You are on page 1of 11

26.07.

2015

Strona główna

Osobowość (o)pisana w listach ­ Polisemia – czasopismo naukowe

Numery czasopisma

Call for papers

Wymogi edytorskie

Redakcja

ISSN 
2082­3053

Stanisław Ignacy Witkiewicz.
Osobowość (o)pisana w listach.
Na podstawie Listów do żony z 1927 roku
 

Olga Szmidt
 
Błagam Cię, zgódź się na mnie takiego, jakim jestem, i nie bierz na smycz.
Drugiego nie znajdziesz takiego ­ to nie ma co. Strasznie mi źle. (22 VI 1927)
Okropnie się wprost czuję ­ nikt nie wyobraża sobie,
 jak tragicznie przedstawia się moje wnętrze. (19 VII 1927)
Walczę z nudą metafizycznego rzędu, bo mi wszystko zbrzydło. (3 VIII 1927)
Tracę poczucie tego, kim jestem. (7 VIII 1927)

 
Wokół  Stanisława  Ignacego  Witkiewicza  (Witkacego),  zarówno  za  życia,  jak  i  (a  może
szczególnie)  po  śmierci,  narosła  niebywała  ilość  legend.  Niekończące  się  wysiłki  badaczy,  aby
zapobiec  rozpowszechnianiu  się  tzw.  „czarnej  legendy  Witkacego”  były  tyle  istotne,  co
nieskuteczne.  Powstała  nawet  osobna  książka,  która  z  tego  problemu  uczyniła  swój  temat[1].
Ostateczną odpowiedź, na pytanie o Witkacego­człowieka, miała dać publikacja prywatnych listów,
które  pisał  przez  całe  życie  do  żony[2].  Listy  do  żony  są  najpełniejszym  zapisem  (czy  też
pisaniem  –  ten  problem  chciałabym  rozważyć  w  swojej  pracy)  osobowości  Witkacego.  Anna

Numer 1/2010 (1) – Literatura
jako sposób konstruowania
tożsamości
Numer 2/2010 (2) –
Polityczność literatury (I –
Literatura obca i teoria)
Numer 3/2010 (3) –
Polityczność literatury (II –
Literatura polska)
Numer 4/2010 (4) – Strategie
awangardowe w poezji
Numer 1/2011 (5) – Literatura
popularna, masowa i
drugorzędna
Numer 2/2011 (6) –
Wielokulturowość, etniczność i
narodowość w literaturze
Numer 3/2011 (7) – Gdzie jest
postmodernizm? (I)
Numer 1/2012 (8) – Gdzie jest
postmodernizm? (II)
Numer 2/2012 (9) – Filozofia
literatury, filozofia w literaturze
Numer 1/2013 (10) –
Materialność
Numer 2/2013 (11) – Strategie
krytyczne, kategoria gry
Numer 1/2014 (12) – Kultura
literacka, kultura audiowizualna
Numer 2/2014 (13) –
Transgraniczność
0

Micińska o Listach… pisze:
Jest  bowiem  zdumiewające  jak  bardzo  Witkacy  w  tej  korespondencji  jest  szczery,  jak  bardzo  i  do  końca  wobec  żony
otwarty.  (…)  objawia  się  oto  czytelnikowi  tych  listów  Witkacy  nie  tyle  w  pantoflach,  co  obnażony,  nie  w  sensie
ekshibicjonistycznym zresztą, lecz po prostu najbardziej intymnym[3].

Posiadamy  zatem  bezcenne  materiały,  które  pozwalają  przyjrzeć  się  bliżej  jednej  z  najbardziej
fascynujących osobowości początku XX wieku. Mimo iż wydawałoby się, że właśnie prywatne listy
mogą ukazać ostateczną prawdę o Witkacym, grzebiąc tym samym dalsze rozważania, efekt jest
dokładnie przeciwny. Okazało się, że nie dość, że ostatecznej wersji nie sposób ustalić, to jeszcze
znaczna część listów zaginęła albo celowo została zniszczona[4]. Wskutek lektury listów pojawiają
się  kolejne  pytania  i  problemy,  które  uwzględniają  Witkacego  w  badaniach  już  nie  tylko
literaturoznawczych  czy  teatrologicznych,  ale  psychologicznych,  antropologicznych  czy  społeczno­
kulturowych. Bezzasadne wydaje się już bowiem pytanie, czy Witkacy był „wariatem z Krupówek”,
czy poważnym filozofem, teoretykiem i artystą, ale jak obie te role funkcjonowały i dlaczego było
ich  tak  wiele?  Zamiast  rozważania  autentyczności  wyznań  w  listach,  warto  postawić  pytanie,  jak
Witkacy się w nich k r e ow ał ? A wreszcie można zastanowić się, jakie miejsce w tym niezwykłym
życiu zajmowali bliscy?
Te i inne problemy będę próbowała rozważyć w swojej pracy, opierając się wyłącznie na Listach…
z 1927 roku. Selekcja była koniecznością – analiza wszystkich listów (1278!) nie byłaby możliwa.
Rok 1927 wybrałam z dwóch podstawowych powodów. Po pierwsze – był to czas wzmożonej pracy

http://www.polisemia.com.pl/numery­czasopisma/numer­1­2010­1/osobowosc­o­pisana­w­listach

1/11

26.07.2015

Osobowość (o)pisana w listach ­ Polisemia – czasopismo naukowe

twórczej  Witkacego:  publikacja  Pożegnania  jesieni,  pisanie  Nienasycenia,  początek  działalności
krytycznej  na  większą  niż  dotychczas  skalę,  działalność  w  ramach  Firmy  Portretowej  „S.I.
Witkiewicz”,  retrospektywna  wystawa  w  Warszawie  i  teatralna  realizacja  jego  dramatu[5].  Po
drugie,  może  nawet  ważniejsze,  jest  to  rok  wielkiego  k r y zy s u  osobistego  twórcy,  który  nie
pozostał bez wpływu na epistolografię tego okresu. Już ta wstępna selekcja sprawia, że większym
zainteresowaniem darzyć będę problemy autokreacji, autoterapii czy „Ja” twórcy, mniejszym zaś
innowacyjność językową czy gry z konwencją listu[6].
Kreacja (z łac. creare) to tworzenie, ustanawianie, stwarzanie, wybieranie[7], czyli bez wątpienia
aktywności  przypisane  jednostce  twórczej,  co  więcej  takiej,  która  odczuwa  potrzebę  określenia
własnych  cech,  miejsca  w  społeczeństwie,  roli  społecznej  czy  artystycznej.  Witkacy  był  bardzo
skupiony  na  sobie,  na  potrzebie  wyrazistego  zaznaczenia  swojej  osobowości,  ale  również
określenia  jej  w  jak  najbardziej  precyzyjny  sposób.  W  listach  do  żony  widoczne  jest  nieustanne
poszukiwanie  odpowiedniej  formy  czy  jakości,  w  której  mógłby  zrealizować  się  możliwie  jak
najpełniej. Andrzej Zawadzki w tekście na temat podmiotu literackiego tak pisze o podmiotowości
nowoczesnej:
Pozbawiona oparcia w uniwersalnych, ponadindywidualnych modelach „ja”, na których mogłaby się bezpiecznie wzorować,
zmuszona  jest  do  podjęcia  ciężaru  swej  jednostkowości  i  niepowtarzalności,  do  ponawiania  nieustannie  wysiłku
au t okr eac j i . (podkr. – O.S.)[8]

To rozpoznanie wydaje się idealnie opisywać sytuację, którą Witkacy opisuje w listach. Jednostka
wybitnie indywidualna (a może wręcz solipsystyczna), jaką bez wątpienia był Witkacy, nie może i
nie  chce  przyjmować  gotowych  wzorców  wypracowanych  w  tradycji.  Z  jednej  strony  są  one
niewystarczające  do  wyrażenia  skomplikowanej  osobowości,  która  nie  daje  się  zamknąć  w
uniwersalizujących modelach, z drugiej zaś „produkty kulturowe” skutecznie hamują kreatywność
człowieka.  Niekonieczna  jest  wtedy  jego  aktywność  samozwrotna,  nie  powstają  warunki
sprzyjające stwarzaniu siebie, a co za tym idzie wykorzystywaniu indywidualnej energii twórczej i
ciągłemu  poszukiwaniu  nowych  środków  wyrazu,  które  byłyby  odpowiednie  dla  osobowości
twórcy.  Witkacy  nieustannie  zmienia  się  pod  wpływem  wielu,  bardzo  różnorodnych  czynników.
Często  pozornie  mało  istotne  sprawy  stają  się  impulsem  do  podjęcia  decyzji  o  wprowadzeniu
wielkich zmian w życiu. Pisze na przykład:
Jestem potwornie nieszczęśliwy. (…) Trzeba zrobić eksperyment tego ż yc i a  n a  n ow yc h   p od s t aw ac h , bo teoretycznie
do  niczego  nie  dojdziemy.  (…)  Ja  muszę  strasznie  p r ac ow ać   n ad   s ob ą,  aby  się  podnieść  z  „otchłani”,  w  którą  się
stoczyłem – jestem zupełnie zniechęcony do życia. (podkr. – O.S.)[9]

Witkacy nieustannie zmaga się z ciężarem swojej skomplikowanej osobowości, nigdy nie daje za
wygraną,  nie  poddaje  się  w  obliczu  doznawanych  porażek.  Jego  życie  to  nieprzerwane
doskonalenie się na wszystkich polach, tak jak to sam ujął – nieustanna „praca nad sobą”. Jest to
bardzo  widoczne  w  relacjach  z  bliskimi  (szczególnie  z  żoną),  które  stara  się  doprowadzić  do  jak
najlepszego stanu. Nie pozwala jednak w żadnym stopniu ingerować w swoje decyzje, pisze tak:
I  to,  że  Cię  kocham,  jest  z aw s z e  prawdą,  tylko  nienawidzę  Cię  wtedy,  jeśli  stajesz  się  dla  mnie  symbolem  wyrzeczenia
się. Ja się sam mogę wyrzekać dla własnej doskonałości, ale nie mogę tego robić dla kogoś, bo go wtedy nienawidzę[10].

Witkacy  bardzo  dobitnie  daje  do  zrozumienia,  że  zmiany  w  swoim  życiu  wprowadza  wyłącznie  z
własnej  woli,  w  wyniku  własnych  przemyśleń  i  decyzji.  I  tak,  jak  nie  mieścił  się  w  żadnym
modelu,  który  proponowała  mu  kultura,  tak  nie  potrafił  zgodzić  się  na  narzuconą  mu,  choćby
przez  najbliższą  osobę,  formę  kształtowania  siebie.  I  jak  widać  nie  o  konkretne  zmiany  czy
propozycje chodziło, lecz o sam fakt narzucenia ich z zewnątrz.
Wielokrotnie  wskazywana  przez  badaczy  swoista  asceza  Witkacego  miała  prowadzić  do
zagłębienia  mitycznej  Tajemnicy  i  uzyskania  większej  samoświadomości[11].  Ciekawe  jest
jednak,  czy  Witkacy  deklaracje  w  listach  (cykliczne  rozpoczynanie  Nowego  Życia  Na  Wielką
Skalę)  traktował  jako  opis  działań,  które  podjął  lub  podejmuje,  czy  też  traktuje  je  jako
performatywy, a więc przyjmuje, że jeżeli deklaruje rozpoczęcie nowego życia, ono rzeczywiście
takim  się  stanie?  Co  więcej,  Ryszard  Nycz,  referując  stanowisko  Johna  Austina  dotyczące  aktów
performatywnych, w Tekstowym świecie pisze:
Jak  wiadomo,  Austin  rozpoczyna  swe  dociekania  od  rozróżnienia  dwóch  klas  wypowiedzi:  konstatywów,  czyli  zwykłych
wypowiedzi, które mogą być prawdziwe bądź fałszywe, oraz performatywów (…), które nie podpadają pod to kryterium, a
wypowiadanie  jest  tu  zarazem  wykonywaniem  tego,  o  czym  mowa.  Kryterium  prawdy/fałszu  wskazuje  na  relację,  która
zawsze  obowiązuje;  kryterium  stosowności/niestosowności,  któremu  podlegają  performatywy,  ma  natomiast  charakter
społecznej  konwencji,  zinstytucjonalizowanego  uznania  –  zmienić  się  może  zatem  wraz  ze  zmianą  warunków
wypowiedzi[12].

Jeżeli  zatem  uznać  wypowiedzi  Witkacego  dotyczące  radykalnych  zmian,  które  wprowadza  w
życie,  za  wypowiedzi  performatywne,  odsuniemy  zagrożenie,  które  powstaje,  gdy  spróbujemy
określić ich prawdziwość. Nie sposób bowiem stwierdzić, czy Witkacy cynicznie manipulował żoną,
czy  też  istotnie  życie  zmieniał,  choćby  we  własnym  przekonaniu.  Z  jednej  strony  zakłada  się,  że
istnieje wiele czynników warunkujących skuteczność, ale także możliwość, aktu performatywnego

http://www.polisemia.com.pl/numery­czasopisma/numer­1­2010­1/osobowosc­o­pisana­w­listach

2/11

26.07.2015

Osobowość (o)pisana w listach ­ Polisemia – czasopismo naukowe

(jak choćby rytuał chrztu, mianowania), z drugiej zaś zdania etyczne czy też egzystencjalne także
uznaje  się  za  performatywy[13].  Przekonania  Witkacego  nie  dość,  że  są  bezsprzecznie
egzystencjalne,  to  wydaje  się  także,  że  znaczenie  społecznej  konwencji,  którą  podkreśla  Austin,
jest  w  tym  przypadku  wyjątkowo  duże.  Odnosząc  się  do  „projektu”  Witkacego  nieco  bardziej
krytycznie,  należało  by  zapytać:  czy  Witkacy  obwieszczając  (bo  w  takim  to  przecież  było
utrzymane tonie) początek Nowego Życia miał przekonanie, że nie jest to deklaracja wiążąca? Na
pewno  w  pewnym  sensie  tak  było.  Warto  zauważyć,  że,  poza  rzucaniem  palenia  i  picia,  nie
podejmuje  właściwie  żadnych  kroków,  które  miałyby  wprowadzić  jakiekolwiek  większe  zmiany.
Także brak akceptacji – szczególnie dla preferowanego przez niego stylu życia – ze strony żony, z
którą  żyje  w  separacji  już  dwa  lata[14],  mógł  skłaniać  go  do  podejmowania  takich  niewiążących
zobowiązań.  Żona  nie  brała  zbyt  poważnie  deklaracji  „swojego  Stasia”,  do  których  podchodziła
(jak  można  się  zorientować  po  reakcjach  męża)  z  daleko  posuniętą  ostrożnością.  Witkacy  mając
świadomość,  że  nie  będzie  musiał  nigdy  odpowiadać  za  niespełnienie  obietnic,  mógł  swobodnie
„życzyć sobie” Nowego Życia. Warto tu przywołać słynny tekst Paula de Mana:
Zakładamy,  że  życie  rodzi  autobiografię,  tak  jak  jakiś  czyn  rodzi  skutki;  czyż  nie  możemy  przyjąć,  jako  równie
uzasadnionego, założenia, że przedsięwzięcie autobiograficzne może samo tworzyć życie, decydować o nim, i że wszystko,
co  autor  czyni,  podyktowane  jest  technicznymi  wymogami  portretowania  samego  siebie,  a  zatem  że  określają  to  –  we
wszystkich aspektach – możliwości obranego przezeń środka wypowiedzi[15]?

Czy można by zatem przyjąć, że Witkacy podejmował próby zmienienia swojego życia, aby móc o
tym  opowiedzieć?  Wydaje  się  to  prawdopodobne  z  kilku  co  najmniej  powodów.  Listopisanie
Witkacego  nie  mogło  obyć  się  bez  pewnej  stałej  dynamiki,  zarówno  opisywanych  zdarzeń,  jak  i
emocji.  Jego  portret,  jakkolwiek  pełny  sprzeczności,  wydaje  się  być  dokładnie  przemyślany  i,  co
można  zauważyć  również  w  innych  świadectwach  biograficznych,  konsekwentny.  Warto  się
zastanowić  także,  czy  ta  niebywała  stałość  eskalacji  uczuć  (Witkacy  wydawał  się  odczuwać,  a
może  opisywać,  wyłącznie  skrajne  emocje)  nie  była  podyktowana  koniecznością  spełnienia
zamysłu  autobiograficznego,  a  co  za  tym  idzie,  czy  jego  emocjonalność  nie  funkcjonowała  w
ścisłej  zależności  z  opow i adani e m   s i e bi e   w  listach.  Deklaracje  Witkacego  mają  też  cechy
autoterapeutyczne  z  wielu  powodów.  Po  pierwsze  –  Witkacy  niewątpliwie  czuł  się  lepiej  wiedząc
(wiedząc, że ktoś wie?), że zaczyna nowy rozdział w życiu[16], po drugie – zyskiwał nadzieję na
lepsze stosunki z żoną, a po trzecie wreszcie – miał poczucie zerwania z dotychczasowym życiem,
co  pozwalało  mu  na  tworzenie  nowego  planu  działania,  bynajmniej  nie  tylko  na  polu
artystycznym.
Ryszard  Nycz  w  swoich  rozpoznaniach  na  temat  literackich  wypowiedzi  autobiograficznych
wskazuje:
Tekstualizacja  nadaje  bowiem  sens  rozproszonej  całości  życiowych  działań,  narzucając  selekcję  i  uporządkowanie,  które
maskuje  i  zniekształca  źródłową  „bosość”  jednostki.  (…)  Nawet  najprostsze  konwencje  autobiograficznego  pisarstwa
zawierają  rodzaj  swoistych  scenariuszy,  pozwalających  wydarzenia  codziennego  życia  zespolić  w  sieć  powiązań
skupionych wokół ja, działającego mniej czy bardziej celowo[17].

Czy  zatem  epistolografię  Witkacego,  której  przecież  nie  porzucił  do  ostatnich  dni  życia,  można
uznać  za  próby  s c al e ni a  os obow oś c i ,  uzyskania  jednolitego  sensu,  który  musiał  być  opisany,
aby  zaistnieć?  A  może  musiał  mieć  poczucie  ciągłego  rozwoju,  świadomość  głębokiego  sensu
życia,  którego  zwieńczeniem  będzie  odkrycie  Tajemnicy  Istnienia?  Życie  jako  summa
rozproszonych  zdarzeń  i  sensów  nie  było  przez  Witkacego  w  żadnym  razie  pożądane.  Kiedy
wielokrotnie  pisze,  że  jest  rozbity[18],  bez  wątpienia  nie  czyni  z  tego  inspiracji,  przeciwnie  –
ciągle  walczy  o  jedność,  która  ma  mu  dać  pełnię  satysfakcji[19].  Andrzej  Zawadzki  w  swoich
dalszych rozważaniach o podmiocie pisze:
Poznanie  siebie  nie  dokonuje  się  w  procesie  biernej  kontemplacji,  obserwacji  tego,  co  w  podmiocie  dane.  Jest  natomiast
interpretacją, wykładaniem. (…) Poznanie to dokonuje się w procesie nieustannej au t okr eac j i  – konstruując swój świat,
rzeczywistość, podmiot k o n s t r u u j e tym samym siebie. (podkr. – O.S.)[20]

Trudno  znaleźć  lepszy  przykład  ciągle  aktywnego  podmiotu,  który  nieprzerwanie  zmienia,
reorganizuje  i  analizuje  swoją  osobowość  i  rzeczywistość  –  Witkacy  prowadzi  zabójczo  wręcz
aktywne  życie,  nie  tylko  na  polu  towarzyskim  czy  artystycznym.  Wkłada  wiele  energii  w
eksperymentalne badania nad skutkami działania narkotyków, bada ludzką kondycję opierając się
na  najnowszych  osiągnięciach  psychoanalizy,  czego  owocem  jest  książka  Narkotyki.  Niemyte
dusze.  Filozofia  pasjonuje  go  całe  życie,  ją  też  uważa  za  najważniejszą  –  i  jedyną  poważną  –
spośród  dziedzin,  którymi  się  zajmuje.  Pisze  Pojęcia  i  twierdzenia  implikowane  przez  pojęcie
Istnienia, opracowuje własne teorie, które prezentuje w mniejszych pracach. Również jego utwory
literackie,  z  czego  często  czyniono  zarzut,  przepełnione  są  refleksjami  filozoficznymi.  To
uzmysławia,  jak  istotna  dla  Witkacego  była  szeroko  zakrojona  refleksja  nad  człowiekiem,  jego
kondycją  i  przyszłością.  Wszystko  to  wydaje  się  implikować  refleksję  nad  samym  sobą  albo
odwrotnie[21] – namysł nad sobą jest przyczynkiem do rozważań nad kondycją ludzkości. Witkacy
ciągle interpretuje swoje działania, wypowiedzi poddaje analizom, krytyczne zdania na swój temat
traktuje z przesadną wręcz podejrzliwością. Sytuację europejskiej cywilizacji rozważa niemal jak

http://www.polisemia.com.pl/numery­czasopisma/numer­1­2010­1/osobowosc­o­pisana­w­listach

3/11

26.07.2015

Osobowość (o)pisana w listach ­ Polisemia – czasopismo naukowe

osobiste problemy, co świadczyć może bez wątpienia o mimowolnym zaangażowaniu społecznym.
Wróżąc upadek kultury i mechanizację społeczeństwa, Witkacy między wierszami opowiadał też o
swoich  osobistych  lękach.  Nie  wyobrażał  sobie  miejsca  dla  siebie  w  takim  społeczeństwie,  starał
się zatem, na wszelkie dostępne mu sposoby, zapobiec temu, co z wieszczą powagą przewidywał i
głosił.
Witkacy był ciągle niepewny swoich uczuć, domagał się ciągle jasnych deklaracji miłości od żony.
Nieustannie miał poczucie r ozdar c i a,  które  jednak  można  uznać  za  znamię  epoki,  w  której  żył,
za  jeden  z  objawów,  mówiąc  po  Heglowsku,  ducha  czasu.  Gdyby  jego  osobowość  dawała  się
opanować  i  ująć  w  ramy  proponowane  przez  kulturę,  nie  odczuwałby  takiego  bólu,  który
wywoływały wszelkie ambiwalencje:
Przeciąganie struny musi mnie doprowadzić do bzika, bo ja w s p r z ec z n oś c i  uczuć żyć stale nie mogę. (podkr. – O.S.)
[22]

Widać  zatem  wyraźnie,  że  ani  rozbicie,  ani  niepewność  na  jakimkolwiek  polu  nie  były  przez
Witkacego stanami pożądanymi. Życie bez solidnych podstaw traciło dla niego sens. Gdy czuł się
niepewny  i  tracił  punkt  odniesienia,  wpadał  w  rozpacz.  Jego  katastrofizm  można  także  w  ten
sposób odczytywać: jako lęk przed światem bez fundamentów[23].  Kierkegaardowska  „rozpacz  z
powodu bycia sobą i w stosunku do siebie”[24] jest rozpoznaniem, które jest bardzo uzasadnione
w  odniesieniu  do  stanu  Witkacego,  który  nie  godzi  się  na  własną,  frustrującą,  niedoskonałość,  i
robi  wszystko,  żeby  „przekroczyć  siebie”.  Jeżeli  dopowiedzieć,  że  stosunek  do  społeczeństwa,
nawet mu najbliższego, był w jego przypadku, co najmniej ambiwalentny, bo z jednej strony był
człowiekiem bardzo zaangażowanym w życie towarzyskie, z drugiej zaś wielokrotnie pisał:
Ludzie są okropne bydlęta. Izoluję się coraz bardziej. Czeka mnie nędza, choroba i śmierć. Nic więcej[26].

to  okaże  się,  że  uzyskujemy  niebywale  skomplikowany  obraz  osobowości  człowieka,  który,
upraszczając  znacznie,  był  jednocześnie  rozbity  w  bardzo  nowoczesnym  znaczeniu  kryzysu
podmiotu[27]  i  zarazem  dążył  do  uzyskania  pozycji  artysty,  która  przypisana  jest  tradycji
romantycznej.
Pojawia  się  też  pytanie,  bodaj  najważniejsze  w  kontekście  tej  niezwykłej  epistolografii,  czy
Witkacy  opi s y w ał   swoją  osobowość,  a  więc  swoje  zwyczaje,  refleksje,  teorie  i  plany,  czy  też
pi s ał   j ą,  a  więc  nadawał  jej  kształt  dopiero  w  akcie  pisania?  Jak  wskazywał  Ryszard  Nycz,
tekstualizacja  musi  zawierać  selekcję  i  uporządkowanie,  co  prowadzi  w  sposób  oczywisty  do
usunięcia  jednych  elementów,  a  tym  samym  marginalizowania  ich  znaczenia  już  na  etapie
wyborów,  i  wprowadzenia  innych,  które  podczas  opisywania  (w  choćby  najbardziej  realistyczny
sposób)  są  już  ich  interpretacją.  Kiedy  Witkacy  odtwarza  wybrane  fragmenty  codzienności,
przedstawia  swoje  refleksje  na  wszelkie  tematy  w  bardzo  emocjonalny  sposób  i  zwierza  się  z
najbardziej  intymnych  spraw,  tworzy,  a  więc  (nomen  omen)  kreuje  swój  obraz  tak,  aby  mu
odpowiadał  w  możliwie  największym  stopniu  i  oddawał  pożądany  sens.  Nawet  w  sytuacjach,  gdy
opisuje  „orgie  i  papojki”,  których  żona  nie  toleruje,  w  pewnym  sensie  zabezpiecza  sens,
natychmiast  interpretując  zdarzenia,  wprowadzając  oceny  innych  osób,  itd.,  tak,  aby  nie
pozostawić  jej  miejsca  na  własne  wnioski.  Anna  Micińska  listy  Witkacego  nazwała
„autobiograficzną powieścią psychologiczną”[28], czy zatem w tym kontekście można mówić o ich
celowym ukształtowaniu tak, aby całość była interpretowalna w ramach, które wytyczył ich autor?
Wydaje  się,  że  i  to  nie  jest  wykluczone.  Zgodnie  z  tym,  co  pisze  również  Ryszard  Nycz,  Witkacy
realizuje konkretne, jakkolwiek w jego przypadku zmodyfikowane i przystosowane do osobowości,
scenariusze przewidziane w kulturze i społeczeństwie. Wydaje się, że najtrafniej w odniesieniu do
Witkacego rozpoznaje ten problem Maria Anna Potocka:
Witkacy  wyczuwał  w  sobie  przeróżne  napięcia,  od  najbardziej  biologicznych  do  najbardziej  spirytualnych.  I  tym
wszystkim  napięciom  próbował  stworzyć  adekwatne  pola  uwolnienia,  realizacji  i  rozwoju.  (…)  wyzwolił  zwierzę
biologiczne, człowieka pojedynczego, człowieka niespołecznego (…) człowieka literackiego i w końcu człowieka zderzonego
z bezsensem[29].

Co  istotne,  żadna  z  tych  ról  nie  mogła  stać  w  sprzeczności  z  pozostałymi,  miały  się  uzupełniać  i
wzajemnie komentować, może nawet interpretować. Kiedy Witkacy stwierdza, że Czysta Forma w
malarstwie  się  wyczerpała  –  porzuca  ją,  przerywa  też  na  kilka  lat  pisanie  dramatów  (powodów
możemy  się  domyślać).  Zaraz  po  zakończeniu  Pożegnania  jesieni,  pisze  bardzo  podobne
konstrukcyjnie Nienasycenie.  Wszystko  to  jest  potwierdzeniem  przekonania,  że  Witkacy  z  jednej
strony  dąży  za  wszelką  cenę  do  doskonałości[30],  z  drugiej  zaś  nie  pozwala  się  zamknąć  w
sztywnym modelu, choćby nawet artysty. Nie stoi to rzecz jasna w opozycji do doskonalenia się –
przeciwnie: wydaje się, że może się wręcz wzajemnie warunkować.
Wielomedialność,  ale  też  wyzwolenie  od  rygorów  wyznaczanych  przez  twórczość  oficjalną
(świadomie  pomijam  tu,  eufemistycznie  rzecz  ujmując,  niesubordynację  Witkacego  w  tym
zakresie),  jakie  dawało  mu  pisanie  prywatnych  listów  czy  fotografowanie  (także  wyłącznie  dla
celów  prywatnych),  wydaje  się  być  symptomem,  co  najmniej  dwóch  istotnych  procesów.  Po

http://www.polisemia.com.pl/numery­czasopisma/numer­1­2010­1/osobowosc­o­pisana­w­listach

4/11

26.07.2015

Osobowość (o)pisana w listach ­ Polisemia – czasopismo naukowe

pierwsze  jest  to  poczucie  niewystarczalności  żadnego  z  dostępnych  mediów,  żadnej  roli
społecznej, ale też żadnej kreacji. Żadnej nie uznawał za doskonałą czy choćby satysfakcjonującą,
a  to  skłaniało  go  z  kolei  do  ciągłego  podejmowania,  jak  pisał  Andrzej  Zawadzki,  wysiłku
autokreacji. A po drugie, i tu znów odwołam się do tekstu Marii Potockiej:
W spuściźnie Witkacego nie można wskazać ani jednego arcydzieła, a mimo to nad całością unosi się aura genialności. Jej
nośnik musi istnieć gdzieś poza, a raczej pomiędzy dziełami. Istnieje w przemyconej poprzez nie osobowości. (…) Twórca
osobowości  nie  dba  o  jakość  dzieł,  ponieważ  nie  są  one  celem.  Dziełem  docelowym  jest  opanowanie  życia,
przemodelowanie i usprawnienie jego uwarunkowań pod kątem własnej, niepokornej osobowości.[31]

Witkacy odczuwał prawdopodobnie potrzebę uobecnienia się w każdym dziele, w każdym „okruchu
rzeczywistości”  dawał  świadectwo  swojej  obecności.  Jego  osobowość  mogła  się  uwidocznić  pod
warunkiem  właśnie  ciągłej  kreacji,  która  w  przypadku  artysty  najdoskonalej  realizuje  się  w
sztuce, listach czy nawet spotkaniach towarzyskich.
Ważne  jest  także  to,  że  Witkacy  podejmuje  ciągłe  próby  s am ook r e ś l e ni a,  które  chce  osiągnąć
poprzez  nieustające  autorefleksje,  które  odsuwa  tylko  wtedy,  gdy  stają  się  nieznośne,  nie
przynoszą pożądanych efektów i stają się niemożliwe do twórczego spożytkowania, towarzyszące
rozpoznaniom swoich stanów emocjonalnych i nastrojów. W jednym z listów pisze:
Ale  jeśli  długi  czas  pozostawisz  mnie  w  rozpaczy  samego,  to  nie  wiem,  do  jakich  t r an s f or mac j i   stanę  się  zdolny  i  co
zrobię. (…) T r ac ę  p oc z u c i e  t eg o,   ki m  j es t em. Dążę do zapełnienia czasu, bo gdy się zastanawiam nad wszystkim,
to rzuca się na mnie kręciek. Chciałbym przy następnym widzeniu się przedstawić Ci się jako całkiem kto inny. (podkr. –
O.S.)[32]

Te  wielkie  potrzeby  określenia  siebie  wobec  innych  i  stworzenia  jasnego  przekazu  były  dla
Witkacego  zarówno  inspirujące,  jak  i  frustrujące.  Kiedy  nie  mógł  spełnić  wymagań,  które  sam
przed  sobą  postawił  –  był  na  skraju  rozpaczy,  kiedy  ze  swoją  rozpaczą  zostawał  sam  –  popadał
niemal  w  szaleństwo.  Ta  niebywała  potrzeba  jedności  osobowości  (może  także  to  miał  na  myśli
pisząc  o  „jedności  w  wielości”?),  ale  też  zdolność  do  niemal  każdej  zmiany  wewnętrznej  czy  też
zewnętrznej[33],  świadczą  o  tym,  jak  ważny  był  dla  niego  własny  wizerunek,  zarówno  ten
widoczny  dla  innych,  jak  i  tworzony  dla  samego  siebie.  Zdolność  do  transformacji  dowodzi  także
pewnego  zatarcia  granic  tożsamości,  gdzie  podmiot  jest  jednocześnie  transgresyjny  i
transwersalny[34],  co  daje  mu  szerokie  pole  autorefleksji  i  nieograniczone  możliwości
autokreacji.  Niesie  za  sobą  jednak  problem  rozbicia,  niepewności  i  ciągły  wymóg  twórczej  pracy
„Ja”.
Witkacy  obserwował  siebie,  malował  autoportrety,  robił  sobie  zdjęcia,  portretował  siebie  w
utworach  literackich[35],  a  co  mnie  w  tym  momencie  najbardziej  interesuje  –  ze  swojej
osobowości  uczynił  główny  temat  listów  do  żony.  Nie  sposób  powiedzieć,  czy  Witkacy  był
autentyczny,  czy  kreacja  jest  dla  niego  satysfakcjonująca,  gdy  ujawnia  pewne  cechy  jego
osobowości,  czy  gdy  je  tworzy.  Czy  jakaś  kreacja  była  dla  niego  w  jakimś  stopniu
satysfakcjonująca i to ją poddawał ciągłym transformacją (tu należałoby wskazać prawdopodobnie
na  narodzenie  Witkacego  jako  projektu  Stanisława  Ignacego  Witkiewicza),  czy  też  istniał  w
pewnym  sensie  pomiędzy  tymi  kreacjami,  tak  jak  pomiędzy  minami  uwiecznionymi  na
fotografiach?  Wydaje  się,  że  druga  propozycja,  jakkolwiek  trudniejsza  do  obronienia,  daje  nieco
bardziej adekwatny opis dynamicznej osobowości Witkacego.
Niemożność  samookreślenia  czy  porażające  spostrzeżenie,  że  „traci  się  poczucie  tego,  kim  się
jest”  były  dla  niego  druzgocącymi  przeżyciami.  Nijakość  i  trwanie  w  martwym  punkcie  były  dla
niego  całkowicie  nie  do  przyjęcia,  zawsze  wtedy  rozważał  możliwość  popełnienia  samobójstwa,
która  jak  pisze  Anna  Maria  Potocka,  było  dla  niego  „wentylem  bezpieczeństwa”[36],
zapewniającym ciągle wysoką jakość projektu „Witkacy”. I tak w liście pisze:
Nie  mam  co  pisać,  bo  całą  siłę  zużywam  na  op an ow an i e  s i eb i e.  Wczoraj  miałem  napad  met[afizycznej]  nudy  tak
strasznej, że mógłbym się zabić – ale nie chciałem. (podkr. – O.S.)[37]

Gdy stwierdzał, że znajduje się właśnie w takim punkcie, robił wszystko, bardzo często z przesadą
i  zachowaniem  na  granicy  obłędu,  żeby  odzyskać  „bosość”,  istotę  siebie,  a  więc  tę  pożądaną  i
akceptowalną kreację. Maria Potocka tak charakteryzuje sytuację Witkacego:
(…)  nieustanne  dążenie  do  doskonałości  (według  przepisu  własnego)  i  ciągła,  zaskakująca  w  swej  radykalności  walka  o
samego siebie. Od tego momentu uprawniona stała się jedynie kreacja[38].

Może  się  wręcz  wydawać,  że  problemem  dla  Witkacego  były  jego  własne  wyobrażenia  na  swój
temat,  a  w  konsekwencji  niemożność  sprostania  im.  Całe  życie  męczył  i  wypróbowywał  siebie  i
innych,  badał  granice  ludzkiej  wytrzymałości,  a  wszystko  po  to,  aby  dowiedzieć  się  o  sobie  jak
najwięcej. Tak daleko poprowadzone eksperymenty z „Ja” nie mogą być dysfunkcjonalne. Wydaje
się,  że  Witkacy  oczekiwał  od  siebie,  że  uda  mu  się  odsłonić  Tajemnicę  Istnienia  (której
poszukiwaniom podporządkował całą swoją twórczość) w sobie samym. Doprowadzając wszystko
do najbardziej skrajnych form wyrazu, nie mógł Witkacy nie mieć jednocześnie zamiaru stworzyć

http://www.polisemia.com.pl/numery­czasopisma/numer­1­2010­1/osobowosc­o­pisana­w­listach

5/11

26.07.2015

Osobowość (o)pisana w listach ­ Polisemia – czasopismo naukowe

siebie  takim,  jakim  chciałby  być  widziany  przez  innych.  Wielokrotnie  przecież  podkreślał  duże
znaczenie  ich  obecności,  akceptacji  i  zainteresowania  wobec  jego  przedsięwzięć.  W  listach  do
żony  ciągle  pisze  o  tym,  jak  bardzo  potrzebuje  jej  aprobaty  i  wsparcia  w  nowych  projektach  i
nieustającym rozpoczynaniu Nowego Życia[39].
Wspominany już przeze mnie problem obecności i znaczenia innych ludzi w życiu Witkacego, zdaje
się  wyłaniać  w  większości  listów.  Wielokrotnie  pojawia  się  wszechobecna  matka[40]  –  Maria
Witkiewiczowa,  inne  osoby  z  rodziny  czy  przyjaciele.  Zdarza  się  również,  że  żona  jest
pośredniczką  w  kontaktach  z  przyjaciółmi  Witkacego  w  Warszawie  –  Tadeuszem  i  Zofią
Żeleńskimi,  często  także  z  wydawcami  jego  książek.  Jednak  to  Jadwiga  jest  dla  niego
najważniejszą  osobą,  to  do  niej  pisze  niemal  codziennie,  zwierza  się  z  wszelkich  problemów.  To
po kłótniach z nią najbardziej rozpacza, domaga się ciągłego kontaktu, który, z powodu znacznej
odległości dzielącej małżonków, możliwy jest tylko dzięki korespondencji. Można wysnuć wniosek,
że  listy,  poza  terapeutyczną  funkcją,  którą  najwyraźniej  pełniły  dla  Witkacego,  były  medium,
które  decydowało  o  możliwości  istnienia  małżeństwa.  Małżonkowie  mieszkali  razem  bardzo
krótko,  po  przeprowadzce  Jadwigi  do  Warszawy  następowały  serie  zerwań  i  separacji,  jednak
kontakt  nigdy  ostatecznie  nie  ustał.  Wydaje  się,  że  listy,  telegramy  i  pocztówki  są  zapi s e m   i
świadectwem  związku,  a  jednocześnie  jego  pi s ani e m .  W  sytuacji  braku  ciągłego  kontaktu
bezpośredniego,  więź  kształtuje  się  właśnie  na  podstawie  kontaktu  nawiązywanego  za
pośrednictwem  listów.  Jest  to  sytuacja  niezwykła,  nieznajdująca  swojego  odpowiednika  w  zbyt
wielu  znanych  przypadkach.  Dla  uzyskania  jaśniejszego  obrazu  problemu,  warto  zadać  sobie
następujące  pytanie:  czy  małżeństwo  Witkiewiczów  istniałoby,  gdyby  nie  ich  korespondencja?
Oczywiście  mogłoby  istnieć,  znane  są  przecież  (nomen  omen)  „papierowe  małżeństwa”.  W  ich
przypadku, nawet sama formuła oznacza coś zupełnie innego. Jest to małżeństwo, które istniało n
a  papierze  i  dzi ę k i   papierowi.  Trwało,  mimo  odległości,  zdrad,  kłótni,  niezgodności
temperamentów  i  charakterów.  Może  tylko  w  takiej  formie  –  pośredniego  kontaktu,  który
sprawiał, że Jadwiga nie była naocznym świadkiem zdrad, a jedynie czytała wyznania i opowieści
męża  na  ten  temat  –  małżeństwo  mogło  przetrwać.  Można  zatem  wnioskować,  że  Witkacy  –  z
jednej  strony  opi s uj e   żonie  siebie,  ale  z  drugiej  –  konstruuje  swój  obraz  dla  niej,  czyniąc  ją
jedynym[41] odbiorcą, świadkiem i współuczestnikiem tej, jakże niezwykłej i trudnej, kreacji.
Należy pamiętać, że nie znamy listów Jadwigi. Jej obraz konstytuuje się niemal wyłącznie poprzez
to,  jak  funkcjonuje  w  opiniach  męża.  Tym  samym,  wypowiedzi  Witkacego  odnoszące  się  do
Jadwigi,  są  jedynym  źródłem  (oczywiście  poza  Wspomnieniami  o  Stanisławie  Ignacym
Witkiewiczu),  na  którym  możemy  opierać  poglądy  na  jej  temat,  niejako  domyślając  się
odpowiedzi  na  znane  nam  listy.  To  wbrew  pozorom  bardzo  znacząca  i  symboliczna  sytuacja.  Z
wielu  listów  wiemy  przecież,  że  Witkacy  uważał  się  za  tw ór c ę   Jadwigi,  co  w  interpretacjach
badaczy często było przyrównywane do mitu o Pigmalionie[42]. Czy jednak na pewno było tak, że
żona  była  w  pełni  posłuszna  Witkacemu,  który  autorytarnie  decydował  o  jej  losie?  W  świetle
omawianych  listów,  a  więc  z  1927  roku,  wygląda  to  nieco  inaczej.  Owszem,  Witkacy  stara  się
wymóc na niej odwiedziny, żąda ich, szantażuje ją, grozi samobójstwem, jednak… bezskutecznie.
Jadwiga  jest  bardzo  długo  nieugięta  i  nie  decyduje  się  na  przyjazd  do  cierpiącego  męża.  Posłużę
się kilkoma cytatami:
4.  Nie  będę  się  rozwodził  nad  moim  stanem,  bo  widać,  nic  Cię  to  nie  obchodzi.  5.  Za  tydzień  przekręcę  się  na  pewno
zupełnie  albo  sfiksuję  z  powodu  sprzecznych  stanów  psychicznych.  6.  J eś l i   n i e  moż es z   przyjechać  to  trudno.  7.
Spodziewałem się Ciebie dziś[43].
Jeśli mnie opuścisz, zginę. Musimy się pogodzić[44].
Jeśli  mnie  opuścisz,  będziesz  miała  ciężki  grzech  na  sumieniu,  a  sama  mówiłaś  Matce  i  pisałaś  do  Ojca,  że  oprócz  mnie
nikogo nie masz[45].

W  obliczu  takich  wypowiedzi,  nasuwa  się  pytanie,  czy  w  przypadku  tak  egocentrycznego
zachowania,  możliwa  jest  jakakolwiek  równowaga  w  małżeństwie?  Prawdopodobnie  nie,  ale  nie
partnerstwo  i  harmonia  miały  być  celem  związku.  Wielokrotnie  podkreśla  się,  że  to
„małżożeństwo”,  jak  je  określał  Witkacy,  było  raczej  przyjaźnią  niż  miłością.  Nieobecna
seksualność  musiała  być  wielkim  problemem  dla  obdarzonego  tak  wielkim  temperamentem
Witkacego. Po latach Jadwiga z naiwną wręcz szczerością wyzna:
Była jeszcze bardzo ważna przeszkoda w osiągnięciu harmonii w naszym małżeństwie. Staś był erotomanem i więcej niż
erotomanem  –  uważał  przeżycia  seksualne  z  osobą  kochaną  za  coś  bardzo  pięknego  i  istotnego.  Ja,  niestety,  mimo
pozorów «wampa», byłam pozbawiona temperamentu[46].

Witkacy rozwiązywał ten problem w bardzo dla siebie właściwy sposób – wdawał się w romanse.
A  to  z  kolei  było  dużym  problemem  dla  Jadwigi.  To  zamknięte  koło  było  wielokrotnie  tematem
rozważań Witkacego w listach. Z nieskrywanym rozczarowaniem pisze na przykład:
Ach – gdybyś Ty chciała zrozumieć wartość prawdziwą dla nas dla siebie w przyszłości, a nie niszczyć tego, co istotne w
imię fikcji – bo dla Ciebie nie ma namiętności, tylko fikcja własności[47].

http://www.polisemia.com.pl/numery­czasopisma/numer­1­2010­1/osobowosc­o­pisana­w­listach

6/11

26.07.2015

Osobowość (o)pisana w listach ­ Polisemia – czasopismo naukowe

Spekulacje,  czy  gdyby  Jadwiga  spełniała  oczekiwania  Witkacego,  to  ten  nie  byłby  tak  skłonny  do
zdrad,  wydają  się  bezzasadne.  Ważniejsze  jest  to,  jaką  rolę  pełniła  dla  niego  żona  i  dlaczego
potrzebował 

jej 

ciągłej, 

choćby 

listownej, 

obecności 

czy 

rzeczywiście 

„zasada

niewspółodczuwania”[48] obowiązywała także w kontaktach z nią?
W 622 upadkach Bunga… tytułowy Bungo, często zestawiany z Witkacym, mówi:
Ja  ludzi,  pewnych  ludzi,  albo  kocham  i  są  oni  dla  mnie  czymś  w  życiu,  albo  ich  traktuję  artystycznie.  Wtedy  pozwalam
sobie na wszystko[49].

Zdanie  to  może  być  uważane  za  kwintesencję  poglądów  Witkacego  na  sprawy  towarzyskie  i
uczuciowe.  Bo  jeśli  przyjrzeć  się  dokładnie,  kto  i  dlaczego  uważa  go  za  towarzyskiego  sadystę,
kpiarza i błazna, który wciąga w swoje gry i wykorzystuje innych ludzi, zauważymy, że nie były to
dla niego osoby istotne[50]. Gdy jednak chodzi o blisko z nim związane kobiety czy rodzinę, a na
myśli mam tu głównie matkę, sytuacja prezentuje się zgoła inaczej. Nie twierdzę tym samym, że
był on usłużnym mężem i pokornym synem, bo przecież w żadnym wypadku tak nie było. Wydaje
się jednak, że relacje te były na tyle skomplikowane – może z powodu zaangażowania Witkacego
–  że  nie  sposób  precyzyjne  i  jednoznacznie  dookreślić  ich  istotę.  Warto  może  w  tym  miejscu
przytoczyć  dwa  fragmenty  wspomnień  –  pierwsze  są  autorstwa  Marii  Kasprowiczowej,  drugie,  co
znaczące, Witolda Gombrowicza:
Witkiewicz  był  zdolny  do  przyjaźni,  i  to  wiernej  i  wytrwałej.  Człowiek  go  naprawdę  obchodził,  może  właśnie  dzięki  temu
mógł go łatwo zranić lub dotknąć. Witkiewicz lubił czynnie interweniować w losy i życie bliskich mu ludzi[51].
On  nigdy  nie  był  w  stanie  spoczynku,  zawsze  naprężony,  dręczący  siebie  i  innych  nieustannym  aktorstwem,  żądzą
epatowania i skupiana na sobie uwagi, wiecznie bawiący się okrutnie i boleśnie ludźmi[52].

Mimo  wielkich  różnic,  jakie  dzielą  te  dwie  opinie,  istnieje  swego  rodzaju  „wspólny  mianownik”
cech  dostrzeganych  u  Witkacego  –  jest  nim  potrzeba  posiadania  wpływu  na  innych  ludzi.  Czy
Witkacy  k r e ow ał   zachowania  swoich  towarzyszy?  Na  pewno  miał  świadomość,  jakie  reakcje
wywoła jego prowokacyjnie zachowanie. Czy były to jednak „zabawy” mające na celu ranienie czy
krzywdzenie ludzi? Co do tego nie jestem przekonana. Można odnieść wrażenie, głównie w wyniku
lektury listów, że Witkacy chciał mieć poczucie panow ani a nad sytuacją, nad swoimi relacjami z
bliskimi,  tak,  aby  to  on  decydował  o  ich  ostatecznym  kształcie.  Oczywiście  nie  wyklucza  to,  że
były to zabiegi bolesne, niemniej, nie wydaje się, aby zadawanie bólu było celem Witkacego. Był
to  raczej  efekt  uboczny  eksperymentów,  które  realizował  podczas  kolejnych  kreacji.  Nie  inaczej
problem  wygląda  w  odniesieniu  do  Jadwigi,  dla  której  pragnie  wszystkiego,  co  najlepsze.  W
jednym z listów pisze:
Mogę  Ci  gwarantować,  że  będę  niewymuszenie  dobry  –  poza  tym  nie  mogę  odpowiadać  za  każdą  mi n ę,  jako  że  jestem
człowiek widać (widać jak na dłoni) nienormalny. (podkr. – O.S.)[53]

Czy należy zatem uważać Witkacego za dobrego człowieka, który nad sobą zwyczajnie nie panuje
i  wtedy  krzywdzi  swoich  bliskich?  Wydaje  się,  że  nie  jest  to  aż  tak  proste.  Michał  Paweł
Markowski o minach Witkacego tak pisze:
Strojąc miny, Witkacy nie buduje nawet sobie – jak można by mniemać – nowych tożsamości. Nie staje się kimś i n n ym.
Raczej  stara  się  znaleźć  pozycję,  która  wyprzedzałaby  jego  (i  jakąkolwiek  inną)  tożsamość  i  która  dawałaby  szansę
wymknąć  się  temu,  co  jest  zawsze  takie  samo  i  niezmienne.(…)  Miny  to  ślady  c z ys t ej   p ot en c j al n oś c i ,  zagrożonej
nieustannie stwardnieniem w kształt ostateczny[54].

Czy w takim razie Witkacy znów boi się zamknięcia w określonym modelu? Tym razem – modelu
męża?  Takie  wrażenie  niewątpliwie  można  odnieść.  Witkacy  z  jednej  strony  deklaruje,  że  będzie
dobrym  człowiekiem,  nie  może  jednak,  i  ma  tego  pełną  świadomość,  przewidzieć,  kim  będzie  i
jaka  kreacja  stanie  się  wtedy  odpowiednia.  Można  ten  problem  spróbować  skonkludować
następująco: Witkacy bez wątpienia chce, aby jego żona była szczęśliwa, stara się zapewniać jej
jak najlepszą atmosferę. Jego starania nie mogą się jednak zrealizować, ponieważ na drodze stoi
jego  osobowość,  która  nie  pozwala  nad  sobą  w  pełni  zapanować  i  domaga  się  podejmowania
ciągłej aktywności, którą najprościej można nazwać autokreacją. Ta z kolei nie daje się w żaden
sposób przewidzieć, zanim nie zaistnieje.
Warto na koniec raz jeszcze odwołać się do koncepcji Paula de Mana:
Okazuje się więc, że rozróżnienie między fikcją i autobiografią nie sprowadza się do opozycji albo­albo, lecz prowadzi do
sytuacji, w której nie sposób rozstrzygnąć, czy coś jest jednym, czy drugim.

i dalej:
Autobiografia jest więc interesująca nie dlatego, że jest wiarygodnym świadectwem samopoznania – bo nim nie jest – lecz
dlatego,  że  wyjątkowo  jasno  dowodzi  niemożności  zamknięcia  w  jakąś  całość  (czyli  niemożności  powstania)  żadnego  z
takich  systemów  tekstu,  na  które  składają  się  tropologiczne  podstawienia.  Z  jednej  bowiem  strony  autobiografia  (…)
otwarcie  głosi  swą  strukturę  poznawczą  i  tropologiczną,  z  drugiej  zaś  strony  w  równym  stopniu  pragnie  wyrwać  się  z
ograniczeń, jakie nakłada na nią ten system[55].

http://www.polisemia.com.pl/numery­czasopisma/numer­1­2010­1/osobowosc­o­pisana­w­listach

7/11

26.07.2015

Osobowość (o)pisana w listach ­ Polisemia – czasopismo naukowe

„Listopisanie”  Witkacego  wydaje  się  nie  podlegać  żadnym  ograniczeniom  formalnym  czy
konwencjonalnym.  Trudno  też  przyporządkować  je  do  jednoznacznych  kategorii  –  gdy  wskażemy
jakąkolwiek,  która  wyda  się  odpowiednia,  przy  kolejnym  odczytaniu,  spojrzeniu  z  innej
perspektywy  czy  choćby  przeczytaniu  kolejnego  listu,  okaże  się  niewystarczająca  bądź
niebezpiecznie  upraszczająca.  Także,  jak  wskazał  de  Man,  nie  sposób  przyjąć  logikę
dwuwartościową, która okazuje się całkowicie dysfunkcjonalna i musi ustąpić choćby teorii aktów
performatywnych.  Ta  „poszatkowana  autobiografia”,  którą  stworzył  Witkacy  nie  daje  się  także
dookreślić  przy  pomocy  niewystarczająco,  jak  się  okazuje,  elastycznych  określeń.  Jeśli  bowiem
zadamy  sobie  pytanie,  czy  Witkacy  opi s y w ał   siebie  w  listach  do  żony  (choć  nie  tylko  w  nich
oczywiście),  czy  też  pi s ał   siebie,  i  spróbujemy  na  nie  jednoznacznie  odpowiedzieć,  poniesiemy
porażkę.  Można  przytoczyć  niezliczoną  ilość  argumentów,  co  –  w  pewnym  uproszczeniu  i  z
koniecznym pominięciem wielu problemów – próbowałam przedstawić w swojej pracy, zarówno za
jedną, jak i drugą koncepcją. Wydaje się, że jest to typowy przykład aporii, której rozwiązywanie
jest  bardzo  interesujące  i  twórcze,  ale  nie  może  przynieść  jednoznacznego  wyniku,  który
wyeliminuje  jedną  z  opcji.  Takie  rozważania  mogą  jedynie  prowadzić  do  przesunięcia  punktu
ciężkości na którąś z wersji, zaakcentowania jej większego znaczenia czy potencjału badawczego.
Dokładnie  tak  jest  w  przypadku  Witkacego.  O  ile  opisywanie  siebie  w  listach  wydaje  się  być
oczywiste  i  jest  przyjmowane  w  sposób  automatyczny,  o  tyle  pisanie  siebie,  jak  próbowałam
dowieść, bardziej przystaje do jego osobowości. Potraktowanie „Ja” jako materiału twórczego, jak
w  tytule  pracy  Marii  Anny  Potockiej,  wykorzystywanego  w  procesie  autokreacji,  zakłada
samoświadomość  podmiotu,  potrzebę  samodoskonalenia  się,  a  co  może  najważniejsze,
niestandardowe  podejście  do  siebie  i  dostrzeżenie  swojej  twórczej  roli  w  rzeczywistości.  Nie
trzeba  chyba  przekonywać,  że  właśnie  taką  jednostką  był  Witkacy.  Namysł  nad  samym  sobą,
próby  przekroczenia  siebie  i  nieustające  podejmowanie  wysiłku  autokreacji,  zdają  się  być
warunkiem  jego  istnienia,  aktywnościami,  które  nadawały  sens  jego  życiu.  Wszystko  to  sprawia,
że jako podsumowanie można przytoczyć zdanie Michała Pawła Markowskiego:
Witkacy  –  największy  miniarz  w  polskiej  sztuce  –  niszczy  najgłupszy  przesąd  zdrowego  rozsądku:  że  życie  jest  takie,
jakie jest, i inne być nie może[56].

 
BIBLIOGRAFIA
Literatura podmiotu
Witkiewicz  S.I.,  Listy  do  żony,  t.  1.,  przygotowała  do  druku  A.  Micińska,  oprac.  J.  Degler,
Warszawa 2005.
Witkiewicz S.I., 622 upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta, oprac. A. Micińska, Warszawa 1992.
Literatura przedmiotu
Błoński J., Od Stasia do Witkacego, Kraków 1997.
Degler  J.,  Kronika  życia  i  twórczości  Stanisława  Ignacego  Witkiewicza,  w:  idem,  Witkacego
portret wielokrotny. Szkice i materiały do biografii (1918­1939), Warszawa 2009.
Degler  J.,  Listopisanie  Witkacego,  w:  Witkacy  w  Polsce  i  na  świecie,  red.  M.  Skwara,  Szczecin
2001.
Degler J., Psychomachia małżeńska,  w:  idem, Witkacego  portret  wielokrotny.  Szkice  i  materiały
do biografii (1918­1939), Warszawa 2009.
Degler J., Witkacy się żeni...
W. Gombrowicz, Wspomnienia polskie,  w:  idem, Wspomnienia  polskie.  Wędrówki  po  Argentynie,
Kraków 1999.
Kierkegaard S., Choroba na śmierć, przeł. J. Iwaszkiewicz, Warszawa 1995
Makowiecki  A.,  Witkacy,  w:  idem,  Trzy  legendy  literackie  –  Przybyszewski,  Witkacy,
Gałczyński, Warszawa 1980.
Man P. de, Autobiografia jako od­twarzanie, przeł. M.B. Fedewicz, „Pamiętnik Literacki”, 1986, z.
2.
Markowski  M.P.,  Witkacy,  w:  idem,  Polska  literatura  nowoczesna.  Leśmian,  Schulz,
Witkacy, Kraków 2007.
Markowski M.P., Witkacy: miny nad otchłanią, w: idem, Życie na miarę literatury, Kraków 2009.

http://www.polisemia.com.pl/numery­czasopisma/numer­1­2010­1/osobowosc­o­pisana­w­listach

8/11

26.07.2015

Osobowość (o)pisana w listach ­ Polisemia – czasopismo naukowe

Micińska  A.,  Autoportret  „Alcoforado”.  O  korespondencji  Stanisława  Ignacego  Witkiewicza,  w:
eadem, Istnienie poszczególne: Stanisław Ignacy Witkiewicz, Wrocław 2003.
Micińska A., Witkacy. Życie i twórczość, Warszawa 1991.
Nycz  R.,  Osoba  w  nowoczesnej  literaturze:  ślady  obecności,  w:  idem,  Literatura  jako  trop
rzeczywistości, Kraków 2001.
Nycz R., Tekstowy świat. Poststrukturalizm a wiedza o literaturze, Warszawa 1995, s. 36.
Potocka  M.A.,  Antropologia  sztuki.  „Ja”  jako  materiał  twórczy,  w:  eadem,  Witkacy.
Psychoholizm, Kraków 2009.
S. Skwarczyńska, Wokół teorii listu (Paradoksy), w: eadem, Pomiędzy historią a teorią literatury,
Warszawa 1975, s. 178­186.
Sławski  F.,  hasło:  Kreacja,  w:  idem,  Słownik  etymologiczny  języka  polskiego,  t.  III,  Kraków
1966, s. 79.
Witkiewiczowa  J.,  Wspomnienia  o  Stanisławie  Ignacym  Witkiewiczu,  w:  Spotkanie  z
Witkacym, red. Janusz Degler, Jelenia Góra 1979.
Zawadzki  A.,  Autor.  Podmiot  literacki,  w:  Kulturowa  teoria  literatury,  red.  M.P.  Markowski,  R.
Nycz, Kraków 2006.
 
 
[1] A. Makowiecki, Witkacy, w: idem, Trzy legendy literackie – Przybyszewski, Witkacy, Gałczyński, Warszawa 1980.
[2] J. Degler, Listopisanie Witkacego, w: Witkacy w Polsce i na świecie, red. M. Skwara, Szczecin 2001.
[3]  A.  Micińska,  Autoportret  „Alcoforado”.  O  korespondencji  Stanisława  Ignacego  Witkiewicza,  w:  eadem,  Istnienie
Poszczególne: Stanisław Ignacy Witkiewicz, Wrocław 2003, s. 275.
[4]  Nie  znamy  ani  listów  Witkacego  do  ojca,  które  zostały  spalone  w  1915  roku,  ani  listów  Jadwigi  Witkiewiczowej  do
męża, które prawdopodobnie zaginęły.
[5] J. Degler, Kronika życia i twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza, w: idem, Witkacego portret wielokrotny. Szkice
i materiały do biografii (1918­1939), Warszawa 2009, s. 61­67.
[6]  Zob.  J.  Degler,  Listopisanie  Witkacego...;  S.  Skwarczyńska,  Wokół  teorii  listu  (Paradoksy),  w:  eadem,  Pomiędzy
historią a teorią literatury, Warszawa 1975, s. 178­186.
[7] F. Sławski, hasło: Kreacja, w: idem, Słownik etymologiczny języka polskiego, t. III, Kraków 1966, s. 79.
[8] A. Zawadzki, Autor.  Podmiot  literacki,  w:  Kulturowa  teoria  literatury,  red.  M.P.  Markowski,  R.  Nycz,  Kraków  2006,  s.
225.
[9] S.I. Witkiewicz, Listy do żony, t. 1., przygotowała do druku A. Micińska, oprac. J. Degler, Warszawa 2005, s. 179.
[10] Ibidem, s. 166.
[11] Zob. J. Błoński, Od Stasia do Witkacego, Kraków 1997, s. 14.
[12] R. Nycz, Tekstowy świat. Poststrukturalizm a wiedza o literaturze, Warszawa 1995, s. 36.
[13] Tak problem postrzega (już w 1936 roku!) na przykład A.J. Ayer w pracy Język, prawda i logika.
[14] J. Degler, Witkacy się żeni, w: Witkacego portret wielokrotny, s. 170­171.
[15] P. de Man, Autobiografia jako od­twarzanie, przeł. M.B. Fedewicz, „Pamiętnik Literacki”, 1986, z. 2.
[16] S.I. Witkiewicz, op. cit., s. 150.
[17]  R.  Nycz,  Osoba  w  nowoczesnej  literaturze:  ślady  obecności,  w:  idem,  Literatura  jako  trop  rzeczywistości,  Kraków
2001, s. 63­64.
[18] S.I. Witkiewicz, Listy…,  s. 137, s. 141, s. 151, itd.
[19]  Wydaje  się,  że  także  pisanie  „Hauptwerku”  miało  być  scaleniem,  sprowadzeniem  całej  twórczości  do  jednego,
pełnego dzieła.
[20] A. Zawadzki, op. cit., s. 230.
[21] Trudno w istocie orzec, czy Witkacy stosuje w tym przypadku dedukcję czy indukcję.
[22] S.I. Witkiewicz, op. cit., s. 140.
[23] W tym upatrywał podstaw pragmatyzmu, z którego uczynił swojego głównego wroga na polu filozoficznym.

http://www.polisemia.com.pl/numery­czasopisma/numer­1­2010­1/osobowosc­o­pisana­w­listach

9/11

26.07.2015

Osobowość (o)pisana w listach ­ Polisemia – czasopismo naukowe

[24] Zob. S. Kierkegaard, Choroba na śmierć, przeł. J. Iwaszkiewicz, Warszawa 1995, s. 19.
[25] J. Błoński, op. cit., s. 22.
[26] S.I. Witkiewicz, op. cit., s. 174.
[27]  M.P.  Markowski,  Witkacy,  w:  idem,  Polska  literatura  nowoczesna.  Leśmian,  Schulz,  Witkacy,  Kraków  2007,  s.  297­
303.
[28] A. Micińska, Autoportret „Alcoforado”, op. cit., s. 270.
[29]  M.A.  Potocka,  Antropologia  sztuki.  „Ja”  jako  materiał  twórczy,  w:  eadem,  Witkacy.  Psychoholizm,  Kraków  2009,  s.
299
[30] Ibidem, s. 301.
[31] Ibidem, s. 300.
[32] S.I. Witkiewicz, op. cit., s. 176.
[33] Świadectwem mogą być choćby zdjęcia Witkacego, na których widoczne są jego słynne już miny.
[34] Wskazała na tę cechę Witkacego m.in. Anna Krajewska podczas konferencji Witkacy: bliski czy daleki?,  Słupsk,  17­
19 września 2009.
[35]  Mam  na  myśli  powieść  622  upadki  Bunga,  czyli  demoniczna  kobieta,  ale  również  treści  autobiograficzne  w  innych
utworach.
[36] M.A. Potocka, op. cit., s. 297.
[37] S.I. Witkiewicz, op. cit., s. 177.
[38] M.A. Potocka, op. cit., s. 297.
[39] S.I. Witkiewicz, op. cit., s. 136.
[40] W Listach… znajduje się nawet kilka fragmentów pisanych przez matkę.
[41] Wielokrotnie wspominał, że przeraża go myśl, iż ktoś mógłby czytać jego listy.
[42] Mówił o tym m.in. J. Gondowicz podczas konferencji w Słupsku.
[43] S.I. Witkiewicz, op. cit., s. 136.
[44] Ibidem, s. 213.
[45] Ibidem, s. 217.
[46] J. Witkiewiczowa, Wspomnienia o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu, w: Spotkanie z Witkacym, red. J. Degler, Jelenia
Góra 1979.
[47] S.I. Witkiewicz, op. cit., s. 140.
[48] S. Witkiewicz, Listy ojca do Witkacego, w: J. Błoński, Od Stasia do Witkacego, op. cit., s. 13.
[49] S.I. Witkiewicz, 622 upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta, oprac. A. Micińska, Warszawa 1992, s. 82.
[50] Najbardziej problematyczna relacja dotyczy chyba znajomości z L. Chwistkiem, jest to jednak zbyt obszerny temat,
aby go w jakikolwiek sposób w tej pracy rozwinąć.
[51] M. Kasprowiczowa, Niedzielne popołudnie…, w: A. Micińska, Witkacy. Życie i twórczość, Warszawa 1991, s. 280.
[52]  W.  Gombrowicz,  Wspomnienia  polskie,  w:  idem,  Wspomnienia  polskie.  Wędrówki  po  Argentynie,  Kraków  1999,  s.
292.
[53] S.I. Witkiewicz, op. cit., s. 137.
[54] M.P. Markowski, Witkacy: miny nad otchłanią, w: idem, Życie na miarę literatury, Kraków 2009.
[55] P. de Man, op. cit.
[56] Ibidem, s. 304.

 
ABSTRAKT
Autorka  rozważa  problem  pisania  i  opisywania  osobowości  przez  Stanisława  Ignacego
Witkiewicza,  przedmiotem  zainteresowań  czyniąc  Listy  do  żony  z  1927  roku.  Na  przykładzie
Witkacego,  stawia  tezy  o  konstrukcyjnym  charakterze  osobowości,  kreacji  jako  aktywności
konstytutywnej  dla  modernistycznego  artysty,  a  także  aporetycznym  charakterze  podmiotowości
nowoczesnej.  Powołując  się  na  stanowiska  Ryszarda  Nycza  i  Andrzeja  Zawadzkiego,  próbuje
rozważyć  problem  podmiotowości  nowoczesnej  nie  mającej  oparcia  w  uniwersalnych  i
tradycyjnych modelach „ja”, jak również kwestię „sobości” czy autorefleksji podmiotu, mającej na
celu  scalenie  doświadczeń  życiowych  czy  artystycznych.  Przywołując  stanowisko  Paula  de  Mana,

http://www.polisemia.com.pl/numery­czasopisma/numer­1­2010­1/osobowosc­o­pisana­w­listach

10/11

26.07.2015

Osobowość (o)pisana w listach ­ Polisemia – czasopismo naukowe

wskazuje  na  przestrzeń  samostanowienia,  jaką  jest  autobiografia.  Najważniejszym  punktem
rozważań  staje  się  problem  autokreacji,  transwersalności  i  performatywności  podmiotu  w  stanie
kryzysu,  nie  tracącego  jednocześnie  marzeń  o  silnym,  romantycznym  modelu  artysty.  Autorka
uwypukla  także  problem  tworzenia  obrazu  „ja”  wobec  siebie  i  innych.  Witkacy,  traktujący  „«Ja»
jako materiał twórczy”, ukazuje się w Listach do żony jako mistrz autokreacji.

Zaloguj się | Ostatnia aktywność w witrynie | Zgłoś nadużycie | Drukuj stronę | Technologia  Witryn Google

http://www.polisemia.com.pl/numery­czasopisma/numer­1­2010­1/osobowosc­o­pisana­w­listach

11/11