?
Gdy to wypowiedzia, zorientowa si, e moe ma racj, i nawet si
zawstydzi, e nie wytrzyma cierpliwie jeszcze jednego dnia. Ju mia
zaproponowa Kindze, by podeszli i przyznali si, co zrobili, gdy nagle
wrd zebranych na pycie dostrzegli znajom posta. Ksidz Remek?!
Duchowny, nawet teraz ubrany w szar koszul z koloratk, stan przed
samym ekranem i zawoa gono:
- Czy kto moe puci nagranie? Chc si upewni, e wszystko jest
w porzdku. Jutro nie moe by adnej wpadki.
Chwil to trwao, ale w kocu na ekranie pojawia si kobieta z centrali
w towarzystwie ksidza. Za ich plecami stao kilka rzdw ludzi.

- Wybrani... - zacza kobieta.


***
- Nie wierz - powtarza raz za razem Marek wpatrzony w ekran, w
umiechnit twarz kobiety - nie wierz, nie wierzniewierz...
Ale oczywicie wierzy. W kade ze sw, bo dziki nim wszystko to,
co wydarzyo si w Domu na Wzgrzu, wreszcie nabrao sensu. Bo
wreszcie dojrza, e wszystkie niezwykoci cz si ze sob w jedn
chor cao. W popierdolony obrazek, na ktrym on by jedn z postaci.
Tu obok niego rozleg si chrapliwy, nieregularny cig dwikw. Bez
patrzenia wiedzia, e to Kinga pacze. By wcieky. To, e ona moe
sobie rycze, cho tak naprawd to on powinien, on straci wicej, on mia
wiksze prawo do ez blu i rozpaczy. Zamiast tego mia swoj modlitw,
swoj mantr powtarzan raz za razem:
- Niewierzniewierzniewierzniewierz...
Kto wreszcie ich zauway i zawoa, machajc przyjanie. Z tej
odlegoci nie mg zauway, kto kryje si w skafandrach, nie mg te
usysze kania Kingi. Zawoa co, ale nie do gono, pewnie drwi, e
cigle chodz w skafandrach, cho jest tak gorco...
Marek odetchn gboko. W jego gowie pojawi si obraz Katarzyny i
dzieci. Obraz Maka, tak dumnego, gdy egna si z kolegami z drugiej
klasy, a potem wita z nowymi ju z czwartej. By najmodszy, ale wci w
czowce najlepszych uczniw...
Powoli, jakby powietrze wok niego nagle zgstniao, Domaski
unis rk z trzymanym w niej ruro-karabinem. Przyoy do ramienia i
pocign za spust. A potem jeszcze raz... i jeszcze...

Widzia, jak mczyzna, wyranie zaskoczony, pada bezwadnie na


ziemi. Szloch Kingi urwa si w jednej chwili i czu na sobie jej
spojrzenie pene lku, rozpaczy, ale i aprobaty.
Marek wiedzia, e nie da rady wszystkim. e lada chwila pojawi si
onierze i zrobi, co do nich naley, ale mimo to wci strzela. Ludzie
jednak padali jak muchy, a jemu nikt ani myla przeszkadza. Wreszcie
zrezygnowany odrzuci bro i pad na kolana, kajc. Wtedy go dorwali.
Ostatnie, co sysza, to stumiony gos Kingi, a potem poczu ukucie w
szyj.
e te dali rad przez gum kaptura - zdy pomyle, zanim zapad
w ciemno.
***
Gdy ockn si nastpnego dnia w swoim pokoju, drzwi byy ju
otwarte na ocie, podobnie jak te w pokoju naprzeciwko i pewnie
wszystkie pozostae. Kinga, jak tyle razy wczeniej, znw siedziaa na
ku z kolanami pod brod. Oczy miaa czerwone od ez i bya blada,
jakby kto wyssa z niej ycie. Waciwie w pewnym sensie tak byo. W
czci rekreacyjnej rozpoczo si ju przedstawienie. Syszeli gos
kobiety z ekranu, ustawiony dzi duo goniej, cho mwicy te same
sowa. Syszeli je wyranie nawet tu.
- Wybrani, oto dzi zakoczylicie swoj wdrwk. Niczym lud
Izraela, ktry po latach bdzenia po pustyni znalaz si wreszcie u bram
ziemi obiecanej. Ju za chwil wkroczycie w nowy, lepszy wiat.
Oczyszczony przez Pana z wszelkiej nieprawoci jak niegdy po potopie...
- Mylisz, e to wszystko prawda? - zapytaa Kinga po chwili. - e

naprawd zabili wszystkich ludzi? e zostawili tylko tysic domw takich


jak ten? Na cay wiat?
Nie odpowiedzia. Sucha.
- Prowadzilimy was wszystkich a do tego momentu. Dbalimy o
was, wasze ciaa i dusze, uleczylimy z chorb i wskazalimy drog do
Pana. Tu koczy si nasza misja. W chwili gdy syszycie te sowa, my,
lekarze, onierze, cay personel Domu na Wzgrzu, czekamy ju na Sd
Ostateczny. Czekamy, wierzc, e spotkamy si wkrtce i wybaczycie nam
to, za co teraz nas przeklinacie.
- Marek, odpowiedz mi! - w gosie Kingi sycha byo nutk histerii. Nie mogli, prawda? Nie da si zabi kilku miliardw ludzi w kilka dni!
Ale on wcale nie by tego taki pewien. Widzia przed oczami twarz
dziewczyny, ktrej ucieczka wywoaa alarm. Pozbawiona skry twarz,
krew w wymiocinach, konwulsje... Jak dugo to trwao? Jak dugo od
momentu, gdy wygldaa jeszcze normalnie...
Dlaczego nas ocalili - pomyla nagle - dlaczego wanie my?!
W mylach rozpocz rachunek sumienia, szukajc jednak nie win, a
dobrych uczynkw, dowodw na to, e zasuy na ycie, e on wanie
mia prawo ocale, podczas gdy jego ona... gdy Katarzyna...
Przez gow przemkn mu fragment kazania o Hiobie, a potem
kolejne o witych mach dowiadczanych przez Pana. adnemu z nich
nikt nie obiecywa atwej drogi, kady z nich ponosi ofiar, ktra
przybliaa go do Boga...
- Oprcz was zostawilimy przy yciu take dzieci. Stanlimy przed
ogromnym dylematem, ktre z nich da si i mona ocali, a wreszcie Pan
w askawoci swojej wskaza nam drog.

- Szczepili je w szkoach - Kinga odezwaa si po raz kolejny. Tak


bardzo chciaa teraz usysze czyj gos, e sama gadaa jak najta. Zaszczepili wszystkie dzieci do dziesitego roku ycia. Wystarczajco
due, by przey, i wci zbyt mode, by nie narazi si na zepsucie. Tak
powiedzieli, prawda? Dobrze j zrozumiaam?!
Marek wci milcza. Kobieta z ekranu wanie o tym mwia,
wystarczyo posucha, ale Domaski nie zamierza zwraca Kindze
uwagi.
- Monika wspominaa mi o jakim szczepieniu... e strasznie bolao.
Mam nadziej, e to byo to. Bo jeli nie...
- Jeli nie, to co? - odezwa si wreszcie, unoszc gow. W gwnej
sali ucich gos kobiety i nagle zapanowaa cisza. Grobowa cisza.
- Nie wiem - przyznaa Kinga. - Nie mam pojcia.
Nagle Marek wsta i ruszy ku wyjciu.
- Gdzie idziesz? - zapytaa.
- Po crk - odpar. - A potem jak najdalej std.
- Pomoesz mi znale siostr?
Skin gow.
***
Dom rzeczywicie postawiono na wzgrzu, rozlegym, poronitym
rwno przycit traw. Prowadzia do niego tylko jedna droga. Wioda
przez ogromny ogrd i dalej asfaltow szos do oddalonego o kilka
kilometrw miasteczka.
Nad drzwiami domu umieszczono motto z Pisma, to samo, ktrym
kobieta z centrali zakoczya swoje przemwienie:

Wy jestecie sol ziemi, wy jestecie wiatem wiata.

S przynajmniej dwa powody, dla ktrych ten tekst powsta.


Pierwszy bardzo prozaiczny: Wraz z Ani Katoch
postanowilimy podkrci troszk atmosfer przed premier
Arlekina i walentynek - pierwszego spektaklu grupy teatralnej
Sudzy Metatrona - piszc opowiadania z Arlekinem. Miay by
nagrane i w wersji audio wrczane widzom po przedstawieniu
jako gadet. Dodajmy, e udao si to rednio...
Drugi powd to - wiem, zabrzmi banalnie - potrzeba serca.
Pewnego dnia zwyczajnie poczuem, e blisko mi do szalonego
Arlekina, uroczo chaotycznego komedianta, ktry przemierza
ulice, plsajc, taczc i robic ludziom psikusy. Z jednej strony
blisko, z drugiej jednak potwornie daleko, bo... no wanie. Bo
szaro. Obrzydliwa, pozbawiona kolorw codzienno ze swoj
znieczulic, popiechem, przecitnoci i kopaniem tych, co chc
przed szereg.
S takie chwile, gdy prawie na to zjawisko obojtniej,
czciej jednak szaro potwornie dziaa mi na nerwy. Wtedy,
tamtej czerwcowej nocy, owa zo bya dla mnie najwiksz
inspiracj i motorem do dziaania.
Aha! Pamitam jeszcze, e gdy pisaem Szaro, z
gonikw dochodzio Summertime w wykonaniu Joplin na
przemian z jakim utworem Weather project. Niewtpliwie
miao to wpyw na ostateczny ksztat tekstu. Mnie kojarzy si on
mocno jazzowo...

Dedykuj: MN

SZARO
Szare niebo, szare domy, szary prochowiec. To zdecydowanie nie mj
kolor. Do tego od trzech dni nie przestaje pada. Wody wok tyle, e tylko
patrze, a ludziom zaczn rosn uski. I z czego tu si cieszy?
Ostatni raz zacigam si wilgotnym papierosem i ciskam niedopaek
do rynsztoka. I tak smakowa, jakby stamtd wanie pochodzi. Ruszam
wzdu ulicy.
Waciwie powinienem znikn, ukry si przed wiatem i plsa
radonie, strcajc przechodniom kapelusze, unosi dziewczynom sukienki
i wpycha dzieciaki w kaue. Inaczej mwic, robi to co zwykle.
Zupenie jednak nie mam na to ochoty. Mocniej zaciskam pasek paszcza i
stawiam konierz. Kln, gdy wlewa si za niego woda.
Obok sklepu muzycznego dostrzegam ulicznego grajka z gitar. Ma na
oczach przyciemniane okulary, a obok ley biaa laska. Mnoy si ostatnio
tych niewidomych, myl w duchu, ale rzucam mu cic w kieszeni
monet. Gra cakiem niele, poza tym melodia budzi mie skojarzenia.
Facet kiwa gow, nie przestajc gra, a ja zastanawiam si, czy jest
szczciarzem. Jeli tak, pokae t monet waciwej osobie, sprzeda
jakiemu napuszonemu kolekcjonerowi i bdzie mg kupi sobie ca t
dzielnic. Jeli nie, opchnie j u jubilera po aktualnym kursie zota i kupi
now gitar. Tak czy inaczej - bdzie do przodu. Co mu si naley za
siedzenie w takim deszczu. Mnie by si nie chciao.

Mijam odrapan kamienic i skrcam w mierdzc moczem bram.


Gdy mam dobry humor, nie zwracam uwagi na smrd, ale dzi czuj si
podle. Wszystko przez t pogod... i kolor. Mam wraenie, e mnie obazi.
Obrzydliwa ludzka codzienno.
Pod Jej drzwiami jak zwyke stoi kolejka. Nikt jako nie ma ochoty
zaj miejsca w olbrzymim fotelu w kcie poczekalni, wic podchodz
tam i rozsiadam si wygodnie, nie zdejmujc paszcza.
Kto powiedzia mi kiedy, e to siedzisko samego Marsa, ktre kaza
sobie zrobi z pokonanych wrogw. Stela z koci, wizania ze cigien,
tapicerka i poduchy ze skry. Tak, myl, e to by do niego pasowao.
Nigdy nie by szczeglnie oryginalny.
Sigam do stojaka z gazetami, ale nie ma niczego z aktualnoci, wic
rezygnuj. Z wewntrznej kieszeni paszcza wycigam ma, sfatygowan
ksieczk i zaczynam czyta:
Bg Ojciec wyrzuci nas z ziemskiego Raju
Jeste szubienicznym ksidzem upadych mcicieli
Ty, ktry wybawie nas z ziemskiego znoju,
nauczye Wiedzy Tajemnej
Ty, ktrego wzrok przenika przez arsena, wiesz,
gdzie Demony pi pogrzebane w twardym onie ska
Znasz kady kt, wadasz ciemnociami, znasz to
miejsce, gdzie nieyczliwy Bg ukry swe skarby
Ty, ktry ze mierci - tw odwieczn kochank spodzie nadziej
Pojawia si jak na zawoanie, ale chyba tylko ja go rozpoznaj. Z
ysin, obwisymi policzkami i mocno wystajcym brzuszkiem w niczym
nie przypomina ju Gwiazdy Zarannej. Nie jest nawet cieniem siebie z
czasw wietnoci.

Cicho zamyka za sob drzwi Jej gabinetu, przepycha si midzy


kolejkowiczami, by doj do wieszaka i stojaka na parasole. W moj
stron nie spoglda, cho - jestem tego pewien - wie, e tu jestem. Zawsze
potrafilimy si wyczu, zwaszcza gdy wok nas byli sami miertelnicy.
Jak teraz.
Patrz, jak wychodzi, i wracam do lektury.
***
- Witaj - mwi do Niej gosem nieszcznika, ktrego poznaem dzi
rano. Wtpi, aby tu kiedy by, istnieje wic spora szansa, e tym razem
si uda.
- Witaj - odpowiada i ju wiem, e znowu nic z tego.
Patrz w Jej niewidzce oczy i zastanawiam si, jak Ona to robi.
Zawsze wie, kim jestem, chobym nie wiem jak stara si to ukry.
- Moesz ju zrzuci to przebranie - mwi, umiechajc si. Ma
naprawd pikny umiech.
cigam paszcz i rzucam go na ziemi. To samo robi z koszul,
spodniami i ca reszt. Gdy jestem ju nagi, wznosz rce ku grze, a
moja skra bieleje, wygadza si i staje kostiumem. Zabkany promie
wiata jak zawsze pojawia si znikd i rozszczepia tu przed m twarz,
by obdarowa mnie moimi barwami - czerwieni i ci. Cz
kolorowego wiata pada na twarz, zastygajc w mask. Umiecham si
sabo. Znowu jestem sob. Czuj jednak, e Szaro wcale nie odesza
daleko. Przypominam sobie Lucyfera. Czy i on odzyskiwa w tym
gabinecie sw chwa? Jeli tak, to wcale si nie dziwi, e wychodzi std
przygnbiony.

- Przyszedem, bo szukam... - zaczynam, ale wchodzi mi w sowo.


- Mioci? - pyta, wci si umiechajc. Mam nieprzyjemne wraenie,
e kpi sobie ze mnie. - Takiej, ktra przywrci wiatu barwy i sprawi, e
znw zapragniesz zataczy?
- Tak.
- Zawsze przecie przychodzisz po to samo. - Umiech znika nagle z
Jej pokrytej zmarszczkami twarzy. - Dzi jednak nie mam dla ciebie
imienia.
Wzdycham niepocieszony. Byem pewien, e to ju.
- Wic kiedy mam wrci?
Krci gow. Widz, jak Jej do wdruje ku kartom. Podnosi pierwsz
z nich, przesuwa palcami po obrazku i wzdycha ciko.
- Dobrze, e przyszede. Tym razem jednak nie bdzie imienia, tylko
wiadomo.
- Wiadomo? - Nerwowo przestpuj z nogi na nog i wychylam si
ku niej. - Od kogo?
- Czy to wane? Przecie to nie zmieni jej treci, prawda?
Zmuszony jestem przyzna Jej racj. Wykonuj piruet i opadam ciko
na stojce przy biurku krzeso.
- Powiedz - prosz. - Czy to dotyczy mojej... Mioci?
Potwierdza. Widz po Jej minie, e nie ma dobrych wieci. Wcale nie
wiem, czy chc je usysze.
- Co z ni? - pytam w kocu.
- Umrze.
Wzruszam ramionami. Tylko tyle?
- Wszystkie umieraj - stwierdzam. - To bolesny moment, ale wsplnie

spdzone chwile, wspomnienia...


- Nie rozumiesz mnie, Arlekinie - raz jeszcze mi przerywa. Mwi do
mnie po imieniu, a to nie wry niczego dobrego. - Ona umrze dzisiaj.
Prawdopodobnie nie zdysz nawet jej pozna.
***
Tym razem o konierzu pamitam ju w bramie. Deszcz, cho nie
sdziem, e to w ogle moliwe, jeszcze si nasili. Ludzie pochowani po
sklepach przez wystawowe szyby spogldaj w chmury. Czekaj, liczc,
e wkrtce si rozpogodzi. Ja nie mam na to czasu. Kryjc gow w
ramionach, wychodz na ulic.
Waciwie to nawet nie wiem, czy jest si czym martwi. To, e jej nie
poznam, zaoszczdzi mi tylko blu zwizanego ze strat, a w kocu i tak
pojawi si nastpna. No chyba e... Moe o to wanie chodzio... A jeli
si nie pojawi? Czy mog istnie bez Mioci?
Przystaj powanie zaniepokojony t myl. Jaka kobieta, prbujc
przej obok, trca mnie parasolem. Burczy niewyrane przepraszam,
nawet nie patrzc w moj stron.
Pstrykam palcami.
Nagy powiew wiatru wyrywa jej parasol z rki i ciska nim o cian.
Kremowy paszcz kobiety z miejsca robi si ciemnoszary od deszczu.
Nie bawi mnie to ani odrobin.
Dlaczego nie dostaem adnego imienia? Czyby wszystko byo ju
przesdzone? Nie wydaje mi si to moliwe, moja rola nigdy nie bya
tragiczna. Wic moe... moe po prostu wiem, kim ona jest? Moe ju j
poznaem?

Zamykam oczy i rzucam si w wir wspomnie. Widz setki, tysice


twarzy, mnstwo piknych kobiet, adna jednak nie wydaje si t
waciw. Bdz po omacku, liczc na intuicj. Wszak wszystkie moje
Mioci wyrniay si z reszty kobiet...
Kierowca przejedajcego obok samochodu traci panowanie nad
kierownic i wjeda w kau, ochlapujc mi spodnie. Nie reaguj. To nie
jego wina, poza tym czuj, e jestem ju blisko.
I nagle widz j. Ma zielone oczy, proste rude wosy, lekko zadarty
nos. Nigdy nie umiecha si tak do koca i spontanicznie, bo nie chce, aby
kto zauway wstawion grn jedynk. Tak, to na pewno ona - adnej
innej nie widz tak wyranie.
Zerkam na zegarek, gorczkowo prbujc sobie przypomnie, gdzie j
spotkaem. Mam tylko nadziej, e miejsce to nie bdzie stacj metra lub
hipermarketem. Wci udz si, e mam jak szans.
Olnienie spywa nagle. Podbiegam do przystanku i w ostatniej chwili
wskakuj do odjedajcego tramwaju.
Wewntrz pojazdu jest ciasno, ale ludzie jako odsuwaj si ode mnie.
To dobrze. Gdy mnie dotykaj, sysz ich myli, a nie mam na to
najmniejszej ochoty. Wystarczy mi, e na zewntrz jestem teraz szary.
Przejedam dwa przystanki, ca drog przygldajc si duchowi
maej dziewczynki siedzcemu na pierwszym siedzeniu. Ma twarz
identyczn jak ta na zdjciu, ktre motorniczy przyklei sobie w rogu
szyby i opatrzy czarn aksamitk. Duch dziewczynki przygryza
niematerialny jzyk, ukadajc na wp przezroczyst kostk Rubika. Po
chwili podnosi gow i umiecha si do mnie. Odpowiadam umiechem.
Chtnie bym z ni porozmawia, zapyta, co jej si stao, ale musz ju

wysiada. Jestem na miejscu.


***
Zerkam przez szyb wystawow i oddycham z ulg.
Jest. Przygldam jej si, jak wchodzi na drabink, by zdj co z
wyszej pki. Siga lew rk, praw przytrzymujc krtk sukienk w
krat. Stojcy przy ladzie chopiec wyglda na zawiedzionego, pewnie
liczy, e co zobaczy. Nie potrafi si na niego gniewa. Wcale si
dzieciakowi nie dziwi. Kto wie, moe nawet pozwol mu ni dzi o niej.
Cofam si, unosz rk, by rzuci zaklcie... i waciwie dopiero teraz
dostrzegam swoje wasne odbicie.
Nie wygldam na kogo, kto przyszed na pierwsz randk. Zarost,
podkrone oczy, nieco za dugie wosy, teraz pozlepiane w strki. Obraz
ndzy i rozpaczy. Szaro.
Dzieciak wychodzi ze sklepu. Ponownie zerkam na zegarek, a potem
na tabliczk na drzwiach. Lada chwila powinna zamyka.
Widz, jak krzta si chwil, ukadajc towar, potem porzdkuje kas,
a na koniec ciera podog stojcym w kcie mopem.
Postanawiam, e na razie nie bd si ujawnia. Wane jest tylko, eby
przeya do jutra. Potem si zobaczy.
Udaj zainteresowanie wystaw, w rzeczywistoci jednak czekam, a
zamknie drzwi i pjdzie w stron przystanku. Po chwili ruszam jej ladem.
Jest ju na rodku ulicy, gdy nagle zza zakrtu wypada z rykiem
rozpdzony motocykl. Nie mam adnych wtpliwoci. Jestem wszak
Arlekinem i wiem, na czym polega dramatyzm.
Ktem oka dostrzegam, e z dachw sfruny nagle wspomnienia

niegdysiejszych gargulcw. Wszystkie wlepiaj we mnie swe kamienne


lepia, oczekujc reakcji. Licz na widowisko.
Wykonuj gest, jakbym rzuca czym w motor. Sowo, ktre
wypowiadam, brzmi twardo i oschle. Nie pamitam ju nawet, co
dokadnie znaczy. Wane jednak, e dziaa.
Rozpdzona maszyna uderzona potnym impulsem odbija na bok,
motocyklista odrywa si od niej, leci kilka metrw i uderza plecami o
latarni. Potem lduje na ziemi.
Zerkam w stron mej Mioci, ktra nadal stoi na rodku ulicy. Patrzy
zdumiona na moje dzieo, na przemian otwierajc i zamykajc usta.
Wyglda teraz jak wycignita z wody ryba i wcale nie wydaje mi si ju
pikna.
Wiedziony nagym impulsem gnam ku motocyklicie, pochylam si
nad nim. Dopiero teraz zauwaam, e to kobieta. Ostronie zdejmuj jej
kask... i cofam si zdumiony.
Jej twarz, jej oczy... Jestem nagle pewien, e to najpikniejsza
dziewczyna, jak widziaem w yciu. W jednej chwili czuj, e mgbym
spdzi z ni reszt dni, zestarze si i umrze. Kocha si w wietle
ksiyca, kci o byle drobiazg i mia z nam tylko znanych aluzji.
Patrz na cienk struk krwi cieknc jej z ust i wiem, e wanie
odnalazem swoj Mio.
- Kocham ci - mwi do niej. - Kocham, moja Kolombino.
Mruga niepewnie, z trudem odwraca gow, by na mnie spojrze. I
umiecha si. Prbuje co powiedzie, ale nie jest w stanie. Widz, jak
ucieka z niej ycie.
Gdzie z oddali dobiega mnie sygna jadcej karetki. Za pno.

Zamykam oczy mojej ukochanej i odgarniam jej z czoa niesforny


kosmyk ciemnych, niemal czarnych wosw. Potem wstaj i nie ogldajc
si, ruszam przed siebie. W sercu czuj bl, al, e to wszystko trwao tak
krtko. Ale mam te w pamici jej umiech. Wszystko jest wic tak, jak
powinno. Cykl trwa, nic si nie skoczyo.
Zrzucam paszcz i mocnym szarpniciem rozrywam koszul.
Mam ochot taczy...

Czasami czowiek chciaby co wyduma na powanie, a


wychodz mu jakie zgrywy. Mnie zdarza si to wyjtkowo
czsto, nad czym bolej, bo przecie fajnie mie czasem jakie
wielkie, gbokie przemylenia, ktre mona by przekaza
potomnym. A nie tylko zabawne, cholera, onelinery.
Opowiadanie, ktre zaraz przeczytacie, to skutek uboczny
moich przemyle na temat grzechu pierworodnego. Pomylaem
sobie, co by byo, gdyby Bg nie chcia wypuci Adama z Raju,
podczas gdy ten ewidentnie rwaby si na zewntrz. Jak
Wszechmocny rozwizaby spraw bez naruszania wolnej woli
czowieka? Czy w ogle istnieje taki sposb?
Odpowied, ktra przysza mi do gowy, bya tak ideowo
bliska Paragrafowi 22, e a postanowiem napisa t histori. I
wietnie si przy niej bawiem. Mam nadziej, e Wy te
bdziecie.

Dedykuj: Uli za pomys na tytu

i Goosowi za uratowanie mnie, ignoranta,


przed kompromitujc wpadk

GRZECHU WARTE
Kolejny sidmy dzie wszystkim wlk si w nieskoczono.
Oczywicie w Raju, gdzie nawet wiatr sucha polece Pana, nie byo w
tym nic niezwykego. Fakt ten jednak wart jest odnotowania, gdy to
wanie nuda daa pocztek pniejszym wydarzeniom. Nuda i
spostrzegawczo Mapy.
Tego dnia, jak w kady ostatni dzie tygodnia, Adam lea w pobliu
rda, ujc dbo trawy i marzc, by Pan zesa na niego gboki sen.
Taki, by mg obudzi si nastpnego dnia i normalnie zabra do pracy.
Tyle zwierzt wci jeszcze nie miao swego imienia, tyle drzew byo po
prostu drzewami, nie wspominajc ju o owocach, z ktrych nazwane
zostay tylko Jabka, Pomaracze i Banany. Adam wymyli dwa ostatnie
sowa, autorstwo pierwszego przypisywano za samemu Panu. Sowo to
byo podobno puent jakiego dowcipu Stwrcy. Tak przynajmniej
twierdzi anio pomocnik, ktry przybywa kadego dnia sze razy w
tygodniu z wielk ksig i zapisywa w niej wymylone przez Adama
nazwy.
Pierwszy czowiek nie wiedzia, co sdzi o tym, e z nim - wszak
Koron Stworzenia - kontaktowa si tylko jeden anio, w dodatku nadty
palant o piskliwym gosie i oczach jak zdecha ryba. By tak gupi, e
Adam nie tskni za nim nawet sidmego dnia.
Co innego praca. Byo co niezwykego w chwili, gdy nadawa

zwierzciu imi. Gdy wypowiada sowo i czeka z niecierpliwoci na


reakcj obdarzonej nim istoty. Do tej pory pomyli si tylko raz, dla artu
nazywajc ptaka Dodo. Tydzie pniej ostatni osobnik ze wstydu rzuci
si ze skay. Adam nie chcia wicej popenia podobnych bdw.
I zazwyczaj wszystko byo w porzdku, a niektre zwierzta tak
zadowolone ze swych imion, e wiernie trway u boku czowieka, suc
mu sw rad i pomoc, a najczciej towarzystwem. Oczywicie dnia
sidmego czowiek pozostawa sam, zwierzta bay si bowiem
sprzeciwia woli Pana. Wszystkie... z wyjtkiem Mapy.
***
- Auu! - Adam roztar bolce miejsce z tyu gowy i obejrza si.
Mapa siedzia na drzewie, szczerzc zby. Pomacha czowiekowi, na
co ten podnis si niechtnie i podrapa w poladek. Trawa odcisna si
na jego ciele, pozostawiajc na skrze czerwone linie.
- Nie moge po prostu podej? - zapyta z wyrzutem Adam. Zobaczysz, pewnego dnia pjd do skrzydlatych i powiem im, e
pracujesz w sidemki. W kocu rzucasz kamieniami.
Na to Mapa wzruszy tylko ramionami i zgrabnie zeskoczy z drzewa.
Wspierajc si na przednich apach, podbieg do czowieka.
- To czysta przyjemno, nie praca - powiedzia. - Nazywam to
aktywnym odpoczynkiem.
Czowiek westchn ciko. Pomyla nie po raz pierwszy, e
niepotrzebnie nada Mapie imi. Przez to, jak wszystkie nazwane
zwierzta, uzyska on dar mowy, ktrego z ca pewnoci naduywa.
Potrafi mle ozorem na tyle dobrze, e samemu Adamowi czsto

brakowao sw, by odgry si i nie wyj na idiot. Jak teraz.


- Przyszede po co konkretnie czy tak, eby mi podokucza? zapyta.
- Chc ci co pokaza - odpar Mapa. - Chod za mn. Tylko szybko,
ebymy zdyli.
Adam unis brwi.
- Nie zdy? W sidemk? - nie zrozumia. - Na co moglibymy...
Jednak Mapa ani myla odpowiada. Odwrci si i pogna przed
siebie.
Czowiek po chwili wahania ruszy za nim. I tak nie mia nic innego do
roboty.
***
Wok rajskiego ogrodu rs ywopot. By wyszy ni najwysze
drzewa, a jego gazie splatay si tak mocno i gsto, e nie mona byo
dostrzec niczego po drugiej stronie, nie mwic ju o wyjciu poza Eden.
Na szczycie tej zielonej przeszkody stay w rwnych odstpach anioy,
strzegc tajemnic boskiego ogrodu. Nikt, z wyjtkiem samego Stwrcy,
nie wiedzia przed czym.
Mapa wypad zza linii drzew i zacz biec wzdu ywopotu.
Zasapany Adam przystan i dyszc ciko, opar si o drzewo.
- Zaczekaj... chwil - wysapa. - Ju nie mog...
Ale zwierzak ani myla si zatrzyma. Pdzi z gow zwrcon w
stron ywopotu, wyranie czego wypatrujc.
Gdy w kocu znalaz, zacz podskakiwa w miejscu, tukc przednimi
apami o ziemi i skrzeczc, jak zawsze gdy by podekscytowany.

Adam odepchn si od drzewa i powoli podszed do Mapy.


- Powiesz mi wreszcie, o co... - zacz, ale wtedy wanie sam
zobaczy. Mapa znalaz dziur w ywopocie.
Nie bya ona szczeglnie dua i z ca pewnoci mogoby si w niej
zmieci jedynie mae zwierztko, ale bez wtpienia prowadzia na drug
stron.
Czowiek wyszczerzy zby i poklepa Map po bie.
- Brawo - powiedzia. - Ale nie musielimy si tak spieszy. Dziura nie
znika.
- Dziura nie, ale on - Mapa wskaza palcem w stron otworu - ten po
tamtej stronie, mg.
Adam unis brwi. Z tego, co mwi mu anio pomocnik, po tamtej
stronie nie byo nikogo. Przycisn twarz do ywopotu i zerkn przez
otwr. Tajemnicza istota, o ktrej mwi Mapa, wci tam bya.
Gdyby nie par szczegw, wygldaaby zupenie jak Czowiek. Bya
wsza w paru miejscach, za to zdecydowanie szersza w innych. Miaa
duo wosw na gowie, ale prawie w ogle na reszcie ciaa. Brakowao jej
te tego, co Adamowi zwisao midzy nogami, a na co wci jeszcze nie
wymyli zadowalajcej nazwy. Za to tam, gdzie pierwszy Czowiek by
zupenie paski, istota miaa dwie wypukoci.
- I co? - zapyta Mapa. - Troszk podobny do ciebie, nie? Co o nim
sdzisz?
Adam odsun si od dziury i westchn gboko.
- To pikno wcielone - powiedzia, umiechajc si bogo. - I myl, e
to raczej nie jest on.
***

Kobieta - pomyla Adam, grzebic patykiem w piasku - nazw j


Kobiet.
Nie do koca wiedzia, czy ma prawo nadawa imiona istotom z tamtej
strony ywopotu, ale uzna, e skoro Pan da mu woln wol, to, co nie
zostao zakazane, chyba jest dozwolone. No i zadanie nadania imion
wszelkiemu stworzeniu! Tak, jeli wykae si inicjatyw i gorliwoci,
Pan bdzie bardzo rad. A przynajmniej powinien...
- Chod, zobacz! - zawoa podekscytowany Mapa przycinity do
otworu. - Nie ma tam ani jednego drzewa. Po czym on tam azi?
- Ja te nie chodz po drzewach, Mapo - przypomnia Adam. - Poza
tym mwiem ci ju, e to nie on. Postanowiem, e nazw t istot
Kobiet.
Mapa machn ap.
- Ciekawe, co si stao z jego futrem - kontynuowa niezraony. Gdyby je mia, wygldaby zupenie jak ja... no, prawie. Ale byby
podobny.
Czowiek rozemia si.
- Uwaasz, e ja te jestem podobny do ciebie? - Otrzepa rce i
podnis si z ziemi. Poklepa Map po ramieniu, by odsun si wreszcie
i da popatrze. - Zreszt jak chcesz, zapytam j o to futro. Jutro
zamierzam wyj za ywopot i porozmawia z ni. Nadaem jej imi,
wic z pewnoci potrafi ju mwi. Do jutra oswoi si z now
umiejtnoci.
Mapa pokiwa gow, lecz zaraz potem obiema apami zasoni pysk.
- Adamie - wyszepta - wiesz, e wanie pracowae w sidmy dzie?
- No masz - czowiek klepn si w czoo - zupenie niechccy mi tak

wyszo. Nie mw nikomu, dobrze?


- Za pno - rozleg si cichy, piskliwy gos spomidzy drzew. Adam i
Mapa rwnoczenie spojrzeli w tamt stron, spodziewajc si zaraz
ujrze tp twarz anioa pomocnika.
Zamiast tego na polank wbiego zwierztko o szarej sierci i dugim
rowym ogonie. Chodzio na czterech apkach i byo tak mae, e gdy si
poruszao, jedynie grzbiet wystawa mu ponad traw.
Szczur - przypomnia sobie Adam. Przykucn i wycign rk.
Zwierzak posusznie wbieg na ni i zatrzyma si na doni, ogon
zawijajc wok palca wskazujcego Czowieka.
- Wszystko syszaem! - pisn, krzywic si w szelmowskim
umiechu. - I pewnie powiedziabym komu trzeba, gdyby to kogokolwiek
obchodzio. I gdyby kto naprawd liczy si z naszym zdaniem.
- Masz na myli zwierzta? - zapyta Adam, wstajc. Liczy, e Szczur
odpowie twierdzco. Wtedy bdzie mg zaprzeczy i przypomnie o
swoim

zaangaowaniu

sprawy

zwierzt.

niegasncym

zainteresowaniu i wiecznej przyjani z kadym stworzeniem w ogrodzie.


Szczur jednak pokrci ebkiem.
- Przykro mi, kolego, ale mylaem rwnie o tobie - wyjani. - Twoje
zdanie rwnie maj gdzie. Liczy si tylko, eby ci si wydawao, e
jeste szczliwy. Naprawd mylisz, e pozwol ci tam jutro wej?
Mapa prychn. Szczur nie przypad mu do gustu - mdrala z ogonem
jak ta... jak jej byo... Glizda!
- Dlaczego mieliby mu nie pozwoli? - warkn, drapic si po bie. Jest w kocu Koron Stworzenia. Czowiekiem.
- Gdyby Pan chcia, eby Czowiek przechodzi przez ywopot, daby

mu takie co do wycinania w nim dziur - powiedzia Szczur. - Albo lepiej:


w ogle by go nie tworzy, nie uwaasz? Zreszt to nie jedyna rzecz.
Widzielicie tych aniow, co stoj na grze? Podobno strzeg ogrodu
przed nieprzyjacimi, nie? Wic moe kto mi wytumaczy, dlaczego
wszyscy stale patrz w stron ogrodu, a aden jako nie wypatruje tych
nieprzyjaci!
- Moe si zagapili - podsun Mapa. - W kocu ogrd jest tak adny,
e..
- ...e sprzeciwiaj si woli Pana? - zakpi Szczur. - Anioowie?!
Adam pokiwa gow. To zdecydowanie brzmiao gupio. Jak kto
pozbawiony woli mg sprzeciwia si Stwrcy? Cho z drugiej strony
krya po ogrodzie plotka o takim, ktry wystpi przeciw Panu.
Czowiek jednak nie za bardzo w ni wierzy. A jeli nawet, to sprawa
musiaa by powaniejsza ni widoczki. Co wic byo w tym, co mwi
Szczur.
- C - postanowi. - Jutro porozmawiam i zapytam. Na razie nie ma
powodw, by martwi si na zapas.
Postawi Szczura na ziemi i ponownie odwrci si, by spojrze przez
dziur. Kobiety ju nie byo.
***
Anio pomocnik zwykle przybywa bardzo wczenie. Nauczony
dowiadczeniem Adam spa pod drzewem pomaraczowym, tak by zaraz
po przebudzeniu mc szybko co zje i by gotowym do pracy. W
przeciwnym wypadku musia duej znosi pene niechci spojrzenie
rybich oczu i ciche sapnicia wiadczce o zniecierpliwieniu.

I ten kolejny pierwszy dzie nie by wyjtkiem. Anio zjawi si zaraz


po wicie, taszczc pod pach wielk ksig o glinianej okadce. Wyglda
na zmczonego.
Adam podnis si szybko i zerwa z drzewa dwie Pomaracze.
- Jestem gotw - powiedzia. - Bierzmy si do roboty.
Uzna, e tego dnia powinien by wyjtkowo uprzejmy. Mia w kocu
spraw do zaatwienia. Stara si wic wymyla nazwy brzmice
powanie, ale nieszczeglnie wymylne, by atwo je byo zapisa.
Grzecznie je te powtarza, gdy anio, pomyliwszy si, kreli po ksidze i
pisa na nowo. Sowem, zachowywa si, jak przystao na Koron
Stworzenia.
Mapa i Szczur snuli si za nimi, od czasu do czasu komentujc now
nazw czy wymieniajc gonym szeptem zoliwe uwagi na temat
skrzyde pomocnika. Adam posya im co chwil karcce spojrzenia, ktre
jednak nie przynosiy adnych rezultatw. W kocu wic odpuci i
podobnie jak pomocnik udawa, e ich nie widzi.
- A to nazw... Kretem - oznajmi, wskazujc stworzonko siedzce na
kopcu ziemi i nerwowo poruszajce wsikami. - Tak, z ca pewnoci
Kret.
Anio zapisa imi w ksidze i w jednej chwili na zwierztko spyn
snop wiata. Kret napi si, napry i unis ebek ku grze.
- Oooo, poka mi niebo! - zapiewa piskliwie. - Prooosz ci!
- Ma niezy gos - przyzna Mapa.
Szczur tylko parskn.
- Za to ze wzrokiem gorzej - skomentowa. - Przecie wanie na niebo
patrzy. Co on, lepy?

Tymczasem Adam pochyla si ju, by nada nazw malekim


czarnym kulkom wiszcym na krzaczku u swoich stp. Gdy przykucn,
dostrzeg te inne owoce - malekie, czerwone, zwajce si ku doowi i
pene chropowatych wypustek.
Potar z namysem czoo.
- No i? - zapyta w kocu zniecierpliwiony anio.
- No wanie sam nie wiem - przyzna Adam. - Jedne to Poziomki, a
drugie Jagody, ale nie mam pojcia, ktre s ktre.
Byo mu gupio. Zwaszcza dzi chcia wypa dobrze, a tu taka
wpadka. Pierwszy raz zdarzyo mu si co takiego.
Z opresji uratowa go Szczur. Zagwizda na Czowieka i ruchem gowy
poleci mu, by podszed.
- Widzisz tamten kamie? - Wskaza nosem lecy na ziemi paski
otoczak. - We go i podrzu. Jeli upadnie gadkim do gry, te czarne to
bd Jagody. Jeli chropowatym, odwrotnie.
Adam poskuba si po nosie i ukradkiem zerkn na anioa. Ten sta
przy krzaczkach ze wzrokiem wlepionym w ksig. Nic innego go nie
interesowao.
- Nie wiem, czy tak mona - stwierdzi w kocu Czowiek.
Szczur zmarszczy pyszczek.
- Gdyby Pan nie chcia, bymy tak robili, nie daby nam takich
otoczakw, nie?
Kolejny raz Adam zmuszony by przyzna racj gryzoniowi. Pochyli
si wic, podnis kamie i podrzuci. Otoczak poszybowa w powietrze i
wyldowa gadkim do gry.
***

- Aniele, chciabym ci o co zapyta - zagadn w kocu Czowiek,


gdy pomocnik szykowa si ju do odlotu.
Nie bya to waciwa chwila, ale i tak zdecydowanie najwaciwsza z
caego dnia. Jedyna, kiedy skrzydlaty patrzy gdzie indziej ni w swoj
ksig i by nawet skonny wydusi z siebie jakiekolwiek sowo. Tego, e
anio zaszczyca go dotd co najwyej pogardliwymi zoliwostkami,
Adam nie chcia teraz pamita.
Obejrza si na przyjaci, ktrzy z niecierpliwoci czekali nieopodal.
Mapa z caej siy zaciska masywne pici, a Szczur sta na tylnych
apkach na jego ramieniu, nastawiajc uszy.
Anio westchn ciko i spojrza na Czowieka.
- Sucham - burkn.
- Zastanawiaem si wraz z kolegami, czy nie byoby opcji, eby
wyskoczy jutro za ywopot, bo jest tam taka istota, z ktr chciabym
porozma...
- Wykluczone! - pomocnik wszed mu w zdanie. Mwi spokojnie, ale
stanowczo. - wiat poza rajskim ogrodem to nie miejsce dla Korony
Stworzenia ani adnego z tworw Pana. Tam trafia si za kar.
Z tonu gosu rozmwcy Adam wyczuwa, e raczej nic nie wskra.
Podrapa si po piersi, zamyli i sprbowa z drugiej strony:
- Ta istota, co o niej mwiem, bya cakiem podobna do mnie. Moe
jako niechccy przesza przez ywopot i teraz...
Anio spojrza na niego, lekko przechylajc gow. I kto wie czy gdyby
nie to, wszystko nie potoczyoby si inaczej. We wzroku pomocnika krya
si jednak tak wielka pogarda i politowanie, e Adam nie wytrzyma. By
w kocu Koron Stworzenia i nalea mu si szacunek.

- Powiedz mi w takim razie, co to jest ta kara i jak na ni zapracowa!


Tylko bez wykrtw, wiesz, e z woli Pana masz mi suy
odpowiedziami.
Ostry ton na krtk chwil zbi anioa z pantayku. Zaraz jednak
skrzydlaty umiechn si zoliwie.
- Kara to co, co zsya Pan, gdy popenisz grzech - mwi powoli, jak
do dziecka. - Zazwyczaj nie jest ona przyjemna dla karanego.
Czowiek machn rk. Wiedzia, e Stwrca go kocha i nie da mu
zrobi krzywdy.
- A grzech to...? - zapyta.
- To wiadome i dobrowolne sprzeciwianie si Panu i jego
przykazaniom.
- On wczoraj pracowa - usunie podpowiedzia Szczur. - Nada imi
tej zza...
Mapa, nie odwracajc gowy, pacn gryzonia w eb. Strciwszy
donosiciela na ziemi, wzruszy ramionami i wyszczerzy si, zawijajc
wargi.
- To jeszcze nie zamanie przykazania - stwierdzi Anio z przeksem,
sposobic si do lotu. Rozprostowa srebrzystobiae skrzyda i unis rce.
- Kwestia dnia sidmego to tak naprawd tylko wskazwka. Propozycja,
ktrej uznanie jest w dobrym tonie.
Zatrzepota skrzydami i wzlecia odrobin. Jego stopy znajdoway si
teraz na wysokoci gowy Adama.
- I nie wiem, co ci chodzi po tej twojej gowie, ale na razie Pan nie
ustanowi jeszcze adnego przykazania - doda. - Nie da si wic ich
zama. Twoje miejsce jest w Raju, Adamie, Korono Stworzenia... i tylko

tutaj.
***
- Najchtniej ugryzbym go w dup - stwierdzi Szczur, na razie
wgryzajc si w odyg Rabarbaru. - Tak znienacka, kiedy bazgroli w tej
swojej ksidze.
Adam siedzia przy dziurze i wyrywa patki z czerwonej Ry. Ju
nawet patrzenie przez otwr nie sprawiao mu przyjemnoci. Na zewntrz
nie byo nic prcz piasku, a i Kobieta nie pojawia si wicej, jednak
Czowieka wci cigno na drug stron ywopotu. Czu, e dopiero
tam mgby by naprawd szczliwy.
- Albo nie, mam lepszy pomys! - Szczur nie milk ani na chwil. W
miar jak w jego pyszczku znikay kolejne kawaki Rabarbaru, jego plany
staway si coraz bardziej krwioercze. - Pogadabym z Pajkiem, on wisi
mi przysug z czasw, kiedy jeszcze nie nadae mu imienia. Jakbym go
poprosi, owinby drania pajczyn po sam czubek skrzyde, a potem...
- Gdzie waciwie poszed Mapa? - zapyta nagle Adam, unoszc
gow.
- ...potem wadowaby mu swoje jadowite zbiska i... Co? Nie mam
pojcia. Mwi, e musi co sprawdzi i e jak bdzie trzeba, to nas
znajdzie.
Jak na zawoanie rozleg si wist i maleki kamie trafi Czowieka w
rami. Nastpny w udo, a kolejny w pier. Adam osoni si rkami.
- Mapo! - wrzasn. - To naprawd nikogo nie bawi.
- Mw za siebie - rzuci Szczur, lecy teraz na brzuchu. Z rowych
lepek cieky mu zy rozbawienia. - Gdyby mg widzie swoj min...

Mapa wyszed zza drzew.


- Przepraszam, ale taka ju jest moja natura - powiedzia wcale nie
skruszony. - Odkryem za to co, co moe ci ucieszy.
- Co to takiego? - zapyta Adam.
- Grzech. - Mapa stan na tylnych koczynach i kilka razy uderzy si
w piersi, a zadudnio. - Jednak istnieje i mona go popeni, jeli tylko
chcesz.
Czowiek zerwa si na rwne nogi.
- Jeste pewien?
Mapa pokiwa gow.
- Chod, przedstawi ci kogo.
I dokadnie jak dzie wczeniej pogna, nie czekajc na nikogo. Tym
razem jednak Adam bieg tak szybko, e niemal dotrzymywa mu kroku.
***
Jaskinia znajdowaa si nieopodal trzsawisk. Adam rzadko bywa w
tej okolicy. Nie eby si ba, adna z istot mieszkajcych w ogrodzie nie
miaaby odwagi go skrzywdzi, ale czu si tu wyjtkowo nieswojo.
Moe dlatego, e mieszkajcych na trzsawiskach zwierzt nigdy nie
widzia w caoci. Czasem tylko jakie te lepie ypno spod wody albo
bliej nieokrelony ksztat wspi si na rozoyste drzewo.
O ich obecnoci wiadczyy zwykle jedynie dwiki, od ktrych
Czowiek czu niemi hutawk w odku. Bulgoty, mlanicia i pluski,
chrobotanie i skrzypienie - od tego skra mu cierpa, a wosy na karku
staway dba. Do tego dochodzio jeszcze, e musia stpa po grzskim i
zimnym gruncie, ktry wizi stopy i utrudnia chd.

Gdy wic Mapa zatrzyma si w kocu przy jednej z jaski, Adam


wyranie odetchn z ulg.
- To ju? - zapyta.
Mapa skin gow.
- Tak. I z ca pewnoci ju na ciebie czeka. By pewien, e si
zgodzisz.
- W takim razie nie przeduajmy tego. - Pierwszy z ludzi powoli
wkroczy w ciemno.
Przeszed kilka krokw wskim korytarzem i po chwili znalaz si w
przestronnej grocie. Z przeciwlegej ciany po ogromnym stalaktycie
spyway olbrzymie, lnice srebrzystym blaskiem krople. Zawisay na
chwil, jakby niezdecydowane, na jego wskim kocu, po czym spaday,
by rozbi si z gonym chlupotem w kauy na dole. Upaday z podziwu
godn regularnoci i Adam nie mg oderwa od nich oczu. Nie po to
jednak przyszed, by gapi si na wod kapic z kawaka skay. Choby i
niezwyk jak... dziura w ywopocie.
Bijca od kropel i kauy jasno bya jedynym wiatem w jaskini, nic
wic dziwnego, e Czowiek w pierwszej chwili nie zobaczy gospodarza.
e nie jest tu sam, zorientowa si, dopiero gdy usysza syk. Podskoczy
nerwowo.
- Kim jeste? - zapyta Adam, po raz pierwszy w yciu czujc w sercu
prawdziwy strach. Pamita wszystkie zwierzta, ktrym nada imi, ale
adne z nich nie wydawao takiego dwiku. - Jeli chcesz ze mn
rozmawia, poka si i przedstaw.
Kto zasycza ponownie, a potem sycha byo dwik czego
przesuwanego po ziemi.

- Mw mi W - powiedziao jakie stworzenie tu nad uchem Adama.


Czowiek odwrci si gwatownie i spojrza prosto w te lepia o
wskich poprzecznych renicach. Byo w nich co takiego, e Adam
mimowolnie zadra.
yjesz, bo jeste mi potrzebny - mwiy - i lepiej dla ciebie, jeli nie
przestaniesz by.
- Nie... nie przypominam sobie, ebym nada komu takie imi - Adam
zebra si na odwag, cho wci sta lekko wygity do tyu, mimowolnie
zwikszajc dystans midzy sob a bem gospodarza.
- Bo nie nadae - odpar W. - Moje imi od zawsze naley do mnie.
- Ale... - zacz Czowiek, zamilk jednak uciszony krtkim,
nerwowym sykniciem.
- Syszaem, e chcesz opuci ogrd. - W poruszy gow, znowu
rozleg si odgos szurania po piasku i po chwili co nieprzyjemnie
ciepego i pulsujcego oploto uda Adama. - Czy wiesz, e nie bdziesz
mg potem wrci? Zasady s do jasne w tej kwestii.
- Tak, wiem...
Mieszkaniec jaskini wspina si coraz wyej wok ciaa Czowieka, a
ten z caej siy stara si opanowa obrzydzenie. Dra jednak coraz
bardziej. Gdy W owin si wok jego piersi i szyi, Adam odchyli
gow jak tylko mg najdalej, liczc, e gospodarz nie cinie mu zbyt
mocno garda. Poczu na policzku rozdwojony jzyk i stumi budzcy si
w gardle krzyk. Zamiast tego zapyta:
- Co wiesz na temat grzechu?
- Cakiem sporo, przyjacielu - wyszepta W wprost do jego ucha. Wicej ni ktokolwiek inny.

- Wic mona go popeni? - W sercu Adama obudzia si nadzieja.


Wygldao na to, e Mapa mwi prawd. - Mimo e Pan nie da adnych
prawdziwych nakazw i zakazw?
- Gdyby nie da, nie byoby to moliwe - odpar W. - Ale tak si
skada, e gdy Pan stworzy ogrd, wskaza ci jedno drzewo, z ktrego nie
wolno ci je owocw, pamitasz?
Adam musia si zastanowi. Rzeczywicie byo co takiego, ale wtedy
zakaz wyda mu si z jakiego powodu niedorzeczny. Byo w nim co...
Nagle przypomnia sobie.
- Jabo na szczycie wielkiej gry w samym rodku ogrodu? Malekie
drzewko na czubku otoczonej przepaci skalnej iglicy. To cakowicie
niedostpne.
- Brawo! - pogratulowa mu W. - Wanie o nie nam chodzi. Jedyny
prawdziwy zakaz dotyczy tego wanie drzewa. Jeli zjesz z niego owoc,
popenisz grzech, Adamie. Pierwszy grzech w historii Raju.
W skrci si mocniej, na moment pozbawiajc Czowieka oddechu,
po czym zsun si z niego i odpezn kawaek.
- Wszystko piknie - przyzna Adam, rozcierajc obolae ebra i szyj.
- Ale ja widziaem t ska. Za nic tam nie wejd. Mowy nie ma!
- Wejdziesz, przyjacielu - odrzek z rozbawieniem gospodarz. Bdziesz jednak potrzebowa pomocy i czego, co pozwoliem sobie
nazwa Rytuaem.
***
Szczur zeskoczy z gazi i popatrzy z wyrzutem na Map.
- Poka ci co, dobra? - spyta.

Mapa wzruszy ramionami.


- Jak chcesz.
Szczur obrci si na grzbiet i unis do gry apki.
- Widzisz?
- Masz brudny brzuch i co z tego?
- Mam krtkie, mae apki, gupi kudaczu! - Szczur przeturla si i
stan supka. Dysza z wciekoci. - Krtkie, rozumiesz?! I nie poruszam
si tak szybko jak wy. Nie moglicie chwil zaczeka?! Malek chwil,
ebym wdrapa si na ktrego z was?!
- Co si wciekasz? - Mapa machn ap i ponownie przenis wzrok
na wejcie do jaskini. - Jako dotare.
Szczur, widzc, e jego wybuch nie przynosi podanego rezultatu,
sapn gono i wspi si na rami towarzysza.
- Adam jest w rodku? - zapyta.
Mapa skin bem.
- Wszed ju adn chwil temu i troch si o niego martwi.
- Moe zabdzi. - Szczur z dezaprobat przyjrza si swoim brudnym
apom i zacz zlizywa boto. Po kadym liniciu spluwa z
obrzydzeniem. - Wiesz co, myl, tfu, o czym takim. Gdyby Pan chcia,
tfu, bymy chodzili w ciemnociach, stworzyby nam na gowach
wiateka, tfu...
Mapa podnis si i wspar na przednich apach.
- Myl, e powinnimy pj tam po niego. Moe co mu si...
Wtedy z jaskini wyszed Adam. Cakiem zzibnity, na jego piersi i
wok szyi widniay odcinite lady, ale poza tym by zdrw i cay.
Umiechn si.

- Mio, e czekalicie, zamiast spa - powiedzia. - Zwaszcza e mam


do was spraw.
W kilku sowach streci im swoj rozmow z Wem, umylnie
opuszczajc te fragmenty, kiedy mieszkaniec jaskini owija si wok
niego, a Czowiek dra, jakby by liciem Osiki, a nie dumn Koron
Stworzenia. W najdokadniejszych szczegach opisa im za to Rytua.
Zwierzta suchay uwanie, prbujc jak najwicej zrozumie mimo
nowych sw i niepokojcej relacji Adama.
- Wic mwisz, e po tym jak W wypiewa, co tam ma wypiewa,
poczymy si umysami i staniesz si mdrzejszy? - Szczur sprbowa
dokona podsumowania. - A co z nami? Zgupiejemy?
- Tobie i tak to nie grozi - stwierdzi Mapa. Przenis wzrok na
Adama. - Jak dugo to potrwa?
- W twierdzi, e jeden dzie od witu do zmierzchu. Tyle e... Czowiek zawaha si. - Powiedzia te, e musi by nas pitka, bo inaczej
nie bdzie mg wykreli znaku. Zna tylko taki picioramienny.
- Jak ju wczeniej powiedziaem, Pajk wisi mi przysug zaproponowa Szczur. - Po tym jak...
- wietny pomys - pochwali Adam. Ziewn i przecign si. - W
takim razie id i sprowad go, a ja utn sobie ma drzemk. W
powiedzia, e Rytua rozpocznie si tu przed witem. pij dobrze,
Mapo, a ty Szczurze... lepiej si pospiesz, jeli masz zdy.
Lekcewac parsknicie gryzonia, podszed do pobliskiego drzewa i
zoywszy gow na wystajcym korzeniu, w jednej chwili zasn.
***

- Ju czasss... - szept Wa przeszed w przecige syknicie. Adam


usiad i przetar oczy. Wci jeszcze byo ciemno, gdzieniegdzie tylko
migay wiateka bdnych ognikw. Drzewa szumiay jednostajnie
koysane wiatrem.
- Pozwl, e sam obudz Map i Szczura - zaproponowa Czowiek.
W poruszy bem i wystawi jzyk, co miao prawdopodobnie
znaczy, e jest mu to obojtne.
- Tylko ssspieszcie si - poleci. - Nie mamy zbyt wiele czasu.
Adam skin gow. Poczeka, a W odpeznie do jaskini, po czym
podnis si i podszed do Mapy. Kopn go delikatnie.
- Czas wstawa, piochu - powiedzia gono. - Ile mona spa?
- Dugo - rozleg si zaspany gos Szczura z kpki mchu kilka krokw
dalej. - I powiem ci, e jakby mnie tak potraktowa, ugryzbym ci, nie,
Pajk?
- Jasne, jasne - potwierdzio wochate stworzenie ukryte w liciach
obok gryzonia. - Jak nic by ugryz.
Adam wzruszy ramionami i raz jeszcze trci Map stop.
- Ej, wochaczu, pobudka. Mwiem, e...
Skoczy nie zdy. Kudata apa wystrzelia w stron jego kostki i
chwycia mocno. Mapa poderwa si byskawicznie i szarpn Czowieka,
zwalajc go na ziemi.
Po chwili siedzia ju na jego piersi, szczerzc zby.
- Ty, Korona Stworzenia - parskn - suchaj czasem tych braci swoich
najmniejszych, co? Zwaszcza jak dobrze mwi.
Zszed z piersi Adama i powoli ruszy w stron jaskini. Szczur pobieg
za nim, a po chwili doczy do nich Pajk. Ten ostatni porusza si

niezwykle szybko i Czowiek ledwie by w stanie go dostrzec.


Adam westchn. Z t wadz nad ziemi i wszystkimi zwierztami
Pan zdecydowanie przesadzi.
Wsta, podrapa si w krocze i podszed do wejcia jaskini.
- Rytuale, przybywam.
***
Na rodku jaskini pali si Ogie. Tak przynajmniej nazwa go W,
ostrzegajc, by nikt nie prbowa go dotyka.
- A co? Ugryzie mnie? - warkn Adam. Nie za bardzo podobao mu
si, e musi z kim dzieli prawo do nadawania nazw.
W zamruga.
- Cakiem moliwe, przyjacielu, cakiem moliwe - powiedzia, po
czym sykn, udatnie naladujc miech Adama. Byo to o tyle dziwne, e
Czowiek nigdy nie mia si przy nim.
Adamem targn dreszcz obrzydzenia, wic odwrci wzrok, prbujc
go skupi na Ogniu. Ukradkiem jednak wci popatrywa na Wa.
W migotliwym wietle pomieni gospodarz wyglda jeszcze bardziej
przeraajco ni skryty w ciemnoci. Wtedy Czowiek nie widzia go
dokadnie, a wszystkie elementy i fragmenty, ktrych nie by w stanie
dostrzec, dopowiadaa mu wyobrania. Jednak wyobrania Adama
przywyka do agodnych i miych zwierzt, stworzy wic sobie w gowie
obraz stworzenia, ktre tylko usiuje by grone - bo ma kompleksy, bo
nikt go nie lubi, bo zazdroci Koronie Stworzenia, kto to wie. Teraz te
wyobraenia rozwiay si niczym poranna mga.
W pokryty by usk. Ale nie tak jak Ryba, ktr Czowiek

zajmowa si kilka dni temu. Ta wydawaa si ostrzejsza i twardsza.


Pokryway j wzory w takim samym ksztacie jak lady pozostawiane na
piasku przez gospodarza jaskini. Miay kolor krwi i nieba.
eb Wa wyglda jak kamie. Raz po raz wysuwany jzyk i ypice
na wszystkich zebranych te oczy burzyy to skojarzenie, powracao ono
jednak za kadym razem, gdy mieszkaniec groty zamiera w bezruchu.
- Moe nam teraz wyjanisz, na co komu ten cay Rytua? - zapyta
Szczur, gronie stroszc wsy. - I w jaki sposb ma pomc Adamowi w
popenieniu grzechu?
- Rytua to wykorzystanie wiedzy o budowie tego wiata do wasnych
korzyci - wyjani W. - Czy swoj wol, niech si stanie prawem, tak
mwic najkrcej.
Szczur nie by jednak przekonany.
- Adam, zanim weszlimy, mwi co o malowaniu pyskw. Do tego
teraz widz jeszcze ten cay Ogie i dziwny znak na ziemi. Nie podoba mi
si to...
- To wszystko s czci Rytuau. Uywamy tego, zamiast wyobraa
sobie kad z tych rzeczy.
- Ale...
Ruch Wa by tak szybki, e Czowiek ledwie go zauway. Szczur
przeturla si na grzbiet i tylko dziki temu zdoa uj z yciem. Ky z
rozwartej paszczy gospodarza jaskini zaryy w piasek.
I niemal w tej samej chwili co kudatego wskoczyo na eb Wa, i...
- Przestacie! - krzykn Adam, a echo nadao jego sowu mocy i
powagi. - Pajku, zejd z Wa.
Pajk drgn, obracajc si w stron Szczura. Ten skin gow

przyzwalajco. W przeczoga si na drug stron ogniska i zwin w


kbek.
- Teraz trzeba bdzie poprawia symbol - wycedzi.
- Nie trzeba byo zadziera z lepszymi - odpar Szczur, mrugajc do
Pajka. - Nie?
- Jasne, jasne. - Pajk podskoczy w miejscu i obrci si wok
wasnej osi. - Jak nic, nie trzeba byo.
Czowiek unis rce.
- Suchajcie, czas leci i zaraz wit. Wemy si w kocu do roboty.
Wu, czy malowanie jest konieczne?
- Nie, ale pomylaem, e bdzie pomocne - odpar gospodarz.
- Wic nie bdziemy si malowa - postanowi Adam. - Mapo, popraw
symbol. A ty, Szczurze, i ty, Pajku, usidcie na swoich miejscach. Wu,
prowad.
Mieszkaniec jaskini poruszy bem. Odczeka, a Mapa skoczy i
zajmie swoje miejsce. Wtedy te zaintonowa pie.
Czowiek sysza ju raz tak muzyk. Byo to wtedy, gdy
przypadkowo znalaz si na polanie, gdzie Metatron powoywa do ycia
nowe anioy. Tamta pie bya jednak radosna, a w tej przebrzmiewa
smutek, wspomnienie po utraconym na zawsze piknie i cudownoci.
W, nie przestajc piewa, strzykn przez zby prosto w Ogie. W
jednej chwili jaskinia wypenia si zielonym dymem, w ktrym mieni si
pprzezroczysty ogrd. Wszystko wygldao w nim jak prawdziwe. Gry
i lasy byy na swoich miejscach, ksiyc i gwiazdy odbijay si w
jeziorach i rzekach, a trawy skrzyy si ju od porannej rosy.
Zwierzta, te nazwane i te wci bezimienne, spay w swoich

bezpiecznych kryjwkach, norach, gniazdach i jaskiniach. Inne, te, ktre


upodobay sobie noc, taczyy i biegay midzy drzewami, pluskay si w
jeziorach i bagnach, jady. Nad wszystkimi nimi wznosiy si cienkie
bkitne nici ycia, proste jak promie soca i jak on delikatne.
I wtedy Adam dostrzeg ich jaskini. Wznosio si nad ni pi nici
innych ni wszystkie pozostae. Te byy czerwone i duo grubsze.
Koysay si miarowo w takt pieni.
I wtedy wanie W umilk. Echo dopiewao zwrotk, a potem w
jaskini zapanowaa cisza.
- Twoja kolej - wyszepta gospodarz do Czowieka.
- Co mam zrobi? - Adam by zagubiony, jakby dopiero wyrwano go z
gbokiego snu.
- Popro nas.
Czowiek chcia jeszcze o co zapyta, ale W zamkn ju oczy i
zacz koysa si na boki.
O co mam was prosi? - pomyla Adam. - O co w tym wszystkim
cho...
I nagle wiedzia. Pojawio si to w jego gowie w jednej chwili, jakby
kto pokaza mu obrazek z ksigi anioa pomocnika. Wznis rce wysoko
nad gow, zamkn oczy i zapiewa:
Jam jest ten, ktremu dano wadz nad wszelkim stworzeniem
Pan uczyni mnie bowiem na obraz i podobiestwo swoje
Proba moja jest Jego prob, a wdziczno ma Jego
wdzicznoci.
Wzywajc wic imienia Pana, zaklinam was:
Daj mi si, Mapo, Szczurze, obdarz mnie zwinnoci
Pomny na imi Stwrcy, Pajku, nie odmawiaj mi swej szybkoci
A ty, Wu...

Adam zawaha si. Otworzy oczy i spojrza prosto w te oczy


mieszkaca jaskini. Przez chwil przygldali si sobie, jakby mierzyli
nawzajem swoje siy. W ponownie strzykn lin w Ogie i dym
zgstnia. Czerwone wstgi nad widmow jaskini sploty si w warkocz.
Wszystkie prcz jednej.
- A ty, Wu, uycz mi swego sprytu - dokoczy pierwszy Czowiek.
Zdy jeszcze dostrzec, jak gospodarz kiwa bem, a ostatnia wstga
wplata si w warkocz. Potem pad nieprzytomny na ziemi.
***
Gdy si ockn, na zewntrz byo ju jasno. wiadczyo o tym te kilka
promieni, ktrym udao si wlizn do jaskini. Adam skoczy na rwne
nogi.
- Udao si? - zapyta.
Siedzcy pod cian Mapa z trudem wzruszy ramionami.
- Chyba tak, bo dawno nie czuem si tak saby, a Szczur - bem
wskaza na zwinitego w kbek gryzonia - to nawet dwch krokw nie
zrobi, eby si nie potkn.
- Warto byo! - Szczur zachichota. - Bo skoro wszystko si udao,
znaczy, e W zidiocia do reszty. Teraz ley tam w ciemnoci bez ducha.
Czowiek strzepn z siebie piasek i sprystym krokiem ruszy w
stron wyjcia z jaskini. Zatrzyma si tu przy nim.
- Na wszelki wypadek nie ruszajcie si std - poleci. - Przyjd do was
wieczorem, jak ju bdzie po wszystkim.
- Nie ma stracha - odpar Szczur. - Gdyby Pan nie chcia, eby nam si

udao, ju dawno ukatrupiby Wa z tym jego Ogniem, Rytuaem i


wszystkim innym. Cho moe niegupio by zrobi, nie, Pajk?
Wochata kulka przyczajona obok drgna lekko.
- Jaasne, jaasne - powiedzia Pajk powoli, jakby dopiero co uczy si
mwi. - Jaaak niic, nieeguupioo.
Adam ju tego nie sysza. Opuciwszy jaskini, ruszy w stron
zakazanej jaboni. Czekaa go teraz solidna wspinaczka.
***
Skalna iglica, na ktrej rosa Jabo, wygldaa jeszcze gorzej, ni j
Adam zapamita. Bya tak wysoka, e przy zej pogodzie jej szczyt z ca
pewnoci nikn w chmurach, do tego miaa idealnie gadkie ciany.
Pewnie taka si tylko wydaje z daleka - powtarza sobie Czowiek. - Z
ca pewnoci nie rni si od innych ska penych wgbie i
naturalnych uchwytw, ktrych std nie wida. Z bliska nie bdzie ju taka
straszna.
eby to jednak oceni, musia upora si z innym problemem, kto wie
czy nie wikszym. Skalna iglica otoczona bya bowiem przepaci tak
szerok, e o przeskoczeniu jej Czowiek nie mg marzy. To, e gdy
spojrza w d, nie dostrzeg dna, wcale nie uatwio sprawy.
Adam westchn ciko i rozejrza si, jakby mia nadziej ujrze
kogo, kto wskae mu ukryt gdzie prost ciek prowadzc do Jaboni.
Zamiast tego dostrzeg anioa pomocnika.
Co gorsza, skrzydlaty rwnie go zauway. Wzbi si w powietrze i
po chwili wyldowa tu obok Czowieka.
- Szukam ci po caym ogrodzie - powiedzia z wyrzutem. - Mog

wiedzie, gdzie si podziewae?


Zmieszany Adam opuci gow, zaraz jednak unis j dumnie. Usta
wykrzywi w zawadiackim umiechu, a jego oczy mieniy si ci.
- Usiowaem sobie przypomnie, jak nazwaem drzewo o dugim,
cienkim pniu bd gaziach, do tego gitkie i wytrzymae.
Anio przyjrza mu si ze zdumieniem, po czym sign do ksigi i
przewertowa kartki.
- Nie mam niczego takiego - stwierdzi z lekkim zaenowaniem.
- To niedobrze. - Czowiek pokrci gow. - Pan nie bdzie
zadowolony, bo miaem dla niego tak pikn nazw. Czy nie uwaasz, e
Bambus brzmi wspaniale?
- No, chyba. - Pomocnik podrapa si po gowie. - Wiesz, skoro
uwaasz, e to takie wane, to ja moe polatam i poszukam. Drzewa nie s
pojedyncze, wic jak znajd takie, to przynios i wtedy...
- Nie chciabym ci zamcza - Adam wzruszy ramionami - ale... tak,
le. I to jak najszybciej. Nie mamy w kocu caego dnia, nie?
Skrzydlaty wzbi si w powietrze i po chwili znikn za drzewami.
Czowiek przyglda mu si z umiechem.
- Niezy plan, Wu - powiedzia na gos. Pochyli si, by poszuka
jakiego wikszego kamienia, po czym wkopa go do poowy w ziemi tu
przy samej krawdzi przepaci. Potem usiad na nim i czeka.
Anio zjawi si, gdy soce byo dokadnie porodku swej drogi.
Lecia nierwno, bo dugi drg, ktry nis pod pach, wyranie utrudnia
poruszanie skrzydami. Poza tym raz po raz zahacza nim o korony drzew.
Mimo wszystko jednak, gdy wyldowa, wyglda na szczliwego.
- Prosz - powiedzia dumnie. - Dokadnie taki, jak chciae.

Adam wsta i przyjrza si drgowi krytycznie.


- Szczerze mwic, wyobraaem sobie, e bdzie bardziej niebieski stwierdzi. - I powinien mie takie faliste linie, i...
- Nie ma niebieskich drzew! - nie wytrzyma pomocnik. - A ten spenia
wszystkie wymogi, o ktrych mwie. I musi pasowa.
- Ja o tym zadecyduj - odpar stanowczo Czowiek. Jego oczy znw
na krtk chwil zrobiy si te. - I ssstwierdzam, e ten nie passsuje.
Potrzsn gow i zamruga kilka razy.
- Poza tym - doda ju spokojniej - o ile pamitam, widziaem co
takiego wczoraj rano. Pamitasz z pewnoci, gdzie wtedy bylimy?
- Tak. - Anio nie by w stanie ukry swego zmieszania. Po raz
pierwszy nie mia pojcia, jak si zachowa. - Wic co, mam lecie?
- Jeli mgby...
- I niebieski? - skrzydlaty wola si upewni. - Z wzorkami?
- Dokadnie tak. Tym razem na pewno bdzie dobry.
***
Gdy tylko pomocnik odlecia, Adam podnis przyniesiony przez niego
drg i zway go w rkach. Potem sprbowa zama na kolanie. Bez
powodzenia.
- Bambus - powiedzia z rozbawieniem. Zapa za jeden koniec, drugi
wznoszc wysoko w gr, i cofn si pod sam las.
Plan by prosty. W odpowiednim momencie musia tylko opuci
Bambus, tak by drugi koniec zatrzyma si na wkopanym kamieniu. Wtedy
powinno wyrzuci go w gr i skierowa wprost na ska. Nie mia
pojcia, skd to wie, uzna wic, e zawdzicza to Wowi, cho za nic nie

potrafi sobie wyobrazi mieszkaca jaskini skaczcego przy pomocy


Bambusa. No i W biorcy rozbieg?!
- Dobra - westchn Czowiek. - Oby si okazao, e byo warto.
Mocniej zacisn palce na drgu i rzuci si biegiem w stron
przepaci. Niewiele brakowao, a nic by z tego nie wyszo, Bambus
zelizn si bowiem po gadkim boku kamienia. Na szczcie jednak
znalaz oparcie w korzeniu rosncym obok. Adam wznis si w powietrze
i niczym ta... no... aba polecia w stron skay.
Wanie, aba! - przemkno mu raz jeszcze przez gow, gdy by
ju w poowie drogi.
Puci drg i rozczapierzy palce, zdajc sobie spraw, e powinien
wczeniej pomyle, co zrobi, gdy ju zetknie si ze ska. Teraz jednak
nie byo ju na to czasu. Zacisn zby i odchyli gow jak najmocniej do
tyu. Nic wicej nie mg zrobi.
Zderzenie na moment pozbawio go oddechu. Pier zapieka go, ale
palce, wzmocnione Mapi si, sprostay zadaniu. Zagbione w skalne
uchwyty utrzymay cae ciao.
Adam przywar do skay i kilka razy odetchn gboko. Potem zacz
si wspina. Porusza si szybko, bez trudu wynajdujc uchwyty dla rk i
ng. Uzna, e to zasuga przywykego do wyszukiwania szczelin Szczura,
i w duchu podzikowa gadatliwemu gryzoniowi, ktry nareszcie si do
czego przyda. Nie czu zmczenia, cho zaczynay go troch bole palce.
Kiedy tylko mg, pozwala im wic odpocz, przenoszc ciar na stopy.
Po jakim czasie dotar do niewielkiej skalnej peczki, na ktrej
nareszcie mg przysi i odpocz. Machajc nogami nad przepaci,
patrzy w gr i zastanawia si, co go jeszcze czeka. Na razie nie byo

szczeglnie trudno, ale kto wie jakie jeszcze przeszkody zasaniay chmury
coraz szczelniej oblepiajce szczyt. No i jak przypuszcza, w pobliu
drzewa czuwali pewnie jacy anioowie. Skoro tylu ich stao na
ywopocie...
Wtedy jedyne, co mnie uratuje, to szybko Pajka - pomyla. Ze
wszystkich talentw i mocy wywoanych Rytuaem, ta jedna jeszcze si
nie objawia i Adam by jej bardzo ciekaw. Bo czy szybko Pajka nie
braa si przede wszystkim z iloci jego ng? Wic Czowiekowi urosn
nowe czy jak?
- Zobaczymy - powiedzia Adam na gos i wsta, by ruszy w dalsz
drog. Liczy, e jeli uda mu si utrzyma tempo, przed zmierzchem
bdzie ju za ywopotem. Niech tylko plan Wa wypali!
***
Pogoda popsua si, ledwie Adam opuci skaln pk. Najpierw
zerwa si przeszywajcy wiatr, a potem doczy do niego zimny deszcz.
Wielkie krople uderzay w nagie ciao Czowieka i rozpryskiway si na
nim na malekie kropelki, ktre wpaday do oczu i askotay pomidzy
palcami.
Adamowi coraz trudniej byo znale uchwyty, w pewnym momencie
chcia nawet wrci na pk i przeczeka. Nie mia jednak pojcia, jak
dugo bdzie pada, a on przecie mia czas tylko do zmroku. Postanowi
wic kontynuowa wspinaczk.
I w pewnym momencie, gdy wycign rk, odkry, e ciana nad nim
jest zupenie gadka. Nie byo ani jednej szczeliny, w ktr daoby si
wsun choby palec.

Czowiek zacisn zby. Cofn rk i sprbowa odbi lekko w bok. I


wtedy wanie osuna mu si noga. Drobne kamyczki poleciay w
przepa, a on sam straci rwnowag i... zawis na jednej rce, drug
bezmylnie mcc w powietrzu. Serce tuko mu si w piersi jak oszalae,
oddech sta si nierwny, a rka, na ktrej wisia, z kad chwil drtwiaa
coraz bardziej. Sytuacja wygldaa na beznadziejn.
Ocalenie przynis wiatr. Mocny podmuch pchn Adama na cian.
Wolna do przywara koniuszkami palcw do skay. I tak ju zostaa.
Zupenie jakby kto j przyklei. Czowiek zamruga z niedowierzaniem.
Nie mia pojcia, dlaczego tak si stao, ale sprbowa zrobi to samo z
palcami stp. Podcign je do gry, by przywary do skay jak najwiksz
powierzchni. Udao si. W sam por, bo palce zdrtwiaej rki rozluniy
si i cay ciar przenis si na drug przyklejon do i stopy. Te
znakomicie sprostay zadaniu.
Adam sprbowa si poruszy. Z zadowoleniem odkry, e gdy si
skupi, jest w stanie oderwa poszczeglne koczyny i potem przyklei je z
powrotem. Dziki temu mg si wspina, lekcewac brak opar i
szczelin.
Zmierzajc ku szczytowi, Czowiek cay czas myla, komu
zawdzicza now zdolno. Doszed do wniosku, e Pajkowi. Nie mia
pojcia, dlaczego zamiast szybkoci otrzyma moc chodzenia po cianach,
ale nie narzeka.
Przyspieszy i niebawem znalaz si obok drzewa.
***
Jabo nie bya szczeglnie imponujca. Podobnie jak rosnce na niej

czerwone owoce. Przez moment Adam poczu nawet rozczarowanie, e


cay ten grzech moe si wiza z takim drobiazgiem. Potem jednak
rado ze zwycistwa wzia gr. Podszed do drzewa i uj w do
najbliszy owoc.
- Ani mi si wa go zrywa! - usysza grony gos za plecami. Bez
odwracania si wiedzia, e nalea on do anioa pomocnika. - Zostaw go i
wracamy na d. Jeszcze masz szans.
Czowiek zawaha si. W gruncie rzeczy w ogrodzie nie byo tak le.
Nigdy nie chodzi godny, mia przyjaci i prac. Tyle e... c, Raj to nie
miejsce, w ktrym tsknisz do czegokolwiek. A on nie mia zamiaru
aowa zmarnowanej szansy.
Byskawicznym ruchem zerwa owoc i ugryz kawaek. Jabko byo
kwane, po chwili wyczu te posmak goryczy. Niby nic niezwykego,
mimo to Adama przeszed dreszcz. Odwrci si i wznis rk ku grze.
Jego oczy raz jeszcze stay si te.
- Spjrz, Panie, zjadem owoc z zakazanego drzewa. Popeniem
grzech, syszysz? Grzech...
Przez chwil nie dziao si nic... A potem rozstpiy si niebiosa.
***
Szczur nie mg wysiedzie w miejscu. Chocia potyka si co krok,
cigle azi nerwowo po jaskini. Mapa przyglda mu si z dezaprobat.
- Usidziesz wreszcie? - warkn.
Szczur zastrzyg wsikami.
- Powinien ju by - powiedzia. - Pewnie co mu si stao i teraz nasze
zdolnoci przepady. Wiedziaem, e tak bdzie. Gdyby Pan chcia,

ebymy robili Rytuay, nie kazaby nam uczy si ich od Wa, co


mylisz, Pajk?
Zagadnity machn tylko leniwie koczyn. Nawet odpowiada ju
mu si nie chciao.
Co zaszurao przy wejciu i do jaskini wszed Adam. Min mia
nietg.
- Nie udao si? - spyta Mapa.
- Wrcz przeciwnie. - Czowiek machn rk. - Wlazem na t gr,
zjadem Jabko i nawet powiedziaem o tym Panu. I tu wanie jest kopot.
- Nie usysza? - Szczur po raz kolejny si potkn i zary pyszczkiem
w piach. Podnis si niezdarnie, plujc na lewo i prawo. - Tak to ju jest z
tymi rozmowami ze Stwrc. W wikszoci wypadkw w ogle nie
reaguje. Jakby mia co z uszami.
- Rzecz w tym, e sysza kade sowo - odpar Adam. Usiad na ziemi
i podcign kolana pod brod. - Tyle e stwierdzi, e jest Miosierdziem i
poniewa si przyznaem, to on mi wybacza. A eby mnie wicej nie
kusio, zniszczy t Jabonk.
Przez chwil wszyscy siedzieli przygnbieni i milczcy. W kocu
Szczur westchn ciko.
- A czy teraz moemy ju odzyska nasze zdolnoci?
***
Polanka przy dziurze w ywopocie staa si ulubionym miejscem
odpoczynku Adama. Spdza tam wszystkie noce i kady dzie sidmy.
Czasem widzia przez otwr Kobiet, ale przez wikszo czasu mg
dostrzec jedynie piaskowe wydmy. W takich chwilach prawie udawao mu

si przekona samego siebie, e waciwie to dobrze na tym wszystkim


wyszed. Zaraz potem jednak przypomina sobie umiech Wa, gdy
przyszli po niego anioowie i kazali mu opuci ogrd. Mieszkaniec
jaskini osign cel, ktrego jemu, Koronie Stworzenia, osign si nie
udao.
Tego dnia Adam rwnie siedzia przy dziurze wsparty plecami o
ywopot. Jak przystao na dzie sidmy, wypoczywa.
Tak zastali go Mapa, Szczur i Pajk.
Caa trjka wpada na polank wyranie podekscytowana.
- Mamy, wymylilimy! - popiskiwa Szczur z ramienia Mapy, a Pajk
przytakiwa mu radonie. - Wiemy, jak ci pomc.
Czowiek unis gow, ale jego mina nie wyraaa specjalnego
entuzjazmu.
- Jak? Mapa zatrzyma si tu przy nim i usiad na ziemi.
- Posuchaj go - powiedzia. - To niezy plan. Szczur unis dumnie
gow zadowolony, e pochwalono jego pomys.
- Jest tak, e ptaki maj pira, nie? - zacz. - I czasem je gubi,
prawda? Plan jest taki: my je potem zbieramy, Pajk klei pajczyn,
robimy skrzyda i odlatujesz std ktr noc. Nieze, nie?
- No nie wiem - westchn Adam. - Myl, e gdyby Pan chcia, eby
ludzie latali...
Przerwa i podrapa si po gowie.
- A co tam! - zawoa w kocu z podpatrzonym u Mapy szelmowskim
umiechem. - Waciwie czemu nie?

To miaa by moja pierwsza antologia. Fabryka Sw rozesaa


zaproszenie do autorw z prob o tekst na temat podry w
czasie i przestrzeni. Pisaem ju wtedy, byem na mejlowej licie
wydawnictwa, dostaem zaproszenie... Kurcz, nawet zaczem
pisa - dwa teksty naraz. I z adnym nie zdyem.
Oba te opowiadania macie okazj czyta w tym zbiorze.
Pierwszy z nich Miejsce, ktre jest byo ju publikowane w
Nowej Fantastyce, drugie, czyli wanie Smutni, leao do tej
pory w szufladzie. Czekajc na swj czas...
Zabawna sprawa. Gdy wysaem Smutnych Makowi
Parowskiemu, ten przeczyta i powiedzia, e tekst, owszem,
fajny, ale co mnie, gwniarza z Polski, wzio, by rozlicza
pokolenie hipisw. Na Twoich oczach dzieje si historia. Sdz
zbrodniarzy z Wujka, a Ty piszesz o miejscach i czasie, ktrego
nie masz prawa zna. Jeste za mody - oto co wyczytaem z
Makowego mejla. W odpowiedzi poinformowaem go, e by
moe nie pamita, ale mam ledwie dwadziecia pi lat i dla mnie
wydarzenia z Wujka to rwnie odlega sprawa - znam j
wycznie z relacji telewizyjnych, ksiek i prasy. Historia i
emocje z drugiej rki...
No dobra, ale dlaczego zdecydowaem si napisa
opowiadanie o Smutnych? Moe dlatego, e tak naprawd nie
miao to by adne rozliczenie pokolenia, a jedynie opowie o
tym, jak czasem bardzo pragniemy, by ycie potoczyo si
inaczej. Jak kamy i bagamy o drug szans... To akurat jest
sprawa uniwersalna i pisa o niej kady ma prawo. Kto tego nie
dowiadczy, niech pierwszy rzuci kamieniem.
A e hipisi? e stan Maine? Raz, e to oczywicie hod i ukon
zoony Stephenowi Kingowi, a dwa, e idea dzieci kwiatw bya
tak sodka... a szkoda, e przegraa z tosterami i Microsoftem.

Dedykuj: Ani Katoch, ktra motywowaa


mnie do pisania i uratowaa ten tekst, gdy
w pewnej chwili zwyczajnie w niego zwtpiem

SMUTNI

CZ I
Rezerwat

Bill Hopper by ju naprawd zy. Powoli koczyy mu si krawaty, a


aden nie chcia pasowa do grafitowej marynarki i popielatej koszuli. Na
przebranie si byo ju stanowczo za pno.
- Nie moe by bez krawata? - zapytaa Mary. Siedziaa na krawdzi
ka, splecionymi domi obejmujc kolano. - Pieprz to, troch luzu.
Odwrci si i posa jej gniewne spojrzenie.
- To wane spotkanie. Chciabym wyglda dobrze. Mary wzruszya
ramionami. Lewe ramiczko jej letniej sukienki zsuno si, ale go nie
poprawia.
- Trzeba byo pomyle o tym jakie dwadziecia lat i jakie
czterdzieci funtw temu, kochanie - powiedziaa. - Teraz ju wiele nie
zdziaasz.
Bill westchn ciko. Energicznym ruchem cign kolejny krawat i
rzuci go w kt.
- Chcesz da mi co do zrozumienia?! - warkn. - Czy wyzoliwiasz
si dla zasady?

Ponownie wzruszya ramionami.


- Nic, czego nie powiedziaam ju wczeniej. - Usiada prosto i
odgarna wosy za ucho. - Nadal uwaam, e nie sta nas na ten twj
wyjazd. Thomas chcia pojecha na obz...
- Mwiem, eby oszczdza! - Bill wszed jej w zdanie. Denerwowa
go ten powtarzany w kko argument. Chopak mia ju siedemnacie lat i
powinien sam zarabia na swoje wakacje. - Zaatwiem mu nawet robot w
warsztacie u Wylera. Mylisz, e poszed?
- Wiesz dobrze, e nie o to chodzi. Ja...
Bill szarpn za konierzyk. Guzik odprysn i uderzy w lustro.
Mczyzna zakl i zerkn na zegarek.
- Nie chc si znowu kci - powiedzia, zdejmujc marynark z
otwartych drzwi szafy. Naoy j i strzepn z ramienia niewidoczny
pyek. - apaem si dorywczych prac, by zarobi na ten wypad,
tumaczyem ci to ju. Nie odbieram wam niczego od ust.
Nie odpowiedziaa. Patrzya tylko na niego tym swoim cielcym
wzrokiem. Przez lata nauczy si go nienawidzi.
- Na mnie ju czas - westchn. - Nie bior ze sob telefonu.
Wyszed.
***
Usiad na schodku przed domem i wycign papierosa. Przez chwil
bawi si nim, obracajc midzy palcami, po czym woy do ust. Sign
po zapalniczk.
Zabawne - myla, wpatrujc si w podjazd domu naprzeciwko - jak
czowiek rzadko spoglda w przeszo. Bill do tej pory nie zaprzta

sobie tym gowy. Par do przodu, z zapaem rozkrcajc malek firm jedn, a potem, gdy tamta okazaa si niewypaem, drug. Mia syna,
postawi dom, posadzi drzewo i faszowa, piewajc przy goleniu.
Spenia wszystkie warunki, by uchodzi za typowego faceta, i gdyby do
zeszego tygodnia ktokolwiek zapyta, z ca pewnoci odpowiedziaby,
e wszystko jest OK.
A potem nagle Mary zacza narzeka, wynajdujc miliony bzdurnych
powodw, dla ktrych nie powinien jecha na ten zjazd klasowy. I to tak
naprawd sprawio, e zacz si zastanawia, dlaczego a tak bardzo mu
zaley. Bo zaleao. Z kadym dniem coraz bardziej.
Zza zakrtu wyoni si samochd Mikea Cartera, srebrzystozielone
volvo kombi. Bill zacign si ostatni raz i zgasi papierosa o schodek.
Wsta.
Mike zaparkowa przy krawniku i wysiad z samochodu. By co
najmniej o gow wyszy od Hoppera, mia dugie, spite w kucyk wosy i
okulary lennonki na nosie, przez co wyglda troch jak jeden z
Samotnych Strzelcw z Archiwum X. Ubrany by w mocno ju
wyblak hawajsk koszul - zdaniem Billa - t sam, ktr jego przyjaciel
mia na sobie podczas imprezy, gdy oblewali ukoczenie szkoy. W jego
szafie wisiaa niemal identyczna, ale od kilku lat nawet nie prbowa jej
zakada. Co do jednego Mary z pewnoci miaa racj - powinien by
schudn.
- Siemka - zagadn Carter. - Gotowy?
Bill pokiwa gow.
- Ja tak, ale gorzej z tob. Nie wygldasz, jak powiniene. Wiesz o tym,
prawda?

Mike umiechn si szeroko.


- Wdzianko Smutasa mam na tylnym siedzeniu - odpar. - Nie musz w
nim przecie jecha ca drog. Jak Mary?
- W porzdku. - Hopper zerkn w stron okna sypialni. Spodziewa
si, e zobaczy tam on, ale widocznie skapitulowaa po rozmowie w
sypialni, bo nie pojawia si, by uraczy go swym spojrzeniem biednej i
pokrzywdzonej. - Musimy jeszcze podjecha do banku.
- Jasne, wskakuj.
Bill wsiad do volvo i ruszyli wzdu uliczki.
***
- Wcale nie uwaam, e kto, kto nie zna si na komputerach, zaraz
musi by jeopem, wiesz przecie. Ale nie uwierzyby, co ten czowiek
wyprawia. Wymontowa wiatraczek, bo mu bucza za gono, wyobraasz
sobie? Z procesora. Mia pentiuma, wic zdoa to nawet odpali, ale
potem jak mu buchno... I on z tym do nas na gwarancj przyjecha...
Wyobraasz sobie? Gupota ludzka nie ma granic.
Bill pokiwa gow. Przynajmniej jedno, z czym mg si zgodzi.
Zupenie nie zna si na komputerach i kompletnie go one nie
interesoway. Nie zamierza jednak odbiera przyjemnoci przyjacielowi.
Sucha i jednoczenie dyskretnie zerka za okno, wypatrujc zjazdu na
stacj benzynow. Jechali ju ponad dwie godziny i pcherz coraz mocniej
dawa o sobie zna.
- Mylae kiedy, jak by to byo by Smutnym? - zapyta nagle Mike,
zmieniajc temat.
- No co ty! - Hopper wzruszy ramionami. - Kiedy gra ci w duszy rock

and roll, nie zastanawiasz si nad takimi rzeczami... A potem to jako tak
samo przychodzi.
- Ja mylaem - powiedzia Mike. - I Watt te. Wiesz, jak ju przyszli,
poznali si ze wszystkimi i usiedli przy kominku, jeszcze zanim
przyjechae. Poszlimy wtedy do piwnicy po piwo dla nich.
- No i?
- I wtedy wanie... Wiesz, jakie pogldy mia Watt. Czasem wydawao
mi si, e on naprawd wierzy, e bdzie wiecznie mody. - Carter
przecign rk po wosach i sign do peczki pod radiem po tic-taki. Ale wtedy to wanie on zacz gada o Smutnych. Chcesz?
Bill wzi pudeeczko i wytrzsn z niego dwa cukierki. Wrzuci do
ust.
- Znaczy co mwi? - zapyta. - Zao si, e pieprzy o Wietnamie i
zabjcach dzieci.
Ja sam tak wtedy mylaem - przemkno mu przez gow - gdy
zobaczyem Smutnych rozcignitych na kanapie. A mnie korcio, eby
zapyta, czy dobrze si bawi, wiedzc, e ich kumple gwac wanie
skonookie trzynastolatki. Wtedy wszyscy oni byli dla nas tacy sami.
- Przegraby zakad, stary. - Mike rozemia si. - Ja byem ju na
dole, ale on przystan na schodkach i zagapi si w cian. Pytam, co mu
si stao, a on na to, e ostatni okres Susie opni si o przeszo tydzie.
Cukierek stan Hopperowi w gardle.
- Co?!
Kumpel odchyli gow do tyu i rozemia si.
- To, co syszae. Sta u zwieczenia schodw do piwnicy i gada o
miesiczce swojej dziewczyny.

Bill pokrci gow z niedowierzaniem. Przy skraju drogi tablica z logo


wielkiej muszli oznajmiaa, e najbliszy zjazd na stacj Shell znajduje si
dwie mile dalej. Mocniej zacisn nogi.
- Ale podobno mwi o Smutnych - przypomnia, po czym, na
wypadek gdyby przyjaciel przeoczy tablic, doda: - Zatrzymaj si na tej
stacji, jeli moesz.
- Jasne. A Watt rzeczywicie gada o Smutnych - cign Mike. Powiedzia, e gdy miesiczka Susie zacza si opnia, z kadym
dniem by coraz bardziej wydygany. Czu, e jeeli pojawi si dziecko...
- Zawsze jeszcze mogli je usun, nie?
- Te na to wpadem, ale Susie bya praktykujc katoliczk... - Mike
zachichota. - Co jako nie przeszkadzao jej dawa mu dupy przy kadej
okazji... W kadym razie myl o dziecku sprawia, e Watt z kadym
dniem czu si coraz bardziej Smutnym. Myla ju o znalezieniu pracy,
lubie, domu i caym tym gwnie, ktre tak nas brzydzio.
A ktrego teraz jestemy czci - dopowiedzia w mylach Bill.
Carter wczy kierunkowskaz i zjecha na prawy pas. Kawaek dalej
skrci na stacj. By kwadrans po pitnastej.
***
Postj zaj im nieco duej, ni przewidywali, bo okazao si, e szlag
im trafi arwk od wiate krtkich. Bill wykorzysta przymusow
przerw, by co zje. Przez chwil zastanawia si, czy nie kupi sobie po
prostu hamburgera w sklepie na stacji, ale po namyle zdecydowa si na
stojcy tu za ni przydrony bar. Ruszy w tamt stron.
Powiedzie o wntrzu, e byo czyste, to jakby uzna Ritza za

przydrony motel. Pomieszczenie byo wrcz sterylne. Wzdu frontowej


ciany znajdowao si kilka boksw z siedzeniami o lnicych bordowych
obiciach. Na stolikach rwniutko porozkadano nieskazitelnie biae
serwetki, a w wazonach znajdoway si wiee polne kwiaty.
Na ladzie sta jedynie automat do kawy i kilka kart ustawionych w
drewnianym stojaku na pyty. Hopper pomyla z rozbawieniem, e
podobne lokale widywa jedynie w filmach o zbuntowanej modziey, jak
Grease. A i tam nigdy nie byo tak czysto.
Zauway szaf grajc i ruszy w jej stron. Jeeli tylko maszyna ma
w pamici Summer Night Newton-John i Travolty, zamierza powici
wiartk.
- W czym mog pomc?
Bill zerkn w stron lady. Z zaplecza wyonia si moda dziewczyna
ubrana w czerwono-biay uniform i czarny fartuszek. Miaa sympatyczn,
lekko okrg twarz, ktr nieco oszpecay blizny po trdziku na
policzkach i czole. Wosy, jasne, somiane, zwizaa w koski ogon. Jeli
wierzy plakietce, nazywaa si Anne.
- yczy pan sobie kawy? - zapytaa z pogodnym umiechem. - A moe
co do zjedzenia?
Hopper rwnie si umiechn i podszed do kontuaru.
- Macie moe jajecznic na bekonie? Do tego kaw z mlekiem. Tylko,
bro Boe, nie odtuszczonym! Z nim kawa smakuje, jakby...
- ...kto wody dola? - dokoczya Anne. Wczya ekspres,
przypatrujc si zaskoczonemu jej domylnoci Billowi. - Skd ta mina?
Mam co na nosie?
- Nie. - Potrzsn gow. - Ale tak wanie zwykem mawia onie...

znaczy z t wod... Wie pani, ona uwaa, e powinienem si odchudzi.


Kelnerka parskna miechem.
- To oznacza - powiedziaa - e jeli pana ona wpadnie tu za chwil,
pewnie oberwie mi si za t jajecznic.
- I nie tylko za to. Reaguje negatywnie na kad pikn dziewczyn.
- Dobrze, ju dobrze. - Anne zaczerwienia si lekko. - Wystarczy tego.
Odwrcia si na picie i wysza.
Bill patrzy, jak kelnerka znika na zapleczu, a potem ponownie ruszy
w stron szafy grajcej. Przejrza list utworw. Nie byo Summer
Night, ale znalaz za to Hit the Road Jack Raya Charlesa. Zdaniem
Hoppera, rwnie dobry. Wrzuci monet i wcisn przycisk. Dwignia pod
szklanym kloszem umiecia waciw pyt na podstawie, a zaraz potem
na krek opado rami z ig. Bar wypeni si muzyk.
Pstrykajc palcami w rytm muzyki, Bill podszed do najbliszego
boksu. Przez wielkie okno widzia doskonale podjazd stacji i Cartera
mczcego si ze wiatem na poboczu. Zrobio mu si gupio, e siedzi w
barze, zamiast mu pomc. Co prawda proponowa i Mike odmwi, ale
mimo wszystko.
- Prosz pani! - zawoa. - Anne!
Dziewczyna pojawia si za kontuarem.
- Tak?
- Czy byby kopot, gdybym zamwi jeszcze jedn porcj tej
jajecznicy? I drug kaw?
- Ogromny - odpara. Zdawao si, e umiech na jej twarzy, raz
zapalony, nigdy nie ganie. - Ale niech si pan nie martwi. Jako podoam.
- W takim razie poprosz.

Spodobaa mu si ta dziewczyna. Bya cakiem zgrabna, a do tego


dowcipna i jeli mg to oceni po kilku zdaniach, cakiem bystra. Jak to
powiedziaa Mary? Trzeba byo pomyle o tym jakie dwadziecia lat i
czterdzieci funtw temu. Mia jednak do powane wtpliwoci, czy
wtedy dziewczyna bya chocia w podstawwce.
Zabbni palcami w st do rytmu cichncej piosenki. Widzia na licie
jeszcze kilka utworw, ktrych chtnie by posucha, ale nie mia wicej
drobnych, postanowi wic, e zaczeka, a dziewczyna wyda mu reszt. A
moe Mike bdzie mia jaki bilon. Bill dostrzeg, e przyjaciel wanie
zaoy klosz i otrzepujc kolana, podnis si z ziemi. Schowa narzdzia
i powoli ruszy w stron baru.
Hopper zerkn na zegarek. Dochodzia szesnasta, a to oznaczao, e
powinni si pospieszy. Inaczej w aden sposb nie zd dojecha na
dwudziest drug, a przecie mieli podpisan umow z Rezerwatem.
Rzecz

jasna,

organizatorzy

ca

pewnoci

zabezpieczyli

si

odpowiednio, ale po takim numerze nie byliby skonni do kolejnych


umw. I oczywicie przepadaby caa przedpata.
- Tutaj! - zawoa do Mikea, gdy ten stan w progu.
Carter skin gow.
- Nie wiem, czy mamy czas, by... - zacz, gdy usiad przy stoliku, ale
Bill wszed mu w zdanie:
- Ju zamwiem jajecznic i kaw. Nie martw si, zdymy.
Kontroluj czas.
Pstrykn ekspres. Anne wysza z zaplecza i przygotowaa dwie kawy.
- Byliby panowie tak uprzejmi i wzili sami? - poprosia. - Bo mi si
zaraz przypali bekon.

Obaj chcieli wsta rwnoczenie, Mike by jednak szybszy. Prnym


krokiem podszed do lady i zabra dwie filianki. Ostronie przenis je na
stolik.
- Widziae? - powiedzia, wskazujc na szaf grajc, ktr wanie
zauway. - Zupenie jak za dawnych czasw. Ciekawe, czy dziaa.
- Dziaa - zapewni Hopper. - Sprawdzaem, ale nie miaem ju wicej
drobnych.
- Gupio tak je po cichu - stwierdzi Carter, sigajc po portfel.
- Od razu wida, e jeste kawalerem! - parskn Bill.
- Pieprz si, Hopper.
***
Jajecznica bya naprawd znakomita. Bill przez cae ycie nauczy si
przygotowywa tylko t jedn potraw, ale te dziki temu sta si jej
prawdziwym smakoszem. Szybko uzna, e Anne musiaa czego doda do
bekonu. Najpewniej jakich zi.
Z szafy dobiegay ich dwiki She Loves You Beatlesw. Hopper nie
przepada za tym kawakiem, ale i tak by on lepszy ni cae to gwno,
ktrego sucha Thomas.
Mj Boe - skarci si w duchu - naprawd zaczynam myle jak
Smutny.
- Jest kto, kogo najbardziej chcesz zobaczy? - zapyta Mike. Mwi z
penymi ustami, wic kilka drobnych kawakw jajka upado z powrotem
na talerz.
- Becky - paln Bill i zaraz poaowa szczeroci.
Carter posa mu zdumione spojrzenie.

- Myszk Becky? - wykrztusi z niedowierzaniem. Hopper umiechn


si, majc nadziej, e jego grymas wyglda naturalnie.
- Nie ma jej na adnych zdjciach klasowych i prawie nie pamitam,
jak wyglda. A moe w rzeczywistoci bya cakiem niez lask i dopiero
teraz si przekonamy, jacy bylimy lepi.
Zda sobie spraw, e mwi nieco za gono. Zerkn w stron Anne,
ktra siedziaa na stoeczku za lad, rozwizujc krzywk. Jej delikatny
umiech sugerowa, e syszaa wszystko. Billowi nagle zrobio si gupio.
Zwaszcza e kama. Nie dlatego chcia si spotka z Becky Olson.
- Jako mi si nie wydaje - wyrazi swe wtpliwoci Mike. - Ja to
chyba jednak najchtniej zobaczybym Susie i Watta. J nawet bardziej.
- Radz ci uwaa. - Hopper dojad jajecznic i odoy widelec.
Sign po serwetk. - Smutny nie Smutny, ale Watt spuci ci omot, jak
tylko spojrzysz na ni nieodpowiednio.
- Bd zerka dyskretnie. - Carter popatrzy na zegarek. - Powinnimy
ju jecha.
Bill pokiwa gow. Pozbiera talerze.
- Niech pan zostawi! - zawoaa Anne. Poderwaa si z krzesa i
poprawia niesforny kosmyk wosw, ktry opad jej na twarz. - Ja
posprztam.
- O, niedoczekanie! - Mczyzna umiechn si szeroko. - To
pierwsza od lat okazja, by by dentelmenem. Nie zmarnuj jej tak atwo.
Postawi naczynia na stoliku i sign po portfel.
- Reszta dla pani. Mam nadziej, e zawitamy tu w drodze powrotnej.
- Te mam tak nadziej - odpara dziewczyna. - Zapraszam.
***

- Wpada ci w oko? - Mike mia najwyraniej dobry dzie do


zadawania pyta. Bill nie mia nic przeciwko temu, cho gdyby mg,
wolaby posucha radia.
- Kto?
- No, ta kelnerka. Spodobaa ci si?
- Wiesz...
Mike zerkn na niego z cwaniackim umiechem.
- Obaj jestemy facetami, Bill - powiedzia. - A twoj on ostatni raz
widziaem... sam ju nie wiem kiedy. Nie jestem jej szpiclem.
- Nie o to chodzi. Ja... - Hopper poczu nagle, e kompletnie nie wie,
co chcia powiedzie. - Myl, e bya cakiem nieza.
- Te tak myl. - Kumpel zmieni pas i przyspieszy, wyprzedzajc
kolumn osiemnastokoowcw. - Wiesz, kiedy tylko pomyl, e
najwyszy czas si ustatkowa, zawsze trafiam jak cizi, ktra
uwiadamia mi, co mgbym straci, rezygnujc z wolnych, przelotnych
zwizkw. Bill parskn miechem.
- Chyba kpisz, Carter! Nawet na ciebie nie zerkna.
- Ale ja na ni owszem. I gdyby chciaa, nic by mnie nie blokowao.
A mylisz, e mnie tak? - pomyla Hopper. Zaraz jednak wrci do
rzeczywistoci. Problemem nie byaby nawet Mary, raczej poczucie, e oto
w jednej chwili burzy wszystko, co zbudowa. Dla jednej krtkiej chwili.
- Wiesz co, Mike? Ty nigdy nie bdziesz Smutnym.
Carter wzruszy ramionami.
- Kwestia podejcia. Zreszt bd, dzi w nocy.
Chwil pniej minli tablic z napisem
zerkn na zegarek. Mieli cakiem niezy czas.

REZERWAT

60

MIL.

Hopper

***
Strwka na pierwszy rzut oka nie wyrniaa si niczym
szczeglnym. Miaa ciany z drewnianych bel i spadzisty dach kryty
smo. Obok znajdowaa si brama z napisem:

WITAMY W REZERWACIE.

Zarwno to miejsce, jak i prowadzca do wyoona kamieniami droga


skojarzyy si Billowi z wjazdem do animowanej wersji parku
Yellowstone. Brakowao tylko misia Yogi wykradajcego jedzenie z
koszykw.
- Z czego si miejesz? - zapyta Mike.
Kumpel powiedzia mu o swoich skojarzeniach.
- Yogi to sprytny misiek - parskn Carter. - Nie musi si objawia
zaraz w pierwszej scenie, prawda?
Podjechali do niewielkiego budynku z napisem REJESTRACJA. Bill
wystawi rk z wozu i nacisn przycisk interkomu zamontowanego obok
zasonitego okienka.
- Tak? - rozleg si kobiecy gos.
- William Hopper i Michael Carter. Przyjechalimy na zjazd. - Sign
do kieszeni marynarki i wycign z niej may kartonik. - Numer
rezerwacji dwa siedem trzy trzy cztery zero dwa jeden pi.
- Chwileczk.
Mczyni popatrzyli po sobie. Nie przypuszczali, e Rezerwat bdzie
przypomina McDriva.
- Wszystko si zgadza - znw usyszeli z gonika. - Prosz przejecha
przez bram i skrci w lewo. Na parkingu prosz zatrzyma si na
miejscu z napisem go. Tam bdzie ju czeka na panw pracownik.

Mike odruchowo skin gow i ruszy.


Gdy przejedali przez bram, Bill odnis wraenie, e powietrze
zafalowao - jak w filmach, gdy kto dotyka niewidzialnej bariery. Zoy
to jednak na karb gorca. Powietrze lubi czasem robi takie numery, std
fatamorgany i inne takie. A moe po prostu mu si przywidziao...
Po kilkudziesiciu jardach przejechanych mocno ubit drog pomidzy
drzewami dotarli do elegancko wyasfaltowanego parkingu. Za nim
wznosi si jednopitrowy biurowiec z niemal cakowicie oszklonym
frontem.
Mike pokrci gow z dezaprobat.
- Dobrze, e ju soce zachodzi - mrukn - bo jakby byo wczeniej,
to ten cholerny budynek dziaaby jak najwikszy na wiecie zajczek.
Odblask najpewniej wypala oczy. Jeeli to jedyny wjazd, to beznadziejne
rozwizanie.
Bill wzruszy ramionami. Rozejrza si po parkingu i zauway
machajcego im pracownika. Wskaza go przyjacielowi i skierowali si w
tamt stron. Jechali na skos, lekcewac narysowane na asfalcie linie.
Sdzc po iloci miejsc, parking mg pomieci ze dwie setki
samochodw. Teraz byo ich nie wicej jak dziesi, ustawionych
wycznie na linii dla pracownikw.
Ciekawe, czy ten parking kiedykolwiek by peen - pomyla Hopper.
- A jeli tak, to co to bya za okazja?
- Jestemy. - Mike zaparkowa. - Gotw?
Umiechn si niepewnie. Wida dotaro do niego wreszcie, co
zamierzaj zrobi. Bill mia ju te rozmylania za sob. Teraz pozostao
mu tylko podekscytowanie.

- Chwytamy byka za rogi, brachu - odpar, otwierajc drzwi. Wysiad.


Pracownik Rezerwatu podszed do niego i poda mu do.
- John Harkness - przedstawi si. - Pan Hopper?
- Zgadza si. - Zdaniem Billa chopak mg mie najwyej
dwadziecia, dwadziecia jeden lat. By wic niewiele starszy od Thomasa,
a jednoczenie bia od niego dojrzao, ktrej brakowao synowi Hoppera.
Po raz kolejny dotaro do niego, e razem z Mary stanowczo za bardzo
rozpiecili gwniarza.
- To ze mn rozmawia pan przez telefon - powiedzia Harkness.
Potrzsn gow i rk odgarn nieco za dug rud grzywk. Przydzielono mi panw rezerwacj. Pan Carter, jak rozumiem. - Skin
gow Mikeowi, ktry wanie wyoni si zza samochodu. - Niestety,
musz zwrci uwag, e paski strj jest nieodpowiedni, by mg pan
wjecha do Rezerwatu.
Paski strj jest nieodpowiedni? - zdziwi si w mylach Bill. - Tak
mgby powiedzie angielski kamerdyner, nie pieprzony amerykaski
dzieciuch z kolczykiem w uchu. Pokrci gow z niedowierzaniem.
- Wiem, oczywicie - odpar Mike. - Mam w baganiku co bardziej
pasujcego.
- Niech wic wemie to pan ze sob - poleci chopak. - Najlepiej wraz
ze wszystkimi nowymi rzeczami osobistymi. Ma pan kart samochodu?
- Oczywicie.
- Wic take poprosz... i kluczyki. Pracownicy zajm si paskim
samochodem, gdy my dopenimy formalnoci.
Carter, ktry wanie otworzy klap baganika, znieruchomia.
- Co znaczy zajm si moim samochodem? - w jego gosie sycha

byo oburzenie.
- Pewnie tylko sprawdz, czy nie ma nic nieprzepisowego - prbowa
uspokoi przyjaciela Bill. - Nie ukradn ci radia.
Mike wycign z baganika reklamwk z napisem SONY. Zatrzasn
klap. Podszed do Harknessa, poda mu dokumenty i kluczyki.
- Wiem, co jest w rodku - powiedzia.
Chopak umiechn si.
- Nie wtpi - zapewni. - Gdy bdziecie panowie opuszcza Rezerwat,
wszystko co do miecia wrci na swoje miejsce. A teraz prosz za mn.
Ruszyli w stron budynku. Bill z Harknessem nieco z przodu, a Mike,
powczc nogami, za nimi. Wyglda jak zgnbiony nastolatek, ktremu
odebrano prawo jazdy. Jego rozpita koszula apaa wiatr, nadymajc si
na plecach jak balon.
- Myl, panie Harkness - Bill wycign paczk papierosw - e te
mieci to moecie mu ju wyrzuci.
Chopak rozemia si.
- Przedni art - stwierdzi. - W rzeczy samej, znakomity.
Bill popatrzy na niego jak na kosmit. Przedni?! Nawet za czasw
jego modoci nikt tak ju nie mwi. Skd ten dzieciak si urwa?
Doszli do gwnego wejcia budynku i zatrzymali si, by zaczeka na
Mikea. Hopper zastanawia si przez chwil, dlaczego kazano
zaparkowa im tak daleko, skoro cay parking by prawie pusty, ale nie
narzeka szczeglnie, bo nareszcie mg w spokoju zapali. W barze byo
mu gupio, pniej jako nie mia kiedy, a Carter nie yczy sobie palenia
w samochodzie.
Po chwili doczy i Mike. Szklane drzwi rozsuny si przed nimi i

weszli do klimatyzowanego holu. Przypomina bank - podogi i ciany do


wysokoci p metra wyoono terakot imitujc marmur, reszt
pomalowano na biao. W lewym rogu znajdoway si dwie czarne sofy i
stoliczek z ulotkami. Za nimi stay wielkie donice, w ktrych rosy
starannie dogldane, poskrcane jak tropikalne drzewa fikusy. Po
przeciwnej stronie postawiono co na wzr portierni albo kasy, z lad i
szklan ciank z okienkiem. W rodku boksu siedzia czowiek w czarnej
koszulce z napisem

OCHRONA

na piersi. By prawdopodobnie w wieku

Harknessa, moe nieco starszy. Na pewno postawniejszy. Gdy weszli,


zmierzy ich wzrokiem, ale dostrzegszy pracownika, wrci do ogldania
meczu.
Na wprost od wejcia, po przeciwnej stronie holu, znajdoway si
schody, a obok nich niewielka winda dla niepenosprawnych. W tamt
stron wanie kierowa si Harkness.
- Oczywicie zapoznali si panowie dokadnie z regulaminem, prawda?
- zapyta, nie przestajc si umiecha. - Co waniejsze zasady i tak
zostan powtrzone, ale lepiej zna cao regulaminu. Musz nam
panowie uwierzy, e interwencje to nic miego i szkoda, gdy musimy ich
dokonywa z byle powodu.
- Nie sdz, bymy mogli spowodowa jakie kopoty - zapewni Bill.
Troch gupio si czu, mwic co takiego do chopaka w wieku syna. Prawda, Mike?
Carter mrukn co pod nosem.
Weszli po schodach na pitro i znaleli si w korytarzu penym drzwi.
Min ich jaki grubas w biaej koszuli i pod krawatem, ale nawet nie
spojrza w kierunku goci. Podobnie jak stojca przy automacie do kawy

kobieta w ciemnozielonym kostiumie. Hopper zauway, e poszo jej


oczko w rajstopach. Cignca si od stopy do poowy ydki jasna linia na
beowym tle wygldaa jak blizna.
Harkness min kilka biur i zatrzyma si pod numerem sto pi.
Wycign z kieszeni kart i wsadzi j do czytnika. Urzdzenie
zabzyczao, a po chwili drzwi stany otworem. Chopak wszed do
rodka. Bill i Mike ruszyli za nim.
- Wiem, e mamy niewiele czasu, ale niech si panowie rozgoszcz. Ja
musz zleci par rzeczy do przygotowania. - Zamacha trzymanymi w
rce dokumentami. - Panie Carter, moe si pan przebra tu albo w
azience. W barku znajd panowie co do picia i przekski. Ja zaraz wrc.
Zostali sami. Mike rozejrza si po gabinecie.
- Teraz ju wiem, na co cign taki szmal - powiedzia, nie kryjc
zachwytu. W jednej chwili ulecia z niego cay niedawny gniew. - Zawsze
marzyem o takim biurze.
Bill usiad na skrzanej kanapie. Zaczyna si denerwowa i
najchtniej ruszyby ju na miejsce, zamiast zwiedza gabinety, choby i
najadniejsze. Poza tym jako nie lubi tych nowoczesnych mebli
stanowicych mieszank najdroszego drewna, skry i poyskujcego
chromem metalu. W tej kwestii by niewtpliwie konserwatyst.
Carter podszed do barku i otworzy ma lodweczk.
- O, maj kanapki z tuczykiem. Chcesz?
- Przebieraj si.
Mike machn rk.
- Spoko, mamy czas. Oni grzebi mi po samochodzie, to ja im
przynajmniej wyczyszcz lodwk. - Wycign zawinity w foli

trjkcik i odpakowa. - A swoj drog, to nie wydaje ci si, e


powinnimy by ubrani dokadnie jak tamci Smutni wtedy? Skorzysta ze
wzoru?
Bill zerkn ukradkowo najpierw na zegarek, a potem na drzwi. Mia
nadziej, e Harkness wiedzia, co robi, bo czas gna nieubaganie.
- Regulamin mwi jasno, e w takich przypadkach strj musi by
zgodny z epok - wyjani - nie zawiera niewaciwych, prowokujcych
elementw oraz pasowa do charakteru postaci. Poza tym nie ma
ogranicze.
- Te wystarcz - burkn Mike. Otworzy drugie skrzydo barku i
wycign kartonik soku pomaraczowego oraz szklank. - Poza tym ten
strj nijak nie pasuje do mojego charakteru.
- Masz by dzisiaj Smutnym, pamitasz? Przyjaciel tylko wzruszy
ramionami, ale zaraz poszed si przebra.
Bill zosta sam. Rozsiad si wygodnie w fotelu i zamkn oczy. Naraz
zda sobie spraw, e waciwie to mimo rozmachu kampanii reklamowej,
jak rozpta Rezerwat we wszystkich mediach trzy lata temu, o samej
firmie niewiele byo wiadomo. Pierwszy na wiecie wehiku czasu,
Tylko u nas czas i przestrze nie maj znaczenia - te slogany zna kady
niemal dzieciak w Stanach, a o skorzystaniu z usug potentata, ktremu
udao si wyprzedzi w badaniach rzd, marzyli wszyscy z wyjtkiem
skrajnych republikanw. Cho kto wie o czym oni nili w skrytoci serca.
Przeyj raz jeszcze najwspanialsze chwile swego ycia. Spotkaj si z
tymi, ktrzy odeszli.
Z Rezerwatem kojarzono powszechnie kilka twarzy, ktre w imieniu
firmy udzielay si w spotach. Mona te byo w kadej chwili odwiedzi

jeden z maych gabinetw wygldajcych jak biuro podry czy posucha


relacji zadowolonych klientw. Nigdy jednak, z czego Bill wanie zda
sobie spraw, w adnej z reklamwek nie pokazano ani siedziby, ani
choby samej bramy wjazdowej.
Nieznana bya tosamo prezesa i udziaowcw, nikt te nie udziela
wyjanie technicznych, jak to wszystko dziaa, trudno si wic dziwi
caej masie sceptykw twierdzcych, e Rezerwat to jedna wielka blaga.
Sdzc jednak po pozycji firmy na Wall Street, nie miao to adnego
znaczenia.
***
Jaki kwadrans pniej wrci Harkness. Wyglda na zadowolonego.
- Paski samochd jest w porzdku, panie Carter... wietna koszula.
Mike prychn w odpowiedzi. Konierzyk pi go w szyj, a poza tym
bkitny nie by jego ulubionym kolorem. Ale jak powiedzia Billowi, nie
mia nic innego, co by pasowao do kremowego garnituru.
Harkness usiad przy masywnym biurku i uruchomi komputer.
- Czas nagli, wic prosz si skupi - poleci. Wystuka co na
klawiaturze. - Widziaem, e pan pali, panie Hopper. Dobrze widziaem, e
to byy chesterfieldy?
- Zgadza si - potwierdzi Bill.
- Bdzie pan musia zmieni pudeko. W lewym rogu jest data
produkcji, a poza tym na paskim jest jeszcze z pewnoci informacja o
szkodliwoci palenia. Zupenie nieklimatyczna. Ma pan szczcie, bo
akurat t mark znalazem na skadzie. - Wycign z kieszeni paczk
papierosw i rzuci Hopperowi. - Doliczyem ju do rachunku. Panie

Carter, kto by prezydentem Stanw w czasie...


- Nixon - odpar Mike bez zastanowienia. Poczu si dotknity, e taki
gwniarz zadaje mu podobne pytania.
Harkness skin gow.
- Zgadza si. Co pan o nim wie?
- Pan artuje?! - obruszy si Carter. - Przecie wszyscy wiedz o
Watergate. Ma mnie pan za tpaka?
Zapada chwila ciszy. Mike zorientowa si po chwili, e przeskoczy
par lat naprzd.
- Przepraszam, zapomniaem - powiedzia ju duo spokojniej.
Chopak za biurkiem machn rk.
- Zdarza si kademu, ale rozmw o polityce niech pan raczej unika.
Waciwie to proponowabym raczej neutralne tematy. Aha, i jeszcze
jedno, nie s panowie ekspertami, jeli chodzi o muzyk. Moe si wam
wydawa, e tak jest, ale zapewniam, e na zjedzie bd lepsi. Maj by
lepsi. Prosz o tym pamita, a nie wypadniecie z klimatu.
Przyjaciele potwierdzili.
Harkness klikn co na komputerze i zazgrzytaa drukarka. Po chwili
wyplua dwie kartki. Chopak poda je gociom.
- Tu s testy ze znajomoci waszych postaci - wyjani. - Z ca
pewnoci znacie je na wylot, ale to jest potrzebne do akt. Potrzebuj
rwnie zobowizania, e nie zamiecie podstawowych zasad regulaminu,
jak chociaby niewaciwa ingerencja. No i e w razie czego zgadzacie si
na interwencj.
- Bdziecie nas obserwowa? - spyta zaniepokojony Mike.
Chopak umiechn si.

- Cay czas, panie Carter. Caluteki.


***
Harkness odoy test Billa i umiechn si.
- U pana, panie Hopper, rwnie wszystko si zgadza - stwierdzi, po
czym zwrci si do Mikea: - Panie Carter, oto nowe dokumenty, prawo
jazdy, komplet wizytwek, zdjcie ony, takie tam. Aha, i zmienilimy
panu breloczek w kluczach. Microsoft wyjtkowo nie pasowa.
Oczywicie zwrcimy go panu, gdy bdziecie opuszcza Rezerwat. To
wszystko tytuem wstpu. Teraz prosz o dopenienie powinnoci
finansowych w okienku na dole, a potem... c, ycz miego zjazdu i do
widzenia.
Obaj mczyni podnieli si z sofy i ruszyli w stron drzwi.
Bill zatrzyma si w progu.
- A jak zorganizujecie pretekst, bymy mogli wkrci si na t
imprez? - zapyta.
- Prosz si tym nie martwi - odpar Harkness z umiechem. Jestemy profesjonalistami.
Hopper skin gow i wyszed na korytarz. Musia podbiec kilka
krokw, by dogoni Mikea, ktry by ju na schodach. Wyranie
spieszyo mu si do samochodu.
Dopenienie powinnoci finansowych - jak to uj chopak,
przebiego sprawnie i szybko. Siedzcy w okienku ochroniarz ustpi
miejsca licznej dziewczynie z czerwon apaszk na szyi, ktra pomoga
im dokona przelewu.
- A jaki kwitek? - zapyta Mike. - Potwierdzenie?

Dziewczyna umiechna si szeroko. Z ca pewnoci rezerwowaa


ten umiech dla policjantw chccych wlepi jej mandat lub dla
nieprzyjemnych klientw.
- I co by pan z nim teraz zrobi? Przecie nie zabra ze sob.
Mike niechtnie przyzna jej racj, ale gdy tylko wyszli na parking,
gono wyrazi swe wtpliwoci.
- Wszystko to jakie palcem na wodzie pisane - stwierdzi. - Nie
zdziwibym si, jakby to by jaki przekrt. Pacisz taki majtek i nawet
gupiego wistka?
- Przecie ci wyjania, nie? - Bill nie podziela wtpliwoci
przyjaciela. - A gdyby to by przekrt, to nie uwaasz, e wyszoby to ju
jaki czas temu? Ktry z klientw by si odezwa.
- Niekoniecznie. - Mike mocniej zwiza wosy i poprawi okulary. Bya taka bajka o krlu, co chodzi nago i nikt mu tego nie powiedzia, bo
sprytni oszuci ogosili, e jeli kto nie widzi szat, jest gupcem
niegodnym swego stanowiska. Ludziom mogo by yso, e dali si tak
orn, wierzc w co takiego jak ten Rezerwat.
Hopper parskn miechem. Chwil wczeniej wzi potnego macha
i teraz wyglda, jakby pali si od rodka.
- Ta historia na pewno nie wydarzya si u nas - powiedzia. - W
Ameryce nikt nie przepuciby okazji, by wydusi wielkie odszkodowanie.
Nawet jakby mia wyj na idiot.
Dotarli do samochodu. Stali jeszcze chwil, a Bill dopali papierosa,
po czym Mike uruchomi silnik.

CZ 2
Zjazd

Mike 69
Watt Taylor cisn pust butelk do kominka i chwyci za gitar. Zagra
pierwsze dwiki Blowing with the Wind i zacz piewa. Mia
naprawd niezy gos o ciemnej barwie, mocny i donony. Susan White,
filigranowa blondynka, kilka miesicy wczeniej krlowa maturalnego
balu, obecnie zajta dorabianiem ponczu, zerkna w stron gitarzysty i
posaa mu buziaka. Ten gestem gowy da jej znak, by podesza.
- The answer, my friend, is blowin in the wind... - kolejne gosy
wczay si do piosenki, ktra staa si ich hymnem. Pieni modziey w
kwiecistych koszulach, z dugimi wosami i o sercach penych wielkich
ideaw. Pokolenia wolnego seksu i wiecznie rozbieganych oczu. - The
answer is blowin in the wind...
Susan przecisna si obok rozkoysanego nierytmicznie, mocno ju
wstawionego Mikea Cartera i usiada przy nogach Watta. Rce splota na
jego kolanie.
Gdy wybrzmia ostatni dwik gitary, uniosa si, by pocaowa swego
chopaka. Watt pooy rk na jej piersi osonitej jedynie cienkim
materiaem przewiewnej biaej sukienki i cisn. Reszta zgromadzonych
zgotowaa im gone owacje.
Mike rwnie klasn kilka razy, zaraz potem jednak wsta i wyszed
przed chatk. Nie mia szczliwej miny. Jak zwykle zreszt, gdy dane mu
byo oglda caujcych si krla i krlow ich rocznika. wiat nie mia,

kurwa, pojcia, czym jest sprawiedliwo. Nigdy.


Bdc ju przy drzwiach, Mike dostrzeg jeszcze jedn osob, ktra nie
bawia si najlepiej. Becky Olson, zwana przez nich Myszk Becky,
siedziaa w kcie i ze smutkiem w oczach patrzya na caujc si par.
Carter by pewien, e dziewczyna kocha si w Watcie. Jak wszystkie w
klasie zreszt. Tylor wyglda jak marzenie kadej nastolatki, smuky,
wysportowany, o niadej skrze i czarnych prostych wosach. Podobno
mia w sobie domieszk krwi Siuksw. Do tego znakomita prezencja,
odwaga, z jak przemawia na demonstracjach, no i gos! Gdyby tylko
chcia, zawojowaby rynek muzyczny.
A Mike przecie wcale nie chcia wiele od ycia. Zaleao mu tylko na
Susan. Wszystko inne Watt mg sobie zatrzyma.
Carter wyszed na werand i popatrzy na ogromn tarcz ksiyca nad
drzewami. Podobao mu si tutaj. Od samego pocztku uwaa, e pomys,
by uczci zakoczenie szkoy wielk imprez w chacie gdzie w lenej
guszy, bdzie trafiony. Caa ich wesoa paczka, gitara i mnstwo alkoholu.
No i ostatnia okazja, by pogapi si na mio jego ycia w biaej
sukience, ktra wicej odsaniaa, ni przykrywaa.
Westchn ciko.
- Nie wiesz, gdzie jest Bill? - usysza cichy gosik za plecami.
Mike odwrci si.
- Nie mam pojcia, Becky - odpar, patrzc dziewczynie w oczy. Jezu,
ona naprawd wyglda jak mysz! - Ale mam nadziej, e przyjedzie. Ma
mnie jutro zabra. Jedziemy w Skaliste.
Skina gow.
- Mwi mi o tym. Mam nadziej, e nic mu si nie stao.

- Co ty! - Carter wzruszy ramionami. - Bill Patyczak i jego ognisty


ptaszek s niezniszczalni.
Dziewczyna zachichotaa, lekko unoszc ramiona. Jedno z szerokich
ramiczek jej sukienki w groszki nieco opado. Gdyby co podobnego
zdarzyo si pannie White, Mike miaby stracha o cao swoich dinsw,
ale u Myszki Becky wzbudzao to jedynie ao.
Dziewczyna musiaa dostrzec co w jego spojrzeniu, bo pospiesznie
poprawia ramiczko i bkna ciche przepraszam. Carter, ktrego twarz
wci jeszcze wygldaa jak kretowisko, a wosy sprawiay wraenie,
jakby kto je wymoczy w oleju, askawie wzruszy ramionami.
I wtedy wanie usyszeli strza. pice ptaki zerway si z drzew, na
moment przysaniajc ksiyc chmur swych skrzydlatych cia.
Gdyby byli w miecie, Mike w ogle by si tym nie przej, uznajc, e
to ganik przejedajcego ulic samochodu, ale tu, w guszy, taki dwik
budzi niepokj. Oczywicie nadal mg to by samochd, na przykad
Billa, ktry wreszcie odnalaz drog do chatki i teraz gna ku nim z
zapasem piwa. Albo jaki myliwy postanowi postrzela do grubszego
zwierza. Ostrzegano ich przecie, by raczej nie opuszczali domku w nocy,
bo cho dawno nic zego si nie zdarzyo, w okolicy mog grasowa wilki,
a nawet niedwiedzie.
- Co to, kurwa, byo? - Na werand wypad Stu Higgins. W rku
trzyma butelk piwa. On jedyny z caego towarzystwa nie nosi kwiecistej
koszuli i dugich wosw. Zamiast tego dobitnie deklarowa sw
przynaleno do przeciwnego obozu, rozpowiadajc wszem wobec, e jak
skoczy szko, zaraz idzie w kamasze. Jako chluba druyny futbolowej
mia ku temu dobre warunki. Poza tym cay czas wiczy coraz to nowe

style walki i nalea do kka strzeleckiego. Sprawia wraenie idealnej


maszynki do zabijania, jednej z tych, o ktrych marzy rzd. Ale oprcz
tego by cakiem niezym gociem i nie robi awantur, wic nawet go
lubili.
- Nie mam pojcia - odpar zgodnie z prawd Mike. Delikatnie, ale
stanowczo odsun od siebie Becky, ktra przywara do jego ramienia. Brzmiao jak wystrza.
- Nie sdz. - Stu zszed po schodkach. - Niech kto mi poda mj
plecak. Mam tam latark i n.
No tak - pomyla Carter - komandos rusza na wojn.
Becky pognaa do domu i po chwili wrcia z wojskowym plecakiem.
Wszyscy pozostali, zasuchani w gos Watta, nawet nie raczyli wyjrze.
Nie zauwayliby pewnie nawet niedwiedzia, gdyby wszed do chatki.
Przynajmniej dopki nie zjadby grajka.
Myszka podaa plecak Stu, a ten wycign z niego latark i n. Po
chwili wahania wydoby te may policyjny rewolwer i wsadzi go z tyu
za pasek spodni.
Mike pokrci gow. Nie wtpi w odwag Higginsa, ale mia
wtpliwoci, jak ten zachowa si w lesie penym niepokojcych dwikw,
majc przy sobie spluw. Mgby zrobi krzywd sobie albo jakiemu
przypadkowemu turycie.
- Id z tob - powiedzia.
Stu wzruszy ramionami i poda mu latark. Rami w rami ruszyli w
stron lasu.

Bill
- Gwno tam zaplanowane! - wcieka si Mike. - Rozsadzio nam
pierdolon opon! Wiesz, co by byo, gdybym si przypadkowo nie
zatrzyma?!
Bill otworzy drzwi po swojej stronie i zapali papierosa.
- Eksplodowaa dobr chwil po tym, jak stane, bo zabrako ci
benzyny - wyjani najspokojniej jak tylko mg. - Widzieli, e stoisz, cay
czas nas przecie obserwuj, nie?
- Wic niech sobie poobserwuj to! - Mike otworzy okno i wystawi w
stron nieba rodkowy palec.
Hopper parskn miechem.
- Miaem na myli pracownikw Rezerwatu, a nie Wszechmogcego i
jego aniow. Poza tym opona musiaa eksplodowa. Tak ich przecie
znalaze, nie? Znaczy Smutnych...
Carter westchn ciko i pokiwa gow.
- W takim razie wisz mi za opon. Tego nie byo w kosztorysie.
- Zao si, e ta nie bya twoja. - Bill zgasi niedopaek o podeszw
buta i cisn go w krzaki. - Pewnie w czasie naszych testw zaoyli
wasne.
W krzakach nieopodal co si poruszyo, a zaraz potem rozbyso
wiato latarki. Prawdziwa zabawa wanie si rozpocza.

Mike 69
Na pierwszy rzut oka obaj pasaerowie volvo wygldali niegronie.
Drugie i trzecie spojrzenie na zagubionych turystw w rodzinnym kombi

rwnie nie skaniao do snucia jakichkolwiek podejrze, wic Stu


kciukiem przeczy bezpiecznik pistoletu i opuci luf. Carter odetchn z
ulg. Ostatnie, czego by chcia, to zosta wmieszany w przypadkowe
zabicie jakich Smutnych. Cae jego ycie byo jednym wielkim pasmem
maych niepowodze. Nie zamierza dodawa do nich naprawd duych
kopotw.
- Co si stao? - zapyta gono. - Potrzebuj panowie pomocy?
Pasaer powoli wysiad i pooy rce na dachu samochodu. Wida i on
czu, e sytuacja bya raczej napita.
- Dobry wieczr - powiedzia spokojnie. - Nazywam si Thomas
Graham. Wanie wracalimy z przyjacielem z wypoczynku i strzelia nam
opona. Tak si skada, e nie wzilimy zapasu i...
Obaj chopcy popatrzyli po sobie i Stu pewnym krokiem podszed do
samochodu. Przyklkn przy oponie, po chwili jednak pokrci gow.
- Mieli panowie szczcie - stwierdzi. - Gdyby jechali panowie
szybciej...
- Po tych drogach? - parskn kierowca. - Wybacz, S... synu, ale to
niemoliwe.
Higgins podnis si z kolan.
- Nie jestem paskim synem - powiedzia.
Kierowca unis rce w uspokajajcym gecie.
- Bez urazy, tak tylko mi si powiedziao.
- A wy, chopaki, co tutaj robicie? - zapyta Bill. - Troch pno na
spacery po rezerwacie.
- witujemy koniec szkoy w chacie nieopodal - odpar Carter.
Wyczy latark, ktrej wiato z kad chwil stawao si coraz sabsze.

Stu mg pamita o zabraniu jej ze sob, ale sprawdzenie baterii


widocznie przekraczao ju jego moliwoci. - Moe zabierzecie si
panowie z nami?
- Mylelimy raczej o znalezieniu jakiego stranika parkowego i
cigniciu kogo, by nas zaholowa w jakie cywilizowane miejsce odpar pasaer, umiechajc si lekko. - Cho jak teraz o tym pomyl, o
tej porze mogoby to by raczej kopotliwe. Mam nadziej, e nie
sprawimy wam kopotw.
- Te mam tak nadziej - burkn Stu. Posa Carterowi spojrzenie pod
hasem: Co ty, na Boga, wyprawiasz?!.
Mike wzruszy ramionami. Sam nie do koca wiedzia, ale gupio byo
mu zostawia tych biedakw samych w lesie.
- Prosz pozamyka samochd - poradzi. - Powinnimy ju wraca, bo
nasi znajomi mog si niepokoi.

Bill
Z kad kolejn chwil Bill coraz lepiej czu si w skrze Thomasa
Grahama. Podczas krtkiego spaceru zdy przej na ty z obydwoma
chopcami i podj z tuzin drobnych tematw. Wedle historyjki
dostarczonej przez Rezerwat Graham by trenerem druyny futbolowej w
liceum na Florydzie, co sprawio, e mg znale wsplny temat nie tylko
z jak zwykle gadatliw modsz wersj Cartera, ale i z nieufnym dotd
Higginsem.
Stu, gdy tylko rozmowa zesza na sport, zacz gada jak najty,
chwalc si osigniciami swoimi i druyny i zupenie niewiadomie

zdradzajc sekretne zagrywki taktyczne, ktre przez lata przygotowywa


dla nich poczciwy trener Morris.
Bill obejrza si na przyjaciela. Mike szed nieco z tyu, cay czas
wpatrujc si w plecy swego modszego ja. Przechwyciwszy spojrzenie
Hoppera, pokrci gow z dezaprobat i pokaza kciuk skierowany w d.
Ciekawe, jak ja zareaguj na siebie - pomyla Bill. Odruchowo
wzruszy ramionami. Tym martwi si bdzie pniej, teraz najwaniejsze
zrobi pierwsze wraenie.
Zza drzew wida ju byo chat. Na werandzie kto sta. Dziewczyna.
Z tej odlegoci nie dao si dostrzec ktra, ale Bill by niemal pewien, e
to Becky. Myszka Becky Olson, ktrej nikt jeszcze nie okaza cienia
zainteresowania. A do tej nocy.

Mike 69
- Panie, panowie, mamy goci! - zawoa Carter, wchodzc do chaty.
Tak jak oczekiwa, wszyscy spojrzeli w jego stron. Mike przesun si,
wpuszczajc do rodka zagubionych turystw.
Niektre dziewczyny na widok Smutnych odruchowo prboway ukry
butelki z piwem, inne byskawicznie zeskakiway z kolan kolegw,
poprawiajc zwiewne, niemal przezroczyste sukienki.
- Hej, spokojnie! - powiedzia niszy turysta o wydatnym brzuszku
wylewajcym si spod paska niczym piana z kufla. - Bez paniki. Te
kiedy bylimy modzi, nie? Mam na imi Tom, a to mj przyjaciel Vinni.
Zepsu nam si samochd i jeli nie macie nic przeciwko temu,
przekoczujemy u was t nock.

Hipisi nadal patrzyli podejrzliwie na niespodziewanych goci. Nikt si


nie odezwa.
- Oczywicie dorzucamy si do piwa - doda ten wyszy, Vinni,
umiechajc si szeroko.
Carter, ktry przed chwil pomyla dokadnie o tym samym, nagle
uzna, e go sprawia wraenie cakiem fajnego faceta. I kombinuje jak
naley.
- No, skoro tak, to chyba nie mamy si czym martwi. - Watt odoy
gitar, wsta i ruszy w stron przybyych z wycignit rk. - Jestem
Watt, czujcie si jak u siebie.
Mike wiedzia, e teraz wszystko pjdzie ju z grki. Taylor by
niekwestionowanym liderem i wszyscy, moe z wyjtkiem Stu i Billa
Patyczaka, ktremu czasem odbijao, liczyli si z jego zdaniem.
To dobrze - pomyla Carter. Polubi tych Smutnych i mia nadziej,
e bd si tu dobrze bawi cho na chwil oderwani od swych
codziennych, z ca pewnoci nudnych jak szlag spraw i obowizkw.
Moe przy okazji co zrozumiej...
Wszyscy zaczli si podnosi i wita z Tomem i Vinnim. Potem
zaprosili ich midzy siebie i poczstowali piwem. Zaczy si lune
rozmowy na niewane tematy.
Watt nie uczestniczy w pogawdkach. Sta pod cian, sczc piwo i
przygldajc si gociom z dziwnym wyrazem twarzy.
- Co nie tak? - zapyta Mike. - Jeste zy, e ich tu przyprowadziem?
Bo wiesz, noc i...
- Nie pkaj, Carter. - Taylor machn rk. - Trzeba pomaga ludziom
w potrzebie, nie? Dobrze zrobie. Ja tylko... - Odwrci si i zerkn na

niemal pust plastikow skrzynk. - Zejdziesz ze mn po piwo?


- Jasne.

Bill
Mike szturchn siedzcego obok Billa. Wskaza na modsz wersj
siebie i Watta zmierzajcych w stron piwnicy. Hopper parskn
miechem.
Wendy Roberts, ktra niele ju podchmielona opowiadaa wanie o
tym, jak tydzie temu nakrya rodzicw w trakcie tych rzeczy, uznaa
w wybuch radoci za reakcj na jej opowie. Sama zachichotaa.
- Ojcu oklap w jednej chwili! - wypiszczaa. - Jakby kto powietrze
spuci.
- Nie rozumiem, co ci tak cieszy. - Stojcy nad ni Stu wzruszy
ramionami. - e twj staruszek moe ju nigdy nie zazna przyjemnoci,
bo creczka za wczenie wrcia do domu?
- Wanie - doda Frank 0Brian. Wbrew nazwisku wyglda raczej na
Wocha ni Irlandczyka. Drobny i chorowity, wsawi si tym, e w
pierwszej klasie prbowa umwi si z Myszk Becky. Potem nauczy si
jej nie zauwaa, ale i tak czasem jeszcze nazywano go Szczurkiem. Kochajcy si ludzie w kwiecie wieku chcieli zay odrobink
przyjemnoci, a tu dupa. I dlaczego? Bo ich krglutkiej creczki znowu
nikt nie zaprosi na randk i musiaa wrci do domu zaraz po szkole.
Wendy wyda wargi.
- Pieprz si, Szczurek! - sykna.
Frank wzruszy ramionami.

- Zobaczyem ci i jako przesza mi ochota - odpar. - Wida dziaasz


tak nie tylko na ojca.
Wikszo podpitych dzieciakw parskna miechem, a kilkoro
nagrodzio ripost brawami. Wendy podniosa si z kolan i chwiejnym
krokiem odesza w kt wczeniej zajmowany przez Becky. Nikt si tym
szczeglnie nie przej.
adnego skrpowania - pomyla Bill zdumiony. - Jakby w ogle nas
tu nie byo... albo jakbymy byli zawsze.
Upi yk piwa i rozejrza si za Myszk. Do tej pory widzia j
przelotnie, gdy weszli na ganek. Umiechna si wtedy do niego i Hopper
sam by zdziwiony, e dziewczyna ma naprawd pikny umiech. Nigdy
wczeniej tego nie zauway. Dopiero po chwili przypomnia sobie, e
kiedy chodzili jeszcze do szkoy, Becky nigdy si tak naprawd nie
umiechaa.
W kocu j zauway. Wci staa na werandzie wpatrzona w ksiyc.
Sama jak zwykle.
- Przepraszam was na moment - powiedzia, wstajc. Udao mu si nie
nadepn nikogo z siedzcych na pododze. Ktem oka zauway jeszcze,
e jego miejsce zaja Susan. Usysza, jak pyta Mikea, czym si zajmuje.
Carter wzruszy ramionami i odpar, zgodnie z wyuczon historyjk, e
jest archeologiem. Potem ju zupenie od siebie uzupeni opowie o psa
Indian i kilka mrocych krew w yach historyjek.
Bill westchn ciko. Cay Mike! Mona byo mie tylko nadziej, e
nie wyjedzie z tymi gupotami przy swoim modszym wcieleniu.
Hopper przecign si i wyszed na werand. Uderzya go fala
chodnego nocnego powietrza, ale mimo to zdj marynark. Cicho

podszed do Becky i okry jej ramiona. Dziewczyna obrcia si


gwatownie.
- Zamarzniesz tu, dziewczyno. - Posa jej jeden ze swych najbardziej
niewinnych umiechw. Nie byoby dobrze, gdyby uznaa, e chce j
poderwa. - Rozumiem, e noc jest przeliczna, ale...
- Ja... ja czekam tu na kogo - odpara Myszka.
Bill skin gow. Doskonale wiedzia, dlaczego tu stoi i na kogo
czeka. Obiecano ci odrobink zainteresowania, a to wszystko, o czym
marzysz. Poczu si podle. I co najgorsze, by bezradny.
- Skoro upierasz si, by tu zosta, zatrzymaj marynark - powiedzia.
- Dzikuj panu.
- Mam na imi Tom... I nie ma sprawy.
Gdy wrci, Carter nie by ju w centrum zainteresowania, z piwnicy
wrcili bowiem Watt i modsze wcielenie jego przyjaciela. Taylor
ponownie chwyci za gitar i tym razem zacz gra swoje kompozycje.
Teksty byy pene niezrozumiaych metafor i stanowiy klasyczny przykad
grafomaskiej poezji tamtych czasw, ale melodia oraz wykonanie
nadrabiao literackie braki.
Bill wsuchiwa si przez chwil, a zauway, e Mike wci siedzi z
Susie na kanapie. Dziewczyna szepna mu co na ucho, po czym wstaa i
ruszya w stron wyjcia. Mijajc Hoppera, umiechna si promiennie. Z
ca pewnoci bya pijana.
Chwil po tym, jak Susie znikna za przeszklonymi drzwiami
prowadzcymi na werand, z sofy podnis si Mike i rwnie ruszy w
tamt stron. Bill zastpi mu drog.
- Popierdolio ci?! - sykn, zaciskajc palce na ramieniu przyjaciela. -

Nie moesz.
- A wanie e mog. - Carter wyszczerzy zby w umiechu. - Nawet
powinienem. - Gow wskaza swoj modsz wersj. - Zaraz po mnie
wyjdzie Mike junior i bdzie si przyglda temu, co Smutny robi z
dziewczyn jego ycia w szopie na drewno. I to zapewni mu materia na
kilkadziesit mokrych snw. Nie moemy przecie zmienia przeszoci.
Zwaszcza tej, ktra nas dotyczy, nie?
Hopper zwolni ucisk.
- Jeeli przez to nastpi interwencja... - zacz, ale Mike wszed mu w
zdanie:
- Bez obawy, nie nastpi. I rozlunij si troch. Myl, e zaraz
powiniene przyjecha, nie?
Min Billa i wyszed na werand. Tak jak powiedzia, chwil pniej
jego ladem ruszy Carter junior.
- A t piosenk napisaem specjalnie dla mojej Susan - powiedzia
Watt. Rozejrza si za ukochan, ale nigdzie jej nie zauway. Machn
rk. - Ona syszaa to ju z tysic razy.
Zacz piewa. Zdaniem Hoppera bya to najpikniejsza ballada, jak
kiedykolwiek napisano.

Mike 69
Cienka koszula w aden sposb nie chronia przed chodem nocy, ale
Carter nie zamierza wraca, by si ubra. Mgby wtedy przeoczy
moment, gdy Smutny postanawia zrobi krzywd Susan. W kocu widzia,
jak za ni wychodzi.

W swoich mylach Mike by ju bohaterem, ktry ciga oblenego,


podstarzaego chudzielca z piknej panny White, miss pokolenia flower
power, a potem ju nie cakiem zgodnie ze swoj ideologi obija gociowi
mord. Z pewnoci za takie co Susie da si pocaowa, a kto wie, moe
nawet pozwoli na co wicej. I pierdoli Watta! W mioci i na wojnie nie
ma zasad.
Wychyli si zza budynku, a wtedy dostrzeg, e Smutny wchodzi do
szopy na drewno.
- Mam ci! - powiedzia cicho i ruszy w tamt stron.
Posuwa si ostronie, uwanie patrzc pod nogi. Nie chcia, by
zdradzia go jaka przypadkowo nadepnita gazka. Co prawda, jeli ten
facet by tam teraz z Susan, z ca pewnoci nie nasuchiwa, co si dzieje
na zewntrz, ale ostronoci nigdy za wiele.
Mike przywar plecami do ciany szopy i uwanie popatrzy na
wszystkie strony. Nie dostrzegszy nikogo, odwrci si i zerkn przez
szczelin w deskach.
Z wntrza bi delikatny blask wiec. Ustawione byy na ziemi, okalajc
centralny drewniany filar. Susie staa w rodku krgu. Umiechaa si.
- Lubisz ogie? - zapytaa, odgarniajc wosy. Sdzc po gosie, bya
ju niele wstawiona. - Ja wprost uwielbiam, podobnie jak Watt. Te
wszystkie rozedrgane cienie, falujce powietrze i ar, niebezpieczny i
pocigajcy zarazem.
Z cienia wyoni si Smutny. Szed powoli, nie odrywajc oczu od
dziewczyny. Niby by spokojny, ale donie, raz po raz rozluniajce si i
zaciskajce w pici, mwiy wszystko. Zdaniem Mikea, facet by tak
nabuzowany, e mao nie eksplodowa. Gdy si odezwa, jego gos

rwnie dra z podniecenia.


- Myl, e ogie jest w porzdku. Zaley jeszcze, co owietla.
Rozumiem, e przygotowaa to wczeniej dla swojego kochasia?
Przestpi nad wiecami i wszed do krgu. Wycign rk w stron
dziewczyny. Ta cofna si i opara o filar.
- Nie tak szybko - powiedziaa stanowczo. - Najpierw poka, co
obiecae.
Facet wykrzywi si oblenie. Tak wanie wygldaj onierze
patrzcy na wietnamskie dziewczyny lece u ich stp - pomyla Mike.
By pewien, e krzywi si w ten sam sposb, rozpinajc spodnie, by da
im

posmakowa

amerykaskiego

specjau.

Pierdolone

sugusy

faszystowskiego rzdu!
Smutny wycign z kieszeni plik banknotw spity plastikow
klamr. Rzuci pienidze na ziemi.
- Chcesz przeliczy teraz? - zapyta.
Susan pokrcia gow i chwycia gocia za poy marynarki.
Pocaowaa go.
Pd po Watta! - co podpowiedziao Mikeowi. Sytuacja z ca
pewnoci nie wygldaa tak, jak sobie wymarzy. Susan nie bya w
niebezpieczestwie, wrcz przeciwnie, chciaa tego. Sprzedawaa si temu
oblenemu chudzielcowi jak ostatnia dziwka. Carter przypomnia sobie
rozmow z Wattem w piwnicy, gdy tamten mwi, jak niewiele brakowao,
a te zostaliby Smutnymi. Jak niewielki krok dzieli ich od kieratu
zwanego dorosym yciem, w ktrym najwaniejszy jest domek na
przedmieciach, dobry college dla dzieci i krawat odpowiedni do
marynarki. wiat pienidza...

Tobie moe si udao, Watt, stary druhu, ale Susie daa si zapa w
puapk.
Nagle zrobio mu si niedobrze. Mao brakowao, a rzeczywicie
pobiegby po Taylora, ale w tym wanie momencie Smutny odsun Susan
i kaza jej si obrci. Dziewczyna posusznie stana przy filarze,
chwycia go oburcz i pochylia si do przodu. Skrzywia si lekko, gdy
mczyzna podcign do gry jej zwiewn sukienk i powoli zsun
majtki.
Carter poczu, e narasta w nim podniecenie. Patrzy, jak mczyzna
wsuwa rce pod materia i dotyka piersi dziewczyny jego marze,
jednoczenie ocierajc si kroczem o jej nagie poladki. Dziewczyna
odchylia gow do tyu i jkna. Udawaa, Mike by tego pewien.
Przecie jeszcze przed chwil krzywia si, gdy mczyzna unosi jej
sukienk. Ale zapaci, wic zapewniaa mu peen serwis, cznie z tymi
wiecami i gadkami o ogniu.
Tylko u tegorocznej krlowej balu liceum w Troy - przemkno
Carterowi przez myl - jki i udawany orgazm wliczony w cen. Oferta
wana do wyczerpania zapasw hipokryzji. Smutny rozpi spodnie i
pozwoli im opa do kostek. Gwatownym ruchem zsun szorty,
uwalniajc swojego maego. Tak, to wanie byo odpowiednie sowo.
Zdaniem Cartera, facet wyglda aonie.
Tylko si teraz nie odwracaj, Susie, bo parskniesz miechem i prynie
cay nastrj.
Dziewczyna nie odwrcia si. Gow miaa opuszczon, tak e Mike
nie mg dojrze jej twarzy. Nie widzia take ez, ktre popyny po
policzkach Susie, gdy mczyzna si w ni wbi. Ani tych, ani kolejnych

chwil pniej.

Bill
- Przepraszam, panie...
Bill odwrci si. Przed nim sta Watt. Wyglda na zaniepokojonego.
- Mw mi Tom - przypomnia. - W czym mog ci pomc?
- Zastanawiam si, czy nie widzia pan... czy nie widziae mojej
dziewczyny. Drobna blondynka, w biaej sukience. Ma na imi Susan.
Hopper zawaha si. Po raz pierwszy, od kiedy pojawi si na zjedzie,
czu, e nie wie, co powinien powiedzie. Gdzie waciwie skierowa
chopaka? Nie mia zbyt wielkiego wyboru i kada opcja moga cign za
sob grob interwencji. Wystarczy jeden kamie w niewaciwym
miejscu i zmienia si bieg historii - przypomnia sobie cytat z
przeczytanego kiedy artykuu. Co prawda w tym przypadku nie miao to
a takiego znaczenia, ale...
- Widziaem j przed chwil - powiedzia w kocu. - Chyba posza na
gr.
- Wielkie dziki.
- Nie ma sprawy - odpar Bill. Patrzy, jak chopak rusza w kierunku
schodw. To powinno da Mikeowi jakie dwie dodatkowe minuty. Przez
chwil sta w milczeniu, mimowolnie zaciskajc pici i oczekujc
wtargnicia facetw w kominiarkach i z napisem

REZERWAT

na czarnych

kurtkach. Czy tak wanie wygldaaby interwencja? A moe po prostu


straci przytomno i obudzi si w biurze ze wspczesnymi meblami,
gdzie facet w wieku jego syna powie mu, jak bardzo si na nim zawid...

Na werand wkroczy modszy Mike, a chwil pniej Susan z


zaczerwienionymi od ez oczami.
Carter, sukinsynu, co ty jej zrobi?! - pomyla Bill w nagym
przypywie gniewu.
Weranda pojaniaa blaskiem reflektorw, a chwil pniej na
podwrze przed chat wjecha zielony ford thunderbird. William Hopper,
przez kolegw zwany Patyczakiem, wanie doczy do zabawy.

Mike 69
Zachowuj si naturalnie - nakaza sobie Mike - nie daj po sobie
pozna, co widziae.
Umiechn si do stojcej obok Myszki. Teraz by ju pewien, e
czeka na Patyczaka. Nie mia tylko pojcia po co. Czyby Bill obieca jej
co przywie? Ale czego moe potrzebowa kto taki jak ona?
Poczu na sobie spojrzenie drugiego spord Smutnych. Grubas
wyranie mu si przyglda. Kto wie, moe te polowa na kogo, tyle e
dla odmiany gustowa w chopcach? Teraz ju nic by go nie zdziwio.
Na werand wesza Susan. Mina Mikea bez sowa i znikna we
wntrzu chaty. Sprawiaa wraenie, jakby kady krok sprawia jej bl.
Carter odwrci si i opar rce o barierk. Myla o Smutnym i o tym,
czy powinien mu spuci omot pod byle pretekstem. Przede wszystkim
jednak wci mia pod powiekami obraz Susan White opartej o filar. Susan
z podcignit sukienk i twarz ukryt we wosach...
Z oddali dobieg go odgos silnika, a chwil pniej na podwrze
wjecha samochd.

Mike zerkn w stron Myszki. Umiech na twarzy Becky potwierdza


jego wczeniejsze przypuszczenia. Czekaa na Patyczaka. Tylko po co?
Z samochodu wysiad redniego wzrostu chopak w dinsach i biaej
koszulce bez rkaww. Mia czarne, zaczesane na el wosy, a za uchem
papierosa. Wyglda, jakby go ywcem przeniesiono z lat pidziesitych.
- Siema, Carter! - zawoa. Z tylnej kieszeni spodni wycign grzebie
i pynnym ruchem przeczesa wosy. - Cze, Becky. Jak impreza?
- Si krci - odpar Mike. - Co tak pno?
Patyczak wzruszy ramionami.
- Musiaem kupi par rzeczy. Pomoesz mi?
- Jasne. - Carter odepchn si od barierki i zbieg po schodkach.

Bill
Hopper przyglda si sobie z niedowierzaniem. Wic taki wanie
byem... Jakbym si urwa z castingu do West Side Story. Pokrci gow.
- To jest Patyczak - przedstawia chopaka Wendy.
Bill czu jej spojrzenie na sobie ju od duszego czasu i podejrzewa,
e przez cay ten czas szukaa okazji, by do niego zagada.
- Wyglda sympatycznie.
Dziewczyna wzruszya ramionami.
- Moe i wyglda, ale to palant.
Patyczak odda trzymane w rkach due papierowe torby OBrianowi i
zacz wita si ze znajomymi. Kto z siedzcych na sofie - Bill z miejsca,
gdzie sta, nie za bardzo mg zobaczy kto - zapyta jego modsz wersj,
czy zatrzyma si po drodze, by dmuchn jakiego niedwiedzia.

- Nie martw si - odpar Patyczak - specjalnie dla ciebie zostawiem


kilka niedwiedzich dziewic.
Towarzystwo rykno miechem. Najbardziej, jak zwykle, sycha byo
Charliego Millera, ktry zdaniem Watta mia si, jakby gwizdek
lokomotywy dosta czkawki.
- Tom, chcesz ponczu? - przypomniaa o sobie Wendy.
Bill odwrci gow i umiechn si do niej.
- Chtnie - poprosi - jeli byaby tak mia. Poczeka, a dziewczyna
odejdzie kilka krokw, i ruszy w stron dzieciakw cinitych przy sofie.
- Cze - zagadn.
Patyczak popatrzy na niego z wyrazem zdumienia na twarzy.
- To jest Tom - wyjani stojcy za nim mody Carter. - Mia awari
samochodu, wic go zaprosilimy.
- Jest jeszcze Vinni - doda OBrian - ale gdzie nam znikn.
- Dorzucamy si do piwa - powiedzia Bill i z umiechem wycign
rk.
Patyczak ucisn j.
- Widz, e wiesz, jak rozmawia ze wspczesn modzie, Tom.
- Niczym si nie rni od tej, gdy ja byem mody.
Towarzystwo ponownie wybuchno miechem i tym
razem Bill mia si razem z nimi. Przez krtk chwil czu si
wspaniale. Wrci czas, gdy by dusz towarzystwa. I mniejsza z tym, e
tuste babsztyle jak Wendy Roberts uwaay go za palanta. Mia wtedy
kumpli i cite riposty. Dowcipy, ktrych nie wyczyta z Readest Digest.
I wtedy wanie ponownie dostrzeg Becky. Staa przy wejciu, a na
ramionach wci miaa jego marynark.

Dobry nastrj Hoppera prys w jednej chwili. Dostrzeg, e jego


modsze wcielenie zerka na dziewczyn i umiecha si. Zaraz podejdzie do
niej i zagada co gupiego, a potem pjd razem na gr.
Nie, jeli zaraz co zrobisz - przemkno mu przez gow. - Moesz
temu zapobiec, wystarczy, e odcigniesz j, powiesz...
Wiedzia jednak, e to beznadziejne. Ta dziewczyna bya zadurzona w
tym dupku i nie mia szans na powstrzymanie jej inaczej jak tylko si. A
wtedy z ca pewnoci szybciej ni ochrona Rezerwatu zareagowaliby
zebrani wok. Bo, niewane, co myla, nie by jednym z nich. By
Smutnym.
- Pieprzy to - mrukn pod nosem i pewnym krokiem ruszy w stron
wyjcia.
Usysza jeszcze zdumiony gos Wendy, ktra uporaa si wreszcie z
nalaniem dwch szklanek ponczu i staa teraz z nimi przy sofie, nie
wiedzc, co si dzieje. Bill pchn drzwi i wyszed na zewntrz. Zbieg po
schodkach i nie ogldajc si za siebie, pogna w stron lasu. Jak
najszybciej mg.
Bieg tak, dopki kucie w piersi nie zmusio go, by si zatrzyma.
Przywar poladkami do drzewa i pochylony wspar donie na kolanach.
Serce walio mu jak oszalae, wcigane powietrze palio gardo, a na
dodatek poczu zawroty gowy. Czu, e w kadej chwili moe
zwymiotowa.
Gdy odwrci gow, wci widzia wiata chaty, mimo e odbieg
naprawd daleko. Umiechn si. Tak naprawd by to chyba najduszy
dystans, jaki przebieg w caym swoim dorosym yciu.
- Brawo, panie Hopper - usysza znajomy gos.

Bill unis gow i dostrzeg Harknessa. Chopak, ubrany teraz w


koszulk khaki i oliwkowe bojwki, opiera si o drzewo kilka metrw
dalej. Sdzc po wyrazie jego twarzy, niele si bawi.
- Myl, e moe pan by z siebie zadowolony, panie Hopper. Pdzi
pan, jakby mia za plecami tysic diabw. A szkoda, e bdzie pan
musia tak szybko wraca.
- Nigdzie... nigdzie nie wracam - wysapa Bill. - Mam do.
Harkness pokiwa gow.
- Wcale si nie dziwi, zwaszcza e wanie za chwil zgwaci pan
Becky Olson. - Zerkn na zegarek. - O tak, wanie w tej chwili jest pan z
ni w pokoju, caujecie si. Za okoo dwie minuty wsunie jej pan rk do
majtek, a potem si zacznie...
- Zamknij si! - wycedzi Bill. - Po prostu si zamknij.
- Nie chciaem pana zdenerwowa, Hopper. - Chopak wycign przed
siebie rce w uspokajajcym gecie. - Chciaem tylko oszczdzi sobie i
panu gadek w stylu: Ja musz... nie mog ci powiedzie czemu, ale nie
mog tam wrci. Wiem wszystko, setki razy ogldaem to na wideo,
przygotowujc si do realizacji zamwienia. Ale, prosz mi wierzy, pan
naprawd musi tam wrci. Inaczej czeka nas interwencja. Bill wzruszy
ramionami.
- Nic mnie to nie obchodzi.
- A powinno. - Harkness odepchn si plecami od drzewa i ruszy w
kierunku Hoppera. - Paskim kolegom nie zrobi to co prawda wikszej
rnicy, a modszym wcieleniom pana i pana Cartera zafunduje si
programowanie

mzgu

podobne

do

tego,

ktre

zafundowalimy

prawdziwym... jak to pan Carter raczy powiedzie?... Smutnym? Wie pan,

o kogo chodzi. Niemniej srogie konsekwencje panw nie min.


- O czym ty mwisz, Harkness? - nie zrozumia Bill.
Chopak wzruszy ramionami.
- Nie nale do grupy szturmowej, ale to naprawd nic dobrego.
Powinien pan wic wraca, i to szybko. Wicej ostrzee nie bdzie.
- Pan mi grozi?!
- A sdzi pan, e nie mam moliwoci? - Harkness umiechn si
krzywo. - Pracuj dla firmy, ktra w jednej chwili moe sprawi, e
przestanie pan istnie. Pstryk i William Hopper nigdy si nie urodzi. Albo
budzi si nagle z gow pen wspomnie mordercy. Albo... Rozumie pan,
o czym mwi?
Bill westchn ciko i raz jeszcze spojrza w stron chaty. Waciwie
to co zmieniaa ta jego ucieczka? Co si stao, to si nie odstanie i nie
zmieni tego, zachowujc si jak dziecko. Byo mu gupio, e potrzebowa
Harknessa, by to sobie uwiadomi.
- Ju wracam - powiedzia. - Tylko odsapn tu jeszcze chwilk.
- Jasne. - Chopak pokiwa gow. - Swoj drog, fatalnie pan podszed
do tego zjazdu.
- Nie rozumiem.
- To proste. - Harkness umiechn si. - Paska postawa jest do
powszechna wrd naszych klientw, ale i tak zawsze mnie jako
zaskakuje. Chodzi o motywacj. Kieruje panem poczucie winy z powodu
tego, co zrobi pan pannie Olson, a czego nie mg pan pniej
odpokutowa. I to w panu siedziao przez cae ycie. A teraz wyda pan
majtek, by cofn si w czasie i raz jeszcze przey cay ten bl. Tylko po
to. Bo przecie wiedzia pan, e nie pozwolimy panu zmieni przeszoci,

prawda?
Hopper skin gow.
- Dziwi si, e nie bierze pan przykadu z pana Cartera. On
potraktowa nasz ofert jako form wypoczynku. Znalaz w caym tym
spotkaniu przed laty co, co dao mu teraz satysfakcj i...
- Nie mwmy ju o tym - poprosi Bill. Nie mia ochoty sucha o tym,
jak Mike wietnie si bawi. Znw mia przed oczami twarz Susan
wchodzcej do domku. Zacinite usta i zaschnite zy na policzkach...
- Jak pan chce, panie Hopper - Harkness ponownie si umiechn - ale
prosz sprbowa si rozluni. Nie lubimy, jak nasi klienci wyjedaj
smutni z Rezerwatu. - Spojrza na zegarek. - Jeli ruszy pan teraz
spokojnym krokiem, to po dojciu na miejsce sprawa panny Olson bdzie
ju przeszoci. Do zobaczenia jutro.
Odwrci si i po chwili znikn midzy drzewami.
Bill ruszy z powrotem w stron chaty. Powoli, a mimo to droga
wydaa mu si wyjtkowo krtka. Jak to mwi Harkness? Pstryk i nie ma
pana? Podobnie teraz on - pstryk i by ju na podwrzu.
Pod werand kto sta. Dziewczyna. Wtulaa rce w ramiona i
szlochaa cicho.
- Becky? - zagadn odruchowo. Spojrzaa na niego zdumiona, wic
zaraz doda: - Tak masz na imi, prawda?
Skina gow, po czym otara twarz rkawem.
- Co si stao, prawda? Masz ochot pogada?
Tym razem zaprzeczya gwatownie. Bill odnis wraenie, jakby w
jednej chwili skurczya si w sobie. Sign do kieszeni spodni i wycign
pogniecion paczk papierosw.

- To moe cho zapalisz i pomilczymy sobie razem - zaproponowa. Bo moesz by pewna, e nie pozwol, by tak liczna dziewczyna staa tu
sama w tak noc. Za adne skarby.
Becky wzruszya ramionami i umiechna si lekko. Tylko odrobink,
ale Billowi to wystarczyo...

Mike 69
- Naprawd poradzimy sobie - raz jeszcze zapewni Mike. Naprawd
tak uwaa. Co prawda sprztania byo rzeczywicie duo, ale wolaby
robi to sam, ni korzysta z pomocy Smutnych. Zwaszcza tego
wyszego. Umiechn si i wycign papierosa z podstawionej mu
paczki. - Teraz, kiedy wszyscy zabrali si ju na autobus i Watt nie
przeszkadza nam z t swoj gitar, spokojnie moemy zrobi tu porzdek.
Zwaszcza e i tak zostajemy do jutra.
Gruby skin gow i wycign z kieszeni portfel. Poda Mikeowi
zwitek banknotw.
- Za piwo.
- Mielicie si dorzuci - zauway podejrzliwie Carter - nie paci za
wszystkich.
- Powiedzmy, e to bonus za dobr zabaw. - Smutny umiechn si. Jeszcze raz dziki za wszystko.
Podali sobie donie. Na szczcie drugi z goci sta ju po drugiej
stronie podwrza i Mike nie musia podawa mu rki. Skin tylko gow,
a tamten odpowiedzia tym samym.
Carter odczeka, a obaj obcy znikn midzy drzewami, i dopiero

wtedy wrci do chaty. Nie zamierza nawet kiwn palcem, dopki Bill
nie ruszy swej cholernej dupy z ka, by mu pomc.
Znalaz pen butelk, otworzy i rozsiad si w fotelu, rozmylajc o
minionej nocy. Zwitek banknotw jakby emanowa ciepem. Mike zapa
si na myli, czy taka stawka wystarczyaby Susan. Mia zamiar spyta j
o to zaraz po powrocie.

Bill
- Dae mu pienidze? - zapyta Mike. - Tyle, ile kazali?
- Oczywicie - odpar Hopper, wsiadajc do samochodu. - Trzymam si
zasad. Swoj drog, skoro prawdziwy Smutny da ci wtedy tyle szmalu, to
dlaczego ja nic o tym nie wiedziaem? Powiniene si by podzieli.
Mike ostatni raz opuka nowe koo i rwnie wsiad. Wsadzi kluczyk
do stacyjki, przekrci.
- W ogle nie wida, e zmieniane - powiedzia jakby nigdy nic. - I nie
ma ladu po ich oponach. Ci gocie s niesamowici.
- Zapytaem o co, Carter - przypomnia Bill. - O tym, e widziae, jak
kto dmucha Susan, te nie raczye mi wspomnie. Ani razu, przez te
wszystkie lata.
- Tak jak ty o tym, e rozdziewiczye Myszk. - Mike wzruszy
ramionami. - Nie patrz tak na mnie. Mylae, e si nie domyl?
Najpierw w barze mwisz o tym, e chciaby zobaczy wanie j, potem
dajesz jej marynark. Troch mnie to zaciekawio. I wiesz co? Teraz nie
uwaam, eby bya taka znowu brzydka. Moe i miae wtedy oko...
- Zamknij mord!

Powietrze wok nich zafalowao, las te si zmieni. Z ca pewnoci


nie byli ju w Maine swej modoci. Wrcili do Rezerwatu.

Epilog
Po

Harknessie

nie

byo

wida

nocnego

czuwania.

Szeroko

umiechnity powita ich na parkingu.


- Mam nadziej, e dobrze si panowie bawili - powiedzia, gestem
zapraszajc ich do budynku. - Teraz proponuj kpiel i odrobink snu. Nie
chcemy, by co si panom stao w drodze powrotnej.
- Rzeczywicie, przyda mi si troch snu - stwierdzi Mike, oddajc
chopakowi kluczyki do samochodu. - Ta sama droga?
- Tak, panie Carter. Dokadnie ta sama.
Bill patrzy przez chwil, jak jego towarzysz idzie dziarskim krokiem
w stron budynku. Zacign si papierosem.
- Musz panu podzikowa za...
- Nic pan nie musi - wszed mu w zdanie Harkness. - Rzadko si
zdarza, bym robi co, nie widzc w tym zysku dla firmy. Taki ju jestem,
panie Hopper, i prosz mi wierzy, nie byo w tym nic szlachetnego.
- Nie rozumiem.
- Czy zdaje pan sobie spraw, e poczwszy od chwili, gdy dowiedzia
si pan o mierci panny Olson, cae paskie ycie jest prb odkupienia
tamtej nocy? - Umiechn si i pokiwa gow. - Tak, panie Hopper,
prosz nie patrze na mnie w ten sposb. Paska decyzja o podjciu staej
pracy niedugo po tamtym wypadku, lub z kobiet, ktra przypominaa
panu Becky, cakowita zmiana stylu ycia... Wszystko z poczucia winy.

Bill westchn ciko i cisn niedopaek na ziemi. Przydepta. Do tej


pory nawet nie zdawa sobie z tego sprawy, ale Harkness mia racj. Nie
byo sensu zaprzecza.
- Po co pan mi to mwi? - zapyta.
- Bo myl, e wystarczy ju tej pokuty - odpar chopak, wzruszajc
ramionami. - I chc panu zaoferowa prac.
- Prac? - zdziwi si Bill. - Jak prac?
- C, myl, e powinienem raczej powiedzie nowe ycie - ucili
Harkness. - Sprawiamy, e umiera pan dla wiata, by odrodzi si jako
nieznany nikomu pracownik naszej firmy. Dostaje pan drug szans, a my
zyskujemy czowieka z charakterem. Obie strony s zadowolone.
Bill zamyli si. Oferta brzmiaa kuszco, ale przecie nie mg tak
zostawi wszystkiego w jednej chwili. Pal sze wyrzuty sumienia, ale
przecie przyzwyczai si do swojego ycia. I by za stary, aby nagle je
porzuca. Starych drzew si nie przesadza, jak zwyk mawia kiedy jego
ojciec.
- Rozumiem, e ma pan wtpliwoci, dlatego nie naciskam. - Harkness
powoli ruszy w stron budynku. - Teraz powinien pan odpocz, a jeli po
przebudzeniu uzna pan, e nie powinien przyjmowa oferty, caa ta
rozmowa zniknie z pana pamici. Ale naprawd radzibym si zastanowi.
Na przestrzeni wiekw nie byo jeszcze ani jednej reklamacji.
Skin gow i odszed, zostawiajc Billa sam na sam z jego
zdumieniem.
***
Anne koczya podlicza dochody z kasy i wanie miaa szykowa si

do wyjcia, gdy nagle zadzwoni dzwoneczek umieszczony nad drzwiami


wejciowymi.
- Bardzo mi przykro, ale ju zamykamy - powiedziaa, nie podnoszc
gowy. - Serdecznie zapraszam jutro.
- Jutro moe by za pno - rozleg si ciepy mski gos.
Anne podniosa gow i dostrzega mczyzn, ktry dwa dni
wczeniej zamwi u niej jajecznic. Nie wiedzie czemu, jego twarz jako
utkwia dziewczynie w pamici.
- Mog panu w czym pomc? - zapytaa.
- Tak, moe pani - odpar mczyzna. Przeszed na drugi koniec
restauracji i wrzuci monet do szafy grajcej. Nacisn przycisk i po
chwili rozlegy si dwiki Angie Stonesw. - Jeli byaby pani tak mia,
chciabym zaprosi pani do taca. A potem... c, potem si zobaczy.

Czasami mam wraenie, e moja wyobrania nie dorasta do


rzeczywistoci. e chobym nie wiem jak si stara, ycie i tak
napisze mocniejsz, lepsz histori, namaluje obrazek mocniej
zapadajcy w pami. Tak jak w przypadku tego opowiadania. W
moim rodzimym miasteczku mieszkaa sobie bowiem para
modych ludzi. Znacie takich - wydaje si, e byli razem od
zawsze, e ju paczc w szpitalu, wykrzykiwali nawzajem swe
imiona. Wsplna piaskownica, awka w jednej, potem w drugiej
szkole, wreszcie - gdy zdecydowali si na studia - wsplna stancja
i plany na przyszo. Potem ju prosta droga od piercionka do
obrczki.
lub i wesele mieli oczywicie starannie zaplanowane,
potwierdzeni gocie, kapela, wiartka wdki na gow... Nie
chcc znika w trakcie przyjcia, umwili si z fotografem
tydzie wczeniej, by ju w sukni i garniaku udawa maestwo.
I wreszcie ostatni tydzie, troch zbyt mocno zakrapiane
kawalerskie, poroniony pomys na nocn kpiel w jeziorze.
Przyszy pan mody wpad w wir, czy moe zapa go skurcz nogi,
w kadym razie wedle relacji wiadkw zdoa krzykn kilka
razy, zanim si zachysn.
Mao brakowao, a tragedia byaby jeszcze wiksza,
dziewczyna bowiem prbowaa si zabi tyle razy, e wreszcie
naszprycowano j kosk dawk psychotropw, zamieniajc w
ogupiae zombie. Rodzina zaja si odwoywaniem imprezy,
wycofywaniem zaprosze lubnych i wystosowywaniem
zawiadomie o pogrzebie. lub mia by w sobot po poudniu,
pogrzeb ustalono na wtorek rano.
I zrzdzenie losu chciao, e wanie na wtorek, z maym
polizgiem, za ktry przeproszono w krtkim licie, nadesano
niedoszej pannie modej album ze zdjciami. Na okadce oni
oboje przytuleni do siebie i sobotnia data, w rodku fotograficzna
pamitka niedoszego lubu. art losu by w stanie przebi si
nawet przez psychotropy i zaowocowa kolejn, szczliwie
znowu nieudan prb samobjcz.

Mwi Wam, ycie to wietny pisarz, ale prawdziwy skurwiel


dla swych bohaterw.

Dedykuj: Mikowi, Alex, a take mojej


siostrze Jadzi i Mariuszowi - jej mowi. Tym,
ktrym si udao, udaje i udawa bdzie...

ALBUM
Tego dnia, wic krawat, Mirek by pewien, e robi to ostatni raz w
yciu.
Sta w przedpokoju swojego ciasnego, dwupokojowego mieszkanka
przed lustrem ustawionym tak, e w odbiciu mona byo dostrzec wntrze
wskiej sypialni. W radiu rozpocz si wanie popoudniowy blok
przebojw i Lynard Skynard zacz piewa o swojej ukochanej Alabamie.
Mirek zna t piosenk, ale tym razem nie przyczy si do chrkw.
Pospiesznie dokoczy wizanie krawata i sign po marynark.
Dzisiejsza wizyta u niedoszych teciw bya mu wyjtkowo nie na rk,
ale jako nie potrafi im odmwi. Zwaszcza tego dnia...
Ostatni raz przejrza si w lustrze, strzepn z ramienia niewidzialny
pyek i sprbowa si umiechn. Pomimo bladoci i podkronych oczu
wyglda

cakiem

niele.

Sprawia

by

moe

wraenie

nieco

przemczonego, ale to nie byo niczym niezwykym u startujcego w


brany prawnika. Nie, jego wygld zdecydowanie nie wzbudza adnych
podejrze.
Przeszed przez przedpokj i wkroczy do sypialni. Odkd kilka dni
temu pozby si mebli, kade jego stpnicie na drewnianej pododze,
kady goniejszy oddech nis si echem po cianach, po czym wraca
niczym gos przedrzeniajcego go ducha.
Mirek stan na rodku pokoju i podnis lec na pododze walizk.

Mimo e spakowa do niej wycznie swoje ulubione rzeczy, bya


zaskakujco cika. Nie zdawa sobie sprawy, jak przywiza si do
niektrych przedmiotw. Ulubione koszulki - pamitki z imprez, buty, na
ktre wyda p pierwszej wypaty, troch ksiek i komiksw, a wrd
nich prawdziwe biae kruki, jak zeszytowe wydania pierwszych Spiritw
Eisnera czy Swamp Thing Moorea bogatszy od oglnie dostpnego o
dwie strony. Mia nadziej, e co z tego sprawi komu rado.
Zamkn oczy i wcign gboko powietrze, jakby chcia zatrzyma
zapach tego pokoju w sobie. Wo ulotn jak wspomnienia...
Potem odwrci si i wyszed z mieszkania.
***
- If you dont know me by now - piewa w radiu Mike Hucknall przy
akompaniamencie chopakw i dziewczyn z Simply Red - you will never,
never, never know me...
Mirek skrzywi si.
To zupenie jak z zapominaniem - pomyla. - Jeli nie uda ci si po
roku, nie uda ci si pewnie nigdy.
Zmieni pas, a zaraz potem skrci w wsk, jednokierunkow uliczk.
Zatrzyma si przed odrapan bram i wyczy silnik. Otworzy drzwi.
- Hej, tu nie wolno stawa! - krzykn krpy mczyzna w granatowym
fartuchu, stojcy w gbi ogrodzonego podwrza, tu pod czerwono-bia
tabliczk z nazw placwki. - Tarasuje pan wyjazd.
- Ja tylko na momencik. - Mirek obszed samochd i otworzy
baganik. - Ju odjedam.
- Momencik-srencik! - Go w fartuchu, najpewniej dozorca, ruszy w

stron bramy. - To droga poarowa do domu dziecka, kole. W rodku s


dzieciaki. Co ty, kurwa, wyobrani nie masz?
Mirek zamkn baganik i zapawszy za walizk, podszed do bramy.
Pchn j lekko i stan twarz w twarz z krpym mczyzn.
- Wiem, e s tu dzieciaki, i chciaem im to da. - Postawi walizk na
ziemi. - Jest tam troch oryginalnych rzeczy: komiksy, ksiki i caa masa
prawie nowych koszulek. Powinny si ucieszy.
Dozorca podrapa si po gowie wyranie zawstydzony.
- Dzikuj - powiedzia, unikajc wzroku niespodziewanego
darczycy, ktrego przed chwil objecha. - Przyda si im. Zwaszcza
komiksy. I ja naprawd...
Mirek wycign rk.
- Nie ma o czym mwi - wszed rozmwcy w zdanie, zamykajc jego
do w swoich. - Odda pan walizk?
- Jak pan chce, to moe wjecha na...
- Dzikuj bardzo - Mirek kolejny raz wyprbowa wiczony przed
lustrem umiech - ale myl, e innym razem. Dzi troch mi si spieszy.
Ucisn rk dozorcy i wrci do samochodu. Bya za dwadziecia
pita i wszystko wskazywao na to, e jednak si spni.
***
Pastwo Ostaszewscy, cho formalnie jeszcze we Wrocawiu, tak
naprawd mieszkali ju na wsi. Od miasta oddzielaa ich dom linia
autostrady i niewielki zagajnik. Nie dojeda tam aden autobus
komunikacji miejskiej, a i sama droga pozostawiaa wiele do yczenia. Pan
Ostaszewski wraz z ssiadem od co najmniej dwch lat zastanawiali si,

czy nie powinni sprbowa jej wykupi i wyremontowa sami. Jeli tego
nie zrobili, to wycznie z powodu braku czasu, pienidzy obaj mieli
dosy.
Mirek jak zwykle zaparkowa zaraz przy zjedzie z gwnej drogi, na
niewielkiej polance. Szkoda mu byo zawieszenia, by pcha si pod sam
dom, a poza tym do tej pory jako nikt si nie poasi na jego zdezelowane
punto. A nawet jeli zrobi to dzisiaj, to krzyyk na drog! Przez chwil
zastanawia si nawet, czy nie zostawi pod oson przeciwsoneczn
papierw wozu, ale ostatecznie zrezygnowa z tego pomysu - musia
przecie jeszcze jako wrci do domu. Wysiad i ruszy wzdu drogi.
Chocia by spniony, nie potrafi si spieszy. Zielona ciana drzew
po jednej i po drugiej stronie, wiergot ptakw i wszechobecny zapach lata
sprawiay, e specjalnie zwalnia kroku, chcc jak najduej cieszy si t
chwil.
A moe - rozleg si nieprzyjemny gos w jego gowie - wcale nie
dlatego tak si wleczesz? Moe po prostu odwlekasz spotkanie z nimi, bo
wiesz, e do tej pory czytali w tobie jak w otwartej ksidze. A co, jeli ci
przejrz? Co, jeli...
Zamkn oczy i wcign zapach lasu. Dzie by stanowczo zbyt
pikny na psucie go zmartwieniami. Zwaszcza tak drobnymi. Poza tym
kto jak kto, ale on potrafi udawa, e wszystko jest w porzdku. wiczy
przecie codziennie... przez cay poprzedni rok.
***
Przeoy rk nad furtk i odsun zasuwk. Rozlego si gone
ujadanie zza ywopotu cigncego si wzdu wirowej cieki. W chwil

pniej krzaki zatrzsy si, po czym wypad zza nich srebrnoszary husky.
Dopad Mirka i zacz liza po wycignitej doni.
- Dobry Cujo... - Go podrapa psa za uchem, wzrokiem mierzc
dwupitrowy domek Ostaszewskich. - Gdzie s twoi pastwo?
Zapa si na tym, e jego spojrzenie odruchowo powdrowao w
stron okna na pitrze, do ktrego zdarzao mu si wspina dla zabawy po
bluszczu porastajcym frontow cian budynku. Teraz, podobnie jak
niemal kadego popoudnia ostatniego roku, okno byo otwarte na ocie.
Pani Ostaszewska, ktra powiedziaa kiedy, e nie pozwoli, by ten pokj
umar i zatch, tak wanie dotrzymywaa swojej obietnicy.
- Mirek, to ty? - Zza budynku wyoni si gospodarz. By wysokim,
szczupym mczyzn o wydatnym nosie i lekko cofnitym podbrdku.
Wosy, niegdy czarne, teraz przetykay pasma siwizny, a obwise policzki
i skra na szyi mglicie przypominay o dawnym postawnym
Ostaszewskim. Mirek pamita te czasy - by ju wtedy w rodzinie.
Gospodarz podszed do gocia i zanim ucisn mu do, starannie j
wytar w fartuszek z napisem Pocauj kucharza, ktry mia na sobie.
Dostrzeg, e Mirek przyglda si napisowi.
- To nie do ciebie, synu! - rozemia si. - Nawet o tym nie myl.
- Ani mi to w gowie - odpar chopak. - Cho raz, pamitam, byo to
jak najbardziej do mnie. Nie pan by wtedy w rodku.
Ta niby nieznaczca uwaga, ktra w gowie Mirka brzmiaa jak mie
wspomnienie pogodzonego z losem, zawisa midzy nimi i obaj poczuli
si niezrcznie. Ostaszewski odchrzkn.
- Magorzata czeka na ciebie przy grillu z tyu domu - powiedzia. Id, ja zaraz docz.

Mirek skin gow i ruszy wzdu cieki.


***
- No, nareszcie! - zawoaa gospodyni, podnoszc si z leaka. Ubrana
bya w zwiewn sukienk w kwiaty, a na gow naoya biay kapelusz. W
komplecie z zasaniajcymi p twarzy przyciemnianymi okularami
przypominaa troch Brigitte Bardot.
Mirek podszed do niej. Gdy si pochyli, by ucaowa j w policzek,
poczu sodki, delikatny i tak dobrze mu znany zapach wiosennych
kwiatw. Niemal odskoczy.
- Ja, znaczy, przepraszam za spnienie... dopiero wrciem z
cmentarza - skama. W rzeczywistoci nie potrafi si zebra, by pj tam
dzisiaj. Czu w sobie jaki irracjonalny lk, e wizyta na jej grobie
odbierze mu pewno co do tego, co zamierza zrobi.
Gospodyni pokiwaa gow ze zrozumieniem.
- My bylimy rano, zaraz po kociele. Moe si poczstujesz? zaproponowaa, wskazujc na st.
- Z przyjemnoci - odpar Mirek, sigajc do patery z owocami. W
rzeczywistoci nie mia na nic ochoty. Ani na owoce, ani na stojce obok
ciasta, a sama myl o przygotowanych do grillowania kiebaskach budzia
w nim odruch wymiotny. Nie zamierza jednak dodawa Ostaszewskim
zmartwie. Obchodzona tego dnia rocznica sama w sobie bya
wystarczajco przygnbiajca.
Ugryz trzyman w rce brzoskwini.
- Kasi nie ma? - zapyta, czujc, jak sok cieka mu po brodzie.
Niespiesznie sign po papierowy rcznik. - Liczyem, e uda mi si

zobaczy prawdziw licealistk. Dzwoniem do niej...


- Mwia. - Gospodyni urwaa kilka winogron ze sporej kici i
przeoya je na deserowy talerzyk. - I te aowaa, e nie moe si z tob
zobaczy, ale pniej wytypowali j do kadry i... sam rozumiesz. P
wakacji na obozie treningowym.
Mirek

pokiwa

gow.

Co

wiedzia

na

temat

sportowych

predyspozycji Ostaszewskich, a cignce si w nieskoczono obozy,


zgromadzenia i turnieje byy swego czasu przyczyn wielu wywoanych
przez niego ktni.
- Mam tylko nadziej, e zdy cho troch odpocz.
Rozsuny si szklane drzwi i na taras wszed gospodarz. W jednej rce
trzyma tac z zawinitymi w foli pstrgami, a pod pach drugiej nis
prostoktny pakunek owinity w brzowy papier. Min on i postawi
tac obok grilla. Pakunek pooy na zrobionym z pniaka stoku.
- O czym to rozprawiacie? - zapyta. Jego gos brzmia tak pogodnie i
beztrosko, e naprawd trudno byo uwierzy, e tylko udaje.
- Pyta, co u Kaki - wyjania Ostaszewska, po czym znw zwrcia si
do Mirka: - Poczstuj si ciastem. To czekoladowe zrobiam wedle
przepisu z czerwonego zeszytu. Jest z dodatkiem chilli i smakuje
naprawd niezwykle.
Wymazujemy z pamici jej imi - pomyla nagle Mirek i ta
wiadomo wydaa mu si przeraajca. - Nikt z nas ju go nie uywa, a
zamiast tego posugujemy si znanym tylko nam kodem: czerwony zeszyt,
kto inny w fartuszku Pocauj kucharza... Ciekawe, czy gdy s sami,
mwi o niej nasza starsza crka. A moe wymylili co innego...
- Co si stao, Mireczku?

- Wszystko w porzdku. - Otrzsn si z zamylenia i posa niedoszej


teciowej najlepszy umiech ze swojej kolekcji. Troch smutny, ale nie za
bardzo, by nie budzi niepokoju. - Jadem kiedy to ciasto. Ewa upara si,
e przygotuje co sodkiego na wieczr filmowy. I rzeczywicie byo
przepyszne.
Widzia, jak twarz gospodyni zmienia si, gdy wymwi imi jej crki.
Szybkim ruchem chwyci kawaek ciasta i nieco zbyt gwatownie
wpakowa go sobie do ust.
- Reelaczjaaa - powiedzia, majc nadziej, e umorusany czekolad
wyglda cho odrobin zabawnie. Przekn i sign po serwetk. Rewelacja, naprawd. Jest szansa, bym zaapa si na kilka kawakw na
wynos?
- Pod warunkiem, e zjesz adnie rybk - odpar stanowczo gospodarz i
caa trjka rozemiaa si sztucznie.
***
Z kad chwil spotkanie coraz bardziej przypominao Mirkowi
balansowanie na linie nad przepaci. artowali, rozmawiali o ksikach,
filmach i polityce. Tu prym wioda gospodyni prenumerujca chyba
wszystkie moliwe pisma w Polsce z wyjtkiem erotyki i militariw.
Mirek pochwali si awansem, jakby mia w tym jak zasug, a nie tylko
by pierwszym na licie, gdy konkurencja podkupia kolejnego fachowca.
Ostaszewski z kolei rzuci anegdot o pijanym kontrahencie z Irlandii,
ktry przez pomyk wszed do damskiej toalety i nasika do urny walki na
oczach zgorszonych kobiet.
Cho z pozoru wszystko wygldao mio i naturalnie, w rzeczywistoci

jednak uwanie wayli kade sowo, byle tylko nie wywoywa bolesnych
skojarze. Nie spa z tej cieniutkiej liny.
Ju niebawem nie bdzie to mj problem - pomyla Mirek z
dziwnym spokojem, wycierajc chlebem resztki musztardy z talerza. Teraz wystarczy si tylko poegna i...
- Mamy co dla ciebie - usysza nagle gos Ostaszewskiego.
Wzdrygn si niemal pewien, e gospodarz odczyta jego myli.
Nagle poczu, e jeli chce utrzyma swoj tajemnic, musi std
natychmiast wyj, wydosta si na drog, a potem biegiem do
samochodu... Stumi w sobie odruch paniki.
- Ja naprawd... - zacz, ale wtedy gospodyni pooya na jego doni
swoj i lekko cisna. Ten gest mg oznacza wsparcie albo nakaz, by
siedzia cicho. Uzna, e chodzi raczej o to drugie.
Ostaszewski starannie wytar rce w fartuch, odchyli si i sign po
brzowy pakunek. Przez chwil patrzy na niego, jakby liczy, e uda mu
si spojrze przez papier, po czym poda gociowi.
- Znalelimy to niedawno, segregujc jej rzeczy - powiedziaa
gospodyni. Mwia to takim tonem, jakby przyznawaa si do nie wiedzie
jakiej zbrodni. - Myl, e szykowaa to jako prezent na twoje urodziny.
Mirek obrci pakunek w rkach. Moga to by rwnie dobrze ramka,
co i klaser. Album? By czas, e Ewa robia cakiem nieze zdjcia...
- Co to takiego? - zapyta.
- Nie wiemy. - Ostaszewski wzruszy ramionami pozornie obojtnie,
ale z jego oczu bia ciekawo. - Gdy to znalelimy, byo ju tak
zapakowane. Nakleia na tym ty papirek z twoim imieniem.
Papirek - pomyla Mirek, umiechajc si pod nosem. - Teraz

nareszcie wiem, skd jej si to wzio. Zerkn na zegarek i westchn


ciko. Wsta.
- Ju idziesz? - zapytaa gospodyni. - Posied jeszcze troch,
porozmawiamy.
Tak, i zobaczymy, co te Ewa mi sprezentowaa, co? - pomyla,
cho wiedzia, e to niesprawiedliwe. Czu jednak wzrok gospodarza na
trzymanym pod pach pakunkiem. Pewnie teraz aowa, e nie zajrza tam
wczeniej.
- Mam na jutro mas do zrobienia. Panie Romanie! - Wycign rk
do niedoszego tecia, a ten ucisn j mocniej ni zwykle. Umiech
Ostaszewskiego zupenie nie pasowa do le skrywanej zoci w
spojrzeniu. C, wanie odbierano mu pamitk po utraconej crce.
Prawdziwy skarb.
A moe sssskarb? - rozleg si zoliwy gos w gowie Mirka, a
wyobrania podsuna mu obraz filmowego Golluma.
- Dam zna, jak znajd woln chwilk - powiedzia. - To moe uda si
nam jako spotka albo co...
- Oczywicie - odparli gospodarze niemal rwnoczenie i Mirek
wiedzia ju, e nie zadzwoni wczeniej ni za rok, by podtrzyma nowo
powstay rytua.
To pasowao mu bardziej, ni mogli przypuszcza.
***
Gdy dotar do samochodu, brakowao kwadransa do dziewitej, co
oznaczao, e siedzia u Ostaszewskich i tak duo duej, ni planowa.
Troch go korcio, by zajrze pod cienk warstw brzowego papieru,

obieca sobie jednak, e rozpakuje prezent dopiero w domu. Nie chcia, by


kto go zobaczy, jak siedzi w samochodzie przy drodze i ryczy w
kierownic. Pooy wic pakunek na siedzenie pasaera i odpali
samochd. Ruszy w stron domu, dopiero po chwili przypominajc sobie
o wiatach.
***
Struka krwi midzy kartkami otwartej ksiki wyglda teraz jak
wska zakadka. Trjktny odamek szka, podobny do sopla, wysun si
lekko z wygitych oprawek stylowych okularw. Jasne wosy rozrzucone
w nieadzie okalaj zmasakrowan twarz. Obleczone w zwiewn letni
sukienk ciao, powyginane groteskowo i ju nie tak pikne jak przed
chwil, wci podryguje w agonalnych spazmach, jakby w takt piosenki
dobiegajcej z gonikw stojcej naprzeciw Galerii Dominikaskiej.
Sycha z nich wanie - o ironio! - Mrs. Robinson Simona &
Garfunkela, przy ktrej kochali si po raz pierwszy...
Kto zatrbi i Mirek odruchowo odbi na prawo, koami wjedajc na
pobocze. Zatrzyma samochd i wczy awaryjne. Nastpnie odchyli si
w siedzeniu, zamkn oczy.
- Przecie nawet tego nie widziae, kretynie! - powiedzia na gos. Nie byo ci, bo gdy to si stao, stae jak ten dure na rynku pod
prgierzem.
Poczu, e po policzkach ciekn mu zy. Otar je rkawem wcieky, e
jednak nie udao mu si wytrzyma. Sign do schowka i wydoby z niej
zamknit paczk papierosw. Zapali jednego od samochodowej
zapalniczki i mocno si zacign. Zacz kasa i mao brakowao, a

zwymiotowaby na siedzenie pasaera. Tylko lecy na nim pakunek


sprawi, e z ogromnym wysikiem powstrzyma ten odruch.
Nie pali od piciu lat, dokadnie od pierwszej rozmowy z Ew. Do
dobitnie wyrazia si wwczas o palaczach, a on by ju wtedy tak
urzeczony jej przepiknym umiechem, e nie mg zrobi nic innego, jak
tylko cisn do kosza ledwie napoczt paczk. Ta w samochodowym
schowku, podobnie jak druga, trzymana w dolnej szufladzie biurka,
suyy wycznie do wiczenia siy woli. Teraz jedna z nich okazaa si
wybawieniem.
Mirek zacign si jeszcze raz, zgnit papierosa w popielniczce i
sign po pakunek. Skoro i tak ju si popaka...
Odwin papier, a wtedy znalaz si twarz w twarz z umiechnitym
obliczem Ewy. Patrzya na niego ze zdjcia formatu B5 przyklejonego do
okadki albumu. Umiechaa si, pokazujc doeczki w policzkach i
nienobiae zby. Oczy zasaniay jej okulary lustrzanki, dziki ktrym,
jeli kto si przyjrza, mg dostrzec, kto zrobi zdjcie.
Mirek nie musia si przyglda. Doskonale pamita ciepe
przedpoudnie na Sarniej Skace, gdy soce wiecio tylko dla nich. Tego
dnia tatrzaski szczyt wznosi si ponad kby biaej mgy, dajc
zudzenie, e oto stoj na malekiej wyspie na oceanie chmur.
Wydawao si, e wystarczy jeden krok, by wstpi na ten puszysty
dywan i powdrowa a po skbiony horyzont. Poczu pod stopami
wilgo dojrzewajcego deszczu i elektryzujce linicia przyszych
byskawic...
- Idziemy? - zapytaa wtedy Ewa, a on gotw by rzuci wszystko i
skoczy w mg, byle tylko z ni.

Aparat uwieczni t wanie chwil. J z lekko przekrzywion gow i


jego skrytego w odbiciu lustrzanych okularw, upojonego mioci do tego
stopnia, e przestay dla istnie granice tego, co niemoliwe.
- Kocham ci - szepn, muskajc palcem zdjcie. A potem przewrci
stron albumu.
Zdjcia uoone byy chronologicznie i przedstawiay ycie Ewy, od
chwili gdy dumny ojciec wynis j ze szpitala zawinit w bet i
niezliczon ilo kocw.
Fotografie z pierwszych kpieli, nieudolnych prb siadania i
raczkowania,

pierwszych

stawianych

krokw,

urodzin.

Kade

wydarzenie opisane w kilku sowach starannym, pochyym pismem


dziewczyny, a czasem opatrzone zabawnym komentarzem. Wikszo z
nich moga mieszy tylko ich dwoje, co potwierdzao, e album od
pocztku przygotowywany by dla Mirka.
Mniej wicej od trzecich urodzin zaczy si zdjcia kolorowe. Na
jednym z nich maleka Ewa, siedzca na ozdobionym balonikami
plastikowym krzeseku, przerwaa paaszowanie tortu, by spojrze wprost
w obiektyw swoimi bkitnymi oczkami.
Mirek patrzy na umorusan rowym kremem buzi, apic si na
tym, e myli, jak wygldayby ich dzieci. Czy tak licznie jak mama? Czy
byyby tak radosne, a jednoczenie miayby tak powane spojrzenie? Czy
spodobayby im si bajki, ktre kiedy w przypywie bezsennoci spisywa
w zeszycie do trzeciej w nocy? Siedzia wtedy przy biurku, a za
owietlenie mia wycznie ksiyc w peni. Uwaa wwczas, e
tajemniczo i mrok sprzyjaj historiom penym magii.
Na buzi trzyletniej Ewy spada kropla, znieksztacajc jej dziecicy

umiech. Mirek byskawicznie przetar rkawem najpierw zdjcie, a


nastpnie oczy.
- Dosy tego! - nakaza sobie, zamykajc album. Po namyle uzna
jednak, e zobaczy, do jakiego etapu dosza Ewa ze swoimi wyklejankami.
Zacz przeglda fotografie od tyu. Okazao si, e album jest od
poowy pusty, jakby rzeczywicie by zaplanowany na przedstawienie
historii caego ycia. Przygotowujc go, Ewa nie moga wiedzie, e los
ma wobec niej inne plany.
W kocu Mirek dotar do ostatniego zdjcia. Delikatnie chwyci
pergamin oddzielajcy kartki, ktry akurat przy tej stronie przyklei si do
fotografii. I wtedy wanie kto zapuka w szyb jego samochodu.
Mirek a podskoczy. Puci album, byskawicznie odwrci si i
spojrza za okno. Stojcy na zewntrz policjant da mu znak, by opuci
szyb.
- Panie kierowco, to nie miejsce na praswk. To droga szybkiego
ruchu.
Mundurowy, mody chopak z lekko odstajcymi uszami i garbatym
nosem, mwi wesoo i wygldao, e jest w dobrym humorze.
Mirek przetar oczy i pocign nosem.
- Co mi tam strzelio i samochd zacz zwalnia - powiedzia,
wskazujc palcem przed siebie, co miao oznacza, e chodzi mu o silnik.
- Wezwaem ju pomoc drogow. A teraz tak sobie siedz i czekam.
Awaryjne mi dziaaj, prawda?
- Dziaaj - skin gow policjant. Przez chwil skuba doln warg. Wie pan co? Moe zajrzymy pod t mask. Znam si troch na tym, a...
- Dzikuj - Mirek wszed mu w zdanie. - Ci z pomocy ju jad i nie

chciabym, by pomyleli, e zrobiem ich w konia. Wolabym nie znale


si na czarnej licie pomocy drogowej.
- Moe i ma pan racj! - Gliniarz rozemia si i wyprostowa. - Jakby
co, bdziemy tdy przejeda za jaki czas. Zajrz, gdyby pan jeszcze
sta.
- Bd bardzo wdziczny.
Policjant przeczesa kciukiem wsy i mrugn.
- I adnego zego sowa o drogwce, jasne?
- adnego - obieca Mirek, mimowolnie si umiechajc. Cae to
spotkanie wydao mu si jakie surrealistyczne. Mia drogwka? Zjawisko
porwnywalne do spotkania z UFO czy trafienie na lad yeti.
- Miracles are everywhere its up to you so take good care - zanuci,
patrzc w lusterko, jak policjant wsiada do radiowozu, mwi co do
partnera i po chwili rusza, pryskajc wirem spod k. - Never change the
way you feel, cause soon you are for real.
Nie wiedzia, skd przypataa mu si ta wanie piosenka. Moe
dlatego, e Ewa piewaa j, ilekro przydarzao im si co dziwnego.
Poprawi uoenie albumu na kolanach i delikatnie zacz odkleja
upart foli. W kocu spojrza na fotografi i... zamar. Zdjcie
przedstawiao jego stojcego pod wrocawskim prgierzem. Data w rogu
zdjcia nie pozostawiaa wtpliwoci. To by dzie mierci Ewy.
- Jakim cudem?! - zawoa na gos. - Jak to, kurwa, moliwe...
Reszty nie by ju w stanie wypowiedzie, ale natrtne myli nie
umilky.
Jak to, kurwa, moliwe, przecie leaa ju wtedy na przejciu,
martwa! W jaki sposb...

Przyszo mu do gowy, e Ewa zrobia to zdjcie gdzie z ukrycia, a


potem pobiega szybko w stron Galerii Dominikaskiej. Moe chciaa je
tam wywoa albo co? Moe to by powd jej spnienia? Tylko jak w
takim razie? Jakim cholernym cudem to zdjcie znalazo si w tym
albumie?
Miracles are everywhere - cuda s wszdzie.
- Ostaszewscy - stwierdzi w kocu, by si przekona, czy to
podejrzenie wypowiedziane na gos brzmi rwnie prawdopodobnie.
Brzmiao. To z pewnoci oni wywoali zdjcia z aparatu crki, a
znalazszy album, uznali, e to ostatnie bdzie doskonale pasowa. Tak
musiao by, bo jedynie ostatnia fotografia nie miaa podpisu.
Obok migna ogromna ciarwka i samochd a zadra. Palec
Mirka, wodzcy wok zdjcia, dotkn prgierza. I w tej samej chwili
wiat straci kontury. Mirkowi zrobio si sabo.
***
Ciepe powietrze buchno mu w twarz, jakby wanie zajrza do
rozgrzanego pieca. Wok panowa gwar dziesitek rozmw, spord
ktrych wybijay si pojedyncze krzyki, odlegy dwik trbki i rytmiczne
omotanie bbnw. Mirek otworzy oczy. Przed sob mia wrocawskiego
McDonalda, ktry - jak zawsze w adne dni - cign cae pielgrzymki
rodzin spragnionych lodw i shakew. Przy wejciu staa na stoeczku
Biaa Dama, szczerzc si do turystw i wymachujc papierow ryczk.
Jak zwykle otacza j wianuszek dzieciakw.
Czy ja ni? - pomyla zaskoczony Mirek, rozgldajc si w
zdumieniu dookoa.

Cho zdawao si to jedynym rozsdnym wyjanieniem, jeszcze nigdy


aden jego sen nie by tak realny. Czu ciepo na twarzy, swdziaa go
obuta w trampki stopa, a afrykaskie rytmy dobiegajce zza plecw
sprawiay, e mimowolnie uderza w takt rk o spodnie.
I wtedy wanie - czy to za spraw goniejszego dwiku trbki, ktry
przestraszy siedzce na parapetach gobie, czy te doznajc dj vu na
widok ktrej z przechodzcych osb - zda sobie spraw, gdzie, a raczej
kiedy jest. Wanie tu i wanie teraz czeka na Ew po raz ostatni.
Zerkn na zegarek. Nie wiedzia, o ktrej dokadnie nastpi wypadek,
ale do chwili umwionego spotkania zostao jeszcze niespena dziesi
minut. Jeeli dobrze przypuszcza, a Bg wiadkiem, e analizowa t
sytuacj na wszystkie moliwe sposoby, powinna dojecha tramwajem
pitk za jakie trzy minuty do przystanku na placu. Co musiao j tam
zatrzyma duej ni pozostaych pasaerw spieszcych ku galerii, i to na
tyle dugo, by zdya min przynajmniej jedna zmiana wiate. Przy
dobrym ukadzie dawao to okoo minuty do dwch, przy zym ledwie par
sekund... ale i tak istniaa szansa.
Gdyby tylko miaa dzi ze sob ten cholerny telefon! - pomyla,
rzucajc si biegiem wzdu Oawskiej.
Nigdy nie by szczeglnie szybki ani wytrzymay. Ewa nieraz miaa
si, e nie jest w stanie dotrzymywa jej kroku podczas porannych
przebieek, ktre zbyt czsto musiay im zastpi wieczorne spacery.
Odpowiada wtedy, e specjalnie udaje zmczonego, by pogapi si na jej
tyek. W rzeczywistoci jednak dugoletnie palenie zrobio swoje i
zazwyczaj ju po kilkuset metrach dostawa solidnej zadyszki.
Tym razem jednak byo inaczej. Z zacinitymi zbami, lekcewac

kucie w boku i kamyk, ktry wlizn mu si do trampka, bieg


najszybciej jak tylko potrafi. Stara si nie myle o niczym, uwaa tylko,
by nie wpa na kogo, nie da si spowolni nawet na chwil.
Przed nim z saloniku z militariami wylaa si grupa podrostkw, na
oko dwunasto-, trzynastolatkw. Chopcy dyskutowali zawzicie, a jeden z
nich chwali si trzyman w rce replik glocka.
- Z drogi! - krzykn Mirek, nie zwalniajc, ale oczywicie nikt go nie
posucha. O wyminiciu dzieciakw nie mogo by mowy, bo
przelewajca

si

po

jego

prawej

stronie

rzeka

spacerujcych

zablokowaaby go na amen. Ukadajc rce jak przed skokiem do wody, by


atwiej mu byo rozsun chopcw na boki, wpad pomidzy nich.
Kto krzykn, ktry z dzieciakw polecia na drzwi sklepu i rozbi
sobie warg. Zabawkowy pistolet upad na ziemi prosto pod stopy
nadchodzcej dziewczyny chichoczcej do telefonu.
Starszy mczyzna w kraciastej marynarce, widzc cae zdarzenie,
zawoa co i pogrozi Mirkowi pici. To jednak nie byo wane, teraz
liczy si tylko bieg, liczba krokw przebyta pomidzy kolejnymi
oddechami, odlego dzielca go jeszcze od feralnego przystanku.
Wypad spomidzy budynkw, majc teraz po lewej rozkopany plac
budowy, a po prawej i przed sob woln przestrze placu Grunwaldzkiego.
Z tego miejsca widzia ju doskonale nadjedajcy tramwaj, ktry lada
chwila mia si zatrzyma na przystanku.
- Nie zd! - jkn rozpaczliwie, ale si nie zatrzyma. Przeciwnie,
si woli zmusi minie do jeszcze wikszego wysiku. Przyspieszy.
Min obciskujc si par i odepchn na bok zagradzajcego mu drog
nastolatka z jamnikiem na rozcigalnej smyczy. Dopad schodw do

podziemnego przejcia i pogna w d, przeskakujc po dwa stopnie.


Nieszczliwie

na

ostatnim

lea

upuszczony

plik

ulotek

reklamujcych imprez techno. liskie, poyskliwe kartki rozjechay si


pod stop Mirka. Chopak zamacha rkami i polecia do tyu, uderzajc
gow o schody.
Pociemniao mu przed oczami, usysza te suchy trzask podobny do
dwiku amanej gazki. W ustach poczu metaliczny smak krwi.
Kto dopad do niego i w kko pyta, czy nic mu nie jest. Mirek z
trudem potrzsn gow, wycigajc przed siebie rk. W ustach czu
potworne pieczenie, a gdy si poruszy, bl w tyle gowy niemal odebra
mu przytomno.
Stojcy nad nim chopak, ktrego Mirek widzia w tej chwili jakby zza
ociekajcej deszczem szyby, poda mu rk i pomg wsta. Jaka kobieta
zauwaya, e waciwie to nie powinno si rusza czowieka po takim
wypadku i lepiej zaczeka na pogotowie, ale nikt jej nie sucha. Mirek
wyswobodzi si z ucisku chopaka i zaciskajc zby z blu, kulejc,
ruszy do przodu. Tramwaj z pewnoci ju dojecha i teraz pozostawao
tylko mie nadziej, e w gr wchodzi duszy wariant i e Ewa chwil
jednak staa na przystanku.
Splun krwi pod nogi i rkawem otar nitk czerwonej liny, ktra
przywara mu do brody. Musia wyglda odraajco, ale bardzo dobrze,
bo teraz ludzie rozstpowali si przed nim jak przed zadumionym.
Jeszcze tylko kilka krokw do schodw, potem par stopni i ulica. Ju
niedaleko... Uwiesi si porczy i omal nie zemdla z powodu kolejnej fali
blu. Schodzca kobieta w szarym kostiumie wzdrygna si i powiedziaa
co o obrzydliwych narkomanach, ktrych Bg pokarze. Mirek kolejny raz

splun i z wysikiem zacz i w gr po schodach, kurczowo trzymajc


si porczy. Krok po kroczku, z sercem omoczcym w piersi i potwornie
pulsujc, jakby za ma czaszk. Dwa razy le postawi nog i zjecha
niej, ale zaraz, klnc i modlc si na przemian, nadrabia to wzmoonym
wysikiem.
Wynurzywszy si z tunelu, odwrci gow w stron przystanku i...
wtedy j dostrzeg. Mimo wszystko nie spodziewa si, e jeszcze
kiedykolwiek ujrzy Ew yw, i widok ten sprawi, e nagle opada go fala
wzruszenia. Patrzy, jak jego ukochana stoi na jednej nodze, wsparta o
murek, w doni trzymajc but i majstrujc co przy obcasie. Akurat wiato
w sygnalizacji zmienio si na zielone i tum pasaerw ruszy w stron
Galerii.
- Eaaaa! - zawoa Mirek najgoniej i tak wyranie, jak tylko
pozwoli mu nadgryziony jzyk. Wygldao na to, e zwrci uwag
wszystkich wok, tylko nie jej, wic krzykn ponownie.
I wtedy podniosa gow, i zobaczya go. Umiechna si, zamachaa
rk z butem, po czym woywszy go, pospiesznie ruszya w jego stron
na wci migajcym zielonym. Mirek wstrzyma oddech i... reszta
wydarze potoczya si dla niego jakby w zwolnionym tempie. Ktem oka
dostrzeg maego chopca wybiegajcego prosto pod koa pdzcej
czerwonej beemwicy. Kierowca odruchowo odbi w prawo, wz otar si o
murek, z pen prdkoci przemkn tam, gdzie jeszcze przed chwil staa
dziewczyna, niemal przelecia nad chodnikiem, wreszcie uderzy w sup.
Jeszcze kilka metrw i spowodowaby karambol, wbijajc si na rodek
skrzyowania.
Dziewczyna zamara sparaliowana strachem i tpo patrzya na ty

samochodu. wiata zdyy si ju zmieni i kto zatrbi na ni, ale


nawet nie drgna. Dopiero gdy jaka kobieta podbiega do niej i chwycia
j za rk, Ewa daa si poprowadzi.
Mirek chcia podej do ukochanej, ale nogi odmwiy mu
posuszestwa. Zdy uchwyci si barierki, ale osign tylko tyle, e
zamiast upa, osun si wzdu ciany. Zabrako mu tchu, a wok
zapanowaa ciemno.
***
Ockn si w samochodzie przekonany, e wanie obudzi si ze snu.
Jednak wci bola go ty gowy, a w ustach piek napczniay jzyk.
Kto we mnie stukn - pomyla. - Miaem wanie wypadek i
straciem przytomno. Std to wszy...
Zamruga gwatownie i przetar doni oczy. Nie dowierzajc wasnym
zmysom, raz jeszcze spojrza na trzymany na kolanach album.
Jakim cudem znikn ze zdjcia spod prgierza.
- To niemoliwe - powiedzia tylko po to, by usysze wasny gos. Takie rzeczy si nie dziej.
Zapa za korbk od okna, liczc, e wiee powietrze poradzi sobie z
omamami. Gdy poczu na twarzy powiew, ponownie spojrza na zdjcie.
Wci go na nim nie byo. Wiedziony odruchem odwrci stron i spojrza
na poprzednio pust kartk. Teraz znajdowao si tam ich wsplne zdjcie,
jego i Ewy, gdy siedzieli przytuleni i szczliwi w bliej nieokrelonym,
ale jak gosi podpis, krakowskim lokalu. Za oknem na pocie wisiay
plakaty z kampanii prezydenckiej, ktra miaa miejsce nieco ponad
miesic po mierci Ewy. Te na zdjciu byy ju zniszczone i czciowo

zaklejone, co znaczyo, e wybory dawno si odbyy...


A ona jest na zdjciu - odezwa si podniecony gos w jego gowie. To oznacza, e j uratowae. Ona yje!
- Bzdura - powiedzia na gos. - To niemoliwe.
Ale zdjcie wci znajdowao si w albumie, zaprzeczajc tym
sowom. Ewa, przytulona i wci ywa, umiechaa si do obiektywu.
Miaa co prawda krtsze wosy ni w dniu wypadku (od dawna
zapowiadaa, e je skrci), ale poza tym nie zmienia si nic.
Mirek rzuci album na siedzenie pasaera i z piskiem opon ruszy w
stron domu.
***
Wpad do mieszkania, ciskajc pod pach album. Drc z
podniecenia, sprawdzi kady pokj, szukajc jakiegokolwiek znaku
obecnoci ukochanej: pozostawionej apaszki, zeszytu, moe szminki.
Wszed do azienki, starajc si nie patrze na wymoszczon foli wann, i
zerkn na peczk nad umywalk. W plastikowym kubeczku staa wci
jeszcze niesprztnita szczoteczka do zbw i pasta. Obok na oryginalnym
papierku leao mydo. adnych ladw obecnoci Ewy.
Mirek zrezygnowany usiad na brzegu wanny. Folia pod jego
poladkami zaszelecia, zadray przygotowane w kcie yletki. Otworzy
album, by raz jeszcze spojrze na zdjcie. Tym razem obok pojawio si
jeszcze jedno. Przedstawiao twarz Ewy czciowo zasonit przez
wycignit w stron obiektywu rk. Do zwrcona bya nie wntrzem,
jakby dziewczyna prbowaa si zasoni, ale wrcz przeciwnie prezentujc wierzch doni, eksponowaa znajdujcy si na palcu

piercionek z szeregiem niebieskich cyrkonii. Podpis gosi. Zarczyny:


Pod spodem wpisana bya aktualna data.
W oczach Mirka zebray si zy. Zazdroci samemu sobie, temu
unieruchomionemu na zdjciach.
Pogadzi ostatni fotografi i zamknwszy album, pooy go na
pralce. Przez chwil wpatrywa si w yletki, po czym wsta, zebra je do
pudeeczka i umieci na szafce koo plastikowego kubeczka i myda.
Nastpnie zabra si do zwijania folii.
To zawsze moe poczeka - pomyla. A w tej chwili jedyne, czego
chcia, to zobaczy Ew w sukni lubnej...

Related Interests