You are on page 1of 8

5 powodów dlaczego: Internet

Rzeczy zawładnie naszym życiem

Wszyscy jesteśmy migrantami
www.wikipedia.pl

5

Obiektywna rozmowa o emigracji staje się współcześnie
co raz trudniejsza a narastające niedomówienia oraz lęk
przed nieznanym nie pozwalają dostrzec niejednorodności
zjawiska. Czy ekspozycja, która gości obecnie w CK Zamek
jest w stanie to zmienić?

Na pierwszy rzut oka, Internet of Things wydaje nam się czymś
odległym, czymś z dalekiem przyszłości. Jednak rzecz w tym, że
jesteśmy o krok od kolejnej ewolucji, która wyidealizuje
nasz świat w zupełnie nieoczekiwany sposób.

6-7

Bezpłatny miesięcznik
Nr 49 z liSTOpad 2016

Wygrana republikańskiego kandydata w wyborach na prezydenta
Stanów Zjednoczonych
była nie lada zaskoczeniem, zwłaszcza dla tych,
którzy byli święcie przekonani o zwycięstwie Hillary Clinton. Jeszcze na
cztery godziny przed
ogłoszeniem wyników
nie było tak naprawdę
wiadomo, kto obejmie
władzę. Około 8:00 czasu
polskiego wszystko było
jasne. W takim razie
Trump, ale co dalej?

Trump. I co dalej?

Źródło: flickr.com

N

iepewność na rynku amerykańskim i europejskim,
spadek wartości dolara,
masowe protesty wściekłych demokratów – taki mniej więcej krajobraz
rysował się o poranku 9. listopada w
USA. Na kilka dni, a nawet godzin
przed wyborami, ludzie nie zadawali
sobie pytania „kto wygra?”, a „jak
mocno Trumpa pobije Clinton?”.
Takie myślenie, do którego przekonały ludzi sondaże, zgubiło wszystkich. Z jednej strony dało Partii Republikańskiej powód do ogromnej,
trochę niespodziewanej fety, z drugiej – Partia Demokratyczna poczuła się, jakby potężnie oberwała.
Doszło do pierwszego poważnego przemówienia Donalda Trumpa,
teraz już prezydenta elekta i…
nastąpił niespodziewany obrót zdarzeń. Miliarder zaczął mówić, że
Ameryka jest dla wszystkich,
a każdy może włączyć się w jej odbudowę. Wyraźne odcięcie się od
ostrej retoryki, znanej z kampanii
wyborczej zmieniło oblicze Trumpa. Chwilę potem przyszły prezydent wspomniał o planach dotyczących infrastruktury – zapowiedział wydanie 500 mld dolarów na
budowę lotnisk, mostów, dróg.
To całkowicie zmieniło sytuację
na giełdach. Nagle okazało się, że

Czy Donald Trump będzie w stanie zatrzymać przy sobie swój twardy elektorat, jednocześnie przekonując do siebie niechętnych mu wyborców?
republikanin chce wydać na modernizację państwa więcej, niż zapowiadała Hillary Clinton. Ceny niklu, miedzi i cynku gwałtownie skoczyły w górę, giełdy amerykańskie
i europejskie zanotowały wzrost,
a dolar zaczął szybko drożeć. W
trakcie pisania artykułu (15.11.16r.),
1 dolar jest wart 4,13 złotego. Tak
dobrej pozycji jeszcze w tym roku
nie miał.
Kolejny był wywiad dla stacji
CBS, gdzie prezydent elekt odpowiadał na wizji na pytania dziennikarza Lesleya Stahla. Stahl zadawał
pytania odnośnie działań Trumpa,
po wygranych wyborach. Przypomniał m.in. jego zapowiedź zrzeczenia się prezydenckiej pensji.
Trump jeszcze raz potwierdził swe
słowa i ogłosił, że „odpowiedź
brzmi: nie, nie wezmę jej”. Kiedy
zaś Stahl zagaił na temat masowych

i nierzadko agresywnych protestów
demokratów, Trump zaapelował
o uspokojenie się i przypomniał
o chęci wspólnego budowania
i jednoczenia Ameryki.
Warto dodać, że niedługo po wygranych wyborach, Trump po cichu
wycofał się z jednego ze swoich postulatów. Ze strony internetowej
zniknął zapis mówiący o zakazie
wjazdu do USA dla muzułmanów.
Patrząc na to, co Trump zrobił
w przeciągu pierwszego tygodnia
po swoim zwycięstwie, można powiedzieć, że na pewno się zmienił.
Stara się zabiegać o głosy szerszego
elektoratu, aniżeli tylko republikańskiego. Słowa, których już nie wypowiada z przesadną emfazą i podniesionym głosem stały się przekazem dla nierepublikańskich wyborców pod tytułem: „chcę być waszym prezydentem”.

To bardzo dobre posunięcie. Jednak gdybym był przeciętnym wyborcą Trumpa, poważnie bym się
zdenerwował. To przecież jego
agresja, czasami odważne, a nawet
brawurowe ataki doprowadziły go
do tego miejsca, w którym aktualnie
się znajduje. Ludzie poparli Trumpa
z dwóch powodów: bo prezentował
się jako wróg obecnych władz,
który nie bał się ich otwarcie i ostro
atakować, a także dlatego, żeby
po prostu pokazać rządom demokratów i wielkim politykom czerwoną kartkę.
Ci drudzy nie wiążą z jego prezydenturą większych nadziei, bo ich
oczekiwania zostały spełnione po
wygranej Trumpa. Chodziło jedynie
o zamanifestowanie obecnej władzy
swojej niechęci i niezadowolenia.
Jednak pozostała część może naprawdę odczuwać złość. Zamiast

pieniacza i krzykliwego wroga elit,
mają do czynienia z człowiekiem,
który chce dogadywać się ze
wszystkimi i nie jest już takim
awanturnikiem. To właśnie na radykalnego i wściekłego Trumpa, a nie
na kogoś innego, oddali głos. Prości
ludzie, farmerzy i „rednecksi” mogą
teraz uznać, że Trump tak po prostu
zagrał na ich złości. Cóż, populizmu
nie można odmówić jego kampanii.
Musimy pamiętać o tym, że oficjalnie Trump jeszcze prezydentem
nie został. W takim wypadku pozostaje nam czekać, co wydarzy się
w przeciągu najbliższych miesięcy.
Dopiero one pokażą nam prawdziwą twarz elekta, bo jak to powiedział Leszek Miller: „niestworzone
rzeczy się mówi i nietypowe rzeczy
robi, dopóki nie zasiada się na
ważnym stanowisku”.

Przemysław Terlecki

2

www.facebook.com/gazeta.fenestra

Turner, dostojewski,
Schulz. Trzy różne epoki,
odmienne spojrzenie na
świat, wszelakie spektrum wyrazu. Łączyło ich
jednak miasto. Miasto
bliskie sercu, przepełnione szumem, groteską codzienności i masą przemieszczających się ludzi.
Gwarne, odstręczające, a
jednocześnie pełne labiryntów i fascynujących
zakamarków. pisarze
rzadko kiedy wykorzystywali motyw miasta w
celu ukazania jego piękna. Najczęściej przemawiała za nimi chęć zapisania na kartach literatury
jego zepsucia, zmechanizowania, umasowienia.

M

imo, iż język polski należy do jednych z najtrudniejszych na świecie, to coraz częściej staje się wyzwaniem także dla nas samych. Nikt
nie wymaga od nikogo znajomości
bogatej polszczyzny niczym Mickiewicz czy Słowacki, jednakże
podstawowe zwroty czy słowa powinny zostać przez nas opanowane.
Bo wstyd. Tym bardziej na studiach.

#1

„Przyszłem wcześniej, gdyż
miałem blisko.” – to chyba najczęstsza poczwara językowa, która
w duecie z weszłem i poszłem dana
jest nam słyszeć. Moi drodzy, mimo
iż mieliście blisko, wysilcie się odrobinę i użyjcie słów poszedłem,

Źródło: Nicole Piotrowska

P

o raz kolejny odjechał
Ci tramwaj, szukasz więc
kawałka cienia i oczekujesz
na przyjazd kolejnego. Słuchawki
jak zwykle popsuły się w najmniej
oczekiwanym momencie i jesteś
zmuszony wysłuchiwać porywającej dyskusji na temat problemów gastrycznych pani w średnim
wieku. Duszący smog wypełnia
płuca niczym dym z papierosa
stojącego obok nastolatka.
Unikasz kontaktu z przechodniami, odliczasz minuty. Wiadomo,
chciałbyś teraz znaleźć swoją oazę,
tajemniczy ogród albo chociaż
wolną ławkę w parku. Nie tym razem. Jednak są takie dni kiedy kochasz to miasto całym sercem.
Może nie dziś, ale na pewno wtedy
gdy masz wokół siebie bliskich ludzi. Czujecie się panami świata,
przemierzając ulice w poszukiwaniu przygód i nowych doświadczeń.
A co na to inni mieszkańcy?

Mam tak samo jak ty

Poznań, Winogrady

Sen o Warszawie

Życie w stolicy to taka polska
(gorsza?) wersja american dream.
Wszystko jest bardziej, szybciej, lepiej. Utworów o Warszawie powstało tak wiele, że bez wątpienia
można by zlepić z nich cała
składankę pełną kolorowych snów,
rozbitych butelek i zalanych słońcem ulic. Ukłońmy się więc temu,
który złożył jeden z najpiękniejszych hołdów nadwiślańskiemu
miastu. Wykonywany przez
Czesława Niemena „Sen o Warszawie” – utwór obchodzący w tym
roku swoje pięćdziesięciolecie –
stał się niepisanym hymnem stolicy
i jej mieszkańców. Od ponad dziesięciu lat śpiewany przez kibiców
Legii przed każdym meczem rozgrywanym na Stadionie Wojska
Polskiego. Niemen uchwycił w nim
wolność, pasję i miłość do miasta,
które stało się jego domem.

Czasy się zmieniły, do głosu doszło młode pokolenie, a z przepicia
obudził się Muniek Staszczyk.
Swym zachrypniętym głosem,
w akompaniamencie ryczącego autobusu i obłoków spalin, wyśpiewał
nam piękna balladę o Warszawie.
Mieście z powojenną historią, które
dopiero co wyrwało się spod komunistycznego reżimu. Jest rok 1991,
a betonowe bloki niezależnie od
pory roku wprawiają ludzi w całkowitą euforię. „Chcę ryczeć, chcę
krzyczeć, chcę śpiewać”, zarzeka
się w pijackim bełkocie Muniek
przemierzając labirynt ulic, błądząc
w kolejnych bramach. Nie wiadomo, czy to kwestia alkoholu czy
świadomej miłości do stolicy – wiemy jednak, że to miasto pozostawia
u swoich mieszkańców ciągłe poczucie niedosytu.
Mimo, że Warszawa posiada zaledwie dwie linie metra, z czego

jedną tworzy aż 6 stacji (sic!), Filip
Szcześniak zadał sobie trud nagrania o nich całej piosenki. Ba,
tworzący pod pseudonimem Taco
Hemingway artysta, postanowił nagrać dwa mini albumy będące
prztyczkiem w nos stołecznego
społeczeństwa. „Trójkąt warszawski” i „Umowa o dzieło” stanowią
kompendium wiedzy na temat weekendowych rozrywek bananowych
dzieci, mapę najbardziej obleganych klubokawiarni w centrum oraz
krótką, acz dosyć treściwą charakterystykę „typowych” warszawiaków.
Raper w celu lepszego zobrazowania swoich doświadczeń i obserwacji wykorzystał stylistykę storytellingu. Nakreślił również sylwetkę
głównego bohatera swoich utworów
– Piotrka. Piotr kocha, błądzi, pije,
rani. To figura symbolizująca poniekąd każdego z nas. Niezależnie
od miasta. Chwyćcie więc w dłonie

Błędy językowe znane i popełniane

Słoma w butach
przyszedłem, wszedłem. Szanujcie
innych i nie gwałćcie ich uszu.

#2

WziąŚŚŚć. Błąd częsty, niejednokrotnie słyszany również
u wykładowców naszego wspaniałego wydziału. Poprawna wersja
brzmi wziąć. Krótko, zwięźle i bez
zbędnego seplenienia.

#3

Tu pisze, tam pisze. Podstawowy
błąd, który po wytłumaczeniu, na-

gle staje się czymś oczywistym.
Naturalnie używać powinniśmy
zwrotu tu pisze (ktoś np. redaktor),
ale w gazecie jest napisane (coś,
o kimś, na jakiś temat).

#4

W każdym BĄDŹ razie. Nie, nie
nie. W każdym razie wystarczy, niezależnie co chcecie powiedzieć.

#5

Pewnie każdy z Was ma włancznik w domu? Nie? Właśnie dlatego

poprawna wersja to
włączać/wyłączać a nie
włanczać/wyłanczać.

#6

Światło włączamy, ewentualnie
zaświecamy. Nie zapalamy. Chyba,
ze ogień.

#7

Rzadziej wychwytywanym
błędem jest wyrażenie tylko
i wyłącznie. Wyrazy tylko oraz
wyłącznie oznaczają to samo.

swoje grolsche i łomże, a następnie
poznajcie bliżej historię miasta
pachnącego jak szlugi i kalafiory.

Czas dla poszukiwaczy wrażeń

W tekście na tapetę została wzięta jedynie Warszawa. Jednak ilość
autorów, utworów, tekstów i klipów
nawiązujących do miast oraz miasteczek, jest po prostu niezliczona.
Czasem artysta nie przedstawia motywu wprost. Usiłuje jednak uruchomić w wyobraźni słuchacza kaskadę skojarzeń. Popkultura nauczyła nas ostrożności przed mafią
jeżdżącą po Poznaniu na rosyjskich
rejestracjach, szacunku do mieszkańców blokowisk oraz uwielbienia
dla małych francuskich uliczek na
Saskiej Kępie. A teraz, drogi czytelniku, zamknij oczy i zastanów się –
jakie jest Twoje miasto?

Nicole PIOTROWSKA

Albo jedno, albo drugie. Inaczej to
pleonazm*.

#8

Gdy o pleonazmach mowa, wymienię kilka znanych i używanych.
– Cofać sie do tylu
– Kartka papieru
– Okres czasu
– Spadać w dół
*pleonazm – pot. masło maślane –
wyrażenie, w którym jedna część
wypowiedzi zawiera te same treści,
które występują w drugiej części.
Błędy popełniamy wszyscy,
w końcu jesteśmy tylko ludźmi. Nie
oznacza to jednak, że mamy w nich
tkwić. Poprawiajmy się wzajemnie
i dążmy do doskonałości, a świat
będzie lepszy.
Wasz purysta językowy,

Mikołaj SŁOMSKI

3

listopad 2016

P

ora roku, uwarunkowania
genetyczne, status zawodowy, wykształcenie, choroby psychiczne. W co ostatecznie
może zamienić się niewłaściwa konfiguracja tych czynników? W samobójstwo. Rzecz nietykalna zarówno
w sferze medialnej, jak i społecznej.
O tym się po prostu nie mówi, wręcz
milczy. Dlatego właśnie pragnę poruszyć ten temat.
Sam akt wzbudza w nas strach,
to jasne. Dlaczego przedawkowanie
znanego artysty jest nagłaśniane
przez media, a śmierć nastolatki,

która odebrała sobie życie już nie?
Może należało o tym powiedzieć,
bo znały i uwielbiały go miliony?
Jednak w innej sytuacji, nic byśmy
nie wiedzieli. A wszystko to przez
strach i brak zrozumienia? To czego
nie rozumiemy - odrzucamy. Zwyczajnie nie chcemy o tym wiedzieć.
A może wiemy niewystarczająco,
by o tym mówić? Pomimo wielu
badań, samobójstwa nadal pozostają
wielką niewiadomą. Najbardziej
przerażający jest fakt, że to młodzi
ludzie najczęściej odbierają sobie
życie. Ogromny lęk budzi uczucie,
że rówieśnik nagle przestał widzieć
w życiu sens. Ot tak zdecydował, że

Sztukę każdy interpretuje na swój sposób. W obecnych czasach, gdy może nią być prawie wszystko, a ludzie prześcigają się, by obejrzeć instalację artystyczną z dwóch patyków, łączenie jej różnych gatunków przestało kogokolwiek dziwić. Tyczy się to także
poezji, która coraz częściej przywracana jest do
życia, również przez ludzi młodych. Myśląc o poezji,
raczej nikt nie łączy jej z graffiti – w końcu przez restrykcyjną część społeczeństwa wciąż jest ono uznawane za wandalizm. Co więc powstanie, gdy przepleciemy te dwa zjawiska? przejaw sprowadzenia jej do
niższych, może mniej do niej pasujących, kategorii
czy raczej oddanie jej pewnego hołdu?

M

urale wychwalające Lecha przestały już dziwić, a pseudomalarstwo na ścianach stało się codziennością. Potrzeba było czegoś nowego, a raczej starego, aby urozmaicić
dzieła artystów ze sprayem w dłoni.
Ze spaceru na spacer zaczęto dostrzegać coraz to nowe sposoby
przelewania poezji na ściany. I nie
mam tu na myśli rymowanek zawierających wulgaryzmy zamiast przecinków. Zamiast tego zawitali tam
Miłosz czy Miłobędzka. Rewolucja
murali wydarzyła się z dnia na
dzień? Być może. A może po prostu
opóźniona była reakcja odbiorców.
Teksty widoczne w centrach lub na
zatłoczonych kamienicach zyskały
rozgłos, ale na mniejszą skalę znane
były już wcześniej.

Mur murowi nie równy

Graffiti z poezją nie trzeba daleko
szukać; w samym Poznaniu znajdzie się kilka perełek. Barańczaka
na ul. Szyperskiej pewnie nie trzeba
nikomu przedstawiać, ale zasięg lokalizacji oraz artystów wychodzi
daleko poza te okolice. Śledzący
wydarzenia kulturalne zapewne ko-

jarzą, że zaczęło się to w ramach
konkursu z 2015 roku – „Centrum
warte Poznania”. Autorzy Tomasz
Genow i Joanna Pańczak zrealizowali wtedy akcję na Wildzie i
Jeżycach. Z czasem napływały coraz to nowe pomysły oraz tereny i
tak w różnych dzielnicach miasta
można teraz poczytać poezję Tadeusza Różewicza, Zbigniewa Herberta
lub Wisławy Szymborskiej. Dodam
jednak, że wspomniana przeze mnie
akcja co prawda rozpoczęła falę
owych działań, ale tylko oficjalnie –
choć legalnie będzie może lepszym
określeniem. Nagle każda wierszowana forma nabazgrana na przystanku autobusowym stała się bardziej artystyczna, bo występowała
pod szyldem konkursu. Tylko czym
się różni legalny Miłosz od nielegalnego Miłosza? Zapewne inaczej
nastraja ludzi do wydania opinii.
Krytyka prędzej dosięgnie tej
pierwszej opcji. Co w gruncie rzeczy nie jest zbyt logiczne: coś jest
dobre tylko wtedy, gdy zrobi to osoba wpisująca się w kanon społeczny? Tu mogę ponownie zadać pytanie – hołd czy obniżanie standardów? Ani jedno, ani drugie. Na
pewno docenienie, a jednocześnie
przeniesienie na mniej wymagającą
płaszczyznę. Czy potrzebne?

Zabójcze tabu
wszystko co zrobił, jest nic nie warte. Według Światowej Organizacji
Zdrowia to właśnie samobójstwa są
drugą, najczęstszą przyczyną śmierci osób w wieku 15-29 lat. „Preventing Suicide. A global imperative” pierwszy raport WHO z 2014 roku,
poświęcony kwestii samobójstw informuje, że co 40 sekund ktoś na
świecie odbiera sobie życie. Zatrważające jest również to, że czas
ten będzie się skracał – w 2020
roku ma on wynosić 22 sekundy,
tym samym liczba prób samobójczych wzrośnie 10-20 krotnie.

Mnie to nie dotyczy

Pewnie założyłeś, że ten problem
nie odnosi się do Ciebie. Nie
wątpię. Warto jednak na moment
się zatrzymać i zastanowić. O tej

porze roku nieustannie pluskamy
się w melancholii. Może Ty świetnie sobie radzisz z ponurymi dniami
i jesienną chandrą, ale prawdopodobnie tuż obok Ciebie jest osoba
potrzebująca pomocy. Poczucie
utraty kontroli nad własnym życiem
może się okazać jedynie małym
załamaniem, jednak zawsze warto
wyciągnąć rękę.
Często rodzina czy bliscy samobójców nie widzą znaczących
oznak. Początkowo doświadczają
ogromnego wstrząsu, dopiero później wszystko zaczyna się układać
w całość.

A może by tak zacząć…

Jak pokazują badania, o problemie myśli i czynów suicydalnych
warto rozmawiać. Wzrost wiedzy

społeczeństwa na ich temat, jak pokazują dane Komendy Głównej Policji, powoduje spadek wspomnianych zachowań. Prace nad Narodowym Programem Zapobiegania Samobójstwom są w toku, nie oznacza
to jednak siedzenia z założonymi
rękoma. Naukowcy mówią, że zaburzenia mózgu wywoływane są
wieloma różnymi czynnikami. To
nagłe, przemijające, ale nadzwyczaj
negatywne uczucie braku nadziei i
paniki. Można sobie z nim radzić
samemu, niektórzy w skrajnych
przypadkach będą potrzebować kogoś bliskiego czy specjalisty, ale samobójstwo nigdy nie może być
ostatecznością.
Morał na dziś? Przyglądajmy się
naszym bliskim, by zdążyć podać
im pomocną dłoń.

Marta KUCZMAŃSKA

Czym ściana bogata

vŹródło: poznan.pl

pora roku, uwarunkowania genetyczne, status zawodowy, wykształcenie, choroby psychiczne. W co ostatecznie może zamienić się niewłaściwa konfiguracja
tych czynników? W samobójstwo. Rzecz nietykalna zarówno w sferze medialnej, jak i społecznej. O tym się
po prostu nie mówi, wręcz milczy. dlatego właśnie
pragnę poruszyć ten temat.

Mała część poznańskiej poezji.
Według pseudointelektualistów zapewne nie, w końcu jak można
sprowadzać coś przeznaczonego
dawniej dla elit do takich prymitywnych ekscesów. Ja natomiast
pochwalę, dam błogosławieństwo
i przekażę dalej. Bo co z tego, że
przez połowę edukacji kazano nam
analizować wiersze Kochanowskiego, jeśli większość obecnych absolwentów w tym czasie analizowała
raczej liczbę lamp na suficie. Myślę, że jest to dobry sposób na przemycenie do codzienności zjawiska,
które może zmusić do zatrzymania
się, przeczytania i bycia zadowolonym, że choć przez dwie minuty
w ciągu doby mieliśmy okazję doś-

wiadczyć odrobiny kultury, refleksji, czasami streszczenia świata
w nie do końca oczywisty sposób.

Artystyczna szansa

Pomijając fakt wykorzystywanej
płaszczyzny, nikt nie przekona
mnie, że woli od tej estetyki rozpowszechnioną wszędzie typową poezję podwórkową. Czyż nie przyjemniej jest przeczytać dobry
wiersz niż ten informujący która
koleżanka danego posiadacza sprayu ma lepszy biust? I choć pewnie
za jakiś czas miejsce na ścianach
zajmie inna konwencja twórcza
– co nie jest niczym dziwnym,

w końcu dynamizm w zmianach
też jest istotny – to mam nadzieję,
że chociaż część obecnych tekstów
zachowa swoje miejsce. Nie dlatego, że jest to mniejsze zło i lepiej
spoglądać na coś, co ma pewien
poziom w przesłaniu – ale dlatego,
że to rodzaj intelektualnego zachęcenia.
Zobaczysz raz, drugi, pomyślisz,
że to fajne. Może tylko znajdziesz
inne takie miejsca, a może
pójdziesz do biblioteki. Takie przekazywanie poezji niczego jej nie
odbiera. Przeciwnie – pomaga jej
się wybić, w tych, bądź co bądź,
mało literackich czasach.

Klaudia ZIMOWSKA

4
początek listopada, jezdnia pokryta białym puchem i uśmiechy na twarzach miłośników sportów zimowych. Wszystko
to oznacza, że sezon
snow został oficjalnie
otwarty. Mimo tego, że w
poznaniu jego inauguracja miała wydanie klubowe, to już od miesiąca zasypywani jesteśmy ofertami wyjazdów w miejsca, gdzie królowa śniegu
zawitała na dobre.

www.facebook.com/gazeta.fenestra

Biało na czarnym

U

rodzony w 1981 r. w Sao
Paulo, Massa zaczął ścigać
się już w wieku 8 lat, na
początku na torach kartingowych.
Jako nastolatek przeniósł się już do
Formuły Chevrolet, gdzie wywalczył mistrzostwo. Kolejnym przystankiem na drodze rozwoju Brazylijczyka była Europa. Startował we
Włoskiej i Europejskiej Formule Renault oraz w Formule 3000 – wszystkie serie wygrał.

Sen o Formule 1

Jego talent dostrzegł wreszcie
szwajcarski zespół Sauber i
w 2002 r. zaproszono młodego Felipe na testy w Formule 1. Massa jeździł w teamie Saubera do 2005 roku
z przerwami. Mimo dobrego startu,
nie potrafił utrzymać formy i pod
koniec sezonu stracił miejsce w zespole. Udał się więc do Ferrari jako
kierowca testowy, jednak tam nie
udało mu się przebić i w 2004 roku
znowu związał się z Sauberem.
Tamten, jak i następny sezon kończył tuż poza pierwszą dziesiątką.
Mimo jego średnich wyników, w

źródło zdjęcia: primoris-travel.pl

P

olskie ośrodki narciarskie
rozwijają się coraz szybciej,
jednak przystosowane są
przede wszystkim do szkolenia podstawowych umiejętności i technik w
sportach zimowych. Pełnia sezonu
oraz silne przymrozki wiążą się
z horrendalnymi kolejkami, wysokimi cenami karnetów oraz noclegów
w pobliskich kurortach. Dlatego od
kilku lat wybierając się zimą w góry,
warto rozważyć opcję wyjazdu poza
granice naszego kraju. W tym roku
szczególną uwagę zwrócił na siebie
Artur Rajewski. Poznaniak zaledwie
miesiąc temu zdecydował się pokazać światu swoje nowe dziecko,
będące jednocześnie kontynuacją
jego dziesięcioletniego dorobku –
sklep Let’s Board. Dlatego najwyższy czas, aby nawoskować swoje deski, zaplanować czas, w którym
to będziecie mogli oddać się aktywnemu wypoczynkowi, i podszkolić
się pod okiem najlepszych.

„Mały Tybet”Włoch
Właściciel Let’s Board od lat zajmuje się wyszukiwaniem najciekawszych i najbardziej korzystnych
cenowo ofert zagranicznych stacji
narciarskich. W tym roku zdecydował się na sprawdzone i często odwiedzane przez niego miejscówki,
znajdujące się we Francji, Austrii
i Włoszech.
Jego wyjazdy są godne uwagi
przede wszystkim ze względu na
szkolących w tej ekipie riderów, posiadających wieloletnie doświadcze-

nie, będących niegdyś członkami
kadry narodowej.
Zajęcia prowadzone są profesjonalnie, bez względu na to, jaki poziom zaawansowania prezentujesz.
W ich skład wchodzi m.in. video
analiza, a każdy z uczestników
może poczuć się choć przez chwilę
jak prawdziwy zawodnik dzięki treningom zorganizowanym na tyczkach. Nie zapomina się również
o freestyle’u. Jest to część poświęcona najodważniejszym zajawkowi-

czom, ponieważ zagraniczne snowparki składają się z wielu tras, a ich
atrakcje nie kończą się na dwóch boxach niewielkich rozmiarów. Każda
z nich przystosowana jest oczywiście do umiejętności jeżdżącego i posiada przypisaną klasę od S do XL,
co oznacza przeznaczenie dla mniej
lub bardziej doświadczonych.
Najbliższy wyjazd organizowany przez byłego mistrza Polski
w snowboardzie odbędzie się 16
grudnia – kierunek: Gerlitzen. Bę-

dzie można podczas niego nie tylko
wskoczyć na wyższy poziom jazdy,
ale również za darmo przetestować
najnowsze modele desek od Burtona, Ride czy LibTech’a. Po wielu
godzinach jazdy, oprócz wieczornych imprez, prezentowany będzie
także serwis sprzętu. To z pewnością umiejętność, którą powinien nabyć prawdziwy pasjonat sportów
zimowych.
Każdego roku powstają nowe firmy organizujące wyjazdy za naj-

Mały wielki człowiek
Felipe Massa to bardzo charakterystyczna postać w Formule 1. Choć jest tam najniższy, to nie da się go nie zauważyć i nie polubić. Zawsze optymistycznie nastawiony, wesoły, przyjacielski. Nie jest on jednak tylko
dobrą duszą tego sportu, ale również świetnym kierowcą. Mógł osiągnąć naprawdę wiele, gdyby
nie to, że często na jego drodze stawał pech. Obecny sezon jest jego ostatnim
w F1, dlatego warto przyjrzeć się bliżej karierze brazylijskiego kierowcy.
2006 roku drogi Massy i Ferrari
znowu się spotkały. Brazylijczyk
został drugim kierowcą, tuż za Michaelem Schumacherem, ale i tak
zdołał pokazać wielki talent, odnosząc swoje pierwsze dwa zwycięstwa. W klasyfikacji końcowej znalazł się na podium; był trzeci.
W następnym sezonie wygrał trzy
wyścigi, ale ostatecznie zmagania
zakończył na czwartym miejscu.
Jednak to, co najlepsze i najciekawsze, miało dopiero nadejść…

Prawie mistrz na rollercoasterze

Sezon 2008 był najbardziej zaskakującym sezonem w karierze Massy.
Pierwsze dwa wyścigi kompletnie

mu się nie udały i zaczęto już zastanawiać się nad jego przyszłością we
włoskim teamie, ale kolejne cztery
GP skończył na podium (wygrał
dwa z nich). Po trzeciej wygranej
objął prowadzenie w klasyfikacji
generalnej, zostając pierwszym brazylijskim liderem F1 od czasów
Ayrtona Senny w 1993 r. Mimo to
Louis Hamilton i nowy kolega z zespołu – Kimi Räikkönen, nie odpuszczali, a Massa startował
z rożnym szczęściem – raz był trzeci, a w kolejnym starcie był o krok
od zwycięstwa, ale na trzy
okrążenia przed metą zepsuł mu się
silnik. W swoim setnym GP udało
mu się wygrać (dokonał tego jako
pierwszy kierowca w historii).

W następnym wyścigu również wygrał, co prawda dość szczęśliwie, po
tym, jak Hamilton dostał karę za
nieuprawnione przecięcie szykany.
Gdy był już tylko 1 punkt za Anglikiem, ponownie dopadł go pech –
najpierw stracił pierwsze miejsce po
dużym błędzie mechaników w pit
stopie, a w kolejnym wyścigu miał
kolizję z Hamiltonem i skończył dopiero szósty. Do końca sezonu został tylko jeden wyścig – w rodzinnym Sao Paulo. Massa tracił do Anglika 7 punktów. By zdobyć upragnione mistrzostwo na Interlagos musiał wygrać lub być drugi,
a Hamilton skończyć poza pierwszą
piątką. I tak było… przez 39 sekund. Kiedy Massa przejechał linię

mety jako pierwszy, pewny, że mistrzostwo ma w kieszeni, w ostatniej
chwili Brytyjczyk wyprzedził Timo
Glocka i ukończył wyścig jako
piąty. Oznaczało to, że sezon zakończy z mistrzostwem, 1 punkt przed
Massą. Pomimo żalu Brazylijczyk
pokazał klasę podczas dekoracji po
wyścigu, kiedy ze łzami w oczach
dziękował swoim kibicom za wsparcie.
Początek sezonu 2009 był równie
pechowy, głównie ze względu na
problemy z bolidem. Gdy Ferrari
wprowadziło poprawki, Brazylijczykowi szło coraz lepiej, aż
w końcu stanął na podium. Wyglądało na to, że wszystko zmierza
w dobrym kierunku. Niestety na

5

listopad 2016
niższą możliwą cenę, jednak zazwyczaj sprawia to, że jakość usług jest
naprawdę bardzo niska. Jeśli szukacie dobrze zorganizowanej zimowej
imprezy, warto najpierw rozważyć
oferty lokalsów. Być może nie są
one organizowane na taką skalę jak
eventy tych bardziej znanych, np.
SnowMotion czy SnowShow, jednak gwarantują Wam one progres w
nauce i szczególny klimat.
Jeżeli jednak Wasz wolny czas
jest ściśle ograniczony przez uczelnię czy pracę, warto wiedzieć, które
stacje narciarskie w Polsce powinniśmy koniecznie odwiedzić. We
wszelkich rankingach wygrywa

nia. Warto dodać, że to właśnie tam,
zaledwie dwa lata temu, postawiono
pierwszy telemix – sześcioosobową
kanapę wzbogaconą o gondolę.
Perełką na mojej krótkiej liście
jest oczywiście Szklarska Poręba,
doskonale znana Poznaniakom. Odwiedzamy ją nie tylko ze względu
na stosunkowo niewielką liczbę kilometrów, które musimy pokonać,
ale przede wszystkim piękne
położenie i różnorodność tras. Myślę, że w tej kwestii ośrodek króluje
wśród innych polskich stacji. Mimo
braku topowej infrastruktury i nowoczesnego naśnieżania, malownicze i tętniące życiem w nocy mias-

Każdego roku powstają nowe firmy organizujące wyjazdy za najniższą możliwą cenę, jednak zazwyczaj sprawia to, że jakość usług jest
naprawdę bardzo niska. Jeśli szukacie dobrze zorganizowanej
zimowej imprezy, warto najpierw rozważyć oferty lokalsów.
Białka Tatrzańska, według mnie nieco przereklamowana. Swoją wysoką
ocenę zawdzięcza nowoczesnej infrastrukturze i dobrze przygotowanym, dynamicznym trasom, jednak
trzy pełne przejazdy w ciągu godziny podczas pełni sezonu graniczą z
cudem. Na drugim miejscu klasyfikuje się Zieleniec, który z pewnością wyróżnia się niezwykłym krajobrazem, ilością wypożyczalni czy
możliwością testowania desek od
najlepszych (Palmer, Santa Cruz,
Nitro). Zanim rozwinął się ośrodek
Czarna Góra, na Ziemi Kłodzkiej
było to najpopularniejsze wśród narciarzy miejsce. Jego niskie
położenie sprawia bowiem, że korzystne warunki śniegowe utrzymują się tu nawet do połowy kwiet-

teczko sprawia, że to ona otrzymuje
od lat tytuł zimowej stolicy.
W przeciągu ostatnich pięciu lat w
Polsce stanęło około 30 nowych kolei linowych, co dla zapalonych narciarzy jest wspaniałą informacją. Pomimo to sporty zimowe w Polsce
wciąż są niedoceniane. Moim zdaniem każdy fan zimowego szaleństwa powinien skorzystać z ofert zagranicznych stacji narciarskich, bowiem koszty takiej wyprawy wcale
nie muszą być wyższe aniżeli te
przeznaczone na wyjazd do Zieleńca,
natomiast doznania oraz możliwości
rozwoju na nasłonecznionych stokach są nieporównywalne. Pozostało
więc tylko czekać na otwarcie zaśnieżonych tras i ruszać na trening.

Katarzyna NOWACKA

Wszyscy jesteśmy migrantami
Wystawa pt. Wszyscy jesteśmy migrantami, którą do końca listopada można oglądać
w poznańckim Centrum Kultury Zamek doskonale wpisuje się we współczesną dyskusję o długofalowych implikacjach swobodnego mieszania się kultur oraz wpływie
tego zjawiska na bezpieczeństwo czy stabilizację - zarówno ekonomiczną jak i tożsamościową. W przeciwieństwie jednak do utartego na przestrzeni ostatnich miesięcy
schematu, polacy mają tu okazję siebie samych ujrzeć w roli uchodźców. Historycznie, losy nadwiślańskiego państwa niejednokrotnie zmuszały jego mieszkańców do
ratowania się przed dotkliwą sytuacją polityczną oraz gospodarczą.

A

utorzy ekspozycji zdecydowali się ukazać masową
emigrację ludności polskiej
w czasach zaborów, na przełomie
XIX i XX wieku. Wtedy to właśnie
kwitł, niemal przemysł podróży
transatlantyckich, których celem były
najczęściej Stany Zjednoczone albo
Brazylia. Odwiedzający wystawę
mogą zapoznać się z dylematami
i wyborami rodaków, poprzez zachowane listy, które słane zza oceanu
opisywały nową, egzotyczną rzeczywistość. Pisane w dużej merze przez
niewykształconych chłopów obfitują
w błędy, pokrętną gramatykę i kreatywną ortografię, stanowią jednak autentyczny obraz trosk, nadziei i niepewności.

Poszukując emocji

Mimo tego, iż zawiera źródła
o niewątpliwej wartości historycznej,
wystawa wywołuje odczucie pewnej
miałkości. Sposób ilustrowania przeszłości przywodzi na myśl tylko
odorbinę bardziej finezyjną gazetkę
szkolną a jedyne użyte środki wyrazu to prostolinijnie pokazane słowo ,

Jak opowiadać?

Dzieje emigracji można bowiem
opowiedzieć zgrabnie, intrygująco
i tak, by poszczególne relacje za-

Aleksandra KLASA

Źródło: Clive Mason/Getty Images

Węgrzech Massa miał groźny wypadek: sprężyna oderwana od bolidu
Rubensa Barichello uderzyła
z dużą prędkością w jego kask,
uszkadzając okolicę lewego oka.
Kierowca trafił do szpitala, a jego
stan był określany jako zagrażający
życiu, ale stabilny. Na szczęście
szybko się poprawił i Massa
opuścił szpital tydzień później, jednak do końca sezonu nie wrócił
na tor F1.

Początek końca

Po powrocie Massa musiał się
oswoić z nową pozycją w zespole –
znów był tym drugim, za dopiero
przybyłym Fernando Alonso. Brazylijczyk sezon zaczął dobrze i po
trzecim wyścigu został liderem, jednak później jeździło mu się w kratkę. Podczas GP Niemiec doszło też
do nieprzyjemnej sytuacji. Pod koniec wyścigu, w którym Massa prowadził, jego inżynier wyścigowy zasugerował, żeby Brazylijczyk przepuścił Alonso, bo tamten jest „szybszy”. Tak też się stało, a Massa
ukończył wyścig na drugim miejscu.
Za używanie niedozwolonych poleceń zespołowych Ferrari otrzymało

padły w pamięć, zrobiły wrażenie.
W Gdyni powstało niedawno Muzeum Emigracji, które stanowi idealny
przykład wystawy oddziałującej na
widza na wielu płaszczyznach. Nie
sposób naturalnie przenieść realistycznych atrap wagonów czy okrętów w dużo mniejszą przestrzeń CK
Zamek, nie w tym jednak rzecz.
Chodzi wszak o to by pobudzić ciekawość, przykuć uwagę angażując
co najmniej kilka aspektów ludzkiego postrzegania rzeczywistości, tak
by zrodziły się jakiekolwiek emocje.
Efekt taki nietrudno przecież uzyskać całkiem prostymi metodami.
Wystarczyłoby pójść za przykładem
wspomnianego już muzeum i nagrać
zinterpretowane artystycznie i odczytane listy, tak by nabrały silniejszego wyrazu. Dopiero dokonawszy
takich urealniających zabegów
można oczekiwać, że oto pojawi
się przestrzeń do zawieszenia posiadanych uprzedzeń a także do zwyczajnej empatii względem tych, którzy dziś powielają doświadczenia
znane nam jako narodowi bardzo
dobrze. Tego jednak na wystawie
Wszyscy jesteśmy migrantami zabrakło. Niestety.

nieliczne zdjęcia i przedmioty
związane z przytoczonymi fragmentami sztuki epistolarnej. Poruszając
się między instalacjami podobnymi
do kuchennych wysepek, można tylko mozolnie wysuwać kolejne szuflady, w których tematycznie posegregowano lata wyrzeczeń, wyzwań
i silnych emocji. Nad gablotami powiewają pojedyncze białe płachty
a na nich drżą projekcje niewyraźnych fotografii. Odwiedzający próbują wczytać się w snute historie, co
nie należy wcale do zadań prostych,
gdyż zachowana oryginalna, nasycona potknięciami językowymi forma,
niejednokrotnie okazuje się zbyt
trudna w odbiorze. Oczywiście refleksja nad wysiłkiem włożonym
w pielęgnowanie więzi z bliskimi jest
tu zdecydowanie na miejscu, silne
pragnienie kontaktu wręcz przdziera
się wyraźnie przez kaleczony piórem
język, lecz w sytuacji, gdy teksty stanowią jedyną zawartość wystawy,
brak płynności staje się dotkliwy.

Pożegnanie z kibicami na Interlagos.
100 000 $ kary. Mimo tego, że później Massa radził sobie nieźle
i skończył sezon na 6. miejscu, to
ziarno niepewności zostało zasiane,
a sytuacja w zespole była coraz bardziej napięta…
Kolejne trzy sezony były dla Massy rozczarowujące. W tym okresie
jedynie trzy razy stał na podium i
kilka razy się o nie otarł. Brazylijczyk nie był zadowolony ze swojej

pozycji w zespole. Pod koniec 2013
r. czara goryczy przelała się po obu
stronach. Massa odszedł do słabszego zespołu – brytyjskiego Williamsa, ale pozostawał optymistą. Szansy upatrywał w zmianie przepisów.
Miał po części rację, bo sezon 2014
był dla nich przełomowy, a on sam
jako pierwszy odebrał Mercedesowi
pole position podczas GP Austrii.
Ostatecznie wyścig ukończył czwar-

ty. W tamtym roku trzy razy był na
podium, a w klasyfikacji generalnej
był siódmy. Kolejny sezon okazał
się bardzo podobny.

Ostatni rozdział

W tym roku miewał lepsze i gorsze chwile. Najwyżej bywał na
piątym miejscu (dwa razy). Przed
przedostatnim GP, w Brazylii, Wil-

liams przygotował dla Massy specjalny bolid z jego nazwiskiem. Zaprojektowano dla niego również
kask przedstawiający członków jego
rodziny i najważniejsze momenty w
karierze. Niestety Massa tego wyścigu nie ukończył, bo miał wypadek. Gdy wyszedł z bolidu miał
przy sobie brazylijską flagę,
z którą poszedł do kibiców, by móc
im podziękować, a oni oklaskiwali
go na stojąco. Podobnie zachowali
się wszyscy koledzy z Formuły 1,
kiedy przechodził wzdłuż alei serwisowej; utworzyli dla niego szpaler. To słodko-gorzkie pożegnanie
z rodzimą publicznością pokazało
jednak, jakim szacunkiem cieszy
się Brazylijczyk.
Felipe Massa jest bardzo dobrym
kierowcą, niestety wiele razy miał
pecha. Gdyby nie to, mógłby być
zdecydowanie bardziej utytułowany.
Sezony 2008 i 2009 niejako naznaczyły i zdefiniowały jego karierę.
Być może jest niespełnionym mistrzem, ale na pewno nie niespełnionym talentem. Łącznie w swojej karierze wygrał 11 wyścigów, na podium stawał 41 razy, zaś na podium
klasyfikacji końcowej był 2 razy.

Wioleta WASYLÓW

6

www.facebook.com/gazeta.fenestra

Szczoteczka do zębów
pokazuje twoje postępy
w porannym rytuale na
smartfonie, skakanka
wyświetla ilość powtórzeń dzięki ledowym
lampom na ścianie, a kiedy masz już dość zdrowego trybu życia, lodówka
wysyła wiadomość o
idealnym schłodzeniu
piwa. Sielankowy świat
nie musi kojarzyć się już
tylko z windowsową
idyllą z pulpitu - coraz
większy nacisk na nasze
życie kładzie "internet
Rzeczy", który będzie
idealnym wsparciem dla
Twojej wygody.

K

evin Ashton w Polsce może
kojarzyć się z entuzjastycznym Anglikiem z telewizyjnego show o emigrantach
żyjących w Polsce. Nic bardziej
mylnego - kto skojarzy Ashtona
z Aistonem, powinien się wstydzić, bowiem ten pisany przez "sh"
w niedalekiej przyszłości może
mieć ogromny wpływ na Twoje
życie, w przeciwieństwie do
śmieszka ze szklanego ekranu nawołującego do lubienia Europy.
Dziecko Ashtona, czyli definicja
"Internetu Rzeczy" jest już niemal
pełnoletnia, gdyż powstała w 1999
roku. Wtedy jeszcze uchodziła za

5 powodów dlaczego:
internet Rzeczy
zawładnie naszym życiem
futurystyczną wizję, która być może
zrewolucjonizuje świat. Dziesięć lat
po tym wydarzeniu, powstało kolejne, rozszerzone pojęcie w tej tematyce. Dzięki temu, możemy dziś
mówić o "Internecie Wszechrzeczy". Pojęcie to nieprzypadkowo
pojawiło się dokładnie w 2009
roku. To właśnie wtedy, ilość
podłączonych urządzeń do Internetu

pieralskiego, dyrektora rozwoju
rynku w firmie Cisco, wydają się
idealnym podsumowaniem ekscytujących czasów w jakich żyjemy.
Poniżej prezentujemy 5 dziedzin
codziennego życia, które naszym
zdaniem są najlepszą odpowiedzią
na to, dlaczego "Internet Wszechrzeczy", czyli połączenie ludzi,
przedmiotów i danych do sieci -

Przechodzimy ze świata, gdzie do Internetu
podłączone są tylko komputery, tablety, telefony i urządzenia tworzące sieć, do świata, w
którym podłączane do Internetu są dowolne urządzenia codziennego i biznesowego użytku.
przewyższyła liczbę ludzi żyjących
na Ziemi. Szacuje się, że do 2020
roku, ta liczba wzrośnie do ponad
25 miliardów narzędzi, które są na
stałe są połączone z siecią.
Przechodzimy ze świata, gdzie do
Internetu podłączone są tylko komputery, tablety, telefony i urządzenia
tworzące sieć, do świata, w którym
podłączane do Internetu są dowolne
urządzenia codziennego i biznesowego użytku - słowa Konrada Na-

może okazać się Twoim najlepszym
przyjacielem w najbliższych latach.

1. Medycyna

Ciągłe życzenie zdrowia jest nieodłącznym elementem okazjonalnych wiązanek słownych, jakie wypada nam mówić jubilatowi czy solenizantowi. Wspomniana szczoteczka ze wstępu produkowana
przez "Onvi", czy też szalik firmy

"Wair", mierzący stężenie zanieczyszczenia powietrza w otoczeniu,
wydają się drobnostkami, które
mogą delikatnie wpłynąć na nasze
życie. Całkowicie futurystyczną
wizją są natomiast tymczasowe,
elektroniczne tatuaże. Miałyby one
pomóc kobietom w ciąży. Ich wzór
zmieniałby się w przeciągu dziewięciu miesięcy i informował o stanie rozwoju płodu. Służyłby także
jako ostrzeżenie przed poronieniem
lub wcześniejszym porodem.
Innymi pomysłami na wykorzystanie "Internetu Rzeczy" w medycynie są m.in. inteligentne soczewki
kontaktowe. Według najnowszych
informacji, informowałyby one o
zmianach w ludzkim organizmie,
wyświetlając dane odnośnie ciśnienia krwi, czy też poziomu cukru.
Natomiast kiedy ściągnęlibyśmy
soczewki z oczu po to, by położyć
się spać, o jego jakość zadbałaby
aplikacja "Sense", która o poranku
wyświetliłaby nam dane dotyczące
warunków, w jakich przyszło nam
śnić. Takie informacje mogłyby pomóc nam budzić się wypoczętymi, a
w wypadku bardzo późnego powrotu z weekendowych harców, aplikacja przypomniałaby nam o koniecz-

ności ustawienia butelki wody oddalonej na długość ramion.

2. Logistyka

Już dzisiaj priorytetowe paczki
oznaczane są specjalnym nadajnikiem, który pozwala śledzić jej trasę. Jednak najnowszym sposobem,
który jeszcze ulepsza ten system są
tzw. "beacony" emitujące sygnał radiowy. Dzięki technologii "Bluetooth Low Energy" informacje na temat przesyłki mogą trafiać na nasze
smartfony. To znacznie ułatwia pracę w przemyśle logistycznym i
usprawnia podejmowane w nim
działania.
Swoje przeznaczenie "Internet
Rzeczy" odnalazłby także w sprawach organizacyjnych. Usprawniłoby to np. przejazd przez bramki
na autostradzie poprzez automatyczne pobieranie opłaty z konta zarejestrowanego samochodu, a także
poprawiłoby jakość diagnostyki naszych aut.
Co ciekawe, "beacony" mogą
służyć także na imprezach masowych, np. w poszukiwaniu sceny
numer 5, na której gra nasz ulubiony mistrz wiolonczeli oraz w co-

Do Panów Kowalskich Janów
Panowie Kowalscy Janowie, którzy w sobotnio-niedzielne popołudnia zasiądziecie przed telewizorami oglądając naszych skoczków,
biegaczy i biathlonistów. Panowie
Kowalscy Janowie, którzy eksperckimi głosami opowiadać będziecie
jak biegać, skakać czy strzelać powinni, zróbcie nam przysługę i odejdźcie od klawiatur swoich komputerów.
Do dzisiaj pamiętam przeczytaną
w książce Kamila Wolnickiego historię, która przydarzyła się Justynie
Kowalczyk w Vancouver. Po rozegraniu trzech pierwszych konkurencji zimowych igrzysk olimpijskich,
czyli już po wywalczeniu przez Polkę srebrnego i brązowego medalu,
ale jeszcze przed triumfem na dystansie 30 km klasykiem, Justyna Kowalczyk w wiosce olimpijskiej spotkała swoją serdeczną przyjaciółkę z
ukraińskiej kadry, Walentynę Szewczenko. Ukrainka wyściskała Polkę
gratulując jej zdobycia dwóch olimpijskich krążków. Traktująca wyniki

Kowalczyk jako ogromny sukces
Walentyna w odpowiedzi usłyszała
tylko, że w Polsce i tak nikt się z
tych medali nie cieszy. W końcu Kowalczyk miała z Vancouver wrócić z
4 tytułami mistrzyni olimpijskiej.
Mimo tego, że jedno złoto, wymarzone i upragnione, wywalczone po
38 latach posuchy dało wiele radości, nie nauczyło pokory Panów Kowalskich Janów.
Bo Panowie Kowalscy Janowie
nadal uporczywie mnożyli pytania:
dlaczego Justyna przegrała finisz w
biegu łączonym, dlaczego nieodpowiednio, rzecz jasna ich zdaniem,
pokonała zakręt podczas sprintu,
dlaczego w kolejnym roku przegrała
z Marit Bjoergen złoto mistrzostw
świata o 4 sekundy? Dlaczego szczyt
formy rozpoczął się od Tour de Ski?
Pytania to jeszcze nie największy
problem. Prawdziwym problemem
są mądrości, wygłaszane zawsze
pewnym siebie, eksperckim głosem:
że przecież trzeba było inaczej
zjeżdżać, że tu czy tam trzeba było
wcześniej czy później zaatakować.

źródło: tactical.pl

„Straciłem do pani szacunek”

Typowy Pan Kowalski Jan.
Bo przecież Panowie Kowalscy
Janowie w swojej kolekcji mają setki dyplomów trenerskich, mają bogatą wiedzę, uczyli się od najlepszych, zdobywali medale igrzysk
olimpijskich i mistrzostw świata…

A nie, jednak nie. Panowie Kowalscy Janowie, uważający się za doskonale wyedukowanych w temacie,
szczycą się faktem, że zimą dwa
razy w tygodniu usiądą przed telewizorem. Oni się znają – i to jak!

Przecież czytają to, co inni Kowalscy piszą w komentarzach! Bo przecież oni znają się na biegach narciarskich jak mało kto, przecież Aleksander Wierietielny może się mylić, ale Panowie Kowalscy Janowie

7

Źródło: 4virtus.com

listopad 2016

Idealne życie w idealnym świecie. Czy„Internet Rzeczy”będzie lekiem na ludzkie zmartwienia?
dziennych zakupach - pomagając
znaleźć studentowi najtańsze piwo
mleko na podstawie jego wcześniej
skonstruowanej historii zakupów.

3. Nauka

Nie mamy pojęcia czy oglądaliście kiedyś film z Seanem Pennem i
Nicole Kidman o tym, jak piękniejsza część tego duetu podsłuchuje
rozmowę o planowanym zamachu
na afrykańskiego polityka podczas
szczytu ONZ, ale wiemy doskonale, że filmy takie jak "Tłumaczka"
mogą w najbliższym czasie pozostać dalekim wspomnieniem. Już
dziś w Stanach Zjednoczonych
można kupić bezprzewodowe
słuchawki douszne, które na
bieżąco tłumaczą 6 różnych języsię nigdy nie mylą, bo oni wiedzą
zawsze dokładnie co i jak powinno
być zrobione. Oczywiście zawodnicy popełniają błędy. Zarówno te
techniczne, taktyczne, jak i inne
drobne pomyłki wkradają się w
przygotowania do sezonu, ale Panowie Kowalscy Janowie błędów by
nie popełnili, chociaż o profesjonalnym treningu wiedzą tyle ile usłyszą
w telewizji, przeczytają na internetowym forum i ile powie im poprzez
portale społecznościowe sama Justyna Kowalczyk. Ale oni i tak będą
wiedzieć zdecydowanie lepiej.
Podczas okresu przygotowawczego Polka opublikowała na Facebooku i Twitterze zdjęcie ze swojego
treningu biegowego w górach. I
pewnie nawet tak dobrze znająca
swoich kibiców Kowalczyk nie spodziewała się, jak wielką burzę wywoła strój, w którym trenowała.
Kowalczyk na trening, jak zwykle
latem, ubrała spodnio-spódniczkę
jednej z najlepszych firm dla narciarzy biegaczy, ale jak zwykle Panowie Kowalscy Janowie po wnikliwej analizie doszli do wniosku, że
Polka postąpiła źle. Spódnica jest
podobno zbyt opięta, z nieodpowiedniego materiału, niedopuszczalna do biegania po górach. Podobno

mu w lodówce do podtrzymania
profesjonalnej diety.

Wspomniana już skakanka dająca
spokój naszym matematycznym
zdolnościom to zdecydowane uderzenie w target sportu amatorskiego.
Dla nieco bardziej ambitnych przewidziane są np. kolarskie okulary,
które tworzą program treningowy
dla wielbicieli rowerów. Działają
jednak inaczej niż słynne już "Endomondo", które mierzy odległość.
Okulary "Oakley Radar Space" to
wynalazek firmy Intel, nad którym
pracowano ponad 4 lata. Jego atu-

tem jest możliwość komunikacji z
urządzeniem za pomocą mowy. Rowerzysta decyduje jak ma wyglądać
trasa podczas treningu oraz dostaje
informacje dotyczące postępów. Co
ciekawe, okulary są już do kupienia
na polskim rynku. Cena? Ponad 2
tysiące złotych.
Dla zawodowych sportowców też
przewidziane są atrakcje Internetu
Rzeczy. Są one jednak w pewien
sposób połączone z rozszerzoną
rzeczywistością. Technologia może
być wykorzystana do utworzenia
hologramów jako przeszkód w
olimpijskim biegu na 3000 metrów.
Ponadto, aplikacje monitorujące
postępy danego sportowca, mogą
przesyłać dane do inteligentnej
kuchni w domu zawodnika, informując go jakich produktów brakuje

mistrzyni olimpijska popełniła faux
pas, a buty, w których wybrała się
na trening, zakładają tylko amatorzy, których później muszą ratować
TOPR-owcy. Oczywiście bzdura
goni bzdurę. Podziwiam stoicki
spokój Justyny Kowalczyk, która
starała się na chłodno wyjaśnić Pa-

proszą za swoje słowa, bo przecież
zdecydowanie mają rację.
Pamiętam jak podczas IO w Soczi
jeden z kibiców, w sieci, jak mu się
zdaje, anonimowy i bohaterski,
stwierdził, że miejsca na podium są
dla Kowalczyk obowiązkiem, bo
oprócz trzech czy czterech biega-

krotny mistrz olimpijski medale wywalczył przypadkiem, a gdyby zamiast szkoleniowców i swojego organizmu słuchał Panów Kowalskich
Janów i ich uwag, to w kolekcji
miałby pewnie już kilkanaście medali – i to same złote. Bo przecież
szanowni Panowie Kowalscy Janowie zdecydowanie lepiej wiedzą, jak
trenować czy skakać powinni Stoch,
Kot, Żyła, by wygrywać wszystkie
konkurencje. Przecież to oni mają
największą wiedzę, większą od trenerów, fizjoterapeutów i zawodników razem wziętych.
Butni Panowie Kowalscy Janowie
mają przecież prawo oceniać każdego zawodnika, mówić, co zrobił źle,
a co dobrze. Mają prawo wymagać,
bo to podobno z ich pieniędzy
każdy zawodnik jeździ na zawody i
trenuje. Oczywiście kibice od swoich idoli zawsze wymagali i będą
wymagać, ale wymagać a obrażać
po porażce to nie to samo. Pamiętam sytuację, gdy podczas jednego z
wywiadów Weronika Nowakowska
opowiadała, jak wiele dała jej
współpraca z psychologiem. Wreszcie zrozumiała, że nie może przejmować się każdą negatywną opinią.
Wspominała też, jak po jednym z
biegów sztafetowych Pan Kowalski

ków. To oczywiście problem dla
wszystkich poliglotów świata, bowiem ich umiejętności mogą w
niedługim czasie stać się zbyteczne.

4. Sport

Butni Panowie Kowalscy Janowie mają p
rzecież prawo oceniać każdego zawodnika,
mówić, co zrobił źle, a co dobrze. Mają prawo
wymagać, bo to podobno z ich pieniędzy każdy zawodnik
jeździ na zawody i trenuje.
nom Kowalskim Janom, że spódniczki do biegania to norma i naturalny strój dla osób biegających po
górach. Polka pokazała nawet zdjęcie mistrzyni świata w biegach górskich, która właśnie w tej nieodpowiedniej, według Panów Kowalskich Janów, spódniczce trenuje.
Buty, które podobno noszą amatorzy, Kowalczyk zakładała nawet
podczas zdobywania górskich
szczytów właśnie z TOPR-owcami,
którzy to mieli ratować nieodpowiedzialnych biegaczy. Ale i tak Panowie Kowalscy Janowie wiedzieli i
wiedzą lepiej, i tak nigdy nie prze-

czek reszta stawki igrzysk to półprofesjonalistki. Oczywiście opinia ta
rozbawiła wiele osób, które Panu
Kowalskiemu Janowi wytknęły
głupotę, ale Pan Kowalski Jan przecież nie może przeprosić. Lepiej napisać, że to nie on się myli. Co tam
słowa ekspertów, co tam napisane
książki, przecież oni kłamią, oni się
nie znają, przecież oni nie mogą
równać się ze wszechwiedzącym
Panem Kowalskim Janem.
Tak samo słabsza forma Kamil
Stocha w zeszłym sezonie na pewno
wynikała z tego, że Polak nie wie,
jak powinien skakać. Przecież dwu-

5. Życie codzienne i rozrywka

Z raportu o "Internecie Rzeczy w
Polsce" firmy Interactive Advertising Bureau i jej polskiego oddziału
wynika, że w kraju nad Wisłą technologie "Internet of Things" idą w
nieco innym kierunku niż w Stanach Zjednoczonych i na Zachodzie
Europy. W Polsce "IoT" wykorzystywany jest częściej w poważniejszych aspektach życia. Świadczy o
tym moda na inteligentne kuchnie,
czy zabezpieczenia alarmowe w domach. To właśnie w zakresie
użyteczności i bezpieczeństwa Polacy najchętniej próbują nowych
technologii.

Zachód Europy i USA częściej
zapomina o sprawach powszechnie
uznawanych za ważne, spędzając
godziny przed telewizorami typu
SMART oraz podróżując samochodem wyposażonym w połączenie z
siecią.
Niezwykle interesującym zjawiskiem są tzw. miasta przyszłości.
Najpopularniejszym jest to w Korei
Południowej, oddalone o 65 kilometrów od stolicy kraju - Seulu.
Songdo, bo o nim mowa, to jak pisze dziennikarz Rafał Tomański na
stronie miastothinkthank.pl: "Las
wieżowców o futurystycznych
kształtach otoczony morzem. Międzynarodowa Dzielnica Biznesu,
International Business District,
gdzie wszyscy robią to samo, o tych
samych porach."
Koreańskie miasto przyszłości to
idealistyczna wizja miejsca idealnego dla człowieka. Zielone światło
na ulicy zapala się wtedy, kiedy wychodzisz z pracy. Miasto jest ciągle
pod okiem setek kamer i nieustannie chronione. Nieprzerwanie funkcjonuje system monitorowania stanu zanieczyszczenia powietrza.
Słowem, nic nie dzieje się tutaj
przypadkowo.
"Internet Rzeczy", a właściwie
"Internet Wszechrzeczy" to przyszłość, do której nieuchronnie zmierzamy. Jednak tak jak w przypadku
telefonów, czy później smartfonów
- nie ma się czego bać. Technologie
z tym związane mają jeszcze bardziej ułatwić życie każdemu, przeciętnemu obywatelowi świata. Nie
ma jednak gwarancji, że zamiast informacji o idealnie schłodzonym piwie, otrzymamy wiadomość o tym,
że ktoś nam je wcześniej wypił.

Michał LEŚNICZAK

Jan napisał do niej na Facebooku,
informując, że stracił do niej cały
szacunek. Stało się tak tylko dlatego, że Polka czterokrotnie
spudłowała i musiała biegać karną
rundę. Szacunek to tutaj słowo
klucz, które niestety Panom Kowalskim Janom jest nieznane lub znane
tylko w przypadku zwracania się do
nich samych.
Kibic może jednego zawodnika
lubić bardziej, a drugiego mniej. Takie jego prawo. Ma też prawo
oglądać i kibicować komu chce,
wyłączać telewizor podczas biegów
Kowalczyk czy skoków Polaków.
Ale nie ma prawa nie szanować. Nie
musi zgadzać się z prywatnymi
przekonaniami poszczególnych
sportowców, ale musi szanować ich
jako ludzi i polskich reprezentantów.
Zawsze, gdy piszę o naszych
sportowcach, piszę, że „moim zdaniem”, że „sądzę”, że „myślę”. Bo
mimo setek obejrzanych biegów nie
miałabym śmiałości nawet ostatniej
w stawce zawodniczce powiedzieć,
co robi źle i jak robić powinna, bo,
powiem szczerze, nie wiem. Bo rolą
kibica nie jest wiedzieć, ale kibicować.

Aleksandra KONIECZNA

8
Zachowania uznawane
za odbiegające od typowych. Napady smutku,
a chwilę później – stany
euforyczne. Niemożliwe
do przewidzenia reakcje
na otrzymywane z każdej
strony bodźce. posegregowane z precyzją tabletki. ilu cierpiących, tyle
różnych oblicz tak delikatnego tematu. Jak poradzić sobie z chorobą
psychiczną bliskiej osoby? dlaczego fotografia
koi ból i żal lepiej niż kolejny kieliszek wypełniony alkoholem?

www.facebook.com/gazeta.fenestra

Zatrzymaj świat,
ja wysiadam

Przyjmij cudze uczucia

I już się nie martw

Melissa Spitz kompletowała materiał do swojego projektu „You

źródło zdjęcia: pixabay.com

C

hciałabym umieć pisać
w ładny i subtelny sposób
o miłości, bo nierozerwalnie łączy się ona z chorobą członka
rodziny lub przyjaciela. Kocham
cię, dlatego tak trudno przyjąć mi
stan, w jakim się obecnie znajdujesz.
Kocham cię, zatem tak czy siak
muszę go przyjąć. Kocham cię
i w związku z tym muszę znaleźć
środki, które mi w tym pomogą. Nie
potrafię pozbyć się wrażenia, że wizerunek choroby psychicznej stanowi już swego rodzaju przepuszczoną
przez literacki, filmowy i szeroko
pojęty artystyczny światek papkę,
często bagatelizowaną i sprowadzaną do krótkiego: „Nie narzekaj,
inni mają gorzej”. Nie zdajemy sobie sprawy, jak wielowymiarowa
może być ta przestrzeń: rozciąga się
ona bowiem od stanów możliwych
do wyleczenia raz na zawsze, aż do
trwałego mentalnego pokrzywdzenia, odciśniętego jak piętno i pozostającego z chorym już na całe życie.
Twórcy posługujący się na co
dzień aparatem fotograficznym postanowili urządzić sobie swoją
własną terapię – ułatwić sobie przyjęcie wyżej opisanego stanu bliskich ludzi za pomocą środków prostych, bo cyfrowych lub analogowych. Bez recepty z nieczytelnym
podpisem lekarza i pastelowego,
papierowego opakowania. Postawili
się w roli obserwatorów, z pokorą
przyznając, że wcale nie chcieli leczyć bliskich, a… samych siebie.

bionego mężczyzny o zgaszonych
oczach i pustym wyrazie twarzy
przeplatają się z nieograniczoną
perspektywą natury. A natura
według Drennan jest cichą metaforą
całkowitej izolacji. Izolacji – po raz
kolejny – zarówno swojej, jak i
męża. Stąd ujęcia spokojnej i niczym niewzruszonej tafli morza czy
zżółkłej, muskanej wiatrem trawy
rosnącej na wydmach. Zdjęcia te
są po prostu surowym odwzorowaniem rzeczywistości – nie widać ani
nie czuć tu jakiejkolwiek potrzeby
jej ubarwiania. Chłodne kolory
i przede wszystkim cisza. Patrząc na
prace Drennan, nie umiem w myślach podłożyć pod nie jakiejkolwiek
ścieżki dźwiękowej. Nic. Brak jakichkolwiek wypowiedzianych słów.
Być może echo? Ewentualnie, od
czasu do czasu, szum morza, zapisany w przytkniętej do ucha muszli.

Cisze i szumy
Have Nothing To Worry About”
przez lata fotografując swoją mamę
– kobietę z zaburzeniami bipolarnymi. Zdjęcia robione były podczas
wizyt w szpitalach oraz w domu
mamy Spitz, Deborah. Patrząc na
fotografie przedstawiające zdrapaną
ze ściany tapetę, koszyki z pedantycznie poukładanymi lekami, bohaterkę z wymierzoną w obiektyw
bronią i modlącą się na szpitalnym
łóżku czy Xanax w foliowej torebce
na tle różowej wikliny, uzyskujemy
wgląd w szokującą i mogącą odstraszyć niejednego z nas spowiedź.
Spitz w rozmowie z portalem Vice
wyjaśnia, że to nie tylko jej autoterapia, ale i element zaspokajający
potrzebę atencji i podnoszący własne poczucie wartości jej mamy.
Spitz poprzez swoje fotografie
zabiera nas w podróż wypełnioną
niepewnością jutra i naznaczoną
dogłębnym, bijącym z każdej jej
pracy smutkiem. Smutne są porozrzucane w umywalce kosmetyki,
smutny jest wzór na szlafroku Deborah, smutkiem odznacza się sama
jej twarz, usta zaciśnięte w wąską
kreskę i postawa ciała. Jednocześnie warto zauważyć, że Spitz wysyła nam komunikat: „Jestem w stanie się do tego przyzwyczaić”, podkreślając zarazem niewątpliwie

Wydawca: Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM, ul. Umultowska 89a, 61-614 Poznań.
Redakcja:Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa, ul. Umultowska 89a, pokój 144, 61-614 Poznań
email: fenestra.uam@gmail.com, facebook: www.facebook.com/gazeta.fenestra

dużą rolę mamy w powstawaniu
zdjęć – jedno z nich przedstawia
Deborah opierającą się całym
ciałem na swojej ogromnej podobiźnie podczas wystawy prac córki.

Powtarzaj i oddychaj

Intymny, dziwny i minimalistyczny projekt Timothy’ego Archibalda
dosłownie i zarazem symbolicznie
przybliża niezrozumiały, zaplątany
w wiele mentalnych supłów świat
autyzmu. Bohaterem albumu zatytułowanego „Echolilia” (parafraza
nazwy jednego z głównych syndromów autyzmu – echolalii, czyli komunikacyjnej patologii, objawiającej się powtarzaniem słów
i fraz wcześniej zasłyszanych)
jest syn fotografa – autystyczny,
w chwili realizacji projektu pięcioletni Elijah. Nieumiejętność przystosowania się do otaczającej rzeczywistości stanowi trudność oraz
udrękę nie tylko dla dziecka, ale
i rodzica. Archibald w wywiadzie
załączonym do albumu przyznaje,
że nauczył się dzięki temu projektowi godzić z chorobą syna.
Większość fotografii oparta jest
na tym samym, prostym zamyśle –
chwilowej fascynacji Elijaha jakimś
przedmiotem. Zdjęcia są bezpośred-

Redaktor naczelny
/Redaktor działu Kultura
Maria Ledeman
Zastępca redaktora naczelnego
Mateusz Iwiński
Redaktor działu Polityka
Grzegorz Iwasiuta
Redaktor działu Sport
Rafał Bajer
Sekretarz Redakcji
Anna Osińska

Korekta
Anna Maria Kottas
Weronika Nowak
Nicole Piotrowska
Redakcja
Piotr Błaszczyk
Tomasz Ciepielewski
Patryk Halczak
Karolina Karoń
Aleksandra Klasa
Aleksandra Konieczna
Marta Kuczmańska

nie i zdają się komunikować
oglądającemu: „Zobacz i pomyśl”.
W ten sposób mamy okazję przyjrzeć się synowi Archibalda
w różnych sytuacjach. Widzimy
Elijaha siedzącego na stole

Research dotyczący fotografii,
która koi przez dotykanie trudnych
tematów, to dziwna sprawa. Wciąga
i wyczerpuje, sprawia, że chcę czytać, oglądać i choć przez moment
doświadczać jeszcze więcej tego
świata, którego nie znam, który
wiele osób zadziwia i być może
przeraża, który tak naprawdę od samego środka znają tylko osoby powiązane w sposób bezpośredni lub
pośredni ze zjawiskiem choroby
psychicznej. Przeglądam uchwycone momenty, widzę twarze smutne,
przygnębione i zamyślone, jednak
to tylko moje wrażenia, impresje

Za oknem już ciemno, a ja mocniej naciągam
rękawy swetra na nadgarstki. Myślę o jutrzejszej pobudce, porannym zimnie, jeździe autobusem, zajęciach na uczelni…
i wąchającego kwiaty w wazonie,
słuchającego świstu własnego oddechu przez rurę od odkurzacza,
leżącego w pozycji embrionalnej
w plastikowym pudle na zabawki
i siedzącego nago z papierową torbą
na głowie.

Dryfuj na swoim oceanie

Gdzieś w Nowym Yorku Maureen Drennan znalazła lek na poczucie osamotnienia w związku – osamotnienia nie tylko własnego, ale
przede wszystkim osamotnienia
swojego cierpiącego na depresję
męża. W serii jej fotografii, zatytułowanej „The Sea That Surrounds
Us”, portrety brodatego, przygnę-

Michał Leśniczak
Mateusz Menkina
Patryk Mikołaj
Marcin Moj
Mateusz Musik
Katarzyna Nowacka
Adam Nowaczewski
Hubert Ossowski
Natalia Pawlak
Małgorzata Pelka
Michał Perzanowski
Michał Piszczek

Jakub Ptak
Joanna Skórzybót
Mikołaj Słomski
Mikołaj Stanek
Joanna Suwiczak
Dawid Szymczak
PrzemysławTerlecki
WioletaWasylów
JarosławWięcławski
TomaszWitas
AleksandraWróblewska
Klaudia Zimowska

wywołane przez twórczość. Aparat
to narzędzie potężne. Przekaźnik
emocji.
Za oknem już ciemno, a ja mocniej naciągam rękawy swetra na
nadgarstki. Myślę o jutrzejszej pobudce, porannym zimnie, jeździe
autobusem, zajęciach na uczelni…
Zrobię to wszystko świadomie,
zdrowa, normalnie odbierając
wszystkie bodźce, funkcjonując
w sposób, w jaki robi to większość
populacji. Znów odbiorę rzeczywistość bez jakichkolwiek szumów
i zaburzeń.
Myślę o tym, jak niewdzięczni
wobec losu bywamy, i chyba znów
chce mi się płakać.

Skład
Tomasz Szukała

Małgorzata PELKA

Twitter
/twitter.com/FenestraGazeta

Druk
Drukarnia Prasowa
ul. Malwowa 158, Skórzewo
Redakcja zastrzega sobie prawo
Strona internetowa
do redagowania i skracania
www.gazetafenestra.pl
nadesłanych tekstów. Redakcja nie
ponosi odpowiedzialności za treść
Facebook
www.facebook.com/gazeta.fenestra zamieszczanych reklam.
Opiekun redakcji
Red. Lesław Ciesiółka

Related Interests