Nowe ksiazki Henryka Pajaka i podobne sprawy!! Opracowanie VZ.

LICHWA - rak ludzkości - fragment najnowszej książki Henryka Pająka Przechodzenie Międzynarodowej Lichwy w Rząd Światowy trwało ponad dwa wieki. Oto ramy tego procederu: 1772 Pierwszy rozbiór Polski, następne pod koniec wieku. Decydujący o losach Europy proces podboju wielkiego mocarstwa słowiańskiego, katolickiego, położonego w centrum Europy. W rezultacie tej bandyckiej anihilacji polskiego państwa, trzy główne mocarstwa Europy: Prusy, Austro-Węgry i Rosja zaczynają ze sobą sąsiadować granicami rozbiorowymi. To status quo potrwa prawie 150 lat (począwszy od pierwszego rozbioru) do wybuchu pierwszej wojny europejskiej, wkrótce światowej zaplanowanej i zrealizowanej przez żydomasonerię syjonistyczną. W wyniku podboju Polski następuje radykalna dekompozycja Europy, której nieuchronnym skutkiem będzie druga wojna światowa, zaprogramowana i zrealizowana przez te same siły syjonistyczno-”komunistyczne”, stanowiące dwie bratnie frakcje syjonizmu światowego rządzącego Stanami Zjednoczonymi i Rosją żydobolszewicką. 1773 Mayer Amschel Rothschild gromadzi u siebie kilkunastu swoich najbardziej wpływowych, w większości żydowskich przyjaciół i zapoznaje ich ze swoim Wielkim Planem: jeżeli wszyscy połączą swoje pieniądze, wpływy, mogą przejąć władzę nad światem. Spotkali się we Frankfurcie w domu Rothschilda, przedtem nazywającego się “Bauer”, a wtedy już “Rothschild” - “Czerwona Tarcza”, “Czerwony Szyld” - od Gwiazdy Dawida widniejącej nad frontonem jego domu jako znaku graficznego zastępującego nazwisko. Na tym spotkaniu Rothschild zawiadamia ich, że znalazł idealnego kandydata do kierowania super - tajną organizacją, który podejmie dzieło konsolidacji tych wysiłków, tworząc sieć elity intelektualnej, która w pierwszej kolejności podporządkuje sobie tradycyjną masonerię, w większości stanowiącą stada użytecznych durniów dla

masonerii najwyższych stopni wtajemniczenia. Człowiekiem tym okazał się Adam Weishaupt. 1776 Rewolucja Amerykańska. 1776 Jakże trudno nam się rozstać z tą datą: 1776 rok! Od tego właśnie roku rozpoczyna się cykl rewolucyjnych wystąpień w krajach Ameryki Łacińskiej, w wyniku których powstają tamtejsze państewka. Wszystkie były tworem masonerii. Najlepszym,niepodważalnym tego dowodem są flagi tych państw. Wszystkie posiadają klasyczne insygnia masońskie, co łatwo sprawdzić w pierwszej lepszej encyklopedii powszechnej, zwłaszcza zawierającej reprodukcje kolorowe. Oto ten cykl rewolucji, wielkich etapów marszu żydomasonerii do panowania nad współczesnym światem, a wtedy do panowania nad Ameryka Południową. Argentyna. od 1776 roku wicekrólestwo hiszpańskie. Rok 1816 i rewolucyjne walki o niepodległość. Od roku 1826 - Republika Federalna Argentyny. Brazylia. W 1882 roku “odrywa” się od Portugalii. W 1889 roku ogłoszenie republiki pod nazwą: Stany Zjednoczone Brazylii! Boliwia. Uzyskuje “niepodległość” w 1825 roku. Chile. W latach 1810-1818 walki o niepodległość. Od 1818 roku republika. Gwatemala. Posiadłość hiszpańska od 1821 roku. W latach 18231839 wchodzi do Unii Środkowo - Amerykańskiej wraz z Costa Ricą, Hondurasem, Nikaraguą i Salwadorem. Od 1839 roku “samodzielna” republika . Honduras. Od 1839 roku “samodzielna” republika. Urugwaj. Od 1828 roku “samodzielna” republika. Meksyk. Niezależność od 1821 roku. Od 1823 - republika. Lata 1864-1867: pod naciskiem masońskiej Francji utworzono Cesarstwo Meksyku z arcyksięciem Maksymilianem na czele, którego zamordował słynny potem Juarez. W latach 1877 - 1911 dyktatura prezydenta Diaza i uzależnienie Meksyku od Anglii i USA. Walki domowe i rewolucje do 1922 roku, w których kluczową rolę odgrywa żydomason, członek żydowskiej loży Bnai-Brith Józef Hieronim Retinger, “doradca” komunistycznych prezydentów Obregona i Callesa. 1934 - prezydent Cardenas przeprowadza reformę rolną i upaństwawia przemysł naftowy. W latach 1936-1938 Meksyk

śpieszy z wydatną pomocą hiszpańskim żydokomunistom w ich krwawej rewolucji, wojnie domowej stłumionej wreszcie przez generała Franco. Oficjalna nazwa państwa: Stany Zjednoczone Meksyku. Zresztą nie wszystkie stany zjednoczone, bo Kolorado zagarnęły Stany Zjednoczone Ameryki. 1776 Pierwszy dzień maja: Adam Weishaupt (1748 - 1839), posługując się pseudonimem “Spartakus”, zakłada tajne stowarzyszenie i nazywa je “Zakonem Iluminatów” (Oświeconych). Weishaupt jest z pochodzenia Żydem, wykładowcą prawa kanonicznego na Uniwersytecie w Ingolstadt w Bawarii. Iluminaci zakładają sobie cel ostateczny - ustanowienie Nowego Porządku Świata, Rządu Światowego. Cel ten rozpisali na następujące kierunki totalnej destrukcji w świecie chrześcijańskim. Jest ich wszystkich siedem, lecz każdy zaczyna się od słów: “zniszczenie”, “likwidacja”: - Zniszczenie wszystkich istniejących rządów. - Likwidacja postaw patriotycznych. - Likwidacja własności prywatnej (późniejszy komunizm Marksa). - ikwidacja prawa dziedziczenia własności. - Likwidacja rodziny jako podstawowej komórki ludzkiej. - Zniszczenie wszelkich religii (poza judaizmem). - Stworzenie na gruzach tych sześciu fundamentów cywilizacji, wszechwładnego Rządu Światowego. To cele dokładnie pokrywające się z odwiecznym programem masonerii wszystkich rytów i programem rodzącego się wówczas teoretycznego komunizmu. Dzieło niszczenia zacząć należy od “nadbudowy”, czyli kanonu wartości chrześcijańskich; etycznych, moralnych, solidaryzmu rodzinnego i narodowego. Dopiero potem nastąpi ostateczne uderzenie w państwo, własność prywatną, etc., z zastosowaniem przemocy i terroru, którego preludium stanie się Rewolucja Francuska 1789 roku. Należy więc “odkatolicyzować świat” metodą destrukcji w religii, preferowaniem bezbożnictwa, wolnomyślicielstwa, z jednoczesnym niszczeniem instytucji kościelnych i struktur państwa katolickiego, zwłaszcza monarchii katolickich w tamtych czasach, takich jak Austro-Węgry. Należy obalić dynastie Burbonów przez rewolucję, zniszczyć monarchię rosyjską i rozczłonkować Amerykę Łacińską na wiele rywalizujących ze sobą państewek. Tło szersze tej destrukcji to zniszczenie porządku naturalnego uosobionego w rodzinie, narodzie, Kościele: albo przez otwarte prześladowanie, albo przez “rozdział Kościoła od państwa”. Laicyzacja całego życia prywatnego i publicznego, a zwłaszcza oświaty powszechnej. Rozwijać w

umysłach dziatwy szkolnej “wolność” myśli i sumienia, oderwać ją od zgubnego wpływu Kościoła, a nawet wpływu własnych rodziców. Generalną, uniwersalną zasadą programu powinna być maksyma “Solve et coagula” - “Niszcz by odbudować” - maksyma alchemików przyjęta przez Różokrzyżowców. Mason o pseudonimie Hiram nauczał: “Podkopywaliśmy, wywracaliśmy, burzyliśmy, demolowaliśmy z wściekłością.” Ponad 150 lat później, w 1968 roku zrewoltowani studenci Sorbony paryskiej wywiesili na murach uczelni zwycięski slogan: “ZABRANIA SIĘ ZABRANIAĆ!” Destrukcja w rodzinie i państwach narodowych zaczęła święcić pełnię sukcesów dopiero w drugiej połowie XX wieku, poprzez “prawa dziecka”, antagonizowanie dzieci z rodzicami, męża z żoną, przez forsowanie feminizmu, a na płaszczyźnie państw narodowych podjudzanie mniejszości przeciwko narodowej większości i rozmywanie spójności narodowej przez masowy “import” mniejszości narodowych i religijnych (obecnie muzułmanów) do Europy Zachodniej. Rząd Światowy nieformalnie istniał już od kilkudziesięciu lat (od 1913 roku), ale dopiero po pierwszej wojnie światowej masoneria i jej dyrygenci - Iluminaci, powołali masońską “Ligę Narodów”, a po drugiej wojnie światowej - “Organizację Narodów Zjednoczonych”, kabaretową marionetkę w rękach Wielkiej Lichwy i tajnego Rządu Światowego. 1782, lipiec Wysłannik Iluminatów o nazwisku Lanze ginie od uderzenia pioruna (!) w okolicach Ratyzbony, jego bagaże zdradzają istnienie Zakonu Iluminatów i szczegółowe plany wywołania rewolucji we Francji. Rząd Bawarii usiłuje ostrzec rząd Francji o nadciągającym niebezpieczeństwie, lecz rząd to lekceważy. Bawarscy Iluminaci zostają aresztowani razem z Weishauptem. Odtąd schodzą do podziemia, ale nie przerywają przygotowań do rewolucji francuskiej. 1789 Wybucha ludobójcza rewolucja we Francji. W programie m.in. upaństwowienie własności prywatnej, prekursostwo komunizmu, fizyczna rozprawa z Kościołem katolickim. 1796 Trwa krwawa rewolucja we Francji, natomiast w Stanach Zjednoczonych głównym wydarzeniem staje się konfrontacja z masonerią w kontekście wyborów prezydenckich. Prezydentem zostaje przeciwnik masonerii i Wielkiej Lichwy John Adams. Jego syn, John Quincy Adams ostrzega naród amerykański o niebezpieczeństwie, jakim są loże masońskie. Quincy Adams oświadcza odważnie:

“Szczerze i w głębi sumienia wierzę, że Zakon Wolnomularski jest jednym z największych, jeśli nie największym złem moralnym i politycznym, z którym borykają się teraz Stany.” W zaborze rosyjskim już wcześniej upadło Powstanie Kościuszkowskie zorganizowane przez Iluminatów, głównie francuskich i pruskich. Emisariusz Weishaupta w tajnej korespondencji przyznaje, że na tę prowokację antypolską, pośrednio antyrosyjską, masoneria wydała 60 000 franków. 1797 Profesor Robinson, wykładowca historii naturalnej na uniwersytecie w Edynburgu (Szkocja), publikuje swoją książkę pod tytułem “Dowody spisku”. Ujawnia w niej, że Weishaupt próbował go zwerbować do Iluminatów. Robinson omawia w książce diaboliczne, antyludzkie cele Iluminatów. 1821 Słynny filozof Georg Hegel (1770-1831) definiuje zasady dialektyki nazwanej wkrótce dialektyką heglowską. To od niego Iluminaci czerpią wskazówki do swej działalności. Według Hegla, teza plus antyteza dają syntezę: walka przeciwieństw daje nową jakość, ani tezę, ani antytezę. W przełożeniu na metody walki społecznopolitycznej, najpierw należy sprokurować kryzys, który wywołuje powszechny protest przeciwko kryzysowi i powszechne oczekiwanie mas, aby z nim skończyć. Sprawcy tej tezy i jej antytezy, czyli protestu wobec kryzysu, proponują rozwiązanie, które powoduje zmiany z góry przez nich założone i oczekiwane. Zmiany te zostają zaakceptowane przez społeczeństwo, choć przedtem nie miało ochoty na taką akceptację. Przenosząc się lotem “koszącym” we współczesność, gang światowych podpalaczy dokonuje kontrolowanego i przez nich wykonanego “aktu terroru” 11 września 2001 na wieże WTC, po czym przerażone społeczeństwo amerykańskie akceptuje prezydencką decyzję rodem z hitleryzmu o “wojnie totalnej” z terroryzmem. Wcześniej, takim pretekstem stała się masakra portu wojennego USA w Pearl Harbor, której prezydent Roosevelt i jego mafiozi nie chcieli zapobiec: rozwścieczony, wstrząśnięty “naród amerykański” w pełni akceptuje decyzję o przystąpieniu USA do drugiej wojny światowej. 1826 - 1827 Powstają pierwsze w historii świata kołchozy, wspólnoty społecznoprodukcyjne, o których świat do dziś nie wie: w latach 1826-1827 - kołchoz w Orbiston, (Lanarkshire) Anglia w latach1825 - 1828 - kołchoz New Harmony, (Indiana), USA w latach 1831 - 1833 - kołchoz w Ralahine, powiat Cork, Irlandia w latach 1835- 1845 - kołchoz w Quenwood (Hampshire), Anglia w latach 1841 - 1846 - kołchoz Brook Farm (Massachusetts) USA

w latach 1845- 1846 - kołchoz pod nazwą “North American Phalangs” w Red Bank, stan New Jersey1. Autor wspomnianego “Atlasu komunizmu” (zob. przypis 1) publikuje tam ponad 30 barwnych map ilustrujących ekspansję komunizmu od zarania, aż po “dekompozycję” sowieckiego żydobolszewizmu. Warto zwrócić uwagę na to, że ostatni prekursorski kołchoz - North American Phalangs, tłumaczy się na język polski jako “Północnoamerykańska Falanga na Czerwonym Brzegu”! To dowód, że słowa “falanga” nie wymyślili faszyści! Te kibucowo - komunistyczne eksperymenty nie zdały egzaminu i rozpadały się po kilku latach istnienia. Dopiero żydobolszewicy uczynili z tego prekursorstwa trwałą surrealistyczną praktykę. Jakże wymowne jest powołanie się przez autora tego albumu na rok 1776 - datę Rewolucji Amerykańskiej w prekursorskich etapach dochodzenia do komunizmu praktycznego. To dowód, nie będący zresztą “wynalazkiem” dr. G. Sterna, że cykl rewolucji wcale nie rozpoczął się od Karola Marksa i jego “Manifestu komunistycznego” tylko od momentu, kiedy Adam Weishaupt założył w 1776 roku “zakon” Iluminatów i od wybuchu Rewolucji Amerykańskiej w tym samym roku. Rok 1848 to nie tylko “Manifest komunistyczny”, ale także, a może głównie tzw. “Wiosna Ludów”, przygotowana przez tych samych podpalaczy ówczesnego porządku europejskiego. Prześledźmy chronologię tejże “Wiosny Ludów” i związane z nią podróże głównych podpalaczy świata. W marcu 1848 niemal jednocześnie wybuchają zamieszki rewolucyjne w Budapeszcie, Wiedniu, Pradze, Berlinie, Monachium, Mediolanie, Wenecji, Palermo, Florencji. Rozruchy uliczne wybuchają nie tylko w wymienionych miastach, lecz również w Dublinie, Kolonii, Londynie, Frankfurcie, Stuttgarcie, Baden, Szlezwiku-Holsztynie, Saksonii, Galicji, Dalmacji. A oto podróże podpalaczy w czasie tego wrzenia rewolucyjnego - w marcu 1848 roku Marks jedzie z Brukseli do Paryża, w czerwcu do Kolonii nad Renem, w maju 1849 znów do Paryża i stamtąd do Anglii , kiedy już wiedział, że rewolucja europejska zakończyła się fiaskiem. W marcu 1848 roku Kossuth ogłasza niepodległość Węgier, ale już w sierpniu salwuje się ucieczką do Turcji, z Turcji do Anglii. F. Engels w czerwcu 1848 roku udaje się z Paryża do Kolonii, w

sierpniu 1848 roku dociera do Włoch, a stamtąd ucieka do Manchester w Anglii. W poprawnych podręcznikach historii XIX wieku te jednoczesne próby podpalenia Europy w kilkudziesięciu centrach, nazywa się próbą obalenia tyranii wielkich mocarstw, polepszenia doli “mas robotniczych i chłopskich”. Nie mówi się, że ta próba dekompozycji Europy nie miała żadnego związku z “walką klas”, tylko walką z chrześcijańską monarchistyczną Europą. W Galicji także były rozruchy, szybko jednak stłumione. Dlaczego to się nie powiodło w skali Europy? Było na to za wcześnie, co tłumaczono w “hagiografii” komunizmu brakiem “świadomości klasowej” robotników. Od pierwszej wojny światowej dzieliło ich ponad 55 lat. Żydomasoneria zrozumiała, że bez udziału Stanów Zjednoczonych, nie uda się jej podpalić świata. Organizowali więc wojny lokalne w Europie, jak np. francuskopruską, terroryzm w Rosji i na ziemiach zaboru rosyjskiego, nawet udawało się im zabijać carów, ale dopiero Wielka Lichwa amerykańska sprzęgnięta z europejską, zdołała wstrząsnąć “posadami świata”. 1828 Mayer Amschel Rothschild (junior, bo senior Mayer Amschel zmarł w 1812 roku) wyraża butną pogardę dla rządów narodowych, którą z taką samą nienawiścią kultywują masoni: Pozwólcie mi emitować pieniądze kraju, a ja nie dbam o to, kto ustanawia jego prawa. 1843 Dwunastu wpływowych Żydów z Frankfurtu powołuje w USA hermetyczną żydowską lożę Bnai-Brith (Synowie Przymierza), która wkrótce rozprzestrzeni się na cały świat, oplatając go mackami tajnych wpływów żydowskich. 1846 Matka Boska w La Salette ostrzega: “Rzym utraci wiarę…”. Rzym czyli Watykan. 1848 Wybuchają zamieszki w wielu krajach Europy, zwane potem “Wiosną Ludów”, czyli próbą generalną rewolucji światowej. 1848 Niejaki Mojżesz Mordechaj Marx Levy, ksywa “Karol Marks” (1818 - 1883) publikuje “Manifest komunistyczny”. Marks był już wtedy członkiem aktywnej organizacji Iluminatów pod nazwą “Liga Sprawiedliwych”. Postuluje radykalne rewolucyjne burzenie struktur państw oraz ich ekonomii, z jednoczesną destrukcją w sferze

moralnej i duchowej. Postuluje likwidację rodziny, przekazanie dzieci na wychowanie państwowe. Z nienawiścią mówi o Bogu: Musimy walczyć ze wszystkimi obecnymi ideami religii, państwa, ojczyzny i patriotyzmu (zob. siedmiopunktowy program Iluminatów - H.P.). Idea Boga jest myślą przewodnią zepsutej cywilizacji. Musi zostać zniszczona. Marks wyraźnie cierpiał na dezintegrację osobowości. Z protestanckiego przechrzty stał się wojującym ateistą i satanistą. Pisząc o nadchodzących rewolucjach zapowiadał: “W tej rewolucji będziemy musieli obudzić w ludziach diabła, wzniecić najpodlejsze namiętności” 2). W jego pismach roi się od straszliwych bluźnierstw przeciwko Bogu, wszelkiemu Bogu. Jego młodzieńcze poezje pławią się w paroksyzmach nienawiści do Boga, Dobra, sławią Zło, Szatana. O jego bezgranicznym cynizmie świadczy stosunek do umierającego wuja, po którym spodziewał się spadku. “Jeżeli ten pies umrze - pisał do Engelsa - będę poza intrygą”. Godny mu kompan Engels odpowiedział: “Gratuluję choroby tego, który utrudnia ci otrzymanie spadku…”. Kiedy umarła Marksowi matka, pisał do Engelsa tylko o spadku po niej. Żadnych uczuć. Choć był Żydem z rodziny rabinackiej, napisał złośliwą książkę “Kwestia żydowska”. Wypowiadał się tam z pogardą o współplemieńcach, nie oszczędzał też Niemców, mówił o “obrzydliwej narodowej ograniczoności Niemców”: “Niemców, Chińczyków i Żydów trzeba porównać z handlarzami i drobnymi kupcami”. Nie zapomniał o narodach słowiańskich, nazywając je “słowiańską hołotą”, “etnicznym śmietnikiem” 3). 1870 Albert Pike (1809-1891), Niezależny Wielki Komandor Rady Najwyższej Jurysdykcji Południowej Obrządku Szkockiego, główny dyktator programowy ówczesnej masonerii, generał amerykański, który wsławił się okrucieństwem wobec Indian, w liście do włoskiego Iluminata Giuseppe Mazziniego (1805-1872), informuje go o powołaniu tajnego stowarzyszenia wewnątrz masonerii: Musimy stworzyć super obrządek, który pozostanie nieznany i do którego powołamy tych masonów wysokiego stopnia, których wybierzemy. Z szacunkiem dla naszych braci masonów, ci ludzie muszą zachować najściślejszą tajemnicę. Poprzez ten obrządek będziemy kierowali całą masonerią, która stanie się jednym międzynarodowym centrum o wiele silniejszym, ponieważ jego kierownictwo będzie nieznane. Tym nowym “zakonem w zakonie” był “Nowy i Zreformowany Obrządek Paladiański”. To nic innego, jak reanimacja Zakonu Iluminatów pod inną nazwą, zresztą stale działającego w ukryciu od czasu jego delegalizacji przez rząd Bawarii.

1875 Rosyjska Żydówka, okultystka Helena Pietrowna Blawatsky zakłada Towarzystwo Teozoficzne. Wiele lat przebywała w Indiach studiując tamtejsze “religie”. Po powrocie twierdziła, że tybetański święty z Himalajów, którego nazwała “Mistrzem Mądrości”, komunikował się z nią telepatycznie w Londynie. Oznajmiała, że u chrześcijan wszystko jest na opak, bo Szatan jest dobry, a Bóg zły. Dalej, że chrześcijanie i naukowcy muszą respektować swoich hinduskich zwierzchników (bardzo bliskie realizacji obecnie! - H.P.). Mądrość Indii, ich filozofia i osiągnięcia, muszą być znane w Europie i Ameryce. 1884 W Anglii powstaje “Towarzystwo Fabian”. Cel: promowanie socjalizmu. Nazwa tej masońskiej, w ogromnej większości członków żydowskiej sitwy, pochodzi od imienia rzymskiego dowódcy Fabiusa Maksymusa zwanego “Kunktatorem”, który walczył z armią Hannibala stosując strategię małych potyczek i odskoków, a nie frontalnej konfrontacji. W przyjęciu imienia Fabiusa za patrona zawarta jest istota ich programu: małymi krokami, małymi potyczkami budować świat socjalistycznej szczęśliwości. “Lenin” nazwał to inaczej: “Dwa kroki naprzód, krok w tył”. 1889, lipiec: Albert Pike znów daje znać o sobie, wydając słynną “Instrukcję” dwudziestu trzem “Radom Najwyższym Świata”. Ujawnia tam, kto jest rzeczywistym Bogiem masonerii wyższych stopni wtajemniczenia: Mówimy Wam, Niezależni Najwyżsi Wielcy Dozorcy, żebyście powtórzyli to braciom 32, 31 i 30 stopnia wtajemniczenia; religia masońska powinna być utrzymywana przez nas wszystkich - wtajemniczonych najwyższych stopni - jako czysta doktryna Lucyfera. 1893 Cecil Rhodes (1853-1902), fanatyczny uczeń soc-komunisty Johna Ruskina, zostaje premierem Afryki Południowej (Rodezja - od jego nazwiska), wtedy kolonii brytyjskiej. Eksploatuje on bogactwa naturalne - złoża złota i diamentów. Bogactwa te wykorzystuje do podporządkowywania innych części świata panującym elitom. Ustanawia znane “stypendium Rhodesa”. 1893 Towarzystwo Teozoficzne Blawatskiej sponsoruje działalność “Parlamentu Religii Światowych” z siedzibą w Chicago. Pytanie o to, skąd Towarzystwo Teozoficzne bierze fundusze na takie akcje, jest już zbędne. Rozpoczyna się masowe pączkowanie przeróżnych “towarzystw”, “parlamentów”, “światowych kościołów” z jednym

wspólnym ich celem: rozkładanie chrześcijaństwa od wewnątrz i zewnątrz. Zadaniem tego “Parlamentu Religii Światowych”, jakby konkurenta Watykanu na gruncie religii, jest upowszechnianie hinduizmu i buddyzmu, szczególnie ich “wiary” w reinkarnację powrót dusz w kolejnych wcieleniach, a nawet organizmach zwierzęcych. 1905 - 1907 Rewolucje “robotnicze” w Rosji i zaborze rosyjskim. Krwawe zajścia w wielu miastach polskich, setki zabitych. Masakra tłumu wiernych wychodzących z kościoła po Mszy św. przy ulicy Grzybowskiej w Warszawie, przygotowana przez socjalistę Józefa Piłsudskiego i jego terrorystyczny gang z PPS - Frakcji Rewolucyjnej. To wszystko jest przygrywką, próbą generalną do przyszłych rewolucji w Rosji z lutego 1917 (rewolucja masońska Kiereńskiego) i rewolucji żydobolszewickiej z października tego samego roku. 1911 Socjalistyczna Partia Wielkiej Brytanii ogłasza broszurę: “Socjalizm i religia”, gdzie otwarcie precyzuje swoje stanowisko w sprawie chrześcijaństwa: Jest to zatem głęboka prawda, że socjalizm jest naturalnym wrogiem religii. Chrześcijański socjalista jest faktycznie antysocjalistą. Chrześcijaństwo jest antytezą socjalizmu. Gdziekolwiek wypowiadali się komuniści, socjaliści, masoni o chrześcijaństwie jako swoim głównym przeciwniku i przyszłej ofierze, mieli na myśli głównie katolicyzm. Wiedzieli, że protestantyzm jest już całkowicie zjudaizowaną przez nich atrapą chrześcijaństwa. W Wielkiej Brytanii nastąpiło jawne połączenie monarchii z “kościołem” protestanckim i masonerią. Powiedział to otwarcie Cornelup - “Wielki Komandor Wielkiego Kolegium” rytów “Wielkiego Wschodu Francji w: “Universalisme franc-maconnerie” 4) w połowie XX wieku, ale to odnosiło się do Francji i Anglii czasów Napoleona Bonaparte. Cornelup: Gdy Napoleon Bonaparte został cesarzem, Święta Unia okazała się jeszcze bardziej niezbędna; jego zwycięstwa i zarządzenie blokady kontynentalnej wstrząsnęły Albionem (Anglią - H.P.). Z tego okresu datuje się potrójne przymierze, nie pisane, niemniej rzeczywiste, dynastii Kościoła anglikańskiego i masonerii, przymierze, które pozostało w mocy aż do naszych czasów. O protestantyzmie jako swoim rzekomym przeciwniku, masoni pisali z pogardą i lekceważeniem, natomiast katolicyzm wciąż postrzegali

jako bardzo odpornego wroga. Oto wypowiedź masona C. Bauhütte, Lipsk, 1884: Jeśli chodzi o protestantyzm, który w sposób żałosny pozostał zamknięty w bagnie dosłownej niewoli jednej księgi i który, pozbawiony ożywczej energii pchającej do przodu pracę umysłu, załamał się i rozpadł na pozbawione siły dominacje wyznaniowe, można go brać pod uwagę głównie jedynie jako rubrykę statystyczną. Tylko tak silnie spoista organizacja katolicka jest jeszcze czynnikiem aktywnym, zdolnym powstrzymać formację ludzi w drodze do emancypacji rodzaju ludzkiego (…). W rozumieniu nieomylnego Kościoła katolickiego, papieskiego, rzymskiego, mason nie może absolutnie być chrześcijaninem. Ten Kościół jest wyzwaniem rzuconym zakonowi masonerii, lecz również całemu cywilizowanemu społeczeństwu. Powtarzają więc expressis verbis heglowską dialektykę walki przeciwieństw, ścierania się tezy i antytezy, wcielaną w życie przez Iluminatów Weishaupta oraz ich kontynuatorów. Trzydzieści lat później wywołają pierwszą wojnę światową. Europa i świat wyjdą z niej z dziesiątkami milionów zabitych, zgliszczami i ruinami. Upadną chrześcijańskie monarchie Europy. Otworzy się pole do zwycięstwa rewolucji chazarskiego żydobolszewizmu i pochodu żydokomunizmu przez wszystkie kontynenty. 1912 Pułkownik 5) Edward Mandel House (1858-1938) “doradca” prezydenta Woodrowa Wilsona, a tak naprawdę to jego nadzorca z ramienia Globalnej Lichwy, publikuje książkę: “Philip Dru: Administrator”. Propaguje w niej - uwaga: “socjalizm o jakim marzył Karol Marks”. Wszystko więc jasne aż do bólu: wiemy tym samym, że Stanami Zjednoczonymi rządzą, włącznie z dyrygowaniem prezydentem Wilsonem, komunistyczni “marzyciele”! Wiemy coś jeszcze więcej w związku z tą deklaracją miłości do socjalizmu Marksa: to, że nie istnieje żadna różnica pomiędzy amerykańską “demokracją” a żydowskim komunizmem, między Światową Lichwą a Światowym Rządem; między Stanami Zjednoczonymi, a Europą: wszyscy “marzą” o komunizmie Marksa, czyli zniszczeniu państw narodowych, zagładzie chrześcijaństwa, tradycyjnych postaw, zniszczeniu rodziny. Nie istnieje więc żadna różnica między nimi a masonerią wszystkich rytów, dla których zniszczenie chrześcijaństwa jest pierwszym i najważniejszym programowym przykazaniem. 1913 W lutym zostaje przyjęta tzw. szesnasta poprawka do Konstytucji USA. Umożliwia ona rządowi federalnemu nakładanie progresywnego podatku od dochodów. W punkcie drugim

“Manifestu komunistycznego” Karola Marksa i Fryderyka Engelsa wzywa się do wprowadzenia progresywnego podatku dochodowego. Taki podatek zostaje wprowadzony w Kandzie w 1917 roku jako “tymczasowy środek” finansowania przygotowań do wojny. 1913 Z tą datą trudno się rozstać. Prezydent Woodrow Wilson publikuje swoją pracę pt. “Nowa Wolność”, a w niej słynne potem zdania, w których udaje, że on nie wiedział, na co się godził pod dyktando socjalistyczno-syjonistycznej Wielkiej Lichwy: Odkąd zacząłem zajmować się polityką, zapatrywania ludzi przekazywane mi były prywatnie. Niektórzy z największych ludzi w Stanach Zjednoczonych w dziedzinie przemysłu i handlu czegoś lub kogoś się obawiają. Wiedzą, że jest gdzieś władza tak zorganizowana, tak nieuchwytna, tak czujna, tak zwarta, tak doskonała i tak przenikliwa, że lepiej żeby nie mówić głośno, kiedy się ją potępia. 1913, grudzień: Największe zwycięstwo “oświeconych” gangsterów Lichwy - zostaje powołany “Bank Rezerw Federalnych”, w istocie prywatne konsorcjum żydowskich mafii finansowych, które przywłaszczyły sobie prawo emisji waluty Stanów Zjednoczonych i dyktowania wszystkiego, co jest związane z obrotem pieniądza, stawkami procentowymi pożyczek, ich wielkościami, podażą pieniądza, grą na giełdach. Odtąd Stany Zjednoczone tracą swoją suwerenność finansową, a tym samym ekonomiczną i gospodarczą, co przekłada się na zniewolenie polityczne Kongresu i całej administracji państwa. USA stają się nieformalną kolonią tych, którzy rozdają nominacje prezydenckie, rządzą mediami, nadają kierunki polityki socjalnej w kraju i polityki międzynarodowej; rządy mega - gangu; którzy wypowiadają wojny, zawierają “pokoje”, nadają kierunki ekspansjonizmu tego mocarstwa na kontynentach globu. W sferze “nadbudowy”, w dziedzinie ludzkich postaw i preferencji, prowadzą wyniszczającą wojnę z katolicyzmem, a największe spustoszenia nastąpiły za pontyfikatu Jana Pawła II, przez nich wybranego na to stanowisko, przez nich kontrolowanego, całkowicie im posłusznego, obecnie forsowanego do beatyfikacji (a może jednoczesnej kanonizacji!) przez najbardziej wrogie katolicyzmowi kręgi masonerii, żydomasonerii, wielkiego biznesu, Wielkiej Lichwy. Data 1913, w niej 23 grudnia, to faktyczna data powstania Rządu Światowego. Mamy obecnie zbliżające się stulecie jego powstania. Zniszczenia są straszliwe, na wszystkich frontach walki, we wszystkich dziedzinach życia człowieka i narodów: zniszczenia materialne i duchowe.

Louis McFadden - Przewodniczący Komisji Bankowości i Waluty w Izbie Reprezentantów wygłosił - jakże późno bo w 1931 roku - taką oto mowę pogrzebową nad finansową suwerennością Stanów Zjednoczonych: Kiedy przyjęto ustawę o Rezerwie Federalnej, mieszkańcy Stanów Zjednoczonych nie zauważyli, że został tutaj ustanowiony światowy system bankowy. Superpaństwo kontrolowane przez międzynarodowych bankierów i międzynarodowych przemysłowców działających wspólnie, w celu zniewolenia świata dla swojej przyjemności. FED podejmował każdy wysiłek, żeby ukryć swoją władzę, ale prawdą jest, że FED uzurpuje sobie prawa rządu. Kontroluje on tutaj wszystko i kontroluje wszystkie nasze stosunki zagraniczne. Tworzy i rozbija rządy zależnie od swojego widzimisię. Nawiązując do Wielkiej Depresji, czyli sprokurowanej przez ten globalny gang finansowy wielkiej inflacji lat 1929-1931 w Stanach Zjednoczonych, L. McFadden zapewniał: To nie był przypadek. Były to pieczołowicie wymyślone zdarzenia. Międzynarodowi bankierzy postanowili wywołać tutaj stan rozpaczy, żeby mogli wyłonić się jako władcy nas wszystkich. Wszelkie dodatkowe komentarze do tego “Requiem” nad wolnością narodu amerykańskiego, stają się najzupełniej zbędne, bowiem ich następcy wiernie splagiatowali ten ich gigantyczny szwindel we wrześniu 2008 roku. Obecnie miliony oszukanych ciułaczy i pożyczkobiorców marzy podobnie jak ich dziadkowie w latach 19291931, aby jakieś siły wyprowadziły ich “ze stanu rozpaczy”. Już się pojawiły: to pomysł częściowej “nacjonalizacji” upadłych banków, głównie “Lehman Bradhers” i pomniejszych gigantów na glinianych (giełdowych) nogach . To wszystko, co z ludzkością wyprawiali gangsterzy międzynarodowej lichwy w całym wieku XX, będzie tematem tej właśnie książki. 1914, sierpień “Wybucha” pierwsza wojna światowa, dobrze przygotowana przez “oświeconych” zbrodniarzy rzeź narodów. Pod jej koniec dokonują rewolucyjnego przewrotu w Rosji carskiej, niszcząc monarchię prawosławną, wielkie mocarstwo. Żyd “Lenin” zapowiedział, a tak naprawdę głośno potwierdził symbiozę komunizmu i kapitalizmu w ich wspólnym dziele, jakim był krwawy spisek przeciwko ludzkości: Istnieje także inny sojusz - na pierwszy rzut oka niezwykły i zadziwiający - lecz jeśli pomyślimy o tym, faktycznie dobrze

ugruntowany i łatwy do zrozumienia. Jest to sojusz między naszymi komunistycznymi przywódcami i waszymi kapitalistami. 1917, październik Wybuch rewolucji żydowskiej w Rosji carskiej - najgłębszy dramat ludzkości XX wieku. Heglowska dialektyka walki przeciwieństw, w tym przypadku sprzeczności pozorowanych, odnosi pełny sukces. Słychać tryumfalne chichoty Weishaupta, masonów wszelkiej maści, wrogów Dobra i Prawdy. 1919 Krzepnie międzynarodowy sojusz - zgodna choć tajna symbioza i współpraca organizacyjna “kapitalistów” z “komunistami”: 30 maja w Wielkiej Brytanii zostaje założony przez najbardziej wpływowych masonów i żydomasonów tego kraju, “Królewski Instytut Spraw Międzynarodowych” oraz wkrótce potem jego bliźniaczy duplikat w USA - Instytut Spraw Międzynarodowych. Głównym organizatorem tych mateczników Rządu Światowego był “pułkownik” Mandel (Mendel?) House. W spotkaniu założycielskim uczestniczyli czołowi socjaliści z Towarzystwa Fabianistów, w tym główny ich teoretyk ekonomii - John Maynard Keynes. 1920 Winston Churchill, brytyjski mason “Zakonu Druidów” potwierdza tożsamość “komunizmu” i “kapitalizmu”, programu Iluminatów i żydobolszewików amerykańskich i europejskich, twórców rewolucji w Rosji: Od czasów “Spartakusa” Weishaupta do czasów Karola Marksa, a potem Trockiego, Róży Luksemburg i Emmy Goldman, ogólnoświatowa konspiracja dla zburzenia cywilizacji i przywrócenia społeczeństw opartych na zasadzie wstrzymywanego rozwoju, zawistnej wrogości i niemożliwej równości, stale rozwijała się. Odgrywała ona wyraźnie rozpoznawalną rolę w tragedii Rewolucji Francuskiej. Była ona przyczyną każdego wywrotowego ruchu w XIX wieku, a teraz w końcu ta zgraja nadzwyczajnych typów z podziemia wielkich miast Europy i Ameryki, chwyciła Rosjan za włosy i stała się praktycznie niekwestionowanymi panami tego olbrzymiego imperium. Tu również czujemy się zwolnieni z potrzeby komentarza. Krwawym suplementem do tej wypowiedzi Churchilla stał się los Polski po 1939 roku: straszliwy Armagedon, po którym zostaliśmy oddani przez kapitalistycznych mafiozów świata w niewolę ich kumpli spod znaku Czerwonej Gwiazdy, Sierpa i Młota, Globalnej Lichwy.

1939 - 1945 Adolf Hitler sowicie sponsorowany przez Wielką Lichwę amerykańsko- europejską tworzy militarną i gospodarczą potęgę Niemiec rozbitych zaledwie 19 lat przedtem (zob. rozdz. o “I.G. Farben”), zajmuje Austrię, Czechosłowację i we wrześniu 1939 roku wraz z Sowietami uderza na Polskę. W 1943 roku Stalin i Roosevelt porozumiewają się co do powojennej dekompozycji Europy: Środkowa Europa ma przypaść żydobolszewickim współbraciom, a w przyszłości ma dojść do ekonomicznego i politycznego zjednoczenia USA i ZSRR w jedno mocarstwo światowe, dające początek globalnemu zniewoleniu ludzkości. Już w 1942 roku w miejscach publicznych w USA, zwłaszcza na dworcach kolejowych, rozplakatowano wielką mapę powojennej Europy, na której z zadziwiającą dokładnością ustala się ten tajny spisek żydostwa amerykańskiego i sowieckiego. Główną ofiarą stała się Polska, ale właśnie Polacy żyjący na emigracji w USA mogli odwrócić tę tragiczną dla nas kartę historii. Jak? Rąbka tej sensacyjnej tajemnicy odsłonił dopiero w 1999 roku Leonard Jarząb, ówczesny prezes Polish-American Guardian Society. Opublikował on w emigracyjnym “Naszym Głosie” z 31 sierpnia l999, dwutygodniku wydawanym w Nowym Jorku, w formie listu do redakcji, streszczenie swego szerszego opracowania pt. “Roosevelt and the Ultimate Fraud and Betrayal” - “Roosevelt i krańcowe oszustwo i zdrada”. Artykuł, choć w czasopiśmie polskim, opublikował w języku angielskim, aby mogli się z jego treścią zapoznać także Amerykanie nie znający języka polskiego. Prezes Jarząb udowadnia w nim, że Roosevelt przegrałby wybory prezydenckie z 1944 roku gdyby nie to, że Karol Rozmarek oraz David K. Niles, członek administracji Roosevelta, urodzony w Rosji Żyd, utworzyli Kongres Polonii Amerykańskiej wyłącznie w tym celu, aby nie dopuścić obywateli polskiego pochodzenia do głosowania na Thomasa E. Deweya, kandydującego wówczas do prezydentury z ramienia Partii Republikańskiej. Autor wykazuje, że Karol Rozmarek i David Niles konspirowali w podejmowaniu wysiłków, aby nie dopuścić do głosu kilkumilionowej Polonii Amerykańskiej i aby nie miała ona wpływu na wybór Deweya i na politykę powstałego Kongresu Polonii Amerykańskiej. Karol Rozmarek i jego towarzysze produkowali się jako “hurra patrioci”, dzięki czemu pozyskali zaufanie i poparcie Polonii. Rezultatem było masowe głosowanie Polaków na zażydzoną Partię Demokratyczną. Niewykluczone, że wybór Deweya, a nie żydomasona Roosevelta mógłby odwrócić bieg wehikułu wojennej i powojennej historii Europy i świata. Wybór Roosevelta, przyjaciela Stalina i jak on masona,

przyniósł tzw. “politykę jałtańską”, politykę zdrady sojuszników i “zapewnił” Polsce ograbionej z połowy przedwojennych terytoriów, żydobolszewicką okupację przez 44 lata. Szkoda, że Polonia Amerykańska dowiedziała się o tym dopiero w 1999 roku! 1980 - 1981 Zachodnie, sowieckie i polskojęzyczne żydowskie służby specjalne organizują strajki w Stoczni Gdańskiej przy współdziałaniu CIA i Watykanu (Jan Paweł II). Był to klasyczny przykład tzw. “rewolucji kontrolowanej”, w której nie było miejsca dla robotników i w ogóle dla Polaków przy Okrągłym Stole i przyszłych “konfiturach”. Władzę przejęli Żydzi (”eksperci”, “doradcy”) i po tajnych ustaleniach z żydokomunistami jawnymi w Magdalence i przy “Okrągłym Stole”, przy którym zasiadło 47 Żydów i dla zachowania pozorów 10 gojów polskich, przekazali Polskę europejsko-amerykańskiej oligarchii finansowej do “wzięcia od zaraz” oraz za darmo cały majątek narodowy wypracowany przez dwa pokolenia polskich tyraków w czasach PRL. Kilka lat później następuje cudowna “pokojowa” transformacja” sowieckiej Żydobolszewii, zorganizowana i nadzorowana przez Żydów amerykańskiej CIA i Żydów sowieckich na czele z Jurijem Andropowem, szefem KGB i I Sekretarzem KPZR w jednej postkoszernej osobie. Na swojego następcę Andropow promował i pilotował na wiele lat przedtem swojego nacyjnego pobratymca Michaiła Gorbaczowa, późniejszego I Sekretarza KPZR i prezydenta Rosji. Tu znów polska dygresja do tego tematu. W 1984 roku, podczas obchodów 40 rocznicy bitwy pod Monte Casino, mój późniejszy czytelnik pan Andrzej Sz. 6) postanowił przy tej okazji odwiedzić sędziwego księdza Józefa Warszawskiego mieszkającego w Rzymie w dzielnicy Frascati, w willi należącej do Watykanu. Chciał porozmawiać z księdzem Józefem jako autorem książki pt. “Duchowość Józefa Piłsudskiego”, która w kolejnym wydaniu ukazała się pod tytułem “Religijność Józefa Piłsudskiego” 7). Ksiądz Józef Warszawski dożywał swoich dni w tej willi dla emerytowanych duchownych, ale po cichu mówiło się o nim, że jest dyskretnym “więźniem Watykanu” z powodu jego wcześniejszych “obrazoburczych” wypowiedzi i niektórych publikacji, m.in. w wydanej na emigracji broszurze, w której przedstawił nagonkę kół żydomasońskich na papieża Piusa XII w polskojęzycznej i nie tylko, prasie emigracyjnej. Ksiądz przyjął gościa na schodach, zapytał co go sprowadza, zaprosił do swojego pokoju i tam rozmawiali ponad godzinę. W pewnym

momencie powiedział: - A teraz panu coś pokażę - następnie wygrzebał z głębi szuflady zdjęcie dużego formatu i bez słowa podał je gościowi. Ten zdumiał się i zaniemówił. Na fotografii ujrzał Adolfa Hitlera z głową przechyloną w lewo: na jego skroni zastygła gruba struga krwi cieknąca pod nasadą nosa, ku ustom. Obok Hitlera siedziała cała i zdrowa jego kochanka Ewa Braun. Patrzyła prosto w obiektyw aparatu fotograficznego! Kto wykonał tę fotografię? - Jak to się stało, że Ewa Braun żyła, gdy Hitler był już martwy, podczas gdy rzekomo oboje jednocześnie popełnili samobójstwa? Ale nie to sensacyjne zdjęcie, o którego pochodzenie nasz gość nie śmiał zapytać księdza Warszawskiego, było najważniejszym doznaniem gościa księdza Warszawskiego. Kiedy ksiądz odprowadzał go do wyjścia, zatrzymał się z nim na wysokich schodach willi. W pewnej chwili pokazał dłonią willę sąsiadującą z jego domem. Zapytał retorycznie, czy gość jego wie, czyja to była willa. Ten oczywiście nie wiedział, ale się dowiedział od księdza Warszawskiego. - Ta willa należała niegdyś do Pierwszego Sekretarza Komunistycznej Partii Włoch, Enrico Berlinguera. Potem Watykan odkupił od niego tę willę, ale w połowie lat 70. sprzedał ją Klubowi Rzymskiemu. Tu właśnie zbierali się najwybitniejsi przywódcy świata, a ja widywałem ich wyraźnie i wcale się z tym nie kryli wiedząc, że nasz dom to przystań emerytów. Od jakiegoś czasu zaczął tu bywać pewien dżentelmen w średnim wieku, już niemal łysy, a znakiem szczególnym była duża ciemna plama na jego głowie. Po latach media ogłosiły wybór nowego genseka, potem prezydenta Rosji. Rozpoznałem go natychmiast z zamieszczonych fotografii i migawek telewizyjnych. Był to Michaił Gorbaczow. Proszę sobie wyobrazić, że Klub Rzymski podejmował z wielką atencją takiego śmiertelnego wroga wrednego kapitalizmu! To wyjaśnia, jacy to byli wzajemni wrogowie… 2001, 11 września Dzień, miesiąc i rok ataku “terrorystów islamskich” na nowojorskie wieże. Na swój pisarski użytek, wbrew kalendarzowi, uznaję ten dzień za początek XXI wieku i koniec wieku XX. To monstrualna zbrodnia Ameryki na Ameryce, dokonana wspólnie z tajnymi służbami Izraela, aby zyskać pretekst do permanentnej wojny totalnej z rzekomym światowym terroryzmem, wrogiem miłujących pokój państw i narodów świata. Ten dzień, wojskową “Operację 9/11″ można uznać jako początek trzeciej wojny światowej i taki właśnie tytuł dałem swojej książce o tej precyzyjnie zorganizowanej zbrodni na trzech tysiącach obywateli amerykańskich

(”Trzecia wojna światowa”, wyd. Retro, 2001). Sprawcą tej rzezi jest Lichwa, Rząd Światowy, a nie konkretna grupa fachowców “amerykańskiego” lotnictwa, nawigacji lotniczej, etc. Ta zbrodnia stała się pretekstem do ataku na Afganistan, Irak, do okupacji złóż naftowych Zatoki Perskiej. Opiera się jeszcze Iran, ale jego los wydaje się być przesądzony na wzór Iraku. Możliwe, że i los znacznej części ludzkości. ooo “Trzecia wojna światowa już się zaczęła. Jest to cicha wojna. Ale z tego powodu nie mniej groźna. Wojna ta rozdziera Brazylię, Amerykę Łacińską i praktycznie cały Trzeci Świat. Zamiast umierających żołnierzy, umierają dzieci. Jest to wojna o dług Trzeciego Świata. Wojna, która używa jako swojej głównej broni odsetek, broni bardziej śmiertelnej niż bomba atomowa, bardziej niszczącej niż promień lasera.” Wypowiedź pewnego polityka brazylijskiego
Henryk Pająk

(Fragment książki “LICHWA - RAK LUDZKOŚCI”, Wydawnictwo “Retro”, 2009) PRZYPISY: 1) Podaje dr Geoffrey Stern w luksusowo wydanym “Atlasie komunizmu” (wyd. Macmillan Publishing Company, New York, 1991). Z tym opracowaniem powinien się zapoznać każdy poważny historyk, polityk, zwłaszcza modni dziś tzw. “socjologowie idei”, czyli dyletanci od wszystkiego - do niczego. 2) W jego sztuce: “Qulanem”. Cytuje Richard Wurmbrand w pracy: “Czy Karol Marks był satanistą?” (”Was Karl Marx a satanist?”). Wyd. polskie “Wers”, s. 11. 3) Karl Marx and Friedrich Engels: “The Russian Menace to Europe”. W: “The Free Press”, 1992. 4) Wydawnictwo “Vitiano”, 1963. Cytuje Arnauld de Lassus, w “Masoneria. Czyżby papierowy tygrys?”, s. 40. 5) Ten tytuł wojskowy dodano mu “dla powagi”. 6) Obecnie zamożny biznesmen w jednych z krajów skandynawskich

7) Z tej książki obficie korzystałem przy pisaniu mojej książki: “Ponura prawda o Piłsudskim” w kontekście owej masońskiej “religijności” J. Piłsudskiego.

"Zagospodarować" patriotów
(Fragmenty książki Henryka Pająka „Prosto w ślepia” Tytuł od redakcji T.P.) Osobny rozdział poświęcimy Markowi Jurkowi. Przypomnijmy, jak to na sesji Sejmu przed Bożym Narodzeniem, jako marszałek wezwał parlamentarzystów do uczczenia żydowskiego święta Chanuki; tak ni pri czom, byle się tylko wykazać lizydupstwem prożydowskim. Pan Mareczek potem wywinął PiS - owcom niezły numer: po przegranym w Sejmie głosowaniu nad zmianą konstytucji Isprawa ochrony życia „od - do” l, pan Marszałek ogłosił rezygnację z tej funkcji, następnie obwieścił wystąpienie z PiS i utworzył sześcioosobową partię (!) pod nazwą Prawica Rzeczypospolitej. Co wytrawniejsi podglądacze tzw. „sceny politycznej” - jak w każdym nowoczesnym teatrze - sceny obrotowej, uznali, że odejście M. Jurka z PiS i prestiżowego stanowiska Marszałka Sejmu, to wyraźny sygnał słabnięcia PiS, bo Marek Jurek to znakomity przeskoczek z partii do partii. Za wcześnie było tu mówić o uciekaniu szczurów z tonącego okrętu, bo okręt wciąż jeszcze unosił się na powierzchni. Ten los czeka PiS nieuchronnie, bo byli i przyszli wyborcy już znają ich nacyjne preferencje i „misję” w interesie „narodu wybranego”. PiS szybko dorabia się losu AWS, ale skróconego. Na przejęcie po nich stołków czeka druga wersja AWS - Unii Wolności, inna partia przechrztów, czyli Platforma (nie-)Obywatelska. Na jej proniemieckiej żydowskości poznaje się jeszcze niewielu, bo w praktyce nie pokazali co potrafią, nie mając realnej władzy. Heroiczna obrona przez M. Jurka proponowanego zapisu konstytucyjnego o ochronie życia „od - do”, była skazana na niepowodzenie już od chwili jego poczęcia - wrzucenia pod obrady Kne-Sejmu. Zaskoczeniem było tylko krętactwo Kaczyńskich. Okazało się, że oni są nie tylko „za”, ale nawet „przeciw”. Prezydent Lech wniósł propozycje takich poprawek do projektu, że w większości składu „nieetutejszy” Trybunał Konstytucyjny otrzymał od niego, jak na tacy, pretekst do zakwestionowania projektu. (...) A teraz przykład drugiego sposobu neutralizowania tych „Polaczków”, którym się zachciewa coś robić dla polskiej sprawy, nie dreptać w stadzie baranów poganianych do kierdla przez wędrownych baców. Przykładem była efemeryda pod nazwą „Liga Polska”, z patetycznym dodatkiem: „Organizacja Narodu Polskiego”.

Tę patetyczną wydmuszkę do zagospodarowywania uczciwych patriotów i prawdziwych prawicowców, wymyślił jakiś niewidzialny, dość zasobny sanhedryn, a wykonawcami zostali: - kryptożydowska mutacja „Gazety Polskiej” „Nasza Polska” na czele z szefową Fundacji tejże gazety Marią Adamus i redaktorem naczelnym Piotrem Jakuckim /z Jakucji?/ Na Pierwszego Bacę (”prezesa” tego kierdla), sanhedryn mianowała niejakiego dra Jana Pyszko, od dziesięcioleci mieszkającego w Szwajcarii, który nagle poczuł zew krwi do polskości i postanowił stanąć na czele „Organizacji Narodu Polskiego”. Kalendarium tej akcji: - październik 2000: rejestracja Ligi Polskiej - styczeń 2001: publikacja Założeń Programowych LP - luty 2002: I Kongres LPR. Wybory władz Rada Naczelna Ligi Polskiej: - dr. Jan Pyszko - przewodniczący - prod. dr. hab. Rafał Broda - wiceprzewodniczący - prof. Zbigniew Wysocki - wiceprzewodniczący. Członkowie Rady Naczelnej /z Polski/: - Maria Adamus, Stanisław Borkacki, - Maria Bulkowska, -Z. Rudzki. Członkowie Zarządu Głównego /z Polski/: - Anna Pernal, - Aleksander Nowak, - Czesław Jakubowicz, - Hubert Jakucki Drugi Kongres „Ligi Polskiej” odbył się 22 kwietnia 2001 roku. Pomiędzy pierwszym a drugim kongresem nie odbyło się ani jedno posiedzenie Zarządu Głównego LP! Na drugim Kongresie nie byli obecni: prof. Rafał Broda i prezes Zarządu Głównego Sławomir Zaboklicki. Mieli już dosyć? Pośród licznych naruszeń Statutu, regulaminów i uchwał, wymieńmy tylko niektóre - a mam je udokumentowane w licznych pismach protestacyjnych byłego członka Zarządu Głównego, Aleksandra Nowaka. Wymieńmy najpiękniejsze kwiatki: - na II Kongresie podjęto próbę /Pyszko i Wysocki/ zmian w Statucie, bez powołania Komisji Uchwał i Wniosków. - Po oficjalnym zamknięciu II Kongresu odbywa się zebranie w zamkniętym gronie wodzów, któremu przewodzi szef RN dr Jan Pyszko. Wybrany przed chwilą członek Ligi K. Bernatowicz natychmiast otrzymuje od dr. Pyszko „nominację” na stanowisko prezesa Ligi. Z nikim nie konsultowaną, co łamało par. 16 Statutu, który stanowił: Do komeptencji Kongresu LP należy wybór Prezesa

ZG. Na pierwszym posiedzeniu ZG 118 V 200 l I Ewa Borzymowska otrzymała od dr. J. Pyszko nominację na członka ZG. Następuje długi ciąg „zagrywek” w celu marginalizowania roli członków ZG przez dr. Pyszko i jego chorążych, seria prowokacyjnych incydentów. Na II Kongresie Nadzwyczajnym Liga Polska otrzymuje od prof. Romualda Kukołowicza „Raport o Stanie Państwa”, który ma być przekazany papieżowi Janowi Pawłowi II - owoc analiz polskich patriotycznych ekonomistów. Przekazują go prof. Wysockiemu, a ten orzeka, że Raport posiada „wady” i wrzuca go do swojego prywatnego archiwum. Tak oto z wykształcenia fizyk, dyskredytuje ustalenia grupy ekonomistów oraz autorytet profesora R. Kukołowicza, jak pamiętamy osobistego doradcy Prymasa Stefana kardynała Wyszyńskiego. Raport otwiera dramatyczna apostrofa: Ojcze Święty! Zatroskani o Dom Ojczysty - o naszą ukochani l Ojczyznę, sponiewieraną, niszczoną, grabioną i okradaną przez zdrajców Narodu - współczesną polską Targowicę, dążącą z obłędem samozagłady pod przewrotnymi hasłami pozornej demokracji do całkowitego bezwarunkowego podporządkowania i haniebnego oddania w niewolę wrogiej Narodowi Polskiemu socjalistycznej, antychrześcijańskiej „cywilizacji śmierci” - Unii Europejskiej i wykreślenie z mapy Europy jako państwa samodzielnego, suwerennego i niepodległego przedstawiamy Ci, Ojcze Święty, opracowany przez specjalistów polskich Patriotów ALTERNATYWNY PROGRAM SPOŁECZNO-GOSPODARCZY WYPROWADZENIA POLSKI Z ZAPAŚCI EKONOMICZNO-FINANSOWEJ GOSPODARCZEJ I CYWILIZACYJNEJ ( ... ) Kiedy w „Naszej Polsce” niemal w każdym kolejnym numerze przez prawie dwa lata trwała triumfalna apologetyka Ligi Polskiej, a głównie jedynego zbawcy Polski - doktora J. Pyszko, działacze władz Ligi, członkowie Zarządu, bezskutecznie domagali się od niego podjęcia działań na rzecz budowy struktur personalnych i opracowania programu. Ostatecznie Liga rozpada się, dr J. Pyszko znika Iw Szwajcariii/ , a Liga Polska, w tym jej koła w USA i Kanadzie, zostają „na lodzie”. Misja została spełniona. Na dwa lata zagospodarowano cenną grupę szczerych patriotów. Zgrabnie zapędzono ich w kierdel pod nazwą „Liga Polska” i tam trwali bezczynnie, aż żydokomuna spod znaku Unii Wolności i SLD ponownie przejmie władzę.

DEMOKRACJA I ELDORADO DLA PSEUDOELIT Dwa wydarzenia utwierdziły mnie w przekonaniu, że Polska definitywnie obsuwa się w bagno jakiegoś systemu klikowo-biurokratycznego, w którym konstytucyjny suweren, narodem zwany, jest zawalidrogą dla podejmowania decyzji i snucia planów, będących w rażącej sprzeczności z odmienianą przez wszystkie przypadki demokracją oraz uderzających w pojmowanie zwykłego instynktu zachowawczego i poczucie przyzwoitości, których to cech tytułowe pseudoelity najwyraźniej nie posiadają, czy to w wyniku procesu zastraszającego obumierania szarych komórek albo wrodzonej służalczości względem zagranicznych ośrodków kreowania polskiej rzeczywistości politycznej. Szlachta jerozolimska obsiadająca Sejm zadecydowała, że Polacy nie są godni do samodzielnego podjęcia decyzji w sprawie ratyfikowania tak zwanego traktatu reformującego UE (inaczej lizbońskiego - zgodnie ze złożoną niegdyś obietnicą, nie będę tego kolejnego aktu zdrady pisał z dużej litery), co miało nastąpić w formie referendum ogólnonarodowego, przyznając sobie prawo do zdecydowania o tym, że Polska przyśpieszy samobójcze rozpływanie się w unijnym oceanie bez Boga, tradycji etniczno-rasowych, granic i wzmacniającej się dominacji państw silnych nad cherlawymi i rządzonymi przez ich marionetki. Sojusz PO-PSL-LiD-PiS (55 PiSowców dla zmylenia opinii publicznej była za referendum), spokojnie przegłosuje ratyfikowanie lizbońskiej zmowy, zamykając usta narodowi. Każde tego typu decyzje - przyjęcie konstytucji, wejście do UE, podpisywanie traktatów międzynarodowych niezwykle ważne dla istnienia niepodległej wspólnoty narodowej, musi być przez nią przyjęta w drodze głosowania referendalnego, które jest najbardziej sprawiedliwie i miarodajne. Wiadomo, iż Polacy są z okazji każdych wyborów i referendów oszukiwani przez politykierów i media; Kwaśniewski za pieniądze podatników wysyłał swój projekt konstytucji do każdego domu w RP, a ostanie referendum w kwestii wejścia Polski do - UE zamieniono w prounijną, propagandową farsę - ale tylko ono daje szansę na zastopowanie parlamentarnej kliki antynarodowej, na przykład za pomocą bojkotu i zbicia frekwencji poniżej 50 procent, bo wtedy referendum stanie się nieważne i traktat lizbońsko-rozbiorowy szlag trafi. Tego bali się eurofile, a Donald Tusk przeczył sam sobie. Opowiadał o powszechnym entuzjaźmie Polaków dla jeszcze mocniejszej integracji naszego kraju z UE w postaci ratyfikacji traktatu reformującego, co Sejm w łaskawości swojej docenił i wyręczy obywateli, żeby się biedacy nie przemęczali kolejnym gadaniem do urn. Fajnie, tylko po kiego diabła Tusk kłapie dziobem, że ma obawy o frekwencję? Skoro każdy Polak ślini się z uwielbienia do traktatu, to powinien ze śpiewem na ustach pomaszerować do lokalu wyborczego, a pseudoelity polityczne miałyby kolejny dowód, że wszystko co robią dla rozwalenia i unicestwienia Polski, ma w gronie rodaków pełne poparcie. Najwidoczniej tak nie jest, a Sejm z rządem są pewnie na tyle rozgarnięci, aby nie brać na poważnie oszołomskich badań jakichś OBOP-ów, w których Unię Europejską i jej zalety, popierać będzie niedługo 100 proc. populacji (Korea Północna się kłania!). Tubylcy są zawsze niepewni w swych decyzjach, a więc lepiej nie dawać im więcej do rąk bomby zwanej referendum i załatwić wszystko we własnym gronie szlachty jerozolimskiej. Niech sobie wyczyniają, co chcą, lecz przyjęty w ten sposób traktat można podważyć i uczynić nieważnym - jako rodzaj spisku ponad głowami narodu, któremu uniemożliwiono powszechne wypowiedzenie się w referendum. Mamy okrągłą, 40-rocznicę wyjazdu z Polski gromady eks-ubeków, wypadłych z obiegu aparatczyków PZPR, oficerów LWP z podstawówką, stalinowskich prokuratorów po trzymiesięcznych kursach, trzęsących TV i gazetami pazernych

redaktorków-analfabetów, dyrektorów produkujących tandetę fabryk - czyli ogólnie rzecz biorąc części wschodnio-komunistycznego zaciągu Żydów, którzy chcieli za dużo, do tego okazali się syjonistami i Gomułka z Moczarem łaskawie wypuścili byłych towarzyszy na Zachód. Polacy poczuli pewną ulgę, zawsze to 10-20 tysięcy komuchów (plus rodziny) w kraju mniej, lecz nie wdawali się w partyjne przepychanki. Awanturka szybko ucichła, uczciwi ludzie mieli co innego na głowie, niż opłakiwanie cwaniaków wiejących z Polski z wagonami stylowych mebli, złotem i zieloną walutą. Dopiero po 1989 r., marzec' 68 poczęto świętować jak 11 Listopada lub 3 Maja, a ze szczęśliwych wyjeżdżających uczyniono ofiary polskiego antysemityzmu, które pod karabinami maszynowymi i przy wtórze ujadających psów, musieli goli i bosi uciekać z PRL-owskiej III Rzeszy, którą przecież sami z wielkim zapałem i poświeceniem budowali. Od kilkunastu lat dobre władze Najjaśniejszej Rzeczypospolitej kombinują, jak przywrócić obywatelstwo polskie tym wypasionym na Zachodzie marcowym emigrantom. Niby go nie stracili, ale też formalnie nie mają - ot kolejny problem dla jerozolimskiej szlachty w parlamencie. POLiDPiS z prezydentem bardzo pragną powrotu marcowych ziomali na stare śmiecie - czytaj wille, apartamenty, ziemię, stanowiska i tym podobne luksusy. Zawsze bełkoczący od rzeczy Stefan Niesiołowski, wyartykułował z tego powodu szczególnie głupkowatą, nawet dla niego, myśl: „Honor Polski leży na stole, tę sprawę trzeba jak najszybciej załatwić” (parę dni wcześniej zapluwał się z zachwytu nad uznaniem secesji „niepodległości” - Kosowa przez ekipę Tuska, w tym nie widział szargania polskiego honoru). Żąda tego również w liście otwartym do prezydenta filosemity syjońska inteligencja, wypisując nonsensy o „antysemickiej nagonce”, „zbrodni komunizmu”, „totalitarnym reżimie”, wszystko to o rzeczonym marcu' 68. Postarajcie się, rozkoszne misiaczki, spłodzić taki elaborat do Heleny Wolińskiej-Brus i Stefana Michnika. Polska ich zaprasza, a ci nie chcą przyjechać. Zróbcie coś drodzy syjońscy intelektualiści, załatwcie im stare posady i cele z więźniami politycznymi, bo przecież muszą po powrocie pracować w „wyuczonym” zawodzie katów zza biurka! Marcowa ferajna jest obrażona i nie poniży się do starań o jednostkowe przywracanie lub nadawanie polskiego obywatelstwa. Wymagają, aby je im hurtowo przyznać (przywrócić) i przynieść, najlepiej w zębach i merdając ogonem. POLiDPiS z Pałacem Namiestnikowskim uczynią to prędzej czy później, jak tutaj żyć w hańbie na oczach ziomali? Zresztą marcowi podróżnicy, to już stare dziady lub nieboszczycy - tutaj chodzi o punkt zaczepienia dla ich dzieci i wnuków, kolejnej fali kolonizacyjnej sunącej na Polskę. Nie wyrażę się chyba przesadnie, jeżeli stwierdzę, że tak nędznej i obcej pseudoelity polityczno-intelektualnej Polska nie miała w czasach najgorszych zaborów i okupacji. Morduje nas ona duchowo i rabuje materialnie w biały dzień, nasyła wrogie mniejszości (ziomali!), podpisuje rozbiorowe traktaty itp., itd. I wszystko to z hasełkami dobra państwa i Polaków, demokracji, sprawiedliwości i równości na transparentach. Paw się zbiera ordynarny, drodzy rodacy, gdy się to wszystko widzi i słyszy. Jaki wyciąć numer, żeby się pozbyć tej jaśnie chamskiej hołoty, przyspawanej do żłoba i zadowolonej z roli inżynierów polskich dusz? Otóż bojkotować ten system, organizować się oddolnie, nie spać w kapciach przed telewizorem! Każda zaraza kiedyś przemija, należy jej tylko demokratycznie i pokojowo pomóc... ROBERT LARKOWSKI

Ps. Trudno nie wspomnieć, z jakim zapałem reaguje na akcję niezbyt ochoczego (jej zdaniem) dopieszczania marcowych ziomków „Gazeta Wyborcza”. Przykładowo numer z 29 lutego br. zamieszcza wstępniak na pół szpalty o tytule wytłuszczonym wołowymi literami „Przed 40. rocznicą antysemickiej nagonki - PRL zabrała, Polska nie oddaje”. Na piątej stronie artykuł na całą stronę, jak to wojewodowie i MSWiA (antysemici w PO?) nie uznają wykładni sądów, jakoby marcowcy nigdy nie utracili polskiego obywatelstwa i poganianie Tuska, jak by to mu było potrzebne, żeby załatwił tę sprawę na skróty i po myśli „Wybiórczej”. Na osłodę numer zawiera jeszcze wspomniany list syjońskiego kwiatu kultury i nauki oraz początek kalendarium „Tak toczył się marzec” w odcinkach. A jak „Wybiórcza” przejęła się tym, że w irlandzkim szpitalu zmarł w czwartek 28 lutego drugi Polak, zaatakowany z kolegą (ten umarł w poniedziałek) w Dublinie przez rudych bandziorów ze śrubokrętami? Tragedia niezwykle krwawa, którą polskojęzyczne media elektroniczne i drukowane, kompletnie zignorowały. „Wybiórczą” obeszło to niczym gradobicie w Mongolii - wciśniętą w kąt krótką notatką w środku 44-stronicowego, wymienionego wyżej numeru. Tak nas syjońsko-jerozolimska „elita” traktuje. Jesteśmy dla niej marginesem marginesu na placu boju o ciągle rosnące wpływy syjonistycznych ziomali. Aj, waj, to już jest ich kraj?

Cel uświęca trupy. Henryk Jezierski
I po co te nerwy, pomówienia, domniemania, snucie najbardziej absurdalnych hipotez oraz szczucie Polaków “prawdziwych” przeciwko “nieprawdziwym”, realizowane skutecznie przez żydowskich agitatorów? Od momentu wysłuchania pierwszej informacji o katastrofie pod Smoleńskiem do chwili obecnej nie miałem i nadal nie mam cienia najmniejszych wątpliwości, kto zabił Lecha Kaczyńskiego. Moja, niczym niewzruszona, odpowiedź brzmi: on sam. A ściślej – zabiła go iście chazarska nienawiść do Rosjan i przekonanie, że przy użyciu polskich szabas-gojów da jej w Katyniu upust daleko większy, niż wtedy, gdy ruszył na odsiecz żydowskim namiestnikom Gruzji, cokolwiek pochopnie przekonanym o powodzeniu swojej akcji zbrojnej przeciwko Rosji. Niestety, nie wyszło. “Rzeczpospolita” straciła urzędującego prezydenta, a wraz z nim blisko setkę towarzyszących mu osób. Skłamałbym pisząc, że wszystkich żałuję w równym stopniu. A już w najmniejszym dowódców poszczególnych wojsk, którzy uznali za konieczne podlizać się swojemu zwierzchnikowi i zameldować w komplecie na pokładzie tego samego samolotu. Jako były żołnierz służby zasadniczej, który spełnił swój patriotyczny obowiązek na początku lat 70-ych ubiegłego wieku w jednostce łączności Marynarki Wojennej w Wejherowie, nigdy nie darzyłem

specjalnym szacunkiem kady zawodowej lecz widzę, że trepy NATOwskie są jeszcze bardziej tępe od trepów z Układu Warszawskiego. Pierwsi do defilad, pokazówek i odznaczeń, ostatni do porządnego szkolenia i wysiłku w doskonaleniu wojskowego rzemiosła. Nic dziwnego, że w chwilach krytycznych – takich choćby jak moment lądowania TU-154 pod Smoleńskiem – naszym wybitnym pilotom, co to “i na drzwiach od stodoły polecą”, pozostaje jedynie wzywanie imienia Pana Boga. Niestety, zwykle nadaremno… Oczywista oczywistość winy Lecha “Spieprzaj Dziadu” Kaczyńskiego w dokonaniu zbiorowego samobójstwa na rosyjskiej ziemi stoi w jawnej sprzeczności wobec narastającego amoku sPiSkowców, umiejętnie podsycanego przez medialne imperium o. Rydzyka oraz agitacyjne gudłajstwo (Wildstein, Pospieszalski, Janecki, Sakiewicz, Ziemkiewicz) z nieograniczonym dostępem do publicznej telewizji i radia. Nie ma dnia, abym w swojej poczcie elektronicznej nie otrzymywał coraz bzdurniejszych hipotez mających przekonać, że za katastrofą pod Smoleńskiem stoi putinowska bezpieka. Gdy jednak próbuję podążyć tym tropem, wysuwając domniemanie, że FSB, i owszem, mogła maczać palce w kwietniowej tragedii lecz tylko jako podwykonawca działający na zlecenie służb znacznie bardziej wpływowych, szczególnie Mossadu, wówczas sPiSkowcy nabierają wody w usta i patrzą na mnie jak na kogoś, kto w praktycznej interpretacji spiskowej teorii dziejów posuwa się stanowczo za daleko. A niby dlaczego? Stara maksyma łacińska – niemal zawsze sprawdzalna w praktyce wymiaru sprawiedliwości – mówi, że ten popełnił zbrodnię komu przyniosła korzyść (w oryginale: “Cui prodest scelus, is fecit”). Dla Rosji śmierć prezydenta RP, znanego wprawdzie ze swojej organicznej nienawiści do tego państwa, lecz nie mającego żadnych szans na reelekcję byłaby rozwiązaniem najgorszym z możliwych. Widać to zresztą teraz, po zmasowanych atakach rusofobów – głównie antysłowiańskiego, czyli żydowskochazarskiego chowu – na naszego wschodniego sąsiada. W tych atakach nie brak nawet plugawienia pamięci około 600 tysięcy Rosjan poległych na obcej dla siebie ziemi w walce z Niemcami, którzy – co przypominam wielu durniom, zwłaszcza “repatriantom” zza Buga – nie wysyłali Polaków do Kazachstanu lecz do piachu, czyli ostatecznie i bezpowrotnie. Z korzyściami dla Mossadu, a ściślej – jego syjonistycznych mocodawców, rzecz wygląda zgoła odwrotnie. W kontekście zbliżających się wyborów prezydenckich i ich spodziewanych wyników, żywy Lech “Spieprzaj dziadu” Kaczyński jawił się jako oczywisty trup polityczny. Co gorsze, ten sam los – po przegranych wcześniej wyborach parlamentarnych – czekał Prawo i Sprawiedliwość. Istniało zatem poważne ryzyko, że Platforma

Obywatelska – również kontrolowana przez syjonistów – będzie miała za konkurenta nie jakąś kolejną mutację Unii Wolności (aby utrzymać szabas-gojów w przekonaniu, że demokracja ma się dobrze) lecz partię z dominującym elektoratem patriotycznym, w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Po prostu, ludzie pamiętający, wcześniejsze wyczyny PiS (zasadny skrót od Prowokacje i Spiski) oraz widzący, jak PO – silna trójwładzą premierowską, parlamentarną i prezydencką – bezkarnie realizuje cele żydokomuny niemieckiej, mogliby w końcu powiedzieć koczownikom i przybłędom “DOSYĆ!”. Katastrofa pod Smoleńskiem definitywnie likwiduje takie zagrożenie. Dotychczasowy prezydent, choć trup w sensie biologicznym zyskał na wartości wielokrotnie. Lech “Spieprzaj Dziadu” Kaczyński przeistoczył się cudownie w Lecha “Santo Subito” Kaczyńskiego. Notowania PiS i jego lidera Jarosława Kaczyńskiego, wyznaczonego na nowego pretendenta do urzędu prezydenta 3/4 RP, skoczyły w górę równie gwałtownie jak gwałtownie spadał na smoleński las TU154. Wystarczyło umiejętnie wykorzystać typową dla Słowian uczuciowość, zaprzęgnąć do pracy dyspozycyjnych agitatorów (także w sutannach) i nagle – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – najbardziej zażydzona z istniejących partii, stała się partią najbardziej “polską i patriotyczną”. Przypominam jeszcze raz sPiSkowcom: ten popełnił zbrodnię, komu przyniosła korzyść. Osobnego potraktowania wymaga analiza zaskakującej zmiany stosunku wielu setek tysięcy obywateli RP – etnicznych Polaków nie wyłączając – do Lecha “Spieprzaj dziadu” Kaczyńskiego. Ta zmiana – widoczna bezpośrednio, na własne oczy i uszy – pozwala mi lepiej zrozumieć fenomen fascynacji oraz stawiania na piedestały niejakiego Józefa Piłsudskiego, litewskiego przybłędy z pochodzenia, który przez wnikliwych badaczy historii (nie mylić z “historykami”) znany jest m.in. jako agent austriacko-niemiecki o pseudonimie “Ziuk”, tchórz (dezercja przed Bitwą Warszawską), zakompleksiony żołdak (samozwańczy awans na marszałka) i usłuszne narzędzie żydomasonerii (m.in. przewrót z maja 1926). Pozostając odporny na żydowską agitację, czuję się w obowiązku przypomnieć Polakom oczadziałym – przyjmijmy, że chwilowo – przez sPiSkowców, oczywiste FAKTY. Otóż, niepodważalną i – niestety – nieodwracalną zasługą Lecha �anto Subito�Kaczyńskiego jest m.in.: Po pierwsze: Ratyfikowanie Traktatu Lizbońskiego, likwidującego ostatecznie resztki suwerenności Polski i oddającego ją w pacht żydo-masonom z Brukseli. Teraz mamy np. prezydenta UE, o którego wyborze nie decydowali nawet europarlametarzyści, cóż zatem mówić o

szeregowych Europejczykach. Kto tego nie pamięta, ten żyd lub szabas-goj z obrzezanym mózgiem. Po drugie: Skuteczne – przy użyciu spolegliwego narzędzia o personaliach Marek Jurek – wniesienie pod obrady Sejmu i przegłosowanie uchwały gwarantującej Żydom przekazanie polskiej ziemi. Wprawdzie jej wartość ma wynieść “tylko” jedną piątą z 65 mld dolarów, jakich żądają od nas hochsztaplerzy ze Światowego Kongresu Żydów lecz kto powiedział, że na tym skończą? Przy okazji – czym wytłumaczyć chwalenie się tym rabunkiem przez Lecha “Santo Subito” Kaczyńskiego podczas jego wizyt w Izraelu i USA? Kto tego nie pamięta, ten żyd lub szabas-goj z obrzezanym mózgiem. Po trzecie: Aktywny współudział w likwidacji polskiej armii na rzecz stworzenia zawodowych najemników – bandytów opłacanych z naszych pieniędzy po to, aby napadać na kraje, które nigdy Polsce nie zagrażały (Irak, Afganistan). Realizacja żydowskich geszeftów także w tym wypadku okazała się dla nowego lokatora Wawelu ważniejsza od bezpieczeństwa Polski. Kto tego nie pamięta, ten żyd lub szabasgoj z obrzezanym mózgiem. Po czwarte: Wstrzymanie ekshumacji Żydów, zamordowanych w 1941 roku w Jedwabnem. Przypomnijmy, że głupszy z bliźniaków uczynił to jeszcze jako prokurator generalny RP. Powód? Otóż istniało realne “zagrożenie”, że czaszki ofiar będą nosiły ślady postrzałów z broni, którą dysponowali tylko Niemcy. Dzięki decyzji Lecha “Santo Subito” Kaczyńskiego obowiązującą pozostała wersja o mordzie dokonanym przez Polaków, szeroko rozpowszechniana w świecie przez żydowskie media i wykorzystywana przez syjonistów do lansowania tezy o polskim antysemityźmie. Nie tylko zresztą przez syjonistów. Dość wspomnieć wystąpienie urzędującego wówczas prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego vel Stolzmana, który obciążył tą zbrodnią Polaków i w naszym imieniu przepraszał za nią syjonistów. Kto tego nie pamięta, ten żyd lub szabas-goj z obrzezanym mózgiem. Po piąte: Przypisywanie zbrodni katyńskiej nie jej faktycznym realizatorom, czyli żydom z NKWD (na czele z jego szefem Ławrientijem Berią) lecz Rosjanom przy jednoczesnym przemilczeniu daleko większych i okrutniejszych zbrodni dokonanych na Polakach przez Ukraińców (Wołyń) i Litwinów (Ponary). To kolejny przykład bardzo kiepsko skrywanej, typowo chazarskiej nienawiści Lecha “Santo Subito” Kaczyńskiego do Rosjan. Kto tego nie pamięta, ten żyd lub szabasgoj z obrzezanym mózgiem.

Niestety, nie wiemy o wszystkich antypolskich dokonaniach “wielkiego patrioty i Polaka”. Niektóre wypływają dopiero teraz. Ot, choćby w kondolencjach wystosowanych przez naczelnego rabina RP, który nie tylko nazwał L. Kaczyńskiego wielkim przyjacielem Żydów ale także – o czym nie wiedziałem – przypomniał jego jednoznaczny sprzeciw wobec międzynarodowej rezolucji potępiającej zbrodnie Izraela w Strefie Gazy. Uczynił to – podkreślmy – jako jedyny spośród przywódców państw europejskich. Niech nikt, a zwłaszcza sPiSkowcy, nie próbuje też przekonać mnie do L. Kaczyńskiego jako katolika. Zbyt dobrze pamiętam jego rechot i oklaski w warszawskim kościele, gdy usłyszał o rezygnacji abp. Wielgusa z kierowania archidiecezją warszawską. Z katolicką wiarą – mimo usilnych wysiłków żydowskich przechrztów robiących za duszpaszterzy – nie da się także pogodzić wprowadzonej przez eksprezydenta uroczystości corocznego zapalania w Belwederze menory, symbolu żydowskiej nienawiści do nie-żydów oraz pisemnie wyrażonej radości z okazji reaktywowania w Polsce żydo-masońskiej loży B�ai B�ith, szczególnie zasłużonej w bezwzględnym zwalczaniu katolicyzmu. I jeszcze jedno. Drugorzędna to wprawdzie rzecz, zwłaszcza w zestawieniu z jawnie antypolskimi działaniami Lecha “Santo Subito” Kaczyńskiego lecz ilekroć słyszę o nim jako człowieku miłym, ciepłym i życzliwym ludziom tylekroć otwiera mi się w kieszeni scyzoryk. Czyżby słynne “spieprzaj dziadu” adresowane do warszawskiego emeryta lub określanie dziennikarki mianem “czerwonej małpy” było wytworem wrażych knowań Putina i jego służb? Swoją drogą, co za sukinsyn podmienił nam w Smoleńsku prezydenta 3/4 RP? Z Warszawy wyleciał mściwy, małostkowy kurdupel bezwzględnie realizujący żydowskie geszefty, Wrócił natomiast�wielki mąż stanu, Polak, patriota i katolik, godny miejsca na Wawelu. Czyżby naprawdę w VIP-owskiej kabinie TU-154 zadziałały jakieś silne pola magnetyczne? Jeśli tak, sPiSkowcy mają nad czym pracować. A może po prostu doszło do cudownej galwanizacji trupa i zainplantowania mu cech, niezbędnych dla osiągnięcia zamierzonego celu. Wszak ten uświęca wszystko. Zwłaszcza, gdy stawką jest sprawa żydowska. Henryk Jezierski P.S. Jestem często nagabywany o swoje preferencje wyborcze na dzień 20 czerwca br. Zaręczam, że są przewidywalne i w pełni tożsame z głoszonymi od wielu lat poglądami. W pierwszej turze zagłosuję na Andrzeja Leppera, nie tyle jako człowieka i polityka (tu na moje komplementy liczyć nie może) lecz jako reprezentanta partii, której

antypolskich działań przypisać nie sposób. Będzie to także forma obywatelskiego protestu przeciw manipulacjom zarówno instytucji państwowych (vide: PKW), jak i mend medialnych oraz polityków żywotnie zainteresowanych, aby przez koszerne sito nie przeszedł choćby jeden goj. Oczywiście, szanse Leppera na drugą turę są iluzoryczne lecz każdy wynik powyżej 1 proc. będzie tutaj pokazaniem efektownego “wała” samozwańczej elicie. W rundzie drugiej, zwłaszcza z udziałem B. Komorowskiego i J. Kaczyńskiego (ostatnio wielkiego “przyjaciela” Rosjan), reprezentujących dwa – pozornie zwalczające się – kibuce w ramach tej samej gminy, głosu najzwyczajniej nie oddam. Także wówczas, gdyby do takiego kroku namawiał Lepper. Mówiąc krótko – na żydów nie głosuję, bo nie kolaboruję. Za
http://www.jezierski.pl/strona.htm?id=782

Fragment książki Izraela Shahaka pt.”Żydowskie dzieje i religia” – Struktura Talmudu
Trzeba pamiętać, że zarówno w judaizmie klasycznym, jak i we współczesnej ortodoksji ostatecznym autorytetem, jeśli chodzi o praktyki religijne (tzn. określającym ich podstawę prawną), jest Talmud, albo dokładniej, tak zwany Talmud Babiloński; wszystkie inne dzieła literatury talmudycznej (włącznie z tzw. Talmudem Jerozolimskim czy Palestyńskim) pełnią jedynie rolę uzupełniającą. Nie jesteśmy w stanie zająć się tu Talmudem i literaturą talmudyczną szczegółowo, ograniczymy się więc do kilku podstawowych tez niezbędnych dla dalszej dyskusji. Zasadniczo, Talmud składa się z dwóch części. Pierwszą zwaną Miszną, stanowi uporządkowany zbiór prawa, podzielony na sześć działów, z których każdy dzieli się z kolei na spisane po hebrajsku traktaty. Zredagowany został w Palestynie ok. 200 roku po Chrystusie, w oparciu o bogaty (głównie ustny) materiał źródłowy, zebrany w ciągu dwustu poprzedzających lat. Część druga, o wiele ważniejsza, zwana Gemarą, składa się z licznych komentarzy i objaśnień do Miszny. Istnieją dwa tworzone prawie równolegle zbiory Gemary, jeden powstały w Mezopotamii (Babilonia) w latach 200- 50 n.e., drugi zaś w Palestynie pomiędzy rokiem 200 i nie później niż przed rokiem 500. Talmud Babiloński (na który składają się Miszna i Gemara mezopotamska) jest znacznie od Palestyńskiego obszerniejszy, stąd

uważany jest za rozstrzygający i autorytatywny. Talmud Jerozolimski (albo Palestyński) posiada jako wykładnia prawa znacznie niższy status; plasuje się go na równi z kompilacjami zwanymi potocznie “literaturą talmudyczną”, składającymi się z tekstów, które decyzją redaktorów Talmudu nie znalazły się w żadnym z dwóch głównych wydań. W przeciwieństwie do Miszny, reszta Talmudu, jak również literatura talmudyczna spisane są po części w języku hebrajskim i po części w aramejskim, który w Talmudzie Babilońskim jest językiem dominującym. Nie ogranicza się to tylko do kwestii prawnych. Otóż nagle, bez żadnego konkretnego powodu, rozważania prawne mogą zostać przerwane przez Hagadę (“opowieść”). Jest to rodzaj narracji składającej się z przypowieści, legend i anegdot z życia rabinów lub zwykłych ludzi, o postaciach biblijnych, aniołach, demonach, czarownicach i o innych “cudach” (15). Te fragmenty narracyjne, jakkolwiek mające ogromny wpływ na judaizm, traktowane były zawsze (nawet przez sam Talmud) jako drugorzędne. Dla judaizmu klasycznego znacznie ważniejsze były wersety Talmudu dyskutujące kwestie prawne, szczególnie zaś rozważania dotyczące tzw., spraw problematycznych. Talmud definiuje różne kategorie żydów (w porządku od najniższej do najwyższej). Hierarchia ta wygląda następująco: na samym dole znajdują się kompletni ignoranci, następnie ci, którzy znają tylko Biblię, później ci, którzy znają Misznę i Hagadę, najwyższą klasę zaś stanowią ci, którzy nie tylko studiowali Gemarę, lecz potrafią także dyskutować o zawartych w niej kwestiach prawnych. Tylko ci ostatni mogą dostąpić zaszczytu przewodzenia żydom. Prawny system Talmudu uważany jest za wszechstronny, sztywny i autorytatywny. Wprawdzie można by go w nieskończoność rozwijać i ulepszać, lecz tylko pod warunkiem nienaruszania bazy dogmatycznej. Omawia on bardzo szczegółowo każdy aspekt żydowskiego życia, zarówno indywidualnego, jak i zbiorowego, a także kwestie odpowiedzialności i kary za wszelkie możliwe grzechy i złamanie obowiązujących reguł. Podstawowe reguły przedstawione są w sposób dogmatyczny i nie mogą być podawane w wątpliwość. Można jedynie dyskutować, i robi się to na każdym kroku, o sposobach przestrzegania reguł oraz ich odniesieniu do praktyki. Zatrzymajmy się na moment na kilku przykładach. W czasie szabatu “nie wolno wykonywać żadnej pracy”. Przy czym na pojęcie “praca” składa się -ni mniej, ni więcej – 39 różnych rodzajów zajęć. Kryterium, według którego jakaś czynność znalazła się (bądź nie) na liście, nie ma nic wspólnego z wysiłkiem wkładanym w jej wykonanie; kryterium to jest stricte dogmatyczne. Jedną z takich zabronionych czynności jest pisanie. Rodzą się więc pytania: Od ilu znaków zaczyna się grzech “pisania podczas szabatu”? (Odpowiedź: Od dwóch!) Czy ciężar grzechu zależy od

tego, którą ręką piszemy? (Odpowiedź: Nie). Aby jednak zakaz pisania nie został naruszony, a zatem żeby ktoś nie popełnił grzechu, istnieje “dodatkowy” zakaz dotykania w czasie szabatu przyborów do pisania. Innym podstawowym zajęciem zabronionym w czasie szabatu jest “mielenie ziarna”. Z tak sformułowanego zakazu wydedukowano, przez analogię, że zakazane jest jakiekolwiek “mielenie” czegokolwiek. Zakaz ten jest wzmocniony innym, mianowicie zabraniającym praktykowania w szabat medycyny (wyjątek stanowią sytuacje, gdy zagrożone jest życie żyda), który ma chronić żyda przed popełnieniem grzechu “mielenia” medykamentów. Nie trzeba wyjaśniać, że w dzisiejszych czasach groźba taka nie istnieje (praktycznie nie istniała ona również w czasach talmudycznych), ponieważ, w ramach dodatkowego zabezpieczenia, Talmud wyraźnie zabrania zażywania w czasie szabatu lekarstw w stanie ciekłym oraz wszelkich płynów pokrzepiających. Coś, co zostało raz ustalone, pozostaje takim na zawsze, nawet jeśli zakrawa to na absurd. Tertulian, jeden z pierwszych ojców Kościoła, napisał był: ” Wierzę w to, ponieważ jest to absurdalne”. Zdanie to służyć może za motto większości reguł talmudycznych, z tym, że zamiast słowa “wierzę” należy wstawić: “praktykuję”. Następny przykład jeszcze lepiej ilustruje osiągnięty przez ten system poziom absurdu. Jedną z podstawowych prac zabronionych w szabat są żniwa. Przez analogię zakaz ten został rozciągnięty również na “łamanie gałęzi drzew”. Prostą tego konsekwencją jest zakaz jazdy wierzchem na koniu (lub na jakimkolwiek innym zwierzęciu), bo potencjalny jeździec narażony jest na pokusę “złamania gałęzi”, żeby poganiać nią rumaka. Na nic zdają się tłumaczenia, że przecież produkuje się dzisiaj gotowe baty czy szpicruty albo że można jechać wierzchem w okolicach całkowicie pozbawionych drzew. Coś, co raz zostało zakazane, pozostaje zakazane na zawsze. Jedno, co wolno, to zakaz rozszerzyć bądź uczynić jeszcze bardziej rygorystycznym. W czasach współczesnych zbroniono jazdy motocyklem podczas szabatu – przez analogię do jazdy konnej. Ostatni z przykładów ilustruje, w jaki sposób można tych samych metod używać do analizy przypadków czysto teoretycznych, nie mających żadnego praktycznego zastosowania. W okresie istnienia Świątyni, Arcykapłan mógł poślubić wyłącznie dziewicę. Mimo że niemal w całym okresie talmudycznym ani Świątynia, ani Arcykapłan już nie istnieli, Talmud wdaje się w długie, zawiłe (i cokolwiek dziwaczne) rozważania nad precyzyjną definicją tego, jaka dziewica może zostać żoną Arcykapłana”. Czy kobieta, która straciła

błonę dziewiczą w wypadku, nadal jest dziewicą? Czy znaczenie ma fakt, że wypadek nastąpił przed osiągnięciem przez nią wieku trzech lat czy później? Co spowodowało pęknięcie błony? Metal czy drewno? Czy stało się to podczas wspinaczki na drzewo? A jeśli tak, to czy kobieta schodziła z drzewa, czy nań wchodziła? Czy stało się to w sposób naturalny czy nienaturalny? Wałkuje się szczegółowo tę i całą masę innych kwestii. Każdy żydowski uczony musiał dokonywać setki podobnych analiz, zas miarą ich uczoności była umiejętność zagłębiania się w takie problemy, ponieważ – jak wykazano powyżej – zawsze można wniknąć w problem jeszcze głębiej. Mimo iż Talmud został ostatecznie zredagowany, proces rozwijania go wciąż trwa. Między okresem talmudycznym (zakończonym mniej więcej około roku 500) a okresem judaizmu klasycznego (który datuje się gdzieś od roku 800) istnieją dwie zasadnicze różnice. Talmud zakreśla obszar geograficzny, do którego się ogranicza, natomiast przedstawiona w nim żydowska wspólnota to społeczeństwo “W pełni rozwinięte”, którego podstawą jest rolnictwo. (Chodzi więc o obszar Mezopotamii i Palestyny.) Mimo iż w czasach, o których mowa, żydzi żyli także na terytorium cesarstwa rzymskiego oraz na terenach cesarstwa sasanidzkiego (Persja) z Talmudu wynika całkiem jasno, że powstawał on –przez prawie pół tysiąca lat – na stosunkowo niewielkim obszarze. Żaden uczony spoza Mezopotamii i Palestyny nie brał udziału w opracowywaniu tesktu, a tekst z kolei nie odzwierciedla stosunków społecznych, jakie istniały poza tymi dwoma obszarami. Bardzo mało wiemy na temat warunków społecznych i religijnych panujących w okresie trzystu lat, pomiędzy rokiem 500 a 800. Jednakże po roku 800, gdy pojawia się więcej szczegółowych informacji historycznych, widać, że dwie wspomniane wyżej cechy uległy “odwróceniu”. Talmud Babiloński (a w mniejszym stopniu także literaturę talmudyczną) uznano za autorytatywny, dzięki czemu był przedmiotem badań we wszystkich wspólnotach żydowskich. We wspomnianym okresie społeczeństwo żydowskie przeszło głęboką przemianę, jednakże nie objęła ona warstw chlopskich. Społeczne implikacje tej przemiany omówione będą w rozdziale IV. Tutaj zastanowimy się jedynie nad tym, w jaki sposób Talmud zaadaptowany został do nowych – geograficznie znacznie szerszych, społecznie zaś zawężonych i radykalnie odmiennych warunków judaizmu klasycznego. Zajmiemy się zatem jedną z najważniejszych moim zdaniem metod adaptacji, a mianowicie metodą “pozwoleń”, które dla uproszczenia będę nazywał “dyspensami”. Elektroniczna wersja książki dostępna pod linkiem:

http://rapidshare.com/files/198138846/Izrael_Szahak_-___379_ydowskie_dzieje_i_religia.pdf

"Jedwabny" Lwów, czyli wszystko już było
dr Dariusz Ratajczak Powstająca po 123 latach niebytu prawdziwie suwerenna Rzeczypospolita nie cieszyła się - z istotnymi wyjątkami - sympatią międzynarodowej opinii publicznej. Poniekąd było to zrozumiałe: wszelkiej maści rewolucjoniści zarzucali Polsce reakcjonizm i zapędy imperialne, z niemal wszystkimi sąsiadami toczyliśmy dramatyczne boje o granice. Ponadto przysłowiowej oliwy do ognia dolewały wpływowe środowiska żydowskie, które rozpętały przeciwko nam szeroką kampanię mającą udowodnić, że kraj na Wisłą, Bugiem, Niemnem i Dniestrem to siedlisko pogromowego antysemityzmu. Skupmy się na tym ostatnim zarzucie. U progu niepodległości, w październiku 1918 r., światowe kierownictwo syjonistyczne (wsparte nieco później przez Kongres Żydów Amerykańskich) proklamowało tzw. manifest kopenhaski. Oprócz uznania Palestyny za siedzibę narodową Żydów, postulował on między innymi przyznanie autonomii kulturalnej, socjalnej i politycznej dla ludności żydowskiej w krajach diaspory. Postulat ten z oczywistych względów dotyczył ziem polskich stanowiących ilościowe i jakościowe centrum europejskiego żydostwa. Podnoszono go konsekwentnie, gdyż syjoniści tak naprawdę nigdy nie zakładali, iż cała diaspora w przyszłości zamieszka w Palestynie . Na to Ziemia Obiecana była (i jest) za mała. 12 listopada 1918 r. przywódca Organizacji Syjonistów w Polsce, Izaak Gruenbaum, skonkretyzował powyższy postulat na audiencji u Józefa Piłsudskiego. Mówił wprost o utworzeniu w Polsce odrębnego rządu żydowskiej mniejszości narodowej (Sekretariatu Stanu), który miał działać w oparciu o separatystyczną konstytucję żydowską. Była to zatem swoista koncepcja "państwa w państwie". Polskie czynniki decyzyjne ze zrozumiałych względów odrzuciły to niesłychane żądanie, natomiast krajowa opinia publiczna mogła tylko przyklasnąć słowom wypowiedzianym 25 lutego 1919 r. w Sejmie przez wybitnego syna ziemi śląskiej, Wojciecha Korfantego: "W naszym narodzie chcą (Żydzi - DR) stworzyć niby państwo w państwie, chcą mieć większe prawa niż reszta obywateli, powołując się pod tym względem na zasadę mniejszości narodowej... W Nowym Jorku żyje około miliona Żydów... Czy Nowy Jork jest miastem amerykańskożydowskim ; czy Wasi współwyznawcy nowojorscy stawiali kwestię tak, że oni tam mają mieć jakieś przywileje... jakąś autonomię?".

Racjonalne, zgodne z polską racją stanu, odrzucenie żydowskich postulatów stało się przyczyną bezprzykładnych ataków światowego żydostwa na powstającą II RP i charakter narodowy samych Polaków. Koncentrowały się one - jak już nadmieniłem wyżej przede wszystkim na rzekomych pogromach dokonywanych na Żydach przez ludność cywilną i Wojsko Polskie . Dominowały w tej wściekłej nagonce publikatory amerykańskie. Szczególną wrogością w stosunku do Polski wyróżniał się syndykat prasowy Hearst'a, posiadający w kilku wielkich miastach szereg sensacyjno - brukowych dzienników czytanych przez miliony Amerykanów. Hearst, w przeszłości zwolennik Niemiec, przechodził wręcz samego siebie. Codziennie drukował w swych szmatławcach zupełnie nieprawdopodobne korespondencje z Polski, podawał coraz to nowe szokujące szczegóły rzezi i mordów dokonywanych przez Polaków, opracowywał statystyki pomordowanych Żydów oraz zamieszczał ponure fotografie z "polskich pogromów". Później okazywało się, że - i owszem - widnieją na nich zabici Żydzi, ale podczas pogromów z czasów... carskiej Rosji. Zawsze tez mógł liczyć na prawdziwych "zmyśliwaczy" w rodzaju Henryka Berensteina, dr Melameda (pisywał również do gazet angielskich oraz niemieckich ; jako filozof-socjolog zauważał, że Polacy mają specjalny pociąg do pogromów, gdyż to "plemię o niskiej wartości"), czy redaktora jego dzienników, Brisbane'a, nazywanego "the best salaried newspaperman in America".Był to naprawdę wpływowy dziennikarz, ale i zawołany wariat widzący w każdym wybitnym człowieku Żyda. Wspomnijmy też, że centralnym punktem tej kampanii z gatunku "hate speech" był rzekomy kilkutysięczny pogrom we Lwowie z 22 listopada 1918 r., to jest po ustaniu walk polsko-ukraińskich o samo miasto. Pogrom- jak twierdzono- dokonany z inicjatywy Polaków . Prawda była zaś taka, że rzeczywiście we Lwowie doszło do zaburzeń, w wyniku których zginęło kilkadziesiąt osób żydowskiego pochodzenia (poszkodowani byli również nie - Żydzi). Wśród inspiratorów zajść dominowało dobrane towarzystwo złożone z dezerterów z armii austriackiej, Rusinów, Polaków oraz Żydów. Cóż, każda wojna pociąga za sobą anarchię, a ta widoczna była w grodzie nad Pełtwią już w październiku 1918 r. (przed rozpoczęciem walk polsko-ukraińskich), gdy bandy maruderów terroryzowały miasto. Dla antypolskich propagandzistów nie miało to jednak żadnego znaczenia. Niestety, tego popisu nieuczciwości i hucpiarstwa nie równoważyły rzetelne ustalenia ludzi, którzy na miejscu bądź z oddalenia starali się badać skomplikowaną, wojenną sytuację. Chodzi mi o obiektywny raport generała Edgara Jadwina i Homera Johnsona oraz postawę pozostających w zdecydowanej mniejszości publikatorów amerykańskich. Z kronikarskiego obowiązku nadmieńmy, że

życzliwie odnosił się do Polski "Times" z Nowego Jorku. Podobnie zachowywały się dzienniki chicagowskie: "Journal", "Post" i "Tribune". Niezmiennym obrońcą Polski był organ prasowy Henryka Forda: "Dearborn Indepedent". Natomiast poważne miesięczniki (np. "Current History") - świetnie redagowane, czyli nie czytane przez motłoch - zachowywały godną uwagi wstrzemięźliwość, stosując zasadę: "audiatur et altera pars". Podobnie było z głosami strony polskiej. Wspomnijmy jednak, że pod tym względem panował niemal pełny solidaryzm narodowy. Polacy, w tym żydowskiego pochodzenia, niezwykle mocno i dumnie bronili dobrego imienia rodaków i Ojczyzny. Nierzadko też gwałtownie atakowali paszkwilantów. Nasi dziadowie i pradziadowie, ofiary szczególnego ostracyzmu, w odróżnieniu od współczesnych "jedwabnych" pokoleń nie podwijali ogona, nie wodzili tępym wzrokiem po przestworzach, lecz robili to, co do nich należało. Zapewne mniej wtedy było karłów o małych sercach i wielkich żołądkach, ot co. Serwowana światu antypolska propaganda w połączeniu z wpływami Żydów amerykańskich, przyniosła pewne efekty. Dla wielu ludzi, w tym wybitnych polityków, moralne podstawy odrodzonej Rzeczypospolitej stawały się przynajmniej wątpliwie. Mogło to skutkować (a raczej na pewno skutkowało) określonymi decyzjami zwycięskich mocarstw podczas Konferencji Paryskiej tworzącej nowy, polityczno-terytorialny ład w Europie. Pragnę zauważyć, że według wspomnień sekretarza generalnego polskiej delegacji na Konferencję, Stanisława Kozickiego, do marca 1919 r. Górny Śląsk i Gdańsk były polskie. Po przybyciu do Francji delegatów Żydów amerykańskich, a przede wszystkim w wyniku ich usilnych starań, zwężono Polsce dostęp do Bałtyku oraz postanowiono na Śląsku rozpisać plebiscyt. Również narzucony Polsce tzw. Mały Traktat Wersalski swych inspiratorów miał po stronie żydowskiej, chociaż i tym razem nie udało im się zawrzeć w nim instytucjonalnych form "żydowskiego państwa w państwie polskim". Podsumowując, antypolskie ataki wielu wpływowych kół żydowskich w 1918 r. i później miały na celu zdobycie w naszym kraju określonych koncesji narodowościowych oraz politycznych . Rację miał Polak żydowskiego pochodzenia, prof. dr W. Muttermilch, twierdzący, że Żydzi usiłowali "sformować silną partię własną i narodową, która chce nie tylko swoich szkół, sądów i gmin, a nawet chcieliby własny parlament, czy pragnęliby utworzyć ". Aby to osiągnąć, posługiwano się propagandowymi kłamstwami i półprawdami na temat Polski , narodowego charakteru Polaków oraz wojennych wydarzeń z lat 1918-1921. Jak się okazało- jednak z małym powodzeniem. Międzywojenna Polska nie była państwem dublujących się rządów i parlamentów.

A Co do moralnego aspektu sprawy: w 1921 r. biedna i rzekomo antysemicko-pogromowa Polska przyjęła na swoim terytorium kilkaset tysięcy żydowskich uciekinierów z apokaliptycznej Rosji Sowieckiej. Uratowano im życie, przyznano polskie obywatelstwo... DARIUSZ RATAJCZAK [PS. Do artykułu dołączam niezwykle ciekawy dokument: Raport referenta cywilnego Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego na temat wypadków we Lwowie z dn. 22 listopada 1918 r.. Na stronie 1. (podkreślone) wymieniono pochodzenie narodowościowe inspiratorów zajść w dzielnicy żydowskiej]

Strona dr Dariusza Ratajczaka

Prawda o Marcu 1968

Mija kolejna rocznica tzw. Marca 1968. Jednak wydarzenie to dla etnicznych Polaków nie ma żadnego znaczenia. I się nie mylimy w jego ocenie. Chociaż pewne kręgi starają się nam wmówić, że było to wielkie wydarzenie w dziejach Polski, to prawda jest taka, że takowym wydarzeniem nie było. Bowiem w wydarzeniach Marca 1968 brały udział tylko nieliczne osoby (głównie zresztą pochodzenia żydowskiego) i pod względem politycznym nic się w Polsce nie zmieniło. Gomułka pozostawał u władzy jeszcze prawie 3 lata, a komunistyczne rządy w Polsce przetrwały aż do 1989 roku. Poza tym nie wywarły one większego wpływu na postawę społeczeństwa wobec reżymu, która była niezmiennie wroga od 1945 roku. Marzec 1968 nie miał także żadnego wpływu na polski Sierpień 1980, czyli na powstanie Solidarności, która w dużym stopniu przyczyniła się do upadku komunizmu w Polsce. Tak, Marzec 1968 w dziejach narodu polskiego był niczym. W każdym bądź razie daleko mu do doniosłości wielu dziesiątek innych wydarzeń w historii Polski i narodu polskiego. Była to mało znacząca rewolta wewnątrz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, a konkretnie walka o władzę w tej partii między etnicznymi Polakami, a odsuwanymi powoli od władzy komunistami żydowskimi, którzy posiadali przemożne wpływy w Polsce stalinowskiej – z woli Stalina i przy wsparciu sowieckich bagnetów. Wątpię, aby Marzec 1968 mógł być uznany za duże wydarzenie także w dziejach polskich Żydów. Byłoby takim, gdyby z Polski naprawdę wyrzucono Żydów, tak jak ich wyrzucono przed wiekami z Anglii, Hiszpanii, Francji czy Niemiec. Co najwyżej jest on znaczącym wydarzeniem w historii żydowskich komunistów w Polsce. Nikt Żydów nie wyrzucał z Polski w 1968 roku. Po prostu komunistom żydowskim, którzy przegrali walkę o władzę w PZPR z polskimi komunistami, dano okazję wyjazdu z Polski. Nie wiadomo dokładnie ilu ich wyjechało, ale przyjmuje się że od 12 do 20 tys. osób. Wyjechali głównie młodzi Żydzi, w tym prawie 1000 studentów wyższych uczelni polskich. Wyjechało także 18 wysokiej rangi dygnitarzy partyjnych, aż 729 innych wyższych urzędników partyjnych i rządowych (w tym jeden minister – Fryderyk Topolski, kilku wiceministów, szereg dyrektorów departamentów ministerialnych), 28 dyplomatów, 176 UB-owców, 55 oficerów (politycznych) Ludowego Wojska Polskiego, 28 sędziów, ponad 200 dziennikarzy prasowych (w tym 15 redaktorów naczelnych) i 61 redaktorów i wyższych urzędników komunistycznego radia i telewizji. Niejeden z tych żydowskich komunistów, ubeków i oficerów w każdym państwie prawa nie otrzymałby prawa wyjazdu z kraju, a tylko stanął by przed sądem za popełnione zbrodnie na narodzie polskim. Chyba nikt z patriotów polskich nie opłakiwał czy nie opłakuje ich wyjazdu z Polski! Np. wyjazdu Heleny Wolińskiej, która w 1953 roku brała udział w zamordowaniu gen. Emila Fieldorfa czy brata Adama Michnika Stefana – także stalinowskiego prokuratora, którego ręce są zbroczone w polskiej krwi. Dzisiaj o ekstradycję Wolińskiej z Anglii stara się polski wymiar sprawiedliwości. Czy Polacy mieli i mają płakać, że wyjechało z Polski setki stalinistów – agentów Kremla i izraelskiego Mosadu (Victor Ostrovsky „By way of deception” London 1991) i np. aż 261 dziennikarzy żydowskich, którzy byli na usługach propagandy PZPR i rządu komunistycznego? Wszak z tego okresu pochodził antykomunistyczny slogan: „Prasa kłamie!”

Jest niezgodne z prawdą także twierdzenie, że po Marcu 1968 wyjechał z Polski kwiat nauki, kultury i literatury „polskiej”. Zdecydowana większość z tych ludzi to były miernoty. Potwierdza to fakt, że tylko nieliczni z tych ludzi zrobili karierę w Izraelu czy na Zachodzie. Czy kwiatem literatury „polskiej” byli pisarze i poeci socrealistyczni piszący utwory i wiersze na cześć Stalina? Powtarzam, Żydów w przygniatającej większości nikt nie wypędzał z Polski w 1968 roku. Ci ludzie wyjeżdżali dobrowolnie, gdyż albo: 1) czuli się skrzywdzeni przez partię (PZPR), 2) bali się, że któregoś dnia mogą stanąć przed sądem za popełnione zbrodnie na narodzie polskim, 3) nie czuli się Polakami, 4) chcieli po prostu wyjechać na Zachód, wierząc, że czeka ich tam lepsze życie (i to był bodajże najważniejszy powód dla większości wyjeżdżających z Polski Żydów, w przygniatającej większości 30-to i 40-to latków). Że nikt Żydów z Polski nie wyrzucał dlatego, że byli Żydami potwierdza i to, że w Polsce pozostało ich jeszcze wiele tysięcy, jak np. setki czołowych komunistów żydowskich, jak również i UB-owców. Ostatecznie, gdzie zmarli np. Jakub Berman, Hilary Minc, Roman Zambrowski, bandyci Romkowski czy Różański? Tak, w PRL po Marcu 1968. Przecież w Polsce mieszkał aż do 1992 roku stalinowski ludobójca Salomon Morel, który uciekł do Izraela dopiero jak w wolnej Polsce groziło mu aresztowanie. A jeśli PRL opuścili wszyscy Żydzi, jak głosi żydowska antypolska propaganda, to skąd się wzięli w Polsce po 1968 roku np. Adam Michnik, Jerzy Urban, Bronisław Geremek i setki innych znanych dzisiaj Żydów polskich? Wszak po 1968 roku były w Polsce nadal organizacje i pisma żydowskie oraz działał Państwowy Teatr Żydowski w Warszawie, a wielu Żydów zajmowało nadal różnego rodzaju wysokie stanowiska; np. Jerzy Urban był 1981 - 89 ministrem propagandy za gen. Jaruzelskiego. Mówienie więc o Polsce bez Żydów i o „polskim antysemityźmie w Polsce bez Żydów” to nie tylko kłamstwo, ale i potwarz! Marzec 1968 to celowo zakłamane po dziś dzień wydarzenie z dziejów PRL. Antypolsko nastawieni Żydzi na całym świecie wykorzystali dobrowolny wyjazd polskich Żydów do walki z narodem polskim - jako rzekomy objaw polskiego antysemityzmu. I to nie komunistów polskich tylko całego narodu polskiego, który z walkami frakcyjnymi w łonie PZPR nie miał nic wspólnego. Ta wyjątkowo podła kampania antypolska dużo zaszkodziła Polsce i Polakom w świecie. I tutaj mam rewelacyjne wprost wiadomości, w ogóle nieznane przez Polaków. Otóż według „Encyclopaedia Britannica. 1969 Book of the Year”, po zdławieniu Praskiej Wiosny 1968, szereg czołowych działaczy żydowskich było zmuszonych uciekać z Czechosłowacji, jak np. Eduard Goldstuecker i Frantisek Kriegel. Natomiast „Encyclopaedia Britannica. 1971 Book of the Year” podała, że po 1968 r. w wyniku antysyjonistycznej propagandy wyjechało z Czechosłowacji ponad 5000 Żydów. Z kolei wychodzący w Melbourne dziennik „Herald Sun” („List fears” 19.7.1995) podał wiadomość, że czechosłowacka bezpieka po 1968 roku przekazała zagranicznym organizacjom antysyjonistycznym obszerną listę czeskich Żydów, narażając ich tym samym na osobiste niebezpieczeństwo. Są to duże grzechy Czechosłowacji i Czechów wobec Żydów. A teraz pytanie: kto słyszał czy czytał o oskarżaniu Czechów o antysemityzm przez Żydów? Nikt! Natomiast, jak już wspomniałem, z Polaków – całego narodu polskiego

(co jest zwykłym rasizmem!) zrobiono zwyrodniałych antysemitów. Dlatego Marzec 1968 nie jest czarną plamą w historii Polski i Polaków, a tylko czarną plamą w historii żydowskiego antypolonizmu. Tak kłamliwych i niemoralnych jest wiele innych żydowskich oskarżeń Polaków o antysemityzm. Marian Kałuski Od redakcji: Autor jest dziennikarzem i pisarzem od kilku dziesięcioleci mieszkającym w Australii. Ma w dorobku 14 książek.