You are on page 1of 110

JAN

CZEKANOWSKI

ZAGADNIENIA

ANTROPOLOGII

(ZARYS ANTROPOLOGII TEORETYCZNEJ)

1

O

R

U

1 9

4

8

K S I

G

A R N

I

A

N A U K O

W A

T.

S Z

C

Z Ę

S N

Y

i

S-La

 

SPIS

RZECZY

 

Spis

r z e c z y

V

Spis

rycin

,

.

.

VI

P rz e d m o w a

 

1

WSTĘP.

PERSPEKTYWY H ISTO RY CZN E

 

3—

10

 

Wielkie syntezy XVIII w i e k u

 

3

Połowiczne osiągnięcia XIX wieku

5

Mendelistyczna synteza XX

w ie k u

 

8

ROZDZIAŁ I. DZIEDZICZNOŚĆ

 

1 1 -2 8

 

M

e n d e liz m

11.

. Regresja i współczynnik dziedziczności

Tablica korelacji

.

.

.

:

 

13

16

Prawa Galtona i Pearsona a darwinizm

22

Ogólne prawo dziedziczności

24

ROZDZIAŁ II. ZRÓŻNICOWANIE SEROLOGICZNE

 

29—38

Grupy krwi

 

29

Interpretacja B e rn ste in a

30

Serologia a d o b ó r

33

Zróżnicowanie serologiczne a morfologia

56

ROZDZIAŁ

III.

WZROST A Ś R O D O W IS K O

 

39—52

 

Główne etapy badania w z ro stu

 

39

Dziedziczność w zro stu

43

Plastyczność w z r o s tu

46

Środowisko a dziedziczność

50

ROZDZIAŁ IV.

CECHY

 

53—59

 

Dziedziczność barwy

PIGMENT AC YJ N E oczu

 

53

Barwa włosów i ciem nienie

.

.

.

 

55

Pierwsze syntezy antropologiczne

57

ROZDZIAŁ V. ZMIENNOŚĆ A WSKAŹNIKI MORFOLOGICZNE

60—68

Zmienność-biologiczna a systematyka

 

60

Metoda diagnozy różniczkow ej Wskaźniki morfologiczne a określanie systematyczne

.

63

67

ROZDZIAŁ VI.

NIEJASNOŚCI ZRÓŻNICOWANIA PSYCHICZ­

NEGO

69— 73

Zróżnicowanie psychiczne

69

Współzawodnictwo a ra sa

70.

Zagadnienie rasowego zróżnicowania uzdolnień

72

ROZDZIAŁ VII.

MATYKI

SYNTEZA I KONTROLA OSIĄGNIĘĆ SYSTE­

74— 93

 

Wyniki

Synteza

w dziedzinie system aty k i

74-

wyników określania i s z a c u n k ó w

77

Kontrola wyników określania systematycznego

82

Bezpośrednie obliczanie składu antropologicznego

85

Zastosowania systematyczne wzorów analitycznych

89

Przykład zastosowania metody

an ality czn ej

-

92

ROZDZIAŁ VIII.

OSIĄGNIĘCIA

TEORETYCZNE 1 ICH ZA­

 
 

STOSOWANIA

94— 104

Osiągnięcia te o re ty c z n e

94

Zastosowania praktyczne antropologii

98

Perspektywy zakresu an tro p o lo g ii

.

100

Istota przeobrażeń antropologii

104

B IB L IO G R A F IA

 

105

 

SPIS

RYCIN

Ryc.

1.

Linie

regresji.

Średnie

wielkości

cechy

potom­

ków w różnych

kategoriach

wielkości cechy przodków

.

.

17

Ryc. 2.

Ujęcie'

graficzne

rozsiewu

wzrostu

poboro­

wych pow. podolskiego gub.

m oskiew skiej

41

Ryc. 3.

Linia

regresji

wzrostu

synów

różnych

wzrostu ojców według Francisa

kategoryj

G al tona

45

Ryc. 4.

Diagram

przeciętnych

różnic

czaszek

paleo­

litycznych i przez nie określanych

65

Ryc. 5.

S k ł a d n i k i

mo r f o l o g i c z n e

r o d z a j u

l u d z k i e g o

.

76

PRZEDMOWA

Publikacja ta daje synoptyczne ujęcie wykładów antropolo­ gii ogólnej, wygłaszanych na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w roku akademickim 1945/46, a poprzednio na Uni­ wersytecie Jana Kazimierza, we Lwowie, od roku akademickiego 1913/4 do końca roku 1939 z paroletnimi przerwami w czasie I wojny świa­ towej i konferencji pokojowej paryskiej. Pierwotne ujęcie zbliżało się do analogicznych wykładów mo­ jego nauczyciela profesora Rudolfa Martina (1864-1925) w Zurychu w latach akademickich 1902/3 do 1905/6. Były to wykłady jednoseme- sfrowe. Ja, uwzględniając obszerniej stronę statystyczną, rozszerzyłem ich rozmiar na wykład dwusemestrowy. Później, w miarę uzupełnia­ nia tej dydaktycznej podstawy nowym dorobkiem naukowym, reduko­ wałem stopniowo stronę opisową, zwłaszcza anatomiczną, przeciążającą pierwowzór. Ten organiczny rozwój wykładu sprawił, że z czasem rękopis przeobraził się w istne silva rerum, utrzymywane w ładzie przez ramy skoroszytu. Zamierzałem więc przeredagować cały materiał; niestety, brak czasu odsuwał z roku na rok wykonanie zamiaru. Wreszcie spra­ wę tę ujęli w swoje ręce nakładcy i z inicjatywy dra Stanisława Lama ukazał się wyciąg z kursu antropologii etnicznej w postaci książki pt.:

„ C z ł o w i e k w c z a s i e i p r z e s t r z e n i“. Później obszerniejsze opracowanie tych wykładów, wykonane przy moim współudziale przez moich uczniów, ówczesnych docentów, Jana Mydlarskiego, Stanis­ ława Klimka i Stanisława Żejmo-Żejmisa oraz profesora Tade­ usza Sulimirskiego, ukazało się na półkach księgarskich w po­ staci dzieła pt.: „Człowiek, jego rasy i życie". Niestety, tylko pierwszy tom tej publikacji zakończono przed wybuchem wojny. Drugi, już w znacznej części wydrukowany, padł ofiarą niemieckiej tro­ ski o naukę europejską tak, że trzeba go będzie rekonstruować na podstawie zachowanych brulionów rękopisu doc. dra Klimka. Spra­ wa wydania wykładów antropologii ogólnej pozostawała nadal w za­ wieszeniu. Studenci uzupełniali zaś swoje notatki wykładowe posłu­ gując się w ostatnich latach dziełami „Zarys antropologii Pol- ski“ i „ Ws t ę p dó h i s t o r i i Sł owi an", wydanymi z inicjatywy

2

znanego lwowskiego nakładcy Kazimierza Jakubowskiego. Zawie­ rały one bowiem szereg rozdziałów poświęconych zagadnieniom antro­ pologii ogólnej. Przy nauczaniu metod biometrycznych posługiwano się książką pt.: „Zar ys m e t o d s t a t y s t y c z n y c h w za­ stosowaniu do a n t ro p o lo g i i“, wydaną przez Towarzystwo Naukowe Warszawskie. Przy nauczaniu antropometrii analogiczne usłu­ gi oddawały podręczniki Edwarda L o t ha, a później Michała C w i r- ko-Godyckiego. Po wybuchu wojny powróciłem do afrykanistyki zarzuconej przed piętnastu laty. To odwlekło sprawę przeredagowania kursu antropo­ logii ogólnej, zwłaszcza, że od zimy 1940/41 r. znów zająłem się sla­ wistyką. Wkrótce potem zajęcie Lwowa przez Niemców zupełnie zdezaktualizowało sprawę wykładów tego rodzaju. Nasz tajny uni­ wersytet we Lwowie musiał się bowiem ześrodkować na poloni­ styce, historii i prawie. Adepci medycyny, kształceni na „fachkursach", nie myśleli jeszcze o doktoratach, wymagających zdania „egzaminu“ z antropologii. Sprawa zredagowania ogólnego kursu antropologii zaktualizo­ wała się dopiero w roku 1945, gdy podjąłem się wykładów antropo­ logii w Lublinie, pozostawiwszy mój stary skrypt we Lwowie. Załat­ wienie tej od tak dawna wlokącej się sprawy oraz przemyślenie róż­ nych ogólniejszych zagadnień, wraz z przygotowaniem nowego wy­ dania zarysu antropologii Polski stanowią główne moje „zyski" wo­ jenne.

W Gliwicach, dnia 10. IX. 1946.

Jan

Czekanowski.

WSTĘP

PERSPEKTYWY

HISTORYCZNE

Wielkie syntezy XVIII wieku. — Połowiczne osiągnięcia XIX wieku czna synteza XX wieku.

Mendelisty-

WIELKIE SYNTEZY XVIII WIEKU.

Antropologia

zaczyna się wyodrębniać około połowy XVIII

wieku jako historia naturalna człowieka. W tym rozumieniu wyłania się ona w dziele Jerzego Ludwika Leclerc Hr. de B u ff on (1707— 1788), pt.: „Histoire naturelle generale et particuliere“. Kilkanaście pierwszych tomów tej pracy, poświęconych ssakom, wychodzi w la­

tach 1749—1767. Część anatomiczną opracował Daubenton, Buf- fon zaś ogólne teorie i opisy zwierząt. To, że aż do czasów ostat­ nich w szkole średniej używaliśmy nazwy „historia naturalna" dla bio­ logii łącznie z mineralogią, uwzględnioną w dalszych tomach wymie­ nionego dzieła, unaocznia wielki wpływ, jaki wywarło ono na następ­ ne pokolenia. Tom dodatkowy, poświęcony epokom natury, ukazał się w języku polskim w tłumaczeniu Staszica w dwu wydaniach (II wy­ danie Warszawa 1786).

Mi e j s c e

c z ł o w i e k a

w

p r z y r o d z i e

zostało

zresztą

już

wcześniej ustalone przez współczesnego B uf fo n ow i szwedzkiego systematyka Karola Linneusza (1707—1778), w I wydaniu jego dzieła pt.: „Systema naturae, seu regna tria naturae systematice proposita per classes, ordines, genera et species'1, ogłoszonego w Lej-

dzie w roku 1735. Ujął on tam człowieka jako rodzaj rzędu naczel­ nych (primates). Używanie u nas w mowie potocznej pojęcia „rodzaj ludzki" jest żywym świadectwem wielkiego, wpływu, jaki wywarło na nasze myślenie dzieło znakomitego szwedzkiego systematyka.

Zasługi

Linneusza

w dziedzinie antropologii nie ograniczają

się jedynie do tego ujęcia. Zawdzięczamy mu ponadto systematy­

ras

ludzkich,

ciągu przeszło stu lat podstawę na-

Mając do czynienia z zagadnieniem nader trudnym

stanowiącą

w

zych poglądów.

graniczą się on właściwie do wyróżnienia mieszkańców znanych pod­

ówczas części

świata.

Mówi

bowiem zrazu o czterech tylko (1735),

4

a w

Homo europaeus, Homo ameńcanus, H. asiaticus i H. afer świadczą

o tym wymownie. Dopiero w jego późniejszym pięciodzielnym ujęciu,

Ich nazwy:

późniejszych

wydaniach

o

pięciu rasach ludzkich.

odzwierciedlającym poznanie brunatnej ludności Indonezji i Oceanii, zo­

staje położony nacisk na barwę skóry. Przejawia się to w zastąpieniu dawnych geograficznych nazw nowymi: H. albus, H. cupreus, H. badius, H. niger i H. fuscus. Ujęcie Linneusza utrzymywało się aż do czasów ostatnich

w podręcznikach szkolnych i w literaturze popularnej, nie tylko

w Niemczech, lecz też i u nas. W literaturze popularnej najwyraźniej­ szy ślad Linneusza stanowiło oznaczanie Indian amerykańskich mianem „czerwonoskórych“. Klasyfikacja Linneusza przetrwała na­ tomiast w podręcznikach w postaci nadanej przez J. F. Blumenba- cha (1752—1840) w roku 1776. Modyfikacja polegała na zastąpieniu nazw linneuszowskich nowymi. Jemu to zawdzięczamy rasy: kaukaską, amerykańską, mongolską, etiopską i malajską. Zamiast dawnej kon­ sekwentnej terminologii opartej na barwie skóry zostało wprowadzo­

ne niekonsekwentne geograficzno - etnograficzne mianownictwo z ro­

mantycznym oznaczeniem rasy białej mianem kaukaskiej. W ten spo­ sób nauka niemiecka wywłaszczyła wielkiego Szweda.

Nie wyczerpuje to oczywiście zasług naukowych Blumenba- cha, uważanego przez Niemców za ojca antropologii. Zawdzięczamy

mu bowiem poważne osiągnięcia w dziedzinie badania czaszek, wy­

odrębniającego się jako kraniologia, oraz obronę tezy jedności rodzaju ludzkiego. Uważał on, że rodzaj ludzki składa się z jed­ nego gatunku. Jest to wielki postęp w stosunku do ujęcia Linneu­ sza, w którym genus Homo obejmował nie tylko człowieka (H. sapiens), lecz też i małpy człekokształtne (H . silvesłris). Obecnie wy­ odrębnia się hominidy, obejmujące człowieka i małpoluda (Pithec= anłhropus) i przeciwstawia, jako jednostkę równorzędną, zarówno anthropoidom (bezogoniastym małpom człekopodobnym), jak też i cy= nopithecidom (pozostałym małpom wąskonosym Azji, Afryki i Gibral­ taru). Ta trójdzielna całość jest ujmowana jako wąskonose i przeciw­ stawiana szerokonosym małpom Nowego Świata. Badania XVIII wieku w dziedzinie systematyki człowieka zamyka ujęcie Jerzego C u v i e r ’a (1769 —1832) z roku 1800. Znakomity ten zoo­ log, twórca paleontologii i świetny morfolog, uznał, że należy się ograniczyć do wyróżnienia trzech zasadniczych ras człowieka:

białej, żółtej i czarnej. On dopiero wysuwa konsekwentnie mor­ fologiczny punkt widzenia. Wychodząc, jak można przypuszczać, z sześciodzielnego ujęcia Buf fon a, który do pięciu ras Linneusza dodał szóstą — polarną — stawia tezę, że rzekomo czerwonoskóra

5

Ameryka i północna strefa polarna stanowią teren rasy żółtej, a brunat­

na Oceania, wraz z barwnym światem malajskim (indonezyjskim), leżą na rubieży odmian żółtej i czarnej.

Trójdzielność uderza nie tylko w barwie skóry i w kształcie wło­

i w innych wła­

sów, na co już Linneusz zwrócił uwagę, lecz też

ściwościach człowieka. Tak na przykład późniejsze badania antropolo­ giczne położyły szczególny nacisk na kształt nosa, stwierdzając u od­ miany żółtej nosy pośrednie między nosem wąskim i wydatnym od­ miany białej a szerokim i płaskim odmiany czarnej. W naszym stule­ ciu teza trójdzielności rodzaju ludzkiego została poważ­ nie poparta przez wyniki badań fizjologicznych właściwości człowieka.

Ujęcie C u v i e r ’a, przejaw genialnego wyczucia stosunków rze­ czywistych, bardzo powoli zdobywało sobie uznanie. Ustosunkowano się doń nieufnie. Wielki uczony uchodził bowiem za wstecznika, a to dyskwalifikowało w podówczas liberalizujących kołach miłośników antropologii. Istotnie, ustosunkował się on negatywnie do modnych poglądów ewolucjonistycznych i wierzył w stałość gatunków. Pod tym względem był on bodajże konsekwentniejszy od Linneusz a.

Dopiero z końcem zeszłego stulecia ujęcie znakomitego morfolo­ ga stało się podstawą poglądów antropologii francuskiej i zatriumfo­ wało ostatecznie w syntezie Jana Denikera, ujmującej dorobek XIX

wieku. Jest ono podwaliną

cznej

gów niemieckich, jak Egon v. Eickstedt

polskiej

syntezy antropologi­

i pozyskało

sobie

tak

wybitnych i samodzielnych antropolo­

i Karol Saller.

POŁOWICZNE OSIĄGNIĘCIA XIX WIEKU.

Historia naturalna opisywała nie tylko same zwierzęta, lecz rów­

nież

dział, w teraźniejszym ujęciu, objęła cały zakres

gicznych. W jej skład weszły zatem z jednej strony

właściwa, oznaczana przez Niemców jako antropologia fizyczna, z drugiej zaś nauki socjologiczne, badające wytwory zarówno

fizyczne jak duchowe człowieka, łącznie z instytucjami normującymi życie gromad ludzkich. Należą tu przede wszystkim etnologia

z e t n o g r a f i ą oraz archeologia prehistoryczna. Konsek­

wencją tego stanu rzeczy było to, że w ciągu ubiegłego stulecia pra­

ce antropologiczne

sowej człowieka, a zwłaszcza małp, aż do opisów ludów pierwotnych ii: - zwyczajów, wraz z kulturą ludową społeczeństw cywilizowanych, przekazywaną w postaci niepisanej tradycji. Należy podnieść, iż na

ich

życie,

antropologia

natomiast,

wyodrębniająca

nauk

się

jako jej

antropolo­

antropologia

wahały się w szerokim zakresie od anatomii opi­

6

terenie anglosaskim ten stan rzeczy przetrwał aż do naszych czasów, jak o tym świadczą publikacje Królewskiego Brytyjskiego Instytutu Antropologicznego. Ta historycznie zresztą uzasadniona nadmierność widnokręgu powodowała, że jako podstawowe składniki niższego rzędu, również

i w antropologii, ujmowano poszczególne ludy, a zwłaszcza drobne

szczepy. Nie zdawano sobie przy tym zupełnie sprawy z istoty sto­ sunku zachodzącego pomiędzy jednostkami biologicznymi, jakimi są dla antropologa rasy, a jednostkami socjologicznymi, jakimi są ludy, szczepy albo warstwy społeczne lub grupy wyznaniowe.

Synteza C u v i e r ’a ograniczyła się do przeciwstawienia

trzech form skrajnych, wykazujących bardzo jaskrawe różnice. Stwarza

tylko

ona schematyczną podstawę systematyki człowieka. Nie umożliwia na­ tomiast dokładnego zaszeregowania poszczególnych osobników,

a zwłaszcza ich czaszek, do jednej z trzech odmian. W strefach bo­

wiem ich zetknięcia, jak na przykład w Afryce północnej lub Oceanii

mamy wielkie bogactwo form przejściowych. Zdając sobie sprawę

z tego stanu rzeczy zaczęto poświęcać coraz więcej uwagi pomiarom

antropologicznym, dokonywanym zrazu przede wszystkim na czaszkach, skutkiem czego kraniometria przez czas dłuższy stanowiła pod­ stawowy dział antropologii. Pierwszą próbę głębszego wyzyskania doświadczeń zdobytych przez badania pomiarowe kształtów ciała ludzkiego, w dwa lata po śmierci Blumenbacha, podjął szwedzki uczony — Andrzej Ret- zius (1796—1860). Polegała ona na wprowadzeniu do badań antro­ pologicznych obliczenia wskaźnika głównego, to znaczy stosunku największej szerokości czaszki (głowy) do jej największej długości, wyrażonej początkowo w tysięcznych, a później w setnych. Osiągnięty wynik olśnił wszystkich. Okazało się bowiem, że dla czaszek Szwedów średnia arytmetyczna wskaźnika głównego wynosiła tylko 773:1000, podczas gdy Lapończycy mieli czaszki bardzo zaokrą­ glone czyli krótkie o wskaźniku przeciętnym 865:1000, u Finów zaś stwierdzono pośrednią wielkość wskaźnika o przeciętnej 808:1000. Zinterpretowano ten wynik w perspektywie etnograficznej twierdze­ niem, że Finowie są mieszańcami Lapończyków i Szwedów. T ak za­ częła się aż po dzień dzisiejszy, co prawda w nieco zmodyfikowa­ nej postaci, trwająca dyskusja na temat długogłowców

i k r ó t k o g ł o w c ó w , przy czym nad tymi ostatnimi ciąży odraza

żywiona przez Szwedów do włóczęgów północy. Jakkolwiek dyskusja spowodowana przez Retziusa odegrała poważną rolę w historii antropologii, budząc szerokie zainteresowanie jej zagadnieniami, to przecież znacznie ważniejsze było to, że w łą­

7

czności z nią znalazło się na porządku dziennym zagadnienie skład­ ników biologicznych odmian C u v i e r ’a i sprawa klasyfikacji po­ szczególnych osobników, czyli określanie systematyczne czło­ wieka. Zrazu, co prawda, wyobrażano sobie naiwnie, że zaliczenie osobnika na podstawie wskaźnika do kategorii długo- lub krótkogłow- ców jest równoznaczne z określeniem jego przynależności systematy­ cznej, a obliczenie odsetków osobników tych kategoryj pokrywa się z analizą ilościową składu antropologicznego grup ludzkich. To zbyt daleko posunięte uproszczenie spowodowało wielkie rozczarowanie ogólne. Zaczęto powszechnie mówić o kryzysie antropologii. Ówczesne pesymistyczne nastroje, spowodowane głęboko odczutym zawodem, odzwierciedliły się w historycznym prze­ mówieniu znakomitego starego Rudolfa Virchowa (1821—1902) na kongresie antropologów niemieckich w Lindau w roku 1899. Stwier­ dził on wtedy, że antropologowie nie umieją określać przynależności rasowej szczątków kostnych i nie dorównują pod tym względem ani paleontologom, zajmującym się kośćmi zwierzęcymi, ani botanikom, umiejącym odróżniać gatunki pszenicy i jęczmienia na podstawie opa­ lonych ziarn znajdowanych w palafitach. Ta krytyczna ocena ówczesnej antropologii zamyka oczywiście oczy na fakt, że zoologowie i botanicy święcili swoje sukcesy zajmu­

jąc się nie tak drobnymi jednostkami systematycznymi, jakie są przed­ miotem troski antropologów. Jednakowoż to, że w dziesięć lat po

przemówieniu

rozwiązanie zagadnienia określania systematyczne­ go osobnika jest możliwe, stanowi konsekwencję postawienia tej kwestii na porządku dziennym przez osiągnięcia R e t z i u s a. Triumf poglądów ewolucjonistycznych w drugiej połowie zeszłego stulecia spowodował z jednej strony lekceważenie zagadnień systematyki człowieka, z drugiej zaś obudził wielkie zainte­ resowanie zagadnieniami antropologii zoologicznej, zajmującej się pro­ blematem stosunku człowieka do małp. Rozwój techniki antropome­ trycznej dał zaś metody dokładnego opisu grup ludzkich, ujmowa­ nych jako odmiany lokalne, rzekomo wtórnie wyrównane wskutek wy- krzyżowania, a przez wzgląd na to ujmowane jako nowe jednostki biologiczne. Ogólne przeorientowanie się antropologii w kierunku anatomii porównawczej powoduje, iż miarodajną staje się definicja Pawła Broca, który ujmuje ją jako naukę zajmującą się badaniem rodzaju ludzkiego jako całości, z uwzględnieniem jego części i sto­ sunku do pozostałej przyrody. Szerokie zastosowanie metody geograficznej do­ prowadziło do poznania zasięgów terytoriów antropologicznych o przy­

V i r c h o w a przypadło mi w udziale wykazanie, iż

8

bliżenie jednakowej ludności. W ten sposób, nie zajmując się właś­ ciwie systematyką, z końcem zeszłego stulecia, okólną drogą, dobrnię­

to do ujęcia składników ludności europejskiej. Nie rozumiano jedynie,

czemu W. Z. Ripley, po zrewidowaniu całego ówczesnego materiału, doszedł do wyodrębnienia trzech ras, mówiąc w tekście właściwie 0 czterech, gdy natomiast }. Deniker, na podstawie tegoż materiału, wyróżnił ich aż dziesięć, odróżniając, co prawda, sześć pierwotnych 1 cztery wtórne. Nie zdołano zdać sobie sprawy z istoty stosunku zachodzącego pomiędzy tymi dwoma ujęciami, osiągniętymi przy za­

stosowaniu metody geograficznej. Wskutek tego rozpowszechniła się opinia, że zachodzi tu sprzeczność kompromitująca antro­ pologię, jako naukę pracującą niedostatecznie dokładnymi metodami. Sprawa zastosowania ścisłych metod badania od bardzo dawna absorbowała antropologów. Z tych względów zaczęto stoso­ wać pomiary. Pozwoliło to Queteletowi w roku 1838 na wyka­ zanie, że w grupach uważanych za jednolite rozsiew poszczególnych osobników naokoło przeciętnego może być przedstawiony przez czło­ ny rozwiniętego dwumianu Newtona. W roku 1883 profesor Uni­ wersytetu Dorpackiego, Ludwik S t i e d a, zastosował matematyczne pojęcie błędu prawdopodobnego jako podstawę oceny wyników an­ tropologicznych, a krzywą błędów (Gaussa) zastąpił tak kłopotliwy

w zastosowaniu dwumian Newtona.

Wreszcie w roku 1886 Francis

G a 11o n zastosował metody analityczne statystyki matematycznej przy

badaniu

czesnej atropołogii.

dziedziczności, dając impuls

do świetnego rozkwitu nowo­

Można powiedzieć zupełnie ogólnie, że w zeszłym stuleciu wy­

szczegółowych,

nie umiano ich jednak ująć syntetycznie. Wskutek tego nie zdołano

się uwolnić od uczucia rozczarowania spowodowanego niepowodze­ niami poczynań optymistów połowy tego dziwnego stulecia.

konano olbrzymie prace,

osiągnięto

wiele wyników

MENDEL1STYCZNA SYNTEZA XX WIEKU.

Najdonioślejszym w skutkach zdarzeniem w historii antropologii zeszłego stulecia było zwrócenie uwagi na zagadnienie dziedziczności. Jeszcze ważniejsze było co prawda późniejsze sprecyzowanie przez Davenporta twierdzenia, że barwa oczu dzie­ dziczy się według praw Mendela. Nieco później Eugeniusz F i­ scher unaocznił toż samo co do różnych cech u murzyńsko-holen­ derskich bastardów. Niestety badacze ci nie dawali dostatecznie ści­ słych dowodów. Z tego powodu biometrycy angielscy mogli jeszcze

9

drugo odrzucać tezę mendelistycznej dziedziczności cech antropologicz­ nych i bronić podstawowych tez darwinizmu. Jednakowoż już w roku 1921 zdołałem wykazać, że prawa regre­

sji G al tona i prawidłowości, stwierdzone przez Pearsona i jego

współpracowników, stanowią konsekwencje rachunkowe praw dziedzi­

czności Mendel a.

na nich uzgodnienie ogólnego prawa dziedziczności z faktami obser­

wacji leży w dziedzinie zupełnie elementarnego rachunku. W ten spo­

sób został przygotowany teren dla mendelistycznej synte­

zy p r z e i s t a c z a j ą c e j

Bezpośredniego a zarazem ścisłego dowodu dziedziczności men­ delistycznej u człowieka dostarczyły dopiero badania nad właściwoś­

Później wykazałem ponadto, że przy oparciu się

a n t r o p o l o g i ę

w

n a u k ę

ścisłą.

ciami serologicznymi krwi.

Zawdzięczamy

je nie antropologom, lecz

serologom: Edwardowi v,

Dungernowi

i Ludwikowi

Hirszfel­

dowi. Matematyczne ich ujęcie, już znacznie dawniej znane w lwow­ skim Zakładzie Antropologicznym, zostało ogłoszone przez Feliksa Bernsteina w roku 1924. W tej dziedzinie osiągnięto wprost astronomiczne zgodności teoretycznych przewidywań z wynikami obserwacji.

Mendelistyczne podejście do zagadnień antropologii umożliwiło głębokie wniknięcie w istotę struktury biologicznej grup ludzkich. Zorientowano się, że określenie systematyczne badanych osobników uwalnia nasze pole widzenia od komplikacyj wnoszonych przez zmien­ ność (vańability). Stwarza to analogiczne warunki do tych, jakie poz­ woliły na osiągnięcie tak świetnych wyników w serologii. Wskutek

tego sprawa przebudowy antropologii na naukę ścisłą

gadnieniem bardzo realnym i niezbyt nawet trudnym do urzeczywist­

nienia. W praktyce sprowadza się to bowiem do dociągnięcia morfologii do poziomu serologii.

towarzyszyło

wzmożenie zainteresowania zagadnieniami systematyki człowieka. Sta­

nowiło

ników, schodzącego teraz do roli jednej z prac przygotowawczych, poprzedzających przystąpienie do właściwego badania. Równolegle do tego rozwoju nowoczesnej antropologii postępowało wymaganie się zainteresowania zagadnieniami jej nawiązań socjologicznych. Jej dawne porównawczo-anatomiczne ujęcie, odzwierciedlające się w definicji Broca, ustępowało nowemu, ześrodkowującemu antropologię na ba­ daniu człowieka jako podłoża zjawisk społecznych.

W ten sposób przesuwano się od rozpatrywania człowieka w per­

spektywie czasu biologicznego do badania go w perspektywie czasu

staje

się

za­

Raźnie

to

posuwającej

się

mendelistycznej

syntezie

konsekwencję określania systematycznego badanych osob­

10

socjologicznego.

To

aktualizowało

hipotezę

stałości typu antropolo­

gicznego

i bardziej harmonizowało z zainteresowaniami systematycz­

nymi.

Naszkicowaliśmy tu w bardzo ogólnych rysach tendencje roz­

wojowe antropologii w ostatnich dwustu latach. Uderza tu przede wszystkim olbrzymia różnica w ogólnym nastawieniu, zachodząca mię­ dzy wielkim rozmachem wieku XVIII, osiągającego potężne syntezy,

spętanego w drugiej

połowie ewolucjonizmem. Odwrotną stroną tej dosyć powierzchownie potraktowanej syntezy stanowiło przypisanie nadmiernego z n a c z e n i a t e o r i i d o b o r u i w a l k i o byt, co na terenie an­ tropologii doprowadziło do lekceważenia systematyki, a w dalszej kon­ sekwencji, w życiu, do ekscesów namiętnie propagowa­ nego rasizmu. Stanowił on bowiem praktyczny wynik przedwczes­ nych i obiektywnie nie uzasadnionych uogólnień.

a drobiazgowym przyczynkarstwem wieku XIX,

W naszym XX stuleciu, olśnionym i zgnębionym praktycznymi za­

stosowaniami wiedzy teoretycznej, staje się najwyższym wskazaniem realizacja postulatu przebudowy antropologii na na­

ukę ścisłą. Umożliwi to skuteczne przeciwstawienie się ciągle

i konsekwentnie ponawianym próbom propagandowego wyzyskania

tej dziedziny wiedzy dla celów ubocznych, nie mających nic wspól­

nego z duchem nauki. Wystarczy tu przypomnieć, prócz rasizmu,

z jednej strony próbę zaangażowania antropologii w obronie planta­

torów, używających niewolniczych murzyńskich rąk roboczych, z dru­ giej strony zaś sekundowanego przez L o m b r o s o ’a ataku antropo­

logii kryminalnej na kodeks karny, stanowiący gwarancję swobód obywatelskich przez odgraniczenie dozwolonego od zakazanego.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

DZIEDZICZNOŚĆ*

.Mendelizm. — Tablica korelacji. — Regresja i

współczynnik

dziedziczności. — Prawa

Galtona i Pearsona a darwinizm. — Ogólne prawo dziedziczności.

MENDELIZM.

Wobec tego, że punktem zwrotnym w rozwoju nowoczesnej an­ tropologii było zwrócenie bacznej uwagi na dziedziczność, a w dal­ szej konsekwencji oparcie naszej syntezy na prawach dziedziczności odkrytych przez przeora Grzegorza Mende 1a (1822—1884), musimy przede wszystkim krótko omówić te prawa.

Tak

zwane

prawa

Mendela

go ujęcia następujących obserwacyj:

stanowią wynik syntetyczne­

Jeśli skrzyżujemy dwie ustabilizowane formy, różniące się między

sobą tylko jedną cechą,

to

potomstwo takiego rodzaju rodziców bę­

dzie się składało z osobników jednakowych co do tej cechy. Będzie

to albo jej postać pośrednia,

ców. W tym ostatnim przypadku mamy tak zwane zjawisko do­ minacji. W pierwszym przypadku mówimy o braku dominacji. To pierwsze pokolenie potomne oznacza się powszechnie symbolem Fi, pokolenie rodzicielskie zaś literą P.

Przy krzyżowaniu osobników pokolenia Fi pomiędzy sobą otrzy­ mujemy pokolenie F2. W pokoleniu tym występują formy charaktery­ styczne nie tylko dla pokolenia Fi (rodziców), lecz też i właściwe po­ koleniu dziadków (P). Zjawisko to nazywamy rozszczepianiem

się albo segregacją mieszańców. formy pierwotne obok form mieszanych.

albo

też identyczna

z jednym z rodzi­

Wyłaniają się tu bowiem

I l o ś c i o wy

s t o s u n e k

form

p i e r w o t n y c h

do ich

mie­

szańców,

wyłaniający się w pokoleniu F2, jest

*) Ten najtrudniejszy

rozdział

został

wysunięty

na

stały.

miejsce

Każda forma

naczelne, gdyż

stanowi podstawę „antropologii teoretycznej". Czytelnikowi nie obznajomionemu z elementami analizy matematycznej dla zrozumienia następnych rozdziałów wy­ starczy jednak znajomość praw dziedziczności w zakresie dawanym przez licealne podręczniki biologii.

12

pierwotna, właściwa dziadkom, stanowi ćwierć wnuków, zaś forma mieszana, właściwa rodzicom, — połowę wnuków. Mamy zatem sto­

sunek:

Natomiast przy dominacji,

dnej z form pierwotnych, mamy oczywiście stosunek:

1 :2 :1

wobec

nieodróżniania

mieszańców

od je­

1

:

3

W ten sposób dochodzimy do trzech praw M en de la:

1)

Prawo dominacji.

2)

Prawo rozszczepiania albo segregacji.

3)

Prawo czystości gamet.

To ostatnie prawo jest jedynie ujęciem faktu,

że produkt płcio­

wy (jajko, plemnik) — gameta, przenosząca z pokolenia na pokole­ nie elementy dziedziczne — geny, odpowiadające atomom świata fizykalnego, n ie ulega przeobrażeniom wskutek przejś­ cia przez proces krzyżowania. Innymi słowy, u wnuków, potomstwa rodziców mieszanych, występują wyłącznie geny identycz­

ne z występującymi u dziadków.

nić, że rodzice, gdy są mieszańcami wytworzonymi przez skrzyżowa­

nie dwu osobników

minowanej

gamety

są identyczne albo z gametami

macierzystymi, albo z ojczystymi.

o jednym genie tej pary.

W łączności z tym należy nadmie­

się

co

do jednej tylko cechy, deter­

pary genów,

wytwarzają

te

różniących

przez

zespolenie

jednej

Gamety

Istotę powstałą przez zlanie się dwu gamet, męskiej i żeńskiej, nazywamy zygotą. Powstałe ze zlania się dwu gamet o identycz­ nym genie nazywamy homozygotą, natomiast ze zlania się gamet

o różnych genach powstają heterozygoty. Parę genów, determinu­

jących cechę i nie mogących wchodzić w skład jednej gamety, nazy­ wamy allelomorj-ami. Oznaczamy je parą liter, wielką i małą. W razie dominacji litera duża jest zarezerwowana dla genu dominującego. Homo- zygotami są zatem AA i aa, zaś heterozygotami Aa i aA. Przy gametach

o wzorze A lub a powyższe cztery kombinacje są równie prawdopo­

dobne przy zapłodnieniu. Stąd stosunek 1:2:1, zaś przy dominacji 1:3.

W przypadku,

gdy w skład wykrzyżowującej się grupy osobni­

ki o strukturze AA weszły w ilości m,

w ilości n, przy czym:

a

osobniki

o

strukturze

aa

jeśli oznaczymy:

~ ^ - = p

= q

i wskutek

tego:

p-rq = l

.

.

.

(1),

13

1

C

n
O

i? w takim razie w składzie wykrzyżowanej mieszaniny (populacji)

p iszczególne kategorie potomków występują w następujących ilościach:

. Aa lub aA

AA

.

.

.

.

p2

2pq

aa

 

q2

Razem

.

.

1

Przy niczym nie zakłóconym

wykrzyżowaniu

się

stosunek po­

wyższy nie ulega zmianie przy przechodzeniu do następnych pokoleń. Gdyby zaś zmiana powyżej podanego stosunku nastąpiła, to świad­ czyłoby to o interwencji procesu selekcyjnego.

Tak oto przedstawia się istota mendelizmu w jego najprostszej postaci. Sprawa komplikuje się oczywiście, gdy mamy do czynienia

z dwiema lub znaczniejszą ilością cech, w najprostszym znowu przy­

padku od siebie niezależnych. Nie będziemy ich tu rozpatrywali. Póź­

niej zanalizujemy jedynie przypadek, gdy mamy trzy równorzędne ge­ ny, z których jeden wchodzi do gamety, a wskutek tego tylko dwa wchodzą w skład zygoty. Ten przypadek zachodzi przy dziedziczeniu się właściwości serologicznych krwi.

TABLICA KORELACJI.

Drogą bardzo prostych rozważań kombinatorycznych

stwierdza­

my,

i matki o składzie:

w

że

wykrzyżowanej populacji, posiadającej zarówno ojców jak

(p + q)2= p2+ 2pq + q2= 1

(2)

i nie

i synów

relacji:

ulegającej

można

procesom

selekcyjnym, wzajemny

stosunek

ojców

ująć

poniższą

tabelą, oznaczaną mianem tablicy ko­

TABL. I.

\

\ \

£

o

co

Tablica

Kategorie

AA

Aa, aA

aa

Razem

m endelistycznej

korelacji

AA

p4+ p3 q

p3q + p2q2

p2

Aa, aA

p3q + p2q2

p3q + 2p2q2+ pq3

p2q2+ p q 3

2pq

ojców

i

synów.

w

i

e

aa

Razem

p2q2-fpq3

pq3+ q4

q2

P2

2pq

q 2

i

Tablica powyższa stanowi rezultat swobodnego, to znaczy przez dobory (np. płciowy) nie zakłóconego kojarzenia się ojców z matka­ mi, jak to podaje poniższa TABL. II. Mamy tam liczebności poszczegól-

nych kategoryj dzieci dla każdej kombinacji rodziców.

wiasach podają skład genowy kategorii, a wyraz przed nawiasami —

jej liczebność.

Litery

w

na­

AA

Tak np. p4(AA) oznacza,

że osobniki

o genach

występują w ilości p4.

TABL.

11.

Liczebności

kategoryj

przy

sw obodnym

0

j

c

0

:>

\

Kategorie

AA

Aa, aA

aa

Liczebność

P 2

2pq

q2

AA

p4(AA)

p3q(AA)

p3q(Aa)

p2q2(Aa)

kojarzeniu

się

rodziców.

w

i

'e

 

>

 

Aa,aA

aa

2pq

q 2

p3q(AA)

p3q(Aa)

p2q2(Aa)

p2q2(AA)

pq3(Aa)

pq3(aa)

2p2q2(Aa)

p2q2(aa)

pq3(Aa)

q4(aa)

pq3(aa)

i córek,

matek i synów oraz matek i córek. Natomiast dla dziadków i wnu­ ków w analogiczny sposób, jak dla ojców i synów, otrzymujemy tablicę:

Identyczne

tablice

z

TABL. I otrzymujemy dla ojców

\

Tablica

TABL. III.

m endelistycznej

korelacji

dziadków

i

wnuków.

 

D

z

i

a

d

!i

o

w

e

Kategorie

AA

Aa, aA

aa

Razem

c

£

AA

Aa, aA

aa

Razem

p4+ ^-p3q

| p 3q+^-p2q2

1

2 P

2

q

P2

2

| p 3q+^-p2q2

2p2q2+^-pq

^-p2q2+ |p q 3

2pq

2-p2q2 1 2 2

^-p2q-2+ |p q 3

1

2

pq3+ , , q 4 4

q2

p2

2pq

q2

1

15

"Tab.ice powyższe są skonstruowane w ten sposób, że każdej katego- i ojców (dziadków) odpowiada jedna kolumna pionowa. Natomiast pfciżdej kategorii synów (wnuków) odpowiada jeden wiersz poziomy.

W przecięciu kolumny z wierszem jest podana liczebność, jakiej przy

dziedziczności mendelistycznej oczekiwać należy dla odpowiedniej kombinacji kategoryj ojców i synów (dziadków i wnuków). Tak na

przykład widzimy, iż dla synów kategorii AA, posiadających ojców

J:a:egorii Aa, aA, należy oczekiwać

liczebności: p3q + p2q2.

Porównując powyższe tablice stwierdzamy, że istota różnicy po­

między nimi

nadwyżka ponad tomkowie nie byli

chodzimy od synów do wnuków.

polega

że

na

tym,

powodowana

należałoby

przez

dziedziczność

liczebność, jakiej

podobni

do

oczekiwać, gdyby po­

gdy prze­

przodków,

ulega redukcji,

Jeśli zarówno ojcowie, jak i synowie kategorii AA

są reprezen­

towani w liczebności p2, to przy braku związku między właściwo­ ściami ojców i synów należałoby oczekiwać, że synowie kategorii AA, posiadający ojców tej samej kategorii, wykażą liczebność p4. Tablica

powyższa wykazuje zaś, że przy dziedziczności mendelistycznej wy­ stępuje tu nadwyżka, wynosząca:

£= P3Q

(3)

Nadwyżka

za miarę dziedziczności. Dla dziadków i wnuków wynosi ona zaś:

ta

może być

uważana za miarę podobieństwa, względnie

£= ^P 3Q

(3a)

Jak widzimy, jest ona tu dwukrotnie mniejsza.

wimy, że wnuki są do swoich dziadków dwukrotnie mniej podobne,

Na tej podstawie mó­

niż

dzieci do rodziców.

Drogą analogicznego postępowania

możemy ustalić nadwyżkę s

dla

dowolnej kombinacji pokoleń.

Dla

każdego następnego jest ona

dwukrotnie mniejsza.

Oczywiście

wszystkie pozostałe współczynniki

tablicy ulegają

odpowiednim

przeobrażeniom

przy

redukowaniu

się

nadwyżki e.

Powyższe prawidłowości występują w klasycznej postaci przy dziedziczeniu odkrytej przez Landsteinera w roku 1929 właściwo­

człowieka, oznaczanej jako zróżnicowanie na

kategorie M, MN i N.

ści serologicznej krwi

16

REGRESJA I WSPÓŁCZYNNIK DZIEDZICZNOŚCI.

Jeśli przyjmiemy, że stopień wielkości badanej cechy, na przykład pigment.acji, u osobników kategorii AA wynosi 1, zaś dla kategoryj Aa, aA — i wreszcie dla kategorii aa — 0, to w takim razie pro­ ste obliczenie średnich arytmetycznych w poszczególnych kolumnach pionowych omawianej tablicy korelacji stwierdza wyniki podane w po­ niższej tablicy:

Średnie

w ielk ości

TABL. IV.

cechy

potom ków ob liczone dla p oszczególn ych

k a tegoryj

przodków .

Wielkość cechy przodków

Wielkość cechy synów

Wielkość cechy wnuków

Wielkość cechu prawnuków

Wielkość cechy praprawnuków

1

2

3

4

7

8

0

P

P

n

l

15

16P

1

2

1

2 P

+

3

4

,

P +

7

8

P

.

+

,

16P +

15

1

4

1

8

1

16

1

32

r

1

2

3

r

7

8

15

P

1

,

+

P +

P

+

1

2

1

4

1

8

1

T6P+T6

Tabela powyższa podaje, iż wtedy, gdy u przodków (np. ojców) ce­

cha wzrasta od 0 do

o V4, u prawnuków o

to

w danym przypadku linie proste. Jest to konsekwencja mendelistycz- nego rozszczepiania nie skomplikowanego przez dominację. Linie te nazywamy liniami regresji. Ich poziomy zależą od wielkości p, ich nachylenia są natomiast wielkościami stałymi, właściwymi dla ka­ żdej generacji potomków. Tangens kąta nachylenia linii regresji został do statystyki wprowadzony przez Karola Pearsona. Jest to współ-

czynnik współzależności, ujmujący stopień związku dwu zja­

u synów podnosi się ona o 1/2, u wnuków

1, to

1ls, itd.

Wielkości te można przedstawić graficznie.

Jak widzimy

17

wisk.

wnych różnych pokoleń i służy jako współczynnik

ności.

W danym zastosowaniu ujmuje on stopień podobieństwa kre­

dziedzicz­

ujmuje on stopień podobieństwa kre­ dziedzicz­ Ryc. l. Linie regresji. Średnie wielkości cechy potomków

Ryc. l.

Linie regresji. Średnie wielkości cechy potomków w różnych kategoriach wielkości cechy przodków. 1. Średnie cechy synów w różnych kategoriach cechy ojców. 2. Średnie cechy wnuków w różnych kategoriach cechy dziad­ ków. 3. Średnie cechy prawnuków w różnych kategoriach cechy pradziadków.

Przy

mendelistycznej

dziedziczności, nie skomplikowanej

przez

zjawisko dominacji, współczynniki dziedziczności są wielkościami sta­

łymi — konstantami

biologicznymi. Podaje te wielkości po­

W spółczynniki

dziedziczności

m endelistycznej.

(Rozszczepianie nie skomplikowane przez dominację).

Kategorie pokrewieństwa

Rodzice

i

d z i e c i

Dziadkowie i w nuki

Pradziadkowie i prawnuki Prapradziadkowie i praprawnuki Przodkowie i potomkowie n-tego pokolenia Rodzeństwo Stryjowie i b ratankow ie Kuzyni pierwszego s t o p n ia

Współczynniki

dziedziczności

0.5000

0.2500

0.1250

0.0625

(0.5)n

0.5

0.25

0.125

Przy

on

dominacji

i

sprawa

komplikuje

wskutek nieodróż-

Powoduje to z m n i e j-

Staje

zależną od wielkości q, to

się

niania kategoryj Aa

szenie

się

aA od kategorii AA.

współczynnika

wielkości

wtedy

d z i e d z i c z n o ś c i.

wielkością

zmienną,

znaczy od względnej

mu.

czynników dziedziczności oblicza poniższych wzorów:

liczebności

składnika ustępującego dominujące­

się składnikach wielkości współ­

się wtedy

Przy

dwu

wykrzyżowujących

bez trudu na podstawie

TABL.

VI.

W spółczynniki d zied ziczn ości m endelistycznej.

(Rozszczepianie skomplikowane przez dominację, przy dwu wykrzyżowujących się składnikach).

Współczynniki

Kategorie pokrewieństwa

dziedziczności

q

Rodzice i d z ie c i

Dziadkowie i w n u k i

1+ q

q

2(1+q)

Pradziadkowie i praw nuki

Przodkowie i potomkowie n-tego pokolenia

q

4(1+q)

q

2n‘1(l + q)

R o d zeń stw o

Stryjowie i bratankowie

Kuzyni pierwszego stop n ia

-

.

.

1

4

+

r +

S

1

16

+

2(1 q +q)

q '

4(1 +q)

-

8(1+q) q

19

Należy oczekiwać, iż te prawidłowości będą się realizowały przy

dziedziczeniu się zróżnicowania serologicznego krwi człowieka, odkry­ tego w roku 1941 przez Landsteinera i Wienera, a polegającego

na przeciwstawieniu kategoryj: Rh+

Porównując obiedwie powyższe tablice współczynników dziedzi­ czności stwierdzamy przede wszystkim, że dziedziczność nie skomplikowana przez zjawisko dominacji stanowi przy­ padek poszczególny dziedziczności skomplikowanej przez dominację. Wartość TABL. V otrzymujemy bowiem z TABL.

VI w przypadku, gdy:

q = l.

i

Rh —.

W ogóle można powiedzieć: im q jest większe, to znaczy iiji jest bliższe wielkości 1, innymi słowy — im mniej liczny jest składnik domi­ nujący, a zatem im mniejsze wnosi on komplikacje, tym wyższe war­ tości osiągają współczynniki dziedziczności i tym bardziej zbliżają się one do wielkości osiąganych przy dziedziczeniu nie skomplikowanym przez zjawisko zmienności.

Wreszcie należy jeszcze podnieść, że wartości współczyn­ ników dziedziczności nie skomplikowanej przez do­ minację nie ulegają żadnym zmianom przy powięk­ szaniu się liczby wykrzyżowujących się składników populacji. Natomiast przy dziedziczeniu skomplikowanym przez dominację, w razie w i ę k s z e j ilości s k ł a d n i k ó w niż dwa, linia regresji nie jest prostą, a współczynnik dzie­ dziczności może być ujęty tylko znacznie bardziej skomplikowanymi wzorami, stanowiącymi uogólnienia podanych w TABL V.

Wszystkie powyższe wyniki stanowią dedukcje wynikające z praw dziedziczności Mendel a. Te drogą indukcji, na podstawie obserwacji .sformułowane prawa stanowią tu założenia. Znajdujemy się zatem na terenie nauki ścisłej. Musimy więc jeszcze skontro­ lować materiałem obserwacyjnym dedukcje, wynikające z indukcyj­ nych uogólnień.

Praca ta została wykonana w 35-leciu poprzedzającym moją men-

darwinisfycznej szko­

delistyczną

ły

interpretację

Jeszcze

dorobku

roku

biometrycznej.

zestawienie

w współczynników dziedziczności

1900

Karol

Pearson

obliczonych

dał

na

.jjoniższe

podstawie obserwacji:

Pokrewieństwo I k r e w n y O j c i e c 11

Pokrewieństwo

I krewny

Ojciec

11 krewny

Syn

77

77

77

Córka

Matka

Syn

77

Córka

77

Syn

77

Córka

Ogier

Źrebię

Klacz

77

Dziadek

Wnuk

77

77

Brat

Brat

77

77

77

77

Siostra

77

77

Brat

77

77

Siostra

77

77

Brat

77

77

Całe rodzeństwo

s t r a 7 7 7 7 B r a t 7 7 7 7

TABL.

VII

Współczynniki dziedziczności według K. Pearsona (1900).

Anglicy,

Materiał

badany

warstwy

ś r e d n ie

77

77

77

77

77

77

77

77

77

M

77

77

Indianie

Ameryki Północnej

77

77

77

*

Konie

(Thoroughbred

Horses)

77

77

77

7 7

77

77

Psy

(Basset

H o u n d s )

Anglicy,

warstwy

ś r e d

n i e

Indianie

Ameryki

P ó łn

o c n

e

j

Konie (Thoroughbred H o r s e s )

Anglicy,

warstwy

ś r e d

n ie

Indianie

Ameryki

P ó łn o c n e j

Konie (Thoroughbred H o r s e s )

Anglicy,

warstwy

ś r e d

n ie

Indianie

Ameryki

P ó łn o c n e j

Konie (Thoroughbred H o Psy (Basset Hounds)

r s e s )

Cechy

krewnych

Współcz.

 

dziedzicz­

I krewny

II krewny

ności

Wzrost

Przedramię

0.369

77

Wzrost

0.396

77

77

0.360

77

»7

0.302

77

77

0.284

Ws. główny

Ws. główny

0.370

77

77

0.300

Maść

Maść

0.517

77

77

0.527

f t

77

0.335

77

77

0.134

Wzrost

Wzrost

0.391

Ws. główny

Ws. główny

0.379

Maść

Maść

0.623

Wzrost

Wzrost

0.444

Ws. główny

Ws. główny

0.489

Maść

Maść

0.693

Wzrost

Wzrost

0.375

Ws. główny

Ws. główny

0.340

Maść

Maść

0.583

77

77

0 508

to

o

21

Odpowiedź na pytanie, czy wyniki podane w TABL. VII można

uznać za zadowalającą kontrolę

tak prostym, jakby tego można oczekiwać przez wzgląd na powyższe genetyczne uzasadnienie naszych twierdzeń. Istotny kłopot sprawiają

duże różnice między obliczonymi wielkościami współczynników dziedziczności. Tymczasem niesposób jeszcze dokładnie ustahć, jak wielkie rozbieżności wyników zawdzięczamy technicznym niedociąg­ nięciom metod obliczania współczynników dziedziczności cech niewy­ miernych, a co można złożyć na karb przypadku statystycznego w wy­ nikach badań nad cechami wymiernymi.

Również i to, że współczynniki dziedziczności cech niewymier­ nych, jak maść, są wyższe od współczynników cech wymiernych, jak wzrost lub wskaźnik główny, jest powodowane przez technikę obli­ czania. Metody obliczania współczynnika dziedziczności cech niewy­ miernych dają wyniki nie zredukowane przez konsekwencje kompli- kacyj wnoszonych przez zjawisko dominacji. Przyczyny niedokładno­ ści obliczeń tkwią tu w wątpliwych założeniach, uzasadniających obli­ czenie. Są to: założenie prostolinijności linii regresji i normalności (gaussowskiej) rozsiewu. Przy mendelistycznej dziedziczności pierwsze założenie jest nie zawsze uzasadnione, drugie zaś stanowi w swoich skutkach nieobliczalne uproszczenie. Zważywszy to wszystko musimy się ograniczyć do stwierdzenia, że niższe współczynniki cech wymier­ nych w wynikach badań G a 11o n a nad dziedzicznością wzrostu i Boa-

s a nad tu

Do tego stwierdzenia musimy się ograniczyć. W każdym razie -ożemy twierdzić, że powyżej podane wyniki badań szkoły biome­ trycznej nie dostarczyły żadnych faktów obserwacji, które pozostawa­ łyby w sprzeczności z naszymi dedukcjami opartymi na założeniu dziedziczności mendelistycznej. Wreszcie należy jeszcze nadmienić, że szkoła biometryczna nie dała ogólnego ujęcia, które by pozwo­ liło na sformułowanie teoretycznych oczekiwań co do wielkości współczynników. Dla nich są one odzwierciedleniami jakichś zagad­ kowych przypuszczalnych konstant. Dla nas są one tylko konse­ kwencjami rachunkowymi praw dziedziczności Mendelainie wiszą wskutek tego w powietrzu. Przez wzgląd na to możemy twier­ dzić, iż mimo wielkiej ścisłości wykonywanych rachunków i stosowa­ nia bardzo skomplikowanych wzorów szkoła biometryczna nie osiąg­ nę:a jeszcze poziomu nauki ścisłej. Został on natomiast osiąg-

llę ty przez naukę

ratu matematycznego przy mendelistycznej interpretacji dziedziczności.

naszych dedukcyj, nie jest zadaniem

dziedzicznością kształtu głowy przemawiają za tym, iż zacho-

komplikacje

wniesione

przez zjawisko dominacji.

:zą

polską

przy pomocy znacznie prostszego apa­

PRAWA GALTONA I PEARSONA A DARWINIZM.

Zjawisko regresji, to znaczy odchylania się potomków od przod­ ków w kierunku ogólnej przeciętnej, jego aproksymatywna prostolinij­ ność stwierdzana przy badaniach pomiarowych oraz dwukrotnie wię­ ksze podobieństwo dzieci do rodziców niż wnuków do dziadków — zostały odkryte przez Francisa G altona (1886) przy badaniu dziedzi­ czności wzrostu. Fakty te zostały przez niego ujęte syntetycznie w po­ staci ogólnego prawa dziedziczności, orzekającego, że dzieci dziedziczą swoje właściwości w połowie po rodzicach, w ćwierci po dziadkach, w ósmej części po pradziadkach itd. Podstawę tego ujęcia stanowił zatem szereg geometryczny:

i- + - + i - + — -f

2

4

8

16

• • •

• =

1 • • ■(4)

Tak ujęte prawo dziedziczności Galtona kładzie nacisk na śre­ dnie arytmetyczne badanych zjawisk masowych i przesądza twierdzą­ co zagadnienie skuteczności doborów. Ujmuje ono bowiem ilościowo ich wpływ na kształtowanie się cech następujących po sobie pokoleń. Jest ono zatem matematycznym ujęciem dziedziczności, od­

powiadającym podstawowym założeniom teorii Darwina. Terminem darwinizm oznaczamy tezę dziedziczenia się nawet nieuchwytnie małych odchyleń osobnika od jego form rodziciel­ skich, powodowanych przez zmienność (variability). Ta stanowi zaś istotną właściwość organizmów ujawniającą się przy reprodukcji. Z powyższą tezą łączy się teza eliminacji osobników mniej przy­

stosowanych drogą doboru naturalnego, czyli teza walki o byt. Karol Pearson, analizując konsekwencje wynikające z prawa dziedziczności Galtona, przy założeniu, że zarówno kojarzenie się par, jak też i różnice płodności mają charakter przypadkowy, nie uwarun­ kowany przez dobory (uwzględniając wyniki określeń wielkości współ­ czynnika dziedziczności drogą obserwacji), podał dla nich następujące

nie posiadające zresztą biologicznego

teoretyczne wartości liczbowe, uzasadnienia:

TABL.

VIII.

Teoretyczne wielkości współczynników dziedziczności według Karola Pearsona.

Kategorie

pokrewieństwa

Cechy

dające formy

pośrednie

alternatywne

Rodzice i d z ie c i

0.3

0.5

Dziadkowie i wnuki

0.15

0.25

Pradziadkowie i p ra w n u k i

0.075

0.125

Rodzeństwo

0.4 0.333-05

Stryjowie i bratankow ie

0.15

0.167—0.25

■■MB

■■Ji

■«—

Liczby powyższe są niezmiernie ciekawe. Przede wszystkim pod­ nieść należy, że dla cech dających formy alternatywne, to znaczy dla cech niewymiernych, P earson dał liczby zgodne z dawanymi przez mendelistyczną dedukcję. Jedynie dolne granice podane dla rodzeń­ stwa i bratanków nie posiadają mendelistycznego uzasadnienia. Nato­ miast liczby podane dla cech dających formy pośrednie, to znaczy dla cech wymiernych, są niższe od podanych dla cech alternatywnych. Jest to nieświadome uwzględnienie konsekwencji dominacji, ujawnia­ jących się przy tym sposobie obliczania współczynników dziedzicz­ ności, jak wiemy, stosowanym jedynie dla cech wymiernych. W łącz­ ności z tym należy podkreślić, że Pearson namiętnie zwalczał men- delizm. Pogodzenie się z tak wielkimi współczynnikami dziedziczności, nawet przy zdecydowanie anti-mendelistycznym nastawieniu Pearso- na, i dla niego postawiło pod znakiem zapytania prawo dzie­ dziczności Galtona jeszcze przed odkryciem Johannsena, który wykazał zupełną nieskuteczność doboru wewnątrz czystych linii (zło­ żonych z osobników o jednakowym aparacie genowym). Na karb nie­ dokładności obserwacji można by bowiem złożyć tylko zmniejszenie się współczynnika podobieństwa, tutaj natomiast wielkości postrzega­ ne są znacznie większe od wielkości teoretycznie oczekiwanych przy założeniu dziedziczności galtonowskiej. Szukając wyjścia z tak przykrej sytuacji Pearson podjął przede wszystkim próbę uogólnienia prawa Galtona nadając mu postać:

v

(I+Y)

+

y

0 +

y)2 +

y

(t+ 7 )3

+

y

(1+ y)4

postać: v (I+Y) + y 0 + y ) 2 + y (t+ 7 )3 +

przy czym y jest pewną wielkością stałą, która miała umożliwić przy­ stosowanie powyższego szeregu do wyników obserwacji. W ujęciu Galtona mieliśmy y = l. Przyjmował on zatem, że wpływ rodziców równa się sumie wpływów pozostałych przodków. Gdy wpływ ro­ dziców jest większy od wpływu pozostałych przodków, to y jest więk­ sze od 1. W przeciwnym zaś razie y jest odpowiednio mniejsze od 1. I to uogólnienie prawa Galtona nie dało zadowalającego wyni­

ku.

z warunku, że suma c?łonów wzoru

ogarnięcia całokształtu czynników determinujących

cechę potomka. Okazało się, że przy rozwiązaniu tego zagadnienia

Równie bezowocne były próby podejmowane przy rezygnacji

równa

się

1.

Oznaczało to re­

zygnację z próby

nie może wchodzić w rachubę postęp geometryczny.

Pomimo wielokrotnie podejmowanych prób Pearson nie zdołał sformułować ogólnego prawa dziedziczności (Law o f Ancestral Here-

dity), ujmującego

wpływ

poszczególnych kategoryj przodków na ce­

24

chy potomka. Przypadło mi w udziale wykazanie (1933), że trudności

o które rozbiły się wysiłki Pearsona, znikają przy założeniu dzie­

dziczności mendelistycznej. Ta droga elementarnego postępowania

była jednak niedostępna dla zdecydowanego darwinisty. Wymagało to bowiem bezwarunkowej kapitulacji po namiętnym zaangażowaniu się

w

kierunku anti-mendelistycznym. Zresztą dla Pearsona, nawykłego

do

operowania pojęciami rachunku infinitezymalnego1) mechaniki ana­

litycznej, darwinizm był koncepcją zrozumialszą od mendelizmu z jego kombinatoryką. Teza dziedziczności drobnych odchyleń powodowa­ nych przez zmienność otwierała pole zastosowań mechaniki analitycznej.

OGÓLNE PRAWO DZIEDZICZNOŚCI.

Przy założeniu dziedziczności mendelistycznej wszystkie te trud­ ności, o jakie rozbijały się wysiłki Ga l t o n a i Pear s ona, znikają

jak

za dotknięciem różdżki czarodziejskiej.

 

Najprostsze ujęcie związku między cechami potomków

a cecha­

mi

ich przodków

otrzymujemy

przy

założeniu stosunku

linearnego.

Zadanie nasze ogranicza się wówczas do określania współczynników następującego równania:

y = a0+ a1Xj + a2x2-t-a3x3+

(5)

y oznacza

cznie odchylenie ojca od ogółu ojców, x2 — dziadka, x3 — pradziad­

ka itd., natomiast a0, alt a2, a3 — są to współczynniki

odchylenie syna od średniej ogółu synów, Xj — analogi­

tu

stałe,

których

wielkości należy określić. Przy zastosowaniu teorii najmniejszych kwadratów równanie na­

sze przyjmuje postać poniższą:

y

=

Roi

°°

------ X, + —------- X, +-=—•— Xo +

°0

i ^02

I Rq3

a0

ROO C>\

ROO C)2

ROO ^3

.

• •

przy czym cr0 oznacza odchylenie średnie synów, — odchylenie

średnie ojców, o2 — odchylenie średnie dziadków itd., zaś R(

Rq2» R03 itd. są odpowiednimi podwyznacznikami wyznacznika:

00

Roi,

1 roi r02 r03

R

=

rio 1

r20 r21

ri2 ri3

1

r23

r30 r31 r32

1

rn0 rnl r„2 rn3

r0n

L n

*•

r2„

*

r3n

.

.

.

1

l) Rachunek różniczkowy i całkowy.

Wreszcie wielkości r01, r02, r03, r12, r13, r23 itd. są współczynnikami dziedziczności, to jest miernikami podobieństwa różnych kategoryj przodków i potomków.

to

uwzględniamy tylko dwa pierwsze człony prawej strony naszego rów­ nania. Daje nam ono wówczas ujęcie przewidywania cechy syna na podstawie cech ojca i jednego z dziadków, lub też ojca i średniej obydwu dziadków. Wzór nasz przyjmuje wtedy postać:

Jeśli

się

ograniczymy jedynie do synów,

ojców i dziadków,

y =

Jeśli zaś

ri2 r20

.2

~

12

°0

r:

uwzględnimy

X.

1

i

r'

02

0

Xo

(5b)

nie tylko ojca i dziadków, lecz też jesz­

cze i pradziadków, to wzór nasz przyjmuje postać trzech pierwszych członów wzoru (5a), przy czym:

 

Roo

1

ri2 r 23

r i3 " ^

r i3

r

i2r 23

r

i3

r 23

 

r i2

R

o i

r i0

r !2

r 23

r

03

"h

r

!3 r 02

r 23r 03

r

i3

f

23

r 01

r 02 r i2

R

=

r

-1-r

r

^ 0 2

*02

‘ *01

23

r

i3

"R

r

i3

r i2 r 03 ~ ”

r 13 r 02

r 03

r 2 3 ~ ~ r i2

r 01

^ 0 3

=

r 03

r !2

r 02

r

i3

r

01 r !2

r ?3r !3

r 0 1 ~

r 23 T 02

r 03 r i2

Postępując

w

ten sposób można uwzględniać coraz dalsze po­

kolenia przodków. Wymaga to jednak powiększania niezmiernie szy­ bko rosnącego nakładu pracy. Wobec tego ograniczymy się do trzech ostatnich pokoleń przodków, gdyż wystarcza nam to dla osiągnięcia

zadowalająco dokładnej orientacji.

Różnica pomiędzy mną a G a l t o n e m i P e a r s o n e m polega na tym, że wtedy, gdy angielscy badacze wiązali się założeniem, iż poszukiwane współczynniki stanowią szereg geometryczny, ja ograni­ czyłem się do założenia, że mamy tu do czynienia ze stosunkami li­ nearnymi, oraz że podstawę obliczenia współczynników stanowi ogól­ nie przyjęta teoria najmniejszych kwadratów. Nie zrobiliśmy zaś jesz­ cze żadnych założeń co do samej dziedziczności. Dotychczasowe uję­ cie ma tu zatem postać najogólniejszą, ograniczoną jedynie założeniem linearności przy ujmowaniu oddziaływania przodka na cechy potomka. Pozostaje to zresztą w zgodności z wynikami dotychczasowych ba­ dań nad dziedzicznością, stwierdzającymi prostolinijną regresję.

Aby zbadać konsekwencję dodatkowego założenia, polegającego na przyjęciu dziedziczności mendelistycznej, ograniczymy się zrazu do

26 ■ ■ prawa segregacji (rozszczepiania) nie skomplikowanego przez domina­ cję. Wtedy: r01—ri2—r23= 0-5 r02~

26

prawa segregacji (rozszczepiania) nie skomplikowanego przez domina­ cję. Wtedy:

r01—ri2—r23= 0-5

r02~ r13= 0.25 ro3= 0.125

a wskutek tego nasz wzór (5a) przyjmuje postać:

1

(T

y = 2 « 7 Xl

(5c)

gdyż pozostałe człony znikają, równając się zeru, wskutek tego, że R02—Ro3=^- Na tej podstawie należy wnioskować, że wtedy, gdy do­ minacja nie komplikuje obrazu segregacji, o cechach dziecka w poło­ wie możemy wnioskować na podstawie cech ojca, a znajomość cech dalszych przodków nie powiększa naszych możliwości przewidywania cech dziecka. Druga połowa naszej podstawy przewidywania 'cech dziecka,, to są oczywiście właściwości matki. Możemy się o tym prze­ konać wprowadzając do wzoru (5a) nie tylko ojców, dziadków itd., lecz również razem z nimi matki, babki itd. Oczywiście to wszystko przy założeniu, że sprawy nie komplikuje homogamia, to znaczy tendencja do kojarzenia się podobnych pomiędzy sobą. Przypadek powyższy zachodzi, jeśli oznaczymy przodków męs­ kich nieparzystymi a przodków żeńskich parzystymi kolejnymi człona­

mi wzoru (5a), tak że przy współczynniku r iiczba 0 oznacza potom­

ka, 1 ojca, 3 dziadka, 5 pradziadka itd., a liczba 2 matkę, 4 babkę,

6 prababkę itd. Cechy potomka możemy wtedy przewidywać na pod­

stawie wzoru (5a). Jeśli przy tym przyjmiemy, że proces krzyżowania

nie jest komplikowany przez homogamię, to znaczy, że nie ma ten­

dencji do kojarzenia się podobnych pomiędzy sobą, czyli że ojcowie nie są podobni do matek, dziadkowie do babek itd., to wtedy: r19= = r34=rM“ 0. Przy założeniu zaś dziedziczności mendelistycznej nie skomplikowanej przez dominację, wobec:

1*01

r02

ri3

r23

rH

r24

r35 = r3 6 = r 4 5 = r 46 = 0-5

r03 = r04 = = r i5 r25 = ri6 = r26 = 0 - 2 5

wzór (5a) przyjmuje postać:

1

°o

1

y = -------x , + ------- x9 •

2

°\

2

ao

ao

.

.

.

.

ro5~

(5d)

0-125

gdyż R03= R04—R0ó= R0g= & Wzór powyższy stwierdza, że przy roz­ szczepianiu nie skomplikowanym przez dominację ojciec i matka

27

w jednakowym stopniu odbijają się na właściwościach dziecka i wy­ czerpują całość oddziaływania przodków na dziecko. Innymi słowy:

przy formułowaniu naszych oczekiwań co do cech potomka wynik może być tylko ubocznie komplikowany przez różnice płciowe zmien­ ności cech, jeśli takowe istnieją. Dalszą ewentualną, bez wątpienia nie­ istotną komplikację może stanowić tendencja do kojarzenia się osob­ ników podobnych. Przy rozszczepianiu mendelistycznym, skomplikowanym przez zjawisko dominacji, nie otrzymujemy równie prostych wyników. Wte­ dy bowiem, w tych przypadkach, gdy linia regresji nie jest prostą, wzór nasz daje nam jedynie ujęcie przybliżone. Oczywiście wtedy konsekwencję założenia mendelistycznej dziedziczności stanowi spec­ jalizacja wzoru (5a) przy uwzględnieniu, że:

r01 = V12 = r23

ro2= ri3i 0-5r

r03= G.25r

Wobec tego wzór (5a) przyjmuje postać:

8r + r[l-(l +r) (1 +4r)]

o0

2 r(l-r2) - r 2

y= 8(1- r)11-f r(l-r)] —2r2 ' 0^ Xl+ 4(l-r)[l + r(l-r)]-2r2

crQ

^

,

r(l-2r)2

_ 4 (l-r)[l+ r(l-r)]-2 r2' <r3 *3 ' ’ ‘ '

Wynik powyższy unaocznia, iż wówczas, gdy dominacja kompli­ kuje rozszczepianie mieszańców, uwzględnienie dalszych pokoleń przod­ ków umożliwia dokładniejsze sprecyzowanie oczekiwania co do cech potomka, niż na podstawie cech ojca i matki jedynie. W przypadkach najczęściej napotykanych, gdy współczynnik dziedziczności ojców i synów wynosi około J/3, wychodzenie poza

pradziadków nie ma już praktycznego znaczenia. wiem wtedy postać:

Wzór nasz ma bo­

y = 0.3lXj + 0.06x2 + 0.01 x3

przy założeniu, że odchylenia średnie różnych pokoleń są jednakowe. Jeśli zatem uwzględnimy, że osobnik ma dwu dziadków i czterech pradziadków i dodamy do współczynnika ojcowskiego 0.31 dwukrot­ ną współczynnika dziadków, czyli 0.12, i czterokrotną współczynnika pradziadków, czyli .0.04, to otrzymujemy 0.47. Do połowy, przypadają­ cej na męskich przodków, brak nam zatem tylko 0.03. Wielkość ta ujmuje lukę spowodowaną nieuwzględnieniem dalszych kafegoryj przodków.

28

Dochodzimy zatem do sformułowania ogólnego prawa dziedzicz­ ności, odpowiadającego prawu GALTONa. U nas ma ono postać:

2R qi

^oo

,

4 R02

Roo

8R03

Roo

16R04

Roo

_ ^

Ten, jak wiemy, nie geometryczny szereg ujmuje, w jaki sposób selekcjonowanie przodków odbija się na właściwościach potomków. Przy założeniu dziedziczności mendel istycznej unaocznia się ta jego właściwość, zapoznawana przez G a l t o n a i P e a r s o n a . Przede wszystkim przy rozszczepianiu nie skomplikowanym przez dominację człon pierwszy szeregu (5f) równa się 1, a pozostałe czło­ ny znikają. Znaczy to, że znajomość właściwości rodziców wystarcza wtedy dla sformułowania oczekiwań co do właściwości dziecka, a zna­ jomość właściwości dalszych pokoleń przodków nie powiększa pod­ stawy naszych sądów.

Zupełnie inaczej jest natomiast przy dominacji. Wtedy uwzględ­ nienie dalszych pokoleń przodków powiększa podstawę naszych prze­ widywań. Jest to zupełnie zrozumiałe. Przecież jedno z rodziców lub nawet oboje mogą być mieszańcami. Dopiero uwzględnienie dalszych pokoleń przodków wyjaśnia nam to. Im mniej licznie w danej mie­ szaninie jest przy tym reprezentowany składnik dominujący, tym mniej­ sze komplikacje są przez niego powodowane, tym mniej pokoleń trze­ ba zatem brać w rachubę, tym szybciej w szeregu (5f) dochodzimy do pokoleń nie zasługujących na uwzględnienie. Całe rzekome selek­ cjonowanie przodków jest tylko ich dobieraniem w celu wyjaśnienia, czy są oni mieszańcami, czy też nie. Bez dominacji nie potrzeba tego. Dlatego też w tym przypadku w naszych wzorach znikają wszystkie człony, poza rodzicielskimi. Nasze ujęcie liczy się z tą komplikacją i zabezpiecza nas przed jej konsekwencjami przy formułowaniu prze­ widywań co do właściwości potomstwa.

ogólnego prawa dziedziczności z mendelistycz-

nych założeń jest zamknięciem mendelistycznego sklepienia dźwigają­

cego mendelistyczną syntezę antropologii. cony dziedziczności przeistacza się teraz się z wzajemnie kontrolujących się części.

Wyprowadzenie

Cały

w

ten rozdział poświę­

zwartą całość, składającą

ROZDZIAŁ

DRUGI

ZRÓŻNICOWANIE

SEROLOGICZNE

Grupy krwi. — Interpretacja

— nie serologiczne a morfologia.

Bernsteina.

Serologia a dobór. — Zróżnicowa­

GRUPY KRWI.

Już dawno zauważono, że surowica ludzka zlepia krwinki nie­ których osobników, nie zlepiając nigdy krwinek osobnika, od którego pobrano surowicę. Początkowo przypisywano to zjawisko stanom cho­ robowym. Później badania Landsteinera, jego uczniów i następców doprowadziły do ustalenia u człowieka czterech kategoryj serologicz­ nych. Stwierdzono, że surowica kategorii I zlepia krwinki osobników trzech pozostałych kategoryj, surowica II kategorii — krwinki III i IV kategorii, surowica III kategorii — krwinki II i IV kategorii, a suro­ wica IV kategorii nie zlepia krwinek żadnej kategorii. Wyniki te zo- brazowuje poniższe zestawienie:

TABL. IX.

Wzajemne ustosunkowanie kategoryj serologicznych według Jańskiego.

<

CJ

D

co

Kategorie

1 (IV)

11

111

IV (1)

 

K

R

W

I

N

K

 

1 (IV)

11

ni

o

A

B

a [3

+

+

(3

+

a

4"

°

 

UWAGA.

W ujęciu Mossa kategorie I i IV są przestawione.

).

W powyższej tabeli uwidoczniają je liczby w (

IV (1)

AB

+

+

+

30

Badania

dziedziczenia

właściwości serologicznych krwi dokona­

ne przez E. v. D ungerna i Ludwika H irszfeldai wykazały, że pod­ lega ono prawom Mendela. Wspomniani autorowie zmienili przy

tym nomenklaturę, oznaczając poszczególne kategorie krwi literami A,

B,

AB i O, a właściwości zlepne surowicy przez elementy a, (3, a(3, o.

W

ten sposób pełne oznaczenie w tej nomenklaturze poszczególnych

kategoryj krwi przyjęło postać: 0.(3 = 1 kategorii, A(3 = II kategorii,

Ba = III kategorii

Wobec tak prostego wzajemnego ustosunkowania wyróżnionych kategoryj serologicznych określenie poszczególnych osobników nie nastręcza trudności, gdy mamy surowice II i III kategorii. Jeśli do dwu epruwetek z tymi surowicami dodamy po kropli krwi badanego oso­ bnika, to zależnie od tego, czy otrzymamy zlepienie w jednej, w oby­ dwu lub w żadnej epruwetce, zalicza się danego osobnika do jednej

z czterech kategoryj serologicznych, zgodnie ze schematem tabeli. Jeśli

zlepienia nie ma w żadnej epruwetce, to mamy krew kategorii I. Jeśli zlepienie wystąpi tylko w epruwetce z surowicą III kategorii, to mamy krew II kategorii. Jeśli zlepienie wystąpi tylko w epruwetce z suro­ wicą II kategorii, to mamy krew III kategorii. Jeśli zaś zlepienie wystąpi

w obydwu epruwetkach, to mamy krew IV kategorii. Uszkodzenie su­

rowicy może powodować błędy, tak że osobnik o krwi II lub III kate­ gorii wskutek braku zlepienia może zostać policzony do kategorii I,

a osobnik IV kategorii do jednej z pozostałych kategoryj itd. To źró­ dło błędów musi być zawsze brane w rachubę.

i ABo=IV kategorii.

INTERPRETACJA BERNSTEINA.

Ludwika

H irszfelda nad dziedzicznością właściwości serologicznych krwi po­

zostaje ustosunkowanie ilościowe osobników poszczególnych katego­

B ernstein i) przy założeniu, że

mamy trzy, co do krwi odrębne, zasadnicze składniki biologiczne ro­ dzaju ludzkiego.

b Gdy w listopadzie 1919 roku spotkaliśmy się w pociągu idącym do Paryża z Hirszfeld e m, wracającym w serbskim mundurze z Salonik, otrzymałem od niego odbitkę pracy podającej wyniki badań serologicznych, dokonanych na żołnie­ rzach alianckich w Grecji. Wtedy na marginesie tej odbitki, w wagonie restaura­ cyjnym, zapisałem mendelistyczne ujęcie tych wyników. Jeszcze bowiem w 1912 roku dowiedziałem się od Edwarda Lot ha w Heidelbergu, iż Hirszfeld stwier­ dził mendelistyczną dziedziczność kategoryj serologicznych. Później toż samo uję­ cie, zupełnie niezależnie ode mnie, dał Jan Mydlarski. Myśląc kategoriami men- delizmu uważaliśmy je za tak oczywiste, że żadnemu z nas nie przyszło do głowy ogłaszanie go jako czegoś szczególnego. Po prostu nie zdawaliśmy sobie sprawy ani z jego wagi, ani też z jego nowości. Z tego powodu, ogłaszając w Paryżu pod

ryj serologicznych. Wykazał to Feliks

W

zgodności

z wynikami

badań

E.

v.

D ungerna

i

31

Przy trzech składnikach, wchodzących do mieszaniny w ustosun­

kowaniu:

/ (p + , q + , r) \ = l

1

(6)

dla populacji wyrównanej przez wykrzyżowanie, przy cechach roz­

M en de la, należy ocze­

szczepiających się w zgodności z II prawem

kiwać sześciu składników o ustosunkowaniu ilościowym:

. co przy wyróżnianiu tylko 4 kategoryj serologicznych A, B, O i AB każe przypuszczać, że zastosowany sposób określania przynależności osobników do kategoryj serologicznych nie rozróżnia niektórych skład­

ników i powoduje rozbicie materiału na 4 kategorie obejmujące 6 skład­

ników.

szańcy AB, AO i BO.

(p + q +r)2 = p2 + 2pq + q2 + 2pr + 2qr +r2 = l

.

. (6a)

Są to trzy składniki zasadnicze A, B i O, oraz ich trzej mie­

są zlepiane zarówno przez

surowicę B,

oddziałującą na składnik A, nie trudno zdać sobie sprawę z tego, gdzie mogli się podziać mieszańcy AO i BO. Wobec tego, że żadna surowica nie zlepia krwinek O, to zaliczając do kategorii A te osob­ niki, których krew nie jest zlepiana przez surowicę A, będąc zlepiana przez surowicę B, oczywiście włączymy tam również i mieszańców AO, a nie tylko osobniki czyste o krwi A, które oznaczać będziemy symbolem AA. Zupełnie analogicznie w kategorii serologicznej B na­ sze postępowanie łączy osobniki o krwi BB i BO. A zatem stosunek kategoryj serologicznych do składników biologicznych i ich ustosun­ kowanie ilościowe w populacji możemy ująć następującym zestawie­ niem:

TABL. X. Ustosunkowanie kategoryj serologicznych do składników biologicznych krwi łącznie z ich ustosunkowaniem ilościowym.

Przez wzgląd na to, że krwinki AB

składnik B,

surowicę A, oddziałującą na

jak też

i przez

Kategorie serologiczne

Składniki

biologiczne krwi

Ustosunkowanie

ilościowe

kategoryj serologicznych

I

0

0 0

r 2

II

A

A A, A O

p2 +

2pr

III

B

BB,BO

q 2+

2 q r

IV

AB

AB

2Pq

wrażeniem wyniku Hirszfelda napisaną pracę, wykazującą, że linia regresji

rachun­

kowymi praw Mendel a, pominąłem (1921) sprawę dziedziczności kategoryj sero­ logicznych, gdyż wiedziałem o nich zbyt mało, a ten dział nie należał wtedy jesz­ cze do antropologii, jak o tym świadczą obydwa wydania podręcznika Martina.

G al tona i współczynniki dziedziczności Pearsona są konsekwencjami

32 O kreślenie ustosunkow ania ilościow ego zasadniczych składników nych trudności, jeśli znamy ustosunkowanie

32

O kreślenie ustosunkow ania ilościow ego zasadniczych

składników

nych trudności, jeśli znamy ustosunkowanie ilościowe kategoryj sero­

logicznych.

serologicznych poszczególnych osobników.

tegorii O

przez określenie właściwości

biologicznych

w

Te

stosunku

mieszaniny

zaś

nie

nastręcza teraz już żad­

Jeśli ilość osobników ka­

dane otrzymujemy

do

ogółu

oznaczymy

jako (O), ilość osobników kategorii A — jako (A), kategorii B — (B), a kategorii AB — jako (AB), a zatem jeśli:

osobników zbadanych

(O) + (A) + (B) + (AB) = 1 .

------ (7)

to zagadnienie nasze polega jących równań:

na rozwiązaniu systemu trzech następu­

Daje nam to:

r2—(O)

p2 + 2pr = (A) q2+ 2qr = (B)

(7a)

r = V(0>

p = -

q —- sAO) + v/(0/+(A) = 1-

\/(0) + v/(0/+(A) = l -

\/(B) + (0)

V(A) + (0)

\

• • • (7b)

Tak na przykład wynik, że u 818 zbadanych żołnierzy Żydów Jan My­ dlarski stwierdził, iż:

do kategorii O należało 271 osobników, czyli 0.331 całości,

*

A

339

0.414

»

B

142

0.174

pozwala nam na dokonanie następujących obliczeń:

 

r

=y/0.331

 

a zatem:

r = 0.5753

p

= 1 -

v/0.174

+

0.331

 

p = 0.2894

q

—1 - \/0.414

+

0.331~

q = 0.1369

 

łącznie

.

.

.

1.0016

Osiągnięcie

sumy

zasadniczych

składników

biologicznych mie­

szaniny tak bardzo bliskiej

teoretycznej wartości

1.000 naszego wzo­

ru (6) wykazuje zarówno słuszność poglądu E. v. D ungerna i Lud­

wika

według

Ta zaś polegała na założeniu, że mamy trzy zasadnicze składniki biologiczne rodzaju ludzkiego, różniące się w łaściw ościam i serologicznym i krwi.

B ernsteina

H irszfelda,

praw

że

właściwości

serologiczne

krwi dziedziczą się

Feliksa

M endela,

jak też i interpretacji

33 nie nań (7b) otrzymamy dwie od niejszą wartość wielkości p, q i r oblicza

33

nie

nań (7b) otrzymamy dwie

od

niejszą wartość wielkości p, q i r oblicza się według B e rn ste in a 1920) na podstawie wzorów:

równa się dokładnie

wielkości 1.0000, to przez rozwiązanie rów­ sumy, z których jedna jest o tyle większa

Wtedy najprawdopodob­

1.0000, o ile druga jest od niej niższa.

K

przy czym:

P

— [l

— \/ (B)

+

(0)J

( l

+

y )

Q

— j"1 — i/(A)

+

(0)j

( '

+

)

|

|

(7c)

Dla

D

powyżej

= )/(A )+(0)

podanego

+

/(B ) + (0)

ujęcia składu

-

f l O

) -

1.

serologicznego żołnierzy-

Żydów daje

to następujący najprawdopodobniejszy skład:

 

r

= 0.5740

 

p

= 0.2892

q

-

0.1368

 

1.0000

Przykład

ten

wystarcza

do

uświadomienia

sobie, że

wzór po­

wyższy najpoważniej zmienia wielkość r, gdy natomiast poprawki

wielkości p i q są znacznie mniejsze.

SEROLOGIA A DOBÓR.

Fatalny przeżytek okresu panowania naiwnego darwinizmu w II połowie zeszłego stulecia stanowi bezkrytyczna wiara we w szech­ moc doborów i ich m otoru — walki o byt, rzekomo automatycznie zabezpieczającej „postęp“, stanow iący jakoby konieczność dzie­ jową. Bezpodstawność tych zbyt daleko posuniętych uogólnień faktów obserwowanych została wykazana na terenie botaniki przez ekspery­ menty Johannsena. Unaocznił on w,pierwszych latach bieżącego stu­ lecia, że selekcjonowanie grupy złożonej z osobników nie różniących się zespołem genów, determinujących ich właściwości dziedziczne, nie daje żadnych wyników. W ten sposób zagadnienie doboru, stanowiące dotychczas przedmiot subiektywnych ocen, stało się przed­ miotem ścisłych badań.

34

W dziedzinie antropologii orientowanie się co do istoty proce­

sów selekcyjnych, kierunku doborów i ich napięcia utrudniała, w zda­

wałoby się beznadziejny sposób, zmienność cech antropologicznych.

Z tych względów odkrycie zróżnicowania właściwości serologicznych

krwi, leżących nieomal aż do czasów ostatnich poza sferą zaintereso­ wań antropologów, było zdarzeniem nader doniosłym w swoich skut­ kach. Otwierało ono bowiem nowe pole widzenia, nie zaćmione zmien­ nością morfologiczną organizmów. Serologia rozbija bowiem ludzi na 4 alternatywne kategorie O, A, B i AB, przy czym przynależność do nich dziedziczy się mendelistycznie. Pozwoliło to na ujęcie struk­ tury antropologicznej grup ludzkich jako populacyj biolo­ gicznych, a co za tym idzie — na analizowanie ilościowe ich składu.

W ten sposób zostało umożliwione ścisłe badanie procesów selekcyjnych:

Aż do czasu osiągnięcia tej podstawy ilościowej sprawa skute­

czności doborów u człowieka przedstawiała się nader niejasno. Wsku­ tek tego sceptycy, olśnieni wynikami Johannsena, posuwali się aż

do powątpiewania, czy dobór naturalny, przy sztucznych warun­

kach bytowania grup ludzkich, może wywierać jakikolwiek wpływ na ich

nawet

i wyczerpuje na elim inow aniu nieudatnych m ieszańców zapeł­

niających kliniki i sanatoria. Musiało to oczywiście skłaniać do przypisy­

wania przeobrażeń składu rasow ego ludności przede w szyst­ kim skutkom doborów społecznych. Wyjaśnienie tych spornych kwestyj przekraczało ówczesne możliwości metodologiczne. Należyty po­ ziom dyskusji naukowej osiągnięto dopiero dzięki zdobyczom serologii. Bardzo ważnego przyczynku na tym szlaku dostarczyły badania

skład rasowy. Uważali oni, iż ześrodkow uje się on, a może

M.

G undela, dokonane w klinikach Uniwersytetu Kilońskiego oraz

w

różnych częściach Szlezwiku i Holsztynu. Obliczając ustosunkowa­

nie ilościowe składników biologicznych krwi na podstawie materiału podanego w tej pracy otrzymujemy poniższe zestawienie tabelaryczne:

TABL. XI. Skład serologiczny chorych klinik kilońskich oraz zdrowej ludności Szlezwiku i Holsztynu według M. Gundela.

Liczba

KATEGORIE

BB

AA

OO

spostrzeżeń

liczebności

q

P

r

3.156

Ogół ludności CHORZY

0.095

0.271

0.638

402

Kliniki chorób nerwów.

0.178

0.268

0.532

595

Ogół luetyków

0.100

0.2S0

0.629

235

Kliniki ginekologicznej

0.092

0.295

0.615

164

Kliniki internistycznej

0.082

0.240

0.689

Ogółem

1.004

0.979

1.009

1.002

1.011

35

Liczby powyższej tabeli stwierdzają olbrzym ią nadw yżkę krwi BB u pacjentów kliniki chorób nerw ow ych, obejmującej w Ki- ionii zarówno dział neurologiczny, jak też i psychiatryczny. Jeśli się zaś zważy, że luetycy nie różnią się właściwie od ogółu ludności co do swojego składu serologicznego, a dostarczają znacznego kontyn- gensu chorych kliniki chorób nerwowych, to należy wnioskować, że pozostałe kategorie chorych tej kliniki muszą wykazywać jeszcze znacz­ niejszą nadwyżkę krwi BB. Tak wielka nadwyżka osobników o krwi BB u chorych tej naj- beznadziejniejszej kliniki świadczy, iż ten składnik ludności jest przedm iotem bardzo energicznego doboru naturalnego, pra­ cującego w kierunku jego eliminacji. Znajduje to zresztą potwierdze­ nie w fakcie, że suma składników p, q i r odchyla się bardzo znacz­ nie od teoretycznej wartości 1.000, czego w innych seriach naszej TABL. XI nie obserwujemy, nawet przy znacznie mniejszej liczbie spo­ strzeżeń. Stwierdzonego tu odchylenia nie można zatem składać na karb

przypadku statystycznego.

zatem według wszelkiego prawdopodobieństwa dowód, że gen B jest tu objęty procesem eliminacyjnym. Nie wyjaśnia on natomiast jeszcze, czy ten proces atakuje go bezpośrednio, czy też tylko pośrednio, jakkol­ wiek pierwsze przypuszczenie wydaje mi się bardziej prawdopodobne.

W tej serologiczno-genetycznej perspektywie nabiera szczególnego znaczenia fakt, iż w Europie zachodniej krew BB jest znacznie słabiej reprezentowana, aniżeli u nas przy tym samym składzie rasowym, ujętym na podstawie kryteriów morfologicznych. Świadczyłoby to, że bardziej od nas kulturalny Zachód został w tym kierunku znacznie mocniej przeselekcjonow any, a proces ten polegał na w ytrąceniu genu B z zespołów m orfologicznych. W tej perspektywie zacofanie kulturalne Europy wschodniej otrzymuje nowe antropologiczne oświetlenie. Stanowi ona bowiem teren jeszcze sła­ biej przeselekcjonowany w porównaniu z Polską. Brzmi to jak para­ doks, niemniej jednak jest faktem, że dawną Polskę B ministra Kwiat­ kowskiego cechuje nadmiar krwi BB! Przy obecnym stanie naszej wiedzy nie jest jeszcze możliwe zo­ rientowanie się, w jakim stopniu tu unaoczniony proces doboru natu­ ralnego jest warunkowany przez czynniki natury społecznej. Obecnie doceniamy już fakt, że fizyczne oddziaływania środowiska docierają

po przełamaniu się przez filtr środow iska

społecznego. Ono bowiem decyduje, w jakim stopniu jednostka może zaspokajać swoje potrzeby, rzeczywiste lub urojone, względnie niszczyć siebie przez nadużycia. Nie zdajemy sobie natomiast jeszcze sprawy z tego, jak właściwie należy interpretować fakt, że w krajach

Wynik osiągnięty przez G undela stanowi

do człowieka dopiero

36

europejskich krew BB jest na ogół liczniej reprezentowana w warstwach niższych. Możemy jedynie wyrazić przypuszczenie, że o odrębności

warstw

szej selekcji, dokonywającej się w płaszczyźnie psychicznej.

wyższych decyduje to, że stanowią one rezultat intensywniej­

Holandia nie stanowi przykładu kwestionującego

słuszność

po­

wyższych przypuszczeń. Oczywiście stanowi ona w Europie wyjątek, gdyż tam, mimo od dawna ustalonego uprzywilejowania warstw wyż­ szych, krew B jest liczniej reprezentowana u studentów, niż u robot­

ników. Ta wyjątkowość Holandii tłumaczy się jednak w sposób na^ der prosty. Wyższa warstwa średnia, dostarczająca głównej masy

młodzieży kształcącej się w uniwersytetach, posiada dosyć znaczną domieszkę krwi malajskiej. Ponosi ona antropologiczną konsekwen­ cję eksploatowania potężnego imperium kolonialnego przez nieliczny naród. Naszych przypuszczeń nie kwestionuje również fakt, że Cyganie, tułający się co najmniej sześć stuleci po różnych krajach Europy i Blis­ kiego Wschodu, zachow ali dotychczas w czystości sw oją krew indyjską, jak to wykazały badania H irszfelda. Ten zadziwiający

konserwatyzm

przypuszczeniem,

oddziaływ ania śro d o w isk a społecznego, determinującego dzia­

Środowisko społeczne światka cygańskiego

łanie doboru naturalnego.

wymownie za naszym

biologiczny

że

przemawia

bardzo

eliminacja

krwi BB

stanow i

konsekw encję

nie uległo zaś przeobrażeniu ani w czasie, ani w przestrzeni. Pozo­ stali oni przecież takimiż pariasami, jedzącymi padlinę, jakimi byli przypuszczalnie i w Indiach. Przez wzgląd na to niezmienność składu serologicznego Cyganów, podobnie jak wyniki badań G undela, prze­ mawia za ściślejszym zespoleniem genu B z w łaściw ościam i

psychicznym i, determ inującym i przebieg i

wyniki doborów ,

ZRÓŻNICOWANIE SEROLOGICZNE A MORFOLOGIA.

przemawia za tym,

że jest ono reminiscencją bardzo dawnego okresu w dziejach rodzaju

barwy

Trójdzielność

który

zróżnicowania

odzwierciedla

serologicznego

ludzkiego,

się zarówno w zróżnicowaniu

skóry, jak też i kształtu

włosów

oraz nosa.

Przez wzgląd na to,

że

te „cechy morfologiczne

tworzą

dotychczas

utrzymujące

się

zespoły,

należy przypuszczać, że pozostawały one pierwotnie w jakimś śc iś le j­

W perspek­

tywie wyników badań Jana M ydlarskiego, przy ogólnym ujęciu sy­

stematycznym,

sunek ten można ująć w sposób następujący:

szym

stosunku

do zróżnicow ania

serologicznego.

opierającym się na sześciu elementach rasowych,

sto­

37

TABL. XII. Stosunek zróżnicowania serologicznego do zróżnicowania morfologicznego.

Składniki

Biała

Żółta

Czarna

3 odmiany

AA

a

BB

Z

|

6 elementów rasowych

« oznacza

tu

pośredniogłową,

niebieskooką,

OO

£

n

o

jasnowłosą i rosłą

rasę nordyczną; z — rasę arm enoidalną, wyróżniającą się bardzo wydatnymi wąskimi nosami, płasko ściętymi tyłogłowiami bardzo krót­ kich czaszek o trójkątnych twarzach, ciemnymi oczami i włosami; £ — długogłową, ciemno pigmentowaną, niską rasę śródziem nom or­

ską; k — szerokolicą, szerokonosą, niską, krępą, krótkogłową rasę laponoidalną o czaszkach kulistych; r\ — długogłową żółtą rasę arktyczną; wreszcie oznacza bardzo szerokonosą, rosłą (murzyńską) rasę nigrycką.

Należy podnieść, że korelacja zróżnicowań serologicznego i mor­ fologicznego jest dosyć luźna. Zdaje się przy tym, że to ostatnie zes­ pala się znacznie ściślej ze zróżnicowaniem psychicznym. Pozosta­ wałoby to w zgodności z naszym przypuszczeniem, że zró żn ico w a­ nie serologiczne stanow i relikt znacznie starszej fazy zróżni­ cowania rodzaju ludzkiego. Jakkolwiek korelacja zróżnicowań serologicznego i morfologicz­ nego nie jest wielka, występuje ona jednak bardzo wyraźnie w zesta­ wieniach kartograficznych, rozpatrujących to zagadnienie w perspek­ tywie kontynentów. Uderza nas wtedy przede wszystkim koncentracja krwi AA w Skandynawii, krwi BB w Azji, a krwi OO w Ameryce,

iv Afryce i strefie śródziemnomorskiej Europy. Korelacje te wymagają

;ednak ściślejszej analizy. W mapach tego rodzaju uderzają nas bo­

wiem pewne zupełnie nieoczekiwane niespodzianki. Tak na przykład

w Australii stwierdzono zupełnie zagadkowe liczne występowanie krwi

AA. Być może będzie to najwymowniejszy dowód słuszności naszego przypuszczenia, że austroloidów należy uważać za hybryda powstałego

w czasach bardzo dawnych przez zespolenie się pierwotnych odmian

białej i czarnej. Faliste włosy Australczyków, odcinające tę ludność ciemnoskórą od Murzynów o włosach kędzierzawych, pozostają w każ­

dym razie w zgodności z tą hipotezą, wyjaśniającą ich genezę.

Dla stwierdzenia korelacyj zróżnicowań serologiczno-morfologicz-

nych nie potrzeba jednak sięgać aż do

tak wielkich perspektyw geo­

graficznych. Wykazał je M ydlarski również i na materiale polskim, nie

38

wychodząc poza granice naszego podwórka. Nawiązania serologiczne ras nordycznej, laponoidalnej i śródziemnomorskiej występują tu dosyć wyraźnie. Niewyraźnie przedstawia się natomiast sprawa zespolenia rasy armenoidalnej z krwią BB, jakby tego należało oczekiwać. Tu musimy się jednak liczyć z efektami ostrych selekcyj, towarzyszących infiltrowaniu się tego najmłodszego składnika ludności europejskiej.

0.

Kończąc J e

uwagi

należy

zaznaczyć,

że

niew łaściw e

z e sp o ­

lenia serolo g iczn o -m o rfo lo g iczn e zdają się stanowić jedną

z charakterystycznych w łaściw ości konstytucyj patalogicz-

nych. W każdym razie można przypuszczać, iż są one nadmiernie licznie reprezentowane u gruźlików i rakowatych. To przemawiałoby za dosyć ścisłą korelacją serologii z morfologią.

ROZDZIAŁ

TRZECI

WZROST

A

ŚRODOWISKO

Główne etapy badania wzrostu. — Dziedziczność wzrostu. — Plastyczność wzrostu. — Środowisko a dziedziczność.

GŁÓWNE ETAPY BADANIA WZROSTU.

W dziejach antropologii XIX wieku badania wzrostu odegrały bodaj że największą rolę. W toku badania tej cechy dokonano naj­ ważniejszych odkryć, odzwierciedlających właściwości organizmów ujętych w masie. Dzięki tym badaniom został zadzierzgnięty w zna­ cznym stopniu węzeł, zespalający statystykę m atem atyczną

z m echaniką teoretyczną. Cecha ta dała możność podjęcia pierw­

szych prób unaocznienia terytorialno-antropologicznego zróżnicowania ludności europejskiej. Na niej rozpoczęto stosowanie metody diagra- ricznej w antropologii. Wreszcie od badań wzrostu rozpoczęto badania dziedziczności cech antropologicznych i otrzymano pierwsze wyniki, osza­ łamiające swoją ścisłością matematyczną. Nie zdawano sobie przy tym sprawy z tego, że natknięto się na konksekwencje rachunkowe praw dziedziczności M endela. Wtedy nie znano ich jeszcze, jakkolwiek zostały one ogłoszone o całe dwadzieścia lat wcześniej.

Badania wzrostu, odsłaniając zależność człowieka od środowiska społecznego, stały się podstawą obiektywnych i bardzo owocnych badań w dziedzinie antropologii społecznej. Dały one bowiem nader prosty a bardzo czuły m iernik dobrobytu i napięć społecznych. Była to średnia arytmetyczna wzrostu. Wszystkie te tak ważne osiągnięcia teoretyczne i praktyczne w bardzo znacznym stopniu, oczywiście pośrednio, zawdzięczamy dzi­ wactwom ojca Fryderyka Wielkiego. Jego zamiłowanie do grenadie- rów-olbrzymów spowodowało, że we wszystkich armiach europejskich, naśladujących armię pruską po sukcesach wojen XVIII wieku, zaczęto mierzyć wzrost rekrutów, dobierając ich do miary, tak jak konie do­ bierano do maści. W ten sposób nagromadzały się materiały obser­

40

wacyjne, których wykorzystanie było już tylko kwestią czasu. Powtó­ rzyło się tu bowiem toż samo, co obserwujemy w historii statystyki demograficznej. Ta powstaje bowiem jako konsekwencja prowadzenia ksiąg metrykalnych przez urzędy parafialne, zarządzonego przez króla Henryka VIII w Anglii, która staje się wskutek tego ojczyzną tej dziedziny wiedzy. Bez wątpienia najdonioślejszym w swoich skutkach zdarzeniem

w dziejach statystyki antropologicznej było odkrycie przez astronoma belgijskiego Lamberta Adolfa Q ueteleta (1796—1874) w roku 1838,

że rozsiew osobników naokoło średniej arytmetycznej wzrostu można

ująć stosunkowo bardzo dokładnie wielkościami członów rozwiniętego

dwumianu Newtona. Unaocznia to poniższa tabela, podająca wyniki przeglądu poborowych w powiecie podolskim gubernii moskiewskiej:

TABL.

XIII.

Opis statystyczny rozsiewu wzrostu poborowych pow. podolskiego gub. moskiewskiej.

 

L

c

z

e

b

n

0

c

i

 

KLASY

 

Postrze- ■

 

T

e

0

r e

t y

c

1

n

e

wzrostu

 

Dwumian

D

y sp e rsja

 

K rzy w a

 
 

gane

Newtona

 

o rm a ln a (G aussa)

n

 

P

e

a ty p u

rs

o

I

n