You are on page 1of 61

NEXUS

NOWE CZASY

Ludzkość przeżywa obecnie okres ogromnych przemian. Mając to na uwadze NEXUS stara się docierać do trudno dostępnych informacji, które mogłyby pomóc ludziom w pokonywaniu związanych z nimi trudności. NEXUS nie jest związany z żadnym ruchem religijnym, filozoficznym, polityczną ideologią oraz organizacją.

ROK III, NUMER 6 (14) LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2000

NR INDEKSU 346 179

WYDANIE POLSKIE

ISSN 1506-0284

WIEŚCI Z GLOBALNEJ WIOSKI

3

Przegląd wiadomości, których prawdopodobnie nie czytaliście.

Hans T. van der Veen

MIĘDZYNARODOWY KOMPLEKS

NARKOTYKOWY, cz. 2 (dokończenie) 7 Toczona od lat wojna z narkotykami prowadzi do systematycznej konsolidacji grup przestępczych z róż- nych krajów i globalizacji nielegalnego przemysłu nar- kotykowego, a w rezultacie do wzmocnienia sił policyj- nych, które uzyskują przywileje prowadzące do ograni-

czania swobód obywatelskich.

Michael Parenti

ŚRODKI MASOWEGO PRZEKAZU I ICH

OKRUCIEŃSTWA

13

Pierwszą ofiarą konfliktu serbsko-albańskiego o Kosowo stała się prawda za sprawą propagandy mówiącej o ak- tach ludobójstwa i masowych gwałtach dokonywanych

przez Serbów, które miały usankcjonować bombar- dowanie Jugosławii przez NATO.

Gerry Vassilatos

ŚMIERCIONOŚNE DŹWIĘKI 18

Przypadkowe zdarzenie sprawiło, że specjalista w dzie-

dzinie robotyki Vladimir Gavreau zainteresował się infradźwiękami. Jego badania wykazały, że mogą one wywoływać najróżniejsze reakcje w organizmie czło- wieka, co zaowocowało skonstruowaniem przezeń śmiercionośnych broni infradźwiękowych, a także de- tektorów i osłon chroniących przed infradźwiękami.

William Dufty

RAFINOWANY CUKIER – NAJSŁODSZA TRUCIZNA

25

Spożywanie rafinowanego cukru, czyli sacharozy, może być przyczyną wielu chorób, zarówno fizycznych, jak i psychicznych, których źródła współczesna medycyna upatruje w czym innym, ignorując odkrycia niezależ- nych badaczy.

NAUKA: przegląd interesujących nowinek z pogranicza nauki

33

W tym numerze przedstawiamy eksperymenty dotycz- ące związku elektryczności z grawitacją prowadzone przez jednego z najwybitniejszych badaczy na tym polu, T. Townsenda Browna.

David Hatcher Childress

STAROŻYTNE WOJNY ATOMOWE, cz. 1 36 Czy występujące w wielu miejscach na świecie pewne osobliwości, takie jak obszary zeszklonego piasku od- kryte w Egipcie i Kalifornii oraz stopione budowle znalezione w Szkocji, Francji, Turcji i Indiach, są pozo- stałością po toczonych w starożytności wojnach z uży- ciem broni atomowej?

William Bramley

ŚMIESZNY PIENIĄDZ

44

Odkrycie przed kilkuset laty przez bankierów faktu, że tylko od 20 do 30 procent wystawianych przez nich pokwitowań pełniących rolę pieniądza wraca do nich w celu wymiany na złoto, pozwoliło im emitować duże ilości papierowych pieniędzy bez pokrycia. Ta praktyka trwa do dzisiaj.

Preston Dennett

UZDROWIENIA PRZEZ OBCE ISTOTY 48

Wbrew rozpowszechnionemu w mediach wizerunkowi obcych istot ukazującemu ich jako wrogich najeźdź- ców istnieją liczne przypadki bliskich spotkań z nimi, w następstwie których doszło do uleczeń ludzi, na co istnieją wiarygodne dowody medyczne.

STREFA MROKU: dziwne opowieści z nie tego świata

54

W tym numerze przedstawiamy nowe informacje na temat Stwórców Skrzydeł, o których trzyczęściowy ar- tykuł zamieściliśmy w tej rubryce w numerach 6 (4/1999), 7 (5/1999) i 8 (6/1999).

LISTY DO REDAKCJI

58

WYDAWCA

Agencja Nolpress s.c.

Skrytka pocztowa 41 15-959 Białystok–2 tel. (085) 6535511 e-mail: listy@nexus.media.pl lub: listy@ufo.com.pl http://www.nexus.media.pl

REDAGUJE

Ryszard Z. Fiejtek

WSPÓŁPRACA

Mirosław Kościuk

Jerzy Florczykowski

DRUK

Białostockie Zakłady Graficzne S.A. Al. Tysiąclecia Państwa Polskiego 2 15-111 Białystok Zam. 3378/2000

————————————

WYDAWCA WERSJI ORYGINALNEJ

Duncan M. Roads P.O. Box 30 Mapleton, QLD 4560 Australia tel. +61 75442 9280 fax +61 75442 9381 e-mail: editor@nexusmagazine.com http://www.nexusmagazine.com

GRAFIKA NA OKŁADCE

Dawid Michalczyk e-mail: dmgfx@vip.cybercity.dk

http://users.cybercity.dk/bcc5877/home.html

OŚWIADCZENIE W SPRAWIE PRZEDRUKÓW

Zachęcamy wszystkich do rozpowszechniania zamieszczanych w Nexusie informacji. Zabrania się jednak powielania publikowanych w nim artykułów, zarówno w formie drukowanej, jak i elektronicznej (z Internetem włącznie) bez pisemnej zgody redakcji!

Wszystkie opinie wyrażane na łamach Nexusa są opiniami ich autorów i niekoniecznie odzwierciedlają punkt widzenia wydawcy.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych na łamach Nexusa reklam i ogłoszeń.

OD REDAKCJI

W jednym z kilku listów, które otrzymałem pocztą elektroniczną (patrz ostatni list w „Listach do redakcji”, str. 58), jeden z czytelników skarcił mnie za to, że stwierdziłem, iż Balcerowicz niszczył swoimi działaniami naszą gospodarkę, mając na myśli jego słynne jej „schładzanie”. Orzekł, że głoszenie takich poglądów to głupota. Nie wiem, na czym ów czytelnik opiera swój przeciwny do mojego pogląd, bowiem nie raczył tego wyłuszczyć. Przypuszczam, że nie na obserwowaniu tego, co dzieje się w naszej gospodarce, zwłaszcza od momentu, kiedy Unia Wolności ponownie dopadła do koryta władzy wszedłszy w zmowę z AWS-em. Należę do tej nielicznej, wrednej części społeczeństwa, która bacznie obserwuje wszystko, co dzieje się wokoło, i wyciąga własne wnioski, a nie powtarza bezrefleksyj- nie tego, co podpowiadają środki masowej manipulacji. Dobrze pamiętam, jak Bal- cerowicz argumentował konieczność schłodzenia gospodarki. Tłumaczył, że jest ona tak rozpędzona, że należy wkrótce oczekiwać jej załamania, ponieważ nie da się dłużej utrzymać takiego tempa rozwoju, jakie wówczas, to znaczy w roku 1997, ona miała. Przekonywał, że jeśli się jej nie „schłodzi”, nie wyhamuje, to może nastąpić jej gwałtowne załamanie – krach. Nie wiem, na czym opierał to mniemanie, ale na pewno nie na racjonalnych przesłankach. Amerykańska gospodarka na przykład jest mocno rozpędzona od czasu rządów Reagana i mimo upływu tylu lat od czasu zakończenia jego prezydentury wciąż ma się dobrze i dynamicznie się rozwija, i nawet ponowne podnoszenie podatków przez demokratów, a także próby jej schładzania przez Alana Greenspana – z podobnych pobudek – nie szkodzi jej zbytnio. To całe „schładzanie” gospodarki przez Balcerowicza, biorąc za prawdę jego argumentację, można porównać do sytuacji, w której lekarz proponuje nam wycięcie zdrowego wyrostka robaczkowego, przekonując nas, że i tak trzeba będzie go wyciąć, ponieważ zawsze się go wycina, kiedy dochodzi do jego zapalenia. Oznajmia, że lepiej wyciąć go od razu, niż czekać, aż wda się weń infekcja i wywoła jakieś komplikacje. Mówi to w taki sposób, żeby pacjent myślał, że jest to nieuchronne, że czeka to wszystkich ludzi, co jest oczywistą nieprawdą, bowiem odsetek ludzi, którym usuwa się wyrostki, jest w rzeczywistości niewielki. Polska gospodarka być może by się załamała, a być może nie. Wolałbym, aby sama wyhamowała, co mogłoby nastąpić równie dobrze za 5 lub 10 lat albo jeszcze później, niż żeby ktoś robił to z własnej woli, kierując się podejrzanymi pobudkami. Prawda jest taka, jak sądzę, że przyszła dyrektywa z Brukseli lub innego centrum decyzyjnego, aby zmniejszyć tempo naszego rozwoju do poziomu, jaki panuje w Unii Europejskiej, abyśmy nie odstawali od reszty, bo mogłoby się jeszcze za jakiś czas okazać, że w naszym kraju polepszyło się ludziom na tyle, iż już nie chcą wchodzić do Unii, co pokrzyżowałoby jej plany, a zwłaszcza Niemiec, wobec Polski. Poza tym niektórym naszym politykom umknęłyby ciepłe, dobrze płatne posadki w Brukseli. Wbrew temu, co się głosi, Unii bardzo zależy, aby Polska weszła do jej struktur, i to znacznie bardziej, niż to okazuje. Nie przeznaczałaby przecież 200 milionów euro na agitację mającą na celu przekonanie Polaków do wstąpienia do niej, gdyby nie miała w tym interesu. Nikt nie wydaje na reklamę pieniędzy, nie mając nadziei, że zwrócą mu się one z nawiązką. Nasze negocjacje z Unią na temat naszego w niej członkostwa powinny były zakończyć się w maju tego roku, kiedy to Unia podjęła uchwałę mówiącą, że wstępujące do niej kraje nie będą mogły otrzymać z niej więcej, niż same wniosą. Inaczej mówiąc, jeśli wpłacimy do Unii 1 miliard euro, to będziemy mogli od niej dostać z powrotem ten miliard pomniejszony o prowizję brukselskich urzędników. Genialny interes ze strony naszych polityków! Przepraszam, że pozwoliłem sobie na ten polityczny komentarz, mimo iż Nexus nie jest pismem politycznym, ale od polityki nijak nie da się uciec, bowiem to, co wyczyniają nasi tak zwani przedstawiciele, dotyka nas codziennie na każdym kroku. Jest to już ostatni numer Nexusa w tym roku, w związku z czym życzę wszystkim Czytelnikom Wysołych Świąt oraz wszelkiej pomyślności w Nowym Roku. Do zobacze- nia za dwa miesiące w styczniu 2001 roku!

Ryszard Z. Fiejtek

Korespondencję do nas kierować prosimy na skrytkę pocztową podaną przy adresie redakcji bądź za pośrednictwem Internetu (listy@nexus.media.pl lub listy@ufo.com.pl).

WIELKA BRYTANIA

NEXUS Magazine 55 Queens Road, East Grinstead West Sussex, RH19 1BG Wielka Brytania tel. +44 (0) 1342 322854 fax +44 (0) 1342 324574 e-mail: nexus@ukoffice.u-net.com

EUROPA

NEXUS Magazine P.O. Box 372 8250 AJ Dronten Holandia tel. +31 (0)321 380558 fax +31 (0)228 312081 e-mail: frontier@xs4all.nl

FILIE

WŁOCHY

NEXUS Avalon Edizioni P.O. Box 009 35020 Due Carrare (PD) Włochy tel./fax +39 (0)49 911 5516 e-mail: avalon@nexusitalia.com

USA

NEXUS Magazine P.O. Box 177 Kempton, IL 60946-0177 USA tel. +1 815 253 6464 fax +1 815 253 6454 e-mail: nexususa@earthlink.net

2 NEXUS

LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2000

WODA KSIĘŻYCOWA STANOWI DUŻĄ ZACHĘTĘ DO BUDOWY BAZY NA KSIĘŻYCU

W stępne dane uzyskane przy po-

mocy Lunar Prospector, kosz-

WODA KSIĘŻYCOWA STANOWI DUŻĄ ZACHĘTĘ DO BUDOWY BAZY NA KSIĘŻYCU W stępne dane uzyskane przy po-

tekst dokumentu i wprowadza nieznaczne zmiany do każdej kopii, takie jak na przy- kład pominięcie przecinka. Zmiany te zsu- mowują się i stanowią unikalny kod danej kopii, bez zmiany jej treści. W przypadku przedostania się kopii ja- kiegoś dokumentu w niepowołane ręce dekoder firmy Sun porównuje ją z wzorca- mi, wynajduje różnice i ustala, z której z autoryzowanych kopii została ona wyko- nana.

(Źródło: New Scientist, 10 styczeń 1998)

SZCZEPIONKA MMR MA ZWIĄZEK Z AUTYZMEM I NIEDOMOGAMI JELIT

  • L ekarze brytyjscy odkryli, że szczepion- ka MMR (odra, świnka, różyczka)

może być przyczyną autyzmu. Badania przeprowadzone w szpitalu Royal Free Hospital w dzielnicy Hamps- tead w północnym Londynie ujawniły rów- nież istnienie związku między tą szcze- pionką i zapaleniem jelit. Badania wyka- zały, że u 12 dzieci, które początkowo zostały zdiagnozowane jako normalne, wy- stąpiły niedomogi jelit, a u 9 autyzm. Według lekarzy ogólnych, których włączo-

no do badań, u 8 dzieci zmiany zdrowia

  • i zachowania wystąpiły w ciągu 6 dni po szczepieniu.

W badaniach innej grupy 46 dzieci spo- śród 48 doświadczyło niedomogów jelit oraz problemów behawioralnych w czasie 6 dni po otrzymaniu szczepionki.

(Źródła: Herald Sun, Melbourne, 28 luty 1998; Weekly Telegraph, Londyn, 4-10 ma- rzec 1998)

SATELITY BĘDĄ ZATRZYMYWAĆ SAMOCHODY PRZEKRACZAJĄCE DOZWOLONĄ PRĘDKOŚĆ

  • I stnieje duże prawdopodobieństwo, że brytyjscy i europejscy kierowcy będą

wkrótce automatycznie powstrzymywani od rozwijania nadmiernej prędkości przy pomocy elektronicznego urządzenia, które można będzie umieścić w każdym samo- chodzie, i że stanie się to w ciągu najdalej dziesięciu lat. System ten będzie wykorzystywał nawi- gację satelitarną do ustalania położenia każdego pojazdu, komputer wmontowany

w samochodzie z zapisem mapy dro- gowej i ograniczeniami prędkości na każdej drodze oraz urządzenia od-

cinającego dopływ paliwa, kiedy zo-

stanie przekroczona dozwolona pręd-

kość.

Prowadzący badania przewidują,

że koszt wyposażenia pojedynczego

samochodu nie przekroczy kilkuset

funtów i że system zostanie powsze-

chnie przyjęty jako ratujący ludzkie

życie, podobnie jak to się stało z pa-

sami bezpieczeństwa, mimo zaciekłe-

go oporu na początku ich wprowa-

dzania.

Brytyjskie Ministerstwo Ochrony

Środowiska, Transportu i Regionów nadzorowało próby tego systemu. Przeprowadził je zespół z Uniwersy- tetu w Leeds we współpracy ze Sto- warzyszeniem ds. Badań Przemysłu Motoryzacyjnego (Motor Industry Rese- arch Association). Jak się oczekuje, ich ostateczne sprawo- zdanie będzie zawierało rekomendację dziesięcioletniego okresu wdrażania, przy czym początkowo będzie on wmontowy- wany na zasadzie dobrowolności do sta- rych modeli i obowiązkowo do nowych, które będą opuszczały fabryki po roku 2005, a po upływie 10 lat staną się obowią- zkowe dla wszystkich.

(Źródło: Sightings, 4 styczeń 2000, ‹www.si- ghtings.com›)

JAZDA Z „WIELKIM BRATEM”

W Australii rozważa się wprowadzenie obowiązkowego wyposażenia wszys-

tkich pojazdów w elektroniczne jednostki nadawcze, których sygnały będą przejmo- wane przez satelity globalnego systemu określania pozycji (GPS). Rząd prognozuje, że system ten będzie w pełni sprawny już w roku 2001. Wszyscy właściciele pojazdów będą zo- bowiązani do wyposażenia ich w odpowie- dni nadajnik, który odczytuje na bieżąco położenie pojazdu i jego prędkość. Prze- widuje się duże grzywny, a nawet konfis-

katę pojazdu, który nie będzie posiadał nadajnika lub będzie on popsuty. Plany rządu połączenia systemu pobo- ru opłat za przejazd autostradami z sie- cią określania prędkości są mocno za- awansowane. System poboru opłat działa w oparciu o szereg umieszczonych nad głównymi drogami portali. Portale te od- czytują sygnał nadawany przez identyfi- kator pojazdu, kiedy przejeżdża on pod portalem, automatycznie obciążając kon- to pojazdu odpowiednią opłatą, którą ma uiścić jego właściciel. Zadaniem po- rtali jest również określanie prędkości pojazdu. Nie ma wątpliwości, że rząd australijski będzie usatysfakcjonowany ostatnim o- świadczeniem prezydenta Clintona mó- wiącym o założeniu bazy danych GPS na poziomie wojskowym, która będzie dzie- sięciokrotnie bardziej dokładna od po- przedniej i szeroko dostępna.

(Źródło: Australian Motorcycle News, vol. 49, nr 18, 31 marzec 2000)

tującego 65 milionów dolarów pojaz- du-robota wystrzelonego w styczniu (1998), wskazują, że w glebie księży- cowej znajduje się taka ilość zamar- zniętej wody, że pewnego dnia będzie ona stanowiła wystarczające jej źró- dło do zasilania księżycowej bazy, a nawet kolonii. Wstępne szacunki wskazują, że Księżyc posiada w mocno rozrzuco- nych złożach tyle wody, że można by ją napełnić jezioro o powierzchni 5,2 kilometra kwadratowego i głębokiego na 10,5 metra. — Naszym zdaniem jest tam od 10 do 100 milionów ton wody — oświad- czył Alan Binder, główny konsultant nau- kowy projektów NASA.

(Źródło: New Scientist, marzec 1998)

PRODUCENCI LEKÓW NIE KOŃCZĄ BADAŃ PO UZYSKANIU LICENCJI NA LEK

P roducenci leków bez przerwy nie do-

trzymują obowiązku dokończenia ba-

dań swoich produktów po ich dopuszcze- niu na rynek, których FDA (Food and Drug Administration – Urząd ds. Żywno- ści i Leków) żąda jako warunku ich dopu- szczenia – donosi strażnik praw konsu- menckich Public Citizen, organizacja zało- żona przez obrońcę praw konsumenckich, Ralpha Nadera. Dane uzyskane przez Public Citizen od FDA na podstawie Ustawy o Wolności Informacji dowodzą, że od roku 1990 do 1994 wydano pozwolenia na 88 nowych leków, których warunkiem były przyrze- czenia producentów wykonania badań zwanych postrynkowymi lub tzw. badania- mi „fazy czwartej”. Do grudnia 1999 roku z tego obowiązku wywiązało się jedynie 13 procent producentów. „Oznacza to, że przez pięć do dziesięciu lat po udzieleniu zezwolenia aż 87 procent leków nie było do końca zbadanych” – twierdzi Larry Sasich, dr farmacji i zdro- wia publicznego, pełniący funkcję rzecz- nika Public Citizen.

(Źródło: ‹http://my.webmd.com/content/arti- cle/1728.56650› za pośrednictwem Sheri Nakken, ‹AVN@egroups.com›, 18 kwiecień

2000)

JAK UKRĘCIĆ ŁEB „PRZECIEKOM”?

P rzekleństwem wszystkich rządów za-

wsze były i są „przecieki”. Obecnie

firma Sun Microsystems z Kalifornii wy- stąpiła z patentem (EP 798619) umoż- liwiającym identyfikację przestępców. Proponowana przez tę firmę technika potrafi określić źródło dokumentu, jeśli został on powielony przy pomocy foto- kopiarki lub zeskanowany. Działa to na- wet w przypadku przepisania dokumentu! Każdemu autoryzowanemu odbiorcy dokumentu przypisany jest binarny kod. System kodowania firmy Sun analizuje

. .

.WIEŚCI Z GLgBALNEJ

WIOSKI. .

.

ODDALENIE SPRAWY PRZECIWKO

O

DR HULDZIE CLARK skarżenia przeciwko dr Huldzie Re- gehr Clark (patrz artykuł „Przyczyna

i lekarstwo na AIDS”, Nexus, nr 2, 1998, str. 17-23 – przyp. red.) z Północnej Dakoty zostały oddalone. Dr Clark została aresz- towana we wrześniu 1999 roku i oskarżona o wykonywanie zawodu lekarza bez licen- cji, co zalicza się to kategorii ciężkich przestępstw zagrożonych karą do ośmiu lat więzienia (patrz „Wieści z Globalnej Wioski”, Nexus, nr 3, 2000, str. 5 – przyp. red.). Kilka tygodni później dr Clark zwol- niono za kaucją, lecz niejasność wynikła w konsekwencji jej procesu stanowi cięż- kie brzemię dla 71-letniej badaczki z San Diego w Kalifornii. Jej wrogowie dążyli do osadzenia jej w więzieniu. Chociaż jej efe- ktywna terapia antyrakowa stanowi ogro- mne zagrożenie dla interesów medyczne- go establishmentu, jak na razie skierowa- ne wobec niej oskarżenia oddalono. David Amrein, przewodniczący Dr Clark Research Association (Stowarzysze- nie Badawcze dr Clark), wyraził wdzięcz- ność wszystkim, którzy wspomogli finaso- wo obronę dr Clark lub wsparli ją w inny sposób. Podkreśla, że do końca zmagań o wolność wyboru środków i metod lecze- nia jeszcze daleko.

(Źródło: Dr Clark Research Association (Sto- warzyszenie Badawcze dr Clark), 18 kwie- cień 2000, e-mail: ‹info@drclark.net›, strona internetowa: ‹www.drclark.net›

SUPERWIRUSY: KOLEJNE ZAGROŻENIE NUMERYCZNE

W irus „Love Bug” dał nam odczuć, co

może się jeszcze zdarzyć. Wirus ten

spowodował miliardowe straty – więcej niż jakikolwiek inny wirus w całej cyberhis- torii. Spoczywał on w stanie utajenia przez około tydzień, zanim się ujawnił na kom- puterach w Hong Kongu. Przesłana przez anonimowego nadawcę wiadomość gło- sząca „ILOVEYOU” zawierała załącznik, który był symbolem słowa miłość. Uruchomienie załącznika pozwalało programowi na opanowanie komputera, który nie tylko wysyłał kopie wiadomości poczty elektronicznej na wszystkie adresy znajdujące się w danym komputerze, ale kopiował również wszystkie hasła, jakie udało mu się znaleźć, i przesłał je twórcy wirusa. Atak dotknął wszystkich – od Pentago- nu, przez Izbę Gmin po nowozelandzkie uniwersytety. W przybliżeniu zainfekowa- nych zostało 20 procent wszystkich kom- puterów na świecie, a mogło być jeszcze gorzej. W listopadzie 1999 roku wirus „Bub- bleboy” przełamał powszechnie panujący pogląd, że do zainfekowania komputera konieczne jest otwarcie załącznika. Jeśli znalazł się w skrzynce otrzymanych wiado- mości, było już za późno. Na szczęście

Bubbleboy nie zawierał w sobie destruk- cyjnego „ładunku” i dzięki temu nie uczy- nił wielu szkód. Co ważne, niewiele osób dostrzegło reprezentowany przezeń skok jakościowy. W kwietniu 1999 roku na setkach tysięcy komputerów w Azji i na Środkowym Wschodzie pojawił się wirus „Czernobyl”. Nie tylko kasował wszystkie zgromadzone dane, ale niszczył również BIOS – podsta- wowe instrukcje startowe – stanowiąc w ten sposób kolejny skok jakościowy. Twórcy wirusów mają obecnie możli- wość połączenia cech niszczących Czer- nobyla z inwazyjnością Bubbleboya i szyb- kością rozprzestrzeniania się Love Buga i stworzenia superwirusa. Eksperci podają, że w Internecie wy- kryto już co najmniej 50 takich super- wirusów. Żaden z nich nie ujawnił się jak na razie powszechnie. Niektóre nie działa- ją, inne można zlikwidować przy pomocy istniejących programów antywirusowych, ale niewykluczone że niektóre mogą wywi- nąć się spod ostrzału. Iście makabryczny scenariusz. Haker znany pod pseudonimem „Dark Tangent”, który przewodzi grupie dorad- czej oferującej firmom swoje usługi z za- kresu bezpieczeństwa, stwierdził, że jedy- ne, co go dziwi, to to, że „superwirus jeszcze się nie pojawił”.

(Źródło: The Observer, Wielka Brytania, ‹www.guardian.co.uk›, 7 maj 2000)

DOSTAWCY USŁUG INTERNETOWYCH MAJĄ BYĆ SPRZĘŻENI ŁĄCZAMI STAŁYMI Z OŚRODKIEM SZPIEGOWANIA INTERNETU MI5

W ydział MI5 buduje za kwotę 25 mi-

lionów funtów nowe centrum śle-

dzenia poczty elektronicznej (e-mail), któ- rego moc pozwoli na monitorowanie wszy- stkich przekazów dokonywanych przy po- mocy e-mailów i Internetu, zarówno wy- chodzących, jak i przychodzących do Wiel- kiej Brytanii. Rząd Jej Królewskiej Mości ma zobowiązać wszystkich dostawców usług internetowych (Internet Service Providerów) do połączenia się łączami sta- łymi z nowym centrum komputerowym, tak aby umożliwić śledzenie wszystkich wiadomości przekazywanych w Internecie. Służba bezpieczeństwa i policja wciąż będą musiały posiadać zezwolenie Home Office (Ministerstwo Spraw Wewnętrz- nych) na śledzenie, przy czym będą mogły wystąpić o ogólne zezwolenie pozwalające na śledzenie korespondencji dowolnej spółki lub organizacji. Nowe centrum komputerowe o kodowej nazwie GTAC (Government Technical Assistance Centre – Rządowe Centrum Pomocy Technicznej), które będzie uru- chomione pod koniec roku w londyńskiej siedzibie MI5, zrodziło protest ruchu obrońców praw obywatelskich. — Ten ośrodek pozwoli rządowi śledzić bezkarnie każdy odwiedzany w sieci adres przyczyniając się do wzrostu podejrzliwo-

ści — stwierdził Caspar Bowden, dyrektor Fundacji Badań Polityki Informacyjnej (Foundation for Information Policy Rese- arch). Rząd już teraz posiada środki pozwala- jące na podłączanie się do linii telefonicz- nych łączących komputery, lecz rozrost Internetu uniemożliwił odczytywanie cało- ści materiału. Żądając od dostawców In- ternetu zainstalowania kabli, które będą przekazywały całość korespondencji do MI5, rząd zyska możliwość odczytania wszystkiego, co przechodzi przez Internet. Nowy ośrodek śledzenia rozszyfruje wszystkie zakodowane przekazy. Na mocy nowych przepisów, które staną się prawo- mocne tego lata, policja będzie miała pra- wo żądać od indywidualnych osób i in-

stytucji przekazania jej „kluczy” do szyfro- wania wiadomości. — Pojawienie się tego ośrodka szpiego- wskiego oznacza, że Wielki Brat już tu jest — oświadczył Norman Baker, liberalny demokrata, członek parlamentu z Lewes. — Szala równowagi między państwem

  • i osobistą wolnością jednostki przechyliła

się zbyt mocno na korzyść rządu.

(Źródło: The Sunday Times, Wielka Brytania, 30 kwiecień 2000, ‹www.sunday-times.co. uk›)

PROZAC – PRZEPIS NA PRZEMOC

P rozac – najlepiej sprzedający się na

świecie środek antydepresyjny – jest

obwiniany o przeobrażanie zdrowych, zró- wnoważonych ludzi w osoby gwałtowne. Uważa się nawet, że jego zażywanie pro- wadzi do przestępstw, a także zbrodni. W pierwszej klinicznej próbie tego rodza- ju, dr David Healy, dyrektor Wydziału Psychologii Medycznej na Uniwersytecie Walijskim, podawał Prozac umysłowo zdro- wym, dorosłym członkom grupy ochotników

  • i zaobserwował u nich zmianę zachowania. — Zdrowych ochotników można za jego pomocą przekształcić w ludzi wojowni- czych, lękliwych, o samobójczych skłon- nościach bądź stanowiących ryzyko dla innych — stwierdził. Te badania stanowią silny argument w rę- kach ruchu na rzecz zdrowia psychicznego, którego członkowie utrzymują, że wielu ludzi niesłusznie osadzono w więzieniu. Uważają oni, że to Prozac wywarł wpływ na ich niewłaściwe zachowanie. W Stanach Zjednoczonych strzelaniny w szkołach wią-

że się z podawaniem dzieciom Prozacu

  • i innych leków antydepresyjnych. W lutym sędzia z Connecticut uniewinnił rabusia bankowego, który twierdził, że jego zachowanie jest wynikiem działania Proza- cu. W tej precedensowej sprawie sędzia Sądu Najwyższego Richard Arnold uwolnił 28-letniego agenta ubezpieczeniowego Christophera DeAngelo, ponieważ nie był on w stanie zrozumieć, że to, co zrobił, było złe. Jego adwokat, JohnWilliams, stwierdził:

— To jedna z osób, którą do popeł-

nienia przestępstwa doprowadziły przepi- sane jej leki.

4 NEXUS

LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2000

. .

.WIEŚCI Z GLgBALNEJ

WIOSKI. .

.

Tymczasem lekarze w USA nadal prze- pisują dzieciom Prozac i Ritalin. W roku 1995 ponad 150 000 dzieci w wieku od 2 do 4 lat było leczonych lekami typu Prozac. Liczba ta uległa w ostatnim czasie prawdopodobnie potrojeniu.

(Źródła: Guardian Weekly, 2-8 marzec 2000; The Observer, 12 marzec 2000)

WSPÓŁCZEŚNI LUDZIE NIE SĄ SPOKREWNIENI Z NEANDERTALCZYKAMI

A naliza DNA wyekstrahowanego z że- ber liczącego sobie 29 000 lat nean-

dertalczyka pogrzebanego w grobie znale- zionym w południowej Rosji dowodzi, że współcześni ludzie nie są spokrewnieni z neandertalczykami. Pochowane niemowlę musiało być jed- nym z ostatnich neandertalczyków. Ich wyginięcie nadal stanowi zagadkę. Niektó- re teorie mówią, że zostali wytępieni przez swoich konkurentów lub zostali wchłonię- ci przez społeczność naszych przodków. Badania prowadzone pod kierownict- wem Williama Goodwina z Uniwersytetu w Glasgow są podwójnie ważne, ponieważ potwierdzają ustalenia pierwszej analizy DNA pochodzącego od neandertalczyka wykonanej w roku 1997. Wzór DNA uzys- kanego ze szczątków niemowlęcia jest bar- dzo podobny do uzyskanego z kości znale- zionych w jaskini Feldhofer w Niemczech, dowodząc, że oba osobniki były rzeczywis- tymi neandertalczykami i że występowała między nimi niewielka różnorodność bio- logiczna. — To, że ci dwaj neandertalczycy są blisko spokrewnieni i jednocześnie nie są spokrewnieni ze współczesnym człowie- kiem implikuje to, że nie posiadają oni różnorodności, w ramach której zmieścił- by się bank genów współczesnego człowie- ka — stwierdził Goodwin.

(Źródło: Agencja Reutera, 27 marzec 2000)

ZACHĘTY DLA LEKARZY MOGĄ MIEĆ WPŁYW NA TWOJE ZDROWIE

Z azwyczaj zaczyna się to już w trakcie studiów medycznych. Studenci otrzy-

mują reklamówki w postaci piór, zegar- ków, kubków do kawy. Kiedy już zostaną lekarzami, prezenty, które otrzymują, czę- sto bywają znacznie większej wartości:

próbki leków, bilety na mecze, obiady dla nich i ich rodzin, opłacone wycieczki do wypoczynkowych miejscowości położo- nych w górach lub nad morzem w celu „konsultacji” z przedstawicielami określo- nej spółki farmaceutycznej. Wszystko to stanowi część intensywnej działalności marketingowej. Każdy produ- cent farmaceutyków stara się przekonać lekarzy o zaletach produkowanych przez siebie specyfików, tak aby skłonić ich do jak najczęstszego ich przepisywania. Z opublikowanych szacunkowych da- nych wynika, że przemysł farmaceutyczny wydał w USA w ubiegłym roku średnio 13 000 dolarów na jednego lekarza, co

daje w sumie niebagatelną sumę 8 miliar- dów dolarów. Przemysł farmaceutyczny za- trudnia obecnie 70 000 przedstawicieli han- dlowych, co oznacza, że jeden taki przed- stawiciel przypada na dziewięciu lekarzy. Przeprowadzona niedawno analiza szes- nastu różnych badań dowodzi, że lekarze uwodzeni przez producentów lekarstw mają inklinację do angażowania się w „nieuzasadnione” przepisywanie leków. Inaczej mówiąc są oni bardziej skłonni do przepisywania leków droższych lub mniej efektywnych od tych, których pacjent rze- czywiście wymagał. Lekarze byli również bardziej skłonni – w niektórych przypadkach nawet dwu- dziestokrotnie bardziej skłonni – do żąda- nia, aby szpital dodał lek danego produ- centa do swojego zestawu leków, mimo iż większość z tych żądanych leków „posia- dała znikome lub nie posiadała w ogóle żadnych wartości leczniczych”.

(Źródło: ABC News, USA, 17 luty 2000, ‹http://abcnews.go.com/onair›)

GŁÓWNY ŚWIADEK ZAMACHU Z LOCKERBIE NIE ZOSTAŁ DOPUSZCZONY DO SKŁADANIA ZEZNAŃ

B yły pracownik operacyjny amerykańs-

kiej Wywiadowczej Agencji Obrony

(Defense Intelligence Agency; w skrócie DIA), Lester Coleman, został ostatnio osadzony w więzieniu w stanie Kentucky na podstawie fałszywego, jak twierdzi, oskarżenia będącego jego zdaniem kolej- ną próbą rządu federalnego zmierzającą do uciszenia go. Tuż po uwolnieniu aresz- towano go ponownie, tym razem decyzją nowojorskiego sędziego federalnego, Tho- masa Platta. Coleman jest głównym świad- kiem w procesie Pan Am 103, który toczy się obecnie przed sądem w Camp Zeist w Holandii. „Przestępstwo” Colemana polega we- dług sędziego Platta na krzywoprzysięst- wie popełnionym w zeznaniu, które złożył w roku 1997. Demaskowało ono prowa- dzoną przez CIA/DEA operację masowe- go szmuglu narkotyków, który umożliwił umieszczenie na pokładzie samolotu lotu 103 bomby. Zamiast paczki heroiny prze- znaczonej dla biura Urzędu ds. Kontroli Narkotyków (Drug Enforcement Admini- stration; w skrócie DEA) w Chicago na pokład wniesiono pudło z materiałami wy- buchowymi. Coleman konsekwentnie twierdzi, że jego zeznanie było i jest zgod- ne z prawdą i złożył apelację w sprawie wyroku za rzekome krzywoprzysięstwo, utrzymując, że jego przyznanie się do winy nastąpiło pod przymusem. Zamieszczony na pierwszej stronie ga- zety Sunday Herald z 16 kwietnia artykuł potwierdza oświadczenia Colemana. Opi- sana tam historia ujawnia wyznania Ro- landa O’Neila, asystenta bagażowego Pan Am, który był odpowiedzialny za załadu-

nek bagażu lotu 103. Zeznania O’Neila potwierdziły istniejące od dawna pode-

jrzenia, że działający w Niemczech pales- tyńscy terroryści umieścili tę bombę na prośbę Iranu, co znalazło potwierdzenie w zarzutach Colemana. Coleman prowadził życie uciekiniera, odkąd został współautorem książki The Trail of Octopus (Ślad Ośmiornicy), w któ- rej zawarł swoją wiedzę na temat przemy- tu narkotyków przez różne agencje fede- ralne USA. Po wydaniu tej książki rząd USA wydał nakaz jego aresztowania pod zarzutem krzywoprzysięstwa. Krótko przed powrotem do USA w roku 1996 został brutalnie pobity, a następnie osa- dzony w więzieniu z federalnego oskar- żenia. Rząd skutecznie zablokował wypu- szczenie jego książki na rynek przez czoło- we wydawnictwo. Coleman został wezwany do złożenia zeznań przed sądem na procesie dwóch Libijczyków, których oskarżono o podło- żenie bomby w samolocie Pan Am lot 103, Będzie to jednak niemożliwe z po- wodu przedłużającego się okresu jego uwięzienia. Coleman nie jest pierwszą osobą, która zginie z powodu swojej wiedzy na temat szczegółów tragedii Pan Am. Danny Caso- laro, dziennikarz o zacięciu dochodzenio- wym, został znaleziony w roku 1991 w Ma- rtinsburgu w Zachodniej Wirginii z pod- ciętymi nadgarstkami w tydzień po prze- prowadzeniu wywiadu z Colemanem. Ko- lejnymi ofiarami zostali dwaj byli współ- pracownicy Colemana z DIA/DEA, którzy działali w Libii i wiedzieli o tym kancie narkotykowym.

(Źródło: Rumor Mill News Agency, 19 kwie- cień 2000, ‹www.rumormillnews.com›)

BYDLĘCA BAKTERIA MLECZNA MOŻE BYĆ PRZYCZYNĄ CHOROBY LEŚNIOWSKIEGO-CROHNA

Z prowadzonych badań wynika, że jeli- towa choroba Leśniowskiego-Crohna

może mieć związek z mlekiem, które pije- my. Cztery niezależne badania wykazały, że bakteria Mycobacterium Paratuberculo- sis, która prawie zawsze występuje w nie- mal identycznej chorobie u bydła – choro- bie Johne’a – może przetrwać pasteryzację i przeniknąć do naszego organizmu po- przez mleko, które codziennie spożywa- my. Na chorobę tę cierpi obecnie od 0,5 do 1 miliona osób w samych tylko Stanach Zjednoczonych. Codziennie rozpoznaje się ją średnio u kolejnych 55 Ameryka- nów. Co najmniej połowie z nich grozi chirurgiczne usunięcie zaatakowanego od- cinka jelita. Zarówno lekarze, jak i weterynarze są zgodni, że jest to poważny powód do zmartwień i że konieczne są dalsze bada-

nia tej sprawy. Jednak ani rząd, ani prze- mysł mleczarski nie kwapi się do zajęcia się tym problemem. Blisko połowa produ- centów mleczarskich jest nieświadomych tej choroby albo wiedzą o niej bardzo niewiele, mimo faktu, że przemysł mlecza- rski traci rocznie 1,5 miliarda dolarów

. .

.WIEŚCI Z GLgBALNEJ

WIOSKI. .

.

z powodu atakującej bydło choroby Joh- ne’a.

(Źródło: Lisa Chamberlain, ‹lchamberlain- @freetimes.com›, „The Crohn’s Connection”, Cleveland Free Times, 16-22 czerwiec 1999)

AMERYKAŃSKA AGENCJA ZAMIERZA EKSPORTOWAĆ ODPADY NUKLEARNE DO ROSJI ZA POŚREDNICTWEM POWIĄZANEJ ZE ŚWIATEM PRZESTĘPCZYM ROSYJSKIEJ AGENDY RZĄDOWEJ

M ieszczący się w Waszyngtonie Non-

Proliferation Trust (NPT) proponu-

je sprzedawanie do Rosji odpadów nuk- learnych. NPT przewiduje uczynienie z Rosji światowego wysypiska nuklearnych odpadów, gdzie składowany ma być także pochodzący z bomb pluton. Partnerem NPT ze strony rosyjskiej w tym przedsię- wzięciu jest MiniAtom, Ministerstwo Ene- rgii Atomowej Rosji. NPTjest zarządzane przez byłego zastępcę dyrektora CIA,DanielaMurphy’ego, byłego szefa atomowego programuMarynarkiWo- jennej Stanów Zjednoczonych, Bruce’a De- marsa, oraz byłego dyrektora CIA i FBI, WilliamaWebstera. ChociażNPT podaje się za niedochodową, nie nastawioną na zysk organizację, jej zarządcy spodziewają się osiągnąć duże profity z konsultacjii pośredni- ctwa. Na liście potencjalnych dostawców znajduje się Halter Marine z Gulfport w stanieMississippi – firma, która jest blisko powiązana z seantorem Trentem Lottem. Szef MiniAtomu, Jiewgienij Adamow, szacuje, że ta działalność może przynieść Rosji 150 miliardów dochodu, stając się jej najbardziej lukratywną operacją. Pewne źródła podają, że MiniAtom ma bliskie powiązania ze skorumpowanymi przedsta- wicielami rosyjskiego rządu oraz mafią.

(Źródła: Jeffrey St Clair, ‹sitka@home.com›, „Hot Property, Cold Cash: The Plan to Turn Russia into the World’s Nuclear Waste Dump”, In These Times, 17 październik 1999; Jeffrey St Clair i Alexander Cockburn, ‹alexandercockburn@asis.com›, „The MiniA- tim Conspiracy”, Counterpunch, vol. 6, nr 16, 16-30 wrzesień 1999)

BENZYNA BEZOŁOWIOWA I WYMIERANIE WRÓBLI

W edług ekspertów brytyjskich benzy- na bezołowiowa jest przyczyną wy-

mierania wróbli w wielkich miastach. Wi- dać wyraźną różnicę w ilości wróbli w wiel- kich miastach i małych, gdzie ruch samo-

chodowy jest niewielki.

(Źródło: Najwyższy Czas, nr 38, 16 wrzesień

2000)

GOTOWANE MARCHEWKI

W edług naukowców z Arkansas ugo- towane, przetworzone marchewki

nic nie tracą ze swoich odżywczych warto- ści, a nawet są zdrowsze od surowych

i chrupiących.

(Źródło: Najwyższy Czas, nr 38, 16 wrzesień

2000)

PROBLEMY ZDROWOTNE WYWOŁANE PRZEZ ASPARTAM TRWAJĄ JESZCZE PRZEZ DŁUGI CZAS PO ZAPRZESTANIU JEGO SPOŻYWANIA

W ostatnich dniach natknęłam się na dyskusję poświęconą reakcjom na aspartam, które występują jeszcze po wielu miesiącach od zaprzestania

spożywania tej toksyny, oraz kuracji odtruwającej i związanej z tym utracie wagi ciała. Już wcześniej zwracałam uwagę, że ostre reakcje są pospolitym następstwem nawet w przypadku spożycia niewielkiej ilości NutraSweet lub innej toksyny (aspartam i NutraSweet to dwie nazwy tego samego słodzika – przyp. tłum.). Omawiałam to z drem Jamesem Bowenem wielokrotnie i rozmawiając z nim dzisiaj telefonicznie poprosiłam go o kilka wyjaśnień na ten temat, które można by było przedstawić szerszemu gronu zainteresowanych. Należy wiedzieć, że aspartam nie jest przyprawą, ale chemiczną trucizną. Najlepszym jego określeniem byłoby przyrównanie go do niewielkiej dawki gazu nerwowego (niezwykle toksyczna organiczna pochodna fosforu – przyp. tłum.), który uszkadza mózg i układ nerwowy. Oto uwagi dra Bowena na temat aspar- tamu:

„Natknąłem się na pochodzące z pierwszej ręki doniesienia pewnej pani doktor, której cofnięto stopień naukowy z powodu jej wystąpień w sprawie aspartamu. Co więcej, mnie również grożono cofnięciem stopnia naukowego. Pogróżki te po- chodziły od osób związanych z obozem zwolenników aspartamu. Sprawa aspartamu przywołuje równie doniosłe zagadnienie, które jest z nim związane – zespół polichemicznej nadwrażliwości (Polychemical Sensitivity Syn- drome; w skrócie PCS), czyli uczulenie na związki chemiczne. Każdy lekarz, który miał do czynienia z tym problemem i skutecznie pomógł jakiejś grupie pacjentów, stykał się z pogróżkami ze strony instytucji uprawnionych do wydawania licencji na wykonywanie zawodu lekarskiego oraz medycznego i naukowego establishmentu. To oznacza, że ci ludzie przyzwalają na niszczenie ludzkiego zdrowia. Syndrom Zatoki Perskiej polega głównie na nadwrażliwości na związki chemicz- ne spowodowanej masowym stosowaniem NutraSweetu w czasie walk naszych żołnierzy w Zatoce Perskiej. Pierwsze raporty opisujące to zjawisko podawały ten fakt, lecz zaraz potem pojawiły się doniesienia, że dolegliwości ofiar Wojny w Zatoce Perskiej nie są następstwem PCS, ponieważ taka jednostka chorobowa w ogóle nie istnieje. Medycyna nic nie zrobiła, aby im pomóc. W rezultacie zostali oni ludźmi o chronicznej dolegliwości, których nie da się w żaden sposób uleczyć. To pokazuje, jak toksyczne właściwości ma aspartam: chodzi o to, że jest on maksymalnie uczulającą substancją, która chętnie reaguje z innym związkami chemicznymi, szczególnie toksycznymi, takimi jak gaz nerwowy i musztardowy (jeden z gazów trujących stosowanych przez Niemców w czasie działań wojennych w I wojnie światowej – przyp. tłum.), których działaniu poddano nasze oddziały podczas wojny w Zatoce. Były to gazy, które Saddam Husajn kupił kilka lat wcześniej od naszego rządu. To kluczowa sprawa problemu związanego z NutraS- weetem, bowiem ci, którzy mają z nim problemy, będą teraz mieli nawroty tych samych symptomów po kontakcie nawet ze znikomymi ilościami związków tok- sycznych. Na przykład przeprowadzone kilka lat temu rządowe badania nadwrażliwości na formaldehyd wykazały, że kiedy już ktoś raz zostanie uczulony, to będzie reagował gwałtownym pogorszeniem stanu zdrowia nawet na tak niewielką ilość tego związku, jak miliardowa część grama. W roku 1983, kiedy NutraSweet wszedł na rynek jako słodzik napojów gazowanych, dopuszczalna ilość formaldehydu w atmosferze wynosiła 500 części na miliard. Potem nasz rząd zaostrzył ten limit do 50 części na miliard. Mimo to rząd uparcie broni dopuszczalności aspartamu na rynek, który w porównaniu z formaldehydem jest 500 razy bardziej toksyczny i powoduje wzrost zatrucia tą substancją. Ilość formaldehydu, którą spożywamy pijąc butelkę napoju gazowanego, wielokrotnie przekracza tę, którą wchłaniamy wdychając zanieczyszczone powietrze, nawet według starych, znacznie łagodniejszych norm. Powodem, dla którego uważam, że opublikowanie tej informacji jest ważne, jest to, że ci, którzy stali się ofiarami aspartamu, nie mają szans na powrót do takiego stanu zdrowia, jakim cieszyli się przed rozpoczęciem spożywania tego związku, dopóki nie uświadomią sobie, na czym polega problem i jak z nim walczyć”.

Dr James Bowen, tel. +1 (719) 332 0033

(Źródło: Betty Martini, Mission-Possible-USA@altavista.net, 16 kwiecień 2000. Dalsze informacje na temat aspartamu można uzyskać na stronie internetowej ‹www.dorway.com›)

6 NEXUS

LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2000

Zorganizowane grupy przestępcze działając w zmowie z politycznymi elitami rozwinęły przemysł narkotykowy na niebotyczną skalę i

Zorganizowane grupy przestępcze działając w zmowie z politycznymi elitami rozwinęły przemysł narkotykowy na niebotyczną skalę i wykorzystują zaistniałą sytuację do powiększania swojej władzy nad społeczeństwami i gospodarkami poszczególnych państw.

Część 2

(dokończenie)

Hans T. van der Veen

Copyright 1999

European University Institute San Domenico, Włochy

Centre for Drug Research (CEDRO) University of Amsterdam, Holandia

E-mail: CEDRO@frw.uva.nl www.frw.uva.nl/cedro/

POLITYKA EKONOMICZNA WDRAŻANIA PRAWODAWSTWA DOTYCZĄCEGO NARKOTYKÓW

R ozwój przemysłu narkotykowego oraz rzeczywiste i postrzegane zagrożenia autorytetu państwa stały się ważnym impulsem rozbudowy zasad prawnych

i organizacji, których zadaniem jest kontrola przestępczości. Od początku XX wieku, poczynając od Konferencji Szanghajskiej w roku 1909, krok po kroku, tworzono globalny reżym prohibicji, dający bodziec do produkcji, handlu i prze- mytu substancji psychotropowych. 8 Prawie wszystkie kraje zobowiązały się po- przez ratyfikowanie międzynarodowych traktatów do dostosowania własnych praw do zasad w nich ujętych, a więc do wprowadzenia zakazu prowadzenia, obecnie już nielegalnych, interesów związanych z produkcją i handlem nar- kotykami. Zagadnienie odpowiedzialności za kontrolę i rozbudowę reżymu zakazów pojawiło się na forum ONZ w roku 1946. 9 Reżym ten jest wciąż w stadium

rozwoju, włączając do zakresu swojego działania nowe narkotyki i poszerzając swoją strukturę organizacyjną. Obejmuje on wielonarodowe organizacje, biuro- krację państwową, banki, instytucje o charakterze medycznym oraz kanony moralności. W rezultacie powstaje nie mający precedensu system regulacyjny porównywalny jedynie z traktatami dotyczącymi zakazu rozprzestrzeniania broni jądrowej. W ewolucji tego międzynarodowego reżymu poszczególne kraje osią- gnęły wysoki stopień uniformizacji i wzajemnego dostrojenia tylko w zakresie jednego rodzaju intoksykacji – substancji halucynogennych (Gerritsen, 1993:75). W chwili obecnej istnieje globalny system prohibicji, nie istnieje natomiast globalny system zasad prawa gotowy do stawienia czoła globalnemu handlowi narkotykami i przestępczości. Jakkolwiek formalnie reżym kontroli i stanowienia prawa w tej mierze leżą w kompetencji ONZ, realizacja i wdrażanie tych zasad pozostawiono w rękach poszczególnych państw i agencji rządowych. Mimo powszechnej aprobaty zaleceń wynikających z reżymu prohibicji, w rzeczywistości strategie i praktyka ich egzekucji są przedmiotem szeroko zakrojonych sporów. Historycznie rzecz ujmując koncepcja „problemu narkotykowego” jest pod- miotem dramatycznych transformacji. Głównymi czynnikami kształtującymi jego definicję był system fiskalny, równowaga rynkowa, bezpieczeństwo publiczne, zdrowotność społeczeństwa, system ubezpieczeń społecznych i rozważania o cha- rakterze moralnym. W różnych społecznościach definicja tego problemu oraz poglądy warunkujące interwencję rządu w działalność przemysłu narkotykowego zmieniają się w funkcji czasu i przestrzeni geograficznej. Wielowymiarowość problemu narkotykowego wymaga bardzo złożonego podejścia. Wdrożenie zasad prohibicji nie stanowi panaceum. Gdy tylko kolonie głównych europejskich mocarstw uzyskały niepodległość, ich byli władcy utracili swój kolonialny monopol na handel opium. Prohibicja spotkała się również z silnym oporem ze strony przemysłu farmaceutycznego Niemiec, Japonii i Szwajcarii. W tym przypadku często miała miejsce ochrona przez państwo ze względu na jego interes, a to w związku z przygotowaniami do wojny, w czasie której dostawy środków znieczulających odgrywają istotną rolę. Namawianie rządów do podporządkowania się i działania w myśl zasad prohibicji było i nadal jest żmudnym zadaniem. Stany Zjednoczone od samego początku przejęły przywództwo w budowie reżymu prohibicji. Szczególnie w latach osiemdziesiątych mnożyły się jednostron- ne, dwustronne i wielostronne formy nacisku, interwencji i współpracy zmuszają- ce rządy do podporządkowania się zasadom prohibicji i dławienia rozrostu gospodarki narkotykowej. Warunkowana pomoc ekonomiczna, traktaty o eks- tradycji (tak zwane Międzynarodowe Traktaty Współpracy Prawnej), nowe rodzaje finansowej policji „do ścigania brudnych pieniędzy” w międzynarodo- wym systemie bankowym, finansowanie i doradztwo zagranicznych sił wojs- kowych i policji, naciski polityczne a nawet bezprawne interwencje wojskowe, to

tylko niektóre spośród całego mrowia instrumentów stoso- wanych w stosunkach między państwami w Wojnie Nar- kotykowej. W procesie tym instytucjonalne struktury (Inter- pol, Europol, UNDCP 10 etc.) są wzmacniane w celu zinten- syfikowania międzynarodowej współpracy. Oprócz tego rozwinęło się wiele nieformalnych związ- ków między policjami, wojskiem i służbami specjalnymi

(patrz Anderson i in., 1995; Anderson i den Boer, 1994; Benyon i in., 1994; Fijnout, 1993; Marshall, 1991). Wiele z tych form nie stanowi nowości. Jeszcze przed zakoń- czeniem zimnej wojny kraje takie jak Francja i Stany Zjednoczone realizowały rozległe programy wspomagania obcych sił wojskowych i policyjnych (Fijnout, 1993; Mars- hall, 1991). Obecnie programy te zyskały podstawy uzasad- niane domniemaną potrzebą wzmocnienia zdolności innych krajów do zwalczania przemysłu narkotykowego. Od poło- wy lat osiemdziesiątych w ramach procesu jednoczenia Europy Unia Europejska również zaznacza swoją obecność jako jeden z głównych graczy na tym polu. Umiędzynarodowione środki wymuszania reżymu prohi- bicji są uzasadniane i tłumaczone jako wynik wzajemnych współzależności wynikających z międzynarodowego podzia- łu pracy istniejącego w ramach nielegalnego przemysłu narkotykowego oraz wspólnych dla wszystkich państw prob- lemów związanych z koniecznością jego kontroli. Rodząca się współzależność niekoniecznie jest równoznaczna z integ- racją (współpracą i harmonią).

Współzależność może również oznaczać „zależność”, „eksploatac- ję”, „bezkarne naloty” i „konflikty” (Bühl, 1995:123). Międzynarodowe środki egze- kucji prawa nie są rozłożone rów- nomiernie i mieszczą w sobie mię-

przemysłu narkotykowego i gdzie ogólna ekonomika kraju jest zależna od dopływu obcej waluty pochodzącej z handlu narkotykami, interesy narkotykowe, jak również wysiłki przedsiębiorców narkotykowych mające na celu ochronę ich przedsięwzięć, w znaczny sposób ograniczają możliwości kontroli przez rząd działalności przemysłu narkotykowego. Co więcej, wzmożony poziom represji umacnia również aparat przymusu oraz inne agencje rządowe zależne od siebie nawzajem i od społeczeństwa jako całości. Tak więc polityka narkotykowa ma również wpływ na rozkład władzy i bezpieczeństwa w ramach społeczeństw

  • i między nimi. Z jednej strony może ona ograniczać desta- bilizujący wpływ przemysłu narkotykowego na społeczeńst-

wo, z drugiej zaś wzmacnianie zasobów legalnej władzy państwowych sił bezpieczeństwa może prowadzić do ograni-

czania wolności jednostek, ludzi i krajów, a co za tym idzie obniżania poziomu wolności, demokracji i respektowania praw człowieka. Represjonowanie przemysłu narkotykowego ma również poważny wpływ na politykę. Z punktu widzenia elit rzą- dzących ważne jest zapobieganie tworzeniu się skupiających w wyniku prowadzenia interesów narkotykowych władzę związków o charakterze etnicznym, politycznym i klano- wym. W tej sytuacji elity stoją przed ograniczonym wybo- rem: same zdobędą kontrolę nad interesami narkotykowymi lub znajdą sposób na włączenie tych nowych, bardzo dyna- micznych struktur w istniejące stru-

ktury władzy. W wielu przypadkach represje przeciwko przemysłowi narkotykowemu jedynie wzmacnia- ją opozycję, jako że ich wdrażanie pozostawia znaczną część społe- czeństwa bez środków do życia. Zatem wewnętrzna i zagranicz-

Interesy narkotykowe są wystarczająco silne, aby utworzyć moce zdolne do odgrywania zasadniczej roli w polityce i gospodarce.

dzy innymi wymianę informacji między tymi, którzy wymuszają za- chowanie prawa, międzynarodowe naciski na kraje, których celem jest kształtowanie ich ustawodawstwa (na przykład w kwestii zamykania kafejek i zwiększania tajności banków), dostarczanie pomocy wojskowej i wojskowych doradców (to ważny element amerykańskich działań w Ameryce Łacińs- kiej) lub rozbudowę służb specjalnych poprzez pozyskiwa- nie do współpracy personelu wojskowego stacjonującego w innych krajach. Kontrola tych środków prowadzi w osta- tecznej konsekwencji do wtrącania się w sprawy kontroli, jakie dane państwo sprawuje nad swoją gospodarką i sys- temem politycznym, oraz kontroli, jaką ludzie posiadają w odniesieniu do swojej prywatności i niezależności.

na polityka narkotykowa wiążą się z dystrybucją władzy, bogactw i bez- pieczeństwa, zarówno na poziomie wewnętrznym, jak i mię- dzynarodowym. Te interesy kształtują logikę wielu rodzajów polityki i działań państwa i prowadzą do wzajemnych od-

działywań systemowych między światem przestępczym

  • i światem, którego zadaniem jest zwalczanie przestępczości,

co odgrywa zasadniczą rolę w pogłębianiu ich perwersyj- nego wpływu na stosunki między państwami i ich społeczeń- stwami. W tym miejscu pojawia się zjawisko „chronionego handlu narkotykami” (Scott i Marshall, 1991:vii), w ramach którego selektywne zakazy i protekcjonizm w stosunku do przemysłu narkotykowego stają się najbardziej prawdopo- dobnym rezultatem polityki narkotykowej.

SIŁA I KONTROLA SPOŁECZNA

Strategia i taktyka stosowana przez rządy w ich polityce dotyczącej ich problemów narkotykowych nie tylko odnoszą się do różnych koncepcji „problemu narkotykowego”, ale mają również wpływ na dystrybucję dochodów w ramach społeczeństw oraz między nimi, a także na poziom ochrony, jaki obywatele mogą uzyskać. Interwencje na rynku narkotykowym mają wpływ na kierunki, skład i ilość strumieni narkotykowych na całym świecie oraz na przepływ pieniądza, który jest generowany w tym międzynarodowym interesie. Mają one więc wpływ na dystrybucję dóbr akumulowanych w interesie narkotyko- wym oraz relatywną potęgę graczy w ramach społeczeństw i między nimi. Interesy narkotykowe są wystarczająco silne, aby utwo- rzyć moce zdolne do odgrywania zasadniczej roli w polityce i gospodarce. Tam, gdzie dochód wielu ludzi zależy od

8 NEXUS

ZWIĄZKI MIĘDZY ZORGANIZOWANĄ PRZESTĘPCZOŚCIĄ I ELITAMI WŁADZY

Grupy o charakterze przestępczym (jak również środki uzyskane w wyniku działalności przestępczej) często stają się elementem dewiacji w polityce wewnętrznej i między-

narodowej. Nielegalne stosowanie przemocy i „upoważ- nionych” sił w interesie jednej klasy, klanu, grupy etnicznej, regionu lub kraju przeciwko innym nie jest zjawiskiem nowym. Jest ono jednak mocno związane z dynamiką

  • i rozwojem rynku narkotykowego oraz metodami stosowa-

nymi przez państwo w celu uzyskania nad nim kontroli.

W wielu krajach związki między grupami o charakterze przestępczym i elitami władzy wytwarzają i przedłużają możliwości istnienia tego rodzaju skutków o charakterze wręcz perwersyjnym (Hess, 1986:128). W najnowszej historii, zarówno krajów uprzemysłowio- nych (na przykład Francji, Stanów Zjednoczonych i Włoch),

LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2000

jak i krajów rozwijających się (na przykład Turcji, Republiki Południowej Afryki, Kolumbii, Meksyku), można znaleźć wiele przykładów współpracy tajnych służb, partii politycz- nych i innych elementów elit władzy z przestępczymi grupa- mi zajmującymi się handlem narkotykami. Współpraca ta dotyczy przeważnie tłumienia wewnętrznej opozycji, desta- bilizacji obcych rządów oraz wzajemnego wspierania się przeciwko (geo)politycznym przeciwnikom (patrz Block i Hess, 1986; Krüger, 1980; McCoy, 1972; Scott i Marshall, 1991; etc.). Podobnie ma się sprawa z wieloma grupami opozycyjnymi, które odkryły, jak ważne mogą być dochody z handlu narkotykami w procesie przeciwstawiania się (za- granicznej) kontroli ich terenów (na przykład Kurdyjska

Partia Pracy 11 w Turcji, Świetlisty Szlak w Peru czy afgańscy Muhadżedini). Tego rodzaju symbiotyczne związki przedsiębiorców z branży narkotykowej z miejscowymi i zagranicznymi elitami władzy są często uzupełniane różnymi formami korupcji o mniej lub bardziej instytucjonalnym charakterze. Wzrost cen w wyniku działań prohibicyjnych działa efe- ktywnie jako podatek, który nie wpływa jednak bezpo- średnio do kas państwowych, ale do kieszeni producentów, dealerów i innych ludzi świadczących usługi w branży narkotykowej. W przypadku wielu krajów podatek pro- hibicyjny jest w równych częściach ściągany przez „sko- rumpowanych” przedstawicieli pra-

wa i innych protektorów tego han- dlu należących do polityczno-ad- ministracyjnego aparatu państwo- wego. Należy tu podkreślić, że tego rodzaju indukowane przez państwo przekupstwo lub wymuszenia w sto- sunku do handlu narkotykami nie jest działalnością przynoszącą wpły-

ton narkotyków, z których 100 ton zaginęło, po czym trafiło na rynek (Zwaap, 1996). 12 Możliwość łapówkarstwa i bezprawnych wymuszeń sto- sowanych wobec przedsiębiorców z branży narkotykowej stanowi istotny element na rzecz eskalacji wojny narkotyko- wej. Mówiąc językiem bardziej formalnym, wkłady kapitało- we wynikające z konfiskat przynoszą taki sam skutek 13 (Benson, Rasmussen, Solars, 1995; Benson i Rasmussen, 1996). W rezultacie pomysł samofinansujących się sił poli- cyjnych znajduje obecnie duże poparcie u Pino Arlacciego, dyrektora oenzetowskiego Biura ds. Kontroli Narkotyków i Zapobiegania Przestępczości (AFP, 31 marzec 1999).

EKONOMICZNE, SPOŁECZNE I POLITYCZNE IMPLIKACJE

Przemysł narkotykowy stał się w mniejszym lub więk-

szym stopniu ekonomicznie i społecznie zakorzenionym elementem wszystkich krajów na świecie. Związane z nar- kotykami interesy wniknęły do wielu sektorów społeczeńst- wa – sektorów często funkcjonujących w normalnej gos- podarce, lecz czerpiących część swoich dochodów z działal- ności związanej z handlem narkotykami. Bardzo niewiele dziedzin oparło się wpływowi przemysłu narkotykowego,

jako że dochody pochodzące z handlu narkotykami są konsumowane i inwestowane w innych przedsięwzięciach lub z powodu świadczenia przemys-

łowi narkotykowemu usług przez banki i przedsiębiorstwa transpor- towe, które stają się w ten sposób jego częścią. Poza tym przemysł narkotykowy jest w różnym stopniu osadzony w poszczególnych krajach. Jest oczywiste, że konsumpcja narkoty- ków ma swoje kulturowe korzenie

Możliwość łapówkarstwa i bezprawnych wymuszeń stosowanych wobec przedsiębiorców z branży narkotykowej stanowi istotny element na rzecz eskalacji wojny narkotykowej.

wy jedynie osobom prywatnym (u- zupełnienie do pensji). W rzeczywi- stości istnieją różne systemy, które umożliwiają dystrybucję tych dochodów między sieciami o charakterze hierarchicz- nym, przez które przepływają te pieniądze. W zamian za to umożliwiają one wymianę między rynkami objętymi prohi- bicją.

Łapówkarstwo może stanowić pierwszorzędny sposób realizowania finansów publicznych, równolegle do opoda- tkowania, pożyczek i inflacji (Thorton, 1991:137). Z tego punktu widzenia nie powinno nikogo dziwić, że funkcjona- riusze policji często włączają się aktywnie w działalność czarnorynkowych monopoli. W wyniku swoich związków z przedsiębiorcami z branży narkotykowej funkcjonariusze policji oraz inni protektorzy wśród aparatu państwowego uzależnili się od monopoli narkotykowych, co może powo- dować, że dążąc do utrzymania monopoli i zysków z nich płynących są przeciwko jakimkolwiek działaniom strony trzeciej. Tego rodzaju symbiotyczne związki bywają często wy- nikiem taktyki aparatu egzekucji prawa, który infiltruje koła handlarzy narkotyków i zakłada „fasadowe” punkty sprze- daży świadczące usługi przemysłowi narkotykowemu. Wojna narkotykowa wymknęła się w wielu krajach spod kontroli. Duńska policja i aparat sprawiedliwości doświad- czyły ostrego kryzysu, kiedy okazało się, że metody stoso- wane przez policję w ramach dochodzeń kryminalnych dotyczących handlu narkotykami wykroczyły znacznie poza granice zakreślone prawem i kontrolę parlamentu. Duńska komisja parlamentarna, która badała te metody w roku 1996, odkryła, na przykład, że policja zaimportowała 285

nie tylko w najbardziej marginal- nych warstwach społecznych. Co więcej, przedsiębiorcy narkotykowi w coraz większym stop- niu uważają się za siłę społeczną, która dąży do włączenia się do legalnych instytucji w społeczeństwach, w których prowadzą oni swoją działalność. W rezultacie często zys- kują, jeśli nie poważanie, to przynajmniej wpływ na ochronę swoich interesów. Zatrudnienie i dochód, jakie są udziałem tego przemysłu, ma dla wielu zainteresowanych, a nawet całych społeczeństw, istotne znaczenie w tworzeniu siły politycznego przebicia interesów związanych z narkotykami, w szczególności w przypadku zagrożenia ze strony represji pochodzenia wewnętrznego lub zewnętrznego. Prohibicja mocno przeszkadza w formalnym uznaniu przemysłu nar- kotykowego, a w konsekwencji jego opodatkowaniu, roko- waniach handlowych oraz formach regulacji rynku, siły roboczej i produktów. Uważam, że to właśnie konsekwentnie częściowa, niefor- malna i rzekomo nie istniejąca integracja rodzi najbardziej szkodliwe konsekwencje operacji prowadzonych przez ten przemysł, tym bardziej że policja i wojsko są zbyt słabo wyposażone, aby spełniać swoje regulacyjne zadania. 14

Przemysł narkotykowy i aparat egzekucji prawa anty- narkotykowego rodzą ostre napięcia związane z możliwo- ścią włączenia przez państwo przemysłu narkotykowego do miejscowych i wewnętrznych struktur, co może ogra- niczyć ich destabilizujący wpływ na społeczeństwo. Zasto- sowanie tego rodzaju strategii – wiele krajów nie może jej uniknąć z powodu nieformalnych układów lub „ko- rupcji” – jest mniej prawdopodobne tam, gdzie siła zo- rganizowanej przestępczości i naciski na zintensyfikowanie

represyjnych działań zmierzających do egzekucji prawa zakłócają tego rodzaju symbiotyczne stosunki. Przemysł narkotykowy i represje wobec niego mogą mieć, tam gdzie przekroczą granice innych krajów, mocno zakłócający wpływ na wewnętrzne instytucje i układy o cha- rakterze ekonomiczno-politycznym. Może to być niezamie- rzoną konsekwencją sumiennych wysiłków ograniczania do- staw ponadgranicznych. W wielu przypadkach polityka nar- kotykowa stanowi jedynie ułamek pozostałych zadań poli- tyki zagranicznej, które w dużej mierze kształtowane są przez instytucjonalną logikę agencji powołanych do ich realizacji. Współczesna historia dowodzi, że znacznie większą wagę przykłada się do polityki wymiany niż ograniczania dostaw. Tego rodzaju polityka bierze pod uwagę interesy dotyczące handlu narkotykami oraz możliwości wywierania przez rząd nacisku na te interesy poprzez działania zmierzające do zdławienia gospodarki narkotykowej (na przykład przez przedsięwzięcia zamiany rodzaju plonów prowadzone pod auspicjami ONZ, których celem jest zapewnienie farmerom uprawiającym rośliny-surowce do wytwarzania narkotyków zastępczego źródła dochodów, lub przez dostarczanie broni armii kolumbijskiej). Kiedy jednak polityka narkotykowa

stanie się częścią szerszych celów w stosunku do innych krajów, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zostanie podporządkowana innym prioryte-

tom, które te państwa będą realizo- wać w celu ochrony swoich inte- resów. Tak jak konwencjonalna wojna jest kontynuacją realizacji polityki, tyle że przy zastosowaniu innych środków, tak wojna narkotykowa jest konsekwencją polityki zagrani- cznej realizowanej nieco odmienny- mi środkami (Marshall, 1991:ii). Międzynarodowa polityka narkoty- kowa niemal nieodwracalnie staje się częścią geopolitycznych i ekono-

społeczności i istniejące w ich ramach grupy. Przestępczość wnika do ekonomicznego i politycznego systemu wypacza- jąc działanie legalnych rodzajów przemysłu oraz rolę i funk- cjonowanie państwa. Rozrost państwowych sił przymusu przeznaczonych do kontroli przemysłu narkotykowego po- ważnie rzutuje również na dystrybucję siły, bogactw i bez- pieczeństwa w ramach społeczeństw i między nimi, często wskutek praktyk, które nie są zgodne z zasadą demokratycz- nej kontroli. Destrukcyjna siła splatających się dynamik – przemysłu narkotykowego i państwowego aparatu represji – doprowa- dzi prawdopodobnie do destrukcji istniejących stosunków między państwami, rynkami i społeczeństwami. W konsek- wencji dynamika i rezultaty wojny narkotykowej są nie tylko kształtowane przez światową ekonomię polityczną, ale rów- nież same ją kształtują.

MIĘDZYNARODOWY KOMPLEKS NARKOTYKOWY

W poniższym rozdziale postaram się udowodnić, że interesy przemysłu narkotykowego i sił egzekucji prawa zderzają się ze sobą zarówno na wewnętrznym, jak i mię- dzynarodowym poziomie, tworząc Międzynarodowy Kom- pleks Narkotykowy. Analogicznie do teorii Kompleksu Militarno-Przemys- łowego opracowanej pod koniec lat sześćdziesiątych w celu

wyjaśnienia długotrwałości zimnej wojny, wyścigu zbrojeń, trwałości antykomunistycznej ideologii i poli- tycznych ingerencji w życie ludzi i społeczeństw staram się w tym artykule przedstawić i zrozumieć mechanizmy i dynamikę, które mo- głyby wytłumaczyć rozkwit tak gos- podarki narkotykowej, jak i nowych ram stworzonych do jej „kontroli” przez służby państwowe. Podstawowa hipoteza, którą po- staram się rozwinąć, głosi, że dyna- mika wewnątrz i między siłami spo-

Prowadzone w najbardziej brutalnej formie międzynarodowe akcje egzekucji prawa antynarkotykowego są w stanie uzasadniać nawet bezprawne interwencje wojskowe, jak ta, której pod koniec lat osiemdziesiątych doświadczyli Panamczycy.

micznych planów (LaBrousse i Ko- utouzis, 1996). Zwiększanie siły po- szczególnych agencji egzekucji prawa – takich jak, w ekstre- malnym przypadku, w Peru i Kolumbii wojsko – ma praw- dopodobnie na celu służenie wręcz przeciwnym interesom w stosunku do tych, których zadaniem było przekonywanie hodowców koki, aby ograniczyli swoją produkcję. Prowa- dzone w najbardziej brutalnej formie międzynarodowe akc- je egzekucji prawa antynarkotykowego są w stanie uzasad- niać nawet bezprawne interwencje wojskowe, jak ta, której pod koniec lat osiemdziesiątych doświadczyli Panamczycy. To, co tej pory napisałem, stanowi analityczne ramy służące badaniu dynamiki i skutków wojny narkotykowej. Starałem się wykazać, w jaki sposób rozrost globalnej sieci przestępczej oraz umiędzynarodowienie egzekucji prawa są kształtowane przez pewne zasadnicze zmiany w polityce globalnej i systemie ekonomicznym. Skupiłem się również na tym, w jaki sposób wojna narkotykowa ma szansę być wypaczona przez interesy zarówno przedsiębiorców nar- kotykowych, jak i siły powołane do ich kontroli. Poprzez symbiotyczne i systemowe wzajemne oddziaływania obie te strony są najprawdopodobniej jedynymi, które czerpią ko-

rzyści z tej wojny. Ponieważ ich wzajemne oddziaływania mają miejsce w świecie kierującym się rywalizacją, o nierównym roz- kładzie zasobów, wyniki tych oddziaływań będą również najprawdopodobniej nierównomiernie rzutowały na różne

łecznymi po obu stronach prawa nie powoduje utrzymania obu stron pod kontrolą, lecz raczej umacnia każdą z nich przez współbrzmiące działania lub przez bardziej systemowe wza- jemne oddziaływania. W rezultacie między przedsiębior- cami narkotykowymi i państwowymi agencjami egzekucji prawa lub elitami władzy, które je kontrolują, tworzy się „społeczność interesów” – koalicja grup, które zaangażowa- ły się w ten interes psychologicznie, moralnie i materialnie. To wzajemne wspieranie przybiera różne formy i ma wiele poziomów, zmieniając się w zależności od czasu i miejsca. Konsekwencją tej zmowy jest to, że interesy obu grup zostają rozszerzone ze szkodą dla strony trzeciej i obszarów, na których kwitnie ich działalność. W takim ujęciu przemysł narkotykowy oraz aparat egzekucji prawa niekonieczne są sobie przeciwstawne. Wytwarzają bardziej lub mniej powią- zaną, wewnętrznie od siebie zależną, dynamikę – pewien rodzaj wzajemnej przeciwstawności – i jednocześnie wzaje- mnie umacniają „koalicję”, która służy interesom obu stron, uniezależniając się od demokratycznej kontroli przez społe- czeństwo, a czasami nawet i rząd. Globalizacja, neoliberalne reformy oraz zakończenie zimnej wojny miały duży wpływ na regulacje stosunków między krajami i społeczeństwami. System będący wynikiem zimnej wojny doprowadził do pewnej stabilności w między- narodowym układzie państw, a także wymuszał porządek i dyscyplinę w obu obozach i stanowił dosyć trwały fun-

10 NEXUS

LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2000

dament stabilizacji światowej gospodarki. Zimna wojna nie prowadziła do zasadniczego konfliktu między supermocars- twami i znacznie zmniejszała możliwość wybuchu wojny między poszczególnymi krajami. Niestety, nałożyła ona cię- żkie jarzmo na ludzi wtłoczonych między antagonistyczne dążenia do utrzymania politycznej i ideologicznej jedności w ramach proklamowanych przez supermocarstwa sfer ich wpływów. W wyniku globalizacji i zakończenia zimnej wojny sys- tem prawny państw i zdolność do zachowania wewnętrz- nego porządku skierowane na przeciwdziałania zagroże- niom z zewnątrz bardzo szybko zanikły. Neoliberalne refor- my i regionalna integracja jedynie przyspieszyły pojawienie się niewydolności państwa w sferze utrzymania równowagi między jego społeczeństwem i resztą świata oraz inter- weniowania w dziedzinie rozkładu możliwości wewnątrz społeczeństwa.

W sferze obrony państwa bezpieczeństwa wewnętrzne i zewnętrzne ściśle się ze sobą wiążą. Przez pół wieku elity militarno-wojskowe niemal stale dominowały nad swoimi wewnętrznymi rywalami, i to w zasadzie bez żadnych trud- ności. Obawa przed zewnętrznym wrogiem skłaniała przy- wódców politycznych i mieszkańców poszczególnych krajów do wdrażania nowych zadań, których celem było zrów- noważenie lub zyskanie przewagi

nad zbrojeniami strony przeciwnej. Eskalacja wyścigu zbrojeń pomaga- ła również w utrzymaniu praworzą- dności i posłuszeństwa wewnątrz kraju, jako że zewnętrzny nieprzy- jaciel był jak zwykle najsilniejszym społecznym elementem cementują- cym ludzi (McNeil, 1982:382). Olbrzymie establishmenty zbro- jeniowe, których zadaniem była ochrona sił NATO przed Paktem Warszawskim i odwrotnie, i ich

tami i systemowymi przeciwieństwami, przed jakimi stały w czasie zimnej wojny. W przeciwieństwie do okresu zimnej wojny, kiedy to głównym powodem troski było bezpieczeństwo zewnętrzne kraju, państwowe siły przymusu są obecnie ukierunkowane na zapewnienie bezpieczeństwa wewnętrznego. W wyniku umiędzynarodowienia pozamilitarnych zagrożeń bezpie- czeństwa wewnętrznego podział zadań między poszczegól- nymi rodzajami służb państwowych jest coraz bardziej nie- wyraźny. W wyniku tych zagrożeń tradycyjny podział pracy między policją, wojskiem, tajnymi służbami i pozostałymi państwowymi służbami zaczyna tracić na ostrości. Tego rodzaju zjawisko można obserwować na przykładzie mili- taryzacji wojny narkotykowej, obsadzania policją granic zewnętrznych oraz we wspólnych, ponadgranicznych lub interwencjonistycznych działaniach agencji pilnujących przestrzegania prawa. Tak więc wojna narkotykowa zaczyna pod wieloma względami przejmować rolę i funkcje zimnej wojny, zwła- szcza jeśli chodzi o legalizację stosowania sił państwowych w celu utrzymania wewnętrznego porządku i dyscypliny, a także na polu stanowienia mechanizmów kontroli bro-

niących państwo i społeczeństwo przed zagrożeniami z ze- wnątrz. Umiędzynarodowienie akcji i współdziałania policji oraz towarzyszące temu rozprze-

strzenianie narzędzi służących in- terwencji w suwerenność poszcze-

gólnych jednostek, zbiorowisk ludzi

  • i innych krajów, powoduje jednak oddalanie się perspektywy świata

uporządkowanego, w którym może się rozwijać pokój, sprawiedliwość

  • i wolność. Główną tego przyczyną jest nierównomierny rozkład sił

uwalnianych przez Międzynarodo- wy Kompleks Narkotykowy. Globalizujące się siły przestęp-

...

wojna

narkotykowa zaczyna

pod wieloma względami przejmować rolę i funkcje zimnej wojny, zwłaszcza jeśli chodzi o legalizację stosowania sił państwowych w celu utrzymania wewnętrznego porządku i dyscypliny ...

ideologiczna walka oraz upoważ- nienie do wewnętrznej kontroli i in- terwencji zagranicznych, są obecnie zastępowane przez rozbudowę siłowego ramienia prawa i to zarówno w za- kresie prywatnym, wewnętrznym, jak i zagranicznym. Obecnie dokonano jakościowego i ilościowego postępu w składzie i przeznaczeniu państwowego aparatu przymusu. Wielu z nas dostrzega teraz, że publiczne dyskusje, budżety państw i codzienne życie odzwierciedlają ważne zmiany, które dotyczą określenia tego, co jest wrogie (od komuniz- mu po narkotyki, przestępczość i obcokrajowców), zmianę priorytetów wyrażającą się w finansowaniu środków po- zwalających na zachowanie wewnętrznego porządku za- miast działań mających przeciwstawić się zagrożeniom pły- nącym z zewnątrz (od wojska do policji) oraz żądania państw kierowane pod adresem swoich obywateli, aby przy- stali na ograniczenia w zakresie wolności konsumenckiej, prywatności oraz swobód obywatelskich w celu dostosowa- nia do międzynarodowych wymagań w zakresie „zharmoni- zowania” wysiłków w walce z handlem narkotykami oraz innymi formami działalności przestępczej. Wspierająca te transformacje debata i działalność pań- stwa bazują w znacznej mierze na pojęciu nowych wrogów – głównie przemyśle narkotykowym i jego rzekomym powią-

zaniu ze światem przestępczym, terroryzmem i migracją. „Czerwone zagrożenie” zostało obecnie zastąpione zagro- żeniem ze strony narkotyków i świata przestępczego. Walka z „białym zagrożeniem” stawia społeczeństwa i państwa przed takimi samymi problemami i możliwościami, dylema-

cze, niestabilność monetarna i mig- racja ograniczają możliwości ochro- ny państwa i społecznych układów, które je wspierają. Będące tego rezultatem narastające zazębianie się prob- lemów zewnętrznego i wewnętrznego bezpieczeństwa do- prowadzi najprawdopodobniej do tego, że formalne cele wojny narkotykowej zostaną odrzucone na rzecz geopolity- cznych i gospodarczych problemów. Państwowe siły przy- musu, które są powołane do utrzymania porządku wewnęt- rznego i zewnętrznego bezpieczeństwa, mają tendencję do umykania demokratycznej kontroli, jako że ich działania związane ze zdobywaniem „operacyjnych informacji” muszą być chronione przed światem zewnętrznym. Spadek od- powiedzialności agencji przymusu państwowego idzie ręka w rękę ze wzrostem przyznawanej im siły. Bardziej jednak niebezpieczny od zagrożenia wynikają- cego z rozluźnienia siły państwa jest wywrotowy wpływ międzynarodowych organizacji przestępczych, który naru- sza podstawy państwowości oraz układ społeczny, w ramach którego one istnieją. Jeśli siły egzekucji prawa skierowane przeciwko przemysłowi narkotykowemu rzeczywiście przy- noszą skutki przeciwne od zamierzonych – a więc służą całkiem innym celom politycznym – to nasze perspektywy i nadzieje na dalszy rozwój i demokratyzację życia społecz- nego wyglądają raczej ponuro.

PONADNARODOWE WYMIARY

Od czasu zakończenia zimnej wojny tak zwany „nowy

porządek świata” – ustanowiony w warunkach narastającej

globalizacji i poparty neoliberalnymi reformami – jest kszta- łtowany głównie przez dwie siły: widzialną rękę przestęp- czych form kontroli rynku oraz wydłużanie silnego ramienia prawa, zarówno w zakresie wewnętrznym, jak i między- narodowym. Te dwie siły, represyjna i wywrotowa, coraz bardziej zmierzają ku spychaniu społeczeństw w kierunku naras- tającej spiralnie anarchii zagrażającej podstawom państ- wowości i warunkom życia obywateli. Chociaż stoją one po przeciwnych stronach prawa i for- malnie się zwalczają, w rzeczywistości powodują wzajemny rozrost i tym samym powiększanie wpływu na resztę społe- czeństwa. W swoich wzajemnych (systemowych) oddziały- waniach przenikają społeczeństwo w podobny sposób, w ja- ki w czasie zimnej wojny dwa antagonistyczne supermocars- twa i ich przemysłowo-wojskowe kompleksy przechwyciły kontrolę nad swoimi sferami wpływów i ubezwłasnowolniły swoich obywateli, tak aby nie mogli się oni przeciwstawić naruszaniu ich żywotnych interesów w rezultacie spiralnego wyścigu zbrojeń, który zwielokrotnił dochody, prestiż i siłę wojskowego establishmentu, a także zyski przemysłu zbroje- niowego, potęgując w ten sposób zagrożenie wojną. Te dwa światy – przestępczych przedsiębiorców i pańs- twowych agencji przymusu – nie są jednak podzielone granicami międzypaństwowymi ani nie są oddzielone od społeczeństw, w których funkcjonują. Zyskując jednakże stopniowo ponadnarodowy wymiar, stają się coraz bardziej zdolne do przeciwstawienia się próbom włączenia ich w spo- łeczne ramy i w rezultacie poddania demokratycznej kont- roli. Jednocześnie oba te elementy coraz bardziej rosną w siłę penetrując suwerenność jednostek oraz społeczeństw na całym świecie.

Przypisy:

Przełożył Jerzy Florczykowski

  • 8. Liczba substancji objętych tym reżymem rośnie się wraz z postępem

technologicznym w farmacji, zaś nowe „konstrukcje” narkotykowe mnożą się w sposób gwałtowny i są włączane do reżymu prohibicyjnego. Głównym celem kontroli są pochodne opium oraz produkty powstałe na bazie koki i konopi indyjskich. Zakaz produkcji i sprzedaży innych substancji zależy od rodzaju

ich aktywnego składnika.

  • 9. Ogólny przegląd i analizę rozwoju tego globalnego reżymu prohibicji

znaleźć można na przykład u Steina (1985), Gerritsena (1993) i Silvisa (1993).

  • 10. Skrót od United Nations Drug Control Program (Program Kontroli

Narkotyków Organizacji Narodów Zjednoczonych). – Przyp. tłum.

  • 11. Partiya Karkeran Kurdistan. Jej przywódcą jest Abdullah Calan. Jest to

grupa o charakterze lewackim. Założono ją w roku 1978 i pięć lat później

rozpoczęła ona działalność terrorystyczną z baz w Iraku na rzecz niepodległo- ści Kurdystanu. PKK kierowała ataki za pośrednictwem swoich bojowników przeciwko instytucjom rządowym, urzędnikom państwowym, Turkom miesz-

kającym w Kurdystanie, Kurdom podejrzanym o kolaborację z rządem, obcokrajowcom i tureckim przedstawicielstwom dyplomatycznym za granicą. PKK otrzymywała pomoc z Syrii i od Kurdów mieszkających za granicą oraz czerpała fundusze z działalności o charakterze nielegalnym. – Przyp. tłum.

  • 12. W czerwcu 1999 roku nowa duńska komisja parlamentarna (Komisja

Kalsbeeka) odkryła, że podwójnym informatorom udało się przy pomocy funkcjonariuszy zajmujących się narkotykami zaimportować kolejne 15 000 kilogramów kokainy (NCR, 10 czerwiec 1999).

  • 13. Chodzi o to, że dochody policji uzyskiwane w wyniku konfiskat

narkotyków prowadzą do jej umocnienia, usprawnienia jej działalności, a co

za tym idzie, wzrostu dochodów wynikających z wojny narkotykowej. – Przyp. tłum.

  • 14. Podobnie jak w pozostałych sektorach czarnorynkowych, takich jak

nielegalne gry i prostytucja, wymiana w przemyśle narkotykowym ma charak- ter konsensualny. Kryminalizacja nałogów, w przeciwieństwie do pewnych szkód społecznych, jakie wywiera ona na społeczeństwo, prowadzi do czegoś, co niektórzy autorzy nazywają „przestępstwem bez ofiar”. Zarówno konsen- sualny charakter, jak i fakt, że prohibicja spycha całą wymianę do sfery podziemia, ma dalekosiężne implikacje w odniesieniu do taktyki agencji egzekucji prawa w procesie zbierania dowodów, jako że uczestnicy wymiany raczej nie wnoszą skarg ani nie występują do instytucji formalnych o arbitraż, nawet w przypadku powstania sporu. Co więcej, wiele z negatywnych konsek-

12 NEXUS

wencji związanych z nielegalnymi narkotykami bierze się z prohibicji a nie z konsumpcji zakazanych dóbr (Miron i Zwiebel, 1995).

BIBLIOGRAFIA

• Okon Akida, „International Trade in Narcotic Drugs: Implications for Global Security” („Międzynarodowy handel narkotykami – implikacje bezpieczeństwa ogólnoświatowego”), Futures, 29(7):605-16, 1995. • Joseph Albini, „The Distribution of Drugs: Models of Criminal Organizations and Their Integration” („Dystrybucja narkotyków – modele organizacji prze- stępczych i ich integracja”), w opracowaniu Thomasa Mieczkowskiego zatytuło- wanym Drugs, Crime, and Social Policy (Narkotyki, przestępczość i polityka społeczna), University of South Florida, Simon & Schuster, 1992, str. 79-108. • Malcolm Anderson, Monika den Boer, (pod redakcją), Policing Across National Borders (Polityka poprzez granice państwowe), Pinter Publishers, Lon- dyn, 1994. • Malcolm Anderson i inni, „Policing the European Union: Theory, Law and Practice” („Polityka Unii Europejskiej: teoria, prawo i praktyka”), Clarendon Studies in Criminology, Clarendon Press, Oxford, 1995. • Peter Andreas, „Free Market Reform and Drug Market Prohibition: US Policies at cross-purposes in Latin America” („Reformy wolnego rynku a prohi- bicja narkotykowa – taktyki USA a wzajemne interesy w Ameryce Łacińskiej”), Third World Quarterly 16(1):75-87, 1995. • Bruce Bagley, „Myths of Militarisation: Enlisting Armed Forces in the War of Drugs” („Mity o militaryzacji – włączenie sił zbrojnych do wojny narkotykowej”), w opracowaniu Petera H. Smitha, Drug Policy in the Americas (Polityka nar- kotykowa w obu Amerykach), 1992, str. 125-50. • Steven Belenko, Behind Bars: Substance Abuse and America’s Prison Popula- tion (Za kratami – uzależnienia a populacja amerykańskiego więziennictwa), The National Center on Addiction and Substance Abuse, Columbia University, 1998. • John Benyon i inni, „Understanding Police Cooperation in Europe: Setting a Framework for Analysis” („Zrozumienie współpracy policji europejskich – określenie modelu do badań”), w opracowaniu Andersona i den Boer, jak wyżej. • Alan A. Block, „Modern Marriage of Convenience: A Collaboration Between Organized Crime and US Intelligence” („Nowoczesne małżeństwo z rozsądku – współpraca między zorganizowaną przestępczością i amerykańskimi służbami specjalnymi”), w opracowaniu Roberta J. Kelly, Organized Crime: A Global Perspective (Zorganizowana przestępczość – perspektywy globalne), 1986, str. 58-78. • Walter Bühl, „Internationale Regime und Europäishe Integration” („Reżym międzynarodowy i europejska integracja”), ZfP 2(2), 1995. • Centre Tricontinental, „Drogues at narcotrafic: le point de vue do Sud”, Alternatives Sud, Cahiers Trimestriels, 3(1), 1996. • Philip G. Cerny, „Globalization and the Changing Logic of Collective Action” („Globalizacja i zmienna logika współpracy”), International Organization, 49,(4):595-625, 1995.

• S.K. Chatterjee, Legal Aspects of International Drug Control (Legalne aspekty

międzynarodowej kontroli narkotyków), 1981. • Nicholas Dorn, Jorgen Jepsen, Arnesto Savona, (pod redakcją), European Drug Policies and Enforcement (Europejska polityka narkotykowa i jej wymusza- nie), Macmillan Press Ltd, 1996. • Drug War Facts (Fakty wojny narkotykowej), ‹http://www.csdp.org/factbo-

ok/military.htm›.

• Economische en Statistische Berichten (ESB), 26 czerwiec 1996.

• Georges Estievenart, (pod redakcją), Policies and Strategies to Combat Drugs

in Europe: The Treaty of European Union: Framework for a New European

Strategy to Combat Drugs? (Polityka i strategie walki z narkotykami w Europie

– Traktat Unii Europejskiej: Czyżby ramy nowej europejskiej strategii walki z narkotykami?), Martinus Nijhoff Publishers, Dordrecht, 1995. • Cyrille Fijnout, (pod redakcją), The Internationalisation of Police Cooperation in Western Europe (Umiędzynarodowienie kooperacji policji w Zachodniej Euro- pie), Kluwer, Deventer, 1993. • Dean Foust, Gail DeGeorge, „The New, Improved Money Launderers” („Nowi, ulepszeni pracze pieniędzy”), Business Week, 28 czerwiec 1993. • Gary Gereffi, Miguel Korzeniewicz, (pod redakcją), Commodity Chains and

Global Capitalism (Łańcuchy towarowe a globalny kapitalizm), Greenwood Press,

Westport, Connecticut, 1994. • Jan-Willem Gerritsen, De politieke economie van de roes, Proefschrift, Amster- dam, 1993.

• Henner Hess, „The Traditional Sicilian Mafia: Organized Crime and Repres-

sive Crime” („Tradycyjna mafia sycylijska – zorganizowana przestępczość a re- presyjna przestępczość”), w opracowaniu Roberta J. Kelly, Organized Crime:

A Global Perspective (Zorganizowana przestępczość – perspektywy globalne), 1986,

jak wyżej, str. 113-34.

• Alison Jamieson, „Drug Trafficking After 1992: A Special Report” („Handel narkotykami po roku 1992 – raport specjalny”), Conflict Studies, nr 250, Research Institute for Study of Conflict and Terrorism, 1993. • Les Johnston, The Rebirth of Private Policing (Odrodzenie prywatnej policji), Routledge, Londyn-Nowy Jork, 1992. • Robert J. Kelly, Organized Crime: A Global Perspective (Zorganizowana przestępczość – perspektywy globalne), Rowman and Littlefield, 1986.

pozostała część bibliografii na stronie 59

LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2000

Pierwszą ofiarą wojny jest zawsze prawda, co potwierdziły środki masowego przekazu, które rozpowszechniały w interesie swoich

Pierwszą ofiarą wojny jest zawsze prawda, co potwierdziły środki masowego przekazu, które rozpowszechniały w interesie swoich mocodawców wiele ohydnych kłamst dotyczących trwających na Bałkanach konfliktów.

Dr Michael Parenti

Copyright 2000

Strona internetowa Michaela Parentiego:

www.michaelparenti.org

SERBOWIE NA CELOWNIKU

P rzez większą część mijającego dziesięciolecia społeczeństwo amerykańskie było poddane działaniu zmasowanej kampanii prowadzonej przez media,

której celem było demonizowanie Serbów i ich przywódców. W tym samym czasie rząd USA dążył do rozbicia Jugosławii na szereg drobnych, słabych, uzależnionych księstw wolnego rynku. Jugosławia była jedynym krajem Europy Wschodniej, który nie dokonał demontażu swojego opiekuńczego państwa i gospodarki opartej na własności państwowej. Był jedynym, który nie błagał o przyjęcie do NATO i który wciąż podąża własną drogą nie podporządkowując się Nowemu Porządkowi Świata. Spośród różnych narodów Jugosławii właśnie Serbów wybrano jako cel demonizacji, ponieważ byli największą grupą etniczną i jedną z najbardziej sprzeciwiających się rozerwaniu Jugosławii. Jakież to okrucieństwa były ich udziałem? Wszystkie strony popełniały okrucieństwa w walce, do której za- chęcały je zachodnie mocarstwa w ciągu ostatniego dziesięciolecia, lecz doniesie- nia o nich były wyraźnie jednostronne. Makabryczne incydenty z udziałem okrucieństw w wykonaniu Chorwatów i muzułmanów rzadko znajdowały miejsce na łamach amerykańskiej prasy, a kiedy już znajdowały, były marginalizowane. 1 Z kolei serbskie okrucieństwa rozdmuchiwano i nierzadko fabrykowano, o czym się zaraz przekonamy. Ostatnio Trybunał Zbrodni Wojennych w Hadze oskarżył trzech chorwackich generałów za zbombardowanie i śmierć Serbów w Krainie i innych miejscach. Gdzie były amerykańskie ekipy telewizyjne, w czasie gdy te zbrodnie były popełniane? John Ranz, przewodniczący Związku Ocalałych z Obozu Koncent- racyjnego w Buchenwaldzie, pyta: „Gdzie były kamery telewizyjne, gdy setki Serbów były wyrzynane przez muzułmanów w pobliżu Srebrenicy?” 2 Oficjalna wersja, wiernie powtórzona w amerykańskich mediach, głosi, że wszystkie okrucieństwa w srebrenicy popełniły bośniackie siły Serbów. Czy mamy wierzyć amerykańskim przywódcom i mediom będącym w posiada- niu różnych korporacji, kiedy serwują nam historie o okrucieństwach? Przypo- mnijmy sobie 500 wcześniaków, których iraccy żołnierze ze śmiechem wyrzucili z inkubatorów w Kuwejcie? Historia ta była wielokrotnie powtarzana i powszech- nie w nią wierzono, dopóki nie okazało się, że była całkowicie zmyślona, ale wyszło to na jaw dopiero wiele lat później. Podczas wojny w Bośni w roku 1993 Serbowie zostali oskarżeni o oficjalne lansowanie idei gwałtu. „Idźcie i gwałćcie” – miał rzekomo publicznie po- instruować swoje oddziały dowódca bośniackich Serbów. Źródła tej historii nigdy nie udało się wyśledzić, podobnie jak nie podano nigdy nazwiska dowódcy, który rzekomo do tego nawoływał. O ile nam wiadomo, tego rodzaju enuncjacja nigdy nie miała miejsca. Nawet The New York Times z dużym opóźnieniem zamieścił malutkie sprostowanie nieśmiało dopuszczające, że „istnienie systematycznej polityki gwałtów dokonywanych przez Serbów wciąż pozostaje do udowod- nienia”. 3 Siły bośniackich Serbów zgwałciły podobno od 25 000 do 100 000 muzułmańskich kobiet – dane te różnią się od siebie w zależności od publikacji. Armia bośniackich Serbów liczyła sobie nie więcej niż 30 000 żołnierzy lub coś koło tego, z których wielu było zaangażowanych w desperackie walki. Przed- stawiciel zespołu helsińskich obserwatorów odnotował, że historie o masowych gwałtach dokonywanych przez Serbów w wersjach podawanych przez muzułmań- skie i chorwackie władze nie mają wiarygodnych podstaw. Zdrowy rozsądek podpowiada, że historie te należy traktować z najwyższym sceptycyzmem i nie używać ich w charakterze usprawiedliwienia agresywnej i karzącej polityki w stosunku do Jugosławii. Propaganda „masowych gwałtów” doczekała się reanimacji w roku 1999 jako usprawiedliwienie nieprzerwanej rzezi Jugosławii przez NATO. Tytuł artykułu zamieszczonego w San Francisco Examinerze (26 kwiecień 1999) brzmi: „Serbska

taktyka to zorganizowany gwałt, twierdzą uciekinierzy z Ko- sowa” – jednak w artykule nie podano żadnych zeznań potwierdzających oskarżenie o masowe gwałty. Co więcej, pod koniec artykułu, w dziewiętnastym akapicie, czytamy, że w raportach zebranych przez wysłaną do Kosowa misję Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie nie można doszukać się wzmianek na temat tego rodzaju zorganizowanego gwałtu. Jak oświadczył rzecznik misji Or- ganizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, faktycz- na liczba gwałtów nie przekraczała kilkudziesięciu, co ma się nijak do „masowych ilości”. Ten sam artykuł mówi o tym, że oenzetowski Trybunał Zbrodni Wojennych skazał bośniacko-chorwackiego dowódcę na 10 lat więzienia za niepowstrzymanie podległych mu oddziałów od gwałcenia muzułmańskich kobiet w roku 1993 – okrucieństwo, o któ- rym niewiele słyszeliśmy w czasie, gdy miało miejsce. Kilkadziesiąt gwałtów to jednak za mała liczba, aby uzyskać status masowości. Czy ten fakt może jednak służyć jako uzasadnienie totalnej wojny? Jeśli Clinton chciał po- wstrzymać gwałty, mógł zacząć tę akcję trochę bliżej siebie, w Waszyngtonie, gdzie „olbrzymia liczba” gwałtów ma miejsce każdego miesiąca. Mógłby

nawet nas poinformować, w jaki sposób kobiety są molestowane na Wzgórzu Kapitolińskim (siedziba Kongresu USA – przyp. tłum.) i w samym Białym Domu. Serbów obwiniono o niesławnej pamięci masakrę na rynku w Sara- jewie, lecz według raportu, który przeciekł do francuskiej telewizji, zachodnie agencje wywiadowcze wiedziały, że to muzułmańscy bojo-

że tych ofiar było około 800. Tego rodzaju liczby świadczą o wojnie domowej a nie ludobójstwie. Belgrad jest oskar- żany o politykę wysiedlania Albańczyków z Kosowa. Prze- cież takie wysiedlanie w znaczącej liczbie zaczęło się dopie- ro po rozpoczęciu bombardowań przez NATO i to głównie z terenów, na których działali najemnicy KLA (Kosovo Liberation Army – Armia Wyzwolenia Kosowa). Powinniśmy mieć również na względzie, że dziesiątki tysięcy same zbiegły, ponieważ zostały bezlitośnie zbom- bardowane przez NATO, bądź dlatego, że tereny, na któ- rych mieszkali, stały się polem walki między armią jugo- słowiańską i Armią Wyzwolenia Kosowa (KLA), a także, po prostu, z powodu głodu i strachu. Albańska kobieta prze- kraczająca granicę Macedonii gorliwie wypytywana przez dziennikarzy, czy została zmuszona do ucieczki przez siły serbskie, odrzekła: „Tam nie było Serbów, baliśmy się [natowskich] bomb”. 7 Musiałem sięgnąć do San Francisco Bay Guardian, żeby się o tym dowiedzieć, bowiem nie było tego w The New York Timesie lub Washington Postcie. Szacuje się, że w czasie bombardowań z Kosowa uciekło (głównie na północ, a niektórzy nawet na południe) od 70 000 do 100 000 Serbów, tak samo

postąpiły tysiące Romów (Cyga- nów) i innych narodowości. 8 Czyż- by Serbowie czyścili etnicznie sa- mych siebie? A może ci ludzie ucie- kali przed bombardowaniem i tere- nami objętymi wojną? Mimo to fala uciekinierów spowodowana bom- bardowaniami była bez przerwy wy- korzystywana przez amerykańskich podżegaczy wojennych jako uspra- wiedliwienie bombardowań i narzę-

Serbów obwiniono o niesławnej

pamięci masakrę na rynku

w Sarajewie, lecz zachodnie

...

agencje wywiadowcze wiedziały,

że to muzułmańscy bojownicy

obrzucili bombami bośniackich

cywilów na rynku w celu

wywołania interwencji NATO.

wnicy obrzucili bombami bośniac- kich cywilów na rynku w celu wywo- łania interwencji NATO. Nawet międzynarodowy negoc- jator Lord David Owen, który pracował z Cyrusem Van- ce’em, przyznaje w swoich pamiętnikach, że NATO dosko- nale wiedziało, że to były muzułmańskie bomby. 4 Jak podaje

Barry Lituchy, The New York Times zamieścił pewnego razu fotografię przedstawiającą rzekomo Chorwatów lamentują- cych nad ofiarami serbskich okrucieństw, podczas gdy, w rzeczywistości, mordu tego dokonali bośniaccy muzuł- manie. W następnym tygodniu Times wydrukował spros- towanie, które było jednak trudne do wypatrzenia. 5 Kampania propagandowa przeciwko Belgradowi jest tak nieustępliwa, że nawet prominentne osobistości lewicy, któ- re są przeciwne polityce NATO w stosunku do Jugosławii, zostały zmuszone do ukorzenia się przed tą demonstracją ortodoksji odnoszącej się do nie określonej i nie zweryfiko- wanej serbskiej „brutalności” i „monstrum w osobie Mi-

loševicia”. 6 W ten sposób zdemaskowali się jako ci, którzy ulegli machinie propagandy mediów, którą tak często przy innych okazjach krytykowali.

Odrzucenie demonizowanego obrazu Miloševicia i Ser- bów nie oznacza ich idealizowania lub twierdzenia, że siły serbskie są bez winy lub że nie popełniły żadnych zbrodni. Chodzi jedynie o przeciwstawienie się jednostronnej propa- gandzie, która przygotowała grunt dla natowskiej napaści na Jugosławię.

SZUM NA TEMAT CZYSTEK ETNICZNYCH

Do chwili rozpoczęcia bombardowań przez NATO w marcu 1999 roku w wyniku konfliktu w Kosowie zginęło łącznie po obu stronach 2 000 osób (według źródeł albańs- kich w Kosowie). Jugosłowiańskie źródła podają natomiast,

dzie nacisku wywieranego na Mi- loševicia mającego wymusić na nim zgodę na „bezpieczny powrót etnicznych albańskich ucieki- nierów”. 9 W czasie gdy kosowscy Albańczycy uciekali masowo – zazwyczaj dobrze ubrani i w dobrym zdrowiu, niektórzy na własnych traktorach, ciężarówkach lub samochodach, w tym wielu młodych mężczyzn w wieku poborowym – opisywano ich jako „wyżynanych”. Powtarzające się doniesienia na temat „serbskich okrucieństw” głosiły, że doprowadziły one, a nie rozległe walki z KLA i masowe bombardowania NATO, do „wypędzenia z domów ponad miliona Albań- czyków”. 10 Ostatnio pojawiły się doniesienia, że liczba ucie- kinierów, kosowskich Albańczyków, w żadnym wypadku nie wyraża się tą cyfrą. Serbskie ataki na umocnienia KLA lub wymuszone wydalenia albańskich wieśniaków były opisywane jak „ludo- bójstwo”, lecz specjaliści od analizy zdjęć zwiadowczych i propagandy wojennej oskarżają NATO o prowadzenie „kampanii propagandowej” w sprawie Kosowa bez jakich- kolwiek wspierających ją dowodów. Raporty Departamentu Stanu USA o masowych grobach oraz od 100 000 do 500 000 zaginionych Albańczykach są według niezależnych krytyków „po prostu śmiechu warte”. 11 Ich spostrzeżenia zostały zignorowane przez główne sieci informacyjne oraz media ogólnopaństwowe. Na początku wojny Newsday doniósł, że Francja i Wielka Brytania poważnie rozważały możliwość „zaatakowania Ko- sowa przez oddziały komandosów w celu przerwania serbs- kiej masakry etnicznych Albańczyków”. 12 Jakie były objawy tych masakr? Oczywiście żadnych oddziałów komandosów nie wysłano do akcji, ale ta historia posłużyła do zrobienia szumu wokół wersji masowych zabójstw.

14 NEXUS

LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2000

W telewizyjnym programie sieci ABC Nightline często z cynizmem i dramatyzmem mówiono o „serbskich okru- cieństwach w Kosowie” nie podając na ich temat żadnych szczegółów. Ted Koppel zapytał grupę rozsierdzonych uchodźców albańskich, czego byli świadkami. W odpowie- dzi wskazali starszego mężczyznę ze swojej grupy w weł- nianym kapeluszu. Jeden z nich zademonstrował, co zrobili mu Serbowie, rzucając jego kapelusz na ziemię i depcząc go, „ponieważ wiedzieli, że był on dla niego najważniejszą rzeczą”. Koppel odpowiednio przeraził się tym bezprzykład- nym aktem „zbrodni wojennej” – jedynym, jaki przed- stawiono w tym trwającym całą godzinę programie. Szeroko rozpowszechniona historia zatytułowana przez The New York Times „Amerykański opis serbskich ataków w Kosowie” mówi, że Departament Stanu wydał „najpeł- niejszy jak dotąd dokumentalny opis okrucieństw”. W rapo- rcie stwierdza się, że miały miejsce zorganizowane gwałty i systematyczne egzekucje. Czytając go, bez trudu można jednak dostrzec, że Departament Stanu polega w nim

...

niemal

wyłącznie na informacjach pochodzących z ze-

„ znań uchodźców. Brak jakichkolwiek wzmianek o tym, że

amerykańskie służby specjalne [wywiadowcze] zweryfikowa-

ły większość lub przynajmniej dużą część tych zeznań ... przez cały ten dokument ustawicz-

nie przewijają się określenia «po- dobno» i «rzekomo»”. 13 Brytyjska dziennikarka Audrey Gillan przeprowadziła liczne wy- wiady z kosowskimi uchodźcami na temat okrucieństw Serbów i odkry- ła zadziwiający brak dowodów lub godnych wiary szczegółów. Pewna kobieta zauważyła, że Gillan rzuca okiem na zegarek na jej ręku, kiedy jej mąż opowiadał Gillan o ograbia- niu kobiet z biżuterii i innych przedmiotów. Rzecznik Wysokiego

wa. „Być może tak” a „być może nie”. Informacje te opierały się na źródłach, których ujawnienia dostojnicy NATO odmówili. Przechodząc do szczegółów, artykuł wspomina o „czterech rozkładających się ciałach” odkrytych w pobliżu dużej sterty popiołu, nic nie mówiąc, kim mogli być ci ludzie ani w jaki sposób zginęli. 15 W pierwszych dniach okupacji Kosowa przez siły NATO wielokrotnie powtarzano, że zabitych zostało 10 000 Albań- czyków, co stanowiło znaczący spadek z początkowych 100 000 do 500 000 albańskich mężczyzn, jacy zginęli rzeko-

mo w czasie tego konfliktu. Nigdy nie przedstawiono dowo- dów na poparcie tych 10 000 ofiar ani nie podano, skąd tak szybko i sprawnie wzięła się ta liczba, w czasie gdy oddziały NATO dopiero zajmowały przeznaczone im tereny i okupo- wały zaledwie niewielką część prowincji. Podobnie było z enigmatycznymi stwierdzeniami na temat „masowych grobów”, z których każdy miał być podobno wypełniony setkami, a nawet tysiącami albańskich ofiar, lecz, co ciekawe, groby te jakoś nie mogły się zmaterializować. W lecie 1999 roku szum w mediach na temat masowych grobów przekształcił się w okazjonalne lakoniczne wzmian- ki. W kilku miejscach, gdzie rzeczywiście odkopano jakieś ciała, okazywało się, że jest ich kil-

ka lub kilkanaście, a czasami tylko nieco więcej, bez widocznych oznak pozwalających na stwierdzenie przyczyny śmierci czy narodowości. W niektórych przypadkach były uzasadnione powody do przypusz- czań, że ofiarami byli Serbowie. 16 19 kwietnia 1999 roku, w czasie gdy naloty NATO na Jugosławię były jeszcze kontynuowane, Depar- tament Stanu oświadczył, że zagi- nęło około 500 000 kosowskich Al- bańczyków, którzy przypuszczalnie

Podobnie było

z enigmatycznymi

stwierdzeniami na temat

„masowych grobów”,

z których każdy miał być

podobno wypełniony

setkami, a nawet tysiącami

albańskich ofiar, lecz, co

ciekawe, groby te jakoś nie

mogły się zmaterializować.

Komisarza ONZ ds. Uchodźców opowiadał o masowych gwałtach i czymś, co brzmiało jak setki morderstw dokonanych w trzech wsiach, lecz kiedy Gillan zaczęła przyciskać go, chcąc uzyskać bardziej szczegółowe informacje, zredukował tę liczbę drastycznie do pięciu lub sześciu nastoletnich ofiar gwałtu. Nie rozmawiał jednak z żadnym ze świadków i przy- znał, że „nie mamy sposobu na zweryfikowanie tych donie- sień”. 14 Gillan odnotowała, że niektórzy uchodźcy byli świad- kami morderstw, inni zaś okrucieństw, lecz w ich relacjach było niewiele materiału mogącego świadczyć, że widzieli je w rozmiarach i skali podawanych w doniesieniach. Pewnego popołudnia przedstawiciele władz oświadczyli, że przybyli uchodźcy, którzy widzieli 60 lub więcej osób zabijanych w pewnej wsi i 50 w innej, lecz Gillan „nie mogła znaleźć ani jednego świadka, który rzeczywiście widział, jak to się odbywało”. Mimo to każdego dnia zachodni dziennikarze donosili o „setkach” gwałtów i morderstw. Od czasu do czasu podawali między wierszami, że te doniesienia wyma- gają weryfikacji. Jeśli tak, to dlaczego tego rodzaju nie zweryfikowane historie tak gorliwie publikowano?

ZNIKAJĄCE „MASOWE GROBY”

Po zajęciu Kosowa przez siły NATO kontynuowano nagłaśnianie historii na temat masowych okrucieństw Ser- bów. Washington Post doniósł, że 350 etnicznych Albań- czyków „jest być może pogrzebanych w masowych grobach” położonych wokół górskiej wioski w zachodniej części Koso-

nie żyją. 16 maja Sekretarz Obrony USA, William Cohen, były repub- likański senator ze stanu Maine, obecnie zatrudniony w de- mokratycznej administracji prezydenta Clintona, oświad- czył, że zniknęło lub zostało zabitych przez Serbów 100 000 etnicznych Albańczyków w wieku poborowym. 17 Tak mocno rozbieżne i horrendalne liczby pochodzące z oficjalnych źródeł przeszły bez żadnych uwag ze strony mediów i libera- łów, którzy popierali „operację humanitarnej pomocy” w wydaniu NATO. Wśród nich znaleźli się też posądzani o postępowość członkowie Kongresu, którym zdawało się, że są świadkami kolejnego nazistowskiego holokaustu. 17 czerwca, tuż przed zakończeniem wojny, brytyjski minister spraw zagranicznych Geoff Hoon powiedział, że „w ponad stu masakrach” zginęło około 10 000 etnicznych Albańczyków 18 , co stanowiło istotny spadek z liczb 100 000 i 500 000, którymi tak ochoczo szafowali oficjele amerykańs- cy. Dzień lub dwa po zakończeniu bombardowań Associa- ted Press i inne agencje prasowe doniosły, powtarzając za Hoonem, że Serbowie zabili 10 000 Albańczyków. 19 Nie podano jednak żadnych wyjaśnień, jak ustalono tę liczbę, zwłaszcza że nie zdołano jeszcze zbadać ani jednego miejsca objętego walkami, jako że siły NATO dopiero zaczęły wkraczać do Kosowa. 2 sierpnia Bernard Kouchner, naczelny administrator Kosowa z ramienia ONZ (a także organizator akcji „Leka- rze Bez Granic”), podkreślił, że w masowych grobach na terenie całego Kosowa odnaleziono około 11 000 ciał. Podał on, że jego dane pochodzą z Międzynarodowego Trybunału

Ścigania Zbrodni Wojennych na terenach byłej Jugosławii

(International Criminal Tribunal for the Former Republic

of Yugoslavia; w skrócie ICTY), lecz Trybunał oświadczył,

że nigdy nikomu nie podawał takiej informacji. Do dzisiaj

nie wiadomo, skąd Kouchner wziął tę liczbę. 20

Podobnie jak w przypadku bośniackich i chorwackich

konfliktów po raz kolejny rozdmuchano obraz masowej

eksterminacji. W mediach bez przerwy mówiono o „maso-

wych grobach”, z których każdy mieścił rzekomo setki,

występowały. W lipcu 1999 roku w „masowym grobie”

w Ljubenicy położonej w pobliżu Peć (miejsca zaciętych

walk), w którym miało być 350 ciał, znaleziono ich zaledwie

7. W Djakovicy władze miasta utrzymywały, że Serbowie

zamordowali 100 etnicznych Albańczyków. Ich ciał jednak

nie znaleziono, ponieważ Serbowie wrócili rzekomo nocą,

wykopali je i wywieźli. Wieśniacy z Pusto Selo twierdzili, że

Serbowie pojmali i zabili pod koniec marca 106 mężczyzn,

lecz tam również nie znaleziono ich szczątków. Wieśniacy

a nawet tysiące ciał albańskich ofiar. We wrześniu 1999

roku Jared Israel przeszukał w Internecie wszystkie ar-

tykuły, które ukazały się w poprzednich trzech miesiącach

i zawierały słowa „Kosowo” oraz „masowe groby”. Prze-

przekonywali, że Serbowie musieli po nich wrócić i zabrać

ze sobą. Nikt nie starał się wyjaśnić, jak udało się im tego

dokonać nie zwracając na siebie uwagi. Uchodźcy donieśli,

że w Izbicy stracono w marcu 150 etnicznych Albańczyków,

szukiwarka internetowa pokazała ich ponad 1000, co było

zbyt dużą liczbą, aby mogła je „wylistować”. Po ogranicze-

niu poszukiwań do The New York Timesa odpowiedź wy-

szukiwarki brzmiała: 80 – czyli prawie jeden dziennie. Kiedy

jednak doszło do konkretów, masowe groby rozpłynęły się

lecz nigdzie nie znaleziono ich ciał. Podobno 82 mężczyzn

stracono w Kraljanie, lecz ekipie badawczej nie udało się

znaleźć ani jednego trupa. 25

Najgorszy przypadek masowego okrucieństwa przypisy-

wanego jugosłowiańskiemu przywódcy, Slobodanowi Mi-

w powietrzu.

loševiciowi, miał rzekomo miejsce w kopalni w Trepcˇy. Jak

W połowie czerwca FBI wysłało zespół do zbadania

podają przedstawiciele USA i NATO, Serbowie wrzucili do

dwóch miejsc wymienionych na liście zbrodni wojennych

szybów oraz do kadzi wypełnionych kwasem solnym tysiąc

w akcie oskarżenia przeciwko Slobodanowi Miloševiciowi,

lub więcej ciał. W październiku 1999 roku komisja ICTY

z których jedno miało zawierać sześć ofiar, a drugie dwa-

ujawniła odkrycia zachodnich zespołów śledczych badają-

dzieścia. Zespół zabrał ze sobą do Kosowa 107 000 funtów

cych tę kopalnię. W jej szybach nie znaleziono ani jednego

(47 670 kg) sprzętu, aby dogłębnie zbadać to, co ochrzczono

ciała, ani jakichkolwiek dowodów na wykorzystywanie ko-

„miejscem największej zbrodni

w prawniczej historii FBI”, lecz nie

zdobył żadnych danych na temat

masowych grobów. Niedługo po-

tem, 1 lipca, zespół wrócił do domu

i, o dziwo, nie opublikował ani sło-

wa na temat swojego dochodze-

nia. 21

Specjaliści od prawa z innych

krajów NATO mieli podobne do-

świadczenia. Na przykład hiszpańs-

Nie ulega wątpliwości,

że w Kosowie są groby

zawierające dwie lub więcej

osób, jednak NATO wystarcza

to do określania ich

masowymi.

palnianych zbiorników do rozpusz-

czania ludzkich ciał. 26

Późną jesienią 1999 roku szum

w mediach w sprawie masowych

grobów znacznie przygasł. W wielu

miejscach cieszących się złą sławą

znaleziono łącznie kilkaset ciał za-

miast tysięcy, dziesiątków tysięcy,

a nawet setek tysięcy, o jakich

wcześniej trąbiono, i, co ciekawe,

bez oznak ich torturowania lub ma-

kiemu zespołowi polecono przygotowanie się do co naj-

mniej 2 000 autopsji. Zespół ten znalazł jednak zaledwie 187

sowych egzekucji. W wielu przypadkach nie można było

nawet stwierdzić, jakiej narodowości były ofiary. 27 Brak

ciał, które leżały zwykle pogrzebane w indywidualnych

grobach i nie nosiły oznak zmasakrowania lub tortur. Więk-

szość zdawała się zginąć od odłamków pocisków moździe-

rzowych lub innej broni palnej. Jeden z członków hiszpańs-

kiego zespołu ekspertów prawnych, Emilio Perez Puhola,

przyznał, że jego zespół nie znalazł ani jednego masowego

grobu i stwierdził, że szeroko rozpowszechniane plotki

o masowych grobach to element „wojennej propagandy”. 22

Pod koniec sierpnia 1999 toku Los Angeles Times próbo-

wał uratować wersję ludobójstwa przy pomocy historii mó-

wiącej, że studnie Kosowa mogą być „same w sobie maso-

oznak masowych morderstw sprawia, że oskarżenia Trybu-

nału Zbrodni Wojennych w Hadze kierowane pod adresem

Miloševicia stają się „wielce problematyczne” – zauważa

Richard Gwyn. – „W tej sytuacji ciągłe karanie Serbów

przez Zachód staje się jeszcze bardziej problematyczne”. 28

Nie ulega wątpliwości, że w Kosowie są groby zawierają-

ce dwie lub więcej osób, jednak NATO wystarcza to do

określania ich masowymi. Ludzie ci ginęli od bomb oraz

w czasie walk, które toczyły się między siłami jugosłowiańs-

kimi i KLA. Niektórzy z zabitych, co przyznaje nawet The

New York Times, byli „bojownikami Armii Wyzwolenia

wymi grobami”. Times utrzymywał, że „

wiele

zwłok zo-

Kosowa (KLA) lub po prostu zmarli śmiercią naturalną”

stało utopionych w kosowskich studniach serbskie siły

...

– jak to się dzieje w każdej społeczności. 29 Nie ma też

najwidoczniej upchały ciała etnicznych Albańczyków do

...

studni w czasie kampanii terroru”. 23

Najwidoczniej? Kiedy jednak przechodzono do konkre-

tów, jak zwykle okazywało się, że dotyczy to jedynie jednej

wsi i jednej studni, w której było tylko jedno ludzkie ciało,

39-letniego mężczyzny, oraz zwłoki trzech krów i psa. Nie

podano jego narodowości ani przyczyny śmierci, nie wyjaś-

niono również, kto był właścicielem studni. „Nie znaleziono

żadnych innych ludzkich szczątków” – podał bez przekona-

nia Times. 24 O ile mi wiadomo, ani Los Angeles Times, ani

jakikolwiek inny rodzaj środków masowego przekazu nie

zajmował się już historiami o studniach wypchanych ciałami

ofiar.

W kolejnych miejscach grzebalnych ciała nie chciały

materializować się w znaczących liczbach, jeśli w ogóle

16 NEXUS

wątpliwości, że zdarzały się zabójstwa powodowane niena-

wiścią i doraźne egzekucje, jak to ma miejsce w czasie każdej

wojny, lecz nie w skali, która pozwalałaby na uznanie ich za

„ludobójstwo” i upoważniała Zachód do oskarżania Jugo-

sławii o masową eksterminację kosowskich Albańczyków.

Należy pamiętać, że kampania propagandowa prowa-

dzona przez przedstawicieli NATO oraz prorządowe media

nie głosiła, że takie okrucieństwa jak mordy i gwałty mają

miejsce. Tego rodzaju zbrodnie zdarzają się w czasie każdej

wojny, a w wielu społecznościach również w okresie pokoju.

To, o co chodziło propagandzie wymierzonej w Jugosławię,

to przekonanie opinii publicznej, że dopuściła się ona

masowych okrucieństw, masowych gwałtów i masowych

mordów, czyli zbrodni ludobójstwa, czego dowodem miały

być masowe groby.

LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2000

W przeciwieństwie do publicznych oświadczeń, niemiec-

kie ministerstwo spraw zagranicznych prywatnie zaprze-

czyło istnieniu dowodów, że ludobójstwo lub etniczne czys-

tki były elementem jugosłowiańskiej polityki: „Nie sposób

udowodnić wyraźnie politycznych prześladowań skierowa-

nych przeciwko etnicznym Albańczykom nawet w Koso-

wie Akcje [jugosłowiańskich] sił bezpieczeństwa nie były

...

wymierzone w kosowskich Albańczyków jako grupę etnicz-

ną, ale w wojskowego przeciwnika i w jego faktycznych lub

domniemanych zwolenników”. 30

Mimo to Milošević został potraktowany jak zbrodniarz

wojenny i oskarżony o wydalanie kosowskich Albańczyków

oraz masowe egzekucje około stu cywilów. Rzecz w tym, że

do tych rzekomych zbrodni doszło dopiero po rozpoczęciu

bombardowań przez NATO, po czym wykorzystano je do

ich uzasadnienia.

Największymi zbrodniarzami wojennymi są NATO i po-

lityczni przywódcy, którzy aranżowali powietrzną kampanię

śmierci i zniszczeń. Oto jak w tym czasie rozumowały

amerykańskie media i Biały Dom: ponieważ powietrzne

naloty nie mają na celu zabijania cywilów, przeto nie ma za

co odpowiadać, a za ewentualne tragiczne pomyłki wystar-

czą zwykłe przeprosiny; inaczej mówiąc, liczą się tylko

intencje akcji a nie jej nieodwracalne skutki. W rzeczywisto-

ści sprawca zabójstwa może być uznany winnym zbrodni

nawet bez udowodnienia mu zamiaru popełnienia morders-

twa, jak w przypadkach, w których dochodzi do śmierci

w wyniku przestępczego czynu, o którym jego sprawca

wiedział, że może spowodować śmierć.

Bardzo trafnie ujął to pracownik Departamentu Stanu

z okresu prezydentury George’a Busha, George Kenney:

„Zrzucanie bomb na gęsto zaludnione zurbanizowane tere-

ny nie powoduje przypadkowych wypadków śmiertelnych.

To, po prostu, celowe bombardowanie terrorystyczne”. 31

PIESKI SALONOWE PAŃSTWA OPIEKUŃCZEGO

Podsumowując należy stwierdzić, że w wyniku mono-

polistycznej kontroli i dystrybucji, ustawicznego powtarza-

nia i wyolbrzymiania obrazu media uzyskują samopotwier-

dzenie, to znaczy, znajdują potwierdzenie obrazów, które

same wytworzyły. Proces hiperbolicznej eskalacji nazewnict-

wa zastępuje rzeczywiste fakty epatując nas „ludobójst-

wem”, „masowymi okrucieństwami”, „systematycznymi

gwałtami”, a nawet „obozami gwałtów” – obozami, których

nikt nigdy nie zlokalizował. W wyniku tego procesu prawda

jest nie tylko nieobecna, ale staje się wręcz nieistotna.

Tak więc główne amerykańskie środki masowego prze-

kazu (oraz większość mniej znaczących) nie są niezależne,

co chętnie często podkreślają; nie są psami strzegącymi

demokracji, ale pieskami salonowymi opiekuńczego w sto-

sunku do nich państwa. Pomagają w odwróceniu ról ofiar

i oprawców, podżegaczy wojennych i obrońców pokoju,

reakcjonistów i reformatorów.

Pierwszym okrucieństwem, pierwszą zbrodnią popełnia-

ną w każdej wojnie przez agresorów jest gwałt zadawany

prawdzie.

O autorze:

Dr Michael Parenti zdobył stopień naukowy w dziedzinie nauk politycznych na Uniwersytecie Yale w roku 1962. Wykładał w sze- regu college’ów i na wielu uniwersytetach w USA i za granicą. Często występuje w telewizyjnych i radiowych talk-showach oma- wiając bieżące zagadnienia będące tematem jego publikacji, takie jak demokracja i gospodarcza potęga, polityczne preferencje ame- rykańskich mediów, ideologia i historia, komunizm i faszyzm oraz rasizm, seksizm i klasowość.

Jego artykuły publikowane są na łamach licznych pism, takich jak na przykład Covert Action Quarterly, The Nation, Z Magazine czy Dollars and Sense. Jest autorem 14 książek, w tym History as Mystery (1999), America Besieged (1998), Dirty Truth (1996) i Aga- inst Empire (1995). Powyższy artykuł jest fragmentem książki To Kill the Nation: The Attack on Yugoslavia (Zabić naród – atak na Jugosławię), która ukaże się w październiku 2000 roku w wydaw- nictwie Verso. Osoby chcące przeczytać inne artykuły dra Paren- tiego odsyłam na jego stronę internetową ‹www.michaelparen- ti.org›.

Przypisy:

Przełożył Jerzy Florczykowski

  • 1. Na przykład artykuł Raymonda Bonnera „War Crimes Panel Finds

Croat Troops «Cleansed» the Serbs” („Komisja ds. Zbrodni Wojennych

odkrywa, że chorwackie oddziały dokonywały «czystek» Serbów”) zamiesz-

czony w marcowym numerze The New York Timesa z roku 1999 ujawnia raport, który został zignorowany przez nieustającą propagandę skierowaną przeciwko Serbom.

  • 2. John Ranz w swoim płatnym ogłoszeniu w The New York Timesie z 29

kwietnia 1993 roku.

  • 3. „Correction: Report on Rape in Bosnia” („Sprostowanie – raport

w sprawie gwałtów w Bośni”), The New York Times, 23 październik 1993.

  • 4. David Owen, Balkan Odyssey (Bałkańska odyseja), Harcourt, 1996,

str. 262.

  • 5. Barry Lituchy, „Media Deception and the Yugoslav Civil War” („Oszu-

stwa mediów i jugosłowiańska wojna domowa”), w opracowaniu Ramseya Clarka et al. zatytułowanym „NATO in the Balkans” („NATO na Bał-

kanach”) zamieszczonym w The Nation opisującym Miloševicia jako „mon- strum” bez uzasadnienia określenia go tym epitetem.

  • 6. Zarówno Noam Chomsky w komentarzu wygłoszonym 7 kwietnia 1999

roku w stacji radiowej Pacifica Radio, jak i Alexander Cockburn w The Nation z 10 maja 1999 roku opisują Miloševicia jako „monstrum” nie uzasadniając

w żaden sposób swojej opinii.

  • 7. Brooke Shelby Biggs, „Failure to Inform” („Niedoinformowanie”), San

Francisco Bay Guardian, 5 maj 1999, str. 25.

  • 8. Washington Post, 6 czerwiec 1999.

  • 9. Proszę zajrzeć na przykład do raportu Roberta Burnsa, Associated

Press, 22 kwiecień 1999.

  • 10. Na przykład The New York Times, 15 czerwiec 1998.

  • 11. Charles Radin i Louise Palmer, „Experts Voice Doubts on Claims of

Genocide: Little Evidence for NATO Assertions” („Eksperci zgłaszają wątpliwości w sprawie oskarżeń o ludobójstwo – niewiele dowodów na poparcie zarzutów NATO”), San Francisco Chronicle, 22 kwiecień 1999.

  • 12. Newsday, 31 marzec 1999.

  • 13. The New York Times, 11 maj 1999.

  • 14. Audrey Gillan, „What’s the Story” („Co za historia”), London Review

of Books, 27 maj 1999.

  • 15. Washington Post, 10 lipiec 1999.

  • 16. Proszę zajrzeć na przykład do artykułu Carlotty Gall, „Belgrade Sees

Grave Site as Proof of NATO Fails to Protect Serbs” („Belgrad postrzega

miejsca pochówku jako dowód niedotrzymania przez NATO przyrzeczenia ochrony Serbów”), The New York Times, 27 sierpień 1999.

  • 17. Obie liczby, jedna autorstwa Departamentu Stanu a druga Cohena,

zostały podane przez The New York Times 11 listopada 1999 roku.

  • 18. The New York Times, 11 listopad 1999.

  • 19. Komunikaty agencji Associated Press z 18 czerwca 1999 roku i agencji

Reutera z 12 lipca 1999 roku podały, że siły NATO skatalogowały ponad 100

miejsc zawierających ciała zmasakrowanych etnicznych Albańczyków.

  • 20. Stratfor.com, Global Intelligence Update, „Where Are Kosovo’s Kil-

ling Fields?” („Gdzie są kosowskie pola straceń?”), Weekly Analysis, 18

październik 1999; ‹www.stratfor.com›.

  • 21. Reed Irvine, Cliff Kincaid, „Playing the Numbers Game” („Zabawa

w liczby”) na stronie internetowej ‹www.aim.org/mm/1999/08/03.htm›.

  • 22. Sunday Times, Londyn, 31 październik 1999.

  • 23. Los Angeles Times, 28 sierpień 1999.

  • 24. Jak wyżej.

25.

Stratfor.com ...

  • 26. Richard Gwyn, Toronto Star, 3 listopad 1999.

  • 27. Carlotta Gall, „Belgrade Sees Grave ...

  • 28. Richard Gwyn, Toronto ...

  • 29. The New York Times, 11 listopad 1999.

  • 30. Raporty służb specjalnych (wywiadu) pochodzące z niemieckiego mini-

sterstwa spraw zagranicznych z 29 października 1998 roku i 12 stycznia 1999 roku skierowane do niemieckich sądów administracyjnych, przetłumaczone na j. angielski przez Erica Canepę, Brech Forum, Nowy Jork, 20 kwiecień

1999.

  • 31. Cykl wykładów, Leo Baeck Temple, Los Angeles, 23 maj 1999.

Odkrycie szkodliwego wpływu infradźwięków na organizm człowieka doprowadziło dra Vladimira Gavreau do skonstruowania infradźwiękowych broni, detektorów

Odkrycie szkodliwego wpływu infradźwięków na organizm człowieka doprowadziło dra Vladimira Gavreau do skonstruowania infradźwiękowych broni, detektorów i osłon.

Gerry Vassilatos

Copyright 1996

Zaczerpnięto z 8 rozdziału książki

Lost Science

(Zagubiona nauka)

wydanej przez

Borderland Sciences Research Foundation P.O. Box 6250 Eureka, CA 95502, USA strona internetowa: www.borderlands.com

B yło to coś doskonale makabrycznego: czarne fundamenty, niebieskie filary

i tęczowy sufit. Ultrachromatyczne akordy wyłaniały się jak kamienne mury

z czarnych głębin, zaś olbrzymie gwiezdne krystaliczne konstrukcje emitowały

toniczne wonie poprzez głęboką, czarną, promieniującą przestrzeń. Przepiękne,

lirycznie melodie unosiły się w kierunku niezmierzonej dali. Podstawą każdej

z nich były ultrabasowe tony głęboko ukorzenionej głębi. Basso profundo

Messiaena stanowiło zasadniczy element wspierający potężne filary architektury

rozciągającej się poza ograniczenia narzucone ramami koncertu.

Olivier Messiaen, mistrz kompozycji, stosował głębokie tony organów parys-

kiej katedry do wywołania wrażeń, które można jedynie określić jako nie z tego

świata. Przeszukiwał on głębokie i nieosiągalne korzenie światów, by spoić nimi

swoje katedralne kompozycje. Jakiż majestat i wspaniałość dźwięków! To coś

wypełnionego inteligencją, która rozlała się i stworzyła świat, prądy muzyczne

i atmosferę tonacji – fluidalną muzykę i znaczenia.

Jednak najbardziej podstawowe tony, którymi przesycony jest ten świat, leżą

poniżej granicy słyszalności, umykają naszemu narządowi słuchu, lecz przenikają

nasze jestestwo. Infradźwięki 1 naturalnego pochodzenia codziennie dudnią wo-

kół nas. Objawiają się, na szczęście, niezbyt często i niezbyt składnie. Infra-

dźwięki są niesłyszalne dla ludzkiego ucha, ich częstotliwość mieści się poniżej

granicy słyszalności, która wynosi 15 herców. Infradźwięku nie słyszymy, lecz go

odczuwamy. Infradźwięki zawierają straszną tajemnicę w swym bezdźwięcznym

ryku.

Infradźwięki wytwarzają różnorodne sensacje psychologiczne, które rozpo-

czynają się od rozdrażnienia. Przy pewnej określonej częstotliwości infradźwięki

są przyczyną fizycznego nacisku, zaś przy szczególnie niskich częstotliwościach

wywołują strach i dezorientację. Twórcy propagandy nazistowskiej metodycznie

stosowali infradźwięki w celu wywołania uczucia wrogości w masach ludzkich,

które zbierano, aby wysłuchały obłąkańca. Wynikiem tego jest historyczny

koszmar. Przy pewnej określonej częstotliwości infradźwięki powodują roze-

rwanie materii – organizm pęka i wybucha. Przy innych częstotliwościach

infradźwięki ubezwłasnowolniają i zabijają. Stworzenia żyjące w morzach stosują

je do ogłuszania i zabijania swojej zdobyczy.

Narastające basowe tony w katedrze zdają się mieć możliwość zdruzgotania

filarów, które podtrzymują sklepienie. Wiadomo, że witraże rozpryskiwały się

w deszcz kolorowych odłamków, kiedy dosięgło ich organowe basso profundo.

Gdzieś, w niemalże niesłyszalnej nawale tych podstawowych dźwięków, tych

ultrabasowych tonów tego grzmotu, kryła się niszcząca i przerażająca moc.

INFRADŹWIĘKI GENEROWANE PRZEZ ZJAWISKA NATURALNE

Zjawiska o charakterze naturalnym – grzmoty, trzęsienia ziemi, erupcje

wulkanów, fale oceaniczne, wodospady, wiatry i zorze – stanowią źródło potęż-

nych infradźwięków.

Potężne, zazwyczaj odległe efekty powstające w czasie naturalnych eksplozji

powodują powstawanie skutków o wręcz legendarnym charakterze. Kiedy wy-

buchł wulkan Krakatoa, w budynkach odległych o setki mil popękały pod

wpływem fali infradźwiękowej szyby. „Dzwonienie” zarówno ziemi, jak i atmo-

sfery trwało godzinami. Uważa się, że infradźwięki wytworzyły górny ton tego

naturalnego zjawiska o wręcz niemierzalnie niskiej częstotliwości stanowiący

„środkową harmoniczną” całego wydarzenia. Wyspa Krakatoa została niemalże

wyrzucona na orbitę w trakcie tego tragicznego wybuchu.

Analitycy utrzymują, że infradźwięk jest złożony z bardzo szerokiej gamy

tonów. Charakteryzujące się ogromnym ciśnieniem i okresem trwania tony te

„wspierają się” nawzajem, kiedy natykają się na rezonansową przestrzeń. Wszyst-

kie takie rezonansowe przestrzenie ulegają „odnalezieniu i zniszczeniu”, kiedy

właściwe fale ciśnieniowe wejdą z nimi w rezonans. Infradźwięk jest okrutnym

18 NEXUS

LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2000

tonalnym gigantem rozdzierającym wszystko, co napotyka

na swojej drodze.

źródła. Wysokim, skwierczącym tonom zorzy polarnej towa-

rzyszy głębokie i złowieszcze dudnienie. Te głębokie tony

Badania dowodzą, że nagły wstrząs spowodowany eksplo-

zją wytwarza złożony sygnał infradźwiękowy daleko od strefy

przenikają na wskroś ciała słuchaczy i wytwarzają podraż-

nienie oraz zawroty głowy. Infradźwiękowe fale wstrząsowe

wybuchu. Mimo iż te fale uderzeniowe mogą być niespójne,

to jednak ich destrukcyjna moc rozczłonkowuje odległe

nie są słyszalne w normalnych warunkach, za to są od-

czuwalne.

ściany i okna w ułamku sekundy po zetknięciu się z nimi tego

dźwiękowego śmiercionośnego szrapnela. Obiekty wszelkich

kształtów, rozmiarów i kompozycji rozpadają się, kiedy

infradźwiękowy impuls przemieszcza się przez przestrzeń,

w której się znajdują. Przed infradźwiękiem nie ma osłony.

Przenoszeniu się infradźwięków nie przeszkadza ani

wiatr ani burza, co więcej, te ostatnie czynniki mogą

być również ich źródłem. Potężne, harmoniczne wirowanie

sztormów rozrywa atmosferę wypromieniowując cykloni-

czną serię narastających infradźwięków. Uczucie lęku, które

Fizycy badali szczątki pozostałe po spowodowanym przezeń

rozpadzie. Bardzo niewiele z nich zachowało swoją spójność.

Te, którym udało się ujść cało z eksplozji, określane są

mianem infradźwiękowych „oporników”. Ekrany wykonane

ze zbrojonego betonu niełatwo poddają się naporowi infra-

dźwiękowego uderzenia ładunków wybuchowych.

Pewne rodzaje trzęsień ziemi wytwarzają duże i nie-

przewidywalne pionowe przemieszczenia powierzchniowe,

które w ekstremalnych przypadkach sięgają kilku metrów

w czasie jednego wstrząsu. W takim przypadku powierzch-

nia ziemi przypomina powierzchnię bębna, wydzwaniającą

swoje śmiercionośne, infradźwiękowe tony na godziny

przed głównym wydarzeniem. Ziemia faluje w takt infra-

dźwiękowych tonów z elastycznością, która w końcu zała-

muje się wraz ze wzrostem ciśnienia.

poprzedza huragan, jest spowodowane infradźwiękami. In-

fradźwięki wytwarzane przez sezonowe wiatry i zmiany

pogody wprowadzają niektóre osoby w stan chorobowy.

Symptomami są tu niepokój, depresja, napięcie emocjo-

nalne, rozdrażnienie, dezorientacja, czasami nagłe wybuchy

płaczu, nudności i biegunka.

Infradźwięki mogą przemieszczać się na duże odległości

i to praktycznie bez utraty siły. Ich ciśnienie o nie zmienio-

nej sile pojawia się daleko od ich źródła. Atmosfera pod-

trzymuje potężne infradźwiękowe drgania. Do wytworzenia

u człowieka tych niekorzystnych fizjologicznych i psycho-

logicznych objawów wcale nie potrzeba infradźwięków

o szczególne dużej mocy.

EFEKT DRGAŃ WYTWARZANYCH PRZEZ MASZYNY

Te ultraniskie dźwięki trzęsienia ziemi są z niepokojem

wychwytywane przez zwierzęta i wyczulonych na nie ludzi.

Drgające konstrukcje będące dziełem człowieka stymu-

lują powstawanie sztucznych niebezpiecznych infradźwię-

Infradźwiękowe wstrząsy wywierają

charakterystyczny ciśnieniowy

wpływ zarówno na struktury mart-

we, jak i żywe organizmy. Wpływ

ten powoduje spłaszczenie ciała,

tak jakby ktoś został uderzony twa-

rdą, niewidzialną ścianą, od której

nie ma ucieczki. Niepokój, strach,

ekstremalny stres emocjonalny

  • i mentalna niewydolność – to tylko

niektóre czynniki składające się na

to zjawisko. Często wśród ludzi wy-

stawionych na związane z trzęsie-

niem ziemi infradźwięki występują

Obiekty wszelkich kształtów,

rozmiarów i kompozycji

wybuchają, kiedy

infradźwiękowy impuls

przemieszcza się przez

przestrzeń, w której się

znajdują. Przed

infradźwiękiem nie ma osłony.

ków. Pokonując zakręty z prędkoś-

cią 60 mil na godzinę (96 km/h)

karoseria samochodu staje się źró-

dłem infradźwięków. Choroba lo-

komocyjna może być związana

z wystawieniem na przedłużone

działanie wibrującej karoserii. Sa-

mochody, autobusy, pociągi, moto-

cykle i odrzutowce – wszystkie one

wydzielają niebezpieczne infra-

dźwięki. Każdy ze środków trans-

portu ma swój własny, charakterys-

tyczny dla siebie, rodzaj infradźwię-

ku będącego nieuniknionym wyni-

wstępne mdłości; ta silna reakcja sprawia, że uczulone na to

kiem pokonywania mechanicznego tarcia i oporów wynika-

ofiary stają się bezradne.

jących z bezwładności.

Fale oceaniczne, które tłuką w atmosferę na olbrzymich

przestrzeniach, wytwarzają akustyczną energię o średniej

częstotliwości 16 herców. Zjawisko „armat Barisal” 2 , „mgie-

lnych armat” i „jeziornych armat” to dobrze udokumen-

towane formy niezwykłych zjawisk akustycznych. Niektóre

z tych „grzmiących” tonów manifestują się w absolutnie

przypadkowych okresach, inne mają charakter periodyczny.

Rozmiary zatok i fal, geologiczny układ warstw w zatokach

Istnieją duże trudności z zapisem i odtwarzaniem ultra-

niskich tonów w celu ich badania. Muszą być one generowa-

ne w miejscu przeznaczonym do eksperymentów. Teatralne

systemy dźwiękowe nie są w stanie wytworzyć wszystkich

wrażeń dźwiękowych związanych z naturalnymi infradźwię-

kami, niemniej zdarzają się przypadki, kiedy publiczność

doznaje uczucia przerażenia w wyniku przypadkowego po-

wstania określonego infradźwięku w sali teatralnej.

  • i na wybrzeżu składają się na złożony wzór w mechanistycz-

nych próbach wyjaśnienia tego, w jaki sposób te tajemnicze

głosy są generowane w poszczególnych środowiskach. Te

naturalne głosy zatokowe zawierają w sobie dużą porcję

infradźwięków i zdarzało się, że wybijały szyby a nawet

wstrząsały małymi miasteczkami.

Zasadniczą rolę odgrywa tu tolerancja człowieka na

infradźwięki. Wojskowe zespoły medyczne od dawna badają

wpływ wibracji maszyn na ludzkie osądy i zachowania, które

wykraczają poza dopuszczalne granice. Jeśli piloci odrzuto-

wców i rakiet popełnią nawet najmniejszy błąd w ocenie

sytuacji w wyniku działania infradźwięków, może to do-

Tajemnicze i nagłe zmiany barometryczne wskazują, że

źródłem naturalnych infradźwięków są nie tylko warstwy

podpowierzchniowe ziemi lub zbiorniki wodne. Zarówno

solarne rozbłyski, jak i normalny, jednostajny wiatr słonecz-

ny generują infradźwiękowe drgania w atmosferze. Są do-

niesienia o napowietrznych dźwiękach podobnych do gene-

rowanych w czasie trzęsień ziemi. Co jest typowe dla

infradźwięków, to niemożność dokładnej lokalizacji ich

prowadzić do katastrofy. Odnotowano popełnianie pew-

nych krytycznych rodzajów błędów w ocenie sytuacji nawet

podczas krótkotrwałych lotów.

Potężne infradźwiękowe drgania kadłuba odrzutowca

całkowicie przenikają ciała pilotów. Szybkość reakcji pilo-

tów nieustannie poddawanych działaniu tej infradźwięko-

wej energii zostaje w znaczący sposób wydłużona. Wojs-

kowe regulaminy znają to zjawisko i ograniczają czas lotów.

Jest znanym faktem, że nadmierne wystawienie pilota na

działanie infradźwięków zagraża zarówno jemu, jak i zada-

niu, które ma on do wykonania. Do szkodliwych przejawów

oddziaływań infradźwięków na pilotów należą między in-

nymi: pogorszenie wzroku, mowy, orientacji, równowagi

oraz zdolności do dokładnej oceny sytuacji i wyciągania

logicznych wniosków.

ŚMIERCIONOŚNE BRONIE ZIMNEJ WOJNY

Trwała Zimna Wojna. Jedynie Stany Zjednoczone po-

siadały tajemnicę. Najstraszliwsza broń, jaką dotychczas

stworzono, była własnością jednego rządu. Istnienie bomby

atomowej stanowiło zagrożenie państw, których motywy nie

były zupełnie altruistyczne.

Uzyskanie tajemnicy jej budowy stanowiło priorytet wie-

lu agresywnie nastawionych, imperialistycznych państw. Je-

dyną drogą jej uzyskania przez niektóre państwa była

ordynarna kradzież. Kiedy stalinowscy specjaliści stworzyli

w końcu duplikat amerykańskiej bomby atomowej, wszyst-

kie pozostałe narody europejskie również odczuły nagłą

potrzebę jej posiadania, a nawet czegoś jeszcze lepszego.

Kiedy komuś zależy na obronie swoich granic, konsek-

sylii]. Zespół ten, w którego skład wchodzili między innymi

Marcel Miane, Henri Saul i Raymond Comdat, opracował

cały szereg robotów przeznaczonych do wykonywania zadań

zarówno cywilnych, jak i wojskowych.

W trakcie badań zespół dra Gavreau dokonał bardzo

dziwnej i niesłychanej obserwacji, która nie tylko zakłóciła

tok ich prac, ale stała się głównym tematem ich dalszych

dociekań. Zakwaterowany w wielkim, betonowym budynku

zespół od czasu do czasu odczuwał powodujące dekoncent-

rację nudności, często dzień po dniu, a bywało, że i całymi

tygodniami. Wezwani na pomoc przemysłowi lekarze przy-

pisywali winę jakiejś chorobie. Sądzono, że objawy te są

wynikiem jakichś patogennych czynników – „choroby bu-

dynkowej”. Nie wykryto jednak żadnych czynników bio-

logicznych, mimo iż objawy utrzymywały się. Tok badań

został poważnie zakłócony i zespół zażądał dokładnego

zbadania budynku.

W trakcie badań odkryto, że tajemnicze mdłości ustają

po zamknięciu pewnych okien. W związku z tym przyjęto, że

przyczyną mdłości była „emisja jakichś gazów” i podjęto

drobiazgowe przeszukanie całego budynku. Próby wykrycia

środków chemicznych nic nie dały, niemniej ostatecznie

wencje użycia broni mogących zniszczyć świat, schodzą na

znaleziono źródło dolegliwości. Okazał się nim niewłaściwie

dalszy plan. Broń jest ze swej natury nastawiona na nisz-

czenie, niemniej jednak istnieją moralne różnice między

bronią ofensywną i defensywną.

zainstalowany wentylator. Początkowo sądzono, że emituje

on trujące opary pochodzące z oleju lub smaru, ale badania

nie potwierdziły tego przypuszczenia. W końcu odkryto, że

Przed rozprzestrzenieniem się mody na broń atomową,

to luźno zamocowany niskoobrotowy silnik wentylatora

narody koncentrowały swoje poszu-

kiwania i badania na bardzo dziwa-

cznych i równie śmiercionośnych

środkach mających służyć obronie

ich granic. Szybko doskonalono

śmiercionośne wariacje i kombina-

cje broni gazowych, bakteriologicz-

nych i radiacyjnych. Zespoły bada-

wcze Stalina badały moce o charak-

terze psychicznym jako środek na

zniszczenie wroga. Rozwijała się

...

dr

Gavreau i jego koledzy

doszli do wniosku, że mają do

czynienia z dźwiękiem tak

niskim, że żaden mikrofonowy

detektor nie jest w stanie

go zarejestrować.

umieszczony w przewodzie wenty-

lacyjnym biegnącym przez wiele

pięter wytwarzał „powodujące

mdłości wibracje”.

Tajemniczość tego zjawiska

wzrosła, kiedy zespół dra Gavreau

usiłował zmierzyć natężenie i wyso-

kość tonu wytwarzanego dźwięku.

Kiedy nie udało się mu zmierzyć

jego parametrów akustycznych, ze-

spół poddał w wątpliwość ustalenie

wojna psychotroniczna między licznymi grupami, zarówno

o charakterze prywatnym, jak i państwowym, z wyraźnymi

skutkami. Ostatnio dzięki narastającemu procesowi sowiec-

kiego otwarcia światło dzienne ujrzały informacje o pew-

nych prostych broniach psychotronicznych.

W rzeczywistości im większy jest arsenał broni, tym

inżynierów budowlanych. Tak czy inaczej zamykanie okien

prowadziło do zaniku mdłości.

W kolejnym kroku genialnego naukowego wnioskowa-

nia dr Gavreau i jego koledzy skonstatowali, że mają do

czynienia z dźwiękiem tak niskim, że żaden mikrofonowy

detektor nie jest w stanie go zarejestrować. Ta konkluzja

mniej bezpieczne są granice. W czasie gdy supermocarstwa

koncentrowały się na wytwarzaniu broni masowej zagłady,

inne kraje kierowały swoją uwagę na cele bardziej praktycz-

ne – bronie konwencjonalne, które zdawały się spełniać

potrzeby mniejszych, bardziej ograniczonych pól bitewnych.

Rozwijając własny arsenał atomowy, Francja poszuki-

wała jednocześnie defensywnych broni taktycznych wsze-

lkiego rodzaju. Chociaż bronie krótkiego zasięgu stanowiły

kosztowała zespół bardzo wiele, bowiem przez długie okre-

sy czasu nie byli w stanie kontynuować badań próbując go

zmierzyć. W trakcie jednego z poszukiwań przypadkowe

bezpośrednie wystawienie na jego wpływ wyłączyło ich na

wiele godzin z dalszych prac.

Kiedy w końcu udało się im zmierzyć ten „dźwięk”,

okazało się, że podstawowy ton miał częstotliwość siedmiu

herców. Co więcej, ten infradźwięk wcale nie miał dużej

najlepszą obronę przeciwko napaści o charakterze kon-

wencjonalnym, poszukiwano również systemów, które by-

łyby równie skuteczne jak broń atomowa. Poszukiwano

mocy. Stało się jasne, że drgający z małą częstotliwością

silnik wymuszał drgania rezonansowe w dużym, betonowym

szybie wentylacyjnym.

nowego młota, który obroniłby Francję przed nowymi

agresorami, podobnie jak wielki średniowieczny frankoński

król Charles Martel zwany „Młotem” 3 obronił ją przed

bezwzględnymi najeźdźcami ze wschodu. Ten nowy „młot”

wyłonił się z przypadku.

DR VLADIMIR GAVREAU

Głównym tematem badań dra Vladimira Gavreau były

Działając jak drgający „język” olbrzymiej „organowej

piszczałki” turkoczący silnik wytwarzał infradźwięki powo-

dujące mdłości. Ta tunelowa przestrzeń z wibrującą kolum-

ną powietrza sprzężona z resztą betonowego budynku stała

się osobliwym wzmacniaczem infradźwięków.

Zrozumienie tego infradźwiękowego układu pozwoliło

również wyjaśnić, dlaczego zamknięcie okien przynosiło

umiarkowany efekt „blokady objawów chorobowych”. Oka-

zdalnie sterowane automaty i roboty. W celu kontynuowa-

nia prac w tym zakresie stworzył w roku 1957 zespół

naukowców [w Elektroakustycznym Laboratorium w Mar-

zało się, że okna powodowały zmianę ogólnego profilu

rezonansowego budynku podnosząc wysokość infradźwię-

ków i ich intensywność.

20 NEXUS

LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2000

Od tamtego czasu odkryto ujemny wpływ tego rodzaju

infradźwięków w innych biurowcach i zabudowaniach o cha-

rakterze przemysłowym. Oddziaływanie niskoczęstotliwoś-

ciowych naturalnych lub będących dziełem człowieka źródeł

drgań infradźwiękowych powodujących nudności jest obec-

nie doskonale znane. W architekturze stało się już rutyną

poszukiwanie i zmiana otworów i wnęk stanowiących ewen-

tualne źródło drgań infradźwiękowych powstających w wy-

niku rezonansu. Występują one często w starych budynkach

z powodu błędów konstrukcyjnych wynikających z braku

wiedzy o tym zjawisku. Wszelkie tego rodzaju „niewłaściwe”

formy architektoniczne są modyfikowane poprzez dodanie

materiałów dźwiękochłonnych.

EKSPERYMENTY Z INFRADŹWIĘKAMI

Dr Gavreau i jego zespół badawczy zajął się następnie

uważnym badaniem efektów ich „infradźwiękowego orga-

manifestacja na wspornikach urządzenia. Dalsza jego praca

doprowadziła do potężnego grzmotu, który zakołysał wszys-

tkim, nieomal niszcząc przeznaczony do testów budynek.

Każdy filar i złącze masywnej konstrukcji poruszyło się.

Jednemu z techników udało się mimo bólu odciąć zasilanie.

Te doświadczenia z infradźwiękami były równie nie-

bezpieczne, jak wczesne próby z energią jądrową, przy czym

infradźwiękowe ataki na ciało są jeszcze bardziej śmiercio-

nośne, ponieważ następują w śmiertelnej ciszy. Po tych

pierwszych testach dr Gavreau i jego współpracownicy byli

poważnie chorzy przez całą dobę, a zaburzenia wzroku

utrzymywały się przez kilka dni. Co gorsze, uszkodzeń

doznały również ich narządy wewnętrzne – serce, płuca,

żołądek i otrzewna doznawały powtarzających się bolesnych

skurczów przez równie długi czas. Dodatkowymi sympto-

mami wystawienia na działanie infradźwięków były skurcze

mięśni, zawroty głowy i łzawienie oczu. Wszystkie rezonują-

nu” zmieniając intensywność i częstotliwość generowanych

dźwięków. Zmieniając napięcie sprężyn w amortyzatorach

utrzymujących silnik wentylatora można było uzyskać zmia-

nę wysokości dźwięku. Określono różne infradźwiękowe

ce przestrzenie w ciele wchłonęły destrukcyjną energię

akustyczną i z pewnością zostałyby rozerwane w strzępy,

gdyby nie wyłączono zasilania.

Efektywność infradźwięków jako broni defensywnej

częstotliwości rezonansowe w całym budynku. Zamykanie

o przerażającej mocy została udowodniona ku „satysfakcji”

okien blokowało większość objawów, lecz powtórne ich

twórców ich generatora. Przy okazji zrodziło się jednak

otwarcie, bez względu na moc źród-

ła, powodowało, że cały zespół po-

nownie zaczynał odczuwać mdłości.

Dr Gavreau uważał, że dokonał

odkrycia dotychczas nie znanej bro-

ni w postaci infradźwięków. Świa-

dom tego, że naturalne eksplozje

są źródłem infradźwięków, zaczął

zastanawiać się nad zastosowaniem

ich jako broni defensywnej. Wpływ

przypadkowych źródeł infradźwię-

ków w postaci uderzeń piorunów

wystarczał do zobrazowania, czego

mogłyby dokonać wytwornice sztu-

Te doświadczenia

z infradźwiękami były równie

niebezpieczne, jak wczesne

próby z energią jądrową, przy

czym infradźwiękowe ataki na

ciało są jeszcze bardziej

śmiercionośne, ponieważ

następują w śmiertelnej ciszy.

wiele pytań. Po tym przykrym wy-

padku samo zbliżenie się po raz

drugi do aparatury stanowiło nie-

zbyt przyjemne przeżycie. Jak potę-

żna energia musiała znajdować się

na wyjściu tego infradźwiękowego

urządzenia, skoro zadziałała nawet

na sterujących nim inżynierów?

Z największą ostrożnością i re-

spektem dla potęgi, z którą ma do

czynienia, dr Gavreau przeliczył

wszystkie parametry swojej kon-

strukcji. Nie docenił mocy wyzwala-

nej przez piszczałki – w rzeczywis-

cznych piorunów – problem polegał jednak na tym, jak

je stworzyć. Tego rodzaju rozważania stymulowały teo-

tości znacznie zaniżył wartości wyjściowe dla celów diagnos-

tycznych. Nie przyszło mu do głowy, że wartości te i tak były

retyczne dyskusje nad możliwością wytwarzania koheren-

tnych (spójnych) infradźwięków, a co za tym idzie skon-

struowania infradźwiękowego „lasera”.

Pierwsze urządzenia skonstruowane przez zespół dra

Gavreau były zbudowane na wzór źródła infradźwięków, za

sprawą którego zetknęli się oni z nimi po raz pierwszy.

Zespół skonstruował piszczałki organowe o olbrzymiej sze-

rokości i długości, z których pierwsza miała średnicę 6 stóp

(1,8 m) i długość 75 stóp (22,5 m). Wykonano je w dwóch

odmianach: w pierwszej na jej końcu zastosowano napędza-

ny mechanicznie tłok, a w drugiej – bardziej konwencjonal-

nej – sprężone powietrze. Obie przetestowano na zewnątrz

umieszczając je za ochronnymi, dźwiękochłonnymi ściana-

mi, przy czym badacze stali w dużej odległości od nich.

Główna częstotliwość rezonansowa tych piszczałek oka-

zała się należeć do „zakresu śmiertelnego” – 3-7 herców.

Dźwięki te były niesłyszalne dla człowieka, co stanowiło

dużą zaletę w przypadku zastosowania ich jako broni obron-

nej. Rezultaty ich oddziaływania były wyraźnie odczuwalne.

o wiele za duże jak na infradźwięki!

Ponieważ zebranie danych empirycznych a następnie ich

analiza stanowiły jedyną drogę do określenia wpływu infra-

dźwięków na organizmy żywe i materię nieożywioną, pono-

wnie przystąpiono do badań, tym razem jednak generując

infradźwięki o minimalnej mocy. Po pierwsze, należało

znacznie zmniejszyć rozmiary aparatury, jako że jej dotych-

czasowe parametry były nie do przyjęcia. Aby zapewnić

całkowitą kontrolę śmiertelnych uderzeń, zamontowano

cały szereg awaryjnych wyłączników, które uruchamiane

były przez ciśnieniową falę infradźwięku. Natężenie, przy

którym następowało odcięcie zasilania, można było regulo-

wać przy pomocy automatycznych wyłączników baromet-

rycznych.

Dążąc do zbudowania mniejszych i łatwiejszych w ob-

słudze generatorów infradźwięków dr Gavreau przetestował

cały szereg specjalnych rogów i syren różnej wielkości.

Każde tych urządzeń było nadzwyczaj prostym, płaskim,

okrągłym pudłem rezonansowym z bocznym przewodem

Mimo iż piszczałki działały jedynie przez kilka sekund,

symptomy ich oddziaływania pojawiły się u badaczy natych-

miast i zupełnie niespodziewanie. Ciśnieniowe fale powiet-

rza objęły ich ciała nieznośnym i niemożliwym do uniknięcia

wyjściowym. Były to najczęściej powiększone modele mgło-

wych i policyjnych syren. W kolejnych próbach systematycz-

nie je zmniejszano, ponieważ ich moc na wyjściu wciąż była

za duża. Infradźwiękowe syreny mgłowe były zdolne do

uściskiem – ciśnienie, które natarło na nie ze wszystkich

wytwarzania 2 kilowatów energii infradźwiękowej o częstot-

stron jednocześnie, zamknęło je w śmiertelnym kokonie, po

czym wystąpił tępy ból będący skutkiem nacisku infra-

dźwięku na oczy i uszy. Zaraz potem nastąpiła przerażająca

liwości 150 herców. Znacznie łatwiej do wymaganych para-

metrów dawały się dostosować płaskie „syreny policyjne”.

Ich ogólne parametry było łatwo określić i stworzono nawet

w tym celu odpowiednią formułę matematyczną. Rezonan-

sowy ton syreny obliczano dzieląc jej średnicę przez stałą

o wartości 51. Zwiększanie głębokości syreny powodowało

wzrost amplitudy. Syrena o średnicy 1,3 m wytwarzała

infradźwięki o częstotliwości 37 herców. Ten rodzaj fali

infradźwiękowej z powodzeniem wstrząsnął ścianami całego

kompleksu budynków laboratorium, mimo iż jego moc

wynosiła niespełna dwa waty energii infradźwiękowej.

BADANIA TESLI I WOJSKOWE TESTY MEDYCZNE

Do wywołania objawów choroby infradźwiękowej wy-

twarza stan chorobowy, z kolei jego zwiększone natężenie

może skończyć się śmiercią.

Alarmujące reakcje na infradźwięki w zakresie częstot-

liwości od 40 do 100 herców opisali dokładnie wojskowi

eksperci medyczni. Wyniki te są bardzo niepokojące. Wraz

z obniżaniem częstotliwości infradźwięku narastają nieko-

rzystne objawy w postaci zmienionego rytmu pracy serca

i wzrostu częstotliwości pulsu o około 40 procent, które są

objawem stanu przedśmiertnego. Przy częstotliwości 100

herców występują umiarkowane mdłości, zawroty głowy,

zaczerwienienie skóry i mrowienie w całym ciele. Zawroty

starczy niewielka moc. Wielu badaczy naraziło siebie na

poważne obrażenia, kiedy rozmyślnie lub przypadkowo

udało się im wygenerować infradźwiękowe drgania.

głowy, niepokój, niezwykłe zmęczenie, ucisk na gardło oraz

zapaść systemu oddechowego to kolejne objawy. Kaszel,

silny ucisk podmostkowy, dławienie, nadmierne wydzielanie

Nikola Tesla stosował drgające platformy jako kurację

zwiększającą witalność. Lubował się w „harmonizowaniu

śliny, niesamowite bóle przy przełykaniu, trudność w od-

dychaniu, ból głowy oraz bóle żołądka występują przy

ciała” przy pomocy drgających platform własnej konstruk-

cji. Zamontowane na mocnych, gumowych wspornikach

platformy były wprawiane w drgania przy pomocy napę-

dzanych mechanicznie „ekscentrycznych” kół. Ich umiar-

kowane używanie, na przykład przez około jedną minutę,

mogło przyjemnie pobudzić całe ciało do działania na kilka

godzin. Nadmierne ich stosowanie mogło jednak prowadzić

częstotliwościach od 60 do 73 herców. Infradźwięki wywołu-

ją także stan zmęczenia. Niektórzy ludzie kaszlą przez

ponad godzinę, a zaczerwienienie skóry utrzymuje się u wie-

lu przez szereg godzin. Infradźwięki w zakresie od 43 do 73

herców wywołują u ludzi znaczny spadek ostrości widzenia,

a tak zwany iloraz inteligencji spada prawie o jedną czwartą.

Kompletnemu zburzeniu ulega także zdolność orientacji

do śmiertelnej choroby, przy czym

najgroźniejsze było nadzwyczajne

pobudzenie akcji serca. Całe ciało

wręcz „dzwoniło” godzinami przy

mocno podwyższonym rytmie pracy

serca i znacznym nadciśnieniu.

Skutki mogły być wręcz zabójcze.

Pewnego razu bliski przyjaciel

Tesli, Samuel Clemens, odmówił

zejścia z wibrującej platformy mi-

mo wielokrotnie powtarzanych

ostrzeżeń. Tesla żałował potem, że

pozwolił mu wejść na platformę.

Kilka sekund później rozradowany

Infradźwięki zdają się wręcz

paraliżować funkcje

fizjologiczne organizmu.

Wywołują zakłócenia w uchu

środkowym pozbawiając

organizm poczucia

równowagi i unieruchamiając

swoje ofiary.

przestrzennej. Zmniejsza się rów-

nież koordynacja pracy mięśni i po-

czucie równowagi. Tuż przed utratą

przytomności stwierdzano także

spadek sprawności manualnej i beł-

kotliwą wymowę.

Odkrycia dra Graveau dotyczą-

ce infradźwięków z zakresu od 1 do

10 herców są prawdziwie szokujące.

Ton śmiercionośny wynosi około

7 herców. Mała amplituda drgań

w tym zakresie powoduje zmiany

w zachowaniu człowieka. Aktyw-

ność umysłowa ulega najpierw za-

Clemens niemal strzelił kopytami w kalendarz. Przyczyną

były infradźwięki.

hamowaniu a następnie zablokowaniu i całkowitemu znisz-

czeniu. Wraz ze wzrostem amplitudy występuje szereg

Tesla często obszernie opisywał wpływ infradźwięków

dziennikarzom, którzy naśmiewali się za jego plecami z te-

go, że taki „malutki dźwięk” może spowodować tak wielkie

szkody. A jednak to właśnie przy pomocy tego „malutkiego

dźwięku” Tesla o mało nie zrównał z ziemią swojego

laboratorium na Houston Street. Zbudowane przez niego

kompaktowe generatory infradźwiękowych impulsów miały

niesamowitą wydajność. W późniejszym okresie skonstruo-

wał i przetestował bronie wykorzystujące infradźwięki zdol-

ne do obrócenia w perzynę całych budynków i miast.

Pewnego razu Walt Disney i jego współpracownicy

rozchorowali się, kiedy przewidziany do ilustracji jednej ze

scen efekt dźwiękowy został spowolniony przy pomocy

magnetofonu i jednocześnie kilkakrotnie wzmocniony przy

pomocy aparatury nagłaśniającej. Oryginalny dźwięk po-

chodził z urządzenia do łączenia metali – było to brzęczenie

o częstotliwości 60 herców, które zostało pięciokrotnie

spowolnione do częstotliwości 12 herców. Ten dźwięk wy-

wołał wśród członków zespołu mdłości, które utrzymywały

się przez kilka dni.

Infradźwięki zdają się wręcz paraliżować funkcje fizjo-

logiczne organizmu. Wywołują zakłócenia w uchu środ-

kowym pozbawiając organizm poczucia równowagi i unie-

ruchamiając swoje ofiary. Efekt jest taki jak w przypadku

przedłużającego się, ostrego stanu chorobowego. Powrót do

normalnego stanu wymaga wielu godzin a nawet dni. Wy-

niepokojących objawów, które zapoczątkowuje pełna neu-

rologiczna interferencja. Działanie rdzenia przedłużonego

zostaje zablokowane i ustają jego autonomiczne funkcje.

DOŚWIADCZENIA Z DETEKTORAMI

INFRADŹWIĘKÓW

Infradźwięki trzymają się ziemi – jest to dobrze znane ze

świata zwierząt zjawisko. Żeńskie wokalizy i ich młodych

przenoszą się powietrzem, jako że tony wysokie mają naturę

napowietrzną. Oznacza to, że osobniki żeńskie i ich małe

stanowią naturalne ofiary mięsożerców. Niskotonowe

dźwięki trzymają się ziemi, są „przewodzone” przez warstwy

ziemi. Męskich dźwięków nie mogą zlokalizować drapieżcy,

ponieważ „tulą” się one do ziemi i rozpraszają wraz z od-

dalaniem od źródła. Niektóre osobniki męskie uderzają

w ziemię swoimi nawoływaniami i kopytami – są to sygnały

porozumiewawcze, które tylko one są zdolne zrozumieć.

Fakt, że ziemia przyciąga i przewodzi niskie tony stanowi

duży dar dla środowiska zwierząt, bowiem zwiększa szanse

przetrwania męskich przywódców. Kiedy stada są atakowa-

ne przez drapieżniki, osobniki męskie są w stanie dowodzić

swoimi towarzyszami pozostając całkowicie „niewidzialny-

mi” i nieuchwytnymi. Drapieżniki nie są w stanie zlokalizo-

wać nawoływań i „dudnień” męskich przywódców, ponie-

waż nie mają możliwości przechwytywania ich niskotono-

wych sygnałów. Są więc oni dla nich trudnym do zaatakowa-

stawienie na umiarkowane natężenia infradźwięków wy-

nia celem. Drapieżnikom często przewodzą liderzy rodzaju

22 NEXUS

LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2000

męskiego, którzy również komunikują się ze sobą poprzez

ziemię.

pomiaru przewodności elektrycznej powstałej mieszaniny.

Układ ten był niezawodny i dokładny.

Tego samego rodzaju analogie stosują się do infra-

dźwiękowego systemu obronnego. Po pierwsze, infradźwię-

ki nie tracą intensywności w miarę oddalania się na dużą

odległość, ich moc pozostaje prawie taka sama jak w chwili

wyemitowania ze źródła. Jest również prawdą, że ze wzglę-

du na ich ziemiolubną naturę nie można zlokalizować

źródła infradźwięków nie posiadając przeznaczonej do tego

celu specjalistycznej aparatury. Te fakty stanowią zaletę dla

tych, którzy chcieliby użyć infradźwięków w charakterze

broni. Przypuśćmy, że jakieś wrogie nam siły zastosowały

infradźwięki. Co wtedy? Infradźwięki są niesłyszalne. W tej

sytuacji bitwa skończy się, zanim ktokolwiek zorientuje się,

że się zaczęła. Jak rozpoznać, że się jest obiektem infra-

dźwiękowego ataku? W takim wypadku detektorem ataku

„nierozpoznawalnego wroga” byłaby pierwsza linia obrony.

To oznacza, że rozwijanie skutecznego systemu broni infra-

dźwiękowej wymaga w pierwszym rzędzie opracowania de-

tektora infradźwięków.

Mimo swoich zalet wszystkie detektory miały jednak

jedną wadę: ofensywne zastosowanie infradźwięków o dużej

amplitudzie powodowało ich rozpad, wręcz ich wyparowy-

wanie.

OBRONA PRZED INFRADŹWIĘKAMI

Francuskie władze wydały oświadczenie mówiące, że dr

Gavreau wcale nie pracuje nad opracowaniem broni, jed-

nak wiele patentów przeczy temu twierdzeniu. Mimo iż nie

jest możliwe dotarcie do faktycznych patentów dotyczących

generatorów infradźwięków, drowi Gavreau przypisuje się

rozwój „infradźwiękowej zbroi”. Na co miałby bowiem

„tracić” tyle czasu i pieniędzy, jeśli nie na antyinfradźwię-

kowe badania?

Jest oczywiste, że broń infradźwiękowa powoduje konie-

czność opracowania i sprawdzenia tarcz antyinfradźwięko-

wych i dr Gavreau poświęcił temu zagadnieniu znacznie

więcej czasu niż na skonstruowanie skutecznych rogów

Dr Gavreau po raz pierwszy przystąpił do opracowania

detektorów infradźwięków w celu ochrony przed nimi swo-

jego personelu, a dopiero potem zaczął myśleć o ich ewen-

infradźwiękowych. Dr Gavreau już na początku swoich

badań odkrył, że infradźwięku nie da się całkowicie za-

blokować. Infradźwiękowe urządzenia wymagają bardzo

tualnym bojowym zastosowaniu. Z początku eksperymen-

dużych ekranów. Co więcej, nikt nie odważyłby się na

tował z różnymi urządzeniami, któ-

re naśladowały wykrywacze fal ra-

diowych. Jedno z tych urządzeń wy-

korzystywało płomień w zamkniętej

przestrzeni. Było podobne do pło-

mieniowych detektorów skonstruo-

wanych przez Lee de Foresta tuż

przed wynalazieniem przezeń trio-

dy. Płomieniowe detektory Gavre-

au wykorzystywały różne przestrze-

Infradźwięki „tulą” się do

ziemi i rozprzestrzeniają

wokół swojego źródła. I ci,

którzy je wysyłają, sami mogą

stać się ich ofiarami.

postawienie zapory infradźwięko-

wej przeciwko jakiejkolwiek armii

bez odpowiedniej osłony. Infra-

dźwiękowe rogi mogą wysyłać

dźwięki w zadanym kierunku, lecz

naturalne środowisko pozwala na

ich „przeciekanie” we wszystkich

kierunkach. Infradźwięki w ciągu

kilku sekund przenikają swoje ge-

neratory. „Zawracają” w kierunku

nie rezonansowe – przy określonej wysokości infradźwię-

tych, którzy je wysyłają. Infradźwięki „tulą” się do ziemi

ków płomień unosił się do góry. Detektory te pozwalały mu

i rozprzestrzeniają wokół swojego źródła. I ci, którzy je

określić amplitudę i wysokość dźwięku. Niestety, płomienie

są niebezpieczne i kapryśne i nie bardzo nadają się do

użycia na polu walki.

wysyłają, sami mogą stać się ich ofiarami.

Pierwszą metodą, jaką zastosował Gavreau, było zwięk-

szanie ich częstotliwości, aż do utraty przez nie infra-

Potem dr Gavreau eksperymentował z ulepszonymi ba-

rometrami mechanicznymi. Były to duże pudła rezonan-

sowe połączone z bardzo delikatnymi rurkami barometrycz-

nymi. Okazało się, że przyrządy te są bardzo czułe. Od-

notowywały równomierny przyrost ciśnienia barometrycz-

nego, kiedy duże miechopodobne pudła rezonansowe były

ściskane przez infradźwięki. Czułość tych urządzeń rosła

wraz ze wzrostem objętości miechów. Były skuteczne, lecz

dźwiękowych własności. Udało się to uzyskać przy pomocy

pasywnej metody „strukturalnej” – ustawionych warstwowo

rzędów ekranów i przestrzeni rezonansowych. Forma ta

nosi nazwę „pasywnej”, ponieważ urządzenia stoją i czekają

na infradźwiękowy atak, absorbują go i zamieniają na

nieszkodliwe, słyszalne dźwięki.

Jego druga metoda miała charakter bardziej „agresyw-

ny” i polegała na aktywnym działaniu. Zastosowano w niej

zbyt delikatne.

dobrze znaną zasadę fizyczna. Polega ona na wysyłaniu

Kolejne przyrządy przypominały wyglądem wczesne te-

lewizyjne, mechaniczne konstrukcje Johna Logie Biarda.

Do ich budowy zastosowano duże membrany stosowane

w kotłach muzycznych, lustra, światła i fotoogniwa. Do

membrany było przymocowane lustro powodujące migota-

nie światła, ilekroć w membranę uderzały infradźwięki.

Fotoogniwo dokonywało zapisu migotania w postaci syg-

nału elektrycznego. Ten typ detektora cechował się dużą

niezawodnością.

Najdoskonalszymi detektorami konstrukcji Gavreau

okazały się jednak te, które wykorzystywały zjawisko elekt-

rolizy. Były one oparte na przyrządach skonstruowanych

przez Fessendena do pomiaru słabych sygnałów radiowych.

Wykorzystywały rozwory związków chemicznych oraz punk-

towe kontakty elektryczne. Ilekroć infradźwięki przenikały

przez to urządzenie, znajdujące się w nim roztwory chemi-

czne przechodziły przez oddzielającą je barierę osmotyczną.

Następnie za pomocą czułego galwanometru dokonywano

tonów, których czoło jest w fazie przeciwnej w stosunku do

fali atakującej. W ten sposób obie fale znoszą się i atak

infradźwiękowy zostaje wytłumiony lub przynajmniej znacz-

nie osłabiony. Metoda ta wymaga jednak systemu szybkiego

wykrywania infradźwięków i odpowiednio szybkiej reakcji.

Cały proces polega na określeniu wysokości tonu fali ataku-

jącej i wygenerowaniu identycznej fali o przeciwnej fazie.

Metoda aktywnej redukcji nie jest jednak dostatecznie

dokładna i nie zapewnia stuprocentowej ochrony. Nie da się

w pełni zneutralizować wysoce zmodulowanego, mobilnego

źródła infradźwięków bez wyszukanych układów elektro-

nicznych.

Gavreau wpadł jednak na inny, elegancki w swej prosto-

cie, pomysł, który sprawił, że obrońcy nie muszą już narażać

się na działanie wysyłanych przez siebie infradźwięków.

Pracując nad stałymi instalacjami broni i stanowisk, Gav-

reau i jego zespół zupełnie zapomnieli o pierwotnym celu

swoich badań – robotyce.

PRZENOSZONA PRZEZ ROBOTY BROŃ

INFRADŹWIĘKOWA

Jak pamiętamy, dr Gavreau i jego zespół zajmowali się

początkowo robotyką i opracowywaniem systemów auto-

matyzacji operacji przemysłowych i wojskowych. W końcu

zaczęli się zastanawiać nad połączeniem tej nowo wynale-

zionej broni z robotami.

się w każdym ośrodku z jednakową skutecznością niszcząc

napotykane cele.

Intensywność, z jaką urządzenia dra Gavreau wyrzucają

swoją energię do otaczającego środowiska, jest przerażają-

ca. Widzimy tu doprowadzone do perfekcji wykorzystanie

zjawiska, które w warunkach naturalnych nigdy nie wy-

stępuje w tak zabójczym nasileniu. Właśnie dlatego ta broń

Dr Gavreau połączył formę organowej piszczałki z syre-

– jeśli zostanie użyta – musi być zdalnie sterowana, działając

ną. Urządzenie umieszczono w betonowym bloku o pojem-

jak automat wykonujący swoje zadania z dala od swoich

ności niespełna metra sześciennego. Syrenę umieszczono

operatorów.

z przodu, a wzdłuż rozszerzających się ku przodowi boków

Sam Gavreau określił to następująco: „Nie istnieje pełna

usytuowano kilka rezonansowych piszczałek. Urządzenie

ochrona przed infradźwiękami. Nie absorbują ich zwykłe

było zasilane powietrzem o wysokim stopniu sprężenia

materiały, także żadne zapory ani schrony nie są w stanie

i miało przerażającą moc na wyjściu. W konwencjonalnym

ich zatrzymać”.

zastosowaniu było zdolne do całkowitego unicestwienia

nieprzyjaciela. W ramach eksperymentu ustawiono ten ze-

staw syren na czterystakilogramowym betonowym postu-

mencie z betonową osłoną na wyjściu. Mimo tych zabez-

pieczeń urządzenie z powodzeniem zatrzęsło sporą częścią

Marsylii. Infradźwięki przebiły się przez wspierający je blok

betonowy i w ciągu sekundy zniszczyły betonową osłonę.

Makabra! Wszystko odbyło się w kompletnej ciszy. Urzą-

dzenie to charakteryzowało się dużą selektywnością doboru

wysokości tonu, mocy i kierunku. Ta ostatnia cecha – dobór

kierunku – pozwoliła Gavreau i jego zespołowi osiągnąć

najwyższy współczynnik bezpieczeństwa. Można było teraz

defensywne urządzenia infradźwiękowe tak nakierować, aby

nie zagrażały swoim operatorom. Broń ta była stosunkowo

zwartym i wydajnym urządzeniem. Jej wydajność była okre-

ślana przez stosunek wyjściowej mocy destrukcyjnej do

objętości całego urządzenia.

Późniejsza jego wersja zawierała kolejny sześcian z infra-

dźwiękową syreną w środku. Na przedniej płaszczyźnie

umieszczonych było 60 piszczałek z rozszerzającymi się ku

przodowi rogami tworzącymi coś w rodzaju tablicy. Mówio-

no, że to jedno zdalnie sterowane, nakierowane na sztuczne

pole bitewne, urządzenie z niezwykłą łatwością rozdarło

solidne mury obronne oraz wnętrza czołgów. Co więcej,

wywołało ono jeszcze inne, bardziej przerażające, wręcz nie

nadające się do opisu, skutki. Co gorsze, nie towarzyszyły

temu żadne dźwięki.

Urządzenie umieszczone było na pojeździe-robocie na-

pędzanym przez silniki dieslowskie lub sprężony gaz. Ta

prawie niezauważalna jednostka stanowiła dziwnego prze-

ciwnika. Jako broń defensywna była przerażająca i nad-

zwyczaj skuteczna. Ten system stanowił prawdziwy czynnik

odstraszający dla tych, którzy byliby na tyle głupi, aby

zaryzykować naziemny atak na tak uzbrojonego nieprzyja-

ciela. Zrównywał on armie z ziemią. Z chwilą nakierowania

jego infradźwiękowych rogów na wroga bitwa musiałaby być

z miejsca zakończona i zapewne skończyłaby się, jeszcze

zanim by się na dobre zaczęła. Takiej machiny wojennej nie

dałoby się zlokalizować. Nikt, kto by ją ujrzał, nie uwierzył-

by, że kryje ona w sobie tak śmiercionośną moc. Większość

w ogóle nie zwróciłaby na nią uwagi. Bateria takich urzą-

dzeń, z których każde emitowałoby odpowiedni infra-

dźwięk, stanowiłaby niemożliwą do pokonania barierę. Zda-

lnie sterowane czołgi wyposażone w infradźwiękowe gene-

ratory mogłyby omiatać teren śmiercionośnymi infradźwię-

kami niszcząc wszystkich przeciwników w promieniu od

5 do 10 kilometrów. Tę przerażającą broń można by umie-

szczać na samolotach i szybko i skutecznie niszczyć z powie-

trza atakujące armie.

Równie odstraszająca mogłaby być ta broń dla powiet-

rznych napastników. Infradźwiękowe wiązki mogą omiatać

niebo z dużą dokładnością, jako że infradźwięki rozchodzą

24 NEXUS

Tak więc po raz kolejny stajemy na rozdrożu. Na jednej

z możliwych ścieżek napotkamy Messiaena i jego muzyczne

przesłanie pokoju, a na drugiej dra Gavreau i jego muzycz-

ne przesłanie wojny. Czyją muzykę wybierzemy?

O autorze:

Gerry Vassilatos jest badaczem specjalizującym się w naukach pogranicza i stałym współpracownikiem Journal of Borderland Research. Jest autorem programów dokumentalnych z cyklu Ray of Discovery oraz książek Vril Compendium, Secrets of Cold War Technology: Project HAARP and Beyond, Declassified Patents of the Cold War and SDI i Lost Science.

Przypisy:

Przełożył Jerzy Florczykowski

  • 1. Infradźwięki (poddźwięki) fale sprężyste nie wywołujące u człowieka

wrażenia dźwięku, o częstotliwości mniejszej niż 16 herców. Źródłem infra-

dźwięków są: wyładowania atmosferyczne (pioruny), wiatr, różnego rodzaju eksplozje, trzęsienia ziemi, duże elementy drgające konstrukcji i urządzeń mechanicznych itp. Infradźwięki są słabo tłumione i rozchodzą się na duże odległości. Wykorzystuje się je do wyznaczania miejsc wybuchów, w bada- niach warstw atmosfery, hydrosfery i skorupy Ziemi. Infradźwięki o dużych natężeniach wpływają ujemnie na organizmy żywe. – Przyp. red.

  • 2. Barisal – miasto w południowo-środkowym Bangladeszu położone w del-

cie rzeki Ganges na zachodnim brzegu rzeki Barisal. Od nazwy tego miasta

wywodzi się określenie dziwnego naturalnego zjawiska, które ochrzczono mianem „armat Barisal”. Przejawia się ono w postaci rozlegających się w delcie dźwiękach przypominających dochodzące od strony morza grzmoty. Pochodzenie tych dźwięków nie zostało dotychczas dostatecznie wyjaśnione. Najbardziej rozpowszechniony pogląd mówi, że są one pochodzenia sejsmicz- nego. – Przyp. tłum.

  • 3. Charles Martel, znany jako Karol Młot (688?-741), król frankoński,

twórca potęgi Karolingów (715-741), który w roku 732 powstrzymał inwazję Maurów na Europę. Dziadek Karola Wielkiego. – Przyp. tłum.

Bibliografia

• Fehr, „Infrasound from Artificial and Natural Sources” („Infradźwięki naturalnego i sztucznego pochodzenia”), Journal of Geophysical Research, maj 1967. • V. Gavreau, „Infra-Sons”, Acustica, vol. 17, 1966. • V. Gavreau, „The Silent Sound That Kills” („Bezgłośny dźwięk, który zabija”), Science and Mathematics, styczeń 1968. • Francuskie patenty Gavreau: nr 131551 – Generator infradźwięków; nr 437460 – Generator infradźwięków; nr 1536289 – Tarcza infrasoniczna. • Mohr, „Effects of Low Frequency Noise on Man” („Efekt dźwięków o niskiej częstotliwości na człowieka”), Aerospace Medicine, wrzesień 1965.

Od wydawcy

Niniejszy artykuł został opublikowany za zgodą Borderland Sciences Rese- arch Foundation (Fundacja Nauk Pogranicza). Po raz pierwszy ukazał się (jego część) w The Journal of Borderland Research, IV kwartał 1996, i stanowi ósmy rozdział książki Gerry’ego Vassilatosa Lost Science (Utracona nauka) (ISBN 0–945685–25–4, Borderland Science Research Foundation, Inc., PO Box 220, Bayside, CA 95524, USA, telefon +1(707) 825 7733, e-mail: ‹in- fo@borderlands.com›, strona internetowa: ‹www.borderlands.com›).

LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2000

Wiele różnych schorzeń, zarówno fizycznych, jak i psychicznych, ma bezpośredni związek ze spożywaniem „czystego”, rafinowanego cukru,

Wiele różnych schorzeń, zarówno fizycznych, jak i psychicznych, ma bezpośredni związek ze spożywaniem „czystego”, rafinowanego cukru, czyli sacharozy.

William Dufty Copyright  1975 Opracowano na podstawie książki Sugar Blues wydanej przez Chilton Book Co.
William Dufty
Copyright  1975
Opracowano na podstawie książki
Sugar Blues
wydanej przez
Chilton Book Co.
Pandor, PA
USA

DLACZEGO CUKIER JEST TOKSYCZNY DLA ORGANIZMU?

W roku 1957 dr William Coda Martin próbował odpowiedzieć na pytanie:

„Kiedy żywność jest żywnością a kiedy trucizną?” Jego roboczą definicją

„trucizny” było: „Medycznie: każda substancja dostarczona ciału, strawiona lub

powstała wewnątrz ciała, która powoduje lub może powodować choroby. Fizycz-

nie: każda substancja, która hamuje aktywność katalizatorów, które są znaj-

dującymi się w organizmie w niewielkich ilościach substancjami chemicznymi lub

enzymatycznymi aktywującymi reakcje”. 1 Słownik podaje nawet szerszą definicję

„trucizny”: „aby wywrzeć szkodliwy wpływ lub aby wypaczyć funkcję”.

Dr Martin sklasyfikował cukier rafinowany jako truciznę, ponieważ jest on

pozbawiony swoich sił witalnych, witamin i substancji mineralnych. „To, co

zostaje, zawiera czyste, rafinowane węglowodany. Ciało nie może wykorzystywać

tej rafinowanej skrobi i węglowodanów, jeśli nie występują razem z nimi usunięte

białka, witaminy i substancje mineralne. Natura dostarcza tych elementów

w każdej roślinie w ilościach wystarczających do metabolizowania zawartych

w niej węglowodanów. Nie ma środków występujących w nadmiarze dla innych

dodanych węglowodanów. Niekompletny metabolizm węglowodanów powoduje

tworzenie «metabolitów toksycznych», takich jak kwas pirogronowy lub nienor-

malne cukry zawierające 5 atomów węgla. Kwas pirogronowy akumuluje się

w mózgu i systemie nerwowym a nienormalne cukry w czerwonych krwinkach

krwi. Te toksyczne metabolity zakłócają oddychanie komórek, które nie mogą

zapewnić odpowiedniej ilości tlenu dla przeżycia i normalnego funkcjonowania

organizmu. Z upływem czasu niektóre z komórek obumierają. To zakłóca

funkcje części ciała i staje się początkiem chorób degeneracyjnych”. 2

Cukier rafinowany jest szkodliwy, gdy jest spożywany przez ludzi, ponieważ

dostarcza tylko to, co żywieniowcy określają jako „puste” lub „gołe” kalorie.

Brak w nim naturalnych substancji mineralnych, które obecne są w korzeniu

buraka cukrowego. Co więcej, cukier jest gorszy od innych rzeczy, ponieważ

drenuje i wypłukuje z organizmu cenne witaminy i substancje mineralne z powo-

du wymagań procesu trawienia, detoksykacji i eliminacji, co wpływa na cały

system.

Równowaga jest tak ważna dla naszych ciał, że mamy wiele dróg, aby

zabezpieczyć się przed nagłym szokiem spowodowanym dużym spożyciem cukru.

Substancje mineralne takie jak sód (z soli), potas i magnez (z roślin) oraz wapń

(z kości) są mobilizowane i wykorzystywane w przemianie chemicznej; wy-

twarzane zostają neutralne kwasy, które próbują przywrócić równowagę kwaso-

wo-zasadową krwi do normalnego stanu.

Spożywany codziennie cukier powoduje wytworzenie ciągłego stanu nadmier-

nego zakwaszenia i konieczne staje się pobieranie coraz większej ilości pierwiast-

ków z głębi ciała w celu przywrócenia równowagi. W końcu w celu zabez-

pieczenia krwi, z kości i zębów zostaje pobrane tyle wapnia, że powstaje

próchnica i rozpoczyna się ogólne osłabienie.

Nadmierna ilość cukru ma wpływ na każdy narząd organizmu. Początkowo

jest magazynowany w wątrobie w formie glukozy (glikogenu). Ponieważ pojem-

ność wątroby jest ograniczona, dzienny pobór cukru rafinowanego (powyżej

wymaganej ilości naturalnego cukru) szybko powoduje, że wątroba rozszerza się

jak balon. Gdy wątroba jest wypełniona do swojej maksymalnej objętości,

nadmiar glikogenu powraca do krwi w formie kwasów tłuszczowych, które

zostają przeniesione do każdej części ciała i magazynowane w najmniej aktyw-

nych miejscach: na brzuchu, pośladkach, piersiach i biodrach.

Gdy te stosunkowo nieszkodliwe miejsca są całkiem wypełnione, kwasy

tłuszczowe zostają następnie rozprowadzane do aktywnych narządów, takich jak

serce i nerki. To powoduje osłabienie ich funkcji; w końcu tkanki ulegają

degeneracji i zmieniają się w tłuszcz. Organizm jako całość zostaje uszkodzony

w wyniku ich obniżonej zdolności działania i powstają zakłócenia ciśnienia krwi.

Następuje uszkodzenie parasympatycznego układu nerwo-

wego, a podlegające mu narządy, takie jak móżdżek, stają

się mało aktywne i ulegają paraliżowi (rzadko myśli się

o normalnej funkcji mózgu jako o czymś równie biologicz-

nym jak trawienie). Zostają opanowane układy krążenia

obwodowego i limfatycznego i jakość czerwonych ciałek

zaczyna się zmieniać. Występuje nadmierna ilość białych

ciałek i spowolnieniu ulega proces tworzenia tkanek. Tole-

rancja i odporność naszego ciała ulega ograniczeniu, wsku-

tek czego nie możemy odpowiednio reagować na ekstremal-

ne zakłócenia, bez względu na to, czy będzie to zimno,

ciepło, komary czy bakterie.

Nadmiar cukru wywiera silny negatywny efekt na funk-

cjonowanie mózgu. Kluczowym czynnikiem w jego prawid-

łowym działaniu jest kwas glutaminowy, żywotny składnik

znajdowany w wielu roślinach. Witaminy B odgrywają głów-

Sir Frederick Banting współodkrywca insuliny, odnoto-

wał w roku 1920 w Panamie, że wśród właścicieli plantacji

cukru, którzy jedli duże ilości produkowanego przez siebie

rafinowanego cukru panuje powszechnie cukrzyca. Nie

stwierdził jej natomiast u tubylców, którzy żuli jedynie

surową trzcinę cukrową.

Pierwsze wysiłki zmierzające do stworzenia pozytywnego

obrazu cukru podjęto w roku 1808 w Wielkiej Brytanii,

kiedy Komitet Indii Zachodnich poinformował parlament

o ufundowaniu nagrody w wysokości 25 gwinei dla każdego,

kto przedstawi najbardziej „satysfakcjonujący” eksperyment

dowodzący, że nie rafinowany cukier jest dobry do żywienia

i tuczenia bydła, krów, wieprzy i owiec. 5

Pasza dla zwierząt jest często sezonowa i zawsze droga.

Cukier był wówczas tani jak barszcz. Ludzie nie zjadali go

dostatecznie szybko.

ną rolę w podziale kwasu glutaminowego na antagonistycz-

ne-dopełniające składniki, które generują reakcje mózgu

takie jak „działanie” lub „kontrola”. Witaminy B są wy-

twarzane między innymi przez symbiotyczne bakterie, które

żyją w naszych jelitach. Kiedy spożywamy codziennie rafi-

nowany cukier, bakterie te marnieją i umierają, co powodu-

je spadek naszego zasobu witaminy B. Nadmiar cukru

powoduje senność i drastyczny spadek naszej zdolności

Oczywiście próby żywienia zwierząt gospodarskich cuk-

rem i melasą w Anglii w 1808 stały się katastrofą. Gdy

Komitet Indii Zachodnich przygotował czwarty raport skie-

rowany do parlamentu, jeden z członków parlamentu, John

Curwin, doniósł, że próbował bez powodzenia karmić cuk-

rem i melasą cielęta. Zasugerował, że może warto byłoby

spróbować dodawać cukier i melasę do odtłuszczonego

mleka. Gdyby coś z tego wyszło, handlarze cukrem z Indii

oceny i zapamiętywania.

Zachodnich z całą pewnością rozpowszechniliby to na ca-

łym świecie. Po tym niepowodzeniu w dodawaniu cukru do

CUKIER: SZKODLIWY DLA LUDZI I ZWIERZĄT

Niektórych z tych urazów doznali rozbitkowie, którzy

paszy krów poddali się.

Z nieustającym zapałem mającym na celu zwiększenie

przez dziewięć dni jedli i pili wyłą-

cznie cukier i rum. To, co mieli do

powiedzenia, przysporzyło bólu

głowy propagatorom spożywania

cukru.

Wypadek ten wydarzył się w ro-

ku 1793, kiedy rozbił się statek wio-

zący ładunek cukru. Pięciu maryna-

rzy, którzy przeżyli, a następnie zo-

stali uratowani, było przez dziewięć

dni zdanych na siebie samych. Byli

w stanie wyniszczenia spowodowa-

Nadmiar cukru wywiera silny

negatywny efekt na

funkcjonowanie mózgu ...

Nadmiar cukru powoduje

senność i drastyczny spadek

naszej zdolności oceny

i zapamiętywania.

zapotrzebowania rynku na ten naj-

ważniejszy produkt rolny Indii Za-

chodnich, działania Komitetu Za-

chodnich Indii zostały zredukowa-

ne do taktyki, która z powodzeniem

służyła propagatorom cukru przez

prawie 200 lat. Sprowadzała się ona

do rozpowszechniania nie znaczą-

cych i ewidentnie głupich ocen po-

chodzących z odległych miejsc od

niedostępnych ludzi z pewnym sta-

tusem „naukowym”. Jeden z ów-

nego głodem, nie jedząc nic innego oprócz cukru i rumu.

Zainspirowany tym wypadkiem wybitny francuski fizjo-

log F. Magendie przeprowadził szereg doświadczeń na

zwierzętach, których wyniki opublikował w roku 1816.

W eksperymentach tych karmił psy pokarmami opartymi na

cukrze lub oleju z oliwek i wodzie. Wszystkie psy uległy

wyniszczeniu i zdechły. 3

Rozbitkowie i eksperymentalne psy francuskiego fizjo-

loga dowiodły tego samego – cukier jako stała dieta jest

czesnych komentatorów nazwał ich „wynajętymi sumie-

niami”.

Komitet Parlamentarny tak bardzo popierał lokalnych

wodzirejów od cukru, że ograniczył się do zacytowania

lekarza z dalekiej Filadelfii, lidera ostatniej amerykańskiej

rebelii kolonialnej: „Jak donoszą, wielki dr Rush z Filadelfii

powiedział, że «ta sama objętość cukru zawiera więcej

substancji odżywczych niż jakakolwiek inna znana substan-

cja»”. W tym samym czasie dr Rush udowadniał, że mastur-

gorszy od braku pokarmu. Czysta woda może utrzymać cię

przy życiu przez jakiś czas, cukier i woda – zabije cię. Ludzie

(i zwierzęta) nie mogą utrzymać się przy życiu na diecie

cukrowej. 4

Zdechłe psy w laboratorium prof. Magendie uświado-

miły przemysłowi cukrowniczemu, jakim niebezpieczeńst-

wem są niezależne badania naukowe. Od tego czasu prze-

mysł cukrowniczy przeznaczył po cichu miliony dolarów na

subsydiowanie nauki. Wynajęto najbardziej znane auto-

rytety naukowe, które można było kupić za pieniądze,

w nadziei, że uda się znaleźć coś, nawet pseudonaukowego,

co pozwoliłoby oczyścić opinię o cukrze.

Mimo to udowodniono, że (1) cukier jest głównym

czynnikiem powodującym próchnicę zębów; (2) występując

w ludzkiej diecie powoduje nadwagę; (3) usunięcie go

z diety leczy objawy okaleczających, szeroko rozpowszech-

nionych chorób, takich jak cukrzyca, rak i choroby serca.

bacja jest przyczyną obłędu! Cytowanie takich wieloznacz-

nych stwierdzeń oznacza, że nie dałoby się znaleźć w Anglii

ani jednego weterynarza, który zalecałby stosowanie cukru

jako składnika pokarmowego w żywieniu krów, świń lub

owiec.

Przygotowując swoje epokowe dzieło Historia Żywienia,

opublikowane w roku 1957, prof. E.V. McCollum (Uniwer-

sytet im. Johna Hopkinsa), czołowy amerykański żywienio-

wiec i bez wątpienia pionier na tym polu, dokonał przeglądu

około 200 000 artykułów naukowych opisujących doświad-

czenia dotyczące produktów żywnościowych, ich właściwo-

ści, wykorzystania i wpływu na zwierzęta i człowieka. Zgro-

madzony materiał obejmował okres od połowy XVIII wieku

do 1940 roku. Z tej wielkiej kopalni badań naukowych

McCollum wybrał te eksperymenty, które uznał za znaczące

„w odniesieniu do historii postępu w wykrywaniu ludzkich

błędów w tym segmencie nauki [żywieniu]”. Prof. McCol-

26 NEXUS

LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2000

lum nie zanotował ani jednego kontrolowanego ekspery-

mentu naukowego z użyciem cukru w okresie od 1816 do

1940 roku.

Tak się nieszczęśliwie składa, że dzisiejsi naukowcy nie

mogą zbyt wiele dokonać bez sponsora. Protokoły nowo-

czesnej nauki zwiększyły koszty badań naukowych.

W tej sytuacji trudno być zaskoczonym, czytając we

wstępie do Historii żywienia McColluma, że „autor i wydaw-

cy są wdzięczni The Nutrition Fundation, Inc. [Fundacji ds.

Żywienia] za dotację przeznaczoną na pokrycie części kosz-

tów wydania tej książki”.

Można by zapytać, czym jest ta Fundacja ds. Żywienia,

jako że autor i wydawca nie mówią nam tego. Tak się

składa, że jest to fasadowa organizacja, za którą kryją się

niósł, że pewien biochemik z Harvardu i jego asystenci

badali przez ponad 10 lat myszy w celu ustalenia, w jaki

sposób cukier powoduje próchnicę i jak temu zapobiegać.

Badania były finansowane przez Fundację do Badań nad

Cukrem i pochłonęły 57 000 dolarów dotacji. Potrzeba było

aż 10 lat, aby odkryć, że nie ma sposobu, aby zapobiec

próchnicy powodowanej przez cukier. Gdy badacze ogłosili

swoje wyniki w Dental Association Journal, źródło finan-

sowania ich badań z miejsca wyschło. Fundacja do Badań

nad Cukrem przestała ich wspierać.

Im bardziej naukowcy rozczarowują propagatorów spo-

żywania cukru, tym bardziej muszą oni polegać na ludziach

z reklamy.

czołowi producenci żywności zawierającej duże ilości cukru,

tacy jak American Sugar Refining Company, Coca-Cola,

Pepsi-Cola, Curtis Candy Co., General Foods, General

Mills, Nestlé Co., Pet Milk Co. oraz Sunshine Biscuits

– łącznie około 45 tego typu przedsiębiorstw.

Zapewne najbardziej znaczącą rzeczą związaną z dzie-

łem McColluma było pominięcie przezeń wcześniejszej

monumentalnej pracy, którą pewien znany profesor Har-

vardu określił jako „jedną z tych epokowych prac badaw-

SACHAROZA: „CZYSTA” ENERGIA ZA NISKĄ CENĘ

Gdy w latach 1920-tych kalorie stały się ważną sprawą

  • i ludzie dowiedzieli się, jak je liczyć, propagatorzy spożywa-

nia cukru wystąpili z nowym wabikiem. Zaczęli zachwalać

fakt, że w funcie cukru (0,454 kg) jest 2 500 kalorii. Mniej

niż ćwiartka funta cukru zaspokaja 20 procent całkowitego

dziennego zapotrzebowania na kalorie.

„Jeśli mógłbyś kupić potrzebną sobie, zawartą w poży-

wieniu energię tak tanio, jak to można zrobić kupując

czych, które sprawiają, że każdy inny badacz pluje sobie

kalorie zawarte w cukrze” – powiedzieli nam – „twój roczny

w brodę, że nigdy nie pomyślał

o zrobieniu tego samego”. W latach

1930-tych dentysta-badacz z Cleve-

land w stanie Ohio, dr Weston A.

Price, podróżował po świecie – od

siedzib Eskimosów po wyspy Mo-

rza Południowego i od Afryki po

Nową Zelandię. Jego praca zatytu-

łowana Nutrition and Physical Dege-

neration: A Comparison of Primitive

and Modern Diets and Their Effects

(Żywienie i fizyczna degeneracja: po-

...

przestańmy

udawać, że

szczoteczki i pasty do zębów

są ważniejsze niż pasty do

butów i ich czyszczenie.

Przechowywane pożywienie

jest tym, co daje nam

sztuczne zęby”.

rachunek za pożywienie byłby bar-

dzo niski. Jeśli funt cukru kosztuje

7 centów, to cała potrzebna ci ener-

gia kosztowałaby rocznie poniżej 35

dolarów”.

Bardzo tani sposób na popeł-

nienie samobójstwa.

„Oczywiście nie można żyć na

żadnej tak niezrównoważonej die-

cie” – przyznali później – „ale licz-

ba ta pozwala wyobrazić sobie, jak

tani jest cukier jako zapewniający

równanie prymitywnych i współczesnych sposobów odżywiania

i ich skutków) 6 , ilustrowana setkami zdjęć, została po raz

energię pokarm. Co kiedyś było luksusem jedynie dla

wąskiej grupy uprzywilejowanych, teraz jest pożywieniem

pierwszy opublikowana w roku 1939.

najbiedniejszych”.

Dr Price uznał cały świat za swoje laboratorium. Jego

Później propagatorzy spożywania cukru reklamowali,

druzgoczący wniosek zanotowany z przerażającymi szczegó-

łami dotyczącymi każdego odwiedzanego miejsca był prosty.

Ludzie, którzy żyją w tak zwanych prymitywnych warun-

kach, mają wspaniałe zęby i wspaniały stan zdrowia ogól-

że cukier jest chemicznie czystszy od mydła Ivory, które

zawiera czystego mydła tylko 99,4 procenta, podczas gdy

cukier zawiera aż 99,9 procenta czystego cukru. „Żadne

pożywienie naszej codziennej diety nie jest czystsze” – za-

nego. Jedzą naturalne, nie rafinowane pożywienie z ich

miejscowego otoczenia. Importowanie w wyniku kontaktu

z cywilizacją rafinowanego, słodzonego pożywienia zapo-

czątkowuje fizyczną degradację w sposób, który można

wyraźnie zaobserwować w czasie jednego pokolenia.

Dawanie posłuchu propagatorom spożywania cukru wy-

nika z naszej ignorancji dotyczącej prac takich jak ta dra

Price’a. Producenci cukru nie dają jednak za wygraną

i sowicie opłacają badania naukowe, lecz laboratoria badaw-

cze nigdy nie ogłaszają niczego konkretnego, co mogłoby

być użyte przez nich do promowania cukru. Wyniki badań

są niezmiennie złymi wiadomościami.

„Pozwólmy sobie na wizytę u niedouczonego dzikusa,

pewniano nas.

Co oznacza czystość poza nie podlegającym dyskusji

faktem, że w procesie rafinowania usunięto wszystkie wita-

miny, sole mineralne, włóknik i białka. W odpowiedzi na

ten zarzut propagatorzy spożywania cukru zaproponowali

nowy punkt widzenia dotyczący czystości.

„Nie trzeba go sortować jak ziaren fasoli ani myć jak

ryżu – każde ziarenko jest identyczne z pozostałymi. Nie ma

odpadków podczas jego stosowania. Nie pozostają nieużyte-

czne kości, jak w przypadku mięsa, ani fusy jak w kawie”.

„Czysty” jest ulubionym przymiotnikiem propagatorów

spożywania cukru, ponieważ oznacza co innego dla chemi-

ków niż dla zwykłych śmiertelników. Jeśli miód jest oznako-

zastanówmy się nad jego sposobem odżywiania i bądźmy

mądrzy” – napisał profesor Harvardu Ernest Hooten

w Apes, Men and Morons (Małpy, Ludzie i Debile) 7 – „prze-

stańmy udawać, że szczoteczki i pasty do zębów są ważniej-

sze niż pasty do butów i ich czyszczenie. Przechowywane

pożywienie jest tym, co daje nam sztuczne zęby”.

Gdy badacze kąsają ręce, które ich żywią, i na światło

dzienne wypływają istotne wiadomości, powstaje niezręczna

sytuacja dla wszystkich. W roku 1958 magazyn Time do-

wany na nalepce jako czysty, oznacza to, że jest w swoim

naturalnym stanie (ukradziony pszczołom, które go zrobi-

ły), bez fałszowania sacharozą w celu zwiększenia jego ilości

  • i bez szkodliwych pozostałości chemicznych, którymi mogą

być opryskane kwiaty. Nie oznacza to, że cukier jest wolny

od składników mineralnych takich jak jod, żelazo, wapń,

fosfor lub witaminy. Proces oczyszczania trzciny cukrowej

  • i buraków cukrowych, któremu poddawane są one w rafine-

riach, jest tak efektywny, że jego końcowy produkt, cukier,

jest chemicznie czysty jak morfina lub heroina. Propagato-

rzy spożywania cukru nigdy nam nie powiedzą, jaką wartość

odżywczą przedstawia ten chemiczny ekstrakt.

Na początku I wojny światowej, propagatorzy spożywa-

nia cukru przyoblekli swoją propagandę w gotowe hasło.

„Dietetycy wiedzą od dawna, jak wysoką wartość odżywczą

posiada cukier” – pisano w przemysłowej rozprawie z lat

1920-tych. „Ale dopiero wojna spowodowała, że ta świado-

mość trafiła pod strzechy. Zawarta w cukrze energia dosię-

ga mięśni w ciągu minut – było to przydatne w wojsku jako

dawka żywieniowa podawana żołnierzom tuż przed rozpo-

częciem ataku”. Propagatorzy spożywania cukru przez lata

powtarzali do znudzenia o energetycznej mocy sacharozy,

ponieważ nie zawiera ona nic więcej. Energia kaloryczna

  • i smak tworzący nawyk, to wszystko, czym jest sacharoza.

Wszystkie inne produkty spożywcze zawierają oprócz

energii coś jeszcze. Wszystkie produkty spożywcze zawiera-

ją niektóre czynniki odżywcze, takie jak białka, węglowoda-

ny, witaminy lub składniki mineralne, albo wszystkie je

jednocześnie, natomiast sacharoza zawiera wyłącznie ener-

gię kaloryczną!

Użycie słowa „węglowodany” do opisu cukru rozmyślnie

wprowadza w błąd. Odkąd wymaga się dokładnego podawa-

nia wartości pokarmowych na opakowaniach i puszkach,

rafinowane węglowodany, takie jak cukier, są umieszczone

razem z takimi węglowodanami, które mogą lub nie mogą

być rafinowane. Szereg rodzajów węglowodanów jest doda-

wanych razem dając ogólną zawartość węglowodanów.

W rezultacie następuje ukrycie zawartości cukru przed

nieświadomym tego faktu klientem. W dużym stopniu do

tego zamieszania przyczyniają się chemicy, którzy stosują

słowo „cukier” do opisu całej grupy substancji, które są

podobne, ale nie identyczne.

Glukoza jest cukrem znajdującym się normalnie wraz

z innymi cukrami w owocach i warzywach. Jest podstawową

substancją w metabolizmie wszystkich roślin i zwierząt.

Wiele naszych podstawowych produktów żywnościowych

jest zamienianych w naszych ciałach na glukozę. Glukoza

jest zawsze obecna w naszej krwi i często zwana jest również

„cukrem krwi”.

Dekstroza, zwana również „cukrem zbożowym”, jest

wydobywana syntetycznie ze skrobi. Fruktoza jest cukrem

„Szybka” energia, która zdaniem propagatorów spoży-

wania cukru wynosi opornych żołnierzy na szczyty, jest

owocowym. Maltoza jest cukrem pochodzącym ze słodu.

Laktoza jest cukrem mlecznym. Sacharoza jest rafinowa-

rezultatem tego, że rafinowana sa-

charoza nie jest trawiona w ustach

lub w żołądku, ale przechodzi bez-

pośrednio do niższej części jelit

  • i stamtąd do krwioobiegu. Nadzwy-

czajna szybkość, z jaką sacharoza

przenika do krwi, przynosi więcej

szkód niż pożytku.

Wiele zamieszania dotyczącego

rafinowanego cukru powoduje

wśród opinii publicznej język. Cuk-

ry są sklasyfikowane przez chemi-