You are on page 1of 348

RICK RIORDAN

Cie WA
Kroniki rodu Kane

TOM III

Przeoya Agnieszka Fuliska


Wydawnictwo Galeria Ksiki Krakw 2012
Tytu oryginau THE KANE CHRONICLES. BOOK THREE THE SERPENTS
SHADOW
Text copyright 2012 by Rick Riordan. All rights reserved. Zezwolenie na
niniejsze wydanie zostao uzyskane za porednictwem agencji Nancy Gallt Literary
Agency. Permission for this edition was arranged through the Nancy Gallt Literary
Agency. Copyright for the Polish translation by Agnieszka Fuliska, 2012
Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Galeria Ksiki, 2012 Cover art
John Rocco
Rysunki hieroglifw Michelle Gengaro-Kokmen
Konsultacja egiptologiczna dr Andrzej wiek
Opracowanie redakcyjne i DTP Pracownia Edytorska Od A do Z (oda-doz
com.pl)
Redakcja Anna Milewska
Korekta Katarzyna Kierejsza
Opracowanie graficzne okadki, typografia i DTP Stefan askawiec
Wydanie

ISBN:

978-83-62170-46-3

www.galeriaksiazki.pl biuro@galeriaksiazki.pl

Wydawnictwo

Galeria

Ksiki

Ostrzeenie
Niniejszy tekst jest zapisem nagrania. Ju dwukrotnie Carter i Sadie
Kaneowie wysali mi takie nagrania, ktre spisaem jako Czerwon piramid i
Ognisty tron. Jakkolwiek czuj si zaszczycony nieustajcym zaufaniem, jakim darzy
mnie rodzestwo Ka-new, musz was ostrzec, e ta trzecia opowie jest
najbardziej niepokojca z dotychczasowych. Tama dotara do mnie w spalonej
szkatuce przeoranej pazurem oraz ze ladami zbw, ktrych tutejszy zoolog nie by
w stanie zidentyfikowa. Gdyby nie ochronne hieroglify na jej ciankach, wtpi, czy
ta kasetka przetrwaaby podr. Przeczytajcie, a sami si przekonacie dlaczego.

1. Wpadamy nieproszeni na imprez i j rozwalamy


Tu Sadie Kane.
Jeli suchacie tego nagrania, to gratuluj! Przetrwalicie Sdny Dzie.
Chciaabym od razu przeprosi za wszelkie niedogodnoci, jakie mg wam
sprawi koniec wiata. Trzsienia ziemi, rewolucje, zamieszki, tornada, powodzie,
tsunami i oczywicie potworny w, ktry pokn soce - obawiam si, e
wikszo z tych rzeczy bya nasz win. Carter i ja uznalimy, e powinnimy
przynajmniej wytumaczy, jak do tego doszo.
To bdzie zapewne nasze ostatnie nagranie. Gdy skoczycie sucha naszej
opowieci, powd stanie si oczywisty.
Nasze problemy zaczy si w Dallas, kiedy ziejce ogniem barany zniszczyy
zabytek z grobu Tutanchamona.
Tego wieczora magowie z Teksasu wydali przyjcie w parku rzeb
naprzeciwko Muzeum Sztuki. Mczyni wystroili si w smokingi

i kowbojskie buty. Kobiety miay na sobie wieczorowe suknie i fryzury


przypominajce wat cukrow. (Carter zwraca mi uwag, e w Ameryce nazywa si

to jako inaczej. Niewane. Wychowaam si w Londynie, wic to ty musisz si


nauczy waciwych nazw).
Pod zadaszeniem kapela graa stare kawaki country. Na drzewach migotay
baniowe wiateka. Magowie co jaki czas otwierali tajne przejcia w rzebach abo
przyzywali ogniki, eby pozby si natrtnych komarw, ale poza tym wszystko
wygldao jak na najzwyklejszym przyjciu.
Przywdca

pidziesitego

pierwszego

nomu

Grissom

bawi

goci

niezobowizujc rozmow i delektowa si talerzem penym woowych tacos, kiedy


odcignlimy go na bok w zwizku z pilnymi sprawami. Czuam z tego powodu
wyrzuty

sumienia,

ale

naprawd

nie

mielimy

wyboru,

zwaywszy

na

niebezpieczestwo, w jakim si znalaz.


- Atak? - Grissom zmarszczy brwi. - Wystawa powicona Tutanchamonowi
jest tu od miesica. Jeli Apopis zamierza uderzy, czemu nie zrobiby tego
wczeniej?
Grissom by wysokim, postawnym mczyzn o surowym, zniszczonym
obliczu, rzadkich rudawych wosach i doniach, ktrych skra bya szorstka jak kora
drzewa. Wyglda na czterdziestk, ale z magami nigdy nic nie wiadomo. Rwnie
dobrze mg mie czterysta lat. Mia na sobie czarny garnitur, kowbojski krawat ze
sznurka, zwany bolo, i masywny pas ozdobiony srebrn gwiazd, jak jaki szeryf z
Dzikiego Zachodu.
- Porozmawiamy po drodze - oznajmi Carter, prowadzc nas na drug stron
ogrodu.
Musz przyzna, e mj brat zachowywa zadziwiajc pewno siebie.
Oczywicie nadal jednak pozostawa skoczonym gupkiem. Jego dziecinne
brzowe wosy byy wygryzione po lewej stronie w miejscu, w ktrym jego gryf
zoy dowd mioci, a skaleczenia na twarzy wiadczyy, e Carter wci nie
opanowa sztuki golenia. Niemniej od swoich pitnastych urodzin sporo urs, no i
nabra nieco ciaa dziki codziennym wiczeniom sztuk walki. Wyglda powanie i
dojrzale w czarnych lnianych szatach, zwaszcza z chepeszem u boku. Byam nawet

w stanie wyobrazi go sobie jako dowdc, nie dostajc przy tym cakowitej
gupawki.
[Czemu si tak gapisz, Carter? To naprawd natchniony opis].
Carter manewrowa wok stou bufetowego, chwytajc gar meksykaskich
chipsw.
- Apopis ma model dziaania - zwrci si do Grissoma. - Wszystkie pozostae
ataki miay miejsce podczas nowiu ksiyca, kiedy jest najciemniej. Uwierz mi, on
zaatakuje wasze muzeum tej nocy. I to z wielk si.
Grissom przepcha si przez gromadk magw popijajcych szampana.
- Te pozostae ataki... - powiedzia. - Masz na myli Chicago i Mexico City?
- I Toronto - odrzek Carter. - I... kilka innych.
Wiedziaam, e nie chce wicej mwi. Przez ataki, ktrych wiadkami
bylimy w wakacje, wci mielimy koszmary.
Jasne, prawdziwy Armagedon jeszcze nie nastpi. Mino p roku, odkd
w chaosu Apopis wyrwa si ze swojego wizienia w Podziemiu, ale wci jeszcze
nie rozpocz waciwej inwazji na wiat miertelnikw, ktrej si spodziewalimy. Z
jakich powodw czeka, zadowalajc si pomniejszymi atakami na nomy
sprawiajce wraenie bezpiecznych i szczliwych.
Takie jak ten, pomylaam.
Kiedy mijalimy zadaszenie, orkiestra skoczya piosenk. adna skrzypaczka
zamachaa smyczkiem do Grissoma.
- Chod tu, kochany! - zawoaa. - Potrzebujemy twojej gitary! Posa jej
wymuszony umiech.
- Za chwil wrc, kochanie. Ruszylimy dalej.
- Moja ona Anne - powiedzia Grissom, odwracajc si do nas.
- Ona te jest magiem? - spytaam.
Potakn, a jego oblicze spochmurniao.
- Co do tych atakw... Dlaczego uwaacie, e Apopis uderzy akurat tutaj?

Carter mia usta wypchane chipsami, wic jego odpowied zabrzmiaa jak: Mhm-mhm.
- On szuka pewnego rodzaju przedmiotw - przetumaczyam. - Zniszczy ju
pi egzemplarzy. Ostatni istniejcy ma pecha znajdowa si na wystawie
powiconej Tutanchamonowi.
- Ktry to zabytek? - spyta! Grissom.
Zawahaam si. Przed przybyciem do Dallas rzucilimy wszelkie moliwe
zaklcia izolujce i obwiesilimy si ochronnymi amuletami, eby uniemoliwi
magiczny podsuch, ale mimo to niezbyt dobrze si czuam, opowiadajc na gos o
naszych planach.
- Moe lepiej panu pokaemy. - Obeszam fontann, przy ktrej dwoje
modych magw wypisywao rdkami na kamieniu byszczce miosne wyznania.
- Przywielimy na pomoc wasn ekip. Czekaj w muzeum. Jeli pozwoli nam pan
obejrze ten zabytek, a najlepiej zabra go w bezpieczne miejsce...
- Zabra? - Grissom spojrza na nas z ukosa. - Wystawa ma wietne
zabezpieczenia. Dniem i noc pilnuj jej moi najlepsi magowie. Wydaje wam si, e
Dom Brooklyski jest bezpieczniejszy?
Zatrzymalimy si na kocu ogrodu. Po drugiej stronie ulicy na cianie
muzeum wisia dwupitrowy baner reklamujcy Tutanchamona.
Carter wycign komrk i pokaza Grissomowi obrazek na wywietlaczu:
spalony budynek, ktry niegdy by siedzib setnego nomu w Toronto.
- Nie wtpi, e pascy stranicy s dobrzy - powiedzia. - Ale wolelibymy,
eby paski nom nie zosta zaatakowany przez Apopisa. W pozostaych atakach, jak
tutaj... Jego sudzy nie pozostawiaj nikogo przy yciu.
Grissom wpatrywa si w ekranik telefonu, po czym zerkn za siebie, na
swoj on Anne, ktra wygrywaa wanie two-step.
- Dobrze - powiedzia w kocu. - Mam nadziej, e wasza ekipa jest naprawd
profesjonalna.
- Jest fantastyczna - zapewniam. - Chodmy, przedstawimy was sobie.

Nasz elitarny oddzia magw zdy najecha sklepik z pamitkami. Felix


przywoa trzy pingwiny, ktre przechadzay si w papierowych maskach
Tutanchamona. Zaprzyjaniony pawian imieniem Chufu siedzia na regale, czytajc
Dzieje faraonw, co moe robioby wraenie, gdyby nie trzyma ksiki do gry
nogami. Walt - och, Walt, dlaczego mi to zrobie? - otworzy gablot z biuteri i
oglda bransoletki i naszyjniki, tak jakby mogy by magiczne. Alyssa onglowaa
glinianymi miseczkami za pomoc magii ywiow - jakie dwadziecia albo
trzydzieci naczy tworzyo wielk semk.
Carter odchrzkn.
Walt zamar z rkami penymi zotej biuterii. Chufu zlaz z regau, zrzucajc
wikszo ksiek. Alyssa upucia wszystkie miseczki na podog. Felix usiowa
zagoni swoje pingwiny za lad. (On naprawd uwaa je za poyteczne zwierzta.
Obawiam si, e nie jestem w stanie tego wytumaczy).
Grissom zabbni palcami po gwiedzie szeryfa przy pasie.
- To jest ta wasza niesamowita ekipa?
- Tak! - Usiowaam przywoa na twarz przekonujcy umiech. - Prosz
wybaczy ten baagan. Moe ja, hm...
Wyjam zza paska rdk i wypowiedziaam sowo mocy:
- Cheneml
Tego rodzaju zaklcia wychodziy mi coraz lepiej. Zazwyczaj udawao mi si
ju ksztatowa moc mojej boskiej opiekunki Izy-dy, nie mdlejc przy okazji. No i ani
razu nie eksplodowaam.
Hieroglify oznaczajce czenie rozbysy na chwil w powietrzu:
Potuczone kawaki ceramiki popezy ku sobie i posklejay si. Ksiki
wrciy na pki. Maski Tutanchamona sfruny z dziobw pingwinw, w zwizku z
czym wyszo na jaw, e s one - c za zaskoczenie - pingwinami.
Nasi kumple mieli gupkowato speszone miny.
- Przepraszam - wymamrota Walt, odkadajc biuteri do gabloty. - Nudzio
nam si.

Nie byam w stanie gniewa si na Walta. Wysoki i atletycznie zbudowany,


urodzony koszykarz, mia na sobie bojwki i podkoszulek be rkaww, ukazujcy
muskulatur ramion. Jego skra bya koloru gorcej czekolady, a twarz w kadym
szczegle rwnie krlewska i przystojna jak posgi jego faraoskich przodkw.
Czy si w nim podkochiwaam? To skomplikowane. Pniej do tego wrc.

Grissom rozglda si po zgromadzonych.


- Mio mi was wszystkich pozna. - Usiowa ukry entuzjazm. - Chodcie za
mn.
Gwny hol muzeum by wielkim biaym pomieszczeniem z pustymi
kawiarnianymi stolikami, estrad i sufitem tak wysokim, e mona by byo tu
trzyma oswojon yraf. Po jednej stronie znajdoway si schody wiodce do biur.
Po drugiej przez przeszklone ciany widoczna bya nocna panorama Dallas.
Grissom wskaza na galeryjk, po ktrej przechadzali si dwaj mczyni w
czarnych lnianych szatach.
- Widzicie? Wszdzie mam stranikw.
Mczyni trzymali w pogotowiu laski i rdki. Kiedy spojrzeli na nas w d,
zauwayam, e ich oczy si wiec. Na policzkach, niczym barwy wojenne, mieli
wymalowane hieroglify.
- Co si stao z ich oczami? - szepna do mnie Alyssa.
- Zaklcia obserwacyjne - domyliam si. - Te znaki pozwalaj stranikom
zaglda do Duat.
Alyssa zagryza warg. Poniewa jej opiekunem by bg ziemi Geb, lubia
rzeczy konkretne, jak kamie czy glina. Nie przepadaa za wysokociami ani za
gbok wod. A ju z pewnoci nie podobaa jej si sama idea Duat - magicznego
krlestwa istniejcego rwnolege z naszym.
Kiedy, gdy opisaam jej Duat jako ocean lecy pod naszymi stopami, ocean,
w ktrym w nieskoczono cign si kolejne warstwy magicznych wymiarw,
Alyssa omal nie zwymiotowaa.

Z kolei dziesicioletni Felix nie mia z tym kopotw.


- Super! - zawoa. - Te chc mie wiecce oczy.
Przejecha sobie palcami po policzkach, pozostawiajc na nich fioletowe
plamy w ksztacie Antarktydy.
Alyssa si rozemiaa.
- Moesz teraz zajrze w Duat?
- Nie - przyzna. - Ale znacznie lepiej widz moje pingwiny.
- Musimy si pospieszy - przypomnia nam jCarter. - Apo-pis zazwyczaj
uderza, kiedy ksiyc jest w zenicie. Co nastpi...
- Agh! - Chufu unis w gr wszystkie dziesi palcw. Pawiany maj
autentyczny zmys astronomii.
- Za dziesi minut - powiedziaam. - Super.
Podeszlimy do wejcia na wystaw, ktrego trudno byo nie zauway, jako
e znajdowaa si przy nim wielka zota tabliczka z napisem: Wystawa. Wejcia
pilnowali dwaj magowie z dorosymi lampartami na smyczach.
Carter spojrza na Grissoma ze zdumieniem.
- Jak si panu udao uzyska peny dostp do muzeum?
Teksaczyk wzruszy ramionami.
- Moja ona Anne jest przewodniczc rady muzeum. A wic ktry eksponat
chcecie obejrze?
- Ogldaem plan wystawy - odpar Carter. - Chodmy. Poka panu.
Lamparty najwyraniej zainteresoway si pingwinami Feliksa, ale stranicy
przytrzymali je i pozwolili nam przej.
Wystawa bya ogromna, ale nie sdz, ebycie byli zaciekawieni szczegami.
Labirynt pomieszcze wypeniay sarkofagi, posgi, meble, troch zotej biuterii bla, bla, bla. Nie miaam ochoty si przyglda. Widziaam ju tyle kolekcji egipskich
zabytkw, e wystarczy mi na kilka ywotw, dzikuj bardzo.
A poza tym gdzie tylko spojrzaam, dostrzegaam co, co przypominao mi o
zych wydarzeniach.

Minlimy gabloty pene figurek uszebti, niewtpliwie zaczarowanych, tak


eby oyy na wezwanie. Pokonaam cale tabuny podobnych. Mijalimy poski
zowrogich potworw i bogw, z ktrymi osobicie walczyam: spiej Nechbet, ktra
niegdy optaa moj babci (to duga opowie), krokodylego Sobka, ktry usiowa
zabi moj kotk (jeszcze dusza opowie), i lwicy Sachmet, ktr niegdy
pokonalimy za pomoc pikantnego sosu (nawet nie pytajcie).
Jednak najbardziej przykro zrobio mi si na widok maego alabastrowego
poska naszego przyjaciela Besa, boga karw. Rzeba miaa kilka tysicy lat, ale
bez trudu rozpoznaam perkaty nos, krzaczaste bokobrody, pkaty brzuch i
urokliwie brzydk twarz, wygldajc jakby kto zdzieli j kilka razy patelni.
Znalimy Besa zaledwie kilka dni, ale on dosownie powici dusz, eby nam
pomc. Teraz ilekro go widziaam, przypomina mi si dug, ktrego nigdy nie
zdoamy spaci.
Musiaam zatrzyma si przy tej figurce duej, ni mi si wydawao,
poniewa reszta grupy mina mnie i wchodzia ju do nastpnej sali jakie
dwadziecia metrw ode mnie, kiedy usyszaam koo siebie gos: - Pst!
Rozejrzaam si. Mylaam, e to posek Besa przemwi. Po czym
usyszaam ten sam gos: - Hej, laleczko. Posuchaj. Nie mamy duo czasu.
Z biaej ciany na wysokoci moich oczu wystawaa ludzka twarz, a raczej
wybrzuszaa farb, jakby chciaa si przebi przez tynk. Czowiek ten mia
haczykowaty nos, okrutne wskie wargi i wysokie czoo. Mimo e by w kolorze
ciany, wydawa si cakiem ywy. Jego puste biae oczy wyraay zniecierpliwienie.
- Nie ocalicie zwoju, laleczko - ostrzeg mnie. - A nawet gdyby wam si udao,
nigdy go nie zrozumiecie. Potrzebujecie mojej pomocy.
Odkd zaczam uprawia magi, dowiadczyam wielu dziwacznych rzeczy,
wic nie zdziwiam si jako szczeglnie. Wiedziaam jednak, e nie mog od razu
ufa wszystkim pomalowanym na biao zjawom, ktre mnie zaczepiaj, zwaszcza
jeli nazywaj mnie laleczk. Ten kole przypomina mi postacie z tych gupich

filmw o mafii, ktre chopaki w Domu Bro-oklyskim chtnie ogldaj w wolnym


czasie - zapewne to jaki wujek Vinnie.
- Kim jeste? - zapytaam.
Czowieczek prychn.
- Jakby nie wiedziaa. Jakby istnia ktokolwiek, kto nie wie. Macie dwa dni,
bo potem zostan ostatecznie uziemiony. Jeli chcecie pokona Apopisa, to
pocignijcie za sznurki i wydo-bdcie mnie std.
- Nie mam pojcia, o czym mwisz - odparam.
Ten czowiek nie brzmia jak Set, bg za, ani te Apopis, ani aden inny otr, z
ktrym miaam wczeniej do czynienia, ale nigdy nie mona mie pewnoci. W
kocu jest co takiego jak magia.
Wujek Vinnie wysun do przodu podbrdek.
- Okej, rozumiem. Chcesz dowodu, e moesz mi ufa. Nie uda wam si ocali
zwoju, ale wecie zot szkatuk. Ona podpowie wam, czego potrzebujecie,
oczywicie jeli jestecie do bystrzy, eby to zrozumie. Pojutrze o zachodzie
soca, laleczko. Potem moja oferta wyganie, poniewa wtedy ju na zawsze...
Zakrztusi si. Oczy wyszy mu z orbit. Napi si, jakby kto zaciska mu
ptl wok szyi. I powoli wsik z powrotem w cian.
- Sadie? - zawoa Walt z koca korytarza. - Wszystko w porzdku?
Spojrzaam na niego.
- Widziae to?
- Widziaem co.7 - odpowiedzia pytaniem.
Oczywicie, e nie, pomylaam. Nie byoby zabawy, gdyby ktokolwiek inny
zobaczy to co ja. Wwczas nie mogabym si zastanawia, czy cakiem
zwariowaam.
- Nic - odparam i podbiegam, eby ich dogoni.
Przy wejciu do nastpnej sali stay dwa ogromne obsydianowe sfinksy o
lwich ciaach i baranich gowach. Carter mwi, e to s kriosfinksy. [Dziki, Carter.
Umarlibymy wszyscy, gdybymy nie posiedli tej jake uytecznej wiedzy].

- Agh! - ostrzeg nas Chufu, unoszc do gry pi palcw.


- Zostao nam pi minut - przetumaczy Carter.
- Zaczekajcie - odezwa si Grissom. - Ta sala jest najmocniej strzeona przez
zaklcia. Musz je zmodyfikowa, ebycie mogli wej.
- Uch - powiedziaam nerwowo - ale one bd nadal powstrzymywa naszych
nieprzyjaci, na przykad wielkie we chaosu, prawda?
Grissom spojrza na mnie z rozdranieniem (ludzie czsto patrz na mnie w
taki sposb).
- Znam si co nieco na magii ochronnej - zapewni. - Zaufaj mi. - Unis
rdk i zacz piewa.
Carter odcign mnie na bok.
- Wszystko w porzdku?
Musiaam wyglda na niele wstrznit po spotkaniu z wujkiem Vinniem.
- Wszystko w porzdku - odpowiedziaam. - Widziaam co w poprzedniej
sali. Zapewne to tylko kolejna sztuczka Apopi-sa, ale...
Mj wzrok powdrowa na drugi koniec korytarza. Walt wpatrywa si w
zoty tron stojcy w szklanej gablocie. Opiera si rk o szko, jakby byo mu sabo.
- Zaczekaj chwil - rzuciam Carterowi i podeszam do Walta.
wiato z gabloty padao na jego twarz, nadajc jej czerwonawy odcie
wzgrz Egiptu.
- Co si stao? - zapytaam.
- Tutanchamon zmar na tym krzele - odpar.
Przeczytaam notk z tabliczki przy ekspozycji. Nie byo tam informacji,
jakoby Tut zmar na owym tronie, ale Walt sprawia wraenie, e jest o tym
przekonany. Moe wyczuwa rodzinn kltw. Ten krl by jego milionowym
praprawujkiem, a ta sama genetyczna trucizna, ktra zabia Tutanchamona w wieku
dziewitnastu lat, pyna teraz w yach Walta i wzmacniaa si, ilekro posuy si
magi. Mimo to Walt nie chcia z tego zrezygnowa. Spogldajc na tron swojego
przodka, musia czu si tak, jakby czyta wasny nekrolog.

- Znajdziemy lekarstwo - obiecaam. - Gdy tylko uporamy si z Apopisem...


Spojrza na mnie i gos uwiz mi w gardle. Wiedzielimy oboje, e szanse na
pokonanie Apopisa s nike. A nawet gdyby nam si udao, nie byo adnej
gwarancji, e Walt przeyje do dugo, eby cieszy si zwycistwem. Dzi by
jeden z jego lepszych dni, a i tak w jego oczach czaio si cierpienie.
- Hej, ludziki! - zawoa Carter. - Jestemy gotowi.
Sala znajdujca si za kriosfinksami zawieraa najwiksze przeboje kolekcji
zwizanej z egipskim yciem pozagrobowym. Z cokou spoglda na mnie
drewniany Anubis naturalnej wielkoci. Na replice wagi sprawiedliwoci siedzia
zoty pawian, z ktrym Chufu natychmiast uci sobie flirt. Byy tu maski faraonw,
mapy Podziemia i mnstwo urn kanopskich, w ktrych niegdy przechowywano
narzdy wewntrzne mumii.
Carter min to wszystko i zebra nas przy dugim zwoju papirusu,
umieszczonym w szklanej gablocie przy tylnej cianie.
- Tego szukacie? - Grissom zmarszczy brwi. - Ksigi o pokonaniu Apopisa?
Przecie chyba zdajecie sobie spraw, e nawet najlepsze zaklcia przeciwko
Apopisowi nie na wiele si zdadz?
Carter sign do kieszeni i wyj z niej kawaek nadpalonego papirusu.
- To wszystko, co udao nam si ocali w Toronto. To bya jedna z kopii tego
samego zwoju.
Grissom wzi do rki fragment papirusu. By nie wikszy ni kartka
pocztowa i zbyt spalony, eby dao si odczyta wicej ni kilka hieroglifw.
- Zabicie Apopisa... - przeczyta. - Ale to przecie jeden z najpospolitszych
zwojw magicznych. Od czasw staroytnych przetrway niezliczone kopie.
- Nie. - Walczyam z pokus zerknicia przez rami, czy nie podsuchuj nas
ogromne we. - Apopis ciga jedynie jedn konkretn wersj, napisan przez tego
gocia.
Pacnam palcem w tabliczk informacyjn zawieszon obok eksponatu.

- Przypisywany ksiciu Chaemuasetowi - przeczytaam - znanemu lepiej jako


Setne.
Grissom si skrzywi.
- To zowieszcze imi... Jeden z najbardziej zowrogich magw, jacy
kiedykolwiek chodzili po ziemi.
- Te tak syszaam - przytaknam. - Ale Apopis niszczy jedynie te wersje
zwoju, ktre pochodz od Setne. O ile wiemy, istniao tylko sze kopii. Apopis spali
ju pi. Ta jest ostatnia.
Grissom przyglda si z powtpiewaniem spalonemu papirusowi.
- Jeli Apopis naprawd powsta z Duat w caej swojej mocy, to dlaczego
miaby si przejmowa kilkoma zwojami? adne zaklcie nie jest w stanie go
powstrzyma. Czemu jeszcze nie zniszczy wiata?
My te zadawalimy sobie to pytanie od wielu miesicy.
- Lka si tego zwoju - powiedziaam z nadziej, e mam racj. - Musi on
zawiera co, co stanowi sekret pokonania Apo-pisa. Bg chce mie pewno, e
adna kopia nie przetrwaa, zanim rozpocznie inwazj.
- Musimy si pospieszy, Sadie - wtrci si Carter. - Atak moe nadej w
kadej chwili.
Podeszam do zwoju. Mia jakie dwa metry dugoci i metr wysokoci i by
gsto pokryty hieroglifami oraz kolorowymi obrazkami. Widziaam mnstwo
podobnych zwojw opisujcych sposoby na pokonanie chaosu, z pieniami
majcymi powstrzyma wa Apopisa przed poarciem sonecznego boga Ra
podczas jego podry przez Duat. Staroytni Egipcjanie mieli na tym punkcie niez
obsesj. Wesoe towarzystwo ci Egipcjanie.
Potrafi czyta hieroglify - to jeden z moich niezwykych talentw - ale ten
zwj by zbyt dugi, eby go ogarn. Na pierwszy rzut oka nic nie zwrcio mojej
uwagi jako szczeglnie przydatne. Byy tu zwyczajowe opisy Rzeki Nocy, po ktrej
podruje soneczna barka Ra. Siedziaam w niej, dzikuj. Byo par wskazwek o

tym, jak radzi sobie z demonami w Duat. Miaam przyjemno. Pozabijaam je.
Przywiozam koszulk na dowd.
- Sadie? - spyta Carter. - Widzisz co?
- Jeszcze nie wiem - odburknam. - Daj mi chwil.
Okropnie mnie to irytuje, e mj brat kujon jest magiem bitewnym, a ja mam
niby zna si na czytaniu magicznych tekstw. Ledwie wystarcza mi cierpliwoci na
ilustrowane tygodniki, a co dopiero mwi o zatchych zwojach.
Nigdy go nie zrozumiecie, powiedziaa twarz ze ciany. Potrzebujecie mojej
pomocy.
- Musimy go ze sob zabra - uznaam. - Jestem pewna, e bd w stanie
zrozumie nieco wicej...
Budynek zatrzs si w posadach. Chufu wrzasn i skoczy w ramiona
zotego pawiana. Pingwiny Feliksa biegay w kko jak oszalae.
- To brzmiao jak... - Grissom poblad. - Wybuch na zewntrz. Przyjcie!
- To dywersja - ostrzeg Carter. - Apopis usiuje odcign nas od zwoju.
- Oni zaatakowali moich przyjaci - odpar Grissom zduszonym gosem. Moj on.
- Niech pan idzie! Poradzimy sobie z tym zwojem - krzyknam, piorunujc
wzrokiem brata. - Zona pana Grissoma jest w niebezpieczestwie!
Grissom ucisn moje donie.
- Zabierz zwj. Powodzenia!
I wybieg z sali.
Zwrciam si na powrt ku gablocie.
- Walt, dasz rad to otworzy? Musimy jak najszybciej wydosta zwj...
Sal wypeni zowieszczy miech. Chrapliwy niski gos, potny niczym
wybuch jdrowy, roznis si echem wok nas:
- Nie sdz, eby ci si to udao, Sadie Kane.

Poczuam, e moja skra zmienia si w wysuszony papirus. Znaam ten gos.


Pamitaam, jak to jest zbliy si tak do chaosu: krew zmienia si w ogie, a nici
DNA wydostaj si na wierzch.
- Myl, e zniszcz ci za pomoc stranikw Maat - oznajmi Apopis. - Tak,
to bdzie zabawne.
Przy wejciu do sali poruszyy si obsydianoweJcriosftnksy. Zablokoway
wyjcie, stajc rami w rami. Z ich nozdrzy buchny pomienie.
Przemwiy jednym gosem, a by to gos Apopisa:
- Nikt nie wyjdzie std ywy. egnaj, Sadie Kane.

2. Ucinam sobie pogawdk z chaosem

was, jeli powiem, e od tej chwili sprawy przybra-y zy obrt?


Nie sdz.
Pierwszymi ofiarami stay si pingwiny Feliksa. Kriosfinksy ziony ogniem
na nieszczsne ptaki, ktre rozpyny si w kaue wody.
- Nie! - wrzasn Felix.
Sala zadraa, tym razem znacznie mocniej.
Chufu zawy i skoczy Carterowi na gow, przewracajc go na podog. W
innych okolicznociach uznaabym to za zabawne, ale uwiadomiam sobie, e
pawian wanie uratowa ycie mojemu bratu.
W miejscu, w ktrym wczeniej sta Carter, rozstpia si posadzka marmurowe pyty rozpaday si, jakby kto wali w nie niewidzialnym motem
pneumatycznym. Sal przecia wijca si szczelina, niszczca wszystko na swojej
drodze, pochaniajca zabytki i rozdzierajca je na strzpy. Tak... wijca to waciwe
sowo. Linia zniszczenia peza zupenie jak w, kierujc si prosto ku najdalszej
cianie i Ksidze o pokonaniu Apopisa.
- Zwj! - krzyknam.

Nikt mnie chyba nie usysza. Carter lea wci na pododze, starajc si
zrzuci z gowy Chufu. Oszoomiony Felix klcza w kauach pozostaych po
pingwinach, a Walt i Alyssa usiowali go odcign od ognistych kriosfinksw.
Wysunam rdk zza paska i wykrzyczaam pierwsze sowo mocy, jakie
przyszo mi do gowy: - Deru!
Zote hieroglify - zaklcie granicy - rozbysy w powietrzu.
Midzy gablot a peznc lini zniszczenia pojawia si ciana wiata.
Wielokrotnie posugiwaam si tym zaklciem, eby rozdzieli kccych si uczniw
albo ochroni spiarni przed najazdami nocnych godomorw, ale nigdy nie
zastosowaam go do czego tak wanego.
Kiedy tylko niewidoczny mot pneumatyczny dotar do mojej tarczy, zaklcie
zaczo si rozpada. Szczelina wspinaa si po cianie wiata, roztrzaskujc j na
kawaki. Usiowaam si skupi, ale przeciwko mnie dziaaa znacznie potniejsza
sia - sam chaos - wdzierajca si do mojego umysu i niweczca moj magi.
W panice uwiadomiam sobie, e nie mog si wycofa. Zostaam uwiziona
w walce, ktrej nie miaam szans wygra. Apo-pis roztrzaskiwa moje myli rwnie
atwo jak posadzk.
Walt wytrci mi rdk z rki.
Ogarna mnie ciemno i upadlam w jego ramiona.
Kiedy odzyskaam wzrok, donie mnie paliy i unosi si z nich dym. Byam
zbyt oszoomiona, eby czu bl. Ksiga o pokonaniu Apopisa znika. Nie pozostao
nic oprcz sterty gruzu i potnej dziury w cianie, jakby przejecha przez ni czog.
Rozpacz ciskaa mnie za gardo, groc uduszeniem, ale przyjaciele zebrali
si wok mnie. Walt trzyma mnie mocno. Carter wydoby miecz. Chufu obnay
ky i powarkiwa na kriosfinksy. Alyssa obejmowaa ramieniem Feliksa, ktry
szlocha jej w rkaw. Straci odwag, z chwil gdy znikny jego pingwiny.
- A wic tak? - krzyknam do kriosfinksw. - Spali zwj i ucieka, jak
zawsze? Tak bardzo boisz si ukaza w prawdziwej postaci?

Przez sal przetoczy si miech. Kriosfinksy stay bez ruchu w drzwiach, za


to poski i biuteria podskoczyy w gablotach. Zoty pawian, z ktrym wczeniej
flirtowa Chufu, nagle odwrci gow z bolesnym trzaskiem.
- Ale ja jestem wszdzie - powiedzia w przez usta posgu. - Mog
zniszczy wszystko, co jest ci drogie... i kadego, kto jest ci bliski.
Chufu zawy z wciekoci. Rzuci si na pawiana i przewrci go. Posek
rozpyn si w dymic kau zota.
Kolejny posg oy - tym razem bya to pozacana drewniana figurka faraona,
uzbrojonego w myliwsk wczni. Jego oczy przybray barw krwi. Wyrzebione
usta wykrzywi grymas.
- Twoja magia jest saba, Sadie Kane. Ludzka cywilizacja zestarzaa si i
zwida. Pokn boga soca i pogr wasz wiat w ciemnoci. Morze chaosu
pochonie was wszystkich.
Jakby nie bdc w stanie utrzyma tej energii, figurka faraona wybucha. Jej
cok si rozpad, a w efekcie dziaania magicznego mota pneumatycznego przez
sal przebiega kolejna szczelina, palca posadzk. Kierowaa si ku gablocie pod
wschodni cian - w ktrej znajdowao si niewielkie zote pudeeczko.
Ocal to, odezwa si gos w mojej gowie - zapewne podwiadomo, a moe
gos Izydy, mojej bogini. Tyle razy dzieliymy myli, e nie mogam mie pewnoci.
Przypomniao mi si co, co powiedziaa twarz w cianie. Wecie zot
szkatuk. Ona podpowie wam, czego potrzebujecie.
- Kasetka! - krzyknam. - Powstrzymajcie go!
Moi kumple wytrzeszczyli oczy. Kolejna eksplozja gdzie na zewntrz
wstrzsna budynkiem. Z sufitu posypay si kawaki tynku.
- Te dzieci s wszystkim, co jestecie w stanie wysa przeciwko mnie? odezwa si Apopis ustami uszebti z koci soniowej stojcego w najbliszej gablocie,
miniaturowego eglarza na dce. - Walt Stone... najszczliwszy z tego grona.
Nawet jeli dzi przeyje, choroba zabije go przed moim wielkim zwycistwem. Nie
bdzie musia oglda zagady waszego wiata.

Walt si zachwia. Nagle to ja zaczam podtrzymywa jego. Oparzone donie


bolay mnie tak bardzo, e ledwie powstrzymywaam mdoci.
Linia zniszczenia postpowaa po posadzce, wci kierujc si ku zotej
szkatuce. Alyssa wycigna lask i rzucia krtki rozkaz.
Posadzka na chwil przestaa pka i staa si znw pyt z szarego kamienia.
Potem jednak pojawiy si nowe pknicia - siy chaosu przedzieray si z powrotem
na powierzchni.
- Dzielna Alyssa - odezwa si w. - Ziemia, ktr tak kocha, rozpadnie si w
chaos. Nie bdzie ju punktem oparcia!
Laska Alyssy eksplodowaa ogniem. Alyssa krzykna i odrzucia j od siebie.
- Przesta! - wrzasn Felix. Rozbi lask szko gabloty i roztrzaska
miniaturowego eglarza wraz z tuzinem innych uszebti.
Gos Apopisa przenis si natychmiast do jadeitowego amuletu Izydy,
ktrym ozdobiono stojcy obok manekin.
- Och, may Felix, jake on jest zabawny. Moe zachowam go jako zwierztko,
jak te komiczne ptaki, ktre tak kocha. Ciekawe, ile wytrzyma, zanim cakowicie
oszaleje.
Felix cisn rdk, przewracajc manekin.
Szczelina chaosu bya ju w poowie drogi do zotej szkatuki.
- On chce t kasetk! - zdoaam zawoa. - Ratujcie kasetk!
No dobra, nie by to najbardziej porywajcy okrzyk wojenny, ale Carter
najwyraniej zrozumia. Skoczy przed szczelin i wbi miecz w posadzk. Jego
ostrze przecio marmur jak maso. W obie strony rozpostary si niebieskie linie
magii - Car-terowa wersja pola siowego. Linia zniszczenia uderzya w t zapor i si
zatrzymaa.
- Nieszczsny Carter Kane. - Gos Apopisa by teraz wszdzie wok nas:
przeskakiwa z zabytku na zabytek, a one kolejno wybuchay, niezdolne utrzyma
mocy chaosu. - Jego przywdztwo jest skazane na porak. Wszystko, co bdzie
budowa, rozpadnie si. Utraci,wszystkich, ktrych kocha najbardziej.

Niebieska linia obrony zacza gasn. Jeli mu szybko nie pomog...


- Apopisie! - wrzasnam. - Czemu zwlekasz ze zniszczeniem mnie? Zrb to
teraz, ty przeronity szczuroerco!
Przez sal przebieg syk. Zapewne powinnam nadmieni, e wrd moich
rozlicznych talentw znajduje si irytowanie ludzi. Najwyraniej wy rwnie.

Podoga si ustabilizowaa. Carter zwolni zaklcie tarczy i omal nie zemdla.


Chufu, niech bdzie bogosawiony jego pawiani rozum, skoczy ku zotej szkatuce,
porwa j i uciek.
Kiedy Apopis znowu przemwi, w jego gosie sycha byo gniew.
- Doskonale, Sadie Kane. Czas umiera.
Dwa baraniogowe sfinksy si poruszyy, a ich pyski rozbysy pomieniami.
Potwory ruszyy prosto na mnie.
Na szczcie jeden z nich polizgn si na kauy pingwiniej wody i pojecha
w lewo. Drugi pewnie rozszarpaby mi gardo, gdyby nie naga pomoc wielbda.
Tak, penowymiarowego wielbda. Jeli wam si to wydaje dziwaczne,
sprbujcie wczu si w kriosfinksy.
Skd wzi si ten wielbd, spytacie zapewne. Wspominaam chyba o kolekcji
amuletw Walta. Dwa z nich przywouj te okropne wielbdy. Miaam ju okazj
si z nimi zapozna, wic nie ogarn mnie zachwyt na widok wacego ton
dromadera przelatujcego mi przed oczami, wpadajcego na sfinksa i walcego si
wraz z nim na podog. Sfinks rykn z wciekoci i usiowa si uwolni. Wielbd
prychn i pierdn.
- Hindenburg - powiedziaam. Tylko jeden wielbd na wiecie by w stanie
tak pierdzie. - Walt, czemu na wszystkich...
- Przepraszam! - krzykn. - Nie ten amulet!
W sumie jednak podziaao. Wielbd nie by moe wielkim wojownikiem, ale
by ciki i niezdarny. Kriosfinks warkn i wbi pazury w posadzk, bezskutecznie

usiujc zrzuci z siebie wielbda, ale Hindenburg po prostu zapar si nogami,


zacz wydawa przeraone dwiki nizym klakson i wypuci gaz.
Podbiegam do Walta, usiujc si pozbiera.
Sala bya dosownie pogrona w chaosie. Midzy gablotami przebiegay
czerwone byskawice. Podoga si rozpadaa. ciany si waliy. Zabytki oyway i
atakoway moich kumpli.
Carter odpiera atak drugiego kriosfinksa, siekc go chepeszem, ale potwr
parowa jego uderzenia rogami i ogniem.
Felix znalaz si w rodku tornada urn kanopskich, ktre uderzay w niego ze
wszystkich stron, podczas gdy on wali na olep lask. Armia malekich uszebti
otoczya Alyss, ktra piewaa rozpaczliwie, usiujc utrzyma sal w caoci za
pomoc magii ziemi. Posg Anubisa goni Chufu po caym pomieszczeniu,
roztrzaskujc piciami kolejne zabytki, ale nasz dzielny pawian nie wypuszcza
szkatuki z ramion.
Wok nas rosa potga chaosu. W uszach czuam nadcigajc burz. Od siy
Apopisa muzeum trzso si w posadach.
Jak miaam pomaga wszystkim przyjacioom naraz, chroni t zot kasetk i
powstrzymywa muzeum od zawalenia si na nasze gowy?
- Sadie - ponagli mnie Walt. - Jaki masz plan?
Pierwszy kriosfinks w kocu zepchn Hindenburga z grzbietu. Obrci si i
zion ogniem na wielbda, ktry pierdn po raz ostatni i zwin si w
nieszkodliwy zoty amulet. Nastpnie potwr zwrci si ku mnie. Nie wyglda na
zadowolonego.
- Walt - powiedziaam - ubezpieczaj mnie.
- Jasne. - Zerkn niepewnie na kriosfinksa. - A co zamierzasz?
Dobre pytariie, pomylaam.
- Musimy obroni szkatuk - odparam. - Ona jest jak podpowiedzi.
Musimy odbudowa Maat, inaczej ten budynek si zawali, a my wszyscy zginiemy.
- Jak si odbudowuje Maat?

Zamiast odpowiedzie, skoncentrowaam si. Zajrzaam w Duat.


Trudno opisa, jak to jest, gdy dowiadcza si wiata na wielu poziomach
naraz - to troch jakby patrze przez trjwymiarowe okulary i widzie mgliste
kolorowe cienie wok przedmiotw, tyle tylko e te aury nie pasuj do
przedmiotw, a obrazy nieustannie si zmieniaj. Magowie musz by bardzo
ostroni, kiedy zagldaj do Duat. Jeli ma si szczcie, dostaje si tylko lekkich
mdoci. W najgorszym wypadku mzg eksploduje.
W Duat sal wypeniay wijce si zwoje ogromnego czerwonego wa magia Apopisa powoli si rozprzestrzeniaa i osaczaa moich przyjaci. Omal nie
straciam koncentracji wraz z obiadem.
Izy do!, zawoaam. Moesz pomc1
Moc bogini wezbraa we mnie. Wytyam zmysy i zobaczyam, jak mj brat
walczy z kriosnksem. Na miejscu Cartera sta Horus, bg wojownikw, a jego miecz
rozbyska wiatem.
Krce wok Feliksa urny kanopskie byy sercami zych duchw mrocznych postaci, ktre szarpay naszego modego przyjaciela pazurami i kami,
mimo e Felix mia w Duat zaskakujco mocn aur. Jego ywa fioletowa powiata
odstraszaa duchy.
Alyssa bya otoczona burz piaskow w ksztacie olbrzyma. piewaa, a bg
ziemi Geb unis ramiona i podtrzyma sufit. Armia uszebti wok niej stana w
pomieniach.
Chufu nie wyglda inaczej w Duat, ale kiedy skaka wok sali, umykajc
przed posgiem Anubisa, zota szkatuka w jego ramionach otwara si. W rodku
ujrzaam czyst ciemno, jakby kasetka bya wypeniona atramentem.
Nie miaam pojcia, co to oznaczao, al nagle spojrzaam na Walta i
krzyknam.
W Duat spowity by w poyskujce szaroci bandae mumii. Jego ciao byo
przezroczyste. Koci byszczay, jakby by chodzcym zdjciem rentgenowskim.
To jego kltwa, pomylaam. Jest naznaczony mierci.

Gorzej: stojcy naprzeciwko niego kriosftnks znajdowa si w centrum burzy


chaosu. Wici czerwonych byskawic wyskakiway z jego ciaa. Barani eb zmieni si
w gow Apopisa o tych oczach i wystajcych kach.
Potwr skoczy na Walta, ale zanim zdy zaatakowa, Walt cisn w niego
amuletem. Zoty acuch uderzy w pysk sfinksa i owin si wok niego. Kriosfinks
si potkn i zacz potrzsa pyskiem niczym pies w kagacu.
- Wszystko w porzdku, Sadie. - Gos Walta brzmia niej i pewniej, jakby w
Duat mj przyjaciel by starszy. - Wypowiedz zaklcie. Pospiesz si.
Kriosfinks napi uchw. Zoty acuch zazgrzyta. Drugi potwr przypar
Cartera do ciany. Felix upad na kolana, a jego fioletowa aura rozpywaa si w
wirze mrocznych duchw. Alys-sa przegrywaa walk przeciwko zapadajcemu si
sufitowi, wok niej sypay si kawaki tynku. Posg Anubisa chwyci Chufu za ogon
i trzyma go do gry nogami, a pawian wy, ale nie wypuszcza z ramion zotej
szkatuki.
Teraz albo nigdy: musiaam przywrci ad.
Skupiam moc Izydy, czerpic tak gboko ze swoich magicznych rezerw, e
czuam, jak dusza zaczyna mi pon. Zmusiam si do

koncentracji i

wypowiedziaam najpotniejsze ze wszystkich boskich sw: - Maat.


Nie miaam pojcia, co to oznaczao, a nagle spojrzaam na Walta i
krzyknam.
W Duat spowity by w poyskujce szaroci bandae mumii. Jego ciao byo
przezroczyste. Koci byszczay, jakby by chodzcym zdjciem rentgenowskim.
To jego kltwa, pomylaam. Jest naznaczony mierci.
Gorzej: stojcy naprzeciwko niego kriosfinks znajdowa si w centrum burzy
chaosu. Wici czerwonych byskawic wyskakiway z jego ciaa. Barani eb zmieni si
w gow Apopisa o tych oczach i wystajcych kach.
Potwr skoczy na Walta, ale zanim zdy zaatakowa, Walt cisn w niego
amuletem. Zoty acuch uderzy w pysk sfinksa i owin si wok niego. Kriosfinks
si potkn i zacz potrzsa pyskiem niczym pies w kagacu.

- Wszystko w porzdku, Sadie. - Gos Walta brzmia niej i pewniej, jakby w


Duat mj przyjaciel by starszy. - Wypowiedz zaklcie. Pospiesz si.
Kriosfinks napi uchw. Zoty acuch zazgrzyta. Drugi potwr przypar
Cartera do ciany. Felix upad na kolana, a jego fioletowa aura rozpywaa si w
wirze mrocznych duchw. Alys-sa przegrywaa walk przeciwko zapadajcemu si
sufitowi, wok niej sypay si kawaki tynku. Posg Anubisa chwyci Chufu za ogon
i trzyma go do gry nogami, a pawian wy, ale nie wypuszcza z ramion zotej
szkatuki.
Teraz albo nigdy: musiaam przywrci ad.
Skupiam moc Izydy, czerpic tak gboko ze swoich magicznych rezerw, e
czuam, jak dusza zaczyna mi pon. Zmusiam si do

koncentracji i

wypowiedziaam najpotniejsze ze wszystkich boskich sw: - Maat.


Hieroglify, ktre zapony przede mn, byy mae i jasne niczym
miniaturowe soce:
Udao mu si pocign za acuch i chwyci sfinksa za pysk. Potwr napiera
na niego z ca moc, ale dziwaczna szara aura Walta zacza pezn po jego ciele
niczym choroba. Kriosfinks sykn i zacz si wi. W nosie poczuam zapach
rozkadu, jakby z grobu - tak mocny, e omal nie straciam koncentracji.
- Sadie - upomnia mnie Walt - nie przerwij zaklcia.
Skupiam si na hieroglifach. Wepchnam ca swoj energi w ten znak
porzdku i stworzenia. Sowo zajaniao mocniej. Zwoje wa rozpyway si niczym
mga w wietle soca. Dwa kriosfinksy rozpady si w py. Urny kanopskie upady
na podog i roztrzaskay si. Posg Anubisa upuci Chufu na gow. Otaczajca
Alyss armia uszebti zamara, a magia ziemi rozbiega si po sali, zamykajc
pknicia i podpierajc ciany.
Poczuam, e Apopis zanurza si gbiej w Duat, syczc ze zoci.
Po czym zemdlaam.
- Mwiam, e da sobie rad - powiedzia agodny gos.

Gos mojej mamy... ale to oczywicie byo niemoliwe. Mama nie ya, co
oznaczao, e czasem zdarzao mi si z ni rozmawia, ale jedynie w Podziemiu.
Odzyskaam wzrok, cho wszystko byo niewyrane i zamglone. Pochylay si
nad& mn dwie kobiety. Jedn z nich bya moja mama - jasne wosy miaa upite z
tyu gowy, a w jej niebieskich oczach widniaa duma. Bya przezroczysta, jak to
zwyke

- wietnie! - zawoa Walt. - Trzymaj si tego!


duchy, ale jej gos brzmia ciepo i zdecydowanie ywo. - To jeszcze nie
koniec, Sadie. Musisz dziaa datj.
Obok niej staa Izyda w sukni z biaego jedwabiu i z migotliwymi skrzydami
w kolorach tczy. Wosy miaa kruczoczarne, przeplatane sznurami diamentw. Jej
twarz bya rwnie pikna jak twarz mojej mamy, ale bardziej krlewska, a mniej
ciepa.
Nie zrozumcie mnie le. Wiedziaam z dowiadczenia (bo zdarzyo mi si
dzieli z ni myli), e Izyda troszczy si o mnie na swj sposb, ale bogowie nie s
ludmi. Z trudem przychodzi im traktowanie nas inaczej ni przydatne narzdzia
albo milutkie zwierztka. Ludzkie ycie nie wydaje si bogom wiele dusze ni
ycie przecitnego myszoskoczka.
- Nie mogam w to uwierzy - powiedziaa Izyda. - Ostatnim magiem,
ktremu udao si przywoa Maat, bya sama Hatszep-sut, a i ona potrzebowaa do
tego sztucznej brdki.
Nie miaam pojcia, co to miao znaczy. I uznaam, e nie chc wiedzie.
Usiowaam si poruszy, ale mi si nie udao. Czuam si tak, jakbym unosia
si nad dnem wanny, zawieszona w ciepej wodzie, a te dwie kobiece twarze
spoglday na mnie sponad powierzchni.
- Posuchaj uwanie, Sadie - odezwaa si mama. - Nie obwiniaj si za te
mierci. Kiedy uoysz plan, twj ojciec bdzie si sprzeciwia. Musisz go przekona.
Powiedz mu, e to jedyny sposb, eby ocali dusze zmarych. Powiedz mu... - Jej

twarz spo-chmurniaa. - Powiedz mu, e tylko dziki temu znowu mnie zobaczy.
Musi ci si uda, moja kochana.
Chciaam zapyta, co ma na myli, ale mwienie najwyraniej mi nie
wychodzio.
Izyda dotkna mojego czoa. Jej palce byy zimne jak nieg.
- Nie moemy jej duej mczy. Zegnaj na razie, Sadie. Chwila, kiedy znw
bdziemy musiay si poczy, zblia si szybko. Jeste silna. Silniejsza nawet ni
twoja matka. Razem bdziemy panowa nad wiatem.
- Masz na myli, e razem pokonamy Apopisa - poprawia j mama.
- Oczywicie - przytakna Izyda. - To wanie miaam na myli.
Ich twarze zlay si w jedn.
- Kocham ci - powiedziay jednym gosem.
Przed moimi oczami przetoczya si burza niena. Otoczenie si zmienio:
staam teraz na mrocznym cmentarzu u boku Anubisa. Nie tego zatchego, starego,
szakalogowego boga, ktry pojawia si w egipskiej sztuce grobowej, ale takiego
Anubisa, jakiego zazwyczaj widywaam: nastoletniego chopaka o ciepych
brzowych oczach, zmierzwionych czarnych wosach i twarzy, ktra bya tak
komicznie i irytujco przystojna. Oe, no wiecie... bogowie maj fory, a to jest
niesprawiedliwe. Dlaczego zawsze ukazywa mi si w takiej postaci, e kompletnie
miesza mi w gowie?
- Rewela - wydukaam. - Skoro tu jeste, to na pewno nie yj.
Anubis si umiechn.
- yjesz, ale niewiele brakowao. To byo ryzykowne posunicie.
Czuam, e na moj twarz wypeza ciepy rumieniec i posuwa si dalej ku
szyi. Nie byam pewna, czy wyraa zawstydzenie, gniew, czy te zachwyt z powodu
tego spotkania.
- Gdzie ty si podziewae? - zapytaam ostro. - P roku ani sowa.
Z jego twarzy znikn umiech.
- Nie pozwalali mi si z tob widywa.

- Kto nie pozwala?


- S pewne zasady - powiedzia. - Nawet teraz jestemy obserwowani, ale
poniewa bya bliska mierci, udao mi si ukra par chwil. Musz ci co
powiedzie: twj pomys jest dobry. Patrz na to, czego nie ma. To jedyny sposb,
eby przey.
- Super - burknam. - Dziki za kolejne zagadki.
Ciepo rumieca dosigo serca, ktre zaczo bi, i nagle uzmysowiam sobie,
e nie bio, odkd zemdlaam. To na pewno zy znak.
- Jest co jeszcze, Sadie. - Gos Anubisa brzmia gucho, a jego posta zacza
si rozmywa. - Musz ci co powiedzie...
- Powiedz mi osobicie - odparam - a nie w tej bezsensownej miertelnej wizji.
- Nie mog. Nie pozwol mi.
- Gadasz jak may chopiec. Jeste bogiem, nie? Moesz robi, co ci si podoba.
Jego oczy rozbysy gniewem. Ale potem, ku mojemu zaskoczeniu, Anubis si
rozemia.
- Zdyem zapomnie, jaka potrafisz by irytujca. Sprbuj zoy ci
wizyt... niedugo. Mamy co do omwienia. - Wycign rk i dotkn mojego
policzka. - Budzisz si. Do zobaczenia, Sadie.
- Nie odchod. - Chwyciam jego do i przycisnam do twarzy.
Ciepo ogarno cae moje ciao. Anubis znik.
Otworzyam gwatownie oczy.
- Nie odchod!
Spalonymi, zabandaowanymi domi ciskaam wochat ap pawiana.
Chufu spojrza na mnie ze zdumieniem.
- Agh?
Och, super. Flirtowaam z map.
Usiadam niepewnie. Carter i nasi przyjaciele zgromadzili si wok mnie.
Sala si nie zawalia, ale wystawa powicona Tu-tanchamonowi bya cakowicie

zniszczona. Miaam przeczucie, e nigdy nie zostan zaproszona do Towarzystwa


Mionikw Muzeum w Dallas.
- C-co si stao? - wyjkaam. - Jak dugo...?
- Bya martwa przez dwie minuty - odpar Carter drcym gosem. - Wiesz,
nie miaa pulsu, Sadie. Mylaem... obawiaem si...
Urwa. Biedaczysko. Naprawd zginby beze mnie.
[Au, Carter! Nie szczyp!]
- Wezwaa Maat - powiedziaa z podziwem Alyssa. - To jest tak jakby...
niemoliwe.
Myl, e to istotnie musiao by imponujce. Posugiwanie si boskimi
sowami, eby stworzy jaki przedmiot albo zwierz, krzeso albo miecz - to ju jest
do trudne. Przyzywanie ywiow, na przykad ognia czy wody, jest jeszcze
wiksz sztuk. Ale wzywanie idei, takiej jak porzdek wszechwiata... tego nie robi
si ot, tak. W tej chwili jednak wszystko za bardzo mnie bolao, ebym bya w stanie
napawa si wasn wspaniaoci. Czuam si tak, jakbym stworzya kowado, ktre
nastpnie spado mi na gow.
- Miaam szczcie - odparam. - Co ze zot kasetk?
- Agh! - Chufu z dum wskaza na pozacane pudeko, ktre stao w pobliu,
cale i nienaruszone.
- Dobry pawian - powiedziaam. - Dostaniesz dzi dodatkow porcj
fistaszkw.
Walt zmarszczy brwi.
- Ksiga o pokonaniu Apopisa zostaa zniszczona. Jak ma nam pomc ta
skrzynka? Mwia, e to jaka podpowiedz...?
Trudno mi byo patrze na Walta bez poczucia winy. Od wieu miesicy moje
serce byo rozdarte midzy nim a Anubisem i czuam, e to niezbyt uczciwe ze
strony Anubisa pojawia si.w moich snach, z ca t jego seksownoci i
niemiertelnoci, podczas gdy nieszczsny Walt ryzykowa ycie, eby mnie

chroni, i sab z dnia na dzie. Przypomniao mi si, jak wyglda w Duat, w tych
upiornych szarych bandaach mumii...
Nie. Nie byam w stanie o tym myle. Zmusiam si, aby skupi uwag na
zotej kasetce.
Patrz na to, czego nie ma, powiedzia Anubis. Cholerni bogowie ze swoimi
cholernymi zagadkami.
Twarz w cianie - wujek Vinnie - powiedziaa mi, e w tej skrzynce znajd
podpowiedz, jak pokona Apopisa, jeli bd dostatecznie bystra, eby j zrozumie.
- Nie wiem jeszcze, co to znaczy - przyznaam. - Jeli Teksa-czycy pozwol
nam to zabra do Domu Brooklyskiego...
Nagle co okropnego przyszo mi do gowy. Spoza muzeum nie dochodziy
ju odgosy wybuchw. Panowaa zowroga cisza.
- Teksaczycy! - krzyknam. - Co si z nimi stao?
Felix i Alyssa skoczyli ku wyjciu. Carter i Walt pomogli mi wsta i
pobieglimy za nimi.
Stranikw nie byo na pozycjach. Dobieglimy do holu i za szklanymi
szybami moim oczom ukazay si kolumny biaego dymu, unoszce si nad ogrodem
rzeb.
- Nie - wymamrotaam. - Nie, nie.
Wypadlimy na ulic. Doskonale utrzymany trawnik przypomina teraz
krater rozmiarw basenu olimpijskiego. Jego dno zacielay stopione metalowe
rzeby i odamki kamienia. Tunele,
- Ksiga o pokonaniu Apopisa zostaa zniszczona. Jak ma nam pomc ta
skrzynka? Mwia, e to jaka podpowiedz...?
Trudno mi byo patrze na Walta bez poczucia winy. Od wielu miesicy moje
serce byo rozdarte midzy nim a Anubisem i czuam, e to niezbyt uczciwe ze
strony Anubisa pojawia si.w moich snach, z ca t jego seksownoci i
niemiertelnoci, podczas gdy nieszczsny Walt ryzykowa ycie, eby mnie

chroni, i sab z dnia na dzie. Przypomniao mi si, jak wyglda w Duat, w tych
upiornych szarych bandaach mumii...
Nie. Nie byam w stanie o tym myle. Zmusiam si, aby skupi uwag na
zotej kasetce.
Patrz na to, czego nie ma, powiedzia Anubis. Cholerni bogowie ze swoimi
cholernymi zagadkami.
Twarz w cianie - wujek Vinnie - powiedziaa mi, e w tej skrzynce znajd
podpowiedz, jak pokona Apopisa, jeli bd dostatecznie bystra, eby j zrozumie.
- Nie wiem jeszcze, co to znaczy - przyznaam. - Jeli Teksa-czycy pozwol
nam to zabra do Domu Brooklyskiego...
Nagle co okropnego przyszo mi do gowy. Spoza muzeum nie dochodziy
ju odgosy wybuchw. Panowaa zowroga cisza.
- Teksaczycy! - krzyknam. - Co si z nimi stao?
Felix i Alyssa skoczyli ku wyjciu. Carter i Wat pomogli mi wsta i
pobieglimy za nimi.
Stranikw nie byo na pozycjach. Dobieglimy do holu i za szklanymi
szybami moim oczom ukazay si kolumny biaego dymu, unoszce si nad ogrodem
rzeb.
- Nie - wymamrotaam. - Nie, nie.
Wypadlimy na ulic. Doskonale utrzymany trawnik przypomina teraz
krater rozmiarw basenu olimpijskiego. Jego dno zacielay stopione metalowe
rzeby i odamki kamienia. Tunele, ktre niegdy prowadziy do siedziby
pidziesitego pierwszego nomu, zawaliy si niczym ogromne mrowisko
rozdeptane przez chuligana. Wok brzegu krateru dostrzegam dymice strzpy
wieczorowych ubra, roztrzaskane tace z tacos, potuczone kieliszki do szampana i
poamane laski magw.
Nie obwiniaj si za te mierci, powiedziaa mama.

Jak we nie podeszam do tego, co pozostao z patio. P betonowej pyty


popkao i zapado si w gb krateru. Spalone skrzypce leay w bocie tu obok
byszczcego kawaka srebra.
Carter podszed do mnie.
- Po-powinnimy przeszuka teren - powiedzia. - Moe kto przey.
Zdusiam w sobie szloch. Nie wiem jak, ale czuam to z absolutn pewnoci.
- Nikt nie przey.
Teksascy magowie przyjli nas gocinnie i pomogli nam. Pan Grissom
ucisn mi do i yczy mi szczcia, zanim wybieg, eby ratowa on. Ale my
widzielimy dziea Apopisa w innych nomach. Carter ostrzega Grissoma: sudzy
Apopisa nie pozostawiaj nikogo przy yciu.
Uklkam i podniosam byszczcy srebrny przedmiot - na p stopion
klamr w ksztacie gwiazdy szeryfa.
- Oni nie yj - powiedziaam. - Wszyscy.

3. Wygrywamy pudeko pene A niczego


Tym radosnym akcentem Sadie zakoczya swoj cz opowieci i podaa mi
mikrofon. [Dziki, siostru].
Niestety nie mog wam powiedzie, e mylia si w kwestii pidziesitego
pierwszego nomu. Bardzo chciabym mc stwierdzi, e znalelimy wszystkich
teksaskich magw caych i zdrowych. Nie znalelimy. Nie znalelimy nic poza
ladami po bitwie: spalonymi rdkami z koci soniowej, kilkoma rozbitymi
uszebti oraz strzpami zwglonego lnu i papirusu. Tak samo jak w wypadku atakw
w Toronto, Chicago i Mexico City, magowie po prostu zniknli. Zostali rozbici na
molekuy, poarci albo zniszczeni w jaki podobnie okropny sposb.
Na krawdzi krateru w trawie pon pojedynczy hieroglif: isefet, symbol
chaosu. Odniosem wraenie, e Apopis zostawi go tam niczym wizytwk.
Bylimy w szoku, ale nie mielimy czasu na opakiwanie polegych. Policja
zapewne bya ju w drodze na miejsce katastrofy.

Musielimy naprawi szkody na tyle, na ile si dao, i pozby si ladw


magii.
Z samym kraterem niewiele dao si zrobi. Policja bdzie musiaa uzna to za
wybuch gazu. (Bardzo czsto zdarza nam si powodowa wybuchy gazu).
Staralimy si odbudowa muzeum i naprawi eksponaty na wystawie
Tutanchamona, ale nie byo to tak proste jak posprztanie w sklepie z pamitkami.
Magia ma swoje ograniczenia. Jeli wic kiedy bdziecie oglda przedmioty
zwizane z Tutancha-monem i dostrzeecie pknicia albo lady spalenizny na
zabytkach, albo te posek z gow przyklejon na odwrt - wybaczcie. To zapewne
nasza wina.
Kiedy policja zacza blokowa ulice i otacza stref wybuchu, nasza ekipa
zebraa si na dachu muzeum. W lepszych czasach uylibymy jakiego zabytku,
eby otworzy portal, ktry zaprowadziby nas do domu, ale w ostatnich miesicach
Apopis urs w si i posugiwanie si portalami stao si zbyt ryzykowne.
Nie pozostao mi nic innego, jak przyzwa gwizdniciem naszego
wierzchowca. Gryf o imieniu wirus sfrun z dachu pobliskiego hotelu Fairmont.
Nieatwo jest znale miejsce do zaparkowania gryfa, zwaszcza kiedy cignie
on d. Nie mona po prostu ustawi go przy krawniku i wrzuci paru monet do
parkometru. Poza tym wirus robi si nerwowy przy obcych i zdarza mu si ich
poyka, uznaem wic, e lepiej bdzie ulokowa go na dachu hotelu wraz ze
skrzyni pieczonych indykw, ktra powinna zaj go przez jaki czas. Ale musiay
by mroone. W innym wypadku poarby je zbyt szybko i dostaby czkawki.
(Sadie mwi, e powinienem si pospieszy z opowiadaniem. Twierdzi, e nic
was nie obchodz obyczaje gryfw. No dobra, przepraszam).
W kadym razie wirus czeka na dachu muzeum. Jest to pikny potwr, jeli
lubicie psychotyczne lwy o bach sokow. Jego futro ma kolor rdzy, a kiedy lata,
ogromne skrzyda kolibra wydaj dwik poredni midzy pi acuchow a
mirlitonem.
- WIIIR! - zaskrzecza wirus.

- Jasne, stary - przytaknem. - Spadamy std.


d, do ktrej by zaprzony, miaa staroegipski ksztat - przypominaa
wielkie kanoe wykonane z wizek papirusu - i bya zaczarowana przez Walta, eby
utrzymywa si w powietrzu niezalenie od zaadowania.
Kiedy po raz pierwszy lecielimy Air wirusem, przywizalimy d pod
jego brzuchem, ale nie byo to zbyt stabilne rozwizanie. Na jego grzbiecie za nie
dao si podrowa, poniewa te wysokoobrotowe skrzyda zmeyby wszystkich
na miazg. Dlatego wymylilimy d w ksztacie sa. Sprawdzaa si niele, pod
warunkiem e Felix nie wrzeszcza do ludzi w dole: - Ho, ho, ho, wesoych wit!
Oczywicie wikszo miertelnikw nie widzi wyranie magii, nie jestem
wic pewny, co naprawd ogldaj ludzie, kiedy nad nimi przelatujemy. Nie wtpi,
e wielu uznaje, i trzeba zmieni leki.
Wznielimy si w nocne niebo - nasza szstka i niewielka skrzyneczka. Wci
nie byem w stanie zrozumie zainteresowania Sadie tym zotym pudekiem, ale
ufaem jej na tyle, aby wierzy, e jest wane.
Zerknem w d, na ruin ogrodu rzeb. Dymicy krater wyglda jak
poszarpane usta otwarte we wrzasku. Otaczaa go linia wozw straackich i
policyjnych

radiowozw,

byskajcych

biaymi

czerwonymi

wiatami.

Zastanawiaem si, ilu magw zgino w tym wybuchu.


wirus nabra prdkoci. Oczy mnie pieky, ale nie od wiatru. Odwrciem si,
eby moi przyjaciele tego nie zobaczyli.
Jego przywdztwo jest skazane na porak.
Apopis mg powiedzie cokolwiek, eby wprawi nas w konsternacj i
spowodowa, ebymy zwtpili w nasz spraw. Niemniej jego sowa bardzo mnie
zabolay.
Nie podobao mi si bycie przywdc. Musiaem zawsze sprawia wraenie
pewnego siebie ze wzgldu na innych, nawet jeli tak si nie czuem.
Brakowao mi taty, na ktrym mogem polega. Tskniem za stryjem
Amosem, ktry wyjecha do Kairu, eby kierowa Domem ycia. Jeli chodzi o

Sadie, moj wiecznie rzdzc si siostr, ona zawsze mnie wspomagaa, ale te do
jasno dawaa mi do zrozumienia, e nie ma ochoty na adne oficjalne stanowisko.
Formalnie to ja byem przywdc Domu Brooklyskiego. Oficjalnie to ja
podejmowaem decyzje. Z mojego punktu widzenia znaczyo to tyle, e jeli
popenialimy bd i na przykad pozwalalimy, eby cay nom zosta zmieciony z
powierzchni ziemi, to bya moja wina.
No dobra, Sadie nigdy nie winiaby mnie naprawd za co takiego, ale tak
wanie si czuem.
Wszystko, co bdzie budowa, rozpadnie si...
Wydawao mi si niemoliwe, e min dopiero rok, odkd Sadie i ja
pojawilimy si w Domu Brooklyskim, nie majc najmniejszego pojcia o naszym
dziedzictwie i mocy. A teraz kierowalimy tym miejscem - wiczylimy modych
magw w walce z Apopisem za pomoc cieki bogw, rodzaju magii, ktrym nie
posugiwano si od tysicleci. Zrobilimy.wielki postp - ale sdzc po wynikach
naszej dzisiejszej walki z Apopisem, to wszystko nie wystarczao.
Utraci wszystkich, ktrych kocha najbardziej...
Straciem ju tyle osb. Mama umara, kiedy miaem siedem lat. Tato
powici si w zeszym roku, eby da ciao Ozyrysowi. W ostatnie wakacje wielu
naszych sprzymierzecw zgino z rki Apopisa albo w zasadzce, albo zniko
przez zbuntowanych magw, ktrzy nie chcieli uzna stryja Amosa na stanowisku
najwyszego lektora.
Kogo jeszcze mogem utraci... Sadie?
Nie, to nie sarkazm. Mimo e przez wikszo ycia mieszkalimy osobno - ja
podrowaem z tat, a Sadie mieszkaa w Londynie z dziadkami - bya jednak moj
siostr. Bardzo si do siebie zbliylimy przez ostatni rok. Bya okropnie irytujca,
ale potrzebowaem jej.
Rany, ale deprecha.
(No i oberwaem kuksaca, zgodnie z przewidywaniami. Au).
A moe Apopis mia na myli kogo innego, na przykad Ziy Rashid...

Nasza d wzniosa si nad pobyskujce wiatekami przedmiecia Dallas.


wirus wyda waleczny skrzek i pocign nas do Duat. Mga pochona d.
Owiono nas mrone powietrze. Poczuem znajome askotanie w brzuchu, jakbymy
jechali w d kolejk grsk. We mgle rozbrzmieway upiorne szepty.
Kiedy tylko zaczo mi si wydawa, e si zgubilimy, zawroty gowy
miny. Mga si przerzedzia. Znajdowalimy si znw na wschodnim wybrzeu,
pynlimy przez port nowojorski ku nocnym wiatom nabrzea Brooklynu i
domowi.
Siedziba dwudziestego pierwszego nomu przysiada na nabrzeu w pobliu
mostu Williamsburskiego. Zwykli miertelnicy nie zobaczyliby tu nic szczeglnego,
tylko wielki zniszczony magazyn w samym rodku terenu przemysowego, ale
magom Dom Brooklyski rzuca si w oczy jak latarnia morska - piciopitrowa
rezydencja z blokw wapiennych i szka oprawnego w stal, wznoszca si na dachu
magazynu, poyskujca tymi i zielonymi wiatami.
wirus wyldowa na dachu, gdzie czekaa ju na nas bogini Bastet.
- Kocita yj! - Chwycia mnie za rce i obejrzaa w poszukiwaniu ran, po
czym poddaa takiej samej inspekcji Sa-die. Ogldajc zabandaowane donie mojej
siostry, cmokaa z niezadowoleniem.
Byszczce kocie oczy Bastet byy do niepokojce. Dugie czarne wosy
zaplota w warkocz, a kombinezon gimnastyczki zmienia wzr z kadym jej ruchem
- byy to na zmian tygrysie pasy, lamparcie ctki albo zwyka pstrokacizna. Bardzo
j kochaem i ufaem jej, ale czuem si troch nieswojo, gdy traktowaa nas jak kotka
swoje dzieci. Bastet trzymaa w rkawach sztylety - miertelnie grone elazne
ostrza, ktre wpaday do jej doni za jednym poruszeniem nadgarstka - wic zawsze
podczas takich inspekcji obawiaem si, e przez pomyk zwyke pogaskanie po
policzku moe zakoczy si dekapitacj. Dobrze, e przynajmniej nie usiowaa
chwyta nas za skr na szyi ani my.
- Co si stao? - spytaa. - Wszyscy cali?
Sadie zadraa.

- No...
Opowiedzielimy jej o zagadzie teksaskiego nomu.
Bastet warkna z gbi garda. Wosy si jej zjeyy, ale warkocz cign je do
dou, tote jej gowa wygldaa teraz jak rozgrzana patelnia z popcornem.
- Powinnam bya z wami pojecha - powiedziaa. - Mogam pomc!
- Nie moga - odparem. - Muzeum byo zbyt dobrze strzeone.
Bogowie prawie nigdy nie mog wchodzi na terytoria magw w swojej
fizycznej formie. Magowie powicili tysice lat na udoskonalanie zabezpiecze.
Mielimy mnstwo problemw ze zmodyfikowaniem zakl naoonych na Dom
Brooklyski, tak eby da prawo wstpu Bastet, nie naraajc si przy tym na ataki
mniej przyjanie nastawionych bogw.
Zabranie Bastet do muzeum w Dallas mona by porwna do prby
przemycenia bazuki przez system bezpieczestwa na lotnisku - nawet jeli byoby to
moliwe, to na pewno bardzo trudne i wymagajce wiele zachodu. A poza tym
Bastet stanowia ostatni lini obrony Domu Brooklyskiego. Potrzebowalimy jej do
ochrony naszej bazy i naszych uczniw. Wrogowie ju dwukrotnie omal nie
zniszczyli rezydencji. Nie mielimy ochoty na trzeci raz.
Kombinezon Bastet sta si jednolicie czarny, jak zwykle, kiedy bya nie w
humorze.
- Nigdy bym sobie nie wybaczya, gdybycie... - Omiota wzrokiem nasz
zmczon, przeraon druyn. - No dobra, przynajmniej wrcilicie bezpiecznie do
domu. Co teraz?
Walt si zachwia. Alyssa i Felix podtrzymali go.
- Nic mi nie jest - oznajmi, cho wyranie co mu byo. - Mog zebra
wszystkich, Carter, jeli chcesz. Spotkanie na tarasie?
Wyglda, jakby mia zamiar zemdle. Walt nigdy by si do tego nie przyzna,
ale nasza gwna uzdrowicielka Jaz powiedziaa mi, e teraz praktycznie cay czas
znosi ogromny bl. Trzyma si na nogach gwnie dziki temu, e nieustannie
wypisywaa mu na piersi przeciwblowe hieroglify i przyrzdzaa specjalne

mikstury. Pomimo to poprosiem go o towarzyszenie nam w wyprawie do Dallas - to


kolejna decyzja, ktra bardzo mi ciya.
Reszta zaogi te potrzebowaa snu. Oczy Feliksa byy zapuch-nite od paczu.
Alyssa wygldaa, jakby miaa za chwil dosta histerii.
Gdybymy teraz zrobili zebranie, nie wiedziabym, co im powiedzie. Nie
miaem adnego planu. Nie mogem stan przed caym nomem i si nie zaama.
Nie po tym, jak staem si przyczyn tylu mierci w Dallas.
Zerknem na Sadie. Skina nieznacznie gow.
- Spotkamy si jutro - oznajmiem. - Wszyscy potrzebujecie snu. To, co si
stao z Teksaczykami... - Gos uwiz mi w gardle. - Suchajcie, wiem, co czujecie.
Te si tak czuj. Ale to nie bya wasza wina.
Nie byem pewny, czy to kupili. Felix otar z z policzka. Alyssa otoczya go
ramieniem i poprowadzia ku schodom. Walt rzuci Sadie spojrzenie, ktrego nie
byem w stanie zinterpretowa - moe jakiego alu czy melancholii - po czym ruszy
za Alys-s po schodach.
- Agh? - Chufu pacn ap w zot skrzynk.
- Tak - odparem. - Moesz zanie to do biblioteki?
Byo to najbezpieczniejsze miejsce w caej rezydencji. Nie zamierzaem
ryzykowa, skoro tyle powicilimy dla zdobycia tego pudeka. Chufu odszed
rozkoysanym krokiem.
wirus by tak zmczony, e nawet nie wlaz na swoj zadaszon grzd,
tylko zwin si w miejscu, w ktrym sta, i zacz chrapa, wci zaprzony do
odzi. Podrowanie przez Duat bardzo go wyczerpuje.
Zdjem mu uprz i podrapaem go po opierzonym bie.
- Dziki, stary. Niech ci si przyni wielkie, tuste indyki.
Zawiergota przez sen.
Odwrciem si do Sadie i Bastet.
- Musimy porozmawia.

Bya ju prawie pnoc, ale Wielka Sala wci ttnia yciem. Julian, Paul i
kilku innych chopakw rozoyli si na kanapach i ogldali sport w telewizji.
Berbecie (troje naszych najmodszych uczniw) koloroway obrazki na pododze.
Stoliczek by zasany torbami po chipsach i puszkami po napojach. Buty leay w
nieadzie na dywanie. Na samym rodku pokoju nad gowami adeptw wznosi si
dwupitrowej wysokoci posg Thota, boga wiedzy o gowie ibisa, trzymajcego w
rkach zwj i piro. Kto naoy mu na gow jeden ze starych melonikw Amosa,
wyglda wic jak bukmacher przyjmujcy zakady na meczu futbolowym. Ktry
berbe pomalowa mu kredkami na rowo i fioletowo obsydianowe palce u stp.
Szacunek nie jest najmocniejsz stron Domu Brooklyskiego.
- Jak wam poszo? - spyta Julian. - By tu przed chwil Walt, ale nic nie
mwi...
- Nasza ekipa jest caa i zdrowa - odpowiedziaem. - Ale pidziesity
pierwszy nom... nie mia tyle szczcia.
Julian si skrzywi. Wiedzia, e nie naley dopytywa si o szczegy przy
modszych dzieciach.
- Dowiedzielicie si czego wanego?
- Jeszcze nie wiemy - przyznaem.
Nie chciaem brn dalej, ale najmodszy berbe, Shelby, przy-raczkowa do
mnie, eby pochwali si najnowszym kredkowym arcydzieem.
- Zabij wa - oznajmia Shelby. - Zabij, zabij, zabij. Zy w!
Na rysunku by w z garci sztyletw w karku i iksami zamiast oczu.
Gdyby Shelby wyprodukowaa taki rysunek w szkole, zapewne byaby ju w
gabinecie pedagoga, ale tu nawet najmodsi rozumiej powag sytuacji.
Umiechna si do mnie szeroko, potrzsajc kredk niczym wczni.
Cofnem si. Shelby wprawdzie bya w wieku przedszkolnym, ale bya te
znakomitym magiem. Jej kredki zmieniay si czasem w bro, a rysunkom zdarzao
si schodzi z kartek - jak na przykad czerwono-biao-niebieskiemu jednorocowi,
ktrego narysowaa w Dniu Niepodlegoci.

- wietny obrazek, Shelby. - Czuem si tak, jakby kto obwizywa ciasno


moje serce bandaami mumii. Podobnie jak wszyscy najmodsi uczniowie Shelby
znajdowaa si tutaj za zgod rodzicw. Jej rodzice rozumieli, e wa si losy
wiata. Wiedzieli, e Dom Brooklyski jest dla dziewczynki najbezpieczniejszym
miejscem, gdzie moe si nauczy posugiwa swoj moc. Ale co to byo za
dziecistwo: skupianie magii, ktra zniszczyaby wikszo dorosych, czy nauka o
potworach z najgorszego koszmaru?
Julian pogaska Shelby po gowie.
- Chod tu, kochanie. Narysujesz mi nastpny obrazek, dobrze?
- Zabij? - spytaa Shelby.
Julian odprowadzi j na bok. Sadie, Bastet i ja skierowalimy si do biblioteki.
Cikie dbowe drzwi prowadziy na schody wiodce w d do wielkiego
walcowatego pomieszczenia przypominajcego studni. Na sklepieniu wymalowana
bya bogini nieba Nut - na jej ciemnoniebieskim ciele poyskiway srebrne
gwiazdozbiory. Podog ozdabiaa mozaika, na ktrej przedstawiony by jej
maonek Geb, bg ziemi, a jego ciao pokryway rzeki, wzgrza i pustynie.
Mimo e byo ju ciemno, nasza samozwacza bibliotekarka Cleo wci
dogldaa pracy swoich czterech uszebti. Gliniane ludziki biegay po pomieszczeniu,
odkurzajc pki i ukadajc zwoje i ksigi w przypominajcych plaster miodu
regaach stojcych wok cian. Cleo siedziaa przy stoliku, piszc co na papirusie i
rozmawiajc jednoczenie z Chufu, ktry przykucn na stole przed ni, poklepujc
nasz now zabytkow szkatuk i pomrukujc w pawianim jzyku co, co brzmiao
jak: - Hej, Cleo, moe kupisz zote pudeko?
Cleo nie bya moe najodwaniejsz osob, jak znaem, ale miaa
niewiarygodn pami. Mwia w szeciu jzykach, wczajc w to_ angielski i jej
rodzimy portugalski (pochodzia z Brazylii), staroytny egipski i par sw po
pawianiemu. Postawia sobie za zadanie skatalogowanie wszystkich naszych
zwojw, zbieraa take dokumenty z caego wiata, ktre mogy nam pomc zdoby

informacje o Apopisie. To ona odgada, co czy ostatnie ataki wa i zwoje napisane


przez legendarnego maga Setne.
Bya znakomitym pomocnikiem, aczkolwiek czasami okropnie si irytowaa,
kiedy musiaa robi w bibliotece miejsce dla naszych podrcznikw szkolnych,
terminali

internetowych,

wielkich

zabytkw

archiwalnych

egzemplarzy

tygodnikw powiconych kociej modzie, skadowanych przez Bastet.


Kiedy Cleo zobaczya nas na schodach, poderwaa si od biurka.
- yjecie!
- Bardzo prosz bez takiego tonu zaskoczenia - mrukna Sadie.
Cleo zagryza warg.
- Przepraszam, ja tylko... bardzo si ciesz. Chufu przyszed tu sam, wic si
martwiam. Usiowa mi co powiedzie o tej zotej szkatuce, ale ona jest pusta.
Udao wam si znale Ksig o pokonaniu Apopisa?
- Zwj spon - odparem. - Nie mielimy szans go ocali.
Cleo wygldaa, jakby miaa si rozpaka.
- Ale przecie to bya ostatnia kopia! Jak Apopis mg zniszczy co tak
cennego?
Chciaem jej przypomnie, e Apopis zamierza zniszczy cay wiat, ale
wiedziaem, e nie lubia o tym myle. Robia si chora ze strachu.
Zo z powodu zniszczenia zwoju moga jako ogarn. Sama myl o tym, e
ktokolwiek mgby chcie zniszczy jakkolwiek ksik, sprawiaa, e Cleo miaa
ochot da Apopisowi po pysku.
Jedno z uszebti wskoczyo na st, usiujc przyczepi do szkatuki kod
paskowy, ale Cleo odgonia glinianego czowieczka.
- Wszyscy na swoje miejsca! - Klasna domi, a wtedy czworo uszebti
wrcio na swoje cokoy i zmienio si w glin. Jedno wci miao na rkach gumowe
rkawiczki i trzymao miotek z pir, co wygldao nieco dziwacznie.
Cleo pochylia si nad zot kasetk, eby jej si przyjrze.
- W rodku nic nie ma. Czemu to przynielicie?

- To wanie musimy omwi z Sadie i Bastet - odparem. - Jeli nie masz nic
przeciwko, Cleo.
- Nie mam. - Cleo nie odrywaa wzroku od szkatuki, po czym uwiadomia
sobie, e wszyscy si na ni gapimy. - Och... miae na myli na osobnoci. Jasne.
Chyba byo jej troch przykro, e zostaa wyproszona za drzwi, ale uja
Chufu za ap.
- Chodmy, babuinozinho. Znajdziemy jak przeksk.
- Agh! - odpowiedzia radonie Chufu. Uwielbia Cleo, zapewne dlatego e
znaa mnstwo jadalnych rzeczy na f. Z powodw, ktrych nikt z nas nie by w
stanie zrozumie, Chufu gustowa w jedzeniu, ktrego nazwa zaczynaa si na f:
figach, fistaszkach, fldrach etc.
Kiedy oboje opucili bibliotek, Sadie, Bastet i ja nachylilimy si nad naszym
nowym nabytkiem.
Szkatuka przypominaa miniaturow szafk szkoln. Wygldaa na zot, ale
to musiaa by tylko cienka zewntrzna warstwa folii na drewnie, poniewa cao
nie bya zbyt cika. cianki byy pokryte rytymi hieroglifami oraz obrazkami
przedstawiajcymi faraona z on. Z przodu znajdoway si podwjne drzwiczki na
zawiasach, a za nimi... niewiele. Jedynie malutki cokolik ze zotymi ladami stp,
jakby kiedy staa na nim egipska lalka Barbie.
Sadie wpatrywaa si w hieroglify na ciankach pudeka.
- Duo tu jest o Tutanchamonie i jego krlowej, yczenia pomylnoci w yciu
pozagrobowym, bla, bla. I obrazek przedstawiajcy go podczas polowania na kaczki.
Naprawd? To ma by idea raju?
- Lubi kaczki - oznajmia Bastet.
Poruszaem malekimi drzwiczkami na zawiasach.
- Mam wraenie, e kaczki nie s wane. Cokolwiek znajdowao si w rodku,
zniko. Moe zabrali to rabusie grobw albo...
Bastet zachichotaa.
- Rabusie grobw. Jasne.

Zmarszczyem brwi.
- Co w tym miesznego?
Umiechna si szeroko do mnie, a nastpnie do Sadie, po czym najwyraniej
dotaro do niej, e nie chwytamy dowcipu.
- Och... rozumiem. Wy po prostu nie macie pojcia, co to jest. To pewnie
normalne. Niewiele takich si zachowao.
- Niewiele jakich? - zapytaem.
- Skrzy cieni.
Sadie zmarszczya nos.
- To jakie zadanie szkolne? Robiam kiedy co takiego. Upiornie nudne.
- Nic nie wiem o adnych zadaniach szkolnych - odpara Ba-stet wyniole. To mi podejrzanie pachnie prac. A to jest autentyczna skrzynia cieni - skrzynia, w
ktrej przechowuje si cie.
Gos Bastet nie brzmia, jakby artowaa, ale w wypadku kotw czasem
trudno powiedzie.
- On tam teraz jest - dodaa. - Nie widzicie? Maleki cienisty kawaeczek Tuta.
Serwus, cieniu Tuta! - Pomachaa rk w kierunku pustego pudeka. - Dlatego tak si
umiaam, kiedy zasugerowae, e mogli go ukra rabusie grobw. Ha! To by bya
sztuka.
Usiowaem ogarn to, co usyszaem.
- Ale... Tato opowiada mi o wszelkich moliwych egipskich zabytkach. Nigdy
nie syszaem, eby wspomina o skrzyniach cieni.
- Jak ju mwiam - odrzeka Bastet - niewiele z nich przetrwao. Zazwyczaj
taka skrzynia bya chowana z dala od reszty duszy. Tut byl na tyle gupi, eby
umieci j w swoim grobie. Albo moe ktry z kapanw zrobi to wbrew jego
rozkazom, na zo.
Teraz ju nic nie rozumiaem. Ale ku mojemu zaskoczeniu Sa-die potakiwaa
z entuzjazmem.

- To pewnie mia na myli Anubis - oznajmia. - Patrz na to, czego nie ma.
Kiedy zajrzaam do Duat, ujrzaam ciemno we wntrzu kasetki. A wujek Vinnie
powiedzia, e to jest klucz do pokonania Apopisa.
Uoyem donie w liter T, aby zasygnalizowa przerw.
- Zaczekaj, Sadie, gdzie ty widziaa Anubisa? I od kiedy mamy wujka o
imieniu Vinnie?
Speszya si nieco, ale opowiedziaa o spotkaniu z twarz ze ciany, a potem o
wizji naszej mamy i Izydy oraz jej boskiego prawie e chopaka Anubisa.
Wiedziaem, e uwag mojej siostry atwo odcign, ale mimo to byem pod
wraeniem liczby mistycznych podry, ktre zdoaa odby podczas jednej wizyty
w muzeum.
- Twarz w cianie moga by sztuczk - powiedziaem.
- Moga... ale nie sdz. On powiedzia, e bdziemy potrzebowali jego
pomocy i e mamy tylko dwa dni, zanim co si z nim stanie. I jeszcze e to pudeko
pokae nam, czego potrzebujemy. Anubis wspomnia, e jestem na dobrym tropie,
ratujc t kasetk. A mama... - Sadie zaama si gos. - Mama mwi, e tylko dziki
temu znw j zobaczymy. Co si dzieje z duchami umarych.
Nagle poczuem si tak, jakbym znalaz si na powrt w Duat, otoczony
lodowat mg. Wpatrywaem si w skrzyneczk, ale nadal nic nie widziaem.
- Jaki jest zwizek cieni z Apopisem i duchami umarych?
Spojrzaem na Bastet. Wbia paznokcie w blat, posugujc si nim jak
drapakiem - zawsze tak robi, gdy odczuwa napicie. Musimy bez przerwy
wymienia stoy.
- Bastet? - ponaglia agodnie Sadie.
- Apopis i cienie - zamylia si Bastet. - Nigdy si nad tym nie
zastanawiaam... - Potrzsna gow. - To s pytania, ktre powinnicie zada
Thotowi. On ma znacznie wiksz wiedz ode mnie.

Powrcio do mnie wspomnienie. Tato mia kiedy wykad na jakim


uniwersytecie... w Monachium? Studenci pytali go o egipsk koncepcj duszy,
skadajcej si z wielu czci, i tato wspomnia wtedy o cieniach.
To jak jedna do z picioma palcami, powiedzia. Jedna dusza
Z picioma czciami.
Uniosem do, usiujc sobie przypomnie.
- Pi czci duszy... jakie to s?
Bastet milczaa. Wygldaa na bardzo niespokojn.
- Carter? - spytaa Sadie. - Co to ma do...
- Pozwolisz? - odparowaem. - Pierwsz czci jest ba, zgadza si? Nasza
osobowo.
- Kurczak - dorzucia Sadie.
Sadie nie byaby sob, gdyby nie nadaa duszy jakiej drobiowej ksywy, ale
wiedziaem, co ma na myli. Ba potrafio opuszcza ciao podczas snu bd te
powraca na ziemi po mierci jako duch. A kiedy tak robio, przybierao ksztat
wielkiego, wieccego ptaka o ludzkiej gowie.
- Aha - przytaknem. - Kurczak. Dalej jest ka, sia yciowa, ktra opuszcza
ciao w chwili mierci. Nastpnie ib, serce...
- Zapis naszych dobrych i zych uczynkw - dodaa Sadie. - Jest waone na
wadze sprawiedliwoci w zawiatach.
- Czwarta... - Zawahaem si.
- Ren - podpowiedziaa Sadie. - Tajemne imi.
Nie miaem miaoci podnie na ni oczu. Ostatniej wiosny ocalia mi ycie,
wymawiajc moje tajemne imi, ktre w zasadzie dao jej dostp do moich
najbardziej intymnych myli i naj-mroczniejszych uczu. Od tamtej pory nigdy tego
nie wykorzystaa, ale jednak... to nie jest rodzaj przewagi, ktry chciaoby si da
modszej siostrze.

Ren stanowi rwnie t cz duszy, ktr nasz przyjaciel Bes postawi p


roku temu w hazardowej grze z bogiem ksiyca Chonsu. Teraz Bes jest wydron
skorupk boga, siedzc na wzku inwalidzkim w zawiatowym domu opieki.
- Zgadza si - powiedziaem. - A pita cz... - Spojrzaem na Bastet. - To cie,
prawda?
Sadie zmarszczya brwi.
- Cie? Jak cie moe by czci duszy? To przecie tylko sylwetka,
nieprawda? Gra wiate.
Bastet wycigna rk nad blatem stou. Jej palce rzucay na drewno saby
cie.
- Nigdy nie da si uwolni od swojego cienia, swojego szut. Maj go wszystkie
ywe istoty.
- Kamienie, owki i buty te - odparowaa Sadie. - Czy to znaczy, e one te
maj dusze?
- Nie wymdrzaj si - skarcia j Bastet. - ywe istoty rni si od kamieni...
w kadym razie wikszo z nich. Szut to nie tylko fizyczny cie. To magiczna
projekcja, sylwetka duszy.
- A wic ta skrzyneczka... - odezwaem si. - Kiedy powiedziaa, e zawiera
cie krla Tutanchamona...
- To miaam na myli, e zawiera jedn pit jego duszy - potwierdzia Bastet.
- Jest domem szut faraona, eby nie zgubio si w zawiatach.
Miaem wraenie, e mj mzg za moment eksploduje. Wiedziaem, e caa ta
gadanina o cieniach musi by wana, ale nie miaem pojcia dlaczego. Czuem si
tak, jakbym mia w rku kawaek ukadanki niepasujcy do caoci.
Nie udao nam si ocali waciwego fragmentu - niezastpionego zwoju,
ktry mgby nam pomc pokona Apopisa - nie udao nam si te uratowa caego
nomu penego przyjanie nastawionych magw. Wszystkim, co przywielimy z tej
wyprawy, byo puste pudeko ozdobione rysunkami kaczek. Miaem ochot
potraktowa kopniakiem t skrzyni cieni krla Tuta.

- Zagubione cienie - mruknem. - To brzmi jak fragment opowieci o


Piotrusiu Panie.
Oczy Bastet rozbysy niczym papierowe lampiony.
- A jak mylisz, skd wzia si opowie o zagubionym cieniu Piotrusia Pana?
Ludowe podania o cieniach istniay od wiekw, Carterze... przekazywane z
pokolenia na pokolenie od czasw Egiptu.
- Ale jak to ma nam pomc? - zapytaem ze zoci. - Ksiga o pokonaniu
Apopisa moga nam pomc. Tylko e jej nie ma!
No dobra, przegiem z t zoci. Ale byem zy.
Wspomnienie wykadw taty sprawio, e chciaem znw by dzieckiem i
podrowa z nim po wiecie. Przeylimy razem sporo dziwacznych przygd, ale
zawsze czuem si bezpiecznie pod jego opiek. On zawsze wiedzia, co robi.
Wszystkim, co pozostao mi z tamtych czasw, bya walizka, pokrywajca si
kurzem w szafie na grze.
To nie byo uczciwe. Ale wiedziaem, co powiedziaby na to ojciec:
Sprawiedliwo oznacza, e wszyscy dostaj to, czego potrzebuj. A jedyny sposb,
eby dosta to, czego si potrzebuje, to samemu na to zapracowa.
Super, tato. Mam si zmierzy z nieprzyjacielem niemoliwym do pokonania,
a potrzebuj do tego przedmiotu, ktry wanie zosta zniszczony.
Sadie najwyraniej odgada mj nastrj.
- Co wymylimy - obiecaa. - Zamierzaa co wczeniej powiedzie o
Apopisie i cieniach, Bastet.
- Nie, nie zamierzaam - odburkna bogini.
- Czemu wic tak si tym niepokoisz? - spytaem. - Czy bogowie maj cienie?
Albo Apopis? A jeli tak, to jak dziaaj?
Bastet paznokciem wyrya w blacie kilka hieroglifw. Byem przekonany, e
napisaa: NIEBEZPIECZESTWO.
- Prawd mwic, dzieci... to jest pytanie do Thota. Tak, bogowie maj cienie.
Oczywicie, e je mamy. Ale... ale nie powinnimy o tym rozmawia.

Rzadko zdarzao mi si widywa Bastet tak zaniepokojon. Nie miaem


pojcia dlaczego. Ta bogini tysice lat walczya z Apopisem w magicznym wizieniu
twarz w twarz i pazurem w kie. Dlaczego tak baa si cieni?
- Bastet - powiedziaem - jeli nie zdoamy wymyli nic lepszego, musimy
zacz realizowa plan B.
Bogini si skrzywia. Sadie z przygnbieniem wpatrywaa si w st.
Plan B by czym, o czym rozmawialimy wycznie z Sadie, Bastet i Waltem.
Pozostali uczniowie nie byli wtajemniczeni. Nie mwilimy o tym nawet stryjowi
Amosowi. Byo to a tak przeraajce.
- To... to byoby straszne - przyznaa Bastet. - Ale, Carterze, ja naprawd nie
znam odpowiedzi. A jeli zaczniecie pyta o cienie, zagbicie si w co niezwykle
niebezpiecznego...
Kto zapuka, do drzwi biblioteki. Na grze schodw pojawili si Cleo i
Chufu.
- Przepraszam, e przeszkadzam - powiedziaa Cleo. - Chufu wanie
przyszed z twojego pokoju, Carterze. Sprawia wraenie, jakby bardzo chcia z tob
porozmawia.
- Agh! - przytakn Chufu.
Bastet podja si tumaczenia z pawianiej mowy.
- Mwi, e w czarze do patrzenia jest dla ciebie wiadomo, Carterze.
Prywatna wiadomo.
Jakbymy mieli mao kopotw. Tylko jedna osoba moga wysa mi przekaz,
a skoro kontaktowaa si ze mn w tak pnych godzinach nocnych, to wiadomo
musiaa by za.
- Przerywamy zebranie - oznajmiem pozostaym. - Do zobaczenia rano.

4. Konsultacje z gobiem wojennym


Jestem zakochany w misce.

Wikszo chopakw sprawdza nieustannie komrki, czekajc na SMS-y,


albo te przejmuje si tym, e dziewczyny obgaduj ich w sieci. A ja nie mog si
oderwa od czary do patrzenia.
Jest to po prostu spiowy pmisek na kamiennym cokole, stojcy na balkonie
przy moim pokoju. Ilekro jednak jestem u siebie, przyapuj si na tym, e cigle
spogldam w tamt stron i powstrzymuj si przed wyskoczeniem na balkon, eby
sprawdzi, czy nie wida tam Ziyi.
Najdziwniejsze jest to, e nie mog nawet nazwa jej swoj dziewczyn. No
ale jak w takim razie? Zakochaem si w jej kopii, uszebti, a rfastpnie uratowaem
ycie prawdziwej osobie po to tylko, eby si przekona, e nie odwzajemnia moich
uczu... A Sadie mie twierdzi, e to jej zwizki s skomplikowane.
Przez ostatnie p roku, odkd Ziya zdecydowaa si pomaga naszemu
stryjowi w pierwszym nomie, misa stanowia jedyn form kontaktu midzy nami.
Pochylony nad ni spdziem tyle godzin na rozmowach z Ziy, e z trudem
przypominaem sobie, jak wyglda bez zaczarowanej oliwy rozlanej na twarzy.
Dobiegem do balkonu cakowicie pozbawiony oddechu. Z powierzchni
spogldaa na mnie Ziya. Rce miaa skrzyowane na piersiach, a w jej oczach pon
taki gniew, e si baem, i si zapal. (Pierwsza czara, ktr zrobi dla mnie Walt,
rzeczywicie spona, ale to zupenie inna historia).
- Carter - zacza - udusz ci.
Bya taka pikna, kiedy grozia mi mierci. Przez lato wosy jej urosy i
opaday teraz czarnymi, lnicymi falami na ramiona. Nie bya tym uszebti, w
ktrym si pocztkowo zakochaem, ale jej twarz nadal bya pikna jak rzeba - z
subtelnym nosem, penymi, czerwonymi wargami i olniewajcymi oczami w
kolorze bursztynu. Jej skra poyskiwaa niczym terakota, jeszcze ciepa po wyjciu z
pieca.
- Dowiedziaa si o Dallas - domyliem si. - Tak mi przykro, Ziya...
- Wszyscy ju wiedz o Dallas, Carter. Pozostae nomy przez ostatni godzin
wysyay posacw do Amosa, domagajc si wyjanie. Magowie z tak odlegych

miejsc jak Kuba poczuli zawirowanie w Duat. Kto twierdzi wrcz, e wysadzilicie
cay Teksas. Inni mwili, e pidziesity pierwszy nom zosta zniszczony. A jeszcze
inni... jeszcze inni syszeli, e zginlicie.
Troska, jak wyczuem w jej gosie, poprawia mi nieco nastrj, ale sprawia
rwnie, e poczuem si jeszcze bardziej winny.
- Zamierzaem ci uprzedzi - powiedziaem. - Ale kiedy si dowiedzielimy,
e Apopis uderzy w Dallas, musielimy podj natychmiastowe dziaania.
Opowiedziaem jej o tym, co si wydarzyo na wystawie Tutanchamona, nie
przemilczajc naszych bdw i ofiar katastrofy.
Usiowaem odczyta emocje Ziyi. Nawet po tylu miesicach miaem
problemy z odgadywaniem jej nastrojw. Sam jej widok doprowadza do jakiego
zwarcia w moim mzgu. Przez wikszo czasu z trudem przypominaem sobie, jak
mwi penymi zdaniami.
W kocu Ziya wymamrotaa pod nosem co po arabsku - zapewne jakie
przeklestwo.
- Ciesz si, e przeylicie, ale... pidziesity pierwszy nom zniszczony...? Potrzsna gow z niedowierzaniem. - Znaam Anne Grissom. Uczya mnie magii
uzdrowicielskiej, kiedy byam maa.
Przypomniaem sobie adn blondynk grajc w orkiestrze oraz zniszczone
skrzypce na krawdzi krateru.
- To byli dobrzy ludzie - powiedziaem.
- Jedni z naszych ostatnich sojusznikw - dodaa Ziya. - Buntownicy ju ci
obwiniaj o ich mier. A jeli kolejne nomy odwrc si od Amosa...
Nie musiaa nawet koczy myli. Ostatniej wiosny najgorsi wichrzyciele w
Domu ycia stworzyli oddzia uderzeniowy, ktry mia zniszczy Dom Brooklyski.
Pokonalimy ich. Amos nawet ich uaskawi, kiedy zosta nowym najwyszym
lektorem. Ale cz odmwia przyczenia si do niego. Buntownicy nadal istnieli zbierali siy, podjudzali innych magw przeciwko nam. Jakbymy potrzebowali
kolejnych wrogw.

- Obwiniaj mnie? - powtrzyem. - Kontaktowali si z tob?


- Gorzej. Wystosowali do ciebie owiadczenie.
Oliwa zafalowaa. Ujrzaem inn twarz - Sary Jacobi, przywdczyni
buntownikw. Miaa mlecznobia cer, krtkie czarne wosy, postawione na jea,
oraz ciemne, nieustannie zdumione oczy, podkrelone zdecydowanie zbyt du
iloci kohlu. W nienobiaych szatach wygldaa jak halloweenowa zjawa.
Staa w pomieszczeniu z marmurowymi kolumnami. Zza jej plecw gniewnie
spogldao szeciu magw - elitarnych zabjcw na subie pani Jacobi.
Rozpoznaem niebieskie szaty i ogolon gow maga o nazwisku Kwai, ktry zosta
wypdzony z nomu pnocnokoreaskiego za zamordowanie swojego towarzysza.
Obok niego sta Petrowicz, Ukrainiec o pooranej bliznami twarzy, ktry niegdy
pracowa jako zabjca dla naszegQ dawnego wroga Wada Mienszykowa.
Innych nie znalem, ale obawiaem si, e wszyscy s rwnie milutcy jak sama
Sara Jacobi. Zanim Mienszykow j uwolni, przebywaa na wygnaniu na
Antarktydzie za wywoanie na Oceanie Indyjskim tsunami, ktre zabio ponad
wier miliona ludzi.
- Carterze Kane! - krzykna.
Poniewa to by przekaz, wiedziaem, e to tylko magiczne nagranie, a jednak
podskoczyem na dwik jej gosu.
- Dom ycia da, eby si podda - oznajmia. - Twoje zbrodnie s
niewybaczalne. Musisz zapaci yciem.
Mj odek nie zdy si nawet zbuntowa, gdy na powierzchni oliwy
pojawia si seria przeraajcych obrazw. Zobaczyem kamie z Rosetty
wybuchajcy w Muzeum Brytyjskim - wypadek, ktry uwolni Seta i zabi mojego
ojca w ostatnie wita. Jak Jacobi zdoaa zdoby nagranie z tego zdarzenia?
Obejrzaem walk w Domu Brookjyskim ostatniej wiosny, kiedy Sadie i ja
przybylimy tam w sonecznej barce Ra, eby odpdzi szwadron mierci Sary
Jacobi. Obrazy, ktre mi pokazywaa, byy tak zmontowane, ebymy to my

wygldali na agresorw - banda chuliganw o boskich mocach, tukcych


nieszczsn Jacobi i jej kumpli.
- To ty uwolnie Seta i jego rodzestwo - cigna Jacobi. - Ty zamae
najwitsz zasad magii i wsppracowae z bogami. Czynic to, zaburzye
rwnowag Maat i spowodowae powstanie Apopisa.
- To kamstwo! - odparowaem. - Apopis i tak powstawa!
Nastpnie przypomniaem sobie, e wrzeszcz na wideo.
Sceny si zmieniay. Zobaczyem wieowiec w ogniu w tokijskiej dzielnicy
Shibuya - siedzib 234- nomu. Skrzydlaty demon z gow w ksztacie samurajskiego
miecza wpad przez okno i wycign z budynku wrzeszczcego maga.
Zobaczyem dom dawnego najwyszego lektora Michela Des-jardinsa pikn kamienic przy paryskiej ulicy des Pyramides - obecnie cakiem w ruinie.
Dach si zapad. Szyby w oknach byy wytuczone. Podarte zwoje i zalane wod
ksigi zacielay martwy ogrd, a na drzwiach frontowych, niczym wypalone
elazem pitno, dymi hieroglif oznaczajcy chaos.
- To wszystko twoja wina - oznajmia Jacobi. - Oddae paszcz najwyszego
lektora sudze za. Zepsue umysy modych magw, uczc ich cieki bogw.
Osabie Dom ycia i pozostawie nas na asce Apopisa. Nie moemy tego
tolerowa. Kady, kto opowie si po twojej stronie, zostanie ukarany.
Wizja przeniosa si do Domu Sfinksa w Londynie, gwnej siedziby
brytyjskiego nomu. Bylimy tam z Sadie w lecie i udao nam si osign
porozumienie po wielu godzinach negocjacji. Zobaczyem, jak Kwai wpada do
biblioteki, rozbija posgi bogw i zrzuca ksiki z pek. Dwunastu brytyjskich
magw stao w acuchach przed swoj zwyciczyni Sar Jacobi, trzymajc
lnicy czarny n. Przywdca nomu, nieszkodliwy starzec o nazwisku Leicester,
zosta rzucony na kolana. Sara Jacobi uniosa n. Ostrze opado, a obraz si zmieni.
Z powierzchni oliwy wpatrywaa si we mnie upiorna twarz Jacobi. Jej ciemne
oczy wyglday jak puste oczodoy.

- Rd Kaneow to zaraza - oznajmia. - Musiie zosta zniszczeni. Poddajcie


si, ebymy mogli wykona egzekucj. Oszczdzimy waszych zwolennikw, jeli
wyrzekn si cieki bogw. Nie podam urzdu najwyszego lektora, ale musz
go obj dla dobra Egiptu. Kiedy rodzina Kaneow wymrze, bdziemy znw silni i
zjednoczeni. Naprawimy zniszczenia, ktre spowodowalicie, i odelemy bogw,
cznie z Apopisem, z powrotem do Duat. Sprawiedliwo jest szybka, Carterze
Kane. To nasze jedyne ostrzeenie.
Obraz Sary Jacobi rozpyn si na powierzchni. Byem znw sam z odbiciem
Ziyi.
- Aha - odezwaem si drcym gosem. - Jak na seryjn morderczyni jest
cakiem przekonujca.
Ziya potakna.
- Jacobi przekonaa ju albo pokonaa wikszo naszych sojusznikw w
Europie i Azji. Wiele ostatnich atakw - w Paryu, Tokio, Madrycie - byo robot
Jacobi, ale ona zwala win na Apopisa... albo Dom Brooklyski.
- To niepowane.
- Ty to wiesz i ja to wiem - przytakna. - Ale magowie si boj. Jacobi
wmawia im, e jeli rd Kaneow zostanie pokonany, Apopis wrci do Duat i
wszystko bdzie jak dawniej. A oni chc w to wierzy. Jacobi daje im do
zrozumienia, e sojusz z tob oznacza wyrok mierci. A po katastrofie w Dallas...
- Rozumiem - warknem.
Nie powinienem si zoci na Ziy, ale czuem si kompletnie bezradny.
Wszystko, co robilimy, przybierao zy obrt. Wyobraaem sobie rechot Apopisa w
zawiatach. Moe dlatego nie zaatakowa jeszcze Domu ycia z pen si. Zbyt
wielk uciech sprawiao mu obserwowanie, jak si wzajemnie wyrzynamy.
- Dlaczego Jacobi nie wysaa tego Amosowi? - spytaem. - To on jest
najwyszym lektorem.

Ziya zerkna w bok, jakby co sprawdzajc. Nie widziaem zbyt wiele wok
niej, ale chyba nie znajdowaa si w swojej sypialni w pierwszym nomie ani te w
Sali Wiekw.
- Jacobi daa jasno do zrozumienia, e oni uwaaj Amosa za sug za. Nie
bd z nim rozmawia.
- Dlatego e kiedy opta go Set - domyliem si. - Ale to nie bya jego wina.
Zosta uleczony. Nic mu nie jest.
Ziya si skrzywia.
- O co chodzi? - spytaem. - Nic mu nie jest, prawda?
- To... to skomplikowane, Carterze. Suchaj, najpowaniejszym problemem jest
Jacobi. Przeja dawn siedzib Mienszyko-wa w Petersburgu. To forteca niemal na
miar pierwszego nomu. Nie mamy pojcia, co ona knuje ani ilu ma przy sobie
magw. Nie wiemy, gdzie ani kiedy uderzy. Ale zrobi to wkrtce.
Sprawiedliwo jest szybka. To nasze jedyne ostrzeenie.
Co mi mwio, e Jacobi nie zaatakuje ponownie Domu Bro-oklyskiego, nie
po tym jak zostaa tu poprzednio upokorzona. Ale jeli zamierzaa przej Dom
ycia i zgadzi nasz rodzin, to co innego mogo by celem ataku?
Spojrzaem Ziyi prosto w oczy i uwiadomiem sobie, co jej chodzio po
gowie.
- Nie - powiedziaem. - Nigdy nie zaatakuj pierwszego nomu. To byoby
samobjstwo. On przetrwa pi tysicy lat.
- Carterze... jestemy sabsi, ni sobie wyobraasz. Nigdy nie mielimy penej
obsady. A teraz wielu z naszych najlepszych magw zniko, zapewne przeszli na
drug stron. Zostao paru starcw i kilkoro przeraonych dzieci, plus Amos i ja.
Rozoya rce w gecie rozpaczy.
- A ja przez wikszo czasu tkwi tutaj...
- Czekaj - przerwaem jej. - Gdzie ty waciwie jeste?
Gdzie na lewo od niej zawiergota mski gos: - Hellou!
Ziya westchna.

- Super. Wanie si obudzi z drzemki.


W misie pojawia si starcza twarz, szczerzca dokadnie dwa zby. Wielka
pomarszczona

gowa

sprawiaa,

mczyzna

wyglda

jak

geriatryczny

niemowlak.
- Mamy tu zebry!
Otworzy usta i usiowa wyssa oliw z miski, a cay obraz zafalowa.
- Nie, panie! - Ziya odcigna go na bok. - Nie moesz wypi zaczarowanego
oleju. Rozmawialimy ju o tym. Chod, dam ci cukierka.
- Cukierki! - pisn starzec. - Jupi! - Zacz taczy ze sodyczami w rkach.
Dotknity demencj dziadek Ziyi? Niestety nie. To by Ra, bg soca,
pierwszy boski faraon Egiptu i arcywrg Apopisa. Ostatniej wiosny udao nam si go
odnale i obudzi z psnu, w nadziei e powstanie w chwale i w naszym imieniu
zmierzy si z wem chaosu.
Niestety Ra obudzi si jako zdziecinniay starzec, pozbawiony pamici.
Doskonale szo mu ucie biszkoptw, linienie si i wypiewywanie bezsensownych
piosenek. Ale walka z Apopi-sem? To ju gorzej...
- Znw go dogldasz? - zapytaem.
Wzruszya ramionami.
- Tu jest po wschodzie soca. Przez wikszo nocy Horus i Izyda pilnuj go
na sonecznej barce. Ale za dnia... c, Ra wpada w melancholi, jeli go nie
odwiedzam, a aden inny bg nie ma ochoty si nim opiekowa. Prawd mwic,
Carter... - ciszya gos. - Troch si boj, co mogliby zrobi z Ra, gdybym go
zostawia z nimi sam na sam. Oni s nim zmczeni.
- Jupi! - krzykn Ra w tle.
Serce we mnie zamaro. Kolejna przyczyna poczucia winy: obarczyem Ziy
obowizkami niaki boga soca. Codziennie przesiadywaa w sali tronowej bogw,
co noc pomagaa Amo-sowi kierowa pierwszym nomem... Ziya ledwie miaa czas
na sen, nie mwic ju o randce - oczywicie gdybym mia odwag j zaprosi.

Oczywicie to wszystko nie bdzie miao znaczenia, jeli Apo-pis zniszczy


wiat albo jeli Sara Jacobi i jej magiczni zabjcy dobior si do mnie. Przez moment
si zastanawiaem, czy Jacobi nie ma przypadkiem racji... czy wiat nie zboczy z toru
z powodu rodzinyKanew i czy nie radziby sobie lepiej bez nas.
Czuem si tak totalnie bezradny, e przez chwil rozwaaem przyzwanie
mocy Horusa. Nie zaszkodziaby mi dawka odwagi i pewnoci siebie boga wojny.
Ale obawiaem si, e poczenie myli z Horusem nie jest dobrym pomysem. Moje
uczucia byy dostatecznie pomieszane bez kolejnego, w dodatku ponaglajcego gosu
w gowie.
- Znam ten wyraz twarzy - skarcia mnie Ziya. - Nie moesz si obwinia,
Carterze. Gdyby nie ty i Sadie, Apopis ju zniszczyby wiat. Jest jeszcze nadzieja.
Plan B, pomylaem. Jeli nie uda nam si rozwiza tej zagadki zwizanej z
cieniami i tym, jak je wykorzysta przeciwko Apopi-sowi, pozostanie nam jedynie
plan B, dla nas - dla mnie i Sadie
- oznaczajcy pewn mier, nawet w razie sukcesu. Ale nie zamierzaem
mwi o tym Ziyi. Nie zamierzaem przekazywa jej dalszych przygnbiajcych
wiadomoci.
- Masz racj - powiedziaem. - Co wymylimy.
- Wieczorem wracam do pierwszego nomu. Odezwij si do mnie, okej?
Powinnimy porozmawia o...
Co zagrzmiao za jej plecami, jakby wielka kamienna pyta przesuwaa si po
posadzce.
- Sobek przyszed - szepna. - Nie znosz go. Pogadamy pniej.
- Zaczekaj, Ziya - powiedziaem. - O czym pogadamy?
Ale oliwa pociemniaa i obraz Ziyi znikn.
Potrzebowaem snu, ale zamiast spa, kryem po pokoju.
Sypialnie w Domu Brooklyskim s niesamowite: wygodne ka, telewizja
HD, szybki bezprzewodowy Internet i napeniajce si magicznie lodwki. Cay

legion zaczarowanych miote, mopw i ciereczek utrzymuje porzdek. Szafy s


zawsze pene czystych i idealnie dopasowanych ubra.
Mimo to czuem si w tym pokoju jak w klatce. Moe dlatego, e za
wsplokatora miaem pawiana. Chufu nie spdza tu wiele czasu (wola siedzie na
dole z Cleo albo z najmodszymi dziemi, ktre iskay mu futro), ale na jego ku
byo wgbienie w ksztacie pawiana, na szafce nocnej stao pudeko fi-staszkw, a w
kcie koysaa si hutawka z opony. T ostatni Sadie umiecia tu w ramach artu,
ale Chufu si w niej zakocha, wic nie miaem serca jej zdj. Problem polega na
tym, e przyzwyczaiem si do obecnoci pawiana. A teraz, kiedy spdza wikszo
czasu z przedszkolakami, tskniem za nim.
Dawa si lubi za mniej wicej te same mie i irytujce cechy co moja siostra.
[Tak, Sadie. Wiedziaa, e to powiem].
Zdjcia z wygaszacza ekranu kryy po monitorze mojego laptopa. Na
jednym z nich by tato na wykopaliskach w Egipcie, wygldajcy na wyluzowanego i
majcego nad wszystkim kontrol w tym swoim kombinezonie khaki, z
podwinitymi rkawami na ciemnych muskularnych ramionach - pozowa z
kawakiem roztrzaskanej gowy jakiego faraona. Lysa gowa i brdka sprawiay, e
wyglda nieco demonicznie, kiedy si umiecha.
Kolejna fotografia przedstawiaa stryja Amosa na estradzie w klubie
jazzowym, grajcego na saksofonie. Mia ciemne okulary, niebieski melonik i
dopasowany jedwabny garnitur, jak zawsze bezbdnie uszyty. We wosy mia
wplecione szafiry. Nigdy nie widziaem Amosa na scenie, ale lubiem to zdjcie,
poniewa emanowao yciem i radoci - w przeciwiestwie do dzisiejszego Amosa,
przytoczonego ciarem przywdztwa. Niestety przypomniao mi Anne Grissom,
teksask magiczk ze skrzypcami, bawic si wietnie w wieczr swojej mierci.
Pojawia si nastpna fotografia. Zobaczyem mam hutajc mnie na
kolanach, kiedy byem may. Miaem wtedy to komiczne afro, z ktrego zawsze drwi
Sadie. Na tym zdjciu mam niebieskie pioszki upaprane puree marchewkowym.
Trzymam mam za kciuki, nieco zdziwiony koysaniem, jakbym myla: Mam do

tej przejadki! Mama jest pikna jak zawsze, nawet w dinsach i podkoszulku, z
wosami zwizanymi bandan. Umiecha si do mnie, jakbym by najcudowniejsz
rzecz, jaka przydarzya jej si w yciu.
Cierpiaem, patrzc na to zdjcie, ale nie odrywaem od niego wzroku.
Przypomniao mi si, co powiedziaa niedawno Sadie: e co szkodzi duchom
zmarych i moe nigdy wicej nie zobaczymy mamy, jeli sobie z tym nie poradzimy.
Wziem gboki oddech. Tato, stryj, mama - wszyscy byli potnymi
magami. Wszyscy powicili tak wiele, eby odbudowa Dom ycia.
Byli starsi, mdrzejsi i silniejsi ode mnie. Praktykowali magi wiele lat. My z
Sadie powicilimy na to raptem dziewi miesicy. A mimo to musielimy zrobi
co, czego nie zdoa dokona wczeniej aden mag: pokona samego Apopisa.
Podszedem do szafy i wycignem moj star walizk podrn. Bya to
zwyka walizka z czarnej skry, podobna do milionw innych, ktre mona
zobaczy na lotniskach. Przez wiele lat cigaem j ze sob po wiecie, kiedy
podrowaem z tat. To on nauczy mnie y z takim dobytkiem, jaki jestem w
stanie udwign.
Otworzyem walizk. Bya teraz pusta, jeli nie liczy jednego przedmiotu:
figurki zwinitego wa wyrzebionego w czerwonym granicie, z wyrytymi
hieroglifami. Imi - Apopis - byo przekrelone i nadpisane potnymi zaklciami
wicymi, a mimo to ten posek by najbardziej niebezpiecznym artefaktem w
caym domu - przedstawieniem nieprzyjaciela.
Sadie, Walt i ja zrobilimy go w sekrecie (pomimo gonego sprzeciwu Bastet).
Wtajemniczylimy Walta tylko dlatego, e chcielimy wykorzysta jego talent do
wykonywania amuletw. Nawet Amos nie zgodziby si na tak niebezpieczny
eksperyment. Jeden bd, jedno le rzucone zaklcie i ta statuetka mogaby zamieni
si z broni przeciwko Apopisowi w bram pozwalajc mu bez przeszkd dost si
do Domu Brooklyskiego. Musielimy jednak podj ryzyko. Jeli ja i Sadie nie
znajdziemy innego sposobu, eby go pokona, bdziemy musieli posuy si t
figurk przeciwko Apopisowi w ramach planu B.

- Gupi plan - odezwa si gos na balkonie.


Na balustradce przysiad gob, w ktrego spojrzeniu byo co bardzo
niegobiego. Wyglda na nieustraszonego, niemale niebezpiecznego, a ja
rozpoznaem ten gos, znacznie bardziej mski i wojowniczy, ni mona by si
spodziewa po rodzinie gobiowatych.
- Horus? - spytaem.
Gob przekrzywi epek.
- Mog wej?
Wiedziaem, e nie pyta tylko z grzecznoci. Ten dom by peen zakl,
utrzymujcych z dala niechciane szkodniki: gryzonie, termity i egipskich bogw.
- Udzielam ci pozwolenia na wejcie - odpowiedziaem oficjalnym tonem Horusie w formie... hm... gobia.
- Dzikuj. - Gob zeskoczy z barierki i rozkoysanym krokiem wmaszerowa
do pokoju.
- Dlaczego? - spytaem.
Horus przeczesa dziobem pira.
- Wiesz, szukaem sokoa, ale nie ma ich zbyt wiele w Nowym Jorku.
Chciaem mie skrzyda, wic gob wyda mi si najlepszym wyborem. Gobie
zaadaptoway si niele do ycia w miastach i nie boj si ludzi. To bardzo
szlachetne ptaki, nie sdzisz?
- Szlachetne - przytaknem. - To niewtpliwie pierwsze sowo, ktre
przychodzi mi na myl, kiedy wyobraam sobie gobie.
- Istotnie - zgodzi si Horus.
Najwyraniej w staroytnym Egipcie nie znali pojcia sarkazmu, poniewa
Horus nigdy tego nie apa. Przefrun na moje ko i wydzioba kilka fistaszkw z
pudeka Chufu.
- Ej - ostrzegem go - jeli narobisz mi na pociel...
- Prosz ci. Bogowie wojny nie robi na pociel. No, moe w drodze
wyjtku...

- Zapomnij, e o tym wspomniaem.


Horus przeskoczy na moj torb podrn i spojrza na figurk Apopisa.
- Niebezpieczne to - oznajmi. - Stanowczo zbyt niebezpieczne, Carterze.
Nie wspominaem mu o planie B, ale nie zaskoczyo mnie, e wiedzia. Horus
zbyt czsto dzieli ze mn myli. Im lepiej uczyem si skupia jego moc, tym lepiej
si rozumielimy. Wad magii bogw jest to, e nie zawsze da si zamkn takie
poczenie.
- To zabezpieczenie na wszelki wypadek - wyjaniem. - Usiujemy znale
inny sposb.
- Szukajc tego zwoju - przypomnia mi - ktrego ostatnia kopia spona
wczoraj w Dallas.
Powstrzymaem nag potrzeb ukrcenia mu ba.
- Tak. Ale Sadie znalaza t skrzyni cieni. Uwaa, e to jaka podpowied. Ty
nie masz pojcia o posugiwaniu si cieniem w walce z Apopisem, prawda?
Gob pokrci epkiem.
- Nie bardzo. Moje rozumienie magii jest bardzo proste. Wal mieczem we
wroga a do skutku. Powtrz w razie potrzeby. Z Setem si udao.
- Po ilu latach walki?
Gob rzuci mi wcieke spojrzenie.
- O co ci chodzi?
Uznaem, e lepiej bdzie unika ktni. Horus by bogiem wojny. Uwielbia
walk, ale potrzebowa wielu lat, eby pokona zego boga Seta. A Set to piku w
porwnaniu z Apopisem - pierwotn sil chaosu. Walenie w Apopisa mieczem jest
bez sensu.
Pomylaem o tym, co Bastet mwia wczeniej w bibliotece.
- Czy Thot moe wiedzie wicej o cieniach? - zapytaem.
- Zapewne - odburkn Horus. - Thot nie nadaje si do niczego poza
czytaniem tych swoich starych, zmurszaych zwojw. - Gob wpatrywa si w
figurk wa. - Zabawne... wanie co mi si przypomniao. W dawnych czasach

Egipcjanie mieli to samo sowo na oznaczenie posgu i cienia, poniewa jedno i


drugie jest pomniejszon kopi przedmiotu. Jedno i drugie okrelali mianem szut.
- Co chcesz przez to powiedzie?
Gob przeczesa pira.
- Nic. Po prostu tak sobie pomylaem, patrzc na posek, kiedy mwie o
cieniach.
Poczuem dreszcz na plecach.
Cienie... posgi.
Minionej wiosny widzielimy z Sadie, jak dawny najwyszy lektor Desjardins,
rzuca wyklcie na Apopisa. Jest ono niebezpieczne nawet w wypadku pomniejszych
demonw. Naley zniszczy niewielk statuetk przedstawiajc cel zaklcia i w ten
sposb cakowicie zniszczy ten cel, wymaza go ze wiata. Jeden bd i wszystko
zaczyna wybucha - poczynajc od maga rzucajcego zaklcie.
W zawiatach Desjardins posuy si przeciwko Apopisowi prowizorycznym
poskiem. Najwyszy lektor zgin, rzucajc zaklcie, a udao mu si jedynie
zepchn Apopisa nieco gbiej w otcha Duat.
Razem z Sadie ywilimy nadziej, e jeli bdziemy mieli potniejsz
magiczn figurk i bdziemy pracowali razem, moe zdoamy wykl Apopisa
cakowicie, a przynajmniej wrzuci go tak gboko do Duat, eby ju nigdy nie
powrci.
To wanie by plan B. Wiedzielimy jednak, e tak potne zaklcie bdzie
wymagao tyle energii, e moe nas kosztowa ycie. Chyba e znajdziemy inny
sposb.
Posgi jako cienie, cienie jako posgi.
W moim umyle zacz si formowa plan C - pomys tak szalony, e nie
miaem nawet ochoty ubiera go w sowa.
- Horusie - odezwaem si ostronie - czy Apopis ma cie?
Gob zamruga czerwonymi oczkami.

- Co to za pytanie? Dlaczego... - Jego wzrok pad na czerwon figurk. - Och...


Och. To, prawd mwic, byskotliwe. Klinicznie szalone, ale byskotliwe. Mylisz,
e wersja Ksigi o pokonaniu Apopisa spisana przez Setne, ta, ktr tak gorliwie
niszczy Apopis... mylisz, e zawieraa tajemne zaklcie umoliwiajce...
- Nie mam pojcia - odparem. - Warto by zapyta Thota. Moe on co wie.
- Moe - potakn niechtnie Horus. - Ale i tak uwaam, e frontalny atak jest
lepszy.
- Pewnie, e tak uwaasz.
Gob przekrzywi epek.
- Razem jestemy do potni. Powinnimy poczy siy, Carterze. Pozwl
mi dzieli z tob ciao, jak kiedy. Moemy poprowadzi armi bogw i ludzi i
pokona wa. Razem bdziemy panowa nad wiatem.
Pokusa mogaby by silniejsza, gdybym nie mia przed sob grubego ptaka z
pirami w okruszkach z fistaszkw. Gob wadajcy wiatem nie wyda mi si
dobrym pomysem.
- Wrcimy do tej rozmowy - powiedziaem. - Najpierw musz pogada z
Thotem.
- Ba - Horus zamacha skrzydami. - On wci siedzi w Memphis, przy tym
swoim komicznym stadionie. Ale jeli zamierzasz si z nim spotka, to na twoim
miejscu nie zwlekabym zbyt dugo.
- Dlaczego?
- To wanie miaem ci przede wszystkim powiedzie - oznajmi. - Sprawy
midzy bogami si komplikuj. Apopis nas dzieli, atakujc kadego z osobna, tak
samo jak was. Thot ucierpia jako pierwszy.
- Ucierpia? Co to znaczy?
Gob nastroszy pira. Z jego dzioba wydobya si smuka dymu.
- Oj. Ciao zaczyna mie do. Nie utrzyma duej mojego ducha. Po prostu
pospiesz si, Carterze. Mam problem z utrzymywaniem jednoci wrd bogw, a ten
staruch Ra nie jest adnym wsparciem dla naszego morale. Jeli szybko nie

poprowadzimy naszych armii do boju, niedugo moe si okaza, e w ogle nie


mamy ju czego prowadzi.
- Ale...
Gob si zakrztusi i wypuci kolejny oboczek dymu.
- Musz ju lecie. Powodzenia.
Horus wyfrun przez okno, pozostawiajc mnie z poskiem
Apopisa i garci szarych pir.
Spaem jak mumia. To akurat byo dobre. Niestety Bastet pozwolia mi spa
do popoudnia.
- Czemu mnie nie obudzia? - spytaem z wyrzutem. - Mam mnstwo roboty!
Bastet rozoya bezradnie rce.
- Sadie si upara. Miae trudn ostatni noc. Powiedziaa, e musisz
odpocz. A poza tym jestem kotem. Szanuj wito snu.
Nadal byem wcieky, ale w gbi duszy wiedziaem, e Sadie miaa racj.
Poprzedniej nocy zuyem mnstwo magicznej energii i bardzo pno poszedem
spa. Moe - ale tylko moe - Sadie miaa na uwadze moje dobro.
(Zauwayem wanie, e robi do mnie miny, wic chyba jednak nie).
Wziem prysznic i ubraem si. Zanim pozostae dzieci wrciy ze szkoy,
znw poczuem si prawie czowiekiem.
Tak, nie przejzyczyem si, mwic: szkoa, jak zwyczajna szkol. Ca
poprzedni wiosn uczylimy naszych adeptw w Domu Brooklyskim, ale Bastet
postanowia, e od jesieni wszyscy musz dosta porcj zwykego ycia. Chodzili
wic przedpoudniami do pobliskiej szkoy, a po poudniu i wieczorem oraz w
weekendy zgbiali tajniki magii.
Ja byem jedynym wyjtkiem. Od zawsze uczyem si w domu. Na sam myl
o szafkach, podziaach godzin, podrcznikach i stowkach jako dodatkach do
zarzdzania dwudziestym pierwszym nomem robio mi si sabo.
Mylicie pewnie, e pozostali narzekali, zwaszcza Sadie. Tymczasem pomys
ze szko okaza si strzaem w dziesitk. Dziewczyny si cieszyy, e maj wicej

koleanek (i mniej obciachowych chopakw do podrywania, jak twierdziy).


Chopcy uprawiali sporty z prawdziwymi druynami, a nie tylko z Chufu i z
egipskimi posgami w miejsce koszy. Bastet za cieszya si pustk w domu - moga
spokojnie wycign si na tarasie i uci sobie drzemk w socu.
W kadym razie zanim pozostali wrcili do domu, zdyem jako tako
przemyle rozmowy z Ziy i Horusem. Plan, ktry uoyem w nocy, nadal
wydawa si szalony, ale uznaem, e to moe by nasza szansa. Po poinformowaniu
Sadie i Bastet, ktre okazay si (niepokojco) ze mn zgodne, uznalimy, e czas
podzieli si planami z reszt naszych przyjaci.
Zebralimy si na obiad na gwnym tarasie. Jest to wietne miejsce na posiki:
niewidzialne bariery chroni nas przed wiatrem, a widok na East River i Manhattan
jest fantastyczny. Jedzenie pojawia si magicznie i zawsze jest smaczne. Od
dziewiciu miesicy wszystkie nasze wane spotkania odbywaj si wanie tutaj.
Zaczem ju nawet czy zbiorowe posiki z katastrofami.
Napenilimy talerze jedzeniem ze szwedzkiego stou, a nasz krokodyl albinos
o ksywce Filip Macedoski tapla si wesoo w sadzawce. Do jedzenia tu obok
siedmiometrowego krokodyla trzeba si do dugo przyzwyczaja, ale Filip jest
dobrze wychowany. Je wycznie bekon, zabkane ptactwo wodne oraz, jeli
nadarzy si okazja, atakujce nas potwory.
Bastet siedziaa u szczytu stou z puszk whiskasa. Sadie i ja usiedlimy razem
na drugim kocu. Chufu zajmowa si przedszkolakami, cz nowych rekrutw
zostaa w domu i odrabiaa zadania lub powtarzaa podstawy rzucania zakl, ale
wikszo mieszkacw domu zgromadzia si na tarasie - cay tuzin starszych
uczniw.
Zwaywszy na to, jak fatalnie potoczya si poprzednia noc, wszyscy
wydawali si mie zaskakujco dobre humory. W sumie cieszyem si, e nie mieli
jeszcze pojcia o nagraniu Sary Jacobi, ktra grozia nam mierci. Julian koysa si
na krzele, umiechajc si szeroko bez specjalnego powodu. Cleo i Jaz szeptay co,
chichoczc. Nawet Felix najwyraniej pozbiera si po szoku, ktry przey w Dallas.

Rzebi w pure ziemniaczanym malekie uszebti w ksztacie pingwinw i oywia


je.
Tylko Walt mia pospn min. Ten potnie zbudowany chopak nie naoy
sobie na talerz nic poza trzema marchewkami i kawakiem figowej galaretki (Chufu
utrzymywa, e ma ona wspaniae waciwoci lecznicze). Sdzc po zmarszczkach
wok oczu Walta i sztywnoci jego ruchw, bl musia by gorszy ni wczoraj.
Odwrciem si do Sadie.
- Co si dzieje? Wszyscy s jacy tacy... roztargnieni.
Wbia we mnie wzrok.
- Cigle zapominam, e nie chodzisz do szkoy. Dzi s pierwsze tace, Carter!
Bd trzy inne szkoy. Moemy przyspieszy to spotkanie, prawda?
- Chyba artujesz - odparem. - Ja obmylam plan na Sdny Dzie, a ty si
martwisz, e si spnisz na potacwk?
- Uprzedzaam ci z dziesi razy - odpowiedziaa uraona. - A poza tym
przyda nam si co na popraw nastroju. No, opowiedz wszystkim o swoim planie.
Niektrzy musz si. jeszcze zastanowi, w co si ubra.
Miaem ochot cign ktni, ale wszyscy patrzyli na mnie wyczekujco.
Odchrzknem.
- No dobra. Wiem, e macie dzi tace, ale...
- O sidmej - wtrcia Jaz. - Przyjdziesz, prawda?
Umiechna si do mnie. Czy ona mnie... podrywaa?
(Sadie nazwaa mnie wanie tpakiem. Ej, miaem inne sprawy na gowie).
- No... wic w kadym razie - wydukaem - musimy porozmawia o tym, co
si wydarzyo w Dallas, i co robi dalej.
Pogodny nastrj prys. Umiechy zniky z twarzy. Moi przyjaciele suchali
opowieci o misji w pidziesitym pierwszym nomie, zniszczeniu Ksigi o
pokonaniu Apopisa i odzyskaniu skrzyni cieni. Opowiedziaem o daniu, abym si
podda, wysunitym przez Sar Jacobi, a take o zamieszaniu wrd bogw, o
ktrym wspomina Horus.

Sadie wczya si w opowie. Zrelacjonowaa swoje dziwaczne spotkanie z


twarz w cianie, dwojgiem bogw oraz duchem naszej mamy. Podzielia si
przeczuciem, e nasza szansa na pokonanie Apopisa ma co wsplnego z cieniami.
Cleo podniosa rk.
- Podsumujmy: zbuntowani magowie wydali na ciebie wyrok. Bogowie nie
mog nam pomc. Apopis moe powsta w kadej chwili, a ostatni zwj, w ktrym
moglimy znale jak podpo-wied, zosta zniszczony. Ale nie powinnimy si
martwi, bo mamy puste pudeko i mtne przeczucia dotyczce cieni.
Zacisnem palce na krawdzi stou. Nie potrzebowabym wielkiego wysiku,
eby przyzwa moc Horusa i zgnie ten mebel. Zdaje si jednak, e nie wpynoby
to pozytywnie na moj opini spokojnego, rozsdnego przywdcy.
- To co wicej ni mtne przeczucia - powiedziaem. - Suchajcie, wszyscy
uczylimy si o wyklciu, zgadza si?
Nasz krokodyl Filip warkn. Uderzy ogonem w tafl wody i na nasz obiad
spad deszcz. Istoty magiczne s do czue na sowo wyklcie.
Julian strzsn wod ze swojego tostu z serem.
- Chopie, Apopisa nie da si wykl. On jest megawypasio-ny. Desjardins
prbowa i zgin.
- Wiem - odparem. - Przy zwykym wyklciu niszczy si posek
przedstawiajcy nieprzyjaciela. Ale powiedzmy, e bdziesz w stanie podrasowa
zaklcie i zniszczy o wiele potniejszy wizerunek... co znacznie mocniej
zwizanego z Apopisem.
Walt si wyprostowa, jakby nagle co go zainteresowao.
- Jego cie?
Te

sowa

tak

zaskoczyy

Feliksa,

upuci

yeczk,

miadc

ziemniaczanego pingwina.
- Czekaj... co?
- Horus mi to podpowiedzia - wyjaniem. - Powiedzia, e w staroytnoci
posgi byy nazywane cieniami.

- Ale to byo tylko, jakby, symboliczne... - odezwaa si Alyssa. - Prawda?


Bastet odstawia pust puszk po whiskasie. Cae to gadanie o cieniach wci
j niepokoio, ale kiedy jej wytumaczyem, e mamy wybr midzy tym a mierci
Sadie i moj, zgodzia si nas wesprze.
- Moe nie - odpowiedziaa bogini kotka. - Pamitajcie, e nie jestem
ekspertem od wyklcia. To paskudna sprawa. Ale moliwe, e posg uywany do
wyklcia mia w zaoeniu reprezentowa cie celu, bdcy wan czci duszy.
- A zatem - wtrcia Sadie - moglibymy rzuci wyklcie na Apopisa, ale
zamiast figurki zniszczy prawdziwy cie. Byskotliwe, prawda?
- Porbane - odparowa Julian. - Jak zamierzasz zniszczy cie?
Walt strci ziemniaczanego pingwina ze swojej galaretki.
- To nie szalestwo. Magia sympatyczna polega na uywaniu niewielkiej
kopii, eby manipulowa prawdziwym celem. Moliwe, e caa tradycja robienia
maych poskw, ktre przedstawiay ludzi i bogw... moe kiedy te poski
naprawd zawieray szut celu. Istnieje mnstwo opowieci o duszach bogw
zamieszkujcych posgi. Jeli cie by uwiziony w posgu, mona byo go
zniszczy.
- Jeste w stanie wykona taki posg? - spytaa Alyssa. - Co, co byoby w
stanie zwiza cie... samego Apopisa?
- Moe. - Walt spojrza na mnie. Wikszo zgromadzonych przy stole nie
wiedziaa, e ju wykonalimy posek Apopisa, ktry mgby do tego posuy. Ale nawet jeli jestem w stanie, musimy znale cie. A potem potrzebna bdzie do
zaawansowana magia, eby go zapa i zniszczy.
- Znale cie? - Felix zamia si nerwowo, jakby w nadziei e tylko
artujemy. - Czy on nie bdzie tu pod Apopisem? No i jak go zapa? Nadepn?
Owietli latark?
- To bdzie nieco bardziej skomplikowane - odparem. - Ten staroytny mag
Setne, facet, ktry napisa wasn wersj Ksigi o pokonaniu Apopisa, zapewne

stworzy zaklcie pozwalajce apa i niszczy cienie. Dlatego Apopisowi tak bardzo
zaleao na zniszczeniu dowodw. To jego ukryta sabo.
- Przecie zwj zosta zniszczony - zauwaya Cleo.
- Ale wci istnieje kto, kogo moemy zapyta - odpowiedzia Walt! - Thot.
Jeli kto zna odpowied, to on.
Napicie jakby nieco opado. Dalimy naszym uczniom jak nadziej, nawet
jeli by to tylko jej cie. Cieszyem si, e mamy Walta. Jego talent do robienia
amuletw mg by nasz jedyn szans na zwizanie cienia z posgiem, a jego
zaufanie do naszego planu byo bardzo istotne dla dzieciakw.
- Musimy natychmiast odwiedzi Thota - oznajmiem. - Jeszcze dzisiaj.
- Owszem - przytakna Sadie. - Zaraz po tacach.
Rzuciem jej gniewne spojrzenie.
- Chyba artujesz.
- Bynajmniej, braciszku. - Umiechna si chytrze i przez moment obawiaem
si, e moe przywoa moje tajemne imi i zmusi mnie do posuszestwa. - Dzi
wieczorem idziemy na tace. A ty idziesz z nami.
5. Taniec ze mierci
[Zdrwko, Carter. Przynajmniej masz na tyle rozsdku, eby przekaza mi
mikrofon, kiedy dochodzimy do istotnych spraw].
Jak mona przynudza o planach dotyczcych koca wiata, a nie umie
zaplanowa wyjcia na szkoln imprez? Naprawd, mj brat ma niewaciwe
priorytety.
Nie sdz, ebym bya egoistk, chcc i na te tace. Oczywicie, e mielimy
powane sprawy na gowie. Dlatego wanie upieraam si przy zabawie na
przystawk. Nasi uczniowie potrzebowali jakiego kopa dla morale. Potrzebowali
szans, eby poby zwykymi dziemi, mie kumpli i ycie poza Domem Brooklyskim - czego, za co warto walczy. Nawet armia podczas wojny walczy lepiej, kiedy
ma przerwy na rozrywk. Jestem pewna, e jaki genera kiedy to powiedzia.

O zmierzchu byam gotowa poprowadzi moj armi do bitwy. Wybraam


cakiem adn czarn sukienk bez rkaww, dodaam nieco czarnych pasemek do
swoich jasnych wosw i naoyam i odrobin ciemnego cienia, eby podkreli
wizerunek zjawy zza grobu. Woyam te zwyke balerinki do taca (wbrew temu,
co rozpowiada Carter, nie nosz cay czas martensw - tylko przez dziewidziesit
procent czasu), srebrny amulet tit ze szkatuki z biuteri mamy oraz zawieszk,
ktr dostaam od Walta na ostatnie urodziny: egipski symbol wiecznoci szen.
Walt mia identyczny amulet w swojej kolekcji talizmanw, co pozwalao nam
komunikowa si magicznie, a nawet w razie potrzeby przywoywa do siebie t
drug osob.
Niestety amulety szen wcale nie oznaczay, e chodzimy ze sob na powanie.
Ani e w ogle ze sob chodzimy. Gdyby Walt mi to zaproponowa, pewnie bym nie
protestowaa. Walt jest miy i bardzo przystojny - waciwie na swj sposb idealny.
Moe gdyby mia wicej pewnoci siebie, zakochaabym si w nim i daabym sobie
spokj z tym drugim, boskim chopakiem.
Ale Walt by umierajcy. I uwaa gupio, e to bez sensu zaczyna zwizek w
takich okolicznociach. Jakby to mogo mnie powstrzyma. No, wic tkwilimy w
tym idiotycznym stanie: troch flirtu, niekoczce si rozmowy; kilka razy nawet
zdarzyo nam si pocaowa, kiedy si zapomnielimy - ale w kocu Walt zawsze si
odsuwa i nie pozwala na nic wicej.
Dlaczego ycie nie moe by prostsze?
Mwi o tym, poniewa dosownie wpadam na Walta, kiedy schodziam na
d.
- Och! - powiedziaam. Po czym zauwayam, e ma na sobie nadal zwyczajny
podkoszulek, dinsy i jest boso. - Jeszcze niegotowy?
- Nigdzie nie id - oznajmi.
Stanam jak wryta.
- Ze co? Dlaczego?

- Sadie... ty i Carter bdziecie mnie potrzebowa, kiedy udacie si z wizyt do


Thota. Jeli mam mie na to siy, musz odpocz.
- Ale... - Zmusiam si do milczenia. Nie miaam prawa do niczego go
zmusza. Nie potrzebowaam magii, aby zobaczy, e naprawd bardzo cierpi.
Niby stulecia wiedzy o magicznym uzdrawianiu na wycignicie rki, a
jednak nic, czego prbowalimy, nie byo w stanie pomc Waltowi. No, pytam: jaki
sens ma bycie magiem, skoro nie da si machn rdk i sprawi, eby ludzie,
ktrych si kocha, poczuli si lepiej?
- Jasne - powiedziaam. - Tylko... tylko miaam nadziej...
Wszystko, co mogam powiedzie, zabrzmiaoby jak kaprys. Miaam ochot z
nim zataczy. Bogowie Egiptu, to dla niego si wystroiam. miertelnicy w szkole
byli w porzdku, tak myl, ale wydawali mi si tacy pytcy w porwnaniu z
Waltem (och, dobra - w porwnaniu z Anubisem). A pozostali chopcy w Domu
Brooklyskim... taczc z nimi, czuabym si dziwnie, jakbym taczya z kuzynami.
- Mog zosta - zaproponowaam, cho obawiam si, e nie zabrzmiao to zbyt
przekonujco.
Walt umiechn si sabo.
- Nie, Sadie, id. Naprawd. Jestem pewny, e gdy wrcisz, bd czu si
lepiej. Baw si dobrze.
Wymin mnie i wszed na schody.
Wziam kilka gbokich oddechw. Czstka mnie chciaa zosta i zaj si
nim. Pjcie na zabaw bez niego wydawao mi si nieuczciwe.
Potem spojrzaam na Wielk Sal. Starsze dzieciaki stay, artujc i plotkujc,
gotowe do wyjcia. Jeli ja nie pjd, one poczuj, e te powinny zosta.
Czuam, e w odku tworzy mi si co na ksztat mokre-go betonu. Caa
rado i podniecenie zwizane z tym wieczorem nagle si ulotniy. Od wielu
miesicy usiowaam przyzwyczai si do ycia w Nowym Jorku po tylu latach w
Londynie. Musiaam prowadzi podwjne ycie - jako mody mag i zwyka
uczennica. A teraz kiedy ta zabawa dawaa mi szans, eby poczy oba wiaty i

spdzi fajnie wieczr poza domem, moje nadzieje si rozwiay. Musz tam pj i
udawa, e wietnie si bawi. Ale to bdzie tylko wypenianie obowizku, eby inni
poczuli si lepiej.
Zastanawiaam si, czy na tym wanie polega dorose ycie.
Potworno.
Na szczcie Carter poprawi mi nastrj. Wynurzy si ze swojego pokoju
ubrany jak miody nauczyciel: w paszczu, krawacie, porzdnie zapitej koszuli i
spodniach. Biedaczysko - oczywicie na zabawach bywa mniej wicej tyle, ile w
szkole. Nie mia pojcia, o co w tym chodzi.
- Wygldasz... wspaniae. - Usiowaam zachowa powag. - Ale zdajesz sobie
spraw, e nie idziemy na pogrzeb?
- Zamknij si - odburkn. - Miejmy to ju z gowy.
Szkoa, do ktrej uczszczaam z reszt dzieciakw, nosia dumne miano
Brooklyskiej Akademii Talentw. Uczniowie woleli nazw BAT. arty na ten temat
nie miay koca. Wszystkich tu trzeba byo batem do nauki zagania. Najbardziej
aktywni uczniowie to byli Batmani. Na klasowe modnisie woalimy Rabaty. A na
pani dyrektor nikt nie mwi inaczej ni Batuta.
Pomimo takiej nazwy szkoa bya cakiem fajna. Wszyscy uczniowie mieli
jaki talent plastyczny, muzyczny albo aktorski. Podzia godzin by do luny,
dawano nam mnstwo czasu na prac indywidualn, co dla magw stanowio
wielk zalet. W kadej chwili moglimy wyskoczy, eby stoczy walk z jakim
potworem, a dziki magii wykazanie si talentem nie byo szczeglnie trudne.
Alyssa uywaa magii ziemi do tworzenia rzeb. Walt specjalizowa si w biuterii.
Cleo okazaa si znakomit pisark, poniewa opowiadaa historie zapomniane od
czasw staroytnego Egiptu. Ja tam nie potrzebowaam nawet magii. Dramat to moja
specjalno.
[Przesta si mia, Carter].

Moe nie spodziewalibycie si tego po Brooklynie, ale szkoa bya pooona


w parku z wielkim trawnikiem, wietnie utrzymanymi drzewami i ywopotami, a
nawet niewielkinrstawkiem, po ktrym pyway kaczki i abdzie.
Tace odbyway si w pawilonie przed budynkiem administracji. W altanie
gra zesp. Drzewa ozdobiono wiatekami. Nauczyciele patrolowali teren, pilnujc,
eby starsi uczniowie nie wymykali si w krzaki.
Staraam si o tym nie myle, ale muzyka i tum przypomniay mi wieczr w
Dallas - zupenie inny rodzaj imprezy, ktra skoczya si tak koszmarnie. Przed
oczami stan mi pan Grissom, ciskajcy mnie za rk i yczcy mi powodzenia tu
przed tym, jak pobieg ratowa on.
Poczuam wzbierajce we mnie straszliwe poczucie winy. Zdusiam je.
Pastwu Grissomom nijak nie pomoe to, e rozklej si w poowie imprezy. A na
pewno nie pomoe to moim kumplom dobrze si bawi.
Nasza grupa wsika w tum, a ja zwrciam si do Cartera, ktry mi krawat
w palcach.
- Dobra - oznajmiam. - Musisz zataczy.
Carter odpowiedzia mi skrajnie przeraonym spojrzeniem.
- e co?
Zawoaam jedn z moich miertelnych koleanek, urocz dziewczyn o
imieniu Lacy. Bya nieco ode mnie modsza, wic byam jej idolk. (W sumie wcale
si jej nie dziwi). Miaa sodziutkie kucyki, aparat korekcyjny na zbach i zapewne
bya jedyn osob na tej imprezie, ktra denerwowaa si jeszcze bardziej ni mj
brat. Widziaa wczeniej zdjcia Cartera i najwyraniej uwaaa go za atrakcyjnego.
Nie mam jej tego za ze. Zazwyczaj odznacza si znakomitym gustem.
- Lacy... Carter - przedstawiam ich sobie.
- Wygldasz zupenie jak na zdjciach! - Lacy umiechna si promiennie.
Gumki na aparacie korekcyjnym miaa rowe i biae, dobrane do sukienki.
- Och... - powiedzia Carter.

- On nie ma pojcia o tacu - wyjaniam Lacy. - Byabym bardzo wdziczna,


gdyby go nauczya.
- Jasne! - pisna. Chwycia mojego brata za rk i odcigna go w stron
pawilonu.
Od razu poczuam si lepiej. Moe jednak dam rad si bawi.
Odwrciam si i stanam twarz w twarz z jedn z mniej lubianych przeze
mnie miertelniczek Drew Tanak, przywdczyni najsilniejszej koterii dziewczyn.
Za ni ustawi si sznur straniczek o figurach supermodelek.
- Sadie! - Drew obja mnie ramieniem. Wiono od niej rami zmieszanymi z
gazem zawicym. - Tak si ciesz, e przysza, kochana. Gdybym wiedziaa, e si
wybierasz, zabraabym ci z nami do limuzyny.
Jej przyjaciki wyday wspczujce westchnienia i umiechny si, eby
pokaza, e nie byo w tym krzty szczeroci. Ubrane byy mniej wicej tak samo, w
najnowsze byszczce pomysy projektantw, ktre ich rodzice niewtpliwie
zamwili podczas ostatniego tygodnia mody. Drew bya najwysza i najbardziej glamour (uywam tego sowa w znaczeniu obraliwym); miaa okropne rowe cienie i
natapirowane czarne loki - element osobistej krucjaty na rzecz przywrcenia mody
na trwa z lat 80. Na szyi miaa wisiorek: byszczc platyn i diamentami liter D oznaczajc zapewne inicja imienia, ale moe rwnie dwj jako redni ocen.
Umiechnam si do niej zacinitymi ustami.
- Limuzyna, won;. Bardzo dzikuj. Ale obawiam si, e bym si nie zmiecia,
zwaywszy na to, ile miejsca zajmujecie ty, twoje kumpele i wasze rozdte ego.
Drew wyda usta.
- Ale jeste niemia, sonko! A gdzie Walt? Czyby biedaczek nadal by
chory?
Kilka dziewczyn stojcych za jej plecami zaczo pokasywa w donie,
naladujc Walta.

Miaam ochot wycign z Duat swoj lask i zamieni je wszystkie w karm


dla kaczek. Byam pewna, e poradziabym sobie z takim zaklciem, wtpiam te,
czy ktokolwiek by za nimi tskni, ale postanowiam powcign temperament.
Lacy ostrzega mnie przed Drew w pierwszym dniu szkoy. Najwyraniej
byy razem na jakim obozie letnim - ple-ple, nie wsuchiwaam si w szczegy - na
ktrym Drew tyranizowaa reszt grupy.
Nie oznaczao to jednak, e ja dam si jej tyranizowa.
- Walt zosta w domu - odparam. - Powiedziaam mu, e tu bdziesz.
Zabawne, e wcale go to nie zmotywowao do przyjcia.
- Co za pech - westchna Drew. - Wiesz, moe on wcale nie jest chory. Moe
ma na ciebie alergi, sonko. To si zdarza.
Moe powinnam go odwiedzi z rosokiem czy czym takim. Gdzie on
mieszka?
Umiechna si sodko. Nie miaam pojcia, czy naprawd podoba jej si
Walt, czy te tylko udawaa, poniewa mnie nienawidzia. W kadym razie pomys,
aby zamieni j w ddownic, jawi mi si jako coraz atrakcyjniejszy.
Zanim zdyam powiedzie co nieprzemylanego, usyszaam za sob
znajomy gos: - Cze, Sadie.
Pozostae dziewczyny wyday zbiorowy jk. Moje ttno skoczyo z powolnego
stpa do szybkiego galopu. Odwrciam si i ujrzaam - tak, wanie - boga Anubisa,
ktry wpad bez zaproszenia na nasz imprez.
By na tyle bezczelny, eby wyglda bosko, jak zwykle. Jest pod tym
wzgldem okropnie irytujcy. Mia na sobie obcise, czarne spodnie i wysokie,
czarne, skrzane buty, a do tego skrzan kurtk, narzucon na podkoszulek Arcade
Fire. Jego ciemne wosy byy w naturalnym nieadzie, jakby dopiero co wsta z ka,
a ja musiaam walczy z pokus, eby nie przeczesa ich palcami. W jego brzowych
oczach taczyy iskierki rozbawienia. Albo cieszy si z naszego spotkania, albo
bawio go moje zmieszanie.
- O... mj... Boe - jkna Drew. - Kto...

Anubis j zignorowa (kocham go za to) i poda mi rami - co za sodki,


starowiecki gest.
- Mog prosi do taca?
- Chyba tak - odparam gosem na tyle obojtnym, na ile byo mnie sta.
Wziam go pod rk i odeszlimy, zostawiajc za sob Rabaty, pojkujce
wci to swoje: O mj Boe.
Prawd powiedziawszy: nie, miaam ochot odpowiedzie. To jest mj bg,
mj bosko przystojny chopak. Poszukajcie sobie wasnych.
Nierwne pyty nie stanowiy najbezpieczniejszej powierzchni do taca.
Wszyscy wok nas bez przerwy si potykali i wpadali na siebie. Anubis nie uatwia
sprawy, poniewa dziewczyny odwracay si i gapiy na niego, kiedy prowadzi
mnie przez tum.
Cieszyam si, e trzyma mnie za rk. Moje uczucia byy tak pomieszane, e
krcio mi si w gowie. Rozpieraa mnie wariacka rado, e on tu jest. Jednoczenie
czuam si fatalnie z tym, e biedny Walt siedzi sam w domu, podczas gdy ja
przechadzam si pod rami z Anubisem. Czuam jednak rwnie ulg, e nie
znaleli si tu obaj naraz: i Walt, i Anubis. To byoby wicej ni niezrczne. Ulga
dokadaa si do poczucia winy i tak dalej. Bogowie Egiptu, byam w totalnej
rozsypce.
Kiedy dotarlimy na rodek pawilonu, zesp nagle zmieni nastrj: z
tanecznego kawaka przerzuci si na miosn ballad.
- To twoja sztuczka? - spytaam Anubisa.
Umiechn si, co nie byo zbyt jasn odpowiedzi. Pooy mi do na
biodrze, a drug zacisn na moich palcach, jak prawdziwy dentelmen. Zaczlimy
si koysa.
Syszaam o tacu w powietrzu, ale potrzebowaam kilku krokw, aby si
zorientowa, e lewitujemy - kilka milimetrw nad ziemi, za mao, eby ktokolwiek
to zauway, ale wystarczajco, eby przesuwa si nad nierwnociami, na ktrych
inni si potykali.

Kilka metrw dalej Carter przyglda si z kretysk min, jak Lacy pokazuje
mu kroki powolnego taca. [Naprawd, Carter, to nie fizyka kwantowa].
Spojrzaam w ciepe brzowe oczy Anubisa i na jego cudowne usta. Kiedy
mnie pocaowa - w moje urodziny, ostatniej wiosny
- i wci nie opuszczao mnie zdumienie. Mona by pomyle, e bg mierci
powinien mie chodne usta, a wcale tak nie byo.
Usiowaam uporzdkowa myli. Wiedziaam, e Anubis musia pojawi si
z jakiego konkretnego powodu, ale miaam problem z koncentracj.
- Mylaam... eee... - Zakrztusiam si i omal nie opluam go lin.
Wspaniale, Sadie, pomylaam. Moe jednak sprbujesz wydoby Z garda
jedno pene zdanie, co?
- Mylaam, e moesz pojawia si jedynie w miejscach zwizanych ze
mierci - powiedziaam.
Anubis rozemia si cicho.
- To miejsce jest zwizane ze mierci, Sadie. Bitwa na Long Island, rok 1776.
Setki amerykaskich i brytyjskich onierzy polegy w miejscu, w ktrym wanie
taczymy.
- Ale to romantyczne - mruknam. - A wic taczymy na ich grobach?
Anubis pokrci gow.
- Wikszo nigdy nie zostaa porzdnie pochowana. Dlatego postanowiem
ci tu odwiedzi. Tym duchom te naley si jaka rozrywka, podobnie jak waszym
uczniom.
Nagle zobaczyam wirujce wok nas duchy - migotliwe zjawy w
osiemnastowiecznych ubraniach. Niektre miay na sobie czerwone mundury
regularnej armii brytyjskiej. Inne - poatane stroje rebeliantw. Upiory onierzy
krciy piruety ze zjawami kobiet w prostych farmerskich sukienkach albo w
eleganckich jedwabiach. Kilka tych pa z wyszych sfer miao wosy uoone w
piramidy lokw, ktrych pozazdrociaby im nawet Drew. Duchy ewidentnie

taczyy do innej muzyki. Wysiliam such i doszy mnie sabe dwiki skrzypiec i
wiolonczel.
aden zwyky miertelnik najwyraniej nie dostrzeg tego najazdu postaci z
innego wiata. Nawet moi przyjaciele z Domu Bro-oklyskiego ich nie zauwaali.
Patrzyam, jak para widm przemyka tu przed Carterem i Lacy. Gdy tak taczyam z
Anubisem, szkoa stawaa si coraz bledsza, a zjawy nabieray ksztatw.
Jeden z onierzy mia na piersi ran od kuli. Brytyjskiemu oficerowi z
pudrowanej peruki wystawa tomahawk.
Taczylimy zawieszeni midzy wiatami, rami w rami z umiechnitymi
widziadami o makabrycznych ranach. Anubis wiedzia, jak zapewni dziewczynie
dobr zabaw.
- Znowu mi to robisz - powiedziaam. - Przesuwasz mnie w fazie, czy
jakkolwiek to nazwae.
- Troszk - przytakn. - Potrzebujemy nieco prywatnoci, eby porozmawia.
Obiecaem, e odwiedz ci osobicie...
- I dotrzymae sowa.
- ...ale to spowoduje kopoty. To moe by nasza ostatnia rozmowa. Syszaem
gosy niezadowolenia z powodu naszego ukadu.
Zmruyam oczy. Czyby bg umarych si zarumieni?
- Naszego ukadu - powtrzyam.
- Nas.
Na dwik tego sowa zaczo mi szumie w uszach. Usiowaam zachowa
spokj.
- O ile mi wiadomo, oficjalnie nie ma adnych nas. Dlaczego miaaby to by
nasza ostatnia rozmowa?
Teraz zdecydowanie si rumieni.
- Prosz, wysuchaj mnie. Mam ci tyle do powiedzenia. Twj brat ma dobry
pomys. Cie Apopisa jest najlepsz opcj, ale tylko jedna osoba jest w stanie nauczy

was magii, ktra bdzie wam potrzebna. Thot moe was troch poprowadzi, ale
wtpi, czy zechce wyjawi tajemne zaklcia. To zbyt niebezpieczne.
- Czekaj, czekaj. - Wci krcio mi si w gowie z powodu tej wzmianki o nas.
A sugestia, e to miaoby by nasze ostatnie spotkanie... Moje szare komrki wpady
w panik, pod czaszk biegay tysice miniaturowych Sadie, wrzeszczc i machajc
rkami.
Usiowaam si skupi.
- To znaczy, e Apopis ma cie? I mona si nim posuy do wyklcia...
- Nie uywaj, prosz, tego sowa - skrzywi si Anubis. - Ale tak, wszystkie
inteligentne istoty maj dusze, wszystkie wic maj te cienie, nawet Apopis. Jako
przewodnik zmarych tyle wiem. Dusze nale do mojego zawodu. A czy da si
wykorzysta jego cie przeciwko niemu? Teoretycznie tak. Ale istniej liczne
niebezpieczestwa.
- Oczywicie.
Anubis zakrci mn przez par kolonialnych duchw. Inni uczniowie
przygldali si nam, szepczc, ale ich gosy byy dalekie i znieksztacone, jakby
znajdowali si po drugiej stronie wodospadu.
Anubis przyglda mi si z mieszanin czuoci i alu.
- Nie kierowabym ci na t ciek, Sadie, gdyby istniaa jakakolwiek inna.
Nie chc, eby umara.
- W sumie si z tym zgadzam - odrzekam.
- Nawet rozmowy o tego rodzaju magii s zabronione - ostrzeg mnie. - Ale
musisz wiedzie, z czym macie do czynienia. Szut to najsabiej znana cz duszy.
Jest... jak by to okreli... dusz ostatniego ratunku, powidokiem siy yciowej danej
osoby. Syszaa, e dusze zych ludzi s niszczone w Sali Sdu...
- Wtedy gdy Ammit poera ich serca - dokoczyam.
- Tak - Anubis zniy gos. - Mwimy, e to cakowicie niszczy dusz. Ale to
nieprawda. Cie pozostaje. Czasami, niezbyt czsto, Ozyrys uznaje, e naley

zrewidowa wyrok. Jeli kto zosta uznany za winnego, a pojawiaj si nowe


dowody, musi istnie jaki sposb, eby wydoby jego dusz z zapomnienia.
Usiowaam si w tym poapa. Moje myli byy zawieszone w powietrzu
podobnie jak moje stopy i nie byy w stanie uczepi si niczego konkretnego.
- A wic... mwisz, e cienia mona uy, eby, eee, zreseto-wa dusz? To
dziaa jak komputerowe odzyskiwanie danych?
Anubis rzuci mi dziwne spojrzenie.
- Ups, przepraszam. - Westchnam. - Za duo czasu spdzam z moim
zewirowanym bratem. On gada jak komputer.
- Nie, nie - powiedzia Anubis. - To dobra analogia. Po prostu nie mylaem o
tym w ten sposb. Tak, dusza nie zostaje cakowicie zniszczona, dopki nie zniszczy
si cienia, a zatem w szczeglnych wypadkach, znajc odpowiedni magi, da si
odzyska dusz za pomoc szut. I na odwrt: jeli zniszczyaby cie boga albo
nawet Apopisa w ramach wy... ee, tego zaklcia, o ktrym wspominaa...
- To szut byoby znacznie potniejsze ni zwyky posg - domyliam si. Moglibymy go zniszczy, by moe nie niszczc przy tym samych siebie.
Anubis rozejrza si nerwowo.
- Tak, ale chyba rozumiesz, dlaczego ten rodzaj magii jest tajemnic. Bogowie
nie chcieliby, eby taka wiedza znalaza si w rkach miertelnego maga. Dlatego
zawsze ukrywamy swoje cienie. Gdyby mag zdoa schwyta boskie szut i posuy
si nim, eby nas zastraszy...
- Jasne. - Poczuam sucho w ustach. - Ale ja jestem po waszej stronie. Uyj
tego zaklcia tylko przeciwko Apopisowi. Thot z pewnoci to zrozumie.
- Moe. - Anubis nie sprawia wraenia przekonanego. - W kadym razie
zacznijcie od Thota. Jest nadzieja, e dojdzie do wniosku, i warto wam pomc.
Obawiam si jednak, e bdziecie potrzebowali lepszego instruktora... bardziej
niebezpiecznego instruktora.

Przeknam lin.

- Powiedziae wczeniej, e tylko jedna osoba moe nas nauczy tej magii.
Kto to jest?
- Jedyny mag, ktry by na tyle szalony, eby bada takie zaklcia. Jego proces
zaczyna si jutro o zachodzie soca. Musisz wczeniej zoy wizyt swojemu ojcu.
- Czekaj. Co?
Przez pawilon przemkn podmuch wiatru. Palce Anubisa zacisny si na
moich.
- Musimy si pospieszy - powiedzia. - Mam ci jeszcze duo do powiedzenia.
Co niedobrego dzieje si z duchami zmarych. Zostaj... Patrz, tam!
Wskaza na par zjaw znajdujc si nieopodal. Kobieta ta-czya boso, w
zwykej sukience z biaego lnu. Mczyzna mial na sobie bryczesy i surdut jak
kolonialny farmer, ale jego szyja bya wygita pod dziwacznym ktem, jakby zosta
powieszony. Wok jego ng zgromadzia si czarna mga, oplatajca je niczym
pncze. Jeszcze trzy taneczne kroki i mczyzna zosta cakowicie pochonity.
Mroczne macki poderway go z ziemi i nagle znikn. Kobieta w biaej sukni taczya
dalej sama, najwyraniej niewiadoma, e jej partner zosta poarty przez zowrogie
macki smogu.
- Co... co to byo? - spytaam.
- Nie wiemy - odpar Anubis. - Zdarza si to coraz czciej, odkd Apopis
ronie w si. Dusze zmarych znikaj, wcigane gboko do Duat. Nie mamy pojcia
dokd.
Omal si nie wywrciam.
- Moja mama... Co z ni?
Anubis spojrza na mnie z blem i znaam ju odpowied.
Mama mnie ostrzegaa, e moemy jej nigdy wicej nie zobaczy, jeli nie
znajdziemy sposobu na pokonanie Apopisa. Przekazaa mi t informacj, sugerujc,
e musz znale cie wa. To wszystko musiao by jako powizane.
- Nie ma jej - domyliam si. Serce walio mi w piersi jak motem. - A to ma
jaki zwizek z t spraw cienia, prawda?

- Sam chciabym wiedzie, Sadie. Twj ojciec... robi wszystko, co moe, eby j
odnale, ale...
Wiatr porwa jego sowa.
Zdarzyo wam si kiedy wystawi gow z jadcego samochodu i poczu
powietrze uderzajce w twarz? Byo to troch podobne uczucie, ale dziesi razy
potniejsze. Klin powietrza o sile tornada rozczy mnie z Anubisem. Zatoczyam
si - nie unosiam si ju nad ziemi.
- Sadie... - Anubis wycign do mnie rk, ale wiatr odepchn go dalej.
- Przesta! - odezwa si skrzekliwy gos gdzie midzy nami. - adnego
publicznego okazywania uczu podczas mojej warty!
Powietrze przybrao ludzki ksztat. Z pocztku by to tylko niewyrany zarys
sylwetki, ale szybko si ukonkretni i nabra kolorw. Przede mn sta mczyzna w
starowieckim ubraniu lotnika - mia skrzany hem, gogle, szalik i kurtk lotnicz,
zupenie jakby wyszed ze zdjcia pilotw RAF-u z czasw II wojny wiatowej. Nie
by jednak czowiekiem z krwi i koci. Jego ksztat nieustannie si zmienia.
Zorientowaam si, e by zoony ze mieci przywianych przez wiatr: grudek ziemi,
wistkw papieru, puchu dmuchawcw, suchych lici - wszystko to wirowao, ale
wiatr utrzymywa pozory ksztatu, tak e z oddali ten kto mg uchodzi za
zwykego miertelnika.
Stwr pogrozi palcem Anubisowi.
- To ostateczna zniewaga, chopcze! - Jego gos by syczcy niczym powietrze
uchodzce z balonu. - Ostrzegalimy ci wiele razy.
- Chwila! - zawoaam. - Kim jeste? Poza tym Anubisa trudno nazwa
chopcem. On ma pi tysicy lat!
- Wanie - warkn lotnik. - Dzieciak. A ja nie pozwoliem ci si odzywa,
dziewczyno!
Lotnik eksplodowa. Wybuch by tak potny, e przytkao mi uszy i upadam
na brzuch. Wszyscy wok mnie, to znaczy pozostali miertelnicy - moi koledzy,
nauczyciele i uczniowie - po prostu zemdleli. Na Anubisie i duchach nie zrobio to

wraenia. Lotnik przybra z powrotem konkretny ksztat i spojrza na mnie


gniewnie.
Z trudem podniosam si na nogi i usiowaam przywoa z Duat swoj lask.
Bezskutecznie.
- Co ty narobi? - zapytaam ze zoci.
- Wszystko w porzdku, Sadie - odpar Anubis. - Twoi znajomi tylko stracili
przytomno. Szu zmniejszy cinienie powietrza.
- Szum? - spytaam z niedowierzaniem. - Jaki szum?
Anubis zasalutowa.
- Sadie... to jest Szu, mj pradziadek.
Nagle mnie owiecio: Szu byo jednym z tych komicznych boskich imion,
ktre ju kiedy syszaam. Usiowaam jako je skonkretyzowa.
- Ach. Bg... dtek. Nie, moment. Dziurawych balonw. Nie...
- Powietrza! - sykn Szu. - Bg powietrza!
Ksztat rozwia si w tornado mieci. Kiedy uformowa si z powrotem, mia
na sobie staroegipski strj: biaa przepaska biodrowa poniej nagiego torsu i wielkie
strusie piro wystajce z plecionej opaski na gowie.
Chwil pniej by znw w mundurze RAF-Uy
- Zosta w tym kostiumie lotniczym - powiedziaam. - Strusie piro do ciebie
nie pasuje.
Szu wyda nieprzyjazny wist.
- Wol by niewidzialny, dzikuj. Ale wy, miertelnicy, zanieczycilicie
powietrze do tego stopnia, e staje si to coraz trudniejsze. To potworne, co
narobilicie w cigu ostatnich kilku tysicy lat! Czy wy, ludzie, nigdy nie syszelicie
o oszczdzaniu powietrza? O ochronie rodowiska? O dniu bez samochodu?
0 silnikach hybrydowych? A moe mam ci powiedzie o krowach? Wiesz, e
codziennie z oddechami i pierdniciami kadej krowy uwalnia si prawie czterysta
litrw metanu? Czy ty w ogle masz pojcie, jak to wpywa na mj ukad
oddechowy?

- Uch...
Szu wycign inhalator z kieszeni kurtki i zacign si.
- Szok!
Uniosam brew, spogldajc na Anubisa, ktry sprawia wraenie miertelnie
zaenowanego (a moe raczej niemiertelnie zaenowanego).
- Szu - odezwa si. - My tylko rozmawialimy. Gdyby pozwoli nam
dokoczy...
- Och, rozmawialicie! - Szu bekn, niewtpliwie uwalniajc porcj metanu. Trzymajc si przy okazji za rce, taczc i wykonujc mnstwa.innych
zdegenerowanych czynnoci. Nie udawaj niewinitka, chopcze. Bywaem ju
przyzwoitk, wiesz? Tysice lat utrzymywaem twoich dziadkw z dala od siebie.
Nagle przypomniaam sobie histori Nut i Geba, Nieba i Ziemi. Ra rozkaza
ojcu Nut, Szu, rozdzieli kochankw, eby nigdy nie mogli mie dzieci, ktre
pewnego dnia mogyby zada jego tronu. Ten podstp si nie uda, ale
najwyraniej Szu prbowa.
Bg powietrza machn z niesmakiem rk w stron nieprzytomnych
miertelnikw - niektrzy z nich zaczli si porusza i pojkiwa.
- A teraz, Anubisie, odnajduj ci w tej jaskini rozpusty, w tym bagnie
obyczajowym, w tym... tej...
- Szkole? - podpowiedziaam.
- Wanie! - Szu przytakn tak energicznie, e jego gowa rozwiaa si w
chmur lici. - Syszae wyrok bogw, chopcze. Zdecydowanie zanadto zbliye si
do tej miertelniczki. Dalsze kontakty zostaj ci niniejszym zabronione!
- Co?! - wrzasnam. - To niepowane! Kto tak zarzdzi?
Szu wyda odgos przebitej opony. Albo si mia, albo puszcza wiatry.
- Caa rada, dziewczyno! Pod przewodnictwem pana Horusa i pani Izydy!
Poczuam si tak, jakbym sama rozpadaa si na strzpki mieci.
Izyda i Horus? Nie mogam w to uwierzy. Dostaam cios w plecy od dwojga
rzekomych przyjaci. Postanowiam odby na ten temat powan rozmow z Izyd.

Odwrciam si do Anubisa w nadziei, e zaprzeczy.


On jednak bezradnie rozoy rce.
- Usiowaem ci to powiedzie, Sadie. Bogom nie wolno bezporednio... eee,
angaowa si w sprawy miertelnikw. To jest moliwe jedynie wtedy, kiedy bg
zamieszkuje ludzkie ciao i... jak wiesz, ja nigdy tego nie robi.
Zazgrzytaam zbami. Miaam ochot si kci, e Anubis ma cakiem nieze
ciao, ale przecie wielokrotnie mi powtarza, e moe ukazywa si tylko w snach
albo w miejscach zwizanych ze mierci. W przeciwiestwie do innych bogw
nigdy nie zajmowa ludzkiego ciaa.
To byo piekielnie niesprawiedliwe. Przecie, tak naprawd nawet ze sob nie
chodzilimy. Jeden pocaunek p roku temu i Anubis ma dosta wieczysty szlaban
na kontakty ze mn?
- Nie mwisz serio. - Nie jestem pewna, ktry z nich rozgniewa mnie
bardziej: grymany bg powietrza odgrywajcy przyzwoitk czy Anubis. - Nie
pozwolisz chyba, eby on tob tak pomiata?
- Nie ma wyboru! - krzykn Szu. Od tego wysiku rozkaszla si tak
paskudnie, e pier eksplodowaa mu dmuchawcowym puchem. Wzi kolejn
dawk z inhalatora. - Poziom ozonu na Brooklynie... opakany! A teraz sio, Anubisie.
Koniec kontaktw z t miertelniczk. To niewaciwe. A jeli chodzi o ciebie,
dziewczyno, trzymaj si od niego z daleka! Masz waniejsze sprawy na gowie.
- Ach, tak? - odparam. - A co z tob, panie Tornado ze mietnika? My
przygotowujemy si do wojny, a dla ciebie najwaniejszym zadaniem jest
rozdzielanie taczcych?
Cinienie powietrza nagle wzroso. Krew szumiaa mi w gowie.
- Suchaj, dziewczyno - warkn Szu. - Pomogem ci wicej, ni zasuya.
Wysuchaem modlitwy tego Rosjanina. Przeniosem go z Petersburga a tutaj, eby
mg z tob porozmawia. Wic... szu!
Wiatr rzuci mn do tyu. Duchy rozwiay si w dym. Nieprzytomni
miertelnicy zaczli si porusza, osaniajc twarze przed tumanami kurzu.

- Rosjanina?! - usiowaam przekrzycze wiatr. - O czym ty waciwie mwisz?


Szu rozsypa si w wir mieci, owin wok Anubisa i poderwa go z ziemi.
- Sadie! - Anubis usiowa do mnie podbiec, ale trba powietrzna bya zbyt
silna. - Pozwl mi przynajmniej powiedzie jej o Walcie! Ona ma prawo wiedzie!
Ledwie go syszaam poprzez ryk wiatru.
- Powiedziae: Walcie?. - wrzasnam. - O co chodzi?
Anubis powiedzia co, czego nie dosyszaam. Chwil pniej wirujce mieci
cakowicie go pochony.
Kiedy wiatr ucich, obaj bogowie zniknli. Staam samotnie w pawilonie,
otoczona dziesitkami dzieci i dorosych, ktrzy wanie zaczynali si budzi.
W pierwszym odruchu chciaam pobiec do Cartera i sprawdzi, czy u niego
wszystko w porzdku.
[Tak, Carter, naprawd].
Jednak w tym momencie na skraju pawilonu w smudze wiata pojawi si
mody mczyzna.
Mia na sobie szary mundur i weniany paszcz, ktry by zdecydowanie za
ciepy na wrzeniowy wieczr. Zbyt dua czapka opieraa si najwyraniej jedynie
na bardzo odstajcych uszach. Przez rami mia przewieszony karabin. Nie mg
mie wicej ni siedemnacie lat i chocia na pewno nie by uczniem adnej ze szk
uczestniczcych w zabawie, wyglda dziwnie znajomo.
Z Petersburga, powiedzia Szu.
Tak, widziaam go przez chwil ostatniej wiosny. Razem z Carterem
uciekalimy z Ermitau. Ten chopak usiowa nas zatrzyma. By wtedy przebrany
za stranika, ale okaza si magiem z rosyjskiego nomu - jednym z podwadnych
zowrogiego Wada Mienszykowa.
Wyjam z Duat lask - tym razem mi si udao.
Chopak unis rce w gecie poddania.
- Niet! - powiedzia bagalnie. A nastpnie aman angielszczyzn wyduka: Sadie Kane. Musimy... po... rozmawia.

6. Amos bawi si figurkami bitewnymi


Ma na imi Leonid i uzgodnilimy, e si nie pozabijamy.
Usiedlimy na schodkach do altany i rozmawialimy, podczas gdy uczniowie
i nauczyciele wok nas odzyskiwali przytomno.
Angielski Leonida by saby, a mj rosyjski aden, ale zrozumiaam z jego
opowieci do, eby poczu niepokj. Uciek z rosyjskiego nomu - i jako udao mu
si przekona Szu, eby przenis go tu, do mnie. Leonid zapamita mnie z naszego
najazdu na Ermita. Najwyraniej zrobiam na nim piorunujce wraenie. Nie dziwi
mnie to. Trudno mnie byo nie zapamita.
[Och, przesta si mia, Carter].
Za pomoc sw, gestw i efektw dwikowych Leonid usiowa mi
wytumaczy, co dziao si w Petersburgu po mierci Wada Mienszykowa. Nie
zrozumiaam wiele, ale pewne rzeczy byy oczywiste: Kwai, Jacobi, Apopis,
pierwszy nom, wiele mierci, bardzo, bardzo niedugo.
Nauczyciele zbierali uczniw w grupy i dzwonili do rodzicw. Najwyraniej
si obawiali, e utrata przytomnoci moga by spowodowana przez zepsuty poncz
albo jaki niebezpieczny gaz (obstawiaabym perfumy Drew), i postanowili
ewakuowa szko. Podejrzewaam, e za moment zjawi si policja i pogotowie.
Chciaam si std zmy, zanim to nastpi.
Pocignam Leonida w kierunku mojego brata, ktry si zatacza,
przecierajc oczy.
- Co si stao? - spyta Carter, patrzc krzywo na Leonida. - Kto...?
Streciam ostatnie wydarzenia: wizyt Anubisa, interwencj Szu i pojawienie
si Rosjanina.
- Leonid ma informacje o ataku grocym pierwszemu nomowi - oznajmiam.
- Buntownicy bd go szuka.
Carter podrapa si po gowie.
- Chciaaby go ukry w Domu Brooklyskim?

- Nie - odparam. - Musimy zabra go natychmiast do Amosa.


Leonid odchrzkn.
- Amos? Ten, co w Seta... zje mnie?
- Amos ci nie zje - zapewniam go. - Jacobi naopowiadaa ci bajek.
Leonid nie wyglda na przekonanego.
- Amos nie Set?
Jak miaam mu to wytumaczy, eby nie zabrzmiao jeszcze gorzej? Nie
byam w stanie powiedzie poprawnie po rosyjsku czego w rodzaju: By optany
przez Seta, ale to nie bya jego wina, a poza tym ju si dobrze czuje.
- Nie Set - odparam. - Amos dobry.
Carter przyglda si Rosjaninowi, po czym spojrza na mnie z niepokojem.
- Sadie, a jeli to puapka? Ufasz temu chopakowi?
- Och, poradz sobie z Leonidem. Nie chce chyba, ebym zmienia go w
limaka, prawda, Leonidzie?
- Niet - odpar z powag Leonid. - Nie w limaka.
- Widzisz?
- A co z wizyt u Thota? - spyta Carter. - To nie moe czeka.
Dostrzegam niepokj w jego wzroku. Podejrzewam, e oboje mylelimy o
tym samym: nasza mama jest w tarapatach. Duchy zmarych znikaj, a to ma jaki
zwizek z cieniem Apopisa. Musielimy odkry ten zwizek.
- Ty pojedziesz do Thota - oznajmiam. - Zabierz ze sob Walta. Och, i uwaaj
na niego, dobrze? Anubis chcia mi co o nim powiedzie, ale zabrako nam czasu. A
w Dallas, kiedy zobaczyam Walta w Duat...
Nie zdoaam dokoczy. zy pyny mi do oczu na sam myl o Walcie w
bandaach mumii.
Na szczcie Carter chyba zrozumia, o co mi chodzio.
- Bd go pilnowa - obieca. - Jak dostaniesz si do Egiptu?

Zastanowiam si nad tym. Leonid ewidentnie zosta tu przywieziony przez


linie lotnicze Szu, ale nie sdziam, eby kapryny bg lotnikw mia ochot mi
pomc, no a poza tym nie zamierzaam go prosi.
- Zaryzykujemy uycie portalu - odrzekam. - Wiem, e s troch niepewne,
ale chodzi o jeden szybki skok. Co moe pj nie tak?
- Moecie zmaterializowa si w rodku ciany - odpar Carter. - Albo
skoczy rozproszeni na molekuy w Duat.
- Nie mw, Carter, e si tym przejmujesz! Naprawd, bdzie dobrze. Poza
tym nie mamy wielkiego wyboru.
Ucisnam go szybko - wiem, to okropnie sentymentalne, ale chciaam okaza
solidarno. A potem, zanim zdyam zmieni zdanie, chwyciam Leonida za rk i
pobiegam przez trawnik.
W gowie wci mi si krcio po rozmowie z Anubisem. Jak Horus z Izyd
mi nas rozdziela, skoro nawet ze sob nie jestemy?! I co Anubis chcia mi
powiedzie o Walcie? Moe zamierza zakoczy nasz niemajcy przyszoci
zwizek i pobogosawi mi w zwizku z Waltem? (Obciach). A moe chcia mi
wyzna niemierteln mio i walczy z Waltem o moje uczucia? (Bardzo mao
prawdopodobne, a poza tym wcale nie mam ochoty, eby mnie sobie odbijali jak
pik). Albo te - co najbardziej prawdopodobne - mia mi do zakomunikowania
jakie ze wieci.
Wiedziaam, e Anubis kilkakrotnie odwiedzi Walta. Obaj byli bardzo skryci
w kwestii tego, o czym rozmawiali podczas tych spotka, ale poniewa Anubis jest
przewodnikiem zmarych, zaoyam, e przygotowywa Walta na mier. Anubis
mg chcie mnie ostrzec, e czas si zblia... tak jakbym potrzebowaa dodatkowego
przypomnienia.
Anubis: zakazany. Walt: na progu mierci. Jeli utrac obu chopakw, ktrzy
mi si podobaj, to... c, nie bd widziaa sensu w ratowaniu wiata.
No dobra, troch przesadziam. Ale tylko troch.

Na dodatek moja mama miaa kopoty, a buntownicy pod wodz Sary Jacobi
planowali straszliwy zamach na siedzib mojego wujka.
Dlaczego zatem byo we mnie tyle... nadziei?
Pewien pomys zacz si domaga uwagi - mae wiateko w tunelu. Nie
chodzio nawet o to, e moe uda nam si znale sposb na pokonanie Apopisa. W
moich mylach uparcie kryy sowa Anubisa: Cie pozostaje. Musi istnie jaki
sposb, eby wydoby dusz z zapomnienia.
Jeli cienia da si uy, eby odtworzy dusz miertelnika, ktra zostaa
zniszczona, to czy nie da si tego samego zrobi w wypadku boga?
Byam tak zamylona, e ledwie zauwayam, i dobieglimy do budynku, w
ktrym mamy zajcia ze sztuki. Leonid mnie zatrzyma.
- To na portal? - Wskaza na bloki rzebionego wapienia na dziedzicu.
- Tak - odparam. - Dziki.
Krtko i wzowato: kiedy zaczam chodzi do BAT-u, uznaam, e fajnie by
byo mie jaki egipski zabytek pod rk. Zrobiam wic jedyn logiczn rzecz:
wypoyczyam kawaek wapiennego fryzu z pobliskiego Muzeum Brooklyskiego.
W sumie muzeum ma do kamieni. Nie sdz, eby tsknili za tym konkretnym.
Na miejscu zostawiam kopi i poprosiam Alyss, eby zaprezentowaa
nauczycielowi sztuki prawdziwy egipski fryz jako swoje dzieo - prb
naladowania antycznej formy. Nauczyciel by oczywicie pod wielkim wraeniem i
umieci dzieo Alyssy na dziedzicu przed swoj klas. Relief ukazywa
aobnikw na po-grzebie - uznaam, e bardzo pasuje do szkolnej scenerii.
Nie by to jaki potny ani wany zabytek, ale wszystko, co pochodzi ze
staroytnego Egiptu, zawiera w sobie pewn ilo energii, jak magiczne
akumulatory. Majc odpowiednie przygotowanie, mag moe posuy si takimi
zabytkami jak trampolin do zakl, ktre inaczej nie byyby moliwe, na przykad w
celu otwarcia portalu.
Jestem cakiem nieza w tym konkretnym rodzaju magii. Leonid mnie
ubezpiecza, kiedy zaczam piewa.

Wikszo magw czeka z otwieraniem bram na pomylne chwile.


Powicaj mnstwo czasu na zapamitanie wanych rocznic, na przykad godzin, w
ktrych urodzili si bogowie, ukadw gwiazd i czego tam jeszcze. Zapewne te
powinnam si tym wszystkim przejmowa, ale nie potrafi. Przy tysicach lat
egipskiej historii pomylnych chwil musi by tyle, e zawsze piewam, dopki si na
ktr nie natkn. Oczywicie musz mie nadziej, e portal nie otworzy si w
nieodpowiedniej chwili. To moe mie naprawd przykre nastpstwa... ale czym
byoby ycie bez odrobiny ryzyka?
(Carter krci gow i mruczy pod nosem. Nie mam pojcia dlaczego).
Powietrze przed nami zafalowao. Pojawio si okrge przejcie - wir zotego
piasku - i razem z Leonidem skoczylimy do rodka.
Chciaabym powiedzie, e zaklcie zadziaao bezbdnie i wyldowalimy w
pierwszym nomie. Niestety nieco minam si z celem.
Portal wyplu nas jakie sto metrw nad Kairem. Spadalimy bez
spadochronw przez chodne nocne powietrze ku znajdujcym si pod nami
wiatom miasta.
Nie spanikowaam. Mogam rzuci ze sto rnych zakl, eby poradzi sobie
w tej sytuacji. Mogam nawet przybra ksztat kani (drapienego ptaka, nie grzyba),
aczkolwiek nie by to mj ulubiony sposb przemieszczania si. Zanim jednak
zdecydowaam si na jaki plan dziaania, Leonid chwyci mnie za rk.
Kierunek wiatru si zmieni. Nagle szybowalimy nad miastem, opadajc w
sposb kontrolowany. Usiedlimy agodnie na pustyni tu za lini zabudowa i w
pobliu ruin, ktre - jak wiedziaam - kryy wejcie do pierwszego nomu.
Spojrzaam na Leonida z podziwem.
- Wezwae moc Szu!
- Szu - potakn ponuro. - Tak. Konieczne. Robi... zabronione.
Umiechnam si radonie.
- Dzielny chopak! Nauczye si sam cieki bogw? Wiedziaam, e mam
powody, eby nie zmienia ci w limaka.

Leonid zrobi wielkie oczy.


- Nie w limaka! Prosz!
- To by komplement, gupku - odpowiedziaam. - Zabronione jest dobre!
Sadie lubi zabronione! A teraz chodmy. Musimy spotka si z moim wujkiem.
Carter z pewnoci opisaby podziemne miasto w najdrobniejszych
szczegach: dokadne wymiary wszystkich pomieszcze, nudne dzieje kadego
posgu i hieroglifu, w dodatku z przypisami dotyczcymi konstrukcji magicznej
siedziby Domu ycia.
Ja wam tego wszystkiego oszczdz.
Due. Pene magii. Podziemne.
I ju. Po problemie.
Na kocu tunelu wejciowego znajdowa si kamienny most nad otchani, na
ktrym zostaam wyzwana przez ba. wieccy duch w ksztacie ptaka (z gow
jakiego sawnego Egipcjanina, ktrego zapewne powinnam bya rozpozna) zada
mi pytanie: Jakiego koloru s oczy Anubisa?
Brzowe. Bana. Pewnie myla, e mnie przechytrzy, jeli zada mi takie proste
pytanie.
Ba przepucio nas do waciwego miasta. Nie byam tu od p roku, wic
poczuam si dziwnie, widzc tylko garstk magw. Pierwszy nom nigdy nie by
zatoczony. Magia egipska marniaa od stuleci, poniewa coraz mniej nowych
adeptw poznawao jej tajniki. Ale teraz wikszo sklepw w gwnej grocie bya
zamknita. Przy kramach na targu nikt nie targowa si o ceny an-chw ani jadu
skorpiona. Sprzedawca amuletw, wygldajcy na znudzonego, poderwa si na
nasz widok, ale popad z powrotem w otpienie, kiedy go minlimy.
Nasze kroki odbijay si echem w pogronych w ciszy tunelach. Przeszlimy
przez jedn z podziemnych rzek, po czym przemierzylimy dzielnic biblioteczn i
Komnat Ptakw.

(Carter uwaa, e powinnam wam powiedzie, skd wzia si jej nazwa. Jest
to grota pena najrniejszego ptactwa. Znowu: bana). [Czemu walisz gow w st,
Carter?]
Poprowadziam mojego rosyjskiego przyjaciela dugim korytarzem, przez
zapiecztowany tunel, ktry niegdy prowadzi do Wielkiego Sfinksa w Gizie, a w
kocu znalelimy si przed spiowymi drzwiami Sali Wiekw. Naleaa ona teraz
do mojego wujka, wic weszam bez pukania.
Imponujce pomieszczenie? Niewtpliwie. Gdyby wypeni je wod, mogoby
posuy za basen dla stada wielorybw. Biegncy przez rodek dywan poyskiwa
jak Nil. Po obu stronach stay rzdy kolumn, a midzy nimi lnice zasony wiata
ukazyway sceny z dziejw Egiptu: wszelkiego rodzaju okropne, wspaniae i
chwytajce za serce wydarzenia.
Usiowaam

powstrzyma

si

od

patrzenia

na

nie.

Wiedziaam

dowiadczenia, e te obrazy potrafi by niebezpiecznie wcigajce. Kiedy


popeniam ten bd, e dotknam wiata, a wwczas mj mzg omal nie zmieni
si w owsiank.
Pierwsza sekcja bya skpana w zotym wietle - to Era Bogw. Dalej Stare
Pastwo wiecio srebrem, rednie Pastwo miedzi i tak dalej.
Kilkakrotnie musiaam odciga Leonida od scen, ktre przykuy jego wzrok.
Prawd mwic, nie byam lepsza.
zy popyny mi, kiedy ujrzaam Besa w przepasce biodrowej, zabawiajcego
innych bogw akrobacjami. (Znaczy si, pakaam dlatego, e brakowao mi
energicznego, penego ycia Besa, bo sam obraz tego boga w jego ulubionym stroju
wystarcza, eby olepn).

Minlimy brzow zason wietln reprezentujc Nowe Pastwo. Jedna z


wizji sprawia, e si zatrzymaam. Na zmieniajcym si obrazie chudy mczyzna w
kapaskich szatach trzyma rdk i n nad czarnym bykiem. Czowiek ten
mamrota co, jakby bogosawi zwierz. Nie byam w stanie powiedzie wiele o tej

scenie, ale rozpoznaam twarz mczyzny: haczykowaty nos, wysokie czoo, wskie
usta zacinite w zoliwy umiech, kiedy przejecha noem po gardle nieszczsnego
zwierzcia.
- To on - mruknam.
Podeszam ku zasonie wiata.
- Niet. - Leonid zapa mnie za rami. - Mwisz, e wiata ze, nie podchod.
- Masz... masz racj - odparam. - Ale to wujek Vinnie.
Byam cakowicie pewna, e ta sama twarz pojawia si na cianie muzeum w
Dallas, ale jak to moliwe? Scena, ktr wanie ogldaam, musiaa mie miejsce
tysice lat wczeniej.
- Nie Vinnie - oznajmi Leonid. - Chaemuaset.
- e co? - Nie byam pewna, czy dobrze go zrozumiaam ani nawet w jakim
jzyku do mnie mwi. - To jakie imi?
- On jest... - Leonid przeszed na rosyjski, po czym westchn rozpaczliwie. Za trudne wytumaczy. Zobaczmy Amosa, ktry mnie nie zje.
Zmusiam si do odwrcenia wzroku od obrazu.
- Dobry pomys. Chodmy.
Na kocu sali czerwone wiato czasw nowoytnych zmieniao si w ciemny
fiolet. Podobno oznaczao to pocztek nowego wieku, ale nikt z nas nie wiedzia, co
to bdzie za era. Obawiaam si, e jeli Apopis zniszczy wiat, bdzie to era Bardzo
Krtkiego ywota.
Spodziewaam si, e zobacz Amosa siedzcego u stp tronu faraona. Jest to
tradycyjne miejsce najwyszego lektora, symbolizujce jego funkcj gwnego
doradcy krla. Oczywicie ostatnimi czasy faraonowie rzadko potrzebowali rady,
zwaywszy e wszyscy nie yli od kilku tysicy lat.
Stopnie podwyszenia byy puste.
To mnie zaskoczyo. Nigdy si nie zastanawiaam, gdzie po-dziewa si
najwyszy lektor, kiedy nie ma go na swoim miejscu. Czy ma wasn garderob,
najlepiej z nazwiskiem i gwiazdk na drzwiach?

- Tam. - Leonid wycign rk.


Mj bystry rosyjski przyjaciel znowu mia racj. Na tylnej cianie, za tronem,
wida byo sabe wiato - tworzce lini na pododze - wydobywajce si spod
drzwi.
- Napawajce dreszczem tajemne przejcie - powiedziaam. - Dobra robota,
Leonidzie.
Po drugiej stronie drzwi znalelimy co w rodzaju gabinetu wojennego.
Amos i moda dziewczyna w kamuflau stali po dwch stronach wielkiego stou z
blatem przedstawiajcym map wiata. Na blacie toczyy si malutkie figurki maglowane statki, potwory, magowie, samochody i chorgiewki z hieroglifami.
Amos i dziewczyna w mundurze byli tak pochonici prac - poruszaniem
figurek na mapie - e z pocztku nas nie zauwayli.
Amos mia na sobie tradycyjne lniane szaty. Przy jego baryko-watej posturze
wyglda nieco jak brat Tuck (ten mnisi kumpel Robin Hooda), jeli nie liczy
znacznie ciemniejszej skry i fajniejszej fryzury. W zaplecione warkoczyki mia
wpite zote paciorki. Okrge okularki pobyskiway nad map. Na ramionach mia
lamparci paszcz najwyszego lektora.
Moda kobieta... bogowie Egiptu. To bya Ziya.
Nigdy wczeniej nie widziaam jej w nowoczesnych ciuchach. Miaa na sobie
kamuflaowe bojwki, wysokie glany i oliwkow koszulk bez rkaww, ktra
bardzo adnie podkrelaa miedziany odcie skry. Jej czarne wosy byy dusze, ni
zapamitaam. Wygldaa znacznie dorolej i znacznie efektowniej ni p roku
wczeniej, cieszyam si wic, e nie ma z nami Cartera. Miaby niejaki problem z
pozbieraniem szczki z podogi.
[Tak, Carter, miaby. Wygldaa naprawd olniewajco w ten specyficzny
komandoski sposb].
Amos przesun jedn z figurek na mapie.
- Tutaj - powiedzia do Ziyi.
- Dobrze - odpara. - Ale to oznacza, e zostawiamy Pary bez ochrony.

Odchrzknam.
- Moemy przeszkodzi?
Amos si odwrci i na jego twarz wypyn szeroki umiech.
- Sadie!
Omal nie udusi mnie w ucisku, po czym wytarga mnie z czuoci za wosy.
- Au - powiedziaam.
Zamia si.
- Przepraszam. Ciesz si, e ci widz. - Spojrza na Leonida. - A to jest...
Ziya zakla i stana midzy Amosem a Leonidem.
- To jeden z Rosjan! Co on tu robi?
- Spokojnie - odrzekam. - To przyjaciel. Opowiedziaam o pojawieniu si
Leonida na tacach. Leonid usiowa mi pomc, ale wci przechodzi na rosyjski.
- Zaczekajcie - przerwa nam Amos. - Uatwmy sobie ycie. Dotkn czoa
Leonida.
- Medu.
W powietrzu nad nami pojawiy si ponce czerwone hieroglify oznaczajce
mow:
- O - powiedzia Amos. - To powinno pomc.
Leonid w zdumieniu unis brwi.
- Mwisz po rosyjsku?
Amos si umiechn.
- Prawd mwic, przez najbliszych kilka minut wszyscy bdziemy mwili
po staroegipsku, ale dla kadego z nas bdzie to brzmiao jak jego wasny jzyk.
- Fantastyczne - powiedziaam. - Leonidzie, wykorzystaj dobrze ten czas.
Leonid zdj swoj oniersk czapk i zacz przebiera palcami po otoku.
- Sara Jacobi i jej porucznik Kwai... zamierzaj was zaatakowa.
- Wiem o tym - odpar sucho Amos.
- Nie, nie rozumiesz! - Gos Leonida dra ze strachu. - Oni s li! Pracuj dla
Apopisa!

Moe to by zbieg okolicznoci, ale kiedy Rosjanin wymwi to imi, kilka


figurek na mapie zaiskrzyo i stopio si. Miaam wraenie, e moje serce
zareagowao podobnie.
- Chwila - powiedziaam. - Skd wiesz?
Uszy mu porowiay.
- Po mierci Mienszykowa Jacobi i Kwai przybyli do naszego nomu.
Udzielilimy im schronienia. Wkrtce Jacobi przeja wadz, a moi towarzysze nie
protestowali. Oni, hm, bardzo nie lubi rodziny Kanew. - Spojrza na mnie
przepraszajco. - Odkd wamalicie si na wiosn do naszej siedziby... c, wielu
Rosjan obwinia was o mier Mienszykowa i powstanie Apopisa. W sumie to
obwiniaj was o wszystko.
- Przywyklimy - odparam. - Ty nie mylae tak samo?
Leonid skuba swoj za du czapk.
- Widziaem wasz moc. Pokonalicie potwora czesu-heru. Moglicie mnie
zniszczy, ale nie zrobilicie tego. Nie uwaaem was za zych.
- Dziki.
- Po spotkaniu z wami zrobiem si ciekawski. Zaczem czyta stare zwoje,
uczy si skupia moc boga Szu. Zawsze byem najlepszy w magii powietrza.
Amos chrzkn.
- To wymagao odwagi, Leonidzie. Samodzielna nauka cieki bogw w
samym rodku rosyjskiego nomu? Odwany z ciebie chopak.
- Raczej szalony. - Czoo Leonida byo mokre od potu. - Jacobi zabija magw
za mniejsze przewiny. Jeden z moich przyjaci, starszy czowiek o imieniu Michai,
popeni kiedy bd, mwic, e moe Kaneowie nie s tacy li. Jacobi aresztowaa
go za zdrad. Odesaa go do tego swojego porucznika, ktry uprawia magi...magi
byskawic... okropne rzeczy. Syszaem krzyki Michaia dochodzce z lochw przez
trzy noce, zanim zmar.
Amos i Ziya wymienili powane spojrzenia. Czuam, e nie po raz pierwszy
syszeli o torturach stosowanych przez maga o nazwisku Kwai.

- Bardzo mi przykro - powiedzia Amos. - Ale skd ta pewno, e Jacobi i


Kwai pracuj dla Apopisa?
Mody Rosjanin zerkn na mnie, jakby szukajc wsparcia.
- Moesz zaufa Amosowi - zapewniam go. - On ci ochroni.
Leonid zagryz warg.
- Wczoraj byem w jednej z komnat pooonych gboko pod Ermitaem, w
miejscu, ktre uwaaem za tajne. Czytaem zwj z zaklciami przyzywajcymi Szu...
co jest cakowicie zabronionym rodzajem magii. Usyszaem, e Jacobi i Kwai si
zbliaj, wic si ukryem. Podsuchaem ich rozmow, ale ich gosy byy jakby...
rozdwojone. Nie wiem, jak to wytumaczy.
- S optani? - zapytaa Ziya.
- Gorzej - odrzek Leonid. - Oboje uyczali garde wielkiej liczbie gosw. To
byo jak narada wojenna. Syszaem wiele potworw i demonw. A spotkaniu
przewodniczy jeden gos, gbszy i potniejszy od pozostaych. Nigdy wczeniej
czego takiego nie syszaem, jakby ciemno moga mwi.
- Apopis - podsumowa Amos.
Leonid poblad.
- Zrozum, prosz, wikszo magw w Petersburgu nie jest za. S tylko
przeraeni i usiuj za wszelk cen przey. Jacobi przekonaa ich, e ich ochroni.
Oszukaa swoimi kamstwami. Mwi, e wszyscy Kaneowie to demony. Ale ona i
Kwai... to oni s potworami. Nie s ju ludmi. Zaoyli obz w Abu Simbel. Stamtd
zamierzaj poprowadzi buntownikw przeciwko pierwszemu nomowi.
Amos odwrci si do mapy i przejecha palcem wzdu Nilu na poudnie, a
do niewielkiego jeziora.
- Nie wyczuwam nic w okolicy Abu Simbel. Jeli oni tam s, to zdoali
cakowicie ukry si przed moj magi.
- Oni tam s - zapewni go Leonid.
Ziya si skrzywia.

- Pod samym naszym nosem, w odlegoci idealnej do ataku. Powinnimy byli


pozabija wszystkich buntownikw w Domu Brooklyskim, kiedy mielimy okazj.
Amos pokrci gow.
- Jestemy sugami Maat, porzdku i sprawiedliwoci. Nie zabijamy naszych
wrogw ze wzgldu na to, co mog zrobi w przyszoci.
-1 teraz nasi wrogowie pozabijaj nas - odrzeka Ziya.
Dwie kolejne figurki na mapie zaiskrzyy i stopiy si w Hiszpanii.
Miniaturowy okrt rozpad si na kawaki u wybrzea Japonii.
Amos si skrzywi.
- Kolejne straty.
Wzi do rjci figurk kobry stojc w Korei i przesun j w kierunku
morskiej katastrofy. Zdj z planszy stopionych hiszpaskich magw.
- Czym jest ta mapa? - zapytaam.
Ziya przesuna chorgiewk z hieroglifami z terenu Niemiec do Francji.
- To wojenna mapa Iskandara. Mwiam ci kiedy, e by ekspertem w magii
posgw.
Przypomniaam sobie. Stary najwyszy lektor by w tym tak dobry, e
wykona nawet replik Ziyi... uznaam jednak, e nie bd porusza tego tematu.
- Te chorgiewki oznaczaj nasze siy - domyliam si.
- Tak - potwierdzi Amos. - Mapa pokazuje ruchy nieprzyjaciela, a w kadym
razie wikszo z nich. Pozwala nam take w magiczny sposb wysya oddziay
tam, gdzie s najbardziej potrzebne.
- A jak, hm, nam idzie?
Wyraz jego twarzy by wystarczajc odpowiedzi.
- Mamy zbyt lun siatk - powiedzia Amos. - Zwolennicy Jacobi uderzaj
wszdzie tam, gdzie jestemy najsabsi. Apopis wysya demony, eby zastrasza
naszych sprzymierzecw. Ataki sprawiaj wraenie skoordynowanych.
- Bo s - odpar Leonid. - Kwai i Jacobi s kontrolowani przez Apopisa.
Pokrciam gow z niedowierzaniem.

- Jak Kwai i Jacobi mog by tacy gupi? Czy nie rozumiej, e Apopis
zniszczy wiat?
- Chaos jest bardzo kuszcy - odrzek Amos. - Nie wtpi, e Apopis obieca
im wadz. Szepcze im do uszu, przekonujc ich, e s zbyt wani, eby zostali
zniszczeni. A oni wierz, e mog stworzy nowy wiat, lepszy od starego, i e ta
zmiana jest warta kadej ceny... nawet powszechnej zagady.
Nie byam w stanie poj, jak kto moe ulega takim zudzeniom, ale Amos
mwi tak, jakby to rozumia. Oczywicie, przecie Amos przez to przeszed. By
optany przez Seta, boga zla i chaosu. W porwnaniu z Apopisem Set by
pomniejszym utrapieniem, a mimo to by w stanie zamieni naszego wujka - jednego
z najpotniejszych-magw wiata - w bezwoln marionetk.
Gdybymy z Carterem nie zdoali pokona Seta i zmusi go do powrotu do
Duat... c, konsekwencje nie byyby przyjemne.
Ziya wzia do rki figurk sokoa. Przesuna j ku Abu Sim-bel, ale figurka
zacza dymi. Ziya j upucia.
- Zaoyli potn tarcz - oznajmia. - Nie uda nam si ich podsucha.
- Maj zaatakowa za trzy dni - doda Leonid. - W tym samym czasie Apopis
powstanie... o wicie w dobie jesiennej rwnonocy.
- W kolejn rwnonoc? - burknam. - Czy ostatnie przykroci nie spotkay
nas w jeden z takich dni? Wy, Egipcjanie, macie niezdrow obsesj na punkcie tych
rwnonocy.
Amos spojrza na mnie karcco.
- Sadie, na pewno jeste wiadoma tego, e rwnonoc jest czasem o wielkim
znaczeniu magicznym, kiedy dzie i noc s sobie rwne. A poza tym jesienna
rwnonoc to ostatni dzie przed tym, jak ciemno wyprzedza wiato. To rocznica
odejcia Ra do nieba. Obawiaem si, e Apopis moe wybra ten dzie na swj
wielki ruch. To najbardziej niepomylny dzie, jaki mona sobie wyobrazi.
- Niepomylny? - Zmarszczyam brwi. - Przecie niepomylny to le.
Dlaczego oni... och.

Uwiadomiam sobie, e dla si chaosu nasze ze dni musz by dobrymi


dniami. Co oznacza, e tamta strona musi mie bardzo duo dobrych dni.
Amos wspar si na lasce. Miaam wraenie, e jego wosy siwiej na moich
oczach. Przypomnia mi si Michel Desjardins, poprzedni najwyszy lektor, i jego
przyspieszone starzenie si. Nie byam w stanie znie myli, e to samo mogoby si
przydarzy Amosowi.
- Nie mamy do siy, eby pokona wrogw - powiedzia. - Musimy posuy
si innymi rodkami.
- Nie, Amosie - odpara Ziya. - Prosz.
Nie byam pewna, o czym rozmawiali. Ziya wygldaa na przeraon, a ja nie
miaam ochoty na blisz znajomo z niczym, czego ona si baa.
- Prawd mwic - odezwaam si - mamy z Carterem pewien plan.
Opowiedziaam im o pomyle posuenia si przeciwko Apo-pisowi jego
wasnym cieniem. By moe opowiadanie o tym w obecnoci Leonida byo
nierozwane, ale on ryzykowa ycie, eby ostrzec nas przed zamiarami Sary Jacobi.
On mi zaufa. Mogam jedynie odwzajemni to zaufanie.
Kiedy skoczyam opowiada, Amos wpatrzy si w map.
- Nigdy nie syszaem o takiej magii. Nawet jeli to moliwe...
- To jest moliwe - upieraam si. - Gdyby nie byo, dlaczego Apopis miaby
odwleka Sdny Dzie, eby znale i zniszczy wszystkie zwoje napisane przez
tego tam Setne? Apopis si boi, e poznamy zaklcie i powstrzymamy go.
Ziya skrzyowaa rce na piersi.
- Ale nie poznacie. Sama powiedziaa przed chwil, e wszystkie kopie
zostay zniszczone.
- Poprosimy Thota o pomoc - odparam. - Carter ju do niego jedzie. A
tymczasem... mam pewne zadanie do wykonania. Moe uda mi si przetestowa
nasz teori dotyczc cieni.
- Jak? - zapyta Amos.
Opowiedziaam mu, co wymyliam.

Wyglda, jakby chcia zaprotestowa, ale chyba dostrzeg upr w moich


oczach. Jestemy w kocu spokrewnieni. On wie, jak bardzo uparci potrafi by
czonkowie naszej rodziny, kiedy si na co zdecyduj.
- Niech ci bdzie - powiedzia. - Ae najpierw musisz co zje i odpocz.
Moesz wyruszy o wicie. Ziya, chc, eby z ni pojechaa.
Ziya bya najwyraniej zaskoczona.
- Ja? Ale ja mogabym... to znaczy, czy to rozsdne?
Znw miaam wraenie, e omina mnie cz wanej rozmowy. O czym
dyskutowali Amos i Ziya?
- Wszystko w porzdku - zapewni j Amos. - Sadie bdzie potrzebowaa
twojej pomocy. A ja znajd kogo, kto popilnuje Ra za dnia.
Ziya bya troch zdenerwowana, co byo do niej niepodobne. W przeszoci
nie ukadao nam si najlepiej, ale jej nigdy nie brakowao pewnoci siebie. A teraz
niemal si o ni martwiam.
- Umiechnij si - zwrciam si do niej. - Bdzie kupa miechu. To tylko
szybka wyprawa w zawiaty, do ognistego jeziora zagady. Co moe pj nie tak?

7. Uduszony przez starego kumpla


No tak.
Sadie jedzie sobie z jakim facetem na wycieczk, a dla mnie zostaje najgorsza
robota, czyli wymylenie, jak ocali wiat. Brzmi znajomo? Jasne. Z ni tak zawsze.
Jeli trzeba zrobi co konkretnego, mona liczy na to, e Sadie wykona nagy skrt i
urzdzi sobie nadprogramowy rajd, napdzana tym swoim ADHD.
[Za co mi dzikujesz, Sadie? To nie by komplement].
Po zabawie w szkole byem niele wnerwiony. Sadie zmusia mnie do taca ze
swoj koleank Lacy i to by obciach. Ale to, e zemdlaem podczas taca i
obudziem si z Lacy chrapic mi na ramieniu, a nastpnie przekonaem si, e
omina mnie wizyta dwch bogw - to ju po prostu przegicie.

Kiedy Sadie posza sobie z tym Rosjaninem, zebraem nasz ekip w Domu
Brooklyskim. Walt si zdziwi, widzc nas tak szybko z powrotem. Osignem jego
i Bastet na bok, na szybk narad na tarasie. Przekazaem im, co Sadie powiedziaa
mi o Szu, Anubisie i chopaku z Rosji, Leonidzie.
- Wezm wirusa do Memphis - powiedziaem. - Wrc, gdy tylko
porozmawiam z Thotem.
- Jad z tob - owiadczy Walt.
Sadie uwaaa oczywicie, e powinienem zabra go ze sob, ale patrzc na
niego, nie byem taki pewny, czy to dobry pomys. Policzki mia zapadnite. Oczy
szkliste. Poczuem przeraenie, widzc, o ile gorzej wyglda ni zaledwie dzie
wczeniej. Wiem, e to okropne, ale nie byem w stanie uwolni si od myli o
egipskich zwyczajach pogrzebowych - jak wypenia si ciao solami balsamujcymi,
eby powoli wyscho od rodka. Walt wyglda tak, jakby ten proces ju si zacz.
- Suchaj - odparem - Sadie prosia, ebym zadba o twoje bezpieczestwo.
Martwi si o ciebie. Ja zreszt te.
Zacisn zby.
- Jeli zamierzacie posuy si cieniem do zaklcia, bdziecie musieli zapa
go w posek. Bdziecie wic potrzebowali sau, a ja jestem najlepszym, jakim
dysponujecie.
Niestety Walt mia racj. Ani Sadie, ani ja nie bylibymy w stanie zapa
cienia, nawet gdyby okazao si to moliwe. Tylko Walt posiada ten rodzaj talentu
magicznego.
- No, dobra - mruknem. - Ale... nie wychylaj si. Nie mam ochoty na kolejny
wybuch mojej siostry.
Bastet szturchna Walta w rami, zupenie jak kot trca chrzszcza, eby si
przekona, czy jeszcze yje. Powchaa jego wosy.
- Twoja aura jest saba - owiadczya - ale chyba nadajesz si do podry.
Postaraj si nie przemcza. adnej magii, jeli nie bdzie to konieczne.
Walt przewrci oczami.

- Tak, mamo.
Bastet chyba spodobaa si ta odpowied.
- Bd pilnowaa pozostaych kocit - obiecaa. - Eee, to znaczy uczniw. A wy
bdcie ostroni. Nie kocham za bardzo Thota i nie chciaabym, ebycie dali si
wcign w jego sprawy.
- Jakie sprawy? - spytaem.
- Sami zobaczycie. Po prostu wrcie tutaj. Cae to pilnowanie kci si z
moim rozkadem drzemek!
Popchna nas ku stajni wirusa i wrcia na d, mamroczc co o kocimitce.
Zaprzglimy wirusa do odzi. Gryf piszcza i brzcza skrzydami, nie
mogc si doczeka przejadki. Wyglda na wypocztego. A poza tym wiedzia, e
podr oznacza duo mroonych indykw.
Wkrtce lecielimy nad East River.
Droga przez Duat bya bardziej wyboista ni zwykle, odczuwalimy
turbulencje, troch jak w samolocie, tyle e z dodatkiem upiornych jkw i gstej
mgy. Cieszyem si, e zjedlimy tylko lekk kolacj. odek mi wariowa.
d zadraa, kiedy wirus wylecia z Duat. Pod nami rozciga si inny
nocny krajobraz: wiata Memphis w stanie Tennessee, rozcignite wzdu zakoli
rzeki Missisipi.
Na wybrzeu wznosia si piramida z czarnego szka - porzucony orodek
sportowy, ktry Thot wybra na swoj siedzib. Powietrze przecinay rozbyski
wielobarwnego wiata, odblaski pezay po powierzchni piramidy. Z pocztku
mylaem, e Thot zrobi tam wystaw sztucznych ogni. Chwil pniej dotaro do
mnie, e piramida jest pod ostrzaem.
Po jej cianie wspina si zowieszczo wygldajcy oddzia demonw humanoidalnych postaci o kurzych lub ssaczych apach bd te owadzich nogach.
Niektre byy pokryte futrem. Inne uskami albo pancerzami niczym wie. Zamiast
gw wiele z nich miao bro lub narzdzia wyrastajce z szyi: moty, miecze, topory,
piy acuchowe, a niekiedy nawet rubokrty.

Co najmniej setka demonw wspinaa si na szczyt, wbijajc pazury w


spojenia midzy szklanymi pytami. Niektre usioway przebi si do rodka, ale
ilekro uderzay, piramida rozbyskiwaa bkitnym wiatem i odbijaa ich ataki.
Skrzydlate demony unosiy si w powietrzu, skrzeczc, i nurkoway ku niewielkiej
grupce obrocw.
Thot sta na samym szczycie. Wyglda jak niechlujny wykadowca lub
laborant w biaym fartuchu, dinsach i podkoszulku, z lekkim zarostem i wosami
rozwianymi jak u Einsteina - nie brzmi to szczeglnie przeraajco, ale trzeba go byo
widzie w walce. Ciska poncymi hieroglifami jak granatami, powodujc wok
siebie

tczowe

eksplozje.

Tymczasem

jego

asystenci,

stado

pawianw

dugodziobych ptakw zwanych ibisami, walczyli z nieprzyjacielem. Pawiany


rzucay w demony pikami do koszykwki i strcay je z piramidy. Ibisy biegay
midzy nogami demonw, wbijajc dzioby w najczulsze miejsca, jakie byy w stanie
znale.
Kiedy podfrunlimy bliej, zajrzaem w Duat. Scena wygldaa tam jeszcze
bardziej przeraajco. Demony byy poczone ze sob czerwonymi zwojami energii,
tworzcymi jednego potnego, przezroczystego wa. Potwr otacza ca
piramid. Na samym jej szczycie sta Thot w swojej staroytnej postaci - olbrzymiego
mczyzny w biaej spdniczce z gow ibisa, ciskajcego byskawice energii we
wrogw.
Walt zagwizda.
- Jak miertelnicy mog nie zauway takiej bitwy?
Nie byem tego pewny, ale przypomniay mi si niektre wiadomoci o
ostatnich katastrofach. Potne burze powodoway powodzie wzdu caej Missisipi,
wcznie z Memphis. Setki ludzi straciy dach nad gow. Magowie moe
dostrzegliby, co si naprawd dzieje, ale zwykli miertelnicy w miecie uwaali
zapewne, e to tylko wiksza burza.(,
- Pomog Thotowi - oznajmiem. - Ty zostajesz w odzi.

- Nie - zaprotestowa Walt. - Bastet powiedziaa, e w wyjtkowych sytuacjach


mog uy magii. To si kwalifikuje.
Wiedziaem, e Sadie mnie zabije, jeli pozwol, eby Walto-wi co si stao.
Jego ton wiadczy jednak, e nie odpuci. Potrafi by rwnie uparty jak moja
siostra, gdy przyszo co do czego.
- Dobra - powiedziaem. - Trzymaj si.
Gdybym zobaczy tak bitw rok temu, zwinbym si w kbek i usiowa
gdzie si schowa. Nawet nasza bitwa pod czerwon piramid w zesze wita
wydawaa si drobiazgiem w porwnaniu z bombardowaniem armii demonw,
ktrej musiaem stawi czoa bez adnego wsparcia, jeli nie liczy chorego chopaka
i lekko zewirowanego gryfa.
Przez ostatni rok jednak duo si zmienio. Teraz by to tylko kolejny zy
dzie w yciu rodziny Kanew.
wirus zanurkowa z wrzaskiem w nocne niebo, skrci ostro w prawo i
przelecia wzdu piramidy. Pokn pomniejsze demony, a wiksze rozwali na
miazg ostrymi jak pia, wirujcymi skrzydami. Te, ktre przeyy, zostay
rozjechane przez nasz d.
wirus zacz si ponownie wznosi w powietrze, ale my z Waltem
wyskoczylimy i usiowalimy zapa rwnowag na szklanej cianie piramidy. Walt
rzuci jaki amulet. W rozbysku wiata pojawi si zoty sfinks o ciele lwa i kobiecej
gowie. Po dowiadczeniach w Muzeum Sztuki w Dallas nie przepadaem za
sfinksami, ale na szczcie ten by po naszej stronie.
Walt wskoczy mu na grzbiet i rzuci si w wir walki. Sfinks warkn, dopad
pokrytego uskami demona i rozerwa go na strzpy. Potwory si rozpierzchy. Nie
dziwiem im si. Ogromny zoty lew byby dostatecznie przeraajcy, a co dopiero
lew z ryczc kobiec gow, ktra miaa bezlitosne szmaragdowe oczy, lnic
egipsk koron i pene kw usta ze zdecydowanie zbyt grub warstw szminki.

Jeli chodzi o mnie, przywoaem z Duat mj chepesz. Wezwaem moc Horusa


i wok mnie utworzy si poyskujcy, bkitny awatar boga wojny. Wkrtce byem
ukryty w siedmiometrowej zjawie z gow sokoa.
Zrobiem krok do przodu. Awatar powtrzy mj ruch. Zamachnem si
mieczem na znajdujce si najbliej demony i potne ostrze rozrzucio je niczym
krgle. Dwa potwory rzeczywicie miay gowy w ksztacie krgli, wic chyba byo
to dobre porwnanie.
Pawiany i ibisy powoli zaczynay uzyskiwa przewag nad fal demonw.
wirus kry wok piramidy, poykajc latajce demony lub strcajc je z
powietrza za pomoc odzi.
Thot nadal ciska hieroglificznymi granatami.
- Wzdcie! - krzykn, a odpowiedni hieroglif poszybowa w powietrzu i
roztrzaska si na piersi demona w rozprysku wiata. Demon natychmiast nad si
jak balon i potoczy z wrzaskiem w d piramidy.
- Na pask! - Thot wystrzeli w innego demona, ktry upad i skurczy si w
potworoksztatn wycieraczk.
- Problemy trawienne! - wrzasn Thot. Nieszczsny demon, ktry oberwa
tym hieroglifem, pozielenia i zgi si wp.
Maszerowaem midzy szeregami potworw, odpychajc je na boki i siekc
na kawaki. Wszystko szo wietnie, dopki skrzydlaty demon nie postanowi
wykona manewru kamikadze, celujc w moj pier. Zatoczyem si do tyu i
uderzyem w piramid z tak moc, e straciem koncentracj. Magiczna zbroja si
rozpada. Bybym zsun si na sam d budowli, gdyby demon nie chwyci mnie za
gardo i nie przytrzyma w miejscu.
- Carterze Kane - sykn. - Ale ty jeste gupio uparty.
Rozpoznaem t twarz - podobn do oblicza manekina na lekcji anatomii, bez
skry, z miniami i cignami na wierzchu. Pozbawione powiek oczy wieciy
czerwieni. Demon obnay ky w zowieszczym umiechu.
- Ty - jknem.

- Tak. - Demon zarechota, zaciskajc szpony na mojej szyi. - Ja.


Straszliwe Oblicze - przyboczny Seta z czasw czerwonej piramidy i tajny
porednik Apopisa. Zabilimy go pod pomnikiem Waszyngtona, ale obawiam si, e
nie dao to podanych rezultatw. Demon wrci, a sdzc po chrapliwym gosie i
wieccych na czerwono oczach, by wci pod wadz mojego ulubionego wa.
Nie przypominaem sobie, eby Straszliwe Oblicze umia lata, ale nagle z
jego ramion wystrzeliy skrzaste skrzyda. Chwyci mnie kurzymi nogami, pazury
przednich ap wci wbijajc w moj tchawic. Jego oddech czu byo
sfermentowanym sokiem i wydzielin skunksa.
- Mogem ci zabi ju wiele razy - oznajmi demon - ale mnie interesujesz,
Carterze.
Usiowaem si uwolni. Rce jednak ciyy mi, jakby byy z oowiu, i ledwie
byem w stanie utrzyma miecz.
Odgosy bitwy wok nas przycichy. wirus lata gdzie nad moj gow, ale
macha skrzydami tak ociale, e widziaem ich ruch. Hieroglif eksplodowa w
zwolnionym tempie jak farba rozchodzca si w wodzie. Apopis cign mnie w gb
Duat.
- Wyczuwam w tobie niepokj - powiedzia demon. - Czemu kontynuujesz t
beznadziejn walk? Nie zdajesz sobie sprawy z tego, co si stanie?
Przed moimi oczami przesun si szereg obrazw.
Zobaczyem krajobraz z przemieszczajcymi si wzgrzami i ognistymi
gejzerami. Skrzydlate demony szyboway po siarkowym niebie. Po wzgrzach
biegay duchy zmarych, wyjc z rozpaczy i szukajc czegokolwiek, czego mogyby
si chwyci. Wszystkie jednak suny w jedn stron: w kierunku plamy ciemnoci
na horyzoncie. Cokolwiek to byo, miao grawitacj na miar czarnej dziury.
Zakrzywiao ku sobie wzgrza i supy ognia i zasysao duchy. Nawet unoszce si w
powietrzu demony z trudem si opieray.
Skulona pod skalnym wystpem, lnica biel kobieca posta usiowaa
przeciwstawi si sile mrocznego prdu. Omal si nie rozpakaem: t kobiet bya

moja matka. Inne duchy przelatyway obok niej, wyjc bezradnie. Mama prbowaa
poda im rk, ale nie bya w stanie ich uratowa.
Sceneria si zmienia. Ujrzaem egipsk pustyni pod Kairem w palcym
socu. Nagle piaski wybuchy. Ogromny czerwony w unis si z Podziemia.
Skoczy ku niebu i w jaki nieprawdopodobny sposb jednym haustem pokn
soce. wiat pogry si w ciemnoci. Wydmy pokry szron. Ziemia pkaa.
Krajobraz si rozpada. Cae dzielnice Kairu zapaday si w otcha. Znad Nilu
unis si czerwony ocean chaosu, pochaniajc miasto i pustyni, zmiatajc z
powierzchni ziemi piramidy, ktre stay tu od tysicleci. Wkrtce nie zostao nic
oprcz kotujcego si morza pod czarnym niebem pozbawionym gwiazd.
- Zadni bogowie was nie ocal, Carterze. - W gosie Apopisa syszaem
niemale wspczucie. - Taki los zosta zapisany na pocztku czasu. Poddaj mi si, a
oszczdz ciebie i tych, ktrych kochasz. Bdziesz eglowa po morzu chaosu.
Zostaniesz panem swojego przeznaczenia.
Zobaczyem wysp unoszc si na wrzcej powierzchni oceanu - niewielk
zielon plam niczym oaza. Mgbym znale si na tej wyspie razem z rodzin.
Moglibymy przey. Moglibymy mie wszystko na skinienie rki. mier nie
miaaby znaczenia.
- Prosz tylko o znak dobrej woli - podpowiedzia Apopis. - Oddaj mi Ra.
Wiem, e go nie znosisz. Reprezentuje sob wszystko, co ze w wiecie
miertelnikw. Jest stary, zmurszay, saby i bezuyteczny. Oddaj mi go. Wwczas
ci ocal. Pomyl o tym, Carterze Kane. Czy bogowie obiecali ci co rwnie
uczciwego?
Wizje zblaky. Straszliwe Oblicze spojrza na mnie z umiechem, ale chwil
pniej jego twarz wykrzywi grymas blu. Na jego czole zapon hieroglif - symbol
wysuszenia - i demon rozpad si w py.
Usiowaem nabra powietrza w puca. Miaem wraenie, e gardo mam
pene rozarzonych wgli.

Nade mn sta Thot, pospny i zmczony. Jego oczy zmieniay barwy jak w
kalejdoskopie i wyglday niczym bramy do innego wiata.
- Carterze Kane. - Poda mi rk i pomg mi wsta.
Pozostae demony zniky. Walt sta na szczycie piramidy w otoczeniu
pawianw i ibisw, ktre obsiady zotego sfinksa, jakby to bya figura na karuzeli.
wirus unosi si w pobliu - sprawia wraenie sytego i zadowolonego po zjedzeniu
tylu demonw.
- Nie powinnicie byli tu przyjeda - skarci mnie Thot, strzepujc
demoniczny proch ze swojego podkoszulka z logo w ksztacie poncego serca i
sowami: HOUSE OF BLUES. - To byo zdecydowanie zbyt niebezpieczne, zwaszcza
dla Walta.
- Te si ciesz, e ci widz - zacharczaem. - Mam wraenie, e
potrzebowae pomocy.
- Demony? - Thot machn lekcewaco rk. - Wrc tu przed wschodem
soca. Od tygodnia atakuj co sze godzin. Irytujce.
- Co sze godzin? - Usiowaem to sobie wyobrazi. To znaczyo, e Thot
musia walczy z tak hord kilka razy dziennie od tygodnia... Nie sdziem, e
ktokolwiek moe mie tyle mocy, nawet bg.
- Gdzie s pozostali bogowie? - zapytaem. - Nie powinni ci pomaga?
Thot zmarszczy nos, jakby wyczu demona z problemami trawiennymi.
- Powinnicie chyba wej do rodka. Skoro ju tu jestecie, to sobie
pogadamy.
Jedno musz Thotowi przyzna: umie urzdzi piramid.
Dawna hala do koszykwki pozostaa na swoim miejscu, niewtpliwie po to,
eby jego pawiany miay gdzie gra (pawiany uwielbiaj koszykwk). Telebim
wci zwisa z sufitu i wywietla kolejne hieroglify, ktre znaczyy mniej wicej tyle,
co: NAPRZD! OBRONA! THOT 25 - DEMONY 0 po staroegipsku.
Trybuny zostay zastpione pitrowymi galeryjkami. Na czci z nich
znajdoway si stanowiska komputerowe, przypominajce centrum sterowania

lotw kosmicznych. Na innych - laboratoryjne stoy zastawione zlewkami, palnikami


Bunsena, fiolkami penymi cuchncych cieczy, sojami z narzdami wewntrznymi
w formalinie i jeszcze dziwniejszymi przedmiotami. Najwysze pitro urzdzone
byo pkami na zwoje - znajdowaa si tam biblioteka dorwnujca chyba tej w
pierwszym nomie. A za lewym koszem staa wysoka na trzy pitra tablica pokryta
obliczeniami i hieroglifami.
Z dwigarw nie zwisay trofea z zawodw ani koszulki z numerami
emerytowanych gwiazd koszykwki, ale czarne gobeliny haftowane w zote
zaklcia.
Na zapleczu Thot urzdzi sobie mieszkanie. Znajdoway si tam: wolno
stojca kuchenka mistrza kucharskiego, kolekcja mikkich kanap i foteli, sterty
ksiek, wiaderka klockw Lego i zabawek edukacyjnych, dwanacie paskich
telewizorw pokazujcych rne programy informacyjne i filmy dokumentalne, a
take niewielki zagajnik gitar elektrycznych i wzmacniaczy - wszystko, czego
roztrzepany bg moe potrzebowa, eby robi dwadziecia rzeczy naraz.
Pawiany Thota zaprowadziy wirusa do szatni, eby go wyczyci i da mu
odpocz. Podejrzewam, e obawiay si, i mgby zje ibisy, poniewa
przypominay nieco indyki.
Thot zlustrowa nas krytycznym spojrzeniem.
- Musicie odpocz. Przygotuj wam obiad.
- Nie mamy czasu - odparem. - Musimy...
- Carterze Kane - skarci mnie Thot. - Przed chwil walczye z Apopisem,
Horus zosta z ciebie wykopany, a ty, na p uduszony, bye cignity przez Duat.
Nic z ciebie nie bdzie, jeli chwil si nie przepisz.
Usiowaem protestowa, ale Thot przytkn mi rdk do czoa. Poczuem
zalewajc mnie fal zmczenia.
- Odpocznij - powtrzy z naciskiem Thot.
Opadem na najblisz kanap.

Nie wiem, jak dugo spaem, ale Walt wsta pierwszy. Kiedy si obudziem,
by pogrony w rozmowie z Thotem.
- Nie - powiedzia bg. - Nikt nigdy tego nie dokona. I obawiam si, e nie ma
zbyt wiele czasu... - Urwa, kiedy zorientowa si, e usiadem. - Ach. Dobrze,
Carterze. Obudzie si.
- Co mnie omino?
- Nic - odpar nieco zbyt radosnym tonem. - Chod, zjedz co.
Na blacie w kuchni leay wieo pokrojone steki, kiebasa, eberka i
penoziarniste pieczywo, a obok sta wielki termos z mroon herbat. Thot
powiedzia mi kiedy, e barbecue jest rodzajem magii, i chyba mia racj. Zapach
jedzenia sprawi, e na chwil zapomniaem o kopotach.
Pochonem kanapk z kotletem i wypiem dwie szklanki herbaty. Walt
pogryza eberko, ale zdaje si, e nie mia apetytu.
Thot wzi do rki gitar Gibsona i zagra mocny akord, ktry wstrzsn
podog. Jego technika poprawia si od naszego poprzedniego spotkania. Akord
zabrzmia autentycznie jak akord, a nie jak torturowana gra.
Zatoczyem krg rk, w ktrej trzymaem chleb.
- Niele to wyglda.
Thot zamia si cicho.
- Lepiej ni moja poprzednia siedziba, co?
Kiedy po raz pierwszy odwiedzilimy z Sadie boga wiedzy, przemieszkiwa
on na kampusie miejscowego uniwersytetu. Podda nas prbie w postaci demolki w
domu Elvisa Presleya (duga opowie), ale na szczcie faza testw bya ju za nami.
Zdecydowanie wolaem siedzie na zapleczu piramidy, zajadajc si gril-lowanym
misem.
Nagle przypomniay mi si wizje, ktre pokaza mi Straszliwe Oblicze: moja
matka

niebezpieczestwie,

ciemno

poykajca

dusze

zmarych,

wiat

roztapiajcy si w morzu chaosu - z wyjtkiem malekiej wysepki unoszcej si na


jego falach. Te wspomnienia nieco popsuy mi apetyt.

- No wic... - odsunem talerz - opowiedz mi o tych atakach demonw. I o


tym, o czym mwie Waltowi.
Walt siedzia ze wzrokiem wbitym w nadgryzione eberko.
Thot zagra sabszy akord.
- Od czego tu zacz...? Ataki rozpoczy si tydzie temu. Jestem odcity od
pozostaych bogw. Podejrzewam, e nie przyszli mi z pomoc, poniewa maj
podobne problemy. Dziel i rzd - Apopis zna si na podstawach sztuki militarnej. A
nawet gdyby moje rodzestwo mogo mi pomc... c, maj waniejsze sprawy na
gowie. By moe pamitasz, e Ra niedawno powrci.
Thot spojrza na mnie z wyrzutem, jakbym by rwnaniem, w ktrym co si
nie zgadza.
- Bg soca musi by pilnowany podczas swojej nocnej podry. To
pochania duo boskiej mocy.
Opuciem bezradnie ramiona. Nie musia mi dokada, i tak czuem si
winny. Uwaaem, e to nieuczciwe ze strony Thota, e jest wobec mnie a tak
krytyczny. Przecie w zasadzie sta po naszej stronie w kwestii przyprowadzenia z
powrotem boga soca. Moe jednak tydzie demonicznych atakw sprawi, e
zacz zmienia zdanie.
- Nie moesz po prostu std odej? - spytaem.
Thot pokrci przeczco gow.
- By moe nie jeste w stanie do gboko zajrze w Duat, ale potga
Apopisa cakowicie otoczya t piramid. Utknem tutaj.
Spojrzaem na sufit, ktry nagle wyda mi si znacznie niszy.
- Czy to oznacza, e... my te ugrzlimy?
Thot machn lekcewaco rk.
- Sdz, e dacie rad si wydosta. Sie jest tak zaprojektowana, eby
schwyta boga. Ty i Walt nie jestecie na tyle duzi ani wani, eby was zapaa.
Zastanawiaem si, czy to prawda. A moe Apopis pozwoli mi wej i wyj,
ebym mia moliwo odda mu Ra?

Interesujesz mnie, Carterze, powiedzia. Poddaj mi si, a ci oszczdz


Wziem gboki oddech.
- Ale, Thocie, skoro jeste tu zdany tylko na siebie... No, wiesz, jak dugo
zdoasz wytrwa?
Bg przejecha rk po swoim fartuchu laboratoryjnym, pokrytym bazgroami
w kilkunastu jzykach. Z rkawa sfruno sowo czas. Thot zlapal je i spojrza na
zoty zegarek z dewizk.
- Zobaczmy. Zwaywszy, e ochrona piramidy sabnie, a moja moc si
zuywa, powiedziabym, e mam szanse wytrzyma jeszcze dziewi atakw, czyli
nieco ponad dwa dni, co prowadzi nas do witu rwnonocy. Ha! To nie moe by
zbieg okolicznoci.
- A co potem? - zapyta Walt.
- Potem nieprzyjaciele wedr si do piramidy. Moi sudzy zgin. Obawiam
i, e wtedy dokona si te Sdny Dzie. Jesienna rwnonoc to dla Apopisa dobry
czas na powstanie. Zapewne wrzuci mnie do otchani, a moe rozsypie moj istot
po wszechwiecie, rozproszywszy j na miliard kawaeczkw. Hm... fizyka mierci
boga. - Jego kiesze zmienia si w piro. Thot zapisa co na gryfie gitary. - Mgby
by z tego niezy artyku naukowy.
- Thocie - wtrci si Walt. - Powiedz Carterowi to, co powiedziae mnie:
dlaczego jeste atakowany.
- Mylaem, e to oczywiste - odpar Thot. - Apopis chce mi uniemoliwi
udzielenie wam pomocy. Po to tu przyjechalicie, nieprawda? eby dowiedzie si
czego o cieniu wa.
Na moment zatkao mnie do tego stopnia, e nie byem w stanie wydusi z
siebie sowa.
- Skd wiesz?
- Prosz ci. - Thot zagra riff Jimmyego Hendriksa, po czym odoy gitar. Jestem bogiem wiedzy. Wiedziaem, e wczeniej czy pniej dojdziecie do wniosku,
e jedynym sposobem na zwycistwo jest wyklcie cienia.

- Wyklcie cienia - powtrzyem. - To jest autentyczne zaklcie z autentyczn


nazw? I moe zadziaa?
- Teoretycznie.
- A ty nie udzielie nam tej informacji z wasnej woli, bo...?
Thot prychn.
- Wiedzy, ktra jest cokolwiek warta, nie mona dosta. Trzeba jej szuka i na
ni zasuy. Jeste teraz nauczycielem, Carterze. Powiniene to wiedzie.
Nie byem pewny, czy powinienem go udusi, czy uciska.
- A zatem poszukuj wiedzy. Staram si o ni. Jak mam pokona Apopisa?
- Tak si ciesz, e zapytae! - W wielobarwnych oczach Thota rozbysa
autentyczna rado. - Niestety nie mog ci tego powiedzie.
Zerknem na Walta.
- Zabijesz go czy ja mam to zrobi?
- Chwileczk - wtrci Thot. - Mog udzieli ci pewnych rad. Ale to ty musisz
poczy piegi, jak to si mwi.
- Punkty.
- Tak - zgodzi si. - To dobry trop. Mona posuy si szut, eby zniszczy
boga, a nawet samego Apopisa. I rzeczywicie, podobnie jak wszystkie istoty
rozumne Apopis posiada cie, aczkolwiek ta cz jego duszy jest dobrze ukryta i
dobrze strzeona.
- A gdzie ona jest? - spytaem. -1 jak mamy si ni posuy?
Thot rozoy bezradnie rce.
- Mog ci odpowiedzie na drugie pytanie. Na pierwsze nie wolno mi udzieli
odpowiedzi.
Walt odsun talerz.
- Usiowaem to z niego wydoby, Carter. Jak na boga wiedzy nie jest zbyt
pomocny.
- Suchaj, Thocie - powiedziaem. - Nie moglibymy odby dla ciebie jakiej
misji albo co? Na przykad wysadzi znw w powietrze domu Elvisa?

- Kuszce - odpar bg. - Ale musisz zrozumie: udzielenie miertelnikowi


informacji, gdzie jest przechowywany cie istoty niemiertelnej, nawet Apopisa, to
powana zbrodnia. Inni bogowie i tak ju uwaaj mnie za zdrajc. Przez stulecia
zdradziem ludziom zbyt wiele sekretw. Nauczyem was pisa. Nauczyem was
magii i zaoyem Dom ycia.
- Dlatego magowie wci oddaj ci cze - przypomniaem. - Moe wic
portjoesz nam jeszcze raz?
-1 dam ludziom wiedz, ktrej bd mogli uy do zniszczenia bogw? - Thot
westchn. - Chyba rozumiesz, dlaczego mojemu rodzestwu moe si to nie
spodoba?
Zacisnem pici. Pomylaem o duchu mojej matki kulcym si pod
nawisem skalnym, walczcym o przetrwanie. Ta mroczna sia musiaa by cieniem
Apopisa. Apopis pokaza mi t wizj, ebym straci nadziej. W miar jak jego potga
rosa, rs rwnie jego cie. Przyciga duchy zmarych i pochania je.
Domylaem si, e cie musi by gdzie w Duat, ale to niewiele pomagao. To
tak jakby powiedzie, e gdzie na Oceanie Spokojnym. Duat jest ogromne.
Rzuciem Thotowi gniewne spojrzenie.
- Jeli nam nie pomoesz, Apopis zniszczy wiat.
- Rozumiem to - potakn - i wanie dlatego z tob rozmawiam. Istnieje
sposb, eby znale miejsce przechowywania cienia. Dawno temu, kiedy byem
mody i naiwny, napisaem ksik, co na ksztat studium terenowego, nazywan
Ksig Thota.
- Chwytliwy tytu - mrukn Walt.
- Te tak uwaam! - przyzna Thot. - W kadym razie opisywaa ona
wszystkie ksztaty i przebrania, jakie mog przyj bogowie, ich najtajniejsze
kryjwki... wszelkie wstydliw szczegy.
- Wcznie z tym, jak znale ich cienie? - spytaem.
- Bez komentarza. Tak czy siak, ta ksiga nigdy nie miaa trafi w rce ludzi,
ale dawno temu ukrad j pewien sprytny mag.

- Gdzie ona teraz jest? - spytaem, po czym uniosem w gr rce. - Czekaj...


niech no zgadn. Nie moesz nam powiedzie.
- Szczerze mwic, nie mam pojcia - wyzna Thot. - Ten chytrus schowa
ksig. Na szczcie zmar, zanim zrobi z niej peny uytek, ale posuy si zawart
w niej wiedz, eby stworzy kilka zakl, wcznie z wyklciem cienia. Te
przemylenia zapisa w swojej wersji Ksigi o pokonaniu Apopisa.
- Setne - powiedziaem. - To on jest tym magiem, o ktrym mwisz.
- Zgadza si. Jego zaklcie byo tylko teori, oczywicie. Nawet ja nigdy nie
miaem takiej wiedzy. Ale, jak wiesz, wszystkie kopie jego zwoju zostay zniszczone.
- A zatem to beznadziejny trop - dokoczyem. - lepy zauek.
- Och, nie - odpar Thot. - Moecie porozmawia z Setne we wasnej osobie. To
on napisa zaklcie. I ukry Ksig Thota, ktra... eee... zawiera albo nie opis miejsca,
w ktrym znajduje si cie. Jeli bdzie mia dobry humor, jest szansa, e wam
pomoe.

- Ale czy Setne nie jest martwy od tysicy lat?


Thot si rozpromieni.
- Owszem. A to dopiero pierwszy problem.
Thot opowiedzia nam o Setne, ktry najwyraniej by dosy sawny w
staroytnym Egipcie - troch jak Robin Hood, Mer-lin i Attyla w jednym. Im duej
suchaem, tym mniej chciaem pozna tego gocia.
- By patologicznym kamc - powiedzia Thot. - ajdakiem, zdrajc,
zodziejem i genialnym magiem. Szczyci si kradzieami ksig wiedzy, wcznie z
moj. Walczy z potworami, wyprawia si do Duat, pokonywa bogw i wamywa
si do witych grobowcw. Tworzy kltwy nie do zdjcia i wydobywa z
zapomnienia tajemnice, ktre powinny zosta pogrzebane. By geniuszem za.
Walt obraca w palcach jeden ze swoich amuletw.
- To brzmi, jakby go podziwia.
Bg umiechn si do niego spode ba.

- C, nie mog nie doceni pdu do wiedzy, ale nie mog te pochwala
metod Setne. Aby posi tajniki wszechwiata, nie powstrzymaby si przed
niczym. Chcia zosta bogiem, wiecie, nie tylko okiem boga. Niemiertelnym w
penym tego sowa znaczeniu.
- Co jest niemoliwe - domyliem si.
- Trudne, ale nie niemoliwe - odpar Thot. - Imhotep, pierwszy miertelny
mag, zosta po mierci wielkim bogiem. - Thot zwrci si w kierunku komputerw. A propos, przypomniaem sobie, e nie widziaem si z nim od tysicy lat.
Zastanawiam si, co kombinuje. Moe powinienem go wyguglowa...
- Thocie - Walt przywoa go do porzdku. - Skup si.
- Dobra. A zatem Setne. Stworzy to zaklcie pozwalajce zniszczy kadego...
nawet boga. Nigdy nie aprobowaem posiadania takiej wiedzy przez miertelnika,
ale hipotetycznie, jeli potrzebujecie czego, co umoliwi wam pokonanie wa,
moe uda wam si przekona Setne, eby was nauczy tego zaklcia i zaprowadzi
do cienia Apopisa.
- Tylko e Setne nie yje - przypomniaem. - Wci wracamy do tego samego
punktu.
Walt si wyprostowa.
- Chyba e... chyba e sugerujesz, e moemy znale jego ducha w
Podziemiu. Jeli jednak ten Setne by taki zy, to czy Ozyrys nie potpi go w Sali
Sdu? Ammit poara jego serce, a on przesta istnie.
- Zasadniczo tak wanie powinno by - potakn Thot. - Ale Setne to
szczeglny przypadek. Jest do... przekonujcy. Nawet przed podziemnym sdem
udao mu si, no, nagi system prawny. Ozyrys wielokrotnie skazywa go na
niepami, ale Setne zawsze zdoa jako wywin si od kary. Dostawa lejszy
wyrok, stara si o apelacj albo po prostu ucieka. Udao mu si przey - w kadym
razie w postaci ducha - przez cae tysiclecia.
Thot zwrci na mnie swoje kalejdoskopowe oczy.

- Ale od jakiego czasu, Carterze Kane, twj ojciec jest Ozyrysem. Teraz ciga
buntownicze duchy, usiujc przywrci porzdek... to znaczy Maat w Podziemiu.
Nowy proces Setne ma si odby o zachodzie soca, czyli za jakie czternacie
godzin. Bdzie musia stawi si przed twoim ojcem. I tym razem...
- Tato go nie wypuci. - Poczuem si tak, jakby szpony demona znw
zacisny mi si na gardle.
Mj ojciec by uczciwy, ale wymagajcy. Nie przyjmowa wymwek. Przez te
lata, kiedy razem podrowalimy, nawet nie-zapita koszula nigdy nie usza mi
pazem. Jeli Setne by takim przestpc, jak twierdzi Thot, ojciec nie bdzie mia dla
niego litoci. Rzuci serce faceta Ammit Poeraczce jak ko psu.
Oczy Walta rozbysy. Oywi si tak chyba po raz pierwszy od tygodni.
- Moemy uoy si z twoim tat - powiedzia. - Moemy stara si o
przeoenie procesu Setne albo o zagodzenie wyroku w zamian za wspprac.
Prawa Podziemia pozwalaj na to.
Zmarszczyem brwi.
- Skd wiesz tyle o trybunale umarych?
Natychmiast poaowaem tego pytania. Uwiadomiem sobie, e Walt
zapewne przygotowywa si do tego, e stanie przed owym trybunaem. Moe
wanie o tym rozmawia wczeniej z Thotem.
Obawiam si, e nie ma zbyt wiele czasu, oznajmi wtedy Thot.
- Przepraszam - powiedziaem.
- Nie ma problemu - odrzek Walt. - Ale musimy sprbowa. Jeli nie zdoamy
przekona twojego taty, eby darowa Setne...
Thot si rozemia.
- To byoby zabawne, nieprawda? Gdyby Setne jeszcze raz si wywin,
poniewa wyrzdzone przez niego zo okazaoby si jedynym sposobem na
uratowanie wiata.
- Przezabawne - odparem. Kanapka z kotletem zalegaa mi w odku. Sugerujesz zatem, e powinnimy uda si do sali sdowej mojego ojca i stara si o

uwolnienie ducha zbrodniczego, psychopatycznego maga. A nastpnie poprosi


owego ducha, eby zaprowadzi nas do cienia Apopisa i pokaza nam, jak go
zniszczy, z nadziej e nie ucieknie, nie zabije nas ani nie wyda nieprzyjacielowi.
Thot potakn entuzjastycznie.
- Musielibycie by szaleni! Mam wielk nadziej, e jestecie. Wziem
gboki oddech.
- Chyba jestem szalony.
- Doskonale! - krzykn radonie Thot. - Jeszcze jedno, Carterze. eby
wykona to zadanie, bdziesz potrzebowa Walta, ale jego czas si koczy. Jego
jedyn szans...
- Zaczekaj - przerwa mu Walt. - Sam mu powiem. Zanim zdyem zapyta, o
co chodzi, w gonikach rozleg si dzwonek oznajmiajcy koniec gry.
- Ju prawie wit - powiedzia Thot. - Lepiej ruszajcie, zanim wrc demony.
Powodzenia. No i pozdrwcie ode mnie Setne... jeli doyjecie spotkania, oczywicie.
8. Moja siostra doniczka
Droga powrotna nie bya przyjemna.
Obaj z Waltem trzymalimy si kurczowo burty, podczas gdy zby nam
szczkay, a oczy biegay na wszystkie strony. Magiczna mga przybraa barw krwi.
Wok rozlegay si gniewne szepty upiorw, jakby postanowiy one si zbuntowa i
urzdzi zamieszki w wiecie duchw.
wirus opuci Duat wczeniej, ni si spodziewaem. Znajdowalimy si nad
dokami w New Jersey, a za nasz odzi cigna si para, gdy gry i z trudem
przeciska si przez powietrze. W oddali panorama Manhattanu poyskiwaa zotem
w promieniach wschodzcego soca.
Nie rozmawialimy z Waltem przez ca podr. Duat zazwyczaj zniechca
do konwersacji. Teraz Walt patrzy na mnie z gupkowatym wyrazem twarzy.
- Powinienem wytumaczy par rzeczy - owiadczy.

Nie potrafiem udawa braku zainteresowania. W miar postpw choroby


Walt stawa si coraz bardziej skryty. Zastanawiaem si, o czym rozmawia z
Thotem.
Ale to nie bya moja sprawa. Odkd Sadie poznaa ostatniej wiosny moje
sekretne imi i odbya wycieczk po najbardziej tajemnych zakamarkach moich
myli, staem si hardziej wyczulony na kwesti prywatnoci innych.
- Suchaj, Walt, to twoje prywatne sprawy - powiedziaem. - Jeli nie masz
ochoty o tym rozmawia...
- To nie jest tylko prywatna sprawa. Musicie wiedzie, co si dzieje. Ja... ja ju
tu dugo nie pobd.
Wpatrywaem si w port i Statu Wolnoci przemykajc pod nami. Od wielu
miesicy zdawaem sobie spraw, e Walt jest umierajcy. Nigdy nie potrafiem si z
tym pogodzi. Przypomniao mi si to, co Apopis powiedzia w muzeum w Dallas:
Walt nie poyje do dugo, eby oglda zagad wiata.
- Jeste pewny? - zapytaem. - Nie ma jakiego sposobu...?
- Anubis jest pewny - odpar. - Mam czas do jutra, do zachodu soca, w
najlepszym wypadku.
Nie chciaem nawet sysze o kolejnym niemoliwym ostatecznym terminie.
Do jutrzejszego zachodu soca musielimy ocali ducha zego maga. Przed
jutrzejszym zachodem soca Walt umrze. A o wschodzie soca zaraz potem, jeli
dopisze nam szczcie, bdziemy wypatrywa koca wiata.
Nigdy nie lubiem, gdy co krzyowao moje plany. Ilekro czuem, e co jest
niemoliwe, zazwyczaj prbowaem dalej, choby z wrodzonego uporu.
Ale tym razem czuem si tak, jakby Apopis mia niezy ubaw moim kosztem.
Nigdy si nie poddajeszPrawie syszaem to pytanie. A moe jednak? Co
powiesz na jeszcze kilka zada, ktrych nie da si wykona? Moe jednak si
poddasz-Czuem wzbierajcy we mnie gniew. Kopnem burt odzi i omal nie
poamaem palcw.
Walt zamruga oczami.

- Carter, to...
- Nie mw, e to nie ma znaczenia! - warknem. - To nie jest w porzdku.
Nie gniewaem si na niego. Byem wcieky na niesprawiedliwo tej gupiej
kltwy i na to, e wci sprawiaem zawd ludziom, ktrzy na mnie liczyli. Moi
rodzice zginli, ebymy z Sadie mieli szans uratowa wiat, a my wanie bylimy
na najlepszej drodze, eby to spapra. W Dallas wielu dobrych magw ponioso
mier, poniewa usiowali mi pomc. A teraz mielimy straci Walta.
Oczywicie dla Sadie Walt by szczeglnie wany. Ale ja rwnie bardzo na
nim polegaem. By moim nieoficjalnym zastpc w Domu Brooklyskim. Dzieciaki
go suchay. Jego obecno bya kojca w czasie kryzysw, jego gos liczy si w
dyskusjach. Ufaem mu w najtajniejszych sprawach - nawet w kwestii wykonania
poska Apopisa do wyklcia, o czym nie potrafiem powiedzie Amospwi. Jeli
Walt umrze...
- Nie pozwol na to - oznajmiem. - Odmawiam.
Po gowie kryy mi szalone myli: moe Anubis okama Walta w kwestii tej
nieuchronnej mierci,

usiujc odcign go od Sadie. (No, dobra, mao

prawdopodobne. Sadie nie jest a tak atrakcyjna).


[Tak, Sadie, wanie to powiedziaem. Sprawdzaem, czy mnie suchasz].
A moe Walt jednak wygra? Ludziom zdarza si w cudowny sposb pokona
raka. Dlaczego wic nie miaoby to zadziaa w wypadku staroytnej kltwy? Moe
daoby si go utrzymywa w stanie zawieszenia, tak jak Iskandar zrobi z Ziy, do
czasu kiedy znajdziemy lekarstwo? Wiem, wiem, jego rodzina od wielu stuleci
bezskutecznie

poszukiwaa

lekarstwa.

Jaz,

nasza

najlepsza

uzdrowicielka,

wyprbowaa wszystko - bez powodzenia. Moe jednak co przeoczylimy?


- Carter - odezwa si Walt. - Pozwolisz mi skoczy? Musimy opracowa
plan.
- Jak moesz zachowywa taki spokj? - zapytaem.
Walt obraca w palcach amulet szen, taki sam jak ten, ktry dal Sadie.

- Wiem o tej kltwie od dawna. Nie pozwol, eby powstrzymaa mnie przed
wykonaniem zadania. W taki czy inny sposb pomog wam pokona Apopisa.
- Ale jak? Wanie mi powiedziae...
- Anubis ma pomys - odpar Walt. - On mi pomaga zrozumie znaczenie
mojej mocy.
- To znaczy... - Zerknem na donie Walta. Wielokrotnie widywaem, jak
jednym dotkniciem obraca w proch przedmioty, jak choby tego kriosfinksa w
Dallas. Ta moc nie pochodzia z adnego magicznego talizmanu. Nikt z nas jej nie
rozumia, a w miar postpu choroby Walt zdawa si coraz gorzej j kontrolowa, co
sprawiao, e czsto miaem wtpliwoci, czy mona mu przybi pitk.
Walt rozprostowa palce.
- Anubis twierdzi, e zrozumia, dlaczego mam tak zdolno. Jest jeszcze co.
On uwaa, e moe istnie sposb na przeduenie mi ycia.
To bya tak wspaniaa wiadomo, e nawet si niepewnie zamiaem.
- Czemu mi tego nie powiedziae? Moe ci uleczy?
- Nie - odpar Walt. - Nie uleczy. I to jest ryzykowne. Nikt wczeniej tego nie
robi.
- O tym rozmawiae z Thotem.
Walt przytakn.
- Nawet jeli plan Anubisa by si powid, mgby mie... skutki uboczne. A
one mogyby ci si nie spodoba. - Zniy gos. - Mogyby si nie spodoba Sadie.
Na nieszczcie posiadam bujn wyobrani. Ujrzaem Walta zamienionego w
jak nieumar istot: zmursza mumi, upiorne ba, znieksztaconego demona. W
magii egipskiej efekty uboczne bywaj radykalne.
Usiowaem nie ujawni swoich uczu.
- Chcemy, eby y. Nie przejmuj si Sadie.
Oczy Walta mwiy mi, e bardzo przejmuje si Sadie. Co on takiego widzi w
mojej siostrze?
[Przesta mnie bi, Sadie. Staram si by uczciwy].

Walt zgina i rozprostowywa palce. Moe to bya gra wyobrani, ale miaem
wraenie, e dostrzegam smuki szarej pary unoszce si z jego doni, jakby sama
rozmowa o dziwacznej mocy j oywiaa.
- Nie zamierzam na razie podejmowa decyzji - owiadczy Walt. - Dopiero w
chwili gdy bd wydawa ostatnie tchnienie. Chciabym najpierw porozmawia z
Sadie, wytumaczy jej...
Pooy do na burcie. To by bd. Splecione trzciny poszarzay pod jego
dotykiem.
- Walt, przesta! - wrzasnem.
Natychmiast cofn do, ale byo ju za pno. d rozpada si w proch.
Chwycilimy za liny, ktre na szczcie nie rozleciay si, moe dlatego e
teraz Walt uwaa. wirus zaskrzecza, kiedy d znikna, i nagle razem z Waltem
wisielimy pod brzuchem gryfa, trzymajc si kurczowo lin i obijajc si o siebie nad
wieowcami Manhattanu.
- Walt! - Usiowaem przekrzycze wiatr. - Musisz bezwzgldnie opanowa t
moc!
- Przepraszam! - odkrzykn.
Rce mi odpaday, ale jako udao nam si dolecie do Domu Brooklyskiego i
nie zgin po drodze. wirus postawi nas na dachu, gdzie czekaa Bastet z
otwartymi ustami.
- Czemu wisicie na linach? - zapytaa ostro.
- Bo to zabawne - odwarknem. - Jakie wieci?
Zza komina rozleg si szczebiot.
- Hellou!
Stary bg Ra wystawi gow zza wga. Umiechn si do nas bezzbnie i
zacz niepewnym krokiem przechadza si po dachu, mamroczc pod nosem: Wiewirki, wiewirki. Ciasteczko, ciasteczko, ciasteczko!
Sign do przepaski biodrowej i wyrzuci w powietrze okruszki niczym
confetti - tak, byo to rwnie obrzydliwe, jak si wydaje.

Bastet napia ramiona i w jej doniach pojawiy si sztylety. By to zapewne


niewiadomy odruch, ale sprawiaa wraenie, e zamierza posuy si nimi
przeciwko komu... komukolwiek. Niechtnie wsuna ostrza z powrotem w rkawy.
- Wieci? - powtrzya. - Zostaam niak, a wszystko to zasuga waszego
stryja Amosa, ktry poprosi mnie o przysug. Na dole czeka na was uszebti Sadie.
Chodcie.
***
Wyjanienie kwestii Sadie i jej uszebti nadawaoby si na osobne nagranie.
Moja siostra nie ma talentu do tworzenia magicznych figurek. Nie
powstrzymuje to jej przed prbami. Wbia sobie na przykad do gowy, e potrafi
wykona idealne uszebti, eby byo jej awa-tarem, mwio jej gosem i robio za ni
wszystko, jak zdalnie sterowany robot. Wszystkie wczeniejsze prby wybuchay
albo warioway, straszc Chufu i uczniw. W zeszym tygodniu stworzya magiczny
termos

wyupiastymi

oczami,

ktry

szybowa

po

pokoju,

wrzeszczc:

Eksterminacja! Eksterminacja!, a w kocu trzasn mnie w gow.


Najnowszym tworem Sadie okazaa si Sadie w wersji junior - koszmar
ogrodnika.
Moja

siostra,

nieposiadajca

znaczcego

talentu

plastycznego,

wyprodukowaa co mglicie przypominajcego ludzk posta z doniczek


ceramicznych, utrzymywanych razem za pomoc magii, sznurka i tamy klejcej.
Gow stanowia odwrcona doniczka z emotikonowat twarz nabazgran czarnym
flamastrem.
- Nareszcie. - Doniczkowy stwr czeka na nas w mojej sypialni. Jego usta si
nie poruszay, ale gos Sadie wydobywa si z doniczki, jakby moja siostra bya
uwiziona we wntrzu uszebti. Ta myl wprawia mnie w dobry humor.
- Przesta si umiecha! - rozkazaa Sadie. - Widz ci, Carter. Och... i... no,
cze, Walt.
Doniczkowy potwr wyda piskliwo-trzeszczce dwiki, kiedy si podnosi.
Jedno niezgrabne rami unioso si, usiujc poprawi nieistniejce wosy Sadie.

Mona mie pewno, e w obecnoci chopakw moja siostra si zmiesza, nawet


jeli chwilowo jest postaci z doniczek i tamy klejcej.
Wymienilimy si opowieciami. Sadie poinformowaa nas o ataku grocym
pierwszemu nomowi o wicie w rwnonoc oraz o sojuszu sil Sary Jacobi z
Apopisem. Wspaniae wieci. Rewela.
My opowiedzielimy jej o wizycie u Thota. Podzieliem si z ni wizjami,
ktre roztoczy przede mn Apopis, zwaszcza obrazem niebezpieczestwa, w jakim
znajdowaa si nasza matka w Duat (doniczkowy potwr si wzdrygn), oraz koca
wiata (co najwyraniej wcale jej nie zaskoczyo). Nie powiedziaem jej o propozycji
zoonej przez Apopisa: oszczdzenia mnie w zamian za wydanie Ra. Nie miaem
ochoty o tym mwi, kiedy Ra znajdowa si tu za drzwiami, wypiewujc piosenki
o ciasteczkach. Powiedziaem jej jednak o zym duchu Setne, ktrego proces mia si
zacz wieczorem w Sali Sdu.
- Wujek Vinnie - oznajmia Sadie.
- Ze co? - zapytaem.
- Twarz, ktra przemwia do mnie w muzeum w Dallas - wyjania. - To
ewidentnie by Setne. Ostrzeg mnie, e bdziemy potrzebowali jego pomocy, eby
zrozumie wyklcie cienia. Powiedzia te, e bdziemy musieli pocign za
sznurki, eby go uwolni przed dzisiejszym wieczorem. Mia na myli ten proces.
Musimy przekona tat, eby go wypuci.
- Wspominaem o tym, e wedug Thota go jest psychopat o morderczych
skonnociach, prawda?
Doniczkowy potwr cmokn.
- Wszystko bdzie dobrze, Carter. Zaprzyjanianie si z psychopatami
znajduje si na licie naszych specjalnoci.
Zwrcia doniczkow gow w stron Walta.
- Mam nadziej, e te si wybierzesz.
W jej gosie sycha byo ton wymwki, jakby wci bya za o to, e Walt nie
poszed na szkolne tace/imprez z powszechnym zamieniem.

- Oczywicie - obieca. - wietnie si czuj.


Rzuci mi ostrzegawcze spojrzenie, ale nie zamierzaem si kci. Cokolwiek
tam knuli z Anubisem, mogem zaczeka, a sam wyjani to Sadie. Pakowanie si w
rodek dramatu rozgrywajcego si w trjkcie Sadie-Walt-Anubis miao taki sam
potencja dobrej zabawy jak skok do miksera.
- Dobra - oznajmia Sadie. - Spotkamy si wszyscy w Sali Sdu przed
zachodem soca. Tyle czasu powinno nam wystarczy.
- Wystarczy? - powtrzyem. - Na co? I kto to my?
Odczytywanie uczu z twarzy nabazgranej flamastrem nie jest atwe, ale
wahanie Sadie byo wystarczajco wymowne.
- Nie ma ci ju w pierwszym nomie - domyliem si. - Co robisz?
- Maa wyprawa - odpara Sadie. - Odwiedziny u Besa.
Zmarszczyem brwi. Sadie odwiedzaa Besa w domu opieki niemal co tydzie;
nie miaem nic przeciwko temu i tak dalej, ale dlaczego teraz?
- Wiesz, e mamy mao czasu?
- To konieczne - oznajmia. - Mam pewien pomys, ktry moe nam pomc w
kwestii cienia. Nie panikuj. Ziya jest ze mn.
- Ziya? - Traz to ja poczuem zmieszanie. Gdybym by doniczk, zapewne
przygadzibym wosy. - To dlatego Bastet pilnuje dzi Ra? A co waciwie ty i
Ziya...?
- Przesta si martwi - skarcia mnie Sadie. - Bd jej pilnowa. I nie, Carter,
Ziya o tobie nie wspominaa. Nie mam te pojcia, co do ciebie czuje.
- Co? - Miaem ochot zdzieli Sadie w wersji junior po glinianej twarzy. - O
nic takiego nie pytaem!
- Dobra, dobra - zakpia. - Nie sdz, eby Ziy obchodzio, co masz na sobie.
To nie randka. Ale prosz, umyj czasem zby.
- Zabij ci - owiadczyem.
- Te ci kocham, braciszku. Pa!

Doniczkowy stwr rozpad si na kawaki, pozostawiajc po sobie stert


skorup i czerwon glinian twarz szczerzc si do mnie w umiechu.
Wyszlimy z Waltem do Bastet czekajcej za drzwiami mojej sypialni.
Oparlimy si o barierk nad Wielk Sal, a Ra skaka po galeryjce, wypiewujc
koysanki po staroegipsku.
Pod nami uczniowie przygotowywali si do wyjcia do szkoy. Julian
przeszukiwa plecak, trzymajc w ustach parwk. Felix i Sean kcili si o to, ktry
ktremu ukrad podrcznik do matematyki. Maa Shelby gonia pozostaych
przedszkolakw, wymachujc kredkami, ktre tryskay tczowymi iskrami.
Nigdy nie miaem duej rodziny, ale mieszkajc w Domu Bro-oklyskim,
odnosiem wraenie, e mam tuzin braci i sistr. Mimo e byo to szalone, podobao
mi si... co sprawiao, e decyzja, ktr musiaem podj, stawaa si jeszcze
trudniejsza.
Opowiedziaem Bastet o planie wizyty w Sali Sdu.
- Nie podoba mi si to - owiadczya.
Walt si rozemia.
- A masz jaki plan, ktry by ci si podoba?
Przechylia gow.
- W sumie nie. W ogle nie lubi planw. Jestem kotem. Niemniej jeli choby
poowa tego, co syszaam o Setne, jest prawd...
- Wiem - powiedziaem. - Ale to nasza jedyna szansa.
Zmarszczya nos.
- Nie chcecie, ebym si z wami wybraa.7 Na pewno? Moe udaoby mi si
przekona Nut albo Szu, eby popilnowali Ra...
- Nie - odparem. - Amos bdzie potrzebowa pomocy w pierwszym nomie.
Nie ma do ludzi, eby odeprze atak zbuntowanych magw i Apopisa.
Bastet przytakna.
- Nie mog wej do pierwszego nomu, ale mog czuwa na zewntrz. Jeli
Apopis si pokae, wyzw go do walki.

- On bdzie w peni mocy - ostrzeg j Walt. - Robi si potniejszy z kad


chwil.
Uniosa dumnie podbrdek.
- Walczyam z nim ju wczeniej, Walcie Stone. Znam go lepiej ni ktokolwiek
inny. A poza tym jestem to winna rodzinie Cartera. I panu Ra.
- Kicia! - Ra pojawi si za nami, pogaska Bastet po gowie i odskoczy na
bok. - Miau, miau, miau!
Patrzc, jak baraszkuje, miaem ochot wrzeszcze i rzuca przedmiotami.
Podjlimy ogromne ryzyko, eby obudzi starego boga soca, w nadziei e
zyskamy boskiego faraona, ktry bdzie w stanie przeciwstawi si Apopisowi.
Dostalimy pomarszczonego ysego trolla w przepasce biodrowej.
Oddaj mi Ra, namawia mnie Apopis. Wiem, e go nie znosisz-Usiowaem
wypchn te sowa z myli, ale nie byem w stanie do koca wyprze z pamici
obrazu wysepki na morzu chaosu - osobistego raju, gdzie ludzie, ktrych kocham,
byliby bezpieczni. Wiedziaem, e to kamstwo. Apopis nie zamierza dotrzyma tej
obietnicy. Ale rozumiaem teraz, dlaczego Sara Jacobi i Kwai dali mu si skusi.
A poza tym Apopis wiedzia, jak trafi w najczulszy punkt. Miaem pretensje
do Ra o to, e jest taki saby. Horus zgadza si ze mn.
Nie potrzebujemy tego starego gupca, odezwa si w mojej gowie gos boga
wojny. Nie mwi, e mamy go odda Apopisowi, ale on jest bezuyteczny.
Powinnimy go odstawi naboczny tor i zasi na tronie bogw.
To brzmiao bardzo kuszco - takie oczywiste rozwizanie.
Ale nie. Skoro Apopis chce, ebym odda mu Ra, to Ra musi mie jednak
znaczenie. Bg soca odgrywa nadal jak rol. Musz tylko odgadn jak.
- Carterze? - Bastet zmarszczya brwi. - Wiem, e si o mnie martwisz, ale twoi
rodzice wydostali mnie z otchani w jakim celu. Twoja matka przewidziaa, e w
ostatecznej bitwie odegram jak rol. Bd walczy z Apopisem do mierci, jeli
zajdzie taka potrzeba. Powstrzymam go.

Zawahaem si. Bastet pomoga nam ju bardzo duo. Omal nie zgina w
walce z bogiem krokodyli Sobkiem. Namwia swojego przyjaciela Besa, eby nam
pomg, a on skoczy jako pusta skorupa. Pomoga nam obudzi dawnego krla Ra,
a teraz zostaa jego niak. Nie chciaem jej prosi o ponowne podjcie walki z
Apopisem, ale miaa racj. Znaa wroga lepiej ni ktokolwiek inny - moe z
wyjtkiem Ra, gdyby odzyska rozum.
- Dobrze - powiedziaem. - Ale Amos bdzie potrzebowa wicej pomocy, ni
jeste w stanie zaoferowa, Bastet. Bdzie potrzebowa magw.
Walt zmarszczy czoo.
- Ale kogo? Po masakrze w Dallas nie zostao nam zbyt duo przyjaci.
Moemy skontaktowa si z Sao Paulo i Vancouverze, oni wci nas wspieraj, ale
nie bd w stanie wysia wielu ludzi. Ich priorytetem bdzie ochrona wasnych
nomw.
Pokrciem gow.
- Amos potrzebuje magw znajcych ciek bogw. Potrzebuje nas.
Wszystkich.
Walt przetrawia te sowa w milczeniu.
- Masz na myli porzucenie Domu Brooklyskiego.
Pod nami berbecie piszczay z radoci, kiedy Shelby usiowaa podpisa je
iskrzcymi kredkami. Chufu siedzia na kominku, pogryzajc staszki i przygldajc
si, jak dziesicioletni Tucker odbija pik do kosza od posgu Thota. Jaz
bandaowaa czoo Alys-sy. (Zapewne ucierpiaa wskutek ataku szalonego termosu
Sadie, ktry wci pozostawa na wolnoci). W rodku tego wszystkiego na kanapie
siedziaa Cleo, pogrona w lekturze.
Dom Brooklyski by pierwszym prawdziwym domem, jaki niektrzy z nich
mieli. Obiecalimy, e si nimi zaopiekujemy i nauczymy ich posugiwa si moc. A
teraz miaem ich wysa, nieprzygotowanych, na najniebezpieczniejsz bitw wszech
czasw.
- Carterze - powiedziaa Bastet - oni nie s gotowi.

- Musz by - odparem. - Jeli pierwszy nom upadnie, wszystko bdzie


stracone. Apopis zaatakuje nas w Egipcie, u rda naszej mocy. Musimy wspomc
najwyszego lektora.
- Ostatnia bitwa. - Walt przyglda si ze smutkiem Wielkiej Sali, by moe
zastanawiajc si, czy doyje tej bitwy. - Powiemy o tym reszcie?
- Jeszcze nie - odpowiedziaem. - Buntownicy nie zaatakuj pierwszego nomu
przed jutrem. Niech dzieciaki ciesz si ostatnim dniem w szkole. Bastet, kiedy
wrc dzi po poudniu do domu, zaprowad ich do Egiptu. We wirusa, uyj
wszelkiej magii, jak znasz. Jeli powiedzie si nam w Podziemiu, to razem z Sadie
doczymy do ciebie, zanim rozpocznie si atak.
- Jeli si powiedzie - powtrzya sucho Bastet. - Tak, to si czsto zdarza.
Zerkna na boga soca, ktry usiowa zje klamk w drzwiach sypialni
Sadie.
- A co z Ra? - spytaa. - Jeli Apopis ma zaatakowa za dwa dni...
- Ra nie moe zaniecha nocnej wdrwki - odrzekem. - To cz Maat. Nie
moemy narobi baaganu. Ale rano w rwno-noc musi si znale w Egipcie. I
stawi czoa Apopisowi.
- W tym stanie? - Bastet wskazaa starego boga. - W pieluchach?
- Wiem - potaknem. - To wyglda na szalestwo. Ale Apopis nadal uwaa,
e Ra stanowi zagroenie. Moe kiedy Ra stanie naprzeciwko Apopisa, przypomni
sobie, kim jest. Moe przyjmie wyzwanie i stanie si... tym, kim kiedy by.
adne z nich nie odpowiedziao. Sdzc po minach, nie przekonaem ich.
Siebie te nie. Ra przeuwa klamk z morderczym zapaem, ale nie odnosiem
wraenia, e okae si to przydatne w starciu z panem chaosu.
A jednak dobrze si czuem, majc jaki plan dziaania. Byo to znacznie
lepsze ni stanie w miejscu i ualanie si nad nasz beznadziejn sytuacj.
- Wykorzystaj dzisiejszy dzie na sprawy organizacyjne - poleciem Bastet. Pozbieraj najcenniejsze zwoje, amulety, bro, wszystko, co moe si przyda do
pomocy pierwszemu nomowi. Powiadom Amosa o waszym przyjedzie. My z

Waltem udamy si do Podziemia, gdzie mamy spotka si z Sadie. Doczymy do


was w Kairze.
Bastet zacisna wargi.
- Dobrze, Carterze. Ale uwaaj na Setne. Sdzisz, e jest zy? Jest dziesi razy
gorszy.
- Ej, pokonalimy boga zla - przypomniaem jej.
Bastet pokrcia gow.
- Set jest bogiem. Nie zmienia si. Nawet w wypadku boga chaosu jeste w
stanie cakiem niele przewidzie, jak si zachowa. Setne natomiast... posiada
zarwno moc, jak i ludzk nie-przewidywalno. Nie ufaj mu. Przysignij, e mu nie
zaufasz.
- To nietrudne - odparem. - Obiecuj.
Walt skrzyowa rce na piersi.
- Jak dostaniemy si do Podziemia? Portale s niepewne. wirus zostaje tutaj,
a d si rozpada...
- Mam na celowniku inn d - odparem, starajc si wierzy, e to dobry
pomys. - Zamierzam wezwa starego kumpla.
9. Ziya przerywa walk w lawie
Staam si ju niez specjalistk od wizyt w boskim domu opieki - to smutna
prawda o moim yciu.
Kiedy po raz pierwszy wybralimy si tam z Carterem, podrowalimy
Rzek Nocy, spadalimy z ognistym wodospadem i omal nie zginlimy w jeziorze
lawy. Potem odkryam, e wystarczy poprosi Izyd, eby mnie tam przeniosa,
poniewa bogini umie otwiera drzwi do wielu miejsc w Duat. Cho musz szczerze
przyzna, e czasami dogadywanie si z Izyd bywa rwnie trudne jak pywanie po
ogniu.
Kiedy moje uszebti odbyo ju rozmow z Carterem, doczyam do Ziyi na
wapiennym klifie wznoszcym si nad Nilem. W Egipcie byo ju poudnie.
Przystosowanie si do portalowej zmiany czasu trwao duej, ni si spodziewaam.

Po przebraniu si w bardziej sensowne ciuchy zjadam szybki obiad i odbyam


kolejn narad wojerm z Amosem w Sali Wiekw. Nastpnie wraz z Ziy
wspiymy si z powrotem na powierzchni. Teraz staymy w ruinach wityni
Izydy nad rzek, nieco na poudnie od Kairu. Byo to dobre miejsce, eby przyzwa
bogini, ale nie miaymy zbyt wiele czasu.
Ziya nadal miaa na sobie kamuflaowe bojwki i oliwkowy podkoszulek.
Lask przewiesia przez rami, a rdka zwisaa jej u pasa. Przeszukiwaa plecak,
sprawdzajc po raz ostatni zapasy.
- Co powiedzia Carter? - zapytaa.
[Tak wanie, drogi braciszku. Odeszam poza zasig suchu, zanim si z tob
skontaktowaam, wic Ziya nie syszaa adnego z tych zoliwych komentarzy.
Naprawd, nie jestem a tak wredna].
Opowiedziaam jej o naszej rozmowie, ale jako nie mogam powtrzy tego
kawaka o duchu mamy znajdujcym si w niebezpieczestwie. Oczywicie
wiedziaam o tym co nieco od czasu rozmowy z Anubisem, ale wiadomo, e duch
mamy kuli si gdzie pod nawisem skalnym w Duat, opierajc si przyciganiu
cienia Apopisa, cia mnie z ng. Obawiaam si, e gdybym to powtrzya,
mogabym si ju nie pozbiera.
Opowiedziaam za to o moim zaprzyjanionym ajdackim duchu, wujku
Vinniem, i o tym, e zamierzamy prosi go o pomoc.
Ziya wygldaa na zbulwersowan.
- Setne? Masz na myli tego Setne? Czy Carter zdaje sobie...
- Aha.
- A Thot to podpowiedzia?
- Aha.
- I ty to naprawd popierasz?
- Aha.
Spojrzaa w d Nilu. Moe mylaa o rodzinnej wiosce, ktra staa niegdy na
brzegu rzeki, dopki nie zniszczyy jej siy

Apopisa. Moe wyobraaa sobie cay swj kraj pograjcy si w morzu


chaosu.
Spodziewaam si usysze, e nasz plan jest szalony. Mylaam, e mnie
zostawi i pobiegnie z powrotem do pierwszego nomu.
Podejrzewam jednak, e przywyka ju do rodziny Kanew... biedaczka.
Musiaa zdawa sobie spraw, e wszystkie nasze plany s szalone.
- Dobra - powiedziaa. - Jak mamy si dosta do tego... domu opieki dla
bogw?
- Chwilka. - Zacisnam powieki i skoncentrowaam si.
Hej, ho, Izydo, pomylaam. Jeste w domu?
Sadie, odpowiedziaa natychmiast bogini.
W moich mylach pojawia si kobieta o krlewskiej posturze z zaplecionymi
czarnymi wosami. Sukni miaa z biaego mulinu. Tczowe skrzyda migotay
niczym promienie soca w czystej wodzie.
Miaam ochot da jej kopniaka.
No, no, powiedziaam. Witam drog przyjacik, ktra decyduje, z kim
wolno mi si umawia na randki.
Miaa tyle miaoci, eby uda zaskoczenie. Masz na myli Anubisa?
Brawo, zgada za pierwszym razem! Powinnam bya da spokj, zwaywszy,
e potrzebowaam jej pomocy. Ale jej widok - unoszcej si lekko w powietrzu,
janiejcej i krlewskiej - naprawd mnie zdenerwowa. Masz tupet, wiesz? Knucie
za moimi plecami, odsuwanie ode mnie Anubisa... Co ci do tego?
O dziwo, Izyda zachowaa spokj. S sprawy, ktrych nie rozumiesz, Sadie.
Istniej pewne zasady.
Zasady? - powtrzyam. wiat si koczy, a ty si przejmujesz tym, ktry
chopak jest dla mnie odpowiedni parti?
Izyda zaplota palce.
Te dwie sprawy s bardziej poczone, ni ci si wydaje. Musimy przestrzega
tradycji Maat, inaczej chaos wygra. Niemiertelni mog utrzymywa kontakty ze

miertelnikami tylko w konkretny, ograni czony sposb. A poza tym nie moesz
sobie pozwoli na roztargnienie. W sumie wywiadczam ci przysug.
Przysug! - krzyknam. Jeli chcesz mi wywiadczy prawdziw przysug,
to przenie nas do Czwartego Domu Nocy - Domu Odpoczynku, Sonecznej
Rwniny czy jakkolwiek chcesz to miejsce nazywa. Potem moesz odczepi si od
mojego prywatnego ycia!
Moe to nie byo zbyt grzeczne z mojej strony, ale Izyda przegia. A poza tym
dlaczego miaabym si przejmowa manierami w stosunku do bogini, ktrej zdarzao
si wynajmowa moj gow? Izyda dobrze mnie znaa!
Bogini westchna.
Blisko bogw jest niebezpieczna, Sadie. Trzeba j dawkowa Z wielk
starannoci. Wiesz o tym. Twj stryj wci nie pozby si skazy po dowiadczeniu z
Setem. Nawet twoja przyjacika Ziya ma kopoty.
O czym ty mwisz7 - spytaam.
Jeli si ze mn poczysz, zrozumiesz, zapewnia mnie Izyda. Twj umys
bdzie jasny. Najwyszy czas, ebymy si znowu poczyy i zwizay inoc.
No i byymy w domu: oferta handlowa. Ilekro przyzywam Izyd, usiuje
mnie przekona do poczenia ze sob, tak jak robiymy to dawniej: miertelniczka i
bogini w jednym ciele, dziaajce zgodnie z jedn wol. Za kadym razem
odmawiam.
A wic, zaryzykowaam, blisko bogw jest niebezpieczna, a mimo to cigle
usiujesz si ze mn poczy. Dziki za trosk o moje bezpieczestwo.
Izyda zmruya oczy.
Nasza sytuacja to co innego, Sadie. Ty potrzebujesz mojej mocy.
Niewtpliwie byo to kuszce. Pena potga bogini na zawoanie to niezy kop.
Jako Oko Izydy byabym pewna siebie, niepowstrzymana, nieustraszona. Od takiej
potgi mona si uzaleni - i w tym wanie tkwi problem.
Izyda moe by dobr przyjacik, ale jej plany nie zawsze s najlepsze dla
wiata miertelnikw... albo dla Sadie Kane.

Jej gwn motywacj jest lojalno wobec syna Horusa. Zrobi wszystko, eby
posadzi go znowu na tronie bogw. Jest ambitna, mciwa, dna wadzy i
zazdrosna o kadego, kto mgby posi wicej magii ni ona.
Twierdzia, e mj umys staby si janiejszy, gdybym j wpucia. Tak
naprawd miaa na myli to, e patrzyabym na wiat jej oczami. Miaabym kopot z
rozdzieleniem jej myli od wasnych. Mogabym nawet uwierzy w sensowno
rozdzielenia mnie z Anubisem. (Przeraajce).
Niestety Izyda miaa racj w kwestii poczenia si. Prdzej czy pniej
bdziemy musiay to zrobi. Inaczej nie bd miaa wystarczajcej mocy, eby stawi
czoo Apopisowi.
Ale jeszcze nie teraz. Chciaam pozosta Sadie Kane jak najduej - wasnym
wspaniaym ja bez adnych boskich autostopowiczek.
Niedugo, powiedziaam Izydzie. Najpierw musz zaatwi kilka spraw.
Musz mie pewno, e pewne decyzje s moje wasne. No, wic w kwestii tego
przejcia do Domu Odpoczynku...
Izyda jest mistrzyni spojrze, ktre wyraaj jednoczenie uraz i
dezaprobat, w zwizku z czym musiaa by okropn matk. Zrobio mi si niemal
al Horusa.
Sadie Kane, powiedziaa, jeste moj ulubion miertelniczk, moim
wybranym magiem. A mimo to nie ufasz mi.
Nie zawracaam sobie gowy protestowaniem. Izyda wiedziaa, co czuj.
Bogini rozoya rce w gecie rezygnacji.
Jak chcesz - Ale cieka bogw jest jedyn drog. Dla wszystkich Z rodu
Kaneow i dla niej. Skina gow w kierunku Ziyi. Musisz jej pomc, Sadie. Musi
szybko nauczy si cieki bogw.
O czym ty mwisz - - spytaam ponownie. Naprawd wolaabym, eby
przestaa mwi zagadkami. Bogowie s pod tym wzgldem okropnie irytujcy.
Ziya bya znacznie bardziej dowiadczona w magii ode mnie. Nie miaam
pojcia, jak mogabym jej pomc. Poza tym specjalizowaa si w magii ognia.

Tolerowaa nas, ale nigdy nie wykazaa choby ladu zainteresowania ciek
bogw.
Powodzenia, powiedziaa Izyda. Bd czeka na twoje wezwanie.
Obraz bogini zafalowa i znik. Kiedy otwaram oczy, w powietrzu unosi si
ciemny prostokt wielkoci drzwi.
- Sadie? - odezwaa si Ziya. - Bardzo dugo milczaa. Zaczynaam si
martwi.
- Niepotrzebnie. - Usiowaam si umiechn. - Izyda to straszna gadua.
Nastpny przystanek: Czwarty Dom Nocy.
Bd szczera. Nigdy do koca nie zrozumiaam rnicy midzy wirujcymipiaskowymi portalami, ktre magowie przyzywaj za pomoc zabytkw, a
drzwiami ciemnoci, ktre s w stanie wyczarowa bogowie. Moe ci ostatni
uywaj bardziej zaawansowanej sieci bezprzewodowej. A moe po prostu lepiej
celuj.
Jakikolwiek by tego powd, portal Izydy dziaa znacznie lepiej ni ten, ktry
otworzyam, eby dosta si do Kairu. Przenis nas prosto do holu Sonecznych
Rwnin.
Kiedy przeszymy, Ziya si rozejrzaa i zmarszczya brwi.
- Gdzie si wszyscy podziali?
Dobre pytanie. Wyldowaymy we waciwym boskim domu opieki widziaam te same roliny w donicach i ten sam ogromny hol z oknami
wychodzcymi na Jezioro Ognia, te same rzdy wapiennych kolumn, oklejonych
kiczowatymi plakatami ukazujcymi umiechnitych staruszkw i hasa w rodzaju:
Oto twoje zote stulecia!
W dyurce pielgniarek nie byo nikogo. W kcie stay stoczone stojaki do
kroplwek, jakby zebray si na plotki. Kanapy byy puste. Na stoliczkach leay
plansze z niedokoczonymi rozgrywkami w warcaby i senet. Oj, nie znosz tej gry.

Wpatrywaam si w pusty wzek inwalidzki, zastanawiajc si, gdzie si


podzia jego uytkownik, kiedy nagle wzek wybuchn pomieniem i rozpad si w
stert spalonej skry i na wp stopionej stali.
Cofnam si. Za mn staa Ziya, ktra trzymaa w rce kul ognia,
rozpalonego do biaoci. Oczy miaa przeraone jak zwierz zapdzone w kozi rg.
- Oszalaa?! - wrzasnam. - Co ty...?
Ziya cisna kul ognia w dyurk pielgniarek. Wazon ze stokrotkami
eksplodowa feeri poncych patkw i kawakw ceramiki.
- Ziya!
Jakby mnie nie syszaa. Uksztatowaa kolejn kul i wycelowaa w kanapy.
Powinnam bya si gdzie schowa. Nie miaam ochoty powica ycia dla
ratowania brzydkich mebli. Jednak rzuciam si na Ziy i zapaam j za rk.
- Przesta, Ziya!
Spojrzaa na mnie z ogniem w oczach - dosownie. Jej renice zmieniy si w
pomaraczowe ogniste kka. Byo to przeraajce, nie przecz, ale wytrzymaam. W
cigu ostatniego roku przywykam do niespodzianek: kot okazywa si bogini, brat
zamienia si w sokoa, Felix kilka razy w tygodniu produkowa pingwiny w
kominku...
- Ziya - powiedziaam z naciskiem. - Nie moemy spali domu opieki. Co w
ciebie wstpio?
Na jej twarzy pojawi si wyraz zmieszania. Przestaa si opiera. Oczy
wrciy do normy.
Wpatrywaa si przez chwil w zniszczony wzek inwalidzki, po czym
przeniosa wzrok na lece na dywanie pozostaoci bukietu.
- Czyja...?
- Wydaa wyrok mierci na te stokrotki? - dokoczyam. - Tak, tak Wanie
byo.
Zgasia kul ognia - na szczcie, bo zacza mi ju opieka twarz.
- Przepraszam - wymamrotaa. - My... mylaam, e mam to pod kontrol...

- Pod kontrol? - Puciam jej rk. - Mam przez to rozumie, e ostatnimi


czasy czsto zdarza ci si rzuca chaotycznie kulami ognia?
Wci wygldaa na oszoomion, jej wzrok bdzi po holu.
- N-nie... moe. Zdarzaj mi si napady niewiadomoci. Potem odzyskuj
zmysy i nie pamitam, co robiam.
- Tak jak teraz?
Przytakna.
- Amos powiedzia... z pocztku myla, e to moe by skutek uboczny czasu
spdzonego w tym grobowcu.
Ach, grobowiec. Ziya przez wiele miesicy bya uwiziona w wodnym
grobowcu, podczas gdy jej uszebti j udawao. Najwyszy lektor Iskandar uwaa, e
to moe uchroni prawdziw Ziy... przed Setem? Przed Apopisem? Wci nie
bylimy tego pewni. W kadym razie nie wydawao mi si to szczeglnie dobrym
pomysem jak na maga majcego dwa tysice lat. Podczas snu Ziy nawiedzay
koszmary o zagadzie jej wioski oraz Apopi-sie niszczcym wiat. Obawiam si, e
co takiego moe powodowa bardzo paskudny zesp stresu pourazowego.
- Powiedziaa, e Amos tak uwaa z pocztku - zauwayam. - Czyli jest co
wicej, zgadza si?
Ziya wpatrywaa si w zniszczony wzek. wiato zza okien barwio jej wosy
na kolor rdzy.
- On tu by - wymamrotaa. - Przebywa tu przez tysiclecia, uwiziony.
Potrzebowaam duszej chwili, eby to przetrawi.
- Masz na myli Ra.
- By nieszczliwy i samotny - cigna. - Zmuszono go do abdykacji. Porzuci
wiat miertelnikw i straci wol ycia.
Zgasiam stokrotk arzc si na dywanie.
- Nie wiem, Ziya. Wyglda na cakiem zadowolonego, kiedy go obudzilimy:
piewa, mia si i tak dalej.

- Nie. - Ziya podesza do okna, jakby przycigao j pikno siarkowego


krajobrazu. - Jego umys wci pi. Spdziam z nim sporo czasu, Sadie. Widziaam
wyraz jego twarzy podczas drzemki. Syszaam jego pojkiwania i mamrotania. To
stare ciao jest klatk, wizieniem. Prawdziwy Ra jest uwiziony w rodku.
Teraz naprawd zaczam si o ni martwi. Z kulami ognia potrafi sobie
poradzi. Z chaotycznym bekotem - nie bardzo.
- Myl, e to normalne, e wspczujesz Ra - zaczam. - Jeste magiem
ywiow. A on jest tak jakby ognistym bogiem. Bya uwiziona w tym grobowcu.
Ra by uwiziony w domu opieki. Moe to wywoao teraz u ciebie utrat
wiadomoci. To miejsce przypomniao ci o twoim uwizieniu.
Tak jest - Sadie Kane, pocztkujcy psycholog. Czemu nie? W Londynie
spdzaam mnstwo czasu na diagnozowaniu wariactw moich przyjaciek Liz i
Emmy.
Ziya wpatrywaa si w ponce jezioro. Miaam wraenie, e moja prba
psychoterapeutyczna nie przyniosa zamierzonego rezultatu.
- Amos usiowa mi pomc - powiedziaa. - On wie, przez co przechodz.
Naoy na mnie zaklcie wspomagajce skupianie myli, ale... - Pokrcia gow. To si pogarsza. Dzi jest pierwszy dzie od wielu tygodni, kiedy nie opiekuj si Ra,
a im wicej czasu z nim spdzam, tym bardziej niejasne staj si moje myli. Jeli
teraz przyzywam ogie, mam problem z kontrolowaniem ywiou. Nawet proste
zaklcia, ktre znam od lat... wkadam w nie zbyt wielk moc. A jeli to si dzieje,
kiedy nie jestem przytomna...
Zrozumiaam, dlaczego bya taka przeraona. Magowie musz by bardzo
ostroni w kwestii zakl. Jeli woymy w nie zbyt duo mocy, moemy niechccy
wyczerpa swoje rezerwy. A wtedy zaklcie odwouje si bezporednio do siy
yciowej maga - co ma nieprzyjemne skutki.
Musisz jej pomc, powiedziaa Izyda. Musi szybko nauczy si cieki bogw.
W moim umyle zacza formowa si bardzo nieprzyjemna myl.
Przypomnia mi si zachwyt Ra, kiedy pierwszy raz zobaczy Ziy - to, jak usiowa

da jej swojego ostatniego skarabeusza. No i wci bekota o zebrach... zapewne


majc na myli Ziy. A teraz ona zacza przesadza ze wspczuciem dla starego
boga, usiowaa nawet zniszczy dom opieki, w ktrym tak dugo przebywa.
To nie mogo by nic dobrego. Ale jak mam jej pomc, skoro nie mam pojcia,
co si dzieje?
Ostrzeenia Izydy dzwoniy w mojej gowie. cieka bogw jest jedyn drog
dla wszystkich z rodu Kanew. Ziya si opieraa. Amos wci jest skalany czasem
spdzonym z Setem.
- Ziya... - odezwaam si niepewnie. - Powiedziaa, e Amos wie, przez co
przechodzisz. Czy dlatego poprosi Bastet, eby popilnowaa dzi Ra? Zeby da ci
odpocz z dala od boga soca?
- Tak... tak przypuszczam.
Usiowaam uspokoi oddech. Po czym zadaam to trudniejsze pytanie: - W
gabinecie wojennym Amos powiedzia, e moe by zmuszony posuy si innymi
rodkami w walce z nieprzyjacimi. Czy on... hm, czy on nie mia kopotw z
Setem?
Ziya unikaa mojego wzroku.
- Sadie, obiecaam mu...
- Bogowie Egiptu! On przyzywa Seta? Usiuje skupi jego moc po tym
wszystkim, co Set mu zrobi? Prosz, powiedz, e to nieprawda.
Nie odpowiedziaa, co samo w sobie stanowio odpowied.
- On go zdominuje! - krzyknam. - Jeli zbuntowani magowie dowiedz si,
e najwyszy lektor zadaje si z bogiem za, zgodnie z ich podejrzeniami...
- Set nie jest po prostu bogiem za - przypomniaa mi Ziya. - Jest przybocznym
Ra. Broni boga soca przed Apopisem.
- Mylisz, e to co zmienia? - Pokrciam gow z niedowierzaniem. -1 Amos
teraz myli, e ty masz problem z Ra? Uwaa, e Ra usiuje... - Wskazaam na gow
Ziyi.
- Sadie, prosz... - W jej gosie sycha byo rozpacz.

Obawiam si, e nie byam uczciwa, naciskajc na ni. Sprawiaa wraenie


jeszcze bardziej oszoomionej ni ja.
Bardzo mi si jednak nie podobaa wizja roztargnionej Ziyi w przededniu
naszej ostatecznej bitwy - traccej przytomno, ciskajcej na olep kulami ognia,
traccej kontrol nad moc. Jeszcze bardziej nie podobao mi si to, e Amos mg
utrzymywa kontakt z Setem... e mg w ogle rozwaa wpuszczenie tego
okropnego boga z powrotem do swojej gowy.
Na sam myl o tym wntrznoci zaciskay mi si w tit - wze Izydy.
Wyobraziam sobie min mojego dawnego wroga, Michela Desjardinsa. Ne
voyez-vous pas, Sadie Kane? Tak si koczy podanie ciek bogw. Dlatego ta
forma magii zostaa zakazana.
Kopnam stopione szcztki wzka inwalidzkiego. Jedno z wykrzywionych
kek zaskrzypiao i zakoysao si.
- Musimy odoy t rozmow na pniej - uznaam. - Nie mamy teraz czasu.
Dobra... gdzie podziali si wszyscy staruszkowie?
Ziya wskazaa za okno.
- S tam - odpowiedziaa ze spokojem. - Na play.
Zeszymy na czarny piasek otaczajcy Jezioro Ognia. Nie wybraabym tego
miejsca na wakacje, ale starzy bogowie wylegiwali si na leakach pod kolorowymi
parasolami. Inni chrapali na plaowych rcznikach lub siedzieli na wzkach,
wpatrujc si w bulgoczcy krajobraz.
Pomarszczona ptasia bogini w jednoczciowym kostiumie kpielowym
budowaa piramid z piasku. Dwaj starcy - zaoyam, e to jakie bstwa ognia stali zanurzeni po pas w poncych falach, miejc si i obrzucajc si wzajemnie
law.
Przeoona pielgniarek Tauret rozpromienia si na nasz widok.
- Sadie! - zawoaa.
przyprowadzia koleank.

- Wczenie

przybywasz

tym tygodniu!

W innych okolicznociach nie staabym w miejscu, widzc szarujc na mnie


umiechnit hipopotamic, ale do Tauret przywykam.
Bogini zamienia wysokie obcasy na klapki, ale poza tym miaa na sobie swj
codzienny kitel pielgniarki. Jak na hipopotama miaa niezy makija, a wspaniae
czarne wosy upia pod pielgniarskim czepkiem. le dopasowana bluzka rozpia
si na ogromnym brzuchu - by moe oznace chronicznej ciy, jako e Tauret jest
opiekunk porodw, a moe efekcie oberania si babeczkami. Nigdy nie byam tego
cakowicie pewna.
Uciskaa mnie i udao jej si nie poama mi przy tym koci, za co byam jej
bardzo wdziczna. Jej perfumy pachnce bzem przypomniay mi babci, a lekki
zapach siarki na ubraniu - dziadka.
- Tauret - powiedziaam - to jest Ziya Rashid.
Umiech Tauret zblad.
- Och... Och, rozumiem.
Nigdy nie widziaam hipopotamiej bogini tak zaniepokojonej. Czyby jako
si domylia, e Ziya zniszczya wzek inwalidzki i spalia kwiatki?
Poniewa milczenie stawao si niezrczne, Tauret zmusia si do umiechu.
- Przepraszam, tak. Cze, Ziya. Chodzi tylko o to, e wygldasz... no,
niewane! Czy ty te jeste przyjacik Besa?
- Och, niezupenie - przyznaa Ziya. - To znaczy, chyba tak, ale...
- Przybyymy tu w konkretnym celu - wyjaniam. - Sprawy w wiecie na
grze nieco si skomplikoway.
Opowiedziaam Tauret o zbuntowanych magach, o planach ataku Apopisa i
naszym szalonym pomyle polegajcym na znalezieniu jego cienia i rozdeptaniu go
na mier.
Tauret zoya swoje hipopotamie rce.
- Ojej. Jutro koniec wiata? A w pitek mielimy mie bingo. Moje biedaczyska
bd bardzo rozczarowane...

Spojrzaa w kierunku play, na swoich zdziecinniaych podopiecznych, z


ktrych wielu linio si we nie, zjadao czarny piasek lub usiowao rozmawia z
law.
Tauret westchna.
- Chyba lepiej bdzie, jeli im nie powiem. S tu od tysicy lat, zapomniani
przez miertelnikw. A teraz musz ulec zatracie jak wszystko inne. Nie zasuyli na
taki los.
Chciaam jej przypomnie, e nikt nie zasuy na taki los: ani moi przyjaciele,
ani moja rodzina, a ju z pewnoci nie wspaniaa moda kobieta o imieniu Sadie,
ktra miaa cae ycie przed sob. Ale Tauret bya tak agodna, e nie chciaam wyj
na samoluba. Ona nigdy nie mylaa o sobie, ale jedynie o gasncych bogach,
ktrymi si opiekowaa.
- Nie poddalimy si jeszcze - zapewniam j.
- Ale ten wasz plan! - Tauret wzdrygna si, powodujc istne tsunami
trzscego si hipopotamiego ciaa. - To nie moe zadziaa!
- Podobnie jak obudzenie boga soca? - zapytaam.
Wzruszya ramionami pojednawczo.
- No, dobrze, kochana. Przyznaj, e udaway ci si ju wczeniej rzeczy
niemoliwe. A jednak... - Zerkna na Ziy, jakby obecno mojej towarzyszki wci
j niepokoia. - C, jestem przekonana, e wiesz, co robisz. Jak mog ci pomc?
- Moemy zobaczy si z Besem? - spytaam.
- Oczywicie... ale obawiam si, e u niego bez zmian.
Poprowadzia nas przez pla. Przez ostatnich kilka miesicy odwiedzaam
Besa co najmniej raz w tygodniu, znaam wic z wi-dzenia wielu starych bogw.
Dostrzegam abi bogini Heket, usadowion na parasolu jak na liciu lilii wodnej.
Jej jzyk wystrzela raz za razem, eby schwyta co z powietrza. Czy w Duat s
muchy?
Nieco dalej zobaczyam gsiego boga Negeg-ura, ktrego imi - nie artuj tumaczy si jako Wielki Ggacz. Kiedy Tauret powiedziaa mi o tym po raz

pierwszy, omal nie opluam si herbat. Jego Najwysza Ggaczowo przechadza


si koyszcym krokiem po play, skrzeczc na pozostaych bogw i budzc ich
gwatownie ze snu.
Niemniej za kad wizyt towarzystwo si zmieniao. Jedni bogowie znikali,
inni si dopiero pojawiali: bstwa nieistniejcych ju miast, bstwa czczone przez
zaledwie kilka stuleci, zanim zastpiy je inne, bogowie tak starzy, e zapomnieli
wasnych imion. Po wikszoci cywilizacji pozostaj gliniane skorupy albo wielkie
dziea literackie. Egipt jest tak stary, e pozostawi po sobie cae wysypisko bogw.
W poowie play minlimy dwch starych dziwakw, ktrzy wczeniej
bawili si w lawie. Teraz toczya si w niej bjka. Jeden wali drugiego po gowie
egipskim krzyem i bekota: - To mj budy! Mj budy!
- Ojej - powiedziaa Tauret. - Ogniolub i Gorca Stopa znowu si pobili.
Zdusiam wybuch miechu.
- Gorca Stopa? Co to za imi dla boga?
Tauret wpatrywaa si w ogniste fale, jakby zastanawiajc si, jak przez nie
przej i nie narazi si przy tym na spalenie.
- To bstwa z Sali Sdu, kochana. Biedaczyska. Kiedy byo ich czterdziestu
dwch, kady odpowiedzialny za inne wykroczenia. Nawet w dawnych czasach
nieatwo byo ich wszystkich spamita. A teraz... - Wzruszya ramionami. - Zostali
niestety zapomniani. Ogniolub, ten, ktry ciska w rku anch, by w swoim czasie
bogiem kradziey. Obawiam si, e to rdo jego paranoi. Nieustannie twierdzi, e
Gorca Stopa kradnie mu budy. Musz przerwa t walk.
- Ja to zrobi - powiedziaa Ziya.
Tauret zesztywniaa.
- Ty, moja... droga?
Miaam wraenie, e zamierzaa powiedzie co innego ni droga.
- Ogie nic mi nie zrobi - zapewnia j Ziya. - Idcie dalej.

Nie wiedziaam, skd bierze si jej pewno siebie. Moe po prostu wolaa
popywa w pomieniach zamiast oglda Besa w jego obecnym stanie. W takim
wypadku nie miaabym do niej pretensji. To byo okropne dowiadczenie.
Cokolwiek byo powodem, Ziya podesza do fal i wesza w nie jak
ognioodporny ratownik ze Sonecznego patrolu.
My z Tauret poszymy dalej brzegiem. Dotarymy do przystani, gdzie za
pierwszym razem kiedy przybylimy tu z Carterem, przycumowaa soneczna barka
Ra.
Bes siedzia na kocu kei w wygodnym skrzanym fotelu, ktry Tauret
musiaa tu przytaszczy specjalnie dla niego. Mia na sobie czyst, czerwononiebiesk koszul hawajsk i szorty w kolorze khaki. Jego twarz wychuda od
ostatniej wiosny, ale poza tym wyglda tak samo: mia to samo gniazdo czarnych
wosw, t sam szczeciniast grzyw udajc brod i t sam uroczo groteskow
twarz, przypominajc pyszczek mopsa.
Ale dusza Besa bya nieobecna. Bg wpatrywa si niewidz-cym wzrokiem w
jezioro. Nie zareagowa, nawet kiedy przykucnam obok niego i ujam go za
wochat rk.
Przypomniao mi si, jak po raz pierwszy uratowa mi ycie w Londynie zabra mnie do wypchanej mieciami limuzyny i zawiz na most Waterloo, a
nastpnie wystraszy dwoje polujcych na mnie bogw. Wyskoczy wtedy z
samochodu w samych kpielwkach i wrzasn: Buu!
Tak, Bes by prawdziwym przyjacielem.
- Drogi Besie - powiedziaam - sprbuj ci pomc.
Opowiedziaam mu o wszystkim, co wydarzyo si od mojej poprzedniej
wizyty. Wiedziaam, e mnie nie syszy. Poniewa jego sekretne imi zostao
ukradzione, umysu po prostu nie byo. Ale samo mwienie do niego poprawiao mi
nastrj.
Tauret pocigna nosem. Wiedziaam, e od dawna kocha Besa, cho on nie
zawsze odwzajemnia te uczucia. Nie mg trafi na lepsz opiekunk.

- Och, Sadie... - Hipopotamia bogini otara z. - Jeli rzeczywicie zdoasz mu


pomc, ja... ja zrobi wszystko. Ale jak to moliwe?
- Cienie - odparam. - Ten cay Setne... znalaz sposb, jak posuy si cieniem
do wyklcia. Jeli szut jest zapasow kopi duszy i jeli magi Setne da si
zastosowa w odwrotnym kierunku...
Tauret zrobia wielkie oczy.
- Uwaasz, e daoby si uy cienia Besa, eby go przywrci?
- Tak. - Wiedziaam, e to brzmi jak szalestwo, ale musiaam w nie wierzy.
Powiedziaam to gono Tauret, ktrej zaleao na Besie jeszcze bardziej ni mnie...
no, po prostu nie mogam jej zawie. A poza tym jeli da si to zrobi dla Besa, to
kto wie? Moe uda nam si posuy t sam magi, eby przywrci do formy
sonecznego boga Ra? Ale wszystko po kolei. Zamierzaam dotrzyma obietnicy
zoonej bogu karw.
- Jest tylko pewien problem - powiedziaam. - Mam nadziej, e pomoesz mi
znale cie Besa. Nie wiem wiele o bogach, ich szut i innych takich. Jak rozumiem,
zazwyczaj je ukrywacie?
Tauret przestpowaa nerwowo z nogi na nog, a deski kei trzeszczay.
- No tak...
- Mam nadziej, e z nimi jest troch tak jak z sekretnymi imionami dryam. - Poniewa nie mog zapyta Besa, gdzie trzyma swj cie, uznaam, e
zapytam najblisz mu osob. Pomylaam, e istnieje szansa, e ty bdziesz to
wiedzie.
Rumienicy si hipopotam to do dziwaczny widok. Tauret przez moment
wygldaa wrcz subtelnie - na swj potny sposb.
- Wi-widziaam raz jego cie - wyznaa. - To bya jedna z naszych
najpikniejszych chwil. Siedzielimy razem na murze wityni w Sais.
- Ze co?

- To jest miasto w delcie Nilu - wyjania Tauret. - Jest tam dom jednej z
naszych przyjaciek, bogini oww Neith. Lubia zaprasza Besa i mnie na
polowania. My, no, wiesz, wypaszalimy dla niej zwierzyn.
Wyobraziam sobie Tauret i Besa, dwoje bogw o mocy ultra-brzydoty,
przedzierajcych si przez bagna, trzymajcych si za rce i wrzeszczcych: Buu!,
eby wyposzy stada przepirek. Postanowiam jednak zachowa t wizj dla siebie.
- No i tak si zoyo - cigna Tauret - e jednego wieczora po kolacji
siedzielimy z Besem sami na murze wityni Ne-ith, ogldajc wschd ksiyca nad
Nilem.
Wpatrywaa si w boga karw z takim uwielbieniem, e nic nie mogam
poradzi na to, e wyobraziam sobie siebie na tym witynnym murze, spdzajc
romantyczny wieczr z Anubisem... Nie, z Waltem... Nie... Aaa!
Moje ycie to koszmar.
Westchnam aonie.
- Mw dalej, prosz.
- Nie rozmawialimy o niczym konkretnym. - Tauret pogrya si we
wspomnieniach. - Trzymalimy si za rce. I tyle. Ale czuam tak blisko...Iw
pewnej chwili, kiedy spojrzaam na mur z cegy muowej tu obok nas, zobaczyam
w wietle pochodni cie Besa. Zazwyczaj bogowie nie trzymaj cienia tak blisko
siebie. Musia mie do mnie wielkie zaufanie, skoro si z tym ujawni. Zapytaam go
o to, a on si rozemia. To dobre miejsce na mj cie, powiedzia. Chyba go tu
zostawi. Dziki temu on zawsze bdzie szczliwy, nawet jeli ja nie bd.
Jej opowie bya tak sodka i smutna, e ledwie powstrzymywaam si od
paczu.
Nieco dalej stary bg Ogniolub zaskrzecza co o budyniu. Ziya staa w falach,
usiujc rozdzieli dwch bogw, ktrzy rozchlapywali law na wszystkie strony. Jej
to najwyraniej nie szkodzio, ku mojemu zdumieniu.
Odwrciam si do Tauret.
- Ta noc w Sais... jak dawno to byo?

- Jakie kilka tysicy lat temu.


Serce we mnie zamaro.
- Jest jaka szansa, e cie nadal tam jest?
Wzruszya bezradnie ramionami.
- Sais zostao zniszczone kilkaset lat temu. wityni zburzono. Rolnicy
rozebrali staroytne budynki i uyli cegy muowej jako nawozu. Dzi na wikszoci
tego terenu s znowu bagna.
A niech to. Nigdy nie przepadaam za egipskimi ruinami. Zdarzao si, e
sama miaam ch zburzy jak wityni. Ale tym razem tak bardzo bym chciaa,
eby owe ruiny przetrway. Miaam ochot nakopa tym rolnikom.
- A wic nie ma nadziei? - spytaam.
- Och, nadzieja jest zawsze - odpara Tauret. - Mona przeszuka teren,
zawoa cie Besa. Jeste jego przyjacik. Moe si przed tob pojawi, jeli nadal
tam jest. I Neith moe zdoa pomc, jeeli bdzie w okolicy. Oczywicie jeli nie
postanowi na ciebie zapolowa...
Wolaam nie rozwaa dalej tej konkretnej moliwoci. Miaam do
problemw.
- Musimy sprbowa. Jeli zdoamy znale cie i wykombinowa waciwe
zaklcie...
- Sadie - powiedziaa bogini - masz przecie tak mao czasu. Chcesz
powstrzyma Apopisa! Jak zdoasz rwnie pomc Besowi?
Spojrzaam na boga karw, po czym pochyliam si i pocaowaam go w
wyboiste czoo.
- Obiecaaratnu - odrzekam. - A poza tym bdziemy go potrzebowa, jeli
mamy wygra.
Naprawd w to wierzyam? Wiedziaam, e Bes nie zdoa wystraszy
Apopisa,

po

prostu

krzyczc:

Bmw,

jakkolwiek

upiornie

wygldaby

kpielwkach. Nie byam pewna, czy w tej bitwie, ktra nas czekaa, jeden bg
wicej zrobi wielk rnic. A jeszcze mniej pewna byam, czy odwrotno

procedury z cieniem zadziaa na Ra. Ale musiaam sprbowa z Besem. Jeli pojutrze
ma si skoczy wiat, nie zamierzaam umiera, nie majc pewnoci, e zrobiam
wszystko, co w mojej mocy, eby uratowa przyjaciela.
Ze wszystkich znanych mi bogi Tauret miaa najwiksze szanse zrozumie
moj motywacj.
Opiekuczym gestem pooya do na ramieniu Besa.
- W takim razie ycz ci powodzenia, Sadie Kane... ze wzgldu na Besa i na
nas wszystkich.
Zostawiam j na przystani, stojc za Besem, jakby we dwoje podziwiali
romantyczny zachd soca.
Na play spotkaam si z Ziy, ktra wytrzepywaa popi z wosw. Jeli nie
liczy kilku wypalonych dziur na spodniach, wygldaa idealnie.
Wskazaa na Gorc Stop i Ognioluba, ktrzy znw grzecznie taplali si w
lawie.
- Nie s tacy li - powiedziaa. - Potrzebowali jedynie troch uwagi.
- Jak zwierzta - odparam. - Albo mj brat. Ziya si umiechna.
- Uzyskaa informacje, ktrych szukaa?
- Chyba tak - powiedziaam. - Ale najpierw musimy si dosta do Sali Sdu.
Niedugo zacznie si proces Setne.
- Jak si tam dostaniemy? - spytaa Ziya. - Kolejne drzwi? Wpatrywaam si w
Jezioro Ognia, rozwaajc t kwesti. Pamitaam, e Sala Sdu jest wysp gdzie na
tym jeziorze, ale geografia Duat jest nieco skomplikowana. Rwnie dobrze sala
moga znajdowa si na zupenie innym poziomie Duat albo te jezioro mogo mie
miliony kilometrw rednicy. Nie umiechaa mi si perspektywa obchodzenia go po
nieznanym terenie ani te pynicia wpaw. A ju z pewnoci nie miaam ochoty na
kolejn ktni z Izyd.
Nagle dostrzegam co koyszcego si na pomiennych falach - zbliajc si
znan mi sylwetk parowca, ktrego dwa kominy wyrzucay poyskliwy, zoty dym,
a koo obracao si w lawie.

Mj brat - jak to bosko z jego strony - okaza si cakowitym szalecem.


- No i po problemie - zwrciam si do Ziyi. - Carter nas podwiezie.

10. Katastrofalne zabierz dziecko do pracy


si zbliyli, Carter i Walt zaczli do nas macha z dziobu Egipskiej Krlowej.
Obok nich stal kapitan Zakrwawione Ostrze, wygldajcy rewelacyjnie w mundurze
pilota portowego - no, jeli pomin to, e zamiast gowy mia zakrwawiony
podwjny topr.
- To jest demon - oznajmia nerwowo Ziya.
- Owszem - przytaknam.
- To bezpieczne?
Odpowiedziaam jej uniesieniem brwi.
- Oczywicie, e nie - mrukna. - Podre z pastwem Kane.
Po pokadzie uwijaa si zaoga wieccych kul, cignca za liny i
opuszczajca trap.
Carter sprawia wraenie zmczonego. Mia na sobie dinsy i pomit koszul
poplamion sosem barbecue. Jego wosy byy wilgotne i przyklapnite z jednej
strony, jakby zasn pod prysznicem.
Walt wyglda znacznie lepiej - prawd mwic, nie byo porwnania. Mia na
sobie, jak zwykle, podkoszulek bez rkaww i spodnie od dresu, no i zdoa si
umiechn na mj widok, chocia jego poza mwia, e bardzo cierpi. Mj naszyjnik
szen jakby si rozgrza, ale moe po prostu wzrosa mi temperatura.
Razem z Ziy weszymy na trap. Zakrwawione Ostrze si ukoni, co byo
troch niepokojce, poniewa jego gowa byaby w stanie przeci arbuz na p.
- Witaj na pokadzie, pani Kane. - Jego gos dobiega z przedniego ostrza jako
metaliczne buczenie. - Jestem na twoje usugi.
- Wielkie dziki - odparam. - Moemy porozmawia, Carter?
Chwyciam go za ucho i pocignam w kierunku mostka.

- Au! - zawy, kiedy cignam go za sob. Obawiam si, e zrobienie tego


przy Ziyi nie byo zbyt taktowne, ale uznaam, e nie bdzie od rzeczy
podpowiedzie jej, jak najlepiej radzi sobie z moim bratem.
Walt i Ziya przyszli za nami do gwnej mesy. Mahoniowe blaty, jak zwykle,
byy zastawione wieym jedzeniem. wiato kandelabru wydobywao z mroku
kolorowe malowida cienne, przedstawiajce egipskich bogw, zocone kolumny i
dekoracyjny sufit.
Puciam ucjio Cartera i warknam: - Odbio ci?
- Au! - wrzasn znowu. - O co ci chodzi?
- Chodzi mi o to - odparam, zniajc gos - e znowu przyzwae t d wraz
z jej demonicznym kapitanem, co do ktrego Bastet ostrzegaa nas, e podernie nam
garda przy pierwszej nadarzajcej si okazji!
- Jest zwizany magi - zaoponowa Carter. - Poprzednim razem wszystko
byo w porzdku.
- Poprzednim razem bya z nami Bastet - przypomniaam mu. - A jei mylisz,
e ufam demonowi o imieniu Zakrwawione Ostrze bardziej ni...
- Ludzie - przerwa nam Walt.
Zakrwawione Ostrze wszed do mesy, schylajc toporow gow, eby
zmieci si w drzwiach.
- Panie i pani Kane, std ju mamy niedaleko. Dopyniemy do Sali Sdu za
mniej wicej dwadziecia minut.
- Dziki, Krwawy - powiedzia Carter, drapic si w ucho. - Za chwil
wyjdziemy do ciebie na pokad.
- Doskonale - odpar demon. - Jakie bd twoje rozkazy po dopyniciu?
Miaam szczer nadziej, e Carter obmyli nastpny krok. Bastet ostrzegaa
nas, e aby utrzyma demona pod kontrol, naley wydawa mu bardzo konkretne
polecenia.
- Zaczekasz na nas, dopki nie skoczymy wizyty w Sali Sdu - oznajmi
Carter. - A kiedy wrcimy, zabierzesz nas w miejsce, ktre ci wskaemy.

- Jak sobie yczysz. - W tonie Zakrwawionego Ostrza wyczuam lad


rozczarowania... a moe wyobrania pataa mi figle?
Kiedy demon wyszed, Ziya zmarszczya brwi.
- W tym wypadku zgadzam si z Sadie, Carterze. Jak moesz ufa temu
stworowi? Skd wzie ten statek?
- Nalea do naszych rodzicw - odpar Carter.
Wymienilimy porozumiewawcze spojrzenia i doszlimy do milczcej zgody,
e tyle wystarczy. Nasi rodzice pynli t odzi po Tamizie do Igy Kleopatry tej
nocy, kiedy mama zgina, uwolniwszy Bastet z otchani. Potem tato siedzia w tym
pomieszczeniu pogrony w aobie, za cae towarzystwo majc koci bogini i
demonicznego kapitana.
Zakrwawione Ostrze zaakceptowa nas jako nowych panw. Zdarzao mu si
ju wczeniej wykonywa nasze rozkazy, ale to stanowio niewielkie pocieszenie.
Nie ufaam mu. Nie lubiam tego statku.
Z drugiej strony jednak musielimy si dosta do Sali Sdu. Byam godna i
chciao mi si pi, uznaam wic, e wytrzymam dwudziestominutow podr,
skoro bdzie to oznaczao zimny sok owocowy i talerz kurczaka tandoori z
chlebkiem naan.
Usiedlimy ca czwrk przy stole. Jedlimy, wymieniajc si opowieciami.
W sumie bya to chyba najbardziej niezrczna podwjna randka w historii. Nie
brakowao nam wanych tematw do rozmowy, ale atmosfera bya cika jak kairski
smog.
Carter nie widzia si z Ziy osobicie od kilku miesicy, ale musz przyzna,
e stara si na ni nie gapi. Ziya czua si wyranie zakopotana, siedzc obok
niego. Wci si odchylaa, co niewtpliwie ranio uczucia mojego brata. Moe po
prostu si baa, e znowu zacznie rzuca kulami ognia. Jeli chodzi o mnie, byam
zachwycona, e siedz obok Walta, ale jednoczenie okropnie si o niego martwiam.
Nie potrafiam zapomnie widoku jego ciaa owinitego byszczcymi bandaami
mumii i zastanawiaam si, co Anubis chcia mi powiedzie o jego sytuacji. Walt

usiowa to ukrywa, ale najwyraniej bardzo cierpia. Rce mu si trzsy, kiedy


siga po kanapk z masem orzechowym.
Carter przekaza mi wie o zapowiedzianej ewakuacji Domu Brookyskiego,
ktrej przewodzia Bastet. Serce omal mi nie pko, kiedy mylaam o maej Shelby,
cudnie gupiutkim Feliksie, niemiaej Cleo i caej reszcie udajcych si do
pierwszego nomu, aby broni go przed straszliwym atakiem, ale wiedziaam, e
Carter ma racj. Nie byo innego wyjcia.
Carter si waha, jakby czeka, e Walt rwnie co powie. Walt jednak
milcza. Najwyraniej co ukrywa. Wiedziaam, e bd musiaa dorwa go na
osobnoci i wydoby z niego prawd.
Opowiedziaam wic Carterowi o naszej wizycie w domu opieki. Podzieliam
si z nim podejrzeniami, e Amos moe przyzywa Seta w poszukiwaniu
dodatkowej mocy. Ziya nie zaprzeczya, a ta wie nie podziaaa dobrze na mojego
brata. Po kilku minutach rzucania przeklestwami i krenia po mesie Carter w
kocu si uspokoi na tyle, eby powiedzie: - Nie moemy na to pozwoli. To go
zniszczy.
- Wiem - przytaknam. - Ale najlepiej mu pomoemy, robic swoje.
Nie wspomniaam o tym, co si przydarzyo Ziyi w domu opieki. Byoby to
zbyt wiele dla Cartera w obecnym stanie ducha. Przekazaam mu natomiast, gdzie
wedug Tauret moje si znajdowa cie Besa.
- Ruiny Sais... - Carter zmarszczy czoo. - Tato chyba wspomina o tym
miejscu. Mwi, e niewiele tam si zachowao. Ale nawet gdybymy mieli szans
znale ten cie, nie mamy na to czasu. Musimy powstrzyma Apopisa.
- Ale ja obiecaam - odparam z uporem. - A poza tym potrzebujemy Besa.
Pomyl o tym jak o tecie. Ocalenie jego cienia da nam moliwo wyprbowania
tego rodzaju magii, zanim zastosujemy j przeciwko Apopisowi... eee, oczywicie w
odwrotnym kierunku. To moe te da nam szans na oywienie Ra.
- Ale...
- Ona ma racj - wtrci si Walt.

Nie wiem, ktre z nas byo bardziej zaskoczone.


- Nawet jeli uzyskamy pomoc Setne - cign Walt - to nieatwo bdzie
uwizi cie w posku. Lepiej bym si czu, gdybymy wyprbowali to najpierw na
przyjaznej osobie. Mgbym wam pokaza, jak to si robi, pki... pki mamy czas.
- Walt - powiedziaam - nie mw tak.
- Kiedy staniecie oko w oko z Apopisem - mwi dalej - bdziecie mieli tylko
jedn szans na poprawne wyrecytowanie zaklcia. Lepiej wic to powiczy.
Kiedy staniecie oko u> oko z Apopisem. Powiedzia to ze spokojem, ale
znaczenie tych sw byo jasne: jego z nami nie bdzie, kiedy to nastpi.
Carter grzeba widelcem w niedojedzonej pizzy.
- Ja tylko... nie bardzo wiem, jak mamy z tym wszystkim zdy. Wiem, e to
dla ciebie sprawa osobista, Sadie, ale...
- Ona musi to zrobi - powiedziaa agodnie Ziya. - Carter, ty te kiedy w
samym rodku kryzysu udae si na osobist misj, prawda? Wtedy si udao. Pooya mu do na rce. - Czasem trzeba i za gosem serca.
Carter wyglda tak, jakby usiowa pokn pieczk do golfa. Zanim zdy
cokolwiek powiedzie, rozleg si dzwon okrtowy.
W kcie mesy gonik zabrzcza gosem Zakrwawionego Ostrza: - Panowie i
panie, dopynlimy do Sali Sdu.
Czarna witynia nie zmienia wygldu. Wspilimy si po stopniach
prowadzcych z przystani i przeszlimy midzy rzdami obsydianowych kolumn
prowadzcych w mrok. Zowieszcze sceny z ycia w zawiatach poyskiway na
posadzce i fryzach obiegajcych kolumny - czarne wzory w czarnym kamieniu.
Powietrze byo tak zamglone od wulkanicznego pyu, e pomimo pochodni z trzciny
poncych co kilka metrw ledwie cokolwiek widziaam.
Kiedy weszlimy gbiej do wityni, wok nas rozlegy si szepty. Ktem
oka dostrzegam grupki duchw unoszcych si w pawilonie - upiorne ksztaty
rozmywajce si w zadymionym powietrzu. Niektre poruszay si bez celu szlochajc cicho albo drc na sobie szaty w rozpaczy. Inne trzymay w ramionach

sterty papirusowych zwojw. Te miay wyraniejsze ksztaty i bardziej zdecydowane


ruchy, jakby na co czekay.
- Petenci - odezwa si Walt. - Przynieli ze sob akta swoich spraw w nadziei
na audiencj u Ozyrysa. Tak dugo go nie byo... musz mie straszne zalegoci.
Krok Walta wydawa si lejszy. Jego oczy stay si czujniej-sze, ciao byo
mniej przykurczone z blu. By tak bliski mierci, e obawiaam si, jak zniesie t
wycieczk do Podziemia, ale on wydawa si tu najspokojniejszy z nas wszystkich.
- Skd wiesz? - spytaam.
Walt zamyli si na chwil.
- Nie jestem pewny. Po prostu... tak mi si wydaje.
- A te duchy bez zwojw?
- Uchodcy - odpar. - Maj nadziej, e znajd tu schronienie i opiek.
Nie pytaam przed czym. Przypomnia mi si duch ze szkolnej imprezy - ten,
ktrego ogarny czarne macki i zacigny pod ziemi. Pomylaam o wizji Cartera o naszej matce kryjcej si pod ska gdzie w Duat, opierajcej si dalekiemu
przyciganiu mrocznej mocy.
- Musimy si pospieszy. - Ruszyam do przodu, ale Ziya zapaa mnie za
rk.
- Patrz - powiedziaa. - Tam.
Dym si rozstpi. Dwadziecia metrw przed nami wznosiy si potne
drzwi z obsydianu. Przed nimi siedziao na tylnych apach zwierz wielkoci charta przeronity szakal o gstej czarnej sierci, puchatych szpiczastych uszach i pysku
jako pomidzy lisem a wilkiem. Jego oczy w kolorze wiata ksiyca poyskiway w
ciemnoci.
Warkn na nas, jednak nie zrazio mnie to. Moe jestem nie-obiektywna, ale
uwaam, e szakale s sodkie i milutkie, nawet jeli w staroytnym Egipcie
zajmoway si kopaniem grobw.
- To Anubis - powiedziaam z nadziej w gosie. - Tu go poprzednio
spotkalimy.

- To nie Anubis - ostrzeg mnie Walt.


- Ale oczywicie, e to on - odrzekam. - Patrz.
- Sadie, nie - rzuci Carter, ale ja ju zbliaam si do stranika.
- Cze, Anubisie! - zawoaam. - To ja, Sadie.
Sodki, puchaty szakal obnay ky. Na jego pysku pojawia si piana. W jego
cudownych zotych oczach widniao niewtpliwe ostrzeenie: Jeszcze krok, a
odgryz ci gow.
Zamaram.
- No, dobra... to nie jest Anubis, chyba e ma wyjtkowo zy dzie.
- Tu go poprzednio spotkalimy - powtrzy Carter. - Czemu go tu nie ma?
- To jego suga - wyjani Walt. - Anubis jest pewnie... gdzie indziej.
W jego gosie znowu brzmiaa absolutna pewno, a ja poczuam dziwaczne
ukucie zazdroci. Walt i Anubis najwyraniej czciej rozmawiali ze sob ni ze
mn. Walt nagle sta si ekspertem od wszystkich spraw zwizanych ze mierci. A
ja tymczasem nie mogam nawet zbliy si do Anubisa, nie wywoujc gniewu jego
przyzwoitki Szu, boga gorcego powietrza. To byo okropnie niesprawiedliwe!
Ziya podesza do mnie, ujmujc mocno lask.
- I co teraz? Musimy go pokona, eby przej?
Wyobraziam sobie, jak ciska swoimi stokrotkobjczymi kulami ognia. Tego
wanie potrzebowalimy: skowyczcego, nadpalonego szakala biegajcego po
podwrku mojego taty.
- Nie - odpar Walt, wysuwajc si do przodu. - To tylko stranik bramy. Musi
pozna nasz spraw.
- Walt - zaoponowa Carter - jeli si mylisz...
Walt unis rce i powoli zbliy si do szakala.
- Nazywam si Walt Stone - powiedzia. - To s Carter i Sadie Kane, a to jest
Ziya...
- Rashid - podpowiedziaa Ziya.
- Mamy spraw do zaatwienia w Sali Sdu - cign Walt.

Szakal warkn, ale tym razem brzmiao to bardziej jak pytanie ni jak
ostrzeenie przed odgryzieniem gowy.
- Chcemy zoy zeznanie - mwi dalej Walt. - Posiadamy informacje istotne
dla sprawy Setne.
- Walt - szepn Carter - odkd to jeste aplikantem adwokackim?
Uciszyam go. Plan Walta najwyraniej dziaa. Szakal pochyli gow, jakby
sucha, po czym podnis si i poczapa w mrok. Podwjne obsydianowe drzwi
otwary si bez dwiku.
- Dobra robota, Walt - pochwaliam go. - Skd ty...?
Spojrza mi prosto w oczy i moje serce zatrzepotao. Przez moment wydawao
mi si, e wyglda jak... Nie. Moje pokrcone uczucia robiy kaway umysowi.
- Eee, skd wiedziae, co mu powiedzie?
Walt wzruszy ramionami.
- Udao mi si zgadn.
Drzwi zaczy si zamyka rwnie szybko, jak si przed chwil otworzyy.
- Pospieszcie si! - krzykn ostrzegawczo Carter.
Wpadlimy do sali sdowej dla umarych.
Na pocztku pierwszego procza - pierwszego w amerykaskiej szkole nauczyciel poprosi nas o dane kontaktowe naszych rodzicw i informacje o tym,
czym si zajmuj, gdy mogliby si okaza pomocni w dniach karier. Nigdy
wczeniej nie syszaam o dniach karier. A kiedy wreszcie zrozumiaam, o co chodzi,
nie mogam si powstrzyma od miechu.
Czy twj tato mgby przyj, aby opowiedzie o swojej pracy? - wyobraziam
sobie pytanie dyrektorki.
By moe, pani dyrektor, odpowiedziaabym. Tyle tylko, wie pani, e on nie
yje. To znaczy, niezupenie nie yje. Jest czym w rodzaju zmartwychwstaego boga.
Sdzi duchy umarych i rzuca serca zych na poarcie swojemu ulubionemu
potworowi. Och, na dodatek ma niebiesk skr. Jestem pewna, e zrobi nieze

wraenie podczas dni karier, zwaszcza na tych uczniach, ktrzy planuj zosta
egipskimi bstwami.
Sala Sdu zmienia si od mojej ostatniej wizyty.
To pomieszczenie odzwierciedlao myli Ozyrysa, wic czsto wygldao jak
mglista replika naszego starego domu w Los Angeles z tych szczliwych czasw,
kiedy wszyscy mieszkalimy razem.
Teraz, moe dlatego e tato by w pracy, byo urzdzone w stuprocentowo
egipskim stylu. Okrg sal otaczay kamienne filary, rzebione w lotosowe wzory.
Koksowniki z magicznym ogniem rzucay na ciany zielone i niebieskie wiato. Na
rodku staa waga sprawiedliwoci: dwie due, zote szalki zwieszajce si z
elaznego T.
Przed wag klcza duch mczyzny w prkowanym garniturze, nerwowo
czytajcy co ze zwoju. Zrozumiaam, skd jego napicie. Po obu jego stronach stay
wielkie, gadzioksztatne demony o zielonej skrze i bach kobry, trzymajce nad
gow ducha gronie wygldajce wcznie.
Tato siedzia po drugiej stronie sali na zotym podwyszeniu, a obok niego
sta egipski pomocnik o niebieskiej skrze. Widok mojego ojca w Duat by zawsze
dezorientujcy, poniewa jawi si on jako dwie osoby naraz. Na jednym poziomie
wyglda jak za ycia: przystojny, potnie zbudowany mczyzna o czekoladowej
skrze, ysej czaszce i starannie utrzymanej brdce. Mia na sobie elegancki
jedwabny garnitur i ciemny paszcz podrny niczym jaki biznesmen, ktry ma
wsi do prywatnego samolotu.
Na gbszym poziomie rzeczywistoci natomiast jawi si jako Ozyrys, bg
umarych. By ubrany jak faraon - w sanday, haftowan, lnian spdniczk i rzdy
zotych i koralowych paciorkw na nagim torsie. Skr mia w kolorze letniego
nieba. Na kolanach trzyma lask i bicz - symbole egipskiej wadzy krlewskiej.
Mimo e widok niebieskiego taty w spdniczce by dziwaczny, bardzo si
cieszyam z tego spotkania - do tego stopnia, e niemal zapomniaam o toczcej si
sprawie sdowej.

- Tato! - pobiegam ku niemu.


(Carter twierdzi, e to byo gupie, ale tato jest przecie krlem tego sdu, nie?
Dlaczego nie miaabym podbiec i si przywita?)
Byam w poowie drogi, kiedy wowe demony uniosy wcznie i
zablokoway mi drog.
- Wszystko w porzdku - powiedzia tato, nieco zaskoczony. - Przepucie j.
Rzuciam mu si na szyj, strcajc z jego kolan krlewskie insygnia.
Przytuli mnie, miejc si czule. Przez moment poczuam si znw jak maa
dziewczynka, bezpieczna w jego ramionach. Nastpnie odsun mnie na
wycignicie rki i dostrzegam, jak bardzo by zmczony. Mia worki pod oczami i
wychudzon twarz. Nawet potna bkitna aura Ozyrysa, ktra zazwyczaj otaczaa
go niczym powiata gwiazd, migotaa sabo.
- Sadie, kochana - powiedzia z wysikiem. - Co ci tu sprowadza? Widzisz, e
pracuj.
Usiowaam zwalczy uczucie przykroci.
- To bardzo wane, tato!
Carter, Walt i Ziya zbliyli si do podwyszenia. Tato spospnia.
- Widz - odpar. - Pozwlcie mi najpierw skoczy t spraw. Dzieci, stacie
tu, po mojej prawej stronie. I nie przeszkadzajcie, prosz.
Asystent taty tupn nog.
- To niezgodne z przepisami, panie!
By to dziwaczny facet - podstarzay niebieski Egipcjanin z wielkim zwojem w
rkach. Zbyt cielesny jak na ducha, zbyt bkitny jak na czowieka i niemal rwnie
zniszczony jak Ra, mia na sobie jedynie przepask biodrow, sanday i le
dopasowan peruk. Podejrzewam, e w staroytnym Egipcie uwaano, i te lnico
czarne kliny sztucznych wosw dodaj mskoci, ale w poczeniu z kohlem pod
oczami i rem na policzkach ten starzec wyglda raczej jak groteskowa wersja
Kleopatry.

Trzymany przez niego zwj papirusu by po prostu ogromny. Wiele lat temu
zwiedzaam synagog z moj przyjacik Liz - przechowywana tam Tora bya
maleka w porwnaniu z tym zwojem.
- Wszystko w porzdku, Przeszkadzaczu - odpowiedzia mu tato. - Moemy
kontynuowa.
- Ale, panie... - Starzec (czy on naprawd mia na imi Prze-szkadzacz?) by
tak zdenerwowany, e straci kontrol nad zwojem, ktrego dolna cz odwina si
i potoczya po schodach niczym papirusowy dywan.
- A niech to! - Przeszkadzacz usiowa zwin dokument.
Tato stumi umiech cisncy mu si na usta. Zwrci si z powrotem do
ducha w prkowanym garniturze, ktry nadal klcza na stopniach.
- Bardzo przepraszam, panie Windham. Prosz dokoczy zeznanie.
Duch ukoni si i wyduka: - T-tak, panie Ozyrysie.
Zajrza w notatki i zacz wylicza zbrodnie, ktrych nie by winny:
morderstwo, kradzie i nielegaln sprzeda byda.
Odwrciam si do Walta.
- To jaki wspczesny kole, nie? - szepnam. - Co on robi w sdzie Ozyrysa?
Troch mnie zaniepokoio, e Walt znw zna odpowied.
- Zawiaty dla kadego wygldaj inaczej - wyjani - w zalenoci od tego, w
co wierzy. Na tym facecie Egipt musia wywrze wielkie wraenie. Moe co o tym
czyta w modoci.
- A jeli kto w ogle nie wierzy w adne zawiaty? - spytaam.
Walt spojrza na mnie ze smutkiem.
- Wtedy tego dowiadcza.
Po drugiej stronie podwyszenia niebieski bg o imieniu Przeszkadzacz
sykn w naszym kierunku, ebymy byli cicho. Dlaczego zawsze ci, ktrzy uciszaj
dzieci, robi wicej haasu ni uciszani?
Duch Roberta Windhama chyba koczy ju zeznania.

- Nie skadaem faszywego wiadectwa przeciw blinim. Eee, przepraszam,


nie jestem w stanie odczyta ostatniej linijki...
- Ryby! - zawy z gniewem Przeszkadzacz. - Krade ryby ze witych
sadzawek?
- Mieszkaem w Kansas - odpar duch. - Wic... nie.
Nasz ojciec podnis si z tronu.
- Doskonale. Zwacie jego serce.
Jeden z wowych demonw unis lniany pakuneczek wielkoci dziecicej
pistki.
Carter, stojcy tu obok mnie, wcign gwatownie powietrze.
- Jego serce jest w rodku?
- Cii! - sykn Przeszkadzacz tak gono, e omal nie spada mu peruka. Przyprowadcie Niszczyciela Dusz!
Po przeciwnej stronie sali otwary si drzwiczki dla psa i wpad przez nie
bardzo podekscytowany Ammit. Biedactwo nie ma najlepszej koordynacji ruchowej.
Jego miniaturowe lwie ciao i przednie apy s smuke i zwinne, ale z tyu ma krpy i
znacznie mniej ruchliwy zad hipopotama. lizga si wic na boki, wpada na filary i
przewraca koksowniki. Ilekro si z czym zderzy, potrzsa lwi grzyw i
krokodylim pyskiem, popiskujc radonie.
(Carter upomina mnie, jak zwykle, e Ammit jest rodzaju eskiego.
Przyznaj, e trudno udowodni ktrkolwiek z tez, ale dla mnie to potwr rodzaju
mskiego, i koniec. Jest zdecydowanie zbyt pobudliwy, eby mogo by inaczej, no i
sposb, w jaki oznacza terytorium... dobra, dajmy temu spokj).
- Moje malestwo! - zawoaam (troch mnie ponioso). - Mj szczeniaczek!
Ammit podbieg... no dobrze - podbiega do mnie, wskoczya mi na rce i
trcia mnie swoim nieksztatnym pyskiem.
- Mj panie Ozyrysie! - Przeszkadzacz znw upuci koniec zwoju, ktry
owin mu si wok ng. - To niedopuszczalne!

- Sadie - powiedzia ojciec z naciskiem - prosz, nie nazywaj Poeraczki Dusz


szczeniaczkiem.
- Przepraszam - wymamrotaam, stawiajc Ammit na ziemi.
Jeden z wowych demonw pooy na wadze serce Roberta
Windhama. Widziaam wiele obrazkw, na ktrych t czynno wykonywa
Anubis, i bardzo aowaam, e go tu nie ma. Anubis byby znacznie bardziej
interesujcy ni jakie wowe demony.
Na drugiej szalce pojawio si piro prawdy.
(Nie pozwlcie mi na dygresj o pirze prawdy).
Waga zadraa. Kiedy szalki si ustabilizoway, wisiay prawie rwno. Duch
w prkowanym garniturze odetchn z ulg. Ammit zaskowyczaa rozczarowana.
- Imponujce - powiedzia mj tato. - Robercie Windhamie, zostae uznany za
dostatecznie cnotliwego, pomimo e bye doradc finansowym.
- Wpacaem na Czerwony Krzy, moi drodzy! - wrzasn duch.
- Tak, tak - odpar sucho tato - witaj w zawiatach.
Po lewej stronie podwyszenia otwary si drzwi. Wowe demony postawiy
Roberta Windhama na nogi.
- Dzikuj! - krzykn, kiedy demony wyprowadzay go z sali. - A jeli
potrzebowaby doradztwa finansowego, panie Ozyrysie, to ja nadal wierz w
rentowno dugoterminowych obligacji skarbowych...
Drzwi zatrzasny si za nim.
Przeszkadzacz prychnl z oburzeniem.
- Odraajcy typ.
Tato wzruszy ramionami.
- Nowoczesna dusza, ktra docenia staroytne zwyczaje egipskie... nie mg
by taki zy. - Zwrci si do nas. - Dzieci, to jest Przeszkadzacz, jeden z moich
doradcw i bogw sdu.
- Przepraszam? - Udaam, e nie dosyszaam. - Powiedziae, e on ci
przeszkadza?

- Przeszkadzacz to moje imi! - krzykn ze zoci bg. - Sdz tych, ktrzy


trac panowanie nad sob!
- Tak. - Oprcz zmczenia w oczach mojego ojca bysno rozbawienie. - To
by tradycyjny obowizek Przeszkadzacza, ale teraz jest on ostatnim z moich sug,
wic pomaga mi we wszystkich sprawach. Wiecie, niegdy byo czterdziestu dwch
bogw sdu dla rozmaitych przestpstw, ale...
- Takich jak Gorca Stopa i Ogniolub - podrzucia Ziya.
- Skd o nich wiesz? - zdumia si Przeszkadzacz.
- Widziaymy ich - odpara Ziya. - W Czwartym Domu Nocy.
- Wi-widziaycie... - Przeszkadzacz omal nie wypuci zwoju. - Panie
Ozyrysie, musimy ich natychmiast uwolni! Moi bracia...
- Porozmawiamy o tym - obieca tato. - Ale najpierw chc usysze, co
sprowadza moje dzieci do Duat.
Na wycigi zaczlimy opowiada: o zbuntowanych magach i ich tajnym
sojuszu z Apopisem, o ataku grocym pierwszemu nomowi i o naszej nadziei na
wynalezienie nowego wyklcia, ktre na dobre powstrzyma Apopisa.
Cz naszych wieci zaskoczya lub zaniepokoia ojca - na przykad to, e
wielu magw ucieko z pierwszego nomu, pozostawiwszy tak marne zabezpieczenia,
e musielimy wysa na pomoc uczniw z Domu Brooklyskiego, oraz to, e Amos
flirtowa z moc Seta.
- Nie! - zaprotestowa tato. - Niemoliwe! A ci magowie, ktrzy go opucili...
to niewybaczalne! Dom ycia musi wspiera najwyszego lektora. - Podnis si z
tronu. - Udam si do mojego brata...
- Panie - wtrci si Przeszkadzacz - nie jeste ju magiem. Jeste Ozyrysem.
Tato si skrzywi, ale usiad z powrotem. - Tak, tak, oczywicie. Mwcie dalej,
dzieci.
O niektrych sprawach tato ju wiedzia. Spospnia, kiedy wspomnielimy o
znikajcych duchach zmarych i wizji naszej mamy zagubionej gdzie w gbokim

Duat, walczcej z wezwaniem mrocznej mocy, ktra zdaniem Cartera i moim


musiaa by cieniem Apopisa.
- Szukaem wszdzie waszej matki - powiedzia tato z przygnbieniem. - Ta
sia, ktra porywa duchy... niezalenie od tego, czy to cie Apopisa, czy cokolwiek
innego... nie jestem w stanie jej powstrzyma. Nie jestem w stanie nawet jej
zlokalizowa. Wasza matka...
Jego twarz jakby skamieniaa. Rozumiaam, co czuje. Przez lata y z
poczuciem winy, poniewa nie by w stanie zapobiec mierci mamy. Teraz znw
znalaza si w niebezpieczestwie, a on, mimo e panowa nad zmarymi, by
bezradny i nie mg jej pomc.
- Znajdziemy j - obiecaam. - To wszystko jest powizane. Mamy plan.
Wyjanilimy, o co chodzi z szut i jak mona si nim posuy do
megawyklcia.
Ojciec wyprostowa si na tronie, mruc oczy.
- Anubis ci o tym powiedzia? Wyjawi natur szut miertelniczce?
Jego niebieska aura zamigotaa gronie. Nigdy nie baam si taty, ale tym
razem, przyznaj, cofnam si o krok.
- No... nie tylko Anubis.
- Thot nam pomg - wyjani Carter. - A troch sami si domylilimy...
- Thot! - rzuci nasz ojciec. - To niebezpieczna wiedza, dzieci. Zdecydowanie
zbyt niebezpieczna. Nie pozwol, ebycie...
- Tato! - krzyknam. Chyba go zaskoczyam, ale moja cierpliwo wanie si
wyczerpaa. Miaam ju do bogw dyktujcych mi, co wolno, a czego nie. - Cie
Apopisa wabi dusze umarych. Jestem tego pewna! ywi si nimi i nabiera mocy,
podczas gdy Apopis przygotowuje si do powstania.
Nigdy wczeniej si nad tym nie zastanawiaam, ale kiedy wymawiaam te
sowa, wyday mi si one prawd - przeraajc prawd.
- Musimy znale ten cie i schwyta go - nalegaam. - A nastpnie posuymy
si nim, eby wygna wa. To nasza jedyna szansa... chyba e chcesz, abymy si

posuyli zwyczajnym wyklciem. Mamy ju przygotowany posek, prawda,


Carter?
Carter poklepa si po plecaku.
- To zaklcie nas zabije - powiedzia. -1 zapewne nie zadziaa. Ale to jedyna
alternatywa...
Ziya wygldaa na przeraon.
- Nic mi nie mwie, Carterze! Wykonalicie posek... jego? Powicilibycie
si, eby...
- Nie - odpar ojciec. Gniew z niego wyparowa. Opad na tron i ukry twarz w
doniach. - Nie, masz racj, Sadie. Maa szansa jest lepsza ni adna. Ale nie
znisbym, gdybycie... - Wyprostowa si i wzi gboki oddech, usiujc odzyska
spokj. - Jak mog wam pomc? Zakadam, e nie przyszlicie tu bez powodu, ale
szukacie magii, ktrej nie znam.
- No tak - odparam. - Tu zaczynaj si schody.
Zanim zdyam cokolwiek wicej powiedzie, w sali rozleg si gong.
Gwne drzwi zaczy si otwiera.
- Panie - odezwa si Przeszkadzacz. - Zaczyna si kolejna rozprawa.
- Nie teraz! - warkn tato. - Czy moemy j odoy?
- Nie, panie. - Niebieski bg zniy gos. - To jego proces. Wiesz...
- Och, na dwanacie bram nocy - zakl tato.z Dzieci, ta rozprawa jest bardzo
wana.
- Owszem - odparam. - Prawd mwic, to wanie...
- Porozmawiamy pniej - przerwa mi tato. -1 prosz, cokolwiek si stanie,
nie odzywajcie si do oskaronego, nie nawizujcie z nim kontaktu wzrokowego. To
duch wyjtkowo...
Gong zadwicza ponownie. Do sali wmaszerowa oddzia demonw
otaczajcy oskaronego. Nie musiaam pyta, kto nim by.
Na sali pojawi si Setne.

Jego stranicy byli przeraajcy - szeciu czerwonoskrych wojownikw z


gowami w ksztacie ostrzy gilotyny.
Nawet gdyby ich nie byo, mogabym stwierdzi, e Setne jest niebezpieczny wiadczyy o tym magiczne zabezpieczenia. wiecce hieroglify otaczay go niczym
piercienie Saturna; bya to caa kolekcja antymagicznych symboli: stumienie,
zdawienie, zatrzymanie, zatkanie, bezsia oraz nawet o tym nie myl.
Nadgarstki Setne byy zwizane rowymi kawakami materiau. Kolejnymi
dwoma rowymi paskami obwizano go w pasie, jednym wok szyi, a nastpne
dwa czyy kostki jego ng, wic porusza si, szurajc stopami. Zwykemu
obserwatorowi te rowe wstki mogyby wyda si gadetami z kolekcji
wiziennej Hello Kitty, ale z wasnego dowiadczenia wiedziaam, e s to jedne z
najpotniejszych magicznych wizw wiata.
- Siedem Wstg Hathor - szepn Wat. - Chciabym umie takie wykona.
- Mam takie - mrukna Ziya. - Ale maj bardzo dugi czas adowania. Moje
bd gotowe do uycia dopiero w grudniu.
Walt spojrza na ni z podziwem.
Gilotynowe demony ustawiy si po obu stronach oskaronego.
Setne nie wyglda na kogo, kto sprawia kopoty, a ju na pewno nie na
kogo, kto wymaga a takich zabezpiecze. By raczej niski - nie tak jak Bes
oczywicie, ale raczej mizernej postury. Rce i nogi mia kociste. Jego klatka
piersiowa wygldaa jak ksylofon wykonany z eber. Mimo to trzyma wysoko
uniesiony podbrdek i umiecha si z pewnoci siebie wadcy wiata - co nie jest
atwe, kiedy jest si ubranym wycznie w przepask biodrow i kilka rowych
wstek.
Niewtpliwie t wanie twarz widziaam w cianie muzeum w Dallas, a
nastpnie w Sali Wiekw. To on by kapanem, ktry skada ofiar z byka w
poyskujcej wizji z czasw Nowego Pastwa.
Ten sam haczykowaty nos, cikie powieki i wskie, okrutne usta... Wikszo
kapanw w staroytnym Egipcie miaa yse gowy, ale wosy Setne byy ciemne i

gste, zaczesane do tyu i napomadowane jak u chuligana z lat pidziesitych


dwudziestego wieku. Gdybym go spotkaa na Piccadilly Circus (bardziej kompletnie
ubranego, prosz!), ominabym go szerokim ukiem, zakadajc, e rozdaje ulotki
albo handluje biletami teatralnymi. Niechlujny i irytujcy? Tak. Niebezpieczny? Nie
bardzo.
Gilotynowe demony zmusiy go do uklknicia. Setne najwyraniej niele si
bawi. Jego oczy przesuway si po sali, notujc w pamici kade z nas. Usiowaam
unika kontaktu wzrokowego, ale byo to trudne. Setne rozpozna mnie i mrugn.
Czuam, e bez trudu odczytuje moje popltane emocje i uwaa je za zabawne.
Skoni! lekko gow w kierunku tronu.
- Panie Ozyrysie, cae to zamieszanie z mojego powodu? Doprawdy, szkoda
fatygi.
Ojciec

nie

odpowiedzia.

pospnym

wyrazem

twarzy skin

na

Przeszkadzacza, ktry zacz przeglda zwj, a trafi na waciwe miejsce.


- Setne, znany rwnie jako ksi Chaemuaset...
- Och, super... - Setne umiechn si promiennie w moj stron, a ja musiaam
si mocno powstrzymywa, eby nie odpowiedzie umiechem. - Dawno ju nie
syszaem tego imienia. To autentycznie stare dzieje!
Przeszkadzacz fukn.
- Stoisz tu oskarony o potworne zbrodnie! Blunie przeciwko bogom cztery
tysice dziewidziesit dwa razy.
- Dziewidziesit jeden - poprawi go Setne. - Tamta uwaga o panu Horusie...
to byo zwyke nieporozumienie. - Mrugn okiem do Cartera. - Nieprawda, stary?
Skd on wiedzia o Carterze i Horusie?
Przeszkadzacz przewin zwj.
- Wykorzystywae magi do zych celw, wcznie z dwudziestoma trzema
zabjstwami...
- W obronie wasnej! - Setne usiowa rozoy rce, ale wstgi go
powstrzymay.

- ...oraz jednym wypadkiem, kiedy zostae opacony, by zabi za pomoc


magii - dokoczy Przeszkadzacz.
Setne wzruszy ramionami.
- Broniem swego pracodawcy.
- Spiskowae przeciwko trzem faraonom - cign Przeszkadzacz. - Sze razy
usiowae obali Dom ycia. A najpowaniejsze jest to, e pldrowae groby
zmarych, aby kra ksigi magiczne.
Setne zamia si beztrosko. Zerkn na mnie, jakby chcia zapyta: Wierzysz
temu facetowi?
- Suchaj, Przeszkadzaczu - powiedzia - bo tak masz na imi, zgadza si? Taki
przystojny i inteligentny bg sdu jak ty... musi by chyba zawalony prac i
niedoceniany. Zal mi ciebie, naprawd. Masz tyle lepszych rzeczy do roboty ni
odgrzebywanie moich dawnych grzeszkw. A poza tym wszystkie te oskarenia...
przecie odpowiadaem ju na nie na poprzednich rozprawach.
- Och. - Przeszkadzacz zrobi niepewn min. Penym zaenowania ruchem
poprawi sobie peruk i zwrci si do naszego taty. - Czypowinnimy go zatem
wypuci, panie?
- Nie, Przeszkadzaczu. - Tato wyprostowa si na tronie. - Ten wizie
posuguje si boskimi sowami, eby wywrze wpyw na twj umys, wypaczajc w
ten sposb najwitsz magi Maat. Jest niebezpieczny nawet w tych wizach.
Setne przyglda si uwanie swoim paznokciom.
- Pochlebiasz mi, panie Ozyrysie, ale szczerze mwic, te oskarenia...
- Milcz! - Tato wycign ku niemu rk. Wirujce hieroglify zajaniay
mocniej. Wstgi Hathor si zacisny.
Setne zacz si dusi. Z jego twarzy znik wyraz samozadowolenia,
zastpiony przez totaln nienawi. Czuam jego gniew. Pragn zabi naszego ojca,
chcia pozabija nas wszystkich.
- Tato! - zawoaam. - Prosz, nie!

Tato spojrza na mnie spod zmarszczonych brwi, najwyraniej niezadowolony


z tego wyskoku. Pstrykn palcami i wizy Setne si rozluniy. Upiorny mag si
rozkaszla.
- Chaemuasecie, synu Ramzesa - powiedzia ze spokojem nasz ojciec - zostae
skazany na zapomnienie wicej ni raz. Za pierwszym razem udao ci si wybaga
zagodzenie wyroku, poniewa zgosie si na ochotnika, eby suy faraonowi
swoj magi...
- Tak - wycharcza Setne. Usiowa odzyska rwnowag, ale bl wykrzywi
mu usta. - Jestem bardzo zdolny, panie. Zniszczenie mnie byoby zbrodni.
- Ale ucieke po drodze - kontynuowa tato. - Zabie stranikw i przez
nastpnych trzysta lat siae chaos w caym Egipcie.
Setne wzruszy ramionami.
- Nie byo a tak le. Tylko si troch zabawiem.
- Zostae schwytany i osdzony ponownie - cign tato - trzykrotnie. Za
kadym razem udawao ci si wyprosi wolno. Ale poniewa bogowie odeszli ze
wiata, wpade w amok, robie, co ci si podobao, popeniae zbrodnie i
terroryzowae miertelnikw.
- To nieuczciwe, panie - zaprotestowa Setne. - Po pierwsze, bardzo tskniem
za bogami. Naprawd, te tysiclecia bez was byy nudne. A wszystkie te tak zwane
zbrodnie... no c, niektrzy ludzie mogliby powiedzie, e rewolucja francuska bya
niez imprez! Ja w kadym razie setnie si bawiem. A arcyksi Ferdynand? Co
za nudziarz. Gdyby go zna, te by go zamordowa.
- Do! - krzykn tato. - Jeste skoczony. Teraz ja jestem ciaem Ozyrysa. I
nie bd tolerowa takiego ajdaka jak ty, nawet jako ducha. Twoje sztuczki si
wyczerpay.
Ammit pisna z podniecenia. Gilotynowi stranicy kilka razy przesunli
swoje ostrza, jakby klaskali. Przeszkadzacz krzykn: - Uwaga, uwaga!
A Setne... ze miechem odrzuci gow do tyu.

Ojciec wyglda na zaskoczonego, lecz chwil pniej oburzenie wzio gr.


Unis rk, eby zacisn Wstgi Hathor, ale
Setne powiedzia: - Wstrzymaj si, panie, W tym sk, e moje sztuczki si nie
wyczerpay. Zapytaj swoje dzieci. Zapytaj ich przyjaci. Oni potrzebuj mojej
pomocy.
- Koniec tych kamstw - warkn tato. - Twoje serce zostanie ponownie
zwaone i Ammit pore...
- Tato! - wrzasnam. - On ma racj! Potrzebujemy go.
Ojciec zwrci si w moj stron. Widziaam, jak gotuj si w nim smutek i
gniew. Straci ponownie on. Nie mg pomc bratu, by bezradny. W
rozpoczynajcej si wanie bitwie koca wiata jego dzieci znalazy si na linii
frontu. Tato musia wyda sprawiedliwy wyrok na tego ducha maga. Musia poczu,
e jest w stanie zrobi co we waciwy sposb.
- Tato, posuchaj, prosz - powiedziaam. - Wiem, e to niebezpieczne. Wiem,
e ci si to nie spodoba. Ale przyszlimy tu z powodu Setne. To, co mwiam
wczeniej o naszym planie... Setne posiada potrzebn nam wiedz.
- Sadie ma racj - potwierdzi Carter. - Prosz, tato. Pytae, jak moesz nam
pomc. Daj nam Setne pod stra. On jest kluczem do pokonania Apopisa.
Na dwik tego imienia przez sal sdow przebieg chodny powiew. Ogie
w koksownikach przygas. Ammit zaskowycza-a i nakrya pysk apami. Nawet
gilotynowe demony niepewnie przestpiy z nogi na nog.
- Nie - odpajr tato. - Absolutnie si nie zgadzam. Setne wpywa na ciebie za
pomoc magii. To suga chaosu.
- Panie - odezwa si Setne, nagle tonem penym agodnoci i szacunku. Mog mie wiele wad, ale by sug wa? Nie. Nie pragn zagady wiata. Nic bym
z tego nie mia. Posuchaj tej dziewczyny. Niech ci opisze swj plan.
W mojej gowie formoway si sowa. Uwiadomiam sobie, e Setne uywa
magii, zmuszajc mnie do mwienia. Uzbroiam si przeciwko temu nakazowi.
Niestety Setne kaza mi robi co, co bardzo lubiam - mwi. I nagle sowa

popyny: o tym, jak usiowalimy ocali Ksig o pokonaniu Apopisa w Dallas, jak
Setne przemwi tam do mnie, jak znalelimy skrzyni cieni i wymylilimy, jak
posuy si szut. Wyjaniam, na czym opieram nadziej na odrodzenie Besa i
zniszczenie Apopisa.
- To jest niemoliwe - powiedzia tato. - A nawet gdyby byo moliwe, Setne
nie mona ufa. Nigdy go nie wypuszcz, zwaszcza z moimi dziemi. Zabiby was
przy pierwszej nadarzajcej si okazji!
- Tato - odezwa si Carter - nie jestemy ju dziemi. Damy sobie rad.
Cierpienie malujce si na twarzy ojca byo trudne do zniesienia.
Powstrzymaam zy i podeszam do tronu.
- Wiem, e nas kochasz, tato. - Chwyciam go za rk. - Wiem, e chcesz nas
chroni, ale sam zaryzykowae wszystko, eby da nam szans na ocalenie wiata.
Nadszed czas, ebymy to zrobili. To jedyny sposb.
- Ona ma racj. - Setne zdoa nada swojemu gosowi ton alu, jakby byo mu
przykro, e znw moe uzyska uaskawienie. - Ponadto, panie, jest to jedyny
sposb, eby uratowa duchy zmarych, zanim cie Apopisa zniszczy wszystkie...
wcznie z duchem twojej ony.
Twarz ojca zmienia kolor - z bkitu na ciemne indygo. Zacisn palce na
podlokietnikach tronu, jakby chcia je wyrwa z mebla.
Pomylaam, e Setne przesadzi.
Wtedy jednak ojciec rozluni palce. Gniew w jego oczach zamieni si w
rozpacz i gd.
- Stranicy - powiedzia - dajcie winiowi piro prawdy. Bdzie si
tumaczy, trzymajc je w rce. Jeli skamie, zginie w pomieniach.
Jeden

gilotynowych

demonw

zdj

byszczce

piro

wagi

sprawiedliwoci. Setne nie zareagowa specjalnie, kiedy woono mu je do rki.


- Dobra! - zacz. - Twoje dzieci maj racj. Stworzyem wyklcie oparte na
cieniu. W teorii mona si nim posuy, eby zniszczy boga... nawet Apopisa.
Nigdy tego nie wyprbowaem. Niestety rzuci je moe wycznie yjcy mag, a ja

umarem, zanim zdyem przetestowa jego dziaanie. Nie ebym zamierza zabija
jakichkolwiek bogw, panie. Planowaem jedynie szantaowa ich, eby speniali
moje polecenia.
- Szantaowa... bogw - warkn tato.
Setne umiechn si z min winowajcy.
- To byo w okresie burzy i naporu, kiedy kroczyem z drog. W kadym
razie zapisaem t formu w kilku kopiach Ksigi o pokonaniu Apopisa.
- Ktre zostay zniszczone co do jednej - prychn Walt.
- Dobra - powiedzia Setne - ale moje oryginalne notatki powinny wci
znajdowa si na marginesach Ksigi Thota, ktr... ktr ukradem. Widzicie?
Jestem szczery. Gwarantuj wam, e tej ksiki nie znalaz nawet Apopis. Zbyt
dobrze j ukryem. Mog wam pokaza, gdzie jest. Ksiga wyjani wam, jak znale
cie Apopisa, jak go schwyta i jak rzuci wyklcie.
- Nie moesz nam tego po prostu powiedzie? - zapyta Carter.
Setne wyd usta.
- Bardzo chtnie, kawalerze. Ale nie znam na pami caej ksigi. A od czasu
kiedy napisaem to zaklcie, miny tysiclecia. Gdybym poda wam bdnie choby
jedno sowo, no c...
nie chcemy adnych pomyek. Ale mog was zaprowadzi do tej ksigi. A gdy
ju j dorwiemy...
- My? - spytaa Ziya. - Czemu nie podasz nam namiarw na ksig? Dlaczego
musisz z nami i?
Duch umiechn si szeroko.
- Poniewa, laleczko, jestem jedyn osob, ktra moe j wydosta. Puapki,
kltwy... sama wiesz. A poza typa bdziecie potrzebowali mojej pomocy w
odcyfrowywaniu notatek. To zaklcie jest skomplikowane! Ale nie martwcie si.
Wystarczy, e nie zdejmiecie ze mnie tych Wstg Hathor. Masz na imi Ziya, zgadza
si? Posugiwaa si ju nimi.
- Skd wiesz...?

- Jeli bd sprawia jakiekolwiek kopoty - cign Setne - moecie zawiza


mnie porzdnie, jak prezent z okazji wita Plonw. Ale nie bd prbowa ucieka...
w kadym razie nie wczeniej ni doprowadz was do Ksigi Thota, a nastpnie
odstawi bezpiecznie do cienia Apopisa. Nikt nie zna najniszych stref Duat tak
dobrze jak ja. Bd dla was najlepszym przewodnikiem.
Piro prawdy nie reagowao. Setne nie wybuchn pomieniem, domyliam
si wic, e nie kamie.
- Nas jest czworo - powiedzia Carter - a on jeden.
- Tylko e on ostatnim razem zabi swoich stranikw - zauway Walt.
- Bdziemy zatem ostroniejsi - odpar Carter. - Wsplnymi siami zdoamy
utrzyma nad nim kontrol.
Setne si skrzywi.
- Och, tyle tylko... wiesz, Sadie ma may projekcik na boku, nieprawda? Musi
odnale cie Besa. Prawd mwic, to dobry pomys.
Zamrugaam powiekami.
- Naprawd?
- Bezwzgldnie, laleczko - odpowiedzia Setne. - Nie mamy wiele czasu. A
konkretnie wasz obecny tu przyjaciel Walt nie ma duo czasu.
Byabym zabia tego ducha, gdyby nie to, e by ju martwy. Nagle poczuam
nienawi do jego penego samozadowolenia umiechu.
Zacisnam zby.
- Mw dalej.
- Walcie Stone... wybacz, stary, ale nie poyjesz wystarczajco dugo, eby
znale Ksig Thota, uda si do cienia Apopisa i rzuci zaklcie. Na twoim zegarze
po prostu nie zostao a tyle czasu. Ale odzyskanie cienia Besa... to nie potrwa dugo.
A bdzie dobrym testem tej magii. Jeli zadziaa - doskonale! Jeli nie... no c,
stracimy tylko jednego karowatego boga.
Miaam ochot kopn go w twarz, ale ruchem rki nakaza mi cierpliwo.

- Wydaje mi si - powiedzia - e powinnimy si rozdzieli. Carter i Ziya, wy


dwoje udacie si ze mn po Ksig Thota. W tym czasie Sadie zabierze Walta do ruin
Sais, eby znale cie kara. Dam wam par wskazwek, jak go schwyta, ale
zaklcie jest tylko teori. W praktyce bdziecie potrzebowali talentu Walta do
wykonywania talizmanw. Jeli cokolwiek pjdzie niezgodnie z planem, Walt bdzie
musia improwizowa. Jeeli mu si uda, Sadie bdzie wiedziaa, jak schwyta cie.
No a jeli Walt potem umrze... bardzo mi przykro, ale rzucenie takiego zaklcia
prawdopodobnie go zabije... to Sadie moe si z nami spotka w Duat i wszyscy
razem ruszymy zapolowa na cie Apopisa. W ten sposb wszyscy wygraj!
Nie bytam pewna, czy powinnam paka, czy krzycze. Zachowaam spokj
wycznie dlatego, e kad reakcj Setne uznaby zapewne za wyjtkowo zabawn.
Spojrza naszemu ojcu prosto w oczy.
- Co na to powiesz, panie Ozyrysie? To szansa dla ciebie na odzyskanie ony,
szansa na pokonanie Apopisa, tia odtworzenie duszy Besa, na ocalenie wiata!
Prosz jedynie o rozwaenie moich dobrych uczynkw, kiedy po wszystkim sd
znw bdzie rozpatrywa moj spraw. To chyba uczciwe, co?
W

sali

panowao

milczenie,

zakcane

jedynie

trzaskiem

ognia

koksownikach.
W kocu Przeszkadzacz jako pierwszy otrzsn si z transu.
- Mj panie... co postanowisz?
Tato spojrza na mnie. Wiedziaam, e bardzo nie podoba mu si ten plan. Ale
Setne kusi go czym, czemu nie potrafi si oprze: moliwoci ocalenia mamy.
Mnie nikczemny duch obieca ostatni dzie z Waltem, bo pragnam tego bardziej
ni czegokolwiek, oraz szans na ocalenie Besa, co znajdowao si zaraz potem na
licie ycze. Cartera i Ziy ustawi w jednej druynie i przyrzek, e bd mogli
ocali wiat.
Mia przynty na kade z nas i wyciga nas niczym ryby ze witej sadzawki.
Ale chocia wiedziaam, e sobie ze mn pogrywa, nie potrafiam znale powodu,
eby mu odmwi.

- Musimy to zrobi, tato - powiedziaam.


Ojciec spuci gow.
- Tak, musimy. Niech Maat ma nas wszystkich w opiece.
- Och, bdziemy si wietnie bawi! - oznajmi radonie Setne. - Moemy ju
i? Koniec wiata nie bdzie czeka!

11. Dont Worry Be... Hapi


Typowe.
Sadie i Walt jad na poszukiwania przyjaznego cienia, a my z Ziy dostajemy
pod opiek ducha psychopatycznego mordercy, ktry ma nas zaprowadzi do
solidnie zabezpieczonej kryjwki z zakazan magi. Ej, no, kto tu ma fory?
Egipska Krlowa wyskoczya z Podziemia w sam rodek Nilu niczym
wcieky wieloryb. opatki koa zmciy bkitn wod. Kominy wypluy zoty dym
w pustynne powietrze. Po mroku panujcym w Duat wiato soneczne byo
olepiajce. Kiedy moje oczy przyzwyczaiy si do wiata, zorientowaem si, e
pyniemy z nurtem rzeki, na pnoc, a zatem musielimy wynurzy si gdzie na
poudnie od Memfis.
Po obu stronach w wilgotnej mgiece cigny si bagniste, zielone brzegi z
kolumnami palm. Tu i wdzie nieliczne domy oywiay krajobraz. Zniszczona
furgonetka toczya si po nadbrzenej drodze. Za nasz lew burt pyna
aglwka. Nikt nie zwraca na nas uwagi.
Nie byem pewny, gdzie dokadnie si znajdujemy. Mogo to by dowolne
miejsce nad Nilem. Ale sdzc z pozycji soca, by ju pny ranek. Zjedlimy i
przespalimy si w krlestwie naszego ojca, wychodzc z zaoenia, e kiedy ju
dostaniemy Setne pod opiek, nie bdziemy mogli zmruy oka. Nie by to wielki
wypas, ale najwyraniej spdzilimy pod ziemi znacznie wicej czasu, ni mi si
wydawao. Dzie pyn. Jutro o wicie buntownicy zaatakuj pierwszy nom, a
Apopis powstanie.

Ziya staa koo mnie na dziobie. Wzia prysznic i zmienia bojowe ubranie:
miaa na sobie panterkowy podkoszulek i oliwkowe bojwki wsunite w wysokie
buty. Nie brzmi to zapewne oszaamiajco, ale w wietle poranka wygldaa
naprawd bardzo adnie. A przede wszystkim bya tu we wasnej osobie - nie jako
odbicie w czarze do patrzenia, nie jako uszebti. Kiedy wiatr zmieni kierunek,
poczuem zapach cytrynowego szamponu. Nasze ramiona si zetkny, kiedy
pochylilimy si nad relingiem, ale najwyraniej jej to nie przeszkadzao. Miaa
rozpalon skr.
- O czym mylisz? - spytaem.
Miaa problem ze skupieniem na mnie wzroku. Z bliska zielone i czarne
iskierki w jej bursztynowych oczach byy hipnotyzujce.
- Mylaam o Ra - odpara. - Zastanawiaam si, kto si nim dzi opiekuje.
- Na pewno wszystko jest w porzdku.
Poczuem si jednak odrobin rozczarowany. Mylaem o tej chwili wczoraj
wieczorem, kiedy Ziya wzia mnie za rk w jadalni: Czasem trzeba i za gosem
serca. To mg by nasz ostatni dzie na ziemi. Jeliby tak miao by, chciaem
naprawd powie-dzie Ziyi, co do niej czuem. To znaczy, ona to chyba wiedziaa,
ale ja nie wiedziaem, czy wie, wic... O rany. Gowa od tego boli.
- Ziya... - zaczem.
Koo nas zmaterializowa si Setne.
- Od razu lepiej!
W wietle dnia wyglda niemal jak z krwi i koci, ale kiedy si obrci,
chwalc si nowymi szatami, jego twarz i donie zamigotay jak hologramy.
Pozwoliem mu zaoy co wicej ni przepask biodrow. Prawd mwic,
nalegaem, eby to zrobi. Nie spodziewaem si jednak a tak obdnego przebrania.
Moe usiowa dostosowa si do ksywki, ktr ukua dla niego Sadie: wujek
Vinnie. Mia na sobie czarn marynark z wywa-towanymi ramionami, czerwony
podkoszulek, nowiutkie dinsy i olepiajco biae teniswki. Na szyi nosi ciki,
zoty acuch z ogniwami w ksztacie anchw. Na maych palcach mia sygnety

wielkoci cigutki z symbolem mocy - uas - uoonym z brylantw. Wosy zaczesa


do tyu na jeszcze wiksz ilo elu. Oczy podkreli kohlem. Wyglda jak
staroegipski mafioso.
Nagle zauwayem, e czego brakuje na tej wystawie. Jakby nie mia ju na
sobie Wstg Hathor.
Przyznaj: spanikowaem. Wykrzyknem sowo mocy, ktrego nauczya
mnie Ziya: - Cze!
Na twarzy Setne rozbysn symbol zwizania:
Wstgi Hathor pojawiy si wok szyi, nadgarstkw, kostek, piersi i pasa i
zaczy si szybko rozwija, zamykajc Setne w rowej trbie powietrznej, a w
kocu by nimi owinity jak mumia. Wida byo tylko oczy.
7- Mm! - zaprotestowa.
Wziem gboki oddech, po czym pstryknem palcami. Wizy skurczyy si
ponownie do normalnych rozmiarw.
- O co chodzi? - zapyta gniewnie Setne.
- Nie widziaem wstg.
- Nie widziae... - Setne wybuchn miechem. - Oj, Carterze, Carterze...
Suchaj, stary, to jest iluzja... kosmetyczna zmiana. Naprawd nie mog si od tego
uwolni.
Wycign rce. Wstgi zniky i pojawiy si ponownie.
- Widzisz? Tylko je ukrywam, poniewa rowy nie pasuje mi do ubioru.
Ziya prychna.
- Do tego ubioru nic nie pasuje.
Setne rzuci jej gniewne spojrzenie.
- Po co te osobiste wycieczki, laleczko? Wyluzuj, co? Widziaa, jak to dziaa...
jedno wasze sowo i jestem zwizany na dobre. Zero problemw.
Jego gos brzmia bardzo rozsdnie. Setne nie stanowi problemu. Setne bdzie
wsppracowa. Mog wyluzowa.
W gbi moich myli odezwa si gos Horusa: Uwaaj.

Podniosem mentaln zapor. Nagle dostrzegem unoszce si w powietrzu


wok mnie hieroglify - ledwie widzialne smuki dymu. Zmusiem je, aby zniky, a
one skurczyy si jak komary potraktowane repelentem.
- Daj spokj z magicznymi sowami, Setne. Rozluni si, kiedy zakoczymy
t spraw, a ty znajdziesz si z powrotem pod stra mojego taty. Dokd pyniemy?
Na twarzy Setne przez moment malowao si zaskoczenie, ale pokry je
umiechem. - Jasne, nie ma problemu. Ciesz si, e magia cieki bogw jest dla ciebie
pomocna. Jak si miewasz, Horusie?
Ziya parskna niecierpliwie.
- Moe odpowiesz na pytanie, bydlaku, zanim wypal ci z twarzy ten
umieszek?
Wycigna rk. Wok jej palcw zataczyy pomyki.
- Ej, Ziya - powiedziaem.
Widziaem ju wczeniej, jak si gniewa, ale wypalanie umiechu z twarzy
wydao mi si ekstremalne nawet jak na ni.
Setne ewidentnie si tym nie przej. Wycign z kieszeni marynarki
dziwaczny biay grzebyk - czy to byy ludzkie paliczki? - i przeczesa tuste wosy.
- Biedna Ziya - powiedzia. - Staruszek ma na ciebie chrapk, co? Zaczy si
ju problemy, ach, z kontrol temperatury? Widziaem samozapon u kilku osb w
twojej sytuacji. Niezbyt przyjemny widok.
Jego sowa ewidentnie zezociy Ziy. Jej oczy zapony nienawici, ale
zacisna palce i zgasia pomienie.
- Ty wredny, obrzydliwy...
- Spokojnie, laleczko - przerwa jej Setne. - Wyraam jedynie swj niepokj. A
jeli chodzi o cel naszej podry... nieco na poudnie od Kairu, ruiny Memfis.
Zastanawiaem si, o co mu chodzio z tym staruszkiem, ale uznaem, e nie
czas na pytania. Nie chciaem, eby Ziya zacza mi wymachiwa przed nosem
poncymi palcami.

Usiowaem przywoa moj wiedz o Memfis. Pamitaem, e bya to jedna z


dawnych stolic Egiptu, ale zniszczono j wiele stuleci temu. Wikszo ruin zostaa
pogrzebana pod Kairem. Niektre rozcigay si na pustyni na poudnie od miasta.
Byem tam zapewne par razy z tat na wykopaliskach, ale nie wizay si z tym
adne konkretne wspomnienia. Po kilku latach wszystkie stanowiska zleway mi si
w jedno.
- Gdzie dokadnie? - zapytaem. - Memfis to due miasto.
Setne poruszy brwiami.
- To prawda. Stary, ale miaem zabaw w Zauku Graczy... niewane. Im
mniej bdziesz wiedzia, chopie, tym lepiej. Nie chcemy, eby nasz olizgy
przyjaciel wydoby t wiedz z twojego umysu, prawda? Swoj drog, to cud, e on
jeszcze nie przejrza waszych planw i nie wysa jakich paskudnych potworw,
eby was zatrzymay. Powiniene naprawd popracowa nad mentaln ochron.
Odczytywanie twoich myli jest zdecydowanie zbyt atwe. A jeli chodzi o twoj
dziewczyn...
Nachyli si ku mnie z umiechem.
- Chciaby pozna jej myli?
Ziya zna si na Wstgach Hathor znacznie lepiej ni ja.
Wstga otaczajca szyj Setne natychmiast si zacisna i zamienia w cudn
row obro ze smycz. Setne zadawi si i chwyci za gardo. Ziya chwycia
drugi koniec smyczy.
- Idziemy na mostek, Setne - oznajmia. - Podasz kapitanowi dokadne
namiary na miejsce, w ktre pyniemy, albo ju nigdy nie zaczerpniesz oddechu.
Zrozumiano?
Nie czekaa na odpowied. Setne zreszt nie byby w stanie jej udzieli.
Pocigna go przez pokad i po schodach w gr niczym bardzo nieposusznego
psa.
Kiedy tylko zniknli w kabinie pilota, usyszaem koo siebie zduszony
chichot.

- Przypomnij mi, ebym nigdy jej nie rozgniewa.


Natychmiast obudzi si we mnie instynkt Horusa. Zanim zdyem
pomyle, dobyem z Duat chepesz i przytknem kling do garda gocia.
- Doprawdy? - powiedzia bg chaosu. - To tak si wita starych kumpli?
Ubrany w trzyczciowy czarny garnitur i dopasowany melonik Set opiera
si leniwie o reling. Ubranie odbijao si mocno od jego krwistoczerwonej skry.
Kiedy ostatnio go widziaem, mial ys gow; teraz nosi krtkie warkoczyki,
ozdobione rubinami. Czarne oczy poyskiway zza maych, okrgych szkie.
Poczuem dreszcz, kiedy uzmysowiem sobie, e wyglda jak Amos.
- Przesta. - Nacisnem ostrze. - Przesta udawa mojego stryja!
Set zrobi uraon min.
- Udawa? Mj drogi chopcze, naladownictwo to najszczersza forma
pochlebstwa! A teraz czy moemy porozmawia jak cywilizowane pboskie istoty?
Jednym ruchem palca odepchn ostrze chepesza od swojego garda.
Zniyem kling.

Kiedy min

pocztkowy szok,

musiaem przyzna,

zaintrygowao mnie jego pojawienie si.


- Po co tu przyszede? - zapytaem ostro.
- Och, wybierz sobie jaki powd. Jutro koczy si wiat. Moe chciaem si
poegna? - Umiechn si i pomacha doni. - Pa! A moe chciaem ci co
wyjani? Albo ci ostrzec?
Zerknem w kierunku mostka. Nie widziaem Ziyi. Nie syszaem dzwonu
alarmowego. Nikt najwyraniej nie raczy si zorientowa, e bg za wanie
zmaterializowa si na naszej odzi.
Set pody wzrokiem za moim spojrzeniem.
-1 jak tam Setne, co? Kocham tego faceta.
- Nie wtpi - mruknem. - On nosi imi na twoj cze?
- Niee. Setne to tylko ksywka. Naprawd nazywa si Cha-emuaset, wic chyba
rozumiesz, dlaczego woli, eby mwi na niego Setne. Mam nadziej, e nie zabije
was od razu. To wietny kompan... dopki ci nie zabije.

- I to wanie chciae mi wyjani?


Set poprawi okularki.
- Nie, nie. Chodzi o t spraw z Amosem. le to rozumiesz.
- Chodzi ci o to, e go optae i usiowae zniszczy? - spytaem. - Ze omal
nie roztrzaskae jego umysu? Fe teraz chcesz to powtrzy?
- Dwa pierwsze stwierdzenia: prawdziwe. Ostatnie: nie. Amos mnie
przywoa, chopcze. Musisz zrozumie, e nie bybym w stanie w ogle dosta si
do jego umysu, gdybymy nie mieli nieco wsplnych cech. On mnie rozumie.
Zacisnem palce na mieczu.
- Ja te ci rozumiem. Jeste zy.
Set si rozemia.
- Sam to wymylie? Bg za jest zy? Pewnie, e jestem, ale nie jestem
czystym zem. Ani te czystym chaosem. Amos to poj, kiedy spdziem nieco czasu
w jego gowie. Jestem jak te improwizacje jazzowe, ktre tak kocha... chaos w obrbie
porzdku. To jest nasza wsplna cecha. Ale poza tym jestem przede wszystkim
bogiem, Carterze. Jestem... jak wy to nazywacie? Lojaln opozycj.
- Lojalno. Jasne.
Set umiechn si wrednie.
- No dobra, chciabym rzdzi wiatem. Zniszczy kadego, kto wejdzie mi w
drog? Pewnie. Ale ten w Apopis... jest zbyt radykalny. Chciaby sprowadzi cay
wiat do stanu pierwotnej zupy. Gdzie tu miejsce na zabaw? Jeli wybr jest midzy
Ra a Apo-pisem, bd walczy po stronie Ra. Dlatego zawarlimy umow z Amosem.
On uczy si cieki Seta. A ja zamierzam mu pomc.
Rce mi zadray. Miaem ochot uci Setowi gow, ale nie byem pewny,
czy starczyoby mi siy. Wtpiem te, czy zdoabym go zrani. Wiedziaem od
Horusa, e bogowie zazwyczaj miej si z tak prymitywnych obrae jak
dekapitacja.
- Chcesz, ebym ci uwierzy, e bdziesz wsppracowa z Amo-sem? zapytaem. - Nie usiujc go sobie podporzdkowa?

- Pewnie, e bd usiowa. Ale powiniene mie wicej wiary w swojego


stryja. Jest silniejszy, ni ci si wydaje. Jak mylisz, kto mnie tu przysa z
wyjanieniami?
Przeszed mnie dreszcz. Bardzo chciaem wierzy, e Amos ma wszystko pod
kontrol, ale rozmawia ze mn Set. Ktry przypomina mi upiornego maga Setne - a
to nie by dobry znak.
- No wic wykonae zadanie - powiedziaem. - Moesz ju odej.
Set wzruszy ramionami.
- Dobra, ale wydaje mi si, e byo co jeszcze... - Podrapa si po podbrdku. Ach, prawda. Ostrzeenie.
- Ostrzeenie? - powtrzyem.
- Zazwyczaj kiedy walcz z Horusem, jestem odpowiedzialny za to, co ma ci
zabi. Ale tym razem tak nie jest. Pomylaem, e powiniene to wiedzie. Apopis
mnie naladuje, ale jak ju mwiem... - Zdj melonik i si skoni, a rubiny
zamigotay w jego warkoczykach. - Naladownictwo jest pochlebstwem.
- Co ty...?
d szarpna i jkna, jakbymy uderzyli w ach piaskow. Na mostku
rozleg si dzwon alarmowy. wiecce kule zaogi zaczy lata w panice po
pokadzie.
- Co si dzieje? - Chwyciem si relingu.
- Och, to zapewne ogromny hipopotam - odpar niedbale Set. - Powodzenia!
Znikn w chmurze czerwonego dymu, a z wd Nilu unis si potworny
ksztat.
Wielu ludzi myli zapewne, e hipopotamy nie budz strachu. Okrzyk:
Hipopotam! nie ma takiej mocy jak: Rekin!. Ale mwi wam - kiedy Egipska
Krlowa si przechylia, jej koo unioso si cakowicie nad wod, a ja zobaczyem
tego potwora podnoszcego si z gbin, omal nie wyprodukowaem hieroglifw
oznaczajcych wypadek w spodniach.

Potwr by co najmniej rozmiarw parowca. Jego skra byszczaa fioletem i


szaroci. Kiedy podnis si koo naszego dziobu, utkwi! we mnie wzrok peen
nieskrywanej zoci i otwar paszcz wielkoci hangaru. Kokowate dolne zby byy
wiksze ode mnie. Gardo bestii wygldao jak wciekle rowy tunel wiodcy
prosto do Podziemia. Potwr mg jednym kapniciem pyska pore mnie wraz z
przedni czci odzi. Byem zbyt sparaliowany strachem, eby zareagowa.
Hipopotam jednak tylko rykn. Wyobracie sobie kogo, kto odpala ryczcy
wycigowy motocykl, po czym dmie w trb. A teraz wzmocnijcie te dwiki
dwadziecia razy i doczcie do nich oddech cuchncy rozkadajc si ryb i
szlamem. Tak wanie wyglda okrzyk wojenny olbrzymiego hipopotama.
Gdzie za moimi plecami Ziya wrzasna: - Hipopotam! - co wydao mi si
lekko spnion reakcj.
Zataczajc si, podesza do mnie po koyszcym si pokadzie; czubek jej laski
pon ogniem. Nasz widmowy towarzysz Setne unosi si za ni, promieniejc
zachwytem.
- Jest! - Setne potrzsn diamentowymi sygnetami. - Mwiem, e Apopis
wyle potwora, eby was zabi.
- Ale z ciebie bystrzak! - odkrzyknem. - Jak mamy go powstrzyma?
- BRRRAAHHHHH! - Hipopotam uderzy pyskiem w Egipsk Krlow.
Zatoczyem si do tyu i wpadem na kabin.
Ktem oka dostrzegem, jak Ziya uderza w pysk bestii kolumn ognia.
Pomie trafi dokadnie w lewe nozdrze, co tylko rozwcieczyo hipopotama, ktry
prychn dymem i mocniej zako-ysa odzi, wyrzucajc Ziy do rzeki.
- Nie! - Chwiejnie podniosem si na nogi. Usiowaem wezwa awatar
Horusa, ale gowa pkaa mi z blu. Ledwie byem w stanie skupi wzrok w jednym
punkcie.
- Chcesz rady? - Setne podpyn do mnie, nie przejmujc si chybotaniem
statku. - Mog ci podpowiedzie zaklcie.
Jego zowieszczy umieszek nie napawa mnie zaufaniem.

- Nie ruszaj si! - Wskazaem na jego donie i wrzasnem: - Czes!


Wstgi Hathor zwizay razem jego donie.
- Och, daj spokj! - wykrzykn z wyrzutem. - Jak mam w tym stanie
przeczesywa wosy?
Hipopotam spoglda na mnie przez reling - jego oko wygldao jak
zatuszczony talerz. W kabinie Zakrwawione Ostrze bi w dzwon i krzycza do
zaogi: - Na lew! Na lew!
Gdzie zza burty dobiegay mnie odgosy krztuszenia si i chlu-pot, co
oznaczao przynajmniej, e Ziya yje, ale musiaem odwie od niej hipopotama i da
Egipskiej

Krlowej

czas

na

ucieczk.

Chwyciem

miecz,

pognaem

po

przekrzywionym pokadzie i skoczyem prosto na eb potwora.


Pierwsze odkrycie: hipopotamy s liskie. Usiowaem si czego chwyci - co
nie jest atwe, kiedy trzyma si w doni miecz
- i omal nie zsunem si po drugiej stronie ba, ale udao mi si zaczepi
ramieniem o ucho.
Hipopotam rykn i potrzsn mn jak wiszcym kolczykiem. Dostrzegem
d ryback pync spokojnie, jakby nic si nie dziao. Zaoga wietlnych kul
uwijaa si wok potnej wyrwy na rufie. Przez moment widziaem Ziy miotajc
si w wodzie jakie dwadziecia metrw ode mnie. Chwil pniej jej gowa posza
pod wod. Przyzwaem ca swoj moc i wbiem miecz w ucho hipopotama.
- BRRRAAHHHHH! - Potwr rzuca gow na wszystkie strony. Puciem
rkoje i poszybowaem nad rzek jak pika do kosza w rzucie za trzy punkty.
Bybym uderzy mocno w wod, gdybym w ostatniej chwili nie zamieni si w
sokoa.
Wiem... brzmi to idiotycznie. Ach, tak nawiasem mwic, zmieniem si w
sokoa przez przypadek. Ale to bya dla mnie do atwa magia, poniewa sok jest
witym zwierzciem Ho-rusa. Nagle, zamiast spada, szybowaem nad Nilem.
Wzrok miaem tak ostry, e dostrzegaem myszy na mokradach. Widziaem Ziy
walczc z nurtem rzeki, a take szczecin na potnym pysku hipopotama.

Zanurkowaem ku oku potwora i wbiem w nie pazury. Niestety, powieka


bya gruba, a oko pokryte jak bon. Hipopotam zamruga i rykn z wciekoci,
ale wiedziaem, e nie zrobiem mu powanej krzywdy.
Potwr klapn pyskiem w moj stron, ale byem zbyt szybki. Pofrunem na
d i przysiadem na dachu kabiny, usiujc zapa oddech. Egipska Krlowa
zdoaa si obrci. Powoli oddalaa si od potwora, ale jej kadub zosta
uszkodzony. Z pkni na rufie wydobywa si dym. Przechylalimy si na sterburt,
a Zakrwawione Ostrze wci bil w dzwon alarmowy, co byo naprawd irytujce.
Ziya usiowaa utrzyma si na powierzchni, ale prd znosi j w d rzeki i
oddala od hipopotama, wic nie grozio jej bezporednie niebezpieczestwo.
Prbowaa wezwa ogie - co nie jest atwe, kiedy si unosi w wodzie.
Hipopotam zakoysal si ociale, jakby poszukiwa tego nieznonego ptaka,
ktry dziobn go w oko. Ucho potwora wci krwawio, cho mj miecz ju w nim
nie tkwi - zapewne lea gdzie na dnie rzeki. W kocu hipopotam zwrci si w
kierunku odzi.
Setne zmaterializowa si tu koo mnie. Rce wci mia zwizane, ale
wyglda, jakby si wietnie bawi.
- Jeste ju gotowy przyj dobr rad, stary? Nie jestem w stanie osobicie
rzuci zaklcia, poniewa nie yj i tak dalej, ale mog ci podpowiedzie.
Hipopotam ruszy do ataku. By mniej ni pidziesit metrw od nas i zblia
si szybko. Jeli uderzy w statek z tak prdkoci, Egipska Krlowa rozsypie si w
drzazgi.
Czas jakby zwolni. Usiowaem si skoncentrowa. Emocje szkodz magii, a
ja byem cakiem spanikowany, ale wiedziaem, e bd mia tylko jedn szans.
Rozpostarem skrzyda i poleciaem prosto na potwora. W polowie drogi zmieniem
si z powrotem w czowieka, spadem niczym kamie i wezwaem awatar Horusa.
Gdyby to si nie udao, zakoczybym ycie jako pomniejsza plama tuszczu
na grzbiecie szarujcego hipopotama.

Na szczcie wok mnie zamigotaa niebieska aura. Wyldowaem w rzece


zamknity w wieccym ciele siedmiometrowego wojownika o gowie sokoa. W
porwnaniu z hipopotamem byem wci niewielki, ale przynajmniej moja pi
wycelowana w pysk stwora zwrcia jego uwag.
Wszystko byo dobrze przez jakie dwie sekundy. Hipopotam cakowicie
zapomnia o odzi. Zrobiem krok i zmusiem go, aby si do mnie odwrci, ale
byem zdecydowanie zbyt powolny. Brodzenie po rzece w postaci awataru jest mniej
wicej rwnie atwe jak bieganie po pokoju penym gumowych pieczek.
Potwr zaatakowa. Obrci gow i chwyci mnie w pasie paszcz.
Zachwiaem si, usiujc si uwolni, ale jego szczki byy mocne jak imado. Zby
wbiy si w magiczn oson. Nie miaem miecza. Mogem jedynie wali go po
gowie wieccymi na niebiesko piciami, ale moc opuszczaa mnie szybko.
- Carter! - krzykna Ziya.
Zostay mi jakie dwie sekundy ycia. Awatar za chwil si rozpadnie, a ja
zostan poknity albo przegryziony na p.
- Setne! - wrzasnem. - Co to za zaklcie?
- Och, teraz chcesz zaklcia! - odkrzykn Setne z pokadu. - Powtarzaj za
mn: Hapi aha peh.
Nie miaem pojcia, co to znaczy. Rwnie dobrze Setne mg mnie oszuka i
poda mi zaklcie autodestrukcji albo zamiany w kawaek szwajcarskiego sera. Ale
nie miaem wyboru, wic krzyknem: - Hapi aha peh!
Bkitne hieroglify - janiejsze ni wszystkie, jakie kiedykolwiek wezwaem zalniy nad bem hipopotama:
Na ich widok zrozumiaem, co oznaczaj: Hapi, powsta i atakuj. Ale jaki to
miao sens?
Niewtpliwie jednak hieroglify rozproszyy hipopotama. Puci mnie i kapn
paszcz w ich kierunku. Mj awatar si rozpad. Wpadem do wody - bez magii, bez
ochrony - maleki Carter Kane w cieniu szesnastotonowego hipopotama.

Potwr pokn hieroglify i prychn, po czym potrzsn gow, jakby


zakrztusi si papryczk chili.
Super, pomylaem. Za pomoc niezwykej magii Setne wyprodukowaem
przystawk dla piekielnego hipopotama.
W tej samej chwili Setne krzykn z odzi: - Cierpliwoci! Trzy, dwa, jeden...
Nil wok mnie si zagotowa. Spod moich stp wynurzya si ogromna masa
brzowych wodorostw i uniosa si ku niebu. Instynktownie uchwyciem si jej i
dotaro do mnie, e wodorosty nie s wodorostami, lecz wosami na czubku
kolosalnej gowy. Olbrzym podnosi si z Nilu coraz wyej i wyej, a hipopotam w
porwnaniu z nim wyda si niemale zabawk. Nie byem w stanie powiedzie
wiele wicej o tym olbrzymie, siedzc na jego gowie, ale na pewno jego skra bya
jeszcze intensywniej niebieska ni skra mojego ojca. Mia potargane brzowe wosy,
upaprane szlamem wodnym, potne brzuszysko i zero ubra, jeli nie liczy
przepaski biodrowej z rybich usek.
- BRRRAAHHHHH! - Hipopotam skoczy do przodu, ale niebieski olbrzym
chwyci go za dolne ky i zatrzyma w miejscu. Sia tego zderzenia omal nie zrzucia
mnie z jego gowy.
- Hurra! - rykn niebieski olbrzym. - Rzut hipopotamem! Uwielbiam t gr!
Zamachn si jak gracz w golfa i wyrzuci potwora z wody.
Latajcy przeronity hipopotam naley do najdziwniejszych rzeczy na
wiecie. Obracao nim wciekle i kopa krtkimi nogami, szybujc nad bagnem. W
kocu wpad na wapienny klif w oddali, co wywoao niewielk lawin. Zasypay go
gazy. Kiedy kurz opad, po potworze nie byo ladu. Samochody nadal jechay
nadbrzen drog, a odzie rybackie zajmoway si poowem, jakby niebiescy
olbrzymi walczcy z hipopotamami nie byli niczym nadzwyczajnym w tej czci
Nilu.
- Fajnie! - ucieszy si niebieski olbrzym. - Ale kto mnie wezwa?
- Ja! - wrzasnem.

Olbrzym zamar. Ostronie pomaca si po gowie i mnie zlokalizowa.


Nastpnie unis mnie dwoma palcami, podszed do brzegu i delikatnie postawi na
ziemi.
Wskaza na Ziy, ktra usiowaa dopyn do brzegu, oraz Egipsk Krlow,
dryfujc w d rzeki, przechylon i dymic z rufy.
- To twoi przyjaciele?
- Tak - odparem. - Moesz im pomc?
Olbrzym si rozpromieni.
- Zaraz wracam!
Kilka minut pniej Egipska Krlowa bya bezpiecznie zacumowana. Ziya
usiada obok mnie na brzegu, wyciskajc z wosw wod Nilu.
Setne podpyn do nas z bardzo zadowolon min, mimo e rce wci mia
sptane.
- Moe jednak nastpnym razem mi zaufasz, Carterze Kane! - Skin gow w
stron olbrzyma, ktry growa nad nami, wci si umiechajc, jakby by
naprawd podniecony, e si tu znalaz. - Pozwlcie, e przedstawi swojego starego
kumpla: Hapi!
Niebieski olbrzym pomacha do nas.
- Hej!
Jego oczy byy cakowicie pozbawione tczwek, a zby nienobiae. Potna
masa nastroszonych brzowych wosw opadaa mu na ramiona, skra za mienia
si wieloma odcieniami wodnistego bkitu. Brzuch mia nieproporcjonalnie wielki
wzgldem reszty ciaa: zwisa nad spdniczk z rybich usek, jakby olbrzym by w
ciy albo pokn sterowiec. By to niewtpliwie najwyszy, najgrubszy, najbardziej
niebieski i najradoniejszy hipisowski olbrzym, jakiego w yciu widziaem.
- Hapi? - zapytaem.
- Jasne, e jestem happy! - rozpromieni si Hapi. - Zawsze jestem happy,
poniewa jestem Hapi! A ty jeste happy?
Zerknem w kierunku Setne, ktry najwyraniej wietnie si bawi.

- Hapi jest bogiem Nilu - wyjani duch. - Do jego obowizkw naley


zapewnianie obfitych plonw i wszelkiego dobrobytu, jest zatem zawsze...
- Happy.- domyliem si.
Ziya patrzya na olbrzyma, marszczc brwi.
- Dlaczego on jest taki wielki?
Bg si rozemia i natychmiast skurczy si do ludzkich rozmiarw, cho ten
wariacko radosny wyraz twarzy mu pozosta, rwnie denerwujcy jak wczeniej.
- No! - Hapi zatar niecierpliwie rce. - Mog co jeszcze dla was zrobi,
dzieci? Miny cae stulecia od czasu, kiedy ostatnio kto mnie wzywa. Odkd
zbudowali t gupi Tam Asuask, Nil nie wylewa co roku, jak niegdy. Nikt ju
nie jest ode mnie zaleny. Ach, jak bym pozabija tych miertelnikw!
Powiedzia to z umiechem, jakby proponowa przyniesienie miertelnikom
domowych ciasteczek.
Mylaem intensywnie. Nieczsto si zdarza, eby bg proponowa przysugi
- nawet jeli jest na kofeinowym haju.
- W sumie tak - powiedziaem. - Widzisz, Setne podpowiedzia mi, ebym
wezwa ci do walki z tym hipopotamem, ale...
- Och, Setne! - Hapi zamia si i da radosnego kuksaca duchowi. Nienawidz go. Bezwzgldnie go nie znosz! To jedyny mag, ktry pozna moje
tajemne imi. Cha!
Setne wzruszy ramionami.
- To nie byo wielkie wyzwanie. Ale musz przyzna, e w dawnych czasach
miewaem z tego poytek.
- Cha, cha! - Umiech Hapiego sta si bolenie szeroki. - Chtnie
powyrywabym ci rce i nogi, Setne. To byoby wspaniae!
Setne zachowa spokj, ale oddali si nieco od umiechnitego boga.
- No dobra - wtrciem. - Mamy misj. Musimy znale pewn magiczn
ksig, eby pokona Apopisa. Setne prowadzi nas do ruin Memfts, ale nasza d
si zepsua. Czy mylisz...?

- Och! - Hapi radonie klasn w donie. - Jutro koniec wiata. Zapomniaem!


Ziya i ja spojrzelimy po sobie.
- Jasne... - powiedziaem. - No wic jeli Setne powie ci, dokd dokadnie si
udajemy, moesz nas tam zanie? A jeli ci nie powie, to moesz mu powyrywa
czonki, hm? Nie bd mia nic przeciwko temu.
- Hurra! - krzykn Hapi.
Setne rzuci mi mordercze spojrzenie.
- Ta, jasne. Idziemy do Serapeum, wityni byka Apisa.
Hapi uderzy si po kolanach.
- Mogem si domyli! wietne miejsce, eby co ukry. To do daleko w
gb ldu, ale pewnie, mog was tam wysa, sko-ro chcecie. A dla waszej informacji:
demony Apopisa patroluj brzeg rzeki. Nie dostalibycie si do Memfis bez mojej
pomocy. Zostalibycie rozszarpani na milion kawakw!
Sprawia wraenie, e moliwo podzielenia si t wiadomoci autentycznie
go cieszy.
Ziya odchrzkna.
- No dobrze. Skorzystamy chtnie z twojej pomocy.
Odwrciem si ku Egipskiej Krlowej, gdzie Zakrwawione
Ostrze sta przy relingu, czekajc na dalsze rozkazy.
- Kapitanie - zawoaem - czekaj tutaj i naprawiaj d! My...
- Och, d te moecie zabra! - przerwa mi Hapi. - To nie problem.
Zmarszczyem brwi. Nie byem pewny, jak bg rzeki zamierza przemieci
d, skoro powiedzia, e Memfis znajduje si w gbi ldu, ale postanowiem nie
pyta.
- Odwouj ten rozkaz! - zawoaem do kapitana. - d jedzie z nami. Gdy ju
dotrzemy do Memfis, bdziecie kontynuowa napraw i czeka na dalsze rozkazy.
Kapitan myla przez chwil, po czym skoni toporow gow.
- Tak jest, panie.
- Super! - krzykn Hapi.

Wycign do, na ktrej znajdoway si dwie olizge, czarne kulki,


przypominajce rybi ikr.
- Poknijcie to. Kade po jednej.
Ziya zmarszczya nos.
- Co to jest?
- To was zabierze, dokdkolwiek chcecie! - obieca bg. - To piguki szczcia
Hapiego.
Zamrugaem oczami.
- Co to takiego?
Duch Setne odchrzkn. Wyglda, jakby bardzo stara si nie wybuchn
miechem.
- No, wiecie, Hapi je wynalaz. No wic tak wanie si nazywaj.
- Poknijcie je! - ponagli nas Hapi. - Sami zobaczycie.
Wzilimy piguki z niejakim oporem. Smakoway jeszcze gorzej, ni
wyglday. Natychmiast poczuem mdoci. wiat zamigota wodnicie.
- Mio byo was spotka! - zawoa Hapi, ale jego gos stawa si jakby
zamulony i odlegy. - Zdajecie sobie spraw, e pakujecie si w puapk, prawda?
Super! Powodzenia!
Przy tych sowach zrobio mi si niebiesko przed oczami, a moje ciao
zamienio si w ciecz.
12. Byki z szalonymi laserami nnienie to adna przyjemno. Chyba ju nigdy
nie bd w stanie pywa bez mdoci i wraenia, e koci zmieniaj mi si w
owsiank.
Wiem, e zabrzmi to jak reklama spoeczna, ale pamitajcie, drogie dzieci: jeli
ktokolwiek zaoferuje wam piguk szczcia, po prostu odmwcie.
Czuem, jak przesikam w gb ldu przez mu, przemieszczajc si w
zawrotnym tempie. Kiedy dotarem do gorcego piasku, wyparowaem, wznoszc
si nad ziemi jako chmura pary, popychana przez wiatr na zachd, ku pustyni.

Niezupenie widziaem, ae czuem ruch i ar. Czsteczki, z ktrych si skadaem,


trzsy si, kiedy soce mnie rozpraszao.
Nagle temperatura ponownie spada. Poczuem wok siebie chd kamienia jakbym znalaz si w jakiej grocie albo podziemnym pomieszczeniu. Poczyem si
w wilgo, rozprysnem w kau na ziemi, po czym wstaem i ustaliem si znw
jako Carter Kane.
Nastpnie opadem na kolana i pozbyem si niadania. Ziya staa obok mnie,
trzymajc si za brzuch. Wygldao na to, e stoimy w wejciu do grobowca. Poniej
kamienne stopnie prowadziy w ciemno. Kilka metrw nad nami palio pusty-ne
soce.
- To byo okropne - jkna Ziya.
Mogem jedynie przytakn. Nagle zrozumiaem lekcje, ktrych udziela mi
tato w ramach nauki domowej - o trzech stanach skupienia materii: staym, ciekym i
lotnym. Przez ostatnich kilka minut byem we wszystkich trzech stanach. I wcale mi
si to nie podobao.
Setne zmaterializowa si tu za drzwiami, umie.chajc si do nas.
- No i co, znowu si przydaem, nie?
Nie pamitaem, ebym poluzowa jego wizy, ale znw mia wolne rce.
Przejbym si tym bardziej, gdybym nie czu nudnoci.
Oboje z Ziy bylimy mokrzy i uboceni po pywaniu w Nilu, ale Setne
wyglda nieskazitelnie: wieo wyprasowane dinsy i koszulka, wosy idealnie
uoone na Elvisa, ani plamki na biaych teniswkach. Obrzydzio mnie to do tego
stopnia, e wyszedem na soce i zwymiotowaem prosto na niego. Niestety mj
odek by ju prawie pusty, a on by duchem, wic nie przynioso to specjalnego
efektu.
- Ej, chopie! - Setne poprawi zoty naszyjnik z anchw i wygadzi
marynark. - Troch szacunku, dobrze? Wywiadczyem ci przysug.
- Przysug? - Usiowaem przekn okropny smak w ustach. - Nigdy...
wicej...

- Nigdy wicej piguek szczcia Hapiego - dokoczya za mnie Ziya. - Nigdy.


- Ej, bez przesady! - Setne rozoy rce. - To przecie bya bezproblemowa
podr! Patrzcie, nawet nasz statek si tu dosta.
Zmruyem oczy. Zasadniczo otaczaa nas paska, kamienista pustynia,
przypominajca powierzchni Marsa, ale na najbliszej wydmie spoczywaa nieco
strzaskana d - Egipska Krlowa. Rufa ju si nie palia, jednak d wygldaa,
jakby doznaa dodatkowych szkd podczas transportu. Cz relingu bya
poamana. Jeden z kominw przechyli si niebezpiecznie. Nie wiadomo dlaczego z
kabiny, niczym podarty spadochron, zwieszaa si wielka poa ptna pokrytego
rybimi uskami.
- Bogowie Egiptu - wymamrotaa Ziya. - Prosz, niech to nie bdzie przepaska
biodrowa Hapiego.
Zakrwawione Ostrze sta na dziobie, zwrcony w naszym kierunku.
Poniewa zamiast twarzy mia ostrze topora, trudno byo dostrzec, jak ma min, ale
ze sposobu, w jaki zaoy rce na piersi, wnosiem, e nie jest szczliwym turyst.
- Zdoasz naprawi statek?! - zawoaem.
- Tak, panie - zabrzcza. - Potrzebuj kilku godzin. Niestety ugrzlimy w
samym rodku pustyni.
- Bdziemy si tym martwi pniej - odparem. - Na razie napraw d. I
czekaj tu na nasz powrt. Gdy przyjdziemy, dostaniesz dalsze rozkazy.
- Jak sobie yczysz. - Zakrwawione Ostrze odwrci si i zacz brzcze na
wiecce kule w jzyku, ktrego nie rozumiaem. Zaoga rzucia si do roboty.
Setne si umiechn.
- Widzisz? Wszystko gra!
- Z wyjtkiem tego, e czas ucieka. - Spojrzaem na soce. Wydawao mi si,
e jest ju pierwsza albo druga po poudniu, a mielimy jeszcze mnstwo roboty
przed jutrzejszym kocem wiata. - Dokd prowadzi ten tunel? I co to jest
Serapeum? I dlaczego Hapi powiedzia, e to puapka?

- Sporo masz pyta - odpar Setne. - Chod, sam zobaczysz. Spodoba ci si to


miejsce!
Miejsce wcale mi si nie spodobao.
Stopnie wiody w d do szerokiej sali wykutej w zotawej skale. Sklepienie
wisiao tak nisko, e mogem go dotkn, nie wycigajc rk. Wiedziaem, e
archeolodzy ju tu byli, poniewa pomieszczenie owietlay nagie arwki. ciany
podtrzymywane byy przez metalowe belki, ale szczeliny w sklepieniu nie sprzyjay
poczuciu bezpieczestwa. Nigdy nie czuem si dobrze w zamknitej przestrzeni.
Co jakie dziesi metrw po obu stronach gwnej sali znajdoway si
prostoktne nisze. W kadej z nich sta wielki kamienny sarkofag.
Kiedy minlimy czwarty z tych grobowcw, zatrzymaem si.
- One s zdecydowanie za due dla ludzi. Co w nich jest?
- Byki - odpar Setne.
- Ze co?
miech Setne ponis si echem po sali. Uznaem, e jeliby spay tu jakie
potwory, zostayby ju obudzone.
- To grobowce byka Apisa. - Setne z dum zatoczy rk wok siebie. - Wiesz,
ja

zbudowaem

to

wszystko,

czasach

kiedy

byem

jeszcze

ksiciem

Chaemuasetem.
Ziya przejechaa rk po biaym, kamiennym wieku sarkofagu.
- Byk Apis. Moi przodkowie uwaali go za wcielenie Ozyrysa w miertelnym
wiecie.
- Uwaali? - prychnl Setne. - On byl jego wcieleniem, laleczko. W kadym
razie przez jaki czas... w rne wita i tak dalej. Naprawd w tamtych czasach
traktowalimy Apisa powanie.
Poklepa jeden z sarkofagw, jakby to by uywany samochd.
- Ten tu obuz... Mia wspaniae ycie. Jedzenia, ile zapragn. Harem peen
krw, ofiary, specjalna zota derka do przykrycia grzbietu... same przyjemnoci.
Musia tylko pokaza si publicznie kilka razy w roku z okazji wikszych wit.

Kiedy skoczy dwadziecia pi lat, zarnito go z wielkim ceremoniaem,


zmumifikowano jak krla i pogrzebano tutaj. A nastpny byk zajmowa jego miejsce.
Niezy ukad, co?
- Zarnity w wieku dwudziestu piciu lat - powiedziaem. - Brzmi
fantastycznie.
Zastanawiaem si, ile zmumifikowanych bykw ley w tym korytarzu. Nie
miaem ochoty tego sprawdza. Podobao mi si miejsce, w ktrym staem:
widziaem std wyjcie i soce.
- Dlaczego wic to miejsce nazywa si... jak ono si waciwie nazywa?
- Serapeum - odpara Ziya. Zote wiato owietlao jej twarz - zapewne byo to
po prostu wiato arwek odbijajce si od kamienia, ale wygldaa, jakby sama
wiecia. - Mj dawny mistrz Iskandar opowiada mi o tym miejscu. Byk Apis by
naczyniem Ozyrysa. W pniejszych czasach ich imiona si poczyy: Ozy-rys-Apis.
A potem Grecy skrcili je do imienia Serapis.
Setne prychn z pogard.
- Gupi Grecy. Zajli nasze terytorium. Przejli naszych bogw. Mwi ci, nie
przepadam za nimi. Ale owszem, tak wanie byo. To miejsce nazywano Serapeum domem zmarych boskich bykw. Osobicie chciaem nazwa je pomnikiem Chaemuaseta ku chwale Czystej Doskonaoci, ale mojemu tacie si to nie podobao.
- Twojemu tacie? - zapytaem.
Setne zby pytanie machniciem rki.
- W kadym razie przed mierci ukryem tu Ksig Thota, poniewa
wiedziaem, e nikt nie zakci spokoju tego miejsca. Musiaby by kompletnie
szalony, eby zadziera ze witymi grobowcami byka Apisa.
- Super. - Poczuem si tak, jakbym znw si upynnia.
Ziya spojrzaa na ducha spod zmarszczonych brwi.
- Nie mw, e... schowae ksig w sarkofagu ze zmumifikowanym bykiem,
ktry oyje, jeli zakcimy jego spoczynek.
Setne mrugn do niej.

- Och, zrobiem co jeszcze lepszego, laleczko. Archeolodzy odkryli t cz


kompleksu. - Wskaza na arwki i podpory. - Ale ja zamierzam wzi was na
wycieczk za kulisy.
Katakumby zdaway si cign w nieskoczono. Korytarze z sarkofagami
witych bykw rozchodziy si we wszystkich kierunkach. Po zejciu dug,
pochy ramp przecisnlimy si przez tajne przejcie ukryte za faszyw cian.
Po drugiej stronie nie byo wiata elektrycznego. Stalowe belki nie podpieray
pkajcego sufitu. Ziya przywoaa pomyk na czubek laski i spalia baldachim
pajczyn. Odciski naszych stp byy jedynymi ladami na zakurzonej posadzce.
- Daleko jeszcze? - zapytaem.
Setne zachichota.
- To dopiero pocztek zabawy.
Poprowadzi nas gbiej w ten labirynt, co chwil si zatrzymujc, eby
dezaktywowa puapk jakim rozkazem lub dotkniciem. Czasem kaza to robi
mnie - pono dlatego e sam jako nieywy nie mg rzuca niektrych zakl aczkolwiek cay czas miaem wraenie, e umiaby si setnie, gdybym si pomyli i
zgin.
- Dlaczego jednych rzeczy moesz dotyka, a innych nie? - spytaem. - Jeste
autentycznie wybirczo sprawny.
Setne wzruszy ramionami.
- To nie ja ustalam reguy obowizujce w wiecie duchw, chopie. Moemy
dotyka pienidzy i biuterii. Podnosi mieci i brudzi sobie apki zatrutymi
strzaami - nie. Brudn robot zostawiamy ywym.
Ilekro jaka puapka bya neutralizowana, rozbyskay i znikay ukryte
hieroglify. Czasami musielimy przeskakiwa nad szczelinami otwierajcymi si w
pododze albo uchyla si przed strzaami wypadajcymi z sufitu. Ze cian odryway
si malowida bogw i faraonw, zamieniay si w widmowych stranikw, a
nastpnie blady. Setne komentowa wszystkie zdarzenia.

- Ta kltwa sprawiaby, e zgniyby wam stopy - wyjania. - A ta tutaj


przywouje plag much. A ta... och, stary. To jedna z moich ulubionych. Zamienia ci
w kara! Nienawidz tych ni-skopiennych facecikw.
Zmarszczyem brwi. Setne by ode mnie niszy, ale postanowiem pozostawi
to bez komentarza.
- Zaiste - cign - macie szczcie, e jestem tu z wami, chopie. Inaczej byby
ju pogryzionym przez muchy karem bez stp. A jeszcze nie widziae najgorszego!
Tdy.
Nie byem pewny, jak Setne zdoa zapamita tyle szczegw zwizanych z
tym miejscem sprzed tak wielu lat, ale najwyraniej by bardzo dumny z tych
katakumb. Projektowanie koszmarnych puapek na intruzw musiao go niele
bawi.
Skrcilimy w kolejny korytarz. Podoga znw zacza opada. Sklepienie tak
si obniyo, e musiaem si schyli. Usiowaem zachowa spokj, ale miaem
kopoty z oddechem. Nie byem w stanie myle o niczym innym, jak tylko o
znajdujcych si nad moj gow tonach skay, gotowych w kadej chwili si zapa.
Ziya uja mnie za rk. Tunel by tak wski, e szlimy jedno za drugim, ale
zerknem na ni do tyu.
- Wszystko w porzdku? - spytaem.
- Uwaaj na niego - powiedziaa bezgonie.
Skinem gow. Bez wzgldu na to, przed jak puapk ostrzega nas Hapi,
czuem, e jeszcze si na ni nie natknlimy, mimo e otaczay nas puapki. Bylimy
sami w towarzystwie morderczego ducha, gboko pod ziemi na jego wasnym
terenie. Nie miaem ju chepesza. Z niewiadomych powodw nie byem w stanie
wydoby go z Duat. Nie mgbym te uy bitewnego awataru w tak maym tunelu.
Gdyby Setne zwrci si przeciwko nam, nie miabym zbyt wielkiego pola manewru.
Korytarz si w kocu rozszerzy. Dotarlimy do lepego zauka - masywnej
ciany, na ktrej obu kocach stay posgi mojego taty... to znaczy Ozyrysa.
Setne si odwrci.

- Dobra, oto jak si sprawy maj, ludziki. eby otworzy t cian, musz
zdj zaklcie za pomoc magii. Czar zajmie mi kilka minut. Nie chciabym, ebycie
w tym czasie dostali histerii i zaczli owija mnie rowymi wstkami, bo moe si
zrobi nieprzyjemnie. Jeli przerw zaklcie, cay ten tunel si na nas zawali.
Udao mi si nie pisn jak dziecko - ale ledwie.
Ziya podgrzaa do biaoci ogie na kocu swojej laski.
- Uwaaj, Setne. Wiem, jak przebiega zdejmowanie zaklcia. Jeli zaczn
podejrzewa, e co kombinujesz, zamieni ci w ek-toplazmowy popi.
- Wyluzuj, laleczko. - Setne strzeli palcami. Diamentowe sygnety rozbysy w
wietle ognia. - Trzymaj tego skarabeusza pod kontrol, inaczej sama zamienisz si w
popi.
Zmarszczyem brwi.
- Skarabeusza?
Setne spojrza na nas po kolei i si rozemia.
- Nie mw, e ci nie powiedziaa. A ty si nie domylie? Ech, ta dzisiejsza
modzie! Cudowna ignorancja!
Odwrci si ku cianie i zacz zapiew. Ogie Ziyi przygas i jarzy si na
czerwono. Spojrzaem na ni pytajco.
Zawahaa si - po czym dotkna swojej szyi. Wczeniej nie nosia naszyjnika.
Byem tego pewny. Ale kiedy dotkna skry, pojawi si amulet - byszczcy, zoty
skarabeusz na zotym acuszku. Musiaa ukrywa go za pomoc blasku - magicznej
iluzji podobnej do tej, ktr stosowa Setne na Wstgi Hathor.
Skarabeusz wyglda jak metalowy, ale uwiadomiem sobie, e widziaem go
ju wczeniej i by wtedy ywy. Kiedy Ra uwizi Apopisa w Podziemiu, odda cz
duszy - swoje wcielenie jako Chepri, skarabeusz wschodzcego soca - aby zwiza
nieprzyjaciela. Pogrzeba Apopisa pod lawin ywych chrzszczy.
Kiedy wiosn razem z Sadie znalelimy to wizienie, z milionw
skarabeuszy pozostay wyschnite pancerzyki. Uwolnienia Apopisa doy tylko
jeden zoty uk: ostatni lad potgi Chepriego.

Ra usiowa pokn tego skarabeusza. (Tak, to obrzydliwe. Wiem). A kiedy


mu si nie udao... podarowa go Ziyi.
Nie przypominaem sobie, eby przyja prezent, ale byem dziwnie pewny,
e w amulet jest tamtym chrzszczem.
- Ziya...
Pokrcia zdecydowanie gow.
- Pniej.
Wskazaa na Setne, ktry by w rodku zaklcia.
Dobra, to pewnie nie najlepsza chwila na rozmow. Nie chciaem, eby ten
tunel run na nas. Ale myli kbiy si w mojej gowie. A ty si nie domylie? zakpi ze mnie Setne.
Wiedziaem o fascynacji Ra Ziy. Bya jego ulubion opiekunk. Setne
wspomina co o problemach z kontrol temperatury. Staruszek ma na ciebie
chrapk, powiedzia. A Ra da Ziyi tego skarabeusza - dosownie kawaek swojej
duszy - jakby bya jego najwysz kapank... a moe kim jeszcze waniejszym.
W tunelu zagrzmiao. lepa ciana rozsypaa si w proch, ukazujc znajdujce
si za ni pomieszczenie.
Setne spojrza na nas z umiechem.
- Czas na przedstawienie, dzieci.
Weszlimy za nim do okrgej sali, ktra przypominaa bibliotek w Domu
Brooklyskim. Posadzk tworzya poyskujca mozaika pastwisk i rzek. Na cianach
malowani kapani stroili malowane krowy w kwiaty i pierzaste nakrycia gowy z
okazji jakiego wita, a staroytni Egipcjanie wymachiwali limi palmowymi i
potrzsali brzowymi grzechotkami - taka grzechotka nazywa si sistrum. Sklepiony
sufit przedstawia Ozyrysa siedzcego na tronie i sdzcego byka. Przez gow
przemkna mi absurdalna myl, czy Ammit poera serca niegodziwych krw i czy
lubi smak woowiny.
Na rodku komnaty na piedestale w ksztacie trumny sta posg byka Apisa
naturalnej wielkoci. By wykonany z jakiego ciemnego kamienia - moe bazaltu -

ale tak zmylnie pomalowanego, e wyglda jak ywy. Jego oczy zdaway si mnie
ledzi.
Sier byszczaa czerni, jeli nie liczy maego biaego rombu na piersi; na
grzbiecie mia zot derk, wycit i wyszywan tak, eby przypominaa skrzyda
sokoa. Midzy rogami widnia zoty dysk - soneczna korona. Poniej, wystajc z
byczego czoa niczym rg jednoroca, czaia si do skoku kobra.
Rok temu powiedziabym: Cudaczne, ale to tylko posg. Teraz jednak
miaem ju zbyt duo dowiadczenia z oywajcymi egipskimi posgami,
usiujcymi zdusi we mnie anch - ycie.
Setne najwyraniej si nie przejmowa. Podszed prosto do kamiennego byka i
poklepa go po nodze.
- Kaplica Apisa! Wybudowaem t komnat dla moich wybranych kapanw i
dla siebie. Teraz tylko musimy poczeka.
- Poczeka na co? - spytaa Ziya. Rozsdna dziewczyna, zatrzymaa si w
drzwiach razem ze mn.
Setne zerkn na nieistniejcy zegarek na swoim nadgarstku.
- To nie potrwa dugo. Wejdcie! Rozgocie si.
Niepewnie wsunem si do rodka. Sprawdziem, czy wejcie zasklepi si za
mn, ale otwr pozosta.
- Jeste pewny, e ta ksiga wci tu jest?
- Oczywicie. - Setne obszed posg, przygldajc si cokoowi. - Musz tylko
sobie przypomnie, ktra z tych pyt si otworzy. Chciaem wykona cae to
pomieszczenie ze zota, wiecie? Byoby znacznie fajniej. Ale tato obci mi fundusze.
- Twj tato. - Ziya podesza i wzia mnie za rk, co mi zupenie nie
przeszkadzao. Naszyjnik ze zotym skarabeuszem lni na jej szyi. - Masz na myli
Ramzesa Wielkiego?
Twarz Setne wykrzywi okrutny grymas.
- Taa, tak go nazwali piarowcy. Ja tam wol mwi na niego Ramzes Drugi
albo Ramzes numer dwa.

- Ramzes? - powtrzyem. - Twoim tat jest ten Ramzes?


Chyba wczeniej nie dotaro do mnie, gdzie Setne lokuje si w historii Egiptu.
Patrzc na tego kocistego czowieczka z tustymi wosami, w marynarce o
wywatowanych ramionach i z komicznymi byskotkami, nie byem w stanie
uwierzy, e by spokrewniony z tak sawnym wadc. Co gorsza, to czynio go
moim krewnym, poniewa rodzina mamy wywodzia swoje magiczne dziedzictwo
od Ramzesa Wielkiego.
(Sadie mwi, e dostrzega rodzinne podobiestwo midzy Setne a mn).
[Zamknij si, Sadie].
Setne chyba nie spodoba si wyraz zaskoczenia na mojej twarzy. Unis
wysoko haczykowaty nos.
- Powiniene wiedzie, jak to jest, Carterze Kane... dorasta w cieniu sawnego
taty. Nieustannie stara si dorwna legendzie. Spjrz na siebie: syn wielkiego
doktora Juliusa Kanea. A gdy w kocu udaje ci si wyrobi sobie mark jako wybitny
mag, co robi twj tato? Zostaje bogiem.
Setne zamia si zimno. Nigdy wczeniej nie czuem alu do ojca; zawsze
uwaaem, e bycie synem doktora Kanea jest super. Ale sowa Setne uderzyy we
mnie i poczuem wzbierajcy w piersi gniew.
On sobie z tob pogrywa, ostrzeg mnie gos Horusa.
Wiedziaem, e Horus ma racj, ale to mi nie pomogo.
- Gdzie jest ksiga, Setne? - zapytaem. - Do tej zwoki.
- Nie wyginaj rdki, chopcze. Ju niedugo. - Wbi wzrok w malowido na
suficie, przedstawiajce Ozyrysa. - Oto i on! Bkitny we wasnej osobie! Mwi ci,
Carterze, mamy ze sob bardzo duo wsplnego. Gdziekolwiek si rusz w Egipcie,
widz twarz taty. Abu Simbel? Tatucio Ramzes gapi si na mnie gniewnym
wzrokiem... w czterech kopiach, kada na dwadziecia metrw wysokoci. To
przecie koszmar. Polowa wity w Egipcie?
To on je zbudowa i kaza poustawia w nich swoje posgi. Czy to dziwne, e
chciaem zosta najwikszym magiem wszech czasw? - Wypi wychud pier. - I

udao mi si. Jednego nie rozumiem, Carterze Kane: dlaczego jeszcze nie signe po
tron faraona. Masz po swojej stronie Horusa, ktrego wierzbi dza wadzy.
Powiniene zjednoczy si z bogiem, zosta wszechwiatowym faraonem i... poklepa posg Apisa - wzi byka za rogi.
On ma racj, oznajmi Horus. To mdry czowiek.
Zdecyduj si, odparem kwano.
- Nie suchaj go, Carter - odezwaa si Ziya. - Cokolwiek knujesz, Setne...
przesta. Natychmiast.
- Cokolwiek knuj? Suchaj, laleczko...
- Przesta mnie tak nazywa! - krzykna Ziya.
- Ej, jestem po waszej stronie - zapewni j Setne. - Ksiga jest tutaj, w tym
cokole. Gdy tylko byk si ruszy...
- Gdy byk si ruszy. - powtrzyem.
Setne zmruy oczy.
- Nie wspominaem o tym? Wpadem na ten pomys przy okazji wita, ktre
mielimy w dawnych czasach, wita Sed. Super-zabawa! Bye kiedy na gonitwie
bykw w tej tam... w Hiszpanii?
- W Pampelunie - podpowiedziaem, czujc, jak zalewa mnie kolejna fala alu.
Tato zabra mnie kiedy do Pampeluny, ale nie pozwoli mi wyj na ulic, kiedy
byki biegy przez miasto. Powiedzia, e to zbyt niebezpieczne... jakby jego tajne
ycie maga nie byo duo bardziej niebezpieczne.
- Wanie, Pampeluna - potakn Setne. - Wiesz, gdzie si narodzia ta
tradycja? W Egipcie. Faraon ciga si rytualnie z bykiem Apisem, eby odnowi
krlewsk moc, pokaza si, otrzyma bogosawiestwo bogw... takie tam brednie.
W pniejszych czasach bya to ju tylko gra, nie prawdziwe niebezpieczestwo.
Ale na pocztku wszystko dziao si naprawd. To bya kwestia ycia i
mierci.

W chwili gdy duch wymwi sowo mier, posg byka si poruszy.


Sztywnym ruchem ugi nogi. Nastpnie pochyli eb i spojrza na mnie gniewnie,
parskajc chmur kurzu.
- Setne! - Signem po miecz, ktrego oczywicie nie byo. - Zatrzymaj to albo
zawin ci we wstgi tak mocno...
- Och, nie robibym tego - ostrzeg mnie Setne. - Widzisz, jestem jedyn osob,
ktra moe wyj ksig, nie obrywajc przy tym szesnastoma rnymi kltwami.
Zoty dysk midzy rogami byka zajania. Kobra nad czoem oya, zasyczaa i
pluna na mnie ogniem.
Ziya dobya rdk. Czy mi si tylko zdawao, czy jej skarabeusz te zacz
dymi?
- Powstrzymaj tego potwora, Setne. Bo inaczej...
- Nie mog, laleczko. Przykro mi. - Umiechn si do nas zza cokou byka.
Wcale nie wyglda na zmartwionego. - On jest czci systemu zabezpiecze,
rozumiesz? Jeli chcecie ksig, musicie odcign byka i wyprowadzi go std,
podczas gdy ja otworz cok i wycign Ksig Thota. Mam do was pene zaufanie.
Byk uderzy kopytem w cok i zeskoczy. Ziya wcigna mnie do korytarza.
- Wanie tak! - krzykn Setne. - Zupenie jak w wito Sed! Poka, e jeste
godny tronu faraona, chopcze. Biegnij lub umieraj!
Byk zaszarowa.
Miecz by si naprawd przyda. Ale zadowolibym si te pacht toreadora i
wczni. Albo strzelb. Tymczasem uciekalimy z Ziy z powrotem przez
katakumby i szybko si zorientowalimy, e zgubilimy drog. To, e pozwolilimy
Setne, aby nas wprowadzi do tego labiryntu, byo gupot. Powinienem by rzuca
okruszki albo znaczy ciany hieroglifami, albo wymyli cokolwiek innego.
Miaem nadziej, e tunele bd zbyt wskie dla byka. Nic z tego. Syszaem
grzmot walcych si cian, kiedy przeciska si przez korytarze. Rozleg si te inny
dwik, ktry spodoba mi si jeszcze mniej: gbokie buczenie, po ktrym nastpi
wybuch. Nie miaem pojcia, co to byo, ale niewtpliwie przyspieszyo mj bieg.

Musielimy min z tuzin sal. W kadej stao dwadziecia albo i trzydzieci


sarkofagw. Nie mogem uwierzy, e pochowano tu tyle zmumifikowanych
Apisw - to musiay by byki z wielu stuleci. Za naszymi plecami potworny
kamienny przyjaciel rycza, przebijajc si przez tunele.
Zerknem za siebie i natychmiast tego poaowaem. Byk zblia si szybko, a
kobra nad jego czoem plua ogniem.
- Tdy! - krzykna Ziya.
Pocigna mnie w boczny korytarz. Na jego kocu przez otwr drzwiowy
wiecio co, co wygldao jak wiato dnia. Pognalimy w tamtym kierunku.
Miaem nadziej, e znajduje si tam wyjcie. Niestety znalelimy si w
kolejnej kolistej komnacie. Na rodku nie byo posgu byka, ale pod cianami
ustawiono cztery ogromne kamienne sarkofagi. Na cianach byy wymalowane
obrazy krowiego raju: krowy karmione, biegajce po kach, czczone przez gupich
ludzikw. wiato wpadao przez szyb w suficie, siedem metrw nad nami. Promie
soca przecina zakurzone powietrze i pada na sam rodek podogi niczym z
reflektora, ale nie byo szans, aby ten szyb posuy nam jako droga ucieczki. Nawet
gdybym zamieni si w sokoa, otwr by zbyt may, a poza tym nie zamierzaem
porzuca Ziyi.
- lepy zauek - powiedziaa.
- HRUUUFF! - Byk Apis pojawi si w drzwiach, odcinajc nam wyjcie. Kobra
nad jego czoem zasyczaa.
Cofnlimy si do komnaty i stanlimy w ciepym socu. To by byo
okrutne: umrze w tym miejscu, pod tysicami ton skay, ale z widokiem na soce.
Byk uderza kopytem w posadzk. Zrobi krok do przodu, po czym zawaha
si, jakby soce go niepokoio.
- Moe zdoamy si z nim dogada - odezwaem si. - On jest zwizany z
Ozyrysem, prawda?
Ziya spojrzaa na mnie, jakbym by szalony - bo byem - ale nie miaem
lepszego pomysu.

Chwycia lask i rdk.


- Bd ci ubezpiecza.
Zrobiem krok w kierunku potwora i pokazaem mu puste rce.
- Miy byczek. Nazywam si Carter Kane. Ozyrys jest moim tat, w pewnym
sensie. Moe bymy zawarli rozejm i...
Kobra pluna mi ogniem w twarz.
Zmienibym si w ekstrachrupkiego Cartera, gdyby Ziya nie zdya
wykrzykn zaklcia. Kiedy zataczaem si do tyu, jej laska pochona wybuch,
zasysajc pomienie niczym odkurzacz. Nastpnie Ziya machna rdk w
powietrzu, tworzc ponc cian ognia wok Apisa. Niestety byk sta w rodku
cakowicie nieporuszony, wpatrujc si w nas z wciekoci.
Ziya zakla.
- W kwestii magii ognia mamy chyba impas.
Byk pochyli eb.
Odezwa si we mnie instynkt boga wojny.
- Kryj si!
Ziya uskoczya w jedn stron, ja w drug. Soneczny dysk byka rozjarzy si i
zabrzcza, po czym wystrzeli z niego zoty promie aru dokadnie w miejsce, w
ktrym przed chwil stalimy. Ledwie udao mi si schowa za sarkofagiem. Ubranie
mi dymio. Podeszwy butw si stopiy. W miejscu, gdzie uderzy promie, podoga
bya spalona i tworzyy si na niej pcherzyki, jakby kamie si gotowa.
- Krowy z laserami? - zaprotestowaem. - To nieuczciwe!
- Carter! - krzykna Ziya z drugiego koca komnaty. - Wszystko w porzdku?
- Bdziemy musieli si rozdzieli! - odkrzyknem. - Odcign go. A ty si std
wydosta!
- Co? Nie!
Byk zwrci si w kierunku jej gosu. Musiaem dziaa szybko.
Mj awatar nie na wiele by si zda w zamknitym pomieszczeniu, ale
potrzebowaem mocy i prdkoci boga wojny. Wezwaem potg Horusa. Otoczyo

mnie niebieskie wiato. Skra zrobia si twarda jak stal, minie mocne jak toki
hydrauliczne. Podniosem si na nogi i uderzyem pici w sarkofag, obracajc go w
stert

kamieni

mumiowego

pyu.

Podniosem

kawaek

wieka

ponadstukilogramow kamienn pyt - i ruszyem na byka.


Zderzylimy si. Jako udao mi si utrzyma na nogach, ale wymagao to
caej mojej magicznej mocy. Byk rykn i napar. Kobra pluna ogniem, ktry
ogarn moj tarcz.
- Uciekaj std, Ziya! - krzyknem.
- Nie zostawi ci!
- Musisz! Nie mog...
Dostaem gsiej skrki, zanim jeszcze usyszaem brzczenie. Kamienna tarcza
rozpada si w rozbysku zota, a ja poleciaem do tyu i rozbiem si o inny sarkofag.
Pociemniao mi przed oczami. Syszaem krzyk Ziyi. Kiedy odzyskaem
ostro wzroku, zobaczyem, e stoi na rodku sali otulona wiatem sonecznym,
piewajc zaklcie, ktrego nie rozpoznaem. Zwrcia na siebie uwag byka, co
zapewne uratowao mi ycie. Zanim jednak zdyem krzykn, byk wycelowa
soneczny dysk i wystrzeli ultragorcy promie lasera prosto w Ziy.
- Nie! - wrzasnem.
wiato mnie olepio. ar wyssa cay tlen z moich puc. Ziya nie moga
przey tego uderzenia.
Kiedy jednak zote wiato przygaso, ona wci staa w miejscu. Janiaa nad
ni potna tarcza w ksztacie... p.ancerzyka skarabeusza. Wok wiroway
pomienie. Jej oczy pony pomaraczowym ogniem. Spojrzaa na byka i odezwaa
si gbokim, chrapliwym gosem, ktry zdecydowanie nie nalea do niej:
- Jestem Chepri, wschodzce soce. Nie bdziesz mi si sprzeciwia.
Dopiero pniej uwiadomiem sobie, e mwia po staro-egipsku.
Wycigna rk przed siebie. Z jej palcw wystrzelia ku bykowi
miniaturowa kometa. Potwr wybuchn pomieniem, obrci si i tupn, nagle

spanikowany. Jego nogi si rozpady. Run na ziemi i rozsypa si w dymic stert


spalonego gruzu.
W komnacie zapanowaa naga cisza. Baem si poruszy. Ziya wci bya
otoczona ogniem i stawaa si coraz gortsza - najpierw ta, potem biaa. Staa tam
jak zahipnotyzowana. Zoty skarabeusz na jej szyi niewtpliwie dymi.
- Ziya! - Gowa mi pkaa, ale zdoaem si podnie.
Odwrcia si do mnie i uformowaa kolejn kul ognia.
- Ziya, nie! - krzyknem. - To ja. Carter.
Zawahaa si.
- Carter...? - Na jej twarzy pojawio si zmieszanie, a nastpnie strach.
Pomaraczowe ogniki w jej oczach zgasy i upada w smug soca.
Podbiegem do niej. Usiowaem wzi j w ramiona, ale skra Ziyi bya tak
gorca, e nie byem w stanie jej dotkn. Zoty skarabeusz pozostawi brzydkie
oparzenie na jej szyi.
- Woda - wymamrotaa pod nosem. - Potrzebuj wody.
Boskie sowa nigdy nie byy moj mocn stron, ale wykrzyknem: - Mu!
Nad nami rozjarzy si symbol:
W powietrzu zmaterializowao si kilka litrw wody i runo na nas. Z twarzy
Ziyi uniosa si para. Ziya zakasaa i parskna, ale nie obudzia si. Miaa wci
niebezpiecznie wysok temperatur.
- Wydostan ci std - obiecaem, biorc j w ramiona.
Nie potrzebowaem siy Horusa. Byem tak naadowany adrenalin, e nie
czuem wasnych obrae. W korytarzu wpadem na Setne.
- Hej, stary U - Odwrci si i pobieg za mn, wymachujc grubym zwojem
papirusu. - Dobrze si spisae! Mam Ksig Thota!
- Omal nie zabie Ziyi! - rzuciem. - Wyprowad nas std... NATYCHMIAST!
- Dobrze ju, dobrze - powiedzia Setne. - Uspokj si.
- Zabieram ci z powrotem do sdu taty - warknem. - Osobicie wepchn ci
do garda Ammit, jak papier do niszczarki.

- Ojoj, wielkoludzie. - Setne poprowadzi mnie pochyym korytarzem z


powrotem do owietlonych arwkami, przebadanych tuneli. - Moe najpierw si
std wydostaniemy, co? Pamitaj, e wci jestem ci potrzebny do odszyfrowania tej
ksigi i znalezienia cienia wa. Potem pogadamy o niszczarce, okej?
- Ona nie moe umrze - oznajmiem.
- Dobra, zrozumiaem. - Setne przyspieszy i poprowadzi mnie kolejnymi
tunelami. Ziya praktycznie mi nie ciya. Bl gowy znikn. W kocu wypadlimy
na soce i pognalimy ku Egipskiej Krlowej.
Przyznaj, e nie mylaem jasno.
Kiedy znalelimy si na pokadzie, Zakrwawione Ostrze zda mi raport o
naprawie statku, ale ledwie go syszaem. Minem go pdem i zaniosem Ziy do
najbliszej kabiny. Posadziem j na koi i zaczem grzeba w plecaku w
poszukiwaniu apteczki - bya w niej butelka z wod, jaka magiczna ma, ktr daa
mi kiedy Jaz, kilka spisanych zakl. Nie byem rechet jak Jaz. Moje zdolnoci
uzdrowicielskie ograniczay si zasadniczo do aspiryny i bandaa, ale zabraem si
do roboty.
- Obud si - wymamrotaem. - Obud si, Ziya. Wszystko bdzie dobrze.
Bya tak rozpalona, e mokre ubranie prawie na niej wyscho. Oczy miaa
wywrcone. Zacza co mrucze pod nosem i mgbym si zaoy, e brzmiao to
jak: Kula gnoju. Czas toczy kul gnoju.
Mogoby to nawet by zabawne - gdyby nie fakt, e Ziya bya umierajca.
- To mwi Chepri - wyjani Setne. - Boski uk gnojowy, toczcy soce po
niebie.
Nie miaem ochoty o tym myle - o tym, e dziewczyna, ktra mi si podoba,
zostaa optana przez uka gnojowego i marzya teraz o popychaniu po niebie
wielkiej kuli poncego paskudztwa.
Nie miaem jednak wtpliwoci: Ziya posugiwaa si ciek bogw.
Przywoaa Ra - a w kadym razie jedno z jego wciele, Chepriego.
Ra j wybra, podobnie jak Horus wybra mnie.

Nagle nabrao sensu zniszczenie jej wioski przez Apopisa, kiedy bya maa, a
take wysiek, jaki stary najwyszy lektor Iskandar woy w jej nauk, a nastpnie
ukrycie jej w magicznym nie. Jeli to ona posiadaa sekret przebudzenia boga
soca...
Wlaem jej do garda troch olejku i pooyem zimn szmatk na czole, ale to
wszystko nie pomagao.
Odwrciem si do Setne.
- Ulecz j!
- Och, eee... - Skrzywi si. - Widzisz, magia lecznicza to naprawd nie moja
specjalno. Ale przynajmniej mamy Ksig Thota! Jeli ona umrze, to nie na darmo...
- Jeli ona umrze - ostrzegem go - to ja... ja... - Nie byem w stanie wymyli
dostatecznie bolesnej tortury.
- Widz, e potrzebujesz czasu - powiedzia Setne. - Nie ma problemu. Moe
powiem naszemu kapitanowi, dokd zmierzamy?
Musimy dosta si jak najszybciej z powrotem do Duat, na Rzek
Nocy. Udzielasz mi zgody na wydanie mu rozkazw?
- Niech bdzie - warknem. - Tylko zejd mi z oczu.
Nie wiem, ile czasu mino. Gorczka Ziyi jakby ustpowaa. Zacza
swobodniej oddycha i zapada w spokojniejszy sen. Pocaowaem j w czoo i
siedziaem przy niej, trzymajc j za rk.
Ledwie zdawaem sobie spraw z porusze statku. Przez chwil spadalimy, a
nastpnie uderzylimy w wod z hukiem i wielkim rozpryskiem. Poczuem, e pod
kadubem znw pynie rzeka, a askotanie w trzewiach podpowiedziao mi, e
znalelimy si z powrotem w Duat.
Za mn ze skrzypniciem otwary si drzwi, ale nie odrywaem wzroku od
Ziyi.
Czekaem, a Setne si odezwie - zapewne zacznie si przechwala, jak to
wietnie si spisa, wprowadzajc nas z powrotem na wody Rzeki Nocy... ale on
milcza.

- No? - zapytaem.
Podskoczyem na dwik rozupywanego drewna.
W drzwiach nie byo Setne. Zamiast niego pochyla si nade mn
Zakrwawione Ostrze, ktrego gowa wanie rozcia framug. Sta z zacinitymi
piciami.
Przemwi z gniewnym, zimnym brzczeniem: - Czas umiera, panie Kane.
_
13. Przyjacielska zabawa w chowanego
(z dodatkowymi punktami D za bolesn mier)
[Jasne. Koczysz na morderczym demonie z siekier. Chcesz, eby mj
kawaek opowieci wyda si nudny, co? Ale ty masz parcie na popularno,
Carter].
No dobra, kiedy ty pywae sobie po Nilu w eleganckiej prywatnej odzi,
Walt i ja podrowalimy w nieco bardziej prostackim stylu.
Jeszcze w krlestwie umarych zdecydowaam si na kolejn rozmow z
Izyd, eby wymc na niej otwarcie drzwi do delty Nilu. Izyda chyba bya na mnie
za (zupenie nie rozumiem za co), poniewa wrzucia nas w bagno po pas. Nogi
kompletnie ugrzzy nam w mule.
- Dziki! - wrzasnam w kierunku nieba.
Usiowaam si poruszy, ale bez skutku. Wok nas zbieray si chmary
komarw. Z rzeki dochodzio bulgotanie i chlapanie, kojarzce mi si z zbatymi
rybami tygrysimi i ywioakami, o ktrych kiedy opowiada mi Carter.
- Masz jaki pomys? - zwrciam si do Walta.
Teraz, z powrotem w zwykym wiecie, Walt jakby straci ywotno.
Wyglda jak... myl, e najlepszym okreleniem bdzie wydrony. Ubranie na
nim zwisao. Biaka oczu miay niezdrowy, tawy odcie. Sta przygarbiony, jakby
ciar amuletw na szyi przygniata go do ziemi. Ten widok sprawia, e chciao mi
si paka - a nie jest to co, co robi czstoy
- Aha - odpar, sigajc do plecaka. - Mam co odpowiedniego.

Wycign uszebti - posek krokodyla z biaego wosku.


- Och, nie mw... - rozemiaam si. - Ty cudownie niegrzeczny chopcze.
Walt si umiechn. Przez moment wyglda jak stary, dobry Walt.
- Wszyscy opuszczali Dom Brooklyski. Uznaem, e nie wypada zostawia
go samego.
Rzuci figurk do rzeki i wypowiedzia zaklcie. Z wody wyskoczy Filip
Macedoski.
Nage pojawienie si ogromnego krokodyla w Nilu nie jest raczej czym, co
wzbudza entuzjazm, ale Filip by mile widzianym gociem. Umiechn si,
szczerzc potne krokodyle zby, jego rowe oczy rozbysy, a biay grzbiet,
pokryty uskami, wynurzy si nad powierzchni wody.
Oboje mocno si go chwycilimy. Jednym ruchem Filip wycign nas z muu
i wkrtce pynlimy w gr rzeki na jego grzbiecie. Ja jechaam z przodu, obejmujc
Filipa za grzbiet, Walt usiad na samym rodku cielska. Filip by tak obszernym
krokodylem, e midzy mn a Waltem byo sporo pustej przestrzeni - wicej, nibym
sobie yczya. Niemniej bya to bardzo przyjemna przejadka, chocia bylimy
przemoczeni, pokryci botem i atakowani przez roje komarw.
**
Otaczajcy nas krajobraz tworzya pltanina kanaw, trawiastych wysepek,
kp trzcin i mulistych pycizn. Odrnienie rzeki od ldu byo niemoliwe. Niekiedy
w oddali migay nam pola uprawne lub dachy niewielkich wiosek, jednak
zasadniczo mielimy rzek dla siebie. Widzielimy kilka krokodyli, ale raczej nas
unikay. Musiayby mie cakiem nie po kolei we bach, eby zadziera z Filipem.
Podobnie jak Carter i Ziya mielimy opniony start z Podziemia. Czuam
niepokj na widok soca stojcego wysoko na niebie. Zar zmienia powietrze w
zupowat mgiek. Podkoszulek i spodnie miaam cakiem mokre. aowaam, e nie
wziam ubra na zmian, aczkolwiek zapewne nie zrobioby to wielkiej rnicy,
poniewa plecak rwnie cakowicie przemk. A poza tym, zwaywszy na obecno
Walta, nie bardzo miaabym jak si przebra.

Po jakim czasie znudzio mi si obserwowanie delty. Odwrciam si i


usiadam po turecku, patrzc na Walta.
- Gdybymy mieli chrust, moglibymy rozpali tu ognisko.
Walt si rozemia.
- Wtpi, czy Filipowi by si to spodobao. A poza tym nie jestem pewny, czy
chcielibymy si ujawnia.
- Mylisz, e jestemy ledzeni?
Walt spowania.
- Gdybym by Apopisem albo choby Sar Jacobi...
Nie musia koczy. Zbyt wielu zych ludzi pragno naszej mierci.
Oczywicie, e nas ledz.
Walt przebiera w swojej kolekcji naszyjnikw. Nie zwracaam uwagi na jego
usta, nie robio te na mnie wraenia to, jak podkoszulek przyklei si do jego piersi
w wilgotnym powietrzu. Nie - byam cakowicie profesjonalna, jak to ja.
Wybra amulet w ksztacie ibisa - witego zwierzcia Thota. Zaszepta co do
niego i wyrzuci go w powietrze. Talizman rozwin si w piknego biaego ptaka z
dugim, zakrzywionym dziobem i skrzydami o czarnych czubkach. Ibis zatoczy nad
nami krg, a powiew powietrza uderzy nas w twarze, po czym odlecia
majestatycznie ku mokradom. Przypomnia mi si bocian ze starych rysunkw ptak przynoszcy zawinitka z niemowltami. Z niezrozumiaych wzgldw
zarumieniam si na t myl.
- Wysae go na zwiady? - domyliam si.
Walt potakn.
- Bdzie wypatrywa ruin Sais. Mam nadziej, e s niedaleko.
Chyba e Izyda wysaa nas na zy kraniec delty, pomylaam.
Izyda nie odpowiedziaa, co byo wystarczajcym dowodem na to, e wci
bya za.
Pdzilimy w gr rzeki liniowcem biura podry Krokodyl. W innych
okolicznociach czuabym si niepewnie, siedzc tak dugo naprzeciwko Walta, ale

teraz mielimy sobie tyle do powiedzenia, chocia nie wiedzielimy, jak zacz. Jutro
rano w taki czy inny sposb nasza duga walka z Apopisem si zakoczy.
Oczywicie martwiam si o nas wszystkich. Zostawiam Cartera na pastw
socjopatycznego ducha, wujka Vinnieego. Nie miaam nawet odwagi powiedzie
mu, e Ziya przesza atak z udziaem kul ognia. Martwi mnie Amos, niepokoiy
mnie jego konszachty z Setem. Martwiam si o naszych modych uczniw,
praktycznie pozostawionych samym sobie w pierwszym nomie i niewtpliwie
przeraonych. Serce mi pkao z powodu taty, ktry siedzia na swoim zawiatowym
tronie, opakujc nasz mam - znowu - no i oczywicie baam si o ducha mamy,
znajdujcego si na skraju destrukcji gdzie w Duat.

Ale najbardziej martwiam si o Walta. Wszyscy pozostali mieli szans


przey,

jakkolwiek

byaby

ona

niewielka.

Natomiast

los

Walta

by

przypiecztowany nawet w razie naszego zwycistwa. Zdaniem Setne Walt mg nie


przey nawet wyprawy do Sais.
Nikt nie musia mi tego mwi. Wystarczyo, e zajrzaam do Duat. Wok
Walta unosia si chorobliwa szara aura, sabnca z kad chwil. Jak dugo jeszcze,
zastanawiaam si, zanim stanie si swoj zmumifikowan wersj, jak widziaam w
Dallas?
No i oczywicie drczya mnie jeszcze ta druga wizja, ktr miaam w Sali
Sdu. Po rozmowie ze strujcym szakalem Walt odwrci si do mnie i przez
krciutki moment miaam wraenie, e jest...
- Anubis chcia tam by. - Gos Walta wdar si w moje myli. - To znaczy w
Sali Sdu... chcia tam by z tob, jeli nad tym si zastanawiasz.
Rzuciam mu spojrzenie spode ba.
- Zastanawiaam si nad tob, Walcie Stone. Masz mao czasu, a do tej pory
nie mielimy okazji o tym porozmawia.
Nawet powiedzenie czego takiego sprawiao mi trudno.

Walt macha nogami w wodzie. Jego buty schy na ogonie Filipa. Stopy
chopakw nie s dla mnie jako specjalnie atrakcyjne, zwaszcza jeli zostay dopiero
co wyjte z zaboconych teniswek. Niemniej uznaam stopy Walta za cakiem adne.
Palce mia niemal w tym samym kolorze co mu unoszcy si w Nilu.
(Carter marudzi, e komentuj stopy Walta. C, bardzo przepraszam.
atwiej mi byo skoncentrowa si na jego palcach u stp ni na smutnym wyrazie
twarzy!)
- Mam czas najwyej do wieczora - odpar. - Ale, Sadie, wszystko jest w
porzdku.
Niespodziewanie poczuam wzbierajcy we mnie gniew.
- Przesta! - warknam. - Jakie w porzdku?! Och, tak, syszaam ju o tym,
jak bardzo jeste wdziczny losowi, e mnie poznae, e uczye si magii w Domu
Brooklyskim i pomagae nam walczy z Apopisem. Wszystko to bardzo
szlachetne. Ale nie... - gos mi si zaama - nie w porzdku.
Uderzyam pici w uskowaty kark Filipa, co nie byo fair wobec krokodyla.
Wydzieranie si na Walta zreszt te. Ale miaam ju do tego dramatu. Nie
zostaam zaprogramowana do tych wszystkich strat i powice oraz potwornego
smutku. Miaam ochot rzuci si Waltowi na szyj, lecz midzy nami wznosi si
mur - ta wiedza, e jest skazany. Moje uczucia do niego byy cakiem pomieszane:
nie miaam pojcia, czy kieruje mn tylko zwyke zakochanie, czy poczucie winy
albo (uda mi si to wyartykuowa?) mio... czy te uparta determinacja, e nie
dam sobie odebra kolejnej osoby, do ktrej jestem przywizana.
- Sadie... - Walt utkwi wzrok w mokradach. Wida byo, e czuje si
bezradny, a ja nie mogam mie do niego o to pretensji. Zachowywaam si okropnie.
- Jeli umr za co, w co wierz... to nie mam z tym problemu. Ale mier nie musi
oznacza koca. Rozmawiaem z Anubisem i...
- Bogowie Egiptu, znowu! - wykrzyknam. - Prosz, nie mw mi o nim.
Wiem, co ci powiedzia.
Walt wyglda na zaskoczonego.

- Wiesz? I jak... nie podoba ci si ten pomys?


- Oczywicie, e nie! - wrzasnam.
Chyba go to przybio.
- Och, daje spokj! - powiedziaam. - Wiem, e Anubis jest przewodnikiem
umarych. I przygotowywa ci na zawiaty. Powie-dzia ci, e wszystko bdzie
dobrze. Umrzesz szlachetn mierci, twj proces bdzie szybki i pomaszerujesz
prosto do staroegipskie-go raju. Boskie jak diabli! Bdziesz duchem jak moja
nieszczsna matka. Moe to nie koniec dla ciebie. Jeli dziki temu atwiej ci przyj
swj los, to prosz bardzo. Ale ja nie chc o tym sysze. Nie chc straci kolejnego...
kolejnej osoby.
Twarz mi pona. Wystarczy, e mama jest duchem. Nigdy wicej si do niej
naprawd nie przytul, nigdy nie pjdziemy razem na zakupy, nigdy mi nie doradzi
w kobiecych sprawach. Wystarczy, e zostaam rozdzielona z Anubisem - tym
okropnym, doprowadzajcym mnie do rozpaczy bogiem, ktry owin mnie sobie
wok palca. W gbi duszy zawsze czuam, e nasz zwizek jest niemoliwy ze
wzgldu na rnic wieku - jakie pi tysicy lat - ale to, e pozostali bogowie
uznali go za niewaciwy, przelao czar goryczy.
Myl, e Walt moe sta si duchem i rwnie znale si poza moim
zasigiem, bya ponad moje siy.
Podniosam na niego wzrok z obaw, e moje nieznone zachowanie
sprawio, i jego stan si pogorszy.
Ku mojemu zdumieniu na jego twarzy pojawi! si umiech, a nastpnie Walt
si rozemia.
- O co chodzi? - zapytaam.
Dosownie zwija si ze miechu, co moim zdaniem byo niezbyt rozsdne.
- Uwaasz, e to mieszne?! - krzyknam. - Walcie Stone!
- Nie... - Zapa si za brzuch. - Nie, po prostu... Ty nic nie rozumiesz. To nie
tak.
- Dobra, no to jak?

Zdoa si opanowa. Chyba zbiera myli, kiedy nagle jego biay ibis
zanurkowa z nieba. Wyldowa na bie Filipa, zamacha skrzydami i zakraka.
twj proces bdzie szybki i pomaszerujesz prosto do staroegipskie-go raju.
Boskie jak diabli! Bdziesz duchem jak moja nieszczsna matka. Moe to nie koniec
dla ciebie. Jeli dziki temu atwiej ci przyj swj los, to prosz bardzo. Ale ja nie
chc o tym sysze. Nie chc straci kolejnego... kolejnej osoby.
Twarz mi pona. Wystarczy, e mama jest duchem. Nigdy wicej si do niej
naprawd nie przytul, nigdy nie pjdziemy razem na zakupy, nigdy mi nie doradzi
w kobiecych sprawach. Wystarczy, e zostaam rozdzielona z Anubisem - tym
okropnym, doprowadzajcym mnie do rozpaczy bogiem, ktry owin mnie sobie
wok palca. W gbi duszy zawsze czuam, e nasz zwizek jest niemoliwy ze
wzgldu na rnic wieku - jakie pi tysicy lat - ale to, e pozostali bogowie
uznali go za niewaciwy, przelao czar goryczy.
Myl, e Walt moe sta si duchem i rwnie znale si poza moim
zasigiem, bya ponad moje siy.
Podniosam na niego wzrok z obaw, e moje nieznone zachowanie
sprawio, i jego stan si pogorszy.
Ku mojemu zdumieniu na jego twarzy pojawi si umiech, a nastpnie Walt
si rozemia.
- O co chodzi? - zapytaam.
Dosownie zwija si ze miechu, co moim zdaniem byo niezbyt rozsdne.
- Uwaasz, e to mieszne?! - krzyknam. - Walcie Stone!
- Nie... - Zapa si za brzuch. - Nie, po prostu... Ty nic nie rozumiesz. To nie
tak.
- Dobra, no to jak?
Zdoa si opanowa. Chyba zbiera myli, kiedy nagle jego biay ibis
zanurkowa z nieba. Wyldowa na bie Filipa, zamacha skrzydami i zakraka.
Umiech znik z twarzy Walta.
- Jestemy na miejscu. Oto ruiny Sais.

Filip wysadzi nas na brzeg. Zaoylimy buty i poczapalimy przez bagnisty


teren. Przed nami w mglistym popoudniowym powietrzu rozciga si las
palmowy. Nad gowami latay czaple. Poma-raczowo-czarne pszczoy unosiy si
nad papirusami.
Jedna z nich usiada Waltowi na ramieniu. Kilka nastpnych otoczyo jego
gow.
Walt wyglda raczej na zakopotanego ni na zaniepokojonego.
- Ta bogini, ktra ma tu mieszka, Neith... ona nie miaa nic wsplnego z
pszczoami?
- Nie mam pojcia - wyznaam. Z jakich powodw czuam, e powinnam
mwi cicho.
[Tak, Carter. Po raz pierwszy w yciu. Dziki, e zapytae].
Spojrzaam w kierunku lasu palmowego. Miaam wraenie, e w oddali
dostrzegam polan z kilkoma bryami cegy muowej wystajcymi ponad traw
niczym kikuty zbw.
Wskazaam je Waltowi.
- Ruiny wityni?
Walt odczuwa chyba tak sam potrzeb ukrywania si jak ja. Przykucn w
trawie, aby nie rzuca si w oczy. Nastpnie zerkn nerwowo na Filipa
Macedoskiego.
- Moe nie powinnimy wlec ze sob krokodyla, ktry way ponad ton?
- Zgadzam si - potaknam.
Wyszepta sowo mocy. Filip skurczy si z powrotem w ma woskow
figurk. Walt wsadzi naszego krokodyla do kieszeni i zaczlimy si przekrada ku
ruinom.
Im bliej si znajdowalimy, tym wicej pszcz pojawiao si w powietrzu.
Kiedy dotarlimy do polany, ujrzelimy cay rj, ktry niczym ywy dywan obsiad
rozwalajcy si mur z cegy muowej.

Tu obok na zwietrzaym kamiennym bloku siedziaa kobieta, oparta na uku,


rysujca co strza na piasku.
Bya pikna w surowy sposb - chuda i blada, z wystajcymi komi
policzkowymi, zapadnitymi oczami i wyranymi ukami brwiowymi, niczym
modelka balansujca pomidzy olniewajcym wygldem a niedoywieniem. Wosy
miaa lnico czarne, upite po obu stronach krzemiennymi szpilkami w ksztacie
grotw. Jej wyniosy wyraz twarzy zdawa si mwi: Jestem zbyt wspaniaa, eby
choby na was spojrze.
O jej ubraniu trudno byoby jednak powiedzie, e jest wspaniae. Miaa na
sobie myliwskie ciuchy w kolorach pustynnego kamuflau: be, brz i ochra. U pasa
zwisao jej kilka noy. Na plecach miaa koczan, a jej uk sprawia wraenie nie byle
jakiej broni - polerowane drewno rzebione w hieroglify mocy.
Najbardziej niepokojce jednak byo to, e najwyraniej na nas czekaa.
- Jestecie haaliwi - odezwaa si karcco. - Mogam was zabi ju dziesi
razy.
Zerknam nil Walta, a nastpnie znw na owczyni.
- Hm... dziki? Znaczy si, za to, e nas nie zabia.
Kobieta prychna.
- Nie dzikuj mi. Musicie si znacznie lepiej spisa, jeli chcecie przey.
Nie podobay mi si te sowa, ale zasadniczo nie prosz uzbrojonych kobiet o
wyjanianie podobnych kwestii.
Walt wskaza na rysunek, ktry owczyni wyrya w mule - owalny ksztat z
czterema szpiczastymi wypustkami niczym nki.
- Ty jeste Neith - domyli si Walt - a to twj symbol: tarcza ze
skrzyowanymi strzaami.
Bogini uniosa brwi.
- No co ty powiesz? Oczywicie, e jestem Neith. I tak, to jest mj symbol.
- Wyglda jak uk - odezwaam si.

- To nie jest uk! - rozgniewaa si Neith. Za jej plecami pszczoy zaczy


szybciej chodzi po cegach muowych.
- No dobra - oznajmiam. - Nie uk.
Walt pstrykn palcami, jakby co mu przyszo do gowy.
- Pszczoy... przypomniaem sobie. To jedna z nazw twojej wityni... Dom
Pszczoy.
- Pszczoy to niestrudzone owczynie - odpara Neith. - Nieustraszone
wojowniczki. Lubi pszczoy.
- Och, kto by nie lubi? - powiedziaam pospiesznie. - Urocze, malutkie...
brzczki. Ale wiesz, mamy tu zadanie do wykonania.
Zaczam jej wyjania spraw Besa i jego cienia.
Neith machna strza, przerywajc mi w p sowa.
- Wiem, dlaczego tu jestecie. Tamci mi powiedzieli.
Zwilyam wargi.
- Tamci?
- Rosyjscy magowie - odpara. - Byli okropn zwierzyn. A potem przyszo
par demonw. Nie byy wiele lepsze. Wszyscy chcieli was zabi.
Zrobiam krok w stron Walta.
- Aha. Wic ty...
- Zniszczyam ich, oczywicie - odrzeka Neith.
Walt wyda z siebie dwik poredni midzy jkiem a stkniciem.
- Ty jeste Neith - domyli si Walt - a to twj symbol: tarcza ze
skrzyowanymi strzaami.
Bogini uniosa brwi.
- No co ty powiesz? Oczywicie, e jestem Neith. I tak, to jest mj symbol.
- Wyglda jak uk - odezwaam si.
- To nie jest uk! - rozgniewaa si Neith. Za jej plecami pszczoy zaczy
szybciej chodzi po cegach muowychi
- No dobra - oznajmiam. - Nie uk.

Walt pstrykn palcami, jakby co mu przyszo do gowy.


- Pszczoy... przypomniaem sobie. To jedna z nazw twojej wityni... Dom
Pszczoy.
- Pszczoy to niestrudzone owczynie - odpara Neith. - Nieustraszone
wojowniczki. Lubi pszczoy.
- Och, kto by nie lubi? - powiedziaam pospiesznie. - Urocze, malutkie...
brzczki. Ale wiesz, mamy tu zadanie do wykonania.
Zaczam jej wyjania spraw Besa i jego cienia.
Neith machna strza, przerywajc mi w p sowa.
- Wiem, dlaczego tu jestecie. Tamci mi powiedzieli.
Zwilyam wargi.
- Tamci?
- Rosyjscy magowie - odpara. - Byli okropn zwierzyn. A potem przyszo
par demonw. Nie byy wiele lepsze. Wszyscy chcieli was zabi.
Zrobiam krok w stron Walta.
- Aha. Wic ty...
- Zniszczyam ich, oczywicie - odrzeka Neith.
Walt wyda z siebie dwik poredni midzy jkiem a stkniciem.
- Zniszczya ich, bo... byli li? - zapyta z nadziej w gosie. - Wiedziaa, e te
demony i magowie pracuj dla Apopisa, tak? To spisek.
- Oczywicie, e to spisek - odpara Neith. - Wszyscy w nim s: miertelnicy,
magowie, demony, poborcy podatkowi. Ale ja mam na nich sposb. Wszyscy, ktrzy
zapuszczaj si na moje terytorium, musz zapaci. - Umiechna si pospnie. Zbieram trofea.
Spod konierza wojskowej kurtki wycigna naszyjnik. Skrzywiam si,
spodziewajc si upiornej kolekcji... no, nawet wol nie mwi czego. Tymczasem na
rzemyk nanizane byy kawaki materiau: dinsu, lnu, jedwabiu.
- Kieszenie - wyjania Neith z szelmowskim byskiem w oku.
Rce Walta powdroway instynktownie do bokw spodni.

- Ee... zabraa im kieszenie?


- Uwaasz, e to okrutne? - spytaa Neith. - Tak, zbieram kieszenie wrogw.
- Przeraajce - skomentowaam. - Nie miaam pojcia, e demony maj
kieszenie.
- Och, oczywicie, e maj. - Neith rozejrzaa si na wszystkie strony,
najwyraniej chcc si upewni, czy nikt nie podsuchuje. - Trzeba tylko wiedzie,
gdzie szuka.
- Okej... - powiedziaam. - No, wic zasadniczo przyszlimy tu po cie Besa.
- Wiem - potakna bogini.
- Z tego, co wiemy, jeste przyjacik Besa i Tauret.
- To prawda. Lubi ich. S brzydcy. Oni chyba nie nale do spisku.
- Oczywicie, e nie! Mogaby wic moe pokaza nam, gdzie znajduje si
cie Besa?
- Mogabym. Mieszka w moim krlestwie, wrd cieni dawnych czasw.
- Wrd... czego tym razem?
To byo bardzo niewaciwe pytanie.
Neith nacigna uk i wystrzelia w niebo. Powietrze falowao, kiedy strzaa
wznosia si w gr. Przez okolic przesza fala uderzeniowa i przez chwil czuam
zawrt gowy.
Kiedy otworzyam oczy, popoudniowe niebo nade mn byo znacznie
bardziej bkitne i poprzecinane pomaraczowymi chmurami. Powietrze - wiesze i
czystsze. Nad gow przeleciao mi stado gsi. Palmy byy wysze, trawa bardziej
zielona...
[Tak, Carter, wiem, e to gupio brzmi. Ale po drugiej stronie trawa naprawd
bya bardziej zielona].
Tam gdzie przed chwil znajdoway si ruiny, widniaa teraz dumna
witynia. Walt, Neith i ja stalimy tu przed jej murami, ktre wznosiy si na
dziesi metrw i poyskiway biel w wietle soca. Cay zesp budynkw musia
zajmowa co najmniej kilometr kwadratowy. W polowie muru po lewej stronie

wiecia brama ze zotego filigranu. Wzdu drogi prowadzcej do rzeki stay


kamienne sfinksy. Na rzece cumoway aglowe odzie.
Dezorientujce? Owszem. Ale miaam ju kiedy podobne dowiadczenie,
kiedy dotknam wietlnej kurtyny w Sali Wiekw.
- Jestemy w przeszoci? - domyliam si.
- W jej cieniu - odpara Neith. - Wspomnieniu. To mj azyl. Dla was moe
okaza si miejscem spoczynku, chyba e przeyjecie owy.
Zamaram.
- To znaczy... e zamierzasz na nas polowa? Przecie nie jestemy twoimi
wrogami! Bes to twj przyjaciel. Powinna nam pomaga!
- Sadie ma racj - powiedzia Walt. - To Apopis jest twoim wrogiem. A on
zamierza jutro rano zniszczy wiat.
Neith prychna.
- Koniec wiata? Od tysicy lat wiedziaam, e nadejdzie. Wy, miertelne
miczaki, ignorowalicie znaki ostrzegawcze, ale ja jestem przygotowana. Mam
podziemny bunkier wyposaony w jedzenie, czyst wod oraz do broni i amunicji,
eby odeprze atak armii zombi.
Walt zmarszczy brwi.
- Armii zombi?
- Nigdy nic nie wiadomo! - warkna Neith. - Chodzi o to, e ja przeyj
koniec wiata. Mog y z plonw ziemi! - Dgna mnie palcem. - Wiedzielicie, e
drzewo palmowe ma sze jadalnych czci?
- Eee...
-1 nigdy si nie znudz - cigna Neith - poniewa jestem rwnie bogini
tkactwa. Sznurka starczy mi na tysic lat tkania makram!
Nie odpowiedziaam, poniewa nie byam pewna, co to s makramy.
Walt unis rce.
- To wspaniale, Neith, ale Apopis jutro powstanie. Poknie soce, pogry
wiat w ciemnoci i caa ziemia utonie na powrt w morzu haosu.

- Ja bd bezpieczna w swoim bunkrze - upieraa si Neith. - Jeli zdoacie


mnie przekona, e jestecie przyjacimi, a nie wrogami, moe pomog wam w
sprawie Besa. A potem moecie doczy do mnie w bunkrze. Naucz was podstaw
surviva-lu. Bdziemy je racje ywnociowe i tka nowe ubrania z kieszeni naszych
nieprzyjaci!
Wymienilimy z Waltem spojrzenia. Bogini bya stuknita. Niestety
potrzebowalimy jej pomocy.
- A wic chcesz na nas polowa - zaczam - i musimy przey...
- Do zachodu soca - wpada mi w sowo. - Jeli bdziecie w stanie mi si
wymyka przez taki czas, pozwol wam zamieszka w swoim bunkrze.
- Mam inn propozycj - powiedziaam szybko. - adnego bunkra. Jeli
wygramy, pomoesz nam znale cie Besa, a poza tym bdziesz walczy po naszej
stronie przeciwko Apopisowi. Jeli naprawd jeste bogini wojny, owczyni i tak
dalej, powinna ci si spodoba porzdna bitwa.
Neith umiechna si promiennie.
- Niech bdzie! Dam wam piciominutowe fory. Ale ostrzegam: ja nigdy nie
przegrywam. Kiedy was zabij, zabior wasze kieszenie!
- Ostro si targujesz - odparam. - Ale zgoda.
Walt trci mnie okciem.
- Ee, Sadie...
Rzuciam mu ostrzegawcze spojrzenie. W moim przekonaniu nie mielimy
szans unikn tych oww, ale za to miaam pewien pomys, ktry mg nas
utrzyma przy yciu.
- Zaczynamy! - krzykna Neith. - Macie do dyspozycji cay teren, czyli
zasadniczo ca delt. Nieistotne. Znajd was.
- Ale... - zacz Walt.
- Cztery minuty - odpara Neith.
Zrobilimy jedyn rzecz, jaka miaa sens. Odwrcilimy si i pobieglimy
przed siebie.

***
- Co to jest makrama? - krzyknam, kiedy przedzieralimy si przez
mokrada.
- Technika tkacka - odpar Walt. - Czemu o to pytasz?
- Nie wiem - przyznaam. - Po prostu cie...
wiat przewrci si do gry nogami - a raczej ja to zrobiam. Wisiaam w
szorstkiej sieci ze sznurka, machajc nogami w powietrzu.
- To jest makrama - wyjani mi Walt.
- Cudownie. Zdejmij mnie std!
Wycign z plecaka n - praktyczny chopak - i zdoa mnie uwolni, ale
obawiaam si, e stracilimy prawie cale fory.
Soce stao ju nisko nad horyzontem, ale jak dugo mielimy szans
przey... p godziny? Godzin?
Walt grzeba w plecaku; przez chwil zastanawia si nad biaym woskowym
krokodylem.
- Co powiesz na Filipa?
- Nie - odparam. - Nie moemy walczy z Neith. Musimy jej si wymyka.
Moglibymy si rozdzieli...
- Tygrys. d. Sfinks. Wielbdy. Nie mam niewidzialnoci - mamrota Walt,
przygldajc si kolejnym amuletom. - Dlaczego nie mam talizmanu zapewniajcego
niewidzialno?
Wzruszyam ramionami. Kiedy ostatnim razem prbowaam niewidzialnoci,
nie skoczyo si to zbyt dobrze.
- Walt, ona jest bogini oww. Obawiam si, e nie oszukamy jej za pomo
adnego amuletu ukrywajcego, nawet gdybymy go mieli.
- To co proponujesz? - zapyta.
Pooyam mu palec na piersi i pstryknam w amulet, ktrego nie wzi pod
uwag... naszyjnik bdcy bliniakiem mojego.
- Amulety szen? - Walt zamruga oczami. - Jak one mog nam pomc?

- Rozdzielimy si i zyskamy na czasie - odparam. - Dziki tym amuletom


moemy dzieli myli, tak?
- No... tak.
-1 mog nas one teleportowa w miejsce, gdzie jest drugie z nas, tak?
Walt si zamyli.
- No... zaprojektowaem je tak, ale...
- Jeli si rozdzielimy - powiedziaam - Neith bdzie musiaa wybra, ktre z
nas chce tropi. Oddalimy si od siebie najbardziej, jak zdoamy. Jeli znajdzie
najpierw mnie, teleportujesz mnie z niebezpiecznego miejsca za pomoc amuletu. I
na odwrt. Potem rozdzielimy si znowu i bdziemy to powtarza.
- Byskotliwe - przyzna Walt. - O ile amulety zadziaaj wystarczajco szybko.
I jeli zdoamy utrzyma poczenie mylowe. I jeli Neith nie zabije jednego z nas,
zanim zdoamy zawoa o pomoc. I jeli...
Pooyam mu palec na ustach.
- Zostamy przy byskotliwe.
Skin gow, po czym pocaowa mnie pospiesznie.
- Powodzenia.
Nierozsdny chopak: nie powinien robi takich rzeczy, jeli miaam by
skoncentrowana. Pobieg na pnoc, a ja, po chwili oszoomienia, pognaam na
poudnie.
Przemoknite martensy nie sprawdzaj si najlepiej, gdy czowiek musi si
przekrada.
Rozwaaam brodzenie w rzece - Neith zgubiaby mj lad - ale wolaam nie
ryzykowa, nie wiedzc, co kryje si pod powierzchni: krokodyle, we, ze duchy?
Carter mwi mi kiedy, e staroytni Egipcjanie rzadko umieli pywa, co
nieustajco mnie mieszyo. Jak ludzie mieszkajcy nad rzek mogli nie umie pywa? Teraz zrozumiaam. Nikt przy zdrowych zmysach nie miaby ochoty tapla si
w tej wodzie.

(Carter mwi, e pywanie w Tamizie lub w East River byoby rwnie


szkodliwe dla zdrowia. W sumie ma racj). [A teraz zamknij si, drogi braciszku, i
pozwl mi wrci do opowieci o moich genialnych pomysach].
Pobiegam brzegiem, przedzierajc si przez trzciny. Przeskoczyam nad
wygrzewajcym si w

socu krokodylem. Nie zawracaam sobie gowy

sprawdzaniem, czy rzuci si za mn w pogo. Moim problemem byy wiksze


drapieniki.
Nie jestem pewna, jak dugo to trwao. Miaam wraenie, e przebiegam
wiele kilometrw. Kiedy brzeg si rozszerzy, skierowaam si w gb ldu, starajc
si pozostawa w cieniu palm. Nie syszaam pogoni, ale miejsce na plecach midzy
opatkami wci mnie swdziao, jakby w oczekiwaniu pocisku.
Przebiegam przez polan, na ktrej kilkoro staroytnych Egipcjan w
przepaskach biodrowych gotowao obiad nad ogniem tu obok maej chatki krytej
trzcin. Moe ci Egipcjanie byli tylko cieniami przeszoci, ale wygldali cakiem
realnie. Sprawiali wraenie do zaskoczonych, kiedy jasnowosa dziewczyna w
wojskowych ciuchach wpada na rodek ich podwrka. Kiedy jednak zobaczyli moj
lask i rdk, natychmiast padli na ziemi, uderzajc gowami o piasek i
mamroczc co o Per Anch - Domu ycia.
- Ee, tak - powiedziaam. - Oficjalna misja Per Anch: Nie przeszkadzajcie
sobie. Pa.
Pobiegam dalej. Zastanawiaam si, czy kiedy pojawi si na malowidle
witynnym - jasnowosa Egipcjanka z fioletowymi pasemkami, biegnca zygzakiem
midzy palmami, wrzeszczca hieroglifami: Buee! i cigana przez Neith. Myl o
jakim nieszczsnym archeologu usiujcym to zrozumie niemal wprawia mnie w
wietny humor.
Dotaram do kraca lasu palmowego i zatrzymaam si. Przede mn
rozcigay si po horyzont pola uprawne. adnego schronienia.
Odwrciam si. BUM!

Strzaa wbia si w najblisz palm z tak si, e daktyle posypay mi si na


gow.
Walt, pomylaam desperacko, szybko, prosz-Dwadziecia metrw ode mnie
Neith podniosa si z trawy. Twarz miaa usmarowan rzecznym muem. Licie
palmowe sterczay jej z wosw niczym zajcze uszy.
- Polowaam na dzikie winie, ktre byy sprawniejsze od ciebie - powiedziaa
z wyrzutem. - Polowaam na pdy papirusu, ktre byy zwinniejsze!
Szybko, Walt, mylaam. Kochany Walcie, pospiesz si.
Neith potrzsna gow z obrzydzeniem. Nacigna luk. Poczuam skurcz w
odku, jakbym jechaa samochodem i kierowca nagle nacisn hamulec.
Siedziaam obok Walta na drzewie, na najniszym konarze wielkiego figowca.
- Udao si - powiedzia.
Cudowny Walt!
Pocaowaam go, jak naley - albo jak naleao, zwaywszy na okolicznoci.
Pachnia sodko, czego wczeniej nie zauwayam, jakby najad si kwiatw lotosu.
Przypomniay mi si szkolne napisy typu: Walt V Sadie. Na szczcie wszyscy,
ktrzy mogliby si ze mnie namiewa, znajdowali si w dalekiej przyszoci.
Walt odetchn ciko.
- Czy to byo podzikowanie?
- Wygldasz lepiej - zauwayam. Jego oczy nie byy ju takie te. Chyba
odczuwa te mniejszy bl, gdy si porusza. Powinnam si ucieszy, ale zamiast
tego poczuam niepokj. - Ten zapach lotosu... ty co pie?
- Wszystko w porzdku. - Odwrci wzrok. - Lepiej si rozdzielmy i
powtrzmy t sztuczk.
Te sowa nie zmniejszyy mojego niepokoju, ale Walt mia racj. Nie mielimy
czasu na pogawdki. Zeskoczylimy na ziemi i rozbieglimy si w przeciwnych
kierunkach.
Soce niemal dotykao ju horyzontu. Pojawia si nadzieja. To nie potrwa
dugo.

Omal nie wpadam w kolejn sie, ale na szczcie byam wyczulona na.prace
techniczne Neith. Ominam puapk, przedaram si przez kp papirusw i
znalazam si z powrotem w wityni.
Zota brama bya otwarta. Szeroka aleja sfinksw prowadzia prosto do
kompleksu. adnych stranikw... adnych kapanw. Moe Neith pozabijaa
wszystkich i pozabieraa ich kieszenie, a moe wszyscy siedzieli w podziemnym
bunkrze, przygotowujc si na inwazj zombi.
Hm. Uznaam, e jej wasna baza bdzie ostatnim miejscem, w ktrym bogini
mogaby mnie szuka. A poza tym Tauret widziaa cie Besa gdzie na tym murze.
Jeli uda mi si znale cie bez pomocy Neith, tym lepiej.
Pobiegam ku bramie, nie spuszczajc podejrzliwego wzroku ze sfinksw.
aden nie oy. Na wielkim dziedzicu stay dwa
.
obeliski zwieczone zlotem. Midzy nimi poyskiwa posg Neith w
staroegipskich szatach. Wok jej stp leay sterty tarcz i strza, niczym upy
wojenne.
Rozejrzaam si po otaczajcych mnie cianach. Na szczyt fortyfikacji wiodo
kilka klatek schodowych. Zachodzce soce rzucao mnstwo cieni, ale nie
widziaam

niczego,

co

przypominaoby

wyranie

sylwetk

kara.

Tauret

wspomniaa, e powinnam przywoa cie. Wanie zamierzaam to zrobi, kiedy w


mojej gowie rozleg si gos Walta: - Sadie!
Bardzo trudno si skoncentrowa, kiedy od tego zaley czyje ycie.
Chwyciam mocno amulet szen i wymamrotaam: - Ju. Ju.
Wyobraziam sobie Walta stojcego obok mnie, moe jednak bez strzay
sterczcej mu z plecw. Zamrugaam... i oto sta koo mnie. Tak mnie ucisn, e
prawie zwali mnie z ng.
- Omal... omal mnie nie zabia - wystka. - Ale najpierw musiaa wygosi
przemow. Powiedziaa, e spodobaa jej si nasza sztuczka. Ze bdzie dumna,
mogc nas zabi i zabra nasze kieszenie.

- Super - stwierdziam. - Rozdzielamy si znowu?


Walt spojrza ponad moj gow.
- Sadie, patrz.
Wskaza na pnocno-zachodni kt budowli, gdzie nad murem wznosia si
wieyczka. Niebo czerwieniao i cienie powoli schodziy z jednej strony wiey, jeden
jednak pozosta - sylwetka krpego czowieczka z nastroszonymi wosami.
Niestety zapomnielimy o naszym planie. Oboje podbieglimy do schodw i
wspilimy si na mur. Chwil pniej stalimy na jego szczycie, wpatrujc si w
cie Besa.
Uwiadomiam sobie, e Tauret i nasz przyjaciel musieli trzyma si tamtej
nocy za rce dokadnie w tym samym miejscu. Bes powiedzia prawd - zostawi tu
cie, eby mg by szczliwy nawet wtedy, kiedy Bes nie bdzie.
- Och, Besie... - Czuam si tak, jakby moje serce skurczyo si w woskowe
uszebti. - Jak my go schwytamy, Walt?
- Nie schwytacie - rozleg si gos za naszymi plecami. Odwrcilimy si.
Kilka metrw od nas na murze staa Neith.
Napia uk z dwiema strzaami naoonymi na ciciw. Z tej odlegoci nie
miaaby adnych problemw, aby trafi nas oboje za jednym zamachem.
- Niele wam szo - przyznaa. - Ale ja zawsze wygrywam owy.
SADIE
Uwiadomiam sobie, e Tauret i nasz przyjaciel musieli trzyma si tamtej
nocy za rce dokadnie w tym samym miejscu. Bes powiedzia prawd - zostawi tu
cie, eby mg by szczliwy nawet wtedy, kiedy Bes nie bdzie.
- Och, Besie... - Czuam si tak, jakby moje serce skurczyo si w woskowe
uszebti. - Jak my go schwytamy, Walt?
- Nie schwytacie - rozleg si gos za naszymi plecami. Odwrcilimy si.
Kilka metrw od nas na murze staa Neith.
Napia uk z dwiema strzaami naoonymi na ciciw. Z tej odlegoci nie
miaaby adnych problemw, aby trafi nas oboje za jednym zamachem.

- Niele wam szo - przyznaa. - Ale ja zawsze wygrywam owy.


14. Zabawa w rozdwojenie jani
LJoskonay moment, eby zawoa Izyd?
By moe. Ale nawet gdyby Izyda zechciaa odpowiedzie, wtpi, czy byaby
w stanie przyzwa magi szybsz ni strzay Neith. A w kontekcie nikej szansy na
pokonanie owczyni czuam, e uznaaby ona za oszustwo odwoanie si do mocy
innej bogini. Oskaryaby mnie pewnie o przynaleno do rosyjsko-zombio-wopodatkowego spisku.
Neith moga by stuknita, ale potrzebowalimy jej pomocy. Bdzie znacznie
bardziej uyteczna, strzelajc do Apopisa, ni siedzc w bunkrze i tkajc kamizelki z
naszych kieszeni i sznurka z wzekami.
Moje myli szalay. Jak pokona owczyni? Nie miaam pojcia o myliwych,
jeli nie liczy starego majora McNeila, kumpla dziadka z klubu seniora, ktry
nieustannie opowiada o... Och.
- Ale wstyd - wypaliam.
Neith si zawahaa, na co liczyam.
- Co takiego? - spytaa.
- Sze jadalnych czci palmy? - Rozemiaam si. - Raczej siedem.
Neith zmarszczya brwi.
- Niemoliwe!
- Doprawdy? - Uniosam brwi. - ya kiedy z podw ziemi w Covent
Garden? Przemierzya dzikie pustkowia Camden Lock i przeya?
Bogini opucia nieco uk.
- Nie znam tych miejsc.
- Tak wanie mylaam! - wykrzyknam triumfalnie. - Och, ile miaybymy
sobie do powiedzenia, Neith. Wskazwki dotyczce sztuki przetrwania. Kiedy
przeyam cay tydzie na st-chych biszkoptach i soku Ribeny.
- To jaka rolina? - spytaa Neith.

- Zawierajca wszystkie skadniki niezbdne do przeycia - zapewniam. Trzeba tylko wiedzie, gdzie j kupi... to znaczy zebra.
Uniosam rdk w nadziei, e bogini uzna to za dramatyczny gest, a nie
grob. - Wiesz, pewnego razu w swoim bunkrze przy dworcu Charing Cross
zrobiam zasadzk na miertelnie grone elki.
Neith zrobia wielkie oczy.
- One s grone?
- Przeraliwe - przytaknam. - Och, w pojedynk wydaj si niedue, ale
zawsze wystpuj w wielkich ilociach. Lepkie, tuczce... naprawd miertelnie
niebezpieczne. Byam sama, majc przy sobie tylko dwa funty i bilet na metro,
otoczona tumem elek, kiedy... Och, nieistotne. Kiedy elki si na ciebie rzuc...
zreszt sama si przekonasz.
Bogini opucia uk.
- Opowiedz mi o nich. Musz si nauczy polowa na elki.
Spojrzaam z powag na Walta.
- Jak dugo trwaa twoja nauka, Walt?
- Siedem lat - odpar. - Prawie osiem.
- A czy zostae uznany za godnego polowania ze mn na elki?
- Och... nie.
- Widzisz! - Uklkam i zaczam rysowa namurze rdk. - Nawet Walt
nie jest jeszcze gotowy na tak wiedz. Mogabym ci narysowa przeraliwe elki, a
nawet - bogowie, nie! - krakersy. Ale taka wiedza mogaby zniszczy pomniejszego
owc.
- Jestem bogini oww! - Neith podesza bliej, wpatrujc si z podziwem w
byszczce znaki... najwyraniej niewiadoma, e rysowaam ochronne hieroglify. Musz si tego dowiedzie.
- C... - Zerknam na horyzont. - Przede wszystkim musisz zrozumie, e
wielk rol odgrywa wyczucie czasu.
- Tak! - wykrzykna z zapaem Neith. - Opowiedz mi o tym.

- Na przykad... - Dotknam hieroglifw, uruchamiajc zaklcie. - Soce


wanie zaszo. My yjemy. Wygralimy.
Neith zrobia gron min.
- Oszustwo!
Skoczya na mnie, ale ochronne znaki rozbysy, odpychajc j do tyu. Bogini
uniosa uk i wystrzelia.
To, co si nastpnie wydarzyo, zaskoczyo mnie na wielu poziomach. Po
pierwsze, strzay musiay by powanie zaklte, poniewa przedary si bez trudu
przez moje zabezpieczenia. Po drugie, Walt rzuci si do przodu z niespodziewan
prdkoci. Zanim zdyam krzykn (co i tak zrobiam), chwyci strzay w
powietrzu. Rozpady si w szary py i rozwiay na wietrze.
Neith cofna si z przeraeniem.
- To ty. To nieuczciwe!
- Wygralimy - odpar Walt. - Dotrzymaj umowy.
Wymienili spojrzenia, ktrych nie zrozumiaam - co w rodzaju prby woli.
- Doskonale - sykna Neith przez zacinite zby. - Moecie i. Kiedy Apopis
powstanie, bd walczy po waszej stronie. Ale nigdy nie zapomn, e wtargne na
moje terytorium, synu Seta. A ty...
Spojrzaa na mnie z gniewem.
- Rzucam na ciebie kltw owcy: pewnego dnia twoja zwierzyna ci oszuka,
podobnie jak ty oszukaa mnie dzisiaj. Niech opadnie ci sfora dzikich elek!
Z tymi przeraajcymi sowami na ustach bogini rozpada si w stert
sznurka.
- Synu Seta? - Spojrzaam na Walta spode ba. - Co dokadnie...?
- Uwaga! - ostrzeg mnie.
witynia wok nas rozpadaa si w gruz. Powietrze zafalowao i magiczna
fala uderzeniowa si zwina, a krajobraz sta si znowu krajobrazem wspczesnego
Egiptu.

Ledwie udao nam si dobiec do podstawy schodw. Ostatnie fragmenty


wityni rozpady si w sterty zwietrzaych cegie mu-owych, ale cie Besa wci
by na nich widoczny, chocia blad powoli w promieniach zachodzcego soca.
- Musimy si pospieszy - powiedzia Walt.
- Owszem, ale jak mamy go schwyta?
Za nami kto odchrzkn.
O poblisk palm opiera si Anubis z powanym wyrazem twarzy.
- Przepraszam, e przeszkadzam. Ale... ju czas, Walt.
Anubis ubrany by w oficjalne egipskie szaty. Mia na sobie zoty pektora,
czarn spdniczk, sanday i praktycznie nic poza tym. Jak ju kiedy wspomniaam,
niewielu chopakom byoby dobrze w takim stroju, zwaszcza z oczami
podkrelonymi koh-lem, ale Anubis stanowi wyjtek.
Nagle w jego oczach pojawi si niepokj. Anubis zacz biec w nasz stron.
Przez moment miaam absurdaln wizj samej siebie na okadce jednego z
romansw czytanych przez babci, na ktrej widoczna jest kobieta omdlewajca w
ramionach pnagiego, muskularnego mczyzny, podczas gdy drugi stoi obok,
rzucajc jej powczyste spojrzenia. Och, dziewczyny musz podejmowa tak
okropne decyzje! Co ja bym daa za czas, eby si umy. Wci byam pokryta
muem, sznurkiem i traw, jakby kto mnie wysmarowa smo, a nastpnie wytarza
w pierzu.
Anubis min mnie jednak i chwyci w ramiona mojego towarzysza. No... to
byo zaskoczenie.
Szybko si jednak zorientowaam, e zrobi to, aby zapobiec jego upadkowi.
Twarz Walta pokryway krople potu. Gowa mu opada, a kolana ugiy si, jakby
kto przeci ostatnie cigna, ktre je podtrzymyway. Anubis pooy go delikatnie
na ziemi.
- Nie odchod, Walcie - powiedzia z niepokojem Anubis. - Musimy
dokoczy interes.

- Dokoczy interes?! - krzyknam. Nie wiem, co mnie naszo, ale czuam si


tak, jakbym wanie zostaa wyretuszowana z okadki wasnej ksiki. A jeli do
czego nie przywykam, to wanie do bycia ignorowan. - Co ty tu robisz, Anubisie?
Co si midzy wami dzieje? I co to za cholerny interes?
Anubis spojrza na mnie spod zmarszczonych brwi, jakby zapomnia o mojej
obecnoci. To nie pomogo mi odzyska humoru.
- Sadie...
- Usiowaem jej wytumaczy - jkn Walt.
Anubis pomg mu usi, ale Walt wci wyglda okropnie.
- Rozumiem - odpar Anubis. - Nie dae rady jej powiedzie, jak
podejrzewam?
Walt umiechn si sabo.
- Powiniene by j widzie, jak nawijaa do Neith o elkach. Bya jak... no, nie
wiem, gadajcy karabin maszynowy. Bogini nie miaa szans.
- Wiem, widziaem - odrzek Anubis. - Byo to urocze w typowy dla niej,
irytujcy sposb.
- Bardzo przepraszam? - Nie byam pewna, ktremu powinnam da w pysk w
pierwszej kolejnoci.
- A kiedy si rumieni, tak jak teraz... - doda Anubis, jakbym bya jakim
interesujcym okazem.
- Jest sodka - przyzna Walt.
- Zdecydowae si wic? - spyta Anubis. - To twoja ostatnia szansa.
- Tak. Nie mog jej zostawi.
Anubis skin gow i cisn go za rami.
- Ja te nie. Ale najpierw cie?
Walt odkaszln, a jego twarz wykrzywi bl.
- Tak. Zanim bdzie za pno.
Nie bd udawa, e mylaam jasno, ale jedno byo oczywiste: ci dwaj
rozmawiali za moimi plecami znacznie czciej, ni sdziam. Ciekawe, jak mnie

oplotkowywali? Pal diabli Apopisa poykajcego soce... to by mj najgorszy


koszmar.
Jak to obaj nie mog mnie zostawi? Takie sowa w ustach umierajcego
chopaka i boga mierci brzmiay do zowieszczo. Ci dwaj zawizali jaki spisek...
Och, bogowie. Zaczynaam myle jak Neith. Jeszcze chwila i zwin si w
kbek w podziemnym bunkrze, zaczn ywi wojskowymi racjami i gdaka podczas
zszywania kieszeni chopakw, ktrzy mnie porzucili.
Anubis z trudem podprowadzi Walta do cienia Besa, teraz ju szybko
znikajcego w gasncym wietle soca.
- Jeste w stanie to zrobi? - spyta.
Walt wymamrota co, czego nie zrozumiaam. Rce mu dray, ale wycign
z plecaka kawaek wosku i zacz formowa z niego uszebti.
- Setne usiowa przedstawi to jako bardzo skomplikowane, ale teraz ju
wiem, e to proste. Nic dziwnego, e bogowie nie chcieli, aby ta wiedza dostaa si w
rce miertelnikw.
- Przepraszam - wtrciam si.
Spojrzeli na mnie.
- Cze, jestem Sadie Kane - powiedziaam. - Nie chciaabym przeszkadza w
waszej kumpelskiej pogawdce, ale co wy u diaba robicie?
- apiemy ducha Besa - odpar Anubis.
- Ale... - Nie byam w stanie mwi. To by byo tyle w kwestii karabinu
maszynowego. Zdaje si, e wanie si zaci. - Ale jeli to jest ten interes, o ktrym
rozmawialicie, to o co chodzio z tym decydowaniem si, zostawianiem mnie i...
- Sadie - przerwa mi Walt - stracimy ten cie, jeli nie bd teraz dziaa.
Musisz zapamita zaklcie, eby moga go uy w odniesieniu do cienia wa.
- Nie umrzesz, Walcie Stone. Zabraniam ci.
- To prosta inkantacja - cign, cakowicie ignorujc moje bagania. - Zwyke
przyzwanie, z tym e imi Besa zastpujesz sowami cie Besa. A kiedy cie si
wchonie, potrzebujesz zaklcia wicego, eby go zakotwiczy. Nastpnie...

- Walt, przesta!
Trzs si tak bardzo, e szczkay mu zby. Jak mg myle teraz o
udzielaniu mi lekcji magii?
- Jeli chodzi o wyklcie - cign - bdziesz musiaa stan naprzeciwko
Apopisa. Rytua jest taki sam jak zawsze. Setne skama w tej kwestii, w
opracowanym przez niego zaklciu nie ma nic specjalnego. Prawdziwym problemem
jest znalezienie cienia. W wypadku Besa po prostu odwr zaklcie. Powinna by w
stanie rzuci je z pewnej odlegoci, poniewa jest to dobroczynne zaklcie. Cie
bdzie chcia ci pomc. Wylij szut, eby znalazo Besa, i ono powinno... powinno go
przywrci.
- Ale...
- Sadie, - Anubis obj mnie ramieniem. W jego brzowych oczach
dostrzegam wspczucie. - Nie zmuszaj go, eby mwi wicej, ni musi. Potrzebuje
siy, eby rzuci to zaklcie.
Walt zacz piewa. Unis bryk wosku, ktra przypominaa teraz
miniaturowego Besa, i przycisn j do cienia na cianie.
- Przecie on umrze! - zaszlochaam.
Anubis

mnie

przytuli.

Pachnia

witynnym

kadzidem:

kopalem,

bursztynem i innymi staroytnymi wynalazkami.


- On urodzi si w cieniu mierci - powiedzia. - Dlatego tak dobrze si
rozumiemy. Byby ju dawno straci siy, ale Jaz daa mu jeszcze jedn mikstur,
ktra powstrzymywaa bl, eby mg wykorzysta w potrzebie ostatni porcj
energii.
Przypomnia mi si slodkawy zapach lotosu w oddechu Walta.
- Zay to przed chwil. Kiedy uciekalimy przed Neith.
Anubis potakn.
- Jest wyczerpany. Ma do siy tylko na to, eby dokoczy zaklcie.

- Nie! - Chciaam krzycze i bi go, ale wyszo na to, e si rozkleiam i


rozpakaam. Anubis trzyma mnie w ramionach, a ja szlochaam jak maa
dziewczynka.
Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Po prostu nie byam w stanie znie
myli o utracie Walta, nawet za cen oywienia Besa. Czy cho raz nie mogo mi si
co uda bez ogromnych ofiar?
- Musisz patrze - przekonywa mnie Anubis. - Nauczy si zaklcia. To
jedyny sposb, eby ocali Besa. No i bdziesz potrzebowaa tego zaklcia, eby
zapa cie Apopisa.
- Nic mnie to nie obchodzi! - krzyknam, ale patrzyam.
Walt piewa, a posek wciga w siebie cie Besa jak gbka nasikajca
pynem. Wosk zrobi si czarny jak kohl.
- Nie martw si - powiedzia agodnie Anubis. - mier nie oznacza dla niego
koca.
Uderzyam go w pier, ale niezbyt mocno.
- Nie chc tego sysze! Nie powinno ci tu nawet by. Czy bogowie nie
zakazali ci si do mnie zblia?
- Nie mog by blisko ciebie - przytakn Anubis - poniewa nie posiadam
miertelnego ciaa.
- No wic jak to robisz? Tu nie ma cmentarza. To nie twoja witynia.
- Nie - przyzna Anubis, po czym skin gow w stron Walta. - Spjrz.
Walt skoczy zaklcie. Wypowiedzia sowo rozkaz: - Chenem.
Hieroglify oznaczajce czenie rozbysy srebrem na ciemnym wosku:
To byo to samo zaklcie, ktrym posuyam si, eby naprawi sklep z
pamitkami w Dallas, to samo, ktrego wujek Amos uy w ostatnie wita, kiedy
pokazywa nam, jak poskada z powrotem potuczony pmisek. Miaam
koszmarn pewno, e bdzie to ostatnie zaklcie, jakie rzuci Walt w swoim yciu.
Zatoczy si do przodu. Podbiegam do niego, pooyam jego gow na
swoich kolanach. Oddycha z trudem.

- Udao si - wymamrota. - A teraz... polij cie do Besa. Musisz...


- Walt, prosz - powiedziaam. - Moemy zabra ci do pierwszego nomu.
Uzdrowiciele moe zdoaj...
- Nie, Sadie... - Wcisn mi figurk do rki. - Pospiesz si.
Usiowaam si skupi. Byo to prawie niemoliwe, ale udao mi si odwrci
sowa wyklcia. Posaam moc w posek i wyobraziam sobie dawnego Besa.
Kazaam cieniowi znale swego pana, obudzi jego dusz. Zamiast wymazywa
Besa ze wiata, chciaam umieci go z powrotem na obrazie, tym razem narysowa
go niezmywalnym tuszem.
Woskowa figurka zamienia si w dym i znika.
- Za... zadziaao? - spytaam.
Walt nie odpowiedzia. Mia zamknite oczy. Lea cakowicie nieruchomo.
- Och, nie... prosz. - Przytuliam policzek do jego czoa, ktre z sekundy na
sekund stawao si coraz chodniejsze. - Zrb co, Anubisie!
Zero odpowiedzi. Odwrciam si: Anubis znikn.
- Anubis! - wrzasnam tak gono, e krzyk odbi si echem od dalekich ska.
Pooyam Walta na ziemi najdelikatniej, jak zdoaam. Wstaam i obrciam si
dookoa z zacinitymi piciami.
- Tak to jest?! - krzyknam w pustk. - Zabierasz jego dusz i odchodzisz?
Nienawidz ci!
Nagle Walt jkn i otworzy oczy.
Rozpakaam si z ulg.
- Walt! - Przyklkam obok niego.
- Brama - powiedzia naglco.
Nie miaam pojcia, o czym mwi. Moe to bya jaka przedmiertna wizja?
Jego gos brzmia janiej, wci sabo, ale nie by ju zduszony blem. - Pospiesz si,
Sadie. Znasz ju zaklcie. Ono podziaa... na cie wa.
- Co si dzieje, Walt? - Otaram zy z twarzy. - Jaka brama?

Wskaza nieznacznym ruchem rki. Kilka metrw od nas w powietrzu unosia


si brama mroku.
- Caa ta misja bya puapk - odpar. - Setne... przejrzaem jego plan. Twj
brat potrzebuje pomocy.
- Ale co z tob? Chod ze mn!
Pokrci przeczco gow.
- Jestem jeszcze zbyt saby. Zrobi, co w mojej mocy, eby wezwa posiki z
Duat... bdziesz ich potrzebowaa... ale ledwie si ruszam. Spotkamy si o wschodzie
soca w pierwszym nomie, jeli... jeli jeste pewna, e mnie nie nienawidzisz.
- Ze ci nie nienawidz? - Byam kompletnie skoowana. - Dlaczego miaabym
ci nienawidzi?
Umiechn si ze smutkiem... umiechem, ktry nie by cakiem jego.
- Patrz - powiedzia.
Przez chwil nie rozumiaam, o co mu chodzi. Poczuam zimny dreszcz. Jakim
cudem Walt przey? I gdie si podzia Anubis? Co oni uknuli? ~
Neith nazwaa Walta synem Seta, a przecie nim nie by. Jedynym dzieckiem
Seta by Anubis.
Usiowaem jej wytumaczy, zapewnia go Walt.
On urodzi si w cieniu mierci, przekonywa mnie Anubis. Dlatego tak
dobrze si rozumiemy.
Nie miaam na to ochoty, ale zajrzaam do Duat.
W miejscu, gdzie lea Walt, zobaczyam inn osob, jakby nakadajce si na
siebie obrazy... Modego chopaka, sabego i bladego, w zotym pektorale i czarnej
egipskiej spdniczce, z dobrze mi znanymi brzowymi oczami i smutnym
umiechem. A jeszcze gbiej dostrzegam janiejc szar powiat boga... Anubisa
w postaci szakala.
- Och... nie, nie. - Podniosam si i odeszam par krokw od niego. Od nich.
Zbyt wiele kawakw ukadanki nagle nabrao sensu. W gowie mi si krcio.
Zdolno Walta do zamieniania rzeczy w proch... to przecie cieka Anubisa. Od

wielu miesicy by kanaem mocy tego boga. Ich przyja, ich rozmowy, ten inny
sposb na ocalenie Walta, o ktrym wspomina Anubis...
- Co ty zrobie? - Wpatrywaam si w niego z przeraeniem. Nie byam nawet
pewna, jakiego uy imienia.
- Sadie, to ja - odpar Walt. - To nadal ja.
Z Duat odezwa si jednoczenie gos Anubisa: - To nadal ja.
- Nie! - Nogi mi dray. Czuam si oszukana i zdradzona. Czuam si tak,
jakby wiat pogry si ju w morzu chaosu.
- Wszystko ci wyjani - powiedzia dwoma gosami - ale Carter potrzebuje
twojej pomocy. Prosz, Sadie...
- Przesta!
Nie jestem dumna z tego, jak si zachowaam, ale odwrciam si i uciekam skoczyam wprost w bram mroku. Przez krtk chwil nie obchodzio mnie nawet,
dokd ona prowadzi, skoro moga mnie zabra daleko od tego niemiertelnego
stwora, ktrego kiedy kochaam.
15. Zostaj fioletowym szympansem
Zelki? Naprawd?
Ja tego nie syszaem. Moja siostra nigdy nie przestanie mnie zdumiewa...
[Nie, Sadie, to bynajmniej nie by komplement].
W kadym razie podczas gdy Sadie przeywaa dramat w zwizku ze swoim
nadprzyrodzonym chopakiem, ja musiaem stawi czoa morderczemu toporowi
kapitana statku rzecznego, ktry najwyraniej postanowi zmieni imi na Jeszcze
Bardziej Zakrwawione Ostfe.
- Cofnij si - rzuciem. - To rozkaz.
Zakrwawione Ostrze wybrzcza co, co brzmiao niemale jak miech.
Pochyli gow na lewo - wygldao to jak taneczny ruch Elvisa Presleya - i wybi
dziur w cianie. Nastpnie z ramionami w drzazgach ruszy znw na mnie.
- Mam inny rozkaz - zabrzcza. - Rozkaz, eby zabi!

Zaszarowa jak byk. Po tym caym zamieszaniu w Serapeum byk by ostatni


rzecz, na jak miaem ochot.
Zrobiem wymach pici. - Hui!
Hieroglify oznaczajce uderzenie zapony midzy nami:
Niebieska pi energii uderzya z moc w Zakrwawione Ostrze, wypchna
go przez drzwi i prosto przez cian kabiny znajdujcej si naprzeciwko. Takie
uderzenie pozbawioby czowieka przytomnoci, ale syszaem, e Krwawy gramoli
si z gruzu, pobrzkujc gniewnie.
Usiowaem zebra myli. Fajnie byoby wali w niego dalej tymi hieroglifami,
ale magia tak nie dziaa. Raz wypowiedziane boskie sowo nie moe by uyte przez
nastpnych kilka minut, a czasem nawet godzin.
Poza tym boskie sowa to najwysza magia (niektrzy magowie potrzebuj
lat, eby nauczy si pojedynczego hieroglifu). Przekonaem si rwnie na wasnej
skrze, e zbyt czste ich wymawianie bardzo szybko wyczerpuje energi, a ja nie
miaem jej ju zbyt wiele.
Najwaniejsze: utrzyma demona z daleka od Ziyi, ktra bya wci
pprzytomna i cakowicie bezbronna. Wezwaem tyle magii, ile zdoaem, i
powiedziaem: - Ned! Ochrona.
Otoczya j niebieska powiata. Nagle z przeraeniem przypomniaem sobie
moment, kiedy wiosn znalazem Ziy w jej wodnym grobowcu. Co bdzie, jeli
obudzi si spowita niebiesk energi i pomyli, e znw jest uwiziona?
- Och, Ziya - powiedziaem - nie chciaem...
- ZABI! - Zakrwawione Ostrze podnis si z rozwalonej kabiny. Na gow
mia nabit poduszk, z ktrej na jego mundur sypao si pierze.
Pognaem na korytarz i w kierunku schodw, obracajc si tylko na tyle, eby
sprawdzi, czy kapitan postanowi mnie goni, czy zwrci si przeciwko Ziyi. Na
szczcie - szed za mn.
Dotarem na pokad i wrzasnem: - Setne!

Ducha nigdzie nie byo wida. wiateka zaogi warioway - uganiay si po


pokadzie jak szalone, wpaday na ciany, przeskakiway nad kominami, bez
powodu opuszczay i podnosiy trap. Podejrzewaem, e kiedy Zakrwawione Ostrze
przesta wydawa im rozkazy, nie miay pojcia, co robi.
Statek mkn Rzek Nocy, zataczajc si jak pijany. Przemknlimy midzy
dwiema poszarpanymi skaami, o ktre kadub mgby si bez trudu roztrzaska, a
nastpnie runlimy z katarakty z wywoujcym dreszcze oskotem. Spojrzaem na
mostek - nikt nie sta za sterem. Cud, e jeszcze si nie rozbilimy. Musiaem
odzyska kontrol nad odzi.
Pognaem ku schodom.
Kiedy byem w poowie drogi, niespodziewanie pojawi si przede mn
Zakrwawione Ostrze. Zamachn si gow na mj brzuch, rozcinajc mi koszul.
Gdybym byl nieco tszy... nie, wol o tym nie myle. Zatoczyem si do tyu,
przyciskajc rk do ppka. Ostrze ledwie drasno skr, ale poczuem mdoci na
widok krwi na palcach.
adny z ciebie wojownik, skarciem si w mylach.
Na szczcie gowa Zakrwawionego Ostrza utkwia w cianie. Usiowa j
wydosta, pomrukujc: - Nowy rozkaz: Zabi

Cartera Kane a. Zabra go do Krainy Demonw. Upewni si, e to podr w


jedn stron.
Do Krainy Demonw?
Popdziem na schody i na mostek.
d pyna wartkim nurtem, rzeka bya pena bystrzy. Z mgy wychyna
skalna iglica i otara si o kadub po prawej, oddzie-rajc kawaek relingu.
Obrcilimy si w bok i nabralimy prdkoci. Gdzie z oddali dochodzi ryk
milionw

ton wody spadajcych w

wodospadowi.

otcha zapomnienia.

Pdzilimy ku

Rozpaczliwie wypatrywaem brzegu. Niewiele byo wida przez gst mg i


ponure szare wiato Duat, ale jakie sto metrw przed dziobem zamigotay ponce
ognie i ciemna linia, ktra moga by pla.
Kraina Demonw nie brzmiaa zachcajco, ale nie a tak le jak upadek z
wodospadu i roztrzaskanie si na kawaki. Przeciem sznur dzwonu alarmowego i
ustawiem na nowo koo steru, kierujc nas ku brzegowi.
- Zabi Kanea!
Idealnie wyczyszczony but kapitana kopn mnie w ebra, a wyleciaem
przez okno po lewej stronie. Roztrzaskane szko wbio mi si w plecy i nogi. Odbiem
si od gorcego komina i wyldowaem bolenie na pokadzie.
Zrobio mi si ciemno przed oczami. Rana na brzuchu pieka. Nogi sprawiay
wraenie, e wymitosi je tygrys, a sdzc po piekcym blu w boku, pewnie
zamaem par eber.
Podsumowujc, nie byo to najlepsze bitewne dowiadczenie w moim yciu.
Cze! - odezwa si Horus w mojej gowie. Mylae o wezwaniu pomocy czy
te zadowoli ci samotna mier?
Jasne, warknem w odpowiedzi. Sarkazm bardzo nam pomoe.
Prawda bya taka, e nie miaem do energii, eby wezwa awatar, nawet z
pomoc Horusa. Walka z bykiem Apisem prawie cakowicie mnie wyczerpaa, a
miaa przecie miejsce przed tym, jak zacz mnie goni demon z siekier i
wypadem przez okno.
Syszaem kroki Zakrwawionego Ostrza na schodach. Usiowaem si
podnie i omal nie zemdlaem z blu.
Bro, zwrciem si do Horusa. Potrzebuj broni.
Signem do Duat i wycignem stamtd strusie piro.
- Zwariowae?! - wrzasnem.
Horus nie odpowiedzia.
Tymczasem d brna ku brzegowi, a zaoga wiateek miotaa si w panice.
Teraz lepiej byo wida pla - czarny piasek usiany komi oraz piropuszami

gazw wulkanicznych, dobywajcych si z kadej szczeliny. Super. Idealne miejsce


na awaryjne ldowanie.
Upuciem strusie piro i signem ponownie do Duat.
Tym razem wycignem stamtd znajom bro - lask pastersk i bicz,
symbole wadzy faraona. Laska pasterska bya czerwo-no-zota i miaa zakrzywiony
koniec. Bicz by broni drzewcow zakoczon trzema gronie wygldajcymi
acuchami, z ktrych wystaway ostre wieki. Wielokrotnie widziaem podobn
bro. Kady faraon tak posiada. Ale te przedmioty byy niepokojco podobne do
oryginalnego zestawu - broni boga soca, ktr znalelimy w grobowcu Ziyi.
- Co to tu robi? - zapytaem gniewnie. - To powinno by u Ra.
Horus nada milcza. Miaem wraenie, e jest rwnie zaskoczony jak ja.
Zakrwawione Ostrze wypad zza mostka. Mundur mia podarty i pokryty
pierzem. Na ostrzach dostrzegem nowe nacicia, a wok buta owin mu si sznur
dzwonu alarmowego, w zwizku z czym dzwoni za kadym razem, gdy postpi
krok. Mimo to wyglda lepiej ni ja.
- Dosy - zabrzcza. - Zbyt dugo ju suyem rodowi Kanew!
Od dziobu statku dobieg mnie stukot spuszczanego trapu. Obejrzaem si i
dostrzegem Setne schodzcego ze spokojem nad wrzc rzek. Zatrzyma si na
kracu trapu i czeka, a d dobije do play z czarnym piaskiem. Zamierza
skoczy na bezpieczny ld. A pod pach ciska wielki zwj papirusu - Ksig Thota.
- Setne! - wrzasnem.
Odwrci si i pomacha do mnie z agodnym umiechem.
- Wszystko bdzie dobrze, Carterze! Zaraz wracam!
- Czes! - wrzasnem.
Wstgi Hathor natychmiast owiny si wok niego i zwoju i Setne wypad za
burt, prosto do wody.
Tego akurat nie planowaem, ale nie miaem czasu si tym przejmowa.
Zakrwawione Ostrze zaszarowa, pocigajc lew nog. Szur, BIM! Szur, BOM!
Przetoczyem si na bok, kiedy toporowa gowa uderzya w podog, ale on

pozbiera si szybciej ode mnie. Zebra mnie pieky, jakbym wykpa si w kwasie.
Rk miaem zbyt sab, eby unie bicz Ra. W obronnym gecie zasoniem si
lask pastersk, ale nie miaem pojcia, jak jej uy.
Zakrwawione Ostrze pochyli si nade mn, brzczc ze zowieszcz radoci.
Wiedziaem, e nie zdoam umkn przed nastpnym ciosem. Jeszcze chwila i bd
ze mnie dwie powki Cartera Kanea.
- Koniec niewoli! - rykn.
I nagle wybuchn kolumn ognia. Jego ciao wyparowao. Metalowy eb w
ksztacie topora upad na podog i wbi si w deski midzy moimi nogami.
Zamrugaem powiekami, zastanawiajc si, czy to nowa demoniczna
sztuczka, ale Zakrwawione Ostrze naprawd i cakowicie znikn. Oprcz toporowej
gowy pozostay po nim jedynie lnice, wysokie buty, lekko nadtopiony dzwon
alarmowy i nieco gsiego pierza unoszcego si w powietrzu.
Kilka metrw ode mnie Ziya opieraa si o kabin. Jej praw rk otaczay
pomienie.
- Tak - wymamrotaa w kierunku dymicego topora. - Koniec.
Zgasia ogie, po czym pokutykaa ku mnie i rzucia mi si w ramiona.
Czuem tak ulg, e prawie zapomniaem o piekcym blu w boku.
- Jeste zdrowa - powiedziaem, co zabrzmiao gupio w tych okolicznociach,
ale Ziya nagrodzia mnie umiechem.
- Owszem - odrzeka. - Na chwil spanikowaam. Obudziam si otoczona t
niebiesk energi, ale...
W tym momencie spojrzaem przed siebie i przewrcio mi si w odku.
- Trzymaj si! - wrzasnem.
Egipska Krlowa uderzya z caej siy o brzeg.
Wreszcie zrozumiaem, o co chodzi z tymi pasami bezpieczestwa.
Trzymanie si absolutnie nie wystarczyo. d wpada na brzeg z tak si,
e oboje z Ziy wylecielimy niczym ludzkie pociski armatnie. Kadub pk za
naszymi plecami z potnym bu-um! Ld wpad na mnie. Miaem p sekundy na

zastanowienie, czy zgin rozwalony o ziemi, czy te wpadn do plujcej ogniem


szczeliny. Znajdujca si wyej Ziya chwycia mnie za rk i pocigna w gr.
Zobaczyem j na moment: pospn, zdeterminowan, trzymajc mnie jedn
rk, drug za uczepion szponw ogromnego spa. Jej amulet. Zdyem o tym
zapomnie w ostatnich miesicach, ale Ziya miaa spi talizman. Udao jej si jako
go aktywowa, poniewa ona po prostu jest wspaniaa.
Niestety sp nie by do silny, eby utrzyma w locie dwoje ludzi. Mg
jedynie opni nasz upadek, w zwizku z czym zamiast si rozpaszczy na mier,
uderzylimy mocno w czarny piasek i wpadlimy na siebie na samej krawdzi
ognistej szczeliny.
Czuem si tak, jakby kto nadepn mi na klatk piersiow. Bolay mnie
wszystkie minie, w oczach mi si dwoio. Ale ku mojemu zdumieniu nadal
ciskaem w prawej doni lask pastersk i bicz sonecznego boga. Nie zdawaem
sobie nawet sprawy, e wci mam je przy sobie.
Ziya musiaa czu si nieco lepiej ode mnie (w sumie byem w takim stanie, e
padlina czsto wyglda lepiej). Miaa do siy, eby odcign mnie od szczeliny i
powlec w d, ku play.
- Au - jknem.
- Le spokojnie. - Wypowiedziaa rozkaz i jej sp skurczy si z powrotem w
amulet. Zacza przeszukiwa plecak.
Wycigna z niego niewielki gliniany soik i wtara niebiesk ma w
skaleczenia, oparzenia i siniaki pokrywajce grn cz mojego ciaa. Bl w boku
min natychmiast. Rany zniky. Donie Ziyi byy gadkie i ciepe. Magiczne
smarowido pachniao jak kwiaty wiciokrzewu. Nie byo to najgorsze dowiadczenie
tego dnia.
Nabraa kolejn porcj balsamu i spojrzaa na dug ran na moim brzuchu.
- Ee... moe z tym sam sobie poradzisz.
Naoya mi ma na palce, ebym sam si posmarowa. Rana si zasklepia.
Usiadem powoli i zajem si nogami, pocitymi szkem. Mgbym przysic, e

czuem, jak ebra goj mi si w piersi. Wcignem powietrze gboko w puca i z


ulg przekonaem si, e oddychanie ju nie boli.
- Dzikuj - powiedziaem. - Co to za mazido?
- Balsam Nefertuma - odpara.
- Salsa Nefertuma...?
Jej miech wpyn na moje samopoczucie rwnie kojco jak ma.
- To balsam uzdrawiajcy, Carter. Zrobiony z kwiatw niebieskiego lotosu,
kolendry, mandragory, mielonego malachitu i jeszcze kilku innych specjalnych
skadnikw. Bardzo cenny, to mj jedyny soiczek. Postaraj si moe nie odnosi
wicej obrae.
- Tak jest, psze pani.
Cieszyem si, e w gowie mi ju nie wirowao. Wzrok powrci do normy.
Egipska Krlowa bya w nieco gorszej formie. Resztki kaduba leay
rozsypane na play: deski, relingi, liny i szko, wszystko przemieszane z komi,
ktre znajdoway si tam ju wczeniej. Mostek si zapad. Z rozbitych okien
wydobyway si pomienie.
Przewrcone kominy wypluway do rzeki zoty dym.
Chwil pniej rufa oderwaa si od kaduba i zsuna pod wod, pocigajc
za sob kule wietlne. Moe magiczna zaoga bya zwizana ze statkiem. Moe
nawet nie byy to ywe istoty. Niemniej byo mi ich al, kiedy zniky pod mroczn
powierzchni.
- Nie wrcimy t sam drog - powiedziaem.
- Nie - zgodzia si ze mn Ziya. - Gdzie my waciwie jestemy? I co si stao
z Setne?
Setne. Niemale zapomniaem o tym upiornym ajdaku. Nie miabym nic
przeciwko temu, eby pozosta na dnie rzeki, gdyby nie to, e mia przy sobie Ksig
Thota.
Rozejrzaem si po play. Ku mojemu zaskoczeniu jakie dwadziecia metrw
dalej dostrzegem sponiewieran row mumi, wijc si i wykrcajc na

wszystkie strony wrd pozostaoci statku, ewidentnie usiujc wydosta si na


wolno.
Pokazaem to Ziyi.
- Moglibymy go tak zostawi, ale ma Ksig Thota.
Umiechna si do mnie w ten okrutny sposb, ktry sprawia, e ciesz si, i
nie jestem jej wrogiem.
- Nie ma popiechu. Nie ucieknie daleko. Co powiesz na piknik?
- Podoba mi si twj sposb mylenia.
Rozoylimy zapasy i postaralimy si umy jak najporzd-niej. Miaem w
plecaku butelki z wod i odywcze batoniki... tak, to ja, harcerz.
Jedlimy, pilimy i przygldalimy si zawinitemu jak prezent urodzinowy
duchowi, ktry usiowa odpezn.
- Jak mymy si tu w ogle dostali? - spytaa Ziya. Zoty skarabeusz wci
poyskiwa na jej szyi. - Pamitam Serapeum, byka Apisa, komnat ze wiatem
sonecznym. Potem wszystko mi si rozmywa.
Opowiedziaem jej o wszystkim najlepiej, jak potrafiem: o magicznej tarczy ze
skarabeusza, nagle objawionej niezwykej mocy Chepriego, o tym, jak upieka byka
Apisa i omal sama nie spo-na. Wyjaniem, e przeniosem j na statek, a
Zakrwawionemu Ostrzu odbio.
Ziya si skrzywia.
- Pozwolie Setne wyda rozkazy Zakrwawionemu Ostrzu?
- Aha. To chyba nie by najlepszy pomys.
- A on przywiz nas tu... do Krainy Demonw, najniebezpieczniejszej czci
Duat.
Syszaem o Krainie Demonw, ale niewiele o niej wiedziaem. I w tej chwili
nie chciaem dowiadywa si wicej. Uniknem mierci ju tyle razy w tym dniu, e
miaem ochot jedynie siedzie, odpoczywa i rozmawia z Ziy... i moe jeszcze
cieszy oczy prbami uwolnienia si z kokonu podejmowanymi przez Setne.

- Ee, dobrze si czujesz? - spytaem Ziy. - Wiesz, chodzi mi o te sprawy z


bogiem soca...
Wbia wzrok w krajobraz czarnych piaskw, koci i ognia. Niewielu ludzi
wygldaoby dobrze w oparach wysokotemperaturowych gazw wulkanicznych.
Ziya wygldaa.
- Chciaam ci o tym powiedzie, Carter, ale sama nie rozumiaam, co si ze
mn dzieje. Baam si.
- Wszystko w porzdku - zapewniem j. - Byem Okiem Ho-rusa. Rozumiem.
Ziya zacisna usta.
- Ra jest jednak inny, duo starszy. Skupianie w sobie jego mocy jest znacznie
niebezpieczniejsze. No i jest uwiziony w tej starej cielesnej powoce. Nie moe
rozpocz na nowo cyklu narodzin.
- Dlatego potrzebuje ciebie - domyliem si. - Obudzi si, bekoczc o
zebrach... o tobie. Da ci tego skarabeusza, kiedy spotka ci po raz pierwszy. Chce,
eby bya jego ciaem.
Ze szczeliny wyskoczy ogie. Jego odbicie w oczach Ziyi przypomniao mi,
jak wygldaa, kiedy poczya si z Cheprim - jak jej renice wypeniy si
pomaraczowymi pomieniami.
- Kiedy leaam w tym... tym sarkofagu - odezwaa si Ziya - omal nie
straciam rozumu, Carterze. Wci ni mi si koszmary. A kiedy dotykam mocy Ra,
czuj tak sam panik. On jest uwiziony, bezradny. Siganie ku niemu jest jak... jak
prba ocalenia toncego. Chwyta ci za rk i cignie za sob w d. - Ziya pokrcia
gow. - Moe to nie ma sensu. Ae jego moc usiuje si przeze mnie wydosta, a ja
ledwie jestem w stanie to kontrolowa. Z kad utrat wiadomoci jest coraz gorzej.
- Kad? - powtrzyem. - Zdarzao ci si to ju wczeniej?
Wyjania mi, co si stao w domu opieki, kiedy usiowaa zniszczy dyurk
pielgniarek kulami ognia. Drobny szczeg, ktry Sadie pomina.
- Ra jest zbyt potny - powiedziaa - a ja jestem zbyt saba, eby go
kontrolowa. W tych podziemiach z bykiem Apisem mogam ci zabi.

- Ale tego nie zrobia - odparem. - Ocalia mi ycie... znowu. Wiem, e to


trudne, ale jeste w stanie uzyska kontrol nad t moc. Ra musi wydosta si z
wizw. Cay ten pomys z cieniami, ktry Sadie chce wyprbowa na Besie...
Obawiam si, e to nie zadziaa w wypadku Ra. Bg soca potrzebuje ponownych
narodzin. Wiesz, o co chodzi. Myl, e dlatego da ci Che-priego, wschodzce
soce. - Wskazaem na jej amulet ze skarabeuszem. - Jeste kluczem do jego
powrotu.
Ziya ugryza batonik.
- To smakuje jak styropian.
- Owszem - przytaknem. - Tortilla meksykaska to nie jest. Nadal wisz ci
randk w centrum handlowym.
Rozemiaa si sabo.
- Chtnie bym si tam teraz udaa.
- Zazwyczaj dziewczyny nie maj ochoty si ze mn umawia. Ee... nie ebym
kiedykolwiek proponowa...
Pochylia si i pocaowaa mnie.
Wyobraaem to sobie wiele razy, ale byem tak kompletnie nieprzygotowany,
e nie zachowaem si szczeglnie dobrze. Upuciem batonik i wcignem w puca
cynamonowy zapach Ziyi. Kiedy mnie pucia, pozostaem z otwartymi ustami jak
ryba. Wymamrotaem co w rodzaju: Aa-ee-ha.
- Jeste miy, Carter - powiedziaa. -1 zabawny. I chocia dopiero co wyleciae
przez okno i zostae nadpalony przez wybuch, jeste nawet przystojny. I masz do
mnie mnstwo cierpliwoci. Ale obawiam si, e nigdy nie byam w stanie
zatrzyma przy sobie nikogo, na kim mi zaley... Rodzice, Iskandar... Skoro jestem
zbyt saba, eby kontrolowa moc Ra i mogabym zrobi ci krzywd...
- Nie - przerwaem jej natychmiast. - Nie, tak si nie stanie, Ziya. Ra wybra ci
nie dlatego, e jeste saba. Wybra ci dlatego, e jeste silna. No i, ee... - Spojrzaem
na lece koo mnie lask pastersk i bicz. - To wanie jakby si pojawio... myl, e
nie bez powodu. Powinna to wzi.

Chciaem poda jej insygnia, ale zacisna na nich moje palce.


- Zachowaj je - powiedziaa. - Masz racj: pojawiy si nie bez powodu, ale te
pojawiy si w twoich doniach. Moe i nale do
Ra, ale to Horus musi by faraonem.
Bro jakby si rozgrzaa, a moe miaem takie wraenie, poniewa Ziya
trzymaa mnie za rce. Perspektywa posugiwania si lask pastersk i biczem
niepokoia mnie. Zgubiem chepesz - miecz gwardii faraoskiej - a w zamian za to
otrzymaem bro samego faraona. I to nie byle jakiego faraona... trzymaem w rkach
insygnia Ra, pierwszego krla bogw.
Ja, Carter Kane, pitnastolatek, ktry uczy! si wycznie w domu, wci nie
umia si goli i nie potrafi odpowiednio ubra si na szkolne tace... jakim cudem
to ja zostaem uznany za godnego posugiwania si najpotniejsz magiczn broni
wszech czasw.
- Skd to wiesz? - zapytaem. - Dlaczego miayby by moje?
Ziya si umiechna.
- Moe ucz si rozumie Ra. On potrzebuje wsparcia Horu-sa. Ja potrzebuj
ciebie.
Mylaem nad jak odpowiedzi i zastanawiaem si, czy mam do odwagi
na drugi pocaunek. Nigdy nie przyszoby mi do gowy, e moja pierwsza randka
moe odby si na zasanym komi brzegu rzeki w Krainie Demonw, ale w tej
chwili nie chciaem by nigdzie indziej.
Nagle usyszaem stukot... czyja gowa uderzaa w grub desk. Setne zakl
niewyranie. Udao mu si wpezn na zamany kil. Oszoomiony i pozbawiony
zmysu rwnowagi stoczy si do wody i zacz ton.
- Moe jednak go wyowimy - powiedziaem.
- Owszem - przytakna Ziya. - Nie chcemy, eby Ksiga Thota ulega
uszkodzeniu.

Wycignlimy Setne na pla. Ziya ostronie zdja wstgi krpujce jego


pier, eby wydoby mu spod pachy Ksig Thota. Na szczcie papirus wyglda na
nieuszkodzony.
- Mmm-hmmpfh! - zaprotestowa Setne.
- Niestety nie jestemy zainteresowani - odparem. - Mamy ksik, wic
moemy ci ju zostawi. Nie mam ochoty na kolejny cios w plecy ani.
wysuchiwanie twoich kamstw.
Setne przewrci oczami. Potrzsn energicznie gow, mamroczc co, co
zapewne byo doskonaym wytumaczeniem powodw, dla ktrych mia pene
prawo zwrci przeciwko mnie mojego demonicznego sug.
Ziya rozwina zwj i przyjrzaa si znakom. Po przeczytaniu kilku linijek
zmarszczya brwi.
- Carter, to jest... naprawd niebezpieczne. Tylko przelatuj wzrokiem, ale
widz tu opisy tajemnych paacw bogw, zaklcia zmuszajce ich do wyjawienia
sekretnych imion, informacje pozwalajce rozpozna wszystkich bogw niezalenie
od przybranego przez nich ksztatu...
Podniosa przeraony wzrok.
- Z tak wiedz Setne mg narobi niezych szkd. Cae szczcie, e jeli
dobrze rozumiem, wikszo tych zakl moe rzuci jedynie ywy mag. Duch nie
byby w stanie tego zrobi.
- Moe dlatego tak dugo trzyma nas przy yciu - powiedziaem. Potrzebowa naszej pomocy w znalezieniu ksigi. A nastpnie zamierza nas
oszuka, ebymy wypowiedzieli te zaklcia, ktre on chciaby rzuci.
Setne wybekota jaki protest.
- Jestemy w stanie znale cie Apopisa bez niego? - spytaem Ziy.
- Mm-mm! - y odpar Setne, ale nadal go ignorowaem.
Ziya przyjrzaa si kolejnym linijkom.
- Apopis... szut Apopisa. Tak, jest tutaj. Znajduje si w Krainie Demonw. A
zatem jestemy we waciwym miejscu. Ale ta mapa... - Pokazaa mi kawaek zwoju

tak gsto pokryty hieroglifami i rysunkami, e trudno byo nawet nazwa to map. Nie mam pojcia, jak to odczyta. Kraina Demonw jest ogromna.
Z tego, co czytaam, nieustannie si zmienia, rozpada i powstaje na nowo. No
i jest pena demonw.
- Kto by pomyla. - Usiowaem przekn gorycz, ktr czuem w ustach. Bdziemy wic rzuca si tu w oczy tak samo jak demony w wiecie miertelnikw.
Wszdzie zostaniemy rozpoznani, a kady, kto nas spotka, bdzie chcia nas zabi.
- Owszem - przytakna Ziya. -1 zostao mao czasu.
Miaa racj. Nie wiedziaem, ktra dokadnie moe by godzina w
miertelnym wiecie, ale zstpilimy do Duat pnym popoudniem. Soce pewnie
ju zaszo. Walt mia nie przey zachodu soca. Mg wanie w tej chwili umiera,
a moja nieszczsna siostra... Nie. To byy zbyt bolesne myli.
Niemniej jutro o wicie Apopis powstanie. Zbuntowani magowie zaatakuj
pierwszy nom. Nie moglimy sobie pozwoli na luksus wdrwki po kraju
nieprzyjaciela i walk z kadym, kto pojawi si na naszej drodze, a znajdziemy to,
czego szukamy.
Spojrzaem gniewnie na Setne.
- Zakadam, e jeste w stanie zaprowadzi nas do cienia.
Skin gow potakujco.
Odwrciem si do Ziyi.
- Jeli powie co, co ci si nie spodoba, spal go.
- Z przyjemnoci.
Rozkazaem wstgom uwolni tylko jego usta.
- Na najwitszego Horusa, stary! - jkn. - Dlaczego mnie tak zawizae?
- C, zastanwmy si... moe dlatego e usiowae mnie umierci?
- Oo, tamto? - Setne westchn. - Suchaj, stary, jeli zamierzasz przesadnie
reagowa za kadym razem, kiedy bd usiowa ci zabi...
- Przesadnie? - W rku Ziyi pojawia si kula ognia, rozgrza-na do biaoci.

- Okej, okej! - krzykn Setne. - Suchaj, ten demoniczny kapitan i tak w kocu
zwrciby si przeciwko tobie. Ja tylko nieco przyspieszyem bieg spraw. I nie bez
powodu! Musielimy si tu dosta, do Krainy Demonw, zgadza si? Wasz kapitan
zapewne nigdy by si nie zgodzi na taki kurs, gdyby nie by przekonany, e moe
ci zabi. To jego ojczyzna! Demony nie wpuszczaj tu miertelnikw, chyba e jako
zakski.
Nie mogem zapomnie, e Setne jest mistrzem kamstwa. Cokolwiek mwi,
byo warte tyle, co sterta ajna byka Apisa. Uzbroiem si ca si woli przeciwko
jego sowom, ale mimo to trudno byo odmwi im pewnej dozy rozsdku.
- Zamierzae wic pozwoli Zakrwawionemu Ostrzu mnie zabi podsumowaem - ale w dobrej sprawie.
- Och, wiedziaem, e sobie z nim poradzisz - oznajmi Setne.
Ziya uniosa w gr zwj.
-1 dlatego rwnie uciekae z Ksig Thota?
- Uciekaem? Chciaem poszuka drogi! Zamierzaem odnale cie, eby was
do niego zaprowadzi! Ale to nieistotne. Jeli mnie uwolnicie, zaprowadz was do
cienia Apopisa, i to tak eby nikt was nie zauway.
- Jak? - spytaa Ziya.
*
Setne prychn z oburzeniem.
- Paraem si magi ju w czasach, kiedy twoi przodkowie chodzili w
pieluchach, laleczko. I jakkolwiek to prawda, e nie jestem ywym czowiekiem, wic
nie mog rzuca wszystkich zakl, ktre bym chcia... - zerkn tsknie na Ksig
Thota - to jednak udao mi si znale par sztuczek dostpnych tylko dla duchw.
Rozwicie mnie, to wam je zaprezentuj.
Spojrzaem na Ziy. Wiedziaem, e myli to samo co ja: bardzo zy pomys,
ale nie mamy innego.
- Nie wierz, e powanie bierzemy to pod uwag - burkna.
Setne umiechn si radonie.

- Ej, jestecie mdrzy. To wasza jedyna szansa. A poza tym ja chc, eby wam
si udao! Jak ju mwiem, nie mam ochoty by zniszczony przez Apopisa. Nie
poaujecie.
- Jestem cakowicie przekonany, e poaujemy. - Pstryknem palcami i
Wstgi Hathor si rozwiny.
Na czym polega wspaniay plan Setne? Zamieni nas w demony.
No dobra... to by waciwie tylko trik, wygldalimy jak demony, ale bya to
najlepsza iluzja, jak w yciu widziaem.
Ziya spojrzaa na mnie i zachichotaa. Nie widziaem wasnej twarzy, ale
powiedziaa mi, e mam wielki otwieracz do butelek zamiast gowy. Moja skra bya
teraz w kolorze fuksji, a nogi miaem owosione jak szympans.
Nie mam do Ziyi pretensji o to, e si ze mnie miaa, ale sama nie wygldaa
lepiej. Staa si muskularnym demonem rodzaju eskiego o jaskrawozielonej
skrze, w sukience ze skry zebry i z gow w ksztacie piranii.
- Wspaniale - oznajmi Setne. - Znikniecie w tumie.
- A co z tob? - zapytaem.
Rozoy rce. Wci mia na sobie dinsy, biae teniswki i czarn marynark.
Brylantowe sygnety i acuch ze zotych an-chw pobyskiwaly wwietle
wulkanicznego ognia. Zmieni si jedynie czerwony podkoszulek, na ktrym widnia
teraz napis: NAPRZD, DEMONY!
- Doskonaoci nie da si poprawi, chopie. To ubranie sprawdza si
wszdzie. Demony nawet nie mrugn okiem... zakadajc, e maj oczy. No,
chodcie!
Poszybowa w gb ldu, nie sprawdzajc, czy idziemy za nim.
Co jaki czas Setne konsultowa si z Ksig Thota w kwestii kierunku.
Wyjani, e w tym zmieniajcym si krajobrazie nie da si znale cienia bez
korzystania z mapy, ktra bya poczeniem kompasu, przewodnika turystycznego i
rozkadu jazdy.

Obieca, e wdrwka bdzie krtka, ale dla mnie bya duga. Gdybym
spdzi w Krainie Demonw jeszcze wicej czasu, nie jestem pewny, czy
wyszedbym stamtd zdrowy na umyle. Krajobraz przypomina iluzje optyczne.
Dostrzeglimy w oddali wielki grzbiet grski, a po przejciu dwudziestu metrw
okazao si, e gry s tak malekie, e zdoalimy nad nimi przeskoczy.
Wdepnem w niewielk kau i zaczem ton w leju szerokim na dwadziecia
metrw. Ogromne egipskie witynie upaday i podnosiy si, jakby jaki
niewidzialny olbrzym bawi si klockami. Wapienne klify rzebione w kolosalne
oblicza groteskowych potworw pojawiay si znikd. Kiedy je mijalimy, kamienne
twarze obracay si za nami.
Nie zapominajmy te o demonach. Widziaem ich mnstwo pod Wielbdzim
Grzbietem, gdzie Set budowa czerwon piramid, ale tu, w ich wasnym
rodowisku, byy jeszcze wiksze i bardziej przeraajce. Niektre wyglday jak
ofiary tortur z ziejcymi ranami i powykrcanymi czonkami. Inne miay owadzie
skrzyda albo liczne rce, albo te macki uksztatowane z mroku. Jeli chodzi o
gowy, reprezentowane byy wszystkie narzdzia scyzorykw Swiss Army oraz cae
zoo.
Demony wczyy si caymi hordami po tym mrocznym kraju. Niektre
budoway fortece. Inne burzyy fortece. Widzielimy co najmniej tuzin cakiem
sporych bitew. Skrzydlate demony latay w zadymionym powietrzu, raz na jaki
czas chwytajc niczego si niespodziewajce mniejsze potwory i unoszc je w dal.
Nami jednak aden si nie zainteresowa.
W miar jak posuwalimy si do przodu, stawaem si coraz bardziej
wiadomy

obecnoci

chaosu.

Czuem

trzewiach

chodny

dreszcz,

rozprzestrzeniajcy si na wszystkie czonki, jakby moje krwinki zmieniay si w ld.


Podobnie czuem si w pobliu wizienia Apopisa, kiedy chaosowa choroba omal
mnie nie zabia, a to miejsce sprawiao wraenie jeszcze bardziej trujcego.
Po chwili uwiadomiem sobie, e wszystko w Krainie Demonw poda w
kierunku, w ktrym si przemieszczalimy. Cay ten kraj ugina si i rozsypywa,

jakby prua si materia. Wiedziaem, e ta sama sia przyciga czsteczki mojego


ciaa.
Oboje z Ziy powinnimy by martwi. Ale chocia zimno i mdoci byy
okropne, miaem wraenie, e powinienem odczuwa je mocniej. Co nas ochraniao,
jaka niewidzialna warstwa ciepa utrzymywaa chaos z daleka od nas.
To ona, odezwa si gos Horusa z niechtnym szacunkiem. Ra nas
podtrzymuje.
Spojrzaem na Ziy. Wygldaa nadal jak piraniogowa zielona demonica, ale
powietrze wok niej drgao niczym w upalny dzie nad powierzchni szosy.
Setne wci zerka za siebie. I za kadym razem ze zdumieniem konstatowa,
e wci jestemy ywi. Wzrusza ramionami i szed dalej.
Liczba demonw si zmniejszya, spotykalimy je rzadziej. Krajobraz zrobi
si jeszcze bardziej pokrcony. Skalne formacje, wydmy piaskowe, martwe drzewa, a
nawet filary ognia chyliy si ku horyzontowi.
Dotarlimy do pooranego kraterami pola, usianego czym, co wygldao jak
ogromne czarne kwiaty lotosu. Uniosy si szybko, rozwiny patki i wybuchy.
Dopiero kiedy podeszlimy bliej, przekonaem si, e byy to spltane macki smogu,
jak Sadie okrelia to, co widziaa na szkolnych tacach. Ilekro ktry z nich
wybucha, wypuszcza z siebie ducha, ktry zosta tu przywleczony ze wiata
miertelnikw. Te duchy, w postaci bladych smuek mgy, czepiay si rozpaczliwie
wszystkiego, co mogoby stanowi dla nich kotwic, ale szybko si rozwieway i byy
zasysane w tym samym kierunku, w ktrym zdalimy.
Ziya spojrzaa na Setne spod zmarszczonych brwi.
- Na ciebie to nie dziaa?
Duch maga si odwrci. Tym razem mia ponur min. Poblad, jego ubranie
i biuteria te straciy barwy.
- Chodmy dalej, co? Nienawidz tego miejsca.
Zamarem. Przed nami wznosia si skaa, ktr rozpoznaem

- widziaem j w wizji pokazanej mi przez Apopisa. Tyle e teraz nie kuli si


pod ni aden duch.
- Moja matka tu bya - odezwaem si.
Ziya chyba zrozumiaa. Uja mnie za rk.
- Moe to bya inna skaa. Ten krajobraz bez przerwy si zmienia.
Jednak wiedziaem, e to jest to samo miejsce. Czuem, e Apopis zostawi je
w niezmienionej postaci, eby ze mnie zadrwi.
Setne obraca swoje sygnety.
- Cie wa ywi si duchami, stary. aden dugo si nie utrzyma. Jeli twoja
mama tu bya...
- Ona bya silna - powiedziaem z naciskiem. - Bya magiem, tak jak ty. Skoro
ty moesz z tym walczy, to ona te.
Setne zamyli si, po czym wzruszy ramionami.
- Jasne, stary. Jestemy ju blisko. Lepiej ruszajmy.
Wkrtce z oddali dobiegi mnie ryk. Horyzont zalany by czerwon powiat.
Poruszalimy si szybciej, jakbymy jechali ruchomym chodnikiem.
Nagle znalelimy si na grskiej grani i ujrzelimy cel.
- Prosz bardzo - oznajmi Setne. - Morze chaosu.
Przed nami rozciga si ocean mgy, ognia lub wody - nie dao si tego
okreli. Szaro-czerwona materia wrzaa, kipiaa i dymia, przewracajc si zupenie
jak mj odek. Rozcigaa si tak daleko, jak siga wzrok... i co mi mwio, e
cignie si tak bez koca.
Brzeg oceanu przypomina odwrcony wodospad, a nie pla. Stay ld
wlewa si do morza i znika. Gaz wielkoci domu spad ze wzgrza znajdujcego
si po naszej prawej stronie, zelizgn si po brzegu i rozpyn wrd fal. Kaway
ziemi, drzewa, budynki i posgi latay nad naszymi gowami i wpaday do oceanu,
rozpraszajc si w par, w momencie kiedy dotkny fal. Nawet demony nie byy
odporne. Kilka skrzydlatych zabkao si nad pla i zbyt pno si zorientowao,
e podfruny za blisko - zniky z wrzaskiem w wirujcej, mglistej zupie.

Nas ona te przycigaa. Zamiast i do przodu, instynktownie zaczem si


cofa, eby pozosta w miejscu. Gdybymy podeszli cho troch bliej, zapewne nie
bylibymy w stanie si zatrzyma.
Jedno dodawao mi nadziei. Kilkaset metrw na pnoc w fale wcina si klin
ldu, przypominajcy molo. Na jego kocu wznosi si biay obelisk, podobny do
pomnika Waszyngtona. Na czubku pono wiato. Miaem wraenie, e obelisk jest
stary... starszy ni bogowie. Jakkolwiek by pikny, nie mogem nie pomyle na jego
widok o Igle-Kleopatry na nabrzeu Tamizy - miejscu, w ktrym umara moja mama.

- Nie moemy tam zej - zaprotestowaem.


Setne si rozemia.
- Do morza chaosu? Z niego wszyscy pochodzimy, stary. Nie syszae o tym,
jak powsta Egipt?
- Wynurzy si z morza - powiedziaa Ziya, niemae w transie. - Z chaosu
wyonia si Maat... pierwszy ld, stworzenie wrd zniszczenia.
- Aha - potakn Setne. - Dwie wielkie potgi wszechwiata. Przed naszymi
oczami.
- Ten obelisk to... pierwszy ld? - spytaem.
- Nie wiem - odpar Setne. - Nie byo go tutaj. Ale niewtpliwie jest symbolem
Maat. Wszystko inne to moc Apopisa, nieustannie przeuwajca stworzenie,
nieustajco je poerajca i niszczca. Powiedz mi, ktra z tych si jest potniejsza?
Usiowaem przekn lin.
- Gdzie jest cie Apopisa?
Setne zarechota.
- Och, tutaj. Ale eby go zobaczy, eby go schwyta, bdziecie musieli rzuci
zaklcie stamtd, z brzegu mola.
- W yciu nam si to nie uda - odpowiedziaa Ziya. - Jeden faszywy krok...
- Oczywicie - przytakn radonie Setne. - Bdzie nieza zabawa!

16. Sadie dopinguje (najgorszy pomys na wiecie)


Darmowa porada: nie idcie w kierunku chaosu.
Z kadym krokiem czuem si tak, jakby wcigaa mnie czarna dziura.
Drzewa, gazy i demony przelatyway koo nas, zasysane przez ocean, a czerwonoszar mg przecinay byskawice. Spod naszych ng odryway si fragmenty gruntu
i osuway si w fale.
Wziem lask pastersk i bicz w jedn do, a drug ujem Ziy za rk.
Setne zagwizda i poszybowa koo nas. Usiowa zachowa luz, ale z tego, jak blady
jego kolory, a wypomadowane wosy kieroway si ku oceanowi niczym ogon
komety, wnioskowaem, e nieatwo mu si opiera.
Raz straciem rwnowag. Omal nie wpadem do wody, ale Ziya mnie
podtrzymaa. Kilka krokw dalej pojawi si znikd i wpad na mnie rybiogowy
demon. Chwyci mnie za nog, rozpaczliwie usiujc unikn wessania przez chaos.
Zanim zdyem podj decyzj, czy mu pomc, puci mnie i znik w morzu.
Co byo najgorsze w tej wdrwce? To, e pewna czstka mnie czua pokus,
eby si podda i da si wcign chaosowi. Po co dalej walczy? Czemu nie
zakoczy tego cierpienia i zmartwie? Co z tego, e Carter Kane rozpadnie si na
tryliony czsteczek?
Wiedziaem, e nie s to naprawd moje myli. Gos Apopisa szepta w mojej
gowie, kuszc mnie, tak jak wczeniej. Skupiem si na lnicym, biaym obelisku naszej latarni morskiej wrd burzy chaosu. Nie miaem pojcia, czy ta iglica jest
rzeczywicie pierwsz czci stworzenia ani te jak ma si ten mit do teorii
Wielkiego Wybuchu, stworzenia wiata w siedem dni czy te czegokolwiek innego,
w co wierz ludzie. Moe ten obelisk stanowi manifestacj czego wikszego...
czego, czego mj umys nie by w stanie ogarn. Jakkolwiek wygldaa prawda,
wiedziaem, e ten obelisk reprezentuje Maat, a ja musz si na nim skupi. Inaczej
si pogubi.
Dotarlimy do skraju mola. Kamienna cieka sprawiaa wraenie kojco
solidnej, ale przyciganie chaosu byo silne po obu stronach. Posuwalimy si do

przodu, a ja przypomniaem sobie zdjcia robotnikw, ktrzy budowali pierwsze


drapacze chmur, przechadzajc si bez lku po dwigarach zawieszonych dwiecie
metrw nad ziemi, mimo e nie mieli adnych zabezpiecze.
Myl, e czuem si dokadnie tak jak oni, tyle e dodatkowo przepenia
mnie lk. Uderzay we mnie wichry. Molo miao szeroko trzech metrw, a mimo to
odnosiem wraenie, e za chwil strac rwnowag i wpadn do wody. Staraem si
nie patrze w d. Materia chaosu kipiaa i uderzaa o skay. Cuchno tu ozonem,
spalinami i formalin. Same te wyziewy sprawiay, e byem bliski omdlenia.
- Jeszcze kawaek - odezwa si Setne.
Jego ksztat migota niepewnie. Zielone demoniczne przebranie Ziyi pojawiao
si i znikao. Podniosem rk i dostrzegem, e iluzja rozpada si na wietrze i moe
cakiem znikn. Nie miabym nic przeciwko zgubieniu wygldu wciekle
fioletowego szympansa z gow w ksztacie otwieracza do butelek, ale miaem
nadziej, e wiatr zerwie ze mnie tylko iluzj, a nie prawdziw skr.
W kocu dotarlimy do obelisku. By rzebiony w tysice malekich
hieroglifw, biaych na biaym tle, a wic niemal niemoliwych do odczytania.
Dostrzegem imiona bogw, zaklcia przywoujce Maat, kilka boskich sw tak
potnych, e ich moc omal mnie nie olepia. Wok nas falowao morze chaosu. Za
kadym podmuchem wiatru wok Ziyi byskaa lnica tarcza w ksztacie
skarabeusza - magiczny pancerzyk Chepriego, osaniajcy nas wszystkich.
Podejrzewaem, e jedynie on ehroni nas od natychmiastowej mierci.
- Co teraz? - zapytaem.
- Przeczytaj zaklcie - odpar Setne. - Zobaczysz.
Ziya podaa mi zwj. Usiowaem znale waciwe wersety, ale nie
potrafiem. Glify zleway si ze sob. Powinienem by to przewidzie. Nigdy nie
byem dobry w zaklciach, nawet jeli nie staem nad samym morzem chaosu.
aowaem, e nie ma z nami Sadie.
[Tak, Sadie. To wanie powiedziaem. Nie musisz tak krzycze].
- N-nie dam rady tego odczyta - przyznaem.

- Pomog ci. - Ziya dotkna palcem zwoju. Kiedy odnalaza potrzebne


hieroglify, zmarszczya brwi.
- To zwyke zaklcie przywoujce. - Rzucia Setne wcieke spojrzenie. Mwie, e ta magia jest skomplikowana. Mwie, e bdziemy potrzebowali
twojej pomocy. Jak moge kama, trzymajc w rce piro prawdy?
- Nie kamaem! - zaprotestowa Setne. - Dla mnie ta magia jest
skomplikowana.

Jestem

duchem!

Niektrych

zakl,

na

przykad

zakl

przyzywajcych, w ogle nie jestem w stanie rzuci. No i pomogem wam odnale


cie. Potrzebowalicie do tego Ksigi Thota i mnie, ebym j odczyta. Inaczej
siedzielibycie nadal we wraku statku nad rzek.
Bardzo nie chciaem przyzna mu racji, ale musiaem.
- To prawda.
- Jasne, e tak - potakn Setne. - A skoro ju tu jestecie, to reszta nie jest taka
trudna. Po prostu zmucie cie do pokazania si, a potem... no... zapcie go.
Wymienilimy z Ziy nerwowe spojrzenia. Podejrzewaem, e czuje si
podobnie jak ja. Ostatni rzecz, o jakiej marzyem, stojc na krawdzi stworzenia
nad nieskoczonym morzem chaosu, byo rzucanie zaklcia majcego przyzwa
kawaek duszy Apopisa. To tak jakby wystrzeli rac z sygnaem: Hej, wielki, zy
cieniu! Jestemy! Chod nas zabi!.
Nie ebymy mieli wielki wybr, jednakowo.
Ziya dopenia formalnoci. Byo to proste zaklcie, co, czym mag mgby si
posuy, eby wezwa uszebti albo zaczarowan miot, albo te dowolnego
pomniejszego potwora z Duat.
Kiedy skoczya, we wszystkich kierunkach rozszed si wstrzs, jakby
wrzucia do morza chaosu ogromny kamie. Zakcenie wywoao fal, ktra obja
pla i wzgrza.
- Ee... co to byo? - zapytaem.
- Sygna alarmowy - odpar Setne. - Podejrzewam, e cie wanie wezwa siy
chaosu, eby go broniy.

- Rewelacja - powiedziaem. - Moe wic si pospieszmy. Gdzie jest...? Och...


Szut Apopisa byo tak ogromne, e zrozumienie, na co patrz, zajo mi
dusz chwil. Biay obelisk jak gdyby rzuca cie na morze, ale w miar jak cie
ciemnia, uwiadomiem sobie, e nie ma on ksztatu obelisku. Wi si po
powierzchni wody niczym cielsko ogromnego wa. Rs, a eb wa prawie
sign horyzontu. Ciska si po falach, wysuwajc jzyk i gryzc pustk.
Rce mi zadray. Czuem si tak, jakbym wanie wypi wielk szklank
wody chaosu. Cie wa by tak ogromny i promieniowa tak moc, e nie
wyobraaem sobie, i moglibymy go schwyta. Co ja w ogle sobie wyobraaem?
Tylko jedno powstrzymywao mnie od popadnicia w panik.
W nie by zupenie wolny. Jego ogon by jak gdyby uczepiony obelisku,
jakby kto go przyszpili, eby uniemoliwi mu ucieczk.
Przez jeden niepokojcy moment poczuem myli Apopisa. Ujrzaem wiat z
jego perspektywy. By wcieky i cierpicy, schwytany w puapk przez biay
obelisk. Nienawidzi miertelnikw i bogw wraz z ich wiatem, ktry ograniczy
jego wolno. Apopis gardzi stworzeniem w taki sam sposb, w jaki ja gardzibym
zardzewiaym gwodziem w stopie, uniemoliwiajcym mi chodzenie.
Jedynym marzeniem Apopisa byo ugasi olepiajce wiato obelisku. Chcia
unicestwi ziemi, eby powrci znw w ciemno i pywa po wsze czasy w
bezmiarach chaosu. Potrzebowaem caej siy woli, eby nie czu litoci dla tego
nieszczsnego maego niszczyciela wiatw i poeracza soca.
- Dobra - wychrypiaem. - Znalelimy cie. Co teraz z nim zrobimy?
Setne zachichota.
- Och, mog si tym zaj. wietnie si spisalicie. Czes!
Gdybym nie by tak rozkojarzony, moe bym si zorientowa, co si dzieje, ale
byem. Mj demoniczny kostium zmieni si nagle w ciasne bandae mumii, ktre
najpierw zakryy mi usta, a nastpnie z niezwyk prdkoci owiny si wok
caego ciaa. Potknem si i przewrciem, zawinity kompletnie z wyjtkiem oczu.

Ziya uderzya w ska tu koo mnie, rwnie otulona kokonem. Usiowaem


oddycha, ale byo to jak prba oddychania przez poduszk.
Setne pochyli si nad Ziy. Ostronie wycign Ksig Thota spomidzy jej
wizw i wsadzi j sobie pod pach. Nastpnie umiechn si do mnie.
- Oj, Carterze, Carterze. - Pokrci gow, jakby nieco rozczarowany. - Lubi
ci, stary. Naprawd. Ale jeste zdecydowanie zbyt ufny. Po tym, co si zdarzyo na
odzi, pozwolie mi rzuci na siebie czar? Daj spokj! Zmiana tej iluzji w kaftan
bezpieczestwa jest taaaka atwa...
- Mmm! - wystkaem.
- Ze co? - Setne przyoy do ucha zwinit do. - Trudno si mwi, kiedy jest
si owinitym bandaem, co? Suchaj, to nic osobistego. Nie mogem samodzielnie
rzuci tego zaklcia przywoania, inaczej zrobibym to wieki temu. Potrzebowaem
was! C... w kadym razie jednego z was. Zakadaem, e po drodze zdoam zabi
albo ciebie, albo t twoj dziewczyn, eby atwiej mi byo sobie poradzi z tym
drugim. Nie sdziem, e obojgu wam uda si przey tak dugo. Imponujce!
Wiem si tak, e omal nie wpadem do wody. Z jakiego powodu Setne
wcign mnie na suchy ld.
- Dobra, dobra - zamia si szyderczo. - Po co si zabija, stary. Wasz plan nie
leg w gruzach. Zamierzam go tylko nieco zmodyfikowa. Zapi cie. To mog
zrobi osobicie. Ale zamiast rzuca wyklcie, zaszantauj Apopisa, wiesz?
Zniszczy tylko to, co pozwol mu zniszczy. A nastpnie wrci do chaosu albo
rozdepcz jego cie i pa, wielki wu.
- Mmm! - usiowaem protestowa, ale coraz trudniej mi si oddychao.
- Tak, tak. - Setne westchn. - To jest ten moment, kiedy powiniene
powiedzie: Oszalae, Setne! Nie ujdzie ci to pazem!. A wanie, e tak. Nie takie
rzeczy uchodziy mi pazem przez kilka tysicy lat. Jestem pewny, e w i ja
moemy si dogada. Och, niech sobie zabija Ra i reszt bogw. Wielka mi rzecz.
Pozwol mu zniszczy Dom ycia. Z ca pewnoci dam mu rozwali Egipt i kady
przeklty posg mojego tatusia Ramzesa. Chc wymaza tego pyszaka z pamici!

Ale cay miertelny wiat? Nie martw si, stary. Wikszo ocal. Musz przecie
czym rzdzi, nie?
Oczy Ziyi rozbysy na pomaraczowo. Jej wizy zaczy dymi, ale trzymay
j mocno. Ogie si cofn, a ona opada z powrotem na ska.
Setne si zamia.
- Nieza prba, laleczko. Nie ruszajcie si. Jeli przeyjecie wielki wstrzs,
przyjd po was. Moe uczyni was nadwornymi baznami czy czym w tym rodzaju.
Bardzo jestecie zabawni! Ale na razie obawiam si, e skoczylimy tutaj. aden
deus ex machina si nie pojawi, eby was uratowa.
W tym momencie w powietrzu tu nad gow ducha otwar si prostokt
ciemnoci. Wypada z niego Sadie.
Jedno musz przyzna mojej siostrze: ma znakomite wyczucie czasu i szybko
si orientuje w sytuacji. Spadla na ducha i rozpaszczya go na ziemi. Nastpnie
zauwaya mnie i Ziy, opakowanych jak prezenty, chwycia w lot, co si stao, i
zwrcia si w kierunku Setne.
- Czes! - wrzasna.
- Nieee! - Rowe wstki oploty Setne, a zacz przypomina widelec
owinity spaghetti.
Sadie wstaa i odsuna si od niego. Oczy miaa zapuchni-te, jakby pakaa.
Jej ubranie pokryway licie i wyschnity mu.
Nie byo z ni Walta. Serce mi zamaro. Byem niemal zadowolony, e mam
zatkane usta, poniewa nie miabym pojcia, co powiedzie.
Sadie rozejrzaa si po okolicy: morze chaosu, wijcy si cie wa, biay
obelisk. Wiedziaem, e czuje przyciganie chaosu. Stana mocniej na ziemi,
odsuwajc si od morza jak marynarz spuszczajcy kotwic na wojskowym
holowniku. Znaem j na tyle dobrze, eby stwierdzi, e usiuje si uspokoi,
odsun na bok emocje.i zdusi smutek.
- Cze, braciszku - odezwaa si drcym gosem. - Potrzebujesz pomocy?

Zdoaa zdj z nas zaklcie. Wygldaa na zdziwion, kiedy zobaczya w


moich rkach lask pastersk i bicz Ra.
- Jakim cudem...?
Ziya pokrtce wyjania jej, co si wydarzyo - od walki z gigantycznym
hipopotamem po ostatni zdrad Setne.
- Ale masakra - powiedziaa Sadie ze wspczuciem - i na dodatek musiaa
znosi towarzystwo mojego brata. Biedactwo. Ale jak my tu w ogle mamy przey?
Moc chaosu... - Jej wzrok zatrzyma si na skarabeuszu Ziyi. - Och. Ale jestem tpa.
Nic dziwnego, e Tauret tak dziwnie na ciebie patrzya. Ty przewodzisz moc Ra.
- Ra mnie wybra - odpara Ziya. - Ja tego nie chciaam.
Sadie milczaa - co nie jest w jej stylu.
- Siostru - odezwaem si tak agodnie, jak tylko byem w stanie - co si stao
z Waltem?
W jej oczach dostrzegem takie cierpienie, e miaem ochot przeprosi j za
to, e zapytaem. Nie widziaem jej w takim stanie, odkd... no, odkd zmara mama,
kiedy Sadie bya malutka.
- Walt nie przyjdzie - odrzeka. - On... odszed.
- Tak mi przykro, Sadie - powiedziaem. - Czy ty...?
- Wszystko w porzdku! - warkna.
Tumaczenie: Zdecydowanie nic nie jest w porzdku, ale jeli jeszcze raz
zapytasz, zatkam ci usta woskiem.
- Musimy si pospieszy - cigna, starajc si modulowa gos. - Wiem, jak
schwyta cie. Dajcie mi tylko figurk.
Na moment spanikowaem. Czy mam jeszcze ten posek Apopisa, ktry
wykona Walt? Skoro dotarlimy a tutaj i okazaoby si, e go zgubiem,
wyszedbym na skoczonego kretyna.
Na szczcie figurka bya wci na dnie mojego plecaka.
Podaem j Sadie, ktra zacza si przyglda starannie wyrzebionemu,
zwinitemu czerwonemu wowi, z wicymi hieroglifami wok imienia Apopis.

Miaem wraenie, e wci myli o Walcie i wysiku, jaki nasz przyjaciel woy w
wykonanie tego poska.
Przyklka na krawdzi pomostu, gdzie podstawa obelisku stykaa si z
cieniem.
- Sadie - odezwaem si.
Znieruchomiaa.
- Tak?
Miaem wraenie, e mam usta pene kleju. Chciaem powiedzie, eby daa
sobie z tym spokj.
Jej widok przy obelisku, z tym ogromnym cieniem zwijajcym si ku
horyzontowi... Wiedziaem, e co pjdzie le. Cie zaatakuje. Zaklcie odbije si
rykoszetem.
Sadie tak bardzo przypominaa mi mam. Nie byem w stanie pozby si
przeczucia, e historia si powtarza. Nasi rodzice usiowali kiedy spta Apopisa
pod Ig Kleopatry i mama umara. Przez lata obserwowaem, jak tato zmaga si z
poczuciem winy. Jeli teraz bd patrzy, jak z Sadie dzieje si co zego...
Ziya wzia mnie za rk. Palce jej dray, ale byem wdziczny za to, e jest
przy mnie.
- To si uda - zapewnia.
Sadie zdmuchna z twarzy kosmyk wosw.
- Suchaj swojej dziewczyny, Carter. I przesta mnie rozprasza.
W jej gosie syszaem rozdranienie, ale w oczach go nie byo. Sadie
rozumiaa mj niepokj, znaa przecie moje tajemne imi. Bya rwnie przeraona
jak ja, ale na swj irytujcy sposb usiowaa mnie uspokoi.
- Mog kontynuowa?
- Powodzenia - wydusiem z siebie.
Sadie skina gow.
Dotkna poskiem cienia i zacza piewa.

Baem si, e fale chaosu mog rozpuci figurk albo, co gorsza, wcign
Sdie. Tymczasem cie zacz si zwija. Kurczy si powoli, wijc si i rzucajc
pyskiem, jakby kto drani go paralizatorem. Posek wchania w siebie ciemno.
Wkrtce cie cakowicie znikn, a statuetka zrobia si czarna jak wgiel. Sadie
wypowiedziaa proste zaklcie wice: - Chenem.
Morze wydao przecigy syk - brzmicy niemale jak westchnienie ulgi - i
dwik ten ponis si echem po wzgrzach. Kipice fale zmieniy barw na
janiejszy odcie czerwieni, jakby odfiltrowano z nich jaki mroczny osad.
Przyciganie chaosu jak gdyby minimalnie zmalao.
Sadie si podniosa.
- Doskonale. Jestemy gotowi.
Gapiem si na siostr. Czasami drania si ze mn, mwic, e w kocu
dogoni mnie wiekiem i zostanie moj starsz siostr. Kiedy teraz na ni patrzyem,
widziaem to zdecydowane spojrzenie i syszaem pewno w jej gosie, niemal jej
wierzyem.
- To byo niesamowite - odezwaem si. - Skd znasz to zaklcie?
Skrzywia si. Oczywicie odpowied moga by tylko jedna: obserwowaa,
jak Walt rzuca to samo zaklcie na cie Besa... zanim co si stao z Waltem.
- Wyklcie bdzie proste - powiedziaa. - Musimy stan twarz w twarz z
Apopisem, ale poza tym jest to takie samo zaklcie, jakie wiczylimy, i
Ziya kopna Setne czubkiem buta.
- To kolejne garstwo tej gnidy. Co z nim zrobimy? Musimy oczywicie
wydosta Ksig Thota z tych banday, ale czy potem mamy go wrzuci do zupy?
- MMM! - zaprotestowa Setne.
Wymienilimy z Sadie spojrzenia. Milczco zgodzilimy si, e nie moemy
rozpuci Setne - chocia by okropny. Moe na-ogldalimy si w ostatnich dniach
zbyt wielu strasznych rzeczy i nie mielimy ochoty na wicej. A moe wiedzielimy,
e to Ozyrys powinien zadecydowa o karze Setne, poniewa obiecalimy
przyprowadzi ducha z powrotem do Sali Sdu.

Moe stojc obok obelisku Maat, otoczeni przez morze chaosu, zrozumielimy
oboje, e powstrzymywanie si od zemsty jest tym, co odrnia nas od Apopisa.
Trzeba przestrzega pewnych zasad. To one chroni nas przed upadkiem.
- Zabierzemy go z sob - powiedziaa Sadie. - Jest duchem. Nie moe by
bardzo ciki.
Chwyciem Setne za nogi i ruszylimy z powrotem pomostem. Gowa Setne
obijaa si o skay, ale nie przejmowaem si tym. Ca uwag powicaem stawianiu
stp w jednej linii. Oddalanie si od morza chaosu byo jeszcze trudniejsze ni
zblianie si do niego.
Kiedy dotarlimy do play, byem wykoczony. Ubranie miaem mokre od
potu. Powleklimy si piaszczystym brzegiem i wspilimy si na wzgrze.
- Och... - Wypowiedziaem kilka sw, ktre z pewnoci nie byy boskie.
Na pooranej kraterami rwninie zebray si demony: setki demonw
maszerujcych w naszym kierunku. Setne mia racj - cie wysa sygna alarmowy
do si Apopisa, ktre odpowiedziay na wezwanie. Bylimy uwizieni midzy
morzem chaosu a armi nieprzyjaciela.
To by ten moment, kiedy zaczem si zastanawia: Dlaczego ja?
Chciaem przecie tylko zakra si w najniebezpieczniejsz cz Duat,
ukra cie pierwotnego pana chaosu i ocali wiat. Czy to naprawd tak wiele?
Demony znajdoway si w odlegoci moe dwch stadionw pikarskich od
nas i zbliay si szybko. Szacowaem ich liczb na co najmniej trzysta lub czterysta,
ale kolejne wmaszerowyway na pole. Kilka tuzinw skrzydlatych potworw byo
nawet bliej, kryy coraz niej nad naszymi gowami. Przeciwko tej armii stali:
dwoje Kanew, Ziya i opakowany jak urodzinowy prezent duch. Nie podobay mi
si te proporcje.
- Dasz rad otworzy bram na powierzchni, Sadie? - zapytaem.
Zamkna oczy i skoncentrowaa si, po czym pokrcia przeczco gow.
- Izyda jest niedostpna. Pewnie jestemy zbyt blisko morza chaosu.

To bya przeraajca wiadomo. Prbowaem przywoa awatar Horusa. Nic


si nie wydarzyo. Zapewne powinienem si spodziewa, e tutaj nie bdzie atwo
skupi jego moc, zwaszcza e kiedy na statku poprosiem go o bro, najlepsz
rzecz, jak by w stanie wyprodukowa, okazao si strusie piro.
- Ziya? - zagadnem. - Moc Chepriego wci dziaa. Moesz nas std
wydosta?
Zacisna palce na skarabeuszu.
- Nie sdz. Caa energia Chepriego idzie na osanianie nas przed chaosem.
Nie jest w stanie nic wicej zrobi.
Rozwaaem bieg pod biay obelisk. Moe zdoalibymy si nim posuy,
eby otworzy portal. Szybko jednak odrzuciem ten pomys. Demony dopadyby
nas, zanim zdylibymy tam dotrze.
- Nie wydostaniemy si std - oznajmiem. - Moemy ju teraz rzuci wyklcie
na Apopisa?
- Nie - odpowiedziay jednym gosem Ziya i Sadie.
Wiedziaem, e maj racj. eby zaklcie podziaao, musielimy stan
twarz w twarz z Apopisem. Ale nie mogem pogodzi si z tym, e doszlimy tak
daleko i teraz zostaniemy powstrzymani.
- Pozostaje nam polec w walce. - Odczepiem od pasa lask pastersk i bicz.
Sadie i Ziya zarepetoway laski i rdki.
m
Nagle po drugiej stronie pola wrd demonw zapanowa popoch. Zaczy
si od nas odwraca i rozpierzcha w rnych kierunkach. Na tyach szeregw
demonw kule ognia owietliy niebo. Piropusze dymu uniosy si nad nowymi
kraterami otwierajcymi si w ziemi. Bitwa zacza si najwyraniej po niewaciwej
stronie pola.
- Z kim one walcz? - zapytaem. - Same ze sob?
- Nie. - Ziya wskazaa w tamtym kierunku, a jej twarz rozjani umiech. Patrz.

Trudno byo cokolwiek dojrze w mglistym powietrzu, ale zorientowaem si,


e przez tylne szeregi demonw powoli przedziera si klin wojownikw. Nie byo
ich wielu - moe okoo setki
- ale demony czmychay przed nimi. Te, ktre nie zostay poszat-kowane,
rozdeptane albo zgaszone jak fajerwerki.
- To bogowie! - zawoaa Sadie.
- Niemoliwe - zaoponowaem. - Bogowie nie zesziby nam na ratunek do
Duat.
- Ci wielcy bogowie nie. - Umiechna si do mnie szeroko.
- Ale ci starzy, zapomniani, z domu opieki owszem! Anubis powiedzia, e
wezwie posiki.
- Anubis? - Teraz ju kompletnie nic nie rozumiaem. Kiedy ona widziaa si z
Anubisem?
- Patrz! - krzykna Sadie. - Ojej...!
Jakby zapomniaa jzyka w gbie. Machaa tylko rk w kierunku naszych
nowych przyjaci. Szeregi wojsk otwary si na chwil. Na pole bitwy wtoczy si
smuky, czarny samochd. Kierowca musia by szalecem. Wjecha midzy
demony, robic wszystko, co w jego mocy, eby na nie wpada. Przeskakiwa nad
ognistymi szczelinami, obraca si w kko, byska wiatami i trbi klaksonem.
Nastpnie ruszy w naszym kierunku i przednie szeregi demonw zaczy si
rozpierzcha. Tylko kilka najodwaniejszych skrzydlatych demonw miao do
odwagi, eby go ciga.
Kiedy samochd si przybliy, dostrzegem, e jest to limuzyna marki
Mercedes. Auto wspio si na wzgrze, cignc za sob chmar nietoperzowatych
demonw, i zatrzymao si ze zgrzytem w chmurze czerwonego pyu. Drzwiczki od
strony kierowcy otworzyy si i wysiad z nich niski, wochaty czowieczek w
niebieskich kpielwkach.
Nigdy nie ucieszyem si tak bardzo na widok kogo tak brzydkiego.

Bes, w caej swojej potwornej, paskudnej chwale, wspi si na dach


samochodu. Zwrci si ku nietoperzowatym demonom. Wybauszy oczy.
Niewiarygodnie szeroko otworzy usta. Jego wosy nastroszyy si jak igy
jeozwierza i Bes rykn: - BUUU!
Skrzydlate demony rozwiay si z wrzaskiem.
- Bes! - Sadie rzucia si w jego stron.
Bg karw si rozpromieni. Zeskoczy z maski, znalaz si wic niemal na
wysokoci Sadie, kiedy pada mu w ramiona.
- Moja dziewczynka! - zawoa. - I ty, Carter, rusz tu swj ndzny tyek!
Mnie rwnie przytuli. Nie przeszkadzao mi nawet, e mierzwi mi wosy
palcami.
- I Ziya Rashid! - krzykn radonie Bes. - Ciebie te niech ucisn...
- Ale nie trzeba - odpara Ziya, cofajc si o krok. - Dzikuj.
Bes rykn miechem.
- Masz racj. Pniej bdzie czas na przytulanki. Najpierw musimy was std
wydosta!
- Za... zaklcie cienia! - wyjkaa Sadie. - Naprawd zadziaao?
- Pewnie, e zadziaao, szalona dziewczyno! - Bes zabbni w kudat pier i
nagle na jego ciele pojawia si liberia szofera. - A teraz: do samochodu!
Odwrciem si, eby zabra Setne... i zamarem.
- O najwitszy Horusie... - Mag znikn. Rozejrzaem si po okolicy, w
nadziei e po prostu dokd odpez. Nie byo po nim ladu.
Ziya strzelia ogniem w miejsce, w ktrym wczeniej lea. Najwyraniej duch
nie sta si po prostu niewidzialny, poniewa nie usyszelimy krzyku.
- Setne by tutaj! - zaprotestowaa Ziya. - Sptany Wstgami Hathor! Jak mg
po prostu znikn?
Bes zmarszczy brwi.
- Setne, co? Nienawidz tego skunksa. Macie cie wa?
- Owszepi - odparem - ale Setne ma Ksig Thota.

- Moecie bez niej rzuci wyklcie? - spyta Bes.


Wymienilimy z Sadie spojrzenia.
- Tak - odpowiedzielimy rwnoczenie.
- W takim razie nie bdziemy si teraz przejmowa Setne - oznajmi Bes. - Nie
mamy zbyt wiele czasu!
Myl, e jeli czowiek musi podrowa przez Krain Demonw, to
limuzyna jest najlepsz opcj. Niestety nowy samochd Besa nie by wiele czystszy
od tego, ktry wiosn zostawilimy na dnie Morza rdziemnego. Zastanawiaem
si, czy on je zamawia wyposaone od razu w komplet starych pojemnikw po
chiskim arciu, podeptanych czasopism i brudnych ubra.
Sadie jechaa na miejscu pasaera. Ziya i ja wsiedlimy do tyu. Bes nacisn
peda gazu i zacz drug odson gry w zbijanie demonw.
- Pi punktw, jeli uda ci si wjecha w tamtego z gow w ksztacie tasaka!
- krzykna Sadie.
Bum! Tasakogowy polecia na mask.
Sadie klasna w donie.
- Dwa punkty, jeli trafisz te dwa wakowate naraz!
Bum, bum! Dwa wielkie insekty rozpaszczyy si na przedniej szybie.
Sadie i Bes zamiewali si jak zwariowani. Ja byem zajty wrzeszczeniem: Szczelina! Uwaaj! Gejzer! Skr w lewo!
Moecie nazwa mnie praktycznym. Chciaem przey. Chwyciem Ziy za
rk i usiowaem nie wypa.
Kiedy zbliylimy si do serca bitwy, ujrzaem bogw nacierajcych na
demony. Wygldao to tak, jakby wszyscy pensjonariusze Sonecznej Rwniny
postanowili wyla swj geriatryczny gniew na siy ciemnoci. Prowadzia ich Tauret,
bogini hipopotamica, ubrana w pielgniarski mundurek i buty na wysokich
obcasach, wymachujca ponc pochodni w jednej rce oraz strzykawk w drugiej.
Uderzya jednego demona w gow, po czym wbia drugiemu strzykawk w zadek,
od czego pad na miejscu.

Dwaj staruszkowie w przepaskach biodrowych dreptali w miejscu, ciskajc w


niebo kule ognia i podpalajc latajce demony. Jeden z nich z niewiadomego
powodu wrzeszcza: Mj budy!.
abia bogini Heket skakaa po polu bitwy, powalajc demony za pomoc
jzyka. Najwyraniej szczeglnie upodobaa sobie potwory o owadzich gowach.
Kilka metrw dalej stara kotka Me-chit walia demony swoimi kulami, wrzeszczc:
Miau! i syczc.
- Ruszymy im na pomoc? - spytaa Ziya.
Bes si zamia.
- Nie potrzebuj pomocy. Bawi si lepiej ni kiedykolwiek w ostatnich
stuleciach. Wreszcie maj jaki cel w yciu! Zabezpiecz nasz odwrt, a ja odwioz
was z powrotem nad rzek.
- Nie mamy ju statku! - przypomniaem.
Bes unis krzaczast brew.
- Jeste pewny? - Zwolni nieco i opuci szyb. - Hej, kocha-niutka! Jak leci?
Tauret odwrcia si i posaa mu szeroki hipopotami umiech.
- Doskonale, soneczko! Powodzenia!
- Zaraz wracam! - zapewni. Przesa jej causa, a ja mylaem, e Tauret
zemdleje ze szczcia.
Mercedes skoczy do przodu.
- Soneczko? - zapytaem.
- Ej, chopcze - warkn Bes - czy ja mieszam si w wasze ycie uczuciowe?
Nie miaem odwagi popatrze na Ziy, ale ona cisna moj do. Sadie
milczaa. Moe mylaa o Walcie.
Mercedes przeskoczy nad ostatni ponc przepaci i zatrzyma si z
piskiem k na play zasanej komi.
Wskazaem palcem wrak Egipskiej Krlowej.
- Widzisz? Nie mamy odzi.
- Doprawdy? - spyta Bes. - A co to jest?

W oddali na rzece zamigotao wiateko.


Ziya wcigna gwatownie powietrze.
- Ra - powiedziaa. - Zblia si barka soca.
Kiedy wiato si przybliyo, przekonaem si, e miaa racj. Biao-zoty
agiel lni. Po pokadzie odzi uwijay si migotliwe kule. Sobek, bg z gow
krokodyla, sta na dziobie, odpychajc dugim kijem przygodne potwory. A na
ognistym tronie na samym rodku sonecznej barki siedzia stary bg Ra.
- Hellooouuu! - wrzasn nad wod. - Mamy ciasteeeeeeczka!
Sadie ucaowaa Besa w policzek.
- Jeste genialny!
- Ej, bez takich - wymamrota karze. - Jeszcze Tauret bdzie zazdrosna.
Akurat dobrze si to zgrao w czasie. Gdybymy rozminli si z bark soca,
mielibymy naprawd pecha.
Wzdrygnem si na t myl.
Ra poda t drog przez tysiclecia - o zachodzie soca wpywa do Duat i
wdrowa po Rzece Nocy, by o wicie pojawi si znw w wiecie miertelnikw.
Ale bya to podr w jedn stron, a barka trzymaa si rozkadu jazdy co do
sekundy. Kiedy Ra mija kolejne Domy Nocy, ich bramy zatrzaskiway si i
pozostaway zamknite a do nastpnego wieczora, w zwizku z czym miertelni
podrnicy, tacy jak my, atwo mogli utkn w miejscu. Sadie i ja mielimy za sob
takie dowiadczenie - i nie byo ono zabawne.
Barka soca podpyna do brzegu. Bes skrzywi si w umiechu.
- Gotowi? Mam przeczucie, e w wiecie miertelnikw rzeczy nie maj si
dobrze.
Bya to pierwsza niezaskakujca wiadomo, jak usyszaem tego dnia.
wiecce kule opuciy trap i wspilimy si na pokad, aby popyn do
witu, ktry mg by ostatnim w historii.

17. Dom Brooklyski idzie na wojn

Zwaowaam, e opuszczamy Krain Demonw.


[Tak, Carter, mwi serio].
Jakkolwiek by patrze, moja wizyta w tym miejscu bya pasmem sukcesw.
Uratowaam Ziy i brata przed tym okropnym duchem Setne. Zapaam cie
Apopisa. Byam wiadkiem szary Starej Brygady w penej chwale, a przede
wszystkim spotkaam Besa. Dlaczego nie miaabym czule wspomina tego miejsca?
Moe nawet wybior si tam kiedy na leniwe wakacje, wynajm sobie chatk nad
morzem chaosu? Czemu nie?
Szalone tempo dziaania oderwao mnie te od nieprzyjemnych myli. Ale
kiedy dotarlimy nad brzeg rzeki i miaam czas, eby odetchn, zaczam sobie
przypomina, w jakich okolicznociach nauczyam si zaklcia, ktre ocalio cie
Besa. Moja rado przemienia si w rozpacz.
Walt... och, Walt. Co on narobi?

Przypomniao mi si, jak trzymaam go w ramionach wrd ruin wityni,


pozbawionego ycia i zimnego. A on nagle otworzy oczy i jkn.
Patrz, powiedzia.
Na powierzchni widziaam dobrze mi znanego Walta. Ale w Duat... migota
modzieczy bg Anubis, ktrego widmowo szara aura podtrzymywaa ycie Walta.
To nadal ja, powiedzieli jednym gosem. Ten podwjny gos przyprawi mnie
o dreszcz.
Spotkamy si o wschodzie soca w pierwszym nomie, obiecali, jeli jeste
pewna, e mnie nie nienawidzisz-Czy ja go nienawidziam? A moe ich? Bogowie
Egiptu, nie wiedziaam nawet, jak o nim teraz mwi! Z pewnoci nie miaam
pojcia, co czuj ani te czy chc go jeszcze oglda.
Usiowaam odepchn od siebie te myli. Musielimy pokona Apopisa.
Chocia schwytalimy cie, nie mielimy pewnoci, czy uda nam si rzuci zaklcie.
Nie przypuszczaam, eby Apopis przyglda si ze spokojem, jak usiujemy
wymaza go ze wiata. No i cakiem moliwe, e wyklcie bdzie wymagao

znacznie wicej magii ni moja i Cartera razem wzite. Jeli si wypalimy, moje
wahanie w kwestii Walta przestanie by problemem.
Mimo to nie potrafiam przesta o nim/nich myle - o tym, jak ich ciepe
brzowe oczy idealnie do siebie pasuj, ani te o tym, jak naturalnie wyglda
umiech Anubisa na ustach Walta.
Au! To nijak nie pomagao.
Wsiedlimy na soneczn bark - Carter, Ziya, Bes i ja. Czuam
niewyobraaln ulg, e mj ukochany karze bdzie nam towarzyszy w ostatniej
bitwie. Na tym etapie mojego ycia potrzebowaam kojco brzydkiego boga.
Na dziobie nasz dawny nieprzyjaciel Sobek spoglda na mnie z krokodylim
umiechem, ktry, jak przypuszczam, by jedynym dostpnym mu rodzajem
umiechu.
- No... dzieci Kanew powrciy.
- No - odparowaam - bg krokodyl chce kopa w zby.
Sobek odrzuci do tyu pokryty zielonymi uskami eb i si zamia.
- Dobrze powiedziane, dziewczyno! elazna dama z ciebie!
Zakadam, e to mia by komplement. W odpowiedzi wykrzywiam si do
niego ironicznie i odwrciam si.
Sobek szanowa jedynie si. Podczas naszego pierwszego spotkania utopi
Cartera w Rio Grand, a mnie przerzuci przez granic teksasko-meksykask. Od
tamtego czasu nasze stosunki si nie poprawiy. Z tego, co syszaam, zgodzi si
stan po naszej stronie tylko dlatego, e Horus i Izyda postraszyli go powanymi
uszkodzeniami ciaa. Trudno zatem mie gwarancj, e bdzie lojalny.
Wok mnie unosia si zaoga w postaci wietlistych kul, mruczc
rozbrzmiewajce w mojej gowie radosne powitanie: Sadie. Sadie. Sadie. Kiedy one
rwnie usioway mnie zabi, ale odkd obudziam ich dawnego pana Ra, stay si
bardzo przyjacielskie.
- Tak, cze, chopaki - wymamrotaam. - Mio was widzie. Przepraszam.

Ruszyam za Carterem i Ziy ku tronowi ognia. Ra umiech-n si do nas


bezzbnie. By nadal stary i pomarszczony, ale jego oczy wyglday nieco inaczej.
Dawniej jego wzrok przelizgiwa si po mnie, jakbym bya kawakiem krajobrazu.
Teraz naprawd skupi si na mojej twarzy.
Ra wycign rk z talerzem penym makaronikw i czekoladowych
biszkoptw, ktre nieco si stopiy w arze tronu.
- Ciasteczko? Jupi!
- Ee, dzikuj. - Carter poczstowa si makaronikiem.
Ja oczywicie wybraam czekoladowe. Nie miaam w ustach porzdnego
posiku, odkd opucilimy sal sdow taty.
Ra odoy tac i chwiejnie unis si na nogi. Bes chcia mu pomc, ale Ra
powstrzyma go machniciem jki. Poczapa w kierunku Ziyi.
- Ziya - wybekota radonie, jakby to bya koysanka. - Ziya, Ziya, Ziya.
Z zaskoczeniem uwiadomiam sobie, e po raz pierwszy uy jej
prawdziwego imienia.
Wycign rk, eby dotkn amuletu w ksztacie skarabeusza. Ziya cofna
si nerwowo. Zerkna na Cartera w poszukiwaniu wsparcia.
- Wszystko bdzie dobrze - zapewni j Carter.
Wzia gboki oddech. Rozpia naszyjnik i pooya go na doni starca.
Skarabeusz rozjarzy si ciep powiat, ktra otoczya Ziy i Ra lnicym zotym
wiatem.
- Dobrze, dobrze - powiedzia Ra. - Dobrze...
Zakadaam, e staremu bogu si polepszy. A on tymczasem zacz si
rozpada.
By to jeden z najbardziej zatrwaajcych widokw w tym zatrwaajcym
dniu. Najpierw odpady mu uszy i zamieniy si w proch. Nastpnie jego skra
zacza rozsypywa si w piasek.
- Co si dzieje?! - krzyknam. - Powinnimy co zrobi!

Oczy Cartera zrobiy si wielkie z przeraenia. Otworzy usta, ale nie by w


stanie wydoby z siebie sowa.
Rozemiana twarz Ra rozpyna si. Rce i nogi odpady jak wyschnita
rzeba z piasku. Jego czsteczki rozsypay si po Rzece Nocy.
Bes warkn cicho.
- Szybko poszo. - Nie wyglda na szczeglnie zaskoczonego. - Zazwyczaj
trwa to duej.
Zamurowao mnie.
- Widziae to ju wczeniej?
Bes wykrzywi si w umiechu.
- Ej, no przecie zdarzao mi si peni wart na sonecznej barce w dawnych
czasach. Wszyscy ogldalimy Ra podczas jego cyklicznej przemiany. Ale to byo tak
dawno. Patrz.
Wskaza na Ziy.
Skarabeusz znik z jej doni, ale nadal bya otoczona zotym wiatem niczym
ogarniajc cae ciao aureol. Odwrcia si do mnie z promiennym umiechem.
Nigdy nie widziaam jej tak spokojnej i radosnej.
- Teraz widz. - Jej gos by znacznie peniejszy, niczym chr gosw
opadajcych oktawami w gb Duat. - Chodzi o rwnowag, prawda? Moje myli i
jego myli? Czy moe moje i jej...?
Rozemiaa si jak dziecko, ktremu po raz pierwszy udao si przejecha par
metrw na rowerku.
- Odrodzenie, nareszcie! Mielicie racj, Sadie i Carterze! Po tysicach lat w
ciemnoci odrodziem si wreszcie dziki wspczuciu Ziyi. Zapomniaem, co to
znaczy by modym i potnym.
Carter si cofn. Nie mam mu tego za ze. Wspomnienie poczenia Walta z
Anubisem wci mnie drczyo, wiedziaam wic poniekd, co czuje Carter: Ziya
mwica o sobie jak o kim innym bya do upiorna.

Zajrzaam gbiej w Duat. W miejscu, w ktrym staa Ziya, ujrzaam


wysokiego mczyzn w zbroi ze skry i z brzu. Do pewnego stopnia wyglda
cigle jak Ra. Nadal mia ys gow. Jego twarz bya wci pomarszczona i
zniszczona przez wiek, no i agodny umiech by ten sam (tyle e z zbami). Teraz
jednak trzyma si prosto. Minie rysoway si pod skr, ktra lnia niczym
stopione zoto. By to najbardziej wysportowany i najbardziej zoty dziadek wiata.
Bes uklkn.
- Panie Ra.
- Och, mj may przyjacielu. - Ra zmierzwi wosy boga karw. - Powsta!
Mio ci widzie.
Tkwicy na dziobie Sobek stan na baczno, trzymajc dugi elazny drg
niczym karabin.
- Panie Ra! Wiedziaem, e powrcisz.
Ra zamia si pod nosem.
- Sobek, stary gadzie. Chtnie poknby mnie na kolacj, gdyby mia
pewno, e ujdzie ci to pazem. Horus i Izyda zdoali ci utemperowa?
Sobek odchrzkn.
- wita prawda, mj krlu. - Wzruszy ramionami. - Nic nie poradz na swoj
natur.
- Mniejsza z tym - odpar Ra. - Bdziemy wkrtce potrzebowali twojej siy.
Czy zbliamy si do witu?
- Tak, mj krlu. - Sobek wskaza na przestrze przed dziobem odzi.
Zobaczyam wiato w tunelu... dosownie. Dopywalimy do kraca Duat,
Rzeka Nocy zrobia si szersza. Bramy wyjciowe, ozdobione posgami boga soca,
byy moe kilometr przed nami. Za nimi wida byo wiato dnia. Rzeka zmieniaa
si w chmury i wylewaa na poranne niebo.
- Doskonale - oznajmi Ra. - Kurs na Giz, Sobiesawie.
- Tak, mj krlu. - Bg krokodyli uj w rk drg i odepchn si nim niczym
gondolier.

Carter nadal tkwi w miejscu bez ruchu. Biedak gapi si na boga soca z
fascynacj, ale cigle by w szoku.
- Carterze Kane - powiedzia Ra z czuoci - wiem, e to dla ciebie trudne, ale
Ziyi bardzo na tobie zaley. I jej uczucia w aden sposb si nie zmieniy.
Odkaszlnam.
- Ee... mog mie prob? Nie cauj go, bagam.
Ra si rozemia. Jego obraz zafalowa i znw zobaczyam przed sob Ziy.
- Wszystko w porzdku, Sadie - zapewnia mnie. - Teraz nie czas na to.
Carter odwrci si niezgrabnie.
- Ee... to ja moe... bd tam. - Wpad na maszt, po czym pokutyka na ruf.
Ziya zmarszczya brwi, zmartwiona.
- Zajmij si nim, Sadie, dobrze? Wkrtce dotrzemy do wiata miertelnikw.
Musz uwaa.
Wyjtkowo si nie kciam. Poszam sprawdzi, jak si miewa mj brat.
Carter siedzia przy sterze w pozycji znamionujcej rozpacz, z gow midzy
kolanami.,
- Dobrze si czujesz? - spytaam. Gupie pytanie, wiem.
- Ona jest starym facetem - wymamrota w odpowiedzi. - Dziewczyna jest
ywotnym starcem z gosem niszym od mojego. Dopiero co caowaem si z ni na
play, a teraz...
Usiadam obok niego. Kuliste wiateka latay wok nas podekscytowane.
Barka zbliaa si do dnia.
- Caowalicie si? - powtrzyam. - Poprosz o szczegy.
Mylaam, e poczuje si lepiej, jeli dam mu si wygada. Nie wiem, czy to
podziaao, ale przynajmniej unis gow znad kolan. Opowiedzia mi o podry z
Ziy do Serapeum i zniszczeniu Egipskiej Krlowej.
Ra - to znaczy Ziya - sta na dziobie z Sobkiem i Besem, starannie unikajc
spojrze w nasz stron.

- Powiedziae jej, e wszystko w porzdku - podsumowaam opowie


Cartera. - Zachcie, eby pomoga Ra. A teraz zaczynasz tego aowa.
- Masz mi to za ze? - zapyta.
- Oboje gocilimy bogw - odparam. - To nie musi by na stae. Ona jest
nadal Ziy. A poza tym wanie ruszamy do bitwy. Moemy nie przey... chcesz
spdzi ostatnie godziny, odpychajc j?
Wpatrywa si we mnie uwanie.
Och... celny strza. Czasami mam wraenie, e Carter zna moje tajemne imi
rwnie dobrze jak ja jego.
- Co si stao z Waltem?
- N-nie wiem dokadnie. yje, ale tylko dlatego e...
- Mieszka w nim Anubis - dokoczy Carter.
- Wiedziae?
Pokrci przeczco gow.
- Nie, dopki nie zobaczyem twojej miny. Ale to ma sens. Walt ma ten talent...
cokolwiek to jest. To obracanie rzeczy w szary proch. Magia mierci.
Nie byam w stanie wydusi z siebie sowa. Przyszam, eby pocieszy Cartera
i zapewni go, e wszystko bdzie w porzdku. A on odwrci role.
Dotkn mojego kolana.
- To moe si uda, siostru. Anubis moe utrzyma Walta przy yciu. Walt
moe normalnie y.
- Uwaasz, e to normalne?
- Anubis nigdy nie uywa ludzkiego ciaa. To jego szansa, eby mie
prawdziwe ciao, sta si osob z krwi i koci.
Wzdrygnam si.
- Carter, to nie jest tak jak z Ziy. Ona moe si w kadej chwili oddzieli.
- W takim razie powiem wprost - oznajmi Carter. - Podobao ci si dwch
chopakw... jeden umiera, a drugi by dla ciebie niedostpny, poniewa jest

bogiem... Teraz s jednym chopakiem, ktry nie umiera i nie jest niedostpny. A ty
narzekasz.
- Przesta, omieszasz mnie! - krzyknam. - Nie jestem mieszna!.
Trzej bogowie spojrzeli na mnie. No dobra. wietnie. To brzmiao miesznie.
- Suchaj - powiedzia Carter - moe bdziemy dramatyzowa pniej, co?
Zakadajc, e nie umrzemy.
Westchnam niepewnie.
- Dobra.
Pomogam bratu wsta. Doczylimy do bogw na dziobie i barka soneczna
wypyna z Duat. Rzeka Nocy znika za naszymi plecami i pynlimy teraz przez
chmury.
Pod nami rozciga si egipski krajobraz, malowany przez wiato
wschodzcego soca na czerwono, zoto i zielono. Na zachodzie burze piaskowe
przetaczay si przez pustyni. Na wschodzie Nil pezn w kierunku Kairu.
Dokadnie pod nami, na samym skraju miasta, na rwninie Gizy wznosiy si trzy
piramidy.
Sobek uderzy lask w dzib barki, po czym wykrzykn niczym herold: - Ra
w kocu powrci naprawd! Niech jego lud wituje! Niech zbierze si tum
wiernych!
By moe Sobek powiedzia to, bo tak nakazywa ceremonia, moe chcia si
podliza Ra, a moe chcia popsu humor staremu bogu soca. O cokolwiek
chodzio, na dole nikt si nie zbiera. I zdecydowanie nikt si nie cieszy.
Ogldaam ten widok wiele razy, ale co byo nie w porzdku. Widziaam
ogie na ulicach, ktre byy dziwnie opustoszae. Nie widziaam turystw ani w
ogle adnych ludzi w pobliu piramid. W Gizie nigdy nie byo tak pusto.
- Gdzie si podziali ludzie? - zapytaam.
Sobek sykn z odraz.

- Powinienem by si domyli. Sabi ludzie ukryli si lub uciekli z powodu


niepokojw w Egipcie. Apopis niele to zaplanowa. miertelnicy nie bd
przeszkadza na wybranym przez niego polu bitwy.
Poczuam dreszcz. Syszaam o niedawnych zamieszkach w Egipcie, podobnie
jak o dziwnych katastrofach naturalnych, ale nie sdziam, e to wszystko jest czci
planu Apopisa.
Jeli to jest wybrane przez niego pole bitwy...
Skupiam wzrok na rwninie Gizy. Zajrzaam w gb Duat i przekonaam si,
e teren wcale nie jest pusty. Wok podstawy Wielkiej Piramidy lea zwinity
ogromny w, uformowany z wirujcego tornada czerwonego piasku i ciemnoci.
Jego oczy pony. Ky wyglday jak rozdwojone byskawice. Gdziekolwiek si
ruszy, pustynia kipiaa, a piramida draa z przeraliwym pogosem. Jedna z
najstarszych budowli ludzkoci bya na granicy zawalenia si.
Nawet z wysoka wyczuwaam obecno Apopisa. Roztacza wok siebie aur
panicznego strachu i przeraenia, tak e niemal czuam, jak miertelnicy w Kairze
kryj si po domach, lkajc si wyj na zewntrz. Caa ziemia egipska wstrzymaa
oddech.
Apopis unis ogromny eb kobry. Uderzy w pustyni, wygryzajc w piasku
krater wielkoci budynku. Nastpnie zwin si, jakby go co udlio, i sykn ze
zoci. Z pocztku nie widziaam, co z nim walczy. Przywoaam wzrok drapienego
ptaka nalecy do Izydy i zobaczyam niewielk posta w trykocie w lamparcie ctki,
w ktrej obu rkach poyskiway noe, podskakujc z nieludzk zwinnoci i
prdkoci, uderzajc Apopisa i uchylajc si przed jego ugryzieniami. Bastet
samotnie walczya z Apopisem.
W ustach poczuam metaliczny smak, jakbym naykaa si starych monet.
- Ona jest sama. Gdzie pozostali?
- Czekaj na rozkazy faraona - odpar Ra. - Chaos podzieli ich i skoowa. Nie
rusz do bitwy bez wodza.
- No to ich poprowad! - wykrzyknam.

Bg soca si odwrci. Jego ksztat zamigota i na moment znw zobaczyam


przed sob Ziy. Zastanawiaam si, czy zmieni mnie w popi. Miaam wraenie, e
nie bdzie to dla niej trudne.
- Stawi czoa dawnemu wrogowi - odpowiedziaa ze spoko-jem, wci
gosem Ra. - Nie pozwol swojej wiernej kotce walczy samotnie. Sobek, Bes... do
mnie.
- Tak, mj krlu - zgosi si Sobek.
Bes strzeli palcami. Liberia szofera znika, zastpiy j kpielwki z napisem:
Kary gr.
- Chaosie... gotuj si na spotkanie z brzydot.
- Czekajcie - wtrci si Carter. - A co z nami? Przecie to my mamy cie wa.
Barka szybko zniaa lot, szykujc si do ldowania nieco na poudnie od
piramid.
- Wszystko po kolei, Carterze. - Ziya wskazaa na Wielkiego Sfinksa, stojcego
jakie trzysta metrw od piramid. - Najpierw ty i Sadie musicie pomc stryjowi.
Z tunelu midzy apami Sfinksa unosi si dym. Serce skoczyo mi do garda.
Ziya mwia mi kiedy, e ten tunel zosta zapiecztowany, eby uniemoliwi
archeologom odnalezienie drogi do pierwszego nomu. Najwyraniej blokada zostaa
zburzona.
- Pierwszy nom za chwil upadnie - powiedziaa Ziya. Jej ksztat zamigota
ponownie i teraz sta przede mn bg soca. Naprawd nie miaabym nic przeciwko
temu, eby si wreszcie zdecydowa/zdecydowaa/zdecydowali.
- Powstrzymam Apopisa najduej, jak bdzie si dao - powiedzia Ra. - Ale
jeli nie pomoecie natychmiast waszemu stryjowi i przyjacioom, nie bdzie kogo
ratowa. Dom ycia upadnie.
Pomylaam o nieszczsnym Amosie i naszych modych uczniach, otoczonych
przez hord zbuntowanych magw. Nie moemy pozwoli, eby zostali wybici.
- Ona ma racj - odezwaam si. - To znaczy, on ma racj. Oj, niewane.
Carter potakn niechtnie.

- Bdziesz tego potrzebowa, panie Ra.


Poda bogu soca lask pastersk i bicz, ale Ra pokrci przeczco gow.
Albo te Ziya to zrobia. Bogowie egipscy, zwariowa mona!
- Kiedy mwiem, e bogowie czekaj na faraona - powiedzia Ra - miaem na
myli ciebie, Carterze Kane, Oko Horusa.
Ja jestem tu, eby walczy ze swoim dawnym wrogiem, a nie eby odzyska
tron. To twoje przeznaczenie. Zjednocz Dom ycia, wezwij bogw w moim imieniu.
Nie lkaj si, powstrzymam Apopisa do twojego przybycia.
Carter gapi si na lask i bicz, ktre trzyma w rkach. Wyglda na rwnie
przeraonego jak wtedy, kiedy Ra rozpad si w piach.
Nie miaam do niego pretensji. Wanie si dowiedzia, e ma obj tron
stworzenia i poprowadzi do bitwy armi magw i bogw. Rok temu, nawet p
roku temu sam pomys obarczenia mojego brata tak odpowiedzialnoci
przeraziby rwnie mnie.
Teraz jednak, o dziwo, nie przejam si tym. Myl o Carterze jako faraonie
bya nawet kojca. Jestem pewna, e poauj tych sw, jak rwnie przekonana, e
Carter nie pozwoli mi nigdy o nich zapomnie, ale prawda jest taka, e ufaam
mojemu bratu, odkd wprowadzilimy si do Domu Brooklyskiego. Nauczyam
sipolega na jego sile, wierzyam, e podejmie waciwe decyzje, nawet jeli on sam
sobie nie ufa. Kiedy poznaam jego tajemne imi, dostrzegam jedn cech
wyrniajc si w jego charakterze: przywdztwo.
- Jeste gotowy - powiedziaam.
- Zaiste - potwierdzi Ra.
Carter podnis wzrok, ale raczej wiedzia, e z niego nie drwi... nie tym
razem.
Bes da mu kuksaca.
- Pewnie, e jeste gotowy, chopcze. A teraz przesta marnowa czas i ruszaj
na ratunek stryjkowi!

Patrzc na Besa, z trudem powstrzymywaam zy. Ju raz omal go nie


utraciam.
Jeli chodzi o Ra, sprawia wraenie bardzo pewnego siebie, jednak
ograniczao go ciao Ziyi Rashid, ktra bya potnym magiem, owszem, ale w
kwestii dzielenia ciaa - cakowit nowicjusz-k. Jeli zawaha si choby na chwil
albo te przeceni swoje siy...
- Powodzenia zatem. - Carter przekn lin. - Mam nadziej...
Urwa. Biedaczek usiowa poegna si ze swoj dziewczyn, by moe po
raz ostatni, ale nie mg jej nawet pocaowa, nie caujc jednoczenie boga soca.
Carter zacz zmienia ksztat. Jego ubrania, plecak, a nawet laska pasterska i
bicz zamieniy si w pira. Ciao skurczyo si w brzowo-biaego sokoa. Chwil
pniej rozpostar skrzyda i zanurkowa obok barki.
- Och, jak ja tego nienawidz - mruknam.
Wezwaam Izyd i zaprosiam j: Teraz. Nadszed czas wsplnego dziaania.
Natychmiast wypenia mnie jej magia. Czuam si tak, jakby kto wczy
bateri elektrowni wodnych zdolnych owietli cay kraj i przepuci t energi
przeze mnie. Zamieniam si w kani (ptaka) i wzniosam si w powietrze.
Tym razem przynajmniej nie miaam kopotw z powrotem do ludzkiego
ksztatu. Spotkalimy si z Carterem u stp Wielkiego Sfinksa i przyjrzelimy si
wybitemu wejciu do tunelu. Buntownicy nie byli delikatni. Kamienne bloki
wielkoci samochodw zostay rozbite w gruz. Otaczajcy je piasek poczernia i
stopi si w szko. Ludzie Sary Jacobi posuyli si albo zaklciem he-di, albo
kilkoma laskami dynamitu.
- Ten tunel... - powiedziaam. - Czy drugi koniec wychodzi prosto do Sali
Wiekw?
Carter pokiwa gow z ponur min. Wycign lask pastersk i bicz, ktre
zapony widmowym biaym ogniem. Zanurkowa w mrok. Przyzwaam swoj
lask i rdk i podyam za nim do rodka.

Po drodze na d widzielimy lady walki. Wybuchy pokryy sadz ciany i


stopnie. Kawaek sklepienia si zawali. Carter zdoa oczyci drog dziki sile
Horusa, ale gdy tylko przeszlimy, tunel zawali si za nami. Wiedzielimy, e nie
damy rady wyj t sam drog.
Pod nami sycha byo odgosy walki - boskie sowa, zderzenia magii ognia,
wody i ziemi. Rykn lew. Zabrzcza metal.
Kilka metrw dalej znalelimy pierwsz ofiar. Mody chopak w podartym
szarym mundurze wojskowym siedzia podparty o cian, trzymajc si za brzuch i
jczc z blu.
- Leonid! - krzyknam.
Mj rosyjski przyjaciel by blady i pokryty krwi. Pooyam mu do na
czole. Mia zimn skr.
- Niej - wycharcza. - Zbyt wielu. Usio...
- Zosta tu - powiedziaam, co byo dosy gupie, zwaywszy, e nie bardzo
by w stanie si rusza. - Wrcimy z pomoc.
Dzielnie skin gow, ale jedno spojrzenie na Cartera wystarczyo, abym
wiedziaa, e mylimy o tym samym: Leonid mg tego nie doczeka. Kurtk mia
przesiknit krwi. Trzyma si za brzuch; zdecydowanie zosta pokiereszowany:
pazurami, noami albo jak okropn magi.
Rzuciam na niego zaklcie spowolnienie, ktre powinno przynajmniej
ustabilizowa oddech i zahamowa krwawienie, ale nie bya to wielka pomoc.
Nieszcznik ryzykowa ycie, uciekajc z Petersburga. Przyby a do Brooklynu,
eby ostrzec mnie przed atakiem. A teraz usiowa obroni pierwszy nom przed
swoimi dawnymi mistrzami, ktrzy powalili go i zostawili na pastw powolnej
mierci.
- Wrcimy - obiecaam raz jeszcze.
Brnlimy z Carterem dalej.

Dotarlimy do koca schodw i natychmiast znalelimy si w wirze walki.


Uszebti w ksztacie lwa skoczyo nri mnie, ale Izy-da zareagowaa szybciej, ni ja
daabym rad. Podsuna mi pojedyncze sowo: - Fech!
W powietrzu rozbysny hieroglify oznaczajce uwolnienie:
Lew skurczy si w woskow figurk i odbi si od mojej piersi, nie czynic
adnych szkd.
Wok nas panowa kompletny bezad. W kadym kcie korytarza nasi
uczniowie walczyli z nieprzyjacielskimi magami. Przed nami tuzin buntownikw
uformowa klin blokujcy drzwi do Sali Wiekw, a nasi przyjaciele najwyraniej
usiowali przeama t blokad.
Wydawao mi si, e co tu jest nie w porzdku. Czy nasi nie powinni broni
tych drzwi? Nagle uwiadomiam sobie, co musiao si wydarzy. Atak na
zapiecztowany tunel zaskoczy naszych sprzymierzecw. Ruszyli na pomoc
Amosowi, ale zanim zdyli dotrze do drzwi, wrogowie byli ju w rodku. Teraz ta
grupa usiowaa nie dopuci do tego, eby nasze posiki poczyy si z Amosem,
podczas gdy nasz stryj znajdowa si w sali, zapewne sam, walczc z Sar Jacobi i jej
elitarnym oddziaem uderzeniowym.
Ttno mi przyspieszyo. Rzuciam si w wir walki, posugujc si zaklciami z
niewiarygodnie bogatego arsenau Izydy. Musz przyzna, e dobrze si czuam,
bdc znw bogini, ale musiaam pilnowa zuycia energii. Jeli pozwol Izydzie
dziaa po swojemu, zniszczy naszych wrogw w par sekund, ale rwnie spali
mnie przy okazji. Musiaam powstrzymywa jej skonnoci do rozbijania ndznych
miertelnikw na kawaki.
Rzuciam rdk niczym bumerangiem i trafiam potnie zbudowanego,
brodatego maga, ktry wrzeszcza po rosyjsku, walczc na miecze z Julianem.
Rosjanin znik w zotym rozbysku. W miejscu, gdzie sta przed chwil,
pojawi si przeraony chomik, ktry pisn i czmychn. Julian umiechn si do
mnie promiennie. Jego miecz dymi, a mankiety spodni tliy si ogniem, ale poza tym

by cay i zdrowy.

- Najwyszy czas! - zawoa.


Zaatakowa go kolejny mag, wic nie mielimy czasu na pogawdki.
Carter przedziera si do przodu, wymachujc biczem i lask pastersk, jakby
trenowa walk t broni cale ycie. Nieprzyjacielski mag przywoa nosoroca - co
uznaam za wyjtkowo nieuprzejme, zwaywszy na to, ile mielimy miejsca. Carter
zamachn si biczem i wszystkie nabijane wiekami acuchy zmieniy si w sznury
ognia. Nosoroec przewrci si, rozcity na trzy kawaki, i roztopi si w grudk
wosku.
Naszym uczniom szo niele. Felix posuy si nieznanym mi wczeniej
lodowym zaklciem - zamyka wrogw w wielkich, pu-chatych bawanach o
marchewkowych nosach i oczach z wgielkw. Wok niego dreptaa armia
pingwinw, dziobic nieprzyjacielskich magw i kradnc im rdki.
Alyssa walczya z inn magiczk ywiow, ale tamta bya bez szans. Chyba
nigdy wczeniej nie miaa do czynienia z moc Gba. Ilekro Rosjanka przywoywaa
kamienne stwory lub usiowaa ciska kamieniami, jej ataki spezay na niczym.
Ayssa pstrykna palcami i podoga pod nogami przeciwniczki zmienia si w
ruchomy piasek. Rosjanka zatona w nim po szyj, cakowicie unieruchomiona.
W drugim kocu korytarza Jaz przykucna przy Cleo i opa-trywaa jej rk,
ktra zmienia si w sonecznik. Cleo i tak w porwnaniu z przeciwnikiem wysza z
walki obronn rk. U jej stp leao tomiszcze wielkoci czowieka, zatytuowane
David Copperfield. Co mi mwio, e kiedy byo ono wrogim magiem.
(Carter twierdzi, e David Copperfield jest magiem. Uwaa, e to zabawne.
Nie zwracajcie na niego uwagi. Tak jak ja).
Nawet nasze berbecie wziy udzia w akcji. Maa Shelby rozsypaa kredki po
caym korytarzu, eby zapa nieprzyjaci w puapk. Teraz wymachiwaa rdk
jak rakiet tenisow, biegajc midzy nogami dorosych magw, bijc ich po tykach i
krzyczc: - Gi, gi, gi!

Czy dzieci nie s cudowne?


Uderzya wielkiego metalowego wojownika, bez wtpienia uszebti, ktry
zamieni si w tczow wink wietnamsk. Byam przekonana, e jeli przeyjemy
ten dzie, Shelby bdzie chciaa j zatrzyma.
Pomagao nam kilku mieszkacw pierwszego nomu, ale ich liczba bya
rozpaczliwie maa. Paru trzscych si starcw i zdesperowanych kupcw rzucao
talizmanami i parowao zaklcia.
Powoli, ale wytrwale posuwalimy si ku drzwiom, gdzie gwny klin
wrogw najwyraniej skupi si na jednym atakujcym.
Kiedy si zorientowaam, kto to jest, miaam ochot zamieni si w chomika i
uciec z piskiem.
Walt przyby nam na odsiecz. Torowa sobie drog wrd od-dziaw
nieprzyjaciela goymi rkami - jednego z buntownikw rzuci na drugi koniec
korytarza z nadludzk si, drugiego jedynie dotkn i natychmiast bandae owiny
go szczelnie jak mumi. Laska trzeciego buntownika rozsypaa si w proch, gdy
tylko j chwyci. Na koniec machn rk w stron pozostaych wrogw, ktrzy
skurczyli si do rozmiarw lalek. Wok pomniejszonych magw wyrosy urny
kanopskie - takie, jakich uywa si do przechowywania narzdw wewntrznych
mumii - ktre zamkny ich w pojemnikach z pokrywkami ozdobionymi ptasimi
gowami. Nieszczni magowie darli si rozpaczliwie i walili piciami w gliniane
soje, ktre koysay si jak krgle.
Walt odwrci si do naszych przyjaci.
- Wszyscy cali?
Wyglda jak stary, dobry Walt - wysoki, muskularny, pewny siebie, z
agodnymi brzowymi oczami i mocnymi domi. Tylko jego ubranie si zmienio.
Mia na sobie dinsy, ciemny podkoszulek Dead Weather i czarn skrzan kurtk ciuchy Anubisa powikszone tak, eby pasoway na Walta. Wystarczyo zerkn do
Duat, niezbyt gboko, eby zobaczy stojcego w tym samym miejscu Anubisa, jak
zawsze irytujco i olniewajco przystojnego.

- Przygotujcie si - rozkaza Walt naszym oddziaom. - Zapiecztowali drzwi,


ale mog...
Nagle jego wzrok pad na mnie i gos mu si zaama.
- Sadie - powiedzia. - Ja...
- Mwie co o otwieraniu drzwi? - rzuciam.
Skin gow w milczeniu.
- Amos jest w rodku? - spytaam. - Walczy z Jacobi, tym jej koreaskim
porucznikiem i nie wiadomo kim jeszcze?
Potakn znowu.
- No to przesta si na mnie gapi i otwieraj te drzwi, chopie, nie denerwuj
mnie!
Mwiam do nich obu. Byo to nawet do naturalne. I doskonale pomagao
wyrzuci z siebie gniew. Zajm si tymi dwoma... tym jednym... czymkolwiek by pniej. Na razie mj wujek potrzebowa pomocy.
Walt/Anubis mia czelno si umiechn. Pooy do na drzwiach, ktrych
powierzchnia pokrya si szarym pyem. Brz rozsypa si w proch.
- Bardzo prosz - zwrci si do mnie i wpadlimy do Sali Wiekw.

18. Stranik Umarych ratuje ycie


Dobra wiadomo: Amos nie by cakiem sam.
Za wiadomo: pomaga mu bg za.
Kiedy wpadlimy do Sali Wiekw, zatrzymalimy si w p kroku. Nie
spodziewalimy si miertelnie niebezpiecznego powietrznego baletu z udziaem
byskawic i noy. Zwyczajne latajce hieroglify, ktre zazwyczaj wypeniay to
pomieszczenie, zniky. Holograficzne kurtyny po obu stronach sali ledwie migotay.
Niektre cakowicie si rozpady.
Zgodnie z moimi podejrzeniami grupa nieprzyjacielskich magw zamkna
si tu z Amosem, ale wygldao na to, e auj swojej decyzji.

Unoszcy si w powietrzu na samym rodku sali Amos odziany by w


najdziwaczniejszy awatar, jaki kiedykolwiek widziaam. Wirowaa wok niego
sylwetka nieco przypominajca ludzk: po czci burza piaskowa, po czci ogie,
co jak ten olbrzymi Apopis, ktrego widzielimy na grze, ale znacznie
radoniejszy.
Wielki czerwony wojownik mia si, wywijajc w walce dziesiciometrow
lask z czarnego elaza, jakby to bya zapaka. Zawieszony porodku tego cielska
Amos powtarza ruchy olbrzyma; po twarzy cieka mu pot. Nie byam w stanie
stwierdzi, czy Amos kierowa Setem, czy te usiowa go powstrzyma. Zapewne
jedno i drugie.
Nieprzyjacielscy magowie latali wok niego. Kwai by atwo zauwaalny ze
wzgldu na ys czaszk i niebieskie szaty. Wyskakiwa w powietrze niczym ci mnisi
od wschodnich sztuk walki, ktrzy drwi z grawitacji, i ciska czerwonymi
byskawicami w awatar Seta, ale nie robi tym wielkich szkd.
Sara Jacobi ze sterczcymi czarnymi wosami i w biaych szatach wygldaa
jak schizofreniczna Czarownica z Zachodu, zwaszcza e poruszaa si na chmurze
burzowej niczym na latajcym dywanie. W rkach trzymaa dwa czarne noe,
przypominajce brzytwy, ktrymi ciskaa w awatar Seta niczym w koszmarnej
onglerce i ktre chwytaa, kiedy do niej powracay. Widziaam ju kiedy takie
noe: ostrza neczeri, wykonane z elaza z meteorytw. Uywa si ich gwnie w
ceremoniach pogrzebowych, ale najwidoczniej sprawdzaj si te dobrze jako bro.
Za kadym uderzeniem piaskowe ciao awataru rozpryskiwao si nieco, sabnc
powoli. Na widok tej onglerki noami poczuam, jak wzbiera we mnie gniew. Co
mi podpowiadao, e to Jacobi zrania takim ostrzem mojego rosyjskiego przyjaciela
Leonida, a nastpnie zostawia go, eby si wykrwawi.
Pozostali buntownicy nie odnosili takich sukcesw, ale niewtpliwie byli
wytrwali. Niektrzy ciskali w Seta wiatrem i wod. Inni wypuszczali na niego
rozmaite uszebti, na przykad ogromne skorpiony i gryfy. Jeden grubas
bombardowa Amosa kawakami sera. Szczerze mwic, nie jestem przekonana, czy

wybraabym Mistrza Serowego do mojego elitarnego oddziau, ale moe Sara Jacobi
szybko robia si godna podczas walki.
Set ewidentnie wietnie si bawi. Ogromny czerwony wojownik uderzy
elazn lask w pier koreaskiego porucznika Sary Jacobi i ruchem spiralnym
posa go w powietrze. Innego maga kopniakiem wrzuci w holograficzn kurtyn z
okresem rzymskim i biedak zemdla, dymic z uszu: zapewne jego mzg przegrza
si od nadmiaru bodcw w postaci tumu osobnikw ubranych w togi.
Set machn woln rk w kierunku Mistrza Serowego. Gruby mag wrzasn i
zosta pochonity przez burz piaskow, ale Set niemal natychmiast cofn rk.
Burza ustaa. Mag run na ziemi jak szmaciana lalka, nieprzytomny, ale ywy.
- Ha! - rykn czerwony wojownik. - Dalej, Amosie, daj mi zaszale!
Chciabym tylko zerwa ciao z jego koci!
Twarz Amosa bya napita, malowao si na niej niezwyke skupienie.
Najwyraniej robi wszystko, co w jego mocy, eby kontrolowa boga, ale byo
jeszcze wielu nieprzyjaci, z ktrymi Set mia ochot si zabawi.
- Bum! - Czerwony bg wystrzeli byskawic w kamiennego sfinksa i obrci
go w proch. Zamia si szaleczo i machn lask w kierunku Sary Jacobi. - Ale
frajda, marni magowie! Nie znacie wicej sztuczek?
Nie wiem, jak dugo stalimy w progu, przygldajc si tej bitwie. Zapewne
nie duej ni kilka sekund, ale wydawao si to wiecznoci.
W kocu Jaz zdusia szloch.
- Amos... jest znw optany.
- Nie - odparam z moc. - Nie, tym razem jest inaczej! Amos ma kontrol nad
Setem.
Uczniowie spogldali na mnie z niedowierzaniem. Rozumiaam ich panik.
Pamitaam lepiej ni oni, jak Set omal kiedy nie zama umysu naszego wujka.
Trudno byo zrozumie, e Amos mg skupi moc czerwonego boga z wasnej woli.
A jednak udao mu si to, co niemoliwe. Wygrywa.

Niemniej nawet najwyszy lektor nie jest w stanie dugo przewodzi takiej
mocy.
- Patrzcie! - bagaam. - Musimy mu pomc! Amos nie jest optany. On
kontroluje Seta!
Walt zmarszczy brwi.
- To... to niemoliwe, Sadie. Seta nie da si kontrolowa.
Carter unis lask pastersk i bicz.
- Najwyraniej si da, poniewa Amos wanie to robi. Ruszamy do walki czy
jak?
Zaatakowalimy, ale nasze wahanie okazao si zbyt dugie. Sara Jacobi
spostrzega nasz obecno.
- Teraz! - wrzasna do swoich poplecznikw.
Moe bya za, ale nie gupia. Dotychczasowe ataki na Amo-sa suyy jego
rozproszeniu i osabieniu. Na rozkaz Jacobi rozpocz si prawdziwy atak. Kwai
wystrzeli byskawic w twarz Amosa, a pozostali magowie wycignli magiczne
sznury i zarzucili je na awatar Seta.
Czerwony wojownik zachwia si, gdy wszystkie liny zacisny si w jednej
chwili, opltujc jego nogi i rce. Sara Jacobi schowaa noe i przywoaa dugie,
czarne lasso. Podpyna do gry na chmurze burzowej, sprawnym ruchem zarzucia
ptl na kark awataru i zacisna j mocno.
Set rykn z wciekoci, ale awatar zacz si kurczy. Zanim zdylimy
podbiec, Amos klcza na posadzce Sali Wiekw, otoczony wycznie ptzez cienk i
sabnc czerwon oson.
Magiczne sznury sptay go mocno. Za nim staa Sara Jacobi, trzymajc lasso
jak smycz. Jeden z noy neczeri przyoya Amo-sowi do garda.
- Sta! - krzykna do nas. - To ju koniec.
Moi przyjaciele si zawahali. Zbuntowani magowie odwrcili si i spojrzeli na
nas niespokojnie.

Wielka szkoda, ale musimy pozwoli mu umrze. Goci Seta, naszego


dawnego wroga, odezwaa si Izyda w moim umyle.
To mj wujek! - odpowiedziaam.
Zosta zniszczony, odpara Izyda. Ju go nie ma.
- Nie! - wrzasnam.
Nasze poczenie si zachwiao. Nie da si dzieli umysu z bstwem i kci
si z nim. Zeby by Okiem, trzeba dziaa w idealnej harmonii.
Carter ewidentnie mia podobne problemy z Horusem. Przywoa awatar
sokolego wojownika, ktry jednak natychmiast si rozsypa, a mj brat upad na
podog.
- Daj spokj, Horusie! - warkn. - Musimy mu pomc.
miech Sary Jacobi brzmia jak zgrzyt metalu na piasku.
- Widzicie? - Zacisna mocniej ptl na szyi Amosa. - Tak koczy si cieka
bogw! Pomieszaniem. Chaosem. Set we wasnej osobie w Sali Wiekw! Nawet wy,
oszukani gupcy, musicie przyzna, e to jest ze!
Amos chwyci si za gardo. Wyda z siebie gniewny charkot i przemwi
gosem Seta:
- Chc zrobi co dobrego i tak mi si odpaca? Powiniene by mi pozwoli
ich pozabija, Amosie!
Zrobiam krok do przodu, starajc si nie wykonywa gwatownych ruchw.
Magiczne sznury sptay go mocno. Za nim staa Sara Jacobi, trzymajc lasso
jak smycz. Jeden z noy neczeri przyoya Arno-sowi do garda.
- Sta! - krzykna do nas. - To ju koniec.
Moi przyjaciele si zawahali. Zbuntowani magowie odwrcili si i spojrzeli na
nas niespokojnie.
Wielka szkoda, ale musimy pozwoli mu umrze. Goci Seta, naszego
dawnego wroga, odezwaa si Izyda w moim umyle.
To mj wujek! - odpowiedziaam.
Z osta zniszczony, odpara Izyda. Ju go nie ma.

- Nie! - wrzasnam.
Nasze poczenie si zachwiao. Nie da si dzieli umysu z bstwem i kci
si z nim. eby by Okiem, trzeba dziaa w idealnej harmonii.
Carter ewidentnie mia podobne problemy z Horusem. Przywoa awatar
sokolego wojownika, ktry jednak natychmiast si rozsypa, a mj brat upad na
podog.
- Daj spokj, Horusie! - warkn. - Musimy mu pomc.
miech Sary Jacobi brzmia jak zgrzyt metalu na piasku.
- Widzicie? - Zacisna mocniej ptl na szyi Amosa. - Tak koczy si cieka
bogw! Pomieszaniem. Chaosem. Set we wasnej osobie w Sali Wiekw! Nawet wy,
oszukani gupcy, musicie przyzna, e to jest ze!
Amos chwyci si za gardo. Wyda z siebie gniewny charkot i przemwi
gosem Seta:
- Chc zrobi co dobrego i tak mi si odpaca? Powiniene by mi pozwoli
ich pozabija, Amosie!
Zrobiam krok do przodu, starajc si nie wykonywa gwatownych ruchw.
- Nic nie rozumiesz, Jacobi. Amos skupia moc Seta, ale j kontroluje. Mg was
pozabija, jednak tego nie zrobi. Set by adiutantem Ra. Jeli go dobrze
poprowadzi, moe by uytecznym sojusznikiem.
Set prychn.
- Uytecznym, owszem! Nie wiem natomiast, o co chodzi z dobrym
prowadzeniem. Pucie mnie, ndzni magowie, ebym mg was pozgniata!
Rzuciam wujowi wcieke spojrzenie.
- Set! To nie pomaga!
Wyraz twarzy Amosa zmieni si z gniewnego na niespokojny.
- Sadie! - zawoa wasnym gosem. - Idcie, walczcie z Apopisem. Zostawcie
mnie tutaj!
- Nie - odpowiedziaam. - Jeste najwyszym lektorem. Bdziemy walczy za
Dom ycia.

Nie obejrzaam si, ale miaam nadziej, e kumple zgadzaj si ze mn. W


innym wypadku moja ostatnia bitwa byaby bardzo, bardzo krtka.
Jacobi rozemiaa si szyderczo.
- Wasz stryj jest sug Seta! Ty i twj brat macie wyroki mierci. Reszta moe
zoy bro. Jako nowy najwyszy lektor udziel wam amnestii. A nastpnie razem
staniemy do walki z Apopisem.
- Jeste w zmowie z Apopisem! - wrzasnam.
Twarz Jacobi znieruchomiaa w kamienn mask.
- Zdrada. - Wycigna lask. - He-di-Uniosam rdk, ale tym razem Izyda
mi nie pomoga. Byam wycznie Sadie Kane i moja obrona okazaa si zbyt
powolna. Eksplozja przebia si przez sab oson i rzucia mnie do tyu, w kurtyn
wiata. Wok mnie trzeszczay obrazy z Ery Bogw: powstanie wiata, koronacja
Ozyrysa, pojedynek Seta i Horusa...
jak gdyby szedziesit rnych filmw zostao wgranych do mojego mzgu
wraz z poraeniem prdem. wiato si rozpado, a ja leaam na ziemi, oszoomiona
i wyczerpana.
- Sadie! - Carter rzuci si w moj stron, ale Kwai cisn w niego byskawic.
Carter upad na kolana. Nie miaam nawet do siy, eby krzycze.
jaz podbiega do niego. Maa Shelby wrzeszczaa: Przesta! Przesta!.
Pozostali uczniowie stali jak zamurowani, niezdolni nawet si ruszy.
- Poddajcie si - powiedziaa Jacobi. Uwiadomiam sobie, e posuguje si
sowami mocy, tak jak wczeniej duch Setne. Uywaa magii, eby sparaliowa
moich przyjaci. - Rd Kane-w przysporzy wam jedynie kopotw. Ich czas
dobieg koca.
Odsuna neczeri od garda Amosa i szybkim jak byskawica ruchem cisna
go we mnie. Ostrze pdzio, a mj mzg te jakby nabra prdkoci. W jednej
milisekundzie zrozumiaam, e Sara Jacobi nie spuduje. Mj koniec bdzie rwnie
bolesny jak koniec nieszczsnego Leonida, ktry samotnie wykrwawia si na mier
w zewntrznym tunelu. Jednak w aden sposb nie byam w stanie si obroni.

Przed moimi oczami mign jaki cie. Czyja do chwycia n w powietrzu.


Meteorytowe elazo poszarzao i rozsypao si w proch.
Na twarzy Jacobi pojawio si zdumienie. Natychmiast dobya drugiego noa.
- Kim jeste? - zapytaa.
- Nazywam si Walt Stone - odpar mj wybawca - z krwi faraonw. I Anubis,
bg mierci.
Stan przede mn, osaniajc mnie przed nieprzyjacimi. Moe w oczach mi
si dwoio od uderzenia w gow, ale widziaam ich obu rwnie wyranie - obu
przystojnych i potnych i obu niele wkurzonych.
- Mwimy jednym gosem - powiedzia Walt. - Zwaszcza w tej sprawie. Nie
wolno krzywdzi Sadie Kane.
Wycign rk. Ziemia rozstpia si pod nogami Sary Jacobi i wyskoczyy z
niej niczym chwasty dusze zmarych: szkielety rk, ponce twarze, cienie z kami i
skrzydlate ba z rozcapierzonymi pazurami. Otoczyy rojem Sar Jacobi, owiny j
widmowymi bandaami, po czym zawleky wrzeszczc w otcha. Podoga
zatrzasna si za nimi, nie pozostawiajc po niej ani ladu.
Czarna ptla wok szyi Amosa si rozlunia.
- Brawo, synu! - rozleg si radosny gos Seta.
- Zamknij si, tato - odpar Anubis.
W Duat Anubis wyglda jak zawsze, z niesfornymi wosami i cudnymi
brzowymi oczami, ale nigdy nie widziaam go tak rozgniewanego. Uwiadomiam
sobie, e ktokolwiek omieli si mnie skrzywdzi, bdzie mial do czynienia z peni
jego zoci, a Walt nie bdzie go powstrzymywa.
Jaz pomoga Carterowi wsta. Mj brat mia spalony podkoszulek, ale
wygldao na to, e jest cay. Podejrzewaam, e byskawica nie bya najgorsz
rzecz, jaka go ostatnio spotkaa.
- Magowie! - Carter si wyprostowa i pewnym gosem zwrci si zarwno
do naszych uczniw, jak i do buntownikw. - Tracimy czas. Apopis jest nad nami,
szykuje si do zniszczenia wiata. Kilkoro odwanych bogw powstrzymuje go w

naszym imieniu, w imieniu Egiptu i caego wiata miertelnikw, ale nie s w stanie
walczy samotnie. Jacobi i Kwai was zwiedli. Rozwicie najwyszego lektora.
Musimy wsppracowa.
Kwai wykrzywi usta. Midzy jego palcami przebieg czerwony uk
elektryczny.
- Nigdy. My nie kaniamy si bogom.
Udao mi si podnie na nogi.
- Posuchajcie mojego brata - powiedziaam. - Nie ufacie bogom? A oni nam
pomagaj. Tymczasem Apopis chce, ebymy ze sob walczyli, jak mylicie,
dlaczego wasz atak zosta wyznaczony na dzisiejszy ranek, na t sam chwil, w
ktrej Apopis powstaje? Kwai i Jacobi wystawili was. Wrg stoi przed wami!
Nawet zbuntowani magowie skierowali teraz wzrok na porucznika Sary
Jacobi. Reszta sznurw, ktrymi sptany by Amos, opada.
Kwai zamia si szyderczo.
- Spnilicie si.
W jego gosie brzmiaa moc. Szaty zmieniy si z niebieskich w
krwistoczerwone. Jego oczy rozbysy, renice zmieniy si w szparki.
- Mj pan niszczy w tej chwili starych bogw, roztrzaskujc fundamenty
waszego wiata. Niebawem poknie soce. Wszyscy umrzecie.
Amos podnis si na nogi. Wok jego stp zawirowa czerwony piasek, ale
nie miaam wtpliwoci, kto teraz rzdzi. Biae szaty zabysy moc. Lamparci
paszcz najwyszego lektora poyskiwa na jego ramionach. Uj mocno swoj lask i
powietrze wypenio si wielokolorowymi hieroglifami.
- Dom ycia rusza do walki! - oznajmi.
Kwai nie podda si atwo.
Podejrzewam, e dzieje si tak zawsze, kiedy w chaosu opta czyje myli i
napeni je nieskoczon wciekoci i magi.
Kwai ciska po sali acuchami czerwonych byskawic, przewracajc
wikszo magw, wcznie z wasnymi sojusznikami.

Izyda chyba mnie osaniaa, bo wyadowania elektryczne odbijay si ode


mnie, nie czynic wikszych szkd. Amos te by bezpieczny wewntrz czerwonego
tornada. Walt si zachwia, ale tylko na moment. Nawet osabiony Carter zdoa
odeprze by-skawic lask faraona.
Pozostali nie mieli tyle szczcia. Jaz upada. Po niej Julian. Felix wraz ze
swoim oddziaem pingwinw. Wszyscy nasi uczniowie i buntownicy, z ktrymi
dopiero co walczyli, leeli nieprzytomni na posadzce. To by byo tyle, jeli chodzi o
zmasowany atak.
Przyzwaam moc Izydy. Zaczam rzuca zaklcie wice, ale Kwai nie
skoczy ze sztuczkami. Unis rce i stworzy burz piaskow. Dziesitki wirw
powietrznych rozpezy si p sali, potniejc i przemieniajc si w piaskowe
potwory: sfinksy, krokodyle, wilki i lwy. Atakoway one wszystko, co si dao, nawet
naszych bezbronnych przyjaci.
- Sadie! - krzykn Amos ostrzegawczo. - Ochraniaj ich!
Szybko zmieniam zaklcie - rzuciam pospiesznie oson na nieprzytomnych
uczniw. Amos rozbija kolejne potwory, ale one powstaway na nowo.
Carter przywoa awatar. Zaatakowa porucznika, jednak czerwony mag
odrzuci go do tyu kolejn fal mocy. Mj nieszczsny brat uderzy w kamienn
kolumn, ktra zawalia si na niego. Pozostao mi jedynie mie nadziej, e awatar
przej si uderzenia.
Walt wypuci tuzin magicznych stworze naraz - swoje sfinksy, wielbdy,
ibisa, a nawet Filipa Macedoskiego. Zaatakoway one piaskowe potwory,
odcigajc je od nieprzytomnych magw.
Nastpnie Walt zwrci si w stron porucznika.
- Anubis - sykn Kwai. - Powiniene siedzie w swoim domu pogrzebowym,
chopcze. Nie masz szans.
W odpowiedzi Walt rozoy rce. Po obu jego stronach pojawiy si szczeliny
w pododze. Wyskoczyy z nich dwa wielkie szakale z obnaonymi kami. Ksztat

Walta zamigota. Nagle sta przede mn ubrany w egipsk zbroj, a w rce obraca
bero uas niczym grony miecz.
Kwai rykn. Uderzy w szakale falami piasku. Ciska w Walta byskawicami i
sowami mocy, ale Walt odparowywa je lask, obracajc pociski maga w szary
popi.
Szakale skoczyy na porucznika z obu stron i zatopiy zby w jego nogach,
Walt za zbliy si do niego, wymachujc lask jak kijem golfowym. Uderzy maga
tak mocno, e musiao si to ponie echem przez cae Duat. Kwai upad. Jego
piaskowe potwory zniky.
Walt odwoa szakale. Amos opuci lask. Carter podnis si z gruzu,
oszoomiony, ale cay. Zebralimy si wok lecego maga.
Kwai powinien by zgin. Z jego ust wypywaa struka krwi. Mia szkliste
oczy. Ale gdy mu si przygldaam, odetchn nagle i zamia si cicho.
- Gupcy - wycharcza. - Sehai.
Na jego piersi zapony krwistoczerwone hieroglify:
Jego szaty wybuchy pomieniem. Na naszych oczach Kwai rozpyn si w
piasek, a przez Sal Wiekw przetoczya si fala zimna - moc chaosu. Kolumny si
zatrzsy. Z sufitu posypay si kawaki gruzu. Na stopnie podwyszenia run
kamienny blok wielkoci pieca, omal nie roztrzaskujc tronu faraona.

- Zburzy - powiedziaam, uwiadomiwszy sobie znaczenie hieroglifw.


Nawet Izyda wydawaa si przeraona tym zaklciem. - Sehai znaczy zburzy.
Amos zakl po staroegipsku - byo to co o osach depczcych ducha maga
zdrajcy.
- Zuy swoj energi yciow, eby rzuci t - kltw. Sala jest osabiona.
Musimy ucieka, zanim zostaniemy tu pogrzebani ywcem.
Ogarnam wzrokiem lecych na ziemi magw. Niektrzy z naszych
uczniw zaczynali si porusza, ale nie byo szans, ebymy zdoali ich ewakuowa
na czas.

- Musimy to powstrzyma! - zaprotestowaam. - Jest z nami czworo bogw!


Nie moemy ocali sali?
Amos zmarszczy brwi.
- Moc Seta nie pomoe w tym wypadku. On umie tylko niszczy, nie
odbudowywa.
Kolejna kolumna runa na ziemi tu obok jednego z nieprzytomnych
buntownikw.
Walt - ktry wyglda cakiem niele w zbroi, tak nawiasem mwic potrzsn gow.
- To przekracza moc Anubisa. Przepraszam.
Podoga zadraa. Zostay nam sekundy ycia. Za chwil staniemy si kolejn
grup pogrzebanych Egipcjan.
- Carter? - zapytaam.
Spojrza na mnie bezradnie. Nadal by saby, a ja uzmysowiam sobie, e jego
magia bitewna nie na wiele si tu zda.
Westchnam.
- A zatem jak zwykle wszystko spoczywa na moich barkach. Dobra. Wy trzej
ochraniajcie pozostaych najlepiej, jak moecie. A jeli to nie zadziaa, uciekajcie
szybko.
- Jeli co nie zadziaa? - spyta Amos wrd leccego na nas gruzu. - Co ty
planujesz, Sadie?
- Jedno sowo, wujku. - Uniosam lask i wezwaam moc Izydy.
Bogini natychmiast zrozumiaa, czego mi potrzeba. Wsplnymi siami
zaczymy szuka adu w chaosie. Skupiam si na najspokojniejszych, najbardziej
uporzdkowanych chwilach mojego ycia - a nie byo ich wiele. Przypomniaam
sobie swoje szste urodziny w Los Angeles z Carterem, tat i mam... ostatnie
wyrane wspomnienie caej naszej rodziny. Wyobraziam sobie, jak sucham muzyki
w swoim pokoju w Domu Brookly-skim, a Chufu objada si fistaszkami na
komodzie. Wyobraziam sobie, jak siedz na tarasie z przyjacimi, jedzc spokojnie

niadanie, podczas gdy Filip Macedoski tapla si w sadzawce. Przywoaam


wspomnienia niedzielnych popoudni u dziadkw... Muffinka na moich kolanach,
dziadek ogldajcy mecz rugby w telewizji, okropne ciasteczka babci i saba herbata
na stole. To byy dobre czasy.
A przede wszystkim zajrzaam w gb wasnego chaosu. Pogodziam si ze
swoimi popltanymi emocjami w kwestii tego, czy moje miejsce jest w Londynie, czy
w Nowym Jorku, czy jestem magiem, czy uczennic. Byam Sadie Kane i jeli
udaoby mi si przey dzisiejszy dzie, daabym sobie rad z uoeniem tego
wszystkiego. I - tak - pogodziam si z Waltem i Anubisem... zrezygnowaam z
gniewu i przeraenia. Wyobraziam sobie siebie z nimi oboma - moe to byo
dziwaczne, no dobra, ale w sumie pasowao do caej reszty mojego ycia.
Pogodziam si z t perspektyw. Walt y. Anubis mia fizyczne ciao. Uspokoiam
si i odrzuciam wtpliwoci.
- Maat - powiedziaam.
Poczuam si tak, jakbym uderzya kamertonem w fundament ziemi. Gboka
harmonia rozprzestrzenia si po wszystkich zaktkach Duat.
Sala Wiekw stana w miejscu. Kolumny powstay i naprawiy si. Szczeliny
w sucie i pododze si zasklepiy. Holograficzne kurtyny wiata rozbysy
ponownie po obu stronach sali, a hieroglify znowu wypeniy powietrze.
Upadam w ramiona Walta. Przez mg widziaam jego umiech. Anubisa te.
Widziaam ich obu i uwiadomiam sobie, e nie musz wybiera.
- Udao ci si, Sadie - powiedzia. - Jeste niesamowita.
- Aha - odmruknam. - Dobranoc.
Powiedzieli mi, e zemdlaam zaledwie na kilka sekund, ale dla mnie to byy
wieki. Kiedy odzyskaam przytomno, pozostali magowie stali na nogach. Amos
umiecha si do mnie.
- Wstawaj, dziewczyno. - Pomg mi si podnie.
Carter uciska mnie entuzjastycznie, zupenie jakby wreszcie naprawd mnie
doceni.

- To jeszcze nie koniec - ostrzeg. - Musimy wydosta si na powierzchni.


Jeste gotowa?
Skinam gow, cho adne z nas nie byo w dobrej formie. Zuylimy zbyt
wiele energii w walce o Sal Wiekw. Nawet z pomoc bogw nie mielimy si na
konfrontacj z Apopisem. Ale nie mielimy te wyboru.
- Carterze - odezwa si Amos oficjalnym tonem, wskazujc na pusty tron. Jeste z krwi faraonw, jeste Okiem Horusa. Masz w rkach lask pastersk i bicz,
ktre otrzymae od Ra. Wadza krlewska naley do ciebie. Czy poprowadzisz nas,
bogw i miertelnikw, na nieprzyjaciela?
Carter si wyprostowa. Dostrzegam w nim strach i zwtpienie, ale moe
tylko dlatego e go dobrze znaam. Wymwiam kiedy jego tajemne imi. Na
zewntrz emanowa si, pewnoci siebie, dojrzaoci... nawet krlewskoci.
[Tak, powiedziaam to. Ale nie wycigaj z tego wnioskw, braciszku. Nadal
jeste nieziemskim osem].
- Poprowadz was - powiedzia Carter. - Ale tron musi zaczeka. W tej chwili
Ra nas potrzebuje. Musimy wydosta si na powierzchni. Pokaesz nam najkrtsz
drog?
Amos skin gow.
- A pozostali?
Wszyscy magowie wykrzyknli, e nas popr - nawet dawni buntownicy.
- Nie ma nas wielu - zauway Walt. - Co rozkaesz, Carterze?
- Najpierw musimy zebra posiki - oznajmi mj brat. - Czas, ebym wezwa
bogw do walki.

19. Witajcie w lunaparku Za twierdzi, e wygldaem na pewnego siebie?


Dobry art.
Prawd mwic, propozycja wszechwiatowej wadzy (bd te najwyszego
przywdztwa nad bogami i magami, czy co to byo) wprawia mnie w panik.

Dobrze, e to si stao, kiedy ruszalimy do bitwy, bo nie miaem czasu si


nad tym rozwodzi.
Zrb to, powiedzia Horus. Posu si moj odwag.
Po raz pierwszy w yciu cieszyem si, e przej prowadzenie. W
przeciwnym razie gdybymy wydostali si na powierzchni i gdybym zobaczy te
okropnoci, ktre tam miay miejsce, uciekbym z powrotem do rodka, wrzeszczc
jak przedszkolak.
(Sadie

mwi,

jestem

niesprawiedliwy.

Nasze

przedszkolaki

nie

wrzeszczay. Paliy si do walki bardziej ni ja).


W kadym razie nasza maa grupa magw wychyna z tajnego tunelu w
poowie wysokoci piramidy Chefrena i ujrzaa przed sob koniec wiata.
Powiedzie, e Apopis by ogromny, to tak jakby rzec, e Tita-nic nabra nieco
wody. W czasie gdy przebywalimy pod ziemi, w urs. Teraz lea zwinity pod
caymi milami pustyni, owija si wok piramid i dry tunele pod obrzeami
Kairu, unoszc cae dzielnice jak stare dywany.
Tylko jego eb by widoczny nad ziemi, ale wznosi si prawie na wysoko
piramid. Tworzyy go burza piaskowa i byskawice, jak opisaa to Sadie, a w miejscu
gdzie przechodzi w kaptur kobry, widoczne byy ponce hieroglify, ktrych nie
odwayby si napisa aden mag. Apopis, znak chaosu:
Czworo bogw walczcych z Apopisem byo malekich w porwnaniu z nim.
Sobek siedzia okrakiem na karku wa, gryzc go potnymi krokodylimi
szczkami i uderzajc lask. Apopis nie przejmowa si tym specjalnie.
Bes taczy wok niego w kpielwkach, wymachujc drewnian maczug i
wrzeszczc: Buu! tak gono, e ludzie w Kairze zapewne chowali si pod kami.
Olbrzymi w chaosu nie wyglda na przestraszonego.
Nasza kocia przyjacika Bastet te nie odnosia wielkich sukcesw. Skoczya
na eb wa i cia wciekle sztyletami, po czym zeskoczya, zanim Apopis zdoa j
strzsn. Jego interesowa jednak tylko jeden cel.

Na pustyni midzy Wielk Piramid a Sfinksem staa Ziya, otoczona zotym


wiatem. Nie bardzo dao si na ni patrze, ale mona si byo zorientowa, e
niczym racami ciska w Apopisa kulami ognia, ktre eksploduj na cielsku i nieco
rozbijaj jego form. W odpowiedzi w wygryza kawaki pustyni, ale najwyraniej
nie by w stanie trafi w Ziy. Miejsce, w ktrym staa, zmieniao si niczym mira zawsze znajdowao si o kilka metrw od punktu, gdzie uderzy Apopis.
Niemniej nie mogo to trwa w nieskoczono. Zajrzaem do Duat i
zobaczyem, e aury czworga bogw sabn, podczas gdy Apopis ronie i staje si
coraz silniejszy.
- Co robimy? - spytaa nerwowo Jaz.
- Czekajcie na mj znak - odparem.
- Czyli co? - dopytywaa si Sadie.
- Jeszcze nie wiem. Zaraz wracam.
Zamknem oczy i wysaem swoje ba do nieba. Nagle znalazem si w sali
tronowej bogw. Nade mn wznosiy si kamienne kolumny. Koksowniki z
magicznym ogniem cigny si w dal, a ich wiato odbijao si od posadzki z
gadkiego marmuru. Na podwyszeniu na samym rodku sali spoczywaa soneczna
barka Ra. Ognisty tron by pusty.
Byem sam - dopki nie rozlego si wezwanie.
- Przyjdcie do mnie - Horus i ja mwilimy jednym gosem. - Wypenijcie
przysig lojalnoci.
Do sali zaczy napywa smugi byszczcego dymu niczym komety
poruszajce si w zwolnionym tempie. wiata rozbysy i wiroway midzy
kolumnami. Wok mnie materializowa-li si bogowie.
Na posadzce zaszumiay setki skorpionw, by poczy si w bogini Selkit,
ktra spojrzaa na mnie nieufnie spod korony w ksztacie tego miego zwierztka.
Bg pawianw Babi zelizgn si po najbliszej kolumnie i obnay ky. Spia
Nechbet przysiada na dziobie sonecznej barki. Szu, bg wiatrw, wpad do sali jako

wir powietrzny, by nastpnie przybra posta pilota z czasw drugiej wojny


wiatowej o ciele utworzonym cakowicie z kurzu, lici i skrawkw papieru.
Byy ich dziesitki: ksiycowy bg Chonsu w srebrnym garniturze; bogini
nieba Nut, ktrej niebiasko niebieska skra poyskiwaa gwiazdami; hipis Hapi w
zielonej koszuli w rybie uski z szalonym umiechem na ustach; powanie
wygldajca kobieta w panterkowym stroju myliwskim, z ukiem przy boku,
kamuflaem na twarzy i dwoma limi palmowymi komicznie sterczcymi z wosw
- uznaem, e to Neith.
Miaem nadziej zobaczy jeszcze kilka przyjaznych twarzy, ale wiedziaem,
e Ozyrys nie mg opuci Podziemia, Thot nadal by uwiziony w swojej
piramidzie, a wielu innych bogw - zapewne tych, ktrzy najchtniej by mi pomogli
- byo obleganych przez siy chaosu. Tyle musiao wystarczy.
Odwrciem si do zebranych z nadziej, e nogi nie trzs mi si za bardzo.
Czuem si wci jak Carter Kane, ale wiedziaem, e kiedy oni na mnie patrz,
widz Horusa Mciciela.
Uniosem lask pastersk i bicz.
- Oto insygnia faraona, ktre otrzymaem od samego Ra. To on powoa mnie
na waszego przywdc. W chwili kiedy to mwi, Ra walczy z Apopisem. Musimy
doczy do bitwy. Pjdcie za mn i spenijcie swoj powinno.
- Pjdziemy tylko za silnym przywdc - sykna Selkit. - Czy jeste silny?
Poruszyem si z prdkoci byskawicy. Zamachnem si biczem na bogini,
ktra rozsypaa si w ponc stert pieczonych skorpionw.
Kilka ywych pajczakw ucieko z katastrofy. Odbiegy na bezpieczn
odlego i zaczy si odtwarza, a znowu staa przede mn bogini, kryjca si za
koksownikiem z bkitnym pomieniem.
- Jest silny - zagdakaa spia bogini Nechbet.
- Chodcie - powiedziaem.
Moje ba powrcio na ziemi. Otworzyem oczy.

Nad piramid Chefrena zbieray si burzowe chmury. Otwary si z hukiem


grzmotu i bogowie rzucili si do walki: jedni na rydwanach bojowych, drudzy w
szybujcych okrtach, jeszcze inni na ramionach olbrzymich sokow. Pawian Babi
wyldowa na czubku Wielkiej Piramidy. Uderzy piciami w pier i zawy.
Zwrciem si do Sadie.
- Moe by jako znak?
Zeszlimy na d piramidy, by przyczy si do walki.
Pierwsza rada odnonie do waki z olbrzymim wem chaosu: odpucie to
sobie.
Nawet ze wsparciem szwadronu bogw i magw nie macie szans wygra
takiej bitwy. Przekonaem si o tym, kiedy si zbliylimy, a wiat jakby si rozpad.
Uwiadomiem sobie, e Apopis nie czoga si po prostu na pustyni, owijajc si
wok piramid. On unosi si nad Duat i zagbia z powrotem, rozbijajc
rzeczywisto na dwie warstwy. Prba znalezienia go bya jak bieganina po
gabinecie luster, z ktrych kade prowadzio do nastpnego pomieszczenia
wypenionego kolejnymi lustrami.
Nasi przyjaciele zostali rozdzieleni. Wszdzie wok bogowie i magowie
zostawali sami; niektrzy zapadali si w Duat gbiej ni inni. Walczylimy z jednym
wrogiem, ale kade z nas walczyo z zaledwie kawakiem jego mocy.
U podstawy piramidy wowe sploty otoczyy Walta. Usiowa si wyrwa,
uderzajc w wa szarym wiatem, ktre zmieniao jego uski w popi, ale Apopis
wci si regenerowa, zaciskajc si coraz mocniej wok Walta. Kilkadziesit
metrw dalej Julian wezwa peny awatar Horusa, ogromnego zielonego wojownika
z gow sokoa i chepeszami w obu rkach. Ci ogon wa
- a w kadym razie jedn z jego wersji - Apopis za wymachiwa ogonem,
usiujc przyszpili Juliana. Gbiej w Duat bogini Sel-kit staa niemal w tym samym
miejscu. Zmienia si w olbrzymiego czarnego skorpiona i walczya z drug wersj
ogona, posugujc si przy tym dem w dziwacznej odmianie szermierki. Nawet

Amos zosta zmylony. Patrzy w zym kierunku (a w kadym razie tak to wygldao
z mojej perspektywy) i ci lask powietrze, wykrzykujc zaklcia w pustk.
Miaem nadziej, e osabiamy Apopisa, zmuszajc go do walki z tak du
liczb napastnikw, ale nie widziaem adnych objaww sabnicia jego siy.
- On nas rozdziela! - krzykna Sadie. Mimo e staa tu koo mnie, jej gos
dobiega jakby z drugiej strony tunelu aerodynamicznego.
- Chwy si! - Wycignem ku niej lask pastersk faraona.
- Musimy trzyma si razem!
Chwycia drugi koniec laski i ruszylimy do przodu.
Im bardziej zblialimy si do ba wa, tym trudniej byo nam si porusza.
Miaem wraenie, e biegniemy po wielu warstwach przezroczystego syropu, kadej
grubszej i trwalszej ni poprzednia. Rozejrzaem si i zobaczyem, e wikszo
naszych sojusznikw ulega rozproszeniu. Niektrych nawet nie widziaem w
zdeformowanym przez chaos krajobrazie.
Przed sob zobaczylimy jasne wiato, migoczce jakby przez dziesi
metrw wody.
- Musimy dosta si do Ra - powiedziaem. - Skupmy si na nim!
A tak naprawd mylaem: Musz ocali Ziy. W dodatku byem przekonany,
e Sadie o tym wie.
Syszaem gos Ziyi wzywajcej fale ognia przeciwko nieprzyjacielowi. Nie
moga by daleko... jakie siedem metrw, liczc na sposb miertelnikw? W Duat
mogy to by tysice kilometrw.
- Prawie jestemy na miejscu! - zawoaem.
Spnilicie si, dzieci, zaszumia w moich uszach gos Apopisa. Dzi zjem Ra
na niadanie.
Zwj cielska majcy gabaryty wagonu metra uderzy w piasek tu u naszych
stp. Mao brakowao, a by nas zmiady. uski pulsoway energi chaosu,
przyprawiajc mnie o mdoci. Jestem przekonany, e gdyby nie pomoc Horusa,

wyparowabym od samej ich bliskoci. Zamachnem si biczem. Trzy smugi ognia


przeciy skr Apopisa i rozwiay j w czerwono-szar mg.
- W porzdku? - spytaem Sadie.
Bya blada, ale skina gow. Ruszylimy dalej.
Kilkoro najpotniejszych bogw wci walczyo. Pawian Babi jecha na jednej
wersji ba, walc Apopisa midzy oczy potnymi piciami, ale w sprawia
wraenie jedynie lekko zirytowanego. owczyni Neith ukrya si za stert
kamiennych blokw i razia strzaami drugi eb. Nietrudno byo j dostrzec przez te
palmowe licie we wosach, a poza tym wykrzykiwaa co o el-kowej konspiracji.
Nieco dalej jeden z pyskw Apopisa zatopi ky w spiej bogini Nechbet, ktra
krzykna z blu i rozpada si w stert czarnych pir.
- Kocz nam si bogowie! - krzykna Sadie.
W kocu udao nam si dotrze do samego rodka burzy chaosu. Wok nas
wiroway ciany czerwonego i szarego dymu, ale ryk zamar, jakbymy znaleli si
w oku cyklonu. Nad nami wznosi si prawdziwy eb wa - a w kadym razie tej
jego manifestacji, w ktrej skupia si wikszo jego mocy.
Skd to wiedziaem? Jego skra bya twardsza i poyskiwaa zotoczerwonymi uskami. Paszcza przypominaa row jaskini pen kw. Oczy
janiay, a kaptur kobry by tak szeroki, e zasania wier nieba.
Przed nim sta Ra: rozwietlona zjawa zbyt jasna, eby mona byo na ni
patrze wprost. Kiedy jednak zerkaem ktem oka, widziaem porodku tego wiata
Ziy. Miaa na sobie ubranie egipskiej ksiniczki - delikatn, biao-zot sukni,
zoty naszyjnik i bransolety na ramionach. Nawet laska i rdka byy pozacane. Jej
obraz taczy w gorcym powietrzu, co sprawiao, e za kadym razem gdy Apopis
prbowa atakowa, e ocenia miejsce.
Ziya strzelaa wstgami czerwonego pomienia, olepiajc Apopisa i
wypalajc kawaki skry, ale wszelkie ubytki natychmiast si zasklepiay. W
stawa si coraz wikszy i silniejszy. Ziya - odwrotnie. Kiedy si skoncentrowaem,

wyczuem, e jej energia yciowa, jej ka, sabnie. Jasna powiata porodku piersi
kurczya si coraz bardziej niczym pomyk w piecyku gazowym.
Tymczasem nasza kocia przyjacika Bastet robia, co moga, eby odwrci
uwag starego wroga. Raz za razem skakaa na kark wa, uderzajc noami i
miauczc gniewnie, ale Apopis strca j i wrzuca z powrotem w piaskow burz.
Sadie rozejrzaa si z niepokojem.
- Gdzie jest Bes?
Bg karw znikn. Zaczem si obawia najgorszego, kiedy w pobliu
skraju burzy odezwa si cichy, burkiwy gos: - Moe kto by mi pomg?
Nie zwrciem szczeglnej uwagi na otaczajce pas ruiny. Rwnina Gizy
usana bya wielkimi blokami kamiennymi, poorana wykopami i fundamentami
budynkw odkrytych podczas wczeniejszych wykopalisk. Spod pobliskiego
wapiennego klina wielkoci samochodu wystawaa gowa karowatego boga.
- Bes! - krzykna Sadie, podbiegajc do niego. - Dobrze si czujesz?
Rzuci nam gniewne spojrzenie.
- A czy ja dobrze wygldam, dziecko? Na mojej piersi ley dziesi ton
kamienia. Ten tu zgniy oddech rozoy mnie na opatki i zrzuci na mnie ten gaz.
To najbardziej bezczelny przejaw dyskryminacji karw, z jakim si kiedykolwiek
zetknem!
- Nie moesz tego poruszy? - spytaem.
Spojrzenie, jakie mi rzuci, byo rwnie paskudne jak jego oblicze, kiedy
wrzeszczy: Buu!.
- Rany, Carter, nie przyszo mi to do gowy. Tak tu wygodnie. Oczywicie, e
nie mog tego poruszy, gupku! Bloki kamienne nieatwo wystraszy. Pomoesz
karowi si wydosta, co?
- Cofnij si - powiedziaem do Sadie.
Przyzwaem

si

Horusa.

Niebieskie

wiato

otoczyo

moj

do i

roztrzaskaem gaz jednym uderzeniem. Pk dokadnie na p, upadajc po obu


stronach boga karw.

Wyczyn ten byby bardziej imponujcy, gdybym nie pisn jak szczeniak i nie
powybija sobie palcw. Zdecydowanie bd musia popracowa nad sztuczkami w
stylu karate, poniewa rka bolaa mnie tak, jakbym ugotowa j w oleju. Byem
przekonany, e zamaem par palcw.
- Wszystko w porzdku? - zapytaa Sadie.
- Aha - skamaem.
Bes podnis si na nogi.
- Dziki, chopcze. A teraz czas na bjk.
Pobieglimy na pomoc Ziyi, co okazao si zym pomysem.
Ziya zerkna na moment w bok i zobaczya nas - co rozproszyo j na uamek
sekundy.
- Carter, dziki bogom! - Mwia dwugosem: po czci wasnym, po czci
gbokim, wadczym tonem Ra, z czym byo do trudno si pogodzi. Moecie mnie
nazwa nietolerancyjnym, ale moja dziewczyna mwica gosem bstwa pci mskiej
liczcego sobie pi tysicy wiosen nie jest na licie dziesiciu rzeczy, ktre uwaam
za atrakcyjne. Mimo to tak si ucieszyem na jej widok, e prawie mi to nie
przeszkadzao.
Cisna kolejn kul ognia w paszcz Apopisa.
- Nareszcie. Nasz wowy przyjaciel staje si sil...
- Uwaaj! - krzykna Sadie.
Tym razem w nie zosta rozproszony przez ogie. Uderzy natychmiast... i
nie chybi celu. Jego pysk trafi niczym kula wyburzeniowa.
Kiedy Apopis unis ponownie eb, Ziyi nie byo. W miejscu, w ktrym staa
chwil wczeniej, zia krater w piasku, a wybrzuszenie wielkoci czowieka
odksztacao przeyk wa od rodka i wiecio podczas przesuwania si przez jego
gardo.
Sadie twierdzi, e cakiem oszalaem. Prawd mwic, nic nie pamitam.
Nastpn rzecz, jak sobie przypominam, jest gardo obolae od krzyku, bl w
zamanej rce oraz laska pasterska i bicz ociekajce czerwono-szar ciecz - krwi

chaosu - kiedy oddalam si chwiejnym krokiem od Apopisa, cakowicie wyczerpany


z magii.
Apopis mia na gardle trzy niezasklepiajce si rany. Poza tym wyglda
zdrowo. Trudno powiedzie, czy w moe mie wyraz twarzy, ale jestem pewny, e
ten triumfowa.
- Jak zostao przepowiedziane! - przemwi penym gosem, a zadraa
ziemia. W pustyni pojawiy si pknicia, jakby nagle zmienia si w cienki ld.
Niebo poczerniao, owietlone jedynie gwiazdami i smugami czerwonych byskawic.
Temperatura spada. - Nie oszukasz przeznaczenia, Carterze Kane! Oto poknem
Ra. Zblia si koniec wiata!
Sadie upada z paczem na kolana. Ogarna mnie rozpacz gorsza od zimna.
Poczuem, e moc Horusa sabnie, a ja staj si znowu tylko Carterem Kaneem.
Wok nas na rozmaitych poziomach Duat bogowie i magowie zaprzestali walki,
kiedy przeraenie przebiego przez ich szeregi.
Bastet wyldowaa koo mnie z koci zwinnoci, dyszc ciko. Wosy miaa
nastroszone do tego stopnia, e wygldaa jak zapiaszczony ukwia. Jej kombinezon
by podarty. Po lewej stronie szczki miaa paskudnego sica. Sztylety dymiy i
korodoway od jadu.
- Nie - powiedziaa z moc. - Nie, nie, nie. Jaki mamy plan?
- Plan? - Usiowaem zrozumie jej pytanie. Ziya znikna. Ponielimy klsk.
Staroytna przepowiednia wypenia si, a ja umr ze wiadomoci, e jestem
cakowit, ostateczn oferm. Spojrzaem na Sadie, ale moja siostra bya w nie
lepszym stanie.
- Obud si, chopcze! - Bes przykutyka do mnie i kopn mnie w kolano,
czyli najwyej, dokd by w stanie sign.
- Au! - zaprotestowaem.
- Jeste teraz przywdc - warkn Bes - wic moe co wymylisz? Nie
wrciem do ycia, eby da si znw zabi!

Apopis sykn. Ziemia nadal si rozpadaa, wstrzsajc podstawami piramid.


Powietrze byo tak zimne, e z oddechem z ust wydobywaa si para.
- Za pno, dzieciaczki. - Czerwone oczy spojrzay na mnie z gry. - Maat
obumiera od stuleci. Wasz wiat by tylko krtkotrwa wysepk na morzu chaosu.
Wszystko, co zbudowalicie, jest bez znaczenia. Ja jestem przeszoci i przyszoci!
Poko mi si, Carterze Kane, a moe daruj ycie tobie i twojej siostrze. Mio mie
wiadkw swego triumfu. Czy to nie lepsze od mierci?
Wszystkie czonki mi ciyy. Gdzie w rodku byem maym, przeraonym
chopcem, ktry chcia y. Straciem rodzicw. Zadano ode mnie, abym
prowadzi wojn, co mnie przerastao. Dlaczego mam cign dalej t beznadziejn
spraw? No i mog ocali Sadie...
Nagle mj wzrok pad na gardo wa. Blask poknitego boga soca
wdrowa coraz niej. Ziya oddaa ycie, eby nas chroni.
Nie lkaj si, powiedziaa. Powstrzymam Apopisa do twojego przybycia.
Gniew pomg mi oczyci myli. Apopis usiowa mnie opta. Wczeniej
jego wpywowi ulegli przecie Wad Mienszykow, Kwai, Sara Jacobi, a nawet sam
Set, bg za. Apopis by mistrzem w niszczeniu rozsdku, porzdku i wszystkiego,
co dobre i pikne. By samolubny i pragn, ebym ja te si taki sta.
Przypomnia mi si biay obelisk wyrastajcy z morza chaosu. Sta tam od
tysicy lat, na przekr wszelkim przeciwnociom. By symbolem odwagi i
cywilizacji, dobrych decyzji przeciwstawionych atwym wyborom. Jeli dzi ponios
klsk, ten obelisk w kocu upadnie. Wszystko, co ludzie zbudowali od czasw
pierwszych piramid Egiptu, pjdzie na marne.
- Sadie - odezwaem si - masz cie?
Moja siostra podniosa si na nogi, a szok na jej twarzy ustpi miejsca
gniewowi.
- Mylaam, e nigdy nie zapytasz.
Wycigna z plecaka granitow figurk, czarn jak smoa od cienia Apopisa.

W cofn si z sykiem. Miaem wraenie, e dostrzegem strach w jego


oczach.
- Nie bdcie gupkami - warkn. - To komiczne zaklcie nie zadziaa... nie
teraz, kiedy triumfuj! A poza tym jestecie zbyt sabi. Nie przeyjecie tego zadania.
Byo w tym ziarno prawdy, jak we wszystkich realnych grobach. Moje
rezerwy magiczne byy na wyczerpaniu. Sadie nie moga mie duo wikszych
zapasw. Nawet jeli bogowie nam pomog, zapewne wypalimy si, rzucajc
wyklcie.
- Gotowy? - spytaa mnie Sadie gosem, w ktrym brzmiao wyzwanie.
- Tylko sprbujcie - ostrzeg nas Apopis - a bd raz za razem wydobywa
wasze dusze z chaosu, eby was powoli zabija. To samo uczyni z waszymi
rodzicami. Poznacie wieczne cierpienie.
Czuem si tak, jakbym pokn jedn z ognistych kul Ra. Pici zacisny si
na lasce pasterskiej i biczu pomimo pulsujcego blu w doni. Wypenia mnie moc
Horusa... znw bylimy cakowicie zgodni. Byem jego Okiem. Byem Mcicielem.
- Bd - zwrciem si do Apopisa. - Nigdy nie rzucaj grb pod adresem
mojej rodziny.
Cisnem lask i biczem. Uderzyy Apopisa midzy oczy i wybuchy kolumn
ognia przypominajc eksplozj jdrow.
Apopis zawy z blu, ogarnity przez ogie i dym, ale obawiaem si, e
kupio nam to zaledwie kilka sekund.
- Sadie - powiedziaem - jeste gotowa?
Skina gow i podaa mi posek. Trzymalimy go razem i szykowalimy si
na by moe ostatnie zaklcie w naszym yciu. Nie musielimy zaglda do zwoju.
Przygotowywalimy si do tego wyklcia od wielu miesicy. Oboje znalimy sowa
na pami. Pozostawao jedynie pytanie, czy cie stanowi rnic. Gdy ju
zaczniemy, nie bdziemy mogli si zatrzyma. A zarwno sukces, jak i poraka
zapewne nas wypali.

- Besie i Bastet - zwrciem si do bogw - moecie trzyma Apopisa na


odlego?
Bastet umiechna si i uniosa sztylety.
- Mam chroni kocita? Nie musisz o to prosi. - Zerkna na Besa. - A
gdybym polega, przepraszam za te czasy, kiedy drwiam z twoich uczu. Zasuye
na wicej.
Bes prychn.
- Wszystko w porzdku. Wreszcie zmdrzaem i znalazem waciw
dziewczyn. A poza tym jeste kotem. W twojej naturze ley przekonanie, e jeste
ppkiem wiata.
Rzucia mu nierozumiejce spojrzenie.
- Przecie jestem ppkiem wiata.
Bes si rozemia.
- Powodzenia, dzieci. Czas na brzydot.
- MIER! - rykn Apopis, wynurzajc si z kolumny ognia z poncymi
oczami.
Bastet i Bes - najlepsi przyjaciele i opiekunowie, jakich kiedykolwiek mielirhy
- wyszli mu naprzeciw.
Sadie i ja zaczlimy recytowa zaklcie.

20. Zajmuj stanowisko


Jak ju powiedziaem, nie jestem dobry w zaklciach.
Ich rzucanie wymaga nieprzerwanej koncentracji, poprawnej wymowy i
idealnego zgrania w czasie. Inaczej mona zniszczy samego siebie i wszystkich w
zasigu trzech metrw albo te zmieni si w torbacza.
Jasne, razem z Sadie przeanalizowalimy sowa, ale nie da si naprawd
przewiczy wyklcia. W takich wypadkach mag myli si tylko raz.

Kiedy zaczlimy, byem wiadomy obecnoci Bastet i Besa waczcych z


Apopisem, a take tego, e wikszo naszych sojusznikw jest uwiziona na
rnych poziomach Duat. Temperatura wci spadaa. Szczeliny w ziemi si
pogbiay. Czerwone byskawice przecinay niebo jak pknicia w czarnej kopule.
Z trudem powstrzymywaem si, eby nie szczka zbami. Skupiem si na
kamiennej figurce Apopisa, ktra zacza dymi, kiedy piewalimy.
Usiowaem nie myle o tym, w jakich okolicznociach ostatnio syszaem to
zaklcie. Michel Desjardins zgin, rzucajc je, a mia do czynienia jedynie z
czciow manifestacj wa, a nie z Apopisem w peni mocy, triumfalnie
poerajcym Ra.
Skup si, powiedzia Horus.
atwo mu mwi. Haas, zimno i wybuchy wok nas sprawiay, e byo to
prawie niemoliwe - tak jakbym usiowa liczy od tyu od stu, podczas gdy ludzie
wykrzykiwaliby mi prosto do ucha przypadkowe liczby.
Bastet przeleciaa nad nami i wyldowaa na kamiennym bloku. Bes rykn
gniewnie. Uderzy maczug Apopisa w kark tak mocno, e jego oczy zagrzechotay
w gowie.
Apopis zamierzy si na Besa, ktry chwyci go za jeden z kw i zawis w
powietrzu, kiedy w unis eb i potrzsn pyskiem, usiujc pozby si
karowatego boga.
Sadie i ja nie przestawalimy piewa. Figurka rozgrzaa si i cie Apopisa
zacz parowa. Wok nas wirowao zote i niebieskie wiato - Izyda i Horus starali
si jak najlepiej nas osania. Oczy pieky mnie od potu spywajcego z czoa.
Pomimo mronego powietrza czuem si tak, jakbym mia gorczk.
Kiedy doszlimy do najwaniejszego momentu zaklcia - nazwania
nieprzyjaciela - zaczem wreszcie czu prawdziw natur cienia. Dziwacznie to
dziaa: czasami zaczyna si naprawd co rozumie w chwili, kiedy si to niszczy.
Szut byo czym wicej ni po prostu kopi albo odbiciem duszy, czym wicej ni jej
zapasowym dyskiem.

Cie osoby to jej dziedzictwo, oddziaywanie na wiat. Niektrzy ludzie


prawie nie maj cienia. Inni rzucaj dugie, gbokie cienie, ktre trwaj przez
stulecia. Przypomniao mi si co, co powiedzia duch Setne - e obaj, on i ja,
wzrastalimy w cieniu sawnego ojca. Uwiadomiem sobie teraz, e nie bya to
wycznie metafora. Mj tato rzuci potny cie, ktry wci wpywa na mnie i na
cay wiat.
Kto, kto w ogle nie rzuca cienia, jakby nie istnia. Jego egzystencja przestaje
cokolwiek znaczy. Wyklcie Apopisa poprzez zniszczenie cienia przerwie
cakowicie jego zwizek ze wiatem miertelnikw. Nigdy nie zdoa ponownie
powsta. Wreszcie zrozumiaem, dlaczego tak mu zaleao na spaleniu zwojw Setne
i dlaczego tak si ba tego zaklcia.
Dotarlimy do ostatnich wersetw. Apopis zrzuci Besa ze swojego ka i karze
poszybowa na cian Wielkiej Piramidy.
W zwrci si w nasz stron, kiedy wypowiadalimy ostatnie sowa:
- Wypdzamy ci poza otcha. Nie ma ci.
- NIE! - rykn Apopis.
Posek zapon i rozpyn si w naszych rkach. Cie znikn w oboku
pary, a fala uderzeniowa ciemnoci zbia nas z ng.
Dziedzictwo Apopisa na ziemi zadrao: wojny, mordy, zamieszki, caa
anarchia, ktr tworzy od czasw staroytnych, wreszcie stracia moc, nie rzucaa
ju cienia na nasz przyszo. Dusze zmarych zostay wyrzucone w wybuchu tysice duchw, uwizionych i zgniecionych przez cie chaosu. Usyszaem w
mylach szept: Carter... i zaszlochaem z ulg. Nie widziaem jej, ale wiedziaem, e
nasza mama jest wolna. Jej duch powraca na swoje miejsce w Duat.
- Krtkowzroczni miertelnicy! - Apopis wi si i zacz si kurczy. - Nie
tylko mnie zabilicie. Wygnalicie te bogw!
Duat si zapadao, warstwa za warstw, a rwnina Gizy staa si z powrotem
jedn rzeczywistoci. Magowie stali wok nas oszoomieni. Bogw jednak nigdzie
nie byo wida.

W si wi, jego uski opaday, dymic.


- Maat i chaos s powizane, gupcy! Nie moecie mnie wypdzi, nie
wypdzajc jednoczenie bogw. A jeli chodzi o Ra, umrze razem ze mn, powoli
trawiony...
W tym momencie jego eb eksplodowa. Tak, byo to rwnie obrzydliwe, jak
si moe wydawa. Ponce kawaki ogromnego cielska latay dookoa. Z gardzieli
Apopisa wytoczya si kula ognia. Jego ciao rozpado si w piach i dymic ciecz, a
z tego pobojowiska wynurzya si Ziya Rashid.
Jej ubranie byo w strzpach, zota laska pka przez rodek, ale Ziya ya.
Podbiegem do niej. Potkna si i upada w moje ramiona, kompletnie
wyczerpana.
Nagle kto jeszcze podnis si z dymicych szcztkw Apopisa.
Ra zamigota jak mira, unoszc si nad nami jako muskularny starzec o zotej
skrze, ubrany w krlewskie szaty i koron faraona. Zrobi krok do przodu i wiato
soneczne powrcio na ziemi. Temperatura si podniosa. Pknicia w ziemi
zaczy si leczy.
Bg soca umiechn si do mnie.
- Dobra robota, Carterze i Sadie. Musz odej, podobnie jak inni bogowie, ale
zawdziczam wam ycie.
- Odej? - Mj gos brzmia obco. By gbszy, bardziej chropowaty... ale ni,e
by to gos Horusa. Bg wojny najwyraniej znik z mojego umysu. - To znaczy... na
zawsze?
Ra zamia si pod nosem.
- Kiedy bdziesz w moim wieku, nauczysz si, e ze sowem zawsze naley
si obchodzi ostronie. Kiedy po raz pierwszy abdyko-waem, mylaem, e
odchodz na zawsze. Przynajmniej na chwil musz powrci na niebo. Mj stary
wrg Apopis si nie myli.

Kiedy chaos zostaje odepchnity, bogowie porzdku, Maat, take musz si


odsun. Na tym polega rwnowaga wszechwiata.
- W takim razie... powiniene zabra to - podaem mu lask pastersk i bicz.
Ra pokrci gow.
- Przechowaj je dla mnie. Jeste prawowitym faraonem. I opiekuj si moj
ulubienic... - Skin gow w kierunku Ziyi. - Ona wyzdrowieje, ale bdzie
potrzebowaa wsparcia.
Wok boga soca rozbyso wiato. Kiedy przygaso, nie zobaczyem go ju.
Dwa tuziny zmczonych magw stay na pustyni wok dymicego ladu w
ksztacie wa, a nad piramidami Gizy wschodzio soce.
Sadie pooya mi do na ramieniu.
- Braciszku?
- Tak?
- Mao brakowao.
Tym razem wyjtkowo nie spieraem si z siostr.
Reszt dnia pamitam jak przez mg. Na pewno zaprowadziem Ziy do sali
uzdrowie w pierwszym nomie. Moja zamana rka wyleczya si w kilka minut, ale
zostaem z Ziy, dopki Jaz nie kazaa mi i. Wraz z innymi uzdrowicielami musiaa
zaj si dziesitkami rannych magw, wcznie z tym modym Rosjaninem
Leonidem, ktrego stan - o dziwo - rokowa powrt do zdrowia. Jaz powiedziaa, e
jestem sodki, ale bardzo jej przeszkadzam.
Bdziem po gwnej grocie i ze zdumieniem stwierdziem, e jest pena
ludzi. Portale na caym wiecie znw zaczy dziaa. Magowie przybywali z
pomoc w sprztaniu i eby wyrazi poparcie dla najwyszego lektora. Kady lubi
si pokaza na imprezie, kiedy jest ju po brudnej robocie.
Staraem si zdusi w sobie rozgoryczenie. Wiedziaem, e wiele nomw
miao wasne bitwy. Apopis zrobi wszystko, eby nas podzieli i nami rzdzi.
Niemniej byo mi nieprzyjemnie. Wielu ludzi spogldao ze strachem na ask

pastersk i bicz Ra, ktre wci miaem przy pasie. Kilka osb pogratulowao mi i
nazwao mnie bohaterem. Szedem dalej.
Kiedy mijaem stragan sprzedawcy rdek, usyszaem ciche: Pssst!.
Zerknem w pobliski zauek. Duch Setne opiera si o cian. Tak mnie ten
widok zaskoczy, e uznaem go za halucynacje. Nie mg tu by, razem z t okropn
marynark, biuteri i dinsami, z tymi wosami idealnie uoonymi na Elvisa, z
Ksig Thota pod pach.
- Niele si spisae, stary! - zawoa. - Nie tak, jak ja bym to rozegra, ale
niele.
W kocu udao mi si odkamienie.
- Cze!
Setne umiechn si tylko.
- Ta gra jest skoczona. Ale nie przejmuj si, stary. Jeszcze si spotkamy.
I znikn w oboku dymu.
Nie jestem pewny, jak dugo tam staem, zanim znalaza mnie Sadie.
- Dobrze si czujesz? - zapytaa.
Opowiedziaem jej o tym, co zobaczyem. Skrzywia si, ale nie wygldaa na
zaskoczon.
- Myl, e prdzej czy pniej bdziemy musieli zaj si tym wirem, ale na
razie lepiej chod ze mn. Amos zwoa zgromadzenie oglne w Sali Wiekw. Wzia mnie pod rami. - I postaraj si umiecha, braciszku. Wiem, e to nieatwe.
Ale jeste teraz idolem, rozumiesz, cho trudno to sobie wyobrazi.
Zrobiem dobr min do zej gry, ale nie byo atwo zapomnie o Setne.
Minlimy kilkoro naszych przyjaci pomagajcych w naprawach. Alyssa
wraz z oddziaem magw posugujcych si ywioem ziemi wzmacniaa ciany i
sufity, eby groty nie zawaliy si nam na gowy.
Julian siedzia na stopniach Domu Jasnowidzenia, rozmawiajc z kilkoma
dziewczynami z nomu skandynawskiego.

- No, wiecie - mwi - Apopis zobaczy mj wielki bitewny awatar i wiedzia


ju, e nie ma szans.
Sadie przewrcia oczami i pocigna mnie dalej.
Maa Shelby i pozostae przedszkolaki podbiegy do nas, umiechnite i
zdyszane. Chwil wczeniej przywaszczyy sobie mnstwo zaczarowanych
przedmiotw z jednego z opuszczonych straganw i wyglday, jakby wracay z
egipskiego jarmarku.
- Zabiam! - wyznaa Shelby. - Wielkiego wa!
- Doprawdy? - zapytaem. - Sama jedna?
- Tak! - oznajmia Shelby. - Gi, gi, gi! - Tupaa nk, a spod jej butw
leciay iskry. Po chwili pobiega za kolegami.
- Wieszcz wielk przyszo tej dziewczynie - powiedziaa Sadie. Przypomina mi mnie z czasw modoci.
Wzdrygnem si. Przeraajca perspektywa.
W tunelach rozlegy si gongi wzywajce wszystkich do Sali Wiekw. Kiedy
tam dotarlimy, sala bya autentycznie wypchana magami - niektrzy mieli na sobie
dugie szaty, inni nowoczesne ubrania, jeszcze inni piamy, poniewa teleportowali
si prosto z ek. Po obu stronach chodnika holograficzne kurtyny wiata
poyskiway midzy kolumnami, tak jak kiedy.
Felix podbiegi do nas, rozradowany, cignc za sob stado pingwinw.
- Patrzcie! - zawoa radonie. - Nauczyem si tego podczas bitwy!
Wypowiedzia rozkaz. W pierwszej chwili mylaem, e brzmia on: Szisz
kebab, ale pniej Felix powiedzia mi, e to Se-kebeb - Niech bdzie zimno.
Na posadzce pojawiy si oszronione hieroglify:
Mrz si rozprzestrzenia, a siedmiometrowy kawaek podogi zosta
pokryty grub warstw biaego lodu, po ktrym dreptay pingwiny, machajc
skrzydami. Jaki mag niebacznie wszed na ld i polizgn si tak paskudnie, e
jego laska poszybowaa w powietrze.
Felix klasn w donie.

- Tak! Znalazem swoj ciek. Powinienem i ciek boga lodu.


Podrapaem si po gowie.
- A istnieje taki? Egipt to pustynia. Kto jest bogiem lodu?
- Nie mam pojcia! - Felix si rozpromieni, po czym zacz si lizga po
lodzie i goni swoje pingwiny.
Ruszylimy dalej. Magowie witali si ze starymi przyjacimi i wymieniali
siopowieciami. W powietrzu unosiy si hieroglify, janiejsze i solidniejsze ni
kiedykolwiek - niczym tczowa zupa z literkami.
W kocu zgromadzeni dostrzegli Sadie i mnie. W pomieszczeniu rozleg si
szum. Wszystkie oczy zwrciy si na nas. Magowie si rozstpili, robic przejcie do
tronu.
Wikszo magw umiechaa si na nasz widok. Kilku wyszeptao
podzikowania i gratulacje. Nawet dawni buntownicy autentycznie cieszyli si na
nasz widok. Zauwayem jednak rwnie gniewne spojrzenia. Niewane, e
pokonalimy Apopisa: cz kolegw po fachu nigdy nam nie zaufa. Niektrzy
nigdy nie przestan nas nienawidzi. Rd Kanew nadal bdzie musia
zachowywa ostrono.
Sadie rozgldaa si nerwowo po tumie. Zorientowaem si, e szuka Walta.
Byem tak zajty Ziy, e nie pomylaem o tym, jak bardzo musi si martwi moja
siostra. Walt znik po bitwie wraz z reszt bogw. I najwyraniej nie byo go tutaj.
- Na pewno jest cay i zdrowy - pocieszyem j.
- Cii. - Sadie umiechna si do mnie, ale jej oczy mwiy: Jeli zrobisz mi
obciach przy ludziach, udusz ci.
Amos czeka na nas na stopniach tronu. Przebra si w purpurowy garnitur,
ktry zadziwiajco dobrze pasowa do lamparciej peleryny. We wosy wplt tym
razem granaty, a szka okularw miay czerwony odcie. Kolor chaosu? Miaem
wraenie, e Amos ogrywa swoje powizania z Setem - o ktrych musieli si ju
dowiedzie wszyscy magowie.

Po raz pierwszy w dziejach najwyszy lektor mia na zawoanie boga za, siy i
chaosu. To mogo wzbudzi w ludziach nieufno, ale magowie s podobni do
bogw - szanuj si. Nie wydaje mi si, eby Amos jeszcze kiedykolwiek mia
kopoty z egzekwowaniem swojej wadzy.
Umiechn si na nasz widok.
- Carterze i Sadie, dzikuj wam w imieniu Domu ycia. Przywrcilicie
Maat! Apopis zosta wyklty, a Ra ponownie wstpi na niebo, tym razem w
triumfie. wietna robota!
Zgromadzeni klaskali i wznosili radosne okrzyki. Dziesitki magw uniosy
laski, z ktrych wystrzeliy miniaturowe sztuczne ognie.
Amos uciska nas. Nastpnie odsun si i wskaza mi tron. Miaem nadziej,
e Horus bdzie mia na podordziu jakie sowa zachty, ale w ogle nie
wyczuwaem jego obecnoci. Staraem si uspokoi oddech. Ten tron pozostawa
pusty od tysicleci. Jak mogem mie pewno, e w ogle zdoa utrzyma mj
ciar? Jeli tron faraonw zaamie si pod moim krlewskim tykiem, bdzie to
istotnie wspaniaa wrba.
Sadie daa mi kuksaca.
- No id. Nie bd gupi.
Wspiem si na stopnie i usiadem na tronie. Stare krzeso zaskrzypiao, ale
utrzymao mnie.
Spojrzaem na tum magw.
Horus nie przyby mi na pomoc. Ale w sumie to byo w porzdku. Zerknem
na migoczce kurtyny wiata - na Now Er wiecc fioletowym blaskiem - i
poczuem, e bdzie to mimo wszystko dobra epoka.
Minie nieco mi si rozluniy. Czuem si tak, jakbym wyszed z cienia
zarwno boga wojny, jak i mojego ojca. Pojawiy si sowa.
- Obejmuj tron. - Uniosem lask pastersk i bicz. - Ra powierzy mi wadz
oraz dowdztwo nad bogami i magami w czasie potrzeby i bd si stara
sprawowa t wadz jak najlepiej. Apopis zosta wygnany, ale morze chaosu

pozostao. Widziaem je na wasne oczy. Jego moc zawsze bdzie prbowaa


narusza Maat. Nie moemy uzna, e nasi wrogowie zniknli.
Tum poruszy si niespokojnie.
- Ale na razie - dodaem - panuje pokj. Moemy odbudowa i rozszerzy
Dom ycia. Jeli znw wybuchnie wojna, bd tu jako
Oko Horusa i faraon. Ale jako Carter Kane... - Wstaem i pooyem insygnia
na tronie. Zszedem po stopniach. - Jako Carter Kane jestem nastolatkiem, ktry ma
spore zalegoci. W Domu Brooklyskim mam wasny nom, ktrym zarzdzam.
Musz zda matur. Pozostawiam wic codzienne czynnoci osobie, do ktrej
nale... zostawiam je w rkach najwyszego lektora, namiestnika faraona Amosa
Kanea.,
Amos ukoni mi si, co byo do dziwne. Tum klaska entuzjastycznie. Nie
byem pewny, czy im si podobam, czy te ciesz si, e dziecko nie bdzie im
wydawa rozkazw. Tak czy siak, byem z tego zadowolony.
Amos ponownie nas uciska.
- Jestem z was dumny - powiedzia. - Porozmawiamy wkrtce, ale na razie
chodcie... - Wskaza rk miejsce obok podwyszenia, gdzie w powietrzu otwary
si drzwiczki mroku. - Wasi rodzice chcieliby si z wami zobaczy.
Sadie zerkna na mnie nerwowo.
- Ach... och.
Pokiwaem

gow.

To

mieszne,

jak

atwo

przeszedem

od

bycia

wszechwiatowym faraonem do bycia dzieckiem, ktre boi si, e nabroio. Bardzo


chciaem zobaczy si z rodzicami, ale przecie zamaem wan obietnic zoon
tacie... Zgubiem lad niebezpiecznego winia.
Sala Sdu zmienia si w sal balow. Ammit Poeraczka krya wok wagi
sprawiedliwoci, poszczekujc z podniecenia w papierowej urodzinowej koronie na
krokodylim bie. Demony z gilotynowymi gowami stay oparte na wczniach,
trzymajc w rkach kieliszki z czym, co wygldao jak szampan. Nie miaem
pojcia, jak mona pi, majc gilotyn zamiast gowy, ale nie miaem te ochoty si

dowiadywa. Nawet niebieski bg sdu o imieniu Przeszkadzacz by ewidentnie w


dobrym humorze. Peruka Kleopatry przekrzywia mu si nad uchem. Dugany zwj
cign si przez p sali, ale on si mia, rozmawiajc z innymi bstwami sdu,
uwolnionymi z domu opieki. Ogniolub i Gorca Stopa rzucali na jego papirus
arzcy si popi, ale Przeszkadzacz najwyraniej albo tego nie dostrzega, albo si
tym nie przejmowa.
Na drugim kocu sali tato siedzia na tronie, trzymajc za rk nasz
widmow mam. Po lewej stronie podwyszenia duchy z Podziemia stworzyy
combo jazzowe. Jestem przekonany, e rozpoznaem Milesa Davisa, Johna Coltranea
i paru innych ulubiecw taty. Bycie bogiem Podziemia ma swoje zalety.
Tato skin, ebymy podeszli. Nie wyglda na zagniewanego, co stanowio
dobry znak. Przepchnlimy si przez tum radosnych demonw i bogw sdu.
Ammit szczekna na Sadie i zacza mrucze, podrapana w podbrdek.
- Dzieci. - Tato wycign do nas rce.
Poczuem si dziwnie, nazwany dzieckiem. Nie czuem si ju dzieckiem. Od
dzieci nie wymaga si konfrontacji z wami chaosu. Dzieci nie prowadz armii do
walki, aby zapobiec kocowi wiata.
Ucisnlimy tat. Nie mogem oczywicie uciska mamy, poniewa bya
duchem, ale cieszyem si, e przynajmniej jest bezpieczna. Pomijajc otaczajc j
powiat, wygldaa dokadnie tak jak za ycia: ubrana w dinsy i podkoszulek z
anchem, z jasnymi wosami zwizanymi bandan. Jeliby nie patrze prosto na ni,
mona by j wrcz wzi za Sadie.
- Przeya, mamo - powiedziaem. - Jak...?
- Wszystko dziki wam. - Oczy mamy rozbysy. - Broniam si tak dugo, jak
mogam, ale cie by zbyt potny. Zostaam pochonita wraz z rzeszami innych
duchw. Gdybycie na czas nie zniszczyli szut i nas nie uwolnili, to... no, niewane.
Dokonalicie niemoliwego. Jestemy z was tacy dumni.
- Owszem - przytakn tato, ciskajc mnie za rk. - Wszystko, co robilimy,
wszystkie nasze nadzieje... spenilicie je. Przerolicie moje najmielsze oczekiwania.

Zamyliem si. Czyby nie wiedzia o Setne?


- Tato - odezwaem si. - Eee... nie do koca nam si wszystko udao.
Zgubilimy twojego winia. Nie mam pojcia, jak zdoa uciec. By sptany i...
Tato unis rk, eby mnie uciszy.
- Syszaem o tym. By moe nigdy si nie dowiemy, jak Setne zdoa uciec, ale
nie powinnicie czu si winni.
- Nie powinnimy? - spytaa Sadie.
- Setne od wielu stuleci unika schwytania - odpar tato. - Potrafi przechytrzy
bogw, magw, miertelnikw i demny. Kiedy pozwoliem wam go zabra,
podejrzewaem, e znajdzie sposb, aby uciec. Miaem tylko nadziej, e uda wam
si go utrzyma pod kontrol na tyle dugo, eby zdy wam pomc. Udao si.
- Znalaz dla nas cie - przyznaem. - Ale ukrad Ksig Thota.
Sadie zagryza warg.
- Ta ksiga jest bardzo niebezpieczna. Jako duch Setne moe nie jest w stanie
rzuca wszystkich zakl, ale moe narobi mnstwo kopotw.
- Znajdziemy go - zapewni j tato. - Ale na razie uczcijmy wasze zwycistwo.
Mama wycigna widmow rk i pogaskaa Sadie po wosach.
- Mog ci na chwil porwa, kochanie? Musimy porozmawia.
Nie miaem pojcia, o co moe chodzi. Sadie posza z mam w kierunku
jazzbandu. Nie zwrciem na to wczeniej uwagi, ale dwoje widmowych muzykw
wygldao znajomo i troch nie na miejscu. Potny rudowosy mczyzna w
westernowym ubraniu siedzia z gitar, umiechajc si i wybijajc rytm butem, i
improwizowa na zmian z Milesem Davisem. Obok niego adna blondynka graa na
skrzypcach, pochylajc si od czasu do czasu, eby pocaowa rudego olbrzyma w
czoo. Grissom i jego ona Anne z Dallas znaleli nareszcie imprez, ktra si nie
skoczy. Nigdy wczeniej nie syszaem takiej gitary ani skrzypiec w jazzbandzie, ale
jako to brzmiao. Amos pewnie mia racj: zarwno muzyka, jak i magia potrzebuj
nieco chaosu w porzdku.

Widziaem, jak podczas rozmowy z mam Sadie robi wielkie oczy. Jej twarz
spowaniaa. Nagle umiechna si niemiao i zarumienia, co byo zupenie nie w
jej stylu.
- Carterze - odezwa si tato - wietnie si spisae w Sali Wiekw. Bdzie z
ciebie dobry przywdca. Mdry przywdca.
Nie bardzo wiedziaem, w jaki sposb wysucha mojej mowy, ale cisno
mnie za gardo. Tato nie zwyk prawi komplementw bez powodu. Jego obecno
uwiadomia mi, o ile atwiejsze byo ycie w czasach, kiedy podrowalimy razem.
On zawsze wiedzia, co robi. Zawsze mogem liczy na jego uspokajajc obecno.
A do tych wit w Londynie, kiedy znikn, nie zdawaem sobie sprawy z tego, jak
bardzo mogem na nim polega.
- Wiem, e nie byo atwo - powiedzia tato - ale poprowadzisz rd Kanew w
przyszo. Naprawd udao ci si wyj z mego cienia.
- Niezupenie - odparem. - Nie chciabym tego. Dobrze mie wiadomo, e
mona si schroni w twoim cieniu.
Rozemia si.
- Pomog ci, jeli bdziesz tego potrzebowa. Nigdy nie miej co do tego
wtpliwoci. Niemniej, jak powiedzia Ra, bogom bdzie trudniej kontaktowa si ze
wiatem miertelnikw, skoro Apopis zosta wyklty. Kiedy chaos odchodzi, Maat
te musi si cofn. Ale nie sdz, eby czsto potrzebowa pomocy. Udao ci si
odnie sukces dziki wasnej sile. Teraz to ty bdziesz rzuca dugi cie. Dom ycia
bdzie o tobie pamita w nadchodzcych stuleciach.
Obj mnie jeszcze raz i nietrudno byo zapomnie, e jest teraz bogiem
umarych. Byl zupenie jak mj tato - ciepy, ywy i silny.
Sadie podesza do mnie, lekko zmieszana.
- Co si stao? - zapytaem.
Zachichotaa bez powodu, po czym znowu spowaniaa.
- Nic.
Mama podfruna do nas.

- Idcie ju, dzieci. Dom Brooklyski czeka.


Kolo tronu otwary si kolejne drzwi ciemnoci. Przeszlimy przez nie z Sadie.
Tym razem nie martwiem si o to, co moe czeka po drugiej stronie. Wiedziaem,
e wracamy do domu.
Zycie wrcio do normy zaskakujco szybko.
Zostawi Sadie opowie o zdarzeniach w Domu Brookly-skim i jej wasnych
dylematach, a sam przejd od razu do ciekawszych spraw.
[Au! Przecie si umawialimy: adnego szczypania!]
Dwa tygodnie po bitwie z Apopisem siedziaem z Ziy w strefie
gastronomicznej Mail of America w Bloomington w stanie Minnesota.
Dlaczego akurat tam? Syszaem, e Mail of America jest najwikszym
centrum handlowym w caych Stanach, wic uznaem, e zaczniemy w wielkim
stylu. Podr przez Duat bya la-twa. wirus z radoci siedzia na dachu i jad
mroone indyki, podczas gdy Ziya i ja wczylimy si po sklepach.
[Wanie tak, Sadie. Zabraem Ziy na pierwsz prawdziw randk odzi
zaprzon w gryfa, ktremu odbia szajba. No i co? Twoje randki moe nie s
dziwaczne?]
W kadym razie kiedy doszlimy do barw, Ziyi opada szczka.
- Bogowie egipscy...
Wybr by naprawd imponujcy. Poniewa nie moglimy si zdecydowa,
wzilimy wszystkiego po trochu: chiszczyzn, meksykaskie arcie, pizz i lody czyli potrawy z czterech podstawowych grup ywieniowych. Wybralimy stolik z
widokiem na plac zabaw na rodku centrum.
Midzy barami wczyo si mnstwo modziey. Wielu chopakw gapio si
na nas. No... nie na mnie. Patrzyli przede wszystkim na Ziy i niewtpliwie
zastanawiali si, co taka dziewczyna robi z facetem takim jak ja.
Ziya ju cakowicie wyzdrowiaa. Miaa na sobie prost sukienk bez
rkaww z beowego lnu i czarne sanday - zero makijau, zero biuterii, jeli nie

liczy naszyjnika ze zotym skarabeuszem. Wygldaa znacznie pikniej i dorolej ni


inne dziewczyny w tym centrum handlowym.
Dugie, czarne wosy spia w koski ogon, tylko za prawym uchem zaplta
si jej jeden kosmyk. Zawsze miaa byszczce bursztynowe oczy i ciep skr w
kolorze kawy z mlekiem, ale odkd gocia Ra, sprawiaa wraenie jeszcze bardziej
promiennej. Czuem jej ciepo pomimo dzielcego nas stolika.
Umiechna si znad miski chiszczyzny.
- A wic tak zachowuj si zwyczajne amerykaskie nastolatki?
- No... chyba - odparem. - Ale nie wiem, czy ktre z nas kwalifikuje si jako
zwyczajne.
- Mam nadziej, e nie.
Patrzc na ni, miaem kopoty z myleniem. Gdyby poprosia, ebym
wyskoczy przez barierk, pewnie bym to zrobi.
Ziya obracaa widelec w makaronie.
- Carter, nie rozmawialimy jeszcze o tym, e... no wiesz, e byam Okiem Ra.
Wyobraam sobie, e musiao to by dla ciebie dziwne.
Widzicie? Jake zwyczajna rozmowa nastolatkw w centrum handlowym.
- Ej, rozumiem - powiedziaem. - To nie byo dziwne.
Uniosa brwi.
- No dobra, to byo dziwne - przyznaem. - Ale Ra potrzebowa twojej
pomocy. Bya wspaniaa. Ee, rozmawiaa z nim, odkd...?
Pokrcia gow.
- Odszed ze wiata, tak jak zapowiedzia. Wtpi, czy kiedykolwiek jeszcze
stan si Okiem Ra... chyba e bdzie nam grozi kolejny koniec wiata.
- Znajc nasze szczcie, nastpi to najdalej za kilka tygodni, tak?
Ziya si rozemiaa. Uwielbiam jej miech. Uwielbiam ten kosmyk wosw za
uchem.
(Sadie mwi, e robi z siebie idiot. Znalaza si).

- Rozmawiaam z waszym stryjem - powiedziaa Ziya. - Ma teraz mnstwo


pomocnikw w pierwszym nomie. Uzna, e powinnam spdzi troch czasu poza
domem, sprbowa troch bardziej... zwyczajnego ycia.
Serce we mnie zamaro i ugrzzo midzy ebrami.
- Masz na myli wyjazd z Egiptu?
Ziya potakna.
- Twoja siostra zaproponowaa, ebym zamieszkaa w Domu Brookyskim,
posza do amerykaskiej szkoy. Powiedziaa... jak ona to okrelia? Amerykanie to
banda wirw, ale da si ich lubi.
Ziya rozejrzaa si dookoa i wzia mnie za rk. Poczuem na sobie wcieke
spojrzenia okoo dwudziestu zazdrosnych chopakw siedzcych przy innych
stolikach.
- Nie bdziesz mia nic przeciwko temu, ebym zamieszkaa w Domu
Brookyskim? Mog pomc w uczeniu dzieciakw. Ale jeli miaby si z tego
powodu le czu...
- Tak! - odpowiedziaem zdecydowanie zbyt gono. - To znaczy: nie, nie mam
nic przeciwko. Tak, chc, eby z nami zamieszkaa. Bardzo. Zdecydowanie. To
doskonay pomys.
Ziya si umiechna. Temperatura w centrum handlowym jakby wzrosa o
kolejne dziesi stopni.
- A wic: tak?
- Tak, to znaczy... chyba e ty miaaby si z tego powodu le czu. Nie
chciabym, eby czua si skrpowana albo...
- Carter - przerwaa mi agodnie. - Zamknij si.
Nachylia si i pocaowaa mnie.
Zrobiem, jak mi kazaa, bez pomocy magii. Zamknem si.

21. U bogw w kocu spokj, u mnie - wrcz przeciwnie


, moje trzy ulubione sowa: Zamknij si, Carter.

Ziya bardzo si zmienia od naszego pierwszego spotkania. Myl, e jest dla


niej jaka nadzieja, mimo e kocha si w moim bracie.
W kadym razie to byo rozsdne ze strony Cartera, e pozwoli mi
opowiedzie ostatni kawaek naszej historii.
Po bitwie z Apopisem czuam si okropnie pod wieloma wzgldami.
Fizycznie byam wykoczona. Magicznie - zuyam ca energi. Baam si, e si
trwale uszkodziam, poniewa czuam piekcy bl w mostku, ktry oznacza albo
wyczerpan magi, albo zgag.
Emocjonalnie nie czuam si duo lepiej. Widziaam, jak Carter obejmowa
Ziy, kiedy wynurzya si z tej dymicej cieczy pozostaej po Apopisie, i to byo
cudne, niemniej przypomniao mi o wasnych problemach.
394
SADIE
Gdzie si podzia Walt? (Uznaam, e bd go tak nazywa, bo inaczej
zwariuj, usiujc uoy sobie kwesti jego tosamoci). Sta tu koo mnie zaraz po
bitwie. A potem znikn.
Czyby odszed wraz z pozostaymi bogami? Martwiam si te o Besa i
Bastet. To nie byo w ich stylu: znikn tak bez poegnania. Nie podobao mi si te
to, co powiedzia Ra, e bogowie musz na duszy czas odej z ziemi.
Nie moecie mnie wypdzi, nie wypdzajc jednoczenie bogw, ostrzeg
nas Apopis.
Cholerny w mg o tym wspomnie, zanim go wykllimy. Wanie
zdoaam si pogodzi z caym tym miszmaszem Wal-towo-Anubisowym - a
przynajmniej w pewnej mierze si pogodzi - kiedy Walt znikn. Jeli znowu ma by
dla mnie niedostpny, wpezn do jakiego sarkofagu i nigdy z niego nie wyjd.
Kiedy Carter siedzia z Ziy w sali uzdrowie, wczyam si po korytarzach
pierwszego nomu, ale nie natrafiam na lad Walta. Usiowaam si z nim
porozumie przez amulet szen. Prbowaam nawet skontaktowa si z Izyd, eby j
prosi o rad, ale bogini zamilka. Nie podobao mi si to.

A wic owszem, byam nieco rozkojarzona, kiedy Carter wygasza mow


tronow w Sali Wiekw: Chciabym podzikowa wszystkim krewnym i znajomym
za to, e dziki nim jestem faraonem, i tak dalej, i tak dalej.
Ucieszya mnie wizyta w Podziemiu i spotkanie z rodzicami.
Przynajmniej oni nie byli niedostpni. Ale rozczarowaam si, e nie
znalazam tam Walta. Nawet jeli nie wolno mu przebywa w wiecie miertelnikw,
chyba powinien siedzie w Sai Sdu i peni obowizki Anubisa?
Nagle mama odcigna mnie na bok. (Nie dosownie, oczywicie. Jako duch
nie moga mnie cign). Stanymy po lewej stronie podwyszenia, gdzie nieyjcy
muzycy grali skoczne kawaki. Pan Grissom i jego ona Anne umiechali si do
mnie.
Wygldali na szczliwych i cieszyo mnie to, ale wci nie mogam na nich
patrze bez poczucia winy.
Mama dotkna swojego naszyjnika - widmowej kopii mojego wasnego
amuletu tit.
- Nigdy nie miaymy okazji naprawd porozmawia, Sadie... ty i ja.
Mao powiedziane, zwaywszy, e umara, kiedy miaam sze lat. Ale
wiedziaam, co ma na myli. Nawet gdy spotkaymy si wiosn, nie miaymy czasu
na pogawdk. Odwiedziny w Duat byy trudne, a duchy nie maj e-maila, Skypea
ani telefonu. Nawet gdybymy miay dobre poczenie internetowe, doczenie
zmarej matki do grona znajomych na Facebooku byoby do dziwaczne.
Nie powiedziaam tego wszystkiego, tylko potaknam.
- Wyrosa na siln dziewczyn, Sadie - powiedziaa mama. - Musiaa tak
dugo by dzielna, e trudno ci bdzie y na luzie. Boisz si, e utracisz wicej osb,
ktre kochasz.
Zakrcio mi si w gowie, jakbym wanie zmienia si w ducha. Czybym
bya przezroczysta, tak jak mama? Chciaam si kci, protestowa, artowa. Nie
chciaam wysuchiwa kolejnych uwag mamy, zwaszcza tak trafnych.

A jednoczenie czuam takie pomieszanie wewntrzne w zwizku z Waltem,


tak bardzo martwiam si o jego los, e miaam ochot si rozklei i wypaka mamie
na ramieniu. Chciaam, eby mnie przytulia i powiedziaa, e wszystko bdzie
dobrze. Niestety, duchowi nie da si wypaka na ramieniu.
- Wiem - powiedziaa mama ze smutkiem, jakby czytaa w moich mylach. Nie byo mnie przy tobie, kiedy bya maa. A twj ojciec... wiesz, musia ci zostawi
u dziadkw. Oni usiowali ci zapewni zwyczajne ycie, ale ty nie jeste zwyczajna,
prawda? Posuchaj, moda kobietko... - Mama westchna. - Nie byo mnie w twoim
yciu, wic nie wiem, czy zechcesz wysucha mojej rady. Ale cokolwiek to bdzie
warte: ufaj swoim uczuciom. Nie mog ci obieca, e nikt ci nigdy wicej nie
skrzywdzi, ale mog ci zapewni, e warto ryzykowa.
Wpatrywaam si w jej twarz, niezmienion od dnia, w ktrym umara:
mikkie, jasne wosy, niebieskie oczy, troch obuzersko uniesione brwi. Wiele razy
syszaam, e jestem do niej podobna. Teraz ja te to widziaam. Im byam starsza,
tym bardziej widoczne stawao si nasze podobiestwo. Gdyby doda mamie kilka
fioletowych kosmykw, mogaby bez trudu by dublerk Sadie.
- Mwisz o Walcie - odezwaam si w kocu. - Chodzi o szczer pogawdk o
chopakach?
Mama si skrzywia.
- No, tak... obawiam si, e nie nadaj si do tego. Ale musiaam sprbowa.
Kiedy byam moda, babcia te nie bya dla mnie wsparciem. Nigdy nie miaam
poczucia, e mog z ni porozmawia.
- Nie dziwi si. - Usiowaam sobie wyobrazi rozmow o chopakach z
babci, w czasie gdy dziadek dar si na telewizor albo domaga si herbaty i
spalonych ciasteczek.
- Myl - powiedziaam - e matki zazwyczaj zniechcaj do kierowania si
gosem serca, ostrzegaj przed angaowaniem si w zwizki z niewaciwymi
chopakami, przed utrat dobrej opinii. Takie tam.

- Och. - Mama pokiwaa gow ze skruszon min. - Wiesz, ja nie bardzo


mog to zrobi. Obawiam si, e nie martwi mnie to, e zrobisz co gupiego, Sadie.
Mam raczej poczucie, e moesz si ba komukolwiek zaufa... nawet tej waciwej
osobie. To oczywicie twoje serce, nie moje. Ale miem twierdzi, e Walt boi si
jeszcze bardziej ni ty. Nie traktuj go le.
- Ja le traktuj jego? - Omal nie wybuchnam miechem. - Ja nawet nie wiem,
gdzie on jest! No i on ma w sobie boga, ktry... ktry...
- Ktrego te lubisz - podpowiedziaa mama. -1 to jest skomplikowane, zgoda.
Ale oni naprawd s teraz jedn osob. Anubis ma tak wiele wsplnego z Waltem.
aden z nich nie mia nigdy szansy na prawdziwe ycie. Teraz, poczeni, maj.
- Masz na myli... - Okropny piekcy bl w mostku odrobin osab. - Masz na
myli, e jeszcze go zobacz? Nie zosta wygnany czy te na czymkolwiek polega ten
bezsens, o ktrym gadaj bogowie?
- Zobaczysz go - przytakna mama. - Poniewa s jedn osob, zamieszkuj
jedno miertelne ciao, mog chodzi po ziemi, podobnie jak dawni egipscy
krlowie-bogowie. Walt i Anubis to dobre chopaki. Obaj s bardzo zdenerwowani i
czuj si niepewnie w wiecie miertelnikw, obaj boj si, jak zostan potraktowani
przez ludzi. I obaj czuj to samo do ciebie.
Obawiam si, e okropnie si zarumieniam. Carter zerkn na mnie spod
tronu; niewtpliwie zastanawia si, co si stao. Nie miaam do siy, eby
odwzajemni jego spojrzenie. Zbyt dobrze mu szo odczytywanie moich uczu.
- To takie okropnie trudne - jknam.
Mama rozemiaa si cicho.
- Owszem. Ale jeli to moe by jakimkolwiek pocieszeniem... zwizek z
kadym mczyzn oznacza zwizek z wielokrotn osobowoci.
Spojrzaam na tat, ktry wyglda raz jak doktor Julius Kane, a raz jak
Ozyrys, niebieski jak smerf bg Podziemia.
- Rozumiem - powiedziaam. - Ale gdzie jest Anubis? To znaczy Walt? Aaach!
Znowu.

- Wkrtce si z nim spotkasz - zapewnia mnie mama. - Chciaam, eby bya


na to przygotowana.
Rozum podpowiada mi: To zbyt skomplikowane, nieuczciwe. Nie jestem w
stanie poradzi sobie w takim zwizku.
Ale serce mwio: Zamknij si! Dam sobie rad!
- Dziki, mamo - powiedziaam, cho niewtpliwie poniosam totaln klsk,
jeli chodzi o udawanie spokoju. - A ta sprawa z wycofaniem si bogw ze wiata...
czy to oznacza, e nie bdziemy czsto widywa ciebie i taty?
- Zapewne - skina gow. - Ale wiesz, co macie robi. Uczcie nadal cieki
bogw. Przywrcie Domowi ycia jego dawn wielko. Ty, Carter i Amos
uczynicie egipsk magi silniejsz ni kiedykolwiek. A to dobrze... poniewa wasze
zadania jeszcze si nie zakoczyy.
- Setne? - domyliam si.
- Tak, on - odpara mama. - Ale nie tylko. Nie utraciam cakowicie daru
wieszczenia, chocia nie yj. Miewam mtne wizje innych bogw i konkurencyjnej
magii.
To nie brzmiao zachcajco.
- O czym ty.mwisz? - zapytaam. - Jacy inni bogowie?
- Nie wiem, Sadie. Ale Egipt zawsze by atakowany z zewntrz... magowie z
innych krajw, nawet obcy bogowie. Po prostu bdcie czujni.
- Cudnie - mruknam. - Wol ju rozmowy o chopakach.
Mama si rozemiaa.
- Gdy ju wrcisz do wiata miertelnikw, bdzie na ciebie czeka! jeszcze
jeden portal. Wypatruj go dzi wieczorem. Starzy przyjaciele chc zamieni z tob
par sw.
Chyba wiedziaam, kogo ma na myli.
Dotkna swojego widmowego naszyjnika - symbolu Izydy, tit.
- Jeli bdziesz mnie potrzebowa - dodaa - uyj naszyjnika. On mnie
przywoa, podobnie jak naszyjnik szen przywouje Walta.

- Szkoda, e nie wiedziaam o tym wczeniej.


- Nasze poczenie nie byo wczeniej do silne. Teraz... chyba jest. Pocaowaa mnie w czoo, cho byo to jak dotknicie lekkiej, chodnej bryzy. - Jestem
z ciebie dumna, Sadie. Przed tob cae ycie. Nie zmarnuj go!
Tej nocy na tarasie Domu Brooklyskiego otwar si portal z wirujcego
piasku, zgodnie z obietnic mamy.
- To dla nas - powiedziaam, wstajc od stou. - Chod, braciszku.
Po przejciu przez portal znalelimy si na play przy Jeziorze Ognia.
Czekaa tam na nas Bastet, przerzucajc z rki do rki kbek wczki. Czarny
kombinezon pasowa do jej wosw. W kocich oczach odbijao si czerwone wiato
fal.
- Czekaj na was. - Wskazaa na schody wiodce do domu opieki. Porozmawiamy, gdy wrcicie.
Nie musiaam pyta, dlaczego nie idzie z nami. Syszaam melancholi w jej
gosie. Ona i Tauret nie przepaday za sob z powodu Besa. I najwyraniej Bastet
postanowia da hipopota-micy troch prywatnoci. Zastanawiaam si jednak, czy
moja stara przyjacika nie zacza sobie uwiadamia, e przegapia fajnego faceta.
Pocaowaam j w policzek, po czym razem z Carterem wspilimy si na
schody.
W domu panowaa witeczna atmosfera. Dyurka pielgniarek bya
udekorowana wieymi kwiatami. abia bogini Heket przechadzaa si do gry
nogami po suficie, rozwieszajc serpentyny, podczas gdy kilku starszawych
psiogowych bogw taczyo, piewajc Boogie Woogie - bardzo wolno, ale i tak
byo to imponujce. Do przodu kroplweczk daj, do tyu balkonikiem jed, do boku
kroplweczk daj i pomachaj ni, i tak dalej. Stara lwica Mechit taczya powoli z
wysokim bogiem i pomrukiwaa cicho, opierajc gow na jego ramieniu.
- Carter, patrz - powiedziaam. - Czy to nie...?
- Onuris! - dokoczya Tauret, podbiegajc do nas w kitlu pielgniarki. - M
Mechit! Czy to nie cudowne? Bylimy przekonani, e zgas wiele stuleci temu, ale

kiedy Bes wezwa starych bogw do walki, Onuris wyczapa ze schowka na mioty.
Wielu innych te si pojawio. Wreszcie poczuli si potrzebni, wiecie? Wojna daa im
cel w yciu.
Hipopotamia bogini omal nie zgniota nas w ucisku.
- Och, kochani! Zobaczcie tylko, jacy wszyscy s szczliwi! Dalicie im nowe
ycie.
- Nie ma ich tak wielu jak wczeniej - zauway Carter.
- Niektrzy wrcili na niebo - wyjania Tauret. - Albo do swoich starych
wity i siedzib. No i oczywicie wasz drogi ojciec Ozyrys zabra bogw sdu do
swojej sali tronowej.
Widok starych bogw tak szczliwych radowa moje serce, ale wci nieco
si martwiam.
- Oni pozostan w tym stanie? Nie zaczn znw gasn?
Tauret rozoya masywne rce.
- Obawiam si, e to zaley od was, miertelnicy. Jeli bdziecie o nich
pamita, sprawicie, e bd czuli si potrzebni, powinni mie si dobrze. Ale
chodcie, przywitajcie si z Besem!
Bg karw siedzia w swoim fotelu, wpatrujc si w Jezioro Ognia wzrokiem
pozbawionym wyrazu. Bardzo dobrze pamitaam ten widok i dlatego przeraziam
si, e Bes znw straci rozum.
- Co si stao?! - krzyknam, podbiegajc do niego. - Co mu si stao?
Bes odwrci si zdumiony.
- Poza brzydot? Nic, dziecko. Po prostu mylaem... Przepraszam.
Podnis si (na tyle, na ile pozwala mu wzrost) i ucisn nas.
- Ciesz si, e wyszlicie z tego cao - powiedzia. - Wiecie, e bdziemy
budowa domek na brzegu jeziora? Przyzwyczaiem si do tego widoku. Tauret
bdzie nadal pracowa w domu opieki. A ja bd karem domowym przez jaki czas.
Kto wie? Moe doczekam si karowatych hipopotamitek, ktrymi si bd
zajmowa?

- Och, Besie! - Tauret zarumienia si wciekle i zamrugaa hipopotamimi


powiekami.
Bg karw zachichota.
- Tak, ycie jest pikne. Ale jeli bdziecie mnie potrzebowa, dzieci,
wystarczy gono rykn. Zawsze lepiej mi si powodzio w wiecie miertelnikw
ni wikszoci bogw.
Carter zrobi niespokojn min.
- Mylisz, e czsto bdziemy ci potrzebowali? To znaczy, oczywicie chcemy
si z tob widywa! Zastanawiaem si tylko...
Bes chrzkn.
- Ej, jestem brzydkim karem. Mam cudny samochd, wspaniae ciuchy i
niezwyk moc. Dlaczego mielibycie mnie nie potrzebowa?
- W sumie racja - zgodzi si Carter.
- Ee, ale nie wzywajcie mnie zbyt czsto - doda Bes. - Bo wiecie, moje
soneczko i ja mamy do nadrobienia kilka tysicleci straconego czasu.
Uj Tauret za rk i po raz pierwszy nazwa tego miejsca - Soneczna Rwnina
- nie wydaa mi si koszmarnie przygnbiajca.
- Dzikuj za wszystko, Besie - powiedziaam.
- Chyba artujesz - odpar. - Wrcia mi ycie, i nie mam na myli tylko
cienia.
Czuam wyranie, e ci dwoje potrzebuj prywatnoci, wic poegnalimy si
i skierowalimy ku schodom wiodcym do jeziora.
Portal z biaego piasku nadal wirowa. Obok niego staa Bastet, pochonita
swoim kbkiem. Przeplataa wen przez palce, tworzc prostokt podobny do
kociej koyski. (Nie, to nie mia by kalambur, ale tak wyszo).
- Dobrze si bawisz? - spytaam.
- Uznaam, e bdziecie chcieli to zobaczy. - Uniosa koysk. Midzy
sznurkami pojawi si obraz wideo, jak na ekranie komputera.

Ujrzaam sal tronow bogw z monumentalnymi kolumnami i gadkimi


posadzkami, z trjnogami, w ktrych pon wielokolorowy ogie. Na centralnym
podwyszeniu soneczn bark zastpi zoty tron. Siedzia na nim Horus w ludzkiej
postaci - jako muskularny modzieniec z ogolon gow, ubrany w pen zbroj
bitewn. Na kolanach trzyma lask pastersk i bicz, a jego oczy byszczay - jedno
srebrem, drugie zotem. Po jego prawicy prya si dumnie umiechnita Izyda z
mienicymi si tczowo skrzydami. Po lewej stronie sta Set, czerwonoskry bg
chaosu z elaznym berem. Wyglda na rozbawionego, jakby ju zacz knu
rozmaite ajdactwa na przyszo. Pozostali bogowie klczeli podczas przemowy
Horusa. Rozgldaam si po tym zgromadzeniu za Anubisem - z Waltem lub bez
niego - ale tu te go nie byo.
Nie syszaam sw, ale zaoyam, e mowa Horusa jest podobna do tej, ktr
Carter wygosi w Domu ycia.
- On robi to samo co ja! - zaprotestowa Carter. - Zao si, e nawet ukrad
mi mow! Mapuje mnie, sukinkot!
Bastet cmokna z dezaprobat.
- Nie wyraaj si, Carterze. Koty nie s naladowcami. Kady z nas jest
wyjtkowy. Ale owszem, to, co zrobisz wywiecie miertelnikw jako faraon, czsto
bdzie powtarzane w wiecie bogw. Razem z Horusem wadacie przecie siami
Egiptu.
-1 to wanie - wtrciam - jest naprawd przeraajce.
Carter dgn mnie lekko w rami.
- Nie mog uwierzy, e Horus odszed bez poegnania. Jakby mnie odoy
na bok, kiedy przestaem by potrzebny, a po chwili o mnie zapomnia.
- Och, nie - odpara Bastet. - Bogowie tak nie postpuj. Po prostu musia
odej.
Nie byam o tym przekonana. Bogowie to samolubne stworzenia, nawet ci,
ktrzy nie s kotami. Izyda te si ze mn nie poegnaa jak naley ani nawet mi nie
podzikowaa.

- Ty wrcisz z nami, Bastet, prawda? - powiedziaam bagalnie. - To znaczy, ta


cala gupota z wygnaniem ciebie nie dotyczy! Potrzebujemy nauczycielki drzemania
w Domu Brooklyskim.
Bastet zwina kbek i rzucia go na schody. Jak na kota miaa bardzo smutn
min.
- Och, moje kocita. Gdybym moga, wziabym was za skr na karkach i
nosia ca wieczno. Ale wy ju dorolicie. Macie ostre pazury i wietny wzrok, a
koty musz chodzi wasnymi drogami. Poegnamy si teraz, ale jestem pewna, e
jeszcze si spotkamy.
Chciaam zaprotestowa, e wcale nie dorosam i nawet nie mam pazurw.
(Carter si ze mn nie zgadza, ale co on tam wie?)
W gbi duszy wiedziaam jednak, e Bastet ma racj. Mielimy szczcie, e
bya z nami tak dugo. Teraz musielimy sta si dorosymi kotami... ee, ludmi.
- Och, Mufnko... - Ucisnam j z caej siy i poczuam, e mruczy.
Zmierzwia mi wosy. Nastpnie wytargaa Cartera za uszy, co byo bardzo
zabawne.
- Idcie ju - powiedziaa. - Zanim si rozmiaucz. A poza tym... - Utkwia
wzrok w kbku, ktry stoczy si ju na d schodw. Przykucna i napia minie
ramion. - Musz zaj si polowaniem.
- Bdziemy za tob tskni, Bastet - wyjkaam, powstrzymujc zy. Pomylnych oww.
- Nitka - odpara Bastet obojtnym tonem, skradajc si po stopniach. Niebezpieczna zdobycz, nitka...
Carter i ja przeszlimy przez portal. Tym razem otworzy si na dachu Domu
Brooklyskiego.
Czekaa na nas jeszcze jedna niespodzianka. Obok grzdy wirusa sta Walt.
Umiechn si na mj widok, a pode mn ugiy si nogi.
- Eee, zaczekam w rodku - powiedzia Carter.
Walt podszed do mnie, a ja usiowaam sobie przypomnie, jak si oddycha.

22. Ostatni walc (na razie)


Znowu wyglda inaczej.
Z jego szyi zniky wszystkie amulety, z wyjtkiem jednego - naszyjnika szen,
bliniaczo podobnego do mojego. Mia na sobie opity czarny podkoszulek, czarne
dinsy, czarn skrzan kurtk i wysokie czarne buty - to bya mieszanka stylu
Anubisa i Walta, ale wyglda w tym jak zupenie nowa osoba. Tylko oczy mia
bardzo znajome - ciepe, ciemnobrzowe i cudne. Kiedy si umiechn, serce
skoczyo mi do garda - jak zwykle.
- No i co - powiedziaam - kolejne poegnanie? Mam ich do na dzisiaj.
- Prawd mwic - odpar Walt - raczej powitanie. Nazywam si Walt Stone i
jestem z Seattle. Chciabym do was doczy.
Wycign rk, wci niepewnie si umiechajc. Wypowiedzia dokadnie te
same sowa co wtedy, kiedy po raz pierwszy si spotkalimy, gdy wiosn pojawi si
w Domu Brookyskim.
Zamiast ucisn jego do, daam mu kuksaca w pier.
- Au - jkn. Ale wtpi, czy go zabolao. To bya bardzo mocna pier.
- Mylisz, e moesz ot, tak sobie miesza si z bogiem i robi mi
niespodzianki? - zapytaam wyniole. - Och, tak przy okazji: w sumie jest nas
dwch w jednym ciele. Nie lubi by zaskakiwana.
- Usiowaem ci powiedzie - odpar. - Kilkakrotnie. Anubis te prbowa.
Cigle co nam to uniemoliwiao. Gwnie twj potok sw.
- To adne usprawiedliwienie. - Skrzyowaam rce na piersiach i staraam si
wyglda na bardzo zagniewan. - Moja mama uwaa, e powinnam potraktowa
ci agodnie, poniewa to wszystko jest dla ciebie nowe. Ale ja i tak jestem za. To, e
kto ci si podoba, jest ju samo w sobie wystarczajco skomplikowane, nie musi ten
kto dodatkowo czy si z bogiem, ktry te ci si podoba.
- A wic podobam ci si.
- Nie rozpraszaj mnie! Naprawd chcesz tu zosta?

Walt skin gow. Sta bardzo blisko mnie. Pachnia przyjemnie, jak
waniliowe kadzideko. Usiowaam sobie przypomnie, czy by to zapach Walta, czy
Anubisa. Szczerze mwic, nie pamitaam.
- Chc si duo nauczy - powiedzia. - Nie musz ju si ogranicza do
robienia talizmanw. Mog uczy si bardziej wyczerpujcej magii... cieki Anubisa.
Nikt tego wczeniej nie robi.
- Odkrywa nowe magiczne sposoby irytowania mnie?
Przekrzywi gow.
- Mgbym robi niesamowite sztuczki z bandaami mumio-wymi. Na
przykad kiedy kto mwi za duo, mgbym przywoa knebel...
- Nawet nie prbuj!
Uj mnie za rk. Spojrzaam na niego wyniole, ale nie cofnam rki.
- Nadal jestem Waltem - powiedzia. - Jestem miertelny. Anubis moe
pozosta w tym wiecie, dopki uyczam mu ciaa. Mam nadziej przey dugie i
dobre ycie. aden z nas si tego nie spodziewa. A zatem nigdzie si nie wybieram,
chyba e chcesz, abym odszed.
Moje oczy odpowiedziay za mnie: Nie rb tego, prosz. Nigdy. Ale nie
mogam przecie da mu satysfakcji, mwic to na gos, prawda? Chopcy s tacy
zarozumiali.
- Dobra - mruknam - jako to przeyj.
- Jestem ci winien taniec. - Walt obj mnie w talii... starowieckim gestem,
bardzo niedzisiejszym, zupenie jak Anubis na tacach w szkole. Babci by si
spodobao.
- Mog prosi? - zapyta.
- Tutaj? - odpowiedziaam pytaniem. - Nie przeszkodzi nam twoja
przyzwoitka Szu?
- Jak ju powiedziaem, teraz jestem miertelnikiem. Szu pozwoli nam
zataczy, cho jestem przekonany, e bdzie mia na nas oko, aby mie pewno, e
si dobrze zachowujemy.

- Aby mie pewno, e ty si dobrze zachowujesz - rzuciam. - Ja jestem


eleganck mod dam.
Walt si rozemia. Fakt, to chyba byo mieszne. Elegancka nie jest
pierwszym sowem, jakie przychodzi na myl w zwizku ze mn.
Znowu uderzyam go w pier, ale niezbyt mocno. Pooyam mu do na
ramieniu.
- Nie pozwol ci zapomnie - ostrzegam go - e mj ojciec jest twoim
pracodawc w Podziemiu. Zachowuj si.
- Tak, psze pani - powiedzia Walt, po czym pochyli si i pocaowa mnie.
Cay mj gniew wyparowa.
Zaczlimy taczy. Bez muzyki, bez widmowych tancerzy, bez unoszenia si
w powietrzu... adnej magii. wirus przyglda si nam ze zdziwieniem,
niewtpliwie zastanawiajc si, jak taka dziaalno wpynie na produkcj indykw
dla gryfa. Stary smoowany dach trzeszcza pod naszymi stopami. Byam do
zmczona po dugiej walce i nie zdyam si wykpa. Musiaam wyglda
okropnie. Miaam ochot roztopi si w ramionach Walta i zasadniczo to zrobiam.
- A wic chcesz, ebym zosta? - zapyta; czuam na czole jego ciepy oddech. Dasz mi zakosztowa ycia zwykego nastolatka?
- Chyba tak. - Podniosam na niego wzrok. Nie musiaam si wysila, eby
zerkn do Duat i ujrze tam Anubisa, tu pod powierzchni. Ale to nie byo
potrzebne. Przede mn sta

nowy chopak, ktry by

wszystkim, czego

potrzebowaam. - Nie ebym bya specjalistk w tych sprawach, ale na jedno bd


nalega.
- Tak?
- Jeli ktokolwiek zapyta, czy jeste zajty - odparam - masz mwi, e tak.
- Jako to przeyj - zapewni.
- Doskonale - odpowiedziaam. - Bo nie chcesz widzie mojego gniewu.
- Za pno.
- Zamknij si i tacz, Wat.

taczylimy...

zamiast

muzyk,

wsuchujc

si

skrzeczenie

niezrwnowaonego psychicznie gryfa oraz w syreny i klaksony dobiegajce z


brooklyskiej ulicy.
Byo to bardzo romantyczne.
***
I tyle.
Wrcilimy do Domu Brooklyskiego. Rozliczne nieszczcia przeladujce
wiat ustpiy - przynajmniej troch - a my musimy zmierzy si z napywem
nowych uczniw, poniewa ju dawno zacz si rok szkolny. To chyba oczywiste,
e moe to by nasze ostatnie nagranie. Bdziemy bardzo zajci uczeniem i nauk w
szkole, a take yciem osobistym, wic wtpi, czy bdziemy mieli czas i powd, aby
wysya kolejne dwikowe bagania o pomoc.

Sowniczek
J Deru granica, kres
Fech rozwiza, uwolni He-di zniszczy
A
i la
I f ~A J\ Hapi aha peh Hapi, wsta i uderz

Hetep by w pokoju Hui uderza Chenem (po) czy Aapep Apopis


Maat ad, porzdek, harmonia Mu woda
Medu mwi, mowa Ned broni, chroni TOSehai zburzy
P J fi EE Sekebeb ochodzi, schodzi
iCzes zwiza
Inne egipskie terminy anch - hieroglif oznaczajcy ycie ba - jeden z
duchowych elementw skadowych czowieka, dusza, osobowo, indywidualno
barka - d boga lub faraona urna kanopska - naczynie, w ktrym umieszczony jest
jeden ze zmumifikowanych narzdw wewntrznych kriosfinks - stworzenie z

ciaem lwa i gow barana * Duat - Podziemie, Zawiaty, magiczna kraina poza
naszym wiatem hieroglify - znaki egipskiego pisma; obrazy i symbole wyraajce
pojcia (istoty, obiekty, idee) lub dwiki ib - serce, jeden z elementw skadowych
czowieka, siedziba myli, uczu i moralnoci isefet - chaos, destrukcyjny niead, zo
ka - jeden z elementw skadowych czowieka, duchowy sobowtr, pierwotna sia
yciowa chepesz - buat, miecz o czciowo zakrzywionym ostrzu Maat - kosmiczny,
spoeczny i moralny ad, porzdek, harmonia; personifikacj tego pojcia jest bogini
Maat, przedstawiana jako kobieta ze strusim pirem na gowie neczeri - n
wykonany z meteorytowego elaza, uywany w Rytuale Otwarcia Ust Per-Anch Dom ycia faraon - wadca staroytnego Egiptu rechet - uzdrawiaczka ren - imi
czowieka lub boga, identyfikujce go i wyraajce jego tosamo; znajomo
tajemnego imienia osoby dawaa wadz nad ni sarkofag - kamienna trumna, czsto
pokryta paskorzebiony-mi przedstawieniami i inskrypcjami sau - mag, specjalista
od zakl skarabeusz - uk, symbol rodzcego si (i odradzajcego) ycia i
wschodzcego soca uszebti - - magiczna figurka szut - cie, jeden z elementw
skadowych czowieka; szut moe rwnie oznacza obraz, wizerunek szen - symbol
wiecznoci, nieskoczonoci sistrum - brzowa grzechotka czesu-heru - dwugowy
w, z jedn gow na kocu ogona, i smoczymi apami tit - wze, symbol Izydy uas
- moc, potga; bero symbolizujce bosk wadz

Egipscy bogowie i boginie wystpujcy w Cieniu wa


Apopis - bg chaosu
Anubis - bg pogrzebw i mierci
Babi - bg pawian
Bastet - bogini kotka
Bes - bg karze
Przeszkadzacz - bg-sdzia, ktry pracowa dla Ozyrysa
Geb - bg ziemi
Negeg-ur - bg gsior

Hapi - bg Nilu
Heket - bogini aba
Horus - bg wojny, syn Izydy i Ozyrysa
Izyda - bogini magii, siostra i ona Ozyrysa, matka Horusa
Chepri - bg skarabeusz, poranna forma boga soca
Chonsu - bg ksiyca
Mechit - pomniejsza lwia bogini, maonka Onurisa Neith - bogini wojny i
polowania Nechbet - bogini sp Nut - bogini nieba
Ozyrys - bg podziemi, brat i m Izydy, ojciec Horusa Ra - bg soca, bg
adu; znany rwnie jako Amon-Ra
Sechmet - bogini lwica Selkit - bogini skorpion Set - bg za Szu - bg
powietrza Sobek - bg krokodyl Tauret - bogini hipopotamica Thot - bg wiedzy

Spis treci
Ostrzeenie
1.Wpadamy nieproszeni na imprez i j rozwalamy
2.Ucinam sobie pogawdk z chaosem
3.Wygrywamy pudeko pene niczego
4.Konsultacje z gobiem wojennym
5.Taniec ze mierci
6.Amos bawi si figurkami bitewnymi
7.Uduszony przez starego kumpla
8.Moja siostra doniczka
9.Ziya przerywa walk w lawie
10.Katastrofalne zabierz dziecko do pracy
11.Dont Worry Be... Hapi
12.Byki z szalonymi laserami
13.Przyjacielska zabawa w chowanego

(z dodatkowymi punktami za bolesn mier) 14- Zabawa w rozdwojenie


jani
15.Zostaj fioletowym szympansem
16.Sadie dopinguje (najgorszy pomys na wiecie)
17.Dom Brookyski idzie na wojn
418
18.Stranik Umarych ratuje ycie347
19.Witajcie w lunaparku Zla362
20.Zajmuj stanowisko376
21.U bogw w kocu spokj, u mnie - wrcz przeciwnie 394
22.Ostatni walc (na razie)406
Sowniczek412
Egipscy bogowie i boginie wystpujcy w Cieniu wa416