You are on page 1of 301

1

CHRISTINE OCKRENT
ALEXANDRE dc MARENCHES

SEKRETY
SZPIEGÓW i KSIĄŻĄT

■ W T M W ïl

R E L A C JE S Z E FA
F R A N C U S K IC H SŁUŻB S P E C JA L N Y C H

CHRISTINE OCKRENT
ALEXANDRE de MARENCHES

SEKRETY
SZPIEGÓW i KSIĄŻĄT
Przekład
Zofia Jeżewska

EDZTiUNS SPOTKANIA.

SPIS TREŚCI
Kryptonim: Ave Maria . . ......................................
7
I. Pierwsza próba ..................................................................... 10
II. Godność i zobowiązania ..................................................... 17
III. Dziwna wojna ....................................................................... 25
IV. S z e f ........................................................................................... 34
V. Wśród dowódców w ojennych............................................. 50
VI. Od modelu zwycięstwa do modelu w o jn y ......................... 69
VII. Od służby do zadań zleconych.......... .................................. 78
VIII. Od zadań zleconych do służb wywiadowczych................. 89
IX. Służby i ich narzędzia ......................................................... 102
X. Różnego rodzaju operacje ..........................................
117
XI. Pamięć i polityka ................................................................. 127
XII. Dyrektor generalny i jego zwierzchnik ..........
136
XIII. Afrykańskie intrygi ............................................................... 147
XIV. Zapomniany front: Angola ................................................... 166
XV. Ogólne zagrożenie ................................................................. 179
XVI. Zdobycze imperium: A fganistan......................................... 195
XVII. Wojny naftowe .................................................................... 206
XVIII. Szach i ajatollah.......... ......................................................... 222
XIX. Bagna na Bliskim Wschodzie i gdzie in d ziej..................... 240
XX. W stanie wojny: terroryzm ..............
254
XXI. Służby wywiadowcze i alternacja. Afera Greenpeace -------271
XXII. O nąrodową radę bezpieczeństwa ....................................... 284
Epilog ................................................................................................. 293
Zamiast postscriptum .....................................................................
305
Podziękowanie.........................................................................
307

Kryptonim: Ave Maria.
N ig d y nie w id zieliśc ie a n i nie słysze liśc ie teg o człow ieka. Ż adnych
d ru zg o cą c yc h o św ia d c ze ń w te le w iz ji, zd o b io n y c h w stę g a m i p o r tr e tó w ,
żadn ych p rze d estylo w a n y c h w y p o w ie d zi d la p ra sy . A p r z e c ie ż nie b ra k mu
ani tem atu, ani w erw y: p rze z dłu gi okres czasu p ełn ił je d e n z najważniejszych
i n a jb a r d z ie j ta je m n ic zy c h o b o w ią z k ó w p a ń s tw o w y c h . A le k s a n d e r d e
M a r e n c h e s p r z e z b lisk o je d e n a ś c ie la t, za k a d e n c ji d w u p r e z y d e n tó w :
P o m p id o u i G isc a rd a d JE sta in g , k ie ro w a ł tajn ym i słu żb a m i fra n cu sk im i.
N a g ro d a za „ d łu g o w ie c zn o ść ” p rzy zn a n a mu n a w et p r z e z k o le g ó w z CIA
i M I 6, rek o rd n ieza leżn o ści i m ilc ze n ia , i to na sta n o w isk u ta k p o d a tn y m
na k a p rysy p o lity k i i za w o d o w e ryzyko.

Pseudonim: Portos
J e s t je g o w zro stu . D o d a jm y d o te g o szla ch etn o ść A to s a , sp o só b
b yc ia A r a m isa , o d w a g ę d A rta gn ana. C z te re j m u szk ietero w ie w je d n y m ,
u p ro szczen ie, k tó re z p e w n o ś c ią n ie sp ra w i mu p rzy k ro śc i, ja k o że ch o d zi
o ry ce rzy, w sw o im cza sie ro zp u stn ik ó w i ch ytru sów . Z p e w n o ś c ią tro ch ę
zb y t popu larn i, trochę zb y t rzu cający się w oczy... H ra b ia d e M arenches je s t
z u p o d o b a n ia i z tra d y c ji czło w ie k ie m d yskretn ym . R ó w n ież z za w o d u czy
ra c ze j z tytułu za jm o w a n eg o sta n o w isk a . J e g o o ficja ln y ży c io ry s stre szc za
się d o p ię c iu lin ijek1, i zw ię zło ść ta g o za ch w yca .

S tyczeń 1946: attache sztabu obrony narodowej (generał Juin); kwiecień 1946:
attaché sztabu obrony narodowej (generał Juin); od 6 listopada 1970: dyrektor generalny
Wydziału Dokumentacji Zagranicznej i Kontrwywiadu (Service de Documentation Extérieure
et de Contre-Espionnage: SDECE); opuścił to stanowisko 12 czerwca 1981.

7

To p r a w d ziw y p a n . B a rd zie j p a so w a ła b y d o n ieg o ep o k a feu d a ln a
i j e j kru cja ty niż R ep u b lik a ze sw y m i n iezliczo n ym i cio sa m i, n a w e t je ś li
w a rto ści zg adzają się w p rzypadku p o rzu cen ia p o lityczn ych etykiet. Z godnie
z a ry sto k ra ty czn ą tra d y c ją , w n iec o a rc h a ic zn y, n ie w o ln y o d k o k ie terii
sp o só b , zachow uje p o g a rd ę dla p ien ięd zy i złudzeń w ładzy, p o czu cie wdzięku
i hum oru, u podob a n ie d o p iękn ych k o b ie t i c zy ste j krw i koni, p o c zu c ie hon­
oru i p o tr z e b ę słu żen ia. S ystem w a rto śc i, k tó ry zg a d za się z w izją św ia ta
sp ó jn e g o a ż d o szc ze g ó łó w , a je d n a k su b te ln e g o d zię k i p o zn a n iu . T eg o
człow ieka, którego urodzenie i fo rtu n a zd a w a ły się skazyw ać na bezczynn ość
św ia to w e g o życia , p rze zn a c ze n ie czyn i p a rty za n te m , żo łn ie rzem , e m isa r­
iuszem i tajn ym a g en tem trzech lu dzi, u o sa b ia ją c yc h d la n ieg o F ra n c ję :
Juina, d e G a u lle ’a i P o m p id o u . N ie j e s t z le w ic y, a le o d rzu ca p ra w ic ę , nie
j e s t in telektu alistą an i p o lityk iem , an i św ia to w c em , a le czło w iek iem reflek­
sji i czynu. S łu żbę F ra n cji i Z a ch o d o w i ro zu m ie na s w ó j sp o só b , a j e j ra c je
stre szc za ją się d la n iego w je d n y m sło w ie : w o ln o ść. J e g o ro zm ó w ca m i są
p re zyd e n c i, k ró lo w ie i p rzy w ó d c y , którym g o d zi się u d ziela ć rad. Ś w ia t w
je g o oczach j e s t c zerw o n o -b łęk itn y : z je d n e j stro n y to ta lita ry zm , z d ru g ie j
dem okracja.
Z a n a lizy te j u czyn ił p ro fe sję .
J a k ą ? W ie lk ie g o d y s p o n e n ta r o z lic z n y c h c io s ó w R e p u b lik i,
w y w ia d u , u p ro w a d ze ń , z a b ó js tw ? G e n e ra ła a rm ii p r z e n ik a ją c e j m u ry,
p rzy w y k łe j d o d ro b n ych w y c zy n ó w i w ielkich p o m y łek , d o sta rc za ją c y c h
w ą tk ó w J oh n ow i L e C a rré? S zefa p rze d się w zię c ia n a szp ik o w a n eg o elek ­
tro n ik ą , k tó re g o a k c je w sp ó łza w o d n ic zą p o d w z g lę d e m m ę sk o śc i i e le ­
g a n cji z Jan em F lem in giem ? T a jn eg o ra m ien ia sp la m io n e g o in tryg a m i w
stylu fra n cu sk im , k tó re w ła d za p o lity c zn a ch ętn ie p o w ie r z a a g en to m o d
b ru dn ej ro b o ty ro zm iło w n ym w San A n ton io?
N a sze w y o b ra że n ie o tajn ych słu żb a ch p e łn e j e s t k om u n ałów i
in form acja ich n ie ro zp ra sza . N ie le ży w tra d y c ji an i w o b y c za ja c h p r a s y
fra n c u sk iej w zm a g a n ie d o cie k liw o śc i i śc isło śc i, k ied y ch o d zi o p e n e tra c ję
m ro k ó w w ła d zy. N a ro d o w y sc e p ty c y zm zn a jd u je tu sw ą p o ży w k ę . N ie d z i­
w ią n aw et w yjątki w rodzaju felieton u na tem at G reenpeace: w edłu g son daży
w ięk szo ść F ra n c u zó w n ie ch ce zn a ć p ra w d y ...
W d em o k ra c ji - g d zie in d zie j p ro b le m n ie istn ieje - in fo rm a cja i
w y w ia d tw o rzą z n a tu ry r ze c zy n ied o b ra n e m a łżeń stw o . A lb o te ż d ezin fo r­
m a cja i j e j sp ir a le o k ry w a ją je s z c z e b a rd zie j m g łą rze c zy w isto ść .

8

P rzy p u ść m y w ięc , że n ie w iem y nic a lb o w iem y n iew iele o o w ym
św iecie w yw ia d u , który o skrzydla n asz św iat. C h ętnie o scylu je się p o m ię d zy
ła tw o w iern o ścią a cynizm em . T ak, istn ieją lu d zie, któ rzy „ w ie d zą ” , m an ip­
u lują, spiskują w w ielk iej g r z e , w k tó re j m y je ste śm y pion kam i. N ie , istnieją
tylk o p o tr z e b u ją c y , m ito m a n i, h a n d la rz e , k tó ry ch p o c z y n a n ia w ża d n e j
m ierze nie w p ły w a ją na b ie g rze czy . N ie w ierzm y d zie n n ik a rzo m , którzy
b e le tr y zu ją , p o w ie śc io p isa rz o m , k tó rzy in form u ją, ceń m y o w ą n iew ied zę
n ie k ie d y w s tr z ą s a ją c ą n a ta r c z y w o ś c ią ś r o d k ó w p r z e k a z u , p o m im o ich
o g ra n iczeń i ka p rysó w ...
Ileż je s t jed n a k znaków zapytania, /fe o/èr, zam achów , rzą d ó w , które
u p a d a ją , /«¿/z/, k tó r z y g in ą b e z w ie ś c i, in fo r m a c ji k u p io n y c h lu b
skradzion ych ... K to p o d k ła d a b o m b y , ja k o rg a n izu je się o b ła w ę na te rro ­
r y s tó w , cz_y m ożn a u ch ron ić się p r z e d n im i? C o ro b ić , b y u w o ln ić n aszych
za kładn ików ? W ś w ie c ie , k tó re g o zło żo n o ść sp ra w p ro w o k u je n as d zień w
d zie ń , co ro b ią za te m tajn e słu żb y? K om u słu żą ? M ilcze n ie a lb o sze p ty.
M a m y p e łn e p r a w o d o n iektórych zezn ań b yłych a g e n tó w , czj p o w ie d zm y
ta k ic h , k tó rzy reg u lu ją n ieja sn e rachunki. J e ś li ch o d zi o s ze fa , p r a w d a ,
d zien n ik a rzo w i ła tw ie j zb liży ć się d o te g o z CIA n iż te g o z „P isc in e ” . W
dem o k ra cja ch o o b y c za ja c h ta k zró żn ic o w a n yc h sto su n ek s ił o b o w ią zu je.
Jedn ak zarów n o w je d n y m , ja k w dru gim p rzy p a d k u trzeb a b yć człow iekiem
n aiw n ym lub o b łu d n y m , fry ch cieć ich w y sp o w ia d a ć . S to ra zy u siło w a ła m
u ch w ycić p a n a M era n c h e sa , n akłon ić g o p r z e d k a m erą lu b p r z y m a g n eto ­
fo n ie , b y w y p o w ie d zia ł się na te m a t K o lw e z i, B o k a ssy, w y d a r z e ń na u licy
K op ern ik a , renifleu rs, G re e n p e a c e ... A b y u zysk a ć ra c ze j n a św ie tle n ie niż
p r a w d ę , b a r d z ie j su g e stię n iż p rze k o n a n ie , je d e n klu cz za m ia st c a łe g o
pęku .
A lek sa n d e r d e M a re n c h e s zg a d za się d zis ia j o p o w ia d a ć o so b ie .
O p o w ia d a ć , a le nie za w sze m ó w ić. Z a m ia st k ła m stw , k tó re n a rzu ca - ja k
to się m ó w i - ra c ja stan u, je g o p o c z u c ie h onoru w o li m ilczen ie. N iek ied y
są to w yznania, często - zd ecyd o w a n ie - odm ow a. W książce tej, nie b ęd ą c ej
an i an kietą, an i w yw ia d e m , le cz fo r m ą d ia lo g u , czyte ln ik zn a jd zie n ie ty le
od sła n ia n e w niektórych szc zeg ó ła ch tajn iki d zia ła ń dw u p re zy d e n tó w , ile
za ry s d ro g i i w izeru n ek p e w n e g o czło w ie k a . A n a liza w y d a ć się m o że c z a ­
sem k a ryk a tu ra ln a . W o b e c p r z e b y te j d r o g i tru d n o p o z o s ta ć o b o ję tn y m .

C hristine O ckrent

miałem dwadzieścia jeden lat i po­ stanowiłem przedostać się do Hiszpanii. jednak skończyła się ona fiaskiem. tu było tak samo. i wraz z trzema opłaconymi z góry baskijskimi przewodnikami za­ atakowaliśmy góry. Trzeba było więc przejść przez Pireneje. w 1941. Dowiedziałem się o tym później. Hitlerowcy i ich liczni agenci kontrolowali każdego. Nagle poczułem. Kiedy zapadła noc. wepchnięto do by­ dlęcych wagonów i wysłano do kopalni soli w Polsce. że coś mi zagraża. Nikt stamtąd nie wrócił. Ukryty pod bułkami i bagietkami w półciężarówce piekarza. ale i pachnący przyjemnie 10 . „Dobry węch”. Zrozumiałem.. Na szczęście wziąłem to pod uwagę. Większość ludzi mówi wyłącznie o własnych zasługach. w której znalazłem schronie­ nie. ile na przejściu przedtem przez strefę przygraniczną.. podją­ łem podobną próbę. kto nie pochodził z tego regionu.I PIERWSZA PRÓBA M arenches . przesiąknięty spalinami. że nie powinienem dołączać do nich. przypadek i szczęście grają wielką rolę w życiu. Największa trudność polegała wówczas nie tyle na przekroczeniu granicy i pokonaniu gór.Koniec 1942 r. chwyta się je instynktownie w ostatnim momencie. jakieś niebezpieczeństwo. Rok wcześniej.. Gdy jajko toczy się po stole. tym razem w dwudziestoosobowej grupie. ludzi schwytano. Grupa ta została zadenuncjowana. opuściłem wieś. zamknięto w obozie Val-Carlos.

czy to nie ja idę za nią. Wszędzie za mną idzie. którzy wiedli mnie po urwistych dróżkach. Przewodnicy. który nie był zawodowym alpinistą. Na szczęście świecił księżyc i gwiazdy. Ale było też w Hiszpanii wielu dzielnych ludzi. i którą posiadam do dziś. Ryzyko zatrzymania przez okupantów lub ich powier­ ników było zbyt duże. Ameryki czy Afryki.ci źli oczywiście . co naj­ mniej piętnaście lub dwadzieścia stopni mrozu. koszulę i wspaniałą. Zatrzymaliśmy się. Nie byłem odpowiednio przygotowany do przejścia przez Pirene­ je w środku zimy. w tym okropnym miejscu. To wszystko.. dotarłem do jednego z gospodarstw wioski Sainte-Engrace. Krajobraz był iście księżycowy. która służyła mi od 1939 r. Jeżeli te typy mogły uciec. że Baskowie . że nie wracają. Wyrywano im nawet złote zęby. zostawiając w samym środku gór. Postanowiłem więc natychmiast ruszyć w drogę. Gdyby znaleziono przy mnie broń. to mogły równie dobrze za­ bić mnie. by ukraść ich bagaże. albo wrócić z patrolem i psami. szli w milczeniu. Miałem wygodne buty. orien11 . . aby zdobyć nagrodę.jak powiedzieli . jak trzej przewodni­ cy wychodzą* by . otworzyłem wrota. Albo zro­ bić jedno i drugie. ładnie bym na tym wyszedł! W każdym razie w tej przygodzie broń nie zdawała się na nic.mordowali niekiedy swoich „turystów”. starą kanadyjkę. noc. młodego człowieka. Byłem sam.C zy m ia ł p a n broń ? M. Było bardzo zimno. Czasem zadaję sobie pytanie.pieczywem. W mojej pamięci ożyły opowieści o podobnym przemarszu. gdzie po czterdzietu ośmiu godzinach oczekiwania odnalazło mnie trzech przewodników. Dla wielu Hiszpanów ci. Po której stronie była Hiszpania? A po której Francja? Od szczy­ tów aż po doliny wszędzie wokół przepaście.„przejść się nieco”. Koło drugiej nad ranem dotarliśmy na wysokość pięciuset metrów.. Wyciągnięty na ławie zobaczyłem. Cisza. Wie­ działem. byli wrogami. widząc. Przewodnicy znikli. by mi pomóc przejść przez góry. Po jakimś czasie. by odpocząć. padał śnieg. którzy zamierzali przez ich kraj wrócić do An­ glii. O ckrent .Nie. Przed mymi oczyma roz­ ciągała się bezładna pustynia. podczas którego Roland zaatakowany został w wąwozie Roncevaux. gdzie stał pasterski szałas. ubranie.

Policjanci zatrzymali ją i wszyscy wdrapaliśmy się na górę. ukazały się zarośla. Spędziwszy jakiś czas w więzieniu. Krótko mówiąc ta czarująca Kubanka zlitowała się nad nieszczęśliwym. ale szans nie mia­ łem żadnych. Jest rzeczą oczywistą. Pełniąc 12 . zauważyli na mojej kurtce metkę „Saks. że trzeba iść za jej biegiem. poraniłem sobie ręce do krwi. ale w 1942 r. Stopniowo śnieg się przerzedził. Ostatecznie. Zawsze lubiłem i lubię ładne kobiety.. nie rezygnując przy tym z niezbyt miłego użycia mięśni. że w górach woda spływa ze szczytów w doliny. Ten drobiazg uratował mnie. Kusiło mnie. Fifth Ave. Wreszcie wstał dzień. którą wyprułem z sukni mojej matki. Użyła swoich wpływów. Chciałem im odpowiedzieć tym samym. Nieprzyjaciel­ skie papiery pogorszyłyby tylko mą sytuację. gdzie miejscowa policja poddała moją osobę badaniom. Spostrzegłem w do­ le rzekę płynącą wzdłuż drogi. New York”. by mnie odwieziono pod silną eskortą do Pampeluny. żonę dowódcy miejscowej policji. by zejść w dół. Przez wiele tygodni cze­ kałem na przepustkę. Często okazywały się one dla mnie błogosławieństwem. że poznałem ślicz­ ną Kubankę. Mogłem je sobie wyrobić za pośrednictwem mych amerykańskich przyjaciół na posterunku w Vichy. uwierzyli w przedstawioną prze­ ze mnie wersję. by przeprowadzić rewizję osobistą. Tak dojechaliśmy do Izaby. Zażądali dokumentów. Nieco później usłyszałem czyjeś stanowcze alto! Dwaj funkcjonariusze stra­ ży obywatelskiej. którą miała mi wydać komenda główna służby bez­ pieczeństwa za pośrednictwem ministerstwa spraw wewnętrznych. Stany Zjednoczone były już w stanie wojny z Niemcami. I wtedy szczęśliwy przypadek sprawił. Bardziej opłacało się przyjmować ciosy.tając się według księżyca. że jestem Ameryka­ ninem i że ich nie posiadam. Powiedziałem sobie. w słynnych lakierowanych czapkach. Wytłumaczyłem im. pra­ wie sponiewieranym młodym człowiekiem. w kierunku cywilizacji i ludzi. Kiedy ściągnęli ze mnie ubranie. stolicy prowincji. a ja wciąż szedłem. Wreszcie wyszedłem na drogę. osuwając się ze skały na skałę. mierzyli do mnie ze swych mauzerów typu 14-18. oddając się myślom o lepszych czasach. Pomimo mrozu i śniegu całą resztę nocy szedłem. Byłem w bardzo złej kondycji. W pewnym momencie nadjechała ciężarówka drwali. zostałem ulokowany pod po­ licyjnym nadzorem w zarekwirowanym hotelu. po wielu przesłuchaniach. małego miasteczka w prowincji Navarra..

należał w swoim czasie do składu OrientExpress lub kolei transsyberyjskiej sprzed 1917 r. Nie mogłem odmówić sobie przyjemności poinformowania go. Wykupiłem osobny przedział w staromodnym wagonie sypialnym. gdy tylko przekroczę granicę. Kiedy otrzymałem słynną przepust­ kę. w królewskich kopalniach Asturii. w korytarzu dołączył do mnie sąsiad z przedziału obok. po przekroczeniu granicy.. Nie ja jeden miałem taki pomysł. by mnie obudził kwadrans przed ukazaniem się Escorialu.w latach 1940/1941 misje zlecone mi przez wywiad między strefą oku­ powaną a strefą wolną.Oh. i to teraz. nieprawdaż? Mój miły rozmówca zauważył.How interesting! (To interesujące!) Przejść Pireneje. która miała po­ łączenie z ekspresem Paryż-Hendaye-Saint-Sebastian-Irun . Były tam nawet przeście­ radła. że prześlę im zakodowaną wiadomość. Byłem wszak dobrze wychowa­ nym młodzieńcem. . Okupowana Europa kończyła się w Hendaye. .Serdecznie mi współ­ czuł. Moja matka przysłała mi ze Stanów Zjednoczonych pewną sumę pieniędzy. Był to wysoki. . Wiedziałem. tak zwanej „ciuchci”. uprzedziłem moich madryckich przyjaciół. wzorzysty szlafrok od najlepszgo krawca. jak wymagało tego najlepsze wychowanie. Miał na sobie kaszmirowy.Madryt. Na terytorium hiszpańskim wsiadło kilka osób. a na nogach wytworne pantofle. że Anglicy mają swoje interesy w spółkach górni­ czych w północnej Hiszpanii. Nie myliłem się chyba. typowy Brytyjczyk z biały­ mi wąsami. yes! That must have been very difficult (To musiało być napraw­ dę trudne).. Rozmowa grzęzła w grzecznościach. polecono mi wsiąść do kolejki. 13 . przy takiej pogodzie. Mówił naj­ czystszym akcentem oksfordzkim. że przybyłem z okupo­ wanej Francji. na wła­ snych nogach. Był to prawdopodobnie dyrektor generalny lub członek rady nadzorczej jakiegoś wielkiego angielskiego przedsiębiorstwa. Co za zbytek! Poprosiłem ubranego w mundur czekoladowego ko­ loru i okrągłą czapkę służącego wagonu sypialnego. że po­ przedniego dnia nie widział mnie na dworcu kolejowym. .Oh! Really? (Naprawdę?) Dodałem. który . że nie było to wcale łatwe. szczupły dżentelmen o srebrnych włosach. która pozwoliła mi na zakup rzeczy podówczas tak egzotycznych jak koszula i szczoteczka do zębów.ze swymi szybami Lalique i mahoniowymi boazeriami .

amerykańskiego dziennikarza. że na pewno odwróci się i każe mnie aresztować. Ralph Forte był zachwycony dowiedziawszy się. ponieważ oprócz ubra­ nia. sze­ fa United Press w Madrycie i podałem mu hasło. Mój mózg pracował normalnie. innego nie posia­ dałem. że zatrzymałem się we „Floridzie”. ambasador Niemiec w Madrycie. Ale nie zrobił te­ go. Instynktownie odnala­ złszy w nim anglosaskie maniery. Zszedł na peron w reglanowym płaszczu z aksamitnym. Zapytał mnie. nie mogłem po­ wstrzymać się od zapytania go. ale w nogach poczułem nagle pa­ raliż. Kiedy konduktor oznajmił: „Za dziesięć minut Madryt”.It was nice talking with you. czar­ nym kołnierzem i w oblamowanym jedwabną wstążką kapeluszu Eden. Uznał je za bardzo brytyjskie. Uchodziłem za Amerykanina. Spodobała mi się nazwa jednego z nich: „Florida”. Zebrałem myśli i postanowiłem znaleźć sobie jakiś hotel.Ach. Nie mógł to być oczywiście jeden z pięciu najwytworniejszych.Nabrałem zaufania do tego dżentelmena. jedynego mojego odzienia. mój rozmówca powiedział do mnie: . a bagażowy trudził się przy jego walizach. nie zwróciłem uwa­ gi na krążących po hotelowym holu ludzi w mundurach. Wyszedłem na miasto. na drugim końcu linii rozległo się coś w rodzaju bełkotu. kim jest ten pan. Czemu nie? Podszedłem do recepcji. mówiłem sobie. że już jestem. Pójdę się ubrać). Cały jeszcze w szoku. Przejrzałem wykaz hoteli. Cuda istnieją i niekiedy dopiero po jakimś czasie znajduje się do nich klucz. które miałem na sobie. Kiedy oddalał się w towarzystwie swoich rozmówców. które składały się na moje wychowanie. bardzo sportowe.Wręczając slipingowemu złożony papierek. . jak mi to polecono zrobić. powitały go z wiel­ kim szacunkiem. czy żartuję 14 . pan nie wie? To baron von Stohrer. Jeden był właśnie wolny. I think I’ll go and dress (Miło się z panem rozmawiało. Kiedy powiedziałem mu. podczas gdy obsługujący wagon sypialny funkcjonariusz zajmował się jego bagażem. Zadzwoniłem do jednego z przyjaciół mojej rodziny. young man. ale też nie ja­ kaś klitka. młody człowieku. Ruszyłem do dzieła. opowiedziałem mu o moich przygodach. Czekały na niego dwie czy trzy osoby. byłem już ubrany. Jeśli o mnie chodzi. by poprosić o pokój.

Co za instynkt! Forte umieścił mnie w bezpiecznym miejscu. Był tam radca am­ basady Stanów Zjednoczonych. Poznał mnie i pozdrowił przyjacielskim gestem. Nic z tego nie zrozumiałem. którego skutki odczułem dopiero w godzinę później. któ­ re stoją tam jeszcze do dziś. Radca ambasady Stanów Zjednoczonych. Uniosłem się nieco z fotela. odwrócił się do mnie. Wyszliśmy z „Floridy”: on pierwszy.. Nie ruszaj się! Przyjeżdżam natychmiast. potem ja w obstawie jego ludzi. Naturalnie moi przyjaciele. tworząc jakiś koszmarny koktail. . Stephensowie. mój stary! . szef amerykańskich służb specjalnych w Hi­ szpanii.Tyś chyba zupełnie zwariował. To tam właśnie mieszkają ci panowie. w fotelach. nad którym czuwał kierowca. dyrektor agencji United Press w Madrycie .Wybrałeś sobie na kwaterę centralę Gestapo na Hiszpanię. którego wziąłem w pociągu za Anglika. Skąd dwu­ 15 . ambasador Niemiec. Do „Floridy” uda­ łem się prosto z dworca. .sobie z niego. który widywał mnie jeszcze jako dziecko. Bagażu nie miałem. Siedzieliśmy w kącie. by odpo­ wiedzieć na ten ukłon..* dnik CIA .Dlaczego? Co takiego zrobiłem? Miałem wrażenie. Zamknij drzwi na czte­ ry spusty. którzy zażądali mojego bagażu. którzy bywali u moich ro­ dziców w Normandii. Dwa dni później zor­ ganizował dla mnie u Ritza śniadanie z pułkownikiem Stephensem. ani słowa więcej. wydawszy z siebie westchnienie ulgi.zamilkli. zna­ jomym mego ojca z czasów pierwszej wojny światowej. Nie dzwoń już. Ależ skąd! Natychmiast zmienił ton i polecił mi: . Wepchnęli mnie do samochodu. Moje wrażenia pomieszały się.Aleks. Forte. Ralph przeciągnął ręką po czo­ le. weszło za nim dwóch goryli. Stephens kierował w Hiszpanii amerykań­ skim kontrwywiadem .był to OSS (Office of Strategie Services). odwrócili się i zamarli w pół słowa. poprze. Dziesięć minut później zapukał do drzwi. Drzwi otworzyły się i wszedł dżentelmen. oraz Ralph.i przygotowywał się do stworzenia siatki wywiadowczej w oku­ powanej Francji. że znam ko­ goś w Madrycie. że mnie porwano. Wypiliśmy po szklaneczce w hotelowym holu. zdziwieni.

. nieudanego spisku przeciwko Hitlerowi? . że von Stohrer. ambasador Nie­ miec w Madrycie.dziestojednoletni młodzieniec. będzie w przyszłości jednym z uczestników zorgani­ zowanego przez hrabiego von Stauffenberga w lipcu 1944 r. który przed dwoma dniami przybył do Ma­ drytu. Skąd mogłem wówczas wiedzieć. barona von Stohrera? Czy byłem nazistowskim agentem? Czy zamierzałem ich śledzić? Chociaż znali mnie od urodzenia. mieli prawo postawić sobie kilka pytań. może znać ambasadora Trzeciej Rzeszy.

którą w starym w ykazie rodów opatrzono następującym komentarzem: „Dowodem długowieczności tej rodziny oraz w łości i zamków wzniesionych przed sześcioma przeszło wiekami jest nadanie szlachcicom Raymondowi i Franciszkowi de Marenches. domowi austriac­ kiemu.. w 1186 r. datowanego w Mediolanie.. w Franche-Comté. potwierdzona także w 1628 r. 17 czerwca”.. które były już lennem ich przod­ ków w 1054 r. a po zdobyciu Franche-Comté przez Ludwika XIV. Jego brat. synom szla­ chetnego Mikołaja de Marenches. znany wśród Piemontczyków już za czasów cesarza Fryderyka Rudobrodego i uważany za szlechecki”. a moja ciotka Ganay zmarła w Ravensbrück. Henryk. w postaci lenna od króla Sycylii. na podstawie wspomnianego aktu nadania. danina krwi była niegdyś naszym „bi­ znesem”.. oficer pierwszego pułku strzelców algierskich. że „ród de Marenches jest bardzo stary. W archiwach Meranchesów znajduje się karta z 1186 r. ale jest bardzo stara. które płaciły zawsze haracz wojenny* Tak czy inaczej.GODNOŚĆ I ZOBOWIĄZANIA Marenches . Nasza rodzina do znamienitych nie należy. jak również Romanisio nabytego przez rzeczonego Mikołaja w 1167 r.. Służyliśmy książętom burgundzkim. osobiście przez cesarza Fryderyka Rudobrodego. Mój ojciec był ciężko ranny podczas pierwszej wojny światowej. . lenna obejmującego zamek i seniorię Jussan (i Bredulo). Jej korzenie można znaleźć w XIII wieku w Piemoncie. Rzeczony cesarz Fryderyk Rudobrody powierzył im to ponownie w 1186 r..Należę do jednej z tych rodzin. Francji*1 'Gollut (słynny genealog Franche-Comté) pisał w 1592 r. a po 1452 r. poległ w 1918 r. Obrona kraju to wszak działalność taka sama jak każda inna.

. złośliwych kawałów. by go powiadomić o rzeczach. skąd po­ chodzą pańscy przodkowie? Odpowiedź: . nawet na szczeblu sze­ fa państwa. o których nie chce słyszeć. a on się myli. Życie człowieka godnego tego miana powinno być . Niektóre stanowiska wymagają całkowitej niezależności.C z y w ś ró d tych p r z y w ile jó w są te ż p ie n ią d ze ? M.służąc.Panie marszałku.Szlachectwo to stan ducha. Zdarzało się. młodzieńcze.o ile to możliwe . o ile przez ułamek sekundy zręcznie się nim pokieruje . ale śmiałkowie podobają mi się. . ale pod warunkiem. sta­ je się tym samym kramarzem. Można być synem księcia czy para i synem ubogiego wieśnia­ ka z Owemii. jeśli nie podstawia się im nogi. Awanturnikom nie dowierzam. przodkiem jestem ja! Jestem zwolennikiem przywilejów. Jeden z marszałków Napoleona. Wolności pozwalającej służyć. natyka się w salonie na młode­ go b a s-b le u . O. prawdopodob­ nie dawny stajenny lub dawny podoficer. Zasługuje się na przywileje.dlaczego by nie korzystać z przywilejów? Ale trzeba za to płacić i trzeba służyć.„S łu żba” to w edług p a n a p o ję cie b ęd ą ce w yposażeniem a ry sto k ra c ji i w ynikiem p e w n e g o w ych o w a n ia ? M. Ktoś. co mu to da.o ile to możliwe . że jest się odmiennego zdania. kto przygotowując się do działania zadaje sobie pytanie. Pewna liczba rodzin oddała w ciągu wie ków ogromne usługi koronie i państwu. nie popełnia podłości . który go pyta: . Gdy rozmawiając z nim w cztery oczy. Szlachectwo to przede wszystkim bezinteresowność. czy mógłby mi pan przypomnieć.przygodą elegancką. .Pieniądze są rękojmią wolności. że każde­ go dnia zdobywa się je na podstawie zasług. Trze­ ba umieć przeciwstawić się władzy politycznej. żyjąc przyzwoicie i .Ockrent . który nie zawsze daje o sobie znać przez geny. Jeśli nie robi się przy­ jaciołom świństw. i gdy w tym decydującym momencie myśli się o swoim awansie lub zaszczytach. trzeba powiedzieć z całym należnym mu szacunkiem.W mojej rodzinie. że nie zawsze wy­ chodziło im to na dobre.dokładnie w tej 1S .

Nigdy jednak nie by­ łem w służbie czynnej. Otrzymałem wy­ chowanie w stylu Brytyjczyków. Za kilka zaledwie lat czeka ich emerytura. Taka filozofia nie jest ani wygodna.samej chwili staje się człowiek zdrajcą.C zy j e s t p a n czło w ie k ie m za m o żn ym ? M. praktykujących Understatement. we Frybur­ guNastępnie wróciłem do Roches. O O trzy m a ł p a n w y ch o w a n ie w d a w n ym stylu ? M. O. dodawał też:. ale oficerem w służbie czynnej . Mówię biegle po niemiecku. Zwiększa trudności. to nosi się go tak jak sutannę lub mundur”. To właśnie dlatego podoba mi się wojsko. później spędziłem wiele lat w Szwajcarii. Z wyjątkiem bardzo rzadkich przypadków. ani łatwa. Dwukrotnie służyłem jako ochotnik. ponieważ mieliśmy w domu F räu lein . niezadowoleni ze swej kariery w administracji. Byłem też uczniem szkoły w Roches.Jestem z natury trójjęzyczny. Większość ludzi. później by­ łem oficerem rezerwy.. trudne do pomyślenia w życiu „cywilnym”. Nie daje ci to jednak żadnych praw. przez niektórych nazywanych złośli­ wie napiwkami. Istnieje też koleżeństwo.Jeśli przypadkiem ma się herb w rodzinie. zwłaszcza w jednostkach eli­ tarnych. przekracza na ogół pięćdziesiątkę. Wziąłem się za wojaczkę mając 19 . w których mundur i sutanna coś znaczyły. Przedtem miałem niańkę Angiel­ kę lub Irlandkę. dla których skromność jest formą grzeczności i poczucia humoru. . Ponie­ waż powoływał się na czasy. ale też pomaga żyć i jest motywacją wcale nie głup­ szą od innych. Mój ojciec mawiał: „Miałeś większe szanse od innych.Miałem szczęście odziedziczyć po mojej rodzinie trochę pieniędzy. z nagroma­ dzonych zaszczytów i odznaczeń. bym mógł nauczyć się angielskiego.nigdy. które pozwoliły mi prowadzić życie całkowicie niezależne. Tam nigdy nie mówi się o pieniądzach. . . ludzie ci chcą jeszcze czegoś więcej.. „nie­ domówienia”. którzy dochodzą do wysokich stanowisk w państwie. lecz nakłada dodatkowe obowiązki”. Nawet przez jeden dzień. du­ żo podróżować i nie potrzebować żadnej stałej pensji.

Przy kawie zażyczył sobie sprawdzić. których inni na­ zywali „możnymi”. Widzieć koło siebie tych.Tak zwane „stosunki” stanowiły część życia rodzinnego. i który wyuczył się swego zawodu bezwiednie. Przypominam sobie pewne śniadanie. a napis u dołu głosił: „Zwyciężymy.. co też ja. Obecność w domu rodziców „możnych tego świata” była dla mnie zawsze czymś normalnym. Marszałek Petain. Pokazywały Saharę lub śnieżny krajobraz Grenlandii. Typowo francuskie plakaty po­ krywały mury. Nie musieliśmy wspinać się. byśmy byli zrównoważeni. sądzę o wydarzeniach. . Nasze punkty widzenia były zupełnie odmienne. że w końcu 1939 r. lu d zie u w ła d zy ? M. W tym czasie trzeba było być człowiekiem o ogólnej kulturze.. po prostu doszło się do czegoś.C z y ś r o d o w is k o . kawalerzysta niskiej rangi. tw o rzy li ró w n ie ż lu d zie w p ły w o w i. Byłem nieco zaskoczony. w k tó ry m o b r a c a ła s ię p a ń sk a r o d z in a . gdyż jesteśmy silniejsi!”. jakim wówczas byłem. było dla mnie czymś naturalnym. Nie jestem intelektualistą. często skutkiem braku rozsądku lub zawrotu głowy z powodu zachwytu nad własnymi osiągnięciami. którzy nie doszli jeszcze do niczego. przez całe życie można więc było obserwować wszelkiego rodzaju dorobkiewiczów. 20 . O. Jako dziecko skakałem po kolanach marszałka Focha.. mi­ nister finansów afiszuje się spokojnym optymizmem. Trudno było nie dostrzec ich nienagannych ru­ chów i supernowoczesnego wyposażenia... Mój pierwszy urlop. . umieli się wysło­ wić i przyzwoicie jeździć konno. W kronice filmowej pokazywano nam wówczas słynne nazistow­ skie parady wojskowe. w 1939 r. nie zapo­ minając ani na chwilę o szabli przy boku. spędziłem w naszym rodzin­ nym domu w Normandii. którego ja nie podzie­ lałem. Wymagano od nas. I służyć. był świadkiem na ślubie moich rodziców. w którym brał udział ówczesny minister finansów. Jestem rodzajem samouka. po­ trafić odpowiedzieć sobie na pytanie: „Czy można oddać jakieś usługi?”. Nosiłem wówczas błękitny mundur kawalerzysty i ostrogi. by wie­ le czytać i rozmyślać. Paul Reynaud. Patrzyłem na wszystko z wysokości końskiego grzbietu. zwycięzca spod Verdun. który miał czas na to.osiemnaście lat.

ani wtedy. . Inny plakat ukazywał dwu żoł­ nierzy podnoszących ogromny czołg. Miałem osiemnaście lat. że naziści nie będą niebezpieczni podczas zimy. że stukasy. Jak można było nie zauważyć zbrojenia się Hitlera. A zatem ich słynne czołgi nie są nic warte. armia hitlerowska wkroczyła do Wiednia. premiera. że nikt nie lubi tych. Niemcy już się nie kryli ze swymi zamiarami i przygotowaniami.J a k zd o b y ł p a n t ę ja s n o ś ć w id zen ia ? M. że postawa Francji i Wielkiej Brytanii przywodzi mi na myśl słowa hrabiny du Bar­ ry na szafocie: „Jeszcze chwila. Po co przewidywać najgorsze? Zrozumiałem wówczas.Opowiadano. Wszelkie oznaki demokracji znikły. podobnie jak pozwoliły Hitlerowi w marcu 1936 r. który położył kres wojnie z lat 1914-1918. Alianci nie drgnęli. Ale Paul Reynaud był nadal optymistą. nie są zdolne do latania na długich dystansach.. Po podpisaniu układu w Monachium angielscy deputowani. W Londynie Izba Gmin oklaskiwała Nevilla Chamberlaina: człowieka z pa­ rasolem. symbol upodlenia. Kapitulacja monachijska była dla mnie czymś odrażającym. szybko się podrą. Churchill. capstrzyków z olbrzymimi pocho­ dniami. panie kacie!”.. pozwalający hitlerowskim wojskom na zajęcie we wrześniu 1938 r. nowe niemieckie myśliw­ ce. że zagarnął całą władzę. zamordowano kanclerza Dollfussa. Francja i Anglia uznały ten zabór. a wraz z nim cała Francja. Zrozumiałem wówczas. który 21 . gdy 12 mar­ ca 1938 r. polowania na mniejszości narodowe. Niczego nie ryzykuje­ my. Osłania nas linia Maginota. mimo że był to akt sprzeczny z traktatem wersalskim. nie protestując ani słowem. gdy w lipcu 1934 r.Od trzech lat obserwowałem rozwój wydarzeń. Generał Gamelin utrzymywał.. O . labourzyści i konserwatyści zrobili Chamberlainowi sta n d in g o va tio n .. na remilitaryzację Nadrenii. Ośmieliłem się powiedzieć Paulowi Reynaudowi. Hitler podpisał dekret: „Od tej chwili przejmuję bezpośrednio i osobiście dowództwo nad całością sił zbrojnych”. . któ­ rzy przynoszą złe nowiny. który razem z Eduardem Daladierem podpisał z Hitlerem układ. później do Czecho­ słowacji. Nabraliśmy zwyczaju płaszczenia się przed Hitlerem ze stra­ chu. Czechosłowacji. Znaleźliśmy się na łasce szaleńca. zwłaszcza na Żydów? 4 lu­ tego 1938 r. Ich mundury są z papieru.

Charles de Gaulle poprosił o wcielenie do 33 pułku piechoty w Arras. ojciec został ponownie ran­ ny. Odnajdzie swego syna kilka lat później w Arras.A p a ń sk i o jc ie c ? M. wysokim i silnym. przeszedł na piechotę gra­ nicę belgijską.Miałem wtedy jedenaście lat. Był zastępcą „szefa”. . u boku marszałka Juina. Henri de Gaul­ le. nagle podniósł się i powiedział: . Charles de Marenches.. a liczący w czasie pokoju cztery tysiące ludzi. Zemdlony.nie wstał ód razu. Generał de Gaulle i mój ojciec znaleźli się ponownie razem podczas bitwy pod Barry-au-Bac w 1916 r. nazywany „osłonowym”. We wrześniu 1912 r.Ponieważ z powodu odniesionych ran nie mógł już wal­ czyć. Był wyjątkowo kulturalny i skromny. Obciążenie piechura wraz z bronią. doznałem swego ro­ dzaju ojcowskiej miłości. wybraliście hańbę. amunicją i całym ryn­ sztunkiem wynosiło wówczas ponad dwadzieścia kilogramów.P a ń sk i o jc ie c n ie b y ł ju ż św ia d k iem tych w y d a rze ń . ale woj­ ny i tak nie unikniecie! O. mianowany został adiutantem generała Pershinga.Mając do wyboru hańbę albo wojnę. był człowie­ kiem niezwykłym. pozostał w obo­ zie jenieckim aż do grudnia 1918 r. . Jego śmierć była dla mnie czymś okropnym.. . Jego wychowawcą był ojciec generała de Gaulle’a. . O . a de Gaulle otrzymał pchnięcie bagnetem. któremu w 1917 22 . kied y b y ł p a n d zieck iem ? M.. Z m a rł .. Później. 15 sierpnia mój ojciec padł na ziemię bardzo ciężko ranny. dostał się do nie­ woli. 14 sierpnia mój ojciec i porucznik de Gaulle zostali po raz pierw­ szy zaatakowani przez Niemców z cytadeli Dinant. pułk ten. Mój ojciec. bardzo urodziwym. Mimo pięciokrotnie podejmowanych prób ucieczki. ukończywszy szkołę w Saint-Cyr jako trzeci . Kiedy wybuchła wielka wojna.Alfons Juin był prymu­ sem . Otrzymał jeden z pierwszych Orde­ rów Legii Honorowej w wielkiej wojnie. którym dowodził pułkownik Petain. prefekt studiów w gimnazjum Immaculee-Conception przy ulicy Vaugirard.

Podczas śniadania wydanego przez generała Juina pod koniec wojny generał Patton.Chciałbym też wznieść toast dla uczczenia pamięci ojca Aleksan­ dra.C zy p a ń sk ie a n g lo sa sk ie kon eksje są je s z c z e b liż sze ze s tr o ­ ny p a n a m atki? M. .. a nie upokarzających wydarzeń z 1940 r. Gałąź francuską zgromadzenia tworzą członkowie dziedziczni. w randze kapitana w 1917 r. powierzono dowództwo amerykańskich sił zbrojnych na froncie fran­ cuskim. Prezydent Truman. Ci ludzie ryzykowali życie w nieludzkich warunkach. A Juin dodał: . ponieważ byłem synem ich towarzysza broni. człowieka.. te sprawy już znałem! O. który walczył w Szampanii i w Argonny. Kongregacja Cincinnatusa założona przez Washing­ tona. Ame­ rykańscy dowódcy w II wojnie światowej zachowali żywe wspomnienia z lat 1917-1918. Pociągnął za sobą swoich ochotników ze strony Focha. Jest kilku członków wybranych na podstawie zasług osobistych. Pershing wywierał nadzwyczajny wpływ na swoich „chłopców”. Łączyły ich więzi. liczy trzysta siedemdziesiąt osób. były kapitan artylerii. jak pewnego dnia jego koń padł od wybuchu granatu pod Saint-Die i przygniótł go sobą. który wtajemniczył mnie w arkana wojny. Jestem jednym z nich.. po wygłoszeniu toastu na cześć Juina. . „Chłopcy” Pershinga zostali trzydzieści lat później. bliski przyjaciel mojego ojca. To właśnie dlatego stowarzyszenie Cincinnati mianowało mnie swym ho­ norowym członkiem.r. odwrócił się do mnie i powiedział: .Och. kierującego wojskiem w odwrocie i naro­ dem rozbitym w ciągu trzech tygodni. George Marshall.1 kobiet! Patton odpowiedział: . wybitnymi dowódcami II wojny światowej. MacArthur. kiedy to najwyższe dowództwo po­ zostawało w rękach syfilityka. na ogół ludzie starsi. Byli tam także Bradley. opowiadał mi osobiście. Dla nich Francja wciąż była symbolem bohaterstwa.Moja matka była Amerykanką francuskiego pochodzenia i 23 . po stronie amerykańskiej. Nazywali się oni: Patton. które błogosławiłem..

by mi oznajmić. że za chwilę przyjdzie matka powiedzieć mi „dobranoc”. Po ogłoszeniu edyktu nantejskiego jej rodzina wyemigrowała na Santo Domingo. a później. W mojej rodzinie całowano się niewiele. w którym szykuję się do snu. kiedy wybuchł tam bunt Toussainta Louverture’a. . jakie za­ chowałem z dzieciństwa o matce? Guwernantka lub pokojówka wchodzi do pokoju. do Stanów Zjednoczonych. Zjawia się niezwykle piękna dama. wyspę zwaną wówczas Hispaniola. Matka jedzie na proszony obiad. Kierowca uruchamia silnik. Pochyla się nade mną i mówi: -P a ! Chwilę później słychać trzaśnięcie zamykanych przez portiera drzwi. Wspomnienie. w XVIII wieku.hugenotką. na szyi ma trzy sznury pereł.

nikt nie chciał spojrzeć rzeczywistości prosto w oczy. wadliwej organiza­ cji i intryg politycznych. kiedy stało się jasne jak słońce. Fran­ cja uciekała aż do Pirenejów. Fran­ cuzi. I marszałek Petain podpisał zawieszenie broni. ze zagrożony jest cały świat. Widziałem drogi zatłoczone przez niezliczonych uchodźców w dziwacznych pojazdach na ogół z epoki zaprzęgów konnych. Zamieszanie trwało trzy tygodnie. Z braku przygotowania. z szablami i muszkie­ tami nie z tego wieku (model 1892. zmodernizowany w 1916) nie by­ liśmy zbyt dobrze wyposażeni.3 września 1939 r. Rodzi się pytanie. Świętym Mi­ kołajem była dla mnie Francja. Wypowiedzenie wojny wywołało w nas efekt podobny do roz­ pętania się burzy. na koniach. Wojsko francuskie wraz ze swymi oficerami pierzchło co sił w nogach. dlaczego? Bardzo dotknęły mnie wyda­ rzenia 1940 r. by stawić czoło Wehrmachtowi. To właśnie dlatego w wieku osiemnastu zaledwie lat zaangażowałem się w wojnę. Nie było to już wojsko. w wyniku głupoty. na któ­ re powoływał się mój ojciec. ludzie cią25 . Oczywiście.III DZIWNA WOJNA M arenches . byli przekonani. ponieważ wierzyłem w Świętego Mikołaja.. miałem u siebie w Normandii sianokosy. że są niezwyciężeni. wyzwalając nagromadzone od wielu lat napięcie. na skutek zaślepienia swoich przywódców.

c zy w e F ra n cji? M. To proste. Dom zastałem splądrowany. aż do listopada 1942 r. Dla wielu ludzi marszałek Pétain. szarych płaszczach. trzeba przyznać. Część kadry oficerskiej uciekła.. Miałem podpisany angaż na okres ca­ łej wojny. Za­ cząłem od doprowadzenia do porządku gospodarstwa. zosta­ wiając swe oddziały na łasce losu. zwycięzca spod Verdun . jak zwykle. czy wrócić do siebie do Normandii. nie mówiło się o niczym innym jak tylko o apelu gene­ rała de Gaulle’a. by zająć się naszą posia­ dłością. Niektóre jednak jednostki kawalerii.Wielu sądziło wówczas. Wojna trwała nadal i nadal trzeba było brać w niej udział. dzięki cze­ mu nie zostałem wzięty do niewoli. jed­ nostki piechoty oraz Legia Afrykańska zachowały się. mężczyźni. wszyscy chodzili jak błędni. a najwyższe do­ wództwo.? W r z e ­ c z y w isto śc i ta k n iew ielu lu d zi g o sły sza ło ? M. żołnierze w swych długich.. . że decyzja Petaina zapobiegła przecież oku­ pacji. do któ­ rych należałem. boha­ tersko.W niewielkiej grupie ludzi poniżej dwudziestu lat. Posługując się 26 . Ale większa część wojska uciekła przed Niemcami. . kobiety. Jest lato 1940 r. Wyszedłem ze szpitala wojskowego w Rambouillet i byłem na przepustce rekonwalescenta w Saint-Jean-de Luz. czy wsiąść na polski statek odpływający do Anglii. O ckrent . tak zwanej strefy wolnej. O . i wielu sądzi tak nadal.A l e g d zie ? W A n g lii z d e G a u lle 'e m . Skądinąd. Awangardy niemieckie były bardzo ruchliwe. patrząc na te sprawy bez emocji. Byli wspaniale wyposażeni i mieli niezwykle silną motywację. że rola marszałka Petaina polegała w gruncie rzeczy na przejęciu części odpo­ wiedzialności za wydarzenia i być może na posłużeniu za piorunochron dla wydarzeń. . na motocyklach marki ziindap.C zy sły sza ł p a n a p e l z 1 8 c ze rw c a 1 9 4 0 r. Liczny personel. które niebawem miały nastąpić. Wahałem się wówczas.gnçli z różnych krajów Europy. dzieci.podobnie zresztą myślało wielu Niemców . jeśli nie salwowało się ucieczką.to jedyny godny uwielbienia Francuz. to oddawało się w niewolę. wywoływali duże wra­ żenie. nie zapominajmy o tym. którą nikt już się nie opiekował.

albo zimowe obuwie. O .Nie miałem z nimi żadnych kontaktów.Nie proszę. ale musiałem uciekać się do wymiany. Nigdy nie trudniłem się handlem na czarnym rynku. pastwiskami oraz gospodarstwem rolnym i hodowlanym. zatrzymali się w końcu i wrócili do domu. zabierając całe swe impedimenta. Miałem ponad 400 hektarów razem z lasami. Nie było telefonu ani elektryczności. dokąd się udać. by panowie usiedli. nie wiedząc. jak sądzę. O. mój rządca. gdy przychodziło mieć do czynienia z członka­ mi partii lub z Gestapo. Po kilku dniach.A ja k tra k to w a li w a s N iem cy oku p u ją cy ten teren ? M. które były rzadkością. Dopóki chodziło o Wehrmacht. znali jeszcze mojego ojca. i nieraz bardzo źle się kończyło. bym usiadł. wyjechali na dro­ gi. porwani bezładną fa­ lą różnego rodzaju uchodźców. z wyjątkiem mo­ mentu rekwizycji koni. Władałem bie­ gle ich językiem i kiedy zdarzało się. to znaczy o niemieckich wojsko­ wych. licząc z grubsza. dlaczego tak szybko wszystko w kraju runęło w gruzy. że ośmielę się tak powiedzieć. gdyż było to sprzeczne z moją etyką. . I tam właśnie rozgrywały się historie związane z tym.P a n w c ią ż nie b y ł zd e m o b ilizo w a n y? M. że jacyś Niemcy przypadkowo zna­ leźli się w moim domu. by zdo­ być na przykład opony do roweru.W tym celu trzeba było udać się do strefy wolnej. stykaliśmy się z ludźmi zdyscyplinowanymi. . . Nie mogli pojąć. nie prosiliby mnie. . mówiłem im zawsze: . panowie również. wyprzedze­ ni przez niemieckie oddziały. kiedy to reprezentowałem gminę. Mogło natomiast skończyć się źle. Mu­ siałem sam zdobywać wszystko co niezbędne dla ludzi pracujących wraz ze mną. sto dwadzieścia sztuk bydła rogatego.wielkimi wozami gospodarskimi zaprzężonymi w konie. ponieważ gdybyśmy znaleźli się w sytuacji odwrotnej. Było tam. co nazywa się ruchem 27 . Ludzie w tak wielkiej posiadłości od czasów przedwojennych żyli poniekąd w zamkniętym kręgu. Niektórzy z nich. ludźmi porządnymi. na przykład pan Burel. co przysparzało nam wielu kłopotów.

która funkcjonowała aż do momentu. między innymi admirała Lea­ hy’ego. W ciągu dwudziestu czterech godzin zrobiono jej zdjęcia. Obserwowaliśmy więc. przy ulicy Verdiego. Wysiada z niego dwu ludzi . coś w rodzaju łamigłówki. w którym pisała: „Drogi Aleksandrze! Czy byłbyś tak miły i posta­ rał się. To właśnie wtedy zacząłem rozumieć. Kiedy po woj­ 28 . .raczej budzących niepokój . ciotka przysłała mi ze Stanów Zjednoczonych list. którą bardzo lubiła i która została w Paryżu.na przykład od 1941 r. wyjechała do Stanów Zjednoczonych do swojej siostry. że walkę trzeba prowadzią dalej w strefie oku­ powanej. którzy . zwłaszcza w Evreux i Sa­ int-Andre-de 1’Eure. że człowiek waha się. W Pa­ ryżu. Ona również była osobą niezwykłą. ale na próżno.zabrali się za budowanie lotnisk. Określenie tak skompromitowane. Cecylię. . Pewnego pięknego dnia przed dom mojej matki przy ulicy Webera zajeżdża wspaniałe auto z niemieckim proporczykiem. kiedy przekroczyłem Pire­ neje. niosąc dokumenty i plany. . co robią Niemcy. gdy przy­ chodzi mu go użyć. panuje taka bieda”. sporządzaliśmy szkice. dyrektora agencji United Press.dość sportowych. paszport i wsadzono do pociągu jadącego do Lizbony. Niektórzy z moich przyjaciół i ja zawsze .oporu. Ausweis. Jeżdżąc tam.C zy p a ń sk a m atka b y ła w ó w c za s p r z y p a n u ? M. Pod koniec 1941 r. Tam wsiadła na statek odpływający do Stanów Zjednoczonych. Znałem tam kilku Amerykanów w ambasadzie. oraz Ralpha Heinsena. gdzie.Kiedy wybuchła wojna. jak mi się wydaje. Czyniłem różne starania w tym kierunku w strefie okupowanej. ciotki Ethel. że wywiad to tysiące drobnych wska­ zówek. niekiedy tro­ chę ryzykownych . by przekroczyć piechotą trzydziestokilometrową linię demarkacyjną. by umieścić w nim swego rollsa i swego kie­ rowcę.i pytają o Cecylię. które trzeba było następnie przekazać aliantom do Vichy. kupiła pałacyk (obecnie jest tam duża nieru­ chomość) wyłącznie po to.od 1940 r. O. żeby Cecylia mogła przyjechać do mnie do Ameryki? Będzie tu jej lepiej niż w Europie.pomiędzy l’Eure a Vichy i w ten sposób ustaliłem łączność. W większości przypadków chodziło o to.byliśmy przekonani. który zostanie później szefem sztabu prezydenta Roosevelta w Białym Domu. konno albo bryczką. . W ten sposób odbyłem pewną liczbę podróży . Miała pokojówkę. wydano przepu­ stkę.

nie spotkałem się z ciotką Ethel w Ameryce. Przewidując podobny bieg wypadków. gdy podniósłszy się z łóżka podchodzi do okna głównej sali zamku. który zakwaterował się w zamku. nie znalazł już ani butelki. ame­ rykańskiego sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. w dniu swego przyjazdu. które w nocy odkleiły się od butelek.Zainstalowali się w nim na jakiś czas.. powiedziała do mnie: Wiedziałam. Na­ tychmiast kazał opróżnić staw. Nie mieszkałem w zamku. ponieważ wiadomo było. i tak w ciągu trzech dni wszystko zostało załatwione. pływa po powierzchni: chateau-margaux. urządziłem sobie na wsi 29 . . było wręcz niezwykłe. Zaskoczenie generała niemieckiego.. ale twoja bezradność w sprawie Ce­ cylii była wręcz niemożliwa! Musiałam więc interweniować sama. chablis. Wojna 1914 r. że moja pokojówka Cecylia nie może do mnie przyjechać”. Kiedy biedny właściciel zamku wrócił po czterech latach. Skontaktował się natychmiast z Ribbentropem. O. nazajutrz zaś.Po prostu: poszłam do mego przyjaciela Cordella Hulla. niemieckim ministrem spraw zagranicznych w Berlinie. że sztaby i wojska okupacyjne na ogół uwielbiają zamki. który mieszkał w zamku o tej samej nazwie. podzi­ wia wspaniały błękitno-zielony staw. Powiedział sobie: „Sztab nieprzyjaciela zainstaluje się u mnie. Kiedy wrócimy po dwóch tygodniach.C zy p a ń sk i za m e k w N o rm a n d ii nie zo sta ł za re k w iro w a n y p r z e z N iem có w ? M. to skandal. mar­ kiza d ’Havrincourt. romanee-conti. . w Hayrincourt na północy. była podobno pełna entuzjazmu i we­ sołości. Żołnierze odjeżdżający z paryskiego Gare de 1’Est wołali: „Na Berlin!”. . że staw stał się zupełnie biały: tysiące etykietek. opróżnimy zatem piwnicę i ukryje­ my wszystkie butelki w stawie. a Niemcy ze swej strony śpiewali: „Nach Paris!” Havrincourt miał słynną piwnicę. wszystko będzie w porządku”. ciociu? .Jak to zrobiłaś. że nie jesteś zbyt obrotny. Nie było to wcale takie trudne. jak to często bywa na północy. Wieczorem. Przypominam sobie historię dalekiego kuzyna mojego ojca. i powiedziałam mu: „Mój drogi Cordellu. stwierdza.

Wie pan. że opowiem jej jeszcze inną historię. Porozmawialiśmy trochę o koniach i kawalerii. że panu o tym mówię . Pozwoli pani. do komendantury departamen­ tu. ale ponieważ jestem ofice­ rem rezerwy i człowiekiem już nie młodym.i to był ostatni cud .lub co innego? Będzie to tym śmieszniejsze.Wie pani. Tam jednak nie weszli. Odjechałem zadowolony. często Francuzi są największymi wrogami Fran­ cuzów.zrezygnowali z rewizji drugiego domu. którego dobrze znam. Stwierdziliśmy. Po pewnej chwili poprosił mnie. . Zobaczyłem powiązane w setki sterty listów. Od razu spostrzegłem. Zmęczeni całodziennym bezużytecznym poszukiwaniem . ale pełen goryczy. że służymy w tej samej broni. rozstrzelają mnie za broń nie moją . o co go posądzają.Niech pan zobaczy .T o są anonimowe listy. Otworzył ją. Jeden z rol­ ników naszej wsi został aresztowany za jakiś drobiazg i osadzony w wię­ zieniu w Evreux. 32 . wziął klucz.wzbudza­ ją we mnie anonimowe listy przesyłane do nas przez pańskich rodaków.on. że choćbym przysięgał. Zatrzymano pana Legendre’a. Największą odrazę . nie wysłano mnie do Rosji.zwierzył mi się: .Przychodzę do pana. że jest kawalerzystą . iż to nie ja go tam schowałem. wykonuję przykrą pracę.. gdzie mieszkam”. Nie mam po­ jęcia. Przedstawiłem się mu w jego języku i powiedziałem: .podczas gdy powinni ukarać mnie za tę. .dodał.. . stary oficer .proszę wybaczyć. Za je­ go biurkiem stała pancerna szafa. Po czym wstał. puł­ kownika von Knoppa. Po długim oczekiwaniu zostałem przyjęty przez mężczyznę w starszym wieku. Co pan o tym sądzi? Pan Legendre został zwolniony. O. że chcę widzieć się z komendantem. Pojechałem do Evreux. Nie były to przyjemne słowa.nosił żółte naszyw ki-i oficerem rezerwy odznaczonym w czasie wojny 1914 r.A w ię c zo sta ł p a n za d en u n cjo w a n y? M. bym usiadł i wtedy . i powiedziałem. ponieważ dopuszczono się niesprawiedli­ wości. która należy do mnie. a która znajduje się w pawilonie parkowym. Powiedział: .

Muszę powiedzieć. największą dla mnie niespodzianką był fakt. który został prawą ręką generała de Gaulle^. ... że kiedy pod koniec wojny wróciłem do Francji przy boku generała Juina. że stanąłem wobec czter­ dziestu dwu milionów członków ruchu oporu.

C h cia ł p a n n a d a l w a lczy ć.. ponadto zaś rozmaici ludzie udający się beztrosko do apartamentów hotelu „Waldorf Astoria” w Nowym Yorku.W edług p a n a p o m ię d zy d e G a u lle em a P eta in e m . M.Ależ to bardzo proste: w Anglii nie brało się czynnego udziału w wojnie.. le cz d o A fryki p ó łn o cn ej? M.IV SZEF O ckrent . Walczyło się w Afryce. g d zie F ra n cu zi d zie lą się na ry w a lizu ją c e ze so b ą ko terie. Są sierżanci we­ rbujący do Afryki północnej. co się wydarzy. . m ia ł p a n d w a d zie śc ia je d e n lat.W moich wspomnieniach z dzieciństwa żyje pułkownik 34 . Marenches . są tacy.Koterie sierżantów werbowników. którzy werbują do Anglii. .W 1942 r. O. U d a ło się pa n u p r z e jś ć p r z e z P ire n e je i o to w id zim y p a n a w M a d ry c ie . by przeczekać to. .D la c z e g o w M a d ry c ie z d e c y d o w a ł się p a n je c h a ć n ie d o L on dyn u . .zn a ł p a n je d n e g o i d ru g ieg o d zięk i stosunkom rodzinn ym —n a leża ło je d n a k d o ­ kon ać w yboru . O.

a zwłaszcza porucznik de Gaulle. podjęto walkę z ludźmi. Mam go przed oczy­ ma jeszcze dziś. jak panoszy się ta galijska przy­ wara. Ludzie w mundurach i cywile— niektórzy z nich pracowali prawdopodobnie dla Gestapo . zapro­ ponował mi. którzy zna­ leźli się u nas bez zaproszenia. 35 . jakiego zobaczyłem. Doznałem wówczas po raz ostatni uczucia niepokoju. ci z kolei podstawiają nogę Sekwańczykom. które Churchill określał jako the fin e s t hours. prze­ żyłem jedną z owych chwil. Miałem ochotę wysko­ czyć z samochodu i ucałować go. Był to pierwszy człowiek z wolnego świata. w białym kasku typu kolonialnego. Brytyjczyk. tego nienagannego. że Galia cierpi na koterie i podzia­ ły: Aryeńczycy walczą z Eduanami. Problem polega na tym. de Gaulle wal­ czył nadal.C zy j e s t p a n p rze c iw n ik ie m P e ta in a ? C zy o k re ślen ie „ a n ty p e ta in is ta ” m a d la p a n a ja k ie ś zn a czen ie? M. O. Jeszcze dziś można zauważyć. Przybywszy tam. Wreszcie pozwolono nam odjechać. druga krata zamykała mu drogę z przodu.poddali nas bezpośredniej kontroli. Zawsze będę pamiętał ten widok. miałem na myśli tylko jedno: walczyć. Wolny świat ukazał nam się na pierwszych metrach mierzei pod postacią munduru żołnierza Mary­ narki Królewskiej. dyplomata. brytyjskiego żołnierza. opuścić świat bardziej lub mniej neutralny dla świata wolnego. co nie jest właściwym sposobem zachowa­ nia się. tego człowieka. pozwalając igrać słońcu na pochwie szabli i wypucowanych do glansu butach. Chodził tam i z powrotem. Spraw­ dzili nasze dokumenty. jeszcze w* szoku wywołanym ostatnimi przygoda­ mi. . Rzuciłem mój los do stóp'wolnej Francji. z enfieldem na ra­ mieniu. Dla mnie nie jest to sprawa francuskiej polityki wewnętrznej. . Pétain poddał się. że w 1939 r. W Madrycie. chwilę szczególną. że będzie mi towarzyszył do Gibraltaru..Pétain. Nasz samochód zatrzymał się przed posterun­ kiem kontrolnym: zapadła za nim krata. Pewien znajomy. Od przekroczenia granicy i mojego nowego wcie­ lenia uchodziłem za Amerykanina. Już w Madrycie uświadomiłem sobie.Młody wojskowy nie stawiał sobie wówczas takich pytań. Pomiędzy wioską graniczną a Skałą Gibraltarską było coś w rodzaju mierzei..

Wśród nich generał Giraud ze swoim hasłem: „Jedyny cel to zwycięsstwo!”. Ale wojny ani śladu.którzy należeli ogólnie rzecz biorąc do dwu kategorii: gaullistów bądź ludzi Vichy albo byłych ludzi Vichy. ale szył mundur tylko pod warunkiem. a następnie skorzy­ stałem z DC 3.Jeśli tak to wygląda. bardzo piękne. Moim rodzimym przydziałem by­ ła kawaleria. to lepiej już siadać na koń. którym się to udało.Pozostałem dwa czy trzy dni w Gibraltarze. W najelegant­ szej restauracji Algieru... by pozwolono mi wrócić do Al­ gierii. był za to czarny rynek. ponieważ mówiło się o możliwości lądowania na Półwyspie Ape­ nińskim. Doznałem strasznego szoku. Pogoda była znakomita. wysoko kwalifikowani żołnierze. Ge­ nerał Hennet de Goutelle przyjął mnie bardzo grzecznie. stojącego na granicy hiszpańskiego Rifu. jaką zauważyłem na dziedzińcu kwatery. zgłosiłem się więc do kawalerii północnoafrykańskiej. I zgłosiłem się do 2 pułku algierskich spahistów. powietrze cudnie pachniało.w Afryce północnej i w imperium kolonialnym nie produkowano szklanek . nie brakło pięknych kobiet. czego potrze­ ba do szczęścia. Algier to wspaniały kosz pełen krabów. młody człowieku? . który leciał do Algieru. w Tlemcen. Niewątpliwie. niezwy­ kle barwne. jest się bohaterem dnia. Pierwszą rzeczą. był karabin maszynowy z 1916 r.piastujący wysokie sta­ nowiska lub ubiegający się o nie . Generał zapytał mnie: . Życie stanowi tam niepraw­ dopodobną mieszankę przyjemności i krańcowej nędzy.lecz ze „spodków” odpiłowanych butelek. „Le Paris”. 36 . panie generale? . W Afryce północnej nie było ani jednej fabryki nici i guzików. Powiedziałem sobie:. Krawiec wojskowy miał jeszcze mate­ riał..”.Dokąd chciałby się pan udać. było wówczas niewielu.Niech się pan przejdzie do 5 pułku strzelców afrykańskich. Wyjątkowe skrzyżowanie pompatyczności francuskiej z hollywoodzkim filmem. Po kilku miesiącach poprosiłem. jednym słowem wszystko. były ko­ nie. Był to pułk w stylu drugiego cesarstwa: żelazna dyscy­ plina. Takich. kie­ dy przybywa się z okupowanej Francji i z hiszpańskiego więzienia. Byli zwłaszcza politycy .. że dostarczy się mu nici i gu­ zików. piło się nie ze szklanek . Ze względu na przypisywaną mi przez niektórych znajomość pewnych spraw odesłano mnie do drugiego wydziału w Algierze.A co pan mi proponuje.

których nazywamy obecnie p ie d s-n o ir . Południowi Afrykanie. który walczy. Całe imperium brytyjskie i Amerykanie. Co pan proponuje? Juin na to: 37 . . Na ulicach panował niebywały ruch.Juin był człowiekiem dobrze znanym w sferach wojskowych od czasów wojny 1914 r. ale wszyscy żarli się między so­ bą.rasę dopiero kształtującą się. . pod­ czas sprawy algierskiej. inteligentne. kręcili się tu ludzie w mundurach z całego świata. Juin był człowiekiem. podczas gdy Juin był ranny pierwszy raz w Rifw 1912 r.. jak kształtuje się na naszych oczach rasa kalifornijska. Prowadził on walkę w sposób zupełnie wyjąt­ kowy.Mój generale. że w kilkadziesiąt lat później. że mobilizowano wówczas p ie d s-n o irs .pod rozkaza­ mi Rommla. mniej wię­ cej tak. Spotkali się na kilka dni przed Bożym Narodzeniem. Australijczycy. Zabawną rzeczą było przypominanie o tym generałom amerykań­ skim. ludzi pełnych temperamentu.. niebawem Boże Narodzenie. Nowo­ zelandczycy.. Wezwano przedstawicieli wszystkich klas. Była to jedna z przyczyn faktu. Robiło to na nich za każ­ dym razem duże wrażenie. Wtedy mobilizowano ich na wojnę w Tunisie pod dowództwem generała Juina. że mo­ glibyśmy ofiarować sobie jakieś niewielkie prezenty. błyskotliwe.. Uważam. a następnie von Thomasa. wielu z nich miało trudności ze zrozumieniem te­ go. Kanadyjczycy. C zy w te d y p a n g o je s z c z e nie sp o tk a ł? C zy b y ł on ju ż w ó w c za s le g e n d ą w św ie c ie w o jsk o w ym ? M. Juin współpracował zwłaszcza z dowódcą armii angielskiej sir Johnem Andersonem. Mijało się Algierczyków (zwłaszcza Algierki. kiedy Korpus Afrykański cofał się—zresztą cudownie . od młodzieży aż po ludzi w starszym wieku. politykiem nigdy nie był.Wszystko to odbywało się we francuskim stylu: było sympatycz­ ne. cudowne!) i tych. zabawne. Ta armia biła się wraz z pierwszą armią angiel­ ską. Port algierski był zatłoczony dziesiątkami okrętów czekających na wy­ ładowanie. którzy nie uczynili dotychczas ani kroku na polu bitwy. jak w 1916 r. Trzeba pa­ miętać. ludzi z południa . O. Ponadto zaś byli alianci.Juin. Sir John po­ wiada: . Do­ wodził armią tunezyjską. co im się przydarza.

Tego samego wie­ czoru. ponieważ chronią go instalacje elektroniczne do kontrolo­ wania przepływów łodzi podwodnych przez cieśninę. Była tam pewna liczba biesiadników.Oczywiście. kiedy składałem mój bilet wizytowy w pałacu gubernatora. zbliża się dwu lub trzech mężczyzn. Nagle roz­ lega się komenda: . nie można niczego dać poznać po sobie. . Wciąż się nie ruszamy.Niech pan posłucha. zosta­ łem zaproszony na obiad przez sir Johna Andersona. to pojazdy. który został guber­ natorem Gibraltaru..mówi Anglik. . Skądinąd tylko jeden samochód minął się z tym konwojem: był to prezent Juina dla sir Johna. musimy maszerować na piechotę. Gu­ bernator podnosi głowę (mimo wszystko spoglądamy. W kilka lat później przejeżdżałem przez Gibraltar. z których sir John zrobił prezent dla armii francuskiej. czego mi brakuje najbardziej. obecnie jednak niezwykle nowoczesny. na której króluje dostojny klucz. wśród nich jed­ na z owych niewzruszonych dam. cokolwiek by się działo.Sir John. by się odwrócić: jesteśmy przecież u Brytyjczyków. W wigilię Bożego Narodzenia podąża drogą kilka pojazdów an­ gielskich. Nie ma mowy o tym.. ów zadziwia­ jący skalisty półwysep jakby nie z tego wieku. nie można się od te­ go powstrzymać) i w tej samej chwili pojawia się wspaniały. Posłać kucharza Brytyj­ czykowi po śniadaniu spożytym w głównej kwaterze! Kucharz ten nigdy nie rozstanie się z generałem sir Johnem. wąsaty podo­ ficer w towarzystwie dwóch uzbrojonych żołnierzy: niesie aksamitną poduszkę. traci się szalenie dużo czasu. świetna myśl . Zamknięto fortecę Jej 38 . Juin ciągnie dalej: .oznajmia głośno i kładzie klucz na stole. Rozmowa toczy się podczas posiłku w głównej kwaterze brytyj­ skiej. pro­ ponuję.kucharz! Jedną ze wspaniałych cech charakteru Juina było poczucie humoru. zważywszy na wydarzenia. abyśmy ofiarowali sobie jakieś prezenty pożyteczne. sir John.3aczność!” Zatrzymują się. maszerując na sposób brytyjski.The k eys o f H e r M a je sty ’s fo rtre ss! (Klucze fortecy Jej Wyso­ kości!) . to. których suknie przypominały firanki w moim pokoju w Normandii. Pod koniec obiadu w korytarzu prowadzącym do sali jadalnej rozlega się odgłos podkutych butów uderzających o podło­ gę. Oprócz kierowcy był w tym samochodzie jeszcze ktoś: ponie­ waż trzeba dawać prezenty użyteczne ..

Nie zrozumiał dokładnie.Wydaje mi się. panie konsulu. Jego Ekscelencja czuł się w obowiązku zaprosić na ten obiad wicekonsula Francji. Trzymał w ręku list swoich algierskich przyjaciół. że wiem. Wszyscy w głę­ bi duszy są poruszeni. Od razu można było zauwa­ żyć.Czy ma pan dużo ludzi pod swoją opieką? . szczęśliwy i jednocześnie ogromnie wzruszony.Jeśli chodzi o sam Gibraltar . że otrzymałem przydział do włoskie­ go korpusu ekspedycyjnego. O . najwybitniejszym dowódcą fran­ cuskim. że jego prawe ramię zdradza pewną anomalię. Podoficer robi przepisowy półobrót i odchodzi.. generał Juin pragnie pana widzieć.. Miał na sobie letni mundur. bohaterem I wojny światowej. . Nie opowiedziałem mu historii o wy­ mianie prezentów na Boże Narodzenie w Tunisie. Był to urodzi­ wy mężczyzna. którzy go dobrze znali.Panie konsulu. nie. o kim pan mówi. któ­ ry mu Wcześniej przekazałem. Wyszykowałem się na sto dwa i o wyznaczonej godzinie poje­ chałem swoim PC (był to rodzaj ciężarówki) do północnej dzielnicy Nea­ polu. Kiedy powiedziałem im. konsula honorowego.. ale oczywiście nikt tego nie okazuje.Panie poruczniku. kucharza gubernatora. wywołaną przez po­ 39 . prosili o przekazanie mu listu.odparł .mam tutaj jednego Fran­ cuza. pana i pani R. Odpowiedziałem: .dodałem. M . było podówczas dla młodego ofi­ cera wydarzeniem zupełnie niezwykłym. Powiedział mi: .Wysokości i jak każdego wieczoru odnosi się symboliczny klucz guber­ natorowi. który .A l e w ró ćm y d o A lg ieru . Poleciałem do Neapolu i przedstawiłem się komendantowi kor­ pusu ekspedycyjnego. Zapytałem go: .jeśli posłużyć się określeniem marszałka Lyautery’ego.Spotkałem tam przyjaciół generała Juina. Trzy dni wcześniej Juin wypłynął do Włoch. g d zie a ż się ro i o d in tryg. jego mistrza . czy prowadzi pan ożywioną działalność na Gi­ braltarze? -O c h . . . Wi­ dzieć się ze sławnym generałem Juinem.posiadał f ó e i l p e u p lé . Byłem zaskoczony. ludzi. .

Posługiwał się lewą ręką i podał mi ją na po­ witanie. jaką rolę odegrał mój ojciec podczas I woj­ ny światowej. Przez pewien czas przeżywałem tam rzeczy dość zdumiewające . panie generale. Chcąc mu opisać typowo francuskie bagno istniejące w Algierze. Prawą bębnił nerwowo po swoim biurku.Co pan chce robić? . panie generale.Jestem tutaj. złożonej ze strzelców marokańskich. 1931.Kiedy byłem w szkole wojskowej. . Ro­ ześmiał się.Skąd pan przybywa? . Wytłumaczyłem mu. i to na długo. że jego kryptonim używany podczas rozmów tele­ fonicznych brzmiał: „Hannibal”. generała Carpentiera. Zatelefonował w mojej obecności do szefa sztabu.Chciałbym. że od tej chwili zrozumieliśmy się. żeby walczyć.Przyjeżdża pan z Algieru. chciałbym się tam znaleźć. Istotnie. jest to droga Hannona i senat Kartaginy. Generał zapytał mnie: . Wydaje mi się. czytałem jakąś książkę.Panie generale. mój stary? Co tam się dzieje? Wiedziałem. W pewnej chwili powie­ dział: . I od razu pomyślałem o wojnach punickich. Jeżeli jest jakieś in­ teresujące stanowisko na pierwszej linii frontu.Z Normandii.jak by powieXL A rm e e a m é r ic a in e d a n s le c o n flit e u r o p é e n . której autor nosił pańskie nazwisko. Zależy mu na tym. . Juin czytał książkę. 40 . Potem powiedział: . mówiąc krótko. by pan przydzielił Marenchesa do jakiejś dzielnej jednostki. I tak oto zostałem znów oficerem kawalerii w jednostce uderze­ niowej walczącej w Abruzzach. w Algierze utalentowany generał de Lattre de Tassigny uchodził wówczas bardziej niż Juin za kandydata generała de Gaulle’a na stanowisko komendanta tworzącego się korpusu ekspedycyjnego. którą napisał on wraz z generałem de Chambrunem na temat pobytu armii amerykańskiej we Francji w latach 1917-19181.ważną ranę w wojnie 1914 r. od­ powiedziałem: .

generał Juin chciał mnie koniecznie zobaczyć i pułkow­ nik. Ponieważ się tam znalazłem. Nie mie­ liśmy wówczas helikopterów. pozwalał Allachowi chwycić ich. po­ 41 . od piętnastu dni nie goleni. adiutantów. jak mówiono. Jeśli o nas chodzi. Marokańczyków gene­ rała Guillaume’a (dziesięć tysięcy kawalerzystów i piechurów). który. p ie d s-n o ir. Berberów. Wyszedłem z tych przygód cało i zdro­ wo dzięki splotowi pewnych okoliczności. Nie brak było ponadto wilków i orłów. w jego skład wchodziła też 1 dywizja wolnych Francuzów. Stanęliśmy twarzą w twarz z blokhauzami. Nie było już kapitanów. potem na grzbietach mułów. tem­ peratura spada do minus piętnastu lub minus dwudziestu stopni. poruczników. który mu towarzyszył. dowodził nią sierżant. Korpus ekspedycyjny generała Juina liczył w tym czasie sto dwadzieście do stu trzydziestu tysięcy ludzi. Wyróżniał się jeden z nich. czuł się w obowiązku powiedzieć mu coś mi­ łego na mój temat. Kiedy docierali na miejsce. ubrani całkowicie na biało. Nie były to Włochy z pocztowych kart turystycznych. Kabylów.dzieli Anglicy . nie lękali się utraty życia: wierzyli w b a ra ka... podporuczników. by sprezentować broń przed wiel­ kim dowódcą. Wielu rannych zamarzło na śmierć. Tunezyjczyków. Ustawiliśmy się w szeregu. Muzułmańscy żoł­ nierze. słynny batalion z Pacyfiku. podchorążych. adiutant pułku strzelców. Wśród marokańskich Taborów można było zobaczyć ludzi z ogolony­ mi głowami i pozostawionym jedynie niewielkim kosmykiem włosów. a nawet ludzie z domów handlowych w Indiach.. Pod­ czas różnych akcji straciliśmy trzy czwarte stanu faktycznego. W Apeninach. by ich wciągnąć do raju. Pewnego dnia pojawił się generał Juin. w tym około stu tysięcy „tubyl­ ców” zza morza. Otrzymał odznaczenie woj­ skowe. miotaczami ognia. niejaki Ben Bella. Mieszkańcy francuskiego imperium kolonialnego ratowali metropolię. Strzelcy z wysokich gór tyrol­ skich byli doskonale wyposażeni. Senegalczyków. w środku zimy. podobnie jak wielu Algierczyków.ze sportowego punktu widzenia. jednostki przybyłe z różnych części imperium. 11 kompania nie miała już ani jednego. Opuściliśmy właśnie na­ szą pozycję i zeszliśmy na bitą drogę. Z oficerów pozostało przy życiu niewielu. byli już często nieżywi. Rannych zno­ szono na plecach. wspaniali wojownicy.. zbiegłych z Francji legionistów. Byli Tahitańczycy. mieliśmy mundury khaki. Marokań­ czyków. brudni i obdarci.

podczas kampanii włoskiej. panowała zdumie­ wająca atmosfera: wszędzie błoto. którego naród oczekiwał. osobie wyjątkowej. Lillianna krążyła wśród tego wszystkiego z ogromną odwagą. Ten wielki Polak i jego żołnierze. dowodzonej przez ge­ nerała Clarka. W szpitalu polowym.N i e m n i e j je d n a k kam pan ia w ło sk a nie b y ła p rzy je m n ą ro z­ gryw k ą . -Francuski korpus ekspedycyjny. pod koniec kampanii włoskiej wręczył jej osobiście Krzyż Walecznych. w namiocie znajdującym się tuż przy froncie. Podczas ofensywy i kontrofensywy ponosiliśmy poważne straty. O . była kobietą wyjątkowej klasy. krew i ciężko ranni. liczący cztery i pół dywi­ zji. Juin usiłował udowodnić aliantom wysoką wartość armii francuskiej. co uważałem za zaskakujące i szokujące. Była jedyną podówczas dziewczyną. „Tata Juin”. symbolu wolności.lami minowymi. Trzeba było zatrzeć ślady katastrofy z 1940 r. Pod koniec wojny zmieniła na szczęście zdanie i została moją żoną. Marsyliankę albo „La Allah ihl Allah!”. spotkałem moją późniejszą żonę. Los mi sprzyjał. Pani du Luart. żona wielkie­ go obszarnika z Sarthe. Była jedyną kobietą. jak go nazywali czule jego żołnierze. która nie chciała wyjść ze mną. która mogła wytrzymać zę mną dłużej niż tydzień. .. 42 . córka generała kawalerii rosyjskiej. że pojawi się na białym koniu. w warunkach równie romantycznych jak dramatycznych. To właśnie wtedy. twórczyni i szefowej oddziału chirurgii polowej numer jeden. Nie mówiąc już o jej poświęceniu i zaparciu się siebie przez tyle lat. Siedemnastoletnią Lilliannę. jej mieszkający podówczas w Maroku rodzice powierzyli hrabi­ nie du Luart. stanowił część 5 armii Stanów Zjednoczonych. Słyszało się: „ Z id o u Tgoudem! Naprzód!”. M.. Obie armie pozostawały pod dowództwem generała Alexandra. zwycięzcy wojny pustynnej przeciwko Rommlowi. Miał on swoich dzielnych Ka­ nadyjczyków i generała Andersa. daw­ na armia Montgomery’ego. nie­ zwykle urodziwego żołnierza brytyjskiego. Oddziały śpie­ wały: „C’est nous les Africains!”. dyplomowaną siostrę Czerwonego Krzyża. Po naszej prawej stronie znajdowa się 8 armia angielska. nie zdając sobie sprawy ze swej nie­ prawdopodobnej urody.

(Muszę przyznać. I tak podczas kam­ panii włoskiej miałem kolegę. polegał na tym. Zginęło wtedy wielu mieszkających w Indiach Brytyjczyków. wierzący w komunistycz­ ną doktrynę podboju całej planety przez komunizm. że jest nieślubnym synem Winstona Churchilla. że bar­ dzo go przypominał). Tym. Siatka sympatyków Sowietów miała dostęp do tajnych dokumentów. że „Stalin się zmie­ nił”. Wszyscy . cieszącą się wspaniałą reputacją. znaleźli się nawet w najbliższym otoczeniu prezydenta. Ale przeszkodzono mu w marszu na wschód.którzy wyróżnili się niezwykłą odwagą podczas walk o Monte Cassino. którzy świadczyli.z wyjątkiem nielicznych przy­ padków . gdyż nasi ludzie odkryli obecność szynki w serze. Urzędnicy amerykańscy. Anders to bohater. dla podniebień muzułmanów zaś wręcz niejadalne. najbardziej przeraża­ jących chwilach wojny można znaleźć coś zabawnego. które mogły przypomnieć bunt Sipajów indyjskich2. Przeniknęli oni do skar­ bu. Ów poczciwy Watson prowadził w korpusie eks­ pedycyjnym niewielką mesę. Dramat. że nie można było urazić wrażliwego towarzysza Sta­ lina. gdyż na ogół amerykańskie racje. W porę uniknięto opłakanych wyda­ rzeń. że Stalin to komunista. zostali zdegradowani. do departamentu wojny. którzy nie wierzyli w nawrócenie Sta­ lina. Oczywiście nawet w najtragiczniejszych. który domagał się stworzenia drugiego frontu w celu odciążenia je­ go wojsk walczących z dawnymi sojusznikami nazistami. nie zaakceptowali okupacji ich kraju przez Stalina. takie jak m e a t a n d b ea n s i inne potrawy nie były zbyt apetyczne dla podniebień Europejczy­ ków. o którym powiadano. Pewnego dnia wydarzyła się historia straszna. gdyż zawierały szynkę. dzielnego Lind­ say’a Watsona. Dezinformacja stanowiła część tajnej broni stosowanej w nowoczesnej wojnie. wszyscy się w niej pożywiali. że naboje ich karabinów są pokryte tłuszczem wołowym lub wieprzowym. Zapytałem kapitana Watsona: O ddziały złożone z indyjskich muzułmanów (sto dziewięćdziesiąt tysięcy ludzi). prawdziwego wojownika. jaki rozegrał się w departamencie stanu w Waszyngto­ nie. obiecano szybki awans. Francuza szkockiego pochodzenia. które zbuntowały się w 1857 r. 43 . na wiadomość.zapomnieli. co było też w planach Juina i Churchilla z powodu nieszczęsnych układów zawartych ze Stalinem w Teheranie w 1943 r.

Chciałem tylko. spytałem Wat­ sona: . Ale przy przekraczaniu zapór amerykańskiej M ilita ry P o lic e po­ wstał poważny problem. Stanął na baczność i powtó­ rzył: . On zna wszystkich.Filippiemu? .Tak. Ponieważ obudziło to moją ciekawość. Bydło rogate było w tym zakątku dotknięte epi­ demią i zwierzęta tego gatunku nie miały prawa podróżowania.Tak. Wokół nas są gospodarstwa rolne.Jak ty to robisz. Wojna to jeszcze nie powód.Po cóż ty taszczysz ze sobą krowę? . Co ja bym zrobił bez niego! Rozumiesz.Och. ..Ten Filippi musi być niezwykłym człowiekiem! .. więc wydaję bony. którą „zarekwirował”. .Jak on to robi? . a Watson po­ wiedział: . .odparł. żeby porucznik cię poznał. jest bardzo przyjacielski. to bardzo proste! Rekwirujemy wszystko.usłyszałem. by należało się obywać bez świeżego mleka. Zobaczysz.. z beztroskim uśmiechem na twarzy.Na rozkaz. panie kapitanie! I odszedł. kapitanie? Nastąpiła prezentacja. czego potrzebu­ jemy do kuchni. . zawołam go. bardzo sym­ patyczny. że masz kuchnię o wiele lepszą od kuchni głów­ nego dowództwa? . indyki i in­ ne niezwykłości. kapitanie? . Pojawił się ogorzały typ o wyglądzie Korsykanina. I ryknął: -Filippi! .Dobrze. jest Korsykaninem. Jak zmu­ sić krowę do milczenia? Bywały też wydarzenia straszne. a ponieważ jesteśmy we Włoszech. porykiwała krowa. by mieć rano świeże mleko. uścisnąłem dłoń Filippiego. Powiedziałem do Watsona: .To dzięki Filippiemu . W ciężarówce.T o brat właściciela kasyna algierskiego i innych dodatkowych agencji.Po to. W mesie Watsona były zawsze wspaniałe kurczaki.Bony? 44 . Mówi po włosku.

Geniusz.Posłuchaj. o nienagannych rysach. kiedy opuszczał Pola Elizejskie. ko­ go zna jako Francuza? Nie zna rycerza Bayarda. Nie zna nikogo z tych lu­ dzi. A kto był w Monachium? M ussolini. Ten bar.. potem na bonie i podał mi go. . Kiedy idzie do rolników po kurczaka. ponieważ to było przedwczoraj. chłop z dolnych Włoch. Tutaj jest pan mo­ im gościem. ale nie może pan tego zrobić. Ten chłop słyszał o Monachium. ani Franciszka I.. Zatrzymał się i razem z urodziwymi dziewczę­ tami wypiliśmy po szklaneczce w barze przy ulicy Wangrama. Kupił w księgami włoskiej kwitariusz.A cóż tu robi Daladier? . w towarzystwie trzech czy czterech dziewcząt niezbyt rzucających się w oczy.. Obejrzałem kwity.powtórzył Watson . ale bardzo pięknych. . ale ten już nie żyje.wódz. A więc podpisuje: „Daladier”.Tak. Hitler-przyjaciel wodza. hierarchia w wojsku obowiązuje .Francuz. dzierżąc kierownicę wspaniałego cadillaca. Wypi­ sano na nich: „Jedno prosię.Filippi jest Korsykaninem . Był to niezwykły człowiek. dwie kury. Oczy­ wiście ustąpiłem. musi im dać coś w zamian. Ściśle rzecz bio­ rąc. Ale dlaczego Daladier? Watson wyjaśnił: . dwie gęsi. trzy perliczki. jak wszyscy owi przedstawi­ 45 . waczył pod Garigliano. Zna natomiast Daladiera i wytłumaczę ci dlaczego.Bardzo żałuję. zrobił p a c na pieczątce. którego zresztą zjadasz właśnie z apetytem. Wziął suchą kauczukową pieczątkę. słyszał o Napoleonie...To zrozumiałem. pokaż nam. podobnie jak i kilka innych. Zawsze będę pamiętał tę chwilę. który poległ tutaj przed kilkoma wiekami. albo po ser. -P okażę je panu.”.tak czy inaczej byłem oficerem. Kiedy zamierzałem uregulować rachunek .powiedział: . nieprawda? Spotkałem Filippiego po wojnie. otworzył natuszowaną podu­ szkę. bony.Filippi. Chamberlain-Anglik i Da­ ladier .mówi po włosku. należał do niego. Filippi się tym zajmuje. Ku wielkie­ mu mojemu zdumieniu zobaczyłem wspaniały podpis: „Daladier”. Spy­ tałem o bony. na południe od Rzymu. a on tylko podoficerem. I znów przywołał Filippiego: .

Byliśmy w tym czasie zależni. . w dzień czy w nocy. Murphy przybył z wizytą do generała Juina.J ed n a k stosu n ki w y w ia d u ze „ śro d o w isk ie m ” b y w a ły n ie­ kiedy b a rd zo ścisłe. Ja wszystko panu załatwię i to natychmiast.-T a k . . przestrzegający zasad i obyczajów.Zadecydował przypadek. od których wszystko zależało. W ja k i sp o só b zo sta ł p a n ad iu ta n tem g en era ła Juina? M. O. Roosevelt mianował swoim przed­ stawicielem we Włoszech jednego z czołowych dyplomatów II wojny światowej. człowieka.. Anglia była nieomal wykrwawio­ na. ambasadora Roberta Mur­ phy’ego.W róćm y d o W łoch. O.Jeśli pewnego dnia będzie pan miał jakiś problem. mówiąc krótko. wyposażenia i uzbrojenia. Ambasador Murphy powiedział do generała Juina: .ciele minionego świata. zwłaszcza w powieściach. pod każdym względem. od pomocy amerykańskiej w zakresie wyżywienia. ./ sk o rzy sta ł p a n z je g o p o m o c y ? M..W pańskim korpusie ekspedycyjnym służy jeden z moich bli­ skich przyjaciół. trzeba było przede wszy­ stkim wymazać hańbę klęski 1940 r. zależało więc na zrobieniu jak najlepszego wrażenia na ich potężnych sprzymierzeńcach. Reakcja generała była typowo francuska: 46 . Wojskom francuskim. Przy tej okazji mia­ ło miejsce dość zabawne zdarzenie. które doskonale ilustruje różnicę men­ talności Francuzów i Amerykanów. . do którgo miałem pełne zaufanie i który przez dłu­ gi czas przebywał na placówce w Paryżu. Kiedyśmy się żegnali. powiedział: . i to całkowicie. czyli. M . niech pan przypomni sobie o Filippim. Słowo honoru! O ..Nigdy nie miałem okazji. których zadaniem miało być wyzwolenie Fran­ cji.. .

wziął mnie w ramiona. Znaleziono mnie . Stanąłem na baczność. . Był tam generał Juin. iż nie powiadomiłem go o swojej znajomości z przyjacielem Roosevelta. To ja.odpowiedziałem z szacunkiem . gdyż miał 47 . Ge­ nerał Juin doskonale naśladował akcent korsykański lub włoski. uścisnął na modłę meksykańskiego a b ra zo i rzekł: . odbił się od swego fotela. W pewnej mierze zastępował mi ojca. jego adiutant.Ależ. Nigdy nie zapomnę mojego przybycia do tego wielkiego salonu z płoną­ cymi w kominku szczapami drewna. Bob Murphy. Zasalutowałem. pod koniec wojny. Znacznie później zrobił mi wymówkę. Podróż porytymi drogami trwała wiele godzin.już nie pamiętam gdzie .Doprawdy? Jest tutaj ktoś ważny.. w wiele lat później.wyiskano. zauważywszy mnie.Aleksander de Marenches. Oczywiście nikt nie drgnął. Wesoły i dowcipny. to Marenches! Pan go zna. mimo że moja ranga była przecież o wiele niższa. Był człowie­ kiem odważnym i człowiekiem honoru. Juin był zbity z tropu. panie generale . Pewnego dnia.Jak ci się wiedzie? Zwróciłem się do niego również po imieniu.. nienagannie. trumnie. dano czy­ sty mundur i wpakowano do jeepa. Nikt się nie poruszył.pan mnie o tonie pytał! Ten epizod zadecydował o dalszym toku mojego życia. nigdy nie trak­ tował siebie zbyt serio. złożyłem mu ręce w. Adiutant generała Juina stuknął się w czoło: Ależ tak. o kogo chodzi. To właśnie wtedy generał naprawdę mnie zauważył i od tej chwili* jeśli roz­ stawaliśmy się. Nikt nie miał pojęcia. Był to przyjaciel mo­ jej rodziny. w grudniu 1944 r.Niech go natychmiast tu sprowadzą. to tylko na krótko.. Zawieziono mnie do starego włoskie­ go zamku nad brzegiem morza. Dysponował niewyczerpanym zasobem anegdot. komendant de Bemede i jeden czy dwu innych oficerów. Zapanowało ogólne zdumienie. wracaliśmy z Belfortu wielkim ówczesnym delagem.. panie generale! . Był człowiekiem. Był prawdziwym panem. przyjaciel przedstawiciela Roosevelta? Któż to taki? . który. Uczestniczyłem w obiedzie. gdzie znajdowała się kwatera generała.

Taki był ten człowiek. .trącił mnie w bok .matkę Korsykankę. Zgroma­ dził swe siły potajemnie.Nie. Kilka godzin wcześniej tłumaczył amerykańskiemu dowódcy ugrupowania armii południe. co opóźniało o sześć tygo­ dni natarcie w Niemczech. nie stw a rza ły pa n u w ó w c za s p ro b le m ó w ? C zy nie p o d e jrze w a n o p a n a . jak było z podjęciem operacji w czasie dramatycznych okoliczności kontrofensywy niemiec­ kiej. To mniej więcej to samo. . Marenches . i bitwą o Niemcy. którzy robią karierę „dzięki wdziękom swoich żon”.C zy pa ń sk ie bliskie zw iązki ze św iatem an glosaskim . czy wie pan. .A propos. Osobista sława? Gwiżdżę na nią. które spływały na jego biur­ 48 . generałowi Deversowi.Marenches. Wszystko wiedziałem i wszystko widziałem. że m a p a n ju ż p o g lą d na sp ra w y zb y t b lisk i in tereso m am erykań skim ? M. Naśladując komicznie akcent włoski powiedział: . ponieważ opo­ wiadano. Odpowiedział: .czy zna pan sta­ re włoskie przysłowie? . Miałem wtedy klucz do schowka generała.Nie. Pewnego dnia generał Juin wezwał mnie do swego biura. czy mógłbym wciągnąć do protokołu sprawozdanie z jego dyskusji z aliantami. Marszałek von Rundstedt zaatakował front aliantów 16 grudnia 1944 r. w iązi ro ­ d zin n e. że wspieram finansowo miejscowych komunistów z okręgu Andelys.. W pewnym momencie zaczął mi opowiadać o lu­ dziach. Czytywałem raporty.Nie. . panie generale. że zo sta ł p a n za u w a żo n y p r z e z g en era ła Ju ina.. Pewnego dnia zapytałem generała Juina. Rozważali możliwość ewakuacji Alzacji. korzystając z mgły. szkoda trudu. Cóż za przykład! O. Liczy się tylko wynik. ale potem można nimi gryźć. co mi wczoraj powiedziano o panu? . jakich udzielił Eisenhowerowi w związku z przekracza­ niem Renu 20 stycznia 1945 r. panie generale. wprowadzając do walki 24 dywizje. k tó re sp r a w iły .Z rogami jest jak z zębami: bolą. chodziło zwła­ szcza o rady. gdy się wyżynają.Hitlerowcy aresztowali mnie raz w 1941 r.

należeliśmy wówczas .i należy­ my dzięki Bogu nadal . Osobiście nigdy. a dopie­ ro potem alianckiego. że się zapadnę pod ziemię. .ciągnął dalej .do obozu wolności. Moim celem było zawsze dopuszczenie do głosu najpierw francuskiego punktu widzenia. .Powiem panu .ko. że miałem dziwny pomysł wybrania na swe­ go adiutanta i przyjaciela agenta amerykańskiego OSS (ówczesna CIA). że z pewnością lepiej by to się panu opłacało. wstał i poklepał mnie po ramieniu. Myślałem. Poczerwieniałem jak burak. Stwierdziłem. Francuzi.co odpowiedziałem temu infor­ matorowi. gdyż w takim przypadku pańskie wynagrodzenie byłoby znacznie wyższe niż żołd oficera armii francuskiej! Roześmiał się.Powiedziano mi. Świat anglosaski i my. Znałem szefów najwyższego dowództwa aliantów* . nie odczuwałem tego proble­ mu. ani przez chwilę.

by mu towarzyszyli w uroczystej chwili wyzwolenia.J a k u kładały się stosunki m ięd zy gen erałem d e G aullem a g e ­ n erałem Juinem ? M.Pierwszy dostojnik francuskich sił zbrojnych wy­ brał trzech oficerów .Wspaniale. w każdym razie w Europie. Podczas II wojny światowej de Gaulle uważał Ju­ ina za najwybitniejszego generała francuskiego. okrzyki.V WŚRÓD DOWÓDCÓW WOJENNYCH O ckrent .. Przejście przez Pola Elizejskie. Juin nig- 50 . Tylko ja jeden żyję jeszcze spośród tych. . który z powodu odniesionej niegdyś rany miałem trudności w chodzeniu . Chodziło o to.W w ieku d w u d zie stu d w u la t b y ł p a n ad iu ta n tem g e ­ n erała Juina.w tym mnie. gdzie decydowały się losy wojny. by zabrać się do roboty. w sierpniu 1944 r. . Można sobie wyobrazić. O . jak wyglądało nasze wkrocze­ nie do Paryża. C zy je g o ży c zliw y sto su n ek d o p a n a n ig d y się nie zm ien ił? M arenches . falowanie tłumu wi­ watującego głośno i nieustannie aż po obelisk: „Niech żyje de Gaulle!” Jed­ nak do zakończenia wojny było jeszcze daleko. pod wodzą generała de Gaulle’a i ge­ nerała Juina. którzy byli obecni przy ważnych negocjacjach i spotkaniach na najwyższym szczeblu w kwaterze głównej sił sprzymierzonych. ponieważ powołał go na najwyższe stanowisko szefa sztabu generalnego obrony narodowej.

. wychowanka jego ojca. które doprowadziły do zniszczenia wroga. Juin chodził potem do generała de Gaulle’a.dy nie mieszał się do polityki. był prymusem.. Uczyłem się na pamięć te­ go. „sali operacyjnej”. Był jedynym człowiekiem pozostającym z de Gaulle’m „na ty”. Generał de Gaulle był dla mnie zawsze bardzo miły. co jako ważne należało przekazać. . lecz i całkowitym zaufaniem. Nie znaliśmy wówczas ani stenografii. wielki Carnot otoczył się ludźmi kompetentnymi.Generał George Marshall był wówczas po prezydencie Roosevelcie najwybitniejszym Amerykaninem. A wiadomo.. kiedy przyjechał na inspekcję. Winston Chur­ chill. Po wyjściu z takiego spotkania moim obowiązkiem było złożyć ra­ port generałowi de Gaulle’owi.G d zie i w ja k ic h o k o lic zn o ścia c h sp o tk a ł p a n p ie r w s z y ra z g en era ła d e G a u lle 'a? M. Jeśli generał Juin nie szedł. ćo było tematem tych roz­ mów. Bradley i wszyscy wielcy dowódcy alianccy. powołał do życia odpowiednie instytucje. nakreślił plany operacyjne i podjął działania ofensywne. „organizatorem zwy­ cięstwa”.W ja k i sp o só b zn a la zł s ię p a n w ś ró d d o w ó d c ó w w ojen n ych s ił alian ckich ? M. jakim autorytetem cieszy się pierwszy „promowany”. prawdopodobnie był bowiem jednym z dwu czy trzech ludzi. 'w 1793 r. ponieważ zdawałem mu spra­ wozdanie z rozmów. ani zapisu magnetofono­ wego. Byłem wszak synem jego starego przyjaciela. którzy przyczynili się do zwycięstwa. syn żandar­ ma. Spotykałem się z nim potem bardzo często. Marenches. człowiekiem o wyjątkowym prestiżu. gdzie Juin. Niekiedy oddawał mi głos: . .No. gdzie zbierali się: Eisenhower. a ja mu towarzyszyłem. . jakie toczyły się w w a r ro o m . szefa sztabu. . by mu przekazać. Darzył mnie nie tyl­ ko sympatią. w pałacu Trianon w Wersalu.Podczas walk o Włochy. O. udawałem się sam do generała Bedella Smitha. Patton. Przyjaźnili się w Saint-Cyr. kimś w rodzaju Lazara Carnota1 Stanów Zjednoczonych. teraz ty opowiadaj. O.

nie­ zwykle ważnym dla losów wojny w Europie.To nie mógł mi pan powiedzieć o tym wcześniej? . panie generale. to znaczy z generałem Eisenhowerem. panie generale.Istnieje francuska misja łącznikowa przy SHAEF1najwyższym sztabie międzyalianckim. mówiono też o problemach organizacyj­ nych. będącego w stanie popro­ wadzić sekretariat i zapewnić bezpośrednią łączność z najwyższym dowód­ cą alianckim. dawną siedzibę Gestapo. ‘Supreme Headquarters Allied Expeditionary Forces.Czemu nie miałby nim być Aleksander? Marshall był najlepszym przyjacielem mojego ojca. dzisiaj hotel „Intercontinen­ tal”. jeśli pan pozwoli. czy mó­ wi on po francusku. abym mógł bezpośrednio omawiać pewne sprawy? Ku wielkiemu jego zdumieniu i jeszcze większemu zaskoczeniu z mojej strony generał Marshall odparł: . Nagle oznajmiono nam. Dopiero co objęliśmy hotel „Continental”. Odpowiedziałem: . Zgodnie z tradycją przewidywano na to stanowisko jakiegoś generała.Nienajlepiej. Juin powiedział: . a ja tłumaczę ich rozmowę. ale znam generała Marshalla.W momencie wyzwolenia Paryża niezwłocznie potrzebowano (niezależnie od misji łącznikowej) tłumacza. Wysiada generał Mar­ shall. Potrzebujemy tłumacza. W ostatniej chwili jeden z oficerów zapytał. Panował straszny bałagan. że trzeba przyjąć generała Marshalla. że byłoby dobrze. Nie zdążyliśmy się jeszcze „rozpakować”. mógłbym spróbo­ wać. Czy nie uważa pan. zaproponowałem: . Nadjeżdżają samochody. między innymi o ponownym przyłączeniu się francuskiego imperium do wysiłku wojennego sprzymierzonych. . licząca kilkudziesięciu oficerów przybyłych z Londynu i z Afryki. Jednym z tematów rozważanych podczas tego spotkania. Ktoś odparł: . 52 . Takiego pod ręką nie było. Juinowi za­ brakło czasu na zastanowienie się: Marshall podjął decyzję za niego.. Huk motorów. Nie jestem zawodowym tłumaczem. Udaje się do biura generała Juina.wrzasnął Juin.Pan mnie o to nie pytał. gdybym miał oficera do osobistej łączności z generałem Eisenhowerem. była sprawa dalszego pro­ wadzenia działań wojennych.. Ponieważ byłem adiutantem genera­ ła Juina.No cóż.

Byłem jedynym Francuzem dysponującym stałą przepustką. na morzu i w po­ 53 . który podczas I wojny światowej był najbliższym generałowi Pershingowi Francuzem. spojrzał na mnie i powiedział: . Wezmę ze sobą Aleksandra i przedstawię go Ikowi. jakim generał Pershing darzył jego ojca. drzwi do niego były szczelnie zamknięte. Proszę. Piewszym punktem było zawsze ich otwarcie. Obowiązywała bardzo surowa dyscyplina. Marshall przedstawił mnie Eisenhowerowi. Na jednej ścia­ nie widniały pozycje bojowe aliantów i wroga. Eisenhower czekał na zewnątrz. Zamierzano powierzyć Marshallowi naczelne dowództwo operacji związanych z lądowaniem i wojną w Europie. jak i na Pacyfiku. Marshall wziął mnie pod ramię i jego kierowca zawiózł nas w eskor­ cie motocykli do Wersalu. w otoczeniu swojego szta­ bu. O. W pewnym momencie Marshall odwrócił się. najtajniejsze podówczas miejsce na świecie. znana była data wy­ płynięcia oraz nazwy towarzyszących im statków. mia­ łem ją zawsze. gdyż stale potrzebo­ wał przy sobie jego znaczącej obecności. do siedziby najwyższego sprzymierzonego do­ wództwa. Charlesa de Marenchesa. co mi się przytrafiło.Po wyjściu od panów jadę do Wersalu. Po drodze miałem okazję nasłuchać się wspomnień George’a Marshalla o moim ojcu.C om e w ith m e! (Chodź!) Znaleźliśmy się w gabinecie generała Eisenhowera. . czy zna pan Marenchesa: to syn mojego najlepsze­ go przyjaciela. aby darzył go pań takim samym zaufaniem. co przewożą. Marshall przewidział z dokład­ nością co do najmniejszego szczegółu cały scenariusz działań wojennych w Europie. do Eisenhowera.J a k w y g lą d a ł w a r ro o m . Ostatnia ściana ukazy­ wała front na Pacyfiku oraz zmiany linii frontu na ziemi.Nie wiem. Na następnej ścianie plany marynarki wojennej oraz pozycje wielkich kon­ wojów wraz z datami. Na drugiej wykaz obiek­ tów przeznaczonych w najbliższych dniach do bombardowania wraz z liczbą samolotów. Zastanawiałem się nad tym. Wiadomo było. . Był nieco spóźniony w ramach ustalonego programu. w postawie na baczność. które zostaną użyte oraz datami i godzinami nalotów. ale prezydent Stanów Zjednoczonych nie chciał się zgodzić na jego wyjazd.Był to olbrzymi pokój w pobliżu gabinetu najwyższego do­ wódcy.. „ sa la o p e r a c y jn a ” ? M. To właśnie wtedy pierwszy raz usłyszałem przydomek Eisenho­ wera. mówiąc: .

generał korpusu armii . aby naradzić się przed mapami. Często byłem ich świadkiem.C zy w ten sp o só b Am erykanie chcieli dokuczyć B rytyjczykom ? M.on. w którym uczestniczył mój szef i generał dywizji. Oczywiście. Redman. Redman! (Pan nie!) Tak więc ja. Wyszliśmy na korytarz. W pewnej chwili Bedell Smith wstał z krzesła i powiedział: . przedsta­ wiciel brytyjskich sił zbrojnych przy generale de Gaulle’u. Generał de Gaulle stał w Paryżu na czele tymczasowego rządu. by przepuścić idącego za nim generała Juina. generała dywizji Bedella Smitha. skromny porucznik. Mając dwadzieścia trzy lata. ponieważ chcieli skoncentrować swe siły w Antwerpii. Pewnego dnia w biurze szefa sztabu. że by­ ły spory między aliantami.Nie. co znaczy koalicja! 54 . odbyło się spotkanie.Not you. to znaczy generał korpusu armii brytyjskiej. mając na myśli przymierza. to była sprawa dyscypliny. a Redman przez pół godziny musiał cho­ dzić tam i z powrotem po korytarzu. Spędzaliśmy całe dnie i noce nie mrużąc oka. Wojska niemieckie oku­ powały wówczas jeszcze część terytorium Francji. Smith cofnął się. Nawet dwaj pracujący tam amerykańscy oficerowie byli izolowani przez dwa­ dzieścia cztery godziny po opuszczeniu w a r ro o m . przejdziemy teraz do „sali operacyjnej”. aby osło­ nić Wielką Brytanię podczas ostatniej wielkiej ofensywy von Rundstedta w grudniu 1944 r. Marszałek Foch. Wte­ dy Smith odwrócił się i powiedział: . któ­ ry został utworzony i zmieniony 9 września 1944 r.Straciłem nieco uwielbienia dla Napoleona. O. Na przykład Bry­ tyjczycy odmówili w pewnym momencie posłuszeństwa naczelnemu do­ wódcy. mawiał: . za jednym rzutem oka mógł zdać sobie sprawę z ogólnej sytuacji wojennej na wszystkich frontach. byłem jedynym Francuzem posiadającym prawo wstępu o każdej po­ rze dnia i nocy. Redman nie miał zezwole­ nia na wstęp do „sali operacyjnej”. W w a r room zastana­ wiano się nad najskuteczniejszym sposobem ich wyparcia. . od kiedy sam po­ znałem.Panowie. Kto wchodził do tego pokoju. To całkiem proste. . To było tragiczne.do „świętego świętych”.wietrzu. Nie miał bowiem prawa wstępu . ja zaś chciałem przepuścić generała Redmana. znalazłem się w w a r room wraz z dwoma wielkimi dowódcami.

Z punktu widzenia Hitlera Alzacja stanowiła integralną część państwa niemieckiego. którego wówczas tak bardzo potrzebował. hitlerowcy zabiją i zmasakrują tysiące ludzi. De Gaulle.Generał de Gaulle nie był zbyt odprężony podczas tych spotkań. Często podkreślał. 55 . Ponie­ waż dym z cygara uderzał mu prosto w twarz. że Al­ zacja nie różni się niczym od innych prowincji. co oznaczało na­ rażenie jej na nazistowskie represje. C h urch ill? M. że w przypadku zdania Alzacji . tylko niewielu zwracało się do niego per Winnie lub Winston. Zakładana przez Eisenhowera ewakuacja na­ raziłaby mieszkańców Alzacji na okrutne represje. Wszyscy inni byli dla niego „Anglosasami”.. De Gaulle był jak z kamienia. a ja trzymałem je z szacunkiem należnym jemu samemu. trzeba być tym bardziej twardym. Tylko on jeden nie mówił po angielsku. aby poprzeć de Gaulle’a. tytułowano go sir. że w żadnym wypadku nie zgodzi się na utratę Strasburga i Alzacji. 3 stycznia 1945 r. trochę wyniosły wobec innych. To legenda. . że Alzat­ czycy mieli już za sobą okupację pruską z 1870 r. A oni zwracali się do siebie po imie­ niu. O* —A. proszę pana. więc aby lepiej je widzieć. rzeczywisty do­ wódca wszystkich operacji. Tego dnia Eisenhower chciał ewakuować Alzację. Churchill był bardzo naturalny. De Gaulle miał na uwa­ dze fakt. Generał Juin powiedział mu: . nie czując się jak lis w zadymionej norze. pochwalał tę decyzję. zmuszony był powierzyć swe słynne cygaro mnie. ale uchodziło to za nor­ malne. że kiedy jest się małym i słabym. że nie ustąpi. generał Bedell Smith. Był nieco sztywny. Eisenhower niezbyt jasno zdawał sobie sprawę z tego.. Churchill zjawił się osobiście w gabinecie Ei­ senhowera.Winston Churchill. Eisenhower był przekonany.Alzacja. porzucił swój fotel i przyjął postawę „na czworakach”. mając zgodę Juina. W cudownym systemie angielskim nie ma trzydziestu sześciu tytułów. zatelegrafował do Churchilla i Roosevelta. i okupację niemiecką z 1914-1918 r. Pierwszy raz zobaczyłem go w gabinecie Eisenhowera. Mógł wyrazić swój pogląd.ze względów taktycznych na łaskę Trzeciej Rzeszy. De Gaulle uprzedził Juina. co byłoby dla Hitlera prezentem w postaci zwycięstwa. Szef jego sztabu. Rozłożono mapy na podłodze. to nie Nebraska.

De Gaulle nalegał na Eisenhowera. Wiedział.Przez całe życie zdawałem sobie sprawę z miejsca. Churchill w całej tej sprawie próbował grzecznie podstawić no­ gę Eisenhowerowi. Miał wielki dar nawiązywania kontaków. Dlatego kazał wszyć do swoich długich butów błyskawiczne za­ mki. yo u n g m a n . albo niewielki człowieczek. że ten fakt powinien być brany pod uwagę. Przy wyjściu Churchill wziął mnie pod ramię i po­ wiedział: . że cy­ garo stanowi nieodzowny element jego rysopisu. że mają sznurówki.Thank yo u v e ry m u ch .. Ale jego buty nie były zgodne z regulaminem. (Dziękuję bardzo. ojciec królowej Elżbiety II. kiedy setki samo­ lotów hitlerowskich siało postrach w Londynie. Nawet jeśli londyńczycy nie mogli dostrzec głowy Churchil­ 56 . De Gaulle. Nie zdawał sobie spra­ wy z racji politycznych. Umieszczał swój melonik na rączce parasola lub laski i podnosił go do góry. Y o u 've d o n e a v e ry g o o d jo b . jak generał de Gaulle. parasol albo laskę. Eisenhower zatelefonował do generał Deversa. Tak czy inaczej dokona tego. jak sądził. Siedział w nim albo król Jerzy VI. Zawsze widziało się go z cygarem w dłoni. Wykonał pan bardzo dobrą robo­ tę). równając z ziemią całe dzielnice mieszkalne. by mu towarzyszył. Jego wojenny plan był. Wydanie Alzacji nazistom spowodowałoby narodową klęskę. Czyż można zapomnieć o tym. jakie zaj­ muje Alzacja w sercu Francuzów. że on jeden. Sądzę.Wydałem pierwszej armii francuskiej rozkaz obrony miasta. którzy przeżyli. Wreszcie generał de Gaulle zwyciężył. Zapalał je i pociągał kilka haustów dymu. . młody człowieku. w kilka minut po zakończeniu bombardowania ci. który nie dowierzał samemu sobie. by wstrzymał rozkazy dostarczone mu tego dnia przez generała Bedella Smitha. mogli zobaczyć nadjeżdżający wielki. którego trudno było zauważyć pośród zwa­ łów gruzu. czarny samochód. bez zarzutu. Eisenhower jednak obstawał przy swo­ im. którego nigdy nie wypa­ lał do końca. trzymał w garści Anglię w obliczu owego żarłocznego potwora. Churchill nosił błękitny mundur pułkownika R o y a l A ir F o rce. Hitlera? W czasie bitwy o Anglię w latach 1940-1941. w zależności od pogody. Męczyło go to. który nie chciał wyjechać razem z rodziną do Kanady (a był już wówczas chory). Churchill miał ze sobą. poprosił genrała Juina. wraz z rodziną królewską.

gdy nad dymiącymi zgliszczami pojawiał się parasol lub laska podtrzy­ mująca melonik. Wychodziłem. wracałem do Paryża i zdawałem sprawę generałowi Juinowi.P ań ska ro la p o śre d n ik a p o m ię d zy E isen h o w ere m .P a ń sk a p r a c a p o le g a ła w ię c n ie tylk o na tłu m aczen iu w y p o ­ w ie d zi o b ec n y ch .Byłem młodzieńcem z dobrego domu. ale tak. był on przyjacielski i bar­ dzo szczery. Panowie ci mówili bardziej lub mniej równocześnie. że przyjechał Churchill.nie zapominajmy o tym . Była to praca niezwykle trudna. Wie­ lokrotnie prosiłem o powtórzenie tego czy innego zdania. gdy on tam nie szedł. Brał on udział w przygotowaniu wszystkich decyzji strategicznych podejmowanych podczas II wojny światowej. Chciałbym. . generał de Gaulle mó­ wił na przykład do mnie: . by nie wzbu­ dzać zdenerwowania. z wyjąt­ kiem dwu czy trzech sformułowań szczególnie ważnych. które przy­ 57 . to znaczy C h ief o fth e Im perial G en eral Staff: szef sztabu imperium i prawa ręka Chur­ chilla. co mówili. O. Nie spo­ sób było więc tłumaczyć słowo w słowo. Oblewały mnie nieraz zimne po­ ty.. Chodziło . . Nie chciałem się pomylić. . co się wy­ darzyło.Był także marszałek Francis Alanbrooke CIGS. Myśli generała de Gaulle’a. który mówił po francusku. powtarzając informacje. Miałem klucz do schowka generała Juina. wiadomo było. ponieważ urodził się w Bagneres-de-Bigorre. Wszystko..la. . Było to bardzo niebezpieczne. musiałem stre­ szczać. trzeb a b yło ró w n ie ż o k a zy w a ć w z g lę d y tym w ielk im lu­ dziom ? M. Bedell Smith objaśniał mi. Jeśli o Churchilla chodzi. Mówił po angielsku z lek­ kim akcentem gaskońskim. Nosiłem zaszczytny napoleoński tytuł adiutanta. oraz opinie Ei­ senhowera zobowiązany byłem tłumaczyć grzecznie. Udawałem się do kwatery głównej lub na naradę do „sali operacyjnej”. O. B e d ellem Sm ithem i C h urch illem z je d n e j stro n y a g en era łem d e G a u llem i g e n e ­ rałem Juinem z d ru g ie j m u sia ła b y ć n ieła tw a ? M.o określenie sposobu prowadzenia wojny i o los milionów żołnierzy. ponieważ zdawałem sobie sprawę z wagi kwestii i z ciążącej na mnie wyjątkowej odpowiedzialności. nawet wtedy. niech pan wyjaśni moje stanowisko generałowi. wsiadałem do samochodu. Nie zwracali się też bezpośrednio do siebie.Marenches.

który zaliczywszy udział w kampa­ nii sycylijskiej we Włoszech. Uważał nas za dziwnych ludzi i nie dowierzał zanadto Latynom..inteligencję durniów. Czy chodziło o inicjatywy jakiegoś tajnego doradcy pozostającego na żołdzie Sowietów? Roosevelt odpowiedział: . Niektórzy z tych rosyjskich obywateli odbierali sobie życie.. Francuzi nie zrobili tego. którzy po klęsce hitlerowców znaleźli się w amerykańskiej i angielskiej strefie okupacyjnej. zawsze trzyma­ jąc się zasady p e r in d e a c ca d a v e r: choćby po trupach. jak pokierować działaniami.Nie. Przerażającym przykładem amerykańskiej sztywności jest ope­ racja. . dlaczego Brytyjczycy postanowili wspo­ móc Titę. często zastanawiali się nad tym.Churchill i Juin sugerowali. zgodnie ze swym temperamen­ tem.jak mówią niektórzy . rzucając się na naelektryzowane druty. warto byłoby może przekroczyć przełęcz Brenner lub wejść do Jugosławii. Potem Juin szedł do de Gaul­ le’a. później lądowanie na wybrzeżu Prowansji. co zadecydowano. Przewidzieli opera­ cję O v e rlo rd . . Zawsze mu towarzyszyłem. gdzie działał jeszcze bohaterski partyzant generał Michaiłowicz. który ch cia ł d o trzeć ze sw ym korpu sem ek sp ed ycyjn ym a ż d o B a łk a n ó w . wyznawał zasadę ne va rietu r. zamordowany później przez swych politycznych przeciwników.swoiłem sobie pamięciowo. Amery­ kanie to królowie logistyki. n ie b io rą c p o d u w agą u kładó w za w a rtyc h ze S talin em w T eh eran ie? M. Eisenhower i Montgomery. Zostanie­ my przy tym. Eisenhower. O. ludzi Tity. objął dowództwo nad siłami lą­ dowymi podczas lądowania w Normandii. Ogromnie rozwijało to moją pamięć.M a p a n na m yśli decyzją g en erała Ju ina . że aby przeszkodzić Sowietom w dotarciu zbyt daleko w głąb Europy. w żadnym przypadku! Tak zostało przewidziane. Odtąd trudno mi pojąć. tego starego agenta komunistycznego. często wywodzącym się z regularnego wojska i wiernym młodemu królowi Pio­ trowi II Karadziordziewiciowi. jeden z dowódców serbskiego ruchu opo­ ru podczas okupacji niemieckiej w 1941 r. Ale brakuje im giętkości. Ludzie ci . Z trudem modyfikował swoje plany. polegająca na zwróceniu Związkowi Radzieckiemu dziesiątków ty­ sięcy rosyjskich uciekinierów. tę . 58 .Amerykanie i Anglicy dostarczali ich całymi pociągami So­ wietom . w 1944 r. zamiast udzielić poparcia generałowi Michaiłowiczowi i jego partyzantom. „czetnikom”.zostali rozstrzelani co do jednego.

Ale tak zostało przewidziane. Niczego tu nie można zmienić. Eisenhower nie miął zbyt wybujałej wyobraźni. przetłumaczoną na język fran­ cuski i wydaną w Edition du Seuil pod tytułem: L e D e r n ie r S e c re t. ten Montgomery! Innym razem Smith powiedział do generała Juina: . z przykrością zmuszony będę panu oznajmić. wygrał pan! lZ o b . 1945. Po chwili namysłu szef odwrócił się do mnie. Innym razem za radą Juina. C o m m e n t la G ra n d e B r e ta g n e e t le s E ta ts -U n is liv r è r e n t a S ta lin e p lu s d e d e u x m illio n s d e R u s s e s . aby mu ob­ jaśnić swój nowy pomysł. książkę Nicholasa Bethella: T h e L a s t S e c r e t . Chodziło o przekroczenie Renu i bitwę o Niemcy. którego Eisenhower bardzo szanował. Pozwoliliśmy zatem z zimną krwią na masakrę tysięcy ludzi. że jest tej myśli autorem. że to cie­ kawe: czuję. panie generale. lecz na zaszczepieniu mu myśli własnej. ktorzy byli antykomunistami. Generał Juin wysłał mnie pewnego dnia do Eisenhowera.Jeśli nie zastosuje się pan do tego zarządzenia. Bedell Smith cisnął słuchawkę i zaklął: . że chce wywołać strajk generalny francuskich portów na wy­ brzeżu atlantyckim i kolei. Zastanawialiśmy się wspólnie. Osiem dni później Eisenhower wezwał generała Juina. w jaki sposób wpłynąć na Eisenhowera. Eisenhower odpowiedział mi: .bo woleli śmierć niż powrót do ZSRR1.Niech pan powie. . On i jego sztab zdecydowali.A to .K. 1975. to chyba niemało! Atmosfera w sztabie generalnym była niekiedy burzliwa. Juin miał inny pomysł. 59 . (w porządku). oraz dostarczeniu mu argumentów uzasadniających decyzję zgodną z zachwalanym rozwią­ zaniem. Odpowiadał dokładnie temu. Smith wybuchnął śmiechem. zmieniono nieco plany amerykańskiego natarcia..Owszem. Marenches. aby go powiadomić o tych okropnych wydarzeniach.. jeśli chodzi o polityczne aspekty wojny.O. generałowi Smithowi. że przekroczą Ren w określonym miejscu. tak aby wyobrażał sobie. Byłem obecny przy rozmowie telefonicznej Bedelía Smitha z przyszłym mar­ szałkiem Montgomerym. by inicjatywa ta wyszła od niego. co Juin podpowia­ dał mu w poprzednim tygodniu. wiem o wszystkim. Przebiegłość nie polega na sprzeciwianiu się drugiemu. że nie dostanie pan ani kro­ pli benzyny ani jakiegokolwiek zaopatrzenia dla 1 armii francuskiej. Poklepał Juina po ramieniu i po­ wiedział: .

w którym wyjaśniał powody swojej opinii. pogratu­ lował Bedellowi Smithowi. na bardzo napiętą konferencję z aliantami. 22 stycznia 1943 r. Wreszcie po wielu dyskusjach Eisenhower zgodził się dostarczyć generałowi de Lattre środków niezbędnych do wygrania bitwy o Colmar. De Gaulle nigdy nie przeba­ czył Churchillowi i Rooseveltowi tego. że chciałby złożyć wizytę de Gaulle’owi. Towarzyszyłem szefowi. pełna uprzedzeń wobec Eisenhowera. Pełna oburzenia reakcja Juina. . by się usprawiedliwić. że spadochroniarze niemieccy zamierzają dokonać na niego zamachu. Starcia Francuzów z mieszkańcami kolonii zawsze wszystko komplikowały. ponieważ powiadomiono go. miejscowości położonej w pobliżu Casablanki. A generałowi Eisenhowerowi nie ufał.. Teraz wygraliśmy! 60 . by podczas spotkania w Anfie de Gaulle i Giraud uścisnęli sobie dłonie przed obiektywami fotograficznymi. którą 1 armia francuska toczyła od 20 stycznia do 7 lutego 1945 r. że 1 armii francuskiej „brak ducha walki”. Bob Murphy wielokrotnie opowiadał mi. jak wiele musiał się na­ trudzić. że to już koniec. W końcu stycznia 1945 r. jak to się stało podczas wypadu 2 dywizji pancernej do Paryża. Naczelny dowódca alianc­ kich sił zbrojnych miał trochę urazy do armii francuskiej. sądzę. De Gaulle nie chciał pozosta­ wać pod opieką Amerykanów. słuchano ich za­ wsze z szacunkiem i uwagą. co uważał za zdradę: lądowania aliantów w Maroku i Algierii 8 listopada 1942 r. starałem się załatwić jakoś tę sprawę. Eisenhower powiedział mi. Na biurku Eisenhowera leżał jego kolt. zarów­ no w celu oswobodzenia Strasburga. któ­ rzy z nich korzystali.C z y za w sze p a n o w a ło tam ta k ie o ży w ie n ie ? M. Generał de Gaul­ le przyjechał do Anfy. Później wi­ zyta u generała de Gaulle’a. jak i wyzwolenia górnej Alzacji. którzy chcie­ li mianować generała Girauda głównodowodzącym sił zbrojnych Afryki pół­ nocnej. Po przekroczeniu Renu. . . Eisenhower wezwał Juina do swej kwatery głównej w Wersalu. w spra­ wie którego Juin miał pewne nieporozumienie z Amerykanami. Wręczył mi też list do generała Juina.Rady generała Juina były bardzo inspirujące. O . Następ­ nego dnia rano. która z rozkazu generała de Gaulle’a uniezależniała się.No cóż. Na podstawie pewnego raportu doszedł do przekonania. Często przyczyniały się do sławy tych. doręczając odręczne pismo generała Juina do generała Ei­ senhowera. Generał był w złym hu­ morze.Indywidualności ścierały się.

kapitana Dronne. Na przykład kiedy 2 dywizja pancerna 25 sierpnia 1944 r. Generał de Gaulle uważał. że przede wszystkim nie wolno stracić kon­ troli nad komunistami. tylko czterdzieści osiem godzin dzieliło nas od zagarnięcia władzy przez jakiegoś paryskiego komunistę. W bandach pano­ szyli się partyzanci. trochę na sposób japoński skupiałem uwagę na jakimś kamieniu. szefa francuskiej obrony. jakkolwiek miał kilku agentów komunistycznych w swym najbliższym otoczeniu. Wracając samochodem do Paryża. dobrze zor­ ganizowani wewnętrznie. przy której mieszka­ łem. Wielu komu­ nistów wstąpiło do ruchu oporu dopiero wtedy. wychodziłem na ulicę Webera. mówiliśmy o tej przepowie­ dni.N o. aby zachować sens prawdziwych wartości. jak i w Algierze. że wobec gwiazd fakt mojego istnienia jest bez znaczenia. (Nie. Komuniści. gdzie był ruch oporu i par­ tyzanci. przygotowywał. To właśnie dlatego generał de Gaul­ le rozkazał generałowi Leclercowi odstąpić od poleceń.C z y zd a w a liśc ie so b ie sp ra w ą z teg o . W a r ro o m był miejscem nieustannych wyjaśnień i uzgodnień między koncepcjami generała de Gaulle’a popieranymi przez Ju­ ina. Kiedy zaś niebo było zachmurzone. De Gaulle obawiał się stworzenia przez FTP ruchu 61 . O . za­ równo w Londynie. Rozległe regiony na południe od Loary i na zachód od Rodanu wy­ mknęły się spod kontroli odradzającego się państwa. mając w swej przedniej straży mojego bohaterskiego przyjaciela. . patrzyłem w niebo i mówiłem sobie. wkro­ czyła do Paryża.W całej pełni.Smith odparł jednak: . zwłaszcza w Limoges. dowództwa ame­ rykańskiego i wkroczyć jako pierwszy do Paryża. a realizowanymi przez de Lattre’a i Leclerca. The w o r st is s till to com e. generale. gdy była pogoda. gdy Stalin uległ inwazji hi­ tlerowców 22 czerwca 1941 r. . że j e s t to m om en t hi­ sto ryczn y? M. Nie był pewien. czy panuje nad sytuacją. g en era ł. przejęli władzę tam. Brał jednak z nimi udział w rozbiorze Pol­ ski. Uczestniczyłem bezpośrednio w zajęciach generała Juina. który Hitler. Mogła ona dotyczyć jedynie konkretnej broni czy jakiegoś sprzętu atomowego. a opiniami Eisenhowe­ ra i Bedella Smitha. Najgor­ sze dopiero przyjdzie). Ale żeby uniknąć traktowania siebie zbyt se­ rio. o czym wiedzieliśmy. Brytyjczycy często prowadzili swą własną grę mię­ dzy Amerykanami a nami.

że niektó­ re regiony (na przykład Limoges lub Tuluza). Uważał. Doszedł do wniosku. Przekazano Armii Czerwonej ogromną ilość wyposażenia. którego masy ludzkie i ich odwa­ ga pozwoliły na zaoszczędzenie wielu istnień ludzkich w szeregach alian­ tów. Imperium brytyjskie było wy­ krwawione. jest nim Wehrmacht. Wszyscy prefekci skierowani przez rząd do Limoges zaraz po przybyciu na miejsce zostali aresztowani przez miejscową „komunę” i wtrąceni do więzienia. ponieważ musiało dźwigać samotnie ciężar wojny z Hitle­ rem. największe mocarstwo. Prosił.Amerykanie uważali Związek Radziecki za odległego. przejęty tą sprawą. To właśnie dlatego generał de Gaul­ le zdecydował się mianować ministrami w swoim rządzie kilku komuni­ stów. dezerter z armii francuskiej. O.Nie ma mowy! Te oddziały są pod moją komendą i zachowam je. Mówię o słynnych konwojach do Murmań­ 62 . w celu utrzy­ mania względnie zaprowadzenia porządku we Francji.C zy nie d o strze g a n o w ó w c za s za g ro że n ia ze stro n y Z w iązku R a d zieck ieg o ? M. Zjednał sobie pochlebstwami Thoreza. Spodziewano się najgorszego. co dało mu prawo do ubie­ gania się o wizę na powrót do Francji. mogą się rozchwiać i stać areną rozruchów. Stany Zjednoczone. że w ten sposób uniknie wojny domowej między Francuzami a mieszkańcami ko­ lonii. . . . niezależnym od władzy narodowej i ją uosabiającym. by mógł wycofać jedną lub dwie dywizje francuskie 1 armii lub 2 dywizji pancernej. został amnestionowany na mocy dekre­ tu generała de Gaulle’a (z 7 listopada 1944 r. dostarczały pieniędzy i sprzętu. Eisenhower zignorował jednak te problemy polityki wewnętrzenej. który uciekł do Moskwy. który stałby się rządem ludowym. Dzielił nas od tego tylko krok. ponieważ nie był pewny. pozostające pod władzą miej­ scowych „sowietów”. poruszył ją na spotkaniu z generałem Eisenhowerem. Mam tylko jednego wroga. Trzeba było także zaopatrywać Rosjan. czło­ wiek. Generał de Gaulle. ale bardzo pożytecznego sprzymierzeńca. Maurice Thorez. a także okropnej wojny w Birmie.). takich jak Charles Tillon czy François Billoux. i to najbardziej wówczas znanych. że powinien zrekompensować brak efektów zręcznością polityczną. Generał de Gaulle sądził. czy dysponuje wystarczającymi siłami do zapro­ wadzenia porządku.powstańczego.

ska. Ten wieśniak. wielokrotnie rozmawiał ze Stalinem. lotnictwo itp. O. Ale myślał naturalnie co innego. Miał metr 65 cm wzrostu.Bardzo często. wiodącą przez Iran na Kaukaz.Silna Polska leży w naszym interesie. znala­ złszy się 2 grudnia 1944 r. uprawiającego sztukę wojenną na modłę Sun Tzu1. W grudniu 1944 r. Dwa miesiące przed Jałtą Stalin od­ powiedział mu: . ale po powrocie generał Juin wszystko mi opowiedział.C o są d ził o S ta lin ie g e n e ra ł Juin? M. Tymczasem Stalin był starym terrorystą. . Jego ideą było przywrócenie pewnego rodzaju równowagi.C zy to sta n o w isk o A m ery k a n ó w zn a jd o w a ło w y ra z w war room? M.jak w Tehera­ nie w 1943 r . Jeśli Polska będzie moc­ na. w Moskwie. Dla niego. Ten punkt docelowy trasy północnej był zaopatrywany przez alianc­ kie konwoje. byłem niestety chory i nie mogłem towarzy­ szyć mojemu szefowi i generałowi de Gaulle’owi w podróży na Kreml. . że swą cygańską powierzchownością przypominał Pierre’a Lavala. oszu­ kanie przeciwnika. że Polska powin­ na pozostać państwem niepodległym. były seminarzysta. że ma­ ją do czynienia z ludźmi tego samego pokroju. De Gaulle nie chciał. zawsze w mundurze wojsko­ lL 'A r t d e la g u e r r e . W czasie tych dyskusji na Kremlu utrzymywał. 63 .Mówił. by Francja wpadła w ręce swych anglosaskich sprzymierzeńców. Na południu Amerykanie zbudowali znaną linię kolejo­ wą. nie stanie się przedmiotem ataku. Ci. pomimo wysiłków podejmowanych przez podwodną mary­ narkę niemiecką. co do tego nie ma wątpliwości. Był wrażliwy na je­ go „ponury urok”. mniej więcej trzy miesiące po wy­ zwoleniu Paryża. Flammarion 1971. Dodał też: . szefem Kominformu. .Oczywiście. którzy należą do rodziny atlantyckiej. ludźmi przestrzegającymi reguł gry. . wyobrażają sobie. zamordował miliony lu­ dzi. Komintemu. .i okłamanie go było elementem działań rutynowych. De Gaulle. wykorzystanie jego łatwowierności . Oszu­ stwo to taka sama broń wojenna jak marynarka. O.

). Oboje zakochali się w sobie. Na krótko przed konferencją w Poczdamie. Na znak Stalina podbiegł do niego jeden z członków świty. słysząc. że tworzy Francję ze wszystkimi Francuza­ mi. Słu­ sznie mianowano go więc oficerem łącznikowym kolei irańskiej (trans-iranian ra ilro a d ) na terytorium radzieckim. do sztabu premiera. zachwycony. kapitan Edwards został przydzielony jako specjalista. Spotkał tam młodą studentkę. zwie­ rzątka. podał mu go i rzekł: -P ij! Tyrania to nie tylko samo zło. Stalin. bo nieszczęśnik aż zzieleniał. dwaj członkowie delegacji francuskiej znający język rosyjski. nie podnosząc wzroku. arabskim i kilkoma innymi językami.. teraz za dużo wiesz. rysował na arkuszu papieru kreski.. czy jest pan wrogiem miłości? Kiedy tyran Rosjan roześmiał się i zaprzeczył ruchem głowy. i zanim jeszcze nie­ bywały Clement Attlee zastąpił podczas obrad plenarnych wielkiego Chur­ chilla. gdyż jego rosyjska narzeczona na próżno ubie­ ga się o wizę wyjazdową. oniemieli. Julius Edwards.wym. Wysyłam cię na Syberię! I nie był to tylko żart. Stalin wziął swój kieliszek napełniony kaukaskim szampanem.No cóż. tureckim.. o czym nikt nie wiedział (to się zdarza.. 64 . doświadczył te­ go po opuszczeniu 6 pułku strzelców. Generał odparł na to. władał (oczywiście poza angielskim) biegle językiem rosyjskim. że młody kapitan siedzący przy stole w głę­ bi pokoju nie może ożenić się. zwrócił się do swego przestraszonego tłumacza i powiedział:Zapytaj. kuzyn Petera Ustinowa. Postawny. kółka. Tatianę. Churchill zwrócił mu uwagę. uciekinierkę z Moskwy. Kiedy generał de Gaulle przygotowywał dwudziestoletni pakt ze Stalinem. okazały oficer. jak Stalin mówi do swego tłumacza: . że de Gaulle pozwolił wrócić Thorezowi do Paryża. Z pochodzenia Rosjanin. Jeden z moich brytyjskich przy­ jaciół. zawdzięczał swą karierę głównie związkom z przemysłem naftowym Bliskiego Wscho­ du. Pewnego razu podczas śniadania Churchill zapytał Stalina: . który nie zobowiązywał nas do niczego ważnego (miał raczej na celu wywarcie wrażenia na Roosevelcie i Churchillu)... kapitan rezerwy armii indyjskiej. kiedy każe go rozstrzelać.Panie marszałku. Roz­ kaz został wydany i kilka dni później młoda Tatiana mogła połączyć się z Juliusem.

Stalin bardzo go lubił.Towariszcz? . Przypominam so­ bie.. Treść jej oparta jest na wydarzeniach autentycz­ nych. . Iście pantagrueliczne posiłki na modłę rosyjską i niezliczone toasty. ale posługując się znaną mi fra­ zeologią stosowaną w dawnych armiach: . Mężczyzna z wielkimi wąsami. Juin był również zaskoczony spotkawszy w tym gronie genera­ ła o wspaniałej postawie. ilu kawalerzystów miał pan pod swo­ ją komendą? Budionny odpowiedział skromnie. w przeddzień I wojny światowej pod­ jął ze swego osobistego skarbca pokaźną sumę franków w złocie i złożył 65 . że odbywały się tam nadzwyczajne przyjęcia. Był pan świetnym dowódcą. Kupidyn zwyciężył tym razem tyranię. i jak są­ dzę wielkim mistrzem kawalerii radzieckiej? Budionny był zachwycony. były podoficer kawalerii carskiej i wielki przyja­ ciel Stalina. jest pan wspaniałym kawalerzystą. .. Mikołaj II. tak! Jestem największym kawalerzystą od czasów Mura­ ta! W chwilę później Juin powiedział: . Wracając do pobytu delegacji francuskiej w Moskwie: Juin opo­ wiadał mi. W okresie międzywojennym jedna z najpopularniejszych sztuk teatralnych Jacquesa Dévala nosiła tytuł „Towariszcz”. panie marszałku.Dowodziłem milionem szabli.odpowiedział tamten. nieprawdaż? Cały świat wie o tym. W kremlowskiej sali świętego Jerzego złote nakrycia uginały się pod wykwintnymi potra­ wami. który dowo­ dził 1 armią kawalerii. cieszący się wielką popular­ nością w Armii Czerwonej. że oglądałem ją w wykonaniu dwojga znakomitych aktorów: Elwiry Popesco i André Lefaura. niepodległa.Odwiedzaliśmy ich czasem w Londynie.Tak . Juin zwrócił się do nie­ go: .No cóż. demokratyczna Polska! Niech żyje przyjaźń francusko-polsko-rosyjska! Obok generała Juina siedział marszałek Budionny.Czy wolno mi zapytać. który przedstawił się: -Jestem generał hrabia Ignatiew. car Wszechrosji.zapytał po chwili wahania zdumiony Juin.Tak. . Stalin wzniósł kielich za Polskę: .Niech żyje silna. ubranego w nieskazitelny mundur i noszącego ostentacyjnie baretkę Legii Honorowej.

czym się obecnie zajmuje. albo została wywieziona. jakie posiada. Kiedy generał de Gaulle i generał Juin wrócili do Francji. Juin i Ignatiew podeszli do niszy okiennej i Ignatiew. . gdzie Rosjanie. Alianci musieli uporać się z ostatnimi podrygami armii niemiec­ kiej. Brat jednego z moich kole­ 66 . prawdo­ podobnie chcąc się usprawiedliwić. Hrabia przyjmuje wicedyrektora banku francuskiego. ordynansów i ko­ nie.Prawdziwych uczestników ruchu oporu było niewielu. Znów postawiono mnie na nogi. który podejmuje z nim negocjacje na temat powrotu tej bajecznej sumy do bolszewickiej sakwy. tego właśnie dnia znajdują się w reperacji. przychodzącego doń z pytaniem. Żyją oni w skrajnej nędzy. siostrzenicę cara. stąpających dumnie po wielkiej sali Kremla. Dodam tutaj . Nad tym ukrytym skarbem miał czuwać z polecenia cara generał hrabia Ignatiew.C zy w e F rancji m iały też m iejsce inne akty zam knięcia rachun­ ków ? M.odpowiedział. pełniący w latach 1912-1918 funkcję attache wojskowego w Paryżu. Sztuka przedstawia generała hrabiego Uratiewa i jego żonę.by nie pominąć pewnego szczegółu technicznego . mieli odkryć okrucieństwo obozów koncentracyjnych. Uratiewa odwie­ dza w końcu wysłannik Sowietów. gdyż noszą pod spodem specjalną aluminiową płytkę. czekały ich też negocjacje w Berlinie. . że on i jego żona wrócili do Rosji. którymi po masakrze rodziny carskiej w Jekaterinburgu w pełni dysponuje. że żyją w doskonałych warunkach. wskazując dyskretnym spojrzeniem na wyorderowanych wojskowych. mają daczę. przy­ szło im stawić czoło rzeczywistości. księżniczkę.ją w sejfach banku francuskiego. Podejmuje swojego gościa leżąc w łóżku. Więk­ szość albo zginęła.że dumnie wypięte piersi sowieckich oficerów kryją w sobie tajemnicę: ciężar ich niezliczonych orderów nie psuje nigdy fasonu munduru. co zamierza zrobić z owy­ mi pieniędzmi. Żył on z niejaką Pawłową. usiłowa­ li stanąć pierwsi. wyjaśnił. przyśpieszając kroku. Juin zapytał generała. primabaleriną paryskiej opery. . zajmując niewiel­ ką przestrzeń ch a m b re d e bonne. gdyż jedyne spo­ dnie. O. Wszystko to jest równie komiczne jak tragiczne.Uczę dobrych manier . Należał on do jednej z arystokra­ tycznych rodzin dawnej Rosji i miał nieograniczone prawo dysponowa­ nia wspomnianym depozytem.

Na szczęście dla nas ci dzielni wojownicy bardzo źle strze­ lali. kiedy ktoś in­ ny ich nie miał. pan de B. których bohaterstwo i poświęcenie wymykają się słowom. przejeżdżając jeepem przez bramę Maillot. gdzie stała się jedną z wielkich postaci i gdzie znalazła śmierć. któ­ rzy sądzili. które miały świadczyć o ich przynależ­ ności do FFI czy FTP. Nigdy jednak nie zdo­ łamy wyrazić należnego szacunku prawdziwym uczestnikom ruchu opo­ ru.gów. została zadenuncjonowna przez Fran­ cuzów. Czyny zbrojne. O . ale byli i tacy. Mój kierowca bły­ skawicznie ruszył. który nazywał się de Gaulle. napo­ tkaliśmy . Siostra mojego ojca. W ciągu sześciu miesięcy od wyzwolenia południowo-wschodniej części kra­ ju otrzymał zamówienie na sześćdziesiąt tysięcy opasek FPL Komentarz zbyteczny. że n a j­ w a żn ie jszą rze c zą j e s t zn a lezien ie ja k ie jś fo r m y p o je d n a n ia n a ro d o w e g o . Byli także fałszywi uczestnicy ruchu oporu oraz najgorszego gatunku włóczędzy. Uważam. aresztowana przez Francuzów. To wystarczało jako powód do zemsty. miał w Landes niewielką fabrykę drukowanych tkanin. że na początku okupacji należałem do tych. trzeba być człowiekiem szczególnie zahartowanym. albo tacy. poddana torturom przez okrutne francuskie Gestapo z ulicy Lauriston. są d zili. którzy w 194 4 r. Muszę powiedzieć. Zarówno w Pary­ żu jak i na prowincji rozgrywały się bardzo przykre sceny.zaporę w postaci zarośniętych i zioną­ cych winem ludzi z opaskami. Istnieli oczywicie okropni kolaboranci. że między marszałkiem Petainem a jednym z jego dawnych oficerów. Jakże ponury był ów okres arbi­ tralnych aresztowań! Zazdrość jest naszą wadą narodową. którzy za nich się podawali. którzy mieli chrapkę na żonę są­ siada. bohaterstwo. Pewnego dnia. że nie uczestniczyli w tych bojach? Aby brać udział w tego rodzaju niezwykłych poczynaniach. zanim wywieziono ją do Ravensbriick. b e z w zglądu na n ieu czc iw o ści p o p e łn io n e w g rze z h isto rią ? 67 . istnieje jakiś tajny spisek czy zmo­ wa.-A zatem n a leża ł p a n d o tych .. która przy ulicy Raffet 14 w Paryżu prowadziła punkt przerzutowy dla uciekinierów z niemieckich obozów do Hiszpanii i na wolność. spektakularne akcje czy ruch oporu nie są dla wszystkich. Zażądali okazania dokumentów. Jak można zarzucać ludziom.mój kierowca i ja . Odmówiłem. że nawet w rządzie Vichy byli oprócz c o lla b o s także dzielni ludzie. hrabina de Ganay. którym udało się zdobyć opony do roweru.

Przyszło mi na myśl zdanie wypowiedziane przez obrońcę Ludwi­ ka XVI: „Sądziłem. Ostatecznie jednak zrobiono co innego. .z owym starcem o nieobecnym wyrazie twarzy.C o m ia n o w icie? M . wie pan.. gdyż . który można by zaaranżować i który zaoszczędziłby mu wówczas-jemu i Fran­ cji .jak mi powiedział przekraczało to jego kompetencje. by marszałek Pétain stał się ofiarą wypadku. Przypominała rozprawy przed rewolucyjnymi trybunałami . Generał de Gaulle nie życzył sobie tego. 26 kwietnia 1945 r. . został pozwany przed Sąd Najwyższy z siedzibą w wielkiej sali paryskiego Pałacu Spra­ wiedliwości. ale widzę tylko oskarżycieli”. Złożył więc zeznania na piśmie. gdybyście mogli porzucić wasz stan plemienny! Wracając jednak do owego bolesnego okresu końca wojny: wy­ stąpiłem z pomysłem. dyrektorowi gabinetu generała de Gaulle’a (przy ulicy Saint-Dominique 14).. mając na myśli Europejczyków: .T u w mojej pamięci pojawiają się zakłócenia. Pewnego dnia prezydent Mo­ butu z właściwym Afrykanom humorem. bym był obecny na rozprawie i zdał mu sprawę z panującej tam atmosfery. po­ wiedział mi. Sędziwy żołnierz znajdował się jeszcze w Niemczech. bitwy o Niemcy. nie bylibyście źli. Zwierzyłem się z mojego pomysłu Gastonowi Palewskiemu. bi­ twy o Ren.upokorzeń i podziałów. które nastąpiły i do dziś jeszcze nie uległy zabliźnieniu.Tak. . Generał Juin zgodził się być świadkiem w procesie. ponieważ największą odwieczną wadą Francuzów jest brak jedności między galijskimi plemionami.M. zanosząc się od śmiechu. Ten scena­ riusz nigdy nie został zrealizowany. Po powrocie do kraju. że znajdę tutaj sędziów. Spytałem mojego szefa. Nie poparł go. czy mógł­ bym ewentualnie wysondować otoczenie generała de Gaulle’a w tej kwe­ stii i otrzymałem jego upoważnienie. O. .. ale pole­ cił mi. Był to moment upadku Wehrmachtu.Wy i wszyscy inni Europejczycy.

który panią pałuje albo wtrąca do więzienia.Chciałbym powiedzieć najpierw. .K to w y g ra ł II w o jn ę św ia to w ą ? M arenches . położony w odległości dwu lub trzech godzin jazdy samochodem od Strasburga . Nie jestem jednak pewien. byłoby to ohydne.VI OD MODELU ZWYCIĘSTWA DO MODELU WOJNY O ckrent . istnieje bowiem teraz inny sy­ stem totalitarny: czerwony faszyzm. jak na przykład Goebbels.z tego geograficznego punktu widzenia istotnie przegraliśmy wojnę.C zy w 1 9 4 5 /1 9 4 6 r. a lia n c i. nie zd a w a li so b ie s p ra w y z eru p c ji im periu m so w iec k ieg o ? 69 . że nie zagłębia­ liśmy się w świat nazistowski. u siłu jąc u stan ow ić n ow ą ró w ­ n o w a g ę. jest bez znaczenia. Jeśli spojrzeć na wysunięty na zachód i skierowany w naszą stronę punkt Turyngii w Niemczech Wschodnich. Dowiedzieliśmy się o wszystkim dzięki obozom zagłady. a czę­ sto nawet upośledzonych fizycznie. pozbawionych równowagi umysłowej. czy alianci wygrali wojnę. Wspaniały naród niemiecki wpadł w rę­ ce bandy ludzi strasznych. O. Poza tym marksistowski nowotwór rozprzestrzenia się na świecie. W systemach opartych na przemocy kolor opaski noszonej przez człowieka.

Francuzi potrzebowali sławy i oso­ bistego świadectwa generała de Gaulle’a. jak to pisano. że ją opanują. co zrobić. byli wyczerpani. który mówił o nim jako o dobrym u n cleJoe* (wujku Józiu). uważanego za eksperta Josepha E. Po przezwyciężeniu owych tragicznych wyda­ rzeń umysłami zawładnęło nieopanowane pragnienie dobrobytu. Biały Dom za­ chęcał amerykańską opinię publiczną. Jeśli zaś o Churchilla chodzi. nie są zdolne do geostrategii. Spotkałem się z prezyden­ tem Trumanem. Amerykanie myśleli tylko o jednym: o demo­ bilizacji za wszelką cenę. aby zmazać swą wspólną hańbę. by ten wielki kraj o wspaniałej tradycji wojennej. po Teheranie i Jałcie. gdzie spotkaliśmy się z generałem Marshallem i pracowaliśmy nad przyszłą Kartą Narodów Zjednoczonych podczas konferencji w San Francisco (25 kwietnia . kiedy słabną.. przyjaciela Stalina. Jeżeli Francja należy dzisiaj do czterech potęg politycznych świata. ziemia.Sądzili.M. którego bohaterska historia obejmu­ je tyle wieków. którzy zginęli w szeregach wolnej Francji i armii przy­ byłej z imperium. by przychylnie traktowała sowiec­ ki punkt widzenia. Nikt nie mówił o czerwonej dyktaturze. czy posiadali wówczas dokładną wizję tego. kraj. podczas kon­ ferencji w Poczdamie . Utraciliśmy jednak pokój.17 lipca 1945 r. nie miał w sobie nic z handlarza krawatami. Nie istniała amerykańska tradycja wojenna w sensie. objął władzę po Roosevelcie. Daviesa. a także z moją matką. ten ustąpił Stali­ nowi trzeci raz. O . w jakim pojmujemy ją my. której nie 70 . Wojna została wygrana. Brytyjczycy w 1945 r. mieszkańcy starych krajów europejskich: powietrze.. morze. .). Nawet po otrzymaniu informacji . .26 czerwca 1945 r. Nie jestem pewny.Towarzyszyłem generałowi Juinowi w podróży do Penta­ gonu. Prezydent Truman. Truman pozwolił Stalinowi zaanektować Królewiec i część Prus Wschodnich.że pierwsza bomba atomowa została wypróbowa­ na z sukcesem. Demokracje. zapomniał o haniebnej porażce z 1940 r. Niestety na jednego z doradców wybrał sobie człowieka Roosevelta. admirałem Leahy’em. byłego ambasadora Stanów Zjednoczonych w Mo­ skwie. to dzię­ ki tym Francuzom.A co p a n ro b ił w tym cza sie? M. co nastąpi po wojnie. Generał de Gaulle wiedział. który w kwietniu 1945 r.

. Bez nitów.Panie prezydencie. króla alu­ minium. zatopiono miliony ton okrętów alianckich. Ze swymi ludźmi stworzył lib e rty sh ip s. lecz metodą spawa­ nia. rudy. Kładzie się najpierw na spodzie kawałek drewna albo żelaza.widziałem od lata 1940 r. Niech pan się przejdzie po stoczniach i powie mi. W 1941 r. fabrykę samolotów. Henry J. Roosevelt zlecił Averellowi Harrimanowi koordynację amerykańskiej pomocy dostarczanej Anglii w zakresie opłat dzierżawnych. Był pewien problem: okręty angielskie. O to mi właśnie chodzi. jednego z autorów bitwy atlantyckiej. które wypływały z Nowego Jor­ ku naładowane sprzętem wojennym. Kaisera. Co robić? Od stycznia do lipca 1942 r.Panie Kaiser. trzy przedsiębiorstwa robót publicznych oraz przedsiębiorstwo żeglugowe. Kaiser. U -B o o ty .W porządku. Roosevelt zapytał go. w wieku osiemnastu lat zarabiał na życie jako wę­ drowny fotograf. Następnie po obu stronach montuje się ku górze kawałki żelaza lub kawałki drewna i po dwu lub trzech latach statek jest skończony. Wiel­ ki miłośnik morza. wezwał Henry J. . dlaczego wybrał pan mnie. czy zna się pan na budowaniu okrętów? . w dwu trzecich były zatapiane przez słynne niemieckie łodzie podwodne . W wieku sześćdziesięciu trzech lat miał sześć kopalni wę­ gla. kazał przysposobić sobie jacht. . • W 1946 r. nie mógł zrobić kariery w marynarce wojennej z przyczyn fizycznych. Te statki buduje się jak za czasów Fenicjan. syn szewca. Konstruowano statki 71 . któremu nie udało się zostać oficerem marynarki. Kaisera. Roosevelt. fabrykę cementu. Kaiser pojechał obejrzeć amerykańskie stocznie. sześć spół­ ek trudniących się dobywaniem piasku i żwiru. W jakiś czas potem wrócił do prezydenta i powiedział: . Henry J. . dwa tysiące lat temu.Trzeba wszystko obić blachą. na którym pływał ubrany w sportową kurtkę i czapkę marynarską.. hutę żelaza i stali. zaczynam rozumieć. i to jest stępka.Zupełnie nie. poznałem również niezwykłego człowieka. Kiedy Roosevelt stwierdził klęskę w bitwie o Atlantyk. czy mógłby wynaleźć inny sposób. co o nich sądzi. gipsu i dolomitu. Kaiser pomyślał chwilę.

której generał Juin nie znał: po zwycięstwie pod Garigliano i po zdobyciu Rzymu chciał on podjąć marsz na Wiedeń. Zajmował się tym Alger Hiss.podejmie trudy podróży. Spotkali się w niszy okiennej salonu i młody amerykański adwokat oświadczył z całą powagą: . doradca Churchilla. Pewnego dnia będą mnie mieli. człowiek naiwny i wówczas już chory. o czym nigdy nie powinien pan zapomnieć. Opowiadał mi. gdzie pokutował za swoją winę. że tak dobrze zna intrygi agentów Komintemu i Kominformu. Ponieważ tereny Europy środkowej zostały przyznane Stalinowi. Kiedy arcyksiążę gratulował młodemu adwokatowi. odpowiedzialnego za funkcjonowanie największej sowieckiej siatki szpiegowskiej w Stanach Zjednoczonych i przed kilku zaledwie laty wypuszczonego z więzienia.które dostarczyło mu pomocy w postaci jedena­ stu miliardów ówczesnych dolarów i bez którego wyposażenia i sprzętu Rosjanie. Roosevelt. Uważam go za pierwszorzędnego geostratega. Ze swej strony chciałbym jednak powie­ dzieć panu coś. Roosevelt czuwał. Otrzymywał zresztą odpowie­ dnie rozkazy. na rozkaz. że przyczynił się do opracowania d o ssie r mającego na celu oskarżenie Algera Hissa. by klauzule jego ukła­ du z „wujaszkiem Józiem” zostały wprowadzone w życie.transportowe przeznaczone dla Anglików szybciej niż Hitler je zatapiał. ten spytał.. czy po obiedzie mógł­ by rzec mu kilka słów na osobności. jak mniej wię­ cej dwadzieścia pięć lat temu uczestniczył w Nowym Jorku w pewnym obiedzie. by złożyć mu wizytę w Teheranie. jeden z jego doradców. musiały zatrzymać się dzie­ więćdziesiąt kilometrów od Pragi.Dziękuję za uznanie. że dzięki swemu urokowi osobistemu skłoni Józefa Stalina do współpracy na rzecz trwałego pokoju. By­ ła to jedna z głównych przyczyn jego klęski. który. prawdopodobnie nie byliby w sta­ nie pokonać Niemców . gdyby nie doszło do podpisania nieszczęsnego Traktatu We­ rsalskiego w 1919 r. 72 . czołgi Pattona. Konferencja w Teheranie wyznaczyła tajną linię. Jego pięciokrotną prośbę o osobiste spotkanie ze Stalinem ten ostatni przyjął pod warunkiem. sądził. o którym wiedziano. w listopadzie 1943 r. Pozostaję w kontakcie z arcyksięciem Otto Habsburgiem-Lorraine. tylko dzięki swej odwadze... Przy stole był pewien młody adwokat. że prezydent najpotężniej­ szego państwa świata . dziś nosiłby tytuł cesarza Austrii i króla Węgier. podobnie jak Brytyjczyk Philby.

którą za­ czął ze swym sprzymierzeńcem i przyjacielem. z czego zwierzył mi się później prezydent Truman i generał Marshall: . potrzeba by dwu lub trzech lat. jakiej byli gotowi udzielić mu Roosevelt i Churchill. Roo­ sevelt mówił: .W 1945 r: Amerykanie. O. lecz potencjalnymi wrogami.C z y T rum an k o n tyn u o w a ł p o lity k ą R o o se v e lta ? M. by zbudować swój „lodowiec”. jakiej ulegali niektó­ rzy najwięksi przywódcy alianccy! Cały ciężar amerykańskiego przemy­ słu i upór brytyjski zostały oddane w ten sposób do dyspozycji Stalina. czy będzie kibicował na meczu piłki nożnej Austria-Węgry. jedyni posiadacze bomby atomo­ wej. aby odciążyć swoje wojsko. Przedziwna była ta fascynacja osobą Stalina. że drugie lądowanie odbędzie się siedemdziesiąt dni później. 73 . Na marginesie jedno śliczne powiedzonko: gdy zapytano arcyksięcia Otto Habsburga. by zmienić opinię publiczną i przekonać ją. Hitlerem. I rzecz osobliwa.została wyznaczo­ na na 6 czerwca 1944 r. jak mu to zalecał również Juin. . Nie uczynili tego z bra­ ku wyobraźni historycznej oraz ze względu na to. sprzeciwił się temu. na francuskim wybrzeżu Prowansji. Zażądał nowego lą­ dowania W Europie.Na to.Stalin nie będzie próbował przywłaszczyć sobie czegokolwiek i zapoczątkuje wraz ze mną świat demokracji i pokoju. zapytał: . Churchill zmuszony był ustąpić. że to on okazał się wielkim zwycięzcą wojny. aby unie­ możliwić Armii Czerwonej posunięcie się zbyt daleko w głąb Europy za­ chodniej. Stalin.lądowanie w Normandii . mogli byli narzucić na sto lat p a x am ericana.Przeciwko komu? Ale wracając do Stalina: wykorzystał on do maksimum pomoc. który zamierzał położyć rękę na bli­ sko stu milionach mieszkańców Europy wschodniej. że Sowieci nie są sprzymierzeńcami. który ze swej strony ofiarowywał jedynie wyrzeczenia swoich żołnierzy. Churchill podtrzymywał nadal swój pomysł akcji na Bałkanach.Ten młody adwokat nazywał się Richard Nixon. . Operacja O ve rlo rd . Uzgodniono. w 1939 r.

podczas gdy Stany Zjednoczone miały tylko jeden głos. szef sekcji Abwehry w sztabie głównym w 1935 r. Godna podziwu fikcja! O . które zostały wysłane do ZSRR. ZSRR oraz sowiec­ kiej Białorusi. W 1945/1946 r. Po­ laków. Generał Gehlen nie był większym nazistą niż nie­ gdyś admirał Canaris. Związek Radziecki dysponował w Narodach Zjednoczonych trzema głosami: sowieckiej Ukrainy. W gruncie rzeczy świat zachodni w bardzo ograni­ czonej mierze znał system sowiecki. Drezno. Stalin nie respektował wcześniejszych układów co do Pol­ ski i Rumunii.. Łotyszów i Litwinów skryła żelazna kurtyna.b y w yk o rzysta ć ich ko m p eten cje .Amerykanie mogli byli zdobyć Berlin.. czego Stalin od niego oczeki­ wał. Skądinąd uznał przyszły rząd pol­ ski wybrany przez Stalina. ale w znacznie mniejszym stopniu niż komunistyczne Niemcy Wschodnie. Estończyków. których w swej na­ iwności o nic nie podejrzewał. przedw74 . W 1940 r. Alianci mogli byli zająć Berlin. pozostawał nadal we władzy wpływowych agentów. Ludzie o zmyśle praktycznym mó­ wili sobie. Sowiecki „lodowiec” skrystalizował się. admirał Canaris. Truman. współpraca z komunistami wydawała się prezy­ dentowi Trumanowi nieco niebezpieczna. . że w Niemczech są przecież eksperci. Wśród nich byli natu­ ralnie ci lepsi i ci gorsi.takich ja k B a r b ie .Tak. monarchista.. Robił to. Czechów. M e n g e le i inni . Jak pamiętamy. Pragę i wyzwo­ lić Czechosłowację. które traktowano tam jako państwa niezależne. zw ła szc za p rze c iw k o Z w ią zk o w i R a d ziec k ie­ m u? M. Sto dwadzieścia pięć milionów Bułgarów. gdyż ich wojska oraz woj­ ska brytyjskie i francuskie pod dowództwem generała Eisenhowera posu­ wały się w Niemczech na wschód znacznie szybciej niż Armia Czerwo­ na na zachód. Konferencja w Poczdamie ratyfikowała postanowienia konferencji w Jałcie i w Teheranie. Rumunów.J e d n a k p o c z y n a ją c o d koń ca w o jn y tajn e słu żb y a m eryk a ń ­ skie i b ry tyjsk ie sta ra ły się p o zy sk iw a ć n a zistó w n a leżą cych n ieg d y ś d o G e sta p o czy słu żą cych w a rm ii .. kierował niemieckim wy­ wiadem wojskowym podczas II wojny światowej. tak jak Roosevelt zafascynowany urokliwym Gruzinem. Kraje nadbałtyckie stały się odtąd integralną częścią ZSRR. Po Poczdamie zezwolono na demontaż niemieckich fabryk.

kiedy pracowałem w SDECE. Znacznie później. którego z kolei spotkałem. Często nie wiedzieli tego oni sami. starano się go pozyskać. Miotali się oni po całej Eu­ ropie. Jego grupa ukryła wiele inte­ resujących dokumentów w górach bawarskich. Jego ludzie stworzyli później niemieckie służby wy­ wiadowcze: BND. zawsze trzeba próbować zrozumieć kontekst. Panowało ogromne zamieszanie. Kiedy analizuje się postępowanie tych ludzi i kiedy się ich po­ tępia lub nie. został stracony. co działo się w obozach koncentracyjnych. Ale wśród „odzyskanych” Niemców były także szumowiny. Dodajmy. gdzie ogromna większość z nich nigdy nie po­ stawiła stopy. niektórzy z nich działają jeszcze do dziś. był szefem wy­ wiadu wojskowego na froncie wschodnim. Dlaczego Rosjanie podążali śpiesznie wzdłuż Bałtyku i dlacze­ go postarali się. Znaleźli się w niewiarygodnym układzie geograficznym. Sowieci przewyższa­ ją nas jeśli chodzi o długoterminową wyobraźnię w zakresie globalnego działania politycznego. trudno było być pewnym.. sam zaś Gehlen oddał się w ręce Amerykanów. że nigdy nie brał on udziału w aktach przemocy. pełnej jeszcze dymiących ruin. Brytyjczycy uderzyli i dotarli niemal 75 . znane z prac nad pociska­ mi o własnym napędzie: V 1 i V2. ani gdzie są. Amerykanie ura­ towali Europę zachodnią. Aresztowany w Berlinie po zamachu 20 lipca 1944 r. który był jego adiutantem na fron­ cie wschodnim a następnie został jednym z jego przyjaciół. miałem kolegę. Nie znano wówczas stra­ szliwych spisów Mengelego i innych katów. gdzie pracowali niemieccy ucze­ ni. Od jednego syste­ mu totalitarnego łatwo przechodzi się do drugiego. i nikt nie wiedział ani skąd przy­ szli. w którym już po półgodzinnym locie samolotem przekracza się granicę. generała dywizji Gehrardta Wessela. Po stronie sowieckiej tysiące ogólnie znanych nazistów zwer­ bowały natychmiast służby wywiadowcze oraz policja krajów Europy wschodniej. ani dokąd odeszli. by do Berlina dotrzeć jako pierwsi? Nad brzegami Bałty­ ku znajdował się ośrodek Peenemünde. To. zaczęło przenikać na zewnątrz.stawił się Hitlerowi. że w tych okrutnych czasach chóry dziecięce czy innego rodzaju zespoły „dzieci Ma­ ryi” miały raczej ograniczone pole działania. Jeśli był „technicznie” do przyjęcia. Spotykając jakiegoś godnego uwagi specjalistę. Było to ważne centrum badań wojennych. Gehlen.

baron von Braun. W Berlinie zgromadzone były archiwa Gestapo i Abwehry. . Na ogół Włosi płacili lepiej. niektórzy znani ze swej przeszłości Francuzi. Był egzemplarz miejscowy. został ambasa­ dorem Republiki Federalnej Niemiec w Paryżu. Wiele lat później. egzemplarz departamentalny. wynalazca V 1.C zy R o sja n ie m ie li takie sa m e doku m en ty? M . Tylko Rosjanie dysponowali całością archiwów dotyczących wszytkich europejskich krajów okupowanych przez Niemcy. 76 . dyrektor tych zakładów.do publikowania od czasu do czasu artykułów precy­ zujących taki czy inny punkt widzenia. sta­ wali się „towarzyszami drogi”. którzy następnie sta­ ją się szanowanymi osobistościami. To właśnie dlatego Wemher von Braun. To oni.. a drugiej w Paryżu. który prawdopodobnie wędrował do wojska.w tym samym czasie co Armia Czerwona. eg­ zemplarz. zobowiązanymi . jego brat.jeśli na przykład zwią­ zani byli z prasą . O. co by się stało. wyemigrował ostatecznie do Stanów Zjed­ noczonych.Hitlerowcy byli doskonale zorganizowani jeśli chodzi o do­ kumenty. Do dziś je­ szcze skłonni są kazać „śpiewać” pewnej liczbie ludzi. wówczas jeszcze młodzi. będący wówczas w trak­ cie końcowych prac nad V2. Natomiast wielu znakomitych kolegów uczone­ go wywieziono do ZSRR. kiedy Abwehra lub Gestapo podejmowały decyzję o przeniesieniu tego lub innego agenta. niemal dziesięć ton. mających na celu długoterminowe podtrzymywanie lub popieranie odpowiednio ujętego tematu.. odzy­ skałem zaledwie ich część. egzemplarz prze­ znaczony dla centrali-jednej w Berlinie. Strach bierze na myśl. Kie­ dy zostałem mianowany dyrektorem generalnym SDECE w 1970 r. Odkryliśmy tam rzeczy straszne. Dysponowali co najmniej pół tuzinem egzemplarzy za każdym razem. byli w rzeczywistości agentami Gestapo lub włoskich służb wywiadowczych. na ogół z zakresu polityki zagranicznej. Był on synem adiutanta ostatniego króla Saksonii. uchodzącego dzisiaj za bohaterskiego uczestnika ruchu oporu. Pozostawali na żołdzie Niemców i Wło­ chów jeszcze od czasów przedwojennych. Niestety. gdyby nasz kraj znalazł się pod in­ ną okupacją. zasłuże­ ni uczestnicy ruchu oporu.

Opowiadają więc to. Ubolewam nad nim. co ich rozmówcy pragną usłyszeć. a b ęd ą cych n ieg d y ś n azistam i? M.C z y d w a d z ie śc ia p ią ć la t p ó ź n ie j.Świadomie nigdy. lecz rzeczoznawców. Zawsze potrze­ bowaliśmy germanistów. Zdeprawowani natomiast mają na myśli tylko jedno: opowiadanie „numerów”.Nie tłumaczę tego faktu. g d y z o s ta ł p a n d yrek to re m g en eralnym S D E C E . godnych uwagi ze względu na posiadane informacje lub doświadczenie. . najpierw ze względów moralnych. W wywiadzie nie potrzeba potworów. O. .O. ten nie może mieć dobrego rozeznania. To człowiek zdeprawowany. następnie zaś z przyczyn praktycznych: kto był zamieszany w brudne sprawy. którzy służyli w armii nie­ mieckiej. O. którzy organizowali służby wywiadowcze po wojnie. w Wehrmachcie. M. . Nie sądzę.a m o że n a w et sk o rzy sta ć z u s łu g . chłod­ ną i obiektywną. próbował­ bym ich wyeliminować.. . poczynając od BCRA. . próbować wyjść cało z opresji. by ci. był szefem francuskich służb wy­ wiadowczych i gdybyśmy mieli do dyspozycji byłych wrogów.Nigdy ich u nas nie widziałem. którzy w zakresie znanych sobie spraw potrafią przedstawić analizę jasną. Mieliśmy ludzi. . Gdybym w 1945 r. myśleli o angażowaniu osób niezbyt czystych. Ale armia niemiecka i partia nazistowska to dwie różne rzeczy. .lu d z i p ra cu ją cyc h w w y w ia d zie. ponieważ byli Alzatczykami.C zy w e francuskich służbach w yw iadow czych zatrudniano w ie­ lu k o la b o ra n tó w ? M. chory umy­ słowo. w któ­ rej zaznaczyli swą obecność ludzie przybyli z Londynu oraz prawdziwi uczestnicy ruchu oporu. zd a rzy ło sią p a n u sp o tk a ć . źe a lia n c i n ie d o k o n a li ta k ie j c z y ­ stki? N a p r z y k ła d B a rb ie. tak aby w przypadku ujawnienia ich przeszłości lub pochwycenia jej tropu..C zym p a n tłu m a czy fa k t.

V II OD SŁUŻBY DO ZADAŃ ZLECONYCH M arenches . „Do siebie” znaczyło do mojej posiadłości w Normandii.Wyszedłem z wojska w 1946 r. Teraz wracam do siebie.Mój stary Marenches. Ale to już inna sprawa. aby nawiązać łączność z rzą­ dem tymczasowym i zgromadzeniem konstytucyjnym. ale dano mi okazję by­ cia świadkiem wielu wydarzeń. Przyszedłem.Nie. Moja młodość była raczej burzliwa. że nie mam zdolności do 78 . czy tę wojnę wygraliśmy. która znajdowała się w okropnym nieładzie. Wystarczyło podówczas umieścić swoje nazwisko na liście gaullistowskiej i było się wybranym. Zresztą wcale nie jestem pewien. a zaangażowałem się mając lat osiemnaście. Generał de Gaulle zaproponował mi bardzo grzecznie funkcję de­ putowanego Paryża. Zgodziłem się. Zobaczyłem wtedy z bliska. Odpowiedziałem generałowi: . co zamierza pan teraz robić? Może chciał­ by pan zająć się polityką? Miałem dwadzieścia pięć lat. jak wygląda działalność polityczna politykierów. panie generale. To się skoń­ czyło. Szef zapytał. Generał de Gaulle zapytał mnie wtedy: . Wytłumaczyłem generałowi ponownie. czy nie zechciałbym zostać z nim rok jako cywil. żeby walczyć. a nawet bezpośredniego uczestnictwa w nich.

że komendant Rohan. w szta­ bie generała obrony narodowej . Zaproponował mi. Jako adiu­ tant szefa sztabu obrony narodowej zajmowałem stanowisko. coś dojedzenia. Nie podejrzewając niczego. został po­ rwany w nocy przez bandę obdartusów z opaskami na ramionach. którzy posiada­ li większe ku temu kwalifikacje ode mnie. Od chwili wyzwo­ lenia Paryża byłem świadkiem nieprawdopodobnych historii. bym został sekretarzem komitetu finansowego akcji wybor­ czej generała de Gaulle’a. w obecności kapitana Claude’a Guy.zadzwoniłem i poprosiłem. Tygodniom. gdyż często goniec na motocyklu przywo­ ził mi jakąś kopertę.służba u generała Juina czę­ sto wymagała bowiem mojej obecności do późnej nocy w biurze.polityki. W tego rodzaju „aresztowaniach” nie było nic z pra­ worządności. Generał polecił mi go odszukać. Wziąłem jeepa i dwóch Maro­ kańczyków uzbrojonych w karabiny maszynowe i udało nam się odnaleźć komendanta na dnie jakiegoś przepastnego lochu. w jadalni na parterze. Wy­ dawało się. swoje­ go adiutanta. Zabrałem starego oficera. zawiadamiając go. których agresywność rosła w miarę wycofywania się okupacyjnych wojsk niemieckich. Pewnego dnia ktoś zaalarmował generała Juina. Proces wymuszania wolności dokonywany był przez tych. Kiedy kończyłem kolację. zadenuncjowany przez sąsiadów lub Bóg wie kogo. otworzyłem i znalazłem się oko w oko z człowiekiem wyposażonym w automatyczny karabin. by zosta­ wiono mi na stole. Panowała atmosfera za­ straszenia i terroru. że ten szanowany starzec. były adiutant marszałka Lyautey’a. dające mi wiele sposobności do obserwowania zachowania się ludzi tamtych czasów. które nastąpiły po wyzwoleniu Paryża. Nie było w tym nic dziwnego. i pod strażą moich dwu Maro­ kańczyków wyprowadziłem go ku światłu i wolności. przewidując późny powrót do pałacyku przy ulicy Webera. nic z wymiaru sprawiedliwości. Pewnego wieczoru. ktoś zadzwonił do drzwi wejściowych. a przypominającym żołnierza armii amerykańskiej. został uprowadzony do jakiejś twierdzy w okolicach Pa­ ryża. gdzie wówczas mieszkałem . którego nazwisko nabazgrane było zwyczajnie na brudnej zasuwie. Można było oglądać posie­ dzenia niby to trybunałów ludowych złożonych z wrzaskliwych uliczni­ ków. nie brako­ wało barwności. Byłem bardzo powściągliwy. 79 .

Skierował do mnie kilka słów w kuchennej angielszczyźnie, ale
z jakimś akcentem z przedmieścia. Oczywiście wpadł przychodząc do
mnie, gdyż w wycięciu jego koszuli nie zauważyłem metalowego łańcu­
szka, podtrzymującego dwie plakietki identyfikacyjne, jakie nosił każdy ame­
rykański żołnierz.
Był to mężczyzna rosły i silny, o dziwo źle ogolony, obdarty, a
jego mundur odbiegał znacznie od przepisów regulaminu. Po prostu gang­
ster. Dowiedziałem się później, że chodziło o jednego z morderców orga­
nizacji FTP (podległej komunistom), mającej swą siedzibę w gimnazjum
w Janson-de-Sailly.
Wszedł przypadkowo, spostrzegłszy światło na ogrodowych scho­
dach. Może myślał, że otworzy mu jakaś wdowa na dożywociu? Ale spo­
tkał go zawód, bo wdową okazał się atletyczny oficer wzrostu metr dzie­
więćdziesiąt.
Uświadomiwszy sobie, że został zdemaskowany, cofnął się na­
gle o kroki wycelował mi prosto w twarz.
Wszystko, co teraz się stało, było kwestią ułamka sekundy. Le­
wą ręką chwyciłem i wykręciłem wymierzoną we mnie broń.
Rozległ się pierwszy strzał. W tej samej chwili usłyszałem de­
tonację i czarna dziura lufy rozbłysła ogniem.
Kula świsnęła mi koło lewego ucha i ugrzęzła w stiukach wejścio­
wego holu.
Druga kula nie wyszła z lufy w ogóle, gdyż - o cudzie! - broń
się zacięła, dzięki czemu mogę dziś tutaj siedzieć.
Potem wywiązała się walka, w wyniku której poważnie ucier­
piało zarówno umeblowanie przedsionka, jak i mój miły gość. Kiedy le­
żał na perskim dywanie, skorzystałem z okazji, by zgrabnie zastosować to,
co dawni galernicy z Tulonu nazywali „pieczęcią marynarską”. Chodzi o
zadanie facetowi delikatnego ciosu obcasem w twarz.
Przez chwilę chciałem sięgnąć po mego służbowego kolta 45
wiszącego w garderobie, ale zdecydowałem się niesłusznie na co innego.
Zawlokłem nieprzytomnego mężczyznę do jadalni, by móc spo­
kojnie skończyć posiłek, a następnie zatelefonowałem na dzielnicowy ko­
misariat, prosząc by przyjechali po odbiór przesyłki. Była blisko jedena­
sta wieczorem. Dyżurujący Stróże porządku publicznego uznali to za
kawał. Musiałem dzwonić kilkakrotnie, by ich przekonać.
80

Podałem swoje nazwisko i inne informacje, kończąc na wymie­
nieniu pełnionych wówczas funkcji.
W końcu przyjechali. Członkowie FFT i FTP byli wówczas uwa­
żani za żołnierzy i podlegali rgulaminowi wojskowemu.
Gdyby mój napastnik został postawiony przed trybunałem wojsko­
wym w Cherche-Midi, musiałby być oskarżony o próbę zabójstwa ofi­
cera w mundurze. Jednak w wyniku interwencji jednego z moich kole­
gów ze sztabu generała Koeniga - komentanta wojskowego Paryża - zgo­
dziłem się, niesłusznie, wycofać skargę. Oskarżenie zostało zamienione
na „pobicie i obrazę wyższego rangą oficera”.
Przed sądem mój napastnik oświadczył, że jako wielki patriota za­
bił już niejednego człowieka, a odwracając się w moją stronę oznajmił wrza­
skliwie, że „po wyjściu z więzienia już mnie odnajdzie”.
Otrzymał najwyższy wymiar kary: rok pozbawienia wolności.
Był to bowiem przestępca, zawodowy morderca, członek słynnej podów­
czas bandy, notowany w rejestrze policji.
Niebawem po odbyciu rocznej kary, podczas obławy, zabił w li­
stopadzie 1945 r. dzielnego ojca rodziny, gotującego się do przejścia na eme­
ryturę stróża porządku publicznego Józefa Geoffre’a, którego nazwisko
widnieje na pomniku ku czci policjantów poległych w tej prefekturze.
Później gangster ten został zabity przez strażnika podczas pró­
by ucieczki z więzienia. Sprawiedliwości stało się zadość.
Targowisko sporów rozszerzało się. Pewnego dnia w drzwiach
mojego gabinetu, przylegającego do gabinetu generała Juina, ujrzeliśmy po­
stać, która wydała nam się kimś z teatralnej sceny. Był to generał z czte­
rema gwiazdkami, ubrany w mundur z 1939 r.; jego głowę zdobiła peru­
ka, której niestabilność stwarzała mu chyba pewne problemy. Przypomi­
nał aktora grającego rolę nieco zabawnego przedwojennego generała,
który zapomniał o demakijażu. W tym momencie wyszedł ze swego ga­
binetu generał Juin. Postać w peruceu stanęła na baczność i zasalutowa­
ła.
Juin: Ach, coś takiego! Pan B.l Co się z panem dzieje?
Tamten: Jestem komendantem wojskowym Paryża.
Juin: Doprawdy? Marenches, wydawało mi się, że jest nim ge­
nerał Koenig?
Następnie zwrócił się do gościa:
81

-N iech mi pan powie, panie B., kto pana mianował?
- Ależ ja sam! (I prawą dłoń położył na piersi).
W obliczu tego niemal surrealistycznego incydentu mój szef,
chyba pierwszy raz w życiu, dał nogę do swego gabinetu. Zostałem sam
na sam z mężczyzną w mundurze z 1939 r. i odprowadziłem go do
wyjścia.
Tytułem rekompensaty za stanowisko, na które sam siebie mia­
nował i którego oczywiście nigdy nie zajmował, przyznał sobie spekta­
kularną funkcję w aparacie państwowym.
O. - C zy za tem w 1 9 4 6 r. o d rzu c ił p a n p r o p o zy c ję g en era ła d e
G a u lle a?

M. - Zapoznałem się nieco z tą sprawą. Byłem obecny na dwu
czy trzech spotkaniach. Ale skończyło się na tym, że zrezygnowałem. To
nie było zajęcie w moim stylu.
Obserwacja agitacji przedwyborczej wiele nauczyła mnie, jeśli
chodzi o ludzką małostkowość.
Po przy wróceniu do porządku mojej posiadłości w Normandii za­
jąłem się życiem prywatnym. Wraz z kilkoma przyjaciółmi założyliśmy
spółkę i uruchomiliśmy niewielką fabrykę. Spędziłem piętnaście lat w
przemyśle, co pozwoliło mi na zdobycie i umocnienie niezależności. Moi
wspólnicy byli na tyle cierpliwi, że pozwalali mi robić, co chciałem, to
znaczy dali mi czas niezbędny do przemierzenia świata wzdłuż i wszerz
w związku z zadaniami, które często mi zlecali.
Za czasów IV Republiki niektóre rządy posługiwały się mną czasem jako cywilem, czasem jako oficerem rezerwy - w celu realizacji
pewnej liczby mniej lub bardziej poufnych zadań.
Kiedy generał Eisenhower, którego dobrze znałem, został wysła­
ny przez prezydenta Trumana z misją zorganizowania NATO, przyszło mu
objechać całą Europę. Spędził tydzień we Francji, aby przekonać się, czy
Francja i Europa możliwe są do obrony w układzie atlantyckim.
Kilka miesięcy później byłem obecny przy rozmowie generała
Juina z generałem Marshallem, podczas której naszkicowali oni plan ewen­
tualnej obrony atlantyckiej przed imperium sowieckim. Stalin w tym cza­
sie nie był już owiany tak wielką atmosferą świętości, a jego potworne zbro­
82

dnie zaczynały być znane. Kiedy przybył generał Eisenhower, wezwał
mnie do siebie premier René Pleven. Wystosował pismo do generała Ei­
senhowera, informując go: „Mam przyjemność postawić do pańskiej dys­
pozycji pana de Marenches”.
I tak wykorzystałem okres rezerwy zwyczajnie jako adiutant
wysłannika prezydenta, ale było to lepsze niż skrobanie po papierze w
sztabie.
O. - B y ła to m isja n ie k ry ją ca w so b ie ja k ie jś szc ze g ó ln e j ta je ­
m nicy. W yobrażam s o b ie , że p e łn ił p a n te ż b a rd zie j p o u fn e za d a n ia ?
M. - Istniały zlecenia częściowo jawne, częściowo poufne;
przychodzi mi na myśl zwłaszcza jedno z wykonanych przeze mnie zadań,
całkowicie nieprawdopodobne w swej wymowie. Chodziło o próbę roz­
poznania, przewidzenia lub określenia, jak będzie wyglądać polityka ame­
rykańska na Pacyfiku'w ciągu najbliższych dziesięciu lat.
Rozmawiałem na ten temat z generałem Marshallem. Powiedział
mi:
- Łatwiej będzie panu przestudiować poprawnie sytuację, jeśli
uda się pan na Daleki Wschód jako oficer amerykański, pod przybranym
nazwiskiem.
Mam jeszcze dokument, który, jak sądzę, jest swego rodzaju uni­
katem: rozkaz-zlecenie, upoważniające mnie do podróżowania wszystki­
mi samolotami amerykańskimi wzdłuż i wszerz Pacyfiku.
O. - Z l e c e n ie a m erykań skie?
M. - Tak, amerykański rozkaz najwyższej rangi i stopień puł­
kownika. Udałem się przede wszystkim do Tokio,do sztabu generała Mac
Arthura. To pozwoliło mi wyrobić sobie dokładny i jasny pogląd na sy­
tuację w tej części świata. W związku z tą misją szef rządu francuskie­
go oddał do mojej dyspozycji to, co nazywa się funduszem poufnym. Co
więcej, miałem list adresowany do wszystkich ambasad, informujący, że
w razie gdybym potrzebował pieniędzy, nasze placówki dyplomatyczne
winnymi ich dostarczyć. Transport powietrzny był w tym czasie bardzo
drogi. Ponieważ korzystałem z amerykańskich środków komunikacji
83

wojskowej, nie musiałem kupować biletów za tysiące franków. Po powro­
cie zostało mi dwa miliony centymów.
Po wypełnieniu misji zdałem sprawę szefowi rządu francuskiego
z tego, co widziałem. Chciałem też zwrócić wspomnianą sumę, co wpra­
wiło premiera w zakłopotanie. Dyrektor jego gabinetu powiedział:
- Jest pan pewny? Czy nie miał pan jakichś innych wydatków, o
których pan zapomniał?
Musiałem nalegać. Wreszcie, przed pożegnaniem się zostawi­
łem wypchaną kopertę na brzegu jego biurka.
Problem uzyskania poufnych funduszy jest nieco skomplikowa­
ny. W moim przypadku, ze względu na rangę misji, nie stworzył on więk­
szych trudności. Jednakże niebywały przypadek zwrotu nie wykorzystanej
sumy przysporzył pewnych kłopotów administracyjnych.
O. - C zy g e n e ra ł d e G a u lle ró w n ie ż p o w ie r z a ł p a n u ja k ie ś z a ­
dan ia?

M. - Ze względu na wspólną przeszłość nadal widywałem gene­
rała de Gaulle’a, sam na sam lub w obecności członków jego rodziny, aczkowiek nie należałem do żadnej partii, nawet tej jego. Wykonałem szereg
zleconych mi przez niego zadań, ale nigdy nie były one związane z poli­
tyką wewnętrzną, lecz z tym, co, jak sądziłem, jest moją specjalnością: z
Polityką przez duże P, geopolityką i strategią. Generał de Gaulle wysłał
mnie na przykład do Eisenhowera po jego wyborze na prezydenta Sta­
nów Zjednoczonych.
O. - W ja k im celu ?
M. - Chodziło o francuską bombę atomową. Polecił mi spotkać
się z prezydentem Stanów Zjednoczonych, aby uzyskać ważną pomoc
amerykańską, która ułatwiłaby i przyśpieszyła o kilka lat skonstruowa­
nie bomby francuskiej. Chodziło o pomoc technologiczną; podówczas
jednak człowiek z Białego Domu nie wyraził zgody. Amerykanie i ich pre­
zydent obawiali się bardzo infiltracji komunistów do francuskich struk­
tur badań jądrowych I to oni, których tajemnice atomowe zostały wykra­
dzione przez małżeństwa Rosenbergów dla Stalina! Zdałem z tego spra­
84

wę generałowi de Gaulle’owi.
O. - C zy A m erykan ie m ie li ja k ie ś p o w o d y , b y ży w ić takie o b a w y?
M. - Żyjemy w kraju, w którym partia komunistyczna - czy
to partia jako taka, czy jej tajny aparat, czy CGT, jej „świeckie ramię” zawsze, aż do ostatnich lat, odgrywała poważną rolę.
O. - Jaka b yła rea k cja g en era ła d e G a u lle ’a?
M. - Niedobra. Dał się ponieść w mojej obecności atakowi nie­
pohamowanego gniewu. Podczas działań wojennych pomiędzy nim a
aliantami nigdy nie było jakichś zasadniczych różnic zdań; różnice doty­
czyły jedynie środków, jakie należało przedsięwziąć, te zaś za każdym ra­
zem ulegały niwelacji pod naciskiem wydarzeń. W czasie wojny w Ko­
rei generał de Gaulle powiedział 10 lipca 1950 r. przedstawicielowi agen­
cji United Press:
-M ożemy sprzeczać się codo szczegółów, ale jeśli chodzi o spra­
wy ważne, zawsze stanowimy jedność.
Miał na myśli rodzinę atlantycką i dowiódł tego w momencie, kie­
dy Chruszczów zainstalował na Kubie wyrzutnie rakietowe. Natychmiast
opowiedział się po stronie wolnego świata.
O. - C zy g e n e ra ł d e G a u lle, k ie d y w 1 9 5 8 r. zo sta ł p re zy d e n te m
R epubliki, nie za m ie rza ł za p ro p o n o w a ć p a n u ja k ie g o ś o ficja ln e g o sta n o ­
w iska?
M. - Polityka przez małe p nigdy mnie nie pociągała. To nie mo­
ja specjalność. Nie czuję się w niej wygodnie. Zorganizowałem sobie ży­
cie tak jak chciałem. Nadal będę służył mojemu krajowi, by mógł pozostać
w obozie wolności. Nigdy nie chciałem jednak zajmować oficjalnego sta­
nowiska.
W kwietniu 1958 r., podczas algierskiego dramatu, nawiązałem
łączność między generałem de Gaullem i marszałkiem Juinem. Pomiędzy
tymi ludźmi, którzy byli starymi przyjaciółmi, doszło do tragedii. Uczest­
niczyłem w wielu ich rozmowach w Colombey. W moim przekonaniu ci
85

A l e Juin p r z e w id y w a ł ju ż ro zw ó j w y p a d k ó w ? M. marszałek Juin. Francuzów i muzułmanów. która o k re śli p ó źn ie j je g o p o lityk ą w o b e c A lg ieru ? M. Poderwawszy swą armię afrykańską do pościgu za armią nie­ miecką. stanowiącej wówczas inte­ gralną część narodowego terytorium. w znacznej mierze znalazły się w szeregach desperatów z O AS. Afryka północna w czasie wojny . Innego punktu widzenia co do gene­ rała de Gaulle’a nie podkreślano. którą przed nimi tajono. Juin był wówczas szczególnie podniecony.Pod tym względem jego postępowanie było dość niejasne. był bardzo zaabsorbowany losami tej odległej prowincji. że generał de Gaulle nie nosi w sercu Afry­ ki północnej. trzeba uświadomić sobie. że w tych odległych już czasach możliwe były inne rozwiązania. . że dra­ mat algierski był dla p ie d s -n o ir s . tragedią uczuciową.dwaj przyjaciele. któ­ ra bez żadnych ograniczeń składała dla nas ofiarę z życia podczas obu wo­ jen światowych.C zy o zn a cza to z a te m . O . . Patrząc z perspektywy czasu. tak jak wszyscy algierscy Francuzi. Przetrzebiona w Indochinach armia francuska chwyciła się ręka­ mi i nogami zaprzepaszczonej dawno idei francuskiego Algieru.Juin wiedział. że w przypadku zaistnienia pewnego dnia niepodległego francuskiego Al­ gieru on mógłby zostać pierwszym szefem państwa. Zbyt często ją okłamywano. . W przeciwieństwie do wielu wojsko­ 86 . który nie wykazywał tak uczucioweego przywiąza­ nia jak Juin. Wielu ludzi uważało. Plany generała de Gaulle’a były odmienne. O. zwracający się do siebie po imieniu. Myślę w skrytości ducha. kroczyli zupełnie róż­ nymi drogami.nie była zbyt gaullistowska. ale w tym celu trzeba by po­ łączyć stanowczość z wielką wspaniałomyślnością wobec ludności. że g e n e ra ł d e G a u lle re a lizo w a ł ju ż m y śl . . nie uprzedzone o strate­ gii. Nie podzielał niektórych poglądów generała de Gaulle’a. i najlepsze jej elementy.trzeba to jasno powie­ dzieć .

u kre­ su stulecia. jak kiedyś mawiali wojskowi. że to sprawa przebrzmiała. i to zawsze przez pryzmat „Action française”. ważne wydaje mi się co innego. Zadaję sobie pytanie. żołnierza kolonialnej piechoty czy kolonialnej artylerii. Wraz z Churchillem i Rooseveltem uczestniczył w konferencji w Casablance w 1943 r. której akcje posiadaliby wszyscy mieszkańcy wybrzeża francuskiego imperium i której Wielka Szóstka dostarczałaby ka­ pitału i oprzyrządowania w zakresie wydobywania ropy i gazu? W ten sposób wraz z innymi członkami naszej rodziny. Jeśli chodzi o ge­ nerała de Gaulle’a i o Algierię. zadaję sobie pytanie. Strzelca. fa n ta ssin m étro.wych. zadaję sobie py­ tanie. nie był on żołnierzem armii afrykańskiej czy armii kolonialnej. O. 87 . człowiek tak często spoglądający w przeszłość. czy oczyma wyobraźni nie widział on wtedy. Jego wizja świata ograniczała się do Francji. kawalerzysty.C zy sam m a rsza łe k Juin n ie b y ł p o d d a n y siln ym n aciskom c zę śc i a rm ii . nawet jeśli stawał się coraz bardziej niespokojny. Je­ go pogląd na sprawy nie był poglądem legionisty. zwłaszcza krajów Magrebu. Po chwili namysłu generał oświadczył mi. .. .Juin powiedział to i napisał. Pewnego dnia przy ulicy Solferino 5 podsunąłem generałowi de Gaulle’owi następujący pomysł: czemu by nie stworzyć z francuskiej Sahary anonimowej spółki. k tó ra w id zia ła w nim p r z e c iw w a g ę g en era ła d e G a u lle 'a? M. to czy ostatecznie nie my będziemy pokonani?” Inaczej mówiąc. moglibyśmy zachować nieza­ leżność energetyczną. W styczniu 1944 r.. ku epoce złotego wieku. I to się liczy. i to często Francji złotego wieku. Jesteśmy dziś świadkami galopującego rozwoju demograficznego trzeciego świa­ ta. czy nie mówił on sobie: „A jeśli Algieria ze swoim galopującym roz­ wojem demograficznym przyśle nam stu albo dwustu posłów do parla­ mentu. przewodniczył konferencji w Brazzaville. iż zrozumiał on . Był przygotowany na posłuszeń­ stwo.on. człowiek Wielkiej Szó­ stki. białą Afryką północną i czarnymi z południowych krańców pustyni. był. piechurem z metropolii. Jego podróże po im­ perium ograniczały się do krótkich pobytów na Bliskim Wschodzie. zamiast francuskiego Algieru algierskiej Francji. czy jednym z bar­ dzo sekretnych powodów uzasadniających działanie generała de Gaulle’a wobec Algierii nie był fakt.

że uporządkowanie spraw byłoby lepsze od ewentualnego pogrążenia się w wodach Sekwany. z wolna ulegała rozpadowi. że widzę w tej chwi­ li tylko jednego człowieka. jak mi się zdawało. . Rozwinąłem tę myśl. kamiennymi schodami w każdej chwili spodziewałem się usłyszeć za sobą szybkie kroki strażników. Często rozmawiałem o tym z Jeanne Sicard. gdyż zostałem uprzejmie przyjęty w biurze mieszczącym się w środku pałacu. będziemy świadkami upad­ ku rządu. że schodząc szerokimi. powiedziałem mu najprościej w świę­ cie: . że sprawiam wrażenie kogoś. To właśnie w ten sposób zawarłem znajomość z panem Jea­ nem Lecanuetem. ponieważ wstrząsały nią do samej głębi krzyżują­ ce się pasje polityków i iście bizantyjskie rozgrywki różnych partii. kutymi w żelazie ozdobami. <•Pożegnałem się. Milczenie w szeregach!-jak mawiano w dawnej armii. kto doskona­ le orientuje się w problematyce. o ile nie wydarzy się jakiś cud. zauważywszy jeszcze. by mnie aresztować. Nie była w sta­ nie przyjść do siebie. który mógłby nas ustrzec od anarchii albo woj­ ny domowej: jest nim generał deGaulle. nadbiec. że wewnętrzna sytuacja Francji wydaje mi się poważna i że.W tym czasie IV Republika. i zapytał mnie. wybitną doradczy­ nią premiera Plevena. spustoszona w swej substancji. zdecydowa­ łem się nagle wejść] pokazując wizytówkę woźnemu.Byłem wczoraj w biurze generała. Ponieważ zaś w chwilę później zaniepokoił go fakt. iż wy­ daję się zbyt skąpo poinformowany. Powiedziałem mu. prze­ żarta wewnętrznymi sporami. prezesa rady mini­ strów. wy­ chodził na sam środek dziedzińca. Pewnego dnia. w Colombey-les-Deux-Eglises. ale było już późno i pora nadeszła. stwierdzając na koniec. Pamię­ tam. Pflimlina. poprosiłem o moż­ liwość spotkania z dyrektorem gabinetu M. Ale nic się nie wydarzyło. którzy win­ ni byli. Dyrektor stwierdził. eleganc­ ki balkon tego pomieszczenia z pięknymi. będąc w dzielnicy pałacu Matignon. i z nim samym. czy zdaję sobie sprawę z jego zamierzeń. To dziwaczne postępowanie przyniosło owoce.

.O w e za d a n ia a b so rb u ją c e p a n a o d 1 9 7 0 r.V III OD ZADAŃ ZLECONYCH DO SŁUŻB WYWIADOWCZYCH O ckrent . w biurze generała Juina...Mógłbym na ten temat zrobić pani. g d y w y szła z u st g e n e ra ła d e G a u lle 'a ? M. O.Generał de Gaulle nigdy nie proponował mi. czy znam się tro­ chę na wywiadzie. które zdawały sprawę sztabowi generalnemu obrony narodowej. Dla mnie wywiad. G tym. Tak właśnie odpowiedziałem znacz­ nie później prezydentowi Pompidou. . kiedy zapytał mnie. ra­ porty drugiego wydziału i służb wywiadowczych. Ale go nie zrobię. nie miałem pojęcia. bym zajął się 89 . to zlecenia wykonywane między strefą okupowaną a strefą wolną po zawieszeniu broni w 1940 r.D la c z e g o p r z y ją ł p a n p r o p o z y c ją p r e z y d e n ta P o m p id o u . całe kino. To następnie. M arenches . na m a rg i­ nesie pańskich in teresów zw iązan ych z hutnictwem . jak to się dzi­ siaj mówi. w czasach oku­ pacji. p ra k ty czn ie o d rzu ciw szy ją . . to w rzeczyw isto ści za ­ d a n ia w y w ia d o w c ze i p a n a p r a w d z iw y za w ó d . co dzieje się między jednym a drugim.

Jest to te­ ren bardzo śliski. Był synem zna­ nego w Afryce północnej lekarza oraz bratankiem słynnego pułkownika Castexa. właściwie nie. Miałem przyjaciół wśród wybitnych ludzi. Castex ciągnął dalej: . ' O.Czy widział się pan ostatnio z moim szwagrem? . Bardzo lubiliśmy się. moim zdaniem. Jego śmierć była wielkim nieszczęściem dla Francji i dla całej wspólnoty. Kiedy się ma metr dziewięćdziesiąt wzrostu i kiedy waży się po­ nad sto kilo. wdawszy się w poli­ tykę.. na Antarktydzie. jednego z pionierów lotnictwa. ó w c ze sn y p re m ie r? M. Miał cnoty kardynalne.J e g o szw a g re m b y ł G e o rg e s P o m p id o u . Pewnego dnia Castex zapytał mnie: ..nazywał się François Castex . to jeden z nielicznych mężów stanu współ­ czesnej Francji. że zrobi się przykrość przyjaciołom. poczucie humoru i skromność. François Castex ożenił się z siostrą pani Pompidou. O. nie jest to zbyt łatwe. Ci. Nie należy bać się. Chciałem zostać sobą. Wiem.Nie. kiedy wykonywał jakieś zadania w gabinecie generała de Gaulle’a. . Polityka wewnętrzna to nie moja domena.Tak. . rozmawialiśmy o panu któregoś dnia i bardzo chciałby pana zobaczyć. Pozna­ liśmy się najpierw w Algierze. 90 . wrażliwość. René Brouillet przyprowadził go do ge nerała gdy ten zażądał „docenta. Polityka politykierów domaga się szeregu kompro­ misów.który wiele zrobił dla mnie w trudnych chwilach. . który umie pisać po francusku”.. które powinny charakteryzować każdego polityka pragnącego zostać mężem stanu: zdrowy rozsądek. Jestem uczniem Sokratesa.D zię k i kom u n a w ią za ł p a n ko n ta k t z P o m p id o u ? M. Przez całe życie usiłowałem zachowywać się dys­ kretnie.Miałem kolegę z czasów wojny .No właśnie. później uczestniczyliśmy razem w kam­ panii włoskiej. . Georges Pompidou. Poznałem Pompidou w 1945 r. ulegali zmianie. że nic nie wiem. który w okresie międzywojennym wykonywał zadania na obszarach południowych. inte­ ligencję.służbami specjalnymi.

w wieku dwudziestu lat przeszła do Hiszpanii. przeżywając wszy­ stkie przygody.Dlaczego nie odwiedzał mnie pan w ostatnich latach? Odpowiedziałem zgodnie z prawdą: . Pewnego wieczoru. Dy­ rektor gabinetu szefa państwa: jest to. że Pompidou jest w rzeczywistości tym samym człowie­ kiem. jedliśmy razem obiad i wtedy uświado­ miłem sobie. Poszedłem. co w książkach historycz­ nych nazywa się bitwą o Monte Cassino. Została jed­ ną z najsłynniejszych sanitariuszek francuskiego korpusu ekspedycyjne­ go we Włoszech. Kontakt został nawiązany ponownie.Straciłem go z oczu. którego znałem kiedyś u boku generała de Gaulle’a. Przedstawiła mu opinię o mnie. jak inni. powinien ponownie oferować swe usługi państwu. Jest uosobieniem prawości. który stał się businessmanem. 91 . aby prowadzić dalej. inteligencji i praco­ witości. walkę w swoim stylu. w mieszkaniu François Castexa. To ona pierwsza podsunęła prezydentowi Pompidou myśl. gdy został premierem. W jakiś czas potem przekazał mi wiadomość. tak jak moja żona i ja.Człowiek taki jak pan. I dodał: . jedyna kobieta. Dotarła do Afryki pół­ nocnej. Po chwili milczenia powiedział ze smutkiem: . Znamy się od ponad czterdziestu lat.. Niewątpliwie musiał słyszeć o mnie od rodziny Castexôw i od kogoś. Anne-Marie odegrała potem znaczącą rolę przy boku Pompidou. kiedy ekspedycyjny korpus francuski walczył z Niemcami w Abruzzach. Anne-Marie była sanitariuszką. Poznałem ją we Włoszech. Miała zaszczyt służyć pod dowództwem Juina. Lubimy się ogromnie. To prawdziwa i wspaniała Ardenka.. na jaką na pewno nie zasługiwałem. Przeżyliśmy to. komu pragnę przekazać wyrazy szacunku. jak sądzę.Niczego od pana nie potrzebowałem. panią Anne-Marie Dupuy. Odważna jak wszyscy ludzie tamtych czasów.Jest pan jedynym. Zapytał mnie: . ponieważ za czasów jego prezydentury była dyrektorem jego gabinetu. by mnie wykorzystał. ponieważ dla mojej żony i dla mnie jest to osoba bliska niemal tak jak siostra: mam na myśli obecnego radcę stanu i mera Cannes. która kie­ dykolwiek zajmowała to stanowisko. jakie tylko można sobie wyobrazić. że chciałby się ze mną spotkać.

Mówiąc poważniej. W jakiś czas potem jedliśmy razem śniadanie w osobnym gabi­ necie domu Ameryki Łacińskiej przy bulwarze Saint-Germain. a kontakty osobiste między głowami państw pozostawały słabo rozwinięte. uważałem. Ponieważ nie byłem ani urzędnikiem.Powinniśmy zjeść razem spokojnie śniadanie. Jej kuch­ nia była najlepszą kuchnią w Waszyngtonie. Mam wśród ambasadorów kilku przyjaciół. Pewnego razu po­ wiedział: .Chodzi o służby specjalne. Francuski szef uchodził za jedną z gwiazd stolicy Stanów Zjednoczonych. Padło wtedy zda­ nie: . Rzecz nie­ zwykle trudna i nie chcę jej panu proponować. po generale de Gaulle’u trzeba będzie porozumieć się na nowo z Amerykanami.No cóż. To mnie podnieciło. Zaczęliśmy rozmawiać o sytuacji panującej na świecie. że w naszych czasach pra­ ca ambasadora nie jest już pracą dyplomaty z epoki okrętów żaglowych. Innym razem Pompidou powiedział: . Nie nadawałem się do tego rodzaju pracy krawieckiej i podzię­ kowałem. Na dźwięk słów „zadanie niewykonalne” nastawiłem uszu. jeże­ li chciał mnie zabić w ciągu roku lub dwu lat.Interesuje mnie to. ponieważ przeby­ wałem tam podczas licznych podróży lub wykonywania zadań. ani oficerem zawodowym.Widziałem się z panem Pompidou wielokrotnie. Zadanie niewykonalne? To moja czuła stru­ na. Pan Pompidou myślał o mia­ nowaniu mnie ambasadorem Francji w Waszyngtonie. ale nie miałem ani upodobania. Georges Pompidou. Przybrał niezwykle poważny wyraz twarzy. jest coś. w 92 . ani kompetencji niezbędnych do tego ro­ dzaju działalności. Odpowiedziałem: . winien był wysłać tam właśnie mnie. kiedy to nie było telefonów. Znałem ambasadę Francji w Waszyngtonie. ponieważ jest pan moim przyjacielem. Ale to „zadanie niewykonalne”. Wiedząc o moim zmyśle gastronomicznym i pewnej skłonności do tycia.No cóż. Zanurzył się w swym fotelu i powiedział: .

Mój szef sztabu oznaj­ mił. co na ogół się przypuszcza.W tym p rzy p a d k u d zie d zic tw e m c ze g o ? M. po czym podałem się do dymisji1. Mieliśmy właśnie za sobą aferę Ben Barki. nie mam zdania na ten temat. Odpowiedziałem: . obok spokoju. Dokonałem ich „przeglądu”. Miałem w Wydziale kilku przyjaciół. kolegów z okresu wojny. Trzeba by Wydział „przetopić” (często posługiwano się później tym określeniem). że nic nie można zrobić. Zwierzył mi się później: . Opowiedziałem o tej rozmowie następnemu prezydentowi.. spróbuję je sobie wyrobić..Journal officiel” brzmi następująco: „Radca ministerialny pan Aleksander de Marenches. Wróciłem do pana Pompidou i powiedziałem: . jest ostatnim wielkim zbyt­ kiem naszych czasów. że trzeba nawet postawić Wydział w stan „li­ kwidacji”.Nie idzie nam. by można było sobie na to pozwo­ lić. O. radca stanu.Jeśli pan przeżyje. . która. Wydział nie funkcjonuje. opublikowany w . dotrzymam jego obietnicy. aby uzyskać ponownie całkowitą niezależność.Panie prezydencie. Powie­ dział: .” 93 . aby oczyścić go z niepożądanych elementów będących dziedzictwem ostat­ nich lat. Zastanawiałem się przez rok nad propozycją pana Pompidou.Panie prezydencie. . zostałem mianowany radcą stanu. na w ła s n e ż ą d a n ie uzyskał prawa emerytalne poczynając od 4 stycznia 1982 r. powiedzmy kilka tygodni. 1Tekst dekretu prezydenta Republiki z dnia 31 grudnia 1981 r. prezydent Pompidou dodał: . pełniąc to niewykonalne zadanie.przeciwieństwie do tego.Ogółem pracowało w Wydziale dziesięć do piętnastu ty­ sięcy osób. nie porzu­ cę pana na odchodnym i mianuję pana radcą stanu. Należy zrobić co innego: przeprowadzić gruntowną reformę. Został on wybrany prezydentem Republiki 16 czerwca 1969 r. Pań­ ski obraz jest niekompletny. I tak podczas ostatniego posiedzenia rady ministrów przed wybo­ rami 1981 r. Pełniłem tę funkcję przez kilka miesięcy. ponieważ nie będzie pan miał nic innego. Ale jeśli da mi pan trochę czasu. postawienie Wydziału w stan „likwidacji” wydaje mi się niemożliwe..Oczywiście. Nie sądzę.

Jedni zatrudnieni na etatach. trzy­ sta sześćdziesiąt pięć razy w roku. że mogę go odwiedzać o każdej porze dnia i nocy. Był lekarzem wojskowym. jak to sam określił. surowców itd. Jako ofi­ 94 . w dwudziestym okręgu. Ustaliliśmy. Wydział prze­ kazywał owoce swej pracy komu należało. Przed objęciem przeze mnie kierownictwa SDECE. techniki. a zależał od premiera. Jest to wywiad w stanie surowym. Wydział miał za zadanie analizę wyników wywiadu. obdarzony wyobraźnią i niezwykle kultural­ ny . wszystko chwytał. Moja nominacja była utrzymywana w tajemnicy aż do ostatniej minuty. Był moim kolegą. i moje osobiste stosunki z szefem państwa. Zmarł blisko dwa lata temu. w jaki zostałem zwerbowany. Towarzyszył mi człowiek. któ­ ra pod naciskiem wydarzeń wciąż zmieniała swą postać. przyjacielem i powiernikiem. któremu winien jestem wy­ razy głębokiego szacunku. analiz i syn­ tez. Zjawiłem się o dziewiątej rano w koszarach w Tourelles. Dokonywał przy mnie. subtelny. aktu łagodze­ nia. Ten nieobrobiony wywiad był przeka­ zywany do sekretariatu generalnego obrony narodowej.. niektórzy nawet zaszokowani. był to doktor Maurice Beccuau. zjawisk psychologicznych. Ale nigdy nie nadużywałem tego. wojskowości.nad wszystkim się zastanawiał. Została podana do wiadomości publicznej po zebraniu rady mini­ strów. a w sprawach ważnych lub delikatnych udawałem się osobiście na rozmowę z prezydentem Republi­ ki. organizacje wszelkiej maści lokowały w nim swoich ludzi. partie polityczne. W kieszeni miałem krótki lecz ważny spis funkcji pełnionych przez niektóre osoby.inteligentny. Nawet ówczesny minister obrony został powiadomiony zaledwie kil­ ka godzin wcześniej. jak i poza nim. Tak więc wszyscy byli zaskoczeni. inni w ogóle nie zatrudnieni itd. prowadzone­ go w całym świecie (z wyjątkiem Francji) w zakresie polityki. finansów. uzyskałem pracę sprowadzającą się w gruncie rzeczy do nieustannego tworzenia kawałków łamigłówki. gdzie dokonywa­ ło się jego „trawienie” i „zwracanie” w postaci biuletynów. współpracownikiem. informacji. który kontynuował swą pracę. Najróżniej­ sze „kaplice”. Przez wszystkie te lata był moim wspaniałym doradcą. pod koniec 1970 r. zarówno w obrębie Wydziału. Człowiek uczciwy i prawy w osiemnastowiecznym znaczeniu tego sło­ wa . Z drugiej strony nadal wysyłano te informacje do sekretariatu generalnego obrony narodo­ wej. Zważywszy na sposób. lekarzem.

Miał poczucie służby i upodobanie do służenia. Powiedziałem mu rok wcześniej: .J a k p a n u sta lił tą listą? M. że doktor Beccuau. Wśród ludzi. .cer rezerwy z racji odniesionych podczas wojny ran pozostawałem wciąż pod opieką lekarzy wojskowych i korzystałem z wojskowych szpitali. któ­ rzy zajmowali ważne stanowiska w Wydziale. Tak więc owego ranka wezwałem szereg osób. Wiedziałem. drogi doktorze. 95 . nie mogę powiedzieć panu. Dla mnie był kimś niezastąpio­ nym. itp.Ależ to bardzo proste: musi pan tylko określić dzień. Był to człowiek całkowicie bezinteresowny.. Jeśli coś uda­ ło mi się zrobić w ciągu tych bez mała jedenastu lat. o co chodzi. Być może zostanę zmuszo­ ny do założenia sobie obroży i podjęcia służby na jednym z ważnych stanowisk państwowych. odpowiedział bez na­ mysłu: . to nie dokonałbym tego bez jego obecności przy mnie. Czy ewentualnie uda się pan tam wraz ze mną? Niestety. nie brakowało elementów groźnych. wygrałem ja. Miał wielkie doświadczenie. „Zacny doktor”. „Będą cię mieli”.Pomogły mi w tym niektóre kontakty oraz prace docho­ dzeniowe. Jak może to pani stwierdzić. Żywię względem niego naj większe uczucie i najgłębszy szacunek. którzy figu­ rowali na mojej liście. A więc: oni albo ja.. pod którym mam się stawić! Nie zadał mi żadnego dodatkowego pytania. ludzi. neurolog i psycholog. człowiek cudowny. Wewnętrzne „kapliczki” wyle­ ciały z nastaniem poranka. jakie od roku prowadziłem. Wydawało mi się. godzinę i podać adres. Jego śmierć spowodowała wielką lukę w moim życiu. po­ siada jasność widzenia. jaką nie może poszczycić się nikt inny na świecie. W ciągu następnych godzin i dni kilkakrotnie grożono mi śmier­ cią: „Nie wytrzymasz tygodnia”. jeśli cho­ dzi o ludzi.Niech pan posłucha. O . . gdzie należy uderzyć i jakich ludzi trzeba wyrzucić za drzwi. praktycznie w ciągu dwóch godzin. i podziękowałem im. Zostały „skrócone o głowę” w dawnym znaczeniu tego określenia. jak go zawsze nazywano. gdyż podczas wstępnych rozmów zostałem zobowiązany do zachowania tajemnicy.

po­ lityka Francji.Nie ma trzydziestu sześciu polityk. które robiło to samo. jakie zastosowałem oczywiście za zgodą prezydenta Republiki .Wie pan.G ro źn y c h . Po wielu rozmowach z panem Pompidou. których nazywano potocznie b a rb o u zes. tego nie chcę wiedzieć. panie prezydencie. 96 . Podczas owych waśni plemiennych. a mimo to usiłują zmu­ sić go do działania.U d a ło się p a n u o sią g n ą ć to ? M. O.? M. że toczą wojnę. dziewięćdziesiąt procent zaufania to za mało.Niektóre gałęzie Wydziału funkcjonowały wyjątkowo źle. .. Wydział poświę­ cał swój czas na walkę z ministerstwem spraw wewnętrznych. Ja i moi przyjaciele nazywaliśmy Wydział „tysiącem papierków”. poprosiłem go o udzie­ lenie mi pełnomocnictw. Czy prócz tego istnieli ludzie. Służby wywiadowcze to przede wszystkim instancja państwowa. Czyż nie mówił on: „Ogólnie biorąc. Jeśli nie zgadza się z tą polityką. którzy pod szyldem wywiadu załatwiali swoje drobne interesy bądź mniej lub bardziej podejrzane sprawy. ma zawsze do swej dyspozycji broń ostateczną: może podać się do dymisji. Tych ludzi nale­ żało natychmiast usunąć. Z bie­ giem lat nagromadzono tam tyle warstw.O. gdy zamiast tego winniśmy byli skoncentrować uwagę na zadaniu Wydziału polegającym na groma­ dzeniu informacji z zagranicy. tyle pokładów . Zarzucano DST i SDECE przez całe la­ ta. kierowanie wieloma osobami jest tym samym co kierowanie kilkoma. Jest to kwestia organizacji”? Pewnego dnia zwróciłem prezydentowi Pompidou uwagę: . przyjaźni i wielki podziw. traciliśmy energię i cenny czas. że wojna nie jest sprawą klasyczną lecz ogól­ ną. Sun Tzu utwierdził mnie w owej bardzo starej i bardzo nowej zarazem idei.było oczyszczenie Wydzia­ łu z tych.że nie mogło być mowy o jakiejkolwiek jedności. dla którego żywiłem głę­ bokie uczucie szacunku. Jest polityka państwa. które tak uwielbiamy. Jednym z głównych środków zaradczych.niczym w geo­ logii . . . .. Potrzeba mi sto procent. to zn a czy . a dokładniej z DST. I słusznie. którą naczelny dyrektor zgodnie z moją wizją zobowią­ zany jest stosować.

jest pewien człowiek.. Znalazłem się w obliczu termitiery wy­ sokości kilku metrów ponad ziemią (była to termitiera i jednocześnie mro­ wisko: część podziemna i część nadziemna). 97 . że prezydent to zrobił! Ma pan całą moją przy­ jaźń i zaufanie. który wychodził z gabinetu premiera. O. Niech pan przychodzi do mnie. kamiennych schodów pałacu Matignon. kiedy tylko pan zechce. Wydatnie dodał mi odwagi. Odnaleźliśmy się z premierem. Podziękowałem mu za uprzejmość.Panie prezydencie. Zaaprobował moje życzenie w każdym punkcie.C zy p a n o w ie p o z n a li się p o d c z a s w y zw o len ia ? M. kogo zechcę. Kiedy się nie należy do ja­ kiegoś domu i przychodzi się robić w nim porządki. Na zakończenie rozmowy Jacques Chaban-Delmas powiedział: . Na pierwszym piętrze. Był pan tak głęboko wtajemniczony we wszystko! Czy mógłbym udzielić panu jakiejś rady? No cóż. Drzwi mojego gabinetu. Chciał mi oczywiście powiedzieć.. Premier przyjął mnie bardzo grzecznie. To generał B. . nie jest to łatwe. Jak to dobrze.Widywaliśmy się wówczas.Powinienem był wziąć pod uwagę pana w związku z tym sta­ nowiskiem.Albo nie trzeba w ogóle zaczynać. kogo zechcę. jak to powiedział pewnego razu. że uważa moją nominację na to stanowisko za skandal. Podczas innej rozmowy powiedziałem mu jeszcze: . że na­ leżało się ono słusznie jemu..Nié będę pana informował o sprawach międzynarodowych. bo sprawa jest skomplikowa­ na. którego widuję od czasu do czasu. Na górze woźny wprowadził mnie do pana Chaban-Delmasa. postanowiłem zaskoczyć wszystkich szybkością. człowiek. . „pośród starych przyjaciół z dawnych czasów”. bym mógł przyjąć. mój telefon są do pańskiej dyspozycji we dnie i w nocy. Niemożliwe by­ ło podjęcie tego zadania inaczej. Powiedział: . Ma on wyraźne upodo­ banie do tych spraw. Po otrzymaniu nominacji udałem się z wizytą do premiera Jacquesa Chaban-Delmasa.. chcę. i usu­ nąć.. Wiedząc. minąłem się z generałem B. gdy byłem adiutantem genera­ ła Juina. u wylotu owych pięknych. którego mo­ że pan spotkał. że stoi za mną szef państwa.

których nauczyłem się w życiu. ale jeśli chodzi o służby specjalne. Wydział nie dostarczył mi „stosunków”. nie znają mnie też środki masowego przekazu. O. na czym polega różnica między politykiem a mężem stanu.C zy d zię k i p o w o jen n em u o k re so w i także? M. Polityk to przede wszystkim ktoś. ale i mężem stanu. one wiedzą.Pan wie. kim jestem. Polityk boi się ich i dlatego tak nie­ wielu jest mężów stanu. że to mówię. ale właśnie minąłem się z nim. bardzo panu dziękuję.Panie premierze. ale za pomocą swych demagogicznych i innych obietnic próbuje sprawić. jest świado­ mość. F ra n cu zi n ig d y n ie c ie ­ szą się d o b rą o p in ią J e ś l i ch o d zi o w sp ó łp ra c ę ze słu żb a m i za g ra n ic zn y ­ m i.. dzięki II wojnie światowej.T ajne słu żb y nie d zia ła ją w p ró żn i. obiecuje pot. . czy widzi życie w kolorze różowym. którą można by streścić następująco: . kilka minut temu. kiedy wychodził z pańskiego gabinetu. Nigdy do­ tąd nie słyszałem takiego języka. Nie wiem. jeśli sumienie tak mu dyktuje. kto handluje dobrymi nowinami. że dobre nowiny specjalnie go nie interesują. Jedną z niewielu rzeczy. Opinia pu­ bliczna mnie nie zna. O. to ja ..proszę wybaczyć. że jest różowe. przypuszczam.Po chwili milczenia odpowiedziałem: . by wyborca uwierzył.. objechałem moich euro­ pejskich kolegów i z każdym odbyłem krótką rozmowę. Polecenie dane mi przez Georgesa Pompidou głosiło. ale taka jest prawda . taki jak choćby Churchill. kim jestem. Mąż stanu. Cenił sobie szczególnie złe. A później. .Kiedy zostałem mianowany dyrektorem generalnym SDECE. Kiedy objąłem swe funkcje w 1970 r. .przyniosłem moje stosunki i moje doświad­ czenie i oddałem je na służbę Francji. Georges Pompidou był nie tylko politykiem. przy pierwszej sposobności. Wzajemne uśmiechy. . A le p a n m ia ł ju ż p rzy ja c ió ł? M. Powiedziałem szefom tajnych służb eu­ ropejskich: 98 .Tak. Tylko mąż stanu gromadzi wiadomości złe. krew i łzy.mówiliśmy już o czym innym.

Tak. jak mi się zdaje.Nie. które przedtem w ogóle nie miały miejsca. Mam wstręt do podstępnych cio­ sów wśród sprzymierzonych. ponieważ . O. lecz są sprawą zaufania. pochodzi od Sachy Guitry’ego: „Nigdy nie kłamcie. Gdyby szef państwa wyznał mi pewnego dnia: „W następstwie spektakularnego odwrócenia sojuszy zo­ staniemy bliskimi sprzymierzeńcami imperium sowieckiego i będziemy wal­ czyć ze Stanami Zjednoczonymi”. Wszyscy odbijają ten balon. O ileż łatwiej jest mówić sobie prawdę.C zy m ia ły m ie jsc e p r z y p a d k i n ie ja sn e . ja k ie u trzym yw ał p a n za w sze z A m erykanam i. Omawialiśmy na nich wspólne problemy.. k ie d y a m eryk a ń sk i p u n k t w id zen ia w y d a w a ł się p a n u n iew ła ściw y ? M.służby specjalne na najwyższym szczeblu nie opierają się na kantach i kawałach. . . podczas którego każdy starał się. Odbyły się one kolejno w Paryżu. . Kiedy pojawią się problemy. . któremu służył. wyłożymy je na stół i będziemy nad nimi dyskutować.W sy stem ie d em o k ra tyczn ym s z e f słu żb m a m o żn o ść w y b o ­ ru śro d k ó w . Bę­ dę to robił najlepiej jak umiem.wbrew temu. Posłużyłem się cytatem. odpowiedziałbym mu: „Panie prezy­ dencie. by zwycięstwo odniósł jego punkt widzenia. O. Obiecuję panu tylko jedno: nigdy pana nie okła­ mię. który bardzo lubię. to zna­ czy punkt widzenia rządu. n igdy nie w y d a w a ł się p a n u czym ś w ro d za ju h a n d ic a p u ? M. kiedy wspólna debata nad problemami ma miejsce w wolnym świecie. c zy w y m ia r sto su n k ó w o so b isty c h . co sądzi część opinii publicz­ nej . a który.Ze mną pracuje się wspólnie. .In a c ze j m ó w ią c . składam dymisję. gdyż nigdy nie działam wbrew sumieniu”. a łe nie celu ? 99 . Monachium i Lon­ dynie. To samo powiedziałem Amerykanom. do tego trzeba mieć bardzo dobrą pamięć!” Wraz z moimi kolegami niemieckimi i brytyjskimi opracowa­ liśmy szczegółowo plan semestralnych spotkań. Odbywaliśmy wtedy przyjacielskie spotkanie. O.

Panie prezydencie. Beria to nie mój styl. Jeśli jest pani szefem służb specjalnych i jak ja dysponuje pani wie­ loma uprawnieniami i znacznymi środkami. podczas których każdy zdejmował marynarkę i rozluźniał krawat. Himmlerem. Jestem na przykład odpowiedzialny za życie ludzi ze służby opera­ cyjnej. jak przeprowadzić pewną operację. jakie mogły mu się nasunąć. ponieważ nie zgadza się pa­ ni z tym. Albo: . pani nie ma nigdy nic. Jego za­ daniem jest przedstawienie opinii i informacji. Ostateczna decyzja należała do mnie. Jeśli nie ma pani absolutnej dyscypliny osobistej czemu by nie zacząć bagatelizować polityka..Wybór celu nie należy do dyrektora generalnego. ewentualnie szef państwa. mówi? To może iść bardzo da­ leko! Zostanie pani szefem Gestapo. No cóż. na podstawie których pod­ jęta zostanie decyzja. fałszywymi dokumentami. Na stanowisku dyrektora generalnego tajnych służb jest się czę­ sto samotnym.Wytłumaczcie mi. że sposób zorganizowania tej operacji to moja sprawa. Berią. Dys­ ponuje pani oddziałami uderzeniowymi. Powiedziałem między innymi: .Panowie. W przeciwnym razie doszłoby do pomieszania funk­ cji. . Jeśli sprawa potoczy się źle. poniesie pani ewentualne przykre konsekwencje. a nie kartami.M. Zupełnie samotnym w swoim gabinecie. które chcielibyście mieć. zechciejcie grać kartami. cywilnym i wojsko­ wym: . o których mówimy. a nie dlaczego nie można te­ go zrobić. Organizowałem posiedzenia b ra in -sto rm in g . otwarcie ale z sza­ cunkiem. Nie ma się kole­ gów. Również wtedy jest się sa­ motnym. jak to zrobić. specjal­ nymi funduszami itd. Odpowiedziałem mu. laury zbiera „polityk”. niczym biegacz zamykający stawkę. W przypadku służb. Gdy wynik jest pomyślny. które macie. decyzja zadania ciosu należy do pana. by móc wyrazić z całą swobo­ dą pomysły i sugestie.. nie ma już dla pani granic. gdyż ja je­ stem za nią odpowiedzialny. Doświadczyłem natomiast czego innego: prezydent Republiki Fran­ cuskiej jako dowódca armii chciał się wmieszać do akcji. Często mówiłem moim podkomendnym. co on. Chciał mi wyjaśnić. Ale z chwilą uczynienia pierwszego kroku za wszystko odpowiadam wyłącz­ nie ja. liczy się honor służ­ 100 .

Nie zgadza się pani? Być może. Można wyobrazić sobie nieład i zamie­ szanie wynikające z tych wiecznych zmian. Ludzie przeciwni nam. ale wykonu­ je ją pani lojalnie. nie obdarzają nas prezentami. by szef ze swym sztabem przystosował się do nowej odpowiedzialności. Gdybym został trzy miesiące dłużej. pojawiłby się siódmy. jest to. Jedną z wielkich słabości służb w krajach demokratycz­ nych. Potrzeba sześciu miesięcy. . Podczas mojego kierowania SDECE spotkałem sześciu róż­ nych dyrektorów CIA. że zbyt często zmie­ niają szefa.by (przez duże S). zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Prezydent podjął decyzję. pani jest jedną z osób zobo­ wiązanych do jej realizacji. którzy dobrze o tym wiedzą.

Obu prezydentów. loży w operze i innych przy­ wilejów. mógłby wziąć naszą nieobecność za obrazę. którym służyłem. prosiłem o zwolnienie mnie z oficjalnych uroczystości. z prezydenckich polowań. przekazywa­ nie informacji. będących drobnymi przyjemnościami. służba kontrwywiadu i służba operacyjna. Są takimi samymi pra- 102 .Są służby gestii administracyjnej i finansowej oraz służby dochodzeniowo-badawcze.Szef tajnych służb powinien być przede wszystkim człowiekiem nieznanym i nie grać roli gwiazdy. . a bywa. które tak sobie cenią wy­ soko postawione osobistości. Traci się tylko czas. by wziąć udział w obiedziew Pałacu Elizejskim lub w Wersalu. Ponadto służba bezpieczeństwa. że dochodzi tam do przykrych spotkań. którego osobiście dobrze znałem. Pracownicy cy­ wilni i wojskowi tworzą normalną regularną kadrę. Nie powinien mieć żadnych ambicji politycznych. Zgodziłem się na kilka wyjątków. O ckrent . ponieważ szef obcego pań­ stwa. Z prasą nie spotykałem się. w rodzaju obiadów w Pa­ łacu Elizejskim. Nie może pokazywać się publicznie.IX SŁUŻBY I ICH NARZĘDZIA M arenches .J a k zo rg a n izo w a n e są słu żb y? M.

Niektórzy tak. O.rolnictwa. Można ich spotkać na ważnych stanowiskach. którzy przez szereg lat działają w Wydziale. Kontrola tych informa­ cji stanowi jedno z zasadniczych zadań Wydziału. widzieć i słyszeć rzeczy użyteczne dla ich kraju. Jeśli chodzi o służby specjalne. słynnych HC. Służby wywia­ dowcze to ogromne sito. a tak­ że w instytucjach i organizacjach międzynarodowych. który zosta­ nie wysłany do Pałacu Elizejskiego i gdzie indziej. traktując to jako zaszczyt. Niektó­ rzy Francuzi nawiedzają „czułe sfery”.Ktoś może być kierowcą taksówki. podobnie jak w innych ministerstwach . którzy informują władze w Bemie. Nasi szwaj­ carscy przyjaciele. Są także ludzie. stosuje się do nich określenie h o n o ra b les co rresp o n d a n ts. a następnie wracają do wojska. gdzie mogą obserwować. Wszystkie narody stosują ten system. ponieważ są niemal wszędzie. donosicielami. przeznaczonych na przykład na zasilenie biuletynu. 103 . przemysłu naftowego lub wielkich plemion nomadycznych Sahary. Ludzie tak poważni jak Brytyjczycy dają dowód godnej uwagi postawy obywatelskiej. . którzy bardzo przestrzegają swej neutralności. Są wojskowi.cownikami jak inni. którzy zostaną tam przez większą część swej kariery. W policji nazywa się ich kon­ fidentami. . Byli również ofi­ cerowie i podoficerowie rezerwy Wydziału. Są w Wydziale urzędnicy ściśle cywilni. Jeden. aby następnie uzyskać esencjonalny rdzeń lub kilka liczących się kropli.P rze k ró j j e s t b a rd zo zró żn ic o w a n y? M. dwu czy trzech z nich pobierało ogromne sumy. Stopnie w Wydziale odpowiadają stopniom w sferze funkcji publicznych. robią to dla pieniędzy. kto inny osobą duchow­ ną lub nawet ministrem stanu.C zy lu d zie ci są w yn a g ra d za n i za sw o je usługi? M. Spotyka się również sza­ nownych korespondentów. których „w cywilu” spotkać można niemal wszędzie. . O. to prawda. posiada­ ją system oficerów milicji. Ale większość koresponden­ tów pracuje z pobudek patriotycznych. . do którego wrzuca się setkami dziennie tysiące in­ formacji. poczty czy spraw zagranicznych. gdyż są na przykład specjalistami od świata arabsko-islamskiego.

prasie itp. niekiedy jawnych. a jeszcze mniej z Maty Hari. by móc powiedzieć tym oszustom: „Pańska produkcja jest nic nie warta”. . ponieważ nigdy nie zetknąłem się z tym człowie­ kiem”) . któ­ rej aspekty powonieniowe stały się niebawem tematem komentarzy. Na podstawie przedstawionych mi raportów doszedłem do wniosku. Wśród międzynarodowych bażantów istnieje także podgatunek: oszuści w zakresie informacji. który mógł robić ktokolwiek. Informa­ cje tajne docierają albo za pośrednictwem służb na drodze wymiany.O wiele mniej niż się sądzi jest w tym wszystkim z Jamesa Bon­ da. że bardzo drogo kosztuje. jakiego miał prawo oczekiwać dobry HC. Po­ łożyłem kres jego wyczynom i odprawiłem go w ciągu pół godziny za 104 . przed udaniem się do kasy. Za przegląd prasy. albo: „Znamy już te sprawy. Ludzie ci są w posiadaniu informacji. zawartych w książkach. Są także mistrzowie i gwiazdy. system umorzeniowy w samym SDECE. Trzeba oczywiście rozpo­ rządzać kompetentnymi współpracownikami.to biedacy. pobierał najwyższe w Wydziale honoraria. Są tacy. Wynagrodzenie wypłacane mu w przeszłości nie odpowia­ dało temu. czytający zagraniczną prasę i umiejący wyprodukować doskonałą syntezę. albo w wyniku współpracy ze służbami krajów sprzymierzonych.C zy zna p a n ja k ie ś o so b y o d p o w ia d a ją c e tem u określen iu ? M. Wsławił się on później w aferze samolotowej. O. którzy skaczą ze spadochronem i tego samego wieczoru obiadują z urzekającym szpiegiem w spódnicy. Podzię­ kowałem mu w ciągu kilku tygodni po przejęciu przeze mnie funkcji. za którą zapłacili lub któ­ rą po prostu wymyślają. zaprawiają swym własnym ketchupem. Inna kategoria to ludzie o szeroko roz­ winiętych kontaktach. Praktykował.Była przed moim przyjściem pewna postać barwna (nie po­ wiem „sympatyczna”. którzy z trudem dochodzą do swe­ go celu . ale jeśli wynagrodzi­ ła pani autora mniej lub bardziej zmyślonej informacji przed poddaniem jej weryfikacji. zagarnął on czysty zysk. bardzo dziękujemy”.jeden z owych wieloletnich dostarczycieli informacji bardziej lub mniej zmyślonych. którzy rozszyfrowują masy in­ formacji. . jak mówiono. Można ją później sprawdzić. agentów. którą. jadający na mieście. Chodzi raczej o benedyktyńską pracę ludzi wyspecjalizowanych w wie­ dzy o określonym zakątku naszej planety.

.Tak. . bohate­ ra . c ze g o d o ty c zy ? M.F. O. nie zwa­ żając na stopnie hierarchiczne i myśląc jedynie o interesach własnych.wolnej Francji. Czekałem tam na nich. znalazła się w moim biurze. D. Moje wielkie doświadczenie w zakresie ludzkiej bezecności nauczyło mnie. że pienią­ dze nigdy nie przepadają.. . Wystarczy postawić Strzelca przy każdym z otwo­ rów. aby wydostać się na wolną przestrzeń. wpadając w przerażenie i tracąc zimną krew. byli w niej również ludzie nieodpowie­ dni.C zy tę a ferę zm o n to w a n o . Zmieszany popro­ sił mnie o sprecyzowanie. że po wpuszcze­ niu łasicy do jamy dzikich królików te ostatnie. . że. O..To znaczy kogoś wysoko postawionego. kogo należało.pośrednictwem ówczesnego dyrektora mojego gabinetu. to znaczy pie­ niędzy francuskich podatników. . . Niektórzy z tych ludzi zostali od razu zaangażowani do paralelnej siatki prywatnej. co mam na myśli./ w ie d zia ł p a n o n iej. Wyjaśniłem. Zleciłem mu przypuszczenie operacji „łasica”. 105 . co do której pomysłowości nie miałem wyro­ bionego zdania. Chciałbym jednak wska­ zać. ponieważ nie znałem szczegółów. nie mającej nic wspólnego z oficjalnymi służbami państwowymi. O .. które nie doczeka­ ło się ujawnienia. Ogromnej sumy pieniędzy państwowych.w cywilu i w wojsku . i niebawem ich zwło­ ki usłały biuro mojego adiutanta.-B. cisną się do wszystkich otworów nory. k ied y s ta ł p a n na c ze le S D E C E ? M. Zawiadomiłem tak­ że odnośną spółkę naftową. jak wykazała cała ta afera. o tym . Zawiadomiłem o niej.To zn a c zy szefa p a ń stw a ? M. Trafiają tylko do innej kieszeni.. Afera samolotowa to zwykłe oszustwo. W ciągu następnych godzin pewna liczba owych „królików”. nie odzyskano do dziś..Nie.

wystarczy. które nie służyły państwu francuskiemu. czy nie? M. gdy nadal sto dwadzieścia tysięcy sowieckich żołnierzy przebywa wAfganistanie. których odgałęzienia.O. między innymi z imperium sowiec­ kim i jego satelitami.Nie! Nie jestem policjantem ani buchalterem skarbowym. mając już władzę. ludziom bardziej zbliżonym do polityki: wpływowym agentom. O . lecz były członka­ mi różnych lo b b y . .Tak. .C z y p a ń sk ie słu żb y zn a ły tych lu dzi? M. znaczy co innego niż we francuskim). Nie wol­ no ufać innej katgorii osób. c z y p ie n ią d z e zo sta ły zw ró c o n e . Powtarzają także: „Trzeba pomóc Rosjanom w prze­ budowie.Znali ich wszyscy. stwarzały poważne problemy./ n ie in te re so w a ło p a n a . . chcieliby również mieć pieniądze. 106 . . Tego gatunku głupcy łykają co się da. ale też naiwni niczym owoc zakazanych amorów dziecka z chórku kościel­ nego czy „dziecięcia Maryi”.. Nie był to już mój problem. . jakie im przypisywano. przebiegli i fo u rb issim i (co w języku włoskim. od których nie płaci się podatku. I to wtedy. Nie mu­ si to być koniecznie koperta wypchana pieniędzmi. itd. jakiś kontrakt czy sam nie wiem co. które odkryłem w 1970 r. różnych organizacji. a mur berliński stoi jak stał. czy odnośne samoloty posia­ dają właściwości. . Albo w każdym razie za takich się podawali. była pewna licz­ ba bestyjek. Zwracałem na to uwagę wielokrotnie. że otrzymają jakąkolwiek prebendę: w grę może wchodzić usługa wyświadczona przyjacielowi. ale nie śledziłem tej sprawy i nie wiedziałem. niekiedy się­ gające poza granice kraju. Wielcy wpływowi agenci należą do j e t se t i zajmu­ ją się na ogół lukratywnymi interesami. Pośród tysięcy dokumentów. że są często inteligentni. Jedną z cech politykierów jest to. którzy. u bo­ ku ludzi. kie­ dy chodzi o machinacje polityczne. O. Cała ta plejada płazów miota się na skraju świata polityki. Gorbaczow idzie śladami Den Xiaopinga”.C zy w śró d tych n ie zb y t g o d n ych szacunku lu d zi b yli także p ra c o w n ic y p o p rze d n ic h słu żb ? M.

funkcjonariusz średniej rangi zatrudniony w Wydziale. że jest agentem służb francuskich. należał do nich między innymi sędzia okręgowy stanu Nowy Jork. ale oświadczył policji amerykańskiej. Aresztowano go i osadzono w więzie­ niu. Spędziliśmy wiele nieprzyjemnych miesięcy nad raportami francusko-amerykańskimi. ale w jaki spo­ sób. . zmontowana na aferze narkotykowej. Zmontowana w rzeczywistości przeciw­ ko mnie i będąca próbą zniszczenia mnie. który nadawał się na szefa afery narkotykowej tak samo jak ja na arcybiskupa. rodzajem. z rzadka tylko uczestniczą­ cy w oficjalnych czy głośnych przyjęciach. I właśnie tej jesieni wybuchła afera Delouette’a. jeśli jest zawsze stosunkowo łatwo udo­ wodnić co się zrobiło. że wielkim szefem te­ go handlu narkotykami.Prawdziwe środowiska wywiadowcze to ludzie jak najbardziej dyskretni.. fizycznym lub intelektualnym. którą można by opatrzyć kryptonimem afera Delouette’a. nigdy nie rozpowiadający. to na ogół nie sposób wręcz udowodnić tego. słowo „zniszczenie” można przy tym rozumieć w sensie moralnym. którzy. ponieważ. powiedział: . supermafioso. O.Niech pan się ma na baczności z nastaniem jesieni. sir John.Miała miejsce pewna manipulacja. Historia ta została sfabryko­ wany od A do Z. Orzeczono następnie. jest M.Zamierza pan przeprowadzić operację uzdrowienia francuskich służb specjalnych.C zy o w a „ c z y s tk a ” p r ze p ro w a d zo n a p r z e z p a n a w słu ż­ bach nie n a d w eręży ła p a ń sk ie j o p in ii? M. Były dziennikarz francuskiego radia i telewizji zo­ stał zatrzymany w Stanach Zjednoczonych. będą próbowali pana zni­ szczyć. Spotkałem mego brytyjskiego kolegę. Niech pan nikomu nie ufa. czepiając się tego wydarzenia. Nie był on agentem SDECE.. kiedy? . -Dziękuję za powiadomienie mnie o tym. dla kogo pracują. kiedy przewoził samocho­ dem narkotyki. X. Zwyczajem dobrze wychowanych Brytyjczyków nie chcąc najwyraźniej podjąć wprost odnośnej sprawy..czego 107 . . Było kilku Amerykanów. sir Johna R. usi­ łowali zrobić karierę polityczną.

. .C e le m b y ło o c z y w iśc ie w y w o ła n ie w ra że n ia . podał się do dymisji. ale nie rozpoznaje się szcze­ gółów. To był gest prawdziwie wielkopański. jakie wywołało to na mnie wrażenie. nieskazitelny gentleman i mój kolega. b y zd o b y ć fu n d u sze na o d p o w ie d n ie o p e r a c je . ale czyż nie taki jest nasz los? Następnego roku sam syn sira Johna R. uwa­ żając się za zniesławionego. M.. W modrych wodach tych sfer widzi się niekiedy przemykające cienie wielkich ryb.. O.się nie zrobiło. ż e w S D E C E . O. przesłał mi swą ofi­ cjalną fotografię. Nawet nie wyobraża sobie pani. wzmianek w prasie i czego tylko pani sobie życzy.. Nie znaczy to bynajmniej. Panów można spotkać wszędzie. Wiedział. Tragiczna i bezlitosna ironia losu. i jego ojciec. że nikomu nie wolno mieć własnego zdania. słudze Francji. kto ten cio s p rzy g o to w a ł? M. Wolałem to od wszystkich odznaczeń.W rzeczywistości nie. że nie jestem w stanie dać mu żadnej konkretnej odpowiedzi. u p ra w ia s ię h a n d e l n a rk o tyk a m i. na której napisał: „Aleksandrowi de Marenches. ponieważ opierało się jedynie na zmyśleniach i kłamstwie.C o b y ło p a ń sk im p rio r y te te m w ch w ili o b ejm o w a n ia d y r e k ­ c ji S D E C E ? M. . . p o d p a ń sk im k ie ro w n ic tw e m . Często widywałem prezy­ denta Republiki. jednakże służby specjalne nie 108 . ile­ kroć się z nim spotykałem. Pomyślałem wówczas o moim starym mi­ strzu Juinie.C zy d o sze d ł p a n . . z pełnym zaufaniem. Georges Pompidou”. W najgorętszych momentach afery. . był wyjątkowo delikatny i nigdy nie mówił o niej ze mną. O. Na szczęście zdołaliśmy sprawę całkowicie „zdemonto­ wać” i wszystko klapnęło niczym omlet. Ale 1 stycznia owej trudnej zimy 1971 r. służby apolitycznej.Moją główną troską było stworzenie atmosfery przede wszy­ stkim służby państwu. został przychwycony w aferze narkotykowej. pana Pompidou.Albo że francuskie służby specjalne zajmują się przemytem narkotyków w celu fabrykowania pieniędzy.

interesem państwa bądź chęcią zdobycia pieniędzy .była zredukowana do stanu szczątkowego. z którymi przeprowadza się operacje. ciesząc się pokojem. Mają wewnętrzną motywację służby i przekona­ nie. . Niektóre wchodziły w skład zasadniczej kadry. pełniąc funkcję analityczek o szczególnej odpowie­ dzialności.. Była też pew­ na liczba wybitnych kobiet . służba operacyjna . Inteligentne. jaki da­ je kierownictwo. ponieważ klasyczni wojskowi nie bardzo lubią. że ludziom gotowym do tego rodzaju poświę­ ceń trzeba było przyznać dodatkowe punkty. nie czynią tego dla pienię­ dzy czy dla odznaczeń. Używano ich raczej jako przynęty. stany ducha czy wątpliwości kogo­ kolwiek.P an u je te ż w y o b ra że n ie . Ale bardzo rzadko. jakiej nie posiadają niektórzy mężczyźni. że biorą udział w wojnie.bo tak się ona nazywa .. podczas gdy reszta kraju żyje beztrosko. kiedy ich koledzy znikają w strefie cienia. Bywa­ ło. motywacja i poziom personelu to sprawy zasadnicze. Przykład.wśród oficerów wywiadu. . by wyrażać osobiste poglądy.C zy słu żb y sp e c ja ln e za tru d n ia ją w ie le k o b iet? M. . jakościowo odpowiadający temu. by uzyskać jaśniejszy obraz. że słu żb y k o rzy sta ją w w ielu p r z y ­ p a d k a ch z usług k o b ie t „ in n e g o p o k r o ju ” .Bywało.służyły w drugim szeregu ku przyjemności pewnej liczby przelotnych gości. by ją postawić na nogi. Potrzebowa­ łem wiele czasu. Bardzo przywiązują się one do tego zawodu. . Jedyną racją ich istnienia jest służba państwu. peł­ ne zapału i zamiłowania do dobrze wykonanej pracy. O..niewiele . ja­ ki tworzyłby mój wojskowy personel. że ładne i kierujące się określonymi motywami kobiety. M. . . Potrzeba było kil­ ku lat.są po to.C zy to z p a n a in icja tyw y stw o rzo n y zo sta ł o śro d e k ć w ic ze b n o -tren in g o w y w A sp re tto ? M.W Wydziale było wiele kobiet. Z tą tylko różnicą. O. Zdarzały się przy­ 109 . często odznaczają­ cą się wrażliwością. gdyby pozostawał w „normalnym wojsku”. O. Ludzie.Kiedy przyszedłem w 1970 r.

padki. fizyki nuklearnej.wyższy oficer. któ­ rzy na wysokich stanowiskach byli zainteresowani działalnością SDECE i dyrektorów personalnych. która umożliwia­ ła owemu człowiekowi przedłużenie wieczoru aż do późnych godzin noc­ nych. Dyrektor generalny. że kariera ludzi poświęcających mniej czy więcej lat na pra­ cę w Wydziale. Za moich cza­ sów. że szkodzi to karierze ofice­ rów. który w sumie jest szefem korpusu domu. Podobnie jak dyrektor cywilny kieruje personelem cywilnym. Potrzebny byłby splot okoliczności zupeł­ nie szczególnych. elektroniki. Nie­ którzy wojskowi robią tutaj karierę i tutaj spędzają całe życie. Kierownictwo personelu wojskowego. którzy mieli najpierw upodobanie do służby w 110 . Najlepszym przy­ kładem był tutaj mój współpracownik. generałów. O .który zakończył swą karierę jako szef sztabu armii. generał Lacaze . rozwijała się nie tylko normalnie. któ­ ra uwiedzie danego mężczyznę. wojsko­ wych. czy specjalistę od strategii bądź taktyki. .Było to kilka tysięcy ludzi zatrudnionych oficjalnie lub po­ ufnie. tych wszystkich. rzecz miała się raczej odwrotnie. że kiedy trzeba było zatrzymać kogoś z dala od własnego domu lub hotelu. Należało­ by znaleźć dziewczynę doktora chemii. Niektórzy z tytułu swego zawodu pracują tam stale. a więc rzadkich. za pośrednictwem pierwszego oficera kieruje wojskowy­ mi. oficerów podkomendnych. Prowadzili oni bowiem wojnę. uznali atmosferę tego domu za sympatyczną i zostali w nim. Niekoniecznie będzie to ta. Są we Francji lub żeglują po świecie. Hierarchia wojskowa pożycza ludzi. . podo­ ficerów lub szeregowych. Należy wliczyć tu także rezerwistów. mianowany u mnie generałem . Z pompy tłoczącej usiłowano zrobić pompę ssącą.I l e o só b p ra c o w a ło w S D E C E za p a n a c za só w ? M. lecz niekiedy nawet ko­ rzystniej niż kariera innych. wyższych oficerów. szefów sztabu. Niegdyś smutna tradycja głosiła. którzy. podczas gdy inni przebywają tylko przez jakiś czas i wracają następnie do po­ szczególnych jednostek armii. Ludzi. W wywiadzie chodzi zwłaszcza o stronę techniczną. poszczególni dowód­ cy armii znaleźli ludzi. zjawiała się ni stąd ni zowąd piękna kobieta. dzięki zrozumieniu ministrów. odbywając służbę wojskową. sprawiliśmy w ten sposób.

Jeżeli młody człowiek lub utalentowana dziewczyna przychodzi do mnie i mówi: „Chcę. w której służy. jeśli pewnego razu znajdą się w miejscu. Mam wielki szacunek dla pracowników cywilnych i nigdy tego nie żałowałem. który natych­ miast zostanie zauważony.Cywile są pracownikami takimi samymi jak inni. lepiej wywiązują się ze swej roli ludzie okrzesani niż na przykład wieśniak znad Dunaju. Ludzie z mojego gabinetu pro­ wadzili rozmowy z ministerstwami i różnymi organizacjami.. którzy. jeśli chodzi o uposażenie. by zechcia­ ły uznać pana X czy panią Y za osobę niepożądaną.powiedzmy .językiem Khmerów. do którego nie mają zwyczaju uczęszczać. Zwolnienie pracownika cywilnego to sprawa bar­ dziej złożona ze względu na kodeks pracy. W sferze stosunków międzynaro­ dowych. Wykonują oni pracę bar­ dziej interesującą niż gdzie indziej i niekiedy bardziej niebezpieczną. by moje życie było interesujące.P ra cu ją w ięc w słu żb a ch za ró w n o w o jsk o w i. na­ tomiast w służbie takiej jak ta człowiek ów będzie rzadkim okazem. Ogólnie biorąc. pałaców. że jakiś oficer wojsk lądowych. ja k cy w ile? M. morskich lub powietrz­ nych włada . Oczywiście w tej czy in­ nej jednostce piechoty. pół tuzina szefów służby. wysokiej klasy dyplomacji. O . Potrzeba ludzi całkowicie zrównoważonych i silnych fizycznie. a następnie odpowiednie uzdolnienia. . przynajmniej jedną trzecią stanowili wojskowi. kiedy trzeba by pozbyć się kogoś. to istny »Pekin«.wywiadzie. fakt ten nie okaże się przydatny. jak żandarmi służący w policji. . Zależą od administracji centralnej. Załóżmy. Nie boję się ry­ 111 . wojskowy nie sta­ nowi żadnego problemu. Jednym machnięciem pióra stawia się go do dys­ pozycji jego jednostki. a ich oddanie jest całkowite. Wyroluje wojskowych i wszędzie osadzi cywi­ lów”. Cy­ wile wpadli w popłoch. zastępców dyrektorów itd. podniósł się oczywiście straszny hałas. pańszczyźniani chłopi na łasce: są do dyspozycji przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. którzy nie będą zakłopotani. Z drugiej strony rozlegały się głosy: „Nic podob­ nego. Wojskowi to poddani. Mieliśmy także wyższą kadrę: trzech dyrektorów. Kiedy przyszedłem. przypominali małe ministerstwo. w niedzielę i święta. W przypadku.

. by żelazna kurtyna dotarła aż do Brestu. która nie zna czasu pokoju. O. Jaką motywacją kieruje się pa­ ni. iż nie lubimy nazbyt ludzi wykonujących ten rodzaj pracy. speaker (przewodniczący brytyjskiego parlamentu). na p rzy k ła d w W ielkiej B ryta n ii. niezależnie od tego. We Francji „nie uchodziło” należeć do wywiadu. Do ostatnich lat nie znano nazwiska szefa In telligence Service. że p a ń sk ie słu żb y n ig d y nie p r z y ­ cią g n ę ły o w e j elity in telektu aln ej c zy n a w et sp o łe c zn e j .. Powierzyłem drogiemu doktorowi Beccuau zadanie sprawdzenia werbowanych ludzi i powiedzia­ łem mu: . Nigdy nie będzie mi pan dziękował. Przy rekrutacji trzeba bardzo uważać. wrażliwi i subtelni. którzy czują się dobrze we własnej skórze.często penetrując najlepsze sfery swych wielkich uniwersytetów . W wojnie. Motywacja jest bar­ dzo prosta.” Oni potrafili zwerbować . której może istotnie my nie umieliśmy przyciągnąć.powiadam: „Dobrze.zyka. za w sze u w a ża ła za w y ją tk o w y za szc zy t słu żb ę w c ie ­ niu? M. 112 . inteligentni. Gdy wybucha jakaś afera. pragnąc pracować w służbach specjalnych na zachodzie? Chodzi o obronę pokoju. na przykład G ree n p e a ce . pragnący służyć wolności. zwła­ szcza jednak ludzie odznaczający się poczuciem służby i chęcią służenia. antygułagu. proszę przyjść i podjąć w wywiadzie służbę na rzecz obozu wolności”. co zrobię. jaką wydają służby specjalne. trzeba posiadać motywację.Oto profil ludzi. pokoju demokratycznego. któ ra . w wojnie. Oficjalnie słyn­ ny MI 6 nie istnieje. W Wielkiej Brytanii liczba osób zatrudnionych w służbach wywiadowczych jest prawie nieznana. będę bronić wolności i prowadzić pasjo­ nujące życie” . w najbardziej szlachetnym znaczeniu tego słowa. Potrzebni są ludzie zrównoważeni. zadowoleni z życia. . ale nie będę się nudzić.intelektualną elitę. których szukamy: mężczyźni i kobiety. Nie wolno dopuścić.. Jeśli nastąpi jakieś trudne do zniesienia uderzenie.C zym p a n tłu m a czy f a k t. . premier lub ktokol­ wiek inny powiada:.Nie mam pojęcia o jakim Wydziale chce pan mówić.Nasz temperament narodowy sprawia. wezmę je zawsze na siebie.

romantyzm. służ­ ba bezpieczeństwa i kontrwywiad pracowały tak doskonale. że p o d słu ch iw a n o p a ń sk ie ro zm o w y telefon icz­ ne? Ż e b y ł p a n in w ig ilo w a n y? M. Poleciłem im: . w którym miłość łączy się ze szpiegostwem. niezwykłe postacie.Czuwano nad niepożądanymi kontaktami. piękna. Jest to. ubrany przeważnie w płaszcz z obszernym kołnie113 . niebezpieczeństwo. O. Ten nadzór dokonywał się w sposób ludzki i w sposób techniczny. Szeroka publiczność znajduje w nim to. . O.To zn a czy ? M.To możliwe.o kim się myśli. a nawet rozkaz. . że jeśli przyrządzi się koktail. To właśnie dlatego moim naj­ większym nieprzyjacielem nie był ten . że nigdy ich nie widziałem. .O . . że będzie mi to wybaczone. Moim naj­ większym nieprzyjacielem był sympatyczny James Bond. jego zalety smako­ we są pewne. urze­ kający szpieg ze snów. ale dodam. w skład której wchodziła pewna liczba pracowników cywilnych i wojskowych. W związku z tym powinienem coś wyznać. Mam nadzieję. wspaniała. niezwykła. który znajduje wyraz w wielu powieściach.Rozbudowałem wewnętrzną służbę bezpieczeństwa. książ­ kach i filmach podejmujących ten temat. bardziej lub mniej tajne działania. Od czasu do czasu wsiadałem w pociąg lub samolot i udawałem się do Ge­ newy czy Brukseli. . publikacjach. kobieta z miażdżystymi ustami i metrowej długości cygarniczką.lub ci . krew i łzy.C zy zn a czy to. jeden z najbardziej wyeksploatowanych tematów. W każdym razie było pozwolenie. co lubi: gwaran­ towane dreszcze. ubrana w czerń i oszałamiająco wydekoltowana. obok miłości.niestety! Istnieje bardzo żywy mit o służbach spe­ cjalnych. Powiem .Będziecie nadzorować mnie tak jak wszystkich. Na przykład na­ si pracownicy pragnący wyjechać za granicę musieli starać się o specjal­ ne zezwolenie. a której zadaniem było nadzorowanie ludzi zatrudnionych w Wydziale począwszy ode mnie samego. by to robić. . Zgubna kobieta.W jaki sposób nabierał pan do nich pewności? M.

nie stanowi ona żadnego przedmiotu zainteresowania. musi śledzić chwyty filmów Jamesa Bonda. .jest on nie tylko nie­ wystarczający. jest znacznie skromniejszy niż budżet Republiki Federalnej Niemiec. O. które usunęliśmy. Mam jednak nadzieję.nie uzna. . znaczyłoby to. zbliżony do brytyjskiego.jak to mi wyznali wielcy „odszczepieńcy” . że dla tych.C zy czę sto p a n a p y ta n o o ew en tu aln ą in filtra cję p a ń sk ich słu żb? M. O D la c ze g o ? N ie m a p a n o d w a g i o b e jrze ć tych film ó w w P a ­ ryżu? M. którzy profesjonalnie trudnią się taką penetracją. . 114 .rzem. biedaczek. Rozpoznaliśmy w ciągu lat szereg osób przynajmniej podejrza­ nych.Zachowaliśmy dobrą tradycję narodową. W porównaniu z budżetem krajów wschodnich.Ależ to oczywiste! Gdyby tak ważna instytucja jak służby wywiadowcze nie podle­ gała penetracji. .francuskich czy innych za­ chodnich . Jeśli chodzi o pytanie: „Czy wasz budżet jest wystarczający?”. to znaczy: stara­ liśmy się robić dużo za małe pieniądze. ale śmieszny. b yły zn aczn e? M. Budżet francuski. by zobaczyć któryś z filmów Jamesa Bonda. że nie jest to poważna sprawa. który podnosiłem.Nie. że jego budżet jest odpowiedni. by zdobyć się na jakieś pomysły”.Nielicznym osobom stawiającym mi to pytanie odpowia­ dałem zawsze: . gdyż ludzie złośliwi mogliby powiedzieć: „Spójrzcie.C zy śro d k i fin a n so w e J a k im i p a n d y sp o n o w a ł . Często na przykład znajdowano mikrofony ukry­ te w naszych instalacjach poza granicami kraju. żaden szef służb . O. . Ale zawsze się z tym kryję. nieograniczonym jeśli chodzi o ludzi i środki .

ale nadal istnieje wiele takich przejawów. zdarzały się często w przeszłości. O. prefekta i prawdziwego patrioty. albo w postaci rozmai­ tych form handlu. niestety. o których mało kto ma odwagę mówić .Ja k w y g lą d a p o d z ia ł ró l m ię d zy SD E C E . n a zyw a n ym o b e ­ cn ie D G S E .trzeba sięgać po środki. W moich czasach SDECE miał za zadanie działać wszędzie z wyjątkiem terytorium francuskiego. ku prawdzi­ wemu pożytkowi wrogów Francji. na terytorium francuskim. że nikt nie ma ochoty ich tknąć. Pierwszą wizytę złożyłem w 1970 r. ministrowi spraw wewnę­ trznych. Pan ten wyjeżdża ze swego kraju samochodem. Przy zachowaniu zasady. która przez kilka lat funkcjonowała. sprawa przybiera aspekt nie tylko śmieszny. Prze­ ciwko tym plagom nie robi się prawie nic.handel kobie­ tami. na przy­ kład na płaszczyźnie europejskiej lub atlantyckiej. aż do momentu. Kiedy stoi się wobec afery w postaci wojny tak niebezpiecznej jak terro­ ryzm.O. Z drugą uda­ łem się do pana Jeana Rocheta. handel dziećmi .C zy na p ła sz c zy źn ie n a ro d o w e j istn ieją p r z e ja w y r y w a liz a ­ cji m ię d zy słu żb a m i a D ST ? M. z chwi­ lą przybycia agenta do mostu w Strasburgu.w y w ia d i k o n trw y w ia d w ew n ętrzn y . Wyobraźmy sobie. Było kilka wyjątków z jednej i z drugiej strony. . aby przedstawić mu mój punkt widzenia na te sprawy. jest śledzony. Do­ ciera do mostu Kilońskiego w Strasburgu. Jeśli przyjąć. . kto ma zajmować się odnośną oso­ bą. narkotyki czy bandytyzm na wielką skalę. gdzie obowiązek ten ciąży na DST.Mniej niż dawniej. że jakiś kraj wschodni kieruje swego agenta do pracy we Francji. Wydział nie ma już prawa zajmować się nim.a D ST ? M. któremu powiedziałem: 115 . Jeśli obie służby nie uzgodnią. . że Wydział wy­ krył go w jego ojczyźnie. Chyba że odpo­ wiedzialni politycy odważyliby się stawić czoło tym problemom. Takie przypadki. wów­ czas szefa DST.W gestii DST pozostają jedynie działania na terytorium francuskim. lecz wręcz kryminalny. . Dla dobra wspólnego próbowałem ustalić pomiędzy służ­ bami a DST łączność. które się nasuwają. gdy osiągnie drugi kraniec mostu. ponieważ istnieją powiązania in­ teresów tak przemożne.

Wydaje mi się to całkowicie sprzeczne z obyczajami. .-W cale nie! Dowiedziałem się o wszystkim z plotek rozgła­ szanych na temat tej romantycznej historii. Interesuje mnie jedno: służba Francji i państwu. że inne słu żb y fra n c u sk ie d ysp o n u ją w K G B takim n a rzęd ziem ? M. O. ani z lewicy. b y ó w czesn y sze fS D E C E nie w ied zia ł . w sam ym sercu K G B .i razem na wroga! Co też dzięki niemu działo się przez szereg lat. d z ia ła ł p r z e z la ta w y so k ie j ra n g i in fo rm a to r D S T o p rzy d o m k u F a r e w e ll.tak. ponieważ jej nie znam! O.C zy je s t d o p o m yślen ia .W edłu g w y d a n e j o sta tn io k sią żk i .O b yc za ja m i p a n u ją c ym i m ię d zy D S T a S D E C E ? M.. O. które służą państwu . A zatem jeśli pan chce. praw­ dziwa czy nie.-N ie jestem ani z prawicy. czy jest wyolbrzymiona. . w M o sk w ie . J a k o sze fS D E C E j e s t p a n o c z y w iśc ie d o sk o n a le za zn a jo m io n y z tą sp ra w ą ? M . . ..C o p a n ch ce p r z e z to p o w ie d zie ć ? Ż e sp ra w a j e s t w y o lb rzy ­ m io n a . n iep ra w d ziw a ? M. O. k tó ry ja k o b y z a le w a ł F ra n cu zó w in form acjam i.Nie mogę pani powiedzieć. dojdziemy do zgody. Żad­ nych rozróbek więcej między służbami . .Między służbami francuskimi. . . .

trochę tak jak te kolorowe projektory. że prezydent. Jeśli ma złe służby.pilot. zmierza do katastrofy. w obrębie tych samych służb. Nie może się on obyć bez dokład­ nych wskazówek. Trudność polega na tym. W żadnym momencie dziejów żaden kraj godny tego miana nie był pozbawiony służb wywiadowczych. 117 . Jeśli nie ma narzędzi w rodzaju wysokościomierza czy radaru i nie wie. czego mo­ że oczekiwać. na ogół.X RÓŻNEGO RODZAJU OPERACJE M arenches . Często pilotuje przy widoczności zerowej. Wywiad polega na szukaniu wciąż i wszędzie pewnej liczby kawałków. odpowiedzialność spadnie na niego. Jego pozycja międzynarodowa osłabnie. Świat jest tak ukształtowany. by stworzyć układankę. usiłują połą­ czyć. głupców lub ludzi niekompetentnych. odbywa lot w trudnych warunkach. to oczywiste. Wiele tarcz wywiadu przypomina samolot. które obracają się w młodzieżowych dys­ kotekach. Jak mówił Sun Tzu: „Wywiad to preludium zwycięstwa”. układanka jednocześnie zmienia się. kierowane przez amatorów. szef państwa. że w miarę wypeł­ niania luk nowymi kawałkami. które inne osoby. Nie­ ustannie ewoluuje. wielo­ kształtnej i wielobarwnej. Zabraknie mu elementów warunkujących decyzje.Wywiad to rodzaj układanki nieustannej. W kokpicie ten. która bez przerwy składa się i rozkłada. do któ­ rego należą decyzje .

W ten sposób zna się odpowiedzi jeszcze przed zadaniem pytań! Było to pożyteczne rów­ nież w moim własnym przypadku.D o s s ie r sp o rzą d zo n e w j e j w ła sn ym kraju? M. która miała przybyć do Francji kilka dni pó­ źniej. że owa ważna oso­ bistość z obcego kraju chce mnie zobaczyć. I przez jej własne służby.Oczywiście. o których chciałbym pomówić z tym czło­ 118 . którego zapytałem: . Gdy tylko ustaliliśmy datę i nowy kurs. . D o ssie r osobiste. Wyobraźmy sobie. że Amerykanie dokonają dewaluacji dolara. na przykład ministra gospodarki i finansów? Odpowiedział: -N ie .K ie d y o so b iście i b ezp o śred n io u św ia d o m ił p a n so b ie . W miarę upływu tygodni lub miesię­ cy ambasada maluje mój portret. . Zaczyna od skontaktowania się ze swoją ambasadą. O.Metodą a d hoc. spotkać się ze mną w takiej czy innej sprawie.Kiedy na przykład upewniliśmy się z wyprzedzeniem. . powiadomiłem o tym prezydenta Pompidou. W określonym momencie przyszły gość mówi do swego ambasa­ dora: „Dobrze. O.J a k p a n się o tym d o w ie d z ia ł ? v M. Oczywiście czytam nadsyłane listy. 18 grudnia 1971 r. . tylko mnie! Bank francuski mógł w ten sposób dokonać pewnej liczby ope­ racji uwieńczonych wspaniałym sukcesem. który poznaję. Cyfry był tego rzędu. . Informację przekazałem osobiście prezyden­ towi Republiki.Czy upoważnia mnie pan do powiadomienia o tym kogoś in­ nego. Zdarzało mi się także kłaść na biurku szefa państwa d o ssie r waż­ nej osobistości zagranicznej. oto sprawy. że w yn iki p r a c y p rze k a zy w a n e p r z e z p a n a sze fo w i p a ń stw a n a p ra w d ę i konkretnie p r z y d a ły się d o czeg o ś? M. że z sa­ mych tylko owoców tej operacji można by przez wiele lat opłacać pracow­ ników Wydziału.Ockrent .

Stwierdzają na przykład.Tak. że dokładnie wiedziałem. . Przemysł japoński jest silnie zwią­ zany z państwem. któ­ rzy przychodzą. O. trzeba to jasno powiedzieć. że w określo­ nej gałęzi wysoko rozwiniętego przemysłu brakuje im jakiejś maszyny. Gdy Japończycy zauważą.. stracono by na to wiele lat i wydano być może miliony franków.S z p ie g o s tw o w śc isły m se n sie te g o s ło w a d o ty c z y c o r a z c z ę śc ie j d zie d zin y g o sp o d a rk i. n au ki . Proszą. Ludzie rzucają się. pańskim zdaniem?” Bywało bardzo często. najlegalniej w świecie. Inne sposoby postępowania nie są tak jawne. ewentualnie w którym miejscu zatrzymać się.. kopiować po prostu wszystkie wydawane patenty. w którym mieści się nowojorski urząd patentowy. Przyjeżdżają na ogół w dwu lub w trzech. Służby wywiadowcze „odkrywa­ ją” w ten sposób metody stosowane w innych krajach.Jesteśmy nabywcami niektórych waszych wytworów. gdyż Japończycy mówią o zakupach na dużą skalę. Przed budynkiem. by nie pójść za daleko. któremu przysparza to korzyści. kim jest ten przybysz. by umożliwić im te ch n ic o -co m m e rciał. Związek Radziecki odnosi w tej dziedzinie spektakularne sukcesy. Na brzuchu każdego dyn­ dają średnio dwa aparaty fotograficzne. Idą ręka w rękę. co hrabia pomyśli o moich pytaniach? Jak poto­ czy się rozmowa. M. Oczywiście zysk czerpią nie służby wywiadowcze. Japończycy są tutaj mistrzami. to bardzo opłacalne.wiekiem. że Francuzi i Szwajcarzy są najlepsi w tego rodzaju produk­ cji. która oświadcza:. Tę formę szpiegostwa. . Otwiera się przed nimi fabryki. Wysyłają pierwszą delegację. Gdyby trzeba by­ ło wynaleźć i wdrożyć te metody. p rze m ysłu . Przybywamy w imieniu japońskiej spół­ ki X i chcielibyśmy kupić wysoko precyzyjny sprzęt”. natychmiast dokonują przeglądu sytuacji rynku światowego. lecz przemysł kraju. W służ­ bach wywiadowczych zasługujących na tę nazwę bez trudu natknęlibyśmy się na przypadki przeznaczenia na jedną taką operację rocznego budżetu ca­ łego Wydziału. by im pokazać te maszy­ 119 . praktykuje się nie tylko wobec wrogów. lecz poniekąd także wśród przyjaciół. Jak pan sądzi. zobaczyć można każ­ dego ranka cały rząd pracowników sowieckiego konsulatu generalnego. czego chce i jak daleko w rozmowie z nim można się posunąć.

jest gotów posunąć się aż do sprzedaży mniejszej czy większej liczby egzemplarzy tego produktu. W am­ basadzie kraju wschodniego połowa lub jedna trzecia pracowników nale­ ży do służb specjalnych. „ty zrobisz zdjęcia. dlaczego Sowieci mieliby mieć cztery czy pięć razy więcej „obserwatorów” u nas... U nich jesteśmy całkowicie kontrolowani.”. ponieważ tam wszyscy są zbiurokratyzowani. „kroją ją na talarki”. które w społeczeństwach komunistycznych zależą oczy­ wiście od państwa. Jeśli w którejś z nich jest jakiś nowy szczegół techniczny szczególnie interesujący. Tak samo jest z krajami Wschodu. którym dostarczamy „pod klucz” fabryki produkujące tanio dzięki manufakturowym rozwiązaniom wynagradzanym według stawek trzeciego świata. O.. są rezultatem owych zbrodniczych transakcji. niż my mamy u nich. Agenci są wśród ambasadorów. i to w proporcjach dość niezwykłych: ogólnie biorąc wcho­ dzi tu w grę od trzydziestu pięciu do sześćdziesięciu procent personelu.ny. by nie być inwigilowanym. pod­ czas których porównuje się zdjęcia i obserwacje poczynione podczas ko­ lejnych wizyt. . który znajdzie później na swoim zachodnim rynku jako m a d ę in J a p a n . podczas których przynęta szybkiego zysku stanowiła główną motywację ludzi nazywanych przez Lenina „użytecz­ nymi głupcami”.” itd. oczywiście po wyższej cenie. by poddać analizie owoc żniwa. Następnego dnia. Nie rozumiem. to w „ekipie” szefa delegacji odbywają się zebrania. W osobach swych przedstawi­ cieli z oczyma oślepionymi blaskiem cudownego kontraktu. Funkcje dyplomatyczne . w konsulatach. w instytucjach importo­ wo-eksportowych. Wszystko poszło znakomicie.. udając się do fa­ bryki. Nie sposób przejść stu pięćdziesięciu metrów. Na przykład ciężarów­ ki. A przemysł francuski.inaczej niż w krajach zachodnich służą za pokrywkę wszelkiego rodzaju agentom służb specjalnych krajów wschodnich.C zy w id zi p a n ja k ie ś ro zw ią za n ie? P an także m ia ł sw oich lu­ d zi w a m b a sa d a c h F ra n c ji za g ra n icą ? 120 . które służyły i służą wojskowej okupacji Afganistanu. Natomiast w krajach Wielkiej Szóstki Sowieci spa­ cerują sobie zupełnie swobodnie. Dokonuje się też podziału ról: „Ty zaczniesz mówić o urzą­ dzeniu. Wieczorem w pałacu lub w pokoju szefa de­ legacji zbierają się wszyscy.

. Było to wówczas. dyplomaci francuscy czasem niezbyt chęt­ nie użyczają schronienia i osłony pracownikom służb. ich kondycja psychologiczna. Mój dyrektor wywiadu po­ wiedział mi po południu: . jest rzeczą niezwykle ważną wiedzieć. Po drugie. ich motywa­ cja. Orientować się.. jakimi środkami bojowymi dysponują armie Układu Warszawskiego. Pewnej nocy zadzwoniono do mnie do domu: .S łu żb y m a ją także za d a n ia b a rd zie j siło w e. Gdyby nie istniało żadne zagrożenie. gdy toczyła się jedna z owych licznych wojen na Bliskim Wschodzie. Wpro­ wadzona do akcji.. w jakich żyjemy.. przez siły Ukła­ du Warszawskiego. nie dysponowaliśmy dostatecznie liczną kadrą pracowni­ ków i wojskowych.Dzieje się coś dziwnego! Poszedłem do biura. rozwijać wy­ wiad technologiczny i przemysłowy. ale bardzo rzadko i nigdy w analogicznej propor­ cji. .Czasem. . Sprawą wojskowych jest wiedzieć. być może moglibyśmy przedsięwziąć odpowiednie środki obrony. będzie ona jedną z jednostek uderzeniowych. Chodziło o elitarny oddział Aimii Czer­ wonej. jeden z oddziałów spadochroniarzy sowieckich nie odpowiada. Ale w niebezpiecznych czasach. i jest to za­ danie wywiadu. M. Gdybyśmy mogli uzyskać pewność w tym zakresie kilka tygodni wcześniej. Gdyby pewnego dnia miała nastąpić inwazja tego. stan zaopatrzenia. kilka dni wcześniej czy nawet kilka godzin wcześniej. co myślą jego ofi­ cerowie. która otacza Berlin. jakie jest ich morale. zajmować się wojną psychologiczną. co pozostało z Euroazji. co robi na przykład 20 armia pancerna gwardyjska (Sowieci w wielu przypadkach zachowa­ li nazewnictwo z czasów carskich). W przeciwień­ stwie do Brytyjczyków bardzo często istnieje niestety pewnego rodzaju nieufność między dypomatami a ludźmi ze służb. Po pierwsze. stacjonujący w pewnej odległości na południe od Moskwy.Służby wywiadowcze i kontrwywiadowcze winny poniekąd czuć niebezpieczeństwo.. który m . O. niewątpliwie pierwsza przerwie ona żelazną kurtynę kierując się na Brest. W radiu panowała cisza.To ciekawe.M. W ogóle już go nie słychać. można by nie robić prawie nic. jak przedstawiają się zapasy paliwa.

Oddział znikł. W tym momencie dyrektor generalny zapytał: . O . podporządkowaną . na ziemi i na morzu . Zdecydowałem. poziomem odpowiadające poziomowi zagrożenia.rozkazom bezpośrednim generalnego dyrektora i zdolną do pod­ jęcia akcji w jak najkrótszym okresie czasu. Alarm okazał się bezpodstawny.Mam telefonować do prezydenta Republiki czy nie? Obok mnie stał generał. która się liczy. Wybór ten był oparty na moim osobistym sądzie.z przerwami znajdował się na naszym nasłuchu. dyrektor wywiadu oraz kilku specjali­ stów. później będziemy pytać naszych sprzymierzeńców. by pragnąć pozostać pierwszoplanowym krajem. że eskadra ciężkich samolotów przelatuje nad Turcją. Z godziny na godzinę otrzymywałem nowe informacje. powinna przede wszystkim prowadzić politykę wewnętrzną godną jej przeznacze­ nia. ile godzin lotu potrzeba między znik­ nięciem oddziału spadochroniarzy a jego dotarciem nad ewentualny obiekt na Bliskim Wschodzie. . Powiedziałem: .Dopóki Francja potrafi być potęgą. w ich ramach zaś jed­ nostkę „operacyjną”. Pochylony nad mapą. Ludność Francji musi posiadać wystarczającą motywację. kierując się na południe. .J e s t p a n b a rd zo d ysk retn y je ś li ch o d zi o słu żbą o p era cy jn ą ? M. dokonał przy mnie obliczeń. Zasięgnąłem ich zdania i zostałem sam. W nocy zawiadomiono mnie. że nie obudzę prezydenta Republiki. Służba operacyjna służb wy- 122 . Kilka godzin później sowiecki oddział znaleziono ponownie na zwykłej częstotliwości. Wśród narzędzi władzy kraj powinien mieć służby wywiadowcze. co się dzieje. Oczywiście do­ konaliśmy odpowiednich porównań i stwierdziliśmy: „A więc stało się: le­ cą interweniować na Bliskim Wschodzie!”. W jakiś czas potem otrzymałem potwierdzenie: . nazywanym przez niektórych „nosometrem”.w powietrzu.Nadal nie odpowiada. które pozwoliły mu ustalić.Proszę powiadamiać mnie o wszystkim. W tej samej chwili wezwałem mojego specjalistę od lotnictwa. który nigdy nie rezygnuje. Wszyscy patrzyli na mnie. Liczby zgadzały się.

po­ przez specjalistów od sztuk męskich. od „skoczków”1 operacyjnych po ekspertów w zakresie niszczenia. dla których zostały one ustanowione. a następnie go strzec. Następnie nieustannie panią szantażuje. Bardzo często od strony zawodowej niewiele są warci.działań sprzecznych z tymi. gdy wstaje dzień. Jeszcze dziś angażuje się przedstawicieli przestępczego światka. Kierują się w powietrzu na odpowiedni obiekt i otwierają spadochron dopiero w ostatniej chwili. W przeciwieństwie do klasycznych woj­ skowych. że płatny morderca czy człowiek działający na zlecenie jest szczególnie groźny i często nieefektywny. bandy­ tów i stręczycieli do wykonania niektórych zadań. i oczywiście: „Nie daj się rozpoznać”. musi być przeprowadzo­ ny nocą. Wojskowi tworzący ten korpus spe­ cjalny to elitami żołnierze. mniej więcej na wysokości dwustu metrów nad ziemią lub wodą. Pomijając jego zupełnie szczególną moralność. winna istnieć możliwość przeprowadzenia pewnej liczby operacji na terenie obcego państwa. Używa się tych gangsterów. 123 . płatnych morderców czy zbirów. biegli we wszystkich technikach wojennych. Jest to największy błąd. zdobyć teren. rabusiów i przestęp­ ców. Uważam. Zwracano się wtedy do ludzi działają­ cych na zlecenie. Hasło służby operacyjnej brzmi: „Bądź niewidzial­ ny”. Aby uniknąć tego szantażu. czy dla przeprowa­ dzenia zabiegu chirurgicznego. aby ponownie móc znaleźć się przy kasie. a nawet w przebraniu za cudzoziemców. Bez posu­ wania się do wojny. cios skalpelem. Potrafią oni wyskoczyć na zasadzie swobodnego spadania z wysokości kilku tysięcy metrów. Płatni mordercy to najgorsze co może być. w przeciwieństwie do tego. W określo­ nym momencie dyplomacja nie może już grać swoimi kartami. jest to ktoś. Bardzo często nakłaniano służby do podjęcia działań. gdyż myśli tylko o swoim wy­ nagrodzeniu. kto dopuścił się działań niezgodnych z prawem dla pieniędzy. co widzi się w kinie. Wojskowi występujący oficjal­ nie muszą być oczywiście w mundurach. spryciarzy umiejących działać po cy­ wilnemu. Ludzie przybywają z nastaniem nocy i w miarę możliwości po­ winni być wycofani. członków zorganizowanych gangów. zdaniem których trzeba najpierw dotrzeć w określone miejsce. zawsze próbowałem wcielać w życie koncepcję. które ety­ ka potępia i których prawo zabrania .wiadowczych zajmuje miejsce w połowie drogi między wysłaniem noty dyplomatycznej a skierowaniem korpusu ekspedycyjnego. W grę mogą wchodzić jedynie profesjonaliści. czy to w celu przyjścia z po­ mocą będącym w niebezpieczeństwie obywatelom. musi pani ewentualnie wyeliminować go. iż zabieg chirurgiczny.

. to sprawa niezwykle delikatna.Stawia pani obszerne i ważne pytanie. które n ależą d o g w a ra n tó w n a szeg o system u d e ­ m ok ra tyczn eg o . Czy zna pani jakiekolwiek sprawy na tym świecie pew­ ne na sto procent? O.. tylko wy jesteście w stanie przeprowadzić z nami ten rodzaj operacji i zapewnić jej powodzenie (chodziło o Entebbe). . odznaczających się zapałem i motywacją. . która mi dość odpowiadała. . Na nieszczęście dla was.C zy b yło to za p re zy d e n tu ry P o m p id o u ? M .Jeśli chodzi o pierwsze. pewnego dnia powiedział mi wielki komplement: . Osobiście przyją­ łem postawę.C zy c zło w ie k k ieru ją cy d zia ła ln o śc ią tajn ych słu żb u w a ża organ a za ch o d n iej p r a s y . .-N ie . że nig­ dy się o nich nie mówi. brakuje wam dwóch rzeczy: samolotów o dale­ kim zasięgu działania i odwagi władzy politycznej! Odpowiedziałem: . Dowodem tego jest fakt. . ponieważ . O .Nie. Szef służb izraelskich. . . Nie miałem kontaktów z pra­ 124 . które zakończyły się całkowitym sukcesem.T o nie za w sze w y ch o d zi? M. ludzi. by nie umazać sobie rąk w błocie lub innej mało ponętnej substancji. Później. O. za p la g ą c zy za sp rzy m ie rze ń c a ? M.Jedyny sposób. O.powtórzmy jeszcze raz .Wykonaliśmy szereg operacji. to zatrudniać ludzi odpowiednich. na poziomie tej z Entebbe. można to załatwić. którzy robią to z pobudek patriotycznych i dla dobra państwa. który przyjechał zobaczyć się ze mną w Paryżu.pracownicy służb uczest­ niczą w wojnie.C zy p rze p ro w a d ził p a n w iele o p e ra c ji te g o typu? M.Panie dyrektorze. Jeśli zaś o drugie.

Niektó­ rzy dziennikarze (odpowiedzialni dziennikarze nie opowiadają byle czego) próbują zasięgać informacji. Mam pogląd znacznie bardziej zróżnicowany. O. Uważam to za postępo­ wanie całkowicie nieodpowiedzialne. k tóra u ch odzi często za p rzy k ła d . Nigdy się o nich nie mówi. O.Otóż to.C zy ta za sa d a m ilcze n ia j e s t w ła śc iw a ta k że innym in stytu ­ cjom fra n cu sk im ? M.są. bardziej lub mniej godzi­ wymi metodami . Byłem w ten sposób pewny. To nie tylko moje własne zdanie. To są właśnie taj­ ne służby.Nie.I n a c z e jm ó w ią c . ponieważ sprze­ ciwiają się interesom Stanów Zjednoczonych.Było to prawdziwą specyfiką SDECE.. . ale to mój kraj). . b y ła b y z p a ń sk ie g o pu nktu w id zen ia p r a s ą n ieo d p o w ied zia ln ą ? M.bo znalazła. Wiele spraw miało tragiczny finał: ludzie ginęli lub odnosili cięż­ kie rany w służbie Francji. Opowiada rzeczy. lecz zdanie wszystkich.nie wiem gdzie! . które są na rękę wyłącznie przeciwnikowi i szko­ dzą w danym przypadku Stanom Zjednoczonym. a k tó re n igdy nie p rze n ik n ę ły na ze w n ą trz? M..In a cze j m ó w ią c sp ra w y . . . O . Duch koleżeństwa i poczucie obowiązku panujące w niej przez lata były czymś zupełnie wyjątkowym. Powiem jak Kipling: M y c o ­ untry right o r w rong (słusznie czy niesłusznie. Wykonują swój zawód i czynią to dobrze.odnośne dokumenty na przykład z Pen­ tagonu. k tó re g łę b o k o w s trzą sn ę ły krajem . .p r a s a am erykań ska. jedynej poważnej in­ stytucji-przypom inam -m ającej w systemie francuskim monopol w za­ kresie wywiadu. to z góry są one skazane na niepowodzenie. że nie będę miał żadnych „afer”. zwłaszcza przedstawicieli służb zagranicz­ 125 . Jeśli na przy­ kład zapowiada się pewne operacje służb specjalnych i ujawnia się je w prasie... Niektó­ re jednak elementy prasy amerykańskiej są niebezpieczne. Prasa sensacyjna natomiast nie może powstrzymać się od rzucenia „bom­ by” bardziej lub mniej drażliwej.

Nie. Prasa jest po to. O. O. . O. u p ra w ia ł p a n d ezin fo rm a cję? M . Nigdy nie potrafię dostatecznie wyrazić poświęcenia. C zy zd a rza ło się je d n a k .uniemożliwiać takie czy inne tajne działania.-T a k . . . . .prze­ sadzam trochę .C z y zd a rzy ło się p a n u .In a cze j m ó w ią c. Nie po to. które pań­ stwo może podjąć.z niektórymi dziennikarzami. . którymi przez tyle czasu miałem zaszczyt kierować. Sądzę.czemu by nie? . O. p r z e c iw n ie . że w przyszłym systemie dyrektor generalny służb specjalnych powinien mieć pewne kontakty między innymi z parla­ mentem. by informować. nie m ia ł p a n żadn ych kon ­ ta k tó w z dzien n ik a rza m i. by . że p r a s a k rę p o w a ła j a ­ k ieś p a ń sk ie d zia ła n ia ? P ra sa fra n c u sk a ? M. . z ludźmi wybranymi.Bardzo rzadko. odwagi i bez­ interesowności ludzi.Poniekąd jest to punkt na niekorzyść prasy? M. w y k o rzy sta ć p r a s ę ja k o je d e n ze śro d k ó w p rzy g o to w a n ia o p era cji lub zapew n ien ia j e j p o w o d zen ia ? M. . oraz . .W ciągu tych la t J a k p a n m ó w i.A może pomówilibyśmy o czym innym? .Nie.nych.A le p rzy zn a p a n . O . że j e s t to g ra n ic a b a rd zo tru dna d o w y ty ­ czen ia? M .

Pew­ nego dnia w jednej z piwnic pokazano mi ogromne paki.Dziesięć ton. do którego klucz otrzymałem w 1970 r.by je obejrzeć i przewertować. jak się wydawało. Spytałem: .albo nikt nie miał odwagi .Kiedy zacząłem oglądać dom. zawierające. to archiwa niemieckie.I le tego jest? . Powiedziałem sobie: mimo wszystko to zbyt wiele. Zapytałem: .XI PAMIĘĆ I POLITYKA M arenches .No cóż. Chodziło o słynne nazistowskie archiwa Gestapo i Abwehry zdobyte podczas wyzwolenia. Przez dwadzieścia pięć lat nikomu nie przyszło na myśl .. Zasięgnąłem informacji. Kilka dni pó­ źniej zapytany przeze mnie pracownik powiedział: 127 . jakieś papiery. Trudności były zarazem finansowe i techniczne. obszedłem kilka pomieszczeń dodatkowych.Cóż to takiego? Odpowiedziano mi: . których wycofujący się Niemcy nie zdołali ze sobą zabrać. ile czasu potrzeba będzie na wykorzystanie tych archiwów. tworzyły stos w głębi pomieszczenia.

Nie musimy jednak . Wrócił z wiadomością. na los szczęścia. powszechnej wojnie.właści­ cieli domów . jaką toczymy. Byłem zbyt zajęty teraźniejszością i przyszłością. Nie znajdziemy tak łatwo sił technicznych zdolnych wykorzystać te informacje. ludzie ci byli na żołdzie służb niemieckich.będące członkami ruchu oporu czy wspaniałymi patriotami. Wre­ szcie kilku sekretarzy dwujęzycznych.przetrząsać śmietników i grzebać się w błocie. i jego adiutant.! Czy sądzi pan. Trzeba było znaleźć cywilów lub oficerów kontrwywiadu władających biegle językiem niemieckim i przy­ wykłych do tego rodzaju pracy.nawet jeśli ci ludzie żyją jeszcze. Następnie grupę podoficerów. co najważniejsze. Ograniczało to pole manewru.Właśnie! Dokonałem więc. Potrzeba będzie czasu.Mój drogi U. Nie mógłbym wówczas poświęcić się temu. że można to przesortować? Ile czasu to zajmie i kogo będzie pan potrzebował do pracy? Poprosił mnie o kilka dni na przygotowanie odpowiedzi. nawet przykry. panie dyrektorze. Prawie wszy­ scy to Alzatczycy. sprawa wygląda następująco. k tó rzy n a d a l d z ia ła ją ! M. Zebrałem niewielką grupę pod dowództwem wspania­ łego oficera. . W rzeczywistości. że potrzebuje dwóch oficerów. Mimo tak wąskiej ekipy praca potrwa około dwóch lat i będzie drogo kosztować. Potrzeba nie tylko ludzi władających biegle niemieckim. jeśli sobie życzę. Podpisywali nawet kwity na pieniądze za zdra­ dę* Pomyślałem wówczas . 128 ..C h yb a że p rzy jm ie m y . Powiedziałem mu: . chyba że specjalnie przy­ gotuje się pewną liczbę ludzi.. pułkownika U.No cóż.. Takich ludzi było niewielu. Wynik był nieprzyjemny. ewentualnie za takich się podające. Może to być on. by nie powiedzieć jeszcze bardziej drastycznie. Przede wszystkim to dużo kosztuje. Znaleźliśmy osobistości . by rozkoszo­ wać się okrucieństwami przeszłości.i myślę tak nadal . O ckrent .że jedną z najbardziej zgubnych wad francukich jest niezgoda. paru sondaży. ale także specjalistów znających się na organizacji nie­ mieckich służb. znających się na tego rodzaju archi­ wistyce. iż w a rch iw a ch tych istn ieją doku m en ty ty c zą c e lu dzi.

W 1945 r. O. ani Wielka Brytania nie były okupowane. o czym wspomniałem. p o d e j­ rza n eg o o to . którego zaznałem i które miałem szczęście przeżyć w pobliżu generała Juina.N a w e t je ś li ch o d zi o lu d zi . dała również okazję do wie­ lu nadużyć.To prawda. tę jakże aktualną książkę Ce­ zara. . O. O.Tak. rzymskie czy jakie­ kolwiek inne. Wielki wpływ wywarła na mnie regulacja rachunków z końca wojny. Kiedy czyta się D e b ello g a llic o . w y d a je się p a n u sk a n d a ­ lem ? 129 . . Wspaniała okoliczność wyzwolenia. św ia d czy ł p a n d zieło m i­ ło sierd zia ? M. k tó rzy w p e w n y c h p rzy p a d k a c h m ogli u biegać się o w ażne stan ow iska p a ń stw o w e . którzy co najmniej flirtowali z siłami okupacyjnymi. Proszę jednak zwrócić uwagę.O. . jest możliwe.Tak. że ani Stany Zjed­ noczone. Nie jestem o tym przekonany. ale nie robiłem te­ go. Ludzi najrozmaitszego pokroju. że b y ł zb ro d n ia rze m w o jen n y m . Problem nie jest więc taki sam. . O.D zie się ć ton dok u m en tó w d rze m ie w ię c n a d a l n ied a lek o P a ­ ryża ? I n iektóre z nich p o w a ż n ie o b c ią ża ją zn an e o so b isto śc i? M. . . . jak bardzo podzieliły nas siły okupacyjne. .To. czy regulacja tych rachunków przyniosłaby jakąś korzyść. by­ li w wieku mniej więcej trzydziestu lat. . Nie wiem.C zy w y b ó r na p re zy d e n ta A u strii K u rta W aldh eim a.W W ie lk ie j B ry ta n ii c z y w S ta n a ch Z je d n o c zo n y ch ta k ie m ilczen ie d w a d zie śc ia p ię ć la t lub czte rd zie śc i la t p o fa k ta ch b y ło b y nie d o p o m yślen ia ! M.C h o d zi o lu dzi ze św ia ta p o lity k i? M. Ci ludzie stoją już dzisiaj nad grobem. widać.

To sprawą rządu jest pytać służby bezpieczeństwa (a w tym przypadku trzeba mówić o „służbach”. że jeśli przeprowadza się skru­ 130 .W edług p e w n y c h in fo rm a cji fra n c u sk ie w ła d ze w o jsk o w e B erlin a m ia ły w sw ych w łasn ych a rch iw a ch d o ssie r W aldh eim a. Kiedy osoba tego rodzaju robi głośną karierę w ONZ czy gdzie indziej. między innymi ludzi. . bym widział wtedy d o ssie r Wald­ heima. a n a w et F ra n ­ cja. .Nie przypominam sobie. Zarzucano mu coś wręcz przeciwnego: że prowa­ dzi politykę wyraźnie sprzyjającą Wschodowi.jedyne na świecie . zdaniem innych ohydną. pań stw a . jaka mi się nasuwa w związku z tą sprawą. Moje doświadczenie wykazało. Jedyna refleksja. . które m iały w rękach przyn ajm n iej część tych arch iw ów . ..To możliwe. którzy odpowiadali wówczas za ministerstwo spraw zagranicznych.. Służby nie są policją międzynarodową. że służby sowieckie . O. zg o ­ d ziły się p o d ó w c za s na w y b ó r na se k reta rza g en era ln e g o N a ro d ó w Z je d ­ n oczon ych k o g o ś. O.posiadają komplet cywilnych i wojskowych dokumentów Gesta­ po i Abwehry.Jak p a n tłu m aczy fa k t. co sądzą o takiej czy innej osobie. zdobytych w Berlinie. . . M.. W czasie gdy pan Waldheim zajmował stanowisko sekretarza ge­ neralnego Narodów Zjednoczonych.M. Trze­ ba by zapytać o to decydentów politycznych. że prowadzi politykę konserwatywną. tajne służby rozporządzające takimi in­ formacjami mogą wywierać na nią nacisk. że S tany Z jedn oczon e. kto p o te n c ja ln ie b y ł tym sam ym w rękach S o w ie tó w ? M.K t o w każdym razie mógł być w rękach Sowietów. to ta. O. .Gdyby w wysokich sferach życia politycznego mieli funk­ cjonować wyłącznie ludzie o nieskalanej przeszłości. nie robiono mu zarzutu. cóż by to była za rzeź! Prezydent republiki austriackiej ma za sobą przeszłość zdaniem jed­ nych niechlubną.. to znaczy wywiad i kontrwywiad. w liczbie mnogiej).C zy p a n nie w id zia ł n ig d y teg o d o ssier? M.

Przedstawicielom krajów.Tak. która ścierała kurz z biurek.Bez wdawania się w szczegóły powiedziałbym. M. jakie może posiadać dany kraj. że urzędujący przez wiele lat w Genewie szef personelu między­ narodowego . w porów­ naniu z innymi nie są wcale takie liczne. że byli agenci sprzymierzeni. ale służby zachodnie.C zy m ia ł p a n a g en tó w .. Re­ krutacja personelu o statusie dyplomatycznym we wszystkich tych mię­ dzynarodowych organizacjach wygląda następująco. . . przypa­ dają w udziale stanowiska bardziej upragnione przez nich niż inne.to znaczy pan. który studiował dokumenty pracowników i decydował o ich ewentualnym przydziale .N a r o d y Z je d n o c zo n e u ch odzą za p r a w d z iw y se r szw a jca rsk i d la różn ych słu żb w y w ia d o w czy ch . który następnie powołuje niezbędnych członków swego gabinetu. . swego rodzaju własny przydział. to gdy zostaje miano­ wany minister. którzy zajmowali pewne stanowiska dyplomatycz­ ne. nie wiadomo jakie dokumen­ ty. k tó rzy za jm o w a li w yso k ie stan ow iska w ja k ic h ś org a n iza cja ch m ię d zy n a ro d o w yc h ? M. Tradycyjnie ta­ kie a takie stanowisko w takiej a takiej organizacji międzynarodowej przypada Włochowi.. inne Portugalczykowi. Nie podejmuje się żadnego śledztwa jeśli chodzi o ministra i jego otoczenie! O * . M. zwłaszcza francuskie. nieważne skąd. i to z wielkimi szczurami wewnątrz. O . w rzeczywi­ stości i zawodowo pełniącym funkcję pułkownika KGB. . I tak wiadomo. Każdy kraj ma. ci mogą wydobyć. . całkowicie.A za te m słu żb y fra n c u sk ie m o g ą ró w n ie ż u m ieszcza ć s w o ­ ich lu dzi w tych o rg a n iza cja ch . Na przykład znany powszechnie przypadek generała Waltersa.Tak. jeśli wolno mi tak powiedzieć.był Rosjaninem.. w przeciwieństwie do „demokracji słabych”.. O.pulatnie dokładne dochodzenie. trwające na przykład sześć miesięcy w przypadku kobiety. które pozostają w nieustannej wojnie. tamto jest zarezerwowane dla Francuza czy Amerykanina.. pośród nich zaś te najbardziej tajne. Znamy 131 .

Gratuluję sobie coraz bardziej. że nie zajmuję się polityką. 132 . bym był zbla­ zowany. co jest obrzydliwe i niezgodne z prawem. Są to spotkania przyjacielskie. albo zaapelować do kardynalnej cnoty po­ czucia humoru..P ew n ie d ziś je s z c z e p o dskaku je p a n na d źw ięk takiego czy in­ n ego n azw isk a . Jak może pa­ ni stwierdzić. ponie­ waż wykonywanie tego zawodu w „słabej demokracji” nie jest rzeczą ła­ twą. pozo­ stają do wyboru tylko trzy postawy: albo sporządzić listę ludzi do „elimi­ nacji”.N a d a l w id u je się p a n z nim re g u la rn ie? M. i dwa czy trzy lata temu obaj. To środowisko złożone z ludzi. co jest niewygodne. Są wśród ludzi zajmujących się polityką niemal święci. O. Są też straszliwe bażanty.. którzy nie podzielają mojej etyki. którem u k a d zi się w śro dk a ch p rze k a zu ? M./ k tó rzy żą d n i są j e j n a d a l? M. oglądało się spód stołów i drugą stronę kart. co pozwala śmiać się do końca naszych dni. . ja obecnie jako amator. wybrałem trzecie rozwiązanie.Nie podskakuję już od wielu lat! Nie dlatego. . Obecnie zajmuje stanowisko ambasadora Stanów Zjednoczonych przy ONZ w Nowym Jorku. co dzieje się w szerokim świecie.Widuję go okazyjnie w Paryżu lub w Stanach Zjednoczo­ nych. tak. Vernon Walters został niebawem zastępcą dyrektora CIA. ale kiedy już jesteśmy razem. albo „wyeliminować” sa­ mego siebie. . uzna­ ni zostaliśmy w jakiejś książce za dwa święte potwory wywiadu. Kiedy przez ty­ le czasu. zawodowo. to znaczy drugą osobą w CIA. on i ja. O. O. On jako profesjonalista. którzy tak długo żądni byli wiedzy o zachodzących wydarze­ niach. Szereg cio­ sów poniżej pasa nie podoba mi się. To naturalne w przy­ padku ludzi.. . mówi­ my trochę o tym. .się od ponad czterdziestu lat. ..1 którzy żądni są jej nadal. mam jednak dość osobliwy pogląd na ród ludzki.

a stali się bardzo bogaci lub jeszcze bogatsi.. są p o d słu c h y telefon iczn e? M. .Jeśli chodzi o podsłuchy nielegalne. Po­ sługuję się pamięcią. która jest bardzo czułym instrumentem. powiernik Gladstone’a: „Władza deprawuje. Oczywiście nie mogę znać się na innych. Władza absolutna deprawuje w sposób absolutny”. obecnie zaś. O . którzy byli goli. troskę o nie zosta­ wiam zrzędzącym na ten temat powieściopisarzom. którym nie ma się ochoty podać ręki.Są podsłuchy telefoniczne legalne. I in­ nych. by słuchać wszelkiej ma&ci bandytów. gdyż są nielegalne i nie istnieją. w których władza nie by­ łaby przekupna. 133 . którzy byli bogaci.. którym i dysponu je dyrek to r słu żb w y w ia ­ d o w czych .. Kiedy pozo­ stawało się w wywiadzie tak długo jak ja.Podsłuchy legalne przeprowadza się otwarcie na pewnym po­ ziomie. O. O .Odnośny budżet określa premier. To właśnie dlatego prawie nie wychodzę z domu.C zy w śró d śro d k ó w .K o s zta p o d słu c h ó w . je ś li się n ie m y lę . O. .. Policja posługuje się nimi. Dysponował nim częścio­ wo przez kanał SDECE.A p o d słu c h y n ieleg a ln e? M. .by słuchać ludzi zagrażających terytorium państwa. . . w końcu wie się to i owo o ludziach. .Widziałem takich.Po czym pan ich poznaje? M. Znam niewiele krajów. jak mawiał notariusz moich dziadków. . .N i e istn ieją . . Jak mawiał lord Acton. mają zaspokojone wszystkie potrzeby. za le ża ły o d S D E C E ? M.O. służby kontrwywiadowcze . . i d la te g o za k a żd ym ra zem się j e u suw a? M.

gdzie myślę.-A z n ieoficjaln ych . co my wiemy.Z podsłuchów oficjalnych. Tego roku. Przyznam się do niego. Nigdy nie zaprzeczam. Kiedy moi rozmówcy pytali mnie. niepewny co prawda. ludzi nie mających„kotła” tam. ja­ kie mi stawiano. tak.Pan sobie pochlebia! Miałem też w pogotowiu pewien smaczny żart. Praw­ dę mówiąc. Myślał sobie: „No tak! Wszyst­ ko wie!” Ale pewnego razu nadużyłem tego „subtelnego” żartu w stosunku do jed­ nego z moich przyjaciół. I często ci.No. wśród polityków pierwszego rzędu. spotyka się bardzo rzadko. no! W jednej chwili robił się blady. ilu jest takich w Paryżu. i grożąc mu palcem (co świadczy o bardzo złym wychowaniu) mówiłem: .No. no! Co takiego? To był koniec tego figlowania.a Bóg jeden wie. moje uszy z trudem przyzwyczajały się do idiotycznych często pytań. odpowiadałem sarkastycznie: .podchodziłem. jak politycy pierwszego planu przywoły134 . by odnowić szereg kontaktów. który patrząc na mnie zimno zapytał: . ale ich słabym punktem jest to. O . dla którego żywię prawdziwy podziw. W rzeczywistości wie mniej niż ludzie sobie wyobrażają. ale sprawiający mi przyjemność. czy są podsłuchiwani. M. . że dyrektor generalny „wie”. są przekonani.C zy p rze z je d en a ście lat m iał pa n praktyczn ie co dzień na sw o ­ im biurku sprawozdania z podsłuchów? M.. gdy moja wątroba była wystawiona na ciężką próbę.Pierwszego roku sprawowania mych nowych funkcji często jadałem na mieście. Wątpliwość zawsze. wokół których po­ wietrze drży. . pod każdym względem nieskazitelnego. jak zresztą i w innych stolicach . które dobrowolnie stra­ ciłem.O. . że nie wiedzą wszystkiego. Widząc kogoś.. kto uważał się za człowieka znaczącego . Nie powinienem był żartować w ten sposób z człowiekiem tak uczciwego i tak wspaniałego żołnierza jak były premier Pierre Messmer. Wiele razy słyszałem.

co pan sądzi o tego rodzaju praktykach i napędził jej stracha. Jestem sze­ fem wywiadu zagranicznego. Jestem zdania. Nie wiedząc o tym. . poproszę pana. powołanego do zajmowania się między in­ nymi problemami obrony. co wydarzyło się potem. Nie wiem już. panie dyrektorze. że odnośna osoba otrzymała swoją zapłatę. powiedział jej.No cóż. sami informo­ wali mnie o swej bezecności. Ale takimi sprawami . które zajmowało się kupnem surowców. natknąłem się na jedno z wiel­ kich przedsiębiorstw francuskich zależnych od państwa. aby pan wezwał tę ważną osobistość. Zawarli kontrakt opiewający. którą przedstawiłem w Ma­ tignon. . Ponieważ handel.Panie premierze .to nie należy do mojego resortu. mniej czy bardziej obrzydliwe.wali takie czy inne „afery” finansowe. miał też powiązania z zagranicą. ale jestem przekonany. że nie maczali w nich rąk. o któ­ rym mowa. że w przypadku zmiany rządu zo­ stanie on prezesem rzeczonego przedsiębiorstwa. zawiadomiłem o tym ówcze­ snego premiera. Dyrektor naczelny tej wielkiej spółki przeznaczał część dochodów pochodzących z tego handlu na potrzeby pewnej partii po­ litycznej. że trzeba zachować w tej dziedzinie wielką dyscyplinę osobistą i nie uważać siebie za naprawiacza świata.nie.odparłem . Nie jestem policją finansową. tłu­ macząc mi. Poszukując zupełnie czego innego. Przypominam sobie pewną sprawę. Odpowiedział mi: . administracyjną ani polityczną.

O ckrent .X II DYREKTOR GENERALNY I JEGO ZWIERZCHNIK M arenches . który mar­ szałek de Villars napisał do Ludwika IV: „Sire. Pewnego dnia. po­ wiedziałem: Panie prezydencie.Z a p re zyd e n ta P om pidou m ó g ł p a n m ieć zatem w ięk szy m a r­ g in es d zia ła n ia i in icja tyw y? 136 . Mniej skoordynowane za następnej siedmioletniej kadencji.Największą trudnością dyrektora generalnego jest to.Z teg o punktu w id zen ia stosunki m ięd zy P a ła cem E li­ zejskim a SD E C E za c za só w P o m p id o u i G isc a rd a d ’E s ta i ng b a rd zo się różn iły? M. że nigdy nie powinien usiłować podobać się. zanim przekroczyłem próg. wychodząc z gabinetu prezydenta Giscarda d ’Estaing. . przychodzi mi na myśl zdanie z listu. trudno jest służyć i podo­ bać się jednocześnie”. O.Były bardzo skoordynowane i niezwykle sympatyczne za prezydenta Pompidou. .

W tej ohydnej aferze setki politykierów wy­ 137 . k tó ra w ó w c za s b a rd zo w strzą sn ę ła św ia tem p o lity k i. gdzie spotykali się członkowie prezydenckiej ekipy.Przychodziłem niekiedy pod koniec dnia do Pałacu Elizej­ skiego.M. a ferze M a rc o v ic a . gdy to było konieczne. za­ wsze w ruchu. O.P rezyd e n t P om pidou b y ł je d n a k oto czo n y d o radcam i. C zy często sty k a ł się p a n w te d y z tym i lu dźm i? M. Nigdy nie byłem zamiesza­ ny w aferę Marcovica. . sądzę.R ó żn ił się je d n a k ich sty l d zia ła n ia ? M. . O. że obaj prezydenci mieli do mnie całkowite za­ ufanie. młody człowiek o bystrym spojrzeniu. b y rzu cić ś w ia ­ tło na tę aferę. Często stykałem się z Pierrem Juilletem. . . M a rie-F ra n ce G arau d. . z tego prostego powodu. że z o s ta ł p a n m ia n o w a n y p r z e z p re zy d e n ta P o m p id o u .Nie.P r z y s z e d ł p a n d o słu żb p o w ie lk ie j a fe rze . Ponieważ czę­ sto udawałem się do Pałacu Elizejskiego. N ie k tó rzy u w a ża ­ ją . że od pewnego czasu go znałem. SDECE miało zakaz mieszania się w sprawy wewnętrzne. O. mieliśmy okazję widywać się i rozmawiać o różnych problemach. omawialiśmy w cztery oczy. wysoki. na które należało zwrócić uwagę prezydenta Republiki. takim i ja k P ie rre Ju illet. urażony w chirur­ gicznym znaczeniu tego słowa podłymi atakami montowanymi ze wszy­ stkich stron przeciw niemu. dzie­ jące się na terytorium państwa francuskiego. Jacques Chirac. . Nigdy! Prezydent Pompidou był głęboko zraniony. Mniej prezydenta Giscarda d’Estaing. p o d ó w ­ cza s liczącym i się b a rd zo . . Był wśród nich sympatyczny.Odpowiadał on osobowości każdego z nich.Ci ludzie nie znają wewnętrznej organizacji systemu fran­ cuskiego. bez którego zresztą nie zgodziłbym się pełnić powierzonych mi funkcji. Sprawy. M. Znałem bardzo dobrze prezydenta Pompidou. a je d n o c ze śn ie zro b ić p o n iej p o rzą d e k . ewentualnie mogłem też kontaktować się z nim za pomocą specjalnego telefonu zwanego międzyministerialnym.

by podał się do dymisji. w pełni świadomy. owej woli przeczenia temu. Oni się kochali. w swoim letnim domu w Orvilliers. że prezydent jest chory.Kiedy prowincjusze przybywają do Paryża. co nieunik­ nione. Nic nie wskazywało.. którego stał się lokatorem. W piątek przedstawił ministrowi spraw zagranicznych. że nigdy nie ośmielą się poruszyć przy nim tej kwestii. milczenia i postępowania jak gdyby nigdy nic.wodzących się ze środowiska gaullistowskiej lewicy. rozpowszechniając całkowicie zmyślone historie. widząc łzy napływające do jego oczu. spędził normalnie: rada ministrów. Nie miał środków na kupno owego apartamentu nabytego przez towarzystwo ubezpieczeniowe. swój pogląd na sytuację międzynarodową. usiłowały zniesławić panią Pompidou. którzy na znacznie mniej eksponowanych stanowiskach zrobili fortunę z szybkością godną igrzysk olimpij skich! We wtorek rano. Niektórzy życzyli sobie. Osatnii tydzień swojego życia. że w niedzielę. ale było pewne.S zybko d o w ie d zia ł się p a n o ciężk iej ch orobie. Co za uczci­ wość w porównaniu z niektórymi ludźmi ostatnich czasów. O. ale on postano­ wił nie mówić o tym. Pre­ zydent poruszył ze mną tę sprawę tylko jeden raz. zrozumiałem. w rozmowie. kochałem i podziwiałem. w marcu 1974 r. często padają ofia­ rami zaćmienia wzrokowego spowodowanego światłami wielkiego miasta. na k tórą c ie r­ p i G eo rg e s P o m p id o u ? M. podpisał kilka dokumentów 138 . by nie uszanować jego wstydli wości. ministra gospo­ darki i finansów. Wiedziałem. padnie ofiarą septicemii. . co nazy­ wano często „całym Paryżem”. W czwartek przyjął Valery’ego Giscarda d ’Estaing. I mimo woli stałem się autorem złośliwe­ go powiedzenia.. Michelowi Jobertowi. że przeciwni­ cy dotknęli w ten sposób jego najczulszej struny.Tak. W poniedziałek wrócił karetką pogo­ towia do swego mieszkania przy bulwarze Bethune. oświadczając: . podczas której.. Pa­ ra prezydencka odznaczała się rzadką w naszych czasach cnotą. audien­ cje. Nazbyt go poważałem. W czasie tej samej rozmowy ostrzegłem go przed tym. Często mylą wielki świat z półświatkiem. jego pięty Achillesa. .

przy wtórze głośno bijących wówczas serc ten właśnie człowiek zostałby prawdopodobnie wybrany. a którzy prze­ jawiali odpowiednią chęć. Gdyby prezydent Pompidou napisał: „ten”. Tłumaczyłem im wtedy. Pytanie było słu­ szne. to okrop­ ne”. gdyż testament polityczny mógł ewentualnie wskazywać następcę. Niektórym gościom. Wszystko odby­ ło się drogą telefoniczną.C o zn a czy „ m ó w io n o ” ? K to to m ó w ił? M. Trzeba po pro­ 139 . któremu miał prze­ wodniczyć nazajutrz jego premier. W dziale ślusarskim mieliśmy wówczas czarodziei. Pierre Messmer. Bez klucza nasi eksperci otwierali w ciągu kilku minut każ­ dy. al­ bo: „to tego polecam Francji”. Zna­ liśmy go jako czowieka chorego. rodzina. po zapadnięciu w śpiączkę. że Pałac Elizejski chce się ze mną skontaktować. na szczęście rzadkich specjalistów. . gdzie jest klucz. .i zatwierdził porządek posiedzenia rady ministrów. Służby specjalne prócz innych swych umiejętności posiadają i tę. Umarł o dwudziestej pierwszej. bo mówiono: „A jeśli istnieje testament polityczny prezy­ denta Republiki?”. O. albo: „ten jest godniejszy”. że potrafią otwierać sejfy o najbardziej skomplikowanych kombina­ cjach. W wieczór jego śmierci Pałac Elizejski otoczyła rzesza ludzi.Otoczenie. Jeden czy dwu „gwiazdorów” nie poświęciło na to nawet dwóch mi­ nut. Śmierć prezydenta Pomidou przyniosła nam ból i niepokój. W specjalnej sali wystawialiśmy wszystkie sejfy wielkich firm światowych. Wróciwszy do swego biura połączyłem się przez „międzyministe­ rialny’^ pałacem prezydenckim. by zostać jeszcze w siodle. jak wiele wysiłku wkładał w to. któremu pielęgnujący go lekarze nie określili momentu odejścia. urządzałem pokaz naszych talentów w tej dzie­ dzinie. Służby uprzedziły mnie przez radiotelefon w moim samochodzie. Ktoś z zaufanych ludzi prezydenta po­ wiadomił mnie. wymieniając między sobą uwagi: „Boże. że nie można otworzyć prywatnego sejfu zmarłego szefa państwa. gdyż nikt nie wie. członkowie gabinetu. Wielki dziedziniec roił się od kamer i mikrofonów. którzy czynili mi zaszczyt przychodząc do mnie. Znaleziono mnie na­ gle w Paryżu. i widzieliśmy. że otwarcie sejfu nie stanowi trudności nie do pokonania dla niektórych. Goście wychodzili.

otworzyli przede mną kratę bramy parkowej znajdującej się na rogu ulicy Elysée i alei Gabriel. gdyż nie jest to ani w moim zwyczaju. panie dyrektorze. Posłałem do dzielnicy podmiejskiej po innego ślusarza i uprze­ dziłem Pałac Elizejski za pośrednictwem „międzyministerialnej”. gdzie jest wyspe­ cjalizowany pracownik znający się najlepiej na otwieraniu „fichetów”. Zapytałem zatem. i które umieszczo­ ne są jedna nad drugą. Jeśli nie ma świadków. Otwie­ ram ją. że przyjadę z moim ślusarzem wy­ posażonym w wiązkę narzędzi. Zapytałem.„Fichet” trzypunktowy. i ukrytymi schodami dotarliśmy do łazienki apartamentu prezyden­ ta. ja­ kiej marki jest sejf prezydenta Pompidou. Chowam testa­ ment polityczny do kieszeni i bieg historii ulega zmianie”. Od­ powiedziano: .. Odpowiedziano: . żandarmi. Przeszliśmy przez zarośla i traw­ niki. . Odpowiedział: . Siedząc na brzegu wanny zapytałem.stu przeszkadzać ludziom w zbliżaniu się do sejfu. Ślusarz otwiera sejf. Przypuśćmy. która mi się nie podoba.) Te­ stament wskazuje osobę. wyobra­ ziłem sobie nagle ponury scenariusz: „Uwaga! Powinienem mieć świadków. Natychmiast poleciłem ślusarzowi. śledźmy jednak dalej scenariusz. W chwili. na znak dany przez reflektory mo­ jego samochodu. by wstrzymał swą pracę. którymi manipuluje się.Dwie do trzech minut. Była już prawie dwudziesta druga. rozluźnił krawat. Mój ślusarz wyjął swoje narzędzia. To znaczy: trzy kulki. Znajduję kopertę opatrzoną napisem: Testament polityczny. Tak jak ustaliliśmy. ani w moim stylu.W podróży służbowej za granicą. Przykucnął przed sejfem ustawionym na podłodze.. wezwałem doktora Alaina Pompidou i Pierre’a Juilleta i 140 . ile czasu zajmie mu otwarcie sejfu.Czy mamy jakiegoś innego pod ręką? -T a k .. Otwo­ rzywszy drzwi. co nastąpi za chwilę. zakasał rę­ kawy. pana X. (Oczywiście robię tu tylko przypuszczenie. gdy ten znakomity fachowiec przystępował do swej delikatnej pracy. że za wszelką cenę muszę uniknąć tłumu dziennikarzy i fotoreporterów zebra­ nych na dziedzińcu. Zapowiedziałem..

stała kanapa chesterfield pokryta brązową skórą oraz dwa fotele klubowe w tym samym stylu i niski stolik. że istnieje ogromne niebezpieczeństwo wybuchu wojny między tymi dwoma kraja­ mi. gdy odchodziłem. poda­ rowałem go służbom . Warunkiem najowocniejszej praktyki jest pewna pokora osobista i niemała doza cierpliwości w obserwacji. które pokrywa­ ły najbardziej wrażliwe regiony naszej planety. któremu otoczenie wmawiać bę­ dzie. Powiedziałem mu. We czworo byliśmy tro­ chę ściśnięci w niewielkiej łazience. które widniały na terytorium Izraela i Egiptu. Ślusarz otworzył sejf. że jestem osłuchiwaczem wulkanów. testamentu po­ litycznego nie było.obraz przedstawiał rycerza w złocistej zbroi i heł­ mie ozdobionym białym pióropuszem. Ówczesny minister spraw zagranicznych. Można było spokojnie pogadać tam przed i po śniadaniu. wolałem mieć czło­ wieka poinformowanego niż zwierzchnika. Zarzucił ręce na kark i kiedy za pomocą linijki wskazywałem mu. . Pan Giscard d’Estaing stanął przed moją wielką magnetyczną ma­ pą ozdobioną różnokolorowymi wtyczkami i zaślepkami. w lipcu 1973 r. nie na­ leżał raczej do jego przyjaciół. O.. ponieważ w tym czasie pełnił funkcję ministra gospodarki i finansów.poprosiłem ich. dosiadającego paradnego rumaka we wspaniałej uprzęży i dzierżącego buławę w dłoni. przyjechał do siedziby Wy­ działu na śniadanie. Było to częste miejsce mo­ ich roboczych spotkań z współpracownikami. Byłoby niedobrze dla Francji. że wie wszystko najlepiej. Nie był on nazbyt obeznany ze sprawami międzyna­ rodowymi. . Pod obrazem Edouarda Détaillé’a. Wiedząc. Mapa ta zajmowała całe p a n ­ neau mojego obszernego gabinetu. Michel Jobert. Moim zdaniem.J a k p a n p o z n a ł V a lé ry 1e g o G isc a rd a d yE stain g? M. ja­ 141 .Pewnego dnia. by byli obecni przy otwarciu sejfu. Prezydent Pompidou miał przed sobą nie­ cały rok życia. Valéry Giscard d’Estaing lub François Mitterrand. Valéry Giscard d ’Estaing był zdziwiony liczbą wtyczek. ewentualnym jego następcą mógł być: Ja­ cques Chaban-Delmas. Od­ nosiłem niekiedy wrażenie. gdyby przyszły szef państwa nie był wtaje­ mniczony w funkcjonowanie skomplikowanego narzędzia. któ­ ry był moją własnością . że szef państwa jest moim codziennym rozmówcą. bezpośrednio zespolonego z najniebezpieczniejszymi aktualnymi wydarzeniami.

O . Nie posiadam dumy autorskiej. Jeśli się nie mylę. . że nie poradzono się dyrektora generalnego od spraw bezpieczeństwa. . Armia Czerwona wkroczyła jednak do Afganistanu. Trudno o większe wyzwanie dla ateuszy 142 . że d y re k to r g en era ln y S D E C E nie z o ­ s ta ł p o w ia d o m io n y o spotkan iu p re zy d e n ta F ra n cji z B reżn iew em ? M.Sprawę podróży do Warszawy poznałem z prasy. Dziewięć miesięcy później został wy­ brany prezydentem Republiki. O. to czemu by nie mianować właśnie jego dy­ rektorem generalnym? Spotkanie prezydenta Republiki Francuskiej z Leonidem Breżnie­ wem. miało miejsce w maju 1980 r. O. . . Po śniadaniu zaproponowa­ łem.N ie ? M. .Nie.N ie p o zo sta w a ł p a n z nim w takich sam ych bliskich sto su n ­ kach ja k z p re zy d e n te m P o m p id o u ? M.kie problemy mogą wyłonić się w przyszłości. jego źrenice rozszerzały się. to trzeba go wysłać na grzybki. a wziąć innego. Pan Giscard d ’Estaing.Nie. a jeśli ich nie ma i jeśli powtarza się to dwa lub trzy razy pod rząd. bo ma on może jakieś pomysły w odnośnej kwesti. O. 24 grudnia 1979 r. Giscard wydawał się zainteresowany. że prześlę mu niektóre analizy. któ­ rzy ignorowali rygory Wydziału.N a p rzy k ła d ? M.Nie! Być może można było zasięgnąć przedtem mojej rady. Szkoda.C h ce p a n p o w ie d z ie ć .. zostawszy prezydentem Repu­ bliki. . moim zdaniem. sekretarzem generalnym komitetu centralnego KPZR. . Sko­ ro zwrócono się do pewnego multimiliardera o nie budzących zastrzeżeń przekonaniach politycznych. Jedyną moją ambicją było służyć państwu i wykonywać swój zawód. wolał powierzać niekiedy pewne zadania swoim przyjaciołom.

by robił to. Wydaje mi się. Foccart był człowiekiem generała od spraw specjalnych bądź za­ strzeżonych.z Kremla niż fakt.Z a G isc a rd a . Opowia­ dano o nim niezliczoną ilość historii. znajdują się dwie tradycyjne religie monoteistyczne. . zwłaszcza w czarnej Afry­ ce. Zorganizował pewną liczbę siatek. Oczywiście można sobie życzyć jednego: by te poważne zadania były uzgadniane z dyrektorem generalnym służb. gdzie niestety panowało pomieszanie rodzajów. .Nazwisko Jacąuesa Foccarta długo było na ustach całego Pa­ ryża. Prawdę mówiąc. . już to niepoko­ jących. K ie d y p r z e ją ł p a n „ sp ra w y ” w 1 9 7 0 r A f r y k a zn a ła ju ż d łu g o ­ trw a łe rzą d y J a cą u esa F o cca rta . szef armii i strażnik francuskiego systemu politycznego ma prawo wysłać każdego. O. co prezydent chce. kto dobrze zna sprawy zagraniczne i komu najbar­ dziej ufa.C zy b yły tez inne o p e ra c je p rzy g o to w a n e p r z e z P a ła c E lize j­ ski b ez kon su ltacji z dyrek to re m gen era ln ym S D E C E ? N a p rzy k ła d m isja p a n a P o n ia to w sk ieg o w T eh eran ie. że u ich granic południowych. że na spotka­ nie z Rosjaninem należało wybrać inne miejsce niż Polska. p o d o b n ie ja k to b yło za P o m p id o u i d e G a u l­ le ’a. wzajemna pogarda. w Afganistanie i w Polsce.To nie było uzgadniane ze mną. Dobrze wiadomo. aby praca Wydziału i obserwacje wysłannika mogły być wzaje­ mnie wykorzystane. prezydent Republiki.. podrywające ludzi do powszechnego oporu: islam i ka­ tolicyzm. Ten okres historii służb francuskich splamiłoś rozmnażanie 143 . że między Polakami a Rosjanami istnieje od wieków pewna wrogość. że jeśli chodzi o Afga­ nistan i Polskę będzie zdolny wpłynąć na Breżniewa? O. Jak szef państwa francuskiego mógł sądzić. północnych i zacho­ dnich. M. Odegrał on znaczącą rolę w czasach generała de Gaulle’a. k tó ry p ro p o n o w a ł sza c h o w i w y e lim i­ n ow anie C h o m ein ieg o . p o d trzym a n a zo sta ła je d n a k tra d y cja strzeżo n ych te ren ó w ło w ieck ich w A fryce. już to pozytywnych. Były siatki oficjalne i półoficjalne.. . p o d ó w c za s ch ro n ią ceg o się w e F ra n cji? M.

Pokusa „robienia pieniędzy”. należąca do pańswa . że obecność b a rb o u ze s w różnych krajach afrykańskich zainspirowała oso­ by tego pokroju do stania się ludźmi interesu i handlarzami. która dysponowała własnymi agentami. Uważałem to za odraża­ jące. W tajnych służbach trzeba zachować nieskazitel­ ną etykę i wysoką dyscyplinę. są przyzwoicie wynagradzani. uważam to za zgodne z prawem.. Jeśli chodzi o ludzi i pieniądze.. O. To pewne./ o sią g n ą ł p a n to? M. . Tym bardziej. Myślę o pewnej spółce naftowej. Zagraniczni pracownicy francuscy.się gatunku. w znacznej mierze chyba tak. że ludzie wykonujący określone zadania w niektórych przed­ stawicielstwach wpadali w macki tych sieci. z którymi się rozstałem. Trzeba było więc ukrócić proceder bardzo szybko i bardzo zdecydowanie. . jak i woj­ skowi. Jednym z zadań zleconych mi przez prezydenta Pompidou było położenie kresu owym operacjom b a rb o u ze s . lecz odpowiadać wysokością poziomowi zagrożenia militar­ nego lub kulturalnego. czym dysponują niektórzy nasi rywale.C zy F ra n cja d ysp o n u je je s z c z e śro d k a m i na re a liza c ję s w o ­ j e j p o lity k i afrykań skiej? M.chce być au co u ra n t z pewnym zakresem spraw. nie! Ci ludzie werbowali niekiedy pra­ cowników moich służb. Uzupełniamy to jednak jakością naszych stosunków. Mieszkańcy Afryki są naszymi przyjaciółmi. zarówno cywilni. . dysponujemy ledwie ułamkiem tego. Położyłem temu kres. handlowania informacjami i tajemnicami jest dla niektórych bardzo silna. O. jak wszyscy przedstawiciele Francji pracujący poza krajem. . co nie po­ winno było mieć miejsca. czy nawet w naszym państwie. którego przedstwicieli nazywano wtedy i potem ba rb o u zes.mówiąc krótko. których nie sposób było kontrolować ani nimi manipulować. Nie znaleźli się tam po to. Ale jeśli tworzy minipaństwo w państwie afrykań­ skim.Środki budżetowe nie powinny być sprawą zwyczaju admi­ nistracyjnego. by „robić interesy”. lub innych siatek francu­ skich. płynącego ze wschodu czy skądinąd. Jeśli jakaś wielka spółka naftowa .Jeśli wierzyć reakcji tego środowiska. krewny­ 144 .

inne kraje z wielkim niepokojem obserwowały pełną wahań i niezdecydowania poli­ tykę Francji. którego stabilność polityczna. prezydenta Houphouet-Boigny i prezydenta Senghora. profesor gramatyki. gdy pozostają samotne. demokracja i sukce­ sy gospodarcze są przykładem dla wszystkich. które łączyły mnie między innymi z prezydentem Houphouet-Boigny i prezydentem Senghorem. moralne i fizyczne z Pary­ żem i Francją.dwu prawdziwych przyjaciół. kuzynami. bym powiedział. powołał do istnienia Wybrzeże Kości Słoniowej. Poza swoją tradycyjną klientelą. który szybko przybierze kolor czarny. padł ostatnio ofiarą agresji. tego Afrykanina wysokiego pochodzenia. jak bardzo. abym dał wyraz przyjaźni. Łączą ich więzy intelektualne. to i nas już nie osłoni. Francja. który własnymi rękoma i przy bezwarunkowym poparciu mojego przyjaciela.mi.w przeciwieństwie do innych na­ rodów.nie na szczeblu afrykańskim. Kiedy Czad. Nade­ szła chwila. że nie poparto w dostatecznym stopniu tego wielkie­ go obrońcy języka francuskiego w jego tak żywotnej dla naszej kultury wal­ ce. Prezydent Leopold Senghor. o czym warto przypomnieć. miała . Alaina Belkiri. to inny przykład wyjątkowego sukcesu w służbie Afry­ ki i Francji. i szacunku. jeden z nielicznych krajów czarnej Afryki. Szkoda. Niech mi wolno będzie przekazać mu tutaj wyrazy hołdu i głębokiej przyjaźni. lecz w szerszym wy­ miarze . nawet jeśli niektórych z nich pociągają coraz bardziej Stany Zjednoczo­ ne lub nawet czerwony marksizm. cenię sobie kontak­ ty. należeli do gro­ na twórców obecnej konstytucji Francji. które zaniedbały ten ważny dla ery postkolonialnej odcinek. Gmach runie!” Mieliśmy pod­ 145 . od wielu lat. często słabych. Niektórzy szefowie państw trafnie zauważyli: „Jeśli Francja nie potrafi obronić Czadu. którzy. której misja jest tam niemal odwieczna. Często kończą francuskie szkoły. wojskowe lub cywilne. jeden z członków naszej czarnej rodziny. Mam pełen życzliwości i szacunku podziw dla prezydenta Hou­ phouet-Boigny. Zadanie nasze polega na wspieraniu i osłanianiu tych krajów afrykańskich. Zasługą Francji jest wydanie i uformowanie odznaczającej się wysokim poziomem kadry afrykańskiej . jaką wobec nich żywię. francuskiego prefekta oddanego do jego dyspozycji po II wojnie świa­ towej. jakim ich darzę. członek Aka­ demii Francuskiej.

W tym czasie ukazywał się w Paryżu niewielki tygodnik poświęcony sprawom astrologii. Rankiem w dniu pojawia­ nia się tygodnika ambasada rzeczonego kraju nabywała go przez specjal­ nego gońca. Dopilnowano. chiromancji itd. by mieć czy­ ste sumienie. Nasunęło mi to pewien pomysł: czemu by nie kupować tego interesującego magazynu i nie przedkładać takiemu czy innemu mężowi stanu porad zodiakalnych w momencie jakichś ważnych negocjacji lub w przededniu szczytu? Dotarliśmy do właścicieli tygodnika.Śledziłem ją w niewielkim tylko stopniu. której nie wymienię. by odebrać kopertę. Drogo kosztowała ona francuskich podatników. Pałac Elizejski wyraźnie nie życzył sobie. by spustoszenie nie było całkowite.. Może za dużo zarabia­ li? . Kiedy pilnuje się spraw. Nigdy nie prze­ jawiano wobec mnie braku zaufania pod względem politycznym. nie ma tylko tragicznych wydarzeń. aby przeszkodzić elukubracjom pułkow­ nika Kadafiego. bym się mieszał w tę sprawę. jak to się mówi w naszym żargonie. zauważyliśmy. którą pędem odwożą do pałacu. ale nie można przyoble­ kać w zwycięstwo zrzeczenia się części kraju. w prze­ ciwnym razie nie trzymano by mnie ani dnia dłużej. że byłem pracownikiem kontraktowym. Nie należy zapominać. że co tydzień. .. Nie jestem przekonany.C zy b ył pan w kontakcie z H issénem H abré w m om encie afe­ ry C la u stre 'a? M. który mimo to opanował północną część kraju. Jakich to wiadomości oczekiwano z tak wielką nie­ cierpliwością? Skąd pochodziły? Przedsięwzięliśmy środki.stawę do interwencji w Czadzie. . ale nie wiem już z jakiego powodu sprawa nie doszła do skutku. tego samego dnia motocykliści prezydenta wyjeżdżają na lot­ nisko. że w Czadzie odnieśliśmy zwycięstwo. jednakże w konkretnym przypad­ ku chodziło o sprawę „zastrzeżoną”. O. na ten sam samolot z Paryża. I tak w pewnej stolicy afrykańskiej.

. co uspra­ wiedliwiało interwencję Francji. i to operacje na w ielką ska­ lą. dwie udane operacje. że pyta pani o te dwie operacje. i o zam ach sta n u k ie­ ro w a n y p r z e z F rancją.. to zn a czy p r z e z p a n a ? M. ale jest dla mnie przyjemnością świadomość.Daje się tylko bogatym! Operacja środkowoafrykańska to ope­ racja. a następnie położonego dalej na południe cesarstwa środkowoafry­ kańskiego. O. Podoba mi się.N ie d b a ją c o ch ro n o lo g ią . .Tak.. wskazującymi. przeprow adzon e zostały w A fryce z p a n a inicjatyw y i p rze z pań skie służ­ b y: K o lw e z i i u sunięcie B okassy. na określone plany i zamierzenia libijskie i sowieckie. M arenches . podczas których dyspo­ nowaliśmy dokładnymi informacjami. p o m ó w m y n a jp ie r w o A fry c e Ś ro d k o w e j: ch o d zi o u su n ięcie B o k a ssy w 1 9 7 8 r. że o innych nikt nie wie.X III AFRYKAŃSKIE INTRYGI Ockrent .C o najm niej dw ie o peracje. w obu przypad­ kach. Zapewniało mu to dominację nad punktem strategicznym od- 147 . W strategicznym zamyśle Kadafiego było zajęcie Czadu. nie będę więc o nich mówił. która polegała na uwolnieniu tego biednego kraju od jego „cesarza” i uniemożliwieniu w ten sposób Libijczykom opanowania pozycji w sa­ mym środku Afryki.

z którego Napoleon dokonał manew­ ru w bitwie pod Austerlitz (dzisiejsza Czechosłowacja). Pewnego dnia zostałem powiadomiony o pojawieniu się na are­ nie ludzi z libijskich służb specjalnych. Bokassa miał ma­ łe przemysłowe diamenty. uprzedzając go. Środkowa Afryka miała przemysłową produkcję diamentów. żeby zobaczyć. że nigdy takiego nie otrzymałem. Środkowa Afryka to jeden z najbardziej wydziedziczonych krajów świata. Takie zwycię­ stwo zostałoby wykorzystane do pójścia bądź to w kierunku Zatoki Gwinejskiej. opinia publiczna myśli zaraz o królowej Saby lub o klejnotach Korony. Na­ 148 . ale nie było. brylantach. kiedy wszy­ stko to zaczyna mieć związek z ludźmi niezbyt godnymi. Czemu nie miałoby być pośród państwowych prominentów amatorów wielkich polowań? Nie je­ stem przeciw organizowaniu drobnych przyjemności. że został „wybrany”! 4 grudnia 1977 r. Prawda jest taka. W ten sposób dzieło rozciągnięcia wpływów na znaczną część afrykańskiego kontynentu byłoby dokonane. Tak więc wkroczyłem w sprawę i powiedziałem: „Uwa­ ga!” Ale zlekceważono moje ostrzeżenie. że łowy na wielką zwierzynę tego kraju mogą odbywać się tam w doskonałych warunkach. sam koronował się na cesarza.powiadającym płaskowyżowi Pratzen.. bądź w kierunku „rogu” Afryki i Morza Czerwonego. Każdy ma prawo uprawiać sport i oddawać się wybranym przez siebie zajęciom. Spotykałem ludzi. Po jakimś czasie zaalarmowałem prezydenta Giscarda d ’Estaing. w scenerii ni­ czym z bulwarowej komedii. Hi­ storia z diamentami została śmiesznie rozdmuchana. czy jest tam mięso ludzkie. Bokassa źle się prowadził. że nie ma to nic wspólnego z racją stanu. Mówię o tym z tym większą swobodą. Bokassa stał się kimś w ro­ dzaju prywatnego łowczego francuskiej Republiki. Ale widziałem je. Było to bardzo wygodne dla wielkich łowów. i połą­ czenia się z komunistyczną Etiopią. Gdy mówi się jednak „diamenty”. Francja nie szczędziła mu swych względów. zbytkownych biało-błękitnych soliterach. Opowiadano o nim najbar­ dziej nieprawdopodobne historie. że chodzi o sprawę. pod warunkiem. o Wieży Londyńskiej. którymi obdarowywał swych przejezdnych gości. Taki był mistrzowski plan Kadafiego.. jak wiele krajów. Zajrzano nawet do lodówki prezydenc­ kiego pałacu. Bokassa sprawił. Ale od chwili. które nic nie były warte. że ośmielę się tak powiedzieć. która przybiera zły obrót. którzy je dostali. pojawia się po­ lityczne ryzyko. libijskiej służby operacyjnej. Umieszczał je na me­ dalach. Stał się strasznym alkoholikiem.

opatrzoną dla niepoznaki kryptonimem „Barracuda”.Dowiedzieliśmy się. śro d k o w o a fryk a ń sk ie? M..Mogli to być przedstawiciele francuskich organizacji pu­ blicznych lub prywatnych.tychmiast ostrzegłem prezydenta Giscarda d ’Estaing. Służby wywiadowcze charakteryzuje zawodowa ciekawość. Ci wojskowi przebrani w cywilne ubrania mieli w swych portfelach albo w swych po­ kojach wiele pamiątkowych fotografii. natrafiają na portfel. z mamą. To już wojna. lecz i dla obrony naszych krewnych z czarnej Afryki. nie jest to poważna sprawa.Teraz nie możemy już dłużej zwlekać. . I wyciągają wnioski. albo idą pod prysznic. Mogli być także ludzie miejscowi. To wszystko. że nadeszła właściwa chwila. czy jestem pewny. Tak więc powiedziałem prezydentowi Republiki: . że są to ludzie z libijskiej służby operacyjnej. że na zdjęciach ci. O . Nie padł ani jeden strzał. z przyjaciółeczką itd. ale przypuśćmy. nie tylko dla Francji. I co robić? Ze strategicznego punktu widzenia oceniono.S ł u ż b y w y w ia d o w c ze . Jeśli chodzi o Libijczyków.przyodziani tak. przeprowadziliśmy akcję. Zwróciłeń^ uwagę. w którym często znajduje się zdjęcie a d hoc. Libijczycy nie zachowywali pruskiej dyscypliny. .. że Bokassa udał się z wizytą do swe­ go przyjaciela pułkownika Kadafiego. jest bardzo ważna. Nadszedł moment zastąpienia kochanego Bokassy kimś innym. jak Pan Bóg ich stworzył .. należało działać szybko.służby wy­ wiadowcze. Nie miałem zwyczaju opowiadać o wyimaginowanych szczegółach. albo oddają się ćwiczeniom gimnastycznym . Tak więc 20 września 1979 r. noszą mundury libijskich oddziałów specjalnych. niby to przypadkiem. że w Republice Środ­ kowej Afryki znajdziemy oddział kubański albo wschodnioniemiecki. w Bangui. jak w Angoli i Etiopii. stolicy Re­ 149 . choć między sobą nazywaliśmy ją „Caban”.J a k to zro b iliśc ie ? M. Nie chcąc mieć prawdziwej wojny na karku. którzy wydawali się być dzielnymi cywilami. że sprawa Czadu i Republiki Środkowoafrykańskiej. z tatą. . Kie­ dy ludzie są na basenie. Zapytał mnie. O. Zauważono. przeprowadzić ope­ rację chirurgiczną.

psycholo­ gicznemu. Akcja modelowa to taka. ani nie na­ pisaliśmy trzech czy czterech powieści. odpowiadającą ogólnemu rozpoznaniu politycznemu. Pan David Dacko przebywał we Francji jako emigrant politycz­ ny.publiki Środkowoafrykańskiej. Ostatecznie doszliśmy do porozu­ mienia i zaczął przygotowywać swoje przemówienie. oraz informację nazywaną rozpoznaniem poprzedzającym ak­ cję. W tego rodzaju operacjach istnieje operacyjne d o ssie r przygoto­ wane znacznie wcześniej. Szukano więc i znaleziono człowie­ ka. który posiadał kwalifikacje. o której należałoby mówić w szkołach wojny spe­ cjalnej. ja­ kie mechanizmy chce się uruchomić. Podkreślaliśmy 150 . ale trzeba mieć zezwolenie decydenta politycznego. Wiadomo. by po przybyciu na miejsce zło­ żył pan pewne oświadczenie. by sprawa przybrała zły obrót i by w środku Afryki pojawili się Libijczycy”. która uwolniłaby pański kraj od tego minityrana alkoholika Bokassy i czy spróbuje pan zaprowadzić nieco demokra­ cji w pańskim kraju?” Trzeba było następnie przekonać go do podjęcia ryzyka fizycznego. ilu ludzi potrzeba. że nie nakrę­ ciliśmy jednego czy dwu filmów rozsławiających tę operację. Po trzecie. ponieważ nie był wybitnym intelektualistą. wiadomo. Nasz rozmówca zadał nam pytanie. dokąd się zmierza. Trzeba było więc nawiązać z nim kontakt i powiedzieć mu: „Czy chce pan wziąć udział w operacji. nikogo nie zabiliśmy. by pochwalić się zasługami. Pomogliśmy mu w tym nieco. którzy nie chcą. jako że nie był to już człowiek pierwszej młodości. Francuscy spadochroniarze utrzymali porządek i David Dacko przejął władzę. Nie jesteśmy kolonistami dążącymi do odzy­ skania kolonii. nawet nie zraniliśmy. trzeba mu było powie­ dzieć: „Działanie tego rodzaju wymaga. co na­ leży zrobić. to znaczy któ­ ry był jedynym obywatelem tego kraju mającym szanse zostać demokra­ tycznie wybranym. jakie zadaje się na ogół w ta­ kich wypadkach: . Z chwi­ lą otrzymania go należy połączyć dwa rodzaje informacji: informację stra­ tegiczną. lecz ludźmi. w której uzyskuje się maksimum re­ zultatów przy minimum kosztów. a dotyczącą szczegółów: co może się wydarzyć. z kogo składać się będzie przyjmu­ jący mnie komitet? Próbowaliśmy go uspokoić. Była to operacja. Miał pewne problemy ze zdrowiem. jakich wymaga demokracja.Kiedy przybędę na miejsce. Jedyna różnica między nami a innymi polega na tym.

zwłaszcza. i aby żyć. to znaczy samoloty osiadły bardzo mocno i dość twardo na tere­ nie Bangui.Są to operacje chirurgiczne. Trzeba wszak żyć. gdzie znajdują się światła. W przeddzień wysłaliśmy dwu ludzi wybranych spośród na­ 151 .co miało istotne znaczenie . czego przewidzieć się nie da. jakie zaistnieją trudności. kto jest w wieży kontrolnej itd. Jeśli przewidujecie ja­ kiś fundusz na opłacenie ludzi z oddziału straży. . Ktoś miał wspaniały pomysł powiadomienia centrali: . Jedną z podstawowych trudności w tego rodzaju akcjach jest konieczność uwzględnienia tego.K o n k retn ie . że ostatecznie niczego nie chcemy w zamian. Często lokalne siły zbroj­ ne dopuszczały się wymuszania łapówek. Co więcej. Nikt jej nie chce. trochę na wzór naszych wiel­ kich kompanii średniowiecznych. Zaopatrzyliśmy się zatem we franki oraz dewizy innych krajów afrykańskich. Trzeba pró­ bować odgadnąć. Wieczorem w dniu akcji dokonaliśmy „lądowania szturmo­ wego”. Do ochrony terenu mieliśmy dwa samochody wyposażone w ka­ rabiny maszynowe oraz oddział straży ze znanego nam szczepu. Postanowiono. miejscowa środkowoafrykańska waluta nie jest nic war­ ta z powodu galopującej inflacji. . O. Chodzi więc o operacje precyzyjne.Uwaga. ledwie wystarczające na przeżycie. ilu lu d zi p rz y d z ie la p a n d o te g o ro d za ju o p e r a cji? M. często na­ kładano okup na miejscową ludność.że od wielu miesięcy gwardziści nie otrzymują żołdu. że pewna liczba ludzi odleci i wyląduje na lotni­ sku w Bangui. to nie mogą to być pie­ niądze środkowoafrykańskie. określić ewentualne punkty oporu. Zostali oni załadowani na dwa samoloty Wydziału. Nasi specjaliści dobrze znali ten teren. w których głównym narzę­ dziem jest skalpel. Byli na­ wet w naszym zespole ludzie władający miejscowym językiem. Byliśmy w posia­ daniu wszystkich informacji dotyczących funkcjonowania portu lotnicze­ go w Bangui: o której godzinie otwiera się go. o której zamyka. to była prawda. Skądinąd wiedzieliśmy . Było to ważne ze względu na niskie w tym kraju wy­ nagrodzenia. które nie wyma­ gają wielkiej liczby ludzi: mniej więcej stu do stu pięćdziesięciu osób.

Nie zapobiega to jednak kaprysom ostatniej chwili. spotykają się od wielu lat w tej samej sto­ łówce. gdzie nie wiadomo. że port lotniczy będzie ponownie otwarty. wspaniałego człowieka.. którzy operując na pasach startowych kieszonkowymi la­ tarkami. ale nie będziemy panu przeszkadzać. który miał problemy i który wyląduje z opóźnieniem. dobrze jest mieć elektroniczną pomoc i najnowsze urządzenia wspomagające lądo­ wanie. dwu kolegów pilotów. kierowani przez. Dlaczego? Bo kiedy ciężkim samolotem o zasięgu kilku tysięcy kilometrów ląduje się na obcej ziemi. co się może wydarzyć. Dysponowaliśmy wspaniałymi środ­ kami łączności.. umożliwili ciężkim samolotom lądowanie. No i trach! Cały nasz plan musi ulec zmianie.. a będące­ go w pierwszym samolocie razem z szefem służby operacyjnej. Byłem w moim centrum operacyjnym w Paryżu. . Jeśli ma pan jakieś pytania..szych lotników. Trzeba rozporządzać ludźmi. Prawdopodobnie jako jedyni w tym czasie . z dużą znajomością rze­ czy.. wraz ze sztabem i wszystkimi mapami. Inaczej niż to się dzieje w niektórych operacjach prowadzonych przez inne kraje. razem z nimi przeprowadzają ćwiczenia. Wziął na siebie całą odpowiedzialność.. Oto dowiadu­ jemy się. ponieważ to pan jest szefem akcji.. powiedziałem do oficera dowodzącego akcją. O. który odegrał znaczącą rolę w przygo­ towaniu i wykonaniu tej bezbłędnej operacji: . składającym się z ludzi różnych formacji i różnych kompetencji. którzy pro­ wadzą z nimi wspólne życie..być może oprócz Izraela . pułkow­ nika M. W końcu wylądowaliśmy. której na imię zaufanie.dysponowaliśmy tego rodzaju pełnym zespołem.Nie będę interweniował w żadnym przypadku. Jest ona warta tyle samo co wszy­ stkie techniki świata. w podziemiu. którzy się znają i którzy pracują ze sobą od wielu lat. może mi pan je zadać. Dzięki serii przypadków i zręcznych pociągnięć oraz pewnej dozie szczęścia po paru godzinach udało nam się go unieruchomić. Ale kiedy jest na ziemi dwu ludzi. Wspomniany egipski samolot znaj­ dował się jeszcze w jednym z afrykańskich krajów położonych dalej na południe. by przyjąć jakiś egip­ ski samolot. 152 . wówczas w grę wchodzi elektronika ludzka. dw u lu dzi na ziem i.

Panowie oficerowie. Z pistoletami maszynowymi w rękach ludzie pobiegli w stronę budynku.C zy a m b a sa d a F ra n c ji w ie d zia ła o w szystk im ? 153 . centrala telefoniczna. wiecie. również w miejscowym narzeczu. Oczywiście streszczam. powiedział: . . Zechciej­ cie stanąć w szeregu wzdłuż ściany.. do swoich domów. ustawiwszy swój stół i krzesło. telewizja. ani z tej.. nie było zabi­ tych. że za­ prowadzą nas do miasta i będą nam służyć za przewodników. Skarbnik-kasjer. co macie robić. port lotniczy w Bangui został zamknięty. Ludzie ze straży zaproponowali. zastąpiły ich re­ gularne oddziały francuskie. Oficer władający miejscowym narzeczem przemówił w taki mniej więcej sposób: . ani z tamtej strony.Samoloty usiadły. „Zapasowy” prezydent i jego samochód znajdowali się w drugim samolocie. weszli przez drzwi i okna. Ponieważ egipski samolot nie stawił się na swoje ra n d ez-vo u s . nawet rannych. które przybyły z Czadu. ale w niewielkim mieście będącym stolicą strategiczne punkty bardzo łatwo ustalić: pałac szefa państwa. Mamy do was zaufanie. Ludzie pozostawali w go­ towości bojowej.Wiemy.Nie przybyliśmy tutaj z zamiarem odzyskania czegokolwiek. lecz po to. by umożliwić waszemu krajowi pozbycie się tyrana i o ile to możliwe przywrócenie demokracji. wyciągnął z walizki potrzebne pieniądze. Nazajutrz zacny prezydent Dacko wygłosił swą odezwę i sprawy przybrały normalny obrót.M. Nasi ludzie odlecieli o brzasku. koszary. poinfor­ mowano: . również bardzo sprytnie. możecie zachować broń. W tej wzorowo przeprowadzonej ope­ racji nie padł ani jeden strzał. Zajęliśmy kilka punktów strategicznych. Nie padł ani jeden strzał. w którym znajdował się oddział straży. . Personel lotniska wrócił do miasta. Następnie dowódca akcji. bardzo spryt­ nie. że od trzech miesięcy nie otrzymujecie żołdu. Polecono natomiast żołnierzom: .Zechciejcie złożyć broń w tym miejscu. O. Oficerów.

w 1 9 7 7 i 1 9 7 8 r. nie wolno wtajemni­ czać w nią zbyt wiele osób. Oświadczył. . . o co chodzi. to inform acja p o ch o d zą ca o d p a n a w łasnych słu żb za a la rm o w a ła ich o tym . rozmawialiśmy z ty­ mi. Z Qu­ ai d’Orsay zatelefonowano do ambasadora w Bangui.N a Q u a i d 'O r s a y m u sieli b yć za c h w yce n i te g o ro d za ju „ in ­ f o r m a c ją " o w a s ze j o p e ra c ji ? M. dowodzący oddziałem. Kiedy nasi amerykańscy przyjaciele w kwietniu 1980 r. zaczął wsłuchiwać się w różnorodne odgłosy dochodzące z dżun­ gli. O. setki ludzi dowiaduje się.T o na tem t „ w z o ro w e j o p e ra c ji ’ śro d k o w o a fryk a ń sk iej. A le nie p o w ie p a n te g o sa m e g o o Z a irze.Nikt o niczym nie wiedział. Pułkownik Beckwith. że w Republice Środkowoafrykańskiej dzieją się dziwne rzeczy. O. W samym środku nocy jakaś agencja prasowa. zbudzony ze snu. że nie słyszy nic szczególnego. który. Wszystko poszło po­ myślnie. . To nie do zniesienia! I widzieliśmy rezultat. . byli to ludzie o wysokich kwalifika­ cjach. otrzymywał rozkazy od tuzi­ na osób jednocześnie. Chcąc by akcja tego rodzaju powiodła się. która istniała tylko kilka godzin.by służby miały do swej dyspozycji własne zintegrowane jednostki powietrze-ziemia-morze. 154 .M. co d zie je się w B an gui? M.i nadal zalecam wszystkim analogicznym instytucjom . . Tam p a ń sk ie słu żb y b ra ły u d zia ł w co najm n iej dw ó c h w ażn ych a kcjach ro zd zielo n yc h k ilku m iesięczn ą p r z e ­ rw ą . W przeciwnym razie musi pani prosić różne sztaby o samoloty. którego zadaniem by­ ło uwolnienie amerykańskich zakładników.Jako akcję uzupełniającą przewidzieliśmy również pewną dez­ informację..W ciągu następnych kilku dni nie sprawdzałem pulsu Qu­ ai d’Orsay. O . nadała depeszę informu­ jącą. . i cała operacja oczy­ wiście spali na panewce. To właśnie dlatego tak bardzo nalegałem w swoim czasie . przepro­ wadzili słynną operację w Tabas na pustyni irańskiej.In aczej m ó w ią c.. którzy byli jej wykonawcami.

M. by Zair pozostał krajem zjednoczonym. ołów.o bogactwach wręcz bajecznych. nie byłaby w stanie przetrwać. którzy działając na rzecz czerwonego rządu z Luandy. Zair.A g d y b y in teresy o w ych m a ło kla ro w n ych g ru p . gdzie eksploatuje się owe słynne kopalnie katangijskie. diamenty.W maju 1978 r.. c zy w ó w ­ cza s d ec yzja w ysła n ia e k sp ed y cji d o S za b y p o zo s ta ła b y taka sam a? M. . . by odłączyć prowincję Szaba (dawną Katangę) od reszty Zairu.jaki z ludźmi w Brukseli. że zairska Szaba. że w y ­ d a tn ie w p łyn ą ł p a n na p re zy d e n ta G isc a rd a d E s ta in g . żywi resztę kraju. p o k ry w a ły się c zę śc io w o z in teresa m i F ra n c ji.W tym konkretn ym p rzy p a d k u m ożn a p rzy p u szc za ć . Uświadomiłem sobie. Zamordowano stu dwudziestu Europejczyków. Bałkanizacja Zairu mogłaby być zjawiskiem niebezpiecznym. W przypadku stworze­ nia niezależnego państwa Szaba. kadm. lecz czasem tak­ że pomoc w realizacji polityki rządu. Przedstawiciele różnych interesów państwowych i prywatnych sprzymie­ rzyli się. Ogólne zubożenie i rozruchy w Zairze byłyby zjawiskiem ko­ rzystnym dla bloku wschodniego. jak tego chcieli przedstawiciele niektó­ rych prywatnych interesów dotknięci katastrofalną krótkowzrocznością. że w naszym interesie leży. O. daw­ ne belgijskie Kongo. Dlaczego? Dlatego. cyna. opanowali Kolwezi w prowincji Szaba w Zairze.. . 155 . Ale ten kraj. Interweniowała wówczas Francja. nie licząc miejsco­ wych. Rzeka Kongo przejawia inną zupełnie siłę niż rzeki francuskie. stolicy Angoli. O. . podzielony między niezliczone plemiona. o k tórych p a n w sp o m n ia ł.Została ona podjęta na najwyższym szczeblu politycznym. można utrzymać jedynie rządami silnej rę­ ki. obecnie marszałka. kobalt.cztery ra­ zy większy od Francji . Zadaniem służb jest nie tylko przekazywanie informacji. pozostała część tego olbrzymiego kraju. gdzie jest miedź. region znakomicie prosperujący. powróciło z Angoli cztery tysiące byłych żandarmów katangijskich. ropa nafto­ wa itd. pozbawiona wspomnianych bo­ gactw. mangan. to jeden z największych krajów Afryki . Tak jest w przypadku generała Mobutu. nieco później Belgia. Międzynarodowe spółki pozostawały w zmowie z szeregiem osobistości z Szaby.

O. .Wielu z tych ludzi. jeśli naprawdę jest przekona­ ny o swoich racjach. trudno mi było zrozumieć. czemu nie mielibyśmy dzia­ łać. Niewiele łączyło już ich z tym ruchem. O. by ocalić przed zmasakrowaniem przez niepraw­ dopodobne hordy istną rzeszę ludzi o różnym kolorze skóry.Prowadzenie polityki państwa to domena jego szefa.Byli w Belgii ludzie. bądź o ludzi. władze Zairu popierały żywotne interesy gospodarcze. nie licząc niektórych przedsię­ biorstw amerykańskich wydobywających ropę naftową w Kabindze. Przy­ 156 . Zair był osobistą własnością króla Leopolda II. Z chwilą gdy Belgowie zrzekli się swojej własności i Kongo belgijskie. opłacali oczywiście Kubańczycy i blok wschodni.O p era c ja sza b a jsk a b yła je d n a k dysk u to w a n a p r z e z w a szych belgijskich sp rzy m ie rze ń c ó w ? M. Co więcej. uran. Te cztery tysią­ ce żandarmów katangijskich przypominały Polisario. Dy­ rektor generalny służb wywiadowczych ma jednak prawo wyrazić swoje zdanie. nawet zdanie poparte argumentami. ale ci przybyli tro­ chę za późno. gdzie znajdowali się sławetni żandarmi katangijscy.P rze z k o g o b y ły fin a n so w a n e o w e h o r d y . . W operacji w Szaba Wydział odegrał bardzo ważną rolę. O. którzy sprzeciwiali się francuskiej in­ terwencji. choć postarzeli się. Znajduje się tam ropa. . . stało się pań­ stwem niepodległym. która interesuje G u lfO il . przy­ brzeżnej enklawie między Zairem a Kongo. ludzi przybyłych z Angoli. który uczy­ nił z tego kraju. którzy przyszli z komunistycznej An­ goli. dosłownie. mangan itd. kiedy zostaliśmy o to poproszeni.M.. Rząd francuski interweniował w te sprawy przede wszystkim po to. Belgowie wysłali później swoich żołnierzy.Chodziło bądź to o kryminalistów i przestępców przyby­ łych nie wiadomo skąd. . .. prezent dla Belgii.K to o p ła c a ł tych lu dzi? M. ale nazwa pozostała. o k tó ry ch p a n m ów i? M. już jako Zair. .

nie zostali posiekani przez śmigła na­ stępnych. Wylądowali.i na tym polegało nieprzygotowanie. że zachowamy Fort Lamy na zawsze. Natychmiast wysłałem kilku ludzi w ama­ rantowych beretach na głowach. brak refleksji strategicznej . i próbowałem przez lata. dawny Fort Lamy. podczas pierwszej operacji w Kolwezi. któ­ rzy skakali z pierwszych samolotów. nie mie­ liśmy transportu.Transalle to dobre samoloty.nadal nie dysponuje samolotami transportowymi o dużym zasięgu działania.. Moi wysłannicy rozpowszechnili pogłoski.sądzono. Potęga legendy! Wysłani zostali nocą. że żołnierze. O. ale mają za krótkie pazury. Kiedy skonstruowano transalle . którym legioniści nie umieli się posługiwać). Do działań nad Dżibuti lub w czarnej Afryce transalle nie mają wy­ starczającej autonomii lotu. Słynnym siłom szybkiego reagowania nadal bra­ kuje sprzętu lotniczego.. W rzeczywistości to był bluff.S tw ierd zo n o to w C za d zie. Wyprodukowano ich tylko kilka tuzinów. Musieliśmy go pożyczać i było cudem. . że dzisiejsza Francja . natychmiast wycofało się na dru­ gą stronę granicy angolańskiej. kupić amerykańskie hercu- 157 .ze swoją ambitną polityką na papierze . W marcu 1977 r.. Trzydziestu do­ radców kubańskich. Jak zwykle. którzy już tam byli. że stanowią przednią straż 11 dywizji spadochroniarzy. Fort Lamy albo N ’Dżamena. M. nawet jeśli chodziło o kucharza i fry­ zjera. uczestniczyliśmy jedynie w zakresie informacji i korzystaliśmy z porad technicznych Marokańczyków i Zairczyków w zakresie działania. . Rezul­ tat: widząc w tym czy innym. Chciałbym zaznaczyć.byliśmy tam sami i pierwsi. mówio­ no: „W porządku! To samoloty SDECE!” Dopuściliśmy się najgorszego błę­ du w stosunku do służb wywiadowczych: mogły być łatwo zidentyfikowa­ ne. Godna podziwu Legia Cudzoziemska przeprowadziła operację w warun­ kach wyjątkowo trudnych (dostarczono jej w ostatniej chwili typ spado­ chronu. bardziej lub mniej niejasnym miejscu trans­ alle nie naznaczone niemieckim żelaznym krzyżem na kadłubach. Dobrze znaliśmy teren i mieliśmy szczegółowe mapy. Za­ kupiły je jedynie powietrzne siły zbrojne niemieckie i francuskie. Chciałem. w pro­ wincji Szaba w Zairze.

lesy C l30 Lockheeda. Mają znacznie dłuższy zasięg. Są ich tysiące egzem­
plarzy. Można zobaczyć te samoloty we wszystkich rejonach świata. Sta­
ły się zjawiskiem pospolitym. W parę godzin, gdy wykonuje się jakąś
operację, można zdjąć z nich francuskie barwy. Nie dopiąłem swego, po­
nieważ zakup samolotów zagranicznych nie wchodził w rachubę.
Chociaż nie jestem technikiem, pamiętam trzy liczby, które mnie
uderzyły. Lockheed C l30 zabiera dwa razy więcej ładunku niż transalle,
ma dwukrotnie większy zasięg i kosztuje dwa razy mniej. Wysłałem na­
wet delegację do Stanów Zjednoczonych. Znalazła C l30 przypadkowo,
jako że rynek jest tam tak wielki jak rynek okazyjnych samochodów. Sprze­
dawano C 130 po bardzo niskich cenach: miały silniki bez zarzutu i części
zamienne.
O . - / n ie m ó g ł p a n ich ku pić?
M. - Z racji warunkujących politykę wewnętrzną wyproduko­
wano słynne transalle. Później uświadomiono sobie, że samolot ten nie ma
pola działania. Wyprodukowano super-transalla, którego koszt przekroczył
kilkakrotnie cenę Lockheeda. Afera ta była być może politycznie korzyst­
na dla związków zawodowych państwowej spółki, która je konstruowała,
ale z punktu widzenia sił zbrojnych, strategii czy, mówiąc skromniej, Wy­
działu, była porażką.
Wracając do sprawy Szaby: operacja mogłaby zostać przerwana
w połowie, gdyby nie przysłano kontyngentu marokańskiego na francuskich
transallach. Nie dysponowaliśmy środkami politycznymi ani wojskowymi,
które jako takie zapewniłyby ciąg dalszy akcji.
Studiując mapę, doszedłem do wniosku, że tylko król Hassan II
odważyłby się, zwłaszcza szybko, podjąć decyzję polityczną. Jego ustrój,
który nie przypomina „słabych demokracji” europejskich, ma jedną wiel­
ką zaletę: możliwość szybkiego działania. W przypadkach nie cierpiących
zwłoki monarcha przyjmował mnie natychmiast, bez formalnego ubiega­
nia się o audiencję. Mieliśmy taką umowę od lat.
Udałem się do niego w towarzystwie jednego z moich generałów
oraz adiutanta. Przebywał w swej posiadłości koło Fezu, nad brzegiem
sztucznego jeziora, pod wielkim namiotem kaida. Kiedy nadeszliśmy, mu­
siał zapewne dopiero co jeździć konno, gdyż zauważyliśmy osiodłane ko­
nie trzymane przez służbę za uzdy. Arabski władca całkowicie zignoro­

158

wał powód mej niespodziewanej wizyty. Król wyszedł ze swego namiotu.
Dzieliło mnie od niego jeszcze około trzydziestu metrów, ale uznałem, że
należy zatrzymać się z szacunkiem. I w tym momencie zdarzyła się rzecz
niezwykła, której do dziś nie potrafię sobie wytłumaczyć. Król podniósł pra­
wą rękę i nakreślił w powietrzu znak „nie”, wołając:
- Nie, nie pójdę na to!
Wszystko zrozumiał, wszystko odgadł.
O . - J a k p a n g o prze k o n a ł?

M. - W dwadzieścia pięć minut po tym, jak przedstawiłem mu
argumenty, które skłoniły mnie do złożenia mu tak nagłej wizyty, ponury
scenariusz, wedle którego - jeśli nic się nie zrobi - wraz z prawdopodob­
nym upadkiem Zairu, a później całej Afryki środkowej będziemy świad­
kami utraty surowców o charakterze strategicznym dla Zachodu, ukaza­
łem zarazę, która rozpanoszy się w całym regionie, kontynent afrykański
przecięty na dwoje na wysokości „talii”, król swoim bystrym umysłem na­
tychmiast uchwycił żywotne znaczenie stawki. Bez namysłu zadzwonił do
niektórych szefów państw afrykańskich, mówiąc im: „Trzeba się tam
udać!”.
Takie były początki międzynarodowej interwencji afrykańskiej
(Maroko, Gabon, Senegal, Wybrzeże Kości Słoniowej, Togo). Kiedy pierw­
szy raz połączył się telefonicznie, wstałem i poprosiłem, by pozwolił mi
dyskretnie wycofać się; kazał mi jednak ponownie usiąść obok siebie,
abym był świadkiem jego kolejnych rozmów.
- To pan jest za to odpowiedzialny! Niech pan siedzi koło mnie,
kiedy rozmawiam przez telefon.
Jego Wysokość i ja, mimo dzielącej nas, a liczącej kilka tysię­
cy kilometrów odległości, doszliśmy do identycznych wniosków. Tylko on
był w stanie podjąć tak błyskawiczną decyzję i wysłać elitarny kontyngent
świetnie dowodzony przez pułkownika Loubarisa, co uratowało sytuację.
Ta sprawa drogo kosztowała Marokańczyków. Wysłali mnóstwo sprzętu,
którego nigdy nie odzyskali. Obiecywano im, że będzie im zwrócony, co
jednak, o ile wiem, do dziś nie nastąpiło. Nie zwrócono im nawet kosztów
utrzymania.
O

S kąd o w a p rzy ja źń z H a ssa n em II?

159

M. - Życiowy przypadek. Mam wiele powiązań rodzinnych z
Marokiem. Maroko to szczególny kraj, wielki kraj, w odróżnieniu od Al­
gierii i Tunezji, które do ostatnich lat są jedynie geograficznym wyrazem
imperium ottomańskiego. Moja żona spędziła tam młode lata. Poznałem
króla trochę przez przypadek, za pośrednictwem francuskiego oficera, puł­
kownika Edona, wspaniałego człowieka, dawnego oficera meharystów,
kawalerzysty tak jak ja, który był wielkim franko-marokańczykiem. Pew­
nego dnia powiedział on do mnie:
- Panie Aleksandrze, powinien pan poznać młodego księcia.
Miał na myśli obecnego króla. Poszliśmy do niego na śniadanie.
Znam marokańskiego władcę od ponad trzydziestu pięciu lat.
Miłośnik wszystkich przejawów życia, stał się geostrategiem ob­
darzonym jedną z najbłyskotliwszych odmian inteligencji, jakie dane mi
było spotkać, nadzwyczajną pamięcią, „szóstym zmysłem”, zmysłem wy­
jątkowej wrażliwości i wysokiej percepcji - jednym z rzadko spotyka­
nych w naszych czasach mężów stanu. W następstwie okoliczności i do­
znanych ciosów posiadł pojętność, wizję spraw światowych, zasługują­
cych na znacznie pokaźniejsze od marokańskich środki finansowe. Gdy­
by król Hassan II, który między innymi jest jednym z dwu strażników
Cieśniny Gibraltarskiej, miał choćby cząstkę ropy naftowej Zatoki, oblicze
świata uległoby zmianie. Zrozumiał wszystko. Uchwycił zarówno proble­
my ogólne, jak kwestie interesujące strefę śródziemnomorską, między in­
nymi sprawy Bliskiego i Środkowego Wschodu. Jest jednym z najwybit­
niejszych współczesnych mówców wysławiających się w języku francu­
skim. Orientuje się w problemach Wschodu. Posiada rzadką nawet wśród
specjalistów francuskich znajomość wewnętrznej polityki Francji. Co wię­
cej, odznacza się - jak można to było zauważyć podczas różnych zamachów,
których omal nie padł ofiarą - odwagą i rzadko spotykanym zdecydowa­
niem.
O. - C h o d zi o rz ą d y , k tóre, n ie p o p a d a ją c w b łą d k la syfik a cji
na m odłą za c h o d n ią , są rzą d a m i a u to k ra ty czn ym i , b y n ie p o w ie d z ie ć w ię ­
cej.
M .-Jest to system rządów nieporównywalny z demokracją w sty­
lu duńskim czy brytyjskim, to prawda. Chodzi jednak o jedyny na konty­

160

nencie afrykańskim system, który ma jawną opozycję, opozycyjną prasę,
drukowaną nie w podziemiu, lecz nabywaną w kioskach. Jest nawet, wy­
daje mi się, jeden czy dwu posłów komunistycznych.
Zawsze kiedy król pytał mnie o osoby czy wydarzenia, mówiłem
to, co myślałem, nie starając mu się przypodobać. Tego właśnie ode mnie
oczekiwał. Nigdy nie próbowałem schlebiać mu, bo było to sprzeczne z mo­
ją etyką, sprzeczne z naszym g en tle m e n 's ag reem en t.
O. - J a k i e b y ty p a ń sk ie p o w ią za n ia z g en era łem O ufkirem ?
M. - Od wielu lat straciłem z nim kontakt. Pewnego dnia na­
tknąłem się na jednego z naszych wspólnych znajomych, który powie­
dział mi:
- Generał Oufkir żałuje, że od czasu kampanii włoskiej więcej pa­
na nie widział.
Pełniłem wówczas swe funkcje. Odpowiedziałem:
- Jeśli przypadkiem przyjedzie do któregoś z sąsiednich krajów,
będziemy mogli się spotkać.
Od afery Ben Barki nie mógł przyjechać do Francji.
Jakiś czas później wysłannik wrócił i powiedział mi:
- Generał zamierza pod koniec miesiąca jechać do Anglii.
- Będę tam również - odparłem. - Może moglibyśmy się spo­
tkać w Londynie?
Przekazałem generałowi Oufkirowi, że powinien odwiedzić T u rf
C lu b . Dodałem:
- Jeśli będzie ładna pogoda, będziemy mogli pójść stamtąd pie­
szo i zaprowadzę go w miejsce typowo angielskie, Sim pson on the Stra n d ,
gdzie parter jest zarezerwowany dla mężczyzn i gdzie serwują z ciężkie­
go srebrnego wózka pamiętającego czasy wiktoriańskie wspaniałą woło­
winę.
Był tam Si Mohammed Laghzaoui, ambasador Maroka w Pary­
żu. Zajmował wiele ważnych stanowisk w królestwie. To stary przyja­
ciel. Wszyscy trzej poszliśmy na śniadanie do Simpsona.
Pod koniec posiłku ambasador Laghzaoui ulotnił się i zostałem
sam z generałem Oufkirem. Zaczął mi opowiadać o różnych nieprzyjem­
nych sprawach związanych z tym, co dzieje się w Maroku, a dotyczących
rządu i sposobu kierowania krajem. Słuchałem go i nie zwróciłem spe­

161

cjalnej uwagi na zdanie, które rzucił, wstając od stołu:
- Zresztą w przyszłym tygodniu otrzymasz ode mnie informacje.
W następnym tygodniu miał miejsce słynny atak powietrzny na
samolot monarchy. Wtedy przypomniałem sobie to zdanie. Gdyby zamach
się udał - a zapobiegła temu jedynie wyjątkowa przytomność umysłu
króla - Oufkir mógł zostać dyktatorem Maroka.
Po upływie pewnego czasu powiadomiono mnie o zaczynają­
cych szerzyć się plotkach i pogłoskach, jakobym wiedział o zamachu,
znał nawet szczegóły, jakobym udzielił Oufkirowi rad w tym zakresie... Plot­
ki osiągnęły wręcz postać stwierdzenia, że praktycznie to ja zorganizowa­
łem zamach na mojego dostojnego przyjaciela.
Poprosiłem wówczas do siebie zaprzyjaźnionego ambasadora
Maroka w Paryżu, doktora Ben Abbesa. Podyktowałem mu trzypunkto­
we oświadczenie dla króla.
Po pierwsze: jestem zdumiony - jeśli pogłoski, o których mi do­
niesiono, są ścisłe - że Wasza Wysokość słucha takich plotek.
Po drugie: Jego Wysokość zna mnie dostatecznie długo i dosta­
tecznie dobrze, by wezwać mnie do siebie i w cztery oczy zadać mi py­
tania, jakie tylko pragnie. Udałbym się do Maroka natychmiast. Jego Wy­
sokość wie o tym od lat. Nic nie zmieniło się pod tym względem.
Po trzecie, co oczywiście przyszło ambasadorowi napisać z pew­
nymi oporami: gdybym to ja zorganizował zamach, zostałby on uwień­
czony sukcesem.
Poleciłem służbom, by za pośrednictwem straży granicznej usta­
liły, którym samolotem ambasador poleci do Maroka. Zdecydował się na
najbliższy lot. Kilka dni później wrócił i oznajmił mi, że wszystko było
nieprawdą. Przeciwnie, król żywi dla mnie uczucia, jakich się spodziewa­
łem.
Odczekałem jakiś czas i udałem się do Maroka. Monarcha prze­
bywał w Ifrane, swojej cudownej zimowej rezydencji. Droga prowadzą­
ca do Ifrane przypominała Wogezy albo Japonię: śnieżne krajobrazy, świer­
ki, niezliczone strumienie. Zechciał zatrzymać mnie na obiedzie, razem z
trzema czy czterema osobami. Po posiłku król zaprosił mnie na mały spa­
cer po ogrodzie. Pozwoliłem sobie zapytać, czy otrzymał moje oświadcze­
nie, lecz zanim zdążył to potwierdzić, ośmieliłem się przypomnieć mu
moje trzy punkty. Przy trzecim, śmiejąc się, powiedział:
- W pana przypadku to mnie nie dziwi.

162

Powtórzę: daje się tylko bogatym.
Kto stał za tymi oszczerstwami?
Nie popełniając błędu można powiedzieć, że byli to ludzie pozo­
stający na usługach pewnej organizacji, która usiłowała zniszczyć wielo­
letnią przyjaźń między królem a mną i między Marokiem a Francją.
O. - M ó w i p a n o O ufkirze, a le nie p o w ie d z ia ł p a n , ja k skoń czył.
M. - Skończył źle. Zawsze kończymy źle, bo wszyscy umieramy.
Pod tym względem panuje idealna równość. Istnieje jedynie kwestia da­
ty. To, co zaskakuje i wstrząsa, to wypadek drogowy. Nie znam szczegó­
łów wypadku Oufkira, który ostatecznie mnie nie obchodzi. Zostawiam
historykom zbadanie, najpierw za pomocą lupy, później mikroskopu, te­
go rodzaju sprawy.
O. - M im o w szystk o nie sp o só b w ręcz u w ie rzyć, że nie w ie p a n nic
w ię c e j na tem a t śm ierc i O ufkira?
M. - Zna pani powiązania, jakie mogą mnie łączyć z marokań­
skim monarchą i jego pięknym krajem. Trzeba kierować się zawsze twar­
dą etyką i mieć wielką dyscyplinę osobistą i intelektualną. Co mnie inte­
resowało - i był to mój zawodowy wkład w sprawy marokańskie - to
ochrona Maroka przed agresją z zewnątrz.
Uważałem, że jest sprawą niezwykłej wagi usiłować postępo­
wać w taki sposób, by reżim marokański zachował swą stabilność poli­
tyczną, ponieważ bez stabilności politycznej nie istnieje silna gospodarka.
Przypuśćmy przez chwilę, że południowy kraniec Gibraltaru zajmuje jeden
ze sprzymierzonych krajów bloku wschodniego czy systemu marksistow­
skiego. Dodam zresztą, że z chwilą popadnięcia rejonu Morza Śródziem­
nego w tarapaty, bylibyśmy świadkami zawalenia się systemu zachodnie­
go. By odpowiedzieć na pani pytanie: nie musiałem wtrącać się w spra­
wy polityki wewnętrznej kraju...
O. - ... o d m om entu, k ie d y za c zy n a ją m ie sza ć się w te sp ra w y
b lisc y p a n u lu dzie, g ra n ic a j e s t w rę c z n iem o żliw a d o w y ty cze n ia ...
M. - Przyznaję, że nie jest to łatwe.

163

. zwłaszcza na Bliskim i Środkowym Wschodzie.G d z ie . jaką utrzymujemy na płaszczyźnie krajów i rządów. . Oczywiście służby francuskie były zasko­ czone tak samo jak ja.. a szefa tajn ych słu żb .Nastąpiły wydarzenia. . O. Był sze­ fem biura adiutantów. M.Powtarzam: nie powinniśmy wtrącać się w szczegóły po­ lityki wewnętrznej określonego kraju.W różnych krajach Bliskiego Wschodu. . . . . . . szefem słu żb . k tó ­ re g o śm ierć b yła ró w n ie ż tra g iczn a ? M.. D lim ie g o .S k o ń czył źle. O. które znamy. w dniu naszego wspólnego śniadania w Londynie. że to słu żb y fra n c u sk ie ..O. g d y je g o sa m o c h ó d z d e r z y ł się z cię ża ró w k ą . dowódcą południowych sił marokańskich w wal­ ce z Polisario. emisariuszem króla z mniej lub bardziej tajnymi zadania­ mi do wykonania w innych krajach. O.później. ja k b y ło to w p rzy p a d k u O ufkira. M ó w i się c z ę s to .Wykonywał on wiele niezwykle ważnych funkcji. inteligentnego i niezwy­ kle pracowitego. na p rzy k ła d ? M. Był znacznie młodszy ode mnie.To zn a czy: g e n e r a ł D lim i p o n ió s ł śm ierć w M a ra k e szu . . ponieważ szkodziłoby to przyjaźni. ta k ie w p rzy p a d k u M. Usiłowałem nauczyć go tego i owego z zakresu problemów strategicznych. . M. Uważałem genera­ ła Dlimiego za człowieka wyjątkowo rzetelnego. p a ń sk ie słu żb y . Żywiłem wielką sympatię dla generała i szczerze 164 . ani .Ś ciślejsze w ię zy łą c zy ły p a n a z D lirn im .co oczywiste . wywiadu. O śmierci generała dowiedziałem się telefonicznie od samego króla. . za a ra n żo w a ły ten w yp a d ek . Niektóre zadania przyszło nam wykonywać wspólnie. Nie widziałem go praktycznie od zakończenia II wojny świa­ towej.To po prostu śmieszne. Genrała Oufkira spo­ tkałem raz w ciągu dwudziestu lat. O.

nie bylibyśmy przede wszy­ stkim w stanie wspierać militarnie i w inny sposób Jonasa Savimbiego.zwłaszcza w Afryce . Nie znam ich i nie chcę znać. . Nie było w moim zwyczaju wzruszać się niezliczonymi bajecz­ kami. Są­ dzę. Opowiadano przeróżne historyjki o twarzy generała. Osobiście widziałem u generała tylko jedno: jego praca .. trzeba to jasno powiedzieć. Przez wszystkie te lata. kiedy marokański monarcha zaszczycał mnie swoją przyjaźnią i swym zaufaniem. Taką postawę zachowywałem zawsze i zachowuję nadal. człowiek robi sobie wielu wrogów. Czynią to nadal. O takiej osobie można mówić wszystko i bezkarnie. i to z pewnością wśród ludzi wysoko po­ stawionych. bez Maroka. zamaskowanej nie do rozpoznania na podobieństwo Janusa. jaką wykonywał. nie moglibyśmy przeprowa­ dzić wielu operacji . mniej lub bardziej ciemne siły od czasu do czasu próbowały nas rozdzielić. które mogą krążyć na temat szefa tajnych służb.podziwiałem niezwykłą pracę. bohatera antykolonialnego ruchu oporu w Angoli.. że musiał mieć ich niemało. gdyż nigdy już nie odpowie.by­ ła zazwyczaj bez zarzutu. Bez króla Hassana II. W tego rodzaju zawo­ dzie.a zawsze mia­ łem możność obserwować ją podczas wspólnie wykonywanych zadań .

Savimbi broni swej ziemi.Ludzie wierzą w Savimbiego. Walczy. najechali jego kraj. wyjątkową odwagę. które pomaga zachować władzę prosowieckiemu rządowi Mety166 . że rząd angolański korzysta w znacznym stopniu z fi­ nansowego wsparcia G u lfO il . i ponieważ po zaprzestaniu walki z ówczesnym kolonializmem portugalskim toczy te­ raz bój z kolonializmem o wiele potężniejszym: kolonializmem sowiec­ kim. która dobywa ropę w enklawie Kabinda.X IV ZAPOMNIANY FRONT: ANGOLA Marenches . Mieliśmy zdjęcia ukazujące inżynierów z G u lfO il w Kabindze. najemników imperium sowieckiego. Jednym z głównych nieszczęść Savimbiegoi angolańskiego ru­ chu oporu jest to. z imperium sowieckim reprezentowanym w Angoli przez Kubańczyków. przez pewien czas. należą do niego niektórzy dystyngowani członkowie trilaterale. Niemców wschodnich itd. komunistycznych żołnierzy kubańskich wsia­ dają do kubańskiego samolotu wojskowego. jak de Gaulle. To nie jego wina. jak Afgańczycy. że uprawiały politykę strusia. wyposażony w charyzmat. przed trzydziestoma do czterdziestu tysięcy Kubańczyków. któ­ rzy z bronią w ręku w 1975 r. amerykańskiej spółki. Rosjan. Francji) były tak przestraszone. że „słabe demokracje” (z wyjątkiem. ponieważ to człowiek niezwykły. Chodzi o amerykańskie kon­ sorcjum naftowe. jak pod osłoną uzbrojonych.

Pieniądz rządzi wszystkim. To jedna z historycznych sprzeczności w zasadniczym konflikcie. Na najwyższym szczeblu zasugerowano mi zatem.. podczas gdy w świecie wscho­ dnim istnieje strategia państwowa. Nie chcą o niej słyszeć. na któ­ rym je powiesimy”. informując mnie. Lenin mówił mniej więcej tak: „Kraje burżuazyjne są tak głu­ pie i tak chciwe. że pewnego dnia same sprzedadzą nam stryczek. c z y też „ re w o lu c ja g o źd zik ó w ” za sk o c zyła p a n a ? 167 . w której kraje trzeciego świata przechodziłyby od jednej formy kolonializmu do innej. której każdy ma obowiązek służyć jak umie najlepiej. m ia ł p a n in form acje o tym .sów w angolańskiej Luandzie. którzy wierzą w złotego cielca. rozpadło się . Kiedy imperium luzytańskie. według niektórych kapitalistów. . komunistycznego agenta. O. B ra k śro d k ó w c zy b ra k w o li p o lity c zn e j? M. ja k się w y ­ d a je. że bez zdecydowanej pomo­ cy z naszej strony wielki ruch oporu przeciw komunizmowi. bym wstrzymał pomoc dostarczaną Savimbiemu.C zy w 1 9 7 4 r. Za moich czasów służby francuskie usiłowały nie dopuszczać do sytuacji. Ignorują oni walkę rewolu­ cyjną.P o m o c F ra n c ji d la S a vim b ieg o n ie b yła . Często opowiadałem anegdotkę o Leninie i stryczku. Zachód nie ma strategii. O ckrent .Doktor Jonas Savimbi napisał do mnie w znakomitej francuszczyźnie wiele listów. co szyk u je się w P o rtu g a lii. jakim jest Unita. kontrolująca obecnie terytorium większe niż obszar Francji.ponieważ nie zaoszczędzono Mozambikowi nieszczęścia pogrążenia się w marksizmie! w głodzie-należało przynajmniej dążyć do przeciwsta­ wienia się agresji sowieckiej i kubańskiej w Angoli. Najwspanialszym przykładem by­ ło przekazanie kluczy Angoli przedstawicielom ludzi Wschodu przez ad­ mirała Rosa Coutinho. ro zstrzy g a ją c a . drążone od wewnątrz. Ze względów politycznych prezydent Giscard d’Estaing wy­ brał inne rozwiązanie niż to. atakując ich otwarcie. który całą swą służbę wojskową odbył w portugalskiej marynarce wojennej za czasów prezyden­ ta Salazara.. jakie w sprawie Savimbiego mu zalecaliśmy. . Nie chciał narażać się już Sowietom. jeszcze gorszej. zosta­ nie zniszczony.

komitet centralny i jego wy­ specjalizowane sekretariaty. że obietnicę prawdziwego szczęścia związały dopiero z życiem po śmierci. Trzeba uświadomić sobie. że mają też oni swoich misjonarzy i swoich męczenników. m u ta tis m u ta n d is . lecz także w zamorskim portugalskim imperium. To już widzieliśmy. charyzmatyczni przywódcy.Szefem PIDE był pan B. kolegium kardynałów. Wyspy Świętego Tomasza i Książęcy.M. Komunizm sowiec­ ki wziął wzór z wielkich religii.nie zapominajmy o tym . i że upadają one z bardzo prostego powodu. Moglibyśmy dodać.niezależnie od kolei losu . że opierają się tylko na jednym życiu ludzkim. w swoim czasie niezwykle popularni. tymczasem zaś nie są w stanie pokazać nam choćby jego próbki. ma wiele wspólnego ze świętą inkwizycją i którego . Ale schodząc na ziemię pokrytą goździkami portugalskiej rewo­ lucji: wiadomo było wówczas. nie tylko w Portugalii. że podobieństwo z organiza­ cją Kościoła katolickiego jest uderzające. O. Jak łatwo zauważyć. Doskonale wiedzieliśmy o nadciągającej rewolucji. Angola. że „kościół” reżimów nie ma Bo­ ga. by ewentualne odchylenia nie wyrodziły się w schizmę. nie byli w stanie przedłużyć życia swemu systemowi . w takich kra­ jach jak Angola. wszystkie Kościoły były na tyle przezorne. politbiuro. Największą różnicą jest to. które. na ogół życiu ich twór­ cy. Mozambik i Gwinea portugalska miały znik­ nąć. jest czuwa­ nie nad tym. jaki stanowi filozofia i religia. Wyspy Zielonego Przylądka. Jest także KGB. . Makao. już odłączyła się.Słabością reżimów autokratycznych lub dyktatorskich jest to. który raz w roku składał mi wi­ zytę.papież. Reżimy upadają. jeśli nie najgłówniejszym. gdyż obiecywały szczęście na ziemi. że reżim starzeje się w miarę starzenia się Salazara.jednym z zadań głównych. Jest tam .ponieważ zabrakło im za­ sadniczego elementu. . Gwinea i Timor. Mozambik.zachowując pełny szacunek dla odnośnych osób i instytucji . Goa.. zgromadzenie arcybiskupów i biskupów. 168 . Tacy ludzie jak Hitler czy Mussolini. indyjska enklawa. a portugalska część wyspy Timor stać się częścią Indonezji.C zy słu żb y fra n c u sk ie p o z o s ta w a ły w tra d y cy jn ych k on tak­ tach z p o rtu g a lsk ą ta jn ą p o lic ją P ID E ? M. .

bladł z sekundy na sekundę. co dzieje się u was. bo otworzyłem okna i ptaki śpiewały. I spytałem: . pogoda wspaniała. Ponieważ nie bardzo chciał mi wierzyć.To niemożliwe! . w koszarach Tourel­ le s . Portugalski reżim. między innymi w Coimbrze i Porto. popadając w obłęd i ślepotę.Drogi panie B. ale obserwowaliśmy ją dość dokładnie. spoczął osta­ tecznie na laurach. .Zjawił się pewnego ranka w moim biurze. by połączył się z jego biurem w Lizbonie.mówiąc: . Powie­ działem: ..odparł. Partia przeniknęła nawet do Kościo­ ła. 169 .Nie! . Słynne PIDE tego nie dostrzegło! Portugalia nie znajdowała się w centrum naszych zainteresowań międzynarodowych. powiedziałem mojemu adiutantowi. Zerwał się jak na sprężynie. w Portugalii? . gdzie być może zajęty spra­ wami prywatnymi pozostawał z dala od wszelkich środków informacji. odwoływano się do oficerów rezerwy.Paryż jest cudowny. że prawdopodobnie zatrzymał się w ja­ kimś idyllicznym miejscu na terenie Francji. Chcąc wysłać ludzi do krajów zamorskich i tam ich zatrudnić. To w ten właśnie sposób uniknął czystki. .Czy wie pan. Wzięte szturmem PIDE już nie odpowiadało. Podziem­ na portugalska partia komunistyczna miała w tych uczelniach swoich pro­ fesorów. która nastąpiła. Portugalska armia nic sobą nie reprezentowała.a był wychowany w kulturze francuskiej . dzięki czemu oba wspomniane uniwersytety produkowały pod­ poruczników komunistycznej rezerwy. niech pan spocznie.Jest rewolucja. często kształconych w wielkich uniwersytetach.odparł.Nie . i mógł ubiegać się o azyl polityczny w Madrycie. Nie była to sprawa pierwszej wagi. życie jest piękne! To była prawda. ale usłyszeliśmy tylko serię straszliwych hałasów wywołanych jakimś bulgotaniem i róż­ nego rodzaju szmery. Francja ma ograniczone środki. Pan B. jak wszystkie zasiedziałe reżimy.Proszę. to pan o niczym nie wie? .A co takiego? Powiedziałem: . Dowiedziałem się później.

Cóż. która. zapewniał go o czymś wręcz przeciw­ nym. wielkiego portu angolanskiego nad Atlantykiem.O . Żaden Kubaóczyk. ale przybliża się. żaden Nie­ miec z NRD ani ich zleceniodawcy sowieccy nie odważyliby się ryzyko­ wać tutaj bez wsparcia uzbrojonych po zęby kolumn wojska. Podkreślałem usilnie reputację osoby Savimbiego.a m oże n a w e t n a d a l u d zie la ł mu p a n p o m o c y ? . postanowiłem dostarczyć mu dowodu nie podlegającego dyskusji. jak również strategiczne znaczenie strefy. którą transportuje się do Lobito.p o m im o p o le c e ń otrzym an ych z P a ła c u E lizejsk ie g o ? M. a przeciwko Mety­ som utrzymującym stolicę Luandę. Jest to element wart uwzględnienia na dziś i na przyszłość. Ambasador Francji w Luandzie. który nigdy nie opuszczał sto­ licy Angoli. Podobnie jak w Afganistanie.W r a c a ją c d o A n goli: czy u trzym yw a ł p a n kontakty z S avim bim . Prezydent Giscard d ’Estaing zapytał mnie: .To był trudny okres. jest cała czarna. czy jestem pewny.. autentycznie afrykań­ ska ludność Angoli. kiedy Angola to tak daleko! Uśmiechając się odpowiedziałem: . Prezydent Giscard d ’Estaing zapytał mnie. I należała do Savimbiego. warta jest naj­ wyższego zainteresowania ze względu na surowce oraz ze względu na Walvis Bay. Pewnego dnia prezydent powiedział do mnie: . Powiedziałem sobie.Owszem. o ile Sowieci i ich figuranci mie­ li w swych rękach miasta. zairską rudę. Savimbi to prawdziwy Murzyn i autentyczny Afry­ kanin. będącą przedmiotem pożą­ dania sowieckiej marynarki wojennej. o tyle reszta kraju w znacznej części pozo­ stawała wolna. podczas gdy komunistyczna burżuazja z Luandy składa się na ogół z Metysów. słynną zatokę o głębokiej wodzie. że Savimbi ma szanse? Czy można na nie­ go liczyć? Czy uważa pan. .Czy jest pan pewny. że obraz wart jest dziesięć tysięcy słów. jak sąsiednia Namibia. że ma on przed sobą przyszłość? Wyjaśniłem mu. z braku pozwolenia. jak Mao. że po stronie Savimbiego. Wysłałem więc na rzeczony teren jednego z 170 . że Savimbi i jego zwolennicy przeprowadzali akty sabotażu na banguelskiej linii kolejowej. Widząc wahania prezydenta.

wędrując pieszo przez dżunglę.W tym sam ym m o m en cie S tan y Z je d n o c zo n e za w ie siły o fi­ cjaln ie p o m o c d la ru ch ó w w a lczą c yc h z reżim em w L u an dzie.p o m o c .tak to so b ie w y o b ra ża m . Kiedy ten nieprzeciętny oficer wrócił . przez Caprivi.atakowany. praw­ dziwym przywódcą Angoli. ponieważ trzeba było przekonać prezydenta Republiki. że Savimbi jest rzeczywiście przywódcą kraju. O. że miejscowa ludność i rozmaite plemiona wszędzie przyjmo­ wały w gościnę i żywiły mojego oficera. Jed n a k że . Jednak by nie narażać się So­ wietom. tak jak de Gaulle był przywódcą Francji. . któ­ ra nie chciała się poddać. w ciągu trzech miesięcy. że go przekonałem.tą samą drogą. Przeszedł na własnych no­ gach blisko dwa tysiące kilometrów . przemierzył znaczną część Angoli. ja k ie j o tw a rc ie i o ficja ln ie nie s z c z ę ­ d ziliście Savim biem u . na własną odpowiedzialność polecił wstrzymać pomoc Francji dla Sayimbiego. O . Z etnicznego punktu widzenia Savimbi był naturalnym. ów bardzo wąski skrawek ziemi na po­ łudnie od Angoli. w żadnym wypadku! Tutaj działaliśmy zupełnie sami. b yła ch yb a u zg a d n ia n a m ię d zy p a ń sk im i słu żb a m i a słu żb a m i am erykań skim i? M. Fotografie.tam i z powrotem . które mi przywiózł. Mój godny podziwu przedstawiciel.żeby wykonać zdjęcia. Dowodem. ukazywały ludzi Savimbiego wzdłuż linii kolejowej Benguela Railroad w trakcie zakładania ładunków wybuchowych. to znaczy na piechotę .on i jego konwój . i wielokrotnie . miałem nadzieję. było dla mnie to. .opowiedział mi.P rze k o n a ł g o p a n ? M. . Kiedy opuszczałem Pałac Eli­ zejski. którego zadaniem było zro­ bić przekonujące zdjęcia. że był śledzony przez kubańskie samoloty i helikoptery. 171 . które mia­ ły wysadzić tory i zniszczyć mosty.mych oficerów.Nie. Poszedłem pokazać prezydentowi Republiki zdjęcia ukazujące zni­ szczone mosty i linie kolejowe.Oczywiście chętnie je obejrzał. .

O.J ed n a k K o n g re s g w a łto w n ie g o za a ta k o w a ł. To. lecz także intelek­ tualnym i moralnym. z p e w n o ś c ią p o d z ie la ł w te d y p a ń sk ie zd a n ie? M. że ame­ rykańskie tajne służby pozostawały w tak jawnych kontaktach z każ­ dym.Jaka szkoda.K is s in g e r . jaki człowiek ten potrafił wywierać na owych nieboraków w łachmanach.odparłem . . O. oczywiście w tajemnicy. Powiedział do mnie kiedyś: . iż często ich przedstawiciele sami ostrzegali m nie:.A b stra h u ją c o d zw y k łe g o w y zw a n ia . by został rozpoznany przy przekraczaniu granic. Nigdy w życiu nie widziałem ta­ kiej charyzmy! Jego ludzie. Nie chciałem. Posyłałem po niego samolot. wpatrywali się w niego jak w bóstwo. I w taki to sposób Jonas Savimbi został opuszczony na długo za­ równo przez Europę. bo po­ budza pan moją ciekawość. mam ochotę rzucić się. . gdyż nie jesteśmy w stanie dochować ta­ jemnicy. Jak byki albo żaby na widok czerwieni. Ten człowiek to ist­ ny dziejowy kolos. ale ostatecz­ nie była to sprawa rutyny. Wpływ moralny i psychologiczny. jak i przez Stany Zjednoczone.nie trzeba mi mówić takich rzeczy. był niezwykły. a m e ry k a ń sk i s e k r e ta r z s ta n u . Przyjeżdżał od czasu do czasu zobaczyć się ze mną w Europie lub Maroku.. M. Było to dość skomplikowane. że nigdy nie mogłem pokazać panu sytuacji na miej­ scu! . byliśmy tego samego zdania. . . co pan powie. O. przeczyta pan nazajutrz w W ash in gton P o s t albo w N ew York T im e s”.Istotnie. Pewnego dnia pojechałem więc odwiedzić go w jego angolańskim buszu. nie tylko pod względem fizycznym. . nieprawdopodobnie biedni. na jednym z jego operacyjnych stanowisk w południowej części kraju.Przede wszyst­ kim niech pan nam nic nie mówi.Wie pan .Jednym z wielkich nieszczęść ostatnich lat było to. p o c o b y ło p o d e jm o ­ w a ć ryzyko sta w a n ia w ten sp o só b d o p o jed yn k u ? 172 .

C zy p r o s ił p a n p re zy d e n ta G isc a rd a d E s ta in g o u p o w a żn ie­ nie d o o d b y c ia te j w y p ra w y ? M. .Dlatego. Uważałem. . interesuje się ni­ mi tak bardzo.D la c z e g o w y s tą p ił p a n d o p o je d y n k u w A n g o li.Nie. . O. by jako pierw­ szy postawił nogę w miejscach trudnych. konkretnie Francja. zakładając.B ez p o w ia d a m ia n ia szefa p a ń stw a . Po prostu. d yre k to r g en era ln y S D E C E zn ik ł n a w ie le dni? M. nie jest jednak jednym z dwu gigantów. Ale wytłumaczono by mu. że mnie szukał. że ten rodzaj spraw stanowi część mojej co­ dziennej pracy.P rzy p u ść m y je d n a k . że nie możemy robić wszystkiego! Francja jest krajem pierwszoplanowym. To pomaga polecić z kolei in­ nym: „Udajcie się tam!”..No cóż. .Bez przysparzania szefowi państwa dodatkowych kłopotów. Jest stosunkowo łatwo udać się do Angoli. że przedstawiciel tego kraju składa im wizytę.. nie znalazłby mnie od razu. że szu k a ł p a n a ? M. Poza tym. . Angola miała jako szefa swego ruchu oporu tylko jednego człowie­ 173 . . . . by pokazać prezydentowi Savimbiemu i walczącym u jego boku dzielnym bojownikom. że jestem w podróży służbowej. . . g d zie w ra zie p o tr z e b y n a leży g o szu kać? M.In a cze j m ó w ią c. ponieważ dla szefa jest sprawą ważną. O. a n ie w A fgan istan ie? M. O. . że przynajmniej jeden kraj zachodni.M.Znikał bardzo często. kraj europejski.Przede wszystkim po to. O. Na­ szą specjalnością była zawsze Afryka. O.

Włosi nie mają już kolonii. jak niegdyś je na­ zywano. Portugalczyk może pojechać do Brazylii: te dwa kraje ma­ ją coś w rodzaju wspólnego obywatelstwa. Jeśli pewnego dnia .. Gdybym odwiedził jednego z dowódców afgańskiego ruchu oporu.Przypominam sobie na przykład pewną akcję. Za czasów Karola V mawiano. Portugalia to dzisiaj sto trzydzieści do stu trzydziestu pięciu mi­ lionów ludzi. dwudziestokilogramowe paczki.a wszystko wskazuje na to. Żywię podziw i bezgraniczną życzliwość dla Savimbiego. Uważam.J a k i e g o ro d za ju p o m o c y u d ziela ł p a n S avim biem u ? P o m o ­ cy w o jsk o w e j . z którymi na­ leżałoby się spotkać. Nie mówiąc już o obszarze języka hiszpańskiego. Weźmy przykad Hiszpa­ nii i Portugalii. a nie dziesięciu czy dwudziestu naczelników plemion.. Mrówcza praca. Stamtąd zorgani­ 174 . tak by można je było przetranspor­ tować na głowach ludzi ścieżkami dżungli. O . pociągnie to za sobą upadek kultu­ ry francuskiej. Znaczna część Afryki zachodniej pozostawałaby w mniej­ szym czy większym stopniu w zasięgu kultury francuskiej. że słońce nigdy nie za­ chodzi nad jego imperium. Jest to aspekt kulturalny. że razem z wolną Angolą moglibyśmy dysponować wyjątkowo silną strefą francuskich wpływów kulturalnych. inni byliby dotknięci lub oburzeni. w których byliśmy trady­ cyjnie i mocno zakorzenieni. zauważymy. surowce kopalniane.ka. Brazylijczyk w Portugalii jest u siebie. Jeśli przeżyje. zostanie pewnego dnia prezydentem tego kraju większego od Francji. ży w n o śc io w e j? M. czyli osłabienie roli Francji. gdzie wszystko to popakowaliśmy w pięt­ nasto-. posiadającego zupełnie wyjątkowe i wszechstronne możliwości jeśli chodzi o ludzi. że świad­ czę przysługę Francji i Europie. Sto trzydzieści ton zaopatrzenia z Chin Ludowych dotarło do jednego z krajów afrykań­ skich na wybrzeżu atlantyckim. . . bardzo ważny. Cieśniny Gibraltarskiej aż do południowej granicy An­ goli i Namibii. stwierdzając: jeśli spojrzymy na mapę Afryki. Jest trzy­ sta do trzystu pięćdziesięciu milionów ludzi mówiących po hiszpańsku i przynależących tym samym do kultury hiszpańskiej. rolnictwo. zniknie. Skierowa­ liśmy to wszystko do kongijskiego portu Pointe-Noire. że tak się sta­ nie -języ k francuski w znacznej części krajów. sięgającą prak­ tycznie od Tangeru.

K to za k u p ił te d o sta w y w C hin ach ? M. przy pomocy tragarzy.C zy p o m o c d la S a vim b ieg o b yła w ó w c za s u zga d n ia n a m ię ­ d zy w a m i a R epu blik ą P o łu d n io w e j A fryki? M. doktor Hastings Kamuzu Banda.O becn ie S a vim b ieg o p o p ie ra ją o tw a rc ie p o łu d n io w i A fryk a ­ nie? M. że nie będą reagować. niezależnie od niedzielnych rozmów. a czasem nawet znakomite. aż do strefy kontrolowanej przez Savimbiego. Niełatwo jest wylądować na brzegu. który jest stuprocentowym Mu­ rzynem. i przeprowadziłem 175 . O. wielką potęgą finansową i przemysłową. Takie są realia. Nie było zbyt wielu dróg dostępu do Angoli Savimbiego. Dla człowieka. Widziałem pana Bothę. Potrzebne było albo ze­ zwolenie południowych Afrykanów.zowaliśmy transport. Trzeba z nią robić interesy”. obecnego premiera. albo pewność.Nie. . O. co sprawiało trudności ze względu na barie­ rę graniczną. . albo przemierzać Atlantyk. Trzeba było albo iść przez Za­ ir. zwłaszcza jeśli chodzi o przeciwstawianie się Rosjanom. „Słabe demokracje” gotowe były rzucić go na pożarcie Sowietom. I tak jeden z afrykańskich mędrców. To wszystko. Apartheid to z pewnością system. Szefowie państw powinni być pragmatykami. trzeba było w pewnym mo­ mencie móc przejść przez terytorium tego kraju. . . które koją sumienie. Aby pomóc Savimbiemu. realista.To było porozumienie. . Chińczycy interesują się Afryką. Zająłem się tą sprawą. O. po­ wiedział sobie: „Mimo wszystko Republika Południowej Afryki jest wiel­ ką potęgą tego regionu. były prezydent i twórca Malawi (Nyassaland). nawet jeśli ich stosunki z czarnymi sąsiadami są czasem dobre. nad którym moż­ na ubolewać. ale trzeba umożliwić mu łagodną ewolucję. . Realną pomoc Savimbi mógł uzyskać tylko od Repu­ bliki Południowej Afryki. poparcie ze strony południowych Afrykanów to niemal the kiss o f death (pocałunek śmierci).1 tylko oni.

przybyłymi w mi­ nionym wieku z Afryki północnej do południowej.Czy str a te g ic zn e zn a cze n ie R ep u b lik i P o łu d n io w e j A fryk i d la Z ach odu u zasa d n ia o b a w y lub k o m p ro m isy k ra jó w za ch o d n ich w o b e c teg o reżim u? M.Całkowicie się z tym zgadzam.Nasuwają się dwie strategiczne uwagi. Metysi pragnęli szacun­ ku i należało pozwolić im zajmować wspólny pokój z białymi. Amerykanie byli odbiorcami informacji.z nim bardzo długą rozmowę. Najpierw położenie geograficzne Republiki Południowej Afryki.to być mo­ że nie najlepszy pomysł. że gdybym działał zbyt zdecydowanie i zbyt szybko. Odparłem mu wtedy: . Jest to najważniejszy szlak morski. Chciałbym jednak zwrócić pa­ nu uwagę.kontroluje ona handel morski. Powiedziałem mu również wtedy. zaczynając od Metysów. którgo znaczenie nie sposób prze­ cenić. Prosił pan mnie o całościową wizję spraw i przedstawiłem ją panu. Dlatego też baza morska w Simonstown posiada urządzenia podsłuchowe zaliczane do najdoskonal­ szych w świecie. 176 . O. Pieter W. że to właśnie wśród nich naj­ bardziej postępowe siły czarnej ludności znajdą swe kadry. że moim zdaniem konieczne jest podjęcie dzieła wielkich przeobrażeń w Republice Południowej Afryki. Położona między dwoma oce­ nami . Od kilku lat. Indian i innych. już nimi nie są. . Wytumaczyłem mu. Botha uważnie wysłuchał moich słów. Było to kilka lat temu. . że bantustany . to pański problem. Należało umożliwić stopniową ewolucję lud­ ności. Powiedział mi: . nie ostał­ bym się w swoim biurze nawet dwadzieścia cztery godziny. bym je opuścił w jak najkrót­ szym czasie. nie mój. Wszystko to oglą­ damy dzisiaj na własne oczy. są­ dzę. Zainstalowano w ten sposób bomby wewnątrz Re­ publiki Południowej Afryki.owe mniej lub bardziej autonomiczne regiony zamieszkane przez czarnych . zbiorni­ kowce przepływające koło Cape Town. Powiedziałem mu między innymi. zajmujących miejsce mię­ dzy białymi pochodzenia europejskiego a czarnymi. Ekstremiści biali i ekstremiści czarni dopilnowaliby.Panie premierze.Atlantyckim i Indyjskim .

kontroluje tylko cztery. ponieważ wszędzie. w dłuższej roz­ mowie.A w ja k i sp o só b czyn i to tu taj? Berm an. Tak jest w przypadku Ame­ ryki Środkowej. tytan. niob. Nie można zamknąć wszystkich drzwi. 177 . magnez.. wybuchła jedna z najbardziej rewelacyjnych afer wy­ wiadowczych ostatnich lat. wspomaga ich i zachęca. O . że z ośmiu surowców stra­ tegicznych1niezbędnych zarówno w czasie wojny.Wykorzystuje ją. Druga uwaga dotyczy surowców. jakie stanowi.O wiele łatwiej jest dać lekcję takiemu krajowi jak Repu­ blika Południowej Afryki niż imperium sowieckiemu. . O. i wszędzie. gdzie kiełkuje nieza­ dowolenie. Pewnego dnia. organizuje niezadowolonych. natomiast Rosjanie wszystkie osiem. mangan i chrom. wyjaśniłem prezydentowi Reaganowi. Kilka dni pó­ źniej wyznaczył dwudziestoosobową komisję do zbadania tego żywotne­ go problemu. Zdemaskowano oficera marynarki południowo­ afrykańskiej. . Miałem ze sobą znakomite mapy przygotowane przez moje służby. kobalt.C o p a n s ą d z i o sa n k cja c h w o b e c R e p u b lik i P o łu d n io w e j A fryki? M.W 1984 r.D o ja k ie g o sto p n ia . można dodać jeszcze: wolfram. molibden. platyna. Trudno jest wypośrodkować między naciskiem a laksyzmem. Sankcje ekonomiczne od czasów blokady kontynentu w Trafalgar nigdy nie funkcjonowały należycie. rtęć. on. gdzie istnieje możliwość rozruchów. Irlandii itd. Prezydent Reagan poprosił mnie o zgodę na zatrzymanie ich. Razem ze swą żoną od dwudziestu lat byli sowieckimi agen­ tami. . w ed łu g p a n a . Amerykanin. Z w ią zek R a d ziec k i w y k o ­ rzystu je sytu acją w R ep u b lice P o łu d n io w e j A fryki? M. O. . na które nie wywie­ ra się żadnego wpływu i którego wszyscy się boją ze względu na jego superuzbrojenie i stałe zagrożenie. Ameryki Południowej. jak w czasie pokoju. Jęli chodzi o stal.

. Fundusze i broń dla Afrykańskiego Kongresu Narodowego mogą docierać różnymi drogami.M. że obecnie w Lusace w Zambii znajduje się jeden z wielkich ośrodków sowieckich dla Afryki wscho­ dniej. ale kwatera główna służb sowieckich zajmują­ cych się akcją destabilizacji Afryki Południowej jest w Lusace. . Powszechnie wiadomo.Sowieckie służby specjalne mają swych przedstawicieli w sąsiednich krajach.

Jest to idea. chwytamy tylko wycinek areny działania. lecz także posiadać ogólną wiedzę o tym. frankońsko-francuską. Dla ludzi z bloku sowieckiego pojęcia „czas pokoju” i „czas wojny” nie istnieją. Jedną ze słabości systemu organizacji i analizy krajów zacho­ dnich jest to. aczkolwiek nie jest ona politykierska. regionalną interesującego nas kraju. My.Zadaniem służb wywiadowczych jest nie tylko mieć pojęcie o sposobach działania innych wywiadów. w ich własnych kra­ jach i gdzie indziej. ten. Często mamy taktyczną wizję lokalną lub regionalną. niestety. co dzieje się na świecie. który rozu­ muje w terminach ogólnych i dla którego areną działania jest cała plane­ ta. której chwytają się „słabe demokracje”.. zatytułowa179 . do których mamy szczęście się zaliczać. Tymczasem najpierw należy mieć globalną wizję strategiczną. Uświadomiłem to sobie pierwszy raz. marszałka Szaposznikowa. Czytałem przed laty książkę jednego z teoretyków wojskowych młodej Ar­ mii Czerwonej z okresu 1925 r. który w danym momencie nas interesuje.XV OGÓLNE ZAGROŻENIE M arenches . a do­ piero potem rozpatrywać stronę taktyczną. że mają do czynienia z przeciwnikiem ogólnym. kiedy zrozumiałem sowiecką interpretację słynnego powiedzenia Clausewitza: „Wojna to tylko kontynuacja polityki przy użyciu innych środków”.

to dla nas pokój jest tylko kontynu­ acją innymi środkami wojny”. którgo filozofia. to znaczy demokracje zachodnie. mesjanizmu. że grupa agentów czy zwolenników włoskie­ go faszyzmu liczyła na świecie tysiące ludzi. Przez te lata po prostu ostrzegałem rząd i na­ szych sprzymierzeńców przed stwierdzanymi dzień w dzień zagrożenia­ mi. teraźniejszość i przyszłość. któ­ rego zwolennikami są miliony. Sądzę jednak. To jedna z dwu czy trzech istotnych spraw. co ja nazywam wielkim wtaje­ mniczeniem w politykę światową i ogólną strategię. który pozwala zrozumieć wszystko: przeszłość. Chcę przez to powiedzieć. . religia ogarnia obecnie znaczną część glo­ bu.P ań skim zd a n iem str a te g ia o g ó ln a p o z o s ta je w z a s a ­ d n iczy sp o só b zd o m in o w a n a p r z e z konflikt W sch ó d .p o c z u c ie n agin a n ia p o lity ­ ki F ra n cji w o b e c k ra jó w w sch o d n ic h . Tym razem mamy do czynienia z marksizmem. O ckrent . My. między innymi w dziedzinie gospodarczej.o w ła d n ię ty tym p rze k o n a n ie m .Z a ch ó d ? M.ną M ó zg arm ii. upraszczając. pozostawał doradcą wojskowym Stalina. zw ła szc za w o b e c Z w iązku R a d z ie c ­ kiego? M. Mówi: „Jeśli wojna jest tylko kon­ tynuacją wszelkimi środkami pokoju. jakkolwiek byłby on bolesny dla pełnych triumfu wspomnień i mi­ tów. O. To był mój zawód. . Parafra­ zując Clausewitza.Bardzo trudno byłoby to określić. że należy patrzeć na te sprawy raczej 180 . daje on nam klucz. a znaleźliśmy się twarzą w twarz z innym systemem dyktatorskim. Wyruszyliśmy na wojnę z systemami dyktatorskimi. praktycznie przegraliśmy II wojnę światową. aby uzyskać to. podobnie jak i niemieccy narodowi socjaliści. że trzeba wyjść od stwierdzone­ go faktu. misji. który oka­ zuje się jeszcze bardziej groźny: chodzi bowiem o jedno z dwu wielkich imperiów świata. nawet jeśli ich liczba maleje wobec niezli­ czonych porażek. to znaczy na etapie ekspansjonizmu. System so­ wieckiego komunizmu pozostaje nadto na etapie. które należy zrozumieć. Trzeba by najpierw spre­ cyzować pojęcie „naginania”. Kierował on akademią wojskową imienia Frunzego i do swej śmierci w 1945 r.Powiedzmy.C z y p o d c z a s je d e n a stu la t p r a c y na sta n o w isk u sze fa SD E C E m ia ł p a n . który ja nazywam fazą religijności. .

Należy zachować tutaj duży umiar. Większość konfliktów i wielkich problemów może zrozumieć każdy: trzeba tylko umieć patrzeć na mapę i znać trochę historii i geogra­ fii. System eu­ ropejskiego lodowca jest tego rodzaju. na­ tomiast zdobyliśmy wiele informacji na temat metod i środków. Naszym amerykańskim przyjaciołom mówiłem często: . Kształcąc ludzi przeznaczonych do analizowania te­ go typu problemów.-A czy w tym c za sie p a ń sk a zn a jo m o ść i zro zu m ien ie s y s te ­ mu so w iec k ieg o i je g o d o b u d ó w e k p o g łę b iły się? M. g rin g o s. wielkiej rozgrywki historii. I widzimy. co dzieje się w miejscach. pozyskaliśmy ostatecznie bardziej kompetentnych ekspertów. ale wydaje mi się. oraz demograficzna ekspansja. W pewnym momencie wystąpiłem nawet wobec Amerykanów z propozycją: . Nie można porówny­ wać konfliktu w Nikaragui z konfliktem w Afganistanie.Ale po co zajmować się Ameryką Środkową i strefą karaib­ ską? Moja rada pozostała bezskuteczna. ponieważ ześrodkowują się tam trzy elementy wybuchowego koktajlu: ogromna nędza. że konflikt w całości zo­ stał lepiej oceniony. na którym zachodzą. co dzieje się na południu ich kontynentu. ważna osobistość. jak teraz Stany Zjednoczone niepokoi to. nie ufajcie Ameryce Łacińskiej.Rzucamy się trochę mniej w oczy niż wy. Uzyskaliśmy moc infor­ macji.chłodno i bez nienawiści. często szczegółowych. systemy polityczne pozostające w pół drogi między autokracjąa dyktaturą. nie mieliśmy zbyt wiele do nauczenia się. że imperium sowieckie nie mogło 181 . Konflik­ ty przystosowują się do terenu. Może mo­ glibyśmy pojechać zobaczyć. która staje się coraz bardziej jednym z najważniejszych problemów świata. Weźmy sprawę polską: Polska jest punktem strategicznym. nawet jeśli ma­ ją one punkty wspólne. O . Ogólnie biorąc. . gdzie trudniej nas zauważyć niż was? Mój rozmówca. odpowiedział: . w których często wąska i ścisła oligarchia nie tro­ szczy się o rzesze owych nędzarzy.Nie ufajcie Ameryce Środkowej. Stanowią one część wielkiej rozgrywki między­ ludzkiej.

kto m ia ł p ra w o .Po co? . by pańscy przeciwnicy nie mo­ gli kontaktować się telefonicznie. Niech pan zawsze rozgrywa partię tak.Nie.jego powiew w rzeczywistości dotknął słabych. gdy działa się sprawa „Solidarności” i Wałęsy. Jeśli pewnego dnia przyjdzie zmiana. c zy b y ł to s z e f p a ń stw a ? M. kto odpowiedział mi pytaniem: ..Potrzebne byłyby drukarnie. by nie podejmować prób pomocy. i potrzeba by też co najmniej pięćdziesiąt stacji nadawczo-odbiorczych. o ile wiemy. że Sowieci wyrzekną się Polski. Kiedy powiał wielki wiatr historii .. w krajach wschodnich.Z kim ś. Następnie osacza pan środki komunikacji. Ktoś ważny z zagranicy. kto umie czytać mapę. W grę wchodził zwłaszcza fakt. jak gdyby pan był tym drugim. Trzeba zatem dostarczyć im pięćdziesiąt stacji nadawczo-odbiorczych i przeszkolić operatorów radiowych. że Niemcy Wschodnie. I nie zostało zrobione nic. która je oddziela od Związku Radzieckiego. O. Nie był to powód. by polscy opozycjoniści mogli roz­ powszechniać swoje broszury. do­ 182 .pozwolić sobie na utratę Polski z bardzo prostego powodu. podzieliłem się z kimś. . Nie można zrezygnować z jednej trzeciej lodowca.jest to powiedzenie generała de Gaulle'a . Przypomi­ nam sobie. Wszyst­ kie szlaki komunikacyjne i aprowizacyjne wiodą przez Polskę.. To samo dotyczyło Czechosłowacji.To fantastyczny pomysł. Dla kogoś. Mój rozmówca odpowiedział jak zwykle: . Na miej­ scu tego drugiego co by pan zrobił? Przede wszystkim. Ktoś.. kto zna mapę. bardzo ważna i bogata w inwestycje część ukła­ du. by nie dopuścić do rozszerzenia się buntu. Polska zaś to trzecia część mieszkań­ ców sowieckiego lodowca w Europie. było jasne.. kto miał prawo być dobrze zorientowany. dwie­ ma prostymi uwagami: . . To unieruchamia samochody. iż jego wiosna przewyższa mocą struktury imperium sowieckiego. błagam pana. Proszę zmienić fotel.Niech pan posłucha. nie mógł przypuszczać choćby przez chwi­ lę. jak w czasie. Ryba psuje się od głowy. kontroluje pan wszystkie stacje benzynowe. zależą od Polski. niezbyt liczne. że Lech Wałęsa myli się sądząc.

Jeśli wziąć pod uwagę dramat rodzinny Jaruzelskiego. Zręczność manewrowa ludzi z Kremla i polskiego rządu komu­ nistycznego pozwoliła uniknąć chwilowo . brano pod uwagę szereg środków: 1. 183 . to znaczy jedynej partii w Polsce. Nigdy nie mówi się: »Jaruzelski. co nazywam janczarstwem naszych czasów (jan­ czarzy to dzieci chrześcijańskie porwane z rodzinnych domów. wychowa­ ne w religii islamskiej i zaprawione w rzemiośle wojennym. Na wypadek. Proszę zwrócić uwagę na pewien szczegół dezinformacyjny. Niemcy odnaleźli w 1943 r. kładąc nacisk na słowo „ge­ nerał”. Interwencję „bratnich krajów” z Układu Warszawskiego. i jego żony. Bezpośrednią interwencję Armii Czerwonej.wciąż z moskiewskiego punk­ tu widzenia . gdyby wydarzenia w Polsce z sowieckiego punk­ tu widzenia przybrały zły obrót. upoważnio­ nych do użycia broni. Interwencję wojska polskiego. Przykład dezinformacji poprzez wybór takiego a nie innego ty­ tułu. w War­ szawie będzie królował reżim. 2. zostali wymordowani przez sowiecką policję polityczną. powtarzający się dzień w dzień w środkach przekazu: gdy chodzi o Jaruzelskiego. które na Zachodzie wywołuje zawsze odruch bardziej lub mniej uzasadnionego szacunku. 3.kona się ona w Moskwie. Trud okupacji i kontroli biorą na siebie sami mieszkańcy. jest on uderza­ jącym przykładem tego. oficera ka­ walerii i właściciela ziemskiego.. która zmarła po wywiezieniu na Sy­ berię. Dochodzenie przeprowad­ zone przez komisję amerykańską wykazało w 1953 r. zamordowanego podczas słynnej masa­ kry w lesie katyńskim1. Interwencję wyspecjalizowanych jednostek milicji.najgorszego. Proszę przypo­ 1Cztery tysiące pięciuset polskich oficerów pozbawiono życia strzałem w kark. I wtedy wolność będzie mogła rozkwitnąć w krajach Europy wschodniej. ich ciała pogrzebane w ośmiu dołach. sekretarz gene­ ralny polskiej partii komunistycznej”. I ostatnia uwaga. 4. syna typowego szlagona polskiego. Według mnie Jaruzelski to sowiec­ ki generał komunistyczny pochodzenia polskiego. W klasycznym systemie armia okupująca teren i tym samym podbijająca ludność musi dysponować licznymi oddziałami. które osła­ niały bezpośrednio tureckiego sułtana). zawsze mówi się „generał Jaruzelski”. że internowani w obozie kozielskim oficerowie. Dopóki nic się nie zmieni w Moskwie.

Frunze zorganizował bol­ szewickie siły zbrojne na Białorusi.Tak zwana czerwona. które noszą różne nazwy. Ukazuje on mianowicie zebranie w akademii Frunzego (nazwisko sowieckiego komisarza wojskowego urodzo­ nego w Turkiestanie). ja k im i p o słu g u je się p o tę g a so w ieck a . że czuwa ona nad granicami imperium i że je przekracza. i to w naszych czasach! Jednym z głównych obecnie odznaczeń jest u Sowietów order Suworowa (feldmarszałka. O. Jej filie. wypędził emirów Buchary i Chiwy.. . podbijają armię wroga bez bitwy. wyższej szkole wojennej. co mówił Sun Tzu: „I tak ci. to A rm ia C zew on a? M. Został mianowany potem komendantem moskiewskiej akademii wojskowej. Kiedy pracowałem w Wydziale.B a rd zie j niż a rm ią za jm o w a ł się p a n szc ze g ó ło w o so w ieck im a p a ra te m szp ieg o w sk im . Opanowują miasta bez szturmu i obalają państwo bez długotrwałych działań”. hrabiego.W róćm y d o n a rzą d zi .KGB i GRU (wojskowi) to największa na świecie instytu­ cja wielonarodowościowa. Zmieniono na­ zwę jego rodzinnego miasta Piszpek. który został pokonany przez francuskiego generała Massenę w bitwie pod Zurychem w 1799 r. najbogatsza i dysponująca najliczniejszym per­ sonelem.mnieć sobie. M. co p a n n a zyw a c zęsto so w ieck im i w ojskam i im p eria ln ym i . . Film pokazywał generałów akademii Frunzego. Interesującą rze­ czą było obserwować nie tylko naradzających się generałów. Niezależnie od jej koloru. by oku­ pować wolne kraje.. później księcia). to co się li­ czy to dobór mundurów. zdobyłem niezwykle interesują­ cy film sowiecki o Armii Czerwonej. . odznaczeń. najwyższa dyscyplina i fakt. paradny krok. dowodził operacjami przeciwko białej armii Wrangla. lecz także przedmioty zawieszone na ścianach: portrety osobistości w pudrowanych perukach. są połączone z domem ma­ 184 . które obecnie nosi jego imię i liczy chyba około czterystu tysięcy mieszkańców. O. C zy to. . którzy są mistrzami sztuki wo­ jennej.

nie są być mo­ że bajkowe. ale też w różnych przedstawicielstwach. !Zob. która jest najbardziej wyspecjalizo­ wana. Jeśli chodzi o Polaków. zajmują się oni północną Francją. Na przykład w Afryce spo­ tyka się często funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa. i określenie to nie jest wcale przesadą. Bułgarzy również przykładają zdecydowanie rękę do dzieła i nie­ które ich akcje były ostatnio przedmiotem komentarzy1. L e P a r a p lu ie b u lg a r e . W Stanach Zjednoczonych na przykład agenci KGB są w amba­ sadzie. KGB stanowi na Wschodzie elitę elity. Określoną dziedziną zajmuje się ta. Sowie­ ci powiedzieli im: „Przenikniecie do OPEC”. ma najwięcej z nią powiązań.cierzystym. Filie wielonarodowościowej KGB dzielą się obszarem łowów. szkołach i uniwersytetach. Vladimir Kostov. 185 . po­ nieważ dzięki polom naftowym w Ploeszti są producentami ropy. jeśli mieć na względzie poziom życia na Zachodzie. Jej członkowie nie kryją swej dumy z przynależności do elity. To swego rodzaju arysto­ kracja. w której dezin­ formacja i agenci dezinformacji nie są bynajmniej najmniej ważnymi ele­ mentami. agencjach morskich i lotni­ czych. Rumuni. której przy­ wileje. zajmują się tak­ że wszystkim. bankach i w wielu organi­ zacjach. lecz które w porównaniu z ogólnym standardem przeciętne­ go obywatela kraju wschodniego dają możliwość zupełnie przyjemnej eg­ zystencji. Powstała kasta. instytucjach eksportowo-importowych. Stock 1986. czyli rumuńskiego odgałęzienia KGB. lecz całą planetę. co dotyczy strefy frankońskiej. Całość tworzy wspaniałą siatkę szpiegowską. często religijnych. I tak Rumuni działają w OPEC. Inne kraje wschodnie mają taką samą organizację. którego sieć obejmuje nie tylko obszar imperium. konsulacie. ponieważ przypo­ minają Latynosów i często świetnie władają francuskim. Są oni wyspecjalizowani w penetrowaniu Kościoła i środowisk katolickich. lecz znacznie mniejszą. Synowie i wnukowie ofi­ cerów KGB czy GRU robią obecnie karierę. po­ nieważ mieszka tam kilkaset tysięcy polskich górników lub potomków polskich górników. środkach ma­ sowego przekazu.

którzy zdają się być po­ za wszelkim podejrzeniem. tymczasem obecnie u wła­ dzy jest ekipa Z. Inni z powodu dramatów osobistych. Przekracza­ ją Rubikon w stanie szaleństwa.. Aby wyjaśnić mnożenie się ucieczek. o kogo chodzi.ten człowiek przyjechał ze Wschodu bez grosza w kieszeni. a w którym dru­ gie pięćdziesiąt procent przypada spółce reprezentowanej przez samego szefa państwa. człowiek odpowiedzialny za służby swego kraju. Jednakże od dwóch czy trzech lat zauważam zwiększoną liczbę zbiegów z sowieckich służb specjalnych i ze Wschodu w porównaniu z dawniejszą sytuacją. Uwaga na tych. Tutaj słowo „uprzywilejo­ wany” nie jest czczym słowem. Niektórzy dlatego. niesłychanie 186 . a obecnie jest multimilionerem. abyśmy nie byli nieświadomi.Panie dyrektorze . Podczas pewnego obiadu w Paryżu ów szef opozycji wielkiego sąsiedniego kraju zwierzył mi się: . KGB rozporządza także emisariuszami.Spotkałem wspaniałego człowieka.powiedział . że zasmakowawszy wolności w spotkaniu z Zachodem. inteligentnego. Roz­ kręcił interes. Człowiek ten udał się następnie na służbę do jednego z ościen­ nych krajów. którego dobrze znałem. Pewnego dnia jeden z moich kolegów po fa­ chu. Szefowie wspomnianych organizacji należą do najważniejszych przedstawicieli nomenklatury. Dezerterzy byli dobrze zapowiada­ jącymi się zawodnikami ekipy X lub ekipy Y. Jest ważne. Następujące po sobie w niewielkich odstępach cza­ su ekipy przywódcze imperium sowieckiego były poruszone awansem lub karierą niektórych swych „klientów”. gdzie niemal dał się zwerbować przywódcy umiarkowanej opo­ zycji. Dlaczego porzucili zatem służbę dla świętej czerwonej Ro­ sji? Z wielu powodów.która toczy wielką bitwę. niezaspokojonej ambicji w zakresie zawodowym. kiedy sta­ wiają nam pytania. w którym ma pięćdziesiąt procent udziałów. zwrócił mi uwagę na pewną niezwykle urzekającą osobę: . po powrocie do swoich zbyt boleśnie odczuli ucisk. którzy pytają i próbują skłonić nas do wylewności. kiedy usły­ szał moje pytanie. różnego rodzaju historii miłosnych itd.. Mieszkańcy Zachodu są często w tym zakresie łatwowierni. Zrozumiałem zakłopotanie szefa służb specjalnych. trzeba zbadać także ewo­ lucję polityczną reżimu.

burzom i rekinom. nie mieli nam nic do powiedzenia. Przyglądaliśmy się im z bliska. który zatrudniał jako człowieka zaufanego kapitana Gunthera Guillaume’a. strzeżonym granicom.C zy w cią g u tych je d e n a stu la t p r a c y na sta n o w isk u szefa S D E C E m ia ł p a n w sw ych rękach ja k ic h ś d eze rte ró w ? M. To był właśnie on. Przerwałem mojemu rozmówcy. Opowiadali o tym. O. małej kolonii brytyjskiej na skraju Chin. Większość uciekinierów to chińscy chło­ pi.Tak. oficera służb wywiadowczych Niemiec Wschodnich. mogę służyć milionem dolarów”.Skąd pan go zna? .? Omal nie dostał ataku apopleksji: . Proszę przypomnieć sobie kanclerza Willy Brandta. który odegra je­ szcze znaczącą rolę.Pan uratował mi życie! Zamierzałem zatrudnić go w moim ze­ spole.bo wprowadziłby go pan do swego otoczenia niczym wilka do owczar­ ni.Czy nie nazywa się on pan X. Później ten europejski polityk. którzy nie za­ wahali się stawić szoło najgorszym niebezpieczeństwom fizycznym. .odpowiedziałem . jeżeli potrzebuje pan pieniędzy. ponadto zaś. Jeśli zacząć od dołu. Różnego rodzaju ludzi. bogatego.Słusznie postąpił pan. Niech pan sobie wyobrazi. a jeśli przepływali przez morze. zaporom z drutu kolczastego. Zdarzało się to bardzo poważnym ludziom. mówił mi wielokrotnie: .biegłego w sprawach polityki światowej. . jak zacni a zarazem dzielni są owi ludzie. którzy zdecydowali się porzu­ cić gułag i przejść do obozu wolności.Drogi panie.że ośmielę się powiedzieć to w tym momencie . co dzieje się w miejscach ich zamie­ 187 . Oczywiście wiel­ kie służby zachodnie są na miejscu. W dowód uznania dla nienagannej i lojalnej pracy ten były mąż zaufania . dopuszczając go do wszystkich tajemnic Republiki Federal­ nej Niemiec. co wcale nie prze­ szkadza. niestety. ale oni. rzucając pytanie: . . Jeden Bóg wie. słuchając mojej rady . to bardzo proste: właśnie mi go pan opisał. na przykład od Hong kongu. że powiedział mi: „Proszę pana. ucieka tam pew­ na liczba Chińczyków.został mia­ nowany dowódcą.

C zy zd a rzy ło się p o d c z a s p a ń sk ie g o je d e n a sto le tn ie g o u rzę­ d o w a n ia . benedyktyński trud. Spytałem: . Zakończywszy swą „inwentaryzację” Oleg Bitów wrócił do Moskwy.Czy podobnie jest u was? 188 . rozmawiać z wyższym oficerem KGB i zadaje mu pani pytanie: Jak wygląda wasza orga­ nizacja na terenie mojego kraju i krajów sąsiednich?. Nazywamy to „informacjami o nastrojach”. Interesujące dla służb wywiadowczych jest przesłuchiwanie de­ zerterów. zadanie zostało wyko­ nane.. CIA ze swej strony doznała takiego samego rozczarowania. jak mnie się to zdarzyło. przesłuchiwany przez oficerów lub funkcjonariuszy kontr­ wywiadu. Kiedy w roz­ mowie z jednym z tych ludzi poruszyłem sprawę rekrutacji i budżetu.zainstalo­ wania pewnych nici wiodących na Zachód i rozszyfrowania w ten sposób niektórych ważnych ludzi szczególnie aktywnych w wolnym świecie. nie jest w rzeczywistości agentem określonego mocarstwa.. Powiedziałem.. Wysłuchując stu takich opowieści. że ja sam miałem wielkie trudności z rekru­ tacją i budżetem. a niekiedy przynoszą dokumenty.. którzy dzielą się jakimiś doświadczeniami. ów iście mrówczy. Metodologia jego rodzimej instytucji jest interesującym obiektem obserwacji. Praca wywiadu. W rzeczywistości chciał on podjąć próbę . . że żartuję.szkania. by zdobyć trochę pieniędzy itd. To już jest coś. podczas pobytu w Pa­ ryżu w 1983 r. Nie wiadomo.. którzy operowali w krajach za­ chodnich. we Francji i Wielkiej Brytanii. był wypytywany przez naszych ludzi. sto razy słyszało się to samo. uwa­ żał. O. któ­ re usiłuje wprowadzić panią w błąd. który siedzi przed panią. Oleg Bitów. Jeśli ma pani szczęście. Od czasu do czasu gruba ryba pozwalała sobie zni­ szczyć działalność pewnej liczby agentów.. . czy człowiek.Tak. że trzeba było nieraz bić się. aby otworzyć ich akta. dyrektor „Literatumej Gazety”. b y na p r z y k ła d ja k a ś g ru b a ry b a z K G B u p a trzy ła so b ie sc h ro ­ n ien ie w S D E C E ? M.na tym polegała zlecona mu misja . nowymi wiadomościa­ mi. polega na poruszaniu się wśród skrawków.

że z chwilą powrotu do Państwa Środka nieszczęśnik ten przyłączył się do swych czcigodnych przodków. Szef naszej placówki dypomatycznej bał się. że chodzi o pytanie jak najbardziej poważne.Nigdy nie słyszałem. Problem stosunków między służbami specjalnymi a dy­ plomatami istniał zawsze. uczepionymi swych marzeń o pokoju i zmuszającymi taj­ ne służby do bawienia się w wojnę między sobą. Po prostu! Na tym polega wielka różnica między reżimami totalitarnymi gdzie tajne służby są kręgosłupem państwa i jedynej partii . O. Co więcej.. tak bar­ dzo oficer ów uważał je za niestosowne. którzy w o leli p rze jść d o S D E C E niż d o CIA? 189 . Chińczycy odzyskali go w niezwykle brutalny sposób. chwycił się za boki ze śmie­ chu: . .. nie otrzymaliśmy od ambasady Francji w Al­ gierze pomocy. SDECE lub DGSE. że jego instytucja nie ma żad­ nych problemów rekrutacyjnych. Przypuszczam. Opano­ wawszy wybuch wesołości powiedział mi. ale nie chciano go tam przyjąć. Quai d ’Orsay. Kłopotem jest raczej selekcja niezliczo­ nych ochotników rywalizujących ze sobą o zaszczyt służenia ojczyźnie i możliwość korzystania z przywilejów z tą służbą związanych. Za cza­ sów Mao mieliśmy ich tam wielu. czy żartuje. żeby ktoś u na s mówił o budżecie! Kie­ dy potrzeba pieniędzy. by ten nieszczęśnik wrócił do Chin.a „słabymi demokracjami”. ..Tak. Przedsięwziął środki niezbędne do wywarcia koniecz­ nego nacisku. W ohydnych warunkach został nafaszerowany lekarstwami.C zy on u ciek ł d o a m b a sa d y fra n c u sk iej? M.. Kiedy tłumacz wyjaśnił. Chciał wiedzieć.C zy w śró d uciekinierów zd a rza li się tacy. czy dyrektor ge­ neralny mówi poważnie. O. ponieważ był to czwarty exodus ludności chińskiej w najnowszej historii. one są. I tak omal nie mieliśmy chińskiego uciekiniera w Algierze. chodziło o oficera od szy­ frów. DST. Mówiąc grzecznie. wybuchnął głośnym śmiechem. Kiedy poruszyłem problem budżetu. jakiej mieliśmy prawo oczekiwać. .Tłumacz musiał powtórzyć pytanie dwa czy trzy razy.

a czasem nawet przez lata. porozmawiać i razem z nim spędzić kilka go190 . ponieważ może rozszy­ frować elementy układanki. że przyjedzie do Francji.M. którego można od niego oczekiwać.Jesteśmy zbyt blisko. rekonstrukcja prze­ szłości wymyślonej na potrzeby okoliczności i nowa osobowość pomo­ gą im przeżyć. nigdy nie jest doskonała. na przykład.J a k w y g lą d a ła kon kretn ie sc e n e ria ta k ie g o „ g o szc ze n ia ” ? M. wkład. ponieważ uciekinierzy. O .z kim ma się do czynienia. Jego odbiór. niejedne­ go agenta wschodniego. co wiedzą. który przeszedł na Zachód. jego spojrzenie jest ostrzejsze. Specjalista od technik wywiadowczych prze­ ciwnika jest kimś „ważnym” przez określony czas. . Świeckie ramię KGB jest długie. Człowiek ten. pomimo wszelkich środków ostrożności. powodowani zwykłymi fizycznymi obawami. jak trudno jest wiedzieć: po pierwsze . co lu­ dzie jemu podobni postanowili przedsięwziąć. rozmieszczenia i nazwisk agen­ tów. . Bardzo chcia­ łem go zobaczyć. które musiał znać. w taki sposób. miesiące. żył na kontynencie północnoamerykańskim. Wolą Nowy Świat lub antypody. wolą.ludzie z moich służb i ja -m ogli zobaczyć się z nim. po­ nieważ wyszedł on z kraju. posługując się fałszywym nazwiskiem i korzystając z silnej ochrony. „Zdrajca” może dostarczyć aktual­ nych wiadomości na temat. W przypadku wyeliminowania „zdrajcy”. mentalnością przystosowaną lepiej niż nasza do zrozumienia tego.jak dalece tajemni­ ca. . Po wielu pertraktacjach z naszymi sprzymierzeńcami postanowiono. Ale „gościłem” osobiście. jacy kiedykolwiek od czasu wojny przeszli na Zachód. by od ich ro­ dzinnego kraju dzieliła ich kilkusetkilometrowa odległość. byśmy . szczegółów siatki szpiegowskiej działającej w krajach. zachowują całą swą sprawność jako anali­ tycy i eksperci od spraw Wschodu. Przed laty mieliśmy w rękach jednego z największych dezerte­ rów. wy­ znawszy wszystko.Chodzi na ogół o wiele spotkań powtarzanych przez tygo­ dnie. we Francji lub gdzie indziej. Lu­ dzie ci. Opowiem pani historię. Tworzą jakby nową rodzinę. Słowianin dysponuje optyką. może potwierdzić lub podważyć taką czy inną analizę sporządzoną przez nas w przeszłości i rzucić na odnośne kwestie nowe światło. która pokaże. a po drugie . byłby stracony. o który chodzi. Niekiedy chirurgia kosmetyczna.

Kiedy pracował ze specjalistami w salo­ nach na parterze willi. Było to puste pudełko po rosyjskich papierosach. nie pozbawiony całkowi­ cie . którzy zajmowali się tą sprawą: . ponieważ najlepszym sposobem zachowania tajemnicy jest w ogóle jej nie znać. czy papierosy te są dostępne 191 . zmiana fizjonomii itd.Przez kilka dni.. Powie­ działem ludziom z Wydziału.dżin. schylił się i podniósł go. ani gołębia pocztowego. co ze sobą przywiózł: walizki. ubranie itd.poczucia humoru. Tak więc pewnego dnia ta ważna osoba zjawia się w ściśle określo­ nym miejscu na terytorium Francji . Przez kilka dni. Nasz gość miał zwyczaj odbywać mały spacer po parku otaczającym willę.. Poleciłem sprawdzić natychmiast. Nie było ani pa­ pierosów. że na zasadzie zupełnie wyjątkowgo przypadku jakaś mewa szybująca niziutko nad powierzchnią morza chwyciła przewracające się po pokładzie sowiec­ kiego statku pudełko po papierosach. na was spoczywać bę­ dzie odpowiedzialność za jego bezpieczeństwo.a ponieważ chodzi o profesjonalistę. biorąc je za kawałek mięsa. i na­ stępnie porzuciła je w parku. Istniały tylko dwa możliwe wyjaśnienia.. Od tej chwili poło­ żono rękę na tym człowieku i wzięto go za rękę: zawieziono go do willi specjalnie przygotowanej na tę okoliczność w niewielkiej odległości od brze­ gu morza. Nawet ja nie chcę tego wiedzieć.powiedzmy to . Była to pora ro­ ku. takim jak dworzec kolejowy . z której się jej spodziewano. Nie istniało więc ryzyko spotkania jakichś znajomych twarzy. W związku z jego przyjazdem do Europy podjęto zupełnie wyjątko­ we środki ostrożności: fałszywe personalia. które spędził w tym miejscu. istniał oczy wiście dyskretny ale skuteczny nadzór. Albo też . kierując się względami ostrożności. kiedy odjeżdża. sprawdzono dys­ kretnie jego rzeczy. zdarza się czasa­ mi między tajnymi służbami rodzaj informacji. Ze swej strony nie chcę znać żadnych szczegółów: kiedy przyjeżdża.. ani przenośnego radia. Natychmiast zawiadomiono Paryż o tym „nie­ zwykłym” odkryciu. z kim i gdzie go umieścicie. kiedy kurort świeci pustkami. jakim środkiem lokomocji dociera.powiedzmy w miejscu publicznym. Pierwsze (pod którym moja wrodzona nieufność długo nie chciała się podpisać). Pewnego dnia jeden z funkcjonariuszy spostrzegł na ziemi jakiś przedmiot. zja­ wia się nie z tej strony.a to już sprawa poważniejsza „ktoś” przyszedł w nocy i podrzucił pudełko jako znak. które spędzi we Francji. po prostu jak nakazywał zwyczaj. Obejrzano dokła­ dnie wszystko.

kto przybył z jednego z krajów wschodnich. Gościliśmy na przykład kogoś. Zdarza się. nie będącego jego ojczystym krajem. .C zy d e z e r te r . to zupełnie co innego) wydarzenia. Odpowiedź była identycz­ na. świata admini­ stracji i przemysłu. lecz o zawodowców w dziedzinie mil­ czenia i udawania. W tym świecie. Nakazałem przeprowadzenie takiego samego dochodzenia we wszystkich sąsiednich krajach europejskich. Było to coś niezwykłego! Ten wielki „odszczepieniec” określił nam cele.w ciągu kilku godzin poinformowała nas. . że p u d ełk o p o d r z u c ił k to ś p ra c u ją c y o fi­ cja ln ie d la p a ń sk ich słu żb ? M. S e ita -a zasięgnęliśmy porady na najwyższym szczeblu . że ucieki­ nierzy przynoszą prawdziwe skarby.we Francji. .. . Przez lata całe wyjaśniał nam. I nadal jest cały i zdrowy. O. Jakże to było pouczające! Jest rzeczą pasjonującą oglą­ 192 . że na pewno nie sprowadza się ich do Francji.. ale bardzo rzadko.C zy m ożn a p r z y ją ć . o którym m ó w im y.C zy d o sta r c zy ł p a n u ja k ic h ś w a żn ych in form acji? M. interpretował (nie „tłumaczył” lecz „interpretował”.Tak. co pracownicy pewnego oddziału KGB myślą o niektórych wybit­ nych przedstawicielach francuskiego świata politycznego. O . . tak jak je widać z dru­ giego brzegu. o p u śc ił b e z p rz e s z k ó d te ­ rytoriu m F ran cji? M. to prawda. O. Przekazał nam pewne listy. .Tego nie sposób wykluczyć. że dzięki niemu mogliśmy potwierdzić niektó­ re robocze hipotezy. pływa się w niezwykle modrych wodach. Tu nie chodzi o zwyczajnych ludzi. ludzi kupionych za brzęczącą i pełnowartościową mamonę (których często spotkać moż­ na na koktajlach). Było oczywiście śledztwo bardzo dokładne. Opowiedział nam. jak pani mówiłem. zidentyfikował mężczyzn i kobiety. ale nie znaleziono niczego absolutnie pewnego.Powiedzmy.

Mimo wszystko trzeba jednak pamię­ tać.Kiedy szef wywiadu zagranicznego dowiaduje się o czymś takim. ja k się w y d a je . nadto nielojalne i niesportowe. O. że o sta tec zn ie za w sze w y d o b y w a się na św ia tło je d y n ie lu d zi n ijakich ? . albo dokładniej: grubym ry­ bom sieć nie zagraża. które przepływają przez oczy sieci. O. że nie ma ich tam. którą jest DST. To są gru­ be ryby. M. . z wywiadem. . których o p ła c a m y lub z którym i utrzym ujem y szc ze ­ g óln e stosun ki w e F ra n c ji” . O.Być może kusi go. . że nieco ryb średniego kalibru w ciągu ostatnich lat ujęto. .P rzyp u ść m y. ale nie powinno.^ażn ej’^osobin > stości.J e ś li k o n trw y w ia d w ew n ętrzn y n ie m a na sw ym kon cie. ja k ą m ó g łb y m ieć? M. O. . że o d d w u d zie stu la t nie b y ło w e F ra n cji ża d n e j g ru b e j ry b y . Byłoby to zupełnie idio­ tyczne. .Poniekąd to prawda.N ie kusi g o . . o so b a w a żn a . że k o n trw y w ia d ) za g ra n iczn y ró w n ie ż n ie przejawia^ sk u tec zn o ści . I wtedy łowi się płotki. natychmiast powiadamia wyspecjalizowaną służbę.dać na przykład obraz konkretnego polityka francuskiego kreślony przez: te czy inne służby wschodnie. Ale tak niestety często się działo. b y za c h o w a ć in form ację d la sie b ie i p o z w o lić ry b ce p o d ą ż y ć p o sw ą k o rzy ść ku in n ej ła w ic y ? M. Jest to nie tylko niezgod­ ne z prawem.A za tem ja k to się d z ie je . albo zarys kariery .To dlatego. . z b y t w ielkich zd o b y c zy * to m o że ta k że d la te g o . Nie za moich czasów. m a ją c e j k o n sza ch ty z K G B ? J a k io je s t.. gdzie { sieć jest zarzucona. m ó w i pan u: „ O to lista lu d zi. śledzony chłodnym spojrzeniem oficera ze Wschodu. że wywiad jest przeciwny połowom. ale byłoby po prostu głupie: ma pani za wiele wspólnego z naszym zawodem. . by pod­ suwać panią kontrwywiadowi wewnętrznemu. że ten lu b inny u ciek in ier. Robiono . C o ro b i p a n w te d y ja k o s z e f S P E C E ? M. prawdopodobnie dlatego..

to po francusku. w Niemczech. że nie zawsze obwieszcza się to na pierwszych stro­ nach gazet. to znaczy w sposób dość dyskretny..Znaczy. . O . Chyba że Pan Bóg otacza szcze­ gólną opieką Francję. . za pośrednictwem służb kontrwywiadu wewnętrznego. by grube ryby były wszędzie w Wiel­ kiej Brytanii. .C o zn a czy: w sp o só b d ysk retn y? M. a u nas nie.. Trudno jednak uwierzyć.

Niewiele jest odstępstw od słynnej formuły Bismarcka. W moim biurze. Ktoś. będącą czasem dla człowieka Zachodu najbardziej rozkiełznaną nielogicznością. Wiedziałem z góry.XVI ZDOBYCZE IMPERIUM: AFGANISTAN M arenches . Wystarczyło spojrzeć na mapę . Musi próbować więc wśliznąć się w skórę przeciwnika. że kraj ten odegra dla sowieckiego imperium rolę odskoczni w jego marszu ku ciepłym mo­ rzom.tak jak ja .trze­ ba zawsze patrzeć na m ap ę-b y uświadomić sobie. jego logikę. Nie znaleźlibyśmy jednak zbyt wie­ le podobnych przykładów. że Afganistan ulegnie inwazji. który ma­ wiał mniej więcej tak: „Ze wszystkich elementów składających się na hi­ storię geografia jest jedynym. przyswo­ ić sobie jego widzenie rzeczy. który nigdy nie zmienia się”. Niewątpliwie przekopanie Kanału Sueskiego przez Lessepsa czy kanału na Przesmyku Panamskim stanowią nieliczne wyjątki od tej reguły. aby 195 . ma w końcu bliżej nie sprecyzowane wyobrażenie o tym.W końcu grudnia 1979 r. Za­ powiadałem to wiele lat wcześniej. kto .od tylu lat wpatruje się w mapę świata i kto wertuje ją na wszystkie strony ze stetoskopem w dłoni. Te fakty zmieniły nieco geografię i strategię światową. co się dzieje. sowieckie oddziały na prośbę ówczesnego komunistycznego reżimu zajęły oficjalnie stanowiska w Afganistanie.

wspomagają niezliczone statki rybackie. Dodajmy.z Murmańska. która ma wiel­ kie znaczenie dla wschodniego Iranu i zachodniego Pakistanu. załogi tych ostatnich zależą bezpośrednio od floty wojennej. Jeśli chodzi o szefów marynarek zachodnich. próbując usiąść po drugiej stronie. jest marszałkiem lotnictwa i dy­ rektorem generalnym. której aktual- ‘N ow oczesna flota rosyjska jest dziełem admirała Gorczowa. pra­ gnienie dotarcia do ciepłych mórz. czy jest to oryginał. (nieważne. a ich przedsiębiorstwa połowowe na wszyst­ kich morzach interesują się wyłącznie rybami1. gdzie jednocześnie flota wojenna mo­ głaby poruszać się po wodach niezależnych. Obecnie sowiecką marynarkę wojenną. Jakże chciałaby pani zrozumieć cokolwiek z psycho­ logii starych ajatollahów. zmienialiśmy czasem krzesła. podobnie jak robią to obecnie w prowincji Beludżystanu. Są one wyposażone w najbardziej złożone systemy łączności.G. sowieckiej Air France. po przeczytaniu jego testa­ mentu z 1725 r. obecnej na wszystkich morzach globu. Inwazja Afganistanu jest przedostatnim aktem największego wy­ darzenia tego stulecia. są tak pomyślane. Podobnie Aerofłot wspomaga powietrzne siły zbrojne. Po za­ poznaniu się z tym.skuteczniej uprawiać tę grę. trzy lata. Cztery floty sowieckie . od­ czuwałbym od wieków. gdzie podlegają nieustannej obser­ wacji aliantów. a obecnie obywatelem sowieckim. co myślał Piotr Wielki. generałem powietrznych sił zbrojnych. przeszedł ostatnio na emeryturę. który po trzy­ dziestoletnim pełnieniu roli najpierw twórcy a następnie dowódcy tej marynarki. mówiąc ściśle od czasów Piotra Wielkiego.-D. nie posiadając umiejętności przystosowania swej mentalności do tej z XI wieku? Gdybym był Rosjaninem. Samolo­ ty tego wielkiego przedsiębiorstwa państwowego. Od dawna myślałem o tej operacji. z Morza Czarnego i z Pacyfiku (która musi prze­ pływać między wyspami japońskimi) . która praktycznie równa jest flocie Stanów Zjednoczonych i której okręty są bez wątpienia młodsze.są zamknięte i skazane na prześli­ zgiwanie się przez wąskie cieśniny. opatrzyłem ją kryptonimem „Piotr Wielki”. Od ponad dziesięciu lat agenci sowieccy rozpracowywali region. czy apokryf). pozostają oni na tym stanowisku nie dłużej niż dwa. że P. łatwo uświa­ domić sobie. 196 . z Bałtyku. by w ciągu kilku godzin można je było zamienić na sa­ moloty wojskowe. jakie są imperialne potrzeby odwiecznej Rosji.

od generała Mira do afgańskiego premiera Amina. pierwsze z serii morderstw. wyjeździe. Ich główne zadanie polegało na powiadomieniu mnie. Zahir Szaha.Interesuje to pana? Odpowiedziałem: . by udzie­ lić rad Afgańczykom w zakresie konstrukcji dróg. kto wysiada z samolotu: czy chodzi o ekipę rosyjskich inżynierów od dróg i mostów. Budowano je w kierunku strategicznym.Tak. Ze szczególnym zainteresowaniem studiowałem układ dróg. Odpowiedź nadeszła jakiś czas potem. Wystarczyło wziąć uczniowską linijkę i przyłożyć ją do zaznaczonego na mapie odcinka dro­ gi w budowie. Myśl o operacji „Piotr Wielki” nie dawała mi spokoju i wcześniej jeszcze podzieliłem się z moim rozmówcą nurtującymi mnie przeczucia­ mi i niepokojami. szefa sztabu general­ nego Armii Czerwonej. przybywającą. Kiedy w Afganistanie zaczęły się rozruchy ^ po wyjeździe do Włoch ostatniego króla tego kraju.Zauważyliśmy dzięki naszemu podsłuchowi. że samolot wyjąt­ kowo ważnej osobistości rosyjskiej coraz częściej lata do Kabulu. Mój brytyjski przyjaciel zapytał: . lepiej jest zmienić numer umie­ szczony na kadłubie i szyfr częstotliwości oraz zamalować znaki państwo­ we. ponieważ jak wszyscy ludzie są trochę leniwi. Łatwo było je więc zidentyfikować. czy o coś gorszego. Pewnego dnia moi agenci zauważyli wysiadającego z samolo­ tu w Kabulu generała-pułkownika Pawłowskiego.na polityka personalna jest niczym więcej jak tylko okresem w historii tego wielkiego kraju. w jakim kierunku biegną drogi so­ wieckie. po którym na­ stąpiło zamordowanie jego następcy. poprzez morderstwo prezydenta T araki.zdałem sobie sprawę z tego. aby uświadomić sobie. Rosjanie. W tym za­ wodzie potrzebna jest cierpliwość jak na zdjęciach z safari. Generał-pułkownik to najwyższy stopień w armii 197 . że proces destabilizacji i podboju rozpoczął się. Kiedy samolot wykonuje tajne operacje. księcia Daouda. nie zmie­ niali częstotliwości fal radiowych. Sowieci nie robili tego. czy o zbieraczy moty­ li. Wysłałem zatem obserwatorów do Kabulu. By­ ły one wytyczane przez Rosjan lub Amerykanów. Pewnego dnia powiedział mi jeden z mych brytyjskich przyjaciół: .

Kilka miesięcy później.Dlaczego do Kabulu? . ani wysp hawajskich.. owi ludzie z soliterem zamiast szpilki do krawata.Zadał mi pan pytanie. to znaczy Ameryki Środkowej.No cóż.. Tylko jedno. co o tym sądzi. proszę nie wymieniać wielu miejsc. pojechałbym do Kabulu. To tylko „europejska wrzawa”. więc odpowiedziałem panu. znając prze­ pych (na Zachodzie nie mamy o nim nawet pojęcia).sowieckiej. Jest to ostatnie miejsce. Był kuzynem jednego z moich belgijskich krewnych.. Karaiby. odwiedził mnie pewien amerykański dziennikarz o międzynarodo­ wej sławie. doradcy prezydenta Cartera od spraw bezpieczeń­ stwa. straszny kurz. Skorzystał z oka­ zji. ten wysokiej rangi wojskowy spędził sporo cza­ su w tym szczególnie surowym kraju. Odpowiedziałem mu: . czym prędzej poleciał do Waszyngtonu z pyta­ niem do Brzezińskiego.. Brzeziński zasięgnął informacji u cywilnych i wojskowych służb wywiadowczych i po przeprowadzeniu dochodzenia. jeśli pan łaskaw! Po chwili namysłu powiedziałem: . zawsze obecny tam.. oprócz marszałków armii i marszałków na wzór niemieckiej armii cesarskiej. o którym można by marzyć. gdzie rozgrywają się wojny i rewolucje. jest wiele interesujących miejsc: strefa Kanału Panamskiego.. w grudniu 1979 r. Afganistan latem nie przypomina ani Saint-Tropez. W lecie 1979 r.Nie. dokąd powinien udać się na swój następny reportaż. Wysoko. w jakim żyją wiel­ cy wodzowie Armii Czerwonej. by mnie zapytać. wszędzie ro­ bactwo. Bliski Wschód. Zbity z tropu. oświadczył: . praktycznie jako jedyny przed198 . wzruszając ramiona­ mi. Zawołał: . Sprawa nabierała obrotu. wyspecjalizowany w sposób szczególny w wywiadach z sze­ fami państw. Zjawił się w Afganistanie. Pomimo tej opinii na najwyższym szczeblu ów sławny dzienni­ karz zaufał mi.To nonsens! Był innego zdania. Był zdumiony: .Gdybym był na pańskim miejscu.

oddzielającą północny Afganistan od południo­ wych prowincji imperium sowieckiego. co moim zdaniem stanowi największe niebezpieczeństwo naszych czasów.Jest pan tym człowiekiem. miał silny uścisk dłoni. którzy w różnych regionach świata walczą z komunistycznym panowaniem.uspokoiłem g o . Z Islamabadu wziął nowoczesny samolot.. Trzeba było cieszyć się miłosierdziem Bożym. kiedy inwazja tego niewielkie­ go kraju przez wojska sowieckie stała się faktem.w tej sprawie przypadek i szczęście odegrały o wiele większą rolę niż zasługi osobiste. Chciał dowiedzieć się. jak stwier­ dził. na powitanie usłyszałem od niego słowa: . szczupły. który przewidział datę przybycia So­ wietów do Afganistanu. a zmotoryzowane kolumny przekraczały na północy rzekę Amu-Daria (dawny Oxus Aleksandra Wiel­ kiego). Jedną z największych przemian we współczesnym świecie jest to. Zaopatrzyłem się w mapy przygotowane przez mój Wydział i po uwagach prezydenta na temat surowców strategicznych Wspomnie­ liśmy między innymi o konieczności udzielenia pomocy wszystkim tym. że wie niewiele na temat strategii światowej. że o ile jeszcze kilka lat temu różnego rodzaju partyzanci i bojownicy ruchu 199 . by szczęśliwie dotrzeć do celu. nie jeden z tych. niemal w tej samej chwili. abyśmy podczas wspólnego wieczoru mogli omówić najważniejsze problemy świata. Zazwyczaj. naturalną granicę.stawićiel swojej specjalności. Przybył do Kabulu w momencie. patrzył prosto w oczy. zaprosił mnie pierwszy raz do Kalifornii.. . I tak dzięki kilku zasa­ dniczy danym. Ta de­ klaracja godnej uwagi skromności wywołała mój podziw. któ­ re widywano nad krajami Bliskiego Wschodu i które nazywano kiedyś Inch Allah Air Lines. na tym szczeblu. jakim wszyscy obecnie g o znamy: wy­ soki. Oświadczył mi zaraz na wstępie. niedługo po swoim wyborze. gdy ciężkie trans­ portowce lądowały na lotnisku w Kabulu. odrobinie szczęścia i „nosometrowi” uzyskałem reputację wróżbiarza wywiadu. zarozumiałość jest regułą. Kiedy prezydent Reagan. większość czasu byłem z nim sam na sam. Był taki.Panie prezydencie . Miałem wtedy okazję spędzić kilka godzin na bezpośredniej roz­ mowie z nowym prezydentem Stanów Zjednoczonych.

następnie zaś wiele czasu na zorganizowanie akcji. Ich działanie ma w sobie coś niemal niemieckiego. O ckrent .oporu reprezentowali na ogół ruchy określane jako „lewicowe”. albo co zdarza się jeszcze częściej . mówili tym samym językiem co ludność obu brzegów rzeki. Lecz raz pod­ jęte. są tymi. że ci ludzie poświęcają wiele czasu na przygotowanie decyzji. To już reguła. trzeba pamiętać.Czy z ch w ilą w k ro cze n ia o d d zia łó w so w iec k ich d o Afganistanu słu żby za ch o d n ie . że Stany Zjednoczone i kraje europejskie nie wspomagają intensywnie tych. Interesujący szczegół: inwazja Afganistanu dokonana została częściowo przez Ogroug. Jeśli pewnego dnia wojska Układu Warszawskiego podejmą marsz na Europę zachodnią.Nie. obok Unity mojego przyjaciela Jonasa Savimbiego. o tyle dzi­ siaj coraz bardziej te same ruchy cieszą się taką samą popularnością jak ruchy antykomunistyczne. a zwłaszcza olbrzymiej liczby ciężkich samolotów transportujących sowiec­ kie jednostki. Jeszcze raz świat zachodni został zaskoczony. które może być na­ uką. Wszyscy obser­ watorzy. to jest przez okręg wojskowy znajdujący się tuż przy granicy rosyjsko-afgańskiej. zorg a n izo w a ły system p o m o c y d la p o w s ta ń c ó w afgań skich ? M. W każdym razie wraz z przybyciem zmotoryzowanych kolumn. Spostrzeżenie. zw ła szcza fra n cu sk ie . One tylko przeszkadza­ ją Brutalne wkroczenie wielkiego sąsiada z północy na terytorium afgańskie postawiło Europę i Stany Zjednoczone przed faktem dokona­ nym. między członkami tego samego pnia etnicznego pojawiły się trud­ ności. . którzy w pierwszej linii walczą o wolność. bo albo służby wywiadowcze nie wykonały swojej roboty. zwła­ szcza Tadżykowie. którzy porównywali inwazję Czechosłowacji i inwazję Afgani­ 200 . Jak to się dzieje. Afgańczycy stanęli w obliczu modelu akcji wojskowej przy­ pominającego inwazję Czechosłowacji. którzy cierpią i giną na polu walki? Mo­ im zdaniem to sprawa tchórzostwa i zaślepienia historycznego. Bohaterscy członkowie afgańskiego ruchu opo­ ru. Oczywiście ponieważ żołnierze.nie posłuchano ich. postępuje już bardzo szybko i bardzo zdecydowanie. walczy­ li bowiem z dyktatorami kwalifikowanymi jako „prawicowi”.

Nie wiem. (Wiadomo. czy raczej wiem lepiej. które istnieje nadal i nie zrzekło się ani jednego metra kwadratowego swojego terytorium. ale także w zakresie personelu technicznego i uzbrojenia). by ła­ twiej je zdominować i podporządkować.Czy panowie nie sądzą. Zapytałem: . Pomoc jest dawkowana kroplomierzem. której nazwiska nie wymienię właśnie ze względu na to. Afganistan odgrywał w ostatnim stuleciu znaczącą rolę między dwoma wielkimi imperiami tamtych czasów.. wywołując zamieszki. z dużymi możliwościami. że są to ludzie należący do obozu zachodnie* go. . czego nie robią. co robią wielkie służby krajów sprzymierzonych.C z y słu żb y za ch o d n ie. Jeśli chodzi o Europę.. bogaci. W osłupienie wprawiła mnie pewna historia. i imperium rosyjskim. w ta k i c zy in­ ny s p o só b w sp iera ją afgań skie u g ru p o w a n ia p a rty za n c k ie ? M. jakim jest Afganistan.które od wieków prowadzą między sobą walkę. że należałoby zdecydowanie wesprzeć Afganistan poprzez Pakistan? Z ust jednej z owych osób.Mój Boże. Wiem lepiej. Natychmiast w głębi kraju zorganizował się ruch oporu. albo bardzo mało. bardzo sprytnie korzystają z tego. nie robi ona jak zwykle nic. Istnie­ ją tam jedynie plemiona . Tajne służby reżimu kabulskiego. nazywanym sowieckim. usłyszałem odpowiedź: ? . Podobnie jak w Rzymie ludzie odpowiedzial­ ni za Galię organizowali niepokoje między plemionami galijskimi. Na początku sowieckiej okupacji spotkałem kilka ważnych osobistości z Republiki Fe­ deralnej Niemiec. które praktycznie już nie istnieje. zw ła szc za fra n c u sk ie. . nie myśli pan chyba o tym poważnie! Cóż by się sta­ ło z Instytutem Goethego w Kabulu? Dla dobra instytutu kultury niemieckiej w Kabulu Oto jaką od- . nie tylko w zakresie finansowym. imperium brytyjskim. ową słynną Europę z trzystu dwudziestoma milionami mieszkańców. co robią obecnie służby francuskie. okazuje się brak prawdziwej jedności narodowej. w każdym razie pomoc amerykańska. co powiedziała.stanu.często zajmujące poszczególne doliny . Jednakże dramatem tego stosunkowo prymitywnego kraju. kierowane oczywiście przez KGB i GRU. O. Afgańczycy to okrutni wojownicy. są co do tego zgodni.

M. pod względem moral­ nym i fizycznym. Stwierdzam. O. Odparłem mojemu roz­ mówcy: . Nara­ żając na niebezpieczeństwo własne życie. a nie w o jsk o w ą c zy f i ­ n ansow ą. czy p e w n a fo rm a rea lizm u .Jeszcze gorzej.i to przynosi zaszczyt naszemu krajo­ wi -jedynym i ludźmi.ppwiedź otrzymałem. gdzie warunki.A le tu ch o d zi o p o m o c m e d y c zn ą . jest pewnym ukła­ dem oręża. nie znajdu­ ję dla tego faktu wytłumaczenia: to wręcz niewspółmierne tchórzostwo i nikczemność z naszej strony. Afgańczycy są skończeni. Nie należy im pomagać. ale trzeba także opatrywać rannych i starać się.T ch ó rzo stw o i n ik czem n o ść . Rok czy dwa lata temu rozmawiałem z waż­ nym amerykańskim senatorem. są francuscy lekarze udający się do swych braci. kto bliski jest śmierci na jakąś straszliwą chorobę. udają się w górzyste regiony Afganistanu. . są skrajnie ciężkie. 202 . To tak jakby mówić o odcisku na palcu komuś.Niech pan będzie pewny. że nie poma­ gamy zdecydowanie Afgańczykom i Savimbiemu w Angoli. Nie warto przedłużać ich agonii. że obecnie . . pielęgnować rannych i świadczyć na miejscu o zachodniej so­ lidarności. którzy nie zadowalają się niedzielnymi pogaduszkami. I tylko oni! O. by nie umarli. a le je g o o k u p a cja to je d e n z elem e n tó w p o d zia łu d o k o n a ­ n ego m ięd zy m o ca rstw a m i. nie będzie już Instytutu Goethego w Kabulu. że ośmielę się tak powiedzieć. . . którzy narażają się na niebezpieczeństwo.Tak czy inaczej Rosjanie zwyciężą. żeby walczyć. Kiedy widzę. że kiedy reżim komunistyczny umoc­ ni się.Wojna. który powiedział mi (osłupiałem wów­ czas na jego słowa i osłupienie to nie odstępuje mnie): . którzy nadsyłają pomoc finansową. Oczywiście. potrzeba broni. k tó ­ ra ostatecznie sp ro w a d za się d o stw ierdzen ia: A fganistanu nie brano w J a ł­ cie p o d u w a g ę . w czym zresztą wspomaga­ ją ich dzielni i odważni ludzie. aby nieść pomoc afgańskim po­ wstańcom. M. jadąc do Afganistanu. ryzykując własną skórę.

„opiekują się” nimi.Jestem zdania. lokali nocnych i innych nie­ legalnych przedsięwzięć płacą miejscowym mafiom. ze siły zbrojne kolosa z północy nie są w Afganistanie jedynie po to. Jeśli skieruje się pani z tego miejsca na północ Morza Omańskiego. by kontrolować terytorium tego kraju. Mało kto obserwuje jej manewry. Zbuduje potężny po­ rt wojskowy. konserwatywnych i bogatych. aby uniknąć śmierci lub wysadzenia w powietrze ich lokali. którzy.O. bardzo wysokim przyroście naturalnym. zauważą. Najważniejszym krajem jest Pakistan: kraj o ograniczonych za­ sobach. z tymi. W nowojorskim „światku” wspaniałomyślność tego rodzaju nazy­ wa się p ro te c tio n m on ey. . jeśli tak rzec można.S kądin ąd A fg a ń czycy k o rzy sta ją z p o m o c y fin a n so w e j św id ta a ra b sk ieg o . ponieważ uważają go za odskocznię. jeśli weźmie pani linijkę i skieruje ją prosto na północ. po osiągnięciu wybrzeża naprzeciw Arabii Saudyjskiej. ofiar największego w dziejach współczesnych exodusu lud­ ności.. które przekazują te kraje rządowi syryjskiemu. olbrzymie sumy.C zy A fgan istan nie j e s t .Byłoby rzeczą ze wszech miar interesującą porównać su­ my wpływające na konto Afgańczyków od niektórych arabskich krajów. zam kn iętym p o le m kon fron tacji m ię d zy S o w ieta m i a s z y ­ ickim islam em ? M. tak jak baza na wyspie Sokotra w Adeniei Etiopia kontrolują wejście do Morza Czerwonego. zobaczy 203 .. . wydatnie wspomaganemu przez Sowietów. znajdzie się u ciepłych mórz. b a rd zie j n iż sta w k ą w g rze d la k ra ­ jó w za chodn ich . Zada tym samym podwójny cios. jaki nastąpił tuż po przerażających wydarzeniach w Kambodży. Dlaczego? Dlatego. za k tó rą s to ją ra c je relig ijn e. że Afganistan to największa stawka naszych czasów. Jeśli nasi czytelnicy zechcą spojrzeć na mapę. Mówiąc o bene­ ficjantach. Są tam. . po pakistańskiej czy irańskiej stronie granicy. O. M. Właściciele kasyn. gangsterom. można by dodać także pokaźną liczbę organizacji terrorystycz­ nych. . która umożliwi im dostęp do ciepłych mórz. na północ Oceanu Indyjskiego. bo będzie kontrolować jed­ nocześnie wejście do cieśniny Ormuz. który przyjmuje miliony uciekinierów. że Ro­ sja.

w przeciwieństwie do ludzi Zachodu. z ludź­ mi. należący do elity elit. . O . . z których każdy liczy co najmniej pięćdziesięciu specjalistów „od spraw globu” i których kierownicy. którzy rzucają się na odosobniony przypadek. Powtarzam to od ćwierć wieku.K to to je s t? M. M.Na pewno jeden czy dwu francuskich mężów stanu.T o ju ż co ś w ię c e j z p a n a stro n y n iż p o d z iw d la S o w ie tó w . . których z nazwiska nie wymienię. którzy nieustannie śledzą mapę naszej planety. pracujący w tak znakomitych ośrodkach jak akademia Frunzego czy inne. . Będzie to wyda­ rzenie tej miary. gdyż nie chcę. O. O. nigdy nie odczuwałem nienawiści do kogokol­ 204 . W nowy sposób Henry Kissinger. to p r a w ie za z d r o ś ć . ale uważam.. są obecnie pierwszej wielkości asami. gdzie sporządza się scenariusz za scena­ riuszem.pani kierunek inwazji. że nie zakończy się ona sukcesem. i jeśli zaczniemy bardzo intensywnie szukać.B ę d zie to o ś S o w ieck a ? M. Mam nadzieję. .Od 1939 r.Chodzi o główne według mnie wydarzenie. znajdziemy mo­ że jednego lub dwu Brytyjczyków. arcyksiążę Otto Habsburg. z drugiej ludzie ogarniający dale­ kosiężnym spojrzeniem świat. Ale znam tyl­ ko sześć osób na świecie. Podczas gdy z drugiej strony pracują nad tą sprawą całe zastępy zaangażowanych specjalistów. że nastąpi. co dwie wielkie wojny światowe. nie okazu­ jąc nigdy zainteresowania globalnym aspektem wydarzeń. Nie zapominajmy. że mamy do czynienia ze strategami. które interesuje tego rodzaju problematyka i których spojrzenie płonie na wspomnienie takiego scenariusza. Z jednej strony krótkowidze. Wzdłuż tej linii pół­ noc-południe zostanie przecięty i podzielony na dwoje największy lądo­ wy obszar kuli ziemskiej. by inni znienawidzili mnie do końca swej kariery. tak zwana Euroazja. . Istnieją w Moskwie doskonałe instytuty badań perspektywicznych..

To ludzie o wielkim harcie ducha. z kierowcą taksówki czy w restauracji. w tragicznych za­ pasach człowieka i historii. którzy. co ostatecznie uważają za swoją po­ winność. dla których komunizm jest niewątpli­ wie tylko wypadkiem na drodze. Jeśli nie można rozmawiać swobodnie z osobami bliskimi. byłbym bardzo dumny. że gdybym był jednym z szefów sowieckiej myśli imperialnej. życie staje się nie do zniesienia. . Powiedzmy. bez obawy. że w najbliższej minucie dostanie się pałką po głowie lub wy­ ląduje się w obozie koncentracyjnym. Nienawidzę jedynie systemów przemocy.wiek. mający za sobą wspaniałą tradycję. Nie czuję jednak żadnych oznak nienawiści do ludzi. robią to.

i ich zainstalowanie się na wyspie Sokotra naprzeciw Adenu u wejścia do Morza Czerwonego wyznaczają na mapie krąg. Traktat z 1921r. wojna to często pojęcie tradycyjne. jeździłem do naszych tradycyjnych sprzymierzeńców i naszych zagranicznych przyjaciół i pokazując im mapę. 206 .Dla nas. Stąd linia biegłaby ku północnemu Irakowi. Arabię Saudyjską i Półwysep Arabski ma dla nas żywotne znaczenie1. w Etiopii. by na b lis k o 90 procent ropy zużywanej w Japonii i 75 procent zużywanej w Europie pochodziło wówczas z tego regionu. owładnięty­ mi wizją wojny globalnej. Jeśli na mapie Bliskiego Wschodu nakreślilibyśmy prostokąt. Azerbejdżan. ludzi Zachodu. w każdej chwili. pozwalał i nadal pozwala kolosowi z północy interweniować w Iranie w przypadku roz­ ruchów. Zatokę. zosta­ ła zdobyta w 1920 r. mówiłem: Wiel­ ka strefa naftowa obejmująca Iran. Od 1970 r. przejścio­ wo w Somali. Wśród surowców ropa naftowa zajmuje najpo­ czytniejsze miejsce. Północna prdwiricja Iranu. Od czasu pojawienia się marksi­ zmu mamy do czynienia z wojownikami-rewolucjonistami. początkiem jego by­ łaby granica Pakistanu. przez Armię Czerwoną. jak w bitwie pod Fontenoy.X V II WOJNY NAFTOWE M arenches . Machinacje Sowietów na cyplu afrykańskim.

Oto niebezpieczeństwo. Chodzi o ten sam region. i w ten sposób mogłem zaalarmować zarówno francuskie władze polityczne.którzy wybitnym osobistościom ze świata polityki zwrócili tuwagę na znaczenie cieśniny Ormuz. Uważam. .C zy „ o rę ż r o p y ” z o s ta ł u żyty w tym sa m ym c z a s ie . Wtedy wkracza rozumowanie. Ostrzegłem prezydenta Republiki. w którym od czasu do czasu w tym łub innym miejscu pojawiają się płomienie. pana Pompidou: . O ckrent . nazwisko naczelnego dowódcy i nazwiska głów“ nych protagonistów. . Trzeba robić zapasy. Wysokie kwalifikacje spe­ cjalistów zatrudnionych w tej strefie.Mieliśmy wiadomości bardzo dokładne. potrafiły przewidzieć ważne wydarzenia. szyki bojowe obu armii. Nie ma wojny między Izraelem a Egiptem czy między Izraelem a innym krajem. przejść przez Kair i Char­ tum. O. Na naszych oczach ożywają niezliczone teatry działań. ich znajomość świata arabsko-islamskiego.J a k w y g lą d a ły p a ń sk ie sto su n k i ze słu żb a m i izra e lsk im i? M. W miarę gromadzenia i dopasowywania kawałków ukazuje się całościowy obraz.nie mówię tu o geografach i specjalistach .Służby izraelskie to z wielu przyczyn służby bardzo spraw­ 207 .stępnie skręcić nad Morzem Śródziemnym. a często i szczegółów technicznych związanych z eksploa­ tacją ropy czyniły cuda. doświadczenie i chłodna analiza informacji. jak i służby krajów sprzymierzonych.p a n a b yło to n iesp o d zia n k ą ? * M. i osiągnąć cypel afrykański. g d y to c zy ła się w o jn a k ip p u r m ię d zy Izra e le m a k ra ja m i a ra b sk im i ? C zy d la . Służby winny były być obecne w tej rozległej strefie tak ważnej dla nas wszystkich. że byłem jednym z pierwszych . Sprawy Bliskiego Wschodu są ze sobą ściśle związane. Troskliwie przeze mnie prowadzone. Wywiad to składanka. . które przeżyliśmy. Znaliśmy ODB. Mogliśmy określić datę rozpoczęcia operacji z do­ kładnością do 48 godzin. W następstwie tej sugestii francuskie zapasy ropy naftowej zosta­ ły podwojone czy nawet potrojone.

. .Utrzymywaliśmy kontakty ze służbami izraelskimi. aż siły nieprzyjacielskie skoncentrują się wzdłuż tej czy innej granicy. oblężone przez narody ościenne. Każdy miał swoje własne problemy. Naj­ prawdopodobniej posiadają broń nuklearną. jeśli na nią spoj­ rzeć. .C zy za p a n a „ p a n o w a n ia ” słu żb y te w sp ó łp ra c o w a ły ze s o ­ bą? C zy b yły p rzy p a d k i d o ra źn e g o w sp ó łd zia ła n ia ? M. jjgtk z większością służb wolnego świata.ne. ponieważ nie są liczni.Były takie przypadki.C zy ch ce p a n p o w ie d zie ć . posiadającymi nieprawdopodobne uzdolnienia językowe. Pozostają w stanie wojny. Zamieszkują ograniczony obszar. Na mapie Izraela. że Izrael nie jest w „niebezpieczeństwie wojny”. lecz w „niebezpieczeństwie pokoju”. Oto dlaczego podejmują często akcje prewencyjne. Pytano mnie często.ludność arab­ ska mieszkająca w Izraelu posiada bardzo wysoki wskaźnik przyrostu na­ 208 . Przede wszystkim Izraelczycy. Służby francuskie i służby izraelskie nie współzawodniczyły między sobą w tych sprawach. . naród żydowski. Nie mieliśmy z nimi takich samych stosunków jak z Europą zacHodnią czy Stanami Zjednoczonymi. . a to znaczy. Czują się w obowiązku działać pierwsi. O. są ludźmi zdolnymi i inteligentnymi. O . trzeba.P rze ja w ia ją c ta k i sa m sto p ień zau fan ia? M. ale bez zaangażowania politycznego. Pań­ stwo hebrajskie. że mają solidną. Nie mają wy­ boru.. Z jednej strony . wspiera się dosłownie plecami o morze.Epicentrum świata izraelskiego w stanie wojny to Bliski Wschód.o czym mało kto wie .. Od wielu lat uważam. co sądzę o konfliktach między Izraelem a są­ siednimi krajami arabskimi. rysuje się pośrodku coś jakby „talia osy” o szerokości nie przekra­ czającej chyba 13-15 kilometrów. nie mogą bowiem po­ zwolić sobie na wyczekiwanie. którą posłużą się w ostatniej instancji. O . że zd e c y d o w a ł się p a n n ie p o d e j­ m o w a ć w sp ó ln ie z Izra e lc zyk a m i d zia ła ń o ch a ra k te rze p o lityc zn y m ? M. Jest to teren bardzo trudny do obrony. niezwykle silną motywację. by byli twardzi.

gdyby Izrael pozostawał w stanie pokoju. Z drugiej strony owa „wojna” pociąga za sobą umiarkowane raczej straty. a polityczny karzeł. jak to od pewnego czasu widzimy. O . ówczesnemu sekretarzowi stanu. .C o się zm ien iło w sa m e j n a tu rze w y w ia d u w r a z z w y b u ­ chem o w e j w o jn y n afto w ej? 209 . zwłaszcza Europa. Wysłuchawszy mnie. Nie istnieje zachodni OPEC. którego głos kastrata ledwie słychać. Nazajutrz wyruszał w podróż po krajach Bliskiego Wschodu. to łączy je jedno. gdyż w wypad­ kach drogowych ginie więcej Izraelczyków niż w samej „wojnie”. •/. przeprowa­ dzając kombinacje na stronie. pod istołęm. Można zrozumięć. że jes^O^EC sprzedawców ropy. i nie wydaje mi się. nienawiść do Izraela. by ta „woj­ na” trwała. że wszystkie zainteresowane strony w głębi ducha życzą sobie. człowiekowi o nie­ zwykłej inteligencji i niezrównanym doświadczeniu. Wszystko to od dawna doprowadziło mnie do przekonania. lecz dlaczego nie ma podobnej organizacji jej nabyw­ ców? ■ ) O.Gdyby pan powiedział mi to wszystko piętnaście dni temu.Zachód był rozbity. za drzwiami itd. Ten olbrzym fizycz­ ny. M. Wre­ szcie mobilizacja narodu żydowskiego w Izraelu i w diasporze pozwala na obfity napływ funduszy amerykańskiego pochodzenia. Podczas jednego z mych pobytów w Waszyngtonie przedstawi­ łem to rozumowanie generałowi Aleksandrowi Haigowi. mojemu wielkiemu przyjacielowi. czego nie można powiedzieć o Żydach. . Nie tylko nie było nigdy wspólnej polityki wo­ bec kartelu naftowego. ale każdy próbował własnych sztuczek. .turalnego. Jeśli chodzi o narody arabskie tego regionu z ich odwieczną skłonnością do bratobójczych konfliktów.K r y z y s n a fto w y d o p ro w a d ził Z a c h ó d d o szału. nie odleciałbym jutro. Tak więc w łonie sa­ mego Izraela rozwijają się zalążki groźnej rewolucji. gotów jest ustępować wszelkim możliwym i wyobrażalnym szantażom. Fundusze te by­ łyby znacznie mniej ważne. by coś pod tym względem w przyszłości miało ulec zmianie. wyznał: .

której my pragniemy jak powietrza. jakim był król Fajsal. Miał wielkie doświadczenie w sprawach międzynarodowych. powstaje dylemat: on albo pani. jak mi na to pewnego dnia zwrócił uwagę.gdyby szantaż był zbyt duży . Prowadziłem pasjonujące roz­ mowy. . jak to zwykle bywa na tym świecie. Usłyszawszy taką lub podobną opinię. zawsze wobec mnie uprzedzająco grzeczny. gdyż obaj byliśmy kawalerzystami i pełniliśmy służbę na koniu z szablą w dłoni. Spytałem króla Fajsala. jedynie w jej za­ stosowaniu. gdyż. Szanował mnie.M.Jak najbardziej. który w akcie szczodrości nimi ich obdarzył. i ludzie mniej ciekawi. z łaski Allacha dysponują­ cych energią. . gdy chce panią udusić. Do tego stadium jeszcze nie doszliśmy. O. Pomyślałem więc. przez jakiś czas odsunięty od władzy. Mieliśmy sprawę do grupy ludzi.To d la te g o p o d ją ł p a n kroki zm ie rza ją c e d o w zm o cn ien ia w ią zó w z A ra b ią S a u dyjską? M. Król Fajsal był najwybitniejszym monarchą domu saudyjskiego. Zgodził się ze mną.mówię to z szacunkiem .Nie było zasadniczych zmian w doktrynie. wykorzystał to półwygnanie na zwiedza­ nie świata i zasięganie informacji.z owym nieprzecięt­ nym monarchą. . należeli do niego. Sympatyzowałem . Należało być jedno­ cześnie gotowym . ludzie wy­ jątkowi.do podjęcia interwen­ cji wojskowej na tych obszarach. . lu­ dzie zaczynali drżeć ze strachu. . Odwiedzałem wielokrotnie ten kraj i nadal utrzymuję przyjacielskie stosunki z niektórymi książętami z domu saudyj­ skiego. Ludzie zasłania­ ją twarz. bym nie żywił uczucia wiernego przywiązania i głębokiej przyjaźni dla naszego przedstawiciela 210 . k tó re j p a n b ro n ił w o b e c w ła d z fra n cu sk ich ? M. wybitni. O. I w tym samym mo­ mencie nabrał dla mnie szacunku. czy w tym szalonym pędzie wielkich koczowników ku cywilizacji przemysłowej nie zagubiła się przypadkiem beduińska dusza. że trzeba negocjować z właścicielami obszarów naftowych albo z Alla­ chem.Jest to teza wręcz nie podlegająca dyskusji.C zy j e s t to te z a . Niepodobna. Co czynić wobec szantażysty? W pewnym momencie.

rząd i król Arabii Saudyjskiej znajdowali Się W Rijadzie. Moje zlecenia przechodzi­ ły . jakich nie miał żaden z krajów z nami Sprzymie­ rzonych. w szeregach ludzi działających dla dobra Francji. oficerów i pracow­ ników zahartowanych. Francuzi odegrali rolę doradców. jakie nawiązałem w tej części świata. Sztukę rozumienia władców pusty­ ni zdobywa się nie w ławach szkół czy uniwersytetów. j e s t ś c i­ sła czy nie? M. popija się bardzo mocną herbatę. nie interwenio­ wali jednak fizycznie w samych miejscach świętych. techników i dostarczycieli pe^ńej iiości sprzętu a d h óć. lecz w ra h la (sio­ dle wielbłąda) i podczas długich wieczorów spędzonych pod namiotem. z wyjątkiem Brytyjczyków. tańi właśnie nauczył się go rozumieć i kochać. gdy przy ognisku.w ówczesnym królestwie. O.C zy in form acja. Tak więc podczas mojej pierwszej podróży do Arabii Saudyjskiej. choćby dlatego. zwłaszcza w Arabii Saudyjskiej. dyrek­ tor generalny francuskich służb wy wikdowczych porozumiewał się ź naj­ wyższymi władzami Arabii Saudyjskiej za pośrednictwem amerykańskićh służb łączności! Później to się żmieMłd W miarę rozwoju stosunków.a także i inne kraje . pułkownika C. trzy­ mali rękę na ropie naftowej dzisiejszego Iranu. w listo p a d zie 1 9 7 9 r. wielkiego znawcy arabskiego świata^który spędziwszy lata na Siharzó.w sensie dosłownym. historycznie. Nie należy zapominać. i hie tylko. . całkowicie zarabizowanego.. Inaczej mówiąc. że . Każdy wielki kraj zachodni . wielkiego portu nad Morzem Czerwonym. O iłe mi wiadómó.próbował wówczas umocnić swoje Wpływy w tym regionie.. amerykańskiego towarzystwa naftowego. mogłem uruchomić innyisystćmłąezności.Nie.przez ludzi z telekomunikacji Aramco. Mieliśmy w naszym Wydzia­ le. Jeśli o Amerykanów chodzi. w którym płonie wielbłądzi nawóz. Bliskowschodnia stre­ fa naftowa była zaWsże strzeżonym łowiskiem anglo-amerykańśkim eks­ ploatowanym za pośredMetWehi kartelu wielkich spółek nazywanych m fc jo r s . w ła śn ie d o F ra n cu zó w zw ró ć ił się r z ą d sa u d yjsk i z p ro ś b ą ó ro zm in o ­ w an ie (w sen sie do sło w n y m i p fźć n ó śh y m ) p o w s ta n ia w M ekce. kiedy przybyłem do Dżuddy. ja k o b y kilka la t p ó źn iej. Dominowali również w Ira­ ku. że na przykład Brytyjczycy. rządzili oni ropą saudyjską. fizycznym . .

. dowódca białej gwardii. święty czarny kamień pokryty kiswą. zaalarmował on Rabat. Zrozumiawszy w mig powagę sytuacji. jednak nie zostały one uwzględnione. Ja sam sygnalizowałem od bardzo dawna władzom saudyjskim i różnym odpowiedzialnym osobom. którą zmie­ nia się co roku i której relikwie są bardzo cenne.to zupełnie niemożliwe i niewyobrażalne. czyli czarną tkaniną przyozdobioną haftowanymi złotem wersetami Koranu. .depe­ szę. musiały okrążyć kaabę. oficerem dyżurnym był przedstawiciel marokańskiego wywiadu. Słysząc pierwsze strzały. które mo­ gły były wstrząsnąć całym krajem. ów marokański pielgrzym pobiegł do te­ lefonu znajdującego się poza obrębem miejsc świętych.Moje służby nie szczędziły porad. gdzie tego dnia.Konkretnie w przypadku Mekki sądzę. niesione przez najbliższych. O . O. informującą o pogwałceniu miejsc świętych. W ten sposób Jego Wysokość otrzymał w kilka chwil później zaszyfrowaną . wyposażając ich w automatyczną broń ukrytą na noszach. że pewna ilość spe­ cjalnego sprzętu została dostarczona przez policję. Otóż pewien pułkownik tej gwardii był jednym z przywódców spi­ sku. zanim zosta­ ły pochowane. że większość waż­ nych osobistości nie była obecna w królestwie. . że istnieje zjawisko przenikania bro­ 212 . która stanowiła poza armią i policją najpewniejszy szaniec obronny monarchii saudyj­ skiej. Była jedynie pomoc w posta­ ci siły doradczej i środków technicznych. I to tym bardziej. Dokładniej: na alarm ude­ rzył pewien marokański pielgrzym. W przeciwnym razie uniknęlibyśmy wydarzeń. które.K to zapew n ił tą p o m o c ? Ludzie z pańskich służb czy z G IGN? M. Zaopatrywał on buntowników ukrytych w podziemnym labiryncie Mekki. przypadkowo. kiedy tysiąc trzystu buntowni­ ków zaatakowało wielki meczet.A ja k ą rolą o d e g r a ły p a ń sk ie słu żb y? M.. Był przy nim książę Abdullah ibn Abdul Aziz al Saoud. który odprawiał swe modły. pod­ trzymujących rzekomo zwłoki bogobojnych zmarłych. by zawiadomić ambasadę Maroka.i szybko rozszyfrowaną . zgodnie z tradycją. okrąża­ jąc siedem razy kaabę.

Tamtejsza ekipa skła­ da się z ludzi wyjątkowo twardych. O. Pewnego dnia przyjechał do mnie do Paryża. niż wymordować ich jednego po drugim. Byłem pierwszym człowiekiem na Za­ chodzie opowiadającym się za otwarciem bram Iraku. świeckim ramieniem władzy. M. a zwłaszcza Francja. uroczym. Łatwiej jest zniesławić pięciuset ksią­ żąt rodziny saudyjskiej. . Saddama Husseina.i le­ ży nadal . Przedsięwziąłem środki.takie postępowanie. lecz raczej: „Czy nie uważacie. że kontrolują tę sprawę. by Irak nie był „klientem” (w rzymskim zna­ czeniu tego słowa) jedynie Rosjan. Był on zwierzchnikiem irakijskich tajnych służb. człowiek posiadający poważ­ ne i długotrwałe doświadczenie. przyjaciela i prawą rękę szefa irakijskiego państwa. Przyjąłem go jak na­ leżało. sp ek ta k u la rn e i o w o c n e zb liżen ie z Ira ­ kiem . W interesie Europy i krajów wolnego jeszcze świata leżało . inteligentnym i sympatycznym. Nie mówiłem im: „Powinniście zostawić Rosjan i paść w ra­ miona Zachodu”.Jedną z ch arakterystycznych cech p o lityk i fran cu skiej na B li­ skim W sch o d zie b yło o d 1 9 7 0 r. jak to zrobiono z królem Fajsalem w marcu 1975 r. Ileż to razy w moim życiu słyszałem podobne zdanie od przedstawicieli rządów. jeśli chodzi o Bliski Wschód i jego mieszkańców. by Irakijczycy nie byli związani wyłącznie z Sowietami. Niektórzy ówcześni dostojnicy saudyjscy za­ pewniali mnie z całą stanowczością. szczególnie z Francją. bardzo popiera Bag­ dad. Sadun był człowiekiem młodym.Obecnie Zachód. którzy doszli do władzy przebojem. lecz porozumieli się także z Zachodem. Za jego pośre­ dnictwem poznałem pewnego wyjątkowego człowieka. a które w rzeczywistości podlegały już infiltra­ cji! Miejmy nadzieję. Saduna Chakera.ni z Jemenu Południowego. ew en tu aln ie in icja to rem te g o z b liże ­ n ia? . nie będzie mieć miejsca. któ­ re uważały się za mocne. to znaczy drugą czy trze­ cią osobą w państwie. C zy b y ł p a n je d n y m z n a rzą d zi . że powinniście utrzy­ mywać również przyjacielskie stosunki z Zachodem?” Jeden z moich starych przyjaciół. Wieczorem jedliśmy obiad w towarzystwie jednego z jego współ­ 213 . . znał niektórych członków ekipy rządzącej. że skalali miejsca święte. że pewnego dnia druga operacja identycznego typu ju ż . których zresztą potrzebują.

mającym wodę i ropę. bym mówił dalej? .Zrozumiałem. i od­ wrotnie. Nie­ którzy uważają was nawet za drugą Arabię Saudyjską. wręcz bajecznymi możliwościami.Oto ktoś.Proszę spojrzeć . Wyjąłem z kieszeni kartkę papieru i za­ pytałem: . Widzę pański kraj w dość ponurych kolorach.kontynuowałem . Skinął potakująco głową. Powiedziałem mu: .. gdzie miąłem wielkie fotele pokryte kasztanową skórą.Co robicie pomiędzy ową czarowną przeszłością. z kim można rozmawiać.W ostatnim miesiącu przekazaliście taką a taką sumę na kon­ to numer taki a taki. Eks­ celencjo. że wasza historia i przeszłość są jednym z najbo­ gatszych świadectw dziejów ludzkości.a jeśli pan woli. Sadun zaprotestował. jak wszyscy mnie zapewnia­ ją.Nie warto . A wy co tymcza­ sem robicie? Po odejściu od stołu usiedliśmy w moim gabinecie.sprawił. nie mają ropy. a przyszłością która mogłaby być równie wspaniała? Uprawiacie najzwyklejszy terro­ ryzm. że kraje. I naraz oznajmił: .pracowników i jednego z moich. które mają wodę. Dzięki trzem wielkim rzekom wypływającym z Kaukazu .. To ciekawe.odpowiedział. Jesteście wyjątkiem.Taurus. 214 . Los . tego a tego dnia przekazaliście taką a taką sumę na takie a takie konto w takim a takim banku bliskowschodnim. jeśli chodzi o ropę i minerały.Jeśli Wasza Ekscelencja pozwoli. Czy chce pan. . aby stwierdzić. wyprzedzając pod tym względem nawet Egipt. będę mówił z panem z całą brutalnością i w sposób zupełnie bezpośredni. Allach . nieprawdaż? Skinął potwierdzająco głową. Dziś kraj wasz jest jedynym krajem świata arabsko-islamskiego . . Wystarczy przespacerować się po bagdadzkim muzeum starożyt­ ności. Tygrys i Eufrat macie wody pod dostatkiem i dysponujecie. że będziemy rozmawiać zupełnie szczerze.a nawet więcej . na konto takiej a takiej organizacji ter­ rorystycznej. ale tak właśnie jest. Patrzyłem mu prosto w oczy. Wydał się nagle strasznie zażenowany. Ciągnąłem dalej: .Umówiliśmy się.trzy miesiące temu. .

Księstwa Zatoki. nie wytrzymałyby nawet miesiąca. Saddam Hussein jest sunnitą.. to. W 1974 r. bastionu NATO w tej części świata (jak i dla największej. Istnieje dość interesująca analogia między rządem w Bagdadzie a rządem w Ankarze. nigdy nie osiągną tego celu. Przednie straże są już w Liba­ nie.powtórzę . Chodzi o ludność muzułmańską i dwa państwa świeckie. co zyskali. Dla fana­ tyków ten konflikt nie skończy się. gdzie wszystkie wspólnoty żyją w zgodzie! 215 . że ludzie mający ambicję uczynienia swojego kraju krajem znaczącym. Jednym z wielkich niebezpieczeństw naszych czasów jest eksplo­ zja szyityzmu. które.jak po­ winniśmy to zawsze czynić . Gdyby pewnego dnia Bagdad miał dostać się pod władzę „Chomeiniego numer dwa”. jeśli chodzi o możliwości obronne. według mnie. W ciągu następnych lat Irak zaczął wycofywać się stopniowo z subwencjonowania i podtrzymywania ruchów terrorystycznych. jest niczym innym niż ostatnim aktem krucjat. ustępując miejsca Bag­ dadowi szyickiemu.i jeśli wyobrazimy sobie zamach stanu w Bag­ dadzie. zaprosił mnie do Iraku. czego obecnie jesteśmy świadka­ mi. w tej samej chwili powstanie imperium szyickie się­ gające od Pakistanu po Morze Śródziemne. Udałem się z wizytą do szefa państwa. Jeśli chodzi o chrześcijan. Jeśli spojrzymy na mapę . należałoby uderzyć na alarm. jeżeli Bagdad. jak cała ekipa dzierżąca władzę. Mój niepokój wzbudza pewien scenariusz. trudna do zrozumienia dla niewyspecjalizowanych w tej te­ matyce ludzi Zachodu. Izra­ elczycy drogo zapłaciliby za to. Mówiliśmy d ge­ opolityce. Byłoby to bardzo niebezpieczne dla Turcji. zna­ czą niewiele więcej niż Monako.. odgrywającym ważną rolę w regionie. zniknie. dopóki ostatni chrześcijanin nie zosta­ nie zabity lub usunięty. Przy­ pomniałem Saddamowi Husseinowi. bo liczącej pięćset tysięcy ludzi armii NATO). To w rzeczywistości zwycięstwo irracjonalizmu i fanatyzmu.imperium sięgające od Indii do wybrzeży Morza Śródziem­ nego. powstałoby bowiem . wspierając od dłuższego cza­ su reżim w Teheranie.Zostaliśmy następnie wielkimi przyjaciółmi. posługując się terroryzmem. ten który znamy. Jakiż wspaniały przykład daje nam monarchia marokańska.

. . Przypominam sobie pewien roz­ koszny incydent podczas jednej z moich wizyt w Iraku. że m o g liśm y sp rze d a ć broń ? M.było dla nas wówczas zapewnienie sobie bezpiecznych i regularnych dostaw ropy na­ ftowej. W samym środku spotkania z licznymi poważnymi przedstawi­ cielami rządu podszedłem do jednego z okien. . Powiedziałem: .K o r zy ść .Z a k ła d a ją c p ro a ra b sk ie n a sta w ien ie p o lity k i F ra n cji o ra z f a k t. p o le g a ła na tym . Inną korzyścią .Proszę się nie przejmować! Jestem przekonany. Moi gospodarze spoglądali po sobie. zapoczątkowane jeszcze przez generała de Gaulle’a. . O. lecz specja­ liści pragnący położyć kres naszym stosunkom z Irakiem. Jestem pewny.To było częścią ogólnej polityki proarabskiej Francji. że mikrofon umieścili nie Irakijczycy.K tó re j p a n b y ł zw olen n ikiem ? M. mocno za­ żenowani. w sp ó ł­ p ra c a pań skich słu żb z Izra elem w o k resie ro zk w itu terro ryzm u m u sia ­ ła b yć trudna? M. ja k ą o d n ieśliśm y z tych u p rzyw ile jo w a n yc h s to ­ sunków . O. 216 . że potraficie zawiesić mikrofon.ze światem arabsko-muzułmańskim. Przyszedłem w chwili.korzyścią o żywotnym znaczeniu . ponieważ Izraelczycy nie patrzą zbyt przychylnym okiem na naszą przyjaźń i nasze stosunki . gdy po­ lityka ta była już od lat realizowana. kto chciał. Nie tylko Izrealczycy patrzyli niechętnym okiem na nasze zbliże­ nie z Irakiem. Nie do mnie nale­ żało wytyczanie ogólnej polityki Francji.Której byłem w każdym razie odbiorcą. by mikrofon upadł. Kontynuowano ją przez jedenaście lat mojej pracy w Wydziale i kontynuuje się nadal. Ktoś poruszył zasłoną i na podłogę upadł mikrofon. .w pewnym sensie uprzywilejowane . Tego rodzaju źle wykonana robota może być jedynie dziełem kogoś.Z pewnością komplikowało to nieco sprawy. . Nie było ono w smak wielu. że pan sam w n ió sł w ielki w k ła d w um ocnienie w ięzi z / ra k iem . kiedy będziemy razem.O.

że moim zdaniem będzie ona trwać jeszcze długo. Jego armia ma mo217 . Irak natomiast dysponuje poważnymi środkami finansowymi i woj­ skowymi . kto ponadto jest bratem przyrodnim prezyden­ ta i źle go poinformował. . . trzy razy większe zyski z ropy. Byłem w Bagdadzie kilka mie­ sięcy temu. Inaczej mówiąc.Czy od tego czasu utrzymywał pan stosunki z prezydentem Iraku? M.Widywaliśmy się później. to znaczy najwyższej instancji.. Potrzeba do tego wielkiej odwagi. k tó rą S addam H u ssein ro zp ę ta ł w 1 9 8 0 r. że gdyby wkroczył do prowincji.? M . O.chodzi o wyposażenie wojsk lądowych. Wmówiono prezydentowi Husseińowi. skutki są nieobliczalne. zwabiono go pochlebstwem. .O. który pojawiłby się na horyzoncie. a zwłaszcza lotnictwo . Prezydent Sadam Hussein został wprowadzony w błąd. twardym. Powiedziałem prezydentowi Husseińowi.To zn a czy p r z e d e w szystk im o n ie k o ń c zą c e j się w o jn ie z Iranem . Iran ma trzy razy tyle ludności co Irak. Sadun Chaker. posiadającym szereg prawdziwych zalet. by oklaskami powitać pierwszego irakijskiego żołnierza. gdyż czasem sprawia ona przykrość. która rządzi krajem.Wojna z Iranem zrodziła się z potwornego nieporozumie­ nia. To w taki właśnie sposób Irak i Iran pogrą­ żyły się w tej wojnie. któ­ ry jest człowiekiem silnym. obecnie minister spraw wewnętrznych i członek komi­ tetu rewolucyjnego. zo­ stał zastąpiony na stanowisku szefa wywiadu przez kogoś pozbawionego wymaganych kwalifikacji.dzięki pomocy krajów Zatoki oraz Arabii Saudyjskiej. Jeśli wielki szef popełnia po­ myłkę. Pierwszą i najważniejszą zaletą szefa wywiadu jest mó­ wienie prawdy. wyległby cały lud. Szyiccy mieszkańcy tych terenów pozostawali pod ścisłą i sprawną kontrolą strażników rewolucji i w żadnym przypadku nie mogli manifestować swych uczuć. Jest to dramat rządów autorytarnych. dostarczającej 92 procent produkcji ropy. Prezydent Saddam Hussein chciał porozmawiać trochę o ge­ opolityce. którą Irańczycy nazywają Chuzestanem (Arabowie zaś Arabistanem). W rze­ czywistości ludność wcale nie poderwała się entuzjastycznie na widok Irakijczyków.

kiedy każe doświadczyć podobnego traktowania swojej żo­ nie czy przyjaciółce.jak w Iranie . Po drugiej stronie mamy do czynienia ze średniowiecznym fanatyzmem i teokracją wykorzysty­ waną przez szyickie duchowieństwo. w którym z całą powagą tłumaczy na przykład. W Ira­ nie prawie osiemdziesiąt tysięcy duchownych . że jest on szefem jednego z liczących się w świecie państw i że opubli­ kował dzieło. Przemówienia Chomeiniego mają swoją nośność. jakich już nie znamy: w języku i stylu analfabetów. Ogromna większość szyitów skupia się w Iranie.. prze­ pojoną duchem patriotycznym. Pewnego razu. to znaczy pozostałej części świata arabsko-muzułmańskiego. każdego miasta. chcąc wyjaśnić prezydentowi Reaganowi. kim są ajatollahowie i szyici. Aż do tej pory jednak owe 52 procent było bardziej irakijskimi patriotami niż szyitami. każdego ośrodka kantonalnego . iż jeśli ktoś spoufalił się fizycznie ze swoim osiołkiem. zabijajcie wszystkich. skupioną wokół Saddama Husseina. nie posiada­ jący warstwy kleru jako takiej. Mieszanie się Jego Eminencji do tego rodzaju tech­ nik przekracza możliwości pojęciowe ludzi Zachodu! Oto człowiek. nacjonalistycznym. Można spotkać tam plemię mało znane w północno-wschodniej Arabii Saudyjskiej i w Bahrajnie. Spoglądamy na zarys imperium szyickiego. ostatniej podróży do Iraku prezydent 218 . z któ­ rym musimy negocjować. jest armią nowoczesną. zawołał: „ Ż o łn ie r z e . Są wygłaszane w języku i stylu. Zielona ksią­ żeczka Chomeiniego jest czymś nieprawdopodobnym! Kiedy pomyślę. Zaczyna się ono w Pakistanie i sięga aż do brzegów Morza Śródziemnego. nawet jeśli 52 procent ludności to . Każdy może wejść w piątek na ambonę. kiedy to kardynał legat papieski.tywację.są wśród nich biskupi (oczywiście jest to moje swobodne tłumaczenie: chodzi o ajatollahów) i mułłowie czyli kapłani . Kiedy podczas wspomnianej. którzy nie umieją czytać. by mówić o Bogu lub czytać sury. błogosławiąc wojsko przed ostatecz­ nym szturmem.czego nie ma u sunnitów. Ogromna większość wyznawców islamu to sunnici.szyici. a który żyje wciąż w XI wieku. Bóg swoich roz­ pozna!”. opowiedziałem mu historię z czasu oblężenia Bé­ ziers. Mó­ wi on do ludzi. lecz tylko słuchać.wywiera polityczny wpływ na mieszkańców każ­ dej wioski. System szyicki jest zupełnie inny. to winien potem zwrócić uwa­ gę na chwiłę..

Poprosiłem. Po dość długiej przeprawie samochodem dotarliśmy do klasycz­ nego obozu. Nie bali się niczego. którego ogrodzenie z drutu kolczastego i miradory widać było już z daleka. gromadzących nawet te dzieci. Zwykłe odejmowanie pozwalało ustalić. ponieważ pewne jest przynajmniej. który ginie podczas przejścia przez pole minowe.Od jak dawna jesteś jeńcem wojennym? . Były tam setki urwisów. gdze leży ciało. ponieważ posługi­ wano się nimi do rozminowywania pól minowych. Prezydent oddał do mojej dyspozycji generała. kto w swoim czasie zrobił na Wscho­ dzie fortunę. ponieważ nigdy ich nie pokazują. Byli właściwie odżywieni i czyści. Ze zrozumiałych względów wziąłem ze sobą osobiste­ go tłumacza. któremu wydawało się. którym przedtem amputowano kończyny. bym mógł zobaczyć obóz tych nie­ zwykłych jeńców. że Zachód był zdumiony wiadomością o istnieniu dziecięcych obozów jeńców wojen­ nych. Nauczycie­ le uczyli ich angielskiego.zawieszony na sznurku okalającym szyję . wierzy.Trzynaście. co chciałbym zobaczyć. odnotowałem jeszcze coś nowego w przepastnych głę­ binach grozy. z których najstarsi mieli najwyżej po osiemnaście lat.Ile masz lat? . by­ li też tacy. języków obcych i prac ręcznych. Tego wieczoru. że min nie ma już tam. który miał mi służyć za przewodnika. oglą­ 219 . Wydaje się.Od trzech lat. Przy­ gotowywano ich do różnych zawodów. by mi pokazano toalety i kuchnie. długo nie mogąc zasnąć.zapytał mnie. produkując masowo te klucze. Poprosiłem więc. Ma motywację. arabskiego. gdyż nosili . którym Irańczycy kazali przechodzić przez pola minowe. Chłopak. gdy miało dziesięć lat. że już wszy­ stko widziałem. prze­ nosząc ten spektakl w sferę snów. odpowiedziałem. Kiedy irańska piechota posuwa się za tymi dzieciakami. Ja. powiedziałem sam do siebie: „Pod koniec XX wieku. Można pozostać obojętnym. jest trochę tak jak z kamieniami do gry: przeskakuje się z jednego trupa wyrostka na drugiego. że dziecko pojmano. kiedy człowiek stąpa po Księżycu. więc biegnie. że jest ktoś.plastikowy lub metalowy klucz: klucz do raju. . Spytałem na chybił trafił jednego z chłopaków: . że mając taki klucz idzie prosto do raju. Wielu chłopców cierpiało z powodu ran na nogach.

To urządza wszystkich.Dlatego. zrobią to inni.Jeśli my nie będziemy sprzedawać Irakijczykom samolo­ tów.olbrzymie imperium szyickie. które zaopatrują przeciwników. Jeżeli jutro Iran i Irak zaczną eksploatować pozostałe dwie trzecie. gdyż oba te państwa budzą obawy w regionie. W tego rodzaju przedsięwzięciach wkład nie by­ wa mniejszy niż milion dolarów. okręty itd. . . te k ra je o kruchych niekiedy rządach g ro m a d zą p e w n e ilo ści bron i niekon trolow anej.N ieza leżn ie o d te g o tra d y cy jn eg o ro zu m o w a n ia .. technicznie zaawansowanego uzbrojenia czy rakiet. M. lecz remontu­ ją samoloty.nie będę tak okrutny. uprawiali po­ litykę Gribouille’a. 220 .ma nadzieję. O. Dostarczają nie tylko elementów uzbrojenia. między innymi producentów ropy.. niezwykle skompliko­ wanymi i okrężnymi drogami.. . stanowiłoby ogromne zagrożenie dla Izraela. że między stojącymi naprzeciw siebie siłami zbroj­ nymi istnieje swego rodzaju równowaga.Czy mamy alternatywę? Czy wielkie kraje zachodnie ma­ ją znów położyć rękę na tych krajach. leży podtrzymanie tej wojny. którzy swego czasu odnieśli z tej sprawy poważne korzyści. będzie­ my świadkami wielkiego spadku cen ropy. dlatego. że Irak i Iran wzajemnie się wyczerpią.”. Wreszcie wielu ludzi . Swój udział w sprawie ma wie­ le państw europejskich. dostarczają potajemnie Iranowi potrzebnych mu elementów uzbrojenia.D la c z e g o ta w o jn a skazan a je s t na trw a n ie? M. Okazało się zupełnie nieoczekiwanie.dać jeszcze taką jatkę. Jest szereg państw. W grę wchodzą także intere­ sy handlarzy bronią. Ostatnio powstały w Hiszpanii i Portugalii taje­ mnicze spółki. O. Obie strony wydobywają i eksportują jedną trzecią swej normalnej produkcji. Izraelczycy. sięgające od Pakistanu do Morza Śród­ ziemnego. O. że w interesie wielu lu­ dzi. Gdyby jutro Bagdad upadł . .co nie jest po myśli Alla­ cha . . że Izraelczycy i Francuzi.J aki in teres m a F ra n cja w p o d sy c a n iu te j w ojn y? M. by ich wymieniać . .. zamieniając je ponownie na kolonie.

polegająca na uznawaniu państw. O. . czemu mielibyśmy popierać Iran.Według zachodnich kryteriów demokracji. Zachód musi dostrzegać swą korzyść .C h ce p a n p o w ie d zie ć .w umiejętności dobierania sobie sprzymierzeńców. że należy robić interesy także z Iranem. Niektórzy ludzie w Paryżu uwa­ żali. z którymi można by robić interesy. . że reżim ira k ijsk i j e s t reżim em w z o ro ­ w ym ? M. a nie rządów. jest z braku lepszego rozwiązania w obu przypadkach ta­ ka sama. nie.abstrahując od kwestii czystego sumienia . Ale w takim wypadku niewielu jest ludzi. który naprawdę nie jest reżimem wzorowym. kiedy mamy przy­ jaciół w Iraku. Nie rozumiem jednak. z jego reżimem. Jesteśmy przyjaciółmi Iraku i trzeba tę przyjaźń kontynuować. ale nie odpowiada ona duchowi wieku.nie tylko ona stosuje tę metodę .mandaty i utrzymując swego rodzaju p a x rom an a o cciden talis? Jest to in­ na formuła. . Moim zdaniem polityka Francji .

Obecnie na świecie jest za dużo ropy.Zachód.na poruszenie w Kościele szyickim. W początku lat siedemdziesiątych nie eksploatowano jeszcze ogromnych pokładów węglowodorowych Ameryki Środkowej. pułkownik L. był pierw­ szym człowiekiem. który już w 1973 r zwrócił u w a g ę-i to z jaką prze­ nikliwością .X V III SZACH I AJATOLLAH Marenches . Spowodowała je ropa naftowa. od kilku lat. doszedł do szczytu swej po­ tęgi dzięki czarnemu złotu. Jest to nowe zjawisko. Szach. opiekuna Ariów). Mój wybitny przedstawiciel w Iranie. zwłaszcza zaś jego głównemu elementowi. Wtedy jednak.. stre­ fę ropodajną stanowił w zasadzie Półwysep Arabski oraz południe Iraku i Iranu. Od chwili naszego pierwszego spotkania byłem zafascynowany osobą szach a ch ah an szach a A ria m e r (króla królów. szyityzmowi. przesiąknięty kulturą francu222 . nie licząc imperium sowieckiego i Stanów Zjednoczonych. która właśnie wytrysnęła w Iranie w ilości nie spotykanej w hi­ storii. Meksy­ ku czy Morza Północnego. mówiący po francusku tak jak chciało by się. Nie umia­ no wykryć go w porę. Był to człowiek całkowicie zeuropeizowany. musi stawić czoło jeszcze jed­ nemu nieprzyjacielowi: integryzmowi muzułmańskiemu. by mówił każdy we Francji.usunął ostatniego króla Kadżara). syn założyciela nowej dynastii Pahlavich (którgo ojciec olbrzym .

jak widzę sprawy świata. Francja miała jednak atut szczególny. Schlebiały mu wszystkie kraje zachodnie. a nawet szczegóły naszej polityki wewnętrznej.ską. mówić mu. Fran­ cuski oficer zjawił się w cesarskim pałacu. że szach znał doskona­ le dokumentację. zorientowanym we wszystkich sprawach Francuzem. szybki w ruchach. szczupły. kiedy zmiatano jeszcze kawał­ ki szkła i inne przedmioty leżące na podłodze. Prosił. świadczące o stoczonej tutaj walce. mój przyjaciel. przyjęty został przez szacha w celu przedłożenia mu skomplikowanej dokumentacji techniczej. co francuskie. Był jednym z owych rzadko spotykanych ludzi. Podczas audiencji nie uczynił najmniejszej aluzji do wydarzenia. Nie były one złożone z profesjonalistów. O . strategii międzynarodowej. marynarz. do której żywił szczególne upodobanie. które za­ ledwie kilka chwil wcześniej mogło było pogrążyć cesarstwo w żałobie. by zainteresować go wielkimi problemami z za­ kresu strategii światowej. niewielkiego wzrostu. Tego samego dnia jeden z żoł­ nierzy jego gwardii próbował dokonać na władcę zamachu. Robiłem wszy­ stko. Znał doskonale naszą historię. nie wyłączając najdrobniejszych szczegółów technicznych. Wyra­ źnie chciał pozyskać moją sympatię. Na ścianach widoczne by­ ły ślady krwi. Szach kochał wszystko. który z całym spokojem przedyskutował z nim odnośną do­ kumentację. bym go odwiedzał kilka ra­ zy w roku. ale audiencja nie została odwołana ani nawet opóźniona. nawet mając najwrażliwsze ucho trudno byłoby odgadnąć. Starałem się udzielać mu rad. w przeci­ wieństwie do tylu innych przywódców nie zaprzątała mu głowy jedynie politykierska polityka. Mój przyjaciel. Uo­ sabiał w pełni dwie kultury.Owe tajne służby to poniekąd mit. że nie ma się do czynienia z kulturalnym. Francuza wprowadzo­ no do szacha. Gdyby nie jego dobrze znana powierzchowność. SAYAK przypominał bardziej policję niż służbę wywia­ 223 . Wiele lat przedtem zanim go poznałem pewien francuski admi­ rał. obdarzony rzad­ ko spotykaną inteligencją i zadziwiającą pamięcią. . opowiadał mi. co w mojej mocy. z którym można było rozmawiać o geopolityce. Cesarz omal nie zginął.C z y p r o s ił p a n a o ra d y odn ośn ie d o w łasnych tajnych służb? M. .

iż świat dzie­ li się na dwie części.Współpraca francusko-irańska polegała na wspólnym obser­ wowaniu świata. co dzieje się na świecie. że był dezinformowany przez swe otoczenie.N a pań skim szczeb lu ja k ie b yty konkretne fo rm y o w e j w sp ó ł­ p r a c y fra n cu sk o -ira ń sk ie j? M. . ludzie z CIA. ~ Amerykanie mieli w Iranie od trzydziestu do czterdziestu tysięcy ludzi. wybrali rozwiązanie najprostsze. jeśli chodzi o sytuację wewnętrzną kraju i działania szyickiego Kościoła. jedyne jakim dysponowali: wzięli policjantów i zrobili z nich oficerów wywiadu . Nazywano go zresztą „żan­ darmem Zatoki”. przyjaciele. J ak p a n tłu­ m a czy fa k t. O . . w znacznej części byli to technicy z lotnictwa wojskowe­ go Stanów Zjednoczonych oraz. Jedną ze słabych stron ówczesnego systemu amerykańskiego by­ ło to. Kościele. . Obawiam się. Jeżeli są naszymi przyjaciółmi. później Iran. armii i bazarze.J a k w yn ika z p a ń sk ich s łó w . Ponieważ Iran posiada granicę z ZSRR długości dwu tysięcy kilometrów oraz granicę z Afganistanem długości ośmiuset pięć­ dziesięciu pięciu kilometrów. Byliśmy biernymi świadkami wzięcia w karby kościoła. z drugiej ci źli. O. oczywiście. można było być spokojnym. Kości zostały rzucone. Szach miał doskonałą wizję tego.dowczą. że Waszyngton uważał w sposób nieco schematyczny. 224 . nasi wrogowie. nie wi­ dział jednak. jak to zresztą często bywa w krajach trzeciego świata. Ponieważ nie mieli służb wywiadowczych.co oczywiście nie wychodzi. mając szacha jako sprzymierzeńca. sp o ś r ó d za ch o d n ich słu żb ty l­ ko fran cu skie słu żb y sp ecja ln e w ykryły rew olu cyjn e niepokoje. co dzieje się u niego. że p a ń sc y a m eryk a ń scy k o le d zy n ie b y li ró w n ie p rze n ik liw i? M. zawsze opierała się na czterech filarach: mo­ narchii. nie mówi się o nich i zbyt dokładnie się ich nie lustruje. Z tego punktu widzenia. było rzeczą interesującą przyglądanie się z Teheranu południowej części imperium sowieckiego. później upadku tronu i rozkładu armii. Z jednej są ci dobrzy. Persja.

On nie był dyktatorem lecz autokratą. który w chwili.innych p rze c iw n ik ó w p o lityc zn y ch . nie robi nic. jaką wygłosi. M. kiedy chcemy być grzeczni.Jesteśmy na Wschodzie. Cesarz. Muzułmanie (oko­ ło sześciuset milionów ludzi). który w momencie. ja­ kim jest osądzanie tego. powiedział mi kiedyś: . Raporty te pochodziły z biuletynu wywiadu. i kariera mówcy w tym momen­ cie się kończy. 225 . ukryta siła przewrotu. który dostarczał ogółem trzy czwarte zużywanej w Europie ropy i przewoził ją przez słynną cieśninę Ormuz. po pierwsze. a jego echo powta­ rzają najodleglejsze miasta i wioski. Nie miałem zamiaru sądzić. co dzieje się u innych w świetle zasad naszej ety­ ki. Bo. O. by była to ostatnia przemowa.C o nie p rze szk o d ziło tem u sam em u a u to k ra cie m ie ć m n iej p o w ś c ią g liw o śc i w o b e c . Nie jesteśmy na Polach Elizejskich. Mówca będzie mógł bezkarnie powtarzać swoje wywody za pośrednictwem muezina. tak ważnym dla naszego zaopatrzenia w ropę. zdeformujemy rzeczywi­ stość. Głos mułłów.Liczę na to. Nie należy popełniać częstego błędu. Władza jest straszna. gdyż niszczy samą siebie. . rozchodzi się daleko. gdy najwyższy dostojnik miej­ scowego kleru wchodzi na minaret. by rozpocząć przemówienie skiero­ wane przeciwko wielkiemu przywódcy. zakładają kapelusz a zdejmują buty. W przypadku szacha była to patologia. Autokrata zaś to człowiek. do którego mia­ łem zaufanie. To wszystko”. że będzie mi pan mówił zawsze rzeczy niemiłe. . przez nasze własne okulary. Dyktator danego kraju to człowiek. regionie. w Hyde Park czy w Central Park. o których inni mi nie mówią. gdy najwyższy dostojnik miejscowego kleru wspina się na minaret. nie uzyskamy właściwego do niej zbliżenia. by wdać się w pło­ mienną polemikę z wielkim przywódcą. ludzie judeo-chrześcijańskiego Zachodu. Kto ma rację? Chodzi po prostu o inny świat. Duchowieństwo uaktywnia się”. Interesowało mnie jedno: zachowa­ nie pewnej równowagi w tym regionie Bliskiego Wschodu. Często mówiłem: „My. wkładamy buty i zdejmujemy kapelusz.Miałem w ręku raporty sygnalizujące mi: „Niezadowolenie wzra­ sta. po drugie zaś. którego analiza szła do kogo należało. podejmuje odpowiednie środki.p o w ie d zm y .

należało uprzedzić go o tym. zawsze z wielkim sza­ cunkiem. postanowili. przenosi się przez drogi. informował mnie na bieżąco.Aby ochronić szacha. że ajatollah ma paskudną cechę. . Swymi płomiennymi przemówieniami starał się podsycać niepo­ koje w cesarstwie irańskim. zamiast. który był wychowawcą i doradcą woj­ skowym młodego szacha. który przecież oszczędził go. Mój przyja­ ciel. usuwając z kraju w 1963 r. Zażądał skazania na śmierć dzieciaka.C zy C h om ein i b y ł w te d y na w ygnan iu w Iraku? M. wygnany do Nadżaf. i że nie ma nic groźniejszego niż pożar lasów. lecz na słuszności tego. W latach 1963-1978 Chomeini. Po latach. ponieważ zechcieli mnie wysłuchać. który moim zdaniem jest typo­ wym podpalaczem. sprawa nie polega na ilości głosów. W rezultacie zbliżenia między szachem i Saddamem Husseinem podjęto pertraktacje. co się dzie­ je.Wielokrotnie powtarzał mi: „Tylko pan może mi to powiedzieć. 226 . jak proponowali niektórzy. że ajatollah jemu zawdzięcza życie. Chomeini był na wygnaniu w Iraku. umożliwić mu połą­ czenie się z jego czcigodnymi przodkami. by z kolei ogarnąć sąsiedni las. Na co ja. Poleciłem powiadomić go. odpowiadałem: „Sir. Oczywiście Irakijczycy nie dali mu saty­ sfakcji. który ośmielił się podnieść rękę na jego potomka. miałem na myśli granice. że dłużej nie będą go przechowywać. Pewnego dnia dziecko z jego rodziny biło się z dziec­ kiem sąsiadów. Opowiadał mi.Istotnie. że trzeba bardzo uważać na tego człowieka. Sadun Chaker. jednym z pierwszych aktów Chomeiniego był nakaz aresztowania go i rozstrzelania. Irakijczycy. skazanemu wów­ czas na banicję. . zajmujący się między innymi jego osobą. O. Inni zapewniają mnie o czymś przeciwnym”. by nie rozgłaszał. Dlaczego? Dlatego. uratował życie Chomeiniemu. by spróbować założyć tłumik na działalność Chomeiniego. Pałał chęcią zemsty i zabicia szacha. To śre­ dniowieczny tyran. kiedy generał Pakra­ wan wrócił do Iranu. żył na koszt Irakijczyków. co mówią”. były ambasador Iranu w Paryżu. niesiony często przez wiatr. który. Generał Pakrawan. Tego samego tygodnia wysłałem dyrektora mojego gabinetu z ustnym przesłaniem dla Saddama Husseina.

.N ie ch ce p a n ch yb a p o w ie d z ie ć . Uważałem.Sam już o tym myślał.o czym od dawna wiedziano . zdał mi sprawę ze swojej misji: . nasz człowiek wylądo­ wał pewnego dnia w Iraku. Poza tym świętego człowieka odwiedziła ekipa telewizji francu­ skiej. O. że to d zien n ik a rze z f r a n ­ cu skiej te le w izji p o d su n ę li C h om einiem u p o m y s ł u b ieg a n ia się o a zy l w e F ran cji? M. jaki przeznaczył dla szacha. że uczyniłby lepiej. że tradycja Francji.człowiek niezwykle groźny w skali międzynaro­ dowej.Mój wysłannik. którzy przez tyie lat zapewniali jemu i jego najbliższym schronienie i osłonę. iż rzą d u zn ał za słu szn e p o z w o lić mu o sie d lić się w e F ran cji? M. Nie podzielałem tego zdania.Panie dyrektorze. . O. . będzie pan zadowolony: Irakijczycy podjęli praktycznie decyzję o wydaleniu Chomeiniego. .A w ię c to nie p a ń sk ie słu żb y zo rg a n izo w a ły je g o p r zy ję c ie w e F ran cji? M. że zachowuje dla nich ten sam los. O.J a k p a n w ytłu m a c zy fa k t. że będzie dobrze przyjęty we Francji. Jego Eminencja przyjął decyzję bardzo źle i zagroził tym. kraju udzielającego schronienia. ludzie z Quai d ’Orsay uwa­ żali. co tylko utwierdziło starca w pragnieniu złożenia nam wi­ zyty. która zwróciła mu uwagę. . wybierając na miejsce swej rezydencji ja­ 227 . Niektórzy. Bagdad nie miał zwyczaju rozmawiać takim językiem i rząd pod­ trzymał oczywiście postanowienie. . który wrócił dwa dni później. Ponieważ jednak utwierdzili go w przekonaniu. i to bardzo długiej. że Francja jest idealnym krajem dla kogoś takiego jak on.Były dwie szkoły.W żadnym wypadku! Chomeini to podżegacz i . powinna zajaśnieć na nowo w akcie przyjęcia Jego Eminencji.

-N ie sądzę. . przybyłych w mig ze wszystkich wielkich uniwersytetów zachodnich. O.P o n ie w a ż to p a ń sk ie słu żb y . zwrócili uwagę świętemu człowiekowi. mówi się: „Ma kiepskie zdrowie.D la c z e g o W łochy? M. a b y p o sta w ić na p rzy szło ść ? M . by rozdzielić je między chłopów. w której o jednym z bohaterów. Przekazałem Pałacowi Elizejskiemu wiadomość. gdzie oczekiwał go komitet powitalny zasilony przez entuzjastów. Opozycja ujawniła się już w 1963 r.Bo jest tam lepszy klimat. że według mnie przyjazd tego absorbującego gościa dobrą wieścią nie jest. podczas bia­ łej rewolucji. wy­ chowanym częściowo w Europie. by te dwie sprawy miały ze sobą związek. do których dołączyli rozmaici specja­ liści a d hoc. by razem z najbliższymi móc osiedlić się w Kuwejcie. Kiedy dotarła do mnie ta wiadomość. co znajduje się w zasięgu ich ręki. wszelkiej maści lewaków.. . . Podpalacze ma­ ją zwyczaj podpalać wszystko. osobie bardzo młodej. Kuwejtczycy jednak. zdjęci trwogą. Uwa­ żałem. Skon­ fiskowane zostały między innymi dobra rodzinne Chomeiniego.kiś łagodniejszy kraj. coraz aktywniej występuje przeciwko monarchii. ponieważ część szyickiego du­ chowieństwa. że szach Iranu był człowiekiem Zachodu. że gorący i wilgotny klimat panujący w głębi Zatoki nie jest dobry dla jego nadszarpniętego już zdrowia. Chomeini przyjechał do Neauphle-le-Chateau. kiedy to szach zarekwirował znaczne obszary ziemi należą­ ce tradycyjnie do duchowieństwa. Wraz z jego chorobą była to jedna z 228 .. O. że trzeba być bardzo przezornym. przypomniała mi się scena z komedii Edwarda Bourdeta. p o d k re śla liś c ie zn aczenie kleru szy ic k ie g o . pod wpływem Chomeiniego. co wzmoc­ niło jego nienawiść do monarchii i do szacha osobiście. a w ię c i p a n . o delikatnym wyglądzie. c zy o sta tec zn ie nie d zię k i su b teln o śc i tych s p o ­ strzeżeń C hom eini zo sta ł p rzy ję ty w e F ra n c ji . na przykład Włochy. lecz nie mogącej umrzeć. zawsze chorej. Przed uszczęśliwieniem nas swo­ ją obecnością Chomeini czynił starania.. żelazne!” Tak czy inaczej 10 października 1978 r. Przypomnijmy.

jak mniemam. które streszczało całą sytuację: „Jego ojcu nikt nie ośmie­ liłby się skłamać. ja­ kim jest prezydent Carter. . w przeciwieństwie do swego sy­ na. chodziło więc o przeszczepienie na grunt irański. Ani nie pragnąłem. którym w Stanach Zjednoczonych polecono rozważyć sprawę jego usunięcia i zastąpienia 229 . olbrzymem. m u łło w ie w p a ń ­ skich w io sk a ch bu rzą sią . wtrącającym ludzi do więzień. szach był obrzydliwym dyktatorem. I powiedziałem także: „Uwaga na bazary”. Jemu nikt nie śmie powiedzieć prawdy”. ani nie po­ trzebowałem awansów . między innymi w realiach świata irańskiego. Amerykań­ ski prezydent był całkowitym ignorantem w realiach Bliskiego i Środko­ wego Wschodu. nikt nie nauczył gospodarza Białego Domu złotej reguły Wscho­ du: „Całuj rękę. prawdopodobnie spowodowałby natychmiastowe ich powstrzymanie. któ­ ry został pułkownikiem kozaków. bym mu mówił prawdę.Zawsze prosił mnie. której nie możesz odciąć”.przyczyn jego upadku. Nigdy. O. kiedy ujawniły się pierwsze nie­ pokoje. gdzie leży Iran.bo dokąd miałyby mnie zaprowadzić? Podobnie jakiejkolwiek nagrody czy rekompensaty. bo któż może chełpić się. Wymieniłem kiedyś szachowi nazwiska ludzi.Tak.A p a n m ó w ił mu p ra w d ą ? M. czy raczej moją praw­ dę. . I robiłem to. byłym podoficerem. . Gdyby w chwili. . Mówiłem mu zwłaszcza: „Uwaga na administrację Cartera!”. Ostrzegałem go. w każdym ra­ zie moją. Przytoczono mi wówczas okrut­ ne powiedzenie. a był. systemu demokratycznego na wzór USA. Porównywano go często z jego ojcem.C zy p a n m u p o w ie d zia ł: „ P ro szą u w a ża ć . że moją jedyną i wyłączną troską była obrona najwyższych interesów Francji. Europy i obozu wolności. zareagował na sposób wschodni. że posiadł prawdę? Pozwoli pani przypo­ mnieć sobie. że ten nieszczęsny człowiek w wymiarze narodowym i międzynarodowym. postanowił zastąpić go kim innym.f ? M. w miarę najszybciej. drobnego i delikatnego. O. który powinien był najpierw wiedzieć. Zawsze mówiłem prawdę. W ograni­ czonej wizji tego skaucika z twarzą lalki.

I dodał: .Opinie Zachodu o rządach szacha przechodziły zbyt często przez deformujące zwierciadło SAVAK. że nie mogę w to uwierzyć! Zastanawiałem się przez chwilę. że byłoby głupotą stawianie na moim miejscu kogo in­ nego! Jestem najlepszym obrońcą Zachodu w tym regionie świata.Jak zmusić szacha do ustąpienia i kim go za­ stąpić?” Szach nie chciał mi wierzyć.A jeśli Amerykanie mylą się? I tak się stało. którzy nie stanowili nawet jednego procentu ludności. Zdaniem tych i owych było to coś w rodzaju super-Gestapo. na korzyść życia i kontaktów z lu­ dem bazarów i wiosik. Amerykanie podjęli decyzję. Uczestniczyłem nawet w zebraniu.Ale. Mam najlepszą armię. wrócił później do Teheranu tłumaczyć się przed 230 . którego cesarz mianował ambasadorem w Islamaba­ dzie. wreszcie zapytałem: . Irańczycy idący pod rękę z Amerykanami mieszka­ li w Teheranie. Zobowiązałem moich ludzi do stosowania tej re­ guły. uczęszczali na koktajle. Dowód: niezdolność przewidywania wydarzeń. M. z wyjątkiem tego jednego.Wierzę we wszystko. Zrobiliby lepiej zostawiając ban­ kiety i przyjęcia. Standfordu czy Sorbony. W Stanach Zjednoczonych. że generał armii Nassiri. by się go pozbyć. nie wyobrażano sobie. Jak zwykle. Kiedy pomyślę. Powiedział: . Posiadam największą władzę.Dlatego. że naród irański składa się z ludzi ży­ jących w XI wieku. .R ó w n ież na Z a ch o d zie nie za w sze p o c h le b n ie w yra ża n o się o szachu i je g o rządach . na którym poruszana by­ ła między innymi kwestia:.To byłoby tak absurdalne. a może jedynie nabawić się choroby wątroby. coś więcej niż KGB do dziesiątej potęgi co nie jest prawdą. wie­ loletni szef SAVAK. sir.kim innym. podobnie jak i w Europie. co pan mówi. dlaczego nie wierzy pan również w to? . na których człowiek nie dowiaduje się niczego. a na­ stępnie uporania się z nimi. co mu odpowiedzieć. . O. . mieli wizję kraju odpowiadającą wizji odwiedzających ich Irańczyków: absol­ wentów Harvarda.

Zabójstwo generała Nassiri dowodzi. separowano od ludu. Kiedy go zobaczyłem po kilkumiesięcznej przerwie. zdawał sobie spra­ wę z tego.C zy in fo rm o w a ł g o p a n ró w n ie ż o tych ek scesa ch ? 231 . O. Szach usiłował uwolnić cesarstwo irańskie od XI-wiecznych struk­ tur i wprowadzić je w XX. Ponadto zaś . O. Takich. co dotyczyło jego własnego losu. tłu­ my z innej epoki. . coraz bardziej trawiony chorobą.C zy ś le d ził p a n z b lisk a sc h y łek reżim u ? M. a Chomeini na wygnaniu. to bynajmniej nie bawią one ludzi XI wieku. ja k ie n iosła ze so b ą j e g o w ła sn a fo rm a m e g a lo m a n ii.C zy p a n o s tr ze g a ł sza c h a p r z e d n ie b e zp ie c ze ń stw a m i. Tak na przykład wyrzucano mu często. . Ale w swoim go­ rącym pragnieniu pokonania w ciągu jednego życia całych wieków uczy­ nił szereg nierozważnych kroków. Źle go informowano. Jeśli te rzeczy budzą uśmiech na Zachodzie. znieczulano. o g ó ln a k o ru p cja lu d zi z je g o o to c zen ia . kurs na zb ro jen ia . a może nawet XXI wiek.Jak najbardziej. szach byłby jeszcze na tronie.ajatollahem! Został natychmiast poddany torturom i skazany na śmierć. O. że w dniu muzułmańskie­ go święta wszedł do wielkiego meczetu ubrany w mundur i kazał przysu­ nąć sobie fotel zamiast jak wszyscy upaść na twarz. . jakie może uczynić człowiek no­ woczesny postawiony w obliczu średniowiecznego świata. wydał mi się starszy o kilka lat. nawet w tym. że jego możliwości pracy i podejmowania decyzji są coraz mniejsze.Cesarz. . . nie potrafił dokonać poprawnej ana­ lizy. że wielki szef SAVAK. itd. zach o w u ją cych się ek stra w a g a n ck o i p ro w o k u ją c o ? M. Inni ludzie o złych ję­ zykach nie mogli powstrzymać się od uwag: „Szabanu miała na sobie pa­ ryski kostium zamiast założyć zasłonę na twarz”. Gdyby działał skutecznie.był ofiarą swo­ jego otoczenia.zja­ wisko zachodzące nie tylko wśród wschodnich autokratów . o g ro m ­ ne w yd a tk i na rze c zy zb ytk o w n e. To już nie był ten sam człowiek.

. gdy cena baryłki ropy kształtowała się bardzo wysokonastępującą historię: pewnego dnia zawitała do nich specjalnym samolo­ tem ważna delegacja pewnej znaczącej spółki japońskiej pod przewodnic­ twem jej wiceprezesa. jak i gdzie indziej. można policzyć prawdopodobnie na palcach jednej ręki. Na kraj spadła Niagara pieniędzy. Mieli ze sobą różnego rodzaju doradców i cały sztab specjalistów. Ludzie. zaszyfrowanych lub nie. odziedziczo­ nym po przodkach elementem życia. że zyski z ropy zostały podzielo­ ne tak jak należało?” O tego rodzaju sprawach można było mu mówić.od kogo innego. które wyszły z róż­ nych klatek i operowały cyframi z zadziwiającą liczbą zer.. Większość z nich mówiła po arabsku. Można nadać tym sprawom postać pyta­ nia.. który pozwoliłby im być z powrotem w domu na weekend. Byliśmy znacznie mniej operatywni niż Anglosasi. K orupcjajest-i zawsze była-chorobą ludzkości. O. Dlaczego wszystko tak się potoczyło? Od­ powiedź jest prosta. sta­ nowisko. Uważna lektura informacji.M. kiedy chodzi o uzyskanie jakiegoś korzystnego kontraktu. że przywieźli nawet se­ 232 .. chętnie przyjmował takie uwagi zarówno gdy wychodziły ode mnie. różnego rodzaju korzyści. ulegali silnemu wrażeniu i bali się go. Opo­ wiadał mi ktoś z wysoko postawionych osobistości Arabii Saudyjskiej a było to wtedy. Przygotowali się do podpisania ważnego kontraktu tak dalece. jak i . często tuż po przybyciu wypytują o rozkład jazdy i środek loko­ mocji.Na nieszczęście dla Francji. sir. W Iranie rozmiary tego zjawiska zwiększyły się w dniu. Ja nie. Wszyscy chcieli coś od niego otrzymać. w któ­ rych nie istnieje. w którym róg obfitości wypełniony ropą nagle przelał się. . Na przykład: „Czy uważa pan.Nie w tej formie. . Kraje.C z y b y li w ś r ó d nich ja c y ś F ran cu zi? M. Fran­ cuzi byli często nieobecni. Francuzi tym­ czasem. . Ludzie z moich służb przebywający w Iranie oglądali na wła­ sne oczy powstawanie wielkich fortun i bogacenie się niezliczonych pośredników. którzy nie boją się tkwić za granicą miesiąca­ mi. tam. na których przyjęcie nie był on przygotowany. Niemcy czy Włosi. którzy zbliżali się do cesarza.o ile wiem . We wszystkich innych korupcja i bakczysz są tradycyjnym. pozwo­ liła nam śledzić rozmowy toczone między bażantami. prezent.

by zająć ważne stanowisko w ambasadzie. odwiedzał bazary. Pewien pracownik ambasady sowieckiej w Teheranie.C zy d zie lił się p a n na p rzy k ła d ze sw ym i koleg a m i am eryk a ń ­ skim i sw ym i p rze c zu c ia m i i in fo rm a cja m i na te m a t sła b o śc i reżim u ira ń ­ sk iego? M.. nie natrafiając na żadne przeszkody związa­ ne z transportem czy granicami. ale do Amerykanów nie bardzo to docierało. że w Berlinie partia Hezb-e Tude-je powiela te kasety w tysiącach egzemplarzy. . a nawet mówił miejscowym żargonem. Stwierdziliśmy. w N ea u p h le-le-C h a te a u ? M. do Iranu. . co trzeba robić. i tak właśnie powinniśmy starać się postępować. Jest to przykład. poklepywał po ramieniu sprzedawców.C zy w ten sa m sp o só b sta ra liśc ie się p rze n ik n ą ć d o o to c ze ­ n ia C h o m ein ieg o w e F ra n c ji . Te kasety by­ ły następnie przewożone w walizkach dyplomatów do Berlina Wscho­ dniego.kretarki umiejące pisać na maszynie w języku proroka. podziemnej partii ko­ munistycznej Iranu. Sami będąc ludź­ mi Wschodu. co dzieje się w Berlinie. Tam taśmy magnetofonowe wkładano do skrzynek na listy w 233 . O. gdzie znajdował się sztab Hezb-e Tude-je. ograniczając się do udziału w koktajlach. . gotowi byli pozostać w królestwie tak długo. To bardzo niedobrze. ponie­ waż chodziło o wydarzenia dziejące się w granicach państwa. wrócił po latach do Teheranu. . Zainteresowaliśmy się tym. Za grani­ cą nasi amerykańscy przyjaciele mają skłonność do pozostawania we wła­ snym gronie. I tak też się stało. w których nawoływał naród do buntu. który du­ żo chodził. że z tej okazji rząd francuski nie był zbyt dobrze informowa­ ny o tym. Żyją jakby pod kloszem.To było zadanie ministerstwa spraw wewnętrznych. że złapią bakterie. Obawiam się jednak. Piją mleko przywożone samolotem. O. Jego Eminencja po­ sługiwał się kasetami do nagrywania swych płomiennych przemówień. a żołnierzy do dezercji..Rozmawiałem o tym z niektórymi z mych kolegów z ro­ dziny atlantyckiej. płyną do miejsca swego przeznaczenia. co ma miejsce w otoczeniu Chomeiniego. gdyż nie chcą ryzykować. znał wszystkich. które. jak długo wy­ magać tego będą ich sprawy.

wygrał pan.odpowiedział.Całkowicie. Zdumiony tą wiadomością. Jutro lub pojutrze ajatollah Chomeini zostanie urzędowo powiadomiony. by poproszono Chomeiniego. . zde­ cydowałem się pojechać do Teheranu. Nazajutrz jednak mój dyrektor zjawił się o tej sa­ mej niemal porze z nosem spuszczonym na kwintę.Jeśli chodzi o Francję. Powiedzą mu to bardzo grzecznie. To jej jedyna wada.Panie dyrektorze. aby poszukał sobie schronienia pod niebem bardziej łaska­ wym. by Chomeini pozostał we Francji. poradziłem. Czterdzieści osiem godzin później wsiadłem do mystère 20.Panie dyrektorze. O. Wziąłem ze sobą pa­ na Michela Roussina. Nie­ zliczone pożary przysłaniały Teheran. wiadomości są mniej optymistyczne. Uspokoiłem się.Quai d ’Orsay otrzymał d ém a rch e z irańskiej ambasady z wia­ domością.Jest pan tego pewny? . Wiatr zmienił kierunek. równie niezwykłą jak i smutną. zaproponowałem. „ma zbyt krótkie pazury”: za mały zasięg. Mystère 20 to dobra maszyna. niezwykle zdolny Michel Roussin. Wprowadzono w ten sposób w życie nową. by poproszono Jego Eminencję o opu­ szczenie Francji. . rzucano za ogrodzenie ogrodów Ispahan i gdzie in­ dziej. jak mówią lotnicy.C zy o str ze g ł p a n P a ła c E lizejsk i? M. Zostaje.teherańskich domach. . Generalny strajk sparaliżował Mehrabad. że ma opuścić Francję. aby z ust samego Jego Wysokości cesarza uzyskać potwierdzenie tej niewiarygodnej zmiany. stołeczny port lotniczy. oraz specjalistę. że szach nie ma nic przeciwko temu.Zostaje? Dlaczego? . ale. Opanowawszy chwilowe zdenerwowanie zapytałem: . Żadnej pomocy nawigacyjnej i ani kropli benzyny. Pewnego ranka dyrektor mojego gabinetu. Byłem zaskoczony: . współczesną technikę upowszechniania materiałów wywrotowych. przyszedł do mnie i z uśmiechem na ustach po­ wiedział: . Inaczej mówiąc. ale zrobią to. proszę pana . mojego adiutanta. młodego i zdol­ 234 .

na stoliczku.przykręci mu śruby. że . Kiedy przylecie­ liśmy na lotnisko w Mehrabadzie. Mam informacje. powiedział: . Cesarz miał na oczach ogrom­ ne przyćmione okulary. Ponieważ moje stosunki z Fran­ cją są wyjątkowo dobre.Zaraz wyjaśnię panu powody. stała wielka lampa osłonięta przepięknym aba­ żurem. z których wynika. Wieża kontrolna nie działała.Ależ skąd! Wszystko zgadza się całkowicie z moimi instruk­ cjami. gdzie będzie pod kontrolą. Przedstawiwszy ce­ sarzowi przebieg wydarzeń paryskich. jaka może zaistnieć. W ostatecznym rozrachunku wolę. w Lamace. że liczę na jego przyjaźń: na to. którego nie znałem. Po zwyczajowym powi­ taniu podzieliłem się z nim moim zdumieniem i szokiem. wałęsali się tam jacyś ludzie o wyglą­ dzie szubrawców. Ponieważ byłem w posiadaniu systemu łączności z pewną osobą należącą do otoczenia szacha. Noc spędziliśmy na Cyprze. że mój pomysł pozbycia się Chomeiniego z Francji został odrzucony na osobistą prośbę Jego Wysokości. powiedziałem: . Pomyślałem wtedy. które zakrywały mu połowę twarzy. To najgorsza sytuacja. do Damaszku.nego oficera. który sączył przytłumione światło. to nie jestem pewny. prosiłbym pana o powiadomienie prezydenta Re­ publiki. że jeżeli ten człowiek zna kulturę francuską. którego ulice kipiały od tłumów . To zbyt blisko Iranu. kapitana M. do pułkownika Kadafiego. Nigdy do­ tychczas nie widziałem go w takich okularach. uda się do Syrii. żeby Chomeini został u was. który prowadził sprawy irańskie.. Rano zatankowaliśmy do pełna.tu przytoczę słowa samego szacha . Po przebiciu się przez to ogromne miasto. że jeśli nie pojedzie do Damaszku.Sir. Pierwszy niezwykły szcżegół: w tym niewielkim pomieszcze­ niu. czekał na nas sa­ mochód. Wydałem załodze pole­ cenie nie opuszczania samolotu. ponieważ jesteśmy sami: jeśli nie zatrzymacie Chomeiniego we Francji. interwencji na etapie przekazu informacji czy zdra­ dy pańskiego ambasadora we Francji? Odpowiedział: .szach przyjął mnie w gabinecie pałacu.co bynajmniej nie przyszło nam łatwo . Widząc moje zmieszanie. w rogu. uda się do Trypolisu. czy pozostaje na bieżąco z panującym we Francji 235 . jakiego dozna­ łem na wiadomość. czy nie padł pan przypadkiem ofiarą manipulacji kogoś z pańskiego otoczenia.

Poinformowawszy mnie w wielce uprzejmy sposób. wybraliby inną 236 . Zanim pochyliłem się. cara Mikołaja II i szacha Mo­ hammeda Rezy Pahlaviego. któremu tylu schlebiało. tę samą znaną mi twarz.A więc to koniec. któ­ rą widziałem kilka tygodni wcześniej. gdy cesarz oświadczył mi: . . która mia­ ła go zabrać. monarcha odprowadził mnie do drzwi. Nasz samolot jakimś cudem był nietknięty. by zmusić do milczenia świętego człowieka. Wszyscy trzej zostali pokonani przez własną słabość. Najbardziej dramatyczny moment spotkania nastąpił wówczas. że bardzo bym pragnął. Valéry Giscard d ’Estaing podniósł się żywo z krzesła. Szach zdjął okulary i podał mi rękę. który tak wiele zrobił dla swego cesarstwa i który w ostatecznym roz­ rachunku był jedną z najwybitniejszych osobistości naszych czasów. którego inni nienawidzi­ li. by jakiś utalentowany historyk napisał pra­ cę porównującą smutne losy Ludwika XVI. Wiele rozmyślając później o tym dramacie. doszedłem do prze­ konania. jak skromnymi środkami dyspo­ nujemy. że nigdy nie każę strzelać do mojego narodu. w tym przypadku jest pan zgubiony. gdzie z reguły żołnierze trzymali mnie na muszce. człowieka. powiedziałem: .systemem „słabej demokracji” i czy wie. Zmuszeni zatrzymywać się raz po raz przy zaporach wojskowych. spojrzałem na niego i zobaczyłem jego twarz w pełnym świetle. nie odsuwając auto­ matycznej broni dalej niż metr od mojej głowy. że audien­ cja jest skończona.Niech pan powie. Gdy je otworzył. by mi wyjść na spotkanie. fala światła z przedpokoju zaatakowała nagle półmrok gabinetu. Była zniszczona chorobą. Następnego dnia rano stawiłem się w gabinecie prezydenta Re­ publiki. dobrnęliśmy ostatecznie do Mehrabadu. odpowiedziałem: . mój drogi hrabio. który coraz głośniej ujada.T o Ludwik XVI? Na co prezydent: . Gdyby monarchowie ci byli dobrze informowani.Sire. Ponieważ miałem okazję widzieć w drodze z lotniska do pałacu bandy siejące postrach w Teheranie.I co? Pierwszy raz pomijając zwyczajowe powitanie.

Co więcej. O. . nieprzeciętny prezydent Carter wysłał do Iranu ge­ nerała Hausera. Żadną miarą nie były w stanie atakować nieprzyjaciela znajdującego się nad nimi. Armia irańska była armią klasyczną. gdyby zechciała reagować. że administracja Cartera w swoim idiotycznym pragnie­ niu zmiany systemu politycznego w Iranie wywierała nacisk na szacha. jedno z najnowocześniej uzbrojonych w tych czasach. które później zostały poddane tak straszliwej czystce. który podczas objazdu magazynów wojskowych ostrzegł armię irańską. Wszystkie jednostki ar­ mii wiernej i posłusznej Jego Cesarskiej Wysokości czekały tylko na znak. . czy był zawiedziony postawą Francji: nic mi na ten temat nie mówił. Nie nadszedł. Trzeba wiedzieć. Te butelki walają się wszędzie. a nie do działań anty wywro­ towych i zmagań z rewolucją. najlepszą w tym regionie i najlepiej uzbrojoną. plus nafta. Opuścił Iran nawet bez stacji nadawczej i radiotele­ grafisty. plus szmaty. rzucane z dachów na czołgi.napoje typu coca-cola cieszą się niebywałym po­ wodzeniem.szczególnie jednak w krajach muzułmańskich. któ­ ry. Podobnie jest z na­ ftą. drogę działań stanowczych. ponieważ nie zawierają alkoholu .Nie wiem. by nie reagowało. wydał rozkaz swemu wojsku. wówczas już osłabiony chorobą. że cola działa pobudzająco pod względem płcio­ wym. Otóż: butelka. Dlaczego ówczesna administracja amerykańska skazała i wyda­ 237 . Co więcej. zamieniały je natych­ miast w rozżarzone piece. Jak wszędzie . Pośród zamieszek kilka czołgów gwardii cesarskiej próbowało podjąć działanie. Było to naj­ lepsze wojsko. W ten sposób dopuszczono do wła­ dzy Chomeiniego i zaczęła się szyicka rewolucja. legenda powtarzana z ust do ust każe wierzyć ulicznym donżuanom. Na przykład żołnierze ci byli bezsilni wobec „koktajli Mołotowa”. wyposa­ żoną całkowicie w sprzęt amerykański. i mamy „koktajl Mołotowa”. co we wszystkich trzech przypadkach zmieniłoby bieg historii.drogę. co pozwoliłoby mu utrzymać kontakt z całkowicie lojalnymi si­ łami zbrojnymi. których załogi ginęły. Szmaty także.C zy zn a la złszy się na w ygnan iu sza ch b y ł za w ied zio n y p o s ta ­ w ą F ra n cji i p re zy d e n ta G isc a rd a d ’E sta in g ? M. ale przygotowane tylko do walk klasycznych. Te płonące pociski. że nie otrzyma ani jednej części za­ miennej.

Król Hassan II przyjął sza­ cha i wraz z cesarską rodziną umieścił go w starym pałacu. Za nią idzie pies.ła na egzekucję swego najlepszego i najpotężniejszgo sprzymierzeńca w tym regionie. królowej lub młodych książąt. „Ty sukinsynu!”. chodzi o monarchę muzułmańskiego. tak jawnie niestałym i strategicznie istotnym. że marokańskie środowiska opozycyjne zaczynają podżegać do zamieszek. Następnie udał się do Maroka. że ich system demokratyczny i am erican w a y o flife mogą znaleźć za­ stosowanie wszędzie. Jakiś czas potem dowiedziałem się. . Szach jest tutaj i będzie mógł pozostać tak długo. gościnność jest jednym ze świętych nakazów. którzy przybyli z Bliskiego Wschodu z zamia­ rem porwania członków pańskiej rodziny. aby ich potem wymienić na rodzinę cesarską. . Zastosowano następującą grę słów: „Król jest psem szacha”. że nie mogę odmówić gościny człowie­ kowi. dla nas. 238 . Nowi przywódcy Iranu zawarli umowę z grupą płatnych zbirów i najemnych morderców. który go ugościł. Król wysłuchał mnie i powiedział: . jakim był prezydent Sadat. gdzie go odwiedziłem. został przyjęty natychmiast przez owego wielkiego człowieka. jego sytuacja była dramatyczna. . O. jak długo zechce. Marokańczyków. Co więcej. złej informacji i historycznej naiwności: nasi przyjaciele z drugiej strony Atlantyku uwa­ żają. Odpowiedź kry­ je się niewątpliwie w mieszaninie krótkowzroczności. a jak pan wie. Udałem się więc do króla Maroka.odparłem .C zy w id y w a ł się p a n z sza ch em w m iejsca ch je g o w y g n a ­ nia? M.Szach po opuszczeniu Iranu. w warunkach wręcz opłakanych. Pokazano mi nawet zdjęcie napisu na murze Casablanki.spodziewałem się z pańskiej strony takiej od­ powiedzi.Ale rozumie pan chyba. który przeżywa tragiczne chwile swego życia. mówiąc: „To hańba przyj­ mować «tyrana» w naszym kraju”. Dla muzułmanina najpodlejszym zwierzęciem jest Świ­ nia. aby mu powiedzieć.Sir . Wielką obelgą w świecie arabskim jest powiedze­ nie: „Ty psi synu!”. ale zmuszony jestem powiedzieć panu coś niezwykle przykre­ go. że obecność szacha w arabskiej monarchii może spowodować poważne problemy.

Próbowałem go przekonać. że dla króla Maroka byłoby czymś niewykonalnym prosić Jego Cesarską Wysokość o opuszczenie kraju. ja k ą o d e g r a ł p a n w tym m o m en cie. . Pozwolił mi działać. że sam speł­ nię ten przykry obowiązek.-T a k . kto jeszcze niedawno był jednym z ludzi wzbudzających największą zazdrość. jego rola strażnika Cieśniny Gibraltarskiej. jego twarz zdra­ dzała napięcie. Cesarz przyjął mnie w pałacu oddanym do jego dyspozycji. odwołując się do całej dialektyki. Powiedziałem mu o przerażających groźbach. Było to jedno z naj­ tragiczniejszych spotkań w moim życiu. Szach pragnął zastanowić się nad moją prośbą i już następnego ran­ ka udałem się do króla Hassana II. by go powiadomić o wyjeździe szacha z Maroka w ciągu dwóch lub trzech tygodni. że jego funkcje religijne. . że jest nie tylko królem i arabskim władcą. Zaproponowałem mu więc. Obaj władcy darzyli mnie zaufaniem. Pod koniec tego dramatycznego spotkania zrozumiałem. by później umrzeć w Egipcie. . obarczają go innym rodzajem od­ powiedzialności.Nie. ale to nie zmienia mojej decyzji. O. w y n ik a ła z p a ń sk ie j w ła sn e j o cen y sytu a c ji? M . jego gospodarza. S ic tra n sit g lo ria m undi.. Miałem przed sobą kogoś. Zrobiłem to. By­ ła tam także cesarzowa. jednym z najpotężniejszych władców naszej planety.C zy r o la . całkowicie.N ie b y ł p a n w ysła n n ik iem p re zy d e n ta G isc a rd a d ’E sta in g ? M. Podzieliłem się też moimi obawami zwią­ zanymi z wykorzystaniem przez pewne czynniki jego obecności w Ma­ roku. O. obsypywany największymi pochlebstwami. . Przypomniałem mu.To wstrętne. Powiedział: . tak istotna dla całego obozu wolności. co uważałem za lepsze dla ogólnego dobra. które wiszą nad rodziną króla. Wraz z najbliższymi ce­ sarz odleciał na wyspy Bahama i terytorium Nowego Świata. Dzieci zabrano gdzie indziej. do jakiej tyl­ ko byłem zdolny.Król niecierpliwie ścisnął dłońmi boki fotela..

Jeśli chodzi o podob­ ne działania w Afryce. jest Fidel Castro. którzy działają na ogół za pośre­ dnictwem innych. który użycza im stacji postojowej w działaniach sięgają­ cych od Kanady po Ziemię Ognistą. Rzadko kiedy robią coś sami. która zabezpiecza operacje tego samego typu na Wschodzie.łatwo zauważyć. w Azji (prawa strona mapy). agentem ich jest zawsze pułkownik Kadafi. Ekipą.na kulę ziem­ ską niczym melon z jego plastrami i cząstkami . b a rd zie j n iew yra źn e n iż w o k re sie zim n e j w ojn y? M arenches . niekiedy bardzo przemyślny. który kontro­ lują niemal co do centymetra.X IX BAGNA NA BLISKIM WSCHODZIE I GDZIEINDZIEJ O ckrent . łącznie z Afryką północną. 240 . Mają sznurek do pociąga­ nia doskonale przystosowany. Świat jest wciąż podzielony.C zy o g ó ln e za g ro że n ie c ią żą c e p a ń sk im zd a n iem n a d Z ach odem w ciąg u osta tn ich p ię tn a stu la t nie sta ło się b a rd zie j sk o m p li­ k o w a n e . że człowiekiem. Jeśli spojrzeć na mapę świata . Niektóre rządy są oddelegowane do towarzyszenia im w drodze. są starcy z Hanoi.Sowieci to ludzie.

Przybycie hord z głębokiej dżungli. zmieniają się ludzie.O. przez arktyczne morza. albo południowymi. maniackich wielbicieli kałasznikowów. z których wielu pobierało naukę w dzielnicy łacińskiej i na Sorbonie. Być może nauczyciele z Ankhara. ponieważ z biegiem czasu zmieniają się metody. jedyną umoż­ liwiającą komunikację między Oceanem Atlantyckim a Pacyfikiem. W 1975 r. Naszym przedstawi­ cielem w tym biednym kraju był wówczas pewien młody oficer urodzo­ ny w Kambodży i władający językiem khmerskim. zaszczepili im jedno z owych słynnych powiedzeń z czasów rewolucji francuskiej: „Rewolucja nie potrzebuje uczonych”. którzy mieli tylko takie świadectwo). Drugie miejsce zajmują stalinowcy z Hanoi. eksterminacji blisko jednej trzeciej mieszkańców kraju. Niebawem czerwoni Khmerowie kazali zgromadzić się wszystkim obywatelom zacho­ dnim w obrębie ambasady Francji. i nie. Tak więc nasza am­ 241 . Tak. jedynej ambasady otoczonej obszernym parkiem. z uwagą i niepokojem obserwowaliśmy etapy upad­ ku Phnom Penh. wzdłuż Ziemi Ognistej i przez Cieśninę Magellana. Chodzi o jedną z najważniejszych arterii świata. to znaczy w pobliżu Kanału Panamskiego. którzy wspierają działania w Tajlandii i -gdyby im tylko pozw olić-w całej Azji południo­ wo-wschodniej. często łobuzów i uliczni­ ków ubranych w czarne piżamy z czerwonymi kokardami. jeśli nie chce się być zmuszonym do pokonywania tysięcy dodatkowych kilo­ metrów szlakami północnymi. Cywilizacja abdykowała przed barba­ rzyńcami w nowym stylu: czerwonymi Khmerami. Byliśmy więc przygo­ towani lepiej niż ktokolwiek do śledzenia wydarzeń. sterroryzowało czarującą stolicę. . Kambodża moim zdaniem jest tutaj tylko etapem. Fidel Castro nieustannie popiera i animuje różnego rodzaju akcje wywrotowe. którzy szczyci­ li się czymś więcej niż świadectwem ukończenia szkoły (łącznie z tymi. stolicy Kambodży.C zy sp ra w y nie są b a rd zie j sk o m p lik o w n e d z iś . Był to dawny pałac gubernatora Kambodży. głównie w rejonie Ameryki Środkowej i strefy Karaibów. k ie d y te r r o ­ ryzm ro zsa d za w iele tra d y cy jn ych k liw a ży? M. a więc praktycznie wszystkich tych. Nie mogłem zrozu­ mieć niewiarygodnego ludobójstwa. Dziś jednak wielu nieusuwalnych potentatów nadal pozostaje przy wła­ dzy. . Jeśli chodzi o kontynenty amerykańskie.Czy są bardziej skomplikowane dzisiaj? I tak.

242 . jak niektóre na­ rody wyłaniają się z historycznej nicości. Patrzyłem jak zwykle na mapę i myślałem o owych czarnych mrówkach wychodzących z dżungli zupełnie tak. zebrali się.O.odparł czerwony Khmer . Atmosfera była wręcz surrealistyczna. do czerwca 1815 r. który .jako że by­ łem całkowicie niezależny . na ogół. Szef placówki powie­ dział. król Prus.1 1Aleksander I. . że jego zdaniem łączność radiowa zostanie w najbliższym czasie przerwana. by od listopada 1814 r. stąd wśród nowych gości naszej ambasady znajdowa­ ła się także pewna liczba przedstawicieli sytemu sowieckiego i krajów wschodnich. Gdzie się zatrzymają? Jak dale­ ko może sięgnąć ich zalew? Nagle przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Radio (ponieważ mieliśmy oczywiście własny zakodowany sy­ stem łączności między Paryżem a Phnom Penh) pozwalało nam śledzić kil­ ka razy dziennie rozwój wydarzeń. Talleyrand. I pokazał biedną ko­ bietę siedzącą w fotelu na kółkach. że ma problem. Metternich. radzić nad przywróceniem ładu w Europie po wstrząsach rewolucyjnych w cesarstwie. Nam. do jakiego nigdy nie byli przyzwyczajeni. Trzeba pamiętać. że sytuacja wokół na­ szej ambasady pogarsza się z godziny na godzinę.rozwiąże­ my go. gdyż je­ go żona od lat jest sparaliżowana i obłożnie chora. jeśli masz problem .postanowiłem wprowadzić w czyn. gdyż rozbawione dzieciaki siepaczy i bandytów zaczynają strzelać do anten. oszczędzano chamstwa i brutalności. Ogień z kałasznikowa i kobieta padła martwa. pewien starszy człowiek usiłował wytłumaczyć oddziałowi czerwonych Khmerów. W przypad­ ku gdy ci nie otwierali dość szybko drzwi. kilka serii z automatycznej bro­ ni pozwalało im zapoznać się z nowym zastosowaniem Kongresu Wiedeń­ skiego*. W ellington i in. którzy nie byli obywatelami Kambodży. . Wystarczy jeden przykład: kiedy Ankhar zarządził całkowitą ewakuację Ph­ nom Penh na pola ryżowe i do dżungli. Uciekinierów tych traktowano w sposób. I tak bandyci napadali wielokrotnie na pomieszczenia Rosjan.Widzisz.basada stała się wkrótce miejscem schronienia dla wszystkich. nie masz już problemu! Pewnego popołudnia powiadomiono mnie. car Rosji. że czerwoni Khmerowie mie­ li poparcie Pekinu.

miasta tonącego w grozie. Zaproponowałem mu też . Zanim wszedł do mojego gabinetu. chodziło bowiem o pierwsze takie spotkanie.podziękował. pan Stefan Czerwonienko. mam właśnie okazję wyświadczyć mu dobry uczynek przekraczający granice polityczne czy przepisy chwilowej etykiety.Zostali wręcz upokorzeni. że. Nie miał zupełnie pojęcia o powodach tego spotkania.Spasiba! Spasiba! . 243 . Dowiedziałem się. które oczywiście nie przeszło przez protoko­ larną procedurę Quai d ’Orsay. wysłałem do ambasady ZSRR mojego zaufanego adiutanta. że chciał­ bym zobaczyć się z nim natychmiast w moim biurze. że nie ma żadnych wiadomości i boi się najgorszego. . jego tłumacza i mnie . że w tak poważnym przypadku winno się okazać jak naj­ większą solidarność. zatrzy­ mał się chwilę przed olbrzymim dwuręcznym mieczem oświetlonym ma­ łymi reflektorami. że pewna liczba obywateli sowieckich i obywateli krajów wschodnich znalazła schronienie w ambasadzie Francji w Phnom Penh. Była to zresztą ostatnia depesza. Chwilę później ambasador wszystkich Ro­ sjan zredagował płomienne przesłanie.. by powiadomił ambasadora. wyjaśniłem. a wreszcie. który mówił po rosyjsku. Powiedziałem: . pułkownika P. zawierające słowa sympatii i otu­ chy i zaadresowane do jego uciekinierów.. z niewielkimi jedynie tobołkami w rękach.pułkownik G. ale chodzi o sprawę zupełnie szczególną. Wręczyłem dyplomacie listę osób korzystających z naszej gościnności. jeśli wziąć pod uwagę niezbyt zgodny z obyczajami dyplo­ matycznymi sposób. jak sądzę. jaką wysłaliśmy do Phnom Penh. Był bardzo zmieszany tym nie zapo­ wiedzianym zaproszeniem.Dziękuję Waszej Ekscelencji. Wszystkie zdawały się cieszyć dobrym zdrowiem. Zaskoczenie było olbrzymie.Nic nie mówiąc nikomu. w to­ warzystwie nieodzownego tłumacza. zjawił się w mig w koszarach Mortier. w jaki wspomniani obywatele zostali odesłani do na­ szej ambasady m anu m ilitari. .jeśliby sobie życzył . ale ambasador. który zdobił przedpokój. Po jego wyjściu dałem przesła­ nie do zakodowania i poleciłem je nadać. że zechciał pan tak szybko przyjść. W moim wielkim gabinecie obecny był podczas tej rozmowy oprócz ambasadora.przesłanie za pośrednictwem naszych specjalnych łącz radiowych wiadomości dla jego ludzi. Ambasador potwierdził.

Koniec cytatu. Kadafi wręcz przeciwnie. złożoności problema­ tyki dalekowschodniej.Trzeba. którym sprzedaje swój cukier po cenach przez nich ustalonych. O. żeby pan wiedział. iż pułkownik Kadafi jest najwyższej rangi agentem od spraw interesów sowieckich w rejonie Morza Śródziem­ nego. O. dwa wielkie imperia komunistyczne. podczas gdy jego wojska wciąż okupują północny Czad. Ma jednak w oczach Sowietów pewną niezwykłą cechę. To megaloman.K a d a fi b y ł tylk o w yk o n a w cą p o le c e ń M o sk w y? M. Moskwa i Pekin. nie należy umieszczać Kadafiego w jednym koszyku z Castro. . Były premier tunezyjski. . Czou En-laj przerwał mu w pół słowa i powiedział: . Tunezyjczyk tłumaczył Czou En-lajowi. Castro to stary bojownik komunistyczny. . ja k ą o d g ry w a p a ń sk im zd a n iem p u łk o w n ik K a d a fi w ram ach układu so w iec k ieg o . Przez długi czas. rozmawiał przy filiżance herbaty z owym niezwykle subtelnym i zdradzającym wielkie doświadczenie mię­ dzynarodowe człowiekiem. że jego kraj ma zamiar po­ łączyć się z Libią. Będąc w Pekinie. Nie tylko nie potrzebuje wielu milionów dola­ 244 . w dość zaawansowanym stadium tej choroby. jak twierdzą niektórzy specjaliści. nim tak łatwo manipulować się nie da. wielki chiński manda­ ryn ukryty pod swym komunistycznym odzieniem.W ró ćm y d o ro li.Nie. jakim był Czou En-laj. choćby za pośrednictwem ustanowionych przez siebie wasali.Sowieci mieli potem czas nauczyć się ze swej strony. zacny pan Hedi Nouira opowiadał mi in­ teresującą anegdotę. Stosun ki m ię d zy M o sk w ą a K a d a fim nie są na p rzy k ła d h a rd zie j n iejasn e niż m ię d zy M o sk w ą a reżim em z H an oi? M. który nie ma zbyt wiel­ kiej swobody działania z tej prostej przyczyny. że żyje kosztem Sowietów. znajdujący się prawdopodobnie. . wspólnie piastowały tajemnice podboju świata przez proletariacką rewo­ lucję. nim doszło do zerwania.Pułkownik Kadafi odgrywa bardzo ważną rolę: udziela gości­ ny i schronienia w swoich obozach treningowych różnym grupom terro­ rystów.

Oczywiście jestem do głębi przejęty tym wszystkim. Nie dokonaliśmy jeszcze wówczas pewnych godnych pożałowania manewrów i pośród naszych sprzymie­ rzeńców mieliśmy jeszcze przyjaciół. Wracał z Londynu. ale do niedawna. cieszy się zaufaniem jedynie własnego plemienia. są to wyspy Tonga. Pod ko­ niec tego bardzo miłego spotkania szef nowozelandzkich służb powiedział mi: . co jeszcze chodzi mu po głowie. Kadafi był więc zmuszony zwrócić się do kra­ jów wschodnich z prośbą o przysłanie ekipy wojskowych lub techników przebranych za robotników. Widać tam grupę wysp. Ze względu na bliskość morza i zasolenie te superprecyzyjne urządzenia poddane są nieustanne­ mu procesowi niszczenia. gdzie rokrocz­ nie spędzał tydzień w gronie swych starszych braci z brytyjskiego wywia­ du. Wiele obiektów wojskowych. Wiele mówił mi pan o problemach strefy śródziemnomorskiej. Przykład. znanych z wysokiej technologii. którzy by zakonserwowali sprzęt. która wydawała się bardzo ciężka. I od tej chwili Sowieci wracają i znów odprzedają urządzenia. Jak wielu Afrykanów. daleko na po­ łudnie. która pana zainteresuje. o spra­ wach Magrebu. za którą płacił w gotówce i twardą walutą.rów dziennie. kazał ulokować więc na brzegu Wielkiej Syrty. Zatrzymał się na jeden dzień w Paryżu w moim towarzystwie. 245 . między innymi o pułkowniku Kadafim. Gdyby pan nie orientował się w położeniu wysp Tonga. Jeden z moich informatorów powiedział mi kilka tygodni temu. odwiedziło kró­ la wysp Tonga. Jako mieszkaniec antypodów ze swej stro­ ny nie mam panu nic szczególnego do zakomunikowania. że zostanie władcą imperium sięgającego od Morza Czerwonego do Atlantyku. Bardzo dogodny system! Kadafi może być także przydatny dla nich ze względu na swe nie­ ograniczone ambicje. co opowia­ da mi pan o szerokim świecie. Kilka lat temu odwiedził mnie jak co roku szef służb no­ wozelandzkich. Nie jestem pewien. mój dobry przyjaciel. że dwóch agentów pułkownika Kadafiego. Marzy. w pobliżu swego rodzinnego plemienia. gdy cena baryłki ropy była jeszcze wyso­ ka. Niemniej jednak mam pewną wiadomość. Ponieważ stra­ sznie niszczeje. taszcząc walizę. przed Antarktydą. o problemach całego świata arabskiego i muzułmańskie­ go. proponuję panu wziąć mapę i spojrzeć na Ocean Spokojny. za co przepra­ szam. kupował wszelkich rodzajów broń rosyjską (powietrze-ziemia-morze). trzeba go wymieniać.

że jest to człowiek niebezpieczny dla Zachodu. . Wystarczył jeden jaguar. Na przykład jest licząca się opozycja libijska za granicą: nie tylko zwolenni­ cy byłego króla Idrisa.ta rc zą strzeln ic zą d la różn ych słu żb w y w ia d o w c zy c h Z a ch o d u . kiedy libijska kolumna złożona z kilkuset pojazdów skie­ rowała się na Faya-Largeau. Nikt nie zbadał nawet.. Uważałem. by potem ewentualnie negocjować z nim z pozycji siły. . pozostaje tylko jedno: pułkownik Kadafi dzia­ ła na rachunek jakiejś potężnej marynaiki. że my. Francuzi.Uznałem tę informację za pasjonującą i poprosiłem jednego z mych marynarzy.C zy Ó w czesny p r e z y d e n t S a d a t ra d ził się p a n a w ‘ te j s p r a ­ w ie? 246 . W latach siedemdziesiątych było kilka zamachów na Ka­ dafiego: Egipcjanie na przykład myśleli o fizycznym pokonaniu go. i zbroj­ ny wariant wojny) wyspy te będą doskonałą bazą dla marynarki podwod­ nej. Uważam. lecz ludzie różnych zawodów. kim są owi libijscy opozycjo­ niści i co proponują. któ­ rzy mieli na pieńku ze zbirami pułkownika.i j e s t n a d a l . O. O ile mi wiadomo. nigdy jed­ nak nie było jakiejś faktycznie zorganizowanej i poważnej akcji. nie skorzysta­ liśmy z okazji. Można było zro­ bić to i owo.K a d a fi sta ł się . którą prowadzimy nieustannie. M. aby się przeszedł koło sztabu marynarki. by zmieść ją z po­ wierzchni ziemi. że należało zastanowić się nad moż­ liwością akcji komandosów. Dlaczego wy­ spy Tonga? Odpowiedź jest prosta: w przypadku działań wojennych na mo­ rzu (rozróżniam wojnę globalną. O.Służby państw sprzymierzonych od wielu lat myślały o wy­ eliminowaniu w taki czy inny sposób pułkownika Kadafiego. Ponieważ trudno wyobrazić sobie. Sądzę również. że bardzo szybko dojdziemy do wniosku. co niewątpliwie wywołałoby zdecydowaną reakcję w ar­ mii i w kraju. nikt nie zjed­ noczył tych ludzi. Można było wykorzystać niektóre uderzenia libijskich sił zbrojnych na Czad. Nie by­ ło nawet spotkania w tej sprawie szefów wielkich służb sprzymierzonych. ludzie interesu.. by marynarka libijska zakładała swą bazę na krańcu świata. . Dedukując: ponieważ nie mo­ że chodzić o marynarkę amerykańską. sądzę.

M. - Tak. Prezydent Sadat, jeden z mężów stanu naszych czasów,
przypominałby angielskiego generała, gdyby nie jego wyraźnie ciemna
cera. Dość wysoki, dobrze zbudowany, z wąsikami w jawnie brytyjskim
stylu, ubrany w eleganckie ubranie z płótna z gatunku safari, palił często
fajkę. Był jednym z tych wyjątkowych ludzi, których historia wydaje od
czasu do czasu w momentach szczególnych.
Jego dramat polegał na tym, że kiedy pośród skomplikowanych
spraw regionu usiłował znaleźć wypośrodkowane rozwiązanie, ponownie
znalazł się w karbach skrajności.
O. - C z y p y ta ł p a n a , ja k p o z b y ć się p u łk o w n ik a ?
M. - Tak, 1 marca 1978 r.
O. - C ze g o ch cia ł? P a ń sk ie j ra d y ? P o m o c y te ch n ic zn ej z e s tr o ­
ny S D E C E ?

M. - Być może jednego i drugiego. W rzeczywistości była to
sprawa dość przewrotna. Nie stałem na czele grupy płatnych morderców.
Dla tych, którzy chcą przeprowadzić tego typu operację, wielką trudnością
jest zbliżenie się do tarczy. Chcąc tego dokonać, trzeba roztopić się w kra­
jobrazie. Tego rodzaju robotę można wykonać tylko w kraju, w którym
obarczeni zadaniem przypominają miejscową ludność. Przypuśćmy, że ja­
kiś kraj postanowił zafundować sobie usługi członka amerykańskiej ma­
fii; na przykład subtelne spusty o rg a n ize d crim e wyekspediują pani a d p a tre s każdego z zadziwiającą swobodą i godną uwagi precyzją. Często na
zasadzie dobrze wykonanej „roboty”. Gdyby wykonawca kryminalnych
usług pojawił się ubrany w ciemny garnitur, w butach z krokodylej skó­
ry, ponadto miał jaskrawy krawat, ciemne okulary, nasunięty na oczy ka­
p elu szy od samego rana zwisałoby mu z kącika ust grube jak pałka cy­
garo, szybko zostałby rozpoznany. Ci, którzy przymierzają się do tego ty­
pu operacji, winni posługiwać się „miejscowymi”, ludźmi, którzy posia­
dają fizjonomię, morfologię i ubranie, pozwalające im poruszać się bez zwra­
cania na siebie uwagi.

247

O* —Go pan odpowiedział Sadatowi?
M. - Odpowiedziałem, że nie stoję na czele organizacji zajmują­
cej się tego typu robotą. Było wówczas w Libii, licząc z grubsza, dwieście
pięćdziesiąt tysięcy Egipcjan, czyli dziesięć procent ludności. Prezydent mu­
siał rozważyć sprawę, gdyż nigdy więcej w rozmowie ze mną do niej nie
powrócił. I on to właśnie zginął z rąk zabójców otumanionych fanaty­
zmem.
O. - C zy śc isła j e s t in fo rm a cja , ze ró w n ie ż p re zy d e n t G isc a rd
d ’E stain g ch cia ł zm o n to w a ć o p e ra c ję p rze c iw k o K a d a fiem u i że u żył d o
teg o p ań skich słu żb?
M . - T o a b so lu tn e kłam stw o! O p o w ia d a n o na ten te m a t o k le p a ­
ną h isto ry jk ę , k tó ra m ia ła na celu o b rzu ce n ie bło tem je d n e g o z czo n k ó w
m o je j e k ip y , p u łk o w n ik a M .

O. - A słu żb y a m eryk a ń sk ie?
M. - Amerykanie nie zabijają ludzi, których uważają za swoich
wrogów. Nie robią tego z dwóch powodów. Po pierwsze, ze względów mo­
ralnych: Ameryka to kraj umoralniający. Po drugie, CIA, o ile wiem, nie
rozporządza ludźmi przygotowanymi technicznie do wykonania takiej ro­
boty.
O. - N ie m a ją słu żb y o p era cy jn e j?
M. - Służba operacyjna nie jest do zabijania ludzi! Amerykanom
brak paru specjalistów, których można by użyć do tego, co w żargonie służb
specjalnych określa się jako operacje „homo”, to znaczy paru „likwidato­
rów ludzi”. Mogliby ewentualnie sfinansować je, odwołując się do ludzi za­
wierających „kontrakty” i należących do bardzo rozległego w Stanach
Zjednoczonych świata o rg a n ize d crim e. Tym jednak nie można za bardzo
ufać. Są bez zarzutu, jeśli chodzi o inkasowanie pieniędzy, ale znacznie
mniej skuteczni, gdy trzeba wywiązać się z kontraktu.
Od czasu afery Watergate CIA ma ogromne trudności z przygo248

towaniem całkowicie tajnych operacji. Obliczyłem kiedyś, przez ile komi­
tetów organizacyjnych, wewnętrznych lub zewnętrznych, musi przejść de­
cyzja tycząca tego typu akcji. Wszystkie te komitety razem skupiają co naj­
mniej sto osób, a prasa zostałaby powiadomiona dosłownie w ciągu go­
dziny o tym, co ma się zdarzyć.
Administracja Cartera zniszczyła potencjał ludzki służb wywia­
dowczych Stanów Zjednoczonych. Potencjał techniczny pozostał nietknię­
ty i jest bardzo sprawny, między innymi dzięki satelitom obserwacyjnym,
których Europejczycy nie mieli. Ale kapitał ludzki został niejako zdruzgo­
tany przez administrację, która, w przypływie naiwności i angelizmu, do­
konała dzieła niemożliwego do wykonania dla wroga, nawet gdyby pra­
cował dziesiątki lat: zadali sobie cios samobójczy, raz na zawsze. Oczywiście
my mamy tutaj problem funduszy, z którym borykają się służby wywia­
dowcze we wszystkich krajach demokratycznych.
Dla Stanów Zjednoczonych bolesnym doświadczeniem był Iran.
Nasi amerykańscy przyjaciele przyjechali do mnie po wzięciu zakładników
w Teheranie w 1980 r. Zapytali mnie:
- Co można zrobić?
Przyjechali do Paryża i zadali mi to pytanie w dwa czy trzy dni
po przeprowadzeniu samej operacji. Powiedziałem im:
- Nie bardzo widzę, co moglibyście uczynić; gdybyśmy mogli
postawić sobie to pytanie w ciągu pięciu minut po tej operacji, być może
zasugerowałbym wam akcję uderzeniową przy użyciu helikopterów na
ambasadę, i w zamieszaniu pierwszych godzin istniały być może pewne
szanse, aczkolwiek nie pozbawione ryzyka.
W kilka dni później doszedłem do wniosku, że operacja taka jest
nie do pomyślenia; bo przypuśćmy nawet, że przybędzie do tego miasta
rojnego jak mrowisko trzy miliony ludzi i że zdołają oni opanować stano­
wiska w ogrodach ambasady albo na dachach - nie rozwiązałoby to pro­
blemu: „szaleńcy Boga”, strażnicy rewolucji, którzy skrępowali zakładni­
ków, mieliby czas ich zamordować. Być może udałoby się zabić pewną licz­
bę tych ludzi, nie udałoby się jednak odzyskać zakładników. To było nie­
możliwe.
O. - C zy za su g e ro w a ł p a n sw o im g o śc io m co in n ego?

249

M. - Amerykanie prosili mnie, bym się zastanowił. I to właśnie
zrobiliśmy. Nie tylko zresztą zastanawialiśmy się; spowodowaliśmy tak­
że, że ludzie wysoko wyspecjalizowani bliżej przyjrzeli się temu, co ma
miejsce w Teheranie i gdzie indziej. Kiedy się chce dyskutować ogólnie
z terrorystą lub szantażystą, trzeba sprawdzić karty własne i jego. W
tym przypadku było oczywiste, że Amerykanie nie mają żadnej karty,
żadnego środka nacisku, tym bardziej, że ludzie z tamtej strony nie
podzielali ich sposobu myślenia. Zauważyliśmy, że ajatollah dość często
wyjeżdża do swojej świętej willi w Kom. Mieszkał w dzielnicy dość spo­
kojnej, niezbyt odległej od pustego terenu, na którym mogłyby wylądować
helikoptery. Pomysł polegał na schwytaniu Jego Eminencji i następnie
wywiezieniu go statkiem, grzecznie ale stanowczo, w północny rejon Oce­
anu Indyjskiego, na morze Omańskie. Była to niemal akcja „La Balue”, ja­
ką przeprowadził kiedyś Ludwik XI na osobie kardynała o tym nazwi­
sku. Nie jestem pewny, czy nasi przyjaciele amerykańscy byli zorientowa­
ni w całej pełni w sprawie kardynała La Balue, ale ostatecznie był pomysł,
i to możliwy do zrealizowania. W tym momencie oczywiście wszystko ule­
głoby zmianie, ponieważ można by wymienić świętego człowieka na za­
kładników z ambasady. Ten projekt dotarł bardzo daleko i bardzo wyso­
ko, gdyż przedstawiony został samemu prezydentowi Carterowi. Prezydent
jednak, mimo iż ocenił pomysł jako oryginalny i pasjonujący, powiedział:
- Nie robi się czegoś takiego z biskupem, a zwłaszcza z czło­
wiekiem w jego wieku.
Koniec cytatu.
O . - T e u w a g i p rzy n o sz ą mu za szc zy t.

M. - Na płaszczyźnie humanizmu tak, ale nie w sferze skutecz­
ności. Niezależnie od wypadków irańskich trzeba wiedzieć, że Stany Zjed­
noczone przegłosowały ustawę zabraniającą zbrodni w imię racji stanu.
To bardzo dobrze, moim zdaniem, że zakazuje się zbrodni, zadaję sobie
jednak pytanie następujące: czy można postępować tak w czasie wojny?
W którym momencie zaczyna się wojna? W którym momencie zaczyna
się czas pokoju? Dzisiaj jeździmy, by pochylić się nad grobami niezliczo­
nej liczby ludzi poległych pod Verdun. Tam zabijano legalnie. Jaka jest róż­
nica między akcją służby operacyjnej a akcją przeprowadzoną przez ko­
250

mandosów w żołnierskich mundurach? Czym różni się na przykład zabój­
stwo przy użyciu dmuchawy jakiegoś handlarza bronią tu czy gdzie indziej
w Europie? Gdzie leży granica między zabijaniem legalnym a nielegal­
nym? Czy wszystko to nie jest okryte jakąś wielką hipokryzją? Stawiam py­
tanie.
O. - C zy j e s t to p yta n ie , k tó re za d a w a ł p a n s o b ie p o d c z a s je d e ­
nastu la t k iero w a n ia słu żbam i?

M. - Są sprawy, którym trzeba pozwolić pozostać w mroku ta­
jemnicy.
O. - C zy w y d a ł p a n ro zk a z w ykon an ia teg o , co w w a szym ż a r g o ­
nie n a zyw a się o p era cją „ h o m o ” ?

M. - Jest to pytanie, na które oczywiście nie mogę odpowie­
dzieć, bo gdybym powiedział pani „tak”, byłoby to ohydne, a gdybym pa­
ni powiedział „nie”, i tak nikt by mi nie uwierzył. Mogę powiedzieć pani
tylko jedno: nigdy szefowi służb nie wolno podejmować decyżjio tego
rodzaju akcji bez milczącej przynajmniej zgody szefa państwa.
O. - C zy kied y ch o d zi o te rro ry zm i b ra n ie za k ła d n ik ó w , u w a ża
p a n , że je d y n ą m ożliw ą o d p o w ied zią j e s t p o słu że n ie się o sta teczn ie tym i sa ­
m ym i środkam i?
M. - Gdy ma się do czynienia z ludźmi kierującymi się bezpra­
wiem i przemocą, z terrorystami i wolnymi strzelcami, często nazywany­
mi terrorystami i vice versa, zasady nie obowiązują. Wszystkie ciosy są do­
zwolone. Wówczas, w obliczu bezgranicznej grozy, obawiam się, że nie
należy rezygnować z pewnych środków bardzo trudnych do przyjęcia dla
ludzi Zachodu.
O. - C zy p o s łu g iw a ł się p a n c za sem takim i w ła śn ie śro d k a m i?
M. - Na ten temat nie będę mówił.

251

O, - G d y b y p a n sta ł d zis ia j na cze le S D E C E lub D G S E , co b y
p a n zro b ił w sp ra w ie F ra n cu zó w u p ro w a d zo n ych w L ib a n ie p r z e z różn e
m ałe u gru pow a n ia ?

M. - Bardzo trudno odpowiedzieć na tego rodzaju pytanie, ponie­
waż nie znam szczegółów. Nie wiem, jakimi informacjami dysponują
służby francuskie, być może nie posiadające już takiej skuteczności dzia­
łania - zgodnie z tym, co się m ów i-jaką miały swego czasu w tych śro­
dowiskach. Trzeba pamiętać, że ugrupowania te rodzą się jak grzyby pod
deszczu. Niektóre z nich mają się dobrze przez całe lata, inne istnieją tyl­
ko dwadzieścia cztery godziny dla przeprowadzenia jednej akcji. Nie ma­
jąc swego człowieka w grupie terrorystycznej, bardzo trudno jest zdobyć
informacje.
O. - M o żn a p r ó b o w a ć też d zia ła ń „ siln e j p ię ś c i ” ... ja k S o w ieci.
M. - Opowiadano - ale to nie zostało udowodnione - że czterej
Rosjanie uprowadzeni w Bejrucie byli ludźmi GRU, wojskowych służb
wywiadowczych. GRU uprowadziła następnie pewną liczbę ludzi z libań­
skiej milicji, którzy mogli zadać cios. Zaczęli jakoby zabijać ich, jednego
dziennie, aż do momentu oddania tych, którzy przeżyli. Ale nie dowiedzio­
no tego na sto procent.
O. - B y ła b y to w tym w ypadku sku teczn a m eto d a ?
M. - Wydaje mi się ona jedną z nielicznych skutecznych metod,
ponieważ nie chodzi tutaj o nasz sposób rozumowania. Nasz kartezjanizm przeszkadza nam w zrozumieniu wielu tego typu wydarzeń.
O. - Z a k ła d a ją c , że słu żb y fra n c u sk ie d ysp o n u ją w y sta rc za ją c ą
ilo ścią in form acji na te m a t lo k a liza cji te j c zy in nej g ru p y p rze trzy m u ją c e j
zak ła d n ik ó w fra n cu sk ich - c zy p a n zo rg a n izo w a łb y ak cję?

M. - Gdy jest się pewnym, że grupa X przetrzymuje naszych za­
kładników - a można to wiedzieć tylko dzięki wywiadowi - nie ma inne­
go sposobu. Wiadomo także, że po ziemi francuskiej włóczą się członko­
252

.D la c z e g o teg o n ie zro b io n o ? M. że nie podjęto odpowiedniej de­ cyzji politycznej. Nie warto obarczać ich winą za wszystko. . .Prawdopodobnie dlatego. Sądzę. czy moglibyśmy uzyskać dobre informacje. że należy ująć tych ludzi i potem negocjować. to jak prowadzić negocjacje? O. uwa­ żam. Jeśli nie ma pani nic w ręku. że mielibyśmy potrzebne do tego środki. To oczywiste. Nie je­ stem natomiast pewny. Bez wywiadu nie ma możliwości przeprowadze­ nia operacji. a pani przeciwnik posiada atuty.wie tej samej grupy. Jeżeli jednak w takim czy innym znanym hotelu od­ najduje się bliskich i rodzinę ludzi stojących na czele owej grupy X. ze swymi najbliższymi lub nie. Wy­ wiad poprzedza akcję.

Kościoły. Ameryka Środkowa. z pro­ stego powodu. którzy chcą mnie słuchać: nie sądźcie. psychologiczną kontrolę społe­ czeństw za pośrednictwem środków masowego przekazu. który tak dotkliwie razi społeczeństwa „słabych demokracji”.XX W STANIE WOJNY: TERRORYZM M arenches .że niebezpieczeństwo wy­ buchu konfliktu atomowego w Europie zachodniej jest niewielkie. Gdyby siły zbrojne Układu Warszawskiego dokonały pew­ nego dnia inwazji naszej Europy. gdyż nie ma on formy ani cech dawnych kla­ sycznych wojen. by przejąć kontrolę nad niezli­ czonymi możliwościami Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej w zakre­ sie przemysłu i technologii. Jedyne militarne aspekty tej wojny to konflikty lokalne lub regionalne (Afganistan. że początek trzeciej wojny światowej wy­ znaczą pierwsze wybuchy bomb atomowych. „cywilnym” obej­ muje walkę o kontrolę nad surowcami. Erytrea itd.Od dwudziestu lat ostrzegam wszystkich.). Czyż Lenin nie mówił: „Gwałt jest akuszerką historii”? Konflikt w swym wymiarze. Osobiście uważam . to po to.choć mówiąc to narażę się zapewne wielu lu­ dziom. że tak powiem. Znajdujemy się w samym centrum tego trzeciego kon­ fliktu. wszelkie formy dezinformacji. wywiad. To także terroryzm. ale nie wiemy o tym. Ta wojna zaczęła się już przed wielu laty. między innymi z oficjalnych kręgów . 254 .

Istnieje niebezpieczeństwo jej przegrania. Nie ufajmy zimnym technokratom. Na ogół te terrory­ styczne ugrupowania przez skomplikowany i odpowiednio przystosowa­ ny. jeśli chodzi o „żołnierza politycznego”. miałby on charakter konwencjonalny. organizowanych i często zbrojonych przez wielkie centrale. czy też jest wiele głów? Myślę. że oczywiście nigdy nie pokazują się szefowie. za którą można spo­ kojnie chrapać? O ckrent . z użyciem być może taktycz­ nej broni nuklearnej. ponieważ ciągle jesteśmy klasycznymi żołnierzami. animujący je system sznurka mają powiązania z Moskwą. Czy nuklearna broń francuska nie jest dla wielu czymś w rodzaju nowej linii Maginota. istnieje możliwość jej odzyskania. lecz bez zastosowania ciężkiego potencjału atomowe­ go o wielkiej sile niszczenia. ze względów religijnych. lewacy i in­ ni. komuniści. Nie za­ mierzam powiedzieć. którzy zbierają się na zapleczu jakiegoś bistra na Bliskim Wschodzie. Oni nie.C zy dem o k ra cje są w sta n ie w y g ra ć w o jn ę z te rro ry ­ zm em ? M. nie niszczą środ­ ków produkcji. . finansowanych. Ostatni argument: czy wojska Układu Warszawskiego mogłyby stacjonować w krajach spustoszonych przez broń jądrową? Nie. do której nie jesteśmy przygotowani. że jedno i drugie. Uważam jednak. że istnieje teraz nowa forma wojny. fabryk i maszyn. mówią sobie: „A gdyby tak zorganizować jakiś skok?” To może rozszerzyć się i przybrać postać terroryzmu międzynarodowego: jedną z owych form inspirowa­ nych. Kiedy szajka kumpli zaczy­ na być znana w kręgach międzynarodowego terroryzmu. które posługują się nimi na całym świecie. że jest skuteczna. Nie zrozumieliśmy. z tym. Terroryzm lokalny może zakiełkować w grupie trzech kumpli. Czy chodzi o macki tej samej hydry. iż trzeba zrezygnować z broni atomowej.Potęga przemysłowa Europy w połączeniu z potęgą Europy so­ wieckiej stworzyłaby zespół silniejszy niż Stany Zjednoczone. pod warunkiem. Co więcej. że gdyby w Europie rozpętał się konflikt w swym militarnym wy­ miarze. Ci terroryści wywodzą 255 . którzy niczego nie pojmują. Popijając kawę albo paląc nargile. Czynią to tylko anarchiści.

mającego na celu destabilizację Zachodu... jak prowadzić ciężarówkę wyładowaną dynamitem na obiekt. którzy ściągnęli z różnych stron świata. Przed kilku laty trafiono na ślad kapitałów. Kiedy tłumaczy się chłopcom. Większość wielkich służb zachodnich dość dobrze zna typologię organizacji. nie jest zdolny do zabójstwa z zimną krwią. próbując jednocześnie odnaleźć swe korzenie rodowe w rodzinie na przykład szlachetnej księżniczki An­ ny. To kończy się bardzo lewicowo sojuszem z Irlandczykami popie­ ranymi przez Libijczyków. to prawda” i nie prześlą swoich zdjęć z dedykacjami. choćby nie wiem jak wytworny. w których no­ si się okrągłe kapelusze. czasem prawicowych. opisują stosowane w tych obozach metody treningu. że krzewicielami tej na­ uki są jedynie lewicowi ekstremiści palestyńscy albo ludzie ze Wschodu. Z całego świata napływają szczególnego rodzaju pielgrzymi. lokalizację ich obozów treningowych. do posługiwania się ma­ teriałami wybuchowym. które we francuskim „opakowaniu” przechodziły przez separatystów z Quebecu. Kiedy byli wycho­ wankowie. owoc zakazanej miłości skauta i dziewczyny z grona dzieci Ma­ ryi. że w Libii. Niektórzy z nich byli świad­ kami organizowania centrali terroryzmu. jest to z pewnością coś więcej niż przygotowanie techniczne: decydujący jest tutaj narkotyk psychologicz­ 256 . Jemenie Południowym i gdzie indziej były i są nadal obozy trenin­ gowe. gra na kobzie. oczywiście. że to wszystko niestety prawda. często czyni to po raz pierwszy i ostatni. Wykładowcy wy­ wodzą się z różnych narodów. w których praktykuje się bardzo szeroki ekumenizm. Syrii. Amator z ulicy. Wielcy dysydenci potwierdzają te informacje. manipulujący przy ładunkach wybuchowych. Wiadomo. Negowanie istnienia tych obozów to jedno z ćwiczeń z zakresu dezinfor­ macji. irlandzką IRA i stąd z kolei do Wielkiej Brytanii. opowiadają to samo. że kiedy chodzi o mniej lub bardziej religijnych fanatyków. Przechodzą oni ze Wschodu na Zachód od dwudziestu pięciu lat. jest się zmuszonym uznać. Oczywiście ich organizatorzy nie powiedzą: „Tak. Dodam. nie potrafi władać jak należy karabinem z telesko­ pem. by opanować techni­ ki sabotażu według podręcznika doskonałego terrorysty. istnieje inna forma treningu: trening psychologiczny. Dyletant. razem z którym wylecą w powietrze. Nie należy uważać.się często z grup folklorystycznych.

Dowód: niemal wszę­ dzie na świecie zabija się dyplomatów tureckich. Jest we Francji wspólnota armeńska rzędu trzystu ty­ sięcy ludzi. w jakiej nurzają się miesiącami. . . eksplozja w S a lw a d o rze . przypomnę. że w przypadku utraty życia na tym świecie powędrują prostą dro­ gą do nieba.Logika jest bardzo prosta. którzy zostali zmasakrowani w 1915 r. To zemsta drugiego po­ kolenia Ormian.C zy w ok resie p a ń sk ie g o k ie ro w a n ia słu żb a m i b y ły on e z a ­ in tereso w a n e terro ryzm em baskijskim ? M. w znacznym stopniu jednak zasymilowanych. .C zy isto ta te g o a rm e ń sk ieg o te rro ry zm u u leg ła w y ra źn e j zm ian ie w la ta ch o sie m d zie sią tych w libań skim k otle? M. O. ope­ ruje poza granicami Fracji. ... Terroryzm ten opiera się na ludobójstwie Ormian. Wydział. Chodzi o zrobienie im skutecznego zastrzyku bez strzykawki: atmo­ sfera. winna napoić ich przeświadcze­ niem.H iszp a n ia le ży p o z a g ra n ica m i F ra n c ji. Przykład: terroryzm armeński funkcjonu­ je na całym świecie. . politycznej lub geohistorycznej.W iele fo r m terro ryzm u p o ja w ia się cza sem ró w n o c ześn ie w różn ych m iejsca ch : u p ro w a d ze n ie za k ła d n ik ó w w L ib a n ie . . to znaczy masakrze dokonanej na znacz­ nej części tego narodu przez Turków. O.ny. P rzy p a d k o w a zb ieżn o ść u w arunkow ań logiczn ych różn ych a k cji czy p e w n a szc zeg ó ln a logika? M.W zasadzie pozostaje on antyturecki. . wnuków tych.SDECE miała możność poznania tej formy terroryzmu za pośrednictwem swych rozgałęzień zagranicznych. 257 . p o rw a n ie s a ­ m olotu w A ten ach . bo m b a na lotnisku w e F rank­ fu rc ie. O. Nie wynajduje się motywu terro­ ryzmu. Bierze się motywację już istniejącą na płaszczyźnie historycznej. w ohydnych okolicznościach w 1915 r. O.

współpraca ta za­ czyna się kształtować. C zy p a n 258 . nam także zagraża niebez­ pieczeństwo zakażenia się terroryzmem niczym AIDS. a potem doszedłem do wnio­ sku: „Nie łudźmy się. ci Hiszpanie! No cóż. próbując bawić się w chochlika. odłamki posypią się na nas. Swego czasu. b y te o szc zę­ d za ły F rancję. myślimy bądź po francusku. Każdy rozgrywał swą wła­ sną partię. chodzi o sprawę międzynarodową”. w skali globalnej. a zwłaszcza terrory­ zmu jest to. Drobnoustroje nie zna­ ją granic. że my rozumujemy nadal w kategoriach narodowych. jedna trzecia u nas. że kilka dni wcześniej wyszedł na wolność szef tej szczególnie niebez­ piecznej grupy terrorystycznej. Zmarnowaliśmy jednak lata. że jeśli eksplozje mieć będą miejsce w Hi­ szpanii. bo uprzedzilibyśmy naszych holenderskich kolegów. Terroryzm to choroba międzynarodowa. Jeśli o nas chodzi. Zwrócono uwa­ gę. Jeśli nabawiają się ich nasi sąsiedzi. Wielka szkoda. Uświadomiono to sobie jak zwykle zbyt późno. ambasador francuski w Hadze był więziony przez pięć dni przez oddział japońskich komandosów. Pozwoliłem so­ bie powiedzieć tym panom. Wielką słabością państw zachodnich wobec międzynarodowej agresji.W latach 1 9 7 0 -1 9 8 0 m ia ły m ie jsc e p e rtra k ta c je m ięd zy r z ą ­ dem jran cu skim a pew n ym i ugrupow aniam i terro rystyczn ym i . bez ostrzeżenia służb specjalnych. Chodziło o japońską Czerwoną Armię Rewolucyjną. Podczas spotkań na najwyższym szczeblu słuchałem. . we wrześniu 1974 r. to zna­ czy Basków hiszpańsko-francuskich. Człowiek ten spokojnie udał się do Hagi. Byliśmy obecni przy operacji. Zamknięto go nie wiem za co. a następnie zwolniono. To było stra­ szne. M am na p r z y k ła d na m y śli sp ra w ę A b o u D a o u d a . Obecnie. Blisko dwie trzecie Basków mieszka w Hiszpanii.M. bądź po hiszpańsku. Nie było przez lata poprawnej. podczas gdy terroryzm funkcjonuje na płaszczyźnie międzynarodowej. co pozwoliłoby uniknąć smutnego i upokarzają­ cego dla Francji incydentu. O. realnej i szczerej współpracy mię­ dzy rządem francuskim a rządem hiszpańskim. Baskowie myślą przynajmniej w kategoriach Basków. Gdzie był kilka dni wcześniej? W więzie­ niu la Sante. by tam zorganizować zamach na ambasadora Francji. . to ich problem!”.W wyższych sferach rządowych istniała skłonność do podśmiewania się: „Ach. po rezultatach takiego stanu rzeczy. Dał zre­ sztą dowód wielkiej odwagi.

W żadnym wypadku! Kontakty zostały nawiązane za pośre­ dnictwem innych czynników rządowych.To prawda. O. Jeśli zapyta mnie pani. M.Z n a ł p a n te p rzy p a d k i? M. a zwłaszcza próba przesunięcia ich gdzie indziej. . Ustępstwo przed szantażem skło­ ni oczywiście ludzi pozbawionych skurpułów. O. . . . . .Robiono tak. . by nie kompliko­ wały nam życia. którzy uzyskali tak wiele od jednego rządu.N i e d o ty c zy ły w o g ó le p a ń sk ich słu żb ? 259 .Ja k p a n p o w ie d z ia ł . w niektórych przypadkach. a le z p a n a w ie d zą ? M.T o zn a czy w P a ła c u E lizejsk im ? M. b y ły to je d n a k c z a s y .Sprawy związane z terroryzmem pozostawały na ogół w ge­ stii Ministerstwa SprawWewnętrznych. odpowiem. . . k ied y w s p ó łp ra c a pań skich słu żb z D S T b yła b a rd zo śc isła .brał w nich udział? M. O .A je d n a k ta k w ła śn ie zro b io n o ? M. Ale ustępować przed nimi . O. O. do wznowienia podłych ataków na inne ofiary Niebez­ piecznie jest uruchamiać mechanizmy strachu. Ale to nie w DST podejmowano tego rodzaju decyzje. O . sądzę.Dowiadywałem się później. to wielka nikczemność.R o b io n o to b e z p a n a . . co osobiście sądzę na ten temat. . One zapadały na szczeblu politycznym.Nie.to jeszcze gorzej. . że pertraktowanie z grupami terrorystycz­ nymi.

P an ta k ie u cze stn iczy ł w tych spotk a n ia ch ? M. . Próbowaliśmy . M. których uważają za zdrajców. To bardzo drogo kosztuje. francuskiej. dyrektor gabinetu premiera. ćwiartując tych. .C zy p ań skim za d a n iem b yła także in filtra cja o rg a n iza c ji te r­ rorystyczn ych . Porywa­ nie ludzi może stać się źródłem wielkich korzyści politycznych i finanso­ wych. . O. O. w głębi parku. pod­ kreślać znaczenie. . Istniała pewna forma kontaktów.Mieliśmy lekarza. Pewnego dnia zniknął.Tak.K o n k retn ie J a k ie g o typu in form acje p rzy n o siła p r a c a infil260 . od twarzy aż po palce stóp. Pak­ tować z terrorystami to często okazywać im uznanie. . na któ­ re schodziło się szereg osób odpowiedzialnych za sprawy bezpieczeństwa. Przywiązują oni swoje ofiary do drzewa i następnie zdzierają z nich wąskimi paseczkami skórę.W ostatnich latach raz na miesiąc odbywało się robocze śniadanie w pawilonie muzycznym pałacu Matignon. który wykonywał nadzwyczajną robotę. jest wciąż brak jedności mię­ dzy szczepami. O. Nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż infiltracja tych organizacji.N a p rzy k ła d ? M.i czasem nam się udawało przeniknąć do organizacji bliskowschodnich. .Oczywiście. poufne informacje. Nigdy nie wdawałem się w pertraktacje z terrorystami. . które starają się zdobyć. Ci ludzie nie mają żadnego poszanowania dla życia. Każdy chce zachować swe wia­ domości. O.M. Niedostatkiem orga­ nizacji galijskiej. swe osobiste. dla siebie. Nasze zadanie polegało na zrozumieniu ich sposobu myślenia i organizacji. którego pragną. przepraszam. . aby uczynić z nich tytuł do sławy. podkładając bomby. dyrektor generalny policji państwowej i pa­ ru innych. Wi­ dziano go z japońską Czerwoną Armią.

tracyjna w rodzaju tej Jaką wykonywał ów lekarz?
M. - Wszelkiego rodzaju informacje dotyczące osób, które dzia­
łały w tych rozmaitych grupach, a od czasu do czasu także informacje
dotyczące tych, którzy tych ludzi przygotowywali.
O. - C zy także d o ty c zą c e fin a n so w a n ia ?
M. - Również mówiące o sposobach finansowania. Terroryści są
bardzo dobrze zorganizowani. Nawet mając swojego człowieka w danej
grupie, nie sposób wiedzieć wszystkiego o wszystkim, ponieważ prakty­
kują oni system „przegrodowy”.
O. - C zy m iał pan w sw oich służbach ludzi, którzy śle d zili w ew n ę­
trzn y ro zw ó j te j czy innej g ru p y?
M. - Oczywiście.
O. - C zy w ciągu je d e n a stu la t w ykon yw an ia te g o ro d za ju m ró w ­
c ze j p r a c y p a n i p a ń sc y lu dzie u św ia d a m ia liśc ie so b ie n iek ie d y , że u dało
w a m się z a p o b ie c takiem u czy innem u za m a c h o w i lu b p rze szk o d zić ta k ie j
c zy in nej o p e ra cji?
M. - Jak najbardziej. Na przykład pewnego dnia uzyskaliśmy in­
formację, że palestyńscy terroryści zawarli znajomość - jak to się często
zdarza - z dwiema dzielnymi dziewczynami z nocnego lokalu. Zwerbo­
wali je trochę na modłę stręczycielstwa. Wytłumaczyli im, że są Izrael­
czykami, którzy mają jakieś paczki czy prezenty do przesłania starej ciot­
ce w Izraelu. W rzeczywistości te paczki zawierały bomby. Dowiedzie­
liśmy się o wszystkim i rozszyfrowaliśmy chłopaków, kiedy ich bagaże
znajdowały się na lotnisku pod Paryżem. Ich pirotechnicy nie zawsze są tak
zdolni jak nasi. Oczywiście biedne dziewczyny zostały aresztowane przez
nasze służby. Nie licząc naiwności i głupoty, te skandynawskie gęsi były
niewinne.
O. - K ie d y s ta ł p a n na c ze le S D E C E i tro ch ę p ó ź n ie j m ia ły m ie j­
261

sc e w e F ran cji d w a szc ze g ó ln ie k rw a w e za m a ch y: p r z y u licy K o p e rn ik a w
p a źd ziern ik u 19 8 0 r. i p r z y u licy M a rb e u f w kw ietn iu 1982 r.

M. - Wszyscy byli zaskoczeni tymi zamachami, ponieważ oka­
zało się raz jeszcze, że w sferze terroryzmu, zgodnie z jego naturą, ni­
czego przewidzieć się nie da. Załóżmy, że terroryzm międzynarodowy
sporządził listę dziesięciu czy stu obiektów we Francji. Siły bezpieczeństwa
powinny chronić dziesięć czy sto obiektów przez dwadzieścia cztery go­
dziny na dobę. Tymczasem terroryści wybierają z dziesięciu lub stu jeden
obiekt, który zaatakują. Jeżeli nie ma pani tej listy, jeżeli nie ma pani ni­
kogo, kto był w stanie przeniknąć do odnośnej grupy, narażając się na ła­
twe do przewidzenia trudności, jeśli nikt nie przekaże pani karteczki czy
nie zadzwoni, by uprzedzić o zamachu, jeśli nie ma pani nieprawdopo­
dobnej możliwości dostrzeżenia motoru dwu terrorystów, którzy zjawiają
się pośród motorów innych niewinnych ludzi na rogu ulicy X - w jaki
sposób chce pani wykryć, o co chodzi? Oczywiście w systemach totali­
tarnych terroryzm nie występuje lub występuje w niewielkim tylko za­
kresie. Kraje wschodnie skupiają społeczeństwa zamknięte, ich granice są
hermetyczne. Chodzi o system, w którym autochtoni posiadają paszpor­
ty wewnętrzne i nie mogą zmieniać miejsca pobytu tak jak by chcieli. Po­
licja jest wszechobecna. To przerażający system. Jak znaleźć m odu s v i­
vendi między demokratycznymi swobodami jednostki, przy których powin­
niśmy trwać i których musimy bronić, a tym ohydnym systemem? Oto
jeden z wielkich problemów naszych czasów.
O . - B y ł a je d n a k w ó w c za s w e F ran cji sw eg o ro d za ju p a n o p lia ju ­
ry d yc zn a , b y ł u rzą d b e zp ie c ze ń stw a , b y ł system w yją tk o w ych środków . C zy
pań skim zdan iem p o tr z e b a a ż tylu n a rzą d zi d o w a lk i z terro ryzm em ?

M. - Urząd bezpieczeństwa państwa nie sądził terrorystów, sądził
anarchistów i buntowników. Potrzeba sądownictwa bardziej wyspecjali­
zowanego, które mogłoby działać szybko i zdecydowanie. Niezbędna jest
skuteczna współpraca w skali państwa, ponieważ terroryści wykorzystu­
ją dzielące nas granice, aby osłabić działanie sił bezpieczeństwa! Prawdzi­
wą ripostą jest jednak przede wszystkim działalność służb specjalnych,
ich próby spenetrowania środowiska terrorystów.
262

W 1978 r. miałem zaszczyt jeść śniadanie z admirałem floty lor­
dem Mountbattenem, hrabią Birmanii; było to u mojej kuzynki, pisarki
Teresy de Saint Phalle. Pełniłem wówczas wiadome funkcje. Moja kuzyn­
ka była czynnym członkiem francuskiego komitetu Szkół Zjednoczonego
Świata, instytucji, z którą lord Mountbatten był silnie związany, a której
przewodzi obecnie jego siostrzeniec, S.A.R., książę de Gaiłeś.
Podziękowałem lordowi Mountbattenowi za to, że wyprowadził!
nas z birmańskiej dżungli i że następnie ostrzegł nas przed niebezpie­
czeństwem, jakie dla niego - będącego wspaniałym symbolem najszla­
chetniejszych wartości i największej odwagi monarchii brytyjskiej - sta­
nowi terroryzm, między innymi terroryzm IRA, finansowany częściowo
przez Kadafiego.
Przechodząc do bardziej technicznych aspektów zagadnienia, wy­
jaśniłem lordowi Mountbattenowi, że ludzie ci posługują się zazwyczaj
„najsłabszymi ogniwami”. Chcę przez to powiedzieć, że z chwilą wytypo­
wania obiektu, to znaczy ofiary, nieprzyjaciel oddaje sią szczegółowemu
badaniu jej życia i zwyczajów, obserwuje ofiarę, często śledzi, fotografu­
je bez jej wiedzy. Zdarzało się nawet, że lekarz, który przypadkowo zna­
lazł się pewnego wieczoru w pobliżu tej osoby, oglądał jej paznokcie,
cerę itd., aby sporządzić diagnozę, która mogłaby pomóc celom przeciw­
nika. Jeśli chodzi o ważne osobistości, „słabym ogniwem” jest miejsce
lub chwila, w którym nie odnotowuje się obecności osłony takiej osoby.
Mały stateczek, którym lord Mountbatten miał zwyczaj wypływać
w morze, kiedy latem w Classiebawn Castle koło Clifforey, w hrabstwie
Sligo w Irlandii, podejmował swe dzieci i wnuki, nigdy nie był strzeżo­
ny. Kiedy go ostrzegałem, sugerując, jakie środki powinien przedsięwziąć,
sławny marynarz roześmiał się:
- Widziałem już niejedno, niczego się nie boję!
Mordercy bez najmniejszego kłopotu 27 sierpnia 1979 r. mogli za­
łożyć w jego łodzi - która, niestety, w dzień ani w nocy nie była strze­
żona jak być powinna - ładunki wybuchowe, które rozerwały na kawałki
jego i jednego z jego wnuków, ciężko raniąc członków rodziny lorda, w
tym córkę lady Braboume.
O. - C zy p a ń sk im zd a n iem za m a c h na p a p ie ż a w m aju 1981 r. i
p r o c e s z a m a c h o w c a A li A g c y w y d o b y ły n a ś w ia tło d zie n n e to , c o p a n

263

określa jako nici międzynarodowego terroryzmu?
M. - Wiedziałem, że próba zabójstwa papieża będzie mieć miej­
sce. Byłem o tym uprzedzony. Otrzymałem informację...
O. - A le w ja k i sp o só b ?
M. - Na pewno nie telefonicznie! Wiem od 1939/1940 r,. że te­
lefon to urządzenie, którym należy się posługiwać jedynie w sprawach
poważnych, to znaczy w celu przesłania fałszywych informacji. Ta wia­
domość była ważna, gdyż była wiarygodna. Pasowała do kontekstu.
Myślałem sobie:,Przypuśćmy, że ktoś chciałby wyeliminować gło­
wę Kościoła katolickiego”. Powstaje wówczas pytanie: „Dlaczego?”. Sa­
mym założeniem analizy wywiadowczej jest, iż nigdy nie wolno oceniać
według naszej judeo-chrześcijańskiej wrażliwości z końca XX wieku.
Nauczyłem się, i uczyłem swych współpracowników, cywilnych
i wojskowych, podnosić się dosłownie od biurka, by zająć miejsce po dru­
giej stronie pokoju, przyjmując, jeśli to możliwe, sposób myślenia przeciw­
nika. W sprawie papieża należało zastosować tę metodę, stanąć naprze­
ciwko, na pozycji Wschodu. Co osiągnie się przez zabójstwo?
Stosując tego rodzaju analizę, dochodzi się do wniosku, że moż­
na chcieć wyeliminować papieża z trzech głównych powodów.
Po pierwsze, ten człowiek przychodzi z drugiej strony. Zna tech­
niki ludzi Wschodu i sposoby ich rozumowania. Komuniści niczego nie
nienawidzą tak bardzo jak sytuacji, gdy ktoś zna ich metody. Jak uchwy­
cić istotę piekła, jeśli się jest aniołem? Stare diabły znają swe środowisko.
Otóż Ojciec Święty wyszedł ze środowiska, w którym roi się od diabłów.
Zna ich doskonale, zna także ich magiczne sztuczki, których nie pojąłby pa­
pież urodzony na Zachodzie.
Po drugie, pozbyto by się papieża, którego historycznym zadaniem
jest odnowa katolickiego Kościoła trawionego wątpliwościami, Kościoła,
którego wielu księży, naiwnych i szlachetnych,nie zasłania uszu na głos
marksistowskich syren, jeśli sami nie posługują się kałasznikowami.
Powód trzeci: w przypadku śmierci papieża wybrany zostanie
inny, z pewnością Włoch, znacznie mniej twardy i doświadczony niż
człowiek, który sam przyszedł ze strefy chłodu.
264

Te główne powody - winienem był powiedzieć: powody kardy­
nalne - sprawiły, że zdecydowałem się ostrzec Ojca Świętego i wysłać
jednego z wyższych oficerów z mojego najbliższego otoczenia, w towa­
rzystwie wysokiej rangi pracownika Wydziału, bardzo kompetentnego
M.C. Watykan został uprzedzony za pośrednictwem jednej z ważnych oso­
bistości Kościoła francuskiego, mojego przyjaciela z czasów wolnej Fran­
cji. Smutny przypadek sprawił niestety, ża zarówno mój oficer, jak i biskup,
o którym mowa, niedługo potem zmarli.
W styczniu 1980 r. wiadomość dotarła do Watykanu. Ojciec Świę­
ty odparł, że jego los spoczywa w rękach Boga. Bardzo szanuję taką po­
stawę, aczkolwiek uważam, że czasem trzeba Panu Bogu pomóc.
Tak więc nie mówiliśmy już więcej o tej sprawie. Można przy­
puszczać, mając na uwadze bliskie, tysiącletnie stosunki między państwem
watykańskim a państwem włoskim, że wobec tej rangi problemu służby
watykańskie przeprowadziły rozmowy z odpowiednimi osobami w Rzy­
mie.
O. - N ie b y ł p a n w ię c za sk o c zo n y , g d y dok o n a n o zam ach u ?
M. - Niestety, nie byłem zaskoczony. Oczywiście ubolewam nad
tym, co się stało i zadaję sobie pytanie, czy włoskie służby podjęły niezbęd­
ne środki, by chronić papieża. Do dziś nie znam odpowiedzi na to pytanie.
Prowadzący śledztwo sędzia Martello przyjechał do mnie do Pa­
ryża. Byłem związany tajemnicą państwową. Nie odpowiedziałem na żad­
ne jego pytanie (było ich ze trzydzieści), ale rozmawialiśmy długo.
O, - W 1 9 8 5 r. m ia ł m ie jsc e w R zym ie p r o c e s A li A g c y , i ten
ch ło p a k , k tó reg o p rze d sta w ia n o ra z ja k o n ieb e zp ie czn eg o e k stre m istę , in ­
nym zn ó w razem ja k o n ieo d p o w ie d zia ln e g o sza leń ca , o św ia d c zy ł: „ Z w ią ­
ze k R a d ziec k i to im perium zła i o śro d e k sie c i p a ję c z e j m ię d zy n a ro d o w e ­
g o te rro ry zm u ” . C zy w ed łu g p a n a j e s t to z b y t p r o s te , b y m o g ło b y ć p r a w ­
d ziw e?

M. - Uważam, że Sowieci, którzy działają skutecznie i są prag­
matykami, korzystają w prowadzeniu tego typu wojny z pewnej liczby orga­
nizacji terrorystycznych. Mają powiązania ogólnoświatowe.
265

W przypadku owego młodego terrorysty, Mehmeta Ali Agcy, ma­
my do czynienia z czymś w rodzaju obrzydliwej mieszanki. Każdy znaj­
duje w niej coś dla siebie. Ci, którzy mniemają, że był on na sznurku a d
h o c , bułgarskim czy innym, że został wysłany, by zabić moralnego protek­
tora polskiego ruchu oporu i zarazem głowę Kościoła katolickiego na
świecie, chętnie słuchają tego, co opowiada. Ale kiedy w kilka chwil pó­
źniej ten sam człowiek oświadcza:,Jestem Jezusem Chrystusem”, inni z
satysfakcją stwierdzają, że jest szaleńcem.
Zadaję sobie pytanie, czy nie próbował on przekazać za pośrednic­
twem zakodowanej formuły, pozornie pozbawionej rąk i nóg, jakichś wia­
domości dla ludzi z zewnątrz. Nie jest to wykluczone. Gdy podczas oku­
pacji Francuzi słuchali BBS i gdy padało na przykład zdanie: „Księżyc
wzejdzie o jedenastej trzydzieści nad Polami Elizejskimi”, albo: „Jezabel
przesyła ci całusy od ciotki Solange”, znaczyło to: „Prześlijcie w takie a
takie miejsce skrzynkę granatów obronnych”. Być może ten powiernik ter­
rorystycznego zadania nauczył się na pamięć (bo musiał je sobie przypo­
minać) pewnej liczby formułek, które wydają się równie niedorzeczne jak
informacje BBS, które w rzeczywistości jednak są poleceniami.
Ali Agca jest narzędziem. W połowie jego dzieło powiodło się,
gdyż papież stał się teraz nieomal starcem. Wystarczy spojrzeć na foto­
grafie. Przed zamachem był to człowiek stosunkowo młody, w pełni sił,
sportowiec, który jeździł na nartach i pływał. Obecnie to pan w starszym
wieku. Zleceniodawcy nie mogą powiedzieć Ali Agcy: „Zawaliłeś kon­
trakt”. Używam słowa „kontrakt”, ponieważ jest to określenie używane w
międzynarodowych środowiskach przestępczych. Ali Agca wywiązał się
ze swego kontraktu w połowie.
O. - C zy są d zi p a n , że za p a ń sk ich c za só w w a lk a z te rro ry zm em
b yła b a rd zie j sku teczn a n iż d ziś?

M. - Sądzę, że policja miała wówczas silniejszą motywację niż
ostatnio. Sądzę następnie, że uczyniono wtedy wszystko, co możliwe, by
poprawić współpracę między służbami specjalnymi w Europie. Nie wiem,
czy tak jest teraz: w ostatnich latach - takie jest moje zdanie - odmówi­
liśmy ekstradycji wielu morderców. Terroryzm międzynarodowy nie tyl­
ko nie zna granic, ale posługuje się granicami w walce ze społeczeństwa266

Pałac Elizejski nie jest właściwym miejscem na prowadze­ nie tego typu spraw. . Jeśli nato­ miast ujmie pani kiść chwastu i bardzo delikatnie wyrwie go pani ręcznie. że zlecanie zadań czasem nielegalnych dyplo­ mowanym obrońcom praworządności.Z niszczeniem terroryzmu jest trochę tak jak z wyrywaniem chwastu: kiedy się ścina chwast za pomocą maszyny do strzyżenia trawników. policjantów. co więcej. gdzie usunię­ 267 . Terroryzm trzeba traktować jak bakterie. Należy stworzyć „organ antyterrorystycz­ ny”. stało się w Niemczech i we Włoszech. błąd organizacyjny . Kazać pra­ cować policjantom po cywilnemu.P rzy p o m in a to tro ck ą to .R epu blika F e d era ln a N iem iec zn a la zła w zn aczn ym stopn iu sku teczn e sp o so b y w yp le n ie n ia z ła . W skali międzynarodowej. jest pomył­ ką. który dowodzi nieznajomości woj­ skowych z policji. Nieste­ ty. . wiedzieć. który mógłby być wyspecjalizowanym odgałęzieniem służb. jak sądzę. od kie­ dy istnieje ta wspaniała armia. nadto zaprzysiężonym.. co p ró b o w a n o ro b ić za p o m o c ą kom órki a n tyte rro ry sty c zn e j w P a ła c u E lizejsk im ? M. umieć je odkryć. . potrzebna jest także lepsza współpraca. Konkretnie. To błąd psychologiczny. i to ogólnoświatowy. O. ubrani w nasze mundury. którym poleca się działać po cywilnemu! To sprzeczne z tradycją. jak się rozmnażają i jakie metody stosują. w skali Francji. O. w rodzinie atlantyckiej. M .. podczas gdy w policyjnych raportach wciąż brzmi zdanie: „My.”. musi istnieć idealna na miarę moż­ liwości współpraca poszczególnych organów narodowej obrony. Tu nie używa się policjantów kierowa­ nych bezpośrednio przez prezydenta Republiki. gdzie najchętniej przebywają. Przeciwko terroryzmowi trzeba stworzyć system federacyjny. mo­ że to okazać się bardziej skuteczne. To zły system. Bakterie trzeba badać. policjanci. W łoch y ta k ie . gdyż usunie pani również korzenie. jak się po­ jawiają.mi demokratycznymi. powiedzmy od ośmiu wieków. korzenie zostają w ziemi i roślina niebawem wyrasta ponownie. to właśnie. Dodam. . przyglądać sią im pod mikroskopem.

inteligentni. Terroryzm w Europie zmierza do skłócenia tworzących ją krajów. co odczuwali w czasie „podróży”. Dowodem jest to. a w e F ran cji n ie ? M.C zy za w sze istn ieje m a n ip u la cja ? M o że n a leży b ra ć te ż p o d uw agą p e w n ą fo rm ą terro ryzm u lo k a ln eg o . Te ugrupowania two­ rzą małe komórki. potrafili przekształcić się w sprawnych i punktual­ nych wykonawców zadań. Można zatem postawić sobie odwieczne pytanie: „Komu służy zbrodnia?”.Ja k p a n tłu m a czy f a k t. Jest to środowisko zamknięte.a Sprawą może być wszy­ stko. Te uwagi opierają się na lekturze raportów bądź na kontaktach. ale nie wszystkie. chłopcy zajmujący się terroryzmem uchodzą za wielkich romantyków. Często odbywa się w nich razem studia. Terroryzm opiera się na romantyzmie. Opowiadają oni o tym. zwłaszcza szyickich. W oczach dziewcząt. Opinia publiczna nie rozumie terrorystów. razem spoży­ wa się posiłki.przez duże S . O. k tó ry takim p o z o s ta je i karm i sam sie b ie ? 268 . . jak żyli. ze w latach sie d em d ziesią tyc h zja w i­ sk o to h \ń tło na ta k w ie lk ą sk a lą w d w u w y m ie n io n y ch k ra ja c h . trochę nieobliczalni. I mieszkańcy Ameryki Południo­ wej. razem uprawia miłość. o tym. . O. z reguły niepunktualni. bohaterów gotowych umrzeć dla Sprawy. jak rosyjscy nihiliści: czło­ wiek poświęca się dla Sprawy .Miejscem narodzin terroryzmu nie jest Bliski Wschód ani Europa. trochę na sposób narkomanów. Z historycznego punktu widzenia pierwszymi współczesnymi ter­ rorystami są urugwajscy Tupamaros.to wiele korzeni. To naleciałość słowiańska. Narkomani pozbawieni na­ rkotyków opowiadają w swoim życiu. bo niebo stanie się niebawem nagrodą. często występująca na Wschodzie w krajach muzułmańskich. ja­ kie mieliśmy z ujętymi lub skruszonymi terrorystami. że terroryzm odradza się w swych ośrodkach niczym Feniks z popiołów. ludzie pełni wdzięku. ewentualnie ger­ mańska. tak by nie mogła powstać wielka Europa. co się chce. Francu­ zi źle znoszą myśl o śmierci. . Francuzi są mniej fanatyczni czy bardziej cywilizowani. Terroryzm to także narkotyk. Latynosi.

.M ó w i p a n b e zo so b o w o . że w tej chwili zjawisko wymknęło im się z rąk.K ie d y ś um iały to robić. ale wydaje mi się. że tak jak nikt nigdy nie widział rosyjskiej ambasady oku­ powanej przez ajatollahów czy innych. . wie­ dzielibyśmy o tym. jednakże w społe­ czeństwie tak zamkniętym. przenieść z płaszczy­ zny taktycznej na płaszczyznę strategiczną.Sądzę. Nie śledziłem ostatnio spraw szczegółowo. że przez wiele lat . O. .wiele grup terro­ rystycznych pozostawało na wielce skomplikowanym sznurku KGB bądź GRU. Mówiąc bez ogródek: imperium sowieckie. jakim są społeczeństwa krajów wschodnich jest to sprawa niezwykle trudna.po dziś dzień .Terroryzm lokalny żywi sam siebie. sądzę jednak. .C zy słu żb y za c h o d n ie są n iezd o ln e d o w y k o rzy sta n ia ze s w e j stro n y se p a ra tyzm ó w lokaln ych. tak też nie słychać nigdy o terro­ ryzmie w granicach imperium. w których interesie leży. podlegając w mniejszym lub większym stopniu manipulacji tych in­ stytucji. Interesujące jest spostrzeżenie.Tych. że gdyby były jakieś poważne ruchy wewnętrzne.M.Niestety! I nie mieści się to w ich filozofii. . podczas gdy w wolnej jeszcze Europie każ­ dy wjeżdża do kraju i opuszcza go wedle swej woli. K o g o m a p a n na m yśli? M. O. by nie powstała zjednoczo­ na Europa. . M. O. aby go wykorzystać. że można zorganizować akcje ter­ rorystyczne w obrębie granic imperium sowieckiego. . . że najwyższe interesy strategiczne inspirują nieustanne próby włączenia się w lokalny system terrorystyczny. . ale jest rzeczą pewną. M.D o ja k ie g o sto p n ia u dało się Z w ią zk o w i R a d zieck iem u o p a ­ n o w a ć ro zm a ite ro zg a łę zie n ia terro ryzm u a ra b sk ieg o ? M. O. Istniał przez dłuższy czas terroryzm ukra­ iński.Niektórzy ludzie myśleli. Istnieje wszak niebezpie­ 269 .

zważywszy jednak na tradycyjną antypatię istniejącą między Iranem a Anglią. To sprawy znane. Sądzę. Reżim „szaleńców Boga” funkcjonuje na antypodach re­ żimu propagującego ateizm i tym samym poważnie niedowierzającemu fa­ natycznemu reżimowi klerykalnemu. Niektórzy szyici to szyici miejscowi. że istotnie część duchowieństwa szyickiego została spenetrowana przez agen­ tów sowieckich.czeństwo wzięcia przykładu i zarażenia się nawet w przypadku społeczeństwa tak zdyscyplinowanego. Później przeprowadzili własne śledztwo i dowiedzieli się. nawet jeśli kiedyś im służyli lub byli przez nich wykorzy­ stywani. że Sowieci przenik­ nęli w szeregi irańskiego duchowieństwa. To właśnie wtedy miały miejsce aresztowania i liczne egzekucje ludzi. Wiemy jednak. którzy potrafią to ro­ bić. . których uważano za „komunistów”. Przypuszczam. tak molitycznego jak imperium sowieckie. Nie sposób zataić bez reszty przed ludźmi myślącymi. Blisko dziewięćdziesiąt pro­ cent szyitów mieszka w Iranie. . co dzieje się gdzie indziej na świecie. Otóż kraj ten graniczy na znacznym obsza­ rze z południową częścią imperium sowieckiego. by przeciwstawić się Irakowi.C z y ek sp a n sja szy ic k ie g o islam u n ie sta n o w i n o w eg o n ie­ b e z p iec zeń stw a d la Z w iązku R a d ziec k ieg o ? M. O. by użyć ich określenia. który też służy im radą. I tak wracamy znów do za­ gadnienia strategii globalnej. że owe praktyki mogą podsunąć pomysły nie­ którym „nacjonalistom”. Co nie przeszkadza Moskwie. . mistrzowi realpolitik. inne organizacje szyickie są wspierane. choćby po to. że niemało ludzi wymyka się im. Znaliśmy szczegóły operacji. ponieważ jeden z ich oficerów prze­ szedł do Brytyjczyków. że Brytyjczycy uprzedzili ajatol­ lahów. wspomagane. To ludzie.jak zawsze. gdy mowa o organizacjach Bliskiego Wschodu . i pewne jest. a niektóre grupy lud­ nościowe Iranu mówią tym samym językiem co szczepy znajdujące się po drugiej stronie.jest wewnętrznie podzielony. żyjący­ mi w granicach imperium tego. która wszak była mocarstwem okupacyjnym. w utrzymywaniu stosunków z Iranem. ajatollahowie naj­ pierw postanowili nie wierzyć. finansowane przez Iran.Terroryzm szyicki .

Zajmowałem się jeńcami wojennymi. Żałuję. Kiedy byłem dyrektorem generalnym SDECE.XXI SŁUŻBY WYWIADOWCZE IALTERNACJA Afera Greenpeace M arenches . gdy sam byłem adiutantem.o moim sposobie widzenia świata ludzi. Lojalnie informowani o wszystkim po fakcie. Nigdy nie prosiłem prezydenta Pompidou ani później prezydenta Giscarda d ’Estaing o wyrażenie na to zgo­ dy.Prezydenta Mitterranda poznałem wkrótce po wy­ zwoleniu. Później straci­ liśmy się z oczu. co dotyczy obronności państwa. będących lub nie bę­ dących wówczas w opozycji. Byli wśród nich: obecny prezydent Republi­ ki. a potem szefem gabinetu cywilne­ go generała Juina. zaprosiłem go na śniadanie do koszar Tourelles. a on pierwszym sekretarzem partii socjalistycznej. zagranicznej 271 . którzy pewnego dnia mogą znaleźć się u władzy i którzy w ten sposób będą zaznajomieni z tym. Charles Hemu. nigdy nie mieli mi tego za złe. Uważałem.w ogól­ nym zarysie . Pierre Mauroy i inni. by pomówić z nim o szerokim świecie. za życia prezydenta Pompidou. co dzieje się na naszej planecie. że jest moim obowiązkiem informowanie . że w tym. Z tego względu uznałem za rzecz natural­ ną wystosowanie zaproszeń do niektórych Francuzów.

C zy w m aju 1981 r. być może leży to w cha­ rakterze naszego narodu.Na pewno nie. jakiej nie ma na Wscho­ dzie. Nie ma najmniejszego niebezpieczeństwa. i że nie mieliśmy systemu dwupartyjnego. usłyszałem to samo pyta­ nie i udzieliłem na nie identycznej odpowiedzi. Ja­ 272 . pod warunkiem. że kiedy u władzy są ludzie umiarkowani.Czy Sowieci wciąż zabijają? (Znaczyło to: Czy wciąż mordują?) Odpowiedziałem: . jaką obserwować można w innych krajach demokratycz­ nych. wynik. Podczas wspomnianego śniadania na początku 1974 r. nigdy nie by­ ło u nas zgody. pozostałbym z nim. Nie ma to nic wspólnego z moją wizją demokracji. W każdym razie nosiłem się z zamiarem odejścia już od półtora roku i uprzedziłem o tym prezy­ denta Giscarda d ’Estaing. p re zy d e n t M itterra n d p ro p o n o w a ł pan u p o zo sta n ie na sta n o w isk u szefa SD E C E .Tak.Pan Mitterrand zapytał mnie siedem lat wcześniej. za m ien io n eg o na D G S E ? M. czy gdyby został wybrany prezydentem Republiki. Tych. nie jest informowana o ważnych sprawach i vice v e rsa . .strategii (zresztą należałoby życzyć sobie. praktycznie desygnowanemu już na mego następcę. przyzwoita lewica. jaki przyniosły urny wyborcze. rozmawia­ liśmy z François Mitterrandem przede wszystkim o imperium sowieckim i jego międzynarodowych rozgałęzieniach. Uważam za rzecz ubolewania godną. że wśród pańskich ministrów nie będzie komunistów. W 1981 r. Ockrent . Z punktu widzenia skuteczności jest to sytuacja opłakana. Powiedziałem mu: . by taka istniała). Po wyborach prezydenckich w 1981 r. Jest zmuszona uczyć się wszystkiego albo uczyć się wszystkiego na nowo. w 1974 r. objąć po mnie tego jedynego w swoim rodzaju stanowiska.Tak.nic nie wie.. Roześmiał się i odpowiedział: . nie pozwolił mojemu przyjacielowi. Zapytał mnie: .niezależnie od tego. Filipowi Mestre. kto obejmuje wła­ dzę . Po wyborach nowa ekipa . których uważają za zdrajców.

który okazał się jedynie tymczasowym funkcjona­ riuszem . opanowanie. . C zy nie radzon o się p a n a w te j sp ra w ie? 273 . . Szkoda.W 1 9 8 5 r. było to w okresie po mojej nominacji na członka tego ważnego organu państwowego.zajmował stanowisko przez siedemnaście miesięcy .. który przy wróciłem do życia i którym od 1970 r. umiejętność piastowania wysokich stanowisk. k tó ra w d a lszy m ciągu p o zo sta je otw arta: afera G reen peace. bo byłby on zapewnił Wydziałowi poziom. k tó ry w P a ła c u E lizejskim za jm o w a ł się słu żb a m i sp ecja ln ym i? M. nie popro­ szono mnie nawet o przekazanie depozytów! Również człowiek wyzna­ czony na moje miejsce.lub odeszli w niezbyt przyzwoi­ tych okolicznościach. Raymonda Barre’a. które pozwoliłyby mu odnieść sukces. lecz w przeciwieństwie do tego. nigdy nie peł­ niłem roli tajnego doradcy Pałacu Elizejskiego. towarzyska ogłada. Prezydenta Republiki widziałem tylko w trakcie krótkiej rozmo­ wy. kierowałem. O. nie w id zą c się z p re zy d e n ­ tem R epu bliki? M. na ja­ ki zasługuje: poziom najwyższy.Nie zdradzał pragnienia spotkania się ze mną. Nie rozmawia­ liśmy o Wydziale. posiadał on takie między innymi przymioty jak inteligencja. w chwili gdy opuszczałem radę państwa. O . en­ tuzjastycznie ustosunkowany do nowych zadań. był do nich doskonale przygotowany. . O.ko dyrektor gabinetu ówczesnego premiera. dyspozycyjność i poczucie humoru.Znam pana de Grossouvre.O d sze d ł p a n 1 6 c ze rw c a 1981 r. W y d zia łe m w strzą sn ęła a fe ra . Nie mogę i nie chcę mówić więcej na ten temat. .nie wyra­ ził chęci zobaczenia mnie ani usłyszenia z mych ust. jak pracuje orga­ nizm. Co więcej. co można było przeczytać w niektóiych organach prasowych. . Niektórzy oficerowie lub pracownicy służb zostali zwolnieni wśród nich znaleźli się najwybitniejsi .N a w e t p o z a W yd zia łem z p e w n o ś c ią słu ży ł p a n ra d ą kom uś takiem u ja k F ran çois d e G r o s s o m r e .

opartą głów­ nie na broni nuklearnej. korzystając z okazji.1Czy nie ma w tym zadziwiającej zbieżności? Należę do tych. dzięki Williamowi Casey’owi i poparciu. Nie mając rozległych terenów pustynnych jak imperium sowiec­ kie czy Stany Zjednoczone. O. . Niemcy musieli stawić czoło wielu aferom infiltracyjnym. których świat bynajmniej się nie pozbył. usiłującym zdys­ kredytować na nowo BND. Po drugie. kiedy wybuchła ta afera. karły o pięćdziesięciokilogramowych mózgach zamknięte w tej czy innej piwni­ cy Kremla i obmyślające supermakiaweliczne scenariusze. .Bynajmniej. Francja od wielu dziesięcioleci prowadzi politykę obronną. którzy nie wierzą zbytnio w przypadki w tego rodzaju profesji. Zapoczątkowana przez generała de Gaulle’a.M ó w m y ja sn o : c zy skłon ny j e s t p a n tw ie rd zić . Nie istnieją supermonstra sowieckie.Ta afera ma wiele aspektów zasługujących na uwagę. Kto wie. jakiego udziela mu prezydent Reagan. ten dojdzie od wniosku. które wstrzą­ sały specjalnymi służbami brytyjskimi. odpowiednik DGSE. sytuacja wychodzi na prostą) i kto pamięta wszystkie te afery. Wracając do G ree n p e a ce : trzeba spojrzeć na ten problem od gó­ ry. w tym samym miesiącu. operacja ta doprowadziła do rozkładu francuskich służb specjal­ nych. że chodzi o działania. Francja zmuszona jest przeprowadzać swe próby gdziekolwiek. . niebezpiecznie zdestabilizowały państwo. pędzą wzdłuż to­ ru i wskakują do wagonu. ‘Niemieckie służby wywiadowcze.M. co stało się w ostatnich latach z CIA (obecnie. Z ogólnoświatowego punktu widzenia dalsze niszczenie francu­ skich i niemieckich służb specjalnych to dla niektórych rzecz bardzo ko­ rzystna. prawicowych czy lewi­ cowych. Prasa jednogłośnie stwierdza teraz. zy­ skała ona poparcie wszystkich kolejnych rządów. Po pierwsze. Rzadko kiedy są to producenci pociągów. że pewne nominacje i odwoła­ nia z 1981 r. że a fera G r e ­ en p ea ce zo sta ła zm o n to w a n a p r z e z S o w ie tó w ? M. 274 . Kiedy jednak widzą odpowiedni pociąg odjeż­ dżający z dworca i ruszający we właściwym kierunku.

jedną z jej cech jest to. że ośmielę się tak powiedzieć. jaką wywołano po śmierci owego biednego fotografa. I tak kilka lat temu dowiedzieliśmy się. . by ktokolwiek pod takim czy innym pretekstem obserwo­ wał je z bliska. Po pierwsze. ponieważ ich próby mają miejsce na Syberii. które.Jak w y g lą d a ły p a ń sk ie d zia ła n ia na P acyfiku ? M. kobiet i dzieci.. Jeśli chodzi o Sowietów. zabijając wielu generałów. jest za zimno! Francja postanowiła wykorzystać te wielkie obszary Oceanu Spo­ kojnego.Amerykanie. Korzystając z pomocy marynarki narodowej. poczynając od pacyfistów. 275 . „zielonych”. co podówczas zostało oczywiście zatajone.-Jeśli się o nich nie mówiło.C zy za pa ń sk ich c z a só w m ia ły m ie jsc e a k cje p o d e jm o w a n e d la och ron y identycznych in teresó w i skierow an e p rze ciw k o tym sam ym lu­ d zio m ? O p e ra c je . W przy­ padku tego rodzaju piękności. . ponieważ nie ma tam nikogo prócz grzechotników i pa­ ru skorpionów. Próbu­ je ukryć swe doświadczenia z dwóch powodów. gdyby jutro pięćdziesięciu dzielnych ludz. gdzie tych zwierząt brak. Na syberyjskich bezdrożach nie ma pacyfistów. sprawy wyglądają jeszcze prościej. prawdopo­ dobnie nie chce. to znaczy. który znajdował się na statku G re e n p e a c e . Jeśli we­ źmiemy pod uwagę sensację. zbliżania się do miej­ sca. że spadła w momencie startu rosyjska rakieta. zostało mniej lub bardziej napromieniowanych jak w Czarnobylu? O. jak dotychczas. k tó re u d a ły s ię .c ó ż by to się dzia­ ło. że jej nie widać i że nigdy się o niej nie mówi. że się udały. obrońców środowiska. . dokonując swych prób z bronią jądrową w No­ wym Meksyku czy na rozległych przestrzeniach Zachodu. O. by uniemożliwić ludziom do­ stęp do miejsc wytypowanych przez wywiad.. usiłuje za­ bronić pewnym osobom. a o k tó rych się n ie m ó w iło ? M . Nie chce brać na kark przykrej afery w postaci skażenia pięćdziesię­ ciu pacyfistów przez doświadczenia z wybuchami atomowymi. robienie zdjęć i i pobiera­ nie próbek do analizy. nadal pozostają własnością Francji.Podjęliśmy szereg działań. a nawet jednego czy dwu marszałków. nie mają proble­ mów z nadzorem.

. . maczają pal­ ce służby wschodnie. O. wszyst­ kich filozofii. . .C h o d zi o ro d zin y p o d le g a ją c e . O. operujących słowami p e a c e . Z nielicznymi wyjątkami nig­ dy nie sprawiły one kłopotów marynarce. I jest to amatorszczyzna. Podstawa po­ zostaje taka sama.niekie­ dy . defektów. . . wyma­ chując proporcami lub wypływając na Pacyfik na małych stateczkach. p a ń sk im zd a n ie m .Całkowicie.mieli trudności w dziedzinie mechaniki. p a x . że będziemy jutro świadkami wielkiej manifestacji na Placu Czerwonym w Moskwie: setki dzielnych ludzi będą powiewać transparentami. .Powiedzmy.Było szereg akcji.Nie byłbym tym zdziwiony. że była seria „braków”. że ludzie ci . O . gdyż z zasady we wszystkich niemal organizacjach. p a ix . którzy autentycznie wierzą. bardzo szybko ulegają oni infiltra­ cji „pro”.C zy k tó ra ś z tych o p e ra c ji m ia ła na celu tą sa m ą o rg a n iza ­ cją G reen p ea ce ? M. któ­ re ledwie trzymają się wody..O. Znaleźć tam można bojowników wszystkich narodowości. .Te same rodziny mogą nosić różne nazwiska. . O.T a k j e s t w p rzy p a d k u G ree n p e a ce ? M.Czy były tez akcje sabotażowe? M. W założeniu i na początku ludzie są często czyści. Przypuśćmy. że można ocalić pokój. na których zauważymy wypisane cyrylicą hasła: „Spro­ 276 . w wyniku której wie­ le statków doznało awarii.. którzy nimi manipulują. .Ich sta tek zo sta ł n a g le u nieruchom iony? M. nigdy jednak w grę nie wchodziły przy­ padki śmiertelne. Niestety. Przenigdy! To nic nie daje. m an ipu ­ la c ji lub w każdym ra zie in filtracji? M. które spowodowały.

na których spoczywają dzielni żołnierze z antypodów. Służby specjalne. trzeba pójść do niego i powie­ dzieć mu: „Mam problem”. w Europie. Ta­ ka demonstracja nigdy się nie odbywa. krótkie „nie”. jeśli nie liczyć powtarzających się od czasu do czasu wystąpień garstki bohaterskich dziwaków. Otóż Nowa Zelandia. jakie znamy.Odpowiedź brzmi: „Nie”. W wersji pesymistycznej nie ogląda się ich już nigdy. buszują oni po Placu Czerwonym i na­ tychmiast zostają załadowani do wozów milicyjnych. tak jak Australia. które stacjonują na naszej chińskiej granicy (długości siedmiu tysię­ cy sześciuset kilometrów)”. w okresie nieustannej wojny. ale bardzo rzadko. na Bliskim i Dalekim Wschodzie. wszyst­ kie ciosy są dozwolone. Jedyne wyjątki. Podczas obu wojen światowych ten kraj złożył swoją daninę na wszystkich arenach wojennych działań. Przez chwi­ lę. pochodzą z Kościoła protestanc­ kiego w Niemczech Wschodnich. podęzas których odważni pastorzy mówili o pokoju a mniej o służbie wojskowej. Widziało się oddziały wspaniałych wojowników i wybitnych dowódców. że mając jakąś trudność dotyczącą przyjaciela. „Sprowadźcie nasze dzieci (mi­ lion). Moje doświadczenie jest takie. Odbyło się tam sporo niewielkich de­ monstracji. Istnieje złota reguła: jeśli działasz na terytorium wroga. . . W wersji optymistycz­ nej można zobaczyć ich po upływie pewnego czasu w lepszym lub gorszym stanie. Odwiedziny niektórych cmentarzy wo­ jennych we Fracji.W ra ca ją c d o a fery G ree n p e a ce : c zy p a n ze sw e j stro n y z a ­ tw ie rd z iłb y d ec yzją u szko d zen ia te g o statku w n o w o ze la n d zk im p o r c ie ? M. Tak postąpiłem wobec Australijczyków i No277 . „Organiczcie wydatki na zbrojenia”. dostarczyłyby nam smutnego dowodu.wadźcie naszych chłopców z Afganistanu!”. „Rozwalcie buldożerami mur berliński” itd. to kraj zaprzyjaźniony z Francją. wyposażeni w transparenty. „Wyco­ fajcie jednostki pilnujące Berlina”. nie znają czasu pokoju. O. Nie jest to zwykłe. lecz „nie” z wyjaśnieniami. Pośród przyjaciół nie można robić wszystkiego. Nale­ ży do obozu wolnych demokracji. wygłaszano sporo kazań w kościołach protestanckich. jak na pustyni libijskiej za czasów Rommla czy podczas kampanii włoskiej. „Opuśćcie wszystkie okupowane kra­ je Europy Wschodniej”.

Ten stopień zaufania jest oczywiście następstwem wieloletniej przyjaźni. Czy chcecie mi pomóc?”.w związ­ ku z kierowaniem personelu do takiego czy innego kraju. Dochodzi do tego regulacja rachunków między politykami. wspólnie stoczonych bitew. jak i wyjąt­ kowego zaufania. Takiego skan­ dalu nie oglądano nigdy. A drugie: . Koronie itp. Nie sposób znaleźć już obecnie lu­ dzi tej miary. która miałaby zostać wy­ znaczona. zadaję sobie pytanie. Tak właśnie było wiele razy.na ich prośbę . Mówiłem im: „Francja ma pewną trudność. Udało nam się przeprowadzić skutecznie szereg spraw tego ty­ pu dla wspólnoty wywiadu zachodniego. Zdarzało mi się doradzać niektórym naszym tradycyjnym przyjaciołom . że należy rozwiązać ją w taki oto sposób. Nie wierzę w politykę podstawia­ nia nogi w tym samym obozie. by służyć państwu. Z ła­ twych do zrozumienia powodów pilnuję się. Żywię wobec nich głęboką sympatię. oficerów czy podoficerów. czy nie będzie dla was kło­ potem określonego dnia o określonej godzinie patrzeć w inną stronę?”.Jeżeli nie chcecie czy nie możecie mi pomóc. gdzie ich znaj­ dziemy. Uważam. Jeden ze sprzymierzeńców mógł „operować” w określonym miej­ scu. pracowników cy­ wilnych. o czym nie chcę wiedzieć. gdyż oficerów francuskich wysłano na rzeź. ci bowiem ludzie. Kiedy potrzeba będzie ochotników do DGSE. Nie mam informacji pochodzących aktualnie z Wydziału. Nie ryzykuje się dla pieniędzy. nie wy­ konują swych zadań z chciwości. przy okazji nie­ kiedy wspólnie określaliśmy nawet profil grupy.wozelandczyków. 278 . Chciano do­ konać napaści na Wydział. przechowu­ ję ich listy. gdyż był lepiej usytuowany od drugiego. i pieczołowicie. w bezpiecznym miejscu. Widziano specjalnie dobranych policjantów ścigających na francuskim terenie francuskich pracowników. To było pierwsze pytanie. Jestem smutny. w przeciwieństwie do tego. Często organizowałem akcje poza granicami kraju i w związku z tym udawałem się do naszych tradycyjnych przyjaciół. będące świadectwem zarówno wielkiej przyjaźni. lecz dla honoru. co się sądzi. „ciosów” zadanych ra­ zem lub jedni dla drugich. lecz co budzi mój wstręt. Dwu członków francuskich służb milcząco i w warunkach wręcz nieznośnych zapłaciło za niedbalstwo dominujące w tej nieszczęsnej operacji.

który w tej samej chwili. . ludzie jadą do Londynu kupić łódź pneumatyczną i jako­ by przez przypadek natrafiają na sprzedawcę.W interesie ludzi. i m ają p o zo sta w a ć tam p r z e z trzy lata. O. Portugalii. którzy się ich obawiają lub którzy są za­ zdrośni. by znaleźć odpo­ wiedzialnych. Jeżeli dają się pojmać przez przyjaciół.M im o to dw u o fice ró w fra n c u sk ich z k o n ieczn o ści p r z e b y ­ w a na P acyfiku. O . by ła­ twiej można było odnaleźć jego ślady. To dla mnie nie do pomyślenia. p rzy p u sz c za łb y p a n . by zanotować numer rejestracyjny ich samochodu. jeżeli giną. .O. że m o g ą b y ć ta k n ie­ zręczn i? M. W każdym razie. gdy ci zamykają za sobą drzwi sklepu: 1) pochy­ la się. 2) biegnie do te­ lefonu. C zy za p a ń sk ie j k a ­ d en cji m ia ły m iejsce teg o typu d o św ia d c ze n ia z o fice ra m i słu żb ? M. jak można popełnić niezręczność typu „Tom­ cio Paluch”: zachować się jak dziecko. bądź oficerem rezerwy tychże służb.Nie pojmuję. Ludzie należący do służb (cywile czy wojsko­ wi) i działający na terytorium przeciwnika. Hiszpanii! To nie może być błąd. Nie można oceniać tej operacji na podstawie informacji praso­ wych. To prowo­ kacja.Nie.A l e p r o w o k a c ja w ja k im celu ? M. Według prasy. O.By kontynuować dzieło niszczenia Wydziału. .W czyim in teresie le ża ła b y d e sta b iliza c ja lub p o d k o p yw a n ie tajn ych słu żb? M . co wykazałoby takie śledztwo. to wina dowództwa. by uprzedzić centralę. Holandii. będącego bądź to korespon­ dentem honorowym służb brytyjskich.C zy zn a ją c ic h . które rozrzuca białe kamyki. to dlatego. Należałoby przeprowadzić wnikliwe śledztwo. Można było kupić tę łódź gdziekolwiek: w Belgii. . że ich 279 .. . . giną w toku dzia­ łań wojennych. niezależnie od tego. . Może cho­ dzić tylko o to. a nie wykonawców. nigdy.

który jest instancją odpowiedzial­ ną i zwierzchnikiem armii.zwierzchnicy nie byli na tyle przezorni. by uprzedzić ich o naszych zamia­ rach.władzy. autochtonicznymi mieszkańcami wyspy? Służby francuskie mogły działać w tych środowiskach i wspomagać je. jeśli przy­ 280 . W przypadku operacji. C zy zgodn ie z ob o w ią zu ją cą za pań skich c za ­ só w p ro ced u rą m ó g łb y p a n sam p o d ją ć d e c y z ję ? B e z zg o d y w ła d zy p o lity c z­ nej? M.powie­ działbym: mrugnięcia okiem . Operacja tak subtelna powinna posiadać poręczenie decydenta politycznego. Tymczasem po całej tej fanfaronadzie nasi nowozelandcy przyjaciele domagają się przeprosin od Francji. To godne ubolewania ze względu na przeszłość i rolę. O. nie b ę d ą c e g o klasyczn ym w o jsk o w ym .Powiedzmy tylko. a on. pochwycić ich na przykład na gorącym uczynku w trakcie przekazywania funduszy agitatorom kanackich separa­ tystów? Zresztą czy sami Nowozelandczycy nie mają wewnętrznych pro­ blemów z Maorysami. Przedstawia mu pani operację. oczywiście omówił­ bym sprawę z szefem państwa. w dodatku z dala od naszych baz. Gdyby te sugestie zostały dopuszczone i uwzględnione. Może szczęśliwy przypadek pozwoliłby nam dostać w ręce nie­ których z owych pielgrzymów. który ma być może zasługującą na uwagę i uwzględnienie wizję globalną.D la p a n a . prowadzący agitację na francuskim terytorium Nowej Ka­ ledonii. Były wówczas różne dobre duchy i inni „misjonarze”.. że byłem niekonformistycznym ofice­ rem rezerwy. . W przypadku niektórych opera­ cji wymagających zgody lub w każdym razie przymrużenia oka . A my nie mamy nawet waluty wymienialnej! Można było przygo­ tować operację trochę sprytniej. o p era cja na taką skalę to o p era cja w a żn a . . która miałaby odbyć się na terytorium przyjacielskim. obowiązuje bezwzględna dyscypli­ na. jaką moglibyśmy wspól­ nie odgrywać w tej części świata. rząd fran­ cuski znalazłby się w sytuacji znacznie korzystniejszej do prowadzenia o wiele wcześniej negocjacji z panem Lange i mógłby dyskretnie kierować biegiem spraw. siedmiu milionów dolarów i skazują na nadzorowany transfer na atol dwu francuskich oficerów.. Ale nig­ dy nie robiły tego. Potrzeba zgody szefa państwa.

szcze­ bel sekretarek lub drobnych księgowych. O. .wówczas SDECE . która. który znaczną ich część powierza dyrektorowi generalnemu. nie była przewidziana w budżecie.chciano zaszkodzić prezydentowi. Jeżeli milczy jak głaz.Wojna. Prezydent może też podjąć decyzję negatywną i w takim przypadku. . jak się wydaje.Czy operacja Greenpeace kosztowała względnie drogo? M.zwala. Jest nie do pomyślenia. po przedstawieniu racji obronnych pani punktu widzenia. Jeżeli w określonym momencie po­ 281 . że jeśli chodzi o fundusze specjalne.Tak. wyglądała następująco: fundusze normalne określają współpracownicy z administracji państwowej. minister obrony.Co jest gorsze niż politykierska polityka ? M.Procedura. że mając na względzie akcje politykierskiej polityki lub coś jeszcze gorszego . Takie są reguły gry. O. kiedy w grę wchodzi suma wielu milionów franków. Fun­ dusze zwane specjalnymi są przyznawane premierowi. wymagana jest jedynie pewne legalna procedura odblokowania tych funduszy. Chciał odważnie osłonić prezydenta Republiki. I taką miałem umowę z prezydentami. Tym bardziej. fundusze Wydziału. W czasie mojej wieloletniej służby dokonywało się to kwartalnie. . Rozumie się samo przez się. Pan Hernu. za wszystko płaci oczywiście dyrektor gene­ ralny. ma pani je­ go cichą zgodę. . O.akcentuję najgor­ sze . którą znałem. Jeśli sprawa przybierze zły obrót.Wracając do procedury finansowej: kiedy część funduszy DGSE . usiłował osłonić swych podwład­ nych. W przy­ padku operacji takiej jak ta. nie pozostaje pani nic innego jak ugiąć się przed jego rozstrzygnięciem. Niewykluczone. by sprawa ta nie wyszła poza najniższy szczebel.została ponownie uzależniona od Matignon? M. daje pani znak mrugnięciem oka. jest wszak jednym z nielicznych członków jego gwardii. . nie potrzeba odwoływać się do „uzupełnień”. którym służyłem. że wiedzą o niej osoby odpowiedzialne najwyższego pionu. .

Było to potrzebne po prostu do kamuflażu akcji.a mówiąc ściślej administracja Cartera . Coroczną kontrolę przeprowadzał prezes izby obrachunkowej osobiście. że w tego typu sprawach wła. kontrola par­ lamentarna. ani żadnej innej kontroli. jest do pogodzenia z własnymi wymagania­ mi służb specjalnych? M. Z konieczności i z obowiązku. dokonać tego. która mogła mieć miejsce na Bliskim Wschodzie. co nazywano w żargonie „uzupeł­ nieniem". 282 .dza polityczna we Francji może działać całkowicie bezkarnie. . O. Kontrolerzy finansowi nie musieli wnikać w szczegóły ope­ racji. a Matignon. . Jest on prawą ręką swego szefa. i mając na wzglądzie wymagania demokracji. nie wiem czemu miałaby ulec zmianie. O. i to w ciągu kilku zaledwie lat. Udało się im.Czy procedura ta. .trzebowaliśmy funduszy wyjątkowych. ponieważ wymagały tego okolicz­ ności. . .Biorąc pod uwagę fakt. Poszczególne akcje opatrywaliśmy kodami. Można był powiedzieć: operacja „Hanni­ bal" albo operacja „Olympe”. o ile panu wiadomo.zni­ szczyli CIA. by od niej zacząć. Mój dyrektor finansowy udawał się do Matignon. . nie ma bo­ wiem ani parlamentarnej. nigdy jego asystent. za zgodą Pałacu Elizejskiego w przypadku spraw pierwszorzędnej wagi. Za moich czasów te rachunki były prowadzone z największą dokładnością.To odbywa się co najmniej na szczeblu dyrektora gabinetu.Amerykanie . odblokowywał niezbędne sumy. ku za­ dowoleniu wszystkich. Czy w świetle pańskich doświadczeń. w Afganistanie czy gdzie indziej. Sprawdzali szczegółowo rachunki z moim dyrektorem od spraw administracyjnych i finansowych. zwracaliśmy się z prośbą o to. O. Z konieczności orientuje się w sprawach. że funkcjonowała od dawna.Na jakim szczeblu podejmowane były te kontakty ? Na szcze­ blu doradców technicznych premiera czy na szczeblu szefa jego gabinetu? M. została zmieniona? M.Odnosi się jednak wrażenie.

trzeb a to ja s n o p o w ie d zie ć : d zie ja c h ra c ze j p ełn y ch w s trzą só w stosu n ków m ięd zy p o lity k ą a słu żb a m i tajn ym i w e F ra n cji? C zy też j e s t to sp ra w a . z cza sem je d n a k zniknie z horyzon tu ? M. Wielu Amerykanów rzuciło się nagle w wir jakiegoś ma­ kabrycznego tańca. afera G reenpeace to w edług p a n a w ielka afera. które by nie były tajne? Lepiej nie mieć ich wcale! Na­ tomiast nic nie stoi na przeszkodzie. By­ liśmy świadkami samozagłady służb amerykańskich. Czy w jakimkolwiek kraju i w jakichkolwiek czasach mogłyby działać tajne służby. Afera G re e n p e a c e jest taka lub inna. że zrobiono z niej sprawę ważną. że przytrafiło się to rzą­ dowi lewicowemu. o czym mniej wiadomo. k tóra w p ew n y m m om en cie w y d a w a ła się sen sa cyjn a . „tańca skalpu” wokół służb specjalnych. ani z prawicą. kompromituje ona wszystkich. Sprawy związane z obroną. Koncepcje operacji pojawiały się w środ­ kach przekazu. którzy cieszą się.Można wziąć drobną sprawę i rozdmuchać ją do niebywa­ łych rozmiarów. Można wziąć wielką aferę i pomniejszyć ją.mogło złożyć wizytę dyrektorowi generalnemu. do sfery interesów Francji. co robi. Jutro może zdarzyć się. Ci. bo zamiast pozostać na szcze­ blu służb. w chwili gdy eksperci ledwie zaczynali się nad nimi zasta­ nawiać. to nie ma znaczenia . Wykorzystano ją w taki sposób. by od czasu do czasu dwu posłów i dwu senatorów znanych ze swego patriotyzmu . popełniają błąd. . która zapisze się w d zie­ ja c h . sprawy służb specjalnych są ze swej definicji apolityczne: nie mają nic wspólne ani z lewicą.z lewicy czy z prawicy. w tym FBI. . który przed mapą świata wytłumaczyłby mi. Afera G re e n p e a c e rozsadziła plafon i zbrukała politykę. Oczywiście sprawiając tym przyjemność wiadomo komu. Jest to tylko kwestia naświetlenia lub krzywego zwiercia­ dła. nie wdając się w szczegóły. że lewica ude­ rzy w radość z powodu identycznych nieszczęść rządu prawicowego. .czego nie osiągnęłaby KGB w swoich najśmielszych marzeniach. ja k ą w yzn acza p an u pań skie d o św ia d cze­ nie. Cze­ mu nie? O. Operacje zaczęły przecho­ dzić przez nie wiem ile komisji. należą do wyższej dziedziny.C zy z p ersp ek tyw y.

oddzielając od nich kontr284 . Narodowa rada bezpieczeństwa byłaby organizmem złożonym z najważniejszych osób.X X II O NARODOWĄ RADĘ BEZPIECZEŃSTWA M arenches . jak dotąd. że w odróż­ nieniu od większości krajów rozwiniętych nie ma u nas narodowej rady bez­ pieczeństwa. które. Według mnie narodowej radzie bezpieczeństwa należałoby podporządkować służby wywiadowcze (DGSE).Przez całe lata utrzymywałem Wydział z dala od wszelkiej politykierskiej polityki. a to z bardzo prostego powodu: wraz ze zmianą rządu nowy rząd mści się. Osoba ta winna cieszyć się całkowi­ tym zaufaniem decydenta politycznego na szczeblu prezydenta Republiki lub premiera. ministrem spraw zagranicznych. Dlaczego jest ona konieczna? To bardzo proste: by koordy­ nowała działania szeregu ministerstw czy służb. Ludzie już są. który mógłby rozmawiać jak równy z równym na przykład z ministrem spraw wewnę­ trznych. lecz ograniczonym liczebnie. są stra­ cone. kiedy mieszają się do polityki. Na czele tej instytucji wi­ nien stanąć człowiek dużej klasy. By ją powołać do ży­ cia. Służby specjalne. Trzeba ich tylko wybrać. całkowicie niezależny. Jednym ze słabych punktów systemu francuskiego jest to. ministrem obrony i który koor­ dynowałby bezpośrednio ich wysiłki. nie funk­ cjonują najlepiej. Przekonaliśmy się o tym ostatnio przy okazji tak ubole­ wania godnych spraw. jak G re e n p e a c e czy zakładnicy. Po moim odejściu został on poszarpany przez różne naciski. nie potrzeba werbować pracowników cywilnych czy tym bardziej woj­ skowych.

Łatwo jest ściąć drzewo.co ostatnio mieliśmy okazję oglądać . Trzeba zatem unie­ zależnić DST od ministra spraw wewnętrznych i podporządkować je na­ rodowej radzie bezpieczeństwa. Można wyobrazić sobie ministra spraw wewnętrznych będącego podwójnym agentem. schowała je do szuflady i szybko o nich zapomniała. zapobiegające przedostaniu się „afer” . Jeśli chodzi o wewnętrzne funkcjonowa­ nie systemu francuskiego.ku pożytkowi naszych wrogów . decydent otrzymuje informacje tylko od mini­ stra.Od chwili odejścia moja noga nie postała w Wydziale.. Otóż cała policja podlega aktualnie mi­ nistrowi spraw wewnętrznych. który .. który wraz z DST znalazłby się w gestii dyrektora generalnego kontrwywiadu.na płaszczyznę polityczną. co chcą usłyszeć. W rządzie skupiającym przedstawicieli różnych partii minister spraw wewnętrznych nie zawsze należy do tej samej partii co decydent polityczny najwyższego szczebla. dwa czy trzy raporty na ten temat.wywiad zagraniczny. Znacznie dłużej trwa jego wzrost. Dlaczego? Dlatego. O ckrent . Siła lub słabość od dyspozycji”. Napisałem w swoim czasie jeden. z którymi rozmawiałem w tej sprawie. Chodziło­ by w tym przypadku o rolę gigantycznego kozła ofiarnego. nie było tak w okresie mojego urzędowania) służby te zużywały więk­ szość czasu . Mielibyśmy więc dyrektora generalnego wywiadu zagranicznego i dyrektora general­ nego kontrwywiadu. Od lat je­ stem zwolennikiem takiej reformy. Potrzeba na to 285 . A gdyby był agentem przeciwnika? Decydent polityczny otrzymuje informacje tylko z jednego źródła. Byłaby wówczas możliwa koordynacja. Większość wysoko postawionych osób. Odwaga lub tchó­ rzostwo od okoliczności.mówi prawdę.trzeba mieć nadzieję . Widziano już dziwniejsze rzeczy.P o o p u szczen iu p r z e z p a n a k ie ro w n iczeg o sta n o w i­ ska w e fra n cu sk ich słu żb a ch nie p o rzu c ił p a n na za w sze św ia ta w yw ia d u ? M. Sun Tzu mówił: „Ład lub nieład zależą od organizacji. . Wielcy szefowie w zasadzie słuchają tylko tego. W przypadkach szczególnych byłoby to najlepsze zabezpieczenie. Oczy­ wiście docierają do mnie różne odgłosy i bardzo boleję nad tokiem spraw. która dysponowałaby w ten sposób wszy­ stkimi informacjami tajnych służb.na walkę między sobą. że kiedyś (jak zauważo­ no. pochwaliwszy moje propozycje.

Tak.czasu. Z pewnymi trudnościami wkroczył on do historii. króla Maroka. Sam płacę za swoje bilety lot­ nicze. które u monarchów miesza się z poczuciem własności. Mam szereg pomysłów jeśli chodzi o to. . że to niemodne. Wielu sze­ fów państw. Nikt nie może powiedzieć. za­ sięgając mej porady. . co dzieje się na szero­ kim świecie.Właśnie. ani nie słodzi­ łem im gorzkiej pigułki. . To mój luksus. osobistości ze świata polityki międzynarodowej. króla Hiszpanii i paru innych. Jest on również potomkiem królów Francji. którzy budowali chwałę Hiszpanii w zło­ tym okresie jej dziejów. Jego osobowość. a nie dla korzyści. chętnie zasięga mojej rady. konie wyścigowe lub spędza­ jący życie w nocnych lokalach czy przy zielonych stolikach. nie „uprawiam” już wywia­ du. . które czynią mi zaszczyt. darząc mnie przyja­ źnią i zaufaniem. by je zmuszać do wyścigów. Jeśli nie zgadzam się z wielkim szefem.. Żywię pełną szacunku życzliwość i wielki podziw dla króla Hi­ szpanii. bym był tak cnotliwy: te rzeczy po prostu mnie nu­ dzą. Są ludzie posiadający jachty. O. ale w przeciwieństwie do innych wielkich doradców robię to z zamiłowania i z przekonania. a czasem nawet znajduję środki zaradcze i zalecam je oso­ bom odpowiedzialnym wysokiego szczebla. gdyż dla niektó­ rych jego prawa do tronu były dyskusyjne. ponieważ nigdy ani ich nie okłamałem. Mnie to nie dotyczy. Jest mi przykro. nie muszę sugerować mu. bym zastanowił się nad taką czy inną sprawą i później przyjechał omówić ją z nimi. Zaproponuję jeszcze kilka pomysłów do wykorzysta­ nia. Czasem proszą mnie.Pan de Marenches nie żąda czeków? M.. że mam inny czek. Jak już pani mówiłem.Czy został pan „doradcą ” wywiadu? M. którzy mnie znają od lat (na ogół jeszcze z czasów poprzedzających moje urzędowa­ nie na stanowisku dyrektora generalnego SDECE). ale tak jest. oraz 286 . bo taki nig­ dy nie istniał. poczucie ra­ cji stanu. Wiem. zdarza mi się spotykać prezydenta Rea­ gana. Ponadto nazbyt kocham konie. godnego następcy tych. i nie dlatego. ale mówiąc szczerze. O. że mnie opłacił. Niektóre anachronizmy odpowiadają mi.

by wrócić do XX wieku. jakim było przejście Hi­ szpanii od systemu autokratycznego do przykładnej demokracji.. na którym rozłożo­ no te dokumenty. materiały wybuchowe. Tego dnia. z drugiej potomek skromnej. nowych granic do wytycze­ nia. 2Jedyna budowla wzniesiona ludzkimi rękami. z jednej strony potomek znakomitej dynastii. Dowiedziawszy się.Młodzi ludzie nudzą się. jakie wszędzie stwarza młodzież. sześć listów Filipa II. jego przodków. Przyjemnie i sympatycznie było uświadomić sobie.wielka zręczność polityczna sprawiły ów cud. których słabej jakości ostrza nieustannie tępiały. łącznie z nu­ klearnymi. ale starej rodziny.pokojowych inwestycji godnych naszej epoki. że prawie po pięciu wiekach odnaleźli się i spotkali przy stoliczku. że jestem w posiadaniu ważnych dokumen­ tów rodzinnych dotyczących między innymi Franche-Comté z okresu po­ przedzającego podbój tych ziem przez Francję1król zaprosił mnie do sie­ bie do Madrytu.zapytał król. Przywiozłem mu dwa listy cesarza Karola V. jakie stanowią dla człowieka wielkie maszyny do robót publicznych. .Do kogo robi pan aluzję? . 287 . zrealizowaliśmy tak niewiele . mając za środki transportu jedynie zwierzęta pociągo­ we. Posługując się łopatami i motykami. niewidocznej dla większości). nowych ziem do odkrycia. Nie ma już wielkich wojen (z wyjąt­ kiem trzeciej wojny światowej. a adresowane do jednego z moich przodków. Jest on obok króla Maroka drugim strażnikiem Cieśniny Gibraltarskiej. . jak siedem cudów świata i wielki mur chiński*2. W naszych czasach. którą dostrzegli kosmonauci. 1678 król Ludwik XIV zaanektował je na podstawie traktatu z Nimégue. starożytność i wieki minione potrafiły wznieść tak gigantyczne budow­ le. po mimo istnienia nadzwyczajnych środków. podzie­ liłem się z nim taką oto refleksją. Od lat korzystam z przywileju odbywania okresowych spotkań z królem dla dokonania przeglądu wydarzeń światowych. wszystkie zacho­ wane w bardzo dobrym stanie i zaopatrzone w nietknięte prawie pieczę­ cie. oraz kilka listów Téméraire’a.lub nie zrealizowaliśmy ani jed­ nej . kiedy król Juan Carlos roz­ mawiał ze mną o problemach. Bardziej niż geopolityka zbliżyły hiszpańskiego monarchę i mnie historia i Franche-Comté.. nie ma wy­ praw zamorskich.

lecz tych. Szko­ da. O. tworząc w ten sposób Cieśninę Gibraltarską. Tymczasem sprawy mają się odwrotnie. Wolne demokracje kapitalistyczne byłyby zgubione. w przystępie złego humoru i gniewu. Czemu na przykład nie połączyć tych dwu kontynentów w sposób trwały. Jest to rodzaj najdziwniejszego głosowania jakie kiedykolwiek widziano.. O. Obecnie pracuje nad sprawą pewna spółka marokańska i spółka hiszpańska. . nie uwydatniają nigdy podstawowych danych.Demokracje mają jednak na swym koncie kilka nowych zdo­ byczy: vr Ameryce Południowej. . Mój pomysł spodobał się królowi. któ­ rzy.tysiącom młodych z obu kontynentów. gdby na przykład robotnicy fabryk Renault dobrowolnie ruszyli wszystkimi pocią­ gami. że to ja wpadłem na ten pomysł. Stosunek: jeden do miliona. oglądaliby swoje nazwiska uwiecznione na pa­ miątkowym obelisku. by podjąć pracę w Moskwie. mówiąc mniej więcej tak: „Demokracja parlamentarna to sy­ stem najgorszy z możliwych. Powiedziałbym wtedy.Sire.Czy uw aża pan . w Ameryce Łacińskiej byliśmy świadka­ mi przeobrażeń zachodzących w niektórych krajach. . a to co innego.Oferują one wygodę. podczas gdy w przeciwnym kierunku blisko pięć milionów. Następnego zaś dnia wygłosi­ łem taką samą mowę przed królem Maroka. którzy lubią odgrywać rolę świętego Mikołaja takiego czy innego gatunku. Nie roszczę sobie oczywiście pretensji do tego. za pomocą tunelu lub mostu? Taki projekt wzbudziłby entuzjazm młodzieży. choć nigdy się o nim nie mówi. Był on już niejednokrotnie rozważany.jeśli uwzględnić tu również komunikację przez Magreb i Hiszpanię . według legendy Herkules. 288 . 1 nie sporządzano by tym razem listy zmarłych. takich jak te. zapewnił pracę .. nie licząc wszystkich innych”. którzy wzięliby udział w tym wspaniałym pokojowym dziele.. Churchill najlepiej ujął ten problem. po ukończeniu dzieła. że nasz system splajtował i powinien zniknąć. być może jednak te rozmowy pozwoliły pchnąć go co nieco do przodu. W ciągu pokolenia może tu­ zin osób przeszło z Zachodu na Wschód. To niestety prawda. że demokracje mają jeszcze do zaoferowa­ nia nadzieję i przygodę? M. oderwał Europę od Afryki. że zachodni politycy.

że bliski jest mi pogląd człowieka wybitnego. nie mówiąc już o mi­ 289 . Obawiam się. Za pośrednictwem Mongołów i Tatarów jego idee przeniknęły do Rosji. nową kolej transsyberyjską . który się sprawdził oczywiście przy pomocy nienagannej w swoim rodzaju policji. dezinformacja.powiąza­ nia trwają. a przeko­ nacie się.tak odległą od granicy chińskiej . wojskowej. Nie moż­ na pozbyć się także systemów komunistycznych.Cechą dyktatur określanych jako prawicowe jest to. Od Sun Tzu po elek­ tronikę. badają­ cych ziemię Kanaan. samoloty i rakiety w bazach.Na to pytanie odpowiedział pani już dwadzieścia pięć wie­ ków temu Sun Tzu: „Spróbujcie wydobyć na jaw plany wroga... Jeana-Franęois Revela. rozróżniając nawet podkłady linii kolejowej BAM. po­ nieważ są one bardzo silne i oparte na systemie. czołgi w stre­ fach ich stacjonowania. jak i dla sztabów krajów wschodnich. by zdobyć informacje.w tym dla Mao Tse-Tunga . politycznej. który lęka się.M. by demokracja nie była tylko historycznym przypadkiem. nie mający ostatecznie większe­ go wpływu na tok wydarzeń? M. że moż­ na się ich pozbyć. próby przewrotu. Wielcy kapitanowie. . które z wielokilometrowej wysokości potrafią fo­ tografować statki w porcie. Pole działania tajnych służb nie ma granic: ingeren­ cja. O. . Jesteśmy daleko od dwunastu wysłanników Mojżesza. a jaka nie”. które trzeba wytropić i którym na­ leży zapobiec. Jesteśmy świadkami ogromnego rozszerzenia się strefy działa­ nia. obserwacja kuli ziemskiej. szefowie państw uwierzyli w wywiad i pod­ jęli stosowne środki.Czy wywiad służy rzeczywiście do przeprowadzania spraw? Czy nie chodzi przypadkiem o teatr cieni. Czas ich reakcji mierzy się w dniach i godzinach. Był on natchnie­ niem dla całych pokoleń Chińczyków . a jednocześnie pewnego skurczenia się czasu: szefowie państw i ich otoczenie nie rozporządzają zbyt długim okresem czasu na podjęcie decy­ zji. Podstawa każdej strategii. tech­ nologicznej. na której istnieją zaskakujące zbieżności między niektórymi zjawiskami. To jest klucz do każdej decy­ zji. poprzez satelity.Ja­ pończyków. także obserwacja przestrzeni po­ wietrznej i głębin morza. . Nie można pozbyć się dyktatur skrajnie lewicowych. ekonomicznej. jaka strategia będzie skuteczna.

Straszliwa broń. Interesuje mnie wojna powszechna. przewrót). Już jesteśmy na najlepszej drodze do tego. opanowuje dusze. nic nie różni się zbytnio od wydarzeń zachodzących wszędzie. wielopostaciowa i wielobarwna. że on nie istnieje. zostanie się uznanym za faszystę. W przypadku zlekceważenia tej najniebezpieczniejszej formy agresji będziemy pokonani. zawodowo. Taktyka różni się czasem. okaleczeni życiowo. Przycho­ dzi na myśl wyjazd na wielką wojnę 1914 r. 290 . Odnajdujemy te sposoby po­ stępowania w każdym kraju na wszystkich pięciu kontynentach. duchowo. nigdy. Formuła klasyczna jest łatwiejsza. Ówcześni żołnierze zostali ranni. do pewnej części tych. z paryskiego dworca de 1’Est. A. Powtórz­ my jeszcze raz: nie można dać się zwieść konfliktom. zajmuje się teren. który mówią: . podbija się dusze. Zagrożenie. Obser­ wując z zawodu zatopioną część góry lodowej. ale nieznacznie. mo­ im zdaniem. serca i mózgi. tam. ma się w ręku człowieka. która bardziej niż wojna militarna ata­ kuje umysły. Wojna. odkąd z urzę­ du czy dla świadczenia usług interesuję się tymi problemami. co dzieje się we Francji. Wydarzenia przybrały zły obrót. Inteligentnie i subtelnie tkwi na samym skraju areny walki. Mając czło­ wieka. serca. gdzie wody są modre.nutach czy sekundach w przypadku atomowej apokalipsy. Kościół. Jeśli się powie choć słowo przeciwko niej. która próbuje nie ujawniać swego istnie­ nia. Znaleźliśmy się wo­ bec systemu broni psychologicznej. Wynaleziono „bezsilne mity”. że od czterdziestu lat. sytuacja nie była tak groźna jak obecnie. po­ nieważ istnieje czas nazywany wojną i czas nazywany pokojem. powszech­ na. To bezbronność. Opanowawszy psychikę. by mieć ludzi. Nie spo­ sób jej zaatakować. Szybko zamknięto akta i dziś nikt nie ma odwagi o nich mówić. pod­ czas gdy naprzeciwko mamy ludzi zdecydowanych. ponieważ nie wierzymy w rzeczy wielkie. agresja są wszędzie takie same. Dziś nie zdobywa się już ziem. Nadszedł czas. Z tego. a fauna groźna. którą zlekceważyliśmy i która budzi nasz lęk. muszę powiedzieć. Nie należy ufać tym. W niebezpieczny spo­ sób zlekceważyliśmy wojnę globalną. dusze i mózgi. którzy nauczają.JNTie ma konfliktów’*. Niektórzy wojskowi z Indochin i Algierii próbowali przewidywać B. to wojna totalna. której doświadczamy obecnie. Ogólna strategia jest identyczna. której nie mamy zwyczaju analizo­ wać. To ludzie źle poinformowani bądź niebezpieczni. Ta groźna metoda przenika do pewnej części środków przekazu. BA tej tak niebezpiecz­ nej wojny. by użyć słowa su bversion (oba­ lenie. Największą przebiegłością diabła jest wzbudze­ nie wiary. psychikę.

niezależnie od tego. filozofia. by mieć władzę. poświęcenia się i okazania tężyzny”. bronił swej wioski. Dziś uważa się. chłop-żołnierz. szczególnie dla młodych. a więc mózgi. lecz laksyzmu. w XIX wieku szkolnictwo. wietnamski wojownik czy afgański partyzant. że amerykańska potęga ma przed sobą „żołnierza politycznego”.jak partyzanci z An II . ani w Stanach Zjednoczonych. zawsze w owej tragikomedii. istniały obozy. Odkąd istnieją na ziemi ludzie. lecz brak pragnienia wiedzy. Nie widzę takich dziś ani w zachodniej Europie. żołdak SS. Jednym słowem tego. duch ugody i ustępstw. niezdyscyplinowania. pracy. prawdziwa słabość zakończenia II wojny świa­ 291 . A mówił mniej więcej tak: „To nie trudności w zakresie informacji przeszkadzają Zacho­ dowi. Naprze­ ciw nas znajduje się gułag. czy jest ona dobra. by zdobyć Jerozolimę. W Azji południowo-wschodniej byliśmy świadkami .walczą na bosaka ze sprzętem i najnowocześniejszym wyposażeniem. Przedkładanie rzeczy przyjemnych nad przykre. uformowani w rodziny. A zobaczy­ my jeszcze gorsze rzeczy. Na Zachodzie nie uczy się już . rosyjski żołnierz pod Stalingradem. Jesteśmy jeszcze w obozie nazywanym obozem wolności. który cwałuje na Budapeszt lub przez Hiszpanię. którym nic nie proponujemy. który wyrusza na krucjatę. Dbać o siebie to jak się zdaje za mało. Dzi­ siaj prym wiodą środki audiowizualne i uniwersytet. Duch Monachium. przekonania. Żołnierz polityczny istniał zawsze. którzy . obawiam się. jaką odgrywa ludzkość.szkołę i uniwersytet. co mówił Sołżenicyn. W 1914 r. nierespektowania dawnych cnót. religia.zwycięstwa wojny rewolucyjnej nad woj­ ną klasyczną. francuski piechur. którzy utracili wolę odmówie­ nia sobie czegokolwiek. swo­ jej ziemi. ry­ cerz Allacha. że to przeszłość. któremu motywacji dostarcza wiara. a później narody. ludzi. że niestety prawdą okaże się to. kierującymi się słowami Al­ berta de Muna: „Nie będę zwyciężonym żołnierzem niezwyciężonej spra­ wy”? Nie trzeba wstydzić się tych słów.zresztą nie jest to jeszcze koniec sprawy . To żołnierz Chrystusa. Nie trzeba wstydzić się wskazać wroga.miłości ojczyzny. Uwaga! Jeżeli nie znajdziemy motywacji. a więc dusze. Dawniej. tchórzliwe złudzenia społeczeństw żyjących w dobrobycie. To człowiek. trzeba było kontrolować Kościół. czy zła. Czemu nie mieli­ byśmy być żołnierzami politycznymi wolności.jak w krajach wschodnich . szczepy. Dlaczego? Dlatego. szuka­ nia sztucznych rajów. zwycięstwa ludzi. co nazywam „odwrotnym po­ rządkiem”.

by zburzyć berliński mur hańby. Olbrzymi naród nie. że buldożery pracują od świtu. co nieco ulegnie zmianie. czy przypadkiem sto kilometrów da­ lej. Jego przywódcy nadal wie­ rzą lub wydają się wierzyć w komunizm. które każe im być najbardziej narażo­ nymi na ataki ludzi ze stepów. że zmotoryzowane dywizje sowieckie przekraczają granicę na Amu-Darii. Myślę o Bliskim lub Środkowym Wschodzie. Nikt o tym nie mówi. że Bliski i Środkowy Wschód to strefy nie­ bezpieczne. religii państwowej. Słabe demokracje zdołały oprzeć się-raczej z trudem niż z powo­ dzeniem . że woj­ sko opuszcza Afganistan. . innymi drogami. że Amerykanie okupują Afry­ kę). Nie wierzę w to. by zabawić. że Związek Radziecki po­ stanowił wstrzymać pomoc dla Kubańczyków .towej. Jeże­ li pewnego dnia usłyszymy.dziesięć do dwunastu mi­ lionów dolarów dziennie . że oddziały kubańskie opu­ szczają niektóre kraje afrykańskie. by wrócić na swoją wyspę (Kubańczycy są Amerykanami i nigdy nie mówi się. gdyż ciężar ga­ tunkowy śmierci jest pod każdą szerokością geograficzną inny. bądź o afgańskich partyzantach. by wrócić do siebie. ale jego nikt nie pyta o zdanie. inne oddziały nie zajmują tego kraju ponownie. zajmujący miejsce pośrodku? Rosjanie powrócą do swego odwiecznego przeznaczenia. Azja. co pewien satyryk nazywał słowami werbalny­ mi. którzy giną tysiącami. Jeżeli jutro otrzymam wiadomość. Tego dnia. będziemy mieli szczęście zobaczyć ich w jednym obozie z nami. Wszystkie konferencje i inne popisy czczej mowy są tylko po to. Ale to sprawa przyszłe­ go wieku. owemu olbrzymiemu klasycznemu imperium.jeśli usłyszymy. a światem Chińczyków.przycinkom ZSRR. największa powierzchnia lądowa globu. niebezpieczeństwo jest jednak ograniczone. Aktualnie uważam. Nie wcześniej. sprawdzę. chyba że Moskwa zdecyduje się pewnego dnia rozdmuchać zarzewie wojny. być może. To nieustające kino. jeżeli dowiemy się jutro. Na którą stronę przechylą się Azjaci. re­ prezentowanym przez Rosjan. sta­ nie się pewnego dnia areną konfliktu między światem ludzi białych. opartemu na komunizmie.

czy przeludnionej planety wy­ danej na pastwę bratobójczych rasowych konfliktów. jaki narzuca ludzkości natura: czy chcemy świata zorganizowanego. M arenches . w ramach których sta­ niemy się świadkami przypuszczenia ataku na bogatą. kończynami jak piszczele i wielkimi wyczekującymi oczy­ ma. nigdy jednak . Oto one: Eksplozja demograficzna Temat tabu. bo budzący wyraźne emocje. w którym prym wieść będzie jakość życia.Chodzi o pewne sprawy. demograficznie bez­ pieczną i wydajną produkcyjnie Północ przez rojne i wygłodzone masy Po­ łudnia.nie mówi się o przyczynach tego 293 . Nie sposób poruszyć go spokojnie. niezależnie od ich aktu­ alnego rozwoju i funkcjonowania. jak w Europie? Środki masowego prze­ kazu pokazują nam rozdzierające sceny: dzieci trzeciego świata z rozdę­ tym brzuchami. które w y d a ją się p a n u n a jw a żn iejsze. Obowiązuje polityka strusia.lub bardzo rzadko . i to zarówno w Ameryce.Z a m ia st ep ilo g u c h cia ł p a n p r z e d s ta w ić w ła sn y za ry s te m a tó w . by natychmiast nie pojawiło się słowo „rasizm”. A może chodzi o zasadniczy pro­ blem.EPILOG ZAGROŻENIE TRWALE O ckrent .

uległa podwojeniu. a jeśli stan rzeczy będzie trwał nadal. 294 . kiedy liczba ta wzrośnie trzykrotnie lub czterokrotnie. to jedna siódma populacji świata. Nigeria liczy obecnie sto pięć milionów mieszkańców. Niebawem będzie nas ledwie dziesięć procent. których główną troską jest przeznaczenie części funduszy przyznawanych przez Północ na zbytkowne wydatki łub. stanowisko moralne różnych religii. sądzą.. w 1945 r. Obecnie na pięciu ludzi jeden z ułam­ kiem to Chińczyk. Wiele z nich umie­ rało w młodym wieku i liczne potomstwo było potrzebne. na wzór egzotycznych wiewiórek. do którego mamy szczęście należeć. chowanie ich w bezpiecznym miejscu. Zamienią się w czyściec. Epidemia dżu­ my w XIV wieku wyeliminowała ponad jedną trzecią ludności Europy i Azji. w którym toczył się najdłuższy kon­ flikt naszych czasów. Nic podobnego! Niebawem stanowić będziemy ledwie pięć procent z ułamkiem całej populacji.zasmucającego stanu rzeczy: o nadmiernym zagęszczeniu jałowych ziem poddawanych kataklizmom przyrody. dostarczać żołnierza i opiekować się starymi rodzicami. Jeśli chodzi o tak ważną sprawę jak szacunek dla życia. nie uprzedzeni o faktach. Niektórzy ludzie. Regulatory naturalne spełniały swoją okrutną rolę. rodzina czerpała swą siłę. Wtedy jednak. a w 2100 po­ nad pięćset milionów. W 2020 roku liczyć będzie trzysta dwanaście milionów. Na szczęście opanowaliśmy te plagi. by uprawiać zie­ mię. a często i szanse prze­ życia z pokaźnej liczby składających się na nią dzieci. jest nienaganne. członkowie tego zamkniętego klubu stanowili dwadzieścia pięć pro­ cent. Pod koniec II wojny światowej. Ludność Wietnamu. kraju. Cudowne Antyle to raj z ich x ludności. nadto administrowanych przez nie­ zbyt kompetentne często rządy. w czasach zna­ jących widmo wyludnienia. staną się piekłem głodu. Klub „słabych demokracji”. których zasady pochodzą z tego samego okresu dziejów ludzkości (kilka wieków to krótki okres). Indie za sto lat liczyć będą miliard sześćset milionów mieszkańców i staną się najbar­ dziej zaludnionym krajem świata. Na dziesięcioro rodzących się dzieci dziewięcioro przychodzi na świat w trzecim świecie. Wbrew podtrzymywanemu po­ glądowi okrutne i spektakularne wojny pozbawiają życia niewielki procent istnień ludzkich. że Eu­ ropa ze swymi trzystu dwudziestoma milionami mieszkańców stanowi jed­ no z większych skupisk ludności. dyktatury i przy­ musowej emigracji.

na przykład mieszkań­ ców Antyli. Albo też trzeci świat. Zniszczenie Rzymu nastąpiło za sprawą 295 .. żyją i umierają.i na tym polegają właśnie dzieje cywilizacji . sprawa kończy się bardzo źle!”. opanowany przemocą. połączone z użyciem gigantycznych środków równych sumom wydawanym na zbrojenia.. z całym szacunkiem należnym moralnemu aspekto­ wi zagadnienia.że im­ peria rodzą się. nie wprowadzą energicznych środków zaradczych przeciw­ ko temu demograficznemu zagrożeniu. Niszczenie lasów przez człowieka. którego podejmowałem śnia­ daniem w moim biurze. Obawiam się. Zapobiec tym śmiertelnym zagrożeniom może zdecydowane działanie ogólnoświatowe. Według niego za jakiś czas pokry­ je ona cały jego kraj. I nie trzeba przywiązywać do tego zbytniej wagi. Jednak zagrożenie nadciągające od wschodu uniemożliwia nam sfinansowanie tego historycznego przedsięwzię­ cia. wyjaśnił mi. gdyż jak mawiaj pewien satyryk brytyjski: „W skali indywidualnej. z drugiej dobrobyt.którzy staliby się pierwszymi ofiarami niekon­ trolowanej emigracji z krajów trzeciego świata. tak czy inaczej. ale w sposób nieodpowiedzialny przywiązany do swoich przywilejów. Zagrożenie obecne Prawdą jest . postępuje w przyspieszonym tempie. które powiększa obszary pustynne i zmienia klimat. będący owocem pracy. Głód i nędza z jednej strony. Jeżeli rządy. że w Senegalu pustynia posuwa się nieubłaganie kilka kilometrów rocznie. że sympatyczne lecz słabe demokracje nie będą w stanie podjąć tego wyzwania. będziemy świadkami starcia Południe-Północ. stanie się tylko miejscem głodu. wielu bowiem ludziom nie uprzedzonym o faktach nie robi różnicy. często szczycących się obywatelstwem francuskim znacznie dłużej niż wielu innych . analfabetyzmu. i trzeba abyśmy najpierw chronili naszych kolorowych obywateli . Sumienie jest bronią słabych w walce z silnymi.Francja nie jest zabezpieczona od tych wstrząsów. Rozszerzanie się pustyń Kilka lat temu prezydent Senghor. bezrobocia. jednym słowem nędzy moral­ nej i fizycznej.

rozciągają swą władzę bezpośrednio lub pośrednio (kraje satelitarne) nad tym. Pewnego pięknego poranka. ich aktualni następcy (należałoby pod­ dać wnikliwej analizie dwugłowy system partyjno-rządowy). nie dopuszcza najmniejszego uszczerbku. co z da­ la wydaje się największym obszarem terytorialnym kuli ziemskiej: nad ob­ szarem od Oceanu Spokojnego do miejsca oddalonego o jakieś dwieście kilometrów od Strasburga (zachodnia część Turyngii). Francuzi. Jeśli chodzi o bliższe nam czasy: Austro-Węgry. Portugalia.jego samego i za sprawą judeo-chrześcijan. jest najwięk­ szy i potencjalnie najbogatszy ze wszystkich. imperium carów. Niemcy. który często jednoczył ujarzmione narody.jak na razie .każde z tych państw w swoim czasie do­ minowało nad światem lub znaczną jego częścią. zastanawiając się nad tym w łazience. Za naszych czasów funkcjonuje . Brytyjczycy. dyplomata odpowiedział mi głośno: -N iet! System kierowany z Kremla pragnie i musi pozostać za wszel­ ką cenę władcą tego olbrzymiego zlepka sprzeczności. wyrażający się w religii państwowej i ru­ syfikacji. Dotknął jedynie starych. Hiszpanie.jeden wy­ jątek: Rosja sowiecka. Hiszpania. Nie licząc jeźdźców arabskich. Imperatorzy i ich kozacy. najmniejszego ustęp­ stwa terytorialnego. dlaczego dawni zdobywcy. Od dawna zadawałem sobie pytanie. Kremlowski sko­ stniały i monolityczny system. Duńczycy. Włosi i Holendrzy. jakie zadałem pewnemu ambasadorowi ZSRR w Paryżu: -C zy Ural nie stanowi naturalnej granicy Europejczyków i Bia­ łych? Zdumiony i zaskoczony. słabych. będąc częścią kultu­ ry kolonizatorów. Można postawić sobie pytanie. po poko­ naniu mórz i oceanów. znalazłem (prawdopodobnie dzięki błogosławionej obe­ cności wody) taką oto odpowiedź: wszyscy przybyli na statkach. 296 . ci obrzydliwi Portugalczycy. Po odparciu hord mongolskich okupujących je częściowo przez dwa wieki. trawieni przez mity nie­ możliwości. gdyż byłby to dla niego początek końca. nie wierzą już w samych siebie. Belgowie. tych. Francja. imperium brytyjskie . Imperia istniały dzięki językowi. którzy. mając do przekroczenia jedynie rzeki. zostali obarczeni wszystkimi możliwymi grzechami. Słynny „wielki wiatr historii” zatrzymał się przed żelazną kurty­ ną.by wymienić tylko niektóre . tylko Rosjanie po­ suwali się drogami lądowymi. dzisiejszy ZSRR.

zdyscyplinowanym. obywatel Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Na rozkaz sowieckiej władzy będę zawsze gotowy bronić mojej Ojczyzny. Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. a czego uznawanym i głoszonym u rbi e t 'Przysięga sow ieckiego żołnierza: „Ja.Habomai (niezamieszkana). Szikotan. którzy zachowują jeszcze to pojęcie1. Są ostatnimi i jedynymi. oraz wyspy Kunasziri i Etorofu należą­ ce do Kuryli Południowych. Wracając jednak do naszych czasów. odpowiedziałem. że w trud­ nych chwilach Stalin i nomenklatury odwoływali się zawsze do dawnych tradycji (łącznie z Matką Boską i ikonami w obliczu inwazji hitlerow­ skiej). troszczył się o sprzęt wojskowy. prozelityzmu i ekspansjonizmu. mojego przyjaciela Pierre’a Messmera. co nazywam fazą jego religijności. co sądzę o toczących się wówczas rokowaniach sowiecko-japońskich w związku z wielkimi inwe­ stycjami syberyjskimi.wstępując w szeregi sił zbrojnych. by odnieść nad nieprzy­ jacielem całkowite zwycięstwo. wywołał wielki wybuch wdzięczności jego narodu. Zwrot Kuryli Południowych Stalinowi w 1945 r. 297 . Dobrze znam sowieckich marksistów i ateuszy. Między bezinteresownym oddaniem tych wysp a olbrzymimi sumami proponowanymi za ich wykupienie padała. przysięgam. mojej Ojczyźnie i sowieckiej władzy. uważam. zachowującym dokładnie tajemnicę wojskową i państwową. Gdybym tę uroczystą przysięgę złamał. okupowanych przez Japończyków w XVIII wieku. że narodowy ko­ munizm. Przysięgam. o ile wiem.Zapytany blisko dwadzieścia lat temu przez naszego ministra obrony. godnie i z honorem. niech spadnie na mnie surowa kara prawa sowieckiego: niech się narażę na nienawiść i pogardę robotników”. nie szczędząc krwi ani życia. że największą przeszkodą okaże się chyba niewielki archipelag wysp leżących na północy Japonii . Jest znamienne. czujnym. że będę bronił jej odważnie. Kuryle Północne to archipelag przedłużający rosyjską Kamczatkę. będący własnością narodu i że do ostatniego tchnienia będę oddany mojemu naro­ dowi. jak długo nie wyjdzie poza to. jako żołnierz sił zbrojnych przysięgam. że będę żołnierzem honorowym. wykonującym bez szemrania wszystkie polecenia i rozkazy moich dowódców. dzielnym. że będę poznawał pilnie sprawy wojskowe. tylko jedna odpowiedź: „Nie ma mowy! Zatrzymać je”. Chodzi bo­ wiem o „świętą ziemię ojczystą”.

) Naszą odpowiedzią na to zagrożenie może być tyl­ ko wysiłek. Z trudem trawią swe rozległe podboje. (Nigdy nie widziałem tej podstawowej danej w progra­ mie komputerowym. kraje. zwłaszcza przywilej wolności. Zmuszeni jesteśmy uczestniczyć w zgubnym i nieprzyjemnym wyścigu zbrojeń. Naszą dewizą jest tytuł książ­ ki François Closetsa „Toujours plus!” (Wciąż więcej!)2. religijnej i imperialnej ekspansji. powodowani krótkowzrocznością historyczną i tchó­ rzostwem. 1982 298 . których zrzekliśmy się na ich korzyść. a więc ciągłej. samobójczy kom­ pleks lemingów1. nieprzerwanej li­ nii postępowania. cier­ pią dotkliwie na brak „generalistów” wysokiego lotu. nie przysługują nam na zawsze? Mam nadzieję. kiedy chodzi o ich wielki zamysł. Stany Zjednoczone dysponują środkami wielkiej strategii świato­ wej. Sowieci natomiast cierpią na utrzymywanie ogólnoświatowej stra­ tegii swej odwiecznej. Kocha się malców. które opanowali siłą. żyjących w północnej części Europy i arktycznej Azji. Na­ szą główną bronią jest zdecydowanie każdego. nie posługują się ze­ garkiem. Pojęcie czasu ma kapitalne znaczenie w przemyśle. i te. (Muzułmańskie emiraty opierały się dziesięć lat po rewolucji październikowej). pozostanie na razie głównym zagro­ żeniem. które posłuszne swemu instynktowi migracji próbują pokonać morze i giną w jego wodach. nie mają jednak doświadczenia. dla 'Gatunek myszy polnych. Naszym największym wro­ giem: mentalność ustępstw. ich nato­ miast bezmierna. Co więcej. Stały dramat naszego obozu polega na tym. jaki narzuca imperatywne pragnienie dalszego życia w ustro­ ju materialnie uprzywilejowanym w porównaniu z innymi. Mylą strategię z taktyką. że wolne demokracje nie mają niezmiennej strategii państwa. Czy przywi­ leje te. rzadko zaś olbrzymy. 2Grasset. Co więcej.o rb i celem jest podbój całego świata. Ta ostatnia ponadto jest nie­ mal zawsze funkcją polityki wewnętrznej. wyobraźni i kontynuacji (co cztery lata zmiana administracji). ich słabością jest to. że nigdy już nie będziemy świadkami nocy 4 sierpnia. Wreszcie posiadając pokaźną liczbę wybitnych specjalistów. tak zwany duch Monachium. gdyż nasza zdolność do cierpnienia jest żadna. To gonitwa chartów za mecha­ nicznym zającem materialnego dobrobytu. że chcą być kochani.

lipiec 1954). To dlatego właśnie nigdy nie należy prowadzić z nimi pertraktacji na tematy szczegółowe. wiedzą. . na Bliskim Wschodzie i na obu brzegach Morza Czerwonego1. . licząca trzy tysiące kilometrów granica z biednymi przeludnio­ nym Meksykiem (w 2000 r. w Ameryce Środkowej. Po­ pełnia błąd. Na podobieństwo prestidigitatorów. lecz zawsze uwzględniać całość spraw. Jest to tak­ że teza jego znakomitej książki „Comment les démocraties finissent” (Ja­ ki koniec czeka demokracje)2. a jednocześnie wszędzie prowadzą dalej swoje działania. ileż tu pobłażliwości! W rzeczywistości doświadczamy wojny na wyniszczenie. Ale w przypadku historii..Pierwsza podscena euroazjatycka to Europa zachodnia.Trzecia*podscena euroazjatycka to Daleki Wschód. by odwrócić naszą uwagę. 1983. „między 1970 a 1980 rokiem zainstalowali się w Afryce. jest z góry po­ konany i skazuje się na upokarzające traktowanie przez przeciwnika. którzy kierują uwagę widow­ ni na jedną dłoń. rozumując jak zachodni polityk i myśląc o stratach w lu­ dziach. podczas gdy druga zajęta jest prawdziwą manipulacją. 12 maja 1986. Jeśli chodzi o drugą scenę: miękkie podbrzusze Stanów Zjedno­ czonych.Druga podscena euroazjatycka to Południe. terroryzmem. gdy my słodko sobie drzemiemy. Kadafim. Kiedy pan Mendes France ustala datę oświadczając.produkcji i wydajności. w Azji środkowej. Wystarczy! Sowieci.Wielki spektakl narodowego komunizmu sowieckiego rozgrywa się na dwu głównych scenach: euroazjatyckiej i amerykańskiej. że wszystko jest w porządku. jako żołnierze polityczni w skali ogólnoświa­ towej. . Jak to ujął świetnie Jean-François Revel. Przyjmijmy ich punkt widzenia (w sensie dosłownym) i spójrz­ my z wysokości Kremla. w Azji południowo-wschodniej. 2Grasset.. sto dwadzieścia milionów mieszkańców) oglą­ „Le Point”. So­ wieci posługują się Castro. Bliski i Środkowy Wschód oraz część południowa Azji środkowej. 299 . że wojna w Indochinach ma być zakończona i pokój podpisany tego właśnie dnia (po­ rozumienie genewskie w sprawie Indochin. rzekomo nowym look państwa Gorbaczow.

ale rządzącym lichwiarzom trudno było dostrzec horyzont. ów narodowy tygiel. że teraz zwrócili się w stronę Pacyfiku? Jednakże w czasie mi­ litarnej wojny byłoby dla nich samobójstwem porzucenie Europy zacho­ '„Paria-Match”. Z drugiej strony czemu mielibyśmy wymagać. wśród nich generał Walters. mają krót­ ki wzrok. by dwieście czter­ dzieści milionów Amerykanów broniło trzystu dwudziestu milionów Eu­ ropejczyków na obszarach odległych o tysiące kilometrów od ich kraju. ludzi. trudna jest do obrony. które jako uważny obserwator dostrzegałem. Oto niektóre z nich: .Obecność na terytorium Stanów Zjednoczonych od dwunastu do piętnastu milionów nielegalnych imigrantów.dającym po drugiej stronie bogactwo i dobrobyt. . Broniłem tych prostych spostrzeżeń przez ćwierć wie­ ku.Ludzi nie posiadających dowodu osobistego ani obywatelstwa. Dro­ ga jest dokładnie wytyczona. Jeśli o Europę chodzi. pewnego bowiem dnia . którzy pewnego dnia mogą zostać „zorganizowani” w groźną piątą kolumnę. Kilku moich przyjaciół.nie jest on tak odległy . zwróciłem uwagę na niebezpieczeństwa. . która pewnego dnia zażąda powrotu tych terenów do ich dawnych właścicieli mówiących po hiszpańsku. Ameryka Środkowa (detonator). I jest to część mistrzowskiego planu sowieckiego. czy słynny m e ltin g -p o t. Winna odrzucić swą postawę kobiety utrzymanki i przyzwyczaić się liczyć tylko na samą siebie. bez amerykańskiego szczudła. tworząc coraz więk­ sze plamy allogenicznej kultury.Amerykanie staną przed pokusą wycofania swych wojsk z Europy. lecz zostają w zwartych grupach. by bronić swej południowej granicy.Wielki napływ „Hiszpanistów”. którzy kolonizują dawne ziemie hiszpańskie i meksykańskie i tworzą awangardę armii. Kuba. tym bardziej. 8 lutego 1986. 300 .Nie władających językiem angielskim. podjęło mo­ je myśli'. . winna ona nauczyć się stać prosto sama. W istocie rzeczy wielu naszym amerykańskim przyjaciołom w tym obecnemu prezydentowi. po­ tem Meksyk (bomba). będzie funkcjonował nadal pomimo napływu do Sta­ nów Zjednoczonych tysięcy nielegalnych przybyszów dziennie. któ­ rzy nie rozpraszają się. Cały problem sprowadza się do pytania.

Utworzenie armii europejskiej wyposażonej w sprzęt według standardów Stanów Zjednoczonych (wspólnie wyprodukowane czołgi z rodziny airbusów). c) sił ekspedycyjnych szybkiego reagowania. zdolnych interwe­ niować w każdym miejscu. armii milicyjnej na wzór szwajcarski. Imperium sowieckie i Europa wschodnia (na którą nie można bynajmniej liczyć) to mniej niż czterysta milionów. i był odpowiedzią na działania wro­ ga. na któ­ rych ciąży zadanie zachowania obozu wolności. Nie mówiąc o Japonii: sto dwadzieścia milionów mieszkańców. przeznaczonej do zwalczania rosyjskich i innych specnazów1. Chiny na zapleczu imperium są co najmniej nastawione nieprzyjaźnie. Zawsze. by w osta­ tecznym rozrachunku dojść do wniosku. u którego system ten funkcjonuje od dawna. d) zaplecza korpusu bojowego europejskiego. tych. o przemyślenie i przea­ nalizowanie następujących propozycji: Główny plan Zachodu 1. cokolwiek się wydarzy. Kanada i Europa zachodnia to blisko sześćset milionów mieszkańców. że nie wszystko jeszcze stracone: Stany Zjednoczone. W przypadku wydobycia się z sideł dezinformacji i atmosfery oszustw małym nie jest ten. Armia ta składałaby się: a) z broni nuklearnej. który re­ agowałby na wszystkie zagrożenia czasu określanego jako czas wojny i czasu określanego jako czas pokoju. Kończąc.. swój kanton. na innych scenach. wojskowego i cywilnego. Mo1Specjalne jednostki sabotażowe (powietrze . natychmiast. Utworzenie międzysojuszniczego sztabu generalnego wojny powszechnej. Jest rzeczą interesującą wracać od czasu do czasu do niektórych podstawowych pojęć i uświadamiać sobie w ten sposób realia. chciałbym prosić ludzi odpowiedzialnych. 2. b) korpusu bojowego przeznaczonego dla sceny europejskiej. wielodyscyplinarnego. będą oni zmuszeni trzymać się za wszelką cenę dwu szczęk rozwieracza: wysp brytyjskich i Maroka.dniej. którego za takiego się uważa. (Tylko żołnierz milicji zna dobrze swój region.ziemia -morze) armii sowieckiej. 301 . laserów itd. rakiet.

należałoby wziąć wzór z tego. pozwala mu bronić swej ziemi. czym dyspo­ nują Amerykanie. co najważniejsze.Wietnam). a niebawem i telewizyjnej. Dowiodła tego wojna Stany Zjednoczone . Wyobraźnia podsuwa nam pewną myśl: utworzenie wraz z kra­ jami Magrebu (Maroko. by uzupełnił Europę. Jeśli pewnego dnia nie ma on stać się nieprzyjacielem. nie będą znać granic. Jeśli będzie się go kłuć dzień i noc. ina­ czej mówiąc nie mamy rozległej przestrzeni i str a te g ic zn e j g łę b i. jaki stanowi Europa za­ chodnia. Otóż rzut oka na niewielki półwysep. Algieria. Stalibyśmy się trzecim mocarstwem. być może przestanie spać. par­ tyzantom kambodżańskim i wszystkim tym. f) broni ideologicznej skierowanej na podbite narody krajów Eu­ ropy wschodniej i Azji. co nazywam ’’operacją moskita”. lecz może uczynić jego życie trudnym czy wręcz niemożliwym. co czynią one same. i zadręczany bez końca może wreszcie wróci do siebie. Trzeba sieć tych środ­ ków znacznie rozszerzyć i emitować programy w rozlicznych językach lo­ kalnych. trzeba. partyzantom afgańskim. jeść. jakimi dysponują dwa supermocarstwa. Co więcej. Wreszcie brakuje nam tego. Tunis) niejako far south. jaką posiada. pozwala zorientować się. Wojna nuklearna między innymi ma to wspólnego z boksem. Wojskowi technokraci skłonni są często zapominać. której stosowanie w czasie określanym jako czas spokoju należałoby przestudiować.ty wacja. Moskit nie może oczywiście zabić niedźwiedzia. że programy radiowe przeznaczone dla krajów Europy wschodniej i Azji sowieckiej są szeroko słuchane. i to równym tamtym dwu. Armia ta służyłaby jako rezerwa korpusu bojowego. jak słusznie zauważa Suzanne Labin: „Sło­ wa i idee są oddziałami uderzeniowymi wojny rewolucyjnej”. zapobie­ głoby to w najbliższych latach konfliktowi między Europą zachodnią a Magrebem. Krótko mówiąc. W czasie określanym jako czas pokoju to. Wiem. gdyż. które dałoby nam takie same możliwości. że nie dysponujemy tym. że pojedynczy żołnierz mający motywację to najlepsza kadra armii. mając swój fa r w e st czy Rosjanie ze swoim fa rea st. polega na udzielaniu wydatnej pomocy ludziom walczącym z po­ tężnym agresorem: Savimbiemu w Angoli. że trzeba móc zadawać ciosy i je odbierać. 302 . Nowocze­ sne środki łączności radiowej. e) obrony cywilnej i osłony ludności. którzy walczą o wolność.

W październiku 1940 r. gdyby nasze rezerwy miały wspólny zarząd ukryty w górach Atlasu niż zagrzebany w Prowansji. przetrwamy razem w nowym systemie obro­ ny atlantyckiej i euroafrykańskiej. z drugiej nie tylko wielkie przestrzenie i rękodzieło. rozwiązania techniczne. będący wówczas u szczytu potęgi. nad brzegiem rzeki Bidassoa. a tego w Europie jest obecnie bardzo dużo). najrozleglejsza pustynia świata. że rakiety czułyby się lepiej w górskich ma­ sywach Tibesti czy Ahaggar i byłoby lepiej. których potrzebu­ ją Myślę na przykład. solidarnymi w obli­ czu aktualnego zagrożenia. ostatni szaniec.północny). tak by każdy mógł wnieść to.Sahara. któ­ rego zaczyna u nas brakować. . pieniądze. Hitler. czego drugi potrzebuje: z jednej strony żywność. na płaskowyżu Albionu. Proponuję przemyśleć na nowo strukturę NATO. Franco nie wyraził zgody na jego przejście do Afryki północnej. usuwając z tej nazwy literę N ( n o r d . a mieszkańcom swych obrzeży kapitałów. W przypadku okupacji Republiki Federalnej Niemiec i Francji przez wojska Układu Warszawskiego Pireneje i Półwysep Pirenejski sta­ nowiłyby nie lada przeszkodę. Uporządkowanie przestrzeni historycznej winno za­ tem uwzględnić naszych krewnych z południowego brzegu Morza Śród­ ziemnego. ani ich poddanymi. Próba zorganizowania przemysłu zbrojeniowego w kraju tak bli­ skim niebezpieczeństwa i tak potencjalnie niestabilnym jak Egipt jest wiel­ kim błędem strategicznym. Przypomniał Hitlerowi. spotkał się z Franco w Hendaye. Z oczywistych powodów przemysł ten winien być umieszczony w Maroku. nie będąc ani wasalami Stanów Zjednoczonych. lecz przyjaciółmi i sprzymierzeńcami. lecz być może i poczucie sacru m . której ropa naftowa zostanie wy­ eksploatowana pod koniec stulecia (zostanie tylko gaz. może dostarczyć obozowi wolności rozległych przestrzeni. W ten sposób. że Napoleon stracił więcej lu­ dzi w Hiszpanii niż w Rosji.

co dzieje się „na zewnątrz”. że by­ 305 . bo one uzależniałyby pana. niech pan będzie. jeszcze lepiej. Pańskie poglądy mogą ulec deformacji. nigdy nie dopuszczając się zdrady przez pomi­ nięcie. Jak pisał Machiavelli. Niech pan unika przyjęć i nie jada na mieście. Jeżeli to możliwe. jeżeli u słabego szefa państwa zjawia się pan po to. Wobec swych waż­ nych współpracowników niech pan zachowuje ostrożność i powściągliwość.. a poza tym źle to robi na linię! Przed wyrażeniem zgody na objęcie tego jedynego w swoim ro­ dzaju stanowiska niech pan zażąda prawa stałego dostępu do decydenta. Niech pan ma nerwy ze stali albo. Wiadomości pomyślne zostają na płaszczyźnie technicznej. niech pan będzie niezależny. Niech pan nie dowierza tym. Niech pan nie ufa nowym znajomościom. Niech pan pamięta o swoich starych przyjaciołach. że nie ma pan ich wcale. Niech pan nigdy nie podnosi głosu. kochany i za­ razem budzący postrach. Niech pan będzie uprzejmy i bezpośredni wobec niższego perso­ nelu. w „normalnym” życiu. Niech pan po­ zbędzie się pragnień i potrzeb. gdyż to oni in­ formować będą pana o tym. którzy sądzą. Należy mieć kontakt z realnym życiem. gdyż auto­ rytet nie jest sprawą decybeli. Ta wspaniała i lęk wzbudzająca funkcja wyma­ ga olimpijskiego spokoju. ale niech pan tego prawa nie nadużywa. Niech pan ma do zakomunikowania mu zwłaszcza wiadomości nie­ pomyślne. jeżeli to możliwe. niech pan robi wrażenie. Tym gorzej. Nie zawsze są one przypadkowe.. Słyszy się tam tylko plot­ ki. Trzeba mówić w s z y s t k o . Jego poświęcenie we Francji jest bezgraniczne. unikając rzucania się w oczy i światowego życia. Straci pan czas. by siać postrach! Niech pan nie boi się nigdy sprawiać przykrości. Całkowite zaufanie powinno być obu­ stronne.ZAMIAST POST SCRIPTUM Kilka rad dla dyrektora generalnego służb specjalnych lub dla doradcy od spraw bezpieczeństwa Niech pan będzie w dobrym stanie fizycznym i umysłowym. Niech pan będzie dyskret­ ny i powściągliwy.

Poddani ultrainformacji czy ultradezinformacji zbyt często ro­ zumujemy w kategoriach niekontrolowanych emocji. Jako uczeń Kartezjusza niech pan nie lekceważy mocy tego. Niech pan wchodzi w skórę tych.. to znak. Wreszcie niech pan nie zapomni odejść.. . Odwaga i poczucie humo­ ru to dwie cnoty kardynalne. niech pan zleca im zadania i darzy zaufaniem.liby lepsi na pańskim miejscu. którzy próbują pana zrozumieć. Niech pan nauczy się zapominać. M. Ostatnie słowa cesarza Augusta. Nakładają się one na chłodną analizę. że nie jest pan ide­ ałem. to bowiem zdobi pana. co nie­ wymierne. Zawsze niemile zaskakiwało mnie spo­ strzeżenie. we właściwym czasie. Jeśli tacy istnieją. że w miejscu pracy największych przywódców politycznych tak rzadko można zobaczyć mapy lub globus. Niech nie brakuje panu czasu na milczenie i medytację nad ma­ pą świata. Dając szansę młodym. Nauczyć się łatwo. Jak mawiał Jules Renard: „Niech wasze poglądy będą zdecydowane. Niech pan nigdy nie traktuje siebie poważnie. z taką godnością oczekującego śmierci. brzmiały: „Acta est fabuła” (Sztuka skończona). Niech pan nie ufa odczuciom osobistym. lecz niech nie tkwią zawsze w tym samym miej­ scu”.

„M iss”. Ro­ land. Irmeti Jung. John. m o je g o p r z y ja c ie la .PODZIĘKOWANIE S erd eczn e dzię k i za c h w y c a ją c e j i u p a rte j Christine Ockrent. Marenches . P o tra fiła on a sk ło n ić m nie d o m ó w ie n ia . Michele. c zło w ie k a m ilcze n ia . m nie. J a k ą ż c ie rp liw o ść w y k a za ła . z k tó rą m iałem p rzy jem n o ść stw o rzy ć tę książkę. p re zy d e n ta Jeana Luca Lagarderę o ra z p r e z e s a w y d a w n ic tw a „ S to ck ” .. Isabelle.. k tó re p rzy c zy n iły się d o o p u b lik o w a n ia książki. J estem d la n iej p e łe n p o d ziw u ! K sią żk a ta nie p o w s ta ła b y b ez ży c zliw e g o n alegan ia m o je j kuzyn­ ki Teresy de Saint Phalle . P odziękow an iem tym obejm uję o so b y kom petentne i p ełn e p o św ię ­ cenia. Jean Larue. Są to: Joel Cham- pale. Mireille. Fabienne. Jeana Rosenthala. Valerie. k tó ry ze ch cia ł w sp ie ra ć m nie sw ym i sku teczn ym i ra d a m i.