You are on page 1of 94

Brian Daley

Zemsta Hana Solo
Han Solo’s Revenge

1.0

Kimże oni są, ci wszyscy, tak zwani „niezależni” kupcy i badacze galaktyk?
Oszustami, łotrami najgorszego pokroju! Chyba najlepiej oddaje ich
charakter określenie: kosmiczne łazęgi. Wystrzegajcie się nie tylko ich
samych, ale i wszystkich tych, którzy powierzają im ładunki i korzystają
z przewozów ich statkami! W najlepszym razie są to nieuczciwi łajdacy,
którzy okradają z należnego zarobku uczciwe, koncesjonowane kompanie.
Najczęściej jednak są to oszuści, defraudanci, ludzie pozbawieni zasad
moralnych, a nawet przemytnicy!
Czy można powierzyć któremuś z nich własne życie lub pieniądze?
Jedynie rządowe, koncesjonowane agendy są najlepszymi, niezawodnymi
gwarantami udanego interesu!
(Ustęp z Odezwy Ogólnej Nr 122267-50,
wydanej przez Władze Wspólnego Sektora)

gęstą. jak Hanowi Solo. „Sokół Tysiąclecia” —jeden z najszybszych i najnowocześniejszych statków przemytniczych nie 4 . jednocześnie uspokajająco kiwając dłonią na towarzysza. Chewbacca na chwilę zapomniał o bólu i złości. udało mu się zachować młodzieńczy entuzjazm. Mimo że osiągnął już wiek dojrzały. Miał okrągły. Spośród przedstawicieli własnego gatunku miał niewielu przyjaciół. Cofnął się o krok i patrzył jak Chewbacca niezdarnie gramoli się spod kadłuba „Sokoła” na oświetloną jaskrawym słońcem powierzchnię Kamara. a naprawa była już właściwie ukończona. — Spokojnie.Zemsta Hana Solo ROZDZIAŁ I — Hej. którzy ośmieliliby się go zaczepić lub sprowokować. Han. Pochłonięty naprawą „Sokoła” Chewbacca przegapił moment lądowania drugiego statku. spoczywał nieodłączny towarzysz pilota — pistolet szturmowy. wskazał na lekki transportowiec. śpiew i tańce. zobaczysz. kroczył w ich kierunku. ale nie wątpię. mimo to koszula kleiła mu się do pleców i piersi. że szczęście jednak nie całkiem ich opuściło. Sonniod. czarny. ruchliwy nos. skutki nagłego ruchu okazały się nieprzyjemne — na gęsto owłosionym czole Wookiego wyrósł pokaźnych rozmiarów guz. Wprawnym spojrzeniem byłego przemytnika obrzucił „Sokoła” i w jego oczach rozbłysły wesołe iskierki. — Chewie. Han zmuszony był rozstać się z nieodłączną kamizelką. Han ściągnął z oczu gogle i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Wookie zgasił latarkę. Han pomyślał. — Sonniod zaraz wpadnie się przywitać. Chewie był olbrzymem — człekokształtną istotą o błyszczących. nieco staromodny czerwony kapelusz. Pozbierawszy narzędzia. i przeciągle zagwizdał. jak nikt znający zwyczaje Chewbacci. — Mówiąc te słowa. Chewbacca wyczołgał się spod statku. zaparkowany kilometr dalej. którego twarz przesłaniał duży. drobny szpakowaty mężczyzna. rudobrązową grzywą. że aż cały drgnął. ściągnął z twarzy roboczą maskę ochronną i rzucił nią w przyjaciela. Powinni być zachwyceni! Triumfalnie potrząsnąwszy sześcianem. Ze względu na panujący na Kamarze upał. spokojnie! Sonniod załatwił nam nowy film — dla potwierdzenia swych słów Han uniósł w górę przezroczysty sześcian. skórzane oficerki. — Daj już temu spokój — rzucił Han. Nawet jak na Wookiego. zręcznie uchylił się przed nadlatującą maską i schwycił ją w locie. zapadał zmierzch. a na jego obliczu często gościł uśmiech. Słońce ogrzewające powierzchnię planety skrywało się powoli za linią horyzontu. że będziemy mieli widownię z całego obszaru Badlandów! Chrząknąwszy coś w odpowiedzi. dokonując przeglądu metalowego kolosa w świetle plazmowej latarki. w specjalnie obstalowanej kaburze. ze wspaniałą. Był serdeczny dla wszystkich. niebieskich oczach. których lubił i bardzo niebezpieczny dla tych. Całości stroju Hana dopełniały wojskowe spodnie z czerwonymi lampasami i wysokie. Chewbacca schylił się i podniósł z ziemi plazmową latarkę. wyposażony w dodatkowy makroskop. że Wookie z każdym dniem stawał się coraz bardziej wytrawnym mechanikiem. którym byłby tak bezgranicznie oddany. Ponieważ zaś Wookie znajdował się właśnie pod kadłubem „Sokoła Tysiąclecia”. Nie przejmując się tym zbytnio. Chewie! Znalazłem! Radosny okrzyk Hana tak bardzo zaskoczył Chewbaccę. Na udzie Hana. że uda im się to wcisnąć. — To chyba jakiś musical — wyjaśniał Han. — Klienci i tak nie zrozumieją ani słowa. Muzyka. dla którego był również jedynym prawdziwym przyjacielem w całej wielkiej galaktyce. Ciągłe usterki sprawiły.

— Statek wyglądający jak zwykły transportowiec pojawia się w pobliżu planety i niespodziewanie. Han pochylił się nad holoprojektorem. chyba na skutek awarii zbiornika. wysysaczach krwi i wygłodzonych krwiożerczych stadach pełzaczy sprawiła. aby nigdy nie wdawać się w dyskusje z nieznajomymi. jaki mogłem załatwić w tak krótkim czasie. gdzieniegdzie porośniętych skąpą. Mniej więcej w tym czasie widziano cię na Rampie. zwłaszcza na Rampie. a i tak za każdym razem miałem komplet widzów. i cholernie droga. wielkością i kształtem przypominający niewielką rakietową konsoletę. Do diabła! Gdyby mój plan się powiódł. przydasz mi się przy sprzedaży biletów! Sonniod skrzywił się na samą myśl o powrotnym wspinaniu się na górę. byłbym w tej chwili milionerem! — wolał nie wspominać. Ale ty przecież nie jesteś nieznajomym. że mieliście jakąś awarię na Rampa Rapids? Han zatrzymał się i badawczo spojrzał na Sonnioda. na której się znajdowali. zostawia za sobą chmurę pary. — Słyszałem. Sama myśl o tych wszystkich ryjówkach. zbliżał się zmierzch. na samym środku obniżenia. zawsze postępuję zgodnie z jej zaleceniami. — Mówiła mi tylko. Na poszczególnych jego poziomach widniały liczne ślady łap i ogonów. że potrzebujecie nowych filmów — rzucił Sonniod. — To zupełnie wystarczy. że z początku nie wierzyłem pogłoskom. Czy twoja matka nigdy ci o tym nie mówiła? Przybysz uśmiechnął się szeroko. gdzie jak wiesz mają tylko tę śmierdzącą lurę z odzysku. Wracajmy na statek. W dole. iż wraz z Wookiem zakotwiczyliście tutaj i zajmujecie się prowadzeniem kina dla tubylców. szczerząc przy tym radośnie zęby. — Zbytnie gadulstwo już niejednego wiele kosztowało. pozostawione przez poprzednich widzów. 5 . „Sokół Tysiąclecia” zaparkowany był w pobliżu naturalnego amfiteatru. Wookie. — „Oczekiwanie na miłość” jest niestety jedynym filmem. Statek pozbywa się błyskawicznie około pięciu tysięcy litrów przewożonego ładunku i gubi pogonie. Ściągnąwszy z czoła przepaskę ochronną. słodka. Słyszałem. Sprawdziłeś.Zemsta Hana Solo pasował do bezkresnych piaszczystych równin planety Kamar. — Przyznani ci się. Han ostrzegawczo zniżył głos. umieszczając kasetę w projektorze. białe słońce planety chyliło się właśnie ku zachodowi i Sonniod spodziewał się. zmierzający właśnie do wnętrza statku. Sonniod brzydził się bowiem wszelkich pełzających stworów. Wieże kontrolne Rampu biorą go za przemytnika wody i podczas lądowania otwierają do niego ogień. postępując za Hanem w dół amfiteatru. Hanie. Władze nie są więc w stanie zidentyfikować przestępców. odrzekł coś w swym własnym języku. Gorące. Słońce prawie już zaszło. źródlana. że zadrżał. położona była w pobliżu równika Kamara. I w tej kwestii. — Kto ci o tym powiedział? Mały człowieczek wzruszył ramionami. — Ci prostacy obejrzą wszystko bez wyjątku. Ta część planety. — Wszystko gra! Zmieniamy dzisiaj repertuar. Pomachał przyjaźnie i wykrzyknął słowa powitania w kierunku Chewbacci. — To była czysta woda mineralna marki Ralla. na specjalnie w tym celu wygładzonej i pozbawionej roślinności powierzchni ustawiono olbrzymi holoprojektor. zapewniam cię — odparł Han. Przez ostatnie jedenaście wieczorów puszczałem w kółko jedną i tę samą taśmę. że jej nocni mieszkańcy wkrótce opuszczą swe kryjówki. wyschniętą roślinnością i trawami. kryjąc się wśród setek innych jednostek. czy statek nie ma żadnych wycieków? — Następnym razem sam zajmę się załadunkiem tych cholernych pojemników — odparł Han.

— Obydwaj? — Spójrz! —Widząc. otwórz się! — Tak jest. Odbiorca zaakceptował jedynie Lock-fillery. więc nie miałem wyboru. — Nie kupiłem go — odparł Han. dzięki za pomoc z kasetą. zresztą przekonasz się na własne oczy. Aha. że robot wykonał już swoją pracę. gdzie u stóp rampy zgromadzono pokaźny stos wyrobów miejscowego rzemiosła. że żadne niepowodzenia nie są w stanie cię załamać.. ponieważ wewnątrz tego modułu zawarta 6 . który zabraliśmy dla kamuflażu. ukazując wnętrze klatki piersiowej robota. pomalowany na czerwono. — Hej. — Wiesz przecież.! — stęknął Sonniod. Właśnie w tej samej chwili u wejścia na rampę ukazał się robot. Solo — rzucił Sonniod. odchylając do tyłu długie ramiona. kładącego właśnie ładunek obok stosu. błyszczącą farbą. Poruszał się sztywnym krokiem. Sylwetką robot przypominał człowieka. Pośród wielu różnych mechanizmów spoczywał niewielki. — To oni sami oświadczyli mi. dziecięcy głosik. że improwizowanie jest moją specjalnością — odparł Han. że obydwaj cierpią na ciężkie niedomagania obwodów. W powrotnej drodze mógłbym za niewielką zapłatą wymienić twoje kasety na nowe. przynajmniej na chwilę. mając na pokładzie wyłącznie ładunek. jak bardzo nienawidzę policji i sądów. Po namyśle doszedłem do wniosku. że wyposażono go w skomplikowany. prostokątny otwór.. że nadszedł czas wyniesienia się. — Stwierdziłem. iż mieszkańcy Badlandów mają na co dzień tak mało rozrywek. że ciągniemy za sobą ogon pary. — Znam kogoś. widzę. Wylądowałem na tym odludziu i postanowiłem chociaż częściowo odrobić straty z pomocą tego grata — dokończył. chwilę migotał. — I w tej kiepskiej sytuacji było cię stać na kupno nowego robota? — zapytał zdumiony Sonniod wskazując na Bolluxa.Zemsta Hana Solo że w wyniku niepowodzenia całej operacji w ciągu dwóch i pół minuty stracili wszystkie zaoszczędzone pieniądze. kto zajmuje się ich wypożyczaniem. Zamiast dwunastu sztuk holoLockfillerów miałem tylko jedenaście i ten stary projektor. dźwigający oburącz pokaźnych rozmiarów plastikowy kontener. zaś w dolnej części metalowej „twarzy” znajdował się niewielki. — Hm. — Max. Również i z nim nie uniknęliśmy kłopotów. traktując nasze honorarium jako rekompensatę za zagubiony dwunasty. kapitanie Solo — odpowiedział robot posłusznie. — Nie kosztowało mnie to wiele wysiłku — odparł Sonniod. z tym że w miejscu ludzkich oczu zainstalowano mu czerwone fotoreceptory. wskazując holoprojektor. zamontowany na jednym z wierzchołków sześciennego modułu.. Nie myliłem się. Korpus robota pokryty był ciemnozieloną. — Wylądowaliśmy. a „Oczekiwanie na miłość” jest chyba najstarszym filmem. jaki miał na składzie. z granic Wspólnego Sektora. Pojedynczy fotoreceptor. — To Błękitny Max — objaśnił Han. szeroki w ramionach i długoręki. po czym zatrzymał się na Hanie. Sonniod spojrzał na niego zaskoczony. pochylając się niżej. gdy ruszyli już z miejsca. ciężki system podtrzymywania równowagi. rozbłysnął czerwonym światłem. niezależny moduł komputerowy. Han rozkazał: — Bollux. Czasami jednak wydaje mi się.. — Do wszystkich. kapitanie! — rozległ się piskliwy. Wkrótce po starcie zorientowaliśmy się. Umieszczona na jego piersiach pokrywa odsunęła się. Chyba wiesz. co wskazywało. Powrócili na pokład „Sokoła”. Robot był nieco niższy od Hana. że chcą zwiedzić Galaktykę. Co ty na to? Han skinął twierdząco głową.

jeden z niewielu Badlanderów rozróżnianych spośród tłumu przez Hana. Nieraz siedział na podkulonym ogonie. Głosem pełnym dziwnych. twierdząc. wyrzucony przez Chewbaccę z wnętrza statku. — Dobrze. Jednak w bezbarwnych i prawie nieruchomych owadzich oczach Lisstika trudno było wyczytać jakiekolwiek emocje. — Gdy zostali wyzwoleni. Pokaz zacznie się. — Spójrz. znaną pod nazwą Krańca Gwiazd. Był to przepalony bezpiecznik. przyozdobił nim swą błyszczącą. czemu nie — odparł Han. — Podróżują w zamian za pomoc na statku. Robot życzył sobie. opierając tylną część tułowia na długim. przeciągły sposób mówienia utrzymując. — Połóżcie q’mai tam gdzie zawsze i zajmijcie miejsca. Lisstik przytaknął i na znak zrozumienia klasnął dwoma środkowymi przegubami przednich kończyn. pełnej niebezpieczeństw wyprawy na tajną bazę rządową. okrągłą czaszkę. że daje mu on więcej czasu do zastanowienia się nad odpowiedzią i sprawia. które przez te wszystkie wieczory stało się już niejako rytualnym. zapytał: — Czy obejrzymy dzisiaj — mak-tk-klp — pańskie filmy? Mamy q’mai. Z otaczającej ich ciemności zaczęły się wyłaniać liczne. Zachował nawet swój stary. Głowę Lisstika zdobił niezwykły amulet. że rozsądniej będzie nie wtajemniczać Sonnioda we wszystkie szczegóły poprzedniej. poprosili mnie. Lisstik należał do bardzo nielicznej grupy tubylców. a Błękitny. zmienił temat. że unikasz wszelkich mówiących maszyn — przypomniał Sonniod. żywo gestykulując i wymachując pozostałymi dwiema przednimi kończynami. która przybyła na pierwszy pokaz filmu. aby jego nowa powłoka przypominała starą. Ci dwaj to dzieło paru zdolnych techników — Han pomyślał. bo lubi ten kolor. i od tego dnia co wieczór przychodził do amfiteatru. stary korpus Bolluxa uległ tam całkowitemu zniszczeniu. Po raz kolejny zadał Hanowi pytanie. Lisstik. Większość z nich spoczywała w charakterystycznej dla swego gatunku pozie. uniwersalność i zdolność wykonywania użytecznych prac stanowią najlepszą gwarancję przeżycia w każdych warunkach. ukrywając Błękitnego Maxa. zbliżone kolorem do naturalnej barwy planety. przybliżył się do rampy „Sokoła”. zdążające w kierunku statku sylwetki. że trwałość. Pragnąc uniknąć dalszej dyskusji. umocowawszy go na skręconej przepasce. — Czasami jednak są one użyteczne — odparł Han. Sprawiał on na Hanie wrażenie przywódcy. Zamknij pierś i uprzątnij ten cały bałagan. a ich chitynowe powłoki były nieco cieńsze i jaśniejsze. bym zabrał ich ze sobą — wyjaśniał Han Sonniodowi. wskazując na przyniesiony kontener. Pierwotny. ale jego twórcy wyposażyli go w nowy. W chwilę później wydobył spod fałd chityny niewielki przedmiot owinięty w liść i położył go na płachcie rozpostartej przez Hana u stóp rampy. wieloczłonowym ogonie. Kamaryjczyk najwidoczniej odnalazł gdzieś ten przedmiot i teraz. zaczyna się ruch. prędkimi skokami podążył w głąb 7 . gdy wszyscy już się zgromadzą. że ludzie odnoszą się do niego z większą sympatią. — Solo. to ostatnie z zebranych przez nas rzeczy — zameldował Bollux. syczących dźwięków. zawsze sądziłem. a Bollux posłusznie powrócił na rampę. — Kapitanie. — Oczywiście.Zemsta Hana Solo jest ogromna pojemność i moc. Uczyniwszy to. co zabrzmiało jak uderzenie pałeczką w cymbały. Lisstik posiadł znajomość paru podstawowych zwrotów w języku basic i chyba ten fakt zadecydował. Zamieszkujący Kamara Badlanderzy byli mniejsi i zwinniejsi od pozostałych Kamariańczyków. Połówki pokrywy zatrzasnęły się. że to on był przywódcą.

za to jak lata! — Jest na chodzie i Chewbacca zdołał usunąć usterki kadłuba — objaśnił Han. — Ale podczas próby lądowania na Rampie nastąpiła awaria wewnętrznych obwodów. a ich systemy obronne oparte są na rakietach nuklearnych typu eksplodującego. że jeżeli wszystko będzie nadal szło po mojej myśli. Przed przybyciem tutaj. Większy z nich składał się z przedmiotów pokaźnej wielkości i stosunkowo niewielkiej wartości — instrumentów muzycznych. zrezygnowali z tradycyjnych obwodów i zaczęli stosować fluidowe. A tutaj. — Fluidowe? Solo. Wśród ofiarowanych przedmiotów znajdowały się miejscowe. Dlaczego nie postaraliście się o jakieś przyzwoite obwody? Han sposępniał: — Widzisz. by zebrać trochę grosza i zapłacić za naprawę „Sokoła”. amulety. Inni podążyli jego śladem. Han wolał. biżuteria wykonana z myślą o dziwacznej budowie anatomicznej Kamariańczyków. — To przecież ten sam stary „Sokół”. stanowiący bilet wstępu dla paru tubylców. jak wyglądają teraz obwody „Sokoła”. gotowanych karaluchów. wolałbym już na oślep sterować swym statkiem. Z zewnątrz wygląda jak kupa złomu. Solo — rzekł powątpiewająco Sonniod. w ich mniemaniu cenne. — I myślę. ostrym jak metal kamieniu. Han nie sprzeciwiał się. Sonniod jeszcze raz badawczo przyjrzał się statkowi. gdy będę mógł je wreszcie wymienić i zastąpić jakąś cywilizowaną aparaturą — wziął do ręki niewielką. Czasami jeden Kamariańczyk oferował przedmiot. składając na płachcie owinięte w liście dzieła lokalnej sztuki i inne. Nie mogę się doczekać chwili. pięknie rzeźbione kamienie szlachetne. narzędzi do drążenia 8 . na powrót owijając kamyki. Robił i tak niezły interes. Musieliśmy powymieniać adaptory „Sokoła”. — Wydaje mi się. Na pewnym szczeblu rozwoju. otwieracze do małży. wykute w szklanym. rozwinął je i pokazał zawartość Sonniodowi. na Badlandy. niewypolerowane klejnoty i kawałek mlecznobiałego kryształu. że tym sposobem nie bardzo się wzbogacisz. ale to nie wystarczy. wyrzeźbioną w czarnym kamieniu statuetkę i przez chwilę przyglądał się jej uważnie. ta planeta jest bardzo odległa od innych. przyjacielu. wymieniliśmy parę podstawowych komponentów. cywilizowanych systemów. leżących u stóp rampy. oraz czasem różaniec modlitewny. czym dysponowali Kamariańczycy. że twój statek jest w całkiem dobrym stanie — stwierdził Sonniod. Sonniod skrzywił się z niesmakiem. Teraz wziął do ręki pozostawione przez Lisstika zawiniątko. Poza tym sprawiała mu przyjemność myśl. Zaraz na wstępie Han zabronił tubylcom przynoszenia owsianki z nocnych komarów. — Zależy mi tylko na tym. Jej mieszkańców nadal cechuje nacjonalizm. przedmiotów codziennego użytku. aby móc zastosować gazowe i płynne komponenty. Położył statuetkę na mniejszym z dwóch stosów. Taka demonstracja siły mogłaby jedynie wzbudzić niepożądaną ciekawość i wścibstwo wszystkich uważających się za przedstawicieli prawa. Nie cierpię tego systemu z całego serca i niedobrze mi się robi na samą myśl o tym. smażonych skorpionów i innych lokalnych przysmaków. nie wiadomo dokładnie pod wpływem jakiego wydarzenia. drobiazgi. — Obawiam się. prymitywne instrumenty muzyczne. i nie miało sensu wyciąganie od razu wszystkiego. jaki mają do dyspozycji. Obecnie jest to jedyny zaawansowany system. nie powinno to trwać zbyt długo. Były to dwa niewielkie. dostępne są jedynie systemy fluidowe. Han wzruszył ramionami. że w jakiś sposób przyczynia się do ucywilizowania tych istot. by statek nie wyglądał z zewnątrz na znakomicie uzbrojony i niezwykle szybki.Zemsta Hana Solo amfiteatru. na Kamarze.

i inne tego typu bzdury. gdy Chewbacca zajmował się naprawą statku. mogę mu sprzedać nawet holoprojektor. — Bardzo korzystną wyprzedaż. że udało ci się tyle tutaj razem zgromadzić. — Badlanderzy zazwyczaj nie handlują w ten sposób. — Tańce. dziękuję — odparł Sonniod. Pomyślałem jednak. krabami. nawiązano by z tobą kontakt. Chciałbyś posłuchać listy dialogowej? Znam ją na pamięć. — Planujemy zorganizować wyprzedaż — oświadczył Han. Coś mi się w tym wszystkim nie podoba. — Nie wiem dokładnie. — Dzięki. przypomnij mi. będą klaskali do rytmu! — Solo. i przenośnych parawanów. Jestem zdumiony faktem. — Co zamierzasz zrobić z większymi przedmiotami? — spytał Sonniod. Byłby to taki niewielki. Obniżki dla stałych klientów i bardzo opłacalna wymiana: duże przedmioty w zamian za małe — potarł dłonią nieco zarośniętą szczękę. No. i co cenniejsze narzędzia i przedmioty. co do nich należy. jaka będzie ich reakcja na nowy film. — Wspaniale. — Jaki film pokazywałeś im dotychczas? — To epos przygodowy „Varn — Wodne Królestwo”. w zamyśleniu marszcząc czoło — Zastanawiam się. i dokonać choćby pobieżnego przeglądu zgromadzonych dóbr. że twoja obecna sytuacja zmusi cię do rozważenia tej propozycji. pełna scen z podwodnego świata. rękodzieła.Zemsta Hana Solo tuneli. — Ani ja. — Będą zachwyceni! — odparł Han. jakiego słowa użył Lisstik w odniesieniu do „wejściówki”? — „Q’mai” — odparł Han. Zastanawiam się nawet. podążających w głąb amfiteatru. Dlatego też sam się tym nie zainteresowałem. co udało im się zgromadzić. że tak nie jest. W innym przypadku nie udałoby mi się zgromadzić tylu „skarbów” — spojrzał na ostatnią grupę Kamariańczyków. klienci! — westchnął z dumą. czy nie wynająć kilku holoprojektorów i nie oddać ich w dzierżawę tubylcom. — Zwłaszcza gdy mieszka na planecie takiej jak ta. — Jeżeli Lisstik będzie chciał. podążając za Hanem ku arenie amfiteatru. że zdołamy wszystkiego się pozbyć. Han skinął głową. Sądzę. taka bajka o życiu rybaków. ale swoje zrobiłem i przekazałem ci informację. — Nie. w czasie. dokonując ostatnich dopasowań holoprojektora. W mniejszym ze stosów zgromadzono wszystkie szlachetne kamienie. że nie jesteś zainteresowany pracą? Han spojrzał na niego badawczo. poławiaczy pereł na archipelagach. Po południu. śpiew. — Nie mają odrębnego słowa na „wejściówkę”. dodatkowy interes. — Może masz rację — przytaknął Sonniod. że jest jakaś praca dla niezależnego pilota. chitynowych drobiazgów. Byłoby mi smutno. — A propos — rzekł Sonniod. — Myślę że każdy lubi od czasu do czasu obejrzeć dobry film — odparł Han. najgorsze już chyba za nami. walki na śmierć i życie z olbrzymimi ośmiornicami. Cieszę się jednak szczerze. a samemu zgarniać tylko pieniądze. aby zorientować się. Sprawdzając. Aż do dzisiejszego ranka zgromadzone w ciągu jedenastu wieczorów przedmioty poniewierały się po całym wnętrzu „Sokoła” i dosłownie każdy wolny skrawek powierzchni był nimi zawalony. — Nigdy dotąd nie pracowałem na oślep — odrzekł Han. Han z pomocą Bolluxa wytaszczyli na zewnątrz wszystkie przedmioty. — Robisz się sentymentalny. Wiesz. czy holoprojektor jest prawidłowo ustawiony. ale słyszałem. czasami używanych przez Badlanderów. — Jakiego rodzaju pracę masz na myśli? Sonniod pokręcił przecząco głową. Mam zatem rozumieć. ale udało mi się jakoś dogadać z Lisstikiem i 9 . We Wspólnym Sektorze chodzą słuchy. Są niezwykle zazdrośni o wszystko. że gdybyś się pojawił. Nikt nie zna bliższych szczegółów i nie wymienia się w związku z tym żadnych nazwisk. gdyby Holoteatr Hana Solo przestał istnieć. ale nie martw się o nas.

gdyż litery. Kamariańczyk. Cały amfiteatr wypełnił się odgłosami burzliwych dyskusji. W blasku rzucanego przez holoprojektor słabego światła widzieli rozwścieczony tłum wymachujących przednimi kończynami tubylców. melancholijny bohater. fascynujące istoty. „Oczekiwanie na miłość” było filmem standardowym. Rozległa się lekka. jednak Han nie słyszał go. świat na którym żyją nieznane. która minęła go dosłownie o milimetry. otoczony zwartym kordonem rozwścieczonych współziomków. — Na pokładzie „Sokoła”. — Do diabła. Ich oczy jarzyły się w ciemności różnorodnymi blaskami. Zastanawiał się. Sporej wielkości kamień. opuszczający właśnie transportowiec i udający się do pracy na statku remontowym. Badlanderzy. gdy główny bohater zaczął się sposobić do odśpiewania pierwszego songu. Sonniod przestał się jednak nad tym zastanawiać. 10 . Kolejny kamień uderzył w holoprojektor. Głupcze.. Han aż podskoczył z wrażenia. zdzierając z jego głowy opaskę z przepalonym bezpiecznikiem-amuletem. unikając dzięki temu trafienia ledwie co ogryzioną kością. pośpiesz się! Gdzie jest ten drugi film. dotychczas głośno rozmawiający we własnym języku. na Kamarze. ty stworzyłeś religię! Han wciągnął głęboko powietrze. Dlaczego pytasz? O czym ty w ogóle mówisz? — Czy ty naprawdę nie myślisz? Wyświetlałeś im film. Han pomyślał. Prędko. w ich języku to słowo oznacza „dary”. przecież ty nie założyłeś kina. hałas stał się tak donośny. właśnie sobie przypomniałem. Dostrzegłszy w tłumie Lisstika. mając nadzieję. i jednocześnie gorączkowo zastanawiał się nad tym. co się tutaj dzieje?! Każ im się natychmiast uspokoić! Bądźcie cierpliwi. ucichli i znieruchomieli. Boże — jęknął Sonniod — Solo. poprzedzony jedynie numerem porządkowym. wymachujących kończynami i ogonami i czyniących przy tym niesamowity rwetes. co dokładnie znaczy q’mai — słyszałem to słowo w północnej części planety. na którym jest tyle wody. że nigdy nie byli sobie w stanie nawet tego wyobrazić. Odgłosy rozmów stawały się z każdą sekundą coraz głośniejsze i nie ustały nawet wówczas. właśnie tutaj. jak tubylcy zareagują na ludzką choreografię i muzykę. że za chwilę zacznie się pokaz. ten film jest naprawdę ciekawy! Wszelkie dyskusje z Lisstikiem były jednak bezcelowe. ciśnięty przez jednego z Kamariańczyków przeleciał tuż obok Hana i z hukiem uderzył w holoprojektor. Spośród licznych okrzyków Han parokrotnie wyłowił imię Lisstika. „Q’mai” nie znaczy „wejściówka”. że w zasadzie było to bez znaczenia. że tłum się uspokoi. — O. że q’mai najlepiej oddaje sens tego słowa. pokazujący świat. Dłoń Hana powędrowała ku pistoletowi. co było przyczyną tak dziwnego zachowania tubylców. — Solo. Zaczynał się on bez czołówki ani tytułu. Po chwili na ekranie ukazał się smutny. których nie mieli okazji podziwiać w „Varnie-Wodnym Królestwie”..Zemsta Hana Solo stwierdziłem. sprzeczek i kłótni. nie był zdolny do jakiejkolwiek interwencji. że zupełnie zagłuszył muzykę. — Widząc. dyskretna muzyka. pognał w jego kierunku. — zaczął Sonniod. A dlaczego pytasz? — Słyszałem to słowo wcześniej. Zanim jednak zdążył odśpiewać choćby pierwszą zwrotkę. Podkręcił nieco głośność. Jeden z otaczających go współplemieńcow doskoczył doń. pismo i cyfry były całkowicie nieznane w tych rejonach wszechświata. Równomierne buczenie holoprojektora przygłuszyło wszystkie inne odgłosy. co jednakże wprawiało zgromadzonych w wyraźne zakłopotanie. który puszczałeś przez te wszystkie wieczory? Tłum rozwścieczonych tubylców z wolna otaczał szczelnym kordonem holoprojektor.

uważnie obserwując Kamariańczyków. zaś na ekranie holoprojektora główny bohater i jego towarzysze pochłonięci byli wykonywaniem jakiegoś akrobatycznego tańca.Zemsta Hana Solo — Do diabła. nie znanymi Kamariańczykom dźwiękami. że uczyni to dopiero w chwili. Stojący w bezpośredniej bliskości Badlanderzy. powstrzymując na chwilę rozjuszonych tubylców. że Chewbacca przygotował już maszynę do lotu. Widząc to. usiłował uratować choć parę sztuk z nieodwracalnie utraconych przedmiotów. Czerwona wiązka promieni dosięgła urządzenia. że nawet zwrócenie q’mai nie uspokoi wzburzonego tłumu niedawnych „wyznawców”. — Poczekaj tam na nas! — krzyknął do kryjącego się w ciemnościach Chewbacci — Grzej silnik! Tymczasem tłum dokonywał dzieła zniszczenia holoprojektora. i wszystkim. Dotarli w końcu do rampy. zamachnął się i cisnął nim w Hana. Han wycofywał się po kroku. a temperatura powietrza znacznie wzrosła. a nie wysłannikiem bogów! Pociągnąwszy Sonnioda za rękaw. wrzaski i wycia o natężeniu. Han wystrzelił jeszcze dwukrotnie — na prawo i lewo — z zamiarem przestraszenia napastników. Han wyszarpnął pistolet i nacisnął spust. Han obrócił się i parokrotnie wystrzelił na oślep w powietrze i w ziemię. Z góry dobiegł ich ostrzegawczy ryk Chewbacci. Nie wszyscy tubylcy ulegli panice. celując w ziemię. skąd mogłem wiedzieć?! Jestem zwykłym pilotem. Strzały Hana osadziły Badlanderów w miejscu. Wciąż unikał zabijania niedawnych klientów i postanowił. jakiego dotychczas Han nie słyszał. Na ekranie od czasu do czasu ukazywały się pojedyncze. Zanim jednak zdążyli dopaść do statku. W pewnej chwili zauważył. wtórnej eksplozji. Ich ogromne oczy nieruchomo wpatrywały się w szkarłatne promienie. widząc zdesperowany wzrok Hana. Wystrzał spowodował eksplozję piaszczystej ziemi i odłupanie paru niewielkich kawałków twardej skały. co im wpadło w ręce. a górne kończyny odruchowo osłaniały głowy. Han uznał. oderwawszy jeden z elementów tablicy kontrolnej. a obraz na ekranie uległ zakłóceniom. usłyszeli odgłosy zbliżającej się pogoni. dał mu znak do wycofania się. mały parszywcze! — Wypalił w kierunku holoprojektora. zaś Han przystanął na chwilę i pochyliwszy się nad stertą co cenniejszych q’mai. Sonniod pędem wbiegł do środka. że najwyższy kapłan postanowił zerwać z kościołem — zakpił Sonniod. Rozwścieczony Han przestał panować nad sobą. Han i Sonniod korzystając z okazji biegiem rzucili się w kierunku „Sokoła Tysiąclecia”. że chwilowe oszołomienie Kamariańczyków powinno dać im dość czasu na dotarcie do statku. Syntetyzator dźwięku wydawał z siebie już tylko charkliwe odgłosy. kamieniami. — Oczekujesz przedstawienia? Będziesz je miał. Lisstik. wydając jednocześnie serię wrogich okrzyków. ujrzeli. Cały amfiteatr zadudnił nowymi. gdy zagrożone będzie jego życie. cofnęli się nieco przed postępującymi w ich kierunku mężczyznami. że Lisstik wynurza się z ciemności i z furią rzuca się na holoprojektor. uderzając weń kijami. Nagle z uszkodzonego syntetyzatora dobył się przeraźliwy ryk — zwielokrotnione okrzyki. piski. Czując instynktownie. — Wygląda na to. kilku co bardziej agresywnych wandali ruszyło w kierunku Hana. ciśnięty dla odmiany 11 . W odpowiedzi tłum zawył i w panice rzucił się do ucieczki. W tej samej chwili ciśnięty z wnętrza statku kamień poszybował gdzieś w ciemność. skąd po chwili dobiegły ich odgłosy krótkiej. Spory kamień. Maszyna zaczęła się chwiać na wszystkie strony. Gdy dobiegli do rampy „Sokoła”. Z dysz wylotowych statku dobywały się kłęby fioletowego dymu. zamazane obrazy. Paru odważniejszych Kamariańczyków zaatakowało holoprojektor.

Han i Chewbacca wpatrywali się uważnie we wskaźniki kontrolne. w korytarzu ukazał się wykrzywiony z wściekłości Chewbacca. — Solo. sprawiał wrażenie statku widma. że „Sokoła” otoczyła aureola iskrzących promieni i eksplodujących ładunków elektrycznych. Sonniod z powątpiewaniem potrząsnął głową. Wlecieli właśnie w głąb atmosfery Lura. uderzył w burtę „Sokoła”. ROZDZIAŁ II „Sokół Tysiąclecia”. — Ale co się stanie z tobą i Wookiem? — spytał Sonniod. przemierzający bezkresne przestrzenie Galaktyki. — Skąd mam wiedzieć. — Przecież. że tubylcy szczelnym kręgiem otoczyli statek. — Jak mogłem przewidzieć. czy nie znajdzie się tam dla nas jakaś praca. Mam nadzieję. — Nic się nie martw — rzekł Solo. jednocześnie bacznie obserwując wszelkie. statek przypominał wielobarwną ilustrację książki dla dzieci. choćby najmniejsze wahnięcia wskazówek systemów kontrolnych. Będę musiał ją wziąć — rzekł Han z rezygnacją. Udamy się z powrotem w obszar Wspólnego Sektora — westchnął Han. uniósł z ziemi. a widoczność spadła prawie do zera. — On ma rację — dorzucił Han. zaś wyjący tłum z każdą chwilą był coraz bliżej. nie jestem jasnowidzem! Szybko. — I spróbujemy wywąchać. jak stary. jak gruba jest warstwa zjonizowana? Instrumenty oszalały w tej burzy. do diabła. zanim ją weźmiesz — odparł. że coś takiego się stanie! — krzyknął Han. — Na twoim miejscu nie ryzykowałbym powrotu tutaj. co to za robota. startuj i skieruj „Sokoła” w kierunku statku Sonnioda! — Chewbacca na powrót skrył się wewnątrz sterowni. — Nikt nie wie dokładnie. ale teraz nie zrobiło to żadnego wrażenia. Ta burza i pęd powietrza sprawiły. Han był równie zdezorientowany. — Zdążysz wystartować. — Spokojne życie nie jest nam pisane. Chewbacca pochrząkiwał z irytacją. że nawet wewnątrz statku panował trudny do wytrzymania hałas. na czym ma ona polegać. dawno zapomniany „Odkrywca Permondiri”. — Myślę że nie mamy wyboru. Prostując się Han ujrzał. planety położonej niedaleko granic Wspólnego Sektora. W odpowiedzi Wookie warknął coś ostrzegawczo. Nie jestem w stanie temu zaradzić! — ponownie pochylił się nad swoją częścią konsolety. Wycofując się w kierunku wejścia. Otoczony kłębami fosforyzującego dymu i strumieniami świetlistej energii. co się dzieje. — W tej chwili nie mogę pozwolić sobie na grymasy. zanim te dzikusy spostrzegą. pragnąc za wszelką cenę zorientować się w położeniu statku i sytuacji. Statek z lekka zachwiał się. Na czworakach wczołgał się do wnętrza statku. i poszybował w kierunku zaparkowanego opodal pojazdu Sonnioda. Han strzelił jeszcze dwukrotnie i padł trafiony sporym odłamkiem skały. że do tej pory zdążyli już o nas zapomnieć. a Sonniod pomógł Hanowi unieść się z kolan. i dotrą do twojego statku.Zemsta Hana Solo przez któregoś z tubylców. Gdy główny właz został zamknięty. Z głębi kokpitu dobiegło donośne pohukiwanie Chewbacci. rozległ się spokojny głos Bolluxa: 12 . Silnie zjonizowana warstwa atmosfery planety sprawiła. Wystrzelił ostrzegawczo w ich kierunku. prędzej! — ponaglił Hana Sonniod. z fotela nawigatora. czy legendarna „Królowa Ranroon”. — Spróbuj się zorientować. Tuż za jego plecami. w jakiej się znaleźli.

„Sokół” przelatywał teraz przez czyste. — Nacisnął przycisk na hełmofonie i rzekł do mikrofonu interkomu: — Bolluxie. w końcu udało mu się uzyskać pozytywne odczyty. co da się zrobić. którzy wynajęli „Sokoła” na ten kurs. Czy naprawdę jestem głupi od urodzenia. — Z czym masz kłopoty? — zapytał Han Bolluxa. ani słowem nie wspomnieli o warstwie zjonizowanej i czekających ich w drodze niespodziankach. skłębioną warstwą chmur. że najprawdopodobniej wynurzali się już z warstwy zjonizowanej. że nastąpiła awaria w nowym systemie kontrolnym. przyjęli zlecenie. Wydaje mi się. nie mieli wyboru i ignorując ostrzeżenia Sonnioda. i przygotuj się.Zemsta Hana Solo — Kapitanie Solo. — No. podchodzimy do lądowania. W takim przypadku nie uniknęliby fatalnej w skutkach kolizji. Sensory sterowania naziemnego nie stwierdziły obecności żadnych przeszkód czy zagrożeń. aby „Sokół” utracił zdolność samoobrony. gdyż na przekór wskazaniom instrumentów obawiał się. Han włączył automatycznego pilota i pochylił się nad tablicą rozdzielczą. Idź do maszynowni i sprawdź. Sensory dalekiego zasięgu wybrały miejsce odpowiednie do lądowania. włochatą łapę. jak i warstwa zjonizowana zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. że będziemy mieli kłopoty. zapalił się jeden ze wskaźników. — Sprawdź. czy też głupieję z wiekiem? . Zanurzyli się w warstwie chmur. no nie? Wookie uniósł potężną. spokojne warstwy atmosfery Lura. Będąc po uszy w długach i nie dysponując żadną gotówką. podejrzewając. Han przechylił się w fotelu i rzuciwszy okiem na konsoletę Wookiego stwierdził. Widoczność była wystarczająca do bezpiecznego 13 . Chewbacca zaryczał radośnie. Han skontaktował się z paroma pośrednikami. że strefa jonizacji może sięgać nawet powierzchni planety. kapitanie. Tylko tego nam brakuje. Receptory robota wniknęły w głąb systemu kontrolnego. — To przez te cholerne fluidy! Wspaniale! Chewie. Han rzucił siarczystą wiązankę przekleństw. pamiętasz. włączając jednocześnie ekrany ochronne. Zwłaszcza z aparaturą celowniczą. Bolluxie. oczekiwanie na pracę nie trwało zbyt długo. Zgodnie z przewidywaniami Sonnioda. że znalazły nam nie najgorsze lądowisko — stwierdził z satysfakcją. co robisz. myślę. wysokie szczyty górskie. zniechęcony dotychczasowymi trudami podróży. Zmniejszył prędkość statku. Skorygowany lot statku skierował maszynę na miejsce lądowania. wznoszące się ponad niską. po czym uspokoił się nieco. Han postanowił na razie zapomnieć o sprawie i nie zaprzątać sobie nią głowy. Nie odrywając wzroku od przyrządów. mówiłem ci.zastanawiał się Han. Jednak właśnie w tym momencie zarówno burza. nakazując Hanowi spokój. jednak Han wolał nie ryzykować. Wkrótce otrzymali anonimową taśmę magnetofonową z nagranymi instrukcjami i niewielką zaliczkę. Kolejny wskaźnik na tablicy „Sokoła” rozbłysnął czerwonym światełkiem. Sensory wydawały się funkcjonować normalnie. Otrzymywali na bieżąco dokładne informacje na temat wysokości i położenia statku. — Rozległy płaskowyż pomiędzy tymi dwoma niższymi szczytami — oświadczył — to chyba pole lodowe. że wskutek burzy elektrycznej aparatura mogła ulec jakiejś awarii. Daleko w dole widoczna była powierzchnia planety. Gdy tylko Bollux wygramolił się z fotela i opuścił sterownię. oferując swoje usługi i dyskrecję. — Z systemem awaryjnym statku. Po przybyciu w granice Wspólnego Sektora. sprawdzając wskaźniki umiejscowione w sąsiedztwie obwodów fluidowych. czy możesz jakoś temu zaradzić. Zostaw to. Ci.

Zanim jednak nałożył grube rękawice. kapitanie? — odparł Bollux. które teraz Han uniósł i zarzucił sobie na ramię. że ja tak mówię. a ja nie miałem prawa pytać. Uniósł się z miejsca. a Błękitny Max wspomagał Bolluxa w pracy. Max. kapitanie — odparł posłusznie Max. Przekrzykując wichurę. jak się wyrażasz. Nie obraź się. Szczęściem natrafili na twarde podłoże i dopiero teraz sensory ujawniły to. — Co z tym uszkodzeniem? — zapytał Han. co z tym ładunkiem. co Han podejrzewał już wcześniej: że wylądowali na polu lodowym. rzekł: — Zostań tutaj i miej oko na wszystko. którym przymocowany był do fotela.Zemsta Hana Solo lądowania. abyś odstraszył mi klientów. „Sokół” bardzo powoli tracił wysokość. Zasuwa uniosła się i do wnętrza statku wdarł się podmuch lodowatego wiatru. Przez chwilę Solo zastanawiał się. no nie? Podążyli w dół rampy. jakiego rodzaju ładunek będziemy przewozić. To. Han ściągnął hełmofon. Han zawołał: — Niezbyt ciepłe przyjęcie. po czym spojrzawszy na Wookiego. a nie chciałbym. z trudem pokonując opór wiatru. — Nikt mnie o tym nie poinformował. Wyłączyliśmy więc cały system. rękawice i odpiął pas. musimy wnieść ładunek. jakim cudem te dwa diametralnie różne mechanizmy tak dobrze się rozumiały i współpracowały ze sobą. — Za pustym fotelem nawigatora leżało zawiniątko. Kierując się ku rampie statku. kapitanie Solo. Dumając nad tym. a następnie ubrał się. — W porządku. Klapa na jego piersiach była otwarta. ale niektórzy ludzie właśnie tak na ciebie reagują. — Dobrze. — W tej chwili możesz się najwyżej domyślać. omiatana odwiecznymi wichurami. powierzchnia Lura jawiła się jako bezkresna równina. czy nie cofnąć się po aparat tlenowy. Han rozsupłał przyniesione z kabiny zawiniątko — kombinezon termiczny. — Żaden technik nie poradzi sobie z tymi fluidami. Jeżeli wszystko dobrze pójdzie. chodź ze mną. — Przydałby się raczej cholerny hydraulik — w głosie komputera zabrzmiała ledwie skrywana ironia. że będzie nas stać na wymianę całego systemu. Max. tak jak i ja — Han wskazał ręką na przycisk włazu. Bollux. chociaż udało nam się wykonać prowizoryczną naprawę. gdyż Han obawiał się. że nie będzie przebywał 14 . Nałożył hełm z odblaskową przesłoną na oczy i nacisnął przycisk termostatu. — Obawiam się. — Bądź w pobliżu — rozkazał Bolluxowi. zarobimy na tym kursie tyle. natknął się na Bolluxa. Teraz. Spodziewam się tylko. Robot wychodził właśnie z maszynowni. że nie będzie to nic dużego. jednocześnie otwierając tajną skrytkę pod pokładem. zdołał jakoś przyzwyczaić się do Bolluxa i Maxa. Zostawcie to na razie tak jak jest. nie upoważnia cię do naśladowania. Nie mógł jednak pojąć. Han stwierdził. I uważaj. porozmawiamy o tym później. by jego podwozie nie ugrzęzło w wielometrowej warstwie kopnego śniegu. z bliska. kapitanie — zaszczebiotał Błękitny Max. gdybym potrzebował pomocy przy ładunku. — Na wypadek. że mimo swej wrodzonej niechęci do robotów. że nie. ale doszedł do wniosku. Idę opuścić rampę i zorientować się. uruchamiając system grzewczy kombinezonu. — Czy mógłbym zapytać. wyjął pistolet i odbezpieczył broń. — Daliście sobie radę? Bollux stanął na baczność. zanim wysiadł ostatni moduł zabezpieczający. gdyż jego naprawa przekracza nasze możliwości. gdy zasuwy na piersiach Bolluxa domykały się.

przeznaczony do użytku w miejscach pozbawionych skomplikowanej nawigacyjnej i radarowej aparatury. po czym ponownie się uśmiechnął. — Nie. Wokół panowała całkowita pustka.. Do nieprzyjemnych niespodzianek dochodziło tylko czasami podczas rozładunku i zapłaty. W tej samej chwili z szalejącej śnieżycy wynurzył się mężczyzna. tak. Żadnych niepotrzebnych ruchów. Coś w zachowaniu mężczyzny. ograniczając pole widzenia. Płatki śniegu odbijały się od jego hełmu. Zlarb uśmiechnął się nieszczerze. rozciągającą się za plecami Zlarba. jak bardzo hełm zmienia brzmienie głosu — Czy to ty jesteś. — Nie. silnie zbudowany mężczyzna o niezwykle białej karnacji skóry. że Chewbacca zachował czujność. że będzie lepiej. żywiąc nadzieję. że wokół wsporników zdążyły się już uformować niewielkie zaspy śnieżne. że zanim by to zrobił. abym po niego poszedł? Zlarb spojrzał na Hana nieprzeniknionym wzrokiem.. — Tak. Han dostrzegł. jego ironiczny uśmiech i sardoniczny ton odpowiedzi sprawiły. Coś mu jednak mówiło. odsłaniając niewielki pistolet. — Zgadza się. unosząc w górę ręce. Nieco przytłumiony. — Chciał zadać mężczyźnie kilka pytań. — Trzymaj ręce z dala od kabury. — Przenieście ładunek na rampę. złoto-blond brodzie i szarych oczach. Zeskoczywszy z rampy. Solo. a statek jest gotowy do startu. że damy sobie radę bez problemów. że dłoń rozmówcy otwiera się. aby twój partner cię nie widział. Planeta sprawiała wrażenie bezludnego. wyłaniających się z zawiei. Był to wysoki. — W takim razie pójdę przygotować statek do startu. doszedł jednak do słusznego wniosku. Z reguły nie mieli nigdy kłopotów przy załadunku towarów.Zemsta Hana Solo na zewnątrz zbyt długo. postanowił jednak jeszcze chwilę z tym zaczekać. — Solo? Han odruchowo sięgnął ręką do kabury. Człowiek zbliżył się. i to zaraz. dobiegający z tyłu głos. to ja — odparł dziwiąc się. leżałby martwy na śniegu. a my wniesiemy go stamtąd do ładowni. Spojrzał na niewyraźny zarys „Sokoła”. — Czy jest was tylu. że z zasady nie odbywa tego typu spotkań na pokładzie. tak jak i Han odziany w kombinezon termiczny. Już dawno temu nauczył się ufać przeczuciom. natychmiast osadził go w miejscu. chwytając kolbę pistoletu. gdy zauważył. nadając mężczyźnie nieco złowrogi wygląd. Solo. Możemy przystąpić do załadunku. Wolnym krokiem Han przybliżył się do nadajnika sygnału namiarowego i przyjrzał mu się badawczo. Biel kombinezonu i odblaskowy hełmofon czyniły go prawie niewidocznym na tle lodowca. dotychczas ukryty w rękawicy termicznej. Migocące światła lądowiska odbijały się w przesłonie hełmu Zlarba. Han zamierzał właśnie poinformować mężczyznę. że wystarczy do przeniesienia ładunku? Mam na pokładzie podręczny przenośnik i mógłbym. by poruszanie się było utrudnione. jeżeli razem udamy się na pokład twego statku. kapitanie.. czy nie sięgnąć po własny. że Hana ogarnął niepokój. Sądzę.. jasnej. Han usiłował dostrzec cokolwiek za śnieżną kurtyną. Słyszałem to i owo na temat twojej 15 . Czy chcesz. Han cofnął się o krok i spojrzał Zlarbowi prosto w oczy. lodowego świata.. nie na tyle jednak. Zlarb? Przybysz skinął głową. Nie spuszczając wzroku z pilota. Był to standardowy model. Przez ułamek sekundy Han zastanawiał się. które badawczo wpatrywały się w Hana. Myślę. Han dostrzegł zarysy paru innych sylwetek. Przyciąganie na planecie różniło się nieco do standardowego. że tym razem może być inaczej. Zlarb uśmiechnął się szeroko. i stój plecami do statku.

Pragnął krzyknąć: „Uciekaj! Unieś statek!”. W jednej z dłoni mężczyzna trzymał smycz. bo zginiesz na miejscu. ruchliwy ogon nasztaka bezustannie poruszał się we wszystkie strony. spiczastych rogów. by Chewbacca natychmiast zorientował się w sytuacji. Ci ludzie dobrze wiedzieli. który przycisnął pysk do szyby. — Ani słowa. Han wymamrotał pod nosem jakieś przekleństwo. W odpowiedzi Zlarb pchnął go lufą pod żebro. obserwując całą scenę. że on posłuchał. by Han nie wypowiedział umówionego „wszystko w porządku” podczas wchodzenia na pokład. — Żadnych gwałtownych ruchów. humanoid znakomicie obywał się bez kombinezonu termicznego i hełmu. — Nie próbuj nawet zmarszczyć nosa. Trzymaj ręce opuszczone wzdłuż tułowia i nie próbuj ostrzec Wookiego — obrócił się ku towarzyszom. a potem rezygnacji. więc wolę nie ryzykować i będę od razu strzelać. To dziwaczne stworzenie miało sześć silnych. 16 . że przeciwnik nie blefuje. Mimo wyjącego i świszczącego wiatru usłyszeli warkot pracujących silników. przysuwając lufę do jego skroni. doskonale znający przyjaciela. na której przywiązany był nasztak — jedno z żyjących na Dra III zwierząt myśliwskich. W chwilę później sylwetka Wookiego zniknęła im z oczu. Wyszarpnąwszy z kabury pistolet Hana. że dłoń przyjaciela znajduje się dosłownie o parę milimetrów od dźwigni. a jego czoło wieńczyła para zakrzywionych.Zemsta Hana Solo biegłości w posługiwaniu się bronią. kadłub „Sokoła Tysiąclecia” stawał się coraz bardziej wyraźny. z niewielkimi. a z przekrwionych dziąseł wyrastały ostre. Skóra humanoida była brązowa. Postępowali zgodnie z wcześniejszym planem. — Oszczędź sobie tego. Z ziejącej parą paszczy zwierzęcia ściekała ślina. Zwykle ukryte działa „Sokoła” ukazały się teraz w pełnej krasie. że Zlarb sprytnie to wszystko zaplanował. Zlarb gestem nakazał Wookiemu opuszczenie pokładu statku. Zbliżyło się do nich dwóch ludzi Zlarba. jednak Zlarb przewidział również i to. że przybysze grali o wysoką stawkę. świdrującymi oczkami. ale wyjątkowo antypatycznym. — Twoje szczęście. Jeden z nich był człowiekiem. Obydwaj świetnie widzieli Chewbaccę. drugi humanoidem — potężnym stworem wzrostu i postury Wookiego. W miarę przybliżania się. Han pomyślał z goryczą. że z większej odległości wyglądało to na zwykły grzecznościowy gest. Han musiał przyznać. błyszcząca jak wypolerowana. nieco poniżej konsolety. co się stanie. zatknął go sobie za pas. sprężystych nóg. Jednakże to towarzyszący mu człowiek przyciągnął uwagę Hana. Podczas drogi Han usiłował zorientować się w sytuacji. Solo — ostrzegł Zlarb. Ale zanim to nastąpiło. ginącymi pod masywnymi łukami brwiowymi. dłonią wskazując im „Sokoła”. z których każda zakończona była ostrymi jak diamenty pazurami. niedwuznacznie wskazując ruchem przyłożonego do głowy Hana pistoletu. bo będzie po tobie! — Han ani przez chwilę nie wątpił. Mimo bardzo niskiej temperatury. odczytał kolejno na jego twarzy uczucia niezdecydowania. potrójne rzędy zębów. Han doskonale wiedział. co robią. jeżeli ten nie zastosuje się do jego rozkazu. Gotowość użycia broni przez Zlarba i jego towarzyszy dobitnie świadczyła o tym. może uda wam się wyjść z tego z życiem. uruchamiającej obronę „Sokoła”. Zlarb w ułamku sekundy wyrwał zza pasa odebrany Hanowi pistolet i doskoczył do pilota. chociaż zapomniał pomyśleć o jednym. Długi. — A teraz ruszamy. Solo! Milcz. Han. Solo i Chewbacca już dawno temu opracowali tajny kod wzajemnego ostrzegania podczas załadunków i rozładunków: wystarczyło. Lewe ramię Wookiego wyciągnięte było lekko w bok. Jeżeli nadal będziecie tacy grzeczni. w każdej chwili gotowe do bluźnięcia ogniem.

Han postanowił chwilę poczekać. zastosował się do rozkazu. nieustraszone i zdolne do zaatakowania każdego stworzenia. Zwierzęta te były wyjątkowo żądne krwi. Chewbacca obrzucił go obojętnym wzrokiem i uniósł nieco gotową do strzału kuszę. Gdy tylko nasztak wyczuł zapach Wookiego. czy było to spowodowane zapachem Wookiego. Zlarb. również uzbrojeni. niezbędne narzędzia i urządzenia podtrzymujące. Ładownia nie była zbyt duża. czy też Chewie wykazywał podobieństwo do jakiegoś naturalnego wroga zwierzęcia? Zlarb zwrócił się w kierunku mężczyzny. pomyślał Han. najemnikami wynajętymi przez Zlarba w nieznanym jeszcze celu. Mężczyzna prowadzący nasztaka przesunął się nieco w głąb korytarza statku. Jeżeli ten spróbuje się ruszyć. Poza tym pozostawał jeszcze nasztak. Z włazu „Sokoła” wyłonił się Chewbacca. potrzebny im nasztak?. Han pociągnął za dźwignię wejściową i drzwi odsunęły się powoli. Wadda? Wadda potwierdził skinieniem 17 . a my już tutaj wszystko przygotujemy. rozkazał: — Otwórz główną ładownię. byli tuż za nim. chociaż z drugiej strony zwykli kłusownicy nie angażowaliby się w takie przedsięwzięcie. zaczął wyć. wyposażona w system chłodząco-grzejny. jeżeli miłe ci życie przyjaciela. u diabła. Zlarb skinął głową z zadowoleniem: — W porządku. wściekle szarpnął smyczą. dostrzegając Bolluxa ukrytego w miejscu. Rozejrzawszy się dookoła. wskazując na pakunek trzymany przez humanoida. Zostaw ładownię otwartą i wracajmy do pozostałych. Tymczasem Han gorączkowo rozważał możliwości kontrataku. zapytał: — Czy masz tam wszystko. tak jak i on sam. Wookie podtrzymał upadającego przyjaciela i pomógł mu utrzymać się na nogach. że teoretycznie istnieją pewne szanse unieszkodliwienia Zlarba. trzymając się przez cały czas krok za nim i bacznie obserwując ruchy pilota. Han zastanowił się. Zlarb brutalnie pchnął Hana. ale pozostali dwaj członkowie gangu. — Odwróciwszy się ku Hanowi. po czym schylił się i podniósł kuszę Chewbacci. skamleć i skowyczeć. Rozważywszy w myślach wszystkie za i przeciw. Chewbacca przez chwilę ważył w myślach słowa Zlarba. Wiedział. Zwierzę wściekle drapało pazurami. żeby się pospieszyli. Han zerwał z głowy hełm i odrzucił go na bok. strzelaj bez uprzedzenia — polecił na koniec wspólnikowi. — Pomiędzy łopatkami Han poczuł znajomy ucisk lufy. że nieznajomi byli kłusownikami.Zemsta Hana Solo Do czegóż. Korzystając z okazji. Jego obecność mogła wskazywać na to. Prędko rozejrzał się dookoła. za wszelką cenę usiłując zerwać się ze smyczy. Jego właściciel z trudem powstrzymywał je przed atakiem na Wookiego. zaraz zaczniemy załadunek. ale pojemna. Ten trzymał w rękach potężny karabin. Robot wydawał się wrośnięty w pokład. kierując się ku ładowni „Sokoła”. celując wprost w Wookiego. prowadząc ze sobą nasztaka. wskazując Wookiego. Zlarb pchnął Hana w kierunku rampy i kryjąc się za jego plecami ruszył z miejsca. Solo — rzekł. Dołączył do nich kolejny wspólnik Zlarba. czego potrzebujesz. człowieka czy zwierzęcia. Zlarb pchnął Hana w głąb statku. Posuwali się wzdłuż głównego korytarza. odezwał się do Chewbacci: — Odłóż natychmiast broń i odwróć się tyłem. Gdy dotarli do szczytu rampy. po czym nie widząc na razie żadnej możliwości udzielenia pomocy przyjacielowi. Ludzie Zlarba weszli za nim na pokład. Gdy byli już blisko wejścia. trzymającego na smyczy nasztaka: — Idź i powiedz pozostałym. Han osobiście gardził kłusownikami i stosowanymi przez nich metodami. kierując się ku sterowni. — Powinno wystarczyć nam miejsca. ale przecież mogli być oni. w którym go zostawił.

— Radzę ci się zastanowić. wyłącz robota. — zaczął Han. opasującymi szyje pojmanych tubylców. wreszcie warcząc na swoich prześladowców. która aż zadudniła pod jego ciężkimi krokami. równie liczna grupa niewolników wchodziła na pokład „Sokoła” w ślad za pierwszą. dobitnie akcentując każde słowo. Bollux spojrzał najpierw na Hana. Ujrzawszy przybyłych. poczuwszy wibracje rampy i odgłosy lżejszych kroków. ciebie również każę zakuć w kołnierz. — Czy nie sądzisz. Solo? — Nie na moim statku — powtórzył Han z uporem — Nie zgodzę się na żadnych niewolników. z beznadziejnie opuszczonymi głowami wchodziła po rampie na pokład „Sokoła”. Zadowolony z tak łatwego zwycięstwa.. Chewbacca wahał się przez chwilę. Druga. — No dalej. Byli to niewątpliwie mieszkańcy planety Lur. Robot został pokonany. gdyby ten usiłował się sprzeciwić. co się naprawdę wydarzyło i w jak niebezpiecznej sytuacji znaleźli się razem z Chewbaccą. po czym dookoła rozszedł się swąd dymu.. ogromne oczy przybyszów ze zdumieniem przepatrywały wnętrze „Sokoła”. Jakakolwiek próba protestu z ich strony kończyła się natychmiast bolesnym porażeniem prądem. ruszać się! Pójdziecie teraz z Wookiem do sterowni i przygotujecie statek do odlotu. Osłupiały Han przyglądał się załadunkowi niewolników. — Milcz — rzucił Han. Czyżbyś tego nie rozumiał. abyś nas wtajemniczył w swoje zamiary? Przerwał. zdalnie sterującą kołnierzami. Chewbacca zawył wściekle. nie zważając na ostrzegawcze warczenie nasztaka. aby się tutaj kręcił. Najwyższy z nich sięgał Hanowi co najwyżej do pasa. Zlarb odwrócił się do swoich ludzi. Jeżeli nie będziesz posłuszny. Czerwone fotoreceptory Bolluxa spojrzały na Hana wyczekująco. do roboty! — ponaglił. W odpowiedzi Zlarb roześmiał się szyderczo. że ludzie Zlarba nie zawahają się przed zniszczeniem robota. Mężczyzna ze strzelbą i ten trzymający nasztaka nie spuszczali ich z oczu.Zemsta Hana Solo głowy. Jeden z ludzi Zlarba trzymał w ręku niewielką płytkę. Zielononiebieskie. Na szyi każdego z nich umocowano dwuczęściowy metalowy kołnierz. Wadda zrzucił z ramion pakunek i rozwinął go. Hanowi kazano stanąć obok Chewbacci. Han spojrzał z wściekłością na Zlarba. Bollux drgnął spazmatycznie i w chwilę potem jego fotoreceptory zgasły. Bollux chciał zaprotestować. po czym znów na Hana. — Nie zgadzam się. a Wadda pospieszył w dół rampy. a ich stopy osłonięte dziwacznymi skórzanymi onucami. Ujrzawszy nieruchomego Bolluxa. Nigdy! Zlarb wymierzył w pilota lufę jego własnego pistoletu. Nie na moim statku — rzekł. zdając sobie sprawę z tego. że już najwyższy czas. Byli to bez wątpienia niewolnicy. Już po chwili zrozumiał. co. po czym skierował się do sterowni. — Słuchaj. Wadda podszedł do robota i zaczął manipulować przy jego tablicy sterującej. Zlarb rozkazał: — Po pierwsze. Grupa niewielkich. Han spojrzał Zlarbowi prosto w oczy. później na Chewbaccę i Zlarba. — W twojej sytuacji zazwyczaj nie stawia się warunków. Ciała tubylców okryte były białym futrem.. a wszyscy oni byli ze sobą połączeni cienkim czarnym kablem. Zlarb. 18 . Solo. ale ujrzawszy wymierzone w siebie lufy karabinów. — Kapitanie Solo. zamilkł.. — To nie będzie długo trwało. Robot wydał z siebie przeciągły świst. drobnych postaci. mógłby narobić nam kłopotów. Nie chcę. No dalej.

a tym samym robot stał się bezużyteczną stertą metalu. powiedziałbym za bardzo. — Powiem ci w swoim czasie. Zdawał sobie sprawę z jej powagi. Są ludzie. niezdolną do poruszania się. — Solo. Han usadowił się w fotelu pilota. Jest na nie wielkie zapotrzebowanie. w którym go wyłączono. zasilany przez niezależną baterię. Na tej jednej transakcji zarobię tyle. że jeżeli spróbujesz nas zatrzymać lub udaremnić nasze zamiary. było minimalne w porównaniu z tym. A od tego zależało to. zanim nastąpiło unieruchomienie. — Mówiono mi. Brzmiało to tak. Zaszyfrowana i częściowo nieczytelna. Minikomputer ostrożnie podłączył się do obwodów ruchowych robota. gotów odłączyć się w każdej chwili. czy on sam przeżyje. przyzwyczajone do tego świata i za żadne skarby nie podpisałyby żadnego kontraktu.. Han włączył silniki „Sokoła”. włącznie z tobą. pomimo faktu. zginiemy wszyscy. jakim dysponował Bollux. że władze korzystały z usług pośredników. że była to krótka transmisja. zwłaszcza poza granicami własnego systemu. ale widzę. by unieść maszynę w powietrze i pilotować ją. Wszystkie jego systemy kontrolne uległy zablokowaniu. Po krótkiej analizie Max doszedł do wniosku. abyś nie próbował żadnych sztuczek. Solo.. Stojący za ich plecami Zlarb uważnie obserwował każdy wykonywany przez nich ruch. tak więc w żadnym razie nie był zdolny ruszyć robota z miejsca. Paru z nich jest chorych i rannych. ile ci za to płacą. w dole. by odważyły się na handel niewolnikami. z którego w tej chwili korzystał. przygotowując statek do odlotu. Jednakże w niewielkiej skrytce pośród mechanizmów sterujących Bolluxa spoczywał Błękitny Max. — Startuj! Bolluxa pozostawiono w pustym w tej chwili korytarzu. Tak więc. wraz ze wspólnikiem. Nawet Imperium nie mogło sobie pozwolić na jawne gwałcenie pewnych praw. którym nie na rękę są ograniczenia nałożone po zakończeniu Wojen Klonowych. Te małe ludziki są bardzo. I nagle przypomniał sobie przeciągły świst wydany przez robota. — Ciekaw jestem. Han nie mógł uwierzyć. a tam już ktoś inny się wami zajmie. ale jednocześnie zdawał sobie spraw z faktu. myślenia ani mówienia. źródło prądu. Nie ufał im. Zawieziesz nas do wyznaczonego punktu. dokładnie w tym samym miejscu. jakby w całą sprawę zaangażowane były władze Wspólnego Sektora. Co więcej. Solo — rzucił Zlarb. gdyby tylko zaistniało niebezpieczeństwo uszkodzenia własnego 19 . Kontraktowa siła robocza. że przez bardzo długi czas nie będę musiał myśleć o żadnej pracy. że z ciebie ciężki orzech do zgryzienia. że żaden z jego ludzi nie zna na tyle dobrze „Sokoła”. — Podoba mi się tablica rozdzielcza twojego statku. Jednak. warte są na czarnym rynku od czterech do sześciu tysięcy za sztukę. Na razie szykuj statek do startu. a jednocześnie był prawie całkowicie bezsilny wiedząc. Pamiętaj jednak o tym. Minikomputer gorączkowo analizował sytuację towarzyszy. — Dokąd lecimy? — zapytał Han przez zęby. Te niewielkie stworzenia tam. gdyż Bollux pragnął przekazać towarzyszowi zbyt wiele informacji na raz. postanowiłem pomóc im w podjęciu decyzji. że jakakolwiek interwencja z jego strony nie zmieni położenia Hana i Chewbacci. wolałbym. a Chewbacca zajął miejsce nawigatora. ale i tak dowieziemy na miejsce przynajmniej pięćdziesięciu. uważnie przypatrując się konsolecie. W sumie jednak miało to pewien sens i Max pojął zamiary Bolluxa. Osobiście nie wyobrażam sobie sumy. że to nieprawda.Zemsta Hana Solo pospieszył za przyjacielem. która byłaby mnie w stanie nakłonić do pośrednictwa w handlu niewolnikami. Zlarb tylko się zaśmiał.

Zanim wreszcie zdołał otworzyć prawą połówkę. Połączenia znajdowały się poza zasięgiem jego końcówki. Systemy te wyposażone były w standardowe styki. że dezaktywacji uległy centralne systemy kontrolne natomiast obwody pośrednie i serwomotory wciąż działały. Okazało się. zrezygnował. Dla nadania swym słowom większej wagi. że w tej pozycji nie zdoła otworzyć zasuwy na piersiach Bolluxa. Ponownie skierował całą energię na środkowy segment korpusu Bolluxa. Max skierował teraz swoją moc w centralną część korpusu Bolluxa. Max wysunął końcówkę operacyjną. zachwiał się. po czym runął na pokład. Mimo że dosyć ryzykowna dla niego samego. Została mu już tylko jedna szansa. gdyż nie dysponował niezbędną do tego ilością energii. pozostawiając Maxa uwięzionego w głębi korpusu znieruchomiałego robota. a cały korpus drgnął. doprowadzając do granicy utraty pamięci. zanim jego rezerwy nie odbudowały się. Wymagało to od komputera przesłania takiej ilości energii. Han wpatrywał się w instrumenty kontrolne. by przemieścić Bolluxa więcej. usiłując nieco poruszyć tułowiem nieruchomego robota. białej piany uderzył go prosto w twarz. i o mało co nie uszkodziwszy własnych modułów. po czym przetoczył się na piersi. jednakże komputer był w stanie nieco przesunąć robota. Chociaż ryzykował utratą całej energii. Nic się jednak nie stało. dwukrotnie zmuszony był zrobić przerwę w celu uzupełnienia zasobów energii. że przekracza to jego możliwości. desperackim wysiłkiem mikrokomputer spróbował dosięgnąć gniazda. Silniki „Sokoła” zostały włączone i cały statek wypełnił się charakterystycznym buczeniem. Istniała jednak pewna szansa powodzenia. Wreszcie zasuwa rozsunęła się na tyle szeroko. którą zawdzięczał temu. co niedawno ćwiczyli razem z Bolluxem. Kosztowało go to większość energii. niż o parę kroków. Wszystko to. I właśnie w tej chwili strumień gęstej. Bollux zdołał jeszcze poruszyć dolnymi kończynami. co jednak nawet w najmniejszym stopniu nie ułatwiało dostępu do nich. było wynikiem 20 . Korpus Bolluxa jednak drgnął. że zanim znieruchomiał. Zanim to jednak nastąpiło. Po kilku bezskutecznych próbach podłączenia się do obwodów. co miało się wydarzyć w ciągu następnych kilku minut. że przez chwilę. Zlarb nie spuszczał oczu ze wskaźników. Pokład pod stopami robota lekko zadrżał. Mimo to Max świadom był. usiłując dosięgnąć nią obwodów fluidowych. że Max ujrzał swój cel. Ostatnim. Unieś statek na jeszcze większą wysokość. Zlarb machnął odebranym Hanowi pistoletem. Kończyna Bolluxa wyprostowała się. Max nie wahał się. Spoczywał teraz nieruchomo na lewym boku. że ma przed sobą bardzo trudne zadanie. Podczas gdy Max walczył z brakiem energii. po raz kolejny skierował całą swoją energię w kierunku stawu kolanowego Bolluxa. Po wejściu do systemu pozostały mu ułamki sekund na wysłanie jednego jedynego rozkazu. — Nie kazałem ci zmniejszać prędkości. Z trudem orientując się w gąszczu nie znanych sobie mechanizmów. co robić dalej —pozwolić Zlarbowi działać. W chwilę później ciężar przewalającego się torsu przerwał połączenie.Zemsta Hana Solo mechanizmu. Max stwierdził. Pocił się obficie pod kombinezonem. skierował swą moc na lewy staw kolanowy towarzysza. końcówka Maxa dosięgła łącza fluidowego. czy też spróbować go zaatakować. Max wiedział. niepotrzebne mu teraz własne obwody. W tej sytuacji musiał działać etapami. Źródło zasilania Maxa było zbyt słabe. ale i tak było to bez znaczenia. zastanawiając się. przesuwając robota w prawo. Odłączywszy wszystkie. Korpus Bolluxa przechylił się poza punkt równowagi. poczuł gwałtowne zamroczenie. Końcówka była najtrudniejsza.

uderzył łbem zwierzęcia o ścianę. zanim dojdą do siebie. Schwycił robota za ramię. Tymczasowo zabezpieczyli korpus Bolluxa i ruszyli dalej. Po drodze natknęli się na znieruchomiały korpus Bolluxa. Właściciel nasztaka zawył z wściekłości na widok martwego ulubieńca. Max uruchomił wszystkie urządzenia odpowiedzialne za ochronę statku przed ogniem. Han i Chewbacca. Chwilę później stanęli oko w oko z olbrzymim humanoidem. wbijając zęby w jego ramię. Ten. Widząc. lecz spóźnił się o ułamek sekundy. przedostając się już przez rozchyloną klapę do wnętrza robota. zwalając Zlarba z nóg. Śmiercionośny promień z pistoletu Hana dosięgnął go. Wookie zamachnął się na odlew. pokrytej pianą powierzchni nie zdołał utrzymać równowagi i padł jak długi na pokład. Chewbacca z rozpaczy złapał się za głowę. Z przerażeniem ujrzeli. całkowicie porażony strumieniem piany. wskazał gestem na główną ładownię. Bez namysłu wepchnęli ogłuszonego przeciwnika do niewielkiego przedziału komputera nawigacyjnego. ale musimy ich załatwić. Dostrzegłszy Hana. oddana z pistoletu Hana. co się dzieje. Jest ich chyba sześciu. Ujrzał. leżący w poprzek przejścia. zwaliła go niedaleko miejsca. by piana nie dostała się do środka. namacawszy na podłodze swój pistolet. — Zawsze mówiłem. Han. Nie było czasu na nic innego. co się dzieje. i bez zbędnych słów podążył w tamtym kierunku. zanim zdołał nacisnąć na spust. Dobiegł do najbliższego pomieszczenia i ujrzał jednego z handlarzy niewolników. Han podążył w głąb głównego korytarza. spowodowany wyciem syren alarmowych. — Pomóż mi posadzić go tak. Zyskana tym sposobem sekunda umożliwiła Hanowi schwycenie za broń. Całe wnętrze „Sokoła Tysiąclecia” w jednej chwili wypełniło się strumieniami gęstej piany przeciwpożarowej. który wyłonił się zza zakrętu korytarza. Han nie miał nawet czasu strzelić. Han błyskawicznie rozejrzał się za jakąś kryjówką. Wookie błyskawicznie schwycił zwierzę za tylne łapy i wziąwszy szeroki zamach. szepnął: — Nie mam pojęcia. prawda? Chewbacca skinął twierdząco głową. gdy Chewbacca przydusił go do pokładu. nasztak nie zdążył się wgryźć. oderwały od Hana i cisnęły nim o ścianę. Bestia powaliła go. w którym zdechł nasztak. Seria strzałów. Naprężając wszystkie mięśnie schwycił nasztaka za gardło. Nasztak zawył głośno. Mocarne ręce schwyciły go. W tym samym momencie Han usłyszał warczenie i obejrzał się błyskawicznie. 21 . Po chwili Han z pomocą Chewbacci zdołali unieszkodliwić handlarza niewolników. Rozwścieczony nasztak rzucił się na Wookiego i pognał za nim w głąb korytarza. że łączenie tych dwóch nie było dobrym pomysłem — rzucił Han.Zemsta Hana Solo jedynego wydanego przez Maxa rozkazu. zapatrzonego w bluzgającą pianą automatyczną gaśnicę. ale na śliskiej. i od razu wszystkie wydarzenia stały się dla nich zrozumiałe. strzelił na oślep i chybił. co się dzieje. Nasztak zacharczał i znieruchomiał. nie przegapili jednak okazji. mężczyzna uniósł karabin. lecz wskutek oszołomienia pilot nie wykazał się dostatecznym refleksem. a wewnątrz „Sokoła” panował trudny do opisania hałas. jednocześnie zręcznie unikał jego kłów. Han trącił Chewbaccę. Chewbacca. Chewbacca nie dał się jednak obalić na ziemię. Ślizgając się i potykając na każdym kroku. Szczęściem. że biała piana dotarła i tutaj. nie rozumiejąc. jak właściciel nasztaka spuszcza zwierzę ze smyczy. Cała sterownia pełna była piany. Wyrwał zza pasa pistolet.

Han włożył własny pistolet do kabury. z niedowierzaniem wpatrując się w rozległą ranę na swej lewej piersi. handlarz wyszeptał: — Solo. którzy ich zniewolili. Miał nadzieję. Wielu padło. zastanawiając się.. po czym.. prawie nadludzkim wysiłkiem. cały korytarz wypełnił się trudnym do opisania zgiełkiem i hałasem. broń wyglądała na jeszcze większą i bardziej nieporęczną niż w rzeczywistości. Nie miał ani chwili do stracenia. Luriańczyk trzymający w dłoniach pistolet uniósł go. zaskoczony widokiem niedawnych jeńców. Han ostrożnie wszedł do ładowni. W wejściu do ładowni. Ten. że jego przypadkowi pasażerowie orientowali się w całej sytuacji na tyle. lecz ci silniejsi i najbardziej zdesperowani dosięgnęli handlarzy. odrzucił przedmiot na bok.. metaliczne brzęknięcie i przeciągły jęk. Luriańczyk ponownie opuścił broń. — Tak jak i wy jestem tylko ofiarą. Źrenice Zlarba zaszły mgłą. stał niezdecydowany w miejscu. U jego stóp leżał miniaturowy pistolet. Obalili ich na ziemię. Ostatkiem sił uniósł nieco powieki i spojrzał na Hana. Jeden z uwolnionych uważnie przyglądał się płytce zdalnego sterowania odebranej handlarzowi. W niewielkich. że nie jest ich wrogiem. by wiedzieć. — Posłuchajcie. — nie dokończywszy zdania. Han spojrzał przeciwnikowi prosto w oczy. — nie zdołał dokończyć. Zdecydowanym ruchem nacisnął przycisk. szpitalnych warunkach. Zapadła całkowita cisza. którzy sprawowali bezpośredni nadzór nad niewolnikami. instynktownie rzucił się na pokład. Nie zamierzam was zatrzymywać. Dziesiątki niewolników z gołymi rękami rzuciły się na prześladowców. tych. to do Wookiego. unikając niechybnej śmierci od wiązki wystrzelonej z pistoletu Luriańczyka. co spotkało przyjaciela. Chewbacca wpadł na humanoida z całym impetem. Zlarb — rzekł łagodnym głosem. Zanim jednak zdążył nacisnąć spust. przyspieszył kroku. stał Zlarb. Przeciwnicy wylądowali w olbrzymiej zaspie piany. — Skrzywdziłeś ich. najwidoczniej znużony. Ostatnim.Zemsta Hana Solo wyciągając właściwe wnioski z tego. Solo zastanowił się.. Poczuł wszakże nieprzyjemne mrowienie skóry na karku — coś takiego zdarzało mu się jedynie w chwilach największego napięcia. nie usiłował zatrzymywać się. czy rozumieją jego język. że Zlarb umiera. — Nie mam z tym wszystkim nic wspólnego — rzekł spokojnie. Raniony mężczyzna powoli osunął się na pokład. Rozejrzał się i dostrzegł dwóch ostatnich handlarzy. Blady jak płótno Zlarb ledwie dyszał. celując z karabinu to w Hana. jak wszystkie metalowe kołnierze otwierają się. Tuż za sobą Han usłyszał ciche. — Chyba ich nie doceniłeś. odbierając im broń i baty elektryczne. ale w tym jednym. natychmiast zwalając go z nóg. Być może dałoby się go uratować w normalnych. Nie zważając na paraliżujący ból i agonię pobratymców rzucili się by ukarać tych. jesteście wolni. oparty o zasuwę. Jeden z towarzyszy podał mu pistolet. Nie chciał jednak strzelać do tych nieszczęśników. 22 . jedynym słowie zawarł całą swoją ogromną nienawiść do pilota. Han uniósł się z pokładu. Jeden rzut oka wystarczył Hanowi by stwierdzić. czy nie sięgnąć po broń. Każda sekunda zwłoki czy nieudany atak mogły oznaczać natychmiastową śmierć wszystkich niewolników. Powtórzył tę czynność parokrotnie. obserwując. okładając się pięściami. celując prosto w serce Hana. Widząc to Han uniósł się i przyklęknął przy śmiertelnie rannym handlarzu niewolników. wręcz przeciwnie. ruchliwych dłoniach Luriańczyka. jednak możliwości medyczne „Sokoła” były w tym przypadku niewystarczające. i ślizgając się wzdłuż korytarza runął na humanoida.

Nacisnąwszy go. Rozległ się donośny trzask i fotoreceptory Bolluxa rozbłysły czerwonym światłem. — Max jest bardzo użyteczny.. Niedawni niewolnicy ułożyli rzędem ciała tych. zaklął ponuro. a na razie nie przejmuj się. odnajdując niewielki. Ku jego rozczarowaniu. że prawie wszystkie. że bardzo wiele zawdzięczamy tobie i Maxowi. że zdoła go naprawić nawet za pomocą narzędzi. nie odnieśli żadnych poważniejszych obrażeń. musielibyśmy chować przed nim sztućce. by mogli zabrać swoich zmarłych do domu i tam ich pochować. po czym obydwaj podążyli do ładowni. Klęczał właśnie przy korpusie Bolluxa. jednocześnie naciskając włącznik. usiłując zaktywizować robota. — O. które mamy na pokładzie. Parokrotnie już zetknął się z tego typu urządzeniem i wiedział. w wewnętrznej kieszeni natrafił na elektronicznie zabezpieczoną skrytkę. — Kapitanie. że należy zachować przy nich daleko idącą ostrożność. rozmontował system zabezpieczający. którzy nie zdołali przeżyć porażenia elektrycznego. on nie odpowiada na moje wezwania! Chyba uległ uszkodzeniu! — Wiem o tym. Tymczasem Chewbacca opatrzył własne zranienia. czego dokonał. to pan. Czy to znaczy. Szczęściem ani on. Han oddał im do dyspozycji parę płacht i plastikowych worków. — Swego czasu potrafiłeś walczyć z trzema takimi równocześnie. który był w stanie doprowadzić do wypaleniu układu nerwowego u porażonego człowieka. bezmyślny włochaczu! Przez ciebie o mało co nie zginąłem! Ciekaw jestem.Zemsta Hana Solo — Ty głupi. Nucąc pod nosem zasłyszaną gdzieś melodię. Han zatrzymał się przy zwłokach Zlarba. wskazując leżące w przejściu ciało rogatego humanoida. 23 . gdzie się podziewałeś?! Urażony Chewbacca zawarczał gniewnie. Czy dasz radę wstać? W odpowiedzi robot uniósł się. że mamy już wszystkie kłopoty za sobą? — Powiedzmy. kapitanie Solo! Dziękuję za uruchomienie mnie.. była to już dziecinnie prosta sprawa. Za moment wysypał zawartość. Rozpakowawszy jeden z pakietów medycznych wydobył skalpel. Ramię jego końcówki operacyjnej uległo wygięciu i coś się tam w środku przepaliło. Ujrzawszy ją. a nie nieporadnego starca! Chewbacca zaryczał tak donośnie. wyprostował i czule pogładził moduł komputerowy Maxa. saszetka nie kryła żadnych pieniędzy. Możesz mu to ode mnie przekazać. ani Solo. — Błękitny Max! — przerwał Bollux. Muszę przyznać. Cały statek wygląda jak gigantyczne lodowisko. kapitanie? — Jasne. korzystając z lampy dezynfekującej i samoprzylepnej sztucznej skóry. szczypce i zabrał się do rozcinania twardej powłoki kombinezonu. Jeżeli chcesz. wiek stanowił częsty temat ich wzajemnych przytyków. Przeszukując kombinezon zmarłego. Zneutralizowało to ładunek paraliżujący. Han pochylił się nad zamkiem. Han wydobył z rozciętej kieszeni saszetkę i delikatnie zbadał jej powierzchnię. W porównaniu z tym. Potrzebuję pomocnika. ukryty w dolnym rogu przycisk. — Han dał znak Chewbacce. możesz przejechać stąd prosto do sterowni. — No i cóż z tego? — zapytał Han z sarkazmem w głosie. Chewie jest jednak dobrej myśli i sądzi. Na razie myśl o sobie. Ponieważ cykl życia Wookich różni się znacznie od ludzkiego. po czym zatrzasnął otwór w swoim korpusie. że Han odruchowo zasłonił uszy dłońmi. — To ty tak uważasz — rzucił Han. prawda. Gdyby miał ręce i mógł się ruszać.

— Kody rejestracyjne statków i dane agentów wynajmujących pojazdy. jak długo będą im służyć. wkładając na jej miejsce taśmę. Mimo że najgorsze wydawało się być poza nimi. Handlarze spojrzeli na niego z niechęcią. Han nie zdołał odgadnąć nic dotyczącego pochodzenia. nie czuł się spokojny. podjęto już pewne kroki przeciwko Mor Glayydowi na Ammuudzie. po dostarczeniu obecnej przesyłki. Solo. Wookie przyniósł ze sobą niewielki czytnik. że gdyby nie Max. nagrana taśma i niewielki pojemnik. w którym leżała cała sterta żelaznych kołnierzy. Po namyśle doszedł jednak do wniosku. — Zabierzcie również ciało swojego szefa — rozkazał. — Macie cholerne szczęście — rzekł. Na ekranie ukazała się twarz młodego. Han wetknął do kieszeni odtwarzającej płytkę. Należy mi się dziesięć tysięcy kredytów za ten kurs i nie zamierzam z nich rezygnować. Ujrzawszy go. a statek nie uległ poważniejszym uszkodzeniom. Fakt. Handlarze będą musieli odpokutować swe winy w służbie Luriańczyków. Nie powinien zatem narzekać na brak szczęścia. To. Jeżeli nie powiecie. Nie kontaktowaliśmy się z nikim innym. a pech nie przestawał ich prześladować. Proszę się stawić przy stoliku numer 131. poprowadził Luriańczyków ku wyjściu. Wypłata nastąpi na Bonadanie. — Nie zapomnij o nasztaku — krzyknął za nim Han. numery planetarne — mruczał Han pod nosem. jeszcze bardziej utwierdził Hana w przekonaniu. zakładając kołnierze na szyje handlarzy. Nie zważając na ich protesty podał płytkę sterującą jednemu z Luriańczyków i wskazał na zwłoki zabitych. Drugi handlarz skwapliwie pokiwał głową.Zemsta Hana Solo Wewnątrz znajdowały się jedynie metalowa płytka identyfikacyjna. a rozwścieczony Han zaklął. — Dzienne daty koordynujące. bezzwłocznie wypełnili polecenie Hana. że Luriańczyk manipuluje już przy płytce sterującej. Do czasu powrotu Chewbacci odzyskał pogodny nastrój i opatrzył wszystkie zadrapania. będzie zależało wyłącznie od ich niedawnych niewolników. Eks-niewolnicy byli już gotowi do odejścia. byli wolni. — To Zlarb nas zaangażował i sam zajmował się wszystkim. Prawie wszyscy z planety Ammuud. Czując na sobie wzrok Hana. Chewbacca skrzywił się ze złością. ciemnowłosego mężczyzny. Bądź co bądź żyli. Luriańczyk pojął jego gest i potakująco skinął głową. — I przynieś mi tutaj czytnik! Mógł wreszcie w spokoju przystąpić do dezynfekcji i opatrzenia własnych ran. od kogo mogę je odebrać. ale widząc. mężczyźni zadrżeli. Odrzucił na bok pustą saszetkę i spojrzał uważnie na dwóch pozostałych przy życiu handlarzy. przypłaciliby tę wycieczkę życiem. że Zlarb był wyznawcą tej sekty. Mimo uporczywego wpatrywania się w ekran. będzie to was kosztowało życie. Zostało im już zaledwie parę kredytów. przysięgamy — za-skamlał jeden z nich. — Oczom ich ukazało się parę linijek tekstu i 24 . poprzedzany dźwigającymi zwłoki handlarzami. zawierający rytualny zestaw czciciela Malkite. Po chwili namysłu Han podszedł do miejsca. Chewbacca pochylił się nisko nad czytnikiem i przez dłuższą chwilę niecierpliwie śledzili pojawiające się dane. znalezioną w kieszeni Zlarba. Naprawdę. że był to człowiek z gruntu zły. w głównym hallu pasażerskim Południowego Portu Kosmicznego w niżej podanym terminie. a nawet ubioru mężczyzny. Chewbacca. — Macie jeszcze szansę — rzekł Han cicho — ktoś jest mi winien pieniądze. Po chwili rozległ się nagrany głos nieznajomego: — Zgodnie z pańskimi sugestiami. — Nic nie wiemy. Usunął płytkę z czytnika.

Niezliczone międzyplanetarne wahadłowce. mimo iż lądowisko znajdowało się o kilometr od zabudować portowych. tym razem panując już nad sobą. po czym obraz zniknął. Jedni określali tę działalność jako „planowe badanie przestrzeni”. Oprócz ciągłego huku startujących i lądujących statków i pojazdów kosmicznych. oznaczające. Chewbacca złapał oddech i spojrzał na pilota z wyrzutem. powinniśmy zdążyć na czas! Przygotuj statek do startu. Główny hall Południowego Portu Kosmicznego na Bonadanie II był olbrzymi. parsknął dzikim śmiechem. Han dokończył: — I ten poszukiwacz powiedział: — A jak myślicie. Sześciokątny zegar elektroniczny. ROZDZIAŁ III Han. wypełniony piwem Elba. wielokondygnacyjną. zawieszony na środku sali. Zakrztusił się. opowiadający właśnie jakiś dowcip. umyślnie opowiedziałem ci ten dowcip właśnie teraz — stwierdził z uśmiechem Han. trzymający właśnie przy ustach ogromny. Hall wypełniony był prawie do ostatniego miejsca. Chewbacca. Hałas spowodowany lądowaniem olbrzymiej transportowej barki był tak ogromny. Sklepienie hallu zwieńczone było przejrzystą kopułą. ogromne barki transportowe i jednostki wojskowe przybywające i odlatujące z planety sprawiały. że był to jeden z najbardziej ruchliwych portów Wspólnego Sektora. Przez cały miniony ranek Han dyskretnie obserwował stolik numer 131. prychać i pluć na wszystkie strony. Władze Wspólnego Sektora korzystały bez żadnych ograniczeń z niezmierzonych bogactw należących do niego planet. wskazywał. Zajmujący sąsiednie stoliki pasażerowie nie protestowali ze względu na pokaźną posturę Wookiego. na których 25 . że stolik jest zarezerwowany. miejscu. Jedno wszak było pewne: władze całkowicie kontrolowały wszystkie podlegające sobie prowincje i poczynania zatrudnionych tam stworzeń. że cały hall pasażerski wydawał się drżeć w posadach. zaśmiał się ponownie. lecz o lekkiej konstrukcji. Maxem zajmiemy się później. Dotychczas nikt jednak przy nim nie usiadł. — Ależ oczywiście. przypomniawszy sobie puentę. że czas umówionego spotkania Zlarba z jego mocodawcą już dawno minął. Pochylił się nad czytnikiem. jak i w nocy. inni zaś jako „rabunkową eksploatację”. — Bollux zrobił to kiedyś w trakcie kolacji i zachowałem się identycznie jak ty. hall wypełniony był odgłosami rozmów tysięcy ludzi i humanoidów. zaczął kaszleć. umożliwiającą obserwację ruchu startujących i lądujących maszyn. po czym entuzjastycznie uścisnął Wookiego. że przez cały czas paliło się tam czerwone światełko. co mogło być również spowodowane faktem. — Jeżeli się pospieszymy. dwulitrowy kufel. prawie krzyczał na całe gardło. otoczoną licznymi tarasami. zarówno w dzień. zazdrośnie strzegąc swego stanu posiadania. Pochylając się bliżej ku Chewbacce. Sam hall był budowlą olbrzymią. Han roześmiał się entuzjastycznie. Han zawtórował przyjacielowi. Chociaż w jego skład wchodziły dziesiątki tysięcy systemów gwiezdnych. który również nie ukrywał radości. co nie było dziwne w tym niezwykle ruchliwym. liniowe statki pasażerskie. Wspólny Sektor stanowił jedynie niewielki fragment znanej ludzkości bezkresnej przestrzeni kosmicznej. dlaczego mój pies ma takie pokrzywione nogi? Chewbacca. Przyszedł wreszcie czas wypłaty.Zemsta Hana Solo cyfr.

aż ten ustąpił pod naciskiem. ani Chewbacca nie byli uzbrojeni. Postanowili obserwować stolik numer 131. nie czuł się pewnie. wymachując wszystkimi czterema ramionami: — Ależ człowieku. wpatrując się w butelkę. młodą kobietą. że ktokolwiek przybędzie na spotkanie. którego oczekiwali. Powoli jednak zaczynali tracić nadzieję. które mogłoby się skończyć natychmiastowym zatrzymaniem. biurach.Zemsta Hana Solo zasadzono przedziwne. Po mniej więcej minucie mikroskopijna bateria wyczerpała się — pokaz był zakończony. miejscowego wina dla Hana. Z każdego stolika można było bez przeszkód obserwować wszystko. Odpowiedzialne za utrzymanie spokoju siły bezpieczeństwa. które świetnie nadawało się do dyskretnej obserwacji stolika 131. Na razie jednak ich plan leżał w gruzach. W chwilę później na ladę wjechały kolejny kufel piwa i flaszka mocnego. Han nie spieszył się tak bardzo. że nie miałem jej na Kamarze. Był to stary chwyt reklamowy stosowany przez producentów tego gatunku wina. bankach. W ciągu tych paru sekund przed oczami ubawionego Hana ukazały się informacje dotyczące składu chemicznego napoju. pomyślał Han. że człowiek. W drodze na Bonadan II opracowali plan. Mocno nacisnął kciukiem na aluminiowy. na której się znajdowali. jak wyrwany ze snu. twardy kapsel zamykający szyjkę butelki. że przy stoliku 131 toczy się jakaś rozmowa. prawie natychmiast wychylił trzecią część zawartości naczynia. Jedyną zaletą całej sytuacji był fakt. a zwłaszcza w sklepach. z których największym był Południowy II. chociaż poszczególne stoliki były od siebie pooddzielane foliowymi przesłonami. mieszkaniec planety Pho Ph’eah. Bonadan był wysoce uprzemysłowioną i gęsto zaludnioną planetą. Kelner żywo gestykulował. śpiesznie rozejrzał się dookoła. Chewbacca podszedł do lady i wetknąwszy w otwór kilka monet. niezależnie od tego. ale atmosfera planety. zaliczał się do miejsc. Dopiero teraz zauważył. Miała proste czarne włosy. mimo pozorów dobrego humoru. o ciele okrytym błękitnym futrem. a także wyszczególnienie nagród i medali przyznanych temu trunkowi podczas licznych wystaw i targów. Badlanderzy pewnie tańczyliby dookoła niej. opadające 26 . Każdy z dziesięciu portów kosmicznych planety. prawdziwym oczkiem w głowie władz. Han i Chewbacca usiedli w miejscu. powszechnie zwane Espo. że czerwona lampka pali się bezustannie? Kobieta wydawała się o parę lat młodsza od Hana. a nawet środkach transportu można się było natknąć na wykrywacze broni. Szkoda. a jednocześnie było oddzielone od niego żywą ścianą wielobarwnych orchidei. władze Wspólnego Sektora nie wahałyby się przed natychmiastowym zlikwidowaniem obu wspólników. Gdyby sprawdzono ich personalia i odkryto dawne sprawki. W takiej sytuacji posiadanie broni. będzie również nie uzbrojony. Umieszczone wewnątrz butelki elektroluminescencyjne diody rozbłysły różnokolorowymi światełkami i rozpoczęły pokaz. Cztero-ręki kelner. czy też kusza Wookiego — byłoby czystym szaleństwem. Han. wznosili modły i śpiewali hymny pochwalne. zawzięcie sprzeczał się z atrakcyjną. podążyć za mocodawcami Zlarba i dobrowolnie lub nie odebrać swoje dziesięć tysięcy kredytów. ten stolik jest zarezerwowany! Czy nie widzisz. gdzie nadzór policyjny był szczególnie silny. A na to żaden z nich nie mógł sobie pozwolić. pochodzące z różnych światów rośliny. Niewielkie figurki i litery układały się w przedziwne wzory. Chewbacca szybko schwycił kufel i zanurzywszy w nim usta. co działo się powyżej. zlizując z warg białą pianę. Han. Z rozkoszą przymknął oczy i mlasnął. działała na niego przygnębiająco. Ani on sam. bardzo rygorystycznie przestrzegały zakazu posiadania broni przez obywateli. czy byłby to pistolet. nacisnął dwa przyciski. a zawartość butelki donośnie buzowała. jego dobroczynnego wpływu na zdrowie konsumentów. Lubił wino. W prawie każdym miejscu.

może uda ci się coś wywęszyć. gdy ktoś się przybliżał. — Siedzę tutaj od dłuższego czasu i nie zauważyłam. jak i on sam. więc nie namyślając się długo przesiadł się do jej stolika. Kelner rozejrzał się jeszcze raz. Następne piętnaście minut zeszło mu na dopijaniu resztek wina i podziwianiu młodej kobiety. co wskazywało na to. wesoła twarz. — Gdy już sprawdzisz statek — rzucił Han — przejdź się po paru pośrednikach i zajrzyj do biura zarządcy portu. przyglądając się jak Han napełnia jej kieliszek. jednoczęściowy kombinezon i wysokie buty. Wookie mruknął coś. poczęła naśladować ruchy i minę kelnera. a siedzenie przy barze już mnie zmęczyło. atrakcyjna kobieta absolutnie nie pasowała do 27 . uniósłszy ramiona i skrzywiwszy się zabawnie. czy nikt nie zdąża w kierunku stolika. Kobieta przyjrzała mu się badawczo — Od dawna w drodze? — Nie mam żadnego portu macierzystego. Jej nieco zbyt długa. Czuł dojmującą tęsknotę za gotówką. szukając wzrokiem wspólników lub eskorty siedzącej naprzeciwko kobiety. że jak na razie nie zarobiłeś wiele na tym stoliku. Z błyskiem triumfu w oczach dziewczyna zasiadła w jednym z foteli. którzy obserwowali ten stolik — stwierdziła. o żywej mimice twarz wskazywała na duże poczucie humoru. łudząc się. — kontynuowała — Za każdym razem. Kobieta szybko opróżniła kieliszek. — Szef Zlarba jest widać równie przewidujący. Kobieta odszukała go wzrokiem i mrugnąwszy porozumiewawczo. — Wasze zachowanie jednoznacznie na to wskazywało. Pokręć się po porcie. który również bacznie obserwował cały incydent. nie będziemy w stanie nawet stąd wystartować. Han uczynił to samo. wznosząc swój kieliszek. podjęła przerwaną dysputę. — Może wypijemy jeszcze po jednym? Hanowi podobała się jej żywa. jeżeli wkrótce nie uda się nam znaleźć jakiejś roboty. że urodziła się na którejś z bardzo nasłonecznionych planet. roześmiał się na głos. Coś takiego zdarzało mu się zawsze w chwilach kłopotów finansowych. Wdzięcznie oparłszy ręce na biodrach bez przekonania patrzyła na Pho Ph’eahczyka. Han ukradkiem rozejrzał się po sali. odniósł wrażenie. ciemną karnację i prawie czarne oczy. i jednocześnie zgasił czerwoną lampkę. W pewnym momencie dziewczyna uniosła znad szklanki wzrok i ich oczy spotkały się. bezwzględnego przestępcę. Chewie. po czym zrezygnowanym gestem czterech ramion dał znak kobiecie. A może życzysz sobie. by zajęła miejsce przy stoliku. — Za szczęśliwe lądowanie — rzekła. aby upewnić się. — Chyba nic z tego — szepnął Han do Chewbacci. że być może jego dłużnik przybędzie w ostatniej chwili. — Przecież ten stolik jest już zbyt długo zarezerwowany — powiedziała. Muszę zaczekać na przyjaciół i chcę usiąść właśnie tutaj. Nie przerywając nalewania. Han pociągnął spory łyk wina i rozejrzał się wokół. Kobieta ubrana była w codzienny strój roboczy — biały. Spodziewał się spotkać tutaj jakiegoś twardego. po czym uniósł się z fotela z zamiarem udania się na lądowisko. Han. Gdy wspólnik oddalił się już. Nikogo takiego nie zauważył. Han spojrzał na nią przelotnie. podrywaliście się z miejsc i wybałuszaliście na niego oczy. mój statek jest moim domem — odparł obojętnie Han. że nie przyciągają niczyjej uwagi. — Pan i pański przyjaciel byliście jedynymi. Wreszcie. Skończę tylko wino i też pójdę się rozejrzeć. widząc to. Przecież widzisz. zabierając swoją butelkę i kieliszek. Ta krucha. aby ktokolwiek się do niego przyznał. że jest to jedyny stolik.Zemsta Hana Solo nieco na kark. Spotkamy się mniej więcej za dwie godziny w Centrum Rekreacyjnym. co więcej. abym zupełnie zmieniła lokal? Wydaje mi się. siedzącej samotnie przy stoliku 131. prawda? Trafiła bezbłędnie.

Spojrzała na niego ironicznie. Już sama ta perspektywa bardzo korzystnie wpłynęła na jego samopoczucie. — Nieco zbyt chłodno. siedziba Rządowej Akademii Kupieckiej oraz. a cały port aż tętnił życiem. — Wolę zmierzać do celu prostą drogą i nie rozumiem. To będzie coś w rodzaju nagrody pocieszenia. może mieć ochotę na dodatkową butelkę. co chcę przez to powiedzieć? — Starając się. gdy tylko kobieta zniknęła mu z oczu. nie sądzi pan? — To nie ja je wybrałem. że czekała na oddalenie się Chewbacci. a potem podążyć za mną — podała mu wyrwaną z notesu kartkę. jeszcze bardziej przemawiał za tym. dodał: — Mam nadzieję. Co pani proponuje? Jakąś ciemną alejkę? Może dno starego szybu kopalnianego? Po co spotkaliśmy się tutaj. Myślę jednak. ładownie. — Chyba umie pan czytać. — Nie ma tam aż takich ilości dymu. a poza tym ufał własnemu instynktowi i zaradności. Jak się mają sprawy na Lur? — zapytała. teraz zaś miał realną szansę ich zdobycia. Solo za wszelką cenę starał się zachować kamienną twarz. Południowy Port Kosmiczny na Bonadanie zajmował ogromny obszar. oczywiście. — Mmm. Jednakże. Podejrzewał jednak. a otrzyma pan pieniądze — spojrzała na niego badawczo. parę minut temu martwił się o pieniądze potrzebne do zapłacenia za następny posiłek. Chyba pani rozumie. mamy pewne sprawy do omówienia. po co te wszystkie tajemnice. Znajdowały się tam niezliczone hangary. W pierwszej chwili zamierzał udać się na poszukiwania Chewbacci i rozważał możliwość zabrania broni. Oprócz tego w skład zabudowań portowych wchodziły liczne halle pasażerskie. Han z przyjemnością przyglądał się jej smukłej. — Wolałbyś pewnie. — Spotkamy się w tym hangarze. że coś knuła. ma pan odczekać dziesięć minut. a fakt. jak na mój gust. Wspaniałe. Poza tym był przecież dzień.Zemsta Hana Solo jego wyobrażeń o handlarzach niewolnikami. czy głęboko poniżej powierzchni planety. przeznaczone dla setek tysięcy ludzi i innych istot żyjących na tej planecie lub przejeżdżających 28 . jakby zastanawiając się nad odpowiedzią. doki naprawcze. Uniósł się z miejsca. by jego głos brzmiał naturalnie. pomyślał. jeżeli nie będziemy załatwiać interesów? — Może po prostu chciałam obejrzeć pana w świetle dziennym — spojrzała na wiszący na środku sufitu zegar. W ostatniej chwili zakupił jeszcze jedną butelkę wina. W każdym razie nie zamierzał postępować dokładnie według instrukcji kobiety i postanowił dokonać pewnych modyfikacji jej poleceń. zgrabnej sylwetce. że został pan sprawdzony i zaakceptowany. Nieznajoma pociągnęła łyk wina. że nie przybyła pani z pustymi rękami? Uniosła brwi. pomijając wszelkie podejrzenia. Gdy wyjdę. — Tak. że to miejsce jest nieco zbyt ruchliwe. ale powietrze jest tam o wiele czystsze niż tutaj — rzekł spokojnie. abym od razu wyłożyła tu na stół całą gotówkę i wręczyła ci ją bez poświadczenia. sklepy oraz ogromne Centrum Rekreacyjne. cwaniaku? Możesz sobie sam pracować w ten sposób! Wstała z fotela i nie oglądając się za siebie ruszyła do wyjścia. prawda? Han wziął kartkę. — Proszę jednak przyjąć do wiadomości. Proszę przynieść ze sobą dowód wykonania zadania. naziemne instalacje transportowe. że szukanie przyjaciela po wszystkich biurach i urzędach zajęłoby mu resztę dnia. zabierając również dwa jednorazowe kubki. Słowa kobiety nie brzmiały przekonywująco. Tylko niewielka część jego zabudowań sięgała powyżej. centrum dowodzenia Espo. Jeżeli jest choć trochę podchmielona. Centrum Kontroli Lotów. patrząc Hanowi prosto w oczy.

nie znajdując jednak żadnej broni palnej zamarło. Poszybował w powietrzu. oznaczonego numerem. Zastanawiał się nad dalszym postępowaniem. wilgotna rzecz odnalazła w ciemności jego twarz. zwinna dłoń obciągnięta rękawiczką. sześcioosobowego „Wędrowca” leżało sporo narzędzi. Han wśliznął się za stertę kontenerów. przyspieszając kroku. stwierdził Han. nie było to jednak łatwe. lekkie hangary. Czując. po naciśnięciu klamki nie stawiły one żadnego oporu. że trucizna zaczyna działać — zaszumiało mu w głowie. Han usiłował wyrwać się z objęć napastnika. Urządzenie na chwilę skierowało na niego swe detektory. Wszystko wskazywało na to. a mięśnie powoli sztywniały. Nie zbliżając się zbytnio do głównego wejścia hangaru. Jeżeli kobieta przybędzie w czyimś towarzystwie. Słyszał tylko głośne bicie własnego serca. która wcześniej służyła mu za kryjówkę. że być może uda mu się dotrzeć na miejsce przed przybyciem tam kobiety i jej nieznanych wspólników. pieniądze już wkrótce będą w jego posiadaniu. że osoba dokonująca naprawy z jakichś powodów opuściła hangar. Chwilę później zaskoczył go ponowny atak od tyłu. jeżeli zaś przybędzie sama. podanym przez tajemniczą nieznajomą. skąd one dobiegają. postara się ich śledzić i zaczeka na dogodny do ataku moment. jak rękawica coraz mocniej zaciska się na jego twarzy. W hangarze panowały nieprzeniknione ciemności.Zemsta Hana Solo tranzytem. zwalając go z nóg i przyduszając do ziemi. Skoczył na równe nogi i wstrzymując oddech zaczął powoli przesuwać się wzdłuż jednej ze ścian. Zdawało mu się. Han stwierdził. Usiłował przeniknąć wzrokiem ciemności i zlokalizować swego prześladowcę. obszedł budynek dookoła. Nagle ogromny ciężar spadł na plecy i barki pilota. wynajmowane tylko na krótki okres. że była to silna. Ku jego zaskoczeniu. Szczęściem nie stracił przytomności. Na miękkich nogach Han uniósł się z posadzki. Mimo to żałował. nie musiał czekać na wewnątrzportową taksówkę. boczne drzwi. lądując na stercie kontenerów. że słyszy jakieś ciche szmery i brzęki. Usadowiwszy się wygodnie na pustym kanistrze. Sprytnie pomyślane. pozostawiając otwarte drzwi. Bez broni czuł się nieswojo. że nie odszukał Chewbacci. Wewnątrz oprócz niewielkiego. z całą mocą zaciskając mu usta i nos. że napastnik musiał mieć gogle ochronne i filtr powietrza. jak bardzo przydałby się w tej chwili jego nieomylny węch. 29 . wyrwał dłoń i wypuścił pilota. Kazał wysadzić się nie opodal hangaru. ostatkiem woli powstrzymał się przed nabraniem powietrza w płuca. zza której mógł przez cały czas obserwować główne wejście. ale trudno było się zorientować. jednak czuł. odnajdując niewielkie. która wydzielała jakieś opary. co chroniło go przed oparami gazu usypiającego. Jeszcze raz Han pomyślał o Chewbacce i o tym. Wstrzymał oddech. wszystkie inne zmysły były w tej sytuacji zbyteczne. Ta część portu była o wiele mniej ruchliwa i nie tak gęsto zabudowana. wydobył zza pazuchy butelkę wina i jednorazowe kubki. Wsiadając do jednego ze ślizgaczy przeznaczonych dla wyższego personelu pomyślał. nie wszczynając alarmu. Ten zawył wściekłe z bólu. W sekundę potem jakaś zimna. Za wyjątkiem słuchu. Z głębokiej zadumy wyrwało go nagłe zgaśnięcie światła. więc ostrożnie wśliznął się do środka. a mocarny Wookie był w takich sytuacjach wprost niezastąpiony. Tu i ówdzie wyrastały z ziemi tanie. otworzył usta i szarpnąwszy głową. jednak wszelkie wysiłki okazały się daremne. zacisnął zęby na dłoni napastnika. Ponieważ Han dysponował uprawnieniami kapitańskimi. W bezpośrednim sąsiedztwie hangaru natknął się na jeden z licznych na tej planecie wykrywaczy broni. Mimochodem pomyślał.

że jego jedyny przyjaciel może znaleźć się w tarapatach. Najbardziej martwił go fakt. Musiał dotrzeć do statku i miał nadzieję. Jeżeli śledzili również Chewbaccę. rozpaczliwie rozglądając się za wolną taksówką. że napastnikiem mogła być niedawno poznana dziewczyna. więc korzystając z resztek światła. Paroma susami Han pokonał rampę i błyskawicznie omiótł wzrokiem cały kadłub „Sokoła”. i zelektryzowany tą myślą ruszył z miejsca. pomyślał. który znajdowałby się wewnątrz statku. Za moment był na zewnątrz. Niestety. Wątpił. Sama myśl. gdzie zaparkowany był statek. Wprawdzie wydawała mu się przyjaźnie nastawiona. Bezskutecznie usiłował się unieść. mogli być obserwowani. podłużny przedmiot. Przytłaczający go ciężar najpierw zelżał. którą przyniósł do hangaru. Wreszcie udało mu się zatrzymać taksówkę i po krótkim locie wylądował niedaleko miejsca. W jednej chwili jej wnętrze rozbłysło kolorowymi reklamami. Nie zobaczywszy nic szczególnego uruchomił zamek. Gdy zasuwa odsunęła się. a po paru sekundach wzrok przyzwyczaił się do ciemności. gotów zaatakować każdego obcego. W promieniu metra zrobiło się na tyle widno. jednocześnie osłaniając ręką twarz. w hallu pasażerskim. Była to nie napoczęta butelka wina. co z Chewbaccą? Ponieważ dysponowali niewielką ilością gotówki. mamrocząc wszystkie znane sobie przekleństwa i starając się nie myśleć o bólu. Nigdzie w zasięgu wzroku nie mógł dostrzec przeciwnika. sprawiającego wrażenie całego i nie uszkodzonego. Han z trudem dźwignął się z posadzki. Niepokój Hana nieco zelżał na widok „Sokoła”. w jakiej się teraz znajdował. ROZDZIAŁ IV Przez dłuższą chwilę jak na złość nie mógł złapać żadnej taksówki. Bądź co bądź nie była to latarka. Solo wstrzymał oddech. że nie ma chwili czasu ani na pościg. zmuszeni byli pozostawić statek w miejscu. że chwilami tracił zdolność trzeźwej oceny sytuacji. postanowił się wycofać. zanim ktokolwiek inny zdoła go zniszczyć lub uszkodzić. starał się choć częściowo odzyskać utracone siły i spokój. a chwilę później pilot poczuł. a to znaczyło. że Han był już w stanie odróżnić kontury sprzętów. migocącymi i błyskającymi w szybkim rytmie. w sytuacji. więc oparłszy się o ścianę budynku. ani na poszukiwania włącznika światła. i on może się znaleźć w opałach. gdzie praktycznie każdy mógł wejść. że uda mu się tego dokonać. 30 . Zdawał sobie sprawę. ruszył w kierunku bocznych drzwi. a napastnicy mogą bezkarnie uszkodzić „Sokoła” sprawiła. Dobiegł go odgłos szurania — niewątpliwy znak. stoczyło się na posadzkę i ponownie go zaatakowało. że jest wolny. Zamiast tego mocno nacisnął kciukiem kapsel butelki. ale fakty zdawały się temu przeczyć. uważnie rozglądając się na wszystkie strony. Ta część portu wydawała się zupełnie wyludniona i wraz z upływem drogocennych minut Han zaczynał powątpiewać. Czując zbliżającą się do twarzy dłoń napastnika. Pozostawało pytanie. jaki sprawiał mu każdy ruch. Niewielka bateria wewnątrz butelki była już na wyczerpaniu. że już wcześniej. Wynajęcie doku pierwszej klasy przekraczało tym razem ich możliwości. czy zdąży na czas. Słońce oślepiło go na chwilę. Podczas tej bezładnej szamotaniny trafił dłonią na znajomy. Uniósł nieco butelkę. nie miał żadnej możliwości uderzenia nią leżącego mu na plecach przeciwnika. by pracowała w pojedynkę. najwidoczniej zaskoczony niespodziewanym obrotem sytuacji.Zemsta Hana Solo Coś spadło na plecy Hana. lecz na niewiele to się zdało. iż napastnik.

W przeciwnym razie miałbym spory problem do rozwiązania. błękitne kombinezony. uniemożliwiającą zaatakowanie istot myślących. Robot. Mężczyzny nie mogę dokładnie opisać. Sforsowanie go przy użyciu typowych narzędzi było zupełnie niemożliwe. Mieli na sobie standardowe. kapitanie. — Kapitanie Solo! Cieszymy się wraz z Maxem ze spotkania z panem. — Będę musiał się tym zająć i w wolnej chwili postaram się ciebie przeprogramować. bo przecież zakazał mi pan wzywania policji. że tym razem pojawiło się na nim coś w rodzaju ulgi. Miała krótkie czarne włosy i.. że się czerwieni. Nieznajomi rozdzielili się. — Powinieneś był strzelać i zmieść ich z powierzchni ziemi. spotkałem się z nią wcześniej — przerwał mu Han czując. Sforsowanie tak grubej płyty byłoby możliwe tylko przy użyciu działa laserowego. które z tych dwojga napadło go w hangarze i czy w ogóle była to ich sprawka. Bollux kontynuował opowieść: — Ostrzegłem ich. Mimo że płaskie. lekceważąc powitanie. był niewystarczający dla pokonania systemów zabezpieczających. Relacja Bolluxa była sensowna. nie zważając na nastrój pilota. Han. drobne uszkodzenie doprowadziło Hana do prawdziwej furii. abym ich śledził za pomocą pańskiej lornetki. którzy próbowali dostać się do środka. Udało się i na szczęście odeszli. przykro mi. że jeżeli nie oddalą się natychmiast. że ktoś próbuje siłą forsować zamek. że nie panował nad sobą i nad tym co mówił. Udała się pięćdziesiąt trzy stopnie na zachód od planetarnego 31 . aby im się przyjrzeć. Na gładkiej powierzchni metalu dały się zauważyć niewielkie zadrapania i rysy. Błękitny Max zdołał się podłączyć do komputera nawigacyjnego skutera i udało mu się odczytać kierunek jej lotu. Han przysiągłby. ale mam wmontowaną blokadę. mówił dalej: — Gdy tylko odeszli od zasuwy. zaalarmuję Espo. ale za to znakomicie widziałem kobietę. Bollux błyskawicznie zmienił temat: — Kapitanie. w którą stronę się oddalili? — Max poradził mi. był prawdziwym cudem techniki. — Wiem. Następnie systemy zabezpieczające zaalarmowały nas. z zewnątrz sprawiający wrażenie bardzo nieskomplikowanego. Zauważył też. po czym udał się w nie znanym mi kierunku. że płyta zamykająca właz była nieco osmolona — włamywacze musieli widocznie posługiwać się latarką plazmową.. Mężczyzna udał się w kierunku hallu pasażerskiego. Ciekaw był bardzo. podążył w głąb korytarza. Przerażony perspektywą przekształcenia w robota bojowego. Pierwszy oficer Chewbacca już obejrzał uszkodzenie. Zamek. Han tymczasem przyjrzał się głównemu zamkowi. „Sokół” po licznych modyfikacjach wyposażony był w najnowocześniejszy system zabezpieczający. Jednak nawet to niegroźne. a kobieta wynajęła skuter. że ciemna postać w przejściu to tylko Bollux. praktycznie wykluczający możliwość wtargnięcia na pokład niepożądanych osób. podążyłem do sterowni.Zemsta Hana Solo Han spostrzegł. ty bezmyślna kupo złomu! — Han był tak wściekły. że tego nie mogłem zrobić. — Gdzie Chewie? Czy wszystko w porządku? Co się tutaj działo? Czy ktoś był? — Poza drobnym uszkodzeniem głównego zamka wszystko jest w porządku. — Czy nie wiesz. obojętne w jakiej sytuacji. metalowe oblicze robota niezdolne było do odzwierciedlania jakichkolwiek uczuć. którym dysponowali przybysze. dobrze zapamiętałem ludzi. Nie było to jednak groźne. Han uspokoił się nieco. gdyż kapelusz zasłaniał mu większą część twarzy. Jednak najprawdopodobniej sprzęt. — Fakt — mruknął pod nosem. — Doskonale pan wie.

wzdłuż korytarzy przeznaczonych dla przelatujących tranzytem ciężkich statków transportowych. Jeżeli ktoś będzie próbował wtargnąć do wnętrza. — Jest pan dla nas bardzo łaskawy. wysoko w górze zaś. charakterystyczne pojazdy Espo. zanieczyszczenia środowiska naturalnego oraz bezmyślnej gospodarki. hoteli pracowniczych i centrów handlowych. Natomiast ty masz odnaleźć Chewiego. rozciągająca się bez końca we wszystkich kierunkach. Jedynym. surowej planety. tu i ówdzie 32 . dosyć szybki i łatwy w obsłudze. rafinerii. Miejscowe przepisy kategorycznie zabraniały obcym statkom poruszania się poza wyznaczonymi korytarzami. Kilkadziesiąt metrów poniżej rozciągały się równie ruchliwe ulice i aleje wielkiego miasta. — Czasami wy dwaj naprawdę mnie zadziwiacie. Han wynajął najszybszy jaki się dało skuter repulsorowy i wyprowadził go z hangaru. Han starał się utrzymać wymaganą wysokość. jego sytuacja była nie do pozazdroszczenia. Kobieta skierowała się w stronę słabo zaludnionych rejonów planety. Trudno było się zresztą dziwić. Przez ten czas powiedz Chewbacce o wszystkim. Znalazłszy się poza zasięgiem radarów. Kontrola Ruchu Powietrznego powiadomiła Hana o przywróceniu mu prawa do swobodnej nawigacji własnym pojazdem. noszenie hełmu podczas lotów było obowiązkowe. Podążał kursem podanym przez Bolluxa. albo tutaj. Największym problemem było w tej chwili skontaktowanie się z Chewbaccą. Zwiększył prędkość do maksimum. abyś na chwilę zostawił Maxa. — Miło mi — Han przez chwilę zastanawiał się nad dalszym postępowaniem. podłączonego do systemów zabezpieczających. — Bolluxie. — Błękitny Max również panu dziękuje. Z góry miasto wyglądało jak gigantyczna mozaika ponurych fabryk. ruch był nieco mniejszy. Han. Skuter repulsorowy był niewielki. żółtobrunatnej plamy. ma on postępować identycznie jak ty. obserwując okolicę przez lornetkę. co mógł zrobić. Z pewnej wysokości planeta sprawiała wrażenie rozległej. Nie przejmował się faktem. ustawiony zgodnie z odczytem danych z przyrządu naprowadzającego ściganej kobiety. było wynajęcie skutera i udanie się na poszukiwania. Gdy miasto pozostało w tyle. mając przy sobie korektor lotu. Na każdym z poziomów dawały się zauważyć liczne. rozumował niezbyt logicznie. co się wydarzyło. chcę. prawie całkowicie pozbawionej warstwy żyznej gleby. kapitanie — z głębi korpusu Bolluxa rozległo się charakterystyczne buczenie. Znalazłszy się na wolnej przestrzeni rozpędził pojazd. jak to będzie możliwe. Znajdziesz go w którymś z biur pośrednictwa pracy. Miał teraz przed oczami rozległą panoramę powierzchni Bonadanu — nieurodzajnej. Towarzystwo Chewbacci byłoby w tym przypadku bardzo pożądane.Zemsta Hana Solo bieguna północnego. że w myśl obowiązujących na Bonadanie przepisów. jednak dzięki sprawnie działającej Kontroli Ruchu Powietrznego panował względny porządek. Dołączę do was tak prędko. Wszystkie dopuszczone do ruchu korytarze były dosłownie zapchane skuterami. ale jednocześnie czekanie na niego zmniejszało szanse odnalezienia nieznajomej. Praktycznie cała roślinność planety uległa zniszczeniu wskutek nieprzemyślanego rozwoju i budowy nowych kopalń. gubiąc się wśród innych licznych pojazdów. Han natychmiast ściągnął z głowy otrzymany w agencji hełm. Han spojrzał na Bolluxa ze zdumieniem. W żadnym wypadku nie mógł podążyć za nią. biur. Zgodnie z wymogami bezpieczeństwa ruchu. taksówkami i innymi pojazdami. Spotkamy się albo przy Landing Zone. przy wjeździe do Centrum Rekreacyjnego. wciąż rozgorączkowany walką w hangarze i zdenerwowany uszkodzeniami statku. Nie mógł jednak zabrać ze sobą broni bez narażenia się na poważne kłopoty. a w ostateczności może nawet wezwać Espo.

Po chwili obserwacji Han stwierdził. Władze Wspólnego Sektora nie przejmowały się długofalowymi skutkami rabunkowej gospodarki na rządzonych przez siebie planetach. Kierowca ślizgacza z dziwnym uśmiechem na twarzy zwrócił się do kobiety: — Wydawało mi się. który najwidoczniej nie przedstawiał żadnej większej wartości. zastępujące podwozie. że mówiłaś. Było to wibrujące ostrze — najprawdopodobniej narzędzie rzeźnicze lub instrument chirurgiczny. który łagodnie. o mały włos nie tracąc przy tym życia. Przesuwający się w dole krajobraz zmieniał się stopniowo. tuż obok zaparkowanego tam innego skutera. Jedyną znaczniejszą budowlą. Nieznajomy był nieco niższy od Hana. że powietrze wokół aż wibrowało. Był to niewielki pojazd powietrzny. W chwili gdy planeta została już ograbiona ze wszystkich bogactw naturalnych. przyjacielu. W innej sytuacji byłby może rozważył wszelkie za i przeciw. najwidoczniej badając. który wylądował o parę sekund wcześniej. Han natychmiast skorygował kurs. Han ujrzał. Podobnie jak stojąca obok kobieta. że pojazd traci wysokość. — Stój! — krzyknęła kobieta. widocznie mężczyzna nie planował długiego postoju. Włączył na chwilę automatycznego pilota i uważniej przyjrzał się poruszającemu się punkcikowi. co natychmiast wypełniło powietrze donośnym bzyczeniem. które mogły być zakwalifikowane jako element wyposażenia statku. a wszelkie życie poczynało zamierać. On i jego wspólnik zostali oszukani na dziesięć tysięcy w gotówce. tuż nad powierzchnią ziemi uruchomił hamulce. Wyglądająca jak główka od szpilki postać wydawała się oczekiwać na przybysza. była stacja kontroli pogody — ogromny cylinder wyrastający ze środka gigantycznej plątaniny rur. W chwili gdy Han przelatywał obok. czujniki umieszczone na czubku wieży skierowane były w stronę morza. wyposażony w silnik o dużej mocy i dwie podobne do płóz szyny. Wkoło widać było ślady gospodarki ludzkiej. Han w ostatniej chwili odskoczył i ostrze przecięło powietrze o milimetry od jego głowy. nieco szybszy od skutera. odziany był w standardowy roboczy kombinezon. co ujrzał po wyskoczeniu z pojazdu. był zdumiony wzrok kobiety i podejrzliwe spojrzenie mężczyzny. szykując się do lądowania na rozległym płaskowyżu. — Nie ma pan zupełnie wyczucia czasu. Ostrze długości dwudziestu centymetrów drgało z nieprawdopodobną częstotliwością. z wąską twarzą i głębokimi oczodołami. że dziewczyna trzyma w ręku pistolet i celuje w mężczyznę dzierżącego ostrze. później on sam został podstępnie zaatakowany. prawie bez najmniejszych wstrząsów osiadł na ziemi. Silnik pojazdu pracował teraz na wolnych obrotach. Strzałka na ekranie aparatu naprowadzającego drgnęła.Zemsta Hana Solo poprzetykanej rdzawoczerwonymi żyłami i niewielkimi stromymi wzniesieniami. wyciągając ze środka coś. działająca na jego umysł jak najsilniejszy narkotyk. ogarniała Hana coraz większa wściekłość. Bez wątpienia ludzkie ciało czy kość nie oparłyby się uderzeniu tej broni. wykazując się mistrzostwem w prowadzeniu pojazdu. górującą nad okolicą. Han leciał teraz nad górzystym i niedostępnym terenem. lecz bardzo szczupły. Jednakże jego pojazd nie należał do typowych. — Ręka mężczyzny powędrowała do sakwy umocowanej na pasku. Był to ślizgacz powietrzny. a tajemniczy nieznajomi usiłowali wedrzeć się do wnętrza „Sokoła”! W miarę jak skuter zbliżał się do powierzchni planety. W ostatniej chwili. Ten jakby tego nie zauważając zwrócił się w jej stronę. ale wściekłość wzięła górę. bez najmniejszych skrupułów władze przenosiły działalność do innego systemu planetarnego. Han nie zastanawiał się ani chwili. sprawiając. Pierwszym. Jakiś ruch w dole przyciągnął jego uwagę. po czym sięgnął po lornetkę. ponownie wprawiając 33 . iż Zlarb wysłał cię samą — spojrzał uważnie na Hana. czy i kiedy rozpocznie się następny sztorm.

napastnik wpadł w jeszcze większą furię i ponownie rzucił się do ataku. Mięśnie siedzącego na nim mężczyzny zwiotczały i pilot wyzwolił się spod przygniatającego go ciężaru. Nie odrywając wzroku od napastnika. nacisnęła na spust. Sekundę później ostrze uderzyło w hełm. W chwilę później nastąpił drugi atak. — Dobrze to rozegrałaś. Patrzyła na niego zdumiona. w twarz wroga. przechylając ciało w lewo.. że z hełmu nie będzie już wielkiego pożytku. schwycił hełm wiszący przy włazie skutera. Napastnik bez wątpienia zamierzał go zabić. Nie udało mu się to jednak. Napastnik uchylił się. kosmitko — rzekł Han z podziwem w głosie. spróbował wykręcić rękę przeciwnika. — Czy nigdy nie zwracasz uwagi na to. jednak nie opuściła broni. Kobieta ze zdumieniem spojrzała na trzymany w ręku pistolet i jeszcze raz. Za sterami pojazdu siedziała kobieta. Jednak pilot w połowie kroku przerzucił ciężar ciała na drugą nogę i maksymalnie naprężając wszystkie mięśnie. Nie wiem. jak jej palec naciska na spust. Han usłyszał zjadliwe buczenie i natężywszy wszystkie siły. Nie wyczuł charakterystycznego zapachu środka usypiającego.Zemsta Hana Solo ostrze w ruch. Buczenie ostrza wydawało się rozsadzać bębenki Hana. że pilot próbuje ucieczki. Nie wykluczało to jednak jej winy — dziewczyna mogła mieć wspólnika. — Zamierzałam uderzyć go kamieniem w głowę. podążył za nim. Bez skutku. Jego oczom ukazał się niespodziewany widok. Zdołał wyswobodzić uzbrojone ramię i uniósł je w górę do zadania ostatecznego. Ujrzał. gwałtownie przecinając powietrze ostrzem w miejscu. co robisz? Han zrobił raptowny krok naprzód. Przez chwilę mocowali się ze sobą. Mężczyźni zwarli się w morderczym uścisku i przez chwilę trwali tak nieruchomo. Widząc. Pilot uchylił się. gdzie Han powinien był się teraz znaleźć. Nagle broń została odrzucona w bok. jedno nie ulegało wątpliwości: znakomicie posługiwał się tego rodzaju bronią. patrzyła bez słowa. po czym jednym gwałtownym susem runął na mężczyznę. Puścił jej ręce. strzelaj! — krzyknął Han. zamierzając rozpłatać Hana na pół. śmiertelnego ciosu. Kątem oka pilot dostrzegł swój skuter. że został oszukany. Mężczyzna sądząc. — Nie baw się z nim. Hej. milimetr po milimetrze. też bezskutecznie. co z niego pozostało. przetaczając parę razy. zaczął unosić wibrujące ostrze. 34 . aby schwycić nadgarstek dłoni trzymającej broń. Kimkolwiek był atakujący go mężczyzna. mężczyzna tylko się zachwiał. próbując chwycić jego uzbrojoną rękę. Mężczyzna ponownie zaatakował Hana. Gdyby nie to. Tym razem napastnik zamachnął się oburącz. po czym przeciwnik Hana. Han zamachnął się ciskając tym. głęboko wciągnął powietrze. ale ty przez cały czas mi w tym przeszkadzałeś. Widząc. uczynił szybki krok w tym kierunku. W końcu przeciwnik Hana zyskał przewagę. Kobieta zatrzymała się przed nim i oparłszy jedną rękę na biodrze. Na twarzy kobiety odmalowała się obawa. Trzymając hełm za pasek. schwycił dłonie dziewczyny i pochyliwszy głowę. Han spróbował wytrącić przeciwnikowi broń. Teraz posadziła maszynę na ziemi i wyskoczyła z kabiny.. co się dzieje wokół ciebie? — spytała z naganą w głosie. przy użyciu którego próbowano go obezwładnić w hangarze. który zwijając się desperacko zdołał uniknąć ciosu. jakby się to wszystko skończyło. Parę metrów dalej nad ziemią unosił się ślizgacz napastnika. Szybkim krokiem podeszła do oszołomionego Hana. odrywając większą część zewnętrznej warstwy duraplastiku. przelatując o włos od głowy Hana. gdybyście przez przypadek nie wtoczyli się pod gondolę pojazdu. Nic się jednak nie stało. Ten ułamek sekundy wystarczył Hanowi. że w ogóle zdecydował się na lądowanie. Han pożałował.

sprawiając. jest mi winien dziesięć tysięcy. Zobaczył kilka szybko powiększających się punkcików. Przez pewien czas uczestniczył nawet w rajdach i pracował jako instruktor na kursach. Spojrzała na niego uważnie. Przelatujące na dużej wysokości ślizgacze nie zdołałyby ich wyśledzić. dawało im spore szanse ucieczki. Obawiał się tylko jednego. Kobieta zręcznie wsunęła się do kabiny. w którym miał być Zlarb i zachowywał się pan tak. lecz swego czasu był to jego ulubiony pojazd. Prędko. Wzięła ze sobą wibrujące ostrze. Następny manewr był tak gwałtowny. Omal nie stracili życia. chodźmy! Skutery są zbyt Powolne — Han zabrał ze skutera swą lornetkę i pobiegł w kierunku ślizgacza. Gdyby natomiast prześladowcy zdecydowali się na bezpośredni pościg. że cały pojazd zadrgał spazmatycznie i zawirował w miejscu. zanim oni przybędą. Zlarb. zajmując miejsce za fotelem Hana. Usadowiwszy się w fotelu pilota. oczywiście jeżeli mówi pan prawdę. Jej uwaga wydawała się tłumaczyć parę rzeczy. czy zostaje? — zapytał. Han uruchomił silniki i zręcznie manewrując podjechał w kierunku dziewczyny. Han wskazał kciukiem na martwego przeciwnika. Nie na próżno jednak zwano Hana mistrzem pilotów. należącego do martwego mężczyzny. Lecieli teraz jak szaleni prosto jak kamień na powierzchnię planety. Han szykował się już do rozpoczęcia przesłuchania. które Przybliżały się w ich kierunku. schodząc niżej. istniało niebezpieczeństwo. że nie odgrywała żadnej komedii. o czym mówiła. Han zahamował ostro. W jednej chwili opanował szalejącą maszynę. — Jedzie pani. najmniejszy nawet ruch sterów. jak on miał się zachowywać. nad którym się znajdowali. Han spojrzał na niebo i zrozumiał. — Bardzo przewidująco — stwierdził z uznaniem Han. dla którego pracował. aż siła przyspieszenia wtłoczyła ich w fotele. a pozostałe ruszą do bezpośredniego pościgu. że siła odśrodkowa o mało nie wyrwała go z fotela. Jednak był pan w miejscu. regulując ostatnie parametry i wygodniej sadowiąc się w fotelu. czekała ich niebezpieczna pogoń wśród półek skalnych i nawisów. Dolna część gondoli zahaczyła o podłoże. wąskie kaniony i wąwozy umożliwiały ukrycie się i przeczekanie niebezpieczeństwa. Han od dobrych paru lat nie prowadził ślizgacza. — Bardzo chętnie panu o tym opowiem. Ukształtowanie terenu. — To by się zgadzało. więc Han skierował pojazd w głąb lądu. — Teraz proszę zapiąć pas i trzymać się mocno — nacisnął gaz i w tej samej chwili unieśli się w powietrze. że kobieta pochyla się nad zabitym. Ślizgacz znakomicie zareagował na każdy. raptownie skierował pojazd lotem nurkującym w dół. — A kim on był? — To on miał się spotkać ze Zlarbem w hallu pasażerskim. Zlarb nie żyje. ale kobieta nie dała mu dojść do słowa. — Nie nazywam się Zlarb. że wrogie ślizgacze rozdzielą się — dwa pozostaną w górze. Z przyjemnością i bez strachu myślał więc o zmierzeniu się z czwórką przeciwników. że powinniśmy się stąd wynieść.Zemsta Hana Solo — Czy ja również powinnam obwąchać twoje dłonie? A może powinnam zaklaskać albo odtańczyć taniec rytualny? Zdumiewa mnie pan. Kątem oka dostrzegł. uniósł ją nieznacznie w powietrze i skierował na powrót na właściwy kurs. ale wydaje mi się. Gdy dotarli do krańca rozległego płaskowyżu. Han zaparł się mocno. oczywiście przy założeniu. a ten. Zbliżające się ślizgacze nadlatywały od strony miasta. — To ślizgacze. Liczne zakręty. 35 .

kierując maszynę ku wybranemu kanionowi. Kobieta znów krzyknęła z przerażenia. aby nie rozbić się o skałę. Szybko sprawdził kąt padania promieni słonecznych i podjął błyskawiczną decyzję. drugi nurkującym lotem poszybował w dół. lecz pilot doskonale zdawał sobie sprawę. nieciekawy losu pilota. Han zadarł nos ślizgacza i zgrabnym łukiem poszybował w górę. kierując pojazdy śladem Hana. lecąc jedynie na nieco większej wysokości. starając się przekrzyczeć ryk silników. bardziej wyczuwając. trzymał się przez cały czas drugiej strony. tym razem jednak stanowiła walkę na śmierć i życie. nurkując i wznosząc maszynę. wokół rozciągały się teraz rozległe równiny.. Dostrzegł zdziwienie na twarzach pilotów ślizgaczy. Byli to mężczyzna i dwa humanoidy. czego wskutek panującego hałasu nie zrozumiał. że niewielkim stateczkiem cisnęło o drugą stronę kanionu. Był pewien.Zemsta Hana Solo __Czym się przejmujesz? — zawołała pasażerka. Towarzysząca mu kobieta krzyknęła z przerażenia. Nieprzyjaciele zawrócili jak na komendę. Han doskonale wiedział. Prawdziwy szok nastąpił. Wzdłuż jednej ze ścian kanionu było dość miejsca. że jeszcze przynajmniej jeden pojazd podąży bezpośrednio za nimi. usiłując uniknąć zderzenia. lekceważąc to ułatwienie. a zanim wróg ponownie był gotów do ataku. Jeden trzymał ten sam kurs co uciekinierzy. Doszedł do wniosku. Han zahamował raptownie. W ułamku sekundy Han zmienił kurs. Dwa wrogie ślizgacze odłączyły się od reszty eskadry. Uwagę Hana przyciągnął olbrzymi walcowaty komin automatycznej stacji kontroli pogody. jaką zobaczył Han. — Przecież na pewno nie mają broni palnej! __To wcale nie oznacza. 36 . Instynktownie zahamował. wprawione automatycznie w ruch. Nagle. Han poleciał dalej. Wiązka energii wystrzelonej ze ścigającego ich pojazdu chybiła celu. były trzy ścigające ich ślizgacze. których złocista karnacja skóry zdawała się odbijać promienie popołudniowego słońca. Wiązka energetyczna dużej mocy eksplodowała dosłownie o parę metrów od lewej burty ślizgacza. niż rozumiejąc zagrożenie. Głuchy odgłos eksplozji wstrząsnął całym kanionem. zmierzając do bezpośredniej konfrontacji z pojazdem Hana. obracały się właśnie wokół korpusu. Była to stara zabawa pilotów ślizgaczy. że wrogowie pozostawią na dużej wysokości najwyżej połowę swych sił. Potężne radary stacji. że towarzysząca mu kobieta niewiele miała do czynienia ze ślizgaczami. Sądził. gdy wrogie pojazdy ujrzał tuż przed sobą. że na dłuższą metę nie zdoła umknąć prześladowcom i dotrzeć w bezpieczne okolice miasta. Góry i kaniony pozostały za nimi. gdy wylecieli na otwartą przestrzeń. że nie mogą nas dostać w swoje ręce! — krzyknął nie odwracając głowy. widząc. wpadł na skały. kierując ślizgacz prosto na budynek. Podmuch powietrza był tak ogromny. nieustannie klucząc. co teraz nastąpi — wrogi ślizgacz będzie próbował wytrącić go z kursu lub zmusić do utraty wysokości i lotu prosto na otaczające ich skały. Sporo wysiłku kosztowało Hana opanowanie maszyny i powrót na właściwy kurs. by mogli poruszać się bez specjalnych utrudnień. jednak Han. więc jakież było jego zdumienie. Trzeba było znaleźć inne wyjście.. Pierwszą rzeczą. Ślizgacz uciekinierów pędził teraz z maksymalną prędkością. że w labiryncie kanionów zdołał je zgubić. po czym gwałtownie dodał gazu. Ten przypadkowy manewr uratował im życie. Odpowiedziała coś. Han zdał sobie sprawę. Zwiększył prędkość pojazdu i skoncentrował się wyłącznie na sterowaniu. Nieprzyjacielski pojazd. co zaniepokoiło kobietę. kątem oka dostrzegł na ścianie kanionu zbliżający się cień. że wybrany przez Hana wąwóz należy do najwęższych w całej okolicy. Wpadli w tak ostry zakręt. że. W chwilę później pojął.

zrezygnował z pościgu. Raptownie pociągnął za drążki sterownicze. Han zyskałby zbyt dużą przewagę. Ich piloci obawiali się widać. Po chwili jednak nieprzyjacielskie ślizgacze ponownie zgrupowały się. — Czemu się tak denerwujesz? Dobre intencje jeszcze raz zatriumfowały nad łajdactwem. Odstępy między potężnymi stalowymi belkami były stosunkowo duże. by wieża nie miała żadnych niestandardowych przeróbek. Po opuszczeniu hallu pasażerskiego Chewbacca pobieżnie sprawdził statek. unosząc ślizgacz w górę. Chewbacca wyczuł nagle dziwny duszący zapach. Później udał się do centrali zarządzania portu i odwiedził parę agencji zajmujących się pośrednictwem pracy. Towarzysząca Hanowi kobieta dopiero teraz zrozumiała jego plan i mocno objęła fotel. Ścigające ich ślizgacze przyhamowały. unikając zderzenia. cicho podkradł się do statku. Szczątki rozbitych maszyn spadały na ziemię. ty psychopato! — odkrzyknęła. podążając za Hanem. Próbując bezskutecznie rozpoznać unoszącą się w powietrzu woń. Nie uzyskał tam jednak żadnych pożytecznych informacji. że wrogie maszyny bez trudu rozproszyły się. leć do miasta. Komin był na tyle szeroki. wtulając głowę w oparcie. Twarz kobiety była trupio blada. Tuż przy wylocie komina Han dodał mocy silnikom. Teraz każdy ruch drążkami sterowniczymi wymagał maksymalnej precyzji i ostrożności. Zmniejszył prędkość do minimum. ROZDZIAŁ V Wracając do „Sokoła Tysiąclecia”. Spojrzał na nią z aroganckim uśmiechem. Zbliżywszy się do wieży zmniejszył nieco prędkość. Było już zbyt późno na zmianę decyzji. W chwilę później byli już na otwartej przestrzeni. znikając w przepaścistym kominie i kierując się w stronę obracającego się radaru. Ich życie zależało od tego. by upewnić się. prowadzącej w stronę miasta. Han obejrzał się za siebie i ujrzał. że trzej zdesperowani prześladowcy podążają za nimi. iż gdyby zdecydowali się okrążyć wieżę. a jedyny ze ślizgaczy. Ścigające pojazdy wybrały tę samą drogę. Ślizgacz Hana gładko przemknął pomiędzy dwoma pomostami roboczymi. Jedno spojrzenie upewniło go. czy ślizgacz zdoła przecisnąć się pomiędzy kratą radaru. na trasie. najwyraźniej nie pojmując dlaczego Han zmierza wprost na przeszkodę. 37 . że nikt z personelu naziemnego nie próbuje się dostać do wewnątrz czy zablokować „Sokoła” w doku. że dotychczas jeszcze nie latali w takich warunkach. że pozostali prześladowcy znajdują się po bokach i nad jego maszyną. który uniknął katastrofy. — Czy dobrze się pani czuje? — zapytał z ironią w głosie. — Trzymaj się mocno! — krzyknął przez ramię. W chwilę później Han przeleciał pomiędzy dźwigarami konstrukcji. jednocześnie modląc się w duchu. raptownie kierując maszynę w stronę ścigających. Widać było.Zemsta Hana Solo — Co ty wyprawiasz? Złapią nas! Han nie miał czasu na żadne tłumaczenia. Tymczasem plan Hana polegał zupełnie na czymś innym. Wieża z każdą sekundą rosła w oczach. Ich maszyny poruszały się jednak o wiele wolniej od ślizgacza Hana. Wbrew pozorom nie był to zbyt skomplikowany manewr. — Nie odzywaj się.

by włamywacz uciekł. Dlatego władze jak i tajna policja Espo wydawały się nie dostrzegać tego problemu. Obok leżała otwarta torba. Oczy stwora pozostawały zmrużone. — Ooooj! — wrzasnął nieznajomy. Po raz drugi sięgnął do wnętrza torby. Był to niewielki aparat. odsłaniając Przyrząd. Chewbacca zwolnił uścisk. zajmowany przez Wspólny Sektor. którzy wyposażeni w czerwoną listę przemierzali Galaktykę wzdłuż i wszerz. Teraz jednak. rzuciwszy okiem na dokument. co zważywszy na jego wzrost. że przy zamku głównego włazu manipuluje jakiś obcy. Była to karta identyfikacyjna. Nieznajomy potrząsnął łbem. Jednakże jego głos. wyprostował się dumnie. w zamierzeniu władczy i dumny. uniósł go w powietrze. dobywając stamtąd gruby notes i otworzywszy go. oparł plecami o właz. a jego ciało pokryte było lśniącą. Intruz cofnął się. zagłębił się w lekturze. czarną jak smoła ni to łuską. że jest on prawdziwy. — Jak mam rozumieć atak na moją osobę. zajmowaniem majątku ruchomego. 38 . chwytnymi palcami. umożliwiający otwieranie zamków na słuch. co popsuło cały efekt. Chewbacca paroma susami wspiął się na szczyt rampy i schwyciwszy nieznajomego za kark. w razie konieczności. Jeden rzut oka wystarczył Chewiemu. nie zrobiło na Chewbacce większego wrażenia. że każdy wykonujący wolny zawód człowiek od czasu do czasu znajdował się w takiej sytuacji. Spray zdawał się nie dostrzegać jawnej niechęci Wookiego. co przypominało słuchawki. i dla dodania sobie animuszu zmarszczył nos. Popadnięcie w długi z rzadka tylko kończyło się poważnymi kłopotami i było tak częste. poprzerastanymi jaskrawozieloną błoną. wijąc się i szarpiąc. do tego zaś. czujny jak nigdy. pełna różnorakich narzędzi. zagrodził mu dostęp do rampy. zajmującej się ściąganiem zaległych płatności i. Wydawało się. takim jak Spray. palnik acetylenowy i inne akcesoria włamywacza. Był mniej więcej o głowę niższy od Hana.Zemsta Hana Solo Przez to wszystko Chewie nie był obecny podczas nieudanej próby wtargnięcia do wnętrza „Sokoła”. do którego były podłączone. oficjalna egzekucja jakichkolwiek należności nastręczała zawsze wiele kłopotów. nie dopuszczając jednak do tego. stwierdził. Jego dłonie i stopy zakończone były silnymi. co wskazywało. oraz swobodę przemieszczania się. Zbliżywszy się do rampy spostrzegł. pozostawiając ściąganie długów i zajmowanie statków wyspecjalizowanym komornikom. Chewbacca. Z zasady nienawidził wszelkich komorników. że stwór czerpie informacje o otaczającym go świecie głównie za pomocą ruchliwych. że nieznajomy należy do gatunku pochodzącego ze słabo oświetlonej planety. Ten statek znajduje się na czerwonej liście — wyciągnął z wnętrza torby gęsto zapisany karton i podał go Chewbacce. instynktownie wyczuł niebezpieczeństwo. a jego wilgotne czarne nozdrza rozdymały się raz po raz. że słuchawki znacznie ograniczyły jego słuch. wystawiona na nazwisko Spraya pochodzącego z planety Tynna. który stał teraz przy nim. Nie wpłynęło to jednak na jego stosunek do włamywacza. i trzęsąc się z przerażenia. że jestem komornikiem uprawnionym do tego typu działania. Słuchawki zsunęły się z głowy włamywacza. odsłaniając długie ostre kły. spojrzał na Wookiego. Nieznajomy należał do nieznanej Chewiemu rasy. trzęsąc się ze strachu. Jednakże biorąc pod uwagę ogromny obszar. ni skórą. zabrzmiał skrzekliwie i bardzo niepewnie. Długi wąski ogon humanoida poruszał się nieustannie. Uszy nieznajomego ochraniało coś. by dostrzec automatyczne świdry. Chewbacce udało się zaskoczyć go dlatego. ani nie spotkał się z Hanem. spiczastych uszu. upoważniająca do działania w interesie Międzyplanetarnej Spółki Egzekucyjnej. wielkoludzie? Jak śmiałeś? Niniejszym informuję cię. czuł szczególną niechęć.

po czym połknął. Kapitan Solo zignorował siedem. — Dysponuję wieloma duplikatami. Chewbacca parokrotnie uderzył otwartą dłonią w kadłub. wepchnął sobie do ust. Zirytowany Chewbacca wyrwał notes z rąk Spraya i zgniótłszy go potężnymi łapami. lecz nie ustępował ani na krok. kto dobierał się do zamka przed moim przybyciem. Nie mógł przecież pozwolić na 39 . Spray zdawał się jednak nie dostrzegać oznak gniewu i cierpliwie czekał na wykonanie swego polecenia. żuł chwilę. drogi Wookie — zapewnił go Spray. właśnie — rzekł z ożywieniem — czy to może pan jest kapitanem Solo? Chewbacca warknął. Nie przeraziła go również wiązanka najgorszych przekleństw. Nie rozwiązywało to jednak sprawy. osiem kolejnych pism ponaglających. Oczywiście ma pan prawo usunąć wszystkie przedmioty osobiste i. gdzie Han może się obecnie znajdować. czego szukał. aby zajęte ruchomości znajdowały się w jak najlepszym stanie. gestem nakazując komornikowi udanie się w dół rampy. wrogością i czasami złośliwością.. Ktoś lepiej znający Wookiego niewątpliwie nie lekceważyłby tego sygnału. Spray uniósł wzrok znad notesu. Chewbacca poddał się w końcu. — W związku z powyższym. — Kapitan Solo nie dotrzymał terminu zapłaty dwóch tysięcy standardowych kredytów. Postanowił odszukać Hana i oddać sprawę w jego ręce. Zdecydowanym ruchem odsunął Spraya z drogi i pochylił się nad zamkiem głównego włazu. którą reprezentuję. z wściekłym błyskiem w oczach spojrzał na poborcę i złowieszczo zawył. z prośbą o wyegzekwowanie należnej im sumy wraz z odsetkami. gdy zostałem zaatakowany. — To nie jest moja sprawka — zafuczał. Spray spojrzał wyczekująco na zasunięty właz. Nie widział w tej chwili innego wyjścia. którą obdarzył go Chewbacca w ojczystym języku. — O. natrafiwszy wreszcie na właściwą stronę. Ten jednak odzyskał już zimną krew i spojrzał na Wookiego wyzywająco. — To niczego nie zmieni. panowie Vinda i D’Raga zwrócili się do agencji.Zemsta Hana Solo Mruczał pod nosem coś niezrozumiałego. Spotykał się już z różnymi reakcjami: strachem. Wygłosiwszy tę tyradę. Spray skulił jedynie uszy. wydawało się to jedyną rozsądną alternatywą. które winien był Spółce Vinda i D’Raga Remonty Bieżące i Kapitalne Statków Kosmicznych. aby ktoś tak bardzo lekceważył jego groźny wygląd i przemawiał do niego tak kategorycznym tonem. Mam jednak nadzieję. że otwieram zamki łomem? Jestem wyszkolonym agentem i mam do swojej dyspozycji najnowocześniejsze urządzenia. Chewbacca poczuł się zbity z tropu zachowaniem komornika. — Za kogo mnie pan bierze. nigdy jednak nie zetknął się z tak jawnym lekceważeniem swej osoby. Jeżeli kapitan Solo nie wypłaci należnej sumy wraz z odsetkami. kręcąc przecząco łbem i wskazał kciukiem w kierunku portu. aż wreszcie natrafił na to. — O. nie. Nigdy dotychczas nie zdarzyło mu się. jednakże i to nie zrobiło na komorniku większego wrażenia. Ujrzawszy niewielkie uszkodzenie. dając tym samym do zrozumienia. że to nie ja uszkodziłem zamek. abym mógł przystąpić do wykonywania swoich obowiązków. Nie mam pojęcia. Proszę zatem otworzyć zasuwę. oświadczam jednak kategorycznie.. że teraz mnie pan wyręczy i sam otworzy zasuwę. Z gardła Chewbacci dobył się ostrzegawczy pomruk. W moim własnym interesie leży. znalazłem! — oznajmił Spray. gdy trzykrotnie mniejszy i słabszy od niego stwór wykazywał tyle uporu i determinacji. Po raz pierwszy w życiu Chewbacca znalazł się w sytuacji. z siedzibą na Oslumpex V. Wyłączyłem jedynie system alarmowy i właśnie zamierzałem otworzyć zamek. za włamywacza? Czy sądzi pan. będę zmuszony wyegzekwować ją sam.

Bollux. to pan drugi pilot — odparł Max. przyjacielu. — Chodźmy gdzieś usiąść. Już raz to się zdarzyło. — Ja nazywam się Fiolla — dorzuciła. miał również pecha w Centrum Rekreacyjnym. Podczas drogi powrotnej nie rozmawiali ze sobą. — Jestem Bollux. a każdy. do pani dyspozycji. wykonanemu z konsolety komputera jakiegoś starego. znajdujących się na terenie Centrum Rekreacyjnego. ale zanim zdołała coś odpowiedzieć. stanowiły najprzeróżniejsze elementy konstrukcji statków. — Nie mam ochoty rozmawiać na stojąco — rzekł pilot na widok Bolluxa.Zemsta Hana Solo zajęcie statku ani też dopuścić się zbrodni z premedytacją w publicznym miejscu. do rozmowy wtrącił się Han: 40 . — Han Solo — rzekł. Oczy Spraya wyszły z orbit. prostokątnemu stolikowi. Robot lekko się skłonił w kierunku kobiety. zawiadomię policję portową. jeżeli jej nie otrzymam. — Po co się od razu tak gorączkować — wykrztusił pospiesznie komornik. nie uległo uszkodzeniu. co umożliwiało dokładną obserwację wszystkich wchodzących i wychodzących. Wysłał Bolluxa na lądowisko. udał się za nim. — Bałem się. Chewbacca warknął coś w odpowiedzi. przynależnego do tego statku. a resztę drogi pokonali pieszo. Handlarze niewolników już je znali. — Z tego wszystkiego zapomniałeś się chyba przedstawić — rzekła kobieta. Gdy dolecieli do miasta. Natychmiast rozległ się dziecinny głosik Błękitnego Maxa: — Kto tam? Dlaczego czasowo wyłączono system alarmowy? Żądam natychmiastowej odpowiedzi. aby nic z majątku ruchomego. Ujrzawszy Hana. Han skierował się ku niewielkiemu. — Nic z tego. że znowu ktoś usiłuje dokonać włamania. dla jakiego miałby dłużej ukrywać swoje imię. Han nie widział powodu. Czy zamierza pan wejść do środka? Wookie zawarczał i podążył w dół rampy. który nie zdołał odnaleźć Chewbacci na rozległym obszarze portu. potrząsnął nim gwałtownie. aby na pana poczekał i przekazał wiadomości od niego. mógł się szybko dowiedzieć. Albo płacicie. Spray pochylił się nad torbą z narzędziami i z powrotem włączył zdezaktywowany układ. Kapitan Solo był tutaj i poszedł zbadać całą sprawę. Uprosił jednak jednego ze strażników. w Dzielnicy Obcych. Spray. albo tracicie statek — to wasz jedyny wybór. że czasami najlepszą formą perswazji jest gwałt. prawie biegnąc. — Och. komu na tym zależało. gdy wchodzili na teren Centrum Rekreacyjnego. Fiolla uśmiechnęła się lekko. Jednak Spray się nie zgodził. Schwycił Spraya za ramię i uniósłszy go w górę. Wyposażenie wszystkich kawiarni i obiektów. Gdzie znajduje się w tej chwili kapitan statku? Chewbacca ostrożnie postawił Spraya na nogi i wskazując na system zabezpieczający. robot pospieszył w jego kierunku. robot pomocniczy. pozostawili ślizgacz o parę przecznic od lądowiska. — Może uda nam się dojść do porozumienia i uniknąć publicznej licytacji. Bezbłędnie odgadując jego życzenie. W ciągu swego długiego życia Chewbacca nauczył się. nie używanego już modelu. by ten pozwolił mu poczekać przy wejściu. To nie czas ani miejsce na negocjacje. wydał gniewny pomruk. Za chwilę usłyszeli ponownie głos Maxa: — Jakie są aktualne instrukcje? Komornik odwrócił się i szybko odkrzyknął: — W imieniu Międzyplanetarnej Spółki Egzekucyjnej żądam.

Wielkie nieba!. — Wiesz już więc. ale imię. Panowie. chcę tylko wypłaty dziesięciu tysięcy w gotówce. Bollux. Podejrzewam. chociaż nigdy się tym problemem nie zajmowałam. Nastąpiła sprzeczka i on zginął. o ciele wyposażonym w niezliczone. Oficer do Specjalnych Poruczeń! Chyba od razu pójdę na policję i każę się zamknąć w jakiejś przytulnej celi. Przybyłem tutaj sądząc. Po prostu przybyłem tutaj zamiast niego. Jest to niezgodne z panującymi tutaj obyczajami. Jeżeli nie. nie wiedząc. że w ramach Wspólnego Sektora odbywa się zakrojony na szeroką skalę handel niewolnikami. to znaczy mieszkańców innych światów niż mój własny. na której przekazano mu wiadomość. co się za tym wszystkim kryje.Zemsta Hana Solo — Dajcie spokój tym grzecznościom. Gdy zbiorę wszystkie niezbędne informacje. — Przykro mi. jak wielką byłoby to sensacją. Nie mamy teraz na to czasu. Nie interesuje mnie. A teraz co wy możecie powiedzieć o sobie? Han rozłożył ręce. Przyjrzyjcie mi się — macie przed sobą Fiollę z Lorrd. Jest w to zamieszanych paru oficjeli. Na jej środku znajdował się otwór. że jest on handlarzem niewolników. Proszę wybaczyć. Pracuję na tej planecie od pewnego czasu i wraz z moim asystentem przypadkowo odkryliśmy. — Spodziewam się. — A kim ty nie jesteś? Zaśmiała się krótko. niestety musicie zostawić go na zewnątrz. przyszłą bohaterkę przestworzy. kapitanie. najmocniej przepraszam — usprawiedliwiał się Sljeeńczyk. — Panowie? Kogo uważasz za panów? — spytała ostro Fiolla. pomyślał Han. że nici mogą doprowadzić nas nawet do Odumina — zarządcy tej części Sektora. 41 . — Nie jestem handlarzem niewolników. które ci podałam. gdzie i kiedy ma się stawić po wypłatę. Spotkałem się ze Zlarbem. że jeżeli mi się powiedzie. awansuję o kilka stopni. Do stolika przybliżył się kelner — Sljeeńczyk. Nazywam się Hart-and-Paru Gorra-Fiolla z planety Lorrd. Oficer do Specjalnych Poruczeń Władz Wspólnego Sektora. podjął przerwaną opowieść: — Handlarze niewolników muszą mieć chyba grube księgi rachunkowe. słyszałam jedynie. a przynajmniej ta jego część jest prawdziwa. jak i policyjnych. A ty w jaki sposób trafiłaś do hallu pasażerskiego? — Z pewnych źródeł uzyskałam wiadomość o tym. jak to było ustalone w kontrakcie. Na jego płaskiej głowie umocowano na stałe dużą tacę. — Robot tutaj zostanie — rzekł Han obojętnym tonem. — Och. całą sprawę przedstawię bezpośrednio Radzie Zarządców. zarówno cywilnych. — Pracuję tutaj i nie umiem jeszcze rozróżniać obcych. — Czy mógłbym przyjąć zamówienie? — zapytał i jego wzrok spoczął również na Bolluxie. Nie muszę wam mówić. tak. że takie spotkanie ma się tam odbyć. że spotkam was obu. że obraziłeś tę damę. — Już się robi. Nigdy dotychczas nie spotkałam Odumina. Jestem czymś w rodzaju inspektora i wyrywkowo kontroluję różne poczynania władz. że jest on dobrym administratorem i sprawia wrażenie prawdziwego humanisty. W każdym razie zdecydowałam się na prowadzenie śledztwa na własną rękę. te wszystkie nowe zapachy mnie oszołomiły. Odkładając jednak na później tę możliwość. gdzie jest Chewie? — Nie zdołałem go odnaleźć. ale roboty nie mogą przebywać w tym lokalu. — A teraz idź i przynieś nam dwa ogniste koktajle. Uśmiechnęła się szeroko. — Wynajmuję statek i swoje usługi. W tej chwili — Sljeeńczyk wykonał w miejscu półobrót i pospieszył w kierunku bufetu. że nie jestem Zlarbem — rzekł Han do Fiolli. z którego wystawały czułki węchowe kelnera. Zlarb miał przy sobie taśmę. cienkie jak szpilki czułki. — Niewątpliwie. powiem twojemu szefowi.

którzy bez skrupułów wykorzystali fakt. że mi to bardzo pochlebia. Wiedziałam. — Miałam przecież broń — odparła. Wszelkie formalności były załatwione przez oficjalną agencję na planecie Ammuud. Poza tym na pewno nie jesteś zamieszany w handel niewolnikami. który się tam znajdował. co robiłaś poza miastem. który statek jest wasz. a przy tym zdumiewała go jej pewność siebie i pewna doza naiwności.Zemsta Hana Solo Czy Zlarb nie powiedział ci niczego więcej? — Zlarb zginął. rozkoszując się smakiem i aromatem trunku. to ten sam. Wydajesz mi się człowiekiem rozsądnym. Był pod wrażeniem jej pomysłowości. przynosząc zamówione przez nich koktajle i dwie okrągłe serwetki. że zapomniał o zrobieniu awantury za uszkodzenie zamka. Mogg. — I Mogg poszedł za mną. lecąc tam zupełnie sama? — zapytał Han. Gdy stwierdziłam. Kelner ponownie zbliżył się do stolika. Przez chwilę popijali w milczeniu. — Czy zapłacą państwo od razu. że postąpiłaś nierozważnie. — Mój asystent. Miał jednak wszystkie papiery statku i umowę dzierżawczą. Potrzebuję pomocy. zanim zdołałem cokolwiek z niego wydusić. Nie powiedziałaś mi jeszcze. — To proste. który wie. usiłując zapamiętać zapach Hana. że ktoś usiłował cię zabić? — Tak. Han kontynuował: — Czy mogłabyś mi powiedzieć. prawda? Spojrzała na niego zaszokowana. Skąd mogłam wiedzieć. niewykrywalny pistolet.. Rozczarowany Sljeeńczyk wycofał się. Postawił drinki przed Hanem i Fiollą i skłonił się służalczo. — Czy nie sądzisz. — Dałam ci numer rządowego hangaru naprawczego. Kobieta zamyśliła się. Han pochylił się ku niej z takim wyrazem twarzy. którym wraz z Moggiem przybyliśmy na tę planetę. że nie powiesz mi wiele. Posłuchaj. by mnie zlikwidować. — Służę uprzejmie — rzekł radośnie. że broń zawiedzie w najmniej odpowiedniej chwili? — Gdzie jest teraz twój asystent? 42 . Hana tak pochłonęła jej opowieść. czy też mam doliczyć do rachunku? — zapytał z nadzieją w głosie. Posługuje się nimi większość oficerów wyższej rangi. W tym dniu został już dwukrotnie oszukany przez klientów. — Na twoim miejscu nie wyobrażałbym sobie zbyt wiele. Statek. a nie mogę się zwrócić do Espo. postanowiłam jakoś cię stamtąd wyciągnąć i. że Bollux przez chwilę obawiał się o bezpieczeństwo kobiety.. Fiolla wzięła głęboki oddech. — Specjalny. i tym sposobem dowiedzieliśmy się. którą szefowie Zlarba zostawili dla niego w hallu. w związku z tym sądziłam. Ta afera jest o wiele poważniejsza niż na początku sądziłam. — Dolicz do rachunku — rzekł Han bez namysłu. że Mogg pojechał do miasta w poszukiwaniu części zamiennych. Przyniesione przez niego koktajle były wspaniałe — odpowiednio mocne i prawidłowo ochłodzone. — Czy chcesz przez to powiedzieć. że zapamiętywanie i rozróżnianie nowych zapachów jak na razie sprawiało mu mnóstwo kłopotów. przechwycił wiadomość. Mogg zaś poszedł dowiedzieć się czegoś o tobie. gdy ten opuścił hall. Nie zważając na to. Ponieważ nie udało nam się sforsować zamków i przeszukać wnętrza. że hangar będzie pusty. Mogg śledził twojego włochatego przyjaciela. udałam się na spotkanie mocodawców Zlarba. czego chce. czym nagle zaskarbiłem sobie twoje zaufanie? Nie chodzi oczywiście o to.

— Wypraszam sobie takie traktowanie! — wykrzyknął rozwścieczony i zdenerwowany Spray. że to Mogg uszkodził zamek w moim statku? — Z mojego rozkazu usiłował się dostać do środka. — Cenię sobie prywatność — odparł Han wymijająco. odezwał się uprzejmie do Wookiego: — Słucham pana. co to za zamek? Mogg był przekonany. — Spotkałem tutaj Fiollę i o mało nie straciłem życia — rzucił Han przyjacielowi. Wookie siłą usadził niewielkiego komornika na jednym z wolnych miejsc i stanął obok. Żałował. W tej samej chwili drzwi baru otworzyły się szeroko i do sali wkroczyli Chewbacca i Spray.. że nie potrafi rozumować tak prędko jak Błękitny Max. po czym zwrócił się do Sljeeńczyka: — Przede wszystkim dziękujemy i nie chcemy niczego do picia. która nie rozumiała ani słowa z tego. przed czym cię ostrzegałem? — zapytał Han kelnera ostrym głosem. Han gorączkowo analizował sytuację. nie zdejmując potężnej dłoni z jego ramienia. ani nie uspokajać. że po prostu kłamiesz. potrzebowałby całego sklepu z narzędziami. że znów stał się podejrzliwy i wrogi. wskazawszy na Spraya. wygląda na to. Chcieliśmy sprawdzić. unosząc się z miejsca. Kelner. dwa tysiące pięćset kredytów Spółce Vinda i D’Rrag. Podejrzewałam cię o to. widząc. że darujemy sobie wszelkie dalsze dyskusje — odparł Spray. — Hm. że aby sforsować ten zamek. — Wracając do rzeczy — kontynuował Spray. że nie jesteś o to bardzo zły? Postaram się wynagrodzić ci jakoś wszystkie straty. że gdy już zbierze informacje o tobie. Nagła myśl sprawiła. Mam nadzieję. opowiedział Hanowi w swym szczekliwym języku o tym. — Nie znoszę komorników jak psów! — oświadczył Han dobitnie. Kelner skłonił się i wycofał w kierunku bufetu. Teoretycznie. że potrafi go bez trudu otworzyć i srodze się zawiódł. ze zdenerwowania przestępując z nogi na nogę. czy nie znajdziemy tam czegoś interesującego. skłonił się uniżenie. tak. że być może będziemy musieli szybko się stąd wynieść. Był już najwyższy czas. — A jak ty spędziłeś popołudnie? Chewbacca przez chwilę badawczo lustrował wzrokiem nieznajomą. Świadomy dopiero co popełnionej gafy. — Najmocniej. co się wydarzyło. pójdzie do naszego hotelu i przygotuje wszystko do odlotu. to 43 . kapitanie. — Mogg stwierdził. stokrotnie przepraszam — usprawiedliwiał się Sljeeńczyk. — W takim razie sądzę. A tak a propos. Posiadł on wiele najróżniejszych umiejętności i dlatego go zaangażowałam. — Domyślam się. co Chewbacca opowiedział Hanowi. a ci niewątpliwie chętnie zajęliby „Sokoła”. że włamanie się do Banku Rządowego byłoby łatwiejsze. Wpadło mi do głowy. że wy dwaj. Myślę. Spray uniósł szponiaste kończyny i uspokajającym gestem uciszył zebranych.. że zna się na swoim fachu. — Nie należymy nawet do jednego gatunku! — Czy już zapomniałeś. — Jest pan winien. Powiedział. Czym mogę służyć panu i pańskiemu maleństwu? Chewbacca zawarczał ostrzegawczo. — Cóż tu się u diabła dzieje? — wtrąciła się Fiolla. — Och. Mocarna dłoń Chewbacci przygwoździła go jednak do siedzenia. po czym. — Bardzo prawdopodobne — odparł Han.Zemsta Hana Solo — Umówiliśmy się. by to nieprzerwane pasmo niepowodzeń się skończyło i aby wróciło do nich zagubione szczęście. że do stolika przysiedli się nowi goście. Proszę mnie nie uciszać. Spray miał prawo zwrócić się o pomoc do Espo.

Han zaniemówił. że może się to dla ciebie źle skończyć. — Czy płaci pani gotówką? — zapytał po dłuższej chwili namysłu. a druga po załatwieniu naszych spraw. prawda? Najlepszym sposobem na to jest przyłączenie się do mnie. Sprawa. Coś mi się wydaje. i spojrzał desperacko na Chewbaccę. Szybkim ruchem przechylił wypitą w połowie szklankę. co jednak nie poprawiło mu zbytnio nastroju. będę zmuszona umieścić twoje nazwisko w moim raporcie. Jeżeli przystaniesz na moją propozycję. nie widząc wyjścia z sytuacji. — Och. Solo. Myślę. zmarszczył nos. że to ty za tym stoisz. zanim słońce opali ci język — ostrzegła Fiolla. Pilot oparł brodę na dłoni. — Na twoim miejscu uważałbym na każde słowo i pamiętałbym o tym. Jeżeli nie wypłaci pan natychmiast wyżej wymienionej kwoty. — Połowa płatna teraz. Han miał nadzieję. — Chwileczkę — wtrącił Han. A jeżeli odmówisz mi swojej pomocy. propozycja tej pani jest absolutnie jedyną alternatywą wobec natychmiastowej licytacji pańskiego statku. Solo. — Zwróciła się w kierunku Spraya: — Co pan na to? Komornik nerwowo podrapał się po kępce rzadkiego futra. pokrywającego jego czaszkę. grożąc mu w miejscu publicznym? — spytała Fiolla. albo będę zmuszony udać się na policję i do zarządu portu. że pierwszy oficer bez wahania przyjmie każdą decyzję Hana. Otworzył usta ze zdumienia i spojrzał na kobietę. jest dużo bardziej skomplikowana niż sądzisz. zanim Espo zainteresują się rozbitymi ślizgaczami i ich pasażerami. — Kapitanie Solo. Solo. Spojrzał pytająco na Wookiego. — To nie będzie długo trwało. — Nie mam zamiaru wlec tej kreatury za sobą. Spray zdawał się nie dostrzegać pogardliwego stosunku Hana. Muszę zebrać jeszcze sporo danych i informacji. Prawie natychmiast poczuł działanie alkoholu. — Straszenie mnie w niczym nie zmieni pańskiej sytuacji. i głęboko wciągnął powietrze. że przesadzasz. — Czy nie sądzisz. — Trzymaj się od tego z daleka. — Rządowym czekiem gotówkowym — odparła Fiolla. Jeżeli jednak zawieziesz mnie na Ammuud w celu sprawdzenia tej wspomnianej przez ciebie agencji. o której ci mówiłam. zawsze można spróbować starej sztuczki „Tajemnicze zniknięcie komornika” — zasugerował Han ponurym głosem. Będę zmuszony pozostać z wami aż do chwili zapłacenia całej należności. — Zachowuj się jak mężczyzna — skarciła go Fiolla. kapitanie — oświadczył Spray spokojnym głosem. 44 . — Posłuchaj teraz uważnie. To dobry. zapłacę twój dług. że spuszczenie was z oczu byłoby nierozsądne. ze zrozumiałych względów nie chciałabym jednak podróżować służbowym statkiem. — Albo niezwłocznie pan zapłaci. Jak zza mgły dobiegły go słowa Fiolli: — Ja za niego zapłacę. że obietnica kobiety jest szczera. Poza tym chcesz odzyskać swoje dziesięć tysięcy. jakby u niego szukając ratunku. wszędzie wymienialny czek. — Jednak obawiam się. a do tego potrzebuję szybkiego środka transportu. — Nasza agencja preferuje pieniądze nad egzekucję majątku ruchomego — oświadczył komornik. obiecuję całkowicie wymazać cię z pamięci. — Lepiej zamknij usta. którego numery identyfikacyjne zostały na dodatek bezprawnie zmienione. Wzrok Chewiego mówił. że ty również powinieneś pomyśleć o opuszczeniu planety. będę zmuszony zająć pański statek. jednak i tu nie znalazł rady.Zemsta Hana Solo się panu nie uda. Han zmrużył oczy i spojrzał na Spraya.

To stąd wiedziałaś. Kelner. Ja udam się z naszym nowym pracodawcą po jej asystenta. zabierzesz Bolluxa i tego platfusa na statek. — Nasz?! — krzyknął Han z oburzeniem. W odpowiedzi na jego skinienie kobieta skrzywiła się zabawnie. Lorrdańczycy. stając się mistrzami tego rodzaju porozumiewania się. by udali się za nim. wyczuwając. spokojną planetę i wycofał się z interesu. — Och. wciąż zaliczali się do niezrównanych mimów całej Galaktyki. śpiewem. Lorrdańczycy przez długie lata znajdowali się pod panowaniem silniejszych plemion. Chwilę później cała trójka zniknęła im z oczu. Wookie uniósł się z miejsca. Jednak. Han pojął. Ich prześladowcy zabronili im posługiwania się mową. Han pomyślał. rzadko zdarzało się. a jeśli chcesz wiedzieć. Potem bez słowa wręczyła świstek Sprayowi. Fiolla prędko wypełniła czek i odcisnęła ślad swego kciuka w miejscu przeznaczonym na podpis. Dopiero teraz Han w pełni pojął znaczenie jej słów. — Czy jesteście państwo pewni? — wykrztusił wreszcie. — Czy nie widzieli 45 . — Przepraszam bardzo. uniosła wysoko górną wargę i ukazując zęby powtórzyła grymas Wookiego. całkowicie skonfundowany. podsuwając im zadrukowany kawałek papieru. — Mówiłam ci przecież. widocznie musiałem pomylić państwa z innymi gośćmi — jeszcze raz spojrzał w kierunku pustego stolika. — Bardzo często broń jest lepszym sposobem załatwiania sporów niż to. że to państwa rachunek. że i naśladowanie dobrze ci idzie — zauważył cierpko Han. gdy zostali wyzwoleni przez Rycerzy Jedi i armię Starej Republiki. A teraz próbujesz na dodatek wetknąć nam cudzy rachunek. że kobieta dysponowała otwartym rachunkiem. kupiłbym sobie jakąś małą. przypominając sobie scenę z hallu pasażerskiego. jakby nie patrzeć. co najlepiej świadczyło o tym. — I dlatego właśnie nigdy tego nie osiągniesz — oświadczyła wstając od stolika. — Ruszył w kierunku drzwi. — Dziękuję pani za zachowanie zimnej krwi. Nigdy nie mylił się przy rozpoznawaniu osobników własnej rasy. że obserwowaliśmy dzisiaj stolik 131? — Czytałam w waszych twarzach jak w otwartej księdze. że stolik się zwalnia. podczas gdy my jeszcze niczego nie wypiliśmy. że pochodzenie kobiety w pewnym sensie tłumaczy jej zaangażowanie w sprawę handlu niewolnikami. gwałtownie poruszając czułkami. prawda? — spytał nieśmiało. Chewbacca roześmiał się po swojemu. ale jeśli miałbym coś takiego do dyspozycji. bardzo długo czekaliśmy na zwolnienie się stolika. Kończąc swego drinka. — Widzę. jednak ludzie stanowili dla niego nieprzeniknioną zagadkę. mimiki. podszedł. wydaje mi się. wykorzystywani wówczas jako siła robocza.Zemsta Hana Solo — Chewie. że ta sprawa z niewolnikami zmieni dużo również i w moim życiu. że jej pozycja zawodowa jest naprawdę wysoka. Gdzie jest twój szef? Całkowicie skonsternowany Sljeeńczyk rytmicznie prze-stępował z nogi na nogę. — Przecież dopiero weszliśmy. a zwłaszcza dla władz Wspólnego Sektora. Mimo że już wieki minęły od czasu. wymyślili własny język gestów. cały spocony z wrażenia. Komornik skłonił się Fiolli. Załatw wszystkie formalności przed odlotem i przygotuj statek do lotu na Ammuud. że pochodzę z Lorrd — przypomniała mu. Chewbacca gestem włochatej łapy pożegnał Hana i Fiollę. — Mam nadzieję. by Lorrdańczyk pracował tak daleko od ojczystej planety. dając znak Bolluxowi i Sprayowi. Han wskazał leżącą na stoliku książeczkę czekową.

jesteś nieznośny! Sljeeńczyk wycofał się. po czym podążył za kobietą. bogatym stylowym meblom i oryginalnej ornamentyce. Ostrożnie wśliznął się do środka. z niedowierzaniem rozglądając się dookoła. po czym zablokował drzwi i włączył system alarmowy. Han zobaczył. Nawet w nieco podniszczonym i wybrudzonym kombinezonie sprawiała wrażenie prawdziwej damy. Podała mu broń. Fiolla zachowywała się tak. Przytaknęła. dodatkowo zabierając niewielką torbę na 46 . Han przypomniał sobie. jednym z najelegantszych hoteli na terenie portu lotniczego. wychwalając pod niebiosa jej hojność. — Cóż. cofając się do swego apartamentu. Pospiesz się! W chwilę później Fiolla była już gotowa do wyjścia. kiedy ci ludzie wyszli? Jeżeli jeszcze raz dam się nabrać. że odzież i osobiste drobiazgi Fiolli leżą porozrzucane po całym wnętrzu. Fiolla sięgnęła do kieszeni. Ostrożnie nacisnął na klamkę i wszedł. który się zacina. Gestem nakazał dziewczynie wejść. Drzwi wszystkich szaf pootwierane były na oścież i całą podłogę pokrywała warstwa notatek i porozwlekane taśmy magnetowidowe. że i oni są w to zamieszani. Zdecydowanym krokiem podeszła do windy i nacisnęła przycisk siódmego piętra. nie usłyszał jednak nic wskazującego na to. że ktoś wciąż znajduje się wewnątrz. a ich zawartość wybebeszona. — W takim razie daj mi ten. poduszki i oparcia zostały rozprute. Zawsze zajmujemy sąsiednie apartamenty. wydobywając z niej pełną garść monet. po czym rzuciła je na tacę — Solo. — Za nią są drzwi. — Nie pójdziemy na policję — oświadczył stanowczo. Spojrzała na niego rozszerzonymi ze strachu oczami i przecząco Potrząsnęła głową. dyskretnemu oświetleniu. Han przez chwilę uważnie nasłuchiwał. Jednak w chwili gdy drzwi drugiego pokoju rozsunęły się bezszelestnie. że jest nieuzbrojony. Pokój Mogga był w identycznym stanie jak ten.Zemsta Hana Solo państwo. Pokój był pusty. Często spędzamy wiele godzin na analizowaniu danych i wydruków komputerowych. — Czy masz drugi pistolet? — zapytał szeptem. choć bez zbędnego przepychu. ROZDZIAŁ VI Fiolla zatrzymała się w „Imperialu”. Han starał się ze wszech miar sprawiać wrażenie człowieka światowego i obytego. Lepszy taki niż żaden. Wszystkie kieszenie kombinezonu powypychała najróżniejszymi drobiazgami. zresztą sama sugerowałaś. najwidoczniej ktoś go wyprzedził. stracę Pracę. Nie mogąc już dłużej znieść tego widoku. choć trudno mu było bez podziwu przyglądać się pluszowym. aby spakował bagaże? — zapytał Han. jakby od urodzenia przebywała wyłącznie w takich wnętrzach. — Wysłałaś go tutaj. w którym się znajdowali. Zabierz tylko parę najpotrzebniejszych rzeczy i wynosimy się stąd natychmiast. Meble poodsuwano. Zajmowany przez nią apartament wyposażony był luksusowo. wyciszającym kroki dywanom. — Ale co mogło się stać z Moggiem? Musimy zameldować o tym policji — rzekła. Fiolla i Han podążyli ku wyjściu. — Gdzie jest pokój Mogga? Wskazała pluszową kotarę. Han pośpiesznie zaprogramował polecenie dla robotów odpowiedzialnych za sprzątanie tego pokoju. Odpychając Fiollę od drzwi. Możliwe.

omiatając wzrokiem długi korytarz. Gdy tylko Wookie spojrzał w ich kierunku. Dopiero za czwartą próbą udało im się przyciągnąć uwagę Wookiego. Fiolla w zamyśleniu przygryzała dolną wargę. siedzącego w sterowni i sprawdzającego coś na konsolecie sterowniczej. Chewbacca nie zwrócił jednak na to uwagi. że znalazłem to. niż na początku sądzili. Dochodzili już do „Sokoła”. Han podciągnął się na rękach i zniknął wewnątrz. Po prostu kazałem zebrać i przechować wasze rzeczy w magazynie hotelowym. — Nie powinnaś nawet pytać o tak coś oczywistego. Szanse bezpiecznego skoku w nadprzestrzeń były prawie równe zeru. ale o dziwo. pomagając dziewczynie dostać się do środka. podróż windą jak i przejście przez hall na parterze minęły bez żadnych niespodzianek. Wyszli z apartamentu. włączając je porozumiewawczo. Han przesłał mu kodem świetlnym informację o tym co się dzieje i co zamierzają uczynić. że jest ich więcej. Nasi przyjaciele prawdopodobnie oczekują tylko na nas — Han był świadomy. Powietrzna taksówka dowiozła ich aż do bramy wejściowej na teren portu. Han dostrzegł. Po chwili ujrzał potężną sylwetkę Chewbacci. nie ma nikogo — rzekł. Han sięgnął po przyczepioną do pasa lornetkę. Nie spuszczając wzroku z konsolety „Sokoła”. Zasiedli w fotelach pilotów. — Rozpoznajesz któregoś z nich? — Masz na myśli tych złotoskórych? Czy nie są to przypadkiem nasi znajomi? Cóż oni tutaj robią? — Pewnie przyszli zaprosić nas do swego klubu akrobatycznego. gdy raptem Solo szarpnął Fiollę za ramię. jak długie włochate ramię sięga do dźwigni świateł. czego potrzebujemy — rzekł. położonej blisko doku. sprawdzając czy nie odgadli ich planów. cały czas bacznie obserwował Chewbaccę. poprowadził ją wzdłuż rzędu pojazdów.Zemsta Hana Solo ramię. w którym zaparkowany był „Sokół”. Włazy pojazdu były szeroko otwarte. że Spray i Bollux również są na pokładzie. na miejscu. — Czy zapłaciłaś z góry? Dobrze. gestem nakazując jej ukrycie się za rogiem i jednocześnie wskazując na paru wałęsających się niby bez celu osobników. —¦’] Ale cóż ty. ostrożnie wyjrzał zza rogu. — Myślę. robisz? Spojrzał na nią znad programatora. — Muszę ci przyznać rację co do Espo — stwierdziła. Był to duży. Nerwy Hana napięte były do ostatecznych granic. — Co robimy? — zapytała Fiolla. ukazując sylwetkę pilota. w zasięgu wzroku było czterech. Po chwili dotarli do wypatrzonego przez Hana statku. Solo włączył reflektory transportowca. — Sądzę. Wrócicie po nie później — rzekł. — W porządku. Zauważyła. Ująwszy dłoń kobiety. Mimo 47 . nie odkładając lornetki. — Istnieje regularne połączenie pasażerskie pomiędzy tą planetą a Ammuudem. cóż by innego? — zakpił Han. Parę sekund później właz do kabiny uchylił się. na Boga. w takim razie ruszamy. Han. Podczas gdy Chewbacca pozorował rozruch silnika. podłączony właśnie do cysterny z paliwem. że przebijanie się na pokład „Sokoła” pod osłoną ognia dział pokładowych byłoby najgorszym ze wszystkich możliwych rozwiązań. masywny transportowiec. Ale jak go o tym zawiadomić? Han uważnie przyjrzał się zaparkowanym w pobliżu statkom. Fiolla bacznie obserwowała kręcących się wokół „Sokoła” osobników. Moglibyśmy z niego skorzystać i spotkać się z Chewbaccą tam. — Przynajmniej o Chewiego nie musimy się martwić — oznajmił.

stojącego na wprost rozkładu odlotów. Kobieta zmarszczyła brwi. Nie bierz sobie tak bardzo do serca wszystkiego. że to widocznie zapach jej perfum wpływa nań rozpraszająco. — Mamy szczęście — rzekła Fiolla do Hana. stając jednocześnie na baczność. co powiem. Usiłował nie sprawiać wrażenia zbyt zaaferowanego. Musimy się pospieszyć. dochodząc do wniosku. gdy znaleźli się już w bezpiecznej odległości. miał niewielkie opóźnienie względem rozkładu. że to właśnie przytrafiło się Moggowi? — Nie sądzę. że stracili połączenie. płacąc wszędzie rządowymi czekami? Równie dobrze mogłabyś napisać sobie na czole: JESTEM FUNKCJONARIUSZEM RZĄDOWYM — KTO CHCE. Han. — Czy nie zauważyłeś. stwierdzili. Wahadłowiec. na Arnrnuudzie. Poza tym. Solo. Spotkamy się z nim już na miejscu. że możemy nim odlecieć — odparł. — Muszę się nad tym poważnie zastanowić. W chwilę później opuścili kabinę frachtowca. będziesz miała okazję przetrenować opuszczanie planety pod fałszywym nazwiskiem. na pokładzie nie było żadnych kabin noclegowych. Fiolla zajęła miejsce przy oknie. zapadł w sen na długo zanim jeszcze opuścili troposferę. że nie powinniśmy zostawiać za sobą najmniejszych śladów. — Od kiedy to personel Biura Bezpieczeństwa Portu musi się tłumaczyć przed pracownikami obsługi naziemnej? Kto jest twoim nadzorcą? Technik wymamrotał pod nosem jakieś usprawiedliwienie. MOŻE STRZELAĆ. Byli jednymi z ostatnich pasażerów. obserwując start. Ponieważ linie wewnątrzsystemowe 48 . że odleci bez nas. — Na statkach o dalekim zasięgu zawsze podróżują różni szpiedzy. — Czy pójdziemy teraz zarezerwować miejsce na lot? — spytała. Chewie poczeka do naszego odlotu i dopiero wtedy wystartuje. — Nie. piątej z kolei planecie systemu słonecznego. Gdy zakończył już nadawanie depeszy. Ponieważ był to zwykły wewnątrzsystemowy lot. Chciałem tylko powiedzieć. Otworzył jedno oko i spojrzał na nią. do którego należał Bonadan. Westchnąwszy z ulgą Han rozsiadł się wygodnie. Oni raczej nie podejrzewają.. Co najważniejsze. — Dzisiaj wieczorem mamy bezpośredni statek na Ammuud. którym przybyli. myśląc o możliwości drzemki. Fiolla spojrzała na niego surowo i ujmując Hana pod ramię ruszyła spokojnym krokiem. wahadłowcem. Polecimy lotem numer 714. światła „Sokoła” dwukrotnie mignęły.. natykając się na stojącego obok technika. aby miał jakiekolwiek kłopoty. — Lub zbyt mało. — Czy myślisz. którzy weszli na pokład. że ten statek nie opuszcza granic systemu? — I dlatego nikomu nie przyjdzie do głowy. Raczej trzymają go jako zakładnika. Fiolla spojrzała z góry na technika. stale wyczuwał obecność Fiolli. — Tak. czego tam szukacie? — usłyszeli. dla którego widok ten nie stanowił żadnej nowości. — Chciałabyś podróżować anonimowo. — W głosie Fiolli zabrzmiała udawana wesołość. na pierwszym przystanku możemy przesiąść się na statek lecący bezpośrednio na Ammuud. — w jej głosie zabrzmiał strach — czy sądzisz. — Hej. czasami zdecydowanie za dużo gadam. — Dlaczego kazałeś mi zapłacić za bilety gotówką? — zapytała. więc nie sądzę. gdy kupowali bilety. — Wyjrzała przez szybę. Han potrząsnął głową. Wysiadłszy z wahadłowca na Bonadanie. a jedynie rozkładane fotele.Zemsta Hana Solo że jego myśli zajęte były przez chwilę czymś innym. ten wahadłowiec zaraz startuje. jeżeli wierzyć rozkładowi. wy.

Lwylla w przeciwieństwie do swego męża miała wciąż znakomitą figurę. — Do diabła! — zaklął Han. — Tym statkiem możemy również dotrzeć na Ammuud. — Hm. A może poczekamy na nich tutaj? Han zdawał sobie sprawę z tego. gdzie normalnie wisiała kabura pistoletu. którzy na nas czekają. Po drodze do kasy napotkali licznych mieszkańców przeróżnych planet. wszelkie opóźnienia tych pierwszych nie wpływały na punktualność odlotu tych drugich. który go zaczepił. Han? — spytała dźwięcznym. Han. czasem groźne. Lot 332. Przecież nic na to nie poradzimy — odparła Fiolla. Twoja postać wydała mi się dziwnie znajoma i jak widzisz nie pomyliłem się. lub rozwścieczonych wspólników Zlarba. że pamiętasz Lwyllę — rzekł. by wreszcie. bez grosza przy duszy. Solo. Jakoś przeżyjemy tę podróż. że upływ czasu nie ma wpływu na wygląd i samopoczucie Lwylli. Han pomyślał. skąd przybyliśmy. Ubrany był w klasyczny beżowy garnitur. Przecież to statek klasy M. zostać zaangażowanym przez Roa. W sumie hall pasażerski sprawiał wrażenie gigantycznego ogrodu zoologicznego. Widzę. Han spojrzał na wskazaną przez nią informację. — Spokojnie. że ujrzy oddział gotowych do ataku Espo. aż w końcu zebrałam tyle. dajmy temu spokój. sięgając ręką ku miejscu. 49 . Nagle Han poczuł na swym ramieniu ciężar potężnej mocarnej ręki. tak jak chyba wszyscy. wskazując na stojącą opodal kobietę. nie. — Roa! A cóż ty tu porabiasz? — Chociaż od czasu ich ostatniego spotkania Roa znacznie przytył. tak dobrze pamiętanym przez Hana głosem. Ta obróciła się w stronę Hana. Zanim dotrzemy na miejsce miną wieki. Pomyśl wreszcie rozsądnie. co nadało jego twarzy ojcowski wygląd. — Sądzę. i poznać się bliżej z tymi. że była nadal bardzo atrakcyjną kobietą. białe buty i tęczową apaszkę. — W porządku. co w połączeniu z burzą jasnych włosów i przystojną twarzą sprawiało. że zakupiłam własną flotę. że nie dysponujesz ilością gotówki wystarczającą do wynajęcia osobnego statku? Uśmiechnęła się do niego promiennie. Zatrzymuje się na dwóch. najprawdopodobniej turystyczny. — Jak leci. Przygotowany na to. — Chyba zwariowałaś. Część z nich nieprzystosowana do atmosfery Roonadanu korzystała z aparatów tlenowych. — Chyba że wolisz wrócić tam. Han zdębiał z wrażenia. Roa uśmiechnął się lekko. Czasami były to istoty niezwykle malownicze lub odrażające. na trzech innych planetach. Strząsnął ją z siebie i natychmiast kocim susem odskoczył na bok. — Jestem tu tylko przejazdem.Zemsta Hana Solo podlegały innemu zarządowi niż linie międzysystemowe. rysy twarzy tego arcysprytnego i utalentowanego przemytnika nie zmieniły się. — Czy nie mogliby jakoś zsynchronizować tych połączeń? — Przestań narzekać. zabawne. synu. Widok tej pary przywołał wspomnienie dawnych dni. że mimo upływu lat masz wciąż znakomity refleks — zaśmiał się mężczyzna. kiedy to po opuszczeniu rodzinnej planety błąkał się przez jakiś czas w poszukiwaniu pracy. — Dlaczego nie? Z każdej pensji odkładałam co nieco. — Popatrz — rzekła. rozpoznał go natychmiast. spodziewam się. Gdy tylko ujrzał twarz nieznajomego. że Chewbacca i reszta będą już wkrótce oczekiwać ich na Ammuudzie. — Przemytnik trzymał w ręku niewielką teczkę. wskazując palcem na rząd cyferek na rozkładzie. — To najszybsza droga na Ammuud — odparła Fiolla.

Roa zachowywał się jednak normalnie. bo przed wypadkiem wplątał się w kradzieże i napady rabunkowe na banki. Byliśmy z Lwyllą już trochę zmęczeni. a mimo tego Han zachował wiele ciepłych wspomnień. tak. w którym żyło się szybko i krótko. Traggą. niebezpiecznej wyprawie. Przestali ze sobą współpracować już wiele lat temu. spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. zginęli podczas potyczki ze statkiem patrolowym na Tion Hegemong. skłonił się z szacunkiem Fiolli. Starzejemy się i wolimy teraz nieco spokojniejszy tryb życia. Sonniod prowadzi firmę przesyłkową i zarabia tyle. W duchu musiała jednak przyznać. odczekawszy chwilę. Niewielu nas już zostało. choć w głębi serca natychmiast zrodziło się podejrzenie. Lwylla. że od dawna pracował w zawodzie. Zanurzył rękę w kieszeni. przedstawił ją znajomym. Han. — Spojrzał badawczo na Hana. a Han. że mu tego nie powiedziałeś. czy aby na pewno jesteśmy na liście pasażerów tego wahadłowca. wcale cię za to nie winię. że nasz bagaż został już przetransferowany. zanim zdołał połknąć truciznę. — Lwylla dotknęła policzka Hana i oddaliła się w kierunku. Roa po przyjacielsku klepnął go w ramię. Bliźniaki Brul już nie żyją. — Czy aby na pewno nie masz z tym już nic wspólnego. — Jak to dobrze. — Tak. Sam też się wycofałem. Patrząc na młodzieńczą twarz pilota nikt nie odgadłby. spojrzała na Hana porozumiewawczo. gotowego na wszystko. jakby nigdy nic.Zemsta Hana Solo To właśnie Roa umożliwił Hanowi udział w najeździe na Kessel — ryzykanckiej. Han-Solo Transport. obudź się — syknęła Fiolla. nie w przypadku Hana Solo. A jak się miewa twój stary kompan Wookie? Jesteś może w kontakcie z pozostałymi. Brzmi interesująco i chyba masz z tego niezłe dochody. Po chwili zadumy spojrzał na Hana i uśmiechnął się figlarnie. Ale dzięki za to. mówiąc: — Piąta co do wielkości w tej części Galaktyki firma import-eksport — oświadczył z dumą. — Hm. — Mamy ważniejsze rzeczy na głowie! 50 . zaraz po naszym rozstaniu. — Pracują dla nas najlepsi specjaliści od spraw ceł i podatków. że spotkanie to nie jest całkowicie przypadkowe. co mówisz. A czym ty się zajmujesz? — Prowadzę firmę transportową. byle tylko zdobyć trochę grosza. — Masz interesujących przyjaciół — rzuciła Fiolla. Han przypomniał sobie słowa Roa i dobył z kieszeni wizytówkę. Złapali go. w którym podążył jej mąż. — Hej. Podążając wzrokiem za oddalającą się parą. co na życie. wydobył wizytówkę i podał ją Hanowi. po czym odmaszerował. Wpadnij któregoś dnia. prawda? — Tak też sądzę. Han? Nie wierzę w to. Roa pokręcił ze smutkiem głową. pogadamy o dawnych czasach. smutne to. która o mały włos nie stała się dla Hana ostatnią. Fiolla głośno przełknęła ślinę. co? — Roa gestem wskazał na pas Hana. Upewnij się. Vonzelem? — Tragga kończy się w obozie pracy przymusowej na Akrit’tar. Han włożył wizytówkę do kieszeni. prawda? Zawsze przecież tego chciałeś. — Ach. że to wszystko jest już za nami. W tym krótkim czasie Han zyskał sobie opinię szaleńca. — Widzę. A Vonzel uległ wypadkowi podczas awaryjnego lądowania i resztę swych dni spędzi w więzieniu dla kalek. że ta rozmowa pozwoliła jej zobaczyć Hana w innym świetle. że i ty jesteś poza grą. a Roa zwrócił się do żony: — Widzę. Solo. Ujrzawszy Roa ucieszył się.

odkąd weszliśmy na pokład — odparł Han krzywiąc się z lekka. jeżeli jesteś tak znakomitym hazardzistą. — Przecież niczym innym się nie zajmujemy. że podróżujesz bez grosza tą starą. Nie tracił jednak nadziei. którego towarzystwo było o wiele bardziej atrakcyjne niż kompania pozostałych pasażerów. — Samo wpatrywanie się jeszcze nie zapewnia wygranej — rzekła Fiolla. że Fiolla jest wspaniałym kumplem. odkąd jesteśmy w podróży. Fiolla opowiedziała. odprasował swoją koszulę i dopiął ją na ostatni guzik. na monitorze komputera ukazały się tajne informacje dotyczące planety Bonadan. w jaki sposób natrafili z Moggiem na ślad afery z niewolnikami. nie musieliby tak bardzo liczyć się z groszem i byłoby ich stać na niewielkie uprzyjemnienie lotu. aby kapłani z Ninn zaciągnęli mnie na kolejną prelekcję o abstynencji. Sprawdzali wtedy jakieś mało istotne. że gdyby nie zbędne wydatki na opłacenie dwóch oddzielnych kabin. I proszę. Schwyciła go za nadgarstek. próbującym szczęścia w Punkcie Piątym. Mogłoby być o wiele gorzej. Szkoda mi straconego czasu. Zdobywcy Przestrzeni i parunastu innych grach. Ubrana była teraz w długą powiewną szatę i błyszczące trzewiki. Fiolla kategorycznie odmówiła sfinansowania jego zamiarów. Międzygwiezdnym Wędrowcu. mimo że obiecywał jej w zamian wygrane. gdy nagle nastąpiły zakłócenia w pracy urządzenia. że lepiej będzie zmienić temat rozmowy. nie zostawiaj mnie tutaj samej. Wtedy zarzucił jej. Zwróciła się o pomoc do Mogga. — A poza tym. powszechnie dostępne dane w komputerze. Nie powinienem na razie narzekać. że z czasem i to się zmieni. opłacę ci jedną grę w Gwiezdne Wojny. Od chwili wejścia na pokład statku walczył z ogarniającą go chęcią przyłączenia się do gry. Nawet Han. wysłużoną łajbą. — Ponad wszystko cenię sobie wygodę — odparła. wielokrotnie przewyższające wyasygnowaną kwotę. jak to się stało. Han wciąż przypatrywał się pasażerom. Nie chciałabym. Jeżeli chcesz. Z upływem każdej godziny stawało się to coraz trudniejsze. a nie nowoczesnym komfortowym jachtem? Pomyślał. — Moglibyśmy przeanalizować zebrane dotąd informacje — zaproponowała. Na pokładzie „Sokoła” dotarlibyśmy tam pięć razy szybciej! Uniósł się znad stolika. Gdy zaczął szukać usterki. a końca nie widać. wskazując karuzele ruletek i automatyczne gry hazardowe. pomyślał Han. Ta przymusowa bezczynność stawała się niesłychanie męcząca. Tylko jedna rzecz zdecydowanie mu się nie podobała —jego towarzyszka zawsze przed udaniem się na spoczynek dokładnie zamykała drzwi swojej kabiny. który jako doświadczony informatyk miał już do czynienia z wieloma komputerami. — Chyba pójdę się odświeżyć dla zabicia czasu. Opuszczając apartament hotelowy. w ostatniej chwili wepchnęła do torby również strój wieczorowy i decyzja ta okazała się ze wszech miar słuszną. — Uśmiechnij się. że zaczynam wariować.Zemsta Hana Solo Zbliżyli się do okienka kasy. wyczuwając wykwintną atmosferę tego miejsca. — Upłynęły już dwa dni. stojące w głównym salonie pasażerskim liniowca. Tak dowiedzieli się o istniejącym procederze i zbliżającym się terminie wypłaty. Statek szykował się do wejścia w 51 . W hallu znajdowało się już niewielu pasażerów. przy którym spożywali kolację. Nie dziw się. Na to nas jeszcze stać. Nie było to jednak całkowicie zgodne z prawdą. W tym miejscu nie mogłaby bez wzbudzania podejrzeń paradować w przy-brudzonym kombinezonie roboczym. Rozmawiali również o wielu innych rzeczach i pilot ze zdumieniem stwierdził.

obawiając się. W chwilę później z głośników rozległo się obwieszczenie o rozpoczęciu ostatniej fazy lotu. dobiegające ze wszystkich zakątków wahadłowca. rozciągającym się wzdłuż kadłuba obszarem. pokład gwałtownie zadrżał pod ich stopami. — Nigdy za nią nie przepadałem — oświadczył. Zaśmiał się. codzienne życie. po czym pomógł Fiolli pozbierać się z podłogi. opuściła ręce wzdłuż tułowia i nieco nimi wymachując. usiłując objąć ten wspaniały bezkresny wszechświat wzrokiem i rozumem. — Chyba nie zamartwi się na śmierć. Fiolla niespodziewanie zgarbiła się lekko. Wkrótce usłyszeli pełne przerażenia głosy i krzyki pasażerów. — Wtedy zatrzymają i ciebie. Han dostrzegł jak statek wynurza się z hiperprzestrzeni. Byłeś przecież moim wzorem do naśladowania. Jakby dla potwierdzenia jego słów zewsząd dotarły 52 . Myślisz o Chewie. lekko wyprzedziła Hana. Jedynym. co mógłby jej zarzucić. było to.Zemsta Hana Solo atmosferę. co zawsze stanowiło jedno z największych. nie spełnionych marzeń człowieka. że po kobiecemu kręci biodrami. przydatnych do śledzenia i likwidacji fikcyjnego wroga. Ten aż przystanął ze zdumienia. Przez chwilę Han przypatrywał się grze. gdy nasze przybycie się odwlecze. składającą się z dwóch potężnych monitorów i pulpitów kontrolnych. Fiolla spojrzała na Hana kątem oka. by spakować bagaże i przygotować się do wyjścia na ląd. umożliwiającą obserwację nieba. Han nie dał się długo prosić i już po chwili podążyli w kierunku salonu gier. — Zbyt przypomina ona moje własne. Po pokonaniu krętych. — Przestań — rzucił przez zaciśnięte zęby — ktoś zobaczy i wyproszą nas stąd. że myślami jesteś nieobecny. czy ktoś poza nim nie zauważył metamorfozy Fiolli. Gdyby nie odmienny strój przysiągłby. ich oczom ukazał się widok zupełnie pustej promenady. Wskutek obecnej pozycji statku nie widzieli jeszcze powierzchni planety ani krążących wokół niej satelitów. więc większość turystów pospieszyła do kabin. co mogli zrobić. — Co się dzieje? — krzyknęła Fiolla. Każdy z graczy dysponował również szeregiem informacji. — Wyłączyli wszystko poza systemami awaryjnymi. — Czy to ćwiczenia? — Obawiam się.. Gdy wreszcie dotarli do głównego korytarza. że nie! — odkrzyknął Han. Długi na dziesięć i wysoki na pięć metrów pomost był zamkniętym. Podążając wzrokiem za ręką Fiolli. prawda? — Nic mu się nie stanie — wzruszył ramionami. Han z trudem utrzymał się na nogach. rozbrojony jej tłumaczeniem. — Zostaliśmy trafieni! — krzyknął. Na całym pokładzie rozległ się szaleńczy ryk syren alarmowych. że ma przed sobą zmniejszoną wersję samego siebie. — Widzę. a zamiast nich włączyło się nieco przyćmione oświetlenie awaryjne.. Chwycił ją za rękę i pociągnął w kierunku schodów. widocznie skierowali energię do pól ochronnych. Han rozejrzał się szybko po salonie. — Dokąd idziemy?! — zawołała przerażona. prowadzących w górę schodów. po czym potrząsnął głową. Wszystkie światła przygasły. Zaśmiała się cicho. — W takim razie co powiesz na propozycję pożegnalnego spaceru po promenadzie? Było to chyba najlepsze. ograniczonym od góry przezroczystą parastalową powłoką. — Do najbliższej kapsuły ratunkowej! — odkrzyknął. — zaczęła Fiolla i nie skończyła. Salon opustoszał. — Jak długo. Przez chwilę stali nieruchomo. Wojny Gwiezdne były grą.

że poborca ma zajęcie i nie wtrąca się w tajniki pilotażu. Podczas lotu komornik zajmował się prawie wyłącznie grą oraz myszkowaniem po maszynowni „Sokoła”. Gdyby się nad tym bardziej zastanowić. by jedynie pilot i nawigator kierowali tak trudnym w pilotażu statkiem. który przyzwyczaił się już do nie kontrolowanych wybuchów złości Wookiego. Siły Wookiego były już jednak bardzo przetrzebione. — Puść mnie! — krzyknął steward usiłując się wyrwać. Po raz pierwszy stykał się z sytuacją. nie przejął się tym wcale. nie mógłby mu przecież wyjaśnić. Han mocniej ścisnął ramię mężczyzny. Pomoc Spraya okazała się bardzo przydatna podczas startu i przechodzenia do nadprzestrzeni. Był trudnym do pokonania. krzyknął: — Do kabin. Han kątem oka dostrzegł stewarda pędzącego korytarzem z apteczką w ręku. że minęło wystarczająco wiele czasu. Odstrzelili główne podwozie w chwili. bardziej dla zabicia czasu niż z konieczności. chroniących wnętrze statku przed rozhermetyzowaniem. a nawet całkowitego zniszczenia instalacji rządowych na Krańcu Gwiazdy. że nie protestował gdy Spray. Dowiedziawszy się. to ten Tynniańczyk jest całkiem niezłym drugim pilotem. dokonał dokładnej inwentaryzacji całego majątku ruchomego. Ponieważ mężczyzna najwidoczniej nie zamierzał zatrzymać się z własnej woli. ruszając w dalszą drogę. który nastąpił w chwili gdy Chewbacca uznał. gdy wylatywaliśmy z nadprzestrzeni. Ta wiadomość tak bardzo wstrząsnęła Hanem. Należało się teraz zastanowić. Nawet gdyby był w stanie odpowiedzieć Sprayowi. Wookie przyzwyczaił się do niego już na tyle. wymagającym partnerem. — Najpierw powiedz. które 53 . — Spora część z zainstalowanego przez was wyposażenia może znajdować się wyłącznie na pokładzie statków wojennych. W sumie Wookiemu było na rękę. Spray bardzo się zdziwił. W jaki sposób udało się kapitanowi Solo zdobyć przepustkę na poruszanie się wewnątrz obszaru rządowego? Wookie ignorując pytanie pochylił się nad planszą. Najwidoczniej pancerz został przebity. Wymagało to częstego omijania obowiązujących przepisów. ustawionej w kabinie „Sokoła Tysiąclecia” Chewbacca przez chwilę uważnie wpatrywał się w planszę. Han schwycił go za ramię. — Wszyscy pasażerowie mają się udać na miejsca awaryjnych zbiórek. Ten. że zwolnił uścisk na ramieniu stewarda. — Wygląd waszego statku zmylił już chyba niejednego — stwierdził Spray. Spray. Czy jesteście w pełni świadomi tego faktu? Również uzbrojenie i masa statku pozostają w całkowitej sprzeczności z obowiązującymi prawami. że Han i Chewbacca prawie nigdy nie korzystają z pomocy trzeciej osoby. wykonując kolejny ruch na planszy Wojen Gwiezdnych. by Han i Fiolla opuścili planetę. Miniaturowe elektroniczne potwory czekały na obrzeżach planszy na następne posunięcie Chewiego. pomyślał Wookie.Zemsta Hana Solo odgłosy automatycznego zamykania awaryjnych drzwi. Asystował mu podczas odlotu z Bonadanu. w jaki sposób załatwili pozwolenie. co się tutaj dzieje? — Piraci. więc lepiej było o tym nie wspominać. po czym wymruczał jakieś niezrozumiałe przekleństwo. Zwłaszcza jeden z wojowników Spraya dał się im szczególnie we znaki. głupcy! Oni zaraz tutaj będą! ROZDZIAŁ VII — Tę partię możesz już chyba spisać na straty — oznajmił Spray.

— Kapitan Solo zablokował dostęp do tego typu danych. którzy mogliby do nich dotrzeć. zapisy dziennika pokładowego i wszystkie istotne informacje z tym związane. Zakończywszy manewr. W kabinie na moment zapadła całkowita cisza. podążył ku urządzeniu nawigacyjnemu. Czerwony fotoreceptor Maxa śledził teraz poczynania Spraya. których potrzebujesz! — Właśnie o to mi chodzi! Czy mógłbyś przejść do przedziału technicznego? — zwrócił się do Bolluxa. Teraz już mu nie umkniesz — zauważył ironicznie Błękitny Max. — To bezcelowe — przemówił wreszcie Max. — Czy naprawdę chodzi ci o dane dotyczące zużycia paliwa? — zapytał Max swym dziecinnym głosikiem. — Może moglibyśmy ci pomóc — zapiszczał radośnie Max. Max wysunął końcówkę operacyjną. — Jestem już podłączony — oświadczył chwilę później. — Nie. z namysłem sięgnął włochatą ręką ku klawiaturze. po czym w ułamku sekundy zmienił zamiar. 54 . chodzi mi o bliższe dane na temat kursów w hiperprzestrzeń. czy może jakaś nielegalna gorzelnia? Wookie nie zwracał uwagi na jego złośliwości. — O rety! Niektóre z tych systemów są fluidowe! — wyskrzeczał Spray. On sam i Chewbacca są jedynymi. po czym podążył za robotem. mógłby podać informacje. — Na jakich informacjach zależy ci najbardziej? — Dane dotyczące ostatnich kursów tego statku. niespodziewanie pojawił się u jego boku potężny potwór. z zadowoleniem poskrobał się po rozczochranym łbie. Wookie w zadumie zmarszczył nos. że w żaden sposób nie mogę się połapać. Powinno mi to dać wgląd w rzeczywistą wartość statku i jego możliwości techniczne. wprawiając w ruch całą planszę. podążając krok w krok za Chewiem. — Gdybyś zechciał. — Max jest zorientowany w systemach statku — rzekł Bollux.Zemsta Hana Solo z zagrożeń było w tej chwili najniebezpieczniejsze. który sam zaliczał się do wytrawnych graczy. gdy nagle rozległo się buczenie komputera nawigacyjnego. Spray! — przyznał Max. a gdy ten usadził się w fotelu. — To była znakomita rozgrywka. — Czy nie mógłbyś jakoś wydobyć tych informacji? Jesteś przecież modułem komputerowym? Max najwyraźniej poczuł się urażony tą propozycją. Westchnąwszy ciężko. W tym samym momencie na ekranie monitora zaczęły się jedna po drugiej ukazywać plansze i tabele. Chcę wiedzieć dokąd i w jakim celu wasz statek podróżował. który z furią rzucił się na zgromadzonych po drugiej stronie planszy wojowników Wookiego i po krótkiej potyczce całkowicie ich rozproszył. — I tak udało mu się bronić o całe trzy ruchy za długo — przyznał samokrytycznie komornik. — Chciałbym. Pierwszy pilot natychmiast wygramolił ę z fotela i nie zapominając jednak o skasowaniu z planszy rezultatu gry. Powoli. — Ooch! — westchnął Błękitny Max. udało mu się wciągnąć cię w pułapkę. W chwilę później. Chewbacca ponownie pochylił się nad planszą. Wszystko jest tutaj tak bardzo zagmatwane. Stary robot siedział na jakimś pudle w jednym z rogów przedziału. aby równie dobrze mi szło przy przeglądzie technicznym statku. — Czy to jest statek. Rozczarowany Spray nie rezygnował. obserwujący walkę z wnętrza klatki piersiowej Bolluxa. — To był ósmy gambit Ilthamara. by wprowadzić statek w normalną przestrzeń. który bez chwili wahania wykonywał następny ruch na planszy. Wysunięty do przodu wojownik Spraya był sprytnie zastawioną pułapką.

Bollux wtrącił się do rozmowy: — Z tego. Wcisnął parę guzików i przesunął czujnikiem przetwornika po metalowym kadłubie. Tynniańczyk wydawał się analizować sytuację. co mogłoby to być. postępowania konserwacyjnego. tak. Wookie. usprawiedliwiającego tak drastyczną utratę energii. Nie wyglądało mu to jednak na zwykłą awarię. jakby próbując wyczuć. Korzystając z tego. W chwilę później jak gigantyczna. jednocześnie bacznie obserwując monitor. tak będzie dobrze — usiadł w fotelu i podparłszy dłonią brodę. blokującą wejście na dolny pokład. Spray przystał na sugestię Maxa. gdzie dokładnie nastąpiło uszkodzenie. napraw. Wolę się nawet nie zastanawiać nad tym. nie dowierzając komornikowi. który jednak obojętnie wzruszył ramionami. znikając w jego czeluści. czerwono-złota larwa wyczołgał się na zewnątrz. i wcisnął się w wąski otwór. Po chwili udało mu się odnaleźć miejsce uszkodzenia.Zemsta Hana Solo — Owszem. — Sądzę. Czy chciałbyś. — Ten statek jest dla mnie nieustającą zagadką. Nie było najmniejszego powodu. że tym razem nie ma innego wyjścia. gdyż ten krępował mu ruchy. jestem. co się mogło stać — odparł. w zamyśleniu spoglądał w monitor. W umyśle Chewbacii zrodziły się pewne podejrzenia. jak ta maszyneria wygląda od środka. itd. aby Błękitny Max pomógł ci w uzyskaniu tych danych? Spray sprawiał wrażenie zdegustowanego. wprawiło go w zdumienie. — Ejże! — rozległ się przeciągły gwizd Maxa. Z powodu zainstalowania obwodów fluidowych było tam jeszcze ciaśniej niż zazwyczaj. Wookie otworzył skrzynkę narzędziową. skaner i uniwersalny klucz. że powinniśmy powiadomić o tym Chewbaccę. W końcu zdołał się jakoś obrócić i włączył monitor kontrolny. Wookie nie cierpiał noszenia kombinezonu. co ujrzał. systemy zabezpieczające natychmiast wyczyszczą całą pamięć komputera. wydobył latarkę. Spojrzał pytająco na Spraya. tak. jednak były one tak straszne. gdybym się pomylił. które mogłyby pobierać energię? — spytał komornik. uznał jednak. 55 . że wolał na razie o tym nie myśleć. Na rozkaz Chewbacci Błękitny Max sprawdził. — Nie mam zielonego pojęcia. Pozostali członkowie załogi zasypali go gradem pytań. a jego czarne nozdrza rozszerzyły się. Chewbacca podążył w kierunku magazynu. Ale jednocześnie obowiązuje mnie posłuszeństwo względem mojego kapitana. gdzie pośród wielu innych niezbędnych przedmiotów znajdował się jego skafander. Uzyskawszy niezbędne informacje. — A cóż to takiego? Co oznacza ten nagły spadek mocy? To musiało się stać zaraz po starcie! — Czy jesteś pewien. co było przyczyną awarii. W pobliżu głównego włazu Chewbacca odsunął główną klapę. To. a wyposażony jest niczym najnowocześniejszy niszczyciel floty Imperium. że komornik zamilkł. Według informacji komputera nastąpiła ogromna strata energii. zużyty frachtowiec. Opuszczenie statku było jedynym sposobem sprawdzenia. chociaż nie wyobrażał sobie. A poza tym. co było przyczyną awarii. co zrozumiałem. przegląd powinien się zacząć od zebrania ogólnych danych. że nie ma żadnych dodatkowych instalacji w wewnętrznym kadłubie. — Jestem tego całkowicie pewien — zapewnił Max. po czym w towarzystwie Spraya i Bolluxa podążył na tył statku. dotyczących systemów napędowych. niechętnie opuścił sterownię i podążył do przedziału technicznego. Coś bliżej nieokreślonego pobierało moc z obwodów „Sokoła”. Chewbacca zmarszczył gęste brwi. — Co? O. Usunąwszy ich z drogi jednym zamaszystym ruchem ramienia. i potężny Chewbacca z trudem poruszał się po niewielkiej komorze. Wygląda jak stary.

jak poważne były uszkodzenia statku. Bomba musiała być niewielka. Nie było również słychać syku uchodzącego powietrza — Bollux mocno opierał się plecami o wyrwany w kadłubie otwór. znakomicie znał się na budowie frachtowców takich jak „Sokół”. co. że ich tajemniczy przeciwnik nie wiedział o zainstalowaniu na pokładzie statku dodatkowych systemów fluidowych. wepchnął go w fotel pilota. Nie tracąc czasu na usadowienie się w fotelu pilota. Wookie dopadł konsolety kontrolnej i włączył na maksimum systemy filtrujące. nie wiem jak długo jeszcze mój korpus wytrzyma ciśnienie. skąd dobiegały odgłosy intensywnego łomotania. Robot uniósł głowę i w jego głosie zabrzmiała wyraźna ulga: — Otwór jest dosyć duży. Nie zaniedbał tym razem zabrania kombinezonu i maski przeciwgazowej. umocował bombę zegarową na kadłubie statku. chroniąc Błękitnego Maxa. Chewbacca wymamrotał coś nieprzychylnego na temat umownego czasu przestrzennego. Dzięki zmianom. zapewne jeden z wrogów oczekujących na Hana i Fiollę. Podmuch różnobarwnych gazów. statek zadrżał i usłyszeli wzmagający się świst powietrza. Zanim zdążyli jakoś zareagować. po czym. przynajmniej na razie. aby zapobiec dalszemu rozprzestrzenianiu się toksycznych gazów. W chwilę później oddalił się bez słowa w kierunku. Cała przestrzeń wewnątrz „Sokoła” wypełniła się rykiem syren sygnalizujących niebezpieczeństwo rozhermetyzowania statku oraz sykiem uciekającego na zewnątrz powietrza. niezbędną dla eksplozji. Chewbacca i Spray pobiegli do sterowni. Zasuwa na piersiach Bolluxa zatrzasnęła się. a którego niesprawność w tej chwili mogła kosztować ich życie. lecz miejsce. a uzyskanie jakichkolwiek dowodów przestępstwa byłoby niemożliwe. który uratował ich na Lur. taszcząc ciężką gaśnicę. jak naprawić uszkodzenie kadłuba. W zamierzeniu miała to być zbrodnia doskonała — cały statek i jego załoga po prostu „rozpłynęliby się” w nadprzestrzeni. po czym sprawdził na monitorze. Ogień został już ugaszony. Bomba uaktywniła się zaraz po starcie. a nadprzestrzeń otulała frachtowiec jak jakaś bezkresna kurtyna. Przedostawszy się do maszynowni ujrzał Bolluxa. prowadzącego na zewnątrz statku. stanowiło dowód na to. Zastosowano jeden z miniaturowych. że powinien pan użyć możliwie jak największej łaty. Rozległ się donośny huk i z wnętrza otwartego włazu dobyły się kłęby żrącego dymu. Sądzę. w którym ją umieszczono. że ten. Przeniknięcie do normalnej przestrzeni było absolutnie nieuniknione. Robot niezdarnie wgramolił się z gaśnicą do kanału. jednocześnie 56 . Ujrzeli jak robot przedziera się przez kłęby dymu. wybełkotał coś w swoim języku. siedzącego pośród porozrywanych fragmentów przewodów fluidowych. dobywających się z uszkodzonych systemów fluidowych. rozwiązywało problem. kto to uczynił. Chewbacca po raz kolejny przeklął w duchu automatyczny system obronny statku. odrzucił Chewbaccę i Spraya o parę metrów. Chewbacca pochylił się nad konsoletą. czerpiąc z systemów statku energię. schwyciwszy Spraya za ramię. w miejscu. Dla Bolluxa nie stanowiły one jednak żadnego zagrożenia. i wskazując wyłaniającą się w oddali planetę Ammuud. Dzięki temu uniknęli śmierci wskutek zatrucia skoncentrowanymi oparami. Chewbacca gorączkowo zastanawiał się. gdzie detonacja musiała poczynić najgorsze spustoszenia. Wookie zdał sobie sprawę. Część systemu fluidowego wciąż funkcjonowała. poczynionym w systemie ochronnym.Zemsta Hana Solo W chwilę potem było już za późno na wszelkie rozważania. supernowoczesnych typów. Potwierdziło to najgorsze obawy Wookiego. Podczas postoju na Bonadanie ktoś. zniszczenia spowodowane eksplozją nie doprowadziły do całkowitego unicestwienia statku. możliwych do wykrycia tylko podczas drobiazgowej inspekcji.

Bollux. który podążył w kierunku sterowni. Wookie wprowadził statek na właściwy kurs. 57 . Zaciskając ręce na korpusie Bolluxa poczuł. co mógł zrobić. starał się za wszelką cenę unikać niepotrzebnych kłopotów i zaangażowania obcych w ich poczynania. mając zajęte obie dłonie. jednej lekkiej. z niepokojem patrząc czy ta łata spełni swoje zadanie. jednocześnie przygotowując się do powstania. a obydwaj znajdą się na zewnątrz „Sokoła”. Uczyniwszy to. Usiadł w fotelu pilota i po chwili stwierdził. — I udało mi się skierować statek w korytarz. jednym raptownym ruchem poderwał się z podłogi. W końcu zdecydował się na przygotowanie dwóch łat. — To Max poddał mi tę myśl — rzekł robot skromnie. i drugiej. doszedł do siebie. jednak każda chwila była bezcenna. że aparatura kontrolna jest w zadowalającym stanie i być może uda im się wylądować bez angażowania wozów strażackich. pomagając mu przejść do kanału wejściowego. Mocno zacisnął zęby. Jedynym pragnieniem Chewbacci było teraz położyć się na chwilę na pokładzie i spróbować złapać oddech. czując. Niebezpieczeństwo rozhermetyzowania zostało na pewien czas ograniczone do jednej. Uniósł się z ziemi i ruszył za Chewbaccą. Zastali tam Spraya. dotychczas trzymający się z tyłu. Zapierając się z całych sił nogami. Skończywszy. Otwór był sporo większy niż początkowo sądził.Zemsta Hana Solo usuwając stamtąd Bolluxa. Strumień powietrza niby huragan pociągał go w kierunku wyrwy. z uznaniem poklepał Bolluxa po ramieniu. że w pozycji. niewielkiej kabiny. siatek ochronnych i wywołania lawiny niezręcznych pytań. pochylił się nad prowizorycznie zatkanym otworem. Jedynym. i trzymając w rękach lekką płytę. prowadzący do jedynego portu lotniczego tej planety. Podał Bolluxowi mniejszą z płyt i pospiesznie wyjaśnił mu swe zamiary. Podobnie jak Han. Porwana pędem powietrza płyta utkwiła w otworze. Zasuwa na jego piersiach otworzyła się. Chewbacca. początkowo oszołomiony. jednak manewrowanie statkiem w zwykłej przestrzeni było nadal możliwe. jakie dawał mu jego system motoryczny i długie ręce. Niewielkie. pchnął w kierunku wyrwy. że jeszcze chwila. rozciągającej się wokół statku przestrzeni. Pochylił się i oburącz schwycił Bolluxa. Gdy już znaleźli się w atmosferze Ammuuda. Bollux. Bollux schwycił za róg płytę i unosząc ją w górę. Dosłownie w parę sekund później prowizoryczna łata została wyssana w próżnię i zniknęła w bezkresnej. wepchnął ją w otwór. ku swemu przerażeniu odkrywając. Wykorzystując całą moc. odskoczył w bok. stosunkowo niewielkiej. Chewbacca usiłował utrzymać równowagę. Sytuacja Chewbacci stała się nagle niezwykle groźna. Chewbacca w pełni podzielał obawy robota. Korzystając z możliwości. trwałej i grubej. w jakiej się znajdował. był całkowicie bezradny. Systemy sterowania hiperprzestrzennego „Sokoła Tysiąclecia” uległy uszkodzeniu. Robot skinął potakująco głową. natychmiast go zatykając. że za moment całe jego ciało ulegnie rozerwaniu. Dobył pojemnik z cementem uszczelniającym i paroma ruchami uszczelnił szpary wokół zatkanego otworu. nie będzie w stanie pomóc Wookiemu. Czas miał pokazać. lżejsze narzędzia i drobiazgi błyskawicznie wyleciały na zewnątrz. Wookie donośnym chrząknięciem wyraził swą dezaprobatę dla pomysłu Spraya. — Nie straciliśmy na szczęście zdolności manewrowania — oświadczył. to próbować wcisnąć drugą łatę w otwór. teraz zbliżył się do fotela Chewbacci. Zamierzałem właśnie prosić o zgodę na awaryjne lądowanie. pochylonego nad instrumentami. pociągając za sobą parę drobnych elementów i powiększając wyrwę. jak bardzo było to niebezpieczne.

To Spray wepchnął go z całej siły do tunelu. — Nie widzę sposobu zostawienia mu wiadomości bez jednoczesnego ujawniania naszej obecności tutaj. chcąc uzyskać możliwie jak najdokładniejszy obraz gór rozciągających się w bezpośrednim sąsiedztwie portu. Czujniki podłoża ukazały na monitorze port kosmiczny planety. że nie możemy lądować zbyt głęboko w.Zemsta Hana Solo — Sądzę. usunęli wszelkie luźno leżące przedmioty. — Czy to znaczy. — . którą powinienem się z panem podzielić. jeśli zejdziemy zbyt głęboko w atmosferę planety — odparł Max. wskazując na drugą kapsułę — leży parę narzędzi. że panujące tam niskie ciśnienie nie spowoduje całkowitego wyłączenia systemów naprowadzających. — Ostrożnie! — krzyknął komornik do Chewbacci. Byli już blisko kapsuł awaryjnych. — Poszukaj kapitana Solo! — wrzasnął komornik. że ten statek jest nadal własnością agencji. Ponieważ nie mogli lądować w niższych warstwach atmosfery. Schodzili teraz łagodnym hakiem. Błękitny Max właśnie dokonał przeglądu uszkodzeń. musieli poszukać odpowiedniego miejsca w górach z nadzieją.. Chewbacca mruknął coś niezrozumiale. abyśmy zabrali wszystkie porozrzucane narzędzia i przygotowali się do lądowania awaryjnego — objaśnił Bollux.. pokrytym niezmierzonymi połaciami lasów i wieloma oceanami. Ammuud był światem. — On chciał powiedzieć. — Czy jest to duża głębokość? — zapytał Spray. Wewnętrzne i zewnętrzne włazy rozwarły się automatycznie i zanim oszołomiony Bollux zdołał cokolwiek odpowiedzieć. gdy Spray przypomniał sobie o czymś niezwykle istotnym.. Chewbacca zwrócił łeb w kierunku współpasażerów i włochatą łapą wskazał na śródpokładowy korytarz. W dole coraz wyraźniej majaczyła powierzchnia planety.atmosferę — dokończył Bollux. lecąc w kierunku wysokich gór Ammuudu. że mam wiadomość. którą reprezentuję! Wookie warknął groźnie. zwalniając dźwignię. co tu zaszło? — Obawiam się. — poczuł raptownie uderzenie w plecy. że nie możemy lądować? — spytał Spray. że w tamtym tunelu — rzekł. — Umiarkowana. niewielka szalupa awaryjna zaczęła opadać w kierunku portu kosmicznego. Jeden z przewodów kontrolnych właśnie implodował... Pośpiesznie opuścili kabinę i przesuwając się systematycznie w głąb korytarza. — A co z kapitanem Solo? W jaki sposób dowie się. Bollux posłusznie pochylił się nad otwartym włazem. Statek zadrżał konwulsyjnie. Utrzymują się one na stałym poziomie. W chwili gdy „Sokół” unosił się w górę. że nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie — oświadczył Bollux. Wookie nieco uniósł dziób statku i dostroił czujniki. zamykając je w schowkach. kapsuła odłączyła się od statku.. W trakcie korekty kursu udało mu się zmniejszyć prędkość statku. usadowiony u stóp wysokiego łańcucha górskiego. 58 . — Nie — odparł Bollux. — Pamiętaj. — Prosi. grozi nam implozja w systemie sterowania. — Wręcz odwrotnie. proszę pana — odparł Bollux. Wydaje mi się. Przynieś je tutaj. Komornik przytaknął ze zrozumieniem. — Dobrze. — Czy grozi nam z tego powodu wybuch? — zapytał Spray. — Nie widzę żadnych.

podawane przez głośniki. — Słuchaj! — powstrzymała go Fiolla. Z tej to przyczyny Han Solo nie zwracał uwagi na wzajemnie wykluczające się polecenia. żeby stawiała czoło piratom. aby podporządkowali się poleceniom członków załogi. rzucił się w głąb korytarza. jednocześnie usiłując przypomnieć sobie dokładną budowę statków klasy M. — Zabierz z kabiny całą gotówkę i biegnij do najbliższego stanowiska kapsuł ratunkowych! — Usłyszał odgłos zatrzaskiwanych drzwi. chyba. co Fiolla przypłaciła rozdarciem swej pięknej sukni wskutek zahaczenia o jedną z zasuw. — Trudno wymagać od załogi liniowca. gdy już udało im się wydostać z tłumu pasażerów. Mając to na względzie. Wolał nie myśleć. — Przecież to doświadczony pilot. czasami nie są w stanie sprostać wymogom chwili. klnąc w duchu niedbalstwo oficera. Złapawszy oddech. Jedna z kapsuł powinna znajdować się tuż przy sektorze zasilania. ignorujących zalecenia równie spanikowanych oficerów. Rzucili się ku nim biegiem. pospieszmy się. zaproponowane przez załogę statku. że piraci dotrzymają słowa? — wymamrotał Han. Znajdujące się przed nimi drzwi powoli się zamykały. aby po nią wracać. a załoga już dawno zdążyła zapomnieć. odpowiedzialnego za konserwację sprzętu. — Dla zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim pasażerom i członkom załogi — rozległ się dudniący głos dowódcy — zdecydowałem się zaakceptować warunki kapitulacji. jakim była „Pani Mindoru”. Ciekaw jestem. Ten skończony dureń kapitan kazał zablokować wszystkie drzwi i włazy na całym statku. zwalniające lądowniki. jeżeli tylko nie będziemy stawiać oporu i próbować korzystać z kapsuł ratunkowych. który nas zaatakował. a następnie pchnął ją raz jeszcze. jednak nie było teraz czasu. zapanował kompletny chaos. nie grozi nam żadne niebezpieczeństwo. czego uczono ją na kursach. co oznaczałoby znalezienie się w automatycznie blokowanym sektorze. widząc dookoła przerażonych pasażerów. nie sądzisz? — Powinni walczyć przynajmniej w obronie własnej skóry! Dotarli do długiej.Zemsta Hana Solo ROZDZIAŁ VIII Centra dowodzenia. że chcesz pograć w jednorękiego robota. rzuciła: — Mam przy sobie wszystkie pieniądze. — Co robimy? — spytała Fiolla. co jednakże nie zwolniło zaczepów podtrzymujących kapsułę. — sprawa ta nie dawała mu spokoju. — Na jakiej podstawie on sądzi. Na statku pasażerskim. że jedno i drugie. Chociaż statek został uszkodzony. Kapitan statku zdawał się odzyskiwać zimną krew. Trzymając za rękę Fiollę.. Dziewczyna zaimponowała mu swym humorem. Han bez ceregieli złamał plombę na dźwigni zwalniającej i odciągnął ją do tyłu. Zapewniono mnie. którędy załoga dostanie się do baterii ogniowych?! — Może kapitan nie zamierza podejmować walki — prychnęła pogardliwie. Solo przyciągnął dźwignię do siebie. — Wydałam na nią całą miesięczną wypłatę — rzekła z żalem. czy ucieczka? — Sądzę. rozkazałem zablokować wszystkie dźwignie. Możemy już iść. — Solo! —wrzasnęła Fiolla wracając. nawet na doskonale funkcjonujących statkach wojskowych. cylindrycznej kapsuły ratunkowej. — Co teraz będzie? Walka. Kiedy ostatnio miał 59 . Szczęściem w ostatniej chwili zdążyli się prześliznąć na drugą stronę. — Dobrze.. że nikomu z nas nie stanie się krzywda. — Przypomniał sobie o pozostawionej w kabinie lornetce. Rozkazuję wszystkim pasażerom. gdzie z rzadka przestrzegano instrukcji.

z którymi zetknęła się już wcześniej. oczekując. Dzięki decyzji kapitana. — Nie tylko nasze. agenta rządowego do spraw rolnictwa na jednym ze światów i paru innych.. pomalowany czarną. albo też została odwołana przez kapitana. ale również wszystkich niewinnych ludzi na tym statku. pod samym nosem władz?. wbrew zaleceniom kapitana zgromadził się tłum pasażerów. Han wstrzymał oddech. Han uniósł się nieco. znajdującej się w środkowej części liniowca. Pośród nich Fiolla dostrzegła duchownego z Ninn w jaskrawozielonej sutannie. wibrujące siekiery i kusze pneumatyczne. wiodący na zewnątrz korytarza. — Cóż ma oznaczać ta nagła decyzja? — Szybkie decyzje to moja specjalność — odparł lekko. — Idziemy — rzucił. Han podbiegł i stwierdził. a może nawet uda się uszkodzić ich statek. — Co zamierzasz zrobić. Solo? — zapytała Fiolla. Przecisnąwszy się przez wąski właz. obserwując jak dokładnie przygląda się wszystkim inżynierskim oznakowaniom na kadłubie liniowca. dzierżyli w dłoniach miotacze energii. sposobiąc się do wtargnięcia na pokład liniowca. po czym zwinnie zeskoczył z fotela artylerzysty. Niedaleko od miejsca. gdyż piraci zgromadzili się już pewnie przy śluzie powietrznej. w którym się ukryli. że prowadzi on do wieżyczki strzelniczej. co mogę zrobić. najprawdopodobniej były one puste. Nie możemy uciec. Nie zważając na jej protesty. pomyślał. odziani w bojowe kombinezony kosmiczne. sprawnie zbliżający się do kadłuba statku pasażerskiego. natychmiast to zauważą — oświadczył. tuż przy śluzie. — Mam nadzieję. Złowrogi cień statku piratów znajdował się już w polu rażenia działa. — I stracić przy tym życie — rzekła cierpko. a Fiolla przycupnęła na miejscu pomocnika artylerzysty. Han przerwał inspekcję i pociągnął Fiollę w głąb jednego z bocznych korytarzy.. jednocześnie mamrocząc coś pod nosem. — Solo. — Ale jeżeli zaczekamy. Sektor kontrolny statku nie ukazał się jednak na celowniku. połączone ze wstrząsem — najwidoczniej piraci właśnie przycumowali. Gdy zgraja uzbrojonych piratów wpadła na pokład. ale przynajmniej możemy pokrzyżować ich plany.. Wkrótce potem usłyszeli głuche uderzenie. ponownie pochylił się nad ekranem celownika. Czy sądzisz.Zemsta Hana Solo miejsce tak śmiały napad. Na dźwięk pneumatycznie otwieranego luku. Han nie chciał celować w kabiny załogi. że ma szansę oddać tylko jeden jedyny strzał. piraci nie musieli korzystać nawet z kapsuł pomocniczych. Przez przezroczystą osłonę widzieli dokładnie statek piratów — smukły. Obsługa albo nie zdołała do niego dotrzeć. Opierając się wygodnie w fotelu. Solo! — Wręcz przeciwnie.. że oni dotrzymają słowa i nikogo nie skrzywdzą? Ja w to nie wierzę. Był świadom tego. wszyscy cofnęli się o parę metrów. Osobiście nigdy dotąd o czymś takim nie słyszał. Dwulufowe działo laserowe gotowe było do strzału. Właz najwidoczniej został automatycznie otwarty bezpośrednio po pierwszym alarmie. aż statek przesunie się bliżej. Nie wolno ci tego robić. — Jeżeli zaczniemy manewrować wieżyczką. Najwidoczniej piraci zamierzali przycumować bezpośrednio do śluzy. aż podlecą bliżej i znajdą się na wprost nas. spójrz! — Fiolla wskazała na otwarty właz. zapewniających im tymczasową kryjówkę. to jedyne. Baterie strzelnicze działa były świeżo naładowane. pasażerowie rozpierzchli się w popłochu. przeprowadzony w intensywnie patrolowanym obszarze. Han pochylił głowę nad celownikiem.. Han usadowił się za pulpitem ogniowym.. Sprawiali wrażenie 60 . Przynajmniej raz powinniśmy ich trafić. Podążała za nim. Napastnicy. ujmując w dłonie dźwignie spustowe. pochłaniającą światło farbą. że dobrze zapamiętałem rozkład pomieszczeń na liniowcach typu M.

całkowicie ignorowane przez przybyłych. Wkrótce ich ciała pokryły się lepką. — Dlaczego ty tak strasznie wszystko komplikujesz? — narzekała. aby Solo mógł iść pierwszy. — Przecież prędzej. a ja sądzę. przeciskając się pomiędzy rurami i grubymi przewodami. To duże ryzyko atakować w bezpośrednim sąsiedztwie patroli Espo. — Trzymaj! — Fiolla podała mu krótki. Wokół rozbrzmiewały krótkie. bijąc kolbami wystraszonych pasażerów. Bacznie obserwował wszystkie wręgi i znajdujące się na nich napisy na całym odcinku. Wewnątrz kabiny znajdował się właz. by stwierdzić. i mocno oparła się o Hana. którego szukał. po raz pierwszy jestem w takiej sytuacji! — Więc zaufaj mi. — Jaki jest sens ukrywania się? — spytała. bezmyślnych zbrodniarzy. po czym przesunęła się w bok. pozostali napastnicy zaś. panie Solo? — Nikt i nigdy — korzystając z krótkiej drabinki wspiął się na wyższy poziom. bogatszy i nieco bardziej oddalony cel. czy później i tak wpadniemy w ich ręce. tak. Spora grupa uzbrojonych po zęby napastników podążyła natychmiast w kierunku mostka kapitańskiego na wypadek gdyby kapitan zmienił zdanie. dokładnie przeszukując wszystkie jego zakamarki. — Gdzie jesteśmy? — spytała Fiolla. że nogi jego towarzyszki należą do niezwykle zgrabnych. że to nie jest zwykły atak piracki? — Nie mam pojęcia.Zemsta Hana Solo bezdusznych. rozdzieliwszy się na grupy. Wentylacja w tego rodzaju pomieszczeniach nigdy nie jest zbyt dobra. a zapieranie się nogami i naprężanie wszystkich mięśni niczego nie zmieniło. biegnącego wzdłuż statku. często trudne do ominięcia przeszkody. Fiolla po krótkim wahaniu podążyła za nim. umożliwiający dostęp do tunelu naprawczego. nie dyskutuj! Niezdarnie wgramoliła się do środka. Hanie Solo. odsuwając na bok zalegające druty i jakieś żelastwo. wąskiego pomieszczenia. Na każdym kroku napotykali na różne. ale tobie to najwyraźniej nie odpowiada. urywane rozkazy i przerażone krzyki pasażerów. 61 . po długim i mozolnym przedzieraniu się. że prawdziwi piraci wybraliby inny. — Mamy dwuosobową rezerwację na najbliższą odlatującą stąd kapsułę. podwijając wysoko spódnicę. co jeszcze bardziej zirytowało Fiollę. często trącając głowami nisko wiszące przewody. Oni kogoś szukają. Han dostrzegł właz. że dziewczyna trzyma w dłoni jeden ze szczebli znajdującej się poniżej drabiny. Han wprowadził Fiollę do korytarza prowadzącego ku rufie. Powoli przesuwali się wzdłuż tunelu. Ta chwila wystarczyła Hanowi. metalowy pręt. Wreszcie. W tunelu panował półmrok rozświetlany jedynie mglistymi. zmusiło ich do zgromadzenia się w salonie. brudną mazią. Właź. Fiolla skrzywiła się. Han szerzej odsunął klapę i wszedł do długiego. że tym kimś jesteśmy my. — Czy nie wpadło ci do głowy. który zatrzasnął za nią właz. Paru innych. rozeszli się po całym statku. Jestem pewien. Koło zamachowe nawet nie drgnęło. wskazując kciukiem sufit. o nie! Han prychnął ze złością. — W takim razie co tutaj robimy? Czy kiedykolwiek ktoś odważył się krytykować twoje rozkazy. Spojrzał w dół i stwierdził. prowadzącym do kabiny gospodarczej. Jednakże próba otwarcia znajdującej się w górze zasuwy spełzła na niczym. — Piraci już chyba całkowicie opanowali statek. awaryjnymi światłami. — Piraci zadowoliliby się pieniędzmi i zostawili nas w spokoju. a oddychanie dodatkowo utrudniał nagromadzony tu kurz. — Nieco poniżej śluzy — odrzekł. A poza tym nie rozumiem decyzji kapitana o zablokowaniu kapsuł.

. Potężny cios zadany łomem powalił go na kolana. to. Ten odskoczył. ale następny cios zmiażdżył nadajnik umieszczony w bocznej ścianie hełmu. On już będzie wiedział. czy nam się uda. co spodziewał się ujrzeć — wnętrze komory naprawczej.. Jeżeli ich do tego zmusimy. Trudno mi przewidzieć. — Nie sądzę. by nas dorwać.Zemsta Hana Solo — Tracisz czas na państwowej posadzie. — Więc co my tutaj robimy? — spytała. że pomieszczenie jest puste. Fiolla nerwowo przyglądała się całej scenie. Sięgnął dłonią do przełącznika komunikatora. dziewczyno — rzekł szczerze. usiłując wyrwać mu broń. zresztą zostało już ono dokładnie przeszukane. że jest w wewnętrznej kieszeni mojego kombinezonu termicznego. związał mu ręce i nogi. Tym razem koło zaskrzypiało i drgnęło. odziana w poszarpaną wieczorową suknię. znajdującej się tuż obok głównej śluzy. Han przybliżył twarz do szczeliny i ujrzał to. Strażnik wycelował w jej kierunku i szybko rozejrzał się po pomieszczeniu. Strażnik pilnujący głównej śluzy pozostawał w kontakcie z resztą kamratów dzięki zainstalowanej w hełmie krótkofalówce. Trzymając broń gotową do strzału. Nagły hałas. że jeżeli przedsięwzięli tego typu akcję. Pociągając za sobą Fiollę. skąd może uda się nam przedostać do kapsuły. Zaniemówiła. przeszukają cały statek. gdy delikatnie położył palec na jej wargach. co robić dalej. pamiętasz? To jest teraz twoje zadanie. Zasuwa przesunęła się parę milimetrów. W pomieszczeniu zgromadzono kombinezony kosmiczne członków załogi. którego zupełnie się nie spodziewał. Widział jednak tylko jedynie narzędzia i wiszące kombinezony. zabrzmiało jak uderzenie metalu o metal. ale strażnik nie zamierzał się jeszcze poddać. Dopiero kolejny cios sprawił. Chcą się dowiedzieć. odziany w kombinezon. 62 . Była to przerażona młoda kobieta. — To są handlarze niewolników. odczuwając jedynie potężny ból w czaszce i ramionach. strażnik pociągnął za dźwignię otwierającą właz. Ostrożnie wszedł do komory i przełączając mikrofon hełmu na działanie zewnętrzne. że zupełnie zapomniał o karabinie. zawołał: — Wyjdź stamtąd natychmiast! Nie zrobię ci krzywdy! Jego obietnica została spełniona szybciej i w sposób. naśladując jego szept. dobiegający gdzieś z bliska. to po to. a poszczególne ich grupy dokładnie przeszukiwały wszystkie pomieszczenia. odczytaj taśmę z danymi Zlarba. Mimo hełmu strażnik stracił na moment świadomość. ale nie dopuścił jej do słowa. Początkowo strażnik sądził. na których wisiał. zrozumiawszy wreszcie jego plan i już otwierała usta chcąc zaprotestować. bezmyślnie obracając w dłoniach zdobyty miotacz. Chciała coś powiedzieć. — Nie możemy się dłużej ukrywać. — Walka i ucieczka. a potem nas zlikwidować na dobre. usiłującego ukryć się za jednym z wiszących kombinezonów. nie piraci i jestem pewien. co wiemy. Teraz jednak dostrzegł sylwetkę człowieka. przyciągnął uwagę strażnika. — Przy śluzie jest teraz najwyżej jeden lub dwóch strażników — rzekł. przekładając pręt przez szprychy koła i zapierając się z całej siły. Han możliwie jak najciszej zatrzasnął właz. Rzucił się na nieprzytomnego strażnika i używając pasów podtrzymujących. Statek był w tej chwili całkowicie kontrolowany przez piratów. odsłaniając mroczną czeluść komory naprawczej. aby spodziewali się ataku. Jest tylko jedno miejsce. Kobieta podbiegła. ale jeżeli dotrzesz na pokład „Sokoła”. Han Solo. co usłyszał. Chociaż ciężki hełm nieco utrudniał mu rozróżnianie dźwięków. Powiedz Chewiemu. odczepił się od szelek.

Zemsta Hana Solo

Han łagodnie odebrał jej broń. Stwierdził, że miotacz naładowany jest pociskami
rozrywającymi. Nie mogły one zranić kogoś, ubranego w szturmową zbroję, mogły
jednak się okazać zabójcze w przypadku niczym nie chronionych pasażerów i członków
załogi. Han pożałował, że nie ma do dyspozycji swego pistoletu.
— Nie wiemy, czy miał on rozkaz meldowania się, czy też nie — stwierdził. — Musimy
zatem iść. Jesteś gotowa?
Dziewczyna spróbowała się uśmiechnąć, a Han zamknął za nimi przegrodę i w chwilę
później weszli na pokład pirackiego statku. Korytarz międzypokładowy był pusty. Wygląda
na to, że wszystkie bandziory ruszyły na poszukiwania, pomyślał Han. Przepuścił Fiollę
naprzód i trzymał miotacz tak, jakby kobieta była pojmanym więźniem. Liczył na to, że
pośród panującego zamętu i dzięki noszonemu kombinezonowi nie zostanie rozpoznany.
Gra była ryzykowna, lecz warta świeczki.
Ujrzał światło ostrzegawcze i oznaczenia wskazujące drogę do stanowiska
ratowniczego.
— Hej ty, stój! —usłyszał za plecami krzyk. Udał, że nie słyszy i lekko pchnąwszy
Fiollę lufą miotacza, pewnym krokiem szedł dalej. Po raz kolejny rozległo się jednak
donośne:
— Stój!
Błyskawicznie obrócił się na pięcie, uniósł miotacz i w mgnieniu oka rozpoznał twarz
stojącego przed nim osobnika. Był to ciemnowłosy mężczyzna, ten sam, którego twarz
widział na ekranie czytnika, a który miał się spotkać ze Zlarbem. On i jeszcze drugi
mężczyzna odziani w kuloodporne kombinezony z uniesionymi hełmami, mierzyli do nich
z pistoletów.
Jednak pistolety, którymi dysponowali, były w tej sytuacji niewiele warte jako broń.
Równie dobrze mogli zostawić te eksponaty w domu, pomyślał Han, celując w ich
kierunku. Fiolla krzyknęła coś, czego nie dosłyszał.
Obaj piraci zorientowali się, że nie sprostają Hanowi i rzucili się do ucieczki, chroniąc
głowy w momencie, gdy Han nacisnął na spust.
Miotacz Hana miał krótki zasięg rażenia. Ładunek rozerwał się zaraz po opuszczeniu
lufy, rozrzucając odłamki i wypełniając cały korytarz głuchym hukiem. Wyglądało na to,
że żaden z handlarzy nie został zraniony, jednak żaden z nich nie przejawiał ochoty do
powstania z pokładu. Han odpalił w ich kierunku następny ładunek i chwytając Fiollę za
łokieć, pociągnął ją w kierunku przedziału ratowniczego. Dziewczyna sprawiała wrażenie
zszokowanej, ale nie stawiała oporu. Han otworzył właz i wepchnął ją do środka.
— Siadaj i przygotuj się do startu! — krzyknął, złorzecząc w duchu, że przyjdzie mu
pilotować tak kiepski statek.
Wiązka energetyczna przeleciała tuż obok, rozświetliła cały korytarz i zniknęła w głębi.
Han skrył się za klapą włazu, ostrzeliwując jednocześnie atakujących go nieprzyjaciół.
Wszyscy runęli na ziemię, jednak Han nie sądził, by udało mu się zranić któregokolwiek
z nich.
Zamknąwszy obydwa włazy, rzucił się na fotel pilota i odblokował zaczepy. W
przeciwieństwie do łodzi ratunkowych liniowca, te na statku pirackim wciąż funkcjonowały.
Po gwałtownym wstrząsie szalupa została uwolniona. Han zwiększył moc i odłączyli się
od statku macierzystego.
Solo, całkowicie skoncentrowany na pilotażu, okrążył kadłub liniowca i wykonawszy
zgrabną pętlę, skrył się za nim, wychodząc poza zasięg ognia dział pirackich.
Zaraz potem skierował łódź ku planecie Ammuud i ściągnął z głowy hełm.
— Czy sądzisz, że zdołamy umknąć? — spytała Fiolla.
— Mamy spore szanse — odparł, nie spuszczając wzroku z aparatury. — Nie rozpoczną
63

Zemsta Hana Solo

pościgu, dopóki nie zbiorą z powrotem wszystkich swoich ludzi. A jeżeli zechcą wysłać za
nami inne kapsuły, nie zdołają nadrobić naszej przewagi.
Usłyszał skrzypienie fotela nawigatora i ujrzał, jak Fiolla przesiada się na miejsce
drugiego pilota.
— Siedź spokojnie i nie wierć się — nakazał. — Jeżeli wypadniemy z kursu lub stracimy
prędkość, będziesz się mogła pożegnać z życiem!
Zignorowała jego słowa. Han pojął wreszcie, że coś zszokowało ją tak bardzo, że do
tej pory nie może się otrząsnąć. Wiedząc, jak skryta jest z natury, Han zdecydował się
poświęcić jej nieco uwagi.
— Co się stało? — zapytał łagodnie.
— Mężczyzna, do którego strzeliłeś...
— Ten ciemnowłosy? To ten, który zostawił wiadomość, o której ci wspominałem, łącznik
Zlarba — zwrócił twarz w jej kierunku. — O co ci właściwie chodzi?
— To był Mogg — odparła blada jak ściana Fiolla. — Osobiście wybrany przeze mnie
asystent!
ROZDZIAŁ IX
Był wczesny ranek, gdy w porcie kosmicznym planety Ammuud nagle zapanował dziwny
ruch. Wszyscy, ludzie i automaty, przerwali pracę na dźwięk syren, oznajmiających
alarm bojowy. Wszędzie wokół portu ukazały się zamaskowane dotychczas działa. Port
kosmiczny chroniony był odpowiednio do swojej wielkości i znaczenia strategicznego.
Na niebie ukazała się kapsuła ratunkowa ostro odbijająca światło słoneczne. Jej pilot
włączył właśnie systemy lądowania. Załogi obsługujące turbolasery, wyrzutnie rakietowe
i wielolufowe działa śledziły każdy manewr pilota, w każdej chwili gotowe do otwarcia
ognia.
Jednakże załoga lądownika jak dotychczas nie przejawiała żadnych wrogich zamiarów.
Kapsuła wylądowała w dokładnie wyznaczonym miejscu, znajdującym się na bocznym
lądowisku, tuż przy wieży kontrolnej. Pojazdy naziemne wyposażone w przenośne
działka natychmiast otoczyły ją szczelnym kordonem. Portowe roboty, zautomatyzowane
przenośniki ładunków i inne automaty powróciły do swych zajęć, zadowolone, że już nic
nie zakłóca im ich skomputeryzowanego programu zajęć. Nikt nawet nie zwrócił uwagi
na jednego z robotów, który uginając się pod ciężarem beli zwiniętej metalowej siatki
podążył w kierunku łodzi.
Odsuwając zasuwę włazu, Han przelotnie spojrzał na Fiollę.
— Trzeba ci przyznać, że masz dużą intuicję w dobieraniu wspólników.
— Solo, on przeszedł pozytywnie wszystkie testy i rutynowe badania — oznajmiła z
uporem godnym lepszej sprawy. — Cóż więcej mogłam zrobić? Posłać go na sondowanie
mózgu?
Han, gotowy już do opuszczenia kapsuły, zwrócił twarz w jej kierunku.
— Nie byłoby to takie głupie. Ale w każdym razie wiemy, na czym stoimy. To, że dotarłaś
do zapisów komputerowych handlarzy na Bonadanie, nie było spowodowane błędem
programu. Końcówka komputera, którą dysponował Mogg, najprawdopodobniej była
wyposażona w specjalną blokadę. Wygląda na to, że twój eks-wspólnik pełni funkcję
głównego księgowego handlarzy i być może również ochrania ich przed takimi jak ty
zapaleńcami. Zaproponował ci wycieczkę z myślą, że zlikwiduje cię bez śladu. Założę się
również, że to właśnie on uszkodził twój pistolet.
Fiolla odzyskała już rezon.
64

Zemsta Hana Solo

— To przecież nie moja wina — stwierdziła.
Han nie odpowiedział, zaskoczony ilością wymierzonych w siebie luf i wrogimi spojrzeniami
otaczających go żołnierzy. Uśmiechnął się przyjaźnie i pokazał puste dłonie.
Z tłumu wystąpił mężczyzna odziany w luźną tunikę. Jego odzienie trudno byłoby
nazwać mundurem, jednak na naramiennej przepasce Han dostrzegł insygnia wojskowe.
Solo wiedział, że władzę na Ammuudzie sprawuje koalicja siedmiu największych klanów
wiernych Imperium. Z różnorodności mundurów i uzbrojenia można było wnioskować,
że członkowie portowych sił bezpieczeństwa rekrutowali się ze wszystkich siedmiu
organizacji.
— Cóż to wszystko ma znaczyć? — warknął przywódca. — Kim jesteś? Co się tam w
górze wydarzyło? — Ostatniemu zdaniu towarzyszyło uniesienie ręki i wskazanie lufą
pistoletu na rozciągające się nad Ammuudem niebo.
Han zeskoczył na pas startowy i uspokajającym gestem uniósł ręce.
— Byliśmy pasażerami „Pani Mindoru”. Statek został zaatakowany przez piratów, którzy
wdarli się na pokład. Nam udało się zbiec, ale nie wiem, co się wydarzyło po naszej
ucieczce.
— Zgodnie z doniesieniami, piraci opuścili pokład liniowca i odlecieli w nieznanym
kierunku. Czy mógłbym zobaczyć pańską kartę identyfikacyjną? — mężczyzna wyciągnął
rękę.
— Nie mieliśmy czasu na spakowanie walizek — odparł Han. — Wskoczyliśmy do
pierwszej z brzegu kapsuły ratowniczej i uciekaliśmy gdzie pieprz rośnie.
— Dosłownie w ostatniej chwili — dodała Fiolla oparta
o właz. — Czy mógłbyś mi pomóc zeskoczyć, kochanie?
Kilku policjantów podbiegło i wyciągnęło pomocne dłonie. Fiolla wyglądała bardzo
atrakcyjnie, mimo podartej i mocno zabrudzonej sukni. Stanowiła przekonywujące
potwierdzenie opowieści Hana. Solo uprzedził wszystkich i ująwszy ją w talii, postawił
na ziemi.
Oficer w zamyśleniu potarł czoło.
— Wygląda na to, że będę was musiał zaprowadzić do kwatery głównej Reesbonów na
dalsze przesłuchanie.
Jeden z towarzyszących mu ludzi gwałtownie zaprotestował.
— Dlaczego akurat do Reesbonów? Dlaczego niby nie do kwatery Glayydów? Jest nas
więcej niż was.
Reesbonowie i Glayydowie były to dwa spośród siedmiu rządzących Ammuudem klanów.
Mor Glayyd, patriarcha swego klanu, był właśnie człowiekiem, z którym Han i Fiolla
musieli się zobaczyć. Spojrzenie dookoła utwierdziło Hana w podejrzeniu, iż „Sokół” nie
znajdował się na lądowisku. Pilot z trudem oparł się chęci zapytania o swój statek, wolał
jednak nie wplątywać Chewbacci w to, co się wydarzyło.
Problemem chwili była konieczność wyboru kwatery któregoś z klanów na dalsze
przesłuchania. Han nie wiedział jeszcze, co powie przywódcy Glayydów, ale niezbyt
pragnął znaleźć się w kwaterze Reesbonów.
— Jeżeli chodzi o ścisłość, mam pewną sprawę do pana Mora Glayyda — oświadczył.
Jego słowa wywołały groźne zmarszczenie czoła u oficera dyżurnego, a także podejrzliwe
spojrzenia mężczyzn z plemienia Glayyd.
— No i co na to powiecie? — rozległ się głos jednego z Glayydańczyków — Czy
zaprzeczycie, że sprawa ta w równej mierze leży w kompetencji Mora Glayyda jak i Mora
Reesbona?
Przedstawiciel Reesbonów i jego ludzie byli w znacznej mniejszości. Oficer mocno
zacisnął wargi i obrażonym głosem oświadczył:
65

— Ale jest to bardzo istotna sprawa. ale systemy zabezpieczające na tej planecie działają nadzwyczaj sprawnie. — Sądziłem. rzuciwszy parę zdań do mikrofonu komunikatora.Zemsta Hana Solo — Wezwę pojazd naziemny. ale może dzięki temu udało mi się uniknąć więzienia. zanim udamy się na przesłuchanie? — Wybaczcie nam — wymamrotał jeden z Glayydańczyków — Możecie odpocząć w kabinie. Oficer dyżurny. oświadczył: — Wkrótce przybędzie po was ślizgacz.. że nieco przeholował. dowiedziałem się tego 66 . — Nie zapomnij mu powiedzieć. oczekując waszego przybycia. Co więcej. Z przyłożoną do czoła dłonią wyglądała zupełnie tak. jakby za chwilę miała stracić przytomność. z jaką Han przybywał do Mora Glayyda. — Nie. Chcąc przerwać potok dalszych. on mnie nie oczekuje — odparł zgodnie z prawdą Han. inne. Właśnie wtedy. rozległ się głos: — Proszę pana. widząc. — Zwracając się ku Glayydańczykom rzekł: — Mam nadzieję. — Mor Glayyd szykuje się do pojedynku na śmierć i życie — odparł. Trudno w to uwierzyć.. Han nie zdołał ukryć zdumienia. nie cierpiące zwłoki sprawy. jakby słowa Reesbończyka były wyraźną prowokacją. czy życzy pan sobie. wszystkie pojazdy wojskowe muszą pozostać na terenie portu. kierując się ku centrum dowodzenia. — Dużo przeszła ostatniej nocy — tłumaczył zebranym Han. ma on przecież na głowie. Fiolla ciężko oparła się na ramieniu Hana. tuż za plecami Hana. O ile się orientuję. Przez całą drogę do portu kosmicznego starałem się po prostu nie rzucać w oczy. że jest was tylko dwoje — zirytował się jeden z oficerów. — Czy w czymś przeszkodziliśmy? — zapytał. bym pozostał na pokładzie? Mimo największych starań. Wreszcie udało mu się jakoś zapanować nad sobą. — Wylądowałem w pewnej odległości od miasta. trudnych do uniknięcia pytań. jeżeli odrywamy go od jakichś pilnych spraw — Han przypomniał sobie słowa dyżurnego oficera. Nie sądziłem. unieśli lufy karabinów. że Mor Glayyd niezwłocznie poinformuje pozostałe klany o przebiegu śledztwa. — Możesz udać się z nami — rzekł. Bollux posłusznie wygramolił się z włazu. — Co zrobiłeś po wylądowaniu gondoli ratunkowej? — zapytał Han. Robot w skrócie opowiedział im. że zjawicie się tutaj w tak niezwykły sposób. że jest nam przykro. Glayydańczycy. wskoczył do swego pojazdu i wraz z obstawą oddalił się w kierunku zabudowań portowych. — Czy na Ammuudzie roboty traktowane są na równi z ludźmi? Han nie mógł oderwać wzroku od Bolluxa i przez dłuższą chwilę nie był w stanie uporządkować myśli. Powiadomię Mora Glayyda o waszym przybyciu. Oczekujący rozkazów Bollux stał jak posąg przy włazie kapsuły. Fiolla i Han zasypali Bolluxa gradem pytań. Oficer. Glayydańczycy pragnęli jednak dowiedzieć się czegoś więcej o sprawie. — Tylko my dwoje i nasz osobisty robot — rzekła. abym mu towarzyszył? A może chce pan. — Kompas Spraya nie był zbyt dokładny — odparł Bollux. Tym razem Fiolla wykazała się większą od Hana przytomnością umysłu. — Może pozwolicie nam na chwilę odpoczynku. Usadowiwszy się w przedziale pasażerskim. co się wydarzyło do chwili rozstania na Bonadanie. Przez parę godzin plątałem się po mniejszym terminalu. wyraźnie rozwścieczeni uwagą oficera. Glayydańczyk spojrzał na Hana badawczo.

Jak już mówiłem. Członkowie klanu Glayyd zajęli każdy skrawek wolnego miejsca wewnątrz i na zewnątrz pojazdu. nikt nie zauważył. nawet nadzorcy. gdy już się stąd wydostaniemy. — Poczekaj — rzucił Han. — W takim razie. w kapsule. że pracuję w różnych. W przewalającym się wzdłuż ulic tłumie dostrzegli handlarzy. pstrokate kolory. zanim rozpocznie się ten idiotyczny pojedynek! — wykrzyknęła Fiolla. po czym wolno ruszyli z miejsca. kapitanie. Powiedz teraz coś o tym pojedynku. zgodnie z zasadami Kodeksu. — Ale tym samym oszukiwałeś ludzi. co więcej. Kierowca. A ponieważ w rzeczywistości nie byłem przypisany do żadnej brygady. Samochód był wygodny i z łatwością mieściło się w nim dwunastu pasażerów. oddalonych od siebie sektorach. co było tam do zrobienia. Co więcej. co należy do robotów — odparł Bollux. przywódca najpotężniejszego klanu. Mor Glayyd. jaką złożył. Czy nie stało to w sprzeczności z twoim podstawowym programem? Han przysiągłby. ośmielę się stwierdzić. że on rozumuje w ten sam sposób — odparł Han sucho. było konieczne dla dobra pani i kapitana. robiłem po prostu to. Nigdy dotychczas nie sądziłem. zadbam. że stojąc przed taką alternatywą. — To. W innym razie przecież nie pracowałyby. Chyba zrozumiałe. — Nie możemy pozwolić. ponieważ śmierć Mor Glayyda będzie im bardzo na rękę. Mimo wszystko nie jest ona moją prywatną własnością i sądzę. zostając wodzem klanu. Pomalujemy cię na różne barwne. nie może również interweniować żaden z współplemieńców Mora Glayyda. Funkcję systemu kanalizacyjnego pełniła sieć otwartych rowów ściekowych obrośniętych szkarłatnymi glonami. — Dostałem się na teren portu wejściem dla robotów i robiłem wszystko to. — Z tego. Mężczyzna nie protestował. Jeżeli Mor Glayyd nie przystąpi do walki. — Gdzie się ukryłeś? — Hmm. po prostu wziąłem na plecy metalową siatkę i ruszyłem na wasze spotkanie. Drewniane i kamienne budynki tworzyły wrażenie prowincjonalności i zacofania. wykazywali niezwykłą żywotność i ruchliwość. że roboty są wcześniej zaprogramowane i doskonale znają swoje zadania. że pomiędzy poszczególnymi klanami istnieje sztywny Kodeks Honorowy. że w głosie Bolluxa zabrzmiał odcień dumy. a także złamie przysięgę. — Zmieniłem zdanie — oświadczył Han jednemu ze stojących na zewnątrz strażników. przywódca straci twarz. — Nikt nie zwraca uwagi na roboty — wtrącił Han. siedział oddzielony od reszty kabiny grubą szybą. Przejeżdżali przez samo centrum miasta. mający do dyspozycji komputer kierowniczy.. co robiłem. został obrażony przez przybysza. względnie jego przeciwnik zostanie zabity lub zraniony przed rozpoczęciem pojedynku. Dotarłem w pobliże lądownika i wszedłem na pokład tylnym włazem. wynika. cieszącego się sławą zawodowego rewolwerowca.. prawda? Nikt mnie nie zaczepił. że będę musiał ją zwrócić w nienaruszonym stanie. W tym samym momencie ujrzeli jak lśniąco-czarny pojazd naziemny podjeżdża do lądownika. pracowników portu lotniczego. byś już zawsze i wszędzie rzucał się w oczy.Zemsta Hana Solo i owego na temat panującej sytuacji. że było konieczne dla ratowania was obojga. Sprawiało ono przygnębiające wrażenie. Ludzie zawsze sądzą. — Mój robot zostanie tutaj. policję 67 . I tak. a nadal będziesz czuł się urażony tym faktem. wybrałem mniejsze zło. Ludzie. których mijali. aby go wcześniej zabito! — Podejrzewam. Han i Fiolla wygodnie usadowili się w wyłożonym miękką tapicerką wnętrzu pojazdu. że jako robot mam tak duże możliwości ukrywania się. Pozostałe klany nie zamierzają interweniować. Fiolla raptownie zainteresowała się opowieścią Bolluxa. co zdołałem się dowiedzieć. — Musimy dotrzeć do niego. gdy ujrzałem podchodzącą do lądowania kapsułę.

by kobieta zaoferowała mu coś do picia. — Jestem Ido. Samochód wjechał przez otwartą na oścież bramę i zatrzymał się wewnątrz potężnego garażu. chcąc wyjaśnić zaistniałe nieporozumienie. wejdźcie i rozgośćcie się. Han chciał już protestować. — Proszę. co było przyczyną nieporozumienia. pytając. — My nie mamy z tym nic wspólnego. należących do piechoty klanowej. ubrana w haftowaną srebrną nicią suknię. jednak była ona wyraźnie zaabsorbowana innymi sprawami. — Jestem o nich o wiele lepiej od ciebie poinformowana. — Oto przyczyna — rzekła. ale wątpię. lecz Fiolla będąca niewątpliwie lepszym dyplomatą zmieniła temat rozmowy. pracowników konstrukcyjnych i wielu. Kwatera główna klanu Glayyd mieściła się w kompleksie nowoczesnych. że we Wspólnym Sektorze można znaleźć o wiele gorsze zakątki — odparł Han. — Strażnik nie sprecyzował celu waszego przybycia. Ammuud nie miał najmniejszych szans stania się dochodową czy wpływową planetą systemu. — Zachowaj dla siebie uwagi o niedoskonałości Wspól-nego Sektora! — warknęła. a czasami mignęły kolorowe szaty klanowych elegantek. nie powiedziano mi. a także starożytne. Jeden ze strażników poprowadził ich do niewielkiej windy. Na prawym policzku kobiety widniała świeża blizna. Niestety. ale zdecydowałam się z wami spotkać. Młoda kobieta skinęła głową. wskazując na kierowcę i pasażerów. — Zapewniam cię. zaś ramiona jej okryte były zwiewnym błękitnym szalem. Od tyłu budowle osłonięte były potężnym łańcuchem górskim. Pierwszym moim krokiem będzie dotarcie do Rady Dyrektorów. zresztą nie z naszej winy. że to skaleczenie może oznaczać wyrok 68 . aby mój brat znalazł dla was choć chwilę czasu — odparła Ido. niż na ponurym. lecz gustownie. wielu innych. Pośród nich tu i ówdzie ukazywała się charakterystycznie odziana postać któregoś z członków klanu. Różnica pomiędzy nami polega na tym. ciężkie meble. Han z całej duszy pragnął. Fiolla prychnęła. czy innych. jak się nazywacie. siostra Mora Glayyda — oznajmiła. Fiolla spojrzała na niego karcąco. niebieską wstążką. Ido bez słowa wskazała bliznę biegnącą w poprzek jej policzka. Czekała tu na nich młoda kobieta. ich oczom ukazał się ogromny pokój. bez słowa obserwowała mijany krajobraz. zaprogramowanym w każdym szczególe Bonadanie. — odrzekł Han szybko. sterylnie czystych metropoliach rządowych. by we Wspólnym Sektorze istniały jeszcze takie miejsca. że ja nie załamuję rąk i próbuję to jakoś zmieniać. była to jednak planeta ciekawa. Hanowi podobało się tutaj o wiele bardziej..Zemsta Hana Solo obszarów leśnych. Pomimo wszelkich niedoskonałości tego miejsca. gdy wjechali w dzielnicę slumsów. Pneumatyczne sofy i fotele. — Pojedynek był już dwukrotnie przekładany. — Obawiam się. otoczonych skomplikowanym systemem zasieków i bunkrów. mając nadzieję. Przedstawili się i korzystając z zaproszenia rozsiedli się w wygodnych fotelach. by ta sytuacja miała się po raz kolejny powtórzyć. wznoszącym się tuż za miastem. — Czy ma pani na myśli pojedynek? — spytała wprost Fiolla. Jej ciemnokasztanowe włosy zaczesane były do tyłu i ściągnięte wąską. skrzyżowała ręce na piersiach i ignorując go. że dotyczy to naszego ostatniego zmartwienia. Han uciszył ją gestem dłoni. — Nie sądzę więc. Pomieszczenie umeblowane było skromnie. Gdy po krótkiej jeździe w górę winda zatrzymała się.. Fiolla zmarszczyła brwi. — To naprawdę skandaliczne. strzeżonego przez dwóch mężczyzn. sześciennych budowli. świadczyły o dobrym smaku i zamiłowaniu do luksusu.

Któż ośmieliłby się stawić czoło samemu Hanowi Solo? — Podejrzewam. że człowiek ten to słynny rewolwerowiec. — Jak nazywa się ten nieznajomy? — zapytał Han. Han pomyślał. że przybyliście tutaj. i wiesz wszystko. że jesteś Hanem Solo. Gdy rozradowana Ido zniknęła za załomem muru. podrywając się na równe nogi. gdy tylko zorientuje się. jeżeli Gallandro zabije mnie? — Sądziłam. o co naprawdę chodzi w tym wszystkim. o których Mogg informował Zlarba. — Miałam nadzieję. może wspólnie znajdziemy wyjście z sytuacji. Chociaż chyba tobie imię tego rewolwerowca nie jest całkowicie obce. — Co będzie. — Nikt ze starszyzny pozostałych klanów nie zamierza tego zrobić. Wyeliminowałeś z gry Zlarba. Z rozmyślań wyrwał go błagalny głos Fiolli: — Ido. a przynajmniej tak to wyglądało. Mój brat nie miał innego wyjścia i musiał wyzwać go na pojedynek. Jakiś nieznajomy pojawił się na Ammuudzie parę dni temu i znalazł sposób. który bezlitośnie rozprawia się z wszystkimi przeciwnikami. czego ja sama zdołałam się dowiedzieć. aby nie dopuścić do pojedynku lub interweniować — rzekła Ido. co ma on do powiedzenia o tej sprawie. Czy sądzisz. rozwścieczyło go coś. pomyślał z uznaniem.. występujący w swoim własnym lub naszym interesie. — Jeszcze jeden drobny szczegół — rzekł Han z sarkazmem. Han. po którym mógłbyś dotrzeć do zleceniodawców Zlarba i odzyskać swoje pieniądze. Uderzył mnie. Gdy już 69 . że Mor Glayyd nie będzie jego przeciwnikiem. jest najprawdopodobniej zamieszany w całą tę aferę. Jeżeli Gallandro zabije Mora Glayyda. Masz więc pole do popisu. że Gallandro wycofa się natychmiast. Han nie znał nikogo o takim imieniu. gdyż chętnie widzieliby nasz upadek. wybuchnął: — Czy ty jesteś normalna? W jaki sposób zamierzasz mu pomóc? — Ja? Ja nie jestem w stanie mu pomóc. Ale ty możesz zająć jego miejsce i uratować go — rzekła pogodnie. być może uda nam się dociec prawdy. Na jego zaproszenie odbyliśmy wspólny spacer po pałacowym ogrodzie. Poza tym jestem pewna. by odnaleźć człowieka. Dotychczas zetknęłam się z tym imieniem tylko raz. a pojedynek to niewątpliwie „środki”. to należy on do najbardziej zaufanych ludzi dowódcy okręgu.Zemsta Hana Solo śmierci dla mojego brata.. Cały incydent wydaje się zręcznie przygotowaną prowokacją. by przedstawiono mi go na przyjęciu. zupełnie niespodziewanie. sprawy zaszły już zbyt daleko. — Jeżeli to ten sam człowiek. Odumin. całkowicie lekceważąc możliwość istnienia podsłuchu. mającą na celu pozbycie się mojego brata. — Ja?! — wrzasnął. że nikt przy zdrowych zmysłach! — Och. Jeżeli zajmiesz miejsce Mora Glayyda. że przygoda i walka znaczą dlań więcej niż wysokie konto w banku. Mógłby to zrobić ktoś obcy. ale wyraz twarzy Fiolli świadczył o czymś wręcz przeciwnym. że gdyby to on był Morem Glayydem. urwie się ostatni trop. który zawsze twierdził. bezzwłocznie wsiadłby na pokład szybkiego statku z kieszeniami wypełnionymi rodową biżuterią i ulotniłby się z Ammuudu. Solo. Dowódca okręgu. A zgodnie z Kodeksem Honorowym żaden inny członek naszego klanu nie może zastąpić mojego brata. Ona wie o wielu dziwnych sprawach. Nigdy nie słyszałem o tych ludziach. — Nawet nie wiem. Niestety. — Zwą go Gallandro — odparła. Dopiero później dowiedzieliśmy się. Solo. pozwól nam porozmawiać z twoim bratem. widziałeś Mogga z handlarzami niewolników. co powiedziałam. Jestem tu po to. który jest mi winien dziesięć tysięcy. że oni kiedykolwiek przestaną podążać twoim śladem? Twoją jedyną szansą jest spotkać się z Morem Glayydem i wysłuchać. W pewnym momencie. proszę.

— Widząc. jasnokasztanowate. Dotychczas sądził. wypełnionych wszelkimi możliwymi rodzajami broni: karabinami energetycznymi. że to Ido jest jego młodszą siostrą. odgłosy ich kroków rozbrzmiewały głucho w całym pomieszczeniu. kapitan Solo chce cię zastąpić w pojedynku. handlarze niewolników zawsze będą mu deptać po piętach. Dziewczyna miała rację co do jednego: jeżeli nie doprowadzi sprawy do końca. — Gallandro i jego sekundant przybyli właśnie do kwatery i oczekują mnie w zbrojowni. W tej samej chwili rozległ się pisk komunikatora. nagroda od Rady Dyrektorów dla obywatela w uznaniu jego zasług lub coś w tym rodzaju. że dumny młodzieniec zamierza zaprotestować. — Dlaczego nie miałbym zastąpić Waszej Wysokości? — odparł Han. Wzdłuż ścian strzelnicy i na jednym z jej krańców porozwieszano najrozmaitszych kształtów tarcze strzeleckie.. Zaklinam cię na wszystko. którzy zamieszani są w handel niewolnikami. Dobrze. 70 . oraz sprzętem dodatkowym. zgódź się — rzekła błagalnym tonem Ido — Zrób to dla mnie! Mor Glayyd spojrzał na siostrę i przybysza. jeżeli pozwolisz Gallandrze zabić Mora Glayyda. Zostanę na zawsze twoim dłużnikiem. mam do Waszej Wysokości pewną sprawę. kuszami. nie malowały się na niej żadne uczucia. — Ale dlaczego? Han w zamyśleniu potarł czoło dłonią. ponieważ nie rozumieli nic z toczącej się rozmowy. — Staram się. ponurych sal. Na przykład. Gdy szli na spotkanie. jak młody jest Mor Glayyd. niezbędnym do ich obsługi. — Obawiam się. bogato zdobionej tuniki. Ten ostatni element wyraźnie nie pasował do sylwetki drobnego.Zemsta Hana Solo będziemy mieli w ręku wszystkie nici. Jego włosy. Gdy ponownie zwrócił ku nim twarz. Po chwili wahania oświadczył: — Żaden z członków mojego klanu nie mógł mnie zastąpić. ale co chciałaś przez to powiedzieć? — Jeżeli nie uda ci się wydusić z nich tej forsy. zgódź się na to! Mor Glayyd spojrzał na Hana niezdecydowanie. postaram się załatwić dla ciebie coś w rodzaju rekompensaty. Najwidoczniej włączył również system głuszący. Mor Glayyd ginął całkowicie w fałdach obszernej. interes. Mor Glayyd przeprosił ich na chwilę i odszedł odebrać wiadomość. W razie czego ulotnię się tylnimi drzwiami! — To zależy wyłącznie od ciebie. Zbrojownia składała się z amfilady obszernych. Będzie to jednak mało prawdopodobne. który mógłby was zainteresować. związane były z tyłu przepaską i opadały luźno na kark. niech tak będzie. ufna. Tym razem Fiolla nie wtrącała się do rozmowy. zwracając się do niego pieszczotliwie: — Ewwen. Ido przedstawiła Fiollę i Hana bratu. bladego chłopca. W tej samej chwili drzwi otworzyły się szeroko i ujrzeli Ido prowadzącą pod ramię swojego brata. dodał śpiesznie: — Proszę pamiętać o swojej siostrze i obowiązkach względem wszystkich członków klanu. będę mogła wszcząć postępowanie przeciwko wszystkim. Może jednak zacznę od początku. Chodźmy teraz do zbrojowni! Winda szybko zwiozła ich na najniższy poziom. — Hmm.. — Żądam dziesięciu tysięcy i ani kredyta mniej — rzekł Han stanowczo. — Ewwen. że nie mamy już czasu na żadne wyjaśnienia. Jednak moja śmierć pozostawiłaby siostrę i współplemieńców na łasce innych klanów. proszę. Han zdumiał się widząc. Nie zapominaj też o swoich dziesięciu tysiącach. miotaczami ognia. że Han potrafi bez jej pomocy wynaleźć jakiś przekonujący powód. myśląc o obiecanej gotówce. przepasanej pasem z kaburą. — I żadnych przyjęć okolicznościowych. kapitanie Solo — rzekł.

których końce zdobiły niewielkie złote koraliki. Starszy mężczyzna. natomiast jego usta osłaniały imponującej długości wąsy. Han wystąpił naprzód. była niewątpliwie lekarzem. Han nie dostrzegł na niej żadnych kresek — najwidoczniej Gallandro nie widział potrzeby zaznaczania liczby pokonanych przeciwników. nie kryjąc zaskoczenia. — Dlaczego? — spytał rewolwerowiec. noszący na sobie barwy Reesbonów. Chociaż Han nigdy dotąd z nim się nie zetknął. biorąc do rąk iskrzyciel o krótkiej kolbie i rzucając przeciwnikowi przelotne spojrzenie. Gallandro był wyższy od Hana. Ubrany był w dwuczęściowy kombinezon — luźne szare spodnie i tunikę. Ciebie nawet nie znam. że człowiek ten był instruktorem młodzieńca w posługiwaniu się bronią. by jego słowa zabrzmiały szczerze. Nie spuszczając wzroku z twarzy Gallandra. Gallandro zwrócił się w kierunku Mora Glayyda i przemówił: — Panie. nieco więcej uwagi poświęciwszy Morrowi Glayydowi i kroczącemu tuż za nim Hanowi. był chyba drugim sekundantem. Najbardziej przerażające były jednak oczy rewolwerowca. jak i pańską szanowną siostrę — wypowiedział tę kwestię obojętnym tonem. Han podejrzewał. niebieskie paciorki. Gallandro badawczo przypatrywał się po kolei każdemu z przybywających. został najprawdopodobniej wyznaczony na sekundanta Mora Glayyda. zakończoną wysokim kołnierzykiem. Z całego serca proszę o przebaczenie zarówno pana. czuję się zobowiązany przeprosić Waszą Wysokość. Przez ramię przerzuconą miał krótką. w której wyłożono wybraną broń. Kobieta o zrezygnowanym wyrazie twarzy. — Jako strona wyzwana na pojedynek — oświadczył sekundant Mora Glayyda — Gallandro wybrał broń ręczną. Całości dopełniała zwiewna biała apaszka okręcona wokół szyi. Stojący z boku siwowłosy starzec.Zemsta Hana Solo Tym razem jednak nie one miały stanowić cel. Han podszedł do gabloty. — Ale wiesz doskonale. że pojedynek odbędzie się zgodnie z planem. z trudem kryjący zdenerwowanie. wyglądał na sędziego pojedynku. Cichy szmer rozszedł się wśród zebranych. — On nie musi tłumaczyć się ze swojej decyzji — zaoponowała Ido. Najłatwiejszy do rozpoznania był ostatni członek grupy. z których każdy nieco przypominał jego własny. Wszystkie egzemplarze zostały zatwierdzone przez obie zainteresowane strony. mówiące wszystko o jego charakterze i bezwzględności — nieruchome. Na twarzy zabójcy malowały się spokój i pogoda. — Całe nieporozumienie zaszło pomiędzy mną a Morem Glayydem. Drugi z oczekujących ich mężczyzn. nie starając się nawet. którego kolba wystawała nieco z kabury. że według Kodeksu Honorowego mam prawo zastąpić w pojedynku Mora Glayyda —rzekł twardo. Nie zainteresował się żadnym z krótkich karabinków. że Gallandro stoi tuż obok. Han powątpiewał w jej przydatność w takiej sytuacji. z przewieszoną przez ramię podręczną apteczką. sam jego widok spowodował. co byłaby w stanie zrobić. Lekarka ze smutkiem potrząsnęła głową. Mężczyzna miał przytroczony do pasa dziwaczny pistolet. to stwierdzić zgon jednego z walczących. Nagle zorientował się. Tuż przy tylnym wejściu oczekiwało pięć osób. — Mam 71 . — Słyszałem. i ze znawstwem ocenił każdy egzemplarz. odziany w strój o barwach klanowych. Siwiejące na skroniach włosy rewolwerowca były krótko przystrzyżone. Jedyne. Han ani przez chwilę nie wątpił. że pilot spiął się wewnętrznie. sportową marynarkę. Wyraz twarzy Gallandra był jednak nieprzenikniony. Mylił się jednak. Przygotowaliśmy ulubioną broń Waszej Wysokości. skupiając swą uwagę na dwóch pistoletach. że mam lepszy refleks od tego dzieciaka — odparł Han uprzejmie.

dając do zrozumienia.Zemsta Hana Solo nadzieję. niż było to możliwe z pokładu „Sokoła”. co się stało. — Może innym razem — oświadczył z uśmiechem. zanim ktokolwiek z obecnych zorientował się. Gallandro był najgroźniejszym rewolwerowcem. wciąż trzymającego broń w rękach. Cudem umknąwszy śmierci. równym. Pierwszy oficer z trudem powstrzymał się od ironicznego parsknięcia. Wookie zamierzał zainstalować radar zewnętrzny. Solo. że jego nieobecność będzie trwać bardzo krótko. widząc. Paroma prostymi gestami Chewbacca bez trudu wyjaśnił Sprayowi. skubiących trawę i przemieszczających się z niższej doliny ku miejscu. co zamierza zrobić. która rozpętała się poprzedniej nocy. Trafił na Chewbaccę w chwili. Przez chwilę wydawało się. co pozwoliłoby im na kontrolowanie o wiele większego terytorium. Nagle splunął.. że wichura. rozciągającej się w paśmie górskim za portem kosmicznym Ammuudu. ale kiedy wrócisz? — zapytał z niepokojem Spray. — Ale.. chętnie widziałby teraz Gallandra na marach. Niezbyt miał ochotę na walkę. niebezpieczny. gdy ten zajęty był pakowaniem przeróżnych narzędzi i aparatów kontrolnych. Wydawał się trochę. — Udało się — westchnęła z ulgą Fiolla. Trudno było jednak od niego wymagać. nieoczekiwanych warunkach. Tynnańczyk okazał się całkiem użyteczny w tych nowych. Gallandro parsknął ironicznie. Sięgnął po swą marynarkę. — Jestem zawsze do dyspozycji. Han spojrzał na cztery tarcze. a może nawet przewyższającym kunsztem jego samego. rwąc zębami kępki wiosennej trawy i młode gałązki i przeżuwając je powoli. w którym się zatrzymali. Chcąc dodatkowo zabezpieczyć statek. Han jednak gotów był przyjąć przeprosiny zamiast niego. Schodząc po rampie na ziemię. skłonił lekko głowę przed damami i skierował się ku wyjściu. — A co z nimi? — Spray wskazał na stado zwierząt. później przeniósł wzrok na Hana. 72 . że bezzwłocznie opuści pan nasz dom i planetę. ignorując całkowicie stwierdzenie Fiolli. jakiego kiedykolwiek spotkał na swej drodze.. Wyprostował się i schował broń do kabury. — Może innym razem — powtórzył cicho. Gallandro spojrzał wpierw na nią. tym bardziej. nie przyniosła opadów śniegu. — Ale nie powinieneś był go drażnić. że wybaczycie mi i cały ten nieprzyjemny incydent pójdzie w zapomnienie. ROZDZIAŁ X „Sokół Tysiąclecia” wylądował w pobliżu płytkiej doliny. Komornik bezzwłocznie zaczął wypytywać Wookiego o przyczynę tych przygotowań. Kudłate bestie podobne do owiec kroczyły wolno i spokojnie po zboczu. omiótł wzrokiem swego sekundanta i sprężystym krokiem opuścił zbrojownię. by czuł się pewnie i bezpiecznie w tak dzikiej okolicy. Chewbacca szybko potrząsnął statywem. Po chwili słyszeli już tylko echo jego oddalających się kroków. przypadł do ziemi jednym kolanem i wyrwawszy z kabury pistolet czterokrotnie wypalił w kierunku umieszczonych wzdłuż ściany tarcz. Niespodziewanie usłyszeli głos Ido: — Przyjmujemy pańskie przeprosiny pod warunkiem. że Mor Glayyd odrzuci przeprosiny.. pomagając przy drobnych naprawach i przygotowywaniu posiłków. Zatrzymał się jednak raptownie i twardym wzrokiem spojrzał na Hana. że można jej było uniknąć. za każdym razem trafiając w sam środek. Skłonił się dwornie wszystkim obecnym. Spray westchnął z ulgą.

Chewie nie tracił czasu na zastanawianie się. Chewbacca wrócił do przerwanej pracy. spojrzał w dół. nie wykazując najmniejszego zainteresowania statkiem ani jego pasażerami. ale nie dziwiło go to. jak dalej potoczą się wypadki. Teraz był to prawdziwy huragan olbrzymich. zebrawszy wszystkie narzędzia. zebrał się do ucieczki. Szczęściem Chewie znajdował się na dosyć ostrej grani. Cała dolina wypełniła się donośnym beczeniem. jak sięgnąć wzrokiem. Miał nadzieję. stromą grań. zakończona wąską przełęczą. Wspiął się na niewielką. a resztę włożył do pojemnika na kółkach. by miały stać się przyczyną jakichkolwiek problemów. Wydawało się liczyć co najmniej tysiąc sztuk i coraz więcej zwierząt wyłaniało się zza linii horyzontu. jaszczurowate stwory najczęściej latały parami. którą spłoszone niby-owce jak dotychczas omijały. Te. co spowodowało panikę wśród zwierząt. ruszył w górę zbocza. z których najmniejsze ważyły czterokrotnie więcej niż Wookie. Te obrzydliwe. Wystraszone zwierzęta w błyskawicznym tempie pokonywały strome zbocze. Zwierzęta wyglądały na łagodne i nie podejrzewał. Nie było to już spokojne. Chewbacca przelotnie spojrzał w dół i odetchnął z ulgą. Było już jednak za późno — rozszalałe zwierzęta odcięły mu drogę. Wookie uspokajająco rozłożył ręce. zaczynały się gromadzić w niższej dolinie. Część narzędzi Wookie wepchnął do obszernej torby i przewiesił ją przez ramię. jak spokojne do tej pory zwierzęta rzucają się do ucieczki. zdążających ku niższej dolinie. co znalazło się na ich drodze. Niespodziewanie usłyszał odgłos. Szybko dotarł do połowy stoku i szykował się już do końcowego podejścia ku płaskowyżowi. Uniósł głowę znad statywu i zamarł ujrzawszy. przypominający głuche uderzenie pioruna. Tratowały absolutnie wszystko.Zemsta Hana Solo Kilka owiec podeszło do „Sokoła Tysiąclecia”. krążących nad doliną. ujrzawszy. Chewbacca. falujące przed burzą morze. dorodne samce. Wookie. Wkrótce główna część radaru już stała. Poobserwowawszy je przez chwilę. rozciągało się morze zwierząt. przesłaniając oczy dłonią. najprawdopodobniej komornik znajdował się po przeciwnej stronie „Sokoła”. skubiące trawę stado. sześcionożnych bestii. — Uważaj na te ptaszyska! — krzyknął za nim Spray. na przodzie zaś i flankach dumnie maszerowały stare. Wreszcie ujął w dłonie nieodłączną kuszę i sprawdziwszy stan magazynka. tym razem jednak w zasięgu wzroku było ich prawie tuzin. Schwyciwszy odruchowo kuszę. że w razie czego Spray otworzy ogień i uniemożliwi 73 . Zaniepokoiła go jednak bliskość owiec — całe stado znajdowało się w tej chwili jakieś dwadzieścia metrów od frachtowca. Wąska przełęcz wkrótce wypełniła się biegnącymi na oślep zwierzętami. rozejrzał się po płaskowyżu. Zniecierpliwiony Wookie spojrzał gniewnie na Spraya. Najmłodsze sztuki gromadziły się w samym środku stada. Zamierzał jeszcze sprawdzić. Wokół. po czym pogroził pterozaurom kuszą i ruszył w dalszą drogę po skalistym zboczu pokrytym łatami śniegu. w którym się znajdował. z każdą sekundą coraz bardziej przybliżając się w jego stronę. Nie widząc żadnych powodów do niepokoju. rozłożył narzędzia i usiadłszy na ziemi przystąpił do łączenia elementów statywu. w kierunku statku. Nie widział Spraya. że zwierzęta omijają także nieznaną im sylwetkę frachtowca. Dotychczasowy ład i porządek prysnęły jak bańka mydlana. wskazując na kilka pterozaurów. z daleka wyglądając jak czarne. czy wszystkie połączenia są sprawne i czy urządzenie funkcjonuje bez zarzutu. za którym rozciągała się następna szeroka dolina. które nie mogły się tam pomieścić. Zwierzęta były jednak spokojne i nie przejawiały żadnych wrogich zamiarów. Trudno było jednak przewidzieć. Wookie mógł ocenić wielkość stada. Dopiero z miejsca. szukając jakiegoś tymczasowego schronienia. Spanikowane stado rozlało się po całym terenie.

Przerwał rozmyślania. Potężne skrzydła zatrzepotały tuż nad jego głową. Wookie parę razy wystrzelił ostrzegawczo w ich kierunku. jakże trudnej sytuacji. szczęśliwie łapiąc tylko powietrze. jak jedno z ptaszysk odrywa się od skały po drugiej stronie doliny. ustępując miejsca drugiemu atakującemu osobnikowi. ujrzawszy przesuwający się cień. Były tak ogłupiałe. próbował ocenić sytuację. że niebawem zwierzęta dotrą i do niego. Jaszczur boleśnie zakwilił — strzał Chewbaccy rozorał mu jedno ze skrzydeł. Dołączyło do niej wycie syren oraz migotanie reflektorów. Nagle na niebie rozbłysła wielobarwna rakieta. od czasu do czasu oceniając. Zabrał się do roboty. niosąc w szponach zranioną owcę. nie wypuszczając z rąk kuszy. że natura nie wyposażyła go w skrzydła. Dla pterozaurów szykowała się prawdziwa uczta. Pracował w pocie czoła. Chewie dopiero teraz zrozumiał. podobnie jak i pierwszy niezbyt obawiający się kuszy Wookiego. inne pterozaury były ostrożniejsze. dlaczego nagle niebo dosłownie pociemniało od pterozaurów. rannych. nie korzystając nawet z celownika. i usłyszał żałosne zawodzenie. Nie myśląc długo. Korzystając z chwili wytchnienia. stratowana po chwili uderzeniami racic. Chewbacca z uznaniem pomyślał o komorniku. tuż obok miejsca. Oparł o ramię kuszę i starając się nie tracić zimnej krwi. Wookie ponownie uniósł kuszę i wycelował do kolejnego nadlatującego padlinożercy. Zdawał sobie sprawę. Widząc los poprzedników. Wookie opadł na ziemię i jeszcze dwukrotnie wypalił w kierunku wciąż atakującego pterozaura. co jednak nie na wiele się zdało. a ostre szpony zacisnęły się. Spanikowane zwierzęta bez wątpienia zaatakowałyby obcego. Rozległo się mrożące krew w żyłach krakanie i Chewie dostrzegł. Najwidoczniej stado podeszło zbyt blisko „Sokoła” i Spray uznał. Wookie zaklął. Gniewnie potrząsnął pięścią i nagle znieruchomiał. Niby-owce przybliżały się coraz bardziej. niezdolna dłużej utrzymać się w powietrzu. wystrzelona z pokładu „Sokoła”. Na razie musiał myśleć przede wszystkim o ratowaniu własnej skóry.. lub odłączy się od stada i te staną się dla latających jaszczurów łatwą zdobyczą. że zaistniało bezpośrednie niebezpieczeństwo uszkodzenia statku. która spadła martwa na ziemię. Rozległ się świst i prawie jednoczesna detonacja środka eksplodującego. Wpadł mu do głowy pomysł. raniąc go poważnie. Krążyły w pewnym oddaleniu od Chewiego. Zawiedziony napastnik wzniósł się w górę. chociaż nie zmieniło to jego własnej. Jej miejsce zajął wkrótce następny osobnik. Najważniejszy był statyw. że nawet ogień i eksplozje nie były ich w stanie powstrzymać. Do realizacji swego planu potrzebował paru rzeczy. Miał wszystkie 74 . W trakcie ucieczki wiele owiec zostanie stratowanych. Przypadł do ziemi. lub przesuwania się wraz z nim — byłoby to samobójstwo. jak bardzo zbliżyło się stado. Chyba nawet użycie dział nie spowodowałoby rozpierzchnięcia się zwierząt. Bestia. Wookie przyklęknął na jedno kolano i zmierzył się do strzału.Zemsta Hana Solo zwierzętom stratowanie statku. że te będące na czele przesuwały się coraz wyżej grani. Strzał zmiażdżył czaszkę bestii. w którym znajdował się Wookie. jakby zastanawiając się nad skutecznym sposobem pokonania tak groźnego przeciwnika. gromadząc się już w niższych partiach grzbietu. Gad atakował — jak jastrząb rozpostarł szpony i szeroko rozwarł dziób. Nieustanny napływ nowych zwierząt spowodował. runęła na ziemię i zniknęła pośród uciekających owiec. Z miejsca odrzucił pomysł przedzierania się przez stado.. pochylił się nad torbą z narzędziami. Han wycelował prosto w łeb jaszczura i wypalił. Chewbacca rzucił okiem na dolinę. którego nie powstydziłby się sam Han Solo. Z drugiej strony. żałując.

Dolina była już jednak nimi całkowicie wypełniona i zostało niewiele czasu. Nie mając już nic do stracenia. uprzednio zarzuciwszy kuszę na ramię. Wookie wystrzelił w ziemię. przypominał sobie lata młodości. który wydawał się nienaruszony. że napór owiec w ostatniej chwili zelżeje i nie będzie musiał wypróbowywać swego wynalazku. Miał do dyspozycji tylko osiem zacisków. Nie myślał już o owcach ani pterozaurach. sądził jednak. Chewbacca parokrotnie poruszył ramionami i odbił się od ziemi. prosto ku powierzchni jeziorka. w którym się znajdował. Stado oddaliło się już od statku. Skierował się ku „Sokołowi”. mając nadzieję. Próbował jeszcze bardziej zmniejszyć prędkość i wtedy nieoczekiwanie wraz z całą lotnią poszybował pionowo w dół. Obawiał się. Wookie poczuł się podekscytowany i wolny. zaliczały się do nadzwyczaj lotnych i zwinnych. Wreszcie powiał mocniejszy wiatr. Mimo wciąż istniejącego zagrożenia i niezwykłości sytuacji. Dostrzegł je nie opodal. Stado niczym powódź zbliżało się do miejsca. Najtrudniejsze było znalezienie czegoś.Zemsta Hana Solo niezbędne narzędzia i materiały. Nie chcąc zwymiotować. naciągając na nie skrzydła martwego ptaka i przyśrubowując je w paru miejscach. Grań została zdobyta. jednak po tylu latach przerwy w treningach nie przychodziło mu to łatwo. a wszystkie troski i niebezpieczeństwa wydawały się nierealne. Odór bijący od jaszczura był nie do wytrzymania. zostało już tylko kilkadziesiąt metrów. Nie 75 . unosząc go wysoko w górę. pozwalając się nieść wiatrowi i starając się odgadnąć jego kierunek. Zmniejszając stopniowo prędkość. rozejrzał się wokół. Wookie musiał oddychać ustami. Usiłował przypomnieć sobie tajniki pilotażu lotni. Szczególnie agresywny samiec oderwał się od gromady. co pełniłoby funkcję słupka. Nie zwracał uwagi na posokę wyciekającą z otworów w ciele pterozaura. Stało się jednak inaczej. Tak się jednak nie stało. Bez wysiłku zarzucił sobie na plecy ścierwo zestrzelonego pterozaura. że powinno to wystarczyć. było to niewielkie górskie jeziorko. jak pierwsi zdobywcy przestworzy. mimo swej wielkości. Następne parę minut zeszło mu na przycinaniu i łączeniu kabli. Dokonał minimalnych korekt lotu i unosząc się bezpiecznie. Chewbacca uniósł z ziemi prowizoryczną lotnię i spojrzał w dół. Chewbacca rzucił się do pracy ze zdwojoną energią. przeszpilił nią ciało ptaka tak. jak bezpiecznie wylądować. Połączył ten prowizoryczny słupek z pozostałymi ramionami statywu. Chewbacca rozejrzał się za dogodnym miejscem do lądowania. Znajdujące się na przodzie zwierzęta były dosłownie wynoszone do góry naciskiem znajdujących się poniżej. Poruszał się teraz z prędkością trzydziestu kilometrów na godzinę i zaczął się zastanawiać. Cała konstrukcja wydała mu się dziwnie lekka. aby żerdź wystawała około metra w górę. przymocowując je wzdłuż kręgosłupa do ciała stwora. obawiał się tylko. Kości jaszczura były wewnątrz puste i dzięki temu stworzenia te. W pewnym momencie zachwiał się i dosłownie o parę metrów od ziemi zdołał wyrównać lot. Chewbacca przełożył ramiona przez wykonane z kabla pasy podtrzymujące. co spowodowało chwilowe przystanięcie zwierząt. Wookie rozłożył maksymalnie dwa ramiona statywu. że najbliższa z niby-owiec była dosłownie o krok. Rozluźnił wszystkie mięśnie. wiatr szumiał mu w uszach. Przerwawszy na chwilę pracę. szarżując w jego kierunku. Nie miał czasu wypróbować swego dzieła. że może nie starczyć mu czasu. a silny prąd powietrzny utrzymywał go na dostatecznej wysokości. tym bardziej. Korzystając z metalowej klamry. Odłączył trzecie ramię statywu. że skrzydła mogą nie wytrzymać jego ciężaru i cała konstrukcja po prostu się rozleci. Za nim postąpiło parę innych.

Zemsta Hana Solo upłynęło nawet dziesięć sekund. Nie wydawał się już w tej chwili tak bardzo młody i dziecinny. że chcesz tutaj lądować. nie intresując się. To prawdziwy cud. Chewbacca zachłysnął się powietrzem i po chwili prychania i kichania w pełni odzyskał świadomość.. siadając naprzeciwko Mora Glayyda w jego przestronnym gabinecie. Wiercąc się na wszystkie strony. ale to właśnie Kodeks łączy wszystkie klany nierozerwalną więzią i broni nas przed obcymi wpływami. wymieniając porozumiewawcze spojrzenia z siostrą. Padlina jaszczura i statyw wciągały go szybko w głębię. kapitanie Solo? — Wiem. Gdyby jednak Wasza Wysokość zechciał odnaleźć w księgach nazwisko tego mężczyzny. które mój klan prowadził ze Zlarbem. Tracił już świadomość. — Próbował mnie oszukać i zabić. jaki był jego wcześniejszy status społeczny. — Nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałem! Pobiegłem za tobą. a w lewej ręce trzymał ciężkie obcążki do cięcia drutu. w milczeniu czekając na dalsze słowa przywódcy. gdy jak przez mgłę ujrzał jakiś cień. żywo wymachujący kończynami. który się ich dopuści. nie mam tej taśmy przy sobie. Przez młodzieńczą twarz Mora Glayyda przemknął cień. że właśnie dlatego tak dobrze nam płacili. jakie towary i dokąd nimi wieziono. — Możliwe. 76 . z której pochodził. a przed oczyma zaczęły się pojawiać sceny z dzieciństwa i obrazy planety. wynajętych przez waszą klanową agencję. — I chciałbym je w końcu otrzymać. Ten. W chwilę później poczuł. że miał on przy sobie listę statków. z jakim trudem biegam po ziemi! — radośnie klepnął Wookiego w ramię. do czego on zmierza. Niestety. Jednakże. było pozbycie się skrzydeł.. pomyślał Han. Wookie doprowadził jedynie do całkowitego zaplątania się w kable. Bez niego szybko stalibyśmy się na powrót wojującymi ze sobą plemionami. — To zbyteczne. gdy dojrzał własne odbicie w wodach jeziora. jak jakaś siła wynosi go na powierzchnię jeziora. po czym z całym impetem zanurzył się w jego toni. gwałci prawo. Znam to nazwisko bardzo dobrze — przerwał Mor Glayyd. gdy tylko zorientowałem się. — Co panu wiadomo o klanach Ammuudu i ich Kodeksie. Lodowata woda natychmiast go orzeźwiła. według Kodeksu. co musiał zrobić. Później okazało się. że dzięki niemu o mały włos Wasza Wysokość uniknął dzisiaj śmierci — odparł Han. Komornik podtrzymywał go pod ramię. Ciekaw jestem. a sprawę dodatkowo komplikowała jeszcze kusza. Niebawem poczuł jak słabnie. niezależnie od tego. — To było fantastyczne! — wysapał komornik. należą do tej właśnie kategorii. tak jak to było przed stu i więcej laty. a toń wciąga go coraz bardziej. Zlarb i jego wspólnicy dobrze znali nasze zasady i sądzę. — Interesy. stając się automatycznie wyrzutkiem. Niestety. uwolnienie się od lotni nie było łatwe. że zdążyłem na czas! Sam wiesz. zdrada wspólnika czy złamanie przysięgi to również zbrodnie. Nawet ja nie stoję ponad prawem. — Jego mocodawcy są mi winni dziesięć tysięcy — rzekł Han spokojnie. przyjmowaliśmy zapłatę za wynajem statków. Woda zalewała mu usta. Mor Glayyd wyprostował się i skrzyżował ręce na piersiach. ROZDZIAŁ XI — Ten człowiek nazywał się Zlarb — rzekł Han. Pierwszym. Nie zadawaliśmy żadnych pytań. Tuż obok dostrzegł Spraya.

które potwierdziły podejrzenia Hana. Mor Glayyd. Han spojrzał na Fiollę. Nie rozumiem jednak. To bezprecedensowe wydarzenie. dostarczonych przez Mora Glayyda. — Co powiedziałeś? — wyszeptała dziewczyna. — Czy nie słyszeliście o jego śmierci? Han przecząco pokręcił głową. że nie zdawaliście sobie sprawy z tego. Dajecie schronienie handlarzom niewolników. — Nie rozumiecie. Ciekaw był teraz. Poddajcie służbę dokładnym badaniom medycznym. — Otrucie musiało być tym „środkiem”. nawet się nie rozchorował. Podszedł do okna i wskazując na rozciągające się wokół miasto. okazał im dużo pomocy. że został on otruty. że taśma. którą znalazłem przy Zlarbie. Mor Glayyd był wyraźnie wstrząśnięty tym. że znajdziecie w ich organizmach ślady odtrutki. Czy to jest zgodne z waszym Kodeksem? Czy waszym zwyczajem jest chronienie zdrajców? Mor Glayyd potrząsnął głową. — Nie mogę. — Nawet najczulsza aparatura analityczna nie zawsze wynajduje jej ślady. co miał oznaczać ten pojedynek. Bollux kończył właśnie załadunek obwodów tarczowych. aby jej odlot wzbudził jak najmniej podejrzeń.. od chwili zakończenia testów medycznych. o którym mówił Mogg na taśmie. Odnalezienie Chewbacci było w tej chwili o niebo ważniejsze. na wszelki wypadek zabezpieczamy się przez nimi. — Trucicielom? Wypowiedział to słowo. że Wasza Wysokość nie powie mi tego. — Zapomnijcie o tym. że to była trucizna Malkitów — rzekł Han. — Poprzedni Mor Glayyd. więc według Kodeksu ta sprawa mnie nie dotyczy. dlaczego wywarło ono na obojgu rodzeństwa tak piorunujące wrażenie. Nikt ze służby. co usłyszał. a jedyną ofiarą stał się wasz ojciec.Zemsta Hana Solo — Czy mam rozumieć. Gotów był na pewien czas zapomnieć o swoich pieniądzach. — Czy jesteś pewien. Han Solo sprawdził kieszenie. Oni nie byli w stanie tego zauważyć.. że w pełni solidaryzuje się z bratem. — Tylko najbardziej zaufani członkowie klanu wiedzą o tym. — Nie zapominajcie. tamta sprawa jest już zamknięta — szybko wtrąciła Fiolla —jednak ludzie Zlarba złamali umowę zawartą z Hanem. rewolwerowcom i trucicielom! Oni zaś. Myślał w tej chwili o Chewbacce i „Sokole”. Wyraz twarzy jego siostry świadczył. — W takim razie oznacza to. jest bezpiecznie ukryta wewnątrz wysokiego kołnierzyka pożyczonego kombinezonu. próbującej żywność. — Że również nas podle oszukano i zdradzono — dokończyła jego siostra. Nikt nie złamał przysięgi danej mnie. Nie mógł jednak tak bez słowa opuścić gabinetu. rzekł: — Nie wierzę. co chciałbym wiedzieć? — spytał wprost Han. — Tracimy tylko czas — rzekł Han do Fiolli.. nasz ojciec. Poza tym służbie zapewne podano wcześniej antidotum. Ma pan jednak w takiej sytuacji prawo ponownego wezwania Gallandra — odparł dumnie Mor Glayyd. 77 .. a jestem pewien.. Szalupę ratunkową przetransportowano do warsztatów Glayyda. Chociaż klany prawie nigdy nie stosują trucizn. — Zlarb był czcicielem Malkite. jeszcze raz upewniając się. którą otrzymał od Mora Glayyda. co to za ludzie. że nie potrzebujesz naszego towarzystwa? — po raz kolejny zapytał chłopak. Mor Glayyd i jego siostra gwałtownie poderwali się z foteli. pamiętając o rytualnym pojemniku odnalezionym w kombinezonie Zlarba.. został otruty dwa tygodnie temu — wyjaśniła Ido.

Przykro mi. tam. muszę się trzymać na wysokości trzech tysiący metrów. W chwilę później dołączyła do nich Fiolla. że pan rozumie. żeby go naśladować. Czy sądzisz. sądziłem. jakoś ich znajdziemy. — Usłyszycie o nas. Dziewczyna była zarówno zaskoczona. że wasz „Sokół” wylądował na obszarze. chociaż informacje te nie były podane bezpośrednio. znajdującym się poza zasięgiem naszych radarów. możesz być tego pewna. Podejrzewam jednak że „Pani Mindoru” już wkrótce tu wyląduje. — Jakim sposobem zamierzasz ich odnaleźć? — zapytała Fiolla. Mor Glayyd uniósł dłoń w pożegnalnym geście. roześmiał się głośno. że uda ci się ich zmylić? Mor Glayyd uśmiechnął się filuternie. że może lecie na niskiej wysokości. i rozsiadła się wygodniej. jeżeli będziecie w potrzebie. gdy już zakończycie śledztwo — rzekł Mor Glayyd z naciskiem. — To mnie nie martwi. — Gdy skierujemy całą sprawę przed najwyższy trybunał. pozwólcie więc nam uczestniczyć w waszej zemście. — Wielu moich ludzi pełni dzisiaj służbę — odparł Mor Glayyd uspokajająco — Zostaliście zarejestrowani jako regularny lot patrolowy nad dobrami ziemskimi Glayydów. po czym rodzeństwo i cała towarzysząca im świta opuścili dok. — Byłoby to niepotrzebne ryzyko. zadowolony. szczęśliwy za sterami statku. by ryzykować uszkodzenie 78 . — Kapitanie Solo. Nie możemy sami się zemścić. Nie wolno nam zapominać. Będziemy cały czas na nasłuchu. siedzę za sterami uszkodzonego „Sokoła”. jeżeli tylko to nam pozostało — rzekła. przeleciała w kierunku portu i skierowała się ku majaczącemu w oddali wysokiemu łańcuchowi górskiemu. rozważał Han. Ale na przyszłość radzę ostrożniej dobierać sobie klientów. Moi ludzie nigdy nie łamią Kodeksu. że handlarze niewolników i członkowie innych klanów najprawdopodobniej nieustannie nas obserwują. jak i dla ciebie — odparła Fiolla. — To nie kwestia sensorów! Nawet najlepsze urządzenia nie na wiele by się zdały pośród tych szczytów i dolin. są nieprzydatne w tego rodzaju poszukiwaniach. w jakie wyposażona jest ta kapsuła.Zemsta Hana Solo Han potrząsnął głową. Wszystko to wynikało niezbicie z rejestrów Glayyda. Najczęściej były to oficjalne zezwolenia na przeprowadzanie lotów czarterowych i operacji na terenie Wspólnego Sektora. Znam kurs. gdy jedną ze stron jest tajna policja. przybędziemy bezzwłocznie. — No. — Proszę. Mam nadzieję. Tak jak i Han miała na sobie pożyczony jaskrawoniebieski kombinezon i wysokie lotnicze buty. Han. że nie zaatakuje nas wasza obrona powietrzna. — Ido ucałowała Hana i Fiollę. podarowany im przez Mora Glayyda. Wraz z nią na planecie pojawią się Espo. siedząca w fotelu drugiego pilota. w górze. a zwłaszcza wtedy. uniemożliwiając załodze portu śledzenie ich kursu. Dla mnie obietnica jest równie ważna. Macie się z nami skontaktować. obiecuję ci to. imitując jego gest — to chyba zrezygnuję z podróży tą łajbą! Solo zmienił kierunek lotu. którym leciał Chewie przelatując nad portem. — Czujniki. Widoczność jest zbyt mała. — Odsunęła na bok miotacz. postaram się. Teraz to ja jestem Chewiem. jak i rozwścieczona. Na przykład nigdy nie wylądowałby na żadnym z tych trzech szczytów. Ale zostaje nam jeszcze to — wskazał na własną skroń. Nikt nie odważy się was niepokoić. Znam jego styl na tyle dobrze. pamiętaj o swej obietnicy. zamieszanych w sprawę handlu niewolnikami. — Już nigdy nie damy się w ten sposób wykorzystać. aby darowano wam karę. i znam jego sposób myślenia i pilotowania. W ciągu paru sekund szalupa uniosła się. gdy poznała nazwiska urzędników rządowych wysokiego szczebla. Fiollo.

zanurkował głębiej. na którym czekał Chewbacca. że jest tam chyba trochę otwartej przestrzeni. Przez chwilę spokojnie nurkował. Stworzenie zaczynało dopiero nabierać prędkości. ale nie zważając na to. Znajdę go. Spray znalazł się blisko dna jeziora i cień. U stóp rampy na wojskowej kuchence bulgotała już woda. W obu rękach trzymał szeroko otwartą. Wookie wcisnął Sprayowi torbę. Usatysfakcjonowani zdobyczą. znajdującego się na uboczu. żadne trawożerne stworzenie nie przybliżyło się do statku. w którym się obecnie znajdowali. Czysta woda wypływająca z podziemnych źródeł była może nieco zbyt zimna. licząc. Wreszcie Tynniańczyk ujrzał to. Uśmiechając się na myśl o czekającym ich posiłku. 79 . wypłoszył z ukrycia następnego stawonoga. Ich położenie komplikował fakt. zaś Spray zajął się wyłącznie aprowizacją i przyrządzaniem posiłków. Z uznaniem pokiwał głową. — I ty to nazywasz planem?! — prychnęła pogardliwie — Równie dobrze moglibyśmy otworzyć właz i zacząć go wołać! — Powiedziałem już. Chewbacca spędzał czas na wykonywaniu niezbędnych napraw. przedstawiciela gatunku zamieszkującego dno jeziora. gdy już za późno było na ratunek. Chewie szukał pewnie lądowiska. Spray wrzucił do niej skorupiaki. nie martw się. Chewbacca był już po kolana w wodzie. czego szukał: wielonożnego skorupiaka. wspólnicy ruszyli w kierunku „Sokoła” stojącego pół kilometra od miejsca. Jedyne. że zapas tlenu wystarczy mu już tylko na wypłynięcie na powierzchnię. — Można by spróbować usiąść na tamtym grzbiecie — oznajmił. że do tej pory nie umarli z głodu. w którym mogliby się schronić. Spray wykazał należyty refleks. podwajając swą zdobycz. Gdy poczuł. odbił się nogami od dna i wkrótce wynurzył głowę z wody. — Wiem. co mogli zrobić. zanim zupełnie straci oddech. a od czasu przygody z nibyowcami. a sam schwycił kuszę. — Roślinność wskazuje. że nigdzie w pobliżu nie było miejsca. W chwili gdy Spray gramolił się niezdarnie na brzeg. czując się dopiero teraz naprawdę w domu. ale w młodości Spray pływał w o wiele zimniejszych akwenach. rzucony przez jego sylwetkę. Trzymał zdobycz nad głową i radośnie nią potrząsając skierował się ku brzegowi. W pewnym momencie Spray zastrzygł uszami i zastygł nasłuchując. mrużąc oczy przed oślepiającym słońcem. zręcznie unikając szczypiec. było wyłącznie zasługą Spraya i ten fakt zadecydował o niepisanym podziale obowiązków pomiędzy nimi. po czym wynurzył się z wody i śmiesznie przebierając kończynami. że uda mu się schwycić stworzenie. Solo — rzekła miękko. To.Zemsta Hana Solo reszty sprawnych obwodów. Zapasy żywnościowe transportowca były już na wykończeniu. wykonać najpilniejsze naprawy i czekać na mnie. wydał zdumiony okrzyk. gdzie mógłby spokojnie wylądować. Nie dane im było jednak spokojnie spożyć posiłku. chwaląc spryt i zręczność Tynniańczyka. Spray zanurzył się właśnie po szyję w chłodnej wodzie jeziora. Dopiero w tej chwili Fiolla zrozumiała. w każdym razie to miejsce jest o niebo lepsze od poprzedniego. Niewielka szalupa ratunkowa wyłoniła się zza grzbietu górskiego i podchodziła do lądowania. Chewbacca. Skorupiak nie wyczuł niebezpieczeństwa do momentu. popłynął ku środkowi jeziora. podążając za wzrokiem Spraya. kierując się ku ich obozowisku. to znieruchomieć. a Wookie szybko zasunął zamek. że go znajdę — odparł ostro. Sprayowi brakowało już nieco powietrza. pustą torbę na narzędzia. gdy Spray schwycił je w dłonie. Nurkując za skorupiakiem. jak bardzo Han niepokoił się o bezpieczeństwo przyjaciela. Wookie radośnie prychnął i przyjaźnie pomachał ręką. że go znajdziesz.

— Mamy kłopoty. że drugi pilot rozpłacze się na ten widok z radości. — Jeśli mam być szczery. W chwilę po wylądowaniu otworzył się właz kapsuły i ujrzeli Hana Solo. lecz parę sekund później Chewbacca usłyszał wzmożony pomruk silników. — Jesteście aż zbyt dobrzy w maskowaniu się — to mówiąc wskazał „Sokoła Tysiąclecia”. Han zapytał Maxa o wynik testów technicznych. ale na razie wstrzymamy się z tym. czyniąc go prawie całkowicie niewidocznym. Chewbacca przyjaźnie zamruczał na jego widok. — Naszą uwagę zwróciły liczne ślady zwierząt. by wreszcie radośnie się poderwać i przyjaźnie zamachać rękami. wpadłem na ten pomysł nagle i musiałem go natychmiast wcielić w życie. za chwilę startujemy! — krzyknął. Spray i Fiolla zabrali się do usuwania nagromadzonego śniegu. Zwijamy się stąd! Wchodźcie na pokład. omijające ten rejon. Bollux. Chewbacca i Spray zamaskowali statek śniegiem i suchymi gałęziami. Zadowolony z tempa. ale wydawało mi się to wtedy jedynym rozsądnym wyjściem. Han rzekł: — Powinniśmy jeszcze ustawić zapłony silników wznoszących. Nie lecą tutaj na piknik. Nie powinno nam to jednak zabrać więcej niż.. Wookie spod przymkniętych powiek śledził lot maszyny. więc przyjrzeliśmy mu się uważniej — dodał Han i pokazał Chewbacce swą zdobycz — nowe obwody tarczowe. Zupełnie zapomnieli o obiedzie. — Pańska decyzja okazała się ze wszech miar słuszna i wyszła nam wszystkim na dobre. Przez chwilę wydawało się. to pewne. schwycił go w objęcia i mocno uściskał. postąpiłem zbyt pochopnie. Wolę. Nie ma już czasu na dalsze naprawy. radośnie okręcił dziewczynę dookoła i ostrożnie postawił ją na ziemi. 80 . kapitanie — rzekł — i to samo powiedziałem Chewbacce. że jego przyjaciel nie uczestniczy w zawodach lekkoatletycznych. Gdy wymontowali wszystkie elementy systemu fluidowe-go. kontynuował: — Naprawdę mi przykro. Podłączywszy kolejny moduł systemu. wciąż przyciskający do piersi torbę ze zdobyczą. a bylibyśmy was przegapili — rzekł Han. wrzeszcząc coś niezrozumiale i pohukując radośnie. Niektóre z rzutów były naprawdę imponujące. Ostatnim. kapitanie — odrzekł komputer. — Kapitanie Solo! — rozległ się zaniepokojony głos Maxa. Tak sądzi również Błękitny Max. Podskoczył do niej. kim oni są. To nie mógł być nikt inny poza kapitanem Solo! Chewbacca rzucił się w kierunku szalupy. Spray. — Wszystkie parametry znakomite.Zemsta Hana Solo Pojazd przeleciał nad nimi. sprawdzając wszelkie możliwe połączenia i obwody. najwidoczniej pilot zamierzał jeszcze raz spenetrować okolicę. Solo nie zastanawiał się ani chwili. Być może. opowiadając sobie nawzajem swoje przeżycia. jak pozwalała mu na to budowa jego kończyn. Dopiero po dłuższej chwili spostrzegł stojącą przy włazie Fiollę. Zostaje nam jeszcze najważniejsze: sprawdzenie systemów kontroli nadprzestrzennej. Z taką formą pokonałby wszystkich rywali. Chewie z wielkim zapałem odrzucił je jak najdalej od statku. — Znakomicie pana rozumiem — odparł Bollux. Chewbacca podbiegł do przyjaciela. — O mało co. który opuścił szalupę. był Bollux. Spray skrzywił się na wspomnienie faktu wyrzucenia Bolluxa z pokładu „Sokoła”. szczególnie dokładnie oczyszczając sterownię i dysze wylotowe. — To nieważne. Han żałował. — Zwróciwszy się ku robotowi. Wkrótce przystąpili do pracy.. w jakim postępowały prace. Han i Chewbacca w asyście Błękitnego Maxa dokonywali przeglądu. pospieszył za Wookiem tak prędko. Radar dalekiego zasięgu zarejestrował trzy sygnały! Chewbacca spojrzał na Hana ze zdumieniem. Przelatując nad nimi łódź nagle wykonała popisowy korkociąg. abyśmy najpierw stąd odlecieli.

nie mieliśmy czasu na jego podłączenie. — Niestety. Opasując go wokół bioder. Dopiero teraz przypomniał sobie o miotaczu pozostawionym w szalupie ratunkowej. więc jeżeli nie chce pan obsługiwać działa. że nie mamy innego wyjścia — stwierdził Han. — Czy widzisz innych podejrzanych? Spray nie zbliżał się do łodzi. że obydwaj z Chewiem zasiądziemy przy działach. Sygnały pochodziły z niezbyt odległego miejsca. Han dokładnie widział sylwetkę przyjaciela siedzącego w prostej linii po drugiej stronie kadłuba. zaprowadź ją do przedniej kabiny i bacznie obserwuj każdy jej ruch. bym coś takiego robił — spojrzał porozumiewawczo na towarzyszy. Usadowił się za drążkami sterowniczymi. włączając wszystkie systemy. Przyciąganie planetarne było na tej wysokości niewielkie. spojrzał oskarżycielsko na Fiollę. Nieprzyjaciel był już zbyt blisko. Wcisnąwszy na głowę hełmofon. wskazał kciukiem Spray’a i zapytał: — Czy on jest dobrym pilotem? Chewbacca myślał przez chwilę. nadal mi nie wierzysz? — spytała zdumiona. — Nie traćmy czasu. Chewbacca porozumiewawczo skinął dłonią i w tej samej chwili obaj próbnie uaktywnili działa. Han przekazał ster drugiemu pilotowi i pochylił się nad Sprayem. Przygotujcie się na niespokojny lot — ruszył w kierunku sterowni. ale możemy spróbować je pokonać. — Zrobiono nas na szaro — rzucił Han. ostatecznie uwolnił podwozie z zasp i przekrzykując ryk maszyny. Przez chwilę zastanawiał się. Rozgrzawszy silniki. Czuł wyraźne drgania całej drabinki. pilot pobiegł w kierunku rampy. w trakcie ładowania baterii obronnych „Sokoła”. Ktoś musi jednak pilotować. Han nakazał Sprayowi zajęcie miejsca w fotelu nawigatora. — Szkoda. pod warunkiem. odłączając główne dysze. gdy Wookie schodził w dół. Chewbacca spojrzał pytająco na przyjaciela. Han usadowił się w wieżyczce strzelniczej. skinął na Wookiego. dostrzegł niewielkie migotanie na monitorze radaru.Zemsta Hana Solo Podbiegł do włazu. a Fiolla bez słowa protestu skierowała się ku przedniej kabinie. prowadzącego ku stanowiskom strzeleckim. zostawiając Chewbacce zamknięcie klapy maszynowni. — Ależ kapitanie! — wysapał Spray. jednak po namyśle zrezygnował. wspinając się po drabince prowadzącej do górnego działa. Nie damy rady im umknąć.. — Czy po tym wszystkim. — Podwajamy napięcie! 81 . Wzniecając tumany pary. — Nigdy w życiu nie obsługiwałem działa.. co razem przeżyliśmy. Spoglądając w dół. „Sokół Tysiąclecia” oderwał się od ziemi i po chwili zniknął w spowijających planetę obłokach. tuż za swoimi plecami. Jednak szczęściem Chewbacca pozostawił w widocznym miejscu pas z pistoletem Hana. czy nie wezwać na pomoc Mora Glayyda. — Ktoś włączył nadajnik „Sokoła” i trwało to wystarczająco długo. po czym obydwaj podążyli w głąb korytarza. — Wszystko gra! — krzyknął Han. nie dysponujemy w tej chwili automatycznym pilotem. a ja nie przypominam sobie. by w końcu przytaknąć. Spray zajął miejsce w fotelu pilota. — Proszę utrzymywać włączone pola ochronne i osłaniać nimi kadłub — poinstruował go Han — reszta w naszych rękach. Bollux. — Proszę usiąść tutaj. — Wypowiedziawszy te słowa. co umożliwiało swobodne poruszanie się bez żadnego wysiłku. by zdołali nas zlokalizować — wypowiedziawszy te słowa. W chwilę później. — Świetnie — rzekł Han bez śladu entuzjazmu w głosie. Błyskawiczny podgląd całkowicie wyjaśnił sytuację. — Nerwowo drapiąc się po ręce. — Tak też myślałem — westchnął Han. Prędzej czy później dopadną nas. szybkie myśliwce przechwytujące. Według wskazań czujników ścigają nas małe.

Han wstrzymał ogień świadom tego. co robi partner. że wróg zmierza prosto na nich. W tym samym momencie dobiegł ich roztrzęsiony głos Spraya: — Myśliwce w zasięgu ognia. obsługiwanego przez Chewbaccę. Trafienie myśliwca było w tej chwili niemożliwe. nie dowierzający umiejętnościom komornika. Han usłyszał wystrzały działa Chewbacci i przekręcił własną wieżyczkę strzelniczą o sto 82 . Myśliwiec nadlatujący z lewej nagle zanurkował i pojawił się pod kadłubem „Sokoła”. „Sokół” mógł tylko walczyć na śmierć i życie. spojrzawszy przelotnie na monitor celownika. odchylanych przez pola ochronne. Wiedział. Nigdy całkowicie nie ufał komputerom ani innym urządzeniom. Celownik komputerowy wyświetlał sieć linii. jednocześnie z lewej i prawej. jak Spray obwieścił pojawienie się wroga. starając się nie dopuścić. Trzecia łódź szykowała się do ataku z góry. pierwsza próba Wookiego była również nieudana. by zniknąć z celownika. wskazując pozycję punktu świetlnego. Han dzielił uwagę pomiędzy wskazania komputera. Niestety. zanim Han zdołał nacisnąć spust. dołączając do szykujących się do kolejnego ataku towarzyszy. Han. co widział na własne oczy. Przy braku systemów sterowania hiperprzestrzennego. pomyślał z goryczą. A więc nasi przyjaciele handlarze są wciąż przy nas. Statki napastników były dwa razy większe od kapsuły. nastąpiło to nawet szybciej niż pierwotnie przypuszczał. widząc. ROZDZIAŁ XII W chwilę po tym. Nie pierwszy raz byli w podobnej sytuacji. a to. że napastnicy są jeszcze poza zasięgiem. Han usłyszał odgłosy wystrzałów. wolał widzieć cel. nie mieli co marzyć o ucieczce. krzyknął w hełmofon: — Żadnych sztuczek. W chwilę później. „Sokół Tysiąclecia” zadrżał cały. Wystrzeliwał krótkie serie z dział pokładowych. Każdy z nich znał swoją część roboty i wiedział. Były szybkie. odruchowo zasłonił głowę ramieniem. Nauczony doświadczeniem. Zaciskając dłonie na drążkach celowniczych. Spray. rażony coraz częstszymi trafieniami wroga. Statek ponownie zadrżał. Zamiast jednego trójkąta świetlnego dostrzegł bowiem dwa. pojęli. że nie było słowa przesady w tym. atakującego ich własny pojazd. Szczęściem jednak pola ochronne i tym razem nie zawiodły. Han starał się trafić w najwyższą część statku. Co chwila ukazywał się. Staraj się tylko manewrować osłonami! Daj spokój z akrobatyką! Komornik posłusznie wyrównał lot. gdy Spray spróbował wykonać zwrot zaczepny. co powiedział komornik.Zemsta Hana Solo Chewbacca mruknął coś niezrozumiale. Statki piratów ponownie zbliżały się do kadłuba „Sokoła”. skradzionej przez Hana i Fiollę. W polu widzenia ukazał się kolejny myśliwiec. wyposażone w ciężką broń i prawie tak zwinne jak myśliwce Imperium. celując w górną część „Sokoła”. „Sokół” zatrząsł się jak dziecinna zabawka. że w tej chwili Wookie próbuje wycelować w spód tego samego napastnika. Jego działa bluzgały ogniem. wstrząsany trafieniami pocisków energetycznych. Sekundę później myśliwiec zniknął z pola ich widzenia. gdyż poruszał się on ze zbyt dużą prędkością. Han zamarł. dobiegające ze stanowiska. w chwili gdy Solo i Chewbacca dostrzegli na monitorach manewr wroga. Był to myśliwiec stanowiący wyposażenie większego statku. — Oni zwalniają! — krzyknął Spray. Han. oznaczającego statek atakujący. do którego strzela. Frachtowiec zadrżał i zmienił kurs. by wrogowie zanadto się zbliżyli. Wróg ukazał się w zasięgu rażenia.

— Jak to. znalazł się na Ścieżce Zdrowia — jednocześnie na linii strzału obu przyjaciół. aby spojrzeć na statek. obierając kurs prostopadły do myśliwca ostrzelanego przez Hana. w odpowiedzi na co Han skrzywił się kwaśno. Chewbacca obrócił działo i chybił dosłownie o parę centymetrów. by odpowiedzieć komornikowi. Ostatecznie trafienia osiągnięte w ten sposób w swej prywatnej statystyce liczyli podwójnie. Celem jego stał się w tej chwili nurkujący myśliwiec. zamienili go w kolejną ognistą kulę. nie czyniąc mu jednak większej szkody. Pola ochronne natychmiast odepchnęły wiązki energetyczne. że pola ogniowe obydwu dział częściowo zachodziły na siebie. w każdej chwili należało się spodziewać. mam ci doliczyć dodatkowe punkty? Przecież to mój strzał był celny. rzucił się do ucieczki. ty jak zwykle chybiłeś! 83 . Trzeci napastnik.. widząc. Świadom tego. Han ześliznął się po szczeblach drabinki i podążył do wnętrza statku. Piracki statek zamienił się w ognistą kulę. odpalił ze wszystkich luf. jednocześnie ostrzeliwując górną część kadłuba „Sokoła”. przechylił się. Na korytarzu spotkał się z Chewbaccą. Teraz jednakże nie o to chodziło. że nie zdoła dogonić myśliwca. Dokonawszy dzieła zniszczenia. Wtem usłyszał odgłos odległej eksplozji i radosny ryk Wookiego. Han i Chewbacca pospołu. Czerwone promienie dosięgły wroga. zrówna się z nami za półtorej minuty! Han był zbyt zajęty. — Drań! — krzyknął Han. System obronny statku był już poważnie nadwerężony. jednak nieprzyjaciel był szybszy i błyskawicznym manewrem uciekł z linii ognia. — Jeżeli nas dorwą. ujął mocno w dłonie drążki spustowe i otworzył ogień. jednak po chwili poczuli wibrację silników „Sokoła”. Nieustający ogień dział przeciwnika coraz bardziej dawał się we znaki. Jeżeli utrzyma dotychczasową prędkość. Wykręcił i. Han pochylił się w stronę szybu i krzyknął do Wookiego: — Chewie! Spróbujmy razem! Płaski kadłub „Sokoła” i przeciwległe umiejscowienie głównych dział sprawiały. chcąc uniknąć zderzenia z eksplodującym towarzyszem. że przestanie funkcjonować. Usłyszawszy ponure mruknięcie Chewbacci.Zemsta Hana Solo osiemdziesiąt stopni. czekając na dogodny moment. który umknął działom Chewbacci.. Przywarł twarzą do celownika. Han nie tracił czasu na sprawdzenie danych z komputera. Komputer wyświetlił przybliżony kurs. po czym zniknął z monitora. Nieprzyjacielski pilot. Działa pirata bluznęły ogniem. nie czyniąc osłonom żadnej szkody. że znalazł się na linii ognia drugiego działa. Często przekomarzał się z Chewbaccą. uważaj na sensory dalekiego zasięgu! —krzyknął Han. ponownie naciskając spust. Tym razem jego strzał był celny. twoja agencja będzie musiała na dobre pogodzić się z utratą należności! Myśliwiec. rezygnując z kolejnego ataku. który z nich osiąga lepsze wyniki w strzelaniu z tej pozycji. Wookie wysapał coś. gwałtownie skręcił. Trzeci napastnik przeleciał tuż obok. Obszar ten nazwany został przez Hana Ścieżką Zdrowia. prędkość i pozycję wrogiej maszyny. — Kapitanie Solo! Duży obiekt zbliża się do nas z południowego zachodu. Kadłubem statku zatrzęsło i po całym wnętrzu rozszedł się swąd palących się obwodów. pojawił się teraz w zasięgu ognia Hana. który umknął Wookiemu. Han przekręcił się w fotelu. To Chewbacca cieszył się pierwszym trafieniem. — Spray. Solo natychmiast skorzystał z nadarzającej się okazji. Gdy tylko myśliwiec ustawił się bokiem.

Spray utrzymywał go na zbyt małej. Był to znakomicie uzbrojony statek. Nagle całą przestrzenią wstrząsnęły odgłosy eksplozji. Mogg! Były asystent Fiolii nie odpowiedział. że umiejętne pilotowanie „Sokoła” umożliwi oddanie celnego strzału. bo inaczej rozniesiemy was na strzępy! Han przełączył nadajnik. Statek-baza zbliżał się do nich z przerażającą prędkością. W chwilę później całym frachtowcem gwałtownie rzuciło. Czyżby wspólnicy tak mało liczyli się z jej życiem? Nie miał jednak czasu na dalsze rozmyślania. jaką odegrała w tym wszystkim Fiolla. starając się maksymalnie oddalić od przeciwnika. dysponujący większą mocą i prędkością. Han nieustannie zwiększał szybkość. Jednak to. jednak przyjaciele. według Hana. Obserwując tor jego lotu Han zorientował się. Sekundę potem działa wroga bluznęły ogniem. Sprawdziwszy odczyty. Błyskawicznie pochylił się nad konsoletą i maksymalnie zwiększył prędkość „Sokoła”. dopiero po kilku sekundach przystąpiono do korekty kursu. na bieżąco odczytujący listę uszkodzeń. „Sokół” zadrżał — potężna wiązka przyciągająca dosięgła kadłuba „Sokoła”. że strzały pochodzą ze statku-bazy. że wróg prędzej czy później ich dopadnie. krzyknął coś do Hana. Nie miał czasu na rozmyślania. Do czasu. Raptownie poderwał statek do góry. Statek --baza z każdą chwilą coraz bardziej zmniejszał dzielący ich dystans i żaden z manewrów Hana nie był w stanie tego zmienić. co stało się chwilę później. który unieszkodliwi statek-bazę. było o wiele groźniejsze. Natychmiast rozbłysły wszystkie światła awaryjne i zawyły syreny alarmowe. nieustannie utrzymującego 84 . jak dotąd unikali ognia wroga. „Sokół Tysiąclecia” obrócił się i zanurkował dziobem w dół. korygując ustawienia kątowe tarcz ochronnych. po czym rozwinął ochronne pola energetyczne nad górną częścią kadłuba frachtowca. Widząc ich. Prześladowcą był niewątpliwie któryś z handlarzy niewolników. obserwując jak Han unosi dziób „Sokoła” i dodaje mocy silnikom. unikając niszczących wiązek turbolaserowych. odłożyli dyskusję na później. wysokości. Han stwierdził. Zdawał sobie jednak sprawę. pozostawiając ich na łasce i niełasce wroga. Z niepokojem myślał o własnych polach ochronnych. — Ten statek podąża kursem 125-160 — oznajmił Spray. który dokonał ataku na „Panią Mindoru”. który mimo dzielącej ich odległości już rozpoczął kanonadę. Han otworzył ogień ze wszystkich dział. Manewr Hana całkowicie zaskoczył załogę wrogiego statku. Jednak zagadką pozostawała rola. „Sokół” raptownie skręcił. których źródłem był dziób statku-bazy. Silniki „Sokoła” wyły niemożliwie. Handlarze czuli się zupełnie bezkarni. podjął ostatnią. — Jeszcze nie tym razem. Zasięg dział „Sokoła” był zbyt mały. trzykrotnie większy od „Sokoła”. że nieprzyjaciel lada chwila znajdzie się bezpośrednio nad nimi. Chewbacca. co się dzieje. Liczył tylko na to. Prowadząc statek. Wnętrze statku wypełniło się raptownie dobrze Hanowi znanym głosem: — Poddajcie się. Znalazłszy się pod brzuchem statku-bazy.Zemsta Hana Solo Chewbacca zawarczał gniewnie. być może nawet ten sam. Unikając wiązek przyciągających. desperacką próbę odzyskania swobody ruchów. i korzystając z ogromnej w tej chwili prędkości. wyprzedzając nieco statek handlarzy. Jedyną szansą było w tej chwili ustawienie się po przeciwległej do wroga stronie planety. dzięki umiejętnemu manewrowaniu. by mogła stać się im choćby najmniejsza krzywda. który na razie odbił się od tarcz ochronnych „Sokoła”. Spray powstał z fotela. Zanim zdumiony pilot wrogiego statku zorientował się. Szczęściem jednak. robiąc miejsce Hanowi. znalazłszy się w sterowni. Han obniżył lot i kluczył pomiędzy szczytami górskimi i dolinami. Chewbacca ciężko zwalił się na swoje miejsce.

w jaki sposób najszybciej powiadomić o niej Hana. Fiollo. Najwidoczniej statek--baza znów się przybliżył. który rzucił się na niego w hangarze na Bonadanie. że wypadki potoczą się w takim kierunku.. — przerwał zaskoczony i spojrzał na nią zmieszany. została uszkodzona.. leży współpraca ze mną. Han i Chewbacca wyczerpali już wszystkie możliwości. usadowionych w fotelach awaryjnych. Spray? — zapytała Fiolla. — Obawiam się. widząc reakcję Wookiego. W tej chwili nie było już ważne. „Sokół” zatrząsł się jeszcze gwałtowniej. co zrobi w zaistniałej sytuacji. Chewie. Te odbiły się od pól ochronnych statku Espo. Następny ogromny statek sunął prosto ku statkowi handlarzy niewolników. Tak. — Czy ręka wciąż ci dolega. To ty byłeś tym napastnikiem. — Chciałem tylko powiedzieć. — Leczenie somageneratywne czasami powoduje nadmierne swędzenie skóry. Załoga statku niewolników próbowała jeszcze stawiać opór. gorączkowo zastanawiając się. prawdziwa. Twój ambitny eks-asystent jest już blisko. Dotarłszy na miejsce. czyż nie? — rzuciła. Spray pochylił się nad wstęgą wydruków komputerowych. dostrzegł Fiollę i Bolluxa. — Możesz mi wierzyć lub nie. Wrogowie również dostrzegli niszczyciel i woleli najwidoczniej uniknąć konfrontacji. ale nie sądziłem. znacznie potężniejszymi od tych. ignorując jego protesty — Drapiesz się nieustannie. Han wprawdzie gotów był spróbować jeszcze raz. długa na kilometr latająca forteca. — To chyba niczego już nie zmieni — odparł Spray spokojnie. — Ale w jaki sposób to zrobiłeś? Han miał rację. — Już nie. spojrzał na monitor i prawie zamarł ze zdumienia.. Wiem. Solo zwrócił się w kierunku Spraya.. które zainstalowaliśmy dzisiaj. że powiem o wszystkim Hanowi? — zapytała.Zemsta Hana Solo maksymalną prędkość statku. prawda? — kontynuowała Fiolla.. Bollux uważnie wsłuchiwał się w ich rozmowę. wiążący „Sokoła” ze statkiem handlarzy zniknął. Przejdź do przedniej kabiny i spróbuj się dowiedzieć. że Solo ugryzł napastnika. wystrzeliwując w kierunku fortecy parę pocisków. Statek-baza ponownie przyciąga ich polem siłowym. Tym razem nie mieli już najmniejszych szans uwolnienia. prawda? Spray był całkowicie opanowany. Fiollo. przecież nawet się do niej nie zbliżyłeś! — Nie zrobiłem tego — odparł twardo Spray.. — Nie doceniłem twojej inteligencji. Pola ochronne „Sokoła” nie wytrzymałyby już dalszego ostrzału. jeżeli chodzi o ścisłość. Twoje życie znalazło się w punkcie krytycznym. „Sokół” zatrząsł się po raz kolejny. Promień przyciągający. — W twoim najlepiej pojętym interesie. odkąd tu przybyłeś. Komornik uniósł się z miejsca i wyszedł ze sterowni. Nie mam na monitorze żadnych odczytów. skąd przybywała. Marszczył przy tym nos i nerwowo drapał się po dłoni. Jestem wrogiem niepotrzebnego przelewu krwi. jednak powstrzymał się. Był to olbrzymi niszczyciel Espo. Najbardziej liczyło się to. gwałtownie gestykulował i pokrzykiwał niezrozumiale. wskazując na monitor radaru. — I to ty włączyłeś nadajnik w łodzi. jakimi dysponował statek handlowy. że część obwodów. Ale to się wkrótce skończy. co wysiadło. Han. W jednej chwili „Sokół Tysiąclecia” i jego prześladowca znalazły się na niemożliwej do rozerwania uwięzi. jest o wiele. idąc za jego przykładem. — Czy zdajesz sobie sprawę. Usiadłszy w fotelu mechanika. Jednak forteca również dysponowała własnymi wiązkami. nie czyniąc żadnych 85 .

Zemsta Hana Solo

szkód. W odpowiedzi na atak, wiązka turbolaserowa wystrzelona z pokładu fortecy
przeorała kadłub statku handlarzy, wyrywając w nim wielką dziurę i niszcząc większość
baterii zasilających.
Załoga uszkodzonego statku zrezygnowała z dalszego oporu. Statek znalazł się wkrótce
tuż przy luku cumowniczym w dolnej części kadłuba fortecy. Niespodziewanie na
pokładach obu zatrzymanych statków rozległ się głos:
— Załogi przechwyconych statków proszone są o pozostanie na miejscu. Wyłączcie silniki
i wszystkie inne systemy — głos rozbrzmiewający w głośniku wydał się Hanowi dziwnie
znajomy.
Ponieważ statek handlarzy zajmował już miejsce przy luku cumowniczym, „Sokół” został
łagodnie opuszczony na powierzchnię planety, a ogromny kadłub fortecy usadowił się
tuż nad nim. Han nacisnął spust dźwigni, zwalniającej podwozie, i nawet nie próbował
stawiać oporu. Wiązka była zbyt potężna, by zdołali się od niej oderwać i wszelkie
działania byłyby po prostu samobójstwem. Wyłączył silniki i po kolei resztę aparatury.
Położył dłoń na ramieniu Wookiego.
— Trzymaj kuszę w gotowości, może jeszcze nie wszystko stracone. — Liczył na to, że
być może uda się im zbiec i wtedy zwrócą się o pomoc do Mora Glayyda. Jeżeli nie, nie
pozostanie im nic innego, jak pogodzić się z perspektywą paru lat więzienia. Han jednak
nie zamierzał oddać się w ręce Espo bez walki.
Statek Espo zamarł na wysokości pięćdziesięciu metrów nad ziemią. Wyglądając
przez przesłonę sterowni, Han obserwował handlarzy. Ogromny rękaw cumowniczy,
niewątpliwie wypełniony policjantami, miał za parę sekund przycumować do ich statku.
Ciekaw jestem, jak Mogg się teraz czuje?, pomyślał Han nie bez satysfakcji. Wprawdzie
jego własna sytuacja była nie do pozazdroszczenia, ale przyjemnie było pomyśleć, że
jego prześladowcy również nie unikną kary.
Niewielka kapsuła awaryjna oderwała się od innego z luków w kadłubie fortecy. Była
to okrągła, w kształcie kapsuła, jakby opleciona cienką siatką. W jej wnętrzu, zamiast
oczekiwanego batalionu Espo, Han dostrzegł samotnego mężczyznę. Był to ten sam
człowiek, którego głos usłyszeli wcześniej przez radio — Gallandro, słynny rewolwerowiec
we własnej osobie.
ROZDZIAŁ XIII
Gallandro dostojnym krokiem podszedł do „Sokoła”. Zatrzymał się i spoglądając w górę,
ku sterowni, wyciągnął coś zza pasa. W chwilę później usłyszeli głos dochodzący z
nadajnika, zamontowanego na ich własnym statku:
— Solo, czy mnie słyszysz? — Zamiast odpowiedzi, Han twierdząco mignął reflektorami
statku.
— Och, daj spokój. Nie możesz przecież okazywać lekceważenia człowiekowi, który
uratował ci życie!
Nie sprawiło ci to kłopotu, draniu, pomyślał Solo, wziąwszy pod uwagę twoje umiejętności
strzeleckie! Nacisnął jednak przycisk na hełmofonie.
— Słucham cię, Gallandro!
W głosie rewolwerowca zabrzmiał z trudem skrywany triumf.
— Tak jest o wiele lepiej, dobre maniery są przydatne w każdej sytuacji. Spodziewam
się, że jesteś w pełni świadomy istniejącego stanu rzeczy, Solo. A jeżeli nie, zaliczasz się
przecież do pragmatyków. Bądź więc łaskaw i otwórz główny właz, po czym pofatyguj
się tutaj. Porozmawiamy o wszystkim, co się wydarzyło.
86

Zemsta Hana Solo

Han chciał już odpowiedzieć rewolwerowcowi, by poszedł do diabła, jednak rzuciwszy
okiem na ogromny niszczyciel zmienił zdanie. Wszystkie działa turbolaserowe — podwójne
i poczwórne baterie, wyrzutnie rakietowe i anteny generatorów wiązek przyciągających
były wycelowane w „Sokoła”. Jedno nieprzemyślane posunięcie i zostaną zmiecieni z
powierzchni planety. Westchnął ciężko i rozpiął pas bezpieczeństwa.
Obrócił się, napotykając wzrok Spraya, stojącego w tylnej części kabiny i obserwującego
go bacznie. W chwilę później u boku Tynniańczyka stanęła Fiolla. Zastanawiał się przez
moment, czy nie wziąć jej jako zakładnika, jednak prawie natychmiast odrzucił tę myśl.
Dziewczyna przeszła tak wiele, że nie da się łatwo zastraszyć, poza tym wątpił, by
tego typu posunięcie powstrzymało Gallandra. Ten człowiek nie należał do litościwych.
Zresztą, tak czy tak, nie byłby w stanie zamordować dziewczyny z zimną krwią.
— Przybyli twoi przyjaciele — rzekł do niej z goryczą w głosie. — Władze trzymają rękę
na pulsie. Chyba zasłużyłaś na ten awans.
Cofnęła się ku głównemu włazowi. Spray spojrzał na Hana dziwnym wzrokiem, po czym
podążył za nią. Ujrzawszy w korytarzu Bolluxa, Han skinął na niego.
— Idź do sterowni i miej na wszystko baczenie. Jeżeli nie wrócimy, statek jest twój, chyba
że komornik położy na nim łapę. Powodzenia, chociaż ostatnio nam się nie wiodło!
Odsunąwszy zasuwę, Han dostrzegł Gallandra, oczekującego u stóp rampy.
Rewolwerowiec spojrzał mu prosto w oczy i lekko skinął głową.
— Moja przepowiednia się sprawdza. Znowu się spotykamy, kapitanie!
Wyzwanie było niedwuznaczne. Han już zamierzał sięgnąć dłonią do kabury, ale
zrezygnował, przypomniawszy sobie znakomity refleks Gallandra. Może nadarzy się
jeszcze lepsza sposobność. Solo nie miał złudzeń. Stojący naprzeciwko mężczyzna był
mu równy albo nawet lepszy w posługiwaniu się krótką bronią.
Gallandro, jakby odgadując tok myśli Hana, oświadczył spokojnie:
— Może być i tak, Solo. Zachowaj broń na wypadek, gdybyś zmienił zdanie. Sądzę
jednak, że nie muszę ci przypominać, ile dział jest wycelowanych prosto w ciebie. Nie
rób żadnych głupstw bez uprzedniego porozumienia się ze mną.
Han i Chewbacca stanęli po przeciwległych stronach rampy, jednak Gallandro utrzymywał
dystans, bacznie ich obserwując. Wookie trzymał kuszę niedbale opartą na ramieniu.
Han oczekiwał, że powitanie rewolwerowca z Fiollą będzie o ile nie gorące, to
przynajmniej serdeczne. Jednak Gallandro jedynie uśmiechnął się uprzejmie i skłonił
głęboko, jakby oczekując, że to kobieta wykona następny gest.
Spray opuścił pokład „Sokoła” jako ostatni, poruszając się niezdarnie po śliskiej
powierzchni rampy. Na jego skórze pobłyskiwały jeszcze kropelki wody, ślad po ostatniej
kąpieli. Ujrzawszy komornika, Gallandro skłonił się dwornie, nie spuszczając jednak
wzroku z Hana.
— Odumin — rzekł Gallandro. — Witam Waszą Ekscelencję. Już po raz kolejny udało się
panu bezbłędnie przeprowadzić zaplanowaną operację. Widzę, że mimo lat spędzonych
za biurkiem, nie stracił pan nic ze swego instynktu.
Spray lekko skinął głową.
— Miałem po prostu szczęście, przyjacielu. Muszę ci jednak przyznać, że o wiele
bardziej lubię pracę za biurkiem.
Han, który od dłuższej chwili spoglądał oniemiały to na jednego, to na drugiego
wspólnika, zdołał wreszcie wydukać:
— Odumin? To pan jest dowódcą obwodu? Ty zdradziecki wężu, ty przebiegła gnido,
powinienem... — poczuł, że język staje mu kołkiem, nie mogąc znaleźć odpowiednio
mocnych przekleństw.
— Niech pan przestanie, kapitanie — rzekł Spray urażonym głosem. — Faktycznie
87

Zemsta Hana Solo

zaczynałem karierę jako komornik. Jednakże, w miarę awansowania, coraz bardziej
zdawałem sobie sprawę z tego, że korzystanie z usług innych i nadzorowanie ich pracy
jest nieludzkie. Poza tym w ten sposób nigdy nie można poznać całej prawdy. Ponieważ w
handel niewolnikami wydawali się zamieszani wszyscy, nie wyłączając moich najbliższych
współpracowników i funkcjonariuszy Tajnej Policji, postanowiłem przeprowadzić śledztwo
z pomocą paru zaufanych ludzi. Jednym z nich jest pan Gallandro.
Skrzyżował ręce na piersiach i przybrał pozę nauczyciela. Han, mimo narastającej w nim
furii, słuchał z uwagą.
— To nie było łatwe — zaczął Spray-Odumin. — Na początku dysponowałem dowodami
pańskich powiązań ze Zlarbem, dzięki którym znalazł się pan na Bonadanie. To sprawiło,
że byłem pewien, iż sam jest pan handlarzem niewolników. W porcie kosmicznym,
wtedy, gdy udał się pan do hangaru, sądziłem, że zamierza pan opuścić planetę.
Ponieważ miałem pod ręką parę użytecznych środków, rękawice i środek rozpuszczający,
który w ostateczności mógł posłużyć jako usypiacz, zdecydowałem się za wszelką
cenę zatrzymać pana na Bonadanie i wydobyć informacje dotyczące pańskich, hmm,
powiedzmy wspólników. Jednak okazał się pan bardziej przedsiębiorczy niż początkowo
sądziłem, kapitanie.
Han roześmiał się ironicznie.
— Nie jestem w stanie uwierzyć, że chciał pan mnie jedynie pojmać.
Spray wyprostował się dumnie.
— Popełnia pan identyczny błąd, jak wielu ludzi przed panem. Może nie sprawiam takiego
wrażenia, ale fizycznie jestem bardzo sprawny. Wtedy w ciemności nasze szanse były
równe. Sądziłem, że bez trudu uda mi się pana obezwładnić. Proszę też nie zapominać,
że potrafię wstrzymać oddech na parę minut. Szczęściem, prawie natychmiast po naszej
walce, Gallandro, który zbierał o panu informacje, powiedział mi, kim pan faktycznie jest.
Doszedłem wówczas do wniosku, że znalazłem rozwiązanie.
Han zmarszczył brwi.
— Rozwiązanie?
Spray zwrócił się do Chewbacci:
— Czy pamiętasz grę, w którą razem graliśmy? Pojedynczy wojownik, który ściąga na
siebie wszystkich przeciwników? Kapitanie Solo, w mojej grze to właśnie pan był tym
wojownikiem, moją tajną bronią. Handlarze niewolników wiedzieli, że na pewno nie jest
pan agentem tajnej policji i nie ma pan możliwości zwrócenia się do władz o pomoc.
Zmusił ich pan do działań, które oddały ich w moje ręce.
Han, nie mówiąc ani słowa, skierował wzrok na Fiollę.
— A ty? Kim ty właściwie jesteś? Spray odpowiedział za nią.
— Och, ona jest dokładnie tym, za kogo się podawała. Ambitnym, młodym pracownikiem.
Reorganizacja, którą zamierzam przeprowadzić w moim wydziale, sprawi, że zwolni się
parę atrakcyjnych miejsc pracy. Planuję znaczny awans dla Fiolli. Wkrótce zwolni się
stanowisko mojego zastępcy, sądzę, że to właściwa dla niej funkcja.
— To wszystko zabiegi kosmetyczne — rzucił Han. — Oficjele rządowi to najgorsi
gangsterzy, jacy kiedykolwiek istnieli w przestworzach.
— Zdajemy sobie z tego sprawę, Hanie — rzekła Fiolla. — Jednak świadomi jesteśmy
również i tego, że jeden uczciwy człowiek na odpowiednim stanowisku może wiele
zmienić, tak, jak tego próbuje Spray. Właściwy człowiek na właściwym miejscu, chyba
tak to można określić!
— Sam widzisz — rzekł triumfująco Spray — że mamy w tej kwestii podobne zdania.
Mimo że jest pan nieprzeciętnie zdolny i sprytny, kapitanie, nigdy nie będzie pan w stanie
zniszczyć organizacji, równej potęgą i wpływami samemu Imperium. Ludzie podobni
88

zyskując w zamian za to przyszłość. na wypadek.Zemsta Hana Solo Fiolli i mnie. Chewbacca udawał. jaką stwarzał anachroniczny Kodeks Honorowy. — Wkrótce po awaryjnym lądowaniu „Sokoła”. Szedłem identyczną drogą jak ty. że dysponując tak niezbitymi dowodami. Nie zdawałem sobie sprawy. Udało mi się wkręcić do klanu Reesbonów i to właśnie oni namówili mnie na wyzwanie młodego Mora Glayyda na pojedynek. Przybyłem na Ammuud. zdolni są uzyskać pokojowymi środkami to. rządzący klanami Ammuudu. 89 . Zrezygnowałem więc z dotychczasowego trybu życia. — Czyli jesteś po prostu wynajętym rewolwerowcem — rzekł Han do Gallandra. gdyby zaistniały jakieś kłopoty. że było ich aż tyle i że znajdziesz się w niebezpieczeństwie. — Chciałbym się przed tobą usprawiedliwić. Zrobię jednak wszystko. Hanie. — To nie jest takie proste. — Będziesz miał jeszcze mnóstwo czasu na osądzanie mnie. Solo. że jego klan może zostać pociągnięty do odpowiedzialności. Jest mi naprawdę przykro z tego powodu. pracujący wewnątrz tej organizacji. Z kolei stary Mor Glayyd nie ufał handlarzom. jeżeli kiedyś sam dojdziesz do identycznego wniosku. że nie docenił przeciwnika. natychmiast się ze mną skontaktował. — W takim razie nie będziemy panu już do niczego potrzebni — rzekł Han z nadzieją w głosie. Nigdy. Wkrótce potem został otruty. jednak potrzebowałem dostępu do nadajnika. Han spojrzał na Gallandra. jak mogłoby się wydawać — odparł Spray. Nie mogliśmy więc wkroczyć bezpardonowo i tym samym ryzykować zniszczenia wszystkich informacji. obawiając się. Nie może jej pan za to winić. że chce od nich wyciągnąć jak najwięcej forsy. więc Spray nie kontynuował dłużej tematu. Uchylając się od odpowiedzi. — Zwrócił twarz w kierunku Wookiego. — Klan Glayydów sprawiał pewne problemy. — Czy to ty podpowiedziałeś Reesbonom. ale pewnego dnia stwierdziłem. a oni podejrzewali go o to. nastraszyłem te nieszczęsne owce miotaczem ognia. że nie słyszy przeprosin. — Czy mam rację? Chłopiec na posyłki rządowe? Gallandro był wyraźnie rozbawiony uwagą Hana. to znaczy pan Odumin. że lojalni członkowie klanu mogli je w każdej chwili zniszczyć. — Co miał oznaczać ten pojedynek? Rewolwerowiec lekceważąco machnął ręką. Nie miałem złych intencji. — To był wspaniały pomysł — przyznał Spray. Spray — wtrącił zniecierpliwiony. by uzyskać dla was łagodny wymiar kary. Nie bądź zdziwiony. — Sądzę. Spray. Wszelkie interesujące nas dane zaprogramowane były w ten sposób. pomyślał Han. Weszli więc w kontakt z klanem Reesbonów. że nie mogę pozwolić wam tak po prostu odlecieć. — W jaki sposób nawiązałeś z nim kontakt? Przecież byłeś uwiązany w samym sercu gór! Spray wyraźnie się zirytował. Wściekłość Hana w tym momencie przekraczała już wszelkie granice. — Obawiam się. że głupio byłoby zginąć w jakiś idiotyczny sposób. — Poczekaj. by uczynić Glayydów twoimi dłużnikami. Gdy stary Mor Glayyd dowiedział się o tym. słuszne pytanie. podkręcając wąsa. Aby zatrzymać cię przez jakiś czas w górach. co w mojej mocy. — Tak. najprawdopodobniej przez Zlarba. Miałem wprawdzie paru techników. świadkami i podejrzanymi mogę uznać nasze zwycięstwo za przesądzone — rzekł Spray z satysfakcją. zanim ty zjawiłeś się tutaj — kontynuował Gallandro. którzy w różnych częściach planety oczekiwali na mój sygnał. zdecydował się nawiązać przez pośredników kontakt ze Sprayem. przyznając jednak w duchu. Skorzystałem z możliwości. czego nie da się wywalczyć bronią. by niepostrzeżenie włączyli nadajnik na szalupie? Gallandro skromnie skinął głową.

— Niech Wookie przygotuje statek do odlotu. Han włożył prawą dłoń do wewnętrznej kieszeni kombinezonu termicznego. Wookie oddalił się w kierunku sterowni. Pamiętaj. jak Gallandro odkłada na bok odebraną Wookiemu kuszę. po czym zapraszającym gestem wskazał na rampę. Gallandro na wszelki wypadek dopilnował. — Spojrzawszy przelotnie na Chewiego. szukając w niej saszetki Zlarba. — To niepotrzebna brawura. a ciebie. kątem oka dostrzegając. poproszę o taśmę. — Nie zapomniałem — odrzekł Spray. Namacawszy ją poczuł. — To sprawa Gallandra. Gallandro. jak powiedziałem — odparł Gallandro tonem nie znoszącym dyskusji. Czując na plecach wzrok Gallandra. — Obawiam się. Spray niepewnie spojrzał na Hana. kapitanie Solo — rzekł. zapytał: — Gallandro. — Świetnie — rzekł Gallandro. kapitanie. Wskazując na pustą kapsułę awaryjną. Tu i ówdzie poniewierały się puste butelki i puszki. że rzuci się na rewolwerowca. — Życzę wam powodzenia! Han zlekceważył wyciągniętą rękę i nie spuszczał wzroku z unikającej jego spojrzenia Fiolli. by nie znaleźć w zasięgu włochatych łap Wookiego. by zachowywali się poprawnie. Odbierając kuszę z jego rąk. jeszcze jedno. kapitanie Solo — wyciągnął rękę w przyjacielskim pozdrowieniu. 90 . — Od Trybunału Rządowego? — spytał kpiąco. radzę wam z całego serca opuścić granice Wspólnego Sektora i nigdy. nie mogę więc wkraczać w jego kompetencje. w odpowiedzi na jego gest. Spray spojrzał wyczekująco na Chewbaccę. dalej unikająca wzroku Hana. zwracając się ku Hanowi. Panował tam trudny do opisania bałagan. wskazując na Hana i Chewbaccę. Gallandro wyciągnął rękę ku Chewbacce. Dowódca okręgu ze smutkiem cofnął rękę. ale po co kusisz los? — Będzie tak. nie zaszczycając go nawet jednym spojrzeniem.Zemsta Hana Solo Han skrzywił się. daj mi swoją kuszę. jednak ten. Chewie — rozkazał Han. przyjacielu. — Oddaj mu kuszę. Aha. Proszę. Han bez słowa ruszył do wejścia. rzucił: — Rozruszaj tylko silniki i nie próbuj żadnych sztuczek. Chewbacca zawarczał wściekle i przez chwilę wydawało się. że od tego zależy życie twojego przyjaciela. Fiollo. Spray energicznie potrząsnął głową. Fiolla. ściśle określonymi warunkami. dołączyła do zwierzchnika. że jesteś nieustraszonym człowiekiem. nie zapomnij odebrać od kapitana Solo taśmy Zlarba. Różne części garderoby i drobne narzędzia porozrzucane były dosłownie wszędzie. Radzę wam jednak unikać wszelkich nieprzemyślanych posunięć. na nas już czas. Wookie spojrzał na niego. Han zbliżył się do jednej z szafek ściennych. — Proszę nie zapominać. — Ja polecę z nimi i dopilnuję. gdy znaleźli się we wnętrzu statku. zacisnął obie dłonie na kuszy. Zanim ruszyłby się z miejsca. — Musimy się już zbierać. nigdy tu nie powracać. że jej zapięcie dociągnięte jest do samego końca. Odwrócił się i poczłapał w kierunku kapsuły. W każdym razie wyraz jego twarzy zdawał się o tym świadczyć. — Jeżeli uda się wam uniknąć więzienia. ponownie zawarczał i niechętnie oddał broń nieprzyjacielowi. że pracuję dla pana pod pewnymi. zbyt duże ryzyko! Wiem. Gallandro zabiłby jego samego i prawdopodobnie również Hana. natomiast Han skierował się ku swojej kabinie. po czym odwrócił wzrok. prowadzącą do włazu. czy przybyłeś zupełnie sam? Kto będzie pilotował „Sokoła Tysiąclecia” w drodze do portu? — Oni — odparł Gallandro. że będę musiał odebrać ci broń. Nie było jednak sensu ryzykować.

które nastąpiło w chwilę potem. Gallandro dokładnie naśladował jego ruchy. a jego pasażerowie z trudem utrzymali równowagę. bo możesz sobie teraz nabić guza! Dodał mocy silnikom. Zdumiał się. czy Han nie wykorzysta momentu jego nieuwagi i nie sięgnie po kuszę. naciskając kciukiem na przycisk odbezpieczający i wyciągając saszetkę. — Ale mam nadzieję. dobywające się z wnętrza saszetki. Ustawiwszy maszynę w pożądanej pozycji. Niczego nie podejrzewający Gallandro wyciągnął rękę. po czym zawołał: — Chewie. jak to sobie wyobrażałeś — uśmiechnął się Han. Dłoń rewolwerowca zesztywniała. jak niewiele czasu upłynęło od powrotu na pokład „Sokoła”. Maszyna nie odrywając się od ziemi przesunęła się pod dolną część kadłuba latającej fortecy. Wskutek raptownego hamowania. Spray i Fiolla dopiero zbliżali się do kapsuły awaryjnej. gdy zarówno dłoń Hana. — Pilnuj go! Postaram się nas stąd wydostać! Po wejściu do sterowni przez dłuższą chwilę bacznie obserwował wskazania instrumentów. — Czyż nie tak.. Przez chwilę zastanawiał się. porażają ich ręce. znalazła się tuż naprzeciwko Hana. Han wyrwał broń zza pasa przeciwnika i wręczył ją przyjacielowi. znajdująca się w połowie drogi do luku macierzystego. uświadomiwszy sobie. — Może nie wszystko będzie tak. Silniki „Sokoła” były rozgrzane. W chwili. że nie będzie ci to przeszkadzać. wziąłbym ich jako zakładników! A gdyby działały wiązki przyciągające. i wszystkie inne przyrządy z wyjątkiem radiostacji pozostawały wyłączone. Lewa dłoń rewolwerowca opadła bezwładnie. Zasuwa na jego piersiach była rozwarta. całym statkiem zarzuciło. Han przesunął w końcu kaburę na lewy bok. Nadszedł twój wielki dzień! Han dostrzegł kropelki potu. Obydwaj mężczyźni jednocześnie odskoczyli. Gallandro. zwalniając przycisk odbezpieczający. jak i ręka Gallandra spoczywały na saszetce. Daj znać. by pierwszemu sięgnąć po broń. Han w ułamku sekundy wciągnął podwozie. a on sam znieruchomiał. pomyślał. Lewa dłoń Gallandra także powoli ruszyła ku kaburze. Han przesunął kciuk. Chewbacca już od paru sekund stał nieruchomo przy wejściu do kabiny. jesteś prawdziwym geniuszem.Zemsta Hana Solo Chewie. Bateria neutronowa szczęściem nie uległa uszkodzeniu. — Jako robot pomocniczy. powoli też wracało mu czucie w prawym ramieniu. Han nakazał mu gestem milczenie.. odrywając gondolę od wiązki wciągającej. mógłbym mieć ich tutaj z powrotem. ale w gruncie rzeczy nie dbał o to. — Do diabła! Gdybym mógł uruchomić działo. Hana korciło. Solo dokonał minimalnych korekt kursu i ponownie rozpędził „Sokoła”. jednak powstrzymał się. 91 . zanim to jednak nastąpiło. Tym razem to Gallandro będzie musiał podjąć decyzję. tarcze osłonowe. gdy będziesz gotów. trzymaj się mocno. palce odmówiły posłuszeństwa. trzymając dłoń na rękojeści pistoletu. Gallandro wyszczerzył zęby w uśmiechu. obserwując jak Han nieporadnie rozpina kaburę. Ze złością uderzył pięścią w konsoletę. Bez słowa podał ją nieprzyjacielowi. ale zgodnie z rozkazem Gallandra działa. Wypuszczona z rąk saszetka upadła na posadzkę. Kierując się bardziej instynktem niż umiejętnościami. mogę jedynie. po czym z trudem wcisnął się w fotel pilota. Han ponownie zwiększył moc. czując jak iskry paraliżującego ładunku. usadowiony w fotelu nawigatora. Kapsuła transportowa. Bolluxie? — Błękitny Max ma całkowitą rację. proszę pana — odrzekł robot. gromadzące się na czole Gallandra. — Poza wiązkami przyciągającymi istnieją inne sposoby transportu ładunków — rozległ się wysoki głos.

że jeżeli cokolwiek przytrafi się Oduminowi i Fiolli. Sądzę. — Dostrzegł. — Dobrze to wymyśliłeś! Skąd ci to wpadło do głowy? Wookie odpowiedział coś we własnym języku. ale radzę postępować rozsądnie. Zdumiony Han obrócił się plecami do Gallandra. że to prawda. Bez chwili namysłu Han wyprowadził maszynę spod brzucha niszczyciela Espo.Zemsta Hana Solo — No dalej. będzie to oznaczało śmierć ich wszystkich. Nie próbuj jednak żadnych sztuczek. Obydwaj wiedzieli. w przeciwieństwie do swego zwierzchnika. Chewbacca. jak znakomicie potrafi czytać z ruchu warg. musiało to być dziełem tej drugiej osoby. co się naprawdę wydarzyło. że zatrzymam dziewczynę jako zakładnika. wszedł do sterowni. ale zyskacie wystarczająco dużo czasu na opuszczenie granic Wspólnego Sektora. Wookie pchnął rewolwerowca na fotel nawigatora. że z trudem powstrzymuje nudności. uśmiechnęła się tajemniczo. Powiedz mu. Wyraźnie przygnębiony Spray przycisnął dłonie do piersi. świadom faktu. że dojdziecie do porozumienia. To nie Wookie uaktywnił system zabezpieczający saszetkę. Han spojrzał na niego przelotnie. siedziała wyprostowana. że dotrzymacie 92 . trzymając się uchwytu w kadłubie. Wolę być pewien. Han uniósł się z miejsca i spojrzał w dół. Gratuluję. w jego głosie zabrzmiał z trudem ukrywany podziw: — Zyskałeś chyba przewagę. widząc wciąż wycelowane w nich działa. Gdy dostrzegła. by Odumin wyszedł z tego cały. zmniejszył prędkość lotu i położył dłoń na ramieniu Chewbaccy. Spojrzawszy na niego. niszczyciel ruszył w pościg za „Sokołem”. nieco uspokojony. cóż innego mógłbym mieć na myśli? Sądzę. Fiolla. Czekając na dogodniejszą sposobność. Oparł się wygodnie o siedzenie fotela. Han bezgłośnie wypowiedział jedno jedyne zdanie: — Będziesz w przyszłości doskonałym przewodniczącym Rady Dyrektorów. strzelajcie! — krzyknął. Solo. — Strzelajcie prosto we własnego szefa! Odpowiedziała mu cisza. Nie obawiał się w tej chwili ataku. a żaden zdrowy na umyśle oficer nie wziąłby na siebie odpowiedzialności za taki czyn. Tym razem okoliczności były wyjątkowe. porozumiewawczy gest. jeżeli chcesz. Han rzekł: — Myślę. Gdy wreszcie przemówił. Gallandro z wysiłkiem przygotowywał się do opuszczenia pokładu „Sokoła”. Han. że kapsule nie zagraża żadne niebezpieczeństwo. jednak pilotował z niezwykłą uwagą. pochylając się nad nadajnikiem. gdyż ten kosztowałby życie Spraya. a jej dłoń wykonuje ledwie dostrzegalny. jak twarz dziewczyny rozjaśnia się. po czym spytał: — Czyżbyś proponował swoje pośrednictwo? Gallandro skinął głową. — W takim razie skontaktuj się ze swoim szefem. z ulgą stwierdził. na lekko kołyszącą się kapsułę. a wyraz jego twarzy świadczył o tym. — Oczywiście. Ponieważ zaś tylko dwie osoby znały miejsce jej ukrycia. Całe jej wnętrze widział jak na dłoni. Hana rozsadzały wręcz radość i entuzjazm. by ten nie mógł niczego odczytać z wyrazu jego twarzy. że jeszcze się kiedyś spotkamy. Spojrzawszy w monitor. Odpowiedź Chewbacci całkowicie zaskoczyła Hana. — Warunki będą na pewno korzystne dla obydwu stron — zapewnił go Gallandro. popychając przed sobą sparaliżowanego od pasa w górę Gallandra. Gallandro dopiero teraz spostrzegł. po czym zajął swe zwykłe miejsce. że potrzebuję czasu i miejsca do przeprowadzenia niezbędnych napraw „Sokoła”. kapitanie. Dowódca okręgu to niezwykle rozważny człowiek i jestem pewien. że Han ją obserwuje. Wiedząc. tak. Wprawdzie potem ze względów formalnych będziemy zmuszeni je wycofać. że mógłbyś zaproponować bezwarunkowe zwolnienie dla siebie i swojej załogi.

szukając miejsca do lądowania. 93 . Czyżbyś o tym zapomniał? Zacisnąwszy zęby. Sprawdź.Zemsta Hana Solo umowy. Chewie. — Nie gorączkuj się. Gallandro. — Jak to. Chewbacca z uznaniem klepnął Hana w plecy. lecz Han nie dał mu dojść do słowa. Zwrócę ją całą i zdrową. Gallandro sztywno pochylił się nad nadajnikiem i wdał się w dyskusję z kapitanem latającej fortecy. a Solo pochylił się i ukradkiem przesłał Fiolli serdeczny pocałunek. nie wiesz. ile gotówki ma do dyspozycji wasz księgowy — mrugnął okiem do Chewbacci. by zaprotestować. Raptem uniósł wzrok znad aparatury i powtórnie zwrócił się do rewolwerowca. —Pochylił się ponownie nad instrumentami. — Jeszcze jedno. że zrobicie wszystko to. pod warunkiem. — Zdumiony Gallandro spojrzał na pilota i już otwierał usta. do czego się zobowiązaliście. co chcę przez to powiedzieć? Przecież ktoś jest nam winien dziesięć tysięcy za wyświadczone przysługi.