You are on page 1of 83

Tarvis

Ostatni Zarean
Spis treci
1. Pamitnik
2. 7 dni
3. Czas wojny
4. Otwarta Przyszo
5. Nevi
6. Zamane przeznaczenie
7. Zagada
Wstp
Wstpy s krtkie, na jedn lub dwie strony. Ja pozwol sobie na to aby swj jeszcze skrci, bo i
tak ich nikt nie czyta, uwaajc, e s niepotrzebne, a nawet za dugie..
Zazwyczaj powieci s powicone jakiej osobie, ktra odniosa sukces, wzia lub lub zmara.
Albo wydarzeniom jakie natchny do pisania, lub miay miejsce w jego trakcie. Ja nie mog
powici niczemu tej powieci, bo nic mnie nie spotkao. Nie mam nawet osoby ktrej mgbym to
powici, chodzi mi o dziewczyn. To jest po prostu kolejna powie o pewnym chopaku, ktry mia
w sobie to co. Jednak tutaj to co jest inne. Akcja dzieje si w zamierzchych i fantastycznych
czasach, co nadaje caej ksice mistyki. Pojawia si wiele niewyjanionych wtkw. Tematw, ktre
trudno jest powiza z innymi. Ending rwnie nie jest taki jakiego spodziewa si wikszo ludzi I
yli dugo i szczliwie. Mimo wszystko postaraem si nie wdawa za bardzo w szczegy. Nikt
tego nie lubi. Opis, opis i znw opis. Dlatego take wstp postaram si zawrze krtko.
Ksik rozpoczem pisa kiedy byem jeszcze mody. W takim wieku, e nikt nie spodziewaby
si nawet zapau i powicenia przeznaczonego na jej pisanie. Miao to by jedynie krtkie
opowiadanie napisane dla zabicia czasu. Ju wida, co z tego wyszo. Dlatego powiem to jeszcze
krcej. Zapraszam do czytania i rozkoszowania si ni. Tutaj najwiksz rol gra wyobrania kadego
z was. Kady zobaczy, co innego, wic kady moe znale co dla siebie.
Tarvis Nalisir

Przybylimy tu ze swego wiata. Przez pomyk, uciekalimy tylko


przed pogoni. Przed mierci cic nad nami. Znalelimy nowy wiat.
Postanowilimy, e bdzie tylko nasz...
Chcielimy nad nim zawadn Nie wiedzielimy, jaka sia si w nim
kryje Zostalimy przeklci Krwi elazem Ogniem Ziemi
Lasem Lodem Mrokiem Wod Zemst
Nie moglimy uciec. Nawet morze nas przeklo. Zostalimy
Przeklestwo zostao zapomniane. A my pozostalimy skazani, czekajcy
na wyrokZamknici w czasie Milenium 1000
Jedyne ocalae zapiski z dziennika nieznanego czowieka.
Przeklestwo

Przybylicie niosc za sob mier Przybylicie i odebralicie ycie


moim dzieciom
Bdcie przeklci() Dam wam szans, aby nie popenia waszego
bdu Pokacie, e potraficie przeama kltw Dam wam czas Cae
Milenium
Fragment Przepowiedni Milenium
Kltwa

Rozdzia 1 Pamitnik (v1.2)


Zarean
Noc, w duym pokoju arzy si ogie z kominka. Znajdoway si w nim dwie
postacie. Starszy pan siedzcy w fotelu i may chopiec. Chopiec siedzia na
dywanie, a jego dziadek mwi co pokazujc jednoczenie rkoma dziwne znaki.
- Starczy na dzisiaj. Musisz odpocz.
- Dziadku, skd znasz t histori? Odezwa si may chopiec.
- Kiedy usyszaem j od wdrownego pieniarza. A teori znam z ksiek. Ale
sdz, e jeste jeszcze za may, aby j cakowicie wysucha.
- Dziadku! Powiedzia chopiec mczc starszego swoimi probami.
- Nie. Jeste za may, aby j zrozumie, opowiedziaem ci tylko pocztek aby
mnie ju nie mczy.
- Dziadkuuu!
Starszy machn rk na chopca. Wsta z fotela i uda si do pki z ksikami.
Wyj stamtd grub zakurzon ksik. Okadka rozpadaa si troch, ale miaa
na sobie trwae dodatkowe znaki z brzu ukadajce si w dziwny ksztat podobny
do pentagramu, jednak z 9 ramienn gwiazd. Na czele widniay rozmazane litery
tak bardzo, e dao si tylko przeczyta par z nich. Pa***t*ik. Starzec poda
ksik chopcowi.
- Co to? Dziadek usiad powrotem na fotelu.
- To ksika o pewnym fantastycznym wiecie. Powiniene j przeczyta, jeli
chcesz dowiedzie si dalszego cigu legendy.
- Czemu?
- Spisane s w niej informacje o rnych potworach i istotach nie z tego
wiata. Powicona ona jest rwnie naszemu bohaterowi.
- Dziadku. Musz to czyta? Na ktrej stronie jest to o legendzie.
- Przeczytaj ca.
- A kto to waciwie napisa?
- Nie pamitam. Starzec ziewn - Przeczytaj ca. I zaraz potem
zasn.

- Dziadkuuu.
Tego woania nikt nie usysza. Dziadek spa, nikogo innego nie byo. Chopiec
spojrza na ksig. Bya zakurzona, cika i wyglda na niezwyk. Pewnie
magiczn. Otworzy j. Ksika bya ilustrowana, na szczcie. Zamiast j czyta
wzi si za przegldanie obrazkw. Jakie tam byy stwory i potwory, take takie,
ktre wyglday cakiem niegronie. Przerzuca kartkami, co raz szybciej. A w
kocu trafi na sylwetk czowieka. Mia odsonite ramiona a na nich uski. Nie
rybie, ale inne. Jak od jakiego gada, jaszczurki moe. Litery byy rozmazane w
niektrych miejscach, ale podpis pod postaci by bez naruszenia. ZAREAN.

Pocztek
Pocztek zawsze jest trudny Nie tylko dla tego, e trzeba co zacz, lecz
rwnie dlatego, i kady pocztek ma rwnie swj koniec
Mam na imi Karim. Mam 20 lat. To co wanie czytasz to spis moich przygd
oraz czciowo spis tego wiata. Nie jestem pisarzem. Chc tylko przekaza
wszystko co mnie spotkao. To co pisz nie prawdopodobnie nie ukae si na
skal wiatow. Moe nikt tego nie zobaczy. Obawiam si jednak, e jeli tego nie
zrobi to wiedza o tym wiecie pjdzie w zapomnienie. Mam tylko 20 lat ale
widziaem wicej ni nie jeden podrnik, a przede wszystkim Dotknem
przeznaczenia.
W jakim sensie? C Przeznaczeniem mona nazwa to co jest ju zapisane,
ale jeszcze si nie zdarzyo. Jeli kto pozna swoje przeznaczenie sprbuje tego za
wszelk cen unikn. Poznaem swoje przeznaczenie, dowiedziaem si, e zgin
zabity przez smoka. W mojej okolicy od kilkuset lat nie ma smokw. Co moe
oznacza, e bd y naprawd dugo. Mimo wszystko staraem si unika
mojego przeznaczenia.
Majc 16 lat prbowaem uciec, z domu, od rodziny. Udaem si na poudnie
od Skuld. Tam mieszkaem w dziecistwie, lecz pniej przeprowadziem si do
Maerlar. Podrowaem gocicem i wkrtce zaczem odczuwa gd. Poszedem
w las. Miaem ze sob uk i niemae dowiadczenie w polowaniu. Chciaem zdoby
co na zb.
Wtedy trafiem na Niego. Tarvisa, modego czowieka ktry przeszkodzi mi w
polowaniu. Zachowywa si za gono, sposzy sarn. Mia biae wosy, cakiem
normaln cer, ale na pierwszy rzut oka by dosy sabo zbudowany jak na swj
wiek. Mia zniszczon szat i dziwny uk, zupenie jakby zrobi go sam ale nie mia
pojcia jak go uywa. Przeprasza mnie, zachowywa si dziwnie, sdziem, e
nie jest mojej rasy, a takich wolaem unika. Pomieszacw, mutantw. Take
jego akcent i brak znajomoci wielu sw wskazywa, e nie jest czowiekiem. By
starszy ode mnie, przynajmniej tak mwi, ale jego brak jakichkolwiek
umiejtnoci owczych wskazywa, e go tego nie uczono. To dziwne bo zazwyczaj
w wieku 13 lat zabiera si dzieci na pierwsze polowanie.
Ulitowaem si nad nim. Daem mu kilka moich strza. Razem udao nam si
ustrzeli jelenia. Pokcilimy si kto go zastrzeli, bo obie strzay trafiy i nie
wiedzielimy czyja bya pierwsza. Razem spdzilimy popoudnie. Nie miaem
gdzie si podzia wic rozbilimy obz. Ja miaem wzi pniejsz wart. Jednak
wieczorem nie obudziem si, a rano ju go nie byo. Z koczanu ubyo mi kilka
strza, straciem swj uk. Daem si wykiwa, tak sdziem. Zaczem go szuka
po caym lesie. Nie znalazem. Nie wiem jakim cudem on wtedy trafi w jelenia. Z
tej broni nie dao si nic zrobi. Zgubiem drog, wyszedem wic z lasu i
znalazem si po przeciwnej stronie, tu pod gr Coopera. Przekltej gry. Wtem
zobaczyem jego. Sta sobie zwyczajnie na trawiastym zboczu gry. Pobiegem w
jego stron. Chciaem go waln Nie, chciaem go uderzy z pici i zabra to
co do mnie naleao. On jednak pooy na trawie uk i strzay. Miast uderzy
zatrzymaem si przed nim ze z min. Spyta mnie o jedno. Czy mgbym mu

pomc dosta si do miasta? Chciaem go uderzy, za to, e zostawi mnie w


lesie, prawie bezbronnego. Jednak nadal nie wiem czemu, zgodziem si
Od tamtego czasu spotykalimy si co raz czciej. Chodzilimy do Phanaskull.
Na polowania. Ja wrciem do domu, przeprosiem za ucieczk i przeprowadziem
si do Maerlar do wuja aby mie bliej. Nie wiedzie czemu Tarvis nakaza mi aby
nasza znajomo pozostaa tajemnic. Spisuj te sowa bez jego wiedzy, ale mam
nadziej, e mi to wybaczy. I gdy mnie ju nie bdzie przeczyta je. Nie wiem czy
bd mia odwag powiedzie mu sam o tym wszystkim.
Powoli nastaa zima. Tarvis zachowywa si jakby nigdy jej nie widzia. Marz,
potrzebowa wielu warstw ubra. Pewnego dnia jeszcze przed powanymi
opadami zabra mnie do lasu. Powiedzia, e musi wraca do swojego miasta.
Zwleka z tym, droga moga ju zosta zasypana, nie chcia traci ani chwili.
Odprowadziem go na skraj lasu, do miejsca gdzie poznalimy si lepiej, u
podny gry Coopera. Tam zobaczyem go po raz ostatni. Przynajmniej tego si
obawiaem. Powiedzia, i nie moe duej zwleka, e uciek z domu. Kadego
popoudnia mwi, e spotkamy si, jutro, pojutrze, niedugo. Tym razem nie
powiedzia nic. Nawet dokd si udaje. Ruszy w stron pnocnego zbocza gry.
Ja zszedem powoli na d Odwrciem si, aby poegna go po raz ostatni.
Zobaczyem przeraajcy dla mnie widok. Nie uwierzyem w to co zobaczyem.
On rozpyn si w powietrzu. Znikn, nie zrobi nawet 5 krokw. Wyparowa.
Puciem mj uk na ziemi, zrzuciem z plecw koczan. Biegem co si, w miejsce
gdzie przed chwil on sta. Na lekkim niegu zostay tylko puste lady. Padem na
kolana. lady prowadzce do nikd

Powrt
Nastaa Zima. Nie widziaem Tarvisa przez ca Zim. Wielokrotnie chodziem
w miejsce gdzie znikn. Szukaem nowych ladw. Prbowaem sobie
wytumaczy co si stao.
By duchem i odszed w zawiaty? Przecie jad razem ze mn i polowa. By
magiem i teleportowa si? Skoro tak to po co by mu uk By zudzeniem? Nie
przecie na niegu zostay jego lady, trzyma mj uk i moje strzay. To nie miao
sensu.
Ca Zim spdziem w domu, tym waciwym, w Skuld. Siedziaem cicho, przy
oknie, mylc o nim. Sta si moim najbliszym przyjacielem i znik. Nie miaem
kontaktu z rzeczywistoci. Ignorowaem moj rodzin. Szukaem ratunku w
milczeniu i zapomnieniu.
Nastaa Wiosna. Szukaem go znw. Mylaem, e mwi prawd. O tym, e
droga do jego miasta zostanie zasypana jeli nie ruszy teraz, wic teraz mgby
wrci. On nie wraca. Nadal go nie byo. Kady kolejny dzie odbiera mi
nadziej, e go zobacz. To by mj najlepszy Nie wiedziaem jak go nazwa, by
dla mnie bardziej ni brat.
Przychodziem codziennie, a w kocu Pewnego dnia poszedem dalej ni
zwykle, zapuciem si bliej gry Coopera. Baem si jej, w dawnych czasach w
jej pobliu znikali ludzie. Pono jest to siedlisko demonw. A niektrzy uwaaj, e
to po prostu szczeglnie niebezpieczny wulkan, mimo i upiony. Poszedem tam
gdzie widziaem go po raz ostatni, to miejsce nie dawao mi spokoju. Usiadem
tyem do gry. Mylaem o niewyjanionych sprawach. Siedziaem, pooyem si.
Zasnem wsuchany w szelest trawy.
Usyszaem dziwny dwik. Przesuwanej skay czy co. Leaem dalej. Potem
kroki i znw przesuwanie skay. Otworzyem oczy. Podparem si, przede mn nic
si nie zmienio. Nadla ta sama trawa, to samo samotne drzewo, ten sam las
Spojrzaem w lewo. Te bez zmian. Obrciem si w prawo. Par metrw ode mnie
kto siedzia.

By ubrany w brzowy pancerz skrzany, mia przypity z lewej strony miecz.


Siedzia w milczeniu, patrzy si przed siebie. Nie widziaem go za dobrze
olepiany socem. Widziaem jednak gdzie jest skierowana jego gowa. Co
innego mogem zrobi? Wstaem i poszedem w jego stron. Prbowaem zasoni
soce rk, zobaczyem wicej. Mia biae wosy. Przypieszyem biegu. On nadal
si nie rusza. Ju do niego dobiegaem. Zaczem traci oddech, spowolniem.
Stanem nad nim. Dialog ktry nasta pamitam do dzi.
- Witaj Karim Dawno si nie widzielimy.
- Ty draniu! Mylisz e co?! Jak ot tak si pojawisz to zaatwisz wszystko?!
Przybiegn i bdziemy kontynuowa to co robilimy ostatnio?!
- Nie. Przerwa mi. Wsta. Przyszedem by przeprosi i zaproponowa
zacz wszystko jeszcze raz.
- Jeszcze raz?! Znikne bez sowa! Kadego dnia szukaem ladw mogcych
mi powiedzie gdzie jeste!
- Byem blisko. Bliej ni mylisz. Przemylaem t ca spraw. Wydaje mi si,
e mog ci ufa - Ja przestaem krzycze, ochonem.
- O czym ty mwisz? Jeste duchem?! Zudzeniem? Demonem?
- Nie Tak jak i ty jestem istot z krwi i koci Ale nie jestem czowiekiem.
Nie pochodz, jakby to uj Z tego wiata, nie urodziem si w tym wiecie
ktrym yjesz.
- Istota z innego wiata? Czytaem o tym. Jeste jak demony? Przechodzisz
przez portale? Bramy?
- Nie. Nie miaem na myli a tego. Kiedy ci to wytumacz. Jednak nie jestem
czowiekiem. Nie wiem czy mam jakie powizanie z tym wiatem. Jednak co mi
mwi e mam. Dalekie wizy krwi.
- Mw janiej! Chcesz mi powiedzie co wanego czy zmylasz jak
historyjk?!
- Dobrze Powiem to wprost. Nazywam si Tarvis Nalisir. Syn Ellanda Nalisira i
Thovi Vanerill. Pochodz z dugiego rodu Nalisirw, moi rodzice zasiadaj w
Radzie, organizacji ktra stoi u nas na najwyszym szczeblu. Mam siostr Eleir,
posiada srebrne wosy. yj w Selionie, ukrytym przed wiatem zewntrznym
miecie. Pochodz z rasy nazywanej przez nas Zarean. Inaczej W moich
yach Pynie smocza krew

Decyzja
Tego jak trudno byo mi uwierzy w to co wtedy powiedzia nie sposb sobie
wyobrazi. Smocza rasa? Przecie on cakiem wyglda jak czowiek. Jego akcent i
brak znajomoci sownictwa mona wyjani odlegym pochodzeniem ale nie tak
bajk. To e znikn tu przed zim mona wytumaczy podr do domu zanim
zasypi niegi. Nie tak wyduman bajk! Kiedy syszaem historie o rnych
zwariowanych podrasach ale nie mogem uwierzy jak czowiek mgby poczy
si ze smokiem.
Od razu po tej rozmowie odszedem. Nie odezwaem si nawet sowem.
Usyszaem tylko co w rodzaju: mwi prawd. Zostawiem go tam. Nie chciaem
go zna. Chciaem zapomnie. Udaem si do Maerlar. Przez par dni nie
wychodziem z domu. Wuj wreszcie spyta mnie dlaczego marnuj czas siedzc w
jednym miejscu. Nie chciaem mu o tym mwi, ale co mnie przemogo.
Powiedziaem mu ca dotychczasow histori, a on Nic nie zrobi. Siedzia,
sucha w milczeniu i wyszed z pokoju. Bez sowa. Jednak tu przy drzwiach
powiedzia abym uda si do wieszcza w Heavenwood. Moe on mi pomoe
zrozumie.
Zrobiem tak jak chcia. 3 dni pniej dostaem si do Skuld. Nastpnie do
wieszcza. Nie pamitam co tam si stao. Pamitam jednak przepowiedni ktr
otrzymaem i zakaz powrotu tutaj. Otrzymaem przepowiedni, e zostan zabity

przez smoka. Utwierdziem si w przekonaniu, e zgin z rk smoka. Co


oznaczaoby, e zabije mnie Tarvis jeli rzeczywicie mwi prawd.
Teraz chciaem si upewni e Tarvis nie jest tym za kogo go uwaaem. To
mogoby ocali nasz przyja. Potrzebowaem wycznie dowodu. Udaem si do
niego. To znaczy w to samo miejsce co zawsze. Miny kolejne dni
Dotarem do Redskull tam byo najszybciej. Znalazem dekret z dnia
wczorajszego wtedy. Byo wok niego sporo ludzi. Podszedem. Nie pamitam
caej jego treci, jednak wiem o co w nim chodzio. Wydano rozporzdzenie o
wydanie jakiejkolwiek magicznej lub niezwykej istoty oraz zakazano uywania,
sprzedawania, posiadania oraz praktykowania magii. Cios w plecy dla wielu
sklepikarzy z artykuami magicznymi. A jeszcze silniejszy cios dla magw w biaej
szkole niedaleko. Miao to zwizek z zamachem na burmistrza par tygodni
wczeniej. Widocznie dochodzenie ustalio, e by to mag. Rozporzdzenie weszo
na stae w ycie. Od tamtego czasu Redskull byo miastem cakowicie przeciwko
magii.
Udaem si przez las. Na wzgrze Coopera, a raczej cz gry ktr tak
nazwalimy Chciaem go zobaczy. Dekret o antymagii i przepowiednia cakiem
mnie przybiy. Miaem ju 2 powody aby go wyda. Jednak chciaem si upewni.
Dotarem na miejsce, ku mojemu zaskoczeniu on tam by. Sdziem, e go nie
bdzie i wrc do domu bez zmartwie. Siedzia pod samotnym drzewem. Z
daleka wiedziaem, e to on. Dopiero teraz naprawd to zobaczyem. Mia dusze
wosy ni ostatnio, by bardziej wysportowany w pewnym sensie, mia powan
min, to nie ten sam zagubiony dzieciak sprzed p roku. Podszedem, lecz
zatrzymaem si par metrw przed nim. Rozmow pamitam jak mao ktr.
- Wic mwisz eby zacz od pocztku? Zdjem z plecw uk, naoyem
strza na ciciw. Opuciem bro, lecz byem gotw do ataku. Skd wic mam
wiedzie czy mog ci ufa?
- Moesz chyba ju to
- Nie, nie udowodnie! Przerwaem mu Nie mam pojcia kim jeste! Cay
czas jadem z tob, piem, polowaem, a nawet nie wiedziaem jakiej jeste rasy!
-. Nie chciaem ci mwi, potrzebowaem czasu aby to przemyle.
- P roku?! Powiedz teraz prawd Kim do cholery jeste!
Tarvis wsta. Sta teraz w cieniu konarw drzewa. Zobaczyem, by wyszy ni
p roku temu Naprawd si zmieni.
- Jestem Tarvis Nalisir. Jestem Zareanem.
- Przesta pieprzy mi t bajeczk! Nie ma takiej rasy! - Krzyknem
- Jest! Nale do niej! Mam rodzin, mam milionow spoeczno! Nie mam na
to dowodu! Ale wiem jedno! Nie nale tam! Krzycza. Na koniec spuci wzrok.
- O czym ty gadasz?
- Moja rasa naley do ras magicznych. Mamy wielu magw, umiejtnoci s
przekazywane z pokolenia na pokolenie. Jednak ja Nie posiadam adnych takich
zdolnoci. Owszem prbuj posugiwa si magi, lecz nie potrafi jej
kontrolowa. Dlatego nie wiedziaem co z sob robi. Czsto byem karany za
nieposuszestwo i zamykany w wizieniu. Moi rodzice zasiadaj w tak zwanej
Radzie. Oni take wymierzali mi kar. Wic prbowaem odkrywa tajemnice
Selionu. Dlatego kiedy podrujc po obrzeasz miasta znalazem dziwn rolin
w cianie. Wyrwaem j, skaa si obsypaa.
- Zaraz, zaraz. Skaa? Masz na myli, e mieszkasz pod ziemi?
- W pewnym sensie. Jednak mamy dostp do wiata sonecznego poprzez
system krysztaw. Kontynuujc, w miejscu gdzie by ten kwiat lub chwast, nie
wiem nawet, obsypaa si skaa, ja zaczem kopa i tak dokopaem si na
powierzchni.
- A nie moge wyj normalnie przez ten twj otwr? Jaki otwr na wiato
soneczne musia by.

- Tak istotnie tak byo, ale zbyt wysoko. Nie da si tam wspi. Poza tym smoki
nie pozwoliyby na to.
- Smoki?! Chcesz mi powiedzie ze yjesz ze smokami?! Kpisz?!
- Nie. To prawda. Jak ju mwiem to miasto jest ukryte. W pewnym sensie to
smocza stolica. My tylko yjemy tam przy okazji
- No piknie - Zaamaem si, to byo bardziej nie do uwierzenia ni
wczeniejsza opowie.
- Nie uwaaj mnie za wariata. Kiedy poka ci moje miasto, lecz nie teraz.
Gdy wydostaem si nie wiedziaem gdzie jestem, lecz szybko przystosowaem
si. Wychodziem na co raz duej, ale nikomu nie powiedziaem o tym co
odkryem. Nie miaem nikogo takiego, nawet siostrze Znasz ju moj histori.
Po paru miesicach poznaem ciebie. Udawaem czowieka, bo nie wiedziaem jaki
jest twj stosunek do innych ras.
- Chcesz ebym od tak uwierzy? Twoja historia jest zbyt
nieprawdopodobna. Jeli ci wyrzucili z domu to powiedz, jeli jeste elfem czy
pelfem to powiedz. Ale w to nie uwierz. Podziemne miasto? Smoki? Magia z
pokolenia na pokolenie? Gdyby nie to, e znam ci, znam twoje zachowania
pomylabym, e naprawd zwariowae. Dlatego zadam ci jedno pytanie Czy
gdyby musia zabiby mnie?
- Nie. Jeste moim przyjacielem. Jedynym w tym wiecie.
Podniosem swj uk. Napiem mocno ciciw. Trzymaem strza gotow do
ataku. Z takiej odlegoci nie mogem nie trafi.
- Wic nie zaatakujesz mnie choby od tego zaleao twoje ycie?
Tarvis nie odpowiedzia. Ubywao mi si. Jednak ja ju podjem moj decyzj.
Strzaa wysuna mi si z palcw. Poleciaa przed siebie, do celu. Powoli
opuciem uk. Strzaa przeleciaa, wbia si w drzewo za Tarvisem. Nie drasna
go nawet. Powoli opuciem mj uk.
Podjem decyzj. Uwierzyem

Brat
Dzisiaj min ju 4 lata odkd poznaem Tarvisa. Spdzamy tyle czasu ile si
da, jednak nigdy nie mogem z nim zosta na ca noc. Zawsze musia wraca do
Selionu. Gdy tak nazywao si jego miasto. Dzisiaj wreszcie nadszed ten dzie.
Tarvis zaprowadzi mnie do swojego miasta. Powiedzia jedno, e znajduje si w
grze Coopera. To by pasowao bo tam widziaem go po raz ostatni pamitnego
pierwszego roku.
Dzisiaj udaj si w podr z wujem po Wschodnich wielkich miastach. Mam w
planach zatrzyma si duej w Redskull. Wtedy pjd do Tarvisa. Boj si tego
caego spotkania. Boj si dopenienia mojego przeznaczenia. W razie gdybym
poleg lub nie by w stanie logicznie myle przekazuj ca t ksig mojemu
bratu. Mam do niego prob aby pozna Tarvisa, spisa jego przygody i take
swoje. Wiem, e kiedy przeczyta te sowa, a i chc aby zostay zawarte w mym
pamitniku.
To ju ten dzie, gdy tylko wrc opisz dalej moje przygody z Tarvisem. Tego
mona by pewnym.
- Opisze gdy tylko wrc? nie sdzisz, e nie powiniene pisa takich
komentarzy?
- Czego chcesz? powiedzia zowrogo Karim. Zamkn natychmiast ksik.
Jego brat podszed do niego. Do redniej wielkoci pokoju wpadao wiato
tylko przez wskie okno, byo otwarte, a z zza niego sycha byo dobiegajce
stukoty koni idcych po brukowanej kostce. Brat Karima sta w cieniu, nie byo
wida jego twarzy. Karim rwnie wsta. By odrobin niszy.
- Przyszedem z tob porozmawia. Przed twoj podr to chyba zrozumiae.

- Nie jeli nie masz w tym adnego interesu. Nie po to przeniosem si do


Maerlar aby z tob rozmawia.
- A tak zapomniaem. Wolisz swojego wyimaginowanego przyjaciela tak?!
Karim zapa brata za koszul. Szarpn nim.
- On nie jest wyimaginowany! Mwiem ci, e on jest i istnieje!
- Przesta si wygupia! Brat odrzuci rce Karima z koszuli Nie istnieje
kto taki! Nigdy nie zdobye dowodu!
- Dzi zdobd! A tobie bdzie gupio! Ojciec mi uwierzy! Tylko ty nie chcesz
mnie sucha! Karim wytyka go palcem.
Stanli obaj w milczeniu, Karim powoli przeszed obok, podszed do drzwi
pokoju. Brat sta w miejscu nie obraca si.
- egnaj
- KARIM! Z podwrza odezwa si gos. Imi jego brata zostao zaguszone
- Wuj mnie woa.
- Id. Nikt ci tu nie zatrzymuje. Nie ma po co.
Karim powoli wyszed przez drzwi. Nastao troch ciszy. Konie rwnie uciszyy
si. Wszystko trwao w ciszy. Krtkie HIA wszystko wrcio do normy. Karim
odjecha, lecz jego dzieo pozostao. Nigdy nie ukoczone

Ostatnia przygoda
- Witaj Tarvis.
-
- Czemu nie odpowiadasz?
- Nie jestem pewny czy dobrze robimy. Wiesz, e to niebezpieczne.
- Chyba nie po to zwlekae aby mi powiedzie e nic z tego? wiczylimy
razem, dorastalimy. Ja chc teraz od ciebie tylko jednego, dopenij obietnicy.
- Na pewno tego chcesz? Moesz zgin. Obaj moemy. Nie wiem jakie bd
konsekwencje za to.
- Ja te, jednak zrozum. Potrzebuj dowodu.
- Czy nie daem ci wystarczajco duo dowodw? Mylaem, e mi wierzysz.
- Wierz tobie, ale nie potrafi uwierzy w twoj histori. Chodmy ju. Po co
mamy czeka.
- Dobrze. Poka ci wreszcie.
Tarvis podszed do jednego z gazw. Zacz go przesuwa na bok. Spod niego
ukaza si wski tunel. Mona byo si w nim co najwyej czoga.
- To jest to twoje tajne wejcie?
- Tak. S jeszcze 4 inne, ale strzeone i zamknite. Nie mam do nich dostpu.
Tarvis skuli si i pooy na brzuch. - Idziemy?
Tarvis czoga si dosy szybko. Zarin wolniej. Nie przywyk do takich zdarze.
Koniec tunelu by ju bliski. Obaj wyszli z ciemnoci. W pewnym sensie, na
wiato.
- Selion. powiedzia Karim. A ja przez chwil naprawd ci nie wierzyem.
- W moj histori? Nie kami. Chyba, e musz. Chodmy ju. Tu naprawd
nie jest bezpiecznie.
- Zaczekajmy. Dokd prowadzi ta pka skalna?
- Do niszego poziomu. Ale tam jest zbyt niebezpiecznie. Karim!
Karim zacz biec. Zszed pk skaln niej Tarvis pobieg za nim.
Jaki czarny smok wyczu zapach Karima tu po tym jak ten przedosta si do
Selionu i czeka w powietrzu. Karim stan niemal na krawdzi szelfu, ujrza
Selion. Pikn krain ttnic yciem, niemal gigantyczne gniazdo smokw i
smokowcw, yjcych w symbiozie z pludmi. Nagle pojawi si czarny smok z
blizn na skrzydle. Tarvis widzc to nakaza Karimowi ucieka. Ten odskoczy na
bok ledwo unikajc machnicia ogonem. Tarvis zosta rozdzielony z Karimem.
Czowiek przeturla si powrotem na bok i wpad w wsk szczelin po ogonie

unikajc smoczego zionicia ogniem. Wsta szybko i pobieg w stron Tarvisa,


nagle smoczy ogon zastpi mu drog. Potkn si o niego i upad pod cian.
Wsta szybko podpierajc si o ni, jednak byo ju za pno. Tarvis bieg szybko
jednak smok przewidzia to. Uderzy go bokiem ogona w przeciwn stron. Tarvis
przelecia w powietrzu kilka metrw do tyu i pad na ziemi. Karim spojrza na to,
lecz po chwili odwrci powrotem gow w stron paszczy smoka. To ju by
koniec. Smok zaatakowa go ogniem bez moliwoci jakiejkolwiek szansy na unik.
Karimowi udao si tylko krzykn, po czym spon od smoczego oddechu stojc
pod cian. Smok spali jego ciao na popi, a Tarvis zobaczy to jeszcze,
wycigajc rk przed siebie, po czym straci przytomno.

mier, miecz i smok


Nieprzytomnego Tarvisa znaleli gwardzici. Bez niczego zabrali go od razu
wlokc troch po ziemi do siedziby Rady. Po opatrzeniu ran zosta natychmiast
postawiony przez Rad. Bya to pierwsza sytuacja, ktra wymagaa jej interwencji
w penym skadzie od kilkuset lat. Do tej pory jedynie za drobne wykroczenia
potrzebnych byo najwyej 3 czonkw. Tarvis poprowadzony zosta w starej biaej
szacie, ktra specjalnie zostaa wycignita z jakiego skadu i przygotowana.
Prawdopodobnie miaa oznacza skazanego. Gdy stan w milczeniu na rodku
wielkiej sali z kulami pod sufitem rozejrza si. W awach po bokach wielkiego
pokoju siedzieli inni smokokrwici, wiadkowie rozprawy. Nie mia kajdanek,
adnego zabezpieczenia przed agresj, uwaano, e jest to zbdne i w razie
czegokolwiek nic nie bdzie mg zrobi. W kocu sala bya wypeniona
antymagicznym gazem.
Na wstpie obrad postanowiono wyprowadzi wszystkich zebranych i
pozostawi go jedynie przed sam Rad. Drzwi si zamkny.
- Czy wiesz dlaczego tu jeste? spytaa przewodniczca.
-
- Odpowiadaj gwniarzu! Wrzasn jaki radny po lewej stronie.
- Uspokj si Lerend. To ma by sd, nie mordownia. Odpowiedziaa mu
przewodniczca.
- Dla niego i tak bdzie, wiesz co zrobi!
- Wiem. Wiem te, e widocznie zbyt dugo jeste ju w radzie i stae si zbyt
gupi by wiedzie czym jest sd.
- Nie masz prawa! wrzasn wstajc.
- Jeli nie zamilkniesz to nawet prawo ci nie ochroni. Zwrcia si do Tarvisa
- A teraz powiedz nam co takiego uczynie. Znajc twoje motywy bdziemy
mogli ci sprawiedliwie osdzi.
- Zamaem prawo.
- Dobrze widz e rozumiesz. Mw dalej.
- I Pieprz to wasze prawo! Krzykn Tarvis. Czy powstao ono po to aby
zabija za ciekawo?! Przejrzaem was! Tworzycie iluzj idealnego miasta,
idealnej spoecznoci! Zadam wic teraz pytanie Po co do cholery?!
- A wic wiesz wicej - odetchna - To nie tak, e Selion zosta odizolowany.
Selion by bunkrem, ostatnim bastionem. To e odcilimy si od wiata
zewntrznego byo przyczyn dawnych wydarze.
- Alia, przesta odezwaa si matka Tarvisa, Thovi.
- Wiedzielicie o tym?! Od pocztku?! Jakie wydarzenia skoniy was do
schowania si pod ziemi?!
- Nie twoja w tym gowa! Milcz, tu nie chodzi o nas, lecz o ciebie!
- Ty te zamilknij Lerend! A ty Tarvisie Nalisirze kontynuuj
- Co mam do kontynuowania. Zabilicie Karima! Wiem, e nie jestecie bez
winy!

- Tak. Taki by rozkaz. Zabija kadego kto dostanie si do Selionu zanim


ktokolwiek go ujrzy. Pomyl cho przez chwil. Gdyby Zareanie yjcy w
idealnym wiecie dowiedzieli si o tym, e istnieje inny brudny wiat jakby
zareagowali? Czy nie tak samo jak ty? Chcieliby nas zabi? Zniszczy idealny
system?
- Idealny system? Co idealnego jest w takim systemie gdzie nikt nie moe
decydowa kim bdzie?! Przecie podobno jestemy wolni nie?!
- Tak. Mimo, i tak nie uwaasz jeste wolny. W Selionie mona robi co si
chce jednak musimy przestrzega prawa. Zostao ustanowione ponad 600 lat
temu. Dziaao bez zarzutw do teraz. Kady kto opuci Selion musi umrze.
Jednak ty zrobie to dawno temu, lecz nadal yjesz. Wiesz czemu?
- Nie.
- Kto si za tob wstawi. Wiesz kto?
Przez myli Tarvisa przeszy 2 osoby. Tylko jego matka i ojciec, ale skoro
wiedzieli co robi to dlaczego nie dziaali? Czy postawili si przeciw Radzie?
- Nie wiem.
- Dobrze. Jeli nie wiesz nawet tego to pozwl abymy si udali na narad.
Alia wstaa, za ni po kolei od rodka kady z radnych. Ruszyli w kierunku tylnich
drzwi. - Nie uciekniesz std. Drzwi s zamknite od zewntrz. Sala wypeniona
jest sinym gazem antymagicznym.
- Nie spodziewaj si uaskawienia. Nawet bogowie ci teraz nie ochroni.
odezwa si Lerend. Wieczny nie obroni ci Tym razem.
- Lerend! krzykna Alia Chopak nic nie wie! I niech to si nie zmienia!
Radni wyszli Tarvis spuci gow. Wszystko poszo nie tak. Mia si
dowiedzie dlaczego zgin Karim. Dlaczego Selion jest odizolowany. Co to ma z
nim wsplnego. Jednak podczas tych krtkich obrad odezway si tylko 4 osoby
Zbyt mao Jednak to imi Wieczny. Kim on jest?
Tarvis sta sam na rodku sali, myla o ucieczce ale nie daby rady sam
otworzy wielkich drzwi na zewntrz. Mia w gbi duszy nadziej, e nie zostanie
zbyt srogo ukarany, a jego rodzice wstawi si za nim i uchroni go od najciszej
kary, jednak patrzc z innego punktu widzenia nie byo dla niego adnej nadziei.
Czeka dugo, zbyt dugo co nie wryo zbyt dobrze.
Rada po niemal godzinie wrcia na swoje miejsce, jednak jako ostatni usiedli
wanie jego rodzice. Nie wrcia przewodniczca Rady. Co byo nie tak to
pewne.
- Wyrok rady wydany z postanowienia specjalnego, - odezwa si Lerend
wstajc i trzymajc w doni magiczn kartk. - przeciwko sprawie Tarvisa Nalisira,
ogoszonego zdrajc narodu Zarean i Selionu. Z postanowienia wikszoci
czonkw Rady 9/1, zostajesz niniejszym skazany na mier, w trybie
natychmiastowym.
Tarvis zamar ze strachu. Cofn krok do tyu. Lerend kontynuowa.
- Kara zostanie wykonana przez jednego z mistrzw rady. Ellanda Nalisira,
poprzez wykonanie zakazanego wysokopoziomowego czaru absorpcji duszy.
Elland wsta powoli, lecz nadal sta za szerok aw. - Wyrok zostanie wykonany
bez wiadkw, wycznie w obecnoci
jednostek militarnych. Przywoa
gwardzistw!
Wielkie drzwi si otworzyy. Pozostay otwarte. Gwardzici biegiem zbliyli si
do Tarvisa. Chcieli go zapa za rce, przewrci na kolana i przygotowa na
spotkanie ze mierci.. Stao si
- Nie poddam si Karim.
Sta chwil w miejscu i ju go mieli zapa za rce, lecz on skoczy w przd,
rzuci si natychmiast na swoich rodzicw zasiadajcych w niczym nie
odgrodzonej od oskaronych awie. Nikt nawet nie zorientowa si, e co im
powiedzia, a zaraz potem zacz ucieka w stron otwartych drzwi, potrcajc

gwardzistw. W tej samej chwili da si sysze tylko krtki rozkaz Lerenda,


zastpcy przewodniczcego APA GO!.
Tarvis wybieg z budynku. Przed drzwiami sta tumek ludzi prbujcych
wszelkimi sposobami wej do rodka. Bieg potrcajc po kolei kad osob na
swej drodze. Po schodach w d. Rzucano w niego czary obezwadniajce, ale bez
skutku, trafiajc niewinnych przechodniw. Ruszy wprost przed siebie najpierw
po schodach w d, a nastpnie na samym dole pomidzy zaukami miast. Co
jaki czas widzia jakiego smoka przelatujcego mu nad gow lub,
przechodzcych stranikw, skrca wtedy w inne uliczki. Przez ca drog nie
obejrza si jednak nawet raz za siebie. Zmierza do swojego domu.
W tym samym czasie sala wypenia si, ludzie wbiegli pytajc co si dzieje.
Mistrzowie Rady ruszyli w pogo. Pozostao tylko dwch. Pytano jego rodzicw
cigle w szoku, co im powiedzia, a matka powiedziaa tylko jedno krtkie zdanie.
- Wrc tu i si zemszcz.
Tarvis dotar do swego domu, zasta tam swoj siostr, ktra nie wiedzc o
niczym zajmowaa si sprztaniem przy uyciu czarw przemieszczenia. Nie
spojrzaa nawet na niego. Nie odezwaa si nawet sowem. Gdy wchodzi przez
prg do pokoju Eleira spojrzaa ktem oka na niego. Zym okiem.
Tarvis nie zauway, poszed do swego pokoju i wzi cay schowany pod
kiem ekwipunek. W cigu kilku chwil si uzbroi i wtedy rozbrzmia alarm.
Poinformowano natychmiast wszystkich mieszkacw o powrt do domu, smoki o
patrol powietrzny, a wszystkich gwardzistw postawiono w stan gotowoci. Nie
byo czasu, trzeba byo ucieka.
Wyszed ze swego pokoju i stan oko w oko ze sw siostr. Staa tu przed
nim z przygotowanym ju zaklciem krwi smoka. Natychmiast bez ostrzeenia
rzucia w niego kul ognia. Tarvis unikn tego pocisku skaczc w bok i zaraz
potem musia unika kolejnego. Nie mia nawet moliwoci wytumaczy siostrze,
co si stao na Radzie. Mwi urywki zda, po czym nastpoway kolejne ataki.
Chowa si za meblami, ktre pony w mgnieniu oka. Wyj swj miecz ponad
gow, aby przygotowa si do ataku i w tej samej chwili miecz stopi si od
pocisku ognia. Tarvis wypuci go z rki i nadal ukrywa si za meblami, ktrych
byo ju, co raz mniej.
Jeden z pociskw, ktry trafi przypadkiem w cian pozostawi po sobie otwr
wikszy ni inne, ciana skruszya si tam bardziej. Tarvis zauway to i niestety
wybi si z rytmu. Dostrzeg co jeszcze, co znajdowao si w cianie jednak w tej
samej chwili pad na ziemi otrzymujc pocisk w prawy bok. Krzykn z blu,
upad na podog i przesta si rusza. Podesza do niego jego siostra, ktra
chciaa sprawdzi czy jeszcze yje. Tarvis nagle podnis si, zapa j, powali na
ziemi i oguszy j pici. Gdy jego siostra upadaa na podog usysza krzyki
dochodzce z ulicy. Wiedzia, e to nadchodzi kto nie mile widziany. Z jego rany,
laa si krew, przycisn j tylko rk, nie prbujc nawet jej zatamowa. Nie
pieszy si, podszed do otworu w cianie i dopiero teraz zauway, e znajduje
si w nim kawaek klingi. Skruszy rk cian i wyj z niej pokrzywiony,
zdobiony miecz z zapisanymi runami ktrych nie mg odczyta. Mia on
pozacan rkoje, by niezwykle lekki i wydawao si, i idealnie dopasowa si
o rki. Mia jednak zakrzywiony ksztat i nie pasowa cakiem do pochwy na miecz.
Tarvis wzi go w do i zacz kierowa si do drzwi. W tej samej chwili
ockna si jego siostra, ktra miaa jeszcze si, aby wystrzeli jeden pocisk. Nie
byo szans na jego uniknicie. Tarvis odruchowo zasoni si mieczem, ktry nie
jak inne miecze zacz si topi, lecz odbi pocisk w gr nie zostawiajc na sobie
adnej rysy. Ona stracia przytomno. Dopiero w tej chwili smokokrwisty zda
sobie spraw, e jego miecz nie jest tylko dobrze zdobiony, lecz rwnie ma
waciwoci magiczne. Wychodzc powiedzia jeszcze do nieprzytomnej siostry:
wybacz.

Wyszed z domu i stojc na schodach, zobaczy biegncy oddzia gwardzistw.


W jego stron leciaa lodowa kula ognia. Uchyli si przed ni i wtedy zobaczy e
na czele biegnie jeden z czonkw Rady. Nie usysza dokadnie co mwi przez
krzyki uciekajcych do domw mieszkacw, lecz w jego stron zaczy lecie
niewielkie lodowe igieki. Tego czaru nie zna, nie wiedzia co robi. Nie byo szans
na zablokowanie tego ataku mieczem. Przesun si na bok, skoczy i zapa si
krawdzi ciany schodw. Igieki miny go. Puci si ciany i spad podpierajc
si rk. Spojrza szybko na nadbiegajcy oddzia i ruszy w przeciwnym kierunku.
Dopiero teraz rozpocza si prawdziwa pogo. Zacz biec najkrtsz drog do
poudniowej bramy, jego przejcie znajdowao si po drugiej stronie miasta. Nie
byo, wic czasu na tak ryzykown ucieczk. Wszyscy gwardzici wiedzieli ju o
jego czynie, jednak nie o caej prawdzie. Tylko o tym, e uciek z siedziby Rady i
zaatakowa swoj siostr. Wszystkie informacje byy po prostu przekazywane w
czasie teraniejszym poprzez metamagiczne zdolnoci pomidzy gwardi, a
Rad. Mieli rozkaz zatrzyma ywego lub martwego. Co krok musia skrca w
boczne uliczki, to, co chwil musia unika atakw gwardii magicznej. Zgubi ju
pogo ktra zgubia si par uliczek temu. Jednak z rany wci laa mu si krew,
bezbolenie i powoli, jednak laa si. Wbiegajc w jak uliczk trafi na lepy
zauek. Zatrzyma si, urwa kawaek szaty i zacz opatrywa ran. Zauway go
przelatujcy smok tu nad budynkiem, a byo ich w grze ju bardzo wiele....
Zarycza wciekle dajc znak, i uciekinier jest tutaj. Natychmiast w to miejsce
przybiega caa okoliczna gwardia. Tu przednim pojawiali si kolejno pojedynczy
magowie. Tarvis by bez szans, chyba nie byo innego wyjcia jak si podda.
Mimo, e by ju opatrzony i w peni zdolny do dalszego uciekania nie poruszy
si. Po czym powoli wsta i ju przygotowywa si do oddania w rce gwardii,
podszed ze spuszczon gow. Nagle co si w nim przebudzio, jak gdyby
znalaz rozwizanie z tej sytuacji. Odzyska wiar w siebie i szybkim ruchem
zacz wspina si po cianie jednego z domw. Magowie gwardii natychmiast
zaczli w niego rzuca pociskami, to lodowymi, to kwasowymi a do ognistych.
Tarvis by jednak szybszy i ju zacz biec po rwnych dachach domw, znikajc
im z oczu. Przeskakiwa z jednego na kolejne, a w pewnym momencie wyj swj
miecz. Bieg z nim w rce i zdawao si, e zacz biec szybciej ni powinien.
Teraz rzuciy si na niego wszystkie smoki znajdujce si w powietrzu. Bieg przed
siebie, obok niego pkay dachy trafionych domw. Porusza si, co raz pewniej, z
atwoci unika atakw smokw, nagle skrca, przeskakiwa na dachy innych
budynkw. Gdy nagle tu przed nim z uliczek pomidzy domami zaczy
wylatywa w gr pociski wystrzeliwane przez gwardzistw. Tarvis zatrzyma si i
chcia rozejrze za kolejnym domem, na ktry mgby wskoczy. W jednej chwili
w dom, na ktrym sta uderzya silna fala ognia wystrzelona przez jakiego
smoka. Cay dom w jednym momencie po prostu przesta istnie. Tarvis lecia w
powietrzu i zosta odrzucony na kilkanacie metrw dalej od teraz ju gruzw.
Dosta jedynie kilkoma odamkami, a wielu gwardzistw przysypao pod
szcztkami domu.
Caa sytuacja si troch uspokoia, smoki straciy Tarvisa z oczu i zaprzestay
pocigu. Na pewien czas uznano, e zgin razem z czci gwardii. Tarvis
podnis si, znalaz jak szat, zaoy j i potajemnie uda si w kierunku
najbliszej bramy. Przez bramy mogli przej jedynie czonkowie Rady, inni
musieli ulec smokowi, ktry blokowa j i si oddali, wic jedyn moliwoci by
podstp lub walka.
Tarvis dotar pod wschodni bram, na jej stray sta czarny smok. Dokadnie
ten sam, ktry zabi Karima. Tarvis rozpozna go po blinie na skrzydle. Uczucia
wygray na rozsdkiem. Zrzuci z siebie szat, pod ktr si ukrywa. I
natychmiast doby miecza. Rzuci si na niego z ca swoj wciekoci,
wyskoczy do gry i.. Reakcja czarnego smoka wcale nie bya taka, jakiej si

spodziewa, zamiast otworzy paszcz i zion ogniem smok wzbi si w


powietrze i polecia z dala od Tarvisa. Zwyczajnie uciek. Wylecia grnym
wyjciem na wiat zewntrzny. Tarvis stan w miejscu odwrci si i zobaczy
tylko ogon czarnego smoka. Spuci gow, przez chwil trzyma si w milczeniu,
po czym krzykn z caych swoich si. Pad na kolana i ze smutkiem, a raczej
wciekoci wymamrota co do siebie.
Po chwili wsta podszed do wielkich drzwi i z caej siy otworzy je. Przeszed
przez nie, odwrci si i po raz ostatni spojrza na Selion. Poszed na przd.
Usysza jeszcze jedynie krzyki nadchodzcych gwardzistw, ktrzy zostali za
bram. Nie przeszli przez ni, nie mieli odwagi spotka si z Bogami.

Redskull
Tarvis dugo szed wci na przd podziemnymi korytarzami trzymajc miecz
w rce i w kocu ujrza wiato dzienne. Gdy wydosta si na zewntrzny wiat
spojrza w niebo, aby poszuka czarnego smoka, ktry wylecia, jednak na prno.
Spuci gow i powoli zacz schodzi ze zbocza gry. Obejrza si jeszcze raz za
siebie i woy miecz do pochwy. W chwil potem wyruszy do Redskull. By to
czynnik jak najbardziej naturalny, oddala si od niebezpieczestwa. Po czci
chcia znale rodzicw Karima lub przynajmniej jego wuja, aby powiedzie im, co
si stao. Oczywicie nie mg powiedzie caej prawdy, a tylko skama gdy nie
uwierzyliby w jego nieprawdopodobn opowie.
Dotar do miasta, a raczej miasteczka ttnicego yciem. Dzieci biegay po
ulicach, przy gwnej drodze miecio si duo straganw. Nie brakowao rwnie
stworze innych od ludzi: wiele elfw, krasnoludw, kilku porkw. Jego oczom
ukazaa si dziwna sytuacja, ktrej prawdopodobnie nie zrozumia. Przez ulice
przebieg czowiek w szarych szatach trzymajcy w rce du ksig. Za nim
biegli uzbrojeni onierze. W pewnym momencie ten pierwszy rzuci ma
niebiesk kulk pod ich nogi. Stranicy zatrzymali si. Wtem kula wybucha i
zamrozia obu stranikw w lodowej kolumnie. Niewiele brakowao aby kolumna
dosiga rwnie Tarvisa ktry sta obok. Czowiek w szarej szacie przystan.
Wikszo mieszkacw rozbiega si w rne strony. Tarvis cofn si troch i
przyglda si nadal postaci. Czowiek otworzy ksig, przeczyta zaklcie,
podnis rk do gry z palcem wskazujcym na niebo i znikn rozpywajc si w
powietrzu. W tej samej chwili ld puci i obaj stranicy wzili oddech. Rozejrzeli
si po okolicy po czym obaj poszli w swoj stron. Na ulic wrcili mieszkacy i
znw pozajmowali si swoimi sprawami.
Tarvis rozpocz wreszcie poszukiwania rodziny Karima od straganiarzy. Gdy
pyta wszystkich o takiego chopca nikt nic o nim nie wiedzia. A nawet, jeli
wiedzia to nie mia zamiaru mwi za darmo. Przechodzi od straganu do
straganu, od jednego domu do drugiego, lecz nikt nigdy nie widzia nawet takiego
chopca. Natrafi na ebraka, ktry wznosi rk i prosi o cokolwiek ze spuszczon
gow mwic, co aska. Tarvis, ktry nie wiedzia, e taki prosi o zapat lub
poywienie. Wypytywa go o Karima i jakiekolwiek informacje na jego temat.
ebrak nic nie powiedzia, powtarza swoje, co aska, ale w pewnym momencie
gdy Tarvis ju prawie zrezygnowa podnis gow i spojrza, na niego. Zajrza mu
prosto w oczy i spyta. Jak wyglda ten chopiec?. Tarvis z nadziej wymieni
wszystkie szczegy na jego temat. ebrak powiedzia tylko jedno zdanie.
Widziaem takiego chopca, przyjeda tutaj, co kilka dni z karawan, lecz
ostatnio przebywa tu, co raz czciej, na pewno nie by std, karawana
przyjeda za 4 dni tam go szukaj moe kto co bdzie wiedzia. Tarvis
prbowa wydusi jeszcze kilka sw z ebraka, lecz ten nie odezwa si ju
adnym sowem, nie powtarza nawet swojego, co aska
C mia Tarvis zrobi, jego jedyny przyjaciel nie yje, rodzina i cay Selion
chcia go zabi, a sam Karim nie wiadomo do koca skd pochodzi. Wyszed z

miasta i usiad gdzie pod drzewem. Dopiero wtedy zacz si zastanawia, co si


tak naprawd stao. Mia tak wiele pyta bez odpowiedzi: Dlaczego Rada
zabraniaa przechodzi do tego wiata? Dlaczego utrzymywaa go w tajemnicy?
Dlaczego Karim musia zgin? Dlaczego Rada postanowia go zabi za takie
wykroczenie? Dlaczego we wasnym domu odnalaz ten dziwny miecz? Co
oznaczaj znaki na nim? Co dalej robi?
Wiedzia jednak jedno, musi si zemci na smoku, ktry odebra mu jego
przyjaciela. I nie dopuci, aby w ten sposb ginli rwnie inni. Powiedzia sam
do siebie: Stan si smokobjc. Nie spoczn dopki nie zdechnie ostatni smok
tego wiata

Ksiga
Do pokoju ze starym zielonym fotelem, wygasym kominkiem, maym
stolikiem i du szafk z ksikami wbieg may chopiec. Na fotelu tak samo jak
ostatnio siedzia siwy, starszawy pan.
- Dziadku. Przeczytaem wszystko.
- Wszystko? Ca Ksig? W tak krtkim czasie? W 1 dzie?
- No tak
- Jako nie wierz
- Oj przeczytaem tylko o Zareanach. Przecie o tym miaa by legenda
prawda?
- No tak. Hmmm, o historii Tarvisa wiesz z legendy i spisw... Teori o
Zareanach znasz Wic chcesz wiedzie co byo dalej? Co dziao si w Redskull?
- Tak.
- Dobrze. Zaraz ci opowiem.
Chopiec usiad na pododze tym razem zabierajc lec nieopodal krzesa
poduszk i podkadajc j pod wszystkim znane miejsce.
- Dziadku.
- Co znowu? powiedzia spokojnie penym wyrozumiaoci gosem.
- A waciwie dlaczego ty nazywasz si tak samo jak on?
- Eh Widocznie moi rodzice tak chcieli W tych czasach mio jest mie imi
sawnego bohatera.
- A dlaczego ja nazywam si Karim?
Starzec pochyli si troch do chopaka. Pogaska go po gowie, mile z
uczuciem.
- Bo kady bohater musi mie przyjaciela.

Rok 278 od przybycia przez Ludzi do nowego wiata.


Przepowiednia Milenium zdaje si spenia. Speniy si dwie z
dziewiciu kltw. Krwi i elaza. W 124 wybucha wojna. Caa kraina zalaa
si w morzu krwi. Obja cay Zaetr. Wojna pomidzy kadym Bratem, a
bratem. Ojcem, a synem. Czowiekiem, a istot wiata.
W 220 wybucha kolejna wojna. Pomidzy Ludmi. Pomidzy mieczami,
elazem. Krlestwo ludzi podzielio si na dwie czci. Mieszkam teraz w
Zachodnim, bardziej rozwinitym krlestwie. Staem si nadwornym
skryb. Mam zapisywa wszystko o krlach. Pisz jednak o Przepowiedni
aby moi nastpcy wiedzieli co jest wane.
Ju wkrtce nadejdzie trzecie przeklestwo. Ogie. Chciabym wiedzie
z kim przyjdzie nam walczy, ale to nie jest takie atwe do przewidzenia
Fragment Krlewskich Spisw
Kltwa I
Kltwa II

Kltw mona przeama tylko jeli kady tego chce Nie da si


skoni kadego aby j przeama Nie si Wic kltwa bdzie istniaa
Jest jednak nadzieja Tylko cie nadziei Nadejdzie kto kto tego
dokona Przeamie kltw Lub przyniesie zgub
Fragment Przepowiedni Milenium
Nadzieja

Rozdzia 2 7 dni
Ulewa
Dzie pierwszy ulewa, Tarvis nocowa pod goym niebem, przy tym samym
drzewie, pod ktrym rozmyla, nad sw przeszoci. Nad tym co stao si ju
wspomnieniem. Bez paszcza, jakichkolwiek rodkw do ycia. Nie mia nic na
start prcz swojego miecza i dosy zniszczonego pancerza. Sytuacja z gry
przegrana, bez perspektyw, bez jakichkolwiek szans na stanie si prawdziwym
smokobjc. Nigdy nawet nikogo nie zabi nie liczc kilkudziesiciu zwierzt i

gupich goblinw. Nie mia umiejtnoci zabijania istoty, ktra byaby


czowiekiem. Co maj znaczy ambicje bez moliwoci do ich zrealizowania.
Mimo tak wielkiego deszczu, Tarvis da sobie rad, aby za bardzo nie zmokn.
Wszed na drzewo znalaz miejsce z najbardziej liciastymi gaziami i zacz
cina gazie z drugiej strony drzewa. Zbudowa co na miar szaasu na
drzewie. Ta prosta konstrukcja z gazi i lici pozwolia mu na zrobienie cakiem
mocnej osony przed deszczem. Tarvis rozmyla przez cay czas nad tymi
sprawami, ktre wydarzyy si tak szybko. Co jaki czas zamyka oczy, po czym
nagle przypieszao mu ttno i musia apa oddech otwierajc oczy. Lea na tym
drzewie i w pewnej chwili wydawao mu si, e co zobaczy na niebie. Nie
zastanawia si jednak nad tym i w kocu zasn.
Deszcz la bez adnej przerwy. Co jaki czas przejeday po drodze wozy lub
biegli ludzie aby si schowa przed nim. Tarvis szamota si co jaki czas na
drzewie jak gdyby mia jaki koszmar. Nagle uderzy piorun w drzewo niedaleko i
rozbrzmia potny grzmot. Tarvis obudzi si natychmiast. By cay mokry, ale nie
od deszczu, a od zimnego potu. Jego oddech by znacznie przypieszony, ttno
nie rwne. Zupenie jak gdyby mia przeraajcy koszmar, raczej nie przestraszy
si pioruna, lecz tego, co mu si nio. Uspokoi si, oddech zacz wraca do
normalnoci. Nagle konstrukcja chronica nie wytrzymaa i na Tarvisa naprawd
zacz pada deszcz. Nic nie zrobi.
Patrzy si tylko w d w cakowitym bezruchu. Siedzia tak w milczeniu przez
dusz chwil, po czym zauway, e nie ma na palcu sygnetu. Rozejrza si
spokojnie w poszukiwaniu za nim, ale na drzewie go nie byo. Zszed powoli na d
i szuka go na czworaka w trawie. Co raz bardziej oddala si od drzewa, a w
kocu w trawie znalaz sygnet. Podnis si, dokadnie sekund pniej piorun
trafi w drzewo, na ktrym Tarvis jeszcze przed chwil siedzia. Fala elektrycznoci
przesza przez drzewo po ziemi, a w kocu dotara do Tarvisa. Tarvis poczu tylko
przeszywajcy bl i pad sparaliowany na ziemi, trzymajc wci w rku sygnet.

Erik
Obudzi si niecay dzie pniej, otworzy oczy i zobaczy, e nie jest na
trawie przy drodze, lecz w jakim mieszkaniu. Rozejrza si dookoa. Bya to
zwyczajna chata z tylko jednym pokojem, z niewielk iloci mebli i kilkoma
wiecami. Jedyne drzwi byy w rogu tu koo ka. Naprzeciwlegle do ka w
kcie byo miejsce na palenisko, ktre arzyo si maym kawakiem drewna. Z
dachu w niektrych miejscach laa si woda do podstawionych misek. Nie byo
nikogo w pokoju. Tarvis spojrza na siebie. By w nie swoim ubraniu, mia par
banday na gowie i bardzo bolay go nogi. Rozejrza si dokadnie i dopiero teraz
zauway swj miecz przy cianie niedaleko drzwi, razem z innymi rzeczami. Nie
byo jednak sygnetu. Nie mia go ani na rce, ani na krzele z ubraniami.
Drzwi si otworzyy. Do pokoju wszed jaki stary czowiek w ciemnym
paszczu, opierajc si na swym kiju. Mia brzowe wosy, niebieskie oczy, twarz
pokryt kilkoma zmarszczkami, podziurawione ubranie i zniszczone sanday. By
dosy chudy, w porwnaniu do innych mieszkacw nie odywia si chyba zbyt
bogato. Spojrza wreszcie na Tarvisa i powiedzia.
- Obudzie si wreszcie. Tarvis nie wiedzc, co robi chcia rzuci si do
ucieczki, na to czowiek szybko odpowiedzia Nie wstawaj. Twoje nogi s niele
poparzone, jeli teraz wstaniesz moesz nigdy ju wicej nie chodzi.
Tarvis spojrza na nogi i dopiero teraz zobaczy, e obie s niele
zabandaowane, a ponad bandaem wystaj bble po poparzeniu. Wrci nogami
na ko, na ktrym lea.
Tak lepiej. Za jakie 3 dni bdziesz mg znw chodzi. powiedzia czowiek.
Na chwil podszed do paleniska i gmera jakim prtem w ogniu. Tarvis rozglda
si wzrokiem po caym pokoju, w kocu czowiek zapyta.

- Jak ci na imi chopcze? Tarvis nie odpowiedzia, spojrza nieprzychylnie na


niego i trwa w milczeniu. Jeste niemow, guchy czy moe nie znasz jzyka?
Jeeli adnym z tych to chyba powiniene si przedstawi z samej grzecznoci.
- Tarvis. Mam na mi Tarvis. Wymamrota krtko.
- Tarvis, tak? Nigdy nie syszaem takiego imienia. Ja mam na imi Erik,
mieszkam tutaj od 30 lat. Jakiej jeste rasy?
Tarvis nagle odwrci si i nie chcia nic powiedzie. Erik spojrza i powiedzia.
- Rozumiem. Wic jeste wygnanym. Ech, nie atwo jest, gdy nie ma si
nikogo, a wszyscy twoi bliscy mog ci zabi. Tarvis nic nie zrobi mimo, e
rozpozna drwin w tych sowach - Znalazem ci pod tym zwglonym drzewem.
Wygldao to jak gdyby dosta piorunem, wic miae wiele szczcia, e nie
bye bliej niego. 1 metr bliej i nie leaby tutaj, Lecz pod ziemi. Tarvis
spojrza krtko na Erika, po czym znw si odwrci. - Tak uratowaem ci ycie.
Nawet gdyby si obudzi zanim co by ci rozszarpao nie mgby chodzi i
zmarby z wyczerpania. Tarvis w kocu odwrci si w stron Erika i powiedzia.
- Jestem czowiekiem tak jak i ty. Skama
- Czowiekiem mwisz.. Niech i tak bdzie. Nie wierz za bardzo, e nim
jeste gdy masz dziwny akcent. Kolor twoich wosw mona jeszcze
wytumaczy magicznymi barwnikami, ale ta blizna na ramieniu. Skd, wic
pochodzisz?
- - Tarvis znw nie odpowiedzia
- To te tajemnica? Dobrze, Nie ufasz mi, ja nie musz ufa tobie. Proste.
Erik podszed do wieszaka. Wyj z kieszeni kurtki monet i podrzuca przez
chwil w rce, po czym usiad na krzele przed paleniskiem plecami do Tarvisa
kontynuujc monotonn zabaw. Tym razem milczenie trwao duej. Tarvis
patrzy si w sufit bez sowa. Czowiek te nie odwrci wzroku.
- Dlaczego mnie przyniose tutaj? spyta Tarvis przerywajc milczenie
Przecie wystarczyoby mnie zostawi i zmarbym spokojnie, czego mogem
pragn. Po co mnie stamtd zabrae?
Erik odwrci si z krzesem do Tarvisa i powiedzia spokojnie.
- Masz racj powinienem by ci tam zostawi i przy okazji okra. Jednak nie,
dlatego ci uratowaem. Miae gorczk i gdy leae nieprzytomnie cay czas
mamrotae co przez sen: Zareanie, Eleira, Karim, smoki O co w tym
wszystkim chodzi? Przyniosem ci tylko z powodu mej ciekawoci. Ciekawi mnie
rwnie ta twoja rana na prawym boku. Nie jest ona po zwyczajnym ogniu, jaki
widziaem i jest chyba dosy wiea. Moe sprzed paru dni.
- Nie mam zamiaru o tym mwi Powiedzia Tarvis. To tylko przypadkowe
sowa.
- Tak przypadkowe, e powtarzae je przez cay czas?
- Tak, to tylko przypadek.
- Znowu kolejna tajemnica Erik pokrci od niechcenia gow. - Mgby
przynajmniej powiedzie skd ta rana. Wiem, co widz i rozpoznaj zwyczajny
ogie od magicznego.
Tarvis nagle wzburzy si jak gdyby bardzo mocno go uderzono w czuy punkt.
Krzykn z pogard.
- Ty?! Jak ty niby mgby co takiego rozpozna! Jeste tylko chopem w
wiosce na jakim pustkowiu!
Erik zamar w miejscu. Spuci gow i odwrci si bez sowa. Jego ciekawo
nagle znikna. Tarvis te zamilk. Przybliy si znw do paleniska i siedzia w
milczeniu. Po chwili spokojnie, lecz penym goryczy gosem powiedzia.
- Jak tylko wyzdrowiejesz, wyno si z mojego domu i nigdy wicej tu nie
wracaj.
Nastpnie wsta, wyj z kieszeni sygnet, pooy go na stole, zaoy paszcz i
wyszed z domu trzymajc w rce monet. Tarvis mia jeszcze co powiedzie, ale

zachowa to dla siebie. Lea w milczeniu przez jaki czas. W kocu krzykn z
caych si sam na siebie, po czym lea dalej i z blu w nodze wkrtce straci
przytomno.

Tajemnica
Par godzin pniej Tarvis obudzi si. Lea w tym samym pokoju, z dachu
wci laa si woda, lecz nie pon ogie na palenisku. Erika te nie byo. W
caym pokoju byo zimno i mimo grubej warstwy koder Tarvis zacz powoli
marzn. Nie by przyzwyczajony do zimna ze wzgldu na sw ras i dawne
ciepo bijce z wntrza gry. Palenisko miao przygotowane kawaki drewna, i
wystarczyoby je tylko rozpali. Niestety, poniewa nie mg chodzi, a Erika nie
byo nie mia szans na ogrzanie si. Lea na ku i rozmyla o wszystkich
sprawach, ktrych byo a za duo jak na 3 dni.
Zamkn oczy, pooy si na plecach, w wyobrani widzia wszystko to co si
dziao jak w poszarpanych wspomnieniach przesuwajcych si wci do przodu.
Wszystko rozpoczo od momentu ostatniej rozmowy z Karimem. Powoli ttno
zaczo mu przypiesza. Nie otworzy oczu. Patrzy oczami swej wyobrani. Cay
czas przesuwa si po swoich wspomnieniach. By ju przy momencie ucieczki z
siedziby Rady. Serce bio mu jak szalone, spywa po nim pot i zacz wykrzywia
usta. Mimo tego nie otworzy oczu. Ju sta naprzeciwko swej siostry, gdy nagle.
Co si zmienio. Ttno zwolnio, pot przesta si la po nim, usta wrciy do
swego normalnego wyrazu. Znalaz si w innym miejscu. Nie by ani w Selionie,
ani w Redskull, ani u Erika.
Sta na szczycie onieonej gry. Rozejrza si dookoa, by ponad chmurami.
Nigdy nie widzia takiego miejsca. Dokoa niego pusto. Tylko niene szczyty.
Spojrza w d. To co zobaczy byo przeraajce. Trupy Martwe sine ciaa
pozostawione na skalnej lodowej pce. Zimne, martwe, sine ciaa. Elfie. Z
pewnoci lodowe elfy z gr. Martwe W oddali przed nim, na kolejnej pce z
lodu, dym i krew. Krwawa horda sza po trupach pokonanych wojownikw. Sza w
jego stron, przez przecz. Krwawa armia ludzi. Sign na za plecy. Mia ze sob
nie swj miecz, co innego, co jak Skoczyo si.
Tarvis otworzy nagle oczy, by jednak spokojny. Podnis si troch, dotkn
twarzy i poczu kropelk wody. Najprawdopodobniej i tutaj zrobia si dziura. Tu
nad kiem. Pooy si znw tym razem na boku, lecz ju nie zamkn oczu.
Myla teraz o tym, co si przed chwil stao prbujc poskada wszystkie fakty.
Lea tak tylko przez okoo 20 minut, bo zacz trz si z zimna. Palenisko
nie miao nawet pomyczka, adnego ciepa. Zimno doskwierao mu, co raz
bardziej. Ju mia si podnie i wsta, lecz tu przed postawieniem kroku
zatrzyma si. Bardziej obawia si o wadz w nogach ni zimno. Teraz siedzia
ju na ku i posun si do ryzykownego kroku. W takim stanie niebezpieczne
byo uywa magii szczeglnie dla niego.
Zaryzykowa. Chcia jedynie rozpali ogie. Usiad na brzegu ka, zamkn
oczy i skoncentrowa si. Wypowiedzia sowa czaru. Nic si nie stao. Otworzy
oczy po czym znw je zamkn. Ponownie wycign do kadc na kolanie i
wypowiedzia sowa czaru. Skoncentrowa si, wyciszy. Na doni pojawia si maa
czerwona kulka. Tarvis, zacz si mczy. Kulka powoli stawaa si wiksza. Pot
spywa mu po twarzy, mimo tego mia nadal zamknite oczy. Kula naprawd
zrobia si dua i Tarvis nawet to poczu. Otworzy oczy, spojrza na do i czar
znikn Nie zdoa go utrzyma. Zdyszany patrzy w swoj do i nagle
przypomnia sobie o siostrze. Jak przechwalaa si, e jest lepsza, jak lepiej
kontrolowaa magi i mimo wszystko jak mu pomagaa si uczy.
Zrobio mu si nagle al, a chwil potem poczu gorycz tego, e
prawdopodobnie jej nigdy nie zobaczy i niewiadomo co si z ni dziao wtedy.
Dlaczego nie suchaa mnie? Dlaczego nie pozwolia mi nic powiedzie? Dlaczego

bya jak sterowana przez kogo? Tarvis wrci nogami na ko i spojrza w sufit.
Po czym po chwili znw zasn.
Dzie trzeci od momentu opuszczenia Selionu Erik nie nocowa w domu.
wiadczyo o tym nie zapalone palenisko i stan pokoju taki sam jak z wczoraj.
Tarvisa nie nkay tej nocy koszmary, lecz przemylenia. Obudzi si pnym
rankiem po czym nagle w par minut po pobudce do pokoju wszed Erik. Spojrza
od razu na Tarvisa, a Tarvis na niego.
- Nic nie mw. Wczoraj wszystko widziaem. powiedzia spokojnie
obserwowaem ci od momentu mojego wyjcia przez szpar w deskach.
Tarvis chcia si przyzna do wczeniejszego bdu Erikowi, ale ten powiedzia
pierwszy.
- Wic jeste magiem, ale nie wygldasz na takiego. Raczej jak gdyby twoja
magia bya przeklestwem. Tarvis opuci gow, a Erik kontynuowa Nadal nie
rozumiem, kim jeste naprawd ani skd pochodzisz. Ale wiem, e moesz mi
zaufa. Widziaem rwnie, e nkaj ci koszmary.
Tarvis nic nie odpowiedzia i przesta patrze na Erika. Odwrci si na ko.
- Ju to przerabialimy. Im mniej mi powiesz tym gorzej bdziemy si
dogadywa, a tego nie chcesz chyba? - przez chwil obaj milczeli nie patrzc na
siebie, po czym odezwa si Erik
- Mimo wszystko jestem uparty i znajd odpowiedzi na pytania, ktre mnie
ciekawi. Tarvis nadal nie odwrci si. Erik zorientowa si, e to do niczego nie
doprowadzi.
- No dobrze. Nie chciaem tego robi, ale chyba bd musia. Nikomu jeszcze o
tym nie mwiem, bo chyba obawiam si swojej wasnej przeszoci. Tarvis
zainteresowa si tymi sowami i odwrci si. Najwyraniej Erik mia powody do
wyjcia po niefortunnych sowach Tarvisa
- Jeeli wyznasz mi swoj tajemnic ja rwnie jestem gotowy wyzna moj.
Rzek spokojnie Erik

Kto kiedy powiedzia


Tarvis na chwil zaniemwi. Spojrza Erikowi prosto w oczy. Zastanowi si
jeszcze chwil. Erik odrobin si zawaha, cofn gow do tyu, prawdopodobnie z
tego powodu jak na niego patrzy. Tarvis nagle podnis si, dajc nogom
swobodnie zwisa z ka i powiedzia zowieszczo z odrobin spuszczon gow.
- Kamca! Erik nagle cofn si do tyu. Tarvis zacz mwi powoli i wyranie.
Nie miae zamiaru mi nic mwi. Jedyne, co chciae wiedzie to, to co mnie
spotkao. Chciae mnie zmusi do powiedzenia ci prawdy. Kto kiedy mi
powiedzia abym gdy go zabraknie nie ufa nikomu poza sob posuchaem go
Erik naprawd si przestraszy, gos Tarvisa by inny, bardziej zowieszczy, peen
grozy. Ten kontynuowa.
- Najpierw chciae mnie uczciwie okra. Za przysug, jak od ciebie
dostaem; bandae, dach nad gow, musiabym zapaci, co spowodowaoby, e
stracibym uczciwie miecz, sygnet i prawdopodobnie cay dobytek.
Wczeniejsze oddanie mi sygnetu miao spowodowa faszyw ufno pomidzy
tob, a mn. Miaem ci uwierzy, e mnie nie okradniesz Erik zlk si jeszcze
bardziej
- Ja nie..
Potem chciae mnie wyda. Wiem, e za uprawianie magii w tym miecie
gro surowe kary. Powiedziaby mi o tym zakazie po fakcie i zada haraczu za
azyl. Gdybym odmwi wydaby mnie i otrzyma nagrod. Dlatego czekae tu
za cian, w cigu 2 dni musiae si o tym dowiedzie, a szanse byy due na
jakiekolwiek nadprzyrodzone zdolnoci, wic czekanie opacioby si. Erik powoli
skierowa si do drzwi

Na kocu prawdopodobnie chciae usysze moj histori, aby znale


bogactwa, ktrych si spodziewae. Nie kady posiada zdobiony miecz i zoty
sygnet. Na pewno pochodz z wikszej kolekcji. Jednak powiem ci jedno - Erik
zacz biec w kierunku drzwi
- Zadare z niewaciw osob.
Tarvis nagle wsta, szybkim niczym niezauwaalnym krokiem przesun si
pod drzwi i zagrodzi przejcie Erikowi patrzc mu prosto w oczy. Zdrajca ze
strachem w oczach spojrza w d zobaczy spuszczone z ng bandae bez
adnego ladu poparzenia. Przerazi si i pad na ziemi do tyu. W grozie i
strachu drc, siedzia podpierajc si rkoma na pododze.
- Potrzebowaem tylko jednego powiedzia Tarvis ju troch sabiej Tego
aby si przyzna, aby moja teoria si potwierdzia, co wanie zrobie. Tarvis
zacz rk siga w kierunku miecza.
- Nie zabijaj mnie!!! Krzykn Erik, Tarvis cofn rk Ja tylko
potrzebowaem pienidzy, aby przey kolejny dzie!
- Nie zabij ci. Opatrzye mi rany i udzielie schronienia. Mimo tego, e tylko
po to, aby mnie wykorzysta, zrobie to. Dlatego nie zginiesz. Nie dzisiaj. Tarvis
pochyli si nad Erikiem i powiedzia.
Kto mi kiedy powiedzia Ten kto powiedzia mi znacznie wicej ni
sowa. Po tych sowach wsta i powiedzia do Erika Zapomnij o tym wszystkim,
co si tu stao albo wrc si zemci.
Erik zaniemwi, cofn si pod przeciwleg cian wci siedzc na pododze,
a Tarvis podszed, lekko kulejc na praw nog do swoich rzeczy. Ubiera si, a
Erik wci nie mogc oderwa wzroku od Tarvisa chyba ze strachu, nadal
znajdowa si na dywanie. Gdy Tarvis uzbroi si podszed do drzwi spojrza krtko
na przeraonego Erika i wyszed z domu. Erik siedzia tak jeszcze przez kilka
godzin. Gdy Tarvis zamkn drzwi na jego twarzy pojawi si drobny umieszek.
Wyruszy powoli lekko utykajc, drog w d w kierunku centrum miasta. W rce
trzyma zot monet

Sygnet
Miasto ttnio yciem. Co krok elfy, ludzie, pelfy, par krasnoludw. Spojrza
na sw praw stron. Z budynku potna kobieta wyrzucia jakiego pijanego
mczyzn. Ten wyldowa na brukowanej drodze omal wpadajc pod koa
przejedajcego wozu. Kobieta wrcia do budynku. Tarvis zainteresowany t
sytuacj przeszed na drug stron drogi. Stan pod drzwiami. Spojrza na szyld
wiszcy nad gow. winie trzy. Nazwa nie mwia mu nic. Co kazao mu wej
do rodka, moe fakt. e w takim miejscu mona znale jakiego przewonika i
zasign informacji.
Wszed do rodka, trwaa tam bjka. Dwch pijanych mczyzn trzymao w
rekach krzesa, a trzech po przeciwnej stronie rzucao butelkami. Jeden dosta
butelk i pad pod cian. Tarvis dostrzeg, e pod cian byo jeszcze dwch do
ohydnie wygldajcych osobnikw. Jeden mia rozcit gow. Wtem ostatni
schowa si pod st. Wsta i ustawiajc go jak taran rzuci si na tamtych trzech.
Potrcajc po drodze wszystko i wszystkich przewrci dwch i wyrzuci razem ze
stoem przez okno. Zatrzyma si. Ostatni podszed do niego i uderzy butelk o
gow. Ten obrci si lekko zamroczony po czym uderzy z pici i pad na ziemi.
Mczyzna z butelk od ciosu przewrci si na ziemi
Tarvis widzc sytuacj wyszed. Co kazao mu zosta, ale za razem chcia
wyj. Wyszed na drog. Sprawdzi sw kiesze. Nie mia swojej monety. Kto
okrad go. Rozejrza si dookoa ale nic nie znalaz, ani nikogo kto mgby go
okra. Zdenerwowany poszed w d drogi.
Mino kilka minut. Przeszed koo duej fontanny, w ktrej bawiy si mokre
dzieci. Prawie go ochlapay. Jaka matka wzia swoje dziecko z wody krzyczc na

nie. Szarpna chopca i zacigna prawdopodobnie do domu. Chopiec


pozbawiony zabawy rozpaka si.
Idc dalej Tarvis poczu nagle bl w stopie, przystan, to kamie wbi mu si
przez niestety czciowo stopione buty. Wyj go i ruszy dalej. Chwil potem
znw wbi mu si kamie i po raz kolejny, lecz w drug stop. To ju byo
irytujce. Zauway to miejscowy kupiec. Zawoa do niego.
- Hej chopcze podejd tutaj. Tarvis niepewnie po incydencie, ktry dzia si
nie ca godzin temu podszed do straganiarza Widz, e twoje buty s cakiem
zniszczone. - Tarvis wstydliwie prbowa je schowa noga za nog. Mam dla
ciebie wietn ofert. Schyli si pod lad i wyj spod stou par czarnych,
skrzanych butw. Najlepszy towar. Lepszego nie znajdziesz. Oferuj ci je
jedynie za 20 sztuk srebra.
- Nie mam pienidzy odpowiedzia krtko. Handlarz straci swj umiech,
schowa buty.
- Nie ma pienidzy, nie ma towaru. Powiedzia stanowczo, jednak po bardzo
krtkiej chwili Chocia. Twj piercie.
Tarvis zdziwi si, po chwili zorientowa si, o co mu chodzi i zasoni rk z
piercieniem drug rk.
- Spokojnie, nie dam ci za niego tylko butw. Mog jeszcze zaoferowa peny
pancerz skrzany, pochw na twj miecz i troch prowiantu, lub czego innego,
wszystko w stylowej czerni. Dogadamy si?
- Ale to jest pamitka po. Tarvis dopiero teraz zda sobie spraw, co
posiada. By to przedmiot, ktry za kadym razem, gdy na niego spojrza
przypomina mu wszystko o Selionie, niestety przede wszystkim te ze
wspomnienia. Chwil popatrzy na piercie i powiedzia Dorzu jeszcze 100
sztuk srebra i wezm wszystko.
- O nie dorzuc tylko 50.
- Ju i tak obniyem cen do minimum. Te 100 stuk jest jedynie na drobne
wydatki. Sprzedasz pniej piercie z wysokim zyskiem, wic co ci szkodzi. Kupiec zawaha si - Niech ci bdzie umowa stoi, ale dlaczego wic tak tanio chcesz sprzeda
sygnet? Skoro twierdzisz, e bd mia z tego zysk?
- Bo mi si pieszy, nie twj interes.
- Dobrze nie chciaem ci urazi. wycign rk, aby dobi z Tarvisem targu.
Tarvis rwnie wycign do, ale tu przed podaniem zawaha si. To
naprawd dobry ukad. Co ci szkodzi, przecie nie zajdziesz zbyt daleko w
zniszczonym ubraniu. Tarvis spojrza odrobin nieprzychylnie na handlarza i
ucisn mu do.
Wzi z lady czarny pancerz, poszed na zaplecze, zmieni strj i zostawi stary
ubir na ladzie. Podzikowa i zacz si oddala od straganu. Kupiec nagle
krzykn do niego. Tarvis odwrci si i dosta w gow zawinitym kawakiem
materiau z kartk. Podnis go, rozwin i zacz czyta. Zapomniaem ci da
opaski, przyda si. Powodzenia w podry.
Rozwin materia i zacisn opask na czole. Pozdrowi jeszcze kupca i poszed
w d drog. Handlarz usiad na chwil na krzele i spojrza na piercie obracajc
go w palcach. Powiedzia do siebie.
- Tak stary Albercie, zrobie bardzo dobry interes

Miecz
Tarvis dotar do centrum miasta. Wiele osb zwracao na niego uwag. Taki
strj przykuwa uwag bardzo duej iloci ludzi. Zazwyczaj byli to tylko niewinni
gapie ktrzy przystawali i gapili si na niego. Ruch panowa tutaj wikszy ni w
innych czciach miasta. Tarvis rozglda si za jakkolwiek karawan. Zobaczy

jedn kilkanacie metrw dalej zoon z 5 wozw. Podszed do waciciela


stojcego na wozie i adujcego skrzynie.
- Przepraszam.
- Tak, o co chodzi chopcze? Powiedzia waciciel cikim basowym gosem
- Czy jedzi z panem pewien chopiec? Mia na imi Karim.
- By moe jedzi, ale mam sab pami. Tarvis zdziwi si, gdy ten
wycign do niego do.
- Niech pan sobie sprbuje przypomnie, to bardzo wane dla mnie.
odpowiedzia spokojnie. Waciciel zorientowa si, e nic nie wyudzi, wic
schowa rk.
- Tak, jedzi kto taki. Mia pomidzy 18, a 19 lat. Czasami wsiada w Maerlar,
czasami w Skuld. Ale niczego tam nie znajdziesz. Wioska podobno zosta spalona
niecay dzie temu, przez okolicznych bandytw.
Tarvis spuci gow, w jego sercu pojawia si pustka. Szanse na odnalezienie
rodziny Karima przepady. Jednak przewonik zainteresowa si Tarvisem. Podczas
gdy ten patrzy si w jeden punkt na ziemi waciciel karawany oglda go caego,
jego ubir, cer, wosy i skoczy na mieczu. Zacz przyglda mu si uwanie i
Jego wyraz twarzy si zmieni, otworzy usta ze zdziwienia. Pomyla.
Niemoliwe. Przecie to jest miecz krlewski. To jest miecz krla Larsa V. Ale, skd
taki dzieciak miaby miecz samego krla. Przecie ten miecz znajduje si w
Esmeltara. Chyba, e to tylko replika. Musz to sprawdzi
- Co si stao? Zapyta Tarvis. Handlarz wyrwa si z transu Dobrze si pan
czuje?
- Ja? A tak, tak dobrze, nie skar si. Chopcze mgbym zobaczy twj
miecz? Tarvis cofn si troch. Spokojnie chc tylko zobaczy rkoje.
Tarvis spojrza nieprzychylnie na handlarza, ale zdj pochw z plecw i poda
tak, aby mona byo od razu chwyci za rkoje. Handlarz wycign rk przed
siebie. Ju mia dotkn za rkoje. Gdy nagle niedaleko na wzniesieniu
nadjecha konny patrol. Ich dowdca powiedzia.
- Kto napad na Erika szewca i oszuka Alberta handlarza. Wiemy, e bya to
jedna i ta sama osoba. Jest ubrany w czarny strj z czarn przepask na gowie.
Podobno zna magi wic moe by szczeglnie niebezpieczny. Tarvis zlk si
niesychanie. Wiele osb go widziao, a po sowach wypowiedzianych przez tego
dowdc wszyscy natychmiast si na niego rzuc. Spojrza szybko na
przewonika, ktry cofn si do tyu i powiedzia do niego.
- Pom mi. Przewonik nie wiedzia, co mia zrobi. Z jednej strony miecz, z
drugiej wydanie chopaka. Spojrza na niego i powiedzia szybko.
- Schowaj si na wozie.
Tarvis szybko wskoczy na wz i ukry si w towarach znajdujcych si na nim.
Zapa w rk miecz, nie wyjmujc go z pochwy. Kupiec jeszcze co do siebie
wymamrota. Gdy nagle podjecha do niego patrol. Handlarz zlk si i nie
wiedzia co robi. Tarvis cicho schowa si za jakim workiem. Pierwszy odezwa
si dowdca patrolu.
- Jedcie ju. Blokujecie przejcie.
- Tt-tak jest. Odjechali. Handlarz odetchn z ulg. Spi konie i wyruszy
pierwszym wozem, kolejne wozy ruszyy tu za nim.

Pierwsza krew
Podr mijaa spokojnie. By ju wczesny wieczr dnia trzeciego od
opuszczenia Redskull i karawana dojedaa do Maerlar. Na niebie pojawiay si
chmury dosy ciemne, chyba zanosio si na deszcz. Przez ca drog kupiec
bardzo krtko rozmawia z Tarvisem. Wymienili tylko kila zda, przedstawili si
sobie, po czym Smokokrwisty zapaci 50 sztuk srebra za przejazd. Pniej nie
rozmawiali ze sob ju w ogle. Nawet na postojach nocnych Tarvis siada z

daleka od ognia, ale i tak otrzymywa posiek, by w kocu pasaerem. Amar


dosiad si do niego tylko raz, nie usysza jednak ani sowa, nic. Mwi jak do
kamiennej statuy zamarej w przygnbionej, lecz zej zarazem pozie.
Podczas caej podry Amar czsto spoglda na Tarvisa gdy ten spa lub
bezmylnie wpatrywa si w podog. Zastanawia si wtedy na temat miecza i
tego jak taki dzieciak mgby by oszustem i rabusiem. Tarvis jednak nie by a
taki spokojny i nie mia takich bahych problemw. Mia koszmary. Byy one tak
wiarygodne, e za kadym razem budzi si zlany potem. Nie byy o przeszoci i
przyszoci, tylko o teraniejszoci i o rzeczach ktrych nie rozumia.
Jak by na skraju wwozu. Za nim bieg tum ludzi. Na dnie wwozu byy
donie. Rce ktre wycigay po niego swe sine donie. Nie mg nic zrobi. Tum
bieg w jego stron. Ludzie skakali w przepa. Tarvis zosta tam wepchnity
rwnie. Budzi si wtedy. Zawsze zlany potem.
Mia wiele koszmarw. By na rwninie. Sta naprzeciwko swej siostry. I swej
rodziny. W odlegoci kilkunastu metrw. Zacz biec w ich stron. Nagle pojawi
si czarny smok. Smoczym oddechem zabi wszystkich. Zrobi obrt nad
Tarvisem. Ten odwrci si. Za nim sta Karim. Tarvis krzykn. Zacz z caych si
biec w jego stron. Smok krtkim oddechem spali go. Tarvis zatrzyma si. Pad
na kolana. Smok nie zwracajc na to uwagi utworzy wok niego ognisty krg.
Tarvis nie zareagowa. Smok wzlecia w gr. Zacz pikowa. W d. Tarvis
zamyka oczy i budzi si.
Jeden sen by jednak szczeglnie dziwny. Tarvis znalaz si na wzgrzu, penym
kwiatw i traw. Byo tam drzewo, jedno drzewo ktre miao 2 gwne konary
rozdzielajce si w przeciwne strony i due, nieznane, dorodne owoce. Spojrza w
d. Po jego lewej stronie staa armia ludzi, po prawej Zareanie. Wzgrze zaczo
si nagle znia i odsonio przed sob dwie wielkie armie. Teraz wszdzie dookoa
stali wojownicy bez twarzy. Nie mieli oczu, uszu, ust. Zupenie jakby kto wymaza
ich wygld i uczucia. Nagle kto da rozkaz do ataku. Nie wiadomo czy by to
czowiek czy kto inny. Tarvis spojrza na dwie armie biegnce w jego kierunku.
Stwierdzi, e nie moe si ruszy. Ze strachem sign za plecy, nie mia miecza.
Mia go czowiek biegncy wprost na niego
Nagle bysk. Znalaz si w innym miejscu, ciemnym, krwawym. Nie to byo
Byo tam drzewo. Z dwoma konarami. Przecite. Przecite w p, bez owocw,
bez lici. Byo martwe. Rozejrza si dookoa. Wszdzie trupy, trupy i uciekajcy
wojownicy, zarwno Zareanie jak i ludzie. I nagle dwch pozostaych,
walczcych. Jeden, czowiek trzyma jego miecz. Drugi by z pewnoci
Zareanem, broni si przed napywajcymi falami ognia, tworzc po kolei
magiczne tarcze pkajce jedna za drug. Tarvis zamar w miejscu. Patrzy jak
czowiek wci zyskuje przewag. Nagle co w nim si przeamao. Zacz biec
przed siebie i podnis miecz lecy na ziemi. Miecz nagle zamieni si w proch.
Zatrzyma si, spojrza ze strachem na donie, byy zwyczajne, ale we krwi. Krwi
wszystkich ktrzy tu zginli, jednej krwi. Podnis kolejny. Ten take rozsypa si.
Zacz si denerwowa i biega midzy trupami z niewiedzy i strachu. Nagle
brzk ostrza. Odwrci si. Ujrza padajcego na kolana Zareana. Czowiek wbi
mu miecz przez pier.
Tarvis stan w milczeniu. Nagle czowiek spojrza w jego stron. Mia twarz
Nie tak jak inni, on mia pen twarz. Zowieszcze brzowe oczy, krtkie brzowe
wosy wie szram na lewym policzku. By z pewnoci mody. Czowiek powoli
skierowa si do Tarvisa. Ten poczu, e znw nie moe si ruszy. Nic nie mg.
Nawet nie poruszy rk. Czowiek przypieszy i ju byo pewne, e zaatakuje.
Tarvis szarpa si z jak si ktra go blokowaa. Nie mg si wyrwa. Czowiek
ju bieg. Wyskoczy do przodu z mieczem za plecami.
Nagle bysk.
I tylko gos.

- Tarvis, obud si. Za chwil dojedziemy do Maerlar, lecz nie liczybym na


zbyt duo, wioska zostaa spalona, dzisiaj min 4 dni od ataku. Ech, yjemy w
zbyt niespokojnym wiecie.
Tarvis mia lekko podwyszony puls. To co si teraz stao byo najdziwniejsze
ze wszystkich snw. Nie, to nie sen. To byo to samo, co mia bdc u Erika.
- Tarvis?? Powtrzy jakby w celu sprawdzenia czy yje. I odwrci si.
- Moe mi to w niczym nie przeszkadza. odpowiedzia krtko i raczej w zoci,
nie podnoszc si. Sam ju nie wiem czego chc.
- A czego chciae?
- To ju nie jest wane.
- Moe jednak? Amar by wyranie dociekliwy.
- Nie mog ci powiedzie o moim yciu, ale o moim marzeniu mog. Tarvis
poprawi sobie oparcie z workw z towarami. Chciaem zosta smokobjc.
Miaem zamiar zabi wszystkie smoki na wiecie.
- Smokobjca Wszystkie smoki? W tych czasach to ju nie takie proste. Duo
jest smokobjcw i innych wybijajcych rne potwory, ciko z tego wyy, a
jeszcze ciej przey wystarczajco dugo. Ponad poowa ginie ju przy
pierwszym zadaniu. To moe by twoje ostatnie marzenie. Nie jeste za mody?
- Za mody?
- Wygldasz na nie wicej ni 18 lat. Smokobjcy maj minimum 30 i zabili na
swoim koncie mnstwo osb i innych stworw.
- 18?! Mam 23 lata! Znaczy niedugo bd mia 23, za miesic.
- Kogo chcesz oszuka? Nie wygldasz na tyle. Koczmy t dyskusj.
odwrci si i spi konie lejcami - Z takim marzeniem nie warto si rozpdza ju
teraz.
- To nie marzenie, to zemsta. Pewien smok - zwolni mwi, a Amar
przekrci lekko gow. - Zabi mi przyjaciela, ale to byo z mojej winy. Nie
powstrzymaem go przed pjciem do tej bestii, a sam uciekem. Pozwoliem mu
zgin.
- Wspczuj.
- A co tu jest do wspczucia! Taki jest ten wiat, kady zabija si nawzajem,
bestia rozszarpuje inn besti! Zapado milczenie, Tarvis przekrci si na bok.
- A ten miecz? Dostae go specjalnie na smoki?
- Miecz? Nie, nie. obrci si znw - Widziaem, e si nim bardzo
interesowae. Zupenie jakby zobaczy co niesamowitego Ten miecz,
znalazem. Ale to gdzie ju powiedzie nie mog.
- Rozumiem. Bye moe wic kiedy w Esmeltara?
- Nie, nigdy. Waciwie to nie zapuciem si dalej ni poza Redskull.
- Nigdzie?
- Nigdzie.
- Rozumiem, a moesz mi wytumaczy to co dziao si w Redskull, ta afera z
szewcem i handlarzem.
- Eh, sam nie wiem. Szewc, chcia mnie okra wic go nastraszyem mieczem
i gron min, a handlarzowi daem swj piercie za strj. Nie wiem co takiego
stao si u niego.
- Czyli znalaze si w zym miejscu o zej porze?
- Tak, chyba tak.
- Dobrze zadam ci tylko jedno, ostatnie pytanie. A ta magia? Podobno jeste
czarownikiem to po co ci bro.
- Nie jestem adnym magiem, to byo tylko takie jedno zaklcie, kiedy
przegldaem jakie ksiki z czarami, nauczyem si tylko tego jednego.
- A co to byo?
- Kula ognia. Najzwyczajniejsza kula ogniowa, ktra i tak mi nie wychodzi.
Wybucha w rce lub znika.

- Rozumiem. Mimo wszystko do czarw potrzeba jakichkolwiek wrodzonych


zdolnoci aby je opanowa. Czy nie?
- Starczy ju tych pyta. Ale moe ty mi co powiesz.
- Co takiego?
- Dlaczego pozwolie mi wskoczy i si ukry? Przecie moge mnie wyda i
zgarn nagrod.
- Nie wiem Odruch. Moe po prostu nie sdziem e zrobie co zego.
- Rozumiem A co waciwie wieziecie?
- A rne towary. Handluj od miasta do miasta. W Skuld mam siedzib razem
z moim bratem. Jest kowalem wic zaopatruje mnie w narzdzia i naprawia
troch wozy. A ty waciwie masz gdzie si podzia? Zapyta obracajc si w
stron Tarvisa.
Nastao dugie milczenie, Tarvis odwrci si i pooy. Amar zamilk rwnie i
pilnowa drogi. Jechali w milczeniu jeszcze przez chwil. Smokokrwisty rozmyla
nad wieloma sprawami, lecz nie odnonie Selionu, lecz tego wszystkiego co dziao
si poza nim.
- Zaraz bdziemy w Maerlar. powiedzia po chwili.
W powietrzu utrzymywa si dziwny zapach. Spalenizna wypeniaa ca
okolic. Sadza znajdowaa si na liciach drzew i drodze. Tarvis wsta powoli,
przemieci si po wozie i usiad obok Amara. Handlarz spowolni konie i da znak
wozom jadcym za nim aby rwnie zwolnili. Oczom obydwu ukaza si
przeraajcy widok. Odrobin na wzniesieniu sta spalona doszcztnie wioska.
Wokoo krew i trupy. Dym jeszcze unosi si nad resztk zgliszczy. To co tu si
dziao byo masakr. Krew wypeniaa rw. Bya skrzepnita, nie oczyszczona, nie
ruszana. Po prostu zastyga od momentu rzezi. Rzeka z krwi.
Tarvis przeraliwie bdzi wzrokiem po caej wiosce. Wszdzie spalone ciaa,
dzieci kobiety, pomordowane dla zwykego rabunku. Bez szans na obron,
mczyni nawet nie mieli broni, atak musia wic nastpi w nocy. Nagle jego
oczom ukaza si widok jakiego si nie spodziewa. Na gwnej drodze lea
czowiek, ktry jeszcze y. Nie mg si podnie ale prbowa czoga si po
ziemi. Tarvis zeskoczy z wozu i zacz biec w jego kierunku. Amar krzykn do
niego.
- Stj!! Gdzie ty idziesz?!! po czym zatrzyma swj wz, zszed i zacz biec
za Tarvisem. Jednak mimo swego wieku nie bieg tak szybko jak on. Tarvis ju
zblia si do czowieka.
Zwolni podszed do niego, pochyli si nad nim i obrci go. Czowiek lea na
ziemi, koszul i spodnie mia cae we krwi, rozdarte, ale co byo nie tak. Nie
mia adnej rany, nawet zadrapania. Tarvis wsta, odsun si troch kadc
rannego na ziemi i patrzc na niego. Po czym usysza krzyk Amara.
- T-tarvis, u-uciekaj. po czym osun si na ziemi.
Tarvis natychmiast obrci si w jego stron. Ujrza posta w czarnym stroju z
zakryt pod kapturem twarz. Mczyzna trzyma w elaznej rkawicy
zakrwawiony miecz. To bya puapka. Tarvis sta w milczeniu z otwartymi ustami i
strachem w oczach. Amar lea jeszcze ywy, lecz konajcy z otwartymi oczami
na ziemi. Nie mg nic mwi ani si poruszy, ostrze przebio go na wylot. Tarvis
sta jak kamie nie wiedzc co robi. Chcia rzuci si na tego kogo, ale
paraliowa go strach. Co nagle szarpno go za nog. Ten na wpmartwy
czowiek by jednym z nich! To wanie on by przynt na kupcw i przejezdnych.
Zrozumia to przed chwil. Tarvis wyrwa si z transu. Doby miecza, i mia zada
cicie gdy nagle pad plecami na ziemi szarpnity po raz drugi. Lea na niej
majc w rce miecz. Bandyta, wci trzyma go za nog. Tarvis szybko podnis w
gr lew nog i z caej siy kopn czowieka w do. Bandyta puci nog Tarvisa,
zacz krzycze i zwija si z blu. Smokokrwisty wsta i stan naprzeciw ju
trzem bandytom.

Koo karawany znajdowaa si reszta agresorw. Naprzeciw Tarvisa stay trzy


postacie. Jeden, prawdopodobnie herszt ubrany by w czarny strj, reszta w
czerwone stroje. Skrzane spodnie, koszule, chusty na ustach i w doni kadego
rapier tak prezentowali si wszyscy. tylko ten w czarnym by inny, mia na koszuli
kolczug czarn jak i caa reszta stroju, elazne rkawice na doniach, szpad
oraz odkryt twarz pen blizn. Nagle zapanowaa dziwna atmosfera. W powietrzu
sycha jedynie byo jki lecego rabusia zwijajcego si z blu i dwiki
tuczonych towarw. Herszt podnis gow i spojrza z pogard na Tarvisa. Wzi
w drug do kling i przetar j z krwi o rkawic. Przemwi do Tarvisa.
- Czego si patrzysz chopcze? Chcesz skoczy jak ten tutaj? Zgrywasz
bohatera?
- ..
- Co mi zrobisz? Dotkniesz?! wrd jego partnerw wybuch miech Daj ci
szans eby mg przey, a ty tak zwyczajnie stoisz? Guchy jeste czy jak?!
Zwiewaj std pki ci ycie mie!
- - Tarvis wci sta w milczeniu.
- Heh. Pierwszy raz trafia mi si taki chojrak. Dzieciak i to jeszcze z
wykaaczk. caa trjka zacza si mia Co, moe chcesz pomci tego tutaj?
Moe go jeszcze chcesz uratowa? Chcesz to sobie przyjd i zabierz to cierwo.
Do herszta podbieg nagle jaki bandzior i wyszepta mu co do ucha. Ten
tylko zdziwi si i wysa ca trjk do karawany. Po czym znw powiedzia do
Tarvisa
- Nie chciaem tego robi, zabijanie dzieciakw nie jest w moim stylu. Ale
wyglda na to, e nie dae mi wyboru. Ten twj towar jest ciekawszy ni si
spodziewaem. Ucisz t pokrak lec na ziemi i przygotuj si na bardzo brzydk
mier.
Tarvis przygotowa si, nie czu ju strachu, lecz wcieko. Zebra jej tyle w
sobie, e mgby wybuchn, lecz na jego twarzy nie byo nawet jej cienia.
Malowaa si jedynie pewno w tym co miao si za chwil sta.
Krok w przd, przejcie na bok, parada, kontra, ciecie poprzeczne, odskok w
ty, uspokojenie.
Atak wroga, piruet, blok mieczy powietrzu, uderzenie jedn rk w wtrob,
odepchnicie, podejcie, atak na gow (zablokowany), piruet, atak w plecy.
Tak wanie nauczy go walczy Karim. W razie jakiejkolwiek walki mia wanie
tak zrobi. Podczas gdy pierwszy sposb by na potwory ten drugi mia by dobry
w walce z jakimkolwiek humanoidem. wiczyli je midzy sob jednak poprzez to,
e znali kady kolejny ruch nie byo szans na sprawdzenie tego w prawdziwej
walce.
Tarvis poruszy si pierwszy, krok w przd, przejcie w bok i nagle herszt
pobieg w jego stron. Biegnc zaatakowa na grn praw stron ciaa Tarvisa.
Jemu ledwo co udao si wykona parad i mia wykona piruet do kontry gdy
dosta pici w prawy bark. Bl od twardej rkawicy by tak mocny, e wypuci
miecz z rki, przyklk na kolano i zacisn mocno zby. Herszt przebieg dalej i
stan naprzeciw niego w redniej odlegoci.
Tarvis wsta powoli, podnis miecz, lecz aby nie walczy z blem przeoy go
do lewej rki. Herszt umiechn si szyderczo, znw pobieg w stron Tarvisa,
lecz tym razem Zarean nie da si zaskoczy. Przygotowa miecz do sparowania
ataku na gow, tym razem lew stron. Herszt zaatakowa wanie tam i kiedy
Tarvis zablokowa jego atak wykona cios rk w przepon. Tarvis ktry w por
zareagowa wstrzyma praw rk nadcigajc pi. Walka na chwil
zatrzymaa si, Herszt z caej siy prbowa wci trafi w cel, a Tarvis mimo blu
wci go powstrzymywa. Jednak bl by silniejszy, a rka odmwia
posuszestwa. Zsuna si zostawiajc wolne pole do ataku. Dosta cios w
przepon, ktry odrzuci go dosy daleko do tyu. Tarvis polecia w ty puszczajc

z rki miecz i ldujc na plecach. Po chwili jednak wsta podpierajc si lew


rk. Przyklkn na kolanie i sign po lecy miecz. Jego wyraz twarzy nie by
ju taki spokojny, peny wciekoci wzrok i zby zacinite z blu. Wtem Tarvis
kaszln krwi przed siebie zostawiajc na ziemi krwist plam.
- Eliantis, gerant!! zakl. Byo to co co nawet nie miao odzwierciedlenia
we wsplnym, a tak straszne przeklestwo. Przetar krew z ust rk i spuci
gow.
- Czary? Hoho, to moe by nawet zabawne.
- Nie czary, to tylko taki jeden zwrot. Nawet nie chcesz wiedzie co oznacza.
Szczeglnie twoja matka. powiedzia spokojnie. Podnoszc lekko gow.
- Hehe, dawno si tak nie bawiem. No i co rycerzyku, aujesz teraz, e nie
zwiae?! Jeste tylko dzieciakiem tak jak mwiem, may smarkacz.
Tarvis zaniemwi, zamkn na chwil oczy i skoncentrowa si. Gromadzi
wszystkie swoje siy.
- Dugo mam jeszcze na ciebie czeka?! Czy moe ja mam zacz?! Herszt
ponagla
Tarvis skoncentrowa si, przesta myle o tym co si przed chwil stao. Nie
myla nad rnic siy. Wystarczy mi jeden cios!
Wzi miecz w obie rce jednak przenoszc jego ciar na lew rk i ustawi
za sob. Podnis si z kolana. Zacz biec prosto na herszta, nie krzycza, bieg w
milczeniu podczas gdy tamten sta w miejscu krzyczc co. Smokokrwisty nawet
tego nie sucha, widzia jak jego usta si poruszaj, jednak nie sysza sw. Bieg
w cakowitej ciszy umysu, aden dwik nie zmci jego koncentracji. Tarvis w
pewnym momencie wyskoczy do przodu nadajc sobie drobnej rotacji. Herszt,
spodziewa si, e chopak bdzie blokowa na praw stron. Wykona mocne
cicie od lewej w stron spadajcego Tarvisa gdy nagle! Jego ostrze trafio na
blokad, zlk si przeraliwie. Miecz zatrzyma si na klindze Tarvisa, ktry
nadajc sobie rotacji i ustawiajc miecz za plecami perfekcyjnie go zablokowa.
Majc wci rotacj i wbity miecz w szpad herszta smokokrwisty mocnym
ruchem ramion wyszarpn mu miecz z rki. Krzykn.
- Karim!!!!!
I przenoszc ciar swojego miecza nad gow zastosowa potny atak w
samej ostatniej fazie spadania. Cios, ktry zakoczy wszystko, poprzez prawe
rami bandyty, przez brzuch a do lewej nogi. Herszt ze strachem w oczach
otrzyma atak tak potny, e jego kolczuga pka niczym nitka, a cae cicie
wytrysno krwi. Polecia do tyu padajc bezwadnie na ziemi. Tarvis le
wyldowa i poturbowa si. Upad na plecy lec niedaleko czarnego bandyty. By
wykoczony po tym ataku i nie mg si od razu podnie. Obaj spojrzeli na
siebie. Hersztowi z ust leciaa krew. Wykrztusi j po czym wskaza palcem na
Tarvisa i powiedzia.
- D-dzieciak.
Z nieba zacz pada deszcz.

Deszcz
Tarvis lea jeszcze przez chwil, herszt przesta ju sapa i oddycha. Bandyta
ktry wczeniej lea z blu zmiadonej rki, przyglda si uwanie caej walce.
Oglda j z niezwykym zaciekawieniem i na kocu strachem poczonym z
niewiar. Przecie jego herszt zabija dzieci, kobiety, wszelakiej maci potwory, a
nawet wyszkolonych wojownikw i przegra z dzieciakiem. Korzystajc z
nieuwagi Tarvisa wsta po cichu trzymajc si za sin do wsta i ruszy w
kierunku wozw. Tarvis otrzsn si, renice mu si zwyy nieco i wsta
wspierajc si na krwawym mieczu. Nie bieg, nie wiadomo czy nie mg czy te
si nie spieszy. Bandyta ju bieg do swojej bandy, powiedzia im co, po czym

wszyscy rozbiegli si w las rzucajc towary na ziemi. Smokokrwisty przyjrza si


temu, po czym schowa miecz i podszed do Amara.
Kupiec jeszcze y, nie mia zbyt wiele czasu gdy ostrze przebio mu rwnie
odek i wykrwawia si. Tarvis nachyli si nad nim, przyklkn, podnis mu
gow i opar j na swym kolanie. Amar kaszln krwi, cz niej wyldowaa na
mokrym czarnym stroju Tarvisa. Kupiec otworzy oczy, zobaczy twarz Tarvisa. Jej
wyrazu nie mona byo opisa. Nie by to smutek ani obojtno, zo ani rado,
zdziwienie ani strach. Nic, zupenie nic nie wyraaa jego mokra od deszczu twarz.
Zupenie jakby nie czu adnych emocji.
- Tarvis powiedzia nagle Amar sabym gosem ten transport musi dotrze
do Skuld. Znajd mego brata Skamkela, kowala, i przeka mu Amar nagle
zachysn si, Tarvis podnis go troch aby ten odkaszln krwi.
- Przeka mu cay adunek i to, e rewolucja wygra, e skoczy si czas Larsa
tyrana Nadesza nadzieja Amar ju nie wytrzymywa, Tarvis zmieni swj
wyraz twarzy, zdziwi si ostatnimi sowami. On bdzie wiedzia.
- Ale dlaczego ja?! Przecie nie mam z tym nic wsplnego! Nawet nie wiem o
co chodzi! Ja nie chc adnej wojny! To nie moje zadanie. Ja pragn tylko
zemsty. Dlaczego? powiedzia ciszej przy ostatnich sowach.
- Dlatego e . Dlatego .. Amar nie mg zapa oddechu. Tarvis nie
wytrzyma, odgi go do pozycji siedzcej i potrzsn nim.
- Dlaczego ja ?! Odpowiedz mi!
- Bo ty jeste. Tylko jeden zaufania - Amar nie skoczy, przesta
oddycha. Tarvis, zamar w pozycji z Amarem przewieszonym na kolanie
podtrzymywanym przez jego rce. Mia ten sam wyraz twarzy jak wczeniej, ten
sam bez emocji. Wyraz twarzy ktry nie znaczy nic. Na twarz Amara nagle spada
kropla, kropla ktra trafia dokadnie na martwy policzek spod nachylonej gowy
Zareana.
Tarvis pooy Amara na ziemi. Zasoni mu powieki, po czym wysili si,
podnis go nad ziemi i uda si w kierunku wozu. Nie patrzy na niego, szed
prosto przed siebie, z krwi na twarzy i caym stroju. Krwi nie tylko Amara ale i
martwego herszta. Szed w milczeniu, zza drzew ogldali go ocalali pachokowie.
Zaczli podchodzi powoli do wozw i niego. Tarvis podpar si podchodzc do
wozu na chopcu i wszed na osonity baldachimem pierwszy wz. Tu nie pada
deszcz, pooy Amara z tyu wozu i cofn si do tyu. Sta w milczeniu przez
krtk chwil, do czasu gdy dookoa zebrali si wszyscy yjcy. Tarvis przemwi
do nich.
- W ostatniej chwili swego ycia. Amar mianowa mnie nastpc. Jedziemy
do Skuld, do jego brata. Reszta bdzie mi obojtna ktry z was przejmie jego
obowizki. Uszanuj jego prob i dojad do Skuld.
Wokoo niego wybucha wrzawa. Z tumu day si sysze gosy pomidzy
osobami, niektre z nich Tarvis uchwyci; Jak nasz szef mg uczyni nastpc
kogo takiego!?!, To kamstwo, to ja powinienem by nastpc!!, Nigdy nie
pojad z tym czym, dzieciak nie moe od tak nami prowadzi!!.
- Cisza! Odezwa si gos z tumu. Wszyscy zamilkli. Taka bya wola Amara,
podczas gdy my chowalimy si po drzewach to on ostatni by przy nim. Tak jak
Amar chcia, dowieziemy towar do Skuld do Skamkela. zwrci si do Tarvisa,
ostro i nieprzyjemnie Potem pjdziesz swoj drog.
Tarvis sta w milczeniu, podnis wzrok na rozrzedzajcy si tum i potnego
czowieka z krwaw blizn na twarzy przecinajcej prawe oko. Smokokrwisty
pomyla; rana wiea, z tej potyczki. Prawdopodobnie nadzia si na bandyt,
walczy z nim i dosta w oko. Silny i suchaj si go inni, lepiej bdzie si nie
odzywa.
Tarvis nic nie powiedzia, wzi lec w kcie bia tkanin, rozwin j i
pooy na Amarze. Tkanina rwno przykrya jego ciao. Tumek zebra si z

powrotem i patrzy na stojcego zwyciskiego dzieciaka. Jednak on nie by


zwyciski, by pokonany przez samego siebie. Przegra bo to przez niego zgin
Amar. To wszystko przez niego.
Nie podnis wzroku. Sta jeszcze przez chwil, po czym przeszed na przd
wozu. Usiad przy lejcach i powiedzia.
- Ruszamy, jak mwiem. Dotrzemy do Skuld po czym, zostawi was. To tylko
kilka dni drogi. spi konie i ruszy wozem przed siebie.
Tumek rozbieg si natychmiast. Wonicy usiedli na stanowiska, reszta
wskoczya na wozy zbierajc szybko rozrzucone towary. Karawana odjechaa,
pozostawiajc dziwn pustk. Tarvis spojrza jeszcze na Amara, wychyli si i
zawoa jednego chopca w wozie za nim. Ten wyskoczy, przybieg. Zarean poda
mu w rce lejce, po czym wsta, podszed do ciaa Amara. Stan nad nim i nagle
wyplu krew z ust. Osun si bezwadnie na kolana, a nastpnie pad na ziemi.
Mia wci otwarte oczy. Chopiec widzc to wstrzyma konie, podbieg do Tarvisa,
nachyli si, potrzsa nim po czym zeskoczy z wozu i pobieg do drugiego. Upad
tu obok Amara. Oczy smokokrwistego zamkny si powoli. I cichy dwik
wydany z jego ust.
- Eleira.
Z nieba wci pada deszcz

Rok 500 od przybycia przez Ludzi do nowego wiata.

Pisz jako kolejny potomek skryb krlewskich. Moja rodzina zawsze


znajdywaa si najbliej tronu. Ja teraz take. To dopiero 4 dzie mojej
suby, lecz postaram si kontynuowa dzieo moich poprzednikw.
Przepowiednia Milenium wci si sprawdza. Nadesza kltwa Ognia.
Zakazano mi o niej pisa. W cigu 20 lat sprawdzano kady dom w
zachodnim krlestwie, niszczono wszystko co wiadczyo o zdarzeniach
tamtej wojny. Co musiao si kry za tak ostrymi dziaaniami. , bya tak
straszna, e zostaa wymazana z historii. Jednak nastpia.
Nadesza te kltwa ziemi. Niezwyky nieurodzaj przez prawie 30 lat. Do
tego kolejna wojna, nie tak dua jak poprzednie ale niezwykle kosztowna.
Mao nie przypaciem za to yciem, gdy urodziem si podczas jej
trwania. Wojna z barbarzyskimi plemionami z poudnia. Nie ludzi. Orkw,
porkw i innych plugastw. Bardzo duga wojna.()
Mina poowa kltwy milenium. Raczej przepowiedni. Ludzie boj si
kltw, a przepowiednie mona obali. Wic lepsza przepowiednia o kocu
tego wiata, ni kltwa. Zostao nam 500 lat na jej przeamanie. A moe
si myl
Fragment Krlewskich Spisw
Kltwa III
Kltwa IV

Nadejdzie nadzieja Nadzieja krwi wybranej Linii krwi Tylko


jednej Ocaleniem Ludzi nie bdzie czowiek Ocaleniem lub zgub.
Wybryk natury Odepchnity Zniszczony Odrodzony
Fragment Przepowiedni Milenium
Wybraniec

Rozdzia 3 Czas wojny


Wieczny cz. 1
Cisza, ciemna sala, rozwietlona jedynie przez unoszc si w powietrzu
czerwon szklan kul. Prawie pusta, tylko jedna osoba siedzca na kamiennym
krzele przed aw. W ciszy, kroki. Nie, to ju nie chd, lecz bieg. Oddech, nie to
dyszenie z braku si. I nagle huk, otwieranych drzwi i wpadajcego wiata.
Siedzcy za aw nie poruszy si. Do sali wbieg nagle czowiek, nie to nie by
czowiek, lecz cie ukrywa jego strj i twarz. Przemwi pierwszy.
- Nie udao mi si wykona zadania, cz moich ludzi nie yje. cigany ukry
si w sanktuarium, ja nie nie miaem odwagi tam wej. Cisza, nagy ruch rki
siedzcego kaza mu zamilkn. A potem cichy i spokojny gos kobiecy przemwi.
- Wiem. Ju wszystko wiem. Chcesz aby kto pody za nim, najlepiej kto z
Rady. Jednak nie to uczyni. W kadym sanktuarium znajduje si pewna rzecz
nieznana, dar od bogw. Niszczy tego kto nie zna zaklcia aby je zatrzyma. Ten
ktrego cigasz ju nie istnieje. dowdca zdziwi si troch nie dajc niczego po
sobie pozna, po czym ukoni si i odwrci w kierunku drzwi Czemu
odchodzisz? zapyta gos.
- Skoro nie jestem ju potrzebny, mylaem
- Nie myl tylko posuchaj. Masz zebra te osoby. Maj si stawi tutaj w cigu
jednej godziny. Wszystkie dziesi. magicznie uniesiona kartka w powietrzu
powdrowaa na rce gwardzisty. Wszystkie.

- Pani, czy nie moesz uy swej zdolnoci aby je tutaj sprowadzi? Wszak twe
moce s niezrwnane, do kontroli innych nie potrzeba
- Nie, nie mog ich uywa zbyt czsto, - przerwaa mu - ju jestem zmczona
po sytuacji dziejcej si par godzin temu. Wiesz czym to grozi.
- Tak pani. gwardzista obrci si i wyszed zamykajc za sob drzwi, w sali
znw zapanowaa ciemno rozwietlona jedynie przez unoszc si ju niej
kul. Cisza. A w ciszy gos.
- Tak jak chciae panie, tych dziesicioro ju do ciebie idzie. Nie wiedz nic,
niczego si nie spodziewaj. Nie rozumiem tylko dlaczego kazae wybiera
wanie mi i nie pozwolie wzi nikogo ze starszych osb lub Rady. w
ciemnoci odezwa si nastpnie gos
- Czasy si zmieniaj, ty jako przewodniczca Rady powinna wiedzie
najlepiej. Incydent z tym modziecem nie pozostawi nam wyboru. odezwa si
chrypliwy gos, zakcony krtkimi guchymi rykami. Ty wiesz co dzieje si tam
poza tym budynkiem. Ja tego nie wiem, to jest mj dom i nigdy z niego nie
wyszedem. Zaprowad ich wic do mnie, jak tylko przybd. Guche kroki w
ciszy i krtkie, ciche niczym szept odbijajce si echem ryki.
- Tak panie. Ja jednak wci nie rozumiem. Dlaczego kazae mi wybra z
pord, rnych rodzajw krwi, przecie wystarczy wybra cay rd z jedn
specjalizacj.
- Wanie dlatego, - odezwa si cichszy ju dwik e jeden buntownik jest
atwiejszy do opanowania ni caa jego rodzina. To dopiero drugi taki
eksperyment, niepodobny do pierwszego, a jednak znw bdzie ich dziesicioro.
Wiesz co spowodowa pierwszy, jednak tym razem musimy zaryzykowa. Ta
sytuacja moe wymkn si spod kontroli jeeli nie zadziaamy. Nie wiadomo czy
ten chopak nie powie komu o Selionie. Id ju, czekaj na nich i zaprowad
nastpnie do mnie.
- Tak jest, panie. Zrobi jak kaesz. Kobieta podesza do drzwi, szybkim
ruchem rki zniszczya kul roztrzaskujc j o cian i wysza. W sali zapanowaa
cakowita ciemno i cisza.
- To ju wymkno mi si spod kontroli, chcc zdoby wadz skazaem teraz
mj lud na zagad. Wanie teraz kiedy pierwszy eksperyment jednak zakoczy
si sukcesem. Dla pewnoci wyl jednak kilka smokw. Musz go odnale nim
on w peni dowie si o swych zdolnociach

Zebranie
Dom rodzinny Tarvisa, kiedy pikny peny chway teraz ju zniszczony. W nim
dwie postacie. Siedzce na pododze.
- Matko powiedz mi wreszcie gdzie jest Tarvis, wiem e ukrywasz to przede
mn!
- Eleira, mwiam ci. Tarvis nie yje. Uciek z posiedzenia Rady i ciebie
zaatakowa, po czym uciekajc zgin pod gruzami. Tak jest lepiej, nie mogabym
znie twojej straty.
- Jednak jego ju nie?! To by mj brat! Nie, to jest mj brat, ja nie wierz e on
nie yje! Sama nie wiem czemu go zaatakowaam. Nie zrobiabym mu nic nigdy,
kto lub co mnie kontrolowao. Patrzyam jak ja, nie ja, prbowaam go zabi mwia cay czas zmieniajc swj ton na co raz smutniejszy.
- To nie wane. Dziki tobie by osabiony. Pogd si z tym, nigdy nie
traktowaam go jak syna. By tylko hab dla naszego rodu.
Nagle do pokoju wbieg mczyzna. Dyszc mao nie upad na ziemi.
- Pani, ty tutaj? wyprostowa si i powiedzia Mam rozkaz zaprowadzi
Eleir pod siedzib Rady. To sytuacja awaryjna.
- Zaczekaj kto ci wyda ten rozkaz? Thovi wstaa i spytaa gwardzist
- Przewodniczca Rady Alia.

- To wic rzeczywicie powana sprawa. zwrcia si do Eleiry Id


natychmiast.
- A Tarvis? Co z nim?! Powiesz mi wreszcie prawd?! krzyczaa Eleira,
podnoszc si
- Nie yje, taka jest prawda. - Odezwa si gwardzista. Eleira obrcia si w
jego stron. - Dowodziem oddziaem pocigowym pod dowdztwem jednego z
mistrzw Rady. Cay czas bylimy tu za nim. Waliy si na nas budynki i zgubiem
z oczu mistrza. W pewnym momencie zawali si budynek na ktrym sta
uciekinier. Nie wiedziaem, e to twj brat. Przysypao rwnie wielu gwardzistw
z innych oddziaw wic szukalimy cia, lecz pniej odnalelimy i jego ciao.
Tego, e by on twym bratem dowiedziaem si niedawno.
Eleira spucia gow syszc te sowa. Nie moga uwierzy.
- Nie powinna go opakiwa, to bandyta.
- Nie! krzykna Eleira To mj brat. Mimo wszystko nim by. po tych
sowach nastaa chwila ciszy, ktra wydawaa si by dla Eleiry nieskoczonoci.
- Masz si stawi natychmiast przed budynkiem Rady. Ja udaj si znale
pozostae osoby, nie wiem o co chodzi, lecz jestem pewny, e co si szykuje.
- Tak jest, ju wyruszam. Eleira podesza smutna w kierunku drzwi
zostawiajc w spalonym pokoju sw matk. Odwrcia si i spojrzaa krtko na
ni.
- On nadal Jest moim bratem
Schody do drzwi siedziby Rady wydaway si nieskoczenie dugie. Kady
kolejny krok po nich by coraz ciszy. Szczeglnie gdy w gowie kbio si tyle
myli. O wasnym bracie i po co zostaa wezwana. Tak wiele spraw jest
niewyjanionych. Zbyt wiele Gdy Eleira dostaa si na ich szczyt czekao ju
tam dwoje modych Zarean. Chopak i dziewczyna, niewiele starsi od Eleiry,
moe nawet w tym samym wieku. On chodzi w t i z powrotem mwic co, a
ona staa pod drzwiami z zaplecionymi rkoma i odpowiadaa mu krtko.
- Ja ci mwi, bdziemy wybrani do Rady, to jest pewne. Po co inaczej
zebraliby nas tutaj?
- Zamknij si, powtarzasz to ju czwarty raz.
- Ja po prostu nie mog si doczeka, chyba moesz mnie przerwa, przesta
chodzi w kko, w tym momencie zauway Eleir Kolejny konkurent
powiedzia ju cicho i spokojnie.
Eleira wesza wyej po schodach, milczaa, oni oboje take zamilkli. Przyjrzaa
im si uwanie, chopak mia na sobie czarn tunik z szarym pasem i sanday. To
co rzucao si w oczy to jego ciemnoniebieskie wosy opuszczone troch na czoo.
Zasaniay mu po czci lew stron twarzy, jednak pod nimi dao si zobaczy
usk zachodzc na twarz prawie pod samo oko. Dziewczyna miaa brzowe
wosy, tego samego koloru oczy i ciemniejsz ni on cer. Wosy miaa krtkie,
zachodzce ledwo na czoo i niezbyt wyksztacony biust. Szara tunika zasaniaa
jej ciao a po same donie. Mimo to wida od razu byo jej cechy, jakimi byy uski
na doniach i bardzo wskie renice. Eleira odezwaa si pierwsza.
- Wy te? Zostalicie zwoani?
- Ta, a ty to kto? Nie przedstawisz si? powiedzia chopak
- Um, jestem Eleira.
- No i od tego trzeba byo zacz. Jestem Ravis. A to jest Sheira. chopak
zmieni swj ton gosu na weselszy, bardziej radosny i przyjazny. Eleira
zakopotaa si nieco t nag zmian.
- Sama bym si przedstawia. Trzymaj jzyk za zbami.
- Ja tylko chciaem.
- To nie chciej. przerwaa mu.
- Wiecie moe po co nas zwoano? spytaa powoli Eleira

- Nie, nic nam nie powiedziano odezwa si Ravis ja sdz, e bdziemy


wybierani na Radnych.
- Zamilknij wreszcie!
- Ja jestem tego pewny, a ty nie moesz si z tym pogodzi. Bo ja wiem lepiej
od ciebie.
- Cisza! - Sheira odepchna si od drzwi i wstaa. Podesza do Ravisa i
spojrzaa mu prosto w oczy. Ten ugi si na kolanach i pad do tyu, bezwadnie
na plecy. Sheira wyprostowaa si i zapaa za gow, jej oczy na chwil zmieniy
si na czarno. Eleira widzc to chciaa rzuci si na Sheir, ale ta zatrzymaa j
rk.
- Stj. Nic mu nie bdzie, tylko go na krtko sparaliowaam. Nie moe nic
mwi i si rusza, ale nas syszy.
- Czemu mu to zrobia?!
- eby si zamkn.
- Ale magia uywana przeciwko sobie
- Nie obchodzi mnie to. Poza tym to nie jest magia, a tylko moja umiejtno
rodowa.
- Do paraliowania?
- Tak. Eleira spojrzaa na Ravisa lecego z otwartymi ustami.
- Kiedy wic on wstanie?
- Za par minut. Dobrze mu zrobi troch milczenia. Musz powiedzie co
wanego.
- He he. Nie tak atwo mnie sparaliowa. odezwa si gos
Eleira i Sheira zaczy si rozglda dookoa i w kocu spojrzay na Ravisa. Ten
nadal lea z otwartymi ustami i bezwadnymi oczami.
- Syszaa to? spytaa Eleira. Sheira przytakna tylko gow.
- To telepatia, drogie panie. Mog bez problemu do was mwi. Jednak eby
was usysze nadal potrzebuj suchu. Po paru minutach przebywania z wami
mog to robi bez problemu.
- Eleira. Nici z ciszy. powiedziaa z zaenowaniem Sheira.
- He he, nie tak atwo mnie uciszy. Jak wstan to si z tob policz.
- Zamknij si ju! krzykna. Nie o to mi chodzio!
- A o co? Sparaliujesz mnie?
Nagle zdenerwowaa si i zacza tworzy kul lodu. Ju miaa ca
skoncentrowan i wymierzon w niego, gdy ta, nagle znikna jej w rce. Sheira
patrzya na swoj do, nigdy czego takiego nie miaa, aby jej czar si
rozproszy.
- Eh, uf sapa przez telepati Ravis nie prowokuj mnie abym to znowu
musia zatrzymywa.
- Ty to zatrzymae jak?!
- Rozproszyem twj czar gdy powstawa. Poprzez gadanie ci
dekoncentrowaem. Teraz zrobiem podobnie tylko bez dwikw.
- Jednak to ci chyba mczy? Mog wic teraz ci znw zaatakowa.
- Nie. Nie moesz przez jeszcze par minut. Po prostu to jest na razie
zablokowane.
- Co?! Jak to robisz?!?
- To moja rodowa zdolno, tak jak twoja parali. Sheira zacisna pici i
najwyraniej miaa zamiar si rzuci na Ravisa.
- Przestacie! krzykna nagle Eleira. Sheira, miaa co powiedzie.
- Tak, dziki. odetchna i uspokoia si - Tak wic, nie sdz aby to spotkanie
miao by wyborem do Rady. Zazwyczaj wybiera si wtedy tylko jedn osob i si
j sprawdza, nie trzy.
- Moe tym razem maj trzy miejsca? spyta telepatycznie Ravis ktry
poruszy lekko nog.

- Nie, zostaoby ogoszone, e zgino tylu mistrzw Rady. To nie to. Wiem, e
dziesi osb, zostao zwoanych. To moe oznacza jaki test, lub co innego. W
kadym razie nie sdz aby byo to atwe.
- Co masz na myli? spytaa Eleira. Ravis ruszy rk.
- Dziesi osb, zwoanych pod siedzib Rady tylko przez jej przewodniczc,
wszyscy z tego co wiem mamy rne rodzaje krwi i pochodzimy z rnych rodw.
Szykuje si co, prawdopodobnie jaki ciki test. Rada jest jedna, zawrzyjmy
sojusz.
Nastaa chwila ciszy. Sojusz? O co w tym chodzi, czy to nie podstp? Pomylaa
Eleira.
- W jakym ensie ojusz? Spyta ju normalnie Ravis, lecz troch niezrozumiale.
- Ju moesz mwi? Szybko. Niewane. Jeeli to bdzie prba polegajca na
eliminowaniu si to miejmy nadziej, e na siebie nie trafimy, jeeli na
wsppracy to bdziemy mogli na starcie wyprzedzi innych, jeeli to jaki test
bdzie ustny, to moemy podpowiada sobie, szczeglnie ty Ravis.
- Czyli nie wiadomo, po co ten sojusz? Spytaa Eleira
- Nie, wanie do tego chc doj, jest dziesi osb, minimum poowa
odpadnie, zostaje pi. Jednak pi osb to nadal duo. Dlatego prawdopodobnie
zostan dwie lub trzy i to jest nasza szansa. Wsppracujc bdziemy w stanie
dosta si do tej trjki.
- A jeeli maj zosta tylko dwie osoby? Spyta podpierajc si rk Ravis.
- Wtedy ktre z nas wrci do domu z niczym.
- Zgoda wic? Spytaa Eleira, pomagajc wsta Ravisowi.
- Jeeli trzeba. powiedzia stojc ju jednak podpierajc si nadal na
Eleirze, spojrza odrobin nieprzychylnie na Sheir
- Zgoda. Sheira wystawia rk tak aby inni mogli pooy swoj na wierzch.
Eleira i Ravis pooyli, swe donie na jej. Umiechnli si do siebie i usyszeli
nadchodzc grupk modziecw. Trwali chwil w milczeniu, po czym odezwa
si Ravis z umieszkiem.
- Skoro ju jestemy w jednej druynie to moe przejdziemy troch dalej?
Mwcie na mnie Ravis.
- Shei.
- A mnie woali w dziecistwie Eli, ale chyba nie chc tak by woana teraz.
Eleira si umiechna i przesza dalej - Mwcie mi moe ze wzgldu na kolor
mojej krwi. Zawsze podobao mi si to sowo. Nevilis W skrcie Nevi.
- Nie znam za dobrze starego jzyka odezwa si Ravis. Co to znaczy?
Shei otworzya usta ze zdziwienia i nie odpowiedziaa. Ravis widzc to spyta
ponownie.
- Shei? Co to znaczy? Otrzsna si i powiedziaa odrobin szorstko.
- Srebrzysty, gupolu, srebrzysty Shei znw otworzya usta ze zdziwienia,
Ravis zrobi to samo, natomiast Eleira widzc to jedynie si umiechna. Na
szczyt dotary ju kolejne osoby rozmawiajc ze sob i wprowadzajc, co raz
wikszy szum. Trio odsuno si na bok i rozmawiao ze sob. Nie sdzili, e mog
to by ich pierwsze i ostatnie wsplne chwile.
Ostatnia osoba dotara na szczyt. Drzwi w tym samym momencie zaczy si
otwiera. Wszyscy zamilkli ich oczom ukazaa si, jasna sala pena latajcych
kolorowych kul rozwietlajcych wntrze sali. Dalej od wejcia znajdowaa si,
awa, a jeszcze wyej za ni balkon. Tego balkonu nie byo, gdy ostatnio Eleira
znajdowaa si w tym budynku. Jakie trzy dni temu Nie przeja si jednak tym.
W drzwiach ukazaa si przewodniczca Rady Alia i milczc, krtkim gestem
rki, nakazaa wej do rodka. Posusznie, po kolei osoby wchodziy wprost do
ogromnej sali z wieccymi kulami znajdujcymi si pod samym sufitem.
Poruszay si one spokojnie w rne strony, po czym zmieniay kierunek i wracay.
Miay rne kolory, dziki czemu wypeniay barwnie ca przestrze i rozjaniay

ciemno. Ravis, Shei i Eleira weszli jako ostatni. Shei spojrzaa si w gr.
Ternilis1 wanie zachodzio, byo czerwone. Miaa dziwne, zimne uczucie. Zupenie
jakby nigdy wicej nie byoby jej dane zobaczy wiata.

Cisza i ciemno
- Jak wiecie jest was dziesicioro. Wszyscy macie inne rodzaje krwi smoka,
wszyscy pochodzicie z rnych rodw, macie rone zdolnoci, wszyscy jestecie
modzi
Przewodniczca przerwaa na chwil i spojrzaa na rzd zoony ze wszystkich.
Byy tylko cztery dziewczta, reszta to chopcy. Kady by ubrany w to, w czym
przyszed, gwnie szaty i tuniki. Rnili si od siebie wszystkim, karnacj,
wygldem, wzrostem, kolorem wosw i oczu, wiekiem. Eleira staa z brzegu
rzdu, obok Ravisa i Shei.
- Zostalicie tu zwoani, aby wzi udzia w pewnej misji. Wrcia do tematu
Alia. Jednak nie wszyscy bdziecie do niej dopuszczeni. Zrobimy test, ktry
okae si dla czci z was miertelny. Wielu z was zginie.
W sali zapanowa popoch, osoby stojce koo siebie, zdenerwoway si i
pytay usilnie Jak to zginiemy??, Co, jak, miertelny??. Przewodniczca nagle
uderzya pici w st i krzykna Cisza!. Wszyscy umilkli.
- Pozwlcie mi dokoczy. Tak to prawda, cz z was zginie, moecie si
jednak wycofa. Ci, ktrzy wycofaj si teraz odejd std i zapomn o wszystkim.
Ci, ktrzy zostan wezm udzia w tecie. Pniej nie bdzie ju takiej moliwoci.
Nikt si nie poruszy. Jednak po chwili odezwa si kto, jaki chopak.
- Na czym bdzie polega test? Skoro moemy si wycofa to lepiej chyba
wiedzie, przed czym si wycofalimy.
- Nie. Chopak drgn Nie mog ci powiedzie, co si stanie, wic nie mog
ci powiedzie, z czego zrezygnowae. Sama nie wiem, co si wydarzy. Nie ja
bd was sprawdza. Kto inny. Powiem tylko tyle, e to ilu z was zginie bdzie
zalee od was samych. Nie bdziecie walczy jednak przeciwko sobie. To
wszystko. Czy kto chce si wycofa?
- A ile osb ma zosta wyonionych? spytaa Sheira.
- Tyle ile przeyje. Jeli przeyje tylko jedna nastpi kolejny test dla innych.
Potrzeba minimum dwch osb. Czy jest wic kto kto chce si wycofa?
Ponownie zapanowaa cisza, nikt nie odszed, widocznie kady by pewny, e
to nie on zginie Co si jednak zmienio w sali, kule przypieszyy, zauway to
Ravis i chyba tylko on, jednak nie da po sobie nic pozna.
- Dobrze, wic. Teraz nie moecie si ju wycofa, poczekajcie chwil.
Przewodniczca wypowiedziaa cicho kilka sw i zrobia kilka ruchw rk. Na
rodku podogi utworzy si okrg zoony z 10 k, kade z nich miao inny kolor.
- Wejdcie w te koa, kady w ten o kolorze waszej krwi smoka.
Rzd rozproszy si, osoby po kolei podchodziy do k, w tej chwili odezwa si
telepatycznie Ravis.
- Nie obracajcie si, jestem tu za wami. Nie mog pozna, e z wami
rozmawiam. Wyczuycie to? T dziwn atmosfer w powietrzu? Co jest nie
tak. Kule przypieszyy i jakby to powiedzie, tu chyba kto jeszcze jest. Nie
przewodniczca, nie konkurenci. Prawdopodobnie to z nim bdziemy walczy. Nie
wiem, po co te koa, jednak od razu jak si zacznie przybiegnijcie do mnie i
bdziemy walczy razem. Nie dajmy si rozproszy, bo to chyba o to chodzi.
Wybuchnie sza i panika, moe zapanuje cakowita ciemno. Podejdcie wtedy
natychmiast do mnie, bo inaczej zginiemy wszyscy.
Soce widzialne w Selionie. Dziki zastosowaniu systemu luster rozjaniao cay
Selion przez rednio 16 godzin, jednak najpikniejszy jak wielu uwaao jest jego
widok zachodzcego w Pustce.
1

Nevi i Shei nie obrciy si, nic nie powiedziay skiny jednak gowami na
znak, e rozumiej. Wszyscy dotarli ju na swoje koa. Osoby rozglday si i
patrzyy, kto jakie ma koo pod sob. Prcz k Eleiry, Sheiry i Ravis w kolorach
srebrnym, brzowym i ciemnoniebieskim byy jeszcze koa: zielone, czerwone,
fioletowe, jasnoniebieskie - chyba krysztaowego smoka, czarne, matowe te chyba od spiowego i te.
Przewodniczca wstaa od stou.
- Teraz wszystko jest ju gotowe, przygotujcie si na test. Ruszya w kierunku
drzwi, jednoczenie szepcc jaki czar. Oczy wszystkich skieroway si na ni, po
czym nagle wok kadej osoby utworzya si bariera.
- Co jest?!! Co to za bariera??! Krzykna Eleira. Jednak jej krzyku nie
usysza nikt.
Inni rwnie krzyczeli i szamotali si, bili piciami w przezroczyst powok,
jednak absorbowaa ona wszystkie dwiki i nie daa si zniszczy. Alia zmierzaa
powoli do drzwi, teraz ju wszyscy szamotali si. Nie, nie wszyscy. By jeden, jaki
chopak z czarnymi wosami. Tylko on nie szamota si, sta w milczeniu. Powoli
dotkn bariery, po czym odsun rk i ponownie spuci wzrok. Kule pod sufitem
latay szalenie, przypieszajc i zderzajc si o siebie. Alia otworzya drzwi,
odwrcia si jeszcze i spojrzaa po raz ostatni na pen dziesitk. Wysza przez
nie i zamkna od zewntrz. Wszystkie osoby ucichy, stao si to, co przewidzia
Ravis. Kule szalenie latay pod sufitem i skoncentroway na sobie spojrzenia
uwizionych. Wtem jedna z kul rozbia si, potem kolejna i nastpna. Rozbijajc
si nie zostawiay po sobie adnego ladu istnienia. Tak po kolei znikao, co raz
wicej wiata, a w kocu pozostay 4 kule. Ustawiy si pod sufitem w kole i po
chwili spady na ziemi w rodek okrgu z barierami roztrzaskujc si. W sali
zapanowaa cisza i ciemno.
- Dziewczyny, zaraz jak bariery opadn biegniecie do mnie. Natychmiast!
Eleira i Shei spojrzay si tam gdzie powinien by Ravis i krzyczay co, czego
jednak nie dao si usysze przez barier. Po czym powiedzia znw do nich.
- Bariery zaraz opadn i rozpta si pieko, zaraz co si stanie.
W tej samej chwili bariery opady, uwalniajc wszystkich. Natychmiast sporo
osb pobiego w kierunku drzwi potrcajc si. Nie byo tego wida, lecz byo
sycha osoby popychajce si nawzajem oraz krzyki. Reszta staa chyba w
miejscu. Eleira skamieniaa, podczas gdy Shei podbiega do Ravisa. Widzc z
bliska tylko biegnc Sheir krzykn.
- Nevi chod tutaj!!! Szybko!! Eleira otrzsna si i podbiega w stron
gosu.
Nagle w ciemnoci odezwa si chrypliwy gos, wszyscy zamilkli i stanli. Eleira
zbliya si do Sheiry.
- Test rozpoczty. Przygotujcie si. Na mier.
Guche echo ostatniego sowa rozbrzmiao w caej sali. Wszyscy zamarli w
jednej chwili. Wtem z przeciwlegej do drzwi strony dao si sysze dwik. Nie
by to dwik stp, to raczej byy apy jakiego stwora. W ciszy dao si sysze
metaliczne uderzenia o podog regularnie, co kilka sekund. Nagle przestao.
Znw zapanowaa cisza i nagle ryk w ciszy tak przeraliwy, e kto zacz
wrzeszcze na cay gos pod drzwiami i zaraz potem szczk pazurw
zmierzajcych w stron krzyku i skok.
- AAAAAAAAAAAaaaaaaaaaaa..
Znw zapanowaa cisza. W niej guchy odgos padajcego ciaa. I wtedy
zaczo si. Kto ustawi si naprzeciwko stwora i gromadzi kul lodu. Dalej za
nim stao jeszcze dwoje, ktrzy rwnie przygotowywali swe zaklcia. Eleira,
ktra bya ju koo Ravisa rwnie miaa to zrobi, gdy ten krtkim ruchem rki j
powstrzyma. Ju mieli je wystrzeli i.. Stao si to, czego nikt si nie
spodziewa. Kule po prostu, znikny. Czary przestay dziaa, zostay rozproszone.

Stwr natychmiast rzuci si na tego pierwszego. Ciemno jeszcze przed chwil


rozjaniana przez kule nastaa znw. Wtem odgos w ciszy.
- Wracaj do mnie! Stwr posusznie drapic metalowymi pazurami podszed
do gosu. Wszyscy nagle zamarli.
- Ju dwoje nie yje, nie sdziem, e jestecie tacy sabi To ja jestem tym,
ktry was sprawdza teraz, drzwi s zamknite, ciemno w sali, tylko wasza
semka i jeden przeciwnik. aosne
- Jak mamy sobie poradzi, jeeli nie moemy uywa czarw!! Krzykn
Ravis chcesz, aby ten stwr wyrn nas w pie! Po czym zapanowao
milczenie
- Tak chc, aby ten stwr was pozabija, lecz tylko szstk z was. Przeyj
cztery osoby, jeeli si nie myl. To prawda nie macie czarw, cay pokj
wypeniony jest antymagicznym gazem, lecz jest, co innego, co moecie
wykorzysta. Nie jestecie, wic bezbronni. Podpowiem wam jednak co. Moje
dzieo reaguje jedynie na dwik i jest wraliwe na wiato, tyle wystarczy
Koniec przerwy, czas na mier.
Nagle dao si sysze ponowny szczk pazurw i rwne kroki w stron rodka
sali.
- Dziewczyny! Co moemy zrobi, nie mamy czarw, nie moemy si zdawa
na nasz najlepsz bro. Jedyne, co nam pozostao to jaki podstp. Zaraz rzuci
si do ataku na nas, rozproszy si wtedy, potem uciekamy w lewo. Odezwa si
telepatycznie Ravis.
Wtem uderzenie pazurw o podog przeszyo ca sal metalicznym
dwikiem. Jednak oczy wszystkich przyzwyczaiy si ju do ciemnoci, kady
widzia ju przynajmniej sylwetk potwora. Bya to istota przeraajca, wysoka na
2 m stojc, majca ogromn szczk pen srebrzystych kw i wielkie czarne
lepia. Zamiast doni wielkie apy sigajce ziemi z trzema pazurami, z ktrych
laa si krew, staa na wielkich silnych koczynach.
I nagle kto w ciszy mwi jak formu. Jednak wystarczajco gono, aby
dao si sysze j przez potwora i wszystkich zgromadzonych. Dochodzia z
miejsca gdzie sta chopak z czarnymi wosami. Potwr skierowa w jego stron
sw paszcz i powoli ruszy do przodu. W sali sycha byo tylko cichy miech i
sowa wypowiadanej formuy.
- HA HA! Czary na nic si nie zdadz, zaraz zginiesz!
Chopak nie zareagowa, po czym nagle skoczy. Stwr skoczy na niego.
Chopak ktry nie mia szans na uniknicie go jednak poruszy si. Odskoczy na
bok, potwr min go i trafi w cian. Wtem chopak zacz ucieka, jednak bieg
z niesamowit prdkoci. Nieco szybciej od tego stwora, ktry rozpocz
polowanie na niego. Biegnc po obrzeach sali potwr zapa kogo, jednak nie
by to ten chopak, a tylko kto stojcy na drodze przez pomyk. Kolejne ciao
bezwadnie upado na ziemi.
- Ju sidemka. Chyba jednak si myliem. Ty chopcze, co to za twoja
zdolno jest? Czar, czy moe wpade na to o co mi chodzio wczeniej? Teraz
dao go si ju zauway, sta na balkonie, jednak nie by to zwyky Zarean. Z
pewnoci nie. Mia na gowie kaptur ktry zasania mu ca twarz i szat ktra
zasaniaa reszt ciaa.
Chopak z czarnymi wosami, nadal ucieka po obrzeach sali, jednak wolniej
ni przedtem, bestia doganiaa go. Ju bya tu za nim gotowa do skoku, gdy
nagle on zatrzyma si i schyli, przejedajc jeszcze kawaek do przodu,
hamujc przed aw. Bestia krtkim lotem przeleciaa nad nim w przd, wprost na
st przewodniczcej za ktrym ukrywaa si jaka dziewczyna. I znw krzyk w
ciszy mieszany z rykiem.. Nastaa chwila milczenia, po czym odezwa si gos.
- Szecioro, a ty osabe, jeste wic chyba nastpny w kolejce. Moja bestyjka
zabije ci bez problemu. Wtem spojrza na swoje dzieo i zamar, wida to byo

po gestykulacji i ruchach ukrytych rk. Z prawego boku bestii laa si krew.


Prawdopodobnie nadziaa si na kant stou podczas skoku. Widzc to wyranie si
zaniepokoi. Przywoa do siebie swoj besti, ktra powoli wskoczya na balkon.
- Dam wam troch czasu, abycie mogli nacieszy si jeszcze chwil ycia.
Jestem Wieczny, mam wystarczajco duo czasu.
Nagle za nim utworzyy si drzwi, przez ktre wszed razem ze swoj besti.
Zaraz po tym drzwi zamkny si i znikny. Wszyscy stanli w miejscu i patrzyli
na znikajc sylwetk.

miertelny
- To wir! On chce nas wszystkich pozabija! Jak mamy si broni skoro nasze
czary nie dziaaj!? krzyczaa na Ravisa Eleira.
- Daj mi pomyle.
- Ta jasne, co ty wymylisz, przed drzwiami to ty bye rozgadany pgwek, a
teraz wielki myliciel! powiedziaa ostro Shei
- Dajcie mi obie pomyle! krzykn Ravis na dziewczyny. Obie zamilky.
Dzikuj. Zamiast si kci pomylmy jak pokona tego potwora.
- A co tu jest do mylenia, wyrnie nas w pie jak tylko wrci! przerwaa
Eleira
- Zamknijcie si! Nie zginiemy tutaj! wrzasn Ravis, wszyscy w sali usyszeli
jego krzyk. Mwisz, e czary nie dziaaj, jednak ten kole z czarnymi wosami
uy czego i da nam wszystkim troch czasu. To dziki niemu nadal yjemy!
- Nie wszyscy. odpowiedziaa smutno Eleira
- Trzeba byo si z tym liczy. Przecie powiedziano nam wczeniej, e
moemy si wycofa. To by ich wybr, e zostali. Ravis przyklkn i
kontynuowa mamy jeszcze co w zanadrzu, co co wykorzysta ten chopak.
Musimy pomyle co to jest.
- Ravis, jak taki jeste mdry to id i go po prostu spytaj. wymamrotaa
Sheira
- Ja? Dlaczego ja? Ty id! zmiesza si
- Ani mi si ni, to twj pomys wic ty go wykonaj.
- Ta jasne! A ty tu bdziesz sobie siedziaa i czekaa a
Eleira oddalia si od nich na par metrw, rozejrzaa si po sali i zobaczya
co dziwnego.
- Ravis, Sheira. Gdzie s ciaa??
Oboje zamilkli. Odwrcili nagle gowy, rozejrzeli si po sali. Nie byo cia, nie
byo krwi, nie byo niczego, wszystko wygldao jak sprzed rzezi.
- Co jest grane? spyta Ravis
- Kto je musia zabra. odpowiedziaa Shei
- Ale kto? Kiedy? Jak?
- Nie wiem. Wiem tylko to, e jeeli zaraz nie pjdziesz do tego chopaka to
bd nasze ostatnie chwile.
- Czemu ja? Ja nie chc! Ty id!
- Maminsynek, czego si boisz?
Eleira, rozejrzaa si chwil. Zarean z czarnymi wosami sta w kcie po lewej
stronie od drzwi, ruszya powoli w jego stron. Ravis i Shei przestali si kci,
zamilkli oboje i spojrzeli na Eleir. Ta ju podesza do niego. Sta ze spuszczon
gow i rk zacinit na drugiej na wysokoci ramienia.
- Witaj. Jestem Nevi. Chopak nawet nie podnis wzroku.
- Srebrzysta? adne imi. Zapewne od koloru twej krwi smoka.
- Tak, tylko e to wycznie takie krtsze, na imi mam
- Eleira wiem. Braa udzia w tym sawnym rytuale krwi. Gratuluj.
- Tak dziki. Niewane. Chciaam si tylko ciebie spyta
- Co to bya za umiejtno przed chwil?

- Tak. Skd to wiesz? To jaka twoja zdolno, e wyprzedzasz moje myli?


- Nie. To po prostu przewidywanie. Wic chcesz wiedzie co to byo? Po co
mam ci to mwi? powiedzia troch bardziej ostro
- Bo wtedy, bdziemy mieli szans przey, ja i moi towarzysze, i ty
oczywicie. Eleira zaniepokoia si troch, chopak wci nie podnosi wzroku,
nie spojrza na ni nawet na chwil.
- Przey, tak to jest argument. Jednak moe chc abym przey wycznie
ja. Moe nie chc aby ktokolwiek inny, dostpi zaszczytu wykonywania tej
wielkiej misji.
- O czym ty mwisz, tu nie chodzi o misj. Ja chc tylko przey z moimi
przyjacimi. Chc si obudzi z tego koszmaru.
- Wic id do nich nim si zacznie, ja i tak przeyj.
- Powiedz mi chocia co zrobie, jak udao ci si wygra z tym potworem.
- Wygra? Z nim nie wygraem. To by tylko remis. nie podnis wzroku,
jednak odsoni trzymane rk rami. Krwawio. To byo nawet bardziej jego
zwycistwo.
- Krwawisz! Poczekaj zaraz Eleira chwycia si za rkaw i zacza rwa
kawaek materiau.
- Nie! Nie chc niczyjej aski, sam sobie dam rad! krzykn gwatownie i
spojrza wreszcie na Eleir. Jego oczy byy przyciemnione, niemal lepe. Odejd
std!
- Powiedz mi wic jak go pokonae! Co takiego zrobie!
- Nie zauwaya? To jest prostsze ni ci si wydaje, ten test nie jest na nasz
si czarw. Jest na to co umiemy i to kim jestemy. Kady moe wykorzysta to
co ja.
Eleira nie odpowiedziaa, chopak opuci wzrok i przycisn rami rk. Nevi
cofna si i odwrcia. Wracajc spojrzaa si jeszcze ostatni raz za siebie. Nie
zobaczya ju tam nic, chopak z czarnymi wosami odszed stamtd. Nie miaa
nawet czasu spyta go o imi.
- Co zrobi, co ci powiedzia? pytaa nerwowo Shei.
- Powiedzia, e ten test nie jest na nasz si czarw, jest na to co umiemy i
kim jestemy.
- Co to ma niby znaczy?
- Nie wiem, ale wiem e jeli si nie popieszymy nigdy tego nie odkryjemy.
- To e ten test nie jest na magi ju wiemy. Pozostao do odkrycia co mia na
uwadze przez umiemy i kim jestemy. Umiemy moe odnosi si do
specjalizacji. Umiejtnoci. powiedzia Ravis, po czym przerwaa mu Sheira.
- Zdolnoci? Eleira odsuna si na bok. Rozgldaa si po sali, co byo nie
tak. Wzia gboki oddech.
- Tak by moe. Jeszcze kim jestemy. To moe odnosi si do zachowania,
albo do rodziny
- Zachowanie. Rodzina. Rodzina.. moe rd? powiedziaa Shei. Eleira
spojrzaa na taras, drzwi jeszcze nie byo.
- Tak to jest to! Rodowa zdolno, specjalizacja przekazywana tylko dla tych co
si urodz w odpowiednim rodzie. Nevi, ocknij si mamy to!
- Cicho Ravis, co jest nie tak. Odpowiedziaa
- Co? Co takiego?
- Sala jest wypeniona jakim gazem..
- Skd to wiesz? Przecie Wieczny mwi o tym antymagicznym. powiedziaa
Shei
- Nie chodzi mi o ten przeciw magii, jaki inny. To czu, co jest nie tak. Shei i
Ravis wzili gboki oddech. Po czym oboje tylko przytaknli gowami.
- Eleira znamy si tylko od godziny, ale jeeli ktre z nas zginie, zanie
wiadomo o tym rodzinie. Chc eby wiedzieli co si stao.

- Dobrze. Zaraz! Dlaczego to ja mam przey, a ty nie?! Sheira co ty


wygadujesz?!
- Nie, nie o to mi chodzio. Jakby ktrekolwiek z nas zgino, przekacie co si
wydarzyo tutaj.
- Rozumiem odpowiedzia Ravis. Wracajc do tematu. To jest to! Wanie
nasze rodowe zdolnoci moemy wykorzysta. To o tym mwi ten cay
Wieczny!
- Ale jak? Musz mie bezporedni kontakt wzrokowy aby sparaliowa, a ty
jedynie blokujesz czary i gadasz bez ust.
- Zostaje wic Eleira. zwrci si do niej Jaka jest twoja zdolno rodowa?
Eleira staa wpatrzona w balkon. Nie usyszaa ich, koncentrowaa si tylko na
tym co miao si sta za chwil.
- Eleira!
- Co? Jak?
- Jaka jest twoja zdolno rodowa?
- Zdolno? Waciwie to chyba nie mam adnej.
- CO??!?!?
- Mj rd specjalizuje si w wysokiej klasy magii! Nie mamy adnej innej
specjalizacji.
- To co teraz zrobimy! krzykna Shei, po czym nagle zamilka, usyszaa
kroki.
Wtem na balkonie utworzyy si drzwi. Pojawia si w nich sylwetka potwora i
jego twrcy. Wszyscy zamilkli. Oni powoli podeszli do balustrady, stanli w
pewnej chwili jednak drzwi za nimi nie znikny.
- Daem wam czas i uatwiem zadanie, moecie korzysta ze swych zakl.
Jednak, mj potwr jest jeszcze potniejszy. Macie go zabi, innej moliwoci nie
ma.
Potwr skoczy nagle do przodu, prosto na aw i potnym ruchem zmiady
j w poowie. Wieczny natomiast cofn si, ostatni raz spojrza i wyszed przez
drzwi zostawiajc tylko zamiast nich cian.
- Co to ma by?!! Tchrzu, dlaczego uciekasz?! krzykn Ravis
Bestia, usyszaa to. Rykna i pdem rzucia si w stron Ravisa. Ten zobaczy
pdzc na niego niewyran sylwetk. Odepchn od siebie Eleir i Shei na bok.
Obie upady na podog. Bestia skoczya! Ravis zamkn oczy.
- Nieeeeeee!!!!!!!!! krzykna Nevi.
Wtem, bestia pada za Ravisem. Ten otworzy oczy, przed nim staa Sheira,
ledwo trzymajc si na nogach. Miaa wycignite rce na bok tak jakby przed
chwil go blokowaa. Odwrcia gow do Ravisa. Miaa czarne oczy.
- Eh, mwiam, e musz go najpierw widzie.
Ravis zaniemwi, nagle Sheira osuna si bezwadnie na kolana. Ten zapa j
w powietrzu i podtrzyma przyklkajc.
- Nevi!! Cho tu szybko!
Eleira jeszcze oszoomiona tym co si stao, wstaa i patrzc na lec besti
podbiega do nich.
- Co z ni?! yje?!
- yje ale jest nieprzytomna, to co zrobia musiao j wiele kosztowa. Obronia
mnie
- Nie na to pora, bestia zaraz odzyska mobilno. Pilnuj jej, ja bd ci
osania.
- Jak?! Co chcesz niby zrobi?!
- Zapomniae, e znw dziaa magia?
Eleira, odbiega od niego w kierunku bestii. W rce gromadzia kul lodow. Po
jej prawej stronie bieg jaki chopak, w rce mia kul kwasow. Spojrzeli na
siebie, po czym skinli nawzajem gowami. Mieli zamiar oboje przeprowadzi silny

atak. Nagle co dotkno Eleir po ramieniu. Ta zatrzymaa si i odwrcia, ale


nikogo nie byo. Z jej lewej strony bieg kolejny chopak, mamroczc jakie
zaklcie. Nevi spojrzaa nagle. Bestia wstaa i dorwaa tego pierwszego. Parali
ustpi zbyt szybko Ten drugi chopak zatrzyma si, jednak podczas hamowania
polizgn. Upad i uderzy gow o pytki. Zaklcie wybucho mu w rce cigajc
na siebie uwag potwora. Ten szybkim ruchem skoczy do niego i rykn mu w
twarz. Eleira skamieniaa na chwil. Jednak po chwili otrzsna si i zacza biec
w kierunku Ravisa. Potwr ruszy za ni. Eleira szybko to zauwaya i natychmiast
przygotowaa zaklcie. Bestia bya szybka, ju skakaa na ni. Wtedy pucia rac
midzy oczy tej kreaturze. Stwr zwolni, niemal si zatrzyma i zacz otrzsa z
iskier. Nevi biega szalenie do przodu i w kocu krzykna.
- Ravis!!!! UCIEKAJ!!
Ravis podnis gow, w jego stron biega Eleira z besti tu za swoimi
plecami. Ta doganiaa j w niesamowitym tempie. Nagle smokokrwista potkna
si. Pada na podog kilkanacie metrw od lecej Sheiry. Zarean z czarnymi
wosami ujrza to, powiedzia cicho do siebie.
- Nevi. jego oczy nie byy ju ciemne, lecz pene zielonego koloru, zwyczajne.
Ruszy biegiem w jej stron. Jednak bestia zatrzymaa si ju tu nad ni. Z jej
paszczy cuchno, a zby pokryte byy lin. Nevi obrcia si. Ravis wsta i
krzycza cos co odbio si jedynie guchym echem. Czarnowosy Zarean bieg z
kul ognia w rce wymawiajc jakie sowa. Pprzytomna Eleira spojrzaa na
potwora i nagy krzyk.
- NEVILIS!!!!!!!
Pokj wypeni olepiajcy srebrny blask. Ryk potwora i krzyki zlay si w
jedno. Bestia ryczaa z blu i pona ywym ogniem. Ravis widzc ten olepiajcy
blask, zasoni sobie oczy, to samo czarnowosy. Shei powoli otworzya oczy.
Potwr pon srebrnym pomieniem, spalajc si w mgnieniu oka, nie zostawiajc
po sobie nic. Po chwili blask znikn zostawiajc jedynie ciemno.

Pomie
- Eleira ocknij si! Obud si wreszcie! Ravis potrzsa ni trzymajc j za
ramiona.
Nevi otworzya oczy, strasznie bolaa j gowa. Zobaczya twarz Ravego.
Szarpna si nagle do gry, po czym zapaa za gow. Ten podtrzyma j.
- Nie ruszaj si i nic na razie nie mw. Masz poparzone usta. To nic gronego
ale na razie nic nie mw. yjemy wszyscy, nasza trjka i ten z czarnymi wosami.
Ju rozumiem jaki by sekret tego stwora. By cholernie szybki i czciowo
odporny na magi. Przez to prawie nie dao si go pokona, nawet bez gazu
antymagicznego byoby ciko. Gdy wrci mia mniejsz odporno, prawie
adn ale by szybszy i silniejszy. Dziki temu, e wykorzystaa jednak ten
potny czar przeylimy, a on spon na popi.
Eleira zdziwia si, jej wyraz twarzy uoy si niemal do sw jaki czar? Ravis
zobaczy to i chyba od razu zrozumia.
- No to, co zrobia gdy ten stwr sta nad tob. Odwrcia si, krzykna co
i potwr zapon srebrnym ogniem. Nigdy nie widziaem takiego czaru.
Najpotniejszy i tak szybko wykonany. Moga powiedzie przynajmniej, e co
takiego umiesz.
Nevi wyranie bya zdziwiona, ale Ravis nie zauway tego, rozglda si
wanie po sali. Eleira zrobia to samo. Shei siedziaa na pododze podpierajc si
rk, a drug trzymaa si za gow. Na poamanej awie sta plecami do nich ten
chopak. Kawakiem jakiego materiau zawizywa sobie rami. Patrzy
prawdopodobnie na balkon bez drzwi.

- Eleira, powoli wsta i sprbuj podej do Sheiry, miaa chyba jak ma czy
co, moe oparzenia zejd. Nevi przytakna gow i wspierajc si na Ravisie
wstaa z trudem. Shei yjesz? Masz co na poparzenia? Eleira nie moe mwi.
Shei zdja rk z gowy. Spojrzaa na niego i krzykna. Bya wyranie
wcieka.
- A co ze mn co?! Ja si nie licz?! Ocaliam ci to twoje ndze ycie a ty nawet
nie pytasz si co ze mn!! I to ma by wdziczno?! Sheira wstaa i miaa
zamiar uderzy z pici Ravisa, jednak stracia rwnowag i znw usiada. Zapaa
si za gow. Kela Freashin 2 Ravis ju do niej doszed. Puci Eleir ktra usiada
na pododze obok nich.
- Shei. Zrozum, e jestem ci wdziczny za to co zrobia. Kiedy stracia
przytomno cay czas ci pilnowaem, a Nevi walczya z tym potworem. Zgino
jeszcze dwoje modziecw, a ona ledwo przeya. Ty ocalia mnie. Ona ocalia
nas wszystkich. Zrozum, e to dziki niej yjemy i po prostu chciaem dla niej jak
najlepiej. Jednak to dziki tobie ja yj. Jestem ci za to dozgonnie wdziczny.
powiedzia telepatycznie tylko do Sheiry, nie chcia aby ktokolwiek to usysza.
- Dzikuj. powiedzia normalnie, jednak Sheira nie podniosa wzroku.
Odezwaa si Eleira.
- Ju, mi lepiej powiedziaa chrypliwie. Co teraz? Bestia pokonana,
przeyo czworo tak jak ten cay wieczny przewidzia.
- Pjdziemy do niego. odezwa si chopak z czarnymi wosami. W jego
gosie sycha byo zdenerwowanie. On do nas nie przyjdzie. Tak naprawd
spodziewa si, e nikt z nas i tak nie przeyje. Wanie dlatego poszed od razu
jak tylko zostawi nam t kreatur.
- A ty? Co waciwie takiego zrobie, e chcesz teraz by liderem? Ja moe
chciabym teraz jak najszybciej si std wydosta i o tym wszystkim zapomnie.
Ravis wsta i podszed do niego.
- Zapomniae po co by ten test? Mia wyoni najlepszych z nas i wyoni. Z
dziesiciu osb zostay cztery. Jednak on skaza nas na stracenie w momencie
kiedy zgina czwarta osoba. Ukry si wtedy w tym swoim azylu. Teraz wystarczy
tylko pj do niego i odebra nagrod.
- Zwariowae?! O mao przez tego szaleca nie zginlimy! A teraz od tak
chcesz do niego pj i zada tej swojej nagrody?! Przecie to bya jego bestia,
nie wiadomo co jeszcze moe tam mie!
- Chyba nie ma ju nic. Gdyby mia co wicej to by czeka i patrzy co si z
nami stanie. Jakby zostao nas za duo to wiedziaby czy jeszcze co nam da.
Poza tym jak nie pjdziemy to si nie dowiemy.
- Dobra, ale powiedz mi jak masz zamiar tam dotrze? Drzwi pojawiay si
tylko przy nim. Nie wiadomo czy nam te si ukarz.
- Czyli chcesz zrezygnowa? Chopak odwrci si wreszcie.
- Tak, chc std jak najszybciej uciec.
- Eh. Ty chyba nadal nie rozumiesz. Jeeli my nie pjdziemy zostan wybrani
nastpni. Zgin kolejne osoby. Jeeli oni te uciekn bd kolejne i kolejne ofiary.
Idc do niego teraz tak naprawd przyczyniamy si do ocalenia innych. Chcesz
zabi innych?
- Nie. Rozumiem, niech wic tak bdzie. Jak ci na imi?
- Czy musz si przedstawia komu kto zaraz moe zgin? Nie prbuj zwie
mnie t gadk, e rozumiesz. Czarnowosy odwrci si w stron balkonu.
- Co?! Mgby chocia pokaza troch przyzwoitoci. Obr si do mnie!

Freashin bogini mierci, pochania dusze martwych osb aby rosn w si. Z
kadymi narodzinami jest osabiana co pozwala zachowa balans w jej sile. Zwrot
Keala Freshin oznaczaby id do wiata podziemnego, pieka.
2

- Nie. Nie chc gada z nieboszczykiem. Z twoimi zdolnociami nie zajdziesz


daleko. Wiem co masz, gadanie bez sw. Widziaem was jak knulicie co idc do
barier. Sabeusz.
- Ty mieciu! Walcz ze mn! Poka ci jaki jestem saby!
- Przestacie! krzykna Eleira. Zamknijcie si obaj! Teraz musimy pj do
tego Wiecznego. Pamitacie co powiedziaa Alia? Test mia wyoni tych, ktrzy
bd w stanie wykona t misj. Od teraz bdziemy wsppracowa.
- Ja z nim?! Nigdy!
- Nie chc pracowa z trupem.
- Ja ci poka trupa! Ravis zacz gromadzi kul ognia i grozi drug pici.
- Ravis, Eleira. odezwaa si sabo Shei. Wszyscy odwrcili gowy w jej stron.
gaz.
Pada na ziemi nieprzytomna. Ravis widzc to podbieg do niej rozpraszajc
czar. Potrzsn ni po czym spojrza na Eleir. Ta ledwo trzymajc si powoli
osuwaa na ziemi. Ravis widzc to wsta ponownie, lecz ju nie dobieg do niej.
Pad na ziemi i zamkn oczy. Ostatni, czarnowosy nie sta ju, lecz podpiera si
siedzc na kolanach. Przewrci si na bok i powiedzia.
- Idziemy do ciebie Wiecz Straci przytomno nim skoczy. W wielkiej sali
otworzyy si drzwi. Promienie wiata dostay si wreszcie do rodka. Alia wesza
powoli i rozejrzaa si. Powiedziaa cicho.
- Nie sdziam, e siostra Tarvisa zajdzie tak daleko i ten jej pomie.
Rzeczywicie te blinita s niezwyke. Najpierw on. Teraz jego bliniaczka.
- Wiem, e tylko ta czwrka moe podj si tego zadania. Szczeglnie ciekawi
mnie ten czarnowosy chopak. Ale to nie jest istotne. Eleira naprawd moe mie
ciko, co si stanie gdy ona go spotka. odpowiedzia Wieczny wyaniajc si
nagle ze ciany. Ich zadanie jest najwaniejsze. Drugi raz nie pozwol sobie na
porak.
- Wiem. Obawiam si jednak tego co si stanie gdy on j spotka

Czas prawdy
- Co? Gdzie ja jestem? powiedziaa Eleira otwierajc oczy. Bya zwizana lin.
Siedziaa pod cian w jakim niewielkim korytarzu. Kilkanacie metrw przed ni
pon srebrny ogie w misie. Na cianach pony pochodnie zwyczajnym
ogniem. Nagle w ciemnoci pojawia si czyja sylwetka. Osoba ta stana w
cieniu, nie byo wida jej twarzy, ciko byo nawet okreli wzrost.
- Obudzia si. Tego mona byo si spodziewa po crce Thovi.
- Kim jeste? Gdzie ja jestem, dlaczego jestem zwizana?
- Poczekaj chwil. Pamitasz co dziao si godzin temu? Pamitasz moe
cokolwiek?
- Nie. odpowiedziaa smutno Nic nie pamitam. Kim jestem?
- Widocznie za duo. Za duo zapomniaa.
- Co mi zrobie?! zacza si szarpa.
- Ja nic. Nic takiego. Eleira sied spokojnie.
- Eleira? Czy to moje imi? uspokoia si.
- Tak. Twoi przyjaciele zwali ci rwnie Nevi. Od sowa Nevilis. Pamitasz co
oznaczao?
- Srebrzysty?
- Tak. Jednak co pamitasz. A pamitasz moe ich imiona?
- Chyba tak. Gdzie oni s?
- Powiedz mi ich imiona.
- Gdzie oni s?! Gdzie Ravis?! Gdzie Sheira?!
- Dobrze, a ten trzeci?
- Nie znam jego imienia. Mwilimy o nim czarnowosy, wtedy. Eleira
zaniemwia

- Kiedy?
- Gdy walczylimy. Z potworem, zaatakowa nas. mwia wszystko powoli,
prbujc poskada fakty. - Bylimy w sali, wielkiej. Byo ciemno i cicho. Potem on
zaatakowa. Byo nas wicej. Inni zginli. Pojawi si kto. Ten stwr to byo jego
dzieo. Da nam troch czasu. Powrci pniej z potworem i zostawi nas z tym.
Zginy jeszcze 2 osoby. Sheira pada na ziemi. Ja rzuciam si do ataku.
Nastpie zgin potwr.
- Pamitasz jak?
- Spon. Srebrnym pomieniem.
- Dobrze. Jednak nie zapomniaa. Pamitasz to co jest najwaniejsze. Wiesz
po co walczylicie? To by test. Mia na celu wyoni najlepszych, tych ktrzy
mogliby bra udzia w misji.
- Dlaczego zapomniaam? Nie pamitam nic co wydarzyo si przed wejciem
do tego budynku.
- To ju nie jest wane. Przypomnisz sobie, mam jednak cz twoich
wspomnie. W pewnym flakoniku. Zdobyem je za spraw czaru. Odzyskasz je
gdy wypenisz misj. Taka bya konieczno i gwarancja lojalnoci.
- Po co to wszystko?!
- Taka bya konieczno, mwiem.
Z cienia wyonia si sylwetka rozmwcy. By ubrany w zot szat z kapturem
zakrywajcym ca twarz. Zakrywaa go od stp do gowy.
- Rozwi ci teraz, a ty mnie wysuchasz. To co ci powiem bdzie dotyczyo
zadania. Nie moesz std uciec, tu nie ma wyjcia, ani wejcia.
- Pamitam ci. powiedziaa Eleira prbujc przypomnie sobie wszystko - To
ty bye tym ktry sta na balkonie. Wieczny! Nastaa chwila milczenia, Wieczny
nie poruszy si. Po czym podnis rk i wystawiajc zamiast doni pazur
magicznym ruchem rozci lin.
- Cho za mn. obrci si i ruszy w kierunku misy.
- Gdzie s moi przyjaciele?! krzykna wstajc Eleira
- Wszystko w swoim czasie. Nie prbuj mnie zaatakowa. Jestem od ciebie
znacznie silniejszy, a jeeli to zrobisz twoi pobratymcy rwnie zgin. Nevi
ruszya za nim, zrobia tylko par krokw po czym Wieczny zatrzyma si. Eleira
stana przed mis Zosta tu i niczego nie dotykaj.
Eleira rozejrzaa si dookoa znajdowaa si w wielkiej ciemnej sali. Odchodzio
od niej pi tuneli. Jednym wesza ona, trzy inne znajdoway si obok, dwa po
lewej i jeden po prawej. Ostatni tunel by cakiem zaciemniony, dao si tylko
zobaczy uk i zdobienia na nim, poyskujce w sabym wietle. Przed ni
powietrzu unosia si magicznie misa ze srebrnym pomieniem. W rodku dao si
zauway co. Jaki flakonik, nie pon on jednak, lecz pomie otacza go ze
wszystkich stron. Eleira rozejrzaa si i wycigna rk przed siebie. W tej chwili
usyszaa kroki dobiegajce z prawej strony, miejsca gdzie znajdowaa si misa z
niebieskim pomieniem. Cofna rk.
- Zosta tu i niczego nie ruszaj. odezwa si gos.
Kto powolnymi krokami odszed. Nastao milczenie. Nevi spojrzaa tam i
zobaczya stojc sylwetk.
- Ravis? Jeste tam?
- Nevi? To ty?
- Tak. yjesz. Cae szczcie. odetchna z ulg
- yj jak wida. Gdzie jestemy?
- Nie wiem. To chyba jest ten twj azyl Wiecznego.
- Mj? To czarnowosy to wymyli.
- O mnie mowa? odezwa si gos. Dobiega z lewej strony Eleiry. Z bliszego
tunelu. Oboje odwrcili si w tamt stron.
- Ty te tu jeste czarnowosy? powiedzia Ravis

- Nie nazywaj mnie tak. Mam swoje imi.


- No co ty?! O ile pamitam to go nam nie zdradzie.
- Zamknij si. Nie powiedziaem go bo nie byo czasu. Mam na imi
- Ta jasne! Nie byo czasu! przerwa mu - A co miao znaczy Nie gadam z
nieboszczykiem?!
- Zamilknij! Teraz chc je powiedzie, a ty nie chcesz sucha!
- To ty nie chciae sucha wtedy! Teraz ja wic nie bd sucha ciebie!
- Zamkn si obaj!! Bo przyjd do was i wam tak doo, e si obaj nie
podniesiecie! krzykna niespodziewanie Sheira. Obaj zamilkli.
- Shei. powiedziaa cicho Eleira i odetchna z ulg.
Nikt nie odezwa si przez dusz chwil. W ciszy nagle rozbrzmiay kroki.
Dochodziy one z miejsca gdzie nie byo wiata. Z pitego tunelu. Wtem z
czyjego palca wystrzelia jaka magiczna iskierka. Uformowaa si pod sufitem w
t sam kul jaka znajdowaa si wczeniej w siedzibie rady.
- Wieczny. powiedzia cicho czarnowosy.
- Ravis, Eleira, Yassir i Sheira. Wasza czwrka przeya test. Otrzymacie wic
moliwo uczestniczenia w zadaniu.
- Zaraz przerwa Ravis Skd znasz nasze imiona?
- Ravis, nie przerywaj mi wicej. odpowiedzia gniewnie Wieczny Wiem i
tyle.
- Skd mamy wiedzie, e moemy ci ufa? Chciae nas zabi! odezwa si
Yassir
- Musicie mi zaufa. Gdybym wybra was za pomoc testu ustnego
prawdopodobnie kto podpowiadaby wam i nie mgbym wybra uczciwie. Przez
walk naprawd zaleao wam na zwycistwie.
- A co jeli nie bd chcia wykona tej twojej misji?
- Wtedy pozostanie mi tylko zabicie ci i innych rwnie. Moment w ktrym
moge si wycofa ju by. Wtedy przed walk To co wam teraz powiem bdzie
przeznaczone tylko dla was. Jeeli ktokolwiek si o tym dowie zginiecie. Wszyscy.
powiedzia do nich zowrogo.
Wieczny zrobi krtki ruch rk. Cztery misy uniosy si do gry, rozwietlajc
sal. Dao si ju j lepiej zauway, bya to dosy dua kopua. Nawet Wieczny
wyszed z cienia, pozostawiajc jednak swoj twarz pod kapturem. Naprzeciwko
ostatniego korytarza znajdowa si swego rodzaju tron, zoony by z kilku warstw
jakiego kamienia, mia pozacane oparcie i odbija bez jakichkolwiek smug
wiato. By wyjtkowo pikny. Wieczny podszed do tronu, przesun po oparciu
lew rk po czym usiad, wci jednak ukrywajc sw twarz. Zrobi krtki ruch
rk, przy czym dziki wiatu dao si ju zauway, e nie mia on rki, a szpon
z potnymi pazurami. Misy powoli opady na swoje miejsca, powodujc znw
ciemno.
- Zanim wam powiem co bdziecie musieli zrobi, powiem co co wydarzyo
si okoo 600 lat temu.. zapewne znacie histori ktr wam przekazywaa
rodzina. O wybracach smokw
Wszyscy przytaknli gowami.
- To w wikszoci kamstwa. My Zareanie bylimy kiedy wspania ras. Byo
nas znacznie wicej ylimy na wikszym obszarze. ylimy w tak zwanej teraz
pustce.
- Jak to w pustce? Przecie tam nic nie ma. powiedziaa Eleira
- Daj mi dokoczy. Pustka to tylko iluzja stworzona przez rad. Miaa ona za
zadanie odstraszy nierozwanych przed wyjciem na zewntrz. Na zewntrz, jest
co innego. Wieczny zapa oddech zupenie jakby si rozmarzy - Jest tam wiat,
zupenie inny od naszego. Pikny, peny tajemnic, znacznie wikszy, mistyczny,
zamieszkany przez podobnych nam... wzburzy si nagle Ale jest te cakiem
wrogi! Zamieszkany przez pode istoty ktre wypdziy nas z niego!

- Inny wiat? szepna Eleira inne istoty?


- Ten wiat powiedzia wieczny po chwili oddechu zamieszkany jest przez
tyle istot, e ciko jest nawet je zliczy. Jednak przed 600 laty, nie istniao ich a
tak wiele. Przynajmniej byo mao tych najwaniejszych. Istnieli tylko;
ludzie istoty takie jak my, nie posiadajce jednak naszych zdolnoci ani
cech wygldu. Wci yj i s pocztkiem dla kadej nowej podrasy. Takiej
jak nasza. Krzyuj si ze wszystkim co yje aby sta si jeszcze
potniejszymi. Tak wywodzimy si od nich. Jednak jako jedyni to wanie
my ich przebilimy. To my stalimy si od nich doskonalsi i to oni nas przez
to wypdzili.
elfy podobni do ludzi. Byli jednak delikatniejsi i zamieszkiwali lasy,
dominowali, byo ich zawsze najwicej. Ich cech charakterystyczn byy
szpiczaste uszy i niezwyka gracja. Mieli wyksztacon bardzo pikn, ale i
zabjcz magi.
krasnoludy, rwnie podobni do ludzi. Byli jednak nisi i bardziej chciwi, yli
w kopalniach zdobywajc bogactwa ziemi. Znali si bardzo dobrze na
wytwarzaniu przedmiotw z metalu i byli niezwykymi wojownikami.
I my. Dumni ze swych zdolnoci Zareanie, jedyni potraficy okiezna
smoki do wasnej woli z wielk mistyczn magi. Najpotniejsi.
- Zaraz! Chwileczk, chcesz powiedzie, e poza Selionem jest cay wielki
wiat, peen innych ras, stworw?! Dlaczego nikt o tym nie wiedzia! Dlaczego
nikt tam si nie przedosta?! Przez te twoje 600 lat musia si kto wydosta! Kto
musiaby si dowiedzie prawdy! Wrciby tu i komu j przekaza! krzykna
nagle Shei. Wieczny nie odezwa si od razu.
- Istotnie tak byo. Byy prby wydostania si, podejmowane przez rne
osoby, koczyo si to jednak dla nich zawsze mierci. Informacj o wiecie
zewntrznym znaj wycznie czonkowie rady i ja. Jestem jedynym ponad rad.
Jeeli chodzi o to czy ktokolwiek uciek to, tak. Wydostaa si pewna osoba, mody
Zarean. Zrobi to par godzin temu. Nie zabiem go.
- Co si z nim stao? spytaa Eleira
- To nie jest wane, o tym powiem wam pniej. Waniejsze bdzie to co wam
za chwil przeka. Moecie w to uwierzy lub nie, wybr naley do was, lecz
macie mnie wysucha. Wieczny odetchn troch, by wyranie zmczony. Po
czym przemwi. Ponad 600 lat temu, nasz nard by dominujc ras w caym
wiecie. Mielimy potn magi, wielk wiedz i wielkie rasowe umiejtnoci.
Wtedy bylimy ttnic yciem cywilizacj. Do pewnego czasu W obawie przed
nasz potg pewien wadca ludzi, Lars I, postanowi osabi nasz lud. Jego ojciec
zgin w zamachu o ktry nas podejrzewano. My jednak mielimy sojusz z ojcem
Larsa, niestety wygas po jego mierci. Jego syn by dny krwi i zemsty, ale by
te rozwany. Wiedzia, e jestemy za silni. W tym celu mia on zamiar zabi
najwaniejsze osoby w naszym pastwie. Ze wzgldu jednak na nasze smoki nie
mg tego zrobi, kady jego skrytobjca nie mia szans na przeycie. Pewnej
nocy udao mu si jednak zabi troje Zarean z Wielkiej Rady. Bya ona jak ta
obecna tylko, e skadaa si ze znacznie wikszej iloci czonkw, dokadnie
tysica i krla. To wydarzenie poruszyo caym pastwem. W obawie przed
dalszymi atakami nasz krl, Geir II wysa do Amn szpiegw, aby ci dowiedzieli si
kto sta za atakiem. Odkryli oni jednak co innego. To, e ludzie szykowali si do
jakiej wojny. Nie to byo najgorsze. Lars I postanowi przy pomocy krasnoludw i
elfw wyku sobie pewn bro. Krasnoludy miay zagwarantowa jej trwao i
niezniszczalno, a elfy miay j magicznie wzmocni. Zapaci im wic wysok
danin i uzyska dwa najpotniejsze miecze owych czasw. Tak dwa. Dzierc
oba niszczyby jednym ruchem rki dziesitki istot, lecz majc tylko jeden nie
mgby wiele zdziaa. Miecze miay jednak zosta ukoczone dopiero za pewien
czas. Uzyskalimy wic par dni na decyzj. To, e wybierali si na wojn przeciw

nam nie byo ju tylko jakim wymysem. Postanowiono wtedy zgodnie, ca


Wielk Rad w obliczu takiego zagroenia zaatakowa jako pierwsi. Mia to by
atak najwikszy w naszej historii.
- Jak to?! Dlaczego?! wtrci nagle Ravis Dlaczego o tym nie wiedzielimy?!
- Zamilknij! Ostrzegaem, nie musisz w to wierzy, ale masz pozwoli mi
skoczy! krzykn Wieczny Mia to wic by nasz najwikszy przemarsz. W
obawie przed atakiem ze strony ludzi postanowiono wtedy zabra ze sob dzieci,
starcw, kobiety. Gdyby w bj ruszyli tylko wojownicy, domy zostayby bez opieki,
a wtedy stayby si atwym upem. Wieczny znw odetchn Ruszylimy wic
w kierunku pastwa ludzi. Robilimy to niszczc wszystko na naszej drodze. Nie
byo innej moliwoci, musielimy jak najszybciej by gotowi. Ci dowiadujc si o
naszym przemarszu powiedzieli innym rasom, e szykujemy si na wojn aby
zawadn wiatem. Nie, tak nie byo. Chcielimy jedynie y. Bez adnych obaw,
bez ryzyka ataku na nasze domy. Jednak oni nie chcieli sucha. To oni najpierw
wywoali wojn! To oni nam to zrobili!
- Jak to? Nadal nie rozumiem? Jaki to ma zwizek z nasz obecn sytuacj?
- Taki. Jak ju mwiem wyruszylimy pierwsi. Majc nadziej, e pokonamy
Larsa. Na pocztku odnosilimy zwycistwa, lecz wtem on uzyska pierwszy miecz
i pomoc ze strony innych ras. Zablokowali nas tu przed ich stolic. Dopiero tam
ponielimy pierwsz klsk. Nie sdzilimy, e ju jeden miecz jest taki silny.
- Jaki to by miecz? Co to w ogle jest miecz?
- Miecz to bro, uywana do zabijania, naostrzony metal, ktrym ludzie i inne
rasy zabijali si nawzajem. Przeklestwo ich wiata. By to miecz potny, zaklty
ogniem. Atakujc tworzy fale ognia takie jak nasze zaklcia, lecz jego by
kilkakrotnie potniejszy. Gdy przegralimy kolejne bitwy, grupka ocalaych
postanowia uciec i si wycofa. Nazwano ich dezerterami, a to by tylko akt
rozpaczy i gos rozsdku. Ucieklimy jako resztki narodu w gry Coopera, tworzc
wielk grot, zastawion czterema bramami. Pozostawilimy na grze jednak
otwr aby mie wiato i wpuszcza lub wypuszcza smoki. Aby nie dopuci do
ponownej takiej katastrofy ktra mogaby si sta przyczyn cakowitego naszego
upadku odizolowalimy si od ich wiata. Kademu wpajano do gowy bajki o
bogach, aby nie zapuszczali si tam, do sanktuariw, a raczej na zewntrz.
ylicie bez zmartwie, bez kopotw, bez mierci w bestialski sposb. ylicie
bez wojen, bez zdrady, kradziey. Czego wam brakowao? powiedzia spokojniej
ju Wieczny Niczego.
Eleira syszc te sowa upada nagle na kolana po czym podpara si do tyu,
Ravis cofn si od pomienia z misy, a Sheira z niedowierzaniem patrzya na
Wiecznego rwnie cofajc si. Yassir nic nie zrobi. Nagle krzykna Shei.
- Dlaczego nam to zrobili?! Dlaczego nie pozwolili nam decydowa o tym co
chcemy?! Przecie niektrzy mogliby czarami zapomnie o Selionie i wrci do
tego twojego wiata zewntrznego! Wiem, e kto potrafi wyczyci w peni
pami! Dlaczego oni nie dali nam wyboru?!
- Oni? Nasi przodkowie? Ja wiem dlaczego. Dlatego, e nawet jeeli
zapomniaaby o tym mimo wszystko jest cie szansy na to, e sobie
przypomnisz. aden czar nie jest wystarczajco skuteczny. Dlatego, e pord
innych ras wyrniaaby si, byaby moe wytykana. Co mogoby spowodowa
sytuacj w ktrej kto dowiedziaby si o nas. O caej reszcie. powiedzia
niespodziewanie Yassir.
- Tak. - Odpar Wieczny. - Byo bardzo due ryzyko, e kto rozpoznaby na
przykad w tobie, Zareank. Dla nich bylimy plag ktr trzeba byo wytpi.
Dla ludzi, krasnoludw i elfw. powiedzia podwyszajc ton Wieczny. Gdyby
oni spotkali kogokolwiek, nawet tylko odrobin podobnego ryzyko, e osoba
rozpoznana powie co o Selionie byaby ogromna. Nawet jeeli dla nich jestemy

ras wymar, a raczej wybit - nastaa chwila ciszy, Eleira nadal podpieraa si
na pododze, Ravis nie podszed, mia na twarzy dziwnie martwy wyraz.
- Powiedz mi jedno! Przerwaa milczenie nagle Sheira. Miaa opuszczon
gow Jak do cholery? Jak?! I skd moesz to wszystko wiedzie?! W sali
zapanowaa cisza, Eleira powoli wstaa, Ravis z powrotem si przybliy do misy.
Nie ye przecie 600 lat temu! Kto musiaby co przekrci przez ten czas i
powiedzie ci fasz! Poza tym kim ty waciwie jeste?! Ponad Rad, a nikt nigdy o
tobie nie sysza! Uwaasz si za Boga?! Krla?!
Nastao dugie milczenie, ktre duyo si z kadym oddechem. Wieczny nie
poruszy si przez chwil. Po czym wsta ze swego tronu i podnis sw praw
do lekko do gry.
- Nie yem 600 lat temu? Kto musiaby co przekrci? Jestem krlem? Czy
ty zapomniaa jak mnie zw? Nie bez przyczyny jestem Wiecznym sign
rk ponad swj kaptur. Wy macie w sobie jedn krew smoka. To wam
wystarcza aby y 140 lat. Ja zapa swym piciopalczastym szponem za kaptur.
Ja mam ich pi. yj od 678 lat. I dobrze jeszcze pamitam co widziaem!
Wieczny odsoni kaptur. W sali nagle si rozjanio, Eleira widzc to co mia
zamiast twarzy zamara ze strachu i cofna si. To samo zrobia Sheira i Ravis,
tylko nie Yassir. Nie, on nie poruszy si. Podnis powoli gow i wyszepta do
siebie.
- To jest dopiero Wieczny Zarean.

Nieoczekiwane
Cisza. W ciszy gosy, wski korytarz i drzwi. Za drzwiami pokj owietlony
tylko przez jedn pochodni, nie to raczej cela, w niej znajduj si dwie osoby.
Rozmawiaj ze sob.
- Widziaa to?! To przecie nie jest naturalne! powiedziaa chodzc w kko
Eleira.
- Wiem, ale o co ci chodzi? Przecie istniej wrd nas Zareanie ktrzy mieli
podobne wynaturzenie. odpowiedziaa spokojnie siedzc pod cian Shei
- Ale nigdy ca twarz. I te jego donie.
- Raczej szpony. Eh. Nie wiadomo co jeszcze moe ukrywa, to, e da nam
chwil czasu na obeznanie si z t jego prawd nie oznacza, e musimy mu ufa.
Ale nie oznacza te, e musimy go obgadywa. Wierzysz mu? Ja nie.
- Sheira! Nevi stana i skierowaa si w jej stron - Ty chyba nie wiesz co
mwisz! Ten cay Wieczny yje od 670 lat! Ma cakiem zmienion twarz, rce
przeistoczone w pazury i pi krwi smoka. Mwi, e widzia to o czym nikt nigdy
poza rad nie wiedzia. Nawet moi rodzice mi tego nie mwili.
- Jak to? Pamitasz swoich rodzicw? Mwia, e zabra ci wspomnienia,
zapomniaa swoje dziecistwo i dorastanie. Co jest grane?
- To chyba nie tak Pamitam cz mojego dziecistwa, tylko jego drobn
cz,
o rodzicach, urywki. Zupenie jakbym stracia tylko konkretne
wspomnienia. O kim lub o czym.
- Mimo wszystko to nie jest normalne. eby wymazywa wspomnienia. Co
jest nie tak. Shei wstaa - Ale to nie ma znaczenia dopki jestemy zamknite.
Czary nie dziaaj, znowu ten antymagiczny gaz.
- Znowu? Tak, to jest to, znowu moemy uy rodowej zdolnoci!
- Ale jakiej? Zapomniaa, e mam tylko parali i niemal pene widzenie w
ciemnoci?
- Pene widzenie w ciemnoci? Nie mwia nic o nim. To znaczy e bez
problemu widziaa besti i Wiecznego? Widziaa jego twarz wczeniej?!
- Niemal pene. Znaczy jeszcze nie umiem do koca rozjani widoku, ale
widz od razu dobrze zarysy. Tak jak wy si koncentrujecie eby wszystko
zobaczy ja mog widzie od razu. Nie sdziam e to wane. Eleira zapaa si

za gow, chyba ze zdoowania - Tak widziaam zarys jego twarzy, nie sdziam e
mogaby by jednak jeszcze bardziej skomplikowana. Nie czsto widzi si
Zareana ze smocz gow, o uskach w trzech kolorach na samej twarzy.
- To nie wane, musimy si std wydosta. Masz wic jaki pomys?
- Nie Chocia, moe ten twj pomie pomoe.
- Jaki pomie? Ten co stworzyam podczas walki z besti? To by przypadek,
nie pamitam jak, nie pamitam co powiedziaam, a poza tym to nigdy tego
nie.
Eleira nagle urwaa, zamara w miejscu nie koczc zdania.
- Nevi?
Osuna si powoli na kolana i bezwadnie pada na ziemi z otwartymi
ustami.
- Nevi?! Co z tob?! Ocknij si!
Miaa jeszcze otwarte oczy, lecz nie syszaa ju dwikw. Widziaa przed sob
krzyczc Sheir. Jej oczy si powoli zamkny.
- Eleira ocknij si! krzycza gos obud si wreszcie!
Nevi otworzya powoli oczy, podniosa gow, podpara si po pleenia i
rozejrzaa. Bya w tej samej celi, jednak koo niej siedzia Yassir, nie Sheira.
- Nareszcie - czarnowosy wsta odruchowo i cofn si pod cian Eee.
Jestem Yassir, ale to chyba ju wiesz. No, jakby to powiedzie. Pewnie
zastanawiasz si co tu robi. Podobno zemdlaa, a potem przyszed Wieczny i
zaprowadzi mnie do ciebie, a wyprowadzi t dziewczyn, Sheri czy jako tak.
Nie wiem dlaczego. Wczeniej siedziaem z Ravisem, troch si kcilimy, ale
chyba ostatecznie pomidzy nami jest w porzdku. Pilnowaem ci.
- Dzikuj. Powiedziaa powoli, wci si podpierajc. Poza w jakiej si
znalaza bya wprost nieodpowiednia do tej sytuacji.
- Za co? Yassir zawaha si z t odpowiedzi, by wyranie skrpowany
sytuacj w jakiej si znalaz. Biust Eleiry zaznacza si bardziej ni powinien i te
oczy pene, wdzicznoci. Idealna wrcz talia, podkrelona piknymi poladkami.
I te jej dugie nogi....
- Za to, e mnie pilnowae.
Yassir otrzsn si. Zawstydzi si troch i odwrci gow, udawa, e
rozglda si po celi. Eleira dopiero teraz cakiem oprzytomniaa. Wstaa powoli i
zobaczya, e co jest nie tak. Nie miaa na sobie swojej tuniki, bya ubrana w
srebrn skrzan koszul z dosy gbokim dekoltem i spodnie, jednak wczeniej
nie zdawaa sobie z tego sprawy. Spojrzaa powoli na Yassira i on rwnie by
ubrany w nie swoje rzezy, mia czarn skrzan koszul, ten sam krj co i u niej,
oczywicie bez tak gbokiego dekoltu, oraz tak samo czarne spodnie. Na nogach
nie mia sandaw, a buty. Nevi spojrzaa na swoje stopy, te je miaa, wszystko
do kompletu w srebrnym.
- Co do Yassir? Gdzie s moje ubrania? Powiedziaa powoli Eleira
instynktownie zasaniajc rk biust. To, i moga w kadej chwili wybuchn ze
zoci nie ulegao jakiejkolwiek wtpliwoci.
- Hm? odwrci si w jej stron - Jak to? Jak tutaj przyszedem ju w nich
leaa. Nie wiem gdzie jest twj poprzedni strj.
- A twj? Pamitasz jak go dostae?
- Ee, nie. Chyba nie. Obudziem si w nim, Ravis te taki mia tylko, e
granatowy.
- To skd ja mam ten? Zaraz, zaraz. Mwisz e, przyszed po ciebie wieczny
tak?
- No tak, wyprowadzi mnie, przeszedem sporo dugim korytarzem i kaza
zaczeka przed tymi drzwiami. Potem wszed tutaj, wyprowadzi twoj
przyjacik i wprowadzi mnie.

- A Sheira?
- Co Sheira?
- Czy miaa ten strj?
- Nie, nie miaa go na sobie. Bya w szacie w ktrej walczya.
- Czyli. Leaam przez chwil nieprzytomna tak? Sama w tym pokoju.
- Tak, jakie 20 sekund, bya sama.
- 20 sekund???? Eleira si zaczerwienia. Czyli zakadajc, e jak bya tu
Shei nie byam przebrana zostaje 20 sekund od momentu jej wyjcia do twojego
wejcia i w cigu tych 20 sekund zmieni si cay mj strj?
Yassir si zakopota chyba zrozumia o co chodzio Eleirze. W cigu 20 sekund,
kto prawdopodobnie rozebra j i ubra w nowe rzeczy znikajc bez ladu.
Prawdopodobnie widzia j ca nag Nevi skamieniaa nagle zupenie jak sup
soli, ze wstydu... Ta sytuacja jeszcze bardziej skrpowaa Yassira, ni tamta z
niestosown poz Eleiry. Przez myl przeszo mu za duo skojarze na raz
- Spokojnie powiedzia przerywajc milczenie i odganiajc swoje myli na
bok. mona jednak nadal liczy, e to byo tylko zaklcie jakie, no wiesz takie
odwoujce si do tworzenia, moe szaty zmieniy si bezporednio w ten strj.
- Mam nadzieje powiedziaa z cikim gosem. Co jeszcze bardziej
zakopotao Yassira. Co teraz? Nadal jestemy zamknici, jestem ju tym
wszystkim zmczona Yassir. Co z twoj ran?
- Co? A t na ramieniu. Yassir spojrza na swoje ramie i docisn rk koszul.
Nie boli. Pech polega na tym, e otworzya si moja stara blizna. Teraz jest
cakiem dobrze, nie krwawi, rana zostaa zatamowana, ale blizn wci mam na
ramieniu.
- To musiao bole. Od czego miae t blizn?
- Kiedy upadem na jaki ostry przedmiot, bardzo bolao, nawet magia nie
pomoga. Pniej zostaa blizna. A co z tob? Efekty uboczne miny?
- Jakie? Po czym?
- Po pomieniu.
- A wy znowu z tym pomieniem. Mwiam ju to kademu, e nie wiem jak go
zrobiam, ani dlaczego. Intuicyjnie.
- Nie, nie, nie o to mi chodzio. Nie chciaem ci urazi. W kocu nie kady
moe sobie pozwoli na tak wspania zdolno rodow. Swoj drog to
- Co? Powtrz to. przerwaa mu.
- Zdolno rodow?? zdziwi si.
- Przecie u mnie nie ma w rodzie adnej specjalnej umiejtnoci, nikt jej nie
mia. aden z przodkw. Specjalizujemy si w wysokiej klasy magii.
- Jeste pewna? A moe przez to, e twoi przodkowie zapomnieli o swojej
zdolnoci, zajli si wysokiej klasy magi. Zapomnieli co byo ich pierwsz
zdolnoci i zdali si na wykwalifikowanie jako rekompensat?
- Nie, kto by to przecie odkry. To by tylko jaki czar.
- Taki, e ten pomie wydosta si z twoich ust?
- Ust? Jak to? Ja nic nie pamitam, Ravis i Sheira nie widzieli, a ty latae po
sali jak szalony.
- Ekhem, a ja wiem co widziaem, ten pomie wydobywa si z twoich ust,
zupenie jak smoczy oddech. Jak biegem do znaczy. zakopota si - Jak
biegem zaatakowa besti kiedy leaa to widziaem to.
- Czyli uwaasz, e to wszystko to moe by moja zdolno rodowa? Yassir
przytakn gow. Eleira zastanowia si krtko si i wybucha miechem
Hahaha. Niele to wymylie, powiniene jeszcze co takiego powiedzie.
Smoczy oddech? Przesta.
- Czyli mi nie wierzysz? To pozwolisz wic, e to sprawdz? Yassir podszed
do niej. Zapa j oburcz za ramiona, mocno cisn i przesun pod cian.
- Ej co robisz?! Zostaw mnie!

- Poczekaj, jeszcze tylko chwila. Skrzywi gow, po czym puci j i cofn si


pod przeciwn cian. Zapa si za gow i zacz sapa.
- Co miao to wszystko znaczy?!?! krzykna na niego.
- Taka moc, a trudno uwierzy, e sama j kontrolujesz po czym pad na
kolano. Eleira nie podbiega do niego, nie ruszya si, bya wcieka za to co
zrobi. Dla niej on j przed chwil obmacywa. Eh, uf, moj zdolnoci. Jest
absorpcja innych zdolnoci. Mog bez adnego ladu poyczy w pewnym sensie,
cz zdolnoci.
- Jak to? A to teraz? Czemu tak ci zawahao niby?
- Masz zbyt siln zdolno, nawet jej cz jest za silna dla mnie.
- Dobrze, a tamto w sali, ten szybki bieg? Czy to nie jest twoja zdolno?
- A nie pomoesz mi wsta?
- Mw dalej to ci moe pomog.
- Eh. To w sali, to bya zdolno jednego chopaka, zgin zaraz po rozpoczciu
testu. Absorbowaem ten bieg zanim weszlimy do rodka. To dlatego tak krtko
dziaa.
- Czyli ten czar, to bya tak naprawd rodowa zdolno? Skd to wiesz?
- Mwiem, e absorbuj tylko rodowe zdolnoci. Gdyby jej nie miaa to bym
tak teraz nie klcza - Eleira wreszcie podesza do niego i pomoga wsta. Po
czym si znw odsuna
- Udowodnij.
- Jak? Nie wiem jak j wykonaa, widziaem tylko jej cz. Ale syszaem, e
krzykna co. Jakie sowo w starym jzyku.
- Nie pamitam, nic. Chocia. zastanowia si - Chyba jednak wiem. To byo
jakie takie... Moe zwizane z wanie pomieniem. Chyba Nevilis.
- Nevilis? Pasuje i wiele tumaczy, to bdzie to. Rozumiesz? Srebrzysty, kolor
twojego pomienia i twojej krwi smoka. Czyli w moim przypadku to bdzie kolor
mojej krwi smoka, czarny, Revlanit.
- A zadziaa?
- Nie wiem, moe wystarczy si skoncentrowa.
Yassir stan naprzeciwko drzwi, wyranym ruchem rki kaza si cofn
Eleirze. Zamkn oczy, skoncentrowa si nad tym co mia zrobi. Nevi
przygldaa si temu uwanie wtulona do ciany. Czarnowosy wyciszy si. Wzi
gboki wdech i na wydechu krzykn otwierajc jednoczenie oczy.
- REVLANIT!!!!!!!
I nagle zapanowaa cisza. Nic si nie stao. Yassir zacz na wydechu traci
powietrze i charcza przed siebie. Bez jakiegokolwiek skutku, nic si nie stao. Nie
byo nawet drobnego pomyczka. Eleira staa z dziwn min, zakopotania, ale
jakby zaraz miaa wybuchn miechem.
- Moe sprbuj jeszcze raz. - Powiedzia
- Nie, nie! Tego bym nie - Yassir odwrci do niej wzrok, Nevi zawstydzia si i
szukaa wymwki. - Znaczy, nie musisz mi nic udowadnia, wierz ci ju. Moe to
rzeczywicie jest moja zdolno rodowa, ale sama nie wiem jak dokadnie j
wykonaam. Instynktownie.
- Rozumiem, ale mi wierzysz? Eleira skina gow - Wiesz moe jak dugo ju
tu jestemy? Cakiem straciem rachub.
- Nie wiem, ale moe nawet od wczoraj.
- Jak to?
- Po dugiej walce wszyscy zasnlimy, nie wiem na jak dugo. Potem by
monolog wiecznego i znowu ten gupi sen. Jaki czar usypiajcy czy co?
Obudzilimy si w celach i siedzielimy chyba dwie godziny. Potem zemdlaam, a
jak dugo byam nieprzytomna?
- Nie wiem, tylko kilka minut najwyej.

- Wic jest due prawdopodobiestwo, e ju od wczoraj tak jestemy nagle


drzwi si otworzyy. W ciemnoci kto si pojawi.
- Witam was. Jestem sucym Wiecznego. W drzwiach ukaza si chopak na
pewno modszy od nich, troch niszy. Wyglda niemal jak dzieciak. Mia brzowe
wosy i strj podobny do nich by jednak w wielu kolorach rozoonych
nierwnomiernie. Eleira i Yassir zdziwili si bardzo jak kto tak mody mgby by
sucym, jednoczenie nigdy nie widzieli go w Selionie, co mogo sugerowa, e
ju od dziecka tu mieszka Powiedzia dalej.
- Teraz zaprowadz was do jego komnaty, tam doczycie do przyjaci i si
rozstaniemy.
- Dzikujemy. Czy mgby nam jednak najpierw powiedzie gdzie jestemy?
- Wszystko w swoim czasie. Chodcie.
Chopak wyszed zostawiajc otwarte drzwi. Yassir krtko wzruszy ramionami i
wyszed za chopakiem. Eleira zrobia to samo jednak wychodzc stana w
drzwiach i obejrzaa si za siebie. Miaa takie dziwne uczucie, e kto j
obserwowa.

Prawdziwe jest tylko to, co nie jest prawdziwe


- Co ty waciwie tutaj robisz? spyta Yassir
- Nie wiem. Mieszkam tu od urodzenia. Su wiecznemu. Pomagam mu
wykorzystujc zdolno do modyfikowania przedmiotw. Mog zmieni kamie w
dowolny przedmiot o takim samym lub mniejszym ksztacie.
- Czy to ty wic stworzye te nasze stroje? spytaa Nevi idc powoli za
Yassirem.
- Tak. chopak odwrci si podobaj si? Sam wymyliem krj.
- Tak s bardzo adne ale chyba wolimy nasze poprzednie stroje. Moja tunika
bya dosy kosztowna
- To jest twoja tunika. Tylko, e inaczej zmaterializowana. Tam gdzie bdziecie
szli nie przydadz si pikne szaty. Potrzebne za to bd wasze obecne stroje,
abycie nie zwracali na siebie uwagi. Grna cz to koszula, a dolna to spodnie.
Na nogach macie skrzane buty. ebycie wiedzieli.
- A wanie dokd teraz idziemy? Ju mino sporo czasu, a ja nadal nie
widziaem adnego wiata zewntrznego. wtrci niepewnie Yassir.
- Jestemy pod ziemi, pod Selionem, w starej sieci tuneli. Prawdziwy dom
Wiecznego znajduje si na ich kocu. Dotarli do kolejnego rozwidlenia, to ju
byo chyba szste. Powrt do miejsca skd przyszli wydawa si by ju
niemoliwy. Chopiec skrci w prawo. Za nim Yassir i Eleira. Przeszli kawaek w
milczeniu.
- Nie rozdzielajmy si. Sami nie wyjdziecie std ywi. Wszdzie s puapki,
jednak wiem jak je omin.
- Po co to? - spyta Yassir przecie i tak nikt nie wie nic o Wiecznym. Po co
wic dodatkowe ochrony? Podziemny labirynt, puapki.
- To tylko takie stare zabezpieczenie, sprzed 600 lat. Stworzone przez
przodkw. Znw nastao milczenie.
- Jak masz na imi? Spytaa Nevi
- Ja? Nie wiem Wieczny woa na mnie Jeden. Bo jestem jedynym ktry z nim
mieszka.
- Nie ma tu nikogo innego?
- Nie. Nikogo.
- A kiedy go spotkamy? Mamy duo pyta. wtrci Yassir
- Za chwil, ju prawie dochodzimy. Skrcili w lewo
- A co z Ravisem i Sheir? Gdzie oni s? - spytaa
- Najpierw odprowadz was. Docz pniej, na miejscu.

- Po co waciwie to wszystko? Ta historia o wielkiej wojnie i wiecie


zewntrznym. Cele, potwr, podziemne korytarze. Jak dugo jeszcze bdzie to
wszystko tak tajemnic?
- Prawdziwe jest tylko to, co nie jest prawdziwe. Tak mnie nauczy mj mistrz.
Wieczny jest mdrzejszy ni my wszyscy razem. Jego nauki s wane i czasem
przekazywane wam przez Rad.
- Co waciwie maj znaczy te sowa? Kompletnie bez sensu i nie odpowiada
na moje pytanie. powiedzia Yassir
- Dowiecie si. Kiedy si dowiecie. Jeden odwrci gow i umiechn si.
Jednak bez uczucia, zimnie, sztucznie. - Ju dochodzimy. Tam jest drabina.
Jeden podszed do drabiny. Wszed na gr. Yassir chcc wykaza si kultur
puci Eleir przodem robic przy tym do przesadzony ukon. Eleira wspinaa
si, a Yassir poszed tu za ni. Patrzc od dou na jej pikn figur. Chyba
aowa, e nie bya w swojej tunice. Gdy weszli ujrzeli niewielk grot.
- Idcie dalej tym korytarzem. Wieczny czeka na was. Ja udaj si po
pozostaych. Do zobaczenia. Jeden zszed po drabinie w d.
Ruszyli oboje do przodu. Korytarz podziemny by jasny, rozwietlany
pochodniami, w niektrych miejscach mokry, przesiknity wod. Zacz unosi
si lekko w gr. Szli w milczeniu. Kade z nich chciao si odezwa jednak nie
mogli.
- Yassir? Chopak odwrci gow. Co ci si we mnie podoba?
- Co?!
- Nie udawaj Widziaam jak na mnie patrzye, wtedy w celi. Chc wiedzie
czy co ci si we mnie podoba.
- Nie, nie podobasz mi si.
- CO?! - Eleira bya wcieka. Sowa Yassira nie byy takie jakich si
spodziewaa.
- No Ekhem Wiesz. Yassir zakopota si. Spodziewa si, e ten temat
skoczy si od razu.
- Nie zrozumiaam! Co chciae powiedzie?! Zatrzymaa si.
- Jeste. atrakcyjna. Powiedzia idc dalej.
- Co jeszcze?!
- No i masz ciekaw osobowo.
- Ty to z jakiej ksiki recytujesz?! Spjrz na mnie! Rozoya rce na bok.
Co patrzc na mnie ci si podoba! To chyba jest normalne pytanie. Co w moim
ciele.
Yassir zatrzyma si i obrci. Eleira staa z wycignitymi na bok rkoma i
dosy gniewn min. Yassir dokadnie zmierzy j wzrokiem od dou. Dugie
nogi. Jdrne poladki. Wska talia. redniej wielkoci biust. Gadka cera.
Delikatne donie. Pikne srebrne wosy. Szare oczy. Skra bez skazy.
Wszystko. Jego wzrok utkwi w twarzy Eleiry.
- Yassir? Co ci si we mnie podoba?
- .. Wszystko Jeste po prostu bernilis. odwrci si i ruszy dalej. Eleira
bya zaskoczona t odpowiedzi. Sdzia, e powie co o jej piersiach lub nogach
jak wikszo innych chopakw. Nie spodziewaa si zwrotu, e jest idealna
Opucia rce, ruszya powoli za Yassirem. On jest inny, wraliwy peny uczucia,
potraficy zrozumie. Poczua to Yassir natomiast szed z zamurowan min,
ukrywajc swj wzrok przed ni. By tak sparaliowany i zawstydzony t sytuacj,
e ledwo co sta na nogach. Myla, e jeli Eleira powie co teraz, spali si ze
wstydu. Ta jednak milczaa umiechajc si wycznie lekko. Bya szczliwa.
Wreszcie znalaza kogo kogo szukaa.

Czas Wojny

Pieczara zmienia si, jej miejsce zastpi korytarz pokryty poamanymi


kafelkami. ciany rwnie ukaday si w zniszczon mozaik. Dalej byo ju tylko
lepiej. Korytarz nagle podnosi si wysoko do gry. Zaraz dalej zacz opada w
d. Prawa strona bya pusta w niektrych miejscach tylko podtrzymywaa
pochodnie. Na cianie po lewej stronie widniay sceny z rnych sytuacji. Eleira
podesza do jednej, strcia pajczyn, spod niej wyoni si uoony z kafelkw
obraz bitwy. Stojcych dwch wielkich armii i drzewa pomidzy nimi.
- Te obrazy. To s te wydarzenia o ktrych mwi Wieczny Wielka bitwa.
Przesza dalej, znajdowa si tam obraz klczcego Zareana przed czowiekiem.
Trzymajcym nad nim miecz. Zakrzywiony, lecz poncy ogniem. Wokoo krew i
trupy. Upadek Zarean - Przechodzia co raz szybciej od obrazu do obrazu. Ucieczka Budowa Selionu Stawianie bram. ycie w Selionie - Spojrzaa
dalej, kolejny obraz by pusty. Zwyke miejsce na cianie na kolejn mozaik.
Dlaczego to miejsce jest puste?
- To proste. Prawdopodobnie to miejsce jest przeznaczone na teraniejszo.
To co wanie si dzieje ale na razie nie jest wystarczajco wane.
- Ciekawe kto stworzy te obrazy? Zbliya rk do ciany. Chciaa dotkn
pustego miejsca.
- Nie, czekaj. Nie zdy jej powstrzyma. Nagle zerwa si wiatr. Ca sal
przepenia energia. Nevi cofna si szybko. Wiatr by co raz silniejszy jednak nie
gasi pochodni. Z podogi zerwao si kilka kafelkw. Trafiy na cian rozbijajc
si. Zaraz po tym oderway si kolejne. Spod nogi Yassira porusza si kawaek.
Podnis nog. Wszystko nagle umilko. Puste miejsce okryo si pajczyn. Eleira
podesza powoli do przodu.
- Nie. Zatrzyma j rk. Ja to zrobi.
Podszed powoli peny strachu. Nie wiedzia co si stao. Co miao to wszystko
znaczy. Zbliy si do pajczyny, szybkim ruchem odgarn j rk i ze strachu
cofn si. Eleira rwnie si przerazia. Znajdowa si tam obraz. Tego co ju si
stao. Walka Eleiry z potworem. Srebrny pomie spalajcy potwora. Ravis z
Sheir na kolanach. Yassir biegncy z lodow kul w rce w oddali. Balkon bez
drzwi.
- To! To jest przecie nasz test To co wydarzyo si na nim. powiedzia
Yassir. Spalajcy si potwr, Ravis pilnujcy Sherii.
- Sheiry
- Niewane. Przez twj dotyk pojawio si twoje wspomnienie. Zaraz. Dlaczego
obraz obok rwnie si pojawi? Yassir podszed do przodu, rwnie szybkim
ruchem zgarn rk pajczyn. Nie przedstawia on ju wspomnienia Sheiry,
niczyjego. Przedstawia kogo. Chopaka biegncego po zawalajcych si dachach
budynkw, w uliczce poniej niego biegli gwardzici, nad nim leciay smoki.
- Co to za obraz? spytaa Nevi
- To chyba jest ucieczka tego chopaka. Ten pocig ktry dzia si przed
naszym zwoaniem. Nie sdziem, e tylu go otoczyo. Smoki i gwardzici razem
Tylko dlaczego pojawio si to jako twoje wspomnienie?
- Ale dlaczego on ma czarn twarz? Raczej, jej nie ma.
- Nie wiem. Bardziej mnie ciekawi ten miecz. Ju go gdzie - Yassir podszed
do obrazu wczeniej. Tego na ktrym by upadek Zarean. To jest Przecie to
ten sam. Z t rnic, e ten nie ponie.
- Co to ma niby znaczy? - Sal nagle przepeni wiatr. Zgasi wszystkie
pochodnie. Zapanowaa ciemno.
- Eleira gdzie jeste?
- Tutaj. Koo ciebie. Moesz zrobi jak ognist kul?
- Tak, poczekaj. Yassir szybko wypowiedzia sowa zaklcia. Kula utworzya
si na doni rozwietlajc lekko ciemno. Wiatr znw zawia, tym razem mocniej,
gaszc wiato.

- Chyba nici z owietlenia. Poczekaj, tam co jest. Na kocu korytarza


znajdowao si wiato. Oboje ruszyli w jego stron.
Szli powoli uwaajc aby si nie potkn. Nagle ujrzeli drzwi. Ze szczeliny
midzy nimi wydobywao si wiato. To byo pewne. Wieczny.
Eleira i Yassir spojrzeli na siebie i zgodnym ruchem ruszyli w przd. Jednak nie
tak jak powinni. Eleira miaa na doni jaki wieccy py, a Yassir przygotowan za
plecami kul lodow. Stanli powoli pod drzwiami. Nevi cicho odchylia drzwi aby
zlokalizowa Wiecznego. Siedzia na sofie przed duym kominkiem i jeszcze
wikszym obrazem powyej na cianie. Kiwna gow do Yassira i w tej chwili
zaatakowali otwierajc drzwi z caej siy. Yassir podrzuci kul do gry, ktra
rozpada si na cztery mniejsze. Wieczny nie poruszy si. Kule trafiy go
zamraajc cae ciao. Eleira rzucia swj czar rozbijajc ld i paraliujc go.
Trzymaa wyprostowan rk aby kontrolowa paraliujce piercienie.
- Dobrze, wreszcie mamy tego caego potnego Wiecznego. Teraz bdzie ju
atwo. Obr go, a ja zadam mu par pyta.
Nagle Wieczny znikn, rozpyn si w powietrzu. Zupenie jakby nigdy nie
istnia. Promie kontrolujcy Eleiry znikn.
- Co do? powiedzia Yassir. Wtem za jego plecami szybko utworzya si czyja
sylwetka. Nie zdy si obrci, Nevi te nie. Nastpia fala uderzajca ktra
oboje odrzucia w stron sofy twardo uderzajc plecami o jej oparcie. Posta
krtkim ruchem rki sparaliowaa oboje tworzc wok nich 3 okrgi. Eleira
stracia przytomno.
- Chcielicie mnie zaatakowa. powiedzia srogo
- Jak to? Co, jak ty to zrobie?? Yassir spojrza na Wiecznego mia odsonit
twarz, nie by w tym samym stroju co wczeniej lecz w lejszej biaej szacie. Twarz
dao si wreszcie w peni zobaczy. Bya to rzeczywicie smocza gowa. Pokryta
miedzianymi uskami. Mia srebrne oczy z wskimi renicami i jego donie,
rwnie byy odsonite. Yassir spojrza na nieprzytomn Eleir.
- Cigle zapominacie kim jestem i jak moc posiadam. Nie tak atwo mnie
sparaliowa, a co dopiero zabi. Wiedziaem e mnie zaatakujecie wic
posuyem si podstpem. To co widzielicie to bya tylko moja iluzja. Zwoaem
was tu, a wy tak mi si odwdziczacie.
- Jeste morderc! Zabie szecioro Zarean! Mylae e co zrobimy?!
- Nie. Zabiem znacznie wicej, ale to nie istotne. Niedugo docz wasi
przyjaciele, chyba nie chcecie aby zobaczyli wasze trupy?
- Nie przestraszysz mnie! Jestemy ci potrzebni.
- Nie. Wystarczy mi tylko Eleira i Ravis. Ciebie i Sheiry nie potrzebuj. Oni
dadz sobie rad sami. Ty nie jeste a tak potrzebny. W kadej chwili mog ci
zabi, jednak nie czynic tego Eleira i Ravis bardziej mi zaufaj. Tego, e zginiesz
moesz by jednak pewny.
- Ty! Yassir szarpa si
- Tak, ja. Twoje ycie zaley wic od tego jak oni bd si spisywa. A teraz
zamilknij na chwil. Eleira ocknij si
Yassir opuci gow, sowa ktre powiedzia Wieczny dopiero teraz do niego
dotary. Pogry si w milczeniu i mylach. Nevi otworzya jak na rozkaz oczy.
Rozejrzaa si dookoa, troch zamroczona. Dopiero teraz rozejrzaa si dokadnie.
Bya w duym pokoju z czerwonymi cianami. Jedyne rdo wiata bio od
kominka. Cay pokj mia duo mebli, szafki ze zwojami, ptna lece w kcie,
sofa naprzeciwko kominka. Obok sofy sta niewielki przezroczysty stolik. Na nim
leaa jaka ksiga.
- Gdzie ja?? Wieczny
- Dobrze. Teraz wystarczy tylko zaczeka na Ravisa i Sheir. Nastpnie
bdziemy kontynuowa.

Wieczny przeszed obok nich. Usiad na sofie i wpatrywa si dalej w kominek.


Eleira spojrzaa krtko na Yassira.
- Nie uwolnisz nas? Spytaa Eleira.
- Nie. Zaatakowalicie mnie. Gdybym rozproszy czar znw bycie mnie
zaatakowali i musiabym was unieszkodliwia. Za stary ju na to jestem.
Z oddali sycha byo kroki. Prawdopodobnie nadchodzili ju. Wieczny wsta
nagle obrci si do drzwi i rozpyn si w powietrzu. Drzwi si otworzyy. Do sali
wbiegli Ravis i Sheira z przygotowanymi zaklciami. On lodu, a Sheira bya
przygotowana ze swoim paraliem. Stanli nagle jak wryci przed siedzcymi i
unieruchomionymi Eleir i Yassirem. Zupenie zaskoczeni tym, e Wiecznego nie
byo.
- To puapka! krzykna Eleira. Nagle za ich plecami co si utworzyo.
Szybkim ruchem Wieczny wywoa fal uderzeniow, ktra tak samo jak
poprzednio mocno odrzucia oboje. Padli na podog tu obok Eleiry i Yassira.
Wieczny znw krtkim ruchem rki wytworzy piercienie paraliujce
- Ech, dwa razy tak samo dalicie si pokona. To, e jestem dla was za silny
nie ulega wtpliwoci jednak mylaem, e przynajmniej postaracie si. Nie po to
was tu zebraem abycie mnie atakowali.
- Jeste morderc! Zabie szecioro Zarean! krzykna Sheira
Wieczny zrobi skrpowan min ale zaraz poprawi si i uda, e tego nie
sysza. Pomyla krtko. Wszystko si powtrzyo Wszystko.
- Zebraem was, wic teraz mnie posuchacie. Mam nadziej, e uwierzylicie
w moje sowa. Jeli tak to atwiej wam bdzie zrozumie co powiem za chwil.
spojrza na cian po jego prawej stronie. - Jeden! Cho tutaj!
Nagle w cianie pojawiy si drzwi. Waciwie to tylko kamienny uk przez ktry
wszed chopiec. uk znikn zaraz jak si pojawi.
- Tak panie?
- Czas na to co mielimy zrobi ju wczeniej. Najpierw zmie otoczenie,
nastpnie zajmiesz si nimi. Jeden posusznie podszed do ciany i pooy na
niej rce zamykajc jednoczenie oczy.
- Zaraz?! Co chcesz z nami zrobi??! Spytaa przeraona Sheira.
- Nic takiego. Dowiecie si w swoim czasie. Bd musia wam powiedzie co
jeszcze co nie zdyem wam wtedy przekaza, w komnacie.
- Moe do ju tych tajemnic?! Powiedz wreszcie po co tu jestemy! Po co to
wszystko byo! odezwa si Ravis Zaraz co jest?! Czemu podoga si
przesuwa?
Nagle rozbrzmia buczcy dwik, ktry zacz zagusza wszystkie inne
dwiki. Podoga rzeczywicie si przesuwaa, zupenie jakby bya cigana w
stron chopaka. Pod ni ukazywaa si Trawa. Rzeczywista i realna trawa.
Kominka ju nie byo, zamiast niego byo drzewo, due dorodne drzewo. Meble
zwyczajnie wyparoway. Nagle pokj, a waciwie to co jeszcze z niego zostao
rozjani si. Przez cian przy ktrej by kominek dostay si promienie
soneczne, a ciana robia si co raz bardziej przeroczysta. Nagle sofa o ktr
byli oparci znikna a na jej miejscu utworzy si szeroki pie citego drzewa.
Wszystko dosownie jak zasona cigao si w stron chopaka. Ten by wyranie
zmczony, sapa, a z twarzy la mu si pot. Nagle umilko. Cay proces zakoczy
si i nie byli ju w pokoju Wiecznego ale na wzgrzu, realnym prawdziwym
wzgrzu. Wia wiatr, byo sonecznie. Jeden puci rce. Zacz bezwadnie opada
przed siebie. Pad nieprzytomny na traw.
- Co, jak, gdzie jestemy? Powiedzia nagle Ravis.
- To jest to co chciaem wam pokaza. Imitacja wiata zewntrznego. Tak
wyglda wanie to co 600 lat temu musielimy opuci.

- Pikne - powiedziaa Eleira, rozejrzaa si i zauwaya co, podobne do


rolin ktre uprawiano w Selionie jednak znacznie pikniejsze. Miay odcienie
wszystkich kolorw. Tak realne, e a chciaa ich dotkn. Co to jest?
- Kwiaty. Kady ma swoj nazw. Jednak nie czas teraz na ich nazywanie.
Obrci si na chwil i spojrza na lecego chopca. - Jeden teraz odpocznie, a ja
zajm si reszt.
- Ale po co to wszystko? Odezwa si Ravis prbujc poprawi cho troch
niewygodne oparcie.
- Zaraz ci wytumacz. Jak wiecie 600 lat temu miaa miejsce wielka wojna.
Przegralimy j i zostalimy zmuszeni si ukry. Od tamtego czasu pilnowaem tej
tajemnicy i potajemnie rzdziem Selionem. Jednak ostatnio zaczem czu, e
mj czas zblia si do koca. Dlatego niecae 23 lata temu wybraem 10
noworodkw aby wybra swego nastpc.
- Czy Jeden jest tym twoim nastpc?
- Nie, nie on. Z tamtej dziesitki przeyo tylko jedno dziecko. Jednego
przygarnem gdy jego rodzice zmarli, matka przy porodzie, a ojciec na dosy
rzadk chorob. Chciaem mie kogo na ksztat syna, jednak nie miaem ju
fiolek smoczej krwi aby jakkolwiek mu da. Co do dzieci to kademu wlaem
przez otwart ran na ramieniu krew zotego smoka.
- Zotego?! Przecie one nie istniej, to tylko mit, istnia jeden ktry stworzy
cay Selion! Jak moge niby uy jego krwi?
- Zamilcz. Jeste dosy gadatliwy! Wida te, e nie do koca mi uwierzye.
K si wic teraz ze sob, droga wolna! Jak dla mnie to kto taki jak ty nie
posiada wic wystarczajcej inteligencji aby to zrozumie, wic zamilknij! Wieczny odetchn - Owszem zotych smokw ju nie ma, byy jednak 600 lat
temu. Stworzyem wic esencj z krwi jednego i podzieliem j na porcje.
Starczyo tylko na 11. Jedn zaaplikowaem sobie jednak nie przyja si.
Dostaem krwioplucia i omal si zabiem. Reszt przekazaem wybranym z Selionu
dzieciom. Przeyo tylko jedno. Jednak przez ten eksperyment stracio wszystkie
zdolnoci rasowe i magiczne. Stao si defektywne.
- Chopiec? spytaa Eleira, miaa wraenie jakby kiedy spotkaa takiego
Zareana.
- Tak chopiec Wieczny zaniepokoi si tym przebyskiem pamici jednak
kontynuowa dalej. Wychowywa si i dorasta zwyczajnie jednak z trudnociami.
W wieku 18 lat wydosta si z Selionu na wiat zewntrzny.
- Jak to przecie mwie, e zrobi to wczoraj, a ponad 20 lat temu mu
zaaplikowae t fiolk. Gdzie tu logika? wtrcia niepewnie Sheira.
- Daj mi skoczy. Wtedy wymkn si po raz pierwszy, caa Rada dowiedziaa
si o tym natychmiast i chcieli go zgadzi od razu. Ja jednak wierzyem, e
eksperyment potrzebuje czasu i zabroniem tego. Uznaem, e nie zrobi nic
gupiego, a krew zotego smoka si w nim przebudzi. Dlatego y normalnie dalej
do niemal dwudziestego-trzeciego roku ycia.
- Dwudziestego-trzeciego? Ja mam tyle. powiedzia Ravis Czyli on jest w
naszym wieku?
- Tak. Dwa dni temu przyprowadzi do Selionu czowieka, za taki czyn nie
mogem go ju obroni, jednak jakim sposobem uciek z posiedzenia Rady i ukry
si w Selionie. Walczy z kim i zosta ranny. Prawdopodobnie ma teraz blizn na
prawym boku. Wiecie o tym tylko wy i przewodniczca rady ktrej cakowicie
ufam, ona prbowaa go broni.
Eleira wytya nagle swoje myli. Prawy bok? Chopak, lat 23? Uciek? Nikt
inny o niczym nie wie? Dlaczego to wszystko jest mi takie znajome?
Podczas jego ucieczki co nagle poczuem. Takie samo uczucie gdy w kim
przebudzi si smocza krew. Poznaj wtedy imi tej osoby i rodzaj jej krwi. Wtedy
by to wanie on, Tarvis

Zapado krtkie milczenie, nikt si nie odezwa, nawet realny wiatr koyszcy
drzewo ucich. Jeden nagle poruszy si podnoszc powoli na rkach. Wsta i
podszed do Wiecznego bez sowa. Ten nakaza mu krtkim ruchem rki, oddali
si. Jeden posusznie przeszed, krtko spogldajc na sparaliowanych i usiad
pod drzewem w cieniu.
- Dobrze. Ju wiecie jak wydosta si. To bdzie jednym z waszych zada.
Macie przyprowadzi go do mnie lub zabi. Nie bdzie chcia tu wrci, a nawet
bdzie ucieka, dlatego macie za wszelk cen go sprowadzi, jego krew jest zbyt
cenna. Gdybycie go zabili zbierzcie tyle jego krwi ile si da i dostarczcie mi. Nie
prbujcie jej wypi. Moe to okaza si dla was miertelne.
- To bdzie zbyt proste. Skoro nie umie uywa czarw i nie ma rozwinitych
adnych zdolnoci. Jaki jest wic twj problem? Nie moesz go sam sprowadzi?
powiedzia Ravis
- Taki, e jak ju mwiem krew zotego smoka wyzwolia si u niego. Nie wiem
jaki bdzie miaa na niego wpyw, lecz w krtkim czasie moe sta si
potniejszy ni wasza czwrka razem lub nawet ja nie dam mu rady. Trzeba go
jak najszybciej pokona. Im bardziej bdziemy zwleka tym bdzie trudniej.
Ravis i Sheira byli wyranie zaskoczeni. Jak tylko jedna smocza krew moe
przerasta pi innych?! Nawet srebrnego smoka nie jest tak potna. Wieczny
kontynuowa. Drugim powodem jest to, e na zewntrz nie wiemy co si
znajduje ani nawet kto gdzie mieszka, jakie s nowe rasy. On to wie, spdzi tam
prawie 5 lat. My nie mamy czasu, w cigu 3 tygodni wyszkol was i przekonam do
swojej racji. Naucz was jzyka ludzi, zachowa, a co najwaniejsze wygldu
- Co? Jak to wygldu? spytaa Sheira. Yassir wci siedzia w bezruchu, to co
mwi Wieczny docierao do niego, jednak cay czas, od momentu gdy Eleira si
odzyskaa przytomno myla nad sowami ktre pady wczeniej. W kadej
chwili mog ci zabi, jednak nie czynic tego zyskam ich zaufanie. Czy ja
jestem a tak saby? Czy on naprawd w kadej chwili moe mnie zabi i Sheir
te? Czy tylko po to wiczyem latami aby zgin
- Wygldu, w tym kontekcie, e wymaemy wam wasze znaki pochodzenia.
Stracicie uski, wasze renice bd takie jak ludzkie, paznokcie, wszystko, nawet
kolory wosw.
- Co?! Jak to moje wosy?! Wybucha. Nie dam sobie nic zrobi z wosami!
Eleira spojrzaa na Yassira ktry przez ca t dyskusj nie odezwa si nawet
sowem. By cakiem pogrony, nic nie docierao ju do niego. Nie wiedziaa co
si z nim dzieje. Jej myli przerwa Wieczny.
- Tylko niektrym z was. Twoich nie trzeba rusza. S brzowe, tak samo jak
wikszo ludzkich. Jednak Eleira i Ravis potrzebuj zmiany. Wosy Yassira te s
odpowiednie.
- Czyli ludzie s tacy jak my? Tylko z innymi wosami, bez usek, paznokci? A
oczy? Jakie s ich oczy? Wieczny spojrza w gr aby unikn wzroku Shei - Jacy
oni musz by obleni
- Dla ciebie moe i s, teraz, ale ty bdziesz musiaa wyglda jak oni. Przed
narodzinami Jednego nie byo nikogo ze zdolnociami do staej zmiany
przedmiotw i wygldu. Tylko iluzje i tymczasowe przemiany. Dlatego nie mogem
nic zrobi aby nie rzuca si w oczy. Nie mogem wyj na zewntrz, ani do
Selionu, ani na wiat zewntrzny.
- A teraz? spyta Ravis
- Teraz jestem ju za stary. Nie mam na to siy.
Bd musiaa tak wyglda? A czy bd moga wyglda jeszcze inaczej? Na
przykad bd miaa wiksze - Zawstydzia si troch swoim pytaniem. Ravis
spojrza na ni z niewyran min. Takie pytanie wydao mu si cakiem
niedorzeczne.

- Tak. Bdziesz wyglda tak jak zechcesz. Jednak w pewnych granicach. Jeden
nie ma a takiej potnej mocy, widziaa co wywoaa u niego zmiana otoczenia
dookoa. Od dziecistwa uczyem go jak j kontrolowa i jak uywa. Pewnego
dnia omal nie popeni samobjstwa. Zmaterializowa swj koszmar. Wszystko
wok niego zmienio si w przepa. Ledwo go uratowaem. Wieczny spojrza
na chopca pod drzewem. Ten zrozumiawszy znak wsta. Przyoy rce do drzewa
i utworzy sobie uk. Taki sam jak wczeniej. Wszed przez niego i opuci ich. Ju
wszystko wiecie odnonie pierwszego zadania. Bdzie ich cznie trzy. Drugim
waszym zadaniem bdzie rozpoznanie. Macie przeprowadzi zwiad. Dowiecie si
ilu ludzi zamieszkuje okoliczne tereny.
- Zaraz. Przerwa Ravis - Mamy znale tego caego Tarvisa tak? Jak go niby
znajdziemy? Nawet nie wiemy jak wyglda.
- Racja. Ja sam wiem jedynie, e ma biae wosy. Wanie do tego jeste
potrzebny. Twoi rodzice maj pewn zdolno pamitasz jak?
- Tak Czyli to wanie ja mam si przyczyni do powodzenia pierwszego
zadania? Za pomoc tej zdolnoci?
- Zrozumiae. Jednak jest w tobie troch inteligencji.
- Ale ja jeszcze nie umiem jej uywa
- Naucz ci. W cigu tych 3 tygodni moesz by tego pewny. Wrmy do
treci zadania drugiego. Szykujemy si na wojn. Musimy odzyska nasz ziemi.
Za kilkanacie miesicy opucimy Selion. Przez ten czas ujawni si
mieszkacom i wyszkol ich na wojownikw. Nastpnie ruszymy. Zblia si czas
wojny. Wy w tym czasie zdacie raport o liczebnoci i sile ludzi oraz innych ras.
- Ale dlaczego musimy walczy? Przecie jak mwie niczego nam w Selionie
nie brakowao. odezwaa si Eleira
- Bo jest ju nas zbyt duo, Selion nie pomieci ju tylu osb, a mj koniec te
jest bliski. Chc ujrze Zarean w swej chwale jeszcze raz. Jeden, ostatni raz.
- I znw my jestemy potrzebni?
- Tak. Kiedy prbowaem to zrobi jednak dwoje mistrzw rady zgino. Trwaa
wtedy wojna. Byli potraktowani jak pospolici ludzie i zginli z rk lodowych elfw.
Przeliczyli si ze swoimi siami. Ja rwnie.
- Moe wic teraz te si przeliczye? Powiedzia niespodziewanie Yassir bez
podniesionej gowy.
- Co to ma znaczy?
- Nadal nie rozumiesz? Moe przeceniasz siebie? Nie pomylae o tym?
- O co ci chodzi?
- Nie zrozumiesz tego. Jeste taki sam jak inni. Nie jeste wieczny, nikt nie
jest.
- Co?! Jak miesz?! Podnie gow jak do ciebie mwi!
- Nie mam zamiaru.
- Chcesz doczy do tych ktrzy byli rwnie zuchwali jak ty?!
- Nie. Nie jeste na tyle nierozwany aby mnie zabi. Jestem ci potrzebny
zapomniae? Wieczny wyczu podstp.
- Nie, to ty si pomylie, nie jeste mi potrzebny, daem ci to wyranie do
zrozumienia.
- Chciae, ale ci si nie udao. Yassir podnis gow. Zginiesz tu i teraz, a
twoje plany legn w gruzach.
O co mu chodzi? Przecie Wieczny go zaraz zabije! Niech on to skoczy! To
bez sensu! Eleira chciaa to powiedzie jednak nie moga. Co nie pozwalao jej
mwi. Sheira zacza si szarpa, rwnie nie moga nic powiedzie.
- Yassir przesta! To do niczego nie doprowadzi! Zginiesz! odezwa si
telepatycznie Ravis Co ty prbujesz udowodni?!
- Spokojnie. Wszystko mam pod kontrol. odpowiedzia, ale rwnie
telepatycznie! Ravis by zszokowany, ale zaraz przypomnia sobie, e gdy si

szarpali w celi Yassir wchon jego zdolno. Powiedzia mu pniej o tym, ale nie
uwierzy.
- Dlaczego nagle zamilke?! Czyby chcia co teraz zrobi?!
- Nie. Tak jak mwiem zginiesz tu, ju za chwil.
- A co czekasz na co?!
- Tak. Na twoj mier. Wieczny by wcieky. Wiedzia jednak o tym, e Yassir
zwyczajnie go sprawdza, ale dotar ju na granic swojej cierpliwoci.
- Pamitaj co ci obiecaem. Zamierzam dotrzyma tej obietnicy. Wczeniej, czy
pniej.
- Ja take zo ci wic obietnic. Zginiesz tu i teraz.
- Nie prbuj sprawdza mojej cierpliwoci. Bo skoczy si to dla ciebie le.
- Nie sdz. Yassir trzymajc wci swoje rce za plecami przygotowa ju
wczeniej kul ognia. Trzyma j przez cay ten czas i podgrzewa piercienie.
Eleira zauwaya to teraz.
- Wszystko bdzie dobrze. powiedzia krtko tylko do Eleiry.
Nagle zwar w sobie wszystkie swoje siy, kula ognia zwikszya si. Krgi
paraliujce pky. Wsta szybkim ruchem, skoczy w przd. Wieczny reagujc
rwnie szybko cofn si do tyu. Yassir krzykn, lecia w powietrzu z zgit rk
wyprowadzan jak do uderzenia, w niej mia kul ognia, nie rzuci. Wieczny by
zupenie zaskoczony. Nie zdy odskoczy.
I nagle uderzenie.
Huk.
Yassir przelecia w przd, majc wci wyprostowan rk. Wieczny lecia
bezwadnie w ty pchany przepotne uderzenie.
Wszystko wok nagle znikno. Drzwi pojawiy si na nowo, ciany rwnie
zaczynajc od tej naprzeciwko kominka. Na miejscu drzewa pojawi si kominek,
na miejscu trawy dywan, meble znw zmaterializoway si, nawet ksika leaa
tam gdzie powinna. Yassir i Wieczny zniknli za drzwiami.
Nikt nie mg uwierzy w to co widzia. Yassir pokona Wiecznego, to pewne.
Jednak co dzieje si za drzwiami. Nagle piercienie pky, Eleira, Ravis i Shei
odzyskali mow. Nikt nie wsta. Szok tej sytuacji by zbyt duy. Nagle odgosy zza
drzwi ucichy. Nic si nie dziao. Nastaa cisza i kroki. Drzwi nagle otworzyy si z
hukiem trzaskajc o cian.
Yassir plecami wywarzy niemal drzwi, przelecia nad ca siedzc trjk.
Uderzy w kominek i pad do przodu na twarz. Plecy zajy mu si ogniem.
Wszystkich sparaliowao.
W korytarzu wyonia si czyja sylwetka. Wieczny szed powoli. Mia wypalon
dziur w swej szacie spod niej wyonia si uska.
- Nie spodziewaem si tego po tobie. Uwierzye, e skoro wczeniej byem
przygotowany teraz mnie zaskoczysz. Istotnie tak byo. Przez to wszystko
straciem kontrol nad innymi czarami. Zrobi szybki ruch rk. Wok Eleiry
utworzyy si 4 okrgi. Nastpnie dookoa Sheiry. Ravis prbowa wsta zanim go
zapie ale na prno. Wieczny przeszed dalej w kierunku Yassira. - Uwaae, e
wykonujc jeden potny atak zakoczysz wszystko i pjdziesz do domu? Aby
unikn sytuacji, i nie trafisz zostawie czar w rce? Zobacz teraz na siebie,
twoje plecy pon, prawa do jest zwglona, zaraz zakocz twj ywot.
Zatrzyma si tu przed nim. - Istotnie to byo dosy dobre, ale jak mwiem nie
da si mnie zabi.
Yassir nadal si nie rusza, Eleira spojrzaa w wiszce lustro, pon, a jego do
ju niemal nie istniaa. Nagle poruszy si, podpar lew rk. Powiedzia.
- Mylisz si.... To jeszcze nie koniec
- To jest, koniec. Twj, nie mj.
- Nie Teraz!

Nagle ze ciany za Wiecznym wyoni si Ravis. Zmaterializowa si chyba z


teleportu. Za szybko. Jego do. Zamiast niej mia lodowy szpikulec. Skoczy przed
siebie, mierzy w serce. Wieczny nie zdy si obrci. Krzyk, i dwik Dwik
przebijanego ciaa. Szpikulec zada swj cios. Krew.
Krew skapujca powoli na twarz Yassira.

Wieczny cz. 2
- Yassir wytrzymaj! Zaraz ci pomog!
- Eleira? yjesz?
- Trzymaj si! Nie zasypiaj!
- Co z Wiecznym?
- Nie yje. To pewne. Ravis i Sheira sprawdzaj go.
- Dobrze WreszcieNa co si przydaem.
- Yassir nie zasypiaj!
Eleira oplataa mu rk kawakiem szaty Wiecznego. Prbowaa zatamowa
krwawienie. Spojrzaa na Ravisa i Sheir.
- Ravis. Jak to zrobie? Bye przecie w tych koach, nie dao si z nich
wyrwa, a co dopiero przygotowa tak kombinacj atakw.
- Postaraem si. Yassir tu przed atakiem przekaza mi wszystkie informacje.
- Jak?
- Telepatycznie, wchon cz moich zdolnoci, jeszcze w celach. Kaza mi
gdy opadn krgi, czego si spodziewa, stworzy swoj iluzj i zostawi na
pododze. Ja sam miaem szybko zamaskowa si i znikn. Gdy ty patrzya si
na drzwi ja realizowaem jego plan. W razie jego niepowodzenia miaem szybko
zaatakowa prosto w serce. Podczas gdy Wieczny zaj si Yassirem, ja powoli
wytworzyem lodowy sopel dookoa doni. Musiaem mie jak najwiksze
przebicie. Czekaem tylko na znak, sygna. Zadziaao. Szczerze to nie wierzyem,
e si uda. Miaem nadziej, e krgi opadn i pomoecie mi. Nie sdziem
jednak, e Yassir a tak bardzo ucierpi
- Ale dlaczego nie wybra mnie? Przecie ja te mogam to zrobi. Razem z
tob.
- Tak, ale ja mogem mu potwierdzi, e to wykonam. Oraz nie sdz aby mg
mwi do wielu osb na raz. Nie byo czasu.
- Mimo wszystko Wieczny nie yje, Jeden znikn ju dawno temu, a tylko on
zna drog na zewntrz.
- Spokojnie razem std wyjdziemy. To nie moe by a tak trudne.
- Ten Wieczny Smocza uska na caym ciele, tylko w okolicach serca jej nie
ma. Niemal sta si penym smokowcem.
- Miaem wielkie szczcie. Jedyne odsonite miejsce. Par centymetrw
obok, a szpikulec zamaby si na usce. Przeniemy go.
Ravis zapa Wiecznego za ramiona, Sheira rwnie go podniosa, za nogi.
Przenieli, kadc na sof. Ravis zosta przy nim, siadajc na brzegu sofy. Shei
podesza do Eleiry.
- Co z nim?
- Nie wiem. Rka ju mu si prawdopodobnie nigdy nie zregeneruje, rana na
plecach nie jest a tak gboka ale ma wiele sicw na caym ciele i to uderzenie
o cian. Musiaam go obrci. Przeyje, ale dopki nie dowiem si co z plecami
nie mog nic wicej powiedzie. Rwnie dobrze moe ju nigdy si nie poruszy.
To uderzenie mogo mu nawet zama krgosup.
W powietrzu zaczo zbiera si co dziwnego. Jaka nieprzychylna aura.
Powietrze zagcio si.
Ravis wsta. Rozejrza si dookoa. Spojrza w stron drzwi. Nikt nie nadchodzi.
Spojrza na dziewczyny, nic si nie dziao. Spojrza na sof. Ciaa nie byo.

Zamar. Cofn si ze strachu do tyu wpatrujc w miejsce gdzie powinno by


ciao Wiecznego. Aura w powietrzu bya co raz bardziej zowroga. Drzwi nagle
zamkny si same z siebie.
- Dziewczyny! Szybko! Eleira i Shei wstay. Dookoa nich zacz si zbiera
wiatr. Tak, to z pewnoci by wiatr, w zamknitym pomieszczeniu. Co raz
silniejszy. Ravis szybko cofn si do nich. Plecami do siebie, pilnowali wzrokiem
kadej przestrzeni w pokoju. Ksika ze stou poderwaa si do gry. Aura
osigna swj szczyt.
Kroki, zza drzwi. Nagle wszystko si uspokoio. Ksika spada na ziemi.
Cisza. Drzwi. Za drzwiami kto sta, to byo pewne. Cisza. Przeduaa si.
Wydawaa si nieskoczona.
Huk.
Huk wywaonych drzwi. Uniosy si w powietrze i roztrzaskay na cianie obok
Ravisa, Eleiry i Shei ledwo mijajc ich. Dziewczyny zasoniy si instynktownie
rkoma. Ravis sta wpatrzony w pust przestrze przed nim. Zowroga aura
wrcia, wiatr wia jeszcze mocniej ni wczeniej. Szafa kolo drzwi przewrcia si
z hukiem. Gos.
PRBOWALICIE MNIE ZABI
JA. CHCIAEM JEDNEGO..
ETSENTIR 3..
DAM WAM TO ... NA CO ZASUYLICIE.
ETSENTIR.
NICO.. POGRY WAS.
MIER.
Caa trjka przerazia si, gos by nienaturalny, zowrogi, metaliczny. Wszyscy
spojrzeli w stron korytarza.
Kady krok przyblia nieuniknione. Wiatr przypiesza. Sofa powoli zacza si
przesuwa, stolik przewrci si i rozbi na pododze. Ksika wpada do kominka i
zapalia si od niego. Uniosa w gr zapalajc przy okazji unoszce si
pergaminy. Ogie w kominku zgas od silnego podmuchu.
W korytarzu ukazaa si mroczna sylwetka. W czarnej, cikiej szacie. Bia od
niej tak potna moc. Bia mier i Zniszczenie. Mia na gowie kaptur, pod nim
ciemno. Nie byo wida twarzy. wiato od wirujcej ksiki byo zbyt silne. Rce
mia zasonite. Jakim przedmiotem. Metalem. Metalowymi rkawicami.
- JAM JEST WIECZNY.. NAJWYSZY, NAJPOTNIEJSZY
Yassir otworzy oczy. Sofa zasaniaa mu widok, ale czu. Czu to, e zblia si
kto potny. Potniejszy ni wczeniej.
- Przesta! Krzykn Ravis Wierzymy ci! Jeste Wieczny! Nie da si ciebie
zabi! Stj!
Wieczny stan w miejscu, aura uspokoia si odrobin. Eleira i Shei nie
wiedziay co robi. Obie, chyba ze strachu, zapay Ravisa za rce.
- Przesta. Chcielimy tylko wrci do normalnego ycia. Uciec si nie dao.
Jedynym sposobem byo ci pokona. Teraz widz, e nie da si. Zostaniemy u
ciebie. Wykonamy twoje polecenia. Wszystkie.
- ZABIJ GO. ZABIJ YASSIRA
- Nie mog! Nie mog mu tego zrobi! Kady zasuguje by y!
Nastao milczenie, aura cakiem zagodniaa. Nic si nie poruszao. Wieczny
sta wci z zasonit twarz. Powinno si j zauway ale co byo nie tak.
Zupenie jakby na twarzy mia czarn mask lub przynajmniej czar maskujcy.
Nagle rozpyn si w powietrzu. Ravis zdy zareagowa, puci rce dziewczyn.
Etsentir mier w Starym Jzyku. Stary Jzyk to nieuywane sowa wyparte
przez ich nowe wersje. Traktowane czsto jako cz czarw lub konkretne zwroty
o wzmocnionym znaczeniu.
3

Obrci si do poowy. Eleira razem z Sheir stay nieruchomo. Nie mogy nic
zrobi. Ze strachu.
Wieczny sta za nimi. Na ramieniu mia przewieszonego nieprzytomnego
Yassira. Ravis szybkim ruchem usiowa uderzy go w twarz. Nie zdy. Wieczny
rwnie szybko jak poprzednio przeteleportowa si do korytarza. Ravis
wystawiajc nog do przodu omal nie wpad do zgasego kominka. Obrci si
szybko. Dziewczyny nadal byy sparaliowane ze strachu. Wieczny oddala si
korytarzem.
- Stj! Zostaw go! krzykn. To ja ci usiowaem zabi! We mnie zamiast
jego! To ja przebiem twoje ciao!
Dziewczyny przeamay si w sobie. Sowa, e Ravis powici si za Yassira
wyzwoliy je ze strachu.
- Stj!!! krzykna Sheira razem z Eleir.
Wieczny zatrzyma si. Obrci lekko gow, nadal nie dajc jednak jej
odsoni. Caa trjka bya stanowcza, wiedzieli co chcieli. Chcieli odzyska Yassira.
Nie si, lecz sowem.
- On naley teraz do mnie. - Odezwa si zowrogo, lecz inaczej. Bez
metalicznego pogosu, lecz nadal inaczej, nie tak jak Wieczny... Znikn w
ciemnoci. Wszystko umilko. Zostaa tylko pustka
Ksika zgasa lec na pododze. Nastaa ciemno.

Rok 691 od przybycia przez Ludzi do nowego wiata.


Pisz tak samo jak moi poprzednicy o przepowiedni milenium. To, e
jest ona prawdziwa nie pozostao ju dla nikogo wtpliwoci. Teraz
jestemy pewni. Nadchodzi koniec. Jaki bdzie to koniec nie wiemy
Obawiam si e bdzie jednak zy. Mimo, i przepowiednia pisze o nadziei,
nic nie wskazuje na to e kto si ni stanie. Kady szerzy tylko mier,
potomkowie Larsa I, wadcy yjcego w czasach kltwy ognia i ziemi
powoduj co raz to nowsze i okrutniejsze wojny. Walcz, kady przy uyciu
miecza przodka, Larsa I. Bdc na straconej pozycji sigaj po t bro i
niszcz wroga. Ostrze z czerwonym kamieniem, potg ognia
Kltwa lasu, nie bya a tak straszna jak poprzednie. Znacznie
straszniejsza. Ludzie znikali w lasach bez przyczyny. Kady ba si, nikt nie
wiedzia co si dzieje, w kocu okazao si jedno... Lasy byy wasnoci
elfw. Szykowany od lat atak, wreszcie si rozpocz. Nastaa kolejna
wojna, na skal globaln
Kltwa lodu, tego spodziewa si kady, lodowe elfy z pnocy zaatakuj
tak samo jak w kadej innej wojnie. Jednak oni byli bezbronni. Greis II
chcia zaatakowa ich, wyprzedzi cios. Nie wiedzia, e oni nie szykuj si
do wojny. Nie uwierzy, e byli neutralni. Stara si przeama
przepowiedni, a sam przyczyni si do jej trwania
Nadchodzi czas testu, testu naszej siy, wytrzymaoci, pokory. Kto go
wytrzyma by moe ujrzy koniec wszystkiego
Fragment Krlewskich Spisw
Kltwa V
Kltwa VI

Nawet ja nie wiem kto bdzie wybranym Nie zostao to jeszcze


zapisane Przeama kltw mona jeszcze w jeden sposb Zabi tego
kto j naoy Zabi Boga
Wieszczenie, proroctwo Geliena rok 697.

Rozdzia 4 Otwarta Przyszo (Edit)


Skuld
Wiatr, lekki wiatr. Las, duy, lecz jasny las. Wiatr zaguszany jedynie
dwikiem ptakw i lenej zwierzyny. Cisza, soce. Tu nie siga cywilizacja. Tutaj
nie ma adnego ladu ludzi. Nawet elfy opuciy to miejsce dawno temu lub nigdy
tu nie byy. Las Hevenwood. Niebiaski las. Tak bogi i lekki, a tak grony i
zabjczy za razem. Dzieci ktre zapuciy si tu, znikay bezpowrotnie. Starsi
rwnie pograli si w jego otcha, nigdy nie wracajc. Po wejciu do niego nie
byo ratunku. W caym jego istnieniu wydostaa si z niego tylko jedna osoba.
Mczyzna ten straci rozum, wol i wiadomo istnienia. Wiele razy chcia

wrci do tego lasu, bredzi przez sen, lunatykowa. Mwi o niestworzonych


kobietach, pikniejszych ni cudy tego wiata. O winie i owocach, o rozkoszach, o
piknie, o wiecie bez wad. Co raz wicej osb wierzc w te historie szo tam
dobrowolnie. Znikali wszyscy w odmtach lasu, na zawsze.
Kiedy
W obawie przed kolejnymi nieludzkimi wydarzeniami, las wykarczowano.
Wkroczono do niego z toporami, dzielc go przez jego rodek, przez jego serce.
Sta si takim samym lasem jak kady inny. Penym przejedajcych wozw,
atakw ze strony elfw, napadw bandytw, kusownictwa. Jego magia znikna,
bezpowrotnie
Jednak jedno miejsce pozostao. Stare ruiny na pnocy. Tylko tam nikt si nie
zapuci, nikt nie mia odwagi. Nie yy tam adne zwierzta, tylko roliny.
Ktokolwiek tam si uda znika. Pono nawet cay oddzia zbrojnych rozpyn si
tam w powietrzu. Co z mistycznej magii pozostao. Droga biegnca przez jego
rodek zniszczya jednak magi tego miejsca. Magi mistycznego, nieznanego
nikomu miejsca
Droga, prosta wyjedona droga. Z piachu i ziemi. Jeden z wielu, niczym nie
wyrniajcych si szlakw handlowych. I niczym nie zmcona cisza.
Las, duy, lecz jasny las. Wiatr, lekki wiatr. I stukot koskich kopyt. Wz.
Kolejny wz handlarzy jadcych z towarami do kolejnych miast.
Cisz wypeniy jednak co raz goniejsze dwiki. To nie by wolny krok
leniwych koni. Kus, szybki energiczny kus dwch koni, cigncych za sob
niemay ciar, parskajcych ze zmczenia. Wz zblia si do rozstaj. Droga do
Skuld i droga do Vansir. Wonica szybko szarpn lejcami do skrtu w prawo, nie
zwalnia. Wz przechyli si na jedn stron, po czym wrci do normalnej pozycji.
Z jego wntrza dao si sysze krzyk, ze strachu lub blu, kto krzykn ze rodka
Uwaaj!! Pozabijasz nas!!. Wonica nie odpowiedzia popdzajc konie. Minli
rozstaje. Skrcili w kierunku Skuld
- Zwolnij! Pozabijasz nas!! - odezwa si gos ze rodka. Nie moemy a tak
ryzykowa. On tego nie przeyje!
- Jak zwolni nie zdymy go uratowa! Nie ma czasu! - odpowiedzia
- On nawet nie jest jednym z nas! Chcesz powici nasze ycie dla niego?!
kto wychyli si za wonic. By dosy mody. Z pewnoci dorosy jednak jeszcze
mody. Nie bd za niego umiera!
- Zamilcz! On uratowa nam wszystkim ycie! Nie mog pozwoli aby Wz
wjecha nagle na skarp z ziemi podskakujc do gry. Chopak nie da rady
utrzyma si poszycia wozu. Polecia do tyu ldujc obok jakiego ptna. O mao
nie wypad przez tylne wyjcie.
Koo niego, w kcie wozu siedziao kurczowo trzymajc si konstrukcji
poszycia dwch chopakw. Bali si. Bali si tego, e zaraz wz rozbije si i
wszyscy zgin. Chopak zatrzyma si rkoma przed dalszym lotem w ty. Gow
uderzy o twarde deski dna wozu. Podnis si szybko z blem podpierajc na
kawaku przecierada. Zapa si beczki przywizanej do innych beczek i ciany.
Zakl krtko.
- Uwaga! krzykn wonica. Wz podskoczy nagle do gry. Wszystko na nim
rwnie, ptno z czym co leao pod nim podskoczyo do gry. Spado na ziemi.
Spod niego wyonia si czyja rka.
Chopak ktry ledwo utrzyma si na nogach szybkim ruchem wsta i przeszed
do wonicy.
- Oszalae! Zwolnij! Zabijesz nas i jego! Tak chcesz mu pomc?!
- Nie ma czasu! On nie przeyje nastpnego ataku! Ten moe wydarzy si w
kadej chwili!
- Tymi skokami go zabijesz! Dostanie kolejnego ataku! Za std, ja
poprowadz! Chopak szybko usiad koo wonicy, niewiele modszego od siebie.

Ten przekaza mu lejce i wsta. - Sprawd co z nim! Tych dwch za bardzo boi si
o swoje ycie.
Wonica wszed do rodka wozu zapierajc si rkoma o cian, na rodku
leao ciao przykryte materiaem. Klkn przy nim i poprawi materia
zasaniajc rk. Wsta szybko i przeszed w kt wozu gdzie znajdowao si
wikszo towarw.
- Cholera! Mielicie go pilnowa! dwaj chopcy nie odpowiedzieli. Starszy od
nich zacz zrzuca mikkie pakunki ze sterty towarw. Przerzuca je za siebie. Te
toczyy si i zatrzymyway pod cian.
- Uwaga!! Zakrt!
Po tych sowach wz przechyli si na lew stron. Dzieciaki w kcie zapay
si szybko belki podtrzymujcej stela caego dachu wozu. Chopak nie mia
czego. Przerzucio go na cian. Mikkie pakunki potoczyy si w jego stron. Wz
wyrwna si szybko blokujc ich toczenie si. Chopak odepchn si od ciany,
zrzuci si na stert z towarami. Wyrzuca na olep za siebie kolejne towary. Nagle
spod nich ukazaa si czyja sylwetka. Kto lea na pododze zlany zimnym
potem. By nieprzytomny, ale jego odruchy byy wystarczajco silne, ciska rk
tkaniny okrywajce go. Trzs si z zimna. Mia gorczk i mokry okad na gowie.
By w krytycznym stanie. Z jego ust co jaki czas wypywaa krew. Chopak cisn
lecego za rk.
- Wytrzymaj. powiedzia krtko. - Wytrzymaj.
Najstarszy z nich wszystkich, siedzcy na czole wozu, zwolni odrobin konie,
jednak nadal jechay dosy szybko. W ciszy powiedzia do siebie.
- Wytrzymaj Tarvis. Ju nie daleko
Podali drog przez Heavenwood. Niebiaski las, peen pikna i grozy, w
ktrym od wiekw znikaj ludzie. Jadc tak szybko jak si dao, zniknli za
kolejnym zakrtem.

Skamkel
- Tato! Tato! do dosy ciemnego pokoju wbiega maa dziewczynka, miaa na
sobie niebiesk sukienk i pantofle na nogach, o wiele za due. Mczyzna nie
zwrci na ni uwagi dalej uderzajc motem w rozarzony metal. Z kadym
uderzeniem sypay si iskry i powstawa huk. Dziewczynka zapaa si szybko za
uszy.
- Tato!!! krzykna
Mczyzna usysza to, odoy mot i odwrci si. Ugi na kolana i dorwna
jej wysokoci. Ta podesza do niego opuszczajc rce od uszu.
- Wujek jedzie!! Wujek!!
Mczyzna wyprostowa si bez sowa, wzi dziewczynk na rce i podszed
do drzwi. wiato olepio go troch, wic zasoni sobie oczy drug rk. Wyszed
na plac, brukowany plac na ktrym po przeciwnej stronie stao wiele wozw.
Wszdzie dookoa rozcigay si okoliczne wytwrnie i stragany handlarzy.
Mczyzna sta przed niedu pracowni mieszczc si obok opuszczonej chaty i
drugiej takiej samej, lecz z jej komina wydobywa si dym. By to wysoki brunet z
dosy dobrze rozwinit muskulatur, posiada rwnie wsy i brod. Mia na
sobie pacht ktra zabezpieczaa go przed iskrami w pracowni. Rozglda si.
Dziewczynka zacza si wyrywa. Ten postawi j na ziemi, natychmiast pobiega
w kierunku jednego z wozw.
- Braciszek!
Chopak sta obok wozu, dopiero co przyjechali. Obrci si.
- Eliza! dziewczynka dobiega do niego. Chopak wzi j na rce i przytuli. Cika jeste. Za. Zawoaj tat.
Eliza krtkim ruchem gwki potwierdzia, e zrozumiaa i pobiega w stron
mczyzny. Chopak spojrza na nich oboje. Swoim wyrazem twarzy dawa do

zrozumienia, e nie ma dobrych wieci. Kowal zrozumiawszy to kaza dziewczynce


pj do domu. Ta wbiega do chaty z ktrej wydostawa si dym. Mczyzna
powoli ruszy w stron wozu. Spotkali si twarz w twarz. Spod wsw i brody
wyoni si umiech.
- Witaj w domu. Zarin. Jak mina podr?
- Ojcze. powiedzia w smutku - Jest co co chciabym ci powiedzie zanim o
cokolwiek zapytasz.
- Co takiego? C moe by waniejsze od pyta? Gdzie mj brat? Gdzie
Amar?
Chopiec zamilk. Odwrci wzrok. Nie tego si spodziewa. Chcia powiedzie
to sam, nie odpowiada na pytania. Nie potrafi jednak skama.
- Rozumiem. Nie musisz nic mwi. Tego mona byo si spodziewa ju
dawno temu. Mczyzna straci umiech ze swej twarzy. Chopak podnis
gow zaskoczony tym, e nie musia nic mwi. Obaj spojrzeli na wz. Bracie.
Ryzykowae, mwie e nic ci si nie stanie.
- Ojcze. Jest jeszcze co. mczyzna odwrci gow. Ciao Amara
przywielimy tym wozem. Jednak jest co waniejszego ni obrzdy
pochwkowe. Chopak podnis poszycie wozu z prawej strony. Ten, tam,
Tarvis, uratowa nas. To on przepdzi bandytw ktrzy na nas napadli zabijajc
ich dowdc. Ma gorczk i nie wiadomo skd krwawi, co jaki czas wypluwa
krew z ust. Jeli mu nie pomoemy zginie. Doczy do nas w Redskull. Nikt go nie
zna, lecz Amar wypowiedzia do niego swoj ostatni wol. Nie dowiemy si co
zawieraa jeli on take zginie.
Skamkel zastanowi si troch. Po czym patrzc nadal na ciao brata
powiedzia.
- Dobrze, zabierzcie go do domu. Uratowa wam ycie? Jest niewiele starszy od
ciebie, jeli nie w tym samym wieku. Mczyzna wskaza gestem na reszt
chopcw ktrzy posusznie skinli gowami.
- Ojcze. kowal wreszcie obrci gow - Jest jeszcze ostatnia sprawa. Jego
miecz. Uczye mnie na ich temat ale sdz, e powiniene go dokadnie
obejrze.
- Miecz jak miecz, nie ma rnicy. Teraz waniejszy jest mj brat i on.
Chopcy przenieli Tarvisa na nosze. Powoli zeszli z wozu pilnujc aby nie upuci
rannego. Udali si powoli w stron domu Skamkela.
- Nie tym razem. - Zarin wszed na wz podpierajc si rkoma. Wsta i wzi
w do oparty o cian miecz. Uoy pochw z mieczem na doniach. Mczyzna
od razu spojrza na rkoje miecza.
- To?! Przecie to nie moliwe... Skamkel by wyranie zszokowany. - Ten
miecz jest w Esmeltara. To musi by podrbka. Nikt nie moe posiada miecza
Larsa. Tylko on sam, linia krwi jego i jego przodkw. Czy to moliwe eby on by
jego synem lub przynajmniej kim z jego rodziny?
- Wtpi. Przyjrzyj mu si dokadnie. Mczyzna oraz Zarin spojrzeli na
Tarvisa. - Ma biae wosy, moe zachowa je od rodzicw elfw, albo to zwyky
barwnik. Nie jest poza tym bogaty. Mia tylko kilka srebrnych monet, nie wicej
ni p sakiewki. Jest co co moe jednak wiadczy o niezwykych
waciwociach jego miecza. O tym e to nie jest podrbka. Kowal wycign
rk aby zapa miecz od razu za rkoje. Chopak rwnie przybliy miecz
schodzc z wozu.
- Co takiego?
- Nie mogem go dziery. Skamkel zapa miecz, ten niespodziewanie
cign go na d. By niewiarygodnie ciki. Nawet sia kowala nie zdoaa go
utrzyma. Wypuci go na ziemi. Miecz lekko i pynnie opad na brukowan

kostk. Jego dwik rozszed si po uszach Skamkela, dwik czystego


ledamentu4 najwyszego stopu
- Czy taki dowd ci wystarczy? Ojcze?
Skamkel sta zszokowany. Spojrza si za siebie. Tarvis by akurat wnoszony na
noszach do domu. Wyszepta do siebie.
- Co ten chopak ma wsplnego z Amarem??
- Nic. Spotkali si w Redskull, Tarvis przyczy si i zapaci za przejazd.
Siedzieli obaj na pierwszym wozie. My na drugim. Nie wiem o czym rozmawiali,
byli jednak sami przez kilka dni. Obrci si w stron syna.
- A miecz? Skamkel schyli si, chcia podnie miecz, tym razem za pas na
ktrym wisia. By lekki, niewiarygodnie lekki, nie taki jak przed chwil. Przerzuci
sobie go przez rami.
- Nic nie wiem. Nie zdawaem sobie nawet sprawy, e go posiada dopki nie
musielimy si ratowa przed buntem starszych. Zemdla, zacz krwawi z ust i
dosta gorczki. Nie wiemy co mu jest.
- Jakim buntem starszych? Co si stao??
- Dwa wozy zbuntoway si, ktry ze starszych chcia przej ca wadz,
buntowa si, e nie bdzie suy pod dzieciakiem. Tarvis mia tylko doprowadzi
nas do Skuld i odej. Jednak w nocy jego stan pogorszy si. Postanowilimy we
czwrk uciec i sprowadzi pomoc. Balimy si jednak, e go zabij wic
- Dwa wozy na straty?
- Nie, cay konwj. Cz moe dojedzie do Skuld jednak wtpi. Jeli nie
przeszli na stron tego brodatego jest maa szansa. Ataki bandytw i potworw.
- Wszystko si wali... Dostarczylicie jednak transport do wszystkich miast?
- Tak. Z wyjtkiem tego.
- Trudno. Co na to poradzimy. Ju i tak czekalimy zbyt dugo. Zachodni Blask
wkrtce uderzy. Skamkel poszed w stron domu. Zarin rwnie. - Zajmijmy si
teraz Tarvisem.
- A Amar? Zostawimy go tak??
- To ju tylko ciao. Ratujmy tego ktry posiada jego sowa

Trudna sprawa
Noc Zimno Bardzo zimno Co to za ogie?.... Ogie. Ciepo. Skd ten
ogie?
Do pokoju rozjanianego tylko przez jedn wiec wszed starszy mczyzna.
Przy ku z chorym na stoku siedziaa brzowowosa kobieta.
- Co z nim? Lepiej?
- Lepiej. Gorczka mu spada. Zioa bardzo pomogy. Przesta si wykrwawia.
Niedawno obudzi si na chwil ale nie by w stanie nic mwi. Teraz pi, ale
cigle co mwi.
- Przeyje?
- Tak, o ile nie otrzyma duych obrae w najbliszym czasie. Potrzeba mu
jakich 2 tygodni aby wrci do penego zdrowia.
- Dobrze, kiedy si ponownie obudzi?
- Trudno powiedzie. Moe jeszcze dzi, moe jutro. Zastanawiam si troch
- Mczyzna podszed do kobiety. Usiad tu obok niej dostawiajc sobie krzeso.
Krew bya wynikiem walki z tym caym hersztem. Zastanawia mnie to skd
gorczka, dreszcze i to majaczenie
- Moe dosta trucizn?
- Wtpi, gorczka nie powinna spa. Zioami ktre mu podaam trucizny nie
usuniesz.
4

Ledament po krasnoludzkich stopach z adamentu ktre okazyway si bardzo cikie szukano nowych
rozwiza i nowych surowcw. Tak powsta ledament, stop adamentu i ledirii najciszego i najlejszego metalu.
Mia wytrzymao tak sam jak adament i by znacznie lejszy.

Gosy Kim s?... Ci ludzie Gdzie ja Eleira Amar


- Znowu majaczy, pojedyncze sowa bez sensu. Ach Jestem ju zmczona
Mczyzna obj kobiet ramieniem i pocaowa delikatnie w czoo.
- Odpocznij. Teraz ja go przypilnuj.
Kobieta powoli wstaa, wida byo, e jest mocno zmczona pilnowaniem i
przygotowywaniem okadw. Podesza powoli do drzwi i wysza z pokoju.
Wchodzc do kolejnego, janiejszego ni ten. Mczyzna siedzia chwil w
bezruchu, wsta oddali si od ka w kierunku stou i wiecy. Sta tam rwnie
gliniany kubek z wod. Napi si. Patrzy spokojnie w wiec ktra ju niemal
zgasa. W pokoju nie byo adnej innej, adnego innego rda wiata.
Zapanowaa ciemno.
Smoki. Miecz. Ld Ogie Ogie!!
Tarvis zerwa si nagle by zlany potem. Znajdowa si na pewno w jakim
pokoju. Rozejrza si nerwowo dookoa. Byo ciemno. Nic nie widzia.
- Obudzie si? Nie sdziem, e stanie si to tak szybko. Nie ruszaj si.
Tarvis sapa bardzo szybko, ze strachu, ze strachu przed tym co widzia w
swoim nie jeszcze przed chwil.
- Kim.. Kim jeste? Spyta nerwowo
- Spokojnie, jestem przyjacielem, jeste w moim domu, Jeste ranny, uspokj
si.
- Nie.. Gdzie. poka si
- Nie mog, nie mam ju wiec, jeli to ci uspokoi nazywam si Skamkel.
Jestem kowalem Bratem Amara. W ostatnim jego sowie byo co smutnego.
Skamkel. To on, jeli jestem u niego to znaczy, e dotarem do celu. Tarvis
odetchn spokojniej, prbowa zwolni swj oddech.
- Przepraszam, baem si czego innego
- To zrozumiae, kady odczuwa strach, nawet jeli go nie okazuje. Skoro si
obudzie mam do ciebie kilka pyta.
- Dobrze.
- Widz, e mi ufasz dobrze. To znacznie pomoe. Kim waciwie jeste?
Jakiej rasy, wykwalifikowanie, profesja?
- Jestem czowiekiem, pochodz . Nie mog powiedzie.
- Dlaczego?
- Zostaem wygnany, a moje miasto jest daleko std.
- Ciekawe. Kontynuuj.
- Jestem Pogromc smokw. Przynajmniej prbuj
- Ile zabie?
- Jeszcze adnego.
- Rozumiem. Poczekaj chwil. Pjd po wiec.
Mczyzna wsta, sycha byo jego kroki, podszed do drzwi i wyszed
wpuszczajc troch wiata z ssiedniego pokoju. Dobiegy stamtd rwnie inne
odgosy, rozmowa, dosy burzliwa. Drzwi zamkny si, zapanowaa cisza i
ciemno.
Tarvis zosta sam, pooy si ponownie aby poskada myli. Zapa si
jednoczenie rk za brzuch i wykrzywi lekko usta z blu. Gdzie ja jestem? Co si
stao? Dlaczego boli mnie brzuch? Co si stao tamtego deszczowego dnia?
Jego myli przewa wchodzcy do pokoju Skamkel. Trzyma w rce wiec na
podstawce. Podszed do biurka kadc j. Tarvis podpar si ponownie, mia
zamiar zapyta Skamkela o par spraw.
- Wybacz, e od razu przeszedem do pyta nie wyjaniajc ci sytuacji w jakiej
si znalaze. Skamkel usiad na krzele przodem do Tarvisa. Ten zmiesza si
troch tymi sowami. Byy one jednak jak najbardziej zrozumiae. O tu jestem
Skamkel, kowal, brat Amara ktrego poznae i ktrego nic nie mogo ocali...
Jeste w moim domu, w Skuld. Mj najstarszy syn ktry podrowa z tob

uratowa ci ycie. Tego dnia gdy zemdlae nastpi bunt starszych, przejli reszt
wozw. Najmodsi uciekli ostatnim wozem ratujc ciebie.
- Dlaczego? Dlaczego nastpi ten bunt?
- Podobno Amar wybra ciebie na nastpc konwoju. Widocznie kto nie chcia
si z tym pogodzi.
- Nikt nie chcia - wtrci.
- Sam wic widzisz, e to wiele wyjania. Bye nieprzytomny przez 3 dni. W
tym czasie miae gorczk, dreszcze, napady szau przez sen, oraz krwawie z
ust. Prawdopodobnie miae zniszczony jaki organ wewntrzny. Nie wiem jakim
cudem w ogle przeye, musisz mie nieze ciao i jeszcze silniejsz wol ycia.
Skamkel odetchn chwil. - Odpocznij teraz, bdziesz potrzebowa duo si, aby
zrozumie to co mam ci do przekazania.
- Czuj si dobrze, nie jestem dzieciakiem. Mw teraz. Jak tylko wyzdrowiej
wynosz si std. Ton Tarvisa si zmieni, by zy, wyranie zdenerwowany.
- Dlaczego jeste zy teraz?
- Nie twj interes! Mw czego chcesz!
- Eh. Skamkel przyoy sobie kubek do ust. Napi si troch. Chcesz wody?
- Nie. Tarvis bardzo chcia pi, ale by zbyt wcieky by myle rozsdnie.
- Dobrze. Powiem wic ci to jutro. Wsta zabierajc ze sob wiec i kubek.
Przepij si, moe ochoniesz.
Tarvis nie odpowiedzia. Czu e brzuch boli go co raz bardziej. Pooy si na
plecach aby umierzy bl. Skamkel spojrza na niego ukosem i podszed do
drzwi. Otworzy je. Nie dobiegay stamtd adne dwiki adne wiato.
- Jutro powiem ci wszystko. Tarvisie Ostatni Zareanie.
Sowo. Sowo ktre zburzyo wszystkie jego myli. Sowo ktrego nigdy nie
spodziewa si usysze. Ktrego nikt nie mg zna. Jak to wic moliwe.
Tarvis zamar, zamar lec bezwadnie. Drzwi zamkny si powoli. wiato
zaniko.

Brzemi
Ta noc bya spokojna. Spokojna dla wszystkich.
Po niej nasta kolejny dzie.
11 dzie. Ten ktry zmieni wszystko, a zarazem nic
- Ojcze! Do pokoju wbieg Zarin. Przy stole siedziaa caa jego rodzina. Jego
ojciec; Skamkel, jego modsza siostra; Eliza, jego matka; Rose. Okrgy st by
naszykowany, na pewno bardziej obficie ni zwykle.
- Czekalimy na ciebie, siadaj. powiedziaa Rose
Chopak posusznie podszed do stou i usiad tu obok jeszcze jednego
wolnego miejsca. Siedzia wprost naprzeciwko ojca. Nikt nic nie mwi, przez okno
docierao do duo soca i gwary z brukowanego placu. Eliza jada powoli buk
z masem i jak wdlin. Skamkel mia to samo. Rose odesza od paleniska
niosc porcj podpomykw. Milczenie trwao dugo. Podczas gdy wszyscy inni
spoywali posiek Zarin nie jad. Siedzia bez sowa. Rose dosiada si wreszcie,
tu obok Elizy.
- Ojcze, co z tym chopakiem?
- pi, dobrze mu to zrobi. Niech ochonie.
- Wiesz, e nie o to mi chodzi.
Skamkel nie odezwa si od razu. Unika powanego wzroku syna.
- Odpowiedz mi.
- Uwaam, e to nie jest dobry moment.
- Odpowiedz mi!
Zarin uderzy pici w st wstajc. Skamkel nie poruszy si. Eliza
przestraszya si troch, z rki wypada jej buka upadajc masem do gry na
podog. Rose wstaa od stou i wzia Eliz za rk.

- Pniej dokoczymy je, zostawmy ich na chwil.


Eliza niechtnie wysza trzymana za rk, nie odezwaa si.
- Czy teraz mi powiesz?! Chc wiedzie czy to on!! krzykn Zarin
Skamkel nie odezwa si, nie spojrza nawet na syna. Ten obrci si szybko i
mia zamiar wybiec.
- Stj. Powiedzia spokojnie Skamkel podnoszc wreszcie gow. Chcesz
wiedzie wic siadaj.
Zarin zatrzyma si i wrci z powrotem na miejsce. Usiad troch spokojniej.
- Ty wierzysz w Przepowiedni Milenium? Spyta Skamkel.
- Tak. A ty nie?
- Nie. Ju dawno przestaem w ni wierzy.
- Wic czemu? Czemu chcesz tego? Czemu chcesz niego?!
Skamkel napi si z glinianego kubka. Zarin nadal patrzy si na niego zym
wzrokiem.
- Bo wierz, e przepowiednia to bzdury, a on moe sta si nasz kart
atutow w nadcigajcej wojnie. Nie myl o przepowiedni tylko o przyszoci, o
otwartej przyszoci dla wschodniego Zaetru.
Zarin nie odpowiedzia, nie wiedzia co o tym sdzi. Ba si nieodpowiednich
sw, nieodpowiednich czynw.
- A jeli Przepowiednia Milenium jest prawdziwa? I to o nim mowa?
- Zawsze jest inne wyjcie, jeli to rzeczywicie on to postaram si eby
przepowiednia nie zostaa dopeniona. Skamkel zamilkn na chwil. Jednak
On jest nam potrzebny. Bez niego ta wojna skoczy si fiaskiem. Dlatego nie
mog go zabi Przynajmniej nie teraz.
- Ojcze Dzi rano dowiedziaem si, e atak smokw zniszczy Redskull.
- CO?!! Skamkel wsta z wciekoci, przewracajc kubek z wod. - Dopiero
teraz mi o tym mwisz?! Kiedy to si stao?!
- Trzy dni temu. W gosie Zarina byo co niepokojco spokojnego ale by tam
i smutek.
- Ilu zgino?
- Podobno miasta. Przetrwao par obrzenych gospodarstw.
- Tylu ludziTeraz mamy jeszcze mniejsze szanse. Skd smoki w tej
okolicy?!
- Byy tylko trzy. Ale za to potniejsze ni mogo si wydawa, to cud, e nie
zniszczyy wszystkiego.
- Ale dlaczego w ogle zaatakoway?!
- Zapytaj jego. Jeli w to wierzysz. Powiedzia ze zoci.
Zarin wskaza gow na drzwi do pokoju Tarvisa. Skamkel uspokoi si troch,
postawi ponownie kubek.
- Nie jego obwiniaj. Nic o nim jeszcze nie wiemy. Wierz w to, e on jest tym z
Przepowiedni Milenium ale to mg by przypadek.
- Taki, e zniszczono miasto w ktrym wanie on doczy do Amara?
Znw nastao milczenie. Skamkel wsta na chwil, odnis naczynia do misy,
zabierajc jednoczenie chleb i maso. Zarin wci by zy.
- Chyba mi nie powiesz, e chcesz go wtajemniczy w plan.
- A jeli nawet? Jeste moim synem powiniene by posuszny. Wic przesta
ju
- Co on ma przesta? odezwa si Tarvis
Sta na wp ywy w swoim stroju, bez miecza, opierajc si o cian. Nawet
nie usyszeli gdy drzwi si otworzyy. Nie wiedzieli od jakiego momentu ich
sucha. Wyglda jakby zaraz mia pa nieprzytomny. Z jego twarzy la si pot.
Dysza z braku si. Jednak wci sta.
- Miae mi powiedzie. Kim ty do cholery jeste?!

Skamkel nie odezwa si, Zarin rwnie. Jednak to ten drugi by bardziej
zaskoczony.
- Co ty niby o mnie wiesz?! krzykn ponownie.
Skamkel umiechn si niemal niezauwaalnie przez wsy i brod. Pomyla
sobie, a wic to jednak on.
- Usid, mamy sporo do omwienia.
Zarin wsta, cofn si troch, wci patrzc na Tarvisa zaskoczonym
wzrokiem. Ten powoli podszed do stou, podtrzyma si na nim i usiad na
zwolnionym przed chwil miejscu. Skamkel podnis lekko gow.
- Jak wiesz zajlimy si tob wycznie na sowa mojego brata. Moesz wic
przekaza je teraz?
Tarvis by niechtny do tego, jego sny burzyy mu czasem pami o
rzeczywistoci, nie mg powiedzie, e zapomnia cz ostatniej woli Amara.
- Mwi co o rewolucji, e wygra, e koniec czasu kogo tyrana.
- Larsa? wtrci stojcy przy oknie Zarin.
- Chyba tak Tarvis spojrza na niego wydawao mu si, e kogo przypomina.
Wrci wzrokiem na Skamkela. Aha jeszcze powiedzia co tylko nie mog sobie
przypomnie co. Nie zrozumiaem tego za bardzo ale byo co o nachodzcej
nadziei. Rozumiecie co z tego?
- Nie - powiedzia szybko Skamkel, zanim Zarin zdy powiedzie tak. Nic
mi to nie mwi. Wyglda na to, e nie jeste typem myliciela.
Tarvis zaniepokoi si troch t szybk odpowiedzi. Za szybk. Musia zmieni
taktyk.
- Czy to wszystko co powiedzia mj brat? Zarean potwierdzi skinieniem
gowy. Dobrze. Wic teraz zadam ci par pyta.
- Poczekaj Tarvis podnis rk jak w znak stop. Chc si dowiedzie o co ci
wczoraj chodzio, Ostatni Zarean. Co to znaczy?
Zarin wzdrygn odrobin. Dawno ju nie sysza tych sw. Pamita je jeszcze
jednak, z legendy opowiadanej przez dziadka. O okrutnych smoczych
wojownikach, wielkiej wojnie ktra zmiota ich wszystkich. O tym, e nadejdzie ich
odrodzenie, powstanie jeden ktry bdzie walczy o obecny wiat.
- Zarin zamknij okno. Chopak posusznie wykona polecenie. Zastanawia
si, co teraz?
Na chwil zapanowao milczenie, nagle bl brzucha Tarvisa wzmg si troch.
Ten zrobi niewyran min i apa oddech. Zarin martwi si o Tarvisa jednak ten
nawet na niego nie spojrza. Razem, jego ojciec i nieznany chopak, patrzyli si na
siebie, nie zwracajc uwagi na nic innego.
- Nie oszukasz mnie Zareanie. Wiem kim jeste i jak moc posiadasz. Ostatni
yjcy smokokrwisty.
- Czy moesz mi wytumaczy o co ci chodzi?! Chc wiedzie
- Nie oszukasz mnie. Przerwa Skamkel. Amar pewnie te si tego domyli.
Wic chcesz wiedzie. Jak ja si domyliem?
Tarvisa przeszed nagle dreszcz, jeli on wie, co mog zrobi. Co on planuje,
nie mog zosta jego eksperymentem. Skamkel wsta ponownie, tym razem po
chleb i maso oraz drewniany n. Podszed do blatu na ktrym byy. Nagle rzuci
n bdc tyem prosto w gow Tarvisa. Ten niezwykle szybko zapa go w
powietrzu lew rk. Wypuci go na st. Na rce odcisn si czerwony lad
tpego narzdzia. Przez chwil nie ruszali si obaj.
- Masz niezy refleks. Kowal podszed do stou Jedz. Musisz by dosy saby,
a nie chcemy aby nam nagle zszed.
- Mw.
- Chcesz od razu wiedzie? Dobrze, im szybciej tym lepiej. Nie sdziem po
pierwszym wraeniu, e jeste Zareanem. Wszystko zaczo si ukada gdy
pilnowaem ci po raz pierwszy. Mwie co o smokach, ogniu, jakiej Eleirze,

oraz co najwaniejsze Radzie To dao mi do mylenia. Smoki, rada, zaczo si


ukada. Nastpnie nie dowiedziaem si ju niczego. Ale gdy tylko si obudzie
spytaem ci o twoje miasto. Zostae wygnany z miasta daleko od tej czci
wiata miasta. Wtedy wszystko si uoyo. Wielka Rada Zarean i ich Smoki,
ostatnie miasto, ocalae od wojny, zbudowane daleko aby byo bezpieczne.
Pojawiasz si ty, ostatni w tym wiecie Zarean, wyrzucony ze swego do tego
wiata. Skamkel odkaszln - Moe to opiera si na dosy sabych teoriach ale
nie mw, e nie jest prawdziwe.
Zapado milczenie, Zarin by zszokowany opanowaniem Tarvisa podczas caej
opowieci, jad powoli, nie podnosi wzroku, nie robi adnych szybkich ruchw, od
czasu do czasu apa si za brzuch. To wszystko
- Skoczye? Tarvis odoy na chwil jedzenie Skamkel zdziwi si troch
tym pytaniem. Wic uwaasz, e jestem jakim wybrykiem natury? Zostaem
wygnany z tajnego miasta? I mam powizania ze smokami? Jedyne moje
powizanie ze smokami to, takie, e chc je zabi.
Znw nastao milczenie, jednak pierwszy odezwa si Zarin.
- Ojcze moesz mi powiedzie o co ci chodzi?! To przecie nie ON! krzykn
podchodzc troch do stou. Nie znalelimy najwaniejszego dowodu! On nie
ma smoczych usek!
Zapado milczenie, tym razem dusze ni kade poprzednie. Nikt nie jad, nikt
nie pi, nawet dwiki zza okna cakiem umilky. Nikt nie mg powiedzie ani
sowa.
- Dobrze. przemwi wreszcie Skamkel z opuszczon gow. Mwi powoli,
gosem penym alu i smutku. Wybacz, wziem ci za kogo innego. Sdziem
Sdziem, e wreszcie speni si przepowiednia mego rodu. Jednak pomyliem
si Tak bardzo tego chciaem, e nie zauwayem, e to tylko mit. Tarvis
milcza suchajc tych sw z kamienn twarz, nie rozumia tego. Nie chcia
rozumie. Jednak spod gowy kowala na st nagle spada kropla. Wybacz e
uczyniem ci moim marzeniem. Wybacz mi.
Tarvis nagle zapa si za brzuch, bl by silniejszy ni wczeniej. Nie
wytrzyma, wyplu krew z ust prosto na Skamkela siedzcego naprzeciwko. Nie
wytrzyma blu, walczy z nim, ale nie mg wygra tej walki. Zemdla, padajc
bezwadnie twarz na st. Nie pamita nic wicej

Medalion
- Dlaczego mnie zawoae Zarin?
Do dziennego pokoju wszed pnagi Tarvis, mia tylko spodnie. Wida byo
ca grn cz ciaa. Cigle sine miejsce po uderzeniu Herszta. Spalon ran na
prawym boku. Jednak jego ciao byo w dobrej formie jak na kogo z takimi
ranami.
- Jest pewna sprawa o ktrej chciaem z tob porozmawia.
- Wydawao mi si e to twj ojciec by maniakiem na moim punkcie.
- Nie o tym Ubierz si. We wszystkie swoje rzeczy.
Tarvis poszed do pokoju w ktrym byy jego rzeczy, za wyjtkiem miecza.
Myla o nim przez cay czas ale nie mg si dowiedzie gdzie by. Za kadym
razem gdy pyta oto Zarina ten zmienia temat lub wychodzi bez sowa. Jednak
byo co co martwio go jeszcze bardziej. Nie widzia Skamkela od czasu jego
ostatniej rozmowy, wtedy przy stole. Od dwch dni. Tarvis wszed gotowy do
pokoju, lekki czarny skrzany pancerz, pusta pochwa na miecz, przewieszona
przez plecy, mia nawet swoj opask od handlarza z Redskull. By w wietnej
formie, jednak jego psychika wci bya nieznana nikomu. niy mu si wci
nowe koszmary. Jedyne co byo dobre to, to e zapomina je. Tylko jednego snu
nie mg zapomnie, o drzewie z konarami. O wielkiej bitwie, ktra zawsze
koczya si tak samo.

- Co chciae Zarin?
- Chod za mn. Przejdziemy si.
Zarin wyszed z pokoju, wzi z sob oparte o cian 3 rzeczy, uk razem z
koczanem, miecz i zawinity w jaki materia ksztat. Przerzuci sobie przez rami
uk i koczan. Miecz przypi do pasa. Ostatni przedmiot poda Tarvisowi apic za
rodek.
- We go. Ju czas aby ci go zwrci.
Tarvis nie wiedzia co powiedzie. W kocu to bya jedyna rzecz ktr wynis z
Selionu. Odwin ptno. Uj miecz za rkoje. Podnis go wysoko a do sufitu.
Wzniole, okazale. Zarin patrzy na to z lekkim niedowierzaniem. Nie wiedzia
dlaczego on dziery wanie Ten miecz. Idealn replik miecza krla Larsa.
- Chodmy. Wznios chwil przerwa gos Zarina. Odwrci si plecami do
triumfalnej sceny.
Wyszli obaj na ulic, Tarvisa olepi lekko blask wiata sonecznego. W kocu
przez par dni nie wychodzi w ogle. Na drodze woy miecz do pochwy na
plecach. Nie mia zamiaru si ozywa. Pozna troch Zarina ale nie wiedzia jakie
plany mia co do niego. Moe takie same jak ojciec. Tarvis przystan w drzwiach
podczas gdy Zarin poszed dalej.
- Chce z tob porozmawia o mieczu. Nie interesuje mnie to kim jeste, ani co
zrobisz. Chc ci uwiadomi co posiadasz.
- Moe dobrze to wiem.
- Czyby? Zarin zatrzyma si i odwrci do Tarvisa. A te runy? Wiesz co
oznaczaj?
- Nie. To nie jest istotne. Miecz to miecz.
- Nie. To nie jest zwyky miecz.
Zarin ruszy do przodu, Tarvis rwnie wreszcie ruszy za nim i zrwna si
szybko.
- Sdziem e kto z twoimi umiejtnociami bojowymi bdzie wiedzia, i ten
miecz to niemal identyczna kopia miecza krla Larsa III, obecnego wadcy
Zachodniego Zaetru. Po twoim wzroku sdz, e nie wiesz wiele na temat obecnej
sytuacji politycznej. My nie jestemy pod jego moc, tak samo jak pnoc
naleca do Lodowych elfw i wyspy wysunite daleko na zachd. Jednak
poudnie, barbarzyskie, dotd nie zbadane ziemie, zostay przekupione.
Krasnoludy z pnocnego wschodu nie pomog w walce, s zajci wasn wojn z
upadymi, Demonami Ciemnoci. Ju wkrtce rozpocznie si wielka wojna, by
moe wiksza od 9 poprzednich. Oddziay Larsa najpierw zaatakuj wyspy,
nastpnie lodowe elfy. Nastpnie uderz na Wschd. Wyspy poddadz si szybko,
to prawie neutralny region, ulegnie pod si. Lodowe elfy s silne ale nie maj
szans w walce z Larsem. Potem przyjdzie czas na wschd. Tu wanie pojawiasz
si ty
- Co ja do cholery mam wsplnego z t wojn?! Ja nie chc adnej wojny, dla
mnie liczy si teraz tylko zemsta
Zarin zatrzyma si, spojrza Tarvisowi w twarz, ten mia j opuszczon, co go
gryzo, ale nie wiedzia co. Moe to, e nie moe osign swojego celu?
- Rozumiem, chodmy dalej ruszyli obaj Tarvis trzyma si teraz jednak
troch z tyu. Twj miecz to niemal identyczna kopia. Niemal, bo ten duy
niebieski kamie w rkojeci powinien by zastpiony czerwonym, runy s inne
ni tamte oraz ten miecz by wykonany pniej. Nie wiem dokadnie jak pniej
ale okoo kilkudziesiciu lat. Technika wykonywania mieczy w ten sposb wymara
okoo 600 lat temu, wic mg by zrobiony tu pod koniec tamtej epoki
metalurgicznej. Ilo mieczy wytworzonych w ten sposb wynosia do tej pory
tylko 8 z czego do dzi istniej 2. Jednak teraz ju 3. Moe nie tumaczy to wiele
ale zaraz postaram si do tego doj. Ten miecz jest drugim magicznym mieczem
krla Larsa. Na zamwienie wytworzono mu dwa. Jednak otrzyma tylko jeden, a

drugi zagin lub zosta ukradziony. Ten drugi trafi do ciebie. Jednak nie
powiniene mc go trzyma. Nikt nie moe oprcz linii krwi od Larsa I. Tu pojawia
si moje pytanie. Skd go masz?
- Z nikd. Znalazem i tyle. A co do tego wszystkiego to, to moe naprawd
jest replika.
- Ta odpowied mnie nie satysfakcjonuje. Powiedz prawd to pomog ci w tej
twojej zemcie.
- Zamknij si! To MOJA zemsta! Tylko moja! - wybuch Tarvis. Obaj zatrzymali
si, obrcili do siebie.
Ta sytuacja bya inna od tej przed chwil, Tarvis sta mocno, ze zoci, z si,
nie byo w nim cienia obawy ani strachu. Zarin nawet nie zauway drobnej
pomyki w swoim postpowaniu, wszystko szo po jego myli, a do tej pory...
Zarin nie sta rwnie mocno jak Tarvis, popeni bd. Pod jego gardem
trzymaa si klinga miecza, nawet nie wiedzia kiedy zosta wycignity. By
wraliwy na dwik metalu ale nic nie usysza. Przez szum dookoa czy przez
nieuwag? Dlaczego popeniem ten bd?
Zarin zacz powoli siga po swj miecz u pasa.
- Nie prbuj. Wtedy bd musia z tob walczy, pojawi si stra i zamkn nas
obu.
- Jak nie odoysz miecza to i tak ci zamkn. Zarin by niespokojny, lekko
dra. Tarvis po tych sowach przycisn mu miecz do garda. Po szyi popyna
maa kropla krwi.
- Nie wtrcaj si w moje sprawy. Wracajmy do twego domu.
Tarvis schowa szybko miecz i odwrci si. Zarin sta jak skamieniay, nie mg
zrozumie, co jest powodem siy Tarvisa. Zemsta? Nienawi? Nie przecie w tym
nie ma siy. To tylko emocje ktre prowadz do zguby. Wic dlaczego on jest taki
- Tarvis. Zarin otrzsn si, przetar z szyi krew przyciskajc jednoczenie
miejsce krwawienia palcem wskazujcym. Nie chciaem i z tob na gupi
przechadzk po miecie tylko zaprowadzi do pewnego miejsca poza nim.
Tarvis zatrzyma si.
- Po co niby?
- Odczyta te runy. Przecie nie wiesz co oznaczaj. Moe moja teoria jest
prawdziwa, chyba nic nie stoi na przeszkodzie aby to sprawdzi. W Skuld nie ma
nikogo kto je rozumie, pozostaje tylko jedno miejsce. Heavenwood.
Tarvis odwrci si, sysza plotki na temat tego lasu, e jest przeklty, nikt z
niego nie wychodzi. Ludzie wchodz i nie wychodz. Bezpiecznie jest tylko w
pobliu drogi.
- Ten przeklty las? To ma by jaki podstp?
- Nie. Mieszka tam pewien mdrzec, powinien zna te runy. By znajomym
mojego dziada. Nadal yje. Moe nawet przepowie ci przyszo. Nie chciaby si
dowiedzie czy twoja kariera smokobjcy nie skoczy si zbyt szybko?
Tarvis nie wiedzia co odpowiedzie. W sumie dobrze by byo wiedzie cho
troch o przyszoci.
- Nie moge sam tam pj kiedy byem nieprzytomny? Tarvis poszed do
przodu. Zatrzyma si obok Zarina
- Nie. Kady kto tam by chocia raz po raz kolejny wej nie moe. To wanie
dlatego giny w nim rne osoby. Zawsze wchodzili po raz drugi. Wikszo ludzi
w Skuld ubzduraa sobie, e to przeklte miejsce, plotka si rozesza i tyle.
Zaprowadz ci najdalej jak mog. Poczekam a ty pjdziesz tam z mieczem,
pytaniem o przyszo i tym amuletem.
Zarin wycign zza skrzanej koszuli poyskujcy zoty medalion. Widnia na
nim wizerunek smoka jakby pikujcego w d. Dookoa medalionu znajdoway si
runy. Tarvis mia wraenie, e ju gdzie widzia ten medalion.

- Dostaem go kiedy. Ale pniej ci o tym opowiem. We go, zanie do


mdrca i dowiedz si co to oznacza. Zarin zdj z szyi amulet, poda go Tarvisowi
do rki. Ten przyjrza mu si dokadnie po czym zaoy na szyj, tak aby byo go
wida.
- Dziki.
- Nie daj ci go tylko masz dowiedzie si co oznacza. Potem mi zwrcisz.
- Niewane. Chodmy, Mdrzec sam do nas nie przyjdzie, prawda? Tarvis
ruszy przodem. Zarin by zaskoczony ta nag zmian.
Jak to? Przecie dopiero co chcia mnie zabi. Gdzie on jest? Gdzie ten Tarvis
sprzed paru chwil? Z czego on czerpie t pozytywn si?
- Zaczekaj! Zarin pobieg za Tarvisem, zrwna si szybko.
W miejscu gdzie przed chwil stali zebra si tumek ludzi, na ulicach Skuld
nasta wikszy ruch ni przed chwil. Wszystko posuwao si wci do przodu.

Mga
- Tarvis gdzie jeste?
- Tutaj, za drzewem.
Byo sonecznie. Do siedzcego pod drzewem chopaka podbieg drugi
zdyszany. Z twarzy la mu si pot. Mia brzowe wosy i krtki uk przewieszony na
plecach. Ten pod drzewem mia biae wosy.
- Czemu znowu to zrobie? Miae czeka w umwionym miejscu.
- Wybacz, to miejsce bardzo mi si podoba. Czsto tu przychodz.
- Tu? Przecie to drzewo jest dosy niskie nie ma na co si wspina. chopak
usiad pod drzewem opierajc si plecami o konar. to po co ci takie?
- Nie do wspinaczki. Tak sobie myl, e to drzewo uronie szybciej ni te w
lesie. Jest na polanie gdzie jest duo soca. Inne drzewa nie zasaniaj go, bo ich
nie ma. Moe rosn bez adnych problemw. Bdzie wiksze ni te w lesie.
- Ale wiesz Jak przyjdzie burza to, to drzewo moe dosta piorunem, a wtedy
przestanie rosn. Zginie.
- Hmmm. Tak ale cho przez krtko bdzie wiksze prawda?
- Moe
- Niewane. Lubi to miejsce i tyle. Tarvis wsta. Mam co dla ciebie.
Trzymaj.
Chopak zapa do rki zoty amulet. By na nim rysunek dwch smokw stay
na 2 nogach, triumfalnie, wytrwale.
- aaaa naprawd mog go wzi?
- No, tak. To dla ciebie. Chyba, e go nie chcesz?
- No co ty?! Ze zota? Prawdziwego? Zaraz To te ma by tajemnica?
- Nie, moesz go nosi kiedy chcesz, jak chcesz i nawet da komu zechcesz.
- Nie za duo tego chcesz?
- Ej! Obaj umiechnli si do siebie. Chopak pod drzewem zaoy medalion
na szyj. Poyskiwa w lekkim wietle padajcym przez konary drzewa.
- Jest wietny.
- To dobrze. Tarvis poda rk chopakowi. Chodmy Karim, jak chcemy je
to trzeba co upolowa.
Na niebie szalaa burza. Na ziemi spaday wielkie krople deszczu, gdzie w
oddali uderzy piorun. Zarin bieg przez polan krzyczc i szukajc kogo. Nagle
zatrzyma si. Nic nie widzia, nic nie sysza przez deszcz.
- Tarvis! Gdzie do cholery jeste?!
- Zarin czekaj, ju prawie!
- Co ty robisz?! Gdzie jeste?!
- Pod drzewem, biegnij do mnie!
- Idioto! Zarin zerwa si biegiem w stron gosu.

W gowie powtarzaa mu si tylko jedna myl idiota. Bieg przed siebie,


przed nim w deszczu uksztatowa si ksztat redniej wielkoci drzewa. Bieg
dalej.
- Tarvis! Uciekaj od tego drzewa!
Kolejna byskawica trafia w las nieopodal. Drzewo zajo si krtkim
pomieniem po czym szybko zostao ugaszone deszczem. Zarin dobieg do
Tarvisa. Przyklkn przy nim.
- Co ty robisz?! Uciekamy std! No ju!
- Kostk skrciem do cholery! Usztywniaem j!
Zarin wzi Tarvisa na rami. Podnieli si obaj i zaczli ucieka!
- Zwiewamy! Szybko!
Biegli przed siebie, na olep, jak najdalej od drzewa. Tarvis utyka, krzywi si z
blu. Uciekali jednak. Wci do przodu. Nagle Zarin potkn si. Obaj upadli na
traw. Odwrcili gowy w stron gdzie powinno by drzewo. Huk. Zobaczyli tam
tylko poncy zarys drzewa. Zgaso zaraz potem.
- Ty to masz szczcie Odezwa si Zarin.
- Spokojnie Wiedziaem, e mnie znajdziesz.
- A jakbym pobieg w drug stron?
- No co ty? Po to daem ci ten amulet jakie 2 lata temu. eby zawsze mnie
znalaz.
Zarin zamilk. Tarvis spojrza na niego.
- Nie mam go. Ta wiadomo nie mao zszokowaa Tarvisa. Zgubiem go
ponad p roku temu
- No wietnie, czyli rzeczywicie przez przypadek mnie uratowae.
- Ju po raz sidmy.
- Ale ja uratowaem ci dziesi razy.
- Dziewi. Wtedy z goblinami dabym sobie rad.
- Ta jasne, szczeglnie jak mnie z jednym pomylie.
- Hehe, no dobra dziesi.
- Chodmy trzeba si gdzie schowa.
Z nieba zacz pada grad, Zarin podnis swego przyjaciela, razem poszli
powoli w stron lasu.
- Tarvis. Tarvis!
- H? Tarvis wyrwa si z zamylenia
- Nie suchasz mnie.
- Wybacz zamyliem si. Mylaem troch o moim starym znajomym
- Dobra, suchaj mnie teraz. W miecie nie mogem ci o tym powiedzie, bo nie
wiadomo kto sucha, a tobie mog zaufa. Chyba mog ci zaufa?
- Jeli ci nie przeszkadza, e chciaem ci zabi
Zarin odwrci si do Tarvisa idcego z tyu. Zapa si za szyj w miejscu
niedawnego ukucia
- Jeli to mia by art to nie by mieszny.
Ruszy znw, krtymi ciekami przez nigdzie nie wytyczony szlak. Przez las.
Byo pochmurno, nie wiadomo kiedy mg lun deszcz.
- Na pewno wiesz gdzie to jest? Jako mi si nie widzi doczenie do tych co to
std nie wrcili.
- Spokojnie byem tutaj, tak samo jak mj ojciec, wuj i brat.
- Nie wiedziaem, e masz brata.
- Jest troch modszy ode mnie. Rzadko go widuj, bo przewanie jedzi po
wschodnich miastach, do Phanaskull, Maerlar lub Vansir. Nie wiem co z nim si
dzieje. Ostatnio miaem go odwiedzi w Maerlar, ale wioska zostaa spalona przez
bandytw. Obawiam si, e zgin w ataku, bo powinien wrci ju par dni temu.
To dlatego jechaem z Amarem.

- Przykro mi tyle mierci Przejedaem przez Maerlar, to naprawd bya


rze, tam take zgin Amar
- Nie obwiniaj si za jego mier, to nie bya twoja wina.
- Nie. To bya moja wina, gdybym nie postpi lekkomylnie i nie da si nabra
na t puapk.
- To nie twoja wina. Byem tam przecie. Ukryem si w krzakach, ze strachu.
Ty zabie herszta i bandyci uciekli. Gdyby rwnie prbowa uciec to nie
spotkalibymy si teraz.
- Chciaem ucieka, ale to e kto zabi czowieka z zimn krwi nie pozwalao
mi. Po za tym nie mgbym uciec. Jeden z bandytw mia uk. Wiedziaem co
planowali, puszcz mnie wolno i strzaa w plecy.
- Czyli walczye z koniecznoci? Nie po to eby nas ratowa?
- Tak Niewane Miaem si ciebie spyta, skoro ju bye o tego mdrca to
jaki on jest?
- To troch skomplikowane Potrafi zmienia ksztaty, wyglda tak jak obecnie
chce.
- Mag? Iluzjonista, wieszcz i tumacz staroytnych zapisw? Dosy rzadkie
poczenie
- Tak, ale nie jestem pewny co do jego przepowiedni. Kady w mojej rodzinie
otrzyma tak sam. Mj ojciec, ja, mj brat, nawet Amar. Wszystkim nam byo
dane, e spotkamy Zareana. Nie byle jakiego, tego ktry przyniesie pokj wiatu.
- Hmm To dlatego przestae wierzy w t przepowiedni? Bo wszyscy
mielicie tak sam?
- Tak, chyba tak szczeglnie teraz gdy jedna cz jest ju zachwiana. Amar
mia przed mierci spotka Zareana, lecz Amar nie yje, a nie spotka go.
Powiedziaby mi o tym. Mj brat kiedy upiera si, e spotka Zareana. Mwi e
mieszka w jakim ukrytym daleko miecie. Tak zarazi t pasj mojego ojca.
Kiedy nawet powiedziaem mu eby przynis dowd, skoro jego kolega nie
chcia si pokaza. Da mi wtedy ten amulet, nie uwierzyem, obawiaem si, i
ukrad go skd. Rzuciem medalion w zapomnienie. Od tamtej pory
rozmawialimy ze sob co raz mniej. Nawet ojciec mn si nie interesowa.
Niedawno odnalazem ten amulet, nosiem go zawsze kiedy brat wyjeda.
Zawsze chciaem przeprosi ale nie mogem, nie chcia ze mn rozmawia
- To smutne - Ten amulet, gdzie go ju widziaem. Pomyla Tarvis.
- Heh, to nie wane, nawet jeli nie mam brata wci mam siostr. A ty masz
rodzestwo?
- .
Tarvis zatrzyma si, posmutnia, spuci gow. Zarin zatrzyma si rwnie.
- Wybacz, miaem nie pyta ci o rodzin
- Nie, nic nie szkodzi. Po prostu obawiam si, e ju jej nigdy nie zobacz. To
jest najgorsze.
- Czyli siostra Starsza, modsza?
- Bliniaczka. Skoczmy ten temat - Ruszyli obaj dalej. - Daleko jeszcze?
- Nie ju nie daleko. Masz medalion?
- Tak, mam go Kiedy go dostae?
- Jaki rok temu.
- Rok temu. powtrzy w zamyleniu Tarvis.
- Zatrzymaj si.
Zarin stan. Tarvis wyrwa si z zamylenia. Przed nimi, w lesie utrzymywaa
si gsta ciana mgy. Tarvis spojrza na boki, ciana najwyraniej nie miaa
koca. Bya tak gsta, e za ni nie byo niczego wida.
- To tu, za t cian z mgy. Zarin odwrci gow do Tarvisa. Dalej ju i
nie mog. Gdybym tam wszed na pewno zginbym.
- Dlaczego?

- Takie s zasady Nie obawiaj si, tobie nic nie grozi.


Tarvis podszed do przodu, stan tu przed cian mgy. Powoli, ostronie
woy w ni rk. Nic si nie dziao Mga bya tak gsta e z zewntrz widzia
tylko swj nadgarstek. Wyj z powrotem. Rka bya caa, ale jakby wiesza.
Wypoczta, bez zmczenia.
- To jest cakiem mie uczucie, - powiedzia Tarvis
- Mwie co? Zarin usiad pod drzewem niedaleko mgy.
- Nie, nic takiego. To ja id.
- Aha jeszcze jedno, pod adnym pozorem nie wycigaj broni, dopiero jak
dojdziesz do jego chaty poka mu j, zdejmujc z plecw.
- Bd pamita.
Tarvis zrobi krok, prosto w cian mgy. Zamkn oczy. Poszed dalej, przed
siebie. Kolejny krok, pod nogami amay si uschnite gazki z drzew. Szed dalej,
przed siebie. Nagle trafi rkoma na drzewo. Otworzy oczy.
Miejsce w ktrym si znalaz byo zielesze od tamtego za mg. Rosy tu
kwiaty, zupenie jakby cie wielkich drzew im nie przeszkadza. Grzyby, mech,
caa flora. Niebo byo jasne. Nie pochmurne jak przed chwil.
- yjesz? odezwa si gos zza mgy.
- yj. Ale nie widz tego caego mdrca.
- Musisz i do centrum tej czci. Problem polega na tym, e nie wyjdziesz
std dopki go nie spotkasz.
- Jak to?! Tarvis zawrci, Chcia wyj przez mg. Nie mg, co go
blokowao. Cholera.
- Nie rzucaj si tak.
- Skd wiesz co ja robi?
- A co innego mona robi bdc uwizionym? Zarin spokojnie siedzia pod
drzewem. - Posuchaj mnie. Musisz i do rodka tego okrgu. Tam znajdziesz
mdrca, ale pod adnym pozorem nie wyjmuj broni. Moe wtedy doj do walki
midzy tob a nim a wtedy zginiesz na pewno.
- Dobrze. Zaczekaj na mnie.
- Nie masz si o co martwi. Nigdzie si nie ruszam. Jak dugo nie bdziesz
wraca to sprbuj co upolowa.
Tarvis obrci si, poszed powoli w las. Rozglda si uwanie aby nie da si
zaj z adnej strony. Nagle zatrzyma si.
- Zarin! Jak mia na imi twj brat?!
- Karim!
To imi. Wszystko si uoyo

Spotkanie
Jak mogem tego nie zauway Przecie powinienem rozpozna Wtedy
moe bym uciek, teraz jestem w potrzasku Cholera Miny prawie dwa
tygodnie
Karim zgin przeze mnie. Potem uciekem. W Redskull zostaem oskarony o
napad i oszustwo. W Maerlar zgin Amar, znw przeze mnie. W Skuld nic si
jeszcze nie stao Jestem przyczyn nieszcz. Miaem odnale rodzin Karima,
a tymczasem zabiem jego wuja. Zgin przeze mnie, zabiem go
Karim dlaczego mnie okamywae? Powiedziae o mnie, swemu bratu...
ojcu pewnie wujowi te Miaa to by nasza tajemnica. Moja i twoja. Okamae
mnie Kim ja dla ciebie byem? Przyjacielem czy niezwykym wybrykiem natury?
Kim ty do cholery bye
Zarin Jak ja mu powiem prawd. Znaem jego brata. Byem tym do ktrego
on wyjeda. Opuszcza brata by zobaczy si ze mn i Jestem Zareanem.
Chocia tego nie czuj, nie przebudziem krwi. Nie ma dowodu na to, e nim

jestem. Sam ju nie wiem kim byem Jestem Zareanem w wiecie Ludzi? Czy
byem Czowiekiem w wiecie Zarean?
Selion Mam wraenie, e go jeszcze zobacz, lecz na razie oddalam si
wci. Bez celu, bez przyczyny. Po prostu wci uciekam Moe rzeczywicie
moje przeznaczenie ju dawno zostao zapisane. Jednak Moe wszystko da si
zmieni
Tarvis szed przed siebie, nie zwraca uwagi na nic. Pogry si cakowicie w
mylach bez odpowiedzi. Wok niego las wci gstnia. Drzewa rosnce co raz
bliej siebie. Cie rzucany przez konary blokowa co raz wicej soca. Gstniao
powietrze. Mg
Tarvis szed, mga gstniaa z kadym krokiem. Widoczno bya co raz
mniejsza. Do okoo 3 metrw, tylko tyle dao si zobaczy. Nagle, przed Tarvisem
pojawia si polana. Zanurzona we mgle, jednak na pewno bya to polana. Soce
z trudem przebijao si przez mg. Mimo wszystko byo tu janiej ni pomidzy
drzewami.
Tarvis zatrzyma si co byo nie tak. Mga bya gsta, z kadej strony
sigaa drzew, a on By w samym rodku. Co si poruszyo. Nie wiedzia skd i
gdzie, wiedzia, e poruszyo si. Ockn si z zamylenia. Podnis gow,
rozejrza si szybko dookoa. Za drzewami, za jego plecami co przebiego.
Odwrci si szybko i nerwowo. Nic tam nie byo, tylko mga. Rka sama
powdrowaa mu nad rami. Zatrzyma j. Sowa Zarina Pod adnym pozorem
nie wyjmuj broni. Opuci rk. Po jego prawej stronie znw co si ruszyo.
Obrci si szybko. Co poruszyo si znw za nim. Kolejny szybki ruch. Wydawao
si e dookoa niego jest co raz wicej istot. Tarvis nagle zatrzyma si, nie
obraca bez wzgldu na to skd dochodziy dwiki. Zamkn oczy, prbowa si
odpry Co co biegao jeszcze przed chwil, zatrzymao si.
- Po co tu jeste? powiedzia gos, dobiega zza plecw Tarvisa.
Tarvis otworzy oczy, mga zgstniaa jeszcze bardziej przez chwil.
- Chciaem znale wieszcza.
- Wieszcza... Hehe, czego potrzebujesz od niego?
- Przepowiedni i wiedzy. Chc wiedzie cokolwiek o mojej przyszoci i
dowiedzie si o mieczu ktry mam na plecach.
- Bro zo nie powiniene przynosi za do witego miejsca.
- witego?
- Ten las by moim domem, - gos przesuwa si zza plecw, by ju po lewej
stronie. Tarvis lekko przekrci gow. We mgle rysowa si zarys ludzkiej postaci.
od wiekw. Jest wity.
- Jeste wieszczem?
- Nie jeste zbyt bystry czy nie?
- Powiedz mi. Powiedz mi co mnie czeka, oraz Tarvis zdj przewieszony
miecz, pooy go na trawie przed sob. Powiedz mi co oznaczaj runy na nim.
- Wyjmij go powoli tak abym widzia twoje rce.
Tarvis przyklkn na oba kolana. Praw rk zapa za gowic miecza, a lew
za pochw. Powoli wysuwa miecz. Wysun ju cay, powoli pooy go na
pochwie. Wsta, cofn si odrobin.
- Nie Odejd std. Zabierz miecz i std odejd.
- Co?! Jak mam niby odej?! Przyszedem tu po rad! Nie pjd std dopki
jej nie otrzymam.
- Ten miecz przela zbyt duo krwi, zabierz go std.
- Nie! Tarvis chwyci za miecz, stan w bojowej postawie Jeli nie chcesz mi
powiedzie, wydusz to z ciebie si!
- Nie prbuj Tarvis
Tarvis uspokoi si troch. Opuci lekko miecz jednak nadal by gotowy do
ataku.

- Skd znasz moje imi?


- Jestem silniejszy ni ci si wydaje, w kadej chwili mog ci zabi Wiem o
tobie wicej ni ty sam.
- Skd?!
- Potrafi czyta w przyszoci i przeszoci. Czytam w twoich wspomnieniach.
Teraz wiem ju wszystko.
Tarvis nagle zapa si za serce. Przyklkn na jedno kolano. Wypuci miecz z
rki.
- Co jest?!
- Jeste ju pod moj moc. Moge uciec, nie zrobie tego. Jeste naprawd
uparty. Jak caa twoja rasa
- Argh Tarvis zapa si jeszcze mocniej, bl by co raz silniejszy Co mi
zrobie
- Ja, nic. To tylko zasuga mojej mgy. Po 20 minutach od przekroczenia przez
zewntrzn cian uaktywniaj si pewne zwizki ktre atakuj twoje puca przy
kadym oddechu.
- Trucizna?!
- Jeli tak uwaasz. Przesta tak wrzeszcze. Prawdziwy bl zacznie si dopiero
za par minut.
- Antidotum daj
- Antidotum? Kazaem ci si std wynie. Dlaczego jeszcze tu jeste?
- Zgin jeli uciekn. To nie upr, lecz wola przetrwania.
- Tak samo jak podczas walki z hersztem krwawego ka? Tarvis podnis
gow, nie sysza nigdy nazwy tej bandy, dlaczego wic on wiedzia. Posta
poruszya si powoli do przodu Moja trucizna i tak ci zabije, nie mog pozwoli
aby przey.
- Dlaczego? Tarvis sapa, co raz ciej byo zapa oddech.
- Dlaczego? Nie wiesz? Jeszcze si tego nie domylie? Przepowiednia
Milenium przewidziaa zagad caej tej ziemi z rk Zarean. Dokadniej
jednego
- Mnie?! Uwaasz, e to ja mam by tym kim?!
- Tak. Na tym wiecie nie ma ju Zarean, pozostae tylko ty, a teraz nie
bdzie ju adnego. Przepowiednia si nie dopeni Co?! zatrzyma si zanim
mona byo zobaczy jego twarz. Nie To niemoliwe
- Nadal czytasz w moich wspomnieniach? Nie jestem jedynym Zareanem.
Mam za sob ca swoj ras. Jestemy potni!
- Jeste szpiegiem! Chcesz wykra informa - Uspokoi si. - Nie. Hehe. Saby
ten twj blef. Zostae wygnany A raczej skazany na mier. Twoja rasa nie wie
o tym wiecie. Nie macie pojcia nawet czym jest bro. Dostae si tu przez
pomyk
- Ugh
- Ale Moe ja tego dokonam Zmieni przyszo. Dam ci przey a ty
staniesz si nadziej.
- Co?! Argh - Bl nasila si z kadym sowem.
Mdrzec powoli wyszed z mgy. Tarvis lekko podnis gow. Z mgy wyoni si
znajomy ksztat.
- Karim Tarvis oniemia, nie wierzy w to co widzi. On nie yje. To nie moe by prawda.
A jednak. Przed nim sta ywy Karim. Ten sam ktry powici swoje ycie za
cen Selionu.
- Nie Ty nie yjesz! krzykn podnoszc gow Tarvis.
- Tak. Karim nie yje. Jednak tak dugo jak bd w tej postaci ty nie bdziesz
mia odwagi mnie zaatakowa, a to uproci mi zmian ciebie w naszego obroc.
- Co?! Ty chcesz zrobi?

- Nic. Najpierw zajrz w twoj przyszo, a potem zmieni twoje wspomnienia.


Bdziesz dla siebie czowiekiem, staniesz si nadziej. Dla ludzi. Zabijesz kogo
trzeba i ten wiat bdzie istnia dalej.
- Mam sta si narzdziem zbrodni?! Po moim trupie!
Bl zwikszy si znw. Tym razem przeszed w uczucie jakby igy wbijay si w
skr od wewntrz. Tarvis podpar si obiema rkoma trawy.
- Jeli bdziesz si opiera na pewno tak si stanie. Wieszcz, a raczej Karim
podszed bliej. Zapa rk za gow Tarvisa. Ale to nie bya rka Karima. Na
pewno nie.
- Przygotuj si Na spotkanie z przyszoci.
Rozdzierajcy krzyk i bl.
Tarvis zmaga si z blem i gosami, nieznanymi, koszmarnymi, upiornymi.
Karim by spokojny. Powoli, trzyma wci rk na jego gowie. Dookoa niej
roztaczaa si biaa aura. Powoli zmieniaa si na niebiesk.
Tarvis widzia to. Jak przypieszony poszarpany film. Niebieski smok. Czarna
opaska. Niebieski pomie. Ogie. Dziecko przy ciele martwej matki. Srebrny
pomie. Pukiel wosw. Krzyk. Rwnina. Drzewo z dwoma konarami. Wizienie.
Ld. Zniszczenie. Krew. Morze we krwi. mier. Rodzina. Ostateczna cieka.
Karim
Tarvis krzywi si z blu, a wieszcz chyba rozkoszowa si tym blem
podpar si na lewej rce, a prawa powoli przesuwaa po trawie. W kocu natrafia
na co twardego. Chwyci to. Potem nastpio jedno. Bysk miecza pokrytego ros
z trawy. Smuga krwi rozlana w powietrze. Bezdwiczny krzyk. Mga przecita na
p. Uderzenie przeznaczenia.

Nowy start
Zarin siedzia pod drzewem. Nic si nie dziao mino dopiero chyba p
godziny. Mia zamiar ju i, poszuka czego na kolacj. Zosta, nie chciao mu
si. Nagle usysza krzyk. Zerwa si na nogi. Zapa za miecz u pasa i wycign
go. Wiedzia dobrze skd dochodzi krzyk. Zza mgy.
- Co ty do cholery zrobie?!
Podbieg w stron ciany mgy. Jednak. Zatrzyma si jego twarzy zarysowaa
si niewyrana mina. Strachu. Rka powoli opada. Miecz dotkn ziemi. Zarin nie
mg nic zrobi.
- Nie daj si do cholery! Krzykn ile si mia w pucach
Opad na kolana. To ju koniec. To pewne. Nikt nie moe przey po krzyku Nikt
tego nie moe przey. Wieszcz prbuje zmieni osobowo celu i koczy si to
mierci. Jeli jest ju po krzyku to jest za pno Krzyk to wycie blu. Nikt nie
moe takiego blu wytrzyma.
ciana mgy zacza nagle sabn. Z gstej powoki roznosiy si jakby smugi
dymu. Zarin wsta. Sign po miecz. Stan przed rozrzedzajc si mg.
Wykona cicie mieczem. Biay dym rozwia si razem ze wistem klingi. Jedno
byo pewne czar bariery przestawa dziaa.
We mgle pojawia si nagle sylwetka. Szed powoli, kulejc. Mga rozwiaa si
smagnita silniejszym podmuchem wiatru. Za ni sta Tarvis.
- Kim jeste?
- Zarin pom
- Kim jeste?!
Tarvis szed do przodu. Kula, ciko oddycha. Na plecach nie mia miecza. Z
ramienia laa mu si krew.
- Pom! Nagle za nim pojawia si kolejna sylwetka. Szybkim, niczym
niewidzialnym ruchem przebiega obok Tarvisa. Ten zatrzyma si, jego ciao
zapono ogniem. Niebieskim pomieniem. Upad na kolana.

- Tarvis! Zarin zacz biec przed siebie, wtem za jego plecami odezwa si
gos.
- Stj - Za nim sta Tarvis W swym czarnym stroju. Lecz nie ze swoim
mieczem. Zamiast niego mia w doni pomie. Miecz uksztatowany z pomienia,
z niebieskiego ognia. Jednak przed Zarinem pon Tarvis. Ktry?
- Kim? Zarin obraca gow nerwowo w dwie strony. Ktry z was to ten
prawdziwy?!
- Pom! RATUJ! Urgh odezwa si poncy
- Ten tam to wieszcz. Prbowa co ze mn zrobi i przemieni si we mnie.
Wtedy zapaem za miecz i wykonaem mu cicie przez rami. Zdy odskoczy,
ale potem co si stao. Czuj jakby przepeniaa mnie nowa sia.
niezauwaalnym krokiem przesun si obok Zarina. Szybko.
Wieszcz lea na ziemi bagajc o lito. Zarin nie wiedzia co o tym myle.
Tarvis naprawd jest niesamowity.
- Chodmy std. Zostawmy go. Prawdziwy Tarvis ruszy przed siebie. Zarin
stan na chwil obrci si w stron Wieszcza, po czym ruszy za Tarvisem.
- Gupcy Argh. PRZEKLINAM WAS! Wrzasn wieszcz i zaraz potem straci
przytomno.