You are on page 1of 328

Margit Sandemo

TAJEMNICA GR CZARNYCH

Saga o Krlestwie wiata 13


Z norweskiego przeoyaANNA MARCINIAKWNA
POL-NORDICA
Otwock

Ekspedycja z Krlestwa wiata jest gotowa do pokonania ostatniego etapu:


dotarcia do
rda jasnej wody w Grach Czarnych. Wybrany, mody Indianin Oko Nocy,
ma podj
prb zdobycia wody. Towarzysz mu Shira i Mar oraz szlachetny Marco,
ksi
Czarnych Sal. adne z nich jednak nie moe i z nim a do samego koca.
Ostatni
odcinek musi przeby sam i nikt nie wie, czy uda mu si sforsowa wszystkie
przeszkody...
RODZINA CZARNOKSINIKA

LUDZIE LODU

INNI

Ram, najwyszy dowdca Stranikw


Inni Stranicy: Rok, Tell, Kiro, Goram
Faron, potny Obcy
Oriana
Thomas
Helge, Wareg
Geri i Freki, dwa wilki

Ponadto w Krlestwie wiata mieszkaj ludzie wywodzcy si z rozmaitych


epok,
tajemniczy Obcy, Lemuryjczycy, Madragowie, duchy Mriego, duchy
przodkw Ludzi
Lodu, elfy wraz z innymi duszkami przyrody, istoty zamieszkujce Star
Twierdz oraz
wiele rnych zwierzt.
Poza tym w poudniowej czci Krlestwa wiata yj Atlantydzi. Istniej te
nieznane
plemiona w Krlestwie Ciemnoci oraz to, co kryje si w Grach Czarnych,
rdo
penego skargi zawodzenia.
Wntrze Ziemi
(jedna poowa)

NASIENIE WROGA,
MLEKO DZIEWICY
I KREW KOCIOTRUPA

- Jakim sposobem znajdziemy co takiego? - zastanawia si Oko Nocy


wzburzony. - I to
tutaj? Gdzie nie ma dosownie niczego!
STRESZCZENIE
Krlestwo wiata znajduje si w centralnym punkcie Ziemi. Owietla je wite
Soce,
poza nim natomiast panuje Ciemno, nieznana i przeraajca.
Najwyszym celem Obcych jest stworzenie na Ziemi trwaego pokoju i
uratowanie
planety Tellus. eby mona byo to osign, uczucia ludzi musz si
gruntownie
odmieni. To za mgby sprawi cudowny eliksir, usuwajcy z umysw ludzi
ze i
nienawistne myli.
Obcy, Lemuryjczycy, Madragowie i cz ludzi z Krlestwa wiata zdobyli ju
wszystko,
co potrzebne do tego eliksiru, brak im jeszcze tylko jednego skadnika, a
mianowicie
jasnej wody ze rda dobra, znajdujcego si gdzie w Grach Czarnych,
siedzibie za.
Krlestwo wiata wysya wic w tamte rejony ekspedycj dla zdobycia
drogocennej

wody. Jest to jednak wyprawa bez nadziei na powodzenie. Gry Czarne bowiem
susznie
nazywane bywaj rwnie Grami mierci i kady, kto znajdzie si w obrbie
oddziaywania za, sam te staje si zy. To wanie najbardziej wszystkich
przeraa.
Dowdca ekspedycji, wysoko postawiony Obcy imieniem Faron, odesa ju do
domu
wikszo jej czonkw, ktrzy najlepiej jak umieli wykonali swoje zadania. Na
pokadzie
Juggernauta numer dwa zostali wanie Faron, Madrag Tich, kierujcy
budzcym groz
pojazdem, Lemuryjczyk Ram, dowdca Stranikw w Krlestwie wiata, oraz
jego
ukochana, Indra, pochodzca z Ludzi Lodu. Poza tym jest jeszcze leny elf, TsiTsungga,
tak ciko ranny, e uratowa go moe jedynie woda ze rda dobra. U oa
chorego
wiernie czuwa Siska, ksiniczka z Ciemnoci. Zosta rwnie niezwyky,
maomwny
syn Czarnoksinika, Dolg, oraz jego nieodczny towarzysz, Lemuryjczyk
Cie, ktry
jest duchem. Dziewitym pasaerem J2 jest wilk Freki, ktrego czonkowie
ekspedycji
uratowali spod wpywu za.
Otoczeni przez potwornie ze siy, czujnie strzeeni, czekaj cierpliwie na
czworo
przyjaci, ktrych wybrano do spenienia najwaniejszego zadania:
odnalezienia rda
dobra i zdobycia jasnej wody.

Caa czwrka znikna w grach przed wieloma dniami i przepada gdzie na


nieznanych
pustkowiach.
1
Ziemia powstawaa bardzo powoli, musiay upyn miliony lat, zanim uzyskaa
swoj
form. Kiedy wszystko uksztatowao si ju na tyle, e z chaosu mogo si
wyoni ycie,
w przestrzeni kosmicznej mrok zosta oddzielony od wiata, w sercach ywych
istot
rado oddzielono od smutku, a dobro i zo zamknito w ukrytych rdach.
Ziemi przecinaj na wskro dwie yy wodne. Bior one pocztek w centrum
globu i
cign si ku powierzchni, do wiata ywych. I dobro, i zo wydobywaj si
pniej w
4

postaci oparw i rozprzestrzeniaj ponad Ziemi tak, e wszystko, co ywe,


musi je
wdycha.
Zwierzta bardzo dobrze poradziy sobie z wpywem oparw. Wikszo z nich
zachowaa nienaruszon czysto uczu, tylko niektre gatunki stay si ze i
agresywne
wobec innych, ale i to suy jedynie ich przetrwaniu.
Take wielu ludzi potrafio si oprze prawie niezauwaalnemu wpywowi za.
S jednak i
tacy, ktrzy nigdy nie posmakowali agodnego tchnienia dobra.
W roku 1742 Shira z Ludzi Lodu zdoaa doprowadzi do tego, e rda
znajdujce si
na powierzchni Ziemi zostay zamknite na zawsze. Z tego wanie powodu
opary
wydobywajce si z podziemnych zbiornikw zaczy gstnie. Na powierzchni
Ziemi
rnicy nie zauwaano, dawne opary bowiem unosiy si nad ni jeszcze przez
wiele
stuleci.
rda za w Grach Czarnych, tu koo centrum globu, istniay nadal.
Opowiemy teraz o ponurej historii tych ostatnich rde i o tym, jak Faron oraz
jego
towarzysze z Krlestwa wiata naraali ycie po to, by woda ze rda dobra
moga
uzyska przewag, oraz po to, by, o ile to moliwe, zamkn rdo za.

Tych kilkoro pozostaych jeszcze czonkw ekspedycji, wiernie czekajcych na


czwrk
wysacw, kulio si we wntrzu pojazdu. Na zewntrz panowa mrok i zo. W
rodku
byo ciepo i jako tako bezpiecznie.
Wci myleli o czworgu wdrujcych samotnie po gronych przestrzeniach, po
tajemniczych pustkowiach zimnych Gr Czarnych. Nic nie mogli dla nich
zrobi, tylko
czeka i mie nadziej.

- Co z farangilem, Dolgu? -zapyta Faron cicho. - Czy co si poprawio?


- Nie wiem, Faronie - odpowiedzia gucho stranik szlachetnych kamieni -Boj
si, e
ju nigdy nie bdzie naprawd czysty.
- Zo, ktre go dotkno, byo zbyt wielkie. Zbyt czsto nasz czerwony klejnot
musia si
mierzy z drastwem i nienawici - przytakn Cie. - A co z szafirem?
-Te zmtnia, ale nie a tak -wyjani Dolg.
Ram siedzia w milczeniu, obejmujc ramieniem Indr. Odnaleli si nareszcie
oboje, ale
czy kiedykolwiek jeszcze dane im bdzie zobaczy pikne Krlestwo wiata,
tego nikt
nie wiedzia.
U posania Tsi czuwaa Siska, blada ze zmczenia i troski. Elf ziemi i lasu
znowu spa,
ale jego wiszczcy, ciki oddech nie wry nic dobrego.
Madrag Tich siedzia bez sowa nad swoimi migajcymi lampkami i nieustannie

wypatrywa, czy nie dostrzee czego w ciemniejcej coraz bardziej dolinie. Na


pododze
lea Freki, wilk, ktry z wasnej woli zosta, eby im pomaga.
Dolg, samotny nawet w gronie towarzyszy, wsta i bezszelestnie poszed
zobaczy swoje
kamienie. Przekroczy prg maego, tajemnego pokoiku, gdzie leay w ciepym
blasku
nieduego witego Soca. Zamkn drzwi i znalaz si sam na sam z
kamieniami.
wiato soca byo bardzo silne, szafir jednak pozostawa od duszego czasu
mtny, a
farangil czarny.

Dolg, jedyny, ktry mia prawo dotyka owych rzadkiej urody klejnotw, wzi
ukochany
kamie drcymi rkami.

- Mj najdroszy - szepta cicho. - Najdroszy, ja naprawd nie chciaem!


By taki smutny, tak mu byo ciko na sercu, e zy zaczy spywa na dawniej
taki
promieniejcy farangil. I oto tam, gdzie upada za, kamie stawa si janiejszy.
Teraz Dolg paka z radoci, zy kapay, farangil jania, bo zy mioci i troski
s w stanie
uleczy najcisz ran.
Kamie wci jeszcze nie by taki czysty jak dawniej, trzeba byo na to chyba
znacznie
wicej czasu i stara, ale troch pomogo.
-Tak strasznie was teraz potrzebujemy - szepta uradowany Dolg do wszystkich
trzech
skarbw: farangila, szafiru i maego soneczka, wieccego ze zdumiewajc
si. Potrzebujemy was, bo nasze zadanie wci nie zostao spenione. Gdzie w
grach
bkaj si nasi przyjaciele, s sami na najbardziej gronych pustkowiach.
Jego myli przepenia lk o nieobecn czwrk, obejmowa domi to
czerwony, to
niebieski kamie, oba pomagay mu w tylu gronych sytuacjach, a teraz zostay
tak
ciko uszkodzone.

- Pomcie im - baga szeptem. - Skierujcie swoje gorce promienie do ich


serc,
przekacie im wasz si tak, jak ja staram si tchn w was moj.
Dugo jeszcze sta w milczeniu, z zamknitymi oczyma, pogrony w
modlitwie.
Na zewntrz byo miertelnie pusto, bardzo ciemno i bardzo zimno...
Wtedy, przed wieloma dniami, kiedy rozdzielali si na dwie grupy w
zatraconych grach
za, po raz ostatni widzieli swoich drogich wybranych i patrzyli, jak tamci
znikaj w
ciemnociach w poszukiwaniu nieznanych cieek wiodcych do rda dobra.
Usyszeli,
e jaka brama si zatrzasna, i nic ju nie byo wida.
Serca patrzcych w lad za odchodzcymi wypeniy pustka i lk.
Kiedy wrota si zamkny, czworo wysacw stano w mrocznej ciszy,
domylajc si,
e tdy od dawna nikt nie wdrowa.
W skad grupy bardzo starannie wybranej do trudnej i niebezpiecznej wdrwki
wchodziy duchy Shira i Mar, ktrzy ju podobn drog przeszli przed setkami
lat. Trzeci
w grupie, Marco, ksi Czarnych Sal, nie by duchem, lecz yjcym
czowiekiem. Dziki
pochodzeniu jednak obdarzony zosta bardzo dugim, niemal wiecznym yciem.
Ludzie
Lodu uwaali go za kogo tak wanego, e wprost trudno to wyrazi.
Czwartym, za to najwaniejszym, by Indianin Oko Nocy. Urodzi si ze
znakiem

wybranego na czole, ale by zwyczajnym miertelnikiem i dlatego to on musia


ostatni
odcinek drogi do rda pokona sam, podobnie jak niegdy musiaa to uczyni
Shira,
dawno temu, kiedy jeszcze bya yw dziewczyn w ziemskim wiecie. Wtedy
przeciwstawia si jej Mar, ucze Zego. Pniej zosta jej mem i
najwierniejszym
przyjacielem.
Zadanie Oka Nocy jednak wcale nie jest identyczne z tym, jakie miaa do
spenienia
Shira. Wprost przeciwnie! Byoby dla niego spraw zbyt prost powtrzy
jedynie jej
dokonania. Dla nikogo nie ulegao wtpliwoci, e on bdzie musia pokona
wasne
przeszkody.

Teraz stali w ciemnociach i guchej ciszy, nie wiedzc, gdzie si znajduj.


Wok
panowao milczenie, zowieszcze milczenie.

- Oko Nocy, powie nam troch swoj latark - poprosi Marco szeptem. Tylko
ostronie, bardzo ostronie, ta cisza wydaje mi si podstpna i zdradziecka.
Indianin speni prob. wiato pado na kamienn posadzk u ich stp.
Kierowa teraz
strumie wolno w gr, kawaek po kawaeczku.
Znajdowali si w jakiej sztolni czy czym takim. Bya wska, ciasna, wok
wdrowcw
zamykay si skalne ciany.
W gr wiody schody. Stopnie jednak byy strome i bardzo wysokie, takie
wysokie, e
kady siga stojcym do kolan, a obok nic, czego mona by si przytrzyma,
zupenie
nic, tylko gadkie skalne ciany. Na dodatek stopnie okazay si wskie tak, e
mona si
po nich porusza tylko na palcach, a kiedy Oko Nocy skierowa latark pionowo
w gr,
nie zobaczyli tam niczego. adnego zakoczenia, drzwi, przejcia, nic, tylko
ciemno i
zimne mury.
Nie, mury, to ze okrelenia. To po prostu skaa, lita grska ciana.
Zaczli si z wielkim mozoem wspina.

Oko Nocy, urodzony tropiciel ladw i niewidzialnych cieek, szed jako


pierwszy. To
zreszt suszne rwnie z innego powodu, by przecie w tej grupie jedynym
czowiekiem, w ktrego yach nie pyna domieszka adnej niezwykej krwi,
by wic te
jedynym, ktry si mczy. Naleao zatem tempo wspinaczki dopasowa do
jego
moliwoci.
Skaa okazaa si niesamowicie gadka, czsto musieli si zatrzymywa i
zastanowi, jak
posuwa si dalej, zwaszcza e od czasu do czasu stopnie po prostu si
koczyy i
zaczynay znowu znacznie wyej. Wtedy duchy musiay pomaga, wciga
Marca i Oko
Nocy, eby mogli wspina si dalej.
Nie wiedzieli ju, jak dugo to wszystko trwa, mieli wraenie, e id tak od
wielu dni. W
kocu jednak nad gowami zamajaczyo co janiejszego, jakby niebo przed
witem.
Znajdowali si na grze.
Oszoomieni rozgldali si w wiecznym szarym mroku gr za. Byli teraz
bardzo wysoko,
znacznie wyej ni kiedykolwiek mogliby przypuszcza, i nagle uwiadomili
sobie, e nie
prowadzi tutaj adna inna droga ni ta, ktr wanie przebyli. Oto przedostali
si
poprzez wntrze gwnej gry, wyszli na przeklty szczyt za.
Mieli szczcie, e nikt ich nie spostrzeg!

Wszdzie byo tak ciemno, tak strasznie zimno, lodowaty wiatr przenika do
szpiku koci.
- Usidmy na chwil - zaproponowa Marco. - Odpocznijmy, a potem
obmylimy
nastpny ruch.
To rozsdna propozycja, rozlokowali si zatem pod oson wystajcej skay.
Wok nich
wznosiy si do nieba, ostre szczyty, przeraajco czarne. Ale ponad sob,
oszaamiajco daleko, widzieli dajc pociech gwiazd, ktra bya ich domem.
Ich
ukochanym Krlestwem wiata.
Przez chwil siedzieli w milczeniu i dyszeli po cikiej wspinaczce.
Oko Nocy zastanawia si, jak zdoa wypeni powierzone mu zadanie. By,
rzecz jasna,
przygotowywany, dugo i starannie, ale kto mgby mu powiedzie, co tam na
niego

czeka? Kiedy siedziao si bezpiecznie w domu, w piknym, jasnym krlestwie,


trudno
byo sobie wyobrazi miejsce, w ktrym si teraz znajdowali, nie mwic ju o
tym, co
jeszcze nadejdzie.
Naturalnie wielokrotnie prosi o rad Shir, zreszt dlatego wanie
zdecydowano, e
bdzie mu ona przez jaki czas towarzyszy w drodze. Jej podstawowa rada
brzmiaa:
Zawsze dobrze si zastanawiaj! Nigdy si nie wahaj! Nigdy nie okazuj lku, bo
wtedy
oni bd mieli nad tob przewag. Nigdy nie rezygnuj z dobroci!
Och, jake dokadnie odczytywa opowie o jej wdrwce do rde! Poyczy
od
Gabriela kroniki Ludzi Lodu i ich siedemnasty tom, zatytuowany Ogrd
mierci",
studiowa tak czsto, e prawie si go nauczy na pami. O wdrwce Shiry
przez
wszystkie kolejne groty a do celu, do samego rda, czystego i jasnego. W
kadej
grocie czekaa Shir jaka prba, przede wszystkim chodzio o sprawdzenie si
duchowych dziewczyny. Ach, Shira, jakie to ona spotkaa swoje saboci!
Zazdro,
pych...
Ale Oko Nocy mia teraz wtpliwoci. Czy nie za bardzo skupi si na
studiowaniu
dokona Shiry? A co gorsza: Czy to nie zostanie mu poczytane za oszustwo,
uatwianie

sobie zadania? Korzystajc z jej dowiadczenia, bdzie przecie mg szybciej


upora
si z przeszkodami.
Nie. Wiedzia, e jego zadania bd zupenie inne. Mimo wszystko wiele si z
dowiadcze Shiry nauczy. I jeli teraz bdzie czerpa z tego korzyci, to jakie
to ma
znaczenie? Chodzi przecie o pokonanie samej istoty za, czy dla takiego celu
nie
powinno si wykorzystywa wszelkich dostpnych rodkw?
Cakiem zadowolony z tego rozumowania jednak nie by.
Nieustannie przemierza w mylach szlaki swej poprzedniczki. Po pierwsze:
bramy.
Kada z nich bya mniejsza, w kocu ostatnia okazaa si zaledwie szczelin w
skale,
przez ktr Shira musiaa si przecisn. Jakby si jeszcze raz musiaa rodzi,
tak byo
tam ciasno. No i liczne groty pomidzy poszczeglnymi bramami. Byo ich
chyba
jedenacie. W kadym razie co koo tego, trudno bowiem dokadnie okreli,
co nazwa
grot, a co nie.
Pierwsza grota, pierwsza prba, wielka, wykadana zotem sala zwierciade. Sala
pychy i
zarozumialstwa. Z podog z pajczyny. W pewnym miejscu Shira si zapada i
o mao
nie znikna w otchani. Shira? Taka skromna i pokorna! To jak on sobie poradzi
z ca
swoj dum i pewnoci siebie?

Nie, no prawda, on nie bdzie musia sprosta takim samym prbom.


Ale co jemu jest pisane? Tego nie wiedzia nikt.
Druga grota... Bezkresna, pusta przestrze pena faszywych rde i obietnic
mioci. W
tej grocie sprawdzano si uporu dziewczyny. Shira poradzia sobie w niej
znakomicie. W
trzeciej rwnie. Tam chodzio o rozsdek i zaradno. Grota pena olbrzymich
myskich
kamieni.
Ale to niesprawiedliwe, pomyla nagle wzburzony. Shira niemal od urodzenia
bya do
tego przygotowywana. Od pocztku wiedziaa, e ma by nieskazitelnie
czystym i
dobrym czowiekiem. On za, Oko Nocy, cakiem niedawno dowiedzia si, e
czeka go
ta trudna droga do rda. On, wychowywany po indiasku, wedug innych
zasad i

swoistego pogldu na to, co to znaczy udane ycie. Z pewnoci poradzi sobie


w
sytuacjach, gdzie chodzi o mdro, si fizyczn czy wytrzymao, jak w
grocie numer
dziewi. Ale pokora, miosierdzie i tego rodzaju agodne uczucia... Kto moe
tego od
niego wymaga?
Zrezygnowa z rozpatrywania po raz setny fantastycznej wdrwki Shiry i opar
si o
cian, starajc si uwolni od wszelkich myli. Musi mie umys czysty na
spotkanie
tego, co lada chwila nastpi.
Shira siedziaa w milczeniu zdjta lkiem. Ja nie chc, nie chc jeszcze raz
pokonywa
tej drogi przeraenia. Wiem, e nie musz tego robi. e powinnam zosta z
Marem,
kiedy stwierdzimy, e waciwy czas nadszed. Ale co bdzie, jeli niczego nie
zauwaymy? Jeli jeszcze raz zostaniemy wcignici przez te podstpne sieci
krtych
korytarzy w penych grozy salach? Jeli zostan rozdzielona z Marem i tamtymi
dwoma i
bd znowu musiaa podj samotn walk ze zem tak jak poprzednio?
Shira nie zwrcia uwagi na to, e oddycha ciko, z trudem chwyta powietrze, a
jej twarz
to czerwieni si, to blednie. Znalaza si na skraju paniki i tylko uspokajajca
do Marca,
ktra spocza na jej rce, przywrcia jej poczucie rzeczywistoci.

Tylko co to za rzeczywisto! Znajdowali si w okolicy, w ktrej wszystko byo


dla nich
obce.
Marco bardzo si lka o Shir, od chwili gdy stwierdzi, jak le znosi t
wdrwk,
przyrzek sobie, e zrobi wszystko, eby j chroni. Ona jednak miaa Mara, a
zadaniem
Marca byo pilnowa Oka Nocy i dba o niego, dopki bdzie w stanie.
Najchtniej towarzyszybym temu chopcu a do samego rda, rozmyla
Marco. Ale nie
mog, ta droga nie jest obliczona na mnie. Jestem zbyt silny, dziedzictwo, jakie
przyniosem ze sob na wiat, daje mi zbyt wielk przewag, pokonabym
wszystkie
przeszkody z atwoci. Tego musi dokona dziecko ludzi, a Oko Nocy jest
najwaciwszym kandydatem.
Mnie natomiast przeznaczono inne, bardzo niebezpieczne zadanie. Moi
przyjaciele
jeszcze o tym nie wiedz. Chyba tylko Faron i moe si Dolg czego domyla.
Zowieszczy dreszcz przenikn Marca. Jakby gry, czarne i spiczaste, zamkny
si
wok niego na zawsze.
Ponury, czarny nastrj otuli jego dusz niczym cika peleryna. Wicher
przedziera si
ze wistem midzy szczytami, przynoszc mu przeczucie nie dajcego si ukoi
cierpienia i chodu.
Czwarty w grupie, Mar, wsta ze swojego miejsca i rozglda si dookoa. Tu
przed jego

stopami zbocze zaamywao si i schodzio stromo ku dolinie. Nikt chyba nie


byby w
stanie tamtdy przej. Na samym dole majaczyy jakie straszne budowle.
Fabryki, a
moe paradne paace? Z miejsca, w ktrym sta, widzia jedynie cz
pompatycznego
kolosa. Wikszo doliny przesaniay opary i dym.
Jedna myl nie dawaa mu spokoju: Jak std zejdziemy? Jakim sposobem uda
nam si
kiedykolwiek wrci do domu?
Tak jak to teraz widzia, bdzie to najcisza ze wszystkich prb.
Skierowa wzrok w inn stron. Ku grskim pustkowiom, przez ktre musz
przej.

Specjalnie daleko wzrokiem nie siga. Postrzpione gry zamykay krajobraz,


rysoway
si smolicie czarne na tle tutejszego wiecznego mroku.
Marco zawoa, e czas si zbiera.
Wszyscy czworo spakowali swoje rzeczy. Ale bezradno i smutek zakraday
si do ich
serc, otaczay ich niczym milczce duchy z tych wichrowych gr.

- Sprbujmy si dowiedzie, co z tamtymi -powiedziaa Shira. - I poinformujmy


ich, jak
daleko sami dotarlimy.
Wszyscy uznali, e to bardzo dobry pomys, i Oko Nocy natychmiast zacz
telefonowa.
W eterze panowaa jednak cisza. Nie wydobyli z aparatu nawet najmniejszego
trzasku.
W ogle nic.
- Znajdujemy si poza zasigiem ich odbiornikw - stwierdzi Marco. - No, a co
z grup
Rama? Moe z nimi si porozumiemy?
Tym razem sycha byo wicej, ale te nic poza trzaskami i jakim dalekim,
przejmujcym wizgiem.
- No to jestemy w izolacji -powiedzia Oko Nocy gucho. -Zreszt, czy mona
si byo
spodziewa czego innego?
Przygnbieni odoyli nadajniki.

Wiatr przelatywa koo nich ze zowieszczym szumem.


- Robi si coraz chodniej, jakby si zanosio na nieg - powiedzia Marco.
Shira i Mar mu przytaknli, Oko Nocy jednak urodzi si w Krlestwie wiata i
w ogle
nic nie wiedzia na temat niegu. Jedyne, co teraz odczuwa, to dojmujce
zimno,
przenikajce do szpiku koci; przez krtk chwil zapragn nawet znale si w
ciepym
Krlestwie wiata, w indiaskim obozowisku. Zatskni za rodzinn wsplnot
ludzi
zgromadzonych wok ognia, za tym, by poczu znowu w sercu ten szczeglny
ar, jaki
daje troska o innych, o cae plemi.
Chocia tutaj te nie by sam, jednym z najpikniejszych uczu, jakie w yciu
pozna,
bya wi czca go z przyjacimi, z ktrymi teraz znajdowa si na tych
mrocznych
pustkowiach. Z Markiem, Shir i Marem oraz ze wszystkimi, ktrzy czekaj na
nich w
pojazdach Madragw.
Oko Nocy nie wiedzia bowiem, e wikszo uczestnikw ekspedycji wkrtce
w jednym
z pojazdw wyruszy do domu. Pojcia nie mia, e J1 niedugo zabierze Chora i
Sass, i
Heikego, a take Joriego, Armasa i Yorimoto i opuci Gry Czarne. Dwa wilki
oraz
uwolnieni jecy bd z nimi, kiedy nadejdzie czas przeomu. Kiro i Sol ju teraz
znajdowali si w drodze ku Ciemnoci, skd nastpnie skieruj si do Krlestwa
wiata,

zabierajc ze wiata bani i przygody tych, ktrzy byli tutaj wizieni.


Wszystko to pozostawao tajemnic dla grupy wdrujcej bez celu i adnej
dokadniejszej informacji.
Oko Nocy mia jednak wraenie, e w nieustanny, porywisty wiatr przynosi im
zapowied zbliajcego si za. Wydawao mu si to gupie, ale za nic nie mg
si
pozby przykrego uczucia.

Tutaj, na grze, skaliste podoe pokrywa jaki mech. Dziwaczny jak na mech,
sprawia
beznadziejne, aosne wraenie, czepia si rozpaczliwie nieurodzajnej skay,
ktra
naprawd nie moga go wykarmi.
Oko Nocy pochyli si i pogaska roliny, jakby chcia im doda odwagi i siy,
nie zdajc
sobie z tego sprawy, sam tym sposobem odbudowywa wasn si, ktra miaa
mu si
bardzo przyda w dalszej wdrwce.

- Musimy przej przez tamten pasa - powiedzia Marco, wskazujc rk, ktry
pasa
ma na myli. - Nie wyglda on wprawdzie specjalnie zachcajco, ale mam
wraenie,
jakby z jakiego powodu na nas czeka.
Wszyscy odczuwali to samo, to przejcie mogo si okaza grone.
Kiedy dotarli do rozpadliny, bdcej jedynym wyjciem std, jeli nie chcieli si
wspina
po sterczcych ostro w gr szczytach, zaczli si domyla, o co w tym
wszystkim
chodzi. aosny szept wiatru narasta do potnego wycia. eby si w ogle
nawzajem
sysze, musieli wrzeszcze ile si w pucach.
I nagle Shira zostaa porwana w gb pasau. Wsysajcy wicher unosi jej
lekkie, kruche
ciao niczym jesienny li, biedaczka zrozpaczona wzywaa pomocy.

Mar bez zastanowienia rwnie da si ponie wiatrowi, to jedyne, co mg


zrobi, eby
znale si znowu obok ukochanej. Marco i Oko Nocy stali, trzymajc si z
caych si
nierwnej skay.
- Oni s duchami - powiedzia Marco. - Daj sobie rad lepiej ni my w
podobnej sytuacji.
Spjrz, Mar chwyci Shir, razem bd silniejsi.
Mar zdoa si zapa skalnego wystpu w gbi pasau. Ale przede wszystkim
stara si
trzyma przy sobie Shir, w kocu ona te znalaza jaki punkt oparcia. I oboje
powoli,
bardzo ostronie, zaczli si zblia do Marca i Oka Nocy. Nareszcie Marco
mg
wycign do nich rk przez sterczc tu nag ska i znowu byli wszyscy
razem.
- Przejcie tdy wydaje mi si miertelnie niebezpieczne! - zawoa Mar. -To
chyba
gdzie tutaj bierze pocztek ten wir, ktry tak wielu wcign do wntrza Gr
Czarnych.
- Moliwe - odpar Marco, ale w jego gosie brzmiao powtpiewanie. - Nie
natrafilimy na
niego nigdy podczas dugiej, spiralnej, jak to okrelalicie, wdrwki w stron
gr. Czy
ten wir nie ogranicza si tylko do zewntrznych okolic Gr mierci?
Mar wskaza na zowrogi, wsysajcy prd powietrza.
- On w niektrych okolicach schodzi pod ziemi, widzielimy, e znika w
przeraajcej
dziurze.

Marco skin gow.


-Tak. Tak to moe by. Ta wsysajca sia moe si znajdowa pod ziemi.
Gdzie dalej
znowu si wyania na powierzchni i wciga dosownie wszystko, co si pojawi
w okolicy.
Nie chc oglda tej dziury. Chodcie, znajdziemy inn drog!
Zrobio si straszne zamieszanie, bo nagle Shira o mao znowu nie zostaa
porwana.
Wszyscy rzucili si na pomoc, a kiedy ponownie znalaza si na bezpiecznym
gruncie,
pospiesznie odeszli od gronego pasau; mieli zamiar nieco dalej szuka innej
drogi, tym
razem z lewej strony.
Zrobili ledwie par krokw, gdy zobaczyli, e z ziemi wydobywa si para
niczym z
gorcego rda.

Nagle uwiadomili sobie, jak bardzo s zmczeni, jak przemarzli i zgodnieli.


Od
ostatniego posiku mino wiele czasu. Pomyleli wic to samo: Zatrzymajmy
si na
chwil, pozwlmy odpocz zmczonym nogom, ogrzejmy skr, dajmy je
wygodniaym ciaom.
W pobliu oparw byo bardzo adnie, ziemi pokrywa wyjtkowo mikki
mech. Caa
czwrka usiada i zabrali si do jedzenia.
Trudno powiedzie, co si stao, ale nie mino kilka minut i pogryli si w
gbokim
nie.
Opary unosiy si wok nich lekkie i delikatne, przepyway ponad upionymi
ciaami,
pieciy ich twarze, przenikay w skr, do ust i do nosw.
Wszystko wok jakby zastygo w oczekiwaniu.
Ludzie spali.
Snem gbokim jak mier...

Marco co sysza. Gdzie w oddali dzwoni may dzwoneczek. Natrtnie,


niecierpliwie.
Jakie cikie jest jego ciao! Nie by w stanie poruszy nawet palcem.
A dzwonek dzwoni i dzwoni. Powieki ciyy jak z oowiu.
Chciabym po prostu umrze, myla Marco. Zostawcie mnie w spokoju!

W jego znieczulonym mzgu pojawia si jednak jaka myl i z trudem staraa


si
przedosta do wiadomoci:
To dzwoni telefon w mojej kieszeni. Trzeba odebra, zanim przestanie!
Nie mam siy. Nie chc.
Owszem, chc, tylko rka mnie nie sucha. Gdzie ja jestem? Dlaczego kto chce
ze mn
rozmawia?
Zebra ca si woli i otworzy oczy, rwnoczenie rka uja aparat.
Wykrztusi co
bekotliwego i usysza czyj szept.
Dzwoni Armas. Jego sowa brzmiay gronie.
To, co dziao si w pobliu ksicia Czarnych Sal, byo jednak chyba jeszcze
gorsze. W
pmroku zobaczy swoich przyjaci, Oko Nocy, Shir i Mara, wszyscy leeli
na ziemi jak
nieywi.
To te opary, pomyla przeraony i nie przerywajc rozmowy z Armasem, stara
si
odcign na bok Shir. Kopn Mara, a potem Oko Nocy, mocno, brutalnie,
musia ich
przecie za wszelk cen obudzi.
Shira powoli dosza do siebie i spostrzega zagroenie, pomoga Marcowi
odcign
pozostaych od zdradzieckiego, rozkosznego ciepa.
Niebywale silny Mar ockn si niemal natychmiast, natomiast wszystko
wskazywao na

to, e Oko Nocy jest chyba stracony. By przecie delikatnym czowiekiem.


Marco
zakoczy rozmow i zaj si reanimacj modego Indianina.
Udao mu si to po wielu prbach, w kocu wszyscy znaleli si w bezpiecznej
odlegoci
od oparw i trjka przyjaci chciaa wiedzie, o czym Marco rozmawia z
Armasem.

- Okazuje si, e on dzwoni do mnie wielokrotnie, ale nie odpowiadaem westchn


Marco. - Zdaje mi si, e spalimy bardzo dugo tym niezdrowym snem.
Przedtem Armas
dzwoni z dachu tego paacu, ktry widziae w dolinie, Mar. Teraz znajduje si
w samym
12

sercu za, w tym okropnym wronim gniedzie, ktre znamy. Co ten szaleniec ma
tam do
roboty? Prosiem go, by mi opowiedzia, co widzi, i zrobi to. Nasz Armas jest
niebywale
bystry. Ot zamczysko nie jest pikne, jest po prostu przeraajce. Mimo
wszystko
jednak Armas ma dla nas wane wiadomoci.
Marco opowiedzia o rurze, wychodzcej z paacu i cigncej si w gr po
strominie, a
potem dalej przez paskowy na tyach paacu.

-A woda pynca rur jest za! Armas pokaza nam drog do rde za zakoczy Marco
z poncym wzrokiem.
- Znakomicie! - ucieszy si Oko Nocy. -Ale spjrzcie na zegarki, moi
przyjaciele!
Przespalimy par dni i nocy!
- Masz racj! - potwierdzi Marco przeraony. - Nie mamy czasu do stracenia!
Chodcie,
trzeba jak najszybciej odnale t rur, o ktrej mwi Armas.
- Nie jest to najatwiejsze zadanie, kiedy nie istnieje adna droga -skrzywi si
Oko Nocy.
-Tdy przej nie mona. Pasaem take nie.
-Tam nie bdziemy ju prbowa - zapewni go Marco. - Musimy zawrci, w
kocu
przecie chyba znajdziemy jakie przejcie.

Oywieni wiadomociami od Armasa, ruszyli z powrotem, ale uszli zaledwie


kawaek.
-Tam! - oznajmi Marco, wskazujc w gr. - Bdzie, oczywicie, trudno,
bdziemy si
musieli wspina bardzo wysoko, ale jeli przedrzemy si przez ten skalny
grzebie,
powinnimy si znale na waciwej drodze.
Szli dalej pord przeraajcych ska, pord szczytw, ktre zdaway si
szarpa
powietrze na strzpy, wbijay si w nie niczym szpilki w mikk tkanin, a byy
tak
wysokie, e sigay prawie do Krlestwa wiata.
Shira trzymaa Mara za rk. Robio jej si niedobrze na myl o dawno
minionych
czasach i o Grze Czterech Wiatrw daleko nad pokrytym lodem Morzem
Karskim.
Oko Nocy zwrci si do niej i zapyta:
- Shira, boj si, e za daleko mi towarzyszycie. Moe nam si nie uda, skoro
bdziecie
ze mn?
- Nie, mj drogi, nie obawiaj si - odpara agodnie Shira. - Chyba pamitasz, e
Irovar i
Sarmik, a take Daniel dugo mi pomagali. Byli ze mn a do chwili, kiedy
musiaam
sama wej do wntrza gry.
Uspokoio to nieco modego Indianina. Zaczli si wspina na niedostpne
skay,
kaleczyli rce o wystajce kamienie i kujcy mech.

Po chwili Shira znowu zacza mwi:


-A prby czekay na nas od samego pocztku. Na dugo przedtem, zanim
zaczy si te,
przeznaczone wycznie dla mnie. Na pocztku za byo nas wielu.
Marco odwrci si do nich.
- No, oczywicie. My te ju mielimy do czynienia z przeciwnociami.
Niebawem
pojawi si z pewnoci kolejne, a w kocu nadejdzie to, z czym tylko ty sam
bdziesz
si musia zmierzy, Oko Nocy, kochany przyjacielu.
Te pene ciepa sowa sprawiy Indianinowi rado.
- Poza tym - podja Shira, przechylajc si nad najostrzejsz krawdzi, eby
zobaczy,
co si kryje w dole. - Poza tym przez cay czas, kiedy szam do rde, oni na
mnie

czekali. Nie daabym sobie rady bez nich i bez pewnoci, e s tam z mojego
powodu.
Bd wic spokojny. I Marco, i Mar, i ja take bdziemy tutaj i bdziemy na
ciebie
czeka.

- Dzikuj - szepn indiaski chopiec z ulg. Cho to chyba przesada nazywa


go
chopcem, Oko Nocy od dawna by dorosym mczyzn, moe niezbyt
urodziwym, mia
na to troch zbyt grube rysy, ale przystojny by i mski jak diabli.
W kocu wszyscy znaleli si po drugiej stronie szczytw i patrzyli na nowy
krajobraz.
Och, nie! Jeli ktrekolwiek z nich sdzio, e zobacz co nowego, to
popeniao bd.
Wci te same poszarpane, ostre szczyty giny w wiecznym mroku Gr
Czarnych.
Cisza i przeraajca pustka ponad wymarymi grami napeniay ich serca
lkiem.
Ale, oczywicie, widzieli urwisko, zamykajce dolin. Ruszyli w prawo, eby
zbliy si
do skay, ukrytej za szeregiem ostrych szczytw.
Nie byo to atwe. Zatrzymywali si czsto, nasuchiwali, zastanawiali si, czy
ju wkrtce
dotr do celu.
Mar przecie ju raz wczeniej znalaz si na krawdzi urwiska. Stamtd jednak
nie

mona byo nigdzie dotrze, zarwno w gr, jak i w d wiody tylko nagie,
liskie skay.
- Jeli bdziemy si posuwa odpowiednio blisko i wzdu krawdzi, ale nie
cakiem przy
skale, powinnimy si w pewnym momencie natkn na t rur - powiedzia
Marco.
- Pod warunkiem, e nie biegnie ona pod ziemi - mrukna Shira. - Oni tu
wykazuj
szczeglne zamiowanie do wskich przej i obrzydliwych podziemnych
korytarzy.
-Tak jest - potwierdzi Marco. -Zdylimy si o tym przekona. Moe jednak
uda nam
si usysze szum ciekncej wody...
Na razie nie syszeli niczego, niczego te nie byo wida oprcz ponurych,
wysokich
szczytw wok.
- Nic na to nie poradz - powiedziaa Shira z nieoczekiwanym uporem. - Nic nie
poradz,
e ta okolica wydaje mi si strasznie, powiedziaabym, bolenie pikna.
Marco spojrza na ni zdumiony.
- Owszem, tutaj jest piknie, dokadnie tak jak mwisz. Czowiek czuje, e
majestatyczna
uroda gr chwyta go za serce. Chciaoby si zapali soce, da wiato tym
udrczonym
szczytom i zwrci im ich wielko!
Mar i Oko Nocy wietnie rozumieli, o co mu chodzi. Nikt jednak nie spodziewa
si
odpowiedzi, jakiej nieoczekiwanie udzieliy gry. Ziemia zadraa lekko, pod
stopami

wdrowcw rozlego si co jakby westchnienie.


Popatrzyli po sobie zdumieni i wszyscy pomyleli to samo: moe zyskalimy
sojusznika
w tej naszej niebezpiecznej wdrwce? Czyby mg nim by ten acuch
grski?
A moe to tylko ostrzeenie ze strony zych mocy?
Powoli i z wysikiem przedzierali si dalej przez niemal niedostpny teren. W
kocu
znaleli si na nieco rwniejszym gruncie, tu i tam dostrzegali doliny pord
wrogich gr.
adnych rur nigdzie nie byo wida, przynajmniej na razie. Teraz jednak
wszyscy byli
pewni, e wkrtce na nie natrafi.
Oko Nocy nagle przystan.
Pochyli si nad ziemi i powiedzia:
- Co to moe, u licha, by?
14

Pozostaa trjka pochylia si take.

- lad? - z niedowierzaniem powiedziaa Shira. - Tylko czyj?


- Moim zdaniem to najbardziej przypomina lad smoka, ktrego spotkalimy w
sali
wiatrw we wntrzu gry - oznajmi Mar.
- Owszem, ale tamten smok by sympatyczny i przyjanie usposobiony - wtrci
Marco. - I
nie mia takich okropnych, ostrych pazurw.
Przygldali si uwanie ogromnemu tropowi. Moga go te zostawi noga
drapienego
ptaka, musiaby to jednak by ptak nieprawdopodobnych rozmiarw.
- Chyba nie chciabym spotka tego tam... - jkn Mar z obrzydzeniem.
- W takim razie powiniene ju bardzo szybko ucieka - uci Marco sucho. - Bo
oto one
tu s.
Wszyscy spojrzeli w t sam stron, co on. Na wysokiej skale siedziay dwie
skulone,
budzce groz postaci, ani ptaki, ani czworonone zwierzta, ani ludzie, cho
miay po
trochu ze wszystkich. Najbardziej przypominay dwunone olbrzymy z dugimi
paszczami, o rkach i nogach zakoczonych szponami. Wrogo spoglday w d
na
czwrk wdrowcw i sprawiay wraenie, e zaraz zaatakuj.
Nikt nie mia wtpliwoci, e wystarczy im jeden skok dla osignicia celu.
3

- Do diaba! - sykna Indra, burzc tym samym spokojny, cho smutny nastrj
na
pokadzie Juggernauta.
- Co si znowu stao? - zapyta Dolg agodnie.
- No bo nic nie mona zrobi! Przynajmniej nic rozsdnego, tylko tak siedzie i
gapi si
w t metalow skrzynk!
- Uwaaj, eby ci Tich nie usysza, zranisz go do ywego. A poza tym co
jednak
robimy. Stanowimy moralne wsparcie dla Oka Nocy i jego grupy!
-Tylko e oni nic o tym nie wiedz - mrukna Indra niechtnie.
- Zapewniam ci, e jeli nawet nie wiedz, to odczuwaj nasz obecno.
Armas
przesa im przecie wiadomo. Myl o tym, e jestemy tutaj i czekamy, z
pewnoci
dodaje im si.
- Chyba masz racj - bkna Indra troch bardziej zgodna. - Ale ja bym chciaa
co
przedsiwzi, dziaa. Na przykad zapa jak proc i powystrzela te
czerwonookie
potworki.
Dolg rozemia si na to dobrotliwie i poszed sobie. Natomiast do Indry
podesza Siska.
Blada, wzburzona Siska o niespokojnym spojrzeniu.
- Indra, musz z tob porozmawia!
- Bardzo prosz - zgodzia si Indra, uradowana, e co si w kocu dzieje. Tutaj?
- Nie. Przejdmy do izby chorych.

Siska starannie i dugo zamykaa drzwi.


- Co si stao, e zrobia si taka tajemnicza?
- No wanie, usid, Indro. Jestemy w drodze ju od wielu dni, prawda...
- Uff, przestaam liczy gdzie w Dolinie R.
- Ja take. Ale jest faktem, e liczymy nasz podr ju nie na dni, lecz na
tygodnie.
- Od dawna.
15

-Tak, no i wanie... Nie wiem, jak mam to powiedzie...


- Po prostu powiedz.
- Masz racj. Indro, ja myl... Nie pojawio si to, co powinno byo. A rano
ostatnio nie
czuj si najlepiej...
Mao brakowao, a Indra wykrzyknaby: Niech to diabli!, na szczcie
zdya si
opanowa i umiechna si do Siski szeroko.
- Zapowiada si malestwo! Oczywicie! Ale to przecie wspaniale!
- Byoby wspaniale - jkna Siska z rozpromienionym mimo wszystko
wzrokiem. Byoby
wspaniale, gdybymy znajdowali si w Krlestwie wiata! Albo gdybymy
przynajmniej wiedzieli, e wrcimy niedugo do domu! Gdyby Tsi by zdrowy,
gdybym w
ogle moga mie nadziej, e on przeyje! Och, Indra, tak si boj!
I masz powody, pomylaa Indra, gono jednak pocieszaa:
- Bd spokojna, kochanie. Wszystko si uoy i wrcimy do domu w por.
-Tak mylisz? - bkna Siska bezradnie. -A czy ty wiesz, ile czasu trzeba, eby
przyszo
na wiat dziecko lenego elfa, czy, cilej biorc, istoty ziemi?
- Nie wiem. Ale pamitaj, e Tsi jest pkrwi Lemuryjczykiem! A cia u kobiet
Lemuryjczykw trwa dokadnie tak dugo jak cia kobiet. Moe par tygodni
duej. Ram
tak powiedzia.
Siska popatrzya na ni bez sowa. Umiechna si tylko zagadkowo. Indra
odpowiedziaa chichotem.

- Rozmawiaa ju z Tsi? - zapytaa po chwili powanie.


- Jak i kiedy miaam to zrobi? W tych krtkich chwilach, kiedy odzyskuje
przytomno,
powinien mie spokj.
- Masz racj - zgodzia si Indra. - Wiadomo, e ma zosta ojcem, dla kadego
mczyzny jest do szokujca. Kto, kto na dodatek jest ciko chory, nie
powinien by
na to naraany.
Twarz Siski skurczya si bolenie.
- Indra, czy ty wierzysz, e on przeyje?
- Oczywicie - odpara przyjacika chyba troch zbyt pospiesznie. - Niech no
tylko Oko
Nocy wrci z jasn wod, to... - Obja Sisk i przytulia mocno. - Pamitaj, e
masz przy
sobie yczliwe istoty! Ja bd ci wspiera do ostatniej kropli krwi i nie wtpi,
e
wszyscy pozostali na pokadzie tego pojazdu uczyni tak samo. Ram, Faron,
Dolg i Cie,
i Tich. A nawet Freki. Wilki s bardzo wraliwe, jeli chodzi o takie sprawy.
Wszystko
pjdzie dobrze, zobaczysz!
- Och, ebymy tak ju byli w domu - westchna Siska. - Wiesz, ja si cakiem
powanie
zastanawiaam, czy ze wzgldu na dziecko nie zabra si z J1, ale nie mogam
zostawi
Tsi tutaj samego. No, po prostu nie byam w stanie.
- Rozumiem twoj rozterk. Myl jednak, e Faron chce ponownie poprosi
Cienia,

eby si dowiedzia, co z naszymi wysannikami. Nie ma ich ju naprawd do


dugo.
- Zbyt dugo - przytakna Siska. - Mino kilka dni, prawda?
- Owszem, ale pamitaj, e Shira spdzia w grotach wiele czasu. Powinnimy
polega
na Marcu. Shira i Mar te budz zaufanie, oni nie zawiod Oka Nocy.
- Nie, ale ostatni kawaek musi przecie pokona sam.
16

Och, nie poddawaj si czarnym mylom, chciaa zawoa Indra, ale milczaa.
Sama te
si martwia, tamci przebywaj w grach ju naprawd bardzo dugo.
Siska pooya swoj delikatn do na silnym nadgarstku Indry.

- Indra... Nie mw nic pozostaym! Jeszcze nie teraz. Najpierw chciaabym


porozmawia
z Tsi.
- Naturalnie! Rozumiem ci, bd trzyma zb na zbie... ech, co ja gadam,
jzyk na
jzyku... Uff, jak to si mwi?
- Jzyk za zbami - umiechna si Siska.
- Jasne! Ale o co tak dokadnie w tym chodzi, jakby to miao by?
Sprbowaa. Zacisna zby i staraa si porusza jzykiem.
-Aha - bkna po chwili. - To rzeczywicie nieatwe! Mdrze wymylili ci
starodawni
twrcy przysw i powiedzonek.
Wrciy do reszty towarzystwa. Siska wygldaa przez zabrudzone okna, daleko
ku
zowieszczym grom, tam, dokd posza czwrka wysannikw.
- Wrcie jak najprdzej - powtarzaa cichutko. - Wrcie z jasn wod i
uratujcie mojego
Tsi! Pospieszcie si, bo on ju dugo nie wytrzyma.
Ciemno na zewntrz bya gsta. Tylko szczyty rysoway si mglicie na tle
odrobin

janiejszego nieba.
Do wntrza pojazdu nie dociera stamtd najlejszy nawet odgos.
adna aosna skarga baniowych postaci pojmanych do niewoli. Wszystkie
stworzenia
znikny, jedynym przedstawicielem wiata zwierzcego by teraz w Grach
Czarnych
Freki, wilk.
Poczua na policzku mikki dotyk futra. Freki, jakby czyta w jej mylach,
zbliy si i
stan obok Siski. By naprawd ogromny, dotyka jej twarzy piersi.
I, oczywicie, czyta w jej mylach! Zreszt przesya jej te swoje:
Wiem, jak si czujesz, ale niczego si nie bj. Bd si tob opiekowa.
Wilki s bardzo wraliwe, jeli chodzi o takie sprawy" - powiedziaa Indra.
- Dzikuj - szepna Siska. - Wiem, e bd bezpieczna.
Nieoczekiwanie zatrzyma si przy niej Faron. Teraz wszyscy troje wpatrywali
si w
odlege gry, po ktrych bdzia czwrka wybranych.
- Jaki dziwny spokj wszdzie - szepna Siska wylkniona.
-Tak - potwierdzi Faron. - Obawiam si, e wrg koncentruje ca uwag na
Oku Nocy i
jego towarzyszach.
- Mylisz, e nasi przeciwnicy ich odkryli?
- Na to wyglda.
Pogrona w mylach delikatnie drapaa wilka za uchem.
- Faron - powiedziaa po chwili w zamyleniu. - Tyle czasu spdzaam ostatnio
przy ku

Tsi, e niezbyt dokadnie, niestety, ledziam wszystkie wydarzenia. Ale kiedy


wyzwoleni
niewolnicy wyruszyli w drog na pokadzie J1, przysza mi do gowy pewna
myl...
-Tak? Co, mianowicie?
- Wrd nich znajdowali si pewnie i tacy, ktrzy dawniej mieszkali w
Krlestwie wiata?
Faron milcza.
17

- Chodzi mi o to - cigna niepewnie. - Widzisz, wy opowiadalicie o


dawniejszych
wyprawach do Gr Czarnych. Ktre nigdy nie powrciy do domu...
Usyszaa, e Obcy gboko wciga powietrze.
Podczas duszej chwili milczenia Freki powiedzia niemal bezczelnie:
- Bardzo mio jest by drapanym za uchem, Sisko, ale nie traktuj mnie jak
pokojowego
pieska!
- Przepraszam - szepna, cofajc rk.
- Nie szkodzi. Doceniam twoj dobr wol.
Faron tego nie sucha.
- Sisko - rzek. - Mam wraenie, jakby zapalia pochodni.
Odwrci si natychmiast i zawoa Rama, eby mu przedstawi teori Siski.
Ram te przez chwil sucha oniemiay.
-Ale to si przecie dziao bardzo dawno temu -westchn na koniec.
-A czy to ma jakie znaczenie? -zapytaa Siska.
- Mylelimy, e dawni wdrowcy wymarli - wyjani Faron.
- Obcy i Lemuryjczycy nie umieraj przecie tak szybko, prawda?
-A moe, przynajmniej niektrzy, przeszli na stron za - zastanawia si Ram. Jak
Hannagar...
- Hannagar mia saby charakter - mwia dalej Siska. - Czy w ogle
prbowalicie
szuka jakich ladw, kiedy ju tu dotarlimy?

- Musz ze wstydem przyzna, e nie przyszo mi to do gowy - westchn


Faron. Musiaem
ich po prostu skreli.
- Ja te si nad tym nie zastanawiaem - przyzna Ram. - Byo przecie tyle
innych
spraw!
-To prawda - skina Siska. -A teraz nie ma tu ju adnych niewolnikw.
- Nic na ten temat nie wiemy - rzek Faron cicho. - Freki, ty jeden znasz
panujce tutaj
stosunki. Powiedz, czy mog by jeszcze niewolnicy lub winiowie w Grach
Czarnych?
- Niewolnicy to nie - odpar wilk. - Winiowie chyba te...
Nie dokoczona myl jakby zastyga w przestrzeni.
Pozostali czekali w napiciu, potem Siska zwrcia si do mczyzn:
- Ilu mogo ich tu przyby?
- Oj - mrukn Faron niepewnie. - Jak mylisz, Ram?
- C... ekspedycje wyruszay w cigu setek lat, wprawdzie bardzo rzadko, ale...
Zreszt
to wszystko dziao si przewanie w czasach, kiedy mnie jeszcze nie byo w
Krlestwie
wiata.
- Ja chyba powinienem pamita lepiej.
Po duszej dyskusji ustalili, e nie powrcio co najmniej siedem ekspedycji. W
niektrych uczestniczyo jedynie paru miakw, inne byy liczniejsze. Za
zaginion
musieli te uzna ekspedycj, ktra dotara do Doliny R. Jej sygnay ustay
ju bardzo

dawno temu, na dugo przedtem, zanim oni sami znaleli si w Grach


Czarnych. No i
grupa Hannagara, ktrej si nie powiodo, ona te poniosa cakowit klsk.

Kiedy zliczyli uczestnikw tych i poprzednich wypraw, okazao si, e byo ich
nie mniej
ni dwudziestu piciu. Ekspedycja Farona bya zatem najwiksza ze wszystkich.

- No dobrze, Freki - rzek Faron agodnie. - Co chciae nam powiedzie?


Myli wilka dotary do ich wiadomoci wyrane jak gono wypowiadane
sowa:
- Syszaem kiedy takie pogoski... O tajemnym miejscu dla winiw.
Najbardziej
strzeonym ze wszystkich. Moe to nie byo wizienie, ale co w rodzaju obozu.
- Gdzie?
Wilk zastanawia si. Siska czua na ramieniu jego ciki oddech.
- Gdzie w jakiej niedostpnej, odlegej dolinie. Zdaje mi si, e mgbym
okreli
przynajmniej w przyblieniu jej pooenie.
Faron sucha podniecony, ale Siska westchna ze smutkiem. Znowu trzeba
bdzie
wysa na niepewne ekspedycj ratunkow? Kiedy w takim razie uda nam si
wrci do
domu?
- Ram, przejmiesz dowodzenie tutaj - zdecydowa Faron. - Freki, my obaj
potrafimy
porusza si znacznie szybciej ni inni, moe z wyjtkiem Cienia, ale on bdzie
tu
potrzebny. W takim razie my dwaj, Freki, wybierzemy si do doliny, o ktrej
mwisz. Ale

potrzebowabym jeszcze kogo. Kogo, kto tutaj, na pokadzie Juggernauta, nie


ma
specjalnych obowizkw. Nie moe to by Tich, bo on pilnuje caej maszynerii.
Nie Tsi
ani Siska, nie Dolg... W takim razie musi to by...
Ram poblad.
- Faron, nie moesz jej naraa na takie niebezpieczestwo!
- Niebezpieczestwo? Z nami Indra bdzie bezpieczniejsza ni tutaj. Usidzie na
grzbiecie Frekiego, a Tsi z pewnoci ma jeszcze trzy ziarna, wic bdziemy
mogli przez
jaki czas pozosta niewidzialni.
Siska potwierdzia, e ziarna, owszem, s, ale uywane i by moe nie
najwyszej
jakoci.
Wkrtce potem zaoga J2 zmniejszya si. Faron, Indra i Freki po prostu
zniknli. Musieli
przecie wymin blokad na zewntrz, dobrze wic, e mogli si sta
niewidoczni.
Ram, wci blady, patrzy bez sowa na ukryt w mroku dolin. Bardzo mu si
nie
podobao, e sprawy przybray wanie taki obrt.
Faron utrzymywa szybkie tempo Obcych, ale Freki nada za nim z atwoci.
Indra
wczepia si kurczowo w wilcze futro i czua, jak wiatr rozwiewa jej wosy.
Posuwali si teraz zupenie inn drog, oddalali si od Gry Za, podali w
odwrotnym
kierunku. Freki zastrzega, e nie jest absolutnie pewien, czy tak wanie naley,
po

prostu bieg na wyczucie, ale Faron przyjmowa jego decyzje z zadowoleniem.


Indra zapytaa, do czego potrzebna mu bdzie jej pomoc, a on odpowiedzia:
- Widzisz, wilk nie potrafi, na przykad, otworzy zamka ani przytrzyma
niczego, gdyby
si to okazao konieczne. Trudno jest samotnemu w sytuacji kryzysowej, gdyby,
powiedzmy, potrzebowa czterech rk.
- No jasne, rozumiem - przyznaa Indra.
Gdyby co takiego wydarzyo si na pocztku wyprawy, pkaaby z dumy, e
Faron
wybra wanie j, i staraaby si ze wszystkich si wypeni swoje zadanie jak
najlepiej.
Teraz nabraa ju rutyny i robia co moga bez zastanawiania si, czy j za to
pochwal.
19

Widocznie dorosam w czasie tej podry, pomylaa z gorycz.


Szybko pokonali spalon dolin i posuwali si ku paskowyowi. Faron po
prostu unosi
si w powietrzu, jakby potrafi si porusza na sposb elfw, a Freki gna
bezszelestnie u
jego boku. Od czasu do czasu tylko informowa, co teraz naley zrobi. Faron
stosowa
si do jego wskazwek.
Indra zastanawiaa si nad sytuacj Siski. Wiedziaa, e niebawem trzeba bdzie
poinformowa wszystkich o nowinie, gdyby mieli nadal tkwi w tych Grach
Czarnych.
Na razie jednak chciaa dotrzyma obietnicy i milcze.
Wiadomo wywoa zamieszanie, wszystko jedno, czy si j ujawni tutaj, czy w
Krlestwie wiata, jeli kiedykolwiek tam wrc. Zwizek kobiety i bastarda,
urodzonego
z Lemuryjczyka i istoty ziemi... Kim si moe okaza takie dziecko?
yczya Sisce i Tsi-Tsundze wszystkiego najlepszego. Byli tak szczerze w sobie
zakochani, wic pewnie wszystko pjdzie dobrze, niezalenie od tego, co si
stanie.
Indra w kadym razie gotowa jest ich wspiera w dobrym i w zym.
Znajdowali si teraz wysoko na grzbietach dugich wzniesie. Kilometrami
cigny si
przed nimi te grzbiety i giny daleko w mroku.
Freki rozejrza si.

-Trudno powiedzie co pewnego - rzek. - Wszystkie doliny s do siebie


podobne.
Wydaje mi si jednak, e to bdzie druga za tamt.
- W takim razie to nie tak strasznie daleko - stwierdzi Faron. - Ruszajmy,
szkoda czasu!
Znowu wiatr gwizda w uszach Indry. Znowu musiaa wybiera, czy lepiej
zasania je
rkami, czy raczej trzyma si wilczej sierci.
Zdecydowaa si na to drugie i wkrtce poczua, e uszy ma kompletnie
przemarznite.
4
Daleko od zwiadowcw, w nieprzyjaznej grskiej okolicy, Oko Nocy i jego
przyjaciele stali
jak sparaliowani i wpatrywali si w groteskowe, przeraajce istoty na skalnym
wystpie, gotowe w kadej chwili na nich skoczy.
- Uciekajmy std! - wrzasn Marco i wszyscy czworo rzucili si w bok.
Tym razem potwory chybiy, ale zaraz znowu byy gotowe do kolejnego ataku
na
intruzw.
Marco jednak co usysza, to znaczy nie, stwierdzi, e niczego nie usysza,
adnego
odgosu, kiedy potwory spady na ziemi.
-To s zjawy! - krzykn. - Chimery, wytwory naszej wyobrani! Mar, to twoja
specjalno, przepd je!
Mar, wychowany wrd szamanw w Taran-gai w syberyjskiej tundrze, ktry
zreszt sam
by wielkim magiem, natychmiast zabra si do dziea. Wycign odwrcon
do w

stron cieni i wypowiedzia formuk, dug wizank sw w jakim cakowicie


niezrozumiaym jzyku dla kogo, kto by nie posiada aparatu mowy Madragw.
Oko
Nocy i Marco zadreli, syszc prymitywne, brutalne, straszne zaklcia, co
odpowiadajcego moe formukom Mriego, tylko jeszcze okropniejsze. W
kadym razie
w salonach tego powtarza nie mona.
Najwyraniej Mar zna si na rzeczy. Fantomy zastygy, mona powiedzie, w
p sowa, i
znikny bez najmniejszego szmeru. Rozpyny si w powietrzu.
20

- Przeszkody zaczynaj si mnoy - rzek Oko Nocy z gorycz, gdy posuwali


si dalej w
nieprawdopodobnie trudnym skalistym terenie. - Schody pozbawione stopni,
wsysajce
prdy powietrza, usypiajce opary, chimery... co bdzie nastpne?
-A przecie przeznaczone tylko dla ciebie prby nawet si jeszcze nie zaczy wtrci
Marco. - Bardziej mnie jednak martwi, e stracilimy tyle czasu. Spalimy
naprawd zbyt
dugo. Myl o przyjacioach, czekajcych na nasz powrt.
- Och, oni maj z pewnoci do wasnych spraw, z ktrymi musz si boryka
pocieszaa
go Shira. - Mnie natomiast najbardziej martwi to, e Armas wci znajduje si
na dole w tym paacu za. To moe si na nas srodze zemci.
- Mylaem o tym samym -wtrci Mar. - Nie rozumiem, co on ma tam do
roboty.
- Widziaem te powody w jego wizualizacji - wyjani Marco. - Znajdowaa si
tam
dziewczyna, o ktrej tyle mwi w wietrznej sali. Wygldao na to, e jest
zakadniczk
najstraszniejszego za tkwicego w paacu.
-Armas? - umiechn si Oko Nocy z przeksem. - Nigdy bym si po nim
czego
takiego nie spodziewa. A zreszt moe. Rycerz w biaej zbroi?
- Zgadza si - potwierdzi Marco.
Shira potkna si o co i byaby upada, gdyby Mar jej nie podtrzyma.
- Dzikuj ci - szepna. -Ale ze mnie niezdara, nie rozumiem, co to byo...

Oko Nocy, tropiciel ladw, pochyli si nad ziemi, tam, gdzie Shira omal nie
stracia
rwnowagi.
-To ja ci dzikuj, Shiro, e si potkna! Mao brakowao, a bymy przeoczyli
najwaniejsze!
Kopn poronit mchem ziemi, oczom wszystkich ukazao si co
byszczcego.
- Rury - szepn Marco, radonie zaskoczony. -Wanie si zastanawiaem, czy
ju nigdy
ich nie odnajdziemy, byem prawie pewien, e przeszlimy obok nich dawno
temu.
W chodnej ziemi tkwia metalowa rura. Jej znalezienie stao si
najwaniejszym
wydarzeniem w ich dotychczas beznadziejnej wdrwce. W milczeniu z
przejciem
ledzili rury ukryte w mrocznym, jaowym grskim wiecie. Od czasu do czasu
rury
znikay i trzeba byo dugo szuka dalszego cigu, najwyraniej bowiem nikt nie
zamierza im uatwia podry do rde.
- Pamitajcie, e teraz znajdujemy si na drodze do zego rda - ostrzega
Shira. Trzeba bardzo uwanie sprawdza kad odnog naszej rury.
- Masz racj - przytakiwa Marco. - Kry si! - wrzasn nagle. - Ptaki!
Przeklci latajcy szpiedzy za!
Wszyscy czworo rzucili si na ziemi. Mieli na sobie ciemne ubrania, chcieli
by
niewidoczni, ale po sposobie poruszania si ptakw stwierdzili, e mimo
wszystko zostali

odkryci. Czarne potwory zatoczyy par krgw i odleciay ku Grze Za.


- Niech to diabli! - sykn Mar. - Szkoda, teraz mamy ograniczon swobod.
- Niestety, chyba powinnimy si pospieszy - przytakn Marco. - Trzeba ufa,
e nie
napotkamy nowych przeszkd, zanim Oko Nocy nie znajdzie si, bezpieczny, na
drodze
do rde.
- Bezpieczny? - Shira umiechna si z gorycz. - Tam dopiero zaczn si twoje
prawdziwe poszukiwania, Oko Nocy, mj przyjacielu.

- Dziki za sowa pociechy - westchn smutno.


W wiey na szczycie Gry Za odkrycie ptakw wywoao prawdziwe
zamieszanie.
Czworo z tych bezczelnych intruzw z Krlestwa wiata widziano wysoko, na
najbardziej niedostpnym terytorium, jakie w ogle istnieje w Grach Czarnych,
i na
ktrym ukryte s wite rda.
Bezczelno ponad wszelkie wyobraenie! Ale to naley przerwa! I to zaraz!
Nadszed
czas, by wczy w sprawy Niezwycionego. Trzeba raz zrobi koniec z t
mieszn,
ma ekspedycj z Krlestwa wiata.
Okrelenia maa i mieszna byy, rzecz jasna, grubo przesadzone. Chyba
nigdy
jeszcze wadcy gr tak si nie trzli jak teraz!
Niezwyciony powinien ich uratowa. Mona na nim polega, co do tego nikt
nie ma
najmniejszych wtpliwoci. Wracaa im pewno siebie.
Ale wysoko postawieni wadcy oraz ich poplecznik Nardagus mieli kopoty ze
znalezieniem kogo, kto by chcia odwiedzi Niezwycionego. Bo okrelenie
byo
najzupeniej prawdziwe: Niezwyciony jest niezwyciony naprawd.
Dotychczas nikt
jeszcze ze spotkania z nim nie uszed z yciem.
Ostatecznie postanowiono, e wyle si dziesiciu niewolnikw. Nardagus
uwaa to

wprawdzie za rozrzutno, ale tylko to pozwalao mie nadziej, e ktry z nich


zdoa
si wymkn, e Niezwyciony nie wyapie wszystkich.
Co niewolnicy mieliby w tej sprawie do powiedzenia, nikogo nie obchodzio.
Uspokojeni wadcy zasiedli, by obserwowa rozwj wypadkw. Wysano te
wiadomo
do wielkiego paacu, e To we Wasnej Osobie moe polega na swoich
wiernych
sugach, ktrzy nad wszystkim czuwaj.
Jedyne, co ich zocio, to to, e nic nie byo wida na pokrywajcych ciany
ekranach.
adnego filmu, ktry mgby im przedstawi, co si dzieje na wymarych
pustkowiach
wok rde. Nikt nigdy nie myla, eby jacy miakowie mogli si zapuci
a tam, z
wyjtkiem ptakw wypatrujcych na niebie. Dlatego nie przedsiwzito
adnych rodkw
ostronoci.
No i teraz nie bd mogli zobaczy, jak Niezwyciony rozprawia si z
czworgiem
intruzw.

Krajobraz zmienia si, przejcia midzy wysokimi skaami staway si coraz


wsze i
cianiejsze, wci jeszcze posuwali si za rur. Widzieli, e instalacja cignie si
dalej
pord szczytw, przez gbokie rozpadliny i midzy zalegajcymi wszdzie
skalnymi

blokami.

- Zbliamy si - mrukna Shira. - Pamitaj tylko, eby unika ciemnego rda!


Marco mia wanie odpowiedzie, kiedy przysza wiadomo od Cienia ze
wzniesie
ponad paacem. Cie donosi teraz, e Armas jest na pokadzie J2, cakowicie
chroniony
przed atakami wroga.
- Dzikuj - powiedzia Marco. - To wiadomo lepsza ni wszystko inne. Teraz
moemy
dziaa swobodnie.

Zoy Cieniowi raport na temat, gdzie si znajduj, dowiedzia si ponadto, e


wielu
czonkw ekspedycji wyruszyo do domu i e ataki na J2 ustay. Tamci odkryli
widocznie,
e Marco wraz z przyjacimi jest w drodze, znajduje si na niebezpiecznych
ciekach.
Marco przyzna mu racj, poinformowa te, e maj nadziej znale
bezpieczne dojcie
do rde, zanim ze siy zdoaj przerwa ich wdrwk.
Dobrze byo porozmawia z Cieniem. Dobrze byo si dowiedzie, e
przyjaciele s
gdzie w tej krainie i e cierpliwie czekaj.
Przejcia midzy grami staway si coraz cianiejsze. Shira i Mar zastanawiali
si, jak
daleko waciwie mog jeszcze i, kiedy pojawia si nowa przeszkoda.
I to wcale niemaa!
Wielkie zmiany dokonay si niemal rwnoczenie.
Na przykad: Najzupeniej nieoczekiwanie spadli w d na niewielk czk
schodzc ku
dolinie. To byo co tak ogromnie zaskakujcego zobaczy nagle traw, md
naturalnie i
sabowit w tych ciemnociach, zobaczy ziemi w gbokich rozpadlinach, e
wszyscy
mimo woli przystanli.

- Popatrzcie! - zawoa Mar. - cieka wiedzie dalej pod gr po tamtej stronie


ki.
-Tak jest - potwierdzi Marco. -Najpierw ginie w jakim wskim przejciu, a
potem, nieco
wyej, znowu si pojawia.
W grze wia si niczym szara wstka na ciemnym tle.
-Ale wczeniej nie widzielimy tam adnej drogi - rzeka Shira podejrzliwie. Moe to
jaka puapka?
- Nie wiem - odpar Oko Nocy. - Najwyraniej jednak bdziemy musieli przej
przez
tamto wzniesienie.
- Na to wyglda - przyzna Marco. - Mam tylko nadziej, e zdoamy dostrzec,
ktrdy
poprowadzono rury.
Nagle usyszeli za sob pospieszne kroki, wic instynktownie wszyscy padli na
ziemi.
Ledwo zdoali si schowa za wielkimi kamieniami, kiedy na ciece ukazao
si trzech
potwornie zziajanych, paskudnie wygldajcych wojownikw.
- Co oni tu robi? -zapytaa Shira cicho. - To przecie teren nienaruszalny,
prawdopodobnie zakazany.
- Nie cakiem. Kto przecie musi doglda urzdze - szepn Marco w
odpowiedzi.
-Ale chyba nie oni. Oni maj z pewnoci inne plany.
Wojownicy przebiegli obok, nawet do blisko. Day si sysze zdyszane
komentarze:
- Powinnimy byli wiedzie, powinnimy byli wiedzie!

- Nie zapiemy tego, nie zapiemy tego!


- Nie dojdziemy do celu, nie wyminiemy.
- Zobaczymy! Zobaczymy!
- Niebezpieczne, niebezpieczne!
- Zostalimy oszczdzeni. Niezwyciony zapa tylko siedmiu.
- Chyba nie wpadniemy ponownie w puapk???
-Przekonamy si.
-Tak jest.
miali si gono, podnieceni.

Czworo ukrytych spogldao po sobie. Wszystko to bardzo ich dziwio.

- Niezwyciony? - zapyta Oko Nocy. - Tutaj?


- Nie brzmi to dobrze - westchn Marco zmartwiony. - Patrzcie, zbliaj si do
przejcia
po drugiej stronie ki. Teraz stanli jak wryci. Dlaczego?
- Co tam musi by - powiedziaa Shira zaskoczona.
Ze zdumieniem przygldali si, jak wojownicy o czerwonych oczach wycofuj
si z
pasau i z wahaniem wracaj przez k. Sycha byo ich chrypliwe, teraz pene
wzburzenia gosy:
- Nie przejd obok, oni te nie przejd.
- Chyba nikt nie potrafi dokona czego takiego - rozemia si inny ordynarnie.
- Nie, nikt, ale w takim razie oni te nie dojd do Niezwycionego.
-To byaby szkoda! Ale gdzie oni waciwie s? Nie widzielimy ich.
- Gdzie si ukryli, to oczywiste. To przecie jedyny szlak wiodcy do rda,
ktrego
szukaj. Cholerni idioci, po co im to? Zreszt niewane, Niezwyciony ju si
nimi
zajmie.
Gosy przycichy, kiedy sudzy za minli kryjwk i oddalali si swoj drog.
- No, tomy si dowiedzieli - mrukn Mar. - Jedyny szlak do rda.
Szli dalej przez k i roztrzsali moliwoci ominicia nieznanych problemw,
bo gdyby
im si to nie udao, ani chybi zderz si z tym jeszcze bardziej nieznanym

Niezwycionym, kimkolwiek on jest.


- Nie mamy wyboru - stwierdzia Shira. - Musimy przej tutaj.
Wemknli si do wskiego pasau, gdzie wiatr gwizda pord ska wysokich
niczym
domy.
Co si teraz stanie? myleli wszyscy. Co takiego zatrzymao okropnych
niewolnikw?
Wkrtce mieli si o tym przekona. Okryli potny blok skalny. Tam droga
koczya si
przy wielkiej dziurze w grskiej cianie. Obok groty czeka na nich jaki
mczyzna.
Bardzo stary mczyzna, by taki blady, mia tak bia brod i wosy, e czue
serce
Shiry skurczyo si bolenie.
- Och, mj biedny przyjacielu - powiedziaa ze wspczuciem. - Siedziae tu
przez cay
czas? A moe da ci co do jedzenia i do picia?
Starzec popatrzy na ni zazawionymi oczyma, nieprzywyky do takiego tonu.
-A co masz do zaproponowania?
- Niewiele, szczerze mwic. Ale we wszystko, wzmocnij cho troch swoje
ciao. I
moesz si napi wody, jeli nie odmwisz...
- Wszyscy oddamy ci swj prowiant - rzek Marco. - Prosz, bierz.
Starzec umiechn si krzywo. To nie by dobry umiech, mczyzna mia
najwidoczniej
ze intencje.
- Nie siedz tu po to, eby ebra, i nie mam te siedzie w nieskoczono.
Czekam po

prostu, a przejd tdy pozbawieni rozumu marzyciele, a co takiego ma miejsce


mniej
wicej co tysic lat.
- Powiedz zatem nam, marzycielom, po co tu siedzisz?

- Wkrtce si dowiesz - umiechn si starzec nieprzyjemnie. - Ot bdziecie


mogli
tdy przej, jeli spenicie zadania, jakie wam wyznacz. Jeli nie zdoacie si z
tego
wywiza, ziemia usunie si wam spod stp i ju nigdy nie wyjdziecie na
powierzchni.
Oko Nocy zadra. Przeczuwa, e to prawda.
Myli Shiry biegy jeszcze dalej. Wiedziaa, e jeli wypeni oczekiwania
starca,
cokolwiek by to miao by, to nastpne spotkanie bdzie ju spotkaniem z
Niezwycionym. Tak bowiem powiedzieli niewolnicy, a przecie nie mieli
powodu, by
kama.
Wiedziaa jednak rwnie, e nie czas jeszcze, by ona, Mar i Marco opucili
Oko Nocy i
zostawili wybranego wasnemu losowi. Nadal powinni towarzyszy modemu
Indianinowi
i wspiera go we wszystkim.
Skoro sprawy zaszy tak daleko, to na pewno dowiedz si, gdzie zostaa
wyznaczona
granica ich pomocy.
Wia zimny wiatr, szarpa dugie wosy wdrowcw. adne z nich nie ostrzygo
si krtko.
Dugie loki Shiry to co naturalnego, ale trzej mczyni z jej orszaku, wszyscy
czarni
niczym kruki, te mieli wosy do ramion. Porywisty wiatr burzy te bia
fryzur starca i

jego rwnie bia brod.


- No to powiedz, na czym maj polega te prby - zwrci si do niego
zniecierpliwiony
Oko Nocy. - Nic nie zdziaamy, skoro nie wiemy ani co, ani jak mamy zrobi.
-A wic suchajcie uwanie - zacz starzec ponurym gosem, a jego oczy
mieniy si
zowieszczo. - Widzicie to zagbienie w skale, ktre wyglda jak misa?
Wlejecie do
niego to, czego od was zadam. Tylko pod tym warunkiem otworzy si grota w
skalnej
cianie i bd mg was przepuci.
Wszyscy czworo kiwali gowami na znak, e rozumiej i e s gotowi. Ju
dawno bowiem
nabrali przekonania, e nie ma tu adnej innej drogi ani w gr, ani w d, ani w
prawo,
ani w lewo.
Starzec rozemia si tak, e ciarki przeszy im po plecach, i poda kademu
ma czark
ze srebra.
- ebycie mieli w czym przynie - mrucza. - A oto moje polecenia...
I wymieni, czego od nich oczekuje, a czworo wdrowcw oniemiao z
niedowierzania i
gniewu...
5
Zowieszczy chichot starca brzmia im w uszach jeszcze dugo potem, gdy on
sam
znikn pord gazw, gdzie w kierunku ki. Wypeni swoje zadanie. By,
jak wiele

innych rzeczy w Grach Czarnych, jedynie podem wyobrani, fantomem


oywionym na
krtk chwil przez posiadajcych zdolno czynienia czarw wadcw
tutejszego
pastwa.
Czworo przyjaci spogldao to na siebie nawzajem, to na srebrne czarki,
trzymane w
rkach:
NASIENIE WROGA,
MLEKO DZIEWICY
I KREW Z KOCIOTRUPA.
25

- Jakim sposobem znajdziemy co takiego? - zastanawia si Oko Nocy


wzburzony. - I to
tutaj? Gdzie nie ma dosownie niczego?
- Na dodatek musimy tego dokona w oszaamiajcym tempie! Oni wci
depcz nam po
pitach! Nie mamy chwili do stracenia!
-Ale jak zdoamy...? - zacz znowu Oko Nocy.
Marco przerwa mu:
- Musimy podzieli zadanie midzy siebie. Shiro, ty zajmiesz si najprostszym.
Nasienie
wroga. Mar ci pomoe, sama nie daaby rady. Oko Nocy, ty bdziesz musia
znale
mleko dziewicy. Ja sam postaram si o najtrudniejsze: krew z kociotrupa.
Do dziea!
Przyjaciele ju otwierali usta, eby protestowa, ale Marco po prostu si ulotni.
Shira i Mar spogldali po sobie.
- Marco uzna, e to najatwiejsze - mrukna Shira.
- I chyba rzeczywicie tak jest - odpar Mar. - Razem nie bdzie nam tak trudno,
Marco
wiedzia, co robi. Chod!
Wytumaczy onie, co powinna uczyni. Shira skrzywia si, ale wkrtce na jej
twarzy
pojawi si wesoy umiech.
Czerwonoocy niewolnicy nie zaszli zbyt daleko. Przystanli.

- No dobrze, ale gdzie oni si podziewaj? - zawodzi jeden, rozgldajc si po


mrocznej
okolicy,
- Nie wiem! - sykn drugi, depczc nerwowo twardy mech. - Cholerny
Nardagus,
powinien by poszuka tych mtnych typw z Krlestwa wiata. Oni potrafi
naprawd
niele narozrabia, zdoali przecie osign bardzo wiele, wszystkiego si po
nich
mona spodziewa, nie podoba mi si ta cala historia.
- Rozejdmy si na jaki czas i szukajmy ich - zaproponowa trzeci. - Nie ma
sensu,
ebymy si wszyscy krcili w kko, niczego w ten sposb nie zdziaamy.
Wszyscy przyznali mu racj. Za bardzo jednak nie powinni si od siebie
oddala.
Znajdowali si przecie w ponurym i niebezpiecznym kraju, w ktrym wszystko
mogo si
przytrafi.
I jednemu z nich rzeczywicie przytrafio si co niezwykego.
Odszed od swoich towarzyszy, stal i gapi si na beznadziejny krajobraz przed
sob, w
ktrym, szczerze mwic, nie byo nic do ogldania. Opar si o skal i
odpoczywa po
trudnej wdrwce w grzystym terenie. Podobnie jak jego dwaj towarzysze by
sfrustrowany tym, e tyle si nabiegali i namczyli, a nie natrafili nawet na niky
lad tych,
ktrych szukali.
Nagle wytrzeszczy oczy. Co to si dzieje?

Sta wci bez ruchu pod ska i bez adnej widocznej przyczyny poczu
rozkoszne
mrowienie pod opask biodrow, w najszlachetniejszych czciach swego
ciaa...
No, moe takie strasznie szlachetne to znowu nie byy. Zbyt czsto zabawia si
z mao
wartociowymi kobietami ulepionymi z tej samej gliny co on sam.
Byskawicznie znalaz si w penej gotowoci.
Mia wraenie, e pieci go czyja maa do, po chwili wyda z siebie
rozkoszne
oooooch. Widocznie jego zmysy same z jakiego powodu... bo przecie w
pobliu nie

byo nikogo. Od dawna wprawdzie nie mia czasu na zaspokajanie swoich


intymnych
potrzeb, wic moe...
Zauway jednak, e to nie mog by jedynie erotyczne wyobraenia, wszystko
byo zbyt
rzeczywiste. Jako czowiek przesdny, przerazi si wic nie na arty, chcia si
uwolni,
chocia doznawa niebiaskiej rozkoszy.
Szarpn si mimo wszystko, wtedy jednak okazao si, e trzymaj go mocne
ramiona,
kto pooy mu do na ustach, wic cho bardzo chcia, nie by w stanie
krzykn.
Zreszt traci panowanie nad sob, pogra si w bolesnej ekstazie. Bezradny
poda
za rytmem owej drobnej doni i po chwili z gwatownym jkiem napeni
wasnym
nasieniem srebrn czark a po brzegi.
Z tego jednak nie zdawa sobie sprawy.
Kiedy silne ramiona rozluniy ucisk, wycieczony opad na ziemi i lea tak,
dopki
pod jego opask biodrow znowu si wszystko nie uspokoio.
Nawet nie prbowa zrozumie tego, co si stao. Bo tak naprawd to byy
pikne chwile,
przey prawdziw rozkosz.
Postanowi jednak nikomu nic nie mwi. Towarzysze z pewnoci by mu nie
uwierzyli. A
jeli ju, to wcale nie wiadomo, czy by go nie pobili z zazdroci.

Shira i Mar wrcili na k.


Tam zobaczyli, e Oko Nocy klczy na trawie i wpatruje si z uwag w ziemi
przed
sporym krzewem.

- Co ty robisz? - zapyta Mar, podczas gdy Shira pospiesznie zmierzaa do


zagbienia w
skale, eby wyla swoj obrzydliw zdobycz. Wrcia bardzo szybko, starannie
wytara
rce w mokr traw i przyczya si do mczyzn.
- Co ty robisz? - zapytaa tymi samymi sowy co Mar.
- Oko Nocy ju mi wytumaczy -powiedzia Mar z umiechem. - Musz
przyzna, e
wpad na niegupi pomys. Przydaje mu si jego wiedza o naturze. Kiedy
zobaczy tutaj
mrwki, pomyla, e na pewno w pobliu s te mszyce.
- Nic z tego nie rozumiem.
Oko Nocy, ktry bardzo ostronie zgarnia co palcami z gazek krzewu, nie
odwracajc
gowy podj dalsze wyjanienia:
- Mam szanse znale dziewic, Shiro, nie wiem tylko, jak zdoam zdoby jej
mleko.
Jedyn kobiet na tych grskich, zapomnianych przez Boga pustkowiach, jeste
ty. Ale

ty, niestety, nie jeste dziewic.


- Nie jestem. Poza tym ode mnie mleka by nie dosta, podr do rde
pozbawia mnie
bowiem moliwoci posiadania dzieci.
Oko Nocy popatrzy na ni z przeraeniem i o mao nie wypuci tego, co
trzyma w
rkach.
Shira uspokajaa go:
-To byy specjalne okolicznoci, Oko Nocy. Ciebie to z pewnoci nie dotyczy.
-To dobrze, bo ja bardzo bym chcia mie potomstwo. Dla Indianina jest to
bardzo wana
sprawa, zwaszcza dla takiego, ktry kiedy ma zosta wodzem. Ale chciabym
ci

wyjani... Moje zachowanie rzeczywicie moe wyglda dziwnie... ale to


jedyne
wyjcie, jakie znalazem... zwaszcza e mamy tak mao czasu...

-Opowiedz!
- Wiadomo, e mrwki i pszczoy doj mszyce. To nie do koca tak jest, bo
mszyce
wydzielaj sok podobny do miodu, ktry mrwki bardzo lubi. Ale mwi si
wanie tak,
e mszyce s dojone. Tego si uczepiem. Kiedy wic zobaczyem pod krzewem
mrwki,
natychmiast zaczem szuka mszyc. I znalazem. Mnstwo!
Shira musiaa si rozemia, rozbawiona jego pomysowoci.
- Problem polega tylko na tym - wtrci Mar - jak pozna, ktre z nich s
dziewicami.
Oko Nocy zwrci si ku niemu z umiechem.
- Och, to akurat najatwiejsze! Mszyce rozmnaaj si drog dziewordztwa.
Nie
wczeniej ni jesieni pojawia si kilku sabowitych przedstawicieli pci
mskiej.
Wszystkie osobniki, ktre tu widzimy, to dziewice.
- Bardzo praktyczne - mrukna Shira. - Ale co ty z nimi robisz? Mam nadziej,
e ich nie
zabijasz!
- Nie, oczywicie, e nie, co te ci przyszo do gowy? Kradn im tylko ten ich
miodowy

syrop, cho w istocie s to ekskrementy. Ta lepka masa, ktr widzicie na


gaziach.
Zbieram j, a dla wszelkiej pewnoci troch przyciskam mszyce, eby wydoby
jak
najwicej mleczka. Mona wic powiedzie, e je doj.
Wsta.
- No to ju. Jestem gotw. Chyba nie mona lepiej wykona zadania, czyli
zdoby mleka
dziewicy, na tych odludnych pustkowiach.
Z dum pokazywa im swoj srebrn czark. eby zobaczy na jej dnie kropl
mazi,
musieli bardzo wytrzeszcza oczy, ale co tam jednak byo.
- Wspaniale! - zawoa Mar. - Id i wylej to do wsplnej misy!.
Poszli tam wszyscy razem, Mar i Shira opowiedzieli o swojej przygodzie. Oko
Nocy,
bardzo powany mody czowiek, suchajc ich rumieni si, ale nie potrafi
powstrzyma
miechu.
- Ciekawe, jak sobie radzi Marco - zmartwi si Mar. - On rzeczywicie podj
si
najtrudniejszego zadania. Krew ze szkieletu, a nawet gorzej: z kociotrupa!
Szkielet
moe przecie by wiey, ale kociotrup... To wskazuje na co strasznego,
zleaego,
wysuszonego... Jak, na Boga, co takiego mona znale w tej okolicy?
Marco te tak uwaa. Bardzo potrzebowa kogo, z kim mgby si naradzi.
Tylko kto
by to mg by? Na dodatek czas nagli.

Pomyla chwil i uzna, e trzeba dziaa.


Kociotrup? Gdzie szuka czego takiego?
Nieustannie drczya go ponura myl. Stara si od niej uwolni, ale w miar
upywu
czasu stwierdza, e to chyba najpewniejsze wyjcie.
I prawdopodobnie jedyne.
By jednak poda tym tropem, musi otrzyma informacje od kogo, kto jest
duchem.
Nie dostarcz mu ich ani Shira, ani Mar, oni zbyt mao wiedz o tym, co si w
ostatnich
dniach dziao w wiecie ich towarzyszy. Heike i Sol opucili Gry Czarne.

Pozostaje wic tylko jedna istota.


Co to powiedzia Cie? Opowiada o cikich walkach ze zymi niewolnikami,
prowadzonych czciowo w Ciemnoci - ale to zbyt daleko std -a po czci w
pobliu
pojazdw, chocia tam ludzie Farona ju posprztali.
Musi znale takie miejsce, w ktrym czerwonoocy sami zajmowali si swymi
polegymi
towarzyszami. Poniewa czerwonoocy s kanibalami, a poza tym s nieustannie
wygodzeni.
Czas mija, trzeba dziaa w najwikszym popiechu.
Gdzie? Gdzie oni mieli...?
Och, tak! Na szczycie innej gry, tam gdzie hordy zaatakoway J2!
Nie, nic z tego. Sam Marco nalega przecie, aby nie doszo do przelania choby
kropli
krwi.
Ale chwileczk! Co to opowiada Cie? O dwch niewolnikach, ktrzy przeszli
na stron
przeciwnika akurat wtedy, kiedy mieli by uwolnieni. I o tym, e zostali zabici
przez
swoich i porzuceni.
Tak, tam moe co znale. Nadzorcy niewolnikw i wojownicy z pewnoci
weszli rano
do sypialni i znaleli trupy. Wygodniali wojownicy. Kanibale...
Marca przenikn dreszcz grozy. Ale mimo wszystko musia sprawdzi. Musia
sprbowa
raz jeszcze nawiza kontakt z Cieniem.

Tylko jak? Sie komunikacyjna tutaj przecie nie dziaa.


Czas, czas...
Marco usiad, podcign kolana w gr i opar na nich gow. Stara si
przesa
Cieniowi telepatyczn wiadomo. Prbowa wywoa obraz siebie i swojej
sytuacji i
przesa go do przyjaciela.
Tylko czy odlego nie jest zbyt wielka?
6
Cie prowadzi oywion rozmow z Dolgiem, Ramem i Tichem, w pewnej
chwili odczu
telepatyczne sygnay.

- Ciii - szepn do towarzyszy. - Kto mnie wzywa.


Wszyscy natychmiast umilkli i w napiciu oczekiwali, co si stanie.
-To Marco - wyjani Cie. - Potrzebuje pomocy, nie, rady.
Rady, to znacznie lepiej brzmi, uznali zebrani nieco uspokojeni.
- On prbuje przesa mi swoj spraw bezporednio tutaj. Gdyby za mu si nie
udao,
prosi, bym, tak jak ostatnio, wszed z telefonem na szczyt ponad dolin. Ale na
razie
rozumiem, co mwi. Marco, wszystko sysz!
Cie zamilk i sucha. Jego skupiona twarz wyraaa coraz wiksze zdumienie.
Potem
odpowiedzia Marcowi bardzo cicho. Pozostawao tylko mie nadziej, e
ksi

Czarnych Sal usyszy jego myli:


- Nie, Marco, nie ma potrzeby wchodzenia do zej doliny. To, o co pytasz, mam
tutaj, na
zewntrz J2, kawaek std na polu walki widziaem co takiego. Chcesz cay
szkielet, czy
tylko...? Ach, tak, wystarczy jedna ko, taka dua, ze szpikiem. Rozumiem.
Tylko jak j
odbierzesz? Wtedy, kiedy znalazem si na skalnym wystpie, chciaem podej
do was
bliej, ale natrafiem tam na niewidzialn cian, przez ktr nie mogem si
przedosta.
29

Zalega cisza, Marco przesya swoje myli do Cienia. To, e Cie gono
myla, nie
miao znaczenia dla rezultatw rozmowy, czyni tak tylko po to, by towarzysze
mogli
zrozumie, o co chodzi.
Po chwili Cie odezwa si znowu:

-Tak, to jest problem. Czy sdzisz, e znajdujecie si teraz w innym wymiarze,


skoro nie
moesz do nas dotrze? Nie. To jaki zamknity teren. Tylko z jednym
wejciem, tym,
przez ktre weszlicie, poprzez gr... Tylko ptaki niebieskie? Dobrze, w takim
razie
sprbujemy w ten sposb. Nie, gondoli nie powinnimy uywa. Nie, myl
raczej o
sobie...
Widzieli na twarzy Cienia cierpki umiech, kiedy sucha odpowiedzi Marca. W
kocu
potny Lemuryjczyk oznajmi:
- Nie, nie chc by porwnywany ani do gobia pocztowego, ani do sroki, ktra
zrzuca
na ziemi kosztownoci. Wol, eby mnie nazywano orem! Dzikuj, to bardzo
mie z
twojej strony! W takim razie, Marco, prbujmy! Bd si spieszy!
Napotka zdumione spojrzenia przyjaci i ju biegnc ku drzwiom, opowiedzia
o trzech

zadaniach.
Kiedy znikn, Siska, ktra wszystko syszaa, podobnie jak Tsi na swoim ou
boleci,
powtrzya:
- Nasienie wroga, mleko dziewicy i krew kociotrupa? To niezbyt mdre. Jakim
sposobem mona zdoby to wszystko tutaj? W dodatku na pustkowiach, gdzie
nikt nigdy
nie bywa!
- Z tego, co Marco mwi, mona byo wycign wniosek, e pozostali ju
swoje zadania
wypenili i tylko on jeszcze sobie nie poradzi - podsumowa Tich.
Siska umiechna si.
- Ciekawa jestem, kto da im nasienie? Chyba nie Tengel Zy. On w kadym
razie musia
by kompletnie wysuszony.
-Tengel Zy ju nie istnieje, Sisko, wiesz przecie - zwrci jej uwag Dolg.
- Wiem, ale nie mogam si oprze tej myli. Mam nadziej, e oni wkrtce
wrc i
opowiedz nam, co zrobili. Jeli to kiedykolwiek nastpi - westchna. Pocztek nie jest
zbyt obiecujcy.
By zyska na czasie, Marco wrci na k. Uzna, e to miejsce atwo znale i
chyba
nietrudno te bdzie na nim wyldowa. Kiedy Cie zbliy si na odpowiedni
odlego,
mogli si porozumiewa przez telefon. Marco wskazywa mu drog.

- Miae racj, ptaki s w stanie pokona przeszkod. Oto nadlatuje dzielny,


dumny i
nieulky orze.
- Witamy go serdecznie - powiedzia Marco ze miechem. -Znalaze to, czego
szukamy?
- Och, to zwyczajna kaszka z mlekiem! Nie, wyraziem si niewaciwie, to
jednak do
obrzydliwa sprawa. Trafiem wprost na grup gupich wojownikw i wyrwaem
ko
jednego z ich kompanw, ktr pracowicie obgryzali.
- Uff!
30

-Tak, oni maj okropne obyczaje, jeli chodzi o zachowanie si przy stole. To
ko
udowa. Bdzie dobra?
-Znakomita!
-Ale jest kompletnie obgryziona, nie zostaa ani odrobinka misa.
- O to wanie chodzio. O czysty szkielet. Mam nadziej, e oprcz szpiku
znajdzie si i
kropelka krwi?
- Z pewnoci! O, teraz ci widz! Ju schodz na d.
Do tego jednak nie doszo. Cie rwnie tutaj, wysoko w powietrzu, zderzy si
z
niewidzialn cian.
- Dolina jest zamknita niczym w kokonie - mrukn.
Zobaczy Mara i Shir, pomacha im, ale zaraz uwiadomi sobie, e oni go
przecie nie
widz.
-Teraz zrzucam ko - ostrzeg. - Postaram si, eby adnemu z was nie spada
na
gow. Ale co to bdzie, jeli ko te nie przedostanie si przez t zapor?
- Powinnimy by dobrej myli.
Cie rzuci ko i w tej samej chwili staa si ona widoczna z ziemi, opadaa
spiralnie w
d. Bez przeszkd znalaza si w pobliu oczekujcych. Nie trafia nikogo w
gow,
Marco podnis j i pomacha niewidzialnemu Cieniowi.

-A skoro jeste tak wysoko - powiedzia przez telefon - to moe mgby si


rozejrze,
co jest przed nami?
- Najpierw wzniesienie, ktre musicie pokona. Potem znowu skay. Wysokie
skay,
wskie przejcia...
Umilk.
- Co jest dalej? - nalega Marco. - Widzisz rur? A moe rda?
- Nie - odpar Cie z wolna. - Ale, na Boga, co to za istota, ktra czeka na was
po drugiej
stronie?
-To musi by Niezwyciony - stwierdzi Marco. - Opowiedz, jak wyglda!
Gos Cienia brzmia niepewnie.
- Nie, nie potrafi ci tego przekaza, to zbyt skomplikowane. Musz wraca.
Powodzenia!
Zrozumieli, e Cie jest przeraony, e nie jest w stanie poj tego, co zobaczy.
Shira
westchna gono.
- Bdziemy ci towarzyszy, Oko Nocy, jak dugo si to okae moliwe.
- Dzikuj, bardzo sobie to ceni.
Marco znalaz spory kamie. Pooy ko nieszczsnego wojownika na paskiej
skale, a
Mar z caej siy uderzy kamieniem i zmiady j, potem starannie zebra szpik
i zanis
do zagbienia w skale, gdzie ju przedtem Shira i Oko Nocy zoyli swoje
zdobycze.
Wszyscy czworo czuli si nieswojo, wszystkich ogarny mdoci.

Czekali w milczeniu, dobrze wiedzc, e wypenili swoje zadania tak, jak mogli,
ale w
gruncie rzeczy do to wszystko byo umowne. Tylko Shira zdobya prawdziwe
nasienie
wroga, ale reszta? Bali si, e ich wysiki nie zostan zaakceptowane.
Nikt si nie odzywa, wszyscy wstrzymywali oddech.
31

Nikt nie chcia patrze na paskudn zawarto skalnej misy. Wpatrywali si


natomiast w
ska, ktra wci zamykaa im dalsz drog. Wiatr zawodzi cicho, byo
chodno i
nieprzyjemnie. Rury nie widzieli od czasu, gdy opucili k, po prostu gdzie
im
znikna, nie mieli pojcia, gdzie jej szuka.
Moe znajduj si ju przy zym rdle? Moe przegapili odnog wiodc do
jasnej
wody?
Nie, to niemoliwe.

- Ciii! - powiedzia nagle Oko Nocy, obdarzony najlepszym suchem. Trudno


powiedzie,
kogo ucisza, wszyscy przecie milczeli jak kamienie.
W kocu pozostali te usyszeli. Jaki saby dwik w grach, najpierw prawie
szept,
ktry wolno przybiera na sile, przemieni si w guche dudnienie, a potem w
straszliwy
oskot. Musieli zatyka uszy, eby im bbenki nie popkay.
No to zniszczylimy wszystko, teraz si zapadniemy, pomyla Oko Nocy, kiedy
ziemia
zacza si pod nim trz. Masywne skay dygotay niczym li osiki na
wietrze.
Ale nikt si nie zapad. Po chwili otworzyli ostronie oczy, bo podczas
najgorszych

grzmotw nie mieli odwagi patrze, co si dzieje. oskot wci jeszcze by


trudny do
zniesienia, ale ku swojej wielkiej radoci stwierdzili, e gra rozdzielia si na
dwoje i
powstay w niej mae wrota.
- Szybko, zanim si rozmyl - ponagla Marco. -Mam wraenie, e nie
wypenilimy
naszego zadania w stu procentach.
Wszyscy czworo przecisnli si przez wski otwr. Nie odwayli si oglda,
eby
stwierdzi, czy brama pozostanie otwarta, czy zamknie si za nimi. Nie naley
martwi
si na zapas.
Zdyli tylko stwierdzi, e adne z nich nie ma w rce srebrnej czarki. Shira
dawno
temu odrzucia swoj z obrzydzeniem, ale kiedy gra si otwieraa, Oko Nocy i
Marco
wci trzymali swoje. Moe i te czarki, podobnie jak wszystko inne, byy tylko
dzieem
czarw i wyobrani?
Bardzo przebiegli s mieszkacy Gr Czarnych. Ale czonkom ekspedycji z
Krlestwa
wiata te pod tym wzgldem niczego nie brakuje.
- Udao si - odetchn Oko Nocy z ulg. -Teraz jeszcze tylko reszta...
- Owszem, Niezwyciony -mrukn Mar. - Ale gdzie my si waciwie
znajdujemy?
Rozejrzeli si wok. W dalszym cigu mieli przed sob skay, ale one si
pewnie

niedugo skocz, a w oddali majaczya droga, ktr widzieli ju przedtem. Wia


si w
gr po do stromym zboczu, wygldajcym na bardzo nieprzystpne, nagie,
jakby
wysmagane wichrem, tylko tu i wdzie wida byo kamienne bloki. Pojawiy si
jakie
pojedyncze formacje skalne, rwnie nagie. Generalnie jednak wzgrze byo
ogoocone
ze wszystkiego i jako dziwnie otwarte jak na tutejsz okolic.
Oko Nocy zastanawia si, co te moe by po drugiej stronie. Cie nie zdoa
niczego
zobaczy.
Wolno i do niechtnie ruszyli przed siebie. Jakby chcieli si przygotowa na
kolejne
zaskoczenia. Widzieli, e droga nie bya czsto uywana, wygldaa jak
wytyczona
bardzo dawno temu, mech porasta j gsto i czyni prawie niewidoczn.
32

- Musiaam chyba kompletnie zedrze podeszwy u butw - powiedziaa Shira


bardzo
cicho, jakby si baa, e kto j usyszy, cho przecie nikogo nigdzie nie
widzieli. -Ten
twardy mech mnie kuje.
- Ja nawet nie mam odwagi obejrze swoich mokasynw - umiechn si Oko
Nocy.
- Kiedy ju przejdziemy przez wszystkie prby, bdziemy znacznie dotkliwiej
okaleczeni rzek
Marco.
- Dzikuj, potrafisz podnie czowieka na duchu! - rozemia si Mar.
Nagle wszyscy stanli jak wryci. Zza skay wysza ogromna posta, poruszajca
si
jako dziwnie, jakby skadaa si z samych tylko koci. Ale to nieprawda. Owe
koci
pokrywaa osobliwa, ciemna skra.
- Niezwyciony - sykn Marco przez zby. - Teraz rozumiem, skd ta nazwa.
- Ja take - potwierdzi Oko Nocy poblady. - To przecie mier we wasnej
postaci!
7
Faron, Indra i Freki dotarli do odlegej doliny, gdzie, zdaniem wilka, moga si
znajdowa
grota, w ktrej przebywali winiowie. Czyli, jak si wyrazi, miejsce
chronienia. Miejsce
chronienia czego?
Czy jednak winiowie si w tym miejscu znajdowali i kim mogliby oni by,
wilk nie

wiedzia.
- Jeli kto tam jest - powiedzia Freki - to musiaby to by kto bardzo
umiejtnie
opierajcy si owcy Niewolnikw.
- I prawdopodobnie rwnie temu tak zwanemu Niezwycionemu - doda
Faron. - Co to
za typ? Ale to daje nam pewn nadziej, prawda? Powiedzcie mi, czy to nie
jaki dom,
tam w oddali?
Znajdowali si teraz w maej, bardzo adnej dolinie, tyle e pooonej na uboczu
i tak
bardzo zamknitej, e trudno j byo znale. Mniej wicej porodku doliny
poyskiwao
jeziorko, ale ju z daleka byo wida, e woda jest mtna i martwa. Nic nie
mogoby w
niej y.
- Gdzie? - zapytaa Indra. - Chodzi ci o wysp?
- No wanie. To moe by jaki wielki gaz, ale moe te by dach budynku.
- Chyba masz racj - potwierdzi Freki. - To dach. Tylko jak si tam
dostaniemy?
Wytrzeszczali oczy, by obj wzrokiem ca niewielk dolin. Nigdzie jednak
nie
dostrzegali niczego, co mogoby przypomina czyje siedziby. Wszyscy mimo
to nabrali
pewnoci, e na wyspie znajduje si jaki budynek.
- Wyglda na to, e woda jest raczej pytka - stwierdzia Indra. - W braku odzi
moemy
chyba doj do wyspy brodzc.

Faron spojrza na skraj swego piknego, sigajcego do kostek stroju Obcych,


uszytego
z materiau o naturalnej barwie. A potem popatrzy na przypominajc raczej
szlam ni
wod powierzchni jeziorka.
- Utkniemy w tym na dobre.
-A masz lepsz propozycj?
-Nie.
Wszyscy razem zeszli na brzeg.
- O rany - jkna Indra. - To tak, jakby brodzi w szambie.
33

- Na dodatek bez powodu - doda Faron.


- Freki, moe mogabym pojecha na twoim grzbiecie? - zapytaa Indra.
- O, nie! - zawoa natychmiast Faron. - adnych niezasuonych przywilejw,
prosz!
W grupie panowao lekko sarkastyczne poczucie humoru. To ironiczne
spojrzenie na
wiat Indry ksztatowao nastrj, ktremu Faron i Freki poddawali si bez
protestw.
Pozwala im bowiem zachowa rwnowag ducha, a momentami w ogle
przetrwa.
Kiedy wkroczyli w udajce wod obrzydlistwo, stopy natychmiast zanurzyy si
w liskiej
mazi, ale wdrowcy nie zapadli si tak gboko, jak przypuszczali. Z
poruszonego
szlamu unosi si odr zgnilizny.
- Mogabym si zaoy, e Oko Nocy & Co. nie mcz si bardziej ni my jkna
Indra.
- Zapewniam ci, e chyba jednak bardziej -rzek Freki. - Przeklte bocko,
kompletnie
oblepi moje futro! Ju chyba nigdy si nie domyj!
- Ptaki! - wrzasn Faron. - Kry si!
-Tutaj? aden diabe nie zmusi mnie, ebym tutaj prbowaa si kry - sykna
Indra. -A
poza tym one i tak nas nie widz, jestemy przecie niewidzialni.
- Masz racj, zapomniaem.
Obrzydliwe czarne ptaszyska nawet nie spojrzay w ich stron, ale dla wszelkiej

pewnoci wszyscy troje stali bez ruchu, eby krgi na wodzie ich nie zdradziy.
-Tak czapk-niewidk chtnie poyczaabym sobie czciej - oznajmia Indra
zadowolona. - Pomylcie, jakie to praktyczne, kiedy chce si kogo szpiegowa!
Chocia
nie, nie mam zamiaru nikogo szpiegowa, to wstrtne!
Pocztkowo rzeczywicie woda w jeziorku bya pytka, kiedy jednak pokonali
mniej
wicej poow drogi do wyspy, dno zaczo si nagle gwatownie obnia.
- Jeli bdziemy musieli pywa w tym czym, to ja pasuj - zapowiedzia Indra.
- Nie
mam nawet odwagi unie rki, eby zobaczy, co si do niej przyczepio.
- Zdaje mi si, e narzekasz, Indro - rzek Faron rozbawiony.
- Ja? Nic podobnego, czuj si wspaniale! Bdziemy musieli co takiego zrobi
jeszcze
raz, chopcy!
- Obiecuj ci, powtrzymy wszystko w drodze powrotnej - powiedzia Faron.
- Ju si zaczynam cieszy -bkna Indra, ale ostatnie sowa zabrzmiay jak
bul-bul-bul,
bo ona sama znikna pod powierzchni wody.
Faron w ostatniej chwili zapa j za wosy.
-Teraz wygldasz wspaniale - owiadczy. - Jak tam byo w szambie?
Indra zanosia si kaszlem, prbowaa odnale grunt pod stopami. W jej oczach
widzieli
przeraenie.
- Kto powiedzia, e jeziorko jest martwe?
- O co ci chodzi?
- Widziaam tam jakie stwory. Wielkie, paskudne ryby.

- Niemoliwe!
- Owszem. Byy...
Wicej nie zdya powiedzie, bo nagle powierzchnia wody zostaa zmcona,
podnis
si jeszcze wikszy smrd odchodw i nasi wdrowcy usyszeli straszny
chlupot. Z mazi
34

wyoni si wielki eb bez szyi, a za nim dugie cielsko bez koczyn. Gdyby
dostrzegli
jakie oko, byliby pewni, e potwr si na nich gapi. Oczu jednak chyba nie
mia.
Freki odskoczy jak mg najdalej w ty, Indra wrzeszczaa, jakby kompletnie
stracia
panowanie nad sob, tylko Faron zachowa zimn krew.
Nauczy si od Marca, e mae, niegrone stworzenia w Grach Czarnych staj
si
wielkie i ze.
Trzeba wic tylko jak najszybciej ustali, od czego czy od kogo pochodz te
poczwary.
Myli kryy gorczkowo w mzgu Farona. Gowa? Czy mona tu mwi o
gowie?
Przez chwil pomyla o miertelnie niebezpiecznej murenie, ale to stworzenie
nie byo
do niej podobne.
Pysk przystosowany do ssania z trzema obrzydliwymi zbami? Dugi, czarny i
pokryty
luzem korpus z czerwonawymi plamami, zreszt nie, nie dugi, bo teraz
skurczy si,
zrobi krtki i gruby. Ktem oka Faron dostrzega, e Indra i Freki zostali
zaatakowani
przez inne osobniki tego samego rodzaju wystawiajce by spod wody. Indra
wrzeszczaa, wilk warcza i oboje walczyli zaciekle.
Pijawki!

W tym samym momencie, gdy pozna odpowied, znalaz te magiczne


formuki
przeciwko paskudnym stworom. To wprawdzie domena Mriego, ale i Faron
swoje
wiedzia. Jako Obcy posiada specjalne zdolnoci, a poza tym by trenowany, by
przeciwstawi si kadej moliwej formie ataku.
W jednej chwili odzyska kontrol nad sytuacj, a kiedy ju si to stao, mg
posugiwa
si tym, czego sam si nauczy i w co wyposaya go natura, a take tym, czego
dowiedzia si od Dolga i Marca podczas wyprawy. Dolg przej wiele swoich
umiejtnoci od Mriego, poza tym sporo przekazay mu te elfy.
Freki wy ze strachu. Jedno z olbrzymich monstrw przyssao si do jego
brzucha, co
mogo si skoczy fatalnie. Pijawka moga wyssa wszystk krew z wilka, i to
w bardzo
krtkim czasie. Indra walczya w gstej wodzie z dwiema nacierajcymi na ni
paskudami.

- Odczepcie si ode mnie, przeklte kapuciane glizdy! - wrzeszczaa, cho w


porwnaniu z wyciem Frekiego prawie tego nie byo sycha. Faron, ktry sta
nieco z
boku, na razie unikn ataku pijawek, ale lada moment mogy zaatakowa
rwnie jego.
Gdyby tylko mogy. Oto nagle zaczy si kurczy, i to bardzo szybko, bo nigdy
jeszcze
Faron nie wypowiada zakl w takim tempie. Ta, ktra wczepia si w skr
Frekiego,

miaa szczcie, e wypia zaledwie kilka kropel krwi, bo teraz na pewno by


pka. Kiedy
stwierdzia, e jest nie wiksza ni ludzki palec i wisi pod brzuchem ogromnego
psa,
przeraona rozwara paszcz.
Echo wycia Frekiego nioso si daleko, podczas gdy Indra brodzia w luzie
pena jak
najgorszych przeczu, Faron chcia wzi j pod rk i uspokoi. Ona pomylaa
jednak,
e to kolejny atak spod wody, i odepchna go z caej siy tak, e straci
rwnowag. Na
szczcie Freki uratowa go od okropnego dowiadczenia, jakim mogo by
zanurzenie
si w wodzie. Jeli w ogle t brej mona byo nazywa wod, w co caa trjka
szczerze
wtpia.
Przestraszona Indra rozgldaa si wok.

- Pojawi si ich jeszcze wicej?


- Nie, poradziem sobie z caym plemieniem.
- e te ty wszystko potrafisz! - zawoaa z podziwem.
-Tak jest - przyzna Faron sam zaskoczony. - Ja wszystko potrafi. No, a co z
tob,
Freki?
Wilk odpowiedzia, e bestie ju si od niego odczepiy.
- Znakomicie - rzek Faron spokojnie. - Czy zatem moemy i dalej?
Oboje dzikowali mu za pomoc, a on przyjmowa ich podziw z faszyw
skromnoci.
Indra oderwaa sobie jeszcze jak ma pijawk z ramienia, a Faron patrzy z
uznaniem,
e umie zachowa tak zimn krew. Kiedy jednak przypominaa sobie te
ogromne
pasoyty, to...
- Bdziemy musieli pyn - oznajmi Freki lakonicznie.
Indra i Faron przyjli to ze spokojem. Wydawao im si, e najgorsze maj ju
za sob.
- Zobaczycie, e przyzwyczaj si do tych kpieli w szlamie i nigdy ju nie bd
chciaa
si kpa w czym innym - mruczaa Indra. - Jestem pewna, e to znakomicie
robi na
cer.
Nie wygldaa jednak na specjalnie zadowolon, kiedy silnymi uderzeniami
ramion
zmagaa si z gst mazi. Jej pikne, ciemne wosy pozlepiay si wok
twarzy,

wszystko, cznie z policzkami, pokrywa zielonkawy szlam i obrzydliwy


nawz.
-Teraz powinien ci zobaczy Ram - wyzoliwia si Faron pyncy obok.
- Niech mnie Bg broni! -zawoaa szczerze przeraona.
- Czuj grunt pod stopami - oznajmi Freki.
- Jeste pewien, e to stay grunt? - zapytaa Indra podejrzliwie. - Mam nadziej,
e nie
stane na jakim ywym stworzeniu? Nie chciaabym spotka wicej
potworw
wyaniajcych si ze szlamu.
-Nie, to chyba jednak grunt.
Wszyscy wyczuwali, e dno podnosi si agodnie ku brzegom wyspy.
Wyczerpani
gramolili si na ld.
- Kim pani jest? - zapyta Faron kompletnie do siebie niepodobn, umazan
botem
Indr. -Chyba pani przedtem nie spotkaem?
Wybuchna miechem. Jakiekolwiek prby doprowadzenia si do porzdku nie
miay
sensu. Indra wycieraa twarz i rce, prbowaa strzsa boto z ubrania. Pomoga
te
Frekiemu troch oczyci futro i zebraa z niego kilka pijawek. Faron spoglda
na swj
zniszczony strj i wzdycha gono.
- Nie masz si co tak nad sob uala - zawoaa Indra bezlitonie. - Twoja
szlachetna
gowa ani na chwil nie zanurzya si pod wod.
- Rzeczywicie, masz racj, przesadzam. Przepraszam!

Umiechna si w odpowiedzi tak szeroko, e zby rozbysy biel na tle


ciemnoszarego
szlamu. Zaraz jednak spowaniaa.
- Czy nic was tu nie uderzyo?
- Bardzo wiele rzeczy - odpara Faron. -Ale o czym konkretnym mylisz?
- O tym, co wydaje si takie oczywiste, e nikt nie zaprzta sobie tym gowy.
- No to powiedz! Nie stj tak i nie przechwalaj si, e wiesz wszystko lepiej!

- Nie wydaje mi si, eby oczy pijawek byy szczeglnie imponujce, ale chc
wam
powiedzie, e one nas widziay!
Freki jkn gucho, a Faron rzek poraony:
-Tak jest, widziay nas!
-To znaczy, e ziarna przestay dziaa - stwierdzi Freki. -Szybko to poszo.
- Owszem - przytakna Indra. - Siska nas przecie ostrzegaa, e Tsi si nimi
posugiwa,
ukry je sobie na piersi, by mc przyprowadzi do domu Kari i Armasa. O, fuj,
jak my
wygldamy! To przecie straszne!
Bardzo zgnbieni ruszyli wolno w kierunku domu.
- Przypomina bunkier - stwierdzia Indra. - Bez wejcia.
- Co si zrobia taka optymistka! - prychn Faron.
Obchodzili wkoo niski, przysadzisty budynek.
W kocu, kiedy go ju prawie okryli, znaleli bardzo dobrze ukryte drzwi.
- Czy nie moglimy zacz od tego miejsca? - zocia si Indra.
- Chyba wiesz, e zawsze zaczyna si nie od tego koca co trzeba - rzek Faron.
- To si
nazywa zoliwo rzeczy martwych.
-Ach, tak? W wiecie Obcych to rwnie dziaa?
- Jeszcze jak! Ale my potrafimy jej przeciwdziaa!
- Och, wy wszystko potraficie! Cholerni geniusze!
- No, to teraz trzeba otworzy drzwi - powiedzia Faron nie zraony jej
zoliwoci. -

Powinien by tu z nami Mri!


-A kiedy nie powinien? - wtrcia Indra. -Ale ty sobie z tym poradzisz. Otwieraj
drzwi,
czarowniku!
Posa jej mordercze spojrzenie, ktre zdawao si mwi: Ile mona
cierpie!, ale jego
dziwna twarz promieniaa wesooci.
Faron nie powiedzia, jakich magicznych sztuczek uywa, ale zamek ustpi po
kilku
zaledwie nieudanych prbach, ktrych Freki i Indra starali si nie zauwaa i o
ktrych
postanowili natychmiast zapomnie.
- Nie mam ja talentu Mriego - rzek Faron samokrytycznie.
-Ale jeste wystarczajco dobry, zapewniam ci - pocieszaa go Indra.
Drzwi otworzyy si bezgonie i wdrowcy znaleli si w ciemnym cho oko
wykol
korytarzu. Optymistka Indra zacza szuka po omacku jakiego kontaktu, ale
Faron na
to nie liczy, prychn, wymamrota co pod nosem i caa jego posta rozbysa
jasnym
wiatem.
- Bardzo dobrze! - zawoaa Indra z podziwem.
Korytarz by szeroki. I do niezwyky. Faron z trudem chwyta powietrze,
kiedy zobaczy,
co pokrywa ciany.
- Nasze zaginione gondole! To gondola pierwszej ekspedycji. A to drugiej. Tam
trzecia i
pita. A tam szsta.

- Brakuje chyba tylko tej, ktra si rozbia w Dolinie R, i gondoli Hannagara oznajmi
Freki.
- Prawdopodobnie. Jego ekspedycja bya sidma i ostatnia przed nasz. I... Tak,
ci,
ktrzy opowiadali o rach, naleeli do czwartej wyprawy, zgadza si. Tak,
Freki, a ty
37

wspominae o jakim miejscu przechowywania. Oni musieli mie na myli


wanie to.
Nasze gondole.

-Trofea owieckie - mrukna Indra. - Niczym gowy dzikich zwierzt, ktre


lubicy
zabijanie ludzie w dawnym wiecie wieszali sobie na cianach.
Faron patrzy na ni zdumiony.
- Ludzie naprawd chwalili si tym, e zabijaj zwierzta?
- Oczywicie! Dekorowali ciany domw spreparowanymi gowami, skrami
wymierajcych gatunkw...
- Wstrtne - powiedzia Faron z obrzydzeniem. - Odpychajce i tragiczne. e te
ludzie
mog by tacy bezmylni!
- Moe jednak kontynuujmy zwiedzanie - przerwa im Freki.
-Tak jest.
W miar jak przechodzili obok kolejnych gondoli, Faron gorczkowa si coraz
bardziej.
- Patrzcie, co oni zrobili! Usunli wszelkie wyposaenie elektroniczne.
Zostawili tylko
same skorupy! To wandale!
Korytarz si skoczy jakimi drzwiami. Weszli do duego pokoju.
- No tak - prychn Faron. -To tutaj trzymaj cae wyposaenie. Porozrywane.
Zniszczone. Przyjaciele, oni nie maj o tym wszystkim najmniejszego pojcia!
-A oczekiwae, e bd mieli? - zapytaa Indra. - Oni si posuguj przede
wszystkim

czarn magi, czarami. Te mae, przearte zem mdki nie ogarniaj


wspczesnej
magii, takiej jak elektronika, komputery i inna zaawansowana technika.
- I bardzo dobrze, e tak jest. Moemy czerpa z tego korzyci. A oto jeszcze
jedne
drzwi, chodmy dalej! wietnie, e przypomniae sobie o tej kryjwce, Freki,
to
rozwizuje nam wiele dawnych i bardzo nieprzyjemnych zagadek.
Otworzy drzwi i wyda z siebie okrzyk grozy:
- O wite Soce!
Indra i Freki zaciekawieni zagldali mu przez rami. Blask bijcy od Obcego
owietla
niewielki pokj.
- O rany... - szepna Indra.
adne nie miao najmniejszych wtpliwoci. Oto znaleli zaginionych
uczestnikw
dawnych ekspedycji.
8
Przez setki czy moe raczej przez tysice lat Krlestwo wiata wysyao
ekspedycje do
Gr Czarnych. Ani jedna z nich nie wrcia do domu. Owszem, wyprawa
Hannagara bya
bliska powodzenia, jej czonkowie jednak wracali peni zych intencji i zostali
zatrzymani
przed murem.
Przy odrobinie dobrej woli mona by uzna za ekspedycj ow
nieodpowiedzialn

wycieczk Joriego i Tsi-Tsunggi na terytorium Gr Czarnych. W kadym razie


chopcy
byli jedynymi wdrowcami, ktrzy wrcili do domu.
Wszyscy inni po prostu zniknli.
I znajdowali si tutaj. A przynajmniej ich cz. Ilu mogo by tych
pozbawionych si,
wychudych, lecych na pododze, ktrym wadcy zych Gr mierci nie
okazali
najmniejszego wspczucia ani miosierdzia? Pokj by absolutnie pusty,
adnych

sprztw, tylko cztery ciany, sufit i podoga. adnych okien, adnych aw czy
prycz, w
ogle nic.
Oto skutki nienawici do ycia doprowadzonej do skrajnej postaci.
Przybysze naliczyli dwanacie wyndzniaych istot.

- Czy oni yj? - zapytaa szeptem wstrznita Indra.


- Jeli si nie myl, to tak -mrukn Faron.
Uklk przy najbliszej, przypominajcej raczej szkielet ni istot ludzk
postaci.
- Dor, czy to ty?
Istota, ktra wygldaa jak wizie obozu koncentracyjnego, odwrcia gow.
Dwoje
matowych oczu Obcych, ukrytych gboko w oczodoach, spojrzao na Farona.
w ledwo
dostrzegalny ruch gow zaj nieszcznikowi wiele sekund.
Z garda mczyzny nie wydoby si aden dwik, twarz jednak wiadczya o
gbokim
wzburzeniu.
Faron odwrci si.
- Indra, troch wody! Ale naprawd odrobin.
Natychmiast wyja swoj butelk z wod. Faron zwily kilkoma kroplami
wargi
mczyzny.
- Freki, dzikuj ci - powiedzia. - Dzikuj, e pamitae o tym miejscu.

- Siska te pamitaa - doda wilk.


-Tak, i Siska. To ona naprowadzia nas na t myl. Och, kochani przyjaciele, jak
moglimy o was zapomnie?
- Nikt nie sdzi, e oni nadal yj - westchna Indra.
Posta leca nieco dalej wydaa z siebie cichutki jk. Faron zwrci si w tamt
stron.
-Tinko? Tinko, mj drogi, ja mylaem, e jeste stracony na zawsze.
Indra widziaa, e ten te jest Obcym. A raczej kiedy nim by.
Zadbaa, by wszyscy nieszcznicy dostali troch wody. Chtnie podzieliaby
te midzy
nich swj prowiant, ale Faron by nieustpliwy. Jedzenie moe im zaszkodzi,
trzeba
dziaa bardzo ostronie.
Indra czua si niczym Florence Nightingale, kiedy pochylaa si nad
spragnionymi, by
da im odrobin ukojenia. Brakowao tylko polowej latarki.
- Jest was tu niewielu - zwrci si Faron do Tinko. - A co z reszt?
- Kilkoro ludzi... i Lemuryjczykw... przeszo na stron za... - wykrztusi
tamten z
olbrzymim wysikiem. - Reszta ludzi... pada... tutaj... albo w drodze tutaj. Ale...
- Musia
zrobi dusz pauz, eby mc mwi dalej. - Nie wydostaniemy si std. W
jeziorze a
si roi od... wysysajcych krew... potworw.
- Dostalimy si do was, to rwnie wyjdziemy - zapewni go Faron spokojnie. Natychmiast rozpoczynamy ewakuacj. Freki, obrcisz kilka razy, prawda?
- Jasne - odpar wilk, cho nie wyglda na specjalnie zachwyconego.

- Ja mog wzi jednego na plecy - ofiarowaa si Indra. - eby tylko by w


stanie si
mnie trzyma.
- No wanie, to jest najwikszy problem. Ja te wezm jednego. A Freki z
pewnoci...
-Trzech - przerwa mu wilk.
- No to bdzie picioro za jednym razem. A potem wrcimy.

- Nie, zaczekajcie -wtrcia Indra. - To nieracjonalne, Faron. Czy nie lepiej


wzi
gondol, albo i dwie?
To genialna propozycja, Faron nie omieszka pochwali Indry, co ona przyja z
wielkim
zadowoleniem.
Ostronie, jakby byli z porcelany, wszyscy Obcy i Lemuryjczycy zostali
przeniesieni na
brzeg, gdzie uoono ich w szeregu. Wygldali makabrycznie.
Freki przycign jako tako uyteczn gondol, Faron z Indr wsplnymi siami
przytaszczyli drug. Zoono po szeciu w kadej. Jecy nie posiadali waciwie
niczego.
Dobrze byo zabra wszystkich za jednym razem i nie musie wielokrotnie
przedziera
si przez mazisty szlam. Nawet jedno przejcie przez to jezioro przypominajce
szambo
byo wystarczajco obrzydliwe.
- So far, so good -powiedziaa Indra, kiedy ju wszyscy znaleli si na drugiej
stronie. Ale
co teraz? Jak zamierzasz przetransportowa ich przez gry i doliny do J2?
Faron westchn. Przyglda si gondolom pozbawionym wszelkiego
wyposaenia.
- No wanie. Przejrzaem lece luzem czci aparatury, ale wszystko zostao
nieodwracalnie zniszczone przez tych prostakw z Gr Czarnych.
- Powiedz to gono Nardagusowi albo najpikniejszemu!
- Z przyjemnoci, jeli tylko znajd si z nimi twarz w twarz. Freki, czy
byby w stanie

cign gondol? Z nimi na pokadzie.


- Po ziemi?
- Gdybymy my z Indr pchali?
- Nie mam pojcia. A poza tym, czy bdzie miejsce dla wszystkich w jednej
gondoli? Jest
ich dwunastu. To by zabrao mnstwo czasu.
- Nie, ja nadam podry tempo, uyj mego sposobu.
- Cignc gondol?
- Owszem. Wolabym nie wzywa pomocy z J2, bo to by nam cigno na kark
t
czerwonook hord. Poza tym J2 jest potrzebny tam, eby przyj Marca i jego
grup.
Jeli oni wrc - doda cicho.
Mimo wszystko wezwa Rama i zda mu spraw z sytuacji. Indra syszaa, e
wymienia
mnstwo imion, i poja, e Ram jest wstrznity. adnej pomocy nie mg im
jednak
zaofiarowa. Musieli zatem zaufa Frekiemu, gondoli i wasnemu, dobrze
przecie
zasuonemu szczciu.
Ram przekaza im pozdrowienia od Chora oraz informacj, e J1 jest ju w
Krlestwie
wiata i e wielu wyswobodzonych niewolnikw zostao rozlokowanych w
odpowiednich
miejscach w Ciemnoci.
- Znakomicie - ucieszy si Faron.
- Czy mog zamieni par sw z Ramem? - zapytaa Indra cichutko.

Faron si zgodzi.
- Ram - wyszeptaa tak przepeniona uczuciem, e gos wiz jej w gardle.
- Indra, odchodziem od zmysw z niepokoju. Jak si czujesz?
- Syszae o kim, kto musia si zanurzy w szambie? Wygldam strasznie.
Poza tym
wszystko idzie dobrze.
-Tskni za tob jak wariat, najdrosza!

- I ja za tob. Ale ju niedugo si zobaczymy!


- Nie mog si doczeka!
Powrt jednak nie nalea do najatwiejszych przedsiwzi. Dugi, strasznie
trudny
marsz po grzystym terenie z mnstwem przeszkd, a tu w gondoli dwanacie
ywych
trupw. W dodatku trzeba byo wymin blokad J2. Jak zdoaj tego dokona,
cakowicie widzialni, bez adnej ochrony, wiozc tajnych winiw wadcw
gr?
- Uwaaj na siebie, Indro - zakoczy Ram. - Czy mog jeszcze porozmawia z
Faronem? Zdaje mi si, e mam pewien pomys.
Pomys nie by nowy, chodzio o nasiona Tsi. Gdyby tak mona byo...
Ale na pokadzie J2 przerwaa mu Siska. Nie ma wicej nasion. Udao jej si
zachowa
jedynie trzy po to, by czwrk idc do rde sprowadzi do domu w razie,
gdyby
znaleli si w sytuacji bez wyjcia.
Ram i Faron dyskutowali dugo.
-To jedyny sposb - rzek na koniec Faron. - Nie pokonamy drogi z gondol,
nawet
gdybym przyspieszy marsz. Ale musimy prbowa. Nasiona s zbyt cenne,
trzeba je
oszczdza, jak dugo si da, majc zwaszcza na uwadze Oko Nocy i jego
towarzyszy.
Bardzo szybko okazao si jednak, e nie da si porusza tak, jak zamierzali.
Freki

mczy si niczym ko roboczy, eby cign przecion gondol przez


wzgrki,
kamienie i cierniste zarola. Chcc zabra wszystkich za jednym razem,
przywizali
trzech uratowanych, ktrzy nie zmiecili si w gondoli, do grzbietu wilka, co,
oczywicie,
nie dodawao mu si. Trafili zreszt na wyjtkowo trudny teren. Specjalnego
tempa
Obcych nie mona byo w tych warunkach zastosowa. Jak pech, to pech, nic si
na to
nie poradzi.
Kiedy na dodatek zobaczyli nad horyzontem chmar czarnych ptakw, Faron
da za
wygran.
Ponownie wezwa Rama i Tsi, ktry na szczcie wanie by przytomny, musia
pooy
trzy ostatnie nasiona na swojej piersi.
Wkrtce potem Faron, Indra, miertelnie zmczony wilk i caa zniszczona
gondola pena
na p martwych istot dotarli do J2. Na szczcie przewidujcy Ram zdy
przenie Tsi
do duego rodkowego pomieszczenia. Przednia cz pojazdu i tak bya zbyt
ciasna dla
tak licznej grupy.
Wszyscy na pokadzie J2 byli zaszokowani straszliwym wygldem
odnalezionych
nieszcznikw. Ram zna wielu z nich i kiedy ju uciska Indr, przejmujc
cz jej

niezbyt wytwornego zapachu, wita si z nimi po kolei. Mia w oczach zy


wspczucia.
Czonkowie zaogi J2 bardzo chcieli pomaga. Siska i Tich poili niedawnych
winiw po
kropelce wie wod i jakimi odywczymi pynami, a Cie pochyla nad
kadym po
kolei mae wite soce. Dolg przynis szafir, teraz znowu cakiem czysty, i
kamie
uczyni wszystko co moliwe, by wzmocni biedakw i da im troch
odpornoci.
Najtrudniej byo robi im zastrzyki, po prostu na wychudzonych ciaach nie
znajdowano
odpowiedniego miejsca, eby wbi ig. Tylko skra i koci.
Wygldao na to, e szafir odzyska swj dawny blask. Farangil natomiast wci
sprawia
wraenie martwego. Ju wprawdzie nie by czarny, ale jaki szary, bez ycia.
Faron pochyli si nad Tinko, ktry chyba mia si najlepiej z caej dwunastki.
41

- Powiedz nam tylko jedno: Jak zdoalicie przey tak dugo?


Tinko zwily suche wargi rwnie suchym jzykiem. Sowa wizy gdzie w
gardle.
- Oni... nie mogli... zabi -wyszepta z najwikszym trudem. Faron musia
bardzo
nata uwag, eby zrozumie, co tamten mwi. - A owca Niewol...nikw nie
mia...
adnej wadzy... nad nami. Wic rzucili nas tam... eby si nas pozby. Potem
ju ich...
nie widzielimy. Tylko... kiedy przychodzili nowi... winiowie.
To straszne, pomyla Faron. Drce donie zdradzay wielkie zdenerwowanie.
Nieustannie zaciska pici i otwiera je.
-Tak, rozumiem, e ty dawae sobie rad najlepiej. Zawsze bye niepospolicie
silny,
Tinko. Ale... znasz Niezwycionego?
Tinko skrzywi si bolenie.
- Syszaem... o nim. Syszaem, e... oni nie odwayli si go wezwa, eby
sami... nie
pomarli. To zrozumiae... bo, widzisz, Niezwyciony jest... sam mierci.
- mierci? -jkn Faron i wyprostowa si. - A Oko Nocy z pewnoci go
spotka. Bo
ndznicy z tych zych gr najwyraniej odkryli, e niektrzy z nas id do rde.
Przez chwil sta bez ruchu.
- mier - powtarza pgosem sam do siebie. - A tymczasem nie mamy ju
nasion Tsi.
To si dobrze nie skoczy. Utracimy ich! Utracimy czworo nieocenionych
mieszkacw

Krlestwa wiata, czworo oddanych towarzyszy. Jak przey co takiego?


9
Nieduy biaobrody starzec sta przed potnymi wadcami we wntrzu Gry
Za. Zda im
wanie raport.
O ekspedycji, ktra uratowaa najcilej chronionych winiw, wadcy nie
mieli pojcia.
Nie, ich szokoway zupenie inne informacje.
- Powiadasz, e przeszli przez grskie wrota? - wrzeszcza najwaniejszy z nich.
- Co to
ma znaczy? A jak zdoali wypeni nasze trzy zadania? To przecie
niewykonalne!
- Nie dla nich - mrukn starzec.
- Oni naprawd potrafi wszystko - zawodzi Nardagus. - To byo zadanie nie do
wykonania, a oni je wykonali!
- Zamilcz! -warkn najwyszy z wciekoci. - Czy nie wiesz, e to my zawsze
wygrywamy! Powiedz mi teraz, jak zdoali tego dokona -zwrci si do starca.
- Ja nie wiem. Wszystko stao si w bardzo krtkim czasie. Jeden poszed na
k i co
grzeba w krzakach. Diabli wiedz, czego tam szuka. Dwoje znikno mi na
jaki czas,
ale zaraz wrcili i wlali co do skalnego zagbienia, a ten czwarty... nie, nie
mam odwagi
tego powiedzie.
- Gadaj! - wrzasn najpotniejszy.
- On... stan na ce, wycign rce w gr i chwyci ko, ktra zostaa
zrzucona z

nieba.
- Zrzucona? Przez kogo?
- Przez nikogo. Nad nim byo tylko powietrze. Nikt si nie pokaza, aden ptak,
naprawd
nic!
-Te diaby czaruj!
42

- Nie! Troje wypenio zadania bez adnych czarw. Mieli zdoby nasienie
wroga, mleko
dziewicy i krew kociotrupa, i zrobili to. Wszystko prawdziwe, wszystko
zdobyli w bardzo
krtkim czasie, i to w okolicy, gdzie nikt nie chodzi, w grach. Ja tego nie
rozumiem.
Suchajcy go wadcy siedzieli z pospnymi minami w fotelach.
- Niech tam, ale teraz daleko ju nie zajd - oznajmi w kocu jeden z triumfem.
-To prawda - potakiwa starzec. - Bo teraz spotkaj Niezwycionego!
- Czy Niezwyciony zosta powiadomiony?
- Oczywicie! Przekazaem wiadomo przez tych dziesiciu niewolnikw,
ktrych mi
wasze wysokoci przysay. Tylko trzech wrcio.
- W takim razie moemy by spokojni. Ta ich aosna prba dotarcia do rde
na tym si
skoczy.
Najwyszy strzeli palcami i starzec znikn. By przecie fantomem.
Zebrani opuszczali pomieszczenie ze zoliwymi umiechami. Cieszya ich sama
myl o
tym, co si bdzie dziao, kiedy tamtym czworgu wyjdzie na spotkanie mier.
Chtnie by to zobaczyli. Dyskutowali, jakby to mona urzdzi, ale na razie nie
doszli do
adnych konkretnych ustale.
Wszyscy si po prostu straszliwie bali Niezwycionego, czyli mierci we
wasnej
osobie.

Wysoko w grach czworo wybranych stao bez ruchu.


W tych minutach mia si zdecydowa los ich wyprawy.

- No, chyba le z nami - powiedzia Oko Nocy matowym gosem, obserwujc


zbliajc
si straszliw posta. Nie odczuwa teraz grskiego chodu, nic nie widzia, jego
wzrok
by jak przyklejony do tego, ktry szed im na spotkanie. - Nikt nie jest w stanie
zwalczy
ani pokona mierci.
- Jeste pewien? - zapyta Marco z przeksem.
Bardzo si jednak martwi losem modego Indianina. Mar i Shira s duchami,
zmarli wiele
wiekw temu. Ona bya wybran w swoim rodzie, on zosta obciony
przeklestwem
Ludzi Lodu, dziki czemu po mierci czekaa ich dalsza egzystencja w postaci
ywych
duchw. Oni nie mog zosta pokonani przez mier. Sam Marco te da sobie
rad, ale
co z Okiem Nocy? Krlestwo wiata nie moe go utraci. Tylko on bowiem
moe dotrze
do rda jasnej wody, nie mwic ju o tym, e nikt z nich nie chcia straci
wiernego
przyjaciela i towarzysza wyprawy. Gra toczy si o najwaniejsz misj
Krlestwa wiata,
o ratunek dla wiata, o nieszczsn planet Tellus.
To nie byle co. A oto zblia si do nich najwiksza przeszkoda.

Marco przeklina wadcw tych opuszczonych grskich okolic. Takie miejsca


powinny by
pikne i czyste, a tymczasem...
Makabryczna posta zdawaa si wiedzie, o co chodzi, bo kierowaa si wprost
na Oko
Nocy, jedynego z czwrki, ktremu mona byo wyrzdzi krzywd.
Indianin nie porusza si. Tylko Marco zauway, e z trudem przeyka lin.
I wtedy wydarzyo si co nieoczekiwanego.
Rozleg si peen zaskoczenia, radosny okrzyk Shiry:
- Shama!

I zaraz potem, niczym echo, taki sam radosny krzyk Mara.


Marco myla intensywnie. Shama? Taran-gai...
W wierzeniach tamtejszego ludu duch kamieni. Kamieni i nieoczekiwanej
mierci.
W tym samym momencie wiatr zamar. Jkliwy, piewny ton wypeni
kosmiczn
przestrze; Marco i Oko Nocy zastygli w p ruchu niczym posgi w parku.
Czas si zatrzyma.
Shira jednak nie chciaa, eby tak byo.

- Nie, Shamo! To s nasi przyjaciele! - zawoaa pospiesznie. -Pozwl im by z


nami, nie
zamykaj ich poza naszym krgiem!
Do tej chwili Shama nie widzia Shiry ani Mara, ca uwag skupia na ludziach,
ktrzy
wkroczyli na teren oddany jego wadzy.
Kto ma odwag przemawia do Shamy w ten sposb? I gdzie ju kiedy sysza
ten
gos?
W bolenie odlegych, minionych czasach na powierzchni Ziemi. Jego ostatnie
spotkanie
z...
Potny skierowa swoje niezwyke, czarne oczy, w ktrych taczyy zielone
pomienie, w
stron Shiry.

Cofa si w czasie, przenoszc spojrzenie z niej na Mara i z powrotem.


Z wolna na jego groteskowej twarzy rozkwita umiech. Uczyni ruch doni i
dwie
zastyge postacie poruszyy si.
Ale on nie patrzy na nie, widzia tylko Mara i Shir.
-To wy, moi przyjaciele? Moi najdrosi, jedyni przyjaciele? Wic jednak
istniejecie? Och,
nareszcie! ebycie wiedzieli, jak ja was szukaem! Chodcie, podejdcie bliej,
niech
poczuj, e naprawd was odnalazem.
Shira i Mar podeszli, a on chwyci ich w ramiona. Cikie zy potoczyy si po
policzkach
bstwa.
- Wiedziaem, e gdzie jestecie, bo w przeciwnym razie przestabym istnie,
zostabym
unicestwiony. Ale tam, na powierzchni globu, nigdzie nie mogem was znale.
Shira tumaczya wzruszona:
- Bylimy duchami, wic nie moge nas widzie, cho wyczuwae, e
jestemy. A teraz,
od bardzo dawna, znajdujemy si w Krlestwie wiata, tym bardziej wic
bylimy dla
ciebie niedostpni. Nie, Marco i Oko Nocy, nie denerwujcie si, rozmawiajc z
Sham nie
tracimy czasu. Znajdujemy si teraz w przestrzeni midzy jedn chwil a drug.
Powiedz
nam jednak, Shamo, co ty tu robisz?
Wzruszenie odbierao Shamie gos.

- Ech, kiedy was dwojga zabrako na Ziemi, byem bliski koca. Wiecie
przecie, nie
zostao tam ju nikogo, kto by we mnie wierzy, i wiecie take, e w takiej
sytuacji my,
nieszczsne bstwa, umieramy. Co jednak mnie podtrzymywao. Pniej
dowiedziaem
si, e to wy, e wprawdzie pod postaci duchw, ale nadal istniejecie. Dziki
temu ja
take mogem trwa. Ale wanie wtedy opucilicie powierzchni Ziemi, wic i
ja
podyem za wami do jej rodka. Niestety, pobdziem, trafiem tutaj, do Gr
Czarnych.
A poniewa jestem skazany na posuszestwo Zemu, to oni pooyli na mnie
ap.
Powitali mnie bardzo serdecznie, cho rwnoczenie miertelnie si mnie bali i
po prostu

nie wiedzieli, jak si ze mn obchodzi. Wiedzieli, e mog zgasi ich


egzystencj,
gdybym tylko chcia. Ulokowali mnie wic tutaj, przy rdach, ebym ich
strzeg. Tym
sposobem uwolnili si od mojej niebezpiecznej obecnoci.
Gono wcign powietrze, co zabrzmiao jak szloch.

- Nieprzerwanie was szukaem, bohaterowie starego Taran-gai. Jedynie wy


utrzymujecie
mnie przy yciu. No i nareszcie odnalelimy si, moi najdrosi! Zrobi
wszystko, o co
poprosicie!
-To brzmi wspaniale! - ucieszy si Mar. - Bo akurat teraz potrzebujemy twojej
pomocy
jak nigdy przedtem. Ale najpierw pozwl sobie przedstawi: Marco z Ludzi
Lodu, ksi
Czarnych Sal.
Shama skoni si z wielkim szacunkiem. Marco odpowiedzia tym samym. Byli
sobie
rwni.
- Nie wiedziaem, kim jestecie, wasza wysoko - rzek Shama. - Wyczuwaem
tylko, e
nie zdoabym pokona waszej wysokoci, sprowadzi na was mierci, a to
bardzo rzadki
przypadek.

- Rozumiem - umiechn si Marco agodnie. - Prosz jednak zwraca si do


mnie per
ty, jestemy przecie przyjacimi.
-To dla mnie wielki zaszczyt - skoni si znowu Shama.
-To za jest Oko Nocy - mwi dalej Mar. - Mody, dzielny Indianin, ktry ma
do
wykonania takie samo zadanie jak niegdy Shira.
Shama rozemia si tak szczerze, e echo rozlego si pord ska.
- Znowu szukacie rda jasnej wody? Tak, tak, syszaem, e wdarli si tutaj
jacy
szalecy i e mam zrobi z nimi porzdek. Jak widz, nie dajecie za wygran. Jego
przypominajce mier oblicze znowu spowaniao. - W takim razie musisz by
naprawd odwany, mj mody przyjacielu, Oko Nocy. Odwany, gupi lub
niewiadomy.
- Wolabym, eby to pierwsze okrelenie byo prawdziwe - rzek Oko Nocy z
powcigliwym umiechem. - Bo do tego byem przygotowywany od bardzo
dawna, cho
nie tak dugo jak Shira. Opowiedziano mi zreszt, e moja droga nie bdzie
dokadnie
taka sama jak jej, nikt jednak mi nie mwi, co tak naprawd na niej spotkam.
- Susznie, bo wdrwka Shiry miaa miejsce w wiecie ludzi. Tutaj nie ma
takich prb
duchowych, jakim ona bya poddawana. Nikt po prostu nie przypuszcza, e
jaki
przedstawiciel ludzkiego rodu zechce si wybra a tutaj, a tym bardziej e
dotrze do

rde. Twoja prba, mj mody, szaleczo odwany przyjacielu, polega bdzie


jedynie
na tym, eby tam doszed, niczego wicej si od ciebie nie oczekuje.
-To mi si wydaje zbyt proste.
- Ha! - umiechn si Shama. - Jeli tak uwaasz...
- Nie, oczywicie, e si nie uskaram. Jestem przygotowany na wszystko. Jak
ju
mwiem, byem do tego przyzwyczajony od dawna, wic podjcie dziaa
bdzie dla
mnie ulg. Powiedz mi jednak, ty mdry, ty, ktry tyle wiesz, czy wielu
chodzio t drog?
-Nikt.
- Nikt nigdy?
- Nigdy. Nikt nawet nie wiedzia o istnieniu rda jasnej wody.

- Z wyjtkiem, kilku Waregw - rzek Mar. - To Miranda, ktra jest on


jednego z nich,
natkna si na t tajemnicz legend.
Shama wycign swoje dugie, kociste rce.
- Nie, Oko Nocy, twoja droga nie bdzie taka sama jak droga Shiry, to pewne.
Ale,
oczywicie, nie mog ujawni nic z tego, co ci czeka. Powiem ci tylko jedno.
Ot czy
pamitasz, e w jednej prbie Shira spotkaa mnie?
- Znam ca jej via dolorosa na pami. Bylicie, panie, wobec niej bardzo
surowi.
Dostojne bstwo unioso swoje nieistniejce brwi.
-Tak uwaasz? W takim razie powiem ci, e mogem przerwa jej ycie z tak
atwoci,
z jak rozdeptuje si mrwk. Nie uczyniem tego jednak, bo polubiem t
dziewczyn.
Tak jest, radzia sobie znakomicie, trudno zaprzeczy. Bya przeciwnikiem
godnym
takiego bstwa jak ja. Przyja moliwo szlachetnej i sprawiedliwej walki i
wygraa. Ale
do rzeczy. Dlaczego jeszcze raz szukacie dostpu do rda?
Marco zabra gos i wyjani, o co chodzi:
- Musimy zdoby ostatni skadnik napoju, ktry bdzie w stanie uratowa
Ziemi.
Zamylone oczy Shamy badawczo przyglday si ksiciu Czarnych Sal.
- No a Gry Czarne? Co zamierzacie zrobi z nimi?
- Z pomoc jasnej wody pewnie uda nam si zniszczy ze moce.

- rdo za rwnie?
- Jeli zdoamy.
Shama siedzia w milczeniu. Dugo. Potem powiedzia:
- Nie potrafi zrozumie, jak chcecie tego dokona. Przecie nikt, kto ma w
sercu choby
odrobin dobra, nie moe si nawet zbliy do czarnego rda. Ale, kochani,
daj wam
swoje najszczersze bogosawiestwo, pod warunkiem jednak, e powiecie mi,
co ja
miabym ze sob pocz w razie waszego ewentualnego sukcesu. Jak
powiedziaem, ja
te nale do tutejszych zych mocy.
-Ale mier nie jest przecie zem - zaprotestowa Oko Nocy.
- Zapominasz o czym - wtrcia Shira. - Shama nie reprezentuje zwyczajnej
mierci. On
jest bstwem przerwanego ycia. Przedwczesnej mierci. A to sprowadza
zawsze wielki
al i cierpienie na tych, ktrzy zostaj. Dlatego w naszym ziemskim yciu
zaliczany by
do bstw niedobrych.
- No tak, powinienem by pomyle - zgodzi si Oko Nocy.
-To posuchajcie, co postanowiem - rzek Shama po chwili. - Ze wzgldu na
Shir i Mara
oraz ze wzgldu na wasze dobre intencje nie bdziesz musia mnie spotka w
drodze do
rde, chocia w kadym innym przypadku by mnie spotka. Po prostu nie
bd
interweniowa w twoj wdrwk.

Na te sowa wszyscy wykrzyknli radonie i dzikowali Shamie.


- No, no - mia si boek. - Ale nie dostaem jeszcze odpowiedzi na moje
pytanie. Co si
ze mn stanie potem? Jeli si wam powiedzie?
Shir ogarn zapa.
- Gdyby zechcia, mgby moe zamieszka w miecie duchw w Krlestwie
wiata.
Tylko e tam bdziesz mia, bardzo niewiele do roboty, bo w tym krlestwie
mier nie
jest codziennym gociem.
46

W oczach wielkiego bstwa ponownie zabysy zy.

- Och, gdybym tylko mg si tam dosta, to nie skrcibym ycia nawet


najmniejszego
uczka! I zostabym z wami na zawsze, to cudowne!
Wszyscy umiechali si do Shamy z wielk yczliwoci.
- Jeli nam si uda, tak bdzie - obieca Marco.
- W takim razie bd wam pomaga we wszystkim, jak tylko potrafi.
Powiedzcie zatem,
czego sobie yczycie!
- Zyskalimy potnego sojusznika - stwierdzi Marco z powag.
Shama uczyni gest doni i znowu znaleli si w obrbie upywajcego czasu.
Nie stracili nawet chwilki. Nikt nie zdoaby zauway, e odbyli t poufn
rozmow,
gdyby w ogle znajdowa si tu kto taki.
Wrcili do surowej teraniejszoci. Ale rzeczywisto bywa snem, a sen
rzeczywistoci.
Nie mieli pojcia, co teraz jest prawd.
Oko Nocy znowu poczu chd nadcigajcy z gr, nigdy go nie odczuwali w
dolinie,
gdzie czeka J2. Tutaj trudno go byo nie zauway, przenika Indianina do
szpiku koci.
Modzieniec otuli si szczelniej paszczem, Oko Nocy zawsze nosi indiaski
strj i
bardzo by z tego dumny. Nikt nie mg mu zarzuci, e nie przyznaje si do
swego

pochodzenia.
Shira wci dawaa wyraz radoci z ponownego spotkania ze starym
przyjacielem i nie
zwracaa uwagi na przenikliwy wiatr wiejcy nad rwnin. Mar zachowywa si
podobnie
jak ona, zaskoczony i uradowany spotkaniem Shamy, wspomina modo,
czasy, kiedy
po raz pierwszy zobaczy Shir.
Marco by najbardziej opanowany ze wszystkich. On dotychczas nie zna
Shamy, ale
oczywicie cieszy si, e bstwo jest po ich stronie, razem potrafi wiele
zyska.
Wsuchiwa si w szum z pustkowi i mia wraenie, e docieraj do niego
dalekie tony
wiecznoci.
10
Shama da do zrozumienia, e teraz Shira i Mar powinni zakoczy
eskortowanie swego
przyjaciela. Marco i Oko Nocy rozumieli, e Shama chce zosta z nimi sam, i
chtnie na
to przystali.
-Ale ja bd czuwa i w kadym momencie bd wiedzia, gdzie si znajdujesz,
Oko
Nocy, mj przyjacielu - zapewni Shama. - I jeli tylko zdoam, wkrocz w ten
lub inny
sposb, gdyby dziao si co niedobrego. Wiem, e nikt nie niesie przed tob
pochodni,
nie masz tego, kim dla mojej Shiry by Mar. Sprbuj jednak ja speni jego
funkcj,

chocia w prostszy sposb. Wypatruj wiata, mj mody wybracze, w


potrzebie Shama
wskae ci drog.
- Mog ci za to tylko podzikowa, szczerze i gorco.
- adnych sztuczek jednak nie mog si podj, to nie w moim stylu.
- Ja bym si na to w adnym razie nie zgodzi - odpar pospiesznie Oko Nocy.
Uczciwo
jest moj cnot i moj broni.
Owszem, Berengaria wie co na ten temat, pomyla Marco. Jej podejmowane
wielokrotnie prby, majce na celu skonienie Oka Nocy, by sprzeniewierzy si
swemu
poczuciu obowizku, zawsze natrafiay na irytujcy, masywny mur indiaskiej
uczciwoci.
47

Oko Nocy by ciekaw, ile czasu minie, zanim znowu znajdzie si razem z
przyjacimi.

- Nie wicej ni cztery doby - odpar Shama. -Zreszt wy nie musicie czeka na
prno.
Gdyby zgin, Oko Nocy, ja natychmiast bd o tym wiedzia i wtedy oni mog
wraca.
Zabrzmiao to do nieprzyjemnie, ale wszyscy uwiadomili sobie jeszcze
wyraniej, jak
to dobrze mie Sham po swojej stronie.
-A ja? - zapyta Marco. - Jak dugo ja mog mu towarzyszy?
- Zatrzymasz si przy wejciu, tak jak to uczynili przyjaciele Shiry. I tam
powiniene
czeka, a Oko Nocy wypeni swoje zadanie. On potrzebuje tego poczucia
bezpieczestwa, jakie da mu przekonanie, e jeste w pobliu.
- Bd czeka -zapewni Marco spokojnie.
Po czym on i Oko Nocy poegnali przyjaci.
Szli pod gr ku szczytom wzniesie, zastanawiajc si, co te jest po drugiej
stronie.
Moe jeszcze jeden szczyt, na ktry take trzeba si bdzie wspi?
Nie mwili nic, obaj wiedzieli, e ta najwaniejsza chwila nadesza, chwila, na
ktr Oko
Nocy tak dugo czeka. By teraz napity i bardzo skupiony, rozglda si
uwanie na
wszystkie strony. Ale ten dziwny wiat trwa pogrony w ciszy, widocznie nikt
nie
przypuszcza, e miakowie zdoaj przej obok Niezwycionego.

Szczyt zosta zdobyty. Poruszeni spogldali na d w podobn do krateru dolin,


znajdujc si bardzo blisko nich. Ponad dolin unosiy si wielkie biae oboki,
ktre
przesaniay wszelki widok. Widzieli jednak, e rury schodz w d i zrozumieli,
e tam
wanie ukryte jest zejcie do rda wody za. Nie wtpili ani przez chwil, e
tak jest,
wiele rzeczy wiadczyo o tym a nadto. Jak na przykad w obrzydliwy smrd.
Oraz
ciemno widoczna na dnie doliny pod biaymi obokami krcej z wolna
mgy. Odnosio
si wraenie, jakby tam na dole w ogromnym kotle gotowao si co bardzo
zego; raz po
raz dostrzegali w centrum doliny migajce pomienie byskawic.

- Prawda, e to wyglda jak Gehenna chrzecijan? - zapyta Oko Nocy.


- Niegupi pomys - odpar Marco. - Chodmy jednak. Ta droga nie jest
przeznaczona dla
nas. My powinnimy znale inne wejcie.
- Z tego, co mwia Shira, wynika, e znajduj si one niedaleko od siebie. Jeli
wic
zejdziemy tamtdy w d, to moe znajdziemy...
- Nie wolno nam uczyni bdnego kroku - ostrzeg Marco. - Znalezienie si za
blisko
zego rda mogoby by brzemienne w skutki, rwnie dla nas.
- Patrz... gdzie?
Rozgldali si uwanie, nie dostrzegali jednak niczego. Nic, na czym mona by
zaczepi

wzrok, po prostu nic jak okiem sign, bo cuchnce opary ograniczay


widzialno do
minimum.
Nagle co jakby migno na ziemi i obaj pochylili gowy. Jakby ledwie
widoczna, leciutko
lnica, niewyrana drka.
- Pomoc Shamy - stwierdzi Marco sucho.
- Czy to nie jest naduycie?
- Nie. Chodzi przecie o to, by wyszed obronn rk z kilku powanych prb,
a nie sta
niczym osio midzy kpami trawy na nic nie znaczcym wzgrzu.

Oko Nocy rozemia si i ruszyli wskazanym tropem.


Skrcili w prawo, ale nie doszli daleko, bo nagle skaa urywaa si, a tu pod ich
stopami
wida byo okropn rozpadlin. Podobnie jak dolina przypominaa stary krater,
tym razem
widzieli wszystko znacznie wyraniej. Tutaj nie byo adnych przesuwajcych
si,
zasaniajcych widok diabelskich cieni, nie byo te zgniego odoru
niewiadomego
pochodzenia. A w dole majaczyo co jakby wejcie, rodzaj bardzo wskiego
pasau czy
moe grota, ale widzieli to jedynie w sabych zarysach.

-To musi by tam - powiedzia Marco. - Zejd z tob na d i tam bd czeka.


Na d? Oko Nocy spoglda niepewnie na poszarpany skalny uskok, ale Marco
ju
zacz schodzi, wic i on nie chcia by gorszy.
Schodzenie okazao si atwiejsze, ni na pocztku wygldao. Musieli tylko
bardzo
uwaa, eby nie spuszcza w d pojedynczych kamieni. Oko Nocy z niechci
myla,
e potem znowu bdzie musia wspina si w gr.
W kocu dotarli do celu. Teraz wejcie ukazao im si bardzo wyranie jako
naturalne
sklepienie ponad rzek.
- Woda? Tutaj? - zdziwi si Oko Nocy. - Ale to chyba nie jest jasna woda
dobra?

- Myl, e a tak atwo ci nie pjdzie. Sdzisz, e uda nam si przej


brzegiem?
- Nie, musimy brodzi w rzece.
Od lodowatej wody natychmiast zdrtwiay im nogi a po ldwie. Strumie
peen by
zdradliwych wirw, jakby woda chciaa ich porwa ze sob. Kamienie na dnie
byy
gadkie i liskie, podeszwy butw raz po raz po nich zjeday.
- Od tego strasznego zimna prawie nie mog oddycha - wysapa Oko Nocy.
- Wszystkie minie tej. Oj, tutaj sklepienie jest bardzo niskie!
Gos Marca sta si dziwnie dudnicy, kiedy ksi przechodzi pochylony pod
ogromnym
blokiem kamiennym, wspierajcym si na innym, rwnie wielkim, i tworzcym
rodzaj
groty.
Och, nie, chyba nie dam rady, myla Oko Nocy przestraszony. Z zimna nie
jestem w
stanie si porusza.
Lodowaty chd ksa w nogi, paraliowa ciao. Ale skoro Marco jako sobie
radzi, to i on
powinien. Szli pod prd, co wcale nie uatwiao sytuacji.
Indianin naprawd traci oddech. Wszystko w nim protestowao, ju prawie nie
potrafi
nad sob panowa.
Mimo to par do przodu, ca uwag skupia na postaci Marca majaczcej w
grocie pod
kamiennymi blokami. O ile na zewntrz panowa mrok, to tutaj byo po prostu
ciemno.

Oko Nocy mg si jedynie domyla, e czarne wosy Marca s dokadnie tak


samo
mokre jak jego i e raz po raz zalewaj je lodowato zimne fale. Czu si tak,
jakby go
zakuto w pancerz z potwornie zimnej stali.
Nagle jednak znaleli si poza kamiennym sklepieniem i mogli si
wyprostowa. Byli po
drugiej stronie, a woda w strumieniu stawaa si coraz pytsza. Dzwonic
zbami, mogli
znowu wydosta si na ld.
- Gdzie my jestemy? - zapyta Oko Nocy, a jego gos odbija si dziwnym
echem od
mrocznych ska.
49

- Wyglda na to, e w jakiej ukrytej dolinie. Niczego wicej nie mona


powiedzie.
Spjrz, najwyraniej tam bdziemy musieli wej.
Przed nimi otwierao si, mona powiedzie, przyjanie, wejcie do jakiej
kolejnej groty.
Mieli wraenie, e tam bdzie im ciepo i sucho. Ale, niestety, pomylili si,
stwierdzili to
natychmiast, gdy znaleli si pobliu tej doskonale okrgej, jakby wytyczonej
za pomoc
cyrkla niszy.
- To musi chyba odpowiada pomieszczeniu, w ktrym czekali przyjaciele Shiry
stwierdzi
Oko Nocy.
-Tak, masz absolutn racj. Chodzi wic pewnie o to, bym i ja tutaj zosta.
Och, nie! Chod ze mn jeszcze kawaek, prosi Oko Nocy w duchu. Gono
jednak
powiedzia:
- Musi wic chyba by jakie przejcie dalej?
Marco uwanie przesuwa wzrok po kamiennych cianach poronitych skpym
mchem,
po pododze pokrytej lecymi luno kamieniami i po suficie wysoko nad
gowami.
-Tak, jest, tylko gdzie?
- Mar, ktry nis przed Shir pochodni, sta na podium, i kiedy pochodnia
owietlia
dziewczyn, jej cie pad na cian. Tam dostrzegli kontury jakiego otworu w
skale i

tamtdy Shira przesza. Tylko e nie widz nigdzie adnego podium, w ogle
niczego tu
nie widz!
- Nie przypuszczam, e powinnimy tak kurczowo trzyma si dowiadcze
Shiry, drogi
przyjacielu. Tego nie mona porwnywa z twoim zadaniem. W jaki sposb
zdoaby
otworzy grsk cian?
O co mu chodzi, myla Oko Nocy zdesperowany. Jak to otworzy grsk
cian?
-To chyba nie jest ta grota -powiedzia gono. - Wychodzimy!
- Nie, nie, to tutaj. W dolinie nie ma adnej innej groty.
Po chwili zastanowienia Oko Nocy rzek:
- Jako Indianin chciabym... nie, to niemoliwe!
- Sdzisz, e zostae wybranym przez przypadek? e przypadkiem urodzie si
ze
znakiem Soca na czole? - zapyta Marco spokojnie. - Wanie ty, Indianin,
jeste
waciwym czowiekiem!
- No, dobrze - westchn Oko Nocy. W jego westchnieniu wyczuwao si ulg. Jako
Indianin chciabym wezwa na pomoc mego boga, Wakan Tanka, duchy moich
przodkw
oraz moje zwierz, czyli niedwiedzia. Mog ich wezwa za pomoc tego
maego
szamaskiego bbenka, ktry zabraem ze sob w drog. Tylko e bbenek jest
pewnie
teraz kompletnie przemoczony.

- Sprbuj!
Usiedli pod cian, tu przy wejciu. Marco odoy cztery mae puste
plastikowe
woreczki, ktre zabrali ze sob peni nadziei. Bo to wanie w woreczkach mieli
przenie
jasn wod. Potrzebowali jej bardzo duo, a te woreczki potrafi si powiksza
do
podanych rozmiarw. We czwrk byli w stanie dwiga pene worki nawet
bardzo
daleko, pytanie tylko, jak przeniesie je sam Oko Nocy, zanim ponownie spotka
przyjaci.
No, ale tym bdzie si martwi pniej. Tym bardziej e w tej chwili droga do
rda
zdawaa si nieodwracalnie zamknita.

Bbenek Oka Nocy okaza si rzeczywicie bardzo may, przypomina raczej


zabawk
ni szamaski instrument, wyglda do prymitywnie, ale Marco uwaa, e w
takich
przypadkach decyduje szczero modlitwy.
Oko Nocy skoncentrowa si i zacz cichutko nuci w takt monotonnego rytmu
wybijanego na bbenku. Trwao to nie duej ni minut, a Marco zawoa z
podziwem:

- Zaprawd, mj przyjacielu, jeste bardzo utalentowanym szamanem!


Oko Nocy oczywicie adnym szamanem nie zamierza zosta, by po prostu
kandydatem na wodza, ale sowa Marca zaciekawiy go do tego stopnia, e
unis gow.
W litej skale otworzy si niski portal.
- Czy to ja sprawiem? - wykrztusi.
- Jeste wybranym, mj chopcze. A, jak powiedziaem, wybrano ci z
pewnoci
dlatego, e urodzie si Indianinem. My, biali, ywimy dla was wielki
szacunek. Zawsze
ylicie w cisej wizi ze wiatem duchw i z natur. Nie przypuszczam jednak,
by
kady Indianin czy szaman dokona takiej sztuki. Ty naprawd jeste
wybranym!
Marco wsta i Oko Nocy natychmiast poszed jego ladem.
- Prosz bardzo, bierz te cztery pojemniki i wszystko, czego potrzebujesz! Sznur
elfw
chyba masz?

- Dostaem nawet trzy. Wszyscy byli tacy uczynni, wielu dao mi bardzo
poyteczne i
przydatne rzeczy.
- Znakomicie, w takim razie jestem spokojny. Pamitaj jednak, e cho masz
wiele
rnych pomocy, to kadego przedmiotu moesz uy tylko jeden jedyny raz.
Shama
bardzo wyranie to podkrela. Tak wic bbenek moesz zostawi u mnie,
unikniesz
noszenia. Poza tym skadaj wszystkie wykorzystane rzeczy w jedno miejsce,
eby ci si
nie mylio.
-To bardzo rozsdna rada. No ale, jak mwi, mam trzy sznury elfw.
- Moesz uywa tylko jednego na raz i pod warunkiem, e to absolutnie
konieczne.
Tylko nigdy wicej ni raz ten sam sznur.
-Jasne!
- Chtnie bym z tob poszed, ale to po prostu niemoliwe. Gdybym sprbowa,
to
prawdopodobnie grska ciana zamknaby si wok mnie i uwizia mnie w
kamieniu
na wieki. Ruszaj zatem, a ja bd tu na ciebie czeka.
Pospiesznie uciska przyjaciela. Zrobi to naprawd bardzo szybko, bo aden z
nich nie
mia ochoty na niezbyt mskie okazywanie uczu.
Mimo wszystko Oko Nocy odwrci si jeszcze w bramie i dugo patrzy w lad
za
Markiem. Towarzystwo Marca we wszystkich budzio bogosawione poczucie

bezpieczestwa, on potrafi da sobie rad w kadej sytuacji.


To on powinien pokonywa t drog, myla Oko Nocy zgnbiony, wiedzia
jednak, e
nigdy do czego takiego nie mogoby doj. T trudn wdrwk musia odby
kto z
krwi i koci, najnormalniejszy czowiek.
Shir przygotowywano od chwili narodzin, poza tym ona miaa wsparcie
czterech
ywiow. A co ma on? Nie mino wiele czasu, od kiedy dowiedzia si o
swoim
powoaniu. Po tym najmdrzejsi z indiaskiego plemienia pracowali z nim
niemal bez
wytchnienia, wiczyli go pod wzgldem fizycznym i psychicznym, on sam
wci kierowa

pytania do Wakan Tanka oraz do swoich przodkw i duchw plemiennych, w


transie
nawizywa kontakt ze swoim zwierzciem opiekuczym, niedwiedziem.
Pobiera nauki
u Shiry i Mara oraz u trzech wielkich duchowych przywdcw Krlestwa
wiata;
Mriego, Marca i Dolga.
To wszystko okazao si nieludzko wyczerpujce, dano mu bowiem naprawd
zbyt krtki
czas.
No i oto nadesza pora dziaania.
Oko Nocy przekroczy otwr w skale i znalaz si po drugiej stronie.
11
Oko Nocy gwatownie przystan.
Nie... to chyba nie moe tak by.
Naprawd moe tak wyglda... wntrze gry?
Chopiec spodziewa si zobaczy niezwyke rzeczy, a tymczasem tutaj nie byo
waciwie nic.
Zdumiewao go, jak tu jasno. Zreszt, jasno... Panowao tu to samo mroczne
wiato co
wszdzie w Grach Czarnych. Stwierdzi ku swemu ogromnemu zaskoczeniu,
e znowu
znajduje si na wieym powietrzu.
A brama za jego plecami na powrt zlaa si w jedno ze ska. Odwrt zosta
uniemoliwiony.

Skd dochodzi jaki gony, potny huk. W pierwszej chwili przysza mu na


myl grota
z obracajcymi si kamieniami myskimi, przez ktr musiaa przej Shira, ale
ta grota
to bya jej trzecia prba, a nie pierwsza, poza tym Oko Nocy mia nie
porwnywa swojej
wyprawy z wdrwk Shiry przez groty. Jego jedynym zadaniem byo
odnalezienie
rda. Fizyczne zadanie, jak to okreli Shama. Nie mona wic byo mwi o
prbach,
raczej o przeszkodach. Czekao go tyle samo przeszkd, ile Shira przesza prb,
tak
powiedzia Shama.
W takim razie Oko Nocy stan wobec drugiej przeszkody.
Chocia nie poddawano prbie jego si duchowych, musia i tak posugiwa si
rozsdkiem i myle logicznie, o tym te uprzedzi go wadca ycia i mierci.
Oko Nocy postpi par krokw naprzd i stan przeraony. Znajdowa si
teraz na
bardzo maej skalnej pce, dosownie przylepionej do grskiej ciany, a w
huk, ktry
sysza ju wczeniej, dochodzi z otchani, ktrej krawdzi dotyka stopami.
C to jest...? Przecie si std nie rusz!
Mia do dyspozycji nie wicej ni cztery metry kwadratowe, wodospad rozbija
si o skay
jakie sto metrw pod nim. Przeciwlegy brzeg rzeki by co najmniej tak samo
wysoki i tak
samo stromy.
Czy chodzi o to, eby rzuci si w d i znikn w spienionym nurcie?

Niemoliwe, wszystko jest tam najeone ostrymi kamieniami, stercz tak gsto,
e nie
ma midzy nimi dosownie adnej wikszej paszczyzny wody.
Czyby wdrwka miaa skoczy si ju teraz?
I wtedy zobaczy, e na wysokim brzegu po drugiej stronie pojawio si jasne
wiateko.
Shama. A zatem Oko Nocy musi dosta si wanie tam.
Tylko jak ktokolwiek mgby...?

52

Nie, nikt nie potrafi pokona takiej przeszkody. Nawet kto wyposaony w
sznur elfw.
Oko Nocy posugiwa si tym cudownym przedmiotem zaledwie raz czy dwa,
wtedy
wyzwanie byo co najmniej kilka razy atwiejsze ni to tutaj.
Bezradny patrzy na niepozorny kawaek sznurka, ktry wyj z kieszeni.
Wiedzia jednak,
e akurat teraz bezradno jest miertelnie grona. Nie wahajc si wic, wzi
zamach,
by przerzuci trzyman w rce link na drugi brzeg.
Okazao si, e wszystko dziaa! Linka przeleciaa ponad przepaci i
precyzyjnie trafia
nad wysoki, spiczasty kamie po tamtej stronie, zawina si wok niego i
wrcia prosto
do rk Oka Nocy. Tym sposobem mg si posugiwa dwiema linkami, a to ju
pomoc
nie do pogardzenia. Bardzo starannie owiza linkami wysoki kamie po swojej
stronie
rzeki, wszystkie woreczki i cay swj baga przytroczy do pasa. Potem
uchwyci mocno
liny i zacz si na rkach przesuwa ponad przepaci. Gbia sprawiaa, e
doznawa
zawrotw gowy.
Tylko nie spoglda w d! Gdyby mia skonnoci do omdle, caa wyprawa
mogaby si
skoczy bardzo le. Powiadaj, e gbia wsysa, mogo si to teraz sprawdzi.
A moe powinien posuwa si sposobem niedwiedzia? Mgby si posuwa
szybciej i

chyba lepiej rozkada ciar ciaa.


Oko Nocy podj prb. Przez chwil wisia, trzymajc si lin rkami i opierajc
nogami,
ale zaraz zrezygnowa, powrci do poprzedniej pozycji.
Ramiona mia bardzo silne i posugujc si nimi, posuwa si jednak duo
szybciej do
przodu.
Gdyby tylko gbia nie wcigaa go tak strasznie!
Huk wodospadu rozprasza Oko Nocy, nie pozwala si skoncentrowa.
Nie spogldaj w d, bo bdzie po tobie!
Ju dawno temu nauczy si pewnej mdroci: Jeli jaka droga wydaje ci si
bardzo
trudna, to spogldaj raczej za siebie. To bardziej dodaje otuchy ni wpatrywanie
si
przed siebie, bo wiadomo, e tyle jeszcze przed tob, przygnbia.
Przypomnia sobie o tym i obejrza si. Popatrzy na wsk skaln pk, na
ktrej
dopiero co sta.
Nie powinien by jednak tego robi. Linka elfw przesuna si ku grze
kamienia i
wygldao na to, e zaraz si z niego zsunie. Modli si wic do Wakan Tanka i
do
witego Soca, by linka zostaa na miejscu, eby wytrzymaa.
Dla Indianina oddawanie czci Socu nie byo adnym problemem. Soce jest
przecie
czci natury, co wicej - najwaniejsz ze wszystkich. Cae jego plemi w
Krlestwie
wiata uznawao wite Soce za obiekt kultu.

Fakt, e zaj myli czym innym, okaza si zbawienny. Nagle chopiec


stwierdzi, e jest
ju na miejscu, o mao tego nie przegapi i nie zderzy si ze cian.

Shama wrci do czekajcego w grocie Marca. Usiad obok ksicia, ktrego


ceni
niezwykle wysoko.

-Twj przyjaciel Indianin radzi sobie znakomicie. Pierwsz przeszkod, jak sam
widziae, pokona piewajco, z drug te da sobie rad. Ale te pomoce ma,
niech
mnie licho!
53

Opowiada zdumiony o tym, jak Oko Nocy przeskoczy huczcy w otchani


wodospad, a
Marco wyjani mu, dlaczego wszystko poszo tak dobrze:

- Mj najlepszy przyjaciel, Dolg Lanjelin, syn czarnoksinika, jedna z


najniezwyklejszych
osobowoci, jakie kiedykolwiek przebyway w Krlestwie wiata, spdzi
dwiecie
pidziesit lat u elfw. Pniej w podzice oraz na znak szacunku otrzyma od
nich tak
zwan lin lub sznur elfw. I wanie jej kawaek ma ze sob Oko Nocy.
- Dwiecie pidziesit lat u elfw - powtrzy Shama zdumiony. - Domylam
si, e
nawet ja nie bybym w stanie przerwa jego ycia?
- Nie, nie masz takiej wadzy. I powiniene by za to wdziczny.
- Jestem. Tylko Shira wie, jak samotno oznacza moje posannictwo.
- Myl, e my take rozumiemy.
Shama wsta. Podnosi si niczym mody czowiek, bez wysiku, bez
trzeszczenia w
stawach. Ju samo to byo wielkim osigniciem.
- On znowu mnie potrzebuje. Zobaczymy si niedugo, przyjacielu!
Indianin bezpiecznie wyldowa na drugim brzegu. Zsun z kamienia lin
elfw, ktra
natychmiast znowu si skurczya do poprzednich rozmiarw. Z atwoci
schowa j do
worka z ju uywanymi pomocami. Zreszt znalaza si tam jako pierwsza, bo
przecie

bbenek zosta u Marca.


Mio byo wiedzie, e ksi Czarnych Sal czuwa w pobliu, w przeciwnym
razie Oko
Nocy czuby si bardzo samotny.
Shira i Mar take czekali, tyle tylko e nieco dalej. Za to z Sham jako
sojusznikiem. A
jeszcze dalej byli wszyscy oczekujcy na pokadzie J2. Naprawd nie by tutaj
sam!
Ale radzi musia sobie na wasn rk.
Chocia moe niezupenie. Przecie dopiero co Shama pomg, zapalajc
wiateko,
mgnienie cudzej obecnoci dla pocieszenia samotnej duszy.
Oko Nocy zdawa sobie z tego spraw, ale jednak tylko on sta na wysokim
brzegu i
zastanawia si, jak pjdzie dalej.
Oj, serce zabio mu mocniej w piersiach. Przecie nie chcia, eby mu
cokolwiek zostao
oszczdzone.
Z tego miejsca, w ktrym si znajdowa, wioda tylko jedna drka, a i ona
gina w biaej
niczym mleko i tak gstej mgle, e nic nie byo wida. Sama droga bdzie z
pewnoci
trudna do przebycia.
Zreszt okrelenie droga to ju przesada, gdy mowa o bardzo wskiej grskiej
grani.
Po jednej stronie gbia z huczcym wodospadem, po drugiej wszystko kryje
mga, ktra

unosi si te wysoko ponad szczytami i nie pozwala zobaczy, co si znajduje


przed
wdrowcem. Oko Nocy wzi jaki kamie i cisn go w morze mgy po swojej
prawej
stronie. Usysza uderzenia w ska poniej, raz po raz, dugo, echo
zwielokrotniao
odgosy, ale poniej wodospadu te jeszcze musiaa by przepa.
Najgorszy jednak by ten grzbiet, przez ktry trzeba si przedosta, szeroki
zaledwie na
stop i tak zwietrzay, e mg si rozsypa przy pierwszym kroku.
Oko Nocy kilkakrotnie gboko odetchn. Tak; to by si zgadzao, mwiono
przecie, e
wdrwka Shiry zwrcona bya do wntrza, bya zatem wdrowaniem w jej
wasnej

duszy. Jego za ma si kierowa na zewntrz, nie powinien wic tyle myle,


czy
prowadzi waciwe ycie czy nie, tak jak to musiaa czyni jego poprzedniczka.
Jej
wdrwka bya, rzecz jasna, tysic razy trudniejsza! Tym razem chodzi jedynie
o
odwag, si, inteligencj i zdolno do logicznego mylenia. Dlatego starszyzna
plemienna zmuszaa go do trenowania tych wszystkich dyscyplin i umiejtnoci,
ktre
Indianinowi byy niezbdnie potrzebne, zanim przybyli biali i spldrowali ich
kraj,
wprowadzili wiele nowych rzeczy sucych urbanizacji, w aden natomiast
sposb nie
sucych wizi z natur i poszanowaniu starszych.
Oko Nocy by wychowywany na dobrego Indianina w najbardziej tradycyjnym
rozumieniu
tego sowa, tak chciao jego plemi i wszyscy mieszkacy Krlestwa wiata.
Krewni Oka
Nocy byli za to wadcom Krlestwa wdziczni.
Ale oto sta cakiem bezradny.
Chyba eby...?
Umiechn si pod nosem. Niebywale uzdolnieni Madragowie Tich i Chor dali
mu
klajster, czyli, mwic poprawnie, klej. Co, co skleja najbardziej kruche i
porozbijane
przedmioty.
Moe powinien go teraz uy?

Bdzie to z pewnoci bardzo mozolna praca. Musia wymacywa, gdzie grunt


jest
najmocniejszy. Nim zrobi krok po tym pogruchotanym podou, skleja je
starannie. Na
szczcie klej okaza si wyjtkowy, wystarczya jedna kropelka, eby sklei
dwa wielkie
kamienie. Zdarzao si jednak, e kamienie usuway mu si spod rk i spaday
niej,
gdzie nie mg ich dosign, i wtedy siedzia przeraony, dopki nie upewni
si, e nie
wszystko runo. Prbowa po prostu odgarn warstw rumowiska i i po
mniej
zniszczonym podou, ale okazao si to niewykonalne. Ostra gra wygldaa na
zwietrza a do dna, takie w kadym razie odnosi wraenie.
Wobec tego nadal budowa ten jaki dziwaczny most w nadziei, e Madragowie
wiedzieli,
co robi, wyposaajc go w klej.
Na wszelki wypadek siedzia na grani okrakiem, nie polega na wasnym
poczuciu
rwnowagi do tego stopnia, eby sta, a ju w adnym razie nie odwayby si
wyprostowa.
Coraz wicej kamieni staczao si w d. Kiedy si w pewnym momencie
odwrci i
obejrza za siebie, zobaczy, e to co sklei naprawd tworzy rodzaj mostu.
Wszystko, co
znajdowao si poniej, znikno. Oko Nocy by tak spity, e pot la mu si z
czoa
strumieniami. Stara si nie traci nadziei, e kleju w pudeku wystarczy do
koca grani.

Oszczdza go jak tylko mg, ale gra wygldaa na bardzo dug.


Nagle wszystko przed Okiem Nocy si zakoysao. Kurczowo uchwyci si
skay, o mao
nie wypuci z rk pudeka z klejem, to by przecie bya potworna katastrofa!
Wkrtce
jednak wszystko wrcio do normy. Oko Nocy odetchn par razy z dreniem i
z wolna
zacz dokada nowe kamienie do swego mostu.
Daleko przed sob dostrzeg ziejc przepa, widzia wyranie, e nie starczy
mu
kamieni, by zbudowa nad ni pomost. Co robi?
Kontynuowa jednak mczc prac i stara si ju wicej przed siebie nie
patrze. Kiedy
nareszcie dotar do przepaci, rozejrza si dokoa.

Ku swemu wielkiemu zdziwieniu odkry, e z mlecznobiaej mgy wyoni si


teraz
przeciwlegy brzeg.
Las? Czy w tym wiecie moe istnie ywy las?
Najwyraniej istnieje tu wszystko. wiat po drugiej stronie wrt zosta
stworzony
wycznie dla tego, kto szuka ukrytego rda. Na miaka czekaj tylko
strasznie trudne
prby czy raczej przeszkody. Nie chodzio przecie o to, by kto mia je
pokona. rdo
jasnej wody zostao nieodwoalnie zamknite. Tam, w zewntrznym wiecie,
ludziom
stawiano warunki: tylko osoba o czystym sercu moga dotrze do celu. Tutaj
miao to by
po prostu w ogle niemoliwe.
No i teraz on, Oko Nocy, zwyczajny czowiek, way si na taki czyn.
Jedno go tylko uspokajao, a mianowicie, e te wszystkie pomocnicze rodki, w
ktre go
wyposaono, nie zostan uznane za oszustwo czy amanie regu. Ta wiadomo
sprawiaa mu ulg, Oko Nocy bowiem chcia gra honorowo.
Jakkolwiek byo, siedzia na skale, a midzy nim i lasem ziaa przepa. Nagle
jednak
uwag Oka Nocy przycigna jasna gwiazdka, wiecca w lesie. To Shama!
A poza tym las oznacza drzewa, w takim razie Oko Nocy bdzie mia o co
zaczepi
kolejn link elfw. Westchn zmartwiony, bo po pokonaniu tej przeszkody
zostanie mu

ju tylko jedna linka. A przecie nie wiadomo, co go jeszcze czeka.


Pudeko z klejem powdrowao do worka, gdzie znajdowaa si ju pierwsza
linka. Teraz
Oko Nocy zacz wypatrywa w lesie po drugiej stronie jakiego mocnego
drzewa.
Niestety, w miejscu, w ktrym siedzia, nie znajdowa adnego punktu
zaczepienia dla
linki, musia si wic zabawi w Tarzana i trzymajc lin w rkach, przeskoczy
na
poronity lasem paskowy. Ten Tarzan nie wydaje dzikich okrzykw,
umiechn si
sam do siebie.
Skaczc, przygotowany by na bolesne zderzenie si z czym twardym, ale nie!
Cudowna linka wyduya si dokadnie na tyle, ile byo trzeba, doskonale
zdawaa si
wiedzie, czego Oko Nocy chce, wyldowa wic mikko na mchu w pobliu
drzewa.
Podzikowa z caego serca i odoy link do worka. Liczba zuytych pomocy
wyranie
si powikszaa.
Wci jednak mia spory zapas nie uywanych.

- Jaki to mdry chopak - powiedzia Shama do Marca. -Pokonuje wszelkie


trudnoci.
- Znakomicie - umiechn si Marco.
-Ale, jak ju mwiem, ma tyle wspaniaych pomocy!
- Owszem. Obawiam si, e w przeciwnym razie nie poszoby mu tak dobrze.

- W przeciwnym razie nie przeszedby przez gr - stwierdzi Shama stanowczo.


- Nikt
nie jest przygotowany, eby pokona tak drog. Ale on jest wybrany, prawda?
Tak
mwilicie?
-Tak jest. I trzeba przyzna, e to dobry wybr.
Marco milcza przez chwil. Myla o fatalnie wychowanym smarkaczu z
Nowej Atlantydy,
ktrego zadowoleni z siebie wadcy tego kraju chcieli im wmwi jako
wybranego. Ten
chopak tutaj to by dopiero bya katastrofa, nie przeyby nawet piciu sekund.
Jeliby w
ogle dotar a tu, co jest wicej ni wtpliwe.

Mieszkacy Krlestwa wiata znaleli jednak waciwego chopca.

- Oko Nocy jest taki spokojny - rzek po chwili. - Taki mdry i rozsdny, nie
brak mu te
wiary w siebie.
-To bardzo dobrze. Bo niedugo zostanie postawiony przed bardzo
skomplikowan
decyzj. Jeli wybr bdzie zy...
Shama zrobi wymowny gest, przecign mianowicie rk po gardle.
- Powiec mu teraz, a potem wrc do moich przyjaci, Mara i Shiry.
- Dobrze. A gdzie oni s?
- Ukryci pod wielkim nawisem skalnym, gdzie adne przeklte ptaszyska ich nie
wypatrz. Do zobaczenia!
Marco unis do w gecie serdecznego pozdrowienia.
Shama znikn.
Marca ogarny czarne myli.
Ach, ta straszna samotno! Samotno, ktra jest jego przeklestwem, ale
rwnoczenie stanowi jego si. Ku niemu kieruj si spojrzenia wszystkich. Od
niego
oczekuje si cudw. A czy kto si w ogle domyla, jaki on jest samotny? Czy
kto
rozumie, co to znaczy by niemiertelnym?
I nigdy nie mc si z nikim zwiza?
Z tego punktu widzenia byo logiczne, e wszelka ziemska mio jest dla niego
czym

obcym. Jake musiaby cierpie, patrzc, jak umiera ukochana osoba, podczas
gdy on
bdzie musia samotnie y przez tysice lat.
To dlatego schroni si w Krlestwie wiata, gdzie wszyscy yj o tyle duej
ni na
ziemi. Dziki temu moe cieszy si obecnoci przyjaci.
Ale, oczywicie, i tutaj bywa mu ciko. Kiedy na przykad obserwuje Indr i
Rama, ich
niezwyk mio. Ech, eby tak mie kogo, komu mona by si zwierzy ze
wszystkiego. Od bardzo dawna za tym tskni.
Dolg jest wspaniay. Tylko Dolg potrafi naprawd zrozumie Marca, poniewa
obaj maj
takie same problemy. Obaj yj jakby poza granic spoecznoci Krlestwa
wiata.
Ale Dolg prowadzi wasne ycie. Ma liczn rodzin, do ktrej zawsze moe si
zwrci.
Marco nie ma nikogo takiego.
Samotno jest niekiedy zbyt cika do udwignicia!
Skuli si, bo zib po kpieli w lodowatej wodzie wci tkwi tu pod skr,
zreszt
ubranie nadal byo mokre. Zastanawia si, co teraz odczuwa Oko Nocy. Czy
marznie tak
samo jak jego wyczekujcy przyjaciel.
12
Nie, zimno nie byo najwikszym zmartwieniem Oka Nocy. Prawie go nie
zauwaa, jego
zmysy i myli bowiem pochonite byy teraz waniejszymi sprawami.

Drczy go na przykad lk, e droga si nieoczekiwanie skoczy. Albo e on


wpadnie do
jakiej niewidzialnej dziury. Albo e czego nie zauway w por.
Mnstwo zagroe podsycao jego lk.
Oko Nocy rozglda si po pogronym w ciszy lesie. Mga rwnie tutaj
zalegaa gsto,
ale w mroku lniy wiateka bstwa mierci. Niewielkie i matowe, ale dla Oka
Nocy
bezcenne.
57

Wspaniale! Dziki ci, Shamo, mj nowy przyjacielu!


Skrada si ostronie, by nie wpa w mokrada lub jak inn zdradzieck
puapk.
Pojawiy si natomiast jakie dziwaczne dwiki, takie przeraajce, e Oko
Nocy
poszed za gosem instynktu i chwyci n. w wielki n, ktry ojciec da mu
wanie po
to, by czu si bezpieczny podczas wykonywania swego wielkiego zadania.
To chyba jakie drapieniki! Chrypliwe, mlaszczce dwiki od czasu do czasu
przechodziy w grony ryk. W dodatku rozlegay si z rnych stron! Oko Nocy
stan
pod drzewem i zastyg bez ruchu.
Nagle je zobaczy. Zbliay si we mgle, wszc i tropic...
O, fuj, a c to za bestie! Co takiego nie istniao na ziemi, zreszt w Ciemnoci
iw
Grach Czarnych te nie. Wielkie, o cikich bach, przypominay killer dogs,
psy
przeznaczone do walki i zabijania, ale to nie byy psy. Moe ogromne tygrysy
syberyjskie? Take nie, cho z pewnoci budziy tak sam groz.
Oko Nocy naliczy co najmniej cztery potwory. Jeden podszed do blisko,
wci
wietrzy, odwracajc eb to w t, to w drug stron. Bez wtpienia by to samiec,
pozostae zachowyway si zupenie inaczej. Teraz rwnie i one podeszy do
drzewa,
pod ktrym sta Indianin. Nagle Oko Nocy dozna szoku. One s lepe!
Wszystkie miay
szarobiae, niewidzce oczy. A szukay wanie jego.

Oko Nocy spojrza w gr, drzewo byo gadkie, adnych konarw, po ktrych
mona by
si wspina. Czy nie mg by wybra innego?
Przywar plecami do pnia i bezszelestnie zacz si cofa. Zdawao si jednak,
e bestie
s wszdzie. Ich grone gosy docieray ze wszystkich stron.
Jeden ryk rni si wyranie od pozostaych. Byo w nim co aosnego,
miertelnie
przeraajcego.
wiato! wiateko Shamy, nareszcie!
Tym razem Oko Nocy wykorzystywa wasne umiejtnoci, a nie pomoce
ofiarowane mu
przez innych. Mia, rzecz jasna, n, chcia go jednak uy tylko w najwikszej
potrzebie.
Skrada si tak cicho, jak go nauczyli plemienni mdrcy, ani razu nie nadepn
na adn
such gazk, nie wpad do adnej puapki.
Mimo to mao brakowao, a wszystko poszoby le. Byo oczywiste, e bestie go
zwietrzyy, bo nagle jeden drapienik rzuci si do ataku. Indianin odskoczy w
ostatniej
sekundzie, o mao nie utraci broni, przycisn j mocno do siebie i zmyka co
si. Zgubi
po drodze kieszonkow latark, nie odway si jednak zatrzyma, eby j
podnie.
Sysza za sob peen rozczarowania ryk, takie same ryki rozlegay si z lewa i
prawa.
Przed nim chyba bestii nie byo.
Za to znajdowao si tam wiateko!

Ratunek, myla, biegnc prosto na nie.


Za wczenie si jednak ucieszy.
Droga wioda teraz przez miertelnie niebezpieczne bagniska, a bya wziutka
jak
sznurek. Zanim jednak mg na ni wkroczy, musia przej obok dwch
ogromnych
potworw, strzegcych przejcia. Tkwiy kady po swojej stronie, zwrcone do
siebie
pyskami, ktre niemal si stykay.

Wygldao na to, e drapieniki postpujce za nim day za wygran, teraz


chodzio o
przechytrzenie tych dwch po bokach. Po drugiej stronie mostu wci
przyjanie
migotao wiateko...
Oko Nocy myla gorczkowo. Pod jego stopami rosy krzewinki bayny.
Bayna jest
bardzo odporna, wydziela silny, przyjemny zapach. Nie zastanawiajc si wiele,
Indianin
zrzuci z siebie ubranie. Zbiera jagody i rozciera je sobie na skrze, zwaszcza
pod
kolanami, pod pachami i w pachwinach. Potem z podchodzcym do garda
sercem
zwrci si w kierunku cigajcych go drapienikw.
Porusza si cicho, jak najciszej, eby go nie usyszay. Stara si odpry, eby
nie
emanowa z niego strach.
Przeladowcy stali teraz blisko siebie. Przemyka si midzy nimi, niosc
ubranie i
wyposaenie w uniesionych wysoko rkach.
Czu na plecach gorce oddechy, ssao go w odku. Potwory wszyy i
prychay.
Widocznie zapach bayny nie sprawia im przyjemnoci.
Oko Nocy spoglda w ich niewidome lepia. adnej reakcji. Tylko niepewno.
Chyba
nie miay pojcia, co to za miaek wtargn do tej krainy.
Udao si! Teraz trzeba tylko przej przez mostek!

Och, nie, nie tylko! Znowu usysza za sob te przeraajce ryki i znowu z mgy
wyoni
si las. Oko Nocy znajdowa si porodku mostu, gdy dostrzeg zwieszajc si
z gazi
byle jak zamaskowan sie, a w niej jednego z tych ogromnych drapienikw,
ktre
widzia przedtem.
Mody Indianin przystan.
Widzia zwrcony w swoj stron eb potwora z niewidzcymi oczyma.
Chopak powoli
zszed z mostu, a potem si zatrzyma.
Drapienik wszy, wyczuwa jego blisko, bo raz po raz wydawa z siebie ryk
wciekoci, a moe ostrzeenia.
Ten potwr, samiec, bez wtpienia by zaatakowa, gdyby tylko mg si
wyplta z sieci.
Kiedy jednak Oko Nocy zwrci lekko gow tak, e spojrza wprost na potwora,
wydao
mu si, e widzi swoje zwierz opiekucze. Cofn gow do poprzedniej
pozycji potwr.
Jeszcze raz spojrza wprost na besti -niedwied. Powtrzy ruch - drapienik.
Kolejny, ostrzegawczy ryk.
Oko Nocy dosta od Rama malekie soce. Zostao ulokowane w kieszonkowej
latarce,
cieniutkiej niczym owek.
Czy wolno mi teraz go uy? zastanawia si przestraszony chopak. Moe bd
go
pniej bardziej potrzebowa? Moe moje ycie bdzie od tego zalee?
Nie, musz sprbowa, nie mog na to patrze, nie jestem w stanie.

Skierowa latark na oczy zwierza. Najpierw na jedno, potem na drugie i z


powrotem...
Przez oczy drapienika przebieg bysk, oyy, poruszyy si i zdumione
spoczy na
dziwnym czowieku.
Jeszcze jeden ostrzegawczy chrypliwy dwik.
Ale Oko Nocy dokona ju wyboru. Wyj imponujcych rozmiarw n z
wieloma
tajemniczymi rytami na rkojeci, ktry dosta od swego wadczego ojca jako

59

wyposaenie na trudn wdrwk. Zamachn si, rozci sie w kilku


miejscach i uwolni
zwierz. Stano przed nim - widzce, ryczce, grone,
Chopak wci trzyma n w rce, ale uyby go przeciw ywej istocie jedynie
w
najwyszej potrzebie.
Jeszcze jeden ryk, cho teraz, w odmiennej tonacji. Czowiek i drapienik stali
naprzeciwko siebie, oko w oko, aden nie chcia odwrci wzroku, aden si nie
poruszy.
Na ryk odpowiedziao wiele gosw. Z gbi lasu wyszo z dziesi
przeraajcych bestii i
noga za nog wloky si przez most. Otoczyy Indianina koem. Trway tak,
wyczekujce,
ciche, nie bdc w stanie dokadnie go zlokalizowa.
N zosta wsunity do pochwy, a w rkach Indianina pojawio si raz jeszcze
soce od
Rama. Oko Nocy kierowa je po kolei na stojce przed nim drapieniki. Zabrao
to,
oczywicie, mnstwo czasu, w kocu jednak wszystkie zwierzta odzyskay
wzrok.
Wszystkie nie mogy si nachwali obcego mczyzny.
Ten uratowany z sieci poliza rk Oka Nocy, pozostae uczyniy to samo.
Jzory miay
szorstkie, kiedy rusza w dalsz drog, do mia oblepion kleist lin.
Zwierzta
stanowiy jego eskort, pilnoway, eby nie zabdzi, wspieray go na rne
sposoby.

W kocu dotarli do grskiej ciany, gdzie pono wiateko Shamy. Tam


drapieniki
poegnay swego wybawiciela. Po chwili znikny w lesie.
Oko Nocy odoy mae soce do worka z uywanymi ju pomocami, n
jednak
zachowa. N by jego wasnoci, a poza tym jeszcze go nie uywa, ani do
obrony, ani
do ataku.

Shama dotrzymywa towarzystwa Shirze i Marowi.

- No, to po prostu niewiarygodne - powiedzia zdumiony. - Ten wasz mody


Indianin
pokona jedn z najtrudniejszych przeszkd. Miaa ona wiadczy o jego
odwadze i jego
zdolnoci wspczucia innym. Poradzi sobie z tym wspaniale, zrobi nawet
wicej, ni od
niego oczekiwano. A posugiwa si przede wszystkim wasnym rozumem,
umiejtnociami i wewntrznym ciepem. Bo trzeba wam wiedzie, e gdyby
nie uwolni
schwytanego, inne drapieniki rzuciyby si na niego i rozszarpay go na
strzpy.
- Bardzo bym chcia, eby krewni Oka Nocy w Krlestwie wiata dowiedzieli
si o jego
dokonaniach - rzek Mar, kiedy Shama im o tym opowiedzia.
-Tak, powinnimy sobie tego yczy - przytakn Shama.

- Jak daleko ju zaszed?


- Wkrtce bdzie w poowie drogi. Teraz jednak czeka go jeszcze jedna bardzo
trudna
przeszkoda. Musicie pamita o tym, e te przeszkody ustanawiano z myl, e
nikt
nigdy ich nie sforsuje. Jasne rdo dobra miao by niedostpne na wieczny
czas, Oko
Nocy za zrobi co, czego nikt nie uwaa za moliwe. No, wprawdzie z
pomoc rnych
rodkw - doda duch mierci rozbawiony. -Ale wtedy, u zarania dziejw, kiedy
powstawao rdo i tereny wok niego, nikt tych rodkw nie zna.
- Zastanawiam si, co teraz mwi wadcy z Gry Za? - rzeka Shira
rozmarzonym,
agodnym gosem.
W gardle Shamy zagulgota zoliwy miech.

- Oni nawet nie wiedz, e Shama ma dostp do rejonu, gdzie znajduje si


rdo jasnej
wody. Tymczasem ja przenosz si tutaj bez najmniejszej trudnoci jestem
przecie
bogiem nagej mierci i moim obowizkiem jest powstrzymywa miakw,
ktrzy mieliby
odwag wedrze si na zakazane terytorium. Ale tym razem tego nie zrobi.
Shira i Mar zwrcili uwag, e Shama nazywa siebie bogiem, zamiast uywa
okrelenia
bstwo lub duch, co by byo bardziej waciwe.
Shira zapytaa:
-A przy okazji powiedz mi, gdzie s teraz nasze bstwa? Co si stao z
siedmioma
bstwami, ktre spotkaam koo rda na Grze Czterech Wiatrw?
Shama wyglda na przygnbionego.
-Ach, nie ma ich, przepady! Myl zreszt, e ani ty, ani Mar nie wierzylicie w
nie zbyt
arliwie.
Oboje ogarno poczucie winy.
- Chyba nie - przyzna Mar. - Szczerze mwic, w ogle o nich zapomnielimy.
Wierzylimy w ciebie, bo ciebie spotykalimy czsto, rozmawialimy z tob. W
ciebie i
w... A wanie, gdzie s tamte cztery duchy? ywioy! Powietrze, woda, ziemia i
ogie?
Shama siedzcy pod ciemnym nawisem zastanawia si.
- C, po prostu nie wiem. Opuciem przecie zewntrzny wiat w lad za
wami.

Chciaem by jak najbliej ludzi, ktrzy znali star wiar waszego ludu.
Oczywicie w
wiecie zewntrznym spotykaem ywioy od czasu do czasu, ale potem...?
Czsto sam
si nad tym zastanawiaem.
Umiechn si, po czym doda:
-Ale myl to samo, co ty, moja odnaleziona Shiro: Co te mwi li wadcy
tutejszej
krainy?
- Byoby zabawne zobaczy teraz ich reakcj - przyzna Mar patrzc gdzie w
dal.
13
No wanie, co mwili wysoko postawieni wadcy w swoich urzdzonych z
przepychem
salach?
Ten najpikniejszy, To we Wasnej Osobie, siedzia, rzecz jasna, w swojej
dolinie, w
ogromnym paacu, puszy si, nadyma i wierzy, e wszystko jest w najlepszym
porzdku, a wrg zosta pobity, bo nikt nie mia odwagi stawi si przed nim ze
zymi
wiadomociami. Nikt przecie nie chcia umiera, a ze wiadomoci Temu we
Wasnej
Osobie nigdy nie odpowiaday.
Natomiast w wiey na szczycie Gry Za zanosio si na panik.
- Co si z nimi stao? - wrzeszcza jeden ze szlachetnych do Nardagusa, jakby to
on by
za wszystko osobicie odpowiedzialny. -I gdzie si podziewa Niezwyciony?

- Z pewnoci ich wszystkich zabi, unicestwi - stka Nardagus niepewnie,


trzsc si
ze strachu.
- Nie, nie, nie, nie! - wrzeszcza jego pan. - Czekam na jak rozsdn
odpowied! I
pozytywn! Bo jak nie, to posiekam ci na arcie dla kotw!
Przecie nie jestem ryb, pomyla Nardagus ze zoci, ale si przestraszy.

- Nie rozumiem tego, o najpotniejszy! - jka, udrczony tym, e nieustannie


musia si
broni przed zoliwym panem. -Wasze wspaniae ptaki szukaj wszdzie jak
szalone.
Ale jak dotychczas nie znalazy nic, najmniejszego ladu.
- Jeli chodzi o Niezwycionego, to nie ma si czemu dziwi, bo on wdruje
jak chce po
terenie, ktry zosta mu przydzielony. Ale tamtych czworo? Powinni byli sta
si czarnymi
kwiatami w jego ogrodzie w chwili, kiedy si do nich zbliy. Powiadasz jednak,
e ptaki
nie widz ani kwiatw, ani ludzi?
- Nic nie widz.
- My naprawd nie rozumiemy - wtrci inny z wadcw. - I to jest twoja wina,
Nardagusie.
Zaatwie t spraw poniej wszelkiej krytyki. No bo chyba tych czworo nie
przedaro si
do rda jasnej wody? A moe si myl, co?
-To niemoliwe, panie! Nikt nie przechodzi przez gr - rozemia si Nardagus,
zarazem pewny siebie i przeraony.
Spojrza na st uginajcy si pod ciarem smakowicie pachncych da,
rnorodnych
pysznoci i napojw. Wiedzia jednak, e nie sprbuje ani odrobiny w tego, bo
wszystko
jest zarezerwowane dla tych rozleniwionych arokw, ktrzy ca robot
zwalaj na
niego i nie odpowiadaj nawet za swoje sowa.

-Tylko jest tak - tumaczy dalej - e ptaki nie mog lata nad wewntrznym
terytorium.
Zostao ono zamknite dla wszystkich, nawet dla nich.
- Gupi!
-Tak, ale to nie ma adnego znaczenia, bo ndznicy, jak powiedziaem, nie
dojd do
rda.
- Popro ptaki, eby szukay nadal.
- Robi to cay czas!
- Znakomicie! To naprawd dobrze, e jest jeszcze kto, z kogo mona mie
poytek.
Ach, my, wodzowie, musimy si zmaga z tak wieloma przeciwnociami!
Moesz odej.
I nie wracaj tutaj ze zymi wiadomociami! Zakazuj ci!
Mwicy zwrci si do pozostaych z wymuszonym umiechem.
- Wszdzie taka nieudolno! Comy takiego zrobili, eby nas kara takimi
okropnymi
poddanymi?
- No, ale s przynajmniej wierni.
- O, jeszcze by tego brakowao, eby byli niewierni! Maj przecie z kogo bra
przykad!
Nardagus wymamrota co bez najmniejszego szacunku dla wadcw i wyszed.
Kiedy zamkn drzwi, wadcy spogldali po sobie ukradkiem. Za nic by si do
tego nie
przyznali, ale nie czuli si pewni siebie, byli poruszeni, nie kontrolowali ju
sytuacji w
Grach Czarnych. Chyba pewnego dnia trzeba bdzie spojrze prawdzie w
oczy?

I co by na to powiedzia najpikniejszy? To przeraao ich najbardziej.


Oko Nocy sta przed skaln cian i przyglda si jej z desperacj. ciana
sigaa od
ziemi do nieba. Znajdowa si w niej otwr, jedyny, jaki mg znale, ale
stanowi
waciwie poziom szczekn, tak wsk, e chyba tylko elfowa panienka Dolga,
Fivrelde,
mogaby si przez ni przecisn. Ale maleki pomyk wiata Shamy migota
wanie w
tej niemoliwej szczelinie. Po drugiej stronie te majaczyo co jasnego,
sprawiao

bardzo przyjemne wraenie, zdawao si przyzywa, wabi, tylko on... nie mia
pojcia,
jak si tam dosta.
Czyby chodzio o to, by wyrba wikszy otwr? Musiaby pewnie pracowa
kilka
tygodni, nim otwr staby si wystarczajco duy dla niego, kilka tygodni pod
warunkiem,
e miaby jakie narzdzie. A przecie nie mia.
Najpewniej jednak nikomu nie chodzio o to, by Oko Nocy przeszed na drug
stron.
Raczej wprost przeciwnie. Tylko on jeden tego pragn. I kilkoro jego
oczekujcych
przyjaci.
Oko Nocy znowu dozna dobrze ju znanego uczucia, e kto stoi za jego
plecami. Z
otwart paszcz, dny krwi. Wiedzia jednak, e kimkolwiek s te grone
istoty, ktre
napeniaj go obezwadniajcym strachem, to go nie dopadn. Zadbaj o to
drapieniki,
jego nowi, peni wdzicznoci przyjaciele.
Oko Nocy stara si uwolni od nieprzyjemnego uczucia i koncentrowa si na
czekajcym go zadaniu.
Jakich pomocy mgby uy tym razem?
Zapas przydatnych narzdzi zaczyna si kurczy. Chyba zbyt czsto ich
naduywa.
Nie, nie powinno si tego nazywa naduyciem. aden normalny czowiek nie
daby

sobie rady w tych warunkach i gdyby rodki pomocnicze byy zabronione,


przypuszczalnie dano by mu to odczu. Dotkliwie. Z pewnoci przypaciby to
yciem.
Zamylony sign po pomoc, ktr dosta od Mriego. Czarownik da mu to w
ostatniej
chwili, gdy opuszczali Krlestwo wiata.
Bya to odrobina kleistej masy, ktra otwiera zamki. Mri wytumaczy mu te,
jak naley
si posugiwa niezbdnym w takim wypadku zaklciem. Obrzydliwe sowa, ale
Oko
Nocy je zapamita. To pomaga przy wszystkich drzwiach, ktre nie chc si
otworzy przekonywa
Mri, ojciec Dolga. Czy t szczelin mona nazwa drzwiami?
Chyba nie. Ale jakie wejcie to jest. Jedyne, jakie istnieje, eby dosta si do
miejsca
nastpnej prby. A moe to wanie jest prba? Przeszkoda -powiedzia
Shama.
Oczywicie, to przeszkoda, nawet bardzo solidna. wietnie, bdzie ich przecie
ubywa.
I to nawet szybko.
Tyle samo przeszkd, ile Shira miaa prb... A przez ile tak naprawd ona
przesza?
Jedenacie, jeli nie liczy spotkania z bogami przy rdle, bo to nie bya prba.
Ale Oko
Nocy liczy rwnie pocztek - wejcie w gr - jako pierwsz prb czy te
przeszkod.
Bo przecie z trudem j pokona.
W takim razie... ta przeszkoda... powinna by pit. Wejcie do wntrza gry,
przejcie

przez wodospad, balansowanie na grani, las z drapienikami... To cztery. No i ta


teraz.
Numer pi.
Tylko e tej jeszcze nie pokona.
wiato, wiato, ciao i dusza rway si do wiateka. Te przeklte, wieczne
ciemnoci w
Grach Czarnych daway si Oku Nocy mocno we znaki. wiato znajdowao
si tam, po
drugiej stronie tej diabelskiej, wskiej szczeliny, musi si tam dosta, wydawao
mu si,
e duej nie cierpi ju tego mroku...
Tam wiato byo intensywne, cudowne, musi przej przez szczelin!

Oko Nocy ju przygotowa pudeeczko z otwierajc zamki past. Wypatrzy


odpowiednie
miejsce na skale i nabrawszy odrobin pasty na palec wskazujcy, pocign
wzdu
szczeliny od gry i od spodu, mamroczc wyuczone zaklcie.
Nic si nie stao.
Ale Oko Nocy nie nalea do tych, ktrzy zatrzymuj si w p drogi. Ponownie
zagbi
palec w kleju, po czym posmarowa krawdzie szczeliny grubsz warstw. Od
gry i od
dou. Smugi pasty czyy si ze sob. Znowu wymamrota zaklcie.
Klej si skoczy. Na dole byo go chyba troch za mao, ale nic nie mg na to
poradzi.
Nagle obie czci skay zaczy si od siebie bezgonie oddala, akurat na tyle,
by
mona si byo przecisn przez powstay otwr.
Oko Nocy odetchn z ulg.
Dziki ci, Mri!
Dziki wszystkim, ktrzy mi pomogli!
Sam nigdy bym tu nie dotar, nie pokonabym nawet poowy drogi.
Rozejrza si uwanie, czy nie zostawi gdzie swoich rzeczy, nastpnie
przelizgn si
przez szerok teraz szczelin. Zamkna si za nim zatrwaajco szybko.
Ciekawe, jak si potem wydostan z tego labiryntu, myla przestraszony.
Niech tam, kade zmartwienie ma swj czas. Rb, co powiniene, Oko Nocy,
nie

zastanawiaj si nad przyszoci.


wiato, wiato, cudowne wiato!
Niedugo si jednak cieszy.
Zosta olepiony przez bardzo intensywny blask, wszystko wok niego krcio
si i
wirowao z piekielnym szumem i wistem. W kocu oczy przywyky do wiata
i mg si
rozejrze.
Owady! Miliardy wikszych i mniejszych skrzydlatych stworze rozmaitych
rodzajw i
gatunkw. Wszystkie kryy jak szalone po jasno owietlonej grocie. I wcale
nie
wyglday przyjemnie.
Po drugiej stronie groty migno mu wiateko Shamy. Strasznie odlege,
przeraajco
dalekie. Powinien sobie jednak z tym poradzi. Potrafi szybko biega, wiczy
sprinty i
biegi od wczesnego dziecistwa, nikt nie mg si z nim pod tym wzgldem
rwna.
Trzeba tylko uwaa, eby kierowa si wprost na wiateko Shamy.
Nie zdy zrobi wiele krokw, gdy owady odkryy intruza i wyczuy akom
zdobycz.
Oko Nocy poczu ukucie w kark, zamierzy si na napastnika, ale ten by ju
daleko.
Wiele innych de wysuwao si ku skrze Indianina.
On pospiesznie wycofa si pod cian i opar o ni plecami. Ktby jednak da
sobie

rad z tysicami owadw? Broni si jak mg, bo kark bola go okropnie. Wielu
takich
uku, czy raczej uksze, nie zniesie.
Znowu poczu udlenie, w nog tu ponad krawdzi mokasyna. I drugie w
rk, nad
nadgarstkiem. Nie, dugo tak nie mona, jeli dobrze rozumia sytuacj, to
znalaz si w
miertelnym niebezpieczestwie.
Z blem serca wyj ziarenko ofiarowane przez Tsi. Zamierza je oszczdza jak
dugo to
moliwe, niewidzialno bowiem, ktr ziarno wywouje, trwa bardzo krtko,
jak
ostrzegaa Siska. Ziarenko byo ju uywane. Jedn rk ogania si od
atakujcych

64

owadw, drug stara si znale ziarno w skrzanej torbie z frdzlami, ktra


bya taka
adna na pocztku wyprawy. Teraz wygldaa do aonie.
Tak, to musi by ziarno. Tak mia nadziej, ale pewien nie by.
Za nic nie moe go teraz upuci, bo byby stracony. Ostronie pooy je na
jzyku,
poczu, e si rozpywa.
Wstrzyma oddech.
Owady wiroway nad jego gow, jakby nagle olepy, ataki ustay, napastnicy
utracili cel,
zdobycz znikna.
Oko Nocy jak strzaa pogna przed siebie. Stara si wykorzysta moment, nim
mae
monstra si zorientuj i rusz za nim wiedzione zapachem krwi. Nigdy jeszcze
nie bieg
tak szybko, zgarnia z siebie resztki owadw, otrzepywa ubranie. Jeszcze
jednego
ukucia w czoo nie zdoa jednak unikn. Przeklte insekty!
Jeli to jest kolejna przeszkoda, to ja nie wyjd z tej groty, to ja...
Ale i tym razem poradzi sobie z atwoci. Otwr by wystarczajco duy na
niego,
adne owady go nie cigay. Tylko miejsca uksze zrobiy si czerwone,
spuchy i
pulsoway niepokojco.
Oko Nocy przyjrza si swemu nadgarstkowi i stwierdzi, e oto pokona
najwiksz
przeszkod. Wygldao na to, e jad owadw jest bardzo trujcy.

W tym momencie uwiadomi sobie wasn mao i bezradno. Samotno


zwalia si
na niego niczym lodowaty, bezlitosny wicher.
14
Shama rwno rozdziela sympati midzy swoich faworytw. Znowu zaszed do
Marca.
Potrzsa gow, a na jego twarzy malowa si podziw pomieszany z rezygnacj.

- Co z was za dziwny nard, wy, mieszkacy Krlestwa wiata - powiedzia. Ile on


dosta rnych rzeczy do pomocy i jakie to wszystko przydatne! Nigdy nie
widziaem
niczego podobnego!
- Z tego, co mwisz, wnosz, e Oko Nocy jako sobie radzi - rzek Marco
uspokojony.
- I to jeszcze jak! Zreszt akurat teraz jest niewidzialny. W jaki sposb bd
mg mu
pomc?
Marco, ktry ucieszy si z wizyty, westchn.
- No wanie, to jest problem. Przypadkiem wiem jednak, e ziarno, ktrym si
posuy,
ju raz byo uywane, eby doprowadzi naszych ludzi do Juggernauta, wic
niewidzialno naszego wybranego dugo nie potrwa. Gdyby jednak chcia, to
mog ci
pomc go zobaczy.
- Owszem, dzikuj ci, szlachetny ksi. Gupio mi, e si tak na niczym nie
znam. A

moesz mi wierzy, e nie jest to uczucie, do ktrego przywykem.


Marco umiechn si i pooy swoje pikne, ciemne donie na oczach Shamy,
czarnych
z zielonymi pomykami. Trwa tak przez chwil, a Shama rozkoszowa si
promieniowaniem pyncym z rk ksicia Czarnych Sal.
- No, do - rzek w kocu Marco. - Teraz zobaczysz niewidzialnego.
- Dzikuj ci, drogi przyjacielu! Chyba wolno mi tak si do ciebie zwraca?
- Naturalnie!
65

- Chciaem ci tylko powiedzie, e w wiecie ziemskim ywiem wielki


szacunek dla
twego szanownego ojca. Boga, ktry tyle musia wycierpie z powodu
zarozumialstwa
ojcw Kocioa.
Rwnie i tym razem Marco nie sprostowa, nie powiedzia, e jego ojciec nie
jest
bogiem, tylko czarnym anioem. Zreszt nie tak znowu tylko, bo jest rwnie
potnym
byym anioem jasnoci.
- Teraz spiesz wesprze naszego dzielnego chopca, wska mu drog
wiatekiem oznajmi
Shama.
- Serdecznie ci dzikuj za to, e jeste - powiedzia wzruszony Marco. Dzikuj za
wszystko, co robisz dla tego chopca!
Szczerze mwic, wszyscy popeniali bd, nazywajc Oko Nocy chopcem. By
modziecem, to prawda, ale bardziej ju mczyzn ni chopcem. Zawsze
jednak tak o
nim mwiono. Widocznie z przyzwyczajenia.
Marco z wdzicznoci ucisn du rk Shamy, ale umiech, jaki mu posa,
wiadczy, e on sam rwnie mia swj udzia w dokonaniach Indianina.
-Ale ty masz lodowate donie, ksi. I ubranie te ci nie wyscho w tej zimnej
grocie.
Poczekaj, ja zaraz...
Shama by duchem kamieni, o czym czsto zapominano. Zgarn troch suchej
trawy i

chrustu, uderzy doni w ska, strzeli snop iskier i zapono ognisko.


Zaraz potem znikn, a Marco usiad wygodnie, opar si o cian i rozkoszowa
ciepem
ognia. Zrzuci buty i ustawi je przy ogniu do suszenia, zdj te wierzchnie
ubranie i
powiesi nad paleniskiem.
Powoli sam zaczyna taja, robio mu si przyjemnie, brakowao mu tylko
towarzystwa
Shamy.
lady po udleniach bolay okropnie. Ten przy nadgarstku spuch paskudnie,
na czole
swdzia do szalestwa, a noga bya cika jak koda.
Oko Nocy zaczyna si powanie obawia o swoje zdrowie.
Tu, gdzie si teraz znajdowa, panowa okropny upa. Sysza jakie sabe,
syczce i
bulgoczce dwiki.
I ciemnoci, nieprzeniknione, czarne jak smoa, nigdzie nawet promyka wiata,
a dar od
Rama, mae soce w latarce, zosta ju wszak wykorzystany. Wasn latark
zgubi w
lesie drapienikw.
Ale przecie nie bez powodu mia na imi Oko Nocy! Otrzyma je dziki
zdolnoci
widzenia w mroku. Tyle tylko e nikt pewnie nie myla o ciemnociach jako o
kompletnie
czarnej gstej cianie...
Och! Oto w oddali jak maleka, migotliwa gwiazdka na beznadziejnie czarnym

horyzoncie nocnego nieba bysno wiateko Shamy. Niewyrane, chwiejne,


jakby je
wci przesaniay przepywajce oboki.
Oko Nocy by tak osabiony gorczk po ukszeniach, e musia usi i
chwilk
odpocz. To si nie moe dobrze skoczy, myla. Musz dosta lekarstwo
przeciwko
tej infekcji. Ale jak, skoro nie wiem, gdzie jestem, nie widz nawet wasnej rki
ani tego,
co trzymam przed oczyma.

66

Zaczy go te ogarnia mdoci, widocznie trucizna rozprzestrzeniaa si


szybko po
organizmie.
Pociemniao mu w oczach, moe na skutek zatrucia, a moe za bardzo nata
wzrok,
eby zasuy na miano widzcego w mroku.
Nie, to wszystko na nic, musi si std jak najszybciej wydosta, wyj na
wiato.
Maleka gwiazdka Shamy...
Pomagaa mu skoncentrowa wzrok. Dziki temu powrcia jego synna
zdolno
widzenia w nocy. Moe nie do koca, lecz mimo wszystko zdoa zauway, e
chmury
czy jakie opary przesaniaj raz po raz tamto migotliwe wiateko dodajce mu
otuchy,
ale przy kolejnym rozbysku zobaczy pod nim lnic podog.
No, to ju jest co!
Oko Nocy wsta i ruszy ku wiatu, ale polizgn si ju przy pierwszym
kroku, potkn i
upad na kolana na beznadziejnie gadki kamie. A owa podoga okazaa si
wod, na
dodatek wok kamienia bya bardzo gorca. Poparzy sobie stopy, rce i kolana.
Powoli odzyska rwnowag na tyle, e by w stanie myle rozsdnie. Od
gorczki
pulsowao mu w skroniach, miejsca po udleniach pieky niemiosiernie, ale
teraz

najwaniejsze byo wiato. Musi mie wiato! Tylko e Shama ostrzega go z


naciskiem:
Nie uywaj nigdy dwa razy tej samej pomocy, bo wszystko przepadnie! I
naprawd mam
na myli wszystko, cznie z twoim yciem!
Trudno, trzeba to zrozumie. Tutejsi wadcy raz mog znie jaki rodek
pomocniczy,
cho i to wydaje si wtpliwe, ale adnego rozpasania! Wtedy dobra wola si
wyczerpie.
Jakie jeszcze rodki pomocnicze mu zostay?
Niewiele. Mia problemy z zebraniem myli, by coraz bardziej oszoomiony.
Ukszona
noga zesztywniaa tak, e prawie nie mg ni porusza, nie mwic ju o
chodzeniu, i to
martwio go do tego stopnia, e wszystko inne uwaa za niewane.
Co jeszcze zostao, co jeszcze zostao, niech no zbior myli.
Moe powinien posuy si teraz darem Farona?
Posmaruj sobie rce t maci, a zobaczysz, co si stanie - powiedzia mu w
wysoko
postawiony Obcy z dziwnym umiechem. Ma bya przez dugi czas
nawietlana
promieniami witego Soca.
Czy sta go na to, by marnowa taki cenny dar, kiedy nie jest pewien czy to
absolutnie
konieczne? Faron powinien by powiedzie, do czego ma moe by
stosowana, moe
w ogle nie nadaje si w tej sytuacji.

Trudno, wz albo przewz. Oko Nocy nie mia nic innego, czego mgby uy
wanie
tutaj.
Balansujc na liskim kamieniu, uj pudeeczko z maci w swoje poparzone
donie.
Torba z zapasami stawaa si coraz bardziej pusta. Zostao ju tylko par darw.
O mao nie straci rwnowagi, wyjmowanie maci zabrao mu mnstwo czasu.
Kark mia
zupenie sztywny, nog prawie nie mg porusza, taka bya opuchnita. Nie
ulegao
wtpliwoci, e w rk wdao si zakaenie krwi; w gowie czu potworne
pulsowanie.
Gorczka trawia cae ciao, dygota jak w febrze.
W kocu udao mu si posmarowa poparzone donie, by bliski utraty
wiadomoci, ale
jako jednak sobie poradzi.

67

W gbi duszy odezwa si czyj gos. Czyby to jego duch opiekuczy? A moe
po
prostu wasna intuicja? Zreszt czsto to jedno i to samo. Nie odkadaj jeszcze
maci!
Ma cudownie chodzia rce.
Och, ale ja jestem tym wszystkim wysmarowany, pomyla oszoomiony. A to
klej, a to
ma, to jeszcze jakie smarowido, no i pyn przeciwko tym potworkom.
Ciekawe, czy to
nie wanie dziki niemu uniknem kompletnego poarcia przez owady? To
moliwe.
Nie, nie wolno wdawa si w niepotrzebne rozmylania, trzeba si
koncentrowa!
Ma chodzia...
Ostronie dotkn miejsca ukszenia na nadgarstku. Ma agodzia pieczenie,
rana
wygldaa jednak okropnie. Stara si dotkn rwnie karku, ale wtedy
zauway co
cakiem innego:
Jego rce zaczy wieci! Takim samym wewntrznym wiatem, jakie
roztacza wok
siebie Faron. I jakie emanowao pewnego razu z Mirandy, kiedy zbyt dugo
trzymaa w
doniach mae wite soneczko.
Oko Nocy zacz teraz lepiej widzie. Otoczenie wygldao jak ziemia o
brzasku.
Pospiesznie nasmarowa maci nog w kostce oraz czoo. Za kadym razem
pojawia

si ten sam rozkoszny chd.


A ju zupenie inna sprawa to to, e i noga, i rami zaczy wieci.
Prawdopodobnie
kark i czoo rwnie, tylko e tego nie mg widzie.
Widzia natomiast co innego! W grocie, w ktrej si znajdowa, zapanowao
teraz wiato,
jakie si widuje w ksiycow noc. I mg stwierdzi, e poszed nie tak jak
trzeba.
Jeszcze jeden krok, a byby wpad do owej wrzcej i silnie parujcej wody i w
tym samym
momencie zostaby ugotowany. Od kamienia, na ktrym sta, nie prowadzia
adna
droga, nie byo moliwoci przejcia. Tylko ta straszna woda.
Musia si znowu wycofa pod skaln cian. Tam stan na pewnym gruncie,
ale co
dalej?
Wszdzie w grocie gotowao si i bulgotao niczym u wylotu gorcego rda.
To tu, to
tam z wrztku, jak z kota czarownicy, wylatyway w gr kamienie. Zauway
te, rzecz
jasna, spokojniejsze miejsca, ale nie byo jak si tam dosta. Nigdzie kawaka
wystajcego kamienia, eby na nim stan.
Dokd wic mia i, skoro nie istniaa adna droga? Na co mu w takim razie
wiato?
Przemkn pod cianami te nie mg, byy bardzo strome i na og pozbawione
wystpw. Waciwie widzia tylko dwa takie wystpy, ten, na ktrym sam si
znajdowa, i
ten, na ktrym widzia wiateko Shamy.

Miejsca po ukszeniach przestay bole. Noga, rami i reszta wrciy do normy,


opuchlizna zacza schodzi. Gorczkowe dreszcze ustay.
Dzikuj, Faronie!
A wic ta ma ma podwjne dziaanie! Moe mogaby te dziaa na inne
przypadoci?
Niestety, nie bdzie mia okazji si o tym przekona, bo utraci ju prawo do
dalszych
dziaa. Raz uy maci, teraz czas min. Z gorzkim westchnieniem odoy
pudeeczko
do torby. Jak bl w sercu odczuwa samotno. Intensywnie myla o bliskich w
Krlestwie wiata, ale to nie pomagao. Znajdowali si po prostu za daleko, a
on sam

68

wpad w puapk, z ktrej nie widzia wyjcia. Droga do rda bya zamknita,
droga
odwrotu tak samo. Szalona wyprawa krzyowa Oka Nocy dobiega koca.
Zacz myle o Maym Ptaszku, dziewczynie, ktra czeka na niego w domu i
marzy,
eby wyj za niego za m. Jej milczce, pene blu rozczarowanie faktem, e
w jego
yciu istnieje jeszcze Berengaria, przyjacika z dziecistwa, ktra wyrosa na
wspania,
pikn kobiet i ktra te chciaaby z nim by.
Oko Nocy znalaz si w bardzo trudnej sytuacji. Jego obowizkiem wobec
plemienia byo
maestwo z Maym Ptaszkiem, ale czy uoy swoje sprawy z Berengari?
Sysza, jak
koledzy artuj, e zakochaa si w Armasie. To jednak niosoby za sob
komplikacje,
podobnie jak jej zwizek z Okiem Nocy.
Kiedy si o tym dowiedzia, poczu bolesne ukucie w sercu, teraz te bardzo nie
lubi
myli, e Armas i Berengaria mogliby si poczy. W gruncie rzeczy jednak
sam nie by
pewien, jakie ywi uczucia do tej dziewczyny, Musi j znowu zobaczy, eby
sobie na to
odpowiedzie.
A May Ptaszek? Oko Nocy mia dla niej tyle czuoci. To taka dobra, liczna
dziewczyna,
pokorna, spokojna, przy tym zadowolona i pracowita... Ale czy czuo
wystarczy? Na

cae ycie?
Czasami myla sobie, e moe dobrze byoby pj z Berengari do ka i e
wtedy
atwiej by mu byo wyrzuci j z serca. Ale takie zachowanie to nie w jego
stylu.
Nagle drgn. Co to takiego wyonio si z wody tam dalej?
Widzia to ju przedtem, jaki czas temu. Daleko std zobaczy paski, prawie
prostoktny kamie, ktry powoli zanurza si w wodzie. Teraz si znowu
wyania, nie, to
nie ten sam, nawet nie bardzo podobny do pierwszego. Tym razem jednak
znajdowa si
wyranie bliej niego, mgby przysic. Prawie. Cakiem pewien nie by, ale
wygldao na
to, e wyoni si w innym miejscu i e chyba by to rwnie inny kamie.
Usiad wygodnie. To przypomina jedn z prb Shiry. T w grocie z myskimi
kamieniami.
Musi zatem chodzi o logiczne mylenie.
I o cierpliwo.
W tym momencie ognik Shamy zgas.
15
Shama zaszczyci wizyt Shir i Mara.
Tych dwoje nie musiao si waciwie ukrywa przed strasznymi ptakami, mogli
si po
prostu sta niewidzialni. Nie przyszli jednak tutaj, eby spacerowa po
pustkowiach, byli
tu ze wzgldu na Oko Nocy, stanowili jego eskort.

-Teraz pokonywanie przeszkody zajmie sporo czasu - rzek Shama z


westchnieniem i
usiad obok przyjaci.
- Oko Nocy dziaa?
-Tak. Znalaz si mniej wicej w takiej samej sytuacji, w jakiej i ty bya, jeli
pamitasz
prb, ktra zaja ci tak strasznie duo czasu.
- Pamitam wiele prb - mrukna Shira z gorycz.
Shama znowu westchn, ale w tym westchnieniu czai si miech.
- Jestem taki szczliwy! Myl, e w caym moim wiecznym yciu jeszcze nie
byem taki
szczliwy.
69

- Mio to sysze - umiechn si Mar.


Nagle Shama si zaniepokoi.
-Ale chyba wasza propozycja jest aktualna? Ta, e mog z wami zamieszka w
Krlestwie wiata?
-Tak jest, w miecie duchw - potwierdzia Shira. - My nie cofamy takich
obietnic.
- I pomyle, e spotyka mnie tyle szczcia! Kto by w to uwierzy?
- Na to szczcie, jak powiadasz, sam sobie zasuye - rzeka Shira ciepo. Ale co z
Okiem Nocy? Zostawie go wasnemu losowi?
-Akurat teraz mnie nie potrzebuje. Potrzebna mu jest tylko jego wasna zdolno
logicznego mylenia.
-A ktr to z moich prb miae na myli?
- Grot z myskimi kamieniami.
- O, wite Soce!
Shira ze smutkiem wspominaa tamten okropny dzie, kiedy musiaa siedzie w
grocie i
czeka. Owe ogromne, okrge kamienne bloki, przetaczajce si jeden wok
drugiego,
tak e nie byo mowy, eby si midzy nimi przecisn, i to w jednym
okamgnieniu, kiedy
migao jej z oddali wiateko pochodni Mara. Swoj rozpacz, swj lk, e jeli
mimo
wszystko podejmie prb przejcia, to zostanie zmiadona. Tak by si
niewtpliwie

stao, gdyby podja jakie pochopne dziaania. W kocu jednak, po trwajcych


strasznie
dugo obserwacjach, udao jej si ustali rytm, schemat, wedug ktrego
kamienie si
przetaczaj. Ot raz na jaki czas, w wielogodzinnych odstpach, nadarzaa si
moliwo przejcia przez t grot. Jeden gaz otwiera drog, nastpnie drugi
jej dalszy
cig i tak dalej, powstawaa caa seria poczonych ze sob pasay, ktrych z
oddali nie
byo wida, a ktre natychmiast i w tej samej kolejnoci si zamykay. Shira
zrozumiaa,
e jeli bdzie szybko przeskakiwa kolejne pasae i trafia w nie precyzyjnie,
zdoa
przej na drug stron. Siedziaa bardzo dugo i obserwowaa ruch kamieni,
wielokrotnie przeledzia cay cykl ich obrotw, w kocu uznaa, e to jedyna
moliwo i
powinna sprbowa. Po gbokim namyle podja prb. Znalaza si najpierw
jakby w
centrum maej groty, zaraz potem pod jej sklepieniem, skd szybko zjechaa w
d.
Przerzucana na boki, posuwaa si zgodnie z obrotami kamieni. Raz widocznie
zastanawiaa si odrobin zbyt dugo, bo jej ubranie zostao pochwycone w
kamienne
tryby, stracia cz odziey, ale wydostaa si na zewntrz.
C to bya za potworna mczarnia!
A teraz to samo przeywa Oko Nocy!
- Czy on te znajduje si w takiej okropnej grocie?
- Nie, nie, on musi si przedosta ponad gotujc si wod, ponad ktr nie ma

widzialnego przejcia. Ale dokadnie tak jak ty musi odkry schemat.


- I to zajmie mu bardzo duo czasu?
- Co najmniej dzie, jak sdz. Ale ju wie, e istnieje schemat, i domyla si
go.
- Czy nie powiniene by przy nim i dodawa mu otuchy? -zapyta Mar.
- Owszem, wanie si tam wybieram, a potem zamierzam odwiedzi ksicia
Marca. A
wam tu dobrze?
70

- Znakomicie! Wanie zamierzalimy co zje. Czy Oko Nocy ma pod


dostatkiem
jedzenia? - zaniepokoia si Shira. - Pamitam, e ja musiaam zjada ld z
jakiej
zacienionej skalnej szczeliny.
- Oko Nocy ma wszystko, czego mu potrzeba. egnajcie, do nastpnego razu!
Wymkn si z kryjwki, najpierw jednak sprawdzi, czy nie ma gdzie w
pobliu czarnych
ptakw. Nie tyle ze wzgldu na siebie, bo on mg przenika przez skay, jeli
tylko
chcia, by przecie duchem kamienia. Nie chcia po prostu zwraca uwagi
ptakw na
kryjwk pod ska.
Oko Nocy otrzyma sygna, e Shama nadal si nim opiekuje. Spoza kbicych
si
oparw majaczyo mde wiateko i serce Indianina zabio z now si. Nie
zosta sam.
Shama tymczasem poda do swego nowego idola, ksicia Czarnych Sal.
Zoy raport w sprawie kolejnej przeszkody, ktr mia pokona Oko Nocy,
dodajc, e
wybrany bdzie na to potrzebowa sporo czasu. Potem usiad przy ognisku,
ktre nadal
pono, Marco bowiem wci dokada a to gazi, a to chrustu, zbieranego
przed grot.
Shama siedzia zamylony.

- Kog to macie w swoim orszaku, kto jest obdarzony tak si, e moe dawa
wiato
w krainie, w ktrej wiata nie ma? - zapyta w kocu. - I kto potrafi leczy
miertelne
rany? Byem prawie pewien, e mody Indianin jest stracony. Ale nie, z kadej
opresji
wychodzi obronn rk. Kto pomg mu tym razem?
Marco nie bardzo wiedzia, ile tak naprawd moe Shamie wyjawi.
-To bardzo wielka sia, masz racj - rzek. -Ale nie wiem o nim zbyt wiele. Jego
imi
brzmi Faron. Pochodzi z Obcych.
Shama sprawia wraenie, e czeka na dokadniejsze informacje, lecz Marco
milcza.
- Powiedz co wicej. Kim jest Obcy? Dlaczego tak o nim mwisz?
Pomienie ogniska rzucay straszne cienie na dziwn twarz Shamy. Marco
kiedy,
jeszcze w zewntrznym wiecie, oglda pewien film ze starym bohaterem
westernw,
niezwykym aktorem Woody Strodem. Teraz uzna, e Shama jest do niego
podobny.
Przynajmniej z rysw twarzy.
- Obcy... - zacz wolno. - Obcy... oni mieszkaj w Krlestwie wiata, w jego
najbardziej
na pnoc wysunitej czci, ale yj waciwie w zamkniciu, wszyscy
pozostali
mieszkacy maj surowy zakaz pokazywania si w tamtych okolicach. W
Krlestwie yje
wielu mieszacw. Obcych z Lemuryjczykami, czego przykadem jest choby
nasz

znamienity wdz, Ram. Obcych z ludmi, jak mody Armas, ale te przodkowie
zarwno
Rama, jak i Armasa pochodzili z rasy mieszanej. Inny Obcy, Talornin, te mia
w yach
mieszan krew. Faron to, szczerze mwic, pierwszy Obcy czystej krwi, jakiego
poznalimy. Niewiele o nim wiem.
- No, a jak oni wygldaj?
Marco waha si dugo, a potem powiedzia:
- Mog ci zwizualizowa Farona.
-Tak, zrb to!

Marco skupi si i powoli wywoa obraz Farona. Jego bardzo wysok, liczc
ponad dwa
i p metra sylwetk, graniaste palce, dziwn twarz z opadajcymi na czoo
jedwabistymi
wosami, gboko osadzone oczy i policzki przypominajce pytki. Jasnozot
skr...
Kiedy obraz Farona ukaza si wyranie, Marco popatrzy na twarz bstwa
kamienia i
nagej mierci. Shama podskoczy, cofn si a do samej skay, a jego czarne
oczy
otwieray si w przeraeniu.
Po chwili Marco zakoczy seans.
Shama opar si bez si o ska.

- On nie jest jednym z nas.


- Wiem. W Krlestwie wiata mieszka wielu takich. Na przykad elfy,
Madragowie,
Lemuryjczycy i wielu, wielu innych.
- Nie to miaem na myli. On jest... Drogi przyjacielu, on mnie przeraa!
- Faron podczas tej wyprawy sta si naszym prawdziwym przyjacielem i suy
nam
zawsze nieocenion pomoc.
- Wam? - rozemia si Shama zoliwie. - Naley raczej zapyta, czy to nie wy
jemu
suylicie wielk pomoc! Czy macie w Krlestwie wielu tych Obcych?

- Nie wiem, ilu dokadnie. Jak powiedziaem, yj na zamknitym terytorium.


Shama nie odezwa si wicej. Ale Marco le si czu, kiedy tamten posya mu
dziwne
spojrzenia, przecige, sceptyczne...
- Zaczekaj z ocenami, dopki nie poznasz Farona - skwitowa lekko. - To nie
jest aden
zarozumialec ani nic takiego.
- Nigdy tak nie mylaem - odpar Shama.
Ogie natrafi na spor kp suchej trawy i pomienie znowu strzeliy w gr,
rzucajc
groteskowe cienie na ciany groty.
Szczeglnie dziwaczny by cie Shamy.
Daleko od nich, w innej grocie, siedzia bez ruchu Oko Nocy.
Zdy ju pozna schemat. Widzia wiele kamieni, ktre opaday pod wod i
wyaniay
si z niej. Kolejny pojawia si zawsze dokadnie w tym momencie, gdy inny
znika - i to
znakomicie, inaczej bowiem Oko Nocy bardzo by si poparzy, starajc si na
nich
stan.
Ale na razie nie mia zamiaru tego robi. Po prostu nie mg. Kamienny most,
jeli tak
mona powiedzie o pojawiajcych si i znikajcych kamieniach, wid do
niego od
akurat teraz niewidocznego wiateka Shamy. Oko Nocy gotw by postawi
stop na
pierwszym kamieniu, ktry znajdzie si przed nim.

Przychodzia mu jednak do gowy przeraajca myl, e moe w ogle nie


bdzie w
stanie nady za ruchem kamieni. e ich naprzemienne pojawianie si i
znikanie
zawsze zaczyna si po tamtej stronie. W takim razie nigdy nie przedostanie si
na drugi
brzeg, bo nie ma takiej fizycznej moliwoci.
Odczuwa te gd. Do tej pory by taki spity, e nie odbiera adnych
sygnaw
organizmu. Teraz burczao mu gono w brzuchu.
To, e zaczyna by zmczony i senny, to rzecz naturalna. Od jak dawna jest ju
na
nogach? Nie by w stanie tego okreli, zreszt wcale te nie chcia, ale jego
ostatni

odpoczynek to by chyba ten dziwny, przypominajcy narkotyczne oszoomienie


pytki
sen, bardzo niebezpieczny, kiedy wszyscy czterej wysannicy odpoczywali na
stoku
grskiej przeczy. Z tozielonego mchu wydobyway si trujce opary, ktre
ich
cakowicie znieczuliy.
W kadym razie by to bardzo dugi sen i po nim Indianin mg czuwa przez
wiele dni i
nocy.
Zastanawia si, ile ich mogo min, w kocu jednak uzna, e lepiej tego nie
wiedzie.
Wyj swoj elazn porcj prowiantu. Jedzenie nie byo specjalnie smaczne, ale
zdrowe
i poywne. Zarwno minie, jak i mzg otrzymay nowy zastrzyk energii.
Znowu pojawi si kamie, tym razem zaledwie dwa przystanki od Oka Nocy.
Rwnoczenie w oddali inny znikn pod wod. Nastpnym razem...
Czy odway si wskoczy na kamie, kiedy ten pojawi si tu obok? A co
bdzie, jeli
kolejny ukae si znowu po tamtej stronie? Oznaczaoby to sytuacj bez
wyjcia. Nie,
oczywicie, e nie, Oko Nocy moe przecie byskawicznie przeskoczy na
miejsce,
gdzie dotychczas czeka... No tak, ale co dalej?
Odlegoci midzy kamieniami byy spore. Za kadym razem bdzie musia
wykona

solidny skok, a wtedy najwaniejsze, eby nie straci rwnowagi. Problemem


mogy si
te okaza podeszwy mokasynw. Kamienie wyaniaj si przecie z gorcej
wody, z
wrztku. Nie bdzie przyjemnie po nich stpa. Pospiesznie wyj swoj
peleryn od
deszczu, rozdar na dwie czci i starannie owin mokasyny.
Ach, mokasyny i jego pikne skrzane ubranie! Shira go przestrzegaa. Nie
ubieraj si za
adnie, mwia. Ona sama wzia najadniejsze rzeczy ze skry i wszystko,
niestety,
stracia. Oko Nocy jednak by pewien, e nic takiego go nie spotka, e wszdzie
bdzie
sucho i piknie. No i co? Jeszcze nie doszed do celu, a ubranie byo zniszczone.
Podarte, brudne, tu i wdzie skra si skurczya, wiele rzeczy zgubi. Ale
oddycha
swobodnie.
W grocie panowao nieznone gorco. Pot i skraplajca si para spyway mu po
twarzy,
czu si brudny i lepki. Gorco jednak miao te i dobr stron: ubranie
Indianina
wyscho. Potem co prawda znowu wchaniao par, ale ju tylko po wierzchu. I
byo mu
ciepo. Moe nawet troch za bardzo.
Wsta. Wanie w pobliu ukazywa si kamie. Nadszed czas, eby wykona
skok,
zanim wyoni si nastpny.
Sprawdzi, czy pakunki s dobrze zamocowane, musia przecie zabra ze sob

wszystko. Wszystko, co mu zostao, chocia waciwie tak wiele nie straci.


Tylko
kieszonkow latark i par sztuk ubrania plus kilka drobiazgw. Shira dotara
przecie do
rda kompletnie naga. Z nim bdzie inaczej.
Nerwy mia po prostu w strzpach. No, chode nareszcie! Widzia kamie pod
powierzchni, podchodzi w gr, owszem, ale, uff, jak to daleko. Czy zdoa tam
skoczy? Z trudem.
Shamo, wypenij swj obowizek, gdzie si podziewasz? Wyszede si przej?
Powie mi wreszcie! Wiedzia jednak bardzo dobrze, e Shama nie ma adnych
obowizkw. Jeli mu pomaga, robi to dla Shiry i Mara oraz dla samego siebie.
Oko
Nocy nic dla niego nie znaczy.

73

Nie, to s myli negatywne. W najwyszej mierze zakazane.


Minuty wloky si w limaczym tempie. Kamie znalaz si wprawdzie ponad
powierzchni wody, ale wci by za gboko. Gdyby teraz sprbowa, okropnie
by si
poparzy.
I... nareszcie! Oko Nocy skupi si i skoczy.
Uff! Dygota na caym ciele, kamie by potwornie gorcy, parzy w stopy przez
mokasyny
i dodatkow ochron, trudno byo Indianinowi zachowa rwnowag, dugo
kiwa si w ty
i w przd, zanim w kocu stan prosto. Za kadym kolejnym razem bdzie
lepiej,
pociesza si. Pierwszy skok to tylko wiczenie. Stara si wykrzesa z siebie
cay
optymizm, na jaki tylko byo go sta.
Och, wiateko Shamy! Teraz bdzie lepiej!
Nadszed moment krytyczny. Czy kamie, ktry si wanie pogry, wypynie
blisko, tak
jak Oko Nocy liczy, czy te pojawi si daleko, pod gwiazdk Shamy? Gdyby
do tego
doszo, Oko Nocy moe si poegna z yciem.
W grocie byo coraz gorcej i okropnie parno, teraz, kiedy znajdowa si na
wodzie, z
trudem oddycha. Nie mia ju osony chodnej skay.
No i... po chwili, ktra wydawaa mu si godzin, poczu, e kamie pod nim
zaczyna si

z wolna zanurza. Teraz si okae. Oko Nocy by napity niczym uk,


nieustannie
wpatrywa si w wod, tam gdzie powinien si wyoni kolejny fragment
niezwykego
mostu.
Nie widzia nic, rozpacz zaczynaa go dawi w gardle. Jeszcze jedno
pospieszne
spojrzenie w stron wiateka Shamy. Tam te nic si nie wynurzyo. Czy to
powinno mu
doda otuchy?
Kamie pod Okiem Nocy zanurza si coraz bardziej. Na wszystkie witoci,
co robi?
Powinien skaka, ale przed nim nie byo niczego. Nic nie wyonio si spod
powierzchni
wody, ani tu, ani tam, po prostu nigdzie nic.
Rozpacz bliska szalestwa. Potwornie gorca woda dosigaa ju stp Indianina,
nie
mg duej czeka. Byo oczywiste, e aden kamie si nie pojawi. Oko Nocy
musia
si wic odwrci i skoczy ponownie na swoje dawne miejsce pod cian,
wrztek
parzy mu ju stopy.
Opad na skaln pk, pacz dawi go w piersi.
16

- Shamy co dugo nie ma - powiedziaa do ma Shira, siedzca pod oson


skalnej
pki.

- Owszem, pewnie rozmawia z Markiem. Albo, co bardziej prawdopodobne,


Oko Nocy
potrzebuje jego wsparcia.
- Nie sdz, eby Shama mg mu bezporednio pomaga - rzeka Shira w
zamyleniu. Ale
samo to, e chopak widzi wiateko, musi by dla niego ogromnie wane. Uff,
dobrze
wiem, jak si teraz Oko Nocy czuje, wci w mylach przeywam moj
wdrwk.
Potrafi wic wyobrazi sobie jego sytuacj z najdrobniejszymi detalami.
Umilka, Mar zauway, e dry jak w febrze.
- Czy ja te tak dugo tam byam? - zapytaa w kocu.
- Duej! Chocia teraz mam wraenie, e on rwnie przechodzi najdusz
prb.
74

- Masz racj.
W aparacie, ktry lea przy nich, odezwa si sygna.
- Ja odbior - powiedzia Mar, ktry bardzo lubi wszystkie nowoczesne
wynalazki.
Dzwoni Cie ze skay ponad z dolin, eby si dowiedzie, jak im idzie.
- Dawno nie mielimy od was wiadomoci - narzeka. - Powiedzcie, co sycha.
- U nas wszystko na og dobrze - tumaczy Mar. - My z Shir siedzimy i
czekamy. Marco
dyuruje w grocie w pobliu rde, przy tajnej drodze do rda dobra, a Oko
Nocy
pokona ju poow trasy.
-To brzmi wspaniale, ale powiedzcie, jak sobie poradzilicie z Niezwycionym.
Musielicie go tam spotka.
- I spotkalimy. To mier we wasnej osobie.
Cie na moment zaniemwi.
- mier! - potwierdzi krtko. - Wiemy o tym. I mimo to przeylicie? No, wy
tak, ale Oko
Nocy? On jest przecie miertelny!
-To jest Shama!
- Co takiego? Wasz Shama z Taran-gai?
- Ot to. Jest po naszej stronie i pomaga Oku Nocy, zapala mu wiateko w
najtrudniejszych momentach, wskazujc drog, a potem informuje nas o
wszystkim.
Cie by kompletnie oszoomiony.
- Niemoliwe! To brzmi zbyt cudownie, eby mogo by prawd!

-Ale tak wanie jest - mia si Mar, a jego straszna twarz stawaa si przy tym
prawie
pikna. W kadym razie bardzo pocigajca, co Shira odkrya ju bardzo dawno
temu. Musielimy
mu tylko obieca, e potem bdzie mg zamieszka w Krlestwie wiata.
Cie mamrota pod nosem:
- Ciekawe, co Rada na to powie?
Mar za cign dalej:
- Wanie w tej chwili Oko Nocy znajduje si w bardzo skomplikowanej
sytuacji, ale
dotychczas ogromn pomoc byy dla niego podarunki, ktre dosta na drog.
Pozdrw
wszystkich i powiedz im o tym!
- Oczywicie, dzikuj. Znajduje si, powiadasz, w skomplikowanej sytuacji?
- Ju p doby siedzi wci w tej samej grocie. Ale Shira uwaa, e to nic
dziwnego. Ona
i Shama nazywaj to prb cierpliwoci, chocia Shama troch si denerwuje.
Najwyraniej nie jest pewien, czy Oko Nocy zdoa pokona t przeszkod, bo
nie ma
adnego rodka pomocniczego, ktrym mgby si posuy.
- Przeszkod?
- Oko Nocy nie przechodzi prb tak jak Shira. On tylko natrafia na przeszkody.
Wiele z
nich rzeczywicie jest nie do pokonania dla normalnego miertelnika, ale on
sobie
dotychczas znakomicie] radzi. I wanie dlatego dzikujemy wam za pomoc, bo
pozwolono mu korzysta z waszych darw, cho jest to obwarowane bardzo
surowymi

restrykcjami.
- Kto to tak postanowi?
Mar na moment umilk.
- Pytasz o wicej, ni jestem w stanie ci powiedzie!

- Bardzo mnie to cieszy - zagulgota po swojemu Cie. - Rozumiem, e nie


wiecie, co si
teraz z Okiem Nocy dzieje?
- Nie, i to martwi nas bardziej, ni bymy chcieli. Ale powiedz, co sycha u
was?
- Nic specjalnego. Indra i Siska omal nie chodz po cianach, bo rozpiera je ch
walki i
drczy bezczynno. Wiemy, e czerwonoocy s w okolicy J2, ale najwyraniej
specjalnie si nami nie przejmuj. My jestemy jedynie statystami.
Po gosie Cienia jednak poznawali, e on w adnym razie statyst si nie czuje.
Opowiedzia jeszcze o ekspedycji ratunkowej, jak odbyli Faron, Indra i Freki, i
e teraz
na pokadzie J2 zrobio si bardzo ciasno, poniewa skrajnie wycieczeni jecy
z
Krlestwa wiata potrzebuj wiele miejsca i opieki.
Cie bardzo chcia rozmawia z Markiem, ale nie mg si z nim poczy.
Dlatego prosi,
eby Shama przekaza mu pozdrowienia. Wszyscy wiedzieli, e Marca
najbardziej
ucieszy wiadomo o uratowaniu czonkw dawnych ekspedycji.
Na tym rozmowa si skoczya, ale Shira i Mar poczuli si znacznie lepiej,
kiedy po
dugiej izolacji dotar do nich ten znak ycia ze wiata, z ktrym czuli si
zwizani.
Bliski rozpaczy Oko Nocy nagle podskoczy.
Co to si stao?

Wpatrywa si w parujc wod. Wydawao mu si, e widzi najbliszy kamie


gboko
pod powierzchni. Czy si wynurza?
W takim razie... chyba si pomyli. Sdzi, e ten kamie jest kocowym
fragmentem
mostu. Co jednak bdzie, jeli ostatni czci kamiennego mostu
wynurzajcego si
w ten szczeglny sposb jest pka, na ktrej on sam stoi? Byoby w tej sytuacji
rzecz
logiczn, e kamie znowu si wynurza.

- Chod, chod, drogi kamieniu, chod, bagam ci!


Tak jest! Wynurza si!
Oko Nocy oddycha ciko. Wprost nie mia odwagi myle, e spotyka go takie
szczcie. Wydawao mu si to podejrzane.
A ja ju rozwaaem, czy nie popeni samobjstwa, myla zawstydzony.
Skd mu si wziy takie czarne myli? Musia by naprawd bliski rozpaczy,
najwyraniej osign granic wasnej wytrzymaoci!
Indianin popeniajcy samobjstwo przypiecztowuje tym samym swj los w
yciu
pozagrobowym. Ono za pod wieloma wzgldami przypomina t egzystencj,
jak
Indianie prowadzili w Ameryce. Nikt jednak, kto popeni samobjstwo, nie ma
prawa
spacerowa po Wiszcej Drodze, jak Indianie nazywaj Drog Mleczn, ani y
w

Wysokiej Krainie Wielkiego Mdrca. Istnieje bowiem rwnie Niska Kraina


Wielkiego
Mdrca. Nie jest jednak zamieszkiwana przez zo i pod adnym wzgldem nie
przypomina pieka, w ktre w ziemskim wiecie wierzyli biali. Jest to, mona
powiedzie,
sia panujca rwnolegle z Wielkim Mdrcem zasiadajcym w grze. A ponad
wszystkim
i wszystkimi postawiony jest nieskoczony bg Wakan Tanka.
W wiecie pozagrobowym nie ma przemocy ani terroru, nikt nie czeka sdnego
dnia ani
zmierzchu bogw. I wstpu do takiej to krainy miaby si pozbawi w wyniku
samobjstwa?

Oko Nocy tak si wczu w dawne obyczaje i wierzenia swoich przodkw, e


prawie
zapomnia, i jest niemal niemiertelny, skoro cae swoje dotychczasowe ycie
spdzi
pod bogosawionymi promieniami witego Soca. Wdz plemienia surowo
wymaga
kultywowania dawnych zwyczajw. To sprawiao, e Oko Nocy, ktry dorasta
w
towarzystwie szalonej Berengarii i jej nie mniej szalonych towarzyszy, czsto
popada w
konflikty. Chcia by wierny swoim przodkom, nierzadko jednak uwaa, e
jego plemi
jest bardzo zacofane.
Ockn si z zamylenia. Nad czym ja si zastanawiam w takiej chwili, pomyla
zirytowany sam na siebie. Czy naprawd nie potrafi znie odrobiny oporu i
zaraz bym
robi ze wszystkim koniec? Nie! Samobjstwo? Moe jako ostateczno, ale do
tego
chyba daleko. Ale co by byo, gdybym pod wpywem rozpaczy dopuci si
takiego
czynu? Bez powodu, tylko dlatego, e nie potrafi znie tutejszej samotnoci?
Kamie si wyania, szo to nieskoczenie wolno, ale teraz wida go ju byo
wyranie
pod powierzchni wody.
Jeszcze par minut, dugich niczym wieczno... I oto jest. Nie skacz za
wczenie, Oko
Nocy, bo poparzysz stopy!

Nieznone czekanie!
Dygota na caym ciele, trzeba si uspokoi za wszelk cen, musi dziaa na
zimno.
Teraz!
Tym razem skok uda si znacznie lepiej, widocznie trening zrobi swoje. Oto
znowu sta
na kamieniu, wiedzc, e wszystko zaley od tego, czy pojawi si nastpny. Jeli
tak, to
zwycistwo jest pewne, uda mu si przej na drug stron.
Czas mija.
Jego kamie zaczyna si z wolna pogra. Oko Nocy ogarniaa panika.
Dlaczego nie
pojawia si kolejny?
Kiedy jednak ten nieoczekiwanie zmci tafl wody, Indianin zrozumia,
dlaczego go
przedtem nie widzia. Po prostu woda w tym miejscu jest znacznie ciemniejsza,
a opary
gstsze. Oko Nocy czeka dokadnie tak dugo, jak trzeba, i skoczy.
Kamie by nieprzyjemnie liski. Chopak zachwia si, stopy rozjeday si,
ale jako
udao mu si nie straci rwnowagi. Stan wyprostowany.
Pozostawao czeka nastpnego kamienia.

Par godzin pniej mia za sob poow drogi. Czu si jak ugotowany, by
poparzony,
skra poocierana, wszystko przemoczone do suchej nitki. Upa w grocie
przekracza
granice ludzkiej wytrzymaoci.

Oko Nocy zamia si histerycznie sam do siebie. Parowa kpiel dobrze robi na
urod,
pomyla. Bardzo mi si przyda.
Jako dziecko by niezwykle urodziwy. adne, szlachetne rysy, liczny profil...
Potem
nadszed okres dojrzewania, ktry ksztatuje twarz na dalsze ycie. Rysy
chopca stay
si wyraniejsze, grubsze, od tamtej pory mia typowo indiask urod,
powan, jakby
przerysowan twarz. Dla dziewczt nie miao to najwyraniej adnego
znaczenia, ale
pamita, jaki sam by rozczarowany, kiedy po raz pierwszy uwiadomi sobie,
co si
stao. Modziecze zarozumialstwo, rzecz jasna. Teraz mia okoo dwudziestu
piciu lat,

nie by do koca pewien, mg by troch modszy, trudno bowiem precyzyjnie


przelicza
lata wedug rachuby stosowanej w Krlestwie wiata. Zwaszcza komu
takiemu jak on,
kto przewanie yje na onie natury i nie zawsze odrnia dzie od nocy.
Podobnie jak inni uczestnicy wyprawy, Oko Nocy zastanawia si czsto, jaki
wpyw
wywiera na nich ta podr. Trudno nawet stwierdzi, czy yj w czasie
obowizujcym w
Krlestwie wiata czy te w czasie Ciemnoci, identycznym z tym, jaki stosuje
wiat
zewntrzny. Jedna doba w Krlestwie wiata to dwanacie w Ciemnoci. Czy
wic teraz
starzej si szybciej?
Oko Nocy nie wiedzia, e tego wanie bardzo si boi Siska, a wraz z ni Indra.
Bo jeli
tak wanie jest, to jak by to mogo wpyn na ci Siski? Skomplikowana
sprawa, obie
dziewczyny pragny jak najszybciej wrci do domu. Zwaszcza e nie
wiedziay, jak
dugo trwa cia u kobiet elfw.
Oko Nocy kontynuowa swoj w najwyszym stopniu mczc wdrwk
ponad wrzc
wod, w lepszym nastroju zawsze, kiedy widzia wiateko Shamy. Pojawiao
si ono
wielokrotnie, zwaszcza porodku groty dodawao mu otuchy. Par razy mao
brakowao,

a dawice opary doprowadziyby go do utraty przytomnoci. Nie mg si te


rozebra,
ekwipunek bowiem pozwala mu przy skokach utrzyma chwiejn rwnowag.
Lepiej, e
nie musia nie ubrania w wzeku trzymanym wysoko w grze, a pozby si
go nie
chcia. Moe pniej bdzie mu ono bardzo potrzebne? Na zewntrz panuje
przecie
chd, poza tym al mu byo po prostu. Nosi je przecie od tylu lat, mia je na
sobie
podczas tylu przygd i wanych wydarze swego ycia. Bardzo dobrze rozumia
Shir,
ktra serdecznie aowaa swojej piknej kurtki uszytej z artystycznie uoonych
kawakw skry. Stracia j podczas wdrwki przez groty.
Tak wic Oko Nocy wci mia na sobie kurtk, cho, kompletnie przemoczona,
zrobia
si bardzo cika.
Ostatni kamie...
Teraz wida ju byo wyjcie. Okrgy otwr w grskiej cianie. Do wysoko,
ale chopak
by ju tak wywiczony, e taka wysoko wydawaa mu si bagatelk.
Czekanie na ostatni kamie szarpao mu nerwy. Zastanawia si nawet, czy nie
powinien
skoczy od razu na skaln pk, na to jednak musiaby by mistrzem
olimpijskim w
skoku w dal. W dodatku potrzebowaby rozbiegu, a tutaj brakowao miejsca.
Tak wic naleao czeka.

Kamie si wynurzy, czekaj cierpliwie, Oko Nocy, nie rb gupstw w ostatniej


minucie!
Minucie?
Midzy pojawieniem si kolejnych kamieni mijao co najmniej p godziny, a
kamieni byo
dwanacie. To wymaga czasu. Myl o czekajcych towarzyszach budzia w
Indianinie
poczucie winy. Jake musz si niepokoi...
Teraz... Tak jest bezpiecznie. Postaraj si tylko nie zelizgn! Oko Nocy
wykona co w
rodzaju podwjnego skoku, zrobi dwa bardzo dugie kroki, bo po co mia duej
sta na
ostatnim kamieniu?
Odlego midzy kamieniem a pk skaln bya wiksza, ni si spodziewa,
tylko
dziki bardzo skomplikowanym manewrom zdoa unikn katastrofy i na
zakoczenie
miertelnie meczcej wdrwki nie wpa do okropnej zawartoci tej piekielnej
sadzawki.

78

Odetchn gboko, skoczy w stron wyjcia, zdoa zapa krawd pki,


przerzuci cae
ciao w gr i wydosta si na bezpieczn ska.
Ani razu nie obejrza si za siebie. Grota nie nastrajaa do czuych ani
sentymentalnych
poegna. Chcia jak najprdzej std wyj.
17
Owion go lodowaty wiatr i Oko Nocy bardzo si przestraszy. Taka zmiana po
dugotrwaej ani parowej nie jest dobra dla zdrowia. Ale pomyla, e skoro
mieszkajcy
na pnocy Finowie mog si zanurza w bardzo zimnej wodzie po wyjciu z
sauny i nic
im nie jest, to on te jako to przeyje!
Oprcz zimna panowaa tu jeszcze zgnia wilgo.
Znalaz si teraz w jakiej wskiej dolinie, a raczej w rozlegym jarze. Drog
zagradzay
mu kamienne bloki, ale wygldao na to, e musi przej przez dolin, bo innej
drogi nie
widzia. Spojrza w gr. Krawdzie jaru byy wysokie i teraz zrozumia te,
skd si
wziy te wszystkie kamienie na jego dnie.
Grskie ciany byy tutaj bardzo zwietrzae, nieustannie w d spaday wiksze i
mniejsze
odamki.
Midzy cianami brzmiaa niezwyka muzyka. Smutna, przygnbiajca, w
tonacji moll.

Sprawiaa wraenie rytmicznej, cho poszczeglne frazy trway bardzo dugo.


Cztery
ponure, aobne takty i oskot spadajcego kamienia. Ostatni, niski ton zlewa
si z nim w
jedno.
Nigdy si jednak nie wiedziao, kiedy kamie upadnie. A zwaszcza gdzie
oderwie si
kolejny.
C to za aobna dolina, zastanawia si Oko Nocy. I jak si przez ni
przedosta?
W pierwszej chwili chcia wzywa Sham, ducha kamieni, i prosi, by aden
gaz nie
spad mu na gow.
To by jednak byo oszustwo. Shama i tak zachowuje si bardzo uprzejmie, e
wskazuje
mu drog, nie mwic ju o tym, e go nie atakuje. O wicej Oko Nocy prosi
nie mg.
Nie mona naduywa dopiero co zawartej przyjani.
Prbowa te ustali, czy kamienie padaj wedug jakiego porzdku lub
schematu,
szybko jednak musia zrezygnowa. eby nie wiem jak dugo siedzia i
medytowa,
adnego schematu si nie dopatrzy. Trzeba wic liczy na szczcie i mie
nadziej, e
uda mu si wyj cao z opresji.
Nagle zeszo w d olbrzymie rumowisko, trwao to wiele minut. Jak ostrzeenie
dla
miaka: Nie prbuj niemoliwego! Moesz to przypaci yciem!

Jedna rzecz go zdumiewaa: dno doliny byo waciwie puste, midzy


poszczeglnymi
gazami leaa czysta ziemia. A przecie przy tej czstotliwoci spadania
kolejnych
kamieni dolina powinna by od dawna zasypana po brzegi.
To umocnio go w przekonaniu, ktre od dawna ywi. Wci jednak nie mia
czasu, eby
si nad tym gruntowniej zastanowi. Teraz te znajdowa si w miertelnie
niebezpiecznym miejscu, trzeba znale jak pomoc. Na wasn rk nigdy si
std nie
wydostanie.
Jak wyglda jego zapas rodkw pomocniczych? Przejrza je w mroku. Uff,
jake
nienawidzi tej przekltej szarwki, tego nie-wiata. Bardziej ni kiedykolwiek
zatskni

79

za jasnoci. Ma Farona przestaa dziaa, Oko Nocy ju nie wieci, wszystko


wok
byo znowu mroczne i nieskoczenie przygnbiajce. Cikie tony
rozbrzmieway ponad
dolin. Kolejne osypisko kamieni. Oko Nocy skrzywi si bez szacunku. Mia
do tej
caej wdrwki, by strasznie zmczony, znowu zrobi si godny, ubranie
przemoczone
do suchej nitki, a tu jeszcze ten lodowaty wicher przenikajcy do szpiku koci.
Najgorsza
jednak bya samotno. Lk, e ju nigdy nie wydostanie si z tego pieka.
No, ale wracajmy do rzeczywistoci. Co z zapasem rodkw pomocniczych?
Kiepsko. Co jeszcze zostao? Ostatni kawaek sznura elfw. Tutaj kompletnie
nieprzydatny. Jeszcze jaki przedmiot. I...
Dar Dolga...
Dar Dolga?
Maleki flecik. Dolg dosta go od elfw. Zagraj na nim, Oko Nocy, a uzyskasz
zdolno
poruszania si sposobem elfw. Musisz jednak mie konia, inaczej nic z tego.
Ze smutkiem odoy flet na miejsce. Ko? Tutaj... eby nie wiem jaki
wspaniay by w
dar, to nie zda si na nic wobec takiej przeszkody.
A to byoby znakomite wyjcie, pokona jar sposobem elfw.
Pieky go stopy. Mimo ostronoci poparzy je sobie na gorcych kamieniach,
wszystko
trwao zbyt dugo, by mg tego unikn. Ze zmczenia krcio mu si w gowie,
wiedzia,

e powinien si przespa, ale nie mia na to czasu, chcia jak najszybciej


skoczy. Kto
miaby ochot siedzie bez potrzeby w takim koszmarnym jarze?
Zauway co kcikiem oka. Co, czego jeszcze przed chwil tu nie byo.
Oko Nocy odwrci si i a podskoczy z wraenia.
Za nim sta ogromny niedwied i przyglda mu si uwanie.
Och, nie, do ju drapienikw, wicej nie znios, a nie chc zabija...
Nagle zastanowi si. Niedwied? Moje zwierz opiekucze?

- Czy to ty? -zapyta niepewnie. - Moje zwierz opiekucze?


Niedwied ani drgn. Nie wyglda agresywnie. Ale przyjanie te nie.
Gazy dudniy w dolinie. Niezwyka muzyka wiatru zawodzcego pord ska,
nieustanna,
aobna pie.
Oko Nocy podszed do niedwiedzia i pogaska go ostronie po gowie.
Szorstkie,
jasnobrzowe futro, ciemniejsze na grzbiecie. Delikatnie przesun rk po
pysku
zwierzcia, tu przy chrapach, tak jak si pieci szczeniaki, bo wanie tych
miejsc matka
dotyka jzykiem, wic sprawia im to przyjemno i daje poczucie
bezpieczestwa.
Moe niedwiedzice tak nie postpuj wobec swoich maych? Skoro jednak
niedwied
najwyraniej nie mia nic przeciwko temu, Oko Nocy kontynuowa pieszczot,
przemawiajc przy tym:

- Ja wiem, e ju przedtem towarzyszye mi w niebezpiecznych wdrwkach.


Dzikuj
ci za wsparcie, jakie mi okazywae. Czy zechciaby teraz zosta moim
wierzchowcem?
Niedwied zwrci ku chopcu swj ciki eb i spojrza mu w oczy. Gsta
grzywa
poruszya si. Zwierz nie jest mode, zauway Oko Nocy. Niedwied
przesya mu
swoje myli.
Oko Nocy, ktry mia przy sobie cudowny aparacik Madragw, zapyta
zdumiony:

- Jeli w zamian za to dam ci wody? Ale oczywicie, mj najlepszy przyjacielu,


no
wiesz, to naprawd drobiazg!
Chcia wyj butelk, ale niedwied potrzsn bem tak gwatownie, e kurz
unis si
nad dolin.
-Ach, tej wody! -domyli si Indianin. - Naturalnie, dostaniesz. Jeli tylko uda
mi si j
zdoby! W takim razie do dziea! Jeste gotw?
Wdrapa si grzbiet ogromnego zwierzcia, usiad na nim okrakiem, nie bez
zdenerwowania, trzeba przyzna, po czym zagra na flecie.
Oko Nocy nigdy przedtem nie porusza si sposobem elfw. Ale towarzyszy
Faronowi,
kiedy ten stosowa tempo Obcych, i, jak si okazuje, byo prawie tak samo,
tylko duo
szybciej.
Widzia, jak ziemia umyka im spod stp w szalonym pdzie, muzyk sysza
teraz jako
jeden przecigy dwik, mknli przez dolin niczym rakieta. Kamienie nadal
leciay w
d, ale w nic nie trafiay, nie spaday, Oko Nocy widzia je zawieszone w
powietrzu jak
szaroczarne znaki. Niedwied zrcznie omija te, ktre ju leay na ziemi, albo
je po
prostu przeskakiwa. Nie trwao dugo i opucili dolin.
Zwierz opiekucze zatrzymao si, Oko Nocy zeskoczy na ziemi. Gorco
podzikowa

za wspln drog i zapewni, e speni obietnic najlepiej jak potrafi. Ale jego
towarzysz
mia co jeszcze do powiedzenia:
- Dojdziesz niebawem do rzeki, ale to nie bdzie przeszkoda, zbyt atwa jest do
pokonania, po prostu musisz j przepyn. Umiesz pywa, prawda?
- Oczywicie!
- Powiniene si przez ni przedosta, eby doj do kolejnej trudnej przeprawy.
Oko Nocy musia z caych si stumi w sobie pragnienie, by zawoa: Zosta ze
mn,
dopki nie pokonam tych wszystkich diabelskich przeszkd! Umiechn si
tylko blado i
skin gow.
Potem niedwied po prostu znikn. Rozpyn si w powietrzu.
- Uff! - odetchn Shama siedzcy obok Marca. -Nawet nie zdyem zapali
przed nim
wiateka.
-Tak, ale naleao mu si takie przyspieszenie po dugich godzinach, jakie
spdzi nad
tym potwornym wrztkiem - umiechn si Marco.
- Jasne, jasne, ale on jest sprytny! Po prostu fenomenalny!
To ze strony Shamy wielka pochwaa.
-Ale zdoa przej? Dotar do waciwego punktu?
-Tak jest - odpar Shama nieoczekiwanie sucho. -Teraz znajduje si we
waciwym
punkcie. Jak sobie z tym poradzi... Id go wspiera. Mam nadziej, e tym
razem zd

mu zapali wiateko. Byoby okropne, gdyby teraz zabdzi i gdzie nam si


zgubi.
Marco zadra na myl o czym takim.
Shama poszed.
Grota wydaa si nagle pusta i nieprzytulna. Oczekiwanie przecigao si w
nieskoczono. Shiry i Mara nie drczyo zmczenie, s przecie duchami i nie

potrzebuj snu. Marco rwnie obywa si bez snu bardzo dugo, ale teraz
bardzo
dugo dobiegao koca.
Umoci si wygodnie i mylc z trosk o tym, jak te Oko Nocy, bdcy tylko
zwyczajnym czowiekiem, radzi sobie bez wypoczynku, zasn.
Nie zauway, e do groty weszy jakie milczce istoty.
Przyglday si nieziemsko urodziwemu mczynie o leciutko poyskliwej
skrze...
Potem popatrzyy po sobie i skiny bez sowa.
18
Rzeka wygldaa do zwyczajnie. Pyna przed nim powoli i spokojnie, prawie
niezauwaalnie. adnych problemw, niezbyt szeroko.
Nic dziwnego, skoro przeprawa ma stanowi przejcie do innej, powaniejszej
przeszkody. Po prostu oddziela jedn od drugiej.
Oko Nocy skoczy w nurt i zacz pyn.
Ledwie pokona par metrw, a w jego gowie pojawiy si myli o
najrozmaitszych
plemiennych wierzeniach.
Duchy wody, na przykad!
Jake mg o nich zapomnie? Byo ich wiele, miay rne imiona, jedne
potrafi
wzmacnia ciao i dusz pywaka, inne s straszne i miertelnie niebezpieczne!
Oko
Nocy o mao nie zawrci.
Ale co tam, czyby si ba potworkw i upiorw? On, mieszkaniec Krlestwa
wiata,

zaprzyjaniony z Ludmi Lodu i rodzin Czarnoksinika? A na dodatek


ksztacony przez
swoj starszyzn plemienn.
Wrd jego przyjaci wielu to duchy. Niektrzy chcieliby ich wprawdzie
nazywa
upiorami, ale to bd, on tak nie czyni, bo dobrze zna rnic midzy duchem a
upiorem.
Teraz istoty z zawiatw nie daway mu jednak spokoju. Uczyni jeszcze kilka
zamaszystych ruchw i...
Nieprawda, oczywicie, e si boi upiorw! Cay zesztywnia w wodzie i nie by
w stanie
ruszy ani rk, ani nog. Z niezwyk wyrazistoci przypomina sobie upiory
ze
skamieniaej doliny. Jeden z nich wdar si do jego ciaa i przej jego
tosamo.
A oto teraz on pynie sobie, jakby duchy wody w ogle nie istniay.
Zawracaj, Oko Nocy, zawracaj! Ale... Czy obok niego nie pynie jakie
kosmate zwierz?
W kocu zdoa odzyska kontrol nad napitymi do ostatecznoci nerwami i
pyn dalej.
Trudno powiedzie, e spokojnie i w sposb opanowany, woda dosownie
pienia si pod
uderzeniami jego ramion, mimo wszystko jednak posuwa si naprzd i we
waciwym
kierunku.
Kiedy znalaz si przy brzegu, byskawicznie wyskoczy.
Dyszc ze zmczenia i strachu, sta dugo i czeka, a woda z niego cieknie.
Dlaczego

nie woy na siebie najzwyklejszego, bardziej prostego ubrania? Musia


popeni ten
sam bd co Shira, mimo e ona go tyle razy przestrzegaa? Czu skrzane
spodnie i
kurtk lepice mu si do ciaa, krpujce ruchy, chyba zrobiy si za mae na
dorosego
mczyzn, musia wyglda jak wyronite dziecko.
To, oczywicie, nieprawda, wyczerpanie sprawiao jednak, e wszystko widzia
w
czarnych barwach.

82

I dokd to teraz dotar?


Daleko, daleko std lnio mae wiateko Shamy.
Zawsze jakie wyjcie.
Ale gdy wyszed ze stosunkowo jasnego jaru znowu ogarny go
nieprzeniknione
ciemnoci. Jar cign si rwnie po tej stronie rzeki, cho spadajcych
kamiennych
blokw tutaj nie byo, za to krawdzie ska w grze niemal si ze sob stykay,
wygldao
to jak skalny korytarz we wntrzu gry, gdzie panoway gbokie ciemnoci, a
skalne
ciany przesaniaa mga.
Oko Nocy zaczyna mie do tej wiecznej nocy. Jak mona walczy, skoro
czowiek nic
nie widzi?
Widocznie jednak o to wanie chodzio. Nikt nigdy nie mia mie szansy
trafienia do
rda jasnej wody.
Ale on powinien! Wanie w tej chwili myla tylko o tym i a si pali, eby
osign to jak
najszybciej.
Przez chwil sta bez ruchu. Ogarno go przemone uczucie, e nie jest sam.
W gbi skalnego korytarza znajdowao si co naprawd nieprzyjemnego.
Na cianach co siedziao. Wszdzie siedziao co, co nie spuszczao ze
wzroku.
Poczu chd na plecach, mia ochot wrzeszcze i wzywa pomocy. Tylko kto
by go

usysza?
Nie wiedzia, co to jest, ale absolutnie nie chcia mie z tym do czynienia.
Wyczuwa, e
to owo nieznane czai si na niego.
Gargulce? Groteskowe figury, zwane rwnie rzygaczami, suce do
odprowadzania
deszczowej wody z wie gotyckich kociow? Przeraajce diabelskie
postacie... Nie, te
zowieszcze, na p niewidzialne istoty wysoko na skaach si poruszaj.
Czy to kobieta, zamierzajca go uwie? Troll? A moe zy duch? Nie mg si
zorientowa, co to, wszystko byo niewyrane i zmienne.
Najlepiej nie patrze w tamt stron. Patrz przed siebie, Oko Nocy, niczym si
nie
przejmuj, bo to pewnie i tak tylko przywidzenie.
Radzi sobie niele, przeszed spory kawaek, a nic si nie stao. Dolina
rozszerzaa si
powoli, w kocu mia przed sob otwart rwnin. To znaczy myla, e ma
przed sob
rwnin, bo widzia jedynie gst, nieprzeniknion mg.
Czyby tak atwo poradzi sobie z t ostatni przeszkod?
Nie, nie, co si tu nie zgadza. wiateko Shamy nadal mruga daleko std, a
kiedy Oko
Nocy spoglda w d, to nie widzi ju ziemi. I to mimo e na rwninie byo
janiej ni
midzy skaami. Szed po jakim podou, ale nie mia pojcia, co to jest.
I nagle rozptao si pieko.
Z ciemnej jamy za nim rozleg si straszny ryk. Nie ogldaj si, powiedzia
sobie Oko

Nocy w duchu i przyspieszy kroku. Biec nie chcia, to by oznaczao utrat


twarzy.
Indianin nigdy tego nie robi, chyba e ju naprawd nie ma innego wyjcia.
Pewnie niedugo skocz si te prby? Po strasznym ryku zalega
przytaczajca, pena
oczekiwania cisza, podczas ktrej Oko Nocy zacz si zastanawia, chcia
policzy, ile
ma ju za sob tych prb. Umys mia jednak skrajnie wyczerpany, odczuwa
skutki
niewyspania i w ogle dugi brak odpoczynku i nieustannej aktywnoci
fizycznej;

doznania psychiczne rwnie bardzo daway mu si we znaki, zupenie nie mg


si
skupi. Czu si pusty w rodku, dokucza mu gd, ale prowiant skoczy si
ju jaki
czas temu.
Ile tego byo? Wejcie do wntrza gry, przejcie ponad wodospadem,
balansowanie na
pokruszonej grani, ktr trzeba byo klei, drapieniki w lesie, przeciskanie si
przez
wsk szczelin, grota z owadami, grota z wrzc wod, wypeniona gorcymi
oparami,
jar, w ktrym gazy nieustannie spaday ze cian... A zatem jedna, dwie, trzy...
przeszkody. No i w kocu ta, w ktrej nie wiadomo, o co chodzi, czyli
dziewita. Jeli i z
t sobie poradzi, to czeka go bd jeszcze dwie.
Tylko z czym tu sobie radzi? Tu chyba nie ma adnych trudnoci?
Oko Nocy czu zmczenie niczym oowian peleryn cic na plecach.
Wiedzia, e
powinien si przespa, no ale przecie nie tutaj, i jak najprdzej musi zdoby
co do
jedzenia, a przede wszystkim nie wolno mu zapomina o czekajcych na
zewntrz.
Moe im si znudzio? W kadym razie dugo ju tego nie znios, powinien si
spieszy,
jest tak strasznie zmczony, i gdzie si w ogle znajduje...?
Wtedy usysza za sob jakie czapice kroki, jakby zbliao si wiele istot.
Zerwa si na

rwne nogi.
Widocznie ci, ktrzy obserwowali go w ciasnym pasau, teraz wyruszyli na
polowanie.
Obejrza si gwatownie. Nie zamierza ucieka. Kiedy jednak zobaczy, kto
idzie za nim
w gstej mgle, przemkn go lodowaty strach. Najpierw nie bardzo wiedzia, co
to
takiego, mga skutecznie ograniczaa widoczno. Majaczyy mu tylko jakie
szybko si
za nim posuwajce figury. Co to?
I oto ujrza.
Demony! Indiascy przodkowie nazywaliby je pewnie zymi duchami, lecz Oko
Nocy
przez cae swoje ycie mnstwo czasu spdza wrd biaych. Dla niego byy to
demony,
a e maj ze zamiary, nie ulegao wtpliwoci. Zanim zdyy si na niego
rzuci, unis
rk.

- Sta! Czy nie widzicie, kim jestem?


Zatrzymay si i z niepokojem wbijay wzrok w przedmiot, ktry trzyma w
rce.
To dar od Marca.
Uywaj go tylko w najwyszej potrzebie - ostrzega ksi Czarnych Sal - To
oznaka
godnoci, jak piastuj w krlestwie mego ojca, jest bardzo dobrze znany w
licznych

krgach, z ktrymi si raczej nie widujemy. I po wszystkim musz go dosta z


powrotem.
Wtedy Oko Nocy nie zrozumia sw Marca. A w przedmiot to bya gwiazda o
bardzo
dugich, ostrych ramionach. Oprcz trzeciego kawaka sznura elfw ostatnia
rzecz w jego
torbie, ostatnie wsparcie.
Mia tylko szczer nadziej, e dobrze rozumie znaczenie gwiazdy.
Demony, ktrych widok nie nalea do przyjemnoci, stay nieporuszone, jakby
skamieniay na widok gwiazdy. Oko Nocy z atwoci nada jej ksztat
Lucyferowej
Gwiazdy Porannej.
Dla pewnoci doda jeszcze zasadniczym tonem:

- Jestem przyjacielem islandzkich czarnoksinikw, tak biegych w czarnej


sztuce, e
moglibycie im zazdroci. Do moich najbliszych towarzyszy nale te
Ludzie Lodu.
Tego byo demonom a nadto. Nie ulegao wtpliwoci, z jakimi zamiarami tu
przyszy, co
chciay mu zrobi, po tej przemowie jednak ugiy przed nim kolana.
W tej sytuacji mg sobie pozwoli na pytanie:
-A co tacy jak wy robi tak blisko rda dobrej wody?
Odezwa si jeden, mwi gosem tak chrypliwym, jakby w ogle nie mia strun.
-A jak mylicie, Wysoki Mistrzu? Przecie nie moemy dopuci, eby kto si
do tego
przekltego rda przedosta. Strujemy przy nim, poniewa go
nienawidzimy. Jego
woda nie moe si rozprzestrzeni po wiecie i zniszczy rezultatw naszej
pracy w
umysach ludzi. Wy jednak pochodzicie z wysokiego rodu, Mistrzu, demony z
rodu Ludzi
Lodu znamy bardzo dobrze. Rozumiemy, e zamierzasz zniszczy to
znienawidzone
rdo, wic yczymy ci szczcia w drodze.
Wszystkie pochyliy si gboko i wycofay do skalnego wwozu.
Oko Nocy odetchn. Nie wyprowadzi ich z bdu, ale te nie potwierdzi ich
przypuszcze. Pewnie nie uradowayby ich jego plany, ale to ju trudno. Do
pospiesznie opuci nieprzyjemne miejsce.
wiato Shamy prowadzio go we waciwym kierunku.

Teraz zosta mu ju do pomocy tylko trzeci sznur elfw.


Ale prby czekaj go jeszcze dwie. Ciekawe, jak sobie poradzi?
19
Jeszcze jedna grota?
Oko Nocy westchn. Mia szczer nadziej, e to ostatnia, zaczyna ju
dostawa
idiosynkrazji, czyli gwatownej niechci do grot. Sta bez ruchu przed otworem
wejciowym.
Kompletne ciemnoci. Jedyne, co widzia, to wiateko Shamy na drugim kocu.
A Oko
Nocy naprawd nie mia ju sobie czym powieci. Nagle w jakim miejscu
zaczo si
bardzo gone bicie w bbny i mody Indianin przypomnia sobie wdrwk
Shiry.
Grot Shamy, w ktrej Shira walczya o ycie przez ca noc i p dnia, bez
wsparcia
Mara.
Oko Nocy z dreniem wciga powietrze. Jeli posaniec mierci dotrzymuje
obietnicy, to
powinien t grot przeby bez najmniejszych kopotw.
Trzeba zaufa Shamie.
Przestraszony, ale zdecydowany odnie sukces wkroczy na kamienn podog
i
niepewnym krokiem poda przed siebie.
Niczego tej pododze nie brakowao, bya bardzo gadka i szo si po niej lekko.
Dotar do
rodka, a skoro nic mu nie przeszkadzao, ruszy dalej, teraz ju pewniejszym
krokiem.

Ale oddech wci wstrzymywa. Przez ca drog, a do wiateka Shamy.


Wtedy odetchn. Bg kamieni i nagej mierci dotrzyma sowa.
Shama opad na ziemi obok Marca.

- No, to zdaje si, e ja zrobiem swoje. Od tej chwili musi sobie radzi sam.
- Co chcesz przez to powiedzie?
85

- Pomogem mu przeby moj grot. Teraz zostaa mu ju tylko jedna


przeszkoda. A ta...
Och, nie! Zapomniaem, musz mu jeszcze raz zapali gwiazd przewodni, ale
to ju
naprawd bdzie ostatnia. - Rozejrza si po grocie, sprawia wraenie, jakby
wszy. Kto
ci tu odwiedza?
- Mnie? - zdziwi si Marco. - Nie, ja przez cay czas spaem, ocknem si
krtko przed
twoim przyjciem.
Shama bkn tylko:
- Hm. -A potem doda szybko: - Musz ju lecie. Potem pjd na chwil do
Shiry i Mara.
Zobaczymy si wkrtce, mam nadziej.
Marco chcia zapyta Sham o tyle rzeczy, ale jego wizyty mijay bardzo
szybko. I,
naturalnie, znacznie waniejsze jest, eby Shama pokazywa drog Oku Nocy,
ni
siedzia tu i gwarzy sobie. Sen ulotni si na dobre, Marco usiad wic i zacz
si
zastanawia nad tym, co Shama powiedzia.
Czy rzeczywicie mia jak wizyt? W czasie snu?
Tylko kto w ogle mgby go odwiedza? Nikt przecie nie moe przebywa na
tym
terenie, nawet Shira i Mar.
Nie, naprawd nikogo nie mogo by. Wsta i uwanie bada grot.

adnych ladw na ziemi, ani w rodku, ani na zewntrz. W kadym razie


adnych
innych ni jego i Oka Nocy. Shama nie zostawia ladw. Ptaszyska? One te nie
pojawiaj si w pobliu rde.
Gupstwo, co mu si zdawao.
Marco podj swoje samotne czuwanie w wielkiej ciszy.
No, oczywicie, pomyla Oko Nocy ze zoci. Znowu bd si musia
wspina!
Musia odchyla gow do tyu, eby mc patrze w gr. Widzia tam wiateko
Shamy
na jakim wystpie, bardzo, bardzo wysoko. Takie widoczki pokazuj w
telewizji alpinici,
wisz sobie pod skalnym wystpem i zachowuj si tak swobodnie, e
czowiekowi robi
si niedobrze, a po skale niczym muchy.
Dla mnie to bagatelka, pomyla Oko Nocy, wyjmujc ostatni kawaek sznura
elfw.
Rnych rodkw pomocniczych byo, jak si okazuje, dokadnie tyle ile trzeba.
Zwaszcza e w grocie Shamy nie musia korzysta z adnej pomocy, dziki
samemu
Shamie, oczywicie. Trzeba pamita, eby mu podzikowa kiedy -lub jeli si
spotkamy.
Ostatnia przeszkoda...
Koniec sznura elfw stercza ponad krawdzi wystpu wysoko w grze i szuka
jakiego
punktu oparcia. Oko Nocy natychmiast wspi si po linie, tego rodzaju
wiczenia

gimnastyczne wykonywa od bardzo dawna.


Na samej grze przeczoga si na krawd, potem usadowi si na szerokiej
pce i...
wszelka odwaga go opucia.
Zbyt pospiesznie uy ostatniego kawaka sznura elfw, albo inaczej: wspi si
na nim
za nisko.
Gra przed jego oczyma cigna si bowiem wyej, zdawao si w
nieskoczono, bo
szczyt gin w gstej mgle. Po prostu znowu nic nie widzia.

Z wyjtkiem jednego: Po raz ostatni z tego morza mgy mrugao do niego


wiateko
Shamy, pomrugao, pomrugao i znikno. Nie mia nigdy wicej go zobaczy.
Oko Nocy
koncentrowa si ca si woli. By miertelnie zmczony, poza tym dozna
rozmaitych
obrae na caym ciele. Cho ma Farona uleczya lady po ukszeniach i
wczeniejsze oparzenia, to i tak zostao wiele innych ran, ktre pojawiy si
podczas
dugiej wdrwki. By godny i zniechcony, i w takim stanie mia rozpoczyna
kolejn
wspinaczk w nieznane, i to bez adnego sprztu alpinistycznego.
Rozumia tylko tyle, e wspinaczka jest sama w sobie przeszkod. Nie musia
si
obawia adnego ataku, mg si wspina w spokoju.
Dlaczego, dlaczego nie zachowa jednego sznura elfw? W kadym razie
ostatniego.
Trzeba byo zaczyna, nie ma na co czeka, to tylko strata czasu i si.
Ale jak wchodzi si na tak gr?
Bardzo uwanie studiowa skaln cian, eby znale jaki punkt oparcia. Jeli
w ogle
co takiego tu byo.
W kocu wyznaczy sobie najatwiejsz, jak mu si zdawao, drog i ruszy.
ciana bya
prawie pionowa, ale na szczcie nie miaa wielu wystpw i nawisw,
przynajmniej w

zasigu jego wzroku. Wczepia si palcami w niemal niewidoczne szczeliny, a


potem
przesuwa stopy w te same miejsca. Mokasyny schowa do torby, skrzan
kurtk
rwnie. Przez chwil zastanawia si, czy nie zostawi na dole wikszoci
bagau, ale
poniewa nie wiedzia, ktrdy przyjdzie mu wraca, nie chcia ryzykowa, e
wszystko
straci.
Przez jaki czas szo mu do dobrze. Rozsdnie, zastanawiajc si nad kadym
ruchem, posuwa si w gr. Trzy razy mao brakowao, a byby spad, krzykn
przeraony, ale zawsze jako zdoa si utrzyma. Nerwy mia napite,
pokaleczone
palce krwawiy, minie ramion bolay nieznonie z wysiku. W kocu jednak
stwierdzi,
e ju si nie ruszy, bez pomocy dalej nie pjdzie.

- No i jak idzie? - zapyta Shama swoich przyjaci, Shir i Mara.


- U nas dobrze - odpara Shira. - Pytanie natomiast, jak sobie radzi Oko Nocy.
-Atakuje teraz ostatni przeszkod, ale to powinien zrobi na wasn rk. Ja
zakoczyem usugi, a jego zbir rodkw pomocniczych te si wyczerpa.
Musi polega
wycznie na wasnej wytrzymaoci.
- Na tym etapie podry ja byam taka zmczona, e wygldaam jak przekuty
balon westchna
Shira.
- On te si do takiego stanu zblia - Shama si umiecha, ale na jego twarzy
malowaa

si troska. - Na sam koniec zostawili przeszkody chyba najbardziej mczce,


wymagajce siy i hartu. Jeli wic zostao mu jeszcze cho troch, to...
- No wanie! - wykrzykna Shira. - Znam to bardzo dobrze.
Shama zagryza wargi.
- Jedno mnie niepokoi...
- Jedno? - przerwa mu Mar. - Mamy chyba mnstwo zmartwie!

-To prawda, ale moje zmartwienie nie dotyczy Oka Nocy. Ot Marco mia
odwiedziny.
Spa i powiada, e niczego nie zauway, ale ja wszystkimi zmysami
wyczuwam w jego
grocie co niepokojcego.
- Kto by to mg by?
- Pojcia nie mam.
Umilkli. To byo cakiem nowe zagroenie i zupenie niepojte.
20
Czy powinienem zej na d? zastanawia si Oko Nocy zgnbiony. Ale to by
bya
straszliwa poraka. Rwnoznaczna z cakowitym poddaniem si, bo
najwyraniej nie
istniaa inna droga w gr.
Spojrza w d. Znajdowa si ju tak wysoko, e skalna pka, na ktrej
przedtem
siedzia, wygldaa teraz bardzo niepozornie. Potwornie bolay go minie,
kady
najmniejszy musku w jego ciele dra tak, e trudno to byo wytrzyma.
Oko Nocy za nic nie chcia schodzi!
Ale teraz jest pozostawiony samemu sobie. Nikt nie moe mu pomc.
Przypomnia sobie star indiask legend. Kiedy niedawno przepywa rzek,
myla o
duchach wody, tych niebezpiecznych, ktre mogyby mu wyrzdzi krzywd.
Istnieje
jednak kto, kto moe uratowa Indianina, ktry dosta si w szpony zych
duchw wody i

zaczyna ton. To Orze Burzy.


Czy ojciec Oka Nocy nie nazywa si Ptak Burzy? Jak czsto w czasie tej
wyprawy
przyzywa na pomoc indiaskie bstwa?
Naprawd bez przesady. Jeli o to chodzi, to zachowywa si bardzo
powcigliwie.
Co prawda szamaski bbenek pomg mu przej przez skaln cian,
niedwied,
jego zwierz opiekucze, te mu pomaga, cho go wcale nie wzywa. Czy wic
nie
powinien teraz...?
Zrozpaczony, gdy z blu pot zalewa mu twarz, zacz przyzywa duchy
przodkw i
wielkiego boga Wakan Tanka.
Prawie nie mia oparcia dla stp. Tylko jedn wsun w bardzo pytk szczelin,
czy opar
na jakim niewielkim wystpie, sam nie wiedzia, palce zsuway si po gadkiej
powierzchni, trzeba wybiera: prbowa i w gr czy w d, bo i to, i to byo
tak samo
trudne.
W powietrzu zaszumiao. Co jakby cikie skrzyda. Oko Nocy ba si spojrze
w tamt
stron, poczu natomiast, e ostre szpony wczepiaj si w kurtk na barkach.
Ciemnobrzowe skrzyda trzepotay nad jego gow, Oko Nocy odetchn i
zrozumia, e
jest podtrzymywany i e wolno unosi si w gr.
Czy zasuyem sobie na tyle szczcia? zastanawia si. Zasuyem, uzna.

Orze wid go po absolutnie gadkiej cianie, do ktrej nikt ani nic nie
zdoaoby si
przyczepi. Tutaj bardziej ni w jakimkolwiek innym miejscu znajdowa
potwierdzenie, e
rdo dobrej wody nigdy nie miao zosta przez nikogo odkryte.
Przez moment pomyla o gondoli lub innej latajcej maszynie. Ale nie, nikt by
si te nie
dosta w okolice rda z powietrza. W kadym razie aden czowiek. Wiedzia,
e to
terytorium otacza niewidzialny mur.
88

Nieoczekiwanie zosta posadzony na niewielkim paskowyu. Nawet nie zdy


podzikowa orowi, ptak znikn we mgle.
Gdzie si teraz znajduje? Na szczycie?
Nie, nie wierzy w to. Zdawao mu si, e nieco dalej na paskowyu widzia
strom
grsk cian. Ju mia wyruszy w tamt stron, kiedy z tumanu mgy wyszy
cztery
postaci i skieroway si ku niemu. Oko Nocy stan jak oniemiay. Kolejna
przeszkoda?
Czego te cztery postaci od niego chc?
Zatrzymay si w pewnej odlegoci. Jakby daway mu czas, eby si im
przyjrza.
Powoli zaczo dociera do jego wiadomoci, e je zna. Wszystkie. Wie, kim
s.
Jedna z postaci bya przezroczysta i niebieskawa jak powietrze. Inna miaa na
sobie
brunatnoziemist peleryn. Trzecia mienia si zieleni i bkitem niczym
morze, a
ostatnia bya jak pomie, czerwonota.
To przecie cztery ywioy Shiry: Duch Powietrza, Ziemi, Ognia i Wody.
Mimo woli przyklkn z szacunkiem. Przybyli uprzejmie odpowiedzieli na jego
ukon.

- Domylalimy si, e ty te bdziesz chcia tu przyby - rzek Ogie z


humorem. - Kim
jeste, mody poszukiwaczu przygd, majcy tak dobrych pomocnikw?

Oko Nocy wsta. Powiedzia z godnoci:


- Jestem Oko Nocy, pochodz z Indian pnocnoamerykaskich. Jestem
Siuksem z
plemienia Oglala. Tutaj przybyem z Krlestwa wiata, eby pomc w
zdobyciu czego,
co uratuje ziemi przed zagad. Potrzebujemy skadnika do eliksiru, ktry jest
do tego
niezbdny. Ten skadnik to jasna woda ze rda dobra.
Teraz zabra gos Duch Wody:
-To bardzo szlachetny cel. Ale takiej podry nie moge odby sam. Szlimy za
tob i
widzielimy, e bez trudu wydobywae si z najwikszych opresji. Pomagay ci
a to
niedwied, a to orze. Najwyraniej posugujesz si jakim znakiem, ktry jest
wysoko
ceniony w obu obozach, i dobra, i za.
Sowa Ducha Powietrza brzmiay jak szept letniego wiatru:
- Bawilimy si znakomicie, obserwujc twoje krte cieki i patrzc, jak
usuwasz
wszelkie trudnoci.
Czy moja droga bya krta? No tak, chyba tak, w przeciwnym razie musiabym
przeby
nieprawdopodobn odlego, znajdowabym si dziesitki kilometrw od
moich
przyjaci.
- Nawet Shama stoi po twojej stronie - powiedziaa Ziemia. - Za to powiniene
dzikowa
naszej wychowance, Shirze.

- Zdaj sobie z tego spraw - odpar Oko Nocy uprzejmie. - I Shama


rzeczywicie zrobi
dla mnie bardzo duo. To nieoceniona pomoc.
- wietnie, e dla odmiany mg si okaza cho troch poyteczny - rzek
Ogie
cierpko. - Ale wszystkie te rodki, ktrymi si posugiwae... czasami to byo
straszne.
Jednak wolno ci byo i nigdy nie przekroczye swoich praw.
Duch Powietrza ostrzegawczo unis palec.
-Tylko raz mao brakowao, a byby si potkn.
- Wiem. Przy spotkaniu z demonami. Znalazem si na krawdzi kamstwa.
- Wanie. Ale jej nie przekroczye.

- Powiedz mi - zapyta Duch Wody. -Jak jest tam u was, w Krlestwie wiata?
Czy
rzeczywicie tak wielu potrafi tworzy takie cuda jak te, ktrymi si
posugiwae?
-Tak. Naprawd wielu. Mamy nawet jednego ducha wody. Nazywa si pani
Woda.
-To moja siostra! - zawoa tamten radonie. To ona u was mieszka?
-Tak jest. A razem z ni pani Powietrze - wyjani Oko Nocy uprzejmie.
-To z kolei moja siostra -wtrcia wadczyni powietrza.
Teraz wszystkie ywioy rozmawiay przez chwil midzy sob, mwiy
przyciszonymi
gosami.
Potem Ziemia zwrcia si znowu do Indianina:
-Ale ty sam te musisz pochodzi z potnego rodu?
- Nigdy nie rozumiaem dobrze, co to znaczy potny rd. Ale teraz jestem
bardziej ni
kiedykolwiek dumny ze swojego pochodzenia.
- Znak na twoim czole wskazuje, e jeste wybranym - stwierdzi Ogie. -Tak
jak niegdy
Shira. Tylko e Shir to my wybralimy.
- Czy pozwolicie na jedno pytanie?
Wszyscy czworo skinli gowami.
- Mam tak teori... Spadajce kamienie, demony, drapieniki, owady, te
wszystkie
przeszkody... one nie s trwaym elementem tutejszego wiata, prawda?
Pojawiaj si

tylko czasami.
- Masz racj. To wszystko dzieje si tylko wwczas, kiedy ludzie podejmuj
wdrwk
przez groty. Ty jeste pierwszy.
Oko Nocy pozwoli sobie na leciutki umiech.
Duchy ywiow podeszy bliej. Oko Nocy chcia dokadniej wypyta o teren,
na ktrym
si znajduj, ale nie mia odwagi. By niemal olepiony ich wspaniaoci.
Duch Wody trzyma w doniach piknie zdobione krysztaowe naczynie. Poda
je Oku
Nocy.
- Chcielibymy, eby je dla nas napeni.
- Bardzo chtnie, tylko jak ja to wszystko udwign?
Umiechnli si.
- Kiedy znajdziesz si koo rda, powiniene zdj ubranie i zostawi je razem
z caym
bagaem. Koncentruj si wycznie na tym, by nabra jak najwicej wody, bo
wasza
szlachetna ekspedycja bdzie jej potrzebowa bardzo duo. Pamitaj, e Shira
po
zakoczeniu wyprawy odzyskaa swoje rzeczy.
-Tak, rzeczywicie - przyzna Oko Nocy uradowany. - W takim razie prosz
bardzo,
zabior wasz butelk. Ale czy pniej jeszcze was spotkam?
Duch Wody umiechn si tajemniczo.
-To nie nam jest ona potrzebna. To dla twojego piknego przyjaciela, ktry
czeka w

grocie. Jemu j oddaj. A my odwiedzimy go, eby wyjani, co ma z ni zrobi.


Oko Nocy gboko wcign powietrze.
- No i najwaniejsze dla mnie pytanie: Jeli ju dojd do rda i napeni
pojemniki... to
jak std wyjd? Czy bd musia znowu pokona ca tras, tylko w odwrotnym
kierunku?

Wiedzia, e nie starczyoby mu na to si. Ju teraz ledwo si trzyma na nogach.


Sama
myl, e miaby pokona jeszcze raz te same przeszkody, moga go zaama.
Demony...
Przejcie ponad wrzc wod...

-To, jak wrcisz, powinno by dla ciebie najmniejszym zmartwieniem umiechn si


Duch Ziemi. - Przypomnij sobie, w jaki sposb wrcia Shira, i kieruj si wasn
intuicj!
Mielimy okazj si przekona, e rozwine j znakomicie.
- Dzikuj bardzo. W takim razie nie mam wicej pyta.
Ogie unis rk, pomienna peleryna spywaa z jego ramion.
- Jeszcze tylko jedno: Zrobimy wiele dla twojego urodziwego przyjaciela,
przygldalimy
mu si jaki czas temu, kiedy spa. Chcielibymy, eby w podzice za nasz
pomoc
pozwolono nam przenie si do Krlestwa wiata.
O rany, przestraszy si Oko Nocy. Ja przecie nie mam prawa skada takich
obietnic!
Ale... Shamie ju obiecano... a ci tutaj z pewnoci nie s od niego gorsi. Raczej
przeciwnie.
- Uyj jako wybrany wszelkich moich wpyww, ebycie uzyskali
pozwolenie. Sdz,
e nie bdzie problemw.
Duchy ywiow dzikoway. Potem poprosiy, by poszed z nimi, i cay orszak
skierowa

si ku grze, ktra Oku Nocy majaczya w oddali przed tym doniosym


spotkaniem.
Tam duchy wskazay mu wejcie, yczyy powodzenia, po czym si poegnay.
Wok Oka Nocy robio si coraz ciemniej, im duej szed krt drog, tym
byo gorzej.
Jak ja tu znajd to rdo, zastanawia si z niepokojem. W tych ciemnociach?
Ledwo jednak zdy pomyle, a mrok zacz si rozjania. Najpierw pojawi
si mdy
blask tu nad podog skalnego korytarza, w miar upywu czasu wiato
stawao si
coraz bardziej intensywne. Gdzie w pobliu sycha byo szum wodospadu.
Serce Oka Nocy zaczo bi mocniej. Jakby do tej pory nie zdawa sobie sprawy
z tego,
czego dokona, ani e znajduje si u celu. Waciwie chyba nigdy tak naprawd
w siebie
nie wierzy, ani w to, e kiedykolwiek zobaczy rdo.
No i oto jest tutaj. Zaraz si wszystko rozstrzygnie.
Ostatnie duchy zapewniay go, e nie musi si obawia picia wody ze rda, bo
nie ma
ju adnych zada do spenienia tak, jak to byo w przypadku Shiry. A przecie
Mar kusi
j, eby si mimo wszystko napia i przez to nie moga wypeni drugiego
wyznaczonego
jej zadania, mianowicie zniszczenia naczynia Tengela Zego, zawierajcego
wod za. Bo
jasna woda uczyniaby j za bardzo ludzk.
Oko Nocy zawsze uwaa, e ta historia jest okropnie skomplikowana i brak w
niej

konsekwencji, ale jeli patrze na spraw w penym kontekcie, to wszystko si


zgadzao.
Tak sdzi.
Korytarz zakrca.
I oto... Oko Nocy, wstrzymujc oddech, stan przed maym rdekiem,
wytryskujcym
ze skay. Prawie niewidoczne wiato rozjaniao ca t podziemn sklepion
naw, w
ktrej Indianin si znajdowa.

wiato mienio si fantastycznymi barwami niczym tysice drobniutkich


kropelek wody.
Falowao, taczyo, owietlao podziemne pomieszczenie, olepiao Oko Nocy,
ktry
patrzy z uroczyst min i czu pod powiekami zy wzruszenia.
Ale w tym pomieszczeniu byo co jeszcze; jaka niewielka rzeczka, nie majca
poczenia ani ze rdem, ani z wytryskujc z niego wod, ginc w
przypominajcym
mis zagbieniu w skale.
rdlana woda bya krystalicznie czysta, woda w rzeczce bardziej mtna. Oko
Nocy zdj
z siebie ubranie, zostawiajc jedynie krtkie szorty, i uoy wszystko na brzegu
rzeczki.
Tam te zoy cae swoje wyposaenie z wyjtkiem pojemnikw na wod.
Potem zacz
je po kolei napenia. Pozwala im si powiksza do takich rozmiarw, by mg
je potem
udwign. Na koniec napeni butelk duchw i zatka j korkiem.
By bardzo spragniony i godny. Waha si przez moment, potem jednak
pochyli gow i
nabra pene usta wody.
Oko Nocy wiedzia, e to moe sprawia bl, czyta o tym w opowieciach o
Shirze i o
Tengelu Zym. Nie przypuszcza jednak, e mogoby to by takie potworne.
Nie przewidzia te tego, co bdzie potem.
Kiedy bl usta na tyle, e Oko Nocy mg si wyprostowa, przey bardzo
intensywn

wizj, Najpierw widzia pikn twarz Berengarii, ktra jednak zaraz si


rozpyna, a na
jej miejsce ukazaa si twarz Maego Ptaszka i wtedy poczu, e kocha t
dziewczyn
czyst i prawdziw mioci. e tskni za ni, by mc jej jak najprdzej
powiedzie, e
nigdy nie bdzie miaa powodu wtpi we i e jest mu droga bardziej ni
wasne ycie.
Byo to gwatowne, wszechogarniajce uczucie i cudowna, wyzwalajca
pewno.
Potem zarzuci sobie napenione bukaki na plecy, zanurzy si w lodowatej
wodzie
rzeczki, zabierajc ze sob ubranie i wszystko, co mia.
Jeszcze raz si odwrci, eby na zawsze utrwali w pamici obraz groty i
rdeka. Jest
przecie jedynym czowiekiem, jaki je kiedykolwiek widzia.
Oko Nocy stara si nie czu lodowatego ucisku wody, od ktrego zesztywnia.
Porusza
si z najwyszym trudem. Pozwoli si wic unosi prdowi, nie stawia oporu.
21
Utrzymanie si na powierzchni wody nie zawsze jest takie atwe. Pojemniki
ciyy mu
nieznonie, ale przyciska je rozpaczliwie do siebie. Nie mg pozwoli na to, by
utony i
zostay tutaj, skoro ju zdoby cudown wod. Za to ze swoimi rzeczami i
wyposaeniem
dawno straci kontakt.
Nie, temu z pewnoci nie podoam, myla, zachystujc si raz po raz. Jeli
ca drog

powrotn mam przeby w ten sposb, to w kocu uton jak kamie.


Za nic jednak nie chcia si podda. Wykona przecie swoje nieludzko trudne
zadanie i
dotar do rda. Bardzo by z tego dumny. Czy wic wszystko miaoby pj na
marne
tylko dlatego, e nie jest w stanie utrzyma nosa nad powierzchni rzeki?
Najzupeniej na to nieprzygotowany znalaz si na wieym powietrzu. Znowu
w tej
szaroburej ciemnoci, ktrej tak serdecznie nienawidzi.
Gdzie ja jestem? zdy pomyle, zanim rzeka do brutalnie wyrzucia go na
brzeg.
Lea tam i dugo dysza, w kocu by w stanie przynajmniej podnie si na
rkach. I
wtedy zobaczy, e wyposaenie posuwa si w lad za nim, a rzeka wypluwa z
siebie

92

wszystko po kolei, chlup, chlup, chlup! Dzikuj, dzikuj, eby tylko woda w
rzece nie
bya taka lodowata!
Powtrzy znowu to samo pytanie: gdzie jestem?
Tam... Czy to nie jest grota, do ktrej weszli obaj z Markiem i w ktrej Marco
mia na
niego czeka? W takim razie ta nieznonie zimna rzeka musi by t sam, przez
ktr
si z Markiem tak mozolnie przeprawiali, tak, jest te nad ni naturalne
sklepienie. Nic
dziwnego, e marznie, woda w rzece jest naprawd nieprzyjemna.
Ale jak si tu dosta w tak krtkim czasie? Widocznie duchy mwiy prawd, e
idc do
rda kry, w swojej drczcej podry zatacza uki i chodzi w kko po
terenie
bardziej ograniczonym, ni przypuszcza.
Dygoczc z zimna, naciga na siebie skrzane indiaskie spodnie w frdzlami,
co nie
byo prost spraw. On sam by mokry, spodnie byy mokre, a w dodatku si
skurczyy.
Chcia jednak wyglda jako tako przyzwoicie, kiedy spotka przyjaciela.
Jak to dobrze, e problem Berengaria - May Ptaszek zosta rozwizany. W tym
aosnym
stanie, w jakim si teraz znajdowa, to prawdziwa pociecha.
Marco wita go zaskoczony i uradowany, prbowa troch go ogrza, da mu
suche

ubranie i masowa plecy. Oko Nocy dosta te odrobin jedzenia i uzna, e to


najlepsze,
co go dzisiaj spotkao. Akurat w tej chwili nie mia wikszych wymaga, by
absolutnie
wykoczony, pragn tylko pooy si byle gdzie i spa.
Marco oglda pojemniki z wod i nagle wykrzykn:

-A ta pikna butelka skd si wzia?


Oko Nocy musia opowiedzie. O duchach i o tym, e butelka przeznaczona jest
wanie
dla Marca. Ksi sucha z najwiksz powag.
- Niemal si czego podobnego spodziewaem. Faron i Dolg co wspominali...
adnych
dyrektyw?
- Wiem tyle samo co ty. One...
Nie zdy dokoczy zdania, bo w wejciu ukazay si duchy. Twarze miay
uroczyste,
niemal surowe.
- Pozdrawiamy ci, ksi Czarnych Sal - rzek Ogie swoim trzeszczcym
gosem.
Marco odwzajemni pozdrowienie z wielkim szacunkiem.
- Rozumiem, e zostaem wyznaczony. Podporzdkowuj si. Ale czy moi
przyjaciele
mogliby najpierw std wyj?
- Naturalnie. Czy mody Oko Nocy przedoy ju nasz prob?
- Przedoy. I jestem wicej ni pewien, e zostanie rozpatrzona pozytywnie.

- Dzikujemy. To ycie w niewoli u wadcw za nam nie odpowiada. Nasze


miejsce jest
w Krlestwie wiata.
- W rzeczy samej - potwierdzi Marco, dobierajc sowa. - W takim razie jestem
gotw.
Sdziem! tylko, e nikt...
-To jest bardziej proste, ni mylisz - powiedziaa Ziemia. - Oko Nocy, dzielny
chopcze,
biegnij teraz do swoich przyjaci, Shiry i Mara. A potem wszyscy uciekajcie
std tak
szybko, jak tylko was nogi ponios albo jeszcze szybciej.
Oko Nocy, ktry zrozumia, na co si zanosi, zawoa:
- Marco, nie!

- Wszystko bdzie dobrze - uspokaja go przyjaciel. - A teraz spiesz si!


Indianin waha si przez chwil, potem uciska Marca pospiesznie, zy dawiy
go w
gardle. Poegna duchy uprzejmie, po indiasku. Wiedzia, e jasna woda musi
dotrze
na pokad J2.
Zabra wszystkie cztery pojemniki i wkroczy do rzeki, by spieszy do
oczekujcych go
przyjaci.
Zobaczyli go z daleka, widzieli, jak wspina si po zboczu, zgity pod cikimi
bukakami.
Nie by w stanie doj do skay, upad na stoku. Wyczerpa siy do ostatka. Shira
i Mar
przybiegli natychmiast, uwolnili go od ciaru, ulokowali bezpiecznie pod ska,
nakarmili
i napoili.
Z oczu Oka Nocy pyny zy, ale on si tego nie wstydzi.
- Wypeniem moj cz zadania, ale nasze prby na tym si nie kocz wykrztusi. Utracilimy
Marca.
Opowiedzia dokadnie, na co si zanosi.
- Bd z Markiem - postanowi Mar bez wahania.
- Nie, duchy ci na to nie pozwol - zaprotestowa Oko Nocy. - A poza tym Shira
i ja
potrzebujemy pomocy, eby dostarczy wod na miejsce. One nas bagay, eby
opuci
t okolic jak najprdzej.

-Ale czy zdoamy std wyj? - spytaa Shira zaniepokojona. -Istnieje przecie
tylko
jedna droga, przez Gr Za. I czy tego terytorium nie otacza niewidzialny
mur? Przez
niego te si chyba nie przedrzemy.
Oko Nocy zaczyna si niecierpliwi.
- Duchy mi powiedziay, co mamy robi. Spieszcie si, pki jeszcze czas! A
poza tym w
kadej chwili mog nadlecie ptaszyska!
Mar wci niechtnie zbiera si do drogi. Nie chcia zostawia Marca samego.
- Czas nagli, Mar - bagaa Shira. - My sami nie udwigniemy workw z wod.
Nie
zdymy uciec!
I wanie w tej chwili Oko Nocy zobaczy co dziwnego. Tu przy nim stao
jego zwierz
opiekucze.
- Jeste, mj .przyjacielu - ucieszy si. - Zastanawiaem si wanie, gdzie ci
szuka i
jak zdoam speni obietnic.
Shira i Mar nikogo nie widzieli.
- Z kim ty rozmawiasz, Oko Nocy?
Umiechn si tylko w odpowiedzi. Zobaczyli jednak, e otwiera jeden
pojemnik i
nabiera gar wody. Niesychanie ostronie porusza rk, baczc, by ani jedna
kropla
drogocennego pynu niej spada na ziemi.
Wygldao to tak, jakby woda zostaa przez co wessana. Przed oczyma Shiry i
Mara

ukaza si ogromny niedwied.


- Moje zwierz opiekucze - przedstawi Oko Nocy.
- Dzikuj, e uczynie mnie ywym - powiedzia niedwied, to znaczy w
milczeniu
przesa mu swoje myli.
-A oto i Shama - oznajmia Shira do zaskoczona t nieoczekiwan
aktywnoci po
trzech dobach beznadziejnego oczekiwania.
94

Potny duch mierci przyglda im si spod przymknitych powiek.

- Chyba nie zapomnielicie o danej mi obietnicy?


- Nie, oczywicie, pojedziesz z nami do Krlestwa wiata. Oko Nocy,
domylam si, e
twj przyjaciel, niedwied, te chciaby nam towarzyszy.
Niedwied skin potnym bem i znowu zacz do nich przemawia, czyli
przesya
im myli.
- Czas nagli! Wskakujcie na mj grzbiet, wszyscy troje!
-A Shama?
- Bd przy niewidzialnym murze przed wami. Poczekam tam na was.
- Znakomicie - stwierdzi niedwied. - Bardzo chtnie grzmotn gow w co
niewidzialnego.
Rozemiali si. art w penej powagi chwili bardzo pomaga.
- Och, nie! Ptaszyska lec! - zawoaa Shira. - Nie zdymy uciec!
- Zdymy - zapewnia niedwied, kiedy wdrapywali si na jego grzbiet. Myl, e
masz jeszcze swj may flecik, Oko Nocy?
- Mam, ale nie wolno mi go uywa dwa razy.
-Teraz jeste ju poza rdem - przypomnia niedwied.
Oko Nocy pomyla chwil i uzna, e zwierz ma racj. Trudna wdrwka si
skoczya,
cel zosta osignity i teraz chodzi o to, eby si jak najprdzej std wydosta.

Mar wci mia wtpliwoci, chcia towarzyszy Marcowi, Shira jednak


powtarzaa, e
duchy na to nie pozwoliy i e to stwarzaoby tylko dodatkowe problemy dla
wszystkich
zainteresowanych. Moe z wyjtkiem Marca, upiera si Mar. W kocu Shama
zmusi go
do zmiany stanowiska. Skoro jego, Shamy, szanowni koledzy wyznaczyli
Marca, a nie
Mara, to widocznie mieli w tym jaki cel.
Oko Nocy upewni si, czy wszyscy dobrze trzymaj si niedwiedziego futra,
po czym
zad w flet.
Shama dozna szoku. Musia si bardzo stara, eby ich wyprzedzi.
Ale wygra mimo wszystko. Triumfujcy czeka na nich przed niewidzialnym
murem.
W kocu nic dziwnego, porusza si przecie z szybkoci myli, a w
porwnaniu z tym
nawet sposb elfw by za mao skuteczny.
Oko Nocy poszed za rad duchw i umoczy palce w jasnej wodzie. Pod ich
dotkniciem
mur si poruszy. Indianin wyczuwa, e powstaje duy otwr, przez ktry
przeszli bez
kopotu.
Przedtem Oko Nocy zdj swoj bia, teraz mocno przyszarza koszul i
powiesi j na
karowatym drzewie tak, by duchy i Marco widzieli, gdzie jest wyjcie z
zamknitego
terytorium.

- Jeste optymist, jak widz - rzek Shama cierpko.


-Tak trzeba - odpar Oko Nocy z powag. - Nie bybym w stanie znie myli,
e ju
nigdy nie zobaczymy Marca.
Shira obejrzaa si gwatownie.
- Ptaki - wykrztusia. - Pdz prosto do Gry Za. Szybciej, nasz fantastyczny
niedwiedziu, szybciej, wybawicielu!

- Za to my bardzo zyskujemy na czasie - powiedzia Mar. - Dziki temu, e nie


musimy
pokonywa tej potwornej drogi poprzez Gr Za.
Przesuwali si nad ziemi z szumem. Nikt nic nie mwi, musieli trzyma si
mocno
swego wierzchowca. Grzbiet niedwiedzia to jednak nie jest najwygodniejsze
siodo.
Ptaki krzyczay do kobiety w Grze Za, jedynej znajcej si na czarach istoty,
ktra
moga je zrozumie i przetumaczy ich komunikaty innym.

- Oni uciekaj, uciekaj - krzyczay. -Uciekaj na jakim olbrzymim kosmatym


zwierzciu. I Niezwyciony te jest z nimi!
- Pewnie ich przepdza - rzek Nardagus domylnie, blady ze strachu.
- Nie, Niezwyciony biegnie przed nimi. A jakie rozwijaj niewiarygodne
tempo! Ptaki
mwi, e nie mog za nimi nady.
- Nie wydostan si z naszego terytorium.
- Ju s poza jego granicami. Pdz do swojego elaznego pojazdu.
Nardagus spoglda na swoich wadcw. Bardzo nie lubi, kiedy ich twarze
miay taki
wyraz.
- Nie ma adnego niebezpieczestwa - prbowa ich przekonywa. - Intruzi nie
zdoali
dotrze do rda, to oczywiste.
Najwyszy wadca sykn gniewnie:

- Mobilizacja! Niezalenie od tego, co zdoali zrobi!


Nardagus nie ustpowa:
- Syszycie przecie, e jest ich tylko troje. Czwarty widocznie stara si dosta
do rda
i mu si nie udao. Wic troje pozostaych zmyka co tchu. Ciekawe tylko, jak
przeszli
przez mur?
Inny wadca wtrci:
- Powinno si powiadomi To we Wasnej Osobie.
- Nie, nie - protestowali chrem jego koledzy z Nardagusem wcznie. - Sami
damy sobie
z tym rad.
Wszyscy bowiem miertelnie si bali reakcji najpikniejszego.
Kto prbowa ostudzi nastrj, to ta spragniona ycia kobieta.
- Skoro tak - zacza przewlekle. -Skoro nawet zdobyli t potworn wod, to jest
to ich
problem, nie nasz. Nas to nic nie powinno obchodzi.
Zebrani w sali troch si uspokoili. Niektrzy uwaali wprawdzie, e to
lekkomylne
podejcie do sprawy, ale nie chcieli ju tego roztrzsa
Najwaniejszy owiadczy:
- Idziemy! Nie bdziemy informowa naszej niedostpnej wysokoci. Ale
mobilizacj
przeprowadzimy!
22
Z okropnym wojennym krzykiem wszyscy tworzcy blokad wojownicy rzucili
si ku J2 i

zagrodzili drog nadchodzcym.


Niedwied jednak dziaa bardzo szybko. A Mar, ktry uwielbia telefonowa,
zdy ju
ostrzec o przybyciu zaog J2, wyjaniajc, e maj ze sob kilku nowych, dla
ktrych
potrzeba sporo miejsca.
96

Faron westchn:

- Jeszcze jacy nowi? Musimy wynie na zewntrz t star, zniszczon


gondol.
- Dotychczas nie mielimy odwagi otwiera drzwi - powiedzia Ram. - Teraz
jednak
otworzymy, bo wracaj nasi przyjaciele.
- Hurrra! - radowao si cae zgromadzenie.
Wszyscy silni mczyni zabrali si do wynoszenia gondoli, Indra otworzya
drzwi, eby
wypchn wrak.
- O rany! Patrzcie tylko na t hord - szepna przeraona.
- Zblia si dziwny orszak! - zawoa Tich. - Nie zamykajcie! Widz Mara
wysoko na
grzbiecie jakiego... jakiego... I kogo to oni jeszcze prowadz?
Teraz take inni zauwayli tamtych, jak pdz na zamanie karku, eby zdy
przed
atakujcymi, ktrzy nieoczekiwanie stanli jak wryci. Ram zrobi miejsce w
drzwiach, bo
akurat miejsca potrzeba byo duo.
- Niedwied? - jkna Indra. - Ogromny niedwied!
Troje jedcw pochylio si w przejciu i niedwied wpad do wielkiej sali
zgromadze,
gdzie wanie staa gondola, zajmujc cae pomieszczenie. Ale na zewntrz
atakujcych
wojownikw powstrzymywaa jaka ogromna, budzca groz posta,
odwrcona

plecami.
Wszyscy oczekujcy na pokadzie J2 widzieli, e atak spali na panewce.
Wojownicy
uciekali z krzykiem przestraszeni niczym stadko kur. A przestraszya ich
wanie ta
olbrzymia posta. Nikt wicej nie odway si zaatakowa pojazdu.
Olbrzym za musia si zgi niemal wp, eby przej przez prg, a w rodku
siga
prawie do sufitu.
Indra i Cie zatrzasnli drzwi.
Zalega cisza.
- No, no, niele - powiedzia w kocu Faron.
- Rzeczywicie wielkie entre - szepn Dolg.
Siska natomiast zauwaya najwaniejsze:
-A gdzie Marco?
Cztery duchy zabray go z sob na paskie wzniesienie, skd mona byo
spojrze na
d, w dymicy krater rda za.
Marco z obrzydzeniem spoglda na to najwstrtniejsze na wiecie miejsce.

- Byem przekonany, e droga tutaj dostpna jest tylko ludziom zym do szpiku
koci?
- I tak jest. To my sprawilimy, e moge si tutaj znale.
Przyglda im si spod przymknitych powiek, ale nikt nie zgbia tematu.
Wobec tego
Marco powiedzia:

- Kto kiedy przecie musia tutaj zej?


- Owszem - odpara Ziemia. - Podobnie jak to uczyni Tengel Zy na Ziemi, tak i
tutaj
znalaz si czowiek o duszy przeartej zem, ktry zdoa dotrze do rda zej
wody.
Ona wesza...
- Czy to znaczy, e jest kobiet? Najpikniejszy... - przerwa Marco.

- Bya - ucilia Ziemia. - Teraz nie jest ani tym, ani tamtym. Ucieka z
zewntrznego
wiata z powodu przeladowa na dugo przed czasami Tan-ghila. Prbowano j
zabi
ze wzgldu na jej zo, kiedy przez przypadek wpada do starego krateru i
znalaza si
tutaj, w Grach Czarnych.
- Ktre uczynia jeszcze czarniejszymi - wtrci Ogie ponuro. - Bez problemw
dostaa
si do rda i napia zej wody.
- Co zreszt nadal czyni - doda Duch Wody. -A razem z ni wielu innych. Nie,
to
nieprawda, nie tak wielu. Wikszo ma jedynie prawo wdycha opary.
-Ale to ona nakazaa ukada ten wodocig prowadzcy do rda - mwi dalej
Duch
Wody. - Inni wykonali prac, doprowadzili rury do strasznej doliny za. No i
wanie teraz
dochodzimy do twojego zadania, szlachetny ksi.
- Jak rozumiem, miabym zniszczy t dolin?
- Nie tylko to. Chcielibymy rwnie zniszczy Gr Za, majc bezporednie
poczenie z paacem. Mona tego dokona rwnoczenie.
- No dobrze, ale jak?
Syszc to pytanie, Duch Powietrza si umiechn.
- Bardzo prosto, bardzo prosto! Wystarczy jasn wod z butelki wla do rury.
Marco gapi si na nich z otwartymi ustami. Potem wybuchn miechem nad
swoj

bezmylnoci i nad tym, e nie domyli si czego tak oczywistego.


- Materia, z ktrego zostaa wykonana rura, jest bardzo twardy, niemal nie do
przeborowania - ostrzega Ziemia, kiedy ju nareszcie przestali si mia. -Taki
musia
by, eby chroni wod po wsze czasy. Ale mj przyjaciel, Ogie, zrobi dla
ciebie w rurze
otwr. Potem ci opucimy, a ty wlejesz do rury jasn wod.
-Tylko pamitaj! - upomnia Duch Powietrza. -Bd ostrony! Musisz
dopilnowa, eby
wszystko spyno we waciwym kierunku, do doliny, a nie do rda za.
-Dlaczego?
- Nie ku losu! - wykrzykn Duch Powietrza, a jego towarzysze machali
rkami, jakby
chcieli odpdzi od siebie zo.
Marco oznajmi, e jest gotw.
-Tylko dlaczego musicie mnie opuci? - zapyta.
- My nie powinnimy podchodzi za blisko do ciemnego rda, to nie jest dla
nas dobre wyjani
Duch Wody. - Poza tym jestemy duchami, ty za urodzie si jako czowiek.
Mamy te inne zajcia, nie cierpice zwoki. Ale chyba nadal wane jest twoje
sowo, e
bdziemy mogli pojecha z wami do Krlestwa wiata?
-To oczywiste - obieca Marco. -Ale co mam zrobi potem? Po wylaniu wody?
Ziemia podaa mu podobny do cementu materia, ktrym mia zatka rur
wiodc do
rda tak, by nie wyciekao z niej ju wicej wody. Kiedy to wykona, powinien
ucieka jak

najprdzej z tego miejsca i stara si poczy ze swymi przyjacimi.


Stara si? Nie brzmi to zbyt zachcajco. Marco wiedzia jednak, e
powierzone mu
zadanie jest niszczce, nie tylko dla paacu i zej doliny, lecz take dla niego.
Podj si tego z wasnej woli, zreszt by jedyn istot, zdoln je wypeni i
uj z caej
sprawy z yciem.
Moe mu si to uda. Jest niemiertelny, ale moe te zosta ciko zraniony...

Ogie wycign rce w stron rur, ktre odcinay si szaro na tle spowijajcego
wszystko mroku. Wok panowaa niczym nie zmcona cisza. Stali na szczycie,
w
miejscu, gdzie rury rozdzielay si: jedna schodzia w d do krateru, druga w
przeciwn
stron, ku zej dolinie i paacowi. Pod oparami nad kraterem bulgotao i syczao,
wiatr
zawodzi w suchej trawie na stokach. Z miejsca, w ktrym sta, Marco mg
widzie
wielkie przestrzenie Gr Czarnych. Zwaszcza Gr Za pooon najbliej.
Dalej
zagbienie wskazujce, e tam znajduje si dolina za. Po drugiej stronie gry
znajdowaa si inna dolina, w ktrej czeka J2, ale std nie byo wida nic. Tylko
gry w
szarej, wiecznej nocy.
Marco drgn, kiedy z rk Ducha Ognia buchny czerwone pomienie. Ogie
powoli
wypala dziur w wodocigu.
Wszystkie cztery duchy pospiesznie si oddaliy.

- Staraj si by tak daleko od zej wody, jak tylko potrafisz - ostrzegaa Ziemia
na
odchodnym. - Zbli si do otworu dopiero wtedy, kiedy bdziesz trzyma w rce
przygotowan butelk z wod. I jak najszybciej potem zatkaj otwr. Musisz
mie materia
w drugiej rce!
-Tak jest - obieca Marco.

Duchy znikny. Rozpyny si w powietrzu.


Zosta sam. Strasznie, bolenie sam.
Faron prbowa jako przyj to wszystko do wiadomoci. Marco zosta gdzie
w tych
mrocznych grach. W pojedzie znajduje si niedwied i wanie nawizuje
znajomo
z Frekim. A na dodatek do tego wszystkiego przyszed do nich sam bg mierci
i bg
kamieni, Shama. Obiecano mu, e bdzie mg pojecha do Krlestwa wiata.
C mona zrobi?
Niewiele. Po prostu udawa, e wszystko w porzdku. Faron nie chcia by
gorszy od
innych, ktrzy wszystko przyjmowali z niezmiennym spokojem. Shama zreszt
take
zdawa si by usposobiony przyjanie...
Oko Nocy zasn na wasnym ku, ktre pozwolono mu zachowa. Pniej
przyjdzie
czas na podzikowania i na opowieci o wyprawie. Teraz wszyscy byli zajci
lokowaniem
pojemnikw z wod w bezpiecznym miejscu i urzdzaniem pojazdu tak, eby
dla
wszystkich znalazo si miejsce lece. Nie byo to atwe, skoro dwunastu
wycieczonych jecw zajmowao znaczn cz J2.
Siska bya bardzo oywiona. Dolg pomaga jej napoi Tsi-Tsungg jasn wod.

- Sisko, uspokj si, bo rozlejesz - upomina, ale sam te si bardzo


denerwowa.

Podtrzymywa chorego w pozycji siedzcej tak, by mona mu byo przyoy


naczynie do
warg.
- Pij, Tsi, to ci uzdrowi.
Tak mia nadziej. Wszystko inne zawiodo, to ich ostatnia szansa.
Nieszczsny elf ziemi umiecha si dzielnie i z wysikiem prbowa pi. Siska
czekaa
zniecierpliwiona i Dolg znowu musia j upomina. W kocu Tsi zdoa wypi
par ykw.
- Odsu naczynie! Szybko! - zawoa Dolg.

Siska odstawia je na stolik. Przeraona patrzya, jak twarz Tsi wykrzywia


straszny bl.
Kuli si na ku i jcza.

- Co mymy zrobili, Dolg? - zapytaa, wytrzeszczajc oczy.


- Woda tak wanie dziaa -wyjani. - Nie czytaa kronik Ludzi Lodu, to nie
wiesz.
Wszystko bdzie dobrze, zobaczysz!
Sam jednak patrzy zaniepokojony na Tsi. Elf by przecie taki saby po tym, jak
przeklte
re uszkodziy mu puca.
Podtrzymywali go, nie wiedzieli, jak mu pomc, okropne skurcze wstrzsay
drobnym
ciaem. Siska strasznie si baa, z caych si walczya z dawicym j paczem.
Z wolna jednak spazmy zaczy ustpowa.
Tsi-Tsungga oddycha gwatownie, jak po dugim biegu.
Czekali niepewni, co bdzie dalej.
Nagle Tsi popatrzy na nich. Promienny umiech pojawi si na jego elfowej
twarzy.
- Ksiniczko! Siska... I ty, Dolgu, ukochany przyjacielu! Czy mgbym dosta
co do
jedzenia?
Dolg mia si, a Siska wybuchna gwatownym paczem.
Mimo i znajdowa si tu obok dymicego krateru, Marco dotkliwie marz.
Samotno bya nie do zniesienia, dawia go. Nie mia jednak czasu
zastanawia si nad

stanem swoich uczu, tutaj naleao dziaa, i to bardzo szybko.


W jednej rce trzyma otwart butelk, w drugiej w tajemniczy cement. To
znaczy nie
cement, tylko co naturalnego, dosta to przecie od samej Ziemi. Przyszo mu
do gowy,
e to moe by ta sama substancja, z ktrej jaskki i inne ptaki buduj gniazda,
ale si
myli.
Marco nabra powietrza w puca i wyla znaczn cz zawartoci butelki do
otworu w
rurze, uwaajc bardzo, eby popyna we waciwym kierunku.
Zostao mu jeszcze troch wody, zamierza j wyla, gdyby pierwsza prba si
nie
powioda.
Pniej jednak nie wypeni co do joty polece duchw. Zamiast uy materiau
lepicego, wypatrzy na ziemi okrgy kamie i wepchn go do rury, odcinajc
tym
sposobem drog wodzie ze rda za. Byo to prowizoryczne zamknicie, mia
zamiar
pniej uszczelni je tym materiaem, ktry daa mu Ziemia. Ale najpierw chcia
zobaczy
dziaanie pierwszej porcji wody.
Wszystko dokonao si w dziesitej czci sekundy. Marco spojrza w d na
dolin.
Woda podziaaa momentalnie.
W rurach rozlego si gwatowne bulgotanie, Marco widzia, e rury si trzs w
miar,

jak jasna woda spywa w d. Wstrzsy byy coraz gwatowniejsze, tak


protestowaa
czarna woda.
W kocu ziemia pod nim te zacza si trz. Och, nie, co ja zrobiem, myla.
Powinienem natychmiast std ucieka!
Najpierw jednak trzeba uszczelni zamknicie, eby ju ani odrobina wody nie
wypyna. Zauway, e wewntrz rury woda raczej cieknie, ni pynie.
Wanie tak
cieknie woda z maego grskiego rdeka. Nietrudno bdzie j powstrzyma.

Ponownie wyj materia uszczelniajcy, a ziemia drgaa coraz silniej, widzia,


e
wszystko a do doliny si trzsie i ogarn go lk. Chyba jednak lepiej si
pospieszy.

Kto z oskotem dobija si do drzwi Juggernauta.


Zgromadzeni w jego wntrzu popatrzyli po sobie. Shira podbiega do okna i
wyjrzaa na
zewntrz.

- Duchy, to s duchy - powiedziaa, spogldajc na Farona z poczuciem winy.


On zdy si ju dowiedzie o danej duchom obietnicy. Tylko na chwilk
przymkn
oczy, potem rzek ze spokojem:
- Rzecz jasna, witamy duchy z radoci Wpu je!
Wszyscy milczeli, kiedy cztery ywioy wchodziy na pokad J2. Rozumieli, e
to bardzo
uroczysta chwila.
Faron wita przybyych.
Duch Wody, mczyzna o mienicych si, zielononiebieskich oczach, pochyli
lekko
gow i rzek:
- Dzikujemy za wasz otwarto, szukamy schronienia u was na dzisiejsz noc,
kiedy

maj si dzia bardzo wane rzeczy.


Dzisiejsza noc? zastanawiaa si Indra. Czy teraz jest noc? Skd oni wiedz
takie rzeczy
w tej przekltej ciemnej otchani?
- Witamy, witamy! Okazalicie wielk pomoc naszemu modemu bohaterowi,
Oku Nocy mwi
Faron. - Tyle tylko moemy zrobi w zamian. Znajdcie sobie jakie miejsce,
mamy tu, niestety, wielk ciasnot, ale modzi ju czekaj, eby wam pomc.
Przygotowano dla nowych goci du aw.
- Prosz mi wybaczy pytanie - rzek przyjaciel zwierzt, Dolg. - Jak si w
Grach
Czarnych maj niewinne zwierzta?
Ziemia odwrcia si do niego tak, e niemal byo wida jej twarz pod
brunatnym
kapturem.
- Dlatego wanie przybywamy tak pno. Wyprowadzalimy zwierzta z
niebezpiecznych regionw, lokowalimy je nad granic.
- Dzikuj - umiechn si Dolg, a Indra i wielu innych przyczao si do
niego.
- Ziemia zaczyna drga - stwierdzi Cie. -A niebo staje si coraz ciemniejsze.
-Tak jest - potwierdzi Ogie. - Powiedzcie mi tylko, czy to wasze mieszkanie
bdzie sta
pewnie??
Tich wyjani:
- Zabezpieczylimy pojazd stalowymi, zaostrzonymi palami, wbitymi tak
gboko jak to
tylko moliwe.

- Znakomicie!
-Ale co z Markiem? - zawodzi Tsi ze zami w oczach. Teraz siedzia ju razem
z innymi
przy stole.
- Uspokj si, on wrci - zapewnia Faron. - Pamitaj, e Marco jest
niemiertelny.
Wszyscy spuszczali wzrok. Na myl o tym, e Marco jest sam w grach, czuli
si
strasznie bezradni.
23
101

Ukryci w Grze Za syszeli oskot i zastanawiali si, skd on pochodzi

- Na pewno z zewntrznego wiata - rzek Nardagus lekcewaco. - Pamitacie,


e
bardzo, bardzo dawno temu oni tam eksperymentowali z jakimi wybuchami i
pewnie
teraz syszymy echa.
- Mylaem, e ju skoczyli z tymi beznadziejnymi gupstwami - warkn jeden
z wysoko
postawionych panw. - Ale widocznie si myliem. O, teraz robi si te
ciemniej.
Przybiega czarownica, rozumiejca mow ptakw.
- Ptaki raportuj, e cay mur tajnego terytorium na witej grze znikn. Nie
ten
wewntrzny wok rde, tylko zewntrzny.
- Niemoliwe! - wrzasn najwyszy.
-To, oczywicie, wina wiata zewntrznego - sykn inny. - Widocznie tym
razem
przeprowadzili jaki szczeglnie silny wybuch. Czy nawet tutaj nie moemy
mie
spokoju?
Najwyszy oznajmi:
- Kto musi pj do Tego we Wasnej Osobie. Wszystko to nie najlepiej
wyglda, moe
si okaza niebezpieczne. Dla nas!
Nikt nie chcia si podj takiego zadania. Posano wic niewolnika, mia i
specjalnym

tunelem, ale tam dzieo zniszczenia dokonywao si w szalonym tempie.


Zoony w ofierze niewolnik wyruszy za pno.
Najpikniejsze, czyli To We wasnej Osobie, unosio si z gumowym wem w
ustach i
rozkoszowao si tym, e woda za napeniaa je cudownymi waciwociami i
cechami.
Wadza. Samozadowolenie -nikt nie jest rwnie pikny jak ono z t jak
galaretowat
konsystencj i wybujaymi ksztatami, bez wyranej twarzy. Kolejna cecha to
apczywo,
a poza tym wiele innych, naprawd cudownych.
Teraz wygulgotao kilka sw, co w rodzaju:

-A co to za haasy? Dlaczego w fontannie tak chlupie? Dlaczego moja kanapa


si
trzsie?
Sucy syszeli irytacj w gosie chlebodawcy, wic dygoczc i starajc si
utrzyma na
nogach mimo wstrzsw, tumaczyli:
-To trzsienie ziemi, o niespotykana piknoci! To na pewno pochodzi z
zewntrznego
wiata.
- Przeszkadza mi - rzeko To we Wasnej Osobie, nie wypuszczajc przy tym
wa z ust.
A nawet przeciwnie, pocigno szczeglnie obfity haust, by uzyska jeszcze
wicej
rozkosznej siy z tej cudownej wody.

Gwatowny wstrzs spowodowa chaos w caym paacu. Posgi spaday na


podog,
ludzie przewracali si z krzykiem.
W w ustach Tego we Wasnej Osobie rwnie dra i musiao go trzyma
zbami.
Znowu pocigno solidny yk.
Potworny ryk. Jaka inna woda wpyna do wijcego si, bezksztatnego ciaa.
Wypluo
w, ale za pno. Cae trzsce si cielsko wypenia ju mieszanina jasnej i
ciemnej
wody, a w takich wypadkach dobro zawsze zwycia, w przeciwiestwie do
tego, co
dzieje si na powierzchni Ziemi, w wiecie ludzi.
102

Galaretowate ciao jeszcze si powikszyo, zleciao z kanapy ze strasznym


rykiem,
sucy, ktrzy rwnie byli podobni do wy i mienili si niebiesko i zielono
jak ich
wadca, absolutnie nie mieli czasu na suchanie wezwa: Pomcie mi,
pomcie do
jasnej cholery, bo jak nie, to napluj na was jadem i wszyscy si skurczycie jak
karzeki!
Nikt jednak nie spieszy na ratunek. Niektrzy w rozpaczliwej prbie ratowania
wasnej
skry wybiegali do ssiedniego pomieszczenia o cianach ze szka, gdzie
nieustannie
kbiy si opary ze zego rda. Nie powinni byli tego robi. Ci, ktrzy napili
si wody
za, byli straceni dla wiata, pozostali zachystywali si mieszanin oparw
dobrych i
zych, padali na ziemi i wili si w bolesnej, miertelnej walce.
Byli tacy, ktrzy po prostu zaczli ucieka, jeszcze inni zostali w sali tronowej,
trzymajc
si desperacko mebli.
To we Wasnej Osobie kryo pod sufitem niczym bezksztatna brya,
nieustannie si
powikszajcy balon pozbawiony wszelkiego wdziku. Krzyki byy coraz
bardziej
bekotliwe, ruchy coraz bardziej ograniczone. W kocu ciao stao si takie
ogromne i
nadmuchane, e To mogo porusza tylko palcami.

I nagle... Najpikniejsze ze wszystkich eksplodowao z wielkim hukiem,


sinozielona
galareta rozleciaa si po caym pomieszczeniu, jej strzpy spaday na podog,
za
kadym razem rozlegao si obrzydliwe planicie.
Paac trzs si w posadach. W sali z ciemn wod opary unosiy si jak
burzowa
chmura. Fontanna oderwaa si od podstawy, uderzya o sufit i runa na ziemi,
niewolnik, ktry wanie tutaj bieg, zosta porwany przez potny nurt i
natychmiast
umiercony. W gbi paacu wszyscy mieszkacy zostali zalani zabjcz
mieszanin
jasnej i ciemnej wody i rozpadali si na kawaki. Ziemia wci draa, caa
dolina
przemienia si w pieko, budynki si waliy, mieszkacy uciekali z krzykiem,
ale nie mieli
gdzie si schroni. W kocu wszystko eksplodowao i unioso si w gr niczym
sup
mrocznego za.
oskot panowa nieopisany.

Nardagus, ktry zawsze musia ponosi odpowiedzialno za wsplnie przez


panujcych
popeniane faszywe kroki, bieg jak szalony, eby si schowa w najdalszym i
najbardziej
tajemnym pokoju. Tam jednak byo ju toczno. Niezliczeni mieszkacy paacu
wpadli na
ten sam pomys i w chwili, kiedy Nardagus dotar na miejsce, zobaczy, e sufit
si wali,

grzebic zebranych pod gruzami.


Zawrci wic, bieg, zataczajc si, przez dugie korytarze, a znalaz si na
zewntrz,
skd mia widok na z dolin. Widzia, jak paac i inne budowle wylatuj w
powietrze
przemienione w czarny sup pyu i gruzu, znowu zawrci i pobieg do
najwspanialszej
sali, gdzie wadcy leeli na pododze i skomleli ze strachu niczym szczenita, a
aden nie
zosta oszczdzony. Widzia pomiennego mczyzn, tego, ktry zwykle
owietla
pokoje, jak si teraz spala, widzia spragnion ycia kobiet lec na pododze,
cae
ubranie z niej opado, odsaniajc zniszczone ciao, widzia, e porwaa j nie
wiadomo
skd pochodzca woda, czarna jak jej wasna dusza, i cisna j w gr, skd
spady na
ziemi tylko strzpy.

Dachu ju nie byo, obecni jeden po drugim byli wyrzucani w gr przez


niemiosiern
kaskad mtnej, szaroczarnej wody.
Nardagus uczepi si mocno jakiego mebla. Ja przecie tylko wypeniaem
rozkazy,
powtarza sobie raz po raz. To nie ja robiem...
Na niewiele si to zdao. Nieoczekiwanie tu przed nim gra rozdara si na
dwoje i co
czarnego, gstego porwao go ze sob w gr. To bya ostatnia sprawa, jak
odnotowa.

Marco sysza i widzia dzieo zniszczenia. Wysoki sup brudnej wody podnosi
si z
doliny, drugi wydobywa si z gry.
Caa ziemia pod nim si trzsa. Musz std ucieka, myla, ale cz jego
wiadomoci
zajta bya inn myl.
Przez cae swoje dugie ycie uczy si nienawidzi za, tego, ktre istnieje jako
cz
istoty ludzkiej. To jest moja szansa na popraw wiata, myla. Z caym
szacunkiem dla
projektu Madragw i Obcych, ale mam teraz moliwo przyspieszenia procesu.
Niebo
tego zakazuje, powiedziay duchy, ale co one tam wiedz.
Sta oto, trzymajc w rce materia do uszczelnienia otworu, ktry wanie one
mu day.

Spojrza na instalacj, gdzie kamie zatyka drog czarnej wodzie, widzia pust
rur
prowadzc ku dolinie.
Musz teraz zamkn otwr. Porzdnie. Jeli si zdecyduj....
W przeciwn stron woda si sczy, wolno spywa do rda za. Zawrcia, gdy
droga na
zewntrz zostaa zamknita. Co by wic byo, gdyby on...?
Nie, nie ma prawa tego robi.
Marco popatrzy na pikne naczynie, wci jeszcze do poowy wypenione jasn
wod.
Ta ilo, jak skierowa ku dolinie, najwidoczniej wystarczya, bo nie byo ju
ladu ani po
zej dolinie, ani po grze. A on stoi wobec niewiarygodnej moliwoci.
Co tak naprawd wiedziay duchy?
Kamie, ktrym zatka rur, zaznacza rozwidlenie dwch nurtw wody. Akurat
od tego
miejsca zaczynaa pyn w dwch kierunkach.
Marco raz po raz wciga gboko powietrze.
W kocu jednym jedynym ruchem wyszarpn kamie i wyla reszt wody z
butelki do tej
czci rury, ktra schodzia w d do rda za, po czym szczelnie zatka rur
lepiszczem, ktre dosta od Ducha Ziemi.
Nie mia prawa tego robi. Ale nie mg si powstrzyma.
24
Grzmoty, potworne wstrzsy i haasy ustay. Ponad Grami Czarnymi unosia
si cika,

czarna chmura, ktra sprawiaa, e wszystko tono w takich ciemnociach,


jakie
niekiedy na powierzchni Ziemi zalegaj w zimowe noce.
Na pokadzie J2 byo spokojnie. Wszyscy, zmczeni zwaszcza psychicznymi
zmaganiami, potrzebowali odpoczynku.
Shira rozmawiaa pgosem z Sham.

- Nigdy nie trafiam do twojego czarnego ogrodu -powiedziaa z bladym,


smutnym
umiechem.
-To prawda. Zamiast tego przesza do wiata duchw.
104

-Tak. Shamo, jest co, nad czym si czsto zastanawiaam podczas tej podry...
Jechalimy przez Dolin R. Re byy czarne. Ze, czarne jak noc re. Czy to
by twj
ogrd?
- Nie, nie, skd - protestowa przestraszony. - W moim ogrodzie panowa
spokj,
wszystko byo pikne, nikt nie cierpia. Nie byo tam adnego za.
- Powiadasz byo?
-Tak - przyzna zmczony. -To przecie miao miejsce na tamtym wiecie.
Opuciem to
wszystko. Straciem swoje pastwo, poniewa dawna wiara w nasze bstwa
wymara.
Natrafiem tutaj na lad ciebie i Mara. Popeniem wprawdzie bd w
obliczeniach, ale
teraz znowu jestemy razem. Tak si ciesz!
Jeszcze nie jestemy w Krlestwie wiata, pomylaa Shira. Jeszcze troch
poczekamy
na Marca. Ech, Marco, Marco, co si z tob dzieje?
Usyszaa niespokojne gosy w innej czci pojazdu. Z drugiego pokoju sycha
byo
podniecony gos Tsi:
-Ale przecie musimy go szuka, mogo go spotka jakie nieszczcie!
Ram i Cie prbowali go uspokaja. Marcowi nic nie grozi!
- Nie, teraz kolej na mnie - protestowa Tsi-Tsungga. - Nic waciwie nie
zrobiem podczas
caej wyprawy, po prostu leaem, bdc ciarem dla wszystkich.

Owszem, mj chopcze - rozleg si lekko kpiarski gos Indry gdzie niedaleko


Shiry. Owszem, zrobie, i to nawet bardzo duo!
Siska, ktra bya z Indr, pochylia z umiechem gow.
Tsi upiera si przy swoim:
- Jestem najlepszym kierowc gondoli. Pozwlcie mi wzi t ma,
dwuosobow, to go
odnajd i przywioz tutaj.
Odpowiedzia mu Ram:
-Tsi, my nawet nie wiemy, gdzie on si podziewa...
-To bd go szuka!
- Mowy nie ma! Nie wolno ci si std oddala. Marco da sobie rad sam,
moesz by
pewien. Jest przecie niemiertelny!
- No, teraz Tsi ustpi - powiedziaa Siska spokojnie. - On nie moe std wyj
pod
adnym pozorem, zakazuj mu!
- Powiedziaa mu ju? - zapytaa Indra pgosem.
- Jeszcze nie. Wci panowao tu takie zamieszanie. Zreszt nie mog zwala
mu na
gow wszystkiego na raz.
Shira zastanawiaa si, o czym one rozmawiaj.
Straszny huk wstrzsn J2, wielkie kamienie sypay si na dolin, w ktrej sta
pojazd. Z
zewntrz, z gr i dolin, dochodzi wrzask tysicy garde. Byskawica przecia
czarne
niebo i Duch Ziemi zawoa:

- On to zrobi, zrobi to ten szaleniec! Wla jasnej wody do rda za!


Ogromny gaz wyldowa na dachu J2.
- Jeli ycie zgromadzonych istot ma zosta uratowane, to musimy std ucieka,
i to jak
najszybciej - powiedzia Duch Wody do Farona.
Stali obaj przy oknie w pomieszczeniu kontrolnym.

- Spjrz na ten czarny sup wody bijcy w powietrze - szepn Faron


przestraszony. - Jaki
wysoki. Jak to si skoczy dla Krlestwa wiata? Tich, szykuj si do odjazdu!
W wiecie zewntrznym zanotowano wyjtkow aktywno sejsmograficzn,
dochodzc do 10 w skali Richtera. Jej centrum znajdowao si na Morzu
Karskim na
pnoc od Uralu.
Z ldu widziano gigantyczny, czarny sup wody unoszcy si na linii
horyzontu...
Na pokadzie J2 panowao wzburzenie.
-Ale nie moemy zostawi tutaj Marca -protestowa Dolg zrozpaczony.
- Czy mylisz, e ja tego chc? - pyta Faron zmczonym gosem. -Ale ja
odpowiadam
za blisko trzydzieci osb zgromadzonych tu na pokadzie. Nie mam wyboru.
Tich,
startujemy!
Po wlaniu fatalnych kropli do rury Marco uszczelni j starannie, a potem
biegiem opuci
niebezpieczne miejsce.
Wiedzia, e musi min okrelony czas, zanim jasna woda dotrze do rda za,
wanie
od tego czasu zaleaa jego przyszo. Zbocze, po ktrym bieg, pene byo
niebezpiecznych szczelin. Pod burymi chmurami panowaa ciemno, a cikim
powietrzem trudno byo oddycha. Drczyo go pytanie, jak zdoa si przedosta
przez
skay.

Mia jednak wicej szczcia, ni mg si spodziewa. Wysoka skalna ciana


zostaa
rozbita, bya wic moliwo przedostania si na drug stron.
I wanie wtedy, kiedy przedziera si przez zwalisko gazw, nastpia
eksplozja.
Cae zbocze unioso si w gr, skay wok niego waliy si z oskotem,
kamienie sypay
si jak grad u jego stp. Siedzia zamknity, przytulony do skay. By jako tako
chroniony
przed padajcymi kamieniami. Wszystko jednak drao, trzso si i huczao
oguszajco,
potem zacza te spada woda z tego wzbitego w powietrze supa. Lecia na d
deszcz
kamieni, ziemi i gstej, brudnej wody.
I Marco, ktry widzia janiejsz smug na tle ciemnego nieba, pomyla to
samo, co
Faron:
Co si dzieje z Krlestwem wiata? Czy odgradzajcy je mur wytrzyma? Jak
silne jest
trzsienie ziemi w obrbie muru?
Uwiadomi sobie z gorycz, e powinien by mimo wszystko posucha
ostrzee
duchw.
Gwatowne wybuchy trway jeszcze dugo. Marco usiowa wsta, ale nogi mia
przysypane gruzem, nie mg si ruszy.
W chwil pnej przey kolejn katastrof.
Huk powoli traci na sile, ale oskot cakiem nie usta. Wci na gow Marca
sypa si ten

potworny deszcz. Potem nasta chd.


Z czym takim Marco si nie liczy, nie mia te pojcia, skd si on bierze.
Moe z
ukrytych w Grach Czarnych rezerw lodu?
Teraz zacz pada lodowaty deszcz. Najpierw czarny i brudny, pniej
czystszy, a wraz
z nim pojaniao te powietrze. Niewiele, w tych okolicach nigdy nie bdzie
jasno,
wygldao jednak na to, e wikszo poruszonej ziemi i wody ju opada w d.
Tak jest,

106

kiedy dotkn gazu, przy ktrym siedzia, stwierdzi, e jest on pokryty warstw
lepkiego
bota,
Niebezpieczestwo nadchodzio przede wszystkich od tyu. Deszcz by taki
zimny, e
krople padajce na ska zamarzay jak te fantastyczne kaskady, ktre widzia
kiedy w
grach w wiecie zewntrznym, bardzo dawno temu.
Potwornie marzy mu plecy. Gdyby unis gow i powieci sobie kieszonkow
latark,
mgby zobaczy, e przed nim powstao co jakby kurtyna z mienicego si
rnymi
odcieniami lodu. Zobaczyby cudowne barwy mieszczce si midzy czerni i
biel,
niebieski, ziele w rnych odcieniach, brz przechodzcy w jaskraw ...
niewiarygodne, jak szybko powsta ten ld, Marco nie pojmowa, co si dzieje.
Jeszcze raz podj prb wyswobodzenia si, ale kamienie kompletnie
blokoway
moliwo ruchu, a na dodatek mia tylko jedn rk woln i siy te ju na
wyczerpaniu.
Udao mu si wydosta z kieszeni latark, telefon jednak by niedostpny. A
przy tym
drczy go taki bl, e nie potrafi przesa nikomu telepatycznej wiadomoci.
By wprawdzie niemiertelny, ale bl w nogach odczuwa, i to bardzo silnie!
Cierpienie
doprowadzao go do utraty przytomnoci, siedzia tak niewygodnie, e cae ciao
mia

zdrtwiae.
Straszna myl krya mu po gowie.
Mri. Czarnoksinik. On take jest niemiertelny. I przelea dwiecie
pidziesit lat w
wielkich blach, ywcem pogrzebany, z palem wbitym w piersi. Nikt nie
przyszed do jego
grobu...
Czy jego czeka podobny los? A jeli pozostanie tu jeszcze duej? Moe ca
wieczno?
Marco opar gow o pokryt lodem cian i z rozpacz myla o strasznej
przyszoci.
Sam. Sam przez tysice lat?
25
J2 z trudem opuszcza dolin.

- Moe chocia duchy moglibycie wysa? - wybuchna Indra, pogrona w


czarnej
rozpaczy, e zostawiaj oto Marca wasnemu losowi. - Niech Mar pjdzie, on
wie, gdzie
Marco moe by!
-Tak, pozwlcie mnie i Cieniowi odszuka Marca - prosi Mar.
Duch Powietrza unis ostrzegawczo rk w gr.
- Nie! adne duchy, gdyby to byo moliwe, to my ju dawno bymy pomogli
szlachetnemu ksiciu. Tylko ludzie mog si zbliy do czarnej wody i, jeli
dopisze im

szczcie, unikn jej wpywu. My, duchy, zarwno wadcy ywiow, jak i te,
do ktrych
zaliczaj si Cie, Shira i Mar, naleymy do innej sfery. Jestemy niezwykle
wraliwe na
wpywy tych rde, mog one zmienia nasze charaktery. To dlatego dzisiejszej
nocy
szukalimy u was schronienia. Bardzo mi przykro, wysoko postawiony Obcy,
ale my,
duchy, nic nie moemy zrobi.
Siska wesza do duego pomieszczenia z niepewnym wyrazem twarzy.
- Czy kto widzia Tsi? Chciaam z nim porozmawia.
Tsi? Wszyscy spogldali po sobie. Pojazd podskoczy na jakiej nierwnoci.
- Kiedy widziaem go po raz ostatni - oznajmi Freki - wchodzi po schodach na
wie.
Wielu suchajcych zadrao. Midzy innymi Ram.
107

On chyba nie...?
Obaj z Dolgiem wybiegli na pokad, skd startoway gondole.

- Nie - szepn Ram pobladymi wargami.


Zrobio si straszne zamieszanie. Siska pakaa.
- Nie zdyam mu powiedzie. A wanie chciaam to zrobi!
- Czego nie zdya powiedzie? - zapyta Faron.
- O dziecku - wyjania Indra. - Bo Siska bdzie miaa dziecko. Dziecko Tsi.
Wrd zebranych rozleg si szum. Ale to drobne nieszczcie i moe zaczeka.
Teraz
maj wiksze zmartwienia.
Ram zawoa na cay gos:
-Tsi? Tsi, syszysz mnie?
W jego telefonie rozlegy si trzaski i zaraz potem wszyscy z wielk ulg
wysuchali
odpowiedzi:
-Tak. Tutaj jest bardzo ciemno.
Mwi radonie i z przejciem. Tsi nareszcie moe si do czego przyda! Ale
Ram
zaciska zby.
- Gdzie ty jeste?
- Nie wiem. Tutaj jest ciemno jak w worku. Widz tylko zniszczenia. Wszdzie
ruiny. O,
kolejny wybuch!

-Tsi, natychmiast wracaj!


- Bez Marca nie wrc!
Ram zakl cicho. Po czym powiedzia do telefonu:
-Tsi, musisz porozmawia z Marem. On moe ci wskaza drog.
- Bardzo dobrze, bo nic nie widz i...
W telefonie rozleg si gos Mara, przerywajc dalsze wyjanienia.
Mar dyrygowa Tsi-Tsungg, ktry naprawd bdzi, odkd bowiem opucili
Dolin R,
lea w ku, przewanie nieprzytomny. Dla Mara nie byo to atwe zadanie.
Ciemnoci i
zniszczenie te, naturalnie, robiy swoje, a Tsi w ogle nie zna dawnego
krajobrazu,
poza tym nieustannie dochodzio do kolejnych wybuchw, co jeszcze bardziej
utrudniao
spraw.
Tak czy inaczej gwnym punktem bya zniszczona gra. Stamtd Tsi mg
poprowadzi
gondol we waciwym kierunku.
Opady nie byy ju teraz takie gwatowne. Oczywicie elf donosi o kamieniach
i innym
paskudztwie, ktre celowao w niego, ale on zawsze unika trafienia.
Uskakiwa w bok,
w kocu by uwaany za najlepszego kierowc gondoli, czy nie?
Owszem, Mar musia to przyzna, zreszt nie mg inaczej, sytuacja bya
naprawd
grona.
- Znalazem zasypane rdo - donosi Tsi. -To znaczy myl, e wiem, gdzie
by Marco.

- Bulgocze tu co, w gr lec jakie okropiestwa. Hej, widz prawdziw


fontann!
- Nie jed tam! - zawoa Mar przeraony. - Pomyl, ktrdy Marco mg
ucieka, eby si
dosta na J2, i podaj t sam drog.
-Aj, aj, kapitanie! - usyszeli beztroski gos Tsi. - A niech to licho, cisnli jaki
nawz do
mojej piknej gondoli. Czy mog to wyrzuci?

- Goymi rkami nie!


-To wykopi paskudztwo.
- Nie! - wrzasn Mar. -Nie dotykaj tego!
Gos Tsi brzmia rwnie spokojnie jak przedtem.
- Dotknem tego kluczem francuskim.
- No to wyrzu z pokadu!
- Zrobione. Mar, lec teraz moliw drog Marca. Ale tu strasznie zimno!
- Zimno? Mylabym raczej, e gorco.
- Nie, nagle zaczem strasznie marzn. Och, udao mi si unikn jakiej
wielkiej bryy
z nieba.
Tai zacz kaszle.
-Tfu! Ile tu kurzu!
-Tsi, bd ostrony!
- Mar! W tym czarnym nawozie widz lady Marca!
-A gdzie jeste?
- Przy skale, ktra zamyka drog.
Shira i Mar kiwali gowami. Wiedzieli, gdzie to. Musieli tam wypeni trzy
idiotyczne
zadania, eby i dalej.
- Przelec nad ni i zobacz, co jest po tamtej stronie.
-Tak zrb.
Przez chwil panowaa cisza. Potem znowu odezwa si gos Tsi.
- Po tamtej stronie adnych ladw.

- Jeste pewien? Przyjrzyj si dobrze.


- Nie, teraz jestem zajty. Ja myl, e... ja przerw na chwil, Mar.
-Tsi! Tsi? Nie, no, wyczy si, nie syszy mnie.
Ram potrzsa telefonem i wzywa Tsi. Dzwoni wielokrotnie, ale chopak
najwyraniej nie
reagowa na sygnay.
- Czy moemy to uzna za dobry znak? - zastanawia si Ram, patrzc na
swoich
towarzyszy.
Nikt nie odpowiada. Siska szlochaa cicho. Na dworze znowu rozleg si oskot.
Tsi-Tsungga przeciera oczy. Wiedzia, e jest brudny i mokry od deszczu,
trudno byo
cokolwiek rozrnia w tych ciemnociach, mimo e mia reflektor w gondoli, a
w dodatku
zrobio si strasznie zimno. Uwiadomi sobie nagle, e to nie deszcz pada, ale
brudny
nieg. Lodowato zimny nieg, ktry lepi si do twarzy. Wosy kleiy si do czoa
i wci
musia je odgarnia, ale podda si?
Nigdy w yciu!
Siady po jednej stronie wzniesienia, po drugiej nic a nic. Skierowa ma,
zwinn gondol
midzy skay.
Gwatowne wstrzsy te nie ustpoway. Powracay raz po raz, huk rozlega si
tu, tu
oraz bardzo daleko w grach, gdzie spada na ziemi popi i rne inne
wistwo.

Na Tsi-Tsungg te to spadao, ale obdarzony dobrym sercem elf, w ktrego


prostym
charakterze nie byo miejsca na zdrad, by odporny na pozostaoci za, ktre
musiay
spada na niego pod postaci ostrych ziarenek niegu.
Przelecia par razy przez wielk szczelin w skale, ale niczego nie zauway i
ju
zamierza std odlecie, kiedy usysza sabe woanie. Tylko e wok tak wiele
byo
rnych haasw, nie mgby przysic, e tym razem dotaro do niego co
szczeglnego.
Jeszcze raz sprbowa przelecie przez szczelin. Znacznie niej, gdzie byo te
cianiej. Z wielkim trudem wykona ten manewr. Dotychczas lata ponad
wielkim
nawisem, teraz chcia sprbowa przelecie pod nim.
Nie udao si, otwr okaza si za wski. Tsi-Tsungga zatrzyma gondol,
wyldowa na
stosunkowo paskim miejscu i zacz woa Marca.
Natychmiast otrzyma odpowied. Przestraszone woanie, pene udrki i blu.
Tsi posuwa si wolno w tym trudnym terenie. Wszdzie leay porozrzucane
bloki
skalne.
Zawoa jeszcze raz. Teraz gos Marca odezwa si bardzo blisko, ale by
dziwnie
zdawiony.
Tsi przelaz przez kilka ogromnych gazw, zobaczy wiateko kieszonkowej
latarki i z

zapaem pomacha swoj. Tsi-Tsungga nigdy niczego nie robi poowicznie.


W kocu odnalaz Marca.
Zasoni usta rk.

- O rany! No, niech mnie, jak my ci std wycigniemy? - zawodzi.


Podbieg do przyjaciela i ukucn przy nim.
- Zorganizujemy to jako - rzek. - Powinienem tylko...
-Tsi-Tsungga - powiedzia Marco sabym gosem. - Nigdy nikogo nie witaem z
tak
radoci. Jeste zdrowy, mj drogi?
- Jasna woda mnie uzdrowia - wyjani Tsi. - Halo, Ram? Znalazem go. Ale
potrzebujemy pomocy! Rosych, silnych mczyzn. Zreszt nie, poczekaj, to
niemoliwe.
Musimy sprowadzi tutaj J2. Tylko on cignie wielki gaz z ng Marca, inaczej
go nie
uwolnimy.
Ram milcza przez chwil.
- Dzikujemy, Tsi-Tsungga! Jedziemy do was.
26
-Tich, ca moc do tyu! - komenderowa Ram.
- Zawracacie? - zapyta Ogie zoliwie.
-Tak. Waciwie ksi Marco powinien sam wrci do domu, poniewa jest
niemiertelny, uznalimy jednak, e odpowiedzialno za jego powrt spoczywa
na nas

wszystkich. On zosta przygnieciony przez wielki gaz, a w takiej sytuacji


niemiertelno
to katastrofa. Nigdy nie pozwolimy, eby nasz przyjaciel si tak mczy.
Duch Ognia gboko odetchn.
- Rozumiemy i respektujemy wasz decyzj.
Nowe wybuchy powtarzay si co chwila, ju nie takie straszne jak na pocztku,
ale i tak
potne. Tich prowadzi swego ukochanego Juggernauta nie bez obaw z
powrotem na
teren katastrofy.
110

Minli dolin, w ktrej tak dugo stali. Wszdzie leay zwoki wojownikw.
Ani jeden nie
przey.
Mae kamienie i bryy ziemi leciay na Juggernauta niczym grad, oni jednak
niezraeni
posuwali si dalej. Wiedzieli, do jakiego celu zmierzaj. To dodawao im
zdecydowania.

-Teraz telefony dziaaj - zauway Ram. - Bo nie ma ju muru.


On i Faron przez cay czas utrzymywali czno z Tsi. Mar pomaga kierowa
J2 we
waciw stron. Indra zapytaa pgosem wadc Ziemi:
-A jak ma si sprawa rda dobra? Czy ono przetrwao?
-To dziwne, ale nie zostao nawet w najmniejszym stopniu uszkodzone przez to,
co si
stao ze rdem za -odpara Ziemia. - Wszystko wok si rozpada, ale to
rdo i jego
otoczenie pozostaj nietknite.
- Droga do rda rwnie?
- Droga rwnie. Ale ju nikt nie bdzie tamtdy chodzi.
Indra skina gow.
- Jeszcze nie syszelimy opowiadania Oka Nocy.
Tich z wielkim trudem kierowa pojazd na teren, ktry kiedy by zamknity
murem.

Poniewa jednak Gra Za si zawalia, powstaa nowa droga w tamt stron.


Bdzie
wprawdzie bardzo mczca, ale prowadzi do celu.
Siska poprosia, by pozwolono jej porozmawia z Tsi przez telefon.
- Cze, ksiniczko - zawoa uszczliwiony. - wietnie, e do nas jedziecie,
Marco
bardzo cierpi, wci traci przytomno.
- Wkrtce do was dotrzemy! Bd ostrony, Tsi!
- Przecie wiesz, e jestem. Ale akurat teraz waniejszy jest Marco.
- Dla mnie ty jeste najwaniejszy! Tsi... zostaniesz ojcem!
Wydawao si, e chopak wypuci telefon z rki. Potem rozleg si taki gony,
radosny
okrzyk, e musiaa odsun suchawk na co najmniej p metra. Nada
wibrowao jej w
uszach.
Kiedy Tsi zakoczy rozmow z ukochan, odwrci si do Marca, eby mu
przekaza
radosn wiadomo.
- Gratuluj, Tsi - rzek Marco ciepo. - To dopiero bdzie podniecajce.
- Och, tak - westchn bastard elfw i Lemuryjczykw szczerze wzruszony. Pomyle,
e to takie atwe!
- Najatwiejsze w wiecie - rzek Marco sucho. - I jaki fantastyczny rezultat!
Skrzywi si z blu. Tsi dba o niego najlepiej jak potrafi, podoy mu swoj
kurtk pod
plecy, eby lodowata skaa nie zibia go tak strasznie, opatrzy mu ran na
ramieniu i...

Podnis niewielk butelk.


- No prawda, cakiem zapomniaem! Mam ze sob co do picia, a ty musisz by
strasznie
spragniony?
- Jeszcze si pytasz!
Tsi z najwiksz troskliwoci unis butelk i Marco pi. Wiele tego nie byo,
mimo
wszystko to jednak ulga.
Dopki nie chwyciy go skurcze i spazmy.
Tsi-Tsungga przyglda mu si przestraszony.
111

- Oj, zapomniaem ci powiedzie! To zaraz przejdzie, a potem poczujesz si


wspaniale.
Bo widzisz, to bya jasna woda, oszczdziem troch z tego, czym mnie poili.
Uwaam,
e potrzebujesz jej siy.
Odwrci gow.
- Zdaje si, e ju s! Poczekaj tu, a ja wska im drog.
Pobieg.
Marco czeka pokornie, nie mia wyboru.
Sysza gosy przyjaci, peen zapau gos Tsi i burkliwe chrzkanie Ticha.
Pytania.
Rozkazy.
Przyjechali! Jest uratowany, cho akurat teraz nie bardzo moe si z tego
cieszy.
Cierpia dotkliwe ble i...
Mia inne zmartwienia.
Gdy ble w kocu ustpiy, opar si o skal z westchnieniem rezygnacji.
Szepta
zmczony.
-Tsi-Tsungga, ty nieszczsny pechowcze o dobrym sercu, co ty narobi? Jasna
woda
dla mnie?
Przyjaciele przybiegli, eby go uwolni.
Tylko po co?