You are on page 1of 6

Jakub Antosz-Rekucki

Warunki i życie codzienne w niemieckim obozie pracy przymusowej / obozie
koncentracyjnym w Płaszowie

Pierwotnie mający być obozem pracy przymusowej, Płaszów został założony w grudniu 1942
roku w Krzemionkach Podgórskich, części krakowskiej dzielnicy Podgórza, praktycznie na
terenie dwóch niegdysiejszych żydowskich cmentarzy, w lokalizacji wybranej między innymi
ze względu na bliskość kamieniołomu, gdzie naziści mieli możliwość wykorzystać
niewolniczą pracę więźniów. Początkowo zajmował powierzchnię około 10 hektarów i miał
pomieścić około 2 000 – 4 000 więźniów. Od 11 stycznia 1944 stał się obozem
koncentracyjnym (Konzentrationslager Plaszow), przeznaczonym przede wszystkim dla
deportowanej ludności żydowskiej. W wyniku likwidacji getta krakowskiego, w maju 1943
roku znalazło się w nim 12 000 więźniów. Populacja obozu osiągnęła swój szczyt w roku
1944, kiedy wielu Żydów węgierskich ze zorganizowanej przez Adolfa Eichmanna deportacji
umieszczono w Płaszowie. Liczył on wtedy ok. 22 000 więźniów1. Zwiększająca się liczba
osadzonych wiązała się z koniecznością rozbudowy obozu i zajęcia większej powierzchni. W
lecie 1944 roku objął on w sumie 80 hektarów – 160% powierzchni Błoń Krakowskich.
Został otoczony dwiema liniami ogrodzenia o długości 4 kilometrów (długość porównywalna
z Krakowskimi Plantami) z drutu kolczastego pod wysokim napięciem2. Między nimi
umieszczony był dodatkowo rów z wodą. Wzdłuż ogrodzenia znajdowało się 12 wieży
strażniczych, wszystkie zaopatrzone w reflektory i stacjonarne ciężkie karabiny maszynowe.
Wewnątrz obozu znalazło się miejsce dla blisko 200 budynków, w tym 27 baraków dla
więźniów (16 męskich i 11 żeńskich), 2 baraków centralnej latryny, 5 baraków szpitalno1 Dane ilościowe podane wg: Bazyler, Michael J., Tuerkheimer, Frank M.: Forgotten Trials

of the Holocaust. New York: NYU Press, 2014. Wg danych zebranych przez Aleksandra
Skotnickiego (Oskar Schindler w oczach uratowanych przez siebie krakowskich Żydów.
Kraków: Wydawnictwo AA, 2007), maksymalna liczba więźniów znajdujących się w tym
samym czasie w Płaszowie mogła wynieść nawet do 25 tysięcy.
2 Te użyteczne

dla obrazowego wyobrażenia sobie rozmiarów obozu porównania
zaczerpnąłem z rozdziałów poświęconych obozowi Płaszowskiemu oraz zbrodniom i
procesowi Amona Goetha z książki Skotnicki, Aleksander B.: Oskar Schindler w oczach
uratowanych przez siebie krakowskich Żydów, ss. 26-36. Kraków: Wydawnictwo AA, 2007.

sanitarnych oraz kilku baraków kwarantanny z osobną latryną, 40 baraków zaplanowanych
jako miejsca pracy i produkcji. Oprócz tego należy wymienić dwa słynne miejsca egzekucji,
które również znalazły się za drutem: tzw. Hujowa Górka (XIX-wieczny szaniec artyleryjski,
nazwany tak przez więźniów od nazwiska esesmana Hujara) oraz drugi szaniec, zwany w
gwarze obozowj Cipowym Dołkiem. Na terenie Płaszowa były też dwa kamieniołomy, nigdy
nieukończone krematorium, budynki komendantury, wille esesmanów, lazaret SS, łaźnia,
odwszalnia, magazyny ubrań, pralnie, centrala telefoniczna, laboratorium chemiczne,
warsztaty samochodowe, magazyny na zrabowane mienie żydowskie, kuchnia, piekarnia,
stajnia, wozownia, psiarnia, królikarnia, kurnik i chlew.
Komendantami obozu byli (w kolejności chronologicznej): Horst Pilarzyk, Franz Josef
Muller, Amon Goeth (od 11 lutego 1943 do 13 września 1944) i wreszcie Kurt Schupke.
Załogę, pilnującą więźniów, stanowili początkowo przede wszystkim członkowie Straży
Ukraińskiej w czasie funkcjonowania Płaszowa jako obozu pracy przymusowej, a od kiedy
stał się obozem koncentracyjnym – głównie oficerowie SS przy współudziale niemieckich
więźniów kryminalnych. Przez cały czas istnienia obozu jednak bardzo ważną rolę nadzorczą
(w sensie bezpośredniego nadzoru nad więźniami i utrzymywania wśród nich, brutalnymi
zresztą najczęściej metodami, „porządku”) stanowiła żydowska służba porządkowa
(Jüdischer Ordnungsdienst, OD), a więc współosadzeni z innymi więźniami. Nazistowska
komendatura stworzyła szereg więźniarskich pozycji funkcyjnych, wypełniający je byli
rekrutowani właśnie z OD. Przekształcenie Płaszowa w obóz koncentracyjny oznaczało
formalne rozwiązanie OD jako formacji biorącej udział w nadzorze więźniów, lecz tylko w
teorii: dotychczasowych OD-manów przemianowano na „strażaków” (Feuermänner), a ich
pozycja w praktyce pozostała taka sama. Zarówno w okresie obozu pracy, jak i w czasie, gdy
Płaszów był obozem koncentracyjnym, ludzie ci mogli liczyć na minimalnie lepsze od
pozostałych więźniów zakwaterowanie i pożywienie; musieli jednak brać udział w wielu
akcjach antywięźniarskich i oczekiwano od nich pomocy w zaprowadzaniu porządku i
posłuchu metodami terroru i przemocą fizyczną, do której obozowi OD-mani mieli do
dyspozycji stanowiące ich znak charakterystyczny bicze. Licząc na zwiększone szanse
przeżycia, wielu z nich wykazywało się okrucieństwem i nadgorliwością, a do czarnej historii
obozu przeszedł najwyższy rangą OD-man, Wilhelm Chillowicz. Pomimo nadziei na
łagodniejsze

potraktowanie,

w

wielu wypadkach

okupioną zaprzedaniem własnej

integralności moralnej, większość członków służby porządkowej i tak zginęła, a wielu

zasłużyło sobie na kary w powojennych procesach 3. Z perspektywy czasu i badań widać, że
pomysł „wyjątkowego potraktowania” płaszowskich OD-manów okazał się przede wszystkim
skuteczną próbą brutalnego podzielenia samej społeczności więźniarskiej.
Więźniowie nienależący do OD musieli próbować wyżyć na strawie składającej się z
substytutu cienkiego rosołu i znanego również w innych obozach chleba z trocinami, przy
czym bardzo surowo (w wielu przypadkach – śmiercią) było karane samo posiadanie
odrobiny przeszmuglowanego jedzenia spoza tego nieludzkiego menu. Tak jak i w
praktycznie wszystkich innych obozach pracy i koncentracyjnych, baraki mieszkalne były
właściwie od początku przeludnione; postępująca koncentracja coraz większej ilości
więźniów na terenie Płaszowa tylko pogarszała sprawę. Czas więźnia obozu był wypełniony
niewolniczą pracą na rzecz nazistów, przede wszystkim w zakładach na terenie obozu. Różne
źródła podają różne listy rodzajów produkcji, która odbywała się w Płaszowie. Należały do
niej: wytwarzanie materaców dla armii niemieckiej, szczotek, zamków, butów, mebli, ubrań
(znów głównie na potrzeby armii), tapicerek, produktów papierniczych, podobno więźniowie
pracowali też w drukarni. Do najcięższych prac należała ta w kamieniołomach: pierwotnie
desygnowano do niej dowolnych więźniów bez względu na płeć, po przekształceniu Płaszowa
w obóz koncentracyjny, formalnie tylko członków kompanii karnej. Pracujący w
kamieniołomach umierali prędko z powodu wyniszczenia, tym większego, że ładowany do
wagonów urobek transportowano najczęściej z wykorzystaniem siły ludzkich mięśni,
nierzadko więźniarek. Jedną z najgorszych prac obozowych był także tzw. niebiański patrol,
czyli ściąganie po egzekucjach zwłok z szubienic, zbieranie z baraków ciał więźniów
umarłych w ciągu nocy i innych trupów.
Teoretycznie Płaszów nie był nigdy obozem zagłady, lecz i tak zbierał przerażający plon
śmierci. Więźniowie umierali z głodu, wycieńczenia, wyniszczenia organizmu pracą ponad
siły, w wyniku okrutnego traktowania (kary, chłosty, tortury), chorób (tym częstszych, że
Płaszów graniczył z terenami podmokłymi, co ułatwiało zachorowanie, a nawet zwykła
gorączka wystarczała często, by zabić), wreszcie przez nieustające egzekucje lub zastrzelenie
bez wyraźnego powodu. Według niektórych danych, średni czas życia więźnia po znalezieniu
się

w

obozie

mógł

wynosić

mniej

niż

4

tygodnie,

szczególnie

w

okresach

3 Informacje o OD w obozie Płaszowskim podaję przede wszystkim za A. Jarkowską-

Natkaniec, Jüdischer Ordnungsdienst in Occupied Kraków During the Years 1940-1945.
“Scripta Judaica Cracioviensia” 11 (2013).

najintensywniejszych transportów, kiedy władze obozowe starały się o wygospodarowanie
miejsca dla nowo przybyłych więźniów.
Krańcowo trudne same w sobie warunki bytowe pogarszała jeszcze sytuacja psychiczna.
Płaszowski system (o ile można mówić tu o jakiejkolwiek systemowości) karania więźniów
był wyjątkowo drastyczny. Oskarżenie o tzw. sabotaż (czyli, min. próbę ucieczki, szmugiel,
ukrywanie przedmiotów wartościowych, nieposłuszeństwo wobec rozkazów - w gruncie
rzeczy, podciągano pod ten zarzut dowolne przestępstwo) oznaczało prawie zawsze karę
śmierci przez rozstrzelanie bądź powieszenie. Według niektórych świadectw, by zostać
skazanym za sabotaż, wystarczył „kawałek salami w kieszeni” 4. Najczęściej zresztą strażnicy
samowolnie mordowali kulą każdego, kto według nich „złamał zasady”. W wypadku próby
ucieczki więźnia, regułą był wyrok śmierci dla wszystkich jego krewnych w obozie oraz
pięćdziesięciu dowolnie wybranych dodatkowych ofiar. Tej formy odpowiedzialności
zbiorowej bezwzględnie przestrzegano. Sprawujący funkcję komendanta obozu najdłużej
Amon Goeth zasłynął osobistym zastrzeliwaniem więźniów bez wyraźnego powodu czy też z
powodu takich „przewinień” jak podanie mu nie dość słonej zupy, oraz ze strzelania do
niewinnych według jakiejkolwiek logiki ludzi z balkonu swojej górującej nad obozem willi.
Chętnie doprowadzał też do rozszarpania więźniów przez psy. Nawet, gdy nie zabijał (a wg
świadectwa zeznającego w jego procesie Aleksandra Bilbersteina, za każdym razem, gdy
pojawiał się w obozie, oznaczało to czyjąś śmierć 5), jego zachowanie było źródłem poniżenia,
poczucia upodlenia i panicznego strachu więźniów. Według jednego ze świadectw:
Oddawał mocz na zwłoki, był gotów rozstrzelać sekretarkę za literówkę, kucharza za zbyt gorącą zupę,
myjącego okna, jeśli przeoczył jakąś plamkę i opiekuna zwierząt, którego psy polubiły bardziej niż ich
pana.6

4 Hanley, Craig, Schiff, Rosalie, Schiff, William: William & Rosalie : A Holocaust Testimony,

ss. 39-54. Denton: University of North Texas Press, 2007.
5 Podaję tę informację za: Bazyler, Michael J., Tuerkheimer, Frank M.: Forgotten Trials of

the Holocaust. New York: NYU Press, 2014.
6 Hanley, Craig, Schiff, Rosalie, Schiff, William: William & Rosalie : A Holocaust Testimony,

Denton: University of North Texas Press, 2007, s. 45. Tłumaczenie moje.

Większość egzekucji w obozie organizowano w sposób pokazowy, zmuszając siłą pozostałych
więźniów do ich oglądania, przy czym ofiary lub ich najbliżsi, musieli z zasady sami
wykopać sobie doły w ziemi, w których miały się potem znaleźć ich zwłoki. Popisowe
egzekucje urządzano przynajmniej raz w tygodniu7.

Hanley, Craig, Schiff, Rosalie, Schiff, William: William & Rosalie : A Holocaust Testimony,
Denton: University of North Texas Press, 2007, s. 40
7

BIBLIOGRAFIA
Bazyler, Michael J., Tuerkheimer, Frank M.: Forgotten Trials of the Holocaust, ss. 101-128.
New York: NYU Press, 2014.
Hanley, Craig, Schiff, Rosalie, Schiff, William: William & Rosalie : A Holocaust Testimony,
ss. 39-54. Denton: University of North Texas Press, 2007.
Jarkowska-Natkaniec, Alicja: Jüdischer Ordnungsdienst in Occupied Kraków During the
Years 1940-1945. “Scripta Judaica Cracioviensia” 11 (2013), ss. 147-160.
Skotnicki, Aleksander B.: Oskar Schindler w oczach uratowanych przez siebie krakowskich
Żydów, ss. 26-36. Kraków: Wydawnictwo AA, 2007.