T

i r

x

y .

/*

r

■> r ' ' Í
>
\

<

\

N

■ ' ,< J

v

'. 1 a ^

>

.

'

t
-

.

^

' • -V

: . >

5 * '■*

;

i

'

." f c - v r ^ -

t

,

,

'

A

«

tv .

.*».

i

" X V y -^ \

>

''-

^

4 , >

-^.-.

I

'

1.

^

-t

, - ‘> - ' - > - i ÿ i : »
‘ «<►
■ ^ £4 im _'

i
'

i- >

y

-D-^'

I

. W ? 'V

/ r^ >

^

włL^i

V

v ' r ’
>.
. •

v<
■'.


*•

^
^

,

- . w

-

^

^

J

^ , 4- ’

%

kS

f

Ł'”

' ^
:

j

^

V “

;

-

r/ /

V

'. -

w

'_ ,VV.. ;

• - ac- . - «» » ^ / .--»rx J:< ■'[
ïV.- Í ■

.

E Z B L Z O T E Z A
I

m

S

Z

l

W

S

E

A

IPiISM© [p® S W D i© ® ii

M U K O M , SZTUKOM I P R Z E M Y S Ł O W I .

W ARSZAW A.

3.

ftujf uńcjj Ołlioaeipcj

Za pozwoleniem Censury Rsędowij.

DOSTRZEŻENIA
■í

M E lT X lO R O liO G IC Z lV E
W©^ó&CWOC\x>X/^\AJi Jlo ó b tO M O M 4łC m e iM .
W ARSZAW SKIEM .

KWIECIEŃ. — 1841.
>

1

■;K

K W IE C IE Ń 1841. — D ostrzeżenia w OBSEiiuATOhYUM ^ AsTtt«N»j^\iięKNiŁ.w W arsza ^y^jkiem. — M iejsce dosirzcżeu
w zn iesion e jes( l i i , 05 m etrów nad poziom inoi^za, : jego szeroUośd gęogr. 52"l;i'5", diugośc w czasie
I g - 1 4 m-47»-4, c z y li w łuku 18‘’4r51" , na żi wscJiód w zględem poludinU<a P a iy zk ieg o .
Í.

BAROM ETR
W M illim e tra o h sp ro w a d z o n y
do o “
Ö
i-

ter m o m etr

S t 11 .S t 0 p 11 1 0 Vn

■■

.
..
10
4
4 •
' ló '
10
10
6
go.
wiec.
go.
wiec.
go.rano go. Wie* po. wifl.
ffo.
rano
go.
rano
go. rano
'i-i;.. : r.'
f 3,0
t 3,5
t 0,8
t 1.7
1 748,60 748,70 748,21 74s;4i
744,12
1,9
0,8
6,0
2,1
2 748,17 748,03 745,86
5,0
0,0
1,3
' 8,2
3 742,03 H 742,90 741,08 741{5I
0,2
9,8 J' 4,4
, 4,5
4
'■5,3
»
5
0,3
3 ,r
13,0
4,2
0 743,45 741,66 738,69 736,98
6,6
4,5
2,3
7 ■734,75 734,58 735,49 , 755.45 ...i.
- 1,5
0,3
1,2
8 735,58 737,07 741,24’ ■74S;ga' ■
9,4
3,1
4,7
0,9
0 745,97 747,83 748,29 749,19
7,0
0,2
7,8
10 740,51 749,03 748,61 748,14 - 0,1
2,7
4,0
3,0
11 745,47 743,47 741,32 740,95 ' t 3,4
4,4
8,4
4,8
12 742,14 743,54 746,30 7 49,2^ ..c 2,0
9,9
5,0
10,0
2,5
13 752,08 753,31 753,49 754,23
11,0
13,5 , 7,0
4,2
14 755,76 750,47 755,93 756.12
8,5
13,3
0,7
4,1
15 754,75 754,55 752,21 751,03
11,3
19,8
748,80
10 748,87 748,30
■.= ' M í
7,9
15,2
17 740,58 750,15 W
i.l
i 75^«3,
10,8
20,0
14,7
0,9
18 750,77 750.73 749,12 749,12
13,8
20,0
12,7
8,3
19 748,50 748,07 747,02 745,70
8,7
14,3
13,5
10,5
20 744,07 744,93 745,31 746,65
9,8
. 10,0
10,9
21 747,59 748,42 748,57 749,00
8,0
13,2
13,8
18,5
22 750,20 750,29 747,58 746,12
8,0
12,8
7,0
12,8
10,9
23 740,09 747,69 748,80 748,08
10,4
13,fi
25,5
6,0
24 747,63 747,37 746,68 747,84
16,3
10,0
23,0
25 750,00 750,53 750,97 751,95 ■ 11,0
10,7
14,4
15,1
21,0
26 754,18 ' 755,57 756,61 759,46
10,0
14,8
10,4
21,4
27 701,13 761,71 760,74 701,13
12.1
18,0
18,0
23,0
28 761.50 761,35 758,27 757,78
12 2
14,9
19,8
24,5
20 756,53 755,75 752,20 749,04
753,54
13,8
15,8
14,0
30 747,57 748,44 751,5
«
749,498
t
5,81
1 10,14 1 13,84 t 8,40
Sre: 748,353 748,707

i

Wysokos’íwody
£■ 3 f;
•K 1 E R Ü N E K W IA T R U
S
T
A
N
;N
IE
B
A
spadłej
5' S, a.
w inillim.
*
o. " '5
z
e .s
S
it
4
de­ s'nÍP-¡
4
4
10'
10 ‘
ó
■ 10
^
6
’0
SP
godz. rano godz. fano godz. wiec. godz. wiec. go. r. gó. r. go. w. go. w. szczu gu.
%
1
' ■ ;i
VV. ,
— .
79,7
W,
pogodny 1na pół pog. pochinurny p’0|jódny
■W;

Pd W. PdW. PdW.
86,0
pocliinurny Ipocliiiíüfny pr. pogod. pógó'dny
82,5
pochinurny ¡poc;hraui:ny ,ieił. poęh. pojchinurny PfvV. VdW. PdW. Pd.
K w :. .Pn.'
.75,2
poch. mgła naipół p;og, na pół }ipd. cU^zamg.l.
07,7
pogodny
słoń.i cliin. sł. i chin. pochinurny i'd’vX^ I'dV\-; PdW . W.
W.
porh. desz. *deszcz
PdW. w .
81,5
na pół pog. pocliinurj>y w .
4,70
02,5
deszcz dr. ęo^hipijpily pochmurny poclwnurny \V.‘ ■ Pd." ' PdZ. Z.
94,7
6,0
¡Snićg dl-. śnićg
śnieg dręi'b|. z.:, ‘ PdZ. PdZ. PdZ.
-q'
08,2
—■
PdŻ. Z.
()r. pochin- na ])_ół jog. ił. i chin.. pogM;ny,
W;
0.1,7
pr. pogod. pogodny'. pochmurny pochinurny I'dW .. PdW. W,
. 95,2
Pn. ; 1,92
deszcz dr. desz. b. ir.' pochmuriijfi j>ocWnjirjiy Pivi,' íiú ,- Pn.
-1,76
78,2
pochiłiurny na pół pog. pcjgópiiy ^ IMt ' ' P ł.'
z.
z;
pochinurny
ñ
# .• ' W. ■ '
pog. smugi (lesziz dr. pochmurny pochmurny Pn.
os.o !,U
Pn.
1
70,7
^łuiice i cłi. chin. i>odz. na pół pog. II."! pół pojj.
VV'r,. PdW’. W;
W .’' ,

■4,3
pocłynurny pocliinmny pochinurny pochmurny
.'r-—i.. W i’- w j.
W.
08,2
cbm. podz. chhitoi-]« ; i słf. i'diihy i'
i«rtvic (ft.-iitWńłl 'i pogodny:0
W i,. . WVr
smugi lek.
■r-..'
68,0
pogodny
gw. i chin. W.
pogodny
PdWł: 1
pogodny
PdW.!
61,0
pOfrpitliiy-u
poirodn y
piigffdńy , I
■‘'j
PúZ4í : — ,
chin. pcdz. pochinurnyi ciflti.lnjej. l
1,02
78,2
Z.
Zi/:,;
- pogodny
'¿
J
.
;
.

!
1
’'
PnZ;
:
chmury
na pół pog. chm. podz.
, pochmurny
74,0
p^r'
W J"
pr. pocl^in. chin. podz. chm.,p(j5l,z», pgcKjn. ^ ł .
60,2
»W-;
74,2
na pół pog. pr. pochm. na pół pog. pogódrfy ? • i_ i' H z . ■ W'.
w.
PnPnW . w .
67,0
na pół pog. na pół pog. lek. zaingl. chmurki
PdZ.
pogodny
pogodny
póg. smugi pogodny
— Pn.

71,0
chmury
2,00
pogoiiny , Pn.
64,5 ' hlA. pogodny , smugi
PnZ. Pn.
__ '
pogodny
chmury
Pn.
07,2
pogodny
pogodny
Pn.
___
pogodny
pogodny
Pri.
pogodny
Pd.
63,7
pogodny
___

Z.
pogodny
pogodny ' pogodny
pogodnym ' PńZ.
67,5
Pn.
n ap ó łp o . pochmurny pr. pogod. pogodny PnZ. PnZ. Pn.
65,2
73,8

112,30 6,00

milim. czyli
a 748,440

c.
27

1.
7,780

NajwyS^j barometr dochodził
28 1,002
d. 27 o 10 g. r. 701,71
NajniS^j , . • . d. 7 o 10 g. r. 734,58 .
27 ijoSO
1,05
Średnia zmiana dzienna barometru .
3,73
4,70
Najw. zmiana dzień. d. 8—9 olOg. r . . 10,75
Średnia wysokośd barometru w' m. b.
0,144
0,325
jestni£szao . . . . .
v . .
27 7,924)
od stanu normal. z 15 latpoprzedz (748,765
t9<>55C.
Średnia temperatura Kwietnia jest
ł 7“04 R '
1,95
i ta jest wySszą o ..........................
1,50
t 6,079
od stanu norm. z 15 lat poprzedz. t 7,599
łfajwijksze ciepło dochodziło
25,5
20,4
d.'24 o 4 g. w.
0,1
zimno
d. 10 o O g. r.
0,1
2,16
Średnia zmiana dzienna t^ p e ra tu ry
2,70
Najwijk. zmiana dzień. d. 23—24 o 4 g. w. 12,7
10,2
Średnia wilgotnoii miesięczna na 100 czj^ciach powietrza co do obję­
tości wynosi 73,8, albo co'do wagi 7,16 grammów na jednym
. metrze sześciennym.
Średnia temperatura miesięczna źródeł:
w ogrodzie Belwederskim..........................................f 4°8 R.
przy dolnej drodze obok tJjazdowa
4,0
w ogrodzie za pałacem Kazmirowskim
9.7
Dni pogodnych było Oj na pół pogodnych 13; pochmurnych 8;
— deszczn 8: d. 6, 7, 11, 12, 13, 20, 22, 26.
— śniegn 1 d. 8.
— mgły 1 d. 4.
Błyskiiwi c bez grzmotu 2: d. 20, 22. ,
Grzmo); 1 d. 26.
,
Wody z deszczu spadło 12,36 milim. czyli linłj parfz. 5,48; z s'niegu 6,00 millim. czyli linij 2,60; — razem millim. 18,30. czyli
linij paryz. 8,14.
Kwiecień w i. b. b y ł eiepły,, pogodny, i w deszcz nie obfitylj a
drzewą nader wcześnie rozwijać się zaczęły.
Dnia 4 koło białe około księ£yca.
''
W iatr panujący W .
Wichrów było 5 , t. j. Pn. 1, PdZ. 1, Z. 2, PnZ. 1.

S P IS
ZAWARTYCH W TOMIE DRUGIM.

Z DZIEJÓW:
.
S tro n .'
Rys historyczny oświecenia Słowian przez A le x a n d ra Tyszyńakiego. I II. Oświata szczególnych plemion — (ciąg

............................................ ........................ ...

Wyjątek z pism dawnych wydanych jprzez K . Stronczyńskiego. 182
1^'pska r 1813 przęz T, W . z planem ...................................
PodróSe po Europie Władysława IV Króla Polskiego czasu
jego młodości odbyte (wyjqtek z rę k o p ism u )..................... ...
Odpowiedź W. A. Maciejowskiego na przypisek zamieszczony
przy rysie historycznym oświecenia Słowian przez A lexanch'a T y s z y ń s k ia g o .................................... ..... . • . 469
Różnice zachodzące między pamiętnikami W . A. Maciejowskiago a historyą olcazane ^izez Ignacego L .R ych tera . . . 614
Pogrzeb u Słowian przez Dalibora J. W~ •• • . •' • • • 649 '
Wyjątki zpodró£y ,po Egipcie odbytźj w r . -1839 przez
dysław a JVgiyka . . . . . . .......................... . . 539
Kair, zabawy majtków arabskich, małieiistwo na sposób
Koftów (wyjątek d r u g i ) .......................... .........................
Rrzut oka na wschód. — Alexandrya. — Mehmet-Ali. —.
Obóz Matruda (wyjątek pierwszy) . . . .
w tomie I. — 497
Z LITERATURY,
y c .'
1) Moje dumanie. — 2) tJcinek. — 3) Sen dziecięcia
Stanisław a hr; M ałachow skiego.................................... ...
^ y j^ tk i z Makbeta' Shakspeara, przekład A - E . K ot'm i a n a ............................... ..... . . .
................150
“^tw arz przez W ojciecha P o to c k ie g o ............................... 159
^ ś i perska w imionniku N. Ł". przez W . P .......................162
Wisła przez H enryka hr. Staraeiiskiego ..........................164
Do »* yf imionniku przez J . ...............................
165
Wiersz z Byrona wyryty na puharze z czaszki ludzkiźj
przez L udw ika K a m iA s k ie g o .................................... • 166
Hajduk (zdarzenie prawdziwe) przez H en ryka hr. Po~tockiego.......................................................... .1 6 7
Turczyk dumka J. hr. Borkowskiego . . .......................... ...
Przekłady Brunoiia hr. Kicińskiego • .......................... ..... 4jg
Wspomnienie przez C. N o r w i d a .......................... .... . » 4 g3
ę^Ularz, przez Józefa Paszkowskiego ............................... '■ 4 gg
Śpiew i powieści Halina, Edmunda Chojeckieg o . . . . 4 1
Wiersz Kazimierza z Królówki . . . . . , , . . . 6 9 9
®unaj w ęniewie z poezyi W . Hugo, przekład D. M agim^ 5
newskiego
.............................................. 660
Ataman Sawa duml« ukraińska przez W ikto ryn a Z ieliń ­
skiego . ............................................... . . ^
. 063

Stron.
Brat i Siostra (zdarzenie prawdziwe) przez J.K .JH -.-cza . .■ 16
Nowogródek wspomnienie przez iż. W ojniiiow icza . . . . 178
Linoski, obraz z podania ludu przez A. J. S....................... . . 318
H-Ozyna powiastka starego Bartosza przez P a u lin a a L , W.r . 592
üwagi nad Historyą literału^ polskie!) p. Michała Wiszniew­
skiego przez W , A . M a c ie jo w s k ie g o ...............................504
Witolorauda J. J. Kraszewskiego pod względem historycz­
nym przez FT. A - M a c ie jo w sk ie g o .................................... 170
O trzech historyaęh literatury polskiej, przez X. N .J.(nadesł.) . 423
Zacharias Werner przez J, B . D ............................... . . , . 635
Wyciąg zteaW starożytnego w Polsce przez K a z ,W i. W ó j­
cickiego ......................................................... . . . . . 676
Uwagi nad artykułem P. Eleonory Zicmçckiéjî Charakterystylsa kobiety przez / . zG . 0 ..................................................789
'

Z FILOZOFII.

Myśli o filozofii przez Eleonory Ziem^ckq.

, 388

Z NAUK I UMIEJĘTNOŚCI.
Rozbiór dzieła i a Credit et de la Circnlation przez A d a m a 'Bagniewskiego, . . . . ^..........................................349
O więzieniach i stanie ich w kraju naszym, przez IPryderyka
1
hr'. S k a r b k a ............................... ' ............................ .....
Krótki r?5ut oka na dtogi żelazne przez * * * ............................... 31
O wpływie nauk przyrodzonych na bogactwo zmysłowe i umy­
słowe, wyciąg z pism Liebiga przez A . Jiadwańskiego . l28
Wypadki dostrzel^eń meteorologicznych, czynionych w W ar­
szawie blisko przez pół-wieku t, j. od 1779 do 1828, rzecz
wypracowana j>vzez Wojciecha Jastrzębowskiego . . . 087
O procentach, o karze umownej i zastawach antychretycznyeh
pr^ez W . D . (dokoiiczenie)....................................
00
Czyli w sprawach cywilnych które dotyczą osób zaginionych,
Prokurator królewski ma obowiązek działania z urzędu, to
'je s t jako strona główna i w jakich przypadkach, przez, J.S . . 456
Czyli przepisy oddziału IV działu V księgi I kddexu Ç. K.
P. „o prawach małżonka przy Życiu pozost(iłego do ma­
jątku współmałżonka zmarłego” stosowaó się mogą do'
małżeiistw przed d. 1 Stycznia l820 r. zawartych przez
Jana Chryzo, Sławianowskiego ..........................................777
KRONIKA l i t e r a c k a .
Kwiecień............................................................................................. ...
Athenaeum Kraszewskiego, Poezye. Szymona Konopackie,go przez A. J. S. — Ostatnia wojna Szwedzka powieść
Nowowiejskiego przez P . ,— Obraz myśli mojéj Bochwica
(tom trzeci) przez P. Z. — Podole, W ołyii, Ukraina
A. Przezdzieckiego. — Próby dramatyczne polskie A.
Przezdzieckiego. •— Pisma przedślubne i przedsplińowe
Johna of Dycalp przez A. T. — Książka do nabożeiistwa,

dla głuchoniemych X. J. Szczygielskiego przez W ł. —r
Dzieła techniczne: Rady dle początkujących w praktyce
gospodarskiej Karola Kurka przez P. — Powszechne
ogrodownictwo przez Czepińskicgo M. — Literatura rossyjslta i czeska przez Dąbrowskiego.
M aj......................................... .....

494

Niektóre poezye Antoniego C zaykow skiego, Spęinnienia G u-

stawą Olizara, Alleluja rocznik religijny nar. 1841, przez
A. J. S . — Dzieła Wiliama Shakspeara przbkładał Ignacy
Kefalinski, dwa tomy, przez A. T. — Dwie epoki, mojego
Sycia, Nieszczęśliwe konkury biednęgo poety,’ Eugilda
Roccia poemat Silńusza I^ellico, przez Au. Wi. — Ochro­
na ubogich dziatek przez X. Y. — Najnowsze dzieła pra­
wne poLskie przez M. — Dzieła techniczne, Literatura
rossyjska przez Dąbrowskiego.— O cynkografii p- Sewe­
ryna Oleszczy dskiego •
'Czerwiec ........................................................................................ • 801.
Niezabudka noworocznik wydauy przez J. Barszczewskiego
na rok 1841,
Bajki Mazurskie poeżyi J. N. Gqtkowsltiego
1841. — Prawidła pisania K' Mecherzyiishiego 1841.—
Pierwotne dzieje Polski Leweslaina 1841 przez A. T. —
List W . A. Meoiejowskieso. — Pisma peryodyczne w W ar­
szawie na rok 1841. — Pisma polityczne — techniczne. —
Literatura rossyjska.
ROZMAITOŚCI.
Kwiecień ............................................... ..... .................................... 212
Niektóre uwagi nad artykułem p. W . o ulepszeniu Seglugi
na Wiśle przez P. — Wiadomość ogólna o Górnictwie
Rządowein przez HieronimaŁahęchiegd.r— List p. W. P.
autora artykułu o Bibliotece Warszawskiej zamieszczonego
,w Nr. XII Pr*eglqdu Warsz. — Z 2ycia mojego dziadka,
Marzenie w J częściach prawdziwe przez Au: Wi:. s. S!30. —
Wyścigi konne, Wystawy bydła. Wystawy kwiatów, przez
Alex. Ku.. — Kurs języka francuzkiego wykładany w W ar­
szawie podług metody Robertsona pr. W ikt. Zielińskie­
go. _ Korrespoiident Firlej. — Nowiny. — Tabeila
^
meteorologiczna na miesiąc Luty.
^
Odpowiedź Felixa Zielińskiego panu W . P. — List Au. W i.
liapoleon i Sydkize Szwarzędza przez Au. Wi. — Ułamek
z starej gawędy przez Au." W i. — Wiadomość ogólna
o górnictwie prywatnych w Królestwie Polskićin w r. 1840
przez Hieronima Łabęckiego. ^ Nowiny.
C zerw iec............................................................. .....
823
List Jerzego Łysiny pr- Au. Wi. — List-z Paryla pr. Au. W i. —
K rę t.— Wyci^S^
pr.R . — Mysi zabezpieczenia znacznćj
części Warszawy ód zalewów Wisły p ^ O— Siła w machinach.—
Rozbiór w o d y mineralnej soleckiéj— Teoryapr. Agassiez o zwa­
łach (glaciers) lodu p. irabęckiego. — Nowiny.

Stronnica.
302
365
385
388
388
524
687 ■
087
0S8
688
608
707
717

Wiersz.
25
2
G
8'
4
19
.
7
. 2
7
13.
14
ostatni

Zamiast.
Czytaj.
p. P.
p. G.
protegując ,
potęgując
samo samo z siebie samo z siebie
pryinówanyin
pojmowanym
znalazłaby
znalazłby
lecz
bo
rozebrali ją;
rozebrali;
1828
1820
rzu ci,
rzuca
dawny jej
dawniej
wySsza '
niisza
ISIS
1821
Warszawy d. 26
Warszawy d. 29

o W I Ę Z l£ ] S r iA C H
I S T A N I E IC H W K R A J U N A S Z Y M
przez

Fryderyka hr. Skarbka.

V V ięzien ia są równie dawne jak ustawy karne, fiardzo
prosta myśl dała im początek; bo i zw ierz, ^akodliwy.
przez zamknięcie przestaje by<i niebezpiecznym. Później
gdy się nauczono cenió wyżej wartość wolności osobi­
stej, gdy praca i zdolność nadały cenę czasowi, więzie­
nie stało się dla prawodawców środkiem stopniowania
kary według wielkości przestępstwa, a to za pom oc|
cierpień z pozbawienia wolności osobistej i wygód po­
życia wynikaj|cych, i straty czasu, któr^ każdy wię­
zień ponosi.
Prawodawca i sędzia skończył czynność swoją .gdy
zrównoważył przestępstwo czasen» i x:ierpieniem więzie­
nia. Odtąd zaczyna się działanię tego komu strzeżenie
więźnia i wykonanie na nim kary poruczone zostało,
to jest władzy nad więzieniem przełożonej.
W ładza ta sprawowana pierwiastkowo przez prostych
stróżów bezpieczeństwa nie Ulegała długo kontrolli opi­
nii publicznej, i dla tego dowolnie pbchodziła się z wy»01* n . K w ie cień »ati.

1

stępnym, do więzienia wtrąconym, jako z człowiekiem
wykluczonym ze społeczeństwa, i jego względów niego­
dnym.
W ieki m inęły, a nikt nie pomyślał o tem aby wino­
wajcy w więzieniach mogli być przedmiotem starań i
uwagi dobroczynnych i myślących ludzi; i tylko chrześcianskie miłosierdzie podawało im niekiedy ratującą:
rękę, aby chwilową przynieść ulgę cierpieniom ciała.
W drugiej dopiero połowie X V III wieku zwrócił Ho­
ward uwagę rządów i przyjaciół ludzkości, na męki fi­
zyczne i na zepsucie moralne w ię źn i, we wszystkich
więzieniach Europy. Odtąd stali się oni przedmiotami
lito ści; uznano tę prawdę ze winowajca na utratę wol­
ności skazany, m iał prawo domagać się od społeczności
aby mu zdrowie i życie w więzieniu zabezpieczono. Zle
zrozumiana filantropia dała zbyteczną rozciągłość temu
praw u; żądała aby nietylko uczynić znośnym ale nawet
przyjemnym pobyt przestępcy w więzieniu.

Przy tej

dążności znikły cel i, znamię kary, a bezkarność p o­
m nożyła liczbę przestępców. W ięzienia straciły dawną
srogość, przestały być strasznemi jako kara, a stały się
tem zgubniejszemi dla towarzystwa jako szkoły zepsu­
cia.

Tym sposobem b y ł pierwszy krok ku ulepszeniu

zakładów karnych;, istotną klęską dla społeczności ludz­
kiej. ..
'
, Uznano wkrótce potrzebę zaradzenia z łe m u , lecz
nie chciano wrócić do dawnej srogości aby wzbudzić
wstręt od w ięzień, i powzięto myśl szlachetną praco­
wania nad moralńą poprawą winowajcóvy podczas ich
pobytu w więzieniach, ażeby ich powrócić towarzystwu
jako ludzi.prawych i użytecznych. Było to piękne ma­
rzenie, które się nigdy ziścić nie mogłoj bo na jednego

nauczyciela prawd religijnych i obowiązków towarzy­
skich, żnajdowało się w każdćm więzieniu stu nauczycieU przewrotności i bezbożności, którzy przez tajne
podszepty, niweczyli wrażenie'zbawiennych nauk i wy­
rywali z mniej skażonej duszy 'zaród dobrego w niej
zaszczepiony.

G dy smutne doświadczenie o tej ziawo-

dności szlachetnych usiłowań przekonało, postąpiono
jeszcze jednym krokiem dalej w ulepszeniu więzień, i
przyjęto za zasadę: iż należy nietylko poprawiać wię­
źniów, ale zapobiegać temu aby się złym przykładem
spółuwięzionych uwodzić nie dali i w samych więzie­
niach nie pogorszali. Do tego nastręczyły się dwa spo­
soby; jeden, niedozwolić aby więźnie rozmawiali z sob|
póty póki s| pod okiem dozorców a zamykać każdego
z osobna na noc aby im odebrać sposobność rózma, wiania z sob^, gdy ciągłego nad niemi niemożna mieć
dozoru; d ru g i, zamykać każdego Więźnia dniem i nocą
osobno, da j|c mu zatrudnienie i udzielaj<|C nauki w sa­
motności. /
Te dwie zasady dały początek dwom systematom
pokutnym, w Stanach Zjednoczonych Ameryki półno­
cnej w wykonanie wprowadzonym. Pierwszy zależący
na spólnej a nawet publicznej pracy więźni, przy za­
chowaniu ciągłego milczenia, z odosobnieniem nocną
porą, najpierwej w Auburn zaprowadzony; drugi odosobniający każdego w ięźnia dniem i nocą w oddzielnej
izdebce, z podwórkiem do spaceru i dostarczający mu
zatrudnienia w tejże izdebce bez wychodzenia za jej
próg, ugruntowany został przez sławne więzienie w F i­
lad elfii..— Te tak odmienne w zasadach swoich systemata, w tem się godzą: źe zachowują zriamię ciężkiej,
^ary więzieniom ulepszonym pod względem dbałości

o zdrowie i życie więźni.

Kilkonastoletnie doświadcze­

nie w obudwóch nabyte, i rozprawy uczonych filantro­
pów, wyjaśniły wszystkie ich korzyści i niedogodności,
tak iż można dziś wyrzec stanowczo który z nich b ar­
dziej potrzebom i oczekiwaniom społeczności odpowia­
da.

Bo dobro społeczności a nie winowajcy uwięzio-

nego, jest tutaj przemagającym względem; gdzie zaś
przy równym względzie na dobro ogółu, stanowić wy­
padnie o tem co dla w ięźnia największy jest korzyścią,
przyzna każdy, ze ten sposób obchodzenia się z nim bę. dzie lepszy, który więcej jego moralne jak materyalne
dobro zapewni.
A by ocenić wartość obu tych syśtematów, potrzeba
najprzód zastanowić się nad tem z jakiemi to ludźm i
. mamy do czynienia w więzieniach ? i do czego pragnie­
m y ich doprowadzić przez czas ich pobytu w tych za­
kładach, aby się wywiązać z obowiązków Względem nich
samych

1 względem towarzystwa zaciągniętych?

Jakkolwiek niedościgła

zachodzi różnica.; ńiiędzy-

skłonnościami i pobudkami do złego ludzi; występnych,
z doświadczenia wśród samych więzień nabytego wypro­
wadzamy ten w niosek, iź winowajców dzielić należy
na dwa główne rodzaje:
Pierwszy, ludzi złemi skłonnościami, namiętnością,,
namową, skutkiem uniesienia albo nawet zapo-^
mnienia się, nakoniec potrzebą, do popełnienia
przestępstwa uwiedzionych, którzy zstąpiwszy
raz z drogi obowiązków nie zakładają sobie
'

wytrwać w przewrotności swojej i nie żałow ać
grzechów swoich.
D rugi, ludzi złych, z powołania, uwiedzionych na­
ukami przewrotniejszych od siebie/którzy so-

bie obrali za cel życia wyrządzać zfe bliźnim,
i zakładają chwałę na tem aby wytrwać w walce
z ustawami i z porządkiem towarzyskim to­
czonej.
Pierwsi których bym nazw ai przestępcami z przy­
padku, mogą się popraw ić; jeżeli mają czas upamiętanią się w więzieniu i wejść w siebie samych z uczu-.
ciem skruchy i żalu, jeżeli czują mocno karę więzienia
tak iżby jej wrażenie jako postrach na caie życie w ich
m yśli'pozostało; jeżeli przez czas pobytu swego w wię­
zieniu nie natrafią na nikogo takiego, coby u lży ł ich
wyrzutom sumienia i do wytrwania w występku zachęcił.
D rudzy udając chęć poprawy i skruchę nieczują
innego żalu prócz tego że się na przestępstwie złapać
dali; przejęci nienawiścią ku tym co ich ukarali i w y­
mierzoną karę na nich rozciągają, pragną odzyskania
w olności, aby się mścić m ogli na towarzystwie za cier­
pienia w więzieniu doznane, i wychodzą z niego nie­
tylko niepoprawieni, ale bardziej ugruntowani w złem,
jeżeli natrafili na gorszych od siebie towarzyszów nie­
woli co im światl'a i odwagi do zbrodni dodali, i jeżeli
więzienie nie było dosyć przykrem aby ich od brojenia
odstręczyło.
Bo dla jednych jako i dla drugich powinno być
więzienie ‘postrachem ; a jeśli nim nie jest chybia celu
swojego, przestaje być karą. Postrach jest najsilniejszą
sprężyną działania na umysłach tych ludzi z pomiędzy
których najwięcej jest przestępców. Im mniej oświe­
cenia przy zJych skłonnościach, tem większa jest skute­
czność postrachu; nie zastąpi go wpajaniem zbawien­
nych nauk i szlachetnych u czu ć, ani obudzeniem uspio**ego sumienia.

Człowiek pospolity powinien się oba*-

wiać więzienia, -wyobrażać go sobie jako siedlisko mąk
i cierpień, a gdy się do niego dostanie, uznać iż rze­
czywistość przechodzi smutne oczekiwanie.

Powinien

się go lękać nim wejdzie, pędzić godziny w utrapieniu
póki w niem pozostaje, i zadrzeć na każde wspomnie­
nie powrotu gdy raz z niego wyjdzie. Jeżeli tak ń iejest,
natenczas pociąg do złego przemoce nad obowiązkiiem,
nieodstręczony winowajca wróci bez obawy do więzie­
nia i jeszcze wielu innych na drogę nieprawości po­
ciągnie, niwecząc w nich obawę tej kary.
Dla pierwszego rodzaju przestępców powinno być
więzienie strasznem, aby uczuli mocno okropne skutki
błędu swego, i aby pamięć tego wrażenia:, nadal ich
od złego odwodziła. D la przestępców z powołania,
powinno b yć więzienie srogim odwetem za złe towa­
rzystwu wyrządzone. D la tamtych będzie ten postrach
środkiem poprawy dla tych zasłużoną karą. D la pier­
wszych trzeba być srogim aby ich godnemi towarzy­
stwa uczynić, dla drugich nieubłaganym aby ich prze­
konać że wytrwałość w złem , wytrwałością w ukaraniu
si^ odpłaca.
Lecz jakże wywierać tę srogOŚć, ćzemże wzbudzić
ten postrach, jeżeli us.tawy i ludzkość potępiają mę­
czarnie na jakie niegdy więźni narażano? Oto zastępu­
jąc cierpieniami duszy dolegliwości ciała , 'n a któ­
rych niegdy całą’ srogość więzień zakładano. ■
A zaród
tych cierpień jest w du szy w inow ajcy/ w jego obraźonem sumieniu; trzeba go tylko umieć wydobyć, rozwi­
nąć i poddać więźnia jego dręczącemu wpływowi. G dy
urządzenie więzienia i sposób utrzymywania w nim
przestępcy, cel ten osiągnąć dozwoli, na ten czas bę­
dzie ten zakład, pomimo zapewnienia mu niezbędnych

to przynajmniej zapobieżenie dal­ szemu jego zepsuciu. jeżfeli niepoprdwa winowajcy. M ożemy działać wymowy i przykładem na po­ jedyncze umysły mniej zepsutych przestępców . starajmy się zabezpieczyć wszystkich od tego aby ich zły przykład lub namowy spółuwięzionych gorszemi nieuczyniły. jak w więzieiniach. jest niedopuszczać tego aby massy kształcić mogli.najlepszem.. nie zawierzajmy ł a ­ twowiernie łzom żalu i pokorze w ięźn ia. gdy wpfyw nasz razem na całe massy złoczyńców rozciygać zechce­ my. Jedyny sposób skutecznego działa­ nia na massy złoczyńców. samych prze. a gdzieśmy wymowy naszy na obfite rachowali plo-^ ny. bo nigdzie niemasz więcej obłudy i udanej skruchy. lecz wytłe sy nasze siły i bezskuteczne usiłowania. . to przynajmniej nie gorszym.w ygód . W ięzień opuszczający więzienie powinien być jeśli nie lepszym jak do niego wchodził. N lezaniedbujyc usiłowań o moralny poprawę niektórych więźni. . i które jeżeli go ńiepoprawi to go przynamniej od dalszego ochroni zepsupia . więzienie takie będzie . pod wzglg^ dem itego czem dla towarzystwa i dla. tam sfowa prawdy i pociechy. stępców. być powiuno. D rugi główny zamiar więzienia jest. Więzienie które będzie srogy kary dla winowajcy bez pastwienia się nad nim i bez odjęcia mu niezbędnych wygód życia. Niełudźm y się zbyt lekko powzięty nadziejy poprawienia złoczyńców. srogą kary i postrachem dla niego na cafe życie. najczęściej straconem ziarnem będy. i wy­ tępienia w nich złych skłonności. Pewniejszy jest skutek gdy mniej zamierzamy.

dru­ gie odosobnienia nocną porą i uti^udzenia możności znoszenia się ze spół uwięzionemi. w Am eryce północnej za­ prowadzone.T o założyw szy porównajmy z sob§ dwa giówne systemata pokutnego więzienia. na odosobnieniu nocną porą i na­ ukach religijnych i m oralnych zgromadzonym a zawsze milczącym więźniom . wynika więc z połączenia cierpień fizycznych i m oralnych w inow ajcy. . zapobiega zepsuciu więźni niedozwalająo im żadnej rozmowy między sobą i zamykając każdego z osobna na noc. W ię ­ źnie używani bywają bądź do robót rękodzielnych we­ wnątrz więzienia. wrazie nie uległości i przestąpienia tego zakazu. pierwsze są skutkiem chłosty za każde przestąpienie zakazu. i na surowej karności. język migowy zastępuje m owę. L ecz. może znaleść niekiedy spo­ sobność oszukania swoich stróżów i znoszenia się ze. Podzieleni na drobne oddziały zostają oni we dnie pod nieodstępnym dozorem strażników. a spoczynek po znużeniu p racą . widzi przynajmniej ten świat z którego . a wzorem dla wszystkich cywilizowanych krajów będące.ułegłość roz­ kazom oddala karę cielesną. widy­ wania okblic i lu d z i. Systemat Auburnski zakłada srogość kary na ciężkiej pracy. niedopuszcza bezsenności dla obciążonego sumienia zawsze strasznej. którzy czuwają nad tem aby ciągle pracowali i aby nigdy słowa do nikogo nie w yrzekli. spół w ięźniam i.udzielanych. Postrach jaki ten rodzaj więzienia w zbudza. są na­ tychmiast cieleśnie karani przez samego strażnika. wjęzień używa nieocenionej dla 'siebie przyjemności opuszczania codziennie murów więziennych. bądź do zewnętrznych w kopalniachPoprawa i zapobieżenie zepsuciu więźni. polega na ich ciągłem m ilczeniu.

w yÎ|czouy został. tak ciężkich do zniesienia gdy je wyrzuty sumienia zapełniają. ^ ' . czemu wierzyć trudno. m iał b yć dostateczną rękojmią ich poprawy mo­ ralnej. uczy używ ać obłudy i podstępu aby osią­ gnąć cel ustawom więziennym przeciwny. Jest on jeśli nie w otwartej. T a k i stan um ysłu. mniej jest strasznem od ciągle samo­ tnego zam knięcia. ta nieustannie grożąca chłosta. żyw i owszem w sercach złość i chęć zemsty. musi koniecznie oburzać. jakkolwiek srogie. i żyw ić w jego sercu nieubłaganą nienawiść ku przełożonym swoim i ku temu towarzystwu co się nad. o tém tylko m yśli jak ich podejść. nie sprzyja bynajmniej uczuciom żalu i skruchy. Już ten stan ciągłego przymusu. to w podstępnej wojnie z n iem i. aby niewykonać zadanej roboty liib źle ją w ykonać. drażnić w ięźn ia. Tou u. niemożna utrzymywać aby zakaz rozmawiania przy codzienném widywaniu się wię-' ź n i. przy którćm niemasz żadnych cier­ pień fizycznych. 2 . i zapobiegać ich dalszemu zepsuciu. słyszy innych i czuje słowem i e nie j 6st sam i jakby opuszczony wśród towarzystwa- Nie- przepędza on długich godzin w samotności. tćm większa między> niemi zgoda. Przypuszczając. Kwlecieil <84>. nim pastwi. i . aby się znieść z towarzyszami niedoli ń uniknąć grożącej mu kary. to drażnienie ciągłe nienawi­ ści widokiem prześladowców. Im trudniej­ sze porozumienie się w ięźni między sobą. Może słowem uniknąć cierpień cielesnych a nie jest dosyć na­ rażony na cierpienia moralne: dla tego więzienie takie. w przedsięwzięciu środków przestąpienia zakazów i ochronienia się od kary. iź milczenie zawsze jest ściśle zachowane. tém usilniejsza chęć dania sobie rady i pomocy.

. podwórze do. czuwhJ?» » do- . nie wi­ duje nikogo prócz duchownego który mu nauki i po­ ciechy rpligii przynosi. spaceru. Znajomość z widzenia spóft uw ięzionych. Systemat więzienny :Filadelfii zakłada srogość ka­ ry na samych tylko cierpieniach :m oralnych. a następnie spotykanie w świecie p o wyjściu z wię­ zienia winowajców w niem widzianych. K to ten zarzut we: wszystkich dalszych skutkach jego rozważy. które dopiero po wyjściu ich z więzienia. bo przeciwne jego moralnej poprawie w sa­ mem więzieniu i zagrażające. dó więzienia aż do ostatniej końca kary^ swojej j nie-. dozorców i zwierzchni­ ków siużby lyrięziennej którzy nad nim.-ch o ćb y też tylko przez codzienne widywanie się na wzajem. przekonanie się o wielkiej liczbie równie winnych i winniejszych od siebie. który dozwala używ ać więźni do spólnych robót i nie zapobiega zabieraniu znajomości z śo b ą. W inowajca przeby­ wa dniem i nocą w oddzielnej. przyzna zapewne że się nie da zbić niczem. skie stosunki między spół uwięzionemi.Spólnośó cierpień i prześladowania wiąże pfzyjacielr. powrotem do złego po ■wyjściu z niego. choćby z innych m iar dobremu więzieniu czy­ nionym . opuszcza tych tak ograniczonych obrębów. Od pierwszej ch\fjltr w ejścia. Ten ostatni wzgląd jest bardzo ważnym zarzutem ka-. związek występny przeciw bez­ pieczeństwu towarzyskiemu między zawziętemi jego nie» przyjaciółm i kojarzą. izbie za którą m a . lekarza c o 'm u pomoę sztuki swojej wrazie choroby zapewnia. ani zrównoważyć korzyściami przypisywanemi systematowi pokutnemu. które dopuszcza widywanie się więźni z sdbą. są zgubne dla przestępcy. z cią­ głego odosobnienia wynikających». żdem u.

bo obłudna bez świad­ ków żadnegoby nie miała celu . niemoźe człowieka gorszym uczynić. za najskuteczniejszy broń przeciw za­ machom przestępców z powołania. jest cała kara więzienia. pow tóre. a obok tego najlepszym środkiem wstrzymania postępów zepsucia.naukę między przewrotnych. bez żadnych innych przykrości. W tem ódosobnieaiu.starczają mu tego. pozbawienie go wolności bez odebrania mu m ożności używania swoich w ładz umysłowych i sił fizycznych. jest najskuteczniejszą i najsprawiedliwszą karą. z dostarczeniem sposo­ bności zatrudnienia i pobierania n a u k religijnych. i nakoniec nauki i pociechy kapłana. nie z przymusu lecz w zamiarze osłodzenia nią praykrych chwil samotności. jest niepodobnem . w zamiarze dla niego samego i dla towarzy­ stwa użytecznym. z niego wynika ów postrach który poczytujem y za najsilniejszy hamulec ziych skłonności. D o przywiedzenia zaś jego poprawy nastręcza systemat Filadelfii trzy sposoby: najprzód żal ża grzechy i prawdziwą skruchę. jedynego przyjaciela i dobro­ czyńcy samotnego więźnia. wym iar sprawiedliwej kary bez srogości prawem niedozwolonej. a rozpamiętywanie nad sob| samym. Samotne ciągłe zamknięcie. zatrudnienie się użyteczną p racą. to jest połączenie surowości z ludz­ kością. Jest na^śkute^- . ■ Przy tych zasadach osiągnąć można cele główne reformy w ięzień. czego do utrzymania i wygody iycia potrzeba. wyłączenie przestępcy z pomiędży pra­ wych ludzi bez oddania go na zgubną. obcowanie z własnem sum ieniem . Przy zupehiem i cięgłem odosobnieniu dalsze zepsu­ cie winowajcy. ktorego dawne więzienia b yły szkołą. skutkiem namowy lub złego przykładu.

•czniejsz| karą, bo doświadczenie przekonywa: iż wino­
wajca wtedy dopiero czuje karę więzienia gdy jest sa­
motnie zamknięty, ze w towarzystwie zamknięty z innemi traci w styd, oswaja się z powołaniem winowajcy,
pociesza się widokiem tylu równie winnych i winniej­
szych od siebie, znajduje powab w ich towarzystwie,
na\yyka do pożycia więziennego i dochodzi do tego że
srogości kary nie czuje.
Jest najsprawiedUwsz^ karą, czyli karą zgodny z du­
chem prawa: bo prawo skazując winowajcę na wyłą­
czenie z towarzystwa i na zamknięcie, nie m ogło żydać
tego aby mu dobrać towarzyszów do pociechy, do roz­
rywki i do przywiedzenia jego zepsucia. Cel tego prawa
jest najprzód zabezpieczyć towarzystwo i ochronić je od
szkodliwości przestępcy, a powtóre ukarać winowajcę;
ani celu zabezpieczenia ani celu kary, lepiej osiągnąć
nie można, jak przez samotne zamknięcie.

W ięzienie

spólne wielu winowajców razem w jednejże izbie mieSZCZ4C6, jest anom alią, jest błędem i nawet niedorze­
cznością w duchu prawa, której nic usprawiedliwić nie
może, chyba jedna przemoc nawyknienia co tyle błędów
uświęca.
Ulegający pod wpływem przemocy nałogn u trzy­
mują: iź samotne zamknięcie w więzieniu jest zbyt srogą
k a rą , zwłaszcza za mniejsze przestępstwa; lecz'czyliż
prawodawca nie może stopniować tej kary począwszy,
od dnia jednego do czasu trwania życia człowieka? Czyliż w tym przedziale lat kilkudziesiąt nie znajdzie się
miara czasu więzienia na n.^jmuiejsze jako i największe
przestępstwo? . C zy lil koniecznie potrzeba się trzym ać
ustaw dawnych w wymiarze kary .i czyby niewarto było
przerobić nasze kodexa, jeśli będzie dowiedzionem że

rok samotnego zamknięcia skuteczniejszą jest karą od
dwóch lat w spój nem-więzieniu spędzonych?
Tą okoliczność naprowadza na odkrycie nowej wa­
żnej korzyści systematu samotnego w ięzienia; bo jeżeli
dla większej skuteczności kary, skróci się w ustawach
karnych c?as kary więzienia, dajmy na to do połowy,
natenczas będzie w pewnym danym czasie mniej więźni,
a wydatki na utrzymanie więźni zmniejszą się do połowy
tego, czem b yły daw niej, co tem pewniej nastąpi że
większa obawa tego rodzaju więzienia, rzuci postrach
między dawnych i przyszłych przestępców, i tamtych
od powrotu, tych od wstąpienia na drogę przewrotno­
ści odwiedzie.
Ktokolwiek zwiedzał kiedy dawne więzienia ten nie
może wątpić o tem, źe to b yły istotne szkoły zepsucia.
Ileż to próżnych usiłowań i poświęceń aby temu zapobiedz? ile różnych teoryi i prób a b y nńjgorszych popra­
wić a mniej złych od zarazy złego uchronić? Co roz­
praw nad tem na jakich zasadach zaprowadzić należy
klassyfikacyą winowajców w więzieniach? a wszystko to
daremne, bez skutku, albo też rzadkim pomyślnym wy­
padkiem uwieńczone, dla tego tylko źe nie śmiano od
dawnej odstąpić rutyny, źe chciano w dawnych murach
pozostać, i obawiaj ąc się wielkich nakładów nowych bu­
dowli, nie obliczono tego iż ten nakład przez zmniej­
szone koszta utrzymania mniejszej liczby, więźni, w pewnym przeciągu lat pokryty zostanie. .Gorzej jeszcze
gdy nie wyprobowane teorye w praktykę wprowadzając
budowano nowe gmachy, dla pokutnego systematu spolnego zamknięcia z moralną poprawą, których niestósówńósG przez, doświadczenie systematu samotnego wię­
zienia dowiedzioną została. *

Przy tym bowiem równie prostym jak niezawodnym
system acie, ustaje potrzeba rospraw nad najlepszym
sposobem klassyfikowania w ięźni, aby gorszy mniej złego
nie popsuł, bo się wszystko kończy na zamknięciu obu­
dwóch każdego w in n e j celi, tak aby się nigdy nie wi­
dzieli i nigdy z sob.^ rozmawiać nie mogli. Niepótrzeba
szukać tych nadzwyczajnych zdolności krasomówskich,.
aby wymowy działać na massy złoczyńców i naw rócić
jednego z pomiędzy dziewięćdziesiąt dziewięć zepsutych,
bo gorliwy i prosty wymowę serca posiadający ducho­
wny zbaw ienniejszf pociechę i naukę udzieli samo­
tnemu więźniowi, gdy będzie pewien że inny złoczyńca
zgubny rady jego pracy nie zniweczy. Obejdzie się bez
środków przym usu jako i bez zachęceń aby więźnia do
pracowitości nakłonić, bo samotność da m u narzędzie
rzemieślnicze w rękę i każe mu błogosław ić pracę która
chwile nudów i cierpienia skraca. Niebędziemy szukać
m iędzy urzędnikami tych rzadkich c n ó t, zdolności i
szczególnego poświęcenia ludzi, którzyby chcieli i um ieli
sprawiać trudne obowiyzki zarzydców i stróżów więzie­
nia^ bo cała ich sztuka zależeć będzie na tem aby do­
pilnowali tego iżby każde drzwi były dobrze zamknięte,
aby każden więzień otrzym ał co mu się należy i m iał
ciygłe zatrudnienie.

P rzy tych tak prostych środkach

możem y być pewniejsi ochronienia w ięźnia od moral­
n e g o .zepsucia, jak przy największych poświęceniach
i przy rzadkich przym iotach ludzi moralnej poprawie
w ięźni oddanych.
Tak więc systemat pokutny Filadelfii, czyli samotne
więzienie dniem i nocy z pracy i udzielaniem nauk reli­
gijnych, czyni zadosyć wszelkim warunkom dobrego«y*
stematu więziennego: bo jest kary stopniować się dajycy

. według wielkości przestępstw a; srogą i postrach wzbudzającą, bez pastwienia się nad winowajcą; usuwa zu­
pełnie wpływ złego przykładu i wszelką możność zepsu­
cia się winowajcy w więzienia, a nieodbiera ludziom
poświęconym nawracaniu występnych na drogę cnoty,
sposobności pracowania nad moralną poprawą więźni
samotnie zam kniętych, z większym skutkiem jak gdy
na massy złoczyńców wpływ zbawienny swych nauk
rozciągać usiłują.
Po tylu próbach od kilkudziesiąt lat czynionych,
po najszlachetniejszych usiłowaniach przyjaciół ludzko­
ś c i, a nadewszystko po doświadczeniu w więzieniach
wszystkich krajach czyn io n ych , doszliśmy do tego prze­
konania: że postrach jest najskuteczniejszym środkiem
odwodzenia od występnych zamiarów i zmniejszenia liczby
przestępców; źe więzienie samotne jest najlepszym.,sposobem wzbudzenia tego postrachu i zarazem zapobie­
żenia dalszemu zepsuciu winowajcy przez namowy i zły
przykład spół uwięzionych, i i e usiłowanie o poprawę
m oralną

w ię ź n i,

m oże b yć środkiem

pomocniczym

osiągnienia głównego celu prawodawstwa i systematu
karnego, to jest z mniejszenia liczby przestępców.
(Dalszy ciąg nastąpi.)

B R A T

1 SIO SX BA

(ZDARZENIE PRAW DZIW E),
przez

/. K . M ...... cza.

,1 .
Zdarzenie^ które tu zamierżam opówiedzieć/ nie jest!
w cale zmyśleniem ^ czerpane ono jest powiçkszéj części
z pozwów i w yroków ; i sądzimy, że osobliwością praw­
dy swojej więcej jest zajmującóm jak wszystkie awantu­
ry Adolfów, Juliów i t. p.

Osoby należące do opowia­

dać się m ających następnie wypadków ju ż nie żyją ,
fam ilia w dalekich bogatych potomkach zapomniała 6
nich, a ci co biedni pozostali pod wiejską o kilkadziesiąt
m il Strzechą, nie wiedzą swojej przeszłości i ani się do­
myślą, źe nie jeden czytając ich dzieje, m oże łzę polito­
wania uroni nad niemi.
Przypadkiem dostały się w ręce m oje akta sprawy
oddawna ju ź załatwionej; Znałem prócz tego osobę,
której' nieobcemi b yły okoliczności tego wypatîku, to
więc GO 2 rozmowy z nią i z akt wyciągnąłem przedsta­
wiam jakby w relacyi.
Niedaleko ujścia N oteci do W isły , na maféj wiosce
w dobrych gruntach i rządnie gospodarowanéj, mieszka^
obyw atel, którego nazywano Panem Sędzią zapewnie
na pam iątkę, że kiedy na jakim trybunale b y ł députa-

tem.

K to on b y ł istotnie, jaki jego charakter, sposob

myślenia, i p ożycie, to tylko z późniejszych objaśnien
wiedzieć m ożna, iż syn jego dumny swojemi później
bogactwy, m awiał z litości.^ o nim : że b y ł to poczciwy
szlaclicic na zagrodzie co £cizie się urodził tam i umarł;
a córka więdniej.jc',

w tęsknocie zdała od rodzinnego .

domu ze Izami zawsze w spom inała: iż matka dajfjc jej
przed Zgonem błogosławieństwo, rzekła: obyś tak była
szczęśliwą jak ja z twym ojcem; — a stary sługa ich do­
mu czy po trzeźwem u, czy po p ijan u , czy przy swobo­
dnej gawędce, czy w więzieniu zawsze m awiał: ‘ takiego
pana jak nieboszczyk sędzia nie było i nic będzie! a ku­
lawy na szcj:udle chodzący M aciej, dawny towarzysz pan­
cerny z panem sędzią, wśród zmartwień późniejszych
zawsze m awiał: gdyby nieboszczyk.sędzia żył, mój Pio­
truś byłby się ożen ił z jego córką Anusią , on nas tak
k och ał, nie bylibyśm y się teraz tułali, po świecie. T a­
kim b y ł ten pan sędzia. — , Jak i dla czego się tak zrobi­
ło , źe gdy państwo sędziostwo pom arli, syn ich Stani­
sław przedał fortunkę, wypędził doiywotnika na jednej
w niej cząstce M acieja, tego me wiem ; to tylko pewna,
ze zabrał z sobą siedmioletnią siostrę, starego sługę A n ­
drzeja i wyprowadził si^ d o Poznania,

tam obrał mie­

szkanie, ale jako Mecenas najczęściej przy Trybunale
w Piotrkowie przesiedział.
Dobrym widać b y ł prawnikiem , czy też zręcznym,
czy też co więcej, dość, źe spraw m iał mnóstwo, w y­
gryw ał je i ogromny w gotówce zrobił majątek. W edług
listów i objaśnień bawiącej przy nim siostry, b y ł on
2 rodzaju tycR ludzi, co trzymając się przysłowia iź
, Wmętnej wodzie lepiej rjby iowić, ż y ł niespokojnoscią
d ru g ic h , nikomu nie doradził zgody, a l e do upadłego
T o i * u . K w i ł c i e u i 8 4 >.

^

pieniąc się

kazał.

Sadowe in try g i, niespokojnośó i

w ówczas częste prawne konsultacye co się garcowynu
kończyły pucliarem '— to b y ł jego żyw ioł!

i obok tego

dobrze okiita kaleta co z pod trzy-ryglowego zamku aui
jednego wpuszczonego w ni^ nie wypuściła holendra;
a siostra jego Anna ? nie wiem', czy Kaźm ierz z Krolow ki
znał jij i jej uczucia, czy też, źe taki m iał ideał prawdziW ej córki naszych sio'ł, dość źe nie można lepiej skreślić

jej charakteru jak całkowicie zastosowawszy do niej ów
serdeczny wiersz jego : Brat i Siostra. — Zacisze domo­
we , rodzinne ognisko, niała wiejska zagroda i szczęście
o jakiem jej matka na ło żu śmiertelnem m ów iła, oto
cel jej myśli, .uczuć i tęschnot! Obszerne i strojne łiomnaty jej brata, były dla niej pustynie^ ! Codzienny widok
oSywionęgo rynku Poznania nie w ym azyw ał w jej myśli
obrszu owego dworku ocienionego lip ain i, owego staw­
k u , nad którym klekotały bociany, i owej za ogrodem
chatki gdzie mieszkał Maciej przyjaciel jej ojca i Syn
jej^o Piotruś towarzysz jej dziecinnych zabaw!

K iedy

tęschnota ścięnęła jej se rce , a dusza jakby wydrzeć się
chciała wraz strum ieniem ,łez, Anna. załamawszy ręce,
stojąc jak posijg z wlepionemi na rynek oczam i, powta­
rzała wtedy pieśń w przepeinitniu uczuć i natchnieniu
przez siebie ułożon.|, mawiała w tedy:

CzeinuS nie znam t<Sj swobody.
Jaką będqc dzieckicin znałam 1
I czeinu£ wiejskiej zagrody,
A£ dotqd nie zapomniałam!
Czcmufc obraz ojca, matki,
Gdy mi go pamigd odnawia,
Zawsze się z obrazpm chatki
W umyśle moim przedstawia 1 *
Póty szcisęśliwij nie bfdę,
Po cznciflch moich poznajg!

Ał w wiejskiej chatce osifd;
I a£ wiejskie ujrzę gaje!

a potem klękajijc zzałam anem i jękam i ze łkaniem ma­
wiała ;
O Bo£e w niedoli mojej
Tobie znane moje troski.
Dla mego szczęścia — dla chwały Twojej
Błagam Cię, wróć mię do wioski.j

I Siary Andrzej, podsłucljujgc

często, nauczył się i on

na pamięć tej jak m ówił pieśnią którg panienka co dzień
odm awiała, bo ile razy z rana wszedł do jej pokoju tak
ją klęrz.^cą zastawał i ła ja ł ze płacze!
mu wtedy swoje cierpienie,

Anna wynurzała

że j.] ciągła do wsi dręczy

tęschnota; a poczciwy Andrzej dziw ił się i nie m ógł tego
pojijć na swój prosty jak m ów ił rozw/«, dla czego panien,
ka pragnie dostać się na wieś, kiedy w mieście i ludniej
i weselej, ale po dłuższej gawędce i Andrzej kończył
swoje perswazye uwagą: oj prawda! pamiętam i ja do­
brze, jak to było u śp. rodziców, mała prawda fortunka,
ale nioj Boże! toć tam tylko ptasiego mleka brakowało!
Szkoda, szkoda, źe pan Stanisław sprzedał to gospodar­
stwo i tu się w obce sprowadził stron y! —

a w końcu

jakby dla pocieszenia swej wychow'anki dodawał z uśmiecliem ; ej! jak panienka pójdzie,za m.-jź, to jeszcze w ła­
dniejszej wsi mieszkać będzie.— A le Anna łzam i i i'o/pa- *
czaj.^cem kiwnięciem ręki przez lat dwanaście nie przy­
puszczała tćj pociechy do serca; tćm bardziej tez niz po
następuj^ceni zdarzeniu co wszelki} nadzieję szczęścia
gasHo! Zdarzenie, to w Si^jdowycłi zeznaniacli swoleli
tak opowiedział stary A n drzej:
»B jło to jakoś ku jesieni, pan mój wybierał się w dro
na Iryb u n a ły , — na parę dni przed odjazdem przy­
szedł do niego, pan Bonifacy ** także Mecenas co m iał

późiuej za nim ■wyjechać, pańiiętain, że pan mój kazał
przynieść jeden i drugi i trzed ggsiorek '— rozmawiah
'Z

sobg dhigo i giośno; i iłem słyszał ,i rozumiał, o ró­

żnych sadowych sprawach — aź w końcu, nie pamiętam
po którym tam gijsiorku, mój pan powstawszy szumnie,
tak że ażem się obudził drzymifjc w kąciku,
miętam odezwał się głośno słowa:

w te pa­

»Do stu katów

poczciwy kollcgo a liracie, t a k i e n i e

powinno

się skarżyć na biedę! przy tylu processach to ■wsl;yd dla
naszego stanu; wiesz c o , ja ci pomogę ! mam jak wiesz
siostrę A nusię,

dziewczyna niczego! a źe ja się z ni^

przecie nie ożen ię, trzeba ten towar raz wyprawić z do­
m u — znajdzie się parę groszy pod poduszką! —

a co

zgoda?! a gdy pan Bonifacy zarzucił że Anusia może
nie zechce, mój pan wychyliwszy kielich tu p n ijłi rzekł:
»do stG katów cóż to? w tych francuzkich czupiradlach
(bo pan Bonifacy chodził kuso i w peruce) zapomniałeś
w aść, że panna nie ma prawa wybierać, o tćm rodzice
myślą, a że ona rodziców nie mó, ja więc każe i musi!!«
Pan Bonifacy, chciał jeszcze coś mówić i ju ż zaczął: —
» A le......— kiedy mój pan ofuknąwszy — »co tam
ja
waści przekonam źeniebędzieżadnego aleii— i klasnąwszy
w ręce zawołał: »hej Andrzeju, poproś tu panny Anny !«
ja pobiegłem na drugą stronę po panienkę, przyszła ^vnet
i stanęła skromniutko z b o jaźn ią, a mój pan usiadłszy
ho był ju ż dobrze podpity, tak mówił:

Anusiu, dziew­

czyno! chodź tu.bliżej... znasz tego jegomości?
— Wszak tu często bywa —
znaczyć?

znam , ale cóż to ma

Z e będziesz jego żo n ą !-r- Panienka spojrzała ną

pana Bonifiioego, uśmiechnęła się niehożątko, chciała
to zbyć żartem i m ów iła:

I! panie b racie,

ten żart móg-Iby obrazić pana!

A pan Bonifacy wyprostowawszy się ile tylko m ógł jako
garbaty,

przyst.^prl' clo panienki i zapytał:

„jak to?

asiońciźka Si^dzisz że to żart jest, proponować zeinną zam^iśoie?“

I potem zaczęła się między niemi żwawa

rozm owa, pan Bonifacy się z;i!ecał, mój pan tupał, bił
pięścią o stół, a panienka mówiła: nie i nie! aź w końcu
mój pan wstawszy powiedział: otóż ja aśce pokaże że
m usisz, a n ie, to. do klasztoru zapakuję!

A panienka

powiedziawszy — „a niech tam!“ odeszła do swego pokoju gorzko płacząc.
Na ten raz, póty tylko robimy wyciąg z zeznań A n­
drzeja. Tego to właśnie dnia Anna jeszcze goręcej modjliła się, i na pociechę Andrzeja z większą jeszcze rozpaczą
nic nie odpowiedziała.
Z ciągu następnych wypadków i zeznań zachowanych
w akiach można się dom yśleć, źe pan Stanisław dawszy
przyrzeczenie wydać za pana Bonifacego swą siostrę,
pojeclial'na T iybu n ały, zostawiwszy dobrze zamknięte
konmaty pod dozorom A ndrzeja, o którego wierności
i czujności ani na chwilę nie wątpił, a siostrę smutną na
lu p p o groźki:

„N am yśl się, nim powrócę!“

Co się stało dalej oszczędzę czytelnikom nudy czyta­
nia obszernych sądowych inkw izycyi, replik i duplik;
treść ich następujący przedstawia wypadek.
Kiedy Anna w miesiąc po odjeźdie b ra ta , jednego
poranku po zwykłej swej modlitwie i użaleniu się przed
Andrzejem siedziała Had jakąś rob otą, wszedł do niej
powtórnie Andrzej i oznajm ił że jakiś młodzieniec ze
Wsi jak widać, ma do niej prośbę.

Powstała spiesznie

i postąpifa ku drzwiom ,■ho serce jej zawsze skłonne do

litości tem oćhotniejsze było, iź

rażą mieszkaniec wsi,

którą ona tak kochała, za którą tak tęschniła, przycho­
dził do niej z prośbą.

I niebawem wszedł do pokoju nje

wykwintnie ale przyzwoicie ubrany m łodzian, ciemne
włosy rozgarnięte na dwie połowy spadały mu od nie­
chcenia, nie w nieładzie jednak, na śniade ale rnmianne
lica. Po wejściu stał chwilą ze szlachetną nieśmiałością,
gdy w tem Anna odezwała się do n ie g o : — „czegóż to
chcesz przyjacielu ?
Na to uprzejme zapytanie podniósł oczy śmielej,
spojrzał na nią i kłaniając się r z e k ł: „a to jh wielmożna
pani przyszedłem tu , żeby wielmożna pani przyczyniła
się za nami do p. Mecenasa.
O co takiego?

A to proszę pani mamy proces od dwóch lat o

sto talarów, które od ojca pożyczył nasz sąsiad, m iał
dać za to kawał gruntu, a teraz ani gruntu ani pieniędzy
nie chce oddać.
— A czy nie macie ju ż liic więcej z czegoby się
utrzym ać?

Toć z łaski Boga mamy gospodarstwo.

—- Mój przyjacielu zapom nijcie więc lepiej o tych
stu talarach, bo prawując się o nie to jeszcze więcej
stracicie. Bóg wam nagrodzi krzyw dę, ii ńieprocessując
się będziecie spokojni — prosiłabym jednak za wamij
ale brat widzisz o d jechał— przyjdź później — powiedzź e mi tylko któż ci doradził przyjść do mnie po protekcyą ?

D obrzy ludzie ^ rzekł młodzian kłaniając się ni­

sko, co wsparcia wielmożnej pani nieraz doznali,

^ Anna aby ukryć łzy , które anioł litości zbiera na po­
ciechę cnotliw ych, odwróciła się i szła ku oknu pytając
spokojnie, nawiasem tylko.

A któż ty jesteś? jak się zowiesz?

— • Ja? ja się nazywam P iotr B ł..........
I

Anna jakby piorunem rażon a, obróciła się nagle,

radość niespodziana, nadzieja, zadziwienie jak błyska­
wica w jej oku m ig a ły ! zrazu nie mogła przemówić sło­
w a — zaiskrzone oczy, rozpostarte ręce, piersi gwałto­
wnym wznoszone oddechem , cała jej postać w tej chwili
nadludzka prawje nieprzerażaj.-jca jed n ak,

wprawiła

w osłupienie zdziwionego Piotra, i gdy po chwili jakby
w obłąkaniu wyj.^kała : jak to? Tyś je st'P io tr Bł.......
czy nie syn owego Macieja bez nogi?' gdy Piotr dał jej
potwierdzającą odpowiedź, ona krzyknąwszy: „Piotrze!
Piotrusiu bracie mój!“ rzuca się jak piorun w jego^bjęcia, obsypuje pocałunkami jego rękę — tuli się do jego
serca, i w tem uniesieniu, w tym szale wspomnień dzie­
cinnej m iłości, w tym głosie duszy, Piotr poznał ow^
yniioletniij towarzyszkę swojej młodości Anusię! pada
do jej nóg, oblewa je łzam i wołając: „A n n o ! Anusiu
siostro m oja!“

Lecz wkrótce upamiętawszy się stanął,

spuścił oczy i jakby wstydząc się swojego uniesienia
rzekł: daruj w. pani ze cię nazwałem siostrą! ucieszony
źem clę znów zobaczył, zapomniałem ze wiek dziecinny
ju ż minął, żeś ty dziś paiiią a ja ubogim szlachetką!
— iNo i cóż z (ego? przerwała A n n a, aleś mnie
przecie nie przestał kocliać ?,
— O po Bogu i rodzicach, odrzekł spiesznie, od
dzieciństwa ciebie t y lk o _zatrzym ał się i dodał cichym
głosem — kochałem! a potem uderzając się ręką w czoło
dodał z bokści^:

a dziś rai tego nie wolno powtórzyć*

A Anna przystąpiwszy ku niemü bierze go poufale za rę­
kę i mówi:

dla czego?

czy wiesz ty żeś ty mi dzisiaj

życie w ró c ił.— Dotąd ciągle lęschniłam sama niewiedząc za czćiii, dziś dopiero zgaduję źem tęschniła za ęówiennikiem młodości mojej —
szczęśliwą, wesołą!

o!

teraz znów jestem

Zimna obojętność miejskiego gw a­

ru, nie zatarła vi pamięci mojej, błogiej, niewinnej prze­
szłości. — Piotrze! jam zawsze taką jak owo na łonie
naszych rodziców!

Piotr którem u bicie serca dziw nie rozerwało piersi,
a w oczach ciemno, i pokój cały kręcił się z nim w o k o ­
ło , kłania się i mówi : w. pani! ja chyba tu umrę z rado­
ści!

ale nie rozumiem jak teraz pogodzić to co było

z tém có jest.
• — O najłatwiej przerwała A n n a , wszak ojciec mój
kochał cię jak własne dziecko, pamiętasz o tćm — dziś
ja jestem sie ro tą - - t\VÓj więc ojciec przyjmie mię prze­
cież za dziecko ! nieprawdaż ?
— Mówiśa w. pan^ żeś sierotą, rzekł Piotr wiodąc
oczy w około pokoju, a te bogactwa, twój ubiór?......

O wszystko to nie daje mi szczęścia —

najnieszczęśliwszą była! —

jam tu

nie wierzysz m i? tu zwię-

dniały najpiękniejsze dni rnoje^ tu mię czeka zgu b a, bo
lu chce mię brat wydać za poczwarę, za pieniacza z po­
wołania , i w końcu dodała : Piotrze ty tylko możesz mię
ochronić od zguby, wyrywając z tego domu.

Jakto pani, chciałabyś.........?

T a k , »twój ojciec nie odmówi mi przecież przy­

tułku — w pośród was odzyskam szczęście bo odzyskam
spokojność w wiejskiej zagrodzić, tam będziem zńów ra­
zem ! ojciec twój powtórzy słowa mojego o jc a , że dla

,

siebie rośniemy. _» Tak , ja pójdę do twego i ty •— wszak
mię koch ałeś! wszak mię kochasz?

Nad w szystko! odrzekł P iotr nam iętnie, ale tej

krzywdy uczynić ci w. pani liie m o gę— zapomnij o mnie!

1 tak mi ju ż dosyć szczęścia żeś dot^d o mnie pamiętała,
)a Wrócę do dom u, opowiem ojcu żem w idział córkę na­
szego dobroczyńcy, że ona nas pam ięta. żem ucałował
jej stopy, i to mówiąc z głośnem łkaniem p adł do jej nóg
> tysiącznemi okrywa je pocałunkam i,
„ o Anno, o pani nasza 1“

powtarzając:

I w tej chw ili posłyszawszy

głośniejszy szmer i płacz w pokoju wszedł stary Andrzej,
a widząc młodziana u stóp A n n y , zdziw ił się nie pom a­
łu że pierwszy raz tak nieubłagana, bo m yślał że m ło­
dzian prosi usilnie o jaką łaskę, której panienka nie chce
uskutecznić. — Piotr pow stał niewiedząc co ma dalej
począć -r- upływa chwila m ilczen ia, gdy w tem Anna
przez ten wrodzony kobietom instynkt, którym one
w trudnych położeniach tyczących się ich serca tak zrę­
cznie umieją postąpić ~ jakby trafiając w myśl starego
Andrzeja, odezwała się spokojnym protektorskim tonem:
„no! już będzie dobrze idź tylko i zaczekaj na mnie na do­
le....“ i P iotr powolny jak dziecię, jakby w dalszym ciągu
swej prośby odpow iedział: „dobrze w .p ani!“ — spojrzał
w oczy A n n y , w yczytał w nich całą lubą tajemnicę jej
przedsięwzięcia i oddalił się.
A A nna pierwszy raz nieszczerą b yła, w rozmpwie

2 Andrzejem kłam ała przed nim, czyli jak Andrzej opowiadając późniój to zdarzenie w yrażał s ię : „zaczęła wte­
dy być dojrzałą kobietą, kobietą co to swoje myśli i serce
tylko m iłem u szczerze o d k ryw a !“
• Skomponowała mi
mowiłj jakąś historyjkę o biedzie i nieszczęściu, ja sani
litowałem się ftaid młodzianem i nagiiłeiń aby przyśpieTom n . K w ie c ie ili 84.1.

^

szyia mu ratunek, a czemużem raczćj nie pom niał na
p rzysłow ie:
Że ani na wsi ani w mieście
Nie trzeba wierzyć niewieście,

I Stary Andrzej co się chlubił jako bywalec i dwo­
rak ze swojej przebiegłości, usprawiedliwiając się i przed
drugiemi i przed sob|, m awiał: „oh o nie prawda to, m o­
ści dobrodzeju! co powiadają że kobieta ma długie wło­
sy a krótki rozum , że niewiniątko zwykle bywa gfupie,
a naszać panienka i śliczne długie m iała włosy i niewin­
na była jak aniof •— a rozum m iała za k a ty , źe i mnie
starego wygę wywiodła w pole! W szakci to ja sam po­
mogłem jej wdziać szubkę i kapuzę, taka była spokojna,
tak wszystko niby od niechcenia zabierała się — weszła
do swojego pokoiku na chwilę •— i w ychodzi, sam jej
otworzyłem drzwi niczego się niedom yślając, tylko jak
mi ścisnęła rękę na odchodnem , jak spojrzała na mnie
i powiedziała: „b ąd ź mi zdrów poczciwy A ndrzeju“ coś
mię jakoś piknęło w duszy dla czego się tak czule ze mną
ż e g n a , ale że to zawsze łagodne uprzejme było paniątko, to i nie dziwiłem się bardzo! —

i wystawcie sobie

państwo jak poszła tak i przepadła jak kamień w wodę.
Południe czekam, nie m a, czekam wieczór, nie m a , cze­
kam noc i dzień, nie ma, — zginęła! o nieszczęśliwy ja!
co tu począć? — domu odstąpić nie mogę bo pan zaka­
zał, bo kufry w kom natach! — Przepytałem się po mie­
ście ani śladu ; rozesłałem źydków na trakty ani słyc h u ; daliź ja więc umyślnego ślę do pana do Piotrko­
wa z doniesieniem ¿e panienka gdzieś zginęła.

A le nim

posłaniec zaszedł , nim pan'przyjechał, fióg wie co się
z panienką zrobić m ogło. —

P rzyjechał i pan, upłynął

miesiąc jeden i drugi, upłynęło p ół roku, upłyn ął i rok je­

den i drugi, nie ma! mało ztysiąc razy powtórzyłem panu
wszystkie szczegóły! szukano na wszystkie strony!
próżno!

na

Pan z początku ła ja ł mnie żem nie pilnował,

kazał badać czym z nią nie w zmowie ( ale Bóg widzi
byłem niew inny! I

N ic z domu nie u b y ło , nie brakło

aui szelążka, tylko krucyfiks złoty co wisiał nad łóżkiem
panienki zniknął z nią razem .— Pan też od tego zdarze­
nia posm utniał, czasami tylko gdy za głęboko w kieli­
chu szukał pocieszenia, żarto w ał z pana Bonifacego, iż to
z nim zamęścia tak się zlękła że aź uciekła z domu, i raz
w padł na dom ysł źe nic innego tylko się pewno u to p iła !
utopiła i utopiła! powtarzał potem ciągle, i to z mojej
przyczyny! — postąpiłem z nią za ostro! o ja nieszczęśli­
wy ! i w padł w m elancholią —

zachorował, i krótko

mówiąc um arł, powtarzając do zgonu utopiła się! utopiła!
II.
W praw dzie nie m ożna powiedzieć, żeb y pan Stani­
sław b y ł ciemięzcą swej siostry, jej smutne położenie
pochodziło raczej z niepojętej jakiejś jej własnej tęschnoty, z jakiegoś nieodgadnionego uczucia, o którego urze­
czywistnieniu ciągle m arzyła.

Nie-można jednak zaprze­

czyć źe i prawo starszeństwa ze zbytnią surowością w y­
konywane nad nią przez brata niepomału ją dręczyło,
niemożna także odmówić w pływu antypatyi do pewnych
osób i zatrudnień a taką właśnie czuła w sobie Anna
ku panu Bonifacemu.

W szystko to skłoniło ją źe dom

braterski porzuciła bez ż a lu , bez m yśli na przys^ość
zostawując za jego progiem swoje tęsknoty, cierpienia,
widoki, a rzucając się w objęcia nadziei szczęścia jakie
sobie w ykołysała w smutnych dumaniach i wspomnie­
niach skromnego a błogiego żyw ota swych rodziców na

szczęścia nie opowiesz czuć je trzeba! i oni też w takiem szczęściu zapomnieli ó świecie i świat o nich tem bardziej. a zobaczmy co się przez iten czas stało pó śmierci b rata’ . swojego serca. Piotr B** zaw arł związek m ał­ żeński z ur. obszerniej się dadzą opowie­ dzieć.. wójtów. Anną S** w parafii Z dnia l o października roku ly . N ie oglądając się za nowym innym po­ łyskiem fo rtu n y . jakim sposobem i. z jakiemi okolicznościami Anna przybyła do rodziców Piotra nie mamy na to bowiem dowodów. ani pomyślili nawet co się dzieje z bratem ! niewicdzieli źe um arł! a do tego Anna zo­ stała matką dwojga dziatek syna i córki i w tych dziat­ kach ju z wszystkie jej myśli i uczucia utońmy l — Zo­ stawm y jch W tem błogiem zapomnieniu lat piętnaście. uwaga tylko że m iłość jest przebiegłą. Osiedli przy rodzicach szczęśliwi zape­ w nie spełnieniem źyczpń. a zatem w rok po jej oddaleniu się z domu braterskiego. ksiąg ludności. tygodnie. i po miesięcznej gawendzce i ploteczkach sąsiadów utonęli w fali zapomnienia! Szczęście jest jak m alutki strum yk na ustroniu co tem czyściejszy im bardziej ukryty płynie nieznahy nikomu. T o tylko pe­ wna że znajdująca się w aktach processowych metryka ślubna świadczy iż ur... że w czasach gdzie nie było paszportów.. na zagrodzie dość bogatej clla skromnych życzeń. lub zbrodnie. nieszczęścia. w wiosce o } o mil od Poznania. i nic go nie zamęci. Tak i im upływ ały d n i.wiejskiej zagrodzie! Zeby się niezdało czytelnikom iż romansową chcemy z tego postępku robić awanturkę wstrzymujemy się od opisu szczegółów. łatw o to udać się m ogło tem bardziej w szlacheckiej zagrodzie bezpiecznej od wszelkiej rewizyi i dozoru.przesiedleń. lata o któ­ rych mało co jest do powiedzenia bo zwykle tylko bieda.

Testament jego w dobrej zwyczajnej formie napisany. Stanisław.S** w testamencie swoim cały swęj majątiek przeznacza właściwym sukces-. jeżeli ów żartowniś przed skonaniem przyw ołał do siebie ciotkę aby jak m ówił oswoić się z widokiem d ja b ła . że właściwemi sukces^opami są desciederici. zostawił jeszcze za­ ród intryg i obszerne otw orzył pole pieniactwu które sam tak lubił.III.“ — . przeszło milion w ynoszący. U płynęło lat kilka nim pan Bonifacy wyszukał jakiegoś sukcessora j oto co jego adwokat wnosi między innemi:> „S p . bo rachunek dołączony do akt. po zwykłym wstępie to tylko zawie— »cał]y m aj|tek mój w ruchomościach i gotowiźnie. jeżeli C e z a r gin?c pod sztyletam i osłaniał się aby przystojnie upadł. w tąkim razie b yliby sukcessoirami krew ni. jeżeli wiemy że ów mędrzec grecki przy śmierci posłał koguta na ofiarę. Pan Bonifacy um iał uczcić pamięć swojego k o lleg j! — ale gdy przystąpiono do exekucyi testamentu nadzwyczajne trudności przedstawiły się panu Bonifacemu. sorom . a exekutorem przeznaczył p. Bonifacego. Jeżeli tysiączne mamy przykłady źe byli ludzie co w ostatniej nawet chwili życia zostawili wydatny rys swojego charakteru. Stanisław zm arł bezpo­ tomnie.. b ri- . P o­ grzeb sprawiono mu suty. w ostatniem swojem dziele prawniczeni w testamencie. prawo wyraźnie stańów i.-~ c ó ż dziwnego że pan Stanisław którego całe życie było pa­ smem podstępów. z wprowadzenia tej sprawy przed trybunał. znaczną podaje summę. wykrętów. przeznaczam w ła ś c i^ m sukcessórom. P o cz^m poczynił w nim kilka m ałych zapisów. ale śp. i tu dla lepszego wyjaśnienia musimy zrobić w y c ią g . kruczków że tak powiem prawnicznych umierając naw et.

. spadek przechodzi więc na ascedentów z ojca . aby uznany za jedynego właściwego sukcessora odebrał należący mu spadek. ale źe i tych nie m iał. w tem jeden z sędziów rzu cił kwestyą że jednakże wiadomo iż Stanisław m iał siostrę — źe lubo jej pobyt niewiadomy prawa jej jednakże nie mogą być pogw ałcone.-r-1 ta je­ dna uwaga sparaliżowała wszystkie zabiegi i Hrabiego i Bonifacego! a nawet może Bonifacemu w tej chwili przeleciafa po głow ie myśl... I oto posłuchajm y najprzód jednego zeznania.. Z akt trudno dojść środków.. bo naturalnie^ że tego nikt prócz strony interessowanej wiedzieć niem ógł. to tylko pewna źe pod płaszczem tej tajem nicy. źe pan Stanisław m iał siostrę. ( I — tu następuje długie genealo­ giczne et cetera. siostry lub ich dzieci. i o cudzie! chciwość stanęła wtedy w obronie sprawiedliwości! i on sam nie prze­ c z y ł i e niewiadoma z pobytu siostra ma prawo do spad» k u ! Tajem nica jednak pokryła następne układy między H rabią a Bonifacym . które nam da poznać przynajmniej cień tych planów jakich u żyto do zatarcia wszelkiego śladu. Hrabia czekał tylko dopełnienia form alności. bo po m atce n ic nie odziedziczył.. a tem aacedentem najbliższym jest stawaj^cy tu JW ielm oiny Hrabia XX** jak to dowodzi na­ stępujący wywód. ale zobaczmy Andrzeja tłum aczącego się w więzieniu. obiad gotoVvy! — nikt'się nie oponował..“ R zecz j u i była naprzód ułożona — honoraria prze­ znaczone. owego starego sługi S tan isław a. w ylęgła się niejedna zbrodnia. ) wnosi zatem JW ielm ożny Hrabia i u p ra sza .cia . i e popieranie praw siostry m oie b yć dla niego korzystniejsze. jakich użyto na wplątanie i uwięzienie Andrzeja... Indagacya jego tak zrę­ cznie była nakierowaną.. JW . że m oże i sąd nie dom yślał się .

szczęściem ze przynajmniej tylko na czas! . .atwo się domyślić że Andrzej nie mogąc dać innego dowodu swojej niewinności jak swoje ustne zaręczenie i nie m ogąc zaprzeczyć że suknie którem iał na sobie nie są jego. nie pam iętam . źe co się stało potem . źe to uwięzienie bardzo było na rękę exekutorom testamentu. źe mam na sobie te suknie. ani też spotkać się jakim przypadkiem z Anną.naco się mogą przydać skutki. Jakim zaś stało się to sposobem.— ' częstował miodem . Nie wiedzieli oni . Takto intryga do swoich tryumfów potrzebuje niewin­ nych ofiar. jak również łatw o p o jąć. Pamiętam tylko źę w jednej karczmie o sześć m il od Poznania za­ stał mnie jakiś pan— w ypytyw ał mnie o różne rzeczy. — i Andrzej stał się taką ofiarą. nie usunięto jednak głównej przeszkody. ^. nikt nie może na mnie nic złego powiedzieć. Stawiono go do sądu jako złodzieja roz­ m aitych rzeczy. Stanisław m iał siostrę.Rok smutnego więzienia powoli p łyn ął dla Andrzeja a exekutorowie szybko zbliżali się do swego celu. między niemi ubioru który na sobie nosił. ani tego jak się tu dostałem — ale 60 lat przeszło uczciwie spędzo­ nych w służbie m o gi ręczyć za m ną.— teraz osadzony w więzieniu jako złodziej stracił wiarę publiczną — usunięty został tak. podochociłem sobie i napiłem się tak. z występku zarzuconego Andrzejowi. i teraz jak żyję z jałm użny od piętnastu l a t .— „Przysięgam na Boga m ówił on między innerai. tego niewiem. Uwię­ zieniem Andrzeja przecięli n ić . — Andrzej tylko bowiem wiedział źe p. on ich niem ógł ob­ jaśnić. po którejby można było ojsc do niepomyślnego rozwiązania ich zamiarów. źem zupełnie niewinny.. i ź e ta gdzieś uciekła. iż choćby się zgłosili jacy inni sukcessorowie. -— został za kradzież osadzony w turm ie.

bez czuj nego dozoru Anny. żadna troskliwość. Badania i wyroki na nich sądowe wykryw ają następującą okoliczność którą poprzedziły jeszcze inpe z późniejszych wykryte objaśnien.“ Anna jeszcze raz . I jeżeli chciwość przebiegłą jest w swoich wynalazkach i środkach. i dogorywała ostatkiem życia! ^decznemi ■pocałunkam i. W ycieńczona. a ża nim tuż tuż czych ał niedostatek.wprawdzie gdzie jest siostra. Rzecz tak się miała: w kilka lat po wzmiankowanej epoce exekucyi testamentu ujęto kilku rozbójników. bardzoby ich szyki pomięszało. zwykłą koleją rzeczy ludzkiej zajrzała i troska! U m arł stary M aciej. ale czuli źe zjawienie się jej lub jej sukcessorów. żadne zabiegi. w której dni błogie pędził Piotr B** ze swoją Anną i trojgiem dziatek. są i ludzie co jej za dogodne posłużą narzędzie jak to zo'baczcm y w inszej zupełnie sprawie i po wielu latach na­ stępujący odkrył się wypadek a jednak tak wiele obja­ śniający główne zdarzenie. a błogosławieństwo ich ria śmiertelnem ło żu nie zasłoniło dzieci od zmar­ twień. trzeba więc b yło i temu zapobiedz. nie m ogły uratować A nny. rzewnemi łzam i ciał ożyw ić jej stygnące życie! „A n n o ! moja droga Alino m ów ił on do nićj. wszystko szło w nieład.ozw ijsię przecie. co strachem napełniali okolicę P o ­ znania. nadeszła jej ostatnia chwila! id a.ot^orzyfe oczy — spojrzała ija m ęża i płaczące dziatki— . rozproszyła się czeladka. — W ciągu jej półrocznej choroby wielka nastąpiła zmiana w pomyślności ich go­ spodarstwa. ¡¿adne usiłowania. N apróźno P iotr napróżnó. zniszczał doby­ tek. IVD o owej skromnej lecz szczęśliwej ch atk i. — ^Anna zachorowała. um arła matka.

— P. co się stało: „ B y ło nas dwóch. z ło ż y ł na jej ustach ostatni pocałunfik. a ja go prowadziłem. W ch od zim y! — na nasze pozdrowienie: Niech będzie pochw alony. — nędza i akta H T o m u . -— Posłał nas nasz dow ódca! my wykonywaliśmy tylko rozkaz — i nic nie wiemy więcej. hrabia w ziął sukces- syą. napróźno dltigo długo kołatali do drzwi świątyni sprawiedliwości. I — ■zbójców powieszono. on stanął na czatach — ja przybliżam się do łóżka.na złoty krucyfiks który ściskała w ręku. K w i e o i e .8 4 . — Ręka moja nigdy mnie nie zawiodła.. l . w tej przerw ie. słuchajm y zeznań zbójców. — A le czytelnik domyśli się reszty. — wyprowadził dziatki z izby i po­ szedł na łonie sąsiada rozpacz swoją ukoić! a w tym czasie. W spadku dostały im się . W idzim y ją leżącą na łó żk u — nie było nikogo więcej.— nikt nam nie odpowiedział. przebrani za dziadów. poszhśmy nad wieczorem do wskazanej nam chaty. — W edłuę rozkazu naszego dowódcy. — On udaw ał ślepego.— A Piotr niewidz^c ju z znaku ż y c ia . a wnuki Piotra co z opowiadań ojca dowiedzieli się o swojej matce.— a więc do dzieła. i — skonała. — Szukam serca — ono już nie b iło ! — nasza u s łu g a !!“ niepotrzebną była A kto was posłał? dla czego? kto ona b y ła ? za jaką nagrodą? — b yły pytania sądowe.

tego szybkiego i prawie cudownego sposobu kom m unikacyi.' dna z najzu^komitszych dróg żelaznycli europejskich. T o zadanie nasz kraj tem więęej obchodzi. trzeba dobrej chęci i wspólnego usiłowania tych wszystkich. jest zapewne upowsz£!chniente po wszystkich krajach dróg żelaznych. wszelako nau­ czeni tem co się stało u innych. w świecie przemysłowym p racu ją. może ińi się uda przekonać wielu przeciwników. N iech więc i mnie będzie wolno powiedzieć słów. nad których rozwi|zaniem teraz. którzy jakikolwiek w pływ na to przedsię­ wzięcie wywrzeć m ogą. i spodziewać się należy. Wiadomo jest że drogi żelazne od bardzo dawnego czasu. A by lo w jak najkrót­ szym czasie i z jak największym pożytkiem nastąpić mo­ gło.dwóch latach. bo prawie od dwustu łat. który wkrótce amieni może wszelkie stosunki między ludźm i i przyniesie clla całego społe­ czeństwa największe korzyści. że wkrótce z ch w ał| dla jej założycieli dokonani zostanie.K R O TK I RZUT O K A NA D R O O l Ż B liA Z W U Jednem z najważniejszych zadań. że i u nas jest ju ż rozpoczęta j e . a czerpająć uwagi i postrzeżenia moje z najnowszych dzieł i rtoświadczeń czynionych w ostatnich. kilka o drogach żelaznych. istniały przy niektórych . i korzystając z ich przykładów możemy najlepszą o tem przedsięwzięciu powziąść nadzieję i żadpemi przeciwnościami się nie zrażać. że lupo zaioźenie dróg żelaznych jest kosztow ne.

że ledwo 4 do 5 mil angielskich (prawie X milę polską) na godzinę robiły. w różnych kształtach. i z Lugdunu N a obu tych drogach. wklęsłe. przeznaczona tylko do transportów konnych. transports zaś towarow nigdy więcej jak do lo o o beczek nie doszły. A n glii. i b yłyby może nigdy nie wyszły z pod ziemi lub z są­ siedztwa kopalni węgla. Etienne we Francyi. P ier­ wsze drogi znacznej długości założone zostały w la­ tach i 8 a i i i8 a 6 . B yły one z po­ czątku z lanego żelaza. płaskie. — okomotywy (w ozy parow e) z razu tak niedokładne. mających znaczne spadki w stronę wyw'ozu. Okazało się dopiero później jak dalece się m ylono. który uważano za rzecz tylko dodatkową stał się najwa­ żniejszym źródłem dochodu . i 83o nikt nie pom yślał żeby koleje żelazne miały mieć cel inny jak przewóz wielkich ciężarów. Nie były jednak robione ani w taki sposób jak teraźniejsze. lub z brzegiem wystającym z jednej strony. gdyż przewóz podróżnych. B yły to raczej kładki żelazne.kopalniach węgla w Anglii i Szkocyi. zawsze w zamiarze wywozu węgla.polskich 25 o 4 .66 ) dziennego przewozu. razem koni i machin parowych używano. z Darlington do Stockton do St. gdyby nie została na nich użyta potężna siła pary która je całkiem przekształciła. Spodziewano się że na niej będzie 4 ooo beczek (beczka zawiera w sobie funtów. za pomocą których z mniejszym kosztem siły i czasu rozwożono węgiel kamienny do fabryk że­ laznych lub do pobliskich spławów. i nawet droga z Manchester do Liverpool nie w innej myśli była założona. założoną Później nieco została droga z L in tz do Budweis w Au- stryi. . Aż do r. ani też nie słu żyły do takiego samego użytku. Lecz te machiny byfy tak niedokładne.

i źe dopiero niespodziana prędkość. W idzieliśm y jaki b y ł początek dróg żelaznych. zwłaszcza W kraju w którym. którćmi teraz bogactwa i cywiUzacya na wszystkie strony rozpoście­ rać się mają. oto jest główne zadanie które będzie przedmiotem tego pisma. 5 miesięcy użycie ka­ C zy więc koleje żelazne mogą odpo­ wiedzieć tym dwóm‘ celom . i chciano ju ż ich tylko jak balonów używ ać. nadała im zupełnie inne przeznaczenie. źe w kotle parowym powietrze gorące przechodząc przez sto kilkadziesiąt rurek miedzianych. z rzeczy miejscowej. Ta jedna zmiana cał­ kiem przekształciła postać^ dróg żelaznych . ża z początku b yły robięne. za­ niechano pierwszego celu. Czy na to żeby mieć koleje żelazne. W tedy zapomniano o ich początku. do tego doszły. mrozy przez nałów tamują. a razem pozostać europejskiemi. na celu mającej zrobiła je europejską. . tak w yłą­ czne przeznaczenie moźeby było dostateczne. przy kanałach już istniejących. a raczej rzeczą całego świata. zamiast 3oo fun­ tów wody. podrzędnej. teraz do 3400 na godzinę wparę zamienia. na nich otrzymana. i e ju ż nie milę polską na godzinę. ale do i 5 mil w tymże czasie robią. zasadzające się na tćm. W krajaich ludnych gdzie jest wielki ruch. a dopiero potem o nich pomyśleć? nie sądzę. ani dla podróżnych. trzeba naprzód robić drogi bite i kanały. szczegóhiiej węgla kamiennego. — D rogi żelazne u nas powinny zastąpić kanały i trakty bite.przez ulepszenie Stephensona. nie dla kommunikacyj odle­ głych. oszczędność transportów. z kładek jak powiedziałem żelaznych zrobiła szlaki. przy drogach b i­ tych na wszystkie strony rozprowadzonych.

bez powiększe­ nia sobie kosztów . 10 milionów przeszło idzie furmanami po drogach bitych. a wydatek na utrzymanie i naprawę za®^|cy od mniejszego lub większego na niej ruchu wynosi rocznie 600 tlo la o o fr. des voies maritimes et fluviales^ des canaux et des che­ mins de fer. a blisko 3 a milionów własnym sprzężajem do pobliskich WSI i miast. (1000 do 2000 złpO . Ze 173 milionów beczek rozmaitych płodów. W przecięciu wiorsta (prawie jeden kilo­ metr) drogi bitéj we Francyi kosztuje ao o o o fr. dla wszystkich otwar­ te. i ocenić pożytki każdej z tych trzech właściwe. W ystaw ić sobie że kiedyś od mia­ steczka do m iasteczka. D ó tego celu posłuży nam przykłady czer­ pane we F ran cyi.. 126 milionów na miejscu jest spotrzebowanych . czyli ¿ ¿ 33. Ber~ thault Ducreux pod tytułem: Comparaison des routes. . któ­ rych dostarcza we'!ług p. Anglii i Belgii. Z tych znowu 5 milionów idzie na rzeki spławne i kanały. Dutens rolnictwo i przem ysł francuzki. a w czasach wolnych używa ich. Rolnik potrzebuje do uprawy ziemi koni i woł o w . od wsi do wsi. bez których żadnym sposobem obejść się nie mo­ żna. D rogi po kraju są jak ulice w mieście.Ażeby o drogach żelaznych jasne pbwziąść wyobra­ żenie trzeba je porównać z dwoma innemi gatunkami kom m unikacyi. a podane w dziełach pana Teissering pod tytułem: Les travaux publics en ^^Igique et les chemins def e r en France. a /jy milionów o podał się wywozi. byłoby rzeczą najdziwniejszą. oraz p. będą kładzione koleje żelazne. do wywiezienia na targ swoich p ło ­ dów.33 złp. D rogi żelazne nigdy zupełnie dróg zwyczaj nyeh za­ stępie nie mog^. w średniem przecięciu o 18 mil polskich odległości.

cią ­ gnione końmi w galop. 33). (a5 o o z łp . napotykamy lakże ważne różnice z których najważniejszą jest: że drogi żelazne odznaczają się niesłychaną prędkością. Na­ reszcie sama przewózka końmi idgcemi stępo . służą do przew o­ żenia towarów i podróżnych. chociaż z niejednakowym pożytkiem . K an ały w przecięciu kosztują we Francyi na wiorstę l a S o o o f r . utrzymanie i naprawa wynosi rocznie 1 5oo fr. kosrt . i tak: z prędkością la o o o stóp ( 36oo metrów) na godzinę i grosz polski od wiorsty.holowania jednej beczki towarów wynosi 20 groszy polskich. Tak jedne jak drugie mu­ szą się trzym ać mniej więcej linij prostych. a przeciwnie kanały są zu-^ pełnie niestosowne do prędkich transportów.). powiększając się jak kwadraty z prędkości.) a . poi. gdyż opór wody.na aS o oo do lo o o o o beczek rocznego przewozu. co mila zmieniającemi się. z trudno­ ścią m ogą przebywać znaczne sp ad ki. kosztuje lo groszy polskich od beczki. Przystępując nakoniec do kolei żelaznych.) . 208 333. a koszta holowania są w stosunku otrzym a­ nych prędkości. (złp. 2 pręd­ kością a o 83 a stóp (6000 m. z prędko­ ścią 6 a 5o łokci ( 36oo m etrów) na godzinę. widzim y że wiorsta ich w przecięciu może u nas najwięcej k o ­ . Ich celem wspólnym jest zmniejszenie siły ciągu. nareszcie z prędkością 4 *6 6 4 stóp (12000 m. z jaką idą statki pocztowe na kanale Langwedockim .a 5 gr. nareszcie oszczędność na nich nie objawia się jak w znacznych odległościach. Po wyliczeniu tych miedzy niemi styczności. i de L o u rc q . K anały i drogi żelazne nie różnią się tyle między sobą ile powszechnie rozumieją. sprze­ ciwia się bez znacznego powiększenia kosztów wszel­ kiemu przyspieszeniu..

jeżeli transporta powrotne odbywają się na próżno. jakiej używ ają dla towarów na drodze z L i­ verpool do M anchester. 19 za korzec. koni wraz z machinami parowemi używ ają. Na drodze z Lugdunu do S t... Co się tycze transportów machinami parowemi. źe na 100000 do 35 oooo beczek transportu będą od 5ooo do 8000 sd'p. jakeśmy powie­ dzieli. 6 gr. bo koszt transportów konnych przy cenie siana złp. (6 6 0 0 0 f r . 20 za centnar. a owsa zł.. Etienne. a z taką koszt holowania jest i . D odać w każdym razie należy do tych kosztów o . w ynosił z prędkością zwyczajną 36oo metrów na godzinę gr. K oni jednak teraz całkiem ju ź zaniechaj. a 5 . Transporta na kolejach żelaznych odbysię albo za pomocą koni albo machinami parowemi. od linii poziomej aż do o . o i 4 dochodzące. koszt ten dochodzi gr. że ta droga ma bardzo różne spadki. z prędkością zaś 24 wiorst na gódzinę. Lepiej jeszcze rzeczy te wyjaśni następująca tabeila: . 36 grosza pols. koszta utrzymania ł naprawy zależeć od mniejszego lub większego na nich ruchu. i 8 na wiorstę.sztować i io o o o złp. i . ) . a to z przyczyny tej. rocznie.7 5 . ich prędkość najmniejsza wynosi i6 wiorst na godzinę. 1. 'm ożna jednak przypuścić.

.

. słu ży kilkakrotnie do powiększenia produkcyi. że daleko jest płodniejsza i skuteczniejsza. drogi żelaznej z Bruxelli do A ntw erpii Po zaprowadzeniu 200 3ooo z Darlington do. i później tęż Sarnę ilość co dawniej przewoziły. T e kanały po zniżeniu 3o § ceny przewozu. Kwłecierf 1841. że cały przewóz węgla kamiennego z dwóch kanałów im równo odległych rna nie się przeniesie. Stock ton x 3 o 63 o z Liverpool do Manchester 4oo i6 a o Co się tycze przewozu towarów. 6 ' . ro­ biąc drogi z Liverpool do Manchester i z Lugdunu do . L ecz się wcale inaczej okazało. pomimo tego że drogi żelazne obok nich prowadziły dwa lub trzy razy więcej. Ź e tak jest w samej isto­ cie. ani­ żeli by się zdawać mogło. jak że. spodziewano się. lecz się prze­ konano. I tak największa cyrkalacya Tom u . ten sam kapitał. na który z początku przy zakładaniu dróg żelaznych wcale nierachowano. Francyi i Belgii od zapro­ wadzenia dróg żelaznych. do czego przez współubieganie się dróg żelaznych b yły zmuszone. Etienne. który Się objaw ił w A nglii.Rozumiano z początku że prędkość nie przedstawia tak wielkich i' tak rzetelnych k o rzy śc i. Przez prędkość więc kommunikacyi. powracając się kilka razy do roku. było podróżnych dziennie: l^rzedzaprowadz. I tak przewóz podróżnych. na niektórych kilka łub kilkana­ ście razy się pow iększjł: np. Tej nadzwyczajnćj produkcyi. i od łatw ości onych zwrotu. inaczej wytłóm aczyć niemożna. którą te drogi przez swoje istnienie Wywołały.S t. produkcya ich zależy od ilości kapi-^ tałów do niej użytych. przekonywa nas ogólny i nieznany dawniej ru c h . żąda­ nie towarów należących do pierwszych potrzeb będąc nieograniczone.

a w A n glii 180000. Zam iast więc dawnej ^ b elli u ło żyć należy następu» . lecz trzeba podać im wtaściw| i tę która istotnie na nich istnieje. m ożna z ła* twpścią przyjąć we Francyi 35oooo beę?:ek . tak jakeśm y zro­ b ili. .z B ru x e lli do A n tw erp ii.. Tymczasem na drogach żelaznych jest na­ stępująca: Beczek towSfr(5w na oaMj linii L ugdunu do S t..... FodróSnych na całćj linii 340000 300000 18500Ó 1200000 - 1500000 1200 0 0 • • 5Q0000 1106000 • • 330000 Ś red n i ruch na drogach \f< Belgii**. przyjąć na nich równ^ ilość przewozu. nie m ożna. A by więc porównać drogi żelazne z kanał^mś.. należnym do tego pakunkiem na jednę beczkę towarów. 350000 z P a ry ż a do St.na kanałsrch nie przechodziła i nie przechodzi dotych­ czas we Francyi lo o o o o beczek rocznie . E tien ne.. z.... . Rachując dwóch podróżnych i p ół z. '• • z D arlington do S to c k to n .. L iv e rp o o l do M anchester.. G erm ain .. drogach żelaznych... • • z G reenw ich do L on dyn u .za średni prztiwóz ną.

.

Bo jak mówi p. nie licząc Stanów . U życie koni jest nawet szkodliw e. Etienne.0 1 4 . Bo jakkol­ wiek m ogłoby tanio w ypadać. konie depcząc między kolejanii. wtenczas jak najlepsze o niej m o­ żemy pow'ziąść nadzieję. z tym jednak w arunkiem . D la tego nawet na drodze z L ugdunu do St. przekonywam y się o tém czytając o nich rapporta A nglii i B e lg ii. m ają onych zaniechaę.stronę dróg żelaznych. b yłb y to największy błąd. dłu|ości zdawał się ich nakazywać. Powtóre ich pochód będąc daleko wolniejszy. nigdy nie odpowie ta­ niości kanałów. . co wyżej powiedziałem. ażeby korzystać z właściwej im prędkości dla rozwinięcia przemysłu i handlu krajo­ wego. U żyw anie w ięc koni na drogach żelaznych uwa­ żam za najzgubniejsze i najniebaczniéjsze.000 m. bez żadnych widoków powię­ kszenia stosunków handlowych i przemysłowych. jakeśmy widzieli 0 . albo na przypadki je naraża. co jest najsżkodliwszćm i wystawia transporta machinami parowemi na wjele niebezpieczeństw. chociażby tylko pomocniczo i wspólnie z machinami parowemi było naprowadzone. wyprowadzam ten wniosek.W idzim y źe tym sposobem położona kwestya zu­ pełnie się rozwiązuje na . Jak dalece koleje żelazne wszelkie najkorzystniejsze przewidzenia ziściły. a wszelką korzyść dróg żelaznych ni­ weczy. Z tego więc wszystkiego. L ecz jeżeli ma się stać kommu- nikacyąE uropejską. . nie może się zgodzić z telai transportami. na 36. i albo na znaczne o p óźn ien ie. na której spadek. w ilo­ ści swojej ograniczone. źe jeżeli dro­ ga żelazna ma się jjudować na transporta konne. Seguin w swém dziele de 1’influence des‘ :chemins de fer et de 1’art dę les construire. w zru­ szają je i okrywają b ło tem .

W edług mnie nigdy droga żelazna takiego wpływu wywrzeć nie może na zmianę stosunków handlowych i powiększenie bogactw narodowych w krajach bogatych. i w których kommunikacye lądowe i wodne są ju ż ułatwione.te kommunikacye dotąd nie istnieją. handel A n tw erp ii prawie się podw oił. w r. i jeżeli w A n g lii i Belgii rozkrzewi-Iy nowe nieznane dotąd życie.Zjednoczonych A m eryki. i8 3 8 zawierały w sobie 7% ' C ła także tego miasta które b yły w r. mającej ogromne rzeki spław ne. P. które w roku i 83 i m iały b eczek . źe okręta przybywające do portu tego miasta. wino i płody południowych nadmorskich krajów . Jeżeli więc w Am e­ ryce pó^Inocnej. W Am eryce północnej są one wraz z rzekami spławnemi i kanałimii jakoby ż y ­ łam i wielkiego ciała. przez które życie płynie i rozlewa się po całym kraju. C zy nie mamy jeszcze ziemi której brakuje kapitałów . jak wielki w pływ niedawno zaprowadzone drogi żelazne w Belgii na ten kraj w y w a rły . drogi żelazne stały się konie­ czną potrzebą. okazało się. D la czegożby równie i w Europie b yć nie m iało. 1829 . wełny na zamianę za sól. ozy nie mamy bydła. dla czegożby i u nas toż samo ziścić się nie m iało. gdzie w pustyni częstokroć zakiadane. W pier­ wszych wpływają na powiększenie stopniowe bogactw a w drugich one stwarzają. jak w kra­ jach gdzie. Teissering w swojem dziele okazał. zboza. i chociaż przewóz towarów na dro­ gach tamtejszych nie jest jeszcze urządzony. czy nie mamy bogactw ukrytych w kopalniach. w mgnieniu oka nowe miasta stwarzają i nie­ znaną ludność do nich prowadzą. czy nie mamy węgla kamiennego z któ­ rego korzysta tylko mała cząstka kraju . lecz tylko służą dla samych podróżnych. na których Europie zb yw a .

podniosły się w roku i 838 do summy 6238800 fr.... W Anglii podobne rachuby się ziściły. gdyby ustawa par­ lamentu nie ograniczyła ich do i o § .. Teissering także uważał: 1 “ źe w każdćra mieście przez które droga żelazna przecho­ d zi. m ająca 27 mil polskich długość a kosztująca 2 3 10 9 16 6 6 złp. Lecz zastanówmy się teraz. . a cena ziemi i robotników o I się podwyższyła. tak że przewyżkę intrat muszą obracać na coraz większe udoskonalenia. a jćj akcye od roo doszły do i 58 . 58.000 ludności zapisało się 393. która już jest rozpoczęta.. P.. j. przynosi często 10 od sta intraty....000 » 2 7 1. Indilstrya w powszechności także nad­ zwyczajne zrohiła 'posjtępy. . 4 2. Jednym z najpierwszych warunków korzystnego za­ łożenia drogi żelazDĆj jest.4338800 fr .. trzy razy tyle prżez rok zapisało się podróżnych ile miejscowa ludność w yn osi. i tak: w Bruxelli mającej 120.9 75 » » i3 o . t. żeby jak największe prżyniorfy korzyści.o o o » w Bruges . . im więcej sekcyj otworzono.000 » i4 8 .18 0 w L ie g e .448 w Antwerpii. tem się stała korzystniejszą.. .. .. D roga z L on ­ dynu do Birm ingham. i podać dobrą otuchę wzglę­ dem tej. ab y miała jak najmniejsze spadki i skręty jak największem promieniem ząkreślone.3 2 4 2° że im dłuższa droga. Te uwagi i wiele innych powinny zachęcić do przed­ sięwzięcia dróg żelaznych.. i co w osta­ tnich czasach nowego względem nich zaszło. . W ia d o m o . 80. że na każdej drodze opór doznany pocho­ dzi od tarcia wywartego na kofa i ód jej nachyliśnia... D roga z Liverpool do Manchester ze 100 poszła na 182. i przy­ nosiłaby bardzo wysokie procenta. w jakim sposobie drogi te winny być budo­ wane.

że machina parowa. Jeżeli zaś w przeciwną.0024.oo5 całego ciężaru. dodaje się druga. na częściach pochyłych. a teraz p.0024 spadku. W drugim zaś. i tym sposobem. trzeba. i źe to zwolnienie byłoby coraz większe. wywierają % pressyą.oo 48 potrójne.0024 będą powojone a na o. które zwykle idą całą siłą swych machin. na­ tenczas od oporu doznanego na linii poziomej odciąga się częse ciężaru całego transportu odpowiadająca temu nachyleniu. Dwojaki jest sposob uniknienia tego zwolnienia. jeżeli spadki nie są dłu­ gie z łatwością i bez opóźnienia je przebywają. a trzecią ęzęsć tylko na tej. i na ciężar samej machiny widzimy. lokomotywa. i tak dalej. Nie zważając zatem na opói: wiatru. natenczas widoczna jest rzecz. idąc pod górę. Opór na drogach żelaznych pozioniych zwykle rachowany b ył dawniej na o.0024.0048 spadku trzy razy tyle.Jeżeli nachylenie to jest w stronę w którą dążymy. Binau inżynier francuzki zdając spra­ wię z drog angielskich swemu rządowi. stosownie do pochyłości zwolni­ łaby bieg. nie licząc oporu wiatru. dla transportów z tojvarami. którą więcej palą na . że lokomotywa z tąż samą prędkością 'połowę tylko ciężaru mogłaby ciągnąć na drodze mającej spadku 0. jak na płaszczyznie poziomej. im dłuższa byłaby lima pod górę idąca.oo48. machiny nie całą siłą zwykle działając. natenczas ta część ciężaru się dodaje. gdy­ byśmy go cały zostawili. oprócz powiększenia tych kosztów na częściach pochyłych. a la transportow z podróżnemi. która ma o. rachuje go tylko. do­ dać jesziae należy tę ilość węgla. a na 0. na 0. Podług niego więc na 0. W pier­ wszym razie koszta opału na spadku 0. dopiero.dwa razy tyle siły jak na płaszczyźnie poziomej. jak idą pod górę. Zamiast zmniejszyć ciężaru.

tak pod wzglę­ dem oszczędności jak i bezpieczeństwa podróżnych. daleko jest korzystniej. gdyż sądzono. Źe korzystniej jest rozkładać spadki na długą'przestrzeń i otrzym ywać mierne pochyłości od o.010 dochodzące.mania transportu.epienie się jednego lub kilku po­ wozów: Co do pierwszego opór wynikający z tarcia wyró­ wnywa jakeśmy powiedzieli na kolejach żelaznych o. albo idąc w górę przez pęknięcie kotła parowego i przez zatrzymanie wśród drogi całego transportu lub odcz. albo idąc na dół przez rozpędzenie i niemożijość wstrzy* . z powodu źe transporta podró­ żnych nie id^ ca'I’§ siłą swych machin.częściach poziom ych .co a 4 . Lecz gdyby k o ła . Dotychczas rozumiano. dozwala biegłemu mechanikowi największe trudności pokonąć. zamiast bbra- . a między niemi zostawić krótkie spadki nawet 0. Przypadki na takich spadkach m ogłyby być dwojakiego rodzaju.007 wy* noszące. T o cośmy tu powiedzieli ściąga się tylko do spadków w jednę stronę obróconych. iż przedstawiają wielkie niebezpieczeństwo dla podróżnych. przez co cug powietrza a razem i siła inachiny się w zm aga.oo4 do 0. Binau rozumie . Lecz przeciwnie p. że jeżeli niemożna sprowadzić ich do małych «padków.ooa4 całego cięża ru . transporta więc zaczynają same biedź pa pochyłości o . byłyby pra­ wie równe stratom na drugich. podzielić drogę na części prawie po­ ziom e. natenczas korzyści otrzymane na jed n ych . M o­ żność zaoszczędzenia p a ry . rozpędzenia machiny na pochyłości. lecz się teraz prze» konano źe to niebezpieczeństwo nie istnieje. Dotychczas takich spadków nie- przypuszczano. Prowadzenie loko» motyw jest umiejętnością bardzo w a ź n |. gdyby się zaś znajdowały na obie strony.

takowy dopieroby się poruszył na w yż rzeczonej pochyłości. to jest kiedy koleje s| zmoczone. hamulce znajdujące się przy dwóch. slizgaiy się po kolejach. i transporta nie zaczęłyby się ślizgać na pochyłości 0. transport ciężki. kocioł parowy pigknąć m oże. Kwiecie. wyno­ szący lo o beczek. które można uważać za maximum przebywanych lokom otyw am i. o i o .cae się. W razie nawet gdyby te hamulce pękły. że nie ma żadnego niebezpieczeństwa. lub nie m ogły być użyte. albo trzech powozach. byłyby dostatecznemi do utrzymfinia biegu w średniej mierze.10 całego ciężaru . idąc w górę zdarza się czasem że przez nieostróźność mechanika. ale w takim razie.. niebezpieczeństwo to ogram cza niego i co do palacza (chauf- »trzymanie się i powrót własnym ciężarem . 184. któ­ r y obciąża zbytnie klapy bezpieczeństwa w celu łatw iejszego przebycia pochyłości. i opór powietrza powiększający się w miarę prędkości.o io . Z tego więc można przypu­ ścić. idąc na d ó ł po pochyłości o . ponieważ lokomotywa jest oddalona od innych powozów. . z arzyło się to w roku iB S g na drodzć z Liverpool do Manchester. gdyż siła pary. — C o do dru giego .10.-. byi% 0. G dyby więc wszystkie koła transportu zostały zahamowane. jeszczeby ztąd ża ­ dne nieszczęście nie w yn ik ło .trans7 Tom II. zostawiony samemu sobie nie m ógł­ by nabyć tylko 8o wiorst prędkości na godzinę. wtedy opór doznany w najgorszym razie. zupe'l’nie wystarczają. I tak na spadkach o . którąby można u żyć w przeciwnym kierunku. a innych przy transporcie się nie znajdow ało. Ponieważ spadki zwyczajne na drogach żelaznych s^ nieskończenie m niej­ sze. gd yż nawet na płaszczyznach poziom ych czę­ stokroć bywa używana. Ta prędkość bynajmtiićj nie jest nadzwyczajną a»i niebez­ pieczną.

wszelako jeżeli to okupićby trzeba zbyt wiel- . K iedy więc położenie gruntu pozwala dać taki kierunek drodze. N a to zapytanie nie ma odpowiedzi bezwzględnej i powszechnej. bronią od niego hamulce i opór powietrza. nie cierpią na istnieniu znacznych spadków .portów całych. a z drugiej ilość przew o­ zu. Poje­ dyncze także powozy trudno aby się odczepić m iały. G dyż z je­ dnej strony niewiadomo jeszcze dotąd o ile spadki wpł^ywają na powiększenie kosztów . że ani bezpieczeń­ stwo. aby tym sposobem otrzym ać linią prawie pozio­ mą lub z małemi spadkam i. a trudno­ ści napotykane zw yciężyć siłą lokomotyw. nie może b yć naprzód z pew'noścIą obliczona. że lepiej byłoby trzymać się ja k najmniejszych spadków.. jeżeli go­ dziny wyjazdów są dobrze urządzone. wprowaidzając do niego koszta pierwszego założenia dro* . Za­ chodzi tylko pytanie gdzie się w nich zatrzym ać? czem się ograniczyć? czy należy rozkopywać góry i wsypywać doliny. czy też zostawić ją przy po­ chyłościach. Uwagi powyższe pokazują nam . gi i późniejszej exploatacyi. lub na założenie jej znaczne ponieść koszta. gdyż. będąca najważniejszą zasadą tego rachunku. lub pojedynczych powozów. jak w pierwszym razie. lecz że tylko wydatek opału i inne koszta zna­ cznie się przez nie powiększają. nie przedstawia ta k ie żadnego niebezpieczeństwa. nia tego w ypadku. Ten rachunek będzie . ani prędkość. bo zwykle bywają trojakim sposobem przytwierdzone. W każdym danym przypadku należy zrobić rachunek. jakich położenie gruntu wymaga.mógł ‘ tylko być zrobiony przybliżonym sposobem. D la otrzym a­ lepiej jest ją czasem znacznie prze­ dłużyć. ‘ Niezawodną jest rzeczą. naten­ czas droga taka będzie najkorzystniejszą. ażeby nie w y­ chodziła z linii poziomej lub z m ałych spadków.

i przedstawia tylko je ­ dnę lub dwie pochyłości na 0. albo zamienić je na cięższe i potężniejsze. jakeśmy powiedzieli.010 spadku. tak . Sposób najpospolitszy jest. Jakoż linija która w naj­ znaczniejszej części jest pozioma. coby się stało zbyt kosztownerri. ny pomocniczej. ale jeszcze przyczyniłyby koszlu utrzym aniu drogi. jak średnich a daleko rozciągających się. iż P owierzchnia obwodu k ó ł daje się stożkowata z różnicą e nego cala między średnicami dwóch obwodów. i źe rawędz koł oddala się o dwa cale od kolei żela zn ej. na większą długość rozłożone zostały. gdyby nieużyto pewnych środków dla zmniejzenia tej niedogodności. a z towarami przez dodanie machiW drugim zaś rażie. oszczędniejsz| i większe na niej prędkości otrzym ać mo­ ż n a . b yłyb y daleko droższe dęi nabycia 1 do naptawy.kietni kosztami. tak jak droga z Liverpool do Manchester daleko będzie wygodniejszą. w założeniu Przystępuję teraz do kwestyi pkrętów i konieczności zakreślania ich wielkiemi promieniami. o urządzenie niedozwoliłoby przebiegać iTa nich linij ^ '^^ywych. Nietylkoby więc same machiny więcej koszto­ w ały. natenczas lepiej jest. używa się machin lekkich. trzymać się większych spadków a krótszych. że razem z niemi się obracają. niszczyłyby więcćj koleje i paliły więcej węgla. koła są przytwierdzone do o s i. W iadom o je s t. niż gdyby na tej samej linii spadki te. do ojoos zm n iejszon e. alboby trzeba używ ać machin pomocniczych na daleko większej rozle^ o s c i. które będąc nieużyteczne na częściach poziom ych. W pierwszym razie jak na drodze z Liverpool do Man­ chester. że na drogach żelaznych. które z podróżnemi przebywają spadki za pomocą prędkości nabytej lub siły zaoszczędzonej.

niszczące koła lub stające się powodem wyjścia z kolei. i po­ wozy na kolejach żelaznych o 60 cali od siebie oddalo­ nych. gdyż zawsze pozostaje niedogodność równoodległości osi. jeżeli mają chodzić ze znaczną prędkością. że z małą prędkością transporta na drogach żelaznych mo­ gą przebywać linije krzywe mające 100 metrów promie­ nia. może bez ślizgauia się je przebiegać. a ztąd tarcie wstrzymujące bieg tran­ sportów . że przy takiem urządzeniu objawia się kołysanie na boki. wywiera się znaczne parcie na krawędź. dla przebycia linij Pierw szy jest dosta­ teczny dla uniknienia ślizgania się k ó ł. a zaś lokom otywy. z powodu której. A b y uniknąć tych niebezpieczeństw. nie m ain- . oraz z po­ wodu równoległego osadzenia o si. Tyra sposobem na liniach krzywych koło zewnętrzne. m ające’44 cali średnicy kół. krzywych na drogach żelaznych. chodząc po największym swo­ im obwodzie. drugi raz do dru­ giej przybliżać się mogła. jakich u ży­ w ają dotychczas na wielką skalę.ażeby według potrzeby raz do jednej. Jednakże wcale inaczej się rzecz ma. Pokazu je się ztą d . lecz ten sposób nie jest bardzo sktiteczny i tylko w części złem u zaradza. lecz oba mało pom agają przeciw ko parciu na krawędź i niebezpieczeń­ stwu wyjścia z kolei. ińogą przebywać łu k i zakreślone promieniem io 4 łokciowym (60 metrów). m ogą chodzić po krzywych zakreślonych promieniem łokciow ym (100 metrów). D la uniknienia siły odśrodkowej podnoszą zwykle na skrętach kolej zew nętrzną. albowiem w tym razie objawia się siła odśrodkowa. zw ane. mouvement du lacet. mające 68 cali średnicy wielkich kół. dwa sposoby są jedynemi środkami. bardzo niep»:zyjemne dla podróżnych i pociągające za sob^ częste przy­ padki. To niebezpieczeństwo jest tćm większe.

Te doświadczenia są tak zadowalniają c e . — Od dwóch lat robi on doświadczenia w St.nego sposoLu jak dawać wielkie skręty. D o każdej % tych osi je s t przytwierdzony drąg poziom y. Konieczność trzymania się mniej więcej linij prostych bardzo utrudnia prowadzenie dróg żela­ zn ych . W ażność tego przed­ m iotu jest powszechnie uznana i dla tego wielu trudniło się je g o rozwiązaniem. na których rozmaite wziąść mogą nachylenie. A rnaux otrzy­ m ał nagrodę wynoszącą wozow jest następujące: 3ooo . lecz w takim razie trzebaby znacznie koleje od siebie oddalić. Urządzenie jego po- każdy powóz jest na dwóch osiach będących na sworzeniach. 1 zrobić osie łam ane. w skutek którego p. przez środek którego przèc odzi sworzeń osi. w czemby była jeszcze większa nie­ dogodność. najmniej pro- niieniem looo metrów zakreślone. które uważać należy za drogi przez samą naturę Wskazane. i używ ać ich tylko przy początku Inb przy końcu drogi. Nie- awno z ło ż y ł o nich pan A rago akadem ii nauk rap­ port pochlebny. które mogą z wielką prędkością chodzić po skrętach rog żelaznych. w celu okazania użyteczności powozów swego w yna­ lazku. D la uniknienia kołysania się na bo- kij nie tylko od stoźkowatbści kół ale też i od elastyczno­ ści kolei żelaznych zależącego. życzenia. że m ożnaby je prowadzić po nad korytami' rzek.fr. N ajw ię­ kszy pożytek wyniknąłby ztąd. M andé pod P ary­ żem . Lecz nikt tego lepiej nie dokazał jak pan Arnoux inżynier francuzki. radzą niektórzy ażeby środek ciężkości transportów zniżyć między k o ła . wieleby one na tćm zyskały. K o ła obracają się na osiach jak . że nie zostawiają prawie nic do. albo też na mniejszych zwalniać b ieg. i gdyby można wynaleść sposób uniknienia tćj niedogodności.

przez które przechodzą sworznie osi tylnej poprzedzającego. osadzonego na drągu powozu poprzedzającego po nad kręgiem tylnej osi. tylnej osi. koła. i przymuszają je do jednoczesnego poruszania w strony przeciwne i pod się na swoich sworzniach.zmianą kierunku pierwszego powozu. kręgi małe powinny byó o połowę mniejsze. Tym sposobem w idiim y źe są trzy kręgi poziome w każdym powozie. Kierunek najpierw-^ sz^j osi otrzym uje się za pomocą czterech ramion do niej przytw ierdzonych. Jeżeli więc powóz ten będzie szedł po drodze żelaznej zakreślonej promieniem. łączą obie osie. Dwa łańcuchy są przy­ twierdzone do obwodu kręgów.w powozach dróg zwyczajnych. a trzeci mniejszy osądzony na drągu po nad kręgiem. jednakowem nachyleniem. a krzyżując się pó nad drągiem powozu . dwa jednako­ wej średnicy przytwierdzone do osi. Przytem połączone są jeszcze dwo­ krzyżującemi się z sobą pod dyszlem. natenczas i druga ró­ wnie normalne weźmie położenie. a trzymającemi się ż jednej strony przy kręgu osi prze­ dniej j)owozu następującego. D ając właściwą wielkość małemu kręgow i. a kręgi osi jednej średnicy. i opatrzonych małemi kółkami poziomemi. a pierwsza oś będzie kiero­ wana normalnie do jego obwodu. W skutek tego urządzenia jakąkolwiek krzy* . chodzącemi po wewnętrznych ścianach obu kolei. za każdą. Powozy są połączone między sobą za pomocą dyszlów m ających z obu końców ogniwa. Za p o ­ mocą tego ostatniego kręgu. osie następującego powozu wezmą teź same nachylenie co osie poprzedzającego. zmienia się i kierunek obu osi dru­ giego. a z drugiej kręgu m niej­ szego. W zwyczajnym przypadku dy­ szle będąc tej samej długości co drągi powozów. ma łańcucham i. i osi przedniej na-stępującego powozn.

ażeby z linii prostej wyjść nie moy* P. i i 4 ‘ raetrow dłiigości. i jak na zwyczajnych drogach żeaznych. 3o a nawet 1 8 metrów. że koła obracające się na osiach nie s| równie pożyteczne o rog żelaznych jak zwyczajne na nich używane. Zawiéra ona w swoicb zakrętach li“ •je proste. tylko że dotychcMs nie Umiano nadać kierunku osiom . t e c z powód wytycznego użycia na drogach żelaznych k ó ł ra­ zem z osiami chodzących nie b y ł inny. gdy loomotywa i pięć do niej przyczepionych powozów. A rnaux. ' 00. Mandé ułoźon| została koléj żelazna. nie spostrzeżono. m ógł bez niebezpieczeństwa u ży ć k ó ł obracających. i racbujęo ilość ich obrotów okaza­ ło się. Podczas bardzo icznych doświadczeń dynamometrem robionych. a na ostatnim i ^ m jli na g o d zin ę. na pierwszych trzech skrętach sńa z prędkościf od 2 J do nn 5 polskich. wszelako zobaczmy jakie są zarzuty jemu czynion e i ja k im można odpowiedzieć. która tak prędko się niszczy na drogach zwyczajnych .Najpiérwszym jest. tu będ^c tylko przybity do dre­ wnianych k ó ł powozów. . W czasie najprędszego biegu nie doświadczono żadnego kołysania na b o k i. została nienaruszony. W St. Zdaje się że to doświadczenie było dosta­ teczne. wszystkie inne bęm usiały iść jego śladem. które dotychczas żadnemu nie u legły zniszczeniu. zakreślone promieniem 5o . przytem rozmierzy wszy dokładnie obwody kół J rogę przebieżonę.W| przebiegać będzie pierwszy powóz. się . i bezpieczniej oła tak osadzić. znalazłszy sposób nadania tego kierun- u. ażeby tarcie na skrętach było większe jak na linijach prostych. K raw ędź k ó ł. źe w ic h rozwijaniu się nie było najmniejszego Ślizgania. i różne krzyw e. Nareście powozy były daleko lżejsze i z koła­ mi drewnianém i.

zostając jeszcze na linii prostej. jed'nak praktycznie łącząc parabolą łu k i k ó ł z liniam i p rostem i. będąc zależny od kierunku jaki weźmie poprzedzający. nie potrzebują być obtoczone i tak jednostajnych jak tamte w ym iarów . Pierwsze zastosowanie L ourcq będzie m iało miejsce nad kanałem de z P aryża do Nuaux. a tem samem koszt drogi więcej jak o połowę będzie mniejszy jak w każdym innym kierunku.na osiach. Jakoż kierunek osi powozu następnego. dając drugie kręgi nad osiami przedniemi i w razie potrzeby łań cuchy na nie przekładając. D rugi zarzut jest. Rom panija właścicieli tego kanału nakłada drogę? żelazną na jednej z jego gro­ b li. |e system ten w wielu przypadkach będzie m ógł być użyty. a szczególniej dla korzystania z biegu naturalnego rzek i dolin. osie tam tego. . Czwarty zarzut. że tej niedogodności się zappbieży. jasną jest rzeczą że w momencie kiedy tenże wejdzie na Uniją krzywą. i pomimo znacznych skrętów korzysta z poziomego prawie położenia kan ału. który na siedmiu milach ża­ dnej nie ma śluzy. Te nawet nie wytrzym ując takiego parcia na hoki jak pierwsze mogą być drew niane. wezmą przedwczesne nachylenie. m ożna temu choć z trudnością zaradzić. iż ciężar powozów nie na bokach osi ale na środku onych spoczywa. źe kierunki osi pierw ej się zmie­ niają nim jeszcze każdy powóz wejdzie na liniją krzywą. L ubo teoretycznie temu za­ radzić niem o żn a. Ten zarzut jest ważny. przez to oszczędza sobie wszelkich wysypów. T rzeci i najważniejszy zarzut je st. tak nieznaczue będzie przejście. Z tego wszystkiego sądzę. dla których jednakże o innem urządzeniu dotychczas nie pomyślano. iź transport po­ dobny w ty ł iść nie może. lecz jest wspólny wszystkim powozom dróg zw yczajnych.

że ta droga. których przem ysł i handel m ógłby b yć rozw inięty. i wszelkie cho­ ciażby najmniejsze skręty. powtóre kwestyą spadków i skrętów. nigdy jednak nie sy zdolne. W ielką z tego powodu do zakładania dróg żelaznych m ają wyższość kraje płaskie nad górzystćmi. Co do drugiego w idzieliśm y. gdyż tym sposobem wszelką byśmy im korzyść odebrali. oraz korzyści wynikające z prędkości . prześllśmy kilka najważniejszych k w estyj. jakie dotychczas starano się co do nich roztrzygnąć. przem ysł i handel krajowy. tém będy k o ­ rzystniejsze. na­ tenczas tę ostatnią obrać należy. jak drogi ¿elazne. Ź e m ajyc do wyboru zaprowad.. i łycząc migT o k II.01 o dochodzące. C o do pierwszego widzieliśm y. i że m ożna na nich przypuscic spadki do 0. K w ie cień . rozwinąć w takim stopniu. wszelako i te ostatnie nie będą ich pozbaw ione. będąc w połyczeniu z rogą W iedeńską dochodząc do K rakow a. Zwracajyc się teraz m yśly na drogę w kraju naszym praedsiewzięty. 8 . L ecz w żadnym ra­ zie w budowaniu onych nie m ożna rachować na trans­ porta ko n n e. sydzę. że warunki założenia dróg żelaznych nie są teraz tak trudne jak dawniéj.84i. gdyż się przekonano.enie kanałem lub dro­ g i żelazny. najprzód kwestyą ich kosztów w porównaniu z kanałam i i drogami hitemi.W tym krótkim rzocie oka na drogi żelazne. i że im mniejsze m ajy spadki. że korzyści dróg żela­ znych zależy w znacznej części od sposobu jakim sy pro­ wadzone. przez użycie powozów pana A rnoux. kom m unikacyi m iędzy odległćm i krajam i. i e jakkolwiek kanały m ogłyby byó korzystny w pewnych okolicznościach i w krajach cieplejszych do taniego transportowania towarow.

albo przynajmniej nic nieznacz^cy wpływ na bogac­ two kraju. przez W. Nareszcie. Pisma (l) Wyszła w Krakowie czcionlcami Stanisława Gieszkowsl^i^go we dw<5ch tomach.ncemsf4 iefif^o. ż e ta droga poprowadzona z małym kosztem . NAD HISTORYĄ LITERATURY POLSKIEJ ^edx. jest bezw^tpienia historyą literatury polskiej napisana przez p. G dyby jednak chciano j§ ograniczyć do samych powyżej wymienionych transportów. . że te wszystkie dogodności do niczegoby nie doprowadziły gdyby je j nie zapewniono europejskich kom unikacyj. i wyłącznie na niej koni u ż y w a ć . L ecz przewiduję także. Maciejómkiego. m ąjąc w sobie małe spadki i skręty zakreślone wielkim prom ieniem . wywrze najkorzystniejszy w pływ na przem ysł i han­ del narodowy. Najważniejszćm dzie-iem. m oże wyrównać najkorzystniej­ szym drogom europejskim. które w roku zeszłym w y­ dano u nas. M ichała W iszniewskiego ( i) . A .dzy sob| odległe kraje ^ a tym sposobem nieograniczając się na samem transportowaniu węgla kamiennego i soli. zawczasu przewiduję dla niej upa­ dek.

zmierzać się zdaje. jjg (4) Porównaj tom I. cała mądrość prawdziwie ludzka w niéj się objawij cała przyszłość naukowa zamieni si^ w czaąy drobnych książeczek . ale na pozór ty lk o . to jest: ażeby m iało skutek przeciwny temu do czego. że właśnie przez s ^ j e pisma poezyą podług uwagi Arystotelesa przep nione. i że o ile tamten filozofami o tyle ten wier­ szopisami chciałby widzićć wszystkich czcicieli nauk. Rozw ażając te słowa rzekłbyś. tw orzy wielkich wieszczów. Vilnae 1821 tom. w których wszystko się zmieści i w poezyą przeleje (4). a rokując jéj świetniejszą przyszłość jak ją kiedy miała . poezyą wykarmiony i na niéj wykształcony.— B2. ifioi . podług świadectwa samychże sta­ rożytn ych. ow filozof. W ielki ten człowiek Homerem filozofów od spółczesnych i po­ tomnych nazwany. już to zastanawiając się nad ogofein tego nader ważnego dzieła. (1) Piśmiennictwo krajowe i r. Bo ile G rek okazuje się być nieprzyjacielem A poliaa dzia­ tw y .21. o tyle Polak wyznaje się być przyjacielem poetów i p o e z y i.litterariae. Ź yczyćb y należało ażeby się toż samo stało dziełu p.' ^torych w yganiał z wymarzonej przez siebie społeczno­ ści ( 3). . 1840 w numerach 19. nie wiedział o tćm . str. Tuscul question.51 — Orędownik z roku tegoS w numerach 5—7.50. '< ^ Plato. 1 1 . 27. ju ż to prostując i uzupełniając jęte w niem szczegóły. “ ®>^odka Initia historiaeGraecor. w ykluczył ze swojéj rzeczy pospolitej poetów (a). 222~224.20. II. i pobrata się z tem i. Ja także rozwiodę się nad niem .peiyodyczne rozwiodły się o tém dziele ( i ) . I. W iszniewskiego. że je nasz czcigodny ziomek Platonowi na przekorę po• wiedział. wieszczy że z czasem cała literatura wcieli się w poezyą.

Skorsi będąc do uniewinnienia aniżeli do potępienia nie czy­ nim y z tego powodu )vyrzutów autorowi. zwłaszcza gdy sam ośw iadczył. ' (1) I. zaściełając kw ieciem . którą ma postępować do przybytku historyi literatury (czyli raczej cy w iliza cy i) p o lsk iej. że nie dla znaw ców . 5)?. . Se może stad się dla méj przewodni­ kiem na tym rozległym stepie. jest szczegółów n ie m a ło . uścieie młodszym czytelnikom drogj do poznania własnej lite. a drogę. i z czystego zdroju pra­ gnienie ugasi. w ogóle pow abném .W szakże głębiej wszedłszy w myśl jego przekonać się jest łatw o.:atury. i wszelkie trudności m ogące zrazió słabe do cięższej pracy nie nawykłe um ysły pilnie u su w a. str. była mi największym do jéj koilczenia zachęceniem i pobudką. nim się znękany wędrowiec pocieszy widokiem palmy pod którdj roskosznym cieniem odetchnie. (2) Ta inyil (mdwi i>. 222.e przyjdzie czas w którym ludzie zam iast o g ro ­ m nych foliałów nie przydłuższe nad wydane w o?emce będą pisyw ać i czytywać książki“ płynną i uroku pełną mową ciągnie ją mimo woli do czytania obszernej treści dzieła. ażeby ciesząc się niemi jako najpewniejszą człowieka własnością w naukach i dla nauk ż y ła . tomu). przedmowy do I. w uczciwości i przyzwoitości najpiękniejsze swe przepę­ dzając lata. i tak nieznacznie wprowadzić na wielki ob­ szar n a u k . i£ ksiqîlia moja. źe pan W iszniewski zachęcając m łodzież do wierszowania ( i ) nie chce bynajmniej przeistoczyć j^ we wierszopisów ale pi’agnie przez poezyą rozradować ją w m ądrości. Tym końcem pocieszając m łodzież tą na­ dzieją. które sprostować i dopełnić należy. D la tego też w dziele tém. Wiszniewski na str. pokazuje jćj róże a ukrywa kolce. ale dla chcących poznać tego rodzaju dzieje napisał swoje dzieło (a). nieraz z po­ świeceniem gruntowności i ścisłości naukowej. gdzie długo trzeba bezwodne prżebywad piaski. V.

mi nowych pomników. że co tylko pięło się do wyższego ośw iecenia. że kronika G alla ju ż za )ego (kronikarza) czasów tłum aczona b yła na język polski. Polski język b y ł potocznym dla męzczyzn wszelkiego sta n u . które przedemną uczyniono o dziele p. 59. m ogliby przez to zo­ stawać w błędzie. przedsięwzięliśmy rozwieść się nad pismem do którego wielką przywięzujemy wagę. str. albo za rozumnego uchodzić c h c ia ło . nad częścią jego artystyczną ani o po­ dziale na okresy nie m ówię. m ówiło i pisało po łacinie.wszakże ze względu na to. o czem przekonywają wydane przezemnie w yjątki z posiedzeń sądowych ( i ) zachowano w Sieradzkiem archiwum . używ any i do pisania dzieł nabożnej i świecWćj treśc. .i. ' Czytam y na stronnicy szóstej. że m łodzi czytelnicy. któregobym tu dla szczupłości m iejsca nie m ó gł rozwinąć należycie. gdyż m ając zamiar ogłosić drukiem własne pismo o historyi literatury polskiej aż do wieku X V I będę m iał gdzieindziej pole do objawienia w téj mierze pom ysłu swego szeroce. W szkołach i sądach utrzym y­ w ał się i panow ał język p o lsk i. »źe począwszy od M ie­ czysława I aź do Zygm unta A ugusta mowę ojczystą tylko niewiastom i prostemu zostawiono gm inowi. W szakże sam autor (2) u trzym u je. nie za­ stanawiam się . 331. str. Odtąd dwa kroi tyleŁ przybyło. inaczej uczą nas dzieje. Przystępując do rozbioru dzieła pomijam jego rozli^ad. (1) Pamiętniki o dziejach Słowian II. W iszniewskiego.« lecz . mylnie lub niedokładnie rzecz pojąwszy. (2) W tomie U. Same więc szczegóły tylko m ając na uwadze dodam uwagi moje do t y c h . jako ju ż wiadomy z poprzednich k r y ty k .

Jeżeli przez to rozumi K o ­ zaków zaporoskich. Jeżeli autor rozum ie przez pierwsze pobyt Swiatosława nad Dunajem gdzie (w X wieku) bohatyr ruski śmierć znalazł.nad Dunajem. przytoczę zdanie z tomu II. W iszniewski o od­ dzielaniu się Kozaków od ruskiego narodu z powodu Tatarów odgadnąć trudno. 241 wydania J. a i ‘ do sana» wUku p6d w tgl^dem domowego opi~ . kiedy ju ż dawno. nie będzie zgody z historyą kozaków. źe istnićli ju ż kozacy kiedy Rusini byli nad D unajem . 326 które głosi źe we wiekach X V . i niema nic spólnego z pobytem Rusinów nad Dunajem rzeką. str. W . Coby rozum iał p. lecz w jakim języku nie powiedziano bynajm niej. Bandtk: ‘ . ustało nad Dnieprem Tatarów panowanie. to przecież wiadom o. a domniemywamy się o tem. ani Tatarzy oddzielenia tego sprawcami nie byli. Są ślady w dziejach (2 ). Na stronicy 220 powiedziano o tem.(w pierwszej połowie X III wieku).¡Nie powiedział skąd ważny ten w yczytał szczegół’: bo z samego G alla ( i ) to tylko w idać. Zanim się za­ stanowię nad tym szczegółem. (2) Przywiodę j« w trzecim tomie dzieła przygotowanego do druku Polska. Piosn­ ka owa o Kozaku nad Dunajem X V II najdalej sięga w ie k u . X V I od­ dzielili się K ozacy od narodu ruskiego z powodu Ta-^ tarów. że dzieje czytywano w szkołach i pałacach m ożnych. bo we wieku X IV . źe ju ż w pierwszej połowie X V wieku rzeczywiście istnieli o n i. W żadnyrn zaś czasie ani się K ozacy nie oddzielali od narodu swo­ jego. jak świadczy piosnka: ichai Kozak. źe ci dopiero w X V I nastali wieku. (1) Str. źe powstali zaraz po napadzie Tatarów na Ruś. lecz o tem wszę­ dzie głucho ażeby w X I ju ż wieku istnieć mieli.

albo przyznać za prawdę com wyrzekł tam ie. L ecz Mieszko ów nic b y ł to M ieczysław I. V II i e za czasów S. Szczepana i M ieszka księcia pol­ skiego.' nice Polski za Karpatam i niepewne. W kronice W ęgier­ skiej i Czeskiej (p. K rz y ż a . daie w der Kosmasowi który tę nazwę synowi Mieczysława I powodu czyni (w flziele die aeltesten Denkmäler derbohmische« Sprache. na Kleparzu za czasów. jak go w ówczas nazywano w Czef liach i na W ęgrach (4). W iszniewski na sir. albo raczej ułam ku jego. N ależało mu albo zbić twierdzenie m o je. . Str. Nie wątpliwy obręb jaki w ówczas (za M ieczysława I) m iały. (3) I o t6 n mówiło się w Pamiętn. a wiadomo jest że ju ż na kilka lat przedtem nie ż y ł M ieczysław. (1) (2) Na str. Szczepan 2awierać we tr2y miesiące po swojej koronácyi r. P odług niego (2) Kam eduli mieli być u nas naj­ dawniejsi po Benedyktynach m nisi. 1840 str. 323. Z resztą jak wojny i traktaty z W ę­ grami przez Bolesława Chrobrego zawierane tak i gra. str. W praw dzie powiedziano tamże w §. Prag. 1000. i 58 . dochodziły nasze granice aż po Dunaj rzekę. str. ze to byli Cystersi (^3).’ ale syn jego Bolesław. 325. 180). opisano w akcie urzędow ym . T o wszakże nie ulega wątpliwości i e za M ieczysława I.pogań­ skich . 1. nie rozciągały się tak szeroce jak kronika czeska I węgierska w yraża. przeciwko której oświadczyłem się w Pamiętnikach o Qziejach Słowian (I. 364 mylnie nazy­ wa ją Polską kroniką) mają być apisäne granice Polski za Mieczysława I. o czem wspomniałem w Pam iętniku I. gdy przecież wia­ domo jest. Bo traktat o granice 2 Polską m iał ś. 187.Pow tórzył autor ( i ) głośną niegdyś bajeczkę o istnie­ niu kościoła ś. 182). str.

na str.wioxi6in w attykula die Kij'chenbiiche?'der Russen. Polegałem w tej mierze na R opitara zdaniu (2). z powodu źe w owym rękopisie mieści się i głagolickie pismo. Książeczkę na której (podług uwagi piórem na ręko­ pisie napisanej) m iała się modlić Jadwiga św ięta. Teraz je uznaję być m ylnem . i o 5 i . od Heleny królo­ wej Serbskiej z rodu księżniczki francuzkićj r.Powszechnie zwracający teraz na siebie uwagę ręko­ pis Eeim ski znany pod nazwiskiem le teste da sacre. Wiszniewski ( 3 ) Jadwidze w nuczće K a ­ zimierza W . prze­ konywają . (3) Na str. professora M otty roku 1823 przypisuje p. która się m odliła na niej (4)^. albo z pierwszej poibw y wieku X V . III Nawoyka proscha ci^ebye. 92 A uczyń mnya Nawoyka ssluga szw» } na str. 88 tdj ksjąSeczki czytamy: ve»rty ohyem myloszyernym -podług voley twey nomy a. . ’ ( 1 ) Podług p. (2) Objs. W pamiętnikach o dziejach Słowian II str. że i owszem w X I wieku śnadź dostał się ten rękopis z Rusi do F ran cyi. wy­ drukowanym w piśmie niemiecki^m das A u d a n d z r. 421. (4) Na str. że i owszem z drugiej połow y wieku X V pochodzi. la S o . ktęre w X I wieku raczej w Serbii niż na R usi znane b yć m ogło. Ndtyoyka. 1836 numer 228—230. wy­ daną w Poznaniu przez p. W yczytujem y z książeczki owej że była napi­ saną nie dla Jadwigi lecz dla jakiejś Nawojki. posłany b y ł (i) w darze Ludwikow i ś. Wiszniewskiego na str. czyli w r . ą więc i sam ten rękopis w ziemiach ruskich powstać nie m ógł. a to przez A nnę córkę Jarosława wydaną za księcia francuzkiego. Pochodziłoby więc pisemko to albo z końca X I V wieku. 166. L ecz poprawność języka i pisownia foremniejsza a niżeli ją w pomnikacli z owego czasu pozostałych widzim y. 1 2 powie­ działem .

ówczesnych ludzi charakter. Ca­ łości w tym poemacie nie m asz. M iałem je w ręku. zw racał uwagę p. * (*) Wydawcy pisma peryodycznego w illiryjskim języku pod ty­ tułem Dánica. że najprzód biskupi i Supani. na to trudno jest przystać. W Str. G aj na mało u n a s znane. Zewnętrzna postać wiersza jest zupełnie w łoska. a przecież wiele obchodzące dzieło sl'aw'nego Gundulicza z X V I w ieku . Składa się z poje­ dynczych obrazów . w najpiękniejszćm świetle. i żadnej pod względem układu nie dostrzeżesz w nim sztuki. z których nie jeden godzien jest być stawiony obok Homerowych i O ssyanow ych. W iszniewski zapytanie. pomysłem. potem panowie świeccy i duchowni. IX. G aja (2) poemacie z X I V wieku. W przedmowie do drugiego tomu f i ) mowa jest o znalezionym przez p. Tok II. który w poemacie pod tytułem Osman wyśpiewał boje toczone z Turkam i przez Polaków i W ę ­ grów za W ładysława W arneńczyka. obyczaje i zwyczaje przedstawiających.1.Na stronicy 68 czyni p. manie mylne. ^ . czy kto z nas w idział Pamiętnik Jana hrabiego Ostroroga drukowany w Poznaniu u Kossowskiego? Mogę na to dostateczną dać odpowiedź. Jest to mnie­ W czasie pobytu swego w W arszawie 1840 r. lecz ażeby całe dzieło w yżej stać m iało nad śpiewy szkockiego B ar­ da. na koniec wszystka szlachta w pływała (w Polsce) do rządu. Kwieoieil 184. N a stronnicy 8 tegoż tomu powiedziano. który ma mieć w yższe od Ossyana zalety. śm iałością i żywością obrazów. u derzając. a poniekąd w pódziwienie wprawiając. Jutrzenka. a treść dzieła odznacza się rodzajem opisowej p o ezyi. Bo exémplarz Pamiętnika tego znajduje się w W arszawie i we Lwowie w zakładzie imienia Hrabiów Ossolińskich.

Przykro jest czytać pełne uszczypliwości słowa. aczkolwiek pow iedział że Dąbrówka była poprzednio ż o n ą . gdy M ieczysław porzucił trącące pogańst\vem obyczaje ( 3). (3) Nec dum tamen thoro sese maritali fcderavit donec ille errori gentilium abnogavit. (2) Na stronie 52.(w Kw artalniku Krakowskim ) ręką wdzięcznego ucznia. B o Gallus i Ditm ar na pozór tylko. utrzym ywać. po wydaniu jego życio-pism a skreślonego . S. Rozumiałem że dana w ó\y- czas odpowiedź bezimiennemu oszczercy. nad czem rozwiodłem się szeroce w historyi prawodawstw i w Pamiętnikach S ło ­ wian (i). zdaję się różnić w opowiadaniu jakim sposobem Dąbrówka została rze­ czywiście m ałżon ki Mieczys^Iawa. Bandtkiemu jest dany (2) niesłusznie.Lecz uczę dzieje źe i owszem . wym ierzone przez p. W szakże i D itm ar. ze prawą maUonką Mieczysława została wtedy. •' (4) Tnno congratulantur legitime eonjugati. — jakie w gazetach Krakowskich miotano na czcigodną osobę J. będzie w tej (1) W ustępie dwór i ziemstwo.dwór i ziemstwo krajowem zatrudniało się rządem: biskupi i panowie duchowni dopiero później (około czasu Bolesława Śmiałego) wpływ swój wywierać tu zaczęli. dodał i t o . Bandtkiego. Jeszcze nie wyszły nam z pa­ mięci obelgi. A ni bowiem godzi się ażeby księżniczka przybywszy do Polski zwlekała zam ęście. Przytyk J. Post haeo peperlt bona inater fUium- . który tak gorliwie krzątał się za życia około gruntownćj oświaty polskiej młodzieży. gdy tenże zupeł'nie się pozbył wad chrześciaństwu prze­ ciwnych (4 ). S. lecz że za m ałżonkę prawą dopićro wtedy uważała się. W iszniewskiego na m ęża.

15 na str. Wiszniewski ważnego szczegółu o pierwotnej siedzibie Lechitów. gdy w roku zeszłym p. a tem samem rozbierzemy w ażny szczegół. Na stronnicy 28 rzucił pytanie. dotąd wykazują się dobitnie w charakterze Francuzów. przeniósł się następnie za T atry. 1840 w num. dotknął p. 76^ . że nakoniec odzna­ czała się zawsze temi samemi zaletam i i w adam i. że jednakowyż charakter m iał nasz m 73. Polujariski. obróciła ich w poddaństwo.« Sprostujemy to m niem anie. fałszywie w yrzekł ( a ) : »że szlachta polska nie jest rodowitą naszej ziemi m ieszkanką. że najechawszy Polskę i obywateli jej ujarz­ miwszy. że część naddunajskich Słowian osiadłszy nad W isłą nosiła nazwę-Lachów. W y ­ pada rozwieść się nad temi szczegółami tem bardziej. który zakarpackim Słowianom . że od Galów początek swój i nazwę w ywodzi. dany za pana. dotyczący się pierwotnych dziejów Polski. Lechitom czy Karantanom .mierze przestrogą dla drugich. dostrzegł. Sękowskiego zdanie. powtór­ nie i ostatecznie przesiedliwszy Lachów do Polski. Z czem po­ łą czy ł ( i) mniemanie Ossolińskiego o K rak u sie. powtórzywszy w tej mierze objawione przez p. w m niem aniu! W idzę ¿em się om ylił Przy rozbiorze dwóch znakomitych kronikarzy Ditmara i Mateusza herbu Cholewa. azaliby nie dało się dowieść tego historycznie że Lachow ie przybyli z za O dry do W ielkopolski i pierwotnych mieszkańców tej krainy obrócili w poddaństwo : a na stronnicy j gS pow tórz^ świadectwo N estora. W Tygodniku Peterslj. K tp głębiej jak zwykle w ejrzał w dzieje'polskiego na­ ro d u . * r. które od najdawniejszych czasów cechując galskie plemiona.

po­ mieszane z plemionami Gietów. ■. Charakter takiż sam m iały i m aję wszystkie plemiona słowiańskie. b y ł ten charakter i jest podobniejszy do przymiotów duszy i ciała celtyckich niź germań­ skich ludów. n a zy w a ł Lacham i (a ). . . nazywały nas obcem. musiałby z tamtąd Wypro­ wadzić początek wszystkich bez różnicy Słowian. str. Owszem zabytki celtyckich lu d ó w .Staro£itnosti I. U Szafifarzyka . dodając źe są rodem Sasi. saskiego pochodzenia p le­ mieniem. L ecz jedni i drudzy nigdy się nie przyznawali do powinowactwa a tem samem do pokrewieństwa. I tak W o ło s i. wszakże ktoby na tej zasadzie ch ciał szlach­ tę polską wywodzić od G alów . jak to U A yażał M arcin Biel­ ski ( i) . któ­ re do dziś dnia m ieszkaj| na ziemi niegdyś hołdującej Polsce.gmin i szlachta zawsze. i Polaków T o rzuca wiel­ kie światło na pierwotne siedziby i nazwisko Lechitów. 754. Rzymian i Słowian. Przypuściwszy nawet źe najezdcy przyniósłszy z sobę charakter obcy. Prawda jest. ż e L e chici od Celtów pochodzą. źe w ogóle go uważając. y n . więc wypada (m ów i p. S ęk o w sk i). Nazwisko Lach m iało powstać z wyrazu Wlach. zamienili go na narodow y. takiź sam u wszystkich ludów słowiańskich b y ł charakter. z przyczyny że i tych Słowian któ­ rzy podług świadetwa dziejów nie mieli u siebie szlachty %obcego plemienia pochodzącej. (1) (2) w sprawie rycerskiej rozdz. nie godziłoby się przecież na tej zasadzie dwoistość pochodzenia przypuszczać w poi* skiem obywatelstwie. który byw ał między nimi (w alczył w bitwie pod Obertynem) i znać ich m usiał dobrze. a ponieważ wyrazem tym cała Europa powszechnie nazy­ wała Celtów.

. pomiędzy rzekami O drę i W ezerą. a położonych za Karpatam i i z téj stro­ ny K a rp a t. mocno się biedzi z w'yprowadzeniem podług giermańskich narzeczy. przybrali j | później. Przyczyna tego pokaże się niźćj. Goettingen 1828. a może i dalej jeszcze. Ź e ci ludzie (1) W ułamkach h is to ry c z n y c h z dziejów o jc z y s t y c h i w a i'ty k u le pod napisem s słowianizm w dawnych giermańshich -prawach u m ie sz c z o n y c h w Przeglądzie Warszawsldm i T y g o d n U tu literac^m z r o k u 1840. nadany jako ogólna nazwa ludziom. rozwiodę się jeszcze. maipy wyraz wielce podobny do nazwiska które Lachow ie nosili. V II a pewno i z wcześniejszego czasu pochodzących. Z dwóch więc przeciwno-ległych krańców ziemi przez Słowian za­ mieszkiwanych. rolnictwem trudniącym się owdzie w najdawniejszych ju ź czasach. od zatru­ dnień rolniczych Lacham i pd Niemców nazywani. Sami nieużywając z początku tej nazwy. Jest on bowiem słowiańskim. tec/*. str. i dodawali do rodzinnych swych nazwisk. m ianując się lecha. W dzisiejszych północnych N iem czech. i gdy do tego szczegółu przywięzuję wielkę w a g ę . któréj uprawą trudnili się Słowianie odwiecznie. rozpadlina a więc i brózda. Jakób Grim m (2). (2) Deuttohe Uechts-Alteithümer. szrubuje go i odmienia i gwałtem na niemiecki przerabia. Lecz na próżno. mieszkali razem z Giermanami i Litwinam i Sło w ian ie. W ydrążenie. a wyraz ten oznacza rolę. S44.Rozwiodłem się w téj mierze gdzieindziej ( i ) . nazywa się w aktach urzędowych północnych Niemców. lech . toź tam o nazwisko nosi skiba gruntu czyli kawał roli w przekładzie ewangelii Mateus/a ś. z wieku V III. zrobionym przez C yrylla i M etodyusza. źródłosłow u wyrazu tego.

różnicę . że się różnili od Gierm anów oby­ czajam i i zw yczajam i. a następnie poszedłszy na zburzenie K apitolium małoludnemi zostawiły j e : wtedy dawniejsi ziemi tej mieszkańcy (którzy tym czasem najezdcom ' ustępując posunęli się za O d rę i W isłę). W ustav^ach Fryzów. Przyczyna która ich tu sprowa­ dziła wyjaśniona jest w pierwotnych dziejach i^owian przez p. sów. zwró­ cili na te kraje uwagę swą Frankowie. a następnie Cesa­ rze N iem ieccy.osobniego byli ro d u . które zupełnie się różnią od niemieckich. SzafFarzyka skreślonych' (slovanskie starozitnosti). zkąd bajeczny Podkarpaccy górale od grzbietu gór (chrb. byli szcze­ pem wielkiego Słowian lu d u . będąc jedynym zabytkiem dawnej ic h cyWilizacyi. W ykazano tam że. Saksonów i D ytm ar- W dzisiejszych więc północnych Niemczech była nie­ gdyś siedziba Lachów. i dali tu poznać nazwisko sw oje. Muzyka ich śpiewu. Tym sposobem L ach o­ w ie posunęli się znowu za O drę. na to stawiają dowód zabytki języka i p raw . a ztąd poszli nad W isłę. wtedy po raz drugi parci Słowianie powtórnie ustępować musieli. tudzież podania gm inne. Turyngów . która sję dotąd w tak nazwanych krakowiakach słyszeć d a je . odmiennym od śpiewów i klechd polskich. że gdy germańskie ludy w yparow ały Słowian z kra­ jów nadelbiańskich. gdzie połączywszy się z Chróbatam i przechodzili za T a try . pow stał L e c h : o czem wnet będzie. ale różnym od polskiego plemienia. znowu powró­ cili i resztę ztąd wypędzili hajezdnikÓw. Ó dy po upad­ ku Hzymu i wskrzeszeniu zachodniego cesarstwa. a ja zupełnie się zgadzam na to. garb) pod którym mieszkali Chróbatam i nazyw ani. uderzają takowe.

Owi M orlachy. z tej strony K a rp a t przeszedł za Tatry L ech . A jednakże nigdzie a nigdzie nieznano go tam że. a nie wcześniej. Zakarpaccy (1 ) Wykazałem to we dw<5ch artykułach pod napisem. W id ać to z nazwiska Czecha mniemanego brata Lechowego . rediens. które w Orędowniku i przy trzecim tomie dzieła mego Polska a i do wieku X V I I umies'ciłem. ale i gdzie indziej za K arpatam i byłoby znanem nazwisko Lecha.eż ze Słowianami zakarpackimi. Lecz gdyby tak b y ło . który miał syna imieniem Lecha. to nietylko po nad K rapinę rz e k ę . maję nadane sobie to nazwisko od obcych . wtedy dopiero znany być tam zaczęł L ech . Czechami i Polakami. o którym dopiero po ' przybyciu Czechów do Bojohemu podania prawiły naro­ dowe. wiekiem po Chrystusie przesiedlały się za K arpaty zobopólnie te lu-dy. Albowiem m iędzy V II a X. gdy przeciwnie z.tej strony K arpat pełno było Lechów pomiędzy Słowianami nadelbiańskiem i. M ieli Ćhrobatowie styczność z Pola­ nami mieszkającymi nad W isłę . którzy mieszkaję dotęd na pomorzii adryatyckiem . Rusinam i.sprostowaniu . (3) Poświadcza to ksiąSe Sapieha (który podróżował tamSe na początku teraźniejszego w ieku). G dy właśnie w przeciągu tych wieków zaczęli się stykać z Chróbatam i Lachow ie i za K arp aty przecho­ dzili z nimi (2 ). naj­ dawniejszą. (2) Włas'nie K rakus. lecz przeciwnie z tamtej strony Rarpo^t p rzyb ył nad W isłę. mówi Mateusz herbu Cholewa. w V I lub V II wieku.tę wykazuję ( i) . 2 tźj i z tamtiSj strony Karpat przebywał. tudzi. w zglt^i historyczny na p ie M gminne i histoi-yczni} klechdę polską. przekręcone z wy­ razu jakimi się m ianuję saiiii ( 3). że nie. (w dodatkach czyli. Dum a narodowa kazała wszakże Chrobatom przeistoczyć prawdę i utrzy­ m yw ać. a pieśń Libuszy sędem zwa­ na objawiła je pierwsza na-piśmije.

Napomknęliśmy i o tem. ci wyszedłszy ztam tąd ośiedli nad W isłą i przezwali się Lacham i.zaś słow ianie i Madziarowie pod wyrazeni. . M ówiliśm y dotąd o jednocie charakteru. (1) J. i l e upowszechniwszy się i wsławiwszy wielce przeszło za K arpaty. że nazwisko Lechów nie pochodzi z galskiego W lach . który Lachów łą c z y ł z Polanami (Polakami) w czasach najdawniejszych. że. Na krańcach pańtswa rzymskiego od strony północy. tudzież zw ią zek . Tym końcem potrzeba będzie wywieść dzieje Lachów aż do wieku IX . który jna cały naród polski (szlachta i gmin) wspólny ze wszyst* kienii S ło w ia n a m i. podobnejże nazwy ludzie mieszkali i w północnych Niemczech razem z Gierm aomyłek ■dnilcarskich dzieła swego. Poświadcza to i N e­ stor. Rzecz tę wypada teraz wyświecić le p ie j. Kollara rosprawy o gtnenaoh narodu slawskeko.. 384-389. w Budjnd 1830. W yraźnie więc mówi o tem . PodróSe w krajach słowiań­ skich wydanego l 8 l l r. i powołaliśmy się w tej mierze na dzieje słowiańskich plemion. lub w pobliżu Polski mieszkające ludy rozumieli zawsze i dotąd rozumieją ( i ) . strze­ gące Rzymian granic od inszych barbarzyńskich ludów.Xac/i samych tylko P o lakó w . źe naddunajscy Słowianie dopiero po osiedleniu swojem nad fFisłą imie Lachów nadali sobie. Zwano je ogólnie Liti.powstano na północy gdzie Gallow ie nie panowali. o bytności ich u siebie bynajmniej nic nie sądząc. mówiąc. I^eti. o ile w tej mie­ rze dadzą się one wygrzebać z historycznych'pom ników. a z wywodu tego pokaże się początek szlachty. a mianowicie wschodniego cesarstwa i nad Renem w G a­ lii. mieszkały różnego pochodzenia i języka ludy. że gdy W ołochowie (to jest Celtowił') na­ jechali Słowian naddunajskich.) '(we Wrocławiu). str.

Dorozumiewa się p. Jedni i drudzy. 360. Zdaje s ię . źe musiała być przyczyna smutnej i poxny. str. więc oczywisty stąd w niosek.nami i tak zwanemi Lazi. Szaffarzyk ( i ). naprzód w pogardzie u Niemców żyjąc byli nastę­ pnie szanowani przez n ich . Po­ mniki języka dziejów i prawodawstw giermańskich.naprzód riad ludem zwanym L azi. że w nazwisku Litów . 218 . Samowolnie nastręcza się uwaga ta . Powszechna zachodzi na to zgoda badaczy dziejów i prawodawstw giermańskich. Jakoż Piteasz M arsylczyk. 375. rodem Grek. znalazł tu rolne gospo­ darstwo w kwitnącym stanie. (2) Pisownię wyrazu Wytłoinaczyłem w ułamkach historycznych ilińieszczoAyćTi ^ czwartym poszycie Przeglądu Warszawskiego z ioku 1840. źe władnący w tych stronach Giermanowie ogólnie nazywali rolnikam i S ło ­ w ian . K w iecieil 1841- .ślnej d oli. ' T om II. Zastanowimy się. że w dzisiejszych półno­ cnych Niemczech mieszkające narody zostały niegdyś napadnione od GiermanÓw i ujarzmione. następnie in ó w ić będziemy o Litach. zostawali w poddaństwie u GiermanÓw. Zw ażając n?i to że Lazi to jest L asi (2) czyli Lacho­ w ie. A jeżeli tak było. politycznego znaczenia ńieiriających. niewol­ nikami wszakże nie będęc. że ludzie ci podbici będąc zostali przezto do zaw i­ słości od obcej woli przywiedzeni. to jest L iti i L a z i. ukrywa się nazwa Litwinów: A ja m niem am . źe L azi są to Iłasi czyli Lechici nasi przodkowie rolnictwem trudniący się odwiecznie. dając wejrzeć w historyą Lech itów najdawniejszą. który w drugiej połowie czwartego wieku po Chrystusie podróżow ał w tych stronach. podobnie (1) Starozitnosti slovanske I . p o ­ niekąd j i wyjaśniają . która ten naród niegdyś spotkała.

'WWilnie'ilSll. Szlecer który podług tego jak mu osobiste wskazy­ w ały widoki raz przyznawał drugi raz odrzucał Lecha. i czemu pierwsi pisarze/ (1) W vy. Słowianie zaczęli go używ ać sam i. p rzy mwagich . i źe podania te dopiero wtedy zasrłuźę na czci­ godne imie tradycyi. nad Meteuszem lier^u Cholfewa. jako najczęściej w ystępujęca na widowni ówczesiiych dziejów. a odtęd m ó­ wiono o Lechach i L ech u .jak Chrześcianami nazywano niegdyś z tamtej strony K arp at gmin. W iadom o jest że i nazwisko Rusinów słowiańskim lu­ dom przez obcych nadawane. było długo unikane przez tych że. i źe dopiero z czasem . p. Skęd następnie powstało imie Lecha i Leszka. G dy na­ zwisko Lecha pogardzone niegdyś stało' się swietnem następnie. krężę w przestworze V I — IX w ie k u . Lecha i Czecha braci­ szek. Co więc b yło niegdyś nazwiskiem pojedynczych ludzi. stało się nazwę jednego człowieka. rodzime. kiedy historyk wykaże jakim spo>« sobem one przez długi czas od nikogo nie napisane. w podobnyź sposób jak w późniejszym czasie Czecha i Rusa. m ogły zostać nieskaźonem i. i jako na­ zwę godność oznaczajęcę kłaść obok ojczystego imienia. a rozliczne. X w czasaehOlega i jego następ-ców) przyjęli je za swojskie ci Słow ianie. że wszystkie podania bytność owego' m ęża pośw iadczajęce. i dotęd zowię tak chłopów na Rusi. M niemanie to wspieram następujęcemi dowodami. skęd w pó­ źniejszych czasach powstał Rus. Rusinach i Rusie i t.ywodżie" hiśtorybżho-iirytycznym o Lechu. gdy je wsławili W aregowie (we wiekach IX . nosili swojskie. u czynił uwagę ( i) . Sami zaś Słowianie nie przyznając się do tego nazwiska. z których nazwa Bodrycow i W iltów zasługuje na uwagę.

sU. i źe następca jego M ate­ usz. wspominał często o Lechitach i Leszku. mówi zmarły r. który za chrześciaństwa p is a ł. l9 a (3) I. l gdy ńawet sami Niem cy. strona 65< (4) Mówi Eginhard uPertz II. człowieka niedołężnego. lazzer. wysełając poselstwo do Saksonów. żyli teraz z nimi we wspólnictwie praw politycznych. wzniosło się odtąd do wysokiego znaczenia. w przestworze czasu który podaniu temu naznacza Szlecer. po roku 63o . wysłał je oraz i do Lachów ( 5). W roku 8o 5 do­ w odził Czechom L ech (ił).ci zw łaszcza. Na to odpowiadając uwagę. i kiedy panujący po roku 8 1 7 . (5> fr ilin g is lattibu$^ e. to jest snadź ten sam Leszek którego z nieznanego dziś kronikarza M arcina G allika w ydobył D ługosz ( 3) i Polaków m ienił go b y ć księcigm. lat. str. tameczni vSłowianie. 853 Nithart n P«riz II. 3 0 0 . Lachów niegdyś. w których ona m ateryi wpadała. sługę. Nazwisko Lach poniżone i po­ gardzone przed V II wiekiem ( i) . rycerstwo swoje i wodzów zaczęli nazywać L ech a m i. u Pert* I. Istotnie zaś Lech ów powstał z na­ zwiska L ech itó w . rozumieli wtedy Giermanowie (u Grimma str. 608. gdy oswobodziciel Czechów Samo skojarzył nad Elbą wielki s-łowiańskich ludów związek. str. że pierwszy nasz kronikarz Marcin G allus w yra­ źnie oświadczył że milczkiem pominąć chce wszystko co się pogańskich dotyczy czasów. . gdy wspólnie z Czechami wojując prze­ ciwko Frankom. W tymże samym czasie musieli ż y ć w przyjaźni z Lacham i Saksonowie. nędznika* (2) Annales Metteuses. do służenia pod jego sztandarami. 449. niechętnie prze­ ciwko Słowianom wojowali (4) . Cesarz Lotaryusz. 3 08 . przyobie( 1) Pod wyrazem laz. kiedy zmuszeni przez K arola W . nic o niej nie nadmienih. nawzajem czynię.pogardziciele.

na obywateli (rzymskich. bęć za jego żyjęce krańcami. geptes). W pieśni Sędem Libuszy zwanej występuję Lesr. lecz rycerzem tylko b y ł . należy mi wytłom aczyć znaczenie nazwiska. ^anim przystąpię do wyświecenia stosunków. mniemanym założycielu K ijow a. W tedy to (od czasu owego zwięzku który sk o jarzjł Sam oj. leekdachta. i wolność powró­ cenia do dawnych praw i zwyczajów pogańskich. czyli jak się akta urzędowe X II wieku w yrażaję. pr. które aczkolwiek pod opiekę cesarstwa ('wschodniego i zacho­ dniego) żyły. które pomiędzy Litam i a Łazam i zachodziły. a nie uźywajęce prawa rzymskim obywatelom słuźęcego (jusgentium j. który ani kmieciem to jest urzędnikiem. nazywajęc Litam i Xaivog i. jeżeli się jego strony trzym ać będę. Nowo-Grecy czyli Byzantyni na­ śladowali Rzymian w tćj mierze.cujęc im niezawisłość od obcej władzy. O koło tegoż czasu żyjęcy wspólnie z Fryzam i Lachow ie składali trzeci stan wolnych obywateli szlachtę. u Grimma str.r}Toę Xeïiog od wyrazu ia o g gènsj narody te . jak się Nestor o K iju . liczęc do nich naro­ dy bęć w obrębie państwa swojego. oznaczajęc szlachcica czyli człowieka. ani W ładykę czyli głow ę rodu w y­ b ran ym . czyli naczelnikiem potomstwa które spłodził lub do rodu swojego przybrał jednem słowem b y ł księciem w swoim rodzie. 306j 323> . i Czeskie rycerstwo nazwę Lechów przy­ jęło.) i na cudzoziemców (cives.^ecież prawa obywatelstwa przyznanego . lecsęlaga. w yraża. (1) lethdachta. W politycznym względzie dzielili starożytni G recy mieszkańców owczesnego świata na Helenów i Barbarzyńców. rycerstwem (milites Sclamnict) juź będęc ( i ). Idęc ich torem R zy­ mianie podzielili ród ludzki. rozumiejęc przez drugich ludy obcego języka i obyczajów.

rozu m ieli przez Sarmatów. nadawali toż samo nazwisko narodom obcego pochodzenia. znane pod nazwiskiem zwierciadła saskiego. (1) K. odró­ żniali Litów i Łazów. P . — 3. Grim m uwagę robi. osa­ dzeni lub cierpiani na rzymskim g ru n c ie . . Litowie rzymscy byli to ludzie ró żn eg o . ale nadto samo prawo Saksonów z końca X I f w ie k u . Giermanowie wziąwszy po R zym ia­ nach w puściźnie panowanie nad światem. 78* ^ •' • ‘ " ' (2) W I. ale najnowsi badacze dziejów pra­ wodawstwa giermańskiego różnicy tej nie przypuszcza­ ją ( i ): nie wszyscy wszakże. wy­ danie 18 w Gietyndze 1834 I. und Rechtsgeschichte. Słowianie z Giermanami są­ siadujący podobnież dzielili mieszkańców. nie tylko ludy fińskiego i giermańskiego pochodzenia. do służby wojskowej i płacenia czynszu obowiązani. § 1. Eichorn Deutsche Staats. nie tylko k ro ­ nikarze. nazywając ludźmi obywateli niższego rzędu (Liti). Pisarze giermanscy najdawniejsi rozumieli przez Litów narody obcego nie giermańskiego pochodzenia: późniejsi. ale także Słowian i L itw i­ nów.sobie nie m iały. Bo J. dyplomata i pomniki niemieckiego prawodaw­ stwa z tegoż i następnych wieków. czyli nie wcho­ dzących w poczet szlachty (Lazi). od piątego aż do dziesiątego wieku żyjący. którym rozkazywali. 52. i J>raw zupełnego obywatelstwa nie przy­ znawali im ( liber. że gdy akta urzędowe saskie z początku X wieku po­ chodzące. odróżniają Litów od Łazów . litusj. X żyjący. a miano­ wicie giermańskiego i sarmackiiego pochodzenia. str. a mianowicie we wieku IX . Pisarze greccy i łacińscy. przeto niegodzi się brać jednych i drugich za naród jeden. Prawo to (2) wyraźnie ipówi. 7Ś. Czynią teź różnicę pomiędzy obudwoma narodami. § 3. III 44.

którzy służęc niegdyś we wojsku Aleksandra W . i lud tu mieszkaj|cy ujarzm ili. które się najpóźniej ucy­ wilizowały. jak mnie­ m am . tak iż odt%d upowszechniaj|C się takow a. słu źęc oraz . nietylko ich w cywilizacyi opóźniło. b y li. w braterstwie. a czem Lazi? Byli ludźm i obcego Giermanom ro d u . czyli chrześciaństwo i polor zachodniej E u ­ ropy przyswoiły sobie. które toczyli długo z Giermanami i Słowianami. odstręczające ich od jednego i drugiego. T e wzniosły wysoce pogardliwe niegdyś nazwisko Łazów. Litwini. przybyli w te strony. teraz stała się w yłączni dla pier\yszych nazw ę. Te wojny. została właściwa zw yciężonym . że chrześclańska religia była niedostępniejsza dla Litwinów niż dla Gier­ manÓw i Słowian . którzy spoinie źyjęc. dały powód do rozdwojenia się Litwinów i S ło ­ wian w nazwie. zostawali następnie w tymże samym do siebie stosunku . jak w iadom o. a następnie z przyczyn p olityczn ych. i żę pogaństwo naprzód z powodu zabobonu. za­ wojowani przez tych Saksonów. stali się poddanemi Łazów. W ejrzawszy w dzieje L itw y przekonać się ła t w o . i Słowianom . źe s| poddani. Z pomiędzy większych narodów wspólnie z Gierm a­ nami i Słowianami źyjęcych. a upośledziły nazwę Litów .ie pod wyrazem liide rozumieję się ludzie we własności będęcy (niewolnicy): a Lazi (latti). ale naraziło także na wojny. i w prawach politycznych. Czemźe więc byli L iti. w jakim zostawali niegdyś względem Rzymian a następnie GiermanÓw. i gdy dawniej wspólnę była L itw inom . to jest że jedni ulegli władzy d ru gich . i ważne przyczyny. czyli źe Litow ie. M usiał być powód tego opóźnienia. kiedy pod ich byli pa­ nowaniem. upor­ czywie przez nich bronione. (jak się prawo saskie w yraża).

późniejsze fryzońskie prawa obok Litów kładą Lachów (le ts la h ta ). ^ . c * y ll.za ogólne nazwisko poddanym . okrutny). b yły powo­ li) Eichorn tamSe str. to jest W ik o w ie . że nie tylko sami Litw ini ale i ci Sło w ianie. luf.. Teraz kończąc wywód nazwy za­ stanawiam i nad tem. to jest okrutników {lit. i może gdzieindziej rozwiodę się jeszcze. Polacy. teraz oznaczał pod­ danych czyli motłoch wszelkiego pozbawiony znaczenia. a nastę­ pnie. zostali przez swoich plemienników upośledzeni. który m iał pod sobą inszych znowu Litów czyli sług ( i ) . A naprzód u nadelbiańskich Słowian (którzy również jak ich spółplemiennicy żyli niegdyś' i zawsze okazywali pociąg do równości stanów obywatelstwa). o samych tylko Litach jest njowa a o Łazach b yn ajm n iej. Powtóre otw orzyły wrota Frankom do wmieszania się w sprawy tutejszych Słowian. (a) D Sł?iffarzylw. luty.880 nastjpn. źe gdy w praw ach Fryzów. Zastanaw iam i nad tem . . z nicości wydobywszy nazwisko Lachów. ludzie. dostawszy w udziale. i gdy niegdyś L it znaczył majętnego czi'owieka. W ojn y z Litam i toczone sprowadziły ważne za sobą wypadki. ja k ic h Rusini. »tr. Czesi i Serbowie (a wiadomo z dziejów źe z tymi narodami sąsiadowali Litw ini) nazywali. spisa­ nych za K arola W . spowodowały początek szlachty. gdy się jedna i druga osłabiła strona. do końca z nim trafić nie mogą.. którego zródłosłow różni tłomacząc różnie (2).I. pogardliwe nazwisko Lutyków . 326. którzy się najwięcej zaprzyjaźnili z nimi. R oz­ wiodłem się w tej mierze w uwagach poczynionych nad W itoloraudą pana Kraszewskiego.

b y ł powodem do wzniesienia się dla zwycięzców.. tak dale­ ce. że jak w późniejszym czasie u Polaków. Z Czechami łą czyli się przeciwko nim jeszcze za Mieczysława I ( i) . czuli odtąd większą jeszcze nienawiść nie tylko ku chrześćiaństwu ale i ku Lachom . . Zwa. powoływano do rycerstwa samych tylko posiadaczy ziem­ skich majętności. 99o powiada Ditmar na str. W iadom o jest że K a ­ rol W . invitât. a za Bolesława Chrobrego ż Niemcami nawet kojarzyli się przeciwko swoim nieprzyjaciołom. Pognębieni W iltow ie i L utykow ie. od związku z tyiniź usuwali się odtąd zawsze. a następnie prze­ ciwko sobie samym. częścią do wypędze­ nia ztąd samychże Lachów. w wyższej musieli być następnie cenie ód tych. Zważywszy źe długie prowadzili wojny tutejsi Sło­ wianie naprzód przeciwko Gierm anom. że dopiero chrześciaństwo pogodziło ich z Rusinami i Polakam i. a do upadku dla zwyciężonych. 71 o Bolesławie księciu czeskim: Boliztavus Łiciticios suis parentibus et sibi «emper iideles inauxitium sui. tak pewno i u Słowian nadelbiańskich w najdawniejszych ju ż czasach^ uznamy za prawdę i tó> że ci którzy siedzieli na lesze (na roli. wkraczając w te k ra je . udaw ał.. W ojny które Bodrycowie toczyli z L u tykam i.żywszy nadto. ■ ' • . na ziemskiej ma­ jętności). a przystawali do strony ich przeciwników. źe to czyni dla pomszczenia się za swoich sprzymierzeńców Bodryców. którzy takiójżę majętności nie mielił A jak u G iertya- (1) Pod r. częścią do ujarzm ienia. przystaniemy na t o . spro­ wadziły w te strony Franków. Na koniec wieczną niemal nienawiścią zapaliły Litwinów ku Słowianom . że oręż wsła­ wiwszy wojowników.— s o ­ dem Sasom.

Ztąd powstała szlachta ( i ). w ydanie drugie str. (3) Grimm tam£e str. Późno spostrzegli się Słowianie. kładziono p r o ste j (a). gdy wyraz ten ogólno-giermańskim nie jest. wyraz slachta vrroga. Raz zaszczepiona nie­ chęć m iała trw ać w późne wieki lubo nie na zawsze. A d a l. W szakże nazwisko to stało się zwyczaj nem dopiero po owem ujarzmieniu. nie tylko ujarzm ionych Litwinów. jako tych którzy z lechów (s’ lacha. Geschlecht.468. dzisiejsze Ktokolwiek własności ziemskiej nie posiadał. {schlackt. ale tekże i gmin swojski. slahta (2) Szaffarzyk die aeltesten Denkmäler der böhm.iiów zacność osobista przechodząc na następców uzacnionej osoby. bó (1) Slachta. Próżno więc Niebuhr ( 4 ) z giermańskiego języka wywodzi nazwę szlachty. jawnego a więc rycerza. wyżej ich stawiała nad resztę mieszkańców kraju. 625. siata. a sami że tu wszystko prawie albo ju ż rzeczywiście ütracili albo utracą. 64. 332. 285*‘ T om u. tudzież rodowitość o zn acza: obadwa wyrazy używane są tylko w górno-hiemieckiem narzeczu. jak ja sądzę. że z nieporozumie­ nia ich z Litw inam i. do Lachów czyli szlachty policzonym b yć nie m ógł: nale­ ż a ł więc do gminu.' . z Lacha pochodz|cy) ród swój wywodzili. W po-^ mniku narzeczy giermańskich ( 3 ) . (4 ) Roem ische Geschichte. nie tak oni jako raczej Giermano­ wie skorzystali. Sprache str. (5) Podług Grimma str. tak i u tutejszych Słowian nie tylko samychże obywateli ale i potomstwo ich cenić zaczęto. Rzeczą było naturalną ludźm i nazy­ w ać. i . K w io cieii 184*. mówi tenże). a właśnie w północnych Niemczech mieszkali Lachowie. i gdy inszy powszechnie używ any mieli oni na oznacze­ nie szlachty. gdy podług ów­ czesnej pisowni zAsz. H . EdeL Takim ( 5) była nazw a.

ażeby gdy ich sam posieść nie m ó gł. że pomimo niechęci narodowej lgnęli zawsze do Lutyków a więc i do Litwinów Lachowie. m iały obadwa narody ¿ye ze sobą w ustawicznej niezgodzie. Zanim to nastąpiło. Jak tylko raz w płynął powagą swoją na tutejszych Słowian K aro l W . Tym czasem nadelbiańscy Słowianie mieli na zawsze zostać w poddaństwie u Niemców. a mianowicie w IX wieku. . i zagarnęli ich pbd moc swoją. Toczone o to boje otw orzyły. którzy z pod jarzm a Mazurów anieli na­ stępnie uwolnić Litwinów. (jaicoż rzeczywiście nadszedł w XV w iek u ). W kilkanaście dopiero wieków mieli znowu Sasi wnijść w stosunki przyjaźni ze Słowianami i pod jednychże Monarchów zostawać rządem. przewidzieć można było.m iał nadejść czas. przelać się mieli w bryłę polskiego plemie­ nia. zajmowanym ciągle przez jednoplemiennych sobie Polanów. ISO. W iadom o i to . to jest ku siedzibom swym dawnym. czyli znajomszym dla dzie( 1) Ditmaf str. płacić im haracz i hołdować cesarstwu aż dp końca X wieku. Jeszcze r. sami zrzekłszy się własnej narodowości. Wiadoma je st powieść o W ejdewucie i Brątenie rycerzach. W też tropy szli za nimi G ierm anow ie. co teź w Polsce. krewnemu swemu Guncelinowi panowanie nad Lutykam i było zapewnione co też nastąpiło ( i ) . W jego ślady wstępując cesarze niemieccy roz­ dwoili tutejszych Słowian z Sasam i. W tedy to . w którym L itw in i. a jednakże lgnąć do sie­ bie mocno. jaki ich los czeka. X I X nastąpiło. niechcąc zwolnić z hołdu lenników swoich^ i bojąc się utracić należącego sobie haraczu. nawet po złączeniu się z P o­ lan am i. parci przemocą zaczęli sig cofać ku wschodowi. we wieku X V III. a Lachowie. 1002 upierał się przy tem Bolesław C hrobry.

tegoż co i Lechici plem ienia. a w szczególno­ ści P olanie. a D itm ar i G allus polskiem kró­ lestwem nazywają wielkie Bolesława Chrobrego państwo. ażeloy uchodzący przed Niemcami L ach o­ wie mieli byli podbić P olanów . 45. Silniej wystąpiły teraz na widok różne ludy. za nim K adłubek ( i) . którzy złączeni teraz z posuwajęcemi się ku nim z poza Odry Lacham i. i ku starodawnej przywieść ją sławie. n< str. nie o Lechii ale o Polsce mówią.jów uczyniły. M onarcha Lechiae stoi w kromce Kadłubka podług wydania Kownackiego 1» str. nowy świat słowiański nad W isf|. w b s fa m a sa Lechitorum actam de Lechitis. X wieku. Pomorzanie. jak W aregowie Rusi. zdawali się całą tutejszą Słowiańszczyznę p o­ chłonąć i w jedno połączyć ją państwo. poszła reszta ludów naszego plemienia. W iślanie. Mazowszanie. 252. a m ianowicie: •Łenczycdnie. 37 38. Lechii i L e ch u . 88. Prze­ siedlenie to m ogło nastąpić w IV wieku przed Chrystu­ sem . różne noszące nazwiska i od własnych rzą­ dzone książąt. jak Mezyi Bulgarowie. bo wtedy Galowie opanowali kraje zakarpackie. d ant operam Lechitae. i długi ten przeciąg czasu bo dziesięć obejmujący wie­ ków (pomiędzy IV wiekiem przed Chrystusem a wie( 1) Signa ZecUtae proclam ant. L utycy. prawią o L ech i­ tach. Krakowianie.. jakoby tem imieniem chcieli ów­ czesną bezwładną Polskę z długiego ocucić uśpienia. bo w takim razie zwy­ cięzcy byliby nadali imie swe zwyciężonym. Rej między nimi wiedli Polanie. A jednakże wszystkie beż wyjątku pomniki historyczne IX . Nie można te­ go przypuścić. a znowu zan im późniejsi kronikarze. Nestor mówi źe od Słowian k tó rzj schroniwszy się przed W oł‘ochami nad W isłę nazwę Lachów przybrali. . Depiero Mateusz herbu Cholewa.

Lachowie uświetnili a nie rozmnożyli ród lu d z i. pozwolili się im rozm nożyć. zwłaszcza gdy ci szeroce nie­ gdyś po północy rozlani. M ożnaby i to przyp uścić. źe ziemia owemi rzekami oblana. Prypecią i Dnieprem otoczone. z przyczyny. i dopióro przez przybyłych z za K arpat zaludnione. bo rzekami Elbą. właśnie te. jedni zakarpackie a drudzy przed- karpackie posiedli kraje. źe dzieje gdziekolwiek i kiedykol­ wiek wspominały o Lachach. połączyli się z plemiennikami »wómi w jeden lu d . że u tutejszych Słow ian zakarpaccy szukając schronienia. przyjęli. podhig tegoż Lecz w takim razie przypnścićby należało. Lecz to być nie m ogło. Dzwiną. daleko sięgali na zachód i wschód (W iatczanie i Radym iczanie. Bo wiadomo jest z dziejów źe Celtowie dwoma jedno-czasowemi pochoda­ m i wyszedłszy z Galii w IV przed Chrystusem i w II po Chrystusie w ieku. podług Nestora mieli od Lachów także pochodzić). wspominały o nich jako o pojedynczych ludziach a nie o narodzie. była przez roz­ liczne słowiańskie plemiona zamieszkana. . lub że te kraje b yły p u ste. kronikarza zajmował. że i owszem od owych nadelbiańskich Lachów początek swój wywodzą ludy przez Nestora w yliczone. i z innych pi­ sarzy. gdzie owi zakarpacr c y Słowianie osiedli. Lecz i to być nie mogło. który obszerne k ra je . W iadom o jest także z Ptolomeusźa (żył w drugim po Chrystusie w iek u ). i obszernych granic ziemię opanow ać.kiem V I po Chrystusie) m ógł wystarczyć na rozmno­ żenie się ludu. którzy pod ogól- . źe podczas najścia w te strony Słowian zamie­ szkiwali te kraje ludzie niedołężni którzy dozwolili się opanować od przybyszów. D la tej przy­ czyny słowa Nestora rozumieć tak należy. i nazwę Lachów» ale dopiero później.

Bo podług świadectwa Kosmasa.częścią byli bez wątpienia krakowscy Chrobaci. czyli. Juź przed r. Niezabawem uszczuplili je od zachodu i Czesi (przed r. Bo w akcie mocą którego darował. imieniem a nie rodem Lachami będąc. i korzystając z wypadku Swiętopełkowego (wielkomorawskiego) państw a. zmocnieni Polanie. Mazowszanie. podług drugich r. a od zachodu aż po Odrę rzekę. gGS żenił się. nazywa Monarchę chrobackiego hołdowliikiem Ottona I Cesarza niem iec-. kiego.n% nazwą Polaków wystąpili później na widowni wiel­ kiego świata Słowian. który ' podług jednych r. Mieczysław I zaś. pod rządami albo raczej wpływem tego księcia niegdyś będących. L u tycy. Pplanie także zabrali część z upa­ dłego Swiętopełkowego państw a. rozumiejąc przez to M ieczysława I. gS o panowali nad Chróbatami około Krakbwa aź po rzekę . 963 p ła c ił haracz Ottonowi I z krajów po obudwóch stro­ nach O dry aź ku rzece W arcie posiadanych. czyli poddał Mie­ czysław I swoje państwo pod władzę P apieża. zająwszy im położone nad Sanem i w pobli­ żu tej rzeki miasta Przem yśl. 992). g S i uszczuplił od strony wschodu państwo Polanów W ło dzimirz W . zagarnęli. Jakoż W dyplomacie granice biskupstwa praskiego op i­ sujących i u Ademara (obadwa te pomniki z X pochodzą . gdyż piszący w ówczas dzieio swoje (powszechnie znane) Konstanty Porphyrogennetes. powie­ d zian o. a tą . ju ż wtedy panować m usiał Polanom. San . g 55. W r . że granice ówczesnej Polski sięgały od połu­ dnia aż po K raków . gdyż około r. Przez L ach ów . długiemi wojnami wyćwiczonych w broni. od nich przezwali się Polanie. znaczną część krajów z tój strony K a rp a t. Czerwieńsk i insze. jak mówi Nestor. Pomorza­ nie. posunęli się od Gniezna ku W iśle.

mieli styczność z Chróbatami. byłyby zaiste ślady o nich pozostały. i przedkarpackich.wiecznie mieszkali Lachowie w dzisiej­ . stąd posuwają się ku W iśle. Krakusa m iał się zwać Lechem ) to pewno za panowania tu Polaków upo^wszechniona pomiędzy Chróbatami z tej strony K arpat powiastka o Lechu i Czechu |>rze&zła do Chrobatuw za Karpaty. o tem zmianka. Podług podań m iejscowych. C zesi. wydarli nam zdobycz zrobioną na wielko-morawskiem państwie. W yraźna. gdzio celtyckiego szczepu ludy nie w ładały. Gdyby od nich poszli byli Lachowie i szlachta. A jednakże na samej tylko północy. pokazują się L a ­ chowie. źe w ówczas Kraków z obszórnym swoim okręgiem składał osobne państwo. Odrze. że tak powiem. N ą odwrót rzecz biorąc. W iśle i Dniestrowi. i jedynie u tamecznych Chrobatów wspominani są w podaniu ludu. że krakowskiego księcia córka zwała się Libuszą. że od. wszystko prze­ konywa. wespół z Czechami. w tym że właśnie czasie posunęli się od gór hercyńskich ku M ołtawie. W czwartym ju ż wieku przed Chrystusem przebywali i władali Galowie za Karpatam i. u D-ługosza.wieku) stoi. żyli więc niegdyś i pano­ wali w krajach Słowian zakarpackich. to przynajmniej w podaniach narodowych. jeżeli nie w historycznych (piśmiennych) pomnikach. przed przy­ byciem w te strony Lachów i Polanów. przechodzą K a r­ paty. T o wskazuje na czas w którym \viadomość o Lachach dojść m ogła w te strony. Jeżeli nie prędzej (już syn krakowskiego. zeznania Mate­ usza i późniejszych kronik. wskazy­ w ać się zdaje na Krakusa czesk i^ o . panował tu K rakus: takiejże nazwy księże rządził i w Czechach przed końcem snadź V II wieku. i na mocy roszczonego sobie zt^d prawa.

U narodu tego. a mianowicie ze . a w ięc i przy wyborze króla ( i ) . niby obrzędzie używanym przy w ybo­ rze króla. ju z przed i po nastaniu Lecha i Leszka. szóstym jest niniejszy rzut oka na dzieje Lechitów najdawniej­ sze . wojował z następcami Karola W . wszechwładny Franków władz*ca godził spór o królestwo wszczęty przez synów kró­ lika Ł u b y i starszemu je przyznał. panowali kró­ lowie. Obchodząc (1) Grimm Dęutśche Mytholog. w pięciu osobnych Rozwiodłem się nad tem ustępach historycznych. a z reszty nigdzie i n d z i e j gdziekolwiek wł^dli. to jest od czasu w którym ziemscy oby­ watele u nadelbiańśkich Słowian wynieśli się do godno­ ści szlachty. co widać z ich nązwiska. strona 380 i następne. tudzież wspólność z nimi m ający północni Giermanowie. Religijną cześć koniom oddawali ci Sło­ w ian ie. haraczu opłacanego Niemcom za posiadanie R ugii wyspy. który badania przedmiotu tego kończy. sp 61nictwa z Litw inam i. za Karpatam i. M ieliżby tylko w Polsce i Czechach Galowie zostawić szlachtę jako pamiątkę dawnego tu swojego p o b y tu . Dragowit królik Lutyków . i L itw in i. których radzili się w każdej ważnej potrze­ bie. a 8o 5 r. W iszniewski za dawny i Lachom właściwy zwyczaj. W ustępie o Lachach opuściliśmy szczegół o goni­ twach konnych. i właśnie L u tycy koni używali do wróżb. Ja mniemam źe on jest dawniejszy od Lachów . praw . Lech czy Leszek. nad Dniestrem i w Morawie? Niechaj na to odpowiedzą przeciwnie od nas myślący.szych północnych Niemczech. .zabytków języka polskiego powszechnie tu używanego w czisach najdawniejszych. Bo roku 789 upokorzył się przed Karolem W . który ma p.

40. wieku (podług Prokoplusza) pieszo walczył. ale kład ł m achinal­ nie nawet nazwiska własne osób i miejsc.a skałę. XII. gdy naród również jak i za Karpatam i w V I jeszcze po Chr. K to do niej do­ biegł byw ał okrzykulony królem . którego z Tacytem porównywa p. W suw ał K a ­ dłubek w kronikę swoją nietylko ustępy całe z rzymskich i łacińskich pisarzy średniego wieku. Mniemam źe w tem ukrywa się pamiątka pogańskiego Światowida i Radegasta (zrobiono z niego Rochwista). Wiszniewskiego wypracowaną. wiejska gawiedź w Ł uzycach i na Szlązku ubiegała się konno do mety w dzień Zielonych Świątek (w dzień obchodu pogańskich Rusałek). S. jest albo przeistoczeniem. Gonitwy więc konne o króle­ stwo nie mają w sobie nic historycznego. po Chr. 253. którzy u nadelbiań­ skich Słowian konno bojowali. skakania n. 23 pordwnad z t^m i Mardóyy" i Justyna 41. . wziął z Tacyta (2) Sylurów i M ardów. kto ostatni przybył nazwisko Rochwlsta otrzymywał. nie oddzielając ich od frazesów których się jemu spodobało użyć. 32. Rzecz o kronikarstwie polsko-łacinskióm. zakończę uwagą o K adłubku i Pamiętnikach Paska.dawne pamiątki zwichnionego przęz chrześciaństwo po­ gań stw a. 254. coby z dziejami L achów w jakimkolwiek mogło być związku. ( i) . najstaran­ niej przez p. Tak i oby­ czaj w Rusi Czerwonej niegdyś (podług Eneasza Sylwiusza) używ any. i dostępowania przez to królewskiej władzy. 38. K ro ­ nikarz ten. albo przedrzeźnieniem zwyczaju używanego u K raińców ju ż 790 r. W iszniew­ ski. (2) Annal. sadzania nowo obranego monarchę na kamieniu. i nlebacznleT (1) Grimm Deutsche Rechts-AIterthümer Btr. XIV.

gotują w Krakowie krytyczne wydanie kroniki Mateusza i Kadłubka. (1) Na stronnicy 186. 265 i następnych. Pracowicie zebrał autor szacowne wiadomości'treści rozmaitej. który publicznie otwo­ rzy ł w téj mierze zdanie ( i) . (D okończenie nastąpi). W iszniewski. 12 . (2) Przywiedziony na str. Tom u . i bliższe m ieć wiadomości o mężu. wyżej stanął od wszystkich podobnego rodzaju fałszerzy. (3) -Na su. Podobnież A ustrienses. m iał nierozważnie powiedzieć. U derzył nas nieznany nam szczegół. (2) o pielgrzym ce Bolesława Krzywoustego do Jerozolimy. które um ieścił w rozdziałach od V III do X II.umieścił w dziejach polskich X II wieku. że s§ podrobione. 195.anei. Pragniem y wszakże upewnić się o tćm jak^m oźe być najrychlej. prawiono i dotąd pókątnie prawią: pierwszym jest p. Tibi. co zapewne gruntownie wykażą mężowie uczeni którzy jak nas wieść dochodzi. na coby dowodów nie m iał należytych. Daci przybyli do Polski. Nie sądzimy. Względem Pamiętników Paska. gdziekolwiek i kiedykolwiek oni żyli. K w iecień i8ł». lubo z kronik naszych nie jedno w tćj mierze wyczerpnąć się da. który przez podrobienie tego rodzaju dzieła. co okażemy w-opisie zwyczajów i obyczajów Polski aż do wieku X V II. ażeby w rze­ czy tak ważnej. Uwagę uczy­ nić jeszcze muszę że ( 3 ) umieszczona wiadomość o budo­ wnictwie średnich wieków» nie ma żadnych szczegółów o Polsce.

zdaje się przychylać dó mniemania jakoby. h-í'xíe'» (C iq g d a lszy). D la uniknienia długich i kosztownych prócessów. w wynalezieniu i ustanowieniu . źe praktyka nasza. zastępująca zatem stosownie do artykułu 1229 kodexu cywilnego. Mniemanie to jest niebezpieczne i wcale mylne. takie też sądy przy­ sądzać powinny. taka kara umówiona. co ni­ gdy wątpliwym być nie mogło. jakie s. uprze­ dzić muszę. ^ Prawo wartykule i 1 5a kodexu cyw ilnego. Nim przystąpię do rozbioru téj ważnej kwestyi. jnoie byc umawiana kard wddialna. ' ' ' R o z d z ia ł d r ü g i. wszakże uważa jeszcze wielu za wątpliwość to. chybaby zobowiąza­ nie było w części wykonane.’ za uchybienie terminu w pożyczkach.^ styjjulowane kary um ow ne. i zasądzana za samo uchjkienie terminu.przyjm uje za zasadę: że gdzié strony oznaczą: iż wrazie niedopełnie­ nia zobowiązania. strona nie dopełniająca zapłaci pewną summę.O PROCENTACH. jurisprudencia w téj m ierze. O KARZE UMOWNEJ 1 Z A S T AWACH A N T Y C H R E T Y C Z N íC H . a lubo od kilku dopiero lat. ani zwiększać ani zmniejszać. straty poniesione wykonywa się ściśle. i sędzia nie może oznaczonej sum­ m y. C zjli w miejscu procentu. więcej się do włiwciwego stanowiska zb liż a .

rzeczywistych sziiód i straconych korzyści. zaraz w na­ stępującym artykule czyni wyjątek: źe w zobowiązaniach które mają za przedmiot. trzeba je tylko należycie zgłębić. jak się w yraziło pra­ wo w artykule 1 1 53 : „les dommages et intérêts. aby cóś było uczynione hib nie uczynione. źe jaśniej i dobi­ tniej nie można się było wyrazić. zapłacenie pewnej pieniężnej kwoty. a zatem kara winna być przy­ sądzana w pożyczkach. szkody i stracone korzyści. a wszystkie nienąruszone zostaną. we­ dle art I I 34 kod exu . czyli niechcących. jak tylko przy­ znane procenta prawne. cyw. a ponieważ jest znowu artykuł la a g . łatw o będzie im udowo­ dnić. — Zdaje się. Ź e argumentowanie to jest wszelkiej zasady pozbawione. Przedewszystkiem namienić winienem. Jnstitut. chcieliby o n i.incerto sit. nigdy inne ustano­ wione być nie mogą. ne consistent jamais que dans la conda­ mnation aux intérêts fixés par la loi“ — dla ludzi je­ dnak. prawnie może b yć w pożyczkach uma­ wiana . że ci. są tego . „O ptim um erit pœnam subijcere. résul­ tant du retard. a więc dopóki ten artykuł nie będzie wykreślony (tak argumentującego sam słyszałem). Hb. gdzie s| stypulacye. którzy karę umówną wpożyczkach za prawną uważają.“ Taką zasadę przyjąwszy pra­ wo franctizkie w artykule i i S a kod. ne quantitas stipulationis in . zwłaszcza : że umowy są prawem dla stron. za samo spóźnienie. żeby zaraz ■ w tym artykule powiedziane b y ło . kara umowna. czyli też nie umiejących się za­ stanawiać. nie jest to dosyć. ź e nie wolno kary w pożyczkach umawiać za samo spóźnienie. który za samo spóźnienie do­ zwala kary stypulow ać. prawo rzym­ skie radzi. iź w takich przypadkach. — Nie potrzeba tu żadnych z kodexu »artykułów wykreślać. na przy­ padek niedopełnienia stypulować karę. 3 lit. i6 .

lub nieczynienia . że się kara niestosuje do pożyczek pieniędzy. n ié powtorzyło tęgo. umó­ wią. — Jaka nie potrzebna obawa ! zobowiązania nie dają się z li­ czyć. Prawdą je st. najlepiej więc strony robią gdy w tych j)rzypadkach sa­ me karę mającą sżkody i stracone korzyści zastąpić. c. dla zapewnienia wyko­ nania umowy.mylnego muietnunia. Prawo wprawdzie mówiąc b karze mówi w ogólnych w y ra za ch . za­ mieniają się na zobowiązania do wynagrodzenia szkód i straconych korzyści. że prawo w m iejscu. i te z góry zaraz ustanowić prawo dozwala. W iemy bowiem z doświadczenia jak trudne jest dowodzenie straconych korzyści w podobnych razach. les dommages et intérêts résultant du rétard dans l’execu* . wra­ zie hie wykonania ich. oprócz ważniejszych imiennych. z niewykonania umowy. wszel­ kie nawet zobowiązania czynienia lub nieczynienia. stosownie do art. u 53 w wyrazach niewątpliwych. do stopy prawnej procentów szkody i straty ograniczyło. jakoby kara bez użytku byiiji po­ stanowiony. ale i to pra­ w da. są niezliczone be­ zimienne. w którem o ka­ rze umownej podaje przepisy. lub zobowiązania. źe tego nie potrzebowało pow tarzać. i że takowa konpensuje szkody i stracone korzyści. jeżeliby w pożyczkach nie miała miejsca. aby p rzezto ja ż miało znieść to co wyżej postanowiło. facio ut des. nie wynika przecież ztąd. ze kara ma m iejsce. i to w tak energicznych wyrazach: „d a n s les obligations. qui se bornent au paiement d’ une certaine som m e. jakie wierzyciel ponosi. do ut facias. ¿/o ut def. — K ara szczególniej jest potrzebną wrazie zo­ bowiązania czynienia czegoś. skoro w ar­ tykule . 1 142 k. w zobowiąza­ niach ograniczających się zapłaceniem pewnej summy pieniężnej. facio utfacias.

— Iłla tego też to wszy­ scy. artykuły 1228 i 1229 kodexu cywilnego. zapłacę ci karę i ńie chcę wiedzieć o zobowiązaniu . ~ G dyby w ielbiciele kary umo­ wnej w pożyczkach. mówią: że ona ma miejsce tylko za samo spóźnienie. la S o kod.“ Biorąc nawet szczególne przepisy o karze umownej. rétard: nie zw racają przecież uwagi na to . rozsądnie przypuścić.. cyw . a żądać będzie kary. to jest: źe się zrze­ knie 5o o o . 1 1 53 kod. a jeżeli wierzyciel żąda kary. soit u faire) w których kara ma miejsce. źe wierzyciel zrzeknie się dochodzenia samego głównego zobowiązania . — Przypuśćm y teraz. że wierzyciel zamiast żądania kary. za spóźnienie retard ograniczyło szkody do prawnych procentów. może dochodzić w yko­ nania głównego zobowiązania. aby kara w pożyczkach mogła mieć miejsce. gdzleby to kara m ogła mleć zastosowanie. W eźm y np. Stanowią one. dla zapewnienia sobie pewności mienia kapitału w pewnym oznaczonym terminie. cyw. co są za karą w pożyczkach. że o tém prawodawca ani pomyślał. wzięcia czegoś.lion ne consistent jamais que dans la condemnàtion aux intérêts fixés pąr la loi. chybaby kara umówioną była za samo spó­ źnienie. soit a prendre. że wiïisnie prawo w a rty . jeżeliby jéj w pożyczkach niebyło?!!.. stypuluje so­ bie kary 2000 złp. . ju ż wtedy odstępuje od żądania dopełnienia głównéj umowy. czy można.. a przestanie na 2000. źe takowe nie mogą mieć zastosowania do pożyczek. uczynie­ nia czegoś (soit a livre. wykazuje się. zezatém dłużnik nie mo­ że powiedzić swemu wierzycielowi.. chcieli choć raz czytać prawo z uwagą 1 przeczytali art. że prawo wymieniło kilka rodzajów zobowiązania m ia­ nowicie: dostarczania czegoś. nie obawialiby się próżno. że wierzyciel w po­ życzce 5ooo złp. przekonaliby się.

W p ra w ie rzym skiéra. że kara w pożyczkach miejsca mieć nie m o­ że: czytamy w Pandektach libro 19 lit. qnod usuram legitimam excedit diversamque causam conimissoriæ esse a it. sed lex contractui non improbata dicalur. którego dzieła. lecz ta nie mogła b yć stypulowana. 3a. W ostatnim powołanym traktacie N° 347 »wyłożywszy zasa­ dy o karzę konwencyoüalnéj. którego Francya słusznie prawodawcą być uw aża.“ W notach do téj ustawy.“ P oth ier. które są w kodexie przy­ jęte . 1. cum poena quadrupli redderet quod accepit. D w a tysiące przeszło zatem lat. . juris forma non patitur legem contractus istius.“ Chociaż w przedażach jest do­ puszczalną lex Commissoria. i 5 deusuris llb 4 ht. a szczególniej Traité des obliga­ tions. „Papinianus respondisse se reffert. To samo mamy w kodexie Justyniańskim lib. si convenerit ut ad diem pretio non soluto venditori. mówi w końcu : . w miejsce prowizyi. duplum præstaretur in fraudem constitutionibus. mille aureorum (numéro) quntitatem sumpsisse.I*ostępujmy daléj. w' edycyi Godofreda wyra­ źnie powiedziano:. jest najlepszym kommentarzem do kodexu. ut si intra diem certum debito satis non fecisset. „Pcenam ultra legitimum usurarum modum stipulari non licet. stypulowanie przecież ka­ ry miejsca nigdy mieć nie może. świat ucywilizowany rządzi się zasadą . ultra pœnam legitimorum usurarum posse procedere. i 3 § 26. i . były do­ zwolone prowizye usurce: znana była kara umowna. o ile stopę prawną pro­ centów przechodzi. „C u m allegas uxorem tuam ea conditione. cum ea spe­ cie non fœnus illicitura contrahatur.

la clause penale ( i i 5a. ze gdzie jest kara stypulowana . losrqu’ elle est excessive à plus forte raison les peines stipu­ lées. Tym sposobem wszyscy autorowie. Na stronnicy 620 przytoczywszy przepis artyk. que dans r intérêt légal. à r égard des quelles là peine stipulée pour le re­ tard. sędzia nie może ani mniéj ani więcej w miejsce szkód i straconych korzyści przysądzić.. qui veut que les dommages et intérêts ne consistent jamais. 4 19 edycyi brukselskiej: „ L e créancier ne pourrait plus égalem entaujour-d’hui stipuler par une clause pénale que. w dziele: Le droit civil français Tom lllp. est réductible. que si la peine qui tient lieu des dornmages et intérêts ordinaires.„ J 1 reste à observer.“ Z téj zasady w ynikł artykuł 1 1 53 kod. quoique dans les autres engagemens il ne puisse modifier. ne peut jamais exceder les taux des intérêts fixés par la loi ( 1 1 53). faute de paiement au terme fixé. le débiteur paiera une somme supérieure à l ’ intérêt légal. rzecz tę uważają. Pomijając innych ograniczę się na przyto­ czeniu co w téj mierze mówi Toullier. potem zaraz mówi : „ il faut excepter les obli­ gations qui se bornent au paiement d’ une certaine som­ me. i 23 i). en cas de défaut de paiement. qui se consommé par l ’ usage. dans l’execution. cywilnego. d’ une somme d’ ar­ gent. Sidans les obli­ gations d’une somme d’ argent il était permis de stipuler 1’ in­ térêt légal ce serait un moyen sûr d’éluder la loi du 3 faute de paiement une indemnité plus forte que Septembre 1801 et l’ article i i 5 3 du code. bez wyjątku. ou autre chose.“ .— Cette somme devrait être reduite par le-juge. dont elles tiennent lieu: ou même entièrement rejetées dans les cas auxquels il n’ est pas permis d ’en stipuler. doiventelles être reduites aux taux légitimés des intérêts. i x 5a .

§ 8 a 5. als sie nicht über 6.“ W prawie austryackiém części III § 489 postanowiono: „D o ch darf der fietr a g der Strafe wegen verzögerter Zahlung die höchsten gezetmässigen Zinsen nicht über­ steigen. nigdy nie można zasądzić jak tylko procent prawem ustanowiony.“ ¡¿e nawet nie mogą być inne zasady. które u nas jest obowiązującćm. sur la demande de r autre partie. zatamować lich w ę.„A in si le juge peut et doit toujours. et la ré­ duire aux taux de l’ intérêt légitim e. jeżeliby wolno było pod tytułem kary brać sto za sto ? Przy takich we wszystkich prawodawstwach co do kary w pożyczkach zasadach. bo na cóźby się przydały wszelkie usiłowa­ nia prawodawców. wen die Rückzahlung des Gapitals zur bestirnten Z e it. jak to je^t w prawie francuzkiem. — to samo mamy w prawie pruskiém. 1 1 . to samo mamy w prawie austryackiém. źe procent prawny nie ma być wyższy nad 5 lub 6 § . z niemałem podziwieniem przyszło mi czytać wyroki. w tym . nicht erfolgte schriftltich verbunden hat. sind in so weit gütig. oder bei Kaufleuten und Juden nicht über 8 vom hun­ dert betragen. że za spóźnienie w opłacie summy pienięźnćj. na coby się przy­ dało stanowić. postanowiono: Conventional-strafen zu welchen sich der Schuldner stat der Zinsen a u f dem Fall. l e nie wolno ka­ ry stypulować nad stopę prawnego procentu. tyt.“ Jak to było w prawie rzymskiém. Jeżeliby się taka jurisprudentia ustaliła. modérer lą peine stipulée. W prawie powszechném pruskiém część I. prawność kary w pożyczkach uznaj|(ie. to z natury rze­ czy wynika.

przyT om II. K w ie cieił i8 ii.prawa rzym skiego. za pobierane użytki. przedawnienie więc 3o letnie może b yć jedynie stavaane. w szczególności od kapitałów hjpotecznjch. jeżeliby przecież procenta przyznane b yły. nie znano przedawnienia procentów . . pobierać ją będzie m ógł pod tytułem kary. 20. lecz ci co prawo tłum aczą by­ liby wiiini. dać opiekę do której się każdemu odwoływać wolno . Temu wszystkiemu n ie p ra w o . trzy­ m a ł ktoś dobra nieprawnie. za śladem. że procenta nie m ogły przecho» dzić kapitału i tylko ad alterum tantum zasądzone by­ w ały. 13 . W prawie pruskiém jest lat 10. U nas daw n iej. w austryackiém nie ma żadnej szczegôlnéj dyspozycyi . procenta przedawniają się pięcio laty. tak dalece. przy takiej też to widokom prawodawcy sprzecznej jurisprudericyi. do dłużnika należącej. które się nie p la ci^ i p łacić rok rocznie nie m ogły. zasadzało się na tém . pod dawnienie takie nie m ogłyby być pociągane. że żadna ju ż p rzysięga.razie będziemy mieli prawo o procentach bez żadnego skutku. Czyli i jakiemu przedawnieniu ulegają procenta. W prawie kodéxowém nas obowiązuj ącem . R o z d z ia ł THsyEci.000 na pewnych do­ brach hypotekow anćj. zdarzyło mi się czytae dokument urzędowy. a prawo nie będzie miało dość siły przeszkodzić złe m u . K to tylko zechce pobierać lichwę. na rzeczywistość zapłaty deferowaną b y ć nie m oże. całe ograniczenie co do ilości lat za które zasądzone b yć m ogły procenta. że za Uchybienie terminu krótkiego w opłacie summy złp. np. 6000 wierzyciel stanie się właścicielem summy złp.

a zostaje tylko osobistym długiem tego który takową zaciągnął. W artykule la/j postanowiono: „ C o się jednak dotyczę zaległych prowizyi i części d łu g u . jeżeliby artykuł ten c h cia ł rostrzy- . tego mówić arty: 1 aĄ nie potrzebował. W iadom o-nam jest że wierzytelność. motywa nie dostarczają wyjaśnienia. Źe wszelkie długi osobiste przedawniają s ię . traci pra­ wo rzeczow e. nie m ógł więc a p rzy­ najmniej nie potrzebow ał prawodawca mieć na widoku praw osobistych. dopóki prawa hypotekowane nie są V ykreślo n e. takich lat do 5 nie można ograniczać procentów. gdy ju ź dobra przeszły w ręce trzeciego. gdzie w pewnych terminach. — lub. bo właściwie biorąc. z 18 18 r. procenta przedawniają się w pożyczkach. po wyczerpnięciu całkowi­ tego szacunku zostaje z hypoteki wykreśloną. płacone być m iały i jakby r o ' czny czasowy dochód stanowiły. R edakcja artykułu i a 3 i 124 przedstawia wątpliwości trudne do pokonania. m oie dłużnik zasłaniać się przedawnieniem . Za wprowadzeniem ustawy hypotecznej. — dotąd jest bardzo jasno. która się na szacunku nie m oże mieścić. która nie m ogła b yć zaspokojoną z nieruchomo­ ści . a szacunku nie za p ła cił. kiedy kto trzyma dob ra. odnowienie w lat 10 wpisów stan ow i. nie m oże być nawet początku przedawnienia. Ustawa hypoteczna w artykule i a 3 znosząc z hypoteki kodexowej.“ C zyli to ściąga się jedynie do praw osobistych czyli się ściąga do praw rzeczow ych. jak w wielu przypadkach.— iJS _ znane od niego są procenta od szacunku. że takie odnowienie nie jest potrzebne. tak i co do przedawnienia pro­ centów od kapitałów zaszła zmiana.

same zaś procenta za ubiegłe lata nie są z pod zwyczanego przedawnienia wyjęte. zaczyna się więc dopiero z chwilą wykreślenia.‘ . Przepis art. i aĄ. to co względem zastawów ruchomych w § 247 »48 rozporządzonem zostało. wpisem ocalać dozwala. źe tylko prawo do pobierania procentów. przedawnienie nie m o ie się zacząć. b o je arty: 70 ustawy hypotecznej oddzielnym. W przepisach o hypotekach. nie mają nawet rubryki: Jak są zale­ g łe .gnąć przypadek odkąd się zaczyna przedawnienie długu spadłego z szacunku.. tit. dopókąd d^Fug stoi w hypotece. 20 § 247. o ile po sprzedaży zastawu wierzyciel. M nieby się zdawało. że dopóki wierzytelność z księgi hypotecznej nie zostanie wykreśloną. prawo pruskie stano­ wiąc . nie ulega prze­ dawnieniu. powstał na wzór prawa powszechne­ go p ruskiego.— • postano­ wiono tamże: że póki zastaw dany znajduje się w ręku zastawnika. 2 4 8 . nie ulegają przedawnieniu. gdyby wymagalne procenta m iały prawo rzeczowe więcej jak za lat 3. Zasady do tego twierdzenia mam następujące: Procenta nie bywają płacone w hypotece i tam że nie są kontrollowane. Pospolicie ten a r­ tyku ł tłumaczą tak: że procenta od kapitału hypotecznego. nie może wierzytelność ulegać przedawnie­ niu. części I. i co niebyłoby potrzebnem bo ar­ tyku ł poprzedzający postanowił źe początku niema prze­ dawnienia. Jaki zatem widok m iał prawodawca przy redakcyi artykułu 124» n iełatw o odgadnąć. czego b y nietrzeba b yło. w § 535 wyrzekło „jednakże stosowane b yć ma w h y ­ potekach. Przedawnienie zachodzi tylko co do p ro w zy i za­ ległych zawsze a co do kapitału przedawnienie może mieć miejsce o tyle . nie został zaspokojony. nie mają prawa rzeczowego.

jako najdawniejsza. że go do obydwóch części artykułu odnosić można. Jakie hfty przepisy co do zastawów antjchretycznych w składzie dawnej Polski. R o z d z ia ł czw arty . pod rządem pruskim i au~ stryackim. Te dwo­ jakiego rodzaju zastawy w prawie naszem dawnem znane pod Inscriptio obligationis defacto. Później w użyciu była zastawa hypoteczna.. o ile nie za­ spokojony z szacunku po sprzedaży dóbr odhiźonych mieścić się nie będzie. u le g a ji lo-letniem n.Podiug tej prawa pruskiego dyspozycyi. Znana była także lecz nie w częstćm użyciu. oraz w kodexie francużkim ? Pokrótce tylko napomknę że widerki i zastawy w y ­ kształciły się i upowszechniły dla niedopuszczania w za­ sadzie prawności prowizyi. oczekuje prawodaw* czego sprostowania. zaległe pro­ centa hypotekow ane. in- scriptio debili ad certum tempus i inscriptio personalis. i to była zastawa antichretyczna. tak jest umieszczony.. a jak u nas pięcioletniemu przedawnieniu. W takiem znaczeniu brać na­ leży przepis artykułu 124» inne być nie może zw ła­ szcza przy względzię że wzór do tego przepisu wątpli­ wości nie podlega. bo zastępowały brak hy­ poteki. sam zas kapitał o tyle podany będzie zwykłemu przedawnieniu. Czytam y ju ż o zastawach w Statucie W iślickim . — Zastawy u nas b yły od najdawniejszych czasów znane. W ątpUwość jaka z redakcyi wynika. Ciemność przepisu powołanego artykułu pochodzi ztyd że dodatek końcowy „od czasu gdy ju ż dobra przes^ y w ręce trzeciego“ odnoszący się do samego długu nie zaś do prowizyi za leg ły ch . inscriptU) .

a ieb y de proventibus bonorum. do rachowania się pociągani nie byli.. Itigum V I fol: ’ . że zastawnik nie ma obowiązku rachować s ię . Opuszczaj. — Różnice tych wszystkich.^c charakterystyczne i właściwe prawu pol­ skiemu cechy do zastawów przyw iązane. kiedv się tak-stron y um ówiły. ■ „K o n tra k ty zastawne i obligacye interpretation! trybunałów koronnych. z głównij m ateryi co do procentów związek maj^ w szczególności. .| w żadnej proporcyi ze stopq procentów p raw nych . w dziełku . kiedy dochody te nie s. do dziedziców nie vzurpow ali sobie.mb lapsu. tak summy wszelkie jako wi-. ich naturę i skutki najlepiej opisał Stejner professor niegdyś w korpusie kadetów w W arszaw ie. zastawa pod przepadkiem. głosem prawodaw­ czym rozwiązaną była w sposobie ty m . moneta in contractu exprcssa. M am y konstytućyą z roku 1 726 téj osnowy vol. a possessores o h ligatorii. . derkaffy. o ile te. ale też ipretensyirespectu noncorrespondentiaebonorum in proventibus. lub w tym ostatnim razie. valore autem in regno currenti. które infuturum zaciągnione b ę d ą . ukrywają lichw ę. zastanowię się jedynie nad skutkami samej zastawy antychretycznéj i posiadaniem dóbr. wypłacone były. aby abhinc. ażeby nie podpadały warujemy i stanowiemy. C zyli umowa dozwalaj §ęa pobierać dochody W pro­ centach. dłużn ik mocen jest bez względu' na osnowę umowy pociągać wierzyciela do obrachunku i kompensowania zastawnej? ' summy Kw estya ta w prawie polskiem . jest nawet i wtedy ważną.liber p fandes verschrejbungen a u f Adliche Güter nach polnischen Rechten w Toruniu i 8o 3 . skutkiem potioritatis wydzielonych.

E dycyi z roku i 8o 3 § 870 >edy­ cyi z roku 1 834 § 799). 17 7 6 postano­ wiła:— „K ie d y wyraźnie konstytucya 1726 ubezpieczyła a praestandd calculo zastawnych possessorów. gdyż taki ad calculum per omnia tenebitur. skutkiem konkursu. albo reparacya. D o rachowania się z p ro­ wentów nie m ógł być poęiągany ani zastawnik antychretyczny. -to jest: pobieran ie dochodów w procencie o tyle było w ażn e. dobra wydzielone sobie w satysfakcyi wierzytelności hypotecznej mający. lub processem decretis et jurameuti's evinkowane. ani też tak zwany possessor tradytoryjny. do rachowania się z prowentów nie pociągały. m usiały przecież inne zapadać w y r o k i. podług zaś tego prawa. przeciw której różne później wypadały efFata z gruntu sprawie­ dliwość wzruszające. kiedy konstytucya z r. podług prawa wyżej wspomnionego. „ T o się zaś beneficium ściągać nie ma do tego possessora. któryby per solum processum in contumaciam podane sobie trzym ał do b ra. . salvis decretis et transactionibus. kontraktem warowane.“ Mimo takiego postanowienia. Za rządów zaś pruskiego i austryackiego. wi­ dzimy że umowy o zastawy antychretyczne. 1726 zastawników i przez potioritates postanowionych possessorów. pactum antichreticum.“ Z tych postanowień prawa dawnego polskiego. stanowiemy przeto.jak ją uważało prawo rzymskie.chyba żeby b y ł addytament. podług ich osnowy zachowywane były. o ile dochody m iary prawnych procęntów nie przenosiły: — (T h ibaut system des Pandecten Rechts. Takie prawa były za dawnej Polski. zastawa byfa tak uważana. by wszystkie jurisdykcye niezważając na takie effata.

D aher ist der Pfandge er erechtigt bei dem Schlüsse des Geschäfts die Rechnungen zu fordern. Sąd przed potwierdzeniem m usiał mieć wykazane dochody ■z dóbr i ilość prowizyi wierzycielowi przypadających. W prawie austryackiém bezw arunkow o. Takie przepisy znajdują się w tytule 20 części I § 227 i następnych. przez sąd właściwy gotwierdzone zostało . zatwierdzenie kontraktu. Pruskie prawo na zastaw ę..Zasadami temi powodował się tak prawodawca pru­ ski.“ W takim stanie prawodawstwa znajdowaliśm y sie kiedy kodex francuzki za prawo cywilne do Księstwa W arszawskiego został wprowadzony. jćzelt się lichwa ukrywała. Jeżeli się przekonał iź dochody o ^ część wyższe b yły od należności procentowej. jako też prawodawca austryacki. obowiązywało mieliśmy odm ienne od prawa dawnego polskiego zasady. D er Nebenvertrag dass dem G läubiger der F ruch t­ genuss der verpfändeten Sache zustehen soll. jakby się stronom umówić podobało. mamy dwie z sobą na pozór tylko sprzeczne dyspozycye: w artykule 2o 85 i 2089. nie m ogło być udzielone. W kodexie co do rozbieranej m ateryi. zastawnik do złożenia rachunku. w każdym razie bez względu. zezwalało o ty łe tylk o . ist nur in soweit gültig als dadurch das Mass der gesetzmässigen Zinsen nicht überschritten wird. o ile takowe pactuni. W pierwszym z tych postanowiono: że . . potwierdzanie zaś nie wiogło b yć udzielone. W kraju w ięc teraźniejsze królestwo składającym w którym i prawo pruskie i austryackie. cum pacto antichretico. m oże b yć zawsze po­ ciągany. stanowi § 5 a 3 części III.

^ um ów iły. chociażby się strony um ówiły. W drugim zaś -postanowiono: Jeżeli strony pomiędzy sob. Sprzeczność między temi przepisami. Parlamenta dawniejsze francuzkie. D la wyjaśnienia szczególniej tego drugiego przepisu. a potem na kapitał. aby przez dozwolenie tak zwanych paktów anty. że zastawnik. cum pacto antichretico. niechciano i nleżyczono sobie. wolno im pod tytułem zastawy pobierać do­ chody z dóbr chociażby te w żadnym sprawiedliwym. albo do pe­ wnej ilości. że przychody potrącać się będą z procentami w ca ło ści. cbretycznych.przez kontrakt żastawny. taka umowa wykonywa się tak jak każda in n a. przez to bowiem chciano zapobiedz lich­ wiarskim umowom. nie znajdowały sję stosunku. w tćm znaczeniu. w gruncie żadna hle zachodzi. należy nam zasiągnąć nieco wiadomości z historyi prawa dawnego francuzkiego. pod obo­ wiązkiem zaliczania ich rok rocznie na procenta jeżeli się takowe n ależy. i że umowny procent przecho- . W czasie redakcyi kodexu nie chciano przystać na bezwarunkowy zakaz przez Parlament dawniej wprowa­ dzon y. że z pro­ centów nie będzie zdawał liczby. — W tedy przecież przyjąwszy zasadę.. jaka jest istota kontraktu zastawy. zawsze do takowéj m ógł być pociągany. jest ona tylko pozorną. nie przypuszcza­ ł y zastawy cum pacto antichretico. dru­ gi dopuszcza umowy zastawy. lecz z drugiej strony. pierwszy artykuł stanowi. źe pro cent zależy od umowy. wierzyciel nabywa tylko m o­ żność pobierania dochodów z nieruchomości. która n i e j e s t p rzez'praw o zabroniona. byli wprowadzani ludzie w mniemanie fałszyw e. co do ilości należących się procentów.

jeżeli znacznie takowe należność pro-. Pom ijając innych dosyć mi będzie powołać Durantona kontynuatora Toulliem p. dass. centową przechodzą. wen der W erth dieser Früchte den gesetzlichen Zinsfuss bedeutend ü bersteigt. że taka umowa.do obliczenia się z dochodów pociągnięty b yć m oże. tudzież Zachariego Handbuch des französischen Civilrechts tak m ó w i: który w Tom ie a . 4^9 . na kapitał rok rocznie policzana ' Tołc II. das Uebermass von dem Haupt-Stamme (Jahr für Jahr) abgezogen werde. o ile to prawo nie zabrania. że jak nastąpi prawo. która dochody przeznacza na procen ta. dochody na pi'ocenta przeznaczającej. któryby b ył innego zdania. 14 . inaczej m ogłaby m ieć miejsce najokropniej­ sza lichw a. że pomimo umowy na ogół. jak źe : jeżeli dochody nie są w stosunku do ilo­ ści należących się procentów . że umowa ta wykonywany będzie ta k . jeżeliby dochody przechodziły stopę prawną. n iem oźe b yć za dozwoloną prawem uważa­ ną. lecz znacznie takowe prze­ noszą.« ■ Jurisprudencia francuzka jest w tym puiikoie u sta ­ lona. »Nach der loi vom 3 September 1807 kann der G läubiger dennoch angehalten werden über die erhobeneH Früchte-Rechnung abzulegen und zwar zu dem E n ­ de.e. powiedzieli tylko redaktorowie kodexu. jak każda inna pra­ wem niezabroniona. w któ­ rym to razie zastawnik do rachunku z procentów m ógł­ by b yć pociągany.dzió może procent prawny. K wiecicii i 84i. procenta do pewnej stopy ograni­ czające. a i 3 . — Jakoż po prawie z dnia 3 września 1807 r. ten^. niem a ani jednego autora. chcąc przez to dać do poznania. a j/ j Tom 10 edycyi bruxelski^j. pomimo umowy źe się zastawnik liczyć nie po­ trzebuje. nie m ogli niedopuścić umowy o kom pensacyi procentów z dochodami. p.

. D osyć' będzie przytociiyć. 2o 85 Cod. umowy s| prawem dla stron. que jusqu’a concurrence d’ une valeur à peu près égale. 2089 kod. »Bien qu’il ait été stipulé dans un bail à antichrèse que lés fruits se componseraient totalement avec les in­ térêts le créancier ne peüt retenir les fruits par lui per­ çus. ja ­ koby artykuf 2089 kodexu cywilnego. qu’ il ne soit minime. à Î’ intérêt 5 pour 100 de sa créance. . że mx>ŹHaby go bez odpowiedzi pozostawić. że zastawa nie jest umowy o p rocen ta. jakie sy prawnie ustanowiope. —r Czytamy wyrok z dnia 2 1 liiitopada 1 829 roku w Sirey. w tym samym sposobie decydo­ wano być winna jak i we Francyi . nie można za dozwolone prawem przyjyć. Co do piérwszéj zasady. IiCodes annotées p.« U nas po ustawie z dnia 16 grudnia 1 8 1 1 kwestya przezemnie rozbierana . dodaje. C ała podstawa błędnego zdania polega na tém . twierdzenie to tak jest bez- grnntbw ne. cyw. Pobierać większe procenta nad te . civ. dozwalał umav^iać się ryęzałtem . źe g d y b y tu nie chodziło o . N Przeciwnego zdania mówiy jeszcze. przecież ile mi wiado­ m o. ta była dotąd dobry. à moins. w praktyce inaczej to idzie. 548 . l’ excédant.byé winny. W szak art. źe iim owa zastawna będzie wykonana tak jak każda inna przez prawo niezabroniona. — r article 2089 même co d e . pra­ w o tego zabrania. dopó­ ki prawo nie postanowiło stopy procentów. i ¿ew edle artykułu 1 1 34 1^* c. doit être imputé sur |e ca­ pital de la créance conformément à 1’ article. a été modifié par la loi du 3 Septembr 1807 en tout ce qu’ il offre de con­ traire à ces dispositions.

tpby zastawa antichretyczna nie miała miejsca. są prawem dla stron. inaczej jeżelibyśm y trzym ali się śle­ po jednego przepisu. . o wynagrodzenie zap o życzo n ą sum m ę._ to n ie może się prawnem nazywać. bo tym sposobem i nteressowi dogodzić się może. Co do d ru g ie j: — . — G dzie jest pra­ wo zabraniające. a wtedy na nicby się nie przydały wszelkie usiłowania praw o­ dawcy. nie byłaby potrzebną — wszak cała osnowa za­ stawy. do. że prawo m ó w i: umowy prawnie tylko zaw arte. nie byłaby za­ wieraną. Jakże sumiennie można powiedzieć. c. — r Gdzie nie ma grunto­ wnych zasad. lub na jego oszukanie in fraudem Jegi?. będą praw nęm i. tam trzeba uporu. Działanie podobne prawo za bezskuteczne w artykule I l 3 x k. nie trzeba się dać prze­ konać i ciągle przy swojem obstawać.prowizy?. ihożeby się przekonali. ogłasza . to wszyst­ kie um owy prawu przeciw ne. że się nie stosuje do procentów. co przeciwko prawu działa. praw em . ludzie intereśsem powodowani zawśze sif przeciw widokom prawodawcy umawiać i artykułem 1 134 jakby jakim murem zasłan iać będą. zaspokoje­ nia procentów. zmierza oprócz zabezpieczenia się. nie oglądali się na inne. gdzie się . Prawda źe umowy dla stron są lecz gdyby apologiśoi lichwiarskiej professyi przeczytali z uwagą cały artykuł i z nim związek mający.

obrzędy^ przepisy wkładane na lud przez Chrześcijaństwo. objawienia się moralnego ich życia i piśmiennictwa. ma­ m y na to i dziejowe świadectwa. Oświata szczególnych plemion. D la ludów oświecenia dawne­ go. dla ludów nowych ich umysłowego bytu poczęciem . . wiodą do umysłowości postępów.__ Przypom inam y więc krótko czas nastania okresu tego śród Słowian. . Alexandra Tuszyńskiego. oprócz prostego domysłu z uwagi na granice opowiadania. klóry i tu jak mówimy» b y ł właśnie nąćzelną epoką ich ukształcenia wyższego. czas. Obowiązki. III. wielu i dalszych Słowian światło w iary opowiadanej -zaznawać i przyjąć m o g ło .^ FFpiyw Chrześcijaństwa na stopień i rodowoSó oiwiaty śród Słowian. (C iąg dalszy). oprócz północnych G reków . dźwigając Mprost byt'm oi‘alny. Cbrześcijaństwó stawało się okresem przekształceń. Ź e w najpierwszych Chrześcijaństwa wiekach.R Y S H IS T O R Y C Z N Y OŚWIMCEIWIA S £ O W lA ] V przez .

nieliczne. iż ludy słowiańskie w pierwszych już wiekach Chrześcijaństwa.« List Jana X Papië£a do książąt Michała Chorwackiego i Michała Zachłulskie- go (914). „ K tó ż nie wie? pisze on. cząstkowe. o pogań­ stwie ich wspomina jako o rzeczy daw nej. gdy twierdził iź ś. Nawrócenia więc pojedynczych Słowian jak świad­ czy dzieje nader wcześnie miejsce mieć m ogły. w piérw szyc 1 ośmiu wiekach Chrześcijaństwa ogólnego wpływu na os tych ludów nie m iały. lubo w ykładał je mylnie osadzając Słowian w Jlliryku. Paw eł u południowych S ło w ia n . zapewne na świadectwach piśmiennych lub wspieraj. jakby już nawet wątpliwej : „Albowiem i Słow ianie.^c się na istnęcem podaniu. który my zowieniy D unajem .“ Żaś Jan X Papież w liście swym przy początku wieX pisanym . Sclavinorum régna in primitiis Apostolorum et Universalis Ecclesiae esse commemorata. nadmienia owszem w yraźn ie.Już ósmy Sobór Konstantynopolski (r. gdy z a ls tr e m .. . także byli poganie. Andrzej apostołował w Morawii a ś. 680) czyni wzmiankę o licznych Chrześcijanach Słowianach. mówi on. quando tram Istrilm quem nos Danubium adpellamus habitabant {Leo V I T) militari). zamieszkiwali ( i) . Missye (1) Nam ct Slavi q„oque oUm erant p a g a n i.. • e re (2) „Q uis enim ambigit. IX wydaném) obracnjijc przedmiot do Słowian. Nestor wreszcie powtarzał zapewne wewnętrzne po­ dania o témze. te wszakze nawrócenia przygodne. Chrześcijan mieściły.— C e­ sarz Leon V I w dziele swém o sztuce wojennej (w w. iź królestwa Słowian liczą się pomię­ dzy pierwszymi nabytkami Apostołów i powszechnego kościoła“ (2). K raje Słowian w ogóle swomi z y t długo zostawały w pogaństwie.

Bieg dziejów nie czyn ił wróżijy przychylnej. do tegoż Carogrodu (prży początku wieku IX ) piérwszy w ypraw ił poiiły upraszając o missyą chrześci­ jańską. Carogrodowi gro­ źniej .Franków od strony zachodniej. M issyą tę powierzony m iał sobie Konstantyn Macedończyk. i wyprowadzenie obrzędu w jednem z narzeczy slowiań- . oznajomlóny. przed okiem wprawnem. długo jeszcze udziałem Słowian być miało. Przekład ksiąg śś. iż rozkrzewiająca się sama: od stopni krajowych niższych postępująca do wvzszych. Buljgarya i rozległe Morawii państwo stały się wkrótce chrześcijańskie. Za przykładem Hana Kozarów poszedł Borys książę Bulgaryi. kiedy nowe poselstwo wnet daléj go powołało. Słowianie całćj téj strony rychło przyjęli sło­ wo. pogaństwo. Kon­ stantyn udał się tu razem ju ż ze swym bratem — Stràchotą. z Tessaloniki rodem będący. do ludów silniejszych od słabszych. Missye od Carogrodu drżącego przed najazdami sąsiadów nie mogiy mieć nawet miejsca. — . P rzyb yły tu tenże Konstantyn z narzeczem Słowian w stronie téj rozsianych z powodu pochodze­ nia swego. i przekładem na nią ksiąg śś. z j^z^fkiem obcym . — R ościsław książę Morawii upraszał także o missyą. W szakże nadeszłe wieki IX a za nim X przynio­ sły silniejszy żyw io ł nad rachubę i oręż — czas na­ znaczony. zajął się b y ł właśnie wynalaz­ kiem dla mo\yy téj pisma. cała Serbia. Jakoż Han hordy Czudskiéj (Kozarów) na południo-wschodzie. po nad morzem Kaspijsklém o sla d łćj. i wkrótce ją ze skutkiem dopełnił. nie m ogły mieć wcale skutku. w wiekach tych mia­ ła właśnie być utwierdzoną na wschodzie. — W tém różna w szerzeniu się swém od in­ nych wiara chrześcijańska. z or^'zeiii w r^ku.

ï^apiéz Adryan II na czele duchowieństwa Rzymskiego wystąpił z miasta i spotykał pierwszych Apostołów S ło ­ wian. Metodyusz razem wkrótce z swém mianowaniem otrzym ał i zatwierdzenie obrzędu. Jak­ kolwiek liczni kapłani w granicach Arcybiskupstwa jego łaciński zachowywali obrząd. bite resoneny jure laudamus.— skich tu téá zostały. Klemensa (znalezione przez K o n ­ stantego w czasie missyi u Chozarów w Tauryce) wcho­ dzili do apostolskiej stolicy. a wejście to było tryumfem. — Obaj. . całe też stały się chrześcijańskie. w poczet świętych przez Rzym policzony. et in eadem lingua Christi Domini noi stri praeconin et opera ut inarrentur jubemus“ ( 880) . niosąc z sobą ostatki ś. ( 1 ) Z n an y jest H . sam Strachota sprawował jednak słowiański . odprawowanie obrzędów w mowach rajowych za czasów apostołowania dwóch braci. Litteras Siavonicas a Constantino Philosopho. w którym w y r a îa : i£ słowa słbwiaiiskie brzm ią jak naleSy i w mowie tćj modły i nauki.repertas quibus Deo laudes de. nie sta o się jeszcze było przedmiotem zakazu (i).bracia w nowo nawróconych krainach otrzymali mianowania Pasterzy.t Papi¿£a Jana V I II do A rcybiskup a Strachoty. (w M oraw ii) n ostatecznie i ­ dokonanemi Konstantyn i Metodyusz (Strachota) po nawróceniu w ten sposób połowy wschodu. Konstanty wszakże u ch ylił się od urzędu i zmieniwszy imie swe na' O}^rjlla pozostał w Rzym ie. udali się do Rzymu. iSby się opowiadały zaleca. __M e­ todyusz otrzym ał ty tu ł Arcybiskupa Panonii całej i wróciwszy do M orawii godność tę lat jeszcze X III spra­ wował. — małżonka Z ręki jego Borzywoj książę czeski i jego chrzest p rzyjęli. gdzie tćż wkrótce dokonał ¿ywota.

uchwaliła: iżby odtąd służba kościelna nie w innym jak tylko w jednym łaciń ­ skim sprawowaną była języku. stosunki z władzą duchowną. pod piórem właśnie przyjaciół 1 głównych zwolenników oświaty. jednak uboczne. przyroda. ną jej wzrost i kie­ runek wywarły. wszelkich słowem pamiątek przeszłości. Kierunek ten wpływu obrzędów stał się twórcą od-mien nych zjawisk w dziejach oświaty Słowian jak wpro­ wadzenie Chrześcijaństwa epoką. przygodne. — Pozostający więc przy K ościele lub nowo przystępujący do niego Słowianie s ta łą 'się odtąd cechą odróżniać poczęli od Słowian przy których obrząd M etodjuszowy pozostał. z są­ siednią świecką. są nadto jak sądzimy. . — winniśmy go więc lubo krótko rozpoznać. wpływ zbyt odmienny w tych krajach nar byt ich wewnętrzny. Za życia jeszcze i Metodyuszowych rządów w Panonii. Uchwałę tę Papież A le ­ xander całkowicie zatwierdził.W wieku następnym (X . — Pragnąc położyć tamę nowym niejednościom. nie w jednym i tymże kierunku wpływ swój na nowo-ochrzcony lud wywierało. . spór wsżczęty o rzeczy świeckie powiódł do sporów o dog­ mata i do rozdzielenia K ościoła.) w Salonice. nastę­ na pnie zaś na Soborze 1089 r . zabytków. W ładza.— Od czasu obudzonego zapału w sło­ wiańskich krajach w odgrzebywaniu śladów. W zm ianki pisarzy w tym względzie jakkolwiek liczne. ośw iatę.) Mieczysław 1 z swym krajem a wkrótce i Rui pod W łodzim ierzem wiarę chrześcijańską równie z woli dobrej przyję'ly. zw y­ kle próżne istoty.duchowna najprzód zgromadzeniu kościelnem (925 r. W dal­ szych tych jediiak wiekach Chrześcijaństwo ju ż nie we­ dług tejże istoty. — Język obrzędu.

Pismienn. — Jeden właśnie z pisarzy naszych silniej tu i obszerniej wystąpił. 15 . i8 r 8 ogłosił w ćwiczeniach naukowych: zbiór domysłów o zagrzebanej przesz:łości. tudzież artykuł w N rzelS. chociażby rzeczywistein być mia o jest rzeczą zapewne zbyt drobną w miarę skutków ( 1 ) O rzeczywistcm nazwisku Chodakowskiego patrz Encyklopedyą wydawaną w Wilnie pod słowem C hodakow ski. Autor artykułu tego (L. — Znajomy w literaturze Słowian pod przybranem Chodakowskiego imieniem gorliwy zbie­ racz pamiątek a badacz ubiegłych czasów Adam Czar­ nocki ( i ) w r . — Zatarcie szczegółów dawnych. — Trudność dośledzenia ścisłego dawnych dziejowych zdarzeń. >z twierdzenia autora są raczej rzędem domysłów i na Opartych wnioskow. lecz owszem ręka umyślna nieraz te ślady gniotła . to dostrzeżenie iź w pierwszych Chrześcijaństwa wiekach nietylko ręka czasu. w namiętny antichrześcijański lament przyodział. T o m II. z. — Uważamy jednak. I. Powiecie sTuctom obecnie zamieszkują cij. a pismo to (nosząc napis: O Słowiańszczjźnie Przedąhrzekijańskiej). Chodakowskiego zdają się być wprost temu przeciwne. ore nam ®ntor wykrywa. Wojniłłowicz) oświadcza: iS jest właśnie sąsiadem rzeczywistej fa ¡1" Chodakowskiego (Czarnockich) wGubernii Mińskiej. — Twierdzenia pana Chodakowskiego mają nawet pewną zajadę. iź nadto przy dopuszczeniu wicie"^ P*’^ d z iw o s c i tych wniosków wyrzekanie całkoasa nem nie jest. od. istotnie bowiem nowa w słowiaństwie epoka zabytki dawnej starfa. Krajowego r. sprawiły: iż bada­ cze przeszłości gorzko zrazu przeciw wpływowi tegoż wyrzekli. twierdze­ nia pisma p. Rzekliśmy: iź wprowadzenie Chrześcijaństwa stało się epoką poczęcia oświecenia śród Słow ian. K w l t c i f i i i g } ! .mniej przychylne i wdzięczne głosy przeciw jej źródłu powstały.

kilka drobnych dziei sztuki. . ci zaś którzy nastali’ po nim . >Znakomitsi pisarze Czescy juź to odgrzebujący pamiątki kraju swojego (jak Jungm ann) ju ż w ogólności wszystkich słowiańskich krajów (Szaffarzyk) silnie wyrzekli przeciwko wpływom niekrajowego obrzędu w e względzie krajowych nauk. nie opłakują dziś jednak swych igrzysk i swych obrzędów. K raje południa Europy.tego zatarcia. a je ­ den z pisarzy naszych wystąpienie to zm ienił w syste­ mat. którejbyśmy ¿a ło w a ó . najpóźniejszy jednak w tym względzie na większą miarę b adacz. juź prostem powtórzeniem dostrzeżeń. Historyąprawodawstw słowiańskich dobitnie i świćtnie dowiódł. U czony i znakomity a u to r . nie jest to zapewne ośw iata. do którejbyśm j wzdychać dziś mieli. kilka napisów. Sobótki nasze albo topienie Marzanny.-^ G ło sy te w Słowiańszczyźnie zachodniej właśnie odbiły się silnie. wyliczeniem faktów i t. Mimo przeto tak pożądane badaczom przyzywanie na pomoc przeszkód . lec? na to miejsce stał się jej celem — O b rz |d . Runy. zmienili drogę. jakkolwiek znakomitszych podobno niż np. a gorliw y rodowości Słowian m iłośnik. który przed kilką laty godząfc spór praw oznaw ców naszych : czyliśmy otrzymali prawa od Rzymian lub Skandynawów? w dziele mkm. iż te głównie były wypływem własnych zwyczajów i . kwitnące za dni pogaństwa (■Rzym. pewna liczba powieści i piosnek na ogromnej przestrzeni ludów. T e przecież głosy ich b yły jedynie skutkiem ju ż powzię­ tej w tym kształcie wiary. G recya) razem z przyjęciem Chrześcijaństwa straciły niebo. wołania Chodakowskiego nie zy­ skały licznych odgłosów. p.— Chrześcijaństwo pod ich piórem prze­ stało być przedmiotem»napaści.

nicpowinny nam by<5 zapewne po­ wodem tajenia zdania. t. pokoleniom słowiańskim wstręt ciągły do jednego z obrzę­ dów. nieukształconych i niepiśmienny je ­ szcze język posiadających ludów wprowadza na Chrze( l) Osobista znajomos'i autora. zbiór zkąd inąd najzamożniejszy faktów) zarówno w słowach jak celu wprost przeciw wpływowi duchowieństwa Rzymskiego obrócił (i). Lecz dziwnym (?) zbiegiem szczęśliwych okoliczności nietylko nic na tćm nie stracili bracia ale owszem obsypani łaskami odeszli z Rzymu. Cyrylla i Metodiusza do Rzymu na str. Pierwsi apostołowie Słowian (stosownie do celu dalszego) podani tu jako nieprzyjaciele Rzymu i t.) i£ w" całym pomienionym artykule autor za zbyt okazał* sif stron­ nym rodowości słowiańskiej obrońcą. w ogól­ ności. autor nie tai faktów. a wykład ten (. — Opowiadanie szerzenia się pierwiastkowego Kościoła w kra­ jach słowiańskich sądzimy ii ma za główną wadę—niejasność. l839. D o ciem nych. Autor wnićm przed rozdzieleniem kościoła dwa ciągle kościoły widzi. dworowi rzymskiemu wstręt do rodowości słowian narzuca. którą aif chlubimy. 39 autor pisze „Wezwani od papie£a dwaj bracia stawić się musieli do Rzymu. bez po­ przednich układów i barwy. p. w ostatniem dziele swém ogfoszoném pod nazwą : Pamiętniki o Dziejach i Piśmiennictwie Słowian zamieścił obszerny rys dzie­ jów szerzenia się u Słowian pierwiastkowego kościoła obojga obrządków . lecz tylko na swój sposób opowiadać je umie. podobnie i wykładowi innych dziejowych szcze­ gółów tenże nadać pragnął kierunek . nie rząd dom ysłów lecz fakta. Juieśmy mieli zręczność wskazać gdzie in* dzićj (Tygodnik Petersburski z r. O przybyciu tip. W wykładzie tym . i sąsiedztwo tu nawet podobno w t^in piśmie. gdy* Cyryli pozostał w Rzy- . \Oinniśmy rzecz tę tak jako się miała przypomnićć. Dla przykładu sztuki wykładu przytaczamy tu parę miejsc losem. Czyli raczćj jeden z nich to jest Metodjusz powrócił do Pannonii.ustaw . wiary od obrzędu sporów świeckich o dyecezye od sporów o dogmata nieodróSnia. Cmhi. G dy przecież leżą przed nami nie ciemna przyszłość' lecz przeszłość. OmevecniBa z r.

(w czytaniu jednak których ogólnem. Wspomniawszy on o tych kłótniach jakie istniały ciągle z giermariskićm sąsiedztwem.“ — Pomimo to uwielbienie jakie dla prac a za­ sług autora mamy. iż poznanie i jego nabycie nie łączyło się z trucłem. Widząc granice dyecezyi swej coraz uszczuplane. stosunki zewnątrz. n a u k i. Na str. . dodaje: „Unde et fidem Christianam noluit diBcere a Germanis sed per orientaies Graecoś Cyrlllum et Metodium et post raoduin ]>evGallos. nie moSemy się godzić na radę jaką w tomie II swych pamiętników dziejopisarzom daje: „Wystawienie rzeczy. tom II str..“ O ochotnym przystąpieniu Słowian Nadelbiaiiskfch do łaciilsltiego obrzędu tak nadmienia „Słowianie nadelbiailscy k.Ignacego Partryachy czytamy. 65. aieby do przekonania przemówiła. śpiew.“ . .starzec Partryacha Igna­ cy został strąconym. Pismem tem stawał’ się j^zyk duchownych. chętnie dla łaciiiskiego obrządku stawiali kościoły“ (*). „Pomimo ftiecn<5t jakie go Itaziły cesarz Michał miał t. przyczyna tego nie była V!obrzę­ dzie. mówi p. opówiada nam tę przyczynę.flcijańska wiara wprowadzała wraz z sobą obrząd.{ zaletę ii wielce dbał o dobro kościoła. (») Lubo niektórzy Słowianie wzbraniali się rzeczywiście od przyf. U żyte za piśmienne narzecze Cyrylla we Słowianszczyźnie Wschodniej jakkolwiek odróżniające się od narzeczy krajów szczególnych.“ Pamięt. Piasecki' w kronice swćj z 1645. nauka jego nieodbitą potrzebą kraju. do zakonu wstąpiwszy. księgi i ksiąg tych język. równie do serca trafia jak prawda historyczna. tak. ' ■ . przez lud jednak o tyle pojmowanem być mogło. mowania chrzes'cijaiistwa zzachodu. Maciejowski. 93 o cierpieniach ¿. — W prow a­ dzała nadto rząd wewnątrz. Język piśmienny wschodni dla Słowian wschodnich przyniósł sobą przekład ksiąg śś. postarał się ii pełen cnót ale niedołęSny (!) . jako dotąd p n e n nikogo nie utwierdzeni (?) w wierze. i czyniła użycie pisma koniecznem. ltalos(jue lice remotiores (jako nieprzy­ jaciół) traditum aguoscere maluit. m odły. zależy od jćj ■wykładu na tćj drodze wyprowadzona na jaw bajka. Poznanie i nabycie na Zacho­ dzie mowy piśmiennej (łacińskiej) stanowić musiało naukę. zastrzegąpą jest baczność) i kilka pism « ie ..

gładził z razu mowy krajowe. ukazywały się tu ju ż od najpierwszych wieków Chrześcijaństwa w narzeczu wschodu piśmienn ć m . było zaś w przeznaczeniu wiekowem iź Zachód ten m iał zakwitnąć i w krótce w oświatę wzro­ snąć . Przeciw nie. Przychylniejszym (przynajmniej w zaczęciu) okazał się w pływ obrzędu na wschodzie pod względem. język ducho­ wieństwa łaciński za piśmienny na zachodzie u iy ly . K sięgi duchowne. kroniki i t. Czeskie. język naukowy zachodni m iał całą Hteraturę. zmuszało. ksiąg naukowych. Odmienne więc skutki obrzędów pod względem rychłoici oświaty stać się wkrótce musiały jawne i rzeczywiście się stały. owszem przytułkiem stać się upadłemu wscho­ dniemu Rzymowi. Duchowieństwo łacm skie obce temu co było w żywiole k r a j u przytłum iało . czysto słowiańskim. Leskie i Zacho­ dniej Serbii plemiona o wiele ogólnem światłem w y­ przedziły plemiona wschodnie. do stosunków ciągłych z Zachodem . I kiedy . pomocy i t. • ' Potrzeba nauki języka dla Słowian zachodnich wy­ wołała potrzebę zakładów. i w k ró tce złotym wiekiem literatury swej Błysły. prawa. p.treści duchow nej. akta urzędowe. kraje za­ chodnie ju ż w wiekach średnich m iały swe szkoły głó­ wne ( P r a g a i K rak ó w ) czyli W szechnice. Słowianie wschodni o wiele wyprzedzili zachodnich posiadaniem pomników piśmienny^ch czystosłowiańskich. rodo­ wości oświaty. p. duchowieństwo zależne od Rzymu Wskazywało drogę . Przykład Hteratury zamożnej bu­ dził naśladownictwo.śród tych osta­ tnich zaledwo w X V I i X Y I I wiekach zamyślano o urzą­ dzeniu zakładów dla nauki czytania i pisma. które też w Słowiańszczyźnie zachodniej zbyt wcze­ śnie się postrzegają.

spro­ wadzony do Rusi po ochrzczeniu mieszkariców Kijowa i Nowogrodu. — „Język ruski w osta­ tnich 7miu wiekach w dwóch oddzielnych przedstawiał się widokach: Książkow y był to język stowiańsTći (cerkiewny) i t. krajowego (rpaatflaiicKaro) pisma w R ossyi. CXXy. krajowa mowa w tych kra­ jach obcą nauce była ( i) . Te jednak zrazu zjawione na zachodzie i wschodzie faltta m iały wkrótce sprawić odmienne. Cl) Jeden z nader właściwych przedmiotu znawców naukowy pi­ sarz rossyjslii Kaczenowski w rosprawio swćj pod napisem K zn t oka. {P rzekła d Lindego'). nauczań. dla wielu słowiańskich krajów które przyjęły obrząd lubo było jedno plemiennem nie było jednak krajowem. W takim stanie znajdowały sij te języki w Rossyi póki nieśmiertelny Łomonosów« i t. D o Jana Raicz i Obredowicza (pisarzy z końca wieku zeszłego) w Serbii wschodniej. d. nauka (ja k niegdyś na dalszym wschodzie) była tylko własno­ ścią klassy. mówi najnowszy wydawca i znawca pieśni ludu ruskiego a przeto mowy. było więc zarówno użyte dó śpiewów. N arzecze to jakeśmy rzekli było łatw o przez lud pojm ow anem . nader róSnjsm był od uSywanćj mowy potocznćj. nieszły w krajowe ręce . — Henryk Wilhelm L iid o lf wSW grammatyki języka rossyjskiego wydanćj w języku łaciilskim w 1606 roku w Oxfordzie wspomina i i w Rossyi ijyło wtedy przysłowie: Loąnendam est russice et sot'ibendum slavonice. na postęp wymowy tak nas naucza: „ostrzegamy H jęiyk świceki i potoczmy zawsze u nas był różnym od języka kościelnego czyli ksią£.— ■l i s — nieraz rodową obecność i przeszłość. Mowa przeto pi­ śmienna na wschodzje potłum iła mowy krajowe i za­ trzymała w postępie nieoddzielny od mowy umysł. p. Jgzyk ten lćsiqSkowy ukształcohy podług greckiego. pan Sacharów (nicHH Pycsaro Hapoffa 1838 str. do u żyt­ ków piśmiennych podręcznych i t. d. Narzecze cerkiewne wschodu wy- łfjcznie za piśmienne uK yte.■ kowego. do wpro­ wadzenia wreszcia przez P iotra W . U ka­ zujące się pisma pomniki.) . modłów.

kazania. który widzieliśmy wpływie) wnet się staia użytkiem podręcznym (listy.Wcześnie ho w wieku X wzbronienie na zachodzie pisma zwanego zrazu kościelnem sprawić musiało prze­ ciwnie podźwiganie w tych krajach mów ludu. szkofy w Smogorzewie liczne napotykamy wzmianki po kronikach o cią­ głem istnieniu ich u n a s . p . — • Słow a ewanieliczne co tygo­ dnia czytywane ludowi w yw ołały owszem potrzebę ry­ chłego ich przełożenia. spisy domo­ we i t. nau­ ki form językowych (grammatyk) i t. p. słowników. .) wnet narzędziem przekładu ksiąg treści nawet rozległych. Mowa własna raz wyrażona piśmiennie (przy rychłym zwłaszcza ogólnej oświaty. p. roty przysiąg i t. uczył się języka łacińskiego w Dziewinie. u żyty do ofiary mszy tylko i błogosławieństw. Od założenia w i o o 5 r. rnodły co­ dzienne. Już w wieku X W ojciech ś. nie mogFo nie wywołać potrzeby użycia mowy własnej piśmiennie. — Poznanie mowy łaciń ­ skiej było potrzebą konieczną. utworu ksiąg pomocniczych. nauczania ludu. wnet wreszcie i w samotwornych ukazała się księgach. szczegóły Sakramen­ tów . — Język obrzędu łaciński^ nie do wszystkich obrzędu szczegółów b y ł za konieczny wskazanym. Śpiewy kościelne. poznanie praw mowy ob­ cej nie mogło się obejść bez poznawania praw własnej. Płeć żeńska w mowie krajowej wymagała ksiąg do modlitwy. poznanie to nie mogł'o nie pociągnąć przekładów wza­ jemnych. dźwigać i kształcić musiały język codzienny ludu. O wpływie w tym kierunku obrzędu na wczesność rodowej uprawy mowy i wkrótce nauk u Słowian zacho­ dnich uczą nas tak pomniki jak też dziejowe świadectwa. liczne ustawy arcypasterzj . wszystkie inne części obrzędu zostawiał mowie rodowej.

Owszem z na­ rzeczy wschodnich jeśli jakowe z tych czasów. Spór w tój mierze nie ma jeszcze wyroku. Po wzbronieniu pisma wschodniego. Słowianie południowo-zachodni wynaleźli inhy własny alfabet. % wieków następnych ju ż w kazaniach. Jaworski. W wieku X II w Dziewinie tłumaczono ju ż ze sło­ wiańskiego. Hieronima twórcą jego czyniąc. Tak z w ie­ ku X IV mamy rarzecze Halickie (w przekładzie W iślic­ kiego Statutu). Bużyński. było właśnie w mowach krajowych. (2) Gldgolita Cloiianus. prze­ chowały ślad swego ż y c ia . Polsce i Serbii zachodniej (Dalmacyi) o którem rzekli­ śmy. psałterze. z następnego doszły nas w tymże języku przekład praw w iślickich. Kwitniejoie w wieku X Y i X V I literatury w Czechach. W wieku X III łacińska kronika Galla miała być przełożona cała na język polski. Z tychże czasów maniy słowniki łacińęko-czeskie. Nasze pieśni kościelne sięgają początków kościoła. p. — Uprawa narzeczy krajo­ wych ' w całej rozciągłości zachodu stafa się rychłą.) 1 t. Prokopowicz. p. ktdry z n a n y jest pod nazwiskiem głagolickiego. z tychże czasów mamy. juź w skutku potrzeb. . ju ż w skutku ogólnej oświaty. tedy te tylko które właśnie do składu państw zachodnich wchodziły. Niektórzy wszalde głagolicki alfabet mają za dawni<Sj od alfabetu Cyrylla istnący: i.0 uozeniu w nich lub teź użyciu mowy krajowej. ^ — Zabytki owszem z X II wieku języka czeskiego są liczne.) K rzj(1) A k ta Sieradzkie Rakow iecki. M ogiła i t. roty ślubów kościelnych w języku kra­ ju ( i ) . — K odex w narzeczu Słowian południow o-zachodnich pismem głagolickiem (a) pisany sięga połowy X wieku. roty p rzy­ siąg w urzędach. przepisy języka łacińsko-polskie (Cognitio commodosa etc. p. już w oddzielnych księgach : Ukraińskie (Galatowski. książki do nabożeństwa i t.

— R y t więc widzimy zachodni we Słowiańszczyznie zachodniej n ietylk o nsirjchłaśd oświaty.f*.) owszem samo poznanie naukowe i określenie cerkiewne­ go narzecza tu także pierwotnie powstało. jednej tylko w Słowiaństwie klassy oświatę zaręczającśm. K ilka pieśni. Z yzan i. faktem jest rzeczywistym. Sądzimy wszakże.. iż przy innym kierunku rzeczy owe narzecze południowe stałoby w krajach słow iań­ skich na zawsze wyłącznie piśuiiennem . posągów^ obrzędów. ki nowéj m ogło zniszczeniu podledz. (1) Jeden ze znanych. obrazek N. b yło ono przedmiotem czynności duchowieństwa równie zachodu jak w scho­ du f i ) . ^ — Przez przykład owszem lubo nazbyt nie rychło powiódł do tychże następstw i kraje w sch o d u . zadali tém piérwszy cios staïoiytnéj ïll^raturée. niedawno rżeli ł . pieśni.w literaturze roSsyjskićj pisarzy>' mówiąc o dziejach pierwotnych pismienniętwa kraju swojego..— Legenda o ś.Wickie {pvma. p. pierwsza książka w języku tym drukowana w Krakowie. — Nagląc do użycia mów ludu i na uprawę ich działał. w L itw ie . — Przytłum ienie pogaństwa było obowiązkiem duchow nych. lecz łącznie na odzianie jéj w rodowość Wpłynął.. to jest podobno wszystko co przez wpływ epo-.Nowonawr(5ceni Rossyanie wykorzeniając wszystlco cokolwiek no­ siło na sobie piętno pogaństwa. Panny znaleziony na Szląsku z podpisem tegoż narze­ cza . ' . oby. Iż duchowieństwo chrześcijaństwa wiekach chrześcijańskie wyniszczało w piérwszych zabytki pogan. G ram m aty- ki pierwiastkowe języka tego wydane b y ły we Lwowie i fTilnie. Smotrzycki i t. pisana w narzeczu cérkiewném. W a­ cław ie. czeska. ’— G ry. T om 11« K w ieoicii . iż czyniony w tym względzie zarzut za daleko jest posuwanym tak co do działań pier­ wotnych jak też ich skutków. s| nam dowodem..

L uzacyi. przyjęło rodowość ger­ mańską i stało się niszczycielką własnej. gielickie pozostałe w Polsce i L itw ie. — Pieśni. Zjawiony wreszcie w c ią g u tych wi®l^ów w krajach zachodnich Siowian a mianowicie Czechach Protestan­ tyzm. niszczenia śladów . Najdawniejszy. sięgające cza­ sów pogaństwa sami owszem wiaśnie duchowni pierwo­ tnie zebrali i w kronikach nam podali. które dziś jeszcze lud wiejski przecho­ w uje w Sfowiańszczyznie. W Czechach owszem zamieszki te. różnem się okaza­ ło w swym na oświatę. który według rachuby ludzkiej m iał rodowość w tych krajach podnieść. i za wzór mu du­ chowieństwo rzymskie wskazaje. powieści.— G orzko w tym względzie powstaje na duchowieństwo sw e. od członków innych w tych krajach zakon­ nych Zgrom adzeń. które um ieścił w tym czasie w przy. giośną zawadę stawia. lubo także zrazu powodzeniem zabłysnął.czaję. zw yczaje. p rzy Dziś nawet dźwiganiu w tych stronach rodowych pamiątek i m owy. które przyniósł zabi­ ły kraj raateryalnie. duchowieństwo ewangielickie w Cze­ ch ach . licznie zapewne id| z czasów pogaństwa. przed­ m iot. krajowy język. jedyny owszem zabytek poezyi pogańskiej Słowian (Rękopism Królo* dworski) w m urach właśnie klasztornych b y ł przecho­ wanym. Powtarzamy tu własne słowa Jana K ollara. zn i­ szczyły piśmienność w Czechach i pismienność w Polsce. najgorliwszy zSłow ianofilów JanKollar sam ewańgielik. b^d|ce w zgodzie z oświatą nie b yły zapewne ce­ lem zakazów i niszczeń. podania. reform y i prze­ kształcenia szkolne. na jej zwłaszcza szczególny postęp wpływie. smutny jednak dalej w yrodził owoc. . Duchowieństwo ewan-. Spory przezeń zrządzone równie w Czechach jak w Polsce. na W ęgrzech. K r o k .

poznamenanj nczynił.. iź w dzie(1 ) Z pewanki Tom II str. wyslowne na nieby zakazał: [schwalnym psanjm nikdy żadne slowenskć knihy k rozszirzowanj w Senjerate sobe ne posjlati. bud gako bez-.. przikładny rozszirowatele slowenskych knih chwalne slynau.. Ohrana teohto Zpewanek* (a) Czasopis Cseshehi Mazeum ÇlSiO'SwaJiek czwarty). Fandy. geden kazatel w czrste welike slowanske cjrkwi.pisach do jednej z swych ksiąg. „K tórem u Słowianowi (mówi on w swém narzeczu słowackiem) negsau znaińa ważna a cztihodna gmena z kalolickeho duchowieństwa w Hhrèch. anti-słowlanie) nemewsze żadne przilezitosti k poznanja zamilowanj sweho narodu a gazykâ. „B a. neź po iutheranskych“ (a). że synowóEwangehcko-Słowenskych knézu. Powtarzamy więc i widzimy. najzurziwejszi Protislawowe (najźarUwsi. a przitom Starszj. Mojsesj Pawdawka. kterabysme tem to nynij naproti poslanowity mohli. pater Bernard.. . Scastny. bohużei prawdziwe.^‘ I w inném raiejscu daléj: „R d y b y cizozemci Tranowsky ze Slezka a Jakobowicz z Czech ke Slowanka ne byli prziszli a nad ubohym lidem se nebyli slitowali: nasze tolikere cyrkwe ewangelicke by snad aż posuwad ani knihy Duchownych Zpewow ani knihy krzestanskych modliteh uébyli méli prsi bezprzikladné gegich kneżtwa lethargii a nepeczi o nerod a rzecz“ ( i ) Czech Sztnr w opisie podróży swéj do Ł u z y c y w roku zeszłym odbytéj raiędzy innemi ^lówi : „ P o katolickych Ł uzicech sliszeti mnohem mene tiiemeziny. Reszetka. a gini geszte zigici ktery bud gako spisowatele (autorowie) Sfowenskych knich bud gako nakladatele. 49» i 497 tit. nagwetszi bywagj chwastaci w cizych rzeczech. Mesaros. Uz dawno kdosi (któś) to. Bernolak. Holly. gako: Kardinal Rudnay.. K d e mamy /w/EwangeUcy gmena. Kanonik Czerwen.

tej cząstki ich światła. ślady tych znaków (runy) w odmiennostronnych słowiańśtwa ziemiach w podobnychze znajdywane kształtacli. Przystę­ pujemy obecnie do obejrzenia w szczególe a w zamierzo­ nym rjsie oświaty każdego z tych krajów. o których mówimy. Sławianie Mezyjscj (Bulgarya. iż wreszcie (dodajemy to) różność barwy bytów m oralnych plemion. sam nickich. . p . światłem wiary chrześciańskiej najprzód oświecani.jach oświaty krajów słowiańskich jak Chrzeicijaństwo główną epoką. błysła Bulgarya. w samem źródle poksztafcenia się tych bytów. L u d pierwiastkowy iSłowian. same tfe ksżtałty z kształtam i run starożytnych (grec­ k ic h . spoiny szczep rozro­ dzonych pleinion posiadał (jakeśmy ju ź zważali) zna­ jomość pisma czyli tajnię wyrażenia myśli przez znaki. pierwej też przed innemi rodu swego ludami i życiem umysłówem zakwitli. nastanie i kierunek swój wzięła. być też razem musieli dziedzica­ mi tej umiejętności ic h . iż jeden z Obrzędów tych w połowie krajów słowiańskich zbyt rychlej oświatę ogól­ ną dźw ignął i w ją o d zia ł— iż wołania odmienne są świadectwu faktów przeciwne. tak jego różne obrzędy głównem źródłem odmiennych zjawisk się stały. zbliżeni położeniem do G re­ cy!. G łów ny p i e r w i a s t e k w s z y s t k i m narzeczom znany. Słowianie południowi jako spadkobiercy przyrodni S ło w ia n pierw otnych.') Najdawniejszą ale najkrótszą razem pismierinością ro ­ dową śród Słowian. Słowianie południowi zrazu pod imieniem Mezyjskich potem Bułgarskich znani. etruskich i t.) wykazujące wspól­ ność: są nani tego dowodem. to jest piśmiennością w rodowej mowie.

mamy też nadto.t. W idzim y tu. kształty ich. C yrylla. jest właśnie od owej strony ( i) . pisań runicznych przez Słowian tych m a­ m y nadto świadectwa w yraźne. mam y na to owszem świa­ dectwa. dawniejszy od napisów słowiańskich in­ nych (jak to np. dodaje: „P re id e ubo Słowienie nieimiechu knih no (kresami) i riezami (nacinamami) ćztiecha i hadacha pohani suśzcze.) Na drugim „Ejryf9ś.éj.e . wielu się znajdowało Chrześcian.Styryjskie) wynaleziony przed czasem niedawnym . które na hełm ach tych stoją. C yrylli i M ethodiusz w yn aleźli głoski sło­ wiańskie.. od run na bogu Pomorskim) okazują­ ce. iż ci ochrzczeni Słowianie. Brzmienia te mają by¿: Na Hełmie jednym! „Si D aku. " ^ . s| dowodem starożytności zabytku i należenia go do Słowian raczej M ezyjskich niż Serbskich. Jeden z najdawniej­ pisarz Bułgarski z X wieku Mnich Chrabr wzmnieniwszy w żnanem swém p i­ śmie i i ś. krstiwszeże sia rimskimi i hrieczeskiemi piśmieny naczaćha sia pisati słówieńska riecz.. stawali się zwolennikami oświaty.znakomitszéj w agi. czas nastania. Głoski czyli znaki runiczne.i^.“ W słowach tych mam y świadectwo posiadania znajo­ m o ści'ru n przez Bułgarów .f • Oprócz domysłu prostego. inne pod względem oświaty ich. 1812) w Styryi znaleziono 12cie hełitaów starożytnych zmiedzij 51 n a dwuznich dostrzeîone zostały rtniy. tiulu Jarmejsel.ipy..— szych pisarzy w s’łowiańst'wie. (1) Wiadomem jest i£ przy karczowaniu lasu (w r.. Supny Pan w. zapni P a n w a p i/‘ — (Patrz Daku. wswym kierunku od ręki prawej ku lewej id^ce. świadectwo.. Najdawniejszy zabytek pism tajemniczych sło­ wiańskich (Hełmy . wy­ czytał wreszcie P. Andrzej Kucharski i szczegółową o ni'ch wiądodoiitość podał publicznie. iz śród Słowian M ezyjskich ju ź przed miss y i ś.) .aW (Kjaryfus go zabił. t“ leSy Jaromysł. O posiadaniu znajomości. Runy te miane dł)igo za rzymskię.

— • Literatura ta jednak. Z krainy umiejętności i poezyi pamiątek żadnych. śród Słowian. wszystkich pism je ­ dnak tego narzecza nie możemy jako Bułgarskie wzmieniaó. wczesnej szczególnej oświaty. pi-zekładając z mowy greckiéj na własną H om ilije Jana Złotoustego. — Czas kwitnienia literatury Bułgarkiéj dó X i X I wieków odnieść należy. dokonanym b y ł na narzecze Bułgarskie jako na na­ rzecze tłómaczów i piśmiennie ju ź uprawiane.Ź yw otojpisarz ś. zbyt jednak lekkie. nie zostawiła nam własnotwornycli pod względem nawet sam egoi przedmiotu pamiątek. jedni bowiem słowiań­ ską mowę wyrażali charakterem łaciń skim . znaleziony w bibliotece Chilandrskiej podobneź daje świadectwo. . Cyrylla. o których m ówimy. inni zaś greckim (rimskimi i hreczeskimi pism ieny). C yrylla. C ała praw ie(nam dotąd przynajmniej znana) ogranicza się do tłumaczeń.celniejsze pomniki pismiennosci Bulgarzkiéj są: i .— T e słowiańskie. sam się jéj na­ wet poświęcał. nieczysto ’ słowiańskiem pismem (charakterami) pisane księgi nie doszły nas. iż wnet po wprowadzeniu Chrześcijaństwa pismiennośó w stronie lej b ły s ła . i nie dziw. •— Naj. ksiąg zaś wyłącznie treści duchownej__ Są ślady i badań dziejowych.iż owszem pisali nawet nie m ało. ro­ dowością swą. jak równie pisma kresow e.-r. Ewanielie przekładu ś. coraz wznoszonej szerzej. gdyż nie będąc ręki Bułgarów. nie mogą być ich oświaty świadectwem. tudzież starożytno­ ścią poważną. są nam jednak świadectwem.P ie r w ia s t k o w y przekład ksiąg śś. swyni przedmiotem. Narzecze to (jakeśmy rzekli) stało s\ę daléj pismiennem dla S ło ­ wian południowych i wschodnich. C ar Sjmeon (syn piérwszego Chrześciańskiego śród Słowian księcia Borysa) w spierał pismienność w kraju.

Maltanach i Watoszazjznie. X I.) (1^ Czasopisma słowiańskie z lat ostatnich wiele o nowych od­ kryciach w literaturze Bułgarskiej mówią. owszem upadła. Zbornik i Psałterz z w. — Brak wszelkich naukowych zakładów. Sofii i Widdynu s | nadto dziś rozproszeni. Państwo to (jak widzieli­ śmy w yżej) rychło.— śród Bułgarów Niektórzy po­ wyznania katolickiego. Rękopis zwany Supraślskim . W R u melij narzecze bułgarskie jest wpół przemieszane z T u ­ reckim. i wreszcie 4 . pomocy i bódzców spraw ił: iż umysłowość ludu jego nie wzrosła.— O kołoFilippołi przyjęli język Turecki.— R ozciągnieni w swém państwie sięgającóm od D uuaju do stop Balkanu.głów nym celem życia B ulgąrów . na W ołoszczyznie z W łoskim . Bogosiowie czyli zasady w iary przez Jana Bołgarskiego E xarcliç z Damascenu. wcześnie też znikła. — Podróźo-pisarze nam świadczy: iż Bułgarscy księża odprawia* jący kościelny służbę w mowie słowiańskiej zaledwie sa­ mi rozum ieji słowa téj mowy. — Handel i prze­ m ysł stały się. . — Liczni zamieszkujący w Bulgaryi właściwój Bulgarowie przyjęli Machometańsk^ w ia r ę . zajm ując Sandziaki (okręgi) Silistrji. Albanii.a. po Rumelii.— Z u padkiem umysłowości zatracają język i wiarę. (Dalszy ciąg nastąpi. JVi~ kopolis. X stało się prowincyą G recyi a daléj Turcyi. 3 . Zjawiona jednak wcześnie szczególna śród Bułgarów oświata. bo jeszcze w w. z tegoż wieku ( i ) .

nauka ich ma wszystko u łatw iać. polepszać i pomnażać. i podać go pod sąd nieuprzedzonej publiczności. podawać sposoby zaopatrywania się w to wszystko. dla wielkiej massy ludu. Radwańskiego* „ C a ła wiedza ludzka jest zgromadzona w tnężacli. co zaspokaja potrzeby. winna podawać środ-> ki uśmierzania i łagodzenia cierpień. W iem ja .o WPŁYWIE NAUK P H Z Y R O D Z O Pi Y C tt NA JJOGACTWO ZM YSŁOW E 1 UM YSŁOW E. ten smutny stan kształcenia się naszego z szczerą wystawić otwartością. którzy do oświecania rozm aitych narodów s§ powołanii nauka ich zatem powinna b yć zbiorem zasad tego wszystkiego. Liebig Professora ckelttii W uniwersytecie w Giessen« . iż piśzący w tym przedmiocie. co nas otacza. nauka ich jest n iezu pełn y. żadnego nie przynosi owo^ CU. polepsza i uprzyjemnia byt wszelkich stanów towarzystwa: słow em . przez co wyobrażenia i światło naszego wie­ ku. ja k rozmaite gałęzie społeczności. bo się nie rozwija z postędem czasu. ściągnie na siebie nie- . J. w ta* kich nawet które stoj% na wysokim cyw ilizacyi stopniu. Wyciąg z rosprawy P. Nauka ich winna wskazy-- wać źródła bogactw narodowych. i stosunki człowieka z przyrodzeniem. Pomim o to je d n a k . Pożyteczny zatem będzie rzeczą. zbiorem tak licznych zastoso­ w ań . BnzEz A . w wielu krajach.

znakomite dla tak wzniosłych celów. Dziś znowu naród nie­ miecki odzyskał swoje stanowisko w umiejętnościach przyrodzonych. K w ie c i eii . Ż yw o jeszcze w pamięci naszej tkwi| czasy. ażeby rozpleniali użyteczne rośliny i zwierzęta: chwalebnie naw et. lecz co się tycze ch em ii. źe znajdy się ludzie.“ „ G o d n ą jest znakomitego narodu rzeczą. przem ysł i handel. może Stwórcę wszech rzeczy. na nowo odrodził. ażeby w'iadomości po ktajach nieznanych roz­ siewali. ażebym nauki m iał cenić podług ich zmysłowego pożytku. W tym samym czasie. źe interessem ludzkości je st. i z nim się w czacie nie do uwierze­ nia krótkim . wysyłać mężów. przyczynia­ ją się zarazem i do polepszenia bytu fizycznego. lecz pocieszam się nadzieją. każdy nawet prosty człowiek. którzy z osobistych swych uczuć /Dfjarę uczynić gotowi. czynnością. równie jak naczyń i sprzętów. w których zacięta wojna.chęó głów słabych i krótkowidzów. które obok umysłowego kształcenia. zakładać zbiory rzadkich zwierząt i minerałów . K ażd y z resztą m yślący. szczególnie te jej pielęgnować gałęzie. Prussy w n i­ czem się do tego nie przyczyniły.’ dźw ignął i wzmocnił swój rozległy przem ysł.“ „D aleki jestem od tego. który b y ł sprawcą tych nieszczęść. lecz zdaje mi się. ponosić ofiary. siłą i rozsądkiem swoich chemików i fizyków. Pożyteczncm jest także. w Jego dziełach Tojrt U . których -używały ludy. lecz z końcem pomienionej wojny. n ie b y ło tam ju ż ża ­ dnego przyrodzonego badacza. niszczyła dobry b y t. w których się krew i siła życia wszystkich ludów euro­ pejskich zatam ow ała. które nie tylko nasze siły umysłowe ale i materyalne rozwijają. w Niemczech zawiązała się szkoła filozofii naturalnej. naród tymczasem . przed wielą wiekami żyjące.

“ „Przyczyna takowego stanu rzeczy. zastanawianie się to nasuwa mu nowe wyo­ brażenia. sądzi się być zdolnym do wyprowadzania prawd fizycznych. i e w nich nauka sa mych kształtów i powierzchow ności. jeąt przecież do odgadnienia ła tw a . że nie są przed­ siębrane żadne środki. podejmujemy je chętnie. jako umiejętności. a nawet pó wielu miejscach i dziś. bo im przygotowywała lekarstwa w y­ próżniające : p o uniwersytetach wcielona do wydziatów lekarskich.podziw iać. Z potrze­ by tylko uczyli się jćj lekarze. Chemia była początkowo słu­ żebnicą lekarzy. ci bowiem od których zmia­ w młodości swćj żadnego nie nabyli o badaniach nad naukami przyrodzonemi wyobrażenia. lecz wszystkie tą drogą nabyte pojęcia. i rozprzestrzenia rozsądek. a osobliwie teź umysłowe pochłony wa cele. lada pustogłowy rach­ m istrz. wszystkie inne.« . . w właściwém znaczeniu wziętych. żadnej tćż do nich nie mogą mieć skłonności. prostuje sąd je g o . i podejmować D ziw ić się tylko potrzeba. nie mogła się wybić na wolność. do ponoszenia ciężarów krajow ych. ani do wspierania bliźnich. Od tego to rodzaju lu d zi. ażeby je upowszechnić i udosko­ nalić. nikt się więcej o nią nie troszczył. ponieważ ofiary i usiłowania te przynoszą nauko­ wy pożytek. pochodzi owo lekceważenie i wstręt do nauk przyrodzonych. chemia i fizyka nie ściągnęły jeszcze uwagi na siebie. Dawniej. na jego zaw isłą. Z tćm wszystkiém . a oprócz nich i farmacentów. nie czynią go bowiem zdolniejszym do zapewnienia swego b y tu . źe w największej liczbie narodów . są bez żadnego dlań zastosowania. aby je że tak pow iem . w krew i ciało narodowe zam ienić. winniśmy.

języki. języki nietylko są uważane za k lu ­ cze . do dzis dnia jeszcze w edukacyl ludów maj^ nies'fychaną prze­ w agę. Ztąd poszło. co raz jeszcze wyższe widzi nad sobą!“ „Nauczyciele niemieccy. przez wytrwałość i pilność.„N auki cyw ilizuj|ce (huraaniora). to co odkrytem być może. iż znalezienie jednego rękopisu. niepodobnego do wykonania. z czasem mi tym stopniu stanąć m o że . ma swoje granice: każdy uczony szkolarz. jak ich nauczy­ ciele. Ztąd także poszło. słowem filolog. bo badania w naukach przyrodzonych są niewyczerpane. Z p e- wnym gatunkiem lekceważenia porównywa on swą nau­ kę. którzy przed nami źylij lecz zupełnie osobny rodzaj zatrudnienia sta­ nowią. który na co raz wyższe góry wstępując. Jaka to różnica pomiędzy nim a badaczem przyrodzonym . z pokorą i skromnością badacza przyrodzonego: nic on przed sobą nie widzi. nie tylko sąśrodkiem do kształcenia umysłu. któremi .do otwierania myśli ludzi znakomitych. są. Tak fałszywy kierunek ducha naszego. pocho­ dzi jedynie z niedolężaości i nieznajomości s ił. od wielu wieków wpoili w młodzież zamiłowanie takich przedmiotów. jedna człowiekowi wpływ i sła­ wę! U nas nauki cywilizujące. i i najzdolniejsi gimnazyów naszych uczniowie. one to nadały wysoką wai-tość rzeczom . którego dppiąć żaden ba­ dacz przyrodzony nie może.bez granic. stanąć może na sa­ mym szczycie doskonałości. który miano za zgubiony. i do pojęcia. pospolicie obierają sobie taki sam zawód. które Na tem naukowem p o lu . co wszyscy razem wzięci poprzednicy jego wiedzieli. przypisując wysoką wartość nieużytecznym poszukiwaniom swoim. iż będzie wiedział wszystko. do widzenia. któ­ re we Francyi i Anglii całkiem nietknięte zostają. z życiem narodów żadnego nie mają związku.

. jako badania. W istocie niepojętą jest rzeczą. przemiana nocy w dzień. źe umiejętności te w niektórych narodach. s| podstawą przem ysłu.^ i fizykę ze strony okiem zmysłowem widzialnej.nas dla tego obdarzyła opatrzność. W ypadała je więc i do nas wprowadzić.i sody. tak ruchomości umysłu naszego przystoi. bo oczywistą jest rzeczą. tego jest prawie hieroglyphem. co nas otacza ciąg le. histcrryi i litera­ turze. a zobaczymy. ażeby ich na własny i bliźniego używ ać pożytek. „Największa liczba przewodniczących u nas oświe­ ceniu publicznemu. kształcenie ogranicza się tylko na znajomości pisarzów starożytnych. uważa chemią. dla rozgałężenia rękodzieł i fabryk.. u ży ­ teczną do robienia m ydła. zna tylko chemi. pod s^d lub uwagę narodu jest zalecone. źe na 99 pism pe­ dagogicznych i filologicznych. pory roku. nie są one jeszcze pod rozwagę wzięte. jak wszystkie inne Działanie sWiatła na ziem ię. Pr-zegl^dajtny tylko gazety literackie niemieckie. wię- k tó ra ęej wp'ływa na kształcenie ducha. do otrzymywania trw ałych farb do jedwabiu i wełny. treść tamtych każdemu likształ- conemu jest zrozumiała. pytania te w sposób zaspokajający rozwięzuje.“ „D ochodzenie przyczyny zdarzeń przyrodzonych. różnica temperatury w* różnych . jedno tylko naukom przy­ rodzonym poświęcone. Dawniej więc były tyl­ ko służebnicami sztuki leczenia. nie zna jej wcale. razem wzięte. i odmian tego wszystkiego. że umiejętność. jako sztukę prawidłowego’ doświadczania. lecz jako nauki b ad ań . źe w narodzie prawdziwie oświeconym. do wytapiania lepsze­ go żelaza i stali. dziś jeszcze za dźw ignie przemysłu i handlu są uważane! Jako środek kształce­ nia umysłowego. Cała massa ludzi oświeconych.. Co większa.

później je dopiero sposobem rozumowym dowie­ dziono. z tych zaś każdy. nie przez rozumowanie. dopóki tylko ród ludzki nie zginie. Jako zdarzenia najpowszechniejsze. odkry­ cie. jednej prąwdy. nie znając parcia atmosfery. a z chemii organicznej. więcej rozlał światła n iź tysiąc lat przed nim. Lecz jak dziwne teraz badaczom przy­ rodzenia szeceguji się odkrycia. daiy naprzód początek astronomii. Budo­ wano wiatraki i pompy. czyli gdy zdarzenia przyrodzone w ten sposób są roztrząsane. W przód oznaczono długość roku. jest dln człowieka nabytkiem nowej m yśli. obrachowano zaćmienia księżyca. Z astronomią też po­ wstała fizyka. wyrodzi się phisyologia.strefach. nim poznano prawidła ciążenia powsjechnegó. wytłum a­ czono jego p o r y . dała początek chemii. dla innych nie widzialne i skryte. zdolności jego rozwijajij i wzmacniają się we wszelkich kierunkach. Lecz wmiarę jak um ysłowi nasze­ mu światła z którejkolwiek przybywa strony. wprzód nim docieczono tych robot. wytapiano metale sposobami praktycznemi. robiono szkło i porcelanę. nau­ kowych prawideł. chemii i matema^ tyki. lecz przez doświadczenie odkrytą zo­ stała. czyli prawidła życia fizycznego.“ „N ajw iększa liczba praw ideł jeom etrycznych . Jakoż żeglu ga. jest matką nie­ zmiernej liczby odkryć. Jeden wzniosły geniusz Newtona. Poznanie prawdziwej przyczy­ ny obrotu c ia ł niebieskich i spadania. ciągnąc może korzyści. handel i prze­ m ysł z poznaniem tej przyczyny rozwinęły się i zakwitły. ta zaś gdy stanęła na pewnym udoskonalenia stopniu. która mu wskazuje i rozwięzuje liczne zdarzenia. Zaledwie nawet o tem ppwąt- . gdy zabłysł promień prawdziwej filozofii. Poznanie związku pomiędzy pewnemizdarzeniami. ażebyzaw sze prawa ich i przyczyn^ poznać. to jest: fizyki.

będących własnośćią wszystkich gałę?i społeczności. niemal tak mnogie po­ ciąga za sobą wypadki: każde tego rodzaju odkrycie. która nawet sydom na czarownice przeszkodzić nie m ogła. 1840. sta milionów zło tych . bo żadne •zjawisko historyczne. Z odkryciem tém poznano skład at­ mosfery. było zd. K toby np. które dziś port Neapolu blokują. na daleko w yż­ szym stopniu kształcenia się umysłowego postawiły lu d zkość.“ „S oda jest podstawą mydlarstwa i szklarstwa. . może siły jego i pomyślność pomnażać.irzenie palenia się c ia ł. pomieniony wynalazek sprowadził ( i) . dróg żelaznych.e okręty. wpływ ich na życie zwierz. źe odkrycia fizyczne.piewać się godzi. sądził. że przez pożnanie sposobu rozkła­ dania soU kuchennéj. „K a ż d y wynalazek chemiczny. i tysiące fabryk. jak poznanie rzeczonego gazu. i otrzymać ją można z soli kuchennéj. jakie dot^d plony chemia przyniosła. i pojedynczych ludzi. jak odkrycie Newtona i drukarstw o. Powodem rozbratu tego. wody. tak chemia przed 60 laty oderwała się od fizyki. dziesięć razy pomnożyło bogactwo narodów. i całćj skorupy ziem skiéj. tak iż powiedzieć mpżna. gdy za każde jéj trzy (1) Pisano w Kwietniu r. w pe wnym kierunku stosowane. niź nauka klassyków. Poznano bowiem liwaioród. i wiemy ju ż. jest równie wielkiej w agi. nie v/ywarło takiego wpływu na zmianę obyczajów cywilizowanego świata. #. a odkrycie tego c ia ła . móże być użyteczne ludzko­ ści i krajowi. i przygotowano wynalazek machin p a rn ych . że odkrycie kwasorodu. „Jak dojrzałe nasienie od swćj rośliny.'jt i roślin. codziennie w obiegpuszczane będą — ^^że odkrycie to zmieni h a n d e __ źe zapali wojny — .

poczynionych zostało: blecharstwo. a przez to Elektorowi Hesskięmu pomnożyła dochód roczny o kilkakroć stotysięcy tala­ rów. które przed użyciem jego sztu­ ki probierskićj. nictwie. do których oba pomienione ciała sy używane. bo jéj uczenie się sposóbi . Zadanie to wniedouwierzenia krótkim czasie.funty. oba zaś te ciała otrzymuji| się dziś z t| samy korzyścią. robota kleju. Lecz matematyka jest jeszcze uważana. damy około 2 funty kwasu siarczanego: technicz­ nie zatem t| drogc^ otrzymywana tylko b yć m ogła. Lecz nie natém tylko ograniczy­ ło się pomienione o d k rycie. bez żadnej wartości krą­ żyły. budownictwie i mechanice. Ileby to jeszcze podobnych nabytków i zysków wy­ liczyć można !“ „C h em ia . chemia nauczyła wydobywać nikel z żużla. podobnież sy w id o ­ czne. Le Blanc. oildzielanie srebra od miedzi. a funt kwa­ su siarczanego spadł o jedenaście dwunastych swéj pier­ wotnej ceny. niepostrzeżone. i funt wę­ glanu sody sprzedaje się teraz po 3 grajcary. pożytki bowiem ostatniej. rozwiązała chemia. jak dawniéj. otrzym ywanie koperwasu miedzianego. jako śro­ dek kształcenia umysłowego. o których się nikomu nie śniło. z matematyky w jednym stoi rzędzie. żłota od srebra. Od czasu jak przem ysł zaczył używ ać niklu do ro ­ boty sztucznego srebra (N e u s ilb e r ). pociągnęło ono bowiem za sobą zniżenie ceny wszystkich tych w yrobów . w m ier. przysporzył handlowi wiele mi­ lionów w srebrze i złocie. zapałek fosforycznych. a wiele od kryć. jako podpora przem ysłu. wszystkie te nowe odkrycia wypływają z wynalazku P. przy zniżonej cenie kwasu siarczanego.^^ „Gąjr-Lussac dowcipném zastosowaniem jednej za­ sady analizy chemicznej. który przed tćm słu żył tylko do wyściełania drogi. świec stearynow ych.

Matematyka jedynie przez swoje zasto­ sowanie jest użyteczną. nietylko rozwiązywania zapytań. . sądu. lecz tylko badaczem przyrodzonym. uczy go odkrywać prawdy. a nie b yć w.używają matematyki. za pomocą pewnych dziaLn. sposobem nadzwyczaj prostym. Podawszy mu pytanie. z wiado­ mości d a n ych — ho go naucza języka właściwego. i ¿adna myśl nówa z niej bezpośrednio w ypłynąć niemoźe. ju ż on nie jest matematykiem.cziowieka do wyciągania rozumowych wniosków. poznawania stosunkow i związków niezna­ nych. może w jej używaniu wiel­ kiej przez ćwiczenie nabyć w praw y. fizyk i astro­ nom. przestaje on ju ź . Jekoź mechanik.aźdy człow iek. zdrowe zmysły m ający. nic bowiem nie stwarza. matematyka sama sobie nie wystar cza. może on za pomocą znanych sobie me­ chanicznych działań. Z tem wszystkiem. przenikliwości i daru postrzegania. cała umiejętność ma­ tem atyczna. których myśl będzie dla niego ukryta. znaleść odpowiedź w właściwych znakach. nowe pym ysły odkry­ wa. ale i dowodze­ nia prawdziwości swoich wypadków. jest służebnicą ilości w iadom ych. słowem nie być wcale użytecznym. a je­ żeli wyższego rzędu matematyk. lecz tylko rzeczy wiadome rozszerza.“ „S. która jedynie pamięć zatrudniaj lecz bez myślenia. m oże się się z zasadami m atem atyki. z temi Uniami i zna­ kami odbytych — siowem. jest dla nich bez użytku. jak najdokładniej obeznać.stanie najłatwiejszego zadania rozwiązać. przy po­ mocy p am ięci. mocą którego szereg następstw. w liniach lub znakach wyrażony być mo^e — bo mu po­ daje sposoby. Leęz jeżeli obok wprawy mechanicznej posiada zarazem ta­ lent. i przywiązane do n i e g o warunki. jako środka do dopięcia swych ce ló w : jej użycie dowodzi tylko mechanicznej wprawy.

czyli gdy wzory matematyczne których doszedł. a zamienia się w badacza przyro­ dzonego. wyprowa­ dzania wniosków. śledzi warunki zdarzeń. okazuje zwiyzek zdarzeń postrzeżonych i doświadczeń.— I — być matematykiem. 18 .za p y ta n ie . gdy wszystkie zdarzenia tćm wyrażeniem po­ dane. bardzo częT o k II. dochodzi prostego wyraże­ nia nieznanej ilo ś c i. Śtyd okazuje się jasn o . uskutecznić można. i gdy zdarzenia te okazać może.. i jest prawdziwe wtenczas. W yrażenie to . czem się matematyk różni od badacza p r z y r o d z o n e g o i że tamten musi być .** „M atem atyk uważa ilości podane. W tenczas zowie się mecbahikiera. z czynionych przez siebie doświad­ czeń. Jeżeli tego nie zna . której jako środka używa. . chcyc zostać fizykiem. praenikliwościy. szukanego stosunku. L ecz w życiu potoczńem. i dowodzenia ich nowemi doświadczeniami. ale i w pospolitym wyrazić. i w rachunek wprowadzone. na zdarzenia przetłum aczyć. nie będyc w stan ie. umie ich zwiyzek i przyczynę w ykryć — gdy wypadki swyCh poszukiwań nje tylko w. i przyczyny ich odmian. jest tylko prostym rach­ mistrzem. i darem postrzegania. powinien on pósiadać sztukę czynienia postrzegań. Astronom więc i fizyk. K w ie tie il I8i>. ‘ .obdarzony w wysokim stopniu siły twórczy. jeżeli wszystkie części jego należycie uszy­ kowane. zwyczajnym językiem wysłowione.. Jeżeli pytanie jego jest do­ kładne. gdy z postrzegania pewnych wychodząc zdarzeń . to za pomocy matematycznego działania. jak czysty m atem atyk. coś więcej posiadać winien. prócz matematyki. lub fizykiem m atem atycznym . na które w odpowiedzi daje wypadki swego rachunku. . ani ich prawdy ani ich fa łs zu okazać. języku matematycznym.* Fizyk sam sobie zadaje p ytan ia. tłum aczenia zdarzeń. astrono­ m em .

gdy tym ­ czasem języki te róźniy się tylko od siebie zewnętrzną postacią. uważa się . że rozumi fo rm u ły . g d y się te matema­ tycznie v/yrazić d a ją . większa do myślenia niezdolność. posiada­ jąca pewną wprawę w analyzie m atem atycznej. . w którejby się większe umysłowe ubóstwo.“ „Fizykiem doświadczalnym (experymentalnym) zo ­ wie się te n . Przedmiotem jego je s t. Taki rachm istrz od razu poczytuje pe­ wien szereg wypadków za prawdę. gdy tyjnczasem nie jest w stanie znaczenia ich zrozumieć. umieję­ tność ta koniecznie wymaga rzeczy wiadom ych. N ie pojmuje on wniosków fizycznych. który czyni doświadczenia i przygotowania fizykowi matema­ tycznemu. przypisuje się to co poohcdzi od o g n ia . więcej niedołężności i krótkiego wi­ dzenia. większy niedostatek rozum u-i św iatła. najprostsza g-Powa. przeciwnie. jakich czysty analityk nigdy otrzym ać nie jest W stanie. b y ł wcale różny od języka rozumu i logiki. że się w nich żadna nie znajduje sprzeczność. wszysitkie prawdy zdarzeniami i doświadczeniami w skazyw ać. W ykład fizyki doświadczalnej. i nie ma um ie­ jętności .sto bierze srę przyczyna za skutek: machinom parnym np. mniema tylko. w^gli. dowodzić. jak gdyby język matematyczny. który siedzi i odkrywa zdarzenia. i jest uważana za zdolną. i czynić ocżywistemi. czyli co się n alely umysłowi ludzkiemu.“ „N ajm niej m yśląca. jak w matem atyce. gdy tymczasem one tylko w skazują. odkry­ tych i p o te m przygotowaniu dopiero a s t r o n o m m e ­ chanik i/fizyk ciągnąć nioże zadziwiające z nićj korzy­ ś c i. że matematyk « /»nor« prawdy odkrywać m o że . N ie ma większego błędu nad mniemanie. do wyprowadzania praw fizycznych. ukryć dało.

który chemikowi jest zrozum iały. Różnice te są tak rozmaite. i związku z naszemi zmysłami i umysłem. jakiemi przyjść można do poznania tak wielkiej liczby c i a ł .. widać w nich wszystkie części m owy. T e same ilo ś c i. d. pokarmem. W odzie tej czynię pewne zapytania. G dy człowiek.“ „C ia ła są bardzo rozmaite co do'sw oich własności: podług tego zmienia się umysłowe wyrażenie ich w ła­ ściwego języka. pod pewnemi warunkami zetknięte z sobą. znajdują się tam rzeczowniki. a w innych różni się od niego. są truciznam i. doznają. jest. stanowią j e j ' ję z y k . W skazuje ona d rogi. Docieka własności i odmian jakich ciała te. język zdarzeń. iak są liczne wyrazy najbogatszego języka. zwie­ rzęta i rośliny składają. pod względem swego zna­ czenia. a gdy wyrażenia te są uporządkowane. i niektórych własności. a wszystkie tym sposobem zebrane postrze­ len ia . ich odm iany. którego oznacza odmianę lub własność. stosownie do swego sta­ nowiska. Że się vi me] Jod znajduje. lekarstwami. każdy wyraz K ażde ciało z dru- giem iest w pewnym związku. lotnem i. powiada. z których się skorupa kuli ziem skiej. lecz nigdy fizyką. Tak np. niedorzecznością: m oże być wszyst­ kiem. źródło wody mineralnej w Sabaudyi leczy wola. któremi natura do nas przem awia. słow a. d. a głoski w odpowiedzi zebrane razem. Zdarzenia są w yrazam i. ze . odczytujemi je za pomocą abecadła. cia­ łam i ogn iotrw ałem i. umiera ze znakami otrucia . nie językiem postrzegań i doświadczeń. iest do niego podobne co do kształtu.innym językiem wysłowiony. jak fizyka. po użyciu pokarmu. „C h em ia tym sam ym sposobem postępuje w odpo­ wiedziach swych na pytania. i t. i wyrazy jednozna­ czne i t. okazują.

“ . iż trudno w przemyśle i fiżyologii znaleść pytanie. chcąc odkryć związek po­ między zdarzeniami zachodzący. na któreby umiejętność che­ mii odpowiedzieć nie m ogła. musimy wprzód gruntownie poznać prawidła. które wszystkim łączeniom c ia ł za zasadę służą. i si'Iy te woli naszej posłusznemi uczy­ nić.“ „Język zdarzeń prowaidzi do poznania mnóstwa po­ łączeń użytecznych. już Odcyfrowaliśmy ultramaryn . Jak fizyk w m atem atycznej. dokładnie określone. a wypadek ten pociąga za sobą ulep­ szenia w fabrykacji i rzem iosłach. cze­ go żądał. Chcąc zrozumieć tę księgę. Jest to przedmiotem chemii . dotychczas rozwiązane zostało. tak cheinik w swojej analizie. pismem skreśloną. powinien nabyć potrzebnej wprawy: wszystkie swe wnioski powinien umieć w yrażać . Śmiało rzec m ożna. w których pytający sam dokładnie. jest śledzenie przyczyny o d m ian .łowemji tego. to jest: ażeby ultramaryn ze wszystkiemi swo­ jemi własnościami złożyć. potrzeba się naprzód z użyćiem jego znaków oswoić i potrzebnej w tym względzie nabyć wprawy: słowem. chcąc. poszukiwanie wspólnych czynników rozmaitych szeregów zdarzeń. stosowanej. teraz idzie tylko o to . a rozwią­ zanie tego zadania jest przedmiotem analizyjchemicznej. potrzeba się naprzód abecadła uczyć.— no — otrucie z powodu arszenika nastąpiło. m inerał ten językiem chemicznym skład swój powiedzieć musi. K ażde żądanie. co zmy­ słom naszym jest ukryte. w robieniu lekarstw ^ hutniętwie. mocą których powstają. ażeby wyraz doświadczeniem w ytłu ­ m aczyć. użycie praw odkrytych do okazani« oku umys.>Ostatniem. poznać siły. Jeżeli m inerał ]aki zpozoru jest podobny do drugiego. nieznanem. najwyższej w agi zadaniem chemii. nie wiedział. wyjąwszy ty l­ ko p rzyp adki.

i kształtu rządu tych mieszkańców. dla te­ go też bardzo często nieporozumienie zachodzi: żądamy chleba. a nie raz otrzym ujem y kamienie: nic możemy się niczego dowiedzieć \v tém. potrzeb. nałogów. jést wyraże­ niem myśli w zdarzeniu. fizyka i matema­ tyka. który znać powinni. b yły ciekawością i podziwieniem : dziś tego wszystkiego uczyć się nie trzeba. Mozolne nabywanie w praw y w doświadczeniach * środkach ostróżnośtri w przemyśle i farm acyi. Lecz gdy przyczyny i prawa tych przepi­ sów poznano.^* .“ „Chem ia. praktyka pom ieniona. Temi nieznanemi krainami są: medycyna. w języku umysłowym . bo każde doświadczenie. szczególne przywileje dawniejszych chemików. co się tycze obyczajow. Pomylśny wypadek doświadczenia nie zależy teraz od zręczności.phjsiologia. mineralogia i fizyka doświadczalna. gdy znamy pj-zyczyny wymienionych potrzeb. lecz od um iejętności. ' bo im zbywa na środkach porozum ienia się z nami. nabywa łatw ości ( zytania języka zdarzeń i praw ideł kombinowania. bo nierozum ieją języka. w pracowniach chemicznych wprawia się w użycie jego znaków. a odkrycia sy skutkiem nawykłości dp kombinowania i myślenia. geognosia. w których tym samym mówią językiem. była dawniéj sztuką praktycznego postępowania z przepisów.doświadczeniem. straciła swą war­ tość. w podróży po krar jach . nigdy ich ju ż niezapominają: zastosowanie ich i użytek na za­ wsze ju ź jest ich umysłowi obecny. Lecz w krar jach tych powszechnie język ten nie jest znany. Uczniowie raz poznawszy wartość głosek abecadła. Z ustnego wykładu nauczycieli. ich piece i sprzęty. młodzież uczy się abeca­ dła. podobnie jak astronomia.

że che-. i wydzie­ lania (exkrecyi)P W tenczas zapewne inaczej leczohoby choroby. ażeby żu łć tw orzyła.“ „T aki sam zarzut czyni medycyna physiologii i che­ mii. najniedorzeczniejsze wyobrażenia za pra­ wdziwe uznają. ale nie pyta się dla czego? nie bada! przyczyny takiego działania. Praktyk pospolity trzyma . się poprostu prawideł. brać musi za cel je ­ go istnienia. i działań organizm u ludzkiego. przyswajania (assymilacyi). i z tą samą niesprawiedliwością. Na co się przyda znajomość przyczyn lekarzowi? A z jakiego to stanowi­ ska zapatrywalibyśm y się na stan chorobliwy człowieka. co w tym lub owym przypadku dobrze lub źle sku tku je. źe sam rozsądek od zabobo- . z doświadczenia w ycią­ gniętych. L ecz gdy lekarz nie ma dokładnej znajomości sił. wątroba dla tego się w ludzkiem znajduje ciele. zważa tylko. dosyć powiedzieć. mia jest im powszechnie bardzo mało zn an ą. bardzo często wypadek czynności organu. ale ze zdrowym roz­ sądkiem ludzie. Jak dalece za ­ rzut ten jest niesprawiedliwy. nie mogą jéj więc rozumieć. że się pomiędzy takiemi nawet zabo­ bonni i zwolennicy jasnowidzącej zP revorst i Hahnemanna znajdują. W idać ztąd. zarzucają chemi. Takie wyobra­ D ziw ić się je ­ dnak tw eba. godnem jest politowania. że choć bez naukowego wykształcenia i prak­ tycznej znajomości natury zdarzeń. żenie rzeczy. że wypadki jéj są im wcale nieużyteczne.„Phisiologowie mniéj świadomi rzeczy. przyczyn. Tak np. tak jakby rozumieć nie mogli dzie­ ła w języku o jczystym . gdyby nam stan zdrow y jego organizmu b y ł dokładnie znany? gdybyśm y cokolwiek jaśniejsze mieli poznanie sposobu trawienia. chebrajskiemi napisanego głoskamii. i e z nich żadnego zastosowania zrobić nie mogą.

Siłą Ływotną. których podobnież nie rozumieią.nie zw aża jąc na to. Z jak^ż skwapliwością czci on fałszywe Bóstwo. gdy z duchem filozoficznym badań w naukach przyrodzonych nie s| obeznani. odkrywaniebłędu. była morowém powietrzem czasu. jak Hémoeopathia. który im oczy zamyka. gdy się nienauczyli języka tłumaczenia zdarzeń naturalnych? D la nich odkrycia fizyologiczne i chemiczne Tiedemanna. i odma­ wia światła. w nauce przyrodzenia nie okazuje. żadnego w ich ustach nie maiącemi znaczenia. i przeciwnę duchowi umiejęt. który im daje wypadki bez postrzegań i do­ świadczania. MagendegoiMullera s | zupełnie niezrozumiałe. żadnych postępów nauki spodziewać się nie można. Siła życia fdozofii naturalnej jest horror vacui. z odkryć physiologów i chemików odnieśli. które zowie niemie­ cką fdozofi| naturalną. objaśniają oni zdarzenia . żeby przej­ rzeli. M oźnaż sadzić że ludzie ci. Przymuszajcie ich tylko.nu nie ochrania. rozmaite ro- . ten kościotrup słomą wypchany. Od nich to p o ­ chodzą mniemania niegodne. co K apłani O tahaity zowią Tabu (nie­ tykalny święty).ności. dynamieznoicią i specyJicznoicią. spiritus recio/’ ich niewiadomości. źe zadaniem prawdziwej filozofii jest postrze­ ganie. by teź najmniejsz| korzyść. GmeUna. pogniłych roślin i deszczowej wody. słowem zyskanie światła prawdy.“ „O d tego rodu zarozumiałej niewiadomości. Stan materyi. że siła twórcza przyrodzenia . i nic jaśniej nizkiego usposobienia leka­ rzy. który ¿yjącym zowiemy. a będą sobie raczej woleli w yłupać oczy. i pomazany rumienidłem. ze zwietrzałych skał. temi w yrazam i. jest dla filozofów na­ turalnych tem.“ Działalność i czynność filozofów naturalnychl»yfaza­ razą. powtarzanie każdego zjawiska.

bez nasionj wydawać może — ze robactwo u dzieci. Po takowem przygotowaniu. wypadkiem niewiadomości. Spór ostatnich o samoistność z pierwszemi. M ożnaż ieszcze takowyiih bałamutów. lecz iak matematyka i umie­ jętności przyrodzone jednostronnie kształcą. i tak kończy. b a ­ daczami przyrodzonymi. „N ik t temii zaprzeczyć nie m oże. za walkę mydlarzy prze.-} najg-lówniejsią zasadę tych badań i fi­ lozofii: tylko rzecz udowodniona. iak troskliwość ta wstyd tylko i uśmiech polito­ wania wzbudzać będzić. która tym sposobem pokryć usi­ łu je bezwładność i niezdolność swoję do poszukiwania przyczyny. iest prawdziwa. zaostrzania dowcipu. wyrabiać m oże’ fosfor i żelazo! W szy­ stkie te zdania są skutkiem braku doświadczeń. A utor wchodzi w b liż­ sze okazanie potrzeby badań w naukach przyrodzo­ nych lekarzom. ktoby śm iał tw ierd zić. tak litera­ tura z historją. część tylko wychowania stanowi. albo filozofanu mianować. A le gdy to mówię. że ono najlepiej nie przygotowywa um ysłu. stosowniej­ szego do obudzahia zdolności umysłowych. iest wszędzie przeszkodą postępu umieiętności przyro­ dzonych i m edycyny. źe zwyczajne kształce­ nie człowieczeństwa nie iest' potrzebne. i ćwiczenia s§du. iż przesadzona troskliwość o kształcenie człowieczeństwa (humanismus). lecz zapew ne. potem przebiega zakłady chemiczne w Prussach. w dzisiejszych cza­ sach uważany tylko być może. któ­ rzy wykrzywiaj. nie upłynie pół wieku. ciw oświecaiiiu gazem . a nawet zwierzęta. pytam się razem . lub udowodnić się mogąca. jest slcutkiem ch orob y— że or­ ganizm zwierzęcy.— I t l — śliny. za narzekania karczmarzy na . do wszystkich innych umie­ jętności? Nie ma w samej rzeczy środka.

źe nie umieją po grecku. źe teólogowie nasi z książek tylko nauczają dobroci i niezgłębionej mądrości Stwórcy — źe prawnikom naszym prawdziwe życie na­ rodu. że ci właśnie walczą. w roz­ prawie P . czyli przeciw urojonemu ich kształcenia nieprzyiacielowi — ■a co najdziwniejsza. ażeby się coraz lepiej żywiono i ubiera^ no. nie chcą postępu przemysłu i han dlu. Ludzie ci s| zupełnie dla ludzkości obcymi. »Ci to ociemnicielg są winni. 2e zasadą jego nau­ ki. prąwnicy obowiąząni są uczyi się Chemii — u nas przeciwnie. są umiejętności przyrodzone. czyli przeciw rzeczom u żytecznym .poczty kuryerskie. lub furmanów na kanały i koleje że* lazne. głoszą. ani pomnażania się bo­ gactw — walczą przeciw materyalizmowi. . co jest rzeczywiście szkodliwe lub u żyteczn e— oni są przyczyną. ani. naj­ większe wyświadczyły dobrodziejstwa. ażeby się sztuka leczenia doskonaliła. jedynie dla tego. medycynie. jego rozwijanie się i doskonalenie zupełnie jest obce (*) — że się ic t wzrok nie zaostrza. nie poświęcają się powołaniu du­ chownemu. Se leka­ rzowi jest potrzebna łacina.“ Z powodu szału filozoficznego w Niemczech. nie chcą bowiem. lecz wolą zostać gajowemi. bez zubożenia i uciążliwości tych. których oni nie uważaią za ludzi. jak tamci. Liebig znajduje się następujęicy przypisek: (*) Podług nowego rozporządzenia w Hanowersldim. K w iacieii t8i>. bo ci dziś więcej rzeczy godnych wiedzenia posiadają. a um ysł nie zwraca uwagi na to^. którym umiejętności przyrodzone. źe ludzie obdarzeni u- mysłem badawczym.» . których dochody wielekroe pom nożyły. Tom II. i źe ńie znają variantów w pi­ sarzach łacińskich. nic o tem nie mówiąc.

wdawaó się w rozprawy. że im wiçcéj któréj umiejętności posiadają. ostatnie w sze­ regowaniu tém zajmuje miejsce. że Nauczyciele gimna zyalni po wielu miejscach. na nauczycieli szkół techni­ cznych z góry poglądają. Tamto. i w którym wszystkie nauki. szeregiem szykuj| . Professorów filozofii w Uniwersytetach niemieckich. źe uczniowie ich. pierwsze. jak w mappie umysłowego ukształcenia Fran­ cyi. Poznaó ich łatw o można po wstępie. K tó ż się m ógł w wieku tak m ło­ dym od powszechnej ochronić zarazy? I ja także na téj n a u ce . i póczytują ich za istnych głupców dzisiejszego czasu. w którym największy filo­ zo f i metafizyk. do podziwiania i naśladowania słucha­ czów swoich porywał.} . Ja sam byr łem W takim Uniwersytecie. Byłobyto próźnem marnotrawieniem słów i czasu. tak bogatej w idee i sło w a . źe się nigdy nie starają o gruntowne poznanie rzeczy. lekce ich w ażą .“ „ C i to ludzie są przyczyną. Naturalną zatem jest rzeczą .| dowódzcami vo jn y . co maj^ pewne wyobrażenie o swéj umysłowéj wyższości. aż do najciemniejszej czarności.wego wielkiego poprzednika. i na odwrót.s. Oni to . z każdym z tych filo­ zofów w przedmiocie. ma właściwy swój ko­ lor. każda gałaź wiedzy ludzkiej. że filozofia ich. na którym się wcale nie znają ^ w t é j ' albowiem najgłówniejszej zasadzie różnią się oni od K auta s. o któréj sąd swój wydają. który za­ wsze przy otwieraniu rocznego biegu ijwego wykładu miewają. obierają sobie powszechnie zawód. wczem to zawsze ściąga uwagę.» C i. Umiejętność* przyrodzenia. a tak ubogiéj . od najświetniejszej białości.. fizy ki i chemii nie poczytują za umiejętnoić. przeciw straszydłu dzisiejszych czasów. Ztąd też to pochodzi. tém wyżej kład.

widziałem w tę otchłań bieżącej. młodzież nabywa tylko zarozumiałości.' w salach naukowych filozofów niem ieckich.w prawdziwe wiadomości. Kosztowała ona mnie dwa lata. część mego najpięlrtiiejszego życia strawiłem. wyniosłości. najdzielniejsza część narodu. cznym wirze najcelniejsza W tym to filozofi­ m ło d zież. próżności. poświęcając je nabywaniu wiadomości bez ce­ lu i użytku. . lecz której świat odmawiać musi. która sobie sama nazbyt wiele przyznaje. Jak wie­ le najzdolniejszej i pełnej talentu młodzieży. i nie mogę odmalować przestrachu i zadumienia. gdym z te­ go odmętu do przytomności pow rócił umysłu. i ileż potem nie nasłuchałem się skarg na chybiony cel życia. i staje się 'niezdolną do służf^nia spółe» czności w jakimkolwiek względzie. marnotrawi swe siły. nadaje im fałszywy kierunek. Słowem . roszczenia i niedołężnej pożądliw ości.

— bez sumienia trwogi — Spokojność duszy mając ' niédbam o złe wrogi. Pomnąc źe taki los jest każdego stworzenia. Wreście czas leczy źale. Po co ? — gdzie jedno kończy — tam drugie zaczyna. N iech krewny — niech przyjaciel — kwiatów kilka rzuci I spokojnym umysłem do domu pow róci. Zasadź top ol. O swoić się należy z myślą rozłączenia. . — zamiast narzekania Odwiedźcie grób spoczynku wiecznego mieszkania. -— Ta smutku przyczyna. Społeczność dla mnie dzisiaj ju ź martwa niestety ! Bo śmierć jest nowem życiem . Choć czas zmienia rysy twarzy. gdy chcesz przedłużyć życia mego szczątki. U C I TS B K G dy cnota związek kojarzy. Z e za grobem jest szczęście i cnoty nagroda.— W końcu. A tobie niech pociechy i sił ta myśl doda. — dla mojéj pamiątki. N oc wieczności spostrzegajri. W tak krótkim biegu czasu każda droga chwila.P O E Z Y E ] f I O PiJMAWlË Już się ku zachodowi źycię moje scliyla. P o ciernistych bezdrożach zbliżam się do mety. — lub w ierzbę.

I onby także ch ciał latać wraz z niemi. Rączki w yciąga — uśmiech wdzięczny łudzi. Jej świeżość krotko istnieje. Świeci mu tęcza. R óża z porankiem jaśnieje. Przyjem ny zapach wydaje.D owcip uprzejmość odmładza. Blask jutrzenki przypomina. . Przyszłego życia obrazy objawia. jak to zwykle bywa Stoi łóżeczko. N ie czuje tego że jeszcze na ziemi. — w którem Staś spoczywa. I wady wieku nagradza. świeci obłok złoty.— • D o ust dziecięcia swe usta przybliża. A le te oczy dla nieba otwarte. W ieczorem choć żyć przestaje. Jiidno z nim igra — drugie nad nim leci. N a czole kładzie znak św iętego krzyża. Oczka zamknięte. I zachodu słońca chwila. G dzie widzi sobie podobne istoty. G dy się to ku ziemi schyla. STES D Z I E C I Ę C I A W bliskości matki. M atka patrząca mniema że się b u d z i. lub dolina. Sen m u niebianów' roskosze przedstawia. T ak m ałe jak on — ze skrzydłami dzieci. — rączki w górę wsparte. G dy je zakrywa góra.

najdroż­ sza uczestniczko ! mojéj wielkości.“ U kryj t^o w sercu.' LADY MAKBET csyta lu t. płacze i płacze zbudzone.Dziecko przyjemnem marzeniem uśpione. — Gdym stał w zadumieniu nadbiegli pósłańcy królewscy. ^oźmccMia. zdrawiam cię. — Pałałem żądzą badania ich jeszcze. Stanislaw lir. Bo z obudzeniem wszystko się skończyło. S C E N A V A K T U I. lecz one roz­ p łynęły się w powietrzu i znikły. A pragnie jeszcze. „Spotkały mnie w dniu zw ycięztw a.- Ten zaszczyt najprzód zwiastowały mnie wieszcze siostry. &i^uoc.. aby cię w radości na­ leżnego udziału nie pozbawić^ tając przed tobą. i przekonałem się najdowodniéj źe posiadają nadludzką znajomość rze­ czy. Małachowski. . którzy mnie powitali Tanem Raw dory. Kw ili s ię . — • P o­ .«— Mnieriiałefn źe należało ci to zwierzyć. a w przyszłość temi przeniosły mnie słow y:— »Witaj! ty który będziesz kró­ lem. żeby mu się śniło. jakie masz przyrzeczone zaszczyty.c&ewvcc CîHIbo^kCetou SH AK SPEARA.

co zdają się kłaść na twą głowę L os i pomoc nadziemska. CÓŻ za wieści nowe C o mi niesiesz? DWORZANIN.Ten tylko co to spełni. ten mnie posiąść zdoła „Jednakże na to dzieło spoglądasz nie śniiałoj . T yś za nadto łagodny. co tobie przyrzekły wróżek słowa wieszcze. Lecz się w tćm wielkićm dziele.Masz G iam isę — Kawdorę — i będziesz m iał jeszcze To. aby się nie stało. źe wzniesienia żądzą dusza twoja pała.„Chociaż nie życzysz sobie. by się wznieść zdołała. Chciałbyś Glamisie zyskać to co na clę woła : . na noc tu przybywa LADY MAKBET. Lecz niema dość tęgości. dp korony drogę D o korony. Za nadto jest słodyczy pełne serce twoje. Dunkan pani. z swych dworzan wyprawił. K tóra tobie utrudnia. Prawdę mówię — pan wkrótce stanie tu z pewrotem Sam z tą wieścią jednego.. ’ (W choĄzi D worzanin). twej miękkości boję. W iem . Chciałbyś celu osiągnąć. niech do twego uclia W dm uchnę całą odwagę. .' d w o r z a n in . Czyli szalony jesteś? wieść twoja fałszywa. Pan twój jest przy n im — • byłby uprzedził mnie o tém . męzkość mego ducha. najkrótszej uchw ycił się drogi.“ A le spiesz tutaj — pospiesz. ażebyś bez trwogi W tém zdarzeniu. Niech języka dzielnością skarcę twoją trwogę. ale z cnotą zgodnie Niechcesz zbrodni. a pragniesz co nadają zbrodnie.

wasza srogość dzika I całą mnie napełnia i całą przenika Zgęśćcie mą krew. i zmieńcie w jad mleko niewieście! Przybywaj ciemna nocy 1 okryj mnie osłoną O k r y j! — ale piekielnym dymem oczernioną. Gdziekolwiek w niewidzialnej postaci jesteście W ejdźcie w pierś mą. coć przyrzekło powitanie trzecie. Dziś w ieczór. B y nóż na oślep r a n ił— i aby nademną N iebo przejrzyć nie m ogło. D u ch y! m yśli morderczych. W zniosło mnie nad obecność ciemną pismo twoje Juź roskoszą przyszłości. W y duchy władzcy złe g o ! które w całym świecie Na nieszczęście ludzkiego rodu pracujecie. przez powłokę ciemną. B y krzyknąć stó j! — (Wchodzi Makbet). padł prawie bez życia LADY MAKBET. — przystępu zabrońcie zgryzocie. I uczucie litości wstrzymajcie w powrocie. !Źe zlecenie spełniwszy. w tej się chwili poję! MAKBET. Przygłuszy sam krok jęki swoje W różąc smutne Dunkana wejście w te podwoje. w domu naszym przyjmiemy Dunkana .K tó r y tak szybko pędził. Ratujcie go. (Dworzanin wychodai). Dunkana przybycia. by się prędko stawił. drogi nie przecieła M iędzy zamiarem moim a spełnieniem dzieła. Wielką on w ieść przynosi. do mnie przystępujcie! Spieszcie się! — spieszcie tu ta j!— i z płci mnie wyzujcie! Niechaj od stóp do głow y. B y ta htość miękcząca. G lam isie! Kawdorze! M akbecie! W iększy te m .

O gdyby nic za sob^ zbrodnia nie ciągnęła. A b y z chwili korzystać przybierz barwę chwili.— ^lecz niech . O nigdy słońce tego jutra nie zobaczy! L ecz dziwne rzeczy. Jeśli się tna odraza spełnić czynność cała Tem się lepiej wykona. Na wszystkie dni i n o cy . panie! twoja twarz tłum aczy. . LADY MAKBET. G dyby skutek pom yślny. Stań się kwiatem niew innym . im się prędzej zdziała.się zjadliwa W śród jego wonnych li. ' . w tej ciasnej krainie. — M yśl o gościu J którego wiedzie los łaskaw y. MAKBET. M ógłbym na przyszłe życie spoglądać bez trwogi. Jutro z rana. Lecz ty rozjaśń twe spojrzenia Zdradza obawę s k r jt| twarz co wyraz zmienia.LADY MAKBET.ści. LADY MAKBET. A kiedy ztąd odejdzie? powiedz? MAKBET. T om 11» Kvri«ćieiii 20 . A mnie powierz spełnienie wielkiej nocnej sprawy K tóra najwyższe naęze ziściwszy nadzieje. A le ju ż tu uderza w nas wyrok zbyt śrogi. gadzina ukrywa. godność na nas zleje. SCEN A V n A K T U L ^ MAKBET sam. Pomówim o tem. b y ł skończeniem dzieła G dyby wiedzieć że wszystka skończy się przeminie Na tych nadbrzeżach czasu. Niech się na ich przybycie twarz wdziękiem przymiU.

bespiecznym i pewnym. tyle cnót pięknych rozw inął. A lito ść . . . . . niemi teź nawzajem Jako ich wynalazcy. Nie. — r Ja stanąć winien mu w obronie. K ończy się biesiada I czemuś go opusbił? pospiesz tam z powrotem. Sprawiedliwość ku naszym ustom go odpycha.Ź e ucząc krwąwych nauk. Z e jak gdyby miedziany głos pomsty anioła K ażda z c n ó t . L ub jak cherubin. — porwane przez w ichry szalone. On mym gościem. MAKBET. . =. Tyle on na mnie przelał zaszczytów i darów. Cóż tu jest bodźcem dla m nie? — Zamiar mój pogania T ą wznosząca się w górę żądza panowania Co się-wzbija nad zamiar i na niego spada. - LADY MAKBET. niby dziecię nowo narodzone. A lbo nie wiesz O tem ? . skarani żostajem. który z niebieskich krawędzi Na powietrza biegunach niewidzialnych pędzi. i Cóż tani HOMyegó niesiesz? - ŁADY MAKBET. ¡możem dalej naszych posunąć zam iarów . N agie jeszcze.— I ja sam miałbym sztylet topić w jego łonie! W reście ten D unkan.- . Czyliź się p y ta ł O. I taką łagodnością w narodzie zasłynął. G d y ten czyn straszny stawi. MAKBET. wylanym z oczu łez potokiem.jego zemstę przeciw mnie wywoła. . przed każdego okiem W ichry wstrzyma. Jestem jego poddanym^ jestem "jego krewnym. Podwójnie być tu może. — G dy dla innych truciznę sączym do kielicha. mnie? . .

Pragniesz tego co mniemasz być życia ozdobą A jednak jak nikczemnym. gdyś ten czyn zanuerzył. by twe męztwo drżało Przed myślą. Umiesz być mężem w' źądżach.. LADY MAKBET. chęć tłumaczyisz swoje G d y m ówisz: „C h c e się rybki.W narodzie całym. 1 teraz wśród nich właśnie twe męztwo słabieje. musisz wzgardzić sobą. niechcesz jak mąż działać. Strzaskałabym natychmiast cza&zkę téj dziecinie. Gdybym jak ty przysięgła. " O tóż gdy się uśmiecha do m n i e m o j e .“ MAKBET. gdy blaskiem najżywszym jaśnieję LADY MAKBET. W iem już jaką miłością M akbet zdolny pałać. kto się daléj w zamysłach zacieka. sławę pozyskałem złotą Że niechcę się z niéj wyzuć — okryć się sromotą W chwili właśnie. którą wprzódy powziąłeś tak śmiało. Przestań. Karmiłam moją piersią i wiem jak jest miło K. w wyższym działając zakresie Tém się i godność męża wyżej w tobie w zniesie. A jednakże utworzyć wtenczas chciałeś obie. by spełnić nadzieje. wszystkiegom zdolny co godnem człowieka. I gdy się’ wzniesiesz. To zasnuwszy budz<^ się. ręce Od piersi b y oddarfy usta niem owlęce. T o upojeniem tylko b yły twe nadzieje.ochać dziecię. ~ źe z méj ręki zginie! . Jakiż ci zwierz doradził. abyś mnie się zwierzył T y byłeś wtenczas mężem. Chwila ni okoliczność nie sprzyjały tobie. co mojem rnlékiem się karmiło. G dy jak ów kot w przysłowiu. lecz zmaczać się boje. Teraz się same tworzą. N ie jest nim.

kto wątpić będzie. Be zdrada twarzy. G dy każdy jak w śnie śmierci będzie pogrążony W szjstko spełnim od razu ? bez straży — obrony. LADY MAKBET. Chybi — niech odwagę tw oję. Tak źe na nich zabójstwa tego ciężar spadnie. I skoro tylko zmysłów pozbawię. że cios ten z naszej w ypadł ręki K iedy rozwiedziem głośno i źale i jęki. Na dworzan wszystko będziem mogli złożyć snadnie. MAKBET. G d y rozum w nich ulotnię w upojenia szumie. ich niemi. •— Skoro Dunkan zaśnie A do snu trud podróży zachęci go właśnie. Dworzan jego uraczę puchary częsteini. 'N iech oszuka ich nasza wesołość prawdziwa. K to posądzi. bo twa dusza śmiała M ężów tworzyć i mężom tylkoby przystała.— — MAKBET. Jak na dźwięk najgłośniejszy najwyżej nastroję A cios pewnie nie chybi. MAKBET. Tak je s t— ju ż przedsięwziąłem. zamiaru nie zmienię W szystkie władze natężę na jego spełnienie. zdradę serca niech pokrywa. ' A gdy raz c h y b i! x LADY MAKBET. kOKIEC AKTU I. G d y pamięć co jest stróżeih myśli w nich przytłum ię. — źe oni zbrodniarze. Ich sztyldtów użyjem . krwią zmaźem ich twarze. . A tak. R ódź tylko samych synów.

Psi ozór. A dzieło wielkie czarów się poszczęści. który w ił się w błocie. I której członki jadem ju ż nabrzm iały. kły wiika. W arz się w tym kotle. G dy war piekielny zburzy się i zgęści. N iech wre w kotle. R o p u ch o ! która przez ten miesiąc cały Spałaś pod zimnym dniem i nocą głazem. niechaj smaży się w robocie. druga CZAROWNICA. t r z e c ia c z a r o w n ic a . W ¿rotlkn jéj kocioł na ogniskn. i z skrzydłam i sowę.: 157 - - z A K T U I V S C E IS A I. TRZECIA CZAROWNICA. . Już trzy razy słyszałam głos żałosny iża. Puch nietoperza. W rzućm y grzbiet węża. Teatr wystawia ciemną pieczarę. Skaczmy trucizny w' kocioł rzucając Hekaty. DRUGA CZAROWNICA.— Grzmoty. Już trzy razy zam iauczał nasz żb ig pręgowaty. PIERWSZA CZAROWNICA. ‘ W rzu ć łuskę sm oka. -Łapki jaszczurcze. oko jaszczurki. . pryska żar. Niech wre w kotle. Z yda bluźniercy wątrobę. Podwój pracę mięszaj w ar. pryska żar. Podwój pracę mięszaj war. WSZYSTKIE. N iech pływa. Już duch dźwięków. Żądło ze żmii i z padalca głow ę. Wchodzą trzy czarownice. i żabie pazurki. za naszym rozkazem! WSZYSTKIE. zawołał: czas! czas si<¿ przybliża! PIERWSZA c z a r o w n ic a .

Potrzebna paszcza wieloryba chciwa^ K tó ry w śród głębi słonych się ukrywa. W ar piekielny oczarujcie.' Ś P I E W. W SZY STK IE. Niechaj z nas jedna żółć capa dolewa.. usta Tatara. K rw ią m ałpy w ten wai" nalaną O studź kocioł — a czary silnemi się staną. ^ Teraz przy kotle — zaśpiewajcie społem.' D RUGA CZARO W NICA. W kotle się zetnie .C ykuty korzonków kilka. D alej śpiewajcie. Z czarownicy mumia stara Nos Turka. W dem ną wykopanych dobę. Rzućm y kawałki z cisowego drzewa Pocięte podczas zaćmienia księżyca. które nierządnica Urodziwszy w d ół wkopała. Jak wróżki — m ary — okrążcie go kołem. ' D uchu czarn y ! duchu b ia ły ! D uchu czerwony i szary " . / H EKATA. ■ (Muzyka). Dobrze — chwalę waszą pracą. pryska źar.zwarzy się. W rzu ć palec dziecka.. A wnet robota stężała. tańcujcie.'. N iech wre w kotle. W rzu ć i wnętrzności ty^grysie. Podwój pracę — mięszaj war. K ażdej z was za nią w ypłacę.

* * . Umiesz go mięszać na czary. Bluźni w ładzę. I za cnotą chodząc śladem W szystko zatruwa jadem Co ma przewagę u świata.niebios pana. z usnutego wątku Fałsz ciągle złością przeplata. loud roar of foaming calumny To the small whisper of the as paltry few And subtler venom . N ie ma dla niej płci i wieku N a próżno w młodym ci^owieku I .of the reptile crew. Godna takiego początku ' Potw arz. DRUGA CZAROWNICA.•* G dy szatan z nieba wygUany W strząsając piekła kajdany O straconenł niebie m arzy. — Złego przeczuwam przybycie.Mięszaj — mięszaj war stężały . Ktokolwiek tu zapuka — wy się otworzycie. P O T W A J iz . A to bluźnierstwo szatana D ało początek potwarzy. ■ 'Childe Harold^ pilgrimage ( ■ Canto l y stanza 136. Prom mighty wrongs to petty perfidy Have I not seen what human things would do? Froin the. Świerzbią mię palce.

A gdy starość włos' ubieH G dy ju ż tylko wspomnienie przeszłości weseli Ostatnią chwilę życia zatruwa potw arca: G dy życie dogory^wa słabym ju ź płom ykiem . jedna. jak zbójcy puginał. N a tchnącym roskoszą wschodzie G dzie myśl i ciało w swobodzie Jedno wichru zgubne tchnienie. ł Nienawiść wrogów do siebie Śm ierć w niepamięci grzebie. Tam gdzie natura odziewa W krasę i ludzi i drzewa Boznosi śnoti^rć i zniszczenie. O n świętokradzkim językiem ' Znieważonego szle do grobu starca. I za grobem nieprzebacza. Dopóki Boski oświeca nas promień. > . L ecz choć śmierć w rogów pojedna . Potw arz straszniejszą. Przynaglającą wieszcza Albionu Pod obcem niebem. Dopóki w piersiach gore wieszczy płomień . Potw arz tylko wściekła. W ieszcz będzie wiecznie przeklinał.Biega myśl z ziemi do nieba. Potwarz odziera młodzieńca Z jego m łodości wieńca I l4uzi co kochać trzeba. G rób zemście zakres u azn ac^ . dobijać się zgonu.

K w iecleiC i84i 21 . Pod stopy się prawie ściele ? A całując zdradza skrycie Ściskając zatruwa życie T o dzisiejsi przyjaciele . Tam czołgająca śię zdrada Przym ila się i układa W yższych dostojeństw ła k n ą ca . Lecz skoro celu swojego dopięła Odrzuca rękę co ją dźw ignęła. nie krzywdź nikogo I postępuj cnoty drogą Ozwie się zawiści skarga K to więcej zasług jednoczy Prędzej złości ściąga oczy Potwarz się nań wścieklej targa. Tak pasoźytna roślina O bw ijać ów dąb zaczynai Co m u życie kradnie ucicha Ledw o kilka chwil upłynie D ąb co życie d ał roślinie Zgłuszony chwastem usycha. Cóżto za grono mnie wita C ałując za ręce chw yta. Tom n .A ch czemuż płeć która ludzi D o czynów szlachetnych budzi Zawsze nieść pomoc gotowa K-iedy ją potwarz omami W net róźanemi ustami Potwarzy powtarza słowa. Dobroczyńcę w przepaść wtrąca. Czyń dobrze.

^• Co sam od rany umiera! ^ L ecz nadzieja Boski goniec Zwiastuje że weźmie koniec :ó " Złego z dobrem doczesny spór. ' . A m iłością pięknego kwiatu zachwycony Jużby niechciał W dalekie odlatyw ać strony. Bez czci wiary i sumienia i. .■'O? ' Wojcieck Potocki. podli i ciemni : Ż uśmiechającą si^ twarzą. . Ten tylko zranionego.co boi mnie wydziera. zna serca m ęczarnie. Czasem ptaszek przelotny w dalekiej podróży Znużony długim lotem. ' Głośne wśród piekieł katuszy Bluźnierstwa i potwarz zgłuszy W iecznej m iłości chór.T ' G ubią mnie swoj ą potwarz%. . ¡v •■ * K ażd y faisz na złoto mienia . A le serc waszych ból ten nie ogarnie. MYŚL PERSKA.D aléj siepacze najemni Przedaj ni. W y których kocham. odpocznie przy róży. . życie I razi was jęk . . oto widzicie ' Ranę przez którą ubiega. me..

T ak teź i promień najczystszego słońca N igd y nie przebił aż do dna tej rzeki.A Jakaż to rzeka toczy mętne fale. — Jak rumak kiedy podniecon w zapale. Ń igfly go ludzkie nie ujrzą powieki. żwirem do koła zamiecie. pobyt swój przedłuży. Nozdrzami parsknie śnieżnej piany kwiecie. Lecz choó w stronach dalekich. Od wzroku ludzi i od słońca blasku. W chmurze kurzawy stal kopyta błyśnie. JF. aż do świata końca. A wspomniawszy jéj wonność wśród dotkllwéj straty. Zda się niechętna. Dumna! że myje dwóch stolic podhoźa. Myślą się zawsze będzie przenosić do ró iy. W cieniu go niesie. d. Rzuci się. Pani strumieni — dumna z swojej iihwały.Lecz losy ptaszkiem rządzą. Licznych rzek hojne przyjmuje daniny^ I jak lenników pocztem otoczona. Strumykiem w szczytach K arpatów zrodzona Potokiem spada w rozległe doliny. W I S Ł . I kryjąc jeźdźca w ciemny obłok piasku. Stracą powab dla niego wszystkie inne kwiaty. . źe płynie w korycie. Szmatami piany b ieli się obficie. jeździec boki ściśnie. P. i mimo życzenia Ptak lube sobie miejsca na nie ińiłe zmlenia. 4 lutego 1841 r. G dy wiszą wodze.

nie nagani sza łu . O bcy w ędrow cze! jeśli kraj iftsz żyzny Przebyw ać będziesz. daleki. Rozjaśni obraz. Dziś na twym trupie usypią mogiłę. Próżno byś pragnął zgłębić ją oczyma. K om u śród zm iennych kolei obiegu. . Słabsze niż zapał którym uniesiony. Nim . śród otchłani wysypie m ielizny I W mieliźnie otchłanie wytoczy. Zajmie mu serce wystąpi na twarzy. W yryw a brzegi zbyt ciasnego ło ia . Tam gdzie ci wczoraj groblę usypały. K arząc zuchwałość i niwecząc siłę.Dumna! i e ludny kraj przerzyna cały. A le kto dzieckiem igrał na twym brzegu. niech cie rzeka wstrzyma. nie pojmie mię wcale. zapału Padną mu w duszę — iskra czucie wzruszy. Niech myśli moje iskierką. Choć ju ż raz cały przebyłeś jćj tonie. I lotem bfysku od duszy do duszy W szystkich obejdzie i wszystkich p o ru szy! Henijk h r. D no niesie z sobą ¡— nim swe fale mroczy. Obcy. Starjieński. Za słabe pęzle. i w każdego duszy Memu podobny zapał się rozżarzy. W ubiegłych latkach błyszczą twoje fale. W racać nie rad zę— bo zdradliwe wały.. W is ło ! ten obraz tobie poświęcony. Jeśli krajowca nie wesprą cię dłonie.. ęh ciałem określić nazbyt szczytne wzory. Ten mię zrozumie. za słabe kolory.

Zbiegały się bez ustanku. czystych. tej. Tam jak dwie róż jednej woni. wiara! Tam ja wyścigając lata Uczułem . T ak dusz naszych zgodne tony. Moje szczęście. nnfoja chwała! I kiedy ju£ zstąpić miała Przeznaczeń dopełnić celu. Tam dusze cierpią przeczucia W tajemnicze) nocy zdarzeń. Tożsamości uczuć siła . w pływ nad sobą Co mi m iała byd ozdobą Chw il przelotnych tego świata.— 165 — D O w SiuMimihu’.. Jest niewidzialny świat czucia. m iłość. Jak dwa echa jednej strony G d y w nie jeden wiatr zadzwoni. Ona jak gwiazdka zbawienia Ż y ciu memu przyświecała W niej były moje m arzenia. świętych W onna unosi się p a r a : M elodya. wielkich. N iepodległych zmysłom marzeń. W harm onijnym uczuć wianku. Tam z żyw iołów niepojętych Pięknych.

kochałam. Jeszcze mam ducha.W nieznanym ziemi weselu D uszy mej ją objawiła. W szakże pas robak całuje brzydszemi. Cokolwiek płynie nie znudzi nikogo. winRSz mnoTSA W YRYTY NA. N iżeli gniazdem obrzydłych płazów. K oronę szczęścia nad nami. N iżeli pleśnią cmentarzowych głazów . nie drzyj przyjacielu! Taką to czaszkę owszem spotkać błogo. N iegdyś mój dowcip baw ił grona hoże. A ch cóż nad wino godniej zając może Osierociałe siedlisko rozum u? . Napoju bogów lepiej być puharem. I pokój błogosławiony. piłam jak ty p u sta . Dziś go dobywam z biesiadników tłum u . Żyłam . W o ln y p rze k ła d z A ngielskiego. PU H A R Z E Z C Z A S Z K I L U D Z K IE J. A gdym ją u jrzał oczami Postrzegłem świat odrodzony. Przyjem niej w końcu trącić winem starem.' A£ śmierć me kości przekazała ziemi. Nalej I mnie twoje nie obrazą usta. Z której na hańbę żyjących głów wielu.

Pij póki zdołasz! może też ród nowy. Z taką czwórką z taką sanną. „D obrej myśli bądź mi panno! N ie poniesie szwanku zdrowie. wśród zawiei. Ludwik Kamiński.. W którym rozsądku nie rządzą się władzą * Ze z m ogilnego dobyte ukrycia. Hajduk piersi swéj nie szczędzi. Droga błędna bez kolei. A wojewodzanka młoda Z cicha szepce litanije.) W icher wyje. Żeby pochulać jeszcze z nieboszczykiem. Lecą sanki w szybkim biegu. . Rącza czwórka dziarsko pędzi. Jak w zawody z wiatrem m ro in y m . G dy ty ostatnim świat pożegnasz łykiem . Wkrótce staniemy w Daszo\vie. N agli konie głosem groinym W saniach stary wojewoda Krasną córkę szubą kryje. Przysypana zaspą śniegu. O tóż głów korzyść po krótkim dniu ż y c ia . H A JD U K ( Zdarzenie prawdsiwe Wojewody Potockiego. W yzw oli ciebie kruszec sklep grobowy. Przecież na jakiś użytek się zdadzą.

jedną bropi§. 1 znów naprzód dziarsko lęcą.Strach méj córce nie do twarzy. bladą. Nie b^dź mi tak drżącą.“ — A w tem z boku wśród zamieci Zaiskrzyły wilka oczy Za nim drugi. zębem zgrzyta. — „Hej! hej! hajduk! popuść Uca. Hajduk rzecze. W ilki ścierwo na kawały Szarpiąc wstrzymały się nieco. — „Panie my ich nie odgonim. Z przodu. z ty łu . W styd i się! — może ci się marzy Gi'odnych wilków liczne stado. A konie dziko zarżały. Panny naszéj nie obronim Słyszysz jak za nami gonią? . za nim trzeci. Panno płacz nas nie o b ro n i!“ — ■ Strzelił — i wściekła wilczyca Pada pod kopyta koni. I gęstwina się przerzadza. 1 ku saniom stàdo całe W susach pędzi. Niechaj m i się zjawi który! N igdy strzelba ma nie zdradza W reszcie blizko ju ż futory. Rozdziera paszcze zgłodniałe: W ojewoda za broń chwyta. z lasu skoczy.

' T om II. Potocki.“ — Chwyta strzelbę.‘Byłeś ojcem dla sieroty. Niech wywdzięczy te szczodroty Poświęceniem swego życia! Dość za tę przysługę zyska Jeśli panów Bóg ocali! O t ju ż wilki wyj^ z bliska L ecz i futor widać w dali. Lecz za późno. K w ie c icil i04i- . z ludzi^zgrają K u obronie szybko bieży. z sani zsiada. Już wilki w las uciekają: Rozszarpany hajduk leźyHenrjk hr. D o futoru nagli konie I na pomoc ludzi woła. Bieży wprost do wilków stada. I na środku drogi staje. W ykarm iłeś go z powicia. W ojewodzie lic p o d aje. W ojewoda łam ie dłonie A le bronić go nie zdoła.

A. że polityczne przyczyny sprawiły to. P ow iedziałem w ci^gu dzieła (*) jaki związek zacho­ dził między Słowianami ruskiemi a Lechią. ® daieła przygotowanego do druku ! Polska a4 do XVJI w i^ u .WITOLORAUDA J. dał jakośkolwiek rozeznać żyw ioły umysłowego ich życia. ’ . J. rzucą nieochybnie światło pra\vdy na pierwotny historyą L itw y . ïru d n ié j jést trafić w dziejach na maleńki nawet chodniczek.. jakiemu one uległo z ozaśem. ale wzajemne stosunki pierwotnej oświaty Lechitów .^ Maciejowskiego. któryby nas m ógł przy­ wieść do poznania zarodu pierwotnej oświaty tych lu ­ dów . Lecz jak głębsze a bezstronne zapatrywanie się na dzieje Germanów dało wćjrzyć w początkow§ historyk Słowian i obudwóch narodów życie odsłoniło nieco. czynr nïedostatecznym zagmatwanie . wyrzec się pogaństwa nie (1) Artykuł ten jest ułamkiem. g ru ­ bą pomroką nocy pokryte dotąd. że Litw a m i­ mo widocznych ztąd korzyści. i w ykazał nie powinowactwo. KRASZEWSKIEGO P O n WZGLĘDEM HISTORYCZNYM w . tak również i słowiańskie dzieje dokładniej poznane. pod wzgljdem domowego £ycia opisatiH. W tedy wyjdzie na jaw. I^itwinów i R u ­ sinów. Pieśni gminne i podania które znakomitym s| tu źródłem' historycznej prawdy. w cza­ sach najdawniejszych. a tu poda­ łem ślad historycznej prawdy> który wiedzie do odga­ dnienia zażyłości tejże Lechii i Rusi zL itw ^ .

wła­ śnie wtedy liitw a . G^y przeszkody te usunięto. to jest bogiem gromów zwali je. (inszego w tej mierze zdania jest P. i gdy właśnie była chwila utrzymania się przy religji przodków. do któréj łatw o przy­ lgnęli Germanowie i Sło w ian ie. wyrzekłszy się potaiemnie narodo­ wości własnej.chciała. któty jak u każdego narodu tak i u Litwinów tkw ił pierwotnie w zasadach W ig ii. drudzy Perunem. Jeden i drugi naród m ógł wzajemnie czynić swych bóstw zamiany i przez to daléj wykształcać religijne swoje wyobrażenia. W odan. W szakże i sam zaród ośw iaty. który i Donara przy­ właszcza Germanom) wzięci wzajem od Germanów i Słowian. zrodzili z siebie ów szereg nadlud zką istotą obdarzonych d u ch ó w . iż przewidzieć mp­ żna było. o których powzięte pom ysły rozwijając obadwa te narody. G rim m . Pogańska cywilizacja tych ludów zostając przez to w harmonii z postępem nowszych wyobrażeń . oświadczyła się jawnie przeciwko swoj­ skiej cywilizacyi. a Perun. narodow o-słowiańską nazwą W ita . Dwoisty pierwiastek dobrego i złego bó­ stwu p rzyzn aiąc.. a rzeczywiście z. że się ich religijne wyobrażenia zejdą kie­ dyś z sobą. duchem czasu już niezgodnej. stawiał temu przeszkody. germanskiém nazwiskiem Donara przezwany . szły w odmiennym w p ra w ' dzie ale w takim wszakże kierunku. źe wcześniej cyw ilizacya ich sąsiadów nie mogła tu zbawiennego wywie­ rać wpływu. C i idąc za wrodzoném sobie usposobieniem umysłu czcili jedno bóstwo: pierwsi W odaiiem to jest bogiem wojny. jedność Bbga przypu­ szczającą: byFa więc z nią w sprzeczce. nie m o^ a się litewska religija ze­ tknąć z germańską i słowiańską. a tém samem b yć musiała i z chrześciańską. z potrzeby troskliwie dotąd pielęgno­ wanej .

■Bo tym sposobem cywilizacja L itw y gmatwała. Zamiast (co właśnie zadaniem jest pragmatycznego. dla tego w łar śnie ż e w drobnostkach. któraby z zamętu tego na jakąś przecie wyprowadziwszy drogę. skandynawskie i słowiań* skie: przez co właśnie odstrychali się od p o ję ć religij. nie m ogły w ysnuć z sie­ bie w duchu europejskim pojmować się dającej oświat ty* . dała odgadnąć dla czego pierwotna religja L i­ tw y. pie widzimy takiego ciągu. . się wiel»ce. coby się do nichj a tém samém i do ich cywilizacji zbliżać m ieli. Pasmo myśli łączących upły- nione wieki. nie mogła się skupić vt jedność pewną: tkwiła w e wielobós tw ie . n ych germańskich i słowiańskich. w zarodzie pierwotnéj cywilizacyi . Religija na dwoistym pierwiastku uzasadniona. p rzyjm u jąc w po­ czet rodzimych^ tó stw a obce. tracąc powoli pierwotny charakter. nie mają tu jednostajnej spójni. . Zamiast szukać w dziejach historycznéj n i c i . które z cza­ sem utworzyły całość pogańsko-litewskićj religijności. W pogańsko-litewskich podan iach religijnych. historyka) wyka­ zać tego przyczynę. stykała się z cywilizacją swo­ ich sąsiadów. które z natury swéj ju ż i tak rozliczne . spojona wielce.zachowałd aż po dziś dzień jakoweś tchnienie w zabobo-: nach lu d u . nie będąc oparte na jedności. . zamiast. aczkolwiek długo bo do X V przetrwawszy wie­ ku. stanowiąc nieprzerwane pasmo pomiędzy przeszłością a teraźniejszością. a nie w istocie rzeczy (nie w dur chu religijnéj jedności). łatw o się przecież dała z czasem wyrugować z miej­ sca chociaż (snadź na pozór tylko) z duchem Litew ­ skiej narodowości była. je­ szcze b a rd zie j'U ro zliczn ia li L itw ini. R óżno­ rodne części o bcych i sw ojskich żyw iołów.

L ito ­ w ie . 1840. upiększyli wschodnio-religijne mniemania o dwoistym pierwiastku bóstwa do­ brego i złego (Orimuzd. Nieodrzeczy bę­ dzie kilka uwag zrobić w tym względzie historyczne usterki piewcy sprostować i wskazać przyczyny. poszła obyczajem inszych na­ rodów (Szwajcarów i Madziarów jak krajowe praw iły K lechdy) szukać nowych siedzib na zachodzie. Wilno. nic wykazał tego w jakiej styczności zostawały te bogi z moralnem usposobieniem i rządem Litwinów . Szafarzyk (2) słusznie dorozumiewa. przodkowie dawnych Litwinów^ osiadłszy z czasem po­ między 'Grekam i i Galam i. 21S. podał P. Głodem gdzieś. G dy Germański W odan ucząc pogardzać śm ierci|. A gdy historyk nic nie uczynił w téj mierze. wykształconemi Greckiemi i Rzymskiemi pomysłami mitologicznemi.L itw y. (2) Starożytności Slovanske 1> str. Bo chociaż obszernie rozwiódł się nad nazwiskami i własnościam i litewskich bogów. i dla czego wyższa klassa narodu stawaj ąc się dla religii swych przodków obojętny. Ń arbutt nomenklaturę bóstw bez du­ szy i życia. Kraszewski we swych rapsodjach histo­ rycznych ( i ) nic nadto cośmy dotąd o pierwotnéj cywilizacyi L itw y wiedzieli powiedzieć. dla któ­ rych L itw a wynaradawiając się sama rodzimą cywilizacią na obcą zamieniała chętnie.tam na wschodzie przyciśniona ludność litewska (niosło da­ wne podanie narodowe).P. niewykazawszy czy i w jakim stosunku zo­ stawały te istoty z duchownem i światowem życiem ów­ czesnych wieków. . za( 1 ) Witolorauda pieiii z podań Litw y. jak się . Ahrim an). przyswajała sobie obcą z diichem pierwotnej swéj narodowóści w sprzeczce będącą cywi­ lizacją. nie m ógł i P.

b łagał ofiarami dobre i rłe bóátwa. A kiedy się z biedy o trzą sn ą w szy Litwini zrzu- ciH z siebie jarzmo Niemców. wschodnim obyczajem .“ Szczegół ten mylnie wystawił P. . a korzył się przed księgą przeznaczeń osiwiałego Prazna. Kraszewski ( i) śpiewając: Nie płaczcie za niin^ jemu tam lepiej. bo należało pow iedzieć. Je­ szcze za czasów Strykowskiego żegnając gmin inflantski śmiertelne zwłoki ziomka. że nie tylko obcy ale 1 swoi gnębili nieszczęśliwą Litwę.chęcał rycerzy do sławy. á swój lud jedno-plemienny gnębili. a słowiański Perun przestraszając gromami rolników. Rusin i Niemiec go nie zaczepi. który m ało snadź o upowszechnionej pomiędzy swemi panauii greckiej i rzymskiej religii wiedząc. podług tłumaczenia Stry­ kowskiego) Niemiec i Rusin nie będzie m ógł krzyw­ dzić. źe los gminu b y ł przykrzejszy aniżeli wyższego stanu oby­ wateli. G dy ęały naród ż y ł w zawisłości od ota­ czających go sąsiadów . Bo Łachów nie ma tam. korzyli się przed Germanami 1 Słowianami. zm uszał do uszanowania sie­ bie i przez to że wyższego nad sobą nie uznaw ał boga (bo w przeznaczenie niewierzyli S ło w ian ie). feudalnóść w rof l ) Str. gdzie cię Léjsysz (Litw in. Ze swemi będzie sam. Dola Litewskiego gminu nie była nigdy do poza­ zdroszczenia. Polaków. i l ę k a ł olbrzymów siły. Litewski Perkunos rządził samowładnie podwładnemi bogami. rzeczą było naturalny . m a w ia ł: „id ź niebożę z tego nędznego świata na wieczne wesele tam*. podobnie jak grecki Zeus. Tak i litewscy K unlngasy. 38. Polak.

Ostatni Kriw e-Kriw ejte litewski um arł na ¿m u d zi roku i 4 i 4 .' rze na cześć bogini M ilidy (litewska M ild a). iż bogowie jego przestali być mocni. a nawet samo duchowieństwo #-adnego prawie nie stawiało oporu szerzącemu się na Litw ie. a nawet przez samychże monarchów wspieranemu chrześciaństw u. i e wyższa klassa obywateli. pomimo t o . tudzież zamężna niewiasta . każda dziewica. znaną pod nazwiskiem kunicy. Kraszewski ( i ) niezgodnie z pojaciami litewskiego wieśniaka rzecz o ofierze należącej się panu wystawił. 144.dzona temu n aro d o w i. powziął to przekonanie. Aleps ostatni K riw e-K riw e jte pruski sam stawił się przed Krzyżakam i 1264 i dopraszał chrztu. raz w życiu musiała poświęcić się w ofie. lud ( i) Str. i mylnie w ło żył w usta W ajdelocie skargi rozwodzone z powodu. trudno iest teraz wyśledzić. To wszakże pewno . Ze wschodu przynieśli ją ze sobą Litw ini.i go ło ża z wiankiem rozerwanym. że gdy religiją i prawem uświęcony b ył. P. C zy i skandynawskie ludy ztąd wzięty ten obyczaj. bo ze wschodu przezeń przy­ niesiona i wszędzie mu towarzysząca. lub czy­ li od Litwinów zwyczaj przyznawania Panu dziewicze­ go wstydu poddariki przeszedł do nich i długo utrzy­ m ywał się na północy. Dowód stawia na to uporczywe obstawanie litewskiego lu d u . że młodą małżonkę ma wziąść od pańskie. kalając związki jego małżeńskie słu­ żebnością ócbydną. oświadczając że doczekawszy się sędziwych la t. . przeto gmin zachowywał go święcie. N ie tylko po za domem. gdzie jak wiado­ mo jest z Herodosa. a chociaż z nim upadła podstavia pogaństw a. lecz i wśród chaty dotykała go srodze. gnębiła litewskie­ go chiopa.

33. da­ wno Ju ż obuiiiarła w sercach i rozumie ucywilizowańszéj klassy narodu. G dy tak wyszło na jaw że religija dwoistego pięrw iastku. jako nieposiadaj^ca w Sobie w^tku do wprowadzenia w nowe życie Litwinów. w którym bogi naddziadów szanowane nie s^ ( i ) . spełniła się przepowiednia Perkunussa (2). dawała coraz do siebie wolniejszy przy­ stęp chrystyanizmowi. Jeszcze ża Strykowskiego. musi ustąpić z m iejsca. (3) Wittolorauda str. Inaczej m yślała wyższa klassa obywateli. Kraszewski. świat litewski za ciasny^ morza za płytkie. gdy lud oświadczył że się wyniesie z kraju. I świat zarzucą olbrzymów potom stwem . dla tego że im ojczysta ziemia za m ała . że ze krw i bogiń na­ rodzą się rycerze. . która stawiała ich we sprzeczce z całym europejskim światem pogańskim i chrześciańskim. L ecz kie­ dy przez zagarnięcie Rusi aż po D niepr uczuła wzmo­ cnione swe siły. Rozumiałam że w ten sposób piękny swój utwór za­ kończy p. W ysiany na L itw ę r. w duszy nie cierpiała religii. zgoła wszystko co narodowém jest za nikcze­ mne będzie. str.przecież silnie obstawał za religiją^ przodków przedtem i potem. a tém samém usńwała i od pświaty chrześciańskićj. 442 147 nastjpn. K tóre się kiedyś na Dungus dobędzie. a więc w X V I wieku trwała religija pogańska pomiędzy gminem w całej swéj m ocy. iS g a przez W ładysława Jagieł-fę Hieronim z P ragi ustąpić m usiał i zaniechać wycinania świętych gajów. Z po­ litycznych widoków broniła bałwochwalstwii. 30. przeniósłszy mężnego i rozumnego W itola w czasy rozszerzającego się na Litw ie chrześcijań(1) Narbutta dzieje I.

po opcócz piosnek gminnych i z ich wątku usnutych zdarzę^. który części? w idzieli. czemu p. K r a ­ szewski mimo puścił pamięci godne szczegóły o E stoń­ czykach. ludu jednoplemiennego z Litwinam i).sif i ¿<i -$?#»MS)«>»Sfero£ytności I. a. Przeczytawszy jego tl/ieło przekołiaieni s ię . ' stwa. stronach W ulfstan Anglbsakson ( i) . Zastanawia mocno.— 177 — • I*' ' .^iego o dal­ szy a rychły ciąg d ziefe. które w dziesiątym po C h ry ­ stusie wieku spisał podróżujący w tych.. źe autor W itolorauciy insze inial'cele. Jeżęli się nie m ylę. częścią słyszeli o n iem . gońcem wysławszy naprzód pierwszy jćj część uroku i powabu pein^. obrazy żypia litewskiego gminu . Krasze>v. tyczniejszy W łaśnie ztąd m ógłby b y ł poe- obraz pogrzebowego obrzędu utworzyć i świetniejszą wystawić walkę m łodzieży na cześć zm ar­ łego odprawującej gonitwy na jego grpbie. 977v' T om I[. W yznać muszę żem dawno nie czytał biślorycznopoetycznego dzieła z podobueHi jak t o zadowoleniem.Rąudona. (byłav to starodawna nazwa Prussów. Ź ród ła czysto historyczne pominięte być m usiały w tego ro­ dzaju dziele. — W ystaw ił w niej bard litewski czasy czysto pogańskiej L itw y. przygody zbiegfpgo od żony W aydeloty.zam ek Kuningąsa. wszakże dziwi n as. umiejętnie i zręcznie upiększając jej dzieje. nąkoniec sceny W itola z Romnusą. tudzież z obrazu życia lu ­ du.ę raęż^ wytrzymy- ( j) Znajduje. Uderzyły mnie i zacliw yćiły mo(. rijechiaj ju. ¿ti. dla czego los ten spotkał wszystkie. M aciej Strykowski i K rzysztof Hartknoch. Prosjmy p . ma on zamiar w kilku utworach poetycznych zanucić wielką rapsoclyc^ o dziejach Litw y. z podań i pieśni gminnych. K w iecieii i8'ł‘ * 23 .

używ ałem tej roskoszy praw dziw ej.wać nas d łu g o . . stuletnie lipy. piękniejsza w kolo natura. — W tem odgłos trąbki myśliwca btidzl mię z zamyślenia. psy za nim pognały roznosząc echo w przestrzeni. ogrody i sady..którego powierzchnią zamrok cienić roz* . Po obii strdnach piękne wsie i pa­ stwiska. spragnioni| piersią chwytałem czyste’ letniego wieczora pow ietrze. zamożne obywatelskie dw ory. Zmęczony całodzieiin| podróż| śród ciemnych B ia­ łowieży lasów . „Kilka z młodszych lat pamiątek ! B. Z.r . Z radości| witałem nowogródzkie pola. ju ż oko moje m iało dosięgać brzegów powa­ żnego N iem na. gdzie radość powitania mg-fę tęsknoty rozprasza. wspaniały rozwinęła kraj. — D roga wiodła przez gaj jodfcwy. jedynej w ż y c i u j a k ą po dłu­ giem tylko oddaleniu darzy nas wzrok ulubionej. m ignął przed oczyma złow różbny zwiastun. po polach griJsze^ na górach \yiatraki. pierzcha z zakrzaków rączy zając. wjechałem na górę.obraz . jak to u czynił z dalszym cięgiem przy­ obiecanych uwng nad pamiętnikami o dziejach^ piśmien­ nictwie 1 prawodawstwie Słowian. uczuć kilka. nro w o G i i & ó i i s i K „Ale cały szczęścia wątek „Składa jakaś cudów chwilka. „Jakiś obraz. a przeglądaj|c jjeł/ie plonu łan y. pomyka.

które się ku Niemnowi ścielą. wejrzały krzyże.. la S a ochrzczony. od* znaczą mieszkańców téj ziem i. przechawany. wstrzymany zostałem — rogatką. gdzie piękna przyroda wznipsłe uczucia serca rozwijać. ]^zez>. dziś małego powiatowego doje­ chałem miasteczka. Dominikana W ita (biskupa wi­ leńskiego) na polu pod miastem w r. lubił obudzać< um ysł. niegdyś Jadźwingów posiadłość. . która przy^ braw szyjego o. rozłożonem ognisku. duch myśliwstwa zarówn® z duchem zapału na powaby dziewic słowiańskich. następnie ogniem niszczone. Miasto to śród długiej pięciu wieków kolei. ma w sobie mieścić szczątki tego bohatera. ożywia się jeszcze raz do roku napływem okolicznych obywateli na marco­ we tam kontrakta spieszących.Kiej5tuta przygo­ dom : gdyż sędziwy starzoc odnawianiem w pamięci ubiegłych lat swych m łodzieńczych swéj dla Biruty sta­ ł o ś c i . brzmiało niejednokrotnie odgłosem gwarliwych o b rad .— Pierwszy z nich Mendog przez X . hartować-serce syn a. a ich słodyczy. — Nowogródek otaczały posępne bory. m iał swych udzielnych k sią żąt. — D o starożytne­ go to litewskiego groda. gdy u podnóża góry m ignęły świalfa. na dzikiem zwierzu tęp ił oszczepy. zbudował tamże warowny zamek na gó rze.. kazałem pośpieszać— a w nagłym drogi zaw ro­ cie. w zakre­ sie domowego pożycia używ ać dozwala. przy. pamiętny napadami krzyżaków . chciwie nadstawiał ućha rozpowiadanym.ju ż w części na żyzne zamienione pola.pot.— i do dni naszych.dląd im ie. — Po nich to rozmiłowany w łow ach W itold uiiosząc w duszy drogiej m uA nny obraz.zijł . Nowogrodek (N au en p ille) w roku 1 1 1 6 założony.^ a skoro noc dalszą przerywała zabawę. a przed kilku laty za staraniem Bządu odbudowane: jako stolica powiatu do Gubernii Grodzińskiej należącego.

nękan i. dla czegóż ów wieczór inne ieszcze na mnie w yw arł’ w rażenie? N oc cicha zapaclła na ziemię. zwaliska zamku sterczały ponuro. do kała wszystko^ucichło. a orzeźwiony lekkim . a-w tćj uroczystej chwili przeniósłszy się myślą w odległe pogaństwa czasy. w duszy tylkó mojéj. zadum y. niecierpir^cego zwłoki jaki się w nas obudzą na samo wspomnienie bliskości progów 'dom ow ych. im bliżej kresu drogi b y­ wamy. te: się kręto w iją ku doli­ n ie g o nom.Lecz kto myślą straw ił kwiat ż y c ia . ten pojmie ów urok szczęścia. skóro wieczór pogodny po dziennym skwa­ rze na^stępi — \iejrżałem okném. jóśli kiedy sercom pokrewnym powierzyć spieszył. sercu. ruszyłem na rynek. ponad tym obrazem wielkości i zniszczenia l -T-ciało jakoby s ię ’zrastać ztem i szczątkamij iedrią z nie- . fantastyczne posta­ cie ścigałem wyobraźni lotem. otl kilka wybiega ulic . wszystko to się z sobą nd przemian mięszało. nocy chłodem ruszyłem w pieszą po m ieśde przechadzkę. księżyc dumnie ow ła­ dnął niebiem śród orszaku gwiazd tysiąca. marzenia młodzieńczci odczarowania dojrzal­ szego wieku. nocny z nich tylko odzyw ał się puszczyk nucąc pieśń żałoby. szu­ kając nowości życia. Miasto leży w rozłoźysku gór: na rynku m uro­ wane sklepy składają to wszystko co obojętne oko do­ strzega. D um ać i marzyć począłem. usnęło. Nadto żajezdna karczma litewsks^ nie znęci do odpoczynku. każdy powiew wiatru no­ wą ostrzył ciekawość. ze szczytu gÓry Mendoga. jak^ niecierpliwością. jak sen wô'wczàs odbiega. nowegO tła do rozwiiania pójęć. — Z pozaroztoczonych promieni xiężyca-. a kolce śród lu­ dzi w ył^ głe. doszedłem przez wyłom środka ruin. zabawy dziecinne. jakieś stłumione uczucia spocząć nie m ogły.

jego kolebki. trawi się sama sobą. pusto. u jrzał w ubóstwie dzień przyszły mąż czucia i myśli. bo dusza w o n czas na śkrzydtach. a nowsze w s p o m n i e n i a nawiedziły serce. zczer-^ wouej on zbudowany cegły.— Po naszych kościołach. uosobiona. szła zgas-Ie -wieków odgrzebywać życie: — myśl raz oderwana od potocznych życia wy­ padków. . pusto tam było jak w Mendoga murach .. samotna..ujrzałem w ynio­ słe topole. odległej epoki zatrzym ał cechę.. Stałem wuiem ćm zachwyceniu. Bazyljanów. szu­ kałem latami zatartych śladów... i jak cia­ ło z gruzami. bieg czasu przyśpiesza. Napróźno! czas nie wraca!. domek dziś sa­ motny i pusty. w którym ju ż nawet pamięć da­ wnej kochanki nie gości. ten krzyż u szczytu. jak w ser­ cu z uczuć wygasłem...ml stanowić całość zdawało. wybiega za obręb koniecznością wska­ z a n y — szczęśliwa! bo niezależna. ocieniające domek biały..... równie dusza z przeszłością złączona. Ciekawo­ ścią znęcony przestąpiłem próg Izby.... któreby dziecinne jego lata przypomnieć m ogły. ku niemu zwróciłem kroki.. gdyż przed /|0 la­ ty w ścianach domku przód którym stałem. symbol wiary 1 męczeństwa. w pły­ nąwszy w jej ducha . zbliżyłem się do kośęiołka X X .. widómynł . cóż więc zostało?— wspomnie­ nie. marzenia w minioną ubiegła przestrzeń. tylko wspomnienie!!!' 1 słonce weszło. ten zwyczaj dzwonów.. gdzie tyle zmarłych um iał wskrzesić postaci.. 0 pierwszym promieniu jutrzenki.. przeniósłszy oko na pófnocno-zachodnlą stronę miasta. gdy odgłos dzwonu z doliny od wschodniej strony pobo­ żnych na modli tvyę w ezw afy za jego postępując gfosem . z łatwością wysnuwa me­ lancholii przędzę. jakże jest wzniosłym! działając silule ua zmysły.

zanim' światło wiary Chrześci­ jańskiej. w dalszą puściłem się podróż!!! Puadw. rozlało swe dobroczynne promienie na Nowogrodiianów . G dy pocztowa nadjechała trójka. a postylMon o po­ śpiech napędzał. przechowywać wiarę i cnoty swych ojców gotowy. Kazim ierz Stronczyński w ydał w r. W Przedi^owiu wydawca mówu . ‘w W arszawie nakładem i w drukarni Kommissji R zą ­ dowej Sprawiedliwości. Tl rozkazu JW . mieszczącą pamiątek siedzibę. ostatnim rzutem oka. Dyrektora G łów . 1838 r- W ¥JĄT£H z PISM DAWNYCH WYDANYCH przes K. Prezydującego» w Kom missyi Rz'ąd: Sprawiedliwości i wsparty pom o­ cą Jego P. pożegnałem m a­ lowniczą tyle dla nas drogich . wystawione i objaśnione drukowanem ich wyczytaniem. Stronczjńskiego. iSSg: „W zo ry pism dawnych w przerysach. innych m iał ka­ płanów. — a zjechawszy z góry. dziś lud pobożny. inne obrzędy. Część Isza obejmująca pismo dyplomatów od roku 1228 do i 536.sposobem religijną cześć wznosi do Boga ! a i kościół ten do którego tylu wiernych śpieszyło w X III ieszcze wieku bóstwu Perkuna pośw ięcony.

tak z drugiej dzisiaj zupeinein z a g r a ż a zaginieniem. umieszczając ten pomnik szacowny z wielu względów.„Znajom ość dawnych charakterów i zręczność clokłailnego ich wyczytywania. um ieścił w tem dzie­ le w ydaw ca.“ — Dziewięćdziesiąt dyplom atów. który tu umieszczamy jest tym ważniejszy. że miłą usłu­ gę wyświadczamy miłośnikom dawnych pom ników .z jednego pokolenia Palestry na d ru g ie . jako i osób prywatnych polega. dla wszelkiego stanu osób. dwa po rueku . na których b ez­ pieczeństwo własności i praw tak Rządu. Ka. i to niedawno p r z y ­ padkiem między stosem dawnych papierów znaleziony. między tymi jeden polski. G dy nie mieliśmy ¿adnego dzie­ ła . Przecież archiwa dawne s^ składem nader w ażnym . który tu zam ieszczam y. iż raz istnienie tych sądów nie­ wątpliwe potw ierdza. a pominiona zupefnie w naszem kształceniu prawników. które j | w puściźnie po przodkach otrzym ali. K . Zapis na Sądy B o le w 1 5 1 1 . iż P. . Stronczyński da­ wniej nieco. dokumentów. w wiernym przerysie upowszechnił więcej zbyt rzadkie a wielce ważne dzieło z czasów Zygmun­ ta Augusta „M yślistwo ptaszę. stała się udziałem szczupłej li­ czby osób. ostatni jest to jedyny dyplomat ruski na pargaminie pisany. Nadmienić tu winniśrfly. M ała nie będąc liczba exemplarzy wzorów pism dawnych upowszechnioną : sąd zim y. jak zjed n aj strony dla Archiwarjuszów niezbędna. któreby jej nabyęie ułatw ić m ogło . a nad to szczegóły uzbrojenia opisuje. w Głównem A r ­ chiwum Królestwa znajduiący się. m . ze zw iódł jednego z zawołanych naszych bibliomanów.*' Przerys jest tak do­ skonały. fFojdchi. przechodziła ta wiadomość ściśle przez tradycj^.

albo karku. Item zbroje ku bitw ie jednéj każdćj stronie tak to im wydawaniy. na- . koni. jako jest na tćj wirzazanéj cedule ni^ej dostatecznie wypisano. Item mysky plechovicze a nakolanki a od kolana na dół aż do podeszwy aby żadne plechowye rzeczy ani I pancerzowe nie były. aby głowa a kark jeden każdy z nicli sobie opatrzył plechem a bernieniem jakoż kto ńalepićj mód« a umieć będzię. miejsca dnia i go­ dziny dotyczę wedle tego. M y słysząc ich prośby obopólne dworu im naszego dozwoliliśmy a posprzieliśiny. Prosili się nas pokornemi p rośb am i. zbroja) be* znyenye rukawy a schorcz. a szlachetny M ikołaj Smolikowski ze strony drugiej. która się stoczyła między nimi przed iiauii. mię­ dzy szlachetneml Mikołajem Turskim z strpny jednej.kord. co się zbroi.Ceduía czyli zapis na Sądy Boże między' Miko­ łajem Ttirskim a Mikołajem Smolikowskim i 5 u . albo szyi dptycze. przód drzewo .V ^dnej ' tniiéj m iecz. ■abyśmy im dwOru naszego pośprzeli a dozwolili. Jakoż się przed nas wystćjpili szlachetny M ikołaj Thurski ze strony jednej.. A że się każdy z nich ma zachować przy tej bitwie. a Mikołajem Smolikowskim z drugiej strony. jedno nogawice proste sukienne a skornye (¿« ¿f) proste skórzane i ostrogi. Czedułti a Zapyss w rzeczy arlé] wypisanej .« tifsak to jest. a z téj przye (sporu spra­ wy) i różnicy. broni. j Iteiin brqń takpwą aby przy sphie: mjeli. (atk jakoż to dosyć każdemu z pisma uiźćj napisanego szerzéj ja ­ wno będzie. a ż a b ą # ła mał^j ajbo-wielktéjv^to jest . Jtem co się g ło w y. Item przędny a żądny piach (blacha.

tak aby każdy z nich gdzie udzielan będzie. tedy się posłusznej stro­ nie za to dosyć stać ma co jem u prawo ktemu przysłuszayącze najdzie. ïtem co się szranku a placu dotyczę. któraby miała ku szkodzie albo ku obrażeniu ich samych albo koni ich być. to jest w pier­ wszy W torek po świętej Ł u c y i w ośmnast^ godziny każdy z nich na placu w szranku naszego dworu. Czemu prze lepszy istotę rozkazaliśmy W ielmożnemu Stanisławowi z Chodcza Marszałkowi naszemu wielkiemu a Staroście Lwowskiemu etc. Tom IŁ Kwiecieii 1341. coby było ku broni służyło. noża. Księga RR: Fol. Actum et et scriptum Cracovie feria sex­ ta próxima ante festum Sancti Andrée Apostoh. to je s t jako kosy albo in ­ ne jakie przyprawy ktemu podobne. aby żadna przyprawa n ieb yła.sŁpicze. Pieczęć jego ktéj cedule przydawię (przyłożyć). wiedział A tam gdzie się żadna krótkość żadnej stronie na ten czas stać nie ma. N a prosto nich innego u siebie mieć nie maj§ takiego. a to aby b y ł uzd^ ouzdany a siodłem osiodłany w siodłach. Anno Dom ini Millesimo quingentisimo undécimo. aby tego nie było. delfi. Item aby każdy z nich m iał koni pod sobą jako wyż kto z nich m ieć m o że . • . Metr: fior.6 2 . 2 6 . któ^ ryż im będzie ukazan z temi wszystkimi rzeczami z wierzchu wypisanemi być ma na swym koniu pogo­ towie. Item czas a dzień i miejsce ku bitwie im pokłada­ m y tu w Krakowie na dworze naszym od tego W to r­ ku naj bliź przyszłego we dwie Niedziel. ten każdemu z nich będzie ukazan drugi albo trzeci dzień przed bitw^ ju ż poFożonę. A jeśliby który z nich na tem miejscu nie b y ł a dosyćby nie u czynił temu.

Kras?ewski stworzył Athenaeum pismo poszytowe. ośmiorakiem rymem opisaną przez Hie­ ronima z Lipia Lipskiego r. 20 lipca. nie tyle pochlebiających smakowi i upodo* baniu chwilowemu. — L ist Sokołowskięgo do biskupa kujawskiego w sprawie akademii krakowskiej a. p. i6o8.z tegoż wie-. które pragnie zrobić składem najważniejszych rozpraw . J. i 65a. wydawane przez J.hr. dla których jego sąd i zdolności zupełną dają rękojmią dobrego prowadze­ nia tdj nowej publikacyi.— 186 — HRONIKA LITERACKA A thenaeum pismo historyi. badań. Krasżewskiego. a w zbiorze tym widać wszę­ dzie myśl silną która ogół gwałtem do swego prowadzi" celu. żałosciwa nadobnej Wirgini^j dziewice rzymskiej. przekład z pamiętników Kaspra . Kraszewskiego. znaleziony wraz z ob- . Kraszewski niesprawiedliwym żalem na obojętność literatów dla publiczności i zawiadomieniem że pierwsze numera dla braku artykułów nie odpowiedzą jego życzeniu. ile ważnych powszechnej sprawie lite­ ratury. X V II. ■p. w. obrazów i t. przeciwko partyzan­ towi Poniatowskiemu z r. Dla spragnionej porządniejszego czytania pwLliczności. ku list Stanislaus Miński surdus Ńicolao Simeoni coeco. — . Biała na Podla­ J. ~ Potwierdzenie praw i swobód Tatarom . — D o l i t e r a t u r y : W yjątek z Staiinicy Hulajpolska Edwarda Tarszy: Jakób Kwietkiewicz.Uniwersał Stanisława Żółkiewskiego. Ghavagnac. ~ Ułamek poematu: siu. i tJniwersal Poniatowskie­ go. są jednak zbiorem pożytecz­ nych wiadomości i artykułów. sztukom i kry^ tyce-poświecone. W zapowiedzeniu o tem piśmie zasmucił nas p. Pierwsze dwa tomy Athenaeum jakkolwiek niezaspakajają zupełnie żądania jakie czytelnicy dop . litewskim uczynione przez Zygmunta Augusta w rokii 1568 d. J. wspomnienie Smutna przygoda i śmierć. współczuciu literatów i uczonych naszych. Tpm^ pierwszy składają: D o h i s t o r y i : Elekcya Michała Wiśniowieckiego. Kraszew­ skiego ciągle mieć powinni. Wydawca b yt pisma swego oparł na pom ocf i . literaturze. r .

drukowany w X V I wieku o W ładysła­ wie W arneńczyku.sżernym poematem tego autofa pod tytułem: Wojna Chocimska. W nowościach wiele jest i’zeczy interessujących. J. niemieckie. — Nowe dzieła fran­ cuskie. — Joachym y Anna hiero-dramat a raczej dyalog z fękopismu z X V I wieku. A. — R o ’. że tu jest bez wątpienia mowa o po­ emacie O snu a ni da napisanym na początku wieku X V Ii . — Nowości literackie przez J. Zdania krytyczne nie podnoszą sądu czytelnika. • Tom drugi składają: — D o h i s t o r y i : Rewersatlistu szlachcica jednego do drugiego pisany. — Rzut oka na literaturę angielską przez Philareta Chasles przekład. Kraszewski.«^ m a it o ś c i. Marmier przekład. — Sztuka dramatyczna i teatr dzisiejszy w Anglii przez Pliilareta Chasles przekład. Kraszewskiego.ohmawia że nie przybył na sejmik w Opatowie pro 16 Mar. które zawsze w piśmie tego jak Athenaeum rodzaju prawdziwy dla czytelników zapewniają użytek. — D o s z tu k : Wystawa sztuk pięknych Faryzka i 84o. Nie ma tam dotąd żywiołu dla uczucia. — D o s z tu k : Wystawa sztuk pięknycłi vr Paryżu i 84o. — Wynalazek Daguerra i Liepmana. Artykuły ponajwiększej części dostarczają tylko wiadomości o stanie literatury zagranicznej i krajowej. — K o r r e s p o n d e n c y a. polskie. — Biogra­ fie artystów. o Gaju redaktorze pisma peryódycznego illiryjskiego D e n n ic a . w którjrm się . przechodzący obszernością i wartos'cią swoją dotąd znajome poemata słowiańskie. który jak donosi p. — D o l i t e r a t u r y : Rzut oka na literaturę niemiec­ ką przez X . — Gajwazowski przekład z gazety rossyjski^j. — O. Kraszewskiego. 1606 złożony. chociaż czasem adarzy się doniesienie w piospiechu drukowane jak np. — R o z m a it o ś c i: Spojrzenie na dzisiejszą li­ teraturę polską przez J. W obudwóch tych tomach najwięcój przekładów. Kraszewski pyta sie Qzy to czasem nie jest bajeczka? — Z samego do­ niesienia tego widać. o któryńi zdanie swe i discury różne przydawa. a mało dla wiedzy. . Kipreński przekład z t 6]ie gazety. w Warszawie osobliwszą zwjastował nowinę poemat słowiański. P. J.

1841. — Naśladowanie 2 Gesnera. . pisarza. w Warszawie przez G. Artykuły do Athenaeiun przeznaczone mogą być nad­ syłane pod adressem Redaktora w Gubernii Wołyńskiej przez Łuck dó Gródka lub do księgarni Teofila Gliicksberga w Wilnie. Czecha. ' Czekamy na dalsze tomy Athenaeum o którym prze­ konani jesteśmy. — C yd po śmierci. ballada hiszpańska. — Chwilka szczęścia. Kraszewskiego i pospieszą z pracami swojemi do jego pisma. Kraszew­ ski. B. — Do psa mojego. 1826 w Budzie. — Przeznaczenie róży. Poemat ten w y­ drukowany był w r. — W od­ dziale historycznym Athenaeum wiele jest ciekawych i wa­ żnych pomników i materyałów. Gliicksberga. — ftzestroga matki. — Staś obłąkany w Zie­ leńcach. powieść historycziia z wieku X V II i poezye ulo­ tne: Trzy krzyże pod Brykowem. Jak naprzykład'wiersz z ro­ ku i S ii a raczej piosnka do J. w Krakowie przez J.przez G u n d u lic z a illiryjskiego poetę. — O Lucynie. Z zagranicy nadsyłać można przez okazye księgarskie. może stać znakomitem u ńas pis­ mem bo nie jest spekulacyii księgai‘ską i dla tego odpowie zamiarowi tak czynnego i zdolnego jakim. jest p. B. a w r. — Pożegnanie. te same które zą pierwszym swojem ukazaniem się przy­ lgnęły wszystkim do serca. Jest o nim wiadomość w Dzienniku Wileńskim. we Lwowie przez J. Milikowskiego. 1827 w Raguzie. Z poezyi tych najwydatniejsze i dotąd silnie zajmują. źe s i ę . '____ Poezye Szymona Konopackiego. zdaniem jednak naszym zamieszczony tam obszerny dyalog z X V I wieku Joachym y Anna niema żadnej wartości tak pod względem literac­ kim jak historycznym. — Do J. Przeszło od lat dwudziestu tułają się po rozmaitych dziennikach. L . Spodziewamy się źe uczeni i literaci nasi po­ dzielą z nami myśl p. Teraz wy­ szedł jeden ich poszyt' w którym się zawierają: Starosta "Wilczek. a nawet zacjiowane juź są w pamięci pul>licznej niektóre poezye Szymona Konopackiego. — Szczerota. — Wilnb r. — Do pączka.

Ach! czemuS takiej pogody Niedoświadczam w mojéj duszy ! Mys'lałem chodząc w te strony. sij listek nie ruszy. Spuszcza w ziemię czarne oczy .Ustał wietrzyk.“ Wiesza się ojcu na szyje Szlocha. jak w tym potoku Dr£y blade światło księSyca. Jak ten kwiatem ubarwiony Spokojny strumyk w dolinie.się. z tego jedynego powodu źe daje poznać zdol­ ność poety i kierunek w jakim najwięcej literaturze naszej przysłużyć się może.K. Żaden. . . Całuje matkę -w kolano. Przy Karolu zapłakana Maryniu 1 tak się niegodzi ! Marynia szepce do ucha Marynia chłopców uwodzi. Trzy Tcrzy&e pod Brykowem.. niech twą £ałoś<S ukoję I Chodź t Maryniu ja popieszczg. d. Ąle dostrzegłszy w twem oku Wdzięk. szlocha. źe do powieści S t a r o s t a W il c z e k w piérwszém umieszczonej miejscii. I po twarzy"łza się toczy.td£ zasmucił dziecię moje Gdy ja ojciec Syję jeszcze? Chodź. „Tam za r jk j ściska Jana. Niemoiemy niepowtórzyć czytelnikom naszym począt­ ku znanej już aź nadto dobrze ballady Trzy krzyże pod Brykowem. Że moja miodos'é upłynie. co mą duszę zachwyca ZadrSałem. a łzy płyną: Lecz co się w jéj sercu kryje ? 0 1 niapoczciwa dziewczyno I 1 i. błyszczą wody. Marynia matki niesłucha Maryniu! tak się niegodzi!“ W styd jej okrył twarz rumianą. . W poszycie teraz wydanym zdiaje . Z Ludwikiem sam na sam chodzi.

Konopackiego. napisał Nowowiejski Ft-anciszek. iżby tak jak i dzie­ ciom twoim powrócił nam ojca.najwięcej jeśli me poeta to pi^zynajmiiiej wydawca przy­ wiązał wartości. silnych myśli i^stylu.“ — piękny do powieści przedmiot znikł popsuty w utwo^ rze p. lecz niedokoriczywszy reszty stów z radości w ob­ jęciach synowskich skonał. powieść z krajowych dzie­ jów 18 wieku. dostał się wnieił^olą turecką pod Chocimem.sobie poezyi. Zdaje się ze to jest trawesta- . W ubiorze pielgrzyma.. Po dziesię­ ciu latach powróciwszy do rodzinnego miejsca. W ątek powieści osnuty jest na następującem zdarzeniu opisandm przez Tomasza Swięckiego CTom II. Poeta osnowę powieści przedsta­ wia w obrazach. 48). byłeś przez lat tyle w nie­ woli. str. nieszczęśliwy ojciec porwał z uniesieniem syna i zawołał: „Bóg ci go wraca synu! . o gdybyś mógł uprosić u Boga. powieść ta niema w. przyjęty był w zamku gościnnie. a kolorytu historycznego nikt w niej nie uczuje.'''' — W yrazy te obudziły silne uczucia miłości rodzicielskiej. Bardzo mała co do „objętości powieść. gdy opowiadać zaczął przygody swojej niewoli. niepoznany od dworu i żony. — „Jeden ze starostów Wilczków z zam­ ku Wilczki przy wsi Sokotemie o kilka mil zaBuczaczem. Ostatnia wojna Szwedzka. •— Leszno i Gniezno 1840. najmłodszy syn jego odezwał się'tem i słowy: „Pielgrzy­ mie. ale niezmiernie interessująca co do treści. wycieńczony długoletniemi cierpieniami. lecz tworczość opisowa atdm mniej dra­ matyczna przechodzi sity jego. zwiedziłeś ziemię święty. W formie samej nawet jest tylko ślepe naśladownictwo a nie znajomość sztuki. znalazł żo­ nę swą juź innemu zaślulwoną. A . Przy wieczerzy. S. Po odkrytej tajemnicy iona z rozpaczy udała się do pobliskiego klasztoru i tam w ślu­ bach zakonnych resztę dni swoich dokonała. J. Pomimo więc pięknych śpiewek kilku miejsc tkliwych. j •(Nadesłano).

biją się po ciemku. w następnej scenie wyjeżdża rajtarya z Kalisza z trębaczem na przodzie.:^ pray pięknej téj powieści autor w przemo­ wie radzi pisać historyczną powieść tak. trawestacya która się szczęśliwie udała. uciekł aby iy ć dla biednej matki. Z niéj pokazuje się że z rajtarów jeden jest tćn sam. zaraza“ — za kościołem krzyk „Szmigielski. Dość że dwa krzyki razem powstają: w kościele krzyk „zaraza.chodzi 'z walącćj się wieży i riatuje od śmierci rotmistrza. — cudna dzie:^ wica jak z^iawcze widziadło w czarnej aksamitnćj sukni wy.— Ostatni akt przedstawia jak Michał i Ka­ tarzyna znaleźli się oboje i jak wyjechali z Krakowa kon­ no kłusem.do ołtarz?. — B ły­ skawica wiadomo. deszcz ognisty lunął. żyj dla biednej mat­ ki — a tćm przekonany drugi rozsądny rycerz. jest jak świeczka przy jćj świetle przy­ patrzyli się sobie wojownicy i w tym znowu krzyk jednego rycerza „uchodź przed Karolem X II. — Dwóch starszych z rajtaryi oddzielnie gawędkę prowadzą. Przybywają do Kazimierza właśnie po zgonie Patkula. — Rycerz ten powiada. W wielkiej potrzebie spragnio­ na ślubu para kochanków po trupach stosami na cmenta-rzu leżących postępuje . W Pszczynie czekała na nich poczwórna wiedeńska kolebka.— Gwałt w ielki— zaraza moro­ wa dotknęła pannę m łodą. który uciekł aby żyć dla biednej matki. w niéj na ochotnika napadają się dwaj ryce­ rze. lecz szczęściem źe na niebie zabłysło. Po pogorzeli nowy obraz. Ztąd dalej w podróż ruszyli i niewiadomo dotąd co się z niemi stido. Szmigielski— “ — Po takiéj awanturze. Oto Kraków się pali.cya kroju clzisiejszycli powieści roŁionycli dla effektu teatralncgo. przybyli do granicy śzląskiej. że bardzo był ciężko w ówczas ranny i nie uciekał wcale— drugi mu wierzy. V

idać ciemność nieprzejrzaną.— -Musiałby mieć krokodyla serce komuby ta powieść łzy -ni« wycisła. Nagle przy stopniach ołtarza oblubienica m gleje. aJjy osób histo- . a może ból z zazdrości przeciw jakiejś Saxoncé dla któréj pan młody mógł mieć pewną słabość. — Krzyk „poddaj się!“ odpowiedź „nie poddam się'!“ Byliby się ż pewnością na sztuki okro­ pnie porąbali. — Potem co innego się pokazuje. Osno­ wa następująca: — Podnosi się kurtyna.

Bochwica. tak tćż po ludzkości ludzkość. ie wątek jest historyczny. jest tylko słabym wyciągiem z Cousina a w niektórych szczegółacli ze Szlegla . Szczęśliwe czasy i kraje gdzie się jeszcze godzi filo­ zofować na p a m ią tk i ionie i dzieciom ! Z takim przypisem wyszedł w świat trzeci tom obrazu myśli ozdobiony portretem autora (zapewne także na pa­ miątkę żonie i dzieciom).. Jak po człowieku następuje człowiek. Najbliższym powodem do napi­ sania tego dzieła były dwie recenzye na poprzednie tomy w Wizerunkach wileńskich. 'Obraz myéli mojéj. 8—53 kreśli zai*ys główniejszych mniemali . umieszczone— a które p. Mamy tu więc odpowiedź na recenzyą. Bochwica.filozoficznych i z tak przebieżonćj przez siebie historyi wy­ ciąga wniosek ie filozofia jest rse czy w istem i koniecznem rozw in ifciem sig m ydli (str.— O celach istnienia człowieka.wÿciągiem w którym wcale nie widać aby postęp z jednych mniem ań do drngich był koniecznym i' rzeczywistym. Bochwic przy celach istn ien ia człow ieka przedrukować kazał. p. o ile kwestye przedmiotem sporu będące. Wilno 1841.rycinych z nazwiska nikt nie poznał i aby nawet nikt sig niedomyślit. po narodzie naród. Przykładem w tej powieści okazał źe to sposób najlepszy.. idealizm. Wreszcie coż mówić o zarysie w którym Szelling nie wspomniany a o Heglu osiem wierszyJ Cousin powiedział. — Tćj materyalnćj ważności nie można odjąć ani uwagom recenzenta ani odpowiedzi p. — Ale nie zdaję mi się aby który z nich głębiej rzecz ujął i rozwiązanie pytań przybliżył. mają ważności. że umysł ludzki stwarza systemata filozoficzne czworakiego rodzaju—w miarę jak sensualizm. . Polemika o tyle tylko jest interessującą. 66). roystycyzm lub sceptyznj za zasadę im sluią. Z przyjemnością cytujemy podkreślone wyrażenie bo zresztą nie wiele znajdziemy do chwalenia w dziele p. — Jego historyą filozofii. przez Floryana Bochwica. Recenzent rzekł: „Człow iek nieprzerośnie siebie.“ —Aby na to odpowiedzićć pan Bochwic od str.

materyalizmu (i) mystycyzmu i sceptycyzmu. Tak więc witamy w p. Bochwic— i ma racyą. 25 . Drugi punkt sporu aczkolwiek niezmiernie ważny. Bochwic prze­ waża się obecnie na stronę eklektyzmu — zachował jednak z dawniejszych czasów w sposobie pisania dużo barwy misty­ cznej.( ! ) KiebjdEieEz to za wiele? — Jakiekpjwjek odcieni« mogą byi ijdzy sensualizitiem i materralizmem w ogólnij charaliterystyce nie ma powodu ich odr<5£iiia<5. Jest on najoświeceńszym i najprawdziw­ szym“ (str. „Ludzkość raz przebytej nie powtarza drogi“ mówi p. 5? zape­ wne przez nieuwagę wypuszcza idealizm — później znowu go domieszcza). Bochwica przyznać naleiy wyższość nad sposobem viwaiania rzeczy recenzenta. jaki systemat dzięki opatrzności przypadł na naszą epokę. nisi dignus vindice nodus. Luźnćm rozumowaniem zapełnione kar­ ty nie rozjaśnią pojęć czytelnika— a ciągłe zsyłanie się na opatrzność dla poparcia dorywczych mniemań musimy uwa­ żać nie tylko za nlefllozoficzne ale nawet za niestósowne. Bochwic ma jaki związek z filozofią to tylko prze* to co zachował w sobie mistycznego. Ale zgodziwszy się na ten punkt ^wartoby przystąpić do poznania drogi którą ludz­ kość przebywa. które były potrżebnemimateryałami dla eklektycyzmu. Boęhwicu stronnika Cousina Nie jest to moie najkorzystniejszą pozycyą do zwalczenia zda­ nia „ ie człowiek nie przerośnie siebie— ie ludzkość nastę­ puje po ludzkości“ z tem wszystkiem widokom p. — o swojej spekulacyi nie dalekoby zaszedł.wszystkich ma hyć eklektyzm. — T o i samo K małemi różnicami powtarza p. bo w wo^ości ducha. przez sposób traktowania traci wszelki prawię interes. Prawidło to nie tylko w pogańskim dramacie ale i w filo­ zofii chrześcijańskiej zachować wypada.. Bochwic (na str. Jeśli zaś p. daleki jestem od lekceważenia tego ośtatniegd. — P.Połączeniem. Nec Deus intersit. o na_ . Nie robię mu z tego wyrzutu — bo chociaż przenoszę filozofią nad mistycyzm. l a a ) . Tom i ł Kwiecień »04«. Społeczność mówi on musiała koniecznie przebyć systemata sensualizmu. Dużo tam gadaniny o przeczuciu. Nie ma się wcale na to w dziele o celach istnienia człowieka.

nic więc człowieka usprawiedliwiać nie moie gdy z dobréj woli ( cóź więc będzie zła wola?J w y b ija złe w miejsce dobrego*“ Mniejsza o galimatias. W o ły ń . ■ Podole. Bochwicowi ii nie przyj­ muje wieczności kar. TakS jest obraz jednego ze słabych zawiązków jakie filozofia wypuszcza od niejakiego czasu w kraju naszym. strona która pierwsza na­ tchnęła nam ściśle rodowych włeszczówr. skiemu.“ Równowaga wrażeń ku dobremu i złemu. które obruszyło recenzenta.' Czyli z którego z nich doczekamy się drzewa (nie mówię już owoców) — mocno powątpiewam. pierwszą obecnie szczegótowszycb o b m ó w rzeczywistości staje się źródłem. o pokuszeniu ido złego. Bochwic po­ wtarza! — a nadewszystko ie wtdm nie ma ani formy ani treści filozoficznej. Dębiń-. d® złego . Bochwic powiada str.' nie tylko jest zachowaną ale nawet Boska opatrzność zrzą^-' dziła ii przewaga jest za skłonieniem ku dobremu: bb za przeczuciem zawsze (?!j obstaje roziun znający prawdę. lecz wszystko po za obrę­ bem filozofii. autor Wf>pomnieA o podaje nam feraz określenia i szczegóły miejsc siebie bliź» . J. Dębiński zarzucił p.) Czytaliśmy niedawno z zajęciem' wspomnienia Wołyi^ia przez P. Początek złego jest niezawodnie najwainièj-’ szą kwestyą — ale co nam z teg o . Podole. Z. TJkraina. F. uwaiam za niepotrzebne skoro na str. Bochwic się wdaje. ' przeciwnie rozum zawsze obrusza się na pokuszenie. Ohrazy miejsc i czasów ’ przez Alexandra Przezdzieckiego \Si\ Wilno. Kraszewskiego. ie nam kto powie iż „złe pochodzi z pychy. — Ale któi nie widzi i e to są' rzeczy dawno powiedziane i lepiej nii je p. — Ostatek dzieła zajmuje wcale nieposilna odpowiedź dana drugiemu recenzentowi X . Wołyń. 100.lîii ^ ^ ' tchnieniu. w hypotetycznëj formie powtarza. — Ale powody wątpli-' wości ihojej później opowiem.“ Jakby to pycha jui sama przez się złem nie była! — Co nam z tego ie nam p. Ukraina. Długie wywody w jakie p. X . iS/ to’ samo zdanie.

— P. p.. . orych przedmiotem jest Ukraina.. Anglii.. i wre­ ście nam bliscy pisarze pod nazwą W spom nień. przywileje. W opisach swych i wspomnieniach mniej obfity w ustępy rym ow e jak autor P o d r ó iy p o W sch o d zie (Z a M a r t .. znajdujemy tu opo■^‘adania dawnych p r z y g ó d .s z y c h uki^aiAsiich. nie są zbiorem jedynie wrażeń. poznajemy tu znakomitsze ro­ dziny. W ołyń. tnie ognistych.^ . prawdziwy luniał obudzić pociąg do tego kraju. materyał da. W określeniach swych szczegółowych ■ autor nie tylko na ziemię ale też na jćj dzieje i jćj mieszkańców spoglądał. z pewnego względu są to Stare Gawędy i Obrazy. Alexander Przezdziecki w opisach swojego kraju. liczne zostawiają w tym czasie obrazy spółczesnćj przyrody. uczuć jednak nie pierwo-. przygody. statystyczne opisy miejsc d a ­ w nych dziejowe szczegóły. Francyi.dy. Przeztlziecki niedal swéj książce nazwiska W spom nień lub W rażeń. (czyli. według rozkładu autora: tom UJ.tę. Podole. P o le sia \ W o ły n ia (o których rzekliśmy) Stare G a w ę d y i O b ra zy są pismami podobnej ^reśęi w naszćj najnowszej literaturze. Prócz miast. A. P o d r ó iy i t. głównie są zajmiijące. Wbłyń. raczćj zimnych wrażeń rozsądku. Spotykają tu nas ró­ wnie spótczesne jak i obrazy przeszłości. W iek nasz obecny—«czać. liczba tylko świeżych i raniej zn an ^ ^ postaci z czasów przeszłości mniejsza. W ołyń i Ukra­ ina. Niemiec. bez uniesień i poetycznych zwrotów przedstawia go jako jeden z najromantyczniejszych. — daje nam w dalszym ciągu przekwitłej poezyi wiele podobnych określeń z wrażeń ziemskich. kraina. ogro­ dów. Autor U krainy i S z w e c ji do znakomit­ szych zapewne wkrótce naleiyć będzie. anegdotyczne jak autor P o d r ó iy i W r a ie ń {D um :) swem sućhem a towarzyskiem na szczegóły spoglądaniem najwięcćj z pisarzy obcych przypomniał nam wędrownika M uskau. Pobereże a brzegi Dniestru. dzieje tych miast i rodzin. p.) . okolic i zamków i t. jako rys. na­ dania z przedmiotem związek mające i t. Podole. Podole. 'pf'raien.U kraina p. Przezdzieckiego jeżeli^ me jako estetyczna jCrfość^ . Wspomnienia L itw y . p W ogólności p.

Alex. iSłowa r sytùacye dramatu nieraz z razu zajmujące i silne. Jeżeli w naj­ romantyczniejszych działach. Próby dramatyczne p. dodany przymiotnik p o lsk ie zdaje się nadmieniać poprzednie próby w innych językach. i komedyą przero' bioną z powieści Jadama K ajń talik. . jako do poezyi. Król Zygmunt^ n rc y . . Przezdzieckiego H a lszk a nie jest H alszka-. silnych i niezawisłych. P odole i W o ły ń . Jeżeli w ich skład rzeczywisty wchodzić musiał ziemski pierwiastek ^ zatarcie śladów jest zapewne warunkiem wrażenia. Estetyczne utwory z kraju poezyi lubimy widzieć jak utwory świata innego. U krainy p. Próhy Dramatyczne Polskie Alexandra Przezdziec­ kiego. miłość która już skłania. Przedmiotem dramatu p. zdaje się jednak ii nie do ich połączenia. wnet słi^iną: odbite o ten pierwiastek. 1841 Wilno. s ą istotném odczarowaniem. Nazwy przeto na pierwiastek ten wskazujące: P ra ce . w dramacie historycz­ nym nie znajdujemy prawie historyi. widzieliśmy ii się ku poezył skłaniały. nader wdiięcznym jest po­ darunkiem literaturze. posunięta do zazdrości przyszłego zięcia. Niezgadujemy powodu dla którego. Uczucie to K si^ inej B e a ty (Ostrogskiéj) zarówno z podaniem dziejów jak pojęciem przyrody niezgodne jest przecie jedyną treścią dramatu historycznego. natchnień koniecznych. Dramaty H a lszk a nazwany jest przez autora h istóryczTiynii U k ra in a . uważamy je jako utwory natchnień. Autor równie czuć zdaje się pociąg do dziejów. jui znowu wnet cofa ją od udzielania przyrzeczeń spółzalo-' tnikom.5-aktowy Halszką.miejscowej poezyi i dziejów. Przezdzieckiego niewidzimy w opowiadaniu poezyi. Autor W spom nień o S z w e c y i niepotrzebował tych unie-' winień. przedmiot z swéj natury dziejowy. autor obecnych sztuk dramatycznych dat im na­ zwę P ró b dram atycznych. p. przedmiotem téj sztuki traicznéj jest raczéj pomysł komiczny: miłość matki ku córce. P rà h y i t. Przezdzieckiego mieszczą dramat historyczny .

Niekiedy w rozmowie osób postrzegamy mniéj zwykłe zaczęcia.od związków małżeńskich i nazawsze zostać panią jéj serca.celuje więcej pomysłem. ^ k s ią ie . mamy już tejże treści trajedyą w 5ciu aktach J . Ujrzycie ją na stopniach piérwszego tronu na świecie. mało przecież mają spólnosci. H a lszk a p. A. Niebo wzięło na siebie wybór zięcia waszego. Arcyksiąże Ferdynand odrzucony i wnet znakomicie szlachetny przypomina nam nadto Honor h a stylijsh i nawet z przesadą. wzór skreślił Bronikowski •w s'W'Sia B oratyńskim . — Obie H a lszk i mało są historyczne. uka­ zują się także W sztuce. Radziwiłł. których rys podały nam dzieje. pomimo jedność nazwy. Przezdziecki nowszém uczuciem i słowem. Stworzone z naśladowań i charakterów obcych. chwilówo jednak i'ty lk o jako igraszki podrzędne. do niego ręka. Arcyksiąże prosi o rękę Halszki. tych ko^ losalnych postaci dworu i wieku Zygmunta. położeń. Dziewosłąb np. Przezdzipckiego przypo­ mina nam w ogólności trćść i dyalog niektórych drama­ tów najnowszych.“ Porwanie E lżb iety O strognkiej i jego traiczne skutki podane nam przez wzmianki społeczne. Arcyksięcia o rękę Halszki. Konstanty Ostrogśki. rozwinieniem obrazów. Kraszewski . które krćślą. — Do was należyć’ będzie jéj m iłość. tak mowi do księżnej Beaty: „N ie możecie pomimo chęci waszych uwol­ nić ją . Przedmiotem dramatu p.Ferdynand. W dyalogu swym autor jest zwykle świeżym i silnym. do was Halszka. przedmiotem Halszki p. d. Kraszewskiego i H a lszk a p. Przezdzieckiego jest uczu­ cie Ksiçznéj Beaty. p. Treść i dyalog dramatu p. niedościga jednak energią swojego wzoru {H u g o ). co przepisują ustawy. a mianowicie ufy~ mowną obronę sprawy (Górnicki) jest przedmiotem dru­ giego dramatu w naszéj nowéj literaturze. nie przed­ stawiają nam wcale tych charakterów własnych. Kraszewskiego jest-bajronoska postać (/¿orno. K raszefvskiego. niekiedy przekonania nawet à la S zekspir. do Ferdynanda Rakuzkiego wszystko co każe przyzwoitość. Do was serce. Przezdzieckiego. do niego arcyksiężna i t./»oi \y toku akcyi p.

H o o d . Jakoż i li­ teratura kraju każdfego'dwa gtówne przedstawia działy: literaturę. niełatwy. iu>iata m ałego m iasteczka i Csterech w esel celuje raczéj ta- . wlewa razem szyderstwo z obcych.. of Dycalp[?)^ Umysł ludzki dwoisty. . Iron ja. obrazków powszednich przybrało podo­ bny napis. satyryczn oić i humor są środkami litcratiu’y komicznćj. roczniki komiczne. P ism a p rz e d ś lu b n e i p r z e d ś p lin o w e J o h n a o f D y àttlp które za wyraźny cel wzięły humorystyczność. Comio R ep iew ) i t. p. p. nie przestaje słynąć humorem. przeglądy komiczne ( T he H u m orist. Comio A n n u a l Comio A lm a n a ch . — Dziś nawet po przekwitnieniu pierwotnych wzruszeń umysłu. Autor W ie lk ie g o . Nie pojmujemy wcale dla czego kilka towa­ rzyskich obrazków. D icken s. jak usty do wygłosze­ nia. Mgliste niebo W . autor D oktorĄ i t. nie wzbogaciły naszćj literatury humorystycznćj. z uśmie­ chem na ustach twarz ludzka dwustronnie poruszaną być żąda. poważnej treści i jćj parodją: —jtoniicïwç!. M a rry a t.Y orycka . p. orężem przestróg jest zarówno w ym ow a i śniiesznoić. Sława zapewne z dowcipu imion brytańskich sprawi­ ła: iż książka którą przed sobą mamy imie podobne nosi. Nasza humO’rystyczna literatura jest dotąd bez swego wielkiego. które zasobem i siłą środków owych wygóro­ wało. świe­ cznika. w dwojaki udziela swych wrażeń. Brytanii wlewając w swych miesz­ kańców wstręt do własnego b ytu .T ristra m a .— l\apis jednak tćj książki: P ism a p rz e d ślu b n e i p r z e d śp lin o w e równie jest do zrozumienia umysłem. po przejściu w kraju tym nawet poezyi— w naukę.Pisma Przedślubne i Przedśplinowe Johna 1841 mino. Autor który w swćj P o d r ó i y bez c e lu pićrwszy li­ teraturze tćj dał poznać humoryzm Sterna wdalszych swych pismach do barw tćj podróży niewracał. i Pośród piśmiennictw nam spółczesnych jest mianowi­ cie jedno. są właśnie tejże ojczyzny. Środkiem wzruszeń. W ik a r e g o i t. — Ze tzą w oku. w dwojaki sposób odbiera. ojczyzna twórców: F alstaJJa. dwustrbnnie może. Prócz powieści humorystycznych ma owszem dzi­ siejsza literatura Änglii nawet czasopisma wyłącznie żartobliwćj treści: almanachy komiczne.

twością i wesołością rozmów. lub mało myślał. A . tuląc do serca: z ciężką pracą. John o f D y c a lp w licznych a krótkich obrazkach które ogłosił. W i. a któréj się zaparł. Książka do nahozensiwa dla Głuchoniemych ułożona przez X . szczczególniej z przeznaczenia swe­ go zasługuje na wspomnienie. Hiimoryzm jego zwykle jest nacią­ gnięty. P. Modlitwy w niej zawarto wraz z pieśniami. bezcelny. i kalendarzem roczny^ na każdy dzień zawierający zdanie moralne: są przeznaczone dla nieszczę­ śliwych istot. pozbawionych słuchu i mowy: istot które szłyby za popędem instynktu. co z miłością braterską upośledzone od przyrody. zdaje się tylko iż kreśląc obrazy świata mato rzeczywiście ich zaznał. N o w o ­ sielskiego jakkolwiek nieraz celu w igraszkach swych'próżne. T. — W Warszawie w drukarni X X .. o wiele są przecież wyższe od P ism przed ślu b n ych tak świe­ żością przedmiotów. Misayonarzy 1841. aieby lurtyst tego grona dziatwy uksztatcić i rozwinąć» . jak humorem myśli i słowa.. Zdaje się nam iź ogłosił przez po­ śpiech sw oją drogę m ylną. Jednocześnie prawie z H um oreskam i w Wilnie wyszły H u m oreski W Wai’szawie. Józefa Szczygielskiego rektora Warszawskiego Instytutu Głuchoniemych. nie ukazuje nam wcale nowych towarzyskich położeń. . Niektóre rozdziały książki jak T rze j A n i e l i . S ą d O statn i ukazują liam ii jest inny styl. mato pisał. Mała ta książeczka. Nie zdaje się nam iżby autor próżnym miał być zdolności . wzięty z krzywego źródła. nowéj strony serc ludzkich. inna droga. w której autor mógłby zajaśnieć. gdyby nie troskliwość tych przy­ jaciół ludzkości. nowego źródła wesela. z zelazną wytrwa­ łością poświęcają wszystkie chwile życia swego. Uważamy iż H um oreski p.

przystęp do gospodarskiej manipulacyi ułatwić byłyby zdolne.— Przytaczając je . wydane zostało w ęhwalebnym zamiarze informacyi tak tych. Gdy to wszystko* co autor przytacza jest niewątpliwą prawdą. niemożemy zataić że dziełko powyższe niewyczeifpuje obszernego przedmiotu swego. co za granicą uzu­ pełniać mają rozpoczęte nauki w krajowym instytucie agronomicznym — jako i tych którzy zawód gospodarski w charakterze officyalistów dla siel)ie wybrali. dziełko jego z pożytkiem czyta­ ne być może. o którym. Kurka spostrzeżenia aebrane w ciągu jego praktyki gospodar­ skiej. że długo bardzo w kraju naszym’ . praktyki gospodarskiej jako poradników.DZIEŁA TECHNICZNE. mowa. najlepszym jest to dowodem braku dzieł przeznaczonych dla rodzimej. — Kiedy jednakże zwrócimy. wódki i t. Rady dla początkujących w praktyce gospodarskidj.' Dzieło-. Pod tym napisem wyszło dziełko (o którem daną źostaia krótka wiadomość w Bibliotece Warszawskidj z mie­ siąca lutego). koni. oraz uwagi nad niektóremi częściami wewnętrz­ nej administracyi gospodarstw krajowych przez Karola Kurka urzędnika przy Instytucie gospo­ darstwa wiejskiego. które nader rychło znalazło się w rękach licznych czytelników do rolnictwa krajowego bezpośrednio interessowanych. zwraca autor uwagę officyalistów szczególniej na praktykowane szalbierstwa szyiikarzów i handlarzy starozakonnych przy kupnie i sprzedaży bydła. W istocie każdy z właścicieli ziemi w kraju naszym przymuszony jest kosztem drogiego doświadczenia ^obznajmiać si§ ze szczegółami technicznego gospodarstwa gdyż tylko gospodarstwa wzorowe i doświadczalne lub dzieła poświęcone praktyce gospodarkiej zarówno nam brakujące. — Prawda jest. — Obok zdrowych rad dla młodego ucznia który podróż naukoWą rolniczą przedsiebierze. znajdujemy w dziele p. (Nadesłano). p.uwagę na rze­ czywiste potrzeby rolnictwa naszego.

— Jednem słowem rolnictwo stało się jui umiejętnością — teoryi je­ go Kalendarz niestarczy. tymi są: Nauka dla owczarzy tłumaczona z Petrycego dla użytku owczarni w Cielesnicy fw obWod. które do po­ stępu wezAvane. tak jak praktyce sania zmyślność nieczyni zadosyć..chociai zawsze rdniczym . — . rządcy. dziełko godne przedrukowania — tudzież: Instrukcya dla officyalistów w dobrach. lecz stan obecny gtówrtie sprowadzony przez zmianę zaszłą w stosunkach dworu z włościanami — oraz połączenie gospodarstwa rolnego z fabrykami. poMinno obejmować specyalnc i techniczne racionalne i zrozumiałe opisanie porządku szczegółów — służby parobka. jest trudne do użycia z powodu że redukcya miar i wag nie jest w tłumaczeniu textu zastoso­ waną. włodarza. pisarza prowentowego. potrzebuje instrukcyi. — Literatura krajowa posiada w tym względzie dwa dziełka. 26 . raehzaś tego odstopniowego iregularnego układu części ostateCzijie zależy. powinno być pisane w sposobie instruk­ cyi ^la wojskowych. przybiera postać obszernego warsztatu rękodzielniczego. oszczędność pracy i czasu. gospodyni.jie onego nastręczają się wiadoTom II. mogłaby stanowić część dzieła o którem mówimy. Kwiecieil i8i«. szczególniej zwracać musi uwa­ gę roln ika. ow­ czarza. -v Rolnictwo na całej linii operacyjnej.bo to są niezawodnie jedyne silniki gospodar­ stwa — najkorzystniejsze zakłady produkcyjne. — Jako środki pomocnicze w uktad. pasterza.. któreby z poiytkem naśladowane być m ogły. Bialskim). Jui bowiem samo zapatrywanie się na drugich nie starczy potrzebie rolnictwa. Kockich dziedzicz­ nych ks. ekonoma. obcliodzono się bez dzict ispecyalnych praktycznych. wywołują potrzebę officyalistów ekonomicz­ nych którzyby właściwe sobie obowiązki z całą znajomo* ścią rzeczy wykonywali. Jabłonowskiej — (książeczka ta przy zmienionych stosunkach gospodarskich nie ma dziś zastosowania).Pańszczyzna jest w tcraźniejsze'm gospodarstwie tylko środkiem pomocniczym. lecz ono również jak rachunkowość podług Bloka. i aby dzieło pomocnicze początko­ wi praktykującego officyalisty odpowiedziało. — Dziełko z niemieckiego tłumaczone pod tytułem: Począt­ kowy dzierżawca.

trzy wydania) jakkolwiek nie oparta na wła.4 ym większych spodziewać się należy po dziele p. Powszechne ogrodnictwo przez Michała Czepińskiego ogrodnika. bo na takich wiadomościach zastosowanych do naszego kli­ matu pewnićj polegać możemy. naturze roślin i ic t przyswajaniu. o nawo­ zach. z tćm wszystkićm jednak nie ujmując ważności żadnemu dziełu porządniej pisanemu. Lubo wiador mo wszystkim znawcom nauk technicznych. że'niewachamy sig zachęcić wszystkich przyjaciół dóhra powszechnego. znakomito u nas przyniosła korzyści. p. Czepińskicgo. — VV części trzeciej zawarte są wiadomości tyczące się ogrodu kwiatowego. w ogrodnictwie szczególniej przekładamy takie.mości leśno rozrzucono w piśmie peryodycznëm Sylwan i te jakich dostarczają francuzkie popularne pisma Journal des Connaissances utiles. Ogrodnictwo powyższe zawiera w sobie następujące przedmioty. snćj praktyce. Pod tym tytułem dzieło przez jednego z najbieglejszych ogrodników naszych napisane. — Uży­ teczność proponowanego dzieła w zakresie tu wskazanym hyiaby tak wielką. W części piérwszéj jest mowa o zakładaniu ogrodów.. o gatunkach ziemi i ich poprawianiu. narzędziach ogrodniczych. 1841. P. bo niepodobieństwem jest stworzyć nową naukę lub powtórzyć wszystkie wiadome w niéj doświadczenia . których przepisy choć w cząstce są u nas sprawdzone. — Część druga obejmuje: Wiadomości tyczące się ogrodu warzywnego. żądane jest tylko krytyczne zebranie wia­ domości przez wiciu ludzi i wiele łat nagromadzonych. tudzież Almanach de France. uprawie gruntu. dzaju pismach. aby prace swoje do tego celu zjednoczyć chcieli. Z 12 tablicami rycin. i opis chowu roślin warzywnych i stoło­ wych. iż w tego ro. utrzymaniu inspektów i t. Już praca Strumiły (O gro­ dy półtjocne. Warszawa. w którćm zamieszczone opisy są wypływem trzydziestole­ tnich jego doświadczeń w zawodzie ogrodniczym. wraz z opisem szczegółowym pie- .

M. Autor biorąc pod rozwagę pytanie czy jest \r Rossyi literatura i publiczność . griintownie zgłębia ten przedmiot. ostry dowcip i surowość sądu pokazują.. chowu drzew owocowych w wazonach. Redaktor niezmordowany w sz ac etnym swoim zawodzie stara się wykazać nikczemnose nkktórych zaroziimiałych dzienników.^ zamieszczone tam także poezye Lermontowa. rozmnażania krzewów. Artykuł pod ncTiwą: Rossyjska literatura w r. i na osta­ tek opis chorób roślin i sposobów ich leczenia. należącego do młodego pokolenia które pełne talentu i życia obala spruchniałe rusztowanie zastarzałych i jednostronnych literatów i zapała nową jutrzenkę. — Z tego roku wyszły dwa nu­ mera dziennika wydawanego pod tytułem: Ojczyste Pa­ miętniki.— Część czwar­ ta zawićra opis ogrodu owocowego czyli sadu.Içgnowania roślin kwiatowych i ozdobnych. przepowiednią prawdziwego 'ży­ cia w literaturze. oraz pielę­ gnowania drzew cytrynowych i pomarańczowych.w autorze człowieka. Śmiała myśl. a w niéj po­ dane są sposoJjy szczepienia drzew/ utrzymywania szkółek. Pomiędzy temi niedrukowane dotąd poezye Puszkina które sprawiają jakieś smutne uczucie’i zdają się być czarownym odgłosem dochodzącym nas z tamtego światy do którego tak ijagle porwanym został poeta. obcinania drzew. L ite ra tu ra rossyjska. — W ażpe artykuły historyczne a osobliwie wydatny i sUny oddział krytyki. Ciągłe w nich bogactwo ciekawych i zajmujących artykułów. Wszystkie powyższe przedmioty opisane są szczegóło­ wo jasno i dokładnie . i 84o . U j­ muj. sadzenia drzew i krzewów. ii dzieło powyższe ogrodnicze odpowiada swemu przeznacze­ niu. w ogóle więc powiedzieć można. zasługuje na szcze­ gólną uwagę. Kolco­ wa 1 K o zło w a .W iele pięknych przekładów z francuzkiego 1 angielskiego. i znakomicie przyczynić się'hioże do upowszechnienia w kraju naszym tćj ważnćj gałęzi zastosowanego rolnictwa. Autor kończy swój artykuł następu .

jak np. kiedy • zawsze była arcy wzorem punktualności. który kiedyś ozdobiony bywał tylu s z a c o w n e m i . lecz oną już się u nas rozwija od nie­ dawnego czasu Î to jest postępem i postępem 'v^Ielkim. z n a n e g o czarownego kącika.. że rossyjska literatura przewyższa i angielską. lecz juź mamy początek literatury. i niemiecką.jącą uwagą: „Nié mamy literatury w wÎasciwem znaczeniu tego wyrazu.dla literatury ros syjskićj imionamji. co w małćm widzi wielkie bez granic. i francuzką.. lecz który po­ winien być rękojmią wielkich îfiadziei na przyszłość. — jakąż po. i ani pisać — i o to dzisiaj już słusznie możemy się szczycić potężnćm wyjawieniem nieograniczonej siiy narodowego ducha w oddzielnych osobach jakiemi są: Łomonosow. Puszkin. jak nie umieliśmy jeszcze'ani czytać.. już utraciło swoją wartość. chcieliśmy pokazać 1’zecz w jćj istotnćm położeniu. Karamzin. Tak jest: Jeszcze nie mamy literatury. któ­ ry nlepowinien nas uwodzić teraźniejszością.. . nie ukrywając ani dobrej. Numer 1 2 z przeszłego roku Biblioteki już nie ma zagię­ tej w rysunku okładki. ani tego comożnapowiedzićć prze ­ ciwko nićj. co można powiedzićć za nią.tylko sprzeciwić się śmiesznemu i. szczególniej na czas. Krytow. pó wyj­ ściu pierwszego numeru b. kiedy stanie się wyrażeniem na­ rodowego diicha i narodowego życia ?. i m ając' wzgląd na sposoLy. Grecza . — Ostatni nu­ mer z przeszłego roku. Zaledwie moie sto lat ubiegło od tego czasu. von V^'^izin. wyrażającej ducha i życie narodowe. zbytniemu zaufaniu w sobie. Sękowskiego.. ani ztćj strony.“ do czytania. — Robiąc zarzut na­ szej literaturze chcieliśmy. Batjuszkow. Jeżeli sita i potęga pojedynczo działających osób w naszćj litera­ turze przeraża was mimowolnćm podziwieniem. ukazał sijg dopićro późnićj.. chcieliśmy bezstronnie rozważyć pytanie o istnieniu rossyjskićj literatury. Sic transit gloria mundi! Czy podobna ażeby się Jiihlioteha do czytan ia spóźniła. r. nie moina nler dziwić siy jak wiele już zrobiono.' winna być nasza literatura. I szczerze wierzy. Żukowski. My już widzimy początek tego pożądanego czasu.. Stań się!. Butharyna. pismo perjodycznc przez Sękówskiego wydawane. Gribojcdow i inni. Dcrżawin. nie ukrywając ani tego.

Ażeby dać prawdziwe wyobrażenie o Bibliotece do czytania. w Nrze 4 . nie dama. araljskiego: słowem co się komu podoba! — Przywiązana do wszystkiego co tylko jest wscbo-' dnie. Zjawienie się Bi­ blioteki do czytania opisane jest w następujący sposób: „Znowu wpadta do naszego zgromadzenia nie dzie­ wica. sądzę.Kukoliiika i wielu innych. W iele tam kart przygotowanych dla tych osób które czytają tylko dla zabicia czasu.. Anglia i Chiny. Najciekawszym artykułem jest: Opium. jako osoby działające. lecz z pod tego turbanu wyglądała jakaś mięszanina: był to razem i turban i rusk:j czapka i stosowany niemiecki kapelusik. ie ani on sam nie mógł pojechać do sąsiadów. Autor wspomnionego artykułu opisuje. który padał przez dni kilka. jeden z sąsiadów zlitował się nad nim i w imieniu jego zaprosił do niego gości.. gli przyjechać do niego. Co tu robić? Aż szczę­ ściem . uszkodziła jego formy. ani też sąsiedzi niemo-. a na j[l) Suknia wieśniaczek rossyjskich zapinana z przodu. tak. ie przy końcu ‘ grudnia mieszkając na wsi prawie zasypany byt nadzwyczaj­ nym śniegiem... lecz przekwitła jui kobieta.. — chociaż naszpikowany dowcipkami jui zuiytemi. giermańskiego. i 84o. umieszczonego w rossyjskim kwartalniku: Spółcześnik z r. Kzccz niepojęta! Klapa jej sukni była wygiętą (a). Artykuł w nim po artykule. które autor wyprowadza na scenę. (2) Jak powiedziałem Biblioteka miała na swojej okładce zagięty kącik z nazwiskami autorów. że w nim widać było razem coś gallickiego. ie najlepiej będzie przytoczyć tutaj dwa ustępy z artykułu pod tytułem: P roszeni G o śc ie ..—byli to dawni znajomi: D zie n ­ n iki i G azety R o ssyjsk ie. przyozdobiła głowę wcjoś nakształt turbana... Bezstronny sąd i dowcip znamionują ten wyborny artykuł bezimiennego autora.. . lecz do takiego stopnia popsuta jego piękny krój. W takiej więc samotności opano­ w a ł y n a s z e g o autora nieznośne nudy. lecz Wszędzie pusto. jeżeli ńie babula. Jak opisać jej ubiór? Chciała się przystroić w R u sk i sarafitn ( i). .

Z artykułów w prozie wy­ borne s ą . etc. — W yszedł numer i M oskw iciardna. grzmiący. trafne. W pićrwsZym nu­ merze umieszczone piękne poezye znakomitych rossyjskich poetów. statystyki. doskonało. znajdują się w nim artykuły z gospodarstwa. rozmaita i interessująca.. uderza­ jący. . zadziwia­ jąco. “ I w przeciągu. jak Biblioteka do czytania za­ częta dokazywać i z natarczywością krzyczała na wszystkich. puku-^ a wszystko bez myśli! .. syczący f i ). gło■ śni. którym są znane uczoność. iidziela swoim czytelnikom najnowszych wiadomości.“ Potem autor opowiada. nieporównane. To pismo zawiera bardzo pożyteczne artykuły o przemyśle. W rękach trzymaia-coś podobnego do 'mio­ tły. uniwersalne utwoi’y! Weźcie je za wzór a będziecie w ielcy. — W yszedł także pierwszy numer Dziennika Ministerium Dóbr Państwa z r. zgoła n ic! Ileż było hałasu.. talent i szlachetne poświęcenie się redaktorów.. wrzeszczący. między nimi i Puszkina. tak jest.dwóch godzin gadała toż samo. ekonomii politycznej. które z^yielką (1) Zupełne i tx-afiio nasiadowanio stylu BibłiolokL do czytania. również przegląd rossyj­ skich i zagranicznych dzienników i rozmaitości. rozbiory dzieł rossyjskich. któ­ rzy ją karmili. P io tr W ie ll/i przez Pogodina i R z u t oka R o ssya nina na w spó łczesn y stan E uropy przez Szewyrewa. błyszczący... niemieckich i francuzkich w tejże samćj gałęzi. Pogodina razem z znanym uczonym i krytykiem Szewyrewyiji. wyborne. sławni. J a — Biblioteka do czyta­ nia. Oprócz artykułów urzędowych. tylko do czytania. niezbadane.nićj zamiast guzików tlaiy się widzieć imiona tych. — ani t o . nakoniec wkłada jej w usta następujące wyrazy: „Patrzajcic-no namojemądre. ani owo. jaką Ja jestem. huku. — Treść jego jest bogata. — Ten dziennik zupełnie uspra­ wiedliwił życzenia tych.— Perjodyczne pismo wydawane przez p. jako też i cudzoziem­ skich. szumiący. — R e­ dakcja obiecuje zacząć w dritgim numerze szczegółową i dokładną krytykę tak dzieł rossyjskich.

i 84o. którzy wysiali go na poselski zjazd pod Smoleńsk. przymusiła go opuścić Rossyą. inako- . jakoby dawni wojewodowie byli przyczyną niepowodzeń rossyjskiego oręża.. Nowy w o j e w o d a ks. in 4 . . I ozdobiony wyborną litografią obrazu Matki Boskiej z dzieciątkiem Jezus — znakomitego rossyjskiego malarza Bruni. przy ks. Petersb. W roku i66i znajdował się przy zawarciu kardijskiego pokoju i po­ słany byt za gołica do Sztokohnu. służył przy posel­ stwie 1 często używany byt do korrespondencyi przy dyplo­ matycznych stosunkach z zagranicznemi dworami. nabrała w przeszłym roku nowego życia pod rcdakcyą Strubowszczykowa (tłu­ macza rzymskich elegii Getego) i jeszcze na ten rok wycho­ dzi. Koszychin udał się do Polski (około r. X I i 160. — G a zeta sztuh p ię k n y c h . wydanego pie'rwszy raz przez Kommissyą archeograficzną. postanowił nakoniec porzucić ojczyznę. który znaleziony został w Upsalu przez gorliwego helsingforskiego professora Sotowjewa do­ wiadujemy się tak o historyi samego dzieła. gdzie odbywały się wtenczas traktaty z Polską. .iTo«jc/««urodzit się w Rossyi. gdzie ukrywał się pod nazwiskiem Sielicki^ go. jak o jego au­ torze. Czerkaskim i ks. iSSg pod rcdakcyą Kukolnika. 1654 do 1667) Koszychin znajdował się przy głównych wodzach. które ukazały się przy końcu przeszłe­ go i na początku tego roku są następujące: — i j O R o ssyi za p a n o w a n ia A le k sie ja M ic h a jło w ic za .— Dziełko spółczesne Grzegorza Koszycliina. D o ł g o r u k o w wymagał. ) mowi Koszychin. i 664J. lecz Koszy­ chin odmówił tego ks. W czasie wojny (od r.korzyściii mogą być zastosowane do gospodarstwa i ekono­ mii politycznej. . ażeby Koszy­ chin fałszywie doniósł.Obawiając się jego zemsty \ „iemając odwagi powrócić do rossyjskiego o b o z u . — Nowe dzieła. Z przedmowy tego ciekawego opisu Rossyi w X V II wieku. str. potem podróiow aiw Prusiech. byt w Lubece. która zupełnie podupadła w r. Wydanie piękne i artystowskie w prawdziwem ■ zna­ czeniu.Nieprzewidziana okoUcznosc. podług oryginału. chociaż tenże obie­ cał mu wielką nagrodę. — Nr. Dołgorukowi. Prozorowskim.

co nawet jest widocznym w jego dziele.» niec dostawszy śig do Inilant. uczyniły go występnym. zaczął okazywać niechęć ku swoim ziomkom. i publicznie byt ścięty. zawczasu ubliżyły do grobu i w obcym kraju okryły imie jego hańbą. W przódy jeszcze będąc w Polsce. Koszychin przyjechał do Sztokolmu w r.bawił w Sztokohnie blisko półtora roku. — Barkhausen w przedmowie do swojego łacińskie­ go tłumaczenia mówi o ^oszychinu: „T a k żyt i taki miał koniec Sielicki. Mnóstwo exemplarzy dzieła jego o Rossyi. za któ­ rego staraniem otrzymał pozwolenie zamieszkiwać w Szwe­ cyi. Butkow. Ju­ trze n k a .“ — Dzieło Koszychina napisane-jest urzędo­ wym stylem owego czasu. na żądanie Kanclerza państwa hrabiego Magnusa Delahardi. ks.autorem tego dzieła jest p. — Pijanemu. oddat się pod opiekę rygskiego Jenerał-Gubernatora Feldmarszałka Helmelfelda. krótki rys sztuki wojennej. 3) W yszło 10 zeszytów przepysznej e d y c y lM is to r y iN a poleona z 5oo rycinami Werneta. — Koszychin . wydany przez Wtadisła. a może w Niemczech. i 84i. noworocznik na r. w kłótni zabił Anastasiewicza. Dzieło to napisańc jest przeciw tym» którzy powątpiewali o aktualności kroniki Nestora i odnosili ją do późniejszych czasów. 1666'i mie­ szkał w domu królewskiego tłumacza Daniela Anastasiewicza. jako zdrajcę swojej ojczyzny. Wiaziemskiego.go­ spodarz jego Anastasiewicz czynił wyrzuty. o miłosne z żoną intrygi. ’ aj P ofnieió o rodzinie h sią ią t D ołgoru hich zasługuje na uwagę. hra­ . rozpoczęte przez niego po ucieczce z pod Smoleńska. — 4J W yszło drugie wy­ danie dzieła Zomini. Niepohamowane namiętno­ ści i rozpustne życie. — 5J Przetłumaczone są z francuskiego W spom n ien ia o J^apoleonie (przez Mark de Sęt-HerJ. w tłumaczeniu szwedzkiem krążyło po całej Szwecyi. skończył swoje dzieło o Rossyi. T u . bar­ dzo iąteressujący. . b y t y ( R o s s y a n i n ) mąż niepospo­ litego rozumu. bo zawidra ważne i ciekawe historyczne piateryały. przyjął wyznanie ewanielickie. — 7J Obrona kroniki R u sk iiJ N esto ra od napadam sceptyków .wlęwA* Zawiera poezye Puszkina. za co na śmierć wska­ zany. gdy raz . — 5J Cesar­ ska Rossyjska Akadeinia wydała III tom swoich P r a c .

albo przepędziwszy kilka dni w nadbrze­ żnej jego prowincyi — K antonie. Pisał co sam w id ział. lecz nie z książek. o byczaje. Ozdobione jést pięknemi rycinami. ~ Teraz napisał dzieło zrozumiałe dla wszystkich ukształconych ludzi pod tytułem . — Znakomici czescy pisarze już przygotował* do tej niblioteki_następujące dzieła: Szaftirzyk A risto fa riesa Tom U. — Udzielamy bardzo przyjemną no­ wość o literaturze czeskiéj : W Pradze będzie wychodzić B ib lio te k a kla ssy kó w w s z y stk ic h na rod ó w i czasów . Histo­ ryą filozofiii Rittera i inne bardzo ważne dzieła. — Professor filozofii w Fetersburgskiéj Duchownej hka. w które wierzą Europęjczykowie.A ew ii K a r p o w . — 9J Ukazało się nowe wydanie w małym formacie wybornego tłumaczenia Ilia d y Homera. przez księgarza Pluszara. 27 • . Jazykowa i Kozłowa. Odojewskiego . — Do tego nowor'ocznika dodane są piękne angielskie ryciny i portrety petersburgskich dam wyższego towarzystwa. usuwając przez to niezliczone mnóstwo przesądów. i 838. miarą oryginału przez Gniedicza. ich m ie szk a ń cy. którzy albo widzieli Chiny na papierze.biny Roztopczyny. nauk i u m ie ję tn o ści. K w ie cień la ii. zw y c z a je . Dzieło nader ważne. Z artykułów prozą pisanych wyborny jest ks. P ołu dniow y brzeg F in la n dyi n a początku X V I I I w . C hiny. — Mnich Jakinf udziela bardzo ciekawych i zupeł­ nie nowych wiadomości. pracuje te­ raz nad tłumaczeniem na język rossyjski wszystkich dzieł Platona. obeznał sig z życiem Chińczyków pod wszelkiemi względami. o św ia ta . który już wydał W stęp do filozofii. opierając się na opowiadaniach pisarzy. Pluszar na nowo tą po­ żyteczną dla wszystkich pracą się zajął i wydał już 16 tom i ma zamiar w przeciągu tego roku wydać następujące czte­ ry tomy. . wydawał do­ tąd dzieła o Chinach. przestał wychodzić w r. — E n cyklopedyczn y L e x ik o n . powiçkszéj części uczonéj treści. znany i szacowany w Europie. znakomity rossyjski Ghinezista. W ielka praca ! L ite ra tu ra czeska . — P. — Mnich Jakinf {z nazwiska BiczurinJ. — Przepędziwszy i 3 lat w Chinach.

*. 1’ichl D on K ic h o ta . Macliftczek p in d a r a . przekład W y lc z k a . wyborna powieść przez Tyla: D yrektor te a tru . dostłiiŃiżanie Si^jetóu narodowi duchowego posiłku. Rybiczka W y j ą t k i z J^latona . Ameriihg U ippokrata. Te iCzKSióWd pi&ińo CO raz staje się intercsSowniejsżem 4. potćm »»stępować będą albo Arystofanesa o b łok i. Winai-zyckl fM eidę W ir g iU ’u i i a . przez Tritheńa. Zawiićfa Tipielć interesownych rzeczy. Z tćjie gazety dowiadWjćttit '«¡"e-. ipewńyćfh 'źródeł. który Presl ma zamiar wydai. W y to e k Jliitd^ . Czasekft dodawane będą obrazki i por­ trety. Rettig Senek(. W Gfiisecie Literackiej A'it'i«/y (’w'Ostatnich numerach a t>r«eszl'ego roku. W przeszłym ioku 22 listopada. — Reclaktorowić chcą za­ cząć swoje wydanie od J lia d y . Szjr M arka-A u ~ w liu s z a .52 ) ztai^jduje «ę wiele ciekawych artjrkttiów i wiad^Mi«^ci. jako toi aitkółiftiśhie 'ćiekawegó artykułu \V uka Stefanowcza: Cnerfióóiąg dalszy rozprawy Aiaerlinga: C tło w ie k i'o naroaiipórOżskich kozaków. PrzetłumaiCicońh zóstiała powiastka Kraszewskiego *Ttttarsy n a w eselu. . F lu ta rc h a . 47*.ÓdebiłiteWi/fifasii//wi?ń! (PatryotęJ 1 i aposzyt oddiialV g o . . S ofoM eśa. Daucha Thomr sortd.Swobocla W y ją tk i s S ofoklesa. Kołar i T yl S ze k sp ira . Tył F au sta Getego. Wiele jest Iipowsee^niwne w Czechach. Jui na Bibliotekę ogłoszona jest preaumerata. Łe ^ Byrftte. A riana^ Liszka O d y g ś if. Jest.-^ G aw ęda ■ó Jt'ainkubh (podłtiig narodowego podania). albo Hefodol. . Purkińie Jerozo­ limie W y zw o lo n ą . J io ra c eg o iE sy U e ra . PresI A risto t e h 3a { \ ) .iycScipis znanego W o jc ie ch a B ogu siu w sk isg o . Między inwemi didszy ciąg 1 ¿¡akońscaenie WÓjaioJdeg«» i KakoiłcEcnifc: Z a słu g i Słow ian d la ' eu ropejskięj cyw ilizd o yi. takie. W yrtjatko ¿C(VtOV Mctrha A u r e liu s z a .O błoki. '|»Wł^ż'y rai gi^ana była w teiitrire czeirka opfeta w dwóch (1) W cesarskiij publicznej bibliotece znajduje sie dawny czc«ki pizekład Aristottelesa. jftk i. Źycfeeńiy i całej duszy ttaszym pobratymcom wszelkiego '■^6'wbdziińiia *w tak silachetnem prżedsiewżięciu jakiem jest. albo Plutarbh. Hajiek L u c ia n a Sam osateńskiegó.

ten prze­ nikliwy.. wydawanej W Warszawie i Wilnie u Braci GUicksbęrgów. charakter sło­ wiański oznaczony jest w osobie druciarza.ysłpff>y P o wyd^wsay przez AmerUnga.. do jakiego stopnia historycznych wiadomośę) pan aiłtor altp może tłamsca tego artykułu podniósł się.' . w którym oka­ zuje się jeszcze więcej ożywiająca energia. Życzymy najszczerzej ^by za tym przykładem poszli inni pisarze i kompozytorowi(^ tern bardziej kiedy się widocznie pokazuje ile naród czeski i wszystkie ludy słowiańsJ4e mają muzykalnego usposobie­ nia i zdolności. mogłyby wystą­ pić w naszym czasie. Ppszyt 6 1 7 .. niemiecką. zrolłioi^j w K w ia ta c h ( Nr 4g ) pod napisem: Curiosum. i jak mocno za­ jęła nas szczególniej aria. na 34o karcie pod tytułem „Z w o­ lennicy H ieron im a H u ssa . Wszakże te melancholijne uczucie.aktach: D r ó d a r s . T a opera sprawiła nadzwyczajne wrażenifi w mi­ łośnikach Słowiańskiej Muzy. jeśli i |rancuzki «Qcyklopedysta nie wiedział.. wktórćj dusza jego na skrzydłach miłości odlatuje do lubego kraju! — W muzyce zawsze słyszemy szkołę w łoską. który ozdobił utwór ten narodową muzyką. Wszakże.“ — Śliczne to qui pro quo! Daje to nam dokładne wyobrażenie. „Jak trafnie. ..^W powszechnej Enqyklopedyi. muzyka przez Fr. va. ^ — Nie mogę om in^ tutaj jednój wwa^i'. czytamy w H I poszycie. “• Z czasowych pism czeskich u. francuzką. Lo jest pierwszą próbą w du­ chu narodoivym. którą wydaje M ^ ly ( części II poszyt 3 J.. czemuż i nie słowiańską'^. pochodzący z głębi serca smutek. ..kazały się także: fytr^enka.fa. Słusznie iialeźy się wdzięczność Ghmelenskiemu. Pro­ szę czytać. odBetleemskiego kościoła w Pra­ dze. CJiejpija ««nHeilnii:. . Szkraupa. -r czyż nie mógł widzićć te^o polski tiwuRcz ? !. który tak pożądany przedmiot wyjawił w swoim utworze również i p. Prsęrp. w którym mistrz ich miewał kazcinla. S zkrau pkow i. . że Jan B u s a H ieroriim z Pragi nie jest jedną osobą.. przez Chmelenskiego .“ . ' • Buhręwfiki.ó^

Related Interests

\%Kw ia ty . Cz^śi pięfwą?»..

Pan W . i t w ie r d z iź e ńiebyłoby nic łatwiejszego. wódy grobelek. odwrócenie wartu i uspławńienie rzeki. jak uspławnić tg rzekę wysypaniem małych. uczynić nad nim niektóre uwagi. statek okładowany kamieńmi. że tak proste'i iatwe zdaniem pańa W . © ufepóz-eu/m inco umieszczonym w pierwszym zeszycie Biblioteki /Warszawskiej. Lubo ze względu na dobry zamiar w jakim artykuł powyższy okazuje się być^ napisany. takowy nie zasługiwał­ by na zarzuty. stawiając za wzór sposób jakim Krzyiący po­ cząwszy od Torunia uspławnić mieli w tamtych stronach W istę ■ i wałami zasłonili niziny od ustawnych wylewów. lecz gdy pozostawienie ohego bez odpowie­ dzi mogłoby niejednemu być powodem do Ssadziwienia. nieuważa za służące do jednych i drugich cc- .. grobelek o j a ­ kich mówi.ROZMAITOŚCI Niektóre uwagi ńad artykułem pana W. środki uspławnienia W isły nie są w naszym kraju naśladowane. niewdawali się w stawianie tam i główek zbyt kosztownych. a te'm samćm większa część trudno­ ści zniknęłaby dla spławu. ^Krzyżacy mówi on. jak: obwałowanie'riizin. lecz zatapiali stary do użytku niezdatny. Nasamprzód znajdują się w nim pomieszane z sobą rsieczy różnźj natury. tak d a r lece że z a c h o d z i wątpliwość. bronienie brzegów. " Tym sposobem według mniemania pana W . przez co bez ko­ sztu robili tamy i cel żądany osiągali. wypada celem sprostowania mylnych mniemań artykułem tym ob­ jętych. radzi iść za ich przykładem. >mogłoby koryto W isły być sprostowane i o cztćry stopy przez ście­ śnienie podwyższone. na cztćry stopy wysokich nad najniższy stan. czy pan W .

'W . s ię . wnosimy że pan W . (lubo użyte przezeń wyrazy „wysypanie grobelek“ mogłoby na to mnie­ manie naprowadzać). odwracanie wartu. w cza­ sie gdy takiż sążeń faszyń za kilka. aby m a te ry a ł ta k o w e do m o g ły b y ć r o b io n e . jak sie autor artykułu wyraża. Lecz chociaż Krzyżacy mogli mieć zupełną słu­ szność w tem . na zbyt nizkich zaś muszą być. lecz owszem sądząc z przytoczenia za wzór sposobu jakoby od Krzyżaków pochodzącego. To jest właśnie główna przyczyna dla której u nas tamy pospolicie nie z kamieni lecz z faszyn bywają robione. W^prawdzie je ż e lib y . które na więcćj wzniesionych gruntach mogą być matemi grobelkami. a z całą robotą w gotowdj tamie najwięcćj za kilkanaście złotych mieć można. co osiąga śię za pomocą sypa­ nych z ziemi watów. i przykłady te­ go nietylko za Toruniem lecz i w naszym kraju znaleśćby można. w szczególności zaś idąc w górę od W arszawy wypadało robić tamy z kamieni.]ów. że do bronienia brzegów W isty poniżej Torunia używali kamieni. zata­ piania statków z kamieniami. j a k p a n \ y . skoro ten materyał był im pod ręką i niewiele ich kosztował. znane jest każdemu ma­ jącemu do czynienia z robotami wodnemi. do czego całkiem innego rodzaju dzieła są potrzebne. nie idzie jednak zatem aby i w innych okolicach tćj rzeki w naszym kraju w ten ma­ teryał nieobfitujących. J a k ik o l w ie k n ie m o ż n a je d n a k u trz y m y w a ć . — Nieprzypuszczamy aby p. kiedy sążeń sześcienny tychże do kilkudziesiąt złotych kosztuje. lub jeżeli tak chcemy nazwać grobel. Zupełnie wszakie ćo innego jest bronienie lądów od zalewów w czasie wezbrań. ta m b ę d z ie u ż y t y . co innego zaśJubezpieczenie brzegów od podrywania. w y r a ż a . praktykowane oddawna i u nas w miejscach gdzie jest łatwo o ten materyat lub gdzie na użyciu onego wiele Zależy. a tem więcej usptawnienie rzeki. dzieła te chce mieć robione z kamieni. bez k o s ztu . grobel ki z ziemi uważał do tego celu za dostateczne. które równie dawnych jeżeli nie dawniejszych sięgają czasów jak krzy­ żackie. Użycie w wodzie zatapianych kamieni tak ze statkami jako też prościej jeszcze bez nich. potęinemi watami. podobnie jak i przykłady obwałowań.

i że w miarę głębokości musi powiększać się i szerokość niższych warstw tamy. się wyraża podwyższenie ko* jryta. które prawie za\vsze połączone jest z nurtowaniem czyli pogłębieniem ko­ ryta. żeby można było ograniczyć się na robieniu gdzie niegdzie maiych tam w miejscach płytkich. raogtoby mu się wydawać że do zrobienia tamy tylko par-ę stóp nad nią wzniesionej i kilka do kilkunastu stóp u wicrzchu szerokiej niewiele potrzeba. w takich bo­ wiem rzadko tamy są użyteczne. iecz od innych naturalnych przyczyn. ~ M yliłby się zaś. zwłaszcza o cztery stopy. wjód V który jest jĄdęostajniejszy i w . a zwykle potrzebne są tam. Jecz daje się. niekohieęznię można wnosić. a mianowicie od cori«a D^niejszegolku ujściu spadku m k i . — L ecz jeieU zwróci uwagę na to . postrzegać już po­ wyżej prawie t)d ujścia Narwi. pochodzi ta nie od tam. aby tak matemi i płytkiemi tam­ kami można byto ścieśnić rzekę kilkaset sążni szeroką do tego stopnia. od mocniejszego i i|iniéj piaiSzĄzystego: gruntu jakim przechodzi. Że zatém W ista poniżdj ujścia Narwi jest w większym spławna niż. gdzie jest szkodliwe działanie wody. ktoby sądził. Pan W . stanowić mogą i ' stanowią zwykle ogromne massy. à często nawet prże^ szło trzydzieści stóp wynosi. iżby prijeü to mogło nastąpić znaczne ppr gtębienie. że tama pod wodtf musi dochodzić do dna rzeki.pow yżej. albo jak pan W . łatwo uzna. żeby to byto skutkiem samych “lam. — W każdym razie mniemanie takowe trudno było­ by pogodyić X żądaniem. co si£ daje widzieć nad wodą. wreszcie od dppiyy«. — Lepszy stan spławności na tćj rzece nie zaczÿna się dopidro od Torunia.sus to p n iu . którego głębokość w miejscach nurtu w W iśle zwy­ kle kilkanaście do dwudziestu kilku.kto sądził tylko po tém. lecz ztąd że sptawność tamże jest większa niż w innych miejscach powyżćj Warszawy. chociaż w tdj przestrzeni zaledwie gdzie niegdzie znajdują się jakie tamy. że podobne dzieła jakkolwiek z wierzchu mogą się wydawać mato znaczącemi grobelkami. tamom krzyżackim przypisuje usptawnienię W isty poniżej Torunia.

— Tacy przewodnicy ujęci w karność wojskową.’irza. nawet obfitszy ńii wód wyis/. co rzadko w którćj z wielkich rzek się zd.-miowaniami nieraz do czterdziestu kilku stóp głęboko pod wodę dochodzącemi. nie'jest tak tatwćm do rozwiązania zadaniem jak p. zdaje się sądzić. gdzie rzeka zTjyt jest rozlana. R o z w a ż m y b liić j ja k ie b y t o b y t y k o r z y ś c i. Zupełnie inna jest natura ’ tćj rzeki powyźćj ujścia Narwi i przedstawia daleko większe do usptawnienia tru­ dności niż niższa jej część. . Nekar. zastępujących dzisiejszych retmanów oddanych zwykłe pijaństwu.ćj części W isty. W dalszym ciągu swego artykułu utrzymuje pan W . lecz nadto mimo że w czasie wezbrań równa się największym rzekom w Europie płynąc szeroko­ ścią kilkuset sążni. za przykład przytacza. któ re p. W . — Zwężenie zaś tak zmiennćj rzeki i należyte jćj usptawnienie. oraz niż E lb a . czego wszyst­ kiego matemi grobelkami i zatopieniem kilku statków z kamieńmi dokazać niemożna. a obok tego mniéj sprowadzający piasku. przynieśfiby niewyrachowane korzyści iegłudze i h&ndlowis.rhych poi’afcli rokii. w czasie suszy ma ledwie setną lub mniejszą może część tćj wody. i ledwie dziesiątą część tćj szerokości jaką miewa na stan wysoki. ie zaradziłoby się wielu niedogodnościom towarzyszącym dzisiejszemu stanowi spławu na' W iśle przez ustanowienie ■nad brzegiem w stacyaoh dwumilowych stałych przewo­ dników. o zmniejsze­ nie szerokości często o kilkaset sążni szerokości w miej­ scach. zdaniem p. W . mógłby według niego Łyć pokryty dochodem z opłat. lecz o zamknięcie odnóg zat. — Nie idzie tu bowiem o zrobienie gdzie niegdzie tamki. który na statki nałoźyćby można. nieprzenosiłby kosztu ret­ manów. a obok tego o utrzy­ manie linii spławnćj w niezmienćm położeniu.’— Nietylko iè jest pia­ skami napełniona. o s zczęd n o ść czasu i nieszczęść. a który zdaniem p. Ren. oszczędziliby wiele czasu i nie­ szczęść. W . VY. i wydatek na wystawienie 4o domków stacyj­ nych między granicami Królestwa.

^ której każdy chce korzystać. Do odprowadzenia o milę statków i wróce­ nia. które zatrzymując się tylko tyle ile im potrzeba dla wypoczynku i gdzie im najdogo­ dniej. licząc z wszelkiemi stratami czasu. jedeiji na milę powyżćj. Hetman zo­ stając ciągle z jednemi i temi samemi ludźmi czyli flisami których jest zarazem naczelnikiem.' łatwo przyuczy tycliie do powodowania sie jego kierowaniem. Po zastąpieniu retmanów stalemi przewodnikami. prowadzi wciąż jedne statki lul> tratwy. Jeieü zaś spław jest znaczny. statki i tratwy byłyby zmuszone zatrzymywać się na każdej stacyi a raczćj nietylko na stacyach gdzieby znajdowały się domki. zwłaszcza na szerokości kilkuset sąiniowćj. retman od chwili wyptynicnia ai do dojścia na przeznaczone miejsce. i w przecięciu nie będzie moie w stanie więcćj jak raz dziennie statki i tra­ twy przeprowadzić. ćaty zresztą c z a s poświęcają spławowi. oraz do zatknię­ cia znaków. nie będziei ' wówczas znaczna część statków i tratew wystawiona na każdćm co mila stanowisk« na. zatrzymaniami i od­ poczynkami potrzeba kilku godzin. większa liczba statków i tratew niż 'przewodnik przeprowadzić ich będde w możności. przeto czasu do rozpoznania wszelkich zachodzących wtćmże zmian.W dzisiejszym stanie rzeczy. kilkogodzinnc luJj całodzienne . W . potrzeba mvi. A gdy od niego ma się jeszcze wymagać aby lepićj znał koryto rzeki niż retman. drugi na takąż milę poniićj domku. i jedno­ cześnie' plynilć będzie. lecz i w pośrednich punktach pomiędzy temii co mila . Zatrzymujące się zatem co mila statki i tratwy często na przeciwnćj domkowi stronie rzeki musiałyby czekać dopóki nie zjawi się przewodnik lub po odprowadzeniu wprzód odeszłych stat­ ków nie wróci. W ciągu dnia zatćm mógłby przewodnik tylko dwa a najwięcćj trzy razy i to z wielkićm utrudzeniem odbyć kolćj przeprowadzenia rze­ czonych statków. chciał mieć jednego przewodnika ćo dwie mile. a w takim razie rzeczony przewodnik nawet i tylu kolei nie będzie na dzień mógł odbyć. wąt­ pimy bowiem aby p.^ i przypuszczamy owszem ie w kaidym domku byłoby przynajmnićj dwóch przewodników . jak to zwykle ma miejsce w porze dla spławu dogodnej a często ■dość krótkiej.

Jest ona raczćj nauką wymagającą pracy. Lecz wypada zwrócić na to uwagę że karność niezależy na samćm tylko wydaniu przepisów. będzież można utrzymać potrzebny między niemi p orządek. czemu mimo wszelkich usiłowań władz zwierzchnich zapewne niełatwo byłoby zapobiedz! A przy* tćm wszystkićm możnali z pewnością obiecywać sobie że stała płatna służba więcćj dbać będzie o dogodność i bez­ pieczeństwo spławiających niż ugodzeni retmani. i jakizbyto ciężar nałożony być musiał na spławiających gdyby ci zniewoleni być mieli do ponoszenia kosztów tego utrzy­ mania i prócz tego może kosztów opłacania się dozorcom i przewodnikom. czyż można się spodzićwać że do­ póki przypadki będą miały miejsce . mówi o rozciągnięciu nad taką służbą kar­ ności wojskowćj. Lecz daleko trudnić) wprowadzić ją z r ó w n y m Tom II. I)a się ona skutecznie chociaż nie bez trudu wpoić w ludzi zostających pod bezustannym i blizkim nadzorem.asu j ciągłego ćwiczenia.jeżeli nio dîuisze zatrzymanie? Albo co gorsza jeżeli wszystkio-zebrane statki i tratwy na raz będą chciały płynąć. Lecz wówczas ileżbyto kosztowało utrzymanie tak licznćj służby. 28 . i przez to samo niebędąż wystawione na niebezpieczeństwo wpadnięcia na piaski lub zawały lub rozbicia się jedne o dru­ gie? A tym sposobem zyiskaź się co na czasie i zmniej­ szysz się a niepowiększy raczćj liczba przypadków? Chcąc jakikolwiek w prowadzeniu statków utrzymać porządek. różnych przyczyn którym żadna służba w zupełności zapobiedzby niepotrafiła. potrzebaby nie po jednym leCz po kilku na każdą milę mieć przewodników i dozorców. K w iecieii 184«. którzy w miarę swćj dbałości i troskliwości o dobre poprowa­ dzenie spławu obiecywać sobie mogą wziętość i mieć wi­ doki korzyści? Zważając zaś jeszcze i na to.pzebniejszego. większa zaś część pochodzi od. cz. publiczność spławia­ jąca nabędzie tyle wiary i zaufania w zaprowadzić się mogącćj służbie. Nic nieby toby wprawdzie nad to pot. że z pomiędzy wydarzających się przypadków mniejsza tylko liczba przy­ pisana być może retmanom. że zupełnie na nićj polegać zechce i zaprze­ stanie używać retmanów? Pan W . i rozciąganiu kar.

ności jako i Rządu. z zaprowadzenia takiej stałćj służby i zniesienia retmanów obiecuje. również bezustannie nad niem ii nad całą służbą czuwających. zwłaszcza gdy na takowych' niemo?naby liźyć wysztych ze siużby wojskowej żołnierzy. nad temi zaś ustanowić* w y­ łącznych inspektorów. a raczćj kil­ kuset. które p. W j jakkolwiek z resztą słusznie retmanom zarzuca. coby wszystko więcćj niewątpliwie wyniosło niż dotycliczasowe koszta opłacenia retmanów. obor wiązki téj służby wymagały bez względu na zmiany pór. lecz Owszem îatw obym ôgl mieć miejsce i ten przypadek.przewodników. i stałoby się tylko'' ciężarem ftak publiez. Przytem wszyst­ kićm wątpię aby tak prędko można było przyjść do posia-* dania za przewodników ludzi wolnych od tak zwykłego lu­ dziom na wodzie użytym nałogu pijaństwa.|korzyści zaś z tćj służby która prżytćm w ciągu zimy niemiałaby nic do. który za dogodność’ ijbezpieczeristwo spławu byłby odpowiedzialnym. mało można mieć nadziei aby służba o którq mowa mogła wytrwać w uczynieniu ciągle zadość temu coby od niéj było żądane. i przystąpienia do wszystkich punktów. potrze­ baby koniecznie utrzymywać osobnych i bardzo dobranych officyalistów którzyby zwiedzali codziennie wszystkie punkta i przekonywali się ciągle o czynnościach i postępowaniu przewodników i dozorców. nietylkoby nie odpowie­ działy kosztom"jéj utrzymania. lecz ludzi obeznanych z wodą i spławem-. Aby zaprowadzić nie mówię już taki jak w wojsku porządek.skutkiem między ludzi na znacznej przostrzcni rozrzuconych. żeby spław większego tylko doznał utrudzenia bez żadnego może zmniejszenia liczby szkód i n ie s z c z ę ś ć . W . trudności odbywania częstokroć podróży. Zamiast przeto niewyrachowanych korzyści jakie so|jie p. a prócz tego jeszcze na postępo­ wanie samych inspektorów rozciągnąć ścisłe baczenie. sądzę że to pociągnęłoby za sobą znar czne wydatki nietylko na wystawienie 4o domków. czynienia.f. lecz przynajmniej zbliżający się clo niego.^ oraz pewnéj liczby ofłicyalistów i In­ spektorów. lecz na utrzymanie przynajmnićj stukilkudziesiąt. . Zważając zaś na trudy i poświęcenie się jakiegoby.

. Okrąg zachodni zawiera kopalnie i huty rządowe. I . I. są one jednak mało znaczące w porównaniu z tem i. znajduj. główne mićjsce zarządu w Suchedniowie. Prócz tego jest 3 . jakoby zaprowadze­ nie rzeczonej siużby mogîo uiatwić ubezpieczenia od szkód w spławie których teraz żadne. P. w okolicy zna­ nej pod ogólnćm zbiorowćm nazwaniem gór kruszcowych' . Okrąg wschodni zawiéra kopalnie i huty rządowe położone w Gubernii Sandomierskiej w Obwodach Opoczj'iiskim i Opatowskim i w Obwodzie Kieleckim Guber­ nii Krakowskiej. w czem innćnl a'nie w do­ tychczasowym sposobie odbywania spławu przyczyny tego szukać należy. 1. i od Kielc «lo Bodzentyna.-^ się w dwóch okolicach i stanowią dwa oddzielne Okręgi. Jpżell zatćm galary tego dobro­ dziejstwa pozyskać nie mogą. Z rozkazu Zarządzającego Naczelnie kommunU kacjami lądowemi i wodnemi w Królestwie. Kopalnie. będące w Gubernii Krakowskiéj w Obwodzie Olkuskim i Gubernii Kaliskićj Obwodzie Wieluńskim. Zakład warzelni Soli w Ciechocinka w Obwodzie K u­ jawskim Gubernii Mazowieckiej. że jakiekolwiek niebezpieczeństwa mogą towa­ rzyszyć spławom na W iśle. Główne miej­ sce zarządu tego Okręgu w Dąbro wie.W reszcie co do uwagi pana W . następnie piaskowca czerwonego> aź do Wąchocka. Zakłady górnicze Rządowe w Królestwie P olskiem . towarzystwo niechce przyj­ mować na galary. O k r ą g W s c h o d n i . co wszakże niewstrzymujc towarzystw od ubezpieczenia okrętow i statków morskich. ("a zatem nie na wszystlde statki)^ dosyć nadmienić. jakie mają miejsce na morzach.• ' Wiadomość Ogólna o Górnictwie Rzadowém w r . 1840 . 2. i nierównie nowszego piaskowca białego (lias) od W ąchocka prawie a z do rzeki P i l i c y . -------------. W środkowej części K r ó l e s t w a P o l s k i e g o w utworze iszarogłazu i wapienia przechodowego od Chęcin do Ł a g o w a .

000 sążni sześciennych. od dawnych czasów otwieranych. Bodzentyn. W ielkie piece i ódlewnie. lub węglach coro­ cznie spotrzebują.Sandomiźrsfcicbjbyło kilkakop^ilń rud ołowianych i micdziajiych . trzeba i 5. całą dopiero ilość 175.000 morgów. wydają rocznie do 100. Z pomiędzy kolo 5o kopalń rudy.'» garncy) rudy ¿claznćj z gatunku ilastój. Józef w Łubiance. а.poÓ8ązni. II. 5. Anna pod Majkowem. dla kopalń zaś i zakładów mechanicznych.000 kibli ( po 3. Takich korcy potrzebują obecnie w ielkie piece do 70.stolnią Ignacy. Kopalnie te. 0 0 0 koszy wę­ gli. Lon i Nadzieja pod Mroczkowetn. б. i dostarczyć mog^ rocznie ilość 175. 12 dziś zostaje w biegu.000 sążni w drzewie. Herkules w Pakułowym Sm ugu wlesie pod Scaracliowicami zo Sztolnią. a kn2nice25. a na północ K ielc wielka liczba kopalu rudy żelaznej. ' 6. czyli razem 9 5 . 4 . po wzniesieniu now ych. P io tr w D a le jo w ie . Eizbićta pod Tychowem w części ssnacznej ku w y­ chodni w odkrywce. ^ 10. Powiększające sig zakłady. Czalczyński-Sniug. ze sztolnią. Sześć wielkich pieców okręgu tego jest obecnie w bie­ gu przy każdym z nicli znajduje się odlewnia. Przedbórz.000. Szydłowiec.oookoszy. r '12. Paweł pod W ielką-W sią. Kosz węgli zawiera lo k o rcy i w a ź y 4 do 5 cent:. Węglarstwo. na prze­ strzeni 120. sążeń drzewa (108 sz. 7. a mianowicie: I. n i .) wydaje 8 do 10 korcy węgla. 11. Samsonów. a przy nie­ . ■Piotr pod Bzineni. Kielce. między Miedzianogórą i Chęcinami. 3. Zygmunt w Miedzianejgórze. Małogoszcz i Łagów. a •w części Zwoleń.ooo sążni. Zwęglanie drzewa odbywa się w lasach Rządowych leśnictw: Iłza. Jan w Dziadku. Henryk pod Brodami z . ' 8. brunatnej i ka­ mionkowej. do wydania k t ó r y c h potrzeba przeszło ]op.

W llejow io na rzecć Łącznej. W ąchock nad Kamienną Marcinków —• —. 2. miechy są poruszano ko­ łem -wodnem. jest machina parowa i2-konna_ pomocnicza do po­ ruszania miechów. wydają przeS iiło 100. . Prócs powyższych wielkich pieców: 7. prócz wielkiego pieca iest: 5 pieców kupolowych. w jednej hucie których miechy urzą­ dzone do poruszania kołem wodnćm. miechy w ielko-p iecow e. 1. W Starachowicach nad Kamienną. W Mroczkowie na tej samej rzece. 4. dotąd je&zcze'nieodbudowany. Dotychczas wykuwa się surowiznę na żelazo w 3o ogni­ skach znajdujących się w następujących kuźnicach czyli fry szerkach. istniał wielki piec. — Bzin _ — — Ostojów nad Łączną Ogonów ognisk 5 — 2 — 2 — * ^ do przeniesienia 11 . jest te£ jeden kupolak i jeden piec płomienny. 3 . W Królewcu nad Czarną. 2. prócz koła wo­ dnego. 3.których.000 cetnaró w surowizny. W Bzinie nad Kamionną. koło wodne i dwie machiny parowe utrzymują ten zakład w biegu. poruszanym siłą wody. W Parszow ie nad Kacsrką. IV . 4. Kuźnice. W Samsonowie nad Dobrzycą. 5. i piec płomienny do odlewów tward3’ch . produkcja surowizny przejdzie w tym o krggn 200. porusza koło wodne i machina parowa pomocnicza. 5. a skoro wszystkie w bieg puszczone zostaną.000 cetnarów. oddzielne piece kupolowe. W Mostkach nad Kaczką. 1. który spłonął w r . Są też tam dwa kupolaki. w ielki pied z miechem cylindrycznym . 8. do przetapiania suro­ w izny na odlewy. 6. wystawione są trzy wielkie piece. miechy poruszają ko­ ło wodne i machina parowa. i 839. Rocznie piece ńa teiaz w biegu będące.

do budowonia wszelkiego rodzaju machin i narzędzi przemysło­ . oraz walcownia w której dwa piece wygrzewalne i 2 pary walców wycią­ gających. Jędrów Berezów Baranów. 7. podobnyź powySszemu zakład. wynosić ma przeszło 100. 3 . W arsztaty machiniczne i ręczne. VI. d. a ) Zakład machiuiczny w Białogonie zawićra: imo. Warsztaty machiniczne * potrżebnemi tokarniami.. W budowie są następujące pndlingarnie i walcownie. z tokarnią i t. W Sielpi ńad Czarną. Suchedniów Jasiów Janaszów Humer Światełko Małachósr z przeniesienia nad Łączną ognisk — _ — — — _ nad Pstrąinięą — nad Bobrzycą • _ —' — — — — — — .być robione Blachy gatunku. w których zamierzona produkcja £elaza płomieniem drze­ wa iipudlingować. Po wykończeniu dziś stawiających się Pudlingarni.6. W Brodacli nad Kamienną. kuźnicami ręcznemi. w której ma być walcowane \Vszystkie żelazo w Michałowie i Brodach przygotowane . trdzież mają . 2. Podlingarnie i W alcownie. 12.000 cetnarów rocznie. nie­ które z tych kuźnic zaprzestaną być wbiogu. pudlingarnia o 6 pudlingach. W Nietulisku nad Kamienną. walcownia z 6 pieca­ mi wygrzewalnemi (szwejsowemi) i upjrzęźami walców w y­ ciągających.ooo cen­ tnarów żelaza. 14 . 6 pięców pudlińgowych.W Michałowie nad Kamienną. V . 13. 4 . i na sztaby w y walcować sig mającego.. 11. i. S! młotem i walcami prżygotowawczemi. młot w ielki i walce przygotowawcze. 10. •— — — — — t— — ii 2 3 2 2 3 1 2 2 3 razem ognisk 3o nadto w Pstrążnicy nadPstrążnicą sąd wie kuźnie sprzętowe. 9. Pbw-yźsze 3o ognisk wydają rocznie około 4 o. 8. wiertarniami.

a mianowicie w jego częściach. pokłady rudy żelaznej. to jest w utworze węglo­ wym od Sławkowa do rzeki Przemszy IB r y n ic y . Kupolaki do odlewów żelaznych części machin i odlewuj mosiądzu. t o j e s t t r z e m a k o ł a m i w o d n e m i i m a c h in ą p a r o w ą s i ­ ły 4o k o n i p o m o c n ic z ą . 2. są też 5to. W a l c o w n i a b l a c h y S e la z n é j . po­ kłady galmanu i nad nim siarczyku ołowiu srćbrnońośnego. Do poruszania tego zakładu służą dwa koła wodne strumieniem Trapieńca obracane i machina parowa. a wreszcie w utworze piaskowcu żelezistego ku' pół­ nocy rozciągającego się. znajdują się) rozliczne kopalnie. 4to. wraz z 3o ku­ źniami. dw ie machiny parowe jedna 4 o-konna do wyciągania ■wody. .wych tak rolniczych jako i fabrycznych. grubość po­ kładu do 5o stóp dochodzi. a) Kopalnie W ęgla kamiennego. z sztolnią i p o d o b n i e S dwie­ ma [machinami parowemi téjze co powyżej siły. • 3 tio . w któréj wyrabiają kotły do machin parowych. druga 3o-konna do wydobywania węgla. I. Warsztaty te porusza machina parowa la-konna o ■wysokićm ciśnieniu. Kopalnie. Pobielarnia blachy żelaznej. p o r u s z a n e s i łą w o - d y . II. b) W arsztaty ręczne w Suchedniowie. pokła­ dy wfgla kamiennego. pilnikarskie i t . shisarskie. w którćj oprócz sztolni Ulmar n a . K otlarnia. T u się podobnież wyrabiają gwoździe rozmaite'za pomocą machin. X aw ery pod Będzinem.-wyrabiają wszelkie towa­ r y drobne żelazne. kow alskie. O k r ą g Z a c h o d n i. grubość pokładu węgla od i 4 do Ą2 stóp. d. F elix w Niemcach t machiną parową la-konną do wyciągania wody» grubość pokładu 7 do 3o stóp. 1. W zacliodnio-p'oludniówéj częi^ci Królestwa w utworze awanym Szląsko-Polskini. 3 . Prócz tego jest ado. Reden w Oąbrowie. za temi w utworze wapienia niuszlowego i dolomitowego około Olkusza i Siewierza. sprzętowemi ręcznemi.

2. z sztolnią Wernera. M aurycy. zależy od poniżenia poziomu wód podziemnych. nawet podwój­ ną ilość wydać są wstanie. 5. Pokłady sfj różnej grubości od 2 do 9 stóp. w stoku tćjźe. ' 5. pogłębiono szyb. gdzie od półtora wieku z tego powodu roboty zaprzestać musia­ no. jakoS niedaleko dawnych odrzwi ujściowych stolni Ponikow­ skiej. obecnie doszedłszy dospągu w głębokości 46 stóp ustawiona nad szy­ bem machina parowa stu konna. / sztolnią CccyJja. w którym cembrzy­ nę zastępują ściany elliptyczno z żelaza lanego.000 korcy węgli kamiennych. Ulisses pod Bukownem. W Siemonii. Rocznie wydają te pokłady przeszło 1. 4 . Anna w małych Strzemieszycach. działać będzie celem osusz ^ ia poi^ kopalnianego. X machiną parową 4o-konną do wydobywania węgli. lecz w miarę potrzeby. zalewających wszel­ kie dawne roboty górnicze pbd Olkuszem. do wyciągania wód machinami. C. zastąpić zamierzono wybiciem szybów. Tadeusz w Strisyżowicach. Barbara w Życlioicaoh . 2.4. Oraz płóczkarnie galmanu przy kaźdćrj z tyeh kopalni. Józef na Starym Olkuszu.' gru­ bość s'rcdnia pokładu tylko 3 stóp. 1. gdzie jest użyta machina . August w Mierzęcicach wydająca rudę żelazną i glinką Ogniotrwałą. Kopalnie rudy żelaznej znajdują się: 1. W Najdziszowie. 3. W czasio pogłębienia używano machiny parowej 6-konnój do w y­ ciągania napływających wód zaskórnych i dennych. .000. Jacek i inne pod Niwką. a) Rozszerzanie kopalń galmanu pod Olkuszem i mo­ żność wydobywania obok tego rudy ołowianej. Oczyszczenie dawnych sztolni wodę podziemną od­ prowadzających. 4. Rocznie wydają te kopalnie wraz z płóczkami około j00. Jerzy w Starczynowie. B a r b a r a w Ż y c h c i c a c h w y d a j ą c a ta k « e g a lm a n . b) Kopalnio Galmanu. kosztowne i trudne. parowa siły 4o koni. 3 .ooo kibli.

Potrzebne drzewo do odbudowy kopalń | brane jest prócz tego . dwoma kołami wodnemi' poruszanych. a).000 cetnarów cynku. b r u n a t n e j. . (i.ooo korcy węgli. K o p a l n i e le w y d a i ą o k o ło 180. H uty Cynkowe.z lasów rządowych leśnictw : Olkusz i Olszti^ń III. i prywatno Kło­ buckie dla Blachowni. które im paliwa dostarczają. 2. rocznie około 45. W okręgu zachodnim wielkie picce jedne pi-ze*naczone są do odbywania biegu swego na węglu kamiennym. o dwóch parach walców. Huta Xawery pod Będzinem o 5 oo muflach. H uty powyższe wytopiły w r. nad kanałem od rzeki Białej Przemszy. II.000 k i b l i r o c z n i e r n d y ż e ­ l a z n e j z g a t u n k u i l a s t e j . mogące zatem wydać do 4o. Obok tej walcowni jest odlewnia 1żelaza do twardych odlewów. a mia­ nowicie rządowe. Krzepickie dla Panków. a mianowicie: 1. i dwóch piecach zarzystych (glijowych).000 centnarów bla­ chy cynkowśj dostarcza. z. a Pradelskie dla Pradeł.000 sąSni (po 108 stóp). IV .5 W U o g n c h w a ło w ic a c li. około 60. K w ie c ie ń 1041. ' Cynkownie położone są w bliskości kopalń węglowych. węglu kamiennym. T o » ir. W Kostrzynie. dru­ gie na drzewnym. 8. 4 . 29 . W Kamienicy-polskiej. Na węglu kamiennym lub koksie czyli zwęglonym . z dwóch pieców płomiennych składająca się. W ielkie Piece i Odlewnie. a walcownia Sławkowska do 20. dostai'czają poblizkie im lasy. W alcownia blachy cynkowej pbd Sławkowem. Huta Joanna w Niemcach o 200'muflach. potrzebne węgle do reszty wiel­ kich pieców i kuźnic. a n a j w i ę c e j k a m io n k o ­ w e j (S fe ro s y d e ry t). 7. W B a r g le . 9. 3 . ^ Oprócz hut cynkowych i tych hut żelaznych.. które idą na węglu kamiennym. Węglarstwo. Huta Konstantego w Dąbrowie o 5oo muflach. w Konopiskach.

W Prodłach nad Pradli|. po­ ruszane są dwiema machinami parowemi stu konnemi. 1. n» węglu drzewnym idą wielkie piece. Rallnerje Surowizny. siłą wody i machiny parowej i2-konnśj. V I. 4. dwa miechy wielkie cylindrowe. jeden now y wielki piec w biegu od r. Paliki — _ ' _ _ — . — — 1 4. za­ mierzona jest na 24o. Kuźnice. b ). 5. W Pankacli wielki piec za czasów pruskich wysta­ wiony. idą na wpglii kamiennym. do których miechy wielko-piecowe wiatru dostarczają. W Hucie Bankowej jest pudlingarpia z walcownią. 3. Henryków w N iw ce nad Przemszą.000 cetnarów surowizny . Kostrzyn — — — — — 2 razem ognisk 5 roczna ich produkcja żelaza wynosi do ia.ooo cet. 1.ooo centnarów ■yil. surowizny.Huta Bankowa która posiada 6 wiołkich piccównawo wystawionych. 2. V . Przy Hucie trzy s iły B a n k o w e j s ą w o d d z ie ln e m z a b u d o w a n i a o g n is k a c z y l i f e j u e r j c z m a c h in ą p a r o w ą d o m i c c h ó w . Przy wielkich piecach Henrykowa stoją dwa ogni­ ska. W Blachowni dwa nowo wielkie piece od iSSy w bie­ gu. Pudlingarnie i Walcownie. Praszczyki nad Kostrzyną — ognisko 1 ■-2 . '4 pieców wygrzcwalnych) dwóch wielkich miotów. 60 k o n i. Kuźnice znajdują się następujące. 1 3 . dwa wielkie pic­ ce z miechami siłą wody poruszanemi. jest do 90. Ogólna produkcja wielkich pieców na drzewie idących. Pudlingarnic i walcownie okręgu zachodniego . 1. 2. odby­ wa się jej rafinowanie w oddzielnych ogniskach zwanych fejnerjami (iinerics). Cyganka — — —. czterech par walców przygoto­ . składającą się 2 18 pudlingów . i 838. przyszła zaś produJccja wielkich pieców H uty Bankowój i H enrykow a. Dla przygotowania surowizny do pudlingowania.

2. 2. W ar­ sztaty te utrzymuje w ruchu macíiina parowa i2-konna. TęSuia spadku piérwszego. II. 4 pieców wygrzewał nych. wutwo-r rze jura-wapienia. VIII. D la potrzeby Zakładów okręgu zachodniego. urządzoną je. wysokos'ci 4o stóp. /kąd rurami prowadzona jest na tężnie. z młutu wiplkiegb. dwóch par walców przygotowawczych i 6 par wyciągających wszelkiego. z solanko-zbioi-em podtężnionym. ma długości ścian ciernio­ wych 2260 stóp. lub onych naprawą. u ■wierzchu 8 stóp. iedna wiel­ ka siły 100 koni do walców i jedna siły 12 koili do pompowaiiia wody pożywnej dla machin parowyehJ^Haty Ban­ kowej 2 kanału od rzeki Przemszy. zatrudniony bu­ dowaniem machin parow ych. Do utrzj'mania biegu zakładu tego służą: dwie machiny parowcp każda siły 38 koni do młotów.<it na 200. Źródła Solanki. Tęźnie.wymiaru.walców wyciągających wszelkich wy­ miarów. Świdrowanie nowego otworu jest teraz rozpoczęte. Tężnia spadku drugiego podobna do piérwszéj dłu­ gości a 5o6 stóp . z które­ go po pierwszćm tężeniu solanka podnoszoną jest już machiną parową siły 4 -koni na dfugą tęźnię. istnieje przy Hucie Bankowej zakład machiniczny. zawierającą w 100 częściach w przecięciu Szczęści soli rozpuszczonej. zw ykle spływająca do jéj solanko-zbiorii solanka zawićrą 17 do 19 części na stu soli. W Niwco nad Przemszą pudlingarnia z walcownią.000 cetnarów żelaza. III. założoną została warzelnia Soli w r. Warsztaty machiniczne. Źródło dostarczające obficie solankę. ztąd wyciąga­ ną jest solanka na . Produkcja ielaza w obu tych zakładach. szeroka u spodu 12.' wawczych i 12 pai. 18 24 I I. opatrzo­ ne jest w machinę parową siły 8 koni do jéj pompowania. gdzie od dawna wiadome było źródło wody słonej. Siła wody utrzy­ muje ten zakład w biegu. Z a k ł a d W a r z e l n i S o l i . Po nad W isłą niedaleko Nieszawy i Torunia. składająca się z 6 pudlingów. Tężni jest dwie cierniem założonych: 1.

IV .zbif5ra sig w solauko-zbiórze głównym pod tymże dachem znajdują<iym się. z o k o ła ta j a o t w o r i ą c j . P. j e s t 6 . w in n n y hoJd k a ż d e m u Postanowiłem a r ty k u ło w i oddaw ać za­ u m ie s z c z o n e m u Bibliotece r^ k ą j é n i a i n y c h p is a r z ó w . W te r a właśnie sztuka i tak za- . ł a t w i ć j go p o k o n ÿ w a . autora artykułu o Bibliotece War&zaw^kiéj zamieszczonego w JNr X I I Przeglądu JVarsz. Gdyby n p k to ś n ie z n a ł z u p e łn i e d z ie ła p. W arzona solanka mokra. Roczna produkcja soli warzonki w Ciechocinku. d w i e w k a ż d e j w a^ r z e l n i . p r z e z o d p aro -f v r a n ie -w o d y . wynosi przeszło ]0o. List p . po ocieknięciu wilgoci na pry­ czach. j)u crédit et de la circulation m is t r z o w s k ą r ę k ą je n ia lh e g o p is a r z a s k r e ś lo n e n a s tr ę c z a ją m n ie n a j s łu s z n ie j s z e w ż y c i u ' p o w o d y d o u w ie l b ia n ia r z a d k ie g o k r y t y c z n e g o t a le n t u r e c e n fe e n ta . P a n w i ż e la z n y c h 48 s tó p d ł u g i c h . idzie na panwie. Upakowana \v solówki po 25o fun: poi: idzie do magazy­ nów solnych na sprzedaż. C i e s z k o w s k i e g o . Chociaż z j e d n y m lis t e m m o im z r o b il'e á lak j a k k u |)c y z w y k li go na in n y c z y n ić ryn ek. tęźnię dachową. która oczyszczona z obcycli części przez przymieszanie w oddzielnych kadziach nieco wapna. n i e p o w z i ą ł b y o n im z k r y t y k i p . III. a p ó l t o r y s t o p y g łę b o k ic h . Augusta C ie s z k o w s k ie g o . w ra tu ry . gtlüi’e słońcem moźc być jeszcsic lęioną. następnie w stosy zloSóna. a r c y t w o r i ó w l i t e ­ Na n ie s z c z ę ś c ie d o tą d n ie m ia łe m d o t e g o s p o s o ­ b n o ś c i. Naprzód ( n i e w ie m d la c z e g o ) p r z e n ió s ł a u to r a n a o b c ą z ie m ię i w y ­ m ocn ó c h w a lę «e z a r a z n a p o c z ą tk u p a r łs z y w g r a n ic e o b c e g o p a ń s tw a . w trzech domach warzelnianych pomieszczonych. Ale u w a g i n a d d z ie łe m p . W . F e l i x a Z i e l i ń s k i e g o n a j­ m n ie js z e g o w y o b r a ż e n i a . suszy się na blatach żelaznych pod którcirii są ogni­ ska. je s z c z e r a z p u k a m d o d r z w i t-woich w sze s z a n o w n y re d a k to rz e . Warzelnie. Suszenie Soli. p o 24 stó p s z e r o k ic h .3. w k t ó r y c h s o la n k a z o s t a je w a r z o n ą . z p od m oezon ym ja je d n a k to w a re m p a m ię tB ją c o d s y ła ją c n a ś w ię t e s ł o ­ w a . W arzelnie otrzymują rurami źelażhetni solankę utężo* ną. H ieronim Łah(chi.ooo cetnarów polskich. gotową jest do ziiSycia. a w braku-stosownćjjpory.

autor sig pośpieszył.yna pochwalać zręczność i talent począt­ kujący autora. twierdzenia jego niezgodne z teo ry ą .— To z dziwną zręcznością robi recenzent w. W yrzekliśm y się prze­ cie tych przestarzałych «grzeczni onych form klassycznycli arystarchów. A le w czćm szczególnie zajaśniał talent jenialny krytyka. z młodymi patrycyuszami w szcre. Juź dzisiaj tak się nie pisze jonialny krytyk dzisiaj wybiera sobie ad libitum podług swego widzimisię kilkanaście miejsc urywkowo z dzieła. Kiei-eszować po tw arzj’’. niepojmował o czóm mówił. wyprowadza z nich wnio­ ski.WS2C krytykę pisać należy.że niepozostaje nic p . a które sztucznie zbliżone do siebie w y ­ kazują świeSo utworzone sprzeczności. to przy odkryciu tej n i e d a r o w a n ć j Wady w p. Prosto mówi sig z góry. stary . ale t“.gacli Pompejusza. sprzęga wyraźeijia z których każde zupełnie co innegd w wtaściwćni sobie miejscu znaczyło. w spo­ sób jak zwyczajnie czynią professorowie gdy im dzieci pen«a swoje przynoszą. wystawić ją w najlepszem świetle z największą do­ kładnością. Cieszkowskiemu jak tylko ude­ rzyć się w piersi i przyznać sig do cigżkićj i n i e o d p u s z c z o i i ć j winy. Nareszcie rozparłszy się przyzwoicie na trójuogn. A potem z au­ torem trzeba zawsze tak postępować jak Cezar przykazy­ wał czynić swoim weteranom . ale to zawsze z pi-zyzwoitą powagą. naprzód przyprowadzić do najprostszego wyrażenia myśl autora.“!zgdzie od początku do końca wyręcza autora i snuje z słów jego twjerdzenia którychby czytelnik napróźno szu­ kał w dziele p. o których się ani śniło autorowi. z którego zawsze jenialńy krytyk w yrokuje. Cieszkowskiego. Cieszkowskim że on zawsze pisze pod inspiracyą swoich wraźeń(rcccnzent lego nie c z y n i ) spodziewam sig. za które dostaje się należycie autorowi. zac/. a później śledzić jej rozwinięcie czyniąc uwagi i zarzuty jakie się nam nasuwają spoglądając na całość z obranego przez nas stanowiska. AV}aściciel lasu zawsze słusznie odpo­ wiada za to. po gło­ wie śmiało i na nic nie uważając. Stara to i oklepana metoda. którego rozbiór czynić zamyśla. Ja tosam dawno j n ż uważałem. jeżeli się kto w nim obwiesi. próżno się oszańcował w zdobytym axyomie?? A le przyszła i na niego chwila reflexyi (nie na recenzenta) w yrgczym autora..

Z życia mojego Dziadka. założenie ogromnych centralnych punktów i temu podobne autor zapewne sam chętnie oddaje pod roztrząsanie krytyczne. Nie tak sądzi stryjaszek rzucał się nie­ zmiernie czytając krytykę p. zbadane pod wszystkiełni -względami świadczą o doskonalćin i sumiennćm zgłę­ bieniu rzeczy o którćj autor pisał. llecehzent kończy mćwiąc banki podziękują autorowi.i p. Se to są rzeczy zależne od miejsca czasu i okolicznośpi niedające 'się ująć w żaden ogólnik. (Nadesłano). Ciesakowski nigdy się z niego nie poprawi i zawsze będzie pisać pod iaspiracyą własnych wrażeń. W P a le s t r z c p o z n a ń s k ie j p r z e * ^Swiczył s ię W p r a w n i c t w i e . Oto są marzenia stryjaszka który czeka z niecierpliwością uwag mających wyjść wkrótce nad tćm dziełem z pod ręki świadomćj w tych rzeczach osoby. Powiada np.iesię marząstryjaszko"wi urojenia. a gdy "doszedł do tego miejsca w którćm recenzent powiada le p ie j późno j a k n ig d y. p o b o ż n y .—^Dziw. p . D ziadek m ó j.ieła. S. Te dwie myáli rozwinięte z rzadką gruntownością i jasnością. Prawda ich tak jest rażącą źe już dzisiaj znaczniejsze tranzakcje prywatne za­ łatwiają się papierami procent przynoszącemi a nie brzę­ czącą monetą. anno mileisimó — jw® . — Po■wtćre radzi jeszcze zamienić brzęczącą monetę na papiery przynoszące procent w obiegu. s z c z e r z e g o ś c i n n y — a i n a i n n y c h c n o ta c h ' nie z b y w a ł o m u b y n a jm n ie j. i lepićj jak kto­ kolwiek przy obszernych swoich wiadonw)ściach i głębokićj nauce czuje. zdarzenie w | częściach prawdziwe. r z e t e l n y w s ł o w ie . w p o t r z e b a c h za ś krajow ych’. co do recenzyi lepićj byłonigdy. c z u ły n a n ie iz c z ę ś c ie i n ę ­ d z ę b l i ź n i e g o . na s e jm ik a c h n a b y ł w y m o w y . g o s p o d a r n y . westchnął głęboko i powiedział nie zawsze. a ja dziękuję recenzentowi. że dzieło pana Cieszkowskiego przywiedzipne do najprostszego wyrażenia radzi timobilizowanio wszelkiej wartości rzeczowej opiex'ająe tę mobili­ zacją na czemsiś pewniejszćm i mniéj ulegającćm bezustan­ nym zmianom aniżeli kredyt w dzisicjszćm pojęciu. Zielińskiego . Praktyczna część dł. b y ł t o c z ł o w i e k p o c z c i w y .

. 20 ją najczęściej 2 chrzatiem jadał. do barczystych ludzi należał.. — a następnie drźącemi usty czoła się mojego dotknął. . iz gdymnie ojciec mój do niego zasłał. iż tylko skntecznćj ma.— bo i^słowa odpowiedziéé nie zdolny.pomnę— ćlostał po za lewe ucho tak serdeczną krysę’ .. swigto kontusz granatowy i ceglastego koloru źupan.— rzekł pewnego razu dziadzio na­ pierającemu się z towarem Niemcowi „o daj mi tam mucu pokój ztwojemi szkiełkami. p.. i był jakby za­ pisał.— deszcz.. owo tedy barania^głowa z pieprzem i im­ biérem mości dobrodzieja! Tak mnie tym argumentem i swojem przysłowiem zmif-szał. kupowali takow e. Dziadek mój do rzędu krępych. odw iia.. Nie ma tego złegp coby na do­ bre nie wyszło. — i panowie nasi każdej nowości chci­ wi.. Tatar im dokucza«— pomacał się za lewe ucho.4ci wggierskiéj winien był ocalenie ho­ norowego członka (ucha)..— otarł zwilżone o czy. — Pan Franciszek przysyła mi waścia do pomocy w m pich kłopotach. bo itwaSałem. moifci dobrodzieju“ : nie wiem dla czego z pieprzem i imbiéreni. uosił na. na powszedni dzień papuzią kapotę— zaźj^wał tabakę. — Szczçs'liwym się nazwę.. powiem raczéj.— miał przysłowie „ow o tedy barania głowa z pieprzem i imbiérem. W zrost jego nieodznaczał się szczególniejszą wynIosłos'cią. boć ślubnego małżeństwa synem jesteś. a prawym wnukiem moim.. Kiedy się zaczęły upowszechniać termo­ metry 1 barometry. co się na­ zywa. jeżeli będę mógł dziadzi do­ brodziejowi być użytecznym . Tatar mnie łapie. iź niożonćj przez drogę przemowy zapomniałem i sta­ nąłem istotnie jak gdyby z baranią gło w ^ . Wejrzał na mnie łaskawie. — Cóź to? .. mróz. A le pominąwszy i inne drobnostki. ucałowałem rękę i list oddałem. „Tatar mnie swędzi. już ja pono lepiej wiem od cie­ bie o zmianie powietrza:“ — bo teź istotnie zw ykł dzia­ dek mawiaó. miał ju i szanowny dziadek 80 Jat z górą. przeciwnie ś.naavTę'‘ — a przecież waści się ju8 nazy­ w asz. Bez okularów pismo odczytał. Skłoniwszy mu się przyzwoicie. — lub jak z kolei wypadło.

Organisty z K obyléj-W oli. . zamifast wskazania rzeki Noska. omi­ nąwszy jezioro. powiódł laską w powietrzu od lew icy na prawo i rzekł: ot. idije na lewo przez Jędrzejów półanek. i 684 o spor­ ne pastwisko po nad rzeką (fluvium. — Istotnie dziaduniu dobrodzieju! źe dokument jestdobry. bo trochę mokra będzie przechadzka. Jędrzejów polanek. gdy poczciwy Dziadek. kamieni. m o ié j j m i e r c i . ! Nazajutrz jnź od 5 ćj rano. płot Tadeusza. iź. odpisywałem granicznik ze­ znania świadków iu k ła d z X X . 30 w łikziem i ornój. gru. ale nie zaszkodziłoby. tyleż łą k i pajtwisk. Ówo tedy ba­ rania głowa z pieprzem i imbiérem mości dobrodzieju. .. Pisze mi Pan Pranci. . zaszkodzić. na czczo mogłoby. — Owo tedy barania głowa z pieprzem i imbiérem. grusz­ kę. po cóż tu oglądać. płota i ‘ i studni. Podoba mi się.p o je g o n a j d ł a i s z e m z y ć i u .. Marynusia matka twoja zdrowa ? — M^^łaśnie mam polecenie ucałow ać.. wyźój gruszki położonych. i sludnię Kaspra B^dręgi. a p o w a ś c i . a kiedy-waści życzysz sobie o b e jr z i ć lo c u m g u a e s iio n is . dot^d jest nasze.śmiałkiem na gębę nic jesteś. — A cóź. na­ pij się waść gdańskiej wódeczki.szki. łacinnik z aspana. — Dobrze. . — C z y jo d z ia d u n iu ? — N a jp rz ó d B o s k i e .) Nosek. ojca p o tem m o je . Któż opiszo moje podziwienic. Zo­ baczymy! mości dobrodzieju. . dwa kamienie.szek. t o i pójdziemy. luź po nad płotom Tadeusza. możebym i zrozumiał. ii waści na próżno kaszy nie jadał i ie owo tedy ba­ rania głowa z pieprzem i imbiérem. (Miał to byó naturalny spadek granic). — oprowadziwszy mnie przez góry i waw’ ozy pół­ milowym lasem.— Dobry znak. zroziimiał waść? — Gdybym zobaczył rzekę Nosek. abym się na miejscu przekonał. począwszy od dwóch kamieni. *—>Kubek w kubek gada jak te Niemcy. od stu lat ręką ludzką nietkniętym. dobrze mój w'naku. kiedy dokument jasny jak słońce mości doi brodziejir. a . waści z gruntu rzeczy bierzesz. 2 0 waści. Cystersami z r. . aż do studni Jana Kaspra Bzdręgi.

wbiegł zadyszany Jacek. — Cóż to znaczy dziaduniu?. pqd które- tni zawsze urny z popiołem K w ie c ie ii *84». owo tedy barania głowa. piechota . —• Ot także uczyli aspana. .. sie* kierami i różnem ręcznem narzędziem “ nnła na przełaj do drogi od Smoigcina. . kie­ dy się kontrowers w przyzwoitym zakresie oznaczy. (*) juź dwadzieścia hoic ścigli — a jest ich tam z siekierami jakby mrówia. gdzież tedy owe zuaki graniczne ? i nadto. mo2ua> iiniię panii^tUi* 30 ■ ... było nas w trzynaście koni. dawne aryjańskie sm jta • rze: jest to 'zazw yczaj pagórek z sterczącem i kam ieniam i. jakoby miech ko­ walski nadymająca się gęba Jackowa. — A patrzaj g o ! . . te hołysze zje^ć mi spokojnie nie da­ dzą Waść stoisz jak słup. — bierz gwintówkę..Èelezca niezaszkodzi..— A toćże Asanu powiedziałem.a i kawał .. . pod przywództwem ekonoma Ponikwy. — Janie ży­ wo po gromadg. dóbr pana Szambelana. — pytać się „c o to znaczy ?“ . dowód różnicy żwierząt od ludzi złożyć była w stanie. — Przy Pokutnem od wielkiego źala. Owo tedy barania głowa a pie­ przem i imbiérem chciałem powiedzieć mości dobrodzie­ j a . . . — Już dziadek mój powrócił z alkow y z serpen tyn y u boku.. ochraniam jakoby na lekarstwo. kiéj tam licho i czego mo­ ści dobrodzieju. straselec leśny.. ( * ) Ż alam i — nazyw ają ludzie w iejscy. — a myśmy podobno zajęli sześćdziesiąt z okładem..— A lę przepraszam dziadzię dobrodzieja. . — D w orscy na koń» — dla paaa Augusta okulbaczyó gniadego — iyw o! iyw o! Przez ukrzyżowanego Chrystusa Pana.. . iz a nim. a toć że to te szambelańskie pogany mój własny las rąbią.. i z charapnikiem w ręku. — z w idłam i. źe łacniej wynaleść naciosy i kopce. . którego Bóg widzi.. w dokumencie mowa tylko o ^szeácin włókach. Na samém dokończeniu przedobicdnćj modlitewki» któ­ rą dziadek z wzniesionémi w górę oczami.* — Mateiisz! kasztankę — wołać mi Ponikwę. i Fan Sombelan z«ynem przyglądają się — wyjąkał Jacek. odmawiał. „Pod Twoję obronę“ _ wymówił dziadzio. gdyśmy z dziedzińca ruszyli.

bo szambelańskich na stu starczyło. usta zsiniałe. koń miał mocną grzywę. a pan szambelanic w nankinowém odzieniu.— Tu tjjdy. — Takie owo tedy. spiął srebrny ostrogą anglizowanego i wraz z panem Jćzefcm na wyści­ gi pierzchnęlt. ... dam mu łaskawybhleb do śmierci“ — zawołał dziadzio. włos na- .— tu — owo tedy barania głowa płynęła moici dobrodzieju z pieprzem i imbiérem rzeka Nosek. gdy z pośród gę­ stwiny lasu. — Czy go Waści mocno obłożył? . ja lcdvro źem się przez kark gniadego nie zw alił. alterum tantum sie> kier. ale bo teź. — gdy i mój dziadek z krucicy w ypalił. już pole bitwy z nieprzyja­ ciół bczyszczonem' było. w yn nriyłsię Jacek. Gęba jroztwarta. _ Będzie pamiętał! dziaduniu. — przelękliśmy się istotnie na widok jégo. p rzy­ jęły odgłos wystrzałów.— na lewo padł strzał daleki. a Odro węże w piechocie nie bs^wali mości dobrodzieja. Nie upłynęło i pięciu pacierzy. Właśnie zabieraliśmy sig do powrotu. Cieniem stuletnieb dębów ponure brzegi jeziora. — uczyli waści wierzchem jeździć. a przecież to pan Franciszek. i wmgnieniu oka wpadli­ śmy z po za g ó r y na szambelanskie zastępy. — w yraekł dmadzio mijając sąSnistym kasztanki kłusem. ledwo zdążył wymówić „Josephe pre­ nez garde — ta pocxwara strzela do ludzi“ .. ojciec twćj. a g d y P o nikwa z piechotą' n a d d ą g n ą ł.— po chwili i drugi. Pod Jelenią Górą osadził d«iadek'kasztankę na tylnych.— szczęs'ciem. — ale gdy panu Szambelanowi siarka tuS pod nosem małym prze­ sunęła się obłoczkiem.l>rata uchwyci. Trzydzieici wozów z zaprzęgiem. aź Ponikwa się ozwie. lica jakoby z ktedy. Zląkłon się i mojego prochu. trzydzieści lat słu­ ż y ł w ojskowo. — jakii maleńki strumyczek. Trza zaczekać. czapeki sukman— uwieńczyło zwycięztwo. „K to mi tego psu. a Bóg świadkiem ołowiu nie było. W szyscy obecni nie w yj­ mując i dziadzi. bo i konie jeszcze no­ zdrzami gęsta ciskały parę.— ■moSeby nam się było i po skórze dostało. • Dubiium belli eventus. tp jędrna nahajka.

Bóg skarał? — W ielmożny Panie. . Jacusiu prze­ żegnaj się. gadajieź Jacuniu.oczy kołem biegały. źe gó Bógjźywie ukarał. . — Toćmy wiemy. posłał mnie oto pan Ponikwa.ujrzał.. Bóg ukarał? — A juáci wój Sombeiana. Ponikwa z fuzji wygar­ n ął. powiedz Jacku.. a przecie/... iź cudzego za­ pragnął.. . może mu się bies pokazał.. ale żeby go tak ryclile Bóg skarał. gnali przez w ycinki. — Cóźeś takiego zrobił? — W ielm oiny Panie. — W ielm ożny P an ie ! .. myjieliáwa. uieruchomy język.. Se on zawsze nasze gra­ nice nachodził. a źe i W ielmożny Pan ozwał się pod Jelenią Górą. nogi się pod nim trzęsły. bo choeia tam i w dr/ewinie przyciasno.. — kogo to p.. Se chyba się o nią spłaszczy. i cóżby mu się więcćj złe­ go zrobiło?. Jeszczeámy do jeżowego dęba nie zbieżeli... — ale nie taką mu Bóg s'mierc naznaczył. . chyba. ' — Owo tedy barania głowa. ja wiem ześ ty człek uczciwy i dbały o dobro móje sługa. upadł na kolana przed dziadzią i okropnie westchnął. jakże ja ich..jciony.. abyśwa z Grzelą i Stachem od wąchockiego dołu hałas robili. Coś go nastraszyło. — tylko się za krzyż poma­ cał i nuże daléj uciekać. anim go dotknął. tego ja się nie spodział. . ale na wąchocki dół najbliíéj im było uciekać.. — Prawda W ielm oiny Panie. Ekonoma krzykać: — „trzym aj! chw ytaj! — nie puszczaj!“ — i szliśwa naprzód ku Jeleniej Górze: — w tem . Boźeodpusc— Sombelan z«ś sy­ nem.. już p. — a on stary jak skręci konia w b o k. jak go to P. — Jacku! cóź ci się stało ?. W ielmożny Panie! ... amm go ru ­ szył. za to. — także my tedy poczęli wedle rozkazu P.. . ja. — Jacuniu! owo tedy tylko się hie lękaj. proszę Jegomości. .. jak się o sosnę dmu­ chnie. nie winien. co koń mógł w yskoczyć... źe to juź kuso ze som belańskjem i.... beü najmniejsasćj władzy na dolnych spoczywał zębach. Boże mnie sądź. . jak m yz P .“ ^om miarkował.— niyswa że teź znowu k rz y k n ę li. że uciekł..E konomem zabieżeli od Smolęckiej drogi. krzyknąłem w pełne gardło— „ H u -H a ! trzy-' maj!..

kształciły gust i w pływały na oświalg. . Au: W U . ryża peruka! leżała przed Jackiem. napotkaliśmy osmuconych Grzelg i Stacha.. a syn taź za nim... prowadź na to mićjsce.“ 'ón jak álepy ¡mazar niepatrzącprsseił s if naprzód szorował. Śmiech powszechny zastąpił miejsce przestrachu. Wyicigi konne — Wyitawy bydła^ fFy$tawy kwiatów. Za rędzińską strugą. Po drodze dziadunio ciężko wzdychał i pacierze odma­ wiał. publiczne wystawy obra­ zów i rzeA y* I^ocz tak jak te środki waSnemi są dla siańu i rozwijania sig sztuk pięknych. jeno niu się syja s'wieciła....— „ o ! la Bo­ ga!!!“ wrzasnęli chłopi.ej • by upiór do Smolęcina. a i się koń opienił. w tém wiéíki Boże!. a on pojechał ki. Zimno się każdemu ż nas robiło : dochodząc do wącho­ ckiego dołu Jacek wyprzedził nas^o kilkanaście kroków— i pod wspaniałym jodłem uklęknął i przeSegnał sig.>tln nomine Patria. patrzemy.łapaj! .“ zawołał dziadzio. Grzela clioiałmn zapiedzod wąchockiego dołu.. zrobił nam Prima-Aprilis.. potrzebują publicznego i kaSdemu dostępnego bytu. . spytał się i pobladł dziadzio.... . — jak druk roznosi na . — dziatwa pomiędzy śobą siseptała... Sztuki pigkne aby czyniły postępy... co Ja­ cek b ył wyznał.. ~ Głowa leży przy wąchockim dole. galerye i peryodyczne. Zgodnie co do słowa powtórzyli to ąamo. Z prawdziwém przerażeniem przystępuje dziadzio w miéjsce gdzie głowa szambelana miała leżeć.. W olniejszym czasem. Sombelan wpadł pod jodłową gałęź— i wéj tak^ jakby noSem skrajała mu sig głowa. a za nim i my w szyscy posuwamy śig.. a źe to był dzień pierwszego kw ietnia. — jam milczał. resztę opowiem. ToSczóchrana. — I gdzież? gdzie leży?. dziadzio rzekł z dobrocią. aż tu. Środkami takiego ich bytu są teatra« koncerta. — Pewno trupa koń w pgdzie u n ió s ł. a krew strumieniem rzygała.„ — niednj! ..w y r z e k łź e g n a Jąc się dziadzio — prowadź nas. owo tedy barania głowa mimowolnie moici dobrodzieju..

w innym pierwotnie celu i zamiarze odbywane b yły . w ystsw y b yd ła. pózniéj tćS dopiero w róSnych krajach . dnie w których o d b y w a j ą się wyścigi konne. celem osiągnięcia wySszego w swym zawodzie wykształcenia. począwszy od familii k r ó l e w s k i ć j 8 . publiczne i peryodyczne wystawy jeg® płodów.przestrzeń i czas myśl. a tam gdzie szło dawniéj o próSne i swawolne męztwo czło­ wieka. kto miał s p o s o b n o ś ć choć raz być ich świadkiem. Rękodzielnik. a moSnoić wzajemnego porównania doskonałości swych płodów — głos opinii publicznéj. — W szystkie stany wny w nich interes. zamieniła prawie na dnie ś w ią t e c z n e téj okolicy. a nawet w wielu dotąd go jeszcze nie mają. — Anglia przywięzując dumę narodową do piękności postawy. ten' długo w pamięcif przechow» wraienie którego doznał na widok tego rodzaju narodowéj uroczystości angielskiéj. i e chciała znaleść w nich środek £y wéj do postępu zachęty . i doskonałości natury konia. których uSyteczność troskliwa opieka Rządu tém bardziej jeszcze poparła . nadąj§cjéj byt pabliczqy. — K t o zna b li­ żej szczegóły tych wyścigów. są najstosowniejszą na to formą. Czas jednakSe. w którćj zabawy te mają miejsce. Płody rolnicze nie przedstawiając tak wielkiéj rozmai­ tości jak rękodzielnicze. Francya. I wystawy kwiatów i rozmaitych osobliwości ogrodniczych i rolniczych. przez rozdawa* nie zasłnSonych nagród honorowych tym producentom. — są dla niego najtrafniejszą ska* zówką dalszej jego pracy i usiłowań. i z uro­ czystą starannością nimi zajmują się. — tak równieS waSną jest rzeczą dla postępu przemysłu. idzie dziś głównie o piękność i szybkość konia. Niemcy i inne kraje mają tego rodzaju Wystawy i wyścigi. Anglia. znajdują w nich środek uroczystego publicznego wystąpienia. Kraj nasz cieszy się juS od dawna wystawami płodów rękodzielniczych. W yścigi konne biorąc swój poccątek w dalekiej prze­ szłości. do publicznego powołane zostały wystąpienia. W yścigi konne. których płody w yższą doskonałością odznaczają się. fabrykant i rolnik. i kszałci wiedzę człow ieka. znaczenie ich i cel przem ienił. na którem pra­ wdziwy postęp ogólnego przemysłu polega.

co bądź szczególnością. a szczegôlniéj od lal kilku w Prusach. zwracając uwagę na świetny stan tego chowu w An* g lii.kość summ zakładowych i premiów. Francya mało w ogóle dla rolnictwa czyniąca. natenczas historycznej w Anglii dostępuje sławy. nà które rolnicy z całego kraju lub prowincyi sprowadzają. i razem zebrane na widok publiczny wysta­ wiają wszystko to . polega zw yk ło na stowarzyszeniu sig osób in- . i tyle korzystnego w razie pomyślnego losu spienifionia swego produktu. mają pierwszeństwo przed innemi. i świetnym owocem swéj pracy i mozołów. silnie na postęp chowu bydła a za nim i całego rol­ nictwa wpływają. lub szczegółowćj prowincyi. Odbywane w ParySu i Chan­ tilly są najsławniejsze. dla większéj części Europy położyła. i na zasługi jéj które we względzie kształtności i stoaownéj do zamierzonego uSytku budowy konia. mo£naby u nas stać sig panem kilku pięknych folwarków. to bowiem wielce wzmacnia wpływ wyścigów na postępy chowu koni w kraju. na których konie' w miejscowéj prowincyi wychowane. i z równie urocaystym zapałem to­ warzyszą im. i potomstwo jego opatrzone wiarogodnemi dowodami urzę­ dowo poświadczonemi. — W Niemczech. budząc współ­ ubieganie sig i wywołując naśladownictwo danym przykła­ dem. gdzie jost sposobność tak świetnego w tym wzglę­ dzie wystąpienia . bądź wySszą w jakim bądź względzie doskonałością odznacza ‘ s ię . Wewnętrzna oi'ganizacya tego rodzaju urocz^rstości rolnicayob. w daleką przyszłość wielkiego szacunku jest przedmiotem. hia jednakSe swoje wyścigi konne. troskliwe i nieszozgdząćc kosztów muszij być starania około chowu koni.do prostego km iotka. a często za wartość takiego konia. Zdziwienie porywa cudzoziemca na wyso. Do wyścigów takich przyłączone są zwykle wystawy b yd ła. Jak wielkie. A jeSeli który koń po razy kilka wygrywa. i Sy wy w nich bierze udział. a krajowe w ogólności 'Słonione są w konkurencyi przed obcym i. w kraju. najlepićj przekonać sig inoSna. który jako zwycięzca uwieńczony lanrem na w y­ ścigach wychodzi. kaSde większe miasto odbywa co­ rocznie wyścigi konne. których losem szyb­ kość konia tam rozrzedza.

czynią im ułatwie­ nia. nad­ to zwiększona tém co w płynie. za najdoskonalsze uznanych. 2) na premia dla właścicieli takich bydląt. a razem bawiących uroczystości rol­ niczych.teressujących się o postęp rolnictwa. W kraju takim gdzie rolnictwo silną ma przewagę nad innémi gałęziami rodzimego przem ysłu. kilku wygry> wających ko n i. — Fundusz ten rozdzielony bywa 1) na premie dla właścicieli koni wygrywających na wyścigach. które najbardziéj odznaczają się doskonałością w zamierzonym względzie . Monarchowie i Rządy ze swéj strony przez wzgląd na wielką' użyteczność tego rodzaju zabaw. która zwiększona O pły­ wem za bilety od obcych osób na dogodne i bespieczne miejsca na polu gonitw. jako wkupne od właści­ cieli koni. i kilku sztuk róSnego rodzaju bydła. . na wystawę sprowadzonych. które do współubiegania się występują. których wychów w wieikicm jest zaniedbaniu. Obok wystawy bydła. do stosownego pośród sobą przy­ puszczone zostały wspólubiegania. nego dotyczące. w czasie ich odbywania sig. Statuta takich towarzystw ebejmują prócz tego przepi­ sy administracyjne. które pôzniéj zostają losowane i przyznane bywają tym z członków towarzystwa. na czyj numer dowodu opłacenia składki padnie wygrana. dają stowarzyszonym potrzebną opiekę. i inne szczegóły porządku wewngtrz. któryzh' przeznaczenie zgodnie z celami to­ warzystwa wskazują. z jakże wielkiem upragnieniem wyglądać naieSy urządzenia tego ro­ dzaju pożytecznych. konie tak nazwane fornalskie i chłopskie. Przy urządSeniu wyścigów konnych u nas. wielce s t o s o w n e m byłoby po­ łączenie wystawy rozmaitych ulepszonych i ju2 w obszér* niejsiq praktykę wprowadzonych narzędzi i sprzętów rol­ niczych — z podaniem zarazem miejsca gdzie są używane i z jakim skutkiem. . 3) na zaknpienie po oznaczonéj zwykle naprzód juź cenie. stanowi roczny fundusz towarzystwa. przez ałoienie opła­ ty wyznaczonéj rocznéj składki. aby prócz rass zbytkowych. zwrócićby naleSało uwagę. i wspierają ich fundusze ofiarowaniem corocznie pe­ wnych summ.

Wystawione na widok publiczny runa. uczniowie powtarzają. Takio wystawy robione są w wielu miastach niemieckich. urządzona w najstosowniejszym na to czasie. — potém tłumaczy dosłownie i wykazawszy różnicę składni i bu­ dowy dwóch języków daje tłumaczenie w poprawnym stylu języka na który tłumaczy. Robertson wykłada w Paryżu dla bardzo wielkiéj liczb}> słuchaczów (ma ich bowiem 500) kurs języka angiel­ skiego. są prawdziwym hołdem piękności i bogac­ twa Sywéj natury roślinnćjj. Kurs języka francuzkiego wykładany w Warszawie po­ dług metody Robertsona przea Wiktoryna Zielińskiego. Æ x .. zasadza się na następującój metodzie: Robertson bierze kilka wierszy z łatwego au­ tora. pizyczém wielu mniéj świadomych zbyt drogo często opłaca brak obezna­ nia się z potrzebnym 31a ni(^h przedmiotem. i kiedy znają ortografją wyrazów zawartych w tym kflwałku. w czasie warszawskiego wełnianego jarmarku silnieby wpłynąć mogło na udoskonalenie się produkcyi wełny u nas. poprzednim ka­ . T . — W ystawy takie pozaprowadzane w wielu miastach f^rancyi i Niemiec. Kurs ten podzielony jest na różne oddziały sto­ sownie do stopnia usposobienia uczniów — Kurs jego po­ czątkowy ogłoszony drukiem. . wymawia je głośno.' — Byłoby to niezawodnie najlepszym przewodnikiem dla osób mających zamiar zakładania no­ wych owczarń lub zakupywania tryków .Urządzenie wystawy najpiękniejszych run z owczarni krajo w ych .' to bez zawodu wigcéj interes ogólny budzącą stałaby się wystawa kwiatów i rozmaitych osobliwości ogrodniczych i rolni­ czych . Kifdjr uczniowie doskonałe umieją tłumaczyć te kilka wierszy z angielskiego na fran­ cuzkie i z francuzkiego na angielskie tak z czytania jako tćż z pamięci. opa­ trzone są kartkami na ktćrych znaleść moina miejsce ich pochodzenia i wagę. Robertson prowadzi * uczniami konwer­ sacją tak że na wszystkie jego zapytania uczniowie mogą odpowiadać samemi tylko wyrazami w. JeSeli mniéj we względzie przemysłu waSną. K u . gdzie ona w całej świetności swéj boskiéj «rtystyki występuje.

b. Zbyt małym kosztem podaje sposobność na­ uczenia sig języka obcego. Kwiecień 184«. O rla n d i i do języka włoskiego przez p. iiurs swój rozwija ściśle podług metody Robertsona i stosuje sig zu­ pełnie do usposobienia uczniów. 4) nakoniec przez ciągłe konwersacje i liczne kompozycje nabiorą wprawy w tworzeniu fraz angielskich i uSywaniu w praktyce tego języka. kon­ wersacja i kompozycja z francuzkiego na angielskie ale tak i e dp wyrazów sobie znajomych uczniowie stosują prawidła grammetyczne poznane na lekcyi. — Kilka lat pracy w za­ wodzie nauczycielskim nadało mu wiele wprawy do takiego wykładu. Kurs ten wykłada p. Metoda ta jest prawdziwém dobro­ dziejstwem. zastósowana została w ParySu do języka niemieckiego przez p. tak Se poznawszy pewną liczbę p ie rw ia s tk ó w zakończeń i znaków.wałku üawartemi . Część teoretyczna polega natem. 3) Naukę tworzenia sig wyrazów. otworzył kurs języka francuzkiego znany juS publiczności z prac swych literackich p. tak 2e z kilku wierszy powtórzonych układają kilkanaście frazesów tłumacząc z francuzkiego w dobréj angielszczyznie. tłumaczenie z angielskiego na francuz­ kie i z francuzkiego na angielskie kawałków nowych. T om n. W Warszawie od dnia 10 marca r. nakoniec uczniowie robią kompozjcje osnowane oa texcie juS pojętym . uczniowie w dwóch lub trzech lek­ cjach nauczą sig kilka tysięcy słów. Taka jest cisfść praktyczna. akcent nawet ma piękny. S a v o y e . 2) praw idła grammatyki elementarnej i składni. M a rte lli. ________ ■ ■ S. W ik to ry n Z ie liń sk i posiada on gruntownie języ k francuzki. do języka łacińskiego przez p. poprzedniej. Se nakaSdéj lekcyi Robertson podaje parę prawideł wy ma wiania i gra­ matyki. Tym sposobem uczniowie w 48 lekcjach poznawają: 1) wszystkie prawidła wymai^iania i prozodji. Zieliń­ ski w domu pod Nr 599 na Tłumackiem. Lekcje następne idą zawsze tym samym trybem. 31 . Zyczyćby jednak należało aby dla słuchaczy swoich obszerniejsża miał aalg. Z pociechą byliśmy świadkami jak użytecznie działał wjednéj godzinie metodą powyższą na zgromadzo­ nych uczniów swoich. Metoda ta uznana za niezmiernie poSyteczną. to jest: czytanie.

Tym czasemWitolorauda szybko się rozchodzi. I. aź nadto może. a wychwalono styl i pomysły p. i i wy­ dawcom chodziło tylko o t o . nie tłumacząc się wcale.K o r r e s p o n d e n t F ir le j. co autor Witoloraudy o warszawskich literatacłi napisał(!). M. nie rozbiei’ając. Autor pracuje nad wiele «mienionćm drugićni wydaniem poematu.“ — Zdaje się z tego wy­ ciągu jakoby korrespondent Firlćj nieczytał artykułu o W i toloraudiie w Bibliotece Warszawskiej styczeń str. zalet jej przyznają i mianują epopeją: drnd/. nie­ ubłaganych krytyków! Ale dzięki Bogu. jak Biblioteki. na którego czele ukażą sig sumiennie zebrane wszystkie o nim recenzje. Grabowski. więcej pewnie pomoże autorowi W i toloraudy. Grabowskiego. ściągają na siebie podejrzenie. Kraszewskiego. Prze­ zdziecki. i jest‘juź prawie w ręku wszystkich czyta­ jących. pisząc powyższe swoje zdanie. Zważywszy. łatwo będzie zmiarkować. także 1 o zdatiin jakie w Bibliotece Warszawskiej o tym lapsodzie litewskim zamieszczone było. wysoko stanąć w wyobrażeniach swych czytelników i zyskać nazwę — w ielkich . Fr. Jedni jak hr. o którym różne różnych zdania. tn ie. okrutnych. dla tego tylko źc postanowił sobie rozciąć węzeł. nie są to ju i łc czasy błogie w których recenzja jedna stanowiła o losie dzieła . bo recenzja bywała ledwie jedna — a poczciwi czy­ telnicy wierzyli w rady Arystai-cha. wspomina. jak wydaw­ cy Biblioteki Warszawskiej f T . Dziś taka kry­ tyka. J. Rzewuski. Warszawscy jednak recenaęuci. poemat litew ski. Do tego sąd ich ma minę rozwiązania Gordyjskiego węzła szablą. aby niezwyczajnym. Korsaka. źe nienawidzą sposobu widzenia koteryjnego. M alewski.) kładą ją niżej najniż­ szych wyrobów tegoczesnycli. Korrcspondent jednego z pism czasowych polskich Firlćj (nazwisko zapewne zmyślone) donosząc z W ilia 0 wyazlćj Witoloraudssio p. Tygodnika. Zamieszczamy . zemsty. i i w tymże tomie Biblioteki nakrzyczauo także na p. iGS'za­ mieszczonego. niż zaszkodzi(!). A. i tak mówi: „W yszła także z drukarni Zawadzkich tegoż autora W ito lo r a u d a . wyd. gdy sobie przypomniqmy. jak w ewangelią i na jćgo słowo nie czytali juź nawet łcsiąSki. M. niby oryginalnym sądem. chot się klną.y.

że się Wyrażę zdaniem poży­ czonym od jednego z wielkich «stetyków naszych: „rfo n iejszeg o w z b ił s ii lotU. pićrwszym b ył z liczby tych. zdajesz się znajdować pomiędzy owymi nieposzlakowanej w iary. jędrne. niema obczyzny:. mistrzowskim pędzlem są oddane. ostry jak na starych obrazach fizyonomie ryće- . kiedy za wiarę i całość chrześcijaństwa walczono. Jctórzy się aapewne najbardziej z tego 7. Obrazy. cha­ raktery. Czytając jego Sobieskijadę. wszystko własne. żadnego niema związku z dawną szkołą poezyi w Polsce. n i e z ł o m n e j w'oli rycerzami o których zelaznc piersi rozprysła olbrzymia otomańska potęga.'*’ W alenowicz mówię śmiało iz pićrwszy nawet przed Brodzińskim i Malczeskim przeczuł chwilę przeobrażenia u nas smaku w poezyi. obyczaje i duch wieku. którzy najlepiej poezyę rodzinną pojęli. W jego poemacie niema naśladownictwa. zupełnie zdajesz się byda przeniesiony w oWe bohatyrskie czasy. męzkie. Ża­ łujemy Se Firlej nie mógł innych wynaleść przyczyn wy­ drukowania w Bibliotece artykułu o W itoloraudzie nad te które wymienił. kiedy nią silne potrząsają' ramiona. niezaszkodzi jednak przy drugiém wydaniu więcćj druko­ wać exemplarzy jak przy pierwszćm którego tyle tylko według zapowiedzenia p. Słusznie o Sobiaskijadzie można powie-. rodzinne. chropawy jak chrzęst tćj zb ro i. Kraszewskiego miało się rozejść ile było prenumeratorów. Ktoby niepomagał pracującym dla literatury! Firlejowi inaczej się jednak wydaje. W L in hsm ine czytamy rys biograficzny życia i prac naukowych Sylwestra W alenowicza ( urodzony na Żmu­ dzi 1790 zmarł i 83 i) który zostawił poemat S obieskiad i w X X I V pieśniach.je całfcowiete jako ciekawość dla naszych c z y t e l n i k ó w . nami ucieszą ze p. Kraszewski pracuje nad drugiém lecz wielce zmieniotiém wy­ daniem poematu swego. „Poemat ten (mówi biograf jego L udw ik z Pokiewia) oprócz samego tytułu. dzićć: „T w ard y jost styl tćj powieści jak zeU zna zbroja.*Ao wyzsz3'ch tonów do piękniejszycłi akordów naciągnął strang. W alenowicz ■ w swoim genialném dziele. Wier'-semy jak Korrespondent Firlej zapewnia ze Witolorauda jest w ręku p ra w ie wszystkich.

p a m ię t a ć t y l k o n a le S y c i ą g i i k a n a ł y u r z ą d z ić m o c n ie j s z e . „ B i m t a “ K. z wydatkami na wydobycie . pisał i w języku litewskim. 84 2. zostawił prócz. . odważył sig wydrzeć zapewnieniu ? * * » Wyrachovfanie przybliżone korzyści jaka wynika z używania w Warszawie torju w miejscu drzewa na opał. palni torfu SłuSew lub Królikarni zakupionych.nieim ierłelnoś6 m ia ł zje d n a ć “ dotąd nieznany w uki’yciii zostaje? Jeżeli pochwala nieprzesadzona.“ .400 zwyczajnych cegieł torfu wyrównywających 2sąSniom kubicznym drzewa sosnowego w ko. przy dzisiejszym zamiłowaniu literatury.. n. czyli cegieł 2. zł .torfu i jego . Z ł.400 kosztowałyby . lepiej go było umieścić jak liche fraszki. 2 SąSnie kubiczne drzewa sosnowego z odstawą z nad W isły do domów kosztuje . Nośladownicza harmonia tćj mowy. wart jest poczesnego miejsca między literackienii znamienitościatni dziewiętnastego wie­ ku. chooiaiiby po zł.Umarł W alenowicz w tćj wsi gdzie się urodził. 20 O p a la n ie k u c h e n a z a t y m t o r f e m U u ió j z ł . a umarł w nędzy! K ilku wieśniaków oddało mu ostatnią przysługę! Cześć jego pamięci! — Nieznajdziesz się nikt coby Sobieskijadg. i bajeczki nie lepsze. 15 cegieł 1200.rzy. . O je­ dnym wierszu p. choć wyjątkami pan Ludwik z Pokiewia powinien poprzeć swoje zdanie: ■ wszakże w tej samej Linksmine. . W kaSdćj okoHoy porównawszy wydatki na drzewo zjego przywozem. 34* a n a w e t p ie c ó w m a j ą c y c h c z e lu ś c i ą n ie z p o k o j ó w j e s t a r c y k o r z y s t n e . poematu wspomnionego „L is ty pośmierckiego“ wierszem. Brodziński wyrzekł: „W a sz poeta (W alen o w icz) choćby nic więcej nad ten drobny wierszyk nie napisał. W alenowicz to dziecie rolnika pańszczyznianego z oko­ lic Rosień.“ D la czego poemat ten znakomitego wieszcza który mn ). strojnćj wiasiiym wdziękiem myśl czytelnika obraca ku owym czasom kiedy się dziać niiala rzecz poematu. ' 301 Transport do domów w Warszawie z ł.

i żadna róiniea mię­ dzy litografią a malunkiem od ręki sposirżedz się nie'daje. — Zastosow anie p a r y w yskokow ej (alkoholu) p rze ciw w c ią gn ien iu w siebie chloru. nie licząc tćj nieocenionej k o rzyści. i 84o). uży­ wając do tego penzla tak jak przy rysunku sepią. zwierząt czworonożnych a nawet i człowieka. Hnllmande. wpły\vające na rozszerzenie naszycli wiadomości o obszernym świecie zwierząt zwauych wymoczkami. W. — P. i i ubywaniem torfu lasy sif oszczędzają i w tea sposób pomnaSają bogactwo krajowi. (Institut zi-o k n i 84o). Sposób ten szczególniej w An­ glii od wielu lat skutecznie jest zastosowany. — P. Ubo­ lewam zawsze. Sposób p. który pod względem ulepszeń w lito­ grafii znaczne juź ma)zasługi. Okazał on ze oczy ryb. W niektórycłi zakładach np. w fabry­ kach wyrobów chemicznych często się zdarza widzieć złe skutki powstałe z oddychania gazem chlorem. lub zjadłszy kaw'ałek cukru poprzednio wyskokiem napuszczonego. Nordmann zrobił świeżo odkrycie. polepszyłaby znamienicie byt włościan i wzrost fabryk wszelkiego rodzaju. .— ( Froricp Nu z r. Hullmandel można nazwać m a ł o wauiem na ka­ mieniu. polepsza byt włościan— a łatnrćm ogrzewaniem ich chat. Można zaś te następstwa usunąć wciągnąwszy w siebie przez oddychanie parę w yskokow ą.Wydatność w odciskach najdelikatniejszych cieni . zawsze zysk okaSe się z n£jci« torfu. a zarazem nader łatwą do wykonania <lla kaSdego. Jego sposobem otrzymane odciski wyrównywają z u p e ł n i e ory­ ginałowi wyrobionemu na kamieniu. są siedliskiem wielkiej liczby wymoczków do ró żn y c h ro­ dzajów należących. ile razy w przejeździć po kraju napotykam obszerne przestrzenie torfowe nietknięte — a lasy niszczo­ n e ! — Potomność będzie z trudnością mogła pojąć oboję­ tność właścicieli ziemskich na tak waSną gałąź przemy­ słu. odkrył obecnie sposób. za pomocą którego umieszczać można bezpośrednio na litogra­ ficznym kamienia dzieła malarzy farbami robione. a nadewszystko i£ torf szczegôlniéj w okolicach z lasów ogo­ łoconych.przywóz. — • która zwiększając ich mienie. ptaków. osłania od zazigbień i chorób rozlicznych.

należą do zalet i ko­ rzyści togo nowego wynalazku.■ nemi dwanaście biograficznych wiadomości o pp. który a i dotąd za największy był uwaiany. — W ielce zasłużony wędrowiec major Ra. Próby dotąd nieokazały się na widok publiczny. Donosi on ii rząd Indyjski ma wydać wkrótce wielką kartę geograficzną Afghanistanu. lecz prywatnie udzielano są prze» w ynalazcę. Cormenin. Metternich. — W Węgrzech zamierzają obecnie wystawić pomnik kró­ lowi Maciejowi Korwinowi. M o h a m e d . — W przeciągu roku wyczerpano trzy edycye tego dzieła. oddala wszelką wątpliwość.A li. nie jest mu jeszcze doręczony.wlinson znaj­ dował się W miesiącu czerwcu w Kabulu . aby wykonanie tego narodowego dzieła. Siłą c y ­ wilizacyi europejskiej i za jéj wdaniem się Azja po niedłu* gim czasie będzie nam równie dokładnie jak Europa znaną. Arago. — Zapał z jakim przedsię­ wzięcie to w całym kraju przyjętem zostało. według wiado­ mości. obejmujący 2100 stronnic in 8“ i mieszczący w so­ bie publikatę 26. pod tytułem: G elerie des contem porains il­ lu strés p a r un. Broglie. Mieści w sobio między in. — Niedawno wyszedł z druku drugi tom bardzo interessującego dzieła. W ellington. przez . Ibrahim Basza. i litograficzna trwałość umieszczonego na kamieniu malunkn. którą przesłał towarzystwu geograficznemu miał się stamtąd udać do Kandaharu.000 zî. George Sand. lugrés. M oló. Garnier-Pag^s. łatwość w postępowaniu.000 dzieł__ Nakład tego katalogu wynosił 2000 funtów szterlingów czyli 80. Litografowane portrety są bardzo do­ skonałe i z wielką starannościę i talentem wypracowane. ponieważ patent za pomocą którego chce sobie aapewnić korzyści ze swego odkrycia. poi. która Mmieści w sobie wszelkie wypadki rozlicznych w ostatnich latach geograficznych badan tego kraju. Pierw szy zeszyt. trzeciego tomu zajmować będzie biografią O ’Counella. — Dzienniki angielskie uważają katalog Bohna jako nadzwyczajną osobliwość literacką. homme de rien.farb . A lfred de Vigny. — Londyński księgarz Henryk Bohn wydal katalog 5 cali gruby. przechodzi on o wiele co do wielkości wydawany od wielu lat katalog księgarza Longmana.

autor nie dał sif do­ tąd z swego nazwiskś poznać. kiedy mu niesprawiedliwość jest wyrządzoną zw ykł ma­ wiać: „M egh ole M ath ya s K ir a ly . Ferenczy pierwszy węgierski rzeźbiarz. Gzło* wiek średnićgo wzrostu moSe sig wygodnie cały nim okryć. W ielkie przymioty tego mo­ narchy. Uinarł król Maciej a z nim i sprawiedliwość skończyła się. _______ W Stanach Zjednoczonych Am eryki. który wielki swój naturalny talent w szkołaeh Canówy i Thorwaldsena kształcił. do uświetnienia pamięci jednego z najwię­ kszych królów węgierskich. bardzo pomyślnie idą.brak potrzebnego funduszu w odwłokg pójść miało. ile zwykle zawierają spore trzy to« my w ósemce. — Ma być druko­ wane dzieło: O dramacie w Litwie i historyi teatru. aig druk pierwszego tomu P ie lg rzy m e k do Z itm i Ś w ist J t X . Na kaSdćj stronie jest jedenaście kolumn. H r . _________ Wilno d. przetłumaczone przez D ębiń skiego . sq tak ogólnie we wszystkich stanach w całj'm kraju cenione ze po dziś dzień jeszcze. Wkrótce rozpocznie. 1 Lutego 1841 r. który takie wydawafbgd»«« B t- . Niedługo ma wyjść powieść napisana przez C. Numer kaidy tej gazety obejmuje około 50 stóp kwadratowych angielskich. U nss niejednem u pismu co­ dzienne mu artyknły z takiego numeru wystarczyłyby na rok cały. prosty węgierski chłopek. H oiow iń skiego. z H o f~ m e jstró w Jahołhowshą podtytułem: E u gen ia i E d g a r czyli niektóre wypadki wzięte z czasów Chmielnickiego w trzech tomach. Składki zbićrane przez komitety na ten cel wPest. SzegedJ'^nie i Roszombal postanowione. które wszystkie faSsem obejmują tyle. K o n s t a n t y T yzenhaus zamierza wydać O rnitologią nową. R y ły z dzieła tego wyjątki w Wizerunkach.G^u«not. Jest takie w druku dzieło Fryderyka Szlegla\Filozofia Sycia nie z niemieckiego lecz z francuzkiego X. otrzy­ mał szczytne zlecenie wykonać to dzieło i tym sposobem przyczynić się. Co tydzień wychodzi jeden taki olbrzymi arkusz: mnóstwo drzeworytów ozdabia go lub objaśnia ar< tyku ły najrozmaitszej treści. o da a s ig a s s d g ‘* co znacny. wychodzi nowa gizeta pod tyt: The N e w W o rld .

30. i* Edward Borkowski ogłosił juS prospekt na przekład dzieła agronomicznego Koppego P rze w o d n ik korzystn ego pro w a d zen ia gospodarstuta. zajunującem. czasowe. pod nazwą D w ie epoki m ego iy c ia - Wydane takie bgdą wkrótce w drukarni Dekkera i spółki Tabelle synchronistyczne do naszćj historji. Autor tego ogrowem pracy i wiadomości zdumiewającego dzieła posta­ wił niem dla siebie wiekuisty pomnik. X . dopóty dzieło Narbntta nie przestanie być przed­ miotem uczonych skarbnicą materjałów.Marcinowski: iż dopóki tylko pozna­ wanie dziaiów świata bgdzie polrzebą^Syjijcych innukąpb. Dowiaduje sig właśnie. odrzuciwszy z nich wszystko okolicznościo­ we. Stabrański. — W drukarni Cieszkowskiego. Wychodzić bgdzie poszytami miesigcznic. J. budującem. Redaktor główny J . Druk dziejów Narbutta juS sig kończy. I tomności. a mieszcząc to. . Sprawiedliwie mó­ wi o nijn wydawca p. Prenume­ rata wynosi z ł. co i teraz nauczającem będzie.blioteki O jcó w kościoła. Tłu­ maczenie całe ma wyjść w przeciągu roka i obejmować bg­ dzie około 60 arkuszy w trzech tomach na pigknym papie­ rze. zbiorem pomni­ ków i świadectw z zatracenia wydobytych. złoioną zsamych ich pism religij* no-moralnycb. wyjdzie wkrótce nowe dzieło prżez jedng zdam oryginalnie napisane.

LUTY.<0€^ICZníll w &^óe/cw<xtouuiM J lD ó fcico u ^ M iicw ie ü i* w a r s z a w s k ie . . — 1841.DOSTRZEŻENIA l!EX lTE:0R0i.v t.

0 0 7 6 2 . pogodny słoiice i Sm. — D o s tr z e ż e n ia w O bserw atoriu»* w zn iesion e jes< 114. pochmurny pochmurny pochmurny pochmurny poch.3 1 7 5 0 .0 5 7 5 1 .0 1 . PdW .4 5 7 5 5 .5 0 .0 - - 0.0 8 7 5 8 .2 -11.1 5 .7.2 2 7 5 2 .0 5 - 5.2 2 .3 5 7 5 0 . PnW .20 7 0 0 . PnW . PnW . PnW .3 7 7 0 0 . pochmurny lekko poch.0 7 8.8 100.1 4 .0 . wiec.7 . pogodny Pn.5 9 4 .24 92.4 7 5 0 .5 7 2 -1.1 3 7 5 0 .8 2 7 0 0 . PdW .9 .2 1.92 1 0 .8 0 10 20 7 4 9 ..8 0 7 6 1 . PnW .6 - 9.6 5 5 7 4 9 .0 2 7 4 9 .3 0 7 5 2 . W.0 3 . g"- Pn. szczu chm. w.1 8 .7 4 7 4 9 .7 - 7 .1 0 . PdW . podz.0 -23. P»- w. pochmurny poch.0 4 7 3 4 .2 5.94 8 7 . podz.0 3 .8 3 7 5 4 .9 0 7 4 3 .6 6 -2 0 .4 ' 88. PdW . pogodn.0 t 6 godz.2 . Pn. pochmurny pochmurny na p ó ł pog. w ic.1 -T t t 0 .5 2 . rano go.5^ - 6 . Pd.1 8 4 . PdW .4 T 4.7 1 -2 3 . pogodny pogodny.3 5.3 3 7 4 8 . .6.2 -20.7 5 7 5 8 . J r .0 .2 2.2 5 7 4 8 .5 9 . Pn.8 - 1 .0 5. PdW .87 — 752.0 7 5 3 .2 5 . go. PnW . 8. Pd . PdW .3 7 7 5 4 .11 7 5 2 .3 5 7 5 5 .23 7 4 7 .0 9 7 4 8 . PdW .3 -19. PdW . pogodny pochmurny P d W .8 -1 3 . PdW . PnW .0 9 7 5 2 . rano godz.1 8 7 0 0 .9 — 1 3 . pochmurny na p ó ł pog.8 -18.9 3 - - 21. sni^- Pn.9 . PdW . '(■ % ■ r .4.0 8 7 . c z y li w łu ku 1 8 ° 4 r 5 r '.8 8 7 5 2 .4 7 7 5 7 . P d W .0 9 2 .1 -13.1 5 .L U T Y 1841. rano 8. PdW .8 .5 6 7 5 6 . pochinurny iniig pochmurny pochm urny POćh.0 .62 .9 3 . PdW .7 6 . PnW . 1. 4 10 go.9 7 5 1 .3 8 7 3 5 . rano go.6 . pogodny pogodny pogodny pogodny pogodny pogodny pochm urny chm. w.3 7 3 0 .4.-1 4 .8 • 0.7.1 .1 — 0. PdW .6 2 7 5 2 . W. pochmurny pogodny pogodny pochmurny pochmurny Sni^g}. w.3 3 . Pn W .6 4 7 5 4 .7.9 * . wice.4 6 7 4 9 . wody spadłej w millim PnZ.8 4 - 7 5 7 .6 2 8 7 5 5 . PdW .4 1. poch.05 m etrów nad pozipm morzaj Ig.1 4 g o .29 701.1 .5 2 7 4 5 . 52°13'5". PdW .2 0. go.6.0 7 5 0 .0 7 7 4 3 .3 .7 100.4 7 0 0 .4 0 7 5 5 .7 13 14 15 16 17 18 7 6 1 .0 100.0 7 21 22 7 5 8 . pogodny poch.4 t 2. pogod.0 0 7 5 0 .2 4 .8 764.2 1 7 5 2 .8 3 .1 2 .4 0 3 .05 7 0 1 .4 6.7 1.9.14m -47»-4.3 -13.r.6 2 7 5 2 .5 7 3 7 .9 9 .6 2.16 W.4 5 7 5 2 . Pn” 10 pochm urny pr. wice.9 8 7 5 5 .5 7 8 . PdW .7 3 .0 -1 2 .6 .0 9 7 5 3 .1 5 . PnW .1 0 . Pn.0 10 751.8 — — 11.4 6 7 4 8 .3 0.10.0 - 9 .0 2 .2 7 4 5 . PnZ.2 5 .7 6 7 5 6 .0 100.1 6 7 3 6 .017 —11.6 go . go .6 8 4 .0 8 2.0 3 7 5 8 . pochmurny P d W . wie. pogodny pochmurny pogodny pochmurny słoń. pogod.0 7 748.3 2 - 7 5 9 .1 -24.7 -2 1 . m gła poch.7 6. PnW .0 2 7 5 4 .4 1 7 5 7 .2 5 . pochm urny pochm urny pogodny pr.4 0 7 5 1 . ¿„¡¿g na p ó ł pog.4 - - 7 5 2 .7.8 - 2.0 7 7 .5 1 .szron pochmurny 100.4 — 1 5 .r- g o -w . pog.0 6 7 4 7 . pochmurny na p ó ł Pog.8 — 1 3 .9 — 1 5 . m gła pogodny pochmurny smugi lek.5 6 7 6 0 .1 7 4 9 .0 ■ 0. P n W . pogodny pr.ran o 1 2 6 10 4 10 go. P d W .8 7 . P d W .0 0.6 - K IE R U N E K W IA T R U ST A N N IE BA stu s t o p n i o w y 763. pogod. i sm.7 5 . w.6 10 4 10 godz. d ługość w czasie wscliód w zględem południka P a ry zk ieg o .7 100.1 4 .7 5 7 3 5 .6 1 - 1. PdW . desz.7 - 0 . wiec.8 0 7 5 5 . 9 1 . PdW . 8. chm.3 7 0 7 5 2 . u» BAROM ETR w M illim etrach sprowadzony do o° g. PdW .6 9 7 4 8 .6 7 6 2 .3 4 7 4 9 . śni^g 100.ran o .0 ' 8 1 .7 .0 1.3 5 .4 -14. Pn . P d Z . ¿pi^g inićg PdW .8 8 7 5 3 .5 8 0 .3 .5 2 7 5 8 .1 3 . mgła ua p ó ł pog. Pn.2 4 7 4 2 . pogodny PnW .6 . — M iejsce d ostrzeżeń jego szerokość geogr.8 0 23 24 25 26 27 28 Sre: 760.8 3 . P d W . pogodny pogodny PdW . w.0 8 7 6 0 .0 11.4 — 1 8 .5 3 7 5 2 . PdW .4 8 749.8 2 7 4 0 .3 2 7 4 6 . pogodny pochmurny pochmurny pogodny smugi pogodny pochmurny pochmurny pogodny pogodny pogodny pogodny pogodny pogodny PdW .6 — - 4 .7 - .2 - 8 .66 7 5 8 .0 7 7 4 9 .4 . de­ go. .24 3 4 5 7 6 1 .0 10.1 4 .4 . PdW .1 5 7 5 8 .1 0 . pogodny pochmurny pochm urny pochm urny na p ó ł pog.6 9 8 .2 -2 0 .1 5 .4 9 7 5 4 .5 9 761.1 0 7 5 6 .9 0 7 5 9 . PnW .3 2 7 4 9 . PdW .5 — 1 3 .5 5 Wysokoil! TE R M O M E TR 7 6 1 .8 9 .0 100. w. pogodny pogodny pochmurny P n . pr. PnW .8 -. pogodny pochm urny smugi lek.0 7 5 4 .5 9 4 .1 0 7 5 1 .0 - 9 5 .9 -19.4 0 7 4 9 . PnW .1 7 .7 0 7 0 0 .0 100.5 . PdW .5. Pn . pochm.w.2 8 7 .7 0 7 5 0 . *'a p ó ł pog.6 6 .4 - pochmurny 'ek.3 6.1 8 . Smugi PdW .3 0 1 .7 3 7 5 8 .2 .7 100.7 -13.0 .4 2 7 5 6 . PnZ.7 8 11 12 AsTRONOMiczNi:ivi W arszawskiem .2 1 .3 5 7 . P d W .9 5 7 4 0 . pogodny pogodny pochmurny w. pochmurny pogodny pogodny pochmurny 6 10 go. PdW .4 6 7 5 4 .7 — 12. PdW .10 — 10.2 0 5 .1 7 .5 6 7 5 2 .. pogodny PdW . P d . P d W .0 8 sssi i'il. godz.3 6 7 5 4 . podz.3 0 7 5 3 .7 . PdW . PnW .6 -19.942 753.

95 Średnia zmiana dzienna barometru . r. 764. b.81 grammów na metrze szes'ciennym codo wagi. było 4.. ■j' 5. j :^ntr. w. ■/ . 12—13 • 8^2 Temperatura Lutego w r.8 . 8.... . d..f 3. iest nader nizka. .785..443 od stanu normalnego.8 na 100 ćzęs'ciach powietrza co do objętości...1 zimno. . 28.08 milim... o 5® U. • ' . cz.24 Najni«<?j ... . 25—20 U .milim. . . pocbiriuinych 13. Średnia wilgitnoáé miesięczna 02. • .. . 20 była wyzsza O®. ' . 1.. . l o iO g .. pogodny.2 „ Dni pogodnych było 11. r.30 27 o.1 Luty w tym roÉu był nadzwyczaj mroźny. 25. 27 o O g. 19 o 4 g.04 9.— 2. —7«63 R* Największe ciepło dochodziło d. Dnia 2 słup świetny przy zachodzie słorica.32 2.. 1.912 2« 2. .yli c.... . .o i 5.. .. cz. . 8 o O g.800 i. . .. Średnia temperatura miesięczna źródeł: w ogrodzie za pałacem K aźm irow skiin.. 19.. r.. 10. jest tylko większa o ... 27 9.). Dnia 8 w nocy koło białe około księSyoa.47 linij paryz. 3.. t 3.. 25..4 5..240 Najwyiej barometr dochodził d..6 Średnia zmiana dzienna temperatury 3. .. A ó U... . 20... 734. suchy.< W iatr panujący PdW . 4. Wichrów PdW..271) Średnia temperatura Lutego jest! .803 C7... 1. Sfediiia<vysokol<Sbarometmmiesijczna 753.56 H. od najniższego stanu 1838 r. ..Średnia wysokoś<S barometru w m. —9® 54fi. przeszło niSsza od stanu normalnego (—3“20. 20. przy’dolnej drodze obok T Jjazdow a. Dnia 23 zorza północna.. .. d. ' Wody spadło wysóko na 10.03 Największa zmiana dzienna d.95 .r — mgły 4: d. 27 1.06 Największa zmiana dzienna d. czyli 2. — śniegu 4: d.6 R* w ogrodzie Belwederskim..7 20. 6. 19. napółpogodnych 4... C. (751. b. i tyHc6 średnia temperatura dni 18...

.

.ooo) stała w Cze­ chach na lewym brzegu E lb y ku granicy Saxonii. zwana Szląska (do 100.000 ludzi) dowodzona przez Generała Pruskiego B lü ch er. tak ważną kartę w dziejach wojennych i politycznych Europy na początku 19 wieku zajm ującej . pod dowodztwem Feldmarszałka Austryackiego Księcia Schwartzenberga.B IT W A lilP S K ilL r. Szwecyą. rozpoczęła się wojna jesienna w Niemczech między Cesarzem Francuzów Napoleonem. który razem b y ł Naczelnym W odzem (Generalissimus) nad wszystkiemi armiami sprzymierzo­ nemi. 1813. W połowie miesiąca sierpnia i 8 i 3 r . P rzy stę p u ją o do opisu bitwy pod L ipskiem . które ją spro* w adziły. 32 . -była Tom Hi M ai 184. . a mocarstwa­ mi przeciw niemu sprzymierzonemi. Prussam i. — Pierwsza gtówna armia. — W ojska sprzymierzone mające działać w Niemczech przeciw Napoleonowi po­ dzielone b yły na cztery wielkie armie. A ustryą. zwana Czeską (ludzi S20. po zerwaniu kongressu w Pradze Czeskiej i dotąd trwającego zawie­ szenia broni. A n g lią . należy rzucić okiem na poprzednie działania i wypadki wojenne. R ossyą. D ruga arm ia.

5fcym. jeden z jej korpusów. i itym pie­ choty i agim jazdy.w Szląsku.ooo przed W ittęm ljergiem przeciwko arm ii Księcia Szwedzkiego stał w przeszło 70.ooo ludzi) postawiony b y i przeciw Hamburga.00p) zasłaniał na lewym brzegu E lb y oszańco- stronie E lb y ku Czechom stało wane miasto D rezno od strony .000 ludzi M arszałek Qudinot z korpusami 4 ty™j la ty m piechoty i 3cim jazd y. stały jednak wszędzie przeciw takowym uszykowane i papowały nad całym biegiem rzeki Elby. lotym . pod dowództwem Generafe W almoden ( 3o. 6tym .000 ludzi. od granic czeskich aź do morza. M arszałek Augereau zbierał z tyłu okołp Wür*burga i G otha korpusy 5ty piechoty i 6ty jazdy. zwana Północną dowodzona przez Księcia Następcę Ti-onu Szwedzkiego K arola Jana (Bernadotte) (120. zbierała się w Księztwie W arszawskiem i miała później przybyć na liniją bojową do Niemiec. liczącymi razem do ludzi. Czwarta armia zwana Polską (60.C zech . K oło Hamburga b ył M arszałek Davoust z 1 3 tym korpusem Francużkim i kor­ pusem posiłkowym Duńskim. razem do 100.000 łudzi. 35 . W ojska sobie przeciwne w taki pierwotnie sposób rozłożone. Ną prawej 55 . D ruga armia Sprzymierzonych pod wodzą G e n e r a l Bliicher najpierr .000 ludzi) pod roz­ kazami Generała Rossyjskiego Benigsen. to jest kor­ pusy iszy .ooo ludzi). Arm ie Francuzkie acz daleko słabsze od wojsk sprzy­ m ierzonych. a samo Dreznp i okolice zajm ował Cesarz Napoleon ze wszystkiemi swe­ mi gwardyam i i z iszym korpusem jazdy (przeszło 5o. Pogranicze Saxonii od Szląska zajm ował Marsza­ łek Nej z korpusami 3cim. agi i ßm y pieclioty i 4 ty jazt^y. rozpoczęły wojnę jesienną.'— Korpus i 4 ty (19. Trzecia arm ia.000 ludzi) stała okoio B erlin a .

gdzie się zamknął korpus i 4 ty francuzki M arszałka Gouvion Saint C yr. i Nej cofnął się przed nią aż ku Görlitz. — Cesarz Napoleon wyrusza z Drezna z gw ardyam i. przebywszy góry Czeskie. W dniu a 3 sierpnia armia pół* nocna K sięcia Szwedzkiego zwycięża pod Gross-ßerem Marszałka O u d in o t. — Przybywa w ła ­ śnie z gwardyam i kiedy wojska K sięcia Szwartzenberga 26 sierpnia szturm do miasta przypuszczały. N azajutrz 27 szykuje swe wojska praed miastem i wydaje bitwę Scbw artzenbergow i. ledwie połowa korpusu tego wróciła do S axonii. N ie jedyna to była w ówczas nieszczęsna przygoda dla oręża francuzkiego. Napoleon porucza dowództvío téj arm ii M arszałkowi N ej. wnet uderza na armię Macdonalda . — Napoleon zostawia przeciw Bliichero■ívi Marszałka M acdonald z korpusami 3cim. — Korpus iszy francuzki Generała Vandamme wkracza do Czech i ju ż zbliża się do T ö p litz. podeszła pod Drezno. — W tym cza­ sie główna armia sprzymierzonych K sięcia Schwartzenb erga. a sam z gwardyam i i innémi kor­ pusami pospiesza na odsiecz Dreznu. lecz i ten 6 września przegrywa itwę pod Jutterborg i Deńewitz i cofa się ze znaczną ^ ratą pod twierdzę Torgau. i zaraz ta— ko###BOT_TEXT###lt;re odpiera. zostawia nad granicą czeską koło Zittau 1 Rum burga Księcia Poniatowskiego z korpusami 8myni piechoty i 4tym jazdy. W Szląsku zaś skoro tylko enerał Blücher spostrzeg-ł áé Napoleon odszedł z gwaryann o D rezn a. którego zmúsza do cofnięcia się ze znaczną stratą napowrót do Czech. l ityn i i 2gim jazdy. 2 sierpnia przybywa w pomoc Nejowi i Blücher cofa się ku W rocław iu. Kulm em gdy pod 3o sierpnia zostaje na głow ę porażony.wéj zaczepnie działać poczęła od Szląska. 5tym. a Vandam me w niewolę wzięty.

armia szlą­ ska Blüchera koło Bautzen. która zawsze się przed nim co fa ła. po którćj M acdonald cofn^i się aź pod Bautzen. dla wykonania tych poruszeń czeka­ ł y tyljco xia przybycie arm ii rossyjskićj Generała Beningsen. i oba . Szwedzkiego koło Zerbst Rosslau i naprzeciw W itte n b erga . po utarczkach i 6 . Blücher cofnqi się drog§ do Szląska. Napoleon spiesznie wraca i 8 września odp ierają znowu do Czech.i a 6 sierpnia nad rzek^ K atzbacli zadaje jéj mocn^klę« skę. — Tymczasem Blücher pare razy naciei^ał na armią M acdonalda. . i po spotkaniu 4 września pod Hochkir- chen. . Schwartzenberg jeszcze raz prze­ chodzi góry czeskie ku Dreznu. K s. tym sposobem utrzym ał do ostatniéj mo­ żności lin i| strategiczną Elby i swoje centralne stanowi­ sko drezdeńskie. — Tymczasem główna armia K s. —“ Cesarz Francuzów idzie z Drezna z gwardyam i w pomoc M acdonaldowi. w racał zawsże do Drezna aby m ógł stawić czoło naprzeciw innej armii sprzymierzonych tam podchodzącej . Cesarz Napoleon za każdym odparciem czy to arniii czeskiéj czy szl^skićj._korpus wojsk sprzymierzonych Generała Valmoden b y ł koło Hamburga przeciw wojskom Marszałka D avousta. — A le wte­ dy główna armia czeska powtórnie zbliżyła się do D re­ zn a . — A rm ie sprzymierzone mniemały że nie w yruszę go ztamtąd aź póki same nie przejdą E lb y i gór czeskich. i 1 7 września pod Peterswalde odpiera ją napowrót do Czech. i na tyłach armii Napoleona głów nie działać nie poczną. a armia K s. — Napoleon z gwardyam i i innémi korpusami wychodzi przeciw niem u. Schwartzenberga stała w Czechach koło Töplitzu i K om ottau. ale za wyjściem przeciw niemu samego ¡Na­ poleona z gwardyami z Drezna (ostatni raz a września) Blücher znowu się cofał.

K siąże Szwedzki przechodzi także Elbę 4 października pod z chodzi 6 października do Düben Acken i Hosslau w 70.000 ludzi i zajmuje D essau . P o­ niatowski z korpusami 8mym i 4tym jazdy poszedł ku Chemnitz dla zasłony dalszych granic Saxonii od Czech. przeszła E lbę pod Leütm eritz w Czechach i złączyła się pod Töplitz 27 września z ar­ m ią K s. — G enerał Blücher zostawiwszy część wojska naprzeciw D rezn a . i po mocnej utarczce 4 tym korpusem francużkim Generała B ertran d. Thielm ana i Mensdorfa wiodły urywkową wojnę. przechodzi 3 października w przeszło 60.000 ludzi Elbę przy Jessen o dwie mile w y ie j W ittenb erga. przy­ 5 mil od Lipska. na lewym tylko brzegu E lby. Schwar­ tzenberg zostawiwszy nad granicą Saxonii ku Dreznu . K o­ tzen i Z orb ig. korpusy is zy . w głębi Saxonii i Hessyi. — Armia francuzka M arszałka Nej przeszła była na lewy brzeg E lby i stała koło Düben w kierunku W itten­ berga. ciągnąca z Polski na W ro cła w . Nakoniec armia G enerała Beningsena. K s. agi i i 4 ty stały po nad granicą czesk| koło Pirny i D ipolsw alde. — K s.byli zupełnie odosobnieni od głów nycji działań w Saxonii. B yło to hasłem dla wojsk sprzymierzonych do rozpoczęcia nowych działań zaczep­ nych na tyłach armii Napoleona. korpusy jazdy party­ zanckiej wojsk sprzymierzonych Hetmana Płatowa.wojska sobie przeciwne przez czas niejaki prawie spokojnie. Korpusa 5 ty i 6ty oraz is z y jazdy b yły w okolicach Drezna. Schwartzenberga. w którem znajdow ał się Napoleon z gwardyami. — Takim sposobem stały. — Arm ia M arszałka Macdonalda stała na prawym brzegu E lby ku D reznu. Generałów Czernyszew . M arszałek Nej zbiera swoje korpusa pod D elitz o 3 mile ku północy od Lipska.

a od północy przez Bliichera i Księcia Szw edzkiego. albo też uderzyć na armią Bliichera najbliższą jego stanowiska środkowego. — Cesarz Francuzów mnie- . a sam z gw ardyam i. — zostawia w Dreźnie Marszałka Gouvion-Sain-Cyr z korpusami iszym i i/jtym . Ruchy. takowe armii sprzymierzonych przekonały Napoleona. Nie m ógł więc dłużej pozostać w D reźnie.armi§ Benigsena i. sam z armią czeską w 1 35 .ooo ludzi przechod. że nie na niego do Drezna lecz źe wszystkie dążą ku Lipsku dla połącze­ nia się tam na tyłach jego armii. R u ­ chy te dwóch armii sprzymierzonych zagroziły jeszcze bardziej związkom Napoleona z Francyą. ma­ jąc przed sobą Poniatowskiego. ale także od* słoniły mu połnocne Prussy. na ten ważny punkt swych związków z Francyą tak mocno zagrożony od po­ łudnia przez Schwartzenberga. idzie do Chem nilz i dalej prosto w kierunku Lipska. K siąże Szwedzki do Rothenburga a Blücher do Halli o 4 mile od Lipska.korpus austryacki Generała Colioreclo. który ciągle walcząc z wolna przed nim ustępował. wypadało mu albo pociągnąć z głównemi siłami prosto do L ip sk a . z armią M acdonalda i z korpusami 6tym piechoty i iszym jazdy opuszcza okolice D rezna i 9 października łączy się w Eülenburgu z wojskami M ar­ szałka Neja. lecz ten czując się za słabym opuszcza Düben i idzie ku Zerbig gdzie się łą ­ czy z armią Księcia Szw edzkiego. ztamtąd oba odchodzą jeszcze dalej na lewy brzeg Saali. Posyła więc korpusy a g i i W y­ 5 ty aby te p o­ łączyw szy się i Poniatowskim pod naczelnym dowódz­ twom K róla Neapolitańskiego (Murata) zas'łoniły połu­ dniowe strony L ip sk a . Z temi zebranómi siłam i Napoleon rusza ' do Düben dla uderzenia na Bliichera .zi i i a października góry czeskie pod Marienberg i Ańnaberg. b rał ostatnie.

które z tyłu około G otha stały.• in a ł. W skutek tego ruszył 2 pod D rezna pod Lipsk 12 października korpus Gene­ ra a C olloredo. daje rozkaz Generałom Benigsen i CoUored o . pragnąc m ieć zatćm jak najwięcćj wojsk skupionych.' tedy wszystkie a m ie sprzym ierzooych zhli- . zbliżające się wypad­ ki w okolicach Lipska i chcąc pewniejszy cios zadać Napoleonowi. że niektóre poruszenia za Elbą zmuszą obie rze­ czone armie sprzymierzonych do przejścia na prawy brzeg E lby dla zasłonienia Berlina. W ojska pruskie Generałów Tanenzien iT h ü m en będące w tych stronach. armia zaś K sięcia Szwedz-^ kiego przeszła napowrót Saalę i s ta n c a w okolicach K ö ­ then. a nazajutrz Benigsen ze swoją armią i ywizyą austryacką G enerała B u b n a . W tym celu G e­ nerał Regnier z korpusem ymym przechodzi l a paź­ dziernika za E lbę w W ittem bergu.000 lu . ale Bliicher pozostał w H alli. do­ kąd przychodzą korpusy francuzkie g ty M arszałką Ąugćreau i 5 ty ja z d y . cofaj§ się k u B erlilinow i. która dotąd była Drezna. a tćm samćm do oddalenia się od głównej arm ii Schwartzepberga. dzi T a Benigsen zosta- Generała Tołstoj z 18. gdzie w oszańcowanych obozach zamknął śię M arszałek Gouvion-Saint-Ćyr. G enerał Benigsen ze swoją armią i korpu­ sem Colloredo przebył góry czeskie i podszedł l o p a ź­ dziernika pod D rezn o . — K siąże Schwartzenberg przew idując ważne. aby się z nim połączyli. a Marszafek Nej z korpusem 3cim zdobywa szańce przedmostowe nad El- bą przy Rosslau. a jego podjazdy zbliżały się pod sam Lipsk . Napoleon ściąga zatćm z nad E lby korpu$a 3ci 1 7m y do Düben i pozostaje tam w blizkośęi Lipska. Tymczasem skoro tylko Napoleon opuścił Drezno z głównćmi siłami.

piechotę we wsiach M arkkleberg i W ach a u . imając w drugiej lin ii dwie dywizye dragonów frąncuzkich korpusu 5go.ooo wojska. 5ty. G łów na armia sprzymierzonych zwana Czeską cią. b yły to bowiem pułki z Hiszpanii przybyłe — jazda korpusu a temczasem 4 walczy z pułkami Pahlena. działa z obu stroń raziły przeciwne szeregi. — K ró l M urat m iał dla zasłony 5o. M u ra t. które ustawił o milę przed Lipskiem . południowych stron Lipska niespeFna to jest korpusy agi. Po południu nadszedł z lewego skrzydła korpus austryacki Generała K lenau i wziął udział w bitw ie. i 4 października rano Gene­ r a ł rossyjski Pahlen z całą jazdą rossyjską i pruską kor­ pusów W ittgenstejna i K lejsta podszedł pod Liberw olkowitz i rozpoczął ogień działow y. — Ks. — Piechota austryacka zajm uje wies Liberwolkowitz lecz wkrótce wypartą zostaje przez nadeszłą pięchotę francuzką kor­ . jazda austryacka Gene­ rała Baum garten uderza na dragonów francuzkich. który p o­ stanow ił bronić przystępu do L ip sk a . w ysłał swe przodowe wojska by szukały spotkania i wywiedziały się tym sposobem o isto­ tnych zamiarach M urata. co chwila przychodziły je d n y m i drugim nowe hufce w pom oc. 8niy. oraz 4 ty i 5ty jazdy. a jazdę przed Liberwolko- witz.gn ąca od p ołudn ia.Zały się ze wszech stron ku Lipsku i ścieśniały coraz bar­ dziej obwód zajęty ąrrai| Napoleona. któ­ rzy się jej oparli z zimną krwią starych żo łn ierzy. g ty. śmiało w yruszył sam przeciw Pahlenowi ż pułkam i jazd y polskiej korpu­ su 4 g o . — Spotkanie to jazdy było dzielne i natarczyw e. a K ró l M urat b y ł jtfk zwykle pierw­ szy vr natarciach i ostatni w odwrotach. ju ż i 3 października zbliżyła się o dwie mile od Lipska. Schwartzenberg chcąc się przekonać czy Lipsk będzie broniony.

K rolow ie Neapolilański i Saski. (było albowiem z obu stron d o 5oo. a jedyna jeszcze wolna prze­ prawa dla armii francuzkićj na Lipsk przez rzeki Elsterę 1 Saalę. z olbrzym ią odwagą się potykały^ Jak bitwę austerlicką nazywają bitwą cesarzów. Francuzi j^ zo w i| bitwą olbrzymów (bataille des géans) iź olbrzymie w ojska. Cesarz Francuzów przekonał się z tego spotkania pod Liberw olkow itz.pusu 5 Generała Lauriston . K ró l Pruski. M a j . Tutaj jecze geniusz i moc duszy Napoleona. — K ról Neapolitański m iał za mało sił b y m ógł długo stawić opor całej armii czeskiej. j u i o kilka mil na północy Lipska. Napoleon zatem przedsię­ wziął skupić wszystkie swe wojska pod Lipskiem dla w y­ dania bitw y tym dwom armiom sprzymierzonych. Rossyjskiego i Pruskiego. m oże nawet jedynej tylko ks. dalszych działań zaprze­ stali i wojska swe przodowe do głównych stanowisk cofnęli. z drugiéj strony b yli Cesarz ancuzow. nakoniec generałowie wojsk sprzymierzonych przekonawszy się źe K ról M iurat nie opuści Lipska bez upornej walki. tak bitwę ipską nazwacby m ożna bitwą m onarchów. źe nietylko armia Bliichera stała. 3 3 . Schwartzenberga nim nadejdą armie Księcia Szwedzkiego. s Ç jego generałów. Przystępujemy teraz do opisu téj czterodniowej mor-. bo znajdo­ wali się przy arm iach sprzymierzonych Imperatorowie o ssy isk iiA u strya ck i. oraz wiele udziel“ yc i siąźąt Niem ieckich. derczćj bitw y pod Lipskiem zwanej przez Niemców bitwą ludów (Vôlkerschlachtj. Następcy Tronów zwe zkiego. oraz jedyny jeszcze związek wojenny z Francyą b yły najmocniej zagrożone. talenta i poświęcę-.ooo ludzi). jakoby tu ludy o wolność ludów w alczyły. Benigsena i Collóredo.8 4 .. lecz źe i cała armia Schwar­ tzenberga od południa zb liżyła się ku Lipsku. oraz odwaga i męztwo wojsk jego T o k n .

16. . 5>op<? ...000 ludzi.. Trzy. Triiy dywizye generałów: hr. Filip Hessen*Homburg... Schwartzèriberga naczelnego wodza (Generalissimus) nad wszystkiemi armiami.. Klebersberg i C ivallart •. Dwie dywizye piechoty generałów Bianchi i W ejssenwolf 10. H ardeg.. . i 5.. G iulaj... D w ie dywizye generaJ'oV: Ledore. . . .. .. Hohenlohe i M e j e r . 4ty Korpus generał hr.ooo . . Hardeg.. Merfeldt..okazały się w świetnym blasku.... hr. Zaćzniemy od wyliczenia wojsk obustronnych w téj bitwie udział m ających. a) Wojska austryackie pod ospbistemi rozkazami księcia Schwartzenberga. W impfen i G reth w szeregach mniéj w i ę c ó j . .. . . . i5. Colloredo.. i-i...... ... 1°.......... Klenau. .ooo K orpus rezerwowy.. i księcia Alois Lichtensteiń .. ... ks. M urraj i ks... .. S zef sztabu generał hrabia Radetzki.. .. agi Korpus generał hr. .... Nostitz... WOJSK A sprzym ierzo ke .oöo 3ici Korpus generał hr. .r..000 Trzy dywizye jazdy pod ogólnem do­ wództwem generała hr. Arm ia czeska dowodzona przez feldmarszałka austryackiego ks. dywizye generałów: M ohr.. wedle podań wszystkich ówcze­ snych i teraźniejszych dziejopisarzy wojennych.... T rzy dywizye generałów : C reen ville.. generałów.... is zy K orpus generał hr. Lecz Wszystko to nie zdołało pokonać przem agających s ił i przezwyciężyć losów. G enerał książę dzie* dziczny Hessen-Homburg. .

.... ..... Moritz Lichtenstein . ge­ Szef sztabu gene­ r a ł Sabaniejeff. de W ittgenstein.......isza Dywizya lekka dowodzona przez generała ks. . 1) W ojska rossyjskic dowodzone przez generała hr. 1 osobna jazdy generała Röder.... — razem R ossy3“ do .. — Korpus grenadyerów rossyjskich ge­ nerała Rajewskiego. nazywam je przeto dywizyami... Dwie dywizye rossyjskie generałów Rosen i Udom.. — Korpus pie­ choty gwardyi generała Jermofóff.. . . 18. 5.. K orpus iszy piechoty generała ks.. ..... — Dyw izye zwane brygadami (*) generałów księcia Augusta Pruskiego.... 77. 3) Korpusa rezerwowe pod dowodźlwem' W ielkiego Księcia Rossyi Konstantego.. 25..ooo ludzi... Ziethen.... Korpus agi piechoty generała ks..000 ludzi.. Eugeniusza W ürtembergskiego... .... Pirsch. Gorczakoff..... l*) Brygady pruskie miały po 10 batalionów picchoiy i po 4 szwadrony jazdy..000 ludzi.. Dywizye generałów Lisanie\vicz i Iłowajskiego.... . — agi Korpus pru­ ski dowództwa generała K lejst. 2) W ojska pruskie.. K lu x ..... D w ie dywizye generałów księcia Szachoffskoj i Pysznieckiego.. Dwie dywizye generałów Mezenzbw i Helfreich. ..... b) Wojska rossjjsko-pruskie nerała rossyjskiego Barklaja de Tolli.... Razem wojska austryackiego ....... i jedna brygada pruska.. K orpus jazdy generała hrabiego Pahlen. ..000.. Dwie dywizye gene­ rałów Sulima i Czoglikoff.. — razem ..

razem 24.. rała generałów Korpus jazdy gene­ W asilczykoif.. generałów Korpus 9 piechoty Dw ie dywizye genera­ łów Udom i lludziew icz...... Mensdorf..ooo ludzi.. Dywizye generałów •Łandskoj. — razem w korpusach rezerwowych .... — S..ooo Ogółem w armii czeskiej w szeregach 1 5 1. a6.. • Jedna dywizya . — Korpus 8 piechoty generała G rafía Saiut-Priest. Jedna dywizya kirasyerów gwardyi rossyjkićj generała Depreradowicz... h) Korpusa rossyjskie prawego skrzy­ dła pod ^ w ództw em generała barona Sac­ ken..zef sztabu generał pruski Gnejsenau.. Dwiie dywizye G urgałoff i Pillar. 12. 4) Korpusa partyzanckie Hetmana ko­ zaków Płatow a. Armia szląska dowodzona przez generała pru­ skiego Blücher...000 ludzi.. Panczulizew i kozaki generała K a rp o w — ^r a z e m . i osobna jazdy generała Y urgas. oraz generała Thielmann i . 2 ”. — razem do 5. Jedna brygada jazdy gwardyi pruskiej.000 c) Korpusa rossyjskie lewego skrzydła pod dowództwem generała Gtail^ Langeron. Hünerbein.pułkownika austr...— D yw izye generałów księcia M eklemburg.... —^ K orpus 1 1 piechoty generała Ne•werowslj..... Dwie dywizye Lieven i Stawitzki. — generała Ałsufiew.Korpus jazdy dowodzony przez generała księcia Galicyn.iego.... — K orpiis lo .jazdy lekkiej gwardyi ross. generała Schewitz.. . Dw ie dywizye kirasyerów liniowych ros.. generałów K rełow i Duka.000 ludzi. H orn. a) Korpus 1 szy pruski dowództwa generała Y ork. .

3 °. — T rzy dywizye piechoty generałów Posse. .piechoty generała Kapcewicz. Dw ie dywi­ zye generaiów ks. — Szef sztabu generał szwedzki Adlerkreutz. W itt. . a6. a) K orpus szwedzki. . . . Brygada jazdy i-egülarnéj generała Manteiifel i kozaki generała Stahl — razem . . . . Steding. Emanuel. -Jedna dywizya piechoty generala Laharpe. Jana K arola N astępcy Tronu Szwedzkiego. Ogó'fem armii szląskićj w szeregach 62. ig . Saendels i Boyen. 1 0. a6. Józefowicz i kozaki generała G rekoff ~ razem .¿^ÍTÍÍ¡d^.o o o ludzi* b) K orpus rossyjski dowództwa gene­ rała barona W in tzin gerode.000 ludzi.000 c) Korpus rossyjski dowództwa genera­ ła W oronzoff. K raft. . Armia północna dowodzona przez ks. : . Dowódzca feldmarszałek hr. 4” . tó) Korpus 3ci pruski dowództwa gene­ rała Bulów -----Dyw izye generałów: księcia Jlessen-Homburg. . i osobna jazdy generała Oppęn — razem . — Szef sztabu generał rossyjski Opermann.— Dwie dywi­ zye piechoty generałów ‘L ap tieff i W uytsch. generaiów Borosdin. Urusow i Turczaninoff. . . Jedna dywizya jazdy re­ gularnej generała U rurg i kozaki generała Czernyszew — razem . . . . . Borstel. .ooo Ogółem w arjnii północnej w szeregach 66. Armia polska dowodzona przez generała ros­ syjskiego Benigsena.— jedna dywizya jazdy generałaSckióldebrand— razem . . D y ­ wizye. .— : Korpus jazdy generała barona KoriF. .ooo ludzi. . .

N aczelny wódz Cesarz Francuzów Napoleon. .....66.. 1° A rm ia główna czeska feldmarszaka księcia Schwartzenberga . . .. ..000 4° Arm ia polska generała Beningen .... 62. 44......... . .. ... D o­ M ajor generalny.000 3 “ Arm ia północna K s... wódzca jazdy K ról Neapolitański... f\.. .000 Ogółem w szeregach 1 5 października pod L ip s k ie m ..ooo ludzi.. . Między temi 5o.. . .... ' .......... generałowie Friand i C urial .. marszałek Berthier księże W agram u i Neuchatelu. 3 a 3 .... ...000 d) Dywizya przyłączona aga lekka au­ stryacka generała Bubna .... 1 5 1. .ooo jazdy i 1.ooo c) D yw jzya jazdy rossyjskiój generała C z a p l i c ... .. — Dwie dywizye generałów księcia Chowańskiego i Paskiewicza.... G wardye francuzkie: a) D y wizyą piechoty starej gw ardyi... Ogółem w armii polskiej w szeregach 6. ..000 ludzi.. . ......ooo ludzi. — Brygadya rezerwowa generała Lindforg — razem .. WOJSKA FRANCUZKIE.. ....... Rekapitulacjra wojsk sprzymierzonych pod Lipskiem.. Następcy T ro­ nu S z w e d z k ie g o . jazda generała Muszin-Puszkin — razem i 8. a5........ b) Korpus piechoty rossyjskiej dowódz­ tw a generała DoktorofF. a° Armia szląska generała Bliicher ..000 ludzi..200 dział.... 5. T rzy pułki piechoty generała Bułatów.000 44 >ooo ludzi.....a) Przednia straż rossyjska dowództwa generała Strogonów.

T rzy dywiüye piechoty generałów Teste...... Barrois... ... Dw ie dywizye piechoty generałów.. V ia l i M outon-D uvernet.. Maison i Rochambeau .. ... .. ........ T rzy dywizye piechoty generałów A lbert... Lefevres-des-nouhettes i O rn an o.... c) K orpus jazdy gwardyi dowództwa generała hrabi Nansonty. D wie dywizye piechoty saskiej i .. ï 5.000 K orpus skwy. ... . . B er­ trand...r.. T rzy dywizye piechoty generaiów Com pans. T rzy dywizye generałów W alth er.... ... .. Roguet i B o y e ld ie u .... 5.. ..000 Korpus 6 ty dowódzca marszałekJVIar-. i Oudinot księcia Regio. .... T rzy dywizye piechoty generałów. . Lau- rlston.. ...000 hidzi.. . ^6.. oraz dodana dywizya Gardes d’honneur generała D a u ta n co u rt..iSjOOO K orpus 4 ty dowódzca generał hr.Lagrange i Frederichs 17.... '.....b) Korpus piechoty młodej gwardyi dowodzony przez marszałków M ortier ks. G uillem idot.. Belluno. .... — Cztery dywizye generałów Gros. . . brygada ja z d y .16. R icârd Delm as. . . . ...000 K orpus a g i dowódzca marszałek Vi* li tor ks........ . . R aguzy. i włoska generała Fontanelli.000 Korpus 7m y dowódzca h. 3ci marszałek Nej księże M o­ D ow odził generał Souham..ooo K orpus 5 ty dowódzca generał hr...... Jedna dywizya piechoty francuzkićj generała D urutte. .... . Trewiso. 1 0. Regnier. M orąnd. . mont ks.. około ..

dowódzca generał A rrigh i ks.... . dowódzca generał hr. 1..... . chory i nieobecny tych dni... . T rzy dywizye jazdy. T rzy dywizye piechoty generałów G érard. Sebastiani.. dra­ gonów generała L orgè.. lekkiej generałów Broussier i Chastel około ...jazda . ciężkiej generała Defrance i lekkiej generałów Roussèles d’hourbals i Exelmans K orpus .. dowódzca generał Kellerm ann hr.brygada jazdy saskiej dowodzone przez ge­ nerała saskiego Zeschau ' . oraz brygada jazdy polskiej 8... . 11. . K orpus 8my jdoA\. . a .000 K orpus is z y jazdy.. Sułkowskiego . 4oo 3ci jazdy. .. .ooo D yw izya osobna polska dowództwa ge­ nerała Dąbrowskiego piechota i. .ódzca generał księże Poniatowski. . 5.. F ressin et i Charpentier i 4 . . ..... D w ie dywizye jazdy lekkiej pol­ skiej (słabe) generałów Sokolnickiego i ks.000 K orpus 11 ty dowódzca marszałek M ac­ donald ks.. 5^.. 17.. Padwy.000 K orpus Ąty ja zd y......000 Kospus g ty dowódzca marszałek A u ­ gereau księże .. V a lm y . ... . .... T rzy dywizye jazdy. .... .. 3 . Latour-M aubourg. lekkiej generałów J a q u in o tiF o u r u ie r ... Dwie dywizye piechoty generałów Lefol i Sémélé » ...000 K orp us a g i jazdy.600 . Cztery dywizye jaz­ dy.Castiglione. ... ciężkiej generałów D oum erc i Saint-Germ ain.. .. . . .000 ludzi.. Dwie dywizye p iechoty'pol­ skiej generałów M ałachowskiego i K rasiń­ skiego Izydora. Tarentu. . dowódzca generał hr.

...000 ludzi. T rzy dywizye jazdy..... dowódzca generał Milhaud. M iędzy temi ledwie 22.. gdyż wte^y i armia francuzka byłaby zniewoloną przejść za Saalę.. nie należa­ ło więc tracić czasu na manewrach strategicznych... dragonów ge­ nerałów Bérgheim i Lhéritier.68. Ogółem wojsk francuzkich i 5 paździer­ nika pod L ip s k ie m ... 3.... ale Impe­ rator Rossyjski Alexander zaw yrokow ał...... K s. Pod Lipskiem tędy zbie­ rały się wszystkie siły Napoleona......000 jazdy i 800 dział.. bitwy.. a generałowie Benigsen i Colloredo z pod Dre­ zna.Korpus 5 ty ja z d y . wszyscy ku Lipsku. dla nadania większej jedności i skutku zblizającym się wa­ żnym wypadkom..000 ludzi..... Arm ia czeska ju ż była pod samym L ipskiem ...... Mftj 184*« Z obu stron przygotowywano się do ...... D nia i 5 października wszyst*» kie wojska francuzkie skupiły się w okolicach Lipska.. K siąże Szwedzki od Köthen i Z o rb ig ..... źe moźeby wypadało pójść na lewo za Saalę..... a tak zmusić Napoleona do odstąpienia Lipska bez bitwy. Au' stryacki i Pruski przybyli osobiście do armii czeskiej...... — Co tćż przedsięwzięto....... Schwartzenberg m yślał..... lekka genera­ ła Piré . .... ále istanowczo uderzyć na skupionego nieprzyjaciela i kres téj w ojnie położyć. T om II...... jak i te które szły od Düben z Cesarzem.. źe gdy teraz ju ż wszystkie armie tak b yły z sobą zbliżone. któremi m ógł w tćj chwili rozrządzać... tak te które już tam były z Królem M iuratem.. D nia 14 października Monarchowie Rossyjski. gene­ r a ł Blücher szedł z Halli.. 3go Jeden korpus 7m y i część szły jeszcze z Düben i Delitz zasłaniając się od ma­ szerującej armii północnćj. ...

poczćm stary K ról w jeżdżał konno do Lipska z pocztem ułanów gwar­ dyi cesarskiej. opuściwszy Drezno J 5 paź* dziernika przyjechał ze swoją rodziną do Lipska. było zupełnie przeciw prawidłom strategii i taktyki. ozięble witani od ludu. gdyż odwrót byłnajgorszy i niczćm niezabezpieczony.K ról Saski Fryderyk A u g u st. i długo z nilą rozmawiał. jak się i stało. wtedy oparty o wszystkie zasoby Francyi. . C e­ sarz Francuzów. a dalej jeszcze mając rzekę Saalę do p rzejścia. Colloredo. b y ł bez wątpienia dobry. z dość jeszcze silną armią stanąłnad Renem. m iałby tam lepsze stanowiska do obronnej wojny i do bitew . inaczej. co było trudnćm przy tak przemagających siłach przeciwnych. — lub gdyby udawszy się na E rfu rtk u M oguncyi. który właśnie objeżdżał stanowiska M iur a ta . ale do tego trzeba było pewnym byó zwycięztwa. ten pozostały wierny sprzymierzeniec Napoleona. za zbliżeniem się K róla Saskiego wyjechał naprze­ ciw niem u. a zatćm niedobra przepraw a. Zam iast tedy wydania bitwy przed Lipskiem . za nadej­ ściem innych arm ij. który bardziej sprzymierzonym niż swo­ jemu monarsze sprzyjał. zaspoka­ ja ł o dających się słyszeć czasami strzałach działowych na forpoGztach. położenie swoje uczyniłby gro źn ćm . Be­ nigsen. gdyby Napoleon zaraz się b y ł cofnął za Saalę . Zresztą wydilnie bitwy przed nieobwarowanym Lipskiem . na których b yła tylko jedna długa grobla z kilk§ m ostam i. wielka klęska była nie­ chybna. czule w itał szanowną tę rodzinę. nimby nadeszli K siąże Szwedzki. zsiadł z konia i zbliżywszy się do pojazdu królewskiego. a za nim Królow a ze swą córką. i m ógł by w jakie dla siebie dogodne układy wchodzić. mając za sobą błotniste rzeki Plejssę i E lsterę. Zam ysł Cesarza Napoleona o wydaniu bitwy księciu Scbwartzenbergowi.

korpu­ sem lit y m . Poniatowskiego. — Napoleon m iał sam na południe Lipska przeciw armii czeskiéj i i o. G enerał Regnier z kor­ pusem ymym b y ł jeszcze w E ü len b u rgu . 4 i 5 jazdy. Latour M aubourg i agi gener. Sebasti­ a n !. a bardziej jeszcze na lewo wsi Liberw olko­ witz korpus 5 ty gen. Szwedzkiego. W lewo od Poniatowskiego przy wiosce Dosen stał korpus g ty mar. korpusy a. Ą. oparty w prawo o rzekę Elsterę i za­ słaniający di. Lauriston. N a północy Lipska stanęły zatém pod rozka­ zami marszałka Neja korpusy 3 .— N a skraju lewego skrzydła po drodze do Grim ma przy wsi Holzhauen b y ł marszałek Macdonald z. — K o r ­ pus 4 ty generaia Bertrand przeszedł b y ł Lipsk i stanął . i Osobna dywizya generała Dąbrowskiego. 9. S. tudzież przej­ ścia przez rzekę Plejssę we wsiach Konewitz i D olitz. m usiał jednak pozo­ stawić znaczni siłę dla zasłony od idącego z Halli gen. N a samćm końcu prawego skrzydła b y ł korpus 8my ks. — Daléj W lew o . i korpusy i . mający na swém prawém korpus 4 ty jazdy dowodzony przez generała Sokolnickiego.Dzień października. i ledwo wieczo­ rem m ógł pod Lipsk zdążyć. — W rezerwie u wsi Probsthejde stały w kolumnach gwardye cesarskie konne i piesze. Cesarz Franęuzów .ooo ludzi W szeregach. za którym stały korpusa jazdy iszy gener. a na lewem korpus 5ty jazdy generała M ilhaud. 1 1. V iktor. 8. które przed świtem 16 października w następujący spo­ sób uszykowane były. A ugeréau . staf korpus a g i mar. to jest: gwardye cesarskie piesze i konne. 6 i 3 jazdy. a . zasłaniając się od nadchodzącój armii K s. Bliicher. na wzgórzach po za W ach a u . lubo zam ierzył w dniu tym ude­ rzyć na arm i| ks.ogę z Zwenkau do Lipska. Schwartzenberga.

— W ojska te uszykowane przy wsiach G robem . .o o o wojąka./ za groblami i za rzek§ Elsterę.5ę korpus pruski generała K lejst zajm ował lewe skrzydło . przedsięwziął w tym dniu sam uderzyć na armię francuzką hieczekając na wojska Benigsena i Colloredo. w środku korpusy ros­ syjskie generałów księcia Gorczakowa i księcia W ürtem* bergskiego z jazdą Pahlena. na prawym skrzydle korpus 4 ty austryacki generała Klenau i dywizya pruska generała Ziethen. zakrywając wielką drogę do Lützen i Erfurtu jako związek z Renem. dla natarcia na wieś Lindenau z tyłu Lipska i zajęcia drogi do Lützen.— oparty o rzekę Plejs. Gossa. — Stosowne zatém wydawszy rozkazy. tém hardziej. Siorm thal i Gross-Possna m iały zdobyć W aęhau. stał ksiąie dziedziczny Hessen-Homburg z kor pusami austryackiemi agim generała Merfeld. M ię d zy . u fał p r z y tém . Tymczasem ks. źe po drugiéj stronie Lipska generał Blücher m ógł również w dniu. iż mając zebranego i 35. nie wykonał odwrotu za L ipsk i Saalę. G enerał G iulay z korpusem 3 cim austryackim. Schwartzenberg obawiając się aby Cesarz Francuzów . nienadeszfe jeszcze z pod Drezna . wojska swe bardzo rano w następujący sposób ustawił. zw ycięży Francuzów. — Na prawym brzegu Plejs­ sy pod rozkazami generała W ittgensteina b yły w piérw­ széj linii. rezerwo wym i kirassyerami generała Nostitz. tym rozpocząć walkę. rzekami Plejssą i Hlsterą przed Zwenkau koło wsi Zobikier G au sch . iszą dywizyą lekką księcia Lichteastein i z jazdą generała Thielm ana b y ł na lewym brzegu rzeki Elstery koło wsi Z oscher. korzystając z oddalenia jeszcze in­ nych armij sprzymierzonych. w zamiarze przej ścia rzeki Plejssy w Konewitz lub D olitz i zbliżenia 5ię najkrótszą drogą do Lipska.

i wszystko w wojsku Napoleona p o­ sępną postać m iało. Hetmań Piatoflf z kozakami zakryw ał to prawe skrzydło sprzymierzonych. Przytém dzień b y ł w il­ gotny. pochmurny.. dając za ha^o »wszyscy za jednego. jeden za wszystkich. i każdy walecznością i męzŁwem w tych dniach okazaném . dzielą takty­ cy na trzy osobne bitwy . nieogłosił jednak zw ykłych do swego wojską rozkazów d zienn ych . jego gwardye nie stroiły się jak dawniej w paradne mundury. wszyscy byli zadumani i los bitwy każdego niepokoił. ~ ale gdy ta ostatnia odbyła się pod ogól- . które dawniéj wielkie bitwy poprzedzały. Nikomu przecież na odwadze nie zbywało. Monarchowie b yli od rana na koniach przy gwardyach. — a trzecią p o d L in d e - n au ‘między generałem Bertrand a generałem G iu lay___ Niektórzy niemieccy pisarze rozróżniają nawet bitwę W achauską od bitwy pod Konewitz. Bitwę 16 października przed Lipskiem . — jednę nązy wają W achauską między głównćm i armiami Napoleona i Schwartzenberga.Liberwôlkowitz i odeprzeć ku Lipsku naprzeciw stojące korpusy francuzkie. Schwartzen­ berg w yd ał odezwę do wojska zachęcającą żołnierzy trzech narodów do walczenia z męztwem i wytrwałością. dow iódł ż& los osobisty bynajm niej go nie obchodził. — drugą nązywają pod Möckern lub nad Parthą mię­ dzy wojskami Neja i Bliichera. — Z ty łu koło wsi Magdeborn b yły wszystkie gwardye i reszta jazdy żWH«"> Księciem Rossyjskini Konstantym .« Chociaż Cesarz Napoleon zam ierzył wydać bitwę i b y ł do niéj przygotowany. gdzie się potykał książę Poniatowski . kor­ pus grenadyerów rossyjskich generała Rajewskiego i je ­ dna dywizya kiryssyerów rossyjskich. K s. — Za wojskami piérwszéj linii W ittgenstejna stały w drugiéj linii.

-t— Cesarz Napoleon jedzie naprzód ze czterema szwadronami służbowem i staréj swéj gwardyi konnéj. Piérwsza od lewego. B yła to piérwsza linia wojsk sprzymierzonych pod wodzą ge­ nerała W ittgenstejna. przeto Francuzi łączą ją z opisem bitw y W achauskiej i od niéj jako główniejsżój zaczynają. stare gwardye piesze i konne pozostają w miejscu. generała Klejst. K u le i granaty padają koło C e­ sarza i w kolum ny gwardyi . która poprzedzona dwomaset dzia­ łam i. — Na całej linii rozpoczyna się ogień. wszystko spieszy do boju— . rozpoczęła walkę. mocny ogień działow y dał się słyszeć z bateryj wojsk sprzym ierzonych. O godzinie 8méj rano wszystkie obustronne wojska stały pod bronią i czekały tylko rozkazu do b itw y . — gwardye zebrane w kolumnach przed Probsthejdą przyw itały go okrzykiem — »niech żyje C e­ sarza — . mając wspólne rezerwy. piechota młodej gwardyi szykuje się przed wsią Probsthejde. kiedy w ysiadał z pojaz­ d u . i staje za wsią W achau na wzgórzach przy owczar­ ni MejsdoriF. druga generała księcia W ürtenibergskiego szła z Gossa do W achau i miała zaraz rozpra­ wę z marszałkiem V iktor . jazda siada na koń.némi osobistémi rozkazami Napoleona. które b yły podeszły przed śro­ dek armii francuzkićj. K siąże Schwartzenberg uprzedził Napoleona. gdzie stał marszałek Augereau . trzecia generała Gorczakowa . i w téj samej ch w ili. — W ojska generała W ittgenstej­ na posunęły się naprzód w czterech kolumnach naciera­ jących. szła z G ro ­ ben po nad rzeczką Plejssą do wsi M arkkleberg. — D ruga dywizya jazdy gwardyi ge­ nerała Lfifèvres idzie na lewe skrzydło pod rozkazy m ar­ szałka Macdonalda.— O w pół do gtéj przyjech ał Napoleon z Lipska do swojéj arm ii. i do jednej cało­ ści z W achauskę należała.

gromią kolumny wojsk sprzymie rzonych. który potrzebował nieco czdsu aby wstąpić na linią b ojo­ w ą. piechota pruska tam się utrzym ała walcząc na jednem miejscu z Francuzami. -— a czwarta prawa. — W środku dywizye francuzkie korpusu Y iktora odbierają wieś W ach a u . Liczne działa francuzkie roz. — D yw izya francuzka gene­ rała Charpantier uderza z prawego boku na Austryaków i zabiera im dziafe. — Dragony francuzkie rzuca. M acdonald. rozkazuje generałowi M ilhaud uderzyć z Napoleon 5tym korpusem jazdy na kolumny Klejsta. stawione na wzgórzach. a Lauriston z pod Liberwolkowitz dzielnie odpiera wszyst­ kie natarcia Gorczakowa. a pola tych okolic dozwalają jaździe francuzkićj ponawiać natarcia. inne nadchodzą z przodu. których tysiączne pociski rażą nawzajem Fran­ cuzów. K lenau po­ szedł także b y ł naprzód od wsi Gross-Possna i zbliżał się ku Liberwolkowitz od lewego. to na piechotę to na jazdę generała Pahlen. występowała z GrossPossna także ku Libervolkowitz. K lejsta odpiera. co chwila świeże pułki w ogień wprowadzają. Jednak książę W iirtem bergski i Gorczakow usiłując koniecznie zdobyć W achau i Liberwolkowite. — W przecią­ gu dwóch godzin wsie te kilka razy szturmem zdobyło i na powrot odebrano.— krwawa . generała K lenau. — K lejst opanował Markkle­ berg.— Z początku natarcia te m iały pomyślny skutek. Z prawego skrzydła sprzymierzonych gen.uderzyła pod Libervolkowitz na generała L au riston . kiedy mar. ją się na jazdę pruską i na huzarów rossyjskich przy tej kolumnie będących. — wtedy Augereau zwraca swoją piechotę. ruszył przeciw niemu. — lecz w końcu pułki Viktora i Lauristona utrzym ały się przy w swoich stanowiskach.• ł a ł odebrać. ale wsi Markkleberg niezd o. a książę W iirtembergski wieś W achau.

odpierają środek . W iirtem bergski. — W tedy Cesarz Napoleon daje roz­ kaz. Na lewym brzegu Plejssy jednocześnie rozpoczął walkę korpus austryacki gen. g d y ż i tu dzielny opór znalazł. — W te­ dy generał Merfeldt skierował swoje siły na przeprawę u wsi D olitz i opanował folwark przy lewym brzegu rze­ ki. żadna strona drugiej nie ustępuje. Merfeldt z ks. Pułki Viktora i Lauristona tak długo ju ż w ogniu będące. za ujrzeniem posiłków. K lejst. mającym ledwie 7000 piechoty polskiej na obronę prze­ praw przez Plejssę. ruszyła wesprzeć środek. a dywizya piechoty starej gwardyi aby stanę-ia w drugiej linii za prawem skrzydłem. Austryacy. Juź południe m inęło. ale sami iść naprzód nie mogą. dla wsparcia P o­ niatowskiego lub marszałka Augereau. — Merfeldt.. ks. — Lauriston z pod Liberwolkowitz. a marszałek M ortier z drugiemi dwiema do L i­ berwolkowitz. lecz tego przeciwna piechota i artyllerya im niedozwoliła. bez żadnych in­ nych poruszeń i korzyści.tu walka następuje między korpusem i itym francużkim a pułkami austryackiemi i pruskiemi generała Ziethen. i z pomocą świeżej piechoty i stu d ział artyleryi gw ardyi generała D ro u o t. posuwają się m ężnie naprzód. chcieli naprzód ją przebyć pod K onew itz. Marszałek O ud i­ not z dwiema dywizyami młodej gwardyi idzie do W a­ ch au . Gorczakow i Klenau darem­ nie usiłują przełamać wojska przeciwne. — Na tem ograniczyły się jego wszystkie wysilenia. Poniatowskim. długo przesyłano sobie nawzajem działowe i karabinowe k u le . którzy przez błotniste i krzakami zarosłe brzegi z trudnością do rzeki doszli. na całej linii zacięta trwa wal­ ka. a V iktor z pod W achau już szóste natarcie wojsk sprzymierzonych odpierają. aby cała piechota młodej gwardyi.

i przełamuje kilka kolumn piechoty księcia WûrtembergskiegO . — Kolum na ks. rusza naprzód.sprzymierzonych. — ale wsparta drugą dywizyą grenadyerów rossyjskich. chciał massami jazdy złam ać i roz­ b ić szyki przeciwne. i odpiera ich aź ku wsi G robem .. D ruga zatćm linia Ros- syan weszła do boju i nowe spotkanie ze świeżćm woj­ skiem następuje . rozbija najprzód kilka pułków jazdy rossyjskićj i pruskićj generała Pahlen.8 i. i tćm stanow czem natarciem zbliża się do ostatnich rezerw pod wsią Tom II. zabiera 26 dział. grenadyery generała Rajewskiego mę­ żnie dotrzymują p la cu .Kolum na Gorczakowa również cofnąć się mu­ siała przed wojskami marszałka M ortier i Lauristona.— wtedy piechota francuzka zdobywa Auenhein. Jednocześnie K ról Miu­ rat wychodzi z za lasku pod W achau z iszym korpusem jazdy generała Latour-M aubourg. . Cesarz Francuzów widząc wojska swoje zatrzymane ■ u Gossa i A uenhein. uderza na kirassyerów generała Lewaszewa i na pułk huzarów gwar­ dyi rossyjskićj. — Z prawego skrzydła wojsk mar­ szałków Viktora i Oudinota 4 ty korpus jazdy. gdzie wspar­ ta zostaje jedną dywizyą grenadyerów rossyjskich. 35 . % generała­ mi Sokolnickim i Sułkowskim. a generał R a- jewski dowódzca korpusu grenadyerów rossyjskich i ge­ nerał Lewaszew zostają ranni. Wiirtembergskiego cofa się ze stratą aź do owczarni Auenhein. — nastę­ pnie jazda ta francuzka obiega całym pędem koni wieś Gossa. spędza przybywające pułki jaz­ dy lekkiej gwardyi rossyjskićj.. za nićmi szykują się osłabione hufce pićrwszćj linii. uderza na środek ar­ m ii p rzeciw n ćj. jedną dywizyą kirassyerów i pułkiem huzarów gwardyi rossyj­ skićj---. d o w o d z o n e przez generała Szew icz. za­ trzymała się u wioski Gossa. który w tćm spotkaniu polega.

będącą w koniecznym nieporządku szczęśliwego i długiego attaku. Imperator Aleksan­ der. oraz pru­ skie K lejsta. który b y ł przy jego straży. a wsparty innémi p ał­ kami jazdy gwardyi i artyleryą konną gwardyi rossyjskiéj.— Pierwotnym zamiarem ks. mogące mieć wielkie skutki i na niczćm sp ełzło. d a ł rozkaz aby wszystkie rezerwy austryackie księcia Hessen-Honvburg przeszły spiesznie na prawy brzeg Plejssy.. napadniętą została z prawego boku przez generała Nostitz. widząc środek swéj armii przełamany i krytyczne położenie całej bitwy. w róciła do pierwotnego stanowiska swego . a tak świetne natar­ c ie .— wstrzym uje ją. który z ośmią pułkami kirassyerów augtryackich.Gohren gdzie byli Monarchowie. — jakoż pułk ten z generałem O rłoff-Denisow na czele. a nawet częśO leaerw rossyjskich się cofały. jazda francuzka unosząc zasłużonego i rannego wodza. tworzących czoło kolumny rezerw austryackich. i odzy­ skuje większą część zdobytych dział. Merfeldt. rozkazuje pułkowi kozaków gwar­ dyi. przechodził groblę na Plejssie pod wsią G ró- . — L ecz widząc postępy Fran­ cuzów na prawym brzegu Plejssy. i dla tego korpusa rezerwowe au­ stryackie stały na lewym brzegu Plejssy u wsi Zobikier za wojskami gen. i wsparły wojska rossyjskie W utgęnstejna i Rajewskiego. — ^G enerał LatourM aubourg w tém zdarzeniu m iał nogę urwaną. . widząc że cała piérwsza linia W ittgenstejna. zmusza jazdę przeciwną do spiesznego odwrotu. Schwartzenberga było w y­ musić i opanować koniecznie przeprawę na rzeze Plejssie pod Konew itz i D olitz. walecznie uderza na jazdę fran­ cuzką.W łaśnie kiedy jazda polska korpusu 4 go zaszła b y l i aź pod G robem za huzarami i kirassyerami rossyjskièm i. natrzeć na tak daleko za­ szły jazdę francuzką. źe środek armii b y ł mocno zagrożony.

D yw izya piechoty austr. uszykowane w czwo­ robokach. bataliony piechoty młodćj gwardyi gen. A ugereau. i generał austryacki Nostitz b y ł także ranny. — reszta . przyjmy go ogniem na i 5 kroków. Dowodź* ca pułku i znaczna liczba kirassyerów polegli . i zaraz one rozwijając.Pelet. zagrożone będąc nadto z boku przez jazdę austryacką. i ze swemi dwiema dywizyami piechoty generałów L efol i Sémélé stanowisko utrzym ał. — P ułki jazdy w ytrzym ały wprawdzie pićrwszy attak. ju ż odsam ego rana w alcz|ce z korpusem francużkim mar. która wsparła zaraz grenadyerów rossyj­ skich. Nadeszła jeszcze z za Plejssy dywizya grenadyerów austryackich generała W eissenwolf.berri. za powtórnem natarciem od­ parte zostały aż na wzgórza ku W achau. który i temu nowemu nieprzyjacielowi wydoł a ł . i z nimi razem zdobyła wziętą ju ź przez Francu­ zów oyiczarnię Auenhein. gdzie dwa. Bianchi przeszła przez groblę za jazd| N ostitza. Jeden z nich cały pułk kirassyerów austryackich zwany Somariwa. — Natenczas kilka oddziałów jazdy sprzymierzonćj zapędziły się za Francuzam i. i udała się do Markkleberg. cofnę'ły się do pierwotnego sta­ nowiska pod W achau gdzie się zatrzym ały. W ojska francuzkie marszał­ ków Viktora i Oudinota.! rozsypały się po polu bitwy. W tćm spotkaniu wieki oficerów i żołnierzy korpusu 4 go jazdy ciężkie rany od pałaszów austryackich odniosło. gen. obiega w koło W achau. i zbliża się zapamię­ tale do ostatnich rezerw i parków . przedziera się całym pędem koni przez pierwszą linią Francuzów. gdzie wsparł one pułk dragonów gwardyi francuzkićj generała Lefort. prowadził naprzód w mia­ rę jak przebywały rzekę. gdzie ze świeżą a rtyllery i zluzowała pułki pruskie Klejsta. 4 go korpusu ale niemogąc •wydołać świeżym h ufcom .

— następnie zdobywa na Prusakach generała Ziethen. marszałek Macdonald w alczył ciągle z wojskami generała K lenau. A lé wtedy jazda genera-fe Sebastiani. Pomimo to piechota au­ stryacka szykuje się nanowo i odljiera napowrót Seyfer­ stein. — W tedy także generał Nansouty ze wszystkiemi pułkami jazdy starej gwardyi poszedł wesprzeć jazdę kor­ pusu 4go. którego jaz­ da około agićj godziny przypuściła natarcie dla wstrzy­ mania postępu Francuzów. piechota Macdonalda korzysta ze szczęśliwego attaku swéj jazdy i zdobywa. które do szczętu prawie znoszą ten ju ż osłabiony pułk kirassyerów. . który silnym ogniem artylleryl i piechoty utrzym ał do nocy zdobyte stanowiska przy wsiach Seyfersteija.> jednak. lecz oskrzydlona przez jazdę francuzką. choć rozproszona. za którą stał aź do nocy. wsparta jazdą gwardyi'genera-ła Leíevres. rzuca postrach i nieporzą­ dek w taborach na tyłach armii. od­ piera jazdę austryacką i zapędza ją daleko na równiny. a na Austryakach dywizyi generała księcia Hohenlohe w ieś Seyferstein. Na lewćm skrzydle Francuzów. w obecności Cesarza. — ■Napoleon spostrzegł­ szy ze wzgórza W achau ten natarczywy attak pułku au­ stryackiego. który właśnie li­ nie objeźdźa-ł. była wz-łćm p o ło żen iu . wzgórza zwane Bateryami Szwedzkieińi. za którym sądził źe i reszta jazdy przeci­ wnej pospiesza. wysyła swoje szwadrony służbowe gwar­ d y i. tak iż m ało ich zdołało wrócić do swo­ ich. wieś G ross-Posna. gdyby nie przybyły jéj w pomoc kirassyery pruskie generała Röder ze świeżą artylleryą: — Z tćm wszystkićm sprzymierzeni nie mogli już tu odzyskać przewagi nad marszałkiem M acdonald. Gross-Posna i KleinPosna..

i znowu szczęście na źadn^ stronę się nie przeważa. gdyż i gwardye ros­ syjskie już wesriy dp boju.— -pole -trupami i ranuemi się zaściela. .— K orpusy środkowe sprzy­ mierzonych Gorczakowa i ks. z marszałkiem M ertior.— Cała ar­ tyllerya gwardyi Napoleona. wszystkie obustronne rezerwy b yły w bgniu. śmierć przesyła przeciwnikom.— -Daremnie Francuzi w y­ silali się odzyskać napowrót tę wieś. W ürtemlierskiego przeparte. V iktor i Lauriston zmuszeni są cofać się. uszykowano w kokimnach do attaku i majęc za sob| dwie dywizye piechoty gwardyi. pod którą jenerał dywizyi Maison mocno ranny. przez Francuzów zdobytą zostaje. rozstawiona na wynioślejszych miejscach. ale jedni drugim pokonać. lecz odszedłszy w ty ł o pareset sążni. Generałowie Bian­ chi i K lejst także nieprzestają potykać się koło M ark­ kleberg z m arszałkam i A ugereau i Oudinot.— nawet grenadyery rossyjskie Rajewskiego ustępu­ ją pola. się nié dają. a jenerał Béchelet zabity. kule i granaty roznoszą śmierć we wszystkich kięrunkach. i zakryte po bo­ kach iszym i 5 tym korpusami jazdy. których wszystkie działa nawzajem przerzadzają szeregi Francu­ z ó w . i wieś Gossa najwaleczniej. A le w tém dywi­ zya pruska generała Pirsch szykuje się na nowoj idzie m ężnie naprzód i wsparta trzema pułkami piechoty gwar­ dyi rossyjskiéj. oraz 80 działami tejże gwardyi. — wszystkie wojska.Bitwa przecliiiźała się. mimo dzielnego oporu. —■Cesarz Napoleon chciał je­ szcze raz przełamać środek linii przeciwnej. . Jakoż o 4 tćj godzinie z południa korpusy V iktora i Lauristona. poprzedzone ogniem licznej ar ty Hery i. idą z pod L ib er­ wolkowitz naprzód ku Gossa. . wchodzi szturmem napowrót do Gossa. ' . znowu s ię zwracają i mordercza walka trwa ciągle na jednem miejscu.

któremu konia u b ito . Poniatowskiego . rozłożyły swe ognie na rannych prawie stanowiskach. rozbijają przeprawione ju ź bataliony. zdołał ostatnim attakiem ode­ przeć nieco Polaków. ale i ten niedługo zupełnie ustał. spostrzegłszy to Napoleon posłał w pomoc ks. Nad wieczorem generał Merfeld wprowadziwszy •wogień swoje rezerwy. zaciętym bojem.* N a prawym końcu linii francuzkićj piechota kor­ pusu 8go utrzymała cały dzień brzegi Pleissy przy D o­ litz i Konewitz przeciw powtarzanym natarciom A u ­ stryaków. biorą do niewoli. Znużone oba wojska tak długim . L ecz nakoniec pułki polskie coraz bardziej uszczuplane i znużone całodzienną walką. ogień tylko działowy czas niejaki jeszcze się przecią­ gał.— Natychm iast wyborcze pułki gwardyi fran­ cuzkićj uderzają na Austryaków. i w mgnieniu oka odpędzają je za rzekę. — Z tym nowym posiłkiem książę Poniatowski w alczył znowu korzystnie. i szukały spoczynku. Cesarz Napoleon wyniósł ks.— Cesarskie namioty rozbito wśród starej gwardyi francuzkićj przy cegielni na dolinach za W achau. talentami wodza i osobistym przykładem ciągle odpierał wojska generała M erfeldt. z tru­ dnością już opór stawiały i ogień ich słabnąć za­ czynał. już wiecznym snem ujętych. obok swych licznych towarzyszów broni. a samego generała korpuśuego M erfeldt. które właśnie przybyły. nim ogień działo­ wy ustał. K siąże Poniatowski zimną krwią. Jeszcze tego samego w ieczora. kiedy Męrfeld na czele pie­ choty ju ż b y ł stanął na prawym brzegu rzeczki we wsi Dolitz. Poniatowskięmu generała C urial z la tą działami i dwoma pułkami piechoty starej swćj gw ar­ dyi. ale wkrót­ ce nadeszła noc przerwała bitwę tu i na całej lin ii.

bo wojska sprzymierzone nie tylko że się nie co fn ^ y . b yło bez korzyści. hieco zyskały pola. stojący przed wsią Lindenau z trzema dywizyami piechoty korpu­ su 4go. generałowie austt^accy ks. czując ważność zachowania jedynej dro­ g i do odwrotu i związku z Renem . tak zasłużonego dostojeństwa. — P o kilkogodzinnej walce A ustryacy natarli trzema kolumnami i weszli przemocą do wsi Plagyritz i nawet do wsi Lindenau. W tym dniu 16 października Francuzi pod W achau zwycięztwo sobie przypisują i sprawiedliwie: gdyż będąc natarci. m ianowicie zaś skrzydło M acdonalda. jak jego dzielności i zdolaościora winien b y ł utrzymanie swego prawego skrzydła. — powodowany może jakiem tajemnem przeczuciem. ale pozostawszy w miejscu oczekiwały na przybywające nowe s iły . odparli przeciwników na wszystkich punktach. a Francuzi cofnęli się ku Lipsko­ w i za odnogę Elstery zwaną rzeczką Luppe. L ich- . ju ź od samego rana b y ł w rozprawie z wojskami austryackiemi generała G iulaj.— Napoleon widział jak Poniatowski cały dzień m ężnie w alczył. i zdobywa napowrót wieś Lindenau. — przed skończeniem jeszcze bitwy pośpieszzył mu przesłać znaki nowego.na godność marszałka francuzkiego.. które tak wiele ko­ sztowało. L ecz gene­ r a ł Bertrand.— G iulaj chciał się utizym ać w stanowiskach które b y ł opanował. uderza na Austryaków nim mosty zniszczyć zdołali. i jak gdyby nie m iał czasu do stra­ cenia b y m u swój dług w yp łacić. N a lewym brzegu Elstery generał Bertrand.d la rozpoczę­ cia powtórnej bitwy. L ecz zwycięztwo. ustawiwszy na nowo swoje wojska w kolum ny do attaku. a nawet środek. który m iał opanować L in ­ denau i mosty Elstery na wielkiej drodze z Lipska do Liitzeu.

tym niebędzie •ich sam potrzebował. dwie dywizye korpusu 3go generała Souham . odkryły drogę do Lützen. Po drugiej stronie Lipska od północy. Francuzi poszli za nim aź pod Zobikier. kiedy m u najwięcej było potrzebne. marszałek Nej w ió d ł także krwawy bój z wojskami sprzymierzonemi ge­ nerała Blücher.tenstein. b yła dopićro w marszu od Düben. a słysząc mocną kanonadę na drugiéj stronie miasta. ale niewidząc nieprzy­ jaciela do godziny lo t ć j . W krótce bowiem ujrzał przßd sob§ armię ^lüchera. dla wzmo- cnienia sił Napoleona. lecz zatrzymani zostali w swych dal­ szych postępach przez jazdę austryacką generała Green­ ville i rossyjską generała Thielmann. a prawem o wieś W etteritz. z korpusu 3 go. ks. osobna dywizya polska generała Dąbrowskie^go. Nakoniec z nadoszłą nocą wojska i tu walczyć przestały. zakrywając Lipsk po drogach do Halli i LandsJbergu. z parkiem a rtyllery i. Filip Hessen-homburg i inni długo walczą w miejscu na czele swych hufców. które jednak przeparte wkońcu zostawszy przez pułki francuzkie generałów Morand i Guilleminot. pozbawiwszy go pomocy tego wojska. Padw y. i 3ci korpus jazdy ks. które stały oparte lewćm skrzy­ dłem we wsi Möckern o rzekę Elsterę. zbliżającą się po drodze do . Zbyteczna ta gorliwość złe miała skutki. b y nie stracić związku z gtó" ■wnemi siłami Schwartzenberga. G e­ nerał G iulaj m usiał nawet cofnąć się do swych rannych stanowisk u wsi Zobikier. trzecia dyWizya generała Delmas. posłał generała Souham z dwiema dyw izyam i piechoty kprpusu 3go ku W achau. _Nej spodziewał się być natartym . sądząc źe w dniu. ■ — B y ły tam : korpus 6ty marszałka M armont. a generał Ber­ trand zyskął wieniec sławy z oswobodzenia straconej ju ż chwilowo drogi do Lützen.

Około południa przednie straże Bliichera spędziły przodowe pułki jazdy francuzkićj z pod Lindenthał. lecz dalej przyjęte b yły mocnym ogniem działowym. bitwa się wszczyna. i Breitenfeld. W tedy Nej posyła dywizyą generała D ąbrowskiego. 36 . że gdyby onę zdob ył. a Langeron na prawe skrzydło Francu­ zów. Prusacy potykają się także m ężnie. w której mordercza walka się przedłuża. M aj i84«. przedsięwziął działać szczególnie na tę wieśj bronioną przez marszałka M arm ont z dwoma dywizyami piechoty korpusu 6go. pułki morskie francuzkie jako i inne wspierają się nawzajem i dzielnie walczą. Fran­ cuzi na całej linii cofn^ćby się m usieli. Y o rk widząc że wieś Möckern jest prawie kluczem bitwy. który z nią razem zdo­ ł a ł Möckern znowu opanować. generałowie Horn i Hunerbein dwa razy wchodzą do wsi i napowrót wyparci. prawe skrzydło Bliichera twó­ r z ^ korpus pruski generała Y o r k . — Kolum ny Bliichera zbliżyły się. — G enerał Stejnmetz zostaje ranny. D ywizya pruska generała Stejnmetz. sam mocno ranny zostaje. a będąc liczniejsi i widząc nadchodzący im w pomoc korpus Sackena. ostatnia już rezerwa korpusu Yorka . zdołali nako* Tom n. pospie­ sza wesprzeć osłabione pułki pierwszych dywizyów. — Przez kilka godzin zacięcie walczono przed wsią i w s a m. generał Y o rk wprowadza kolejno swoje dywi­ zye w ogień. ale wieś zdobywa. lewe korpus rossyjski generała L an geron. — trzeci raz książę K arol Meklemburski nadchodzi ze swoją świeżą dywizyą. — Y ork uderza na lew e. ze strony Francuzów marszałek Marmont i generał dywizyi Compans byli także ranni.ej wsi.Halli VV szyku bojow ym . a z tyłu za nieini szedł korpus rosgenerała Sacken. i z niem i wchodzi do’ w si. dotąd z ty ­ łu będącą w pomoc Marmontowi.

przez cały dzień chodziły 2 jednej armii do drugiéj’ i nigdzie czynne nie były. — Francuzi cofnęli się clo Gohlis. Padwy osadziły wejścia na przedmieście Hallskie w PfafFendorf. — korpus 6ty i dy ^ wizya generała Delmas stanę'ły przy Schönfeldt nad P ar­ thą. ala ju ź po bitwie. przy któréj jeszcze czas niejaki walczono. . zwana nad Parthą. tém bardziej źe i le­ we skrzydło ju ź było ustąpiło ze wsi Möckern. generał Langeron bój rozpocz^wszy. dział i przeszło 1000 jeńców. gdzie b jła dywizya piechoty francuzkićj ge­ nerała Frederichs z korpusu 6go. —. m iał naprzód do czynienia 'Ł jazd | ks. — . stracili 20 Jednocześnie na lewćm skrzydle B liichera. p o ty­ kały się mężnie z szescdziesiąt tysiączną armią przeci­ w n ą. Padwy . marszałek Nej odprowadził swe wojska za rzekę Parthę i zb liżył się pod Lipsk. a w odwrocie tym natar­ ci jeszcze przez jazdę pruską generała Yiirgass i rossyjską generała W asilczykow z korpusu Sackena. i wieś ta również kilka razy z r^k do rąk prze­ chodziła. — potém uderzył z piechoty na wieś W etteritz. razem ledwo 3o . i jazda ks. niej ustępował. kiedy nadeszła dywizya piechoty generała Delmas z korpusu 3go znowu wieś tę opano­ w ała . — G enerał Frederichs będ^c ciężko ranñy. ju ź z.000 liczące. Skoro noc nadeszła. sławę wodzowi francuzkiemu i jeg o wojskom zjednała. ISad wieczorem dopićro Francuzi zmuszeni zostali przez Rossyan Langerona opuścić W etteritz. — Ż tém wszystkićm bitwa ta między Nejem a Bliioberem. — która w dniu tym wielkie straty poniosła. — W róciły także owe dwie dywizye korpusu 3go generała Souham . — D yw i­ zya Dąbrowskiego.niec ku wieczorowi wieś Möckern całkiem opanować.Pięć dywizyj piechoty i trzy słabe dywizye jazdy. D łu go się Francuzi b r o n ili.

potrzebowali spoczynku. Lecz generał Benigsen dla złych dróg ledwo późno wieczorem m ógł przybyć.sami Prusacy mieli do 7. M niem ano. po całonocnym marszu z Landsberg. K sią ie Schwartzenberg chciał więc czekać na zjednoczenie sił. idący z Borna. między temi iG ym iu oficerów. Tak więc w około Lipska potykano się 16 paździer­ nika w trzech oddzielnych miejscach. z rana we wszystkich obustronnych obozach wojska stanęły pod bronią. uporządkowania się we­ wnętrznego w pułkach i napełnienia świeżemi ładun­ kami wozów am unicyjnych. gdy od­ cięty do odwrotu drogę odzyskał i oczyścił. połączył się z armią czeska i wstą­ p ił na linią. Francuzi po tak znacznych stratach dnia poprzedza­ jącego.000 lu­ dzi w rannych i poległych. a widząc że ar­ mia francuzka się nie cofa i stoi na stanow iskach. — Nej odparty i zmuszony zbliżyć się do Lipska. stosowne ku temu ju ż rozkazy dano. — Cesarz Napoleon z głownemi siłami utrzym ał się w swych stanowiskach.. odło­ ż y ł do dnia jutrzejszego ogólne natarcie wszystkich ar­ mii sprzymierzonych. przyszła o gtej godzinie rano na równiny pod Breitenfeld i stanęła za Blucherem . źe ly g o walka się ponowi. — Francuzi stracili do 5. zwłaszcza że o t rej godzinie rano. Dzień 17 października. korpus generała C ol­ loredo. nawet zyskał nieco pola. Z drugiej strony armia księcia Szwedzkie­ go. — Bertrand odniósł prawdziwe zwycięztwo.000 zabitych i rannych. Cesarz Napoleon ch ciał tak* . ale armii przeciwnej nie poko­ n a ł . — M onarchowie sprzymierzeni i książę Schw ar­ tzenberg zamierzali uderzyć dnia 1 7 po południu na ar­ m ią francuzkę.

u ży ­ ty b y ł do układów przy C am poform io. która go tyle kosztow ała. Zdaje się jednak. Nieprzewidziane wypadki i szczególne zdarzenia m ogły wprawdzie powziętą nadzieję ziścić. Bubny i Be­ nigsena. oraz cała armia księcia Szwedzkiego. a później po bitwie Austerlitzkiej żąd ał zawieszenia broni.000 nowego wojska!— Jemu zaś nadchodził tylko kor­ pus ym y generała Regnier. że to jiiź było rzeczą niepodobną. a dopiero gdyby odparł przeciwników. a może i pokonać. bo kiedy i6go' nie mógł' odnieść zwycięz­ twa nad armiami Schwartzenberga i Bliichera. i wreszcie dniem później tenże odwrot daleko trudniejszym uczyniła. bo przeciwne wojska pewnoby uderzyły na cofającą się arm ię francuzką. gdyby ju ż dnia i ygo lub w nocy z 17 na iS ty odwrót rozpoczął ku Renowi. czegóż się m ó gł spodziewać.i e rozpoznać dokładnie wszystkie stanowiska. Jeszcze jedna okoliczność powodem była do nieczynności Napoleona w dniu 17. korzystając z jakiej szczęśliwej dla siebie nadarzyć się mogącej chwili. lecz tylko odpornie działać. — ale na takowe spuszczać się nie należało. do poniesienia przedstawieti . ale m iałb yb ył tylko walkę zakrywającą odwrót. W prawdzie nieuniknąłby bitwy. sądził źe wtedy m ógłby na nich uderzyć. kiedy na pole bitw y przybywały kor­ pusy sprzymierzonych generałów Colloredo. nie zaś mor­ derczą bitwę ze wszystkiemi w ojskąp i sprzymierzonemi. W ypadało mu ju ż nie zaczepnie. to jest 126. — Lepiejby więc u czyn ił N apoleon. w swojem imieniu. który da­ wniej w imieniu swojego zwyciężonego M onarchy. S ą d ził Napoleon że obecnie nawzajem będzie m ógł mu dać zlecenie. co też przed­ sięwziął. i stosownie do zasziych zmian ustawić swoje siły. Znany mu b y ł wzięty do niewoli generał austryacki hrabia M erfeldt.

O ddał zatem mu szpadę i odesłał zaraz do przednich czat prze­ ciwnych z listem do swego teścia Cesarza Austryackie­ go. mniemając źe francuzi chcą na niego u d erzyć.o zawieszenie broni. została natartą przez czte­ ry pułki huzarów rossyjskich generała Ł a n sk o j. w strzym ał dalsze działania i walka ustała. prócz na północy Lipska. bez dalszego krwi rozlew u . piechota rossyj­ ska generała Sacken poszła ku wsi Gohlis. która dopiero ogniem ręcznej broni wstrzymała jazdę ros­ syjską. pożądany skutek sprowadzi. wzywającym do ukończenia wojny. źe głos postannika. uwiadomio­ ny będąc o nastąpić mającym dopiero nazajutrz ogólnćm natarciu. chcąc swoje pułki jazdy stosowniej uszykować. posunął je około południa ku wsi Etteritz. którćj i piechota pruska generała Y o rk ju ż przychodziła w pomoc.. Czekał Napo­ leon dzień ćały na odpowiedź. i mniemał.'— Merfeldt niewrócił i nazajutrz oręż m iał sprawę rozstrzygnąć. aź do linii piechoty. Jenerał B lü ­ cher. . ofiarując cofnąć się za Ren. Tam książę* Padwy. lecz żadnej nie otrzy­ m ał. G enerał W asilczykoif z jazzdą i %l\ działami wyszedł przeciw jaździe francuzkićj» która juź była spędziła przodowe pułki kozaków^ ale zapędziwszy się nieco za niemi. Na całej zatćm linji dnia i^ go spokojność pano- wała^ wojska odpoczywały i niesłychać było żadne­ go strzału . i ze stratą kilku dział odpartą. bo­ gaty w spomnienia. D ywizya Dąbrowskiego i francuzi korpusu Marmonta znowu osadzili brzegi Parthy od Pfafendorf do Schon . Tymczasem piechota dywizyi Dąbrowskiego z a ­ cięty wiodła bój pod wsią Gohlis z piechotą korpusu Sackena. kazał swym wojskom stanąć pod bronią. a Langerona obchodziła wieś Etteritz. ale generał Blücher.

z bronią wręku. O godzinie drugiéj po północy z ly g o na iBsty. Dzień 18 paidziernika. i stanęły wprawo armii Schwar­ tzenberga koło Fuxhayn po drodze z N auenhoff do Lipska . obu przeciwnych wojsk. kiedy blade promienie księży- . jedni z nadzieją zwycięztwa. ar­ mia rossyjska generała Benigsena i dywizya Austrya­ cka generała Bubna. uczuł potrzebę odmienić swój szyk bojowy i znieść przedział. Wieczorem i ygo przybyły do sprzymierzonych. jaki b y ł między Macdonaldem a Nejem. .felcl. przeszło 3oo. który przez tyle lat na ich czele zw yciężał. acz krwawego i tru­ dnego. zam ierzył więc skupić bardzićj swe wojska i zbliżyć je pod Lipsk. obstąpiły w półkole skupioną przed Lipskiem armią N a ­ poleona. mając stoczyć bitwę / dwakroć ^ilnićjszym przeciwnikiem. Przeszło 4^0. z mocném postanowieniem utrzym ać dawną świetność swojego orę­ ża.ooo ludzi pod bronią wynoszącą. jaskrawą łu n ą oświecały pochmurne niebo. ’ . oczekiwało. Cesarz Napoleon. Na żyznych niwach L ip ska. drudzy z poświęceniem się zupełnem dla W odza. rozłozyi się przy V si Paunsdorf na prawo Neja. i poledz ze sławą. na przestrzeni dwóch ledwo mil kwadratowych zebranych. w dniu tym z Eïileu- p rzyb yły. rozniecone ogni­ ska niezliczone. hasła do nowego b o ju . inne korpusa armji Napoleona pozostały w swoich stanowiskach.ooo ludzi w szeregach Uczące. ledwo i 5ó.Takim sposobem wszystkie arm ie sprzymie­ rzonych.000 wojo­ wników. korpus liurga generała Regnier. daléj w prawo koło Taucha stanęła armia księcia Szwedzkiego stykając się z lewćm skrzydłem Blii­ chera---. w pięknych okolicach i we wsiach otaczających to bogate miasto.

Macdonald tw orzył lewe skrzydło tej linii. Korpus 3ci gener: Souham b y ł nad rzeką Parthą przy Santa Thekla i Neûtsch. w lewo którego b yły kor­ pusa Tszy i 5 ty jazdy. W achau. oraz mostów i grobli do Lindenau wiodących. do ktorego przyłączyły się dnia 17go dwa pułki ułanów z dywizyi Dąbrowskiego . dawnićjsze jednak stanowiska D olitz i W ach au. Posna.. i więcćj zbliżone stanowiska zajęiy. walczącej dnia i6 g o z a r * mią Schwartzenberga. Liber­ wolkowitz. pozostał książę Poniatowski z korpusami polskiemi 8ym piechoty i 4tym iazdy. Mortier z drugiemi dwiema dywizyami młodćj gwardyi poszedł do Lipska dla utrzymania porządku wewnątrz miasta i dla osadzenia wszystkich do niego wejść. L i. daléj nalewo wzdłuż téj rzeczki przy . berwolkowitz i Posna. pozostały jeszcze zajęte przodowemi oddziałami. za którym w drugiej linii przed wsią Stóckeritz. C ały tedy środek i le­ we skrzydło armii francuzkićj. Na lewo Macdonalda koło Pauns­ dorf b ył korpus ym y gener: Regnier. na lewo Poniatowskiego ku Probsthejde b y ł korpus g ty m ar­ szałka Augereau. u wsi Holzhausen z korpusem i itym . w większej części 2 Sasów złożony. cofnęły się i zb liżyły ku Lipsku. u samćj wsi Probsthejde uszykował się korpus 2gi Marszałka V icto r. mający swą przednią straż w Heuterblick. i łączący armją właściwą Cesarza z arm ią marszał­ ka Neja dowodzącego całćm lewćm skrzydłem. stanęły korpusy 5ty generała Lauriston i agi jazdy generała Se!)astiani.ra zaczęły przebijać się po zachmurzonem niebie. Stare gwardye piesze i konne b yły w rezerwie przy Thon®Oudinot z dwiema dywizyami piechoty m ło­ dej gwardyi stał w drugiéj linii za Poniatowskim. w oj­ ska francuzkie cofnęły się z pod Dolitz. Na samym końcu prawego skrzydła przy wsi Konewitz.

rozkazał gene­ rałowi ną mu jeszcze szył z Bertrand. była na lewym brze­ gu Plejssy przeciw Konewitz. oparty swém lewćm o rzekę Elsterę i zasłaniający koło Pfaffendorf przed­ mieście Lipska przy bramie Hallskićj. W ojska sprzymierzone tw orzyły szćść wielkich ko­ lum n. — dywizya zaś ge­ nerała Lederer. Tak uszykowana armia francuzka rano i8 go Października w półkole przgd miastem. Pierwsza kolumna tworząca lewe skrzydło sprzymie­ rzonych pod dowództwem generała ks. Merfeldt i rezerw ow ych. Dywizye generałów Bian­ chi i W eisenwolf.o o o ludzi. która tej nocy przeszła na lew y brzeg Elstery. dziedzicznego Hessen-Homburg. oraz jazda b yły w pierwszej lin ii. razem do 4 o .Schönfeldt stał 6ty korpus marszałka Marmont. b y ł generał D ą­ browski z trzema pułkami piechoty polskićj i z artyle­ ryą swoićj dywizyi. przewidując. i uprzątnął drogę do odwrotu. aby ze swoim 4 ty™ korpusem i z doda­ dywizyą jazdy gwardyi generała Lefevres. Tymczasem Cesarz Napoleon. i wszystkie m iały za punkt dyrekcyjny w ieże miasta Lipska. że może będzie zmuszonym cofnąć się. z korpusu Merfeldta. i miały iść na D olitz i Lossnig ku wiosce Konewitz. składała się z korpusów austryackich ge­ nerała C olloredo. . które z rana i8 g o stały ju ź uszykowane do na­ tarcia na armią Napoleona. wyru­ Lindenau do Lützen. oraz cały k orpus generała Colloredo w drugiej linii. zajął przeprawy na rzece Saali w Naum burgu i Weissenfels.— dywizya księcia Aloizego Lichtenstejn. które stały na drodze z Borna koło wsi M ark­ kleberg na prawym brzegu Plejssy. oczeki­ wała bitwy. na sa­ mym zaś lewym końcu całej linii. prze­ ciw większemu półkolu armiów sprzymierzonych.

kirassyery i wszystkie gw ar­ dye rossyjski®. m iały zdobyć G ross-Posna. z dywizyi lekkiej austryackićj generała Bubna. z korpusów ros­ syjskich generałów W intzegerode i W o r o n c o w.Druga kolumna. którzy łączyli tę kolumnę z lewem skrzydłem arm ii księcia szwedzkiego. który na ten dzień b y i odkoTOM H . . składała się 2 całej jego przybyłej armii rossyjskiej.-— za nimi b yły grenadyery. N a lewym boku tćj kolumny b y ł ge­ nerał Ziethen.000 ludzi. dowodzona przez generała rossy)skiego Barklaya de T o lli. wojska rossyjskie W ittgenstejna i wojska rezerwowe generała z gwardyami W . M a j I8 ł» . król pruski i książę Schw artzenberg. a na prawym generał Bubna i kozaki Płatowa. Ziethen). i z korpusu rossyjskiego generała Langeron. kolum na. Księcia Konstantego Cesarzewicza. 2 kor­ pusu austryackiego generała K lenau. zawierała korpus pruski generała Klejsta (prócz dywizyi gener. — K orpusy t e . — o r a z z ja z d § oba ku Probsthejde.000 lu­ d zi. i z kozaków hetmana Płatowa. złożona z korpusu pruskiego generała Bûlow. Klejn*Posna. Czwarta kolumna. znajdowali się przy tćj ko­ lumnie. Imperator Alexander. a następnie Holtzhausen. razem prze­ szło 60. . a W ittgenstejn z korpusami K sięcia W iirtem bergskiego i Gorczakowa Pahlena na Liberw olkow itz. z dywizyi pruskićj gene­ rała Ziethen. z korpu­ su szwedzkiego marszałka Steding. gdzie stał Marszałek Macdonald. w drugiej linii była piechota rossyjska generała D oktorow. księcia Szw edzkiego. w środku korpus generała K lenau i w oj­ ska rossyjskie generałów Strogonowa i Czaplica . Jenerał K leist m iał iść z Gossa na W ach a u . licząca blisko 60. generała rossyjskiego Benigsen. będące na drogach z Grim ma i W iirtzen.

— pojechał dó wsi Reiidnitz. a w niej korpusy p ru ­ ski generała Y orka i rossyjski generała Saokena. z któ­ remi Bliicher m iał uderzyć na Lipsk od strony pół­ nocnej. grożąc v/si Lindeńau i drodze z Lipska do Lützen. 'Szósta kolumnà generała austryackiego przeszło ao. lekkiej austryackićj generała księcia Moritz Lichtenstejn. oraz z jazdy generała Thielmanna . miała do 3o. jak poprzednio. była. opai'ta swym* prawym tokiem o rzekę Elsterę pod Gohllâ. Piąta kolumną na prawym końcu tego wielkiego p ół­ kola. b y ły z rana w pogotowiu uderzyć na armi^ francuzk|. Cesarz Napoleon podług sw^ego zwyczaju. złożona G iu la y . uderzyć na generała Begnier i na prawe skrzydło wojsk marszałka Neja pod Santa-Thekla.menderowany z armii Bliichera pod dowództwo księcia Szwedzkiego. liczyła 90. gdy tymczasem ge­ nerał Langeron m iał przejść Parthę pod Möckern i z drugiej strony natrzeć ria Francuzów przy Neiitsch i Schönfeldt.oOo ludzi.— K ażda z tych wielkich kolumn miała swoje właściwe przodowe wojska. z jégo korpusu 3go i z dywizyi. — Książę szwedz­ ki m iał z korpusami swojej armii północnej przejśó rze­ czkę Parthę pod Taucha.ooo ludzj. liczbę przeciw ników . na lewym brzegu Elstery n wsi Zschorer. rozm awiał z marszałkietrl Nejem o działa­ niach lewego skrzydła. — ■Tak podzielone i uszykowane arm ie sprzymierzonych. ■wiska nieprzyjacielskie. pójść w kierunku Paunsdorf. ruchome baterye licznych dział i osobne rezerwy. główne kolum ny ściśnięte do attaku. i dawał rozkazy swoim generałom . objechał w nocy całą linią armii. następnie pojechał za Elsterę .000 lafnierzy. rozpoznawał po ogniach stano. gdzie długo.

szykowne zastępy wojsk sprzymierzonych zbliżały się ku jego armii i dział^inia zaczynały.o o o piechoty). — W net Napoleon siada znowu na swego arabskiego ko-' nia. dywizya Księcia Lichtenstejn zajęła wieś D ö sen . i satn polçeii generałowi Bertrand rozpocz|ć zrana pochód ku Saali. równie jak i natarcie genera'ła Lederer. wspie­ ra Bianchiego dywizyą grenadyerów austryackich gene­ rała W aissenwolf. zalecił naprawę mostów i zabezpieczenie grobli z Lipska do Liudenau przez wojska marszałka M or­ tier. zkąd spostrzega. dały się d y ­ szeć o 8mćj godzinie rano strzały na forpocztach. — Ledwo w rócił do w si Stöckeritz. odpiera natarcia austrya-: ków po prawym brzegu Plejssy. naciera na wieś D ölitz. gdzie jego główna kwatera noc spędziła. zk|d dywizya francuzką generała Lefol z korpusu A ugćrąu ustąpić musią'ła. — Potém wracając na „ Lipsk. po upar­ tym boju zdobywa j| i sam mocno ranny zostaje. bronio­ ny przez przodowe wojska korpusu polskiego. i ledwo o lo téj godzinie kolumUy sprzymierzonych stanęły przed w'łaściw(} linią arm ji Napoleona. — T u książę Popiatowski upornie pię Ł ro n i.z jéj lewego brzegu.— k sięię Hessen-Homburg. id^ca z Mark-kleberg. i idzie do Konewitz. jedzie ze swym sztabem na wzgórze Thonberg.— Jęnerał Colloredo obj^ł dowództwo lewego skrzydła. jak zewsząd na błoniach w okpło L ip s k a .ni . który n iiał zaraz wyprawić za rzekę Elsterę mniéj potrzebne tabory.na czele % w izyi genera'ia Bianchi. — Napoleon sa. Przodowe wojska francuzkie stawiły z początku mocny opór. po długiej walce zdobywa wieś L össn ig .do Liudenau. uderzyła na prawe skrzydło francuzów. i ze swemi szczupłemi siłami (bp m iał ledwo 5. :— Lewa kolumna austryacka księcia Jlessen-H om burg.

bardzo niespokojny o swe lewe skrzydło. ale wszystkie ich powtarzane natarcia w y­ . których wypędzają ze wsi Lossnig a nawet z D ölitz. p osłał tam z rezerw drugiej kolum ny iednę'dy­ wizyą grenadyerów ross'yjskich generała Czoglikoff i je­ dnę dywizyą kirassjèrow rossyjskich. zawsze ze stratą od­ parci przez waleczną piechotę Poniatowskiego. wspiera­ ny od jazdy korpusu 4 g o . zwracają się także pułki Bianchiego » Weissenwolfa i Lichtenstejna. .w te miejsca przyjechawszy. że ks. Schw artzenberg. lecz wszystkie ich usi­ łowania aby postąpić daléj b yły bezskuteczne__ D a­ remnie sypią tysiące pocisków ze swych d zia ł. W net dwie dy­ wizye młodej gwardyi z pułkami 8go korpusu ude­ rzają na austryaków. i razem wchodzą sztur­ mem do D ölitz. nawet pięć batalionów z korpusu generała G iulay dostały rozkaz przejść z Iewego na prawy brzeg Elstery do wsi G autsch.dare­ m nie dyw izya generała Hardeg i kirassyery austryackie weszły w działanie. gdy generał Colloredo wprowadza w ogień świeże dwie dywizye generałów W impfen i G reth swor je go korpusu . generał austryacki G ifling poległ. generał Lefol zdobywa wiedy także napowrót wieś Dösen. Dösen i Lössnig. które stanęły za wojskami generała C olloredo. — B yła nawet chwila. — inni byli ran­ ni. — A ustryacy ju ź się w niepo­ rządku cofali. by wesprzóć generała Lederer. — Marszałkowie O udinot i Poniatowski niemogli przemódz tak licznych wojsk przeciwnych. by koniecznie przełamać prawe skrzydło armii Napo­ leona.^okrytego w daw nych bojach ranam i marszałka Oudinot. rozkazuje Marszałkowi Ou­ dinot wstąpić z d ru gi lin i| do boju. i przez pułki francuzkie gwardyi. dowodzone przez . daremnie szykowali się coraz na no­ wo. próżne ich wszelkie usiłowania.

i po dość silnym boju zm usił do odwrotu będą­ ce tam wojska francuzkie.trwale odpierali przez dzień cały. i skoro kolumny Benigse­ na zrównały się na prawo z linią wojsk Barklaya. ale widząc ją uszykowaną w czworoboki wspar­ te nadeszłą dywizyą kirassyerów rossyjskich. z wielką wprawdzie stratą. zm usiły do odwrotu huza­ rów i ułanów Pahlena. poprzedzony 6ocią dzia­ łam i. gdzie po obu stronach wsi b yły wysypane baterye. podchodziła w dwóch zastępach. Tymczasem m ocny ogień przed Probsthejdą trw ał obustronnie. — Na lewo ge­ nerał K lejst szedł ku W achau. i utrzymali stanowi­ ska pod Konewitz aż do nocy. potém opanował owczarnię M ejssdorf i poszedł do Probsthejde. rzuciła się między Probsthejde i Holtzhausen. który w tém natarciu sam ranny został. osadzonego przodowćm wojskiem z korpusu marszałka V ic to r. — Jazda rossyjska generała Pahlen chcąc obejść stanowisko Francuzów. wstrzymali go silnym ogniem ręcznej broni i działowym. — Na praw o generał W itt­ genstejn z korpusem rossyjskim księcia W iirtem berg­ skiego z b liży ł się do Liberwolkowitz. z których działa broniły p rzy­ stępu nacierającym. D ruga kolumna wojsk sprzymierzonych Barklaya de T o lli. walka b yła żwawa i dopiero po dwugodzinnej kanonadzie francuzi opuścili t^iberwolkowitz. zaprzestała zaczepnego działania. ksią­ żę Schwartzenberg każe zdobyć szturmem stanowisko . a następnie cegiel­ nią i oparli się o Probsthejde. spędziła niektóre tam będą­ ce wojska i zabrała kilka d ział. z mar­ szałkami A ugćrau i V ictor. Doum erc. gdzie był'o istotne stanowisko Francuzów i gdzie K ró l neapolitański. lecz ogień z bateryj Probsthejde i dzielny napad jednej dywizyi kirassjerów francuzkich gener. jazda francuzka podeszła nawet do kolumn piechoty rossyjskićj.

’ ze swemi mężnemi bataljonami po kilka razy . przyszedł do Probsthejde. stpjęcych na wzgórzu cegielni.— Napoleon sam przewodniczy téj walce i za­ chęca żołnierzy do dzielnego oporu. ks. kslęźę W iirtem berg­ ski. A ugust pruski. lecz wkrótce odparci zo­ staję. Teste i innerai. O aej godzinie po południu. klóre tworzyło jakoby k|t ostry całej linii francuzkie]. Rossyanie księcia W ürtenibergsklego z rozwiniętemi sztandarami uderzają na Probst­ hejde i odparci'zostają. lecz utrzym ać się w nićj nie mogę. piechota Gorczakowa powtarza natarcie. rozkazuje by korpus generała Lauristona. Gorczaków. szły znoWu w kolumnach do attaku. gdyż właśnie pułki rossyjskie i pruskie zagrzane obecnóśćię swoich monarchów.. przy odgłosie bębnów rzucaję się zapa­ miętale.i ze stratę cofać się m u­ si. Jeszcze raz prusacy z rossyanami usiłuję zdobyć wieś. K sięcia Konstantego. Marszałek V ictor z generałami V ia l. August pruski i gen. ks. wieś na powrot odbieraję. ks. K lejst.uszykowawszy na nówo swoje pułki. ks. Generałow ie W itgenstein. śkładajęce pięty korpus generałów Rochambeau i Bronikowskiego (ostatni dowodził dywi­ zyę generała Maison^ rannego w dniu i6 s ty m ) w sam' czas przybyły. pierwsi prusacy id| na­ przód i dochodzę do krańców wsi. Pirsch rzucaję się powtórnie na czele swoich dywizyj. Sémélé w alczył upornie na prawym końcu wsi z dywizyę pruskę gen. — Dw ie dywizye piechoty. i po długi^' walce wieś opano­ w uję.Probsthejde. P irsch i inni. a widząc nadchodzęce świeże kolum ny wojsk przeciwnych. Szachowski. lecz nie jestszczęśliw szę. i widzęc za sobę posuwajęcesię rezer­ wy i gwardye W . K lu x . Jednocześnie mar­ szałek Augereau z dywizyę swojego korpusu gen. dotęd w drugiéj linii koło Stpckeritz będęcy.

Francuzi utrzym ali do końca stanowisko Probsthejde. potem natarła na wieś Ziickelhausen i zmusiła do cofnięcia się ztąd przodowe • oddziały korpusu Macdonalda.Lecz daremne ich wysilenia. a przybyła także artylerya gwardyi francuzkićj gradem kul i kartaczy zniszczenie w przeciciwne szeregi zanosi. geustejnai K lejsta odchodzą. opanowała n a j­ przód wieś Gross Possna i lasek przy niej.— pułki francnzkiedowódzo* ne przez dzielnych marszałków i generałów. widząc bez­ skuteczność Erttaków na Probsthejde i swe wojska wysta­ wione na morderczy ogień. Oba wojska w al­ czą tu na miejscu aż do nocy. — Nátenczas francuzi zniecierpli­ wieni i chcąc korzystać ze wstecznego ruchu przeci­ w ników . T u polegli genera­ łow ie dywizyi francuzcy V ial z korpusu ago. Schwartzenberg.— K s. lecz o kilkaset kroków w ty­ le obrawszy stanowisko zatrzymują się. wychodzą z Probsthejdy i sami uderzaią na nieprzyjaciół^ ale przyjęci nawzajem kartaczami i ogniem karabinow ym . ju ż to że zacięta walka w lewo koło P róbstheyde . W ojska W itt. zatrzym ani zostają. tysiące pocisków sobie przesyłając. rozkazuje około 5ej godziny po południu cofnąć się z pod Probsthejde. ju ż to ź e przed Stóckeritz zastała s iln ie js i obrbnę.— Na lewćm jć j skrzydle będąca d yw izya pruska generaia Ziethen. i Rocham ­ beau z korpusu 5g o . Trzecia kolumna wojsk sprzymierzonych generała Benigsena uszykowana w kilka zastępów. nie dopu­ szczają ich do wsi. szła także prze­ ciw stanowiskom francuzów . który b y ł osa­ dzony tyrallieram i francuzkiemi. a zakryte wszy­ stkiemi działami swojemi i korpusów rezerwowych pie­ kielny ogień zioną. lecz dalej p o s u n ą ć się n i e m o t a . na czele swoich dywizyj dając przykład wytrwałości i poświęcenia.

gdzie były dywizya pie­ choty generała G erard z korpusu Macdonalda i dywizya kirassyerów francuzkich generała V athier z korpusu ja ­ zdy Sebastianiego.— Zresztę M acdonald dostał rozkaz nieopierać się i cofnęć do Stöckeritz. sownie do ogólnego ruchu c o fn ÿ y się także ku Stöcke- . generał Kleneau idęc gościńcem z Grim m a z trzema dywizyami. też w porządku uskutecznił. ale zwolna ustępował pola.. — Na prawo Ziethena. Sebastiani został ranny. kilka attaków przypuściła na piechotę przeciwną. co . a następnie wieś Zweiimansdorf. uderzył na wieś Holzhausen bronionę przez marszałka M acdonald z dwiema dywizyami francuzkiemi.Austryaków. lecz wstrzy­ mała nagłość jćj postępu. i ig o kor­ p u su . natarć jazdy. — ale sto. niedozwoliła jéj zbyt posuwać się naprzód. Jazda generała Sebastyani zakrywając od ­ w rót takow y. walka zaczęła się przeważać na stronę sprzy­ mierzonych. w p ra w o generała Klenau zajął wieś Balddorf.!— D yw izya rossyjska księcia Chowańskiego weszła razem. którćj wprawdzie nieprzełamała.z wojskami W ittgenstejna. z Austryakam i do Holzhausen. i na utrzymaniu zwięzku prawego skrzydła W ittgenstejna z lewćm arm ii Benigsena. W ykonano kilka obustronnych. Nadeszła jazda rossyjska geherała K r e jc staria się także kilka razy z juzdą.— D łu go przy téj wsi potykali się A ustryacy i m ieli rannych generałów M ohr i Spleny. dopiero za na­ dejściem piechoty rossyjskićj generała Doktorow z licznę artylleryę. francuzką. wojska francuzkie broniły się długo.— Działania więc generała Ziethen ograni­ czyły się na mniej znaczącym b o ju . gdy tymcza­ sem dywizya generała Paskiewicza obchodziła tę wieś z lewej strony. ze czterema puł­ kami strzelców pieszych rossyjskich i jazdą generała Czaplic. Jednocześnie generał Strogonów.

«
fit z , gdzie marszaiek M acdonald ze skupionemi św6mi
trzema dywizyami piechoty i z drugim korpusem jazdy
utrzym ał stanowisko aź do nocy, poprzedzając.działami
szeregi Benigsena.
Dyw izya Austryacka generała Bubny i kozacy hetma­
na Płatow a tworz.ic prawe skrzydło głównśj kolum ny
Benigsena, szli gościńcem z W urtzel ku wsi Paunsdorf^
łącząc się z lewem skrzydłem armii księcia Szwedzkiego,
którego Wojska dopiero około l o godziny zaczęły prze­
chodzić rzeczkę Parthę; mianowicie na lewo korpus p ru ­
ski generała B iilo f przeszedł ją pod Taucha, generało­
wie Winzengerode i W oroń cow pod Grassdorf, korpuś
szwedzki pod PlaUssig, a korpUsy rossyjskie generała
Langeron na prawo od arm ii północnej koło Mócken.
Skoro mąrszałek Nej spostrzegł takowe rUchy armii
przeciwnej, grożące zupełnem oskneyclleniem trzeciego
korpusu, cofn ął go żp o d N e u tsch i Santa Tekla,za wieś
Schónfeld w ty ł między korpusa 6 ty Marmonta i 7m y
generała Regnier, i tak zamknął półkole armii francuzkiej przed Lipskiem.
Taucha było zajęte oddziałem jazdy i jednym bata­
lionem piechoty Saskiej, które ujrzawszy jazdę przeci­
w ną, zaraz broń złożyły. Płatów idąc naprzód spotkał
przednią Straż korpUsu ygo złożoną z dwóch pułków ja ­
zdy lekkiej Saskiej, które zamiast opór Stawić, przeszły
natychm iast do sprzym ierzonych z 8mią działami artyl­
leryi konnej.— Pod samą wsią Paunsdorf stała piechota
saska z x o batalionów i a/j dział z generałem Ryssel i
i pułkownikiem Brause, (*) która około południa ża zbli(*) Na początku tej wojny, generałowie sascy Lecoq i Sdhrer do­
wodzili dywizyami piechoty sasluej, ale zdaje sig, ie pod Lipskiem
Tom II. Maj j84i .

38

źeniem się jazdy austryackićj i kozaków Płatow a, spiesznie
ku nim ruszyła;— Jenerał Regnier sądząc, że Sasi cłicą
wykonać jaki attak, nadjeżdża wstrzymać takowy lub mu
właściwy nadać kierunek; lecz niektórzy młodzi oficero­
wie sascy błagając g o , ?e ł^ami w oczach, by odjechał,
rzekli— „n ie zwiększaj naszćj hańby wydaniem własnego
generała w ręce nieprzyjaciół,“ — •! w istocie wszyscy prze­
szli z generałami, sztandarami i działami. Zpoczątku ge­
nerał austryacki Bubna, niepojmując nadzwyczajnego
ruchu korpusu saskiego, kazał generałowi Neiipperg, do­
wodzącemu jego ja zd ą , niepuscić go daléj; i kiedy huzary węgierskie ju ź mieli, natrzeć, oficerowie sascy daj.^
znaki chustkami białemi o swoim zamiarze. Jazda au­
stryacka generała Neüpperga i kozacy Płatow a otwierają
zatem swe szeregi i przyjm ują zbiegów, którzy odwraca­
ją zaraz swoje działa i dają z nich ognia,do zdziwionych
Francuzów. — D w a pułki jazdy würtemberskiéj z gene­
rałem wiirtemberskim Norm ann, należące także do do­
wództw a generała Regnier i stojące bairdzićj w lewo ku
■wsi Neutsch, przeszły w ówczas także do sprzym ierzo­
nych; a tak do x 2,000 wojska, opuszczając powierzone
ich honorowi stanowiska, odsłoniwszy zupełnie środek
armii Napoleona, przyłączyły się do arm ij sprzymierzo­
nych. P rzy tém gorszącym postępku należy oddać spra­
wiedliwość generałowi dywizyi dowódzcy wojsk saskich
Zeschau, który niepodzielił sromoty swych rodaków,
i z kilkąset Sassami pozostał wierny rozkazom swojego
Króla^ sąckąc że honor mu nakazywał nieodstępować
sprawy, za którą w alczył niezważając na jakie przygody
wystawioną byi'a.
nie byii obecni,— i we wszystkich opiaacfi tego wypadku tylko ge­
nerał Ryssei i pułkownik Brause, jako najstarsi,
wspominani.

Generał Regnier pozostawszy z jedną tylko dywizyą
francuzką generała D u ru tte, m usiał ustąpić przeciwni­
kom wieś Paunsdorf i cofał się ku wsi Sellerhausen.'—
G enerał austryacki Bubna z jednej strony, a ks. Ludw ik
Hessen-Homburg ze swoją dywizyą pruską korpusu BÜlowa z drugiej stro n y , żwawo parli generała D urutte,
który, ile m ógł, opór staw iał.— M arszałek N e j, w idząc
jednak niepodobieństwo, by ta jedna dywizya m ogła
utrzym ać środek a rm ii, p osłał jej w pomoc dwa pułki
jazdy generała Beuermann i dyw izyą piechoty generafa
Delmas z 3 go korpusu. —

T e połączone siły z dywizyą

D urutta idą naprzód i odpierają przed niemi będące w oj­
ska ku P au nsd orf; lecz tu przywitane ogniem artylleryi
saskiej znajdują świeżą dywizyą pruską generała Borstell, — W intzingerode przyprow adził także na to m iej­
sce swoje pułki rossyjskie piechoty i jazdy. — Francuzi
nie m ogli tym wszystkim przeciwnikom w yd o ła ć; w a­
leczny generał dywizyi Delmas tu zginął i wielu in n ych '
’ broniąc się odważnie; — jazda generała Beuermann zo­
stała przełamaną przez jazdę rossyjską generała Manteiifel, który sam w tym attaku p oległ od kuli.

Francuzi

zmuszeni cofnąć się ze stratą do K oh lgarten , o małe
p ół mili od Lipska.
G enerał rossyjski Langeron, przeszedłszy ze swojemi
korpusami w bród rzeczkę Parthę koło Möcken,

po

wzajemnym przez pewny czas ogniu działow ym , z b liży ł
się do wsi Schönfeld, gdzie stał marszałek M arm ont
z korpusem 6tym.

Piechota rossyjska generała Kapce-

wicza natarJa na wieś z p rzo d u , a generała

S a in t

P riest

z b o k u , — z odmiennem szczęściem potykano się a i do
^g'ćj godziny po połu dn iu ; — dwa razy wieś szturniem
zdobyta i napowrót odebraną została ; — nakoniec zabra*

kio Francuzom iaclunków, i Marmont cofnęi się. •— W te
dy marszałek Nej rozkazuje generałowi Souham , dotąd
nieco w tyle będącemu, ab.y zluzował korpus 6 ty dwie­
ma dywizyami

3go korpusu generałów Ricard i Brayer;

dywizye te francuzkie nadchodzą, gromią i wypędzają
Rossyan z Schönfeld,

generał rossyjski Reven polega,

a generał francuzki Souham mocno ranny. ~

Langeron

wprowadza następnie w ogień świeże dywizye generałów
Ałsufiewa i R u dzicw icza; znowu wieś kilka razy od je­
dnych do drugich przechodziła; sam marszałek Nej b y ł
ranny lecz pozostał na czele swojego wojska; — ale opu­
ścić m usiał wieś Schönfeld zasłaną trupami (sami Rossyanie-stracili tutaj do 5 ooo lud^i), i cofać się do R eu­
dnitz, dokąd podeszły pułki generała Langerona i zbli­
ż y ły się pod same przedmieście Lipska.
Dowiaduje się Napoleon, wśród walki pod Probsthej­
de, o przejściu Sasów i postępach wojska księcia Szwedz­
kiego. — W net jedzie sam do Reudnitz ze szwadronami
służbowem i gwardyi, a za nim pospieszają stare gwardye
piesze i konne, oraz iszy korpus jazdy. >
— Przybyw szy na
miejsce, przekonywa .się o grożącem niebezpieczeństwie;
w ysyła pułk grenadyerów konnych gwardyi z jedną( dy­
wizyą kirassyerów , by uderzyły na zbliżających się R o s ­
syan W intzlngerodego do Kohlgarten; uderzenie to śmia­
ło wykonanem zostało. Sam Cesarz z piechotą starej
gw ardyi i szwadronami służbowemi wchodzi do wsi
Reiidnitz, dokąd ju z podchodziły bataliony

rossj'jkie

L an g e ro n a , uderza i zmusza je do spiesznego odwrotu.
N ej zwraca pułki francuzkie M armonta i Sou ham a, któ­
re razem z wyborczą gwardyą odpierają przeciwników do
Sb h o n feld ;

pułki W intzingerodego cofają się także

z pod K ohlgarten.

K siąże Szwedzki posyła w to miej*

sce

36 dział artylleryi szwedzkiej z generałem Kardel,

i te silnym ogniem zaczęły razić Francuzów; — cały kor­
pus szwedzki przyszedł także wesprzeć korpusa rossyjskie
w piérwszéj linii walczęce, które dzielnie utrzym ały się
w zdobytej wsi Schónfeld. A le daléj ku Reiidnitz ju ż Ros­
syanie postępić nie m ogli, i tutaj także, bez dalszej z obu
stron k o rzyści, walka przeciągnęła się do późnćj nocy.
K iedy Rossyanie byli odparci z pod Reûdnitz i Kohlgarten, Cesarz Napoleon spostrzegł przerwę między ar­
miami ks. Szwedzkiego i Beningsena z któréj zam ierzył
korzystać; —

posłał zatém gen erała. Nansouty z jazdę

gwardyi, dywizyę piechoty genęrała D urutte i aotę dzia­
łam i , w tę przerwę na lewe skrzydło armii północnej.
Nansouty idzie między wsie M óckau i Stantz, uderza na
dywizyę pruskę generała ks. Hessen-homburg; lecz skoro
tylko zaczęł z nię rozprawę, napadnięty został z prawego
boku przez spiesznie nadeszłę jazdę i piechotę austryackę
generała B u b n y, a zatrzym any z przodu gromem ar­
tylleryi saskiej i ogniem kompanii rakietników a n g iel­
skich kapitana B ogue, którę Bernadotte w to miejsce
p rzysłał i któréj okropne działanie tu piérwszy rłz w bi­
twie lędowej użyte było. —

G enerał Biilow przyszedł

także z całym swoim korpusem wesprzeć ks. Hessenhom burg. —

Zatćm generał Nansouty po silnćj walce

zmuszony b y ł cofnęć się. — Natenczas Biilow za jęł wsie
Stantz i Sellerhausen, w których utrzym ał się do nocy;
ale dalćj naprzód nieszedł, wstrzymany będęc przez pułki
gwardyi konnéj i piechotę generałów D urutte i poległe­
g o Delmas.
N a lewym końcu arm ii Napoleona przy Pfaffendorf, stał, jak m ówiono, generał Dębrowski z trzema
pułkam i piechoty polskićj i bateryę artylleiyi kon-

ryi konnej i —

W ojsko to potykało się przez dzień cały

z piechotę rossyjskę korpusu generała Sacken, który ró­
wnocześnie z innemi kohimnami sprzymierzonych roz­
p o czął natarcie na Lipsk od drogi Hallskiej. — D fugo
naprzód walczono między Pfaffeadorf a wsię Gohlis; i
dopiero, gdy wszystkie bataliony rossyjskie weszły w dzia­
łan ie, pułki Dąbrowskiego cofnęły się do Pfaffendorf,
gdzie korzystając z zabudow ań i miejsc dogodnych do o brony, odpierały ciągle powtarzane natarcia przeciwni­
ków, którzy w tej rozpraw ie mieli zabitego generała Newierowskiego, dowódzcę cafej piechoty wojsk Sackena.
B yła nawet chwila, że pułki te lewego skrzydła F ran cu­
zów poszły naprzód za odpartemi pułkam i dywizyów
księcia Liewen i generała Staw ickiego; — ale kilka bata- ■
lionów pruskich z korpusu Y o r k a , który mocno ucier­
piawszy w bitwach poprzednich, stat teraz w tyle, przy­
szły w pomoc pierwszej lin ii.— Dąbrowski w rócił pod
Pfaffendorf i tam aż do nocy utrzym ał swoje stanowisko,
zasłaniając wejście do Lipska od bram y Hallskiej.
K iedy wszystkie korpusa francuzkie tak morderczo
w alczyły na prawym brzegu Elstery przed Lipskiem , —
generał Bertrand zrana i8 g o Października w yruszył b y ł
z Lindenau do W ejsenfeld, w czem mu naprzód korpus
wojsk «przymierzonych generała G iulaj ch ciał przeszko­
dzić. A le Bertrand, żwawo natarłszy swoją piechotą
korpusu 4go i dodaną mu dywizyą jazdy gwardyi gene­
rała Lefevres, odparł Austryaków, poszedł drogą ku L ü ­
tzen, i stanął z piechotą dnia tego po południu w W ejsenfels, gdzie osadził przeprawy i mosty na Saali. —, D y­
wizya jazdy gwardyi francuzkięj tworzyła zpoczątku prze­
dnią straż korpusu Bertranda;— generał W incenty K ra ­
siński na czele pułku ułanów gwardyi, szczęśliwy wy-

konał attak na strzelców pieszych austryackich i odbił
prowadzony transport jeńców francuzkich; — potém ta
jazda zakrywała pochód piechoty, zasl'aniając lewę stro­

drogi do W eisenfels, którędy ju ż

iść zaczynały

z Lipska niektóre tabory, i ucierała się przez dzień cały
z jazdę austryackę księcia Lichtenstejna i kozakami Thiel­
manna. — K iedy gen. G iulaj spostrzegł źe ju ż Francu­
zów uprzedzić nie zdoła u przepraw na Saali, ani zajęciu
takowych przeszkodzić, sła^o tylko potem ich niepokoił,
będęc zapewne w iem y dawnemu praw idłu wojennem u,
iż cofaj ęcemu się nieprzyjacielowi należy most ze zło ­
ta stawiać. — W istocie niebezpieczno przywieść do
rozpaczy sto tysięcy m ężnych żołnierzy, odcinajęc im
ostatnię drogę do odw rotu; bo oni z dobrym

wo­

dzem na cze le , utoruję zawsze sobie którędykolwiek
drogę, i wystawić m ogę przeciwników na szwank nie­
przewidzianych wypadków.
Z nocę ogień działowy u stał zupełnie; gdzie niegdzie
tylko strzały karàbinowe słyszeć się dawały.— Przednie
czaty wojsk sprzym ierzonych stanęły o pareset kroków
od francuzkich; i liczne ognie koczowisk armij sprzymie­
rzonych, szeroko okrężyły wojska Napoleona bliźćj L ip ­
ska skupione, a rozłożone

w ogrodach przedmieść i

po wsiach przyległych, które wszystkie stały w płomie­
niach.— Cesarz Napoleon z K rólem M iuratem, z głównę
kwaterę i z gwardyam i nocował w mieście.
Bitwa ta 1 8 października, chociaż nieszczęsne dla N a­
poleona m iała skutki, jednak m oże b yć uważanę za jednę
z najwięcej sławy przynoszęcych dla oręża francuzkiego.
M imo całę nierówność sił, mimo odwagę i energię wojsk
sprzymierzonych, mimo odstępieąie Sasów, wojska je­
dnak Napoleona utrzym ały wszystkie głów ne stanowiska>

a
Konewitz, Próbstheyde, Stóckeritz iPfaffendorf przed bra*
m |H allską;-^wojskaNeja m ające przeciw sobie ca ł| armię
księcia szwedzkiego z wojskami Langerona, Bubny, i P ła ­
towa, niem ogły wprawdzie utrzymać się w Schónfeld,
ale zachowały Reiidnitz i północne przedmieście Lipska.
C hociaż z obu stron straty były znaczne, jednak
•w wojskach sprzymierzonych mniéj się czuć dawały; bo
te będ|c daleko liczniejsze, za ka£d| stra^ zyskiwały
jeszcze bardzićj przewagę numeryczną nad znużonym i
krwawym i bezskutecznym bojem francuzami, u których
przy ciągłćm przerzadzaniu szeregów i moralność słabieć
zaczęła.— Zdaje się N apoleon, wysyłając naprzód do
W eisenfels korpus generała Bertrand, m iał ju ż odwrót
w myśli/ zwłaszcza gd y mu wiadomo było, iż nowa ar­
mia austryacko-bawarska generała W rede spieszyła od­
ciąć go od F r a n c y i.™ Z tém w'szystkiem twierdzą, źe
widząc waleczność i stałość swego wojska w utrzymaniu
wszystkich głów nych stanowisk, jeszcze ch ciał pozostać
iia miejscu, i dopićro gdy generałowie artylleryi Dela*
loy i Sorbier przyszli mu powiedzieć, że brakuje amunicyi, że w parkach niema więcćj jak

t 6 ,ooo

ładunków

działow ych, ledwo na dwugodzinną bitwę wystarcza­
ją c y c h ,— postanowił nakoniec odw rót, drog.^ jeszcze
swobodną na E rfurt, w którego Cytadelli były znaczne
zapasy wojenne. W bitwach pod Lipskiem od i/|go pa­
ździernika, wystrzelano ze strony Francuzów a 4 o,ooo
ładunków działowych, z których 95,000 w jednym dniu
iS stym października.

Dzień i^stjr października.
K ied y odwrot ju ż byłpostanow iony, zaraz w armii fran*
fu zk ićj stosowne ku temu rozkazy wydano. W nocy z 18

na I gsty zaczęły iść z Lipska d ro g i do Lützen tabory,
parki i artyllerya, za któremi miało postępować wojsko.
Nie małe jednak b yły w tćm trudności, bo od Lipska do
L indenau, którędy odwrót uskuteczniać trzeba było, j e ­
dna tylko jest droga, a raczćj grobla p ó ł mili długa,
na którćj b yło ośm mostów przez błotniste koryta rzek
Plejssy i Elstery. — Radzono Cesarzowi aby obsadzić
6 ci| tysiącami

piechoty i 6 o c i| działami same stare

miasto murem obwiedzione, i uważając je za czoło prze­
praw y, spalić wszystkie przedmieścia. — Zatrzym ałoby
to przystęp wojsk sprzym ierzonych, dozwalając razić
działami zbliżające się ich kolum ny, i mianoby czas
tym sposobem uskutecznić w porządku przejście za E l­
sterę. A le Napoleon niechciał wystawić na zniszczenie
jedno z pięknych miast niemieckich w obec swojego
K ró la , pozostałego m u wiernym w przyjaźni; sądził
także, źe i sprzymierzeni będą m oże mieli wzgląd na to;
przedsięwziął zatém bronić obwody przedmieść.
W nocy z i8 na ig s ty wszystkie korpusa francuz­
kie opuściwszy cicho stanowiska dotąd zajmowane przy
Konew itz, Próbstheyde, Thonberg, Stökeritz i Reudnitz,
pozostawiły

tam niektóre

odd ziały, dla

utrzymania

przeciwników w mniemaniu źe stoją w miejscu, i co­
fnęły

się do przedmieść Lipska. —

Korpusy 2 i g ty

m arszałków V icto r i A ugereau , oraz wszystkie korpusy
jazdy, zaczęły przed świtem przechodzić za E lste rę, do
Lindenau, za któremi m iały iść gwardye.

Tymczasem

generał Regnier z dywizyą generała D nrutte m iał bro­
nić, z .końca lewego, przedmieście i'b łon ia Rosental; da­
lćj marszałek M arm ont obsadził bramę Hallską i P faf­
fendorf korpusem 6tym i dyw izyą Dąbrowskiego; —
w środku korpus 3ci stanął na przedmieściu od Reudnitz;
T om H. Maj lOłi.

39

daléj nu prawo aż do brzegów Pleyssy były korpusy,

5 ty

generała Lauriston, u ty marszałka M acdonald, a naprawym końcu 8my marszałka księcia Poniatowskiego.—
Następnie przechodzić m iały za Elsterę korpiisy

3, 5, 6,

Idiw izye Dąbrowskiego i D urutte, ą korpusy 8 i 1 1 m ia­
ły tworzyć ostatnię straż tylną i zasłaniać odwrót. —
G łów ny most na rzece Pleysse b y ł podminowany i strze­
żony przez o d d zia ł. saperów, który m iał go wysadzić
w powietrze za przejściem ostatniego oddziału wojska.
Dwa bataliony piechoty gwardyi saskiéj i ksi|ż§t saskich,
zostały uszykowane na ulicach starego miasta p rzy mie­
szkaniu K róla saskiego, dla zabezpieczenia osoby kró­
lewskiej od pierwszego nieporządku przy wejścin do mia­
sta wojsk sprzymierzonych.

Szanowny bowiem starzec

dał się nakłonić przez Napoleona, aby nie dzielił dal­
szych jego losów ,

i pozostał w Lipsku dla ochrony

zawojowanego, kraju swego.
Już z pochodu generała Bertrand do Weissenfels,
wodzowie sprzymierzeni dorozumieli się, że armia fran­
cuzka odwrót wykonać zamyśla;— jeszcze więc w ieczo­
rem dnia i8 Października korpus pruski generała Y ork
poszedł na całą noc do Halli dla przejścia tam za Saalę,
a korpns austryacki generała G iu lay z jazdą Thielm anna
do Pegau, oba dla flankowania cofającej się arm ii.— . RaJio d, r g Października przekonano się zupełnie o tako­
wym odwrocie, i zaraz korpusa rezerwowe rossyjskie W go
księcia K on stan tego, poprzedzone kozakami hetmana
P ła to w a , poszły na lewo do Pegau i Zwenkau za Elsterę.
W szystkie inne wojska sprzymierzone poruszyły się ku
L ip sku .— K orpusyi austryacki generała Colloredo, pru­
ski K lejsta,

rossyjskie graffa W ittgensteina pospieszyły,,

z radósną muzyką na czele, ku przedmieściom połudnlo-

w y m .— Arm ie Benigsena i księcia szwedkiego z korpu­
sem austryackim generała K lenau, poszły ku bramom
środkowym, grimmajskiej, tylnej i szpitalnej; a Bliicher
z korpusami Langerona, i Sackena szedł ku bramie H all­
skiej. — Im perator Rossyjski i K ról Pruski przybywszy
zrana do swych w ojsk, spotkani ■
zostali przez deputacyi
t. miasta i adjutantów od Króla saskiego wysłanych,
z prośbą o zachowanie miasta. M arszałek M acdonald,
jako naczelnie dowodzący tylną strażą, posłał także par­
lamentarza z żądaniem

od wodzów sprzymierzonych

wolnego odwrotu wojsku francuzkiemu, które w takim
razie spokojnieby miasto opuściło i oddało.

Lecz M o­

narchowie odmówną dali odpowiedź, chcąc zadać jeszcze
ostatni cios armii Napoleona. — K siąże Schwartzemberg
i generał Bliicher posłali także officerów do Macdonalda
z wezwaniem , aby wojska francuzkie, będące jeszcze
W mieście, broń zło ży ły i poddały s ię ; na co żadnej
odpowiedzi nie otrzym ali.— Gotowano się więc jeszcze
do upornej walki.

'

W ojska sprzymierzone, po wyparowaniu z przodo­
w ych stanowisk oddziałów francuzkich, zb liżyły się o go­
dzinie 9 rano ku zewnętrznym obwodom przedmieść L ip ­
ska, i zatoczyły w około a6 o dział, których strzały burzyły
m iasto.— N a prawem skrzydle sprzymierzonych, korpus
gener., Sacken naciera na przedmieście hallskie bronio­
ne przez francuzów korpusu M arm onla i przez dywizyą
D ąbrowskiego; te osadziwszy wielki dom fabryczny przed
samą bramą Hallską, odpierały kilkakrotne natarcia; —
nadeszła piechota gener. Langerona nie była w p»er''^szym swym, attaku szczęśliwszą, i pułk piechoty rosp jsk iej zwany Archangielski, większą połowę swych wa®cznych żołnierzy stracił; —

kilka zaś pułków rossyj-

»
skich, które obchodziły to stanowisko, przez działa fran­
cuzkie do odwrotu zmuszone. — Nakoniec oba korpu­
sy razem Sackena i L an gero n a , uderzywszy i opanowa­
wszy dom fabryczny, przeszły następnie Parthę i weszły
do samego przedmieścia hallskiego, lecz tylko zwolna
postępować tu m ogły, bo każdy krok b y ł broniony.
Jednocześnie pułki pruskie korpusu gener. Biilow
w zaciętą w eszły walkę przy pallisadach bram Hinterthor
i K ohlgartenthor, a pułki rossyjskie gen. W oroncow przy
bram ie Szpitalnej z 3cim korpusem francużkim. — G e­
nerał pruski ks. Hessen-homburg zostaje ranny, i dopie­
ro za nadejściem kilku bataljonów szwedzkich i pułków
rossyjskich generała W intzingerode, marszałek Nej za­
czął pom ału opuszczać przedmieścia.
N a lewem skrzydle sprzymierzonych, armia Benig­
sena po poprzednim silnym ogniu działow ym , uderza na
przedmieście wschodnie; dywizye rossyjskie generałów
rossyjskich księcia Chowańskiego, Paskiewicza i Lindfors
(ostatni p oległ tu śmiercią walecznych), przypuszczają
szturm do zatarassowanej bram y grimmajskiej i nacie­
rają na okoliczne, murami obwiedzione ogrod y; — woj­
ska francuzkie Lauristona i M acdonalda dzielny opór
stawiają, korzystając z dogodnych stanowisk do obrony;
lecz nakoniec bram a grimmajska przez pułki generała
Paskiewicza zdobytą została.
Od końca lewego sprzymierzonych wojska W itt­
genstejna, K lejsta i Colloredo, wdzierają się do przed­
mieścia p ołudn iow ego, upornie bronionego przez księ­
cia Poniatow skiego, który ledwo i 5 oo polaków m iał
w szeregach.

Ze wszystkich stron kolum ny wpjsk sprzy­

mierzonych w darły się już b yły do przedmieść Lipska,
lecz tylko zwolna dalej posuwać się m o gły, bo każdy

dom, każdy ogród i zawalone ulice przedmieść najwa­
leczniej b yły bronione.
G d y tak część wojska francuzkiego potykała się ua
przedmieściach, reszta przechodziła za Elsterę.

Zrana

korpus agi i g t y , cała jazda i artyllerya rezerwowa
przeszły za mosty. — Około lo te j godziny opuszczały
Lipsk gwardye piesze C esarskie;—

naprzód dywizya

starej gwardyi, a następnie marszałkowie M ortier i O u ­
dinot z młodą gwardyą. — Cesarz Napoleon, klóry b y ł
dotąd w mieście, u d ał się wtedy do K róla Saskiego; —
po długiem i czułem pożegnaniu z nim i dostojną jego
rodziną, siadł na konia, w ydał ostateczne rozkazy w oj­
skom tylnej straży, i przejechał za Elsterę do Lindenau,
co m u jednak ju ż z trudnością przyszło. Ulice bowiem
do mostu wiodące natłoczone b yły kolumnami cofają­
cych się wojsk, rannem i, ciuram i, działami i taborami..
N atłok i nieporządek coraz się zwiększał, tak źe o godzi­
nie l i t e j , kiedy ostatnia tylna straż przechodzić miała
m osty, jeszcze z połowa wojska b yła w m ieście.
szły następnie za Elsterę korpus

P rze­

3ci z marszałkiem Ne*

jem , korpus Sty marszałka M arm ont z dywizyą genera­
ła Dąbrowskiego, którą zastąpił gener. Regnier z dywi­
zyą piechoty D urutta, i bronił jeszcze przedmieście H all­
skie bliżej wałów.

Słabe korpusy

5ty, 8my i u s t y ,

rozszerzają się w lewo, zajmują miejsca ju ż odeszłych
■wojsk, walczą ciągle, i przyparte nakoniec zostają do
samych wałów, otaczających stare m iasto, gdzie prze­
strzeń otwartsza, dozwala łatw iej działać artylleryi; dzia­
ła też francuzkie i polskie sypią kartacze we wszystkich
kierunkach na Występujące z przedmieść hufce.przeci*
wne, a piechota, rozsypana w strzelcy, walczy ogniem rę­
cznej broni z rozsypanemi także w tyraljery powiększej

części

pułkami sprzymierzonych. —

Jenerałowie R e­

gnier ' i D urutte na lew em , M acdonald i Lauriston
w środku, a na prawém Poniatowski najmçzniéj broni
ogrody południowe nad rzeką Plejssą. —

Była chwila,

że strzelcy piesze austryackie wstąpili na wały i już
szli do starego miasta; wtedy ks. Poniatowski z ranną
lewą ręką a W pra wéj z pałaszem, rzucił się'sam nà cze­
le swojego sztabu i z 3ostą jeźdźcam i swojéj eskorty,
przymusza austryaków do odwrotu. — N atłok i niepo­
rządek sv mieście i po ulicach koło mostu coraz bardziéj
się zwiększający, pomnożony b y ł jeszcze, to walką ju ż
w około samego starego miasta, to pożarem niektórych
domów, to strzałami bataljonu saskiéj gwardyi, którego
żołnierze zoslawieni dla straży swojego króla, wystrzeli­
wali karabiny wśród miasta na cofiijących się francu­
zów. — W tedy także brama starego miasta Sgo Piotra,
oddaną została bez wystrzału austryakom korpusu ge­
nerała K lenau przez bataljon Badeńczyków; a niektóre
oddziały strzelców rossyjskich z korpusu Langerona al­
bo Sackena, podeszły brzegiem zarosłym rzeki aż pod
most na Plejssie.
M iano-jednak nadzieję, że cała straż tylna zdoła
przejść za rzekę, bo obrona była waleczna i wodzowie
dzielni;— ju ż nawet część korpusu Macdonalda przeszła
mosty, on zaś b y ł jeszcze w mieście przewodnicząc walce.
- - - W tém oko’f o południa sapery francuzkie, przy straży
głównego mostu będące, widząc zbliżających się strzel­
ców rossyjskich, słysząc strzały Sasów w samém mieście
i po ulicach kolo grobli, mniemając zatém że ju ż osta­
tni oddział tylnéj straży przeszedł, niebaczni zapalają
prochy pod mostem, kiedy jeszcze M acdonald i Ponia­
towski, generałowie Regnier, Lauriston i wielu innych

z locio-tysiącznem wojskiem pod bronią i i 5o działami
byli w mieście__ Ostatni ten sposób ocalenia widząc zni­
weczony, oficerowie i żołnierze wpadają w rozpacz. —
Zamieszanie wówczas dochodzi do najwyższego stopnia,
pomnożone ogólnem natarciem wojsk sprzymierzonych,
które spostrzegłszy kłęby dymu z wysadzonego w powie­
trze mostu? i ostatni odwrot francuzom odcięty, z prze­
raźliwym krzykiem ze wszystkich stron uderzają na mia­
sto.— W szystko w okropnym nieładzie, każdy ratuje się
jak m o ie ;— jedni bronią się zapamiętale, chociaż pewną
śmierć widzą; — drudzy uchodzą ku rzece, którćj grzęskość 1 wysokie brzegi trudne do przebycia,— wielu tćż
w jćj nurtach śmierć znajduje; a inni dostają się w rę­
ce ścigających przeciwników.
K s. Poniatowski b y ł ranny kulą karabinową w piersi;
— o'pod’d amu się jednak nie myśli;— cofa się przez ogro*
dy Rejcbela i Rejcheobacha, ciągle walcząc z rozpaczą;—
dwa razy spotyka przed sobą przeciwników, lecz toruje
sobie drogę ostrzem swćj szabli^ i poświęceniem się towa­
rzyszów broni, którzy przy nim ginęli. Przeby wahakoniec
szczęśliwie Plejssę; ale nieco dalćj, otrzymawszy jeszcze
jedną ranę od strzału rossyjskiego, przebywając Elsterę,
gdy już do przeciwnego brzegu dopływ ał,osłabiony— ru ­
nął z koniem w rzekę, i w jćj nurtach, waleczny i dostoj­
ny W ódz, skończył świetny zawód chwalebny śmiercią.
Marszałek M acdonald, szczęśliwszy, wpław prze­
b y ł E lsterę, ale-jego S zef sztabu generał dywizyi D umoustier utonął.,

Generałowie korpusowi

Regnier i

Lau riston , oraz wielu innych wojskowych wszelkiego
stopnia dostali się w niewolę.

M ała tylko liczba zdo-

^a^a przebyć rzekę i dostać się do w ojska, które C e­
sarz francuzów zgrom adzał przy Marktranstadt między

Lipskiem a Lützen. — Marszaiek Oudinot z dwiema d y - .
wizyami piechoty młode) gwardyi i nieco jazdy, two­
r z y ł ty ln i straż, i jeszcze w bliskości Lindenau u trzy­
m ał się do nocy, strzelaj |C z dział w kierunku Lipska.
Imperator rossyjski Alexander, król pruski, a później
nieco Cesarz Austryacki, wjechali na czele swych wojsk
do Lipska, w tryumfie i w pierwszej radości z tak wielkiego
zwycięztwa. — K s. Szw edzki, ks. Szhwartzenberg, ge­
nerałowie Blücher, Benigsen, Barklay de T olli, W ittgen­
stejn, K lejst, Langeron , K lenau, Colloredo i inni ze­
brani wśród zdobytego miasta, winszowali, sobie nawza­
jem tak szczęśliwego dla nich dnia. — W szystkie korpu­
sy wojsk sprzymierzonych rozłożyły się w Lipsku i oko­
licach; tylko jazda rossyjska generałów W asilczykowa,
Czernyszewa i K rejca przesz-ła zaraz w bród rzekę Plejs­
sę i Elsterę. — W ieczorem dopićro, po nowo zbudowadym moście, dywizya piechoty rossyjskićj generała P a ­
skiewicza przeszła do Lindenau.
Straty z obu stron b yły bardzo znaczne. W czte­
rech dniach bitew pod Lipskiem i6 ° , 17° 1 8 “ i 19°
października, armia Napoleona m iała samych zabitych
do ośmnastu tysięcy ludzi, a rannych przeszło 3 o,ooo,
z których ze 2 3,ooo zostało w ręku przeciwników; —
marszałek Poniatowski poległ, — a marszałkowie Nej
i M a rm o n t, oraz kilkunastu znakomitych generałów,
jak: L ato ur-M aub ou rg, M aison, Sebastiani, Souham,
Compans, Frederichs, i inni odnieśli rany ; __ polegli
generałowie V ial, D elm as, R ocham beau, D um oustier,
Estko, Béchelet i mni. — D o i o ,o o ö żołnierzy, z broni|
W ręku, zostało jeńcami wojennymi, wraz z a o t| genera­
łów fracuzkich, polskich, i niemieckich, z których p oło­
wa była rannych; liczyć między tymi należy generałów,

Róźnieckiego Szefa szta­ bu korpusu 8go. i zaraz odesłany podstraż. tu do reszty go opuściły. Sm y i część i ig o . a pułki rzeszy niemieckiéj.000 niemców. Arm ie sprzymierzone. M aj W4u A le b yło b y lepiej. — Straciła zatém armia Napoleona pod Lipskiem do 70. zupełnie istnieć przestały. pow iększej części znalezionych potém w gru­ zach murów wałowych i zakopanych po ogrodach. — K ró l Saski b y ł również uważany za jeńca.| do Berlina. Stracono takie ze 600 wozów amunicyjnych i przeszło ao o dział.. Valory. 7 ty. która nietyl­ ko w yrugow ała francuzów z całych N iem iec. StOckhorn etc. D orsenne. Tak zakończyła się ta olbrzymia i pamiętna na wieczne czasy bitwa Lipska 1 8 1 3 ro ku . Bronikowskiego. które b yły jeszcze przy Napoleonie. n . Zeschau.Regnier.000 ludzi. — Prócz tego przeszło do sprzymierzonych z 1 5.‘ a korpu­ sy 5ty. m iały Smiu generałów zabitych i i4 śtu rannych. Rautenstraucha. jeśli nie straciły materyałów i prawie nic jeńców. Umińskiego. Surowa krytyka nic zarzucić niezdoła Cesarzowi N a­ poleonowi i wodzom fraucnzkim co do taktyki w p ro ­ wadzeniu samćj bitwy Lipskiej. której zwycięzkie orły po wszystkich prawie stolicach przez lat dwadzieścia gościły. Krasińskiego Izydora. księcia Emila Darmstadzkiego. ale zada­ ła silny cios potędze Napoleona i osłabiła zupełnie je­ go przewagę w E uropie. a oficerów do 2000 poległych i ran nych. 40 . D urutte. która przez nich dobrze lerowana i świetnie wykonany była. Małachowskie­ go.ooo ludzi zabitych i do 4o»ooo rannych. straciły jednak do ao. następnie zaś utorowała ar­ miom sprzymierzonym drogę do téj Francyi. Lauriston. Coulom y.

dla czego niebyło więcej bocznych mostów. — należało m u wyrachować. A rm ia francuzka m ogłaby ju z być i Sgo lub ig g o za rzek| Saal. i. które w dniu tym o półtory mili o d Lipska obozem stanęły.^ i uniknęfaby morderczych bezowocnie tak ły . w icie. gdyby w nocy z na i7 s ty lub przynajmniej z i^ go na i8 ty odwrót rozpoczęto. przynajmniej wypadało mu czekać na . dopiero i ygo przyby­ ł y znużone wojska generałów Colloredo. aby armie ge­ nerała Benigsena i Colloredo 1 6go rano z nim się po­ łą c z y ły . jest nie do przebaczenia. Nadewszystko p o j|ć n ie m ożna. kiedy znaczna część wojska była jeszcze w mieście. który dowo­ d ził t| strażą. jak się tłum aczył. K rytyka i wodzom armiów sprzymierzonych nie prze­ bacza. chociaż skutek uw ieńczył ich usiłowania.— i>ie b yły więc przygotowane wówczas niepokoić przejścia francuzów za Elsterę. a . które wiele ludzi i materyałów kosztowa­ W tedy armia księcia Schwartzenberga była je­ szcze dość oddalony od Lipska. Szwedzkiego. w najważniejszej chwili oddalił się ze swego miejsca dla otrzym ania dalszych rozkazów. Niebaczność w tym wzglę­ dzie pułkownika od Inżynierów M ontfort. jak wyżej mówiono. — bitew .gdyby frapcuzl bez bitwy Lipsk o p u ścili. — a miano. Benigsena i ks. dla czego wreszcie straż Saperów była tak nie­ baczny i wysadziła most w powietrze. dla czego prze­ prawy przez Plejssę i Elsterę niebyły lepiej urządzo­ ne i zabezpieczone. Schwartzenberg powinien b y ł uderzyć 1 5go p a ź­ dziernika na wojska K róla M urata zasłaniające Lipską kiedy wojska Cesarza Napoleona szły dopiero z Düben do Lipska. — D nia zaś 1 9 wszystkie wojska sprzymierzone b yły ju ż zrana pod samym Lipskiem i wszystkie razem uderzały na miasto. I tak: — K s .

tćm bardzićj. gdy widział. A ustryacy. walczyły wszystkie. kiedy jeszcze inne korpusy francuzkie b yły oddalo­ ne. iż ten niezamyśla Lipska opuścić. . — Blücher. gdyby attak na bramę H allsk| b y ł silniejszy i przez liczniejsze wojska w ykonany. źe zaraz uderzył ua wojska Neja . w tych krwawych dniach. ale i 7go niepo­ trzebnie sam jeden walczył. byłby Lipsk m ó gł być zdobyty z bo­ ku. oraz Francuzi i Polacy. w samćm mieścic. które zaj^ł i niedozwolił im działać przeciw armii czeskićj. źe na tćm skrzydle sprzy­ mierzonych korpus prusk^ Y orka wcale nie b y ł w tym dniu czynny. W oroncowa i Szwedzki. w przykre położenie je w prow adziła — co tćm łatw ićj dałoby się to uskutecznić. Z tćm wszystkiem zwycięztwo musiało się przeważyć na stronę zb yt silniejszą co do liczby. widząc 16 go że Schwar­ tzenberg jest w boju z Napoleonem.— jedno tylko wojsko Saskie odznaczyło się lyecnym postępkiem.ich przybycie. — a wojska so­ bie przeciwne wszystkich narodów. — D nia zaś 1 8 g o . Rossyanie. mężnie i za szczytn ie . dobrze zrobił. a korpusy rossyjskie gener. W ęgry i Szwedzi. bardzo mało i tylko częściowo. nim bitwę rozpoczął z giównemi siłami Napoleona. Prusacy. a z pewnością byłaby walka z tyłu.

od nikczemnego przeciwnika. ja nad grobem. . jeden lichy nędzarz na maféj wioszczynie w oblięzu wszystkich zhań­ b ił moje im ie!— Biada tobie Linoski biada! — Ja pan.. . na mój rozkaz są całe powiaty. jeden żebrak. „ J a pan. ¿adnego plama hańby niedotkła. — świe• tnemi się urodzili. kasztelany.. dokona..— 310 — lilX O S K I OBHAZ Z PODANIA LUDÜ (»)... lo rzucał się na wy­ złocone krzesła. to stawał. Biada tobie Linoski. wobec przytomnych z całćj okolicy!— Biada tobieLinoski.. Znajom e są osoby i miejsce. ja dziedzic! szczep wielkiego domu! miasta i wioski mojé rozległe.. biada! jeszcze bije to serce i co pragnie. I. to dłonią zakryw ał oczy. świetnemi pomarli. w nim biskup y i prałaci. biada! — Ja pan. któ­ ry nabyć można za kubek miodu. wojewodowie.. gdzie serce biło ( * ) Powieád ta łiłq k a si$ w o k o lio a ch K iszk o w a. — a ja siwy. ród mój starożytny.—. ja dziedzic. przed którym wszyscy czołem uderzają. ja dziedzic. Jest dotqd niedaleko G wiazdowa pod lurzy£em pagórek m o giłką Łinoskiego zw any.“ Tak się odzyw ał wojewoda w komnatach pałaco­ wych. Trzym ał ręką za piersi. Samotny... i ja skrzywdzony! i krzywda. dość mi sk in ą ć. Ha zniewago! jeden biedak. to szybkim przechodził się krokiem. ja. zelżony. zhańbiony i to ustami jednego z m otłochu. w nim m arszałki.— W yp a d e k z cza­ sów A ugusta 3go. srebro u mnie i zfoto beczkami. ja wojewoda! Mój głos jest tysiącem głosów ..

jak najcięższym młotem. czereda ludzi. jak te myśl wyko­ nać. Najmniejsza zniewaga nie da mu odpoczynku. przylgnęła do mózgu. w jedną gromadę stanęli . nie da snu. Trzym ał ręką za g-łowę. talerze wśród skorup potłuczone. Już skończyli biesiadę wyda­ ną z łaski pana. która raz paliła gorącem. beczki le ż ą bez napoju. Poprzewracane stoły z resztą mięsiwa. Zerw ał się z krze­ sła wojewoda. w ach kojnie. dopókąd przeciwnika nie uniży i pod swe nogi nierzuci. gankiem p ałacu . prócz obelg miłości własnej. na ła ­ lub pod drzewem rozciągnięci odpoczywają spo­ mocniejsi zebrani.bez ustanku. to o czćm najbardzjéj pamię­ tać powinien. — On wszystko z w y c ię ż y . z tych jedna tylko myśl po­ została okrutna. próżne butle . jak gdyby. Przed pałacem na dziedzieńcu wysokiemi zacienio­ nym lipami.— W tćm zagrzmiała wrzawa mnóstwa głosów na dziedzieńcu. — II. cisnął się do jego głow y. huk rozległ się w murach pałacu. jak gad jadowity do swojéj ofiary. to znowu lodowaciała nagle. jaTc gdyby nagle przypom niał sobie. wszystko zapomni. krw aw a. — Cisza w pokoju tak że słyszyć można dźwięk komara przed oknem na promieniu słońca płynącego. aby ostatnie kielichy miodu . p rzed Słabsi z biesiadników zasnęli. lica w poruszeniach drgały konwulsyjnie. Rozśm iał się głośno jakby z radości ze co szukał znalazł. Oczy jego iskrzyły się jak płomień czerwoniawy. się ocknął z marzeń. prócz obrażonej dum y. — M ilczał — tłum myśli czarnych. i riie poruszony w głębokićin milczeniu męczy się nad sposobam i. jak złe duchy co na potępienie prowadzą. U tkw ił wzrok w je­ dno przed siebie m ićjsce. dzika.

tam żelazem migocą w po­ w ietrzu. precz z gan ka.śród tej ciżb y skupionych g łó w . — • Pobladłe twarze wygl?dają jak trupy. klęczkach. i cała jego fam ilija. Przed podnie­ spełniają upojeni zdrowie na Bożyszcze tej czeredy na najwyższym szcze­ Lecz kiedy wrzask i gwar tysiąca po­ dziękowań i grzeczności uspakajać się zaczął. Tysiące głosów się odbija. Przy nim małżonka w papuziowym robronie. zagłuszony. tu czupryna zagrzana dym i.spełniać za zdrowie swego dobrodzieja. znów gdziein­ dziej lica kroplami potu oblane. lecz muzyka wszystkich trzeźwi. w tryumfie obnoszą po dziedzieńcu — hu­ czne wiwaty grzm ią daleko po polu. tam na czole czerwone wystąpiły plamy. ci znowu czapką rzucają ku gankowi. —rzszedł na dziedzieniec. to na w pół zawarte. — C i pubary wznoszą do gó ry. grsmią waltornie i klarynety.“ Próżno z g an ­ ku ch ciał do nich przem ówić w ojew oda. jaciele moi! bracia! słuchajcie mnie proszę!“ — „P rzy­ zawo- . blu chwały. sionym w pow ietrze. — jRozczuleni chwytają go na swo­ je ramiona. — W. zajaśniał na ganku wojewoda poważnie i ozdobnie ubra­ ny. a on każdego do piersi przyciska najsilniej. O czy to zaiskrzone. A po każdym kielichu. T u mu się wszyscy w objęcia rzucają z odgłosam i radości. to om glałe. głuszą huk muzyki krzykiem po sto­ kroć powtarzane wyrazy „n ie ch żyje nasz pan! nasz dobrodziej! niech żyje nasza pani! niech żyje wojewo­ dzie ! niech żyje wojewodzianka — setne lata konsułac y i !“ — Huczy powietrze od w rzasku. — „N iech żyją wojewodowie! krzykn^a wzruszona czereda. tu do nas! N iech ciebie uściskamy^ do nas panie! do nas. stanął wśród nich na stole. lecz aby się po­ kazać przychylnym swoim przyjaciołom i stronnikom'. uwolniony z rąk upojonych.

ziemię należącą do mnie z dziada pradziada. którego kochacie jest skrzywdzony. na mnie powiedział źe jestem łakom ieć bez czci i bez w ia ry!“ — „Pow iedzsłow o pa­ nie wojewodo kto ta k i! kto ta k i! gdzie o n . ale nadto na mnie stareg o . na mnie świetnego klej­ notem herbu i godności. ten. doznał największej w życiu zn iew ag i! W w a­ szej mocy jest mój honor.•lai donośniej szy m głosem. wyciągnięte ramipna z żelazem upadły na ziemię. N agle jak gdy­ . jak się na­ zywa!“ — wołała uniesiona szlachta. a żelazo trącane brzęczało smutnym łosko' tem! — „ N ie ! m ówił starzec spokojnie. niegodny sąsiad.“ „ Z ły mój „Zabić! zarąbać! zasiekać! — dajcie worek na kości!“ — krzy­ czeli upojeni. — Natychm iast milczenie. ja chcę tylko abyście go natychm iast z domu w y­ wlekli i związaiiego do mojego pałacu przywiedli. sąsiad — Linoski. p obił ludzi. na mnie co do was du­ szą i ciałem jestem przywiązany. nie. — Jeden z moich sąsiadów. jak gdyby i jednego czfówieka n ie b y ło w dziedzińcu. biada kto się jej dopuści. zel­ ż o n y . ■ — odpowiedział wojewoda.“ — N a te słowa zamilkli w szyscy. jakby jednym silnym gło­ „C z y moj^ą krzywdę zniesiecie!'' — „K rzyw da twoja jest naszą panie. — odpowiedzieli.“ — „Słuchajcie. i za tym wyrazem we wszystkich ręku zabłysnęły żelazce. kto ta k i!“ — — „S łu ch a jcie! — wczoraj ka* załem orać moje grunta na Gwiazdowie. — „ C z y wy mnie kochacie!“ m ówił dalej__ ' „K ocham y nad życie!“ sem. ja nie pragnę po was abyście go zabi­ li. nietylko spędził wszystkie p łu g i. — Reszta się znajdzie. Splendor domowi będzie przywró­ cony. jednak z za­ ciętością tajemną. bo od was zależy pomsta na zbrodniarzu!“ ■ — „P ow ied z panie wojewodo! — jaka krzyw d a. zhańbiony! Ten którego krzywda jest waszą krzywdą.

szybkie jak błyskawice. z p o la . a muzyka zagrzm iała wśród dziedziń­ ca. z uli-. — “ —• „W ięc' tylko wam o to chodzi.— zaw ołał wojewoda.b y zgasłzapał. — Zdziw ił si^ wojewoda — wzrok jego przebiegał z chciwością tłum y.w drugiej wiarółomstwo. D ziś. Jezus M arya niech nas od tego broni. c y . wiązać. rąbać. aż do dnia sądnego. któremi serce gardziło. — D obrze ! zosta­ wałam własnćj waszćj w oli z którego miejsca chcecie. siekać. „C z y tacy z was obrońcy. a uczta dla wszyst­ kich ! — “ — Niech żyje pan wojewoda.znowu żelaza i zapał znowu o d ży ł w oM'ą* kanych . K to próg przestąpi przestał być nieprzyjacielem. w którćm tylko gościnność panuje. jutro lub p ó źn ićj— związanego kto sprowadzi temu wypłacę tysiąc czerwonych zło ty c h . zkąd chcesz przyprowadziemy go to b ie. który całą ożyw iał czeredig. smutnym odezwał się głosem . — Dom każdego jest święte miejsce. raz wybucha znowu gaśnie. a . III. zabrzękły.n ie tkniemy domu. z je zio . z d ro g i. ł słabym promieniem pafyskujepo drewnianych ścianach? .“ — M ylisz się panie bracie odzywała się ze wszystkich stron upojo­ na szlachta. — ■Grzech to nad grzechami. ale nie w jego domu.*— każ chwytać. czy takie przyrzeczenie! — w jed néj chwili przysięga. przed ołtarzem Najświętszej Panny rozbija cienie n o cy. a którego bezkarnie nie wolno gwałcić.trunkiem głow ach. — Z miasta. a le . w nićj światło blade niejiewne. a na twarzy przeleciały poruszenia boleści niecierpliwości i radosne­ go uśmiechu. W kościołku dąbrowieckim jedna tylko lampa.‘a. co na sercu cięży jak kamień m łyński. chce dojśd przyczyny tak na« głćj zmiany. odbiło echo w ty­ siącznych głosach.

Cicho ostrożnie i z cieka­ wością zaglądają w bramę. Inni za murami i w zaro~ ukryci czatują. zmiękcz serca moich przeciwników. — Pada krzyżem na ziemię i woła. dla mego dziecka dla méj K lary zachowaj mnie Panie! i w y­ rwij z rąk nieprzyjaciół.po gzym sach.twojej świątyni. oczy ku obrazowi podnosi. jakby umarły co z grobu p o -' wstał. zamknęli mnie w. Broniłem. osta­ tniej puścizny dla mojéj biednéj sieroty! Bo cóż jéj po mojéj śmierci zostawię. Na głowie włosy podgolone. — Północ głucha — świątynia Pańska próżna. słupadh. Niewin­ ny jestem o Panie! i cierpię. a nas pociesz o B oże!“ Tak w yrzekł przed ołtarzem. ty jesteś źródłem m iło­ ści i prawdy. Panie! ty mnie broń j ty jesteś nadzieją. T y znasz najlepiej serce moje Chryste! — ty wiesz czy ja obraziłem kogokolwiek na ziemi. jak przed kościołem przesuwają się jacyś ludzie. D la tego nieprzyjaciele ranie ścigają. mojéj własności o Boże! nie dałem wydrzeć ostatku moich gruntów. o czy. Z ło żył ręce. pod pachą czapka. ciemny źu p an . na­ wróć jch na drogę łagodności. aby za swe grzechy jeszcze pokutować na ziemi. a wyrazy jego i westchnie­ nia odbijały się wśród pustego kościoła i jęczały u skle­ pienia. na którym święci w sre­ brnych koronach i sukienkach otoczeni wotami pobo­ żnych. a każdy ma oczy . W nićj jedna tylko osoba. a każdy zbrojny. wąs po­ w ażn y. tak klęczący na stopniach oftarza człowiek modli się i jęczy. po kitajkowych z galonem fi­ rankach i po obrazie ciemnym. w których dwie •fey pobożne świecą jak dwa brylanty drogie. otoczyli żela­ zem i u progów twoich grożą mi śmiercią. „Panie! nie dla m nie. czy mój język dotknął kogo jadowicie. twarz czerstwa. — P rzy świetle księżyca widać.

Glos pierwszy. . CAos drugi. — Nadewszystko panowie bracia ta szczerość wojewody. Lancert pojechał do wiecie co . ale bez wstydu powiem . ostrożny ptaszek. — Próżno panie Tomaszu nic nie zrobimy. ręka jak dąb. On nas kocha jak braci i przyciska do serca bez ustanku. Głos szósty. trzy dni jak siedzi w kościele i na łokieć oddalić się niechce. że na tysiąc czerwonych złotych serce się raduje. Cisza g-ięboka. — T u tak szczerość jak pieczenie. Głos trzeci. Ja cbm go już kilka razy widział. jestem tu przy was. z tłumu nieznajomych. Bo barki jak u niedźwiedzia. *bo ani myśli ruszyć się z kościoła. prawda dla kom­ panii . że jeśli się sam dobro­ wolnie niepodda. — Lecz po co te ostro­ żności ! Panowie b racia . . a zmendel na śmierć popłata. Ręczę że zpół kopy pokiere­ szuje. rozleci i w y­ leci i nic niezostanie. czer­ nina jak dttkaty nic niepomogą. ale miód wojewody! owe pieczenie sławne! A le owa ostra czernina mości dobrodzieju!__ Głos czwarty. — Ja sam już straciłem nadzieję. oto podstarości pana wojewody i przysiągł mi prawie. w którćj tajemne tylko słychać czasami poszepty i głosy pojedyncze brzmiące w powietrzu jak jęk daleki. lecz chociażby nawet oddalił się z niego i tak trudno będzie ująć panicza. . — Co tam złoto jak złoto. to przy bitwie ja pićrwszy w nogi. Panie Jacenty! Oj pamiętam! n ie ta k iś b y w a ł w Środzie przed kilku laty. Nietylko szlachcica nledostaniemy.na drzwi kościaPa zwrócone. że się to wszystko zgodnym sposobem zakończy. któż go schwyta. Głos piąty. Ale wyznaj sam . — W aść zawsze i najmędrszy i naj­ szczerszy.

skrzydła srebrne i hełm y błyszczą im jak ogień z daleka. — Patrzcie za dąbrową. vivat! zgoda! Głos jeden. — W kal wakacie widzę przy nim pehusarze. — W ojewoda z L in o sk im — pan z biednym szlachcicem . dla którćj podstarości galopem pojechał do wojewody. — Ma to być dobrze! naturalnie ze nie wyjdzie i do sądnego dnia. o wszystkićm powiedzą. z wiadomością o tćm wypadku. Głos szósty. Tylko się świecą złote gałki na rogach pudla tćj świetnćj ko­ łyski. kiedy tam bezpieczny i na niczćm mii nie zbywa. Głos trzeci.ffiele głosów. ale tćź pędzą co sił. Toby było walnie. którego zniszczyd m o że. wszak to jego kolebka. — Będzie łatw y. kiedy na to wypa­ dnie. Głos czwarty. . Głos drugi__ Słyszałem nawet że z plebanii 'vyprawiono posłańców na cztery trakty. — Mybyśmy go ju ż dawno dostali. ' . żeby nie plebania i słudzy kościelni. Głos siódmy. Ja się śmiać zawsze muszę z dwóch tych laufrów co z pochodniami przed nim lecą. i utrzym ywał źe wojewoda z Linoskim się pogodzi. — To tćż najważniejsza przyczyn a. — Szóstka jego karych koni najdziel­ niejsza w okolicy. chyba iiieznacie wojewody ! On nie tak łatw y do przebaczenia. Głos piąty. największego nieprzyjaciela pana wojewody. — Prawda ju ź łąki mija. Źc się tćż to ta biedota niezmęczy ! Głos dziewiąty. — . kiedy zechce . _ Toby było ślicznie. wspomagają Linoskiego — jeść noszą. a jednego do pana kasztelana. Głos ósmy. To śmie­ sznie wygląda.

— A le pić będziemy. Na piersiach jedna ozdoba. Tak rano! a ju ź K lara przy roztwartém oknie to raz spogląda na ogród rozkwitły i poi się balsamem przyje­ mnego powjetrza. i powiedzieć jak rzecz cała stoi i odebrać rozkazy. Przepadły dukaty! Głos jedynasty. M łoda. M ilczy i myśli. lekkiemi fał­ dami obwija jej drobną wysmukłą kibić. IV . — D w a długie warkocze z'íotych włosów spadały jćj na szyję łabędzią — Szata jak śnieg biała. przy różowych uste­ czkach uśmiech szczęścia i niewinności.Głos dziesiąty. W ybierała co najpię­ kniejsze kwiaty. uśmiech anio­ ła. -. — Blask różow y przebijał śię przez zielone gałązki i padał na alaba­ strowe lica córki Łinoskiego. Głos dwunasty. — Za chwilkę tu stanie. do przyjaciół ? . zgodzą się. krzyżyk czarny. G dzieżby daléj m iał jechać. który po zgryzotach i znużeniu szczęśliwy! we śnie znalazł spoczynek.i. serce tajemnica uczuć najczystszych. i gwałtem chce odgadnąć gdzleby się ojciec baw ił tak d łu ­ go bez swojej kochanej K larki. na dziewice je­ szcze niedojrzała. a raczéj na powitanie po trzydniowem oddaleniu. to znowu rzuca ostrożne spojrzenie na ojèa. ciało pączek wdzięków porywających duszę cziowieka. aby z nich ojcu śpiącemu bukiet na dzień dobry przygotować.— Oczy niebieskie jasne jak niebiosa. która go w takiej niecierpliwości czekała. na dzień dobry. — Czy u księży na o d ­ puście? — ale trudno! przez trzy dni tak blisko od dodomu siedziećby nie m ógł. — Panowie bracia — trzeba kilku z nas wysłać do pana wojewody. — a przynajmnićj uwiado­ m iłby o tem có rk ę. Słońce wschodziło.

Wzdychasz biedna sieroto! Już tobie ludzie wszystko opowiedzieć musieli.biedny ma ich bardzo mało. — Lecz śpiący juź się budzi. i ściga widok daleki: ju ź ryczy trzoda po złotych niwach — trzaskają bicze i warczą koła. a wozy żniwiarskie pędzą po zebrane snopy. rżenie koni i g^Ios wiejskiego skowronka. Niewinna nie- przewiduje nieszczęścia. K lara. ażeby ludzie mieli być tak złemi. tak jak go codziennie widzi. trochę smutny a bardzo zmęczony.poryw ając kwiaty z przymileniem i z lekka zbliża się do swojego ojca i usta do rąk przebudzonego przy­ kłada. które ją zatrw ażały ■ — bo myśli jej dziecinne pojąć nie m ogły. Zastanawia się nadtem. które jeszcze w trwodze. poruszył się. na tle czar­ nych borów daleko za łąkam i. który buja na pstrych skrzydeł­ kach pod samemi niebiosami---.— Teraz niecierpliwa wyprzedziła jutrzenkę. i zaraz w oddali zabieliły się znajome m ury. pierwszy raz dopiero przeraził ją tak ciężko. — D o krewnych? to zada* leko. — Znowu zwróciła oczy ku ogrodowi. zgoda zupełna z woje- . a tam i K la rk a jechaćby musiała. znika. źe ojciec tak późno w noc p rzyb ył — ledwie h p rzyw itał. — „ O mój kochany o jcze !“ — „ O moja Klare- c zk o ! przebacz moje drogie dziecię! wczoraj nie uściska­ łem cię nawet — byłaś zapewne niespokojną o mnie. nie wierzyła wieściom.M gła co się daleko przy lasach błąkała. ujrzała w oddali pałac wojewody. zniża się op ada. nic nie mówiąc zaraz zasnął i ona mu nie śmiała naprzykrzaó się pytaniami. Zadrżało serce K la ry . podniósł głowę. — K larko! ciesz się! ju ź niema najmniejszego niebezpieczeństwa. Słychać z da­ leka śpiewy pracujących żniwiarzy. czeka ry­ chło jej ojciec oczy otworzy i w uściskach doda sił bi­ jącemu sercu. widząc iź potrzebuje spokojności.

żyje w swém ojcu. Zasmuciłaś się moja córko! — ■ Tak jest.wodij. słowo szlachcica i wojewody! — K larko. On ci ju ż twej własności naruszać nie będzie. którćj nikt nie zgwałci. podał mi rękę i dałi^ow o wojewody że już zgoda i źe niczego lękać śię nie mam. ja. choć mu je z duszy przebaczyłem. dziś na obiad. znowu kłó­ tnie. uczucia. — Będzie mnóstwo g p śc l. ja zupełnie spokojny jestem. — Pojadę więc moja jedynaczko i zaraz po obiedzie wrócę z pewnością !“ — Drobnemi raczkami uwiesiła się u szyi ojcowskiéj piękna K lara. — Pan wojewoda prosił mnió.“ — „C o mówisz mój ojcze.-— Górko moja! ty nie Wiesz co takie przyrzeczenie znaczy. t| mi­ łością.“ — „ O m ały mój a n io łk u . czuję jak mi źle kiedy ciebie nie widzę. trzeba dotrzy­ mać. chęci. przebaczyliśmy sobie wzajemnie. ja tak bardzo tęschniłam. ~ Mam ci przytém pokazaó jak tu można oswoić rumaka nleujeżdżonego. — T y wiesz Klarko jak ja konie lu­ bię. jest to świętość nad świętościami. — Dałem słowo.“ — „ O jak szczęśli­ wa jestem z twojej spokojności mój ojcze! chwała Bogu! Juź mnie teź mój ojcze . lecz ju ż się wszystko skończyło. nie warto źyć na świecie.“ -— „Słow o uczciw e­ go człowieka.“ — „1 to ju ź można wierzyć ojcze. — L ecz napróźno sprzeciwiać się przeznaczeniu. i dziś cię je­ szcze na parę chwilek opuścić muszę. o niczćm nie­ wiem !“ „M iałem ua odpuście przypadek. tém uściskiem . znowu 2wady.nie porzucisz sam ej. cały mój skarbie na téj z ie m i.— on . — Tak je st. utonęły w jego ży c iu . tém pocałowaniem. wszy­ stkie myśli. Jeśliby i to słowo zdradzi­ ło . chce tam wynagrodzić wszystkie moje cierpienia. N ic nie zna prócz niego. ustami swojemi dotknę­ ła ust ojca. on ojcu twojemu zą^ truwać spokojności nie myśli. i ja o tobie myślałem bezustanku.

leje wino drogą małmazyą. serca. — Z gorzkiemi łzam i sypał ziemię na grób swéj rodzin y. tak mi ciężko. — i jeszcze zapragnął oddychać powietrzem. widać szczęście i spokojność. a roz* truchan do ust p rzyło żył i w ychylił. kłania się w ojew odzie. w niego hajduk od srebra świecący. tak mi tęschno. którćj woń m iła rozbiiała się po powietrzu. bo nic nie m iał już na ziemi. •— I jeniu podano pu­ har napełniony.— Dałabym życie moje żebyś naszego domku nieporzuc ił — czuję jednak.— „Jedź mój ojcze! lecz powroć wcześ^aie. że na wieki ja przyjaciel ty przyjaciel — tak twoje zdrowie spełnię do d n a . warunkiem jćj istnienia. „T w o je zdrowie zacny panie!“ odezwał się wesoło Linoski. i z pokorą błaga o przebaczenie wzajemnych uraz. „ W ita j mój gościu! piję twoje zdrowie! Teraz zgoda. którą ukochał nad iy c ie . jedynie dla swojéj pięknej sieroty. tak jestem niespokojna. y W pośrodku obszernej komnaty stał wesoły woje­ woda. ścisnął pijącego ręką za kolano. łzy mi oczy p a lą — .— z gorzkie­ mi łzami żegnał przyjaciół. któréj tak długo na próżno szu- . ramion ustami dotknął.— I starzec przyciskał ją do. Niewiem dla czego. niechaj żyje dobry są­ siad! niechaj żyje mój Linoski“ rzekł i spojrzał. lecz z nią przyciskał świat cały. oddychać szczęściem nie dla siebie. — Linoski ugiął c zo ło . źe jechać wypada. prócz téj je­ dnej isto ty. a z oczu mu widać radość. gdy go na téj ziemi porzu­ cali — z rozpaczą spoglądał] na śmierć towarzyszki sw o­ jego życia. w ręku trzymał puhar wielki.ach ! nie chcia­ łabym nigdy i na chwilkę nawet rozdzielić się z tob ą.“ .jest ostatnią jćj nadzieją. wieczna zgoda! Bądź pew ien.

„Tw oje zdrowie panie wojewodo! za twoich fask tak wiele przyjm od biednego podziękowanie. K rw i szlachetnej dobroć niechaj Bóg w niebiosach wynagrodzi. do ust puhar p rzyło żył i p rzyłożył i w ychy­ lił. bo w nim była dusza. o wszystkich na nim isto­ tach. złocone w azy. ściany białe świecy gzymsami zfotem i. — Przed niemi drzwi pobliskie na roztwór odsu­ wali hajducy. — Tak wielkie szczęście jego z otwartości woje­ wody . spoj­ rzał mile. w oczy sobiepatrzą znajwiększem przywiązaniem.“ Skłonił się raz jeszcze. w środku stół rozciągnięty i nakryty. pomarszczyły i nic w ięcej. przyjaciel obok przy n im . dziwi się wspaniałym i bogatym ścianom. W śród roż m yśli się jego błąkają.Zasiadł krzesło w ójew oda. sprzęty w około okryte adamaszkiem. — . w uniesieniu płyną po dziedzinach rajskich. czysty jak promień jutrzni poran­ n e j. miłe. — W zrok wojewody.lecą do niebios najw yż­ szych. ró­ wnie m iły i jasny tylko z czoła brwi się trochę pomar­ szczyły . że tak blisko ci. zasta\(rie stołu drogiej. czyste jak jej serce. skarbom gospodarza i gospodarza szczero­ ści.kał.. Zapewne serca ich zbliżyły się do siebie £e tak nagle. W zrok Łinoskiego. Id | obadwa do biesiady tuż przy sobie. piękne. — lecz w tym wzro­ ku nie było duszy. iż zapomina o świecie. o wszystkich. jako oczy je­ go K lary. a nad wszystko wznosiły się w kwiatach świeżych draganty ogromne lepione z cu­ kru ---. . — Zabłysła sala wspaniałością. co się niedawno niena­ widzili. prócz K la ry jednej. Ręce sobie nawzajem podali dwaj najszczersi przyjacie­ le wojewoda i Linoski. gdzie na śniegowych obrusach kosztowne połyskują ta­ lerze i wśród sreber rozstawione szkła jaskrawe róźnofarbne. — W idać myśli wólne.

V I. na tyle męztwa. Z trzaskiem otw o­ rzono podw oje. zw raca do ócz wojewody i wpatruje się bez ustanku. — Oczy tylko jedne. którćm b iły piersi jego oniem iał w téj jednej chw ili. wszedł do sali cz'I'owiek wysoki w wiel­ kim purpurowym płaszczu — kapelusz obszerny na g ło ­ w ie. Strzał ten. *12 . cisza g łu ch a . nie da­ wno tak urocze zastygły w głowie. jak gdyby już świat w grobie zamkniijto. „T a k . postać cała jakby skamieniała. a ju ż r^ce żelazami b yły okute. Maj JS4i.— L i­ noski.-—on tobie pokaże jak to dzikiego rumaka oswoić i zmiękczyć serce twarde! on ci moją cześć i wiarę W gardło wbije podły prochu ! Hej ! żelaza! “ *— Lędwie skinął a już nogi. i w jednéj chwili wszystkie m yśli. — W ojewoda o d żył nową radością.'— „H a wybiła ju ź godzina! — nlemylisz się to on p rzybył na mój rozkaz i na rozkaz sąd u — w sam czas właśnie jak żądałem!“ — krzyknął i rozśm iał się dziko o k ro p n ie . bez iskry św iatła.— zerw ał się.— Strzał. bez ż y c ia . jak bez duszy jak bez myśli.— Linoski ledwie dotknął ręką łyżki srebrnej i wzniósł ją do u st. wykpnawcę wyroków sądowych. oczyścił z krwi sługę sprawiedliwości.— -brwi zmarszczone zajaśniały. oczy biel­ mem całe pow leczone. jeszcze serce bije. Natychm iast z brzękiem łyżk a z ręki wy­ padła. spojrzeń swoich raz przy­ rosłych oderwać prawie nie może. z miejsca się nierusza. m lecz m iał szeroki w ręku „ O to jestem łaskawy wojewodo!— rzekł chrapliwym głosem. zawołał. śmiało Tom II. nagle i niespodzia­ nie wśród téj ciszy zagrzm iał strzał na dziedzińcu z bra­ m y pałacowej. który za­ brzm iał w bramie pałacu tw o jego . spędził ostatek smutku z jego czoła i z jego duSzy. jak gdyby w nieznaną istotę. piersi bez oddechu. zbladły lica. lecz tak jakby gasło. P rzy stole cisza w ielka.— M ilczy.

chciałby je oderw ać. dodaje s ił. słychać i głos wojewody. W ojewoda spojrzał na ten obraz i razem na nieruchom y niemę postać Łinoskiego. Te oczy przylepiły się do jego duszy. Znow spokojność i milczenie głębokicy w którćm raz tylko głos grobowy w yjęczał imię K lary. — Naprzód milcze­ nie. — Bylto s!jd z Kiszkowa przybyły. dodaje odwagi.— w końcu człowiek w purpurowym p’I'âszczu.— drzWl za niemi zatrzaśnięto. wkrótce wrzawa tłum na.|l' rękę« przed siebie. szerokie stawia kroki. stanęli przed sąá e m . s to ji przed nim i gdzie tylko spojrzenie swe zwróci.v/U¡c wolioclzf¿ w twüj (loin szlachetny! — Lecz gdzie jest sj|d .—*T e oczy bielmem powleczone.w staje. którego wzrok ciągle padał na za­ cięte lica przeciwnika. z powagq po­ suwa się naprzód. Deszcz le je . w około stołu siedziały osoby w czarnych sza­ tach. rozbić. W ojewoda spojrzał i niezadrzał. czasami znów słońca smutno wygląda rziucając długie smugi światła na x>pustoszałe niwy- .— W eszli do sali. Spokojnie. stoi czarnćin suknem powleczony. vn. Lecz duma tłum i w nim uczucia w ew nętrzne. hukllwa. na nim krzyż z zba­ wicielem. — Na ten znak wzdłuż ko. przed którym stanąć powinienem“ — W ojewoda ■wyci|gn. zasłonić. zda mu się że je wszędzie napotyka. po n ićj głucho przez chwilkę jednę__N agle krzyk „śm ierć śmierć“ — okropny wyrok jakby grzmot odbił^się wśród soian pałacu. gorąco mu i duszno odetchnąć nie m o że. innat w prost nieznajomego jedne po drugich. a jednak coś tajemnie go męczy.. zbliża się do s|du — za nim prowa­ dzony bez żadnego ruchu i bez żadnej trwogi idzie L i­ n o s k i. potém kilka głosów poważnych odezwało się razem. drzwi się otwiéraíy — w końcu odkryła si(j komnata czarno obita.

nie wie czego praguie. co nim ftila ciska. — Biedna dzie­ wica! opuszczone dziecię! jak ten listek bez życia. przed m otylem — Najczęściej wśród ciemnej nocy. przy nagich drzewach na p agó rku . a ucieka przed ptaszkiem . które na noc z łańcucha spuszczone. Czarna na niej szata. sama bez pomocy. przed robaczkiem . N iekiedy pod krzyżem siada. szczęśliwa bez szczęścia. wznosi ręce do gwiazd. tuła się po ziemi. tak i ona. — L ecz blisko k rzy ża . ona sama czuwa. któ­ rem wicher miota po drodze. włosy rozpuszczone. jak ten proszek drobny. żyje tylko w świecie marzeń. Chęci jej tylko I tłum uczuć objawia się bez porządku. . —. czasem po boru b łą k a . prócz czarnych brytanów wojewody. R az smutno się odzywa i wyrzeka po polach. który łą c z y ł jej myśli — nie wie.— znowu wesołą piosnkę nuci. — T o ściska ziemię i usta do niej przykłada. stoi u bram pałacow ych. a kiedy wszystko w milczeniu i we śn ie. wyprzedzając z szumem pędzącą chmurę. któż to splótł cierniowy wianek i tym zasadzoną zdobi ziemię. nich wieniec splata. któżto sadzi suche gałązki i zwlędłemi umaja je liśćm i. — W tak smutnej porze niewidać nikógo na p o lu . O błąkana. Te zawsze otaczają dziewicę . czasem tylko ptak na czar­ nych skrzydłach błąka się w pow ietrzu . obiegają dziedzieniec goniąc' wiatr paszczęką wściekłą. który jej przypadkiem w ypadł z pamięci. szuka przed­ m iotu . z kilku wierzb nad drogą stojących spa­ dają na ziemię liście pożółkłe. często rozmamia z strumieniem. N ikt jej nie widzi nikt nie słyszy. — to szuka.co ro b i. twarz młoda już w ybladła i wynędzniała. ściska nieme drzew a.Niestety! rozerwał się w ęzeł.Szum i w ia tf. i szuka zgubionych swych m yśli. ju ż nie dla ziemi. gałązek i z. lub samotna goni dzikie drapieżne po lasach zw ierzęta.

Ona wtedy powtarza zawsze jednę piosnkę. V III. którą śpiewa roźnemi g-Posami. ' . 1 zieloną palmę w reku Spuszcza do mnie po maleńku. Głowę bierz. m iłość. W szystkie zaspokoił. Ilcj panie wojewodo! Twarz miesiąca blada. a zawsze dziko i przeraźliwie. Nad nim wianki świjtc. Oczy z ognia nieczłowiecze A w ręku dwa miecze. Plącze i Wyrzeka. MoSe z cierniem. Północ biła. — . liéj panie wojewodo! Spiesz co prędzej spiesz. Piosnka. a z złota sukienki. .nam ię­ tności. minęła dla niego młodość. bogactwo. Płacze gwiazdeczki maleiikiej. A oczy zamkiiigte . Co miała z ciernia my^li. A córka u brám. lilą jéj ręce i nogi. D o ż y ł późnej starości. czas umierać wojewodzie. ciało bierz Serce daj pod krzyż. szata bieli. Chroń wifc twojej głowy Bo na ciebie się zakrada: Człowiek purpurowy.¿adeii nie zawarczy nie zaszczeka. piosnkę północną. Obok niego sq anieli. moSe z złotem. Lecz my się znajdziemy pot¿m. przystępuje z p rzy­ mileniem. ' Rozerwali! Głowa tam ! ciało tam 1 Serce pod krzySem z daleka. sława. I do mnie sig zbliS. po tylu latach szczęścia.

On co chwila woła. — K onający niewiem czy w tćj ostatniéj chwili. czy przed oczyma duszy gasnącemu przem knął się w i­ dok nieprzyjemny. Ittóry wstrząsnął całem jego ciałem. patrzą okropnie. lecz żaden m yśli schwytać nie może. M odlitwami swojemi podnosi upadłą Na próżno! dusza ta. dziwią się przytom ni. na mnóstwo fałd drobnych zwinięte. przyjmę. twarz wyschła. nie długo b o l e s n o prze* . a przecież jeszcze w tém miejscu błyskała. przyj­ mę piekło. W . które na zwło­ ki umarłego zleciały. u czu ł jaką zgryzotę sumienia.. niema dla niéj miłosierdzia__Śmiertelna grom nica. Są to sępy. lecz pro­ mień jéj nie przedrze się do piersi. N ikt nie jest wstanie dogodzić jego woli. stróż wiary stoi. i zazdroszczą życia żadną przeciwnością niezachm urzonego. precz. co g o z se rc a żału ją. — N a łożii boleści spoczywało. to bije rąkoma jak gdyby w alczył. zakryj. juź dziko. tylko nie oczy. — tam— stoją.około rodzina 1przyjaciele..— D la tego umiera.“ I z"®* W U pot śmiertelny oblewa ciało. co ma przeżyć swojego właściciela. wrony i kruki.— czczość tylko nudna i je­ dnostajna p o zo stała . ju ż utraciła pom oc ludzką. które mu się z ust wydoby­ wają. jak gdyby się wytężonemi ramionami bronił okrutnemu zwycięzcy. — oczy wdół zapadłe. smutne' światło roztacza na dostatki i bogatą wspaniałość.— Precz. i czekają na ostatnie jego tchnienie— i na jego bogactwa. ju ż dawno wzrok u tra­ cił.— Przy nim osoba czarno ubrana. ciało z resztą ducha. zrywa się krzyczy. ju ż dawno zagasły.— t u . lica żółte.— Nad wyrazam i.Bo cóźby go miało jeszcze przytrzym ywać na ziemi. historyą jego życia. wyłupcie! rozlijcle! zgaście. i cierpiącą duszę.— „w e źcie !— odepchnijcie!.— nie te oczy.— zakryj. na Boga zakryj! niech na mnie nie patrzy przeklçté bielm o. na którćj już pusto. precz z nie­ m i.

3 o Sierpnia. a lia s . po­ słany od K rólew ica J. b a i spory. • ((1.) 1>0BRÓŻ:B po KVROP1X1 W Ł A D Y S Ł A W A IV ...I I a głos! g-iós po nuesiącu! o j» fcie^ny! gł.— a królewic u ż y ł go zeby ze mną-wprzód jech ał do Brus­ sel. i od niegoż przy­ dany b y ł królewicowi miasto przewodnika dp Brussel. a dó tego peutralistą — przejechałem bespiecznie. . sam s konwojem alla secreta mając wolę jechać. I za jego. starać si^. . (Wyjątek z rękopisinu). Jechał ze mną człowiek jeden znaczny w tam­ tych krajach conte Ernesto a Lindeń iu R ekem . a to s tej przyczyn y. musiałbym b y ł o kon woj jaki do przeprowadzenia. Po obiedzie wyjechałem z K o ln a .raźllwie odzywa się— . dobra swoje m iał. iż są gęste miasta i for­ tece tak króla hiszpańskiego jako i oleuderskie na któ. Juź to notorium^ żie na tiimtym gościńcu niebespieczne bardzo przejazdy.<)s dusze rozrywa! stłuracie ten dźwięk yv my cli uszach! zagłuszcie te.ochroną — bo b y ł człowiek tam wszędzie zna­ jom y. POBYT W BEUKSELLI. który nadsługow ał elektorowi koleńskiem u. Mosoi do A rcyksięln ej infanty do Brussel. acz niebespieczno było (jako zawsze) na tamtym gościńcu.>21 Marca 1834 r.tony! Ila! pisku okropny! dziecko zdradzieckie jęc?y przy bramie! — M ilcz — m ilcz — g ło ­ sie!“ — i skonał. K R Ó L A P O L S K IE G O CZASU JEGO MŁODOŚCI ODBYTE.

względem biskupstwa swego leodyskiego które na tymże gościńcu . ofiarując mi stanie w zam* ku. M iędzy temi b y ł ten mój przewodnik conte di Rekem. tak. ordinarje są naturalistami ani tej ani owej stronie niepomagającemi. w pokoju . skoro postrzegli że ten conte im dobrze znajomy jech ał rytyrow ali się zaraz. Już się też tam na krolewica gotow ano. źe z obu stron niemafo ginie albo za więźnie idzie których potem utrinque odkupują —“ zpłdaty miesięcznym żołdem . dla Łęgom ja bespie­ cznie pi’zejechał — a chociaj widzieć było po drogach co na cudzą skórę gonili. i dobra ic h . Nocowa­ Przychodził do mnie do gospody kapitan Hiszpan. elektor koleński. we siu a czasem i więcej człowieka tak jazdy jako i piechoty wypada na gościńce i na insze miejsca które obrony niemają łow iąc się z jednej i z drugiej strony to jest Olędrowie Hiszpanów. aby i same osoby. kapitanowie. jest zawsze dosyć. — podziękowałem i wymówiłem się. choćby po­ dobno mnie samego bardzo radziby się jęli. cudzoziemcali zwalizują (a bywai to bardzo czę* sto). liśmy tego wieczora w G uliacum . a Hiszpanie Olędrów — i czę* sto tak sobie dopiorą.były zachowane. jako i jego pan. T o ż żolnierstwo ^ albo część jaka swawol- niejszych od kpmpanji odłączywszy się. musi się okupować takim szacunkiem. gdy na gościńcu kupcali. C i zaś co w tamtej stronie majętności swe m ają. — przepadło. W ięc i abdankowanych w tamtym kącie. ostrzeżeni będąc od infanty Bruxelli. jaki na sobie wy* ciągnąć da. i mają rta to pataty tak od Hiszpanów jako i od Olędrów. pułkownicy i znaczniejsi ludzie pospolicie kwartieru pewnego niemają i kiedy który stronie przeciwnej w ręce wpadnie.I'ych s!j niemałe prezydyja. s tych żołnierz w kllkudziesiąt. żeby go wszędzie prżez tamte miesca iiiebes*- .

Na pokarm i na noc do zameczku przewodnika mego nazwanego Rekem . córką gospodarska starsza (bo sain b y ł wdo­ w cem — m iał syna i kilka córek). M iałem się tego wieczora do­ b r z e — i to mi się tam przydało: gdym przyszedł do wieczerzy. widzieć jednak to miasto b yło. i byliśm y weseli tego wieczora. podziękowawszy. puszczając po lewej stronie miasta A guisgranum . zdziwiłem s ię . bo jedno p u ł mile od Rekem. s których przed 12 lat wyj achałem b y ł — pomknę sią do niej z ręką w i­ tać ją — a ona mi ręki umyka — uśmiecha się — a stoi jak w ryta. 3 1. kóźdy ubiegając si§ do zastąpie­ nia spezy w gospodzie uczynionej.. ani owych urazić jednego nad drugie­ go preferendo. dorosła panna in ie zadna. vulgariter nazwa­ n y M astrich — tam było na ten czas powietrze. G d y m iał w yjeżdżać. pod znakiem miasta G uliaku. u gospodarza Ugonota. kontrowersyję uczynili komisarze. Traiectum ad Mosam. Mieliśmy się w tej gospodzie excellenter dobrze. Królew ic Jego Mość tego dnia i drugiego w K olnie się zabawił. feudum jest imperii.pieczne potężnym konwojem przeprowadzono. aż mi ociec rzecze po włosku że trzeba całowac — dopierom ja tę ceremonję ochotnie odprawił. od ojca przewodnika i gospodarza mojego według zwyczaju tamtych krajów zbudowany. arcybiskupi z m iastem . jednym cugiem mil 7 al­ bo 8 ujechaliśm y. K rólew ic Jego Mość niechcąc ani tych. Raniuczko wstawszy. od którego i on się sam tak zwał. _ja za­ pomniawszy zwyczaju tamtych krajów . Po mszy i po kolący i wyjechawszy z Rekem. byliśmy na obiad w zameczku u jednego kom- . wj'szła przeciwko mnie na srzód izby. Zameczek to dobry. j September. kazał swemu szafarzowi to co było winno w gospodzie zapłacić.

Królew ic jego mość po obiedzie wyjechawszy z Julia* ku. 43 . 3 . który teź nam b y ł rad. przed miastem potkał go gubernator w nie­ małej grom adzie szlachty i źołnierstw a. Szedł za­ raz conte di Rekem do pałacu aby mię opow iedział i {lumi u infanty zjednał.inendatora oí’dinis Teutonici nazwanego Altenbisen. bo kiedy godzina dziesiątą była» p rzyjechało po mię kilka zacnych ludzi per levar me. który mi cho* nor wszelaki uczynił. m ość. Królewic j. I upewniono mię tém że tak m iało być. przyjechaliśm y do Bruxel. u szlachcica. wy rozumie wa jąc mię przez pana Reka. którą mi chętnie nazajutrz na godzinę dziesiątą p ó ł zegarzową naznaczono. M » j . Byliśm y na obiad w L ovanium . do zamku za­ prow adził.84i. Powiedziałem : źe i K rólew ic Jego M ość pan moj od któregom ja jest posłany privatim: i nieznajomię ukrywszy na tę okazyę wysokości stanu swego drogę tę odprawuje. ty l­ ko priwatne mam do infanty Jej Mości zlecenie oznaj*Pując o przyjeździe K rólew ica Jego Mości co źyczyłym sobie jakoż i proszę pilnie o to. b y ł na noc w Akwisgranie. człowieka znacznego w tamtych kra ja ch . pana tamtego domu. a. abym m ógł pri^* vatim odprawić. Nejburskiego w yjachał s K olna do Juliaku na noc. Tom n . Na noc byliśm y w Huperlm gen. jakim sposobem poselstwo to od K rólew ica Jego Mości ch ciał­ bym sprawować. i ja posłem wielkim żadnyiu nie jestem. s tamtąd przed wieczorem dobrze. Rano przyszedł maggior domo infanti do gospo­ dy méj. wiedząc źem b y ł sługą królewica j. — jeślim się niósł za posła wielkiego zeby mi chonor jaki wielkiemu posłowi przynależy uczy­ niono. mając przy sobie za przewodnika kommissarza ks. mości. a e nai niędotrzymano. i tam przez tę noc podejmował.

nadał tej trochę drogi umyślnie aby infancie Jej M ci w domu jej własnym się pokłonił. pośpieszał w drodze ile. abym to infancie Jej-mci opowiedział. co aby mógł' jako najprędzej uczynić. i ju ź niedaleko od Bruxell będ^c.na tę peregrynacyje dla odprawienia wot na miejsca święte. w kożdym p o ko ju . Powiedzia­ łem potem. P otkał mię u wschodu jeden z niaggiÓr dom ów. aby infantę Jej M o ść. mógł'. jedną na w eściu . mianowicie. któr^ życzy sobie dobrze zdrowij zastać etc. iź z dawua życzy ł sobie tego K rólew ic Jego M ość. drug^ w pół izby a trzeciij ju ż do samej przystąpiwszy salutowałem infantę imie­ niem Królew ica Jego Mości i kredens oddał.z gospody i ci tnię w karozy do pałacu zaprowadzili. wyprawił mię z . do Loretu i do Rzym u uczynionych.atanże b y ł naznaczónym komaiissarzem do usłu* źeuia Królewicowi Jego Mości zwano go conte di Noycles valon discreto i grzeczny bardzo kaw aler— tenże mnie prowadził aż do> samego pokoju.tem przed 'Sobij. Po włoskum te kilka . aż teraz pod czas pokoju w Królestwie otrzymawszy licencie od Jego Królewskiej Mości pana ojoa swojego. w których pełno ludzi by­ ło . co tam barzo obserwatur według terminów hiszpańskich. gdzie infanta na mię czekała do którego gdym wszedł uczyniwszy trojaką rcwerencję. gtlzie juz dwór b y ł zgromadzony wszystek in solenni forma jako na przyjęcie posła wielkiego. wybrawszy się. — której chęć osobliwy z wielu miar znał sam nawiedzić kiedy m ó g ł i wzajemnę sw o ji chęć do posług jej obecnie stawiwszy ofia­ rować: nie m ógł do lego przyjść dawniej wielom im- pres przeciwko różnym nieprzyjaciołom RzpozypospoHtej i Chrześciaństwa wszystkiego zabawiony. podłóg kondycyi kożdego stanu i zasług. Prowadzono mię przez tak wiele pokojów.

P ytała mię potem gdziem go odjechał? powiedział że w K olnie i ze za dzień. wygl^daj^c go. tak bliski po­ winny m iał być nieznajomy w domu moim? — • mara ja nadzieję że mi tego nie uczyni. że tu będąc jako w domu swym da sobie chonor i usługę należną uczynić. a prawie ju ż sobie oczy w ypatrzyła. za dwa. — Odpowiedziałem: że za największe uszanowanie i wczas m iał to Królew ic Jegomość przyjąć.ał być wszędzie traktowany. ponieważ i w W iedtiiu u Cesarza i w M nichu u xiąż^t bawarskich nie taił się. kogoby mi infanta Jej M ci z ra­ mienia swego naznaczyła.słów do infanty mówił. i bez pom ­ py wszelakiej chci. te honores i solennes exception:!s. toż rozumiem. ale żebym rad o tem szerzej m ówił tak z strony w jazdu Królewica Jego-Mości do Bruxell jako i strony pomięszkania z kim inszym .-j nań czeka. i mój. Przypadła na to. na co ini ona po hiszpańsku od­ powiedziała iż wie dawno źe Jej Królew ic Jego mosc tę •laskę chce uczynić. Gdym odchodził. Tum znów wniósł prośbę imieniem królewicow em .e być po­ wiada. któreby z ludzkości i m iłości swej w przy­ jęciu królewica uczynić m ogła. aby tak zacnego i sławnego Królew ica poznać uiogła i że z wielką chęci. aby syn króla tak wielkiego. przekładając ratione dro­ gi Królewica Im ci. Na co rai ona odpowiedziała: jako to mo?. gdzieby podług tej prośby swej przez mię wniesionej b y ł traktowany. i ukazała mi na conte Noyeles który niedaleko stał zlecając mu aby ■sięze mną zniósł w tych rzeczach. m ógł być w Bruxell. . . że nieznajomie jechał. być u niej czego ona s o b ie dawno życzyła. — jednak że to nie mo­ ja rzecz była kontro wertować o tein z infantą Jej M ci.P^O' siła mię. abym prośbę Jej wniósł do Królew ica Jej-mci. otóż pro­ si infanty aby go w tem jego przedsięwzięciu zacho­ wała.

S ta ł jednak mocno przytem nasz przystaw. żeby go potykano etc. któregom wziął b y ł z sobą z LovaniUm aby b y ł przez ten krótki czas przy Królewien Jego M ości. w itał ją siostrzeniec mój pan Gosiewski. G dym odstąpił. pericuium b yło stracić wszystką reputację. odprawować ją jako pielgrzym . żeśmy byli między Hiszpany. w swoim 'procederze i traktowaniu z ludźm i żołnierz. wiedząc. źe on ma insze disegno drogi swej. zeby K rólew ic Jego M ość publice wieżdżał. Koniecznie na tem byli.i sam się do niego przyczynił. aby jako m ógł najlepiej perswadował Królewicowi Jego Mo­ ści toż co i ja jako się ' wyżej napisało. i dla tego per indirectum dawało się im da inten der. a nie m y do ich obyczaiów akkomodować się mieli. wiedząc dobrze przedtem intencię K rólew icow ą źe próżno było o tem i mówić. źe to b y ł pan w olny. żeby tak w państwie jako w dom u Jej postępował sobie jako wswem i b y ł tém . i źe oni do naszych jako do gości swych.to pozwolić m iał. żeby się te fochy publiczne z Królewicem i z nami od­ p raco w ały. Powiedziałem.uczynić. tegoż ona znowu prosiła. co mię zaprowadzili. do tego. między któremi jednym krokiem więcej albo mniej co . comitantibłis iisdem. witał ją potem p. Odjachaiem ja potem s pafaću do gospo­ dy. . Odpowiedziałem: źem gotów b y ł dosyćuczynić rozkazaniu infanty Jej-mci. który abhorrebat ód cercmonij niepotrzebnych. aby n a. nie jako syn królewski. Antycypow ało się to za csiasu.czem go Pan Bóg ch ciał mieć. jej dobrze przedtem znajomy bo kilkakroć posłem od pa­ na swego do n i e j byw ał. żeśmy nie chcieli podlegać ich punctualitatibus. Rekem. W yprow adził mię z onej audyjéncyjej tenże co m nie-wprowadziłeon* te di Noyeles s którym odwiódszy się umawialiśmy się strony w jazdu królewicowego do Bruxell.

C ały partiment m iał dla s w e g o wczasu K ró ­ lewic jegomość. a do tego na koniu. żeby się ludziom w ygodziło. czynić m iał. Obiecałem jednak bona fide wszystko donieść: jakoż tejże nocy za­ raz jechałem przeciwko królewicowi jegom ości. alias. Jegomość bogatym barzo altembasem co go W łoszy zowią broccato d’oco. przy­ jechał do mnie koniuszy infanty conte O ttavio Visconti s te m zn o w u . Będą po­ wiada konie koniuszy i wszystko co potrzeba. K u wieczorowi tegoż dnia.Po obiedzie privatim jechałem s panem Rekem do pałacu widzieć pokoje dla K rólew ica wygotowane. nieco soprariccio obitych . wiel­ kiego prawie pana dostatkiem. coby mu służyli. nie zejdzie mu się. ze infanta jejm ci prosi i pow tóre. który te­ go dnia w Akwisgranie widział wielkie barzo i na ża- . którzy pragną barzo poznać tpgo pana. ale wiem że s tego nic nie bę­ dzie i sam radzić nie mogę. Powiedziałem że ja to doniosę królewicowi. a nawet ani konia jedno takiego który mu nie do pompy ale do prace podróżnej służy. niceśmy w tej drodze magnificencius nie widzieli. nie mając około siebie assystencyi godnej stanu swego. Pięć poko­ jów miałswoich Królewic. Rzekłem : żeby to nie była rzecz godna kupersztychu królewicowi polskiemu na pożyczanym koniu akt tak solenny odpra­ wować i z taką komitywą jaką ma około siebie. solenną . Na dole książęciu jego mość panu kan­ clerzowi i nam dwom s panem starostą kałuskini poko­ je porządne ukazano. aby królewic i powtóre w jeżdżał. tak jakom to b y ł obiecał. m ianowicieonego sławnego Rubensa. oprócz inszych mniejszych i kilku sal s kosztownemi obrazami ręki najprzedniejszych mistrzów inderlanckich. Bru(ila i innych. trzebaby mu do takiego aktu kilka tysięcy kawalerów polskich. co się obicia dotyczę. aby tę intratę tak.

D ano potém téj nocy znać. byłem z południa w Namurku. dworu. i dja tego rano jechaliśmy wszyscy z Naniiurku. po­ wiadał. ]Na noc b ył K rólew ic w miasteczku nazwanem W izeta. gdziem ju z zastał conte di Noyeles z niem ałą. . inszą drogą się obrócił. W yjechawszy po obiedzie tego dnia.Sora. — Conte di Fales imieniem infanty królewica je­ gomości w itał pod osob^ jednak ksi^żęcia pana kan­ clerza.' ie Krolew. Po obiedzie wyje’ chał stamtąd królewie na granice księstwa Limburskiego. ale ani tego ani dru­ giego niebył. aż drugiego dnia o siódmej godzinie na pół zegarzu do Diestu przyjechali przez 17 . dla tegoż obiad zjadłszy w tćm miasteczku gdzie noclegował królew. i m. a wziąwszy * . a kawalera co ją pojm ow ał Mon. Jam ten dzień straw ił w dobréj kompanii z onym naszym przystaweni i drugimi >zacnymi kawalerami. Prow adził go gubernator mastrycki we stu koni a stu piechoty. do Lovanium Krolewica przejmujijc. j. i insidias na drodze struere by mu niieli. m. źe Olandowie przem y­ ślali o królew ica. Byliśmy na zmowinach tego wieczora jednéj zacnej p a­ wiej wdowy. 4 " O północy wyjechawszy z Bruxel z panem Re­ kem na woziech i kouiecli infanty. którzy z nim przeciwko Królewicowi wyjechali byli. którą zwano madama dl. który czekał na królewica jegomości.tliiein iuszem miejscu niewidziane relikwije i których nikomu jedno s przednich królewskiego albo książęcego stanu osobom ukazować nie zwykli. rozumiejc^c^ źe tego dnia m iał tam byd.godzin z konia niezsiadając jako ini sam potem Króiew . i m. inszy się drogą obróciwszy. udał się inszym gościńcem do Diestu. szli całą noc.bo dano było znać do gubernatora z Mastryku. diCorieres. ale i tara go nie zastawszy.

źe lego dnia do D ieslu Królew ic przyjecliai i nazajutrz m iałztam tyd wolę wyjecliać. W yboczyliśm y trochę z drogi do kościoła Panny Najświętszej co jy zowy Aspri colleńsis. Tam znowu conte di Noyeles mocny Instancyę do królewica jego mości uczynił. zowy Collegium Dalense. alem dobrze zgadł że na to pozwolić nie miał. pana kanclerza przez list do inriie pisany. j. na dobre p ół mile s te 1 z owe stronę nas id^ę częsty strzel­ by nas witali i tak do samego miasta prowadzili. ale przed obiadem królewica w pokoju przyw itał conte di Noyeles i co celniejsi z jego kompanićj. Przyjeźdżajyc do Lowanlum . żeb y intratę swy do Bruxel publice odprawował. będyc ostrzeżony. o północy wśladl. i insze honory takowych wjazdach zwykłe żeby przyjył. gdzie między 5a6 poranny godziny z panem Rekem przyjechawszy. biegłem do D ie slu . Z miasta wszyscy którzy arma nosić m ogli w yszli.■ szy na posztę.Hispanią którzy na to czekali. dopuścił przeciwko sobie wyjechać alli Grandi di . żeby królewic solènny wjazd do Bcuxel u czynił. iż rozu­ . iż tak królewic ch ciał mleć.wiadomość od ks. m. na którym Pan Bóg przez przyczynę Panny Najświętszej sHa cudów czyni. potkał królewica conte di Noyeles z niemały komitywy ludzi znacznych. ale hie w itał jedno ks. 1 ’amże mu się powie­ działo wszystko co się u Infanty sprawiło. gdzie przyjeżdżajyc z dział bito. A dla tego prośby tćj nie raz odmówionej ponawiał.— tam i króle­ wica prżyjęto i obiad od officyałów infanty na gotowany dano. mlesce święte i sławne nietylko w tam tych krajach ale i po wszystkim świecie. zasta­ liśmy królewica libierajycego się. 1 jako ona lego życzyła 1 prosiła o to. — Zsiedliśmy do domu który tam arcykslyżęta stawać zwykli kiedy do Lowanium prżyjeżdżajy. pana kanclerza.

m. źe fucum żadnego w tem nie było. m> jednak pokrywszy to.m iał. P o sła ł tedy wprzód zaraz Noyeles ostrzegając te pany. że to z ust samego króle­ wica usłyszeć miał. do koniuszego zaś. dano znać. (który ju ż tuż s karocami i s końmi jezdnemi czekał eo filié. żeby królewic obierał jeśliż konno czyli na korocy wjechać m iał) sam bieżał. Niebarzo to było w smak królewicowi j. z modestji swćj to ezynił źe się w ym awiał. — Nie zdało się tedy temu który jest samą rzeczą grande di Polonia stowarzyszać się a tanto minns konkurować s temi pany grandi di Hispania. zawoła do siebie przystawa conte di Noyeles i powie mu: że przedtem aniżeli infantę j. aby się niedyskomodowąli. aby się na wstanie królewicą nie narażał. . dał znać do infanty źe to stateczne było przedsięwzięcie królewica j. ale w samćj rzeczy radby contrarium wi­ dział.tę ceremqnijç żeby z ksiąźęciem panem kan* . w tem dobrą con- sideracyę królewic j. żeby się raczéj nazad w rócili aniźeliby mieli być disgustowani. m. co ja zrozum iawszy twierdziłem to przed nim na słowo kawalerskie. którzy się wysoko niosą al pari udzielnym książętom i synom królewskim — a nie­ masz nic jedno próżny w ia tr— którym ich król hiszański nadyiiia. a za nim książętai co ich zową G randi wybierali się. Kiedyśm y b yli w pół drogi. m. źe się niechciał s temi pany Grandam i ceremonijowaać. Dopiero on ju ż sadząc na mojem upewnieniu. chcąc ich tém pociągnąć do oddawania wiernego poddaństwa •— temi próżnemi tytułam i zatrzym ywając iph in obsequio. że Jtoniuszy infanty z niem ał| karoc i jezdy wyjechał. M iał swą. przywita nie chce się dać nikomu z tych panów co przeciwko niemu w yjeżdżają. iż królewic j. i musiałem mU dać na to rękę. m. poznać— żeby on ich ostrzegł.

penowano. • . niechciał się potem nigdy (chociaj się drudzy pogodzili) s K rólem rekoncylijow ać. Ten tedy z bizaryji swćj francu­ skiej z drugiem i książęty wrócić się nazad nie chciał. W insze zaś karoce wsiedli drudzy z naszćj kompanijéj^ Takesiny lento passu postępowali ku Bruxelloin. cerą i humorem naszemu jego m. ale jechał prosto ku królewicowi. a go zin ze tomu. z strony króle wicowej siedział. Człowiek jest septugenario bliski. m. rzekł mu przystaw nasz po francusku: M iłościwe ksiąźe. czytać o tem Thuana i inszych historyków. Jest to ksiąźe jedno przednie francuskie z do­ mu książąt lotaryńskich i guizów. chocia jeszcze b yło na półtory mile od miasta. w karocę na pierwsze miejsce wsiadł. m. absentem. G dy b y ł u karety. Zaczem ksiąźe j. i w Bruxel od 3 o lat mięszka. w jedno skrzydło królewic j. przeciwko niemu koniuszy infanty. gdzie 1 mnie podle siebie usieść roskazał. panu staroście żm ujdzkiemu barzo podobien.. Juź ^ kiedyśmy do Bruxel wie44 . gdzie jeszcze miesce na jednego b yło. wsiadajcie a niemówcie nic!1 tak bez ceremonii w siadł podle ksiąźęcia pana kanclerza. ^ y mu ukazał królewica j. ale niepotrzeba było p w iadac. m . zaraz obłapił. a książęty ligi katolickiej. W tem dano znac źe duca d’Aum ale jedzie przecie przeciwko królewicowi. m. w nie­ małej frekwencyi ludzi jezdnych i pieszych z obu stron. który jeszcze pod óne zawieruchy między K rólem francuskim Henrykiem IV . I tak się stało. ale udawszy się do króla hiszpańskiego został jego wassalem i pensję znaczną na kóźdy rok b ra ł od niego. Jako go proskrybowano. a w drugiem skrzydle siedział conte di Rekem’ s panem starostą kałuskim.clerzem odprawił.' będąc jeden s tych. bo go sam królewic j. z torym dopiero na wozie się przywitawszy prosił go.

m. wi- . a ono krwie. do którego w jeżdżając. ciź i za tą okazją miejsca swego pilnowali przy tćm skrzydle w którym królewic j. i obraziła królewica w nogę w samą stopę. gęsto z obu stron ulic były — a ciżba ludzi tak w ielka. zaledwośmy się do pałacu przebili. obaczym . takim sposobem. albo który z nich siadał. na się trochę nieszczęścia . który m iał na sobie na kitajce szpad ę. lampach. uderzyła tak potężnie w skrzydło kareciane. a między ogniami." źe je przebiła. która też już z swych pokojów w ysda była prze­ ciwko królewicowi. jeśli mam iść z tym razem do infanty czyli do swego z'1'oźenia żebym się dał opatrzyć. które w kagańcach. siedział. przy któ­ rym książęta czekali żeby królewica prowadzili do in­ fanty. pe'ífto na bucie i rzecze mi królewic: nie wiem co czy­ n ić .' jedno mi rzekł pp m ału ( bom podle niego siedzia'1 ) źe b y ł obrażony. ustawicznie między strzelbą tak ręczną jako i z dział. m iał królewic j. wrzkomo nieznajom ie. że za wielka pracą tych co przed nami jadąc rura czyn ili. a jużeśm y przyjeżdżali właśnie ku wschodowi. pewne osoby (bywa ich dwaj albo trzej stanu szlachec­ kiego) idą pieszo przy skrzydle karecianem dla w szel­ kiej posługi. m. z tćj wkówka spadła była. W ysiadając. m. i w onćm przyparciu przykrćm . Jest tam zwyczaj u tam­ tego dworu źe przy karecie pańskiej gdzie albo arcy­ książe nieboszczyk z infantą. ale go oni przecie dobrze znali. Rzekfem . m iędzy ma'I'ém i tem co podle niego palcem. świe­ cach .chalí. W jeżdżając tedy w samą bramę pałacową woźnica jakoś przykro natarł' karetą ku téj stronie po którćj kró­ lewic siedział i przyparł karetą do m uru jednego z owych co podle skrzydła s z li. ta k ż e się krew zaraz mocno przez but rzuciła: niedał jednak po sobie żadnego znaku królewic j.

cedet to in laudem et conimendationem męstwa u tych obcych ludzi jego kró* lewicowskiéj m ci. ale nie tak wielka była rana jakośm y się bali. potym książęta i dwor wszystek do złożenia królewicowego . Prowadziła infanta przez dwa pokoje kró­ lewica. dla tegoż niedługo się z sobą bawiąc.dząc iż raz . jako się godziło do tak zacnego gościa. a czas dając żeby królewic imci sobie wczas u czyn ił. tam W się z sobą przywitali. ale gdy królewic prosił żeby mu ten honor uczyniła. servato decore osoby swéj i téj do . którego infanta barzo ża ło w a ła . szedł przeciwko infancie. rozeszli się. Zeszli się sali jednej która b yła trzecią od pokojów infanty. D łu go się tego zbraniała. gdzie potym pod baldckinem pospołu z sobą usiedli rozmawiaiąc o tym przypadku królew icow ym . tańcując i t. pokrywając ból. na tym że się trochę wspierając.nie mógi' być barzo szkodliwy: dobrzeby żebyś wasza królewicowska mość odprawii jakokolwiek tę cerem oniję. chociaj on i tego jéj b ro n ił. K rólew ic imci jako się kawale­ rowi godziło u czynił jéj nisko rewerencję przerzekszy kilka słów del complemento. Odprawirł ten swój wjazd i witanie infanty królewic arzo porządnie. p. jednak do kilku niedziel nie zgoiła się . żeby się na niéj sparszy szła. bo tćż sam królewic przyczyny f o tego dawał na koniu jeżdżąc. infanta teź m u wzajem odpowiedziała cerą bardzo m ilą . P u ścił ją potćm królewic po praw ^ r ę c e i podług zwyczaju tam tych krajów prowadzenia pan zacnych podał jéj ręki. gdzie zaraz dał się opatrować oberznąwszy but on na nodze. lekko się trzym ając ręki królewicowéj szła tak z nim aż do swego pokoju. i tak wziąwszy u księcia pana kan­ clerza kijek nie wielki z drzewa indyjskiego który ksiąze w drodze zw ykł b y ł zawsze w ręku n o sić .

^c. a mianowicie źe im czapki nie kazał w ło żyć. które przy pokoju kró­ lewica imci stały pełne biankaryi. i potym ju ż grandami byw aję. a po na­ szemu kwu czerwonego lekkiego weneckiego. conte d’Egm ont. duca d ’A re sc o t. która też królewicowi nagotowana była di telía d o r o . kołnierzów.któréj przyjachaf z pochwałą wszystkiego tamtego dworu tylko niektórzy delli sigtiori grandi. co ten ty tu ł grandów na sobie nosili. i czamarę nocną. co u nich nawiększa prorogatiwa. chustek i inszych białych chust dla królewica nagotowanych. márchese d’riaute. mówi im : conribus t. duca di C roy. j. źe królewic imci nie znając z nich żadnego. ale i ci mając*potym audyencye swoje « królewica im c i. nakryjcie głow ę. koszul. że to b yły klucze do dwóch skrzyń aksamitnych czerwonych. byli ci . ręczników. przyszedł do mnie conte Noyeles i przyniósł mi dwa klu­ cze złociste. duca d ’A u m ale.. kontentowali się jego ludzkością. bo i król hiszpański kiedy ich grandami czyni. . Od­ dałem ja potym te klucze panu Kazanowskiemu jako pokojowemu. Skoro się królewic jegom ość ritirow ał tegoż wieczora. nie u czynił im takiego ho-’ noru jaki oni rozumieli sobie i^ależeć. powiadaj. powiadając iż taki jest zwyczaj gdy powinny który do infanty przyjedzie że m u taką biankaryję'dają. to jest krezów.

ą co jedynie doradzić mu m ogło pisanie w języku o b cym . i obejm ują tylko uryw kow e spostrzeżenia nad niektóremi jego zdaniam i. w yd ał w P aryżu w języltu francużkim dzieło o kredycie i cyrkulacyi. nie od rze­ czy sądzę zatrudnić jeszcze czytelników ogóiowym roz­ biorem dzieła. i z widoczném dążeniem objawienia swych zasad całem u naukovremu światu. Adama Bagniewskiego. W roku 1839 ?• August Cieszkowski doktor filozofii. w którem autor w ystępując po raz pićrw­ szy jako pisarz w zawadzie ekonomii politycznćj. D opiero w poszycie trzecim K blioteki W arszawskiej zamieszczony jest artykuł p.R O Z B IÓ R m T E ŁA . u czynił to jednak z pewnością mocno rozumowane przekonanie znamionującą. w którym więcćj ^ u nas sędziów spodziewał się znaleść. Felixa Zielińskiego. że treścią jego dwa asa nicze a z sobą ściśle powiązane pom ysły. a nikt jeszcze u nas nie objaw ił publiczności zdania o tćm w tak ważnej mate­ ryi i przez ziomka naszego wydaném dziele. Cieszkowskiego. AUGU STA C IE S Z K O W S K IE G O ()«/ © te ó ib et 9e îou Çyvccwicnhovi^ (^rx«14 483^. P. T y tu ł sam dzieła ^ skazuje. niektóre nad niém uwagi obejm ujący. kredytu . — R o \ drugi biegn ie. Kiedy atoli uwagi te w yłączyły z umjfsłu rozbiór zastosowania zasad finansowego p ro­ jektu p.

— Wprowadzenie w wykonanie dwch tych w powyższy sposób skombinowanych pom y­ słów nastąpić ma stopniowo za pomocą środków' ob­ szernie lubo zawsze w sposobie przykładowym wskaza­ nych.. i kapitałem najniewątpliwićj umieszczonym. jako tćż w miejsce różnych środków zastępczych. jednego tylko znaku obiegowego. jednoczący w sobie kredyt publiczny z . które wszystkie uważa za tym ­ czasowe i niedoskonałe a nawet anarchiczne. źe skarb który jawi tylko m a mieć prawo wypuszczania bilelów procento­ wych. a tćm sa­ mćm przeznaczonym do zastąpienia miejsca i papierów publicznych. a będącego zarazem i monetą prawną w podatlach i wszelkich należytościach przyjmowaną. tak jak sam jedeu ma prawo bicia monety ze sztab. owe rzeczywiste dotąd w cyr­ kulacyi niebędące wartości reprezentującego. assygnacyi. źadnćj spłaty niepotrzebującą.zboczeń i nadużyć nie dopuszczającego. — Zadaniem pierwszego ma być nadanie odtąd wartościom cyrkulacyjnym niewątpliwej rękojmi rzeczowej a to przez zruchomienie wartości rzeczywistych w cyrkulacyi niebędących. i sprowadzenie’ kredytu do stanu normalnego licznych dotychczasowych . dziś ju ź mieszczącej się w rzędzie wartości najmniej przeciw zmianom zabespieczonych. spożyte nieprodukcyjnćmi wydatkami. w yobrażających powiększćj części kapitały ju ź nieistniejące. — Środki te głównie na tćm polegają. i którćj mała tylko część pozostanie na potrzeby d ro­ bnych tranzakcyi.prywatnym. p. i których mała tylko część pozostanie na potrzeby ¿ewnątrz cyrkulacyi. . w e x li. — Zadaniem zaś drugiego ma b yć wprowadzenie w obieg w miejsce monety metalowej. przekazów i t. i sprowadzić ma najwyższy normalny stan kredytu.i cyrkulacyi dotyczące. jako t o : biletów bankow ych.

tudzież za udoskonaleniem i upowszechnieniem systematu assekuracyjnego na ruchomości. w od ” ^ uprzedzenia tych. —. centralnej. którzy bądź z pou nie od razu bijącej w oczy praktyczności pomy* s u . 2 pow odu innych zupełnie pojęć o kredy­ . na s alę rzeczywistej jego wartości. tudzież na dobra gm inne. — ale właśnie przym ioty te stają się dla mnie powodem iż usiłować będę ocenić p o m y i pana C . skarb wystawiać będzie bile­ ty p oznićj. że głów ny pom ysł pana C . rządowej. jak niemniej na kapitał wyobrażony z podatku gruntowego z dóbr prywatnych pobieranego. m oże nawet w płynąć i na bezwarun­ kowe niektórych przekonanie. — a odniesiony przytém z odznaczającą się logiką do ogól­ nych a nowych także pojęć o kredycie. jest juz sam z siebie zajm ujący. jako ogniska z którego bilety pro­ centowe wychodzić b ęd ą. nych pojęciach z życiem i ozdobnie aż do uniwersalno­ ści wykształtowany. jako prawie now y. — i na tych ogól. sądzę. w miarę jak tego cyrkulacya wym agać bę­ dzie.wypuszczać’ je będzie w początkach tylko na własne do­ b ra. a to wszystko za pośrednictwem instytucyi głównej. urozm aiconą eskontę funduszów rzeczowych prywatnych. i z zaassymilowaniem poboru procentow do opłat skarbowych. mniéj więcej p ryw atn ych . — Jeżeli praca moja przy studzi zapał jednych. Na dobra nieruchome pryw atne. *że m oże zarazem w pły. — tudzież za pośrednic­ twem banków lokalnych. to jest wpro­ wadzenie zwyczajną cyrkulacyą biletów procentowych będących zarazem i monetą legalną i lokacyą kapitałów. — jak to tćż istotnie ma m iejsce. Uprzedzam. których przeznaczeniem ma b yć dopuścić wszystkie gałęzie przemys’Iu do uczestnictwa kredytu przez terminową i stosownie do potraeby.

czyli konsumpcya reprodukcyjna. właściwej^ je stk a p ita ł stały. w szczegóło­ w ych a z głównym przedmiotem tylko uboczny związek m ających zdaniach. T ou te'circonstan ce égale d’ ail- l«urs (la p art absolue et proporüonnelle de capital fixe et de cap ita l . K a p ita ł obiegowy jest naj- wyzszym\e\ czynnikiem. to u t comme le capital fixe est l’ agent principal de auction la p ro- directe. la. la cotm m m ation reprodiiotive qu i intéresse au plus han t degrź ie p rogrès des richesses. to jest gdyby ka­ pitały stałe m ogły b yć zarazem i obiegowemi. . Zobaczm y na u gruntow aną: jakiej podstawie definicya ta jest „P o d względem postępu bogactw (mówi pan C. C ’ est donc. nie odejmując im jednak charakteru kapitałów sta ły ch . — P rzy równych okolicznościach wyższość stosunku kapi­ tałów obiegowych nad stosunek kapitałów stałych jest prawdą niezaprzeczoną. circulation productive ou si l'on veut. — Środkiem tym je st kredyt w pojęciu swojem normalném i ogólnem. G dyby więc znalarł się środek uwolnienia kapitałów zajętych. głównym za§ czynnikiem p ro ­ dukcyi hezpoiredniej. — Zacżnę więc przedewszystkiem od szczegółowego roze­ brania zasadniczej m yśli autora. proprem ent dite. są mu bezwarunkowo przeciwni. środek ten b yłb y największy dźwignią pomyślności powszechnej. 'jest podanie definicyi kredytu mającego być w pojęciu swojem normalnem i ogólnem przemianą kapitałów stałych na obiegowe.)> najważniejszą jest cyrkulacya produkcyjna. etc.c i e . Son agent suprême c’ est la capital de rou ­ lem en t. Tą myślą samo dzieio rozpoczynającą. albo teź niezgadzania się z panem C. to jest téj do któréj się odnosi cała jego teorya.^'’ (*) (» ) .

45 . jest tylko jednym z czynników téj reprodukcyj­ nej ko asu m p cyi. a obiegowego za najwyższy z czynni­ ków konsumpcyi reprodukcyjnej.“ eneav^ü 1 ” f «redit est la métamorphosé de capitaux stables et «»gagés en capitaux circulans ou dégagés« ( s tr . 0V ^ ^ fonctions. zdaje się naprowadzać zrazu na mniemanie.nazwać go najwyż­ szym. że w przemyśle rolniczym . to jest niszczącą i prze­ twarzającą jedne w artości. Pojęcie konsumpcyi reprodukcyjnej jest tylko analizą. .«.' et Ce énorme au développement de toute industrie. potrzeburoulant pour telle entreprise se Uouvant pre'e'tablie) 5 la. Uznanie kapitału stałego za głów ny czynnik pro­ dukcyi w łaściw ćj. ( str s T " * T*'' sa conception normale et générale. caac re de fixité et de production stable. Rozróżnienie to nie N iebęd|c nigdy tworzeniem materyi ale tylko tworzeniem lub powiększeniem wartości w mate•■yach. S’il y avait donc un moyen de dégager poiw ainsi dire les capitaux engagés sans leur faire perdre leur. ale kapitał w ogól­ ności . rozkładem na części pojęcia produkcyi. produkcya jest tém samćm zawsze jedną. I tym więcej reprodukcyjną. c’est-a-dire si les capitaux temps servir de capitaux roulans et se de. produ­ kującym przy pomocy środków organicznych. nieśmiałbym jednak obok koniecznego współdziałania m nych czynników. a chociaż działanie jego jest tu nie­ zmiernie w ażn e. ale nie jest żadnćm oddzielnćm pojęciem. ce présent grand moteur de l’accumulation générale. celem utworzenia innych im więcćj wartości spro- ukowane przenoszą wartości spożyte. supériorité u rapport des capitaux roulans sur le rapport des capitaux fixes est une vërité incontestable. — K a p ita ł i to nie obiegow y. 5 ). T om n . m ieni|c kapitał obiegowy naj­ wyższym piérwszéj czynnikiem. jviaJ 184».Najprzód autor rozróżnia konsumcyą reprodukcyjną od produkcyi w łaściw ej. a za­ wsze konsumcyą reprodukcyjną.

czy utworzone produkta są wprost przez swoich producentów konsumowa­ ne. ani n iem a nikogo któryby w społeczności m ógł k^onsumować same tylko przez siebie utworzone wartości. czy tćż przeznaczone są na spożycie drogą cyrkula-^ cyi i zamiany. nie ma jakiej bądź wartości — pro­ duktu . źe w gruncie rzeczy. naprowadza znowu na. jest zawsze mniej właściwe. domniemanie. Jeżeli ta myśl przewodniczyła autorowi (a innego dopuszczenia wynaleść nie mogę) rozróżnienie produkcyi na bezpośrednią. znajduje konsumpcyą reprodukcyjną. i źe nawzajem w przemysłach rękodziehiym i handlowym potrzebującym stosunkowo większego kapitału obiegowe­ go. W szak­ że cała osnowa dzieła nie pozostawia nawet wątpliwości że tak wyłączne zdanie nie mogło być myślą autora. ■ — Podobnego przykładu nie dostarczy nam nawet najuboższy rolnik pożywający clileb ze zboża wł.asną oso­ bistą pracą produkow anego. których utworzenie musiałó być zresztą poprzedzone i to koniecznie zniszczeniem .— . źe podział ten gruntow ał nie tak na ro­ dzaju przemysłu.jący m jak wiadomo większego udziału kapitału stałego. i konsumpcyą reprodukcyjną. — jak niemniej nie ma wartości któraby wy­ produkowaną b yć m ogła bèz zniszczenia innych warto­ ści. bo i to zboże i ćhleb nie mogą być uważane za wyłącznie przez niego wyproduko­ w ane. Nadanie konsumpcyi reprodukcyjnej drugiej jeszcze nazwy — cjrKülacyiprodukcyjnej. któreby utworzone były wyłącznie przez swego konsum enta. autor upatruje produkcyą właściwą. ani tćż produkta te . — Naprzód uważać należy. a produkującym bez współdziałania środków orga­ nicznych. a którą autor za w ła ­ ściwszą nawet zdaje się u w ażać. i wyłącznie dostarczającym produktów na pierwsze i ko­ nieczne potrzeby. jak raczćj na tćm.

w formie uległej zmianom w dłuższym tylko przeciągu czasu następującym. C. obrotowemi nazwane zostały. — Są rodzaje przemysłu. robiła je ju z tem samćm więcćj produkcyjnemi od kapitałów sta­ ły c h . w których quantitative przeważa kapitał stały. zresztą choćby nawet te. kapitał stały mniej podlega zużyciu. który przyczynia się do produkcyi w formie sta łe j. niezmiennej. przyznaje nie zaprzeczoną kapita­ łom obiegowym nad kapitały stałe. jeżeli kapitał obiegowy częścićj zmienia formę i częscićj przynosi zysk. kapita­ łem zaś obiegowym ten. a zysk z niego rzadszy ale dłuższy. nie mogą nigdy wystarczyć na zaspo­ kojenie wszystkich jego choćby też najwięcćj ograniczo­ nych potrzeb. Kapitałem stałym zowiemy powszechnie w nauce ten kapitał. i handlową. w którym są użyte. iż podział produkcyi na bezpośrednią i konsump­ cyą reprodukcyjną nie m iałby nawet tćj użyteczności praktycznej — jaką ma podział jćj na produkcyą roiniczą. Nie idzie bynajmniej zatćm . nie zależy to od samćj na­ tury kapitałów . ale od rodzaju przem ysłu. r Czy zas większy lub mniejszy. i odradza się pod nową postacią aby znowu został w produkcyi użyty..ść ich byłaby tak dalece ograniczoną. który w produkcyi zmienia częściej i widoczniej swoją formę m ateryalną. aby owa częstsza i widoczniejsza przemiana niektórych kapitałów. to jest. rękodzielną. przedsiębiercy. — A. dla któ­ rćj obiegowemi. i tym podo­ bnego rodzaju produkta uważane być m ogły — jako wy­ produkowane i skonsumowane przez jedne i też sanie osoby. — to jeszcze ilo. Co rozumie pod tą wyższością także niępojmuję.pewnych wartości. i na wzajem są inne w których . Idźm y dalćj: P.

nieprodukcyjnym. ani po' trzeba. w ówczas zysk będzie mniejszym. choć w różnym w różnych przemy­ słach stosunku.pod tym samym względem przeważa kapitał objegowy. Nawet w pewnym danym przem yśle. który w nat\ce zowiemy nieczynnym . sprowadzi to za sob§ współubieganie. niewypada więc nigdy przyznawać jedne­ mu pierwszeństwa nad drugim. ale też wówczas zbyteczna owa część kapitału bądź sta­ łego. czaśo- . m artw ym . W spółdziałanie obu tych kapitałów jest zawsze do produkcyi potrzebne. zysk bowiem ten jest wypadkiem łącznego działania i kapitału stałego. od stopnia bogactw . jeżeli np. b ąd i objegowego nie jest właściwie kapitałem. bądź objegowych na stałe. jeżeli jednak którykolwiek z tych przemysłów zacznie przynosić większe zyski od innych. mozńa tylko uw ażać: źe powszechne. Uproporcyonowanie stosunku kapitału stałego do obje­ gowego zależy od natury przemysłowego zatrudnienia. a w następstwie prędszem lub późniejszem urównowaźenie zysków. ciągłe i nieustanne dążenie do wzrostu. a przynajmniej jest tym tylko kapitałem . a jeżeli zyski z przemysłu tego policzamy jako zysk i procent od same­ go tylko kapitału objegowego. lub nawzajem. i sposobności korzystnego umie­ szczenia kapitałów w ogólności. czyniemy to niewłaściwie. i żadnemu z nich nie m ole być w wię­ kszym przypisany stosunku. Ilości jednego i dru­ giego rodzaju kapitałów oznaczyć niepodobna. W prawdzie jeżeli w da- nym tym przemyśle ilość kapitału stałego lub objego­ wego nie jest dobrze uproporcyonowaną. nie zaś miejscowe. i stosunkową przemianę ka­ pitałów bądz stałych na objegowe. niemożna poczytywać kapitału objegowego za więcej produkcyjny od kapitału stałego. po­ siadamy zanadto kapitału stałego w stosunku do objego­ wego.

a następnie i do kapitałów policzano. — Ztąd przecież żadnego jeszcze wniosku względem wyższości pierwszych nad drugie nie poważyłbym się wyciągnąć: to tylko powtarzam. engagés). objawia się raczćj w kapitałach sta­ łych jak objegow ych. co jest m ateryalném. C . pro­ duktów. powinien i to koniecznie wchodzić w skład ogól nego pojęcia kredytu. tudzież źe wzrost pierwszych jeśli nie więcćj maluje nam postęp bogactw towarzyskich. materyalnyoh. a to pod karą zboczeń w następ­ stwach. przemianą kapitałów stałych. mieniąc takowemi. że ocenienie ich (*) jest nie­ (*) Cependant comme il n’est rien d’aussi difficile que i ’ a j> p r e 'ciation Exacte de capitaux immatériels. Jakoż rozbierzmy ją bliżćj. pominięto w niéj tém samém pojęcie pierwiastku niemateryalnego. zajętych (fixes. stables. la capacité reconnue. w której to tylko do produkcyi. który gdy nawet i od kredytu ściśle rzeczowego oddzielany być nie m oże. to zapewne nie mniej. tak też i kapitały objegowe niemają pierwszeństwa przed kapitałam i stałymi. — Nie przem ilczał w prawdzie p. o kapita­ łach niem ateryalnych. Pod wyobrażeniem kapitałów stałych i objegowych zawsze tylko rozumiemy kapitały rzeczowe^ materjcdne. ufności. dobrą wiarę. dégagés ) nie może b yć dostateczną. praktykę handlową ( la bonne foi in­ dubitable. et que cette appréciation est . P odział ich w nauce na te dwa rodzaje datuje nawet z téj epoki nauki. W ysnuta z tego założenia definicya kredytu będącego według p. zdolność uznaną. i co się da nagromadzać. źe jak produkcya nie jest dwojaką. O w oż wkładając w definicyą kredytu pojęcie samych tylko kapitałów rzeczowych.we lub przerywane. C. la clientelle du com­ merce) aie zaraz dodał. na objegowe (circulans.

którą sam nazwał najpotężniejszym kapitałem. z tą jedynie m odyfikacyą. et ne sont par consequent elles mêmes qu’esceptionelles. M ów ił o szczęśliwych operacyach opartych na tego rodzaju kapitałach. 28). (str. 44 ) 47 » 48 . że nawet projektowana przez niego instytucya kredytowa grzeszyłaby wyłącznością i'nadaniem przewagi kredytowi rzeczowemu nad kredyt handlowy. gdyby i tego ostatniego niemiała na względzie. 33). ale dwukrotnie w samych przypiskach (str._powiedział.podobne. ź« praca. i źe operacje na nich oparte są tćm samćm zawsze tylko wjiątkowemi. który jako najwyższe bespieczeństwo mający m ógłby zostać m ylnie poczytany za kredyt rzeczowy. ale « inie są kredytem normalnym (str. . ju | nigdzie nie mówi. de pareilles operations ne peuvent avoir lieu' que dans des relations intimes et personelles. ale o kredycie même impossible d’une manière immédiate et objective. powinnaby i to w stopniu najwyższym mieć udział w do­ brodziejstwach kredytu. 28. 49 -) Po­ wiedziawszy tyle ' ïditdSL dodał: źe fundusze jakkolwiek rzeczo\ye potrzebują poprzednio rozwinięcia systematu hypotecznego dla nieruchomości. (str. a assekuracyjnego dla ruchomości. (str. ale powtórnie dodał. tudzież źe sam kredyt rzeczowf któremuby sprzyjała kosztem kredytu moralnego. 4 g) o owym zaś najwyższym udziale w kredycie do jakiego praca ma być dopuszczoną. 2 7 ). Zw rócił się więc światły autor do kredytu rzeczowego. nie byłby jeszcze zdolnym najwyższego rozwinięcia. że juź mówi nie o samym kredycie na nieruchom ości. a nawet I tę wzmiankę o ka­ pitałach niemateryalnych uczynił nie w osnowie same­ go dzieła. że to s| w k a ­ żdym razie tylko szczęśliwa gwiazda.

(**) Ge n’est pas ainsi que doit proceder le crédit normal. en parlant ainsi généralement de. i w ścisłćm tego słowa znaczeniu. jest niewątphwie kredytem. odparcia przewidywanycli zarzu­ tów. M ożność uzyskania pożyczki przez niemającego żadnej jeszcze materyalnćj rękojmi. (str. które systematem hypotek i assekuracyi upewnio­ ne być mogą.) a na jakie za­ pewne nie znajdzie się assekuracya. to jest na czystym. jakie sam wymienił (la bonne foi indubitable etc. Tak zwany kredyt handlowy częściej bywa oparty na charakterze i zdolno­ ści biorącego pożyczkę. ale wszystkie są powiedziane jakby dla .du dégagement de capitauSk engagés. A przecież* nie masz jakiego bądź kredytu. ce n’est pas seulement du crédit foncier proprement dit qu’il s’agirait içi mais bien du crédit réel dans toute son extension. (str. gruntuje się zarazem i to koniecznie.H " y a que l’actualité et non l’esperance qui peut Ini servir de base. w których autor wspomina o kredycie moralnym. potwierdzony zresztą całą osnową dzieła. że kapitały ściśle niemateryalne. i na ufno(*) E t qu’on ne s’y méprenne pas.la mobilisation de capitauj: fixes. Sam kredyt ziemski. 9). et non à des expectatives. jak na bespieczeństwie rzeczo-. i nieharmonjują przytem z definicyą fundamentalną kredytu. 24). il demande d ei hypothéqués et non des hypothèses. nie powinnyby znaleść przystępu do tego normalnego kredytu.rzeczowym w ogólności (*) a zatćm o tych wszystkich ka­ pitałach. która tez dla tego nie jest wszystko obejmu­ jącą. byłoby to tylko wyjątkiem. et. . a nawet ten który następuje za zabespieczeniem hypotecznem.. wćm .. a zatćm najmateryałniejszy. a jeśliby go znałazły. stanem anormalnymi**') M ógłbym i inne jeszcze miejsca p rzytoczyć. il aut qu’il soit adossé ¡1 des réalités. Płynie ztąd wniosek. a rzadko komn znanym bilansie kupca. któregoby jed^) ną podstawą było bespieczeństwo rzeczowe.

Zgoła niemasz jakiego bądź krfedytu. to jest bezpieczeństwo po­ większone zostaje. fenomen. ale zarazem i pierwiastek niemateryalny to jest ufność.ścł w dopeinieiiiii zaciągniętego zobowiązania. Solidarne. gdzieby się podziało owe ich zabespieczenie rzeczowe? kto i kiedy trafiłby do niego? Same więc i bilety procentowe opie­ rać się będą nie tyle na zabezpieczeniu rzeczowćm. w ówczas nietylko materyalny pierwiastek kredytu. tćj solidarnej rękojmi i poszukiwanie z bespieczeństwa rzeczowego nigdy nie nastąpi. to jest na ufności w prawość Rządu. to jest do tćj aż ufności.i procentu od biletów przez p. Jeżeliby Skarb pobrawszy dochody z dóbr własnych. do ktćrego dojścia nie m iałby nawet możności. dla którychby niechciał ich procentować. I n ie można powiedzieć. w którymby pier­ wiastek niemateryalny. dobra wiara. tudzież podatek grunlow y z dóbr p ry­ watnych.— Przechodząc od kredytu prywatnego do publicznego czyliż nie widziemy. i na przekonaniu. Jeieli w miejsce zobowiązania pojedynczej osoby następuje zobowiązanie ogólne. ż e kredyt han­ dlowy lubo mniej rzeczowy od kredytu ziemskiego. G. że nieznalażłyby się powody. i udziału tym więcej stanowczego. że użycie. nie ch ciał dla jakich bądź powodów płacić. m^przedzii%o\eàa?k w swojćm rozwinięciu. C . projektowanych. . to jest na dobrach Rządowych i podatku gruntowym . źe to jest skutkiem samćj pomocy prawo­ dawczej kredytowi handlowemu szczególnie udzielanćj. im kredyt ten na wyższym stoi stopniu. I toć to właśnie tłum aczy nam ów dostrzeganymi przez p. jak raczćj na innej a lepszej jeszcze podstawie. podniesione także zostają do wyższej potęgi. że da­ jący kapitał patrzy raczćj na dobrą wiarę Rządu jak na zabezpieczenie rzeczowe. to jest ufność nie miała udziału.

tak i w skład. i t. Jak Wszelka czynność kredytowa wymaga koniecznie wierzyciela i dłużnika. Zaiste nie przeszło mi przez rtiy^. W szakże jeżeli Rząd jest dłużnikiem . a jednak kapitaliści najcbçtniéj Rządowi pożyczają. a l­ bo oba razęm. do któréj pobudkę znajduje handlujący w większej potrzebie kredytu. ale jeszcze nie powiem z panem Z.. Mai I84I. (a takiem teź uw ażał je w tém miejscu p. uważane tyl­ ko materjalnie. — Nie może też służyć za wymówkę autorowi. albo w oboje razem. N ie należało więc panu C . nie Wszystko wyczer­ pującą. T ę to większy potrzebę uznał i prawodawca. Z. ogólnego pojęcia kredytu oba te pierwiastki wchodzić koniecznie muszą. że w kredy­ cie zabezpieczenie jest tylko kwestyą podrzędną. zabez pieczenie to nigdy nie jest podrzędnem . wierzy­ ciel musi wierzyć albo w uczciwość dłużnika.. jego zdol­ ności t. źe to wszy­ stko jest domyślnćm. p. nie może sie­ bie samego exekwowaé. mąte^ ryalny i niem ateryalny. p. — uważane zaś ogólnie obejmowałoby w sobie oba jego elementa. nazwę ją tylko niedostateczną.) jest jeszcze nader w ażnem . — jakiekolwiek zaś przedstawi. ale pozostawieriie jeTom n.ale zarazem i dobréj w iafy.. albo w pewność zastawu hypoteki. C . abym mu nieznane m ówił rzeczy. Jeieli więc nie zgadzam się na definicyą p. jest tu raczéj skutkiem a nie przyczyny. jest jedną' ze składo­ wych części ogólnego pojęcia kredytu. i źe tak powiem s'îowo crei/ere wyłączać z pojęcia kredytu. niemoźe prze­ ciw sobie samemu używ ać opieki własnój. D łu żn ik musi przedstawić zabezpieczenie materjalpe.. 46 . które przy rozwijaniu się kre­ dytu powinny zarazem wykształcać się i wzrastać. pomoc zatem ¿je g o stro­ ny udzielana. to jest na kapitałach Stałych i objegowych. w de­ finicyi swojéj ograniczać się na samej podstawie rze­ czow ej.

ale objegowy na stały zamieniony zostaje.— Sprawiedliwy zarzut w tym duchu uczynił p. Zieliński. i dla tego za nadto i aż do olśnienia oświetlonym. P. C óż dopiero jeżeli zacią­ gnięta tym sposobem pożyczka użytą zostanie na p o ­ mnożenie kapitału stałego np.. możnaby na­ zwać kredytem możność zaciągnięcia pożyczki na pro­ dukta w przetwarzaniu będące. na tow ary. ńa wybudowanie składu. zruchomieniem kapitałów stałych na objegowe. C. W racając do definicyi przez p. C . i p.clnej zasady w cieniu obok oblania drugiej zbytnieni światłem. Jakoż gdyby kredyt w ogólności b ył tylko przemia-. ty­ tułam i zastawy. źe następstwem tego pojm o­ wania kredytu jest z jednej strony upatrywanie zbyt wielkich niedogodności w dotychczasowych środkach cyrku lacyi. niewątpliwej rękojmi rzeczowej nie zawsze posiadających. dodam jeszcze: źe gdyby nawet zarzut zbyt materjalnego p oj­ mowania kredytu m ógł być odpartym możnością domy­ ślenia się przemilczanych zasad. Zobaczemy zaraz. Jakkolwiek więc uważać będziemy teoryą kredytu p. m agazynu. przym iotów w stopniu za w ielkim . ogólnym. a z drngiej strony przyznawanie. zawsze po za jej obrębem znajdziemy inny jeszcze . biletom procen­ towym będącym właściwemi tytułami hypotecznemi. łatw o mogło nawet jego samego w błąd wpro­ wadzić. to jest na kapitał objegow y. ną. Ale nie uprzedzajmy:. tak iż nie kapitał stały na objegowy. pytanji się czy wychodząc ściśle z tej zasady. za. i dla tego właśnie w cieniu pozostawio­ nych. definicya ta okaże nam się zawsze nie wszystko wyczerpującą. podanej.

któremi się i dziś roz­ chodzi. „Ainsi les engagemens permanens des Banques envers la Banque mère. czyliż po za ob­ wodem tego kredytu w całóm ju ż rozwinięciu rzeczo­ wego. Tymczasem i dopóki to nie nastąpi. a obok któréj nie podo­ bna ju z będzie odznaczyć ściśle hypotek od hypotez. a na ruchomości wtenczas. ét leur différans mode de recouvrement. np. wprawdzie zawsze na rzeczowych. — A z resztą gdyby nawet i ów system asseku­ racyi b ył ju ż powszechnie rozwiniętym. ale ju ź nie koniecznie na niewątpliwych rękojmiach. wyprowadziłaby kredyt na wszystkie te i same drogi. K tó ż nie dostrze­ ga i e ta tymczasowa władza Banków pośrednich.kredyt. niekiedy obłędne. i. nie byłoby już tém samém żadnego innego kre­ dytu? W eźm y raz jeszcze przykład z własności grunto("■) E t quant à la sdrcré des oontrevaleurs. tantôt par. mają otrzym ywać od niego bilety na eskontę dla prywatnych. de solid ité et d'évidence des fonds affluants a l’es­ com pte. ale konieczne. 186J. która przecież wieki trwaćby m ogła. i sto­ sownie do potrzeby urozmaicone (*).. Banki pośrednie. dopełniać. za przedstawieniem Bankowi centralnemu niewątpliwej rę­ kojmi rzeczowej w swoim zakładowym kapitale. tę jednak eskontę mogą juz. wchodząc w zobowiązania terminowe. Ces rentrées seraient elles mêmes différenciées. . na kapitał z podatku gruntowego uformowany. kiedy system assekuracyi rozwinięty zostanie. (str. — Bank centralny wypuszczać ma bilety pro­ centowe tylko na podstawie niewątpliwej rękojmi rze­ czowej. la nature même de ces fo n d s . il fau t distinguei'entre celles qui présentent cette sûreté d’ une manière rigou reuse. (sü-. se changei'aient en engagemens à termes du public envers les Banques. et celles dont la sécurité est?7ioins evidente bien que suffisante pour les Banques intermédiaires qui sans céla ne les auraient pas escomptées. na pewną część] wartości ziemi. 240). tantôt par le différ®*'*’ dégrfe de réalité.

i do którćj się po wiele razy odwołuje. którzy obciążenie to przyjęli tylko w szacunku ziemi. lecz którą nAzvio$/hndameníalnq. — I rzeczywiście. nie powiedział tego. 1 na zasadzie tćj pozostającej lubo mniéj pewnéj części szacunku swéj ziem i. czu­ jem y juź dziś. źe po przejściu ziemi w ręce trzecie.wéj. że ziemia obciążona wypuszczonemi biletami do wyczerpania czę­ ści Wartości nad wszelki zarzut w yższej. lecz są­ dzę. W ekonomii politycznćj która traktuje o przed­ miotach codziennie na uwagę przychodzących. mają mieć ju ż zam­ kniętą drogę do kredytu? Pan C . mające pewną widoczną analogją z biletami procentowemi ną dobra nieruchome wypuszczanemi. kredytu na tćj pozostającej części szacunku opierać się mogącego. I niech mi zarzucony nie I>ędzie zbyt szczegółowy w tej mierze rozbiór. podanej. Terminologja naukp> wa jest we wszystkich umiejętnościach potrzebną i ko­ nieczną. że kredyt taki. wyjdzie z r§k tych którzy brali bilety i przejdzie w ręce ty c h . '— á który dopićro będzie ściśle kredytem dla produkcyi. — Czyliż właściciele tacy. i która właśnie dla tego znalazła w języku zwyczajnym ju ż go- . mając na dobrach L isty zastawne. i dajmy co z reszty nast|pi¿by musiało. nie będzie normalnym. jako wątpliwościom uledz m ogący. i definicyi którćj autor nie wyrzekł od niechcenia. aleby rze k ł. wy­ padało zacząc od ocenienia definicyi tegoż kre d ytu . ja zaś odpowiem. właściwy kredyt ziemski zacząłby się dopićro od téj pozostającej części wartości gruntowej. a później czuć bardzićj musiemy potrze­ b ę dalszego jeszcze i nad zakres pożyczek Towarzystwa. C. Rozszerzyłem się nieco nad wykryciem niedostateteczności definicyi kredytu przez p. że w rozbiorze dzieła kredytowi poświęconego.

i we­ dług tego pojęcie to wyformował sobie.. i źe autor protegując przym ioty swoich biletów^ czu ł potrze­ bę odniesienia ich do ogólnego pojęcia o kredycie. — lecz właśnie dla tegb w traktowaniu przedmiotów naleź^cych do zakresu tej nauki. rozmaite. M ożnaby rzucić pytanie . nip . C . produkcyi i t. a wyobrażeniom ściśle naukowym iiie zawsze odpowiadać m og|ce w yrażenia. do jakich należy pojęcie np. wskazując je za fundamentalną jego podstawę. terminologia ta jest bezwątpienia trudniejsza jak w innych naukach. — . myśl sama wprowa­ dzenia w cyrkulacyą biletów procentowycli mogących być według potrzeby umieszczeniem kapitałów lub monetą prawną. przedstawia rzeczywistą dobrą stronę. p. i pewniej zmierzać będziemy do końca. jak chce koniecznie p. — Jakoż szybpićj tera z. kredytu. czy definicya ta jest źró­ dłem pomysłu będącego głównym przedmiotem dzie­ ła .lQwe.a oparły na bei^piecz^nstwie tak ntewątpliwem . liczne. — Wszelako .nawet i w tym przypuszczeniu należało mi zacząć od rozbioru ogólnych pojęć które autor rozwija na czele dzieła. — U po­ sażony temi dwoma przymiotami papier nie m ó g ł b y tak łatw o przesycić cyrku lacyi. C.— a jeszcze wtenczas kiedy z pojęć tych mamy wyprowadzać Jiową zupełnie teoryą.— Rzuci to nam zawsze światło na te błędy jakich się w n a ­ stępstwie swojej definicyi ustrzedz nie m ógł. Bezwzględnie na niedostateczność definicyi owego nor­ malnego jak go zowie p. czy teź stała się dopiero wypadkiem tego pom y­ słu? Mnie się zdaje i i to drugie m iało m iejsce. trzeba starać się o zacho­ wanie jak największej ścisłości w oddaniu pojęć radykal­ nych. — albo te i Łtóre go właśnie doprowadziły do owego mniej trafne­ go pojmowania kredytu w ogólności.

sko­ ro wszelkie ostrzeżenia i przepowiednie pisarzy o grożą­ cem niebezpieczeństwie. że są gdzieś jeszcze nié dobrze. Sto lat minęło. Sam ten pomysł nie jest nawet tak niepraktycznym jak się na pierwszy rzut oka zdawać może. — O w s z e m zapatrując się na to co się już dzieje. i nie dość powszechnie uznane pow o­ dy tego nadzwyczajnego wzrostu którego nasi przod­ kowie aniby się domyśleć m ogli. Ilosc ich nie zmniejsza się wcale. i ie gdyby nie było . widziemy. liczy ju ż dziś około stu miliardów złotych różnego rodzaju papierów publicznych po większej części procentowych. owe niesłusznie i tylko przez lekceważenie nazwane półgroszkowe dzienne procenta.— W korzyściach takiego pośre­ dnika isamiany. i 2e właśnie obserwacya tego niedawno zjawionego fenomenu. ani nawet dopatrzeć jeszcze moskutecznego ku temu dążeniu. grałaby i waźn^ rolę możność dzienne­ go nawet iipoźyteczniania funduszów dotąd w ruchu za­ wieszonych. tudziez różne zobowiązania prywatnych towarzystw formą swo« ją do cyrkulacyi usposobione. skoro wymyślane fundusze amor* tyzacyjne. Rzućm y tylko okiem na mass^ rozmaitego rodza­ ju znaków procentow ych. widoczna. a E uro­ pa mało jeszcze długi publiczne znająca. myśl nadania mu innej normalnéj organi­ z a c ji.môg-I'by upaść w cenie. — A skoro tak jest. obok uznania licznych wad i nie­ dogodności w dotychczasowych jego formach. C. zachęcające do szczupłych wprawdzie ale pożądanych oszczędności mniéj zamożnego mieszkańca. źe w części przynajmnićj wchodzi ju ź w ż y ­ cie praktyczna. dziś w cyrkulacyi będących. mogła po­ dać p. a jakiemi są większa część długów publicznych. skoro nawet co najważniejsza same przewyżki dochodów budżetowych w czasie pokoju nie mogą wzrostowi temu tamy położyć.

albo co najczęściej płaci w e x l e m w którego . Fabrykant lub kupiec nabywający od drugiego fabry­ kanta towary znacznej w artości. rzadko kiedy liczy go-^ tow izn ę. oszczędności. tudizieź źe użycie innych środków cyrkulacyjnych jakiem i są wszelkiego rodzaju rachunki i likwidacje z policzeniem procentu powiększyły się tak­ że. o jakich mówi p. p. procenta i dywi­ dendy przynoszące. źe i cały a przynajmniej naj-* znaczniejsza część handlu hurtowego posługuje się niemi. przem ysłowych.. ęo na je ­ dno wychodzi z tém . jakiemi są listy zasta­ wne i akcje rozmaitych a tak licznych towazzystw kredy­ towych. sprze­ daże dóbr. juźbyśray dot^d na to złe znaleźli lekar­ stwo.dziś wielkiej i wiçkszéj jak kiedykolwiek massy kapita­ łów szukających korzystnego umieszczenia obok rozporządzalności. odbywają się ju ź dziś za. — Juź więc i dziś chociaż nie ma w obiegu biletów procentow ych. pośrednictwem papierów publicznych lub p ry­ watnych posiadających obok wysokiego stopnia rozporządzalności i przym iot procentowości. kapitaliści mają wszelką łatwość umieszczenia swoich funduszów w sposo­ bie zarazem procentowym i rozporządzalnym. źe cyrkulacya bogactw towarzy­ skich zaczyna coraz bardziéj posługiwać się owemi procentówemi. że dziś obok papierów pu­ blicznych. powstała jeszcze i prawie równocześnie wielka ilość papierów pryw atnych procentowych do cyrkulacyi papierów publicznych zbliżonych. — Co więcej nie ' przesadzę jeżeli powiem. fabryk i t. C . a zarazem rozporządzalnemi tytułami. Jakoż wszelka cyrkulacya funduszów produkcyjnych np. które dawniej odbywać się mu­ siały najczęściej na monetę brzęczącą. ale jeżeli riie płaci papierami procent prz/nosząceml uiszcza się albo rachunkiem z którego liczony jest procent. — Czynem jest takie.

przynoszą procenta. do którego odniesionym został. Tak zwane Bony skarbowe (Bons du Trésor. Z resztą ku rs ' ich nieprzym uszony. Bilety kassy Państwa. przynoszi| procent 4 na roki. co znakom procentowym w pewnej przynajmnićj części.— . nikt dotąd' więcćj nie. Fenomenu tego wiek nasz słusznie przemysłowym zwany cechującego. i to nie ju ż w prostej przemianie właściciela . że system ten zaczyna przedzierać się do opłaty podat­ ków skarbowych . 106. że cyrkulacya ju ż sama z siebie dąży do posługiwania się tytułam i zarazem procentowemi ‘i rozporządzalnem i. Ła Sadie. bez względu nawet na niedostateczne i ńie wszystko wyczerp'ujące pojęcie kredytu. H. jest istotnie z obserwacyi praktycznej wyprowadzony. Co jednak najważniejsza. ale w zamianie będą­ cej konsumpcyij reprodukcyjną. 1831 na ruble assygnacyjn o.— P o u p ływ ie pewnego czasu od emissyi przyjm owane są w o p ła ­ tach skarbow ych z policzeniem. Można więc przyjąć za factum żadnój ju ż wątpliwo­ ści nie podlegające.. Robert Hamilton — Recherches sur la dette nationale Anglaise. a nawet 5 . a d z ii na ruble srebrn e. — D aw niéj b y ły wypuszczane i w m a łych w yso­ kościach na funtów szterlingów 10. pag. ExchequerBills). jest jednak w zamianie pobieranym . C . i dla tegO 'ju i głów nie przyznaję mu rzeczywiste korzyści.wysokości . — Pńsy u iszczan iu niemi o p łat skarbowych procenta p r z y j' mowane są za miesiące skoticzone. a zara­ zem przyjmowane są w podatkach (*>.nadaje przym iot monety legalnej.— Tłumaczenie przea J.narosłego procentu. czyli w cenie towaru sprzedający policzył: sobie procent a i do upływu wexlu. . A n gielskie b ilety skarbowe p rzynoszą procent dzienny o d 3 do 3 1 g. — Nawet więc i w tym przypadku w którym procent nie jest stypulowan y . u o gó ln ił. a skoro tak jest: pom ysł p. nikt mo( * ) B ilęty ICassy Paiîstw a R ossyjskiego w ypuszczone od r .

od wykazania niedostateczno* śći samćj monety metalicznej. ró­ wnym przynajmnićj tym jakie m iały miejsce po od­ kryciu A m eryki. Zgadzam się z nim na wyższość pod wielu względami monet papierowych w ogól­ ności. i6 o . 18x0 do 1829 ro­ cznie tylko po 24.cp Tom II. Jeieli w osta­ tnich dziesięciu latach produkcya metali powiększyła si§ w istocie. ilości.100. ale się nie zgodzę nazbyt śmiało objawione zdanie.ctiiéj nad niego nie uczuł potrzeby zaprowadzenia wiçr kszego porządku w tych tak rozmaitych znakach obie­ gowych. Syberyi i własnych. wprowadzeniem znaku absolutnie udoskonalonej (jak ją autor zowie) cyrkulacyi. a w biletach procentowych na­ zbyt wielkie k o rzyści.000 zł. A fry k i. I tak zbyt ostro poczyna p. C. a który wkrótce stać się może jedyną j é j ucieczką ( str. i 6a ). mozna zdanie zawiesić. Indyi wschodnich. doradza mu za ogólną a tém samćm i mało praktyczną jego reformę. i 6 i . Przed rokiem 18 10 Europa otrzymywała rocznie z kopalń Am eryki. że w chwili obecnej metale drogie wskutek powiększónćj i powiększać się mogącej sw é j. a czy kiedy­ kolwiek nadejdzie.ooo czyli 2x9. są w rzędzie war­ tości najmniéj zabezpieczonych przeciw zmianom. 56 milionów piastrów. że to nie ciągle ma miejsce. Rozumiem że epoka ta niewątpliwie bliską nie je s t . Ma) i8 łi. C. czyli SoĄ milionów ziotych polskich a od r. co zamiast naprowadzenia go na potrzebę ulepszenia organizacyi kredytu powszechnego w oddzielnych jego objawieniach. a mało rzadko komu pozostawipne jest prowa­ dzić rzecz z tak ścisłą logiką. data statystyczne dowodzą . upatruje nazbyt wielkie wady w dotychczasowych pośrednikach zamiany.35o. A le jak j u i namieniłem p. poi. i ze wcześnie n aleiy uprzedzić nie­ bezpieczeństwa do monet metalicznych przywiązane. 47 .

na zużycie monet przez tarcie. a głównie na użycie metali do bezpośrednich naszych potrzeb (*). N i e ulega sporowi źe licząc od odkrycia Am eryki. ozdoby 1 t .. 'p . — Jeżeli obfitość danéj kopalni jest taka. dopuścić zarazem musiemy. A n ­ g lii i Szw ajcaryi na 17. przypadkowe straty. złp. piastr zatém w yn osi oko ło 9 z ł. — a to opuszczenie jéj wpłynąć znów musi na zmniejszeni« ilości produkowanego metalu. czy li 158. Zkąd zresztą pewność źe kopalnie metali drogich nie przestaną ich dostarczać w tak wielkiej obfitości.400.jest o milionów piastrów. p»Is- . to jest właśnie od tćj epoki w którćj produkcya metali na wielką powię(») Roczne spoSycie metali drogich na bezpośrednie potrjsęby. że te ju ź powiększyć się nie mogące tysiąc grzywien metalu w wartości swéj zn iżo n eg o . 500. w którym obok zniżenia war­ tości tych tysiąca grzyw ien . N a czystą grzyw n ę koloiískq idzie 9. których zniżenie jako od innych zu­ pełnie zależące powodów nie koniecznie także nastąpi. źe wydać może rocznie tysiąc g rzy w ie n . — a tćm samém i na podwyższenie jego w a r t o ś c i .000 z ł p .000.800. — wówczas dopuszczając zniżenia się wartości m e ta li. czyli 58¿ mili. . których wartość jest tylko w stanie opędzić koszta produkcyi zapewniając przedsiębiercy zysk umiarkowany. kopalnia m usiałaby zostać opuszczoną.000 Mac C ulloch zaś p o strąceniu stąrych przetopionych przedm io­ tó w na 17 i p ó ł m ilionów piastrów czyli 157 . mniéj od téj ilości metalów drogich jaka według tychże sa­ mych źródeł i dat statystycznych odchodzi na trwającą dotąd jeszcze ich wędrówkę na wschód . mniéj ju ż sowiciej opędzą koszta produkcyi. a W cał^j Europie i A m eryce na 25 m ilionów piastrów c z y li 225. .000 z ł p .629 p ia stró w . Jacob oblicza w samej F ra n c y i.000 piastrdw. jako to na n aczyn ia. lub że zawsze będzie sposobność ich użytkowania.-^ a nawet ż e je s t p u n k t.

1688) moneta srebrna była jeszczë głównym pośrednikiem zamian. moneta złota stała się ju ż wyłijcznie monetą p ra w n ą . nie można przynajmnićj w nieodległym czasie spodzićwać się znacznego zniżenia metalów. — to jest użycie za monetę prawny samej monety złotej. rzekłbym ra c z ć j. — ‘ D o W ilhelm a III (r. Gdybym u w ażał za właściwe chcieć zdzierać zasłonę dalekiej przyszłości.kszyła się skalę. a co także jest jedn^ z wielkich cech wiek nasz przed innemi odróżnia­ jących . niegodzi się nawet o tćm wątpić. tudzież stopniowo tylko następo­ wać mogące. — W A nglii. cena ich przecież nie w tak znacżnym zniżyła się stosunku.^ czekają jc “ szcze ważne a do rozwinięcia swojego długiego czasu wymagające ep o ki. Następnie zaczęła upa­ dać w cenie. . postę­ pów chemii. która pod względem wielości zamian i massy bogactw (nie powiem rozdziału) stoi bezw^tpienia na najwyższym stop n iu . C . i nauk m etallurgicznycb. I nie jest to skutkiem dowolnego rozporządzenia prawodawcy. id^c za skażówk§ doświadczenia . Powód ten może i dłużej p otrw ać. i źe nie masz nagłości ubezpieczać się przed tćm mniemanem niebezpieczeń­ stwem. a tak ten osta­ tecznie z tego wszystkiego wypływa niewątpliwy wnio­ sek. technologii. źe mimo owych namienionych przez p.— srebro zaś stało się towarem. a tak pożądane ujednostajnienie systematów mennicznych i jednostki monetarnej. że monetę metalów. i przypuszczając cięgły postęp bogactw towarzyskich . owszem obok reakcyi zbawiennej jak^ dziś wywiera Europa na inne części świata. i że powodem tego jest olbrzymi wzrost bogactw towarzyskich potrzebujących większej niassy znaków obiegowych. Sztaby srebra stały się od nićj droźszę. ale koniecznym wypadkiem postępu bogactw krajowych.

wszystkie dotychczasowe usunąć mającego. Jeżeli środki te nie są bez wad i nie­ dogodności. ani tćż nie zachodzi potrzeba wprowadzenia w miejsce tylą i tak różne przeznaczenia mających poszedników zamiany. jednego tylko znaku. skoro właśnie w epoce największej ichextencyi przem ysł i bogactwo narodów w tak olbrzymim wzro* śly stosunku. ale i tu tinosi się zanadto nad dogodnościami tych środków za­ stępczych. nic dziwnego źe tak ścisły logik jak p. przez p. ju ż za przegraną poczytanej. jak w rozma­ itości monet metalowych w wiekach średnich. nie m ogłyby jeszcze w cyrkulacyi. C. a jeszcze nieprzyległemi. mogącym stanowić monetę prawną w jednem tylko pań­ stwie. Jak liczne i rozmaite są potrzeby cyrku­ lacyi. Jakiekol­ wiek byśmy przym ioty przyznali biletom procentowym. zwłaszcza że około tegoż czasu Szwecya przechodziła z epoki monet miedzianych do monet srebrnych. Ale dosyć już tćj obrony w sprawie monety m etalo­ wej. Rozmaitość ta jest attrybutem i wypadkiem życja towarzyskiego i układu teraźniejszych społeczeństw. C. — Uzna­ wszy kruszce drogie za niepewną ju ź podstawę wartości monety. którym zresztą przyznaje pierwszeństwo przed monetą metalową. tak i jćj posługa musi być rozmaitą. nie można zatćm ani jćj usunąć tak ła tw o .przetapiano zatćm monetę na sztaby i wywożono z kraju. wszelkie inne dotychczasowe zastępcze środki za­ miany uznał także za niedostateczne. wraz z innemi wexle i roz­ maite porachunki. i że w zbiorze ich większego jeszcze dopatruje się bezrządu. to jednak nie muszą być w tak wielkim stopniu. zająć tego stanowiska jakie zaj­ m ują potępiane przez p. h co z fundamentalnem założeniem jest w pe­ wnej harm onii. Nieprzeczę źe dotychczasowe znaki . między krajami. C.

alé sądzę: źe na drodze stopniowego rozwi* jania szczegółowych form kredytu i cyrkulacyi. według którego Eządy powinny mieć w ekonomicznych stosunkach narodu udział ny. i ludziom stanu. dostarczać może ku temu ma­ teryałów. jaką podają same plany przedsiebierców zawsze zanadto w różowym wystawiane kolorze. powiem tylko źe oprócz owego pożądanego rozwinięcia systematu mo­ net Hietalicznych. niź ten jaki z dotychczasowych zasad nauki dał się ściśle wyprowadzać (a na co zgadzam się znim zupełnie) sam ju ż i nie skąpo. nie może stanowić względem trafności samego przed­ sięwzięcia. czyliż mówię wpływ taki. we właściwym zakresie system.cyrkulacyjne dały już powód do zbyt wielkich nadużyć. któremu godzi się rękę podawać. I tak akcye towarzystw przemysłowych. obszerne do myślenia i działania pole. aby nad ulepszeniem instytucyi kredytowych myślić nie należało . tam gdzie-to jest zgodne z widokiem Rządu. są papierem ná przydomek anarchiczny może najwięcej zasługującym. zosta­ wione jest jeszcze i nauce. który pozostawiaj ąę bezpośrednie działanie towarzystwu do­ puszcza tylko większego jak dotąd nadzoru i wzierania w plany i liczebne jego wyrachowania.J^Nie . Nie tu miejsce rozwodzić si§ nad szczegółowemi w tym celu środkami. a przynajmnićj upewnienia wartości akcyi dostateczniejszćj rękojmi od tćj. A le czyliż pośredni wpływ rządu do towarzystw prywatnych przemysłowych np. łaissez passer. poj­ mowany przez p. C. przez poręczenie minimum dochodu od akcyi. Dowodem akcye poczynając od pier­ wiastkowych kompanii zamorskich do tylolicznych assocyacyi przemysłowych belgickich. Upewnienie wartości tego rodzaju papierów może i na innćj drodze nie jest nie podobnćm..

osiągnięty dotąd cel towarzystw. i źe tu właśnie znajduje się praktyczny ruch postępowy. enfin ce n’est pas or et à cet argent impro­ ce n’est pas seulement â ce que la pesanteur. ct d’un autre aux lettres de change et moyens analogues pour les liquidations à distance. pâli. n a ­ daje mu autor zakres uniwersalny i p raktyczn y. powtórzę: ź c . jeszcze nie dowodzi.pas seulement <\ cet ductifs dont l’éclat à déjà tellement. ale jednak lubo w przyszłości. (**) „A u lieu donc d’avoir recours d’un coti aux comptes courans et i toute sorte d’effets de commerce pour les liquidations locales. rękojmią przeciw ryźyku jakiemu podlega przedsięwzięcie po­ jedyncze . i wprowadzony być ma w wy­ konanie stopniowo. biletami procentowemi. — W pra­ wdzie finansowy projekt p. ale pomysł ten jak się jeszcze przekonamy. 1838 zawiązały sij w Belgii towarzystwa „Soaieté des capitalistes réunis dans un bat de mutualité industrielle._A bv nie p o p a ść ’zarzutowi mylnego pojm owania. tylko w części jest praktycznym. la circulation ferait un usage général de cette lettre de change anonyme et universelle.. cel ich został chybiony.“ Zamiarem ich było podaiS drobnym kapitalistom mo£noi<S partycypowania w wielkich przemysłowych przedsięwzięciach. (*) Zgoła nieprzesądżając wyborowi środków.“ (83). przytoczę własne jego słowa. C. jest tylko w sposobie p rzy­ kładowym przywiedziony. tudzież zapewnili posiadaczom akcyi przem ysło­ wych. na drodze ulepszania szczegółowych form kredytu po­ zostaje wiele do działania. lecz było to skutkiem wad któ­ rych łatw o uniknq<S m oina. A l’e'gard de la quelle la ation e n tik e serait solidaire etc. (**) ^») W’ r.— Zajmującym jest wpradzie pom ysł zastąpienia ich jedyną uniwersalną formą. to u t en seulement à ces effets de . papier-monjiaie qui n’en a pas supprimé conservant sa stérilité. m iał pójść w zapomnienie. i ktdre do istoty tego rodzaju przedsię­ wzięć nie są wcale przywiązane. effet. same towarzystwa prze­ mysłowe assekurującycli.^^ — i „Société des actions réunies. ce n ’est. „En. aby pomysł ten sam w sobie piękny.

mais de se à leur place etc. dont le capital qu’iU sont censés représenter n ’existe p lu s . les_ deficits du budjU et autres engloutissemens pareils. (str. I w istocie nowemu temu kapitałowi przeznaczonemu odtąd do wyłącznego regulowania wszystkich stosunków pieniężnych. de même il restera toujours quelque peu de papiers p ub lics.‘* (89).— c’est au surplus â ces stocks illusoires.tc. . tudzież do wexli' i innych podobnych środków przy likwidacyach w odległości.“ „Néanmoins on serait dans l’erreur si l’on voulait conclure de ce qui précède l’extinction absolue et definitive dans un temps donné de tout effet de bourse etc. przez cały naród poręczonym etc. która zniosła samą jego ciężkość a nie jałow ość.'emV«men. ne sont que des élemens de circula­ tion anarchiques. absorbé qu’il a été par les frais de guerre. uniquement destiné â regler désormais toutes les relations pecuniaires etc. ustąpią miejsca nietylko owo nieprodukcyjne i z przygasłem świa­ tłem złoto i srebro. nakoniec commerce de toute espece qui sont sujèts à toutes les chances ima­ ginaires on raison de garanties individuelles dont-elles ém anent. cyrkulacya posługiwałaby się tym bezimiennym i uniwersalnym wexlem. comme cautionnemens.„M iasto uciekać się do rachunków biegnących i ró­ żnych papierów handlowych przy likwidacyach w miej­ scu. dépôts etc. nietylko owa papierowa moneta. de même qu’il restera toujours après l ’intro­ duction des billets à rentes dans la circulation.i les effets de bourse (86 87). et j ’ insiste sur cette consideration. “ „ P a r consequent. et qui avec les billets de banque. dotations. — qu’il appartient de ceder le pas â ce capital nou­ veau. 33 ). ce n ’est pas seulement le numeraire qui s’eclipsera d'abord devant les billets à rente. „ L a déstination de ceux ci. ce se­ ront p 7‘og'. une petite partie du muneraite actuellement circulant pour servir aux transactions mi­ nimes qui ne pourroient s’effectuer it l’aide des b illets'â rente. e. dont la valeur noininalle ne saurait baisser â l’infini. (des billets d rente) n’est pas d* l'ajouter aux autres moyens de circulation.“ „O ui. pour être affectés à des services spéciaux en dehors de la circulation.“ (9Q).

widzi granicę ich emissyi zwłaszcza w kredycie pryw atnym . których kapitał pochło­ nięty kosztami wojny lub deficytem budżetu właściwie ju ż nie istnieje etc. o potrzebie poprzedniego rozwinięcia systematu assekuracyjnego.“ „ T a k jest i nastaję na uwagę. że nie tylko sama moneta przygaśnie z razu przed biletami procentowemi. „Przeznaczeniem biletów procentowych nie jest do­ łączyć się tylko do. — Ależ znowu gdzieindziej sam ścieśnia ich zakies. tak zarówno pozostanie i p e­ wna część papierów publicznych— 'na potrzeby zewnątrz cyrkulacyi będące. . ale nawet ust^piij mu miejsca i te urojone papiery publiczne. — Mówiąc w Roz­ dziale I. ale stopniowo i papiery publiczne. 89). któreby biletami nie mogącemi w wartości swéj nominalnej zniżyć się do nieskończono­ ści. ktoby z tego co wyżej powie­ dziano Wyprowadzał zupełne i ostateczne Umorzenie w czasie oznaczonym wszelkich papierów publicznych etc.nietylko owe różnego rodzaju papiery handlowe ulegÎe w skutku swych indywidualnych rękojmi wszelakim zmia­ nom. jako to kaucye — * depozyta e tc / ‘ (str. .“ (str. 86). i będące wraz z bilelami bahkowemi anarchicznemi élementami cyrkulacyi. „B y łb y w błędzie ten. (str.innych środków cyrkulacyi a\e pod­ stawić się w ich miejs c e . załatwiać się nie d a ły. 90). W inném miejscu wywodzi. W idoczna. Jak pozostanie po wprowadzeniu biletów procentowych mała cząstka cyrkułującej obecnie monety na potrzeby drobnych tranzakcyi. i dodaje że bilety niespłacalne tylko na kredyt publiczny a nie na kredyt prywatny wy­ puszczane być mogą (str. że dobra strona biletów procentowych uniosła autora po za krańce możliwości. 5o).

r. stopniowo (progressivement) i papiery publiczne. 196. a które są na 5o rubli. iź powrót ich do kass skarbowych jest tylko małoznacznym. publiczność sprzyja do tego stopnia. i na kapitał z podatku gruntowego utworzony. 1836—1837 na 8. p o­ wiem raczéj że bilety te łatwiejszy przystęp znaleść mog^ w lokacyi funduszów jak w użyciu ich za monetę. Nie zgodzę się także aby przed biletami pro­ centowemi gasły naprzód (d’abord) monety. w czem odsy­ łam czytelników do źródła urzędowego jakiém jest zda­ nie sprawy M inistra Skarbu Cesarstwa (*) z czynności Instytucyi kredytowych za rok i 838 Radzie tychże Insty(*) Gazeta Rządowa krajowa z r.0000 n w płynęło do kassy dotaà nU więcej na l)6lO>2SOr. Należącym do rzędu tych papierów ju ź wyżej powoła­ nym Biletom kassy Cesarstwa. które przynoszą procent a zarazem w podatkach przyjmowane.źe bilety procentówe niespłacalne. ale się (se substituer) i podstawić w ich miejsce. — Owoż dopuścić nie można aby wypuszczone tylko na te dobra i tylko na podatek gruntowy bilety procentowe niespłacalne. 2«zai z u p ły - ToM II. a nigdy na podatki po-. W iadom o. 1834 czterech seryi biletów Icassy państwa ńa 40 mi­ lionów r u b l ł p o spalëniu z nich w . Angielskie Exchequer Bills b yły dawniéj wypuszczane nawet na 5 funtów szterlin­ gów. „ Z lic ż b y wypu­ szczonych w r. a następnie. a dziś nie ma niższych wysokości od lo o funtów.'1839 N r. państwo wypuszczać może tylko na część wartości w łasnych dóbr. średnie.. .lld0. źe podatki gruntowe stanowią w wię­ kszej ilości państw mał^ ju ź tylko część dochodów bu­ dżetowych. Maj »8'łi. m ogły nie tylko się dołączyć (s’ajouter) do teraźniejszych środ­ ków cyrkulacyi. a dobra rządowe d^ź| także do przejścia pod zawiadywanie prywatnego właściciela. M o­ żem y już w téj mierze wnioskować z obiegu tak zwanych bonów skarbowych.

dopuszcza wniosek. ( 1839 ) ' Isoiiczy się termin ich kursu. że bilety te nie mogi'yby jeszcze zastąpić ich miejsca. C. było już w stan ie sprowadzić użycie ich powszechne w zamianach.u . Utra- fienie takiej stopy. Trudno téâ dopuścić aby przyznanie biletom procen­ tu nieco niższego od zwyczajnego. Tak więc jeżeli doświadczenie na rożnego rodzaju biletach skarbowych jest dowodem . — sądząc wszelako z opłacania niémi podatków. vvem r. m usiałaby w znaczniejszych przynajmniej ustępach c:zas. Wnosić m ożna. a nie w użyciu do zamian następowaćby m ogło. spłacenia tych biletów za nadejściem teiininn. — Jak dalece ^irsują one Ay zwyczaj* nych zamianach między prywatńymi. . b. co niebyfoby . C. przeto Rząd chbęiaS aiiflł wszelką inoiność. iżby miejsce wszystkich do­ tychczasowych znaków cyrkulacyjnych zastąpić kiedy­ kolwiek m ogły. a w każdym razie stopa ta jak to.tucyi zi'ożonego. ulegać . m ogłyby wejść w użycie praktyczne. i że zastępstwo to raczéj w lokacyi funduszów . etc. niechcąc atoli wyprowadzeniem ich z obiegu pozbawid publiesnośei tych znakiiw wartości. nie jest mi wiado«10. i p. je­ żeli niepodobne. przewiduje. i do­ łączyć się do massy różnego rodzaju znaków cyrkulacyj­ nych — zarazem. że i bilety procento­ we p.przymiotem mogącym je upowszechnić w za ­ mianach do tego stopnia.zmianom i ustosunkowaniu do zmiemającój się także stopy procentu zwyczajnego. procentu byłoby bardzo trudne. — i że jako takie mogą •w zamianie za gotowiznę zyskiwać nawet agio. którym ona tak spi'sjja. że toż samo sprzyjanie im publiczności Tobi je właściwszćmi do lokacyi.“ etc. które również procentują i są w podatkach przyjmowane.

Nie przeczę że różnice są znaczne. jedno że z pomiędzy wszystkich zna­ nych papierów procentowych. same tylko bony skarbowe czyli biléty kass państwa . i że właśnie w doświadczo­ nym ich użyciu na cel dw oisty. m a wprawęlzie .źe bilety procentowe jak to z osnowy całego dzieła wyprowadzić m ożn a. a biletami procentowemi są tak wielkie. to jest cyrkulacyi i loka­ cyi. C. — Cyrkulacya ich zwłaszcza we Fruncyi.Co do tak zwanych“ bonów skarbowych p. C. i6 4 ) zarazem w dobitnych rysach usiłuje wystawić różnicę jednych od drugich. ^ źró d ło ich pochodzenia byłoby zupełnie odmienne. — Nie tylko w ięc nie po­ wiem z panem C. ale owszem znajduję. trzy waSne na­ der podobieństwa. — a trzecie. — A przytćiń zachodzą jeszcze między nićmi oprócz owej j u ź przez p. że różnice pomiędzy bonami skarbowemi i t. — ęo także jest przymiotem b i­ letom procentowym służyć mającym. a . co jest także charakterystyką biletów procentowych.sjje ju ż mają podobieństwo zbiletam \ procentowymi pana Ç . . Lafitte mniej. lecz te nie tylë polegają na zupełnćj odmienności przy­ miotów do nich przyw iązanych.. — a na co zgodził­ bym się z panem C . jak raczćj na tćm . jako nieprzeci^żoua wcale papierowćmi m onetam i. ¡drugie. — iź bońy te z natiiry swojej tylko przez skarb wypuszczane być mogą. iż porównane być mogą do dwóch biegunów magnesu. że z pomiędzy wszystkich papierów są do nich najwięcćj podobne. są przyjmowane w podatkach. mają w stosunkach pryw a­ tnych kurs nieprzymuszony. p. Bilety procentowe kassy jeneralnćj p. wzmiankowanej analogii. bilety procentowe znajdują swoje praktyczne popar­ cie. przy­ znaje sam ze maj^ niejaką daleką analogią z biletami procentowemi (quelque analogie loiutaine str.0 czem jeszcze wspomniemy..

b yło b y bardzo dogodne i pożyteczne . i w pewnym stosunku z rocznemi wpływami kass skarbowych będącej. ~ ale bilety te oprócz tych wszystkich różnic jakie się znachodzą między bona­ m i skarbowemi a biletami pana C . a raczéj wykupna długów publicznych bi­ letami procentowémi. N ie idzie zatém abym ju ż dla tego podzielał w zupełności teoryą długów publicznych jakiéj dotkńijł w ostatnim rozdziale swojego dzieła. ^la którychby zastosowa­ ną b yć nie miała. w naturze rzeczy czerpanych. nie opłacał pro­ centów przez czas pozostawania ich w tychże kassach. ró żn ij się i tém je­ szcze . powiem tylko: że abstrahując od szczególnych. . nie widzę powodów ogólnych. zamiana więc do­ browolna téj części długów publicznych jaka ilością bile­ tów procentowych przez skarb na dobra rządowe i poda­ tek gru n tow y zaciągnąć się m ogących.miejscowych względów podobnej konwer­ syi niedoradzających . źe nie s^ pod iirm § rz^du wypuszczane. skarb takiby tylko liczebny zysk otrzym yw ał. - Nie nazwę także niepraktycznym pom ysł pana C.spłaconą byćby m ogła. byłaby łatw ym środkiem emissyi tych biletów.. źe wprowa­ dzenie w cyrkulacyą podobnego rodzaju monety procen­ tow ej. konw ersyi. ani też im większój dodać wartości . i niemogącej jeszcze a n i'u b liży ć ogólnym jego o kredycie pojęciom . iżby od biletów które do kassy jego wpłyną. — Zaprzeczyć się nie da. ani tćż skarb nie przyjm uje ich w opłacie podatków.— W prawdzie na operacyi téj saméj w sobie uważanej. le g a ln é j. ..miejsce w stosunkach prywatnych. w ilości um iarkowanéj. a wreszcie nie przesądzając względem sposobu w jaki konwersya ta czyli wykupno nast^pićby m ogło. ale pomijając rozbiór jéj jako nie w bezpośrednim związku 2 przedmiotem głównym będącój.

804. 364 . niebyłby tak­ że do odrzucenia. to jest że zaciąganie tym sposobem dłu­ gów publicznych byłoby częstokroć najoszczędniejszćm. wolno t. C. i 798 właściciele ziemi w A nglii upoważnieni zostali uwalniać się od opłaty podatku gruntowego przez złożenie w ren­ tach trzyprocentowych summy przynoszącej dochód po­ datkowi owemu wyrównywający. m iała znaj­ dować inne uboczne przeszkody.878. — Tak więc jeżeliby tylko emissya biletów pana C . byłby wła­ ściwym jej środkiem. C. . miała wchodzić w praktykę. a umo­ rzono długu na. szterl. W r. — a prowa­ dzona również z ostróżnością. zysk ten przypadkowy a przycho­ dzący sam z siebie i bez żadnego zachodu. Jeżeliby nie korzy­ stali z tego upow ainienia wczasie oznaczonym . przedstawiałaby jedną wielką korzyść. — to zawsze emissya ta dałaby się i z mniejszemi m oie trudnościami zasto­ sować p rzy zaciąganiu pożyczek. o któréj jedynie mówi p. gdyby konwersya długów publicznych już istniejących.^ o każdemu trzeciemu podstawiać się w ich miejsce za złożeniem summy dającej większą nieco dywidendę. wykupnem d łu ­ gów publicznych biletami na podatek gruntowy wypu­ szczonymi) jest j u i i w praktyce znane. sądzę: że dobrowolne wypuszczanie ich na kapitał z podatku gruntowego uformowany. A le nawet. 24. funt. Tym sposobem po rok i 8 i 3 skupiono podatku grunto* wego w wysokości funtów szterlin'gów 7 8 1. Umarzanie długów publicznych za pomocą kapita­ lizowania podatków. (co jak widziemy ma widoczną analogią z projektowanem przez p.aie obok ogólnych korzyści z wprowadzenia w cyrku lacyf znaków procentowych.

0 85. 18 16 do roku r 83 a Francya zaciągnęła długu '2. J«k dalece sjstem ten. uczyniły niespełna tylko 74 za sto.800 franków.o49. na który odebrano tylko funt.547. kiedy i gdzie dałby sig za- $tósować.— a zatćm mniéj o fijnt.333. czyli około dziewięć miliardów złotych polskich.677.272. Niektóre z pożyczek wskład powyższej summy wchodzących. 1 780 a głów nie od r. O grom ny ten ubytek za­ dziwia tym ^ięcćj. reszta zaś to jest franków 59 5.' samych pięcio­ procentowych. Bryt.2 40 fęan.8 9 9 . ï 793 do włócznie 18 12 wynoszą w kapitale funtów szterlingów 6$9. to jest 8 4 . szterlingów 4 76.087. 85 | . T akiż sam wypadek i jeszcze na większą skalę dostrzegać się daje w długach W .anii. . i na przeszło dwóch m iliardach franków. źe cała ilość powyższego długu za­ ciągnięta została w rentach wysokich. 8 9 Î. o tćm przemilczę w tćm miejscu.713 pochłóriiónij została kosztami operacyi i przewyżkę ceny nominalnej nad cen^ otrzymany w drodze ugody z wiel­ kiemi domami handlowemi. Niech mi tylko wolno będzie przytoczyć liczebne wypadki jakitó z dotychczasowego systematu otrzymały Francya i An-r Od r. z którego jednak ^^płynęło do kassy państwa 1.12.800 franków to jest że za 113. siter. a chociaż późniejsze wydawały stopniowo więcćj. to jest pożyczki od roku 18 16 do i 8 i 8 zaciągane. wkładać na skarb ciężaru ponoszenia długu większego od tego na który waluta rzecżywiście ode­ brany została. w rentach przyzńała się dłużna kapitału 2.484. których przyznanie nić powinnoby już jak się zdaje. wydały tylko od niespełna 58 do 6 7 za s to .372.669.62 4 . 2. — D łu g i te wzięte z samej epoki* od r. a naiwet ostatnia z roku i8 32 98^. to zawsze w przeciągu epoki ż lat i6 .f.88o.380 .484.

źe przemyśliwanie nad zastosowaniem innego systematu w za­ ciąganiu długów. jak o tem w kilku m iej­ scach mówi.Przykłady te dowodzą tego przynajmniej.’ ną solidarność. że zam ierzając biletami procentowemi zjednoczyć kredyt prywatny z publicznym .— Zda­ je się. i niekoniecznie na niewątpliwych bezpieczeństwach rzeczowych oparte. — Jakażkolwiek jednak była inyśl a u to ra . jednę uniwersalny formę i współ. obejmowałby w sobie. przyznaje biletom wypuszczanym na trzy oddzielne hypoteki — jako to dobra Rządowe. pierwiastkowo na rękojmie rządowe a niewątpli-^ we wypuszczanych. C . nie jest niepotrzebne. jedno z dwojga zawsze mieć będzie mićjsce : albo dla nieosłabianią solidarnej pewności b i­ letów. zostałby znacznie ścieśnionym . a przytem i ów rozlegfy biletom procentowym zamierzony zakres w przyszłości. jakieby tylko prywatnym p r^ y j^ ł>yć m>gł}-j tak meruchpmych jakruchomycfi. — a wten. m ogących — jak ju z widzieliśmy — wdawać się w operacye termino­ we. jak w i­ doczna.- . — albo tćż własności iiieruchome Rządowe i podatek gruntowy staćby się musiały rękojm ią i za bilety oparte na tych różnego rodzaju iiezpieczeństwach. to pozostawione jest 'ff cieniu. pojęcie za materyalne. C zy tęż samą formę i tęż samą soli­ darność mieć mają i bilety wypuszczane na podstawie kapitału zakładowego Banków pośrednich. i ju z niekoniecznie niewątpliwych. biletami opartymi ostatecznie na rę­ kojmiach prywatnych. emissya tych ostatnich musiałaby zostać ograniczoną. gmin­ ne i podatek gruntowy. przypuszczał dla wszystkich tych biletów wspólną solidarność. p. C hc|c papierowi swemu nadać przymioty uniwersal­ nej monety. C. lub w jakikolwiek sposób dałaby się w wyko­ nanie wprowadzić .— a w ówczas'kredyt p.

choćby nawet assekurowanych. — ale nie sądzę — aby także rozciągnąć można i do biletów opartych na majątkach ■prywatnych ruchomych. Z. C o do możności używania biletów we wszystkich tranzakcyach prywatnych. któreby oparte b yły na nieruchom ościach. bile­ tów portugalskich od r. i ie 'w wypłatach lOliwrów . jak to miało mićjsce względem powołanych przez p. 1710. na jakichby i Rząd wypuszczał swoje bilety. 17 9 7 wypuszczanych. zeskontowały jeszcze przedzupełnćm roz­ winięciem systematu assekuracyjnego. i takiej. . C. zamieniła się wówczas w potrzebę nieustanną — • lub przynajmniej ciągle się odnawiającą.czas bilety i jedne i drugie nie m iałyby ju ź tego w yż­ szego nad wszelki zarzut bezpieczeństwa materyainego. i m oźeby owa czasowa tylko — i w samych tylko po­ czątkach dopuszczana przez p. czy też użycie biletów (») Edykt z r. 1 7 1 9 (»). pan C . stanowi dopićro pojęcie skończone monety praw nej. — Mnie się zdaje. również pozostawił w cieniu czy u życie to nastąpiło­ by na skutek rozporządzenia władzy prawodawczej. a tćm bardzićj jeszcze do biletów opartych na tych ma­ jątkach ruchom ych. potrzeba wymiany biletów procentowych na monetę brzęczącą. nadając banknotom agio 5 g nad monetą brzę­ czącą w wypłatach skarbowych. stanowił zarazem : £e odtąd wexle tylko w banknotach mają bydź płacone. a zatem na tegoż samego rodzaju wartościach. która wraz z możnością opła­ cania niemi wszelkich należności skarbow ych. lub bile­ tów Banku Law a od r. źe wspólna ta solidarność m ogłaby zostać zastosowaną jedynie tylko do tćj części biletów na kredyt prywatny wypuszczonych. ja ­ ką dziś jest prawie wszędzie moneta gruba srebrna. któreby Banki pośrednie mające jak widzieliśmy obszerną a nawet do nadużyć doprowadzić mogącą władzę.

m iały kurs przymuszony. Z.— Zdaje się nie ulegać wątpliwości. bo jakkolwiek bilety p ortugalskie. nie mogących ulegać fluktuaciom ceny. nastąpić ma sama z siebie. a złotój płatach 300 Hwrów. 49 . bez żadnego jako' już tylko zbytecznym być mogącego nakazu ze strony prawodawcy. jak to np. —* źe zamierzana przez p. źe bilety te mieć będą kurs zupełnie nieprzymuszony. które przyjmowane we wszy­ stkich kassach rz|dowych mają przytem w o ln y i nieprzy­ muszony kurs w stosunkach pieniężnych prywatnych. tylko stopniowa. legalną. i bez żadnego przymusu. — i cytując przykład T u r c y i. C . a przy­ najmnićj mniejszym od tych na jakie dziś ma być wy­ stawiona sama moneta metaliczna. — N ic teź przykład ich nie dowodzi w naszćj m ateryi. ma miéjsce względem biletów dawniej kassowych — a dzis i Banku Polskiego. do potrzeb cyrkulacyi za­ stosowana emissya biletów. które jak dowodzą i przywiedzione w krytyce jego słowa pana R a u . tudzież biletów portugalskich. nie mo£na )u£ u£jrvra¿ monety srebrnej. Tom IŁ M aj 1341. twierdząc: źe nie zgadza się z dostojeństwem władzy dawać premia od pieniędzy pod jćj rękojmią wydanych.procentowych w tranzakcyach prywatnych nastąpić ma samo samo z siebie. nie spadły więcćj w cenie po odjęciu im procentu. to jest pod względem opłat skarbowych.. — Inną wszak­ że zdaje się myśl przypisywał autorowi p. mających być tytułam i udo­ skonalonej zastawy z ńajwyższćm bezpieczeństwem rze­ czowćm. a przytem będących zarazem i lokacyą kapitałów i monetą ju ź w części.-— źe mó­ wię emissya^ tych biletów —. to jednak kursprzymu-^ szony\ÿ)sX im nadano. z razu procentowane. obok nieurządzenia kassy wymiaprzechod:i^cych.— z g o ła .

recen­ zent powinien zachować ton przedmiotowi odpowiadający. Na tćm kończy uwggi moje nad dziełem p... C. mogły pomódz p. a przynajmnićj bardzo zblizoną wartość targową. by p.pek m ających.n y .. — Podo­ bny los nie spotkałby zapewne biletów procentowych pG. które nie zawsze są niemi. zachował w swćj recen'i zyi ton więcćj poważny. nawet takiej która się jawnq wyda­ je. ale zbijając go tym tylko pozornym zarzutem. C. — i to wła­ śnie dla tego. G.000 franków dochodu czy takowy jest procentem od 800.. Z. skoro nie zarzuca p. ie jego bilety mają miéé takîe kurs przymuszony? — W po­ dobnym rodzaju jest zarzut. owe bilety portugalskie wprawdzie pro­ centowe ale z kursem pr'zymaszonym. przysyiódł to zdanie w rozwinięciu myśli. nie wypadało właśnie przy tćj -sposobnos'cl wywoływać owéj zaczarowanćj krainy «marnieli- . naleSy zacząć od przypuszczenia. którym kursu przymuszanego przepuszczać się nie godzi (*). — Có£ np. zdania tego nic po­ dzielać.— Ilekroć zajdzie podobieiistwo sprzecznoici. ie Autor pisał %wiedzą.tak iż odjęcie jednego z nich to jest procentu. a na jakie starałem się zwrócić jego uwagę. ale samej z siebie domys'inéj. musiał koniecznie pochłon^ó w sobie wszystkie do nich przywiązane przymioty. kiedy sprzecznos'é ta nie znajdzie wytłunjaczenia w ciągu dzieła. lub w tćm co Autor mógł chcący lub niechcący przemilczeć lub opuścić. — Obejmuje ono wiele pięknych ustępów z przedmiotem' g-iównym mniéj wigcéj ścisły zwi. Z. czytelnik z większą łatwos'cią zgodziłby się z nim na te sprawiedliwe jego spostrzeSenia.— Ale zapomniał p. „i& obojętnćm jest dla mającego 36. i mniéj b y ł skorym w wytykaniu sprze­ czności . Z. pdmińigtćj. wprawdzie przez p. Z. £e w chwili owe­ go aiycict dwa te kapitały ró2nćj imiennćj wartos'ci. Pan C. do którego zarzut ten stosuję. C. w którym przywodząc wyraîenie p. nic już znaczyć nie mogło. będą miały jednąi. ie raczćj na przy­ chód jak na kapitał baczyć n ale£ y . ani dowodzi. jakich w słusznćm uprzedzeniu przeciw samemu sposobowi recenzyi mógł łatwo nie dostrzedz. i dopiero wtenczas wyrzec względem niéj i wyrok ogłosić wypada.000 czy od miljona kapitału« — oświadcza: 2o dla tych którzy są w potrzebie i chęci uiycia swego kapitału oboję­ tnym to bydź nie mo£e. których (*) 'W sumiennej recenzyi dzieł zwłaszcza treści powaïuéj. — Gdy. o uwadze. ie dochód z nich ogóiem brany jest tćj samćj wysokości._ Mógł p.

a do którego jakby do źródła i fundamentalnej podstawy odniósł cały sWój pomysł. C . Przechodziłoby to zakres mojéj recenzyi. — Odsyłam w téj mierze czytelników do samego dzieła.— Ale porwany tym pomysłem p. — z duchem dokładne pojmowanie téj często źle zrozumianej w nauce zasady laissez passer.— wykład korzyści zaasymilowania poboru procentów od biletów procentowych do poboru opłat skarbowych. Zbierając te uwagi treściowo. a lakierni np. C. — W ogólno­ ści nie uważałem za właściwe przychwalać temu na co rozumiem źe mniej więcćj powszechna może być zgo­ da. i zdaje się niedostrzegać. wynosi za nadto bilety swoje procento­ we i za nadto obszerną zakreśla im działalność. którfe w całćm słow'a znaczeniu zasługuje na za­ jęcie właściwego sobie miejsca w nauce. za nadto zaś poniża wszystkie dotychczasowe środki cyrkulacyjne. jest ju ż w części usprawiedliwiony obserwacyą tego co się dzieje. a w części i praktyczny na przyszłość. powiem: że pom ysłp. za nadto ruchomego. i t.w recenzyi mojéj zaledwie dotknąłem.. i które jest w niéj jednym krokiem naprzód uczynionym.| procento-wego pośrcr dnika zamiany. uogólnianiem i potęgo­ waniem ideów. — ■ uznanie potrzeby przedsiębrania wielkich przemysło­ wych przedsięwzięć dobro ogólne na celu mających. — Nie przeto pomysł ten . — pojęcia za nadto rzeczowego. że nadużyciom i wadom cyrku­ lacyi można także zapobiegać i na drodze rozwijania szczegółowych form Icredytu— zgoła Autor grzeszy zapa­ łem . dotąd Wnauce zaledwie dotknięty. co do wprowadzenia w cyrkulacj. — Zbytnie to uniesienie doprowadziło go nawet do mniéj trafnego pojęcia kredytu w ogólności. wdzieraniem się wprzyszłość. 8|: wykazanie związku biletów procentowych oszczędności w narodzie.p.

nazwanym być może. non pas comme l’aińo du monde. a szczegôlniéj system i szkołę Hegla wystawie lako antichrzescianskie i oskarżyć je o pantheizm i zupełny błędność.utracił wartość swoją. znaleśd moîe iniĄsoe w jéj piśmie. „P o zo rn ą nauka. bez ęuperlatiwów. czyni to względu na naukową jego wartos'é. Princi. i szkodliwosc zasad. de la ph i­ losophie natur. kt<5réj dokładne ocenienie publicznéj zostawia opinii. Te 'jednak stronę naukowij oddzielili naleiy od drugiéj jego strony w kt<5réj ‘szanowna au­ torka' usiłuje dzisiejszy stan filpzoui. ani już dla tego mylnym lub u ro ­ jonym . mogła była bydź wy­ kazaną bez wywyższania. . Dieu régit to u t. zyskałby stronników może nie tyle unośnycb.“ Jestto głęboka prawda. (») P rtypiseh Redakcyi. ale znalazłaby ich nawet pomiędzy tymi k tó ­ rzy dziś pomysł jego skłonni są uważać za zupel’nie niepraktyczny. JŒ YSLI O F I L O Z O F I I (*) przez Eleonorę Ziemęcką. Znakomita wewnętrzna wartość pomysłu sam| treść dzieła stanowiącego. de M ath. Newton. która się we wszystkich wiekach stwierdza na umysłach naukowym badaniom oddanych. Rodakcya umieszczając ten artykuł w swém piśmie. 2e każdy artykuł. . — ani nie potrzebowała szukać uzasadnienia w tak prymowanym kredycie. inais comme souverain absolu de ce qui existe. pra­ wdziwa zwraca na jéj łono. — Odnoszenie to n ieb yło koniecznem. mówi Bacon oddala od religii. Redakcya daiekg jest od dzielenia z autorką tego j^j zdania j a oełaszaji|C to nieudowodnione zaskarżenie Hegla chce przekonaé. aby tylko z ja­ kiegokolwiek wzgljdu zasługiwał na uwagę publiczną. Conclusion. — Pan C.

. która ani w rozkoszach dumnych rozu­ mu. — a teraz — stoi. niepo­ słuszne na głos pychy. ani w znikomych związkach doczesnych passyl. sama siła jego uczuć. objawienie Bóstwa w swoim rodzie upatrywał. zakreślał prawa stworzenia. odrzuciwszy wszelką pomoc. bo one Innego czekają wezwania. wszystko. do czego człowiek w niedoli przyw ykł myśl swoją zwracac. wyrzeka się nędznych uroszczeń swéj wiedzy.— chciał otrzeć ł i y znękanych — cierpiących.— D um ny mę­ drzec po długich walkach z własną myślą. kiedy w własnego rodu potędze zaw arł wszystko. najwyższe. w upojeniu wiedzy czu ł się tw órcą.. sama jego natura pyszna lecz słaba. . teraźniejszość zbogaclć. zagłuszyć wewnętrznego g ło su . chciał przynajmniej tep du­ mny nędzarz.Jakkolwiek ciężkie i długie bywa obłąkanie rozumu. ciśniona zewnętrzną. prawdy.. do której nasz duch instyktowe ma dążenie. pomlęszały ślę jego m yśli. ani pozorną doskonałością swych teoryi.. o własnych siłach wdzierał się w najwyższe taj­ nie moralnego świata. swój stosunek z Bogiem. — chciał wymówić słowa pociechy— pociechy! — m iałźe on do niéj prawo. nieznacznie prawie p ro­ wadzą go do uznania prawdy objawionej. inne tchnienie je ogarnia i kieruje niemi od wieków. sama wątł^ istota człowieka. zadowolnienla znaleść nie może. kiedy we łzach pokory i religijnego zachwycenia. niepewny przed świetnym wymysłem swego rozumu. schyla znękaną głowę przed najwyźszćm światłem i wtedy do­ piero jest prawdziwie wzniosłym człowiekiem. Bezwładny dla przyszłości. niemogąc ani pojąć zagadnień moralnych. W iek nasz jest takim mędrcem. ziemską p otęgą. i znalazł je nleustępne. — lecz kiedy chciał żyw ioły życia socjalnego nagiąć pod w y­ myślone rozumem formy.

z obłąkań rozumu pychy i namiętności wyrosłą. . Tćm widmem m iał odna­ wiać spruchniałe podług niego posady gmachu towarzy­ skiego. stoi zdumiały. instytucyom pewnego bytu u życza. że w piérwszéj chwili odurzenia. a wtedy to okazuje się-jasno. wolny. tak wszystko tłomaczące.(*) a m iał przynieść świeże żywioły życia moralnego. człowiek. osobisty. ż e je s t tylkp wyłącznym przywi­ lejem mędrców. m iał tworzyć nową wzorową organizacyą. któreby zawsze wznosić (») Zarzut ten ściąga sij tylko do francuzldch pantheistdw^ szkoła Heglistów da}eko lepiej pojęła £ycie społeczne. wiarą w jego Bóstwo utwierdzona? w zamian ża to wszystko. wiek zarozumiały podaje mar­ twe widm o.j ich prace.— Nie mówmy na uspra­ wiedliwienie filozofii. — Gdzież b y ł Bóg wielki. — Lecz upojenie to nie trwa dłu­ go. mędrcy. — Jehowa przewodniczący od kolebki ludzkości. i e ona niema prawdy w sobie. wiedza teorytyczna wystawiona jest na ciężkie próby w rzeczywistości. że nieodpowiedność jéj potrzebom ogólu nie m oie stanowić jej po­ tępienia.— C zyż speł­ n ił te wszystkie obietnice? c z y i dzieła jego noszą piętno trwałości na' sobie? czyż jednostka pod jego ocloną wzrosła. umysłów wyjątkowych. źe rozum jego tak silny. który charakterowi stałości. 1 niemoźe oprzeć się uczuciu chluby. jego żyw ioły karmiona jaśnieje tą^ spokojnością jaka powinnaby być owocem zbadanćj prawdy. źe jéj zbywa zupełnie na pier­ wiastku twórczym . Nie­ stety! riik tzn a s tego nieprzyzna.do czego m odlił się dotąd w ucisku. i jćj wychowaniu? Gdzie świętość nauki Chrystusa. mniéj niż kto inny__ W ielkie i uczone s. wiedzę pantheistyczną. mamy w wie­ ku naszym systemata tak prawdopodobne.— Niema takich istot.

świadectwo jego jest bardzo wątpliwe. Formalizm syśtematów filozoficznych. Zachwy­ cenie to nawet może unie\yinnić ślepotę tylu filozofów. niema prawdziwej wartości. całą swą wielkość. samotnych badań. z jego wewnętrznem przeświadczeniem. tak. jest nam w y­ starczający. a działanie dla wszystkich bez wyjątku.. te same ma wa­ runki. niepewności. nada pracy jego kierunek właściwy. założenie pier­ wotne. jakby dogmatem opowiadanej rozlegle i uczenie filozoficznej wiary. będzie dla niego pewnym rodzajem obrządku. że wiara w ten utwór. jak ukochać piękne i systematyczne rozgałigzienia samowol­ nie utworzonego pom ysłu. Niedość źe systemat zadowolnia filozofa. można wyśledzić treść całości. która tyl­ ko w chwili oderwania. Jeśli w tym do­ gmacie znajduje się praw da. zgodny.— po każdem czole płyn | krople potu.. iź mimowolnie . — potrafi' on zachować w tem prostem pirzybraniu.. z jego usposobie­ niem moralnem.. — Nauka. pod jego jednak kunszto­ wną osłoną.się m ogły po nad massę ludzkości. dla nas wszystkich jedna służy prawda. nie jest wprawdzie przystępny dla ogółu..— -T o'w łaśnie założenie jest jakby jądrem . można uprzytomnić całej ludzkości. ten dogm at można w yrazić w prostych słowach. wiemy bowiem jak człowiek przywiązać się może do utworu własnego rozumu. żalu i-trwogi. wszyscy mamy wspólne cechy słabości. tym samym ulega trudnościom . — W iedza doskonda w życiu czynnem przewodniczyć nam powinna. kiedy uprawiamy winnicę Pań­ ską!.— W rozumie człowieka są przy­ rodzone prawa porządkUj których używszy mędrzec w po­ myśle swoim tak je widzi wspaniałe. a będąc prawem orzeczeniem stosunkn człowieka do B o ga. których systemata uznane są dziś z pewnością za błędne i szkodliwe ludzkości.

Z drugiej strony. jest istotnie jego własnem dzit^em.dziejowego jest pełen smutku i trw ogi. Prawo to ujiosząc się pod nad zmiennością epok j wypadków. tym więcćj ztąd wypływa poparci