You are on page 1of 240

RICHARD DAWKINS

BÓG UROJONY Prze o y Piotr J. Szwajcer Wydawnictwo CiS Warszawa 2007

Magazyn ÄDiscover" nazwa niedawno Richarda Dawkinsa Ärottweilerem Darwina", w uznaniu jego bezpardonowej, a przy tym przekonuj cej obrony teorii ewolucji. Dla ÄProspect" Dawkins jest jednym z trzech najwybitniejszych wspó czesnych intelektualistów znanych szerokiej publiczno ci (pozostali dwaj to Noam Chomsky i Umberto Eco). Profesor Dawkins zajmuje katedr Charles Simonyi Professor for the Public Understanding of Science na Uniwersytecie Oksfordzkim, jest te cz onkiem . Mi dzynarodow s aw wykraczaj c daleko poza rodowiska naukowe przynios a mu ksi ka Samolubny gen, a opini wybitnego uczonego i wietnego pisarza ugruntowa y kolejne publikacje, mi dzy innymi Rozszerzony fenotyp, lepy zegarmistrz, Rzeka genów, Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobie stwa, Rozplatanie t czy.Richard Dawkins jest cz onkiem Royal Society oraz Royal Society of Literature. Za osi gni cia naukowe i pisarskie otrzyma wiele presti owych nagród i wyró nie , a w ród nich Royal Society of Literature Award (1987), Michael Faraday Award of the Royal Society (1990), International Cosmos Prize (2001), Shakespeare Prize for Achievement in Human Science (1997), Kistler Prize (2005). Ksi ka Bóg urojony ukaza a si w USA i w Wielkiej Brytanii jesieni 2006. Natychmiast zyska a wielk popularno w ród czytelników (do marca 2007 prawie milion sprzedanych egzemplarzy, I miejsce w brytyjskim oraz kanadyjskim Amazonie, II w ameryka skim, nieprzerwanie w pierwszej dziesi tce bestsellerów ÄNew York Timesa"). Prawa do przek adu Boga urojonego zakupili ju wydawcy z ponad trzydziestu krajów (z czterech kontynentów).

IN WHAT WE TRUST

SPIS TRE CI

WST P

9 WST P DO II WYDANIA 21 Rozdzia 1. G BOKO RELIGIJNY NIEWIERZ CY 33

Zas u ony szacunek. Niezas u ony szacunek Rozdzia 2. HlPOTEZABOGA 57 Politeizm. Monoteizm. Sekularyzm, Ojcowie Za o yciele i religia Ameryki. N dza agnostycyzmu. NOMA. Wielki Eksperyment Modlitewny. Szko a ewolucjonistów Neville'a Chamberlaina. Ma e zielone ludziki Rozdzia 3. DOWODY ISTNIENIA BOGA117 ÄDowody" Tomasza z Akwinu. Dowód ontologiczny i inne dowody a priori. Dowód z pi kna. Dowód z Äosobistego do wiadczenia". Dowód z Pisma. Dowód z podziwianego religijnego uczonego. Zak ad Pascala. Dowód z twierdzenia Bayesa Rozdzia 4. DLACZEGO NIEMAL NA PEWNO NIE MA BOGA 161 Ostateczny boeing 747. Dobór naturalny jako filar wiadomo ci. Nieredukowalna z o ono . Kult luk. Zasada antropiczna: wersja planetarna. Zasada antropiczna: wersja kosmologiczna. Cambridge ² interludium Rozdzia 5. KORZENIE RELIGII 225 Imperatyw darwinowski. Bezpo rednie po ytki z religii. Dobór grupowy. Religia jako produkt uboczny. Psychologiczna sk onno do religii. St paj ostro nie, bowiem st pasz po moich memach. Kulty cargo Rozdzia 6. KORZENIE MORALNO CI: DLACZEGO LUDZIE S DOBRZY? 287 Czy nasze poczucie moralne ma darwinowskie korzenie. Korzenie moralno ci ² studium przypadku. Dlaczego by dobrym, je li nie ma Boga Rozdzia 7. ÄDOBRA KSI GA" I ZMIENIAJ CY SI DUCH CZASÓW 321 Stary Testament. Czy Nowy Testament jest lepszy? Mi uj bli niego swego. Zeitgeist a moralno . A co z Hitlerem i Stalinem ² czy nie byli ateistami? Rozdzia 8. CO JEST Z EGO W RELIGII? SK D TA WROGO ? 377 Fundamentalizm a obalanie nauki. Ciemna strona absolutyzmu. Religia i homoseksualizm. Wiara a wi to ludzkiego ycia. Wielkie Beethovenowskie oszustwo. Jak Äumiarkowana" wiara nap dza fanatyzm Rozdzia 9. DZIECI STWO, MOLESTOWANIE I UCIECZKA OD RELIGII 415 Molestowanie fizyczne i umys owe. W obronie dzieci. Edukacyjny skandal. Znów o budzeniu wiadomo ci. Edukacja religijna jako cz dziedzictwa kulturowego Rozdzia 10. NIEZB DNA LUKA? 461

Fi . Pocieszenie i ukojenie. Inspiracja. Czador nad czadorami APPENDK BIBLIOGRAFIA ² KSI 503
KI CYTOWANE I POLECANE

505 PRZYPISY

511

WST P

Moja ona w dzieci stwie serdecznie nienawidzi a swojej szko y i bardzo chcia a z niej odej . Sporo lat pó niej (by a ju po dwudziestce) wyzna a to rodzicom. Matka by a zaskoczona ² ÄAle kochanie, dlaczego nam po prostu nie powiedzia a !?". Na to Lalla ² ÄNie wiedzia am, e mo na!". Potraktuj jej s owa jako punkt wyj cia: Nie wiedzia a, e mo na. Podejrzewam ² ba! jestem pewien ² e jest ca e mnóstwo ludzi, którzy zostali wychowani w jakiej religii, a dzi nie s z ni szcz liwi, stracili wiar albo wstydz si z a wyrz dzanego w jej imi . Ci ludzie nierzadko u wiadamiaj sobie w asne pragnienie odej cia od wiary rodziców, ale nie zdaj sobie sprawy, e taka mo liwo w ogóle istnieje. Je li równie masz taki problem ² jest to w a nie ksi ka dla Ciebie. Jej celem jest u wiadomienie ka demu, e by ateist to aspiracja ca kiem realna; wi cej nawet, to postawa wiadcz ca o odwadze i doprawdy godna szacunku. Zatem ² mo na by szcz liwym, zrównowa onym oraz moralnie i intelektualnie spe nionym ateist ! Oto pierwsze z przes a mojego programu budzenia wiadomo ci, z filarów, na których t now wiadomo chcia bym wznie . 0 trzech pozosta ych opowiem za chwil . W styczniu 2006 roku brytyjski Channel Four wyemitowa przygotowany przeze mnie dwucz ciowy dokumentThe Root of All Evil?[ ród o wszelkiego z a?]. Nadany przez realizatorów tytu od pocz tku niezbyt mi si podoba . Religia nie jest ród em wszelkiego z a, cho by ju z tego powodu, e jedna rzecz nigdy nie mo e by ród em wszystkiego. Za to bardzo spodoba a mi si reklama, jak Channel Four zamie ci w ogólnokrajowej prasie. By a to panorama Manhattanu z wielkim napisem: ÄWyobra sobie wiat bez religii". Sk d ten pomys ? Otó na zdj ciu rzuca y si w oczy dwie bli niacze wie e WTC. To Äwyobra sobie" by o oczywi cie nawi zaniem do s ynnego przeboju Johna LennonaImagine.A zatem pójd my tym tropem i spróbujmy wyobrazi sobie wiat bez zamachowców-samobójców, 11 wrze nia, 7 lipca1 *, krucjat, polowania na czarownice, spisku prochowego, podzia u Indii, konfliktu izraelsko-palesty skiego, bez masakr i czystek etnicznych w by ej Jugos awii, prze ladowania ydów jako tych, którzy Äzabili Pana Naszego", bez konfliktów w Irlandii Pó nocnej, Ähonorowych zabójstw"2 1 1 bez ró nych teleewangelistów z natapirowanymi w osami i w l ni cych garniturach, oskubuj cych atwowiernych ludzi z ostatnich groszy (ÄBóg tego od was da!"). I wreszcie wyobra my sobie wiat bez talibów ka cych burzy staro ytne pos gi, bez publicznych egzekucji Äblu nierców", wiat, w którym nie poddaje si kobiet karze ch osty za to, e odwa y y si ods oni kawa ek cia a. (Nota bene Desmond Morris powiedzia mi, e w Stanach tekst Lennona wykonywany bywa niekiedy bez linijki Äand no religion too", a raz s ysza nawet, e kto mia czelno zmieni j na Äandone religion too".) Mo e wydaje Ci si , e agnostycyzm to wybór najbardziej godny cz owieka rozumnego, bo ateizm jest postaw równie dogmatyczn jak wiara. Je li tak, mam nadziej , e zmienisz zdanie po przeczytaniu Rozdzia u 2., gdzie wykazuj , e Ähipoteza Boga" jest niczym innym, jak pewn naukow hipotez dotycz c Wszech wiata, a zatem nale y do niej podchodzi równie sceptycznie, jak do ka dej innej naukowej hipotezy. By mo e wmawiano Ci, e filozofowie i teolodzy dawno ju przedstawili istotne powody (Ädowody"), by wierzy w Boga. W takim przypadku zapewne przeczytasz z zapartym tchem Rozdzia 3. Dowody na rzecz istnienia Boga i przekonasz si , e s to argumenty bardzo w tpliwej jako ci. A mo e uznajesz istnienie Boga za oczywiste, gdy jak e inaczej móg by powsta wiat? Sk d wzi oby si ycie w ca ym swym bogactwie i ró norodno ci, z mnogo ci gatunków, z których ka dy sprawia wra enie, jakby zosta celowo Äzaprojektowany"? Je eli tak w a nie uwa asz, niech e o wieci Ci Rozdzia 4. Dlaczego niemal na pewno nie ma
3

Boga? Darwinowska teoria doboru naturalnego w znacznie mniej karko omny sposób, a przy tym ze zniewalaj c elegancj (i bardzo oszcz dnymi rodkami) rozprawia si z iluzj Äprojektu", wyja niaj c powstanie skomplikowanych organizmów bez uciekania si do poj cia Stwórcy czy Projektanta. A cho teoria doboru naturalnego odnosi si wy cznie do wiata biologii, to wyznacza intelektualne standardy o du o szerszym zastosowaniu. Wiele wskazuje, e mog one pomóc nam wznie si na wy szy poziom przy obja nianiu ca ego kosmosu. Pisa em ju wcze niej, e pragn budzi w moich czytelnikach wiadomo . Tak jest! Pot ga takich intelektualnych narz dzi jak model doboru naturalnego, to drugi z czterech filarów, na których t now wiadomo zamierzam wesprze . A mo e my lisz, e bóg² lub bogowie ² musz istnie , gdy zgodnie z relacjami antropologów i historyków we wszystkich ludzkich kulturach ludzie wierz cy zawsze stanowili wi kszo ? Je eli ich argumenty Ci przekonuj , spróbuj si gn do Rozdzia u 5. Korzenie religii, w którym wyja niam, dlaczego religia jest fenomenem tak wszechobecnym. Je li za wierzenia religijne wydaj ci si niezb dn podstaw naszej ludzkiej moralno ci, je li s dzisz, e potrzebujemy Boga po to, aby by dobrymi, przeczytaj Rozdzia y 6. i 7., by si przekona , e wcale tak nie jest. Ci gle jeszcze czujesz s abo do religii? Ci gle s dzisz, e w gruncie rzeczy wiara jest czym dobrym, nawet je li sam ju j straci e ? W Rozdziale 8. rozwa am t kwesti i pokazuj , e po ytki, które jakoby mamy z religii, s jednak do w tpliwe. Je eli masz poczucie, e tkwisz w okowach religii, w której ci wychowano, warto by zastanowi si , jak do tego dosz o. Zapewne stwierdzisz, e winna jest ta czy inna forma indoktrynacji, jakiej nieodmiennie poddawane s dzieci. Je li jeste osob wierz c , to w niemal wszystkich przypadkach mo na za o y , e twoja wiara jest wiar twoich rodziców. Kto , kto, urodziwszy si w Arkansas, uwa a, e chrze cija stwo jest religi prawdziw , a islam fa szyw , mimo i doskonale zdaje sobie spraw , e wyznawa by dok adnie przeciwny pogl d, gdyby przyszed na wiat w Afganistanie, jest w a nie ofiar indoktrynacji, któr przeszed w dzieci stwie. O urodzonych w Afganistanie mo na powiedzie , mutatis mutandis, dok adnie to samo. Problem religii i dzieci stwa omawiam w Rozdziale 9. Tu czytelnicy znajd tak e trzecie z moich przes a . Feministki krzywi si zwykle, gdy kto mówi Äon" zamiast Äon lub ona" lub u ywa rodzaju m skiego tam, gdzie mowa o ludziach po prostu, nie tylko o m czyznach. Ja natomiast pragn , by ka dy odruchowo buntowa si , s ysz c o Äkatolickich dzieciach" b d te Ämuzu ma skich dzieciach". Nie! Mówmy o dzieciach katolickich rodziców albo o dzieciach muzu ma skich rodziców, a je li us yszymy, e kto u y sformu owania Äkatolickie («muzu ma skie») dziecko", grzecznie mu przerwijmy i zwró my uwag , e dzieci s zbyt m ode i zbyt niedojrza e, by mie w asne stanowisko w tak z o onej kwestii, podobnie jak nie maj jeszcze wyrobionych pogl dów politycznych lub ekonomicznych. A poniewa , jak ju kilkakrotnie zaznacza em, moim zasadniczym celem jest budzenie wiadomo ci, nie zamierzam si usprawiedliwia , e o kwestii Ädzieci wobec wiary religijnej" wspominam zarówno tutaj, we Wst pie, jak i w Rozdziale 9. O takich sprawach nigdy nie za du o. Powtórz raz jeszcze ² nie ma dzieci muzu ma skich ² s tylko dzieci rodziców wyznaj cych islam! Dziecko jest za m ode, by wiedzie , czy jest muzu maninem, czy nie. I nie ma te katolickich dzieci. Rozdzia 1., otwieraj cy ksi k , jak i zamykaj cy j Rozdzia 10., w ró ny sposób mówi o tym samym. Oba opowiadaj o tym, jak zrozumienie wspania o ci otaczaj cego nas wiata mo e, bez odwo ywania si do Boga, spe nia funkcje, które na mocy tradycji ² acz ca kiem bezzasadnie ² uzurpuje sobie religia. Czwarte z przes a , jakie chcia bym zawrze w tej ksi ce, to postawa, któr nazywam Ädum ateisty"3 2. To aden wstyd by ateist . Przeciwnie! Mo esz²i powiniene ² szczyci si tym, e jako ateista kroczysz przez wiat z podniesionym czo em, mia o kieruj c wzrok ku najdalszym
2 Richard Dawkins nawi zuje tu do ruchu ÄGay Pride" (ÄDuma homoseksualisty"), którego wielkim osi gni ciem by o ograniczenie dyskryminacji mniejszo ci seksualnych. To dzi ki Gay Pride w a nie wszyscy dzi wiedz ² przynajmniej w krajach cywilizowanych ² e homoseksualizm nie jest adnym Äzboczeniem" (przyp. t um.).

horyzontom. Wszak ateizm niemal we wszystkich przypadkach oznacza w a ciw niezale no my lenia, a w istocie w a ciwe my lenie, w ogóle. Jest wielu ludzi, którzy w g bi serca zdaj sobie spraw , e w gruncie rzeczy s ateistami, lecz nie wa si do tego otwarcie przyzna nawet przed swoj rodzin , czy ² tak te bywa ² nawet przed samym sob . Cz ciowo pewnie dzieje si tak dlatego, e postarano si , by samo okre lenie Äateista" uchodzi o w odbiorze spo ecznym za okropny, uw aczaj cy epitet. W Rozdziale 9. przytaczam tragikomiczny przypadek aktorki Julii Sweeney, która opowiedzia a kiedy , co si dzia o, gdy jej rodzice dowiedzieli si z gazety, e zosta a ateistk : ÄTo, e nie wierz w Boga, mo e by jako jeszcze prze kn li. Ale ateistk ! ATEISTK !!! (Przera liwy wrzask matki widrowa wprost w uszach)". W tym momencie chcia bym si zwróci szczególnie do moich ameryka skich czytelników, gdy religijno w tym kraju przybra a doprawdy monstrualne rozmiary. Wendy Kaminer, prawniczka, w istocie niewiele przesadzi a, twierdz c, e w dzisiejszej Ameryce artowanie z religii jest czym równie ryzykownym, jak spalenie ameryka skiej flagi na konferencji Legionu Ameryka skiego1. Sytuacja ateistów w USA przypomina obecnie po o enie homoseksualistów przed pi dziesi ciu laty. Dzi , po dekadach dzia alno ci ruchu Gay Pride, homoseksualista ma nawet szanse ² cho nadal nie jest to proste ² zosta wybranym na urz d publiczny. Gallup przeprowadzi w roku 1999 szeroko zakrojone badania, w których pytano Amerykanów, czy oddaliby w wyborach swój g os na spe niaj cego pod innymi wzgl dami wszelkie wymogi kandydata, gdyby by kobiet (95% odpowiedzia o twierdz co), katolikiem (94%), ydem (92%), Murzynem (92%), mormonem (79%), homoseksualist (79%). Mo liwo zag osowania na ateist zadeklarowa o zaledwie 49% respondentów. Najwyra niej przed nami jeszcze d uga droga. Tymczasem ateistów, zw aszcza w ród wykszta conych elit, jest znacznie wi cej, ni sobie na ogó wyobra amy. Tak by o zreszt ju w XIX stuleciu. Oto, co pisa John Stuart Mili: Ä wiat by by zadziwiony, wiedz c, jak wielka cz spo ród najwybitniejszych jednostek, równie tych powszechnie otoczonych szacunkiem z racji swej cnoty i m dro ci, pozostaje g boko sceptyczna w kwestiach religijnych". Dzi s owa te s pewnie jeszcze bardziej trafne (poka to mi dzy innymi w Rozdziale 3.). Przyczyn , dla której wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, jak powszechna jest to postawa, jest nasza, ateistów, niech do Äujawnienia si " (come out). Marzy mi si , by ta ksi ka zach ci a czytelników do podj cia takiej decyzji. Dok adnie tak samo by o z ruchem gejowskim ² im wi cej ludzi ujawnia o swoj orientacj , tym atwiej by o uczyni to innym: dla uruchomienia reakcji a cuchowej potrzeba pewnej masy krytycznej. Zgodnie z badaniami opinii publicznej liczba ateistów i agnostyków w Stanach Zjednoczonych jest wielokrotnie wy sza ni liczba wyznawców judaizmu, jak równie wi kszo ci innych wyzna . W odró nieniu jednak od ydów, którzy od dawna uchodz za jedno z najbardziej wp ywowych lobby, czy ewangelicznych chrze cijan, którzy dysponuj jeszcze wi kszym politycznym potencja em, si a przebicia ateistów i agnostyków, nietworz cych adnej zwartej grupy, jest praktycznie zerowa. Oczywi cie, mo na powiedzie , e wszelka próba zorganizowania ateistów by aby równie daremna, jak nak anianie kotów do ycia w stadzie, jako e ateizm czy si na ogó z niezale no ci my lenia i niech ci do podporz dkowania si czemukolwiek. By mo e jednak pierwszym krokiem we w a ciwym kierunku by oby stworzenie Ämasy krytycznej" tych, którzy gotowi s g o no powiedzie : ÄTak, jestem ateist !", i da innym dobry przyk ad. Koty bez w tpienia nie s zwierz tami stadnymi, lecz je li zbior si do kupy, trudno ich nie us ysze . Tytu tej ksi ki wzbudzi zastrze enia kilku psychiatrów, którzy zwrócili mi uwag , e Ädelusion" [urojenie] to termin maj cy w psychiatrii ci le zdefiniowane znaczenie i nie nale y nim szafowa na prawo i lewo. Trzech z nich napisa o nawet do mnie z propozycj , by na okre lenie uroje typu religijnego wprowadzi neologizm Ärelusion"2 (od Äreligious delusion"). By mo e kiedy si on przyjmie, na razie jednak wol pozosta przy Äurojeniu" i krótko to uzasadni .Otó Penguin English Dictionary definiuje Ädelusion" jako Äfa szywe przekonanie lub wra enie" (a false belief or impression)3*.Ku mojemu zaskoczeniu autorzy s ownika jako przyk ad u ycia terminu Äurojenie" przytoczyli nast puj cy cytat z Phillipa E. Johnsona: ÄHistoria darwinizmu to historia
* * Zgodnie ze S o w n i k i e m J zy k a P o l s k i e g o P W N Äurojenia" to Äfa szywe s dy, chorobliwe, nieuzasadnione przekonania nie ust puj ce pod wp ywem logicznej argumentacji, cz sto usystematyzowane, wyst puj ce g ównie w psychozach" (przyp. t um.).
3

wyzwolenia ludzko ci z urojenia, i jej losy wyznacza jaki wy sza moc". Czy by to by ten e sam Phillip E. Johnson, który dzi w Ameryce przewodzi antydarwinowskiej krucjacie kreacjonistów? Tak jest w istocie, a cytat przypuszczalnie zosta wyrwany z kontekstu. (Mam nadziej , e moja szlachetno zostanie odwzajemniona ² kreacjoni ci nie zwykli przestrzega adnych regu w atakach na mnie i w pe ni wiadomie i z rozmys em wymachuj wyrwanymi z kontekstu cytatami z moich ksi ek.) Niezale nie od tego, co Johnson mia akurat na my li, pod zdaniem w cytowanym powy ej kszta cie móg bym podpisa si obiema r kami. S ownik angielski dostarczany z edytorem Microsoft Word definiuje Äurojenia" jako Äfa szywe przekonania, utrzymuj ce si mimo silnych przeciwnych dowodów; cz sto oznaka zaburze psychicznych". Pierwsza cz tej definicji doskonale pasuje do przekona religijnych. W kwestii, czy jest to oznaka choroby psychicznej, przychylam si raczej do opinii Roberta E. Pirsiga, autora ksi ki Zen a sztuka oporz dzania motocykla: ÄJe li jedna osoba ma urojenia, mówimy o chorobie psychicznej. Gdy wielu ludzi ma urojenia, nazywa si to Religi ". Za o ony przez mnie cel tej ksi ki zostanie osi gni ty, je li ka dy religijny czytelnik, przeczytawszy j pilnie od deski do deski, stanie si ateist . Czy to nie przesadny optymizm z mojej strony? Oczywi cie doskonale zdaj sobie spraw , e do zatwardzia ych teistów nie przemówi adne argumenty, gdy trwaj ca od najm odszych lat indoktrynacja, której metody doskonalone by y przez stulecia (pomi my chwilowo kwesti , czy poprzez ewolucj , czy Äinteligentny projekt"), ca kowicie ich uodporni a. Jednym z najskuteczniejszych sposobów uodparniania jest po prostu absolutny zakaz si gania po ksi ki takie jak ta, jako b d ce nieodwo alnie Ädzie em Szatana". Wszak e ufam, e i w ród wierz cych nie brak jednostek o otwartych umys ach ² których indoktrynacja by a nieco mniej perfidna, do których nie trafi a, czy wreszcie tych, którzy byli na tyle inteligentni, by j przejrze . Takim ludziom, wolnym w g bi ducha, potrzeba zwykle tylko nieco zach ty, by porzuci religijny na óg. Przynajmniej chc mie nadziej , e aden z czytelników tej ksi ki nie powie nigdy: Nie wiedzia em, e mo na. Bardzo wielu ludziom winien jestem s owa podzi ki za pomoc w przygotowaniu tej ksi ki. Nie da bym rady wymieni tu ich wszystkich, ale w adnym wypadku nie mog pomin mojego agenta Johna Brockmana ani redaktorów ² Sally Gaminara (z Transworld) i Eamona Dolana (z Houghton Mifflin). Oboje nadzwyczaj wnikliwie i wyrozumiale przeczytali ca y tekst, udzielaj c mi wielu cennych rad i uwag, a ich niek amany entuzjazm i yczliwo by y dla mnie ród em sta ej motywacji do dalszej pracy. Redakcja tekstu w wykonaniu Gillian Somerscales by a zaiste fenomenalna, a jej konstruktywne poprawki zawsze dotyka y samego sedna spraw. Na ró nych etapach pracy dawa em tekst do czytania tak e innym osobom. Z tego grona na moj szczególn wdzi czno zas u yli Jerry Coyne, J. Anderson Thomson, R. Elisabeth Cornwell, Ursula Goodenough i Latha Menon, a najbardziej niezrównana Karen Owens, której wiedza o kulisach mudnego wykuwania ostatecznego kszta tu tej ksi ki jest niemal równie wielka jak moja. Ksi ka Bóg urojony zawdzi cza sporo (ivice versa)przygotowanemu przeze mnie dwucz ciowemu filmowi dokumentalnemuRoot of All Evil5?, który brytyjska telewizja (Channel Four) wyemitowa a w styczniu 2006 roku. Chcia bym w tym miejscu podzi kowa wszystkim, którzy wzi li udzia w jego produkcji, a zw aszcza Deborze Kidd, Russellowi Barnesowi, Timowi Craggowi, Adamowi Prescodowi, Alanowi Clementsowi i Hamishowi Mykurze. Channel Four oraz IWC Media nale si podzi kowania za zgod na wykorzystanie w mojej ksi ce materia ów z filmu. A tak przy okazji ² w Wielkiej BrytaniiRoot of All Evil?mia doskona e recenzje (i ogl dalno ). Z innych telewizji, jak na razie, prawa do emisji kupi a jedynie Australian Broadcasting Corporation. Zobaczymy, czy którakolwiek z ameryka skich stacji odwa y si ten film w ogóle pokaza 6 *. Koncepcja tej ksi ki rodzi a si we mnie od kilku lat. Przez ten czas o niektórych zawartych w niej ideach opowiada em podczas wyk adów (zw aszcza Tanner Lectures na Harvard University) i pisa em w licznych artyku ach. Zw aszcza dla czytelników mojego sta ego felietonu we ÄFree Inquiry" niektóre fragmenty b d brzmia y znajomo. Przy okazji chcia bym podzi kowa Tomowi Flynnowi, wydawcy tego wspania ego czasopisma, za to, e przekona mnie, bym na sta e zago ci na jego amach. Co prawda, musia em chwilowo zawiesi t wspó prac , aby po wi ci czas na uko czenie ksi ki, ale teraz powróc do swojej rubryki i mam nadziej , e stanie si ona miejscem powa nej debaty nad sprawami poruszonymi w Bogu urojonym.

Z wielu przyczyn na moj wdzi czno zas uguj równie Dan Dennett, Marc Hauser, Michael Stirrat, Sam Harris, Helen Fisher, Margaret Downey, Ibn Warraq, Hermione Lee, Julia Sweeney, Dan Barker, Josephine Welsh, Ian Baird, a zw aszcza George Scales. W naszych czasach jest rzecz przyj t , e ksi ka taka jak ta znajduje swe dope nienie w postaci aktywnego internetowego forum, gdzie znale mo na dodatkowe materia y, reakcje, komentarze, dyskusj , pytania i odpowiedzi ² kto wie, co tam si jeszcze trafi w przysz o ci. Mam nadziej , e oficjalna witryna Richard Dawkins Foundation for Reason and Science [Fundacji Richarda Dawkinsa na rzecz rozumu i nauki] (http://www.richarddawkins.net) dobrze spe ni t funkcj . Chcia bym niezmiernie podzi kowa Joshowi Timonenowi za talent, profesjonalizm i po wi cenie, z jakim t witryn prowadzi. Nade wszystko wdzi czny jestem mojej onie Lalli Ward, która trwa a dzielnie przy moim boku we wszystkich chwilach zw tpienia i rezygnacji. Lalla nie tylko s u y a mi moralnym wsparciem i wskazywa a trafnie, jak co poprawi , ale równie ² i to dwukrotnie, na dwóch ró nych etapach powstawania ksi ki ² przeczyta a mija ca na g os, dzi ki czemu mog em naocznie (a raczej nausznie) przekona si , jak mo e tekst ten odebra kto nieb d cy mn . Polecam gor co t metod innym autorom, cho ostrzegam, e dla osi gni cia rzeczywi cie dobrych efektów lektorem powinna by osoba z profesjonalnym przygotowaniem aktorskim, która potrafi operowa g osem i ma wyczucie melodii j zyka.
WST P DO II WYDANIA (W OPRAWIE MI KKIEJ)

Wydanie Boga urojonego w twardej oprawie by o jednym z bestsellerów roku 2006 4*, co wywo a o pewne zdziwienie. Czytelnicy przyj li ksi k bardzo ciep o, o czym wiadczy chocia by zdecydowana wi kszo spo ród ponad tysi ca komentarzy, jakie dot d zamie cili w Amazonie. Ton drukowanych w prasie recenzji by jednak mniej przychylny. Gdyby kto chcia by cynikiem, móg by przyj , e to po prostu konsekwencja braku wyobra ni i wyuczonych odruchów redaktorów odpowiedzialnych za dzia y recenzji ²je li jest ÄBóg" w tytule, to dajmy to jakiemu religioznawcy. Mo e jednak nadmierny cynizm przeze mnie przemawia... Kilka spo ród tych nieprzychylnych recenzji zaczyna o si od frazy która od dawna ju budzi we mnie dreszcz: ÄJestem ateist , ALE...". Dan Dennett pisa wBreaking the Spell,jak zadziwiaj co wielka liczba intelektualistów Äwierzy w wiar ", nawet tych, którzy sami religijni w najmniejszym stopniu nie s . Ci Äpo rednio" wierz cy s przy tym cz sto bardziej gorliwi od autentycznych wyznawców, a ich zapa pompowany jest jeszcze przez w samej ju intencji przypochlebcz Äotwarto umys u": ÄNiestety! Nie mog dzieli Twojej wiary, ale szanuj j i rozumiem". ÄJestem ateist , ALE..." Ci g dalszy jest niemal równie ma o przydatny, nihilistyczny b d wreszcie ² co gorsza ² przesycony triumfalistycznym negatywizmem. Warto jednak zauwa y ró nic mi dzy powy szym a innym ulubionymgenre: ÄKiedy by em ateist , ale...". To bardzo stary trik, wielce ceniony przez ró nych religijnych apologetów od czasów CS. Lewisa a do dzi . To takie mruganie okiem do m odych i modnych ² zawsze zdumiewa mnie, jak cz sto to dzia a. B d cie czujni! Dla swojej witryny napisa em nawet artyku I'm an atheist BUT... i z niego w a nie zaczerpn em poni sz list zarzutów i pretensji, jakie sprowokowa o pierwsze wydanie (w twardej oprawie) Boga urojonego. Strona richarddawkins.net ² wspaniale prowadzona przez Josha Timonena²ma dzi niezliczone niemal rzesze wspó pracowników, którzy suchej nitki nie zostawili na moich krytykach i rozprawili si z wszystkimi tymi zarzutami, cho przyzna musz , e w nieco mniej zawoalowany sposób i nieco mniej grzecznym tonem ni ja sam czy te moi koledzy-filozofowie, A.C. Grayling, Daniel Dennett, Paul Kurtz i inni, w tekstach publikowanych w druku.

* Przez kilka tygodni I miejsce w brytyjskim i kanadyjskim Amazonie, II miejsce w ameryka skim Amazonie. Równie dobra by a sprzeda na rynku otwartym. Th e Go d D e l u s i o n ukaza si w Stanach i w Wielkiej Brytanii jesieni 2006, a mimo to na wszystkich rocznych listach bestsellerów ksi ka znalaz a si co najmniej w pierwszej pi tce (przyp. t um.).

4

Nie wolno krytykowa religii, je li nie towarzyszy temu szczegó owa analiza uczonych ksi g teologicznych. Zaskakuj cy bestseller? Jeden z moich wysoce intelektualnych krytyków zasugerowa , e gdybym omówi epistemologiczne ró nice mi dzy Akwinat a Dunsem Szkotem, gdybym rzetelnie przedstawi pogl d Eriugeny na subiektywno do wiadczenia wiary, rozwa ania Rahnera o asce i Moltmana o nadziei (chyba sam ywi daremn nadziej , e co takiego uczyni ), wówczas wietna sprzeda mojej ksi ki nie by aby zaskoczeniem ² by aby cudem. Tyle e nie o to mi chodzi. W odró nieniu od Stephena Hawkinga (który zastosowa si do rady, e ka dy wzór matematyczny obni a sprzeda ksi ki o po ow ), z rado ci porzuci bym wszelk nadziej na ujrzenie swojego nazwiska na listach bestsellerów, gdyby by a cho najmniejsza szansa na to, e Duns Szkot zdo a sprowadzi na nas iluminacj i pomóc odpowiedzie na zasadnicze pytanie: Czy Bóg istnieje? Jednak niemal ca a literatura teologiczna po prostu przyjmuje za o enie, e On jest. Dla moich celów wystarczy o wi c, e zaj em si tylko tymi teologami, którzy powa nie analizowali mo liwo Jego nieistnienia i do niej za pomoc dowodów si odnosili. Mam nadziej , e co takiego uda o mi si zrobi w Rozdziale 3., i to nie do , e wyczerpuj co, to jeszcze z wystarczaj c doz humoru. A skoro ju o poczuciu humoru mowa, to nie potrafi bym zaproponowa nic lepszego ni EZ. Mayers, który na swojej witrynie ÄPharyngula" opublikowa wspania Courtier's Reply[Odpowied dworzanina]: Bezczelno i tupet zarzutów niejakiego Dawkinsa nie dziwi , gdy u wiadomimy sobie jego brak odpowiedniego wykszta cenia. Pan Dawkins nie zna na pewno uczonej i szczegó owej dysertacji hrabiego Roderiga z Sewilli, po wi conej niespotykanej cudowno ci egzotycznych skór, z jakich szyte s buty Jego Cesarskiej Mo ci. Wszystko wskazuje te , e obce jest mu arcydzie o Belliniego O po wiacie, jak roztaczaj pióra cesarskiego kapelusza. My tymczasem doczekali my si ju powstania ca ych szkó , które nieustannie publikuj uczone traktaty o przewspania o ci szat Jego Wysoko ci, a w ka dej powa nej gazecie jest nawet specjalna rubryka po wi cona cesarskim kreacjom [...] Dawkins jednak ten wielki filozoficzny dorobek o miela si zignorowa po to tylko, by z arogancj i okrucie stwem zarazem stwierdzi : ÄCesarz jest nagi!" [...] Póki pan Dawkins nie przeszkoli si w salonach mody Pary a i Mediolanu, dopóki nie zrozumie, na czym polega ró nica mi dzy riuszkami a frywolitkami, pozostaje tylko przyj , e wszystko, co napisa , nie stanowi w istocie najmniejszej obrazy dla cesarskiego gustu. Biologiczne wykszta cenie, jakie odebra pan Dawkins, mo e i sprawia, e potrafi on odró ni genitalia, gdy kto wymachuje mu nimi przed nosem, ale to o wiele za ma o, by potrafi nale ycie doceni jako wyimaginowanych tkanin. By ju zako czy ten w tek ² wi kszo z nas na szcz cie nie wierzy we wró ki, astrologi i Lataj cego Potwora Spaghetti; i nie musieli my si w tym celu wg bia si w pastafaria skie rozprawy teologiczne. Kolejny zarzut nieco si z powy szym wi e ² nazywam go Äzarzutem z figuranta". Atakuj to, co w religii najgorsze, a ignoruj to, co w niej najlepsze. ÄZajmuje si pan ohydnymi pod egaczami, maniakami jak Ted Haggard, Jerry Falwell czy Pat Robertson, a nie wyrafinowanymi teologami, Tillichem czy Bonhoefferem, którzy nauczaj takiej religii, w jak ja wierz ." Gdyby to taka subtelna i zniuansowana wiara dominowa a w wiecie, by by on na pewno o wiele lepszym miejscem, a ja napisa bym zupe nie inn ksi k . Ponura prawda jest niestety taka, i uczciwa i godna szacunku religia to margines; statystycznie rzecz bior c, mo na j pomin . Dla przewa aj cej wi kszo ci wiernych na ca ym wiecie religi jest co bardzo zbli onego do pogl dów prezentowanych przez osobników w rodzaju Robertsona, Falwella, Haggarda albo Osamy bin Ladena lub ajatollaha Chomeiniego. Ci ludzie nie s adnym folklorem, figurantami ² maj olbrzymie wp ywy i nie mo na ich lekcewa y .

Jestem ateist , musz jednak stanowczo odci si od ostrego, niepotrzebnie z o liwego, nieopanowanego i nietolerancyjnego j zyka, jakim pisze pan o religii. Mam wra enie, e j zyk Boga urojonego jest raczej agodniejszy i bardziej opanowany ni to, z czym zetkn si mo emy na co dzie , cho by s uchaj c komentatorów politycznych albo krytyków literackich czy teatralnych. Mo e by natomiast odbierany jako niew a ciwy i za mocny za spraw tej dziwacznej, acz powszechnie akceptowanej zasady (odsy am do wyst pienia Douglasa Adamsa cytowanego w Rozdziale 1.), i wierzeniom religijnym nale y si wyj tkowa pozycja, a wszelki krytycyzm wobec nich jest niedopuszczalny. Horatio Bottomley cz onek brytyjskiego parlamentu, zaproponowa w roku 1915, by po wojnie Je li kto znajdzie si w restauracji i odkryje, e obs ugiwany jest przez kelnera-Niemca, niech chlu nie mu zup w twarz; je li spotka Niemca-urz dnika, niech rozbije mu g ow ka amarzem". Oto przyk ad j zyka nietolerancji (g upi zreszt i retorycznie nieskuteczny nawet w swojej epoce). Prosz porówna powy szy cytat ze zdaniami rozpoczynaj cymi Rozdzia 2. Boga urojonego, które najcz ciej cytowane s na dowód mojej Äzaczepliwo ci". Nie mnie ocenia , czy odnios em sukces, ale wiem, jakie by y moje intencje ² zale a o mi na ostrym, lecz zarazem artobliwym frontalnym ataku, a nie na ja owym wyz o liwianiu si . Podczas publicznej lektury mojej ksi ki ten akapit nieodmiennie wywo uje u s uchaczy dobroduszny u miech i dlatego oboje z moj on Lal zawsze pos ugujemy si nim, by prze ama pierwsze lody. Je li mia bym zgadywa , dlaczego taka jest reakcja, to zaryzykowa bym nast puj c hipotez ² to dzia a kontrast mi dzy tematem, który móg by by przedstawiony napastliwie, a nawet wr cz wulgarnie, a okre leniami, jakie faktycznie padaj ; ma o kto spodziewa si w tym momencie takich rzadko u ywanych, Äuczonych" terminów jak mizogin, dzieciobójca, megaloman czy homofob. Wzorowa em si zreszt w tym momencie na jednym z najdowcipniejszych pisarzy XX wieku ² Evelyn Waugh za chyba przez nikogo nie mo e by nazwany autorem napastliwym lub z o liwym (nie przypadkiem zreszt Waugh jest bohaterem jednej z przytaczanych w mojej ksi ce anegdot). Krytycy teatralni i literaccy bywaj wr cz chwaleni za z o liwy ton swoich recenzji, gdy jednak kto pisze o wierzeniach religijnych, nawet jasno wywodu przestaje by cnot , a zaczyna by traktowana jako przejaw agresji i wrogo ci. Polityk mo e swojego oponenta wydrwi bezlito nie i taka zadziorno jeszcze przyniesie mu poklask, ale niech tylko jaki krytyk religii pos u y si okre leniami, które w innym kontek cie uznane by zosta y co najwy ej za do bezpo rednie lub szczere, a Ädobrze wychowana" publiczno zaciska usta i z niesmakiem zaczyna potrz sa g ow . Nawet wiecka publiczno ; zw aszcza ta jej cz , która lubuje si w rozpoczynaniu wypowiedzi od: ÄJestem ateist , ALE...". Przekonywa i tak przekonanych. Po co? ÄK cik konwertytów"(Converts' Corner)na RichardDawkins.net najlepiej dowodzi fa szywo ci tego zarzutu, ale nawet gdyby by on prawdziwy i tak mo na go odrzuci . Po pierwsze tych Äprzekonanych" niewierz cych jest ² zw aszcza w Stanach Zjednoczonych 85 ² znacznie wi cej, ni wielu si spodziewa, lecz (znów zw aszcza w USA) potrzebuj oni zach ty, by si ujawni . I je li mog ocenia na podstawie tego, co us ysza em w ca ej Ameryce Pó nocnej podczas spotka promuj cych moj ksi k , to to, co robi Sam Harris, Dan Dennett, Christopher Hitchens czy wreszcie ni ej podpisany, jest doceniane. Jest jeszcze jeden powód, dla którego warto przekonywa przekonanych, mo e bardziej subtelnej natury, ale nie mniej wa ny. W samej ksi ce du o pisa em o Äbudzeniu wiadomo ci". Gdy feministki zacz y zwraca nasz uwag na seksizm j zyka, g os ich te z pocz tku przynajmniej dociera jedynie do ludzi, którzy i tak mieli ju wiadomo , e istnieje dyskryminacja z powodu p ci i e kwestia równouprawnienia jest wa na. Kwestie j zykowe jednak, na przyk ad dyskryminuj ca funkcja zaimków osobowych, cz sto uchodzi y uwagi nawet najbardziej
5 Ca kiem niewykluczone, e jest ich wi cej równie i w naszym kraju. Na to przynajmniej wskazywa aby burzliwa dyskusja, jaka wywi za a si po publikacji jednego z rozdzia ów Boga urojonego w ÄGazecie Wyborczej". I nie mam tu na my li (sk din d bardzo interesuj cej) dyskusji na amach samej ÄGazety...", ale bardzo liczne komentarze internautów na forum GW. Zach cam do lektury i samej dyskusji w ÄGazecie Wyborczej", i opinii w portalu. Patrz: http://www.gazetawyborcza.p1/l,76498, 3727779.html (z niemal tysi ca komentarzy do tekstu Dawkinsa najbardziej roz mieszy mnie ta ki: ÄZgadzam si . Religia to choroba gorsza ni bycie gejem") (przyp. t um.).

Äprzekonanych" i zdarza o si , e zadeklarowani Äantyseksi ci" nie wiadomie u ywali j zyka, który wyklucza z publicznego dyskursu po ow naszego gatunku. S jeszcze inne wywodz ce si z religii j zykowe konwencje, które powinny podzieli los seksistowskich, i to konwencje powszechne tak e w ród Äprzekonanych" ateistów. Dlatego wszyscy musimy by ich wiadomi i zwa a na nie. I wierz cy, i niewierz cy nie wiadomie przestrzegaj na przyk ad zasady, jakoby religii nale a y si jakie szczególne i nadzwyczajne szacunek i uprzejmo . Co wi cej ² i na to nigdy nie przestan zwraca uwagi ² panuje te milcz ca zgoda na etykietowanie ma ych dzieci przekonaniami religijnymi rodziców. W tym punkcie atei ci powinni by bardzo wyczuleni i nigdy nie b dzie do Äbudzenia wiadomo ci". Religia to jedyna sfera, w której, na mocy powszechnej zgody, dali my rodzicom pe ne prawo, by wt aczali swoje przekonania dzieciom, te za s przecie jeszcze o wiele za ma e, by móc wyartyku owa albo w ogóle mie jakiekolwiek w asne pogl dy. Pami tajmy²nie ma chrze cija skich dzieci, s tylko dzieci chrze cija skich rodziców! Wbijajmy to wszystkim do g owy! Jest pan takim samym fundamentalist jak ci, których pan krytykuje. Prosz ² nie! Prosz nie myli pasji z fundamentalizmem! Nawet pasjonat mo e zmieni zdanie, fundamentalista ² nie. Chrze cija scy fundamentali ci z pasj odrzucaj teori ewolucji, ja z pasj jej broni . Pasja za pasj , mo na by powiedzie ; remis! Niektórym to wystarcza, by mówi o dwóch wartych siebie fundamentalizmach. Problem w tym, e je li dwie strony s równie pewne swoich racji, prawda niekoniecznie musi le e po rodku. Nie da si wykluczy ewentualno ci, e jedni kompletnie si myl ² a to usprawiedliwia Äpasj " tych drugich. Fundamentalista wie, bo wierzy, i wie, e nic nie zmieni jego zdania. Cytowa em w ksi ce s owa Kurta Wise'a: Ägdyby wszystkie dowody wiata przemawia y przeciw kreacjonizmowi, przyzna bym to jako pierwszy, ale pozosta bym kreacjonist , bo tak mówi S owo Bo e. Tu stoj i inaczej nie mog ". Ró nica mi dzy takim nami tnym przywi zaniem fundamentalisty do s ów Pisma a nami tnym przywi zaniem prawdziwego naukowca do dowodów empirycznych jest oczywista i trzeba j nieustannie podkre la . Fundamentalista Kurt Wise jasno o wiadcza, e wszystkie dowody z ca ego Wszech wiata nie sk oni yby go do zmiany zdania. Prawdziwy naukowiec tymczasem, jakkolwiek g boko i z pasj nie Äwierzy by" w ewolucj , doskonale wie, co mog oby sprawi , e zmieni by zdanie. J.B.S. Haldane, gdy spytano go, jakie wiadectwa mog yby obali teori ewolucji, bez wahania odpowiedzia : ÄSkamienia o ci królika w prekambrze". Pozwólcie, e sformu uj tu w asne kredo, swoist odwrotno manifestu Kurta Wise'a: Ägdyby wszystkie dowody wiata przemawia y za kreacjonizmem, przyzna bym to jako pierwszy i natychmiast zmieni bym pogl dy. Tak jak dzi rzeczy si maj , wszystkie wiadectwa (a jest ich nieprzebrana ilo ) przemawiaj jednak za ewolucj . To z tej i tylko z tej przyczyny broni ewolucji z pasj równ pasji tych, którzy j atakuj . Moja pasja opiera si na dowodach; ich odwraca si od dowodów²jest prawdziwym fundamentalizmem ". Sam jestem ateist , ale z religi nic nie da si zrobi . Musimy z ni y .

ÄChcia by si pan pozby religii? Powodzenia! Naprawd pan s dzi, e to mo liwe? Na jakiej planecie pan yje? Mamy j Äna wyposa eniu". Niech pan sobie daruje." Móg bym po kolei odnie si do ka dego z tych pyta , gdyby zadawane byty z autentyczn trosk i zainteresowaniem. Mam jednak wra enie, i tak nie jest. Wyczuwam w nich nawet pewn nut triumfalizmu. I to raczej nie masochizm, a szczególna wersja Äwiary w wiar ". Ludzie, którzy tak my l , cz sto sami nie s wierz cy, ale religijno innych sprawia im jak osobliw przyjemno . Przejd my teraz do ostatniej kategorii moich oponentów. Sam jestem ateist , ale ludzie potrzebuj religii.

ÄCo chce pan da w zamian? Kto ukoi pogr onych w smutku? Jak chce pan zaspokoi ludzkie potrzeby?" Có za protekcjonalizm! ÄPan i ja oczywi cie jeste my zbyt inteligentni i zbyt dobrze wykszta ceni, by potrzebowa religii, ale ta ca a reszta, hoi polloi, Orwellowscy prole, pó g ówkowate Delty i Epsilony Huxleya ² oni jej potrzebuj ! " Jak s ysz co takiego, przypomina mi si moja w asna Äprzygoda". Wyg osi em kiedy referat na konferencji po wi conej popularyzacji nauki i jej upowszechnianiu, w którym mocno zaatakowa em koncepcj Äupraszczania". Po referacie wywi za a si dyskusja i jeden z jej uczestników wsta i zacz przekonywa , i upraszczanie jest niezb dne, by Äprzyci gn do nauki kobiety i mniejszo ci". S dz c z tonu, ten cz owiek uwa a si za autentycznego libera a i post powca. Ja jednak nie mog em si powstrzyma od my lenia, jak jego wypowied odbieraj siedz ce na sali kobiety i Ämniejszo ci". Wracaj c za do tezy, e ludzie potrzebuj ukojenia, bezpiecze stwa, poczucia komfortu ² to prawda, oczywi cie, ale czy to nie czysta dziecinada, da od Wszech wiata, by zapewni nam poczucie bezpiecze stwa, by da nam prawo do takich uroszcze ! Isaac Asimov pisa , co prawda, o pseudonauce, ale jego s owa wietnie przystaj równie do religii: ÄZbadaj jakikolwiek fragment pseudonauki, a odnajdziesz tam nie wi cej ni koc, pod którym mo na schowa g ow , kciuk, który mo na possa , czy babcin spódnic , pod któr mo na si skry ". To zreszt zadziwiaj ce, jak wielu ludzi nie potrafi wci zrozumie , e ÄX jest u yteczne", nie oznacza wcale ÄX jest prawdziwe". Inne docieraj ce do mnie zarzuty odwo ywa y si do niezb dno ci Äcelu" ycia. Oto na przyk ad fragment jednej z opublikowanych w Kanadzie recenzji: Atei ci mo e i maj racj , je li chodzi o Boga. Kto wie? Ale z Bogiem czy bez Niego nie ma w tpliwo ci, e ludzka dusza potrzebuje wiary, i ycie ma jaki transcendentny cel wykraczaj cy poza sam materi . Mo na by si spodziewa , e taki arcyracjonalista jak Dawkins powinien u wiadomi sobie ten niezmienny aspekt ludzkiej natury [...] Czy Dawkinsowi naprawd si wydaje, e wiat by by bardziej ludzki, gdyby my prawdy i pocieszenia zacz li szuka w Bogu urojonym, a nie w Biblii? Otó czuj si w obowi zku odpowiedzie autorowi, e ² skoro sam pisze o wiecie bardziej Äludzkim" ² to moja odpowied brzmi: ÄTak!". Musz jednak tylko po raz kolejny powtórzy , e Äukojeniowy" aspekt jakichkolwiek przekona nie ma adnego zwi zku z ich prawdziwo ci . Nie mia bym zanegowa ludzkiej potrzeby emocjonalnego komfortu i nie mia bym te stwierdzi , e wizja wiata, jak przedstawiam w swojej ksi ce, mo e rzeczywi cie pocieszy chocia by tych, którzy stracili blisk sobie osob . Pytam natomiast ²czy, je li ukojenie, jakie daje religia, opiera si na neurologicznie wi cej ni nieprawdopodobnej przes ance, i mo emy jako przetrwa mier w asnych mózgów, naprawd chcemy takiego ukojenia broni ? W ka dym razie nie zdarzy o mi si na jakimkolwiek pogrzebie spotka kogo , kto zaprzeczy by, e niereligijne cz ci tej ceremonii (mowy pogrzebowe, ulubione wiersze lub utwory muzyczne zmar ego) s bardziej poruszaj ce ni modlitwy. Napisa do mnie jeden z czytelników tej ksi ki, doktor David Ashton, lekarz. Napisa o tym, e dok adnie w Bo e Narodzenie 2006 nagle zmar jego ukochany syn, siedemnastoletni Luke. Tu przed t tragiczn mierci dr Ashton rozmawia z synem o tworzonej przeze mnie dobroczynnej fundacji, której celem ma by promowanie rozumu i nauki. Luke'owi bardzo si idea fundacji spodoba a i podczas pogrzebu, który odby si na Wyspie Man, doktor Ashton zaproponowa , by ci cz onkowie kongregacji, którzy chc uczci pami jego syna, co na ni wp acili. To, jak powiedzia , na pewno zrobi oby ch opakowi przyjemno . Dosta em trzydzie ci czeków, cznie ponad dwa tysi ce funtów; w tym by o sze set funtów ze zbiórki w lokalnym pubie! Chyba wszyscy musieli kocha tego ch opca. Nigdy nie spotka em Luke'a, ale niemal si rozp aka em, czytaj c opis ceremonii pogrzebowej (poprosi em nawet o zgod na opublikowanie go na mojej stronie). Najpierw flecista zagra solo lament Ellen Valin,potem dwaj przyjaciele Luke'a wyg osili krótkie eulogie, nast pnie doktor Ashton odczyta wspania y wiersz Dylana Thomasa Fern Hill (ÄKiedy tak
9

by em m ody i pod ga ziami jab oni swobodny"9 6; jak e wstrz saj ca ewokacja utraconej m odo ci). Na koniec za ² tu musz wstrzyma oddech ² ojciec Luke'a przeczyta pierwsze zdania z mojego Rozplatania t czy, zdania, które dawno ju zaznaczy em, by odczytano je na moim w asnym pogrzebie: Umrzemy, i to czyni z nas szcz ciarzy. Wi kszo ludzi nigdy nie umrze, poniewa nigdy si nie narodzi. Ludzi, którzy potencjalnie mogliby teraz by na moim miejscu, ale w rzeczywisto ci nigdy nie przyjd na ten wiat, jest zapewne wi cej ni ziaren piasku na arabskiej pustyni. W ród owych nienarodzonych duchów s z pewno ci poeci wi ksi od Keatsa i uczeni wi ksi od Newtona. Wiemy to, poniewa liczba mo liwych sekwencji ludzkiego DNA znacznie przewy sza liczb ludzi rzeczywi cie yj cych. wiat jest niesprawiedliwy, ale có , to w a nie my my si na nim znale li, ty i ja, ca kiem zwyczajnie 10 . Nale ymy do nielicznych, którzy na tej loterii narodzin trafili szcz liwy los. Jak mo na w tej sytuacji mie czelno skomle na my l o nieuchronnym powrocie do stanu, z którego tak wielu nigdy nie mia o szansy wyj ? Zapewne s od tej regu y jakie wyj tki, ale podejrzewam, e wielu ludzi tak mocno uczepi o si wiary nie dlatego, i daje im ona pocieszenie, ale z powodu nacisków wychowawczych, jakim byli poddani, i z tego tak e wzgl du, e wci nie u wiadomili sobie, e niewierzenie jest równie mo liwym wyborem. Bez w tpienia dotyczy to tak e tych, którzy uwa aj siebie za kreacjonistów ² ich po prostu nie nauczono wspania ej Darwinowskiej alternatywy. Podobnie mo na podej do uw aczaj cego cz owieczej godno ci mitu o Äpotrzebie" religii. Na niedawnej (2006) konferencji pewien antropolog (wybitny okaz gatunku ,jestem-ateist -ale") zacytowa Gold Meir, która, spytana kiedy , czy wierzy w Boga, odpowiedzia a: ÄWierz w ydów, a ydzi wierz w Boga". Nasz antropolog zaproponowa w asn wersj ² ÄWierz w ludzi, a ludzie wierz w Boga", stwierdzi . Ja wol jednak mówi , e wierz w ludzi, a ci, gdy tylko zach ci si ich do my lenia i umo liwi dost p do wiedzy, bardzo cz sto decyduj si nie wierzy w Boga i wie spe nione, satysfakcjonuj ce i naprawd wyzwolone ycie. Richard Dawkins, luty 2007

10 Dylan Thomas, Fern Hill, przek ad Janusz A. Ihnatowicz, w: Poeci j zyka angielskiego, t. III, PIW Warszawa 1974 (przyp. t um.). 6

Rozdzia pierwszy

G

BOKO RELIGIJNY NIEWIERZ CY

Nie próbuj wyobra a sobie Boga; wystarcza mi odczucie pot gi i majestatu przyrody, o tyle, o ile mo emy j pozna za po rednictwem naszych niedoskona ych zmys ów7*. Albert Einstein
ZAS U ONY SZACUNEK

Ch opiec le y na ce. Brod wspar na d oniach, wpatruje si w traw . W pewnej chwili, niczym objawienie, ogarnia go przemo na wiadomo ycia tocz cego si po ród spl tanych d be i korzonków, fascynuj cego mikrokosmosu krz taj cych si mrówek, pszczó , a nawet ² cho wtedy jeszcze niewiele wiedzia na ten temat ² miliardów bakterii przerabiaj cych gleb , bezg o nej i niewidocznej si y nap dowej tej ekonomii w miniaturze. I nagle ta kowa mikrod ungla jak gdyby ekspanduje, zlewaj c si z ca ym Wszech wiatem i z zamar ym w zachwycie umys em kontempluj cego jej pi kno dziecka. M ody cz owiek interpretuje to prze ycie wszechogarniaj cej jedno ci rzeczy w kategoriach religijnych i ostatecznie zawiedzie go ono na drog kap a stwa. Po latach, wy wi cony na anglika skiego ksi dza, zostanie katechet w mojej szkole; jednym z moich ulubionych nauczycieli. To dzi ki takim jak on, przyzwoitym, liberalnym, duchownym, nikt nie mo e powiedzie , e religi wt aczano mi si do gard a8*. W innym miejscu i innym czasie inny ch opiec ² udz co podobny do mnie ² odurzony upojn woni rozsiewan przez tropikalne kwiaty rozkwitaj ce noc w afryka skim ogrodzie, wzniós wzrok ku rozgwie d onemu niebu i stan jak wryty, urzeczony wspania ym widokiem Oriona, Kasjopei i Wielkiej Nied wiedzicy oraz wzruszony do ez bezd wi czn symfoni Drogi Mlecznej. Jak to mo liwe, by te jak e przecie podobne momenty dog bnego zachwytu zainspirowa y mnie i mojego katechet do wyci gni cia przeciwstawnych konkluzji, to pytanie, na które nie da si udzieli prostej odpowiedzi. Quasi-mistyczny stosunek do przyrody i Wszech wiata jest postaw do cz st u naukowców oraz osób o racjonalistycznym nastawieniu i nie poci ga za sob wiary w sfer nadprzyrodzon . Nasz katecheta za m odu, podobnie zreszt jak i ja, nie czyta jeszcze zapewne s ynnego ko cowego akapitu dzie a O powstawaniu gatunków, o Äg sto zaro ni tym wybrze u" Äze piewaj cym ptactwem w g szczach, z kr cymi w powietrzu owadami, z dr cymi mokr gleb robakami". Gdyby zna t ksi k , niewykluczone, i dostrzeg by w jej autorze bratni dusz i zamiast ku powo aniu kap a skiemu, pod y by ku darwinowskiej wizji, w której wszystko Äpowsta o wskutek praw wci jeszcze dzia aj cych wokó nas": Tak wi c z walki w przyrodzie, z g odu i mierci bezpo rednio wynika najwznio lejsze zjawisko, jakie mo emy poj , a mianowicie powstawanie wy szych form zwierz cych. Wznios y zaiste jest to pogl d, e Stwórca natchn yciem kilka form lub jedn tylko i e gdy planeta nasza podlegaj c cis ym prawom ci enia dokonywa a swych obrotów, z tak prostego pocz tku zdo a si rozwin i wci jeszcze si rozwija niesko czony szereg form najpi kniejszych i najbardziej godnych podziwu9*.

7

* List do S. Flesha, 16 kwietnia 1954, Archiwum Einsteina 30-1154. Cyt. za: Einstein w cytatach. Zebra a Alice Calaprice, Prószy ski i S-ka, Warszawa 1997, s. 165 (przyp. t um.).
8

* Naszym ulubionym zaj ciem podczas lekcji by o naci ganie go, by zamiast rozwa a o Pi mie wi tym snu fascynuj ce wspominki z lat II wojny wiatowej, któr sp dzi w RAF-ie w dywizjonach my liwców. To zapewne st d pozosta o mi nieco sympatii i co w rodzaju przywi zania do Ko cio a anglika skiego (przynajmniej w porównaniu z moimi odczuciami do jego konkurentów). Nasz katecheta przypomnia mi si , gdy niedawno czyta em jeden z wierszy Johna Betjeemana: Our padre is an old sky pilot, / Severely now they've clipped his wings, / But still the flagstaffin the Recfry garden /Points to Higher Things.
9

* Karol Darwin,O powstawaniu gatunków drog doboru naturalnego, czyli o utrzymaniu si doskonalszych ras w walce o byt, DeAgostini-Altaya, Warszawa 2000 (przyp. t um.).

W B kitnej kropce Carl Sagan napisa : Dlaczegó adna z wielkich religii, patrz c na nauk , nie dosz a do wniosku: ÄJest lepiej, ni mogliby my przypuszcza . Wszech wiat okaza si znacznie wi kszy, ni przewidywali nasi prorocy, wspanialszy, bardziej skomplikowany, bardziej elegancki. Zatem Bóg musi by wiele pot niejszy, ni nam si wydawa o"? Zamiast tego wo aj : ÄNie, nie, nie! Nasz Bóg jest malutkim Bogiem i chcemy, by tak ju na zawsze zosta o". Religia, stara lub nowa, doceniaj ca wspania o Wszech wiata ukazywan przez wspó czesn nauk , potrafi aby wzbudzi uczucia czci i wiary, których nie poruszaj tradycyjne religie 10. We wszystkich swych ksi kach Sagan dotyka strun transcendentalnego zachwytu, który od stuleci pozostawa wy czn domen religii. Ja czyni podobnie i w efekcie cz sto uznaje si mnie za cz owieka religijnego. Pewna ameryka ska studentka napisa a, e spyta a swojego profesora, co s dzi na mój temat. ÄCó ² us ysza a w odpowiedzi ² to, co pisze, jest ci le rzecz bior c niezgodne z religi , ale z drugiej strony z takim uniesieniem podchodzi do przyrody i Wszech wiata, e dla mnie to brzmi jak religial". Czy jednak religia to w a ciwe s owo w tym kontek cie? Moim zdaniem ² nie. Laureat Nagrody Nobla, fizyk (i ateista) Steven Weinberg nie jest w swych pogl dach odosobniony, gdy w nie o teorii ostatecznej pisze: Niektórzy ludzie maj tak szerok i elastyczn koncepcj Boga, e jest nieuchronne, i go znajduj , ilekro zaczn go szuka . Cz sto s yszy si takie stwierdzenia, jak ÄBóg to absolut", ÄBóg to Wszech wiat", ÄBóg to nasza lepsza natura". Oczywi cie, podobnie jak w przypadku ka dego innego s owa, s owu ÄBóg" mo na przypisa dowolne znaczenie, jakie tylko nam si podoba. Je li kto powie ÄBóg to energia", mo e znale Boga w bry ce w gla 11. Weinberg ma niew tpliwie racj . Je li poj cie ÄBóg" ma by w ogóle do czegokolwiek przydatne, powinno si je rozumie zgodnie z jego powszechnym u yciem, jako odnosz ce si do obdarzonego nadprzyrodzon (nadnaturaln ) moc Stwórcy, któremu Äcz owiek powinien oddawa cze ". Sporo wielce niefortunnych nieporozumie bierze si st d, i ludzie cz sto nie potrafi odró ni czego , co mo na by nazwa Äreligi typu einsteinowskiego" od religii opartej na wierze w byt nadnaturalny. Einstein nieraz Äwzywa imienia Bo ego" (i nie by w tym w ród uczonych-ateistów odosobniony), a rozmaici wyznawcy religii nadnaturalnych nie omieszkali tego wykorzysta , by ² nie maj c rzecz jasna po temu adnych podstaw ² móc zaliczy tego wybitnego cz owieka do swego grona. Efektowne (cho nale a oby je raczej uzna za przewrotne) zako czenie Krótkiej historii czasu Stephena Hawkinga ² Ä[...] poznamy wtedy bowiem my li Boga"**12 ² równie cz sto jest mylnie interpretowane. Wielu ludzi dochodzi na jego podstawie do b dnego wniosku, jakoby Hawking by cz owiekiem religijnym. Ksi ka The Sacred Depths of Natur [ wi to natury] biologa komórkowego Ursuli Goodenough pobrzmiewa jeszcze silniejsz nut religijn ni lu ne cytaty z Einsteina czy Hawkinga. Goodenough wr cz fascynuje si ko cio ami, meczetami i w ogóle wszelkimi wi tyniami, a wiele akapitów z jej ksi ki a si prosi, by u y ich jako amunicji w obronie wiary w nadnaturalne. Zreszt sama okre la si mianem Äreligijnej naturalistki". Uwa na lektura ksi ki dowodzi jednak niezbicie, i w istocie z Goodenough jest równie zatwardzia ateistka, jak ja. Okre lenie Änaturalista" jest zreszt do wieloznaczne. Mi na przyk ad nieodparcie kojarzy si z ulubionym bohaterem mojego dzieci stwa, doktorem Dolittle z ksi ek Hugh Loftinga (który nota bene mia w sobie wiele z pewnego filozofa-naturalisty z HMS Beagle). W XVIII i XIX wieku s owo Änaturalista" oznacza o z grubsza to samo, co dla wi kszo ci z nas oznacza dzi ²badacza wiata przyrody. I ju od czasów Gilberta White'a naturalistami w tym sensie byli cz sto duchowni. Zreszt sam Darwin ju jako m ody cz owiek nosi si z my l o wst pieniu do stanu duchownego. By mo e ywi nadziej , i spokojne ycie w wiejskiej parafii pozwoli mu po wi ci si jego prawdziwej pasji ² ukom. Filozofowie terminem Änaturalista" pos uguj si jednak w zupe nie

10 11
12

** Carl Sagan, B kitna kropka, Prószy ski i S-ka, Warszawa 1996, s. 78 (przyp. t um.). * Steven Weinberg, Sen o teorii ostatecznej, Alkazar, Warszawa 1994, s. 308 (przyp. t um.). Stephen Hawking, Krótka historia czasu, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1993, s. 161 (przyp. t um.).

innym znaczeniu, jako przeciwie stwo nadnaturalisty, czyli kogo , kto uznaje istnienie sfery nadprzyrodzonej 13. Na przyk ad Julian Baggini tak wyja nia wAtheism: A Very Short Introduction[Ateizm: bardzo krótkie wprowadzenie] istot naturalizmu dla ateisty: ÄWi kszo ateistów przyjmuje, e jakkolwiek substancja wiata ma charakter czysto fizyczny, to z niej w a nie wywodzi si umys , pi kno, emocje i warto ci moralne ² wszystko, co czyni ycie ludzkie tak z o onym i bogatym". My li i emocje wy aniaj si (nazywa si to emergencj ) z niebywale z o onych powi za mi dzy strukturami w ludzkim mózgu. W tym znaczeniu ateista ² jako zwolennik filozofii naturalizmu ² to kto , kto wierzy, e nie ma nic ponad wiatem o charakterze czysto fizycznym, adnej nadnaturalnej stwórczej inteligencji niedost pnej naszym zmys om. Ateista jest te przekonany, e nie istnieje dusza trwaj ca d u ej ni cia o i nie ma adnych cudów ² s jedynie zjawiska naturalne, których na razie nie potrafimy wyja ni . Je eli natykamy si na zjawisko, które wydaje si wykracza poza wiat naturalny, w jego obecnym, dalece niedoskona ym rozumieniu, mamy nadziej , e pewnego dnia, gdy tylko je lepiej poznamy, zaliczymy je do sfery naturalnej. Rozpleciona t cza 14 nie traci nic ze swego pi kna... Wielu ² i to wybitnych ² wspó czesnych naukowców g osi pogl dy, które mo na by traktowa jako przejaw wiary religijnej. Zwyk e jednak, je li przeanalizujemy je nieco dok adniej, okazuje si , e sprawa nie jest wcale prosta. Tak jest cho by w przypadku Einsteina i Hawkinga. Ale nie tylko ² Martin Rees, aktualnie pe ni cy funkcje Astronoma Królewskiego i przewodz cy Royal Society, powiedzia mi, e ucz szcza do ko cio a jako Äniewierz cy anglikanin [...] z poczucia lojalno ci plemiennej". Jego pogl dy dalekie s od teizmu, ale jak wielu innych uczonych Rees podziela ów poetycko zabarwiony naturalizm, który wyzwala w ludziach nauki pi kno i majestat Wszech wiata. Nie tak dawno, podczas telewizyjnej dyskusji, próbowa em sk oni mojego przyjaciela Roberta Winstona, lekarza-po o nika i jedn ze znamienitszych postaci brytyjskiej wspólnoty ydowskiej, by przyzna , e jego judaizm jest podobnej natury i e tak naprawd nie wierzy w rzeczy nadnaturalne. Niewiele brakowa o, bym swój cel osi gn , jednak Robert nie odwa y si na postawienie kropki nad Äi" (musz lojalnie zaznaczy , e faktycznie to on przeprowadza wywiad ze mn , a nie ja z nim). Niemniej, gdy go tak naciska em, przyzna , e wiara jest przede wszystkim czym , co pomaga mu uj si w karby i wie uczciwe, dobre ycie. By mo e to prawda, ale przecie nie ma to adnego zwi zku z realno ci nadnaturalnych elementów religii. Jest zreszt wielu intelektualistów, którzy z dum podkre laj swoj ydowsko i uczestnicz w ydowskich rytua ach religijnych. By mo e kieruje nimi poczucie lojalno ci wobec odwiecznej tradycji albo wobec pomordowanych bliskich. Niewykluczone jednak, e ich g ównym motywem jest owa b dna ² i w b d wprowadzaj ca ² sk onno , by Äreligi " nazywa panteistyczny zachwyt nad Wszech wiatem, który wielu z nas dzieli z bodaj najwybitniejszym reprezentantem tej postawy, Albertem Einsteinem. Ci ludzie nie tyle wierz w Boga, ile ² pozwol si pos u y w tym momencie sformu owaniem filozofa Daniela Dennetta ² Äwierz w wiar "3. Jedn z najch tniej cytowanych uwag Einsteina jest ÄNauka bez religii jest u omna, religia bez nauki jest lepa" 15. Ale Einstein przy innej okazji napisa : To oczywi cie k amstwo, co czyta a o mojej religijno ci; k amstwo, które jest raz po raz powtarzane. Nie wierz w osobowego Boga i zawsze otwarcie si do tego przyznawa em. Gdybym jednak musia znale w sobie co , co mia oby aspekt religijny, to by aby to bezgraniczna fascynacja struktur wiata, jak ukazuje nam nauka20. Czy to oznacza, e Einstein by cz owiekiem, którego nurtowa y wewn trzne sprzeczno ci? Czy by ka da strona sporu mog a sobie wybra z jego spu cizny to, co jej odpowiada? Nie! Po prostu dla Einsteina s owo Äreligia" znaczy o co zupe nie innego, ni si potocznie rozumie. Poni ej zajm si w a nie tym rozró nieniem miedzy religi jako wiar w byt nadnaturalny a

dzia aniem praw przyrody; jedna z g . form przejawiania si stanowiska materialist.; od po . XIX w. podstaw uogólnie filoz. n. sta a si teoria ewolucji, a n. wszed w sk ad kierunków filoz. zwi zanych z ewolucjoniz mem". Trudno te znale dobry polski odpowiednik dla poj cia supernaturalist, którym Dawkins

cz sto si pos uguje; nic zreszt dziwnego, bowiem angielskie i ameryka skie s owniki te tego poj cia nie odnotowuj . Dlateg o te zdecydowali my si na wprowadzenia neologizmu Änadnaturalizm", który naszym zdaniem dobrze oddaje intencje Dawkinsa (przyp. t um.). 14 Ksi ka Richarda Dawkinsa Rozplatanie t czy. Nauka, z udzenia i cuda ukaza a si równie w polskim przek adzie nak adem Wydawnictwa Prószy ski i S-ka. Polecam (przyp. t um.).
17 Einstein w cytatach, s. 161 (przyp. t um.).

religi w uj ciu Einsteinowskim. I prosz pami ta , e gdy pisz o ÄBogu urojonym", odnosz si wy cznie do bosko ci nadnaturalnej. Oto gar kolejnych cytatów z Einsteina, które daj poj cie o jego religii:

Jestem g boko wierz cym ateist . [...] Jest to poniek d zupe nie nowy rodzaj religii 21. Nigdy nie przypisywa em Przyrodzie celowo ci, zamiarów ani jakichkolwiek innych cech, które mo na by uzna za antropomorficzne. Widz przede wszystkim jej wspania struktur , któr pojmujemy w bardzo ograniczonym stopniu, a która z konieczno ci wywo uje u ka dego my l cego cz owieka poczucie znikomo ci. Stanowi to i cie religijne prze ycie, które wszak e nie ma nic wspólnego z mistycyzmem 22 Koncepcja osobowego Boga jest mi zupe nie obca i uwa am j wr cz za naiwn 23. Po mierci Einsteina wielu apologetów religii usi owa o przedstawia tego wielkiego uczonego jako opowiadaj cego si po ich stronie (nadal próbuj i sk din d mo na ich zrozumie ). Za ycia postrzegano go jednak zupe nie inaczej. W roku 1940 Einstein opublikowa s ynny artyku , w którym wyja nia , co chcia powiedzie , stwierdzaj c: Änie wierz w osobowego Boga". Ta jego publiczna wypowied (i inne utrzymane w tym duchu) wywo a a bardzo gwa town reakcj , zw aszcza ze strony religijnych fanatyków. Zachowa o si wiele nades anych wówczas listów, z których wi kszo zawiera a aluzje do ydowskiego pochodzenia Einsteina. Poni sze cytaty zaczerpn em z ksi ki Einstein and Religion Maxa Jammera (sk d pochodzi równie wi kszo cytowanych przeze mnie wypowiedzi samego Einsteina na temat religii). Tak wi c rzymskokatolicki biskup Kansas City napisa , co nast puje: ÄTo smutne, gdy patrzy si , jak kto , kto wywodzi si z ludu Starego Testamentu i jego nauki, odrzuca wielk tradycj swojej rasy". Inny katolicki duchowny wtórowa : ÄNie ma innego Boga ni Bóg osobowy [...] Einstein nie wie, o czym mówi. Myli si w zupe no ci. Niektórzy ludzie s dz , e skoro osi gn li wysok bieg o w pewnej dziedzinie, daje im to prawo do wyra ania opinii we wszystkich pozosta ych". Zaiste ² pojmowanie religii jako dziedziny, o której mog si wypowiada wy cznie biegli eksperci, to oryginalny os d. Mo na by si za o y , e duchowny ów, chc c zakwestionowa istnienie wró ek, nie uda by si po ekspertyz do specjalisty w zakresie kszta tu i barw skrzyde wró ki. Tymczasem i on, i biskup uznali, e Einstein, nie maj c teologicznego przygotowania, nie mo e poj idei Boga. On jednak rozumia j doskonale i dlatego negowa jego istnienie. Pewien katolicki prawnik pracuj cy na rzecz jednej ze wspólnot ekumenicznych napisa do Einsteina: Z najg bszym alem przyj li my pa skie o wiadczenie [...] w którym o miesza pan ide osobowego Boga. Nic w ci gu ostatnich dziesi ciu lat tak silnie jak pa ska wypowied nie przyczyni o si do wzbudzenia w ludziach przekonania, e Hitler mia nieco racji, d c do wygnania ydów z Niemiec. Uznaj c pa skie prawo do korzystania z wolno ci s owa, czuj si w obowi zku stwierdzi , e poprzez swoje wypowiedzi staje si pan powa nym zagro eniem dla porz dku publicznego w Ameryce.

18

Z kolei rabin Nowego Jorku o wiadczy : ÄPan Einstein jest bez w tpienia wielkim uczonym, ale jego pogl dy religijne s g boko sprzeczne z judaizmem". ÄAle"? ÄAle?!" Dlaczego nie Äi"? s abo List od przewodnicz cego towarzystwa historycznego z New Jersey tak dobitnie ilustruje religijnego umys u, e warto go przeczyta co najmniej dwukrotnie: Szanujemy pa sk wiedz , doktorze Einstein, lecz jest jedna rzecz, której najwyra niej pan si dot d nie poj ² Bóg jest duchem i nie sposób go wykry za pomoc mikroskopu czy teleskopu, tak samo, jak nie odnajdziemy ludzkich my li ani emocji, badaj c mózg. Wszyscy wiedz , e religia opiera si na Wierze, nie na wiedzy. Zapewne ka dy my l cy cz owiek prze ywa czasem chwile religijnego zw tpienia. Moja wiara te niejednokrotnie s ab a. Nigdy jednak nikomu nie zdradzi em mych duchowych w tpliwo ci, a to z dwóch powodów: (1) obawia em si , i samym napomkni ciem o nich móg bym zniszczy ycie i pozbawi nadziei bli ni istot ; (2) zgadzam si z przeczytanym niegdy zdaniem: ÄMa y to cz owiek, który niszczy wiar w innym". [...] Mam nadziej , doktorze Einstein, e zosta pan b dnie zacytowany i e pewnego dnia powie Pan co znacznie przyjemniejszego tym rzeszom Amerykanów, które chcia yby pana szanowa . Có za przera aj ca szczero ! Zdanie w zdanie ocieka wprost moralnym i intelektualnym tchórzostwem! Mniej a osny ² cho jeszcze bardziej szokuj cy ² by list od za o yciela Calvary Tabernacle Association z Oklahomy: Profesorze Einstein. Wierz , e ka dy chrze cijanin w Ameryce ma panu tylko jedn rzecz do powiedzenia: ÄNie porzucimy wiary w naszego Boga i w Jego Syna Jezusa Chrystusa i wzywamy ci , skoro nie wierzysz w Boga tego narodu, by wróci tam, sk d przyby e !". Dotychczas czyni em wszystko, co w mej mocy, by by b ogos awie stwem dla ludu Izraela, ale teraz pojawi e si ty i jednym chlapni ciem swego blu nierczego j zyka uczyni e tyle szkody swojemu ludowi, e wysi ki wszystkich mi uj cych plemi Izraela chrze cijan, którzy pracuj nad tym, by wymie antysemityzm z tego kraju, posz y na marne. Profesorze Einstein! Ameryka scy chrze cijanie mog powiedzie panu tylko jedno: ÄZabieraj sw szalon , fa szyw teori ewolucji i wracaj do Niemiec, sk d przyjecha e , albo zaprzesta prób podwa ania naszej wiary ² wiary narodu, który przyj ci , gdy wygnano ci z twojej ojczystej ziemi!". Cytowani powy ej teistyczni krytycy Einsteina w jednym mieli ca kowit racj ² wielki uczony na pewno nie by jednym z nich. Einstein by wprost oburzony, ilekro kto sugerowa mu, e jest teist . Czy by wi c by deist , jak Wolter lub Diderot? A mo e panteist jak Spinoza, do którego filozofii odnosi si zreszt z wielkim szacunkiem (ÄWierz w Boga Spinozy, przejawiaj cego si w harmonii wszystkiego, co istnieje, a nie w Boga, który zajmowa by si losem i uczynkami ka dego cz owieka" 24). Zajmijmy si wi c przez chwil kwestiami terminologicznymi. Teista wierzy, e istnieje nadnaturalna inteligencja; byt, który oprócz swego najwa niejszego dzie a, jakim by o stworzenie wiata, wci pozostaje w tym wiecie immanentnie obecny, nadzoruj c i wyznaczaj c losy stworzonych przez siebie istot. Na ogó w teistycznych systemach wierze bóstwo bezpo rednio uczestniczy w yciu ludzi. Odpowiada na mod y, wybacza grzechy lub je karze, poprzez cuda ingeruje w bieg ludzkich spraw, ocenia dobro i z o naszych uczynków, wiedz c zawsze, kiedy je pope niamy (a nawet, kiedy tylko my limy o tym, by je pope ni ). Deista co prawda tak e wierzy w nadprzyrodzony inteligentny byt, ale przyjmuje, e jego aktywno w zasadzie ograniczy a si do ustanowienia praw rz dz cych wiatem. Bóg deisty nie ingeruje w bieg ziemskich spraw, a ju na pewno nie przejmuje si jako szczególnie ludzkimi problemami. Panteista nie wierzy w ogóle w jakiegokolwiek Boga, w jakikolwiek nadprzyrodzony byt. Dla niego Bóg jest synonimem Natury, Wszech wiata, czy wreszcie praw nimi rz dz cych; poj ciem pozbawionym wszelkich nadnaturalnych konotacji. Ró nica mi dzy deistami a teistami polega na tym, i Bóg tych pierwszych nie wys uchuje modlitw, nie zajmuje si grzechami ani wyznaniami winy, nie czyta w naszych my lach i nie ingeruje w bieg ziemskich spraw poprzez arbitralnie dokonywane cudy. Natomiast od panteistów dei ci ró ni si tym, e ich Bóg pozostaje jednak jak

odr bn inteligencj o wymiarze kosmicznym, nie za ² do czego w zasadzie sprowadza si panteizm ² poetyck metafor czy synonimem praw rz dz cych Wszech wiatem. Panteizm to w gruncie rzeczy taki nieco podrasowany ateizm, podczas gdy deizm to rozwodniony teizm. Mamy wszelkie powody, by uwa a s ynne bon moty Einsteina, jak ÄPan Bóg jest wyrafinowany, ale nie z o liwy", ÄPan Bóg nie gra z nami w ko ci", ÄCzy Bóg, stwarzaj c Wszech wiat, mia jaki wybór?", za wypowiedzi panteistyczne; nie deistyczne, a ju na pewno nie teistyczne. ÄPan Bóg nie gra z nami w ko ci" oznacza tylko tyle, e losowo nie mo e by zasad wszechrzeczy; pytanie, czy Bóg mia jaki wybór, tworz c Wszech wiat, to po prostu pytanie o to, czy pocz tek Wszech wiata móg wygl da inaczej. Bóg Einsteina to swoista poetycka metafora. Podobnie jak Bóg Stephena Hawkinga oraz wi kszo ci fizyków, którym zdarza si od czasu do czasu odwo ywa do religijnych metafor. Paul Davies w ksi ce Plan Stwórcy 25 lokuje si gdzie pomi dzy einsteinowskim panteizmem a do nieokre lonym deizmem ² za co zreszt uhonorowany zosta Nagrod Templetona (jest to znaczna suma pieni dzy, któr Fundacja Templetona co roku przyznaje tym naukowcom, którzy gotowi s powiedzie co dobrego o religii). Pozwol sobie mo e podsumowa einsteinowsk religi jeszcze jednym cytatem z samego Einsteina: ÄPoczucie, e ponad wszystkim, czego mo emy do wiadcza , jest te co , czego nasze umys y nie potrafi ogarn , czego pi kno i subtelno nie ukazuje si nam bezpo rednio i co z trudem poddaje si refleksji, jest religijno ci . W tym sensie jestem cz owiekiem religijnym". W takim sensie ja równie jestem cz owiekiem religijnym, z tym jedynie zastrze eniem, e Äczego nasze umys y nie potrafi ogarn " nie musi oznacza , i pozostanie to na zawsze Äniepoj te". Wol jednak nie nazywa tego religijno ci , gdy by oby to myl ce. Wi cej, by oby to szkodliwe, jako e dla olbrzymiej wi kszo ci ludzi Äreligijny" oznacza Änadprzyrodzony". Doskonale wyrazi to Carl Sagan: Ä[...] je li pod poj ciem ÄBoga" rozumie zestaw praw fizycznych, które rz dz Wszech wiatem, to taki Bóg bez w tpienia istnieje, ale trudno uzna go za emocjonalnie satysfakcjonuj cego [‡..] Przecie nie ma sensu modli si do prawa grawitacji". Zabawne, ale podobne zdanie pad o kiedy z ust wielebnego dr. Fultona J. Sheena, profesora Catholic University of America, a to w ramach bezpardonowego ataku na Einsteina, rozp tanego w 1940 roku po opublikowaniu artyku u, w którym zakwestionowa on ide osobowego Boga. Sheen tonem pe nym sarkazmu spyta wówczas, czy ktokolwiek by by gotów odda ycie za Drog Mleczn . Najwyra niej by wi cie przekonany, e argument ten przemawia przeciwko, a nie za Einsteinem, gdy nast pnie doda : ÄW «kosmicznej» religii pana Einsteina jest w zasadzie jeden jedyny b d ² niepotrzebnie umie ci on liter «s» w rodku s owa". Pogl dy Einsteina oczywi cie trudno uzna za komiczne, wola bym jednak, by fizycy nie nadu ywali s owa ÄBóg" w jego metaforycznym sensie. Oczywi cie, metaforycznego i panteistycznego Boga fizyków dziel lata wietlne od czytaj cego w ludzkich my lach, karz cego za grzechy, wys uchuj cego modlitw i czyni cego cuda Boga ksi y, mu ów i rabinów (jak i Boga w potocznym rozumieniu). Niemniej wiadome zacieranie ró nicy mi dzy tymi poj ciami nale a oby, moim zdaniem, traktowa jako akt zdrady intelektualnych standardów.
NIEZAS U ONY SZACUNEK

ÄBóg urojony" w tytule mojej ksi ki nie odnosi si do Boga Einsteina lub innych ludzi nauki, na których powo ywa em si w poprzednim podrozdziale. W a nie dlatego musia em zacz od odró nienia religijno ci typu einsteinowskiego, by zwróci uwag , e cz sto jest ona bezzasadnie przywo ywana w dyskusjach, a ma o kto zdaje sobie spraw , na czym faktycznie polega. Za atwiwszy definitywnie t spraw , od tej chwili zajmowa si b d wy cznie bogami nadnaturalnymi, spo ród nich za najlepiej znany wi kszo ci moich czytelników jest bez w tpienia Jahwe, Bóg Starego Testamentu. Zaraz do niego przejdziemy, lecz nim zako cz ten wprowadzaj cy rozdzia , musz wyja ni jeszcze jedn rzecz, która mog aby utrudnia w a ciwy odbiór ca ej ksi ki. To kwestia wra liwo ci na uczucia drugiego cz owieka. Wierz cy czytelnicy mog si poczu ura eni moim wywodem i uzna , e nie traktuj z nale ytym szacunkiem ich najbardziej osobistych przekona (lub przekona innych). Szkoda, gdyby z tego wzgl du ktokolwiek zrezygnowa z dalszej lektury, chcia bym wi c ju na wst pie postawi spraw jasno.

Otó w naszym spo ecze stwie powszechnie (równie przez niewierz cych) akceptowany jest pogl d, i przekonania religijne to domena szczególnie dra liwa, wi c nale y je chroni grubym murem wymuszonego szacunku; e przys uguje im nadzwyczajny immunitet niewyst puj cy w adnej innej sferze ycia spo ecznego. Tu przed mierci Douglas Adams tak wietnie wyrazi to podczas zaimprowizowanego wyst pienia w Cambridge, e nigdy nie mog si powstrzyma si , by go nie zacytowa : Religia [...] ma w swoim centrum idee, które nazywamy wi tymi, u wi conymi albo podobnie. [...] tak naprawd oznacza ona ÄOto idea albo pogl d, o którym nie wolno ci mówi nic z ego; po prostu nie wolno. Dlaczego nie? Bo nie!". Je eli kto g osuje na parti , której jeste przeciwny, mo esz k óci si z nim ile chcesz; wszyscy mog si k óci , ale nikt nie poczuje si dotkni ty. Je eli kto uwa a, e nale y podnie albo zmniejszy podatki, wolno ci si na ten temat spiera , je li jednak kto powie: ÄNie wolno mi w sobot w czy wiat a", mówisz: Ä wietnie, szanuj to". Co dziwne, nawet mówi c to, zastanawiam si , czy jest na sali jaki ortodoksyjny yd, który mo e poczu si obra ony moimi s owami, a podczas wysuwania innych argumentów nie wpad o mi do g owy zastanawia si , czy jest kto z lewego skrzyd a albo kto z prawego skrzyd a [...]. Dlaczego ca kiem uzasadnione jest popieranie Partii Pracy albo Partii Konserwatywnej, Republikanów albo Demokratów, wyznawanie tego czy innego modelu gospodarki, wiara w Macintosha zamiast w Windows, a posiadanie opinii o tym, jak zacz si wiat, kto stworzy Wszech wiat nie ² bo to wi te? [...] Przyzwyczaili my si nie kwestionowa idei religijnych, bardzo jednak interesuj ce, jakie poruszenie wywo uje Richard, kiedy to robi. Wszyscy dostaj sza u, poniewa nie wolno podobnych rzeczy mówi . Je li jednak spojrze racjonalnie, nie ma adnego powodu, dlaczego idee religijne nie powinny by tak samo przedmiotem dyskusji, jak wszelkie inne. Poza tym, e jako wszyscy zaakceptowali my, i nie powinno si tego robi 16 Oto jeden z przyk adów zdecydowanie nadmiernego szacunku, jaki nasze spo ecze stwo ywi wobec religii, dotykaj cy zreszt bardzo istotnej sfery ycia. Otó wci naj atwiej unikn powo ania do wojska, powo uj c si na przekonania religijne. Cz owiek mo e by wybitnym filozofem moralno ci, autorem nagradzanej rozprawy o okrucie stwach wojny, a i tak przed komisj poborow b dzie si musia g sto t umaczy , dlaczego to sumienie nie pozwala mu zabija . Tymczasem wystarczy, e kto powie, e jedno (jeszcze lepiej oboje) z jego rodziców byli kwakrami, i ma spraw z g owy. I zupe nie nieistotne, czy potrafi w ogóle przekonuj co uzasadni swoje pacyfistyczne pogl dy. Ba! Mo e nie mie zielonego poj cia o kwakryzmie. Na przeciwnym kra cu natomiast mamy z kolei podszyt tchórzostwem niech do nazywania rzeczy po ² religijnym ² imieniu, gdy mowa o stronach konfliktów zbrojnych. W Irlandii Pó nocnej eufemistycznie mówimy o Änacjonalistach" i Älojalistach", zamiast wprost o katolikach i protestantach. Sam termin Äreligia" jest praktycznie nieobecny w relacjonow aniu tego konfliktu ² nie ma wojny religijnej, s tylko Ästarcia mi dzy spo eczno ciami". Po angloameryka skiej inwazji z 2003 roku Irak sta si aren sekciarskiej wojny domowej mi dzy dwoma od amami islamu ² sunnitami i szyitami. Jak nic, konflikt o pod o u czysto religijnym! A we my na przyk ad ÄIndependent" z 20 maja 2006 roku i na pierwszej stronie (w nag ówku i w tre ci artyku u) przeczytamy o Äczystkach etnicznych". Przecie w tym kontek cie Äetniczny" to oczywisty eufemizm. To, co obserwujemy w Iraku, to niew tpliwie czystki religijne. Podobnie by o w przypadku powszechnego u ywania okre lenia Äczystki etniczne" w odniesieniu do by ej Jugos awii ² chodzi o o czystki religijne, w których udzia brali prawos awni Serbowie, katoliccy Chorwaci i muzu ma scy Bo niacy5. Ju wcze niej zwraca em uwag na bezzasadne uprzywilejowanie religii w publicznych dyskusjach nad kwestiami etycznymi, toczonych tak w mediach, jak i na szczeblu rz dowym6. Gdy tylko wyst pi jakie kontrowersje zwi zane z moralno ci seksualn b d z kwestiami reprodukcyjnymi, mo na si w lepo za o y , e w przeró nych wa nych komisjach zasi d reprezentanci wszelkich mo liwych wyzna religijnych i oni b d si te przede wszystkim wypowiada w radiowych czy telewizyjnych panelach.
16

Douglas Adams oso zw tpienia, Zysk i S-ka, Pozna 2003, s. 151-152 (tekst przek adu musieli my nieco poprawi , aby sta si zrozumia y; przyp.

t um.).

Oczywi cie nie postuluj , by my, sprzeniewierzaj c si w asnym warto ciom, w jakikolwiek sposób ograniczali swobod wypowiedzi tych ludzi. Tylko dlaczego jak jeden m ustawiamy si do nich w kolejce, jak gdyby mieli w tych sprawach wi cej do powiedzenia ni filozofowie moralno ci, prawnicy specjalizuj cy si wproblematyce rodzinnej czy te lekarze. A oto kolejny ² aberracyjny wr cz ² przyk ad uprzywilejowania religii. 21 lutego 2006 roku S d Najwy szy Stanów Zjednoczonych, powo uj c si na ameryka sk konstytucj , zadecydowa , e cz onków pewnej kongregacji religijnej ze stanu Nowy Meksyk nie dotyczy prawo, któremu bezwzgl dnie podlegaj wszyscy inni ameryka scy obywatele, a mianowicie zakaz przyjmowania rodków halucynogennych 7. Otó musimy wiedzie , e wyznawcy ko cio a Centro Espirita Beneficiente Uniao do Vegetal wierz , i osi gaj kontakt z Bogiem jedynie po napiciu si rytualnego naparu (Äherbatki") zwanego ayahuasca, który zawiera zakazany zwi zek halucynogenny ² dimetylotryptamin . Warto zauwa y , e dla s du wystarczaj ce by o, i ci ludzie wierz , e rodek ten wprowadza ich w stan wy szej wiadomo ci. Nie musieli przedstawia na to adnych dowodów. Z kolei istnieje mnóstwo dowodów, e marihuana skutecznie eliminuje md o ci i inne przykre odczucia wyst puj ce u chorych na raka poddanych chemioterapii. Jednak e rok wcze niej, w 2005, ten e sam S d Najwy szy, równie powo uj c si na konstytucj , uzna , e pacjenci za ywaj cy marihuan w celach leczniczych maj by cigani na mocy prawa federalnego (i to nawet w tych nielicznych stanach, gdzie terapia taka by a wcze niej uznawana za legaln ). Religia zawsze gór ! Czy mo na sobie wyobrazi , by jaki s d da wiar na przyk ad stowarzyszeniu mi o ników sztuki, e ich zdaniem halucynogeny pomagaj zrozumie malarstwo impresjonistyczne czy dzie a surrealistów. Tymczasem gdy z takim roszczeniem wyst puje Ko ció , znajduje pos uch nawet w S dzie Najwy szym. Oto pot ga religii jako magicznego klucza otwieraj cego wszystkie drzwi. Siedemna cie at temu by em jednym z trzydziestu sze ciu pisarzy i artystów, do których ÄNew Statesman" zwróci si z pro b o napisanie apelu w obronie wybitnego pisarza Salmana Rushdiego8, który za napisanie powie ci ob o ony zosta przez imamów fatw , co faktycznie oznacza o wyrok mierci. Rozsierdzony Äwyrazami zrozumienia" dla Äura onych" uczu jakoby Äskrzywdzonych" mahometan, jakie cz sto pada y wówczas ze strony przywódców chrze cija skich, a nawet niektórych wieckich autorytetów, u y em nast puj cej analogii: Gdyby rzecznicy apartheidu mieli do oleju w g owie, powinni stwierdzi ² o ile mi wiadomo, by oby to twierdzenie prawdziwe ² e zgoda na mieszanie si ras jest sprzeczna z ich religi . Ich oponenci w znakomitej wi kszo ci po o yliby wówczas uszy po sobie. I nie przyjmuj do wiadomo ci, e jest to z mojej strony nieuczciwy argument, bo przecie apartheid nie ma adnych racjonalnych podstaw. Wszak sednem religii jest w a nie niezale no od racjonalnego os du, to ona sama jest ród em w asnej pot gi i chwa y. Od wszystkich innych wymaga si przedstawienia silnych argumentów na obron swoich przes dów, ale gdy tylko poprosimy osob wierz c , by spróbowa a jako uzasadni sw wiar , z miejsca oka e si , e oto naruszyli my jej Äwolno religijn ". Nie zdawa em sobie wówczas sprawy, e z czym podobnym spotyka si te b dziemy w XXI wieku. ÄLos Angeles Times" z 10 kwietnia 2006 roku informuje, e na wielu ameryka skich kampusach grupy chrze cija skich studentów pozywaj do s du w adze swoich uczelni za wprowadzanie przepisów antydyskryminacyjnych, w tym zakazu prze ladowania i obra ania homoseksualistów. Zreszt nie tylko studenci ² w 2004 roku James Nixon, dwunastolatek z Ohio, uzyska s dow zgod na przychodzenie do szko y w T-shircie z napisem ÄHomoseksualizm to grzech, islam to k amstwo, aborcja to morderstwo. Bia e jest bia e, a czarne jest czarne"9. Wcze niej szko a zakaza a mu noszenia tego podkoszulka, ale wtedy rodzice pozwali dyrekcj szko y do s du. Gdyby w swojej skardze powo ali si na wolno s owa, jak gwarantuje pierwsza poprawka do ameryka skiej konstytucji, proces dotyczy by kwestii sumienia. Nie zrobili tego ² prawnicy Nixonów odwo ali si do konstytucyjnie zagwarantowanej wolno ci wyznania. Ich uwie czony sukcesem pozew uzyska pe ne poparcie Alliance Defense Fund of Arizona, organizacji, która deklaruje jako swój cel Äwspieranie prawnej batalii o wolno religijn ". Wielebny Rick Scarborough, który osobi cie zaanga owa si w wiele podobnych spraw wytaczanych przez chrze cijan daj cych uznania religii jako prawnej podstawy dyskryminacji

homoseksualistów (i innych grup), okre li t fal pozwów mianem ÄXXI-wiecznej kampanii na rzecz praw cz owieka": Ächrze cijanie upominaj si o swe prawo do bycia chrze cijaninem"10. Wyja ni raz jeszcze ² gdyby ci ludzie upominali si o prawo do wolno ci wypowiedzi, pewnie, acz, nie ukrywam, e z oci ganiem, stan bym po ich stronie. Ale im chodzi o co zupe nie innego. ÄPrawo do bycia chrze cijaninem" to dla nich prawo do wtykania nosa w prywatne ycie innych ludzi. Pozew o uznanie prawa do dyskryminowania homoseksualistów z o ony by jako skarga na rzekom dyskryminacj na tle wyznaniowym. I ameryka ski system prawny to dopuszcza! Nikt wiele nie zdzia a, mówi c: ÄNie mo esz mi zabroni obra ania homoseksualistów, bo to narusza moj wolno przes dów", ale je li tylko stwierdzi, e narusza to jego wolno wyznania... Zgadnijcie, co si stanie. 1 znów oka e si , e religia ma moc niemal magiczn . Pozwol sobie zako czy ten rozdzia opisem konkretnego przypadku, który wymownie ilustruje zdecydowanie nadmierny respekt, jakim obdarzamy religi ; znacznie przewy szaj cy szacunek, jaki winni my okazywa innym ludziom i ich sprawom. Ca a afera wybuch a w lutym 2006 roku. We wrze niu poprzedniego roku du ska gazeta ÄJyllands-Posten" opublikowa a dwana cie karykatur proroka Mahometa. Przez trzy bite miesi ce niewielka grupka mieszkaj cych na sta e w Danii muzu manów (pod wodz dwóch imamów, którzy kiedy uzyskali w tym kraju azyl11) wytrwale i systematycznie dok ada a wszelkich stara , by wzbudzi Ä wi te oburzenie" wyznawców islamu na ca ym wiecie. Pod koniec 2005 roku owi niegodziwi azylanci udali si w podró do Egiptu, wioz c ze sob kompletne dossier, które nast pnie zosta o skopiowane i rozkolportowane po wszystkich krajach islamskich, w tym ² co odegra o istotn rol ² w Indonezji. Owo dossier zawiera o ca mas kompletnie fa szywych informacji, na przyk ad o rzekomym prze ladowaniu muzu manów w Danii, czy te (co ju by o w pe ni wiadom manipulacj ), e ÄJyllands-Posten" to gazeta rz dowa. By y w nim reprodukcje nie tylko dwunastu karykatur, które du ska gazeta opublikowa a kilka miesi cy wcze niej, ale i trzy inne wizerunki, niewiadomego pochodzenia, ale na pewno niemaj ce najmniejszego zwi zku z Dani . W odró nieniu od oryginalnych obrazków, te trzy dodatkowe rzeczywi cie by y obra liwe ² a raczej by yby, gdyby, co twierdzi a islamska propaganda, faktycznie przedstawia y Mahometa. Najwi ksze szkody poczyni jeden z nich, nawet nie rysunek, lecz przefaksowana fotografia brodatego m czyzny w masce o kszta cie wi skiego ryja. Pó niej okaza o si , e by o to zdj cie wykonane przez fotoreportera z Associated Press na zorganizowanym podczas jarmarku w jednej z francuskich wiosek konkursie na najlepsze na ladowanie wi skiego kwiku12. W ka dym razie fotografia nie mia a absolutnie nic wspólnego ani z prorokiem Mahometem, ani z islamem, ani z Dani , niemniej muzu ma scy aktywi ci podczas swej obliczonej na wywo anie jak najwi kszej awantury wyprawy do Kairu dawali niedwuznacznie do zrozumienia, e ten zwi zek istnieje... Skutki by y do przewidzenia. Starannie prowokowane gniew i oburzenie znalaz y sw wybuchow kulminacj w pi miesi cy po opublikowaniu karykatur. Demonstranci w Pakistanie i Indonezji zacz li pali du skie flagi (zaiste ciekawe, sk d je mieli?) i pojawi y si histeryczne dania, by du ski rz d wystosowa oficjalne przeprosiny. (Przeprosiny?! Za co? Rz d tych karykatur ani nie narysowa , ani nie opublikowa . Du czycy po prostu yj w kraju, gdzie panuje wolno prasy ² ale to wi kszo ci obywateli krajów islamskich raczej trudno poj .) Wkrótce potem gazety w Norwegii, Niemczech, Francji, a nawet w Stanach Zjednoczonych 17* (ale znamienne, e nie w Wielkiej Brytanii!) przedrukowa y oryginalne karykatury w ge cie solidarno ci z ÄJyllands-Posten", co tylko jeszcze dola o oliwy do ognia. Og oszono bojkot du skich towarów, obywatele Danii (a w istocie wszystkich krajów Zachodu) stali si obiektem fizycznych ataków. W Pakistanie podpalono chrze cija skie ko cio y (w ogóle z Dani , a nawet Europ , niepowi zane). W Libanie zgin o dziewi osób, gdy sfanatyzowany mot och zaatakowa i podpali w oski konsulat w Benghazi. German Greer napisa wtedy, e jedyna rzecz, jak ci ludzie uwielbiaj i potrafi robi , to niszczycielska anarchia13.

Poniewa by mo e nie wszyscy pami taj , warto przypomnie , e w Polsce karykatury przedrukowa a wy cznie ÄRzeczpospolita" (z w pe ni Äpolitycznie poprawnym" komentarzem odredakcyjnym), ale i tak jej redaktor naczelny, Grzegorz Gauden, musia si z tego powodu g sto t uma czy . Z kolei ówczesny premier Kazimierz Marcinkiewicz poczu si w obowi zku przeprosi muzu manów za t Äpotworn zbrodnie". enuj ce (przyp. t um.).

Pewien pakista ski imam wyznaczy nagrod w wysoko ci miliona dolarów za Äg ow du skiego rysownika". Nie wiedzia nawet, e rysowników by o a dwunastu. Bardzo mo liwe zreszt , e nie zdawa sobie te sprawy, e trzy najbardziej obra liwe wizerunki nie mia y nic wspólnego z ÄJyllands- Posten" (a swoj drog ciekawe, sk d wzi by ten milion). W Nigerii muzu manie protestuj cy przeciw du skim karykaturom zacz li podpala chrze cija skie ko cio y i z maczetami rzucili si na chrze cija skich przechodniów. Kilku czarnych Nigeryjczyków zosta o rozsiekanych na kawa ki. Jednemu chrze cijaninowi na o ono opon , polano benzyn i podpalono. W tym samym czasie demonstracje odbywa y si te na terenie Wielkiej Brytanii. Na zdj ciach z tych manifestacji wida ludzi z transparentami ÄZabi tych, którzy obra aj islam", ÄEuropo ² zap acisz za to! Zemsta nadchodzi!" {Europe you will pay: Demolition is on its way) i ÄUci g ow ka demu, kto obra a islam". Na szcz cie nasi politycy szybko nam wyja nili, e islam jest religi pokoju i mi osierdzia. Ju po opadni ciu g ównej fali zamieszek dziennikarz Andrew Mueller przeprowadzi wywiad z sir Iqbalem Sacranie14, uchodz cym za najbardziej umiarkowanego spo ród przywódców spo eczno ci brytyjskich muzu manów. Mo e i jest on umiarkowany jak na standardy islamskie, ale trudno zapomnie , e gdy Salman Rushdie zosta skazany na mier za napisanie powie ci, sir Iqbal indagowany na t okoliczno o wiadczy : ÄKara mierci to dla niego za ma o!". Jak e sromotny zachodzi tu kontrast z jego poprzednikiem, nie yj cym ju dr. Zakim Badawim ² ten odwa ny cz owiek zaoferowa wówczas Rushdiemu schronienie we w asnym domu. Podczas wywiadu Sacranie t umaczy Muellerowi, jak bardzo przej a go sprawa du skich karykatur. Mueller te si nimi przej , ale z innych wzgl dów: ÄMartwi mnie ta absurdalna i zupe nie nieproporcjonalna reakcja na kilka niezbyt miesznych rysunków opublikowanych w jakiej skandynawskiej gazetce. Mo e to wiadczy , e istotnie [...] islam i Zachód s fundamentalnie odmienne". Pó niej Sacranie chwali brytyjsk pras za nieprzedrukowanie karykatur, Mueller jednak wyrazi podejrzenie, e Äta postawa naszych gazet by a nie tyle wyrazem troski o uczucia muzu manów, ile wynika a z obawy przed powybijanymi oknami". W dalszej cz ci programu Sacranie wyja nia , e ÄOsoba Proroka, niech spoczywa w pokoju, jest otaczana w wiecie muzu ma skim tak g bok czci , tak wielk mi o ci i uczuciem, e wr cz nie sposób wyrazi tego s owami. To kto wi cej ni twoi rodzice, twoi najbli si, twoje dzieci. To jest nieod czna cz naszej wiary. A poza tym nauka islamu zakazuje sporz dzania jakichkolwiek wizerunków Proroka". Mueller skomentowa t wypowied nast puj co: [S owa Sacraniego] wskazuj , e warto ci, jakie g osi islam, uznawane s za wa niejsze od wszelkich innych warto ci ² zgodzi si z tym zapewne ka dy muzu manin, podobnie jak ka dy wyznawca jakiejkolwiek innej religii jest przekonany, e jedynie jego wiara jest prawd i wiat em. Je eli ludzie chc kocha jakiego kaznodziej z VII wieku bardziej ni w asn rodzin , wolno im. Ale nie wolno zmusza nikogo innego, by traktowa co takiego powa nie [...]. Tyle e je li kto nie traktuje Äczego takiego" powa nie i nie okazuje Änale ytego szacunku", nara a si na fizyczne niebezpiecze stwo i to powa niejsze, ni grozi mog o cz owiekowi ze strony jakiejkolwiek religii od czasów redniowiecza. Mo na si oczywi cie zastanawia , po co ca a ta przemoc, skoro ²jak zauwa y Mueller ² Je li którykolwiek z tych waszych b aznów mia by cho d b o racji, to przecie rysownicy i tak trafi do piek a. Czy to nie wystarczy? A je li naprawd uwa acie to za zniewa anie muzu manów, to radz poczyta raporty Amnesty International dotycz ce Syrii czy Arabii Saudyjskiej". Wielu ludzi zwróci o równie uwag na radykalny kontrast mi dzy histeryczn reakcj muzu manów a gotowo ci arabskich mediów do publikowania stereotypowych antysemickich karykatur. wiat obieg a na przyk ad fotografia odzianej w czarn parand i czarczaf uczestniczki jednej z antydu skich manifestacji w Pakistanie, która dzier y a wielki transparent z napisem ÄNiech Bóg b ogos awi Hitlera". W odpowiedzi na ca e to sztucznie rozp tane szale stwo porz dne liberalne gazety pot pi y przemoc i deklamowa y formu ki o wolno ci s owa. Jednocze nie wyrazi y Äszacunek" i Äwspó czucie" dla muzu manów, którzy jakoby bardzo Äucierpieli" z powodu Äkrzywdy" i Äobrazy", jaka ich dotkn a. Jakie cierpienie? Jaka krzywda? Przecie nikt nikomu nie zada adnego bólu, nie by o najmniejszej przemocy. Wszystko sprowadza o si do kilku kropli

drukarskiej farby w gazecie, o której nikt poza Dani nikt by nigdy nie us ysza , gdyby nie perfidnie sterowana kampania podburzania i siania zam tu. Oczywi cie nie jestem zwolennikiem obra ania kogokolwiek dla zasady. Tyle e wci intryguje mnie i napawa zdumieniem nadmierne uprzywilejowanie religii w naszych sk din d wieckich spo ecze stwach. W ko cu ka dy polityk musi pogodzi si z tym, e jego g ba znajdzie si czasem na nawet bardzo z o liwych karykaturach i nikt nie b dzie wznieca burd w obronie jego Ädobrego imienia". Có takiego jest w religii, e przyznajemy jej tak wyj tkowy status? Jak uj to H.L. Mencken: ÄPowinni my szanowa pogl dy religijne naszych bli nich, ale tylko w takim sensie i do takiego stopnia, do jakiego szanujemy czyje przekonanie, e jego ona jest pi kn kobiet , a dzieci s bardzo m dre". To w a nie owo niedorzeczne za o enie, i religii nale y si nadzwyczajny szacunek, zmusza mnie do opatrzenia mojej ksi ki pewn wa n deklaracj ² otó absolutnie nie jest moim celem obra anie czyichkolwiek uczu , ale nie zamierzam te obchodzi si z religi w aksamitnych r kawiczkach i stosowa wobec niej jakiejkolwiek taryfy ulgowej. Rozdzia drugi HIPOTEZA BOGA Religia jednego wieku staje si literack rozrywk wieków nast pnych. Ralph Waldo Emerson Bóg Starego Testamentu to chyba jeden z najmniej sympatycznych bohaterów literackich: zawistny (i dumny z tego), ma ostkowy i niesprawiedliwy typ, z mani na punkcie kontrolowania innych i niezdolny do wybaczania, m ciwy i dny krwi zwolennik czystek etnicznych, mizogin, homofob i rasista, dzieciobójca o sk onno ciach ludobójczych (oraz morderca w asnych dzieci przy okazji), niezno ny megaloman, kapry ny i z o liwy tyran. Ci z nas, którzy od najwcze niejszego dzieci stwa si z nim stykaj , nie dostrzegaj tego horroru. Dopiero b ogos awiona niewiedza stwarza odpowiedni perspektyw . Syn Winstona Churchilla, Randolph, jako zdo a przetrwa bez znajomo ci Pisma a do czasów wojny, a dok adnie do chwili, gdy jego brat i Evelyn Waugh (którzy najwyra niej chcieli spokojnie pogada ) namówili go na szczególny zak ad ² na pewno nie zdo a przeczyta ca ej Biblii przez jedn noc! ÄRezultat, niestety, nie by taki, jak oczekiwali my. Randolph nigdy wcze niej nie czyta ani kawa ka Biblii i teraz lektura podekscytowa a go niepomiernie. Co chwila odczytywa nam na g os jaki fragment z komentarzem: «Id o zak ad, e nie wiedzieli cie, e to z Biblii» albo z rechotem przek ada kolejn kartk , mamrocz c pod nosem: «0 Bo e, ale z tego Boga kawa sukinsyna»"16. Thomas Jefferson ² bez w tpienia bardziej oczytany ² mia podobne odczucia: ÄBóg Moj esza to istota o strasznym charakterze ² okrutna, m ciwa, kapry na i niesprawiedliwa". Oczywi cie by oby wr cz nieuczciwo ci atakowa tak atwy cel. Hipotezy Boga nie powinno si podpiera (ani obala ) za pomoc najpaskudniejszej chyba inkarnacji tej istoty, czyli Jahwe, ani te jego do md ego przeciwie stwa, czyli chrze cija skiego Äs odkiego Jezuska"2818. Zreszt ta ciapowata persona wi cej ma w sobie z wyobra e swoich wiktoria skich wyznawców ni z samego Chrystusa. (Czy mo na sobie wyobrazi sobie co bardziej ckliwego i nawymiotnego ni s ynna fraza ÄChristian children all must be / Mild, obedient, good as he" 29 ** pani C.F. Alexander?). Tak wi c nie b d tu zajmowa si jakimikolwiek szczególnymi kwalifikacjami Jahwe, Jezusa, Allaha, ani adnego innego konkretnego boga, cho by Baala, Zeusa czy Wotana. Sformu uj Hipotez Boga znacznie ostro niej: istnieje nadludzka, nadnaturalna inteligencja, która w zamierzony sposób zaprojektowa a i stworzy a Wszech wiat i wszystko, co w nim istnieje, w tym równie nas. Celem
18 W oryginale Gentle Jesus meek and mild(Dobry Jezu, potulny i agodny). Tytu bardzo znanego wierszyka religijnego dla dzieci, który niejaki Charles Wesley (sk din d brat twórcy metodyzmu, Johna ² przyp. red.) napisa w roku 1742. Dzie ko to doczeka o si licznych przek adów i co najmniej dwukr otnie opracowania muzycznego (muzyk do wiersza napisa nawet Carl Maria von Weber). Do dzi utwór jest cz sto wykonywany, zw aszcza w Ko ciele metodystów (przyp. t um.).
29

mojej ksi ki jest obrona przeciwstawnej opinii: jakakolwiek twórcza inteligencja, wystarczaj co z o ona, by cokolwiek zaprojektowa , mo e powsta wy cznie jako produkt ko cowy rozbudowanego procesu stopniowej ewolucji. Twórcze inteligencje ² jako efekty ewolucji ² w sposób oczywisty i konieczny mog pojawi si we Wszech wiecie do pó no, a zatem nie mog by odpowiedzialne za jego zaprojektowanie. Bóg, w znaczeniu zdefiniowanym powy ej, jest urojeniem, a jak poka w kolejnych rozdzia ach, jest urojeniem niebezpiecznym. Nie powinno stanowi zaskoczenia, e Hipoteza Boga, jako twierdzenie oparte raczej na lokalnej tradycji i indywidualnych wiadectwach (objawieniach), pojawia si w wielu wersjach. Historycy religii uznaj , e istnieje uniwersalny wzorzec rozwoju od plemiennego animizmu, poprzez politeizm (jaki wyznawali Grecy, Rzymianie czy wikingowie) po monoteizm ² judaizm i jego pochodne: chrze cija stwo i islam. POLITEIZM Nie jest jasne, dlaczegó to przej cie od polido monoteizmu mia oby by przejawem oczywistego post pu. Tak si jednak powszechnie przyjmuje ² hipoteza ta sk oni a Ibn Warraqa, autora ksi kiWhy I Am Not a Muslim[Dlaczego nie jestem muzu maninem], do stwierdzenia, e, je eli tak, to monoteizm skazany jest na redukcj kolejnego boga i tym samym stanie si ateizmem. Z koleiCatholic Encyclopedia,nie ró nicuj c niepotrzebnie, odrzuca politeizm i ateizm jednym tchem: ÄDogmatyczny ateizm, jako koncepcja wewn trznie sprzeczna, de facto nigdy nie zyska znacz cego poparcia. Natomiast politeizm, jakkolwiek atwo zdobywa popularno w ród mas, nie jest w stanie usatysfakcjonowa umys u filozofa"17. Jeszcze do niedawna ów monoteistyczny szowinizm by nawet elementem systemu prawnego Anglii i Szkocji. Ko cio y politeistyczne nie mia y w tych krajach statusu umo liwiaj cego przekazywanie im zwolnionych od podatku darowizn na dzia alno charytatywn , podczas gdy akcje dobroczynne promuj ce religie monoteistyczne korzysta y z wszelkich przywilejów, a co wi cej, zwolnione by y z obowi zku bardzo szczegó owej sprawozdawczo ci, który ² sk din d najzupe niej s usznie ² spoczywa na organizacjach wieckich korzystaj cych z ulg podatkowych. W pewnym momencie próbowa em nawet przekona jednego z cz onków szanowanej brytyjskiej wspólnoty hinduistycznej, e kategorycznie powinni rozpocz akcj obywatelskiego protestu przeciw tej snobistycznej dyskryminacji politeizmu. Oczywi cie o wiele lepiej by oby w ogóle zakaza promowania instytucji religijnych poprzez szczególny status podatkowy. By oby to bardzo korzystne dla spo ecze stwa, zw aszcza w Stanach Zjednoczonych, gdzie ilo wolnych od podatku pieni dzy, wysysanych przez ró ne ko cio y i nabijaj cych kabz i tak nieziemsko ju nadzianym teleewangelistom, wr cz wo a o pomst do nieba. Niejaki, nomen omen, Ora Roberts o wiadczy raz swoim widzom, e Bóg go zabije, je li nie zbierze natychmiast o miu milionów dolarów. Niewiarygodne, ale to podzia a o! Osiem milionów! Bez podatku! I bez nich zreszt Roberts ma si nie le, podobnie jak Ora Roberts University w Tulsie (Oklahoma). Same budynki uczelni warte s ponad wier miliarda dolarów. Bóg zreszt osobi cie wzi je w posiadanie z takimi oto s owy: ÄWychowaj swych studentów tak, by zawsze s yszeli Mój g os, by poszli tam, gdzie Moje wiat o ledwo si tli, gdzie s owa Moje s abo s s yszalne, gdzie moc Ma nie jest jeszcze znana, cho by mieli dotrze na najdalsze kra ce Ziemi. A ich dzie o przero nie ciebie, i w tym Moja rado ". A tak na marginesie ² gdyby mój wyimaginowany hinduistyczny znajomy skierowa spraw do s du, móg by spokojnie zastosowa znan strategi : ÄJe li nie mo esz ich pobi , do cz do nich". Wystarczy oby o wiadczenie, e jego politeizm tak naprawd jest monoteizmem w przebraniu. Wszak jest tylko jeden Bóg² Brahma Kreator. Wisznu, Bóg ycia i Podtrzymania, Siwa, Bóg aski i Mi osierdzia, boginie Saraswati, Lakszmi i Parwati (anielskie ma onki Brahmy, Wisznu i Siwy), Bóg- s o Gane a i setki innych bogów to tylko ró ne manifestacje i inkarnacje jedynego Boga. Chrze cijanie powinni ciep o przyj tak sofistyk . Wszak w redniowieczu morze atramentu (o krwi nie wspominaj c) wylano, by wyja ni Ätajemnic " Trójcy wi tej i zgnie liczne herezje, takie jak cho by aria ska. Ariusz z Aleksandrii w IV wieku naszej ery zaprzeczy konsubstancjonalno ci (czyli identyczno ci substancji, esencji) Chrystusa i Boga. O co w tym

chodzi, spytacie zapewne. Jakiej Äsubstancji"? Co to jest ta Äesencja"? Trudno powiedzie ² to chyba jedyna rozs dna odpowied . Niemniej ta kontrowersja g boko podzieli a chrze cija stwo na prawie ca e stulecie, a wreszcie cesarz Konstantyn kaza spali wszystkie kopie pism Ariusza. Dzielenie w osa na czworo jako geneza podzia ów w chrze cija stwie ² to dla teologii rzecz ca kiem normalna. No bo w ko cu czy my mamy jednego Boga w trzech cz ciach, czy trzech Bogów w jednym? Catholic Encyclopediaautorytatywnie rozstrzyga za nas ten problem, stwierdzaj c: Jest tylko jeden Bóg w trzech Osobach Boskich: Ojca, Syna i Ducha wi tego i ka da z tych Osób zachowuje pe n odr bno od pozosta ych. Tak wi c, zgodnie ze s owami atanazja skiego wyznania wiary: Ojciec jest Bogiem, Syn jest Bogiem i Duch wi ty jest Bogiem, lecz nie s oni trzema Bogami, lecz jednym Bogiem. (bez w tpienia fragment ten stanowi arcydzie o teologicznego rozumowania i rozwiewa wszelkie w tpliwo ci). Na wypadek, gdyby jednak co jeszcze by o niezrozumia e,Encyclopediacytuje dalej teologa z III w, w Grzegorza Cudotwórc : W Trójcy nie ma nic stworzonego, nic s u ebnego, nic dodanego, czego by przedtem nie by o, a dopiero pó niej przyby o. Tak wi c nigdy nie brakowa o Ojcu Syna, ani Synowi Ducha, ale zawsze ta sama Trójca nieodwracalna i nieodmienna 19*. Nie wiem, jakim cudom w. Grzegorz zawdzi cza swój przydomek, ale na pewno nie by y to cuda uczciwej i klarownej argumentacji. Ten cytat stanowi jednak doskona ilustracj obskurantyzmu teologii, która²w odró nieniu od nauk cis ych i wi kszo ci innych dziedzin nauki ² praktycznie nie rozwin a si po wieku XVIII. Thomas Jefferson (jak cz sto) mia racj , gdy stwierdzi : ÄWydrwienie to jedyna bro , jak przeciwstawi mo emy niezrozumia ym, m tnym pogl dom. Dowolna idea musi mie nadany wyra ny kszta t, by rozum móg si z ni zmierzy , a aden cz owiek nigdy nie sformu owa jasno idei Trójcy wi tej. To jaka abrakadabra, stworzona przez szarlatanów mieni cych si kap anami Jezusa". W tym miejscu nie mog pomin jeszcze jednej kwestii. Otó chcia bym zwróci uwag czytelników na t wynios i aroganck pewno siebie, z jak formu owane s najró niejsze religijne s dy, na ich olbrzymi szczegó owo i to w sprawach, w których nie ma ² i by nie mo e ² adnych dowodów. Mo e to w a nie dlatego, i nie mo na dowie opinii teologicznych, wszelkie, najdrobniejsze nawet ró nice zda prowadz do wybuchów tak wielkiej wrogo ci, zw aszcza za tyczy to ² o czym wiadcz chocia by losy herezji aria skiej ² odmienno ci s dów o naturze Trójcy wi tej. Jefferson drwi sobie z doktryny, jak to okre li , Ätrzech Bogów", przy okazji krytyki kalwinizmu. Tymczasem jeszcze dalej w tym nawracaj cym flircie z politeizmem poszed Ko ció rzymskokatolicki, tu mamy ju wr cz inflacj bosko ci. Do Trójcy do cza bowiem Maria, ÄKrólowa Niebieska", bogini w ka dym aspekcie poza samym mianem, która, cho by jako adresatka modlitw, niewiele ust puje samemu Panu Bogu. Panteon powi ksza te ca a ogromna rzesza wi tych, których moc wstawiennicza czyni niemal pó bogami, jako e zdaniem wiernych (i samego Ko cio a) warto si zwraca do nich o pomoc w ramach przypisanych im specjalizacji. W witrynie ÄCatholic Community Forum" potrzebuj cy mog znale list 5120 wi tych18 i przyporz dkowane im domeny. List otwiera wi ty Afron, patron stra ników wi ziennych, zamyka za wi ta Zyta, której specjalno ci s panny s u ce 20*. Nie mo emy te pomin czterech Chórów Anielskich i dziewi ciu ksi t tych e; po kolei: Serafiny, Cherubiny Trony, Panowania, Cnoty, Pot gi, Ksi stwa, dalej Archanio owie (to szar a najwy sza) i wreszcie zwykli Anio owie, do którego to grona nale y na przyk ad nasz najbli szy przyjaciel, wiecznie nad nami czuwaj cy Anio Stró .Co mnie osobi cie najbardziej zadziwia w katolickiej mitologii, to nawet nie jej

19 20

* Cyt. za: W odzimierz Bednarski, W obronie wiary,http://watchtower.org.pl/w_obronie_wiary -16.php(przyp. t um.).

* wi ta Zyta, b d my rzetelni, zamyka list wi ci patroni naszych imion (http://patroni.w.interia.pl/). Polska lista jest, niestety, nieco krótsza, a poza tym profesor Dawkins byl w wygodniejszej sytuacji, na stronach Catholic Community Forum mo na bowiem przesortowa alfabetyczn ie nie tylko list imion katolickich wi tych, ale równie przypisane im Äpatronaty". Dzi ki temu wierni mog bez k opotu znale odpowiedzialnych za ofiary molestowania (abuse victim),anorektyków i handlarzy broni (arms dealers), by zacz od Äa" (przyp. t um.).

niewyobra alna kiczowato , ale raczej szokuj ca nonszalancja, z jak ludzie j wzbogacaj o najdrobniejsze detale. To doprawdy bezwstydna wynalazczo . Papie Jan Pawe II stworzy wi cej wi tych ni wszyscy jego poprzednicy przez ostatnie siedem stuleci razem wzi ci, szczególn sympati ywi za do Dziewicy Maryi. Jego politeistyczne ci gotki ujawni y si w dramatycznych okoliczno ciach. W roku 1981 w Rzymie dokonano zamachu na papie a, a swoje ocalenie Jan Pawe II przypisa wstawiennictwu Matki Bo ej Fatimskiej. ÄJedna r ka trzyma a pistolet, a inna prowadzi a kul " ² powiedzia pó niej. Kto móg by, co prawda, spyta , dlaczego nie poprowadzi a jej tak, by pocisk w ogóle chybi . Kto inny móg by napomkn , e zespó chirurgów, którzy przez sze godzin operowali papie a, te zas uguje na pewn wdzi czno ² cho zapewne matczyna d o kierowa a równie ich skalpelami. Ale najwa niejsze w tym wszystkim jest, e zdaniem papie a to nie po prostu Matka Bo a Äprowadzi a kul ". To konkretnie Matka Bo a Fatimska! A co robi y w tym czasie Naj wi tsza Panienka z Lourdes, Nasza Pani z Gwadelupy, Matka Bo a z Medjugorje, Matka Boska z Akity, Matka Bo a z Zeitoun, Dziewica z Garabandal, Matka Bo a z Knock ² czy akurat mia y inne sprawy na g owie? Jak Grecy, Rzymianie czy wikingowie radzili sobie z takim politeologicznymi zagadkami? Czy Wenus to po prostu drugie imi Afrodyty, czy te to dwie ró ne boginie? Czy Thor biegaj cy z wielkim m otem to inkarnacja Wotana, czy te ca kiem osobny bóg? A kogo to tak naprawd obchodzi! Zycie jest za krótkie, by po wi ca je na rozmy lanie nad tym, czym ró ni si jeden wytwór wyobra ni od drugiego. Zaj em si tu politeizmem tylko po to, by unikn oskar enia, e go pomin em, ale ju starczy. W dalszej cz ci tekstu, po prostu dla zwi z o ci, wszelkiego typu bóstwa, oboj tne, czy poli-, czy monoteistyczne, okre la b d mianem ÄBoga". Jestem te wiadomy, e Bóg Abrahama jest ( agodnie mówi c) agresywnym samcem, i tym faktem równie b d si kierowa , u ywaj c odpowiednich zaimków. Co prawda niektórzy bardziej wyrafinowani teolodzy pisz ju o bezp ciowym Bogu, niektóre feministyczne teolo ki za próbuj dochodzi rekompensaty wielowiekowej niesprawiedliwo ci, oznajmiaj c, e Stwórczyni by a Ona, ale w sumie, czy naprawd jest jaka ró nica mi dzy nieistniej cym m czyzn a nieistniej c kobiet . Cho z drugiej strony nie wykluczam, e w tej egzotycznej krzy ówce feminizmu i teologii p e mo e by rzeczywi cie atrybutem istotniejszym ni istnienie. Zdaj sobie spraw , i krytycy religii mog by atakowani pod pretekstem, e pomijaj wielk z o ono i ró norodno ludzkich tradycji i pogl dów, które mo na nazwa religiami. Prace antropologów, ksi ki takie jak Z ota ga sir Jamesa Frazera,Religión Exp ained Pascala Boyera czy In Gods We Trust Scotta Atrana w sposób wr cz fascynuj cy dokumentuj ca e bogactwo ludzkich przes dów i rytua ów w tej sferze. Lektura tych dzie to doskona a metoda, by wzbudzi w sobie podziw dla ludzkiej atwowierno ci. Ale moja ksi ka stawia sobie inny cel. Pot piam wiar w ponadnaturalne we wszystkich jej przejawach, a ten projekt mo na zrealizowa najefektywniej, koncentruj c si na formach kultu najlepiej znanych moim czytelnikom, na tych, które najgro niej atakuj nasze spo ecze stwo. Wi kszo spo ród tych, którzy si gn do tej ksi ki, wychowana zosta a w jednej z trzech Äwielkich" wspó czesnych religii monoteistycznych (czterech, je li wliczamy równie mormonów), z których wszystkie odwo uj si do tradycji mitycznego patriarchy Abrahama. O tej w a nie tradycji nale y pami ta , czytaj c dalsze cz ci ksi ki. Nadszed te czas (w sumie równie dobry, jak ka dy inny), by uprzedzi jedn z ² tak nieuchronnych, jak to, e po dniu nastaje noc²reakcji, z jak mo e spotka si ta ksi ka. Otó zapewne us ysz , e ÄBóg, w którego nie wierzy Dawkins, to Bóg, w którego ja te nie wierz ! Przecie ja wcale nie wierz w jakiego starszego pana z d ug brod , zasiadaj cego w niebie!". To prawda, staruszek ten jest w pewnym sensie postaci równie nieistotn , jak to, jakiej d ugo ci ma brod . Ale owa nieistotno ma bardzo niedobre konsekwencje. Niewyobra alna g upota tego obrazu jest bowiem wiadomie obliczona na to, by odwróci uwag od faktu, i to, w co wierzy mój hipotetyczny krytyk, jest w istocie równie g upie. Doskonale wiem ² móg bym mu odpowiedzie ² e nie wierzysz w brodatego staruszka zasiadaj cego na ob oczku, zostawmy go wi c w spokoju. Celem mojego ataku nie jest aden konkretny Bóg czy bogowie. Atakuj Boga, wszystkich bogów, wszystko i cokolwiek nadnaturalnego, gdziekolwiek i kiedykolwiek zosta o (lub jeszcze zostanie) wynalezione.

MONOTEIZM

Wielkim ² i nienazwanym ² z em, jakie tkwi w centrum naszej kultury, jest monoteizm. Z wywodz cego si z barbarzy skiej Epoki Br zu tekstu znanego jako Stary Testament wy oni y si antyludzkie religie: judaizm, chrze cija stwo i islam. To religie boga mieszkaj cego w niebie. To religie w dos ownym sensie patriarchalne ² Bóg jako Wszechmocny Ojciec. Za spraw tego Boga i jego ziemskich m skich delegatów od dwóch tysi cy lat kobiety w tych krajach musz znosi ycie w pogardzie. Gore Vidal Najstarsz z trzech religii Abrahama (i przy okazji bezdyskusyjnym przodkiem dwóch pozosta ych) jest judaizm, który pierwotnie by lokalnym plemiennym kultem wyj tkowo antypatycznego bóstwa cierpi cego na chorobliw wr cz obsesj na tle restrykcji seksualnych. Ten otoczony smrodem palonego mi sa zwierz t ofiarnych Bóg by prze wiadczony o w asnej wy szo ci nad rywalizuj cymi z nim innymi bogami, podobnie jak o wyj tkowo ci wybranego przez siebie plemienia pustynnych nomadów. Pó niej, w czasie, gdy Palestyna znajdowa a si pod rzymsk okupacj , Pawe z Tarsu utworzy sekt chrze cijan ² ju nie tak bezlito nie monoteistyczn i bardziej otwart na ydów z ca ego wiata. Jeszcze kilka stuleci pó niej Mahomet i jego zwolennicy powrócili do bezkompromisowego monoteizmu w a ciwego dla pierwotnego judaizmu, odrzucili jednak jego ekskluzywno . Islam oparty zosta na zupe nie nowej wi tej ksi dze znanej jako Koran (Al Qur'an), która szerzeniu wiary doda a pot n ideologi militarnego podboju. Zreszt równie chrze cija stwo rozprzestrzeniane by o za pomoc miecza, dzier onego najpierw przez rzymskie d onie (od czasu, gdy cesarz Konstantyn z ekscentrycznego kultu uczyni je oficjaln religi pa stwow ), potem przez krzy owców, a wreszcie konkwistadorów oraz innych europejskich naje d ców i kolonizatorów z misjonarskim zaci ciem. Dla moich celów (przynajmniej dla wi kszo ci z nich) ró nice mi dzy tymi trzema Äreligiami Abrahama" nie s jednak istotne. G ównie odnosi si b d do chrze cija stwa (chyba e zaznacz , i jest inaczej), a to z tego prostego powodu, i religia ta jest mi najlepiej znana. W ka dym razie ² pozwol sobie raz jeszcze powtórzy ² dla mojej argumentacji podobie stwa s znacznie wa niejsze od ró nic. Nie b d za to zajmowa si innymi wyznaniami, takimi jak buddyzm czy konfucjanizm, przede wszystkim z tego powodu, e s to raczej systemy etyczne, bardziej systemy filozoficzne ni religie. Najprostsze sformu owanie Hipotezy Boga, od którego tu zaczn , powinno opiera si zatem bezpo rednio na koncepcji Boga Abrahama. Bóg ten jest nie tylko twórc Wszech wiata; jest Bogiem osobowym, który mieszka w stworzonym przez siebie wiecie (albo gdzie poza nim, cokolwiek by to mia o oznacza ) i posiada wiele czysto ludzkich, niezbyt mi ych zreszt cech (wspomina em o nich wy ej). Osobiste przymioty, zarówno wady, jak i zalety, w adnym stopniu nie by y atrybutami deistycznego boga Woltera czy boga Thomasa Paine'a 3221. W porównaniu z psychopatycznym zbrodniarzem ze Starego Testamentu deistyczny Bóg my licieli O wiecenia rzeczywi cie jawi si jako istota niesko czenie wy sza ² godna swej kosmicznej kreacji, wynio le nieciekawa ludzkich spraw, odnosz ca si z najwy sz oboj tno ci do naszych my li i pragnie , za nic sobie maj ca nasze drobne grzeszki czy wymamrotane pokajania. Bóg deistów to fizyk, który ko czy wszelk fizyk , alfa i omega matematyków, apoteoza konstruktorów. To nadin ynier, który ustanowi prawa i sta e fizyczne, nastroi je z niebywa precyzj i niewyobra aln wiadomo ci przysz ych zdarze , zainicjowa eksplozj , któr dzi nazywamy Wielkim Wybuchem, po czym przeszed na emerytur i od tego czasu nie da o sobie znaku. W czasach mocnej wiary deistów pi tnowano równie silnie, jak ateistów. Susan Jacoby w ksi ce Freethinkers: A History of American Secularism zawar a (niepe n ) list epitetów, jakimi obrzucono nieszcz snego Thomasa Paine'a: judasz, gad, wieprz, w ciek y pies, gnida, potwór, bydl , k amca i, oczywi cie, zdrajca. Paine umiera , porzucony przez wszystkich dawnych
21 Thomas Paine (1737-1809), angielski pisarz i my liciel okresu O wiecenia. Uczestnik rewolucji ameryka skiej, jeden z Ojców Za o ycieli USA, pó niej cz onek francuskiego rewolucyjnego Zgromadzenia Narodowego (uwi ziony przez jakobinów, zdo a jednak uj z yciem i ostatecznie zmar w Nowym Jorku). Uznawany za jednego z prekursorów liberalizmu. W traktacie Wiek rozumu, opublikowanym w roku 1796, Paine otwarcie przyzna si do deizmu (przyp. t um.).

politycznych przyjació , których zszokowa y jego antychrze cija skie pogl dy (chwalebnym wyj tkiem by jedynie Thomas Jefferson). Dzi sytuacja zmieni a si diametralnie i deistów cz ciej wrzuca si do wspólnego worka z teistami, razem przeciwstawiaj c ich ateistom. W ko cu przecie podzielaj oni wiar w istnienie ponadnaturalnej istoty, która stworzy a Wszech wiat. SEKULARYZM, OJCOWIE ZA O YCIELE I RELIGIA AMERYKI Powszechnie przyjmuje si , e Ojcowie Za o yciele ameryka skiej republiki byli deistami. Bez w tpienia wielu spo ród nich ² tak. Istniej jednak powa ne przes anki, by twierdzi , e najwi ksi spo ród nich mogli by ateistami. Ja przynajmniej, na podstawie lektury tego, co pisali o religii w tamtych czasach, nie mam najmniejszych w tpliwo ci, e dzi byliby ateistami, przynajmniej wi kszo z nich. Jakiekolwiek jednak by y ich prawdziwe pogl dy na religi , jedno ich czy o ² byli zwolennikami wiecko ci, sekularystami, jak nazywaj t postaw Amerykanie. Od tej w a nie kwestii zamierzam rozpocz ten podrozdzia , a ² co zapewne zdziwi moich czytelników ² na wst pie zacytuj fragment wyst pienia senatora Barry'ego Goldwatera z roku 1981. Warto bowiem zwróci uwag , jak ten heros ameryka skiego konserwatyzmu (i kandydat na prezydenta) broni wieckiej tradycji narodzin ameryka skiej republiki: adne ludzkie pogl dy nie s tak trwa e, jak pogl dy religijne. Najpot niejszy sojusznik, jakiego wezwa mo na w debacie, to Jezus Chrystus, Bóg czy Allah, czy te jak tam kto chce nazywa Istot Najwy sz . Lecz jak ka da pot na bro , tak i imi Bo e winno by u ywane ostro nie i oszcz dnie. Tymczasem religijne fakcje tak bujnie rozwijaj ce si ostatnio w naszym kraju u ywaj wiary jak obucha, bez krztyny rozs dku. Ci ludzie usi uj zmusi przywódców pa stwa, by w stu procentach podporz dkowali si ich daniom. Je li kto nie zgadza si z któr z tych religijnych grup w jakiej szczegó owej kwestii moralnej, oni protestuj , gro zablokowaniem dotacji na fundusz wyborczy albo odmow g osu w wyborach (albo obiema rzeczami naraz). Powiem otwarcie ² czuj si chory i zm czony, patrz c na tych politycznych kaznodziejów, którzy, jak Ameryka d uga i szeroka, próbuj mi wpiera , e jako obywatel tego kraju, je li chc by uznany za osob moraln , musz wierzy , e A, B, C i D. Za kogó to si maj ?! I kto da im prawo do dyktowania mi os dów moralnych! Jeszcze wi ksz w ciek o wzbudzaj ci ludzie we mnie jako cz onku w adz ustawodawczych Stanów Zjednoczonych, który nieustannie musi znosi gro by licznych religijnych grupek, z których ka da zachowuje si tak, jakby sam Bóg osobi cie upowa ni j do kontrolowania ka dego mojego g osu i wyst pienia w Senacie. Ostrzegam zatem dzisiaj tych ludzi²b d walczy z nimi bez najmniejszej lito ci, je li nadal b d próbowali w imi konserwatyzmu narzuca swoje pogl dy wszystkim Amerykanom19. Ideolodzy wspó czesnej ameryka skiej prawicy bardzo interesuj si przekonaniami religijnymi Ojców Za o ycieli, chc c narzuci nam w asn wersj historii. W przeciwie stwie jednak do tego, co panowie ci g osz , twierdzenie, e Stany Zjednoczone nie s krajem Ächrze cija skiego narodu", podkre lone zosta o mocno i dobitnie ju w porozumieniu pokojowym z Trypolisem, przygotowanym w roku 1796 za prezydentury Jerzego Waszyngtona, a podpisanym rok pó niej przez Johna Adamsa: Jako e rz d Stanów Zjednoczonych Ameryki pod adnym wzgl dem nie opiera swych zasad funkcjonowania na religii chrze cija skiej, nie ma w sobie adnej wrogo ci wobec praw, religii i spokojno ci wyznawców religii Mahometa. Deklarujemy w tym miejscu, e Stany nie w cz si w adn wojn ani aden akt wrogo ci przeciw jakiemukolwiek narodowi muzu ma skiemu, a strony niniejszego traktatu zgodnie o wiadczaj , e harmonii panuj cej mi dzy naszymi krajami nigdy nie zak óci jakikolwiek spór wynikaj cy z odmienno ci przekona religijnych. Pierwsze zdanie tego traktatu wzbudzi oby zapewne wielkie oburzenie dzisiejszej waszyngto skiej wi kszo ci. Tymczasem ² co wykaza Ed Buckner ² w momencie jego podpisywania nie protestowali ani politycy, ani opinia publiczna20, traktat za ratyfikowano bez jednego g osu sprzeciwu. To swoisty paradoks, e Stany Zjednoczone, za o one jako wieckie pa stwo, dzi s najbardziej religijnym krajem w ca ym chrze cija skim wiecie, podczas gdy Anglia, z oficjalnym Ko cio em, którego przywódc jest panuj cy monarcha, znalaz a si na przeciwnym biegunie.

Bardzo cz sto jestem pytany, dlaczego tak si sta o, i nie potrafi poda odpowiedzi. Gdybym mia formu owa jakie hipotezy, to by mo e przyczyna tkwi w tym, e Anglicy w pewnym momencie poczuli si zm czeni religi , a to wskutek przera aj cej historii wojen religijnych, w których na zmian to protestanci, to katolicy brali gór i natychmiast zabierali si za wyrzynanie przeciwników. Co za do Ameryki, pami ta trzeba, e jest to naród imigrantów. Jeden z kolegów zwróci mi uwag , e emigracja oznacza a oderwanie od komfortu i stabilno ci, jak wcze niej imigrantom z Europy zapewnia a na przyk ad wielopokoleniowa, rozszerzona rodzina. By mo e dla ludzi, którzy raptem znale li si niemal sami na zupe nie obcej sobie ziemi Ko ció sta si substytutem utraconych krewnych. To ciekawa hipoteza i warta g bszych bada . Nie ulega zreszt w tpliwo ci, e nawet dzi wielu Amerykanów ze swego lokalnego ko cio a czyni wa ny element w asnej to samo ci i e da oby si w tym doszuka pewnej analogii do roli rozszerzonej rodziny. Mo na si te spotka z pogl dem, e religijno Amerykanów wyrasta bezpo rednio z wiecko ci ameryka skiej Konstytucji. Formalnie USA s pa stwem wieckim i z tego w a nie powodu religia sta a si przedmiotem wolnej gry rynkowej. Rywalizuj ce Ko cio y konkuruj o wiernych ² nie wspominaj c ju o sutych datkach, jakie ci pozostawiaj ² a ta konkurencja anga uje te same agresywne techniki sprzeda y, jakie s stosowane na normalnym rynku. Co si sprawdza przy p atkach mydlanych, dzia a te przy Bogu, a w efekcie w ród s abiej wykszta conych warstw ameryka skiego spo ecze stwa wytwarza si co na pograniczu manii religijnej. Z kolei w Anglii religia pod egid oficjalnego Ko cio a sta a si swego rodzaju mi spo eczn rozrywk . T angielsk tradycj trafnie niedawno opisa Giles Fraser, anglika ski wikary, a przy tym opiekun naukowy studentów filozofii z Oksfordu. Opublikowany w ÄGuardianie" artyku Frasera nosi podtytu : Ustanowienie Ko cio a anglika skiego wyprowadzi o Boga z religii, ale bardziej zaanga owane podej c ie do wiary niesie z sob powa ne ryzyko. Dalej Fraser pisa : By czas, kiedy wiejski wikary by niemal symbolem Anglii. Ten nieustannie popijaj cy herbat agodny ekscentryk z wypolerowanymi butami i nienagannymi manierami reprezentowa ten typ religijno ci, która ludzi niereligijnych nie wprowadza a w niepotrzebne zak opotanie. To nie by kto , kto wyci nie z ciebie egzystencjalne poty, albo zacznie dociska do ciany niedyskretnymi pytaniami o szanse twojego zbawienia. A jeszcze bardziej nie by to kto , kto zacznie wzywa z ambony do krucjat, albo ka e podk ada bomby w imi jakiej wy szej istoty21. (przypominaj si strofy Betjeemana, które cytowa em w Rozdziale 1.). Ni ej Fraser dodaje, e Äów sympatyczny wikary w istocie wr cz uodporni Anglików na chrz cija stwo", ale w ko cowych akapitach swego tekstu skar y si , i mo na we wspó czesnym Ko ciele anglika skim zaobserwowa silne tendencje, by wiar zacz traktowa powa nie. Ostatnie zdanie artyku u Frasera brzmi jak ostrze enie: ÄNale y si troszczy , by d inn angielskiego fanatyzmu religijnego nie wyrwa si z butelki, w której, u piony, drzemie od stuleci". D inn religijnego fanatyzmu szaleje ju we wspó czesnej Ameryce, a Ojcowie Za o yciele byliby tym doprawdy przera eni. Niezale nie od tego, czy to oni, jako autorzy laickiej konstytucji, ponosz win za ten paradoksalny stan rzeczy, nie ulega w tpliwo ci, e byli to ludzie o wieckim wiatopogl dzie, którzy wierzyli, e da si oddzieli religi od polityki; ludzie, którzy w dzisiejszych sporach twardo stan liby po stronie tych, którzy sprzeciwiaj si na przyk ad ostentacyjnemu wywieszaniu Dziesi ciu Przykaza na frontonach publicznych budynków. Bardzo kusi zreszt , by podr y ten temat nieco g biej i spyta , czy niektórzy spo ród tego szacownego grona nie poszli o krok dalej ni deizm. Czy byli w ród nich agnostycy, a mo e atei ci? Cytowana ni ej wypowied Jeffersona brzmi dok adnie jak deklaracja dzisiejszego ateisty: Mówienie o niematerialnej egzystencji jest mówieniem o niczym . Je eli kto twierdzi, e ludzka dusza, anio y czy Bóg s niematerialne, to tak, jakby mówi , e s niczym, czyli e nie ma Boga, nie ma duszy, ani nie ma anio ów. Nie potrafi rozumowa inaczej [... ] je li nie chc wpa w niezg bion otch a snów i fantazmatów. Wystarczaj co ciesz mnie ² i wystarczaj co zajmuj ² byty realnie egzystuj ce, bym mia jeszcze zam cza si i zamartwia czym , co by mo e nawet istnieje, ale na czego istnienie adnych dowodów nie mam.

Christopher Hitchens, autor biografii Thomas Jefferson: Author of America [Thomas Jefferson ² twórca Ameryki], twierdzi, e to bardzo prawdopodobne, e Jefferson istotnie by ateist i to mimo, i w jego epoce by o to o wiele trudniejsze: Je li mowa o tym, czy by on, czy nie by ateist , musimy zawiesi s d, cho by ze wzgl du na roztropno i umiarkowanie, które by zmuszony okazywa z racji swego politycznego zaanga owania. Zarazem jednak w li cie do swojego siostrze ca Petera Carra napisa w roku 1787, e cz owiek nie mo e ba si zadawa takich pyta z powodu odpowiedzi, jakie mo e znale : ÄJe li dojdziesz ostatecznie do tego, e nie ma Boga, zach t do cnoty i odwagi niech b dzie dla ciebie rado i przyjemno , jak dawa o ci samo my lenie, i mi o innych, któr ci ono zapewni". Ja w innym li cie Jeffersona do Carra znalaz emjeszcze jedn porad : Odrzu wszelkie l ki niewolniczych i s u alczych przes dów, które s absze umys y utrzymuj na kl czkach. Osad rozum mocno na jego siedzisku i pod jego os d oddawaj ka dy fakt, ka d opini . mia o kwestionuj nawet istnienie Boga, albowiem, je li jakikolwiek Bóg istnieje, bardziej ceni sobie musi ho d rozumu ni lepego l ku. Powszechnie znane uwagi Jeffersona, jak cho by t , e Ächrze cija stwo jest najbardziej zdeprawowanym systemem, w jakim kiedykolwiek przysz o y cz owiekowi", mo na potraktowa jako pogl d deisty, ale równie ateisty. Antyklerykalizm Jamesa Madisona by równie g boki: ÄOd niemal pi tnastu stuleci mo emy obserwowa chrze cija stwo w roli oficjalnej religii. I jakie s jego owoce? Wsz dzie z grubsza i z niewielk jeno przesad to tylko arogancja i indolencja kleru, ignorancja i s u alczo laikatu, u jednych i drugich za zabobony, bigoteria i sk onno do prze ladowa ". Podobnie wypowiada si Beniamin Franklin: ÄLatarnie morskie s znacznie po yteczniejsze od ko cio ów", czy John Adams: ÄBy by to najwspanialszy ze wszystkich mo liwych wiatów, gdyby nie by o na nim religii". Adams, jak wiele wskazuje, by deist o silnie antyklerykalnym nastawieniu: ÄTak jak rozumiem wiar chrze cija sk , opiera si ona ² i zawsze opiera a ² na objawieniu. Jak to si wi c sta o, e miliony ba ni, mitów i legend zmieszano tak z ydowskim, jak z chrze cija skim objawieniem, czyni c z nich najbardziej krwawe religie, jakie kiedykolwiek istnia y?". A to fragment listu Adamsa do Jeffersona: ÄDreszcz grozy dos ownie mnie przejmuje, ilekro nawi za musz do tego najfatalniejszego z przyk adów potwornego nadu ycia a oby, jaki dzieje ludzko ci przechowa y: do Krzy a. Rozwa , jakie nieszcz cia ten symbol a oby sprowadzi ". Niezale nie od tego, czy Thomas Jefferson i jego wspó pracownicy byli teistami, deistami, agnostykami czy ateistami, nie ulega w tpliwo ci, e jednoznacznie opowiadali si za ide wieckiego pa stwa i uwa ali, e przekonania religijne prezydenta ² lub ich brak ² to tylko jego prywatna sprawa. I zapewne ka dy z Ojców Za o ycieli, niezale nie od swych osobistych pogl dów na religi , by by przera ony, czytaj c odpowied , jakiej George Bush senior udzieli na pytanie dziennikarza Roberta Shermana o to, czy jego zdaniem Amerykanie -atei ci s w tym samym stopniu obywatelami i patriotami tego kraju, jak wszyscy pozostali. ÄNie ² odpowiedzie mia Bush ² nie uwa am, by atei ci powinni by traktowani jako obywatele, nie mo na te uwa a ich za patriotów. Jest tylko jeden naród oddany Bogu."22 Przyjmijmy, e relacja Shermana jest prawdziwa (niestety ² dziennikarz nie w czy magnetofonu, a adna inna gazeta nie przedrukowa a tej wypowiedzi) i zast pmy s owo «ateista» okre leniem « yd», «muzu manin» albo «czarny». To unaocznia skal uprzedze i dyskryminacj , na jakie nara eni s obecnie atei ci w Ameryce. Opublikowane w ÄNew York Times"Confessions of a lonely atheist Natalie Angier to smutna i poruszaj ca opowie o tym, jak wyizolowany czuje si ateista w dzisiejszych Stanach23. Jednak ta izolacja jest z udzeniem wytrwale podtrzymywanym przez uprzedzenia. Jak pisa em ju we wst pie, pod wzgl dem liczebno ci ameryka scy atei ci przewy szaj religijnych ydów, a wszak ydowskie lobby uznaje si za najbardziej wp ywowe w Ameryce. Pomy lmy, jak wiele mogliby osi gn atei ci, gdyby wyst powali wspólnie! 3322. David Mills w swej godnej podziwu ksi ceAtheist Universeopisuje historyjk , któr ka dy z nas, napotkawszy w jakiejkolwiek powie ci, odrzuci by natychmiast jako karykaturalny i nierealistyczny opis policyjnej bigoterii. Jeden z chrze cija skich Äuzdrowicieli" prowadzi
22 Tom Flynn, wydawca ÄFree In uiry" wyrazi to prosto i dobitnie(Secularism's breakthrough moment,ÄFree In uiry" 26: 3, 2006, 1617): ÄJe eli atei ci s dzi izolowani i uciskani, to tylko siebie mo emy o to wini . Liczebnie jeste my do silni. Zacznijmy to wreszcie wykorzystywa ".

ÄKrucjat Cudów", która rokrocznie zawadza a te o rodzinne miasto Millsa. Po ród wielu innych dobrych rad kaznodzieja ów zaleca te cukrzykom, by odstawili insulin , a chorym na raka, by zaprzestali chemioterapii²wszyscy natomiast mieli wspólnie modli si o cud. Kieruj c si zupe nie zrozumia ym zdrowym rozs dkiem, Mills postanowi zorganizowa pokojow demonstracj , aby ostrzec ludzi. Pope ni jednak b d ² zacz od tego, e poszed na policj , by uprzedzi o swoich planach i poprosi o ochron na wypadek, gdyby zwolennicy uzdrowiciela postanowili zaatakowa jego marsz. Pierwszy policjant, który go wys ucha , zareagowa krótko: ÄA wy chceta i za, czy przeciw?". Kiedy us ysza , e przeciw, o wiadczy , e sam zamierza i powita cudotwórc , i e je li zobaczy gdziekolwiek protestuj cego Millsa, osobi cie Änapluje mu w pysk". Mills zdecydowa si poszuka szcz cia u kolejnego funkcjonariusza. Ten poinformowa go askawie, e je li tylko jaki zwolennik uzdrowiciela zaatakuje jego marsz, to on sam osobi cie zaaresztuje... Millsa za Äusi owanie przeszkadzania w dziele Bo ym". Na takie dictum Mills wróci do domu i postanowi za atwia dalej spraw przez telefon, ywi c nadziej , e na wy szych szczeblach policyjnej hierarchii napotka nieco wi cej zrozumienia. Wreszcie uda o mu si po czy z jakim sier antem, od którego us ysza : ÄDo diab a z tob , kole . aden gliniarz nie b dzie chroni pieprzonego ateisty. Sam mam nadziej , e kto ci nie le skopie ty ek!". No có , kultura j zyka najwyra niej nie by a w cenie na tym posterunku, podobnie jak poczucie obowi zku i zwyk a ludzka uprzejmo . Mills pisze, e tego dnia rozmawia z siedmioma albo o mioma policjantami. aden z nich nie zamierza mu pomóc, a wi kszo posun a si do niezawoalowanych pogró ek. Takich anegdotycznych opowie ci o uprzedzeniach wobec ateistów mo na by przytacza na p czki. Nie jeste my jednak tylko na nie skazani. Pani Margaret Downey, za o ycielka Anti Discrimination Support Network (ADSN, Sie Wsparcia przeciw Dyskryminacji) z pomoc Freethought Society of Greater Philadelphia systematycznie gromadzi dane dotycz ce wszelkich tego typu zaj 24. Jej szczegó owa baza danych (podzielona zgodnie z miejscem odnotowanego zaj cia na dzia y: wspólnoty, szko y, rodowisko pracy, media, rodzina, administracja) zawiera przypadki n kania, wyrzucenia z pracy, odrzucenia przez rodzin , a nawet morderstwa25. Analiza zgromadzonej przez Downey dokumentacji przypadków niezrozumienia ateistów ² czy wr cz nienawi ci wobec ludzi o takich pogl dach ² sk ania do stwierdzenia, e rzeczywi cie jest praktycznie niemo liwe, aby dzi w Stanach jakikolwiek uczciwy i szczery ateista móg wygra w demokratycznych wyborach. Izba Reprezentantów liczy sobie 435 cz onków, Senat USA 100. Wzi wszy pod uwag , i wi kszo z tych cznie 535 osób to ludzie wykszta ceni, jest ² przynajmniej statystycznie rzecz bior c²nieprawdopodobne, by cz (i to znaczna) spo ród nich nie by a ateistami. To oznacza, e k amali lub ukrywali swoje przekonania, by zdoby mandat. Z drugiej strony jednak, czy mo na ich wini , je li uwzgl dni si , jaki elektorat musz do siebie przekona . Nikt te nie przeczy, e przyznanie si do ateizmu by oby politycznym samobójstwem dla ka dego kandydata na fotel prezydenta USA Dzisiejszy klimat polityczny w Ameryce (i jego konsekwencje) przerazi by, jak ju pisa em, Jeffersona, Waszyngtona, Madisona, Adamsa i wszystkich ich przyjació . Ci ludzie, niezale nie od tego, czy byli agnostykami, deistami czy chrze cijanami, zapewne ze wstr tem odwróciliby si od teokracji, która opanowa a Waszyngton na pocz tku XXI wieku. Z podziwem za to przygl daliby si wieckim ideom podzielanym przez ojców za o ycieli postkolonialnych Indii, g boko religijnego Gandhiego (ÄJestem hinduist , jestem muzu maninem, jestem ydem, jestem chrze cijaninem, jestem buddyst ") i ateist Nehru: Widowisko zwane religi , lub przynajmniej zinstytucjonalizowan religi , i w Indiach i wsz dzie indziej nape nia mnie groz . Wielokrotnie ju je pot pia em i pragn bym wymie je doszcz tnie. To religia w a nie le y u pod o a lepoty przekona i wstecznictwa, dogmatyzmu i bigoterii, zabobonów, wyzysku i dba o ci wy cznie o w asne interesy. Nehru jest autorem deklaracji wieckich Indii, opartej na marzeniu Gandhiego (gdyby t wizj uda o si zrealizowa , zamiast doprowadza do podzia u kraju po ród krwawych mi dzyreligijnych rzezi!), która na pewno mog aby wyj równie spod pióra Jeffersona: Mówimy o wieckich Indiach [...]. Dla niektórych ludzi pa stwo wieckie to pa stwo przeciwstawiaj ce si religii. To oczywista nieprawda. To oznacza jedynie

Pa stwo traktuj ce wszystkie wyznania z jednakowym szacunkiem i tworz ce im jednakowe mo liwo ci. Indie maj za sob d ug tradycj religijnej tolerancji [...]. W takim kraju jak Indie, gdzie jest wiele wyzna i religii, autentyczna to samo narodowa mo e by budowana jedynie na bazie warto ci wieckich26. Bóg deistów, cz sto kojarzony z Ojcami Za o ycielami, stanowi niew tpliwie znaczny post p w porównaniu ze starotestamentowym potworem. Pech polega na tym, e istnienie takiej istoty teraz czy kiedykolwiek, jest raczej ma o prawdopodobne. Hipoteza Boga nie jest potrzebna 3423. Co wi cej, mocno podwa aj rachunek prawdopodobie stwa. Zajm si tym problemem szerzej w Rozdziale 4., najpierw jednak w Rozdziale 3. omówi tak zwane dowody (Äargumenty") na istnienie Boga. W mi dzyczasie za chcia bym wspomnie o agnostycyzmie, b dnym pogl dzie jakoby istnienie lub nieistnienie Boga by o kwesti nierozstrzygaln , na zawsze pozostaj c poza zasi giem naukowych docieka .
N DZA AGNOSTYCYZMU

Nasz szkolny kapelan, kr py Muskularny Chrze cijanin 35 24, ka c dla nas z ambony, cz sto wyra a co w rodzaju skrytego szacunku dla ateistów, których najwyra niej ceni za odwag , z jak otwarcie g osz swoje b dne pogl dy. Czego za nie móg znie , to agnostyków, tych n dznych ch ystków, a osnych, gapowatych mi czaków i oferm bez kr gos upa, co sami nie wiedz nawet, czy wchodz na schody, czy w a nie z nich schodz . Otó mia on po cz ci racj , aczkolwiek ufundowan na zupe nie fa szywych przes ankach. Jak pisze Quentin de la Bedoyere, w tym samym duchu wyra a si te znany historyk katolicyzmu Hugh Ross Williamson, który Äszanowa ludzi wierz cych, ale pewn estym darzy te zadeklarowanych ateistów. Pogard odczuwa jedynie wobec tych niewydarzonych miernot, zer kompletnych, ludzi, którzy bezradnie miotali si gdzie po rodku"27. Nie ma nic z ego w byciu agnostykiem w sytuacji, gdy brak dowodów wiadcz cych za jednym b d drugim stanowiskiem. To wr cz racjonalne zachowanie. Carl Sagan, spytany, czy gdzie indziej we Wszech wiecie wyst puje ycie, z dum o wiadczy , i w tej kwestii pozostaje agnostykiem. Gdy konsekwentnie odmawia zadeklarowania si po której ze stron, jego rozmówca zacz wypytywa Jakie jest jego wewn trzne odczucie, co tak naprawd czuje w trzewiach". Odpowied godna jest unie miertelnienia² ÄStaram si nie my le trzewiami. W zasadzie lepiej powstrzyma os d, póki nie mamy dowodów"28. Pytanie o mo liwo istnienia ycia pozaziemskiego pozostaje otwarte ² obie strony w tym sporze dysponuj do dobrymi argumentami, a z braku ostatecznych dowodów mo emy jedynie szacowa prawdopodobie stwo. Agnostycyzm tego typu jest w a ciw postaw w przypadku wielu naukowych pyta , jak cho by, co spowodowa o wielkie wymieranie pod koniec permu, najwi ksze z wymiera znanych nam z zapisu kopalnego. Mog o to by uderzenie olbrzymiego meteorytu, takie jak to, które ² co, zgodnie z obecnym stanem wiedzy, jest najbardziej prawdopodobne ² spowodowa o wygini cie dinozaurów. Ale bardzo mo liwe, e epizod permski mia zupe nie inn przyczyn albo te przyczyn by o kilka. W przypadku obydwu tych wielkich wymiera swoisty agnostycyzm co do ich rzeczywistych przyczyn jest wi c racjonalny. Ale czy równie w kwestii istnienia Boga? Z odpowiedzi twierdz c na to pytanie spotka si mo na bardzo cz sto, a ci którzy jej udzielaj , czyni to z najg bszym przekonaniem i sprzeciwianie si im miewa nieprzyjemne konsekwencje. Czy jednak jest to odpowied poprawna? Pozwol sobie w tym miejscu wprowadzi rozró nienie dwóch typów agnostycyzmu. Mamy wi c CHAP (od Chwilowy Agnostycyzm ze wzgl dów Praktycznych), stanowisko absolutnie uzasadnione, gdy bez w tpienia jaka odpowied istnieje, tyle e nie dysponujemy jeszcze wystarczaj cym materia em dowodowym, by j sformu owa (b d nie rozumierny dowodów, albo te nie mieli my jeszcze czasu, by si z nimi zapozna ). CHAP to w a ciwa postawa w
23 ÄPanie, ta hipoteza by a mi zb dna" mia odpowiedzie Laplace, gdy Napoleon spyta go, dlaczego w ca ym swym dziele nie przywo a ani razu Boga.
35

24 Muskularne Chrze cija stwo ² wa ny i wp ywowy nurt intelektualny (a równie literacki i spo eczny) epoki wiktoria skiej. Przedstawiciele tego nurtu (który pó niej zacz by identyfikowany z chrze cija skim socjalizmem) k adli nacisk na aktywne, zaanga ow ane ycie (równie aktywno fizyczn ), w przeciwie stwie do religijnej kontemplacji (przyp. t um.).

odniesieniu do pytania o przyczyny wielkiego wymierania pod koniec permu. Na pewno istnieje jakie wyja nienie i mamy nadziej , e pewnego dnia je poznamy, na razie jednak po prostu nie wiemy, co 251 milionów lat temu zmiot o z powierzchni Ziemi 90% organizmów morskich i ponad 70% l dowych. Mo na te jednak zawiesi s d z zupe nie innych przyczyn, któr to postaw okre la b d dalej akronimem GAP (od Generalny Agnostycyzm ze wzgl dów Pryncypialnych ² zbie no z okre leniem Ägapy", u ywanym przez naszego szkolnego kapelana jest (nie)ca kiem przypadkowa). Agnostycyzm GAP jest absolutnie w a ciwy, gdy mamy do czynienia z pytaniami, na które po prostu nie ma odpowiedzi, niezale nie od tego, jak wiele dowodów zgromadzimy, jako e sama idea dowodliwo ci jest w tym przypadku nieadekwatna. Samo pytanie istnieje na innej p aszczy nie, w innym wymiarze, poza sfer , w której mo na poszukiwa dowodów. Filozofowie przywo uj cz sto tego typu problemy, cho by znana filozoficzna przypowiastka rozwijana wokó pytania, czy kto inny widzi kolor czerwony tak samo jak ja. Mo e twój czerwony jest dla mnie zieleni , a mo e jak zupe nie inn barw , której ja sobie nawet nie potrafi wyobrazi . Filozofowie przytaczaj to pytanie jako jedno z tych, na które nie da si odpowiedzie , niezale nie od tego, jak wieloma dowodami dysponujemy. Cz naukowców i intelektualistów jest przekonana ² zbyt pochopnie, moim zdaniem ² e pytanie o istnienie Boga nale y w a nie do tej kategorii na zawsze niedost pnych kwestii GAP Na tej podstawie, o czym wkrótce si przekonamy, zwolennicy tego pogl du formu uj opini , i hipoteza o istnieniu Boga jest równie prawdopodobna, jak podgl d przeciwny, czyli hipoteza o jego nieistnieniu. Ja z tym twierdzeniem kategorycznie si nie zgadzam ² wed ug mnie agnostycyzm w odniesieniu do Hipotezy Boga jest bezdyskusyjnie chwilowym agnostycyzmem, agnostycyzmem kategorii CHAP Czy Bóg istnieje, czy nie istnieje ² to pytanie czysto naukowe; by mo e kiedy poznamy na nie ostateczn odpowied , natomiast na razie mo emy z czystym sumieniem pos ugiwa si kategori prawdopodobie stwa. Historia idei zna wiele przyk adów pyta , na które uda o si odpowiedzie , mimo e wcze niej uznano je za pozostaj ce na zawsze poza domen nauki. S ynny francuski filozof August Comte napisa w roku 1835: ÄNigdy, za pomoc adnej metody, nie b dziemy w stanie bada sk adu chemicznego ani struktury mineralnej gwiazd"; nim jeszcze s owa te zosta y opublikowane, Fraunhofer rozpocz badania sk adu chemicznego S o ca przy u yciu spektroskopu. Dzi badacze co dzie obalaj Comte'owski agnostycyzm, przeprowadzaj c bardzo 29 precyzyjne analizy sk adu nawet najbardziej odleg ych gwiazd . Zostawmy jednak na boku astronomiczny agnostycyzm Comte'a. Przytoczy em t anegdotk tylko dla przypomnienia, e warto zachowa wyj tkow ostro no orzekaj c, i w jakiejkolwiek kwestii jeste my skazani na wieczn niewiedz . Tymczasem je li chodzi o Boga, wielu uczonych i filozofów ch tnie taki pogl d akceptuje, pocz wszy zreszt od wynalazcy s owa «agnostycyzm», T.H. Huxleya30. Huxley obja ni wprowadzony przez siebie neologizm, odpowiadaj c na personalny atak, który zreszt sam wcze niej sprowokowa . Prze o ony londy skiego King's College, wielebny dr Wace, z g bok wzgard wyrazi si o Ätchórzliwym agnostycyzmie" Huxleya: By mo e on woli nazywa si agnostykiem, ale prawdziwe jego imi jest zupe nie inne ² to Äniewierny", mogliby myte powiedzie Äniewierz cy". Okre lenie Äniewierny", nie przecz , ma negatywn konotacj . Ale mo e to i dobrze. Nie jest i nie powinno by rzecz mi dla cz owieka, powiedzie wprost, e nie wierzy on w Jezusa Chrystusa. Huxley nie by kim , kto takie rzeczy puszcza p azem, a jego odpowied z roku 1889 by a tak zgry liwa, jak mo na si by o spodziewa (cho oczywi cie w najmniejszym stopniu nieur gaj ca zasadom dobrego wychowania; jako Äbuldog Darwina" Huxley k sa g ównie pe n uprzejmo ci wiktoria sk ironi ). W ka dym razie, rozprawiwszy si ju z dr. Wace'em (i pogrzebawszy szcz tki), Huxley powróci do terminu «agnostyk» i wyja ni , jak na nie wpad . Inni, jak stwierdzi : maj absolutn pewno , i osi gn li swoist «gnoz » ² mniej lub bardziej skutecznie rozwi zali problem egzystencji. Ja jestem pewien, i problemu tego nie rozwi za em, mam te bardzo mocne przekonanie, i jest on po prostu nierozstrzygalny. Maj c Kanta i Hume'a u boku, uzna em, i stanowisko takie trudno uzna za jak wyj tkow arogancj z mojej strony [...] My la em wi c dalej i

wynalaz em termin, który wydaje mi si by w a ciwym okre leniem takiej postawy: Äagnostyk". Dalej w tym samym wyst pieniu Huxley wyja ni , e nie istnieje agnostyczne kredo, nawet negatywne: Agnostycyzm nie jest wyznaniem wiary. To metoda, której podstaw jest rygorystyczne stosowanie jednej zasady [...]. Zasad t w kategoriach pozytywnych sformu owa mo na nast puj co: w kwestiach intelektu posuwaj si tak daleko, jak daleko twój rozum ci prowadzi, bez wzgl du na jakiekolwiek obiekcje innej natury. W kategoriach negatywnych za zasada moja oznacza, by w kwestiach intelektu nigdy nie twierdzi , e wnioski s pewne, póki dowody nie zosta y zademonstrowane lub póki nie mog by zademonstrowane. To w a nie nazywam agnostyczn wiar ² wiar , która ka demu cz owiekowi niepozbawionemu czci pozwoli zawsze spojrze wszech wiatowi prosto w twarz, niezale nie od tego, co skrywa przed nim przysz o . W uszach naukowca deklaracja taka brzmi bardzo godnie i nie jest atwo z T.H. Huxleyem polemizowa . Niemniej jednak Huxley, koncentruj c si na niemo liwo ci udowodnienia z absolutn pewno ci istnienia b d nieistnienia Boga, zignorowa zupe nie sfer po redni ²prawdopodobie stwo. To, i nie potrafimy dowie , e co istnieje lub nie istnieje, nie oznacza automatycznie, e obie te mo liwo ci s równowa ne. My l , e Huxley te zgodzi by si z takim rozumowaniem, i podejrzewam, i zaakceptowawszy je, na nowo rozwa y by swoje pogl dy. Od czasu do czasu wszyscy tak post pujemy. Otó przeciwnie do Huxleya ja twierdz , e istnienie Boga jest hipotez naukow tak sam jak ka da inna. Nawet je li trudno j zweryfikowa , to przynale y ona do tej samej kategorii CHAE, Ächwilowego agnostycyzmu", co problem wielkich wymiera w permie i kredzie. Istnienie (lub nieistnienie) Boga to naukowy fakt wi cy si z kszta tem Wszech wiata, to fakt o statusie empirycznym, rozstrzygalnym w praktyce albo przynajmniej w kategoriach pryncypialnych. Gdyby Bóg istnia i postanowi ukry to przed nami, by by to argument ostateczny, bezdyskusyjnie i jednoznacznie przemawiaj cy na jego rzecz. Ale nawet je li jego egzystencji nigdy nie b dziemy w stanie jednoznacznie potwierdzi (ani jej zaprzeczy ), dost pne dowody i logiczne rozumowanie pozwalaj oszacowa prawdziwo tej hipotezy z prawdopodobie stwem znacznie przekraczaj cym 50%. Uporz dkujmy zatem przekonania o istnieniu Boga wzd u continuum, którego ko ce wyznaczaj dwa skrajnie przeciwstawne pogl dy. Oczywi cie, jak przy ka dym continuum, mamy w tu do czynienia z pe n stopniowalno ci przekona , niemniej jednak mo emy je przedstawi za pomoc siedmiu Äpunktów krytycznych" : 1. Silny teizm. Stuprocentowa pewno istnienia Boga. Odwo uj c si do s ów Carla Gustawa Junga: ÄJa nie wierz . Ja wiem". 2. Bardzo wysokie prawdopodobie stwo, ale nie absolutna pewno . De facto teista. ÄNie jestem bezgranicznie przekonany, ale g boko wierz w Boga, a moje ycie opiera si na przekonaniu, e On tu jest".
3. Nieco powy ej pi

dziesi ciu procent. W zasadzie agnostyk, acz sk aniaj cy si ku teizmowi. ÄNie mam pewno ci, ale raczej wierz ".

4. Dok adnie 50%. Pe na indyferentno . ÄIstnienie i nieistnienie Boga to równorz dne

mo liwo ci".
5. Nieco poni ej pi

dziesi ciu procent. W zasadzie agnostyk, ale sk aniaj cy si ku ateizmowi. ÄNie mam pewno ci, ale raczej jestem sceptyczny".

6. Bardzo niskie prawdopodobie stwo (ale jednak nie pewno ). De facto ateista. ÄNie

mam pewno ci, ale istnienie Boga uwa am za ma o prawdopodobne i na tym za o eniu opiera si moje ycie".

jest".

7. Silny ateizm. ÄWiem, e nie ma Boga, z tak sam pewno ci , z jak Jung «wie», e on

By bym zaskoczony, gdyby wielu ludzi zaliczy o si do kategorii 7., w czy em tu j jednak dla symetrii z kategori 1., która jest ca kiem licznie zasiedlona, gdy natura wiary po prostu jest taka, e ludzie potrafi bezgranicznie akceptowa jakie przekonanie, nie maj c ku temu adnych racjonalnych przes anek (Jung na przyk ad wierzy równie , e niektóre ksi ki z jego ksi gozbioru mog spontanicznie eksplodowa z g o nym hukiem). Atei ci natomiast nie ywi Äwiary", cho by z tego powodu, e nie sposób wy cznie rozumowo zdoby pewno , e co definitywnie nie istnieje. Dlatego w a nie kategoria 7. jest raczej pusta w przeciwie stwie do 1., która ma wielu zagorza ych zwolenników. Osobi cie zaliczy bym si do kategorii 6. (cho blisko mi do 7.) ² w kwestii Boga jestem agnostykiem w takim samym stopniu, w jakim pozostaj agnostykiem w odniesieniu do istnienia wró ek. CHAP (Chwilowy Agnostycyzm ze wzgl dów Praktycznych, przypominam) to dobre narz dzie do analizy zaprezentowanego powy ej spektrum postaw. Na pierwszy rzut oka mo e si wydawa kusz ce, by rodek continuum, pogl d, i istnienie Boga jest równie prawdopodobne, jak jego nieistnienie, przyporz dkowa ju do kategorii GAP (Generalny Agnostycyzm ze wzgl dów Pryncypialnych); to jednak by by b d. Agnostyk GAP twierdzi, e po prostu na pytanie o istnienie Boga nie mo emy odpowiedzie ani tak, ani nie. Pytanie takie dla agnostyka GAP jest z pryncypialnych wzgl dów pytaniem, na które nie ma odpowiedzi. Co wi cej ² agnostyk GAP zdecydowanie odmawia analizy tego zagadnienia w kategoriach prawdopodobie stwa. Tymczasem to, e nie jestem w stanie ustali , i twój czerwony to dla mnie zielony, wcale nie oznacza, e z pi dziesi cioprocentowym prawdopodobie stwem mog stwierdzi , i tak jest. Oczywi cie to problem zbyt ma o znacz cy, by kruszy o niego probabilistyczne kopie. Niemniej to b d do powszechny ² i jeszcze nie raz si z nim zetkniemy ² gdy kto , uznawszy, e na pytanie o istnienie Boga nie da si odpowiedzie , wyci ga z tego wniosek, i jego istnienie lub nie to ewentualno ci równie prawdopodobne. B d ów mo na te rozpatrywa w kategoriach tego, na kim spoczywa ci ar dowodu. Uroczo wr cz uczyni to Bertrand Russell w swojej przypowie ci o niebia skim czajniczku31 : Wielu ludzi wierz cych mówi tak, jakby to na sceptykach spoczywa obowi zek udowodnienia nieprawdziwo ci g oszonych przez nich dogmatów, a nie na wierz cych ci ar dowodu. Oczywi cie, to pomy ka. Gdybym stwierdzi , e gdzie tam, pomi dzy Ziemi a Marsem, kr y wokó S o ca po eliptycznej orbicie porcelanowy czajniczek, nikt nie by by w stanie zakwestionowa prawdziwo ci tego twierdzenia (oczywi cie musia bym by wystarczaj co przewiduj cy, by doda , e czajniczek jest zbyt ma y, by da o si go dostrzec nawet za pomoc najpot niejszych teleskopów). Gdybym jednak obwie ci , e skoro moich pogl dów nie mo na zakwestionowa , to jest przejawem absurdalnych i nieracjonalnych uprzedze odrzucanie ich przez innych ludzi, uznano by ² sk din d s usznie ² e prawi nonsensy. Jednak e, je liby istnienie czajniczka potwierdza y staro ytne ksi gi, które jako u wi con prawd odczytywano by nam co niedziel , i których tre wk adano by w dzieci ce g ówki w ka dej szkole, odmowa wiary w istnienie czajniczka uznana zosta aby za przejaw podejrzanej ekscentryczno ci, osobnika we w tpi cego wys ano by za do psychiatry w czasach bardziej o wieconych, a oddano inkwizycji w epokach wcze niejszych. Oczywi cie mo na uzna , e szkoda czasu na takie bajdy, nikt bowiem nie zamierza czci czajniczków 25*, gdyby jednak kto bardzo naciska , nikt z nas nie zawaha by si raczej przed wyra eniem opinii, e orbituj ce czajniczki nie istniej . W zasadzie jednak wszyscy byliby my czajniczkowymi agnostykami: wszak nie mo emy dowie z absolutn pewno ci , e niebia ski czajniczek nie istnieje. W praktyce za od czajniczkowego agnostycyzmu ka dy z nas przeszed by do a- czajniczkizmu. Jeden z moich przyjació , wychowany w ydowskiej rodzinie i nadal przestrzegaj cy szabatu i innych ydowskich obyczajów z poczucia lojalno ci, jak sam mówi, wobec w asnego dziedzictwa, okre la si mianem Äz buszkowego agnostyka". Uwa a, e Bóg jest równie realny, jak Wró ka Z buszka. Nie ma podstaw, by odrzuci któr kolwiek z tych dwóch hipotez ² obydwie s jednakowo nieprawdopodobne, przyznaje. Jest a-teist dok adnie w takim samym stopniu jak a-wró kowcem. I w podobnym, niewielkim stopniu agnostykiem w obu kwestiach.
* Okaza o si , e to s d zbyt pochopny. W ÄIndependent on Sunday" (5 czerwca 2005) znalaz em nast puj c informacj : ÄPrzedstawiciele malajskiego rz du stwierdzili, e wi tynia w kszta cie czajnika, wzniesiona przez jedn z miejscowych sekt, wybudowana zosta a niezgodnie z regu ami planowania przestrzennego". Patrz te : http://news.bbc.co. uk/2/hi/asia-pacific/4692039.stm.

Czajniczek Russella to oczywi cie jeden z niesko czonego szeregu obiektów, których istnienia nie mo na ani wykluczy , ani definitywnie odrzuci . Wybitny ameryka ski prawnik Clarence Darrow powiedzia kiedy : ÄNie wierz w Boga i nie wierz w pi c Królewn ". Z kolei Andrew Mueller, dziennikarz, stwierdzi kiedy , e wyznawanie jakiejkolwiek konkretnej religii jest Äani mniej, ani bardziej dziwne ni g oszenie, e wiat jest romboidalny i trwa w kosmosie mi dzy szczypcami dwóch gigantycznych zielonych homarów o imionach Esmeralda i Keith"32. Moim filozoficznym faworytem jest za niewidzialny, niematerialny i niewydaj cy adnych d wi ków jednoro ec, nieistnienia którego co rok staraj si dowie dzieci uczestnicz ce w obozie ÄPoszukiwaczy" 26*. W Internecie wielk popularno ci cieszy si inny boski byt ² równie niepoddaj cy si racjonalnej weryfikacji, jak Jahwe czy jakiekolwiek inne bóstwo ² Lataj cy Potwór Spaghetti, który, jak twierdzi wielu jego wyznawców, naznaczy ich swoj makaronow mack 33. Bardzo si ucieszy em, gdy okaza o si , e opublikowana niedawno w postaci ksi ki Gospel of the Flying Spaghetti Monster [Ewangelia wed ug Lataj cego Potwora Spaghetti] cieszy si du ym powodzeniem34. Sam, co prawda, nie przeczyta em, ale w sumie jaki sens ma czytanie ewangelii, skoro wiesz, e g osi ona prawd . Cho czy aby na pewno? Ju nast pi a Wielka Schizma, w wyniku której wy oni si Reformowany Ko ció Lataj cego Potwora Spaghetti35. Przytaczam tu wszystkie te szalone nieco przyk ady, by wykaza , e jakkolwiek nie sposób udowodni , i którykolwiek z tych bytów naprawd nie istnieje, to nikt nie uzna, e ich istnienie i nieistnienie to hipotezy równie prawdopodobne. Russell podkre la, e ci ar dowodu powinien spoczywa na wyznawcy, nie na tym, kto nie wierzy. Moje rozumowanie idzie w podobn stron i stwierdzi musz , e argumenty za istnieniem niebia skiego czajniczka (makaronowego potwora, Esmeraldy i Keitha, jednoro ca) nie s równie mocne, jak te, które przemawiaj przeciw. aden rozs dny cz owiek nie uwa a jednak, by ontologiczny status Wró ki Z buszki lub orbituj cego czajniczka móg sta si przedmiotem powa nej dyskusji. Nikt z nas nie czuje si zobligowany, by negowa istnienie któregokolwiek z milionów z wydumanych bytów zaludniaj cych jak e p odn (lub nierozs dn ) ludzk wyobra ni . Odkry em, e ca kiem dobr strategi , gdy kto pyta mnie, czy jestem ateist , jest u wiadomi mu, e on równie jest ateist , wszak nie wierzy w Zeusa, Apollona, Amona Ra, Mitr , Baala, Thora, Wotana, Z otego Cielca ani w Lataj cego Potwora Spaghetti. Ja po prostu poszed em o jednego boga dalej. Wszyscy czujemy si w prawie do wyra ania g bokiego sceptycyzmu ² a po pe n niewiar ² gdy mowa o jednoro cach, bogach staro ytnego Egiptu, Grecji, Rzymu, wikingów, którymi (dzi !) nikt si zbytnio nie przejmuje. Jednak e w przypadku Boga Abrahama trzeba si przejmowa , bowiem znaczna cz ludzi zaludniaj cych nasz planet podziela g bok wiar w jego istnienie. ÄCzajniczek Russella" to przyk ad na to, i teza o wszechobecno ci Boga, podobnie jak wiara w niebia skie czajniczki, w kategoriach logicznych wymaga cis ego dowodu, nie wymaga go natomiast w kategoriach praktycznych zachowa spo ecznych. Fakt, e nie sposób dowie nieistnienia Boga, jest trywialny; nie mo na ze stuprocentow pewno ci udowodni nieistnienia czegokolwiek. Wa ne jest zupe nie inne pytanie ²Hipotezy Boga nie sposób obali (to prawda), ale czy istnienie Boga jest prawdopodobne?] To ju problem zupe nie inny. Pewne byty, których status ontologiczny nie jest oczywisty, mo na uzna za bardziej prawdopodobne ni inne (o podobnym statusie). I nie ma adnych powodów, by uzna , e Bóg jest z jakich powodów wy czony spod takiego rozumowania. Nie ma te adnych powodów, by twierdzi , e skoro nie sposób udowodni ani istnienia Boga, ani jego nieistnienia, to obie te hipotezy mo na uzna za w równym stopniu wiarygodne. Przeciwnie ² o czym za chwil b dzie mowa.

26

* Obóz Poszukiwaczy (Camp Quest) to pomys na przeniesienie ameryka skiej tradycji obozów letnich dla dzieci na nowy ² zas uguj cy na podziw ² poziom. W odró nieniu od innych letnich obozów organizowanych zwykle b d to przez wspólnoty religijne, b d organizacje skautowskie, obóz Quest (którego pomys odawcami s Edwin i Helen Kagin z Kentucky) prowadzony jest przez wieckich humanistów, dzieci za zach cane s do sceptycznego my lenia, co oczywi cie nie przeszkadza naturalnym Äobozowym" formom aktywno ci na wie ym powietrzu. Obozy tego typu (www.camp-quest.org) organizowane ju s te w Tennessee, Minnesocie, Michigan, Ohio i w Kanadzie.

NOMA

Thomas Huxley w pewnym momencie zatrzyma si i (nie waham si nazwa tego hipokryzj ) wysiad na przystanku Äneutralny agnostycyzm", dok adnie po rodku mojego siedmiopunktowego continuum, podobnie ² i z równowa nych powodów ² czyni tei ci, cho nadci gaj z przeciwnej strony. Teolog Alister McGraph uczyni z tego centraln tez swojej ksi ki Dawkins' God: Genes, Memes and the Origin of Life [Bóg Dawkinsa: Geny, memy i pochodzenie ycia]. Po zadziwiaj co rzetelnym i uczciwym omówieniu moich naukowych prac McGrath znalaz naprawd tylko jeden powód do ich definitywnego odrzucenia: niekwestionowany, lecz w sumie wiadcz cy o kompletnej bezradno ci, zarzut, i nie mo na przecie dowie , e Bóg nie istnieje. Kiedy czyta em ksi k McGratha, z apa em si na tym, e²strona po stronie²mam ochot dopisa na marginesie jeden drobny komentarz: czajniczek! Przyzywaj c w sukurs (nie po raz pierwszy) Huxleya, McGrath pisze: ÄPowo uj c si na dogmatyczne stwierdzenia czy to teistów, czy ateistów, odnosz ce si do kwestii istnienia Boga, Huxley deklaruje wprost, i pytanie o Boga jest pytaniem, na które nie sposób odpowiedzie , odwo uj c si do metody naukowej" . Pó niej McGrath si ga po podobnie brzmi ce wypowiedzi Stephena Jaya Goulda: ÄPowtarzam to moim kolegom po raz milion-enty (podczas prywatnych pogaduszek i w uczonych dysputach): nauka po prostu nie mo e ² za pomoc akceptowanych przez siebie metod ² rozs dza kwestii potencjalnego nadzoru Boga nad natur . Nie mo emy tego faktu ani potwierdzi , ani zanegowa ; jako naukowcom nie wolno nam w tej kwestii si wypowiada ". Pewno siebie Goulda i gro ny ton jego deklaracji nie ulegaj w tpliwo ci, ale czy aby poza nimi zacytowany tu s d ma jakie uzasadnienie. Dlaczegó to jako naukowcy nie mo emy wypowiada si o Bogu? I dlaczego czajniczek Russella czy Lataj cy Potwór Spaghetti nie mia yby by podobnie wy czone spod regu naukowego sceptycyzmu? Jak poka za chwil , Wszech wiat ze stworzycielem-nadzorc by by miejscem zupe nie innym ni Wszech wiat bez niego. Czy to nie jest zagadnienie naukowe? Sztuk przypochlebiania si (blisk ju pe zaniu) Gould zaprezentowa te w jednej ze swoich gorzej ocenianych ksi ek: Ska y wieków. Uku tam akronim NOMA, utworzony od s ów ÄNie Obejmuj ce si Magisteria" : Podsumowuj c ² i troch si powtarzaj c²magisterium nauki zajmuje si rzeczywisto ci empiryczn : z czego wszech wiat jest stworzony (fakty) oraz dlaczego dzia a tak, a nie inaczej (teorie). Magisterium religii dotyczy kwestii ostatecznego sensu, znaczenia oraz warto ci moralnych. Owe dwa magisteria ani si nie pokrywaj , ani nie wyczerpuj wszystkich dziedzin (wystarczy wspomnie magisterium sztuki oraz sens pi kna). By zacytowa stare powiedzenie, nauka zajmuje si wiekiem ska , religia ² ska27 wieków; nauka studiuje, w jaki sposób niebo chodzi, religia ²jak doj do nieba *. Brzmi dostojnie, nieprawda ? Ale tylko dopóki nie zastanowimy si przez chwil , co w a nie przeczytali my. Jakie bowiem mia yby by te pytania, przy których to religia staje si go ciem honorowym, nauka za mo e tylko siedzie cicho? Martin Rees, wybitny astronom z Cambridge, na którego ju powo ywa em si w tej ksi ce, rozpoczyna swoj ksi k Nasz kosmiczny dom, wskazuj c dwóch potencjalnych kandydatów na takie pytania, a przy okazji udzielaj c na nie bardzo filo-NOMICZNEJ odpowiedzi: ÄNajwi ksz tajemnic jest

27

* Stephen Jay Gould, Ska y wieków: Nauka i religia w pe ni ycia, Zysk i S-ka, Pozna 2002, s. 11 (przyp. t um.).

to, dlaczego w ogóle cokolwiek istnieje. Jaka si a tchn a ycie w równania fizyki i zrealizowa a je w rzeczywistym kosmosie? Jednak takie pytania le poza kompetencjami nauk przyrodniczych: to domena filozofów i teologów" 3928. Ja osobi cie wola bym jednak powiedzie , e nawet je li rzeczywi cie pytania te pozostaj poza domen nauki, to tym bardziej nie przynale do teologii (tak przy okazji ² nie jestem pewien, czy filozofowie byliby wdzi czni za to, e sir Martin wrzuci ich do jednego worka z teologami). Do dzi mnie zreszt bawi, gdy przypominam sobie, jak poprzedni prze o ony mojego oksfordzkiego college'u zareagowa na wniosek pewnego m odego teologa o stypendium naukowe. Przejrzawszy dysertacj doktorsk owego aplikanta po wi con jakim kwestiom teologii chrze cija skiej, nasz dziekan stwierdzi : ÄMam wielkie w tpliwo ci, czy to w ogóle jest na jaki temat". Jak to szczególn wiedz mog bowiem wnie teologowie do g bokich kosmologicznych zagadnie , któr nie dysponowaliby naukowcy? W jednej z moich ksi ek zacytowa em odpowied pewnego oksfordzkiego astronoma w a nie na jedno z takich Äg bokich" pyta . Us ysza em wówczas: ÄNo, tak. Tu wykraczamy poza nauk , ja za musz odda pole naszemu dobremu przyjacielowi, kapelanowi". Niestety, zabrak o mi refleksu, by na gor co sformu owa odpowied , któr pó niej dopiero zapisa em: ÄA dlaczego kapelanowi? Czemu nie ogrodnikowi albo kucharzowi?". Dlaczego uczeni tak tchórzliwie akceptuj ambicje teologów, by wypowiada si w kwestiach, w których kompetencje ich na pewno nie s wi ksze ni wiedza naukowców? To bana (i to jak wi kszo bana ów niezgodny z prawd ), e nauka odpowiada na pytania jak, tylko teologia za dysponuje narz dziami umo liwiaj cymi odpowied na pytania dlaczego. Có to niby jest Äpytanie dlaczego"? Nie ka de pytanie rozpoczynaj ce si od Ädlaczego" w ogóle jest sensownym, uprawnionym pytaniem. Dlaczego jednoro ce s puste w rodku? Na niektóre pytania po prostu nie warto odpowiada . Jaki jest kolor abstrakcji? Jak pachnie nadzieja? Fakt, e jakie pytanie mo na sformu owa w pe ni zgodnie z gramatycznymi regu ami j zyka, nie oznacza, e ma ono jakikolwiek sens, ani e warto si nim powa nie zajmowa . Wi cej ² nawet je li pytanie jest powa ne i nauka nie potrafi na nie odpowiedzie , to wcale nie oznacza, e odpowied zna religia. By mo e rzeczywi cie istniej jakie g bokie i m dre pytania, które na zawsze pozostan poza zasi giem nauki. Mo e ju teoria kwantów puka do drzwi niezg bialnego. Ale je li na ostateczne pytania nie potrafi odpowiedzie nauka, dlaczegó to mamy my le , e religia zna odpowiedzi! Podejrzewam, e tak naprawd ani astronom z Cambridge, ani z Oksfordu nie wierz w to, i teologowie dysponuj wiedz uprawniaj c ich do wyrokowania w kwestiach zbyt z o onych dla nauki. Podejrzewam zreszt co wi cej ² e ich reweranse wynika y z czystej uprzejmo ci: teologowie, taka my l mog a za wita im w g owie, w ogóle nie maj nic warto ciowego do powiedzenia na aden temat, rzu my im mo e zatem jaki och ap i pozwólmy g owi si nad pytaniami, na które nikt nie potrafi odpowiedzie i nikt pewnie nie znajdzie nigdy odpowiedzi. Ja jednak e, w odró nieniu od moich przyjació -astronomów, nie uwa am, by my musieli rzuca komukolwiek jakie och apy. Najpierw musia bym mie jaki dobry powód, by uzna , e teologia (w przeciwie stwie na przyk ad do biblistyki, historii literatury itp.) w ogóle jest dyscyplin naukow . Wszyscy chyba zgadzamy si , e kwalifikacje nauki do udzielania nam porad w kwestiach warto ci moralnych s co najmniej w tpliwe. Czy jednak Gould naprawd chce zrzec si na rzecz religii prawa decydowania o tym, co jest dobrem, a co z em? To, e religia nic wi cej nie potrafi do o y do skarbnicy ludzkiej wiedzy, nie stanowi adnego uzasadnienia, by da jej mandat do decydowania o tym, jak mamy y . A przy okazji ² która religia? Ta, w której na mocy czystego przypadku zostali my wychowani? Do której ksi gi Biblii zatem i do której cz ci mamy si gn ² wszak dalece nie mówi one jednym g osem, a niektóre fragmenty Pisma s wprost haniebne niezgodne z jakimikolwiek racjonalnymi standardami? Jak wielu, nawet z tych dos ownie interpretuj cych Pismo wi te, wyczyta o, e zgodnie z Bibli mierci nale y kara cudzo óstwo, zbieranie chrustu w szabat i nieuprzejme odzywanie si do rodziców. A je li odrzucimy Ksi g Powtórzonego Prawa i Ksi g Kap a sk (co sk din d czyni wielu wspó czesnych Äo wieconych chrze cijan"), to jakimi kryteriami mamy si kierowa , które z religijnych warto ci moralnych mamy zaakceptowa , a które pomin ? A mo e trzeba poszpera w ró nych religiach wyznawanych na wiecie i wybra sobie t , której moralne nauczanie najbardziej nam odpowiada?
40

28 Martin Rees, Nasz kosmiczny dom, Prószy ski i S-ka, Warszawa 2006, s. 17 (przyp. t um.).

W takim wypadku jednak powraca pytanie o kryteria wyboru. Tyle e je eli znamy ju kryteria pozwalaj ce

41

wybra , moralno której religii jest najlepsza, to czy nie lepiej pozby si po rednika ² religii w a nie²i przej od razu do wyborów moralnych. Do tego pytania powróc w Rozdziale 7. Wracaj c za do Goulda ² otó ja po prostu nie wierz , e on naprawd my li to, co napisa w Ska ach wieków. Jak ju mówi em, ka dy z nas ma na sumieniu ten grzeszek, jakim jest schlebianie niegodnemu, ale pot nemu wrogowi, i co takiego w a nie uczyni Gould. Z drugiej strony za nie mo na wykluczy jego szczerej wiary we w asn zupe nie jednoznaczn deklaracj , i nauka nie ma nic do powiedzenia w kwestii Boga: ÄNie mo emy tego faktu ani potwierdzi , ani zanegowa ; jako naukowcom nie wolno nam w tej kwestii si wypowiada ". Czy nie brzmi to jak deklaracja agnostyka, deklaracja agnostycyzmu permanentnego i nieodwo alnego ² GAP w najczystszej postaci! Taka postawa oznacza jednak, e naukowcom nie wolno w pewnych ² religijnych ² kwestiach formu owa nawet twierdze probabilistycznych. To przekonanie równie rozpowszechnione, jak b dne. Wielu uczonych powtarza je jak mantr , lecz ilu z nich g biej je przemy la o ² niewielu, jak s dz , i to w a nie nazywam Än dz agnostycyzmu". Sk din d zreszt sam Gould nie jest Äbezstronnym" agnostykiem, lecz wyra nie zbli a si do ateizmu. Jak jednak doszed do takiej postawy, skoro, jak pisze, nie mo na nic powiedzie o istnieniu Boga? Hipoteza Boga mówi, e elementem rzeczywisto ci, któr zamieszkujemy, jest te pewien ponadnaturalny byt, który stworzy Wszech wiat i ² tak przynajmniej utrzymuj liczne wersje tej hipotezy ² nadal go kreuje, a nawet dokonuje bie cych interwencji w jego kszta t poprzez cuda stanowi ce czasowe pogwa cenie rz dz cych nim, a w innych sytuacjach nienaruszalnych praw. Jeden z najbardziej znanych brytyjskich teologów, Richard Swinburne, z ² zaskakuj c wr cz ² otwarto ci stwierdza w swojej ksi ce Is There a God?, co nast puje: Teista uznaje, e Bóg dysponuje moc pozwalaj c mu tworzy , zachowywa i niszczy ka d rzecz, dowolnie ma czy wielk . Jego moc pozwala mu równie porusza obiekty i robi z nimi cokolwiek zechce [...] To On poruszy planety w sposób odkryty pó niej przez Keplera i on sprawi , e proch eksploduje, gdy przy o ymy do p on c zapa k . Mo e jednak sprawi , by planety porusza y si po innych torach, a substancje chemiczne wybucha y lub nie w warunkach zupe nie innych ni te, które na co dzie decyduj o ich zachowaniu. Boga nie ograniczaj prawa natury. To On je stworzy i On mo e je zawiesi lub zmieni ² je li tak postanowi. Jakie to proste, nieprawda ? Cokolwiek jednak mia oby to oznacza , jest bardzo dalekie od Gouldowskiej NOMY. I niezale nie od podawanych usprawiedliwie naukowcy akceptuj cy pomys Äodr bnych magisteriów" powinni jednocze nie przyzna , e wszech wiat z nadnaturalnym inteligentnym stwórc bardzo ró ni si od Wszech wiata bez niego. Ró nica mi dzy tymi dwoma hipotetycznymi wszech wiatami jest fundamentalna, nawet je li nie atwa do empirycznego potwierdzenia. W ka dym razie narusza to nieco b ogie samozadowolenie osób twierdz cych, jakoby nauka musia a zachowa kompletne milczenie w kwestiach zasadniczych dla wiary religijnej. Istnienie ² lub nie ² sprawczej superinteligencji to bezdyskusyjnie próblem o charakterze naukowym, nawet je li, przynajmniej jak dot d, nie zosta rozstrzygni ty. To samo powiedzie mo na równie o prawdziwo ci (b d nie) przekazów o rozmaitych cudach, jakie przywo uj religie , by wywrze wra enie na swych wyznawcach. Czy ojciec Jezusa by cz owiekiem, czy jego matka by a dziewic w chwili narodzin syna? Niezale nie od tego, czy przetrwa o wystarczaj co du o wiadectw, by o tym rozstrzygn , pozostaj to pytania stricte naukowe, na które mo na udzieli tylko jednej odpowiedzi: tak lub nie. Czy Jezus wskrzesi azarza? Czy sam zmartwychwsta w trzy dni po ukrzy owaniu? Na ka de z tych pyta istnieje odpowied , cho mo e nigdy jej w praktyce nie poznamy, i jest to odpowied o charakterze naukowym. Gdyby my ² co oczywi cie jest zdarzeniem nieprawdopodobnym ² kiedy znale li dowody pozwalaj ce odpowied tak sformu owa , to analizowa je powinni my za pomoc ci le i wy cznie naukowych metod. Pomy lmy sobie na przyk ad, e za spraw jakiego zupe nie nieprawdopodobnego zbiegu okoliczno ci archeologia s dowa uzyska aby kopalny materia DNA jednoznacznie dowodz cy, e Jezus rzeczywi cie nie mia biologicznego ojca. Czy wyobra acie sobie, by na tak sensacj religijni apologeci zareagowali jedynie lekcewa cym wzruszeniem ramion i spokojn konstatacj : ÄA kogó to obchodzi! Przecie dowody naukowe kompletnie nie maj zastosowania do kwestii teologicznych. To inne magisterium! My zajmujemy si pytaniami ostatecznymi i warto ciami moralnymi. Ani DNA ani aden inny naukowy argument nie ma jakiegokolwiek zwi zku z nasz domen ".

Oczywi cie to tylko art. Gotów jednak jestem pój o dowolny zak ad, e gdyby co takiego si zdarzy o, tr biono by o tym na prawo i lewo. NOMA jest popularna, gdy dowodów na rzecz prawdziwo ci Hipotezy Boga nie ma. Gdyby tylko jakie , cho by najs absze, si pojawi y, ró ni propagatorzy religii bez chwili wahania wyrzuciliby ca NOM przez okno. Co bardziej wyrafinowani teologowie pewnie by je przemilczeli, cho oni te ch tnie snuj opowie ci o cudach na u ytek mniej wyrafinowanych bli nich, by poszerzy grono wspó wyznawców. Mam zreszt wra enie, i takie potwierdzone cuda s dla wielu wierz cych wa nym czynnikiem wzmacniaj cym si ich religijnych przekona , a cuda ² z definicji ² nie s niczym innym, tylko pogwa ceniem praw natury. Ko ció rzymskokatolicki na przyk ad z jednej strony opowiada si za NOM , z drugiej jednak w a nie zdolno do czynienia cudów uznaje za podstawowy warunek kanonizacji. Zmar y niedawno król Belgii jest kandydatem na o tarze zapewne ze wzgl du na swój sprzeciw wobec aborcji. W adze ko cielne przeprowadzaj w a nie bardzo szczegó owe dochodzenie maj ce na celu wskazanie przypadków cudownych uzdrowie , jakie nast pi y wskutek wznoszonych do niego po miertnie mod ów. Nie artuj ! Taka jest procedura stosowana wobec wszystkich wi tych. Wyobra am sobie, e mo e by to nieco kr puj ce dla przedstawicieli lepiej wykszta conych kr gów ko cielnych. Cho z drugiej strony dlaczego te dobrze wykszta cone kr gi pozostaj nadal wewn trz Ko cio a, jest dla mnie równe zagadkowe, jak problemy, w których lubuj si teologowie. Naciskany w kwestii cudów, Gould pewnie przyj by nast puj c lini argumentacji ² otó NOMA z samej definicji opiera si na idei obustronnej transakcji. W chwili, gdy religia wkracza na naukowy grunt i zaczyna jeszcze m ci w realnym wiecie cudami, przestaje by religi , przynamniej tak , jakiej Gould gotów by by broni . To koniec jego amicabilis Concordia. Prosz jednak zauwa y , e takiej Gouldowskiej religii bez cudów nie zaakceptowaliby praktykuj cy tei ci, kl cz cy w ko cielnych awach czy na dywanikach modlitewnych. Wi cej ² by aby dla tych ludzi miertelnym rozczarowaniem. Pos u si mo e w tym miejscu lekko zmodyfikowanym cytatem z Alicji w Krainie Czarów (to zanim jeszcze wpad a do króliczej nory): co za po ytek z Boga, który nie czyni cudów i nie odpowiada na modlitwy. A czy znacie dowcipn definicj poj cia Ämodli si " Ambrose'a Bierce'a: Ämodli si ² prosi o to, by prawa natury zosta y na czas pewien zawieszone w interesie osobnika wnosz cego mod y, który, jak sam przyznaje, nie jest tego godzien". S sportowcy, którzy wierz , e Bóg pozwala im odnosi sukcesy (a przecie ich konkurenci nie mniej zas uguj na takie faworyzowanie). Niektórzy kierowcy uwa aj , e to Bóg zadba dla nich o wolne miejsce na parkingu (a e przy okazji kto inny nie mia gdzie zaparkowa ...). To teizm w najbardziej powszechnym i masowym wydaniu i nie wydaje si , by co tak (powierzchownie) racjonalnego jak NOMA mog o zrobi na nim jakikolwiek wra enie. No dobrze, ale pod my przez chwil za Gouldem i ograniczmy nasz religi do swego rodzaju Änieinterwencjonistycznego minimum": adnych cudów, adnych osobistych kontaktów z Bogiem (w adn stron ), adnych zabaw z prawami fizyki i adnych wycieczek w domen nauki. Co najwy ej skromny deistyczny dodatek do warunków pocz tkowych rodz cego si Wszech wiata, eby po odpowiednim czasie powsta y gwiazdy, pierwiastki chemiczne, planety i wyewoluowa o ycie. To ju wygl da na odpowiedni podzia , a NOMA pewnie mo e si wybroni przy takiej skromnej i niekr puj cej religii. Kto mo e uzna , e tak. Ja jednak twierdz , e nawet taki nieinterweniuj cy Bóg-NOMA, jakkolwiek mniej brutalny i toporny ni Bóg Abrahama, równie pozostaje, gdy go tak poskroba metodologicznie, hipotez naukow . Powtórz w tym miejscu moje g ówne za o enie ² Wszech wiat, w którym znajdujemy si sami (nie licz c potencjalnych innych, wolno ewoluuj cych inteligentnych istot) znacz co ró ni si od wszech wiata, w którym istnieje jaki byt wiod cy, którego inteligentny projekt odpowiada za ca e stworzenie. Zgadzam si , e w praktyce te dwa wszech wiaty s mo e trudne do odró nienia. Niemniej jest co absolutnie wyj tkowego w hipotezie ostatecznego projektu, podobnie jak pewne wyra ne w a ciwo ci wyró niaj ce ma jedyna znana nam dzi alternatywna mo liwo : stopniowa ewolucja (w najszerszym znaczeniu tego terminu). Praktycznie rzecz bior c, te dwie koncepcje s nie do pogodzenia. Ewolucja, odmiennie ni wszystkie inne idee, wyja nia istnienie obiektów, których byt w ka dym innym wypadku nale a oby uzna za tak nieprawdopodobny, e niemo liwy. Wnioski p yn ce z tego twierdzenia, które szerzej omówi w Rozdziale 4., s dla Hipotezy Boga niemal druzgoc ce.

W IELKI EKSPERYMENT MODLITEWNY

Zabawne ² cho mo e raczej nale a oby powiedzie rozczulaj ce ² badanie nad cudami przeprowadzono w ramach tak zwanego Wielkiego Eksperymentu Modlitewnego(Great Prayer Experiment).Pytanie brzmia o: czy modlitwa pomaga chorym w powrocie do zdrowia? Modlenie si w intencji ozdrowienia, w prywatnych domach i w publicznych miejscach kultu, to praktyka powszechna. Francis Galton, kuzyn Darwina, by pierwszym, który próbowa przy wykorzystaniu metod naukowych sprawdzi , czy taka modlitwa jest skuteczna. Galton stwierdzi , e skoro co niedziela we wszystkich anglika skich ko cio ach ca e kongregacje modl si za zdrowie rodziny aktualnie panuj cego monarchy, to, je li modlitwa dzia a, familia królewska powinna by w zdecydowanie lepszej kondycji ni reszta z nas, za których modlitwy takie w najlepszym razie zanosz wy cznie najbli si 4029. Mimo szczegó owych bada adnej statystycznie istotnej zale no ci nie uda o si Galtonowi wykry . Trzeba jednak doda , i intencje Galtona nie by y tak do ko ca czyste i mo na go podejrzewa o do kpiarski stosunek do zagadnienia ² w innym eksperymencie Galton modli si za losowo wybrane grz dki, by sprawdzi , czy ro liny b d na nich lepiej ros y (nie ros y lepiej). W bli szych nam czasach fizyk Russell Stannard (jeden z trzech najbardziej znanych religijnych naukowców w Wielkiej Brytanii, jak si wkrótce przekonamy) zaanga owa si na pe n skal w inny projekt, finansowany ² rzecz jasna ² przez Fundacj Templetona, który mia eksperymentalnie zweryfikowa tez o skuteczno ci modlitw, tym razem w odniesieniu do chorych pacjentów36. Takie eksperymenty zgodnie z zasadami nauki powinny by przeprowadzane metod lepej próby i od tej strony do eksperymentatorów nie mo na mie adnych zastrze e . Chorych przydzielono ² losowo ² do jednej z dwóch grup: eksperymentalnej (za tych si modlono) i kontrolnej (a za tych nie). Ani pacjenci, ani lekarze, ani wreszcie opiekunowie nie wiedzieli, kto do której grupy zosta przydzielony. Oczywi cie, ludzie, którzy mieli si w tym badaniu modli , musieli zna imiona Äswoich podopiecznych", jak e bowiem inaczej mogliby prosi o ask dla nich konkretnie, a nie dla kogokolwiek innego. W ka dym razie eksperymentatorzy zadbali, by znane im by o tylko imi i pierwsza litera nazwiska. Najwyra niej to ju wystarcza, by Bóg bezb dnie trafi do odpowiedniego szpitalnego ó ka. Oczywi cie ju sam pomys takiego eksperymentu zas uguje na wy mianie (i inicjatywa ca kiem s usznie spotka a si z tak reakcj ). Co prawda Bob Newhart 41 * nie po wi ci tej historii osobnego skeczu, ale jakbym s ysza jego g os: I co mówisz, Bo e? Nie mo esz mnie uleczy , bo jestem w grupie kontrolnej? ... Aha, modlitwy mojej cioci to za ma o! Ale Panie Mój ² pan Evans, który le y na s siednim ó ku... Za Evansa s yszysz tysi c modlitw dziennie. Bo e, przecie ten Evans nie zna nawet tysi ca ludzi... Aha, mówisz Panie, e modl si w intencji Johna E. To sk d, Panie, wiesz, e nie chodzi im o Johna Ellsworthy'ego... No dobrze, Panie, pami tam ju , e jeste wszechwiedz cy, i e wiesz, o kogo im chodzi o. Ale, Bo e... M nie ignoruj c prze miewców, zespó badaczy zwalczy wszelkie przeszkody i pod wiat ym przywództwem dr Herberta Bensona z Mind/Body Medical Institute spod Bostonu kontynuowa swe eksperymentalne dzie o (wydaj c przy tym dwa miliony czterysta tysi cy dolarów Templetona). Publikacje Fundacji ju wcze niej wymienia y Bensona jako naukowca, który Jest przekonany, i dowody na skuteczno modlitw w praktyce lekarskiej s przyt aczaj ce". Tak kompetentne kierownictwo projektu dawa o pewno , e adne sceptyczne wibracje nie zak óc przebiegu eksperymentu, dr Benson i jego zespó wybrali wi c 1802 pacjentów z sze ciu szpitali ² wszyscy dopiero co przeszli operacj bocznikowania (wszczepiania bypassów). Pacjentów podzielono na trzy grupy: za przydzielonych do grupy I modlono si , ale pacjenci o tym nie wiedzieli, cz onkowie grupy II (kontrolnej) nie byli wspominani w modlitwach, pacjenci z grupy III za byli wymieniani w

29 Po tym, gdy moi oksfordzcy koledzy wybrali cytowanego ju wcze niej nowego dziekana, tak si jako z o y o, e przez trzy kolejne wieczory podczas uroczystych kolacji wszyscy cz onkowie college'u wznosili toast za jego zdrowie. Trzeciego wieczoru dumny elekt z wdzi czno c i odpowiedzia na toast: ÄCzuj si ju o wiele lepiej" ² o wiadczy . Jeden z najs ynniejszych ameryka skich komików. Rozpocz kaner na pocz tku lat sze dziesi tych i z powodzeniem kontynuuje j do dzi (przyp. t um.).

modlitwach i wiedzieli o tym. Wprowadzenie tej grupy mia o s u y badaniu potencjalnych psychosomatycznych efektów wyst puj cych u ludzi wiadomych, e inni modl si o ich zdrowie. Mod y wznoszono w trzech ko cio ach ² w Minnesocie, Massachusetts i Missouri ² po o onych w znacznej odleg o ci od szpitali, w których leczyli si pacjenci. Modl cy si , jak poinformowa zespó badawczy, znali tylko imi i pierwsz liter nazwiska rekonwalescenta, w którego intencji mieli si modli . A poniewa do dobrej praktyki badawczej nale y jak najdalej posuni ta standaryzacja warunków eksperymentalnych, modl cych poinstruowano te nale ycie, bo do mod ów swoich w czyli fraz : Äi spraw, Panie, by zabieg u X zako czy si sukcesem, powrót do zdrowia nast pi szybko i by nie wyst pi y adne komplikacje". Rezultaty eksperymentu opublikowano w kwietniu 2006 roku na amach ÄAmerican Heart Journal". By y jednoznaczne. Nie wyst pi a adna ró nica stanu zdrowia mi dzy pacjentami, za których kto si modli , a grup kontroln . Có za niespodzianka! Natomiast wyst pi a istotna statystycznie ró nica mi dzy chorymi, którzy wiedzieli, e w ich intencji wnoszone s mod y, a pozosta ymi. Tyle e ró nica przeciwna od oczekiwanej ² w tej grupie wyst pi o bowiem znacznie wi cej komplikacji pooperacyjnych. Czy to Bóg zagrzmia (do agodnie), by wyrazi swe niezadowolenie z tego jak e durnego przedsi wzi cia? Bardziej prawdopodobne wydaje si , e chorzy, którzy wiedzieli, i kto za nich specjalnie si modli, prze ywali zwi zany z tym dodatkowy stres. Jak to okre li dr Charles Bethea, jeden z cz onków zespo u badawczego, mog a wyst pi u nich Äreakcja l kowa", wywo ana Äobaw , czy mój stan zdrowia jest a tak z y, e trzeba si specjalnie za mnie modli ". A teraz pytanie ² czy w dzisiejszym, jak e sk onnym do pieniactwa spo ecze stwie by oby to zbyt wiele, by oczekiwa , e nara eni za spraw ekstra modlitw na dodatkowe komplikacje zdrowotne pacjenci wyst pi w tej sytuacji z pozwem zbiorowym przeciw Fundacji Templetona? Sk din d nie mo e dziwi , e eksperyment ten wywo a sprzeciwy teologów, zapewne obawiaj cych si , e w ten sposób jedynie o miesza si religi . Richard Swinburne, teolog z Oksfordu, komentuj c na bie co wyniki badania, zanegowa sam ide eksperymentu, oznajmiaj c, e Bóg odpowiada jedynie na modlitwy zanoszone w s usznej sprawie37, natomiast modlenie si za kogo tylko dlatego, e to na niego wskaza rzut kostk w eksperymencie prowadzonym metod lepej próby, tak s uszn spraw nie jest i Bóg potrafi to przejrze . W sumie to w a nie mia em na my li, przywo uj c nieistniej cy skecz Newharta, i Swinburne w pewnym sensie te ma racj . W pozosta ych fragmentach swojego tekstu wykroczy jednak daleko poza satyr . Oto jak pan Swinburne (nie po raz pierwszy zreszt ) wyja nia sens cierpienia w wiecie rz dzonym przez Boga: Cierpienie daje mi mo liwo okazania odwagi i pokory. Innym stwarza szanse okazania mi wspó czucia i pomocy, dzi ki czemu moje cierpienie staje si mniejsze. A spo ecze stwu jako ca o ci stwarza mo liwo wyboru, czy zdecyduje si wyda wi cej pieni dzy na to, by znale w a ciw kuracj na t szczególn form cierpienia, która mi w a nie przypad a. [...] I jakkolwiek Bóg a uje naszego cierpienia, to najwi ksz jego trosk jest, by ka dy z nas znalaz w sobie do odwagi, pokory i agodno ci, by uformowa w sobie wi to charakteru. Niektórzy ludzie powinni si rozchorowa dla w asnego dobra, inni ² by otworzy przed drugim cz owiekiem mo liwo wa nego wyboru. Tylko w ten sposób niektórych z nas mo na sk oni do tego, by odpowiedzialnie wybrali, kim chc by . Oczywi cie w niektórych wypadkach choroba nie jest ju tak cenna. To rozumowanie, groteskowe, a przy tym tak cholernie typowe dla teologicznego umys u, przypomnia o mi spotkanie z Swinburne'em, kiedy to razem z nim i z moim oksfordzkim koleg profesorem Peterem Atkinsem uczestniczyli my w zorganizowanym przez BBC panelu. W pewnym momencie Swinburne zacz usprawiedliwia Holocaust na tej zasadzie, i jakoby stworzy on ydom niepowtarzaln okazj do wykazania si odwag i szlachetno ci . Atkins zareagowa wspaniale ² ÄOby zgni w piekle", warkn 42. W dalszej cz ci artyku u Swinburne'a znale mo na kolejny typowy przyk ad teologicznego rozumowania. Najpierw ² s usznie ² zauwa a, e gdyby Pan Bóg chcia nam zademonstrowa swoje istnienie, znalaz by pewnie lepszy sposób ni manipulowanie statystyczn istotno ci ró nicy mi dzy tempem dochodzenia do zdrowia pacjentów z grupy

kontrolnej i z grupy eksperymentalnej. Gdyby Bóg istnia i chcia nas o tym przekona , móg by Änape ni wiat cudami, jakich nikt nie widzia ", pisze Swinburne. Dalej jednak znajdujemy tak oto pere k : ÄMamy przecie i tak bardzo wiele dowodów Jego istnienia. Zbyt wiele, to nie by oby dla nas dobre". Zbyt wiele, to nie by oby dla nas dobre! Przeczytajcie to jeszcze raz ² zbyt wiele dowodów, to nie by oby dla nas dobre. Richard Swinburne dopiero niedawno przeszed na emerytur z jednej z najbardziej presti owych katedr teologii na Wyspach. Jest te cz onkiem British Academy. Je li szukacie teologa, trudno o kogo bardziej wyró nianego. A mo e jednak nie szukacie teologa?! Swinburne nie jest jedynym teologiem, który odci si od finansowanych przez Fundacj Templetona bada (gdy ju znane by y wyniki). Wielebny Raymond J. Lawrence otrzyma do swojej dyspozycji ca kiem spory kawa ek drugiej strony ÄNew York Timesa", by móg wyja ni , czemu to powa ni przywódcy religijni Äodetchn li z ulg ", kiedy nie uda o si znale adnych naukowych dowodów na skuteczno modlitwy38. Czy pisa by w innym tonie, gdyby eksperyment zako czy si sukcesem? By mo e nie, ale g ow dam sobie uci , e wielu innych pastorów czy teologów ² tak! Wypowied pastora Lawrence'a zas uguje na pami z zupe nie innych wzgl dów, a mianowicie z powodu wspomnianego tam zdarzenia: ÄNiedawno jeden z kolegów opowiedzia mi ² pisze wielebny ² o pewnej pobo nej, wykszta conej kobiecie, która oskar y a lekarza o b d w sztuce lekarskiej. Posz o o to, e gdy m by ju w agonii, doktor zaniecha modlenia si w jego intencji". Inni teologowie do czyli do zainspirowanych koncepcj NOMA sceptyków, twierdz c, e badanie w ten sposóbwp ywu modlitw to zwykle marnowanie pieni dzy, oddzia ywania nadprzyrodzone bowiem z definicji pozostaj poza zasi giem naukowych docieka . Jednak e Fundacja Templetona, podejmuj c decyzj o finansowaniu ca ego projektu, w pe ni prawid owo uzna a, e domniemany wp yw modlitw przynajmniej zasadniczo mo e by przedmiotem naukowego eksperymentu, e mo na przeprowadzi eksperyment z wykorzystaniem metody lepej próby ² i taki eksperyment zosta przeprowadzony. Móg przynie wynik pozytywny. A gdyby tak si sta o, czy wyobra acie sobie, e którykolwiek ze zwolenników teistycznej wizji wiata zakwestionowa by go, oznajmiaj c, i badania naukowe nie maj adnego odniesienia do kwestii religijnych. Oczywi cie, e nie. Nie musz chyba dodawa , e negatywne rezultaty badania w najmniejszym nawet stopniu nie wstrz sn y opini samych wiernych. Bob Barth, jeden z duchowych przywódców kongregacji z Missouri, z której wywodzi a si cz modl cych si w eksperymencie, oznajmi : ÄCz owiek g bokiej wiary uzna oczywi cie wyniki eksperymentu za interesuj ce. Ale przecie modlimy si od tak dawna i przekonali my si po wielokro , e modlitwa jest skuteczna, wiemy, e dzia a. Naukowe badania nad duchowo ci i modlitw dopiero si zacz y". No, tak ² nasza wiara mówi nam, e modlitwa dzia a, je li wi c dowody temu przecz , musimy walczy dalej, póki wreszcie nie uzyskamy takich wyników, jakie s nam potrzebne.
SZKO A EWOLUCJONISTÓW NEVILLEA CHAMBERLAINA 4330

Ca kiem mo liwe, e jednym z ukrytych motywów naukowców wspieraj cych koncepcj NOMA ² nieprzystawalno ci nauki do Hipotezy Boga ² jest szczególna rzeczywisto polityczna USA, a konkretnie zagro enie ze strony populistycznego kreacjonizmu. W cz ci ameryka skich stanów nauka jest przedmiotem ataku dobrze zorganizowanych, politycznie ustosunkowanych i ² przede wszystkim² bardzo zamo nych rodowisk i instytucji. Celem ataku jest zw aszcza teoria ewolucji. Mo na wybaczy naukowcom, e czuj si zagro eni ² wszak wi kszo funduszy na nauk pochodzi ze róde rz dowych, a obieralni przedstawiciele administracji musz zwa a na g osy zarówno wykszta conej cz ci elektoratu, jak i pe nych uprzedze ignorantów. W odpowiedzi na tego typu zagro enia zacz o formowa si proewolucjonistyczne lobby, którego jednym z najbardziej godnych szacunku uczestników jest National Center for Science Education (NCSE), prowadzone przez Eugenie Scott, niezmordowan aktywistk ruchu w obronie nauki, a przy okazji autork niedawno wydanej ksi ki Euolution vs. Creationism. Jedn z g ównych form politycznego dzia ania NCSE jest odwo ywanie si do Äwra liwszych" wiernych
43

² chodzi o mobilizacj opinii tych spo ród wierz cych, z g ównego nurtu duchownych, teologów i cz onków ko cio ów niefundamentalistycznych, którzy, wiadomi faktu, i obstawanie przy kreacjonizmie nara a ich religi na mieszno , akceptuj ewolucj jako co najmniej niesprzeczn (a w pewnym uj ciu wr cz zgodn ) z religi . NOMA ² czyli ustawiczne podkre lanie faktu, e nauka absolutnie nie zagra a religii, jako e ich domeny s rozdzielne ² to dobry sposób na przymilanie si takim ludziom i pozyskiwanie potencjalnych sojuszników. Kolejnym prominentnym luminarzem czego ,co mo na by nazwa chamberlainowsk szko ewolucjonistów, jest filozof Michael Ruse. Ruse wielokrotnie aktywnie anga owa si w walk z kreacjonizmem39, zarówno piórem, jak i na sali s dowej. Utrzymuje, e jest ateist , ale w artykule opublikowanym w ÄPlayboyu" pisze tak oto: [...] wszyscy, którzy kochamy nauk , musimy u wiadamia sobie, e wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem. Tymczasem ewolucjoni ci nierzadko oddaj si obra aniu swoich potencjalnych sojuszników. Zw aszcza wieccy ewolucjoni ci-atei ci wi cej czasu po wi caj atakowaniu yczliwie do ewolucji nastawionych chrze cijan, ni przeciwstawianiu si kreacjonistom. Kiedy Jan Pawe II oficjalnie udzieli poparcia darwinizmowi, Richard Dawkins zdoby si jedynie na to, by o wiadczy , e papie jest hipokryt , e nie mo e by szczery, je li chodzi o nauk , a wreszcie, e on, to jest Dawkins, wola by mie ju do czynienia z uczciwym fundamentalist . Z czysto taktycznego punktu widzenia móg bym uzna , e Ruse operuje tu (powierzchown , co prawda) analogi do walki z Hitlerem: ÄWinston Churchill i Franklin Roosevelt nie lubili Stalina ani komunizmu, ale, chc c pokona Hitlera, u wiadomili sobie, e musz wspó dzia a ze Zwi zkiem Sowieckim. Ewolucjoni ci wszelkiej ma ci te , na podobnej zasadzie, musz zjednoczy si y, by zniszczy kreacjonizm". Ostatecznie jednak przyj em, e lepiej opowiedzie si po stronie mojego szacownego kolegi, genetyka Jerry'ego Coyne'a z Chicago, który napisa , e Ruse: [...] nieprawid owo interpretuje sam natur konfliktu. Tu nie chodzi tylko o spór ewolucjonizmu z kreacjonizmem. Dla naukowców takich jak Dawkins czy Wilson (E.O. Wilson, s ynny biolog z Harvardu)prawdziwa wojna toczy si mi dzy racjonalizmem a przes dami. Nauka jest chyba jedyn postaci racjonalizmu, religia natomiast najpowszechniejsz form przes du. Kreacjonizm jest dla nich tylko symptomem szerszego zjawiska (i g ównego wroga): 40 religii. I podczas gdy religia mo e istnie bez kreacjonizmu, to kreacjonizm bez religii ² nie! Jedna rzecz czy mnie z kreacjonistami ² ich, podobnie jak mnie, a odmiennie ni Äszko chamberlainowsk ", nic nie czy z NOM i jej Änieobejmuj cymi si magisteriami". Dla kreacjonistów nie istnieje aden p ot oddzielaj cy naukow grz dk . Przeciwnie ² depta j podkutymi buciorami to ich ulubione zaj cie. Lubi te nieczyst walk . Prawnicy kreacjonistów w ró nych sprawach tocz cych si zwykle na ameryka skiej g bokiej prowincji bardzo ch tnie wyszukuj ewolucjonistów, którzy otwarcie przyznaj si do swojego ateizmu (dobrze to znam, bo ² ku memu wielkiemu rozgoryczeniu ² moje nazwisko cz sto przywo ywane jest w tym kontek cie). To skuteczna taktyka, bowiem w sk adzie losowo dobranej awy przysi g ych zwykle znajdzie si co najmniej kilka osób, które ju z domu wynios y przekonanie, e atei ci to diab y wcielone, nie lepsi od pedofilów czy Äterrorystów" (to dla wielu Amerykanów taki dzisiejszy odpowiednik czarownic z Salem albo Äkomuchów" McCarthy'ego). Ka dy kreacjonistyczny prawnik, który wezwie mnie do sk adania zezna , ma spraw wygran niemal automatycznie. Wystarczy, e spyta: ÄCzy pana wiedza o ewolucji mia a wp yw na to, i sta si pan ateist ?". Musia bym odpowiedzie ÄTak!", a to w oczach przysi g ych definitywnie by mnie przekre li o. Prawid owa z prawniczego punktu widzenia odpowied (osoby o wieckich pogl dach) na tak postawione pytanie powinna brzmie : ÄMoje pogl dy religijne (lub ich brak) to wy cznie moja osobista sprawa. Nie mog by one przedmiotem zainteresowania tego s du, nie powinny by te w jakikolwiek sposób czone z moimi pogl dami naukowymi". Jako cz owiek uczciwy nie potrafi bym jednak odpowiedzie w ten sposób ² w Rozdziale 4. wyja ni , z jakich powodów. Madeleine Bunting z ÄGuardiana" jest autork artyku u Why the intelligent design lobby thanks God for Richard Dawkins [Dlaczego lobby Äinteligentnego projektu" dzi kuje Bogu za Richarda Dawkinsa]41. (Przy okazji ² nie ma adnych przes anek pozwalaj cych s dzi , i przy swoim artykule pani Bunting konsultowa a si z kimkolwiek poza Michaelem Ruse; w zasadzie

powinien on wyst pi jako wspó autor 4431.) Odpowiedzia jej Dan Dennett, trafnie przywo uj c opowiastki Wuja Remusa: To bardzo zabawne, e dwoje Brytyjczyków ² Madeleine Buntingi Michael Ruse ² da o si z apa na chwyt, który zna ka dy, komu nie jest obca ameryka ska tradycja (Why the intelligent design lobby thanks God for Richard Dawkins, ÄGuardian", 27.03.2006). W opowie ciach Wuja Remusa, gdy Brat Królik z apany zostaje (jak zwykle) przez swego odwiecznego wroga, Brata Lisa, b aga go: ÄProsz , prosz ! Zrób, co chcesz, tylko nie wrzucaj mnie w te straszne krzaki", Lis oczywi cie robi dok adnie to, szcz liwy Królik za bezpiecznie chowa si przed nim w g szczu. Na tej samej zasadzie, kiedy ameryka ski propagandysta William Dembski 4532 z ironi pisze do Dawkinsa i zach ca do dalszej pracy na rzecz inteligentnego projektu, Bunting i Ruse daj si na to z apa ! ÄTak, Bracie Lisie, otwarcie wyra ane przez ciebie twierdzenie, i biologia ewolucyjna podwa a ide Boga-Stwórcy zagra a nauczaniu biologii w szko ach, albowiem podwa a zasad rozdzia u ko cio a i pa stwa!". Prawda. Ale trzeba by te przyhamowa z fizjologi , przecie nauka ta uznaje dzieworództwo za niemo liwe [...]4Z. Ca a to sprawa ( cznie z odr bn inwokacj Brata Królika) zosta a bardzo rzetelnie omówiona w blogu Pharyngula biologa EZ. Myersa, stanowi cym zreszt wietny przyk ad po czenia ci tej inteligencji i zdrowego rozs dku43. Nie twierdz , oczywi cie, e moi koledzy z Älobby ust pstw" post puj tak ze zwyk ej nieuczciwo ci. Cz z nich zapewne g boko wierzy w zasad NOMA, cho nie przestaje mnie zdumiewa , jak zdo ali gruntownie rzecz ca przemy le i rozwi za nieuchronny wewn trzny konflikt, który musia towarzyszy takiemu rozumowaniu. Mo e nie zg biajmy ju dalej tej kwestii, jednak ca y czas pami tajmy, e, analizuj c publiczne wypowiedzi naukowców w sprawach religii, nale y zawsze uwzgl dnia ich polityczny kontekst: surrealistyczn kulturow wojn rozdzieraj c dzi Ameryk . Do ugodowo ci w stylu NOMA wrócimy zreszt jeszcze w nast pnym rozdziale. Teraz natomiast chcia bym powróci do agnostycyzmu i mo liwo ci os abienia naszej niewiedzy oraz wymiernego zmniejszenia niepewno ci co do istnienia lub nieistnienia Boga.
MA E ZIELONE LUDZIKI

Za ó my, e przypowie Bertranda Russella dotyczy a nie czajniczka orbituj cego gdzie w przestrzeni, a istnienia ycia w kosmosie (jak pami tamy, to w tej w a nie kwestii Carl Sagan odmówi skorzystania z Äwewn trznych przeczu "). W tym wypadku, ponownie, nie mo emy zaprzeczy , i jedynym w pe ni racjonalnym stanowiskiem pozostaje agnostycyzm. Sama hipoteza nie jest jednak niepowa na i nie mo emy natychmiast odrzuci jej jako nieprawdopodobnej. Toczy si wokó niej bardzo ciekawy spór i ²jakkolwiek opieraj c si na niekompletnych danych ² mo na t niepewno zmniejszy . Byliby my zreszt oburzeni, gdyby nasz rz d wydawa pieni dze na bardzo kosztowne teleskopy, których zadaniem by oby wy cznie ledzenie orbituj cych czajniczków. Nie kwestionujemy jednak finansowania SETI (Search for Extraterrestrial Intelligence) i wykorzystywania radioteleskopów do detekcji ewentualnych sygna ów wys anych przez obc inteligencj . To godne pochwa y, e Carl Sagan uzna , i nie nale y odwo ywa si do wewn trznych przeczu , gdy mowa o yciu pozaziemskim. Trzeba natomiast (co Sagan uczyni ) trze wo oceni , co powinni my wiedzie , by móc oszacowa prawdopodobie stwo takiego faktu. Mo emy zacz od prostej listy rzeczy, których nie wiemy, zupe nie jak w s ynnym równaniu Drake'a, które, jak to okre li Paul Davies, gromadzi prawdopodobie stwa. Zgodnie z tym równaniem, aby oszacowa , jak wiele cywilizacji mog o niezale nie wyewoluowa we Wszech wiecie, nale y uwzgl dni siedem zmiennych, w tym mi dzy innymi liczb gwiazd i liczb przypadaj cych na ka d z nich podobnych do Ziemi planet. Nie b d ju wymienia tu pozosta ych, jako e dla bie cego wywodu wa ne jest g ównie, i mówimy w tym wypadku o wielko ciach nieznanych, które mo emy jedynie szacowa i to z olbrzymim marginesem b du. A kiedy przemno ymy przez siebie kilka wielko ci zupe nie lub praktycznie zupe nie nieznanych, to rzeczywi cie wynik
31 To samo mo na powiedzie o tek cieWhen cosmologies collide[Kiedy zderzaj si kosmologie] opublikowanym w ÄNew York Times" z 22 stycznia 2006, autorstwa bardzo szanowanej (i zwykle znacznie lepiej poinformowanej) dziennikarki Judith Shulevitz. Pierwsza Regu a Wo jny genera a Montgomery'ego brzmia a: ÄNie maszeruj na Moskw ". By mo e Pierwsza Regu a Dziennikarstwa Naukowego powinna brzmie : ÄRozmawiaj nie tylko z Michaelem Ruse". 32 William A. Dembski (ur. 1960) matematyk z wykszta cenia, podaj cy si te za filozofa. Sztandarowa posta Änaukowego" ruchu antyewolucjonistycznego (przyp. t um.).

takiego równania (czyli liczba inteligentnych cywilizacji we Wszech wiecie) obci ony jest b dem tak kolosalnym, e konsekwentny agnostycyzm wydaje si najrozs dniejszym (o ile nie jedynym) uzasadnionym stanowiskiem. Tymczasem jednak o niektórych wielko ciach wykorzystanych w równaniu Drake'a wiemy dzi znacznie wi cej ni w roku 1961, kiedy to zosta o ono sformu owane. Wówczas nasz system planetarny z planetami okr aj cymi centraln gwiazd by jedynym znanym (wraz z analogiami, jakich dostarcza y satelity Jowisza i Saturna). Najlepsze szacunki liczby systemów planetarnych opiera y si na modelach teoretycznych stosowanych w po czeniu z zupe nie nieformaln Äzasad po lednio ci" (principleof mediocricity, zwan te Äzasad mierno ci i licho ci" b d Äzasad kopernika sk ", jako e narodzi a si z tych niewygodnych lekcji, jakie dali nam Kopernik, Hubble i inni); zasada ta g osi, e nie ma nic szczególnego w miejscu, w którym przysz o nam y . Niestety ² z czasem zasada ta os abiona zosta a przez Äzasad antropiczn " (wróc do niej w Rozdziale 4.), z której wynika, e gdyby nasz System S oneczny by jedynym tego typu uk adem planetarnym we Wszech wiecie, to by oby to dok adnie jedyne miejsce, gdzie istoty takie jak my, zdolne do rozwa a na podobne tematy, mog yby istnie . Sam fakt naszej egzystencji oznacza by zatem, e yjemy w skrajnie wyj tkowym, Änieu rednionym" miejscu. Jednak dzisiejsze szacunki liczby uk adów planetarnych nie bazuj ju na zasadzie kopernika skiej ² dysponujemy konkretnymi danymi empirycznymi. To spektroskopia, nemezis Comte'owskiego pozytywizmu, znów da a o sobie zna . Nasz teleskopy nie s jeszcze wystarczaj co pot ne, by mo na by o bezpo rednio obserwowa planety orbituj ce wokó innych ni S o ce gwiazd, ale na po o enie gwiazdy wp ywa przyci ganie okr aj cych j planet, a spektroskop pozwala wykry dopplerowskie przesuni cie w widmie gwiazdy, przynajmniej je li towarzysz ca jej planeta jest odpowiednio du a. To g ównie dzi ki tym metodom znamy dzi 170 planet okr aj cych 147 ró nych gwiazd44 (zapewne wi cej, w chwili, gdy czytasz te s owa). Na razie to planety podobne Jowiszowi, gdy tylko tak du e cia a niebieskie mo emy wykry za pomoc wspó czesnych spektroskopów. Jak wida , dok adno oszacowania jednej ze zmiennych równania Drake'a znacz co si poprawi a, gdy w jego czasach by o to praktycznie kompletn zagadk . To oznacza, e mo emy z wi ksz , cho oczywi cie ci gle mocno ograniczon dok adno ci szacowa ostateczny wynik równania. Nadal musimy pozosta agnostykami wobec kwestii pozaziemskiej inteligencji, ale, by tak rzec, nieco mniejszymi agnostykami, bo te mniejsza jest nasza niewiedza. Nauka mo e podkopywa agnostycyzm, cho nawet Huxley wykr tnie odmawia jej tego prawa w odniesieniu do Boga. Twierdz zatem w tym miejscu, i ² mimo uprzejmej wstrzemi liwo ci Huxleya, Goulda i wielu innych ² pytanie o Boga nie jest ustanowione z zasady i na zawsze poza kompetencjami nauki. Dzieje pytania o natur gwiazd (wbrew Augustowi Comte) i o prawdopodobie stwo istnienia ycia na okr aj cych je planetach pokazuj , e nauka bezpiecznie czyni mo e probabilistyczne rajdy na terytoria opanowane przez agnostycyzm. Moja definicja Hipotezy Boga zawiera okre lenia Änadludzki" i Änadnaturalny". Aby sprecyzowa t ró nic , za ó my, e radioteleskopy SETI wychwyci y z przestrzeni kosmicznej sygna jednoznacznie dowodz cy, i nie jeste my sami. Zastanówmy si jednak przez chwil , jaki to musia by by sygna , by my nie mieli adnych w tpliwo ci, e jego nadawc jest obca inteligencja. Dobrym podej ciem w takich przypadkach jest odwrócenie pytania ² co my powinni my zrobi , by zademonstrowa nasz obecno pozaziemskim s uchaczom. Nawet najwi ksza regularno sygna u nie wystarczy. Jocelyn Bell Burne l, radioastronom, która w 1967 odkry a pierwszy pulsar, by a zafascynowana doskona regularno ci obserwowanego sygna u (o sta ym okresie 1,33 sekundy); na tyle zafascynowana, e nada a pulsarowi (mo e nie ca kiem powa n ) nazw LGM (od Little Green Men, czyli «ma ych, zielonych ludzików»). Nieco pó niej Burnell odnalaz a drugi pulsar, emituj cy promieniowanie o innej charakterystyce, co znacznie os abi o hipotez LGM. Sta y, regularny sygna mo e by generowany przez wiele zjawisk i obiektów nieobdarzonych inteligencj , od ko ysz cych si ga zi po kapi c wod , tak sam charakterystyk mo e si te wykazywa dowolny uk ad samoreguluj cy ze sprz eniem zwrotnym czy wreszcie wiruj ce i orbituj ce cia o niebieskie. Dzi znamy w naszej Galaktyce ponad tysi c pulsarów i panuje powszechna zgoda, e to wiruj ce wokó w asnej osi gwiazdy neutronowe, które emituj energi o cz stotliwo ci fal radiowych i omiataj Wszech wiat jej strumieniem niczym latarnie morskie. Oczywi cie to bardzo ciekawe ² gwiazda obracaj ca si wokó swojej osi w cyklu sekundowym (co by by o, gdyby nasza doba trwa a 1,33 sekundy, a nie dwadzie cia cztery godziny?), ale w sumie

wszystko, co wiemy o gwiazdach neutronowych jest nie mniej intryguj ce. Poprzesta my jednak na tym, e ich Äpulsowanie" to zjawisko czysto fizyczne, niemaj ce adnego Äinteligentnego" komponentu. Zatem rytmicznie powtarzany sygna nie wystarczy by, eby powiadomi Wszech wiat o naszej obecno ci. Dobrym wyborem móg by natomiast by ci g liczb pierwszych, poniewa trudno wyobrazi sobie jakikolwiek czysto fizyczny proces, który móg by go generowa . Przyjmijmy jednak, e w ten, czy w jakikolwiek inny sposób SETI wykry ju ów sygna pochodz cy bezdyskusyjnie od pozaziemskiej inteligencji, a w lad za pierwszym sygna em do Ziemi dotar y kolejne transmisje, z nimi za nieprzebrane zasoby wiedzy i m dro ci ² jak to opisywali liczni autorzy powie ci fantastycznonaukowych, cho by Fred Hoyle w A jak Andromeda czy Carl Sagan w Kontakcie. Jak powinni my zareagowa ? Ca kiem zrozumia e by yby narodziny jakiego rodzaju kultu, bowiem jakakolwiek cywilizacja zdolna do przes ania sygna u na tak wielk odleg o musia aby przewy sza nasz wr cz niewyobra alnie. Zreszt nawet je li nie by a bardziej ni nasza zaawansowana w momencie transmisji, to z racji dziel cej nas olbrzymiej odleg o ci dzi wyprzedza aby ju nas o milenia (chyba e w mi dzyczasie zdo a a si sama unicestwi , czego zdecydowanie nie mo na wykluczy ). Niezale nie od tego, czy kiedykolwiek zetkniemy si z Äobcymi", czy nie, prawdopodobnie ich cywilizacja by aby dla nas Änadludzka", w tym przynajmniej znaczeniu, e istoty te przypomina yby bogów bardziej, ni si to kiedykolwiek ni o teologom. Ich technika wydawa aby si nam zapewne równie cudowna, jak nasza redniowiecznemu wie niakowi, którego przeniesiono by raptem w wiek XXI. Wyobra my sobie, co by pomy la o laptopie, telefonie komórkowym, bombie wodorowej i odrzutowcu. Ju Arthur C. Clarke napisa w swoim Trzecim Prawie, e Jakakolwiek wystarczaj co rozwini ta technologia jest nieodró nialna od magii". Dla staro ytnych cuda, do jakich zdolna jest nasza technika, by yby zapewne nie mniej godne podziwu ni Moj esz rozdzielaj cy wody Morza Czerwonego czy Jezus spaceruj cy po wodzie. Obcy wykryci przez nasze SETI byliby wi c dla nas niczym bogowie, tak samo jak misjonarze bywali niegdy uznawani za bogów (którego to niezas u onego zaszczytu nie omieszkali wykorzystywa do granic mo liwo ci), gdy ze strzelbami, teleskopami, zapa kami (i atlasami gwiazd, pozwalaj cymi z sekundow dok adno ci przewidywa za mienie S o ca) docierali do plemion yj cych ci gle jeszcze w epoce kamienia. W jakim sensie zatem ci hipotetyczni obcy wykryci przez SETI, przewy szaj cy nas technologicznie o tysi clecia, nie byliby bogami? Co to znaczy, e byliby nadludzcy, ale nie nadnaturalni? Otó jest to rozró nienie kluczowe dla tej ksi ki. Podstawowa ró nica mi dzy obcymi o boskich atrybutach a bogami tkwi nie w mo liwo ciach i w a ciwo ciach, a w pochodzeniu. Niezale nie od tego, jak bardzo podobni bogom mog nam si wyda alieni, gdy ich spotkamy, nie byli tacy od samego pocz tku. Autorzy ksi ek fantastycznonaukowych ² na przyk ad Daniel E Galouye w Counterfeit World ² pisali nawet, e tak naprawd yjemy w wiecie, który jest komputerow symulacj (szczerze mówi c, nie mam poj cia, jak mo na obali takie twierdzenie) stworzon przez pewn bardzo wysoko rozwini t cywilizacj . Mo liwe ² ale twórcy tej symulacji te musieli sk d si wzi . Zasady prawdopodobie stwa po prostu wykluczaj spontaniczne pojawienie si takich istot bez prostszych poprzedników. Najprawdopodobniej zawdzi czaliby swoje istnienie jakiej (cho zapewne bardzo obcej) formie darwinowskiej ewolucji; to stopniowo wznosz cy si w gór uraw, a nie zwisaj cy z nieba hak, by odwo a si do terminologii Daniela Dennetta45. Takie haki zwisaj ce z nieba ² wliczaj c w to wszelkich bogów ² to formu y magiczne. Nie wyja niaj niczego, a wr cz stwarzaj wi cej pyta , ni pozwoli y udzieli odpowiedzi. Tymczasem Dennettowskie urawie rzeczywi cie co wyja niaj , a dobór naturalny jest w ród nich najlepszy. To on w a nie uniós ycie od pierwotnej prostoty do przyprawiaj cych o zawrót g owy wy yn z o ono ci, pi kna i pozornego projektu, jakie ol niewaj nas dzisiaj. O tym wszystkim pisa b d w Rozdziale 4., zatytu owanym Dlaczego niemal na pewno nie ma Boga. Najpierw jednak, nim przejd do wyja niania powodów, dla których sam nie wierz w istnienie Boga, mam obowi zek rozprawi si z dowodami na jego istnienie, które do tej pory nam proponowano. Rozdzia trzeci DOWODY ISTNIENIA BOGA Nie ma u nas miejsca na katedr teologii. Thomas Jefferson

Dowody na rzecz istnienia Boga od stuleci kodyfikowali teologowie, a wspiera y argumenty rzeczników le poj tego Äzdrowego rozs dku".
ÄDOWODY" TOMASZA z AKWINU

Pi Ädowodów" przedstawionych w XIII wieku przez Tomasza z Akwinu nie dowodzi niczego i bardzo atwo wykaza ² cho przykro mi to mówi ze wzgl du na niekwestionowan wielko ich autora ² ich absurdalno . Pierwsze trzy to w sumie jeden i ten sam argument przedstawiony na trzy ró ne sposoby i dlatego mo na traktowa je cznie. Wszystkie odwo uj si do procedury zwanej w logice regressus ad infnitum: odpowied na pytanie wywo uje kolejne pytanie i tak w niesko czono .
1. Dowód z istnienia ruchu (nieruchomy poruszyciel) ² nic si nie porusza, je li nie

zostanie poruszone. To prowadzi nas do regresu, z którego jedynym wyj ciem jest Bóg. Co musia o wykona pierwszy ruch, a to co nazywamy Bogiem.

2. Dowód z poj cia przyczyny sprawczej (przyczyna bez przyczyny) ² nie jest mo liwe, by

cokolwiek spowodowa o samo siebie. Ka de zdarzenie ma jak poprzedzaj c przyczyn i znów jeste my w sytuacji regresu. Co musia o by pierwsz przyczyn , a to co nazywamy Bogiem. nie istnia y adne rzeczy. Ale, skoro kiedy nie istnia y adne obiekty fizyczne, a istniej dzi , musia o istnie co niefizycznego, co powo a o je do istnienia. I to co nazywamy Bogiem.

3. Dowód z konieczno ci rzeczy (argument kosmologiczny) ² musia istnie taki czas, kiedy

Jak ju powiedzia em, te trzy twierdzenia opieraj si na idei regresu i wywo uj Boga, bowiem tylko on mo e go przerwa . Co z kolei wymaga przyj cia nieuzasadnionego za o enia, i sam Bóg jest odporny na analogiczn procedur . Ale nawet je li ju zaakceptujemy taki ² w tpliwy do ² luksus, jakim jest wyci gni cie, niczym z kapelusza, pewnego bytu zdolnego do przerwania regressus as infinitum (cho by z tego powodu, e czego takiego potrzebujemy), to i tak nie ma najmniejszego powodu, by byt ów wyposa a w przymioty, jakie zwykle przypisujemy Bogu: wszechmoc, wszechwiedz , dobro , stwórczo , e nie wspomn ju o kilku czysto ludzkich w a ciwo ciach, jak wys uchiwanie modlitw, wybaczanie grzechów i czytanie w najg bszych my lach. Tak przy okazji² uwagi logików nie umkn o, e wszechmoc i wszechwiedza to atrybuty wzajemnie si wykluczaj ce. Je li bowiem Bóg jest wszechwiedz cy, to z góry wie, e zamierza, korzystaj c ze swej wszechmocy, w jakim momencie zmieni bieg zdarze . To za oznacza, i nie mo e ju zmieni zdania i powstrzyma si od dzia ania, co z kolei przeczy jego wszechmocy. Karen Owens zamkn a ten paradoks w zgrabnym wierszyku: Can omniscient God, who Knows the future, find The omnipotence to Change His future mind?4633 Wró my jednak do niesko czonego regresu i daremno ci wzywania Boga, by go przerwa , znacznie oszcz dniej by oby bowiem w tym momencie przywo a jak Äosobliwo Wielkiego Wybuchu" czy inny nieznany na razie fizyce czynnik²wzywanie Boga jest za w najlepszym razie ma o pomocne, a w najgorszym g boko myl ce. Edward Lear stworzy kiedy Nonsensowny przepis na najkruchliwie szy kotlecik. Brzmia on tak: ÄPrzygotuj kilka plasterków wo owiny, po czym pokrój je najdrobniej, jak dasz rad . Nast pnie krój je dalej, na osiem albo jeszcze lepiej dziewi cz ci". Niektóre regresy maj swoj naturaln granic . Niegdy uczeni zastanawiali si ,co si stanie, je li podzielimy, dajmy na to, z oto na najmniejsze mo liwe kawa eczki. Dlaczego nie mo na by wzi takiego kawa eczka, przeci na pó i uzyska jeszcze mniejszych drobin z ota? Otó w tym wypadku nieprzekraczaln granic regresu wyznacza atom. Najmniejszy mo liwy kawa eczek z ota to atom zawieraj cy dok adnie siedemdziesi t dziewi protonów i nieco wi ksz liczb neutronów, otoczonych przez chmur siedemdziesi ciu dziewi ciu elektronów. Je li Äprzetniesz" taki kawa ek z ota, to cokolwiek by otrzyma , nie b dzie to ju
33 Czy wszechwiedz cy Bóg/ co przysz o wietnie zna / wszechmocny jest a tak / by zmieni w asny plan (przyp. t um.)

z otem. Atom to ostateczna granica regresu w stylu Änajkruchliwie szego kotlecika". W adnym wypadku nie jest natomiast oczywiste (mówi c agodnie, jak si przekonamy pó niej), e dla regresu Akwinaty takim naturalnym ogranicznikiem jest Bóg. Wró my jednak do Äargumentów" wielkiego Tomasza. 4. Dowód z ró nej doskona o ci (argument stopnia). Widzimy, e rzeczy na Ziemi si ró ni . Ró ni si stopniem, na przyk ad, dobroci czy doskona o ci. Oceni te w a ciwo ci mo emy jednak tylko poprzez porównanie ze stopniem najwy szym. Ludzie mog by zarówno dobrzy, jak li, ale najwy sze dobro nie le y w nas. Musi by zatem co , co jest najlepsze, co stanowi wzorzec doskona o ci, i to co nazywamy Bogiem. Czy to jest powa ny argument? Równie dobrze mo na by powiedzie , e ludzie ró ni si pod wzgl dem nat enia wydzielanego smrodu, lecz te ró nice mi dzy nimi mo na mierzy jedynie w odniesieniu do jakiego najgorszego wyobra alnego smrodu, smrodu idealnego, musi zatem istnie jaki szczególny, nadzwyczajny mierdziel i to co nazywamy Bogiem. Prosz podstawi sobie zreszt na to miejsce dowoln cech czy kategori , a wniosek b dzie równie bezsensowny. 5. Argument teleologiczny czyli dowód Äz projektu" (argument Äz rz dów wszech wiata"). Rzeczy na tym wiecie, a zw aszcza byty o ywione, wygl daj tak, jakby zosta y wiadomie zaprojektowane. Nic, co znamy, a co wygl da, jakby zosta o zaprojektowane, nie wygl da tak, o ile rzeczywi cie zaprojektowane nie zosta o. A wi c musia istnie projektant i jego w a nie nazywamy Bogiem 4734. Sam Tomasz z Akwinu pos u y si w tym momencie analogi ze strza , która zmierza do celu, ale chyba nowoczesny, samonaprowadzaj cy si pocisk przeciwlotniczy wyposa ony w czujniki ciep a lepiej nadawa by si do tego celu. Dowód Äz projektu" jest jedynym do dzi cz sto przytaczanym i wiele osób uznaje go za argument ostateczny i niepodwa alny. M ody Darwin te by pod jego wra eniem ² po raz pierwszy zetkn si z nim jeszcze jako bardzo m ody cz owiek, podczas studiów w Cambridge, za po rednictwem Natural Theology Williama Paleya. Pechowo dla Paleya, doros y Darwin rozniós ów argument na strz py. Trudno zreszt o lepszy przyk ad rozumowania tak druzgoc cego dla popularnych przekona ni to, które tak b yskotliwe (i przy okazji nieoczekiwanie) zademonstrowa Darwin. Dzi ki Darwinowi w a nie nikt nie mo e dzi uczciwie powiedzie , e je li co wygl da na wiadomie zaprojektowane, to zosta o wiadomie zaprojektowane. Ewolucja poprzez dobór naturalny wytwarza niezliczone Äprojekty", o niebywa ej wprost z o ono ci i elegancji. Po ród nich znajduje si na przyk ad uk ad nerwowy, dzi ki któremu ² i to w najprostszych jego manifestacjach ² organizmy s zdolne do celowego dzia ania; nawet najbardziej prymitywne ma e robaczki zachowaniem znacznie bardziej przypominaj samonaprowadzaj ce si pociski ni zwyk strza wymierzon w cel. Dowód Äz projektu" b d zreszt szerzej omawia w Rozdziale 4.
DOWÓD ONTOLOGICZNYI INNE DOWODY A PRIORI

Argumenty na rzecz istnienia Boga podzieli mo na na dwie g ówne kategorie ² a priorii a posteriori. Pi dowodów Tomasza z Akwinu to klasyczne rozumowanie a posteriori, opieraj ce si na uprzednim badaniu realnego wiata. Najs ynniejszy z dowodów apriori (czyli takich, jakie, z grubsza rzecz bior c, formu ujemy, nie wychylaj c nosa z wygodnego fotela) to tak zwany dowód ontologiczny, zaproponowany po raz pierwszy przez wi tego Anzelma z Canterbury w roku 1078 i od tego czasu wielokro i przez licznych filozofów powtarzany na najró niejsze sposoby. Do dziwnym w argumentacji Anzelma mo e wydawa si to, i pierwotnie dowód jego nie by skierowany do ludzi, lecz ² w formie modlitwy ² zaadresowany bezpo rednio do samego Boga. (Kto , co prawda, móg by pomy le , e jakakolwiek istota zdolna do wys uchania skierowanej do siebie modlitwy nie potrzebuje raczej, by j przekonywano o w asnym istnieniu, ale có ...) Mo emy zatem, twierdzi Anzelm, wyobrazi sobie istot tak doskona , e nic doskonalszego od niej w naszym umy le zaistnie ju nie mo e. Nawet ateista mo e wyobrazi sobie takie najdoskonalsze ze wszystkich stworze (cho zaprzeczy jego istnieniu w realnym wiecie). Ale ²
34 Nic na to nie poradz , ale zawsze przypomina mi si w tym momencie uroczy i nie miertelny wr cz sylogizm, jaki mojemu przyjacielowi, z którym razem ucz szczali my na lekcje geometrii, uda o si przeszmuglowa do dowodu twierdzenia Euklidesa. Brzmia o to mniej wi cej tak: ÄTrójk t ABC wygl da jak trójk t równoramienny, a zatem...".

to wracamy do Anzelma ² istota nieistniej ca w prawdziwym wiecie niejako ex definitione nie jest doskona a. Zatem mamy sprzeczno i ² Eureka, Bóg istnieje! Pozwólcie e przet umacz t infantyln argumentacj na lepiej pasuj cy do niej j zyk, j zyk dzieci bawi cych si w piaskownicy:
² Za o

si , e potrafi udowodni istnienie Boga.

² Stoi! Nie potrafisz! ² Dobra. Wyobra sobie wi c rzecz najdoskonalsz z najdoskonalszych w ród doskona ych. ² Wyobrazi em sobie. I co? ² A teraz powiedz, czy ta rzecz najdoskonalsza z najdoskonalszych w ród doskona ych jest ² Nie. Jest tylko w mojej g owie. ² Widzisz! Gdyby by a realna, by aby jeszcze doskonalsza, przecie prawdziwa doskona a rzecz musi by lepsza ni jaki g upi wytwór wyobra ni. Czyli udowodni em ci, e Bóg istnieje. Ele mele dudki, atei ci to g upki!

prawdziwa. Czy istnieje?

Kaza em mojemu ma emu m drali pos u y si okre leniem Äg upek" nieprzypadkowo, sam Anzelm bowiem zacytowa w tym miejscu Psalm 14: ÄMówi g upi w swoim sercu: / «Nie ma Boga»" i mia do tupetu, by u y s owa Äg upi" (insipiens w aci skim oryginale), gdy opisywa swojego wyimaginowanego ateist : Wi c nawet cz owiek g upi zgodzi si z tym, i rozumowo istnie mo e co , od czego nic wi kszego pojmowalne nie b dzie. Gdy us yszy co takiego, pojmie to, a gdy ju to pojmie, rozumowo istnie to b dzie. Zarazem niechybnie co , od czego nic wi kszego wyobrazi sobie nie mo na, nie mo e istnie wy cznie rozumowo ² a skoro istnieje rozumowo, nietrudno poj , e istnie musi równie realnie, gdy wówczas jest doskonalsze. Sam pomys , e do wa kich wniosków dochodzi mo na przez ur gaj ce logice zabawy s owami, obra a moje poczucie estetyki, postaram si jednak powstrzyma od szafowania epitetami w stylu Äg upka". Bertrand Russell (nie g upek) powiedzia kiedy rzecz interesuj c : ÄZnacznie atwiej by przekonanym, i [dowód ontologiczny] musi by fa szywy, ni potrafi wskaza dok adnie, gdzie tkwi b d w tym rozumowaniu". W m odo ci sam zreszt niemal uleg tej argumentacji: Dok adnie pami tam ów dzie . To by o w 1894, szed em sobie po Trinity Lane i nagle, w chwili ol nienia, poj em (lub wyda o mi si , e poj em): dowód ontologiczny jest prawdziwy! Poszed em potem kupi puszk tytoniu, wracaj c, podrzuci em j wysoko do góry, a z apawszy, wykrzykn em: ÄA niech to. Ten dowód jest logiczny". Osobi cie ciekaw jestem, dlaczego Russell nie wykrzykn wówczas czego w tym rodzaju: ÄA niech to! Dowód ontologiczny brzmi na pozór wiarogodnie. Ale czy nie by oby to zbyt pi kne, by mog o by prawd , e najg bsze prawdy o Wszech wiecie da si odkry jedynie na podstawie s ownej onglerki. Lepiej chyba przysi d fa dów i popracuj , eby rozwi za ten paradoks; zapewne przypomina on paradoksy Zenona"48 35. Grecy nie le si nag owili, analizuj c Ädowód" Zenona na to, e Achilles nigdy nie dogoni ó wia. Mieli jednak do rozs dku, by nie wyci ga z niego wniosków dotycz cych rzeczywisto ci. Za to ukuli termin Äparadoks" i pozostawili zagadk do rozwi zania generacjom przysz ych matematyków. Russell mia kwalifikacje równie dobre, jak ka dy, by zrozumie , dlaczego nie warto ciska w niebo puszkami z tytoniem dla uczczenia nieuchronnej ucieczki ó wia przed cigaj cym go Achillesem. Dlaczego wi c z tak sam ostro no ci nie podszed do w. Anzelma? Osobi cie podejrzewam, e by po prostu ateist tak
35 Paradoksy Zenona s zbyt znane, by zas ugiwa na inne miejsce ni przypis. Oto najbardziej chyba znany z nich, opowie o Achillesie i ó wiu. Achilles i ó w staj na linii startu wy cigu na dowolny, sko czony dystans. Achilles potrafi biega dwa razy szybciej od ó wia i dlatego na starcie pozwala mu si oddali o 1/2 ca ego dystansu. Achilles, jako biegn cy dwa razy szybciej od ó wia, dobiegnie do 1/2 dystansu w momencie, gdy ó w dobiegnie do 3/4 dystansu. W momencie, gdy Achilles przebiegnie 3/4 dystansu, ó w znowu mu Äucieknie", pokonuj c 3/4 + 1/8 dystansu. Gdy Achilles dotrze w to miejsce, ó w znowu b dzie od niego o 1/16 dystansu dalej, i tak dalej ad infinitum.Wniosek: Achilles nigdy nie do cignie ó wia

nadgorliwie staraj cym si zachowa obiektywizm, e wola nawet rozczarowanie, o ile tylko prowadzi a do niego logika 4936. A mo e odpowied znale mo na w tym, co sam napisa w roku 1946, d ugo po tym, gdy rozprawi si ju z dowodem ontologicznym: Podstawowe pytanie brzmi: czy istnieje cokolwiek, o czym mo emy my le i co przez sam fakt my lenia zaczyna istnie w zewn trznym wiecie? Ka dy filozof chcia by odpowiedzie , e tak, bowiem do zawodu filozofa nale y odkrywanie faktów o wiecie raczej przez my lenie, ni przez obserwacj . Je eli prawid owa odpowied na to pytanie brzmi tak, to istnieje bezpo redni pomost mi dzy my l a rzeczami; je eli odpowied brzmi nie, to takiego pomostu nie ma. Ja, przeciwnie ni Russell, odczuwa bym automatyczn wr cz, g bok podejrzliwo wobec jakiegokolwiek rozumowania prowadz cego do tak istotnych wniosków, które obywa si bez najmniejszego chocia by odniesienia do danych zaczerpni tych z zewn trznego wiata. Ale mo e znaczy to wy cznie, e jestem naukowcem, nie za filozofem. Filozofowie przez stulecia traktowali dowód ontologiczny bardzo powa nie i ² z atencj ² przyjmowali go lub odrzucali. Bardzo klarowny opis ich wysi ków znale mo na w ksi ce The Miracle of Theism [Cud teizmu] filozofa-ateisty J.L. Mackie'ego. (Rozumiem, e to komplement, gdy definiuje si filozofa jako kogo , dla kogo zdrowy rozs dek nie jest adnym wyja nieniem.) Gdy mowa o obaleniu dowodu ontologicznego, zwykle wymienia si dwóch filozofów ² Davida Hume'a (1711-1776) i Immanuela Kanta (1724-1804). Kant uzna , e asem ukrytym w r kawie Anzelma by o niejawne, a liskie za o enie, e Äistnienie" jest Ädoskonalsze" od nieistnienia. Ameryka ski filozof Norman Malcolm wyrazi kantowskie zastrze enie w ten oto sposób: ÄTeza, i istnienie jest doskona e, jest nieco dziwaczna. To ma sens ² i jest prawd ² gdy stwierdzam, e mój przysz y dom b dzie lepszy, je li jego mury b d pokryte warstw izolacyjn , ni wówczas, gdy takiej izolacji nie b dzie. Ale co to mo e znaczy , gdybym powiedzia , e dom b dzie lepszy, je li b dzie istnia , ni gdyby go mia o w ogóle nie by "46. Inny filozof, tym razem Australijczyk, Douglas Gasking, niejako podsumowa ca dyskusj swym ironicznym Ädowodem", e Bóg nie istnieje (wspó czesny Anzelmowi Gaunilo proponowa nieco zbli on reductio):
1. 2. 3. 4. 5.

Stworzenie wiata to najwspanialsze dzie o, jakie mo emy sobie wyobrazi . Jako dzie a mo emy ocenia na podstawie (a) jego w a ciwo ci i (b) atrybutów jego autora. Im mniej uzdolniony (lub im bardziej upo ledzony) jest autor, tym wi ksze wra enie robi jego dzie o. Najgorszym upo ledzeniem dla autora by oby nieistnienie. Zatem, je li za o ymy, e Wszech wiat powsta za spraw realnie istniej cego stwórcy (autora), mo emy wyobrazi sobie istot ode pot niejsz ² kogo , kto potrafi by stworzy Wszech wiat, nie istniej c. Bóg realnie istniej cy nie jest zatem bytem, od którego nie sposób sobie wyobrazi bytu wi kszego, gdy Bóg, który nie istnieje, by by stwórc jeszcze bardziej wspania ym i niewiarogodnym ² w a nie z racji nieistnienia. Ergo:

6.

7.

36 Co podobnego mogli my obserwowa niedawno przy okazji zdecydowanie nadmiernie nag o nionej apostazji filozofa Anthony'ego Flew, który w podesz ym ju wieku oznajmi , e nawróci si na co w rodzaju deizmu, która to informacja szybko rozesz a si po Inte rnecie, budz c pewn sensacj . Ale spójrzmy na to od drugiej strony ² Bertrand Russell by wielkim filozofem. Bertrand Russell dosta Nobla. Mo e tak domniemana konwersja pana Flew zaowocuje Nagrod Templetona. Pierwszym krokiem w tym kierunku by o ² upokarzaj ce, zaiste ² przyj cie przez niego w roku 2006 Phillip E. Johnson Award for Liberty and Truth. Pierwszym laureatem tego wyró nienia by Phillip E. Johnson, prawnik, uhonorowany za wymy lenie s dowej strategii dla zwolenników teorii inteligentnego projektu. Flew jest drugim. Aha ² nagrod przyznaje BIOLA, czyli Bibie Institute of Los Angeles. Nie sposób si nie zastanawia , czy Flew zdaje sobie spraw , do czego zosta wykorzystany. Szczegó y w: Victor Stenger,Flewsflawed science,ÄFree Inquiry" 25: 2, 2005, 17-18; www.secularhumanism.org/index.php?section=library&page=stenger_25_2.

8. Bóg nie istnieje Nie musz chyba dodawa , e Gasking oczywi cie nie udowodni tym samym, e Bóg nie istnieje. Podobnie jak Anzelm nie udowodni Jego istnienia. Ró nica polega na tym, e Gasking wiadomie artowa , zdaj c sobie spraw , i istnienie ² lub nieistnienie ² Boga to zbyt powa ny problem, by da o si go rozwi za za pomoc Ädialektycznego prestidigitatorstwa". Nie wydaje mi si zreszt , by intelektualny po lizg przy przej ciu od istnienia do doskona o ci by najwi kszym k opotem z dowodem ontologicznym. Nie pami tam ju , niestety, szczegó ów naszej dyskusji, ale kiedy zdarzy o mi si za pomoc argumentu ontologicznego udowodni , e winie potrafi lata . Moich rozmówców ² grono teologów i filozofów ² najbardziej zirytowa o, e musieli odwo a si do logiki modalnej, by udowodni , e nie mam racji. Dowód ontologiczny, podobnie zreszt jak inne teologiczne argumenty a priori, przywodzi mi na my l jedn z postaci z Kontrapunktu Aldousa Huxleya ² cz owieka, który odkry na staro matematyczny dowód istnienia Boga: Znasz formu k : m podzielone przez zero równa si niesko czono ci, przy m równym ka dej liczbie dodatniej. Wi c dlaczego by nie sprowadzi równania do prostszej formu y, mno c obie strony przez zero? I w tym wypadku otrzymujemy, e m równa si niesko czono ci pomno onej przez zero. Czyli liczba dodatnia jest iloczynem zera i niesko czono ci. Czy to nie dowodzi stworzenia wszech wiata z niczego przez niesko czon pot g ?3750 Mieli my te s ynn , sprowokowan przez Katarzyn Wielk , osiemnastowieczn debat o istnieniu Boga mi dzy Eulerem, wielkim szwajcarskim matematykiem, a Diderotem, jednym z najwybitniejszych encyklopedystów O wiecenia (a mo e raczej mogli my mie ² to chyba legenda). W ka dym razie, jak g osi opowie , pobo ny Euler nieznosz cym sprzeciwu tonem zaatakowa ateist Diderota. Sztych by prosty:ÄMonsieur, (a + bn)ln = x, a zatem Bóg istnieje! S ucham!"; w cz sto przytaczanej wersji tej anegdotki Diderot wyra nie si wyp oszy i, jako e nie by matematykiem, nie odwa y si zaprzeczy Eulerowi. To jednak bajka ² B.H. Brown ju w roku 1942 przypomnia , e Diderot w rzeczywisto ci by zupe nie niez ym matematykiem i na pewno nie da by si pokona klasycznym ÄDowodem z Ol nienia Nauk " (w tym wypadku matematyk ). David Mills opisujewAiheist Universewywiad radiowy, jaki przeprowadza z nim kiedy bardzo religijny rozmówca, który przywo a w pewnym momencie prawo zachowania masy/energii w tym razem nieskutecznej próbie Äol nienia" pot g nauki. ÄWszyscy zbudowani jeste my z masy i energii ² zwróci si do Millsa²i czy ta naukowa zasada nie czyni tym samym wiary w ycie pozagrobowe bardziej uzasadnion ?" Mills odpowiedzia znacznie uprzejmiej i z wi ksz cierpliwo ci , ni ja kiedykolwiek bym zdo a , zw aszcza, gdy uprzytomnimy sobie, e to, co ów osobnik stwierdzi , po przet umaczeniu na normalny j zyk oznacza o ni mniej, ni wi cej ni : ÄKiedy umieramy, aden atom naszego cia a, ani adna cz jego energii, nie gin . Zatem jeste my nie miertelni". Przyzna musz , e mimo mojego wieloletniego do wiadczenia z tak zabawnym przyk adem my lenia yczeniowego nie uda o si jeszcze zetkn . Poszukuj cym ciekawych dowodów na rzecz istnienia Boga poleca bym za ²jako ród o wietnej zabawy ² list ÄPonad trzystu dowodów istnienia Boga", jak znale mo na na stronie http://www.godlessgeeks.com/LINKS/GodProof.htm. Poni ej kilka przyk adów, poczynaj c od Dowodu 36.:
36. Dowód z niezupe nej zag ady: W katastrofie samolotowej zgin o 143 pasa erów i za oga. Ocala o jednak dziecko i to zaledwie z oparzeniami III stopnia. Zatem Bóg istnieje. 37. Dowód z alternatywnych wiatów: Gdyby mog o by inaczej, by oby inaczej. A wtedy by oby le. Zatem Bóg istnieje. 38. Dowód z wielkiej wiary: Wierz w Boga! Wierz w Boga! Wierz ! Wierz ! Wierz w Boga! Zatem Bóg istnieje!

50

37 Aldous Huxley,Kontrapunkt, PIW, Warszawa 1957, s. 193 -194 (przyp. t um.).

39. Dowód z niewiernych: Wi kszo tak, jak planowa szatan. Zatem Bóg istnieje.

populacji wiata to niechrze cijanie. To dok adnie

40. Dowód z ycia po miertnego: X umar jako ateista. Teraz ju wie, e b dzi . Zatem Bóg istnieje. 41. Dowód z szanta u emocjonalnego: Bóg ci kocha. Jak mo esz by tak niewdzi czny i nie kocha Jego? Zatem Bóg istnieje.

DOWÓD Z PI KNA

Inny bohater Huxleyowskiego Kontrapunktu usi uje dowie istnienia Boga, puszczaj c na gramofonie p yt z Kwartetem skrzypcowym nr 15 Beethovena (heiliger Dankgesang). Pomi my mo e na chwil sam muzyk . Wa niejsze, e dowód ten reprezentuje ca klas podobnych argumentacji. Osobi cie ju przesta em liczy , ile razy spytano mnie ² mniej lub bardziej zaczepnie ² ÄA co w takim razie z Szekspirem?" (je li kto woli, mo e sobie podstawi w to miejsce Schuberta, Micha a Anio a, wybór olbrzymi...). W ka dym razie to linia rozumowania na tyle powszechna, e nie musz chyba ju podawa wi cej przyk adów. Ma o kto jednak próbuje ukaza logik tej argumentacji, a szkoda, bo im d u ej jej si przygl damy, tym bardziej wydaje si podejrzana. Nie ma oczywi cie najmniejszych w tpliwo ci ² pó ne kwartety Beethovena s równie wznios e, jak sonety Szekspira. Tyle e s wznios e, je li Bóg istnieje, ale tak e i wtedy, gdy go nie ma. Ani jedne, ani drugie nie dowodz istnienia Boga²to raczej dowód na istnienie Beethovena i Szekspira. Mówi si , e pewien wielki dyrygent wyzna : ÄJe li mo esz s ucha Mozarta, to po co ci Bóg?". Kiedy zaproszono mnie do popularnej brytyjskiej audycji radiowej ÄDesert Island Discs" [P yty z bezludnej wyspy]. Ka dy z go ci ma wybra osiem p yt, jakie chcia by zabra ze sob , gdyby mia znale si na bezludnej wyspie. Ja wybra em (mi dzy innymi) Mache dich mein Herze rein z Bachowskiej Pasji wg w. Mateusza. Prowadz cy by zszokowany²jak, b d c niewierz cym, mog em wybra muzyk religijn ? Równie dobrze móg by mnie spyta , dlaczego podobaj mi si Wichrowe wzgórza, skoro doskonale wiem, e Katarzyna i Heathcliffe nigdy nie istnieli. Pozostaje jeszcze co do dodania, o czym zreszt trzeba przypomina zawsze, ilekro kto próbuje zas ug stworzenia Kaplicy Syksty skiej czy Zwiastowania Rafaela przypisa religii. Nawet najwi kszy artysta musi z czego y , a zamówienie trzeba realizowa tam, gdzie yczy sobie zamawiaj cy. Nie mam adnych powodów w tpi , e Rafael i Micha Anio byli chrze cijanami ² w ich epoce by a to w zasadzie jedyna dopuszczalna opcja²ale w istocie ten fakt nie ma adnego znaczenia. Za spraw swego olbrzymiego bogactwa Ko ció by najwi kszym mecenasem sztuki. Mo liwe, e gdyby historia potoczy a si innymi torami, a Micha Anio dosta by zlecenie pomalowania sklepienia w wielkim Muzeum Nauki, stworzy by dzie o równie natchnione, jak Kaplica Syksty ska. Bardzo smutne, e nigdy nie us yszymy Beethovena Symfonii Mezozoicznej czy opery Mozarta Rozszerzaj cy si Wszech wiat. I doprawdy wielka szkoda, e zostali my pozbawieni Oratorium ewolucyjnego Haydna ² cho oczywi cie nie przeszkadza nam to zachwyca si jego Stworzeniem wiata. Z drugiej strony za (t inteligentn uwag zawdzi czam mojej onie), gdyby Szekspir musia pisa na zamówienie Ko cio a, raczej straciliby my Hamleta, Króla Lira czy Makbeta. A co dostaliby my w zamian ² wymarzone arcydzie a? Kto chce, niech w to wierzy. Je eli w ogóle mo na mówi o jakimkolwiek logicznym zwi zku mi dzy istnieniem dzie sztuki a istnieniem Boga, jest to implikacja, o której nie wspominaj ci, co si pos uguj Ädowodem z pi kna" ² bo mo e raczej nale a oby patrze na ca y problem jak na now wersj Ädowodu z projektu": wszak geniusz muzyczny Schuberta, przez swe znikome prawdopodobie stwo, jest znacznie cudowniejszy ni oko. W bardziej przyziemnej za interpretacji mo e po prostu to zwyk a zazdro o cudzy talent: ÄJak kto mo e tworzy tak pi kn muzyk , poezj czy sztuk , skoro ja nie potrafi ? To musia sprawi Bóg".

DOWÓD Z ÄOSOBISTEGO DO WIADCZENIA "

Jeden z najm drzejszych (i bardziej dojrza ych) moich znajomych z pierwszych lat studiów ² ch opak g boko wierz cy ² wybra si kiedy na wycieczk na szkockie wyspy. W rodku nocy jego i jego przyjació k wyrwa ze snu straszliwy g os: to by g os samego szatana, tak diaboliczny, e nie mieli co do tego adnych w tpliwo ci. Mój przyjaciel nigdy nie zapomnia przera liwego d wi ku i to wspomnienie by o jednym z powodów, dla których zdecydowa si przyj wi cenia. Ja te zapami ta em jego opowie , bo bardzo mnie poruszy a. Kiedy , pó niej, przywo a em j , kiedy siedzieli my sobie z grup zoologów w oksfordzkiej knajpce ÄPod ró i koron ". Przypadkiem dwóch z nich by o ornitologami. Obaj wybuchli miechem ÄBurzyk pó nocny!", wykrzykn li chórem. Jeden z nich qyja ni nam potem, e okrzyk godowy brzmi cy zaiste jak szata ski skowyt sprawi , e w wielu rejonach wiata i w ró nych j zykach burzyki nazywa si Ä diabelskimi ptakami". Wielu ludzi wierzy w Boga, poniewa s dz , e osobi cie, na w asne oczy, ujrzeli kiedy jego obraz²b d anio a czy dziewic w b kitnej po wiacie, albo e on kiedy do nich przemówi . Dowód Äz osobistego do wiadczenia" dla ludzi, którzy wierz , e prze yli zdarzenie o podobnym charakterze, jest najbardziej przekonuj cy. S abiej jednak przemawia do tych, którzy dysponuj pewn wiedz psychologiczn . Kto mówi, e osobi cie do wiadczy obecno ci Boga? Có ² s tacy, co twierdz , e widuj ró owe s onie, ale na nich jako nikt nie zwraca uwagi. Peter Sutcliffe, zwany ÄRze nikiem z Yorkshire" t umaczy , e to Jezus przemówi do i kaza zabija kobiety²dzi ma do ywocie. George W. Bush powo ywa si na Äg os Boga", gdy uzasadnia inwazj na Irak (szkoda, e g os ten w swej askawo ci nie objawi mu równie , e w Iraku nie ma broni masowego ra enia). W szpitalach dla psychicznie chorych znale mo na wielu ró nych pacjentów: jedni uwa aj si za Napoleona albo Charliego Chaplina, cz wierzy, e ca y wiat sprzysi g si przeciwko nim i spiskuje, inni wreszcie, e potrafi przekazywa w asne my li bezpo rednio do g owy drugiego cz owieka. Nie sprzeciwiamy si im, ale nikt nie traktuje tych wewn trznych przekona powa nie, przede wszystkim dlatego, e ma o kto je podziela. Do wiadczenia religijne s inne tylko pod jednym wzgl dem: przyznaje si do nich bardzo wielu ludzi. Trudno zarzuci nadmierny cynizm Samowi Harrisowi, który w The End of Faith [Koniec wiary] napisa : Stworzyli my specjalne etykietki, nazwy dla ludzi, którzy ywi niedaj ce si uzasadni przekonania. Kiedy s to przekonania bardzo rozpowszechnione, nazywamy takie osoby Äreligijnymi", w rzadszych wypadkach mówimy o Äszale stwie", Äpsychozach" i Äurojeniach" [...] Najwyra niej zdrowie psychiczne jest funkcj cz sto ci. A tymczasem przecie przez czysty historyczny przypadek w naszej kulturze uwa a si za zdrowe, gdy kto wierzy, e stwórca Wszech wiata mo e us ysze jego my l, natomiast objawem choroby psychicznej jest przekonanie, e On komunikuje si z tob , wystukuj c polecenia na ramie okna sypialni alfabetem Morse'a. Oczywi cie ludzie religijni w ogólno ci nie s szale cami, ale rdze ich wiary ² to szale stwo. Do kwestii halucynacji powróc jeszcze w Rozdziale 10. Ludzki mózg dysponuje doskona ym oprogramowaniem symulacyjnym. Oczy nie przekazuj nam wiernej fotografii tego, co widz , ani filmu z zapisem zachodz cych wokó nas zdarze . To mózg tworzy model i stale go uaktualnia, oczywi cie uaktualnia pod wp ywem zakodowanych sygna ów dochodz cych poprzez nerw wzrokowy, niemniej jednak ostatecznym konstruktorem pozostaje mózg. Z udzenia wzrokowe s tego najlepszym dowodem47. Znaczna cz z udze ² sze cian Neckera jest tu dobrym przyk adem ² powstaje, gdy nap ywaj ce dane zmys owe zgodne s z dwoma konkurencyjnymi modelami rzeczywisto ci. Mózg, nie maj c adnych podstaw, by wybra który , próbuje obydwu, my za do wiadczamy tego jako serii przeskoków od jednego modelu do drugiego. Patrzymy na obiekt, a ten dos ownie na naszych oczach staje si czym zupe nie innym. Symulacyjny software mózgu jest szczególnie dostosowany do obróbki twarzy i g osów. Mam na parapecie plastikow mask Einsteina. Ogl dana z przodu, wygl da jak zwyk a twarz ² i nic dziwnego. Kiedy jednak spojrzymy na ni od ty u²od Äwkl s ej" strony²równie widzimy normaln ludzk twarz, ale odnosimy bardzo dziwne wra enie. Kiedy ogl daj cy okr a

mask ,twarz jakby pod a a za nim, i to nie jest s abiutkie wra enie, jakie odczuwamy, patrz c na portret Mony Lisy, gdy na upartego mo na obstawa , e ledzi nas wzrokiem. Ta wkl s a maska naprawd wygl da, jakby si porusza a. Wszystkim, którzy stykaj si z moj mask po raz pierwszy, zapiera dech. A co jeszcze dziwniejsze, je li mask postawi na wolno obracaj cej si podstawie, dla obserwatora obraca si ona w prawid owym kierunku, póki widzi jej Äwypuk " stron , ale w przeciwnym , gdy patrzy na stron wkl s . W efekcie kto , kto ogl da dok adnie moment zmiany stron, ma wra enie, jakby jeden obraz ² nadchodz cy ² wch ania drugi, ten, który si oddala. To naprawd osza amiaj cy widok i warto sta si ofiar takiego z udzenia. Czasem udaje si bardzo zbli y do tej Ä wkl s ej " twarzy i nadal nie widzie , e jest wkl s a ² gdy wreszcie to dostrzegasz, nast puje przeskok, ale za chwil sytuacja znów si zmienia. Co zatem si dzieje? Czy to jaka sztuczka, któr pos u yli si konstruktorzy maski? Nie ² ka da wkl s a maska wywo uje identyczne z udzenia. Mechanizm znajduje si w mózgu obserwatora. Wewn trzne oprogramowanie odbiera dane wskazuj ce na obecno twarzy, ale w praktyce wystarcz do tego sygna y o Äzauwa eniu" dwojga oczu, nosa i ust, ulokowanych w z grubsza prawid owych odleg o ciach. Na podstawie tych szcz tkowych danych mózg sam robi ca reszt . Do akcji wkracza program symuluj cy i tworzy solidny, realistyczny obraz, nie przejmuj c si zbytnio tym, i w rzeczywisto ci postrzegamy wewn trzn , wkl s stron maski. A z udzenie obracania si w przeciwn stron pojawia si dlatego, e to jedyny sposób, w jaki mózg mo e nada sens nap ywaj cym danym wzrokowym, gdy interpretuje obracaj c si wkl s mask jako obiekt wypuk y (trudno to w pierwszej chwili zrozumie , ale po pewnym zastanowieniu okazuje si do oczywiste)48. Podobne z udzenie pojawia si czasem, gdy widzimy czasz radaru obracaj c si na lotnisku. Dopóki mózg nie przestawi si na prawid owy obraz radaru, zdarza si , e jeste my pewni, i widzimy czasz obracaj c si w przeciwn (ni w rzeczywisto ci) stron U w dodatku jako dziwnie przekrzywion ). Opowiedzia em o swojej masce po to, by zademonstrowa onie mielaj c pot g mózgowych programów symuluj cych. To software, który potrafi stworzy Äwizje" i Änawiedzenia" o nieprawdopodobnej sile przekonywania. Duchy, anio y czy nawet Dziewica Maryja to dla tak z o onego oprogramowania doprawdy b ahostka. Dok adnie ta sama zasada dotyczy s uchu. Kiedy dociera do mnie jaki d wi k, nerwy uk adu s uchowego nie dostarczaj go z ucha do mózgu tak wiernie, jak sprz t firmy Bang & Olufsen. Tak samo jak w przypadku bod ców wzrokowych, dopiero mózg tworzy ² i nieustannie modyfikuje ² na podstawie dop ywaj cych danych pewien model. Dlatego w a nie g o ny d wi k tr bki odbieramy jako pojedyncz nut , a nie poszczególne sk adowe harmoniczne, jakie w rzeczywisto ci wydaje z siebie ten instrument. Ta sama nuta na klarnecie ma brzmienie Äg bokie", a na oboju Äpiskliwe", z powodu odmiennych relacji mi dzy sk adowymi harmonicznymi, jakie charakteryzuj oba te instrumenty. Je li (co wymaga sporych umiej tno ci) kto rozdzieli ich d wi k na syntezatorze na kolejne sk adowe harmoniczne, rzeczywi cie przez chwil mózg b dzie odbiera je jako czyste, poszczególne tony. Ju po chwili jednak mózgowy software znów si w czy i zaczniemy s ysze d wi k tr bki, oboju czy czego tam jeszcze. Na podobnej zasadzie mózg Äsk ada" spó g oski i samog oski, przenosz c je na nowy poziom fonemów i s ów. Dawno, dawno temu, jako dziecko, sam us ysza em ducha: ciszony, m ski g os, jakby odmawiaj cy s owa modlitwy. Niemal (ale nie dok adnie) rozró nia em poszczególne s owa, wypowiadane powa nym i uroczystym tonem. S ysza em oczywi cie historie o duchach nawiedzaj cych stare domy i by em troch przestraszony. Wsta em jednak z ó ka i ostro nie zbli y em si do miejsca, sk d dochodzi ten dziwny g os. Wtedy d wi k sta si g o niejszy i ² raptem ² co Äprzeskoczy o" mi w g owie. Ju wiedzia em, co to jest. To wiatr, przeciskaj c si przez dziurk od klucza, wywo ywa odg os, który moje mózgowe oprogramowanie zinterpretowa o jako pobo ny m ski szept. Bardzo mo liwe, e gdybym by bardziej wra liwym dzieckiem, us ysza bym nie tylko niewyra ny, tajemniczy pomruk, ale rozró ni bym poszczególne s owa, a mo e nawet ca e zdania. A gdybym by nie tylko wra liwy, ale i odebra nale yt religijn edukacj ... Sam jestem ciekaw, co us ysza bym w szmerze wiatru. Mniej wi cej w tym samym wieku mia em te inn przygod . Nagle z okna po o onego w s siedztwie domku spojrza a na mnie koszmarna, budz ca niewymowne przera enie twarz. Z trwog w sercu podkrad em si pod p ot s siadów, a gdy ju by em do blisko, okaza o si , e po

prostu zas ony w oknie przypadkowo u o y y si w kszta t, który z daleka móg przypomina straszliwe oblicze. Wielu pobo nych ludzi twierdzi o, e w k bach dymu unosz cych si z p on cych wie WTC dostrzeg o oblicze szatana²w Internecie kr y y nawet liczne zdj cia maj ce stanowi Ädowód" tej bzdury. Ludzki mózg jest naprawd wyj tkowo sprawnym narz dziem do konstruowania modeli. Kiedy pimy, nazywamy je snami, gdy jeste my wiadomi ² wyobra ni , a modele wyj tkowo sugestywne to halucynacje. W Rozdziale 10. b d pisa o dzieciach, które swoich wyimaginowanych dzieci cych przyjació postrzegaj tak realnie, jak najbardziej rzeczywiste osoby z w asnego otoczenia. Jednostki bardziej naiwne nie potrafi rozpozna , e co jest halucynacj czy snem na jawie, i zawsze s sk onne uzna raczej, e widzia y czy s ysza y ducha. Czasem za bywa to dla nich anio , Bóg lub Przenaj wi tsza Dziewica (ta ostatnia przytrafia si najcz ciej m odym katoliczkom). Takie wizje nie s jednak adnym

dowodem, i duchy, anio y, bogowie czy wi te dziewice faktycznie komu si Äobjawi y" Nieco trudniejsze s przypadki masowych objawie , jak chocia by to w Fatimie w roku 1917, gdy siedemdziesi t tysi cy pielgrzymów ujrza o pono , jak: ÄS o ce zadr a o. Dokona o nigdy przedtem niewidzianych porusze , wykraczaj cych poza wszelkie prawa natury"4951 *. To trudniejsze, bo nie atwo wyja ni , jak siedemdziesi t tysi cy ludzi mog o dozna identycznej halucynacji. Ale jeszcze trudniej przyj , e co takiego mog o si rzeczywi cie zdarzy , skoro nikt poza Fatim nie dostrzeg tego zjawiska. Istotne s zreszt nie tylko obserwacje ² takie zdarzenie spowodowa oby niewyobra aln katastrof na skal kosmiczn , obejmuj c ca y Uk ad S oneczny, a nieuchronnie zwi zane z nim oddzia ywania grawitacyjne by yby dostatecznie silne, by cisn wszystkich ludzi w przestrze . Przypomina si w tym momencie zwi z y Ätest cudowno ci" Davida Hume'a: Ä[...] adne wiadectwo nie wystarczy do wykazania autentyczno ci cudu, je li nie jest ono tego rodzaju, e jego fa szywo by aby wi kszym cudem ani eli fakt, który ma by na jego podstawie wykazany"38*. Oczywi cie mo e si wydawa nieprawdopodobne, e kilkadziesi t tysi cy ludzi naraz uleg o identycznemu z udzeniu lub e wszyscy ci ludzie k amali. Trudno te uwierzy w omy kowe zapisanie historycznych wiadectw siedemdziesi ciu tysi cy osób, które jednog o nie stwierdzi y, e widzia y, jak ÄS o ce zata czy o". Nie atwo te zgodzi si z tym, e tysi ce pielgrzymów sta o si wiadkami cudu (cho trzeba pami ta , e wszystkich namówiono do patrzenia si prosto w S o ce, a to nie jest najlepsze dla oczu). Jednak ka da z tych opcji jest bardziej prawdopodobna ni wyja nienie alternatywne, zgodnie z którym Ziemia nagle wyskoczy a z orbity i Uk ad S oneczny si rozpad , czego nikt poza Fatim nie zauwa y . Nie ² Portugalia nie jest miejscem a tak odosobnionym 39*. Wi cej chyba o Äosobistym do wiadczeniu" Boga czy innych religijnych objawieniach mówi nie trzeba. Je eli kto prze y co takiego, ma wi te prawo, by wierzy , e by o to doznanie jak najbardziej autentyczne, ale nie powinien oczekiwa , e inni uwierz mu na s owo ² a zw aszcza ci, którzy maj cho by minimaln wiedz o funkcjonowaniu mózgu i o niewiarygodnych mo liwo ciach tego narz du.
DOWÓD z PISMA

Cz ludzi wierzy w Boga, bowiem sk aniaj ich do tego dowody zawarte w Pi mie wi tym. Powszechnie przytaczany jest argument (przypisywany zwykle CS. Lewisowi, którego autorytet w tych kwestiach nie powinien dziwi ), e skoro Jezus mówi o sobie, e jest Synem Bo ym, to albo mówi prawd , albo musia by by cz owiekiem chorym lub k amc ² Äszalony, z y lub boski" (ÄParanoik, Potwór lub Pan" ²je li kto lubi bawi si w [nieudolne] aliteracje). Autentyczne wiadectwa historyczne, i Jezus Chrystus rzeczywi cie przypisywa sobie boski status, s do w t e. Gdyby nawet jednak by y nieodparte, to trylemat ów w sposób oczywisty jest niewyczerpuj cy Istnieje jeszcze mo liwo czwarta, tak rzucaj ca si w oczy, e a dziwne, i j pomini to: otó Jezus móg po prostu szczerze i uczciwie si myli . Wielu ludziom si to zdarza. W zasadzie jednak nie ma, jak ju napisa em, rzetelnych historycznych dowodów, i (historyczny) Chrystus uwa a si za Boga. Fakt, e co zosta o Äzapisane", bywa zwykle przekonuj cy dla ludzi, którzy nie maj w zwyczaju zadawa pyta , takich jak: ÄKto to napisa i kiedy?", ÄSk d kto wiedzia to, co napisa ?" czy wreszcie: ÄCzy pisz cy byli bezstronnymi obserwatorami, czy te mieli jakie powody, które mog y sk ania ich do takiego, a nie innego opisywania zdarze ?". Pocz wszy od XIX wieku wykszta ceni teologowie uznaj istnienie powa nych dowodów na to, e Ewangelie nie s wiarogodnym zapisem historycznych zdarze zachodz cych w realnym wiecie. Wszystkie powsta y d ugo po mierci Jezusa, a nawet po pismach Paw a, który zreszt praktycznie nie wspomina o adnych faktach z ycia Chrystusa przywo ywanych w Nowym Testamencie. Pó niej jeszcze wszystkie Ewangelie by y wiele razy kopiowane i przepisywane na nowo przez kolejne generacje Ächi skich szeptaczy" (patrz: Rozdzia 5.) ² omylnych skrybów, z których wi kszo mia a w dodatku w asne religijne interesy.
* * 53
38

D. Hume,Badania dotycz ce rozumu ludzkiego, PWN, Warszawa 1997 (przyp. t um.).

Cho z drugiej strony rodzice mojej ony zatrzymali si kiedy w Pary u w hotelu ÄHotel de l'Univers et du Portugal".

Dobry przyk ad takiego podkolorowywania historii, by przybra a w a ciwe barwy, to chwytaj ca za serce opowie o narodzinach Jezusa w Betlejem i o rzezi niewini tek, jakiej wskutek tego zdarzenia dopu ci si mia by Herod. W czasach, gdy powstawa y Ewangelie, wiele lat po mierci Jezusa,54 nikt nie wiedzia , gdzie przyszed on na wiat. Jedno z proroctw Starego Testamentu (Mi 5,1) 40 kaza o jednak ydom wierzy , i d ugo oczekiwany Mesjasz narodzi si w Betlejem. To w a nie z tego powodu Jan w swojej Ewangelii szczególnie podkre la zdziwienie t umu tym, e on nie pochodzi z Betlejem: ÄInni mówili: To jest Mesjasz. Ale ² mówili drudzy ² czy Mesjasz przyjdzie z Galilei? Czy Pismo nie mówi, e Mesjasz b dzie pochodzi z potomstwa Dawidowego i z miasteczka Betlejem?" (J 7,41-42). Mateusz i ukasz rozwi zali ten problem inaczej, obaj uznali bowiem, e Jezus po prostu musia urodzi si w Betlejem; co prawdy ka dy z nich poradzi sobie z t zagadk w inny sposób. Mateusz umie ci Mari i Józefa w Betlejem, a przeniós ich do Nazaretu d ugo po narodzinach Syna; to tu mieli przyby z Egiptu, dok d zbiegli przed zarz dzon przez króla Heroda rzezi niewini tek. ukasz z kolei twierdzi, e Maria i Józef mieszkali ju wcze niej w Nazarecie. Sk d za w krytycznym momencie znale li si w Betlejem, dzi ki czemu uda o si wype ni przepowiedni ? Otó , jak pisze ukasz, w czasach, gdy gubernatorem (wielkorz dc ) Syrii by Kwiryniusz, cezar August zarz dzi ² dla celów podatkowych ² przeprowadzenie spisu ludno ci w ca ym Imperium Rzymskim. Józef, który Äpochodzi z domu i rodu Dawida", uda si zatem musia do Ämiasta Dawidowego, zwanego Betlejem". Brzmi logicznie, nieprawda ? Tyle e, historycznie rzecz bior c, to kompletny nonsens. Zauwa yli to (mi dzy innymi) A.N. Wilson w ksi ce Jesus i Robin Lane Fox w The Unathorized Version.Otó je eli Dawid w ogóle jest postaci historyczn , to y niemal tysi c lat przed Mari i Józefem. Jaki sens z punktu widzenia Rzymian mia oby danie od Józefa, by przeniós si do miasta, gdzie jego odleg y przodek y móg niemal dziesi wieków wcze niej? To mniej wi cej tak, jakby mi kazano wpisa w formularzu podatkowym Ashby-de-la-Zouch (na tyle, na ile zdo a em pozna genealogi mojej rodziny, to stamt d w a nie przybyli nasi przodkowie za czasów Wilhelma Zdobywcy). ukasz pope ni jeszcze jeden powa ny b d w datowaniu ² nieco nierozs dnie wymieni kilka zdarze , których autentyczno historycy mog zweryfikowa . Otó rzeczywi cie za czasów Kwiryniusza przeprowadzono dla celów podatkowych spis powszechny (lokalny, nie ogólnoimperialny), tyle e dzia o si to w roku 6 Anno Domini (Äpo narodzinach Chrystusa"), czyli d ugo po mierci Heroda. Jak pisze Lane Fox, Äopowie ukasza jest historycznie niemo liwa i wewn trznie niespójna", co jednak nie przeszkadza mu wyra nie wspó czu autorowi w jego problemach z wype nieniem proroctwa Micheasza. W grudniowym numerze ÄFree Inquiry" z 2004 roku Tom Flynn, wydawca tego znakomitego pisma, zamie ci przegl d tekstów po wi conych licznym lukom i nie cis o ciom w tak powszechnie kochanej bo onarodzeniowej opowie ci. Sam go uzupe ni list sprzeczno ci mi dzy ukaszem a Mateuszem, dwoma ewangelistami, którym zawdzi czamy opowie o narodzinach Jezusa50. Robert Gillooly z kolei szczegó owo przeanalizowa i wskaza , e odpowiedniki wszystkich, co do jednego, elementów legendy narodzin i ycia Chrystusa ² gwiazda, matka-dziewica, ho d z o ony przez w adców, cuda, egzekucja, zmartwychwstanie i wniebowst pienie ² znale mo na w innych religiach Bliskiego Wschodu i rejonu ródziemnomorskiego. Flynn twierdzi, e sprzeczno mi dzy wizj Mateuszow a ukaszow wynika st d, i pierwszy z nich chcia spe nienia starotestamentowych proroctw (pochodzenie z rodu Dawida, rodzony w Betlejem), drugi za pragn zaadaptowa chrze cija stwo do wymogów religii hellenistycznych pogan (narodzony z dziewicy, królowie oddaj cy cze etc). Sprzeczno ci s uderzaj ce, ale wiernym, jak wida , nie przeszkadzaj . Oczywi cie wykszta ceni chrze cijanie s wiadomi, e ÄPisma wi tego nie nale y traktowa literalnie", lecz wielu ich mniej wyedukowanych wspó wyznawców nadal uwa a, e ka de jego s owo jest prawdziwe ² w dos ownym sensie ² a ca a Biblia stanowi dok adne i wierne wiadectwo zdarze , a przez to doskona y Ädowód" uprawomocniaj cy wiar . A nasuwa si pytanie ² czy ci ludzie nigdy nie czytaj ksi gi, która, jak sami wierz , stanowi sam prawd ? Jak mo na nie dostrzec tych rzucaj cych si w oczy niekonsekwencji? Czy mo na nie zwróci uwagi na to, e Mateusz, wywodz c pochodzenie Jezusa Äz rodu Dawidowego" doliczy si dwudziestu
* Podaj podtytu nieprzypadkowo. Na ok adce mojego egzemplarza ksi ki (wydawca ² Continuum, Londyn) zamieszczono tytu Whose Word Is It ? [Czyje to s owa?] .Niestety z mojego wydania nie sposób si zorientowa , czy to ta sama ksi k któr Harper (San Francisco) wyda jako Misquoting Jesus [B dnie cytuj c Jezusa]. Ameryka skiego wydania nie mia em w r ku, ale podejrzewam, e to s te same ksi ki. Tylko dlaczego wydawcy robi takie rzeczy?

o miu pokole , ukasz natomiast czterdziestu jeden? Gorzej ² tylko jedno imi wyst puje na obydwu drzewach genealogicznych sporz dzonych przez ewangelistów! Co sk din d i tak uzna nale y za ma o istotne, bowiem je li Jezus narodzi si z dziewicy, to raczej dla spe nienia starotestamentowego proroctwa nie ma wielkiego znaczenia, czy przodkowie m a jego matki istotnie pochodzili z królewskiego rodu. Ameryka ski biblista Bart Ehrman w ksi ce, której podtytu brzmi The Story Behind Who Changed the New Testament and Why[Opowie o tym, kto i dlaczego zmieni tre Nowego Testamentu] 5541, stara si rozproszy mroki niepewno ci spowijaj ce nowotestamentowe teksty. We wst pie profesor Ehrman w poruszaj cy sposób opisuje te koleje osobistej edukacji i metamorfozy z fundamentalisty w zadumanego sceptyka; podró y, podczas której ros a w nim wiadomo zawodno ci biblijnych drogowskazów. Warto doda , e w miar jak Bart Ehrman przemieszcza si do o rodków uplasowanych coraz wy ej w ameryka skiej hierarchii akademickiej (od samego dna poczynaj c, czyli Moody Bibie Institute, poprzez Wheaton College ² nieco lepiej, ale to wci Alma Mater Billy'ego Grahama ² po seminarium teologiczne w presti owym Princeton), na ka dym szczeblu uczciwie ostrzegano go, e w obliczu nacieraj cego progresywizmu trudno b dzie mu zachowa fundamentalistyczn wiar . Ostrze enia si sprawdzi y, z czego korzystamy dzi my, czytelnicy jego ksi ki. Z innych od wie aj co obrazoburczych opracowa biblistycznych mog poleci (ju przeze mnie tu przywo ywane) The Unauthorized Version (autor: Robin Lane Fox) iThe Secular Bibie: Why Nonbelievers Must Take Religion Seriously Jacques'a Berlinerblau. Cztery ewangelie, które sk adaj si na oficjalnie uznany kanon, wybrane zosta y ² mniej lub bardziej arbitralnie ² spo ród kilkunastu dost pnych, w tym ewangelii Tomasza, Piotra, Filipa, Bart omieja i Marii Magdaleny51. To te w a nie Ädodatkowe" ewangelie mia na my li Thomas Jefferson, gdy w li cie do bratanka pisa : Mówi c o Nowym Testamencie, zapomnia em nadmieni , e powiniene przeczyta wszystkie historie Chrystusa, tak e te, o których rada duchownych zadecydowa a za nas, e s tylko pseudoewangeliami, w przeciwie stwie do Ewangelii. Pami taj bowiem, i ci pseudoewangeli ci, tak samo jak pozostali, mieli si za natchnionych przez Boga, i to ty, kieruj c si w asnym rozumem, masz oceni ich aspiracje, nie za jakowa kongregacja duchownych. Mo liwe, i owi Äuczeni w pi mie" przy wyborze do kanonu tych, a nie innych ewangelii, kierowali si tym, e pozosta e zawieraj jeszcze wi cej kr puj cych opowiastek ni cztery kanoniczne. W opisuj cej dzieci stwo Chrystusa Ewangelii Tomasza na przyk ad znajdujemy liczne anegdoty mówi ce, jak Jezus jako dziecko nadu ywa nadprzyrodzonych mocy, zachowuj c si czasem niczym z o liwa wró ka ² a to zamieni kolegów w koz y, a to o ywi wróble ulepione z b ota albo pomóg tatusiowi- cie li, cudownie wyd u aj c deszczu k 56 *. Kto móg by powiedzie , e nikt przecie nie wierzy w takie bajkowe opowie ci, jakie mo na znale w Ewangelii wg w. Tomasza. Ale przecie na dok adnie tej samej zasadzie nie mamy adnych powodów, by wierzy czterem kanonicznym Ewangeliom. To legendy, których autentyczno jest równie w tpliwa, jak autentyczno poda o królu Arturze i rycerzach Okr g ego Sto u. Wi kszo z tego, co czy cztery kanoniczne Ewangelie, zaczerpni ta jest z jednego ród a ² albo z Ewangelii Marka, albo te z jakiego nieznanego dzi tekstu, którego Marek by najwcze niejszym z ocala ych Äspadkobierców". Nikt nie wie, kim byli czterej ewangeli ci, ale prawie na pewno aden z nich nie spotka Chrystusa. Wi kszo tego, co napisali, nie jest w najmniejszym nawet stopniu prób przedstawienia wydarze historycznych, lecz przeróbk odpowiednich w tków starotestamentowych, ewangeli ci bowiem g boko wierzyli, e ywot Jezusa jest spe nieniem proroctwa Starego Testamentu.
41 A.N. Wilson w swojej biografii Jezusa w ogóle kwestionuje tez , e Józef by cie l . Greckie s owo tekton rzeczywi cie oznacza Äcie l ", ale u yte zosta o jako odpowiednik aramejskiego Änaggar", które mo e oznacza rzemie lnika albo osob wykszta con . To jeden z ba rdzo licznych zasadniczych b dów przek adowych, jakie mog komplikowa odczytanie Biblii, cho najs ynniejszym jest zapewne mo liwe b dne t umaczenie Izajaszowego hebrajskiego Äalmah", co znaczy Äm oda kobieta", na greckie Äparthenos", czyli dziewica. atwo zreszt o taki b d (je li kto nie wierzy, niech pomy li, jak atwo Ädziwk " z Ädziewk " pomyli ), ale to ta w a nie literówka w t umaczeniu mog a sta si prawdziwym ród em niedorzecznej kompletnie legendy o dzieworództwie Marii. Jedyny chyba konkurent tego przyk adu w walce o tytu mistrza wszech czasów równie wi e si z dziewicami. Niedawno w przezabawnym wr cz artykuleVirgins? What virgins?[Dziewice? Jakie dziewice?!"], (ÄFree Inquiry" 26: 1, 2006, s. 45-46) Ibn Warraq stwierdzi , i owa przes awna obietnica siedemdziesi ciu dwóch dziewic, które w islamskim raju maj czeka na ka dego muzu ma skiego m czennika, to równie wy cznie efekt b du przek adu, w rzeczywisto ci mowa by a bowiem o Jasnych winogronach o wielkiej pi kno ci". Gdyby tylko wi cej ludzi o tym wiedzia o, jak wiele ofiar terrorystów-samobójców usz oby z yciem?

Na tej podstawie niektórzy historycy wysuwaj hipotez ² nie znajduj c szerszego poparcia ² e Jezus Chrystus nigdy nie istnia . Tak koncepcj znale mo na na przyk ad w pracach profesora G.A. Wellsa z Uniwersytetu Londy skiego, mi dzy innymi w ksi ceDid Jesus Exist? Jezus Chrystus najprawdopodobniej jest postaci historyczn , co nie zmienia faktu, e powa ni bibli ci raczej nie traktuj Nowego Testamentu (o Starym ju nie wspominaj c) jako wiarogodnego ród a informacji o wydarzeniach historycznych. Ja te pozwol sobie nie uwzgl dnia w dalszych partiach mojej ksi ki Biblii jako dowodu bosko ci w jakimkolwiek znaczeniu tego terminu. Przypomn za to dalekosi ne przewidywanie, jakim Thomas Jefferson podzieli si kiedy ze swoim poprzednikiem, Jonem Adamsem: ÄNadejdzie taki dzie , gdy tajemnica pochodzenia Chrystusa, z Najwy szym Bytem jako ojcem i pocz ciem w onie dziewicy, zajmie miejsce obok mitu o pochodzeniu Minerwy z g owy Jupitera". Powie Kod Leonarda da Vinci Dana Browna oraz nakr cony na jej podstawie film wywo a y wielkie oburzenie w kr gach ko cielnych. Chrze cijan namawiano do bojkotu filmu, przed kinami organizowano pikiety. To rzeczywi cie historia wymy lona od pocz tku do ko ca, zaprojektowana i zrealizowana fikcja. W tym sensie powie Browna nie ró ni si od Ewangelii. Jedyn ró nic jest to, e Ewangelie s staro ytn fikcj , Kod Leonarda za ... wspó czesn .
DOWÓD Z PODZIWIANEGO RELIGIJNEGO UCZONEGO

Ogromna wi kszo wyró niaj cych si intelektem ludzi nie wyznaje wiary chrze cija skiej, ale ukrywa fakt ten przed wiatem, bo obawia si utraty dochodów. Bertrand Russell ÄNewton by cz owiekiem religijnym. Kim ty jeste , by stawia si ponad Newtonem, Galileuszem, Keplerem etc, etc, etc...? Je li Bóg by wystarczaj co dobry dla geniuszy takich jak oni, to za kogo ty si uwa asz! ". Jakkolwiek i tak w niczym nie wzmacnia to si y tego wyj tkowo marnego argumentu, niektórzy religijni apologeci dodaj jeszcze do tej listy Darwina, od dawna bowiem ² i wci niestety ² kr y jawnie k amliwa opowie o jego nawróceniu si na o u mierci 42*. To oczywi cie fa sz absolutny, ale nic nie pomog o nawet wykazanie, e ca a ta historia zacz a si od niestworzonych opowie ci niejakiej lady Hope (Äpani Nadziei"), jak to wsparty o poduszki umieraj cy Darwin w promieniach zachodz cego S o ca kartkuje Pismo wi te i wyznaje, e z ca t ewolucj to si zupe nie pomyli . W poni szych akapitach skoncentruj si g ównie na naukowcach, jako e ² z przyczyn, jak s dz , zupe nie zrozumia ych ² ludzie, którzy lubuj si w wyliczaniu listy wybitnych jednostekjako wzorców religijno ci, bardzo ch tnie powo uj si w a nie na wielkich uczonych. Newton rzeczywi cie mówi o sobie wprost jako o cz owieku religijnym. Tak samo robi o wielu innych uczonych a po ² to znacz ce, jak s dz ² wiek XIX, kiedy os ab a spo eczna (i prawna!) presja, wymuszaj ca przynale no do Ko cio a, a zarazem nauka zacz a dostarcza coraz silniejszych argumentów przemawiaj cych za porzuceniem religii. Oczywi cie od tej regu y by y liczne wyj tki i to w obie strony. Nawet przed Darwinem nie wszyscy wierzyli, co pokazuje chocia by James Haught w 2000 Years of Disbelief: Famous People with the Courage to Doubt[Dwa tysi ce lat niewiary: S awni, którzy mieli odwag w tpi ]. Po Darwinie za zdarzali si naprawd wielcy uczeni, których religijno ci nikt nie mo e kwestionowa . Nie ma na przyk ad adnych powodów, by pow tpiewa w szczer pobo no Michaela Faradaya nawet w tych latach, kiedy na pewno s ysza ju o Darwinie i jego pracach. Faraday by cz onkiem chrze cija skiej sekty sandemanian. Sandemanianie wierzyli (u ywam czasu przesz ego, bowiem, praktycznie rzecz bior c, sekta ta ju nie istnieje) w dos own interpretacj Biblii, obowi zywa u nich rytua mycia stóp nowo nawróconym, a eby pozna wol Bo , ci gn li losy. Faraday zosta starszym Ko cio a sandemanian w roku 1860, czyli rok po publikacji O

Nawet ja zosta em zaszczycony przepowiedni , i równie nawróc si na o u mierci. Ba, i to tyle razy (por. np. Steer 2003), e sta o si to ju monotonne (a z pocz tku rzecz uznawa em za wietny art). Zastanawiam si jednak, czy na wszelki wypadek, by chroni w asn po miertn reputacj , nie zainstalowa , gdzie trzeba, magnetofonu. Moja ona zaproponowa a jednak inne rozwi zanie: ÄPo co czeka z tym a tak d ugo. Je li ju chcesz si sprzeda , zrób to w odpowiednim momencie, by jeszcze za apa si na Nagrod Templetona, a potem dopiero zwal wszystko na starcze ot pienie".

* Nie myli z prywatnym (nieoficjalnym) projektem, którym kierowa b yskotliwy (i zdecydowanie niereligijny) Äbukanier" nauki, Craig Yenter.

42

pochodzeniu gatunków, a zmar , nie zmieniaj c wyznania, w 1867. James Clark Maxwell, teoretyk równie wielki, jak Faraday by eksperymentatorem, by g boko wierz cym chrze cijaninem. Podobnie kolejny z filarów dziewi tnastowiecznej brytyjskiej fizyki, czyli William Thomson, lepiej znany jako lord Kelvin, który próbowa nawet dowie , e ewolucja jest niemo liwa, poniewa nie starczy oby na ni czasu. Kelvin, jeden z twórców termodynamiki, pob dzi w datowaniu, gdy przyj , e S o ce jest rodzajem wielkiego paleniska i p on ce w nim paliwo musi wyczerpa si w ci gu dziesi tków milionów lat, nie za miliardów, czego wymaga ewolucja. Lord Kelvin nie móg oczywi cie przewidzie istnienia energii j drowej. To bardzo mi e, e na spotkaniu British Association w roku 1903 to sir George'owi Darwinowi (m odszemu synowi Karola Darwina, który sam nie dost pi nobilitacji) przypad zaszczyt referowania odkrycia radu przez ma onków Curie, dzi ki czemu móg oczy ci dobre imi ojca i wykaza , e wcze niejsze szacunki (wci wówczas jeszcze yj cego) lorda Kelvina by y b dne. Trudniej znale otwarcie religijnych uczonych w XX wieku, niemniej jest ich pewnie ca kiem sporo, cho ja osobi cie podejrzewam, e zw aszcza dzi wi kszo z tego grona jest religijna w einsteinowskim znaczeniu tego s owa, a jak pisa em w Rozdziale 1., okre lenie Äreligijny" w takim znaczeniu jest po prostu nadu yciem semantycznym. Oczywi cie mo na poda te najzupe niej autentyczne przyk ady naukowców religijnych w tradycyjnym znaczeniu. Gdy na przyk ad mowa o brytyjskim rodowisku naukowym, niezmiennie padaj w tym kontek cie trzy nazwiska (brzmi ce znajomo i przyja nie, jak nazwa dickensowskiej kancelarii prawniczej): Peacocke, Stannard i Polkinghorne. Z tej trójki ka dy albo jest laureatem Nagrody Templetona, albo nale y do Rady Fundacji Templetona. Mam za sob wiele przyjacielskich dyskusji z ka dym z tych panów, prywatnych i publicznych, i nadal, przyzna musz , odczuwam pewne zak opotanie ² nie tyle ich przekonaniem o istnieniu jakiego kosmicznego prawodawcy, co ich rzeczywist wiar w prawdziwo chrze cija skich dogmatów, w zmartwychwstanie, odpuszczenie grzechów i ca t reszt . Podobne przyk ady znale te mo na w Stanach Zjednoczonych ² cho by Francisa Collinsa, zarz dzaj cego obecnie ameryka sk cz ci oficjalnego Projektu Badania Genomu Ludzkiego (Huma Genome Project, HGP) 58 *. Podobnie jak w Wielkiej Brytanii, równie po drugiej stronie Atlantyku religijni naukowcy stanowi jednak przypadki rzadkie i nieco kontrowersyjne w oczach reszty rodowiska akademickiego. W roku 1996 w Cambridge, w ogrodachcollege'u Clare przeprowadza em wywiad z Jamesem Watsonem. Wybór rozmówcy nie by przypadkowy ²to Watson stworzy HGP; wybór miejsca rozmowy równie ² Cambridge to jego Alma Mater. Przygotowywa em wtedy dla BBC film dokumentalny o innym naukowym geniuszu, Grzegorzu Mendlu, który stworzy genetyk . Mendel, co nie ulega najmniejszej w tpliwo ci, by cz owiekiem religijnym; ba! by nawet zakonnikiem. Tyle e w XIX wieku wst pienie do zakonu by o dla cz owieka w sytuacji Mendla praktycznie jedyn mo liwo ci realizacji naukowej pasji; czym w rodzaju dzisiejszego grantu. Spyta em przy okazji Watsona (przyja nimy si od wielu lat), czy spotka wielu religijnych naukowców. ÄPraktycznie adnego ² odpowiedzia . ² Czasem stykam si z kim takim (w tym miejscu si roze mia ) i czuj wtedy zak opotanie. Wiesz, ja nie bardzo rozumiem, jak kto mo e akceptowa prawdy objawione." FrancisCrick, uczony, który wspólnie z Watsonem zainicjowa genetyczn rewolucj , zrezygnowa z cz onkostwa w Churchill College, gdy jego koledzy zadecydowali (zreszt na wyra ne danie jednego z darczy ców), by wybudowa kaplic . Podczas rozmowy z Watsonem zwróci em mu uwag na fakt, i w odró nieniu od niego i Cricka wielu ludzi nie dostrzega adnego konfliktu mi dzy nauk a religi , gdy uznaj , e zadaniem nauki jest wyja nia , jak to wszystko dzia a, religia za odpowiada na pytanie: po co? Riposta Watsona by a natychmiastowa²ÄWidzisz, nie wydaje mi si , e jeste my po co . Jeste my produktem ewolucji. To tyle. Tylko nie mów teraz: «No, tak! Twoje ycie musi by strasznie puste, je li nie wierzysz, e ma jaki cel». Có ² oczekuj na przyk ad, e lunch b dzie niez y". Rzeczywi cie by ! Wysi ki, by odnale dzi wybitnych i religijnych uczonych, bywaj nieraz frustruj ce. Uda o mi si na przyk ad znale (na jednej tylko witrynie) list ÄChrze cija skich laureatów Nagrody Nobla"), spo ród setek noblistów znalaz o si na niej tylko sze nazwisk, z czego, jak sprawdzi em,

cztery nale a y do autentycznych Noblistów; jednego zreszt znam i wiem doskonale, e do Ko cio a nale y wy cznie z przyczyn natury spo ecznej. Podobne k opoty nie dziwi ² ta szklanka po prostu jest pusta! Benjamin Beit-Hallahmi przeprowadzi bardziej systematyczne badania i na ich podstawie stwierdzi , e Äw ród laureatów Nagrody Nobla, tak naukowych, jak i literackich, indyferentyzm religijny jest znacznie cz stszy ni w populacjach, z których pochodz "52. ÄNatur ", pismo, którego nie trzeba chyba nikomu rekomendowa , opublikowa o w roku 1998 wyniki bada Larsona i Whithama53, którzy stwierdzili, e spo ród naukowców, których dorobek uznany zosta przez rodowisko za na tyle znacz cy, by zas u yli na wybór do National Academy of Sciences (w Wielkiej Brytanii odpowiednikiem by oby cz onkostwo w Royal Society), tylko 7% deklaruje wiar w osobowego Boga. Ta proporcja stanowi niemal dok adne przeciwie stwo tego, co badania pokazuj dla ca ej populacji USA ² ponad dziewi dziesi t procent ameryka skich obywateli wierzy w (jak ) istot nadprzyrodzon . Dane z bada obejmuj cych naukowców o mniejszym dorobku s ju nieco inne²w tej grupie wierz cy nadal stanowi mniejszo , ale ju nie tak dramatyczn , bo oko o czterdziestu procent. W sumie dok adnie tego bym oczekiwa ² ameryka scy naukowcy s mniej religijni ni ogó ameryka skiej populacji, a w ród najznamienitszych uczonych wierz cych jest jeszcze mniej. Dok adnie odwrotna proporcja wierz cych do ateistów w ród intelektualnych elit i w ca ej populacji wydaje si jednak do znacz ca54. To troch mieszne, e nawet g ówna witryna internetowa kreacjonistów ÄAnswers in Genesis" powo uje si na wyniki bada Larsona i Withama, cho oczywi cie nie po to, by pokaza , e mo e co jest nie tak z religi , ale by pogn bi tych swoich religijnych rywali, którzy utrzymuj , e teoria ewolucji nie zaprzecza wierze. Pod nag ówkiem National Academy of Science is Godless to the Core [Ameryka ska Akademia Nauk to siedlisko bezbo ników]55 redaktorzy ÄAnswers in Genesis" pomie cili nawet (z wyra n satysfakcj ) ko cowy cytat z listu Larsona i Withama do redakcji ÄNatur ": Kiedy opracowywali my wyniki naszych bada , NAS (National Academy of Sciences) wyda a w a nie broszur maj c zach ci do nauczania teorii ewolucji w szko ach niepa stwowych. Jak wszyscy wiemy, ta kwestia jest od dawna ród em powa nych napi mi dzy wspólnot naukow a cz ci konserwatywnych rodowisk chrze cija skich w USA Apel NSA, o którym tu mówimy, zapewnia czytelników, i Äistnienie lub nieistnienie Boga to problem, wobec którego nauka zachowuje neutralne stanowisko". Przewodnicz cy NAS Bruce Alberts dodaje jeszcze: ÄWielu najwybitniejszych cz onków tej akademii to ludzie g boko wierz cy. S w ród nas równie religijni biolodzy akceptuj cy teori ewolucji". Nasze wyniki wskazuj , e twierdzenie to nie odpowiada prawdzie. Alberts, jak wida , jest zwolennikiem NOMY, zapewne z przyczyn, które omawia em, pisz c o chamberlainowskiej szkole ewolucjonistów (Rozdzia 2.). Redaktorzy ÄAnswers in Genesis" s za to zwolennikami zupe nie innej szko y. Brytyjskim odpowiednikiem ameryka skiej National Academy of Sciences (z tym, e obejmuj cym ca Brytyjsk Wspólnot Narodów, a wi c równie Kanad , Australi , Now Zelandi , Indie, Pakistan i cz dawnych kolonii angielskich w Afryce) jest Royal Society. Kiedy ta ksi ka sz a do druku, R. Elisabeth Cornwell i Michael Stirrat ko czyli w a nie opracowywa wyniki bardzo dok adnego studium nad przekonaniami religijnymi cz onków Towarzystwa Królewskiego (FRS ² Fellows of the Royal Society). W badaniu tym Cornwell i Stirrat pos u yli si standardowym kwestionariuszem z siedmiopunktow skal . Opracowany przez siebie kwestionariusz rozes ali do 1074 cz onków Royal Society, których adresami mailowymi dysponowali (to wi kszo FRS). Odpowiedzia o 23% (ca kiem przyzwoita proporcja, jak na tego typu badanie). W ankiecie znalaz y si stwierdzenia takie jak: ÄWierz w osobowego Boga, który przejmuje si losami poszczególnych jednostek, wys uchuje modlitw i reaguje na nie, widzi i os dza grzeszników", a wype niaj cych poproszono, by ocenili, na ile zgadzaj si z takim pogl dem na skali od jednego (zdecydowanie nie) do siedmiu (zdecydowanie tak). Lar son i Witham pos u yli si w swoim badaniu skal trzypunktow , wi c trudno bezpo rednio porówna wyniki, ale tendencja by a identyczna. Zdecydowana wi kszo cz onków Royal Society, podobnie jak zdecydowana wi kszo cz onków NAS, to atei ci ² tylko 3,3% respondentów kategorycznie zadeklarowa o, e osobowy Bóg ich zdaniem istnieje (tzn. wybra o

Ä7"), 78,8% odpowiedzi zdecydowanie temu zaprzecza o (wybrane Ä1"). Je eli zdefiniujemy, e do Äwierz cych" zaliczamy tych, którzy zdecydowali si na odpowied Ä6" lub Ä7", do Äniewierz cych" za wybieraj cych Ä1" lub Ä2", to w drugiej grupie znalaz o si 213 respondentów, w pierwszej ² 12. Podobnie jak Larson i Witham (a tak e Beit-Hallahmi i Argyle) Cornwell i Stirrat wykryli jeszcze jedn niezbyt siln ale istotn statystycznie zale no ² biolodzy s bardziej sk onni do ateizmu ni przedstawiciele nauk fizycznych. Na szczegó owe wyniki badania Cornwell i Stirrata musimy niestety poczeka do momentu publikacji56. Pozostawiaj c na boku wybory naukowych elit, sprawd my mo e, czy w populacji w ogóle atwiej znale ateistów w ród ludzi lepiej wykszta conych i inteligentniejszych. Statystycznie istotn zale no mi dzy religijno ci a poziomem wykszta cenia oraz mi dzy religijno ci a ilorazem inteligencji potwierdzi o kilka niezale nych programów badawczych. Na przyk ad Michael Schermer zamie ci w ksi ce How We Belieue: The Search for God in an Age of Science [Jak wierzymy: poszukiwanie Boga w erze nauki] opis wyników sonda u, który ze swoim koleg Frankiem Sulloway'em przeprowadzili na du ej, losowo wybranej próbie Amerykanów. Uzyskali sporo ciekawych wyników, ale z naszej perspektywy najistotniejsze, e uda o im si wykaza istnienie ujemnej korelacji mi dzy religijno ci a wykszta ceniem (tzn. ludzie wykszta ceni rzadziej s religijni). Religijno jest te negatywnie skorelowana z zainteresowaniami naukowymi (bardzo silny zwi zek) i z liberalnymi pogl dami politycznymi. Oczywi cie trudno uzna te rezultaty za zaskakuj ce, podobnie jak nikogo nie dziwi istnienie silnej korelacji mi dzy religijno ci dzieci i rodziców. Z bada przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii wynika na przyk ad, e tylko jedno dziecko na dwana cioro nie Ädziedziczy o" przekona religijnych po rodzicach. Oczywi cie nietrudno si domy li , e w ró nych badaniach mierzono tak naprawd do ró ne rzeczy, wi c nie nale y raczej bezpo rednio porównywa rezultatów. Istnieje jednak technika badawcza zwana metaanaliz , która pozwala dokonywa takich porówna za pomoc zbiorczej analizy wszystkich wyników, jakie opublikowano na dany temat, i zliczenia, jak cz sto uzyskiwane s rezultaty potwierdzaj ce jak hipotez , a jak cz sto przecz ce jej. Je li mówimy o zale no ci mi dzy religijno ci a ilorazem inteligencji, to jedyn metaanaliz , jak uda o mi si odnale , jest tekst Paula Bella w ÄMensa Magazine" z 2002 roku (stowarzyszenie Mensa zrzesza ludzi o bardzo wysokim IQ; trudno si dziwi , e temat zainteresowa ich pismo). Konkluzja artyku u Bella brzmi nast puj co: ÄSpo ród 43 bada nad zale no ci mi dzy si przekona religijnych a poziomem wykszta cenia, które przeprowadzono od roku 1927, tylko cztery nie wykaza y ujemnej korelacji mi dzy tymi zmiennymi. Ze wszystkich pozosta ych wynika, e im wy sza inteligencja i im lepsze wykszta c nie, tym mniejsze prawdopodobie stwo posiadania jakichkolwiek «przekona religijnych»"57. Jakakolwiek metaanaliza z za o enia mówi o zale no ciach bardziej ogólnych ni szczegó owe badania, na których jest oparta. By oby przyjemnie, gdyby my mieli wi cej danych na podobne tematy, a tak e opracowania mówi ce wi cej o pogl dach elit (inne narodowe akademie nauk, laureaci najwa niejszych nagród i wyró nie : Nobel, Crafoord, Fields, Kyoto, Cosmos...). Mam nadziej , e w kolejnych wydaniach tej ksi ki b d móg takie informacje zamie ci . Te, które s dost pne ju dzisiaj, pozwalaj jednak sformu owa pewn rad dla apologetów religii: otó lepiej dla nich samych, by nieco ostro niej powo ywali na wiadków g oszonych przez siebie Äprawd" ró ne wybitne jednostki ² zw aszcza z grona uczonych.
ZAK AD PASCALA

Wielki francuski matematyk Blaise Pascal stwierdzi , e niezale nie od tego, jak wiele przemawia przeciw istnieniu Boga, surowo kary za b d przewa a wszelkie dowody. Lepiej wierzy w Boga, tak stre ci mo na rozwa ania Pascala, bowiem je li on istnieje, otwiera si przed nami szansa na ycie wieczne, a je li nie, to i tak nie ma adnej ró nicy. Z drugiej za strony²je eli kto nie wierzy, skazuje si na wieczne pot pienie (i ² znów ²je li ma racj , to i tak nie ma to adnego znaczenia). Zatem cz owiek my l cy nie ma wyboru ² nale y wierzy w Boga! Argumentacja taka jest, jak s dz , dosy osobliwa. Wszak wiara nie jest czym , o czym mo na swobodnie decydowa , jak to ma miejsce w polityce. A przynajmniej na pewno nie wynika z aktu woli. Mog postanowi , e b d chodzi do ko cio a, e wyrecytuj nicejskie wyznanie

wiary, e na ca y stos Biblii przysi gn , i wierz w ka de zapisane w nich s owo, ale przecie adna z tych czynno ci nie sprawi, bym wierzy , je eli nie wierz ! Zak ad Pascala co najwy ej mo e kogo sk oni do udawania wiary w Boga. Lepiej wówczas, by ten Bóg nie by ow wszechwiedz c istot , za jak si go uwa a, bowiem z atwo ci przejrzy oszusta. Niedorzeczny pomys , e wiara to co , o czym mo emy decydowa , z charakterystycznym dla siebie wdzi kiem wykpi Douglas Adams w Holistycznej agencji detektywistycznej Dirka Gently. Jedn z postaci wyst puj cych w tej ksi ce jest elektryczny mnich, robot zaprojektowany po to, by za swojego w a ciciela Äwierzy we wszystko, w co wiat ka e mu wierzy ". Modelde luxereklamowany by jako konstrukcja zdolna uwierzy tak e w co , Äw co nawet mieszka cy Salt Lake City 43* uwierzyliby z najwi kszym trudem". Otwarte pozostaje te pytanie, dlaczego mamy tak atwo zgodzi si z tez , e jedyne, czym mo emy sprawi przyjemno Panu Bogu, to uwierzy w niego? Có takiego szczególnego jest w samym wierzeniu? Czy nie jest równie prawdopodobne, e Bóg wynagradza dobro , szczodro albo pokor ? A mo e szczero ? Co za , je eli Bóg jest naukowcem, który za najwy sz cnot ma rzetelne poszukiwanie prawdy? Czy zreszt projektant Wszech wiata nie powinien by naukowcem? Bertranda Russella spytano kiedy , co zrobi, gdy po mierci stanie przed obliczem Pana, jak wyt umaczy, dlaczego w niego nie wierzy . ÄZbyt ma o dowodów, Bo e. Zbyt ma o dowodów!" brzmia a (nie miertelna, jak zawsze dodaj ) odpowied Russella. Czy Bóg nie powinien bardziej szanowa Russella za jego odwa ny sceptycyzm (by nie wspomnie o równie odwa nym pacyfizmie, który zaprowadzi Russella do wi zienia w latach pierwszej wojny wiatowej), ni Pascala za jego tchórzliwe asekuranctwo? Nie wiemy i nie mo emy wiedzie , jakie by yby boskie wybory, ale nie musimy wiedzie , eby odrzuci zak ad Pascala! Mówimy wszak o hazardzie, a sam Pascal przyznawa , e rozwa a kra cowe mo liwo ci. Kto zatem postawi by na Boga, który oszusta udaj cego wiar (czy nawet szczerze wierz cego) przedk ada nad uczciwego sceptyka? A teraz za ó my na odmian , e Bóg, przed którego obliczem przysz o nam stan po mierci, to Baal, i przyjmijmy te , e Baal jest nie mniej zawistny ni jego dawny rywal Jahwe. Czy w tej sytuacji nie by oby dla Pascala lepiej przyj , e aden Bóg nie istnieje, ni postawi na nie tego Boga? Czy przypadkiem sama liczba potencjalnych bogów (i bogi ), na których mo na by stawia , nie podwa a rozumowania Pascala? Có , Pascal pewnie artowa , rekomenduj c swój zak ad, podobnie jak ja artuj , wykazuj c jego absurdalno . Spotka em si jednak (na przyk ad podczas dyskusji po moich wyk adach) z lud mi, którzy zupe nie powa nie przywo ywali zak ad Pascala jako argument na rzecz wiary, i dlatego zdecydowa em si w tym miejscu szerzej si nim zaj . Pomy lmy zatem na koniec, czy da oby si przedstawi jaki zak ad anty-Pascalowski. Przyjmijmy wi c, e jest jaka ² cho by drobna ² szansa, e Bóg rzeczywi cie istnieje. Nawet wtedy jednak nietrudno uzna , e ka dy z nas ma szans na lepsze i pe niejsze ycie, je li postawi na jego nieistnienie, cho by dlatego, e nie zmarnuje cennego czasu na czczenie go, po wi canie si dla niego, walczenie dla niego czy umieranie z jego imieniem na ustach. Nie b d ju d u ej rozwija tego w tku, ale warto mie go w pami ci, gdy w dalszych rozdzia ach przejdziemy do gro nych konsekwencji religijnych wierze i praktyk.
DOWÓD Z TWIERDZENIA BAYESA

Jedna z najdziwniejszych prób udowodnienia istnienia Boga, z jakimi w ogóle si zetkn em, wi za a si z koncepcj zastosowania do tego celu rachunku prawdopodobie stwa, co uczyni by niedawno Stephen Unwin w ksi ceThe Probability of God[Prawdopodobie stwo Boga]. Waha em si , czy w czy do mojej ksi ki ten dowód, gdy jest po pierwsze o wiele s abszy, po drugie bez porównania wie szej daty ni omawiane wcze niej, pozbawiony wi c nawet patyny wieków. Ksi ka Unwina by a jednak do szeroko komentowana wprasie w roku 2003 (to data pierwszego wydania), a poza tym, omawiaj c j , atwiej uporz dkowa pewne w tki charakterystyczne dla wszelkich podobnych prób.The Probability of Godczyta em zreszt z pewn sympati , gdy ² jak pisa em w Rozdziale 2. ² twierdzenie o istnieniu Boga jest dla
43
43

Czyli mormoni, gdyby kto si nie domy li (przyp. t um.).

* Przyk ad, którym pos u y si tu Dawkins, pochodzi z bardzo popularnej w krajach anglosaskich gry planszowej ÄCluedo". W ro ku 2005 ukaza a si te spolszczona wersja gry, ale, jak si wydaje, nie zdoby a wielkiego powodzenia (przyp. t um.).

mnie hipotez naukow , przynajmniej w za o eniu mo liw do dowiedzenia, a donkiszoteria, z jak Unwin stara si liczbowo okre li jej prawdopodobie stwo, jest po prostu uroczo zabawna. Podtytu A Simple Calculation that Proves the Ultimate Truth[Jak za pomoc prostych rachunków doj do prawd ostatecznych] wygl da mi na inwencj wydawcy, gdy w samej ksi ce takiej aroganckiej pewno ci siebie ju nie odnajdziemy. To raczej co w rodzaju prostego podr cznika albo Twierdzenia Bayesa dla opornych, w którym (niezbyt rozs dnie) jako przyk adem autor pos u y si Hipotez Boga. Równie dobrze Unwin móg by wzi na warsztat spraw hipotetycznego morderstwa i zastosowa regu y Bayesa do rozwi zania zagadki kryminalnej 60 *: zadaniem detektywa jest zebranie dowodów. Odciski palców na rewolwerze wskazuj na pani Paw (teraz trzeba przypisa okre lon warto liczbow prawdopodobie stwu, e to ona zabi a), ale profesor liwka ma powód, eby j wrobi (prawdopodobie stwo spada o okre lon warto ). Ekspertyza bieg ego wykaza a, e nad podziw celny miertelny strza oddano z du ej odleg o ci, co wskazywa oby, e sprawca móg mie za sob przeszkolenie wojskowe (zatem prawdopodobie stwo, e winny jest pu kownik Musztarda wynosi...). Wielebny Zielony mia motyw, by zabi 61 ** (ile wynosi teraz prawdopodobie stwo), ale d ugi jasny w os znaleziony na marynarce ofiary móg nale e tylko do panny Szkar atnej... itp. itd. Taki koktajl mniej lub bardziej arbitralnie ocenianych prawdopodobie stw k bi si w g owie detektywa, na zmian nasuwaj c mu ró ne rozwi zania zagadki. Regu y Bayesa powinny pomóc mu wyci gn prawid owe wnioski. To po prostu matematyczne narz dzie s u ce do wi zania ze sob przybli onych prawdopodobie stw ró nych zdarze i wnioskowania, z jakim (liczbowo okre lonym) przybli onym prawdopodobie stwem co mo e zaj , gdy wiemy, e zdarzy o si co innego. Problem w tym, e ostateczny wynik rachunków mo e by tylko na tyle trafny, na ile rzetelne by y dane cz stkowe, które wstawili my do naszego równania. Te za , jak to zwykle bywa z mniej lub bardziej arbitralnymi szacunkami, mog by obci one nawet sporym b dem. Mo na tu odwo a si do znanej zasady GIGO (Garbage In, Garbage Out ² mie na wej ciu, mie na wyj ciu). Chocia w przypadku ksi ki Unwina i jego przyk adu ² istnienia Boga ² Ämo na" to zdecydowanie za s abo powiedziane. Unwin zachowuje si jak konsultant do spraw zarz dzania ryzykiem, który ² z pochodni Bayesowskiego wnioskowania w d oni ² rzuca si do walki z innymi metodami statystycznymi. Pos uguje si regu ami Bayesa jednak nie po to, by rozwik a spraw morderstwa, lecz by zmierzy si z najwi kszym pytaniem ² z pytaniem o istnienie Boga. Plan ksi ki by taki, by rozpocz od kompletnej niepewno ci, co w wykonaniu Unwina przeobrazi o si w przypisanie obu konkurencyjnym stwierdzeniom (Bóg istniejeversusBóg nie istnieje) identycznego, pi dziesi cioprocentowego prawdopodobie stwa. W nast pnym etapie Unwin wylicza sze faktów, które jego zdaniem mog mie w tym kontek cie jakie znaczenie, wprowadza sze liczb do Bayesowskiej formu y i patrzy, co z tego wyniknie. Problem w tym, e liczby, którymi pos uguje si Unwin, nie wynikaj z adnych empirycznych danych, to po prostu prywatne pogl dy autora arbitralnie ubrane w liczbowy kostium. Oto zreszt fakty, które Unwin przywo uje na u ytek swego rozumowania:
1. Mamy poczucie dobra. 2. Ludzie robi z e rzeczy (Hitler, Stalin, Saddam Hussein). 3. Natura robi z e rzeczy (trz sienia ziemi, huragany, tsunami). 4. Mo liwe, e zdarzaj si drobne cudy (zgubi em klucze i znalaz em je). 5. Mo liwe, e zdarzaj si wielkie cudy (Jezus móg zmartwychwsta ). 6. Ludzie maj doznania religijne.

Tak oto zaczyna si owa (zupe nie bezwarto ciowa, moim zdaniem) bayesowska loteria, w której Bóg najpierw wysuwa si na czo o stawki, by po chwili straci prowadzenie, potem odzyska pi dziesi cioprocentowa pozycj , od której zacz , i wreszcie zako czy z rezultatem, jak precyzyjnie wylicza Unwin: 67%. To jednak najwyra niej za ma o, Unwin bowiem wyjmuje z r kawa asa i podbija stawk do 95%. Ten as to Äwiara". Kto móg by pomy le , e arty sobie stroj , ale tak naprawd napisano w ksi ce! Bardzo chcia bym móc wyja ni , czym Unwin

t umaczy ten ostatni krok, ale po prostu si nie da. Styka em si ju zreszt z podobnie absurdalnym rozumowaniem w trakcie rozmów z religijnymi (cho pod ka dym innym wzgl dem inteligentnymi) naukowcami, których wzywa em, by uzasadnili sw wiar , gdy ju zgodzili si ze mn , e brakuje im argumentów. W takich sytuacjach s ysza em zwykle: ÄPrzyzna em, e nie ma adnych dowodów. Ale w a nie dlatego nazywamy to wiar ". To ostatnie zdanie wypowiadane by o z niezachwian pewno ci siebie i tonem nieznosz cym sprzeciwu. Mo e wydawa si zaskakuj ce, e w ród sze ciu Ätwierdze pocz tkowych" Unwina nie ma ani dowodu Äz projektu", ani adnego z pi ciu dowodów Tomasza z Akwinu, ani wreszcie adnego z licznych wariantów dowodu ontologicznego. Unwin wr cz odcina si od nich i ani jeden z tych argumentów nie ma wp ywu na jego oszacowanie prawdopodobie stwa istnienia Boga. Omawia je i ² poniewa jest dobrym statystykiem ² odrzuca jako nieznacz ce. My l , e mog poczyta mu to za plus, cho na przyk ad, kwestionuj c dowód z projektu, pos uguje si odmienn od mojej argumentacj . Ale dowody, które próbuje wpu ci przez Bayesowsk furtk , s , moim zdaniem, równie s abe. Oczywi cie móg bym t umaczy , e osobi cie przypisa bym proponowanym przez Unwina twierdzeniom zupe nie inne szacunkowe prawdopodobie stwo, ale jakie w sumie mia oby to znaczenie. Jakie bowiem znaczenie w ogóle ma czysto subiektywny os d prawdziwo ci czegokolwiek? Na przyk ad Unwin uwa a, e fakt, i ludzie maj poczucie dobra i z a, jest silnym argumentem na rzecz istnienia Boga, podczas gdy moim zdaniem nie powinno to w adnym stopniu wp yn ani w jedn , ani w drug stron na jego pocz tkowe szacunki. W Rozdzia ach 6. i 7. zajm si szerzej wykazaniem, e ludzkie poczucie dobra i z a w aden bezpo redni sposób nie wi e si z istnieniem (lub nie) jakiejkolwiek nadprzyrodzonej, boskiej istoty. Podobnie jak nasza zdolno do podziwiania kwartetów Beethovena, tak samo poczucie dobra (nie mówi w tym miejscu o poczuciu obowi zku czynienia go) przybra yby bardzo podobny kszta t w wiecie z Bogiem czy bez Boga. Z drugiej strony Unwin mówi te o obecno ci z a i jest to dla niego²zw aszcza naturalne katastrofy, jak trz sienia ziemi czy tsunami ² silnym argumentem przeciw boskiej egzystencji. Tu pogl dy Unwina s dok adnie sprzeczne z moimi, ale w podobn kr puj c pu apk wpad o te wielu teologów. ÄTeodycea" (czyli jak pogodzi bosk opatrzno z obecno ci z a w wiecie) sp dza im sen z powiek. Oxford Companion to Philosophy w bardzo autorytatywnym tonie stwierdza, e Äproblem z a stanowi najpowa niejsze wyzwanie dla tradycyjnego teizmu". Tymczasem jest to argument przemawiaj cy wy cznie przeciw istnieniu dobrego Boga, dobro natomiast nie jest definicyjnym sk adnikiem Hipotezy Boga, co najwy ej po danym dodatkiem. Co prawda Unwin nie jest odosobniony ² rzeczywi cie chyba jest tak, e ludzie o teologicznych inklinacjach s chronicznie niezdolni do odró niania tego, co jest prawd , od tego, co chcieliby, by ni by o. Przecie dla minimalnie wyrobionego wyznawcy jakie nadnaturalnej inteligencji uzasadnienie obecno ci z a powinno by dziecinnie atwym zadaniem. Mo na na przyk ad przyj koncepcj Boga z o liwego (taki w a nie wychyla si z ka dej stronicy Starego Testamentu). Je eli komu taki pomys si nie podoba, mo na wymy li drugiego, zupe nie odr bnego z ego Boga, nada mu imi (cho by szatan) i win za wszelkie z o przypisa kosmicznej wojnie, jak toczy z dobrym Bogiem na ca ym wiecie. Mo na te ² to ju bardziej wyrafinowane rozwi zanie ² uzna , e Bóg ma na g owie wa niejsze sprawy ni ludzkie nieszcz cia. Albo te , e nie jest na nie nieczu y, lecz s po prostu cen , jak trzeba p aci za woln wol w tym pod ka dym innym wzgl dem w pe ni uporz dkowanym wszech wiecie. U ró nych teologów oczywi cie mo na znale wszystkie te racjonalizacje. W ka dym razie z tych w a nie powodów, gdyby przysz o mi przerabia Unwinowskie wiczenie z regu Bayesa, ani problem z a, ani, szerzej, kwestie moralne, nie wp yn yby w adn stron na kszta t hipotezy zerowej (50%, jak przyj ). Ale nie b d si o to spiera . Nie zamierzam gor czkowa si z powodu prywatnych pogl dów czy to pana Unwina, czy w asnych. Jest jednak argument znacznie pot niejszy, zupe nie niezale ny od czyichkolwiek subiektywnych pogl dów i os dów ² argument, który nazw tutaj dowodem z nieprawdopodobie stwa. Ten dowód przenosi nas daleko od pi dziesi cioprocentowego

agnostycyzmu ² prosto ku czystemu teizmowi, jak s dzi wielu wierz cych, a wprost do pe nego ateizmu w moim przekonaniu. Nawi zywa em ju zreszt do niego wielokro . W pewnym sensie dowód ów sprowadza si do prostego pytania, na które ka dy my l cy cz owiek sam w pewnym momencie wpada: ÄKto stworzy Boga?". Bóg-projektant nie mo e nam pos u y do wyja nienia fenomenu uporz dkowanej z o ono ci, jakikolwiek bowiem Bóg zdolny do zaprojektowania czegokolwiek musia by sam by wystarczaj co z o onym bytem, by jego istnienie wymaga o analogicznego wyja nienia. Mieliby my wi c klasyczny niesko czony regres, od którego nie ma ucieczki. Ten argument wskazuje, e Bóg, jakkolwiek jego nieistnienia z czysto formalnych wzgl dów nie da si udowodni , jest bardzo, ale to bardzo nieprawdopodobny. Tej kwestii po wi cam kolejny rozdzia . Rozdzia czwarty DLACZEGO NIEMAL NA PEWNO NIE MA BOGA Kap ani najró niejszych religii i sekt [...] l kaj si post pu nauki jak wied my jasnego wiat a poranka. L ka ich i gniewa zarazem, e kto demaskuje oszuka cze sztuczki, z których yli. Thomas Jefferson
OSTATECZNY BOEING 747

Dowód z nieprawdopodobie stwa to bardzo silny dowód. Pod tradycyjnym przebraniem dowodu z projektu jest to chyba najpowszechniej dzi stosowany argument maj cy przemawia za istnieniem Boga, a warto doda , e dla zdumiewaj co du ej cz ci wierz cych jest to argument ostateczny i niepodwa alny. Nie przecz , argument to bardzo mocny i, tak przynajmniej s dz , wr cz nieodparty, tyle e... za tez dok adnie przeciwn , ni chcieliby tei ci. W a ciwie wykorzystany dowód z nieprawdopodobie stwa praktycznie nieodwo alnie prowadzi do wniosku, e Bóg nie istnieje. Statystyczn demonstracj niemal absolutnej niemo liwo ci istnienia Boga przeprowadzam zwykle pod nazw : ÄOstateczny boeing 747 ² gambit". Sam pomys wzi si od Freda Hoyle'a. Nie da bym g owy, czy Hoyle rzeczywi cie co takiego kiedy napisa , ale tak twierdzi ² i nie ma powodów, by mu nie wierzy ²jego przyjaciel Chandra Wickramasinghe. Otó anegdotka g osi, i Hoyle stwierdzi , e prawdopodobie stwo powstania ycia na Ziemi jest równie du e, jak szansa, e huragan wiej cy nad z omowiskiem doprowadzi do stworzenia boeinga 74758. Do tej metafory pod czyli si pó niej ró ni osobnicy, którzy zacz li j odnosi równie do ewolucji z o onych organizmów, czyli do obszaru, w którym jej u ycie jest ju najzupe niej nieuzasadnione. Oczywi cie, szansa na stworzenie w pe ni sprawnego konia, pszczo y czy ostrygi za pomoc losowego mieszania elementów jest znacznie mniejsza ni boeinga. Tyle e, jak w pigu ce, mamy tu ilustracj ulubionego dowodu kreacjonistów; jest to argument, którym pos u y si mo e wy cznie kto nie rozumiej cy podstaw teorii ewolucji: kto , kto uwa a, e o doborze naturalnym decyduje lepy traf, przypadek, podczas gdy w rzeczywisto ci (je li terminu Äprzypadek" u ywamy we w a ciwym znaczeniu), jest dok adnie przeciwnie. Kreacjonistyczna ² fa szywa ² interpretacja dowodu z nieprawdopodobie stwa zwykle przyjmuje podobn form , i nie ma tu wielkiego znaczenia, czy akurat mamy do czynienia z kreacjonizmem z dora nych, politycznych wzgl dów przebranym za Äteori inteligentnego projektu" (ID ² odintelligent design) 62*. Procedura jest prosta ² bierzemy jakie realnie istniej cy byt, cokolwiek, najcz ciej jaki konkretny organizm lub który z jego narz dów, ale równie dobrze mo e to by pojedyncza komórka albo i ca y Wszech wiat, i wyci gamy, e, statystycznie rzecz bior c, co takiego nie mo e istnie . Czasem wykorzystywany jest w tym celu j zyk teorii informacji, darwinizm za ma wyja ni , sk d w materii o ywionej wzi a si ca a zawarta w niej informacja, w czysto technicznym tego terminu znaczeniu, czyli informacja traktowana jako miara nieprawdopodobie stwa czy te Äwarto nieoczekiwana" {surprise value).Przywo ywana te bywa teoria ekonomii ² nie ma jak wiemy, Ädarmowych obiadów", tymczasem darwinizm chce mie co za nic. W tym rozdziale wyka jednak, e darwinowski dobór naturalny to jedyne znane dzi rozwi zanie tej nierozstrzygalnej innymi metodami zagadki, sk d wzi a si informacja. Jak si wkrótce oka e, to Hipoteza Boga próbuje wyci gn co z niczego, to Bóg próbuje zje darmowy obiad i w dodatku by nim równocze nie. Jakkolwiek

bowiem nieprawdopodobny mo e si wydawa byt, którego istnienie próbujemy wyja ni , odwo uj c si do istnienia Äprojektanta", to sam projektant jest co najmniej równie nieprawdopodobny. Tak ² Bóg to nasz Äostateczny boeing 747"! Dowód z nieprawdopodobie stwa to stwierdzenie, e z o one byty nie mog y pojawi si przez przypadek. K opot w tym, e dla wielu ludzi okre lenie Äprzez przypadek" jest równoznaczne z Änie zosta y wiadomie zaprojektowane". Nic dziwnego, e nieprawdopodobie stwo traktowane jest w tym uj ciu jako dowód zaprojektowania. Darwinowski dobór naturalny ukazuje absurd takiego rozumowania w stosunku do tworów natury. By mo e darwinizmu nie mo na stosowa wprost do wiata nieo ywionego ² do kosmologii, na przyk ad ² Kto , niezbyt grzecznie ² nazwa kiedy teorie inteligentnego projektu Äkreacjonizmem w tandetnym smokingu" niemniej jednak równie i w tych obszarach, odleg ych od wiata biologii, czyli swego pierwotnego zastosowania, teoria ewolucji mo e wzbudzi nasz czujno . To w a nie koncepcja szeroko rozumianego doboru naturalnego jest jednym z Äfilarów" wiadomo ci, któr chc w mojej ksi ce promowa . Zrozumienie (pe ne zrozumienie!) darwinizmu uczy nas, e alternatywa nie brzmi: Äprzypadek albo projekt"; jest jeszcze trzecia opcja: stopniowo i powoli narastaj ca z o ono . Ju przed Darwinem filozofowie, na przyk ad Hunie, rozumieli, e znikome prawdopodobie stwo powstania ycia niekoniecznie oznacza, i musia o ono zosta zaprojektowane, ale nie potrafili wyobrazi sobie alternatywnego wyja nienia. Po Darwinie wszyscy powinni my czu g bok , instynktown podejrzliwo wobec samej koncepcji projektu i projektanta. Z udzenie projektu to pu apka, w któr wcze niej wpad o wielu. Darwin wskaza nam wyj cie. Oby my wszyscy potrafili z niego skorzysta .
DOBÓR NATURALNY JAKO FILAR WIADOMO CI

Za oga statku kosmicznego (w powie ci fantastycznonaukowej, rzecz jasna) t skni za domem: ÄPomy l, na Ziemi jest teraz wiosna". W pierwszej chwili wydaje si nam to oczywiste²tak g boko w ka dym z nas tkwi Äpó nocnopó kulowy szowinizm" (nawet w niektórych mieszka cach pó kuli po udniowej) i tak mocno jest on nieu wiadomiony. ÄNieu wiadomiony" to w a ciwe s owo ² bo w a nie takie przypadki wymagaj zwi kszenia wiadomo ci. Kiedy w Australii i Nowej Zelandii pojawi y si mapy z biegunem po udniowym na górze, by o to co wi cej ni tylko g upia zabawa. Mo e dobrze by si sta o, gdyby takie mapy zawis y w szkolnych klasach na naszej, pó nocnej pó kuli. Wtedy dzieci co dzie mog yby sobie u wiadamia , e nazwy biegunów przydzielono czysto arbitralnie i e Äpó noc" niekoniecznie oznacza Äna górze". Taka mapa mog aby je zaciekawia i budzi now wiadomo . Mo e które z nich po powrocie ze szko y do domu spróbowa oby opowiedzie o niej rodzicom (a pokaza dziecku co , czym mo e zadziwi rodziców²to najfajniejszy prezent, jaki mo e zrobi nauczyciel). To feministkom zawdzi czam u wiadomienie mi pewnych rzeczy wcze niej nieu wiadamianych, co , co na u ytek tej ksi ki nazwa em Äfilarami nowej wiadomo ci". Oczywi cie Äherstory" jako opozycja Ähistory" jest czystym krety stwem 63 44, gdy etymologicznie s owo Ähistoria" nie ma nic wspólnego z m skim zaimkiem osobowym. (Równie g upie by o pozbawienie stanowiska w 1999 pewnego waszyngto skiego urz dnika, który nieopatrznie u y s owa Äniggardly" 64 *). Nawet jednak tak g upie zdarzenia (i przyk ady) mog czego nauczy , mog nas na co uwra liwi . ÄHerstory", gdy ju przestaniemy zaperza si filologicznie (i mia ), te co nam u wiadamia ² pokazuje histori z odmiennej perspektywy. Rodzaj i zaimki rodzajowe ukazuj bardzo wiele, a u wiadomienie sobie tego faktu bardzo wiele
44 Niestety ² zupe nie nieprzet umaczalne. ÄHer" to po angielsku Jej" (Äherstory" ²jej historia). ÄHistory" to historia, Ähi" wymawia si jak Ähe", czyli Äon", Ähis" to zaimek dzier awczy, jego". W dyskursie feministycznym zdarza y si niestety panie, które r ównie z Ähistory" usi owa y czyni przyk ad m skiego szowinizmu (Jakby nie do by o innych) (przyp. t um.).64

* Te nieprzet umaczalne. ÄNiggardly" to Äpazerny", Änigger" to (obra liwie) Äczarnuch". Zbie no wy cznie prozodyczna. Komun i ci w PRL byli nie mniej radykalni ² przez par lat obowi zywa cenzorski zapis na informacje o przypadkach czerwonki (por. Czarna ksi ga cenzury PRL, Aneks, Londyn 1985) (przyp. t um.).
65

daje: raptem okazuje si , e czysto j zykowe, g upie niezgrabno ci jakby wyklucza y z dyskursu po ow ludzko ci. J zyk angielski szczególnie si tu odznacza:man(cz owiek czy m czyzna?),mankind(ludzko czy Äm sko "),the Rights of Man(prawa cz owieka czy prawa m czyzny),all men are created equal(wszyscy ludzie rodz si równi, czy wszyscy m czy ni rodz si równi),one man one vote(jeden cz owiek²jeden g os, czy jeden m czyzna ²jeden g os); angielski 6545 bardzo cz sto jakby wyklucza kobiety 66 46. Za m odu nawet nie przysz o mi do g owy, e kobiety mog czu si obra one, gdy kto mówi othe future of man,Äprzysz o ci cz owieka/m czyzny". Ostatnie dekady sprawi y jednak, e nawet kto , kto nadal piszeman,a niehuman,czyni to ze wiadomo ci , e powinien przeprosi , niezale nie od tego, czy kieruje nim przywi zanie do tradycyjnego j zyka, czy ch wkurzenia feministek. To duch czasów,Zeitgeist,zmienia wiadomo nawet tych, którzy (rozmy lnie!) nie chc mu si podporz dkowa , tylko odwracaj si do ty em i konsekwentnie obra aj dalej. Tak wi c feminizm pobudzi nasz wiadomo , czy tego chcemy, czy nie, a ja zamierzam pos u y si w podobny sposób doborem naturalnym. Dobór naturalny nie tylko wyja nia fenomen ycia; u wiadamia nam równie pot g nauki, która potrafi pokaza , jak z o one uk ady mog wy ania si z prostych pocz tków bez odwo ania si do jakiegokolwiek projektu czy inteligentnego konstruktora. Kto , kto naprawd zrozumia ide doboru naturalnego, mo e mia o wkroczy tak e na inne obszary wiedzy, gdzie, podobnie jak w przeddarwinowskiej biologii, roi si od ró nych b dnych pomys ów, które teraz mog budzi nasze uzasadnione w tpliwo ci. Któ bowiem przed Darwinem potrafi by zgadn , e co w sposób tak oczywisty zaprojektowanego Jak skrzyd o wa ki czy oko or a, w istocie jest produktem ko cowym d ugiej sekwencji ca kowicie naturalnych (cho wcale nielosowych) zdarze . Douglas Adams poruszaj co (i zabawnie ²jak to zwykle on) opisa kiedy swoj Äkonwersj " na radykalny ateizm (sam podkre la Äradykalny", nie chcia , by ktokolwiek wzi go za agnostyka). Relacja Adamsa to doskona a ilustracja pot gi darwinizmu jako filaru nowej wiadomo ci. (Mam nadziej , e poni szy cytat nie zostanie odebrany jako samochwalstwo z mojej strony, a przynajmniej, e zostanie mi ono wybaczone. Na swoje wyt umaczenie mam jedynie to, i to mi dzy innymi Änawrócenie" Douglasa (które nast pi o pod wp ywem moich wcze niejszych ksi ek, a adna z nich nie stawia a przed sob takiego celu) zainspirowa o mnie do napisania Boga urojonego, któremu taki w a nie cel w sposób oczywisty przy wieca). W opublikowanym po miertnie ososiu zw tpienia 47 przedrukowany jest wywiad, w którym dziennikarz wypytuje Adamsa, jak zosta ateist . Douglas wyja nia najpierw, jak to si sta o, e zosta agnostykiem, a pó niej dopiero opisuje swoj dalsz drog : My la em, my la em i my la em, poniewa jednak nie mia em do materia u do przemy le , nie doszed em do adnej konkluzji. Bardzo pow tpiewa em w ide istnienia Boga, ale wiedzia em za ma o o wszystkim, aby zast pi j dobrym, dzia aj cym modelem albo innym wyja nieniem, no, có , ycia, Wszech wiata i ca ej reszty. Nie rezygnowa em jednak²czyta em i my la em dalej. Tu po trzydziestce natkn em si na biologi ewolucyjn , szczególnie pod postaci ksi ek Richarda Dawkinsa Samolubny gen i lepy zegarmistrz, czyli jak ewolucja dowodzi, e wiat nie zosta zaplanowany i nagle (wydaje mi si , e w czasie drugiego czytania Samolubnego genu) wszystko wskoczy o na miejsce. Przedstawiona tam koncepcja jest zadziwiaj co prosta, ale w naturalny sposób wyja nia powstanie niesko czonej i zdumiewaj cej z o ono ci ycia. Respekt, jaki we mnie wzbudzi a, sprawi , e respekt, z jakim mówi ludzie, opowiadaj c o do wiadczeniu religijnym, wyda mi si niepowa ny. Respekt59 wynikaj cy ze zrozumienia stoi dla mnie zawsze ponad respektem bior cym si z ignorancji *. Oczywi cie Äzadziwiaj ca prostota", o której powy ej mowa, w najmniejszym stopniu nie jest moj zas ug . To darwinowska teoria ewolucji poprzez dobór naturalny ² ostateczny naukowy filar wiadomo ci! Och, Douglasie ² brakuje mi ciebie. By e moim najm drzejszym,
45 Klasyczne acina i greka by y pod tym wzgl dem lepiej wyposa one. aci skie homo (greckie anthropo-) oznacza o Äludzkie", w przeciwie stwie dovir (andro-), czyli «m czyzna, m skie», i femina (gyne-) ² kobieta, kobiece. Dlatego dzi antropologia to nauka o cz owieku, a andrologia i ginekologia to dwie odr bne dziedziny medycyny. 46 Polski czyni podobnie, tyle e znacznie subtelniej. T umacz c t ksi k , równie musia em podj decyzj o tym, w jaki sposób zwraca si do czytelnika (co autor czyni bardzo cz sto), i automatycznie uczyni em go m czyzn (pisz c cho by, Äczytelnik znajdzie" (a nie Äczytelniczka znajdzie"), Äczytelnicy byliby zdziwieni" (a nie Äczytelniczki by yby zdziwione" lub Äczytelniczki i czytelnicy byliby zdziwieni"). Mam nadziej , e czytelniczki tej ksi ki wybacz mi ten niezawiniony seksizm (Przyp. t um.) 47 * Douglas Adams, oso zw tpienia, Zysk i S-ka, Pozna 2003, s. 115 (przyp. t um.).

najzabawniejszym, najbardziej otwartym, najdowcipniejszym, najwy szym i prawdopodobnie jedynym konwertyt Mam nadziej , e ta ksi ka rozbawi aby ci , cho zapewne nie tak bardzo, jak twoje ksi ki bawi y mnie. Daniel Dennett, filozof wietnie obeznany równie z naukami cis ymi, napisa kiedy , e ewolucja podwa a jeden z najstarszych ludzkich przes dów, przekonanie, e Äkoniecznie potrzeba jakiej du ej, skomplikowanej i m drej rzeczy, by stworzy co mniejszego. Ja nazywam to Ähierarchiczn teori kreacjonizmu" 48 * ² ÄMiecz nigdy nie zrobi p atnerza. Podkowa nigdy nie zrobi kowala. A garnek nigdy nie zrobi garncarza"60. Odkrycie przez Darwina naturalnych, dzia aj cych procesów, które podwa aj to intuicyjne przekonanie, stanowi o prawdziwie rewolucyjny wk ad do skarbnicy ludzkiej my li; powsta a idea o olbrzymiej sile u wiadamiania. Interesuj ce, jak bardzo ten aspekt darwinizmu mo e by wa ny równie dla uczonych o sk din d olbrzymiej wiedzy i dorobku w dziedzinach innych ni biologia. Fred Hoyle by wybitnym fizykiem i kosmologiem, ale ca e nieporozumienie z boeingiem 747, podobnie jak inne b dy, które pope nia , wkraczaj c na obszar biologii (próbowa na przyk ad dowodzi , e skamienia o ci Archeopteryxa musz by podrobione) wskazuj , i przyda aby mu si dobra pogl dowa lekcja o dzia aniu doboru naturalnego. Mam wra enie, e na poziomie intelektualnym Hoyle doskonale rozumia t teori . Mo e po prostu to za ma o, by naprawd sta a si ona elementem czyjej wiadomo ci; mo e trzeba ni przesi kn , zanurzy si w niej po czubek g owy, zanurkowa , i dopiero wtedy cz owiek zdolny jest poj jej znaczenie. Inne dyscypliny nauki poruszaj nasz wiadomo w inny sposób. Astronomia ² dyscyplina, w której Hoyle by mistrzem ² uczy nas odpowiedniej perspektywy (w przeno ni i dos ownie), gdy spuszcza powietrze z balonu naszej pró no ci i sprawia, e odnajdujemy swoje w a ciwe miejsce na scenie ycia: mizerne szcz tki wielkiej kosmicznej eksplozji. Geologia z kolei u wiadamia nam, jak krótka, jako jednostek i jako gatunku, jest nasza egzystencja. John Ruskin 49* musia dramatycznie odczu w pewnej chwili t wiadomo ² ÄGdyby tylko geolodzy zostawili mnie w spokoju, by oby mi wietnie. Lecz te ich przekl te m otki. S ysz ich d wi czenie po ka dym wersecie Biblii", napisa w 1851. Podobn rzecz z naszym poczuciem czasu robi ewolucja i trudno si temu dziwi , przecie ewolucja te rozgrywa si w skali epok geologicznych. Darwinowska ewolucja, a zw aszcza koncepcja doboru naturalnego, sprawia jednak co wi cej. Ta koncepcja ostatecznie obala iluzj Äprojektu" w obszarze biologii, a zarazem nakazuje wielk podejrzliwo wobec analogicznych pomys ów w innych obszarach nauki, jak fizyka czy kosmologia. Chyba fizyk Leonard Susskind w a nie co takiego chcia przekaza , pisz c: ÄNie jestem historykiem, ale sk ania bym si ku opinii, e wspó czesna kosmologia zacz a si tak naprawd z Darwinem i Wallace'em. To oni pierwsi zaproponowali wyja nienie naszej egzystencji, które w pe ni odrzuca o istnienie jakichkolwiek nadnaturalnych czynników [...] Darwin i Wallace stworzyli standard nie tylko dla nauk biologicznych, ale równie dla kosmologii"61. Inni reprezentanci nauk cis ych, którzy nie potrzebuj budzenia wiadomo ci, a których ksi ki bardzo polecam, to na przyk ad Victor Stenger (Has Science Found God?[Czy nauka znalaz a Boga?] ² odpowied brzmi: nie) 50** oraz Peter Atkins (Creation Revisited).Ksi ka Atkinsa to zreszt mój ulubiony przyk ad naukowej poetyckiej prozy. Wci zadziwiaj mnie ci spo ród wierz cych, którzy ² najwyra niej nie u wiadomiwszy sobie pot gi doboru naturalnego, w tym znaczeniu, jakie tu przedstawiam ² rado nie usi uj z naturalnej selekcji uczyni element Äboskiego planu stworzenia", przyznaj c, e ewolucja poprzez dobór naturalny to rzeczywi cie prosta i zgrabna droga do wiata pe nego ycia. Bóg w zasadzie nie musi w tej sytuacji nic robi . Peter Atkins wCreation Revisitedrozwija t twórcz
48 * W oryginale Ätrickle-down theory". To Äteoria" (cho to troch za du o powiedziane) ekonomiczna, zgodnie z któr bogacenie si bogatych sprzyja ogólnemu wzrostowi zamo no ci. Znana te w wariancie Äprzyp yw unosi i wielkie statki, i ma e ódki" (przyp. t um.).

49

* John Ruskin (1819-1900) ² angielski pisarz i poeta, znany jednak przed wszystkim jako krytyk sztuki. Uznawany za Äodkrywc " prerafaelitów (przyp. t um.) ** Gor co polecam równie ksi k Stengera God, the Failed Hypotnesis: How Science Shows that God Does Not Exist [Bóg, fa szywa hipoteza: jak nauka wykaza a, e Bóg nie istnieje].
50

my l i zastanawia si , co by by o, gdyby hipotetyczny Bóg by istot koszmarnie leniw i stara si zape ni Wszech wiat yciem, jak najmniej si przy tym przepracowuj c. Bóg Atkinsa jest jeszcze bardziej leniwy ni Bóg osiemnastowiecznych o wieceniowych deistów. To istny deus otiosus; bóg nieróbstwa, bez zaj cia, bez przydzia u, zb dny po prostu. Konsekwentnie, krok po kroku Atkins redukuje w swojej ksi ce liczb zada , do jakich wykonania jakikolwiek bóg jest niezb dny, by wreszcie ² w pe ni logicznie ² wykaza ² e do powstania Wszech wiata i ycia wystarczy Bóg, który nie robi w ogóle nic. A zatem równie dobrze mo e te nie istnie . Wr cz s ysz w tej chwili Woody'ego Allena: ÄJe li oka e si kiedy , e Bóg istnieje, to nie s dz , by by z y. Najgorsze, co mo na o nim powiedzie , to e móg dobrze, ale po prostu mu si nie chcia o".
NlEREDUKOWALNA Z O ONO

Nie sposób nie doceni skali problemu, jaki Darwinowi i Wallace'owi uda o si rozwi za . Móg bym tu mówi o anatomii, budowie komórkowej, biochemii czy funkcjonowaniu praktycznie dowolnego organizmu, ale pos u si (nie kryj , e jest w tym pewna ironia) jednym z licznych przyk adów Äoczywistego projektu", w jakich lubuj si kreacjonistyczni autorzy. Moim faworytem w ich dorobku jest dzie o Life²How Did It Get Here ? [ ycie ² sk d tu si wzi o?], opublikowane (niestety bez nazwiska autora) w szesnastu j zykach i jedenastu milionach egzemplarzy przez wydawnictwo Watchtower Bibie [Stra nica Biblii] and Tract Society, a moj sympati do tej w a nie ksi ki niech wyja ni fakt, i spo ród owych milionów egzemplarzy co najmniej sze trafi o do mnie jako (nieproszony, rzecz jasna) dar od Änieznanych wielbicieli" Gdy otworzymy to anonimowe (acz niezaprzeczalnie szeroko dystrybuowane dzie ko) natkn si mo emy na przyk ad na rysunek przedstawiaj cy g bk Euplectella, znan powszechnie jako koszyczek Wenery. Ilustracji towarzyszy opis zaczerpni ty ni mniej, ni wi cej, tylko od samego sir Davida Attenborough: ÄKiedy patrzymy na z o ony szkielet g bki, na przyk ad na krzemionkowe ig y tworz ce zewn trzny szkielet g bki znanej jako koszyczek Wenery, ogarnia nas najg bsze zdziwienie. W jaki sposób wspó praca praktycznie niezale nych mikroskopijnych komórek mo e doprowadzi do wydzielenia milionów szklistych igie i stworzenia tak misternie ukszta towanej i tak pi knej siateczki? Nie wiadomo". Ale anonimowi autorzy wydawnictwa Stra nica Biblii wiedz ! ÄJedno wiadomo ² uzupe niaj Attenborough. ² Co takiego nie mog o powsta przypadkiem!". To prawda ² taki przypadek nie móg si zdarzy . W tym mo emy si z nimi zgodzi . Ale tylko w tym. Statystyczne nieprawdopodobie stwo takich struktur jak szkielet Euplectelli to najwi kszy problem, z jakim musi sobie poradzi ka da ‡ teoria ycia. Im mniej okre lona struktura jest prawdopodobna, tym mniejsza szansa, e mog a powsta przypadkowo ² na tym w a nie polega nieprawdopodobie stwo. Tyle e konkurenci w walce o wyja nienie tajemnicy ycia i jego nieprawdopodobie stwa to nie, jak si fa szywie przyjmuje, projekt (kreacja) i lepy traf. To projekt i dobór naturalny. lepy traf czy przypadek nie stanowi yby adnego sensownego rozwi zania, gdy z o ono organizmów o ywionych, któr obserwujemy wokó siebie, jest o wiele za du a i zbyt nieprawdopodobna, by jakikolwiek zdrowy na umy le biolog móg sugerowa , e powsta y one Äprzypadkiem". ÄProjekt" równie nie jest dobrym rozwi zaniem, ale do tej kwestii wróc jeszcze pó niej. Na razie przyjrzyjmy si bli ej pytaniu, na które odpowied znale musi ka da teoria ycia ² pytaniu o to, jak unikn przypadkowo ci. Na kolejnych stronicach wydawnictwa Stra nicy mo emy znale wspania ro lin Aristolochia macrophylla (kokornak wielkolistny), której wszystkie cz ci robi wra enie idealnie zaprojektowanych wy cznie po to, by zwabia owady, pokry je py kiem, po czym ekspresem wys a do innego kokornaka. Misterna elegancja tego kwiatu ka e Stra nicy spyta : ÄCzy mog o si to zdarzy przez przypadek? Czy te skrywa si za tym inteligentny projekt?". Powtarzam zatem ² oczywi cie, to nie mog o si zdarzy przypadkiem! I powtarzam te ² alternatywa nie brzmi Äinteligentny projektversusprzypadek". Dobór naturalny to nie tylko rozwi zanie oszcz dne, prawdopodobne i eleganckie; to jedyne sensowne i dzia aj ce rozwi zanie spo ród wszystkich dotychczas zaproponowanych. Teorie inteligentnego projektu szwankuj dok adnie z tego samego powodu, co koncepcja Ä lepego trafu". adna z nich tak naprawd nie daje rozwi zania zagadki znikomego prawdopodobie stwa, a im bardziej co jest nieprawdopodobne, tym bardziej nieprawdopodobne okazuje si te rozwi zanie Äz inteligentnego projektu". Je li przyjrzymy si dok adniej, okazuje si wr cz, e w czenie koncepcji inteligentnego projektu jedynie dodatkowo komplikuje ca e zagadnienie. Jak ju mówi em ² sam projektant (a mo e sama projektant, lub samo- projektant) zmusza do kolejnego pytania, o jego/jej pochodzenie. Jakikolwiek byt zdolny do

zaprojektowania czego tak nieprawdopodobnego jak kokornak wielkolistny (albo Wszech wiat) by by bytem znacznie mniej prawdopodobnym ni produkt jego hipotetycznej aktywno ci. Bóg nie przerywa b dnego ko a, Bóg je nap dza! Na tych dwóch przyk adach Stra nica nie poprzestaje. Kilka stronic dalej znale mo emy zgrabny opis mamutowca olbrzymiego(Sequoiadendron giganteum, potocznie zwanego sekwoj ). Do tego drzewa mam szczególny stosunek, gdy jedno takie ro nie w moim ogrodzie ²‡dziecko zupe ne, zaledwie stulatek, ale i tak to najwy sze drzewo w ca ej okolicy. ÄCz owiek, ze sw mizern postur , stoj c przy pniu sekwoi, mo e jedynie w swej ma o ci podziwia majestatyczn wielko tego cudu natury. Czy kto móg by w ogóle uwierzy , e ten wspania y olbrzym i male kie nasionko, z którego wyrasta, nie s dzie em stworzenia?". Powtórz zatem po raz kolejny: je eli kto s dzi, e jedyn alternatyw dla stworzenia jest przypadek, to oczywi cie, e my l taka jest absurdalna. Autorzy jednak znów nie wspominaj o jedynym realnym rozwi zaniu zagadki, czyli o doborze naturalnym; albo teorii tej po prostu nie rozumiej , albo nie chc o niej mówi . Proces, dzi ki któremu ro liny ² od najdrobniejszych kurzy ladów po mamutowca olbrzymiego ² czerpi buduj c je energi , nazywamy fotosyntez . Tu znów pozwol sobie si gn do Skarbnicy: Ä «Na fotosyntez sk ada si co najmniej siedemdziesi t odr bnych reakcji chemicznych", a jak powiedzia pewien biolog «to zaiste cudowne zjawisko». Ro liny zielone nazwano te «naturalnymi fabrykami"; pi kne, idealnie ciche, niezanieczyszczaj ce rodowiska «zak ady produkcyjne» wytwarzaj ce tlen, poddaj ce wod procesom recyklingu i przy okazji karmi ce ca y wiat. Czy co takiego mog o powsta przypadkiem? Czy kto w ogóle mo e tak my le ?". Nie, to rzeczywi cie by oby nie do wiary, ale powtarzanie jakiego przyk adu x razy prowadzi nas donik d. ÄLogika" kreacjonistów jest jednak zawsze taka sama. To prawda ² niektóre naturalne zjawiska s , statystycznie rzecz bior c, zbyt nieprawdopodobne, zbyt pi kne, zbyt napawaj ce podziwem, by mog y by dzie em lepego trafu. Tylko e dla tych ludzi, je li nie przypadek, to wy cznie projekt. A zatem musia istnie projektant, który je stworzy . Na t fa szyw logik nauka ma jedn odpowied : przypadek i projekt to nie jest jedyna (ani w a ciwa) alternatywa. Dobór naturalny to znacznie lepsze rozwi zanie. Projekt nie jest dobrym wyj ciem, poniewa odwo anie si do rodzi pytanie jeszcze trudniejsze ni to, na które poszukujemy odpowiedzi: kto zaprojektowa projektanta? Przypadek i projekt nie zdaj egzaminu jako rozwi zanie problemu nieprawdopodobie stwa, gdy pierwszy sam jest problemem, drugi za poprzez regres bezpo rednio zawraca nas do punktu wyj cia. Dobór naturalny jako jedyny daje mo liwo wyj cia z tej pu apki. Jak ju pisa em (i powtarza b d w niesko czono ) ² to jedyne znane skuteczne rozwi zanie naszej zagadki; i rozwi zanie to nie tylko dzia a, jest te skuteczne i ol niewaj co wr cz eleganckie. Co sprawi o, e dobór naturalny sprawdza si jako rozwi zanie zagadki nieprawdopodobie stwa tam, gdzie zawodz , ju od pierwszej chwili, i przypadek, i projekt? Otó dobór to proces stopniowy, eskalacyjny i kumulatywny, zatem nie ma ju jednej zagadki, tylko mnóstwo niezale nych pyta . Oczywi cie ka dy z tych ma ych kawa ków wielkiego pytania nadal odwo uje si do zdarze ma o prawdopodobnych, ale ju nie niemo liwych. Kiedy seria ma o prawdopodobnych zdarze nast puje po sobie, czny efekt oczywi cie pozostaje nieprawdopodobny, przynajmniej na tyle nieprawdopodobny, by nadal pozostawa poza zasi giem naukowego wyja nienia. To w a nie ró ne ko cowe produkty takich serii zdarze stanowi typowy ² i do znudzenia powtarzany ² argument kreacjonistów. Standardowy kreacjonista jednak (mam nadziej , e moje czytelniczki wybacz mi, i tym razem pos u y em si rodzajem m skim) pope nia w tym momencie podstawowy b d: takie statystycznie nieprawdopodobne zdarzenie (organ, ro lin , zwierz ) traktuje jako zdarzenie pojedyncze. Kreacjoni ci nie rozumiej po prostu pot gi akumulacji, powolnego gromadzenia si zmian. W ksi ce Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobie stwa pos u y em si dla wyja nienia tego problemu pewn metafor . Przyjmijmy, e jedno zbocze góry to pionowe urwisko i nie ma najmniejszych szans, by t dy dosta si na szczyt. Po drugiej stronie natomiast na wierzcho ek wiedzie agodnie wznosz cy si szlak. Tam za oczekuje na nas jaki szczególnie z o ony narz d, oko albo wi bakterii 7151.Pomys , e co takiego mo e spontanicznie samo si zbudowa ", jest
72

równie absurdalny, jak próba dostania si na szczyt jednym skokiem od strony klifu. Hop i jeste my na górze! Tymczasem ewolucja pod a inn drog ² okr a gór i wytycza w asny szlak wiod cy ku wierzcho kowi. Wydaje si , e zasada, i atwiej dosta si na szczyt agodnym stokiem, ni wskakuj c na pionow cian , wydaje si bardzo prosta. A dziwne, e tak d ugo trzeba by o czeka , nim Darwin odkry j przed nami. Darwin tworzy sw teori prawie dwie cie lat po Newtonowskim annus mirabilis,roku w którym Newtonowi uda o si osi gn tak nieprawdopodobnie wiele. Gdy mowa o nieprawdopodobie stwie, cz sto pojawia si jeszcze jedna metafora ² zamek bankowego skarbca. Teoretycznie rzecz bior c, rabu , maj c do szcz cia, móg by przypadkowo wpa na w a ciw kombinacj cyfr, w praktyce jednak zamki szyfrowe projektuje si tak, eby to by o niemo liwe; równie nieprawdopodobne, jak boeing 747 Hoyle'a. Pomy lmy jednak o nie najlepiej zaprojektowanych drzwiach skarbca, takich, które dawa yby w amywaczowi pewne wskazówki, co jak w dzieci cej grze w Äciep o-zimno". Na przyk ad ju po wyborze pierwszej w a ciwej cyfry drzwi odrobink si uchylaj i na pod og sp ywa banknot, a rabu jest bli ej celu. Kreacjoni ci, pos uguj c si dowodem z nieprawdopodobie stwa, przyjmuj zawsze (bardzo wygodne dla siebie) za o enie, e biologiczne dostosowanie to gra typu Äwszystko albo nic". W innej wersji ta fa szywa hipoteza przyjmuje miano Änieredukowalnej z o ono ci" (IC ² irreducible complexity)² oko widzi albo nie, skrzyd o nadaje si do latania albo nie. Takie my lenie opiera si na za o eniu, e z rozwi za po rednich nie ma adnego po ytku. Tymczasem jest to zwyczajny fa sz. Rozwi zania po rednie wyst puj w naturze, dok adnie tak, jak przewiduje teoria ewolucji. Zamek otwieraj cy skarbiec ycia skonstruowany jest na zasadzie Äcieplej, cieplej, zimniej, cieplej". Prawdziwe ycie, wspinaj c si na Szczyt Nieprawdopodobie stwa, szuka atwiejszych dróg i mniej stromych cie ek, kreacjoni ci za tak zapatrzyli si w pionow cian , e nie dostrzegaj innego szlaku. Darwin po wi ci ca y rozdzia O powstawaniu gatunków Äszczególnym trudno ciom, które napotyka teoria doboru naturalnego". Oczywi cie nikt nie twierdzi, e w tym krótkim rozdziale Darwin móg przewidzie i rozprawi si ze wszystkimi fa szywymi zarzutami, jakie wysuwano wobec jego teorii od chwili jej powstania po dzie dzisiejszy. Najpowa niejsza trudno wi e si z Änarz dami najbardziej udoskonalonymi i skomplikowanymi", niekiedy b dnie nazywanymi organami o Änieredukowalnej z o ono ci". Sam Darwin pos u y si w tym kontek cie przyk adem oka, jako realnym wyzwaniem dla ewolucji: ÄPrzypuszczenie, e oko ze wszystkimi niezrównanymi jego urz dzeniami dla nastawiania ogniskowej na rozmaite odleg o ci, dla dopuszczania rozmaitych ilo ci wiat a oraz dla poprawiania sferycznej i chromatycznej aberracji mog o zosta utworzone drog naturalnego doboru, wydaje si ² zgadzam si na to otwarcie ² w najwy szym stopniu niedorzeczne" 72 52. Kreacjoni ci z lubo ci powo uj si na ten cytat, ale nie musz chyba dodawa , e nigdy go nie rozwijaj . ÄOtwarta zgoda" Darwina jest bowiem jedynie chwytem retorycznym. To klasyczny podst p ² warto podpu ci przeciwnika bli ej, eby potem trafi go celniej. A tym celnym trafieniem jest proste wyja nienie, jak mog y wygl da kolejne etapy ewolucji oka. Darwin nie pos ugiwa si oczywi cie okre leniem Änieredukowalna z o ono " ani Ä agodny stok Szczytu Nieprawdopodobie stwa", ale doskonale by je zrozumia . ÄJaki jest po ytek z po owy oka?" albo ÄJaki jest po ytek z po owy skrzyd a?" to klasyczne wersje Ädowodu z nieredukowalnej z o ono ci". Jaki funkcjonalny narz d mia by by Änieredukowalnie z o ony", czytamy, bowiem usuni cie któregokolwiek z jego elementów czyni oby go niefunkcjonalnym. Oczy b d skrzyd a podawane s jako ilustracja tej tezy. Tymczasem bli sze przyjrzenie si takiemu twierdzeniu pozwala ² i to bez wi kszych problemów ² atwo dostrzec jego fa szywo . Chory z katarakt po operacji soczewek bez specjalnych szkie nie rozpoznaje dok adnie kszta tów, widzi jednak do , by nie wpa na drzewo albo nie spa w przepa . Pó skrzyd a nie jest narz dem równie sprawnym, jak ca e skrzyd o, ale i tak mo e by lepsze ni zupe ny brak skrzyde . Mo e na przyk ad ocali ycie przy upadku z drzewa. A 51 procent skrzyd a mo e uchroni przed pot uczeniem przy upadku z nieco jeszcze wy szego drzewa. Ka dy promil skrzyd a to w takim przypadku dodatkowa przewaga nad kim Äs abiej uskrzydlonym". Ten my lowy eksperyment z wy szymi i ni szymi drzewami, z których kto spada, to tylko jeden ze sposobów wykazania, e w pewnym sensie ró nica mi dzy jednoa stuprocentowymi skrzyd ami musi by ró nic stopnia, przynajmniej je li chodzi o
52 Wszystkie cytaty z O powstawaniu gatunków Karola Darwina za wydaniem DeAgostini-Altaya, Warszawa 2000 (przyp. t um.).

ewolucyjn przewag , jak daje taki organ. W prawdziwych lasach roi si od prawdziwych szybuj cych i spadaj cych (jak na spadochronie) stworze , które w praktyce ukazuj nam kolejne szczeble wspinaczki na Szczyt Nieprawdopodobie stwa. Przez analogi z drzewami ró nej wysoko ci atwo sobie wyobrazi sytuacj , w której zwierz wyposa one w po ow oka da sobie rad , a osobnik z okiem czterdziestodziewi cioprocentowym ju nie. O wietlenie, odleg o , z jakiej potrafisz dostrzec ofiar (albo poluj cego na ciebie drapie nika) to wielko ci, które zmieniaj si w sposób ci g y. Tak jak w przypadku wysoko ci drzewa, tak i tu atwo wyobrazi sobie, e troch wi cej mo e znaczy troch lepiej. Nie trzeba sobie nawet tego wyobra a ² w królestwie zwierz t jest pe no autentycznych przyk adów. Cho by p aziniec, który, jakkolwiek by na to nie patrzec, wyposa ony jest w narz d wzroku odpowiadaj cy zdecydowanie mniej ni po owie ludzkiego oka. Nautilus (i zapewne jego wymarli krewni amonity, dominuj ca morska forma ycia w paleozoiku i mezozoiku) ma oko b d ce czym po rednim mi dzy okiem p azi ca a naszym. Oko p azi ca reaguje na wiat o i kszta t, ale nie postrzega obrazu, oko odzika, niczym camera obscura, generuje obraz, ale bardzo niewyra ny i przy miony w porównaniu z obrazem z ludzkiego oka. Przypisywanie znacz cej jako ciowej ró nicy mi dzy tymi narz dami jakiejkolwiek warto ci liczbowej by oby oczywi cie wielce naci gane, ale i tak nikt rozs dnie my l cy nie zaprzeczy, e oczy bezkr gowców (i nie tylko) s lepszym rozwi zaniem ni brak oczu w ogóle. Mamy tu do czynienia z pewn ci g o ci , z kolejnymi przystankami we wspinaczce na Szczyt Nieprawdopodobie stwa; zreszt nasze oko, jakkolwiek jest blisko, jeszcze go nie osi gn o. Oczom i skrzyd om po wi ci em we Wspinaczce na szczyt nieprawdopodobie stwa ca e osobne rozdzia y, gdzie szczegó owo opisa em, w jaki sposób narz dy te mog o stopniowo i powoli ewoluowa (a mo e nawet nie tak powoli). Dlatego tutaj pozwol sobie zako czy ten w tek. Wszyscy mo emy si ju chyba zgodzi , e oczy ani skrzyd a nie s przypadkami Änieredukowalnej z o ono ci". Warto z tej nauczki wyci gn pewien wniosek ogólniejszej natury ² otó fakt, i tak wielu da o si oszuka (lub zmyli ) przyk adom tak oczywistym, powinien nas nauczy szczególnej ostro no ci przy przyk adach znacznie bardziej z o onych, jak pewne organelle komórkowe czy mechanizmy biochemiczne, które ostatnio próbuj wyci ga ró ni kreacjoni ci kryj cy si (z czysto politycznych powodów) pod szyldem Äteorii inteligentnego projektu". Nauka, któr winni my wzi sobie do serca, brzmi tak ² nie nale y go os ownie stwierdza , e cokolwiek jest Änieredukowalnie z o one", spora szansa bowiem, e albo kto si owemu Äczemu " wystarczaj co dok adnie nie przyjrza , albo nie przemy la nale ycie tego, co zobaczy . Z drugiej strony oczywi cie my, po naukowej stronie, te nie powinni my by przesadnie (i bezpodstawnie) pewni siebie. Ca kiem mo liwe, e gdzie , w wiecie natury, istnieje co , czego powstanie naprawd by o niemo liwe ze wzgl du na sw autentycznie nieredukowaln z o ono ; co , co nie mog o znale si na Szczycie Nieprawdopodobie stwa, nawet pod aj c tam atwiejsz drog . W tym sensie kreacjoni ci maj racj ² je eli taka rzeczywi cie nieredukowalna z o ono istnieje, obala to teori Darwina. Sam jej twórca powiedzia zreszt : ÄJe liby mo na by o wykaza , e istnieje jakikolwiek narz d z o ony, który nie móg by by utworzony na drodze licznych, nast puj cych po sobie drobnych przekszta ce ² teoria moja musia aby absolutnie upa . Wszelako takiego przyk adu nie znalaz em". Nie znalaz go Karol Darwin, ani nikt, kto próbowa pó niej, mimo, wierzcie mi, i cie desperackich wysi ków. By o ju wielu pretendentów do tytu u wi tego Graala kreacjonizmu ² jednak aden d ugo si nie osta . Poza tym, gdyby nawet kiedy uda o si znale jakikolwiek przyk ad nieredukowalnej z o ono ci obalaj cy teori ewolucji, czy nie zagrozi by on równie podstawom teorii inteligentnego projektu. Czy zreszt ju jej nie podwa y ? Mówi em nieraz (i wraca do tego b d wielokrotnie) ²jakkolwiek ma o wiedzieliby my o Bogu, jednej rzeczy mo emy by pewni. Bóg musia by by bytem o nieprawdopodobnej wr cz z o ono ci. Zaiste nieredukowalnej!
KULT LUK

Wyszukiwanie kolejnych przyk adów nieredukowalnej z o ono ci to metoda absolutnie nienaukowa; to wnioskowanie z w asnej niewiedzy. Strategia ta odwo uje si do fa szywej logiki pot pionej nawet przez niektórych teologów (na przyk ad Dietricha Bonhoeffera), zdecydowanie odrzucaj cych koncepcj ÄBoga-zapchajdziury"53*. Kreacjoni ci natomiast ci gle to robi ² gdy tylko wspó czesna nauka nie potrafi czego wyja ni , w zasadzie automatycznie zak adaj w tym
God of the Gaps bywa ró nie t umaczone na polski: ÄBóg od zapychania dziur", ÄBóg od luk"; ÄBóg-zapchajdziura" to mój faworyt (przyp. t um.).

miejscu ingerencj Boga. Teologów podobnych do Bonhoeffera martwi, i w miar post pu nauki takich dziur b dzie coraz mniej i istnieje powa ne niebezpiecze stwo, e w jakim momencie zabraknie dla niego zaj cia, a nawet najmniejszej dziury, w której móg by si skry . Naukowców martwi co zupe nie innego. Przyznanie si do niewiedzy jest zasadniczym sk adnikiem uprawiania nauki. Wi cej ² ignorancja jest ród em rado ci, gdy ka e zadawa pytania prowadz ce do przysz ych odkry . Mój przyjaciel Matt Ridley napisa kiedy : ÄWi kszo uczonych jest znudzona tym, co ju wie. Tym, co ich nap dza, jest niewiedza". Mistycy podziwiaj tajemnic i chc , by pozosta a tajemnic . Naukowcy zachwycaj si ni z innych wzgl dów ² pcha ich do przodu. Po co o tym pisz ? Otó , do czego wróc jeszcze w Rozdziale 8., jedn ze z ych stron religii jest w a nie to, e uczy nas ona, i cnot jest trwanie w niewiedzy. Akceptacja niewiedzy i (chwilowego) zadziwienia to podstawa prawdziwej nauki. Niedobrze si dzieje ( agodnie mówi c), e podstawow strategi kreacjonistycznych propagandystów jest metoda negatywna, polegaj ca na tym, e najpierw wyszukuje si jakie luki we wspó czesnej wiedzy, a potem, z definicji niejako, wype nia si je Äinteligentnym projektem". Oto przyk ad hipotetyczny, ale, wierzcie mi, najzupe niej typowy. Zaczyna kreacjonista: ÄStaw okciowy mniejszej aby asicowatej jest nieredukowalnie z o ony. aden jego element na nic by si nie przyda , gdyby nie istnia y wszystkie pozosta e. Pójd o zak ad, e nie jeste mi w stanie wyja ni , jak taka struktura mog a powsta w toku stopniowej ewolucji". Kiedy naukowiec nie udzieli natychmiastowej i wyczerpuj cej odpowiedzi, zadowolony kreacjonista wyci ga oczywisty, z góry za o ony wniosek: ÄZatem to alternatywna teoria, czyli teoria inteligentnego projektu jest prawdziwa". Zwracam uwag na t pokr tn logik ² je eli w jakim szczególnym przypadku teoria A sobie nie radzi, to automatycznie teoria B musi by prawdziwa. Nie musz dodawa , e w drug stron zasada ta nie dzia a. Mamy bezrefleksyjnie zaakceptowa B, nie sprawdziwszy nawet, czy rzeczywi cie dzia a ona tam, gdzie A rzekomo zawodzi. ID, czyli teoria inteligentnego projektu, najwyra niej dysponuje jakim naukowym d okerem, magiczn kart uniewa niaj c rygorystyczne wymogi, którym sprosta musi ewolucja. Co jednak w tym wszystkim najwa niejsze? Otó kreacjonistyczne wybiegi sprawiaj , e os abieniu ulega dzi naturalna²i niezb dna po prostu ² naukowa fascynacja nieznanym i (chwilowo) niezrozumia ym. Z czysto politycznych powodów wspó czesny naukowiec móg by si zawaha przed pozornie oczywist odpowiedzi : ÄHm, to rzeczywi cie interesuj cy problem. To doprawdy ciekawe, w jaki sposób u przodków mniejszej aby asicowatej wyewoluowa staw okciowy. Nie jestem specjalist od asicowatych, musz wi c pój do biblioteki i troch poszpera . A mo e to temat na ciekaw prac semestraln dla którego z moich studentów". Nim jednak naukowiec zd y co takiego powiedzie ² i na d ugo, nim student zacznie pisa swoj prac ² kreacjonista zd y ju wszem i wobec obwie ci : ÄTylko Bóg móg zaprojektowa mniejsz ab asicowat !". Mamy wi c do czynienia z do niefortunnym sprz eniem mi dzy metodologiczn potrzeb nauki poszukiwania obszarów niewiedzy (bo tu w a nie rysuj si nowe pola badawcze) a kreacjonistycznym, typowym zw aszcza dla ID, wyszukiwaniem przyk adów niewiedzy, maj cych wiadczy o prawdziwo ci koncepcji inteligentnego projektu. Zwolennicy ID nie martwi si o dowody, tylko jak chwasty zagnie d aj si we wszystkich szczelinach pozostawionych przez nauk i reszta ich nie obchodzi. To nauka ma rozpozna dziur , któr zasiedlili, po czym starannie j zbada . W taki oto sposób powstaje szczególny alians mi dzy nauk a wyrafinowanymi teologami, jak Bonhoeffer ² obie strony maj wspólnych wrogów: ludow naiwn teologi b d rozwijan przez wyznawców inteligentnego projektu teologi Boga-zapchajdziury. Luki w zapisie kopalnym to ulubione Ädziury" kreacjonistów W której ze swoich ksi ek rozdzia po wi cony eksplozji kambryjskiej rozpocz em od zdania: ÄWygl da to tak, jakby skamienia o ci kto rozmie ci w kompletnie ewolucyjnie ahistorycznym porz dku". By to, rzecz jasna, retoryczny wst p, maj cy jedynie rozbudzi apetyt czytelnika na wyja nienie zagadki, które znajdowa o si na kolejnych stronach. Dzi ju takiego b du bym nie zrobi ² wyrwane z kontekstu zdanie cytowano z wyra n satysfakcj , wyja nie ju nie. Có , jak mówi em, kreacjoni ci uwielbiaj luki w materiale kopalnym bardziej chyba ni wszystkie inne dziury.

Bardzo wiele ewolucyjnych przemian ma ju pe en i udokumentowany przez liczne szczeble po rednie zapis pod postaci skamienia o ci. Niektóre nie ² i to maj by te s ynne Äluki". Michael Shermer z w a ciw sobie ironi zauwa y kiedy , e ilekro uda si znale jakie skamienia o ci z po owy takiego dotychczas Äpustego" okresu ewolucyjnego, kreacjoni ci natychmiast z rado ci o wiadczaj , e odt d mamy Ädziur" dwa razy wi cej. We wszystkich przypadkach za w sposób najzupe niej nieuprawniony uznaj wy szo swojej arbitralnie przyj tej teorii: brak dowodów (w postaci skamienia o ci) na ewolucyjne przekszta cenie si lub wykszta cenie jakiego narz du czy organizmu, zatem ewolucja w tym wypadku nie dzia a a, ergo ² Bóg musia interweniowa ! Oczywi cie takie domaganie si pe nej dokumentacji przebiegu ka dego procesu, czy to w ewolucji, czy w innych dziedzinach nauki, to postawa kompletnie pozbawiona logiki. Równie dobrze mo na by da , by podstaw do skazania kogo za morderstwo móg by wy cznie kompletny i wierny (najlepiej na ta mie filmowej) zapis wszystkich zdarze poprzedzaj cych przest pstwo i oczywi cie samej zbrodni, bez jednej brakuj cej klatki. Fosylizacji ulega jedynie drobny u amek ro linnych i zwierz cych szcz tków. I tak mamy sporo szcz cia, e tyle skamienia o ci uda o nam si odnale ; równie dobrze mogliby my wcale nie dysponowa dowodami kopalnymi, ale to niewiele by zmieni o ² genetyka molekularna i rozk ad geograficzny dostarczaj równie niepodwa alnych wiadectw na rzecz teorii ewolucji. Z drugiej strony przewidywania teorii ewolucji s na tyle pewne, e ju pojedyncza skamienia o znaleziona w Äniew a ciwej" warstwie geologicznej pozwoli aby zakwestionowa ca teori . J.B.S. Haldane, wyzwany kiedy przez jakiego arliwego popperyst , by zadeklarowa , w jakich warunkach uzna, e teoria ewolucji zosta a sfalsyfikowana, odpowiedzia : ÄJe li kto znajdzie skamienia o ci królika w osadach prekambryjskich". Jak dot d nikt takich anachronizmów nie odkry , a doniesienia kreacjonistów o ludzkich czaszkach odkrytych w osadach karbo skich czy odciskach stóp humanoidów w ród ladów dinozaurów okaza y si czyst bajd . Luki czy dziury mo e wype ni tylko Bóg, my li kreacjonista. Tak samo dzieje si w przypadku wszystkich urwisk w masywie Szczytu Nieprawdopodobie stwa, gdy tylko cie ka w gór ginie na chwil z oczu lub z innych wzgl dów kto nie potrafi jej dostrzec. Obszary, na temat których brak danych ² lub zrozumienia ² z definicji oddawane s Bogu. Tyle e taka pospieszna rejterada i dramatyczna deklaracja Änieredukowalnej z o ono ci" to nie wi cej ni przyznanie si do braku wyobra ni. Jaki biologiczny organ czy proces ² je li nie oko, to wi albo okre lony szlak biochemiczny ² zostaje uznany, bez adnej g bszej analizy, za nieredukowalnie z o ony. Nie czyni si adnych wysi ków, by t z o ono wykaza . Nie przejmuj c si wcze niejszymi przykrymi nauczkami, na przyk ad z okiem czy ze skrzyd ami, ci ludzie ka dego nowego i w tpliwego kandydata na Änieredukowalnie z o onego" namaszczaj , jakby zas ugi jego by y oczywiste i bezdyskusyjne, przyznane na mocy wiary. Sk din d zreszt to zupe nie zrozumia e ² wszak nieredukowalna z o ono ma s u y za dowód na rzecz projektu, równie dobrze zatem, jak sam projekt, mo e by przyjmowana na wiar . Spokojnie mo na wi c twierdzi , e mniejsza aba asicowata ( uk bombardier czy cokolwiek innego) jest przyk adem projektu, bez dowodzenia ani uzasadniania. Problem w tym, i tak si nie robi nauki. W pewnym uproszczeniu bowiem rozumowanie takie przedstawi mo na nast puj co: ÄJa (tu wstawiamy w a ciwe nazwisko) osobi cie najzupe niej nie potrafi sobie wyobrazi , w jaki sposób (tu w a ciwa nazwa gatunku, organu czy procesu) móg powsta na drodze stopniowych zmian. Czyli jest on przyk adem nieredukowalnej z o ono ci. Czyli zosta zaprojektowany". Je li tak rzecz ujmiemy, wida , e argumentacja rozpada si , je li tylko pojawi si jaki naukowiec i wska e ogniwo po rednie albo przynajmniej prawdopodobny szczebel po redni. A nawet je eli aden przedstawiciel prawdziwej nauki z takim wyja nieniem nie pospieszy, twierdzenie, i Äprojekt" jest lepszym wyja nieniem, to klasyczny przyk ad b dnej logiki. Reasumuj c ² teoria inteligentnego projektu bazuje na intelektualnym lenistwie, jest defetystyczna. To dok adny odpowiednik koncepcji Boga-zapchajdziury; kiedy nazwa em to ÄDowodem z W asnej Ignorancji". Wyobra my sobie, e kto pokazuje nam naprawd wspania magiczn sztuczk . S awny w ca ych Stanach duet Penn i Teller ma co takiego w swoim repertuarze ² panowie równocze nie strzelaj do siebie z rewolwerów i ka dy z nich apie w usta kul wystrzelon przez przeciwnika.

Nim pokaz si rozpocznie, przeprowadzane s bardzo staranne przygotowania: kule s specjalnie znakowane przed za adowaniem do magazynków, ochotnicy dobierani spo ród publiczno ci (maj cy do wiadczenie z broni paln ) mog wszystko obserwowa z bardzo ma ej odleg o ci, jednym s owem magicy czyni wszystko, by wyeliminowa podejrzenia o oszustwo. I mimo to oznakowana kula Tellera l duje w ustach Penna ivice versa.Ja (Richard Dawkins) jestem absolutnie niezdolny do wykazania, e kryje si w tym jaka sztuczka. Z g bi moich przednaukowych o rodków mózgowych Dowód z W asnej Ignorancji krzyczy ² i niemal ka e mi oznajmi na g os ² ÄTo musi by cud! Nie ma adnego naukowego wyja nienia. To zdarzenie nadnaturalne". Ale cichy g osik naukowej edukacji podpowiada co innego: Penn i Teller to iluzjoni ci wiatowej klasy Istnieje oczywi cie proste wyja nienie, tylko ja jestem albo zbyt naiwny, albo zbyt ma o spostrzegawczy, albo wreszcie nie mam do wyobra ni, by je wymy li . Taka jest w a ciwa reakcja, gdy kto wyci ga królika z kapelusza. I tak trzeba my le o zjawiskach biologicznych, które na pierwszy rzut oka wydaj si nieredukowalnie z o one. Ludzie, dla których zadziwiaj ce w a ciwo ci jakiego przyrodniczego fenomenu s wystarczaj cym powodem, by pospiesznie wnosi inwokacje do nadnaturalnego, zachowuj si nie lepiej, ni atwowierni g upcy, których widok sztukmistrza wyginaj cego y eczki sk ania do wiary w zdolno ci paranormalne. Szkocki chemik A.G. Cairns-Smith w ksi ceSeven Clues to the Origin of Life [Siedem wskazówek, jak narodzi o si ycie] zaproponowa nieco inn interpretacj takiej postawy, a pos u y si w tym celu przyk adem z dziedziny architektury. Otó wolnostoj cy uk z ociosanych kamieni niezwi zanych zapraw murarsk mo e by bez w tpienia stabiln struktur , a zarazem stanowi doskona y przyk ad struktury nieredukowalnie z o onej: usu my którykolwiek kamie , a wszystko si zawali. Jak wi c co takiego da si zbudowa ? Jedna z metod to zacz od u o enia sporej sterty kamieni, a nast pnie ostro nie usuwa jeden po drugim. Cairns-Smith chcia po prostu wykaza , e istnieje wiele struktur nieredukowalnych w tym sensie, e usuni cie dowolnego elementu bezpowrotnie je niszczy, mog y one jednak powsta dzi ki istnieniu rusztowania, które potem zosta o zdemontowane i nie Pozosta po nim aden lad. Kiedy okre lona struktura ju stoi, rusztowanie przestaje by potrzebne i mo na je usun . Podobnie dzieje si w toku ewolucji ²jaki organ lub struktura wyewoluowa y w oparciu o istniej ce u przodków Äbiologiczne rusztowanie", które pó niej zanik o. ÄNieredukowalna z o ono " to nie moja koncepcja. Twórc tego okre lenia jest kreacjonista Michael Behe, który uku je w roku 199662. Behe 'emu przypisuje si powszechnie zas ug (o ile Äzas uga" jest w tym kontek cie w a ciwym okre leniem) wprowadzenia kreacjonizmu na nowe obszary biologii ² biochemi i biologi komórkow , gdzie, jak zapewne uzna , atwiej b dzie zapolowa na Ädziury" ni w wiecie oczu i skrzyde . Najlepszy z odnalezionych przez Behe'ego przyk adów (cho nadal nic niewart) to wi bakteryjna. Rzeczywi cie, w pewnym sensie wi bakteryjna to prawdziwy cud natury. To jedyny znany przyk ad ² poza wytworami ludzkiej technologii ² ruchu wykorzystuj cego swobodn rotacj osi. U du ych zwierz t ko o, moim zdaniem, by oby idealnym przyk adem nieredukowalnej z o ono ci; zapewne dlatego co takiego nigdy nie powsta o, w jaki sposób bowiem naczynia krwiono ne i nerwowe mog yby Äprzedosta si " przez o ysko 54*. Wi dzia a jak ma y Änitkowy" silniczek, który pozwala bakterii przeciska si przez wod (napisa em Äprzeciska si ", a nie Äp ywa ", jako e w skali bakteryjnej ciecz o g sto ci wody jest czym zupe nie innym ni woda dla nas. Tu pasowa oby raczej porównanie z syropem czy galaretk , a mo e nawet z przekopywaniem si przez piasek, dlatego Äp ywanie" nie jest w a ciwym okre leniem). Odmiennie ni u wi kszych organizmów ²jak protozoa ² wi bakterii nie jest czym , czym stworzonko wymachuje (jak biczem) ub wios uje (jak wios em). To naprawd zupe nie niezale ny organ obracaj cy si w o ysku i nap dzany budz cym prawdziwy podziw molekularnym silniczkiem. Na poziomie molekularnym silniczek ten dzia a na tej samej zasadzie, co mi nie, tyle e w tym wypadku mamy do czynienia ze swobodnym obrotem, a nie z kurczeniem si i rozkurczaniem 55*. Kto bardzo trafnie porówna bakteryjn wi do
54

* Mamy jednak przyk ad literacki. Philip Pullman w trylogii fantasy dla dzieci Mroczne materie opisuje Ämulefy", gatunek zwierz t yj cy w symbiozie z drzewami, które wytwarzaj idealnie okr g e nasiona z dziurk w rodku. Mulefy wykorzystuj te nasiona jako kó ka. Takie kó ka, jako e nie stanowi cz ci organizmu, nie s ukrwione ani unerwione, a zwierz po prostu nak ada je na Äo ", czyli fragment rogu lub ko ci. Pullman trafnie uzupe nia swoj wizj o dodatkowe elementy ² ca y uk ad dzia a, gdy planeta, na której yj mulefy, pokryta jest sieci bazaltowych cie ek s u cych jak o drogi. W nierównym terenie kó ka nie na wiele by si przyda y.
55

przyczepnego silnika odzi (cho warto zauwa y , i w kategoriach in ynieryjnych jest to struktura bardzo niewydajna, co w biologii stanowi rzadko ). Dobrze, ale darujmy ju sobie dalsze szczegó y. Wa niejsze, e Behe praktycznie bez s owa wyja nienia i bez adnej argumentacji o wiadcza, i wi bakterii jest organem nieredukowalnie z o onym. Poniewa nie stara si podeprze swojego twierdzenia adnymi dowodami, mo na podejrzewa , i po prostu brak mu naukowej wyobra ni. Behe g osi jednak równie , i literatura naukowa dot d uporczywie ignorowa a ten problem. Bezzasadno tego zarzutu zosta a w sposób niebudz cy adnych w tpliwo ci (acz zarazem do zawstydzaj cy dla samego Behe'ego) udowodniona na sali s dowej. W roku 2005 Behe zeznawa w Pensylwanii przed s dzi Johnem E. Jonesem jako bieg y ekspert powo any przez grup kreacjonistów, która chcia a wymusi na lokalnych w adzach wprowadzenie teorii Äinteligentnego projektu" do szkó publicznych na równi z teori ewolucji. S d oceni to danie jako Äzapieraj c dech w piersiach bredni " ² zarówno te s owa, jak i osoba s dziego Jonesa bez w tpienia zas uguj na nasz pami . W ka dym razie to w a nie podczas tego przes uchania Behe powa nie si skompromitowa , a jak si wkrótce przekonamy, nie tylko w kwestii bakteryjnych wici. eby wykaza nieredukowaln z o ono , nale y udowodni , i adna z cz ci okre lonego uk adu (organizmu, narz du etc.) sama z siebie nie przynosi adnego po ytku; jedynie wszystkie elementy zgromadzone razem mog spe nia swoj funkcj (ulubionym przyk adem Behe'ego jest pu apka na myszy). W rzeczywisto ci biologowie molekularni bez k opotu wskazuj liczne przyk ady u yteczno ci dla organizmu bakterii ró nych elementów wici, podobnie zreszt jak i innych rzekomych przyk adów nieredukowalnej z o ono ci wymienianych przez Behe'ego. Doskonale uj to na przyk ad Kenneth Miller z Brown University (Miller to, dla mnie przynajmniej, prawdziwa nemezis kreacjonistów, i nie tylko dlatego, e jest g boko wierz cym chrze cijaninem. Czasem pisz do mnie ludzie religijni, którzy dali si zwie Behe'emu. Bardzo cz sto polecam im lektur ksi ki Millera FindingDarwin's God [Odnajduj c Boga Darwina]). W przypadku bakteryjnego silnika rotacyjnego Miller zwraca nasz uwag na mechanizm znany jako System Wydzielinowy (Sekrecyjny) Typu III (TTSS ² Type Three Secretory System)63. TTSS nie jest wykorzystywany do ruchu obrotowego. To jeden z kilku systemów wydzielania u ywanych przez niektóre bakterie do wprowadzania przez b on komórkow toksycznych substancji do wrogich organizmów. W naszej, ludzkiej skali mogliby my to sobie przedstawia jako wlewanie czy wkraplanie p ynu przez dziurk , w skali bakteryjnej jednak rzecz wygl da ca kiem inaczej. Ka da cz steczka wydzielanej substancji to du e bia ko o sztywnej, trójwymiarowej strukturze, cz steczka tej samej skali co sam TTSS; bardziej cia o sta e ni ciecz. Dalej ² ka da z tych moleku wyposa ona jest w nap dzaj cy j mechanizm. Ca y uk ad bardziej przypomina automat do sprzeda y s odyczy czy napojów ni jak dziur , przez któr co przep ywa, przy czym sam dyspenser zbudowany jest ze stosunkowo niewielkiej liczby cz steczek o rozmiarach porównywalnych do wydawanych Ädóbr". Warto podkre li , e podobna maszyneria wyst puje u licznych, nawet niespokrewnionych ze sob blisko bakterii. Prawdopodobnie odpowiedzialne za ni geny zosta y wypo yczone (metod Äkopiuj i wklej ") od innych bakterii, a to umiej tno , któr niezaprzeczalnie organizmy te posiadaj (to zreszt fascynuj cy temat sam w sobie, ale nie b d go tu dalej rozwija ). W ka dym razie cz steczki bia ek, z których zbudowany jest uk ad TTSS, s bardzo podobne do tych, jakie wyst puj w aparacie ruchowym bakterii. Dla ewolucjonisty wniosek z tego jest oczywisty ² w procesie ewolucji cz steczki te zosta y Äoddelegowane" do nowych, cho nie tak zupe nie odmiennych zada . Jak pami tamy, aparat TTSS potrafi Äprzeci gn " moleku przez siebie, to za oznacza, e wykorzystuje w rudymentarnej wersji mechanizm analogiczny do tego, jakim musi pos ugiwa si aparat wiciowy, który Äprzeci ga" komórki wokó osi. Nie ulega wi c w tpliwo ci, e podstawowe elementy aparatu wiciowego by y ju dost pne, nim sama ta struktura w pe ni wyewoluowa a. Takie oddelegowywanie funkcjonuj cych ju mechanizmów do nowych zada to oczywiste wyja nienie wielu przyk adów struktur pozornie niezdolnych do stopniowego wspi cia si na Szczyt Nieprawdopodobie stwa.
* W naturze, co doprawdy fascynuj ce, spotka si mo na z trzeci jeszcze form uk adu mi niowego. U niektórych owadów (much, pszczó i pluskiew) mi nie odpowiedzialne za zdolno do lotu poruszaj si ruchem oscylacyjnym, jak elementy silnika t okowego. Szara cza, eby polecie , przesy a cykl sygna ów nerwowych odpowiedzialnych za poszczególne poruszenia skrzyde (tak samo jak ptaki), pszczo a w tym momencie wysy a jednorazo w instrukcj nakazuj c w czenie (lub wy czenie) Äoscylacyjnego silnika". Bakterie natomiast dysponuj mechanizmem, który nie jest prostym wykonawc polece (jak u ptaków), ani nie dzia a na zasadzie silnika suwowego (jak u pszczo y). To autentyczny wirnik, element obr otowy ² przy naszej silnikowej analogii to cos jak silnik elektryczny lub silnik Wankla.

Na pewno zosta o jeszcze wiele pracy i osobi cie nie mam w tpliwo ci, e zostanie ona wykonana, cho tylko pod warunkiem, e naukowcy nie b d zadowala si oportunistycznymi Äwyja nieniami", jakich dostarczaj teorie takie jak ID. Przecie tak naprawd komunikat, jaki zwolennik teorii inteligentnego projektu ma do przekazania prawdziwemu naukowcowi, brzmi: ÄJe li nie rozumiesz, jak co dzia a, nie przejmuj si ² machnij r k i powiedz «Bóg to zrobi ». Nie wiesz, jak przebiegaj impulsy nerwowe? wietnie. Nie masz poj cia, jak przechowywane s wspomnienia? Te dobrze. Czy fotosynteza nie jest szokuj co z o onym procesem? Jest! Ale po co pracowa nad takimi problemami? Lepiej od razu si podda i odda Bogu. Naukowcze drogi, nie szukaj rozwi zania tajemnic! Dostarcz je lepiej nam, a my ju wiemy, jak czerpa z nich korzy ci. Nie niszcz drogocennej ignorancji jakimi zb dnymi badaniami. Nam takie luki s bardzo potrzebne, w nich bowiem znajdziemy ostatni azyl dla Boga". wi ty Augustyn tak postaw wyrazi wprost: ÄJest jedna jeszcze droga kuszenia, bardziej nawet naje ona niebezpiecze stwami. To choroba ciekawo ci. To ona pcha nas, by my starali si pozna tajemnice natury, nawet te, które s poza naszym rozumieniem, o których wiedza na nic nam si nie zda i o których cz owiek nie powinien nic wiedzie " (cyt. za Freeman 2002). Kolejny ukochany przez Behe'ego przyk ad nieredukowalnej z o ono ci to uk ad immunologiczny. Oddajmy w tym momencie g os s dziemu Jonesowi: Podczas przes uchania stron zapytano profesora Behe'ego o jego twierdzenie z 1996 roku, e nauka nigdy nie znajdzie ewolucjonistycznego wyja nienia powstania tego uk adu. Przedstawiono mu pi dziesi t osiem recenzowanych publikacji, dziewi ksi ek oraz kilka rozdzia ów z podr czników na temat ewolucji systemu immunologicznego; jednak e profesor Behe nadal upiera si , e i tak nie jest to wystarczaj ce wiadectwo na rzecz teorii ewolucji i e nie jest ono Ädo dobre". Behe, przepytywany podczas pensylwa skiej rozprawy przez Erica Rothschilda, g ównego doradc wnosz cych oskar enie, musia przyzna , e nie przeczyta wi kszo ci spo ród pi dziesi ciu o miu przywo anych wy ej publikacji. Nic dziwnego ² immunologia jest do skomplikowan dziedzin wiedzy. Trudniej ju wybaczy , e Behe odrzuci takie badania jako Äbezowocne". Oczywi cie, mo na uzna je za Äbezp odne", je li czyim celem jest m cenie w g owie laikom i propaganda w ród polityków, a nie odkrywanie prawdy o otaczaj cym nas wiecie. Po wys uchaniu Behe'ego Rothschild powiedzia co , co chyba najlepiej wyra a o odczucia wszystkich uczciwych ludzi znajduj cych si wówczas na sali s dowej : Na szcz cie s uczeni, którzy poszukuj odpowiedzi na pytanie o pochodzenie uk adu odporno ciowego [...]. Ten uk ad stanowi nasz obron przed niszcz cymi i miertelnymi chorobami. Naukowcy, którzy s autorami przywo ywanych tu przez nas ksi ek, przez lata kr yli w ciemno ci, nikt nie p aci im za publikacje czy wyk ady. Ale to oni pomagaj nam zwalcza choroby i leczy ludzi. W przeciwie stwie do nich profesor Behe wraz z ca ym ruchem inteligentnego projektu nie robi nic dla post pu nauki i wiedzy 56 medycznej. Jego przekaz dla przysz ych pokole naukowców brzmi: Änie zajmujcie si tym" *. Ameryka ski genetyk Jerry Coyne w recenzji z ksi ki Behe'ego napisa tak: ÄJe eli historia nauki uczy nas czegokolwiek, to tego, e nigdzie nie dojdziemy, wk adaj c nasz ignorancj do przegródki z napisem «Bóg»". W którym z blogów znalaz si za taki komentarz (do kolokwialnie wyra aj cego si autora) do tekstu, który razem z Coyne'em opublikowali my w ÄGuardianie": Dlaczego Bóg uznawany jest za wyja nienie czegokolwiek? Przecie nie jest ² to raczej przyznanie si do niemo liwo ci wyja nienia, co jak wzruszenie ramion, Änie mam poj cia", przebrane w rytualny i spirytualny kostium. Je li kto przypisuje cokolwiek Bogu, oznacza to zwykle, e nie ma pomys u, co z tym zrobi . W takiej sytuacji wybiera nieosi galne, jakiego tajemniczego czarodzieja. A spytaj, sk d niby taki go mia si wzi , us yszysz zaraz jak m tn , pseudofilozoficzn historyjk65 e niby to istnia od zawsze albo jest nie z tego wiata. Co, , oczywi cie, znowu nic nie t umaczy .

56

* Cyt. za: Brockman J. (red.), Inteligentny projekt ² nauka a nowy kreacjonizm, CiS, Warszawa 2007 (w druku) (przyp, t um.).

Darwmizm wspiera nasz wiadomo na inny sposób. Narz dy stanowi ce produkt ewolucji, cz sto tak oszcz dne i eleganckie, ukazuj równie bardzo pouczaj ce przyk ady ewolucyjnych b dów, dok adnie takich, jakich mo na oczekiwa po ewolucyjnej historii, i dok adnie takich, jakich nie mo na si spodziewa po projekcie. W innych moich ksi kach mo na znale du o takich przyk adów (na przyk ad nerw krtaniowy wsteczny), których marnotrawne ukszta towanie bezlito nie zdradza ewolucyjn histori . Wiele naszych ludzkich przypad o ci, od bólu w dolnych partiach kr gos upa, przez przepuklin , wypadanie dysku i opuszczenie macicy, a po infekcje zatok, to bezpo rednia konsekwencja faktu, i poruszamy si w postawie wyprostowanej, podczas gdy nasze cia o zosta o ukszta towane przez setki milionów lat egzystencji naszych czworono nych przodków. Okrucie stwo i marnotrawstwo doboru naturalnego uformowa y równie nasz wiadomo . Drapie niki s doprawdy przepi knie Äzaprojektowane" do chwytania swych ofiar, te za równie wspaniale Äzaprojektowane" s do ucieczki. Tylko po czyjej stronie stoi Bóg?66 ZASADA ANTROPICZNA : WERSJA PLANETARNA Teologowie od dziur, którzy porzucili ju nadziej co do oczu, skrzyde , wici bakteryjnych i uk adu immunologicznego, czasem dostrzegaj dla siebie jeszcze jedn szans ² pochodzenie ycia. Zakorzenienie ewolucji w chemii nieorganicznej (niebiologicznej) uznaj za dziur wi ksz ni jakakolwiek konkretna przemiana, która zasz a w toku pó niejszej ewolucji. W pewnym sensie maj racj , jest to rzeczywi cie luka znacznie wi ksza. Tyle e jedynie w pewnym bardzo okre lonym sensie, z którego akurat po ytek dla apologetów religii praktycznie aden. Otó ycia narodzi o si tylko raz! To za oznacza, e mo emy spokojnie zgodzi si , i by o to zdarzenie o kra cowo ma ym prawdopodobie stwie, o wiele rz dów wielko ci mniej prawdopodobne, ni wi kszo ludzi potrafi sobie nawet wyobrazi . Do tego zreszt jeszcze wróc . Pó niejsze etapy ewolucji by y niezale nie powielane z mniejszym lub wi kszym podobie stwem przez miliony milionów gatunków i przez kolejne epoki geologiczne. Dlatego, wyja niaj c ewolucj z o onych organizmów, nie mo emy zastosowa takiego samego statystycznego rozumowania, jak przy kwestii narodzin ycia. Zdarzenia konstytuuj ce ewolucyjne standardy nie mog w; ² w odró nieniu od jednostkowego faktu, jakim by pocz tek ycia (i mo e jeszcze kilku wyj tkowych przypadki) ² statystycznie nieprawdopodobne. Takie rozró nienie mo e si wyda nieco zagadkowe, dlatego wyja ni je teraz nieco bardziej szczegó owo, a pos u si w tym celu tak zwan zasad antropiczn . Nazw t uku w roku 1974 matematyk Brandon Carter, a ca y pomys rozwin li pó niej w odr bnej ksi ce dwaj fizycy, John Barrow i Frank Tippler67. Argument antropiczny stosowany jest zreszt zwykle w odniesieniu do ca ego Wszech wiata, ale tym zajm si pó niej. Na razie pozosta my przy skromniejszej, planetarnej skali. yjemy na Ziemi. To oznacza, e Ziemia musi by planet , na której mog o powsta i utrzyma si ycie. Tak by musi, niezale nie od tego, jak niezwyk ym, czy nawet unikalnym zjawiskiem s takie planety Na przyk ad ycie w tej postaci, jaka nam przypad a w udziale, nie mo e istnie bez wody i to w fazie ciek ej. W istocie egzobiologowie poszukuj cy ladów pozaziemskiego ycia tak naprawd tropi lady wody. Wokó typowej gwiazdy (takiej jak S o ce) istnieje obszar nazywany czasem Ästref Z otow osej 57*" ² miejsce, gdzie nie jest ani za gor co, ani za zimno, tylko w sam raz ² gdzie mog istnie planety, na których wyst puje woda (i odpowiednie temperatury); a warto wiedzie , e margines wyznaczony przez orbity zbyt odleg e (woda zamarza) i zbyt bliskie (woda paruje) nie jest zbyt szeroki. Wszystko wskazuje te , e taka przyjazna dla ycia planeta musi mie z grubsza kolist orbit . Orbita zbyt eliptyczna (taka jak cho by odkrytej niedawno dziesi tej planety nieformalnie nazwanej Xen 58*) sprawi aby, e to cia o niebieskie co najwy ej raz na kilka dekad czy stuleci (ziemskich oczywi cie) jedynie przemkn oby przez stref Z otow osej. Xena zreszt w ogóle nie zawadza o t stref nawet w najbli szym S o ca punkcie swojej orbity, który osi ga raz na pi set sze dziesi t ziemskich lat. Temperatura na komecie Halleya waha si od -270°C w aphelium do 47°C w peryhelium. Orbita Ziemi, podobnie jak orbity wszystkich planet, ma kszta t eliptyczny (najbli ej
57 * W oryginale ² Goldilock ² Z otow osa, dziewczynka, która trafiwszy do chatki trzech nied wiadków nie chcia a je kaszki za gor cej, ani za zimnej, tylko tak w sam raz (przyp. t um.). 58 * Od chwili uko czenia ksi ki przez profesora Dawkinsa pewne rzeczy zosta y ostatecznie (?) ustalone. Po pierwsze od 13 wrze nia 2006 roku oficjalna nazwa planety 2003 UB313 brzmi Eris (od imienia greckiej bogini niezgody). Po drugie Eris (wraz z Plutonem i Ceres) zaliczona zosta a do grupy planet kar owatych. Formalnie utraci a wi c prawa do aspirowania o tytu dziesi tej planety (miejsce dziewi te te si zwolni o) (przyp. t um.).

S o ca Ziemia znajduje si w styczniu, najdalej w lipcu 59**), ale okr g to po prostu szczególny przypadek elipsy, a orbita ziemska jest na tyle bliska ko owej, e nasza planeta nigdy nie opuszcza strefy Z otow osej. Nie tylko zreszt pod tym wzgl dem nasze po o enie w Uk adzie S onecznym jest wyj tkowe, zw aszcza ze wzgl du na mo liwo ewolucji ycia. Z naszego punktu widzenia na przyk ad Jowisz dzia a jak wspania y grawitacyjny odkurzacz, który wsysa wszystkie asteroidy mog ce potencjalnie grozi Ziemi kolizj . Z kolei pojedynczy Ksi yc okr aj cy Ziemi stabilizuje o obrotu planety68 (zawdzi czamy mu zreszt znacznie wi cej). Szcz liwie nasze S o ce nie nale y te do uk adu gwiazd podwójnych ² gwiazdy podwójne mog mie systemy planetarne, ale orbity planet s w nich zwykle tak chaotycznie zmienne, e uniemo liwia to ewolucj ycia. Mamy dwa g ówne wyja nienia mówi ce, dlaczego nasza planeta jest tak przyjazna yciu. Zgodnie z teori projektu to Bóg stworzy wiat, umie ci Ziemi w strefie Z otow osej i starannie zadba , by wszystko dzia a o na nasz korzy . Podej cie antropiczne jest znacz co inne, ma przy tym lekkie nachylenie darwinowskie. Wi kszo planet w ca ym Wszech wiecie nie le y w obszarze stref Z otow osej w swoich uk adach planetarnych i, co za tym idzie, nie nadaje si do ycia; na adnej z nich ycie nie wyst puje. Ale niezale nie od tego, na jak niewielkiej liczbie planet warunki sprzyjaj powstaniu ycia, nasza na pewno do tej grupy nale y ² dowodem jest, e mo emy si nad tym zastanawia . W sumie wielka mi o religijnych apologetów do zasady antropicznej jest do dziwna. Chyba s dz , e wspiera ona ich stanowisko, tymczasem w rzeczywisto ci jest wprost przeciwnie. Zasada antropiczna, podobnie jak dobór naturalny, to alternatywa dla hipotezy projektu; jest to racjonalne i pozbawione jakichkolwiek odniesie do ID wyja nienie tego, e znajdujemy si w warunkach tak sprzyjaj cych naszemu istnieniu. Podejrzewam, e nieporozumienie bierze si st d, i my lenie religijne koncentruje si na kontek cie, w jakim zwykle przywo ywana jest zasada antropiczna, czyli na tym, e znajdujemy si w miejscu tak przyjaznym yciu. Teistyczny umys wyra nie nie potrafi dostrzec, e zasada antropiczna stanowi konkurencyjne wobec Hipotezy Boga wyja nienie tej zagadki. Woda (w fazie p ynnej) to tylko jedna z rzeczy niezb dnych, by powsta o ycie w formie, jak znamy, ale dalece nie jedyna. W ka dym razie ycie narodzi o si w wodzie, a zdarzenie to spokojnie mog o by bardzo, ale to bardzo nieprawdopodobne. Kiedy za ycie ju powsta o, proces darwinowskiej ewolucji móg rado nie przyst pi do dzie a. Jak jednak wygl da pocz tek? Narodziny ycia to zjawisko chemiczne, a mo e raczej bardziej seria chemicznych reakcji, które stworzy y warunki umo liwiaj ce zadzia anie doboru naturalnego. Podstawowym elementem by warunkuj cy dziedziczno mechanizm samokopiowania, w postaci DNA albo (co bardziej prawdopodobne) czego w rodzaju kopii DNA o mniej z o onej budowie, na przyk ad pokrewnych cz steczek RNA Kiedy ju ten kluczowy element ² moleku a genetyczna ² znajdzie si na miejscu, zostaje uruchomiony proces darwinowski, a jego nieuchronn konsekwencj jest wy onienie si z o onych organizmów. Spontaniczne powstanie pierwszej cz steczki umo liwiaj cej dziedziczenie zdaje si jednak wielu ludziom czym praktycznie niemo liwym. I mo e rzeczywi cie tak jest, mo e szansa, e co takiego si zdarzy, jest bliska zeru. Temu w a nie po wi c najbli sze akapity. Narodziny ycia to rozkwitaj ca (cho podatna na spekulacje) dziedzina bada . To problem natury g ównie chemicznej, a to nie jest moja dzia ka, chocia ² z boku ² obserwuj j z wielk ciekawo ci . Nie zdziwi mnie zbytnio, je li w ci gu najbli szych lat chemicy donios nam, e nast pi o szcz liwe rozwi zanie i w laboratorium uda o si stworzy , a raczej zapocz tkowa nowe ycie. Jak dot d jednak to si nie uda o i nadal mo na twierdzi , e prawdopodobie stwo takiego zdarzenia jest (i zawsze by o) mniej ni znikome. Ale przecie przynajmniej raz Äto" si zdarzy o! Podobnie jak w przypadku sfery Z otow osej, mo emy by pewni, e ² niezale nie od stopnia nieprawdopodobie stwa narodzin ycia ² zdarzenie takie musia o na Ziemi nast pi , dowodzi go bowiem nasza tu obecno . I podobnie jak w przypadku temperatury, tak i tu mamy do dyspozycji dwie wykluczaj ce si hipotezy wyja niaj ce: hipotez projektu i hipotez naukow (lub, do wyboru, antropiczn ). Zgodnie z wyja nieniem Äprojektowym", to Bóg wiadomie uczyni cud, cisn w prebiotyczn zup boskim piorunem i stworzy DNA (lub jaki jego odpowiednik) i Äsi sta o". Antropiczn alternatywa odwo uje si do rozumowania stochastycznego ² tu dzia a magia
59

** Je li kogo to dziwi, to znaczy, e jest ska ony Äpó nocno pó kulowym szowinizmem". Pisa em ju o nim wcze niej. * To potwarz (dla ateistów). Wi cej w Rozdziale 7.

wielkich liczb. Jak szacujemy, w naszej galaktyce istnieje od miliarda do trzydziestu miliardów planet, we Wszech wiecie jest oko o stu miliardów galaktyk. Na wszelki wypadek odetnijmy kilka zer, a i tak zostanie (ostro nie licz c) ponad miliard miliardów planet. Teraz przyjmijmy, i narodziny ycia, spontaniczne powstanie czego na kszta t DNA, to rzeczywi cie zdarzenie na pograniczu nieprawdopodobie stwa, e co takiego mo e si zdarzy na jednej na miliard planet. Jakiekolwiek gremium zajmuj ce si rozdzielaniem grantów na badania roze mia oby si w twarz chemikowi, który wyst pi by o wsparcie projektu badawczego z szans powodzenia jedn na sto, a tu mówimy o jednej miliardowej... Zauwa my jednak, e nawet przy tak znikomym prawdopodobie stwie w gr wchodzi ponad miliard planet, na których mog o pojawi si ycie, a Ziemia, oczywi cie, jest jedn z nich69. Wniosek z tego rozumowania mo e wyda si tak zaskakuj cy, e pozwol go sobie w tym miejscu raz jeszcze powtórzy : nawet je li szansa na spontaniczne powstanie ycia na jakiej planecie wynosi jedn miliardow , to i tak to szokuj co nieprawdopodobne zdarzenie mog o zaj nawet na miliardzie planet. Niemniej szansa na odkrycie której z tych planet jest taka, jak na znalezienie przys owiowej ig y w stogu siana. Tyle e (tu wracamy do zasady antropicznej) my nie musimy szuka zbyt daleko, bowiem sam fakt, e jeste my do takich poszukiwa zdolni oznacza, i ... siedzimy na której z tych unikalnych igie . Wszelkie twierdzenia probabilistyczne s sensowne w przypadku niepe nej wiedzy. Gdy o hipotetycznej planecie nie wiemy nic, mo emy za o y , e prawdopodobie stwo pojawienia si na niej ycia wynosi jedn miliardow . Je eli jednak mo emy wprowadzi do naszych rachunków dodatkowe za o enia, szacunki ulegaj zmianie. Konkretna planeta mo e mie na przyk ad pewne szczególne w a ciwo ci (jak wyst powanie pewnych pierwiastków), a to zwi ksza szanse na pojawienie si ycia. Niektóre planety, rzec mo na, s bardziej podobne do Ziemi, a oczywi cie najbardziej podobna do siebie jest ona sama. Takie rozumowanie powinno dodawa odwagi chemikom próbuj cym w swoich laboratoriach odtworzy powstanie ycia, gdy oznacza, e ich szanse na sukces rosn . Zwracam jednak uwag , i nasze wcze niejsze rachunki pokazuj , e nawet je li postulowany chemiczny model mo e doprowadzi do narodzin ycia z prawdopodobie stwem równym jednej miliardowej, to i tak, zgodnie z regu ami rachunku prawdopodobie stwa, ycie mog o pojawi si na miliardzie planet we Wszech wiecie. A pi kno zasady antropicznej polega na tym, e taki chemiczny model mo e przewidywa powstanie ycia tylko na jednej na miliard miliardów planet, a i tak b dzie w pe ni satysfakcjonuj cym wyja nieniem fenomenu ycia na Ziemi. Oczywi cie absolutnie nie wierz , by szanse na powstanie ycia by y a tak znikome, i dlatego naprawd warto wydawa pieni dze na próby laboratoryjnego odtworzenia tego zdarzenia. Na podobnej zasadzie sensownym przedsi wzi ciem jest dla mnie SETI: istnienie pozaziemskiej inteligencji uwa am za ca kiem prawdopodobne. W ka dym razie, nawet je eli przyjmiemy najbardziej pesymistyczn ocen prawdopodobie stwa spontanicznego pojawienia si ycia, argumentacja statystyczna ca kowicie obala uroszczenia, jakoby my musieli w tym momencie si ga do hipotezy projektu, by zape ni Ädziur ". Spo ród wszystkich luk w ewolucyjnej opowie ci tajemnica pocz tków ycia pozostaje jednak najtrudniejsza do poj cia dla tych, którzy zwykli my le o szansach i prawdopodobie stwie wy cznie w codziennej, zdroworozs dkowej skali; skali, jak pos uguj si na przyk ad komisje przyznaj ce naukowe granty. A skoro zwyk y rachunek prawdopodobie stwa potrafi zape ni nawet tak wielk Ädziur ", to te same regu y naukowego wnioskowania pozwalaj pozby si boskiego stwórcy naszego metaforycznego Äostatecznego boeinga 747". Wró my teraz do punktu, od którego rozpocz li my nasze rozwa ania. Czy fenomen biologicznej adaptacji równie mo na wyja ni , powo uj c si na olbrzymi liczb planet, na których mo e rozwija si ycie? Przecie , jak wszyscy widzimy, ka dy gatunek i ka dy narz d, jaki u tego gatunku mo emy obserwowa , dobrze robi to, co robi. Skrzyd a ptaków, pszczó i nietoperzy sprawdzaj si w lataniu. Oczy nadaj si do patrzenia. Li cie wietnie radz sobie z fotosyntez . yjemy na planecie, otoczeni przez miliony gatunków, z których ka dy z osobna robi wra enie doskonale zaprojektowanego; ka dy dostosowany jest do warunków, w jakich egzystuje. Czy argument z Äwielkiej liczby planet" nie wyja nia tego wszystkiego? Otó nie, nie i jeszcze raz nie) Nawet o tym nie my l, móg bym powiedzie ka demu, kto si na powo uje. To wa ne,

bowiem w tym momencie stykamy si z jednym z najwi kszych nieporozumie wokó teorii Darwina. Niezale nie od tego, na jak wielkiej liczbie planet rozwin o si ycie, szcz liwy traf ani przypadek nie s adnym wyja nieniem wyj tkowego bogactwa i zró nicowania ziemskiej biosfery, cho do przypadku w a nie mogli my odwo ywa si , t umacz c sam fakt narodzin ycia. Powstanie ycia i ewolucja to kompletnie odmienne fenomeny. Samo powstanie ycia by o (a raczej ² mog o by ) zdarzeniem jednostkowym. Ewolucyjne przystosowania wyst puj ² i nast puj ² u milionów gatunków. Nie ulega najmniejszej w tpliwo ci, e tu, na Ziemi, obserwujemy wokó siebie proces ci g ej Äoptymalizacji" gatunków biologicznych, proces, który zachodzi w skali ca ej planety, na wszystkich wyspach i kontynentach, we wszystkich epokach. Zupe nie bezpiecznie mo na przewidywa , e gdyby my mogli obejrze Ziemi za milion lat, znale liby my ca e mnóstwo nowych gatunków równie dobrze przystosowanych do warunków, w jakich yj , jak wspó czesne gatunki dostosowane s do warunków dnia dzisiejszego. To proces rekurencyjny, przewidywalny i wielokrotny, a nie przypadkowe, szcz liwe zdarzenie analizowane z perspektywy czasu. Dzi ki Darwinowi znamy za mechanizm rz dz cy tym procesem ² to dobór naturalny. Zasada antropiczna nie potrafi wyja ni wielkiej ró norodno ci ywych organizmów. Tu potrzebny jest uraw Darwina, tylko on bowiem i t umaczy to niewiarygodne bogactwo, i chroni nas przed pu apk projektu. Ów d wig nie si ga jednak samego zaistnienia ycia, gdy proces doboru naturalnego nie mia z tym zdarzeniem adnego zwi zku. W tym w a nie momencie wkracza na scen zasada antropiczna. Z problemem powstania ycia mo emy sobie poradzi , odwo uj c si do wielkiej liczby planet. Ale kiedy ju wyci gn li my szcz liwy los (a zasada antropiczna nam to gwarantuje), do gry w cza si dobór naturalny; przypadek nie ma ju nic do powiedzenia. Warto zauwa y , e ca kiem niewykluczone, i ² by mo e ² narodziny ycia to wcale nie najwi ksza w ewolucyjnej historii luka, któr zape ni mo e tylko przywo anie po raz kolejny szcz liwego trafu (i zasady antropicznej). Mój szanowny kolega Mark Ridley w ksi ceMendel's Demon [Demon Mendla] (z zupe nie niezrozumia ych wzgl dów przez ameryka skiego wydawc przemianowanej na The Cooperative Gene[Gen kooperacji]) zwraca uwag , i powstanie komórki eukariotycznej (to komórki, z których my jeste my zbudowani, posiadaj ce j dro i wiele innych elementów, jak cho by mitochondria, niewyst puj ce u bakterii) by o zdarzeniem jeszcze mniej prawdopodobnym ni powstanie ycia (a przy tym musia o nast pi b yskawicznie). Narodziny wiadomo ci to kolejna wielka Ädziura"; zdarzenie o równie znikomym prawdopodobie stwie. Takie jednorazowe zdarzenia mo na wyja nia , odwo uj c si do zasady antropicznej ² istniej miliardy planet, na których rozwin o si ycie do poziomu bakterii, na cz ci spo ród nich ycie osi gn o kolejny etap komórki eukariotycznej; a na niewielkiej cz ci ycie przekroczy o kolejny Rubikon: narodzi a si wiadomo . Je li Ridley ma racj i rzeczywi cie by y to dwa zdarzenia niepowtarzalne, to nie mamy do czynienia z wszechobecnym i wszechogarniaj cym procesem, z jak ewolucyjn rutyn biologicznych adaptacji. To co zupe nie innego. Zasada antropiczna mówi, e ² jako e bez w tpienia jeste my ywi, eukariotyczni i wiadomi ² nasza planeta po prostu musi by jedn z tych nielicznych, na których ycie pokona o wszystkie te trzy bariery. Dobór naturalny dzia a, poniewa jest to jednokierunkowy mechanizm kumulacji udoskonale . Potrzeba nieco szcz cia, eby zacz dzia a (ale antropiczna regu a Ämiliardów planet" praktycznie szcz cie to zapewnia). Mo e i pó niej szcz cie jest niezb dne, ale tu znów przychodzi nam w sukurs zasada antropiczna. Z którejkolwiekjednak strony by nie spojrze , aden projekt nie sprawdza si jako wyja nienie fenomenu ycia, gdy projekt z definicji nie jest procesem kumulatywnym, a zatem w czenie projektu rodzi wi cej pyta , ni generuje odpowiedzi; i tak wracamy wprost do niesko czonego regresu Äostatecznego boeinga". yjemy na planecie, która jest przyjazna dla (naszej formy) ycia. Znamy ju dwie przyczyny, dla których tak si dzieje. Jedna jest taka, e ycie w swoim bogactwie wyewoluowa o w warunkach, które zapewni a mu ta planeta ² o tym zadecydowa dobór naturalny. Druga z przyczyn ma charakter antropiczny: we Wszech wiecie s miliardy planet i niezale nie od tego, na jak niewielu z nich mo e rozpocz si ewolucja, nasza planeta na pewno do tej grupy nale y.

Przyszed zatem czas, by zasadzie antropicznej przyjrze si na wy szym poziomie ² od biologii przechodzimy do kosmologii.
ZASADA ANTROPICZNA : WERSJA KOSMOLOGICZNA

yjemy nie tylko na przyjaznej planecie, yjemy równie w przyjaznym dla ycia Wszech wiecie. Sam fakt naszej egzystencji wiadczy, e prawa fizyki musz by takie, by ycie mog o powsta . To nie przypadek, e noc mo emy patrze w rozgwie d one niebo ² je eli nie istnia yby gwiazdy, nie powsta oby wiele pierwiastków chemicznych, a bez chemii nie by oby ycia. Fizycy dawno ju wykazali, i gdyby prawa lub sta e fizyczne ró ni y si nawet minimalnie od tych, które rz dz w naszym wiecie, Powstanie ycia by oby niemo liwe. Ró ni uczeni przedstawiaj tu nieco odmienne wyliczenia, ale ostateczna konkluzja pozostaje taka sama. Marin Rees w ksi ce Tylko sze liczb wymienia sze podstawowych sta ych, które obowi zuj w ca ym Wszech wiecie. Ka da z nich jest doskonale dopasowana w tym sensie, e gdyby przyj a cho by minimalnie inn warto , Wszech wiat by by zdecydowanie inny i prawdopodobnie nie mog oby si w nim pojawi ycie 8060. Jedn z wymienianych przez Reesa liczb jest sta a okre laj ca si oddzia ywa j drowych, czyli si a która wi e sk adniki j dra atomowego; t si nale y pokona , gdy kto chce Ärozbi " atom. Ta wielko , oznaczana jako E, informuje, jaka cz masy wodoru ulega przekszta ceniu w energi podczas przemiany wodoru w hel wewn trz gwiazdy (S o ca na przyk ad). W naszym Wszech wiecie warto E równa si 0,007 i wszystko wskazuje, e niemal dok adnie tyle musi wynosi , aby w ogóle by a mo liwa jakakolwiek chemia, a przecie bez niej nie istnia oby ycie. Chemia taka, jak znamy, polega na kombinacjach (i rekombinacji) oko o dziewi dziesi ciu pierwiastków naturalnie wyst puj cych w przyrodzie. Wodór jest najprostszy i najpowszechniejszy. Wszystkie inne pierwiastki we Wszech wiecie ostatecznie zawdzi czaj istnienie fuzji j der wodoru. Synteza termoj drowa to proces, który zachodzi przy bardzo wysokich temperaturach we wn trzu gwiazd (i w bombie wodorowej). W stosunkowo niewielkich gwiazdach (takich jak nasze S o ce) nast puje jedynie przemian wodoru w hel (to drugi z kolei pierwiastek w uk adzie okresowym). Ci sze pierwiastki mog powstawa tylko w wi kszych i znacznie gor tszych gwiazdach, w których dochodzi do kaskadowej reakcji syntezy j drowej (odkry i opisa to zjawisko Fred Hoyle i jeszcze dwóch innych fizyków; co ciekawe, tylko Hoyle nie dosta za to odkrycie Nagrody Nobla). Te wielkie gwiazdy mog zako czy ycie, eksploduj c jako supernowe, a wówczas cz materii gwiazdowej, na któr sk adaj si bardzo ró ne pierwiastki chemiczne, zostaje wyrzucona w przestrze . Z czasem takie chmury kosmicznego py u ulegaj kondensacji i powstaj z nich nowe gwiazdy i planety (w tym równie Ziemia). Dlatego na naszej planecie obficie wyst puj pierwiastki znacznie ci sze i bardziej z o one od wodoru ² a bez nich jakakolwiek chemia (i ycie) by yby niemo liwe. Z naszego punktu widzenia najwa niejsze jest to, i to w a nie sprawno procesów j drowych decyduje, jak daleko w uk adzie okresowym doprowadzi nas kaskada gwiazdowych reakcji syntezy j drowej. Gdyby obserwowana sprawno by a minimalnie mniejsza ² na przyk ad 0,006 zamiast 0,007 ² wiat sk ada by si wy cznie z wodoru i trudno by oby wówczas o jakiekolwiek interesuj ce reakcje chemiczne, gdyby by a odrobin wy sza (0,008), ca y wodór w trakcie reakcji syntezy przekszta ci by si w pierwiastki ci sze, a chemia bez wodoru nie mog aby stworzy takiego ycia, jakie znamy: na przyk ad nie by oby wody. Warto Z otow osej ² 0,007 ² wynosi dok adnie tyle, ile trzeba, by powsta o wystarczaj co du o pierwiastków, aby mog a istnie chemia sprzyjaj ca yciu. Nie b d tu omawia pozosta ych pi ciu liczb Reesa. Ogólna zasada jest taka sama²ka da z tych sta ych mie ci si dok adnie w pewnym przedziale (przedziale Z otow osej); gdyby przyj a inn warto , ycie nie by oby mo liwe. Co to dla nas oznacza? Znów mamy dwie wykluwaj ce si odpowiedzi: teistyczn i antropiczn . Teista powie, e to Bóg, tworz c wszech wiat,
60 Napisa em Äprawdopodobnie", bo po pierwsze tak naprawd nie wiemy, jak mog yby funkcjonowa alternatywne, obce formy ycia, po drugie za niewykluczone, e robimy b d, rozwa aj c wy cznie osobno konsekwencje zmiany warto ci poszczególnych starych. Czy istnieje jaka inna kombinacja tych sze ciu sta ych, która równie zaowocowa aby wszech wiatem przyjaznym dla ycia, której nie poznamy, analizuj c wy cznie skutki zmia ny jednej z tych wielko ci? To odr bny problem ² dalej, dla jasno ci wywodu, pisa b d tak, jakby problemem najwi kszym by o niekwestionowalne i oczywiste, idealne wr cz dopasowanie sze ciu podstawowych sta ych

dopasowa fundamentalne sta e tak, by ka da z nich znalaz a si w przedziale Z otow osej. To troch tak, jakby Stwórca mia do dyspozycji sze ga ek i z wielk staranno ci ka d z nich ustawi we w a ciwym po o eniu. Jest to jednak odpowied ma o satysfakcjonuj ca, jako e w najmniejszym stopniu nie wyja nia istnienia samego Boga. Przecie Bóg, który potrafi by wyliczy warto ci tych sze ciu liczb, to istota, której istnienie jest równie ma o prawdopodobne, jak fakt, e te wielko ci s dopasowane; czyli w praktyce wracamy do punktu wyj cia: odpowied teisty nie rozwi zuje naszego problemu, nie posuwa nas nawet do przodu. Nie widz innego wyj cia ni odpowied t odrzuci , cho wci zadziwia mnie, do jak wielu ludzi przemawia ta wizja ÄBoga manipuluj cego pokr t ami". Niewykluczone, e istnieje czysto psychologiczne wyt umaczenie takiej zadziwiaj cej lepoty. Z jednej strony bowiem wielu ludzi nie ma po prostu wiadomo ci (któr maj ju biologowie), e dobór naturalny doskonale potrafi sobie radzi z pokonywaniem bariery (nieprawdopodobie stwa. Z drugiej za ² na co zwróci mi uwag J. Anderson Thomson ² psychiatria ewolucyjna doskonale zna mechanizm personifikacji nieo ywionych obiektów i przypisywania im sprawczo ci. Jak t umaczy Thomson, mamy naturaln sk onno , by bra cie za w amywacza (nie za na odwrót), gdy w przypadku pomy ki stracimy najwy ej troch czasu. Gdyby my natomiast b dnie uznali w amywacza za cie , koszty b du mog yby by du e wy sze. W li cie do mnie Johnson wskaza , e w przesz o ci naszego gatunku najwi ksze rodowiskowe zagro enia wi za y si z aktywno ci bli nich. ÄEwolucyjnym dziedzictwem tego faktu jest naturalna sk onno do postrzegania (ludzkiej) intencjonalno ci, cz sto oznaczaj ca l k przed innymi. Bardzo trudne jest dla nas przypisywanie zdarzeniom innych przyczyn ni ludzkie dzia ania". A je eli ju nie ludzkie, to naturalnie uogólniamy je do boskich. Do tej jak e pon tnej koncepcji Äaktywnych bytów" wróc w Rozdziale 5. Biologowie, których szczególn wiadomo ukszta towa a pot ga teorii doboru naturalnego i wyj tkowa przydatno tej koncepcji do wyja niania narodzin nieprawdopodobnego, nie akceptuj teorii, które uchylaj si od odpowiedzi na pytanie o prawdopodobie stwo. A teistyczna odpowied jest wi cej ni uchylaniem si , jest ucieczk . To nawet nie przeformu owanie problemu, to jego amplifikacja, i to wr cz groteskowa. W przeciwie stwie do niej odpowied antropiczna, najogólniej uj ta, mówi tylko, e mo emy rozwa a takie pytania w kontek cie Wszech wiata, który potrafi nas wyprodukowa . Sama nasza obecno determinuje lokalizacj fundamentalnych sta ych w przedzia ach Z otow osej. Gdy za przechodzimy do szczegó ów ² ró ni fizycy opowiadaj si za ró nymi szczegó owymi, antropicznymi rozwi zaniami zagadki naszej egzystencji. Pragmatycy spo ród fizyków twierdz , i tak naprawd owych sze ciu ga ek nigdy nie mo na by o ustawi w sposób dowolny. Kiedy wreszcie uzyskamy nasz ² jak e upragnion ² Teori Wszystkiego, oka e si , e te sze wielko ci jest ze sob ci le powi zanych albo te e wszystkie zale od jeszcze czego , czego dzi nie znamy, podobnie jak nie potrafimy okre li charakteru tej zale no ci. Sze liczb, które omawia Rees, by oby w tym uj ciu równie Äniezale ne", jak obwód ko a i jego rednica, Wszech wiat za móg powsta tylko na jeden sposób. Nie do , e nie trzeba Boga, by nale ycie ustawi pokr t a ² nie trzeba adnych pokr te . Inni fizycy (sam Martin Rees nale y do tego grona) uznaj takie wyja nienie za niesatysfakcjonuj ce; osobi cie si z nimi zgadzam, tak przynajmniej mi si wydaje. Oczywi cie to bardzo prawdopodobne, e wszech wiat móg zaistnie tylko na jeden sposób. Ale dlaczego akurat na taki, który sprzyja naszej ewolucji? Dlaczego musi to by taki wszech wiat, który ² by zacytowa fizyka-teoretyka Freemana Dysona ² Ämusia wiedzie , e kiedy przyjdziemy"? John Leslie, filozof, zaproponowa analogi z cz owiekiem, który skazany zosta na mier przez rozstrzelanie. Mog o si zdarzy , e aden z dziesi ciu cz onków plutonu egzekucyjnego nie trafi . Szcz liwie ocalony skazaniec z rado ci stwierdza: ÄNajwyra niej wszyscy musieli chybi , bo inaczej nie by oby mnie tu i nie móg bym si zastanawia , jak to si sta o"; i zapewne stawia te ró ne hipotezy maj ce wyja ni to cudowne ocalenie ² mo e zostali przekupieni, a mo e wszyscy byli pijani... W naszej ziemskiej sytuacji wyja nie zagadki istnienia jest kilka. Jedno z nich, popierane mi dzy innymi przez Martina Reesa, g osi, e istnieje niejeden, a wiele wszech wiatów,

wspó egzystuj cych jak p cherzyki piany wewn trz jednego wielo wiata, Ämultiwersum" (albo Ämegawersum", którym to terminem woli pos ugiwa si Leonard Susskind 8161). Prawa i sta e fizyczne w ka dym z tych wszech wiatów ² równie w naszym, obserwowalnym Wszech wiecie ² to Ärozporz dzenia wewn trzne", prawa obowi zuj ce lokalnie. W ca ym multiwersum zetkn si mo na z bardzo ró nymi zestawami tych lokalnych regu , zasada antropiczna, która w tym momencie wkracza, wskazuje za , e my musieli my znale si w jednym z tych wszech wiatów (zapewne b d cych w mniejszo ci), których lokalne prawodawstwo sprzyja powstaniu i ewolucji ycia (i pó niejszej kontemplacji tego fenomenu). Do interesuj cych wariantów teorii wielu wiatów prowadzi analiza problemu ko ca naszego Wszech wiata. Zale nie od warto ci pewnych sta ych (takich jak na przyk ad sze liczb Reesa) nasz Wszech wiat mo e albo rozszerza si w niesko czono , albo w pewnym momencie osi gn pewien punkt równowagi, albo te zacz si kurczy i zako czy swe istnienie w ÄWielkim Kolapsie". Niektóre modele Wielkiego Kolapsu postuluj cykliczno takich przemian ² po Wielkim Kolapsie nadchodzi Wielki Wybuch, a nast puje to co jakie dwadzie cia miliardów lat. Zgodnie ze standardowym modelem kosmologicznym nasz Wszech wiat (oraz nasz czas i nasza przestrze ) powsta w Wielkim Wybuchu oko o trzynastu miliardów lat temu. Cykliczna koncepcja Wielkich Kolapsów modyfikuje nieco to twierdzenie ² czas i przestrze rzeczywi cie rozpocz y si w Wielkim Wybuchu, ale to by tylko ostatni z d ugiej serii wielkich wybuchów, z których ka dy stanowi nieuchronn konsekwencj wielkiego kolapsu ko cz cego istnienie poprzedniego wszech wiata. Poniewa nikt nie wie, co dzieje si podczas osobliwo ci, a tego typu zdarzeniem jest przecie ka dy wielki wybuch, ca kiem dopuszczalne jest przyj cie, e w a nie wtedy sta e i prawa fizyczne s Äresetowane" do nowych warto ci. A je eli cykl Äwybuch-ekspansja-kurczenie si -kolaps" jest wieczny, dzia a jak wielkie kosmiczne wahad o, to znaczy, e wszech wiaty istniej kolejno, a nie równolegle, ale w dalszym ci gu pozostajemy w obszarze modelu wielu wiatów. I znów przydaje si zasada antropiczna ² spo ród tych wszystkich nast puj cych po sobie wszech wiatów tylko mniejszo gwarantuje warunki umo liwiaj ce biogenez , ale nasz obecny Wszech wiat musi do tej mniejszo ci nale e , poniewa w nim yjemy. Obecnie teorie cyklicznego wszech wiata trac jednak popularno w ród kosmologów, poniewa coraz wi cej wskazuje, i Wielki Kolaps raczej nie nast pi, gdy nasz Wszech wiat b dzie si wiecznie rozszerza . Inny fizyk-teoretyk, Lee Smolin, zaproponowa niemal darwinowsk wersj modelu wielu wiatów, w czaj c do niej zarówno aspekt cykliczno ci, jak i wspó wyst powania wiatów. Otó zgodnie z propozycj Smolina (wy o on w ksi ce ycie wszech wiata) wszech wiaty rozmna aj si , a wszech wiaty potomne powstaj nie w ostatecznych wielkich kolapsach, tylko lokalnie, w czarnych dziurach. Do swojego modelu Smolin w cza czynnik dziedziczno ci ² fundamentalne sta e we wszech wiecie potomnym to mutacja (niewielka) sta ych obowi zuj cych we wszech wiecie Ärodzicielskim". Dziedziczno to kluczowy element doboru naturalnego i ten w a nie proces odpowiada w modelu Smolina za ca reszt . Wszech wiaty, które mog Äprzetrwa " i Ärozmna a si ", zaczynaj dominowa w multiwersum. Poniewa akt reprodukcji nast puje w czarnej dziurze, wszech wiat ² aby odnie sukces reprodukcyjny ² musi mie w asno ci takie, by czarne dziury w nim istnia y, to za poci ga za sob ca y szereg interesuj cych z naszego punktu widzenia konsekwencji. Na przyk ad jednym z warunków powstania czarnych dziur jest wcze niejsze kondensowanie si materii w ob oki, a nast pnie w gwiazdy. Obecno gwiazd za , jak pami tamy, to podstawowy warunek istnienia z o onej chemii, czyli równie ycia. Smolin twierdzi, e w multiwersum zachodzi klasyczny darwinowski proces doboru naturalnego, podlegaj mu wszech wiaty, a wygrywaj te, które posiadaj najwi cej czarnych dziur, co ² po rednio ² prowadzi te do ewolucyjnego sukcesu wszech wiatów sprzyjaj cych yciu. Nie wszyscy fizycy, mówi c ogl dnie, s entuzjastami pomys ów Smolina, ale na przyk ad Murray GellMann, laureat Nagrody Nobla, wyrazi si o nim z wyra n yczliwo ci : ÄSmolin? To ten m ody

61 Susskind (2006) przedstawia bardzo silne argumenty za dzia aniem zasady antropicznej w megawersum. Pisze te , e wi kszo fi zyków wyj tkowo niech tnie odnosi si do tej koncepcji. Osobi cie nie bardzo rozumiem dlaczego, dla mnie jest ona po prostu pi kna ² ale mo e to dlatego, e moj wiadomo rozbudzi Darwin.

cz owiek z zupe nie zwariowanymi pomys ami. Có ² mo e i ma racj !"70. (Jaki zgry liwy biolog móg by si w tym momencie spyta , czy aby innym fizykom nie przyda oby si darwinowskie otrze wienie.) Wydaje si kusz ce (i wielu tej pokusie uleg o), by uzna koncepcj wielu wszech wiatów za zupe nie zb dn rozrzutno i niedopuszczalne marnotrawstwo. Je li zaakceptujemy tak ekstrawagancj , sami wystawimy si na odstrza ² przecie jej przeciwnicy g osz , e hipoteza wielu wszech wiatów jest, tak jak Hipoteza Boga, równie nieuprawniona, ad hoc i intelektualnie niesatysfakcjonuj ca. Tymczasem ludzie, którzy tak mówi , nie rozumiej po prostu pot gi doboru naturalnego, ich wiadomo ci nie odmieni darwinizm. Podstawowa ró nica mi dzy oczywist rozrzutno ci Hipotezy Boga a pozorn rozrzutno ci hipotezy multiwersum tkwi w prawdopodobie stwie. Wielo wiat, przy ca ym swym nadmiarze, pozostaje prosty, Bóg natomiast (czy jakikolwiek inteligentny, zdolny do podejmowania decyzji i kalkulacji byt) jest, statystycznie rzecz bior c, zdarzeniem równie nieprawdopodobnym, jak zjawiska czy procesy, których istnienie jego obecno mia aby wyja nia . W modelu multiwersum szokowa nas mo e liczba wszech wiatów, ale ka dy z nich jest przecie do prost konsekwencj podstawowych praw, aden nie jest nieprawdopodobny ² tego samego absolutnie nie da si powiedzie o jakiejkolwiek inteligencji. S religijni fizycy ² Russell Stannard i wielebny John Polkinghorne to dwa przyk ady z Wielkiej Brytanii; o obu panach ju w mojej ksi ce wspomina em. Zgodnie z przewidywaniami ci naukowcy podkre laj mocno znikome prawdopodobie stwo tak szczególnego dostosowania sta ych fizycznych i ich niemal idealnego wpasowania w przedzia Z otow osej i uznaj , e stanowi to dowód dzia ania jakiej wy szej inteligencji, która wiadomie je dopasowa a. Jak ju kilka razy pisa em, takie rozumowanie nale y odrzuci , gdy de facto nie daje ono odpowiedzi na zadane pytanie, tylko stawia pytanie nowe i to jeszcze trudniejsze. Przyjrzyjmy si jednak, jak na ten argument odpowiadaj tei ci. Co oni na to, e Bóg zdolny do zaprojektowania wiata tak idealnie i przewiduj co dostosowanego do naszej w nim ewolucji musi by istot niewyobra alnie wr cz z o on i tak nieprawdopodobn , e istnienie takiego bytu jeszcze trudniej wyja ni ni nasze? Teolog Richard Swinburne uwa a (czego zreszt mogli my si spodziewa ), e zna odpowied na takie pytanie, i wyk adaj w ksi ce Is there a God? [Czy istnieje Bóg?]. Wyk ad swój Swinburne rozpoczyna obiecuj co, przekonuj co dowodz c, e je li mamy do dyspozycji wyja nienie prostsze i zgodne z faktami, zawsze powinni my wybra je w a nie, a nie hipotez bardziej z o on . Nauka obja nia z o one zjawiska w kategoriach interakcji prostszych elementów, a na poziomie najg bszym w kategoriach oddzia ywa cz stek elementarnych. Ja osobi cie (i o mielam si przypu ci , e moi czytelnicy równie ) s dz , e to naprawd pi knie prosta idea, e wszystko zbudowane jest z podstawowych elementów, które, jakkolwiek olbrzymia nie by aby ich liczba, same sk adaj si z kombinacji sko czonego zestawu cz stek pewnego typu. Co mo e budzi podejrzenia, to raczej nadmierna prostota tej koncepcji. Tymczasem dla Swinburne'a jest dok adnie przeciwnie! Cz stek elementarnych, na przyk ad elektronów, jest bardzo wiele, stwierdza Swinburne. Zbyt wiele, kontynuuje, by mog o by przypadkiem, e wszystkie s takie same. Jeden elektron pewnie jeszcze by zniós , ale miliardy miliardów miliardów elektronów, wszystkie o identycznych w a ciwo ciach, to przekracza jego wyobra ni . Wed ug Swinburne'a by oby prostsze, bardziej naturalne (i nie wymaga oby wyja nienia), gdyby elektrony ró ni y si od siebie. Co gorsza, elektrony w warunkach naturalnych zachowuj si kapry nie, w u amku sekundy potrafi zmieni losowo swoje w a ciwo ci; taki przynajmniej obraz naturalnego stanu rzeczy prezentuje nam Swinburne. A przecie jednorodno , jak mimo to zachowuj (ja bym to nazwa prostot ) wymaga odr bnego wyja nienia. ÄTylko dlatego, e elektrony, kawa ki miedzi i wszelkie inne obiekty materialne maj w dwudziestym wieku te same w a ciwo ci, jakie mia y stulecie wcze niej, rzeczy s nadal takie, jakie s ." I tu w a nie wkracza Bóg ² to on nadci ga z odsiecz , by starannie (i nieustannie) utrzymywa w a ciwo ci wszystkich tych miliardów elektronów (i kawa ków miedzi) oraz poskramia ich naturaln , wrodzon sk onno do dzikich i losowych fluktuacji. Oto dlaczego, je li widzisz jeden elektron, to jakby zna ju wszystkie; oto dlaczego ka da bry ka miedzi zachowuje si jak bry ka miedzi, a ka dy elektron w takiej bry ce pozostaje sob z mikrosekundy na mikrosekund i ze stulecia na stulecie. To Bóg w asnym palcem popycha

ka d , najdrobniejsz nawet cz stk , poskramiaj c jej sk onno do ekscesów i dbaj c, by grzecznie trzyma a si w szeregu z wszystkimi kolegami. Pytanie, w jaki sposób Swinburne mo e utrzymywa , e taki miriadopalcy Bóg sprawuj cy jednoczesn piecz nad gigazylionami niesfornych elektronów to prosta hipoteza? Przecie to absolutne zaprzeczenie prostoty. Sztuczka, któr w tym momencie pos u y si Swinburne, to prawdziwe wy yny intelektualnej hucpy. Otó przyjmuje on ² i to bez adnego uzasadnienia ² e Bóg jest jedynym pojedynczym bytem (pojedyncz substancj , jak pisze). To rzeczywi cie osza amiaj ca oszcz dno wyja nienia, zw aszcza w porównaniu z tymi gigazylionami elektronów, które jeszcze mia yby by identyczne: Teizm uznaje, e ka dy obiekt, który istnieje, zosta powo any do istnienia (i jest w istnieniu podtrzymywany) przez jeden i tylko jeden byt, przez Boga. Wszelkie obiekty wszystkie swoje w a ciwo ci zawdzi czaj temu, e Bóg sprawi , e co istnieje i pozwala temu istnie . Znakiem prostoty wyja nienia jest jak najmniejsza liczba czynników, któr przywo uje. Czy mo e istnie zatem wyja nienie prostsze ni to, które odwo uje si tylko do jednej przyczyny? W tym sensie teizm jest prostszy od politeizmu. Teizm uznaje, e istnieje taka jedna przyczyna ² osoba o niesko czonej mocy (Bóg mo e zrobi wszystko, co jest logicznie mo liwe), niesko czonej wiedzy (Bóg wie wszystko, co jest logicznie mo liwe do wiedzenia) i niesko czonej wolno ci. Przyznanie, e Bóg nie mo e dokona rzeczy logicznie niewykonalnych, jest doprawdy bardzo wielkoduszne ze strony Swinburne'a; chyba nawet powinni my by mu za to wdzi czni. Pomin wszy jednak to drobne zastrze enie, boska wszechmoc staje si wr cz idealnym rozwi zaniem Wszystkich tajemnic. Nauka ma problem z wyja nieniem zjawiska X? aden problem, nie warto nawet jeszcze raz mu si przygl da . Boska wszechpot ga bez wysi ku sobie Poradzi z ka dym problemem, a przy okazji zawsze b dzie to najprostsze z mo liwych wyja nie ! Przecie jest tylko Jeden Bóg. Czy mo e by co prostszego? Otó tak! Praktycznie wszystko. Bóg, który potrafi nieustannie obserwowa i kontrolowa status ka dej cz stki we Wszech wiecie, nie mo e by prosty. Samo jego istnienie praktycznie nie daje si wyja ni . Wi cej (przynajmniej z punktu widzenia prostoty) ² przecie w tym samym czasie inne rejony wszechogromnej boskiej wiadomo ci musz zajmowa si my lami, uczynkami i modlitwami ka dej pojedynczej istoty ludzkiej (nie wspominaj c ju o obcych inteligencjach, które mog istnie na innych planetach w naszej i w stu miliardach pozosta ych galaktyk). Sam Swinburne przecie pisze, e Bóg musi nieustannie decydowa si na nieczynienie cudu, by na przyk ad uleczy kogo z raka (Bóg powstrzymuje si od cudownej interwencji, bowiem ÄGdyby odpowiada zawsze na modlitwy tych, którzy prosz , aby ocali ich przed rakiem, nowotwory przesta yby by problemem, który ludzie musz rozwi za ". Fakt ² czym by my wtedy wype niali sobie czas). Nie wszyscy teologowie posuwaj si tak daleko jak Swinburne, ale sugestia, e Hipoteza Boga jest prosta i elegancka, do powszechnie wyst puje we wspó czesnym pi miennictwie teologicznym. Keith Ward, do niedawna Regius Professor of Divinity na Uniwersytecie Oksfordzkim, do jasno sformu owa to stanowisko w ksi ce (z 1996)God, Chance and Necessity[Bóg, przypadek i konieczno ]: Dla teisty Bóg pozostaje eleganckim, ekonomicznym i p odnym wyja nieniem faktu istnienia Wszech wiata. Ekonomicznym, poniewa przypisuje istnienie i natur absolutnie wszystkiego, co istnieje, tylko jednej istocie, ostatecznej przyczynie, która wyja nia wszelk egzystencj , w tym równie w asn . Eleganckim, gdy za pomoc jednej tylko kluczowej idei ² idei najdoskonalszego z mo liwych bytów ² natura Boga i istnienie Wszech wiata zostaj ze sob jasno powi zane. Podobnie jak Swinburne, Ward myli si w tym, co to znaczy wyja ni co , a tak e najwyra niej nie rozumie, co oznacza przymiotnik Äproste". Sam te nie do ko ca wiem, czy Ward naprawd uwa a Boga za byt prosty (w sensie niez o ony), czy te powy szy cytat traktowa nale y jako chwyt retoryczny. Sir John Polkinghorne cytuje w ksi ce Science and Christian Belief[Nauka i wiara chrze cija ska] wcze niejsz nieco krytyk Warda rozwa a Tomasza z Akwinu: ÄTwierdzi , e Bóg jest logicznie prosty, to podstawowy b d, przynajmniej je eli kto ma na my li prostot nie w sensie niepodzielno ci, a w znaczeniu g bszym, takim, i cokolwiek jest prawd o ca ym Bogu, jest równie prawdziwe w odniesieniu do ka dego jego fragmentu. Absolutnie koherentnym jest s d, e Bóg, jakkolwiek niepodzielny, jest jednocze nie wewn trznie z o ony". Tu akurat Ward mówi z sensem ² biolog Julian Huxley ju w roku 1912 zdefiniowa z o ono w kategoriach

Äró norodno ci elementów sk adowych", wskazuj c w ten sposób na szczególn w a ciwo funkcjonalnej niepodzielno ci71. W innym miejscu Ward daje nam przyk ad typowych dla teologicznego umys u k opotów ze zrozumieniem, sk d wzi a si ró norodno ycia. Ward cytuje Arthura Peacocke'a, innego teologa- naukowca (to trzeci cz onek mojego tria brytyjskich religijnych naukowców), który twierdzi, i jednym z atrybutów materii o ywionej jest Ätendencja do rosn cej z o ono ci". Ward uznaje, i tendencja ta to Äwrodzony nakaz ewolucyjnej zmiany faworyzuj cy rosn c z o ono ". Peacock idzie zreszt dalej i dodaje, e taka tendencja Ämog aby znacz co wp ywa na procesy mutacji, sprawiaj c, e zachodz mutacje bardziej z o one". Ward do ostro nie odnosi si do pomys ów Peacocke'a, i s usznie. Ewolucyjne d enie do z o ono ci (w tych liniach rodowych, w których w ogóle takie zjawisko mo emy obserwowa ) nie wynika ani z jakichkolwiek Ä wrodzonych tendencji: , ani z mutacji o zak óconym przebiegu. Przyczyn jest dobór naturalny²to jedyny (przynajmniej spo ród dot d poznanych) proces, który mo e doprowadzi do wy onienia si z o ono ci z prostoty. A teoria doboru naturalnego jest teori autentycznie prost , podobnie jak proste s warunki, w których zaczyna dzia a ; mimo tej prostoty teoria ta potrafi wyja ni zjawiska o niewys owionej z o ono ci, bardziej z o one ni cokolwiek, co potrafimy sobie wyobrazi (no, mo e za wyj tkiem Boga, który potrafi by to zaprojektowa ).
CAMBRIDGE INTERLUDIUM

Nie tak dawno odby a si w Cambridge konferencja po wi cona relacjom mi dzy nauk a religi , na której przedstawi em argumentacj okre lon na powy szych stronach mianem Ädowodu z ostatecznego boeinga". Mia em nadziej , e uda mi si tam wywo a dyskusj wokó pytania o Äprostot " Boga. agodnie mówi c, nieco si rozczarowa em. By o to jednak do wiadczenie interesuj ce na tyle, e chcia bym si nim podzieli z moimi czytelnikami. Po pierwsze zmuszony jestem wyzna (to chyba w a ciwe s owo w tym kontek cie), e konferencja by a sponsorowana przez Fundacj Templetona. Nasz publiczno stanowi mia a grupa starannie wyselekcjonowanych dziennikarzy naukowych z Wielkiej Brytanii i USA, ja za by em jedynym ateist spo ród osiemnastu planowanych mówców. Jeden z dziennikarzy, John Horgan, poinformowa pó niej, e on i wszyscy jego koledzy za udzia w konferencji otrzymali po 15 000 dolarów (sumka ca kiem przyzwoita), nie wspominaj c o zwrocie kosztów. W konferencjach naukowych uczestnicz od bardzo wielu lat, ale po raz pierwszy zetkn em si z tym, by p acono publiczno ci ² zwykle honoraria otrzymuj prelegenci. Gdybym wiedzia o tym wcze niej, nabra bym pewnie jakich podejrze ² czy by Templeton chcia u y swoich pieni dzy, aby skorumpowa dziennikarzy i sk oni do odej cia od zawodowej uczciwo ci? John Horgan mia najwyra niej podobne w tpliwo ci, tak przynajmniej wynika z jego artyku u po wi conego tej konferencji ‡ Napisa w nim zreszt ² ku mojemu g bokiemu zawstydzeniu ² i to moja obecno w gronie uczestników konferencji pozwoli a mu (i nie tylko jemu) przezwyci y pocz tkowe obawy: Brytyjski biolog Richard Dawkins (którego obecno sprawi a, e ja i paru moich kolegów uznali my e ca a impreza zas uguje na zainteresowanie) by jedynym spo ród zaproszonych mówców, który wprost odrzuci wierzenia religijne jako niezgodne z nauk , irracjonalne i szkodliwe. Pozostali relerenci trzej agnostycy, jeden yd, jeden deista i dwunastu chrze cijan (zaproszony muzu ma ski filozof odwo a przyjazd w ostatniej chwili) ² prezentowali pogl dy wyra nie skrzywione na rzecz religii, a chrze cija stwa w szczególno ci. Artyku Horgana jest zreszt ujmuj co wr cz niejednoznaczny. Wyra nie, mimo w tpliwo ci, Horgan uzna pewne aspekty konferencji za wa ne(ja zreszt te , o czym za chwil ). Pos uchajmy jednak samego Horgana: Rozmowy z osobami religijnymi, jakie tam prowadzi em, pomog y mi lepiej zrozumie , jak to sie dzieje, e inteligentni i wykszta ceni ludzie opowiadaj sie po stronie religii. Kto opowiada o do wiadczeniu Ämówienia j zykami", kto inny opisywa osobiste kontakty z JezusemMoje przekonania nie uleg y zmianie, ale innych tak ² przynajmniej jedna osoba przyzna a, e jej wiara zachwia a si Pod wp ywem krytycznej analizy religii przeprowadzonej przez Dawkinsa. A

je eli Fundacja Templetona mo e sprawi , by my przybli yli si cho by o tak male ki kroczek w stron bardzo mi bliskiego wiata bez religii, to co w tym z ego. Artyku ponownie przyci gn uwag gdy zosta umieszczony na stronach ÄEdge", witryny internetowej Johna Rockmana (cz sto opisywanej jako salon naukowy on-line)Reakcje na tekst Horgana by y do liczne, g os w dyskusji zabra te fizyk-teoretyk Freeman Dyson. Odpowiedzia em Dysonowi za pomoc cytatów z jego w asnego wyst pienia, które wyg osi , przyjmuj c Nagrod Templetona (Dyson bowiem, czy tego chcia , czy nie, zgadzaj c si przyj t nagrod , wys a wa ny sygna dla wiata ² bez w tpienia zosta o to odebrane jako wyraz poparcia dla religii ze strony jednego z najwybitniejszych wspó czesnych fizyków): Szcz liwie nale do bardzo licznego grona chrze cijan, którzy nie przejmuj si nadmiernie dogmatem Trójcy wi tej czy historyczn autentyczno ci ewangelii. Czy to nie jest dok adnie to, co powiedzia by ka dy naukowiec-ateista, gdyby chcia zabrzmie Äpo chrze cija sku"? Pó niej przytoczy em jeszcze kilka cytatów z mowy Dysona, tyle e pozwoli em sobie na pewien art, przerywaj c je hipotetycznymi pytaniami do przedstawicieli Templetona (kursyw ): Pewnie woleliby cie co g bszego, czy nie ? Mo e tak... Nie czyni wyra nego rozró nienia mi dzy Bogiem a umys em. Bóg jest czym , czym staje si umys , gdy przekracza granic niezrozumia ego. Czy ju starczy? Mog ju wraca do mojej fizyki? Jeszcze nie? No dobrze, to jeszcze to... Nawet w jak e przera aj cej historii XX wieku dostrzegam znaki post pu religii. Dwie postacie, które uosabiaj ca e z o tego stulecia, Adolf Hitler i Józef Stalin, to zadeklarowani atei ci 82 *. Mog ju sobie pój ?

Dyson móg by atwo odrzuci mo liwo takiej interpretacji swojego wyst pienia, gdyby tylko zechcia wyja ni , jakie powody sprawiaj , e wierzy w Boga, a raczej, e jego wiara obejmuje co wi cej ni Boga w einsteinowskim rozumieniu (jak pokaza em w Rozdziale 1., na takiego boga bez problemów zgadzamy si wszyscy). Je li dobrze rozumiem Horgana, uwa a on, e pieni dze Templetona korumpuj nauk . Oczywi cie nie mam adnych w tpliwo ci, e Dyson jest o wiele ponad takie podejrzenia, ale nie zmienia to faktu, i swoim wyst pieniem daje z y przyk ad innym. Nagroda Templetona to kwota przewy szaj ca o dwa rz dy wielko ci apówki, jakie wr czono dziennikarzom przys uchuj cym si konferencji w Cambridge; pod wzgl dem finansowym to tak e wi cej ni Nagroda Nobla. Mój przyjaciel, filozof Dan Dennett, zwróci si kiedy do mnie w i cie mefistofe esowskim duchu (cho rzecz jasna artem): ÄPami taj, Richardzie, gdyby kiedy popad w finansowe tarapaty...". W ka dym razie, skoro ju si zdecydowa em, sp dzi em na konferencji w Cambridge dwa dni, wyg osi em referat i bra em udzia w dyskusjach po kilku innych wyst pieniach. Nie omieszka em skorzysta z okazji i rzuci em wyzwanie obecnym tam teologom ² chcia em wiedzie , jak wyja ni mi to, i Bóg zdolny do zaprojektowania Wszech wiata (czy czegokolwiek innego) sam musi by istot niezmiernie z o on , a zatem, statystycznie rzecz bior c, nieprawdopodobn . Najmocniejsza odpowied , jak us ysza em, to stwierdzenie, e brutalnie wmuszam w a ciw dla nauki epistemologi teologii, która w najmniejszym stopniu jej nie potrzebuje 62*. Kim e bowiem jestem ja, naukowiec, by poucza teologów o z o ono ci Boga. Wszak naukowe argumenty (a do takich przywyk em w mojej w asnej dziedzinie) s nieadekwatne, jako e teologowie zawsze utrzymywali, i Bóg pozostaje poza zasi giem nauki. Nie wydaje mi si zreszt , by teologowie, którzy wysuwali na sw obron tak wymijaj ce argumenty, byli w tym wiadomie nieuczciwi. Mam wra enie, e oni naprawd tak my l . Nie mog jednak w tym kontek cie nie wspomnie zapewne najwspanialszej krytycznej recenzji wszech czasów. Oto, co Peter Medawar napisa o ksi ce ojca Teilharda de Chardin Le
62

* To z kolei wyra ne nalecia o ci NOMY, o której uroszczeniach pisa em w Rozdziale 2.

Phenomene Humain: ÄJe li cokolwiek broni autora przed zarzutem nieuczciwo ci, to tylko to, e nim zacz zwodzi innych, przecierpia straszliwy ból, by oszuka siebie samego"73. Teolodzy, z którymi zatkn em si na konferencji w Cambridge, ex defnitione umieszczali si w epistemologicznej strefie bezpiecze stwa, gdzie nie mog y ich dosi gn adne racjonalne argumenty, gdy na mocy wiary nie mog y tam one dotrze . Kim bowiem jestem ja i co pozwala mi twierdzi , e racjonalna argumentacja to jedyna dopuszczalna forma argumentacji? S inne wiedze ni naukowa i w a nie te inne wiedze prowadz do poznania Boga. Spo ród tych innych dróg do Boga najwa niejsze jest osobiste, subiektywne doznanie boskiego majestatu. Kilku spo ród uczestników toczonych w Cambridge dyskusji twierdzi o, e Bóg osobi cie do nich przemówi , e us yszeli jego g os w rodku, we w asnej g owie, a brzmia on tak ywo i tak prawdziwie, jak g os ka dego normalnego cz owieka. O z udzeniach i halucynacjach sporo mówi em w Rozdziale 3. (ÄDowód z Osobistego Do wiadczenia"), ale, wyst puj c w Cambridge, pos u y em si jeszcze dwoma dodatkowymi argumentami. Po pierwsze, je eli Bóg rzeczywi cie kontaktuje si z lud mi, fakt ten zdecydowanie nie le y poza domen nauki. Bóg przenika jako ze swego naturalnego siedliska (nie-z-tego- wiata) wprost do naszego wiata, a tu jego komunikaty mo e przechwyci normalny ludzki mózg; czy takie zjawisko ma nie mie nic wspólnego z nauk ? Po drugie za ² czy Bóg zdolny do jednoczesnego wysy ania zrozumia ych sygna ów do milionów poszczególnych odbiorców (i równoczesnego odbierania i odczytywania równie wielkiej liczby sygna ów) mo e by Äprostym" bytem, niezale nie od tego, czym jest poza tym. Takiej szeroko ci pasmo? ! Mo e Bóg nie jest wyposa ony w zbudowany z neuronów mózg ani w krzemowy procesor, ale je eli dysponuje tymi mocami, które s mu przypisywane, to bez w tpienia musi mie co o wiele bardziej wyszukanego i z o onego ni najwi kszy znany nam mózg i najpot niejszy komputer. Bardzo konsekwentnie moi teologiczni przyjaciele wracali do argumentu, e musi by jaka przyczyna, dla której istnieje raczej co ni nic; musi istnie pierwsza przyczyna wszystkiego i przecie równie dobrze mo emy nazwa j Bogiem. Zgadzam si ² odpowiada em ² taka przyczyna musi istnie , ale to musia o by co bardzo prostego i st d Bóg zdecydowanie nie jest w a ciwym okre leniem (chyba e w pe ni wiadomie poj cie to odetniemy od wszelkich skojarze , jakie wi z nim ludzie religijni). Pierwsza przyczyna, której szukamy, musi by prostym zacz tkiem jakiego samowznosz cego si urawia, który z czasem zdo a wynie wiat do jego obecnej, z o onej postaci. Je li kto twierdzi, e istnia jaki Äpierwszy poruszyciel", na tyle skomplikowany, by sprawi sobie przyjemno inteligentnym projektem ( e nie wspomn ju o zdolno ci do jednoczesnego czytania w milionach ró nych my li) to troch tak, jak w bryd u rozda sobie trzyna cie pików z r ki. Spójrzmy na wiat przyrody, na amazo skie lasy deszczowe na przyk ad, z ich pl tanin lian, bromelii, korzeni i naturalnych uków przyporowych, z ich mrówkami nomadnymi, jaguarami, tapirami i pekari, rzekotkami drzewnymi i papugami. To, co widzimy, to statystyczny odpowiednik czterech asów, króli i dam (oraz waleta) z r ki; gdyby my elementy tej sk adanki wymieszali w jakikolwiek inny sposób, nic by nie dzia a o, tyle e wiemy, jak to Äsi zrobi o" ² to gradualistyczny uraw doboru naturalnego. Nie tylko naukowcy burz si na my l, e jedyne, co mo na zrobi , to milcz co zaakceptowa tak nieprawdopodobn spontaniczno , zwyk y, zdrowy rozs dek te na to nie pozwala. Twierdzi jednak, i owa pierwsza przyczyna, wielkie nieznane, odpowiedzialne za to, e istnieje raczej co ni nic, to istota, która potrafi a zaprojektowa Wszech wiat i przemawia do miliardów ludzi równoczesne, to nic wi cej ni ucieczka od odpowiedzialno ci, od odpowiedzialno ci za znalezienie prawdziwego wyja nienia. To przera liwa demonstracja samozadowolenia i oportunizmu, przecz ce nie tylko zdrowemu rozs dkowi poszukiwanie haka zwisaj cego z nieba. Nie zalecam w tym miejscu w sko scjentystycznego sposobu my lenia. dam jedynie, by w uczciwej walce o prawd , o wyja nienie tak potwornych nieprawdopodobie stw jak lasy deszczowe, rafy koralowe czy Wszech wiat, oponenci si gali po uczciw bro ² uraw, a nie hak z nieba. Tym urawiem nie musi by dobór naturalny (co prawda, jak dot d nikt nie wymy li nic lepszego), mo e musimy odkry jeszcze jakie zjawiska. Mo e postulowana przez fizyków inflacja, proces, który nast pi w pierwszych mikrosekundach istnienia Wszech wiata, kiedy ju lepiej j zrozumiemy, stanie si takim drugim²obok darwinowskiego, biologicznego d wigu ² urawiem. Mo e wystarczy tylko jeden, mo e t poszukiwan przez kosmologów nieuchwytn odpowiedzi jest jaka wersja idei darwinowskiej, model Smolina lub co w jego rodzaju. A mo e multiwersum plus zasada antropiczna, jak chcia by Rees i kilku innych. Wreszcie nie mo na przecie wykluczy nadludzkiego projektanta, ale, je eli ju tak, to na pewno nie jest to projektant, który, ot tak, raptem si pojawi , albo istnia zawsze. Je eli (cho ani przez moment nie

potrafi w co takiego uwierzy ) nasz Wszech wiat zosta zaprojektowany i, tym bardziej, je li projektant ów potrafi czyta w naszych my lach i oferuje ka demu z nas pomoc, wybaczenie i grzechów odpuszczenie, sam musi by produktem ko cowym cyklu stopniowych przemian, windy czy urawia; mo e darwinowskiej ewolucji w szczególnym wariancie i innym wszech wiecie. Ostatni lini obrony moich adwersarzy podczas dyskusji w Cambridge by atak²mój wiatopogl d okre lano jako Ädziewi tnastowieczny". To argument tak n dzny, e prawie bym o nim zapomnia , ale niestety stykam si z nim na tyle cz sto, e nale y go omówi . Przede wszystkim nie musz chyba dodawa , e nazwanie argumentu Ädziewi tnastowiecznym" nie jest równoznaczne wskazaniu, jaki tkwi w nim b d. Niektóre dziewi tnastowieczne koncepcje by y ca kiem niez e, e wspomn cho by

niebezpieczn ide Darwina" 84 63. W ka dym razie w tym akurat wypadku zarzut ów brzmia szczególnie dziwnie, pad bowiem z ust pewnego wielce znamienitego geologa z Cambridge (pewnie bardzo ju zaawansowanego w swych faustowskich staraniach o Nagrod Templetona), który w asne chrze cija skie wierzenia uzasadnia , jak sam okre li , historyczn autentyczno ci Nowego Testamentu. A przecie w a nie w XIX wieku teologowie (g ównie niemieccy) t rzekom Ähistoryczno " bardzo mocno podwa yli, pos uguj c si zreszt metodami nauk historycznych. Musz doda , e obecni w Cambridge teolodzy do szybko zwrócili naszemu geologowi uwag na ten fakt. Tak, czy inaczej, doskonale wiem, e zarzuci komu , i jego pogl dy s Ädziewi tnastowieczne", to po prostu wydrwi jego staromodno , to próba przyprawienia mu g by Äwioskowego ateisty". To taki trik, co jakby powiedzie : ÄW przeciwie stwie do tego, co sobie my lisz (ha, ha, ha), my ju dawno nie wierzymy w jakiego starca z d ug siw brod (ha, ha, ha)". Ka de z tych okre le (Ädziewi tnastowieczny", Äwioskowy ateista" etc.) tak naprawd znaczy co innego. Pami tam takie ukryte znaczenia ze swojego pobytu w Stanach w latach sze dziesi tych. Wtedy te nikt nie przyznawa si do uprzedze na tle rasowym, mówi o si Äprawo i porz dek". Co zatem znaczy Äto dziewi tnastowieczna argumentacja" w dyskusji o religii? Oto, co ² ÄJest pan prostacki i le wychowany, jak mo na wykazywa si tak absolutnym brakiem taktu i zadawa tak prymitywne, bezpo rednie i jednoznaczne pytania, Jak «Czy wierzysz w cuda?» albo «Czy wierzysz, e Jezus narodzi si z dziewicy?». Czy nie zdaje pan sobie sprawy, e w naszym uprzejmym spo ecze stwie takich pyta si nie zadaje? Nie wypada ich zadawa ju od XIX wieku!". Pomy lmy jednak, dlaczego to ludziom religijnym nie wypada zadawa takich bezpo rednich pyta , odnosz cych si wszak do prostych faktów. Otó dlatego, e jest to dla nich k opotliwe, a raczej odpowied jest dla nich samych enuj ca, je li brzmi Ätak". W tym kontek cie dziewi tnastowieczne skojarzenie staje si jasne. To wówczas w a nie sko czy a si epoka, w której wykszta cony cz owiek móg , absolutnie si tego nie wstydz c, wyzna , e wierzy w cuda i w dzieworództwo. Oczywi cie i dzi , gdy mocno naciskamy, wielu wykszta conych chrze cijan zachowuje zbyt wielkie przywi zanie do swojej wiary, by zakwestionowa narodziny z matki-dziewicy czy zmartwychwstanie, ale to wprowadza ich w wyra ne zak opotanie, gdy racjonalna cz umys u podpowiada, e to musi by absurd. Dlatego wol nie s ysze takich pyta . A je li ju kto taki jak ja nie ust puje i pyta, oskar a si go, e jest Ädziewi tnastowieczny". W pewnym sensie to nawet ca kiem zabawne, kiedy o tym pomy le . Konferencja w Cambridge by a dla mnie orze wiaj ca i stymuluj ca. Wzmocni a te we mnie przekonanie, e ÄDowód z Nieprawdopodobie stwa" ² gambit boeinga 747 ² to bardzo silny argument przeciwko istnieniu Boga, na który, jak dot d przynajmniej, nie us ysza em przekonuj cych kontrargumentów ze strony teologów, mimo e da em im ku temu wiele okazji (i wprost si ich domaga em). Dan Dennett trafnie opisa go jako Äniepodwa aln refutacj ; argument równie niszcz cy dzi , jak przed ponad dwustu laty, gdy Filon pokona nim Kleantesa w Dialogach Hume'a. Hak z nieba tylko odracza rozwi zanie problemu, Hume jednak nie potrafi wymy li adnego urawia, wi c ugi si "74. Darwin zaproponowa taki niezb dny uraw. Pewien jestem, e Hume by si nim zachwyci . W tym rozdziale zawar em najwa niejsze dla mojej ksi ki argumenty i dlatego ² cho zdaj sobie spraw , e kto mo e mi zarzuci , i nieustannie si powtarzam ² raz jeszcze podsumuj je poni ej w sze ciu punktach.
1. Od stuleci jednym z najwi kszych wyzwa , jakie stoj przed ludzkim intelektem, jest

wyja nienie, w jaki sposób we Wszech wiecie pojawi a si tak nieprawdopodobna ² jakby zaprojektowana ² z o ono .

2. Zupe nie naturaln pokus jest, by pozór projektu uzna za autentyczny przejaw dzia alno ci

projektanta. Gdy mamy do czynienia z jakimkolwiek ludzkim artefaktem, zegarkiem na przyk ad, projektant niezaprzeczalnie by inteligentnym in ynierem. Kusz ce, by t sam logik zastosowa do oka, skrzyd a, paj ka czy cz owieka.

84

63 Aluzja do tytu u bardzo g o nej (niestety niewydanej w Polsce) ksi zki Daniela Denneta Darwin's Dangerous Idea (przyp. t um.).

3. To wiod ca na manowce pokusa, gdy hipoteza projektanta nieuchronnie prowadzi do

jeszcze wi kszego problemu, do pytania o to, kto zaprojektowa projektanta. Zacz li my od tego, e chcieli my wyja ni nieprawdopodobne, zatem oczywiste jest, e nie mo emy proponowa rozwi zania, które jest jeszcze bardziej nieprawdopodobne. Potrzebny nam Ä uraw", a nie Ähak z nieba", gdy tylko uraw mo e sobie poradzi ze stopniowym i mo liwym przej ciem od prostoty do nieprawdopodobnej w ka dym innym przypadku z o ono ci. ewolucja przez dobór naturalny. Darwin i jego nast pcy zdo ali pokaza , w jaki sposób yj ce organizmy (z ich spektakularnym nieprawdopodobie stwem i pozorami zaprojektowania) mog y w procesie stopniowych i powolnych zmian wyewoluowa od prostszych przodków. Dzi mo emy ju zupe nie bezpiecznie stwierdzi , e z udzenie projektu ywych istot jest niczym wi cej ni ... z udzeniem w a nie.

4. Jak dot d, najbardziej pomys owym i najsilniejszym zarazem urawiem jest darwinowska

5. 5 W fizyce nie dysponujemy podobnym Ä urawiem". w zasadzie jaka forma teorii wielu

wiatów mog aby sta si dla fizyki analogicznym wyja nieniem jak darwinizm dla biologii. Takie wyja nienie by oby jednak p ytsze i mniej satysfakcjonuj ce ni biologiczna ewolu. cja, gdy w znacznie silniejszym stopniu odwo ywa by si musia o do przypadku, do szcz liwego trafu. Z drugiej strony jednak zasada antropiczna upowa nia nas do przyj cia, e mamy znacznie wi cej szcz cia, ni intuicyjnie zgodziliby my si zaakceptowa . 6. Nie nale y porzuca nadziei, i równie w fizyce pojawi si kiedy uraw równie pot ny, jak darwinizm w biologii. Lecz nawet teraz, mimo e jeszcze takim narz dziem nie dysponujemy, potrafimy ju wskaza kilka mniejszych Ä urawi", które, wsparte zasad antropiczna, w sposób oczywisty s lepsze ni zupe nie bezradna hipoteza inteligentnego projektanta.

Je eli argumentacja przytoczona powy ej zostanie uznana za prawid ow , oznacza to, e g ówna przes anka religii ² Hipoteza Boga²jest nie do obrony. Bóg niemal na pewno nie istnieje. Jak dot d to najwa niejsza konkluzja mojej ksi ki. Rodzi ona jednak kolejne pytania. Czy, nawet je eli zgodzimy si z tym, e Bóg nie istnieje, religia nadal nie ma wielu zalet? Czy wiara nie daje pocieszenia? Czy to nie dzi ki niej ludzie czyni dobro? Gdyby nie by o religii, sk d wiedzieliby my, co jest dobre? Dlaczego wreszcie mamy by wobec religii wrodzy? Jak religia mo e by fa szywa, skoro wszystkie kultury i cywilizacje mia y swoje religie? Poza tym ² fa szywa czy prawdziwa²religia jest wszechobecna. Sk d zatem si wzi a? Do tego w a nie pytania teraz przejdziemy. Rozdzia pi ty KORZENIE RELIGII Dla psychologa ewolucyjnego powszechna ekstrawagancja rytua ów religijnych, czyli ich koszt mierzony czasem, zasobami, bólem i niedostatkiem, powinna by równie jaskrawym, jak zadek mandryla sygna em, e religia pe ni funkcje adaptacyjne. Marek Korm IMPERATYW DARWINOWSKI Niemal ka dy z nas tworzy prywatne teorie, sk d wzi a si religia i dlaczego wyst puje we wszystkich ludzkich kulturach. Religia daje pocieszenie i komfort, spaja ludzkie grupy i zaspokaja nasze pragnienie wiedzy o celu w asnej egzystencji. Za chwil zajm si bli ej takimi wyja nieniami, chcia bym jednak zacz od pytania bardziej podstawowego, pytania pierwotnego wobec innych (za chwil stanie si to dla nas wszystkich zrozumia e) ² od darwinowskiego pytania o dobór naturalny. Wiedz c, e jeste my produktem darwinowskiej ewolucji, musimy spyta , jaki nacisk (lub jakie naciski) wywierane przez dobór naturalny pierwotnie dzia a y na korzy religii. To powa ny problem² zw aszcza w kontek cie tego, co Darwin pisa o ekonomii ewolucji. Religia jest przecie tak ekstrawagancka i rozrzutna, tak marnotrawna, a dobór naturalny nie toleruje

marnotrawstwa. Przy. roda to bardzo sk py ksi gowy, istny liczykrupa, który karze za wszelkie przejawy rozrzutno ci. Nieustannie i bez chwili wytchnienia dobór naturalny, jak pisa Darwin Äco dzie , co godzin na ca ym wiecie zwraca uwag na wszelk , cho by najdrobniejsz zmian , odrzuca to, co z e zachowuje i gromadzi wszystko, co dobre. Spokojnie i niepostrze enie pracuje on wsz dzie i zawsze, kiedy tylko nadarza si sposobno , nad udoskonaleniem ka dej istoty organicznej"64*. Je li jakie dziko yj ce zwierz zaczyna po wi ca si bezu ytecznej aktywno ci, dobór faworyzuje jego rywali, którzy po wi caj czas raczej reprodukcji i walce o przetrwanie. Natura nie mo e sobie pozwoli na frywolne jeu d'esprit.Bezlitosny utylitaryzm gór , nawet je li nie zawsze na to wygl da. Czy jednak ogon pawia nie jestjeu d'esprit par excellence?Przecie na pewno organ ten nie sprzyja przetrwaniu w a ciciela. Tak ² ale sprzyja przetrwaniu genów, które odró niaj go od mniej ozdobionych rywali. Ogon pawia to reklama, to cena, jak natura ka e p aci za atrakcyjno w oczach partnerki. Dok adnie to samo mo na powiedzie o wysi ku i czasie, jaki altannik wk ada w tworzenie swojej altanki; to po prostu nieprzytwierdzony do cia a ogon zbudowany przez ptaka z trawy, ga zek, kolorowych jagód, kwiatów, a, je li s Äpod r k ", równie z koralików, b yskotek i kapsli od butelek. Mo na te poda przyk ad nienasuwaj cy bezpo rednich skojarze z bran reklamow ² u niektórych gatunków ptaków (na przyk ad u sójki) zaobserwowano zachowanie okre lone jako Äanting", czasem przybieraj ce form Äk pieli w mrowisku, czasem nak adania sobie mrówek na pióra. Nikt nie wie, jakie z tego p yn dla ptaka korzy ci, najprawdopodobniej jest to jaka forma higieny, sposób na pozbycie si paso ytów, ale istnieje te kilka innych hipotez; adna nie zosta a jeszcze ostatecznie udowodniona, Ta niewiedza nie powstrzymuje ² i nie powinna powstrzymywa ² darwinisty od uznania, i to z wielk pewno ci , e anting musi by Äpo co ". W tym wypadku jest to nawet rozumowanie w pe ni zgodne ze zdrowym rozs dkiem, ale darwinowska logika ma szczególne powody, by prowadzi do takiego wniosku: gdyby który ptak tego nie robi , statystycznie rzecz bior c, szanse jego genetycznego sukcesu by yby znacznie mniejsze. I w tym momencie fakt, e nie potrafimy wykaza , dlaczego by yby mniejsze, nie powinien stanowi dla nas przeszkody. Taka konkluzja wynika z dwóch przes anek ² po pierwsze dobór naturalny karze za marnowanie czasu i energii, a po drugie te ptaki powszechnie po wi caj swój czas i energi na anting. Je li manifest adapcjonistyczny mieliby my uj w jednym zdaniu, to (cho z pewn przesad ) wyrazi go wybitny genetyk z Harvardu Richard Levontin: ÄCo do jednego, jak s dz , wszyscy ewolucjoni ci mogliby si zgodzi ²jest praktycznie nierealne, aby lepiej ni jaki organizm robi to, co on, w jego naturalnym rodowisku"75. Gdyby anting nie zwi ksza szans na przetrwanie i reprodukcj , dobór naturalny ju dawno zadzia a by na rzecz osobników, które go nie uprawiaj . Pokusa dla darwinisty, by w ten sam sposób pomy le o religii, jest nieodparta, i st d w a nie dalsza dyskusja. Dla ka dego ewolucjonisty rytua y religijne s Jak paw dumnie rozpo cieraj cy ogon na rodku pe nej s o ca polany" (to okre lenie Dana Dennetta). Zachowania religijne to ludzki odpowiednik antingu czy budowania altanek, tyle e na znacznie wi ksz skal ; poch aniaj czas i zasoby, a ozdobno ci strojów ludzkie religie w niczym nie ust puj Upierzeniu rajskiego ptaka. Wiara mo e wi za si z zagro eniem ycia jej wyznawcy, ale te i obcych. Wierno wobec Wyznawanej religii miliony ludzi narazi a na tortury, tysi ce by y prze ladowane przez zelotów innych wierze w wielu wypadkach praktycznie nieodró nialnych od religii, któr t pili). Wiara po era zasoby, cz sto na skal masow . redniowieczne katedry wymaga y trwaj cej przez stulecia pracy tysi cy ludzi, a adna z nich nie s u y a jako schronienie ani do adnych innych praktycznych celów. Czy by y one takim architektonicznym ogonem pawia? Je li tak, do kogo skierowana by a reklama. Muzyce i malarstwu sakralnemu po wieci y si wszystkie najwi ksze talenty redniowiecza i renesansu. Wierz cy gin li za swoich bogów i zabijali w ich imieniu, biczowali si do krwi, lubowali ca e ycie sp dzi w celibacie lub w milczeniu i samotno ci. Po co to wszystko? Jakie s korzy ci z religii?

64

* Karol Darwin, O powstawaniu gatunków, DeAgostini-Altaya, Warszawa 2001, s. 96.

Mówi c o ewolucyjnych korzy ciach, darwinista ma zwykle na my li zwi kszenie szans na przetrwanie genów konkretnego osobnika. Kryje si w tym jednak pewne niedopowiedzenie ² otó darwinowska korzy nie jest ograniczona wy cznie do genów jednego osobnika. Mo na wskaza trzech jej potencjalnych beneficjentów. Po pierwsze, mamy teori doboru grupowego ² do tej kwestii jeszcze powróc . Inne podej cie oferuje teoria, któr przedstawi em w ksi ce Fenotyp rozszerzony: jednostka, któr obserwujemy, mo e znajdowa si pod wp ywem genów innego osobnika, które ni manipuluj ; to co w rodzaju paso ytnictwa. Dan Dennett przypomnia w tym kontek cie, e katar jest w pewnym sensie równie powszechny w ród ludzi, jak wyznania religijne, a nikt jako nie twierdzi, e czerpiemy z niego korzy ci. Znamy zreszt ca e mnóstwo przyk adów ze wiata zwierz t, gdy osobnik jest sk aniany do takiego zachowania, dzi ki któremu jego paso yt mo e przej na nast pnego ywiciela. To w a nie stanowi o centralny punkt mojego Äg ównego twierdzenia teorii rozszerzonego fenotypu": ÄZachowanie organizmu s u y maksymalizacji szansy przetrwania genów odpowiedzialnych za «to zachowanie», niezale nie od tego, czy s to jego geny, czy geny ulokowane w innym organizmie " Trzecia mo liwo wy ania si , gdy w tym e Äg ównym twierdzeniu" s owo Ägen" zast pimy bardziej ogólnym poj ciem Äreplikator". Tak olbrzyma powszechno religii dowodzi, i musi ona dzia a na korzy czego , ale tym czym " wcale nie musz by nasze geny. By mo e korzy z powszechno ci religii odnosz wy cznie idee religijne, w tym przynajmniej stopniu, w jakim ich zachowanie mo na uzna za genopodobne, w jakim s one w a nie replikatorami. Szerzej zajm si tym problemem za chwile, w podrozdziale zatytu owanym St paj ostro nie, st pasz bowiem po moich memach. Na razie jednak pozostan przy bardziej tradycyjnej interpretacji darwinizmu, gdzie poprzez korzy rozumie si bezpo redni wp yw na szanse przetrwania i reprodukcji jednostki. Ludy owiecko-zbierackie, jak australijscy Aborygeni, prawdopodobnie yj dzi podobnie, jak niegdy nasi przodkowie. Kim Sterelny, nowozelandzko-australijski filozof nauki wskaza niedawno na dramatyczn sprzeczno tkwi c w ich egzystencji. Z jednej strony, pisze Sterelny, Aborygeni okazali si mistrzami przetrwania w naprawd ci kich warunkach, czyli ich praktycznych zdolno ci nie sposób kwestionowa . Z drugiej jednak, kontynuuje, na ich przyk adzie doskonale wida , jak przewrotna bywa inteligencja naszego gatunku. Ci sami ludzie, którzy tak sprytnie radz sobie z przetrwaniem w trudnym wiecie natury, zamulaj sobie umys y przekonaniami, których absurdalno jest widoczna go ym okiem i o których nie da si nawet powiedzie , e s bezu yteczne. Sterelny dobrze pozna Aborygenów z Papui- Nowej Gwinei. Warunki na tej wyspie s wyj tkowo nieprzyjazne, o ywno jest bardzo trudno, i przetrwanie jej mieszka com zapewnia tylko Ädoskona e wr cz zrozumienie naturalnego, biologicznego rodowiska. Ale t naprawd imponuj c wiedze ci ludzie potrafi czy z destrukcyjn obsesj na Punkcie menstruacji i czarów. Wiele lokalnych kultur wyniszczaj l k przed czarownicami i magi oraz przemoc, któr l k ten wywo uje". Jak mo emy by , dramatycznie Pyta Sterelny, Ätak m drzy i tak g upi zarazem"?76 Szczegó y oczywi cie mog si ró ni , ale we wszystkich poznanych dot d kulturach istnieje jaka wersja rytua ów po eraj cych czas i zasoby i wzbudzaj cych wrogo do innych. Wsz dzie mamy do czynienia ze sprzecznymi z rzeczywisto ci i przynosz cymi efekt przeciwny do zamierzonego religijnymi fantazjami. Cz wykszta conych ludzi odrzuci a ju religi , ale wszyscy zostali my wychowani w kulturze przesi kni tej religi i ci, którzy od niej odeszli, musieli uczyni to w pe ni wiadomie. Jest taki stary pó nocnoirlandzki dowcip, którego pointa brzmi: ÄTylko czy ty jeste protestanckim ateist , czy katolickim ateist "; to do gorzki humor. Zachowania religijne mo na okre li jako powszechne w takim samym sensie, wjakim uniwersalny charakter ma heteroseksualizm. Od obydwu tych uniwersalnych regu zdarzaj si wyj tki, ale to odst pstwa, które mo na zrozumie tylko w kontek cie powszechno ci samej regury. A wszelkie ogólne cechy jakiego gatunku wymagaj darwinowskiego uzasadnienia. Nie ma oczywi cie po co si ga do darwinizmu, by t umaczy po ytki z naszej seksualno ci. Tu chodzi o robienie dzieci, nawet gdy antykoncepcja czy homoseksualizm zaciemniaj nieco obraz. Ale dlaczego ludzie poszcz , padaj plackiem, kl cz , biczuj si , maniakalnie kiwaj g owami z wzrokiem wbitym w cian , wyruszaj na krucjaty czy te wreszcie na wiele innych

sposobów anga uj si w przedsi wzi cia, którym po wi caj w ca kiem dos ownym znaczeniu)?
BEZPO REDNIE PO YTKI Z RELIGII

ycie (w niektórych przypadkach

Pewne przes anki pozwalaj przyj , e wiara rzeczywi cie chroni przed schorzeniami pojawiaj cymi si w nast pstwie stresu. Nie s to zbyt silne dowody, ale w zasadzie trudno by oby si temu dziwi , przecie Äuzdrawianie" niekonwencjonalnymi metodami te czasem skutkuje. Nie musz chyba dodawa , e takie akurat konsekwencje wiary w aden sposób nie wiadcz , e jej przedmiot jest prawdziwy. Jak napisa George Bernard Shaw. ÄTo, i wierz cy jest szcz liwszy od sceptyka, znaczy niewiele wi cej ni fakt, e cz owiek pijany lepiej si czuje od trze wego"Niektórzy lekarze potrafi pomóc pacjentom, pocieszaj c ich i dodaj c otuchy, i trudno fakt ten zakwestionowa . Mój lekarz na przyk ad nie praktykuje Äuzdrawiania" przez k adzenie komu r k na g owie, ale wiele razy, przy drobniejszych dolegliwo ciach, poczu em si lepiej, tylko widz c jego powa n i wspó czuj c twarz i s ysz c uspokajaj ce s owa. Efekt placebo jest zreszt wietnie znany i na tyle dobrze udokumentowany, e nie ma w sobie nic tajemniczego ² pigu ki niezawieraj ce adnych aktywnych sk adników czasem rzeczywi cie lecz . Dlatego w a nie w badaniach nad skuteczno ci leków wykorzystuje si metod lepej próby, w której grupa kontrolna otrzymuje placebo, i dlatego preparaty homeopatyczne czasem s skuteczne, mimo e na skutek rozcie czenia jest w nich tyle samo rodków aktywnych, co w substancjach placebo (czyli wcale ² gdyby kto mia jakie w tpliwo ci). W sumie mo e nie najlepiej si sta o, e wskutek wkroczenia prawników na teren zastrze ony dot d dla lekarzy medycyna praktycznie zrezygnowa a dzi z przepisywania placebo (a mo e to nowe regulacje sprawi y, i lekarze musz obecnie podawa informacj o podaniu placebo w dokumentacji, a pacjent ma do niej dost p; w tej sytuacji rodek oczywi cie nie mo e dzia a ). Homeopaci, których dzia alno nie jest poddana obostrzeniom, jakim podlega normalna s u ba zdrowia, mog nadal odnosi pewne sukcesy, mimo e zalecane przez nich preparaty nie s niczym wi cej ni placebo (tyle e pod inn nazw ). Mog te po wi ca pacjentom wi cej czasu i uwagi, a uprzejma rozmowa na pewno nie szkodzi. Zreszt to w a nie nieszkodzenie historycznie uzna mo na za jedno ze róde dobrej opini o homeopatii ² przez d ugie lata preparaty stosowane w homeopatii przynajmniej nie prowadzi y do pogorszenia stanu zdrowia, w odró nieniu od licznych praktyk konwencjonalnej medycyny (jak cho by puszczanie krwi), o których tego na pewno nie mo na powiedzie . Czy zatem religia to placebo przed u aj ce ycie dzi ki temu, e redukuje stres? Nie mo na wykluczy , cho tej hipotezie trudno by oby si wybroni przez zarzutami sceptyków, atwo bowiem wskaza liczne przyk ady, gdy wiara raczej wywo ywa a stres, a nie agodzi a go. Trudno na przyk ad uwierzy , by ci g e poczucie winy (które nieuchronnie towarzyszy musi ka demu rzymskiemu katolikowi o nieco ni szej od przeci tnej inteligencji, ale o normalnej ludzkiej s abo ci w obliczu pokus) znacz co poprawia o czyje zdrowie. Przywo ywanie w tym kontek cie wy cznie katolików nie jest zreszt do ko ca uczciwe, albowiem (jak powiedzia a kiedy bardzo popularna w Stanach aktorka komediowa Cathy Ladman) ÄWszystkie religie s takie same. Przede wszystkim poczucie winy i tylko troch inaczej w wi ta". Dla mnie w ka dym razie hipoteza placebo nie jest satysfakcjonuj cym wyja nieniem fenomenu religii i jej wszechobecno ci. Ma o prawdopodobne, by my przechowali wiar , bo niegdy redukowa a nat enie stresu u naszych przodków. Mo e i mia o to pewne znaczenie, ale bez w tpienia uboczne ² wielka skala, w jakiej w naszym yciu funkcjonuje religia, wymaga, by teoria wyja niaj ca sformu owana zosta a w skali równie okaza ej. Proponowano ju pewne wyja nienia, adne jednak nie uwzgl dnia perspektywy darwinowskiej. Mam tu na my li takie koncepcje jak Äreligia zaspokaja nasz ciekawo , daj c odpowied na pytania o Wszech wiat i nasze w nim miejsce" albo Äwiara daje nam pociech i ukojenie". Jest w tym jaka psychologiczna prawda (wróc do tej kwestii w Rozdziale 10.), ale nie s to wyja nienia ewolucyjne. A co do Äteorii pociechy", jak s usznie napisa Steven Pinker w ksi ce Jak dzia a umys : ÄPowszechna odpowied ² e ludzie znajduj pociech w my li o dobrym pasterzu, uniwersalnym bo ym planie czy yciu pozagrobowym ² nie jest zadowalaj ca, poniewa wy cznie stawia pytanie, dlaczego umys wyewoluowa tak, by znajdowa pociech w

przekonaniach, których fa szywo wyra nie widzi. Marzn cy cz owiek nie znajduje otuchy w wierze, e jest mu ciep o; cz owiek stoj cy przed lwem nie odpr a si przez przekonanie samego siebie, e jest to królik"65*. Teori pociechy trzeba zatem (to minimum) przet umaczy na terminy darwinowskie, to za jest zadaniem znacznie trudniejszym, ni mo e si wydawa . Psychologiczna interpretacja, dlaczego ludzie akceptuj pewne przekonania, a innych nie, to wyja nienie aproksymacyjne, czyli jedynie bezpo rednie i przybli one, nieostateczne. To rozró nienie dla darwinizmu ma natomiast kluczowe znaczenie. Je eli w cylindrze silnika dochodzi do wybuchu, to wyja nienie aproksymacyjne tego procesu b dzie si odwo ywa o do procesów wewn trznego spalania w silniku spalinowym, zainicjowanych przez wiec zap onow . Wyja nienie ostateczne za obejmuje cel, któremu wybuch ten ma s u y ² wypchni cie t oka z cylindra po to, by poruszy wa korbowy. Aproksymacyjnym wyja nieniem wiary mo e by na przyk ad nadaktywno okre lonego obszaru mózgu (nie b d tu zajmowa si bli ej koncepcj god centre(Äboskiego o rodka") w mózgu, poniewa wyja nienia aproksymacyjne mnie nie interesuj . Oczywi cie nie oznacza to, bym t teori chcia zdeprecjonowa . Zainteresowanych odsy am jednak do ksi ki Michaela ShermeraHow We Believe: The Search for God in an Age of Science,gdzie jest ona bardzo interesuj co omówiona; tam te rozwa ania Michaela Persingera i innych wskazuj ce, i objawienia religijne maj zwi zek z atakami epilepsji). Jak ju powiedzia em, w tym rozdziale zajmuj si darwinowskimi wyja nieniami ostatecznymi. Kiedy neuronaukowcy znajduj Äboski o rodek" w mózgu, naukowiec-darwinista taki jak ja chce zrozumie , jakie ewolucyjne naciski faworyzowa y jego powstanie i rozwój. Dlaczego ci spo ród naszych przodków, u których wyst pi a genetyczna sk onno do wytworzenia takiego o rodka, przetrwali i mieli wi cej wnuków od swoich konkurentów, którzy najwyra niej si ich nie dochowali. Pytanie darwinowskie ² Äostateczne" ² nie jest ani pytaniem lepszym, ani g bszym, ani bardziej naukowym ni ² aproksymacyjne ² pytanie neurologów. Tyle e ono w a nie teraz mnie interesuje. Dla darwinisty nie s te satysfakcjonuj ce odpowiedzi odwo uj ce si do uwarunkowa politycznych, takie jak teza, e Äreligia to narz dzie za pomoc którego klasa rz dz ca podporz dkowuje sobie klasy ni sze". Nie ulega w tpliwo ci, e czarnych niewolników w Ameryce utrzymywa a w pos usze stwie obietnica przysz ego ycia, która pomaga a im znosi cierpienia zwi zane z bie c egzystencj , co ² czemu te nie sposób zaprzeczy ² przynosi o okre lone po ytki ich w a cicielom. Pytanie, czy rzeczywi cie religie zosta y przemy lnie zaprojektowane przez cynicznych kap anów lub w adców, to sk din d interesuj ca kwestia, któr historycy powinni bezwzgl dnie si zaj . Ale znów nie jest to pytanie darwinowskie. Dla darwinisty interesuj ce jest, dlaczego ludzie byli podatni na uroki religii, dzi ki czemu stawali si obiektem wyzysku kap anów, polityków i królów. Jaki cyniczny manipulator móg by jako narz dzie zdobycia politycznej w adzy wykorzysta po danie seksualne. To dla darwinisty by oby do proste do wyt umaczenia ² nasze mózgi zbudowane s tak, e seks sprawia im przyjemno , poniewa Änaturaln " funkcj seksu jest prokreacja. Gdyby ów manipulator doszed do w adzy, pos uguj c si torturami, darwinista móg by podpowiedzie , dlaczego tortury s skuteczne ² zrobimy niemal wszystko, by unikn intensywnego bólu. To oczywi cie jest prawd zupe nie banaln , ale ewolucjonista potrafi j nieco rozwin i pog bi : za spraw doboru naturalnego percepcja bólu sta a si dla nas podstawowym sygna em zagro enie ycia i dlatego dobór zaprogramowa nas tak, by my go unikali. Jednostki które nie czuj bólu albo si nim nie przejmuj (rzadko, ale zdarzaj si takie), zwykle umieraj od ran, jakich reszta z nas stara aby si unikn . Niezale nie zatem, czy to cyniczna manipulacja, czy zjawisko manifestuj ce si z innych przyczyn, pytanie pozostaje ² co (ostatecznie) wyja nia to ludzkie pragnienie bogów?
DOBÓR GRUPOWY

Potencjalnym kandydatem na takie ostateczne wyja nienie mog by (a zgodnie z o wiadczeniami ich zwolenników wr cz s ) tak zwane teorie doboru grupowego. Dobór grupowy to do kontrowersyjna koncepcja, zgodnie z któr darwinowski dobór dzia a na gatunki lub inne grupyorganizmów. Colin Renfrew, archeolog z Cambridge, twierdzi na przyk ad, e
65

* Steven Pinker,Jak dzia a umys , KiW, Warszawa 1997, s. 598 (przyp. t um.).

chrze cija stwo przetrwa o za spraw doboru grupowego w a nie, bo rozbudza o w ród swoich zwolenników wewn trzgrupow lojalno (a nawet bratersk mi o ), a to pomog o grupom wyznawców przetrwa kosztem grup mniej religijnych. Podobn koncepcj niezale nie wysnu aposto teorii doboru grupowego na ziemi ameryka skiej, D.S. Wilson, tyle e uzasadni j nieco obszerniej (w ksi ce Darwins Cathedral). Oto hipotetyczny przyk ad, jak taka Äreligii teoria doboru grupowego" mog aby wygl da . Plemi , którego bóg jest bóstwem wojowniczym i zazdrosnym, wygrywa wojny z s siadami, których bóg jest istot agodn i mi uj c pokój (albo którzy w ogóle w asnych bóstw nie maj ). Wojownicy, którzy niewzruszenie wierz , e m cze ska mier to droga wprost do raju, bij si z wi ksz odwag i acniej oddaj ycie. Zatem w mi dzyplemiennej walce zwyci stwo (czyli przetrwanie) takiego plemienia jest bardziej prawdopodobne, a sukces pozwala zabra pokonanym ywy inwentarz i wzi ich kobiety jako branki. Zwyci skie Plemiona rozpleniaj si , powstaj plemiona potomne, a wszystkie czcz tego samego boga. Koncepcja Äplemion potomnych" (przypominaj ca rojenie si pszczó ) jest zreszt ca kiem prawdopodobna. Antropolog Napoleon Chagnon w s ynnej pracy Yanomamó: Fierce People, opisuj cej ycie po udniowoameryka skich Indian Yanomami, przedstawi nawet mapy ilustruj ce takie p czkowanie wiosek w d ungli77. Ale Chagnon nie jest zwolennikiem doboru grupowego, ja te nie. Znamy zreszt bardzo powa ne argumenty, które j podwa aj (sam uczestnicz w tym sporze i a mnie kusi, by we si tu wg bi , ale to niestety odci gn oby nas od g ównego nurtu rozwa a . Dodam tylko, e cz biologów sama winna jest tego zamieszania, gdy doborem grupowym ² którego hipotetyczny przyk ad przedstawi em powy ej ² nazywa co , co przy g bszej analizie okazuje si raczej doborem krewniaczym albo wzajemnym altruizmem; wi cej na ten temat w Rozdziale 6.). Ci z nas, którzy minimalizuj znaczenie doboru grupowego, nie neguj rzecz jasna, e co takiego mo e si zdarzy . Pytamy jedynie, na ile ten mechanizm mo e by znacz cy dla ewolucji. Kiedy konfrontujemy dobór grupowy z doborem naturalnym dzia aj cym na ni szym poziomie (na przyk ad analizuj c, czy dobór grupowy mo e doprowadzi do po wi cenia si jednostki dla dobra grupy), wiele wskazuje, e mechanizmy dzia aj ce na tym ni szym poziomie s znacznie silniejsze. Przywo ajmy znów nasze hipotetyczne plemi i wyobra my sobie, i w armii dzielnych wojowników gotowych na m cze sk mier (i nagrod w za wiatach) znajduje si jeden osobnik bardziej nieco dba y o w asne interesy. Szansa, e na skutek jego zachowania plemi przegra bitw , jest znikoma. Natomiast bohaterska mier kombatantów jemu osobi cie przyniesie nieporównanie wi cej korzy ci ni im, gdy oni nie b d yliJego mo liwo ci reprodukcji w tej sytuacji wzrosn , a to znaczy, e geny sprzyjaj ce unikaniu bohaterskiej mierci w nast pnych generacjach b d liczniej reprezentowane; ogólnie rzecz bior c, sk onno do po wi cania si dla grupy b dzie mala a z pokolenia na pokolenie. To oczywi cie tylko intelektualna zabawa i przyk ad uproszczony do granic absurdu. Mimo to ukazuje jednak pewien nawracaj cy problem z teoriami doboru grupowego ²je li przywo uje si je jako uzasadnienie po wi cenia jednostki, argumentacj tak atwo obali Äod wewn trz". mier i reprodukcja jednostki to zdarzenia, które zachodz w krótszej skali czasowej i znacznie cz ciej ni wygini cie (b d rozprzestrzenianie si ) ca ych grup. Mo na pos u y si modelami matematycznymi, eby wykaza , w jakich warunkach dobór grupowy rzeczywi cie mo e by dominuj c si ewolucyjn . Jak si okaza o, dobór na poziomie grupy ma szanse dzia a tylko w bardzo szczególnych, raczej ma o realistycznych okoliczno ciach. Oczywi cie nie sposób wykluczy , e w naturalnych warunkach ycia plemiennego takie okoliczno ci wyst powa y. To zreszt do ciekawa linia rozumowania, ale nie b d jej tu d u ej rozwija , pozwol sobie tylko przypomnie , e sam Darwin ² który jednoznacznie opowiada si za tez , e dobór dzia a na poziomie pojedynczego organizmu ² rozwa aj c plemienny etap w dziejach ludzko ci, bardzo zbli y si do koncepcji doboru grupowego: Je li mi dzy dwoma plemionami ludzi pierwotnych yj cych na tym samym obszarze dojdzie do wspó zawodnictwa, wówczas (gdyby nawet pod innymi wzgl dami nie wykazywa y adnych ró nic) plemi , które posiada wi cej odwa nych, kochaj cych si i wiernych sobie cz onków, gotowych zawsze do wzajemnego ostrzegania si przed niebezpiecze stwem i do niesienia pomocy drugim oraz do ich obrony, niew tpliwie osi gnie sukcesy i zwyci y drugie plemi . [...] Egoi ci i k ótnicy nie b d wspó dzia a ze sob , a bez wspó dzia ania nic nie mo na dokona . Plemi

posiadaj ce powy sze przymioty rozwini te w wysokim stopniu b dzie rozprzestrzenia si i zwyci a inne plemiona; lecz z biegiem czasu, jak wiadczy o tym historia, plemi takie mo e ulec innemu, u którego te cechy s jeszcze wy ej rozwini te 66*. Aby uspokoi biologów-specjalistów, którzy przeczytali ten cytat, musz doda , e Darwin w zasadzie nie mówi stricte o doborze grupowym, w rozumieniu odnosz cych sukces ewolucyjny zbiorowo ci, które Äp czkuj " w zbiorowo ci potomne, co mo emy dok adnie wyliczy dla ca ej Äpopulacji grup". Darwin raczej stara si pokaza , e grupy, których cz onkowie zachowuj si altruistycznie i wykazuj zdolno do wspó pracy, staj si liczniejsze w znaczeniu liczby cz onków (czyli jednostek). Model darwinowski w tym wypadku opisuje wi c problem rodowiskowy, a nie mechanizm doboru grupowego ² analogi mo e tu by wyparcie w Wielkiej Brytanii rudych wiewiórek przez szare.
RELIGIA JAKO PRODUKT UBOCZNY

Pozostawi ju jednak teori doboru grupowego i przejd do moich w asnych pogl dów na rol religii w darwinowskiej grze o przetrwanie. Nale do tej (coraz liczniejszej) grupy biologów, która w religii widzi produkt uboczny innych zjawisk i mechanizmów. Ogólnie zreszt uwa am, i koncepcja Äproduktu ubocznego" powinna by dla wszystkich darwinistów bardzo wa nym narz dziem. Bardzo cz sto, kiedy pytamy o adaptacyjn warto czegokolwiek (ja ma to kie znaczenie dla przetrwania?), zadajemy po prostu niew a ciwe pytanie. Trzeba je dopiero przeformu owa , by nabra o sensu. Mo e zjawisko, którym si interesujemy (w tym wypadku religia), samo w sobie nie ma warto ci adaptacyjnej, tylko jest produktem ubocznym jakiej innej cechy czy w a ciwo ci istotnej z punktu widzenia przetrwania. Nie zaszkodzi, je li zilustruj to rozumowanie analogi zaczerpni t z mojej w asnej dziedziny z zachowania zwierz t. my wlatuj w p omie wiecy. To nie jest przypadek ² to mi wersja samospalenia. Mogliby my nazwa j , do prowokacyjnie, Äsk onno ci ciem do samopo wi cenia" i zacz si zastanawia , w jaki sposób dobór naturalny móg faworyzowa tego typu zachowanie. Ja jednak s dz , e ² przynajmniej je eli chcemy znale rozs dn odpowied ² powinni my nasze pytanie przeformu owa . To nie jest samobójstwo! To pozorne samobójstwo, które w rzeczywisto ci stanowi efekt uboczny (produkt uboczny) czego innego. Czego? Oto jedna z propozycji: Sztuczne wiat o to do nowe zjawisko na nocnej scenie. Jeszcze bardzo niedawno jedyne wiat o, jakie mo na by o dostrzec w nocy, by o to wiat o gwiazd i Ksi yca. To obiekty bardzo od Ziemi oddalone (na u ytek ciem mo na powiedzie ² niesko czenie odleg e), co sprawia, e emitowane przez nie promienie wietlne odbieramy jako równoleg e. To za oznacza, e mo na pos u y si nimi jak kompasem. Owady, o czym od dawna wiadomo, wykorzystuj obiekty takie jak S o ce do nawigacji, pomaga im ono utrzyma prosty kierunek lotu, mog zatem pos ugiwa si analogicznym narz dziem w nocy (przy odwróceniu wspó rz dnych), by powróci do domu po nocnej wyprawie. System nerwowy owada potrafi kierowa si chwilow tak oto, powiedzmy, praktyczn zasad : ÄLe tak, eby promienie wiat a trafia y w twoje oko pod k tem 30°". Za spraw budowy owadziego oka z o onego, w którym ommatidia promieni cie, niczym ig y je owca, rozchodz si od centrum ku obrze om, realizacja tego zalecenia uk adu nerwowego mo e oznacza jedynie konieczno utrzymywania kierunku tak, by promie wiat a pada prostopadle na powierzchni jednego, konkretnego ommatidium. Tyle e taki wietlny kompas mo e dzia a dobrze jedynie wówczas, kiedy ród o wiat a jest wystarczaj co oddalone, w innym wypadku bowiem docieraj ce do oka promienia nie s równoleg e, lecz ustawione jak szprychy ko a. Uk ad nerwowy stosuj cy w takim przypadku ² cho by do znajduj cej si w pobli u wiecy, któr Äuznaje" za Ksi yc ² Äregu 30°" (czy jakkolwiek inn regu k ta ostrego) poprowadzi m po spiralnej trajektorii wprost do p omienia. Je li kto nie wierzy, prosz sobie narysowa tor takiego lotu; otrzymamy eleganck , logarytmiczn spiral . Regu y, jakimi kieruj si owady w nawigacji, cho w szczególnych okoliczno ciach mog mie dla nich tragiczne konsekwencje, statystycznie rzecz bior c, dobrze si sprawdzaj , gdy w sumie owady te znacznie cz ciej maj w polu widzenia Ksi yc ni wiec . My po prostu nie spotykamy tych setek ciem, które po cichu i bezb dnie, kieruj c si wiat em Ksi yca czy nawet un odleg ego miasta, spokojnie docieraj do miejsca przeznaczenia, widzimy tylko te, które skwiercz w p omieniu wiecy, i zadajemy niew a ciwe pytanie: dlaczego my pope niaj samobójstwo? Tymczasem powinni my zapyta , dlaczego owadzi uk ad nerwowy funkcjonuje tak, e nakazuje swemu posiadaczowi lecie , utrzymuj c

66

66

* W Polsce Äg uchy telefon", przynajmniej za moich czasów (przypt um.).

*Karol Darwin, O pochodzeniu cz owieka, Dzie a wybrane, t. IV PWRiL, Warszawa 1959, s. 125-126 (przyp. t um.).

sta y k t do promienia wiat a (taktyka, której tylko pora ki uda o si nam wcze niej zaobserwowa ). Kiedy sformu ujemy pytanie we w a ciwy sposób, ca a tajemnica znika. Nazywanie tego zachowania samobójstwem by o od pocz tku b dem; mier w p omieniach jest, a raczej bywa efektem ubocznym pos ugiwania si bardzo skutecznym zazwyczaj kompasem. Zastosujmy teraz t wiedz do analizy zachowa religijnych u ludzi. Bardzo wielu przedstawicieli naszego gatunku (w niektórych rejonach praktycznie sto procent) wyznaje przekonania, które ra co wr cz sprzeczne s z potwierdzonymi naukowymi faktami, a przy okazji s te niezgodne z religijnymi wierzeniami innych. Ludzie nie tylko s do tych przekona nami tnie przywi zani, ale po wi caj im w asny czas i zasoby. Dla nich gin i dla nich zabijaj . Czasem nas to szokuje, tak samo jak szokuje nas Äsamopo wi cenie" ciem. Zdumieni, pytamy: ÄDlaczego?" . Aleja przynajmniej tak twierdz , zadajemy niew a ciwe pytanie. By mo e zachowania religijne to ewolucyjny niewypa , nieszcz liwy produkt uboczny jakiej psychologicznej sk onno ci, która w innych okoliczno ciach jest (lub by a kiedy ) po yteczna. W tym uj ciu sk onno ci czy zachowaniem, które zosta o wyselekcjonowane u naszych przodków przez dobór naturalny, nie jest religia jako taka; to co , co by o korzystne pod innymi wzgl dami, a tylko przypadkowo zacz o pó niej przejawia si w formie wiary. Zachowania religijne, reasumuj c, zrozumie mo emy dopiero wtedy, gdy nale ycie je nazwiemy. Je eli jednak zachowania religijne s produktem ubocznym, to produktem ubocznym czego? Jaki jest ludzki odpowiednik mechanizmów nawigacji u ciem? Jaka pierwotnie adaptacyjna cecha doprowadzi a do stworzenia religii? Poni ej przedstawi jedn z potencjalnych hipotez, ale chcia bym podkre li , e to tylko jedna z mo liwych propozycji (omówi te kilka cudzych pomys ów). W tym momencie wa niejsza jest dla mnie sama zasada, czyli to, by zadawa w a ciwe pytania, ni jakakolwiek konkretna odpowied . Moja hipoteza dotyczy dzieci. Otó ludzie, bardziej ni jakikolwiek inny gatunek, mog przetrwa dzi ki gromadzeniu do wiadcze przez wcze niejsze pokolenia, ale warunkiem przetrwania jest przekazanie tej wiedzy dzieciom, co daje im ochron i gwarantuje pomy lno . Teoretycznie rzecz bior c, dzieci na w asn r k mog yby zdobywa wiedz , by, dajmy na to, nie podchodzi za blisko urwiska, nie je tych podejrzanie wygl daj cych czerwonych jagódek albo nie wskakiwa krokodylowi na g ow . Nie ulega jednak w tpliwo ci, e dziecko, które zna takie regu y i z góry wie, co wolno, a czego nie ² i wie te , e nie nale y kwestionowa wiedzy przekazanej przez starszych ² ma ewolucyjn przewag nad swoim rówie nikiem, który dopiero musi si tego uczy . B d pos uszny rodzicom, b d pos uszny starszy nie plemiennej (zw aszcza gdy mówi co powa nym i gro nym tonem), s uchaj starszych i nie pytaj, dlaczego. Ogólnie to ca kiem przydatna zasada dla dziecka, tylko, jak ka da zdroworozs dkowa regu a, czasem mo e mie niezbyt przyjemne konsekwencje (obserwowali my to u ciem). Nigdy nie zapomn przera aj cej ceremonii, której wiadkiem by em jako dziecko w naszej szkolnej kaplicy. Przera aj c nazywam j dopiero z dzisiejszej perspektywy; gdy to si dzia o, mój dzieci cy mózg odbiera j dok adnie tak, jak chcia tego nasz kaznodzieja. Otó us yszeli my wówczas histori oddzia u o nierzy, którzy podczas wicze maszerowali drog przecinaj c tory kolejowe. W pewnym momencie sier ant widocznie si zagapi , bo nie wyda komendy ÄStój!". o nierze byli jednak tak wyszkoleni do bezwarunkowego wykonywania rozkazów, e nie zatrzymali si i wmaszerowali wprost pod nadje d aj cy poci g. Dzi oczywi cie uwa am, e to nie by a autentyczna opowie , i mam nadziej , e nasz kapelan te w ni nie wierzy . Ale maj c dziewi lat, uwierzy em w ni , bo opowiada j doros y, który mia nade mn w adz . Ksi dz za , niezale nie od tego, czy w ni wierzy , czy nie, u y tej przypowie ci, by nauczy nas, dzieci, podziwu i sk oni do na ladowania rekrutów tak niewolniczo pos usznych autorytetom, nawet wówczas, gdy polecenia, jakie s yszymy, s zupe nie absurdalne. I mam wra enie (cho oczywi cie mog mówi tylko o sobie), e naprawd tych o nierzy podziwia em. Dzi , gdy jako doros y cz owiek wspominam to zdarzenie, nie mog wprost uwierzy , e wówczas, jako dzieciak, powa nie zastanawia em si , czy ja mia bym do odwagi, by tak wmaszerowa pod poci g. A tak w a nie zapami ta em swoje ówczesne odczucia, skoro za tak dok adnie ca e zdarzenie zapami ta em, to bez w tpienia musia o ono wywrze na mnie du e wra enie.

Uczciwo nakazuje, by w tym miejscu wyja ni , e nie my l , jakoby nasz kapelan sam uwa a , e porusza w tym momencie sprawy religii. Chcia w nas obudzi raczej wojskowego ducha ni wiar . Równie dobrze móg by nam wówczas wyrecytowa Szar Lekkiej Brygady Tennysona: 'Forward the Light Brigade!' Was there a man dismayed? Not though the soldiers knew Some one had blundered: Theirs not to make reply, Theirs not to reason why, Theirs but to do and die: Into the valley of Death Rode the six hundred. (Jedno z najstarszych ² bardzo zreszt kiepskiej jako ci ² nagra ludzkiego g osu to nagranie lorda Tennysona recytuj cego ten utwór. G uchy g os poety docieraj cy do nas z odleg ej przesz o ci bardzo intryguj co wspó brzmi z tre ci ). Z punktu widzenia wy szego dowództwa pozostawienie ka demu o nierzowi decyzji, czy ma wykona rozkaz, czy nie, niew tpliwie by oby szale stwem. Kraj, którego oddzia y dzia a yby ka dy na w asn r k , zamiast realizowa odgórny plan, przegrywa by wszystkie wojny. Z narodowego punktu widzenia zatem lepiej, by obowi zywa a powszechna zasada pos usze stwa, nawet je li czasem konsekwencj jest indywidualna tragedia. To dlatego nadal o nierzy szkoli si , by dzia ali jak automaty, albo ² je li si da ² jak komputery. Komputery robi to, co im si ka e. Bezwarunkowo realizuj wszelkie polecenia wydane im w ich w asnym j zyku programowania. W ten sposób dzia aj ró ne przydatne programy, jak procesory tekstu czy arkusze kalkulacyjne. Ale² i to nieuchronne ² produktem ubocznym tej zasady bezwarunkowej realizacji instrukcji jest to, e ka dy komputer równie pos usznie wykona te z instrukcj . Te maszyny nie potrafi ocenia , czy skutki wykonania polecenia b d dobre, czy z e. Maj s ucha polece , tak samo jak o nierze. To bezwarunkowe pos usze stwo sprawia, e komputery s przydatne, ale jest te przyczyn ich podatno ci na wirusy i b dy programów. Je eli jaki z o liwy program nakazuje komputerowi: ÄSkopiuj mnie i roze lij na wszystkie adresy, jakie znajdziesz na swoim twardym dysku", to komputer to zrobi, a inne, do których polecenie t drog dotrze, zrobi to samo. Rzecz bardzo trudn , a mo e i niemo liw jest skonstruowanie komputera, który jednocze nie by by (po yteczne) pos uszny i odporny na wirusy. Je eli dobrze wykona em swoje zadanie, moi czytelnicy Powinni ju mniej wi cej wiedzie , na czym polega postulowany przeze mnie zwi zek mi dzy dzieci cym mózgiem a religi . Dobór naturalny wbudowa w dzieci cy mózg sk onno do wierzenia w to, co mówi rodzice i starszyzna plemienna. Takie pos usze stwo oparte na zaufaniu sprzyja prze yciu (podobnie jak kierowanie si wiat em u ciem). Od pos usze stwa opartego na zaufaniu blisko jednak do bezwarunkowego podporz dkowania, a skutkiem jest podatno na zara enie Äumys owym wirusem". Podsumujmy ² z bardzo wa nych powodów (to darwinowski warunek przetrwania) dzieci ufaj rodzicom i tym doros ym, których rodzice im wska . Takie bezwarunkowe zaufanie oznacza, e nie mo na odró ni dobrej rady od z ej. Dziecko nie mo e wiedzie , e zalecenie, ÄNie k p si w Limpopo, bo tam jest pe no krokodyli", to m dra rada, natomiast ÄOfiaruj koz w pe ni Ksi yca, bo inaczej nie spadnie deszcz " w najlepszym razie prowadzi do straty kozy. Oba napomnienia brzmi równie wiarogodnie, oba pochodz z tak samo godnego zaufania ród a i oba wyg aszane s z równym namaszczeniem i powag ; obu trzeba by pos usznym. To samo dotyczy przekona o wiecie, o kosmosie, o moralno ci, o naturze ludzkiej. A, co wielce prawdopodobne, dziecko, gdy doro nie i samo dorobi si potomka, przeka e mu (lub jej) to wszystko, co samo wie ² i wiadomo ci po yteczne, i bzdury ² z t sam zara liw powag i wiar . Zgodnie z tym modelem powinni my oczekiwa , e w ró nych miejscach wykszta c si odmienne, cho równie sprzeczne z rzeczywisto ci wierzenia, i e b d one przyjmowane i przekazywane z takim samym przekonaniem, jak rozmaite inne absolutnie prawdziwe twierdzenia, jak chocia by to, e pole nawo one gnojem daje lepsze plony. Powinni my równie zaobserwowa , e te przes dy i sprzeczne z codziennym do wiadczeniem (oraz z faktami) wierzenia podlegaj ewolucji ² zmieniaj si wraz z kolejnymi generacjami ² albo wskutek zdarze przypadkowych, ale pod wp ywem mechanizmu analogicznego do darwinowskiego doboru, co z czasem doprowadza do sytuacji, w której mimo Äwspólnego przodka" wierzenia ulegaj powa nemu zró nicowaniu. J zyki na przyk ad znacz co oddalaj si od wspólnego pnia, je li tylko czas jest wystarczaj co

d ugi i dochodzi do tego czynnik rozdzielenia geograficznego (do kwestii lingwistycznych powrócimy za chwil ). Trudno zaprzeczy , e zbli one procesy mog zachodzi w przypadku czysto arbitralnych przekona czy wierze , ró nych nakazów i zakazów przekazywanych z pokolenia na pokolenie, przekazywanych tym atwiej ze wzgl du na ow wrodzon , u yteczn programowalno dzieci cych mózgów. Przywódcy religijni s doskonale wiadomi tej plastyczno ci dzieci cych umys ów i znaczenia wczesnej indoktrynacji. Jezuici przechwalali si : daj nam dziecko na pierwsze siedem lat, a zrobimy z niego m czyzn . To gro ne przes anie zawsze mia o swoich zwolenników. W naszych ju czasach na przyk ad niejaki James Dobson 88 67, za o yciel haniebnego ruchu ÄFocus on the Family" 8968, spokojnie móg g osi : ÄCi, którzy kontroluj , co m odzi ludzie my l i czego do wiadczaj ² co widz , s ysz , my l i w co wierz ² okre l przysz y kurs tego narodu"79. Prosz jednak pami ta , e moja hipoteza u ytecznej atwowierno ci dzieci cych umys ów to tylko jeden z przyk adów, jak mog oby wygl da wyja nienie analogiczne do tego, którym pos u yli my si , analizuj c zachowanie ciem. Etolog Robert Hinde (wWhy Gods Persist),antropolog Pascal Boyer (w Religion Explained)i Scott Atran(In Gods We Trust) zupe nie niezale nie od siebie opisali ju religi jako produkt uboczny naturalnych dyspozycji psychicznych cz owieka. Mo e nawet nie tyle jako produkt uboczny, ile ca y konglomerat efektów ubocznych ² zw aszcza antropolodzy maj sk onno do podkre lania licznych ró nic dziel cych wyznawane przez ludzi religie, cho oczywi cie nie zapominaj te i o tym, co jest im wspólne. Zreszt wszystkie wierzenia religijne wydaj si bardzo dziwne tym, którzy nie byli w okre lonej wierze wychowywani. Boyer d ugo prowadzi badania w ród ludu Fang w Kamerunie. Fang wierz , e: [...] czarownice maj dodatkowy wewn trzny narz d, co jak zwierz , które wylatuje noc i niszczy ludziom plony i zatruwa krew. Mówi si te , e czasem czarownice spotykaj si na wielkich ucztach, na których po eraj swe ofiary i planuj przysz e zdobycze. Wielu ludzi opowiada o mi, e pewien znajomy ich przyjaciela na w asne oczy widzia czarownice lataj ce noc nad wiosk na li ciu bananowca i ciskaj ce magiczne zakl cia na niczego niespodziewaj ce si ofiary. Pó niej Boyer opisuje w asn przygod : Podczas którego obiadu w Cambridge opowiada em go ciom o swoich egzotycznych przygodach, równie o wierzeniach ludu Fang. W pewnej chwili jeden z nich, ceniony teolog, zwróci si w moj stron i powiedzia : ÄTo w a nie czyni antropologi tak fascynuj c i tak trudn dyscyplin zarazem: trzeba wyja ni , w jaki sposób ludzie mog wierzy w takie nonsensy". Przyznam, e w pierwszej chwili os upia em. Zanim zdo a em znale w a ciw odpowied , rozmowa zesz a na inny temat, kto zacz co mówi o czajnikach i kocio kach. Najzabawniejsze, i ów teolog ² zak adaj c, e by przedstawicielem którego z g ównych nurtów chrz cija stwa ² z du ym prawdopodobie stwem musia wierzy w jak kombinacj poni szych stwierdze : « Za czasów naszych przodków na wiat przyszed cz owiek, którego matka zachowa a dziewictwo i z którego pocz ciem nie mia zwi zku aden biologiczny ojciec.
‡

Cz owiek ów, gdy dorós , wezwa swego przyjaciela zwanego azarzem, by powsta ze zmar ych. azarz, mimo e cia o jego ju zaczyna o si rozk ada , b yskawicznie o y . Ten e niemaj cy ojca cz owiek sam równie o y w trzy dni po tym, jak zmar i zosta pochowany.

‡

67 Chrze cija ski fundamentalista. Ruch ÄFocus on the Family" (ÄSkup si na rodzinie") wyrós wokó audycji radiowej i fundacji o tej same j nazwie, któr pan Dobson (z wykszta cenia psycholog) za o y w roku 1977 w Colorado Springs. Dzi Dobson, jak twierdzi, ma ponad dwie cie milionów s uchaczy na ca ym wiecie (jego audycja rzeczywi cie retransmitowana jest przez ponad sze tysi cy stacji radiowych i osiemdziesi t telewizyjn ych i nadawana w dwunastu j zykach). To przy okazji wa na posta ameryka skiej sceny polityczn ej i jeden z liderów tak zwanej moralnej wi kszo ci (przyp. t um.).
89

68 Kiedy bardzo mnie ubawi a nalepka na zderzaku samochodu, któr zobaczy em w Colorado ² ÄFocus on your own damn family" (Skup si lepiej na w asnej cholernej rodzince"), dzi jednak patrz na , nieco inaczej. By mo e rzeczywi cie niektóre dzieci nale a o by chroni przed indoktrynacj ze strony w asnych rodziców (wi cej na ten temat w Rozdziale 9.).

niebie.
‡

‡

Czterdzie ci dni pó niej cz owiek ów wszed na szczyt wzgórza i fizycznie znikn w Je li mówisz co do siebie nawet w my lach, to cz owiek, który nigdy nie mia ojca, i jego Äojciec", który jest nim samym, s yszy wszystkie twoje my li i mo e spe nia twoje pro by W tym samym czasie s yszy te my li wszystkich innych ludzi yj cych na wiecie. Je eli robisz co z ego (albo dobrego), ów cz owiek, który nie mia ojca, widzi to, nawet je li twoich uczynków nie zna nikt inny. Za to, co czynisz, mo esz by karany i nagradzany, i to nawet po mierci. Matka-dziewica cz owieka, który nie zosta sp odzony, nigdy nie umar a, tylko fizycznie zosta a Äwzi ta" do nieba. Chleb i wino, je li pob ogos awi je kap an (który koniecznie musi mie j dra), Ästaj si " cia em i krwi owego m czyzny, który nigdy nie mia ojca.

‡

‡ ‡

Co zrobi by obiektywny antropolog, gdyby podczas bada terenowych w Cambridge zetkn si z takim zestawem wierze ?
PSYCHOLOGICZNA SK ONNO
DO RELIGII

Koncepcja psychologicznych produktów ubocznych w naturalny sposób wy ania si z wa nej i bardzo intensywnie w ostatnich latach rozwijanej dziedziny wiedzy "" z psychologii ewolucyjnej80. Psychologowie ewolucyjni przyjmuj , e ² tak jak oko jest ewolucyjnie ukszta towanym narz dem do patrzenia, a skrzyd a ewolucyjnie ukszta towanym narz dem do atania ² mózg jest ewolucyjnie ukszta towanym zbiorem narz dów (Ämodu ów") s u cych do radzenia sobie z okre lonymi potrzebami zwi zanymi z przetwarzaniem informacji ² istnieje modu odpowiedzialny za relacje z krewnymi, modu wzajemnej wymiany, modu empatii itd. Religi mo na w tym uj ciu traktowa jako produkt uboczny niew a ciwego funkcjonowania kilku spo ród tych modu ów, na przyk ad modu ów, które odpowiadaj za tworzenie teorii umys ów innych ludzi, budowanie koalicji, faworyzowanie cz onków w asnej grupy kosztem Äobcych". Ka dy z tych nich jest, w pewnym sensie, ludzkim odpowiednikiem mechanizmu nawigacji u ciem i ka dy z nich mo e by niew a ciwie wykorzystany, tak jak to pokaza em na przyk adzie dzieci cej atwowierno ci. Paul Bloom, psycholog i kolejny zwolennik teorii Äreligii jako produktu ubocznego", wskazuje na przyk ad, e dzieci maj naturaln sk onno do formowania dualistycznej teorii umys u. Religia jest dla Blooma skutkiem ubocznym tego instynktownego dualizmu. Jak twierdzi Bloom, my ² ludzie, a zw aszcza dzieci, jeste my urodzonymi dualistami. Dualizm zak ada istnienie fundamentalnej ró nicy mi dzy umys em (duchem) a materi . Monizm za przeciwnie ² dla monisty umys jest manifestacj materii; nasz umys , a w przysz o ci mo e i sztuczna inteligencja, nie mog istnie niematerialnie. Dualista wierzy, e umys to bezcielesny duch, który tylko zamieszkuje cia o, wi c mo e je bez k opotu opu ci i uda si gdzie indziej, dlatego nie ma na przyk ad problemów z uznaniem choroby psychicznej za Äop tanie przez diab a ; diab y to po prostu duchy, które chwilowo znalaz y si w czyim ciele i mo na je wygna . Dualista zwykle ch tnie personifikuje te obiekty nieo ywione, a duchy i demony dostrzega nawet w wodospadach czy chmurach. W roku 1882 F. Anstey napisa powie Vice Versa² dualisty jej fabu a nie zaskoczy, dla takiego twardog owego monisty jak ja jest po prostu nie do zaakceptowania. Bohaterami ksi ki s pan Bultitude i jego syn, którzy pewnego dnia odkrywaj , e zamienili si cia ami. Od tego dnia ojciec (ku wielkiej rado ci syna) musi chodzi do szko y, w tym czasie za dzieciak (paraduj c w ciele ojca) niemal doprowadza do ruiny jego firm . Podobny pomys wykorzysta PD. Wodehouse w Laughing Gas,tyle e w tej powie ci hrabia Havershot budzi si w gabinecie dentystycznym po narkozie (tytu owym gazem rozweselaj cym) w ciele dziecka ² gwiazdy filmowej, które by o poddawane zabiegowi na s siednim fotelu. I znów, taka akcja ma sens tylko dla dualisty: musia a wszak istnie jaka cz lorda Havershota, która nie by a cz ci jego cia a, bo jak e inaczej móg by ockn si z narkozy w ciele ma ego aktora.

Jak wi kszo naukowców nie jestem dualist , co oczywi cie w niczym nie przeszkadza, bym wietnie si bawi , czytaj c Ansteya czy Wodehouse'a. Paul Bloom stwierdzi by zapewne, e dzieje si tak dlatego, i mimo e nauczy em si by intelektualnym monist , to jednak jestem ludzkim zwierz ciem, a zatem wyewoluowa em jako instynktowny dualist . My l, i gdzie tam, skryte w g bi za oczami, tkwi w ka dym z nas ja, które (przynajmniej w literackiej fikcji) mo e przenie si do cudzej g owy, jest w nas wpisana i intelektualne pretensje do monizmu nic tu nie zmieni .Bloom na poparcie swojej tezy cytuje wyniki eksperymentów, z których wynika, e dzieci (a ma e dzieci przede wszystkim) znacznie silniej ni doro li postrzegaj wiat w kategoriach dualistycznych. To oznacza, e sk onno do dualizmu jest wbudowana w nasz mózg, a zdaniem Blooma jest to równie wyja nienie naszej naturalnej predyspozycji do wiary religijnej. Bloom pisze, e Äz urodzenia" jeste my nie tylko dualistami, ale i kreacjonistami; Ädobór naturalny ²-jak twierdzi ² intuicyjnie nie ma sensu". Zw aszcza u dzieci silna jest sk onno do przypisywania wszystkim zjawiskom celowo ci, co opisa a mi dzy innymi psycholog Deborah Kelemann (w artykule Are children "intuitive theists "? [Czy dzieci s Äintuicyjnymi teistami"?81 ) ² chmury s Ädo padania", ska y s Äpo to, eby zwierz ta mia y si o co podrapa , kiedy je sw dzi". Przypisywanie celowo ci wszystkiemu nazywamy teleologi . Dzieci s wi c, mo na powiedzie , Äurodzonymi teleologami"; wiele z nich nigdy z tego nie wyrasta. Wrodzony dualizm i wrodzona teleologi kieruj nas ² w sprzyjaj cych temu okoliczno ciach ² w stron religii, podobnie jak mechanizmy nawigacyjne my wiod j ku nieumy lnemu Äsamobójstwu". Dualizm przygotowuje nas do wiary w Ädusz ", która tylko zamieszkuje cia o, a nie jest jego integraln cz ci . Taki bezcielesny duch, co juz nietrudno sobie wyobrazi , po mierci cia a musi si gdzie podzia . Równie atwo wyobrazi sobie jakie bóstwo czy ducha, które nie jest emergentn w a ciwo ci z o onej materii, lecz istnieje od niej w pe ni niezale nie. Tyle dualizm. Dzieci ca teleologi prowadzi ku religii jeszcze wyra niej ² skoro wszystko ma cel, to czyj jest to cel? Boga, rzecz jasna! Pojawia si jednak oczywiste pytanie ² jaki w tym przypadku jest odpowiednik u yteczno ci, któr tak atwo by o nam wskaza , gdy analizowali my nocn nawigacj ciem i ich naturalny Äkompas"? Dlaczego dobór naturalny faworyzowa dualizm i teleologi w mózgach naszych przodków i ich dzieci? Jak dot d przecie uda o mi si jedynie wskaza , e s pewne przes anki, by przyj , e ludzie s Äz urodzenia" dualistami i teleologami. Czy daje to jak ewolucyjn przewag ? Umiej tno przewidywania zachowa obiektów, z którymi stykamy si w wiecie, jest bardzo wa nym czynnikiem przetrwania i mo na oczekiwa , e dobór naturalny b dzie kszta towa nasze mózgi w taki sposób, by potrafi y to robi szybko i sprawnie. Czy dualizm i teleologi mog si do tego przyczyni ? Otó tak, a atwiej b dzie t hipotez zrozumie , je li przywo amy poj cie Änastawienie intencjonalne" wprowadzone przez filozofa Daniela Dennetta. Dennett sformu owa w jednej ze swoich ksi ek bardzo przydatn trójelementow klasyfikacj Änastawie " (stonce), jakie przyjmujemy, próbuj c zrozumie (a co za tym idzie ² przewidzie ) zachowanie obiektów takich jak zwierz ta, maszyny... czy inni ludzie82. To nastawienie fizykalne, nastawienie konstrukcyjne i nastawienie intencjonalne. Nastawienie fizykalne praktycznie zawsze dzia a, bo wszystkie obiekty dzia aj zgodnie z prawami fizyki. Pos ugiwanie si tym nastawieniem, by rozpracowa , co si dzieje, mo e by jednak do k opotliwe, zajmuje za du o czasu. Zanim wyliczymy wszystkie zale no ci i interakcje ró nych elementów jakiego z o onego obiektu, mo e ju by za pó no. W przypadku obiektu, który rzeczywi cie zosta zaprojektowany ² czyli skonstruowany ² jak pralka czy uk, nastawienie konstrukcyjne stanowi bardzo ekonomiczny skrót. Mo emy odgadn , jak obiekt si zachowa, pomijaj c ca fizyczn stron jego funkcjonowania i odwo uj c si bezpo rednio do projektu. Jak pisze Dennett: Praktycznie ka dy potrafi przewidzie , kiedy zadzwoni budzik; wystarczy w tym celu przez chwil go zbada . Nie trzeba wiedzie , czy to zegar nap dzany spr yn , czy na baterie, czy mo e nap dzany energi s oneczn . Niewa ne, czy w rodku jest spr yna i kamienie, czy krzemowe

chipy ² wystarczy po prostu przyj , e zosta on skonstruowany tak, by dzwoni o godzinie, na któr zostanie nastawiony. Obiekty ywe nie zosta y zaprojektowane ani skonstruowane, ale darwinowski dobór naturalny niejako uprawomocnia przyj cie wobec nich nastawienia konstrukcyjnego. To wygodny skrót, je li, chc c zrozumie prac serca, przyjmiemy, e zosta o ono Äskonstruowane", by pompowa krew. Karl von Frisch rozpocz badania nad widzeniem barw u pszczó (wcze niej powszechnie s dzono, e owady te s lepe na kolory), poniewa uzna , e ywe kolory kwiatów zosta y Äzaprojektowane" po to, aby wabi do siebie pszczo y (Äzaprojektowa em" w tym momencie wykorzystanie cudzys owu, eby odstraszy sk onnych do takich oszustw kreacjonistów przed zaw aszczeniem tego wielkiego austriackiego zoologa. Nie musz chyba dodawa , e von Frisch doskonale sobie radzi z prze o eniem nastawienia intencjonalnego na prawid owe darwinowskie terminy). Nastawienie intencjonalne to kolejny skrót, tyle e przechodzimy w tym momencie o szczebel wy ej. Obserwowany obiekt nie tylko dzia a tak, jakby zosta zaprojektowany w okre lonym celu, ale funkcjonuje jak podmiot, zdolny do intencjonalnego dzia ania (lub jakby taki podmiot w sobie zawiera ). Kiedy dostrzegasz tygrysa, lepiej nie po wi ca zbyt wiele czasu przewidywaniom, jak mo e si zachowa . Nie zajmuj si mo e jego struktur cz steczkow ani budow ap, szcz ki i z bów. Ten kot ma zamiar ci zje i wykorzysta swoje apy, szcz ki i z by na wszelkie mo liwe sposoby, by zrealizowa ten zamiar. Najszybciej mo na poradzi sobie z przewidywaniem jego zachowa , zapominaj c o ca ej fizyce i fizjologii i przyjmuj c nastawienie intencjonalne. Zwracam jednak uwag , i , podobnie jak nastawienie konstrukcyjne sprawdza si nawet w przypadku obiektów, które w rzeczywisto ci wcale nie zosta y skonstruowane, tak samo nastawienie intencjonalne mo e dzia a i w przypadku obiektów, które nie kieruj si wiadomymi intencjami, i wobec tych, których dzia anie bez w tpienia jest przemy lane. Osobi cie uwa am, e nastawienie intencjonalne mo e mie warto adaptacyjn , jako mózgowy mechanizm, który przyspiesza podejmowanie decyzji w sytuacjach niebezpiecznych (i w wa nych relacjach spo ecznych). Nie jest jednak tak oczywiste, czy wrodzony dualizm jest korelatem nastawienia intencjonalnego. Nie b d w tym miejscu d u ej rozwa a tego problemu, wydaje mi si jednak, e mo na przyj , i pewna wersja teorii innych umys ów, któr da si uzna za dualistyczn , mo e by elementem nastawienia intencjonalnego, zw aszcza w sytuacjach spo ecznych, a ju przede wszystkim wówczas, gdy mamy do czynienia z intencjonalno ci wy szego stopnia. Dennett mówi o intencjonalno ci trzeciego stopnia (on jest przekonany, e ona wie, e on jej pragnie), czwartego stopnia (ona ma wiadomo , e on jest przekonany, e ona wie, e on jej pragnie), a nawet pi tego stopnia (szaman odgad , e ona ma wiadomo , e on jest przekonany, e ona wie, e on jej pragnie). Na u ytek literackiej fikcji mo emy sobie nawet wymy la intencjonalno ci jeszcze wy szego rz du, jak uczyni to Michael Frayn w uroczej powie ci The Tin Men: ÄObserwuj c Nunopoulosa, Rick nie mia najmniejszych w tpliwo ci, e on jest niemal pewien, i Anna g boko pogardza Fiddlingchildem, który nie potrafi rozpozna jej uczu , i wie te , e Nina domy la si , e Anna wie, e ona spodziewa si tego, e Nunopoulos wszystkiego si domy li [...]". To, i takie powie ciowe wygibasy mog nas bawi , to nie przypadek ² by mo e skrywa si w nich pewna wa na wiedza o tym, w jaki sposób dobór naturalny kszta towa nasze mózgi, by mog y funkcjonowa w realnym wiecie. Ni sze stopnie nastawienia intencjonalnego, podobnie jak nastawienie konstrukcyjne, pozwalaj oszcz dzi czas, co w pewnych warunkach mo e by kluczowe dla przetrwania. Nic dziwnego zatem, e dobór naturalny ukszta towa nasze mózgi tak, by z tej u ytecznej drogi na skróty korzysta y. Jeste my biologicznie zaprogramowani, by przypisywa intencjonalno obiektom, których zachowanie jest dla nas wa ne. Paul Bloom przytacza nawet eksperymentalne wiadectwa dowodz ce, e takie postrzeganie wiata w kategoriach intencji bardzo silnie zaznacza si u dzieci. Kiedy ma e dzieci obserwuj (na ekranie komputera na przyk ad) jaki obiekt Ä cigaj cy" inny obiekt, uznaj , e s wiadkami po cigu prowadzonego przez wiadomego swych intencji aktora, co wida cho by po tym, e s wyra nie zdziwione, kiedy Ägoni cy" odst puje od pod ania za celem.

Nastawienie konstrukcyjne i intencjonalne to po yteczne mechanizmy mózgowe, wa ne ze wzgl du na to, e pozwalaj przyspieszy proces interpretowania zachowa obiektów, z którymi stykamy si w realnym wiecie, od drapie ników po potencjalnych partnerów seksualnych. Podobnie jednak jak inne mechanizmy mózgowe, tak i te mog pope nia b dy. Dzieci (i ludy prymitywne) przypisuj intencjonalno pogodzie, falom i pr dom, spadaj cym kamieniom... Wszyscy mamy sk onno do my lenia w ten sam sposób o maszynach (zw aszcza, kiedy Ärobi nam na z o "). Zapewne wielu z nas z rozbawieniem do dzi wspomina, jak samochód Basila Fawlty'ego popsu si dok adnie tego wieczora, gdy mia by organizowany Wieczorek Smakosza. Basil najpierw uczciwie ostrzeg samochód, a potem jeszcze policzy do trzech, nim wysiad , od ama ga z drzewa i niemi osiernie pojazd swój wych osta . Doskonale go rozumieli my, cho chyba jeszcze cz ciej mamy ochot sprawi takie lanie komputerowi. Justin Barrett zaproponowa nawet specjalne okre lenie dla tego mechanizmu poznawczego ² nadaktywny narz d wykrywaj cy podmiotowo (NNWP; w oryginale HADD od Hyperactive Agent Detection Device). Zdecydowanie wykazujemy nadmiern aktywno , by odnale wiadomie ² ze z lub dobr wol ² dzia aj cy podmiot tam, gdzie naprawd daj o sobie zna tylko si y natury. Nieraz

zdarzy o mi si odczuwa g bok , autentyczn uraz do obiektów nieo ywionych, na przyk ad do a cucha rowerowego. A jak wzruszaj co brzmi opublikowana niedawno informacja agencyjna o nieszcz niku zwiedzaj cym Muzeum Fitzwilliama w Cambridge, który w pewnym momencie potkn si o w asne le zawi zane sznurowad o i spad ze schodów wprost na trzy bezcenne porcelanowe wazy z okresu dynastii Qing: ÄWyl dowa dok adnie na nich i wazy rozpad y si na milion kawa ków. Gdy obs uga znalaz a si na miejscu, nadal siedzia jak skamienia y. Przez chwil wszyscy zamarli w szoku, w absolutnej ciszy. Po czym sprawca ca ego zamieszania wskaza na swoje sznurowad o: «To ono! To jego wina»"83. Za hipotez , e religia jest produktem ubocznym, opowiadaj si te mi dzy innymi Hinde, Shermer, Boyer, Atran, Bloom, Dennett i Teleman. Bardzo interesuj ca jest koncepcja Dennetta, który twierdzi, e irracjonalizm religii jest efektem ubocznym pewnego szczególnego, wbudowanego w mózg irracjonalnego mechanizmu (w sposób oczywisty zwi zanego z genetyczn korzy ci ), a mianowicie ludzkiej sk onno ci do zakochiwania si . W ksi ce antropolog Helen Fisher Why we love[Dlaczego si zakochujemy] znale mo emy doprawdy wspania e wyja nienie, dlaczego romantyczn mi o z ewolucyjnego punktu widzenia uzna mo na za mechanizm w pewnym sensie podobny op taniu ² tak bardzo jest on, by tak rzec, nadmiarowy w stosunku do faktycznych potrzeb. Jak Fisher to uzasadnia? Otó zacznijmy od tego, e, gdy patrzymy na rzecz z boku, jest najzupe niej nieprawdopodobne, by rzeczywi cie jaka jedna, konkretna kobieta spo ród tych, które Äon" zna, by a tysi c razy bardziej warta jego mi o ci, tak za bez w tpienia on o niej my li, gdy si zakocha. Bardziej racjonaln sk onno ci od takiego fanatycznie monogamicznego uczucia by aby Äpoliamoria" (Äpoliamori " nazywa Fisher przekonanie, e mo na jednocze nie kocha kilku przedstawicieli p ci przeciwnej, tak samo jak mo emy przepada na równi za kilkoma gatunkami wina, mie kilku ulubionych kompozytorów, pisarzy czy dyscyplin sportowych). Ludzie bez k opotu akceptuj fakt, e kto kocha wszystkie swoje dzieci, oboje rodziców, rodze stwo, nauczycieli, przyjació , albo e ma kilka ulubionych zwierz t domowych. Czy w tym kontek cie owa pe na wy czno , jakiej oczekujemy od mi o ci ma e skiej, nie jest czym dziwnym? Ale nie ulega w tpliwo ci, e tak w a nie si dzieje, e stanowi ona dla nas przynajmniej pewien idea ² musi zatem istnie jaka przyczyna tego stanu. Helen Fisher (a tak e wielu innych badaczy) wykaza a, e stan zakochania objawia si specyficznymi zmianami w mózgu, w tym obecno ci pewnych substancji chemicznych silnie wp ywaj cych na funkcjonowanie uk adu nerwowego (naturalnych narkotyków, jak je mo na okre li ), substancje te w podobnej konfiguracji nie towarzysz adnemu innemu stanowi psychicznemu. Psychologowie ewolucyjni zgadzaj si z Fisher, e owo z pozoru zupe nie irracjonalnecoup de foudre mo e by po prostu ewolucyjnym mechanizmem, który zapewnia, e zwi zek rodziców trwa b dzie wystarczaj co d ugo, aby mo na by o odchowa wspólnego potomka. Z darwinowskiego punktu widzenia sam wybór odpowiedniego partnera ma oczywi cie olbrzymie znaczenie, ale gdy ju wybór ten zosta dokonany (nawet nie najlepszy) i pocz te zosta o dziecko, wagi nabieraj czynniki zupe nie innej natury. Od tej chwili istotne jest, by partnerzy pozostali razem, na dobre i na z e, przynajmniej tak d ugo, póki dziecko nie osi gnie samodzielno ci. Czy zatem irracjonalno religii mo e by efektem ubocznym pewnych irracjonalnych mechanizmów odpowiadaj cych za sk onno do zakochiwania si , które za spraw doboru naturalnego zosta y wbudowane w nasze mózgi? Trudno przecie zaprzeczy , e wiara religijna i romantyczna mi o maj ze sob co wspólnego (oba te stany psychiczne pod pewnymi wzgl dami nie ró ni si bardzo od pozostawania pod wp ywem silnej substancji odurzaj cej 90 69). Neuropsychiatra John Smythies ostrzega, co prawda, e obraz mózgu i jego aktywno ci przy tych dwóch Ämaniach" znacz c si ró ni , wskazuje jednak te na pewne podobie stwa: Wiara religijna ma bardzo wiele ró nych oblicz, a jedno z nich ukazuje nam stan g bokiej mi o ci w stosunku do nadprzyrodzonego bytu, czyli w pewnych wypadkach do osoby Boga, czemu towarzyszy adoracja i kult okazywany jego obrazom. O yciu ludzkim w znacznym stopniu decyduj samolubne geny z jednej strony, a procesy psychologicznego wzmocnienia z drugiej. Religia dostarcza bardzo wielu pozytywnych wzmocnie ² ciep o i komfort, jaki daje poczucie
90

69 O jednym z takich gro nych narkotyków nawet pisa em: R. Daw kins,Gerin Oil, ÄFree Inquiry" 24: 1, 2003, 9-11.

mi o ci i bezpiecze stwa w pe nym zagro e wiecie, niel kanie si mierci, gwarancja wsparcia Äz góry", jak daje modlitwa itd. Podobnie rzecz si ma w przypadku zakochania si w realnej

91

osobie (zwykle p ci przeciwnej). Mamy wówczas do czynienia z identyczn g bok koncentracj na innym i z podobnymi, pozytywnymi wzmocnieniami. Równie i w tym wypadku te uczucia mog by wzmacniane przez przedmioty symbolizuj ce t drug osob ² listy, zdj cia, a w czasach wiktoria skich nawet lok ukochanej. Stan zakochania ma te wiele czysto fizjologicznych komponentów, jak cho by te ró ne Äci kie westchnienia"84. Po raz pierwszy wiar i mi o porówna em jeszcze w roku 1993, kiedy to napisa em, e Äobjawy, które obserwujemy u osób zara onych religi , uderzaj co chwilami przypominaj to, co zwykle kojarzy nam si raczej z nami tno ci mi dzy dwojgiem ludzi. Jeden i drugi stan w mózgu bazuje ewidentnie na jakich bardzo pot nych si ach i nic dziwnego, e w toku naszej historii wyewoluowa y wirusy zdolne do wykorzystania tej ludzkiej w a ciwo ci" (artyku , z którego cytat ten pochodzi, nosi tytu Viruses of the Mind;Äwirusy" to by o metaforyczne okre lenie religii). Ewidentnie orgazmiczne wizje wi tej Teresy z Avila to przyk ad zbyt chyba znany, bym musia go w tym miejscu cytowa . wiadectwo filozofa Anthonny'ego Kenny'ego, acz mo e mniej otwarcie zmys owe, równie porusz j co ukazuje przyjemno ci, jakie mog oczekiwa tych, którzy zdo ali uwierzy w misterium transsubstancji. Kenny, opisuj c pocz tki swojej pos ugi kap a skiej (w Ko ciele rzymskokatolickim), wspomina o wielkim prze yciu, jakim by o dla niego nak adanie r k podczas mszy, pó niej Pisze te o: prawdziwej egzaltacji, jak odczuwa em podczas pierwszych miesi cy kap a stwa, gdy wreszcie dane mi by o odprawia msze. Wcze niej zawsze wylegiwa em si w ó ku do ostatniej chwili. Teraz zrywa em si rankiem, w pe ni obudzony i pe en ekscytacji na my l o tym poruszaj cym akcie, który na mocy danego mi przywileju sam wkrótce b d móg odprawi [...] Dotyka em cia a Chrystusa, blisko kap ana z Jezusem fascynowa a mnie. Po przeistoczeniu wpatrywa em si w hosti wzrokiem, jakim kochanek patrzy w oczy ukochanej [...] Te pierwsze tygodnie mojego kap a stwa na zawsze pozosta y mi w pami ci jako okres absolutnego spe nienia i szcz ciaszcz cia niestety zbyt kruchego, by mog o przetrwa . To by o co jak nami tny romans, który jednak wkrótce okazuje si tylko wst pem do niedobranego ma e stwa. Nasz irracjonalny z jednaj strony, ale bardzo przydatny z innych wzgl dów obyczaj zakochiwania si w jednym, konkretnym przedstawicielu p ci przeciwnej mo e zatem by odpowiednikiem mechanizmu kierowania si wiat em u ciem. B dne jego zastosowanie (które dla my ko czy si mierci w p omieniu wiecy) prowadzi do zakochania si w Jahwe (albo w Dziewicy Maryi, w hostii lub w Allahu) i do pope niania rozmaitych irracjonalnych czynów, do których mi o taka prowadzi. Interesuj cy pomys przedstawi biolog Lewis Wolpert w ksi ceSix Impossible Things Before Breakfast[Sze niemo liwych rzeczy przed niadaniem]. Wolpert opisuje tam zjawiska, których odpowiednim uogólnieniem mog aby by koncepcja Äkonstruktywnej irracjonalno ci". Jak twierdzi, silne, nawet irracjonalne przekonania stanowi skuteczn ochron przed kapry no ci ludzkiego umys u. ÄGdyby przekonania ² pisze ² które mog ratowa ycie, nie by y silnie ugruntowane, by oby to niekorzystne, zw aszcza we wczesnych stadiach ewolucji naszego gatunku. Eksperymentowanie podczas polowania czy przy wytwarzaniu narz dzi mog oby na przyk ad w pewnych okoliczno ciach przynie znacznie wi cej szkód ni po ytku". Spostrze enia Wolperta pozwalaj sformu owa do prosty wniosek² w okre lonych warunkach pozostawanie przy nawet irracjonalnych przekonaniach mo e by bezpieczniejsze ni wahanie (i to nawet, gdy nowe dowody albo wnioskowanie wska na sensowno zmiany). ÄZakochanie si " to oczywi cie sytuacja szczególna, na tym przyk adzie wida jednak, w jaki sposób Wolpertowski Äirracjonalny upór" mo e sta si kolejn psychologiczn predyspozycj pozwalaj c wyja ni irracjonalno zachowa religijnych. Znów wracamy do koncepcji produktu ubocznego. Robert Trivers z kolei (w ksi ceSocial Evolution)rozwija ewolucyjn teori samooszukiwania, któr po raz pierwszy sformu owa ju w roku 1976. Samooszukiwanie si to dla Triversa: skrywanie prawdy przed w asnym umys em po to, by lepiej ukry j przed innymi. W naszym gatunku doskonale nauczyli my si rozpoznawa , e unikanie wzroku, spocone d onie czy ami cy si g os to potencjalne sygna y stresu zwi zanego ze wiadom prób oszukania rozmówcy. Staj c

si nie wiadomym oszustwa, nie okazujemy takich sygna ów. Mo na wówczas ok amywa innych, nie okazuj c zdenerwowania. Podobny pomys rozwija antropolog Lionel Tiger wOptimism: The Biology of Hope.U Triversa natomiast zwi zek jego koncepcji z mechanizmem Äkonstruktywnej irracjonalno ci", o którym dopiero co mówili my, jest wyra nie widoczny tak e w kolejnych partiach ksi ki, gdy pisze o Äobronie percepcyjnej": Ludzie przejawiaj bardzo wyra n sk onno , by widzie to, co chc widzie . Mo emy wr cz mówi o trudno ciach w percepcji obiektów budz cych z e skojarzenia i silnej sk onno ci do spostrzegania zdarze czy obiektów o pozytywnej konotacji. W badaniach eksperymentalnych uda o si wykaza na przyk ad, e s owa wywo uj ce niepokój (czy to na skutek manipulacji eksperymentalnej, czy te wcze niejszych do wiadcze osoby badanej) s rozpoznawane wolniej i pó niej. Jakie to mo e mie znaczenie dla zjawisk tak powszechnych jak my lenie yczeniowe ² albo religia ² nie musz chyba t umaczy . Ogólnie teoria, e religia jest przypadkowym produktem ubocznym, efektem b dnego zastosowania mechanizmów z innych wzgl dów korzystnych, jest mi bardzo bliska. Jej szczegó owy kszta t pozostaje oczywi cie przedmiotem dyskusji, podobnie jak konkretne mechanizmy które mog yby w tym wypadku dzia a . Z czysto ilustracyjnych powodów skupi si dalej na mojej w asnej koncepcji Ädzieci cej naiwno ci" i potraktuje j jako reprezentatywnego przedstawiciela ca ej klasy modeli Äproduktu ubocznego". Teoria ta, która opiera si na za o eniu, e z ró nych powodów dzieci cy mózg jest bardzo podatny na Äumys owe wirusy", przez wielu czytelników mo e jednak zosta uznana za wyja nienie dalece niekompletne. Mo e i dzieci cy umys jest podatny na zaka enie, ale niby dlaczego w a nie tym wirusem, a nie jakim innym! Czy by niektóre wirusy by y szczególnie zjadliwe? I dlaczego taka infekcja objawia by si mia a religi , a nie... No w a nie, czym? Wszystkich w tpi cych chcia bym ni ej przekona mi dzy innymi i do tego, e tak naprawd nie ma wielkiego znaczenia, jaki to konkretny nonsens zainfekuje dzieci cy mózg. Wa niejsze jest to, e zara one dziecko staje si doros ym i przekazuje ów nonsens, czymkolwiek by by , kolejnym pokoleniom. Badania antropologów ² cho by to, co opisywa Frazer w Z otej ga zi ² u wiadomi y nam, jak olbrzymia jest ró norodno irracjonalnych ludzkich wierze . Gdy ju które z nich zakorzeni si w okre lonej kulturze, trwa, ewoluuje i dzieli si na sposób bardzo przypominaj cy biologiczn ewolucj . Frazer wskazuje te na pewne ogólne, ponadkulturowe prawid owo ci, jak cho by Ämagi homeopatyczn " ² za o enie, i zakl cia czy uroki Äpo yczaj " sobie pewien symboliczny aspekt obiektów z realnego wiata, na które maj oddzia ywa . (Przyk adem takiego przekonania ² o tragicznych konsekwencjach ² jest wiara, e róg nosoro ca dzia a jak afrodyzjak. ród em tego idiotycznego przes du by o zapewne to, e róg skojarzy si komu z penisem w stanie erekcji.) Powszechno owej; magii homeopatycznej" wskazuje jednak, i nie jest wy cznie kwesti przypadku, jaki nonsens zainfekuje atwowierny i podatny mózg. Bardzo kusz ce, by nasz biologiczn analogi poci gna nieco dalej ² czy w tym wypadku nie mo e przypadkiem dzia a jaki proces podobny do doboru naturalnego? Czy pewne idee nie rozprzestrzeniaj si atwiej ni inne, gdy odwo uj si do wrodzonych potrzeb lub warto ci albo s zgodne z naturalnymi psychicznymi predyspozycjami? Czy wreszcie mo emy zastosowa takie rozumowanie do analizy wspó czesnych religii, na tej samej zasadzie, na jakiej w a ciwo ci yj cych dzi organizmów t umaczymy, odwo uj c si do doboru naturalnego? (Musz tylko podkre li , e okre lenie Äwarto ci" u yte w tym kontek cie odnosi si jedynie do przetrwania i rozprzestrzeniania si ; nie ma w nim nic warto ciuj cego w pozytywnym znaczeniu tego s owa, nic z czego jako ludzko mogliby my by dumni.) Nawet w stricte ewolucyjnym modelu nie zawsze musimy mie do czynienia z doborem naturalnym. Niektóre geny rozprzestrzeniaj si w populacji nie dlatego, e s lepsze od innych, ale po prostu mia y wi cej szcz cia. Nazywamy ten proces Ädryftem genetycznym" i w biologii wci trwa dyskusja, na ile jest to zjawisko znacz ce w porównaniu z doborem naturalnym. W ka dym razie sama koncepcja jest dzi powszechnie akceptowana jako element tak zwanej neutralnej teorii w genetyce molekularnej. Za o enie jest do proste ²je eli jaki gen zmutowa

do innej wersji, lecz nie ma to wp ywu na jego funkcje w organizmie, dobór naturalny nie ma powodów, by faworyzowa jedn jego wersj kosztem drugiej, pozostaje neutralny. Niemniej jednak, na skutek dzia ania prawid owo ci zwanej w statystyce b dem losowym, w kolejnych pokoleniach nowy gen mo e rozprzestrzenia si tak intensywnie, e wyprze swojego poprzednika z puli genetycznejNa poziomie molekularnym dochodzi w tej sytuacji do rzeczywistej ewolucyjnej zmiany (cho mo e by ona nieobserwowalna na poziomie poszczególnych osobników) i przy tym jest to proces, który nie ma adnego zwi zku z jak kolwiek ewolucyjn przewag , któr ów nowy gen mia by zapewnia . Idea, e ewolucja wierze religijnych mo e by ujmowana jako kulturowy odpowiednik dryftu genetycznego, jest bardzo przekonuj ca. Równie j zyki ewoluuj na sposób quasi-biologiczny, przy czym zmiany, jakie przechodz , s zdecydowanie nieukierunkowane ² w ich wypadku analogia z dryftem genetycznym te si narzuca: proces powolnych, kumuluj cych si przez stulecia zmian, które w pewnym momencie doprowadzaj do tego, e poszczególne odga zienia staj si wzajemnie dla siebie niezrozumia e. Mo na, co prawda, spotka si z opini , e ewolucj j zyków rz dzi jaki lingwistyczny odpowiednik doboru naturalnego, ale argumenty za t tez nie brzmi zbyt przekonuj co. Próbowano wyja nia tak na przyk ad tzw. Great Vowel Shift 9170, czyli proces g bokich zmian w wymowie, jaki nast pi w Anglii mi dzy pi tnastym a osiemnastym stuleciem. Takie szczegó owe hipotezy zwykle jednak nie s konieczne do wyja nienia wi kszo ci obserwowanych przez nas zmian w j zykach ² raczej bardziej prawdopodobna wydaje si ewolucja poprzez mechanizm stanowi cy kulturowy odpowiednik losowego dryftu genetycznego. W ró nych cz ciach Europy acina zmieni a si w hiszpa ski, portugalski, w oski, francuski, rumu ski i ró ne dialekty tych j zyków, a trudno chyba by oby wskaza , e te procesy lingwistyczne wi za y si z jakimikolwiek lokalnymi przewagami konkretnych j zyków czy Äkorzy ciami adaptacyjnymi". Osobi cie gotów by bym przyj , e równie wierzenia religijne (nie tylko j zyki) ewoluowa y w du ej mierze losowo od czysto arbitralnych pocz tków a do tej zadziwiaj cej (a czasem i zatrwa aj cej) ró norodno ci, któr obserwujemy dzisiaj. Przez ca y ten czas, co wydaje si bardzo prawdopodobne, religie funkcjonowa y te pod naciskiem jakiej szczególnej formy doboru naturalnego, który ' bazowa na fundamentalnej jednorodno ci ludzkiej psychiki. Wida to chocia by z tego, jak wiele wspólnych cech maj wierzenia ² wi kszo z nich uczy na przyk ad (obiektywnie trudnej do przyj cia, ale bardzo silnie przemawiaj cej do uczu ) doktryny, e osobowo ka dego z nas mo e przetrwa nasz mier . Koncepcja nie miertelno ci sta a si tak powszechna, bo doskonale wspó gra ze sk onno ci do my lenia yczeniowego, a my lenie yczeniowe jest powa n si , gdy uniwersalnym w zasadzie sk adnikiem naszej konstrukcji psychicznej jest sk onno do patrzenia na wiat przez ró owe okulary. Nie ulega w tpliwo ci, e wiele w a ciwo ci systemów religijnych jest dobrze dostosowanych, by umo liwia im przetrwanie, a co za tym idzie zdobycie sta ego miejsca w tyglu ludzkich kultur. Pojawia si oczywi cie pytanie, czy to Ädostosowanie" religii jest konsekwencj doboru naturalnego, czy Äinteligentnego projektu". Prawid owe s , jak s dz , obie odpowiedzi. Je eli mówimy o projekcie, to nie sposób zaprzeczy , e przywódcy religijni zawsze doskonale radzili sobie werbalizowaniem ró nych wskaza , maj cych pomóc wierze przetrwa . Marcin Luter na przyk ad by w pe ni wiadom, e najwi kszym zagro eniem dla wiary jest rozum i cz sto przed nim ostrzega : ÄRozum jest najgorszym wrogiem twojej wiary; w sprawach duchowych nigdy nie przychodzi z pomoc , zwykle jeno zwalcza S owo Bo e i ka e w tpi we wszystko, czym emanuje Bóg"85; albo: ÄKa dy, kto chce by chrze cijaninem, powinien wy upi oczy w asnemu rozumowi". Jeszcze? ² ÄRozum winien by zniszczony u wszystkich chrze cijan". Jak wida , Luter nie mia by najmniejszych problemów z inteligentnym zaprojektowaniem w a ciwo ci religii, przydatnych dla jej Przetrwania, a sk din d zupe nie niemaj cych zwi zku z inteligencj . Nie oznacza to jednak, by on ² czy ktokolwiek inny ² rzeczywi cie wiar Äzaprojektowa ". Równie dobrze religia mog a wyewoluowa poprzez (niebiologiczny) dobór naturalny, w którym Luter nie gra roli projektanta, a jedynie bystrego obserwatora.

70 W polskiej filologii angielskiej czasem mo na spotka si z okre l niem Äwielkie przesuni cie samog oskowe" (przyp. t um.).

Nawet je li darwinowski proces selekcji genów móg faworyzowa w ród ludzi psychologiczn predyspozycj do tworzenia systemów religijnych (jako produkt uboczny innych wa nych adaptacyjnie mechanizmów), to nieprawdopodobne, by odpowiada równie za szczegó owe dogmaty ró nych wiar. Jak ju sugerowa em, je li chcemy o tych w a nie detalach dyskutowa za pomoc narz dzi ewolucyjnych, musimy szuka nie genów, a ich kulturowych odpowiedników. Czy religie mog by zbudowane z czego takiego jak memy?
ST PAJ OSTRO NIE , BOWIEM ST PASZ PO MOICH MEMACH Prawda w kwestiach religijnych to po prostu pogl d, który przetrwa . Oscar Wilde

Zaczn od przypomnienia, e darwinowska ewolucja nie znosi marnotrawstwa, a zatem ka da cecha powszechnie wyst puj ca w jakimkolwiek gatunku ² jak cho by religia ² musi przynosi jakie korzy ci, w przeciwnym razie bowiem by nie przetrwa a. Tyle e, o czym ju wspomina em, korzy ci te wcale nie musz si wi za z sukcesem reprodukcyjnym osobnika b d cego nosicielem danej cechy. Jak widzieli my, po ytki dla genów wirusa popularnego przezi bienia wystarczaj co dobrze t umacz powszechno wyst powania tej nieprzyjemnej przypad o ci w naszym gatunku 92 71. W zasadzie nie musz nawet istnie adne geny, które odnosi yby po ytek ² wystarcz jakiekolwiek replikatory. Geny to jedynie najoczywistszy przyk ad replikatorów, ale do tej samej kategorii nale wirusy komputerowe albo memy: jednostki kulturowego dziedziczenia i g ówny bohater tego podrozdzia u. Je li jednak chcemy zrozumie , jak dzia aj memy, najpierw musimy nieco dok adniej przyjrze si mechanizmom doboru naturalnego. Najogólniej rzecz ujmuj c, dobór naturalny dzia a, dokonuj c selekcji mi dzy dost pnymi replikatorami, replikator za to dowolna porcja zakodowanej informacji, która potrafi wytwarza dok adne kopie samej siebie, a czasem te kopie niedok adne, czyli Ämutacje". To w a nie sedno darwinizmu. Warianty replikatora, które skuteczniej si kopiuj , zaczynaj liczebnie przewa a nad tymi, które z kopiowaniem radz sobie gorzej. Archetypicznym, by tak rzec, replikatorem, jest gen, czyli odcinek DNA, który ² przez niezliczon liczb pokole ² ulega duplikacji z niemal idealn dok adno ci . Centralnym problemem teorii memów jest pytanie, czy mo na je uzna za jednostki kulturowego na ladownictwa, które zachowuj si jak replikatory, jak geny po prostu. Nie twierdz , e memy s dok adnym analogiem genów ² mówi jedynie, e im bardziej s one do genów podobne, tym lepiej memetyka sprawdza si jako teoria. W tym za podrozdziale pragn w a nie rozwa y , czy teori memów mo na zastosowa w przypadku religii. W wiecie genów sporadyczne b dy w replikacji (mutacje) wi si z tym, e w puli genowej wyst puj alternatywne warianty pewnych genów (allele), które, mo na Powiedzie , konkuruj ze sob . O co konkuruj ? O konkretne miejsce na chromosomie, czy te , dok adniej, o okre lony locus. A w jaki sposób? Nie, to nie jest bezpo redni pojedynek dwóch cz steczek, to walka toczona za Po rednictwem cech fenotypowych, takich jak d ugo nóg czy umaszczenie futra, czyli Äuciele nienia" odpowiednich genów w anatomii, fizjologii, biochemii i behawiórze nosiciela. Los genu zwykle jest ci le zwi zany z losem organizmów, w których kolejno zamieszkuje. To w jakim stopniu konkretny gen wp ywa na kszta t Äzamieszkiwanych" cia , decyduje te o jego szansach na przetrwanie w puli genowej. To zalety fenotypowych po redników decyduj , czy w kolejnych generacjach okre lony gen b dzie reprezentowany w puli genowej mniej lub bardziej licznie. Czy to samo mo na powiedzie o memach? Ró nica mi dzy genami a memami polega mi dzy innymi na tym, i w przypadku tych drugich trudno by oby wskaza proste odpowiedniki chromosomów, loci czy rekombinacji wskutek rozmna ania p ciowego. Pula memowa jest znacznie s abiej zorganizowana i ustrukturalizowana ni pula genowa. Niemniej jednak mo na mówi (i nie jest to wcale g upie podej cie) o puli memowej, w której cz sto wyst powania poszczególnych memów mo e si zmienia w wyniku interakcji (konkurencji) mi dzy memami.
71 A zw aszcza w mojej nacji, tak przynajmniej g osi popularny stereotyp: Voici l'Anglais avec son sang froid habituel (Oto Anglik z jakze dla charakterystycznym paskudnym przezi bieniem). To z FracturedFrench ES. Pearsona, gdzie znale mo na równie inne ciekawe fran cuskie cacka, jak cho bycoup de grace w roli kosiarki.

Takie podej cie bywa kwestionowane, zwykle dlatego, e memy to jednak nie to samo co geny. Fizyczna charakterystyka genów jest ju znana (to po prostu sekwencje DNA), memów natomiast nie, a ró ni memetycy proponuj coraz to nowe fizyczne media, które mia yby by ich no nikiem. Pyta jest zreszt o wiele wi cej. Czy memy istniej tylko w naszych mózgach? A czy papierowa albo elektroniczna kopia (na przyk ad jakiego limeryku) mo e ju by nazwana memem? I dalej ² replikacja genów zachodzi z bardzo du precyzj , podczas gdy memy (je li w tym wypadku w ogóle mo na mówi o replikacji) powielaj si bez w tpienia znacznie mniej dok adnie. Te problemy s jednak wyolbrzymiane. Zarzutem przywo ywanym najcz ciej jest stwierdzenie, i memy podlegaj kopiowaniu z dok adno ci o wiele za ma , by mog y pe ni funkcje darwinowskich replikatorów. To mia oby podwy sza Äwspó czynnik zmian mutacyjnych" w ka dej generacji tak, e dochodzi do samoistnych mutacji memów, zanim jeszcze mechanizm darwinowskiego doboru mo e wp yn na ich udzia w ogólnej puliMoim zdaniem jest to problem pozorny. Pomy lmy na przyk ad o mistrzu stolarskim albo prehistorycznym krzemieniarzu, który zdradza sekrety swego rzemios a m odemu uczniowi. Nawet je li ucze b dzie stara si wiernie odtwarza ka dy ruch r ki mistrza, i tak b dziemy mogli oczekiwa , e mem zmutuje w kolejnych generacjach (czyli przekazach mistrz ² ucze ) nawet nie do poznania. Oczywi cie w rzeczywisto ci aden ucze tak nie post puje, by oby to bowiem po prostu g upie, ka dy z nich raczej stara si ustali , jaki ostateczny rezultat mistrz chce osi gn , a potem na laduje ten rezultat, a nie kolejne ruchy r ki: ÄWbijaj gwo dzie, a ostrze b dzie dobrze umocowane, uderzaj c m otem tyle razy, ile trzeba" (co niekoniecznie oznacza t sam liczb uderze ) ² to w a nie takie regu y mog niezmutowane przechodzi Äz pokolenia na pokolenie", cho w detalach ró ni ludzie w ró nych miejscach b d odmiennie t sam czynno wykonywa . ciegi w robótkach dziewiarskich, sploty lin i wi zanie sieci, sposób sk adania origami, ró ne po yteczne triki w garncarstwie czy ciesielstwie ² wszystko to da si zredukowa do pewnej ograniczonej liczby konkretnych czynno ci i takie techniki rzeczywi cie mog by przekazywane w niezmienionej formie przez praktycznie nieokre lon liczb kolejnych na ladowczych generacji. Szczegó y mog si zmienia zale nie od poszczególnych jednostek, ale istota pozostaje Äniezmutowana", a to wszystko, czego trzeba, by analogi mi dzy genami a memami mo na by o uzna za uprawnion . We wst pie do ksi ki Susan Blackmore Maszyna niemowa pos u y em si przyk adem modelu chi skiej d onki tworzonego technik origami. By to bardzo z o ony przepis obejmuj cy trzydzie ci dwa z o enia (lub analogiczne operacje). Efekt ko cowy (czyli d onka) jest bardzo interesuj cy, podobnie jak co najmniej trzy stadia Po rednie w jego Äembriologii" ² Äkatamaran", Äpude ko z dwiema pokrywkami" i Ärama obrazka". Ca a procedura Äbudowania" d onki rzeczywi cie w sposób nieodparty kojarzy a mi si z morfologicznymi przekszta ceniami, ja_ kie przechodzi embrion w kolejnych stadiach rozwoju od blastuli poprzez gastrul do neuruli. Nauczy em si robi takie chi skie d onki. kiedy by em ma ym ch opcem, od ojca, on sam za naby t umiej tno równie jako dziecko, w szkolnym internacie. Moda na sk adanie d onek zainicjowana przez jedn z wychowawczy , wybuch a w szkole nagle i równie gwa townie min a, niczym epidemia odry. Dwadzie cia sze lat pó niej (wychowawczyni mojego ojca dawno ju wtedy nie y a) znalaz em si w tej samej szkole i na nowo wprowadzi em to samo szale stwo ² uczniowie szybko podchwycili mod , ale szybko, jak to bywa z epidemiami, wszystko si sko czy o. Jednak fakt, e taka wyuczalna umiej tno mo e rozprzestrzenia si na kszta t epidemii, jest wa nym wiadectwem dok adno ci memetycznego przekazu ² mo na by absolutnie pewnym, e d onki sk adane za czasów mojego ojca w latach dwudziestych nie ró ni y si znacz co od tych, które nami tnie sk ada em z kolegami w latach pi dziesi tych. Takie procesy mo na by zreszt bada bardziej systematycznie, na przyk ad poprzez nast puj cy eksperyment, oparty na znanej dzieci cej grze (w Anglii nazywanej ÄChinese Whispers", czyli Ächi skie szepty", w Stanach Ätelefon" 93 *). Procedura jest nieskomplikowana. Dobieramy dwie cie osób (z których adna nigdy nie sk ada a papierowej d onki) i dzielimy t grup na dwadzie cia dziesi cioosobowych zespo ów. Wszystkie zespo y wybieraj sobie liderów, my za uczymy tych liderów ² poprzez naoczn demonstracj ²jak sk ada d onk . Nast pnie prosimy, by ka dy z nich przekaza t nowo nabyt umiej tno jednej osobie ze swojej grupy (to b dzie Ädrugie pokolenie"), ta kolejnej i tak a do chwili, gdy dziewi ty cz onek ka dej grupy

poka e dziesi temu, jak sk ada d onk . Na koniec zbierajmy wszystkie Äwytwory" i opisujemy je, ka demu przyporz dkowuj c numer grupy i numer Ägeneracji". Nie przeprowadzi em na razie takiego eksperymentu (cho chcia bym), ale mam silne przeczucie, e by bym w stanie przewidzie rezultaty. Otó uwa am, e nie we wszystkich grupach uda si przekaza umiej tno sk adania d onki w stanie nienaruszonym" wszystkim kolejnym cz onkom, cho w wi kszo ci ² tak. W niektórych zespo ach jednak pojawi si b dy, mo e na skutek tego, e jeden z cz onków stanowi cy kolejne ogniwo w przekazie zapomnia o którym wa nym kroku; adnemu z kolejnych cz onków tej grupy z o enie d onki nie mo e si ju oczywi cie powie . Mo e na przyk ad zespó W dojdzie do etapu Äkatamaranu" i na tym sko czy, a ósmy w kolejno ci cz onek grupy XIII stworzy Ämutanta" (co pomi dzy Äpude kiem z dwiema pokrywkami" i Äram obrazka"), a dziewi ta i dziesi ta osoba z jego grupy skopiuj t zmutowan wersj ... Mam te pewne przewidywania co do wyników uzyskanych w grupach, które zdo a y skutecznie przekaza umiej tno wszystkim kolejnym cz onkom. Otó , je li uszeregujemy otrzymane origami wed ug kolejnych Äpokole ", nie zaobserwujemy, by wraz z numerem generacji spada a jako wykonania. Gdyby my natomiast przeprowadzili eksperyment identyczny, tyle e przekazywan umiej tno ci nie by oby origami, a uczestników prosiliby my o szkicowanie kolejnych kopii rysunku d onki, wówczas wzorzec, który Äprzetrwa by" od pierwszej do dziesi tej generacji, bez w tpienia by by znacznie mniej dok adn kopi orygina u. W tej rysunkowej wersji eksperymentu wszystkie rysunki z dziesi tego pokolenia by yby w jakim stopniu podobne do szkiców pierwszego pokolenia i w ka dej grupie mogliby my obserwowa stopniowe pogorszenie wierno ci odtworzenia w kolejnych generacjach. W eksperymencie z origami b dy mia y by charakter zero-jedynkowy; zdigitalizowany ² albo b d w przekazie by nie wyst pi i, przeci tnie rzecz bior c, produkt dziesi tej generacji nie by by ani gorszy, ani lepszy ni pierwsze pokolenie, albo w którym momencie pojawia a si Ämutacja" i od tej chwili wysi ki wszystkich kolejnych uczestników a cucha by yby skazane na pora k , zwykle polegaj c na reprodukcji tego w a nie b dnego odtworzenia orygina u. Jaka jest podstawowa ró nica mi dzy tymi dwiema umiej tno ciami? Tworzenie origami to procedura, któr da si roz o y na seri kolejnych dzia a , z których adne samo w sobie nie jest trudne, zwykle to po prostu krok polegaj cy na realizacji polecenia: ÄZ ó wzd u linii rodkowej". Komu oczywi cie mo e si to nie najlepiej uda , ale nast pny w Älinii przekazu" cz onek danego zespo u bez problemów domy li si , co ów kto przynajmniej próbowa zrobi . Origami w tym sensie sk ada si z Äsamoreguluj cych" si kroków i to w a nie czyni je procedur Äcyfrow "; pomy lmy o moim mistrzu ciesielskim ²jego intencja, by wbi gwó d w desk tak, eby g ówka nie wystawa a, jest oczywista dla ka dego ucznia, niezale nie od liczby uderze m otkiem. Albo kto wykona prawid owo kolejny krok z Äprzepisu na origami", albo nie. Umiej tno rysowania natomiast ma charakter Äanalogowy" ² ka dy jako tam umie rysowa , niektórzy lepiej ni inni, praktycznie nikt jednak nie potrafi wykona idealnie wiernej kopii. Wierno odtworzenia zale y od tego, jak du o czasu kto gotów jest po wi ci i z jak du staranno ci t czynno b dzie wykonywa , a obie te wielko ci zmieniaj si w sposób ci g y. Co wi cej, niektórzy rysuj cy mog nie tyle kopiowa oryginalny model, co stara si go Äupi kszy " i poprawi . S owa (przynajmniej wtedy, kiedy zostan zrozumiane) równie podlegaj samoregulacji w podobnym znaczeniu jak procedura przygotowywania origami. W oryginalnej grze w Äg uchy telefon" pierwsze dziecko s yszy jak historyjk (lub zdanie) i ma j przekaza nast pnemu, to kolejnemu i tak dalej. Je eli zdanie ma oko o siedmiu s ów i jest wyra one w ojczystym j zyku uczestnicz cych w zabawie dzieci, zwykle Äniezmutowane" przetrwa nawet dziesi generacji. Je eli natomiast jest to zdanie w j zyku obcym i dzieci mog nie tyle powtarza s owa, co fonetycznie odtwarza zas yszane d wi ki, przekaz nie przetrwa, wzorzec pojawiaj cych si zniekszta ce jest zbli ony do tego, jaki wyst puje w przypadku rysowania, sens za (o ile jaki b dzie) zostanie zupe nie zmieniony. Co takiego nie wyst pi, gdy przekazywane jest zdanie w j zyku, którym dzieci na co dzie si pos uguj (i nie zawiera s ów im obcych, jak Äfenotyp" czy Äallele"); wiadomo przetrwa, bowiem dzieci nie musz na ladowa brzmienia zas yszanych d wi ków, lecz ka de z nich rozpoznaje poszczególne s owa jako nale ce do okre lonego s ownika i przekazuje je nast pnemu dziecku, cho zapewne kolejni uczestnicy zabawy mog wymawia je z innym akcentem. Pismo r czne równie podlega analogicznej samoregulacji, gdy nawet najgorsze gryzmo y na papierze, niezale nie od tego, z jak ró nymi charakterami pisma mo emy mie do czynienia, s symbolami zaczerpni tymi z alfabetu sk adaj cego si ze sko czonej liczby liter (dwudziestu sze ciu, na przyk ad).

Wyst powanie w przypadku memów tego typu procesów samoregulacji prowadz cych do wysokiej wierno ci odtworzenia jest zupe nie wystarczaj cym argumentem przeciw najpowszechniejszym zarzutom wobec memowo-genowej analogii. Oczywi cie trzeba jeszcze w tym miejscu doda , e celem teorii memów, przynajmniej na tym, bardzo wczesnym etapie jej rozwoju, nie jest stworzenie teorii, która w jakikolwiek sposób mog aby si równa z genetyk Watsona i Cricka. Kiedy wprowadzi em poj cie memu, chodzi o mi g ównie o to, by wskaza , e geny nie s jedynym graczem na darwinowskim boisku, istnia o bowiem ryzyko, e tak w a nie mo e zosta odebrany Samolubny gen. Peter Richerson i Robert Boyd to samo chcieli podkre li w tytule swojej cennej i m drej ksi ki Not by Genes Alone [Nie same geny], cho starali si w niej przekona , e okre leniem zdecydowanie lepszym ni memy b d Äwarianty kulturowe". Ksi ka Stephena Shennana Genes, Memes and Huma History [Geny, memy i historia ludzko ci] powsta a niew tpliwie pod wp ywem inspiracji przez wcze niejsz jeszcze, równie wietn prac Boyda i RichersonaCulture and the Evolutionary Process[Kultura i procesy ewolucyjne]. Inne powa ne teksty odnosz ce si do memów to m.in. The Electric Meme Roberta Aungera, The Selfish Meme Kate Distin i Virus of the Mind: The New Science of the Meme Richarda Brodie. Najwi cej jednak memetyka zawdzi czaMemowej maszynieSusan Blakemore, która rozwin a t teori bardziej ni ktokolwiek inny. Blakemore wielokrotnie w swoim tek cie powraca do wizji wiata zape nionego mózgami (lub innymi pojemnikami albo obwodami, jak komputery lub fale radiowe okre lonej cz stotliwo ci) i memami, które tylko przepychaj si , by który z nich zaj . I podobnie jak z genami w puli genetycznej ² przetrwa mog te memy, które najskuteczniej si kopiuj . Mo e dzia si to dlatego, e odwo uj si do jakich wa nych potrzeb; mem nie miertelno ci móg zapewne spe nia tak funkcj dla niektórych ludzi. Mo e si te zdarzy , e niektóre memy doskonale rozwijaj si w obecno ci innych memów, które ju s licznie reprezentowane w puli memowej. W ten w a nie sposób tworz si kompleksy memów, czyli Ämempleksy" ² aby lepiej wyja ni to poj cie, powróc na moment do genetycznych róde naszej memowej analogii. Zdarza o mi si , w celach czysto dydaktycznych, opisywa geny jakby by y odr bnymi ca o ciami, dzia aj cymi w pe ni niezale nie. Oczywi cie naprawd tak nie jest ² geny nie s od siebie niezale ne, co wykaza mo na na dwa sposoby. Po pierwszy geny s u o one w porz dku liniowym na chromosomach, w wyniku czego ich mi dzygeneracyjna podró odbywa si zwykle w towarzystwie s siadów z okolicznychloci.(My, naukowcy, uczenie nazywamy taki typ sprz enia sprz eniem, ale nie b d ju d u ej w tku tego rozwija , jako e memy nie grupuj si na chromosomach, nie wyst puj w allelach i nie ma te memetycznej rekombinacji p ciowej). Istnieje te drugi, zupe nie niezwi zany ze sprz eniem genetycznym aspekt wspó zale no ci genów i w tym wypadku mo emy juz wskaza dobr memetyczn analogi . Mam tu na my li embriologi , która ² co zreszt cz sto bywa przyczyn nieporozumie ²jest czym zupe nie odr bnym od genetyki. aden organizm nie jest przypadkow sk adank , jak mozaik fenotypowych cech, z których za ka d odpowiada odr bny gen. Nie ma adnego jednoznacznego odwzorowania genów na poszczególne cechy anatomiczne czy zachowania. Ka dy gen Äwspó pracuje" z setkami innych w z o onym akcie programowania procesów rozwojowych, których etapem finalnym jest organizm, tak samo jak poszczególne s owa, które sk adaj si na przepis kucharski, Äwspó pracuj " w procesie, którego ostatecznym efektem jest gotowe danie na talerzu (nie jest tak, by z jednego s owa robi si jeden smaczny k sek). Podstawow zasad embriologii jest zatem wspó praca karteli genów przy budowie organizmu. W tej sytuacji poci gaj ce by oby przyj cie, e dobór naturalny dzia a na zasadzie doboru grupowego, na poziomie selekcji mi dzy alternatywnymi kartelami. By by to jednak b d, tak naprawd mamy bowiem do czynienia z sytuacj , w której geny cznie tworz ce pul genow gatunku w znacznym stopniu determinuj kszta t rodowiska, w którym zachodzi konkurencja mi dzy allelami. Ka dy z alleli mo e odnie sukces jedynie Äw towarzystwie" innych genów (które podlegaj doborowi na podobnej zasadzie), a to sprawia, e dochodzi do emergencji takich karteli wspó pracuj cych genów ² to wolny rynek, a nie gospodarka planowa: jest ju krawiec i szewc, ale mo e na rynku jest jeszcze miejsce dla kapelusznika. Niewidzialna r ka doboru naturalnego zape nia takie miejsce.

Przedstawiona tu w wielkim skrócie koncepcja wspó pracuj cych karteli genów, ukonstytuowanych przez niewidzialn r k doboru naturalnego, ma podstawowe znaczenie dla zrozumienia memów religijnych i tego, jak one funkcjonuj . W ró nych pulach genowych kszta tuj si odmienne kartele genów. Na przyk ad w sk ad puli genowych drapie ników wchodz geny programuj ce narz dy zmys ów s u ce do wykrywania ofiar, pazury umo liwiaj ce ich chwytanie, nomacze do ich gryzienia, enzymy umo liwiaj ce trawienie mi sa i wiele innych genów doskonale dostrojonych do wzajemnej wspó pracy. Równolegle u ro lino erców dobór faworyzowa w pulach genowych odmienne zestawy kooperuj cych genów. Przywykli my do my lenia o genach w kontek cie dostosowania kodowanych przez nie fenotypowych cech do specyficznego rodowiska, w jakim funkcjonuje organizm: pustyni, lasu itd. Tu pragn zwróci uwag , e gen mo e by te faworyzowany przez dobór ze wzgl du na jego szczególne dostosowanie do okre lonej puli genowej ² gen drapie nika nie przetrwa w puli genowej ro lino ercy i na odwrót. Z perspektywy genu rodowiskiem, w którym selekcji podlegaj geny ze wzgl du na sw zdolno kooperacji z innymi genami, jest pula genowa, czyli zestaw genów nieustannie zmieniaj cy si za spraw reprodukcji p ciowej. Pule memowe s na pewno mniej ustrukturyzowane i uporz dkowane ni pule genetyczne, ale mimo to bezpiecznie mo emy pos ugiwa si tym poj ciem i przyj , e pula memowa stanowi wa ny element rodowiska, w jakim ka dy mem pozostaje w swoim mempleksie. Mempleks zatem jest to zestaw memów, które ² by mo e ² samodzielnie nie zdo a yby nigdy przetrwa , natomiast doskonale radz sobie z przetrwaniem w otoczeniu pozosta ych jego sk adowych. W poprzednim podrozdziale pisa em, e dobór naturalny raczej nie jest mechanizmem rz dz cym ewolucj j zyków i e w tym wypadku nale y mówi bardziej o losowym dryfcie. Mo na sobie na przyk ad wyobrazi , i okre lone samog oski i spó g oski lepiej Äsi nios " w terenie górzystym i z tego powodu mog si przyj w dialektach stosowanych, dajmy na to, w Szwajcarii, Andach czy Tybecie, inne g oski s za lepiej s yszalne w g stym lesie i te zakorzeni si w j zykach Pigmejów czy ludów Amazonii. Wspomnia em tez jednak o wielkim przesuni ciu samog oskowym, w ktorym to przypadku, je li teoria funkcjonalnego uzasadnienia tej zmiany jest prawdziwa, mo na ju mówi doborze naturalnym, nie o dryfcie. Otó Great Vowel Shift mo na interpretowa w kategorii niemów dopasowuj cych si do po czonego sieci wspó zale no ci mempleksu. Która z samog osek uleg a przesuni ciu jako pierwsza (z nieznanych przyczyn ² mo e by to skutek na ladownictwa wymowy jakiej wybitnej jednostki, tak jak jedna z miejskich legend t umaczy wyst puj ce w j zyku hiszpa skim ceceo. Tak czy owak, dla nas nie ma to w tej chwili znaczenia.) i gdy to ju si zdarzy o, inne musia y pod y za ni , gdy w przeciwnym wypadku j zyk móg by sta si niezrozumia y; to pierwsze przesuni cie uruchomi o ca kaskad . W kolejnych etapach memy ze starej puli memowej konkurowa y ze sob i podlega y doborowi, w efekcie którego to procesu powsta nowy mempleks stworzony przez dopasowane do siebie memy. Teraz wreszcie dysponujemy aparatem, który pozwala nam zastosowa memetyk do religii. Niektóre idee religijne ² podobnie jak niektóre geny²mog y przetrwa ze wzgl du na w asn Äwarto "; takie memy przetrwa yby w ka dej puli memowej, niezale nie od tego, w otoczeniu jakich memów by si znalaz y (przypominam, e u yte tu okre lenie Äwarto " nie jest w adnym stopniu warto ciuj ce. ÄWarto " memu to jego zdolno do przetrwania w puli). Inne elementy wierze religijnych mog y za przetrwa ju jako cz mempleksu ² dzi ki dopasowaniu do memów, które ju by y licznie reprezentowane w puli memowej. Poni ej przedstawiam (oczywi cie niepe n ) list takich religijnych memów, które potencjalnie mog y wykaza si zdolno ci do przetrwania w puli memowej albo ze wzgl du na sw autonomiczn warto , albo za spraw dobrego dopasowania do mempleksu: Przetrwasz w asn mier .
‡

Je li umrzesz mierci m cze sk , trafisz do wyj tkowo pi knej cz ci raju, gdzie do swej dyspozycji b dzieszmia siedemdziesi t dwie dziewice (nie zastanawiajmy si mo e nad losem nieszcz snych dziewic). Heretyków, blu nierców i apostatów nale y zabija (albo kara w inny sposób, na przyk ad podda ostracyzmowi). Wiara w Boga to najwy sza z cnót. Je li twoja wiara s abnie, pracuj ci ko nad tym, by j wzmocni , i b agaj go, by ci pomóg (dyskutuj c zak ad Pascala, wspomnia em o tym do

‡ ‡

dziwnym za o eniu, jakoby tym, czego Bóg najsilniej pragnie, mia a by wiara w niego. Teza ta wzbudzi a we mnie powa ne w tpliwo ci. Tu jednak mamy wyja nienie).
‡

Wiara (czyli przyjmowanie czego bez dowodów) jest cnot . Im bardziej twoje przekonania s sprzeczne z dowodami, tym wi ksz cnot okazujesz. Mistrzowie wiary, którzy potrafi wierzy w rzeczy naprawd dziwne oraz kompletnie sprzeczne ze wiadectwami zmys ów i z rozumem, zas uguj na szczególn nagrod .

‡

Wszyscy (nawet niewierz cy) powinni okazywa przekonaniom religijnym szczególny respekt i traktowa je z automatycznym szacunkiem, jaki nie przynale y adnym innym przekonaniom (spotkali my si z tym w Rozdziale 1.). ‡ Dzie a sztuki, muzyka i pisma to samoreplikuj ce si symbole wierze religijnych 94 72.

Cz twierdze z powy szej listy ma zapewne warto autonomiczn i mo e przetrwa w ka dym mempleksie. Pozosta e (i tu znów mamy analogi z genetyk ) trwaj jedynie dzi ki wspó wyst powaniu z innymi memami, co w konsekwencji prowadzi do formowania si alternatywnych mempleksów ² dwa odmienne systemy wierze mo emy traktowa w a nie jako takie alternatywne mempleksy. Przyjmijmy na przyk ad, e islam jest analogiem genowego kompleksu drapie nika, buddyzm za ro lino ercy Wierzenia sk adaj ce si na jak kolwiek religi nie s w absolutnym sensie Älepsze" ni te, które konstytuuj inn wiar , tak samo jak geny drapie nika nie s lepsze ni geny ro lino ercy. Tego typu memy religii same w sobie nie wykazuj bezwarunkowej umiej tno ci przetrwania, osi gaj sukces, bo rozkwitaj w towarzystwie memów w asnej religii, w obcym memetycznym rodowisku nie przetrwa yby. Zgodnie z tym modelem rzymski katolicyzm czy islam na przyk ad nie zosta y zaprojektowane przez jakiekolwiek jednostki, lecz raczej wyewoluowa y jako zbiory memów, które znalaz y si w rodowisku odpowiedniego dla siebie mempleksu. Religie instytucjonalne s oczywi cie organizowane przez ludzi: ksi y, biskupów, rabinów, imamów i ajatollahów. Ale²pozwol sobie ponownie powo a si na samego Marcina Lutra ² religia nie zosta a pocz ta ani zaprojektowana przez ludzi. Nawet je li rozmaite systemy religijne by y wykorzystywane przez mo nych tego wiata wy cznie dla ich w asnych korzy ci oraz pot gi i manipulowano ich tre ci tak, by lepiej temu celowi s u y y, wiele wskazuje, e szczegó y ka dej z wiar ukszta towa a nie wiadoma ewolucja. Oczywi cie nie mówi tu o genetycznym doborze naturalnym, gdy to proces zdecydowanie zbyt powolny, by wyja ni gwa towne zmiany i podzia y religijne. Rola genetyki w tym wypadku ograniczy a si do dostarczenia mózgu i wyposa enia go w pewne naturalne sk onno ci i uprzedzenia, czyli w odpowiedni hardware i podstawowe oprogramowanie, co stworzy o scen dla doboru memetycznego. Na tej scenie memetyczny dobór naturalny jest ² dla mnie przynajmniej ² dobrym wyja nieniem szczegó ów ewolucji poszczególnych systemów wierze . We wczesnych etapach rozwoju ka dej religii, zanim stanie si ona zinstytucjonalizowan wiar , niektórym memom udaje si przetrwa , gdy odwo uj si do uniwersalnych cech ludzkiej psychiki. W tym w a nie momencie stykaj si memetyka religii i model religii jako produktu ubocznego. W pó niejszych stadiach, gdy zaczyna wykszta ca si zorganizowany, wypracowany i zdecydowanie ró ni cy si od pozosta ych Ko ció , system religijny mo na ju doskonale opisywa za pomoc narz dzi teorii mempleksów ² karteli dopasowanych memów. Oczywi cie nie wyklucza to mo liwo ci wiadomego manipulowania religi przez kap anów czy inne jednostki. W pewnym sensie systemy religijne, podobnie jak pr dy artystyczne czy przej ciowe mody, s wr cz wynikiem inteligentnego projektowania.

72 Istniej pewne kategorie zjawisk i poj (Trójca wi ta, transsubstancja, inkarnacja) które z definicji pozostaj niezrozumia e. Nie wolno nawet próbowa ich zrozumie , gdy to mo e je zniszczy . Pe ni wiary mo na osi gn , tylko nazywaj c je tajemnic . Przypomnijmy sobie zreszt gwa towne ataki Lutra na rozum, które cytowa em kilka stron wcze niej ² czy to nie sprzyja przetrwaniu memu?
72 Ró ne szko y i kierunki w sztuce mo na traktowa jako alterntywne mempleksy ² kolejni arty ci przejmuj idee i motywy wprodzone przez wcze niej dzia aj cych w danej dziedzinie sztuki, a nowe koncepcje mog przetrwa tylko wtedy, kiedy jako dopasuj si do ju istniej cych. W pewnym sensie ca akademick dyscyplin , jak jest historia sztuki z jej wyrafinowanymi narz dziami do analizy ikonografii i symbolizmów, mo na uzna za dziedzin zajmuj c si badaniem mempleksów. Poszczególne detale kierunków artystycznych czy pr dów literackich s faworyzowane (lub nie) ze wzgl du na dopasowanie do ju reprezentowanych w puli memów (w tym równie memów religijnych).

Jedyn religi niemal w ca o ci Äinteligentnie zaprojektowan " jest Ko ció scjentologiczny, lecz jest to przypadek szczególny. Innym kandydatem móg by by mormonizm. Joseph Smith, jego przedsi biorczy i zak amany twórca, posun si a do tego, e skomponowa od podstaw zupe nie now wi t ksi g , Ksi g Mormona, w której, w podrabianej XVII-wiecznej angielszczy nie, przestawi kompletnie zafa szowan histori Ameryki. Od czasu sfabrykowania w XIX wieku Ko ció mormo ski przeszed znacz c ewolucj i jest dzi w USA zaliczany do grona najbardziej szanowanych ko cio ów chrze cija skich. Jego wyznawcy twierdz nawet, e obecnie to ich ko ció najszybciej w Ameryce zdobywa nowych wiernych, i powa nie my l o wystawieniu w asnego kandydata w wyborach prezydenckich. Wi kszo systemów religijnych ewoluuje. Fenomen ewolucji religii domaga si wyja nienia, a ka da teoria, jak zaproponujemy, powinna pomóc wyja ni szokuj c chwilami szybko tego procesu. Nim przejdziemy jednak do teorii, proponuj przeanalizowa konkretny przypadek.
KULTY CARGO

W filmie ywot Briana, obok wielu innych jak e celnych obserwacji, Monthy Python ukaza te zdumiewaj ce tempo, w jakim mog powstawa i rozprzestrzenia si nowe kulty religijne. Co takiego mo e narodzi si dos ownie w ci gu jednego dnia, a potem b yskawicznie sta si niepokoj co istotnym sk adnikiem kultury, w której zaczyna odgrywa dominuj c rol . Przyk adów podobnych zdarze dostarcza nam te historia wspó czesna ² to kulty cargo, powszechne w polinezyjskiej Melanezji i na Nowej Gwinei. ród a kultu Jezusa Chrystusa do trudno by oby nam bada , natomiast w przypadku kultów cargo ca a historia rozgrywa a si dos ownie na naszych oczach (cho , jak si wkrótce przekonamy, cz wydarze i tak pozostaje nieznana). To w pewnym sensie fascynuj ca my l, e chrze cija stwo mog o narodzi si w podobny sposób i równie szybko rozprzestrzenia si w swoich pocz tkach. Wiedz o kultach cargo czerpi g ównie zQuest in Paradise[Walka w raju] Davida Attenborough (któr to ksi k sprezentowa mi sam autor, czym z przyjemno ci si chwal ). Ogólny wzorzec w przypadku wszystkich kultów jest niemal identyczny, od najwcze niejszych (jeszcze dziewi tnastowiecznych) po najbardziej znane, które powsta y w nast pstwie II wojny wiatowej. Jak mo na s dzi , w ka dym przypadku zaczyna o si od fascynacji wyspiarzy cudownymi przedmiotami, jakie widzieli u bia ych przybyszów ² zarz dców, o nierzy czy misjonarzy. Tuziemcy stali si ofiar III prawa (Arthura C.) Clarke'a, które, jak pami tamy z Rozdzia u 2., brzmi: ka da wystarczaj co rozwini ta technologia jest nieodró nialna od magii. Rdzenni mieszka cy wysp musieli te szybko zauwa y , e biali, którzy korzystali z tych cudownych urz dze , nigdy nie robili ich sami. Kiedy co si zepsu o, by o odsy ane, a wkrótce nowe urz dzenie pojawia o si jako adunek, Äcargo"; z pocz tku dostarczane na pok adzie statku, pó niej samolotami. Nigdy nie widziano, by jaki bia y cokolwiek reperowa , w zasadzie aden z nich nie zajmowa si adn po yteczn czynno ci (siedzenie za biurkiem i przek adanie papierów mog o by uznane za jak form ceremonii religijnej). Wniosek prosty²cargo musi mie nadnaturalne pochodzenie. A fakt, i jedyna dostrzegalna aktywno bia ych mog a by interpretowana jako rytua religijny, tylko taki wniosek umacnia . Przecie ci ludzie budowali wysokie maszty, do których przymocowane by y jakie druty. Sami siedzieli z ma ymi b yskaj cymi pude kami, z których wydobywa y si dziwne d wi ki i g osy. Kazali krajowcom zak ada identyczne stroje i maszerowa w nich tam i z powrotem ² a przecie trudno wymy li zaj cie bardziej nieu yteczne. I nagle który z krajowców przypadkiem wpada na wyja nienie tej fascynuj cej tajemnicy. To w a nie te niezrozumia e dzia ania, jakim oddaj si biali ludzie, stanowi rytua s u cy temu, by bogowie zes ali kolejne cargo. Je li kto chce otrzyma taki sam adunek, musi robi to samo, co biali. Uderzaj ce, e bardzo podobne kulty cargo niezale nie Äwybuch y" na wyspach bardzo odleg ych od siebie kulturowo i odizolowanych geograficznie. Attenborough u wiadamia nam, e: Antropolodzy odnotowali dwa niezale ne przypadki powstania kultów cargo na Nowej Kaledonii, cztery na Wyspach Salomona, cztery na Fid i i ponad pi dziesi t na Nowej Gwinei.

Wi kszo z nich pojawi a si ca kowicie niezale nie i wi kszo z nich g osi a, e pewnego dnia, wraz z nadej ciem apokalipsy, pojawi si jaki mesjasz, który dostarczy swym wyznawcom cargo. Brak powi zania mi dzy kilkudziesi cioma zdarzeniami o bardzo podobnej charakterystyce wskazuje, e mo emy tu mie do czynienia z jakimi uniwersalnymi cechami ludzkiej psychiki, których manifestacj by o pojawienie si tych kultów. Jeden z lepiej poznanych narodzi si na wyspie Tanna na Nowych Hebrydach (od roku 1980 pa stwo to znane jest pod nazw Vanatu) i przetrwa do naszych czasów. Centraln postaci kultu (mesjaszem) jest niejaki John Frum. W archiwach rz dowych s wzmianki o Frumie jeszcze z roku 1940 i cho mo na by domniemywa , e to czas za krótki na narodziny mitu, nie ma potwierdzenia, e kto o takim nazwisku rzeczywi cie istnia . Wed ug jednej z lokalnych legend Frum by m czyzn niskiego wzrostu, o przenikliwym g osie, mia rozja nione w osy i nosi p aszcz z b yszcz cymi guzikami. G osi dziwne proroctwa i podburza krajowców przeciw misjonarzom. Pó niej do czy do swoich przodków, nim jednak do nich odszed , obieca , e powróci w chwale i przywiezie ze sob obfity adunek. Apokaliptyczne wizje Fruma obejmowa y Äwielki kataklizm (góry zapadn si , jak g osi , a doliny zostan wyniesione 9573), poza tym wraz z jego Ädrugim przyj ciem starcy mieli odzyska m odo , choroby znikn , a biali mieli zosta wygnani z wyspy i nigdy ju na ni nie powróci .Cargo za mia o by tak wiele, e ka dy dosta by wszystko, czego zapragnie". Jedno z proroctw Fruma okaza o si bardzo k opotliwe dla lokalnej administracji. Otó zapowiedzia on mi dzy innymi, e wraz ze swym Ädrugim przyj ciem" przywiezie now walut ² monety z kokosem na awersie. Nim to nast pi, trzeba pozby si wszystkich Äpieni dzy bia ych ludzi". W roku 1941 przepowiednia ta wywo a a na wyspie prawdziwy sza wydawania, wszyscy porzucili prac i gospodarka wyspy stan a wobec gro by kompletnego bankructwa. Przedstawiciele w adz kolonialnych kazali pozamyka przywódców, ale z samym kultem nie mogli sobie poradzi ² szko y i ko cio y misyjne sta y puste. Nieco pó niej narodzi a si nowa doktryna, zgodnie z któr John Frum mia by królem Ameryki. W tym samym mniej wi cej czasie na Nowych Hebrydach pojawi y si ameryka skie oddzia y i ² cud istny ² w ich sk ad wchodzili te czarnoskórzy o nierze, którzy nie byli tak biedni jak krajowcy, lecz [...] równie obficie wyposa eni w cargo jak biali o nierze. Na Tanna zapanowa o wielkie podniecenie ² uznano to za znak, e zbli a si dzie apokalipsy. Praktycznie wszyscy mieszka cy wyspy przygotowywali si na powtórne nadej cie Johna Fruma. Jeden z przywódców religijnych wiadczy , i nadleci on z Ameryki samolotem, i natychmiast setki ludzi przyst pi y do karczowania zaro li porastaj cych rodek wyspy, by przygotowa l dowisko. Na pasie startowym ustawiono Äwie kontroln " z bambusa i zasiedli w niej Äkontrolerzy lotu" z drewnianymi s uchawkami na uszach. Na Äpasach startowych" sta y atrapy samolotów, które mia y s u y jako przyn ta dla maszyny maj cej przywie Fruma. W po owie lat pi dziesi tych m ody David Attenborough (w towarzystwie kamerzysty Geoffreya Mulligana) uda si na wysp Tana w celu przeprowadzenia bada nad kultem Johna Fruma. Bez problemu odkryli liczne lady obecno ci kultu i uda o im si nawet uzyska audiencj u najwy szego kap ana, cz owieka o imieniu Nambas. Ów Nambas zwraca si do swojego mesjasza po imieniu i utrzymywa , e regularnie rozmawia z ÄJohnem" przez Äradio". To Äradio, co by Johna" sk ada o si ze starej kobiety owini tej w pasie drutem, która co pewien czas wpada a w trans i wydawa a z siebie jakie nieartyku owane d wi ki, a te Nambas interpretowa jako s owa Johna. Powiedzia zreszt , e wizyta Attenborough nie jest dla niego adn niespodziank , bowiem John dawno ju o niej go uprzedzi przez Äradio". Najpierw Attenborough spyta , czy mo e obejrze Äradio", ale spotka si z kategoryczn odmow (nic dziwnego). Zmieni wi c temat i zapyta Nambasa, czy widzia na w asne oczy Johna Fruma: Nambas kilkakrotnie kiwn g ow :
²

Ja widzie go mnóstwo razy!

73 Prosz porówna z biblijnym ÄNiech si podnios wszystkie doliny, a wszystkie góry i wzgórza obni " (Iz 40,4, BT). To rzucaj ce si w oczy podobie stwo nie oznacza oczywi cie istnienia jakich uniwersalnych w a ciwo ci ludzkiej psyche (czy jungowskiej zbiorowej nie wiadomo ci)Na Nowych Hebrydach od dawna roi o si od ró nych misjonarzy. 73 Jest ich tyle, e nie na wszystkie mog odpowiedzie , za co bardzo przepraszam.

²

A jak on wygl da ? Nambas wskaza mnie palcem.

² On wygl da jak ty. On mie bia a twarz. On wysoki. On mieszka w Ameryka Po udniowa. (Jak atwo zauwa y , relacja Nambasa nie jest zgodna z wcze niejszymi przekazami, zgodnie z którymi Frum by niskiego wzrostu. Ale có ² tak w a nie ewoluuj legendy.)

Przekaz g osi, e John Frum powróci 15 lutego, tyle e nie wiadomo którego roku. Dlatego co roku tego dnia wszyscy jego wyznawcy spotykaj si na uroczystej religijnej ceremonii, by by gotowi na powitanie. Jak dot d drugie przyj cie Fruma jeszcze nie nast pi o, ale wierni nie wydaj si tym zbyt zmartwieni. Attenborough relacjonuje swoj rozmow z Samem, g boko wierz cym Äfrumist ":
² Pomy l, Sam. Min o ju dziewi tna cie lat od dnia, gdy John obieca wam cargo. Obieca ² i co? Cargo nadal nie nadesz o. Czy dziewi tna cie lat to nie za du o czekania? Sam przesta wpatrywa si w ziemi i spojrza wprost na mnie. ÄWy potraficie czeka dwa tysi ce lat na waszego Jezusa Chrystusa, a on nie przychodzi. Wi c ja mog na Johna czeka kolejne dziewi tna cie lat."

W ksi ce Roberta Buckmana Can We Be Good without God?[Czy umiemy by dobrzy bez Boga?] znale mo na relacj z rozmowy pewnego kanadyjskiego dziennikarza z jednym z wyznawców Fruma. Na podobne pytanie otrzyma identyczn odpowied , a dzia o si to jakie czterdzie ci lat pó niej ni scena opisywana przez Attenborough. W roku 1974 Nowe Hebrydy odwiedzili brytyjska królowa i ksi Filip. Para monarsza zosta a bardzo godnie przyj ta przez wyspiarzy, a sam ksi dost pi nawet zaszczytu deifikacji przez kap anów kolejnej wersji kultu Johna Fruma, która w tym czasie zdo a a opanowa wysp (warto przy okazji zauwa y , jak szybko, przynajmniej w szczegó ach, religie ewoluuj ). Ksi jest bardzo przystojnym m czyzn i rzeczywi cie w bia ym marynarskim mundurze i w he mie z pióropuszem musia sprawia imponuj ce wra enie. Nic dziwnego, e to on, a nie królowa, dost pi tego zaszczytu (cho mo e nie bez znaczenia jest, i przyznanie bosko ci kobiecie by oby dla miesza ców wyspy praktycznie niemo liwe ze wzgl dów kulturowych). Mam wra enie, e wiemy ju do o kultach cargo z po udniowego Pacyfiku. Przywo a em je, gdy stanowi fascynuj cy wspó czesny model powstawania (Äz niczego") i rozprzestrzeniania si wierze religijnych. Na ich podstawie pokusi si mo na o sformu owanie czterech ogólnych hipotez o pocz tkach religii. Pokrótce je teraz omówi . Po pierwsze mo emy zatem stwierdzi , e kult mo e rozprzestrzenia si w doprawdy zawrotnym tempie. Po drugie²szybko , z jak jego prawdziwe pocz tki ulegaj zapomnieniu, jest równie fascynuj ca. John Frum, o ile rzeczywi cie cz owiek o tym nazwisku istnia , y przecie w naszych czasach, móg by obecny w ywych wspomnieniach. Tymczasem nie ma nawet dowodów, e to posta realna. Trzecia lekcja, jak mo emy wyci gn z kultów cargo, wi e si z ich wielk liczb i z tym, e niezale nie powsta y w tak wielu oddalonych od siebie miejscach. Systematyczne badania wyst puj cych mi dzy nimi (bardzo silnych) podobie stw wskazuj , e podatno na religi musi stanowi jaki uniwersalny sk adnik ludzkiej psychiki. Czwarta z naszych hipotez wi e si natomiast z tym, i kulty cargo nie tylko niewiele ró ni si mi dzy sob , ale wykazuj te znaczne podobie stwo do innych, o wiele starszych systemów religijnych. Chrze cija stwo i inne staro ytne religie, które z czasem ogarn y ca y wiat, najprawdopodobniej rozpocz y jako lokalne kulty, bardzo podobne do kultu Johna Fruma. Niektórzy historycy ² mi dzy innymi Geza Vermes, profesor studiów judaistycznych na Uniwersytecie Oksfordzkim ² twierdz wr cz, e Jezus by jedn z bardzo wielu charyzmatycznych postaci yj cych w okupowanej przez Rzymian Palestynie. O wszystkich tych ludziach kr y y podobne legendy, wszyscy gromadzili wokó siebie uczniów i zwolenników. Tyle e wi kszo z tych kultów z czasem obumar a. Przetrwa ten, którego przejawy dostrzegamy dzi wokó siebie. W miar up ywu stuleci, w toku ewolucji (za spraw doboru memetycznego, je li kto chce patrze na spraw w ten sposób), kult podlega g bokim przemianom, licznym udoskonaleniom, które uczyni y ze z o ony i wyrafinowany system wierze (a raczej pewien zbiór systemów pochodnych), dominuj cy dzi w znacznej cz ci wiata. Warto zreszt zauwa y , e mier ró nych charyzmatycznych postaci wspó czesno ci (Haile Selassie, Elvis Presley, ksi na Diana) pozwala nam niemal Äna gor co" ledzi tworzenie si nowych kultów i ich pó niejsz memetyczn ewolucj .

Cz sto spotka si mo na ze stwierdzeniem, e korzenie moralno ci tkwi w religii. W nast pnym rozdziale chcia bym zakwestionowa t tez . Najpierw wyka , e Pytanie o ród a moralno ci mo na zadawa w kategoriach ewolucyjnych. Na poprzednich stronach zastanawiali my si nad darwinowsk warto ci religii (w znaczeniu korzy ci dla przetrwania). Podobnie mo emy podej do kwestii korzeni moralno ci. (Wiele wskazuje zreszt , i moralno pojawi a si w naszym gatunku wcze niej ni religia.) Podobnie jak w przypadku religii, tak i zajmuj c si moralno ci , rozpoczniemy od przeformu owania pytania ² moralno bowiem, co zaraz szerzej wyja ni , równie lepiej rozpatrywa jako produkt uboczny. Rozdzia szósty KORZENIE MORALNO CI: DLACZEGO LUDZIE S DOBRZY? Dziwna jest nasza sytuacja tu, na Ziemi. Ka dy z nas pojawia z krótk wizyt , nie wiedz c po co, cho czasem mo e nam si zdawa , e potrafimy odgadn jej cel. Z perspektywy codziennego ycia jednak e pewnej rzeczy mo emy by pewni: cz owiek jest tu dla dobra innych ludzi, przede wszystkim tych, od których u miechu i dobrostanu zale y nasze w asne szcz cie. Albert Einstein Wielu ludzi wierz cych nie mo e poj , w jaki sposób kto mo e bez religii by dobrym cz owiekiem; ba!, jak w ogóle mo na chcie by dobrym. Tej w a nie natury pytania b d omawia w poni szym rozdziale. S jednak tacy, co nie pozostaj przy samym pow tpiewaniu ² niektórzy wyznawcy ró nych religii do ludzi, którzy nie podzielaj ich wiary, potrafi odczuwa wy cznie nienawi . To spostrze enie o tyle istotne, e kwestie moralne cz sto Pozostaj skryte za religijnym stanowiskiem wobec problemów, które tak naprawd bezpo redniego zwi zku z moralno ci nie maj . Sprzeciwy wobec nauczania teorii ewolucji na przyk ad nierzadko w ogóle nie odnosz si do samej ewolucji, tylko s konsekwencj moralnego oburz nia. Taka postawa w formie bardziej prymitywnej objawia si czym w rodzaju konstatacji: ÄJe li nauczycie dzieci e pochodz od ma p, b d zachowywa si jak ma py", w formie wyrafinowanej za przyjmuje posta Ästrategii klina" zwolenników teorii inteligentnego projektu, co bezlito nie uda o si obna y Barbarze Forrest i Paulowi Grossowi w Creationism's Trojan Horse: The Wedge of Intelligent Design. Dostaj bardzo du o listów od czytelników moich ksi ek 96 *. Wi kszo z nich jest dla mnie wi cej ni mi a, cz jest (s usznie) krytyczna, bywaj jednak listy paskudne a zdarzaj si i wyj tkowo nikczemne. Te najgorsze o czym wcale nie jest mi przyjemnie wspomina ² w zasadzie bez wyj tku odwo uj si do motywacji religijnej. Przyzna trzeba, i ci, których postrzega si jako wrogów chrze cija stwa, do cz sto styka si musz z takim dalece niechrze cija skim traktowaniem. Oto na przyk ad fragmenty listu, którego adresatem by Brian Flemming, autor i re yser The God Who Wasn 't There, szczerego i poruszaj cego filmu a ateizmie86. List przes any poczt elektroniczn , datowany na 21 grudnia 2005, nosi nag ówek ÄZginiesz w p omieniach przy salwach naszego miechu". Ni ej mo na by o (mi dzy innymi) przeczyta : Tupetu nie mo na ci odmówi . Z jak przyjemno ci wzi bym do r ki ostry nó , wrazi w twoje bebechy i z rado ci patrzy , jak wyp ywaj z ciebie wn trzno ci. Próbujesz wywo a wi t wojn i b dziesz j mia ! Pewnego dnia ja ² i inni, którzy my l tak jak ja ² doczekamy si spe niania naszych marze , które w a nie pozna e . W tym momencie autor zapewne zda sobie spraw , ze przemawia niezbyt po chrze cija sku, bo nieco stonowa j zyk. Wiem jednak e, i BÓG zabrania nam szuka zemsty, tylko nakazuje modli si za takich jak ty. Mi osierdzia nie starczy o mu jednak na d ugo: Pocieszenie znajduj w tym tylko, e kara BO A, jaka was spotka, b dzie 1000 razy gorsza ni ta, jak sam móg bym wymierzy . A najlepsze, e przez ca wieczno B DZIESZ CIERPIA za grzechy, o których nic nie wiesz. Gniew BO Y nie zna lito ci. Dla twego w asnego dobra

yczy bym ci, by prawda zosta a przed tob objawiona, nim nó przebije twoje cia o. Szcz liwego BO EGO NARODZENIA PS Wy naprawd nie potraficie zrozumie , co kryje si w was samych [...] Ustawicznie dzi kuj BOGU, e nie jestem jednym z was. Wci nie mog wyj ze zdziwienia, ile jadu mo e si z kogo wyla wy cznie z powodu odmienno ci opinii w kwestiach teologicznych. Oto kolejna próbka ze skrzynki mailowej wydawcy magazynu ÄFreethought Today" publikowanego przez Freedom from Religion Foundation (FFRF Fundacj na rzecz wolno ci od religii), która od dawna prowadzi w Ameryce pokojow kampani na rzecz ochrony zasady rozdzielno ci ko cio a i pa stwa. I co, wy po eraj ce ser kanalie! Nas, chrze cijan, jest o wiele wi cej ni was, ofiary losu. NIE B DZIE adnej separacji pa stwa i ko cio a i wy, poganie, przegracie... (O co chodzi z tym serem? Moi ameryka scy przyjaciele wymy lili, e zapewne ma to by jaka aluzja do Wisconsin. Ten stan od dawna ma opini najbardziej liberalnego, a Przy okazji jest to g ówny o rodek ameryka skiego przemys u nabia owego i tu mie ci si siedziba FFNF. Ja my l Jednak, i owemu korespondentowi chodzi o o co wi cej. Mo e to jakie skojarzenie z tymi tchórzliwymi ma pami abojadami (wszak Francja to kraj s yn cy tak e z serów), trudno zreszt dyskutowa w takich okoliczno ciach o semiotyce i ikonografii sera. Przejd my zatem do dalszych partii listu.) Wy, ajdaccy czciciele szatana [...] oby cie pomarli i poszli do piek a. Mam nadziej , e ka dy z was zapadnie na jak straszn chorob , jak rak odbytu, i b dzie w d ugiej i bolesnej agonii przygotowywa si na spotkanie ze swoim Bogiem, z SZATANEM [...].Ta wasza wolno od religii co cuchnie [...] Uwa ajcie na siebie, wy pedryle i lesby bo nigdy nie wiecie, kiedy bóg was dopadnie [...] Je li nie lubicie tego kraju i nie podoba si wam, na czym i po co powsta , to wypierdala mi st d prosto do piek a. PS Pieprzy was, komunistyczne dziwki [...] Zabiera swoje czarne dupska z USA [... ] Nie ma przebacz. Dzie o stworzenia to znacznie wi cej ni dowód wszechmocy PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA (Dlaczego nie wszechmocy Allaha, albo Brahmy? Albo samego Jahwe?) Nie b dziemy przygl da si wam ze spokojem. Je li nadejdzie przemoc, to pami tajcie, e wy cie j sprowadzili. Moja strzelba czeka na adowana. Od dawna zastanawiam si , dlaczego ludzie uwa aj , e Bóg potrzebuje a tak arliwych i brutalnych obro ców. Mo na by przecie s dzi , e doskonale potrafi zatroszczy si sam o siebie. A prosz jeszcze pami ta , e autork cytowanego tu listu i wszelkich zawartych w nim gró b i obraz wobec wydawcy ateistycznego biuletynu jest czaruj ca i subtelna m oda dama! Nie mieszkam w Ameryce i zapewne dlatego wi kszo mojej Äpoczty nienawi ci" nie si ga a takiego poziomu, cho musz przyzna , e i tak wydaje si do odleg a od standardów mi osierdzia, z którego tak przecie s yn sam za o yciel chrze cija stwa. Jeden przyk ad musz jednak zacytowa , nawet nie ze wzgl du na jego oczywist pod o i olbrzymi adunek nienawi ci, bardziej z tego powodu, i wyra nie ukazuje on wielkie m czarnie autora (zreszt lekarza medycyny) i dowodzi, e korzenie wrogo ci do ateizmu najcz ciej tkwi w a nie w moralno ci. Sam list (z maja 2005) rozpoczyna si od kilku paragrafów odrzucaj cych teori ewolucji (okraszonych sarkastycznymi uwagami w stylu, Äczy czarnuchy ci gle jeszcze ewoluuj "), kilku personalnych uszczypliwo ci wobec Darwina, b dnego powo ania si na Huxleya, z którego autor zrobi antyewolucjonist , i zach t, bym przeczyta ksi k (czyta em!), która dowodzi, e wiat ma osiem tysi cy lat. (Czy ten cz owiek naprawd mo e by lekarzem?!). Potem przysz a pora na konkluzj : Pana ksi ki, szacunek, jakim darz Pana w Oksfordzie, wszystko, co Pan kocha, co osi gn , okaza o si daremne [...] Nie sposób w tej sytuacji uciec przed s ynnym pytaniem Alberta Camus: ÄDlaczego wszyscy nie pope nimy samobójstwa?". Przecie to, co Pan g osi, Pana wiatopogl d, tak w a nie wp ywa na studentów i wielu innych ludzi [...] gdy s ysz , e wszyscy wyewoluowali my przez czysty przypadek, powstali my z niczego i staniemy si niczym. Nawet gdyby religia nie by a prawdziwa, lepiej jest, o wiele lepiej, wierzy w szlachetne mity, nawet plato skie, gdy to daje ukojenie naszym umys om. Tymczasem Pana wizja wiata wywo uje niepokój, prowadzi wprost do

narkomanii, przemocy, nihilizmu, hedonizmu, nauki Frankensteina 9774, piek a na Ziemi, mo e nawet III wojny wiatowej [...] Chcia bym wiedzie , jak bardzo jest Pan szcz liwy w swoich zwi zkach. Rozwiedziony? Wdowiec? Homoseksualista? Tacy jak Pan nigdy nie s szcz liwi, inaczej nie staraliby si tak usilnie wykaza , e szcz cie nie istnieje i nic nie ma znaczenia. Tre ² a zw aszcza emocjonalna wymowa ² tego listu (cho mo e nie ton) jest do typowa. Tacy ludzie jak jego autor wierz , e darwini ci musz by zaprzysi g ymi nihilistami, skoro g osz , e cz owiek powsta za spraw czystego przypadku (po raz enty przypominam ² dobór naturalny jest dok adnym przeciwie stwem czysto losowego procesu), a po mierci nic z niego nie zostaje. Ten zarzucany nam negatywizm prowadzi ma za do wszelkiego z a. By mo e mój korespondent nie my la naprawd , e moje ewentualne owdowienie ma jaki zwi zek z darwinizmem, ale takie rozumowanie jest do charakterystycznym przejawem fanatycznej wrogo ci, z jak cz sto stykam si u moich chrze cija skich korespondentów. Jedna z moich ksi ek {Rozplatanie t czy) w ca o ci po wi cona jest kwestiom ostatecznym, poezji, jak niesie ze sob nauka, i odparciu ² szczegó owemu i bardzo rozbudowanemu ² wszelkich zarzutów o nihilizm, w tym miejscu nie b d ju wi c pisa na ten temat. Niniejszy rozdzia po wi cony jest z u i jego przeciwie stwu ² dobru; po wi cony jest moralno ci² jakie s jej ród a, dlaczego powinni my by moralni i czy rzeczywi cie wiara religijna jest nam do tego potrzebna.
CZY NASZE POCZUCIE MORALNE MA DARWINOWSKIE KORZENIE

Powsta o ju sporo ksi ek ² w tym mi dzy innymi Why Good is Good [Dlaczego dobro jest dobrem] Roberta Hinde, The Science of Good and Evil [Nauka dobra i z a] Michaela Shermera, Can We Be Good Without God? [Czy mo emy by dobrzy bez Boga] Roberta Buckmana i Mora Minds[Moralne umys y] Marca Hausera ² których autorzy dowodz , e ludzkie poczucie dobra i z a wywodzi si wprost z ewolucyjnej przesz o ci naszego gatunku. W poni szym podrozdziale przedstawi w asn wersj tej historii. Mog oby si wydawa , e twierdzenie Darwina, i motorem ewolucji jest dobór naturalny, raczej nie bardzo nadaje si do wyja nienia, sk d w cz owieku wzi o si tyle dobra: poczucie moralno ci, przyzwoito , empatia, wspó czucie. Odwo uj c si do doboru naturalnego, atwo wyja ni g ód, strach czy seksualne dze, które maj bezpo redni wp yw na przetrwanie i zachowanie naszych genów. Sk d jednak rozdzieraj ce wspó czucie, które odczuwamy na widok p acz cego osieroconego dziecka, nieszcz snej wdowy usychaj cej w samotno ci czy zwierz cia wyj cego z bólu? Co sprawia, e bez wahania si gamy do portfela albo do szafy i wysy amy anonimowy dar dla ofiar tsunami ² ludzi yj cych na ko cu wiata, których nigdy w yciu nie widzieli my na oczy i którzy nigdy nam si nie odwdzi cz ? Sk d wzi si w nas dobry samarytanin? Czy to wszystko nie podwa a teorii Äsamolubnego genu"? Nie! problem w tym, i teoria ta jest bardzo cz sto b dnie interpretowana²sta a si ona ród em przygn biaj cych (cho , z perspektywy czasu musz przyzna , daj cych si przewidzie ) nieporozumie 9875. Tymczasem w a ciwe roz o enie akcentów (na s owie gen, a nie samolubny) powinno rozwia wszelkie w tpliwo ci; samolubny gen zatem, a nie organizm czy gatunek. Wyja ni to mo e szerzej. Logika darwinizmu jest bezlitosna ² egoistyczna b dzie ta jednostka hierarchii bytów, która mo e przetrwa i przej przez sito doboru naturalnego. Jednostki zdolne do przetrwania w realnym wiecie, to te, które ² kosztem swoich konkurentów z tego samego poziomu hierarchii ycia ² odnosz sukces. Tyle w a nie oznacza w tym kontek cie s owo Äsamolubny". Pytanie, jakie nale y zada , brzmi zatem: o jakim poziomie dzia ania mówimy? Sednem idei samolubnego genu (z naciskiem w a ciwie po o onym na ostatnim s owie) jest teza, i jednostk doboru naturalnego (Jednostk ochrony w asnego interesu") nie jest samolubny organizm, samolubna grupa, gatunek czy ekosystem, ale w a nie gen. To gen bowiem jako forma informacji mo e przetrwa (lub nie) w kolejnych pokoleniach. Odmiennie za ni gen (a prawdopodobnie i mem), organizm, grupa ani gatunek nie mog w tym
98

75 By o mi wr cz wstyd, kiedy w ÄGuardianie"(Animal Instincts,27 maja 2006) przeczyta em, e Samolubny gen by jedn z ulubionych lektor Jeffa Skillinga, prezesa nies awnej pami ci Enronu, i inspiracj dla jego spo ecznego darwinizmu. Richard Conniff, dziennikarz ÄGuardiana , dobrze rzecz ca wyja ni i odsy am do jego tekstu http://money. guardian.co.uk/workweekly/story/0Ä1783900,00.html. W nowym wst piedo rocznicowej (30 lat!) edycji Samolubnego genu, która w a nie ukaza a si nak adem Oxford University Press, stara em si zapobiec porwaniu tego typu nieporozumie w przysz o ci.

kontek cie by jednostk podlegaj c doborowi, gdy nie sporz dzaj dok adnych kopii samych siebie i nie konkuruj o miejsce w puli zdolnych do samoreplikacji bytów. Dok adnie tak natomiast zachowuj si geny i to w a nie stanowi²w pe ni logiczne²uzasadnienie, dlaczego to gen uznany zosta za jednostk Äegoizmu", oczywi cie w szczególnym darwinowskim sensie s owa Äegoizm". Najprostszy sposób, by gen zapewni sobie realizacj w asnych Äsamolubnych" interesów, czyli przetrwanie kosztem innych genów, to zaprogramowanie organizmu tak, by sam sta si egoistyczny. Rzeczywi cie bowiem w wielu przypadkach przetrwanie organizmu faktycznie sprzyja przetrwaniu genów, których jest nosicielem. Tyle e zale nie od okoliczno ci skuteczna mo e by odmienna taktyka. Zdarzaj si sytuacje ² nawet nieszczególnie rzadko ² gdy gen mo e sobie zapewni (samolubnie) przetrwanie, sk aniaj c organizm do zachowa altruistycznych. Dzi takie sytuacje s ju do dobrze zbadane i ogólnie dzielimy je na dwie kategorie. Po pierwsze gen, który programuje organizm tak, by faworyzowa swoich genetycznych kuzynów, ma, statystycznie rzecz bior c, spore szanse na odniesienie z takiego zachowania Äprywatnych" korzy ci w postaci dodatkowych kopii. Cz sto wyst powania takiego genu w puli genowej mo e wzrasta a do momentu, gdy Äaltruizm krewniaczy" stanie si norm . Bycie dobrym dla w asnych dzieci to oczywisty przyk ad takiego zachowania, ale dalece nie jedyny Pszczo y, osy, mrówki, termity i (cho w nieco mniejszym stopniu) niektóre kr gowce, w tym mi dzy innymi golce, surykatki i dzi ciury o dziowe, tworz spo eczno ci, w których starsze rodze stwo opiekuje si m odszym (z którym zapewne ma wspólne geny odpowiedzialne za te zachowania opieku cze). Mój wybitny, nie yj cy ju niestety kolega, W.D. Hamilton, udowodni zreszt , e ogólnie u zwierz t wyst puje sk onno do opiekowania si , obrony, dzielenia si zasobami, ostrzegania o niebezpiecze stwie ² czyli do zachowa altruistycznych ² wobec bliskich krewnych, a wszystko to z powodu, e u krewnych z du ym prawdopodobie stwem wyst puj te same geny. Inny typ altruizmu, dla którego istnieje oczywiste darwinowskie wyja nienie, to altruizm wzajemny (Är ka r k myje"). T teori jako pierwszy wprowadzi do biologii ewolucyjnej Robert Trivers i cz sto wyra a siej w matematycznym j zyku teorii gier. Altruizm wzajemny nie opiera si na wspólnocie genów. Dzia a doskonale (mo e nawet lepiej) mi dzy przedstawicielami bardzo ró nych gatunków ² wtedy cz sto mówimy o symbiozie. Podobna zasada rz dzi ka d form handlu i wymiany równie mi dzy lud mi. My liwy potrzebuje w óczni, a kowal mi sa ² pomys wymiany sam si w tym momencie nasuwa. Pszczo a potrzebuje nektaru, kwiat za zapylenia²kwiaty nie potrafi lata , p ac wi c pszczo om nektarow walut za wynaj cie ich skrzyde . Miodowody potrafi odnale ul, ale nie potrafi si do niego w ama . Miodo ery to akurat potrafi wietnie, ale brak skrzyde nieco utrudnia im odnalezienie ula. I dlatego miodowody prowadz miodo ery (a czasem te ludzi) do ula, sygnalizuj c jego po o enie za pomoc specjalnego wabi cego lotu, nieu ywanego w adnych innych okoliczno ciach. Obie strony dostaj to, czego potrzebuj . Samorodek mo e by ukryty pod wielkim g azem, zbyt ci kim dla znalazcy. Potrzebuje on wówczas pomocy innych poszukiwaczy, cho b dzie musia podzieli si z nimi znaleziskiem, ale bez nich sam te nic by nie mia . wiat natury pe en jest takich wzajemnie korzystnych relacji²bawo y i b kojady, kolibry i pewne gatunki kwiatów z rodziny Erythrina flabelliformis, graniki i wargatki sanitarniki, krowy i mikroorganizmy zyj ce w ich o dkach. Wzajemny altruizm dzia a, gdy mamy do czynienia z wyra n asymetri potrzeb i/lub mo liwo ci ich zaspokojenia. Dlatego tak dobrze si sprawdza we wspó pracy mi dzygatunkowej, tu bowiem asymetria bywa wyj tkowo du a. W ród ludzi skrypty d u ne i gotówka sta y si narz dziami, które pozwalaj na Äodroczenie zap aty" za przys ug . Strony transakcji nie musz wymienia si dobrami (us ugami) w tym samym momencie, d ug mo e zosta sp acony w przysz o ci lub nawet wymieniony na inne d ugi. Przynajmniej o ile mi wiadomo, aden gatunek zwierz t (poza lud mi) w warunkach naturalnych nie pos uguje si niczym, co mo na by uzna za ekwiwalent pieni dzy. Tyle e analogiczn funkcj mo e pe ni pami ² na przyk ad nietoperze li cionosy (zwane te wampirami olbrzymimi i pseudowampirami) szybko ucz si , na kim ze stada mo na polega , e zwróci d ug (w zwymiotowanej krwi), a kto oszukuje. Dobór naturalny faworyzuje geny wytwarzaj ce u jednostek (w sytuacji asymetrii potrzeb i mo liwo ci) sk onno do oddawania przys ug, gdy jest to mo liwe, i proszenia o przys ugi, gdy maj tak potrzeb . Dobór faworyzuje te sk onno do pami tania o

zobowi zaniach i urazach, do podtrzymywania uczciwych relacji wymiany i karania oszustów, którzy bior , a nie sp acaj d ugów, gdy przyjdzie ich kolej. Oszu ci bowiem zawsze si pojawiaj i stabilne rozwi zania problemów z zakresu teorii gier zwi zanych z mechanizmem wzajemnego altruizmu zawsze obejmuj element karania ich. Matematyczna teoria gier wskazuje dwie szerokie klasy takich stabilnych strategii. Pierwsza z nich to Äzawsze b d z o liwy" ; to strategia stabilna, kiedy wszyscy oszukuj i pojedyncza uprzejma jednostka nie mia aby adnych szans, zachowuj c si lepiej. Jest jednak te druga stabilna strategia (Ästabilna" w tym kontek cie oznacza, e je li cz sto jej wyst powania w populacji przekroczy pewien krytyczny próg, adna inna nie jest skuteczniejsza). To strategia, któr stre ci by mo na nast puj co: ÄZacznij od bycia mi ym i pozwól innym na dobrodziejstwo w tpliwo ci. Potem odp acaj dobrem za dobro, lecz zawsze karz z e uczynki". W j zyku teorii gier ta strategia (a raczej ca a rodzina pokrewnych strategii) nazywa si strategi wet-za-wet (Tit-for-Tat). W okre lonych warunkach jest [ to strategia ewolucyjnie stabilna, co oznacza, e w populacji zdominowanej przez osobniki j stosuj ce osobnik pos uguj cy si inn strategi (oboj tne, czy wyj tkowo uprzejmy, czy wyj tkowo egoistyczny) b dzie radzi sobie gorzej od pozosta ych. Strategia ta wyst puje w wielu wariantach, których efektywno zmienia si zale nie od okoliczno ci. Jak wi c widzimy, pokrewie stwo i norma wzajemno ci to dwa filary altruizmu w darwinowskim wiecie, na tych filarach jednak nadbudowane s pewne dodatkowe struktury. Zw aszcza w ludzkich spo eczno ciach pos uguj cych si j zykiem (i plotk !) istotna jest reputacja. Kto mo e mie opini cz owieka dobrego i szczodrego, kto inny ² osoby niegodnej zaufania, gdy k amie i nie wywi zuje si z umów. Jeszcze o innym mówi si , e jest szczodry wobec tych, którym ufa, ale bezwzgl dnie karze k amców. W najprostszej wersji teoria wzajemnego altruizmu g osi, e zwierz ta (wszystkich gatunków) konstruuj swoje zachowania na podstawie nie wiadomej reprezentacji takich w a nie cech u potencjalnych partnerów. W ludzkich spo ecze stwach jako dodatkowe narz dzie s u ce do rozpowszechniania informacji o innych wykorzystywany jest j zyk, najcz ciej poprzez plotki. Nie musia e osobi cie sta si ofiar sk pstwa X-a, który uciek z baru, gdy przysz a jego kolej na stawianie kolejki. Wystarczy, e dotar a do ciebie taka plotka, jaka to z X-a kutwa (gorzej, gdy Y, od którego to s ysza e , ma opini niepoprawnego plotkarza). W ka dym razie reputacja jest wa na, a biologowie mog nie w tpi , e darwinowsk warto dla przetrwania jednostki ma nie tylko sama konsekwencja w realizacji skutecznej Äodwetowej" strategii, ale i zdobycie odpowiedniej opinii. (Matt Ridley w ksi ce O pochodzeniu cnoty przeprowadza bardzo interesuj cy wyk ad darwinowskiej moralno ci, zw aszcza rozdzia y po wi cone reputacji godne s polecenia.9976) Dwaj uczeni, norwesko-ameryka ski ekonomista Thorstein Veblen i izraelski biolog Amotz Zahavi, zupe nie niezale nie od siebie rozszerzyli rozwa ania nad ewolucj moralno ci o pewien fascynuj cy aspekt. Otó altruizm mo na traktowa jako Äreklam ", sygna dominacji i wy szej pozycji. Antropologowie pos uguj si czasem w tym kontek cie okre leniem Äefekt potlaczu". Potlacz to element tradycji niektórych plemion pó nocnoameryka skich Indian zamieszkuj cych wybrze e Pacyfiku; obyczaj, w ramach którego wodzowie plemion rywalizuj ze sob , urz dzaj c rujnuj ce uczty, co w kra cowych przypadkach trwa, a przegrane plemi zostaje kompletnie pozbawione rodków do ycia, zwyci zca za jest w niewiele lepszej kondycji. Teoria Äostentacyjnej konsumpcji" Veblena szybko zyska a wielk popularno , lecz prace Zahaviego d ugo pozostawa y niedocenione przez biologów. Dopiero, gdy potwierdzi y je doskona e modele matematyczne teoretyka Alana Grafena, przyznano, e stanowi one ewolucyjn ilustracj efektu potlaczu. Zahavi bada zachowania ptaków z gatunku Turdoides s uamiceps, które yj w niewielkich grupach i wspólnie szukaj po ywienia. Jak wiele niedu ych ptaków, tak i T. s uamiceps na niebezpiecze stwo reaguj ostrzegawczym okrzykiem, ale poza tym obdarowuj si jedzeniem. Zgodnie ze standardowym darwinowskim wyja nieniem nale a oby w tym altruistycznym zachowaniu doszukiwa si b d to wi zi pokrewie stwa, b d realizacji zasady wzajemno ci, pytanie brzmi zatem, czy T. s uamiceps karmi Äwspó plemie ca" bo
76 Znaczenie reputacji nie ogranicza si do gatunku ludzkiego. Niedawno uda o si wykaza , e w tych kategoriach mo na te analizowa klasyczny przyk ad wzajemnego altruizmu ze wiata zwierz t, czyli symbiotyczn relacj mi dzy ma ymi sanitarnikami a ich wiel kimi rybimi klientami. Otó (przyzna trzeba, e eksperyment by genialnie zaplanowany) okaza o si , je li przyszli Äus ugobiorcy" mogli obserwowa Labroides dimidiatus przy pracy, to te, które rzetelnie przyk ada y si do pracy, by y ch tniej wybierane pr zy najbli szej mo liwej sposobno ci niz ich potencjalni konkurenci. (Por.: R. Bshary, A.S. Grutter, Image scoring and cooperation in a cleaner fish mutualism, ÄNature" 441, 22 czerwca 2006, 975-978.)

spodziewa si , e sam od niego wkrótce co otrzyma, czy mo e po prostu dba o bliskiego krewnego. Zahavi zdecydowanie odrzuci t alternatyw i wykaza , e u tych ptaków to osobnik dominuj cy karmi podporz dkowanych, co pozwala mu utrzyma dominacj . W antropomorfizuj cym j zyku (którym zreszt sam Zahavi ch tnie si pos uguje) dominuj cy ptak mówi co w stylu: ,Patrz, o ile wy ej od ciebie stoj . Mog sobie nawet pozwoli na to, eby odda ci jedzenie!", albo, w innych okoliczno ciach: ÄPatrz, o ile jestem lepszy. Sta mnie na to, by nara a si na atak jastrz bia, tylko dlatego, e stoj tu, na najwy szej ga zi, by ostrzec reszt stada, je li wróg si zbli y!". Obserwacje Zahaviego i jego wspó pracowników dowodz , e ptaki bardzo silnie rywalizuj o to, który z nich pe ni b dzie funkcj wartownika. Badacze wielokrotnie obserwowali te próby osobników podporz dkowanych wr czenia jedzenia dominuj cemu oraz gwa towne i nieprzychylne reakcje, z jakimi próby te si spotyka y. Sednem teorii Zahaviego jest teza, e sygna y wy szej pozycji w hierarchii s uwiarygodniane, je li cz si z wysokimi kosztami. Tylko osobnik rzeczywi cie zajmuj cy wy szy szczebel w hierarchii mo e sobie pozwoli na Äoznajmianie" tego faktu za pomoc kosztownych darów. Jednostki kupuj sukces (na przyk ad atrakcyjniejsz partnerk lub partnera) Äp ac c" kosztownymi pokazami w asnej wy szo ci, w tym ostentacyjnej szczodro ci i ryzyka podejmowanego na oczach wszystkich. Znamy ju zatem cztery dobre darwinowskie powody, by w relacjach mi dzy jednostkami dominowa y altruizm, szczodro i Ämoralno ". Po pierwsze pokrewie stwo, po drugie ² wzajemno (odwzajemnianie przys ug i robienie przys ug w Äoczekiwaniu" rewan u). Z tym zwi zany Jest powód trzeci, czyli darwinowskie korzy ci z dobrej reputacji. Po czwarte wreszcie ² o ile teoria Zahaviego jest prawdziwa ² ostentacyjna szczodro przynosi dodatkowe korzy ci, bo za atwia jednostce naprawd dobr promocj . Przez wi kszo czasu ludzie yli w warunkach, w których dobór naturalny silnie faworyzowa ewolucj wszystkich tych czterech typów altruizmu. Naszym rodowiskiem spo ecznym by y ma e osady (a wcze niej jeszcze nieliczne, w ócz ce si bandy, jak u wspó czesnych szympansów), w zasadzie odizolowane od s siednich osad (czy okolicznych band). Wi kszo cz onków twojej bandy by a z tob spokrewniona i to na pewno bli ej ni z cz onkami innych band ² to bardzo sprzyja wykszta ceniu si altruizmu krewniaczego. Nawet je li nie wi za a was wspólna krew, zwykle przez ca e ycie natyka e si wci na tych samych ludzi ² to idealne warunki do ewolucji wzajemnego altruizmu. Równie mocno sytuacja ta umacnia a konieczno stara o dobr reputacj i ostentacyjnej szczodro ci. Ka dy z osobna i wszystkie razem czynniki te sprawia y, e u wczesnych ludzi sk onno do zachowa altruistycznych by a faworyzowana przez dobór naturalny. To zarazem t umaczy, dlaczego nasi przodkowie byli dobrzy dla cz onków w asnej grupy, ale zupe nie inaczej ² tu mo na by mówi wr cz o ksenofobii ² traktowali ludzi z innych grup. Pojawia si jednak w tym momencie pytanie ² dlaczego dzi , gdy przynajmniej wi kszo z nas yje w wielkich miastach i nie jeste my ju otoczeni wy cznie przez krewnych, a zdecydowanej cz ci tych, z którymi si stykamy, nigdy w yciu nie zobaczymy po raz drugi, nadal jeste my dla siebie dobrzy, a czasem nawet jeste my dobrzy równie dla ludzi, którzy niemal na pewno nie nale do Änaszej grupy"? Nale y jednak zawsze pami ta , w jakim zakresie dzia a dobór naturalny. Dobór nie faworyzuje ewolucji wiadomej wiedzy o tym, co jest dobre dla naszych genów. wiadomo sta a si zjawiskiem zrozumia ym na poziomie poznawczym dopiero w XX wieku, ale nawet teraz zrozumienie to ogranicza si do w skiego grona specjalistów-naukowców. Dobór faworyzuje ró ne zdroworozs dkowe regu y, które w praktyce sprawiaj , e geny odpowiedzialne za ich wykszta cenie odnosz sukces. Ze zdrowym rozs dkiem za , jak wiemy, bywa ró nie ² czasem prowadzi na manowce. W ptasim mó d ku na przyk ad mo e dzia a regu a: ÄRozejrzyj si za wrzeszcz cym malcem w swoim gnie dzie, a jak go znajdziesz, wrzu mu jedzonko do rozwartego, czerwonego dziobka". Zasadniczo, post puj c zgodnie z t regu , ptak dzia a na rzecz buduj cych j genów, poniewa ma e wrzeszcz ce stworki w ptasim gnie dzie to zwykle jego potomkowie. Regu a zawodzi jednak, gdy w gnie dzie znajdzie si cudze dziecko, któr to prawid owo doskonale nauczy y si wykorzystywa kuku ki. Czy zatem nasze dobre uczynki to konsekwencja pomy ek wynikaj cych ze stosowania zdroworozs dkowych regu , swoisty odpowiednik pomy ki trzcinniczka, którego instynkt rodzicielski realizuje si w karmieniu m odej kuku ki? Mo e nawet lepsz analogi w tym momencie by aby ludzka sk onno (pop d prawie)

do adoptowania cudzych dzieci (oczywi cie, u ywaj c w tym kontek cie okre lenia Äpomy ka", mam na my li wy cznie pomy k w rozumieniu stricte ewolucyjnym; w adnym wypadku prosz nie imputowa mi nieprzychylnego stosunku do takich zachowa ). Je li mówi tu o Äpomy kach" lub Äproduktach ubocznych", to po to, by wyja ni mechanizm dzia ania ewolucji. W dawnych, dawnych czasach, gdy yli my ² jak szympansy ² w niewielkich grupach, dobór naturalny zaprogramowa w naszych mózgach pop dy altruistyczne czy ksenofobiczne, tak samo jak zaprogramowa w nich g ód i po danie seksualne. Wyobra my sobie, e dzisiaj jaka inteligentna para si ga do Darwina i dowiaduje si , e ostateczn przyczyn po dania, jakie do siebie czuj , jest prokreacja. Ona (albo on) stosuje jednak odpowiednie rodki i oboje wiedz , e do zap odnienia nie mo e doj . Czy wiedza o ewolucyjnych korzeniach dzy mo e os abi poci g, jaki do siebie czuj ? Po danie jest po daniem i si a, z jak dzia a na ludzkie umys y, jest niezale na od darwinowskich czynników, które je ukszta towa y. To pot ny pop d zupe nie autonomiczny wobec kreuj cych go g bokich mechanizmów. Moim zdaniem to samo powiedzie mo na o pop dach, które pchaj nas do czynienia dobra ² do altruizmu, empatii, szczodro ci, wspó czucia. Nasi odlegli przodkowie mieli powody (i sposobno )by zachowywa si altruistycznie tylko wobec krewnych i ludzi, którzy mogli im si odwzajemni . Dzi to ograniczenie ju nie istnieje, ale zdroworozs dkowa regu a pozosta a. Te motywy dzia aj podobnie jak po danie. Bo w sumie²dlaczego nie?! Przecie nie bardziej pomagamy sobie, czuj c wspó czucie dla jakiego rozpaczaj cego nieszcz nika (który nie jest z nami spokrewniony, ani nie ma adnych szans zrewan owa si ), ni czuj c po danie wobec jakiego osobnika p ci przeciwnej (który mo e by bezp odny albo z innych wzgl dów niezdolny do rozmna ania). Oba te zachowania mo na uzna za pomy ki ² wspania e, b ogos awione darwinowskie pomy ki. I niech nikt nie próbuje nawet przez moment my le , e taka Ädarwinizacja" to próba poni enia, pomniejszenia czy uproszczenia najszlachetniejszych emocji, wspó czucia czy wielkoduszno ci; ani po dania. Wszak to po danie w a nie, przepuszczone przez filtr j zyka, da o nam wspania poezj i wielkie dzie a dramatyczne, od wierszy mi osnych Johna Donne'a po Romea i Juli . Tak samo si dzieje przy Äpomy kowym" przekierowaniu naszego wspó czucia, pierwotnie okazywanego jedynie krewnym. Wyrwane z kontekstu mi osierdzie dla d u nika zdaje si przecie zachowaniem równie niedarwinowskim, jak przysposobienie cudzego dziecka (a przynajmniej mo e by tak traktowane): Do mi osierdzia nie mo na przymusi : Ono opada jak ciep y deszcz z nieba 77*. Po danie seksualne jest si nap dow wielkiej cz ci ludzkich ambicji i czynów i w wielu wypadkach w darwinowskim tego s owa znaczeniu jest ono pomy k . A je li co tak dobrze sprawdza si przy po daniu, to dlaczego nie mo e wyja nia równie innych naszych Ä dz" ² wspania omy lno ci i wspó czucia, na przyk ad; wszystkie one stanowi konsekwencje tego, jak yli my w dawnych czasach. Wtedy to dobór naturalny sprawi , e odpowiednie mechanizmy zosta y wprogramowane w nasze mózgi. Te mechanizmy, czyli zdroworozs dkowe regu y, nadal maj na nas wp yw, cho w nowym rodowisku pierwotne powody ich faworyzowania przesta y ju mie znaczenie. Wykszta cone u przodków zdroworozs dkowe regu y wci decyduj o naszych zachowaniach, cho oczywi cie nie jest to determinizm w stylu kalwinowskiej predestynacji, lecz wp yw cywilizacji, przefiltrowany przez literatur , obyczaje, prawo i tradycje i ² rzecz jasna ² religi . Tak samo jak prymitywny mechanizm seksualnej dzy cywilizacja przek ada na sceny mi osne Romea i Julii, tak prymitywne regu y wendety i walk my-oni staj si bitwami Kapuletów z Montekimi, a pierwotny altruizm i empatia prowadz do jak e pouczaj cych dla nas scen fina owych szekspirowskiego dramatu.

77

* William Shakespeare, Kupiec wenecki, akt IV scena 1, prze . Stanis aw Bara czak, Znak, Kraków 2004 (przyp. t um.).

KORZENIE MORALNO CI STUDIUM PRZYPADKU

Je eli nasze poczucie moralne jest ² podobnie jak po danie seksualne ² zakorzenione w ewolucyjnej przesz o ci gatunku ludzkiego znacznie poprzedzaj cej wszelkie religie, mo na oczekiwa , e da si to wykaza eksperymentalnie, badaj c ludzkie umys y i poszukuj c w nich moralnych powszechników, wyst puj cych niezale nie od jakichkolwiek geograficznych czy kulturowych (i rzecz jasna religijnych) barier. Filozofowie moralno ci od dawna zadawali sobie podobne pytania, a Marc Hauser, biolog z Harvardu, w ksi ce Mora Minds: How Nature Designed our Universal Sense of Right and Wrong[Moralne umys y: Jak natura ukszta towa a nasze uniwersalne poczucie dobra i z a] w sposób istotny uzupe ni ich my lowe eksperymenty, poddaj c hipotetyczne moralne dylematy realnym testom. Problem z klasycznym my lowym eksperymentem polega na tym, i nie wiadomo, czy rzeczywi cie mówi on cokolwiek o naszym poczuciu dobra i z a. Dlatego Hauser poszed dalej ni filozofowie i zaprz g do pracy statystyk i eksperymenty psychologiczne oraz (mi dzy innymi) za po rednictwem Internetu przeprowadzi du e badania kwestionariuszowe, wszystko, eby dowiedzie si jak najwi cej o poczuciu moralnym realnych ludzi. Z punktu widzenia rozwa a , które tu prowadzimy, najciekawsze wydaje si , e wi kszo ludzi rozwi zuje podobne dylematy w zbli ony sposób, a podobie stwo podejmowanych przez nich decyzji jest du o wyra niejsze ni zbie no (a nawet umiej tno ) ich uzasadnienia. Tego w a nie mogliby my si spodziewa , gdyby poczucie moralne by o wbudowane w nasze mózgi analogicznie do instynktu p ciowego czy l ku wysoko ci (albo ² to przyk ad najbli szy Hauserowi ² umiej tno pos ugiwania si j zykiem; j zyki, wyznawc tego pogl du jest Hauser, mog bardzo ró ni si mi dzy sob , ale istnieje g boka struktura, uniwersalna gramatyka, dzi ki której mowa jest atrybutem wspólnym naszemu gatunkowi). Do szczegó ów przejdziemy za chwil , na razie natomiast podkre lmy g ówny wniosek z bada Hausera. Otó to, w jaki sposób ludzie rozwi zuj dylematy (i testy) moralne, oraz do powszechna nieumiej tno racjonalnego uzasadnienia dokonanego wyboru w znacznym stopniu niezale ne jest od przekona religijnych (b d ich braku). G ówna teza ksi ki Hausera brzmi zatem (pozwol sobie pos u y si jego w asnymi s owami): ÄIstnieje uniwersalna gramatyka moralna, która kieruje naszymi s dami moralnymi. Ta gramatyka to specyficzna w a ciwo ludzkiego mózgu, która wskutek trwaj cej miliony lat ewolucji obj a zestaw regu umo liwiaj cy nam tworzenie ca ej gamy zró nicowanych systemów moralnych. Tak jak w przypadku g bokiej struktury j zyka, tak i gramatyka moralna oddzia uje poni ej poziomu wiadomo ci". W swoich eksperymentalnych dylematach moralnych Hauser najcz ciej pos ugiwa si ró nymi wariantami opowie ci o wagoniku kolejki, który wyrwa si spod kontroli i mo e doprowadzi do mierci cz owieka lub kilku ludzi. W podstawowej wersji tej historyjki mamy jedn osob , powiedzmy kobiet o imieniu Denise, która, stoj c przy zwrotnicy, widzi p dz cy wagonik i musi podj decyzj ² czy skierowa wagonik na lepy tor, ratuj c w ten sposób ycie pi ciu osobom, które stoj przy torze g ównym. Dylemat polega na tym, e na bocznicy pracuje robotnik, który zginie, je li wagonik tamt dy pojedzie. Ale poniewa to jeden cz owiek, a je li dojdzie do tragedii na g ównej linii, zginie pi cioro, wi kszo ludzi uznaje za moralnie dopuszczalne (o ile nie wr cz konieczne), by Denise przestawi a zwrotnic , doprowadzaj c w ten sposób do mierci jednej osoby, a ratuj c pi ywotów (oczywi cie nie uwzgl dniamy hipotetycznej sytuacji, i ów nieszcz nik to Beethoven albo bliski krewny Denise). Modyfikuj c szczegó y tej historyjki, mo emy stawia przed uczestnikami naszego my lowego eksperymentu coraz bardziej z o liwe wyzwania moralne. Co na przyk ad trzeba zrobi , je li rozp dzony wagonik mo na zatrzyma , zrzucaj c co ci kiego na tory? To proste ²jak najszybciej trzeba drog zatarasowa ! Ale co, je li jedyn ci k Ärzecz " w okolicy jest pewien bardzo t usty m czyzna, który, oparty o barierk , stoi sobie na k adce przebiegaj cej nad torami i kontempluje zachód S o ca. Wi kszo pytanych uzna a, e w tej sytuacji zrzucenie na tory mi ego grubaska by oby niemoralne, a przecie to sytuacja praktycznie analogiczna do wyboru, przed którym stan a Denise, gdy, przestawiaj c zwrotnic , ocali a pi ciu ludzi. Wi kszo z nas ma jednak silne intuicyjne przekonanie, e te dwa przypadki g boko si od siebie ró ni , cho nie potrafimy wyartyku owa dlaczego. Spychanie grubaska z k adki przypomina inny rozpatrywany przez Hausera dylemat. Tym razem rzecz dzieje" si w szpitalu. Pi ciu pacjentów oczekuje w nim na ratuj c ycie operacj , ka dy z nich ma szanse tylko wtedy je li znajdzie si dawca jakiego organu. Ka dy potrzebuje'

innego, lekarze jednak nie zdo ali znale dawcy dla nikogo. W pewnej chwili chirurg dostrzega w poczekalni zu pe nie zdrowego osobnika, wygl da na to, e wszystkie organy ma w wietnym stanie i nadaj ce si do transplantacji. W tym przypadku jednak w praktyce nikt nie powie e moralne by oby zabicie tego cz owieka, by ratowa pozosta pi tk . Tym, co czy te ró ne dylematy, jest podzielana przez wi kszo z nas intuicja, e niewinny wiadek nie mo e by wbrew w asnej woli w czany w trudne sytuacje i po wi cany dla dobra innych. T zasad wyrazi ju Immanuel Kant, gdy napisa , e rozumna istota nigdy nie mo e by nie wiadomie u yta jako rodek do celu, nawet je li tym celem jest dobro innych. W tym wietle ró nica mi dzy przypadkiem t u ciocha na k adce nad torami (czy cz owieka z poczekalni) a problemem Denise, czy skierowa wagonik na bocznic , jest oczywista. To cz owieka musieliby my zrzuci na tory, eby zatrzyma wagonik, to za oczywiste pogwa cenie kantowskiego nakazu. Robotnik pracuj cy na bocznicy nie zosta bezpo rednio wykorzystany do ocalenia ycia pi tce jad cej w rozp dzonym wagoniku; my pos u yli my si bocznic , a on po prostu mia tego pecha, e znalaz si tam w nieodpowiednim czasie. Có jednak dzieje si takiego, e takie rozumowanie jest dla nas wystarczaj cym usprawiedliwieniem? Kant mówi o pewnikach moralnych, Hauser o mechanizmach wbudowanych przez ewolucj w nasze mózgi. Hipotetyczne sytuacje zwi zane z rozp dzonym wagonem mo na rozwija na wiele sposobów, czyni c moralny dylemat, jaki rozstrzygn musi uczestnik badania, jeszcze bardziej zawi ym. Hauser porównuje na przyk ad ze sob wybór, jakiego dokona musz dwie osoby, powiedzmy Ned i Oscar. Znów mamy rozp dzony wagon i tory. Ned stoi przy torach, tyle e odmiennie ni Denise nie mo e kierowa wagonu na boczny tor, a jedynie na mijank , która czy si z g ównym torem tu przed miejscem, gdzie stoi pi niczego si niespodziewaj cych osób. Samo przestawienie zwrotnicy nic by nie pomog o, i tak zgin liby pod ko ami. Jednak po mijance przechodzi w a nie jaki m czyzna, wystarczaj co gruby i ci ki, by wagonik si zatrzyma , je li na niego wpadnie. Czy Ned powinien przestawi zwrotnic ? Intuicyjnie wi kszo ludzi uznaje, e nie. No tak, tylko czym ró ni si dylemat Neda od dylematu Denise. Prawdopodobnie wi kszo z nas, znów, intuicyjnie kieruje si kantowskim imperatywem ² Denise musi sprawi , by wagon nie rozjecha pi ciu ludzi, i kieruje go na bocznic . Pracuj cy tam robotnik to Äniemo liwa do unikni cia w przypadku konfliktów ofiara w ród ludno ci cywilnej", by pos u y si urocz Rumsfeldowsk 10178 fraz . Ten cz owiek nie zosta dos ownie u yty przez Denise. Ned tymczasem rzeczywi cie musi pos u y si opas ym spacerowiczem, by zatrzyma wagon. Wi kszo ludzi intuicyjnie dostrzega, e to zasadnicza ró nica, Kant przemy la j dog bnie i uczyni z niej element swego systemu filozoficznego. Ró nic t mo emy dok adniej prze ledzi na przyk adzie kolejnego hipotetycznego dylematu. Za ó my, e tym razem rozp dzony wagon pierwszy dostrzeg Oskar. Miejsce to samo, wi c tu obok mamy mijank . Sytuacja taka sama, jak w przypadku Neda, tyle e tym razem tory mijanki zastawione s ci k elazn zapor . Oczywiste, e Oskar bez wahania powinien przestawi zwrotnic . Niestety ² na zaporze przysiad jaki turysta, który na pewno zginie, je li uderzy w ni rozp dzony wagon (tak samo, jak zginie gruby m czyzna z poprzedniego przyk adu). Ró nica polega na tym, e tym razem ofiara nie pos u y a do zatrzymania wagonu, to Äprzypadkowa ofiara", tak jak w dylemacie Denise. Podobnie jak Hauser ² i tak samo jak wi kszo badanych przez niego ludzi ² uwa am, e Oskar ma prawo przestawi zwrotnic , Ned nie. Trudno by oby mi jednak szczegó owo ten s d uzasadni . Zdaniem Hausera takie moralne intuicje nie s zwykle efektem starannych przemy le , to co , co si bardziej czuje, ni wie ² to nasze ewolucyjne dziedzictwo. Hauser dokona te interesuj cej wyprawy w wiat antropologii. Wraz ze swymi wspó pracownikami przeprojektowa nieco swoje eksperymenty i wykorzysta je w badaniach nad ludem Kuna, niewielkim plemieniem z Ameryki rodkowej, yj cym praktycznie bez kontaktu z bia ymi (i bez sformalizowanego systemu wierze ). Badacze zmienili wagonik i tory na krokodyla i kanu oraz jeszcze kilka szczegó ów tak, by dylematy by y zrozumia e dla Kuna. Moralne wybory by y z grubsza takie same.

102

Jednym z najwa niejszych pyta , jakie rozwa a Hauser w swojej ksi ce, by o, czy moralne intuicje ludzi religijnych ró ni si od intuicji ateistów ² je eli nasz moralno czerpiemy z religii, tak przecie powinno by . Otó wiele wskazuje, e nie. Hauser (wspólnie ze znanym etykiem Peterem Singerem87) skoncentrowali si na trzech hipotetycznych sytuacjach dylematu moralnego i porównali, jakie post powanie uznaj w nich za w a ciwe atei ci i wierz cy. Uczestnicy badania zostali poproszeni, by oceni , czy dane zachowanie w konkretnej sytuacji jest (moralnie) Äobligatoryjne", Ädopuszczalne" czy Äniedopuszczalne". Trzy dylematy, które im przedstawiono, to:
1.

Dylemat Denise. Dziewi dziesi t procent badanych uzna o, e w tej sytuacji mo na, eby uratowa ycie pi ciu osób, po wi ci jedn . Widzisz dziecko ton ce w sadzawce. W pobli u nie ma nikogo innego. Mo esz je uratowa , ale twoje ubranie b dzie nieodwo alnie zniszczone. Dziewi dziesi t siedem procent badanych nie mia o w tpliwo ci ² trzeba ratowa dziecko (szokuj ce, e a dla 3% spodnie okaza y si wa niejsze). 3. Dylemat szpitalny (opisany powy ej). Dziewi dziesi t siedem procent badanych stwierdzi o, e moralnie niedopuszczalne jest z apanie w poczekalni szpitala kogo zdrowego, bo jego organy mog uratowa ycie pi ciu chorych. Najwa niejszy wniosek z bada Hauser a i Singera by za taki, e nie uda o si wykaza adnych statystycznie istotnych ró nic mi dzy wierz cymi a ateistami, je li chodzi o oceny moralne. Ten rezultat wydaje si potwierdza (dalece nie tylko moje) przekonanie, e nie potrzebujemy Boga, by czyni dobrze (ani by czyni le).
DOBRYM, JE LI NIE MA BOGA

2.

DLACZEGO BY

Przyzna trzeba, e w tej postaci jest to pytanie wyj tkowo nikczemne. Kiedy s ysz je od jakiego religijnego cz owieka (a wielu wierz cych mi je zadaje), a ci nie mi si na usta, by odpowiedzie mniej wi cej tak: ÄCzy rzeczywi cie chcesz powiedzie , e jedynym powodem, dla którego starasz si post powa przyzwoicie, jest pragnienie zyskania boskiej aprobaty lub nagrody i unikni cia jego niezadowolenia i kary? Przecie to nie jest adna moralno ! To zwyk e kunktatorstwo, lizusostwo czystej wody. I co, patrzysz si przez rami , by sprawdzi , czy z nieba nie ledzi ci wielka kamera? A mo e masz w g owie taki ma y pods uch, który ledzi ka dy twój ruch, a nawet my l?". Einstein powiedzia kiedy : ÄGdyby ludzie byli dobrzy tylko ze strachu przed kar albo w nadziei uzyskania nagrody, by oby to bardzo przykre". Michael Shermer w The Science of Good and Evilokre la taki argument mianem Äko cz dyskusj " ²je eli kto s dzi, e gdyby nie by o Boga Äkrad by, gwa ci i mordowa " uwa a si za osob niemoraln , a Äod ludzi niemoralnych lepiej trzyma si jak najdalej". Z drugiej strony, dodaje Shermer, je eli kto uznaje, e nadal czyni by dobrze, nawet gdyby zdj to z niego sta y boski nadzór, to do istotnie podwa a to jego przekonanie, e Bóg jest niezb dny do bycia dobrym. Osobi cie podejrzewam zreszt , e wielu ludzi religijnych szczerze wierzy, i to w a nie religia motywuje ich do dobrych uczynków (dotyczy to zw aszcza wyznawców tych Ko cio ów, które eksploatuj przede wszystkim poczucie winy swoich wyznawców). Mam jednak wra enie, i teza, jakoby znikni cie Boga z naszego wiata uczyni o raptem wszystkich bezdusznymi, egoistycznymi hedonistami, a z powierzchni Ziemi odesz yby mi osierdzie, czu o i wielkoduszno ² wszystko, co zas uguje na miano dobra ² to przejaw wyj tkowo ma ego szacunku dla samego siebie. Powszechnie do panuje przekonanie, i g osicielem tego pogl du by Fiodor Dostojewski, a to zapewne z powodu takiej oto wypowiedzi Iwana Karamazowa, który: [...] w toku dyskusji oznajmi uroczy cie, e nie ma stanowczo na ca ym wiecie nic takiego, co by zniewala o ludzi do kochania bliskich, e w ogóle nie ma takiego prawa natury, eby cz owiek kocha ludzko , i e je eli jest i by a dotychczas jaka mi o na ziemi, to nie wskutek prawa natury, lecz jedynie dzi ki temu, e ludzie wierzyli w nie miertelno duszy. Iwan Fiedorowicz doda przy tym, e w a nie na tym polega ca e prawo natury, do wi c pozbawi ludzko wiary w nie miertelno duszy, aby natychmiast wygas a mi o , a nawet wi cej ² wszelka si a ywotna przed u aj ca ycie na wiecie. To nie wszystko: wówczas nic ju nie b dzie niemoralne, wszystko b dzie dozwolone, nawet ludo erstwo. I nie poprzestaj c na tym, Iwan Fiedorowicz orzek na zako czenie, e dla wszystkich poszczególnych ludzi, takich jak my na przyk ad, którzy nie wierz ani w Boga, ani w nie miertelno duszy, prawo moralne przyrody powinno si natychmiast sta

przeciwie stwem poprzedniego prawa religijnego, e zatem egoizm posuni ty do zbrodni powinien by nie tylko dozwolony cz owiekowi, ale i uznany za niezb dne, najrozs dniejsze i omal nie najszlachetniejsze wyj cie w jego sytuacji 10279 Mo e to troch naiwne z mojej strony, ale bli sza mi jest nieco mniej cyniczna wizja natury ludzkiej ni ta, któr prezentuje jeden z braci Karamazow. Czy naprawd potrzebujemy nadzoru²boskiego lub wzajemnego²by powstrzyma si od czynów egoistycznych i kryminalnych? Bardzo chcia bym wierzy , e ja tego nie potrzebuj (ani Ty, drogi czytelniku). By my jednak tych ch ci nie brali za pewniki, przytocz (za The Blank Slate) opowie Stevena Pinkera o tym, co wydarzy o si w Montrealu, kiedy zastrajkowa a policja: Dzia o si to w romantycznych latach 60., w pokojowo nastawionej (i dumnej z tego!) Kanadzie. By em wtedy nastolatkiem i gor co wierzy em w Bakuninowski anarchizm. mia em si z moich rodziców, gdy próbowali mi t umaczy , e je li rz d kiedykolwiek spróbowa by si rozbroi , wybuch oby piek o. Rzeczywisto zaoferowa a nam empiryczny test naszych sprzecznych pogl dów²17 pa dziernika 1969 o godzinie ósmej rano montrealska policja rozpocz a strajk generalny. Pierwszy bank zosta obrabowany o 11.20. Do po udnia wi kszo sklepów w centrum by a ju zamkni ta (i z upiona). W ci gu kolejnych godzin taksówkarze podpalili gara e firmy zajmuj cej si wynajmem limuzyn, która konkurowa a z nimi o pasa erów odwo onych z lotniska, domoros y snajper zastrzeli funkcjonariusza policji, t um spl drowa kilka hoteli i restauracji, a pewien lekarz zabi w amywacza, na którego natkn si w swoim podmiejskim domu. Bilans dnia to sze obrabowanych banków, ponad sto rozszabrowanych sklepów i dwana cie podpale . Do wywozu pot uczonego szk a ze sklepowych wystaw trzeba by o wynaj czterdzie ci ci arówek, a warto zniszcze grubo przekroczy a trzy miliony dolarów, nim w adze zdecydowa y si wezwa wojsko (i, oczywi cie, Kanadyjsk Policj Konn ), by zaprowadzili porz dek. Moje pogl dy polityczne leg y w gruzach... Mo e to efekt Pollyanny, a mo e po prostu bardzo chc wierzy , e ludzie byliby dobrzy nawet, gdyby nie obserwowa a ich i nie pilnowa a policja (ani Pan Bóg). Z drugiej jednak strony wi kszo mieszka ców Montrealu to bez w tpienia ludzie wierz cy. Dlaczegó zatem l k przed Bogiem nie powstrzyma ich, gdy ziemscy policjanci na chwil zeszli ze sceny? Czy strajk montrealskiej policji nie by przypadkiem dobrym naturalnym eksperymentem weryfikuj cym hipotez , jakoby to Bóg czyni nas dobrymi? A mo e w cynicznej uwadze H.L. Menckena (ÄLudzie mówi , e potrzebujemy Boga, kiedy chc powiedzie , e tak naprawd potrzebujemy policji") kryje si nieco prawdy? Oczywi cie nie wszyscy montrealczycy wykorzystali nieobecno policji w niecnych celach. Bardzo zreszt ciekawe, czy da oby si zaobserwowa jak kolwiek (cho by s ab ) statystycznie istotn zale no mi dzy sk onno ci do upienia sklepów a si (lub brakiem) przekona religijnych. Takich danych oczywi cie nie ma, ale mam pewne podejrzenia. .. Mówi si czasem (co równie brzmi do cynicznie), e nie ma ateistów w okopach. Mam powody(a równie pewne dowody, aczkolwiek dalece niewystarczaj ce), by s dzi , e w wi zieniach te jest niewielu ateistów. Oczywi cie nie twierdz , e atei ci s bardziej moralni, ale ju humanizm ² czyli system etyczny bardzo cz sto towarzysz cy ateizmowi ² na pewno sk ania ku zachowaniom moralnym. Mo liwe te , e ateizm skorelowany jest z jakim trzecim czynnikiem (na przyk ad lepszym wykszta ceniem, wy sz inteligencj lub wi ksz intelektualn wra liwo ci ), który przeciwdzia a impulsywnemu anga owaniu si w akty przest pcze. W ka dym razie empiryczne dane nie stanowi poparcia dla popularnego przekonania o zwi zku mi dzy moralno ci a religijno ci . Oczywi cie samo istnienie dodatniej korelacji niczego jeszcze nie dowodzi, ale dane, który przedstawi niedawno Sam Harris w Letter to a Christian Nation, i tak s uderzaj ce: Jakkolwiek sympatia dla okre lonej partii politycznej nie jest w Stanach Zjednoczonych dobrym wska nikiem religijno ci, to wszyscy doskonale wiedz , e Äczerwone (republikanskie) stany" s czerwone g ównie ze wzgl du na silne na tych ziemiach wp ywy konserwatywnych Ko cio ów chrze cija skich. Gdyby rzeczywi cie istnia a wyra na zale no mi dzy chrze cija skim konserwatyzmem a Äzdrowiem spo ecznym", mogliby my oczekiwa jej oznak zw aszcza w tych w a nie stanach. Tymczasem jest wr cz przeciwnie. Spo ród dwudziestu pi ciu
79 Fiodor Dostojewski, Bracia Karamazow, PIW, Warszawa 1984, s. 87 (w przek adzie angielskim ostatnie zdanie brzmi znacznie dramatyczniej ni w polskim, mowa tam bowiem o Ä raison d'etre of the human condition", przyp. tlum.). 79 Prosz zwróci uwag , e polityczne konwencje kolorystyczne s w USA dok adnie przeciwne ni na kontynencie europejskim, gdzi e kolor czerwony tradycyjnie kojarzony jest z lewic . (Skoro ameryka ski libera w Europie uznany by zosta za socjalist , to co s i dziwi ² przyp.t um.).

ameryka skich miast z najni szym wspó czynnikiem przest pczo ci, 62% to miasta le ce w Äniebieskich" (demokratycznych) stanach, 38% w stanach czerwonych. Natomiast na dwadzie cia pi najniebezpieczniejszych miast ju 76% le y w stanach czerwonych. Trzy z pi ciu najniebezpieczniejszych ameryka skich miast znajduj si w s yn cym z pobo no ci Teksasie. Dwana cie stanów z najwy sz liczb w ama to stany czerwone, dwadzie cia cztery z dwudziestu dziewi ciu stanów z najwi ksz liczb kradzie y ² stany czerwone, siedemna cie na dwadzie cia dwa stany z najwy sz liczb zabójstw ² stany czerwone 103 *. Systematyczne badania w pewnym stopniu wspieraj hipotezy, jakie da si wyprowadzi z bada korelacyjnych. W roku 2005 ukaza si na przyk ad (w ÄJournal of Religion and Society") artyku Gregory'ego S. Paula, stanowi cy systematyczne podsumowanie bada przeprowadzonych w 17 wysoko rozwini tych krajach. Wnioski by y do jednoznaczne: wy sze wska niki religijno ci (w tym praktykowania) koreluj dodatnio z wy szym wspó czynnikiem zabójstw, wi ksz miertelno ci w ród m odzie y, cz stszym wyst powaniem chorób przenoszonych drog p ciow , cz sto ci ci u nastolatek i liczb aborcji. Do sardonicznie skomentowa ca y ten nurt bada Dan Dennet w Breaking the Spell: Nie musz dodawa , e te rezultaty s do uderzaj ce, zw aszcza w kontek cie jak e rozpowszechnionych przekona o wy szo ci moralnej ludzi wierz cych. W obliczu nap ywaj cych danych liczne organizacje religijne intensywnie inicjuj kolejne projekty badawcze, chc c podwa y to, co ju wiadomo [...] Jednego mo emy by pewni ²je eli istnieje cho by najs abszy zwi zek mi dzy zachowaniami moralnymi a przynale no ci do jakiegokolwiek Ko cio a, zaanga owaniem w praktyki religijne lub wiar w ogóle, wkrótce na pewno zostanie on wykryty, gdy wiele instytucji religijnych bardzo chce dzi potwierdzi swoje tradycyjne wierzenia za pomoc metod naukowych (kiedy nauka potwierdza co , w co wierz , ci ludzie jako uznaj jej zdolno do odnajdywania prawdy). Ka dy mijaj cy miesi c, który nie przynosi takich dowodów, podsyca podejrzenia, e mo e ich po prostu nie by . Ka dy rozs dny cz owiek przyzna, e moralno niewymagaj ca obecno ci policji to nieco bardziej prawdziwa moralno ni taka, która znika, gdy tylko policja zaczyna strajkowa lub gdy wy czy si obserwuj ca nas kamera (niezale nie od tego, czy to kamera policyjna, czy podgl d zainstalowany w niebiesiech). Mo e jednak taka interpretacja jak e cz sto zadawanego pytania ÄPo co by dobrym, je li Boga nie ma?" jest nieco cyniczna 80*. Przecie jaki religijny my liciel móg by zaproponowa bardziej, by tak rzec, moraln jego interpretacj , co w rodzaju: ÄJe eli nie wierzysz w Boga, to znaczy, e nie uznajesz istnienia absolutnych standardów moralnych. Nawet przy najlepszych intencjach i najlepszej woli, jak zdecydujesz wówczas, co jest dobre, a co jest z e. Tylko religia dostarcza takie ostateczne wyznaczniki. Bez niej to moralno bez kodeksu, moralno na wyczucie. Przecie je eli moralno uznaliby my za kwesti osobistego wyboru, to Hitler te móg by powiedzie , e wed ug w asnych zainspirowanych eugenik standardów post puje moralnie, a ka dy ateista tylko na mocy osobistego wyboru móg by jego roszczenia odrzuci i wybra dla siebie inne. Natomiast chrze cijanin, yd czy muzu manin mo e stwierdzi , e istniej absolutne standardy moralne, istnieje z o absolutne, niezale ne od czasu i miejsca, i Hitler by takim z em". Nawet je li to prawda, e potrzebujemy Boga, by post powa moralnie, nie czyni to oczywi cie istnienia Boga bardziej prawdopodobnym, a tylko bardziej po danym (wielu ludzi nie rozumie tej ró nicy). To by a jednak tylko uwaga na marginesie. Mój wyimaginowany religijny etyk nie wspomnia oczywi cie, e ch podlizania si Bogu mo e zosta uznana za religijn motywacj dobrych uczynków. Chodzi o mu raczej o to, e ² niezale nie od motywów ² bez Boga nie jeste my w stanie stwierdzi , co jest dobre. Ka dy z nas mo e jedynie sformu owa w asn definicj dobra i post powa zgodnie z ni . Zasady moralne oparte wy cznie na religii (w przeciwie stwie do, na przyk ad, Äz otej zasady", która cz sto towarzyszy systemom religijnym, ale mo e by te wyprowadzona z innych róde ) to forma moralnego absolutyzmu. Dobro jest dobrem, a z o z em i nie ma po co babra si w szczegó ach i sprawdza , dajmy na to, czy w konkretnej sytuacji kto cierpi, czy nie. Mój hipotetyczny rozmówca utrzymywa by, e tylko religia dostarcza podstaw, by zadecydowa , co jest dobre.

80

* A propos cynizmu ² H.L. Mencken zdefiniowa kiedy sumienie jako wewn trzny g os ostrzegaj cy nas, e kto mo e patrze .

Niektórzy filozofowie ² najs ynniejszy z nich to oczywi cie Kant ² usi owali wyprowadzi absolutn moralno ze róde niereligijnych. Immanuel Kant, jakkolwiek sam by cz owiekiem wierz cym (co w jego czasach by o praktycznie nieuniknione 81*), próbowa oprze moralno na poczuciu obowi zku. S awny imperatyw kategoryczny Kanta mówi tyle: ÄPost puj zawsze wed ug takiej maksymy, aby móg zarazem chcie , by sta a si ona podstaw powszechnego prawodawstwa". Zasad dzia ania kantowskiego imperatywu bardzo adnie ukaza mo na na przyk adzie k amstwa. Wyobra my sobie wiat, w którym ludzie zwykle k ami , gdzie mówienie nieprawdy traktowane jest jako zachowanie dobre i moralne. Otó w takim wiecie k amstwo bardzo szybko straci oby jakikolwiek sens ² warunkiem definicyjnym istnienia k amstwa jest przecie prawda. Je eli regu moraln nazwiemy zasad , zgodnie z któr ludzie powinni post powa , k amanie nie mo e ni by , bowiem je li wszyscy zawsze k ami , to nic nie ma adnego znaczenia. Inaczej mówi c, k amstwo jako regu a yciowa jest w naturalny sposób regu niestabiln . Na tej samej zasadzie egoizm czy ci g e erowanie na dobrej woli innych mo e by skuteczn strategi dla mnie, je li jestem osobnikiem skrajnie samolubnym, i mo e nawet sprawia mi satysfakcj . Nie mog jednak pragn , by paso ytowanie sta o si powszechn regu moraln , gdy kogo wówczas sam bym wykorzystywa . Imperatyw kantowski dobrze sprawdza si zatem przy k amstwach i w kilku jeszcze innych wypadkach, trudno jednak by oby uogólni go na ca sfer moralno ci. Kant nie wystarczy zatem, by odrzuci twierdzenia mojego hipotetycznego religijnego polemisty, e ród em absolutnych warto ci moralnych pozostaje zwykle religia. Rozwa my jednak takie oto pytania: Czy skrócenie cierpie miertelnie chorego cz owieka na jego pro b zawsze jest z em? Czy z em jest uprawianie seksu z osob tej samej p ci? Czy wolno u mierci embrion? S ludzie, którzy tak uwa aj , i przekonania te uznaj za niekwestionowalne, adne argumenty czy dyskusja nie sk oni ich do zmiany zdania. Ten, kto si z nimi nie zgadza, zas uguje na mier (w przeno ni oczywi cie, nie dos ownie; no, mo e za wyj tkiem kilku lekarzy pracuj cych w ameryka skich klinikach aborcyjnych ² t histori opisz w nast pnym rozdziale). Na nasze szcz cie absolutyzm moralny nie jest jedynym rozwi zaniem. Kiedy w gr wchodzi problem dobra i z a, za profesjonalistów w tej dziedzinie uzna nale y filozofów moralno ci. Jak zwi le to uj Robert Hinde, zgadzaj si oni, i Änakazy moralne, cho niekoniecznie b d ce dzie em rozumu, powinny da si przynajmniej rozumowo obroni "89. Istnieje wiele klasyfikacji systemów etycznych, ale wspó cze nie za najwa niejszy uznaje si podzia mi dzy deontologami (do tej szko y przypisywany jest Kant) a konsekwencjonalistami (do nich nale te utylitary ci, jak Jeremy Bentham (1742-1832) chocia by). Kto móg by powiedzie , e deontologia to do zabawne miano dla przekonania, i moralno polega na przestrzeganiu zasad. Dos ownie termin ten t umaczy mo na jako Änauk o obowi zku", a utworzony zosta od greckiego s owa oznaczaj cego Äto, co obowi zuj ce". Oczywi cie deontologia i moralny absolutyzm to nie to samo, ale na u ytek naszych rozwa a o religii mo emy na chwil zawiesi dziel ce je ró nice. Wa ne, e absoluty ci wierz , i z o i dobro to warto ci absolutne, a imperatyw czynienia dobra nie wi e si w ogóle z konsekwencjami czynów. Konsekwencjonali ci za , jak sama nazwa wskazuje, nieco bardziej pragmatycznie przyjmuj , e oceny moralnej jakiegokolwiek czynu nale y dokonywa na podstawie jego konsekwencji. Jedn z wersji konsekwencjonalizmu jest utylitaryzm, system filozoficzny, za którego twórców uznaje si Benthama, Jamesa Milla (1773-1836) i jego syna Johna Stuarta Milla (1806 -1873). Za najkrótsze podsumowanie utylitaryzmu uznaje si cz sto (niezbyt, niestety, precyzyjne) okre lenie Benthama: Äzasada jak najwi kszego szcz cia jak najwi kszej liczby ludzi stanowi winna podstaw moralno ci i prawodawstwa". Absolutyzm moralny niekoniecznie musi by wyprowadzony z religii, cho oczywi cie na innym gruncie jeszcze trudniej broni nienaruszalno ci pewnych warto ci moralnych. Najlepszym przyk adem, jaki przychodzi mi do g owy, jest patriotyzm. Luis Bunuel, genialny hiszpa ski re yser, powiedzia kiedy : ÄBóg i Ojczyzna to niepokonana para; ten duet ma na koncie wi cej krwi i ludzkich nieszcz ni cokolwiek innego". Doskonale o tym wiedz ci, którzy namawiaj ludzi do ochotniczej s u by w armii, i dlatego w a nie odwo uj si przede wszystkim do patriotyzmu swych nieszcz snych ofiar. Podczas I wojny wiatowej Angielki
81 * Tak przynajmniej przyjmuje wi kszo historyków filozofii. Znany filozof A.C. Grayling w artykule opu blikowanym w ÄNew Humanist" (lipiec-sierpie 2006) przekonuj co uzasadnia jednak tez przeciwn . Jak twierdzi Grayling, publicznie Kant w pe ni akceptowa religi jne konwenanse swoich czasów, naprawd by jednak ateist .

81

* W lu nym przek adzie: ÄNie chcemy ci straci , lecz kraj jest w potrzebie / twój król i ojczyzna czekaj na ciebie" (przyp. t um.).

wr cza y m odym m czyznom, którzy jeszcze nie zmienili cywilnych ubra na mundury, bia e pióra i mobilizowa y ich takim oto dwuwierszem: Oh, we don 't want to lose you, but we thinkyou ought to go, For your King andyour country both needyou so 106* Ludzie pogardzaj obd ektorami, nawet z wrogiego kraju, bo patriotyzm w powszechnym odczuciu stanowi w a nie warto absolutn ² trudno przecie o bardziej Äabsolutystyczne" z ducha stwierdzenie ni ÄMy country, wright or wrong". A przecie te s owa usprawiedliwiaj zabicie kogokolwiek, kogo politycy twojej ojczyzny akurat uznaj za wroga. Rozumowanie konsekwencjonalistyczne mo e wp ywa na decyzj polityczn ² i na wojn czy nie ² ale gdy ju wojna wybuchnie, absolutystyczny patriotyzm przejmuje rz dy i sprawuje je z moc , której równa si mo e tylko religia. o nierz za , który jako wyznawca moralno ci konsekwencjonalistycznej nie zdecyduje si pój na ca o , ma spore szanse na s d wojenny (egzekucja te niewykluczona). Rozpocz li my nasze rozwa ania o filozofii moralnej od hipotetycznego dialogu z religijnym apologet , który próbowa przekona nas, e bez Boga moralno staje si czym wzgl dnym i arbitralnym. Przekonanie to musi by do powszechne, skoro niezale nie od Kanta i innych wyrafinowanych filozofów moralno ci (i pozostawiwszy na chwil na boku patriotyczny amok) rzeczywi cie dla wielu ludzi najch tniej akceptowanym ród em moralno ci jest jaka wi ta ksi ga i to niezale nie od tego, e znaczenie jej przypisywane nie ma zwykle uzasadnienia w jej prawdziwej historii. Ba ² dla wszelkich g osicieli prawdy objawionej w Pi mie historyczne korzenie (z regu y do dyskusyjne) ich wi tej ksi gi praktycznie nie maj adnego znaczenia. W kolejnym rozdziale poka , e ci, którzy sw moralno czerpi z Pisma (a przynajmniej tak twierdz ), w praktyce wcale tak nie czyni . I mo e bardzo dobrze, z czym po chwili refleksji równie oni mogliby si zgodzi . Rozdzia siódmy
ÄDOBRA KSI GA" I ZMIENIAJ CY SI DUCH CZASÓW

Przez polityk wyr ni to tysi ce. Przez religi ² dziesi tki tysi cy. Sean 0'Casey Ka da wi ta ksi ga na dwa sposoby mo e by ród em moralno ci i zasad yciowych. Po pierwsze mog si w niej znale bezpo rednie instrukcje, takie jak cho by Dziesi Przykaza (dzi , jak wiemy, s one ród em gwa townych wojen kulturowych na przyk ad na ameryka skiej prowincji). Po drugie mo emy spotka tam przyk ady ² Bóg lub jaka inna biblijna posta mo e s u y jako Äwzorzec moralny" lub (tu pos u si nowomodnym argonem) Ämodel kulturowy". W przypadku chrze cija skiej Biblii obie te drogi, je liby wiernie si ich trzyma (okre lenie Äwiernie" pojawi o si w tym kontek cie nieprzypadkowo, skojarzenie z wiar równie ), prowadz do systemu etycznego, który ka dy wspó czesny, cywilizowany cz owiek, wierz cy czy nie, uzna musi za ² adne agodniejsze okre lenie by tu nie pasowa o ² co wyj tkowo ohydnego. Je li jednak mamy by uczciwi, to nale a oby raczej stwierdzi , e Biblia, w wi kszo ci przynajmniej, jest nie tyle z a, co po prostu dziwna i niesamowita. Czego zreszt innego mo na by si spodziewa po przypadkowej antologii niepowi zanych tekstów, tworzonych, poprawianych, redagowanych i t umaczonych (oraz Äudoskonalanych") przez setki anonimowych autorów, redaktorów i kopistów ² anonimowych nie tylko dla nas, ale równie dla siebie wzajemnie, co jest zupe nie zrozumia e przy dziele powstaj cym przez bez ma a dziewi set lat90. Ju sam ten fakt stanowi pewne wyja nienie niektórych biblijnych absurdów. Pech polega na tym, e to ta w a nie dziwaczna ksi ga dla ró nych religijnych zelotów jest ostatecznym i niepodwa alnym ród em moralno ci i prawdy yciowej. Ci, którzy chc sw moralno wywie literalnie z Biblii, albo nigdy jej nie czytali, albo nie zrozumieli, co bardzo trafnie zauwa y biskup John Shelby Spong w The Sins of Scripture [Grzechy Pisma]. Sam biskup, nawiasem mówi c, jest sympatycznym przyk adem liberalnego duchownego o pogl dach tak przemy lanych, e w zasadzie pokrywaj si one z pogl dami wi kszo ci ludzi mieni cych

si dzi chrze cijanami. Brytyjskim odpowiednikiem biskupa Sponga jest Richard Holloway do niedawna biskup Edynburga, który sam siebie okre la mianem Äpowracaj cego do zdrowia chrze cijanina". Kiedy , gdy jeszcze sprawowa swój urz d, odbyli my w Edynburgu publiczn dyskusj i by o to bez w tpienia jedno z najciekawszych i najbardziej stymuluj cych spotka tego typu, w jakich zdarzy o mi si uczestniczy 91. STARY TESTAMENT Zacznijmy od Ksi gi Rodzaju z tak lubian histori Noego ² w rzeczywisto ci przeróbk babilo skiego mitu o potopie, który pojawia si zreszt w wielu innych kulturach. Oczywi cie opowie o zwierz tach, które parami grzecznie wchodz do arki, jest w pewnym sensie urocza, ale jej mora ² mniej. Bogu przestali si podoba ludzie, wi c (za wyj tkiem jednej rodziny) potopi wszystkich, a przypadkowymi ofiarami jego urazy sta y si (raczej niewinne) zwierz ta. Ju s ysz protest poirytowanych teologów ² przecie nie wolno Ksi gi Rodzaju traktowa dos ownie! Ale w a nie o to mi chodzi. Sami wybieramy sobie i decydujemy, w który kawa ek Biblii wierzy , a który uznawa tylko za symbol b d alegori . Te wybory i decyzje to osobista decyzja, podobnie jak osobist decyzj ateisty jest, jakim nakazem moralnym ² niemaj cym Äabsolutnego" umocowania ² ma si kierowa . Je li jedno jest Ämoralno ci na wyczucie", drugie te ! W ka dym razie mimo dobrych intencji wielu wyrafinowanych teologów przera aj co du a liczba ludzi odczytuje Pismo ² w tym mit o Noem ² dos ownie. Sonda e Gallupa wskazuj , e czyni tak niemal dok adnie po owa Amerykanów (i nie tylko. Równie w Azji tamtejsi fundamentali ci my l podobnie i, na przyk ad, tragiczne tsunami z 2004 roku uznali oni nie za skutek przesuwania si p yt tektonicznych, lecz za kar za grzechy, od picia i ta czenia w barach po amanie jakich bzdurnych regu dotycz cych wi towania dnia wi tego)92. Trudno zreszt mie pretensje do kogo , kto ca wiedz o wiecie czerpie z opowie ci o Noem i poza Bibli nie zna innego ród a wiedzy. Taka edukacja sprawia, e wszelkie naturalne katastrofy wi zane s z zachowaniem ludzi, traktowane s jako Äkara za grzechy", nie za problem ruchów tektonicznych. Tak przy okazji ² czy to nie przejaw kra cowego egocentryzmu, wierzy , e zdarzenia tej skali, co trz sienia ziemi, skali, w której tylko Bóg (lub p yty tektoniczne) mo e operowa , koniecznie musz mie zwi zek z cz owiekiem. Czemu to jakakolwiek boska istota, która na swej g owie ma ca e stworzenie i wieczno w dodatku, mia aby si przejmowa jakimi n dznymi grzeszkami? Dlaczego wci nasze ludzkie s abostki uznajemy za znacz ce w kosmicznej skali? W jednym z programów telewizyjnych zdarzy o mi si przeprowadza wywiad z wielebnym Michaelem Brayem, znanym ameryka skim przeciwnikiem aborcji. Spyta em go wówczas, sk d si bierze u chrze cija skich fundamentalistów taka obsesja na punkcie prywatnych preferencji seksualnych, cho by homoseksualizmu, który przecie poza bezpo rednio Äzainteresowanymi" nikomu nie powinien wadzi . Odpowied Braya odwo ywa a si do prawa do samoobrony Stwierdzi bowiem, e niewinni ludzie mog si broni przed tym, by nie sta si Äprzypadkowymi ofiarami", gdy Bóg zdecyduje si zes a kar na jakie miasto za to, e yj w nim grzesznicy. W roku 2005 przepi kny Nowy Orlean pad ofiar huraganu. Gdy woda zalewa a kolejne dzielnice miasta, wielebny Pat Robertson, jeden z najbardziej znanych ameryka skich teleewangelistów i by y kandydat na prezydenta USA, o wiadczy pono , e win za t tragedi ponosi... pewna mieszkaj ca w Nowym Orleanie aktorka komediowa- homoseksualistka 10782. A mo na by pomy le , e wszechmocny Bóg potrafi nieco celniej trafia w niepoprawnych
82 Nie jest do ko ca pewne, czy ta historia (opublikowana po raz pierwszy na http://datelinehollywood.com/archives/2005/09/05/robertson -blames-hurricane-on-choice-of-ellen-deneres-to-hostemmys/jest prawdziwa. Niezale nie jednak od jej autentyczno ci, atwo w ni uwierzy , gdy takie reakcje ewangelicznych duchownych ² w tym równie samego Robertsona ² na ró ne naturalne katastrofy w rodzaju Katriny uzna mo na za zupe nie typowe (przyk ady znale mo na cho by pod adresem www.emediawire.eom/releases/2005/9/emw281940.htm). Witryna, na której znalaz a si informacja, e podany wy ej cytat z Robertsona jest fa szerstwem, zamieszcza za to inny cytat z wieleb nego, który przy okazji Parady Równo ci w Orlando (Floryda) oznajmi , co nast puje: ÄPowinienem ostrzec Orlando, e znajduje si dok adnie na trasie kilku silnych huraganów i w tej sytuacji organizowanie podobnych imprez Bogu tu pod nosem nie jest najrozs dniejszym zachowaniem".
108 * Jeszcze w Biblii Gda skiej w tym miejscu pojawia si charakterystyczny biblijny eufemizm Äaby my je poznali", ale i tak nietrudno si domy li , czego chcie mogli od nich sodomici (przyp. t um.).

grzeszników ² czy na przyk ad ewentualny atak serca nie by by rozs dniej sz kar ni zniszczenie ca ego miasta tylko dlatego, e w nim akurat przebywa jaka bezczelna lesbijka. W listopadzie 2005 mieszka cy Dover (Pensylwania) odwo ali z lokalnej rady szkolnej ca grup fundamentalistów, którzy jednak zdo ali wcze niej bardzo zepsu miastu opini ² czy wr cz narazi je na po miewisko ² próbuj c wprowadzi do szkó nauczanie o Äinteligentnym projekcie". Kiedy Pat Robertson dowiedzia si , e fundamentali ci ponie li srog pora k w demokratycznym referendum, gromko ostrzeg Dover: Chcia bym uprzedzi dobrych ludzi z Dover, by ²je li miasto ich nawiedzi jakie nieszcz cie ² nie prosili o pomoc Pana Boga. Mówi zatem: w a nie wyrzucili cie Pana Naszego ze swojego miasta i nie dziwcie si , e On wam nie pomo e, kiedy zaczn si k opoty. Oczywi cie nie zapowiadam, e jakie nieszcz cia na was nadci gn , ale je li tak si stanie, to pami tajcie, e sami przeg osowali cie, i dla Boga nie ma miejsca w waszym mie cie. Nie pro cie zatem o pomoc, On bowiem mo e was nie s ysze 93. (Gdyby nie to, e tacy w a nie ludzie maj we wspó czesnej Ameryce olbrzymi w adz i wielkie wp ywy, mo na by Pata Robertsona uzna za nieszkodliwego komedianta.) Kiedy dosz o do zniszczenia Sodomy i Gomory, odpowiednikiem Noego sta si siostrzeniec Abrahama Lot. Bóg zdecydowa si oszcz dzi Lota i ca jego rodzin , uznawszy go za cz owieka wielkiej prawo ci. Wys a wi c Jahwe do Sodomy dwa anio y (pod postaci Äm ów"), którym poleci ostrzec Lota przed deszczem siarki, jaki wkrótce spadnie na miasto. Lot ugo ci anio y pod w asnym dachem, ale wkrótce, dowiedziawszy si o tym, wokó jego domu zgromadzili si pozostali mieszka cy miasta, daj c, by wyda im swoich go ci: Äwywo ali Lota i rzekli do niego: Gdzie tu s ci ludzie, którzy przyszli do ciebie tego wieczoru? Wyprowad ich do nas, aby my mogli z nimi poswawoli !" (Rdz 19,5) 108 *. Odwaga, z jak Lot stara si chroni swoich go ci, wskazuje, e Bóg chyba wiedzia , co robi, wskazuj c na niego jako na jedynego sprawiedliwego w ca ej Sodomie. Ale jego cnota okazuje si nieco ska ona, gdy przyjrzymy si jej w kontek cie argumentów u ytych przy obronie go ci: Ä[...] rzek im: Bracia moi, prosz was, nie dopuszczajcie si tego wyst pku! Mam dwie córki, które jeszcze nie y y z m czyzn , pozwólcie, e je wyprowadz do was; post picie z nimi, jak si wam podoba, byleby cie tym ludziom niczego nie czynili, bo przecie s oni pod moim dachem!" (Rdz 19,7-8). Jakakolwiek mia aby by wymowa tej dziwnej opowie ci, jedno jest jasne ² rola kobiet w tej g boko religijnej kulturze. W ka dym razie Lotowa próba przehandlowania dziewictwa córek by a zupe nie zb dna, jako e anio owie sami poradzili sobie ze zbiegowiskiem, po prostu Äpora aj c lepot " jego uczestników. Nast pnie uprzedzili swego gospodarza, by czym pr dzej zebra rodzin i zwierz ta i opu ci miasto, bowiem za chwil zostanie ono zniszczone. I tak wszyscy jego domownicy i przychówek ocalili ycie, za wyj tkiem ony, któr Pan uzna za stosowne zamieni w s up soli, gdy pope ni a przest pstwo (drobne wykroczenie, kto móg by pomy le ) i mimo zakazu spojrza a si za siebie na p on ce miasto. Obie córki Lota pojawiaj si jeszcze raz w biblijnej opowie ci. Otó po tym, jak matka zosta a zamieniona w s up soli, dziewcz ta zamieszka y z ojcem w jaskini w górach. Spragnione m skiego towarzystwa, postanowi y pewnego dnia upi tatusia i odby z nim stosunek p ciowy. Lot spi si tak, e nie zauwa y , kiedy starsza córka w lizgn a si do jego o a, ani kiedy z niego wysz a, by jednak do trze wy, by j zap odni . Nast pnej nocy panienki ustali y, e przysz a kolej na m odsz , i historia si powtórzy a, tyle e w innej obsadzie (Rdz 19,31-36). Je li ta patologiczna rodzina by a najlepszym, czym mog a pochwali si Sodoma, to los, jaki spotka to miasto z boskiego wyroku wydaje si nieco bardziej zrozumia y. Opowie o Locie i sodomitach (w jednym przynajmniej aspekcie) zostaje niemal dok adnie powtórzona w Ksi dze S dziów. Nieznany z imienia lewita (kap an zatem) wraca z on do domu i po drodze oboje zatrzymali si na nocleg u pewnego starca. Gdy starzec podejmowa go ci, jego dom otoczyli mieszka cy miasta i, dobijaj c si do drzwi, za dali, ÄWyprowad m a, który przekroczy próg twego domu, chcemy z nim obcowa " (Sdz 19,22). Us yszeli wówczas odpowied , która stanowi niemal dok adne powtórzenie s ów wypowiedzianych niegdy przez Lota: ÄNie, bracia moi, prosz was, nie czy cie tego z a, albowiem cz owiek ten wszed do mego domu, nie pope niajcie tego bezece stwa. Oto jest tu córka moja, dziewica, oraz jego ona, wyprowadz je zaraz, obcujcie z nimi i róbcie, co wam si wyda s uszne, tylko m owi temu nie czy cie tego bezece stwa" (Sdz 19,23-24). Wszak to mizoginizm w najczystszej postaci! S owa Äróbcie, co wam

si wyda s uszne", brzmi w tym kontek cie szczególnie przejmuj co ² bawcie si i gwa cie sobie moj córk i on kap ana, ale jemu samemu, jako memu go ciowi, oka cie nale ny szacunek, przecie jest m czyzn . Niestety²dla ony lewity Äprzygoda" zako czy a si znacznie gorzej ni dla córek Lota, m bowiem wyda j na pastw t umu i Beniaminici przez ca noc dokonywali na niej zbiorowego gwa tu: ÄPu cili j wolno dopiero wtedy, gdy wschodzi a zorza. Kobieta owa, wracaj c o wicie, upad a u drzwi owego m a, gdzie by jej pan, i pozosta a tam a do chwili, gdy pocz o dnie " (Sdz 19,25-26). Rano lewita znalaz on le c na progu i niedaj c znaku ycia. ÄWsta , a pojedziemy" ² rzek do niej, szorstko i bezwzgl dnie, jak by my uznali dzisiaj. Kobieta nie odpowiedzia a, ÄUsadowiwszy j przeto na o le, zabra si ów cz owiek i wraca do swego domu. Przybywszy do domu, wzi nó , i zdj wszy on swoj , rozci j wraz z ko mi na dwana cie sztuk i rozes a po wszystkich granicach izraelskich" (Sdz 19,28-29). Tak ² dos ownie. Prosz sprawdzi w oryginale, je li kto nie wierzy. (Mo e jednak w duchu mi osierdzia przypiszmy to ogólnej dziwaczno ci Biblii. Cho nie do ko ca: by w tym jaki sens, a mianowicie zemsta. Plan zreszt si powiód . Dosz o do wojny przeciw plemieniu Beniamina, w której, co Ksi ga S dziów z lubo ci odnotowuje, wybito sze dziesi t tysi cy ludzi. A tak przy okazji ² zastanawiaj ce podobie stwo, przynajmniej we fragmentach, historii Lota i przypowie ci o lewicie i Beniaminitach nasuwa pytanie, czy aby nie jest to efekt pomieszania r kopisów w którym z dawnych skryptoriów; tak zreszt mog o si dzia z wieloma wi tymi tekstami.) Wujek Lota, Abraham, by Äojcem-za o ycielem" wszystkich trzech Äwielkich" monoteistycznych religii. Ten niekwestionowany status patriarchy czyni ze osob ust puj c jedynie samemu Bogu, przynajmniej je li rozwa amy potencjalne autorytety warte na ladowania. Czy jednak wspó czesny moralista rzeczywi cie odnalaz by w Abrahamie taki wzorzec? W do wczesnym okresie swego d ugiego ycia przysz y patriarcha uda si wraz z on Sar do Egiptu, by uciec przed kl sk g odu. Na miejscu ju zorientowa si , e uroda Sary mo e ci gn na niego, jej m a, powa ne niebezpiecze stwo, postanowi wi c przedstawi j jako swoj siostr . W tej sytuacji Sara szybko trafi a do haremu faraona, Abraham za zosta faworytem w adcy i op ywa w luksusy. Bogu jednak to si nie spodoba o i zes a na faraona i jego domowników plagi (ciekawe, nawiasem mówi c, czemu na faraona, a nie na Abrahama). Ca kiem zrozumia e, e faraon najpierw za da wówczas wyja nienia, dlaczegó to Abraham nie przyzna si , e Sara jest jego on , a pó niej postanowi oboje wyrzuci z Egiptu (Rdz 12,18-19). Naszej parce ta maskarada najwyra niej przypad a do gustu, próbowali bowiem powtórzy t sam sztuczk z jeszcze jednym w adc , tym razem z Abimelekiem, królem Geraru. Jego równie Abraham usi owa nak oni do po lubienia Sary, znów udaj c, e jest ona jego siostr (Rdz 20,2-5). Gdy Abimelek pozna prawd , by równie oburzony, jak wcze niej faraon, i oburzenie to wyrazi w niemal identycznych s owach. Trudno zreszt nie wspó czu obu panom (cho liczne podobie stwa nieco podwa aj wiarogodno tekstu). Takie niezbyt chwalebne epizody z dziejów Abrahama to oczywi cie zupe ne b ahostki w porównaniu z najs ynniejsz histori z jego udzia em, czyli z po wi ceniem Izaaka (Koran, wi ta ksi ga islamu, zawiera analogiczn opowie o po wi ceniu syna przez Abrahama, tyle e tam mowa jest nie o Izaaku, a o drugim synu ² Ismaelu). Otó Bóg kaza Abrahamowi uczyni ca opaln ofiar z d ugo oczekiwanego syna. Abraham zbudowa wi c o tarz, zebra drewno na odpowiedni stos i ju by trzyma w r ce nó , by odebra synowi ycie, gdy nagle, dos ownie w ostatniej chwili, objawi si anio i o wiadczy , e Pan Bóg tak naprawd sobie artowa i wcale nie chce mierci Izaaka, a chodzi o tylko o Äkuszenie" Abrahama i wypróbowanie si y jego wiary. Z dzisiejszej perspektywy nie sposób, czytaj c t ohydn histori , nie my le o traumie, jak musia o prze y dziecko. Z punktu widzenia wspó czesnej moralno ci mamy tu casus jednoczesnego zn cania si nad dzieckiem i terroryzowania i chyba pierwszy w dziejach przyk ad zastosowania tzw. obrony norymberskiej ÄJa tylko wykonywa em polecenia". I co takiego jest jednym z najwa niejszych mitów za o ycielskich trzech wielkich religii! W tym momencie ju s ysz protest jakiego teologa ² przecie opowie ci o Abrahamie szykuj cym si do po wi cenia w asnego syna nie mo emy traktowa dos ownie! Odpowiadam dwojako. Po pierwsze nawet dzi jeszcze jest wielu ludzi, którzy ca e Pismo traktuj w a nie dos ownie, i tak si dzieje, e ci ludzie maj nad nami wielk w adz , zw aszcza w Stanach Zjednoczonych i w wiecie islamu. Po drugie za , je li opowie ci tej nie mamy odczytywa dos ownie, to jak! Jako alegori ? Alegori czego? Bo chyba niczego naprawd cennego. Pouczenie moralne? Jaki to mora mo na wyci gn z tej przera aj cej historii? Prosz te nie zapomina , czemu s u ca e powy sze rozwa ania. Otó chc tu wykaza , e ród em naszej moralno ci wcale

nie jest Pismo. Nawet je li tak si nam wydaje, to w rzeczywisto ci zawsze wybieramy ze wi tych ksi g co lepsze kawa ki i odrzucamy co paskudniejsze. Musimy zatem mie jakie niezale ne kryterium, które pozwala nam decydowa , jakie fragmenty wybra ² kryterium to, sk dkolwiek by pochodzi o, nie mo e, jak wykaza em, wywodzi si z samego Pisma, tak wi c musi by dost pne dla wszystkich, wierz cych czy nie. Religijni apologeci próbuj nawet w tej a osnej historii Abrahama i Izaaka znale dowód boskiej dobroci ² czy bowiem nie jest znakiem jego askawo ci, e jednak w ostatniej chwili oszcz dzi ycie dziecka? Na wypadek (cho wydaje mi si to ma o prawdopodobne), gdyby który z moich czytelników da si przekona tak wyj tkowo nieprzyzwoit obron , pozwol sobie przypomnie inn biblijn opowie o ludzkiej ofierze, która tym razem ju nie zako czy a si tak szcz liwie. W Ksi dze S dziów w rozdziale 11 targu z Bogiem dobi Jefte, który przyrzek Panu, e je li ten da mu pokona Ammonitów, on ofiaruje tego Äkto [pierwszy] wyjdzie od drzwi mego domu, gdy w pokoju b d wraca z pola walki" (Sdz 11,31). ÄRozgromiwszy", jak mówi Pismo (to zreszt cz sto u ywane w tej ksi dze okre lenie 10983), Ammonitów, Jefte Äprzyszed do Mispa i zbli y si do domu swego", gdzie, czemu trudno zreszt si dziwi , Äcórka jego wysz a na jego spotkanie z b benkami i ta cami", i tak w asna jedynaczka sta a si pierwsz yw istot , któr w adca ujrza po powrocie. Z rozpaczy podar na sobie szaty, ale niewiele wi cej móg zrobi , gdy Bóg najwyra niej oczekiwa na spe nienie obiecanej ofiary ² w tej sytuacji córeczka (ca kiem mi y gest z jej strony) zaakceptowa a ca opalenie, poprosi a tylko o odroczenie o dwa miesi ce, chcia a bowiem uda si w góry, by op aka swoje dziewictwo. Po up ywie tego czasu pos usznie wróci a, a tatu równie pos usznie j upiek . Tym razem Bóg postanowi nie interweniowa . Niewyobra alna w ciek o starotestamentowego Boga, ilekro kto z jego wybranego narodu próbowa flirtowa z jakim obcym bogiem, kojarzy si za to wy cznie z prymitywn zazdro ci nie do , e najgorszego typu, to jeszcze o wyra nie seksualnym pod o u; w tym wypadku równie wspó czesny etyk mia by spory k opot ze wskazaniem wzorca do na ladowania. Pokusa seksualnej niewierno ci jest zupe nie zrozumia a nawet dla tych, którzy nigdy jej nie ulegli ² to jeden z g ównych motywów niemal ca ej literatury, od Szekspira po bulwarowe farsy. Ale nieodparta najwyra niej sk onno do czczenia cudzych bogów dla nas, ludzi wspó czesnych, jest czym ,z czym do trudno si identyfikowa . By mo e to przejaw mej naiwno ci, ale s dz , e przestrzeganie przykazania ÄNie b dziesz mia bogów cudzych przede mn " nie powinno by zbyt trudne. To drobiazg, mo na rzec, cho by w porównaniu z ÄNie po daj ony bli niego swego" (ani jego os a, ani wo u...). Tymczasem przez ca y Stary Testament z monotoni nu c niczym w kiepskim serialu ilekro tylko Pan Izraela odwróci na chwil spojrzenie od swych dzieci, wszyscy natychmiast rzucaj si , a to do o tarzy Baala, a to jakiego innego idola, a to wreszcie ² i to w fatalnych zupe nie okoliczno ciach ² z otego cielca. Bardziej jeszcze ni Abraham wzorcem moralnym dla wyznawców wszystkich trzech monoteistycznych religii mo e by Moj esz, o ile bowiem ten pierwszy by najstarszym z patriarchów, to je li kogokolwiek uzna by mo na za oryginalnego twórc doktryny judaistycznej (i jej pochodnych), to w a nie Moj esza. Historia ze z otym cielcem przydarzy a si , gdy Moj esz na Górze Synaj w a nie czy si Panem Bogiem i odbiera od niego bosk r k zapisane kamienne tablice. W tym czasie ludzie na dole (którzy nie mogli nawet zbli y si do góry z l ku przed spopieleniem) nie marnowali czasu: A gdy lud widzia , e Moj esz opó nia swój powrót z góry, zebra si przed Aaronem i powiedzia do niego: Uczy nam boga, który by szed przed nami, bo nie wiemy, co si sta o z Moj eszem, tym m em, który nas wyprowadzi z ziemi egipskiej (Wj 32,1). Aaron namówi wszystkich, aby oddali ca e z oto, jakie nosili na sobie, stopi je, sporz dzi z otego cielca i dla tego wie o wynalezionego bóstwa natychmiast wybudowa te wielki o tarz, aby ludzie mogli z o y mu ofiar . No có , nie by to najrozs dniejszy pomys , tak drwi sobie z Boga za plecami. Mo e i by On w a nie na górze, ale przecie Pan jest wszechwiedz cy i nic si przed nim nie ukryje. Tote i nie marnowa On czasu i natychmiast wys a Moj esza na dó jako egzekutora swojej woli. Zszed zatem Moj esz z gór, trzymaj c w r kach kamienne tablice z
83 W angielskich przek adach Biblii wyra one jest to bardziej wprost: Äwith a very great slaughter", czyli Ädokonawszy wielkiej rzezi" (przypt um.).

Dziesi cioma Przykazaniami, ale gdy ujrza z otego cielca, tak go to rozgniewa o, e pot uk boskie nakazy (na szcz cie Bóg da mu pó niej kopi zapasow ). Pot uk te cielca na kawa ki, spali go i zmieli na proszek, który zmiesza z wod , t za kaza Izraelitom wypi . Pó niej wezwa do siebie wszystkich m czyzn z kap a skiego rodu lewitów i nakaza im uj w d onie miecze i zabi tak wielu ludzi, jak si da. Trzy tysi ce ludzi straci o w ten sposób ycie, ale myli by si ten, kto by uzna , e to do , by u agodzi bosk zazdro i d sy. Nie ² Pan jeszcze nie sko czy ! Z ostatnich wersetów tego zaiste przera aj cego rozdzia u dowiadujemy si , e dodatkowo jeszcze Äukara lud za to, e uczyni sobie z otego cielca, wykonanego pod kierunkiem Aarona" (Wj 32,33). Ksi ga Liczb na odmian opowiada, co dzia o si po tym, jak Bóg podburzy Moj esza do ataku na Madianitów. Izraelici poradzili sobie bez wi kszych problemów i szybko wyr n li wszystkich m czyzn i spalili madianickie miasta, oszcz dzili jednak kobiety i dzieci. Samowolne mi osierdzie o nierzy rozsierdzi o wyra nie Moj esza, nakaza wi c, by wymordowa te ch opców i kobiety (nieb d ce dziewicami), ÄJedynie wszystkie dziewcz ta, które jeszcze nie obcowa y z m czyzn , zostawicie dla siebie przy yciu" (Lb 31,18) ² poleci . Nie, chyba jednak Moj esz nie jest w a ciwym wzorcem moralnym dla naszych czasów. Je li jaki wspó czesny pisarz religijny masakrze Madianitów te przypisuje symboliczne czy alegoryczne znaczenie, to jest to bardzo opaczna alegoria. Przecie , co przyznaje sama Biblia, nieszcz ni Madianici stali si we w asnym kraju ofiar ludobójstwa. Imi tego ludu przetrwa o tylko w Pi mie i w jednym z nadal wykonywanych i popularnych od czasów wiktoria skich religijnych hymnów (cho min o ju pi dziesi t lat, nadal pami tam i s owa ² zw aszcza to wyrzynanie w imi krzy a ² i ponur melodi w tonacji molowej): Christian, dost thou see them On the holy ground? How the troops of Midian Prowl andprowl around? Christian, up and smite them, Counting gain but loss; Smite them by the merit Of the holy cross. Có za pech dla nieszcz snego wymordowanego narodu ² pozosta w pami ci niemal wy cznie jako symbol uniwersalnego z a w dziewi tnastowiecznym hymnie religijnym. Wyj tkowo skutecznym kusicielem musia by rywalizuj cy z Jahwem Baal. W Ksi dze Liczb na przyk ad (znów w Rozdziale 25.), znajdujemy informacj o tym, e wielu synów Izraela da o si skusi Moabitkom i zacz li oddawa cze Baalowi. Bóg zareagowa z charakterystyczn dla siebie furi ² ÄI rzek Pan do Moj esza: Zbierz wszystkich [winnych] przywódców ludu i powie ich dla Pana wprost s o ca, a wtedy odwróci si zapalczywo gniewu Pana od Izraela" (Lb 25,4). Trudno zaakceptowa tak drako sk kar za grzech flirtowania z obcym bogiem, zw aszcza e ² przynajmniej zgodnie z dzisiejszymi standardami moralnymi i poczuciem sprawiedliwo ci ²jest to przewinienie wr cz mieszne w porównaniu cho by z wydaniem w asnej córki bandzie rozwydrzonych gwa cicieli. A to tylko kolejny z licznych przyk adów odej cia wspó czesnej (a kusi, by powiedzie Äcywilizowanej") moralno ci od nakazów Pisma. Z drugiej jednak strony bardzo atwo wszystkie te przyk ady wyja ni w kategoriach teorii memów, bowiem takich w a nie kwalifikacji potrzebuje ka de bóstwo, by przetrwa w puli memowej. Tragifarsa maniakalnej zazdro ci Jahwe o innych bogów przewija si przez dos ownie ca y Stary Testament. To ona jest ród em pierwszego z Dziesi ciu Przykaza (tych z tablic, które Moj esz po ama ² Wj 20, Pwt 5), a silniej jeszcze przebija si przez (sk din d nieco si ró ni ce) Äzapasowe" przykazania, którymi Bóg zast pi pó niej te ze zniszczonych oryginalnych tablic (Wj 34). W a nie pisz c drugie tablice, Bóg jasno okre li , co jest naprawd dla niego wa ne. Przyobieca wówczas Moj eszowi, e wygna z ich w asnej ziemi ka dego ÄAmoryt , Kananejczyka, Chetyt , Peryzzyt , Chiwwit i Jebusyt " (Wj 34,11) (có , mieli pecha), ale w zamian sformu owa do jednoznaczne dania: Natomiast zburzcie ich o tarze, skruszcie czczone przez nich stele i wyr bcie aszery. Nie b dziesz oddawa pok onu bogu obcemu, bo Pan ma na imi Zazdrosny: jest Bogiem zazdrosnym. Nie b dziesz zawiera przymierzy z mieszk cami tego kraju, aby, gdy b d a uprawia nierz d z bogami obcymi i sk ada ofiary bogom swoim, nie zaprosili ci do spo ywania z ich ofiary. A tak e nie mo esz bra ich córek za ony dla swych synów, aby one,

uprawiaj c nierz d z obcymi bogami, nie przywiod y twoich synów do nierz du z bogami obcymi. Nie uczynisz sobie bogów ulanych z metalu (Wj 34,13-17). No, dobrze ² przecie doskonale wiem, e czasy si zmieni y i aden wspó czesny religijny przywódca nie my li jak Moj esz (no, mo e poza talibami i ich odpowiednikami w ród chrze cija skich fundamentalistów). Nie tylko to wiem ² w a nie to chc przekaza . Chc przekona wszystkich dot d nieprzekonanych, e nasza wspó czesna moralno , sk dkolwiek by pochodzi a, na pewno nie wywodzi si z Biblii. Apologeci religii twardo jednak utrzymuj , e to w a nie wiara stanowi dla nich swego rodzaju wewn trzny kompas, który pozwala odró ni dobro od z a, atei ci zas takim kompasem nie dysponuj , gdy ten dar nie zosta im dany. Tymczasem nawet ich ulubiona sztuczka (teza, jakoby wybrane fragmenty Pisma nale a o traktowa symbolicznie, nie za dos ownie) jest w tym wypadku nieskuteczna ² na podstawie jakich kryteriów bowiem cz owiek mia by decydowa , co jest alegori , a co ni nie jest? Krwawa eskalacja etnicznych czystek rozpocz tych w czasach Moj esza nast pi a za Jozuego (ksi ga Jozuego wyró nia si zreszt w ca ym biblijnym tek cie liczb opisanych masakr i pe n ksenofobii satysfakcj , z jak o nich opowiada). Jest taka urocza, stara, religijna pie : ÄJoshua fit the battle of Jericho, and the walls came a-tumbling down [...] There's none like good old Joshua, at the battle of Jericho" (Jozue wyruszy na bitw o Jerycho i mury miasta run y [...] Nie ma to jak stary dobry Jozue i bitwa o Jerycho). I rzeczywi cie, stary dobry Jozue nie spocz , póki jego on i jego ludzie nie Äwyr n li do nogi ostrzem miecza wszystko, co by o w mie cie, m czyzn i kobiety, m odych i starych, wo y, owce i os y" (Joz 6,21; BW). Tu znów teologowie zaprotestuj ² przecie to nigdy si nie zdarzy o! Oczywi cie, w opowie ci tej mowa równie o tym, e mury Jerycha run y od d wi ku tr b i okrzyków bojowych, wi c co takiego rzeczywi cie nie mog o mie miejsca. Tylko e nie o to nam chodzi! Problem w tym, e Biblia ² prawdziwa czy nie ² ma by dla nas ród em moralno ci. Tymczasem starotestamentowe dzieje zniszczenia Jerycha przez Jozuego, a i zreszt ca a historia zaj cia Ziemi Obiecanej przez plemiona Izraela, moralnie nie ró ni si niczym od napa ci Hitlera na Polsk czy masakr dokonanych przez Saddama Husseina na Kurdach i szyitach. Bibli mo na traktowa jako zajmuj ce i pe ne swoistej poezji dzie o literackie, ale nie jest to raczej ksi ka, jak nale y dawa w asnemu dziecku, by nauczy o si z niej zasad moralnych (opowie o Jozuem i Jerychu zosta a zreszt ostatnio wykorzystana w pewnym bardzo ciekawym eksperymencie nad kszta towaniem si poczu moralnych u dzieci. Nieco dalej opisz szerzej to badanie). Tak przy okazji, niech nikomu, kto jeszcze o tym nie wie, nie wydaje si , e boski bohater biblijnych opowie ci ywi jakiekolwiek skrupu y czy w tpliwo ci wobec masakr i ludobójstwa towarzysz cego zajmowaniu Ziemi Obiecanej. Przeciwnie, jego rozkazy s absolutnie precyzyjne. Przede wszystkim Pan nakaza odmiennie traktowa ludy zamieszkuj ce podbijane ziemie od tych, które y y w s siedztwie. Te drugie mog y podda si Izraelitom i tylko je li tego nie uczyni y, nale a o podbi je si , wyr n wszystkich m czyzn, a kobiety (i reszt inwentarza) przej na w asno . To zalecenie mo na potraktowa jako stosunkowo humanitarne, zw aszcza wobec tego, co Pan nakaza uczyni z nieszcz nikami, którzy mieli tego pecha, e zamieszkiwali sam Ziemi Obiecan (Lebensraum, chcia oby si powiedzie ) ² (ÄAle z miast narodów tych, które Pan, Bóg twój, podawa tobie w dziedzictwo, adnej duszy ywi nie b dziesz. Lecz do szcz tu wytracisz je, Hetejczyka, Amorejczyka, Chananejczyka, i Ferezejczyka, Hewejczyka, i Jebuzejczyka, jako rozkaza Pan, Bóg twój"; 5 Moj 20,16-17; BG). Czy ludzie, którzy Bibli uznaj za ostateczn wyroczni moralno ci, maj cho minimalne poj cie, co tam naprawd jest napisane? Oto na przyk ad niepe ny wykaz czynów, za które kara nale y mierci (Ksi ga Kap a ska, rozdzia 20): z orzeczenie rodzicom, cudzo óstwo, seks z macoch lub synow , homoseksualizm, po lubienie jednocze nie kobiety i jej córki, obcowanie p ciowe ze zwierz ciem (tu do kary dodano bezmy ln krzywd ² zwierz równie nale y u mierci ). Oczywi cie mierci nale y te kara prac w szabat, czyli dzie wi ty, ten nakaz ponawiany jest zreszt na okr g o przez ca y Stary Testament. W Ksi dze Liczb na przyk ad opisana jest historia cz owieka, którego synowie Izraela nakryli, jak zbiera na pustkowiu drwa na opa w dzie szabatu. Schwytali go natychmiast i spytali Pana, co maj z nim uczyni . Tym razem, jak si okaza o, Pan nie by w dobrym nastroju i pó rodki wyda y mu si niewystarczaj ce,

gdy Ärzek do Moj esza: Cz owiek ten musi umrze ² ca a spo eczno ma go poza obozem ukamienowa . Wyprowadzi o go wi c ca e zgromadzenie poza obóz i ukamienowa o wed ug rozkazu, jaki wyda Pan Moj eszowi" (Lb 15,35-36). Czy ten zupe nie nieszkodliwy zbieracz drzewa nie mia dzieci i ony, które za nim rozpacza y? Czy nie trz s si ze strachu, gdy t um wywlók go z wioski, i nie krzycza z bólu, gdy dosi gn ! go grad kamieni? Tym, co szokuje mnie w takich opowie ciach, nie jest ich autentyzm. Prawdopodobnie nic takiego nigdy si nie wydarzy o. Naprawd przera aj ce jest to, e do dzi ludzie uk adaj swoje ycie wed ug zalece takiego potwora jak Jahwe, a co gorsza, cze dla tego monstrum (niewa ne, fikcyjnego czy realnego) próbuj si wmusza innym. Polityczna w adza, jak w dzisiejszej Ameryce dysponuj ró ni lokalni tragarze kamiennych tablic z wygrawerowanymi Dziesi cioma Przykazaniami, jest szczególnie godna pot pienia, gdy konstytucja tej wielkiej republiki stworzona zosta a przez ludzi promuj cych wieckie idea y o wiecenia i w a nie ta wiecko by a dla nich szczególnie wa na. Gdyby my natomiast mieli powa nie traktowa Dziesi Przykaza , to za dwa najgorsze grzechy powinni my uzna czczenie niew a ciwych bogów i sporz dzanie ich wizerunków. A je li tak, to zamiast pot pia niewyobra alne barbarzy stwo talibów, którzy kazali wysadzi w powietrze wspania e pi dziesi ciometrowe pos gi Buddy od wieków stoj ce w afga skich górach, powinni my chwali ich za pobo no . Przecie ten czyn, który wiatowa opinia publiczna uzna a za akt skrajnego wandalizmu, bez w tpienia motywowany by autentycznym religijnym zapa em. Podobne motywacje przy wieca y zapewne inicjatorom innych dzia a , o których na pierwszej stronie (nic dziwnego ² historia zupe nie nieprawdopodobna) pod wielkim nag ówkiem Niszczenie Mekki poinformowa londy ski ÄIndependent" 6 sierpnia 2005 roku: Historyczna Mekka, kolebka islamu, ginie na naszych oczach na skutek bezprecedensowej czystki zainicjowanej przez religijnych fanatyków. Niemal wszystkie wiadectwa bogatej i z o onej historii tego wi tego miasta ju nie istniej [...] Miejsce narodzin proroka Mahometa rozje d aj dzi buldo ery i za cichym przyzwoleniem saudyjskich przywódców religijnych, znanych ze swej ortodoksyjnej interpretacji islamu, niszczone s wszelkie lady kulturowego dziedzictwa regionu [...] Powodem tej dewastacjijest fanatyzm wahabitów i ich l k przed tym, by historyczne i religijne zabytki nie przyci ga y wyznawców idolatrii i politeizmu, by nie s u y y jako miejsce kultu innych bogów. Dodajmy, e przynajmniej formalnie idolatria karana jest w Arabii Saudyjskiej ci ciem 11084. Nie wierz , by jakikolwiek wspó czesny ateista kaza zrówna z ziemi Mekk albo katedry w Chartres, w Yorku czy katedr Notre Dam , zespó wi tynny w Shwe Dagon czy w Kioto lub, oczywi cie, pos gi Buddy z Bamiyan. Steven Weinberg, ameryka ski fizyk i laureat Nagrody Nobla, powiedzia kiedy : ÄReligia stanowi obraz dla ludzkiej godno ci. Gdyby jej nie by o, mieliby my dobrych udzi robi cych dobre rzeczy i z ych ludzi czyni cych z o. Tylko religia mo e sprawi , e dobrzy ludzie robi z e rzeczy". Blaise Pascal (ten od zak adu) uj to samo inaczej: ÄLudzie nigdy z takim przekonaniem i z tak rado ci nie anga uj si w czynienie z a jak wówczas, gdy czyni to z pobudek religijnych". Pisz c to wszystko, nie mam na celu przekonanie kogokolwiek, e nie powinni my czerpa wiadomo ci moralnej z Pisma (cho tak uwa am). Chc raczej wykaza , e my wszyscy (i to Ämy" obejmuje równie wi kszo wierz cych) w rzeczywisto ci nie opieramy naszej moralno ci na wi tych ksi gach. Wszak gdyby tak by o, to ka dy z nas ci le Ädzie wi ty by wi ci " i uwa a za rzecz s uszn i sprawiedliw , by ka dego, kto post puje inaczej, pozbawi ycia; bez skrupu ów ukamienowaliby my ka d pann m od , która nie potrafi dowie , e zachowa a dziewictwo, gdyby tylko jej m oznajmi , e ywi wobec niej jakie podejrzenia. I na tym nie koniec... Ale stop! Mo e nie jestem w tym, co pisz , uczciwy. Przecie ka dy dobry chrze cijanin, przeczytawszy powy sze akapity, natychmiast zaprotestuje ² czy nie wiemy wszyscy, e Stary Testament rzeczywi cie nie jest mi lektur , ale Nowy to ju co zupe nie innego? Czy Nowy Testament Jezusa Chrystusa nie odczyni ca ego z a i nie nauczy nas dobra? Czy ... ?

111

CZY NOWY TESTAMENT JEST LEPSZY ?

Oczywi cie nie sposób zaprzeczy , e z moralnego punktu widzenia Jezus stoi o niebo wy ej ni ten okrutny starotestamentowy potwór. Nie ulega te w tpliwo ci, e Chrystus, je eli istnia ² lub ten, kto jest autorem Pisma, je li nie jest nim on ² by jednym z najwi kszych etycznych my licieli wszech czasów. W Kazaniu na Górze Jezus wyprzedzi swoj epok o ca e wieki, a mówi c, Änadstawcie drugi policzek", przewidzia co , co Gandhi i Martin Luter King uczyni dopiero dwa tysi ce lat pó niej. Sam zreszt ² z absolutn powag ² napisa em kiedy artyku Atheists for Jesus [Atei ci za Jezusem] (spor przyjemno sprawi mi te T-shirt z tym w a nie has em, który potem dosta em)94. Tyle e niekwestionowana moralna wy szo Chrystusa tylko wzmacnia si moich argumentów. Przecie on nie stworzy swojej etyki na podstawie wi tych ksi g, na których si wychowa . Wr cz demonstracyjnie odszed od nich, na przyk ad lekcewa c ostrze enia o nieprzestrzeganiu szabatu. To jego s owa Äszabat jest dla cz owieka, nie cz owiek dla szabatu" dzi nabra y charakteru przys owia, i to m drego przys owia. G ówn tez tego rozdzia u jest twierdzenie, e nie czerpiemy (lub nie powinni my) czerpa naszych przekona moralnych z Pisma, a Jezus Chrystus w a nie powinien by przez nas uhonorowany jako modelowa egzemplifikacja tej tezy. Co prawda, warto ci rodzinne w jego wydaniu nie s mo e tym, na czym chcieliby my si koncentrowa . Wobec swojej matki na przyk ad Jezus bywa opryskliwy, a uczniów zach ca , by porzucili rodziny i przy czyli si do niego ² ÄJe li kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawi ci swego ojca i matki, ony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie mo e by moim uczniem" (14,26). (Julia Sweeney w monodramieLetting Go of God95tak skomentowa a ów werset: ÄCzy to nie tak w a nie robi sekty? Ka ci odej od rodziny, by atwiej ci by o przekabaci "96.). Pomijaj c jednak do w tym przypadku podejrzan sfer warto ci rodzinnych, nauki moralne Jezusa s absolutnie godne podziwu (przynajmniej w porównaniu z etyczn tragedi , jak prezentuje Stary Testament). Gorzej jednak z innymi naukami Nowego Testamentu, których nikt, kto chce kierowa si w yciu dobrem, nie mo e popiera . Mam tu na my li szczególnie samo sedno doktryny chrze cija skiej, czyli konieczno Äpokuty" za Ägrzech pierworodny". Ta podstawa nowotestamentowej teologii w kategoriach moralnych jest w zasadzie czym równie ohydnym, jak historia Abrahama szykuj cego si do zgrilowania Izaaka. Podobie stwo to nie jest zreszt przypadkowe, co ukaza cho by Geza Vermes wThe Changing Faces of Jesus [Zmieniaj ce si twarze Jezusa]. Grzech pierworodny wywodzi si przecie wprost ze starotestamentowego mitu Adama i Ewy. Mog oby si wydawa , e ich grzech ² zjedzenie owocu z zakazanego drzewa ² zas uguje co najwy ej na reprymend . Lecz symboliczna moc owocu (daj cego wiedz o dobru i z u, co w praktyce w przypadku biblijnej pary obróci o si w wiadomo w asnej nago ci) okaza a si tak wielka, e ów drobny grzeszek11185 sta si matk i ojcem wszelkich grzechów. Za ten w a nie czyn Adam i Ewa i ich potomkowie wygnani zostali z raju, odebrano im prawo do ycia wiecznego i skazano na prac w pocie i znoju (on) i bóle porodowe (ona). Do staro testamentowej m ciwo ci Nowy dodaje kolejn niesprawiedliwo i to z sadomasochistyczn zjadliwo ci prze cigaj c niemal swego poprzednika. W sumie to zreszt znamienne, e religia ta zaadaptowa a jako swój wi ty symbol narz dzie tortur (i egzekucji), a mnóstwo ludzi nosi toto na szyi. Lenny Bruce podczas jednego ze swych wyst pów skomentowa to krótko: ÄGdyby Jezus zosta zabity dwadzie cia lat temu, dzieci w katolickich szko ach nosi yby na szyi ma e elektryczne krzese ka zamiast krzy yków". Znacznie gorsza jest jednak stoj ca za tym wszystkim teologia i teoria kary. Grzech Adama i Ewy ma by przekazywany w linii m skiej (w nasieniu, jak twierdzi Augustyn). Spytajmy mo e jednak, jaka to etyka skazuje ka de dziecko, nawet zanim jeszcze si narodzi, na dziedziczenie grzechu, który pope nili jego czyjej odlegli przodkowie. A tak przy okazji ² to w a nie Augustyn, który sk din d s usznie sam siebie uznawa za szczególny autorytet w kwestii grzechu, jest autorem okre lenia Ägrzech pierworodny"; wcze niej mówi o si o Ägrzechu przodków". Rozliczne orzeczenia i debaty Augustyna doskonale zreszt , moim przynajmniej zdaniem, ilustruj niezdrowe zainteresowanie wczesnochrze cija skich teologów problematyk grzechu. Kto im zabrania po wi ca stronice kolejnych rozpraw i s owa kolejnych kaza opiewaniu pi kna
Warto przy okazji doda , e w Ksi dze Rodzaju nie ma mowy o tym, e zakazany owoc by jab kiem. To za spraw tradycji dzi wszyscy wiedz , e to by o jab ko". Pozwoli em sobie przytoczy i skomentowa ten przypis pozornie niewiele daj cy polskiemu czytelnikowi, bowiem doskonale ilustruje on skal trudno ci, z jakimi zmierzy si musi t umacz Dawkinsa ² niestety w przek adzie zgin musi bardzo wiele jego absolutnie przeuroczy ch igraszek s ownych, cho mam nadziej , e przynajmniej ich cz uda o mi si Äocali w t umaczeniu" (przyp. t um.).
112

gwiazd b yszcz cych na niebosk onie, górskich zboczy pokrytych zielonymi lasami, morskich odm tów i s owiczych treli nad ranem? Te jednak pojawiaj si jedynie z rzadka, bowiem chrze cijan fascynowa najwyra niej jedynie grzech, grzech, grzech i grzech... Có za oble ny pomys , by czemu takiemu po wi ci ycie! Zgry liwo Sama Harrisa wLetter to a Christian Nationwydaje si zupe nie zrozumia a: ÄTroszczycie si g ównie o to, e Stwórca czuje si osobi cie ura ony czym , co ludzie robi , kiedy zdejm ubrania. Wasza pruderia dzie po dniu tylko pog bi ludzkie nieszcz cie". Pora, by przej do sadomasochizmu. Bóg wcieli si w cz owieka, w Jezusa Chrystusa, po to, by tortury i egzekucja sta y si odkupieniem odziedziczonego po Adamie grzechu. Od czasu, gdy Pawe wy o y t odra aj c koncepcj , Jezus czczony jest jako odkupiciel wszystkich grzechów ² nie tylko tego, który niegdy pope ni Adam, równie przysz ych grzechów, niezale nie od tego, czy ludzie w przysz o ci pope ni je, czy nie. Spójrzmy jednak na to od drugiej strony, co zreszt wielu ludzi ju dostrzeg o (cho by Robert Graves w epickiej powie ci King Jesus) ² czy biedny Judasz Iskariota nie zosta potraktowany przez histori nieco niesprawiedliwie, skoro jego Äzdrada" by a niezb dn cz ci wielkiego kosmicznego planu? To samo powiedzie mo na o domniemanych sprawcach dokonanego na Jezusie mordu. Je li Chrystus chcia by zdradzony i zabity, by móc odkupi nasze grzechy, czy ci, którzy poczuwaj si do tego, e ich grzechy zosta y rzeczywi cie Äodkupione", nie post puj nieuczciwie, przez stulecia zrzucaj c win na Judasza i ydów? Wspomina em ju o licznych tzw. niekanonicznych ewangeliach. Nie tak dawno sporo szumu wzbudzi a publikacja tekstu, który uznano za zaginion ewangeli wed ug Judasza97. Okoliczno ci jego odkrycia nadal pozostaj niejasne, wiele jednak wskazuje, e odnaleziono go w Egipcie w latach 60. lub 70. XX wieku. Ten koptyjski r kopis sk adaj cy si z sze dziesi ciu dwóch kart papirusu pochodzi z prze omu III i IV wieku (co stwierdzono metod datowania za pomoc izotopu 14C) najprawdopodobniej powsta w oparciu o wcze niejsze teksty greckie. Pomi my jednak kwesti , kim by autor. Wa ne, e ewangelia przedstawia nowotestamentow histori z perspektywy Judasza, i jasno jest w niej powiedziane, e Iskariota zdradzi Jezusa na jego wyra n pro b ; wszystko, co si sta o, stanowi o cz planu, który mia doprowadzi do zbawienia ludzko ci. Ca a doktryna jest i tak odpychaj ca, ale czy wieczne pomawianie Judasza nie pog bia jeszcze tego wra enia 11286. Stwierdzi em w a nie, e idea odkupienia ² stanowi ca sedno doktryny chrze cija skiej ² jest znieprawiona, sadomasochistyczna i odpychaj ca. Odrzuci j nale y jednak z jeszcze jednego powodu: jest zupe nie absurdalna, cho za spraw jej wszechobecno ci przestali my to dostrzega . Przecie gdyby Bóg chcia naprawd odpu ci nasze grzechy, dlaczego nie móg ich po prostu wybaczy , oszcz dzaj c sobie m czarni i egzekucji, dzi ki czemu zaoszcz dzi by równie przysz ym pokoleniom ydów pogromów i ci g ych oskar e o udzia w Äzabiciu Chrystusa" (chyba e ich grzech równie przekazywany jest w spermie). Pawe , co przekonuj co wykaza judaista Geza Vermes, by przesi kni ty star ydowsk teologi , która uznaje mi dzy innymi, e bez krwi nie ma odpuszczenia grzechów98. Przyzna to zreszt wprost w Li cie do Hebrajczyków (Hbr 9,22). W wietle wspó czesnej etyki trudno by oby znale jakikolwiek argument na rzecz tego typu karnej teorii sprawiedliwo ci, nie mówi c ju o koncepcji koz a ofiarnego (czyli po wi ceniu niewinnego, który zap aci ma za cudze przewiny). A poza tym ² trudno nie zada tego pytania ² na kim e to Bóg chcia zrobi wra enie? Chyba na sobie ² przecie by w jednej osobie s dzi , s dem i ofiar . Na domiar wszystkiego za Adam, który przecie by tym e Äpierworodnym grzesznikiem", jako w tym wszystkim ginie. Fakt to do niewygodny, który ostatecznie mo emy wybaczy Paw owi, ale ju sam wszechwiedz cy Bóg (i Jezus oczywi cie, je li kto wierzy, e jest Bogiem) musia o tym pami ta . Jak zatem w kontek cie tego wszystkiego wygl da owa obietnica, któr sk ada ma nam ta jak e pokr tna i paskudna doktryna? Oczywi cie ² tak, pami tam! ² opowie o Adamie i Ewie to tylko alegoria. Alegoria, powiadasz? Czyli Jezus, by samemu si przekona , skaza si na m ki i mier na krzy u, co uczyni ze mia o zast pcz ofiar kary za symboliczny grzech pope niony przez nigdy nieistniej cego osobnika! Jak mówi em, nie do , e niesmaczne, to zupe nie absurdalne.
113

Zanim opuszcz Bibli , musz zwróci uwag na jeden jeszcze wyj tkowo trudny do prze kni cia aspekt jej etycznych nauk. Chrze cijanie rzadko zdaj sobie spraw , e owa moralna troska o innych, zalecana tak w Starym, jak i w Nowym Testamencie przez s ynne Ämi uj bli niego swego", pierwotnie odnosi a si wy cznie do bardzo w sko zdefiniowanej w asnej grupy ² Ämi uj innego yda", znaczy o to ni mniej, ni wi cej. Przekonuj co wykaza to ameryka ski lekarz i antropolog ewolucyjny John Hartung, który w swej wa nej pracy po wi conej ewolucji wewn trzgrupowej moralno ci w biblijnej historii zaj si przede wszystkim drug stron medalu, czyli przemianami zewn trzgrupowej wrogo ci. Szczegó y poni ej.
MI UJ BLI NIEGO SWEGO

John Hartung podchodzi do przedmiotu swoich badan ze specyficznym humorem, co wida ju we wst pie, gdzie komentuje pomys Po udniowych baptystów 113 *, którzy postanowili policzy , ilu mieszka ców Alabamy trafi do piek a. Jak poinformowa y ÄNew York Times" i ÄNewsday", ostatecznie bapty ci, zastosowawszy sobie tylko znane formu y, obliczyli, e los taki spotka 1,86 miliona Alabamczyków ² szczegó owe rachunki nie zosta y ujawnione, wiadomo jedynie, e przyj to, i metody ci maj wi ksze szanse na zbawienie ni rzymscy katolicy, natomiast Äpraktycznie nikt, kto nie nale y do adnego z Ko cio ów, nie uniknie pot pienia". Samozadowolenie ludzi zdolnych do takich wylicze (o wyra nie nadprzyrodzonej genezie) znajduje dzi wyraz na licznych witrynach internetowych ze s owem Äwniebowzi cie"(rapture)w nazwie, których autorzy czy autorki nie maj najmniejszych w tpliwo ci, e akurat oni sami na pewno znajd si w gronie tych, którzy Äznikn " w niebiosach, gdy nastanie Äkoniec czasów". Oto typowy przyk ad, zaczerpni ty z twórczo ci autora witryny Rapture Ready (cho mo e ten akurat osobnik jest jednym z wyj tkowo wi toszkowatych i oble nych przedstawicieli tego gatunku): ÄGdy wniebowzi cie ju nast pi, czego efektem b dzie moja tu nieobecno , utrapieni wi ci wzi b d musieli na siebie obowi zek utrzymania i finansowania tej strony"11487. Interpretacja Biblii, któr proponuje Hartung, wskazuje jednak, i chrze cijanie w rzeczywisto ci nie bardzo maj powód do takiego egoistycznego samozachwytu. Jezus bowiem absolutnie jednoznacznie ograniczy (w asn ) grup zbawionych wy cznie do ydów, co by o zreszt w pe ni zgodne ze starotestamentow tradycj , jedyn , jak Chrystus zna . Hartung bardzo precyzyjnie dowodzi, e pierwotnie przynajmniej Änie zabijaj" znaczy o co zupe nie innego, ni nam si wydaje. Znaczy o to dok adnie Änie zabijaj innych ydów". Tak samo interpretowa nale y wszelkie inne przykazania reguluj ce nasz stosunek do Äbli nich" ² na to szlachetne miano zas ugiwali tylko ydzi11588. Moj esz Majmonides, dwunastowieczny rabin i lekarz, uwa any za jednego z najwybitniejszych ydowskich filozofów, tak oto w jednym ze swych dzie wy o y prawdziwy sens przykazania ÄNie zabijaj": ÄGdy kto zabija Izraelit , amie wi te przykazanie, gdy Pismo jasno mówi «Nie b dziesz zabija ». Je li kto umy lnie odebra drugiemu ycie w obecno ci wiadków, ma zgin od miecza. Nie musz oczywi cie dodawa , e kary tej nie poniesie, je li zabi poganina". Nie musz dodawa ! Hartung cytuje te orzeczenia Sanhedrynu, czyli ydowskiego S du Najwy szego, któremu przewodzi najwy szy kap an. Ich wymowa jest bardzo podobna. Rozpatruj c hipotetyczny przypadek cz owieka, który zabi innego yda przez pomy k , chcia bowiem pozbawi ycia poganina (albo zwierz ), Sanhedryn oczy ci go z zarzutów. Przy okazji kap ani rozstrzygn li te jeszcze trudniejszy moralny dylemat. Có uczyni , debatowali, z kim , kto cisn kamieniem w stron grupy z o onej z dziewi ciu pogan i jednego bogobojnego yda i, có , pech, u mierci w a nie Izraelit ? Oto rozwi zanie: ÄM ów nie ponosi odpowiedzialno ci za t mier , a wynika to z faktu, i wi kszo potencjalnych ofiar stanowili poganie". W swojej ksi ce Hartung przywo uje wiele tych samych cytatów z Biblii, którymi pos ugiwa em si na powy szych stronach (o podboju Ziemi Obiecanej opisanym w Ksi gach Wyj cia, Liczb i Jozuego). Z tym, e u y em ich w innym celu ² by wykaza , e nawet ludzie wierz cy nie my l dzi kategoriami biblijnymi. Dla mnie stanowi to dowód, e nasza moralno (niezale nie od wiary lub jej braku) wywodzi si z innych róde , te za , niezale nie od tego, czym
87 Je li kto nie wie, o co chodzi z tymi Äutrapionymi wi tymi" (tribulation saints), niech si nie przejmuje. Naprawd s wa niejsze rzeczy, o których warto wiedzie . 88 Trzeba doda , e w j zyku angielskim jest to bardziej oczywiste, gdy Ämi uj bli niego swego" to Älove thy neighbour", co t umaczy mo na równie jako Ämi uj s siada swego" (przyp. t um.).

s , dost pne s wszystkim ludziom ² i religijnym, i ateistom. Hartung przytacza jednak opis badania izraelskiego psychologa George'a Tamarina, które nieco mnie przerazi o. W eksperymencie Tamarina udzia wzi o ponad tysi c izraelskich uczniów w wieku od o miu do czternastu lat. Psycholog przedstawi wszystkim zaczerpni ty z ksi gi Jozuego opis bitwy o Jerycho: Jozue zawo a do ludu: Wznie cie okrzyk wojenny, albowiem Pan daje miasto w moc wasz ! Miasto b dzie ob o one kl tw dla Pana, ono samo i wszystko, co w nim jest. [...] Ca e za srebro i z oto, sprz ty z br zu i z elaza s po wi cone dla Pana i pójd do skarbca Pa skiego. [... ] I na mocy kl twy przeznaczyli na zabicie ostrzem miecza wszystko, co by o w mie cie: m czyzn i kobiety, m odzie ców i starców, wo y, owce i os y [... ] Nast pnie miasto i wszystko, co w nim by o, spalili, tylko srebro i z oto, jak i sprz ty z br zu i elaza oddali do skarbca domu Pa skiego (Joz 6,16-25), po czym zada dzieciom proste pytanie: ÄCzy uwa asz, e Jozue i Izraelici post pili s usznie, czy nie?" i da do wyboru trzy odpowiedzi: A (najzupe niej s usznie), B (cz ciowo s usznie), C (zupe nie nies usznie). Rozk ad odpowiedzi by do szeroki ² 66% dzieci w pe ni zaaprobowa o post powanie Jozuego, 26% uzna o je za naganne, stosunkowo niewiele za , bo tylko 8%, wybra o odpowied po redni . Oto trzy do typowe wypowiedzi dzieciaków z grupy A, które poproszono o uzasadnienie dokonanego wyboru: Moim zdaniem Jozue i synowie Izraela post pili s usznie, a to dlatego, e Bóg obieca im te ziemie i zgodzi si , by je podbili. Gdyby nie dzia ali w ten sposób i nikogo nie zabili, mog oby to si sko czy asymilacj synów Izraela w ród gojów. Uwa am, e Jozue mia absolutn racj . Przecie Pan kaza mu wymordowa tych ludzi, by plemiona Izraela nie osiedli y si po ród nich i nie przej y ich nagannych obyczajów. Jozue zrobi dobrze, bo ludy zamieszkuj ce te ziemie wyznawa y inne religie, a kiedy Jozue ich wymordowa , religie te znikn y z powierzchni Ziemi. Jak widzimy, uzasadnienia ludobójstwa dokonanego przez Jozuego miary czysto religijny charakter. Co ciekawe, podobny sposób rozumowania wyst pi te w grupie C, czyli w ród dzieci, które nie zaakceptowa y post powania Jozuego. Jedna dziewczynka na przyk ad pot pi a Jozuego za zdobycie Jerycha, uznaj c, e b dem by o samo wej cie do miasta: [...] przecie Arabowie s nieczy ci, a ka dy, kto wchodzi na nieczyst ziemi , sam staje si nieczysty i b dzie dzieli jej kl tw . Dwoje innych dzieci skrytykowa o Jozuego za to, e nakaza zniszczy wszystkie zdobyte dobra, zamiast rozdzieli up mi dzy Izraelitów: . Wydaje mi si , e Jozue zrobi le, bo powinien oszcz dzi zwierz ta i rozdzieli je mi dzy swoich ludzi. Jozue nie zrobi dobrze. Nie nale a o niszczy zdobyczy, gdy to wszystko mog o nale e do Izraelitów. A có ma do powiedzenia w tej sprawie m drzec Majmonides, jak e cz sto cytowany z powodu swej wielkiej wiedzy? Nie pozostawia nam on adnych w tpliwo ci: ÄBy o to boskie pozytywne przykazanie, by zniszczy siedem plemion. Powiedziano bowiem: «lecz do szcz tu wytracisz je (BG)». Gdyby tak nie uczyniono i kto oszcz dzi by czyje ycie, mog c je odebra , z amane zosta oby negatywne przykazanie, które wprost nakazywa o «niczego nie zostawisz przy yciu»". W odró nieniu od Majmonidesa dzieci badane przez Tamarina by y m ode i niewinne. Ich barbarzy skie pogl dy by y zapewne po prostu bezrefleksyjnie przej te od rodziców lub rodowiska, w którym wzrasta y. Jak si domy lam, palesty skie dzieci wychowywane w tym samym rozdartym przez wojn kraju odpowiada yby dok adnie tak samo, tyle e z przeciwnym znakiem. To do ponury wniosek, ale w sumie oczywisty²religia ma olbrzymi moc (a zw aszcza religia wyk adana m odym umys om) wprowadzania podzia ów mi dzy lud mi i umacniania historycznych sporów i dziedzicznych wendet. Trudno te powstrzyma si w tym momencie od przypomnienia, e spo ród trzech (reprezentatywnych!) cytowanych wypowiedzi z grupy popieraj cych masakr dwoje dzieci argumentowa o, przywo uj c niebezpiecze stwo asymilacji, trzecie za uzna o za najwa niejsz mo liwo wyrugowania innych religii za pomoc wymordowania jej wyznawców.

W drugiej cz ci eksperymentu Tamarin wprowadzi grup kontroln . 168 izraelskim uczniom przedstawi ten sam tekst z ksi gi Jozuego, tyle e jego zast pi Ägenera em Li", a Izrael podmieni na Äcesarstwo chi skie przed trzema tysi cami lat". Tak przeformu owane badanie przynios o dok adnie przeciwne rezultaty ² post powanie genera a Li zaaprobowa o tylko 7% badanych dzieci, a 75% uzna o je za naganne. Czyli wystarczy o usun czynnik lojalno ci wobec judaizmu, by zdecydowana wi kszo dzieciaków zacz a pos ugiwa si ocenami moralnymi, które aprobuje wi kszo wspó czesnych ludzi. To, co zrobi Jozue, by o po prostu barbarzy skim ludobójstwem. Tylko z religijnego punktu widzenia mo na uzna , e jest inaczej. Ta odmienna perspektywa pojawia si ju we wczesnych etapach ycia i to w a nie za spraw religii dzieci potrafi b d pot pia masakry, b d pochwala je. W dalszej cz ci swojego artyku u Hartung zajmuje si Nowym Testamentem. Tu pozwol sobie ju tylko na krótkie podsumowanie jego g ównych tez. Otó Hartung stwierdza, e Jezus by zwolennikiem tej samej wewn trzgrupowej moralno ci (i wrogo ci wobec obcych), które zdominowa y Stary Testament. Chrystus by bardzo lojalnym ydem, to dopiero Pawe wpad na to, by ydowskiego Boga zaoferowa poganom. Nawet ja nie o mieli bym si sformu owa tego tak mocno jak Hartung: ÄJezus przewróci by si w grobie, gdyby wiedzia , e Pawe zaniós jego nauki mi dzy winie". Najlepsz zabaw Hartung mia z Apokalips , w sumie najdziwniejsz z biblijnych ksi g. Jej autorstwo przypisuje si wi temu Janowi (autorKen's Guide to the Bibie trafnie zauwa y , e je li listy Jan pisa po trawce, to przy Apokalipsie musia by chyba na LSD"). Hartung zwróci uwag przede wszystkim na dwa wersety Apokalipsy, w których liczba tych, co zostan Äopiecz towani" (co niektóre chrze cija skie sekty, na przyk ad wiadkowie Jehowy, uznaj za synonim Äzbawionych"), ograniczona jest do stu czterdziestu czterech tysi cy. Jan wprost mówi, e musz to by wy cznie ydzi ² po

dwana cie tysi cy z ka dego z dwunastu plemion Izraela. Ken Smith poszed nawet dalej i zauwa y , e sto czterdzie ci cztery tysi ce owych szcz liwców to Äci, którzy z kobietami si nie splamili", co raczej do jednoznacznie wskazuje, e aden z nich sam nie mo e by kobiet 100. No có , czego takiego mo na by o oczekiwa . U Hartunga mo na znale bardzo wiele nie mniej interesuj cych i zabawnych spostrze e . Aby zach ci do lektury, przytocz jeszcze jeden cytat: Biblia to instrukcja tworzenia wewn trzgrupowej moralno ci, bardzo szczegó owa instrukcja z dok adnymi zaleceniami obejmuj cymi ludobójstwo, niewolnictwo i panowanie nad wiatem. Lecz Biblia nie jest z a ani z tego wzgl du, ani nawet z powodu oczywistej gloryfikacji mordów, okrucie stwa i gwa tów. W wielu staro ytnych dzie ach mamy dok adnie to samo ² w Iliadzie, w skandynawskich sagach, w syryjskich mitach i w inskrypcjach Majów. Tylko e nikt nam nie sprzedaje Iliady jako podr cznika moralno ci i tu w a nie tkwi problem. Biblia jest sprzedawana² i kupowana²jako ksi ga, która ma mówi ludziom, jak y . I przynajmniej jak dot d jest to najwi kszy bestseller wszech czasów. A eby nikt nie my la , e wy czanie obcych to w a ciwo jedynie tradycyjnego judaizmu, nieobecna w innych religiach, proponuj taki oto zadufany fragmencik z religijnego hymnu Isaaca Wattsa (1674-1748): Lord, I ascribe it to Thy Grace, And not to chance, as others do, That I was bom of Christian Race And not a Heathen or a Jew116 89. Zadziwia mnie w powy szej strofie nawet nie sama ekskluzywno chrze cija stwa, ale zaprezentowana tu logika. Przecie mnóstwo innych ludzi urodzi o si w innych religiach ni chrze cija stwo, na jakiej zasadzie zatem Bóg decyduje, komu ma przypa ten zaszczyt. Dlaczego obdarzy nim akurat Wattsa i tych, którzy mieli piewa ów hymn? A nim jeszcze Isaac Watts zosta pocz ty, jakiej natury osobnicy byli tak honorowani? To oczywi cie bardzo g boki problem, ale pewnie nie za g boki dla teologicznie ukierunkowanych umys ów. W ka dym razie poezja Wattsa jako dziwnie przypomina s owa modlitwy, któr trzykrotnie w ci gu ka dego dnia recytuj ortodoksyjni i konserwatywni (ale ju nie reformowani) ydzi: ÄDzi ki Ci, Panie, e nie uczyni mnie poganinem. Dzi ki Ci, Panie, e nie uczyni mnie kobiet . Dzi ki Ci, Panie, e nie uczyni mnie niewolnikiem". Religia dzieli ² to nie ulega adnej w tpliwo ci i to zarazem jeden z najpowa niejszych zarzutów wobec wszelkich systemów religijnych. Oczywi cie cz sto (i s usznie) mówi si , e wojny czy spory mi dzy ró nymi religijnymi grupami rzadko wi si z konkretnymi teologicznymi rozbie no ciami. Kiedy ulsterski protestancki bojówkarz morduje jakiego katolika, nie mruczy do siebie pod nosem, Äa masz, ty ohydny transsubstancjalisto, Mariochwalco, w chaj cy kadzid a b karcie". Bardziej prawdopodobne, e chce w ten sposób pom ci mier innego protestanta, który zgin z r k innego katolika, zapewne w jakiej ci gn cej si od pokole wendecie. Religia pe ni funkcj etykietki w sytuacjach mi dzygrupowej wrogo ci i konfliktów, nie jest w tym sensie ani gorsza, ani lepsza ni inne funkcjonuj ce w takich warunkach etykiety, jak kolor skóry, j zyk czy ulubiony klub pi karski, ale cz sto bywa wykorzystywana wówczas, gdy innych brak.

116

89 Panie, to aski Twojej znak, / a nie przypadek, losu traf, / em chrze cija skiej rasy jest, / a nie poganin albo yd (przyp. t um.).

Oczywi cie wiem, e konflikt w Irlandii Pó nocnej ma pod o e polityczne. Wiem, e tu naprawd dochodzi o do gospodarczego i politycznego ucisku jednej grupy przez drug i e sytuacja ta ci gn a si przez stulecia. Naprawd dzia o si tu du o krzywd i niesprawiedliwo ci i mia o to niewiele wspólnego z religi . Chcia em tylko wszystkim u wiadomi co , czego, cho to wa ne, cz sto si nie dostrzega ² bez religii nie by oby etykietek, które decydowa y o tym, kogo poddaje si uciskowi, a na kim trzeba si m ci . I prawdziwym problemem Irlandii Pó nocnej jest to, e kolejne generacje dziedzicz te etykietki. Katolicy, których rodzice, dziadkowie i pradziadkowie chodzili do katolickich szkó , posy aj swoje dzieci do katolickich szkó . Protestanci, których rodzice, dziadkowie i pradziadkowie chodzili do protestanckich szkó , posy aj dzieci do protestanckich szkó . Jedni i drudzy maj ten sam kolor skóry, mówi tym samym j zykiem, ciesz ich te same rzeczy, ale równie dobrze mogliby nale e do odr bnych gatunków, tak g boko podzieli a ich historia. Bez religii za i opartej o religi segregacji szkó ten podzia by nie istnia . Walcz ce plemiona zacz yby si miesza za spraw ma e stw i w ci gu kilku pokole nie istnia oby ju rozró nienie. Od Kosowa do Palestyny, od Iraku po Sudan, od Ulsteru po subkontynent indyjski ² przyjrzyjmy si dowolnemu regionowi rozdartemu przez przemoc i konflikty rywalizuj cych ze sob grup. Nie gwarantuj oczywi cie, e wsz dzie, gdzie tak si dzieje, religia jest g ówn etykietk w mi dzygrupowych sporach, ale du o wskazuje, e tak, niestety, jest. Gdy Indie odzyska y niepodleg o , ponad milion ludzi zosta o zabitych podczas zamieszek na tle religijnym i walk mi dzy hinduistami i muzu manami (a pi tna cie milionów ludzi musia o opu ci swoje domy). Elementy stroju czy wygl du wiadcz ce o przynale no ci religijnej by y wówczas wystarczaj cym powodem, by kogo zabi . Poza wyznaniem tak naprawd nic tych ludzi nie dzieli o. Przez lata zmieni o si niewiele. Salman Rushdie tak by poruszony niedawn fal mi dzyreligijnych masakr, jaka wstrz sn a Indiami, e artyku owi, w którym o tym pisa , nada tytu Religion, as ever, is the poison in India's blood [Religia²jak zawsze ² zatruwa krew Indii]101. Oto ostatnie zdania jego tekstu: Czy zatem jest cokolwiek godnego szacunku w tym wszystkim, w ró nych zbrodniach pope nianych ka dego dnia na ca ym wiecie z budz cym groz imieniem Boga na ustach? Jak e sprawnie i z jak tragicznymi skutkami religia wznosi nowe totemy i jak e ch tnie dla nich zabijamy! A kiedy ju to robimy wystarczaj co cz sto, znieczula nas to tak bardzo, e nast pnym razem jest nam tylko atwiej. Problem Indii jest problemem ca ego wiata, a to, co dzieje si w Indiach, dzieje si w imi Boga. To Bóg jest problemem. Nie uwa am oczywi cie, by przemo na ludzka sk onno do wewn trzgrupowej lojalno ci i skierowanej na zewn trz wrogo ci zanik a, gdyby nie by o religii (zachowanie kibiców rywalizuj cych dru yn to przyk ad mniejszego kalibru, cho nawet i w tym przypadku podzia y przebiegaj czasem wzd u religijnych granic, jak w przypadku Celticu Glasgow i Glasgow Rangers). Takim kryterium podzia u mo e by te j zyk (casus Belgii) czy podzia y plemienne, bardzo silne zw aszcza w Afryce. Religia jednak nasila te podzia y i pog bia szkody, jakie powoduj , i to na co najmniej trzy sposoby: ‡ Etykietowanie dzieci ²ju od najm odszego wieku mówi si na przyk ad o Äkatolickich dzieciach" lub Äprotestanckich dzieciach". Tymczasem to zdecydowanie za wcze nie, by dziecko mog o mie jakikolwiek pomys , co my li o religii (do kwestii religijnego molestowania dzieci wróc szerzej w Rozdziale 9.).
‡

Segregacja w szko ach ² system edukacyjny (znów cz sto od bardzo wczesnego wieku) zorganizowany jest tak, e dzieci stykaj si wy cznie z cz onkami w asnej wspólnoty religijnej i s odseparowane od dzieci, których rodziny wyznaj inne religie. Nie by oby wielk przesad stwierdzenie, e gdyby w Irlandii Pó nocnej zakazano szkó wyznaniowych, problemy znik yby w ci gu kilku generacji. Zakaz (a raczej tabu) Äma e stw mieszanych" ² to bardzo wzmacnia dziedziczone przez kolejne pokolenie spory i rodowe wendety. Tam, gdzie zwi ksza si liczba ma e stw mi dzy cz onkami sk óconych grup, przebieg konfliktu agodnieje.

‡

Glenarm w Pó nocnej Irlandii to siedziba earlów Antrim. Tylko raz, przynajmniej za pami ci yj cych, zdarzy o si co niewyobra alnego ² earl po lubi katoliczk ! Natychmiast we wszystkich domach w wiosce opuszczono okiennice na znak a oby. Obawa przed Äz ym ma e stwem" jest te bardzo powszechna w ród religijnych ydów. Nie przypadkiem izraelskie

dzieci z badania Tamarina tragiczne konsekwencje Äasymilacji" wymienia y jako podstawowy argument w obronie tego, co Jozue uczyni w Jerycho. A kiedy ju dochodzi do lubu przedstawicieli ró nych wyzna , obie strony pe ne s z ych przeczu co do losów Ämieszanego ma e stwa", a pó niej nierzadko ko czy si to wszystko k ótniami, jak ma by wychowywane dziecko. Kiedy sam by em dzieckiem i zapala em wieczki w Ko ciele anglika skim, kto mi powiedzia ² a ja wpad em w os upienie, pami tam jak dzi ² e regu jest, i je li jedno z ma onków nale y do Ko cio a rzymskokatolickiego, a drugie do anglika skiego, to dziecko zawsze wychowywane jest na katolika. Doskonale rozumia em, dlaczego ksi a obu wyzna mogli na to naciska , ale nie mog em (i nadal nie potrafi ) poj tej asymetrii. Dlaczego anglika scy kap ani nie wywalczyli w tej kwestii sprawiedliwego traktowania? Mo e byli po prostu mniej bezwzgl dni? Mo e mój stary szkolny kapelan czy ÄOur Padre" Betjeemana byli zbyt uprzejmymi lud mi... Socjologowie od do dawna badaj religijn homogami (zawieranie zwi zków w obr bie jednej grupy wyznaniowej) i heterogami (zwi zki mi dzywyznaniowe). Niedawno Norval D. Glenn z University of Texas w Austin zebra takie badania prowadzone od roku 1978 i cznie przeanalizowa ich wyniki102. Analiza wykaza a istnienie statystycznie istotnej tendencji do zawierania homogamicznych ma e stw w ród chrze cijan (protestanci eni si z protestantkami, a katolicy z katoliczkami; i nie chodzi o efekt Äch opaka z s siedztwa"), ale jeszcze silniejsza okaza a si ta zale no u ydów. W jednym z bada na 6021 analizowanych kwestionariuszy w 140 przypadkach respondenci okre lili si jako ydzi i z tej grupy 85,7% po lubi o równie ydów; to znacznie wi cej, ni mo na oczekiwa w przypadku innych grup wyznaniowych. Oczywi cie trudno uzna ten wynik za zaskakuj cy ² ortodoksyjni ydzi s bardzo silnie zniech cani do mieszanych ma e stw, a w Ameryce to tabu znajduje nawet wyraz w licznych dowcipach o ydowskich matkach ostrzegaj cych swoich synów przed tymi blond bestiami, które tylko czekaj , by ich usidli . A co w tej kwestii maj do powiedzenia ameryka scy rabini? Oto trzy przyk adowe cytaty.
‡ ‡

Nie udzielam lubów ma e stwom mi dzywyznaniowym. Udzielam lubu tylko wówczas, gdy para o wiadczy, e wychowa dzieci w wierze

ydowskiej. Udzielam lubu tylko wówczas, gdy para uczestniczy w nauczaniu przedma e skim. Niewielu rabinów zgadza si udzieli lubu wspólnie z katolickim ksi dzem (i jest na nich spory popyt).
‡

Nawet gdyby religia nie czyni a adnych innych szkód, to jej niczym nieuzasadniona, bezsensowna sk onno do wzmacniania podzia ów ² wiadomie kultywowana afirmacja naturalnej ludzkiej tendencji do faworyzowania w asnej grupy i odrzucania obcych ² wystarczy aby, by uzna j za wa ny or z a na Ziemi. ZEITGEIST A MORALNO W poprzednich podrozdzia ach stara em si wykaza , e ród em naszego poczucia moralnego (tak e osób wierz cych) w rzeczywisto ci nie s adne wi te ksi gi, nawet je li s ludzie na tyle naiwni, by tak s dzi . Na jakiej podstawie zatem ² nasuwa si pytanie ² decydujemy o tym, co dobre, a co z e? Niezale nie od tego, jakiej udzielimy odpowiedzi, trudno zaprzeczy , e w kwestiach dobrego i z ego post powania panuje dzi consensus i to consensus zadziwiaj co rozpowszechniony. Co wi cej, nie ma on adnych wyra nych zwi zków z wiar religijn , mimo e obejmuje równie wi kszo ludzi uznaj cych si za osoby wierz ce (tak e tych, którzy s dz , e swoje poczucie moralne czerpi z Pisma). Z kilkoma znamiennymi wyj tkami, jak afga scy talibowie czy ich odpowiednicy w ród chrze cija skich fundamentalistów, wi kszo udzi, przynajmniej oficjalnie, akceptuje dzi pewien do szeroki zestaw liberalnych warto ci etycznych. Wi kszo z nas przynajmniej stara si nie krzywdzi innych bez potrzeby; wierzymy w wolno s owa i bronimy jej nawet wówczas, gdy nie zgadzamy si z tym, co kto mówi; p acimy podatki; nie oszukujemy i nie zabijamy; nie pope niamy kazirodztwa i raczej nie czynimy innym tego, co nam niemi e. Cz tych dobrych

zasad mo na odnale w ró nych wi tych ksi gach, tyle e zwykle skryte s w nich po ród wielu innych zalece , których aden przyzwoity cz owiek nigdy nie zaakceptuje. wi te ksi gi nie podaj za adnych regu , które pozwoli yby odró ni przykazania moralne od niemoralnych. T konsensualn etyk mo na by spróbowa wyrazi pod postaci ÄNowych Dziesi ciu Przykaza ". Wiele osób prywatnych, organizacji i instytucji podj o ju tak prób . Rezultaty w bardzo licznych przypadkach okaza y si wielce do siebie zbli one i ka dorazowo nosi y na sobie bardzo wyra ne pi tno czasów, w jakich yli ludzie tworz cy taki zestaw przykaza . Oto na przyk ad jedna z wspó czesnych propozycji ÄNowych Dziesi ciu Przykaza ", ci gni ta przeze mnie z której z ateistycznych witryn103:
‡ ‡

Nie czy drugiemu niczego, czego nie chcia by , by inni czynili tobie. We wszystkich przypadkach staraj si unika krzywdzenia innych.

‡ Podchod do swoich bli nich i wszystkich ywych istot, do ca ego wiata wreszcie z mi o ci , uczciwie, z wierno ci i szacunkiem. ‡ Zawsze dostrzegaj z o i daj sprawiedliwo ci, ale zawsze b d te gotów wybaczy z y czyn, gdy kto przyzna si i szczerze go a uje.
‡

Niech w yciu zawsze towarzyszy ci rado

i zachwyt.

‡ Sprawdzaj wszystko. Zawsze b d gotów konfrontowa swoje przekonania z rzeczywisto ci i zmieni je, nawet te, które ci s najdro sze, je li fakty im przecz . ‡ Nigdy nie próbuj zamkn do niezgadzania si z tob . ‡

innym ust i nie unikaj inaczej my l cych; szanuj prawo innych

Nie wierz w nic lepo.

Ta niewielka kolekcja nie jest dzie em adnego m drca, proroka czy zawodowego etyka. To po prostu do sympatyczny efekt pracy którego z internautów, który postanowi zebra w jednym miejscu wspó czesne prawid a dobrego ycia i nada im kszta t wzorowany na biblijnych dziesi ciu przykazaniach. Ca o pochodzi z pierwszej strony, jak wy wietli a moja wyszukiwarka, gdy wpisa em ÄNowe Dziesi Przykaza ". Uzna em, e nie ma po co szuka dalej. W sumie z powy sz list zgodzi si dzi ka dy normalny, przyzwoity cz owiek. Oczywi cie niektórzy uznaliby za niezb dne jakie modyfikacje. Na przyk ad filozof John Rawls zaproponowa by pewnie do czenie czego w tym stylu: ÄPost puj zgodnie z zasadami, które mo esz zaakceptowa niezale nie od tego, czy jeste pierwszy, czy ostatni w porz dku dziobania". (Za realizacj tej zasady mo na uzna system dzielenia jedzenia u Inuitów ² ten, kto kroi potraw , bierze ostatni kawa ek.) Do mojej w asnej listy ulepszonych dziesi ciu przykaza wybra bym niektóre z powy szych, ale spróbowa bym znale te miejsce dla kilku nowych, na przyk ad:
‡

Czerp przyjemno ze swojego ycia seksualnego (o ile nie krzywdzisz nim innych) i pozwól innym na to samo, niezale nie od tego, jakie maj upodobania ² cudze preferencje seksualne to nie twoja sprawa.

‡ Nie dyskryminuj nikogo na podstawie p ci, rasy ani (przynajmniej tak d ugo, jak to mo liwe) gatunku. ‡ ‡

Nie indoktrynuj w asnych dzieci. Naucz je my le samodzielnie, naucz je ocenia dowody i naucz je nie zgadza si z tob . My l o przysz o ci w skali d u szej ni twoje ycie.

Nie chodzi tu jednak o kolejno czy jakie drobne ró nice. Wa ne przede wszystkim, e od czasów biblijnych uczynili my istotny krok naprzód (przynajmniej wi kszo z nas). Niewolnictwo, na przyk ad, którego w Biblii i przez d ugie jeszcze stulecia potem nikt nie kwestionowa , w krajach cywilizowanych zosta o zakazane w dziewi tnastym stuleciu. Wszystkie cywilizowane kraje akceptuj dzi rzecz praktycznie niewyobra aln do lat dwudziestych XX wieku, czyli prawa wyborcze dla kobiet. We wspó czesnych o wieconych spo ecze stwach (kategoria ta w sposób oczywisty nie obejmuje na przyk ad Arabii Saudyjskiej) kobiety nie s ju traktowane jak w asno , a tak w a nie by o w czasach biblijnych. Zgodnie z ka dym

wspó czesnym kodeksem karnym Abraham zosta by oskar ony o maltretowanie dziecka, a gdyby zrealizowa swój plan i po wi ci syna, dosta by wyrok za morderstwo z premedytacj . A przecie mores, obyczajowo tamtych czasów, jego zachowanie, pos usze stwo wobec bo ych polece , uznawa a za wr cz godne podziwu. Tak wi c my wszyscy ² wierz cy i nie ² bardzo zmienili my nasze kryteria dobra i z a. Jaka jest natura tych zmian, co je powoduje? W ka dej kulturze wy ania si pewien tajemniczy konsens, zmieniaj cy si z up ywem kolejnych dekad. Nie b dzie to przejawem pretensjonalno ci, je li pos u si w tym momencie zapo yczonym z niemieckiej filozofii okre leniemZeitgeist² duch czasów. danie równych praw dla kobiet jest dzi uniwersaln cech wszystkich demokracji, ale prawne umocowanie tych da jest szokuj co wr cz niedawne. Oto na przyk ad, kiedy kobiety uzyska y prawa wyborcze:

Nowa Zelandia Australia Finlandia Norwegia USA

1893 1902 1906 1913 1920 1928 1945 1946 1971 2006 11790

Wielka Brytania Rozk ad dat obejmuj cy wi cej ni stulecie, to przejaw zmieniaj cego si Zeitgeist. Podobne przemiany wida w naszym stosunku do kwestii rasowych. Ka dy Brytyjczyk (i nie tylko) z pocz tków XX wieku wed ug dzisiejszych kryteriów uznany by zosta za rasist . W tamtych czasach wi kszo ludzi wierzy a, e czarni (do której to kategorii zaliczano nie tylko bardzo zró nicowanych pod wzgl dem rasowych Afrykanów, ale i zupe nie z nimi niespokrewnionych Hindusów, australijskich Aborygenów i mieszka ców Melanezji) pod ka dym wzgl dem ust puje bia ym; z jedn mo e ró nic ² przyznawano im lepsze poczucie rytmu, co trudno ocieni inaczej ni jako przejaw protekcjonalizmu. W latach dwudziestych odpowiednikiem dzisiejszego Jamesa Bonda by czaruj cy i niefrasobliwy bohater marze wszystkich ch opców, Bulldog Drummond. W jednej z powie ci tego cyklu, The Black Gang, Drummond mówi o Ä ydach, cudzoziemcach i innych brudasach". W scenie fina owej The Female of the Species Drummond wyst puje w przebraniu Pedra, czarnego s ugi arcyzbrodniarza. Gdy, ku zaskoczeniu tak czytelnika, jak i samego arcy otra, ujawnia sw maskarad , có czytamy Nie, jak kto móg by pomy le : ÄMy lisz, psie, em Pedro. Jak e ma o wiesz ² jam twój arcywróg Drummond, tylkom przyczerni sobie twarz!". Pada kwestia zupe nie inna: ÄNie ka da broda jest fa szywa, ale ka dy czarnuch cuchnie. Ta broda jest prawdziwa, kochaniutki, ale czarnuch nie mierdzi. Co tu wi c nie gra! ". Czyta em te ksi ki w latach pi dziesi tych, trzydzie ci lat po tym, gdy zosta y napisane, i by em zafascynowany akcj , nie dostrzega em natomiast adnego rasizmu. Dzi by oby to niewyobra alne. Thomas Henry Huxley w swojej epoce uznawany by za o wieconego i post powego libera a. Ale to nie by y nasze czasy. Zobaczmy, co pisa TH. Huxley w roku 1871: aden racjonalnie my l cy cz owiek dysponuj cy wystarczaj c wiedz o wiecie nie by by w stanie uwierzy , e przeci tny Negr dorównuje bia emu cz owiekowi, nie mówi c ju o tym, by móg go przewy sza . A je li to jest prawd , to najzupe niej niemo liwe, by nasz prognatyczny powinowaty ² nawet wówczas, gdy jego sytuacja si poprawi i nie b dzie ju poddawany opresji, gdy b dzie mia szanse stan do uczciwej walki na intelekt, a nie na ugryzienia ² móg kiedykolwiek sprosta wyposa onemu w wi kszy mózg i mniejsze szcz ki rywalowi. Najwy sze miejsce w hierarchii ludów cywilizowanych na zawsze pozostanie poza zasi giem naszych ciemnoskórych kuzynów104. Dobrzy historycy oczywi cie doskonale wiedz , e nie mo na ocenia s dów z przesz o ci, kieruj c si kryteriami w asnej epoki. Abraham Lincoln równie znacznie wyprzedza swoje czasy, ale jego pogl dy na kwesti rasow dla nas stanowi yby kwintesencj najgorszego rasizmu. Oto fragment przedwyborczej debaty Lincolna z Stephenem A. Douglasem z roku 1858: Musz podkre li , e ani nie jestem, ani nigdy nie by em ² i to w adnej formie²zwolennikiem spo ecznej czy politycznej równo ci bia ej i czarnej rasy. Nie jestem te i nigdy nie by em sk onny da czarnym prawa g osu lub czyni z nich s dziów, ani te pozwoli im pe ni jakiekolwiek urz dy lub po lubia bia ych ludzi. Doda w tym miejscu musz , e uwa am, i bia a i czarna rasa ró ni si pod wzgl dem cech fizycznych, i wierz , e za spraw tych ró nic te dwie rasy nigdy nie b d y wspólnie na warunkach spo ecznej i politycznej równo ci. Z tego to w a nie powodu niemo no ci bycia równym wnosz , i jako e te dwie rasy musz y obok siebie, jedna z nich musi by wy sza, druga za podporz dkowana. I tak jak ka dy cz owiek uwa am, e pozycja wy sza zawarowana by musi dla bia ej rasy105.
90 Czasem mi o si pochwali ² w Polsce kobiety maj prawa wyborcze od roku 1918 (przyp. t um.). 90 Obro cy Ko cio a katolickiego uznaj encyklik Mit Brenderer sorge za pot pienie nazizmu. Mo na, je li kto koniecznie chce, za pot pienie nazizmu uzna s owa: ÄTylko p ytkie umys y mog popa w ten b d, by mówi o Bogu narodowym, o religii narodowej i podj daremn prób , by w granicach tylko jednego narodu, w ciasnocie krwi jednej rasy zamkn Boga. Nawet je li s to s owa pot pienia (w ca ym tek cie okre len ie Änarodowy socjalizm" nie pada), to 117 nie sposób zaprzeczy , e nawet Pius XII dostrzeg religijne korzenie nazizmu (p rzyp. t um.).

Gdyby Huxley i Lincoln urodzili si i kszta cili w naszych czasach, te wiktoria skie pogl dy enowa yby ich na pewno równie mocno, jak nas. Zacytowa em je wy cznie po to, by ukaza , jak bardzo

zmienia si Zeitgeist.A skoro Huxley, jeden z naj wiatlejszych umys ów swojej epoki, i Lincoln, cz owiek, który da wolno niewolnikom, my leli w ten sposób, to co musia my le przeci tny poddany królowej Wiktorii! Je eli cofniemy si jeszcze o stulecie, przekonamy si , e Waszyngton, Jefferson i inni wielcy O wiecenia sami trzymali niewolników. Có , duch czasów nie stoi w miejscu, zmienia si nieub aganie ² tylko my czasem tego nie dostrzegamy i traktujemy jako oczywisto przemiany, które w rzeczywisto ci s z o onym zjawiskiem rz dz cym si w asnymi prawami. Mo na te poda wiele innych przyk adów. Kiedy biali eglarze wyl dowali na Mauritiusie, spotkali tam zupe nie niegro ne dodo. Nie przysz o im do g owy nic lepszego, ni zat uc ptaki pa kami na mier . Nawet nie po to, by je zje (pono mi so by o niesmaczne). Zapewne dla tych ludzi gonienie biednego nielota i walenie go pa k w g ow by o zupe nie normalnym zachowaniem. Dzi by oby to nie do pomy lenia, a doprowadzenie do wygini cia jakiego wspó cze nie yj cego odpowiednika dodo, nie mówi c ju o wiadomym wybijaniu zwierz t, powszechnie uznawane jest za tragedi , o ile nie zbrodni . Tak w a nie tragedi ² zgodnie przynajmniej z wspó czesnymi standardami kulturowymi ² jest niedawne wymarcie Thylacinus, czyli wilka tasma skiego. Nikt ju nie pami ta, e do 1909 wyp acano nagrod za odstrzelenie tego zwierz cia. W powie ciach z epoki wiktoria skiej Äs o ", Älew" czy Äantylopa" (zwykle zreszt wyst puj ce w a nie w liczbie pojedynczej) stanowi y element sportowego wyzwania, gry; a je eli to gra, to có mo na zrobi lepszego ni strzela . Nie z g odu. Nie w samoobronie. Dla sportu. LeczZeitgeistsi zmieni . Oczywi cie bogaci (i brzuchaci) Äsportsmeni" nadal mog z siedzenia swojego land-rovera postrzela w Afryce do Ädzikich zwierz t" i nawet zabra wypchane Ätrofeum" do domu, ale musz za to bardzo s ono zap aci , a jeszcze do powszechnie s przedmiotem pogardy. Ochrona przyrody i ochrona rodowiska wesz y dzi do kanonu powszechnie akceptowanych warto ci i moralna ranga tego nakazu dorównuje niegdysiejszym przykazaniom nakazuj cym wi cenie szabatu czy zakazuj cym przedstawiania ludzkiej postaci. Szalone lata sze dziesi te kojarz nam si g ównie ze swobod obyczajow . Tymczasem jeszcze na pocz tku tej dekady oskar yciel wyg aszaj cy mow w procesie o zakaz rozpowszechniania Kochanka lady Chaterley przemawia do awy przysi g ych nast puj cymi s owy: ÄCzy zgodziliby cie si , by wasi m odzi synowie, a nawet m ode córki ² tak, w naszych czasach nie tylko ch opcy potrafi czyta , dziewcz ta równie (on naprawd co takiego powiedzia ! ! !) ² si gn li do tej ksi ki? Czy kto z was po o y by t ksi k na stoliku we w asnym domu? Czy chcieliby cie, by czyta y j wasze ony lub wasza s u ba?". Zw aszcza to ostatnie retoryczne pytanie ukazuje, jak szybko zmienia si duch czasów. Ameryka ska inwazja na Irak jest powszechnie pot piana z powodu liczby ofiar w ród ludno ci cywilnej, a przecie mówimy tu o liczbach ró ni cych si o rz dy wielko ci od tego, co nikogo nie dziwi o jeszcze w czasach II wojny wiatowej. Donald Rumsfeld, dzi ods dzany od czci i wiary, wówczas uznany by zosta za libera a o go bim sercu. Co , jak wida , zmieni o si w ci gu tych paru dziesi cioleci. Zmieni o si w nas wszystkich, a ta zmiana nie ma adnego zwi zku z adnym z religijnych wyzna ² je li ju , nast pi a wbrew religii, a nie za jej spraw . Kierunek tych zmian jest do wyra ny i rozpoznawalnie sta y, a wi kszo z nas ocenia go jako post p. Nawet Adolf Hitler, powszechnie uznawany za uosobienie bezgranicznego z a, Äust puje" pod pewnymi wzgl dami Kaliguli czy D yngis-chanowi. Bez w tpienia Hitler zabi wi cej ludzi ni chan Mongo ów, ale mia do dyspozycji XX-wieczn technik . Czy jednak Hitler czerpa osobist przyjemno z przygl dania si swym ofiarom Äzalanym krwi i zami", co bez w tpienia bardzo bawi o D yngis- chana? Chyba nie ² os dzamy Hitlera jako wcielenie z a, kieruj c si wspó czesnymi kryteriami, to moralnyZeitgeistjest dzi zupe nie inny ni w czasach Kaliguli, tak samo, jak zmieni a si przez ten czas technika. Hitler jest dla nas tym, czym jest, gdy zmieni y si nasze standardy ² z agodnieli my. Kiedy by em m ody, wielu ludzie zupe nie bezrefleksyjnie pos ugiwa o si obra liwymi przezwiskami czy stereotypami ² abojad, makaroniarz, szkop, brudas, ydek, czarnuch, Japoniec, ó tek by y na porz dku dziennym. Nie twierdz oczywi cie, e dzi s owa te wysz y z u ycia, ale w kr gach cywilizowanych jest to powszechnie pot piane. Je li w jakim angielskim tek cie znajdziemy s owo Änegro" u yte nie w obra liwym znaczeniu, mówi nam to wiele o tym, kiedy tekst

ów powsta . Bardzo szanowany teolog z Cambridge A.C. Bouguet tak rozpocz niegdy rozdzia o islamie zamieszczony w tomieComparative Religion:ÄSemita nie jest z urodzenia monoteist , jak s dzono jeszcze w po owie XIX wieku. W istocie jest animist ". Koncentracja na rasie (a nie na kulturze) i znamienne u ycie liczby pojedynczej, co pozwala o zredukowa ca populacj do jednego konkretnego Ätypu", w czasach Bougueta wyra nie nikogo nie razi y. To po prostu subtelny wska nik zmieniaj cego si ducha czasów. Dzi nie odwa y by si tak napisa aden profesor teologii (ani jakiejkolwiek innej dyscypliny). Te drobne oznaki innych tempora i innych mores wystarcz nam jednak, by by pewnym, e Bouquet pisa swoje dzie o najpó niej w po owie dwudziestego wieku. I rzeczywi cie ² by to rok 1941. Cofnijmy si o kolejne cztery dekady, a odmienno standardów dostrze emy ju go ym okiem. Cytowa em ju tu utopi H.G. WellsaNew Republic.Zacytuj jeszcze jeden fragment tej ksi ki, gdy stanowi on naprawd szokuj c ilustracj przemian, o których tu mówi : A co Nowa Republika uczyni z rasami ni szymi? Jak poradzi sobie z czarnymi [...] ó tymi [...] ydami? Czy te chmary czarnych, br zowych, brudnobia ych czy ó tych nadadz si do nowych porz dków? No có , wiat jest wiatem, a nie instytucj charytatywn , i moim zdaniem oni b d musieli znikn [...] System etyczny za ludzi Nowej Republiki, etyka, która rz dzi b dzie wiatowym pa stwem, ukszta towana b dzie tak, by sprzyja przede wszystkim rozmna aniu tego, co najlepsze, najwydajniejsze i najpi kniejsze w ca ej ludzkiej rasie ² pi knym i silnym cia om, czystym i pot nym umys om. [...] Jak dot d natura wynalaz a tylko jedn metod kszta towania wiata, dzi ki której s abo nie wyradza si w s abo . T metod jest mier [...] Obywatelom Nowej Republiki [...] przy wieca b d idea y, za które warto zabi . Te s owa zapisane zosta y w roku 1902. W swoich czasach Wells powszechnie uchodzi za post powca. Na prze omie wieków taka argumentacja, cho mo e nie powszechnie akceptowana, nie wzbudzi aby adnych powa nych zastrze e , gdyby kto pos u y si ni na eleganckim przyj ciu. Dla nas, wspó czesnych czytelników, to istny horror. atwo jednak w tym kontek cie dostrzec, e Hitler, jakkolwiek potworny mo e nam si wydawa , nie odstawa od swoich czasów tak bardzo, jak chcemy to widzie dzi . Oto jak szybko zmienia si Zeitgeist;jak szybko i jak szeroko; i jak g boka jest ta zmiana. Sk d zatem bior si te powi zane i sta e przemiany wiadomo ci spo ecznej ? Nie mnie na to pytanie odpowiada . Z mojego punktu widzenia absolutnie wystarczaj ce jest, i na pewno nie wynikaj one z religii. Gdybym za ju mia wysnuwa jak teori , zacz bym chyba od nast puj cego problemu ² nale y wyja ni , jak to si dzieje, e zmiany owego moralnegoZeitgeistobejmuj w sposób zsynchronizowany tak wielkie grupy ludzi, i dlaczego zmierzaj one z grubsza w jednym kierunku? Sk d synchronizacja? Otó te nowe warto ci w druj mi dzy ludzkimi umys ami podczas rozmów przy barze i popo udniowych przyj , za po rednictwem ksi ek i recenzji, gazet i programów radiowych i telewizyjnych, a w naszym czasach tak e za po rednictwem Internetu. Przemiany moralnego klimatu bardzo szybko znajduj wyraz w artyku ach prasowych, radiowych talk show, w przemówieniach polityków, w kabarecie i programach rozrywkowych, w scenariuszach seriali, a wreszcie w g osowaniach parlamentó w ustanawiaj cych prawa i w orzeczeniach s dów tworz cych interpretacj przepisów. Mo na oczywi cie ca y ten proces analizowa w kategoriach cz sto ci wyst powania okre lonych memów w puli memowej, ale tego w tku nie b d tu rozwija . Niektórzy z nas pozostaj nieco w tyle za zmieniaj cym si duchem czasów, inni potrafi nieco go wyprzedzi . Pozostali jednak ² a tych jest zdecydowana wi kszo ² wspólnie wkroczyli w XXI wiek i dzi wszyscy pod tym wzgl dem o wiele d ugo ci wyprzedzamy naszych bli nich z czasów redniowiecza, wspó czesnych Abrahama, a nawet naszych bardzo nieodleg ych przodków z lat 20. XX wieku. Ta fala toczy si nieub aganie i nawet ci, którzy niegdy byli u jej czo a (T.H. Huxley bez w tpienia by w awangardzie swoich czasów), dzi pozostali daleko z ty u. Oczywi cie rzeka post pu nie p ynie prostym, uregulowanym nurtem, jej wody czasem rozlewaj si szeroko, a czasem nawet zawracaj , tak jak to zdarzy o si w Stanach Zjednoczonych na pocz tku XXI wieku po obj ciu w adzy przez now administracj . W d u szej skali czasowej jednak kierunek zmian jest sta y i mo emy by pewni, e trend ten b dzie kontynuowany.

Czemu tak si dzieje, sk d bierze si ten sta y post p? Nie wolno lekcewa y na przyk ad roli jednostek, przywódców, którzy potrafi wyprzedzi swoje czasy i poci gn za sob innych. W USA idea równo ci ras promowany by przez politycznych liderów, wybitne jednostki kalibru Martina Luthera Kinga, ale te przez ludzi show biznesu, sportowców i inne publiczne postaci, jak Paul Robeson, Sidney Poitier, Jesse Owens czy Jackie Robinson. Wcze niej likwidacja niewolnictwa i emancypacja kobiet równie wiele zawdzi cza y charyzmatycznym liderom. Byli w ród nich ludzie religijni, byli te niewierz cy. W wielu przypadkach kwestia przekona religijnych by a w ogóle nieistotna ² King by chrze cijaninem, ale swoj filozofi walki bez u ycia przemocy zaczerpn od Gandhiego, który chrze cijaninem na pewno nie by . Do tego wszystkiego dochodzi rosn cy poziom wykszta cenia, a zw aszcza coraz powszechniejsze zrozumienie faktu, i wszystkich nas czy ² niezale nie od rasy i p ci ² to samo cz owiecze stwo. Te g boko niebiblijne idee zawdzi czamy w znacznym stopniu naukom biologicznym, przede wszystkim ewolucjonizmowi. Jednym z powodów, dla których czarni i kobiety (a w hitlerowskich Niemczech ydzi i Cyganie) byli traktowani nieludzko, by o to, i grupom tym nie przyznawano pe nego cz owiecze stwa. Filozof Peter Singer w ksi ce Wyzwolenie zwierz t nak ania nas w sposób wielce przekonuj cy do przej cia w naszej refleksji moralnej na poziom ponadgatunkowy, do traktowania podobnie jak nauczyli my si odnosi do ludzi równie wszystkich innych gatunków, których mózgi rozwini te s w sposób dostateczny, by takie traktowanie potrafi y doceni . By mo e tu w a nie kryje si podpowiedz, w któr stron zmierza b dzie Zeitgeist przysz ych stuleci. W pewnym sensie by aby to naturalna ekstrapolacja wcze niejszych reform obejmuj cych zniesienie niewolnictwa i równouprawnienie kobiet. Moja amatorska wiedza socjologiczna i psychologiczna to na pewno o wiele za ma o, by wyja ni te sta e i znamienne przemiany ducha czasów. Jak ju pisa em, na u ytek rozwa a tu prowadzonych zupe nie wystarczy uzna , e po pierwsze zmiany te bez w tpienia zachodz (i jest to obserwowalny fakt), a po drugie, ich kierunku nie okre la adna religia (a ju na pewno nie adne pismo wi te). Prawdopodobnie zreszt nie kieruje nimi aden pojedynczy czynnik, adne Äprawo ci enia moralnego". Mo e ju pr dzej mamy tu do czynienia z czym na kszta t prawa Moore'a, opisuj cego wyk adniczy wzrost mocy obliczeniowej komputerów. Niezale nie jednak od tego, z jakich wzgl dów tak w a nie si dzieje, oczywiste przemiany ducha czasów i moralny post p, którego jeste my wiadkami, to argument zupe nie wystarczaj cy, by odrzuci przekonanie, e potrzebujemy Boga, by by dobrzy albo by móc rozpozna dobro.
A co z HITLEREM I STALINEM CZY NIE BYLI ATEISTAMI ?

Zeitgeist si zmienia i s to zmiany w dobrym kierunku, ale, jak ju mówi em, wody tej rzeki czasem rozlewaj si szeroko, a czasem nawet cofaj si . Takie w a nie cofanie si , g bokie i przera aj ce, obserwowali my w epoce dwudziestowiecznych dyktatur. Wa ne jednak, by odró ni immanentne z o takich postaci jak Hitler czy Stalin od Pot nych narz dzi, jakimi ci ludzie mogli si pos u y do realizacji swoich niecnych celów. Pisa em wy ej, e idee i cele Hitlera nie by y w sposób oczywisty czym bardziej z ym ni ró ne pomys y Kaliguli (albo kilku wyj tkowo okrutnych otoma skich su tanów, o których przera aj cych wyczynach przeczyta mo na na przyk ad w Lords of the Golden Horn Noela Barbera). Hitler mia po prostu do swojej dyspozycji dwudziestowieczn bro i dwudziestowieczn technologi komunikacyjn . Co oczywi cie nie zmienia faktu, e z ka dego punktu widzenia Hitlera i Stalina uzna nale y za ludzi wyj tkowo z ych. ÄHitler i Stalin byli ateistami! Co pan na to powie?" ² to pytanie pojawia si praktycznie po ka dym moim publicznym wyk adzie i po ka dej audycji po wi conej kwestiom religijnym, w której bior udzia . Zwykle zadawane jest w tej w a nie formie, zadzier ystym do tonem, i najwyra niej nikomu nie przeszkadza, e opiera si ono na dwóch za o eniach. Otó ma ono sens nie tylko wtedy, gdy przyjmiemy, e (1) Hitler i Stalin byli ateistami, ale jeszcze (2) czynili to, co czynni, poniewa byli ateistami. Za o enie (1) jest prawdziwe w przypadku Stalina, do w tpliwe jednak w odniesieniu do Hitlera. Nie ma to jednak w sumie adnego znaczenia, bo za o enie (2) jest po prostu fa szywe. Czysta logika wskazuje, e nie ma adnego zwi zku mi dzy (1) i (2). Nawet bowiem je li zgodzimy si z tez , e Hitlera i Stalina czy y ateistyczne pogl dy, to obaj te mieli w sy (Saddam Hussein równie ) ² czy co z tego wynika? Je li chcemy zada naprawd wa ne pytanie, to nie powinno nas interesowa , czy jaki wyj tkowo z y (lub dobry) osobnik by ateist (lub jednostk wielce pobo n ). Nie chodzi o to, by zlicza nikczemników jednego po drugim i

potem podawa wyniki, kto wygra w ogólno wiatowym konkursie niegodziwo ci. Z faktu, e nazistowscy o nierze nosili na paskach inskrypcj Gott mit Uns, nic w praktyce nie wynika, przynajmniej dopóki nie zbadamy tego znacznie g biej. Zatem problem nie w tym, czy Hitler lub Stalin byli ateistami ² prawid owe pytanie brzmi: czy ateizm systematycznie zmusza ludzi do czynienia z a. Otó na rzecz takiej tezy nie ma dos ownie adnych dowodów. Stalin rzeczywi cie by ateist , tu nie ma w zasadzie adnych w tpliwo ci. Co prawda kszta ci si prawos awnym seminarium, a jego matka nigdy nie kry a rozczarowania, e nie uko czy edukacji i nie wst pi na cie k kap a stwa (Stalina, wed ug Alana Bullocka, te jej ale bardzo bawi y106). Mo e to w a nie pobyt w seminarium ukszta towa w Stalinie tak zgry liwo nie tylko wobec prawos awia, ale wobec ca ego chrze cija stwa i wszelkich religii. Nie ma jednak adnych dowodów, e brutalno Äprzywódcy wiatowego komunizmu" wynika a z jego ateizmu. Prawdopodobnie nie by a te konsekwencj edukacji odebranej w seminarium, chyba e uznamy, i to tam w a nie nauczono go wierzy w przeznaczenie, lepo ufa autorytetom i akceptowa zasad , e cel u wi ca rodki. Mit o ateizmie Hitlera jest na tyle rozpowszechniony, e wielu ludzi uznaje go za fakt historyczny i zw aszcza ró ni religijni apologeci bezczelnie to wykorzystuj . Tymczasem sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Adolf Hitler przyszed na wiat w katolickiej rodzinie, chodzi do katolickiej szko y i jeszcze jako dziecko regularnie ucz szcza do ko cio a. (To oczywi cie w sumie ma niewielkie znaczenie ² nic by nie zmieni o, gdyby zerwa z ko cio em, podobnie jak Stalin odszed od cerkwi po porzuceniu tyfliskiego seminarium). Hitler jednak ² przynajmniej oficjalnie ² nigdy nie wyrzek si katolicyzmu, a liczne przes anki pozwalaj wnosi , e w pewnym sensie do ko ca ycia pozosta cz owiekiem wierz cym, cho nie w wiar katolick , a bardziej mo e w jak szczególn posta boskiej opatrzno ci. Oto zreszt jak sam Hitler opisuje w Mein Kampf w asne reakcje na wybuch I wojny wiatowej: ÄPad em na kolana i z g bi serca dzi kowa em niebiosom za ask ycia w takim momencie"107. No dobrze, kto móg by powiedzie ² w 1914 Hitler mia dwadzie cia pi lat; mo e pó niej si zmieni ? W roku 1920 Adolf Hitler mia ju lat trzydzie ci jeden. Jego ówczesny bliski wspó pracownik (a potem zast pca Fuhrera) tak napisa wówczas w li cie do premiera Bawarii: ÄOsobi cie znam pana Hitlera i blisko z nim wspó pracuj . Mog zar czy o jego wielkim charakterze i równie g bokiej dobroci. Poza tym to cz owiek wierz cy i dobry katolik"108. No, có ² skoro Hess zdecydowanie si pomyli co do Äwielkiego charakteru" i Äg bokiej dobroci" Äpana Hitlera", mo e i pob dzi z tym Ädobrym katolikiem". Trudno zreszt w jakimkolwiek kontek cie u y s owa Ädobry" wobec wodza nazistów (cho w tym momencie przypomnia mi si w a nie jeden z najbezczelniejszych argumentów na rzecz ateizmu Hitlera, jaki zdarzy o mi s ysze . Brzmia o to mniej wi cej tak: Hitler by z ym cz owiekiem, a chrze cija stwo uczy dobra ² zatem Hitler nie móg by chrze cijaninem!). Mog jednak ostatecznie zgodzi si z tym, e gdy Góring oznajmi , i ÄTylko katolik móg zjednoczy Niemcy", mia na my li katolickie wychowanie Hitlera, a nie jego przekonania religijne. Przemawiaj c w Berlinie w roku 1933, Adolf Hitler powiedzia : ÄJeste my g boko przekonani, e ludzie chc i potrzebuj wiary. Dlatego w a nie podj li my walk z ruchem ateistycznym i nie s to tylko puste deklaracje ² wyplenimy go z korzeniami"109. Jak si wydaje, oznacza to, e Hitler, jak wielu innych, Äwierzy w wiar ", cho warto pami ta , i jeszcze w roku 1941 o wiadczy swojemu adiutantowi, genera owi Gerhardowi Engelowi, e Äzawsze pozostanie katolikiem". Nawet je li Adolf Hitler nie by prawowiernym chrze cijaninem, trudno zaprzeczy , e pozostawa pod silnym wp ywem doktryny chrze cija skiej, zw aszcza gdy pomy limy o d ugiej w tej wierze tradycji oskar ania ydów o zabicie Chrystusa. W jednym z monachijskich wyst pie z roku 1923 Hitler powiedzia : ÄPierwsze, co musimy zrobi , to ocali [Niemcy] przed ydami, którzy doprowadzaj nasz kraj do ruiny [...] Musimy ocali Niemcy przed cierpieniem, jakiego zazna Ten, który odda ducha na Krzy u"110. John Toland, autor Adolf Hitler: The Definitive Biography,tak opisuje religijne motywacje zarz dzonego przez Fuhrera Äostatecznego rozwi zania":

Hitler mimo jawnie okazywanej niech ci do rzymskokatolickiej hierarchii by jej wiernym uczniem w sensie przekonania, e ydzi ponosz win za zabicie Boga. Ich eksterminacja nie by a zatem dla niego czynem sprzecznym z sumieniem, on bowiem w sumieniu swoim dzia a jako karz ca r ka boskiej sprawiedliwo ci. Podkre la tylko, by dzia a nie z pobudek osobistych i bez niepotrzebnego okrucie stwa. Chrze cija ska nienawi do ydów nie nale y wy cznie do tradycji katolickiej. Zajad ym antysemit by te Marcin Luter, który na Sejmie w Wormacji o wiadczy : ÄWszyscy ydzi powinni zosta wyrzuceni z Rzeszy". Luter napisa zreszt ca ksi k o kwestii ydowskiej (O ydach i ich k amstwach) i wiele wskazuje, e Hitler zna to Ädzie o" ² Luter okre li tam ydów jako Äplemi mijowe", a tej samej frazy u y Hitler w swojej s ynnej mowie z 1922 roku, w której zreszt wiele razy okre la si mianem chrze cijanina: Moje uczucia jako chrze cijanina wiod mnie do mojego Pana i Zbawcy, w którym dostrzegam wielkiego wojownika. Wiod mnie ku cz owiekowi, który ² cho samotny i otoczony kilkoma zaledwie uczniami ² rozpozna , czym s ydzi i wezwa ludzi do walki z nimi. Cz owieka, który ² na Boga ² wielko sw okaza , nie cierpi c, ale walcz c. Z bezgraniczn mi o ci jako cz owiek i chrze cijanin czytam te s owa Pisma, które ukazuj Pana w ca ej Jego pot dze, gdy wreszcie powsta i biczem wygna ze wi tyni ca e to plemi mijowe. Jak e wspania a by a Jego walka o wiat wolny od ydowskiej trucizny. Dzi , po dwóch tysi cach lat, w najg bszych porywach mego serca z niezg bion pewno ci wiem, i w a nie po to On przela sw krew na Krzy u. Jako chrze cijanin nie mog pozwoli si oszukiwa . Jako chrze cijanin mam obowi zek walczy o prawd i sprawiedliwo [...JA je li trzeba czego jeszcze, by wykaza s uszno naszych dzia a , to spójrzcie na to, ile wokó nas cierpienia. Jako chrze cijanin mam obowi zki wobec w asnego narodu111. Oczywi cie równie dobrze Hitler móg wzi Äplemi mijowe" nie od Lutra, a bezpo rednio od Mateusza (3,7), sk d zapewne zaczerpn je sam Luter. Je li za kto chcia by wi cej dowodów, e prze ladowania ydów by y dla Hitlera realizacj bo ego planu, to przysz y Fuhrer wprost mówi o tym w Mein Kampf: ÄI odt d w a nie uwierzy em, e dzia am zgodnie z wol Wszechmocnego Stwórcy, e broni c si przed ydami, spe niam dzie o Bo e". To s owa z roku 1925. To samo powtórzy Hitler, przemawiaj c w Reichstagu w 1938, i to samo powtarza a do mierci. W Rozmowach przy stole znale mo na wiele cytatów z Hitlera o dok adnie przeciwnej wymowie, zajadle wr cz antychrze cija skiej. Oto na przyk ad kilka wybranych wypowiedzi Fiihrera z roku 1941: Najgorszy cios, jaki spotka dot d ludzko , to chrze cija stwo. Bolszewizm to dziecko chrze cija stwa z nieprawego o a. Jedno i drugie to ydowski wynalazek. To chrze cija stwo w a nie wprowadzi o k amstwo do religii [...] wiat antyczny by tak czysty, jasny i pogodny, bo oszcz dzone mu zosta y dwie najwi ksze plagi² syfilis i chrze cija stwo. W tym wietle nie mamy powodów, aby pragn , by W osi czy Hiszpanie uwolnili si od narkotyku chrze cija stwa. B d my lepiej jedynym narodem, który jest uodporniony na t chorob . W Rozmowach przy stole znale mo na jeszcze wiele tego typu wypowiedzi. Hitler cz sto porównuje tu chrze cija stwo z bolszewizmem, wskazuje te na analogi mi dzy wi tym Paw em a Karolem Marksem (za ka dym razem podkre la, e obaj byli ydami; zabawne, e równocze nie bardzo stanowczo kwestionuje ydowsko samego Chrystusa). Ca kiem mo liwe, e w okolicach roku 1941 Fuhrer prze y jakie za amanie wiary albo rozczarowa si do chrze cija stwa. A mo e to nagromadzenie sprzecznych wypowiedzi wiadczy po prostu o tym, i by oportunistycznym garzem, któremu nie mo na wierzy w ani jedno s owo. Niewykluczone te , e niezale nie od w asnych deklaracji i opinii wspó pracowników Hitler wcale nie by cz owiekiem religijnym, a po prostu cynicznie wykorzystywa uczucia religijne swoich s uchaczy. Pewnie zgodzi by si z Napoleonem, który powiedzia kiedy , e religia to doskona e narz dzie do utrzymywania ludzi w pos usze stwie, albo z Senek M odszym (ÄDla ludu religia jest prawd , dla m drców fa szem, a dla w adców jest po prostu u yteczna"). Nikt raczej nie zaprzeczy, e by to cz owiek zdolny do takiej hipokryzji. Nawet je li taka w a nie by a motywacja jego udawanej religijno ci, nie sposób zapomnie , e to nie sam Hitler by wykonawc zlecanych przez siebie okrucie stw. Te przera aj ce czyny pope niali jego o nierze oraz

oficerowie i wi kszo z nich bez w tpienia by a chrze cijanami, a to w a nie powszechno chrze cija stwa w narodzie niemieckim ma podstawowe znaczenie dla hipotezy, której chc tu dowie , hipotezy wyja niaj cej hipokryzj Hitlera w kwestiach religijnych. Mo e na przyk ad Fuhrer uzna , e musi publicznie okazywa przywi zanie do religii chrze cija skiej, gdy w przeciwnym razie jego re im nie uzyska poparcia od Ko cio a? Jest bowiem faktem, i poparcie takie, i to na wiele sposobów, narodowi socjali ci otrzymali, cho by przez fakt, i papie Pius IX nigdy publicznie nazizmu nie pot pi 118 *, co do dzi jest dla Ko cio a rzymskokatolickiego ród em powa nej konsternacji. Mamy zatem dwie mo liwo ci ² albo Hitler szczerze deklarowa swoj religijno ,albo udawa , by (co mu si powiod o) zapewni sobie wspó prac niemieckich chrze cijan i niemieckiego Ko cio a. W obu przypadkach trudno uzna , e niewyobra alne z o hitleryzmu w jakikolwiek sposób mo e by wyprowadzane z ateizmu wodza nazistów. Nawet jednak w czasach, gdy zacz si ju odcina od chrze cija stwa, Hitler nie przesta odwo ywa si w swoich wyst pieniach do Opatrzno ci, mistycznego bytu, który, jak wierzy , powierzy mu bo misj poprowadzenia Niemców Czasem odwo ywa si do Opatrzno ci, czasem wprost do Boga. Na przyk ad w mowie triumfalnej, któr wyg osi w Wiedniu bezpo rednio po Anschlussie, powo a si bezpo rednio na samego Boga: ÄWierz ² o wiadczy ² e to sam Bóg wys a st d m odego ch opca do Niemiec, tam pozwoli mu dorosn i sta si przywódc narodu po to, aby móg powróci do swej ojczyzny i przy czy j z powrotem do Rzeszy"112. W listopadzie roku 1939 w Monachium zorganizowano zamach na Hitlera. Za swoje ocalenie Fuhrer dzi kowa Opatrzno ci, na skutek interwencji której, jak o wiadczy , wyj tkowo zmieni plany. ÄJestem szcz liwy ² powiedzia . ² Moje wcze niejsze ni zwykle wyj cie z Burgerbraukeller to nieomylny znak, e Opatrzno pragnie, bym zrealizowa swój plan."113 Po tym w a nie nieudanym zamachu arcybiskup Monachium kardyna Michael Faulhaber w podleg ej sobie katedrze zarz dzi odprawienie uroczystej mszy dzi kczynnej. Od piewano Te Deum i odprawiono mod y, Äby w imieniu ca ej diecezji podzi kowa Boskiej Opatrzno ci za cudowne ocalenie Fuhrera". Niektórzy zwolennicy Hitlera (przy poparciu mi dzy innymi Goebbelsa) próbowali wr cz nazizm przekszta ci w religi ² oto wyst pienie szefa nazistowskich zwi zków zawodowych; nie tylko j zyk, ale nawet kadencja zaczerpni te s bezpo rednio z Ojcze Nasz i z Credo: Adolfie Hitlerze! Z Tob tylko si jednoczymy i w tej godzinie chcemy luby nasze odnowi . Na tej Ziemi tylko w Ciebie wier ymy. I wierzymy, e narodowy socjalizm jest jedyn drog do zbawienia naszego ludu. Wierzymy w Pana Boga w niebiesiech, który stworzy nas, prowadzi nas i obdarza nas swym b ogos awie stwem. I wierzymy te , e to On zes a nam Adolfa Hitlera, aby Niemcy sta y si podstaw ca ej wieczno ci114. W wa nej i wstrz saj cej ksi ceHumanity: a Mora History ofthe Twentieth Century[Ludzko : historia moralna XX wieku] (Y ale University Press 2001) Jonathan Glover zajmuje si te komunizmem. Jak pisze, Äwielu ludzi ywi o czysto religijny kult Stalina. Oto s owa jednego z litewskich pisarzy: Podszed em do portretu Stalina, zdj em go ze ciany, postawi em na stole, i, opar szy g ow na d oniach, patrzy em i medytowa em. Co powinienem zrobi ? Twarz Wodza by a pogodna jak zwykle, ale zarazem pe na dostoje stwa. Jego oczy patrzy y przez cz owieka na wylot. To spojrzenie przechodzi o przez mój niewielki pokój i obejmowa o ca y wiat [...]. Ka dy w óknem mojego cia a, ka dym nerwem i ka d kropl krwi czu em w tym momencie, e w ca ym Wszech wiecie nie ma nic poza tym najdro szym i umi owanym obliczem. Takie quasi-religijne eulogie nieustannie przeplataj si w ksi ce Glovera z opisami najstraszliwszych zbrodni i okrucie stw Stalina. Stalin by ateist , Hitler chyba jednak nie, a nawet je li by , najwa niejszy wniosek z analizy obu tych przypadków jest do oczywisty ²jednostki mog dokonywa czynów strasznych, ale nie czyni tego w imi ateizmu. Stalin i Hitler pope nili rzeczy przera aj ce w imi (odpowiednio) dogmatycznego marksizmu i chorej i najzupe niej nienaukowej teorii eugeniki (wzbogaconej post-Wagnerowskimi bzdurami). W ludzkiej historii by o bardzo wiele wojen religijnych i wszystkie toczono w imi religii. Jako za nie potrafi przypomnie sobie wojny toczonej w imi ateizmu, czyli braku wiary. Powodem wojen bywa a chciwo , ambicje polityczne, uprzedzenia

etniczne i rasowe, nienawi lub zemsta albo przesi kni ta patriotyzmem wiara w przeznaczenie jakiej nacji. Lepszego jeszcze pretekstu walcz cym dostarcza a cz sto niewzruszona wiara w prawdziwo jednej, w asnej religii wsparta do tego wi t ksi g wprost pot piaj c wszystkich heretyków i skazuj c wyznawców innych religii na mier , a do tego gwarantuj c o nierzom Boga pewne miejsce w niebie m czenników. Sam Harris z w a ciw sobie precyzj i przenikliwo ci tak pisze wThe End of Faith: Niebezpiecze stwo wiary religijnej bierze si st d, e za jej spraw sk din d ca kiem normalnym w innych warunkach ludziom zdarza si zakosztowa owocu szale stwa i uwierzy , e to wi ty owoc. Kolejne pokolenia dzieci uczy si , e przekonania religijne nie musz by uzasadniane w taki sam sposób, jak wszystkie inne przez nas ywione, to za sprawia, e ca nasz cywilizacj nieustannie atakuj tysi czne niedorzeczno ci. Nawet dzi jeszcze zabijamy si za spraw ksi g napisanych setki czy tysi ce lat temu. Jak co tak tragicznie absurdalnego mog o si zdarzy ? A czy kto kiedy ruszy do boju w imi braku wiary? Rozdzia ósmy
CO JEST Z EGO W RELIGII? SK D TA WROGO ?

Religia zdo a a skutecznie przekona ludzi, e jest sobie pewien niewidzialny cz owiek ² gdzie tam w niebie ² który pilnie baczy na wszystko, co robisz, i obserwuje ci ka dej minuty i ka dego dnia. Ów niewidzialny cz owiek ma specjaln list , na której jest wypisanych dziesi rzeczy, których on nie chce, eby robi . A je li zrobisz któr z tych rzeczy, to ma tak e specjalne miejsce, pe ne dymu i ognia i p omieni i tortur i m czarni, gdzie wy le ci , by trwa tam i cierpia i sma y si , i krztusi , i m czy a po wieczno ... Ale ten cz owiek ci kocha! George Carlin119 91 Z natury nie jestem zwolennikiem konfrontacji. Nie uwa am te , by ostra konfrontacja dobrze s u y a dochodzeniu do prawdy, i cho by z tego powodu zwyk e odmawiam uczestnictwa w formalnych debatach. Czasem jednak bywa inaczej. Gdy na przyk ad zaproszono mnie do debaty z arcybiskupem Yorku, poczu em si zaszczycony i wyrazi em zgod . Russell Stannard, lekarz i cz owiek g boko wierz cy, przedrukowa pó niej w swojej ksi ce Doing away with God? [Pozbywaj c si Boga?] list, który napisa wtedy do ÄObservera" : Szanowny Panie! W wielkanocnym numerze ÄObservera" wasz naukowy korespondent pod triumfalistycznym nag ówkiem ÄBóg zaj ma o zaszczytne drugie miejsce, ust puj c majestatowi nauki" zamie ci informacje, jak to Richard Dawkins Äintelektualnie zdruzgota " arcybiskupa Yorku podczas debaty po wi conej nauce i religii. Mogli my przeczyta te o Äzadowolonych z siebie ateistach" i Älwy 10; chrze cijanie 0". Stannard by na bakier z ÄObserverem", bo gazeta ta odmówi a zamieszczenia relacji z innego spotkania, w którym uczestniczyli my my obaj, a tak e biskup Birmingham i wybitny kosmolog, cz onek Royal Society, sir Hermann Bondi. To spotkanie nie mia o ju charakteru publicznej debaty i by o du o bardziej konstruktywne. W sumie zgadzam si nawet z pot piaj cym tonem Stannarda w cytowanym wy ej li cie. W szczególno ci za z powodów, które omówi em szerzej wA Devil's Chaplain,nigdy nie uczestnicz w publicznych debatach z kreacjonistami120 *. Jednak, mimo tej g bokiej niech ci do walk gladiatorów, sta o si tak, e utar a si opinia o mnie jako cz owieku wyj tkowo napastliwym
91 Jedna z najwybitniejszych postaci w ród ameryka skich satyryków (standingcomedians). Kilka nagród Grammy, kilkana cie dosko
nale si sprzedaj cych ksi ek i p yt. Sta e programy w sieciach radiowych i telewizyjnych, a tak e co najmniej jeden proces przez S dem Najwy szym w obronie wolno ci s owa. Kultowa posta ameryka skiej kontrkultury. Równie aktor, znany i polskim widzom mi dzy innymi z roli Rufusa w Szalonej podró y Billa i Teda oraz chciwego kardyna a w Dogmie (przyp. t um.).120

* Jeden z moich najwybitniejszych naukowych kolegów proszony o udzia w takich dyskusjach odpowiada zwykle swym potencjalnym dyskutantom: ÄMo e to by dobrze wygl da o w pa skim CV ale nie w moim". (Nie zdradz tu jego nazwiska, ale mog powiedzie , e s owa te nal e y wypowiada z australijskim akcentem.). Janie mam tyle tupetu.
121

* Je li kto nie wie, co to s linie geomantyczne, prosz si nie martwi ² jest du o wa niejszych rzeczy, o których warto wiedzie . Zainteresowanych odsy am za do bardzo obfitej literatury przedmiotu, jakiej te twory doczeka y si pod oryginaln angielsk nazw Älay lines" (przyp. t um.).

w stosunku do religii. Zdarza si , e znajomi, którzy zgadzaj si ze mn , e Boga nie ma, e nie potrzebujemy religii, by zachowywa si moralnie, oraz e pochodzenie religii i moralno ci mo na wyja ni w kategoriach innych ni metafizyczne, podchodz do mnie i z lekk konsternacj pytaj : Sk d w tobie tyle wrogo ci? Co jest twoim zdaniem z ego w religii? Czy rzeczywi cie czyni ona tak wiele szkód, e musisz z ni walczy ? Czemu nie dasz jej spokoju, w ko cu przecie nie czepiasz si astrologii, energetyzuj cych piramid czy linii geomantycznych?121 * A to przecie taki sam nieszkodliwy nonsens! No, có , w takiej sytuacji odpowiadam zwykle, e wrogo , jak ja czy inni atei ci okazujemy czasem religii, ogranicza si tylko do s ów ² nie zamierzamy nikogo bombardowa , nie chcemy obcina g ów, kamienowa ani pali na stosie, nie szykujemy si do krzy owania ani nie uczymy pilota u, by wbi si w jakie drapacze chmur wy cznie z powodu rozbie no ci teologicznych. Moim interlokutorom taka deklaracja zwykle jednak nie wystarcza. Cz sto s ysz jeszcze co w tym stylu: ÄCzy ta wrogo nie wiadczy, e jeste po prostu ateistycznym fundamentalist , takim samym jak ci, których atakujesz12292,

123

92 W oryginale u Dawkinsa mowa o Äwingnuts of the Bible Belt", co z grubsza stanowi ameryka ski odpowiednik elektoratu

tyle e z przeciwnym znakiem?". Poniewa takie oskar enie o fundamentalizm powtarza si wyj tkowo cz sto, chc w tym miejscu ostatecznie je obali .
FUNDAMENTALIZM A OBALANIE NAUKI

Fundamentali ci wiedz , e maj racj , poniewa poznali prawd ze wi tej ksi gi i z góry mog mie pewno , e prawdy tej nie sposób zakwestionowa . Prawda wi tej ksi gi jest aksjomatem, a nie ostatecznym rezultatem procesu rozumowania. Ksi ga jest wi ta, a je li fakty jej przecz , trzeba pozby si faktów, nie ksi gi. Natomiast ja ²jako naukowiec ² wierz (na przyk ad w ewolucj ) nie dlatego, e tak nakazuje mi jaka wi ta ksi ga, tylko z tej przyczyny, e bada em dowody. To zasadnicza ró nica. Ludzie wierz ksi kom o ewolucji nie dlatego, e s to wi te ksi gi. Wierz , poniewa w tych ksi kach mo na znale przyt aczaj c liczb wzajemnie si wspieraj cych i powi zanych ze sob dowodów i wiadectw. W zasadzie ka dy mo e je zreszt sam zweryfikowa . Kiedy w naukowej ksi ce pojawia si b d, kto go odkrywa i koryguje w innych tekstach. W przypadku wi tych ksi g taka rzecz nigdy si nie zdarza. Filozofowie, a zw aszcza filozofowie-amatorzy o niewielkiej wiedzy (cho bardziej jeszcze ró ne ofiary Äkulturowego relatywizmu"), na taki argument zwykle strasznie si burz : przecie ta naukowa wiara w dowód to czystej wody fundamentalizm! Szczegó owo ju podyskutowa em sobie z takim przekonaniem gdzie indziej, tu wi c tylko streszcz wykorzystane wcze niej argumenty. We w asnym yciu wszyscy wierzymy w dowody, niezale nie od tego, w co ka e nam wierzy nasza amatorska filozofia. Je li zostaj oskar ony o morderstwo i prokurator gro nym tonem pyta, czy to prawda, e w nocy, kiedy pope niono zbrodni , by em w Chicago, niewiele mi da uciekanie si do filozoficznych wybiegów w stylu ÄTo zale y, jakie znaczenie s owa «prawda» mamy tu na my li". Ani zastosowanie antropologicznego relatywizmu: ÄTylko w waszym zachodnim, naukowym sensie okre lenia «by gdzie », mo na powiedzie , e rzeczywi cie «by em w Chicago". U Bongolojczyków bycie gdzie oznacza co zupe nie innego ²jest si naprawd gdzie tylko wówczas, je li jeste namaszczonym starszym plemienia i masz prawo wci ga uandu z woreczka z wysuszonej ko lej moszny"93. Mo e naukowcy rzeczywi cie bywaj fundamentalistami, kiedy przychodzi do definiowania terminu Äprawda" w kategoriach abstrakcyjnych. Ale nie tylko oni. Sam jestem równie fundamentalistyczny, kiedy mówi , e ewolucja jest prawdziwa, jak wówczas, gdy twierdz , e Nowa Zelandia le y na pó kuli po udniowej. Wierzymy w ewolucj , poniewa popieraj j dowody, ale z dnia na dzie porzuciliby my t wiar , gdyby pojawi y si nowe wiadectwa empiryczne jej przecz ce. Czy jakikolwiek fundamentalista powiedzia by co takiego? Bardzo atwo pomyli fundamentalizm z pasj . Rzeczywi cie, zdarza mi si z pasj broni ewolucji przed fundamentalistami-kreacjonistami, ale nie dlatego, e atakuj fundamentalizm rywalizuj cy z moim w asnym, tylko dlatego, zeza ewolucj przemawiaj wszelkie dost pne dowody i szewska pasja ogarnia mnie na my l, e mój oponent tego nie widzi ² a mo e raczej nie chce tego zobaczy , bo przecz jego wi tej ksi dze. A moja pasja tylko ro nie, gdy u wiadamiam sobie, jak wiele biedni fundamentali ci i ci wszyscy, którzy znale li si pod ich wp ywem, trac . Prawdy ewolucji, tak samo jak wiele innych naukowych prawd, s tak niewyobra alnie fascynuj ce i pi kne. Czy nie jest osobist tragedi a do mierci by tego wszystkiego pozbawionym? Nadal dziwicie si , e doprowadza mnie to do pasji? Czy móg bym zachowywa si inaczej? Podkre lam jednak, e moje pogl dy na ewolucj nie s fundamentalizmem, nie s wiar , gdy jestem absolutnie przekonany, jestem wi cej ni pewien, e porzuci bym je w ka dej chwili i to z przyjemno ci , gdyby tylko znalaz y si wiadcz ce przeciw nim dowody. Takie rzeczy zreszt si zdarzaj . Wspomina em ju w tej ksi ce o pewnym bardzo szanowanym pracowniku naukowym oksfordzkiej katedry zoologii, z którym zetkn em si w latach studiów. Otó przez d ugie lata ten starszy ju pan g boko wierzy i z pasj broni pogl du, e aparat Golgiego (wewn trzkomórkowa struktura dostrzegalna pod mikroskopem) nie istnieje, e to laboratoryjny artefakt,
radiomaryjnego (przyp. t um.).

iluzja. W tych latach obowi zywa zwyczaj, e w ka dy poniedzia ek ca a katedra spotyka a si , by wys ucha wyk adu jakiego zaproszonego go cia. Pewnego poniedzia ku w charakterze wyk adowcy wyst pi ameryka ski biolog komórkowy, który przedstawi absolutnie przekonuj ce dowody realnego istnienia aparatu Golgiego. Gdy wyk ad si sko czy , bohater mojej opowie ci wyszed na rodek auli, podszed do katedry, u cisn d o Amerykaninowi i ² z pasj w g osie ² powiedzia : ÄDrogi przyjacielu, dzi kuj ci! Teraz ju wiem, e przez pi tna cie lat si myli em". Wszyscy zacz li my bi brawo. aden fundamentalista nie zdoby by si na co takiego. (Po prawdzie, to spora cz ludzi nauki równie nie.) Ale naukowcy przynajmniej formalnie akceptuj taki idea , w odró nieniu od na przyk ad polityków, którzy zapewne uznaliby ten przypadek za ra cy przyk ad nag ej zmiany pogl dów. Ilekro przypominam sobie t histori , wzruszenie ciska mi gard o. Jako naukowiec odczuwam wrogo wobec wszystkich religijnych fundamentalizmów, gdy deprawuj one nauk . Religijny fundamentalizm uczy nas nie zmienia zdania i nie pragn nawet dost pnej wiedzy, niezale nie od tego, jak mog aby by ekscytuj ca; podwa a nauk i os abia intelekt. Najsmutniejszy przyk ad, jaki dla uzasadnienia tego twierdzenia mog przytoczy , to historia ameryka skiego geologa Kurta Wise'a, który dzi jest szefem Center for Origins Research w Bryan College (Dayton, Tennessee). (Nieprzypadkowo patronem tej szko y jest William Jennings Bryan, oskar yciel nauczyciela Johna Scopesa podczas s ynnego Äma piego procesu" w Dayton w 1925). Wise bez k opotu móg zrealizowa swoje m odzie cze ambicje zdobycia profesury z geologii na jakim prawdziwym uniwersytecie, którego mottem by oby ÄMy l krytycznie", a nie oksymoron widniejacy na jednej z internetowych witryn Bryan College: ÄMy l krytycznie i biblijnie". Wszystko na to wskazywa o ² uko czy prawdziwe studia na University of Chicago, pó niej zrobi doktorat z geologii i paleontologii na Harvardzie, jego opiekunem naukowym by za sam Stephen Jay Gould. Reasumuj c, Kurt Wise by m odym, bardzo obiecuj cym naukowcem ze wietnymi kwalifikacjami i wydawa oby si , e kariera naukowa stoi przed nim otworem. I wtedy w a nie wszystko run o. Katastrofa nie przysz a z zewn trz, narodzi a si w rodku cz owieka, w umy le, umy le fatalnie wr cz os abionym i omamionym wskutek fundamentalistycznego religijnego wychowania, za spraw którego Wise czu si zmuszony wierzy , e Ziemia ² przedmiot jego geologicznych studiów w Chicago i na Harvardzie ² ma co najwy ej dziesi tysi cy lat. By oczywi cie zbyt inteligentny, by nie dostrzec nierozwi zywalnego konfliktu mi dzy w asn religi a w asn wiedz . Pewnego dnia, gdy ból ten sta si ju nie do zniesienia, Wise postanowi rozwi za problem za pomoc pary no yczek. Wzi do r ki Bibli i ² dos ownie ² wyci ka dy fragment, który musia by znikn , gdyby prawdziwa by a naukowa wizja wiata. Gdy sko czy z tym niewypowiedzianie uczciwym, a przy tym jak e pracoch onnym zaj ciem, z Biblii pozosta o tak niewiele, e musia przyzna , i : cho stara em si , jak mog em, i pozostawia em nawet nietkni te marginesy, niemo liwym okaza o si poprawienie Biblii bez podzielenia jej na dwie cz ci. Musia em zatem podj decyzj ² ewolucja albo Pismo. Albo Biblia mówi prawd i teoria ewolucji jest fa szywa, albo ewolucja jest prawd , a wtedy musz wyrzuci Bibli [...] Tej nocy postanowi em przyj S owo Bo e i odrzuci wszystko, co mu przeczy. Z wielkim alem po egna em si wi c z wszystkimi marzeniami i nadziejami, jakie pok ada em w nauce. To bardzo smutne ² opowie o aparacie Golgiego wzbudza we mnie zawsze podziw i eufori , dzieje Kurta Wise'a budz tylko a o ; a o i pogard . To, co uczyni w asnej karierze (i w asnemu szcz ciu), uczyni samochc c; by o to niepotrzebne i tak atwe do unikni cia. Wystarczy o wyrzuci Bibli ² albo interpretowa j symbolicznie czy te alegorycznie, jak czyni teologowie. Tymczasem Wise dokona rzeczy zaiste fundamentalistycznej ² odrzuci nauk , dowody i rozum, a wraz z nimi odrzuci w asne marzenia i nadzieje. By mo e zreszt mamy w tym przypadku do czynienia z czym w ród fundamentalistów niespotykanym ² Kurt Wise jest w tym wszystkim uczciwy, niszcz co, bole nie i przera aj co uczciwy. Dajcie mu Nagrod Templetona ² to chyba pierwszy, który na ni rzetelnie zas u y ! Wise bowiem odwa y si publicznie powiedzie to, co do tej pory ch tniej by o skrywane, do czego fundamentali ci niech tnie si przyznawali, kiedy który z nich styka si z naukowymi dowodami przecz cymi prawdom wiary. Prze ó my s owa Wise'a na tak oto peror :

Jakkolwiek nie ma naukowych dowodów na rzecz m odej Ziemi, jestem kreacjonist wierz cym w m od Ziemi , bo tak rozumiem Pismo. W szkole jeszcze, wspólnie z moimi nauczycielami, wiedzia em, e gdyby wszystkie dowody wiata przemawia y przeciw kreacjonizmowi, przyzna bym to jako pierwszy, ale pozosta bym 116 kreacjonist , bo tak mówi S owo Bo e. Tu stoj i inaczej nie mog . To niemal jakby cytowa Lutra przybijaj cego swoje tezy na drzwiach katedry w Wittenberdze. Mnie jednak biedny Kurt Wise bardziej przypomina Winstona Smitha z 1984, podejmuj cego heroiczn walk , by uwierzy , e dwa plus dwa równa si pi , poniewa tak powiedzia Wielki Brat. Tylko e Winstona poddawano torturom, a dwójmy lenie Wise'a narodzi o si nie pod presj fizycznych tortur, tylko imperatywu ²jak wida dla wielu ludzi równie niepokonanego ² wiary; mo e wi c religia to co na kszta t psychicznej tortury. Moja wrogo do religii wynika z tego, co uczyni a Kurtowi Wise'owi. Je li co takiego mog o przydarzy si wykszta conemu na Harvardzie geologowi, to pomy lcie tylko ojej gorzej wykszta conych i s abiej uzbrojonych ofiarach. Religijny fundamentalizm d y do tego, by za wszelk cen wykorzeni efekty naukowego wykszta cenia w umys ach niezliczonych tysi cy m odych, niewinnych i pe nych najlepszych intencji ludzi. Niefundamentalistyczna, Äwra liwa" religia czego takiego nie czyni, ale przygotowuje grunt dla fundamentalizmu, ucz c dzieci od najm odszych lat, e niekwestionowanie prawd wiary jest cnot .
CIEMNA STRONA ABSOLUTYZMU

W poprzednim rozdziale, próbuj c wyja ni sta e zmiany moralnegoZeitgeist,mówi em o panuj cym dzi szerokim konsensie w ród liberalnych, o wieconych i przyzwoitych ludzi. Przyj em tym samym (do optymistyczne, przyznam) za o enie, e Ämy wszyscy" z grubsza akceptujemy ten konsens, cho niektórzy mocniej ni inni, a mówi c Ämy", mia em na my li osoby, które mog si gn po t ksi k , wierz ce i nie. Oczywi cie konsens ów nie obejmuje wszystkich w ogóle (i na pewno nie ka dy si gnie po moj ksi k ). Absolutyzm, o czym musimy pami ta , yje i ma si ca kiem dobrze. Wi cej ² rz dzi umys ami bardzo wielu mieszka ców wspó czesnego wiata, zw aszcza w krajach muzu ma skich, ale równie w rodz cym si wiecie ameryka skiej teokracji (polecam ksi k Kevina Phillipsa pod tym w a nie tytu em). Taki absolutyzm niemal wsz dzie wywodzi si z silnej wiary religijnej, to za zupe nie wystarczaj cy powód, by stwierdzi , e religia na tym wiecie s u y z u. Stary Testament najsurowsze niemal kary przewidywa za blu nierstwo. W niektórych krajach zasada ta obowi zuje do dzi . Artyku 295-C pakista skiego Kodeksu karnego orzeka za t Äzbrodni " kar mierci. 18 sierpnia 2001 roku wyrokiem s du skazany zosta na mier za blu nierstwo doktor Younis Shaikh, lekarz i wyk adowca akademicki. Jego wina polega a na tym, e powiedzia swoim studentom, i Mahomet nie by muzu maninem, zanim nie stworzy islamu, to za uczyni dopiero w wieku lat czterdziestu. Jedenastu studentów donios o o zbrodni Shaikha w adzom. Cz ciej zreszt ofiar oskar e o blu nierstwo padaj w Pakistanie chrze cijanie. Jednym z nich by Augustine Ashiq ÄKingri" Masih, skazany w Fajsalabadzie w roku 2000. Masihowi, chrze cijanino-, wi, nie pozwolono po lubi jego ukochanej, by a ona bowiem muzu mank , a pakista skie prawo (to samo w sobie niewiarogodne!) zabrania wyznawczyniom islamu wychodzenia za m za wyznawców innych religii. W tej sytuacji Masih postanowi przej na islam, ale oskar ono go, e czyni to Äz przyziemnych powodów". Niestety, materia y, z których korzystam, nie precyzuj jednoznacznie, czy ju to samo w sobie by o Äzbrodni g ówn ", czy te skazano go za co , co pono mia powiedzie o moralno ci samego proroka. W ka dym razie nie pope ni adnego czynu, który ci gn by na kar mierci w jakimkolwiek kraju, którego prawodawstwo jest wolne od religijnej bigoterii. W roku 2006 wyrok mierci za konwersj na chrze cija stwo us ysza w Afganistanie Abdul Rahman. Czy ten cz owiek kogo zabi , skrzywdzi , ukrad co lub zniszczy ? Nie! On tylko zmieni zdanie. Przyj pogl dy, które nie podobaj si partii rz dz cej w jego kraju. Pami tajmy, e nie mówimy tu o Afganistanie talibów, lecz o Äwyzwolonym" Afganistanie Hamida Karzaja, ustanowionym przez stworzon przez Amerykanów koalicj . Rahmanowi uda o si ostatecznie unikn egzekucji, ale tylko na skutek wniosku o uznanie go za niepoczytalnego i dzi ki bardzo silnym mi dzynarodowym naciskom. Abdul Rahman uzyska pó niej azyl polityczny we

W oszech; musia wyjecha , gdy ba si , e zostanie zamordowany przez jakich fanatyków dnych religijnej sprawiedliwo ci. Jeden z artyku ów konstytucji Äwyzwolonego" Afganistanu wprost mówi o tym, e kar za apostazj jest mier . A przecie zmiana wyznania to nie krzywda wyrz dzona jakiejkolwiek osobie lub rzeczy. To najczystszy przyk ad my lozbrodni, by znów pos u y si terminologi Orwellowskiego 1984, ale islamskie prawo nakazuje kara j Äna gardle". I tak si rzeczywi cie dzieje ² 3 wrze nia 1992, je li kto potrzebuje przyk adu, w Arabii Saudyjskiej odby a si publiczna egzekucja (poprzez ci cie g owy) Sadiqa Abdula Karima Malallaha, skazanego prawomocnym wyrokiem za apostazj i blu nierstwo117. Uczestniczy em kiedy w telewizyjnej dyskusji z sir Iqbalem Sacranie (wspomina em ju o nim w Rozdziale 1. jako o jednym z liderów Äumiarkowanych" islamistów w Wielkiej Brytanii). Spyta em go, jak to jest z t kar mierci za apostazj . Wi si j ak piskorz, za wszelk cen próbowa zmieni temat, mówi c, e czepiam si nieistotnych detali, ale ani nie zaprzeczy , ani nie pot pi tego procederu. I ten cz owiek otrzyma od rz du brytyjskiego tytu szlachecki za zas ugi dla Äwspó pracy mi dzy przedstawicielami ró nych wyzna " ! ! ! Ale nie popadajmy w samozadowolenie za spraw naszych chrze cija skich korzeni. Jeszcze w roku 1922 Brytyjczyk John William Gott skazany zosta na dziewi miesi cy ci kich robót za blu nierstwo (porówna Chrystusa do clowna). A trudno uwierzy , ale blu nierstwo nadal jest zbrodni zgodnie z obowi zuj cym w Wielkiej Brytanii prawem precedensowym118 ²jedna z chrze cija skich wspólnot próbowa a to nawet wykorzysta , domagaj c si (w roku 2005!) ukarania BBC za emisj programu Jerry Springer, the Opera. W Stanach Zjednoczonych coraz wi ksz karier robi ostatnio okre lenie Äameryka scy talibowie", wystarczy zajrze do Google'a, by trafi na kilkana cie witryn odwo uj cych si do tego fenomenu. Mo na na nich znale nader bogat kolekcj cytatów z ameryka skich przywódców religijnych i prawicowych polityków ² w skali bigoterii, okrucie stwa i zwyk ej ohydy wypowiedzi te niepokoj co przypominaj s owa afga skich talibów, ajatollaha Chomeiniego czy wahabickich duchownych z Arabii Saudyjskiej. Szczególnie bogatym ród em wyj tkowo paranoicznych cytatów jest witryna ÄThe American Taliban", a wyró nienie spo ród w niej cytowanych nale y si bez w tpienia niejakiej Ann Coulter (moi ameryka scy przyjaciele zapewnili mnie, e to autentyczna osoba; to nie jest dowcip z programu rozrywkowego), która stwierdzi a: ÄPowinni my najecha ich kraj, wybi przywódców, a ca reszt nawróci na chrze cija stwo"119. Je liby my mieli przyznawa nagrody w tej konkurencji, to nale a oby te uwzgl dni kandydatur kongresmana Boba Dornana (ÄNie u ywaj s owa «gay», chyba e chcesz zapyta ,«got AIDS yet?» [masz ju AIDS?]", genera a Williama G. Boykina (ÄGeorge Bush nie zosta wybrany przez wi kszo ameryka skiego elektoratu, to Bóg powo a go na urz d prezydenta Stanów Zjednoczonych"), czy wreszcie sekretarza stanu w administracji Ronalda Reagana z jego s ynn deklaracj polityki ekologicznej USA (ÄNie musimy ju chroni rodowiska. Drugie Przyj cie jest blisko!"). Afga scy i ameryka scy talibowie to dobra ilustracja tego, co dzieje si , kiedy ludzie dos ownie i powa nie traktuj to, co mówi ich wi te pisma. To równie przera aj ca ilustracja, czym by by wiat teokracji wed ug Starego Testamentu. Ksi ka Kimberly'ego Blakera The Fundamentals of Extremism: The Christian Right in America w ca o ci po wi cona jest gro bie, jak stanowi ameryka scy talibowie (cho autor nie pos uguje si tym okre leniem).
RELIGIA I HOMOSEKSUAL IZM

W rz dzonym przez talibów Afganistanie za homoseksualizm grozi a mier ² os dzonego grzebano ywcem pod zwa em kamieni, gustowna egzekucja, doprawdy. Sama Äzbrodnia" tymczasem to przecie akt czysto prywatny, czyn dobrowolnie pope niany przez dwie w pe ni wiadome, doros e osoby, które nikogo nie krzywdz . Karanie za co takiego to czysty przejaw religijnego absolutyzmu. Moja ojczyzna te nie ma powodów do dumy ² w Wielkiej Brytanii homoseksualizm uznawany by za przest pstwo do roku 1967! W 1954 matematyk Alan Turing uwa any wspólnie z Johnem von Neumannem za ojca nauk komputerowych, pope ni samobójstwo po tym, jak oskar ono go o utrzymywanie stosunków homoseksualnych. Oczywi cie Turing nie zosta pogrzebany pod zwalonym przez czo g murem. Oferowano mu wybór ² dwa lata wi zienia ( atwo sobie wyobrazi , co by go tam spotka o ze strony innych

wi niów) albo kuracja hormonalna, czyli chemiczna kastracja, wskutek której jeszcze dodatkowo wyros yby mu piersi. Turing znalaz trzecie wyj cie²jab ko z cyjankiem potasu120. Alan Turing by mózgiem grupy, która z ama a Enigm , szyfr stosowany przez Niemców w okresie II wojny wiatowej. To oznacza, e mia w zwyci stwie aliantów udzia wi kszy ni Eisenhower czy Churchill. Dzi ki Turingowi i jego wspó pracownikom z Bletchley Park alianccy dowódcy znali w najdrobniejszych szczegó ach hitlerowskie plany, nim jeszcze nazistowscy dowódcy zd yli zacz wprowadza je w ycie. Po wojnie, kiedy dokonania Turinga nie musia y ju by Ä ci le tajne", ten cz owiek powinien otrzyma najwy sze odznaczenia i by czczony jako zbawca narodu. Zamiast tego, ów agodny, j kaj cy si i nieco ekscentryczny geniusz zosta zniszczony, skazany za Äzbrodni ", któr pope nia w ciszy w asnego mieszkania, za co , co nikogo nie mog o skrzywdzi . Tak to si dzieje, gdy motywowani religijn wiar morali ci z nami tn pasj cigaj innych ludzi za uczynki (albo nawet my li) najzupe niej prywatne i dyskretne. Postawa ameryka skich talibów wobec homoseksualizmu jest klasycznym objawem ich religijnego absolutyzmu. Pos uchajmy, co ma ten temat do powiedzenia wielebny Jerry Falwell, za o yciel Uniwersytetu Wolno ci (Liberty University): ÄAIDS nie jest tylko kar , jak Pan zes a na homoseksualistów. Pan karze w ten sposób ca e spo ecze stwo za tolerowanie homoseksualizmu"121. To, co pierwsze rzuca si w oczy u takich ludzi, to ich prawdziwie chrze cija skie mi osierdzie. Có za elektorat móg na przyk ad ² i to przez kilka kadencji z rz du ² g osowa na takiego niedoinformowanego bigota jak republika ski senator z Pó nocnej Karoliny Jesse Helms? Przecie ten cz owiek publicznie usi owa szydzi z ÄThe New York Timesa" i ÄWashington Post", twierdz c, e Ä[te gazety] s zara one homoseksualizmem. W obu redakcjach pracuj niemal wy cznie homoseksuali ci i lesbijki"122. W zasadzie mog zreszt sam odpowiedzie na to pytanie. G osowali na niego ludzie, którzy moralno pojmuj wy cznie w w sko religijnych kategoriach i czuj si zagro eni przez wszystkich, którzy nie podzielaj ich absolutystycznej wiary. Cytowa em ju w tej ksi ce Pata Robertsona, za o yciela Christian Coalition. Ten osobnik mia du e szanse zosta kandydatem republikanów w wyborach prezydenckich w 1988 roku. Ponad trzy miliony wolontariuszy pracowa o przy jego kampanii, fundusze te zebra imponuj ce. To niepokoj co wysokie poparcie, je li ws uchamy si w cho by kilka najzupe niej dla niego typowych wypowiedzi: Ä[Homoseksuali ci] chcieliby przychodzi do naszych ko cio ów, zak óca przebieg naszych mszy, pryska krwi , eby zarazi ludzi AIDS, i plu w twarz naszym kap anom"; ÄOrganizacja Planned Parenthood12394uczy dzieci cudzo o y , a doros ych zdradza . Uczy wszelkich zbereze stw ² m skiego i e skiego homoseksualizmu, wszystkiego, co Biblia pot pia". Postawa Robertsona wobec kobiet równie wzbudzi aby sympati w twardych sercach afga skich talibów: ÄWiem, e dla pa mo e nie zabrzmi to mi o, ale ka da z was, która ju wyjdzie za m , musi podporz dkowa si woli swego pana i m a. Chrystus jest królem wiata, a m jest panem swojej ony i tak ju jest. Kropka". Teraz Gary Potter, przewodnicz cy Catholics for Christian Political Action (Katolicy na rzecz chrze cija skiej akcji politycznej): ÄKiedy chrze cija ska wi kszo wreszcie przejmie ten kraj, nie b dzie adnych satanistycznych ko cio ów, swobodnego obiegu pornografii, adnego gadania o prawach dla homoseksualistów. Gdy chrze cija ska wi kszo obejmie w adz , pluralizm uznany zostanie za niemoralny i z y, a pa stwo nie pozwoli nikomu na praktykowanie z a". ÄZ o" ² kontekst nie pozostawia tu adnych w tpliwo ci ² nie oznacza dla pana Pottera czego , co mo e przynie szkod innym ludziom. Z em s wszelkie nawet intymne my li i czyny, które nie s zgodne z prywatnymi upodobaniami Ächrze cija skiej wi kszo ci". Pastor Fred Phelps (Westboro Baptist Church) to kolejny arliwy kaznodzieja z obsesj na punkcie homoseksualistów. Kiedy zmar a wdowa po Martinie Lutherze Kingu, pastor Fred pojawi si na jej pogrzebie z pikiet i transparentami g osz cymi: ÄBóg nienawidzi peda ów i tych, którzy im pomagaj , a wi c Bóg nienawidzi Coretty Scott King, która teraz na jego rozkaz
94 Organizacja na rzecz wiadomego rodzicielstwa (przyp. t um.)94 Aktywi ci ruchu wyzwolenia zwierz t, gro cy naukowcom przeprowadzaj cym eksperymenty na zwierz tach, mogliby powo ywa si n a równie szczytne cele moralne.

sma y si w ogniu piekielnym, co nigdy nie ga nie. Niech bestia m czy si po wieczno "123. Mo na pociesza si , e Fred Phelps to maniak, ale przecie popiera go ² równie pieni dzmi ² bardzo liczne grono zwolenników. Na stronie ko cio a pastora Phelpsa mo na przeczyta , e od roku 1991 wielebnemu uda o si zorganizowa cznie dwadzie cia dwa tysi ce demonstracji przeciwko homoseksualistom (czyli cztery dziennie!), a jego zwolennicy zbierali si pod transparentami ÄDZI KI PANU ZA AIDS" w USA Kanadzie, Jordanii i Iraku. Przyzna trzeba, e wiele uroku jego witrynie dodaje automatyczny licznik podaj cy dok adn liczb dni, przez jak b dzie sma y si w piekle który nie yj cy ju (ale wymieniony z nazwiska) homoseksualista. Postawy wobec homoseksualizmu dobrze ilustruj , czym jest moralno inspirowana wiar religijn . Równie dobrze mo na j te ukaza na przyk adzie stosunku do aborcji i wi to ci ludzkiego ycia.
WIARA A WI TO
LUDZKIEGO YCIA

W wietle absolutystycznej religijnej wiary ludzki embrion stanowi form ludzkiego ycia, zatem aborcja jest z em, nieró ni cym si niczym od morderstwa. Mam z tym pewien problem, bo jako tak dziwnie si sk ada, e wielu z tych, którzy najzacieklej broni prawa embrionu do ycia, ze sporym entuzjazmem odnosi si do odbierania ycia doros ym, cho gwoli uczciwo ci musz przyzna , e zarzut ten nie obejmuje, przynajmniej nie jako regu a, katolików, a to antyaborcyjny g os Ko cio a rzymskokatolickiego brzmi chyba najbardziej gromko w tym chórze. George W. Bush, podobnie zreszt jak ca y protestancki ruch odnowy ewangelicznej (born-again Christians), do którego nale y, jest do typow egzemplifikacj religii u w adzy. Sam prezydent (i jego wszyscy wspó wyznawcy) nale y do grona niez omnych obro ców ludzkiego ycia, przynajmniej w postaci embrionalnej (albo ycia nieuleczalnie chorych) ² w tej postawie posuwa si a do forsowania zakazu niektórych bada , które mog yby ocali wiele ludzkich istnie 124. Od roku 1976, kiedy to S d Najwy szy cofn zakaz wykonywania wyroków mierci, w Teksasie wykonano jedn trzeci wszystkich egzekucji przeprowadzonych w tym czasie w carych Stanach Zjednoczonych. W okresie, kiedy gubernatorem Teksasu by Bush, stracono wi cej skaza ców ni za rz dów któregokolwiek innego gubernatora ² przeprowadzano rednio jedn egzekucj co dziewi dni. Mo e Bush po prostu rzetelnie wype nia swoje obowi zki i dba o to, by prawo stanowe by o przestrzegane?125 Mo e i tak, ale co pocz ze s ynnym reporta em Tuckera Carlsona z CNN. Carlson, sam sk din d zwolennik kary mierci, by zszokowany, gdy zobaczy kiedy , jak Bush Äw artach" przedrze nia wi niark , która przed momentem w celi mierci b aga a go, jako gubernatora, o odroczenie egzekucji. ÄProsz ² j cza Bush z zasznurowanymi w udawanej desperacji ustami ² nie zabijajcie mnie."126 Mo e ta kobieta wzbudzi aby u przysz ego prezydenta wi cej wspó czucia, gdyby przypomnia a mu, e kiedy te by a embrionem. To uwielbienie dla embrionów wydaje si wywiera nadzwyczajny wp yw na wielu g boko wierz cych ludzi. Wyobra cie sobie, e matka Teresa z Kalkuty, odbieraj c pokojow Nagrod Nobla, powiedzia a, e Äaborcja jest najwi kszym zagro eniem dla pokoju". Co?! Jak kobieta o tak chorych pogl dach mo e w ogóle by traktowana powa nie? Jak mo na wpa na pomys , e kto taki zas uguje na Nobla? (Je li kto da si skusi wi toszkowatej hipokryzji tej zakonnicy, powinien koniecznie przeczyta ksi k Misjonarska mi o ² Matka Teresa w teorii i praktyce Christophera Hitchensa.) A teraz przejd my do ameryka skich talibów i pos uchajmy Randalla Terry'ego, za o yciela organizacji Operation Rescue [Operacja Ratunek], której celem jest zastraszanie ludzi zaanga owanych w przeprowadzanie aborcji: ÄKiedy ja lub ludzie mi podobni je dzimy po tym kraju, lepiej kryjcie si , bo znajdziemy was, os dzimy i powiesimy. I nie rzucam s ów na wiatr. Moj misj jest sprawi , by tacy jak wy zostali os dzeni i pozbawieni ycia". Terry mówi w tym momencie o lekarzach przeprowadzaj cych zabieg przerywania ci y, a swoj chrze cija sk inspiracj jasno ukaza przy innej okazji: Niech zmyje was fala nietolerancji. Niech zmyje was fala nienawi ci. Tak, nienawi jest dobra [...] Naszym celem jest chrze cija ski naród. Mamy biblijny obowi zek ² Pan wezwa nas, by my podbili ten kraj. Nie chcemy równo ci. Nie chcemy pluralizmu. Nasza misja jest prosta ² musimy w oparciu o prawo Bo e, o Dziesi Przykaza zbudowa chrze cija ski naród. Nie ma przebacz!127

Ambicja, by stworzy co , co nazwa by trzeba po prostu chrze cija skim faszyzmem, jest typowa dla amerykanskich talibów, a to przecie zwierciadlane odbicie islamofaszyzmu, którego obecno w innych cz ciach wiata z przera eniem dostrzeg o ostatnio tak wielu ludzi. Randall Terry ² na razie ² nie ma politycznej w adzy. W chwili, gdy pisz te s owa (2006), aden kompetentny obserwator ameryka skiej sceny politycznej nie mo e by jednak pewien, co b dzie dalej. Konsekwencjonalista lub utylitarysta podchodz do kwestii przerywania ci y zupe nie inaczej. G ówny problem stanowi cierpienie. Czy embrion cierpi? (Najprawdopodobniej nie, o ile ci a zostanie usuni ta zanim u p odu zd y si ukszta towa system nerwowy; nawet zreszt je li p ód jest ju do du y, by zal ki takiego systemu si wy oni y, to p ód cierpi znacznie mniej ni na przyk ad doros a krowa zabijana w rze ni.) Czy kobieta lub jej rodzina b d cierpie , je li nie dojdzie do aborcji? Wiele wskazuje, e tak, a w ka dym razie, poniewa p ód nie posiada systemu nerwowego, czy nie powinni my wyboru pozostawi doskonale rozwini temu systemowi nerwowemu matki. Nie znaczy to oczywi cie, e na gruncie konsekwencjonalizmu nie mo na przeciwstawia si aborcji. Mo e pos u y si na przyk ad argumentem Ädo czego to prowadzi?" (cho ja akurat nie by bym jego zwolennikiem). Mo e i embrion nie cierpi, tak brzmia oby rozumowanie, ale kultura, która toleruje odbieranie ycia, ryzykuje tym, e posunie si za daleko. Jaki bowiem by by nast pny krok? Dzieciobójstwo? Moment narodzin stanowi naturalny Rubikon, pozwalaj cy precyzyjnie zdefiniowa zasady, i mo na by oczywi cie si k óci , e trudno znale jego odpowiednik we wcze niejszych etapach ycia p odowego. Z drugiej za strony, pos uguj c si argumentacj Ädo czego to prowadzi?", mo emy znale si w sytuacji, w której samemu porodowi nadane jest o wiele wi ksze znaczenie, ni zgodzi by si zaakceptowa konsekwentny utylitarysta. Argumenty przeciwko eutanazji równie mo na sformu owa zgodnie z modelem Ädo czego to prowadzi?". Wyobra my sobie na przyk ad taki wyimaginowany cytat z jakiego filozofa moralno ci: ÄJe eli zgodzicie si na to, by wasi lekarze skracali agoni waszym miertelnie chorym, to w nast pnym etapie ludzie zaczn si pozbywa swoich dziadków, eby zgarn ich pieni dze. My, filozofowie, wyro li my ju z absolutyzmu, ale spo ecze stwo potrzebuje dyscypliny i sztywnych regu , takich jak ÄNie zabijaj", gdy w przeciwnym razie nikt nie b dzie wiedzia , gdzie le y granica. W pewnych okoliczno ciach, jak widzicie, w tym dalekim od idea u wiecie, absolutyzm mimo z ych pobudek mo e mie lepsze konsekwencje ni naiwny konsekwencjalizm. My, filozofowie, musieliby my si ci ko napracowa , eby przekona ludzi, by nie zjadali niepogrzebanych zw ok (cho by w ócz gów zmar ych gdzie przy drodze). Wa nie ze wzgl du na Ädo czego to prowadzi?" takie absolutystyczne tabu s zbyt cenne, by je traci ". Tak oto, poprzez Ädo czego to prowadzi?", konsekwencjonalista mo e zapo yczy pewne formy niebezpo redniego absolutyzmu. Tyle e religijni wrogowie aborcji nie przejmuj si tego typu argumentacj . Dla nich sprawa jest o wiele prostsza ² embrion to Ädziecko", a zabijanie dzieci to morderstwo. Koniec. Kropka. Takie absolutystyczne nastawienie ma bardzo istotne konsekwencje. Po pierwsze, nale y zakaza bada nad komórkami macierzystymi, pomimo wielkich korzy ci, jakie mog one przynie medycynie, bo takie badania oznaczaj zabijanie zarodków. To do niespójne stanowisko, je li uprzytomnimy sobie na przyk ad, e zap odnieniein vitrojest ju od dawna metod powszechnie akceptowan , a w tej technologii lekarze zawsze stymuluj kobiety do wytworzenia dodatkowych jajeczek, które zostaj zap odnione poza organizmem matki. Mo e powsta w ten sposób nawet kilkana cie w pe ni zdolnych do dalszego rozwoju zygot, z których tylko dwie lub trzy implantuje si do macicy; z tych dwóch trzech prze yje zapewne jedna lub dwie. Czyli metodain vitroto mordowanie Änienarodzonych" i to na dwóch a etapach, tymczasem od ponad dwudziestu pi ciu lat jest to standardowa procedura medyczna, dzi ki której tysi ce bezdzietnych par mog o zazna szcz cia rodzicielstwa ² i jako Ädziecko z probówki" przesta o by problemem spo ecznym. Oczywi cie nie dla wszystkich; religijni absoluty ci nadal maj ten problem. Dziwaczn histori relacjonuje nam na przyk ad ÄGuardian" (wydanie z 3 lipca 2005), gdzie pod nag ówkiem Christian couples answer call to save embryos left by TVF[Chrze cija skie ma e stwa odpowiadaj na apel o ratowanie zarodków niewykorzystanych przy zap odnieniuin vitro].Poni ej mo emy przeczyta

o organizacji pod nazw ÄSnowflakes", która stawia sobie za cel Äratowanie" zarodków przechowywanych w klinikach wykonuj cych zabiegiin vitro.ÄNaprawd czujemy, jakby to Pan powo a nas po to, by tym nieszcz snym embrionom ² tym dzieciom ² da szans ycia" powiedzia a dziennikarzowi kobieta, której czwarte z kolei dziecko by o Äefektem nieoczekiwanego aliansu, jaki powsta mi dzy konserwatywnymi chrze cijanami a wiatem dzieci z probówki". W jej m u jednak alians ten wywo a jakie opory, bowiem zwróci si w tej sprawie o rad do jednego ze starszych swojego ko cio a. ÄJe li chcesz uwolni niewolnika, musisz dogadywa si z handlarzem niewolników" ² us ysza . Bardzo jestem ciekaw, co wszyscy ci ludzie by powiedzieli, gdyby widzieli, e wi kszo naturalnie zap odnionych jajeczek i tak ulega tzw. spontanicznej aborcji. Pewnie uznaliby to za form Änaturalnej kontroli jako ci". S te jednak takie religijne umys y, które nie widz moralnej ró nicy mi dzy Äzabijaniem" mikroskopowej wielko ci ugrupowania komórek a w pe ni makroskopowego, doros ego lekarza. Cytowa em ju wcze niej Randa la Terry z ÄOperation Rescue". Mark Juergensmeyer, w absolutnie przera aj cej ksi ce Terror in the Mind of God zamieszcza zdj cia wielebnego Michaela Braya i jego przyjaciela, równie wielebnego Paula Hilla, trzymaj cych transparent z napisem: ÄCzy zbrodni jest powstrzymywa mordowanie niewinnych dzieci?". Obaj wygl daj bardzo sympatycznie, troch jak ch opcy z dobrego domu, schludnie ubrani i z ujmuj cym u miechem; absolutne przeciwie stwo szale ców z przekrwionym wzrokiem. A jednak ci dwaj m odzi ludzie wraz z kolejnymi swoimi przyjació mi z Army of God (AOG ² ÄArmia Boga") podpalali kliniki aborcyjne i nie ukrywali tego, e pragn te zabija lekarzy. 29 lipca 1994 roku Paul Hill wzi strzelb i przed klinik w Pensacoli na Florydzie z zimn krwi zastrzeli doktora Johna Brittona i jego ochroniarza. Pó niej sam odda si w r ce policji, o wiadczaj c, e zabi Brittona przed jego klinik , by zapobiec kolejnym mierciom Äniewinnych dzieci". Michael Bray elokwentnie i z wyra nym poczuciem moralnej wy szo ci (i misji) broni takich dzia a 124 *, o czym mia em okazj osobi cie si przekona , przeprowadzaj c z nim wywiad (w publicznym parku w Colorado Springs) do mojego filmu dokumentalnego o religii. Zanim przeszli my do kwestii aborcji, postanowi em zada par wst pnych pyta , by lepiej pozna ow biblijn moralno , jak kieruje si mój rozmówca. Zacz em od tego, e Biblia nakazuje kara cudzo o ników mierci przez ukamienowanie. S dzi em, e odetnie si od tego pomys u, uznaj c, e to ju jest przekroczenie granicy. Tymczasem on z zadowoleniem przyzna , e istotnie, po zastosowaniu w a ciwych procedur prawnych, taka kara powinna by stosowana. Powiedzia em wówczas, e Paul Hill (przy jego pe nym poparciu) nie przeprowadza adnych Äprocedur", tylko wzi prawo we w asne r ce i zastrzeli lekarza. Bray zacz wtedy broni swego wspó brata dok adnie tak samo, jak broni go w rozmowie z Juergensmeyerem. O wiadczy , e istnieje ró nica mi dzy zabójstwem, które mia oby charakter kary (na przyk ad niepraktykuj cego ju lekarza), a zabiciem Äczynnego" lekarza po to, by uniemo liwi mu dalsze Äregularne mordowanie dzieci". Wtr ci em w tym momencie, e²niezale nie od szczero ci intencji Paula Hilla²spo ecze stwo stoczy oby si w stan tragicznej anarchii, gdyby ka dy czu si powo any do wymierzania samodzielnie sprawiedliwo ci, zamiast przestrzega praw kraju, w którym yje. Czy nie lepiej by oby legalnie, w toku demokratycznych procedur, zmieni obowi zuj ce prawo ² spyta em. I wtedy us ysza em: ÄCó ! K opot w tym, e prawo, które mamy, nie jest tak naprawd autentycznym prawem. Kiedy prawo jest tworzone przez ludzi, którzy akurat przypadkiem znale li si w konkretnym miejscu, pod wp ywem impulsu, tak jak to by o z tym tak zwanym prawem aborcyjnym, to takie prawo jest po prostu narzucane ludziom przez s dy...". Wtedy wywi za si mi dzy nami drobny spór na temat ameryka skiej konstytucji i sposobów stanowienia prawa. Pogl dy, które wy uszczy Bray by y bardzo zbli one do tego, co mówi fanatyczni muzu manie mieszkaj cy w Wielkiej Brytanii. Oni te o wiadczaj , e wi e ich wy cznie prawo islamu, a nie demokratycznie uchwalone prawa obowi zuj ce w ich przybranej ojczy nie. W roku 2003 Paul Hill zosta stracony za morderstwo pope nione na dr. Brittonie i jego ochroniarzu. Przed egzekucj powiedzia , e zrobi by to samo jeszcze raz, a na konferencji prasowej ² wyra nie czekaj c, a wreszcie b dzie móg Äodda ycie za spraw " ² o wiadczy : ÄTen stan, odbieraj c mi ycie, czyni mnie m czennikiem". Prawicowi antyaborcjoni ci manifestuj cy przeciw egzekucji Hilla otrzymali nieoczekiwane wsparcie ze strony lewicowych

przeciwników kary mierci, daj cych od gubernatora Florydy Jeba Busha, by Äzastopowa m cze stwo Paula Hilla", do przekonuj co przy tym argumentuj cych, e Äs dowa egzekucja" nad Hillem jedynie zach ci kolejnych morderców i jej efekt b dzie dok adnie przeciwny od zamierzonego, odstraszaj cego efektu kary mierci. Hill za u miecha si przez ca drog do komory, mówi c przy tym: ÄW niebie czeka mnie wielka nagroda [...] Czeka mnie chwa a"128. Stwierdzi te , e na pewno znajd si inni, którzy b d kontynuowa jego Ädzie o przemocy". Poniewa obawiano si , e co takiego naprawd mo e si zdarzy , policja zosta a postawiona w stan podwy szonej gotowo ci. Kilka osób zwi zanych ze spraw nawet otrzyma o listy z pogró kami i do czonymi pociskami karabinowymi. Ca y ten koszmar wynika tymczasem z niewielkich ró nic w percepcji. S ludzie, którzy ze wzgl du na przekonania religijne uwa aj , e przerywanie ci y jest morderstwem i s gotowi nawet zabi w ochronie embrionów (nazywaj je zreszt Ädzie mi"). Po drugiej stronie mamy natomiast równie wewn trznie uczciwych obro ców prawa do aborcji, którzy albo maj odmienne przekonania religijne, albo po prostu nie s religijni, a kieruj si dobrze wyartyku owan moralno ci konsekwencjonalistyczn . Ci proaborcjoni ci równie uwa aj si za idealistów i zapewniaj pomoc lekarsk kobietom, które w przeciwnym razie mog yby trafi na jakiego niebezpiecznego, dzia aj cego

w aborcyjnym podziemiu konowa a. Jedni i drudzy uwa aj swoich oponentów za morderców i popleczników zbrodni... i ka da ze stron w tym sporze w wietle w asnych standardów ma absolutn racj . Rzecznik jednej z klinik aborcyjnych powiedzia kiedy , e Paul Hill jest niebezpiecznym psychopat . Otó nie ² ludzie tacy jak Hill nie uwa aj si za niebezpiecznych psychopatów, uwa aj si za dobrych, moralnych ludzi, realizuj cych wol bo . Ja te nie my l , by Hill by psychopat . On by po prostu g boko religijny. Niebezpieczny ² tak, ale nie psychopata. Niebezpiecznie religijny. W wietle wiary Hilla zastrzelenie Brittena by o czynem s usznym i moralnym. Problemem nie by Hill, tylko religia. Michael Bray, kiedy z nim rozmawia em, te nie sprawi na mnie wra enia psychopaty. W zasadzie ca kiem go polubi em, robi wra enie cz owieka uczciwego, szczerze wierz cego, w to, co robi, cichego i zadumanego. Niestety ² jego umys em zaw adn y truj ce religijne nonsensy. Zdeklarowani przeciwnicy aborcji to niemal zawsze ludzie wierz cy. Ci, którzy popieraj prawo do przerywania ci y, nawet je li sami s wierz cy, kieruj si niereligijn , konsekwencjonalistyczn moralno ci ; mo e zadaj sobie Bentbamowskie pytanie: ÄCzy one cierpi ?". Dla Paula Hilla czy Michaela Braya zabicie embrionu i zabicie lekarza ró ni si tylko jednym ² embrion jest dla nich niewinnym ma ym dzieci tkiem. Konsekwencjonalista patrzy na ró nice w realnym wiecie. Embrion we wczesnych etapach rozwoju ma zacz tkow wiadomo i wra liwo mniej wi cej na takim poziomie jak kijanka. Lekarz ² nawet prowadz cy klinik aborcyjn ² jest doros wiadom istot , obdarzon nadziejami, mi o ci , aspiracjami, l kami i ca kiem spor ilo ci wiedzy. Pozosta za po nim mo e g boki al, zrozpaczona wdowa, osierocone dzieci, a mo e te starzej cy si rodzice, którzy szaleli na punkcie swego syna... Paul Hill skaza istoty z systemem nerwowym zdolnym do cierpienia na realne, g bokie i d ugotrwa e cierpienie. Jego ofiara ² nie. Embrion we wczesnym etapie rozwoju nie ma wykszta conego systemu nerwowego i nie cierpi. A je eli nawet przyjmiemy, e p ód usuni ty w pó niejszych etapach ci y (dysponuj cy ju uk adem nerwowym) cierpi²wszak ka de cierpienie jest godne ubolewania ² to nie dlatego, e jest cz owiekiem. Nie ma adnych ogólnych powodów by s dzi , e ludzki embrion mo e cierpie bardziej ni embrion, dajmy na to, krowy lub owcy na tych samym etapie rozwoju. S za wszelkie przes anki, by uzna , e wszystkie embriony, ludzkie czy zwierz ce, cierpi znacznie mniej ni doros a krowa albo owca zarzynana w rze ni, zw aszcza przy uboju rytualnym, kiedy to z powodów czysto religijnej natury ² zwierz musi by w pe ni wiadome, kiedy podrzyna mu si gard o, by wyp yn a ca a krew. Bardzo trudno zmierzy cierpienie129 i d ugo mo na by dyskutowa , jak mo na to zrobi . To jednak w niczym nie zmienia mojej podstawowej tezy ² g ówna ró nica mi dzy wieckim konsekwencjonalizmem a religijnie motywowan absolutystyczn filozofi moraln polega na tym, i ten pierwszy zajmuje si tym, czy embrion cierpi, drugi natomiast tym, czy embrion jest cz owiekiem12595. Religijni morali ci rozwa aj czasem pytanie: ÄNa którym etapie rozwoju embrion staje si osob ² istot ludzk ?". wiecki moralista móg by na to odpowiedzie tak: ÄNiewa ne, czy to cz owiek {có zreszt mia oby to znaczy w odniesieniu do kilkunastu komórek). Pyta nale y, w którym momencie rozwijaj cy si zarodek ² oboj tnie, jakiego gatunku ² staje si zdolny do cierpienia".
WIELKIE BEETHOVENOWSKIE OSZUSTWO

W kolejnym etapie tej s ownej przepychanki antyaborcjoni ci zwykle zmieniaj nieco form argumentacji i ² nie chc c wnika w to, czy embrion cierpi, czy nie ² zaczynaj mówi o potencjale. Aborcja, mówi , odbiera embrionowi przysz e, pe ne ludzkie ycie. W tym momencie pojawia si te cz sto retoryczny argument, który uzna by mo na za skrajnie nieuczciwy, gdyby nie by a tak jaskrawo g upi. To historyjk nazywana czasem Great Beethoven Fallacy, czyli Wielkie Beethovenowskie oszustwo. Opowie kr y w kilku wariantach. Wersj cytowan poni ej zaczerpn em z ksi ki Petera i Jean Medawar12696 The Life Science. Tam przypisywana jest Normanowi St John Stevasowi (obecnie to
95Oczywi cie s te jeszcze inne mo liwo ci. Znaczna wi kszo ameryka skich chrze cijan nie ma tak fundamentalistycznego stosunku do aborcji i jest raczej za. Polecam na przyk ad stron www.rcrc.orgnale c do Religious Coalition for Reproductive Choice. 126 96 Sir Peter Medawar jest laureatem Nagrody Nobla z fizjologii i medycyny z roku 1960.

lord St John), cz onkowi brytyjskiego parlamentu i znanemu aktywi cie katolickiego laikatu. Stevas z kolei pisze, e us ysza t opowie od Maurice'a Baringa (1874-1945), katolickiego konwertyty i przy okazji bliskiego wspó pracownika znanych katolickich pisarzy G.K. Chestertona i Hillaire Beloca. Ca a rzecz funkcjonuje w postaci hipotetycznego dialogu mi dzy dwoma lekarzami:
² Mam problem z przerwaniem ci y, chcia bym zna twoj opini . Ojciec jest syfilitykiem, matka ma gru lic . Dotychczas by o czworo dzieci ² pierwsze urodzi o si lepe, drugie zmar o tu po porodzie, trzecie jest g uchonieme, czwarte po matce ma gru lic . Co robi ? ² ²

Usun

ci

!

No to w a nie zamordowa e Beethovena.

W Internecie roi si od ró nych stron antyaborcjonistów (Äpro-life"), które powtarzaj t historyjk , kompletnie ju wszystko przekr caj c, chyba eby by o jeszcze ohydniej. Oto jedna z wersji: ÄGdyby zna kobiet , która ma ju o mioro dzieci, z czego dwoje jest g uchych, dwoje lepych, a jedno upo ledzone umys owo, przy czym owa kobieta jest chora na syfilis, to czy zaleca by aborcje, gdyby si okaza o, e jest w ci y? [...] Je li odpowiedzia e «tak», w a nie zabi e Beethovena" 97*. W tym wariancie wielki kompozytor z pi tego z kolei dziecka staje si dziewi tym, liczba g uchych i lepych dzieci wzrasta dwukrotnie, a syfilis przechodzi z ojca na matk . Wi kszo z czterdziestu trzech witryn, na które natrafi em, szukaj c tej historii, jako jej autora podaje nie Maurice'a Baringa, ale niejakiego L.R. Agnew, profesora UCLA Medical School, który mia przedstawi ten dylemat swoim studentom, by po chwili z satysfakcj o wiadczy ÄGratulacje, w a nie zabili cie Beethovena". Przyjmijmy mo e ² mi osiernie ² e profesor Agnew albo nie istnia , albo nigdy czego takiego nie zrobi ; z tymi miejskimi legendami bywa bardzo ró nie. W ka dym razie nie uda o mi si ustali , czy ów e Baring rzeczywi cie sam wymy li t akurat legend , czy te jest to wcze niejszy wynalazek. Tak ² wynalazek. W ca ej historyjce nie ma ani s owa prawdy. Zacznijmy od tego, e Ludwig van Beethoven nie by ani czwartym, ani dziewi tym dzieckiem. By najstarszy; dok adnie mówi c, by drugim dzieckiem swoich rodziców, ale pierwsze zmar o wkrótce po urodzeniu, co w tamtych czasach zdarza o si bardzo cz sto (nic te nie wiadomo, by by o lepe, g uche, nieme albo umys owo upo ledzone). Nie ma te adnych dowodów na syfilis ojca. Matka istotnie cierpia a na gru lic , ale ² znów ² w tej epoce by a to choroba bardzo powszechna. Mamy zatem klasyczn miejsk legend , cho w tym wypadku wiadomie stworzon i rozpowszechnian przez ludzi, którzy maj w tym jaki interes. To, e jest to od pocz tku do ko ca k amstwo, w sumie nie ma adnego znaczenia. Nawet gdyby nie by o, samo wnioskowanie i tak nie trzyma si kupy. Peter i Jean Medawar nie musieli rozwa a autentyczno ci opowie ci, by wykaza kompletn absurdalno wniosku: ÄCa e rozumowanie, które ma ilustrowa ta ohydna historyjka, jest wyj tkowo bezmy lne i b dne. Je li bowiem nie przyjmiemy, e istnieje jaki zwi zek przyczynowy mi dzy gru lic matki i syfilisem ojca a muzycznym geniuszem syna, to koncepcja, e wiat móg by nie mie Beethovena z powodu aborcji, jest równie sensowna, jak obwinia jego rodziców za to, e postanowili zachowa wstrzemi liwo p ciow . Przecie wówczas Beethoven te by si nie urodzi "131. Lakoniczny i pogardliwy komentarz Medawarów nie wymaga dalszych komentarzy, cho nie mog si powstrzyma od przywo ania w tym miejscu jednego z krótkich opowiada Roalda Dahla ² osi intrygi jest to, i równie przypadkowa decyzja nieusuni cia pewnej ci y w roku 1888 da a nam Adolfa Hitlera. Jak si okazuje, niezb dne jest jakie minimum inteligencji ² albo mo e dystans lub brak religijnej edukacji ² by to zrozumie . Spo ród czterdziestu trzech antyaborcyjnych witryn przytaczaj cych któr z wersji ÄBeethovenowskiego fa szerstwa" (tyle dok adnie znalaz Google w dniu, kiedy pisz te s owa) ani jedna nie zauwa y a jego kompletnej nielogiczno ci. Wszystkie za co do jednej powtarza y rzecz ca z dobr wiar i jota w jot ( czy o je równie to, e bez wyj tku by y to witryny religijne). Jedna poda a nawet Medawara (co prawda b dnie, napisali Medawar) jako ród o. Ci ludzie tak bardzo pragn li uwierzy w t zgodn z ich religi bajd , e nawet nie zauwa yli, i Medawar przytaczaj tylko po to, by suchej nitki na niej nie pozostawi .

97

* Cyt.

Medawarowie maj absolutn racj ² logicznym rozwini ciem argumentu Äpotencjalno ci" jest stwierdzenie, e Äpotencjalnie" odbieramy ludzkiej duszyczce szans na ycie za ka dym razem gdy nie odbywamy ² mog c to uczyni ² stosunku seksualnego. Ka da rezygnacja z kopulacji z p odnym partnerem jest wi c zgodnie z t pokr tn ,,pro-life'ow " logik równoznaczna z zamordowaniem potencjalnego dziecka. Ba!, nawet opór przed gwa tem w praktyce oznacza dok adnie to samo. Nic dziwnego, e wielu antyaborcjonistów odmawia prawa do usuni cia ci y równie ofiarom gwa tu. ÄDowód z Beethovena" to doprawdy bardzo kiepski argument. Jego surrealistyczn wr cz g upot najlepiej chyba ilustruje wspania a piosenkaEvery sperm is sacredz Sensu ycia wed ug Monthy Pythona (je li kto jeszcze nie widzia , prosz koniecznie obejrze ) ² piewaj cemu j Michaelowi Palinowi towarzyszy chór z o ony z setek dzieci, do wtóru z nim pod piewuj cych tytu owe Äka da sperma jest wi ta". Ta rzekoma historia narodzin Beethovena to typowy przyk ad logicznego bez adu, jaki wpuszczamy do w asnych g ów, gdy nasze umys y daj si otumani religijnie inspirowanemu absolutyzmowi. Przyjrzyjmy si na koniec, co znaczy owo Äpro-life", jak lubi si opisywa przeciwnicy aborcji. Otó oni nie s za ka dym yciem, a tylko za ludzkim yciem. Nadaj szczególny status komórkom nale cym do przedstawicieli gatunku Homo sapiens, co w wietle ewolucji jest do trudne do uzasadnienia. Oczywi cie ta trudno nie ma adnego znaczenia dla przeciwników przerywania ci y, którzy po prostu nie potrafi poj tego, e ewolucja jest faktem. Pozwol sobie jednak nieco rozwin powy sze twierdzenie, a to na u ytek tych antyaborcyjnych aktywistów, którzy nie s a takimi naukowymi ignorantami. Ewolucyjny punkt widzenia jest do prosty ² w adnym wypadku cz owiecze stwo komórek embrionu nie mo e by wywodzone z jego absolutnie wyj tkowego moralnego statusu. Nie mo e ze wzgl du na ewolucyjn ci g o mi dzy naszym gatunkiem a, powiedzmy, szympansami, je li za pójdziemy nieco dalej, to z wszystkimi gatunkami yj cymi na naszej planecie. Wyja nijmy ² wyobra my sobie mo e, i jaki Ägatunek po redni", na przyk adAustralopithecus afarensis, cudem prze y i natkn li my si na jego przedstawiciela gdzie w afryka skim interiorze. Czy t istot Äzaliczymy do ludzi", czy nie? Dla kogo , kto ²jak ja ²jest konsekwencjonalist , pytanie to nawet nie zas uguje na odpowied . Nic by nam ona nie przynios a. Nam zupe nie wystarczy by zaszczyt i fascynacja poznania nowej ÄLucy". Absolutysta natomiast musi na nie odpowiedzie , gdy bez tego nie mo e zastosowa swoich zasad moralnych, na mocy których ludziom przys uguje status szczególny, bowiem s lud mi. W razie powa niejszych w tpliwo ci musia by nawet powo a specjalne s dy, które ² tak jak to si dzia o w Afryce Po udniowej za apartheidu ² mia yby decydowa , czy komu nale y si Äprzepustka do cz owiecze stwa". A nawet gdyby w przypadku australopiteka uda o si w tpliwo ci rozwia , to ci g o jest immanentnie wpisana w ewolucj biologiczn i z ca pewno ci istnia jaki gatunek po redni, który znalaz by si wystarczaj co blisko owej Ägranicy", aby znów zamaza moralne pryncypia i zniszczy ich absolutyzm. Znacznie lepiej przyj , e w ewolucji nie ma adnych ostrych granic. Z udzenie ich istnienia wynika z faktu, e Ästadia po rednie" zwykle s martwe. Oczywi cie mo na twierdzi , e cz owiek jest bardziej zdolny do, na przyk ad, cierpienia ni inne zwierz ta. Bardzo mo liwe, e tak jest naprawd i na mocy tego faktu mo emy nada cz owiecze stwu status szczególny. Ale w a ciwa ewolucji ci g o oznacza, e nie istnieje jakiekolwiek absolutne rozgraniczenie. Ewolucja bezlito nie podwa a roszczenia absolutystów do wznoszenia takich nieprzekraczalnych barier. U wiadomienie sobie wszelkich konsekwencji tego faktu mo e by nie atwe, przyznam. Moralne konsekwencje ² a raczej l k przed tym, jakie mog yby by ² to zreszt jedna z przyczyn sprzeciwu kreacjonistów wobec ewolucji. Tymczasem w tym równie kreacjoni ci nie maj racji; a przy okazji ² czy ich idea, e prawdziwy obraz realnego wiata mo na odwróci o 180 stopni za pomoc rozwa a o tym, co mog oby by po dane ze wzgl dów moralnych i etycznych, nie jest doprawdy osobliwa?
JAK ÄUMIARKOWANA" WIARA NAP DZA FANATYZM

Pragn c ukaza ciemn stron absolutyzmu, pisa em o ameryka skich chrze cijanach, którzy wysadzaj w powietrze kliniki aborcyjne, i o afga skich talibach, których zbrodnie, zw aszcza

pope nione na kobietach, s wci dla mnie zbyt bolesne, bym móg je tu wylicza . Móg bym oczywi cie si gn jeszcze do Iranu pod rz dami ajatollahów albo Arabii Saudyjskiej, gdzie kobieta nadal nie mo e prowadzi samochodu, a za to nara a si na powa ne problemy, je li wyjdzie z domu nie w towarzystwie m skiego krewnego (inna sprawa ² szczególny przejaw agodno ci, przyzna trzeba² e mo e by to nawet ma e dziecko). Ksi ka Jan Goodwin Price of Honour [Cena honoru] ukazuje przera aj cy obraz traktowania kobiet w Arabii Saudyjskiej i innych wspó czesnych teokracjach. Johann Hari, jeden z najciekawszych publicystów (londy skiego) ÄIndependenta" napisa kiedy artyku , którego tytu wyja nia wszystko: The best way to undermine the jihadists is to trigger a rebellion of Muslim women [Najlepszy pomys na os abienie d ihadu, to wywo anie powstania muzu ma skich kobiet]132. Przejd my teraz do chrze cija stwa. Móg bym tu zacytowa na przyk ad tych Änatchnionych" chrze cijan, którzy swój wielki wp yw na bliskowschodni polityk administracji ameryka skiej wykorzystuj , forsuj c przekonanie, e Izrael ma dane przez Boga prawo do ca ej palesty skiej ziemi133. Niektórzy przedstawiciele tego nurtu id jeszcze dalej i w zasadzie daj wszcz cia wojny nuklearnej, interpretuj c j jako znak Armageddonu, który zgodnie z ich dziwaczn (ale gro nie wr cz popularn ) interpretacj Apokalipsy ma zapowiada Drugie Przyj cie. Nie potrafi jednak wymy li nic lepszego ni ch odny os d Sama Harrisa z Letter to a Christian Nation: Nie b dzie przesad , je li stwierdz , e gdyby pewnego dnia Nowy Jork sta si jaskraw kul ognia, znacz cy procent ludno ci tego kraju dostrzeg by i dobre strony w wyrastaj cym nad miastem atomowym grzybie. Przecie mo na to uzna za znak, i zbli a si najlepsza rzecz, jaka mo e si zdarzy ² powrót Chrystusa. Za banalne wr cz nale a oby uzna stwierdzenie, e takie wierzenia nie pomagaj budowa trwa ej przysz o ci dla nas wszystkich i to w adnej ze sfer: spo ecznej, gospodarczej, rodowiskowej czy geopolitycznej. Prosz jednak wyobrazi sobie, jakie mog yby by konsekwencje, gdyby jakakolwiek cz ameryka skiego rz du rzeczywi cie uwierzy a, e wiat si ko czy i e ten koniec b dzie pe en chwa y. Fakt, e wierzy w co takiego blisko po owa Amerykanów ² i to tylko dlatego, e tak g osi religijny dogmat ²jest moralnym i intelektualnym wyzwaniem oraz powa nym sygna em alarmowym. S zatem ludzie, których religijne przekonania prowadz poza granice owego o wieconego Ämoralnego Zeitgeist", o którym pisa em wcze niej. Reprezentuj oni nurt, który okre lam mianem ciemnej strony absolutyzmu; cz sto nazywa si ich ekstremistami. W tym podrozdziale chcia bym jednak wykaza , e religia nawet w formie agodnej i umiarkowanej wspó tworzy klimat, w którym mo e ten ekstremizm rozwija si ² i rozkwita . W lipcu 2005 roku Londyn sta si ofiar samobójczego zamachu bombowego, a raczej czterech cznie zaplanowanych zamachów²trzy bomby wybuch y w metrze, jedna w autobusie. Konsekwencje nie by y tak tragiczne, jak przy zamachu na World Trade Center, nie by o te a takiego zaskoczenia (w zasadzie londy czycy mogli si czego takiego spodziewa od chwili, gdy Blair uczyni z nas niedobrowolnych ochotników w inwazji Busha na Irak). Eksplozje przerazi y jednak Brytyjczyków. Wszystkie gazety z trwog i dr eniem rozwa a y, co mog o sk oni czterech m odych ludzi do wysadzenia si w powietrze wraz z dziesi tkami niewinnych ludzi ² przecie wszyscy mordercy mieli brytyjskie obywatelstwo, uwielbiali gra w krykieta; to byli mili m odzi ludzie, w których towarzystwie ka dy z nas czu by si zupe nie swobodnie. Dlaczego ci mi o nicy krykieta zrobili co takiego? Przecie w odró nieniu od swoich pakista skich czy japo skich (kamikadze) odpowiedników lub od Tamilskich Tygrysów chocia by nie mogli liczy na to, e chwa a ich czynu sp ynie na osierocone rodziny, które y b d odt d otoczone szacunkiem i w dobrobycie. Przeciwnie ² cz krewnych musia a nawet si ukrywa . Jeden z tych m odych m czyzn ² co jest haniebne ² zostawi on w ci y i raczkuj cego synka. Czyn pope niony przez tych ludzi mia tragiczne konsekwencje nie tylko dla nich i dla ofiar zamachu, ale równie dla ich rodzin i ca ej muzu ma skiej spo eczno ci w Wielkiej Brytanii, która z dnia na dzie znalaz a si pod bardzo ostrym obstrza em opinii publicznej. Tylko religia jest do pot na, by sk oni do takiego szale stwa sk din d psychicznie zdrowych i przyzwoitych ludzi. Tu znów ostro ci i trafno ci s du trudno by oby dorówna Samowi Harrisowi, gdy rozwa a w swojej ksi ce fenomen Osamy bin Ladena, przywódcy Al Kaidy (który, nawiasem mówi c, nie mia nic wspólnego z londy skimi zamachami). Dlaczego, zada pytanie Harris, kto chcia zniszczy bli niacze wie e i wszystkich, którzy w tym momencie byli w budynkach? Nazwa bin Ladena

Äwcieleniem z a" to zdaniem autora Letter to a Christian Nation pusty unik, próba ucieczki od odpowiedzialno ci za znalezienie w a ciwej odpowiedzi. Przecie odpowied jest prosta. Zw aszcza e sam bin Laden wielokrotnie, do znudzenia wr cz, sam j artyku owa . Wystarczy przyj , e ludzie tacy jak bin Laden naprawd wierz w to, w co mówi , e wierz . Oni po prostu wierz w prawd s ów Koranu. Dlaczego dziewi tnastu nie le wykszta conych przedstawicieli klasy redniej zgodzi o si zap aci w asnym yciem za przywilej zabicia tysi cy naszych bli nich? Bo wierzyli, e pójd za to wprost do raju! Rzadko zdarza si , by mo na by o poda tak satysfakcjonuj ce i wyczerpuj ce wyja nienie jakiegokolwiek ludzkiego zachowania. Dlaczego nie chcemy go przyj ?134 Muriel Gray bardzo ceniona dziennikarka ÄHeralda" (tego z Glasgow), w bardzo podobnym tonie skomentowa a londy skie zamachy: Wsz dzie szukamy winnych ² od (zaiste nikczemnego) duetu Bush-Blair po bierno muzu ma skiej Äwspólnoty". A przecie nigdy dot d nie by o tak oczywiste, e sprawcy nale y szuka w jednym tylko miejscu, i e zawsze tak by o. Przyczyn ca ej tej tragedii, nieszcz cia, zam tu, przemocy, terroru i ignorancji jest sama religia. Je li za komu wydaje si , e o takich oczywisto ciach nie ma po co mówi , to prosz spojrze , jak usilnie media i rz d staraj si udawa , e nic takiego nie ma miejsca. Politycy Zachodu staraj si nie u ywa s owa na R (religia), a sw batali opisuj jako Äwojn z terrorem", zupe nie jakby terror by autonomiczn si , obdarzon woln wol i umys em. Mówi te , e motywacj terrorystów jest Äczynienie z a". Nieprawda! Jakkolwiek b dnie mo emy ich os dza , to na pewno ich motywacj nie jest adne Äczyste z o". Ci ludzie, tak samo jak chrze cija scy mordercy lekarzy usuwaj cych ci e, post puj zgodnie z w asnym sumieniem, czyni to, co nakazuje im ich religia. To nie s psychopaci! To ideali ci, religijni ideali ci, co wi cej, w wietle w asnych przekona post puj cy najzupe niej racjonalnie. Uwa aj , e czyni dobrze, i to nie dlatego, e maj spaczon osobowo albo e op ta ich diabe . Tak po prostu zostali wychowani ² od ko yski yli z g bok i niekwestionowan wiar . Harris cytuje w swojej ksi ce wypowied pewnego Palesty czyka, któremu nie uda si samobójczy zamach. Osobnik ten wyja nia, e do zabijania Izraelczyków sk oni o go Äumi owanie m cze stwa [...] Nie chcia em si za nic m ci . Chcia em zosta m czennikiem". ÄThe New Yorker" z 19 listopada 2001 roku zamie ci rozmow Nasry Hassana z innym niedosz ym zamachowcem- samobójc , bardzo kulturalnym dwudziestosiedmioletnim Palesty czykiem. Wizja raju, jak przedstawia ów m ody cz owiek (wyst puj cy jako S), jest tak poetycka i tak bliska temu, czego nauczaj umiarkowani religijni przywódcy i nauczyciele, e uzna em, i warto po wi ci jej tu nieco wi cej miejsca:
²

Co jest takiego poci gaj cego w m cze stwie? ² spyta em.

² Pot ga ducha kieruje nas ku górze, rzeczy materialne ci gaj nas w dó ² odpowiedzia , ² Gdy kto ju zdecyduje si na m cze sk mier , staje si odporny na pokusy tego wiata. Nasz przywódca spyta w pewnej chwili: ÄA co b dzie, je li plan si nie powiedzie?". ÄTo nic ² odpowiedzieli my. ² Przecie i tak spotkamy Proroka i jego towarzyszy, inszallah ". Wr cz zalewa a nas wiadomo , e wkrótce staniemy u wrót wieczno ci. Nikt z nas nie w tpi . Przysi gli my na Koran, bior c Allaha za wiadka ² takiej przysi gi nie mo na z ama . lubowanie d ihadu zwane jest bayt al-ridwan; to jeden z ogrodów raju, przeznaczony tylko dla proroków i m czenników. Wiem, e s inne drogi do d ihadu. Ale ta jedna jest s odka. Najs odsza. M cze stwo dla Allaha boli mniej ni ugryzienie komara.

S pokaza mi potem kaset wideo z nagraniem ostatnich chwil przed planowanym zamachem. Zdj cia by y do kiepskie, ale i tak atwo by o rozpozna jego i jeszcze dwóch m odych ludzi pogr onych w rytualnym dialogu. Pada y pytania i odpowiedzi o chwale m cze skiej mierci [...]. Potem m odzi ludzie i ich przywódca ukl kli i po o yli d onie na Koranie. ÄCzy jeste cie gotowi? ² spyta przywódca. ² Jutro wszyscy znajdziecie si w raju!"135. Gdybym to ja by na miejscu S, natychmiast spyta bym tego faceta, dlaczego, skoro jest taki pewien, sam nie zrealizuje swojego planu i nie uda si najkrótsz drog do nieba. Dlaczego sam nie podejmie si samobójczej misji. Ale to by by b d. Nam po prostu wci trudno zrozumie ² powtarzam, bowiem to bardzo wa ne ² e ci ludzie wierz w to, w co mówi , e wierz . A je eli tak, to wini nale y religi , a nie jaki religijny ekstremizm. Ta perwersja to przecie pewna forma realnie istniej cej, powszechnie szanowanej religii! Wolter ju stulecia temu napisa : ÄCi, którzy zmuszaj ci do uwierzenia w absurdy, mog te zmusi ci do pope nienia nikczemno ci". Po

latach wtórowa mu Bertrand Russell: ÄWielu ludzi szybciej umrze, ni pomy li. I wielu tak umiera". Dopóty, dopóki akceptowa b dziemy zasad , e przekonania religijne musz by respektowane, s bowiem przekonaniami religijnymi, musimy pogodzi si z tym, e Osama bin Laden i wszyscy zamachowcy-samobójcy... zas uguj na szacunek! Jedynym wyj ciem ² tak oczywistym, e nie trzeba chyba do niego zach ca ²jest odrzucenie za o enia, e wiara Äz automatu" zas uguje na szacunek. To dlatego w a nie od lat robi wszystko, co w mojej mocy, by ostrzec ludzi przed religi per se,a nie tylko przed tak zwanym religijnym ekstremizmem. Nauczanie religii Äumiarkowanej", cho samo w sobie oczywi cie ekstremizmem nie jest, otwiera jednak furtk , przez któr ten mo e si w lizgn . Kto móg by powiedzie , e przecie pod tym akurat wzgl dem religia niczym szczególnym si nie wyró nia. Przecie patriotyczne uwielbienie dla w asnego kraju (czy grupy etnicznej) równie mo e przyj form ekstremizmu, czy nie? Oczywi cie, e mo e ² przyk ad japo skich kamikadze czy Tamilskich Tygrysów dobitnie tego dowodzi. Tyle e religia potrafi wyj tkowo skutecznie wy cza racjonalne my lenie, które pozosta ym ekstremizmom jednak jako towarzyszy. My l , e dzieje si tak za spraw jej prostego i jak e zwodniczego przyrzeczenia, e ycie nie ko czy si ze mierci , a mier m cze ska zas uguje na szczególn chwa . Ale nie jest to jedyny powód ² to e religia z natury zniech ca do zadawania pyta , równie odgrywa wa n rol . Chrze cija stwo tak samo jak islam uczy dzieci, e wiara bez w tpliwo ci jest cnot ²je li w co wierzysz, nie musisz tego dowodzi . Kiedy cz owiek stwierdza, e co stanowi element jego przekona religijnych, pozostali cz onkowie spo ecze stwa (tego samego czy innego wyznania, bez ró nicy) na mocy niepisanego prawa zobligowani s do Ärespektowania" jego przekona ; respektowania przynajmniej do czasu, póki ich manifestacj nie stanie si kolejna potworna masakra na skal zamachów na World Trade Center, londy skie metro czy madrycki dworzec. Wtedy s yszymy gromki chór wypieraj cych si rozmaitych duchownych i Äprzywódców spo eczno ci" (a kto ich wybiera ?), którzy zgodnie t umacz nam, i to ekstremizm, b dy i wypaczenie Äprawdziwej" wiary. Jak jednak mo emy mówi o wypaczeniach ²je eli nie istniej obiektywne kryteria (a tak jest w wypadku religii), nie ma te wypacze . Dziesi lat temu ukaza a si wietna ksi ka wybitnego znawcy islamu Ibn Warra a Why I Am Not a Muslim [Dlaczego nie jestem muzu maninem]. W zasadzie Warraq równie dobrze móg by opublikowa swoj prac pod tytu em The Myth of Moderate Islam [Mit umiarkowanego islamu] i takim nag ówkiem w a nie opatrzony zosta artyku innego cenionego specjalisty w tej materii, Patricka Sookhdeo, dyrektora Institute for the Study of Islam and Christianity który ukaza si w (londy skim) ÄSpektatorze" 30 czerwca 2005. Czytamy tam: ÄJak dot d wiekszo muzu manów nie ucieka si do przemocy, a to dlatego, e Koran spisany jest zgodnie z zasad «dla ka dego co mi ego». Szukasz pokoju, znajdziesz bardzo pokojowo brzmi ce wersety; chcesz wojny, te j znajdziesz". Sookhdeo wyja nia, jak islamscy Äuczeni w pi mie" radz sobie z wieloma sprzeczno ciami, które odkryli w pismach proroka. Otó wprowadzili oni zasad Äuchylenia" ² teksty pó niejsze niejako Äanuluj " wcze niejsze. Pech polega na tym, e Äpokojowe" fragmenty Koranu w wi kszo ci przynajmniej spisane zosta y najdawniej, jeszcze wtedy, gdy Mahomet by w Mekce, najbardziej wojownicze za s znacznie pó niejsze, powsta y ju po ucieczce do Medyny. W efekcie: Mantra Äislam jest pokojem" jest od z gór tysi ca czterystu lat nieaktualna. Islam by Äpokojem i tylko pokojem" przez niepe na trzyna cie lat [...] Dla wspó czesnych radykalnych muzu manów ² tak samo jak dla redniowiecznych jurystów, którzy stworzyli kanoniczny islam ² bli sze prawdy jest stwierdzenie Äislam jest wojn ". Al-Ghurabaa, jedno z najbardziej radykalnych islamskich ugrupowa w Wielkiej Brytanii, tu po zamachach w londy skim metrze opublikowa o nast puj ce o wiadczenie: ÄKa dy muzu manin, który zaprzecza, e terror stanowi cz islamu, jest kafirem". Kafir to niewierz cy (czyli nie-muzu manin). To straszna obelga [...]

Czy nie jest zatem tak, i ci m odzi samobójcy nie wywodzili si wcale z obrze y muzu ma skiej spo eczno ci w Wielkiej Brytanii, e nie czerpali natchnienia z jakiej ekscentrycznej czy ekstremistycznej wersji swojej religii? Mo e raczej byli do typowymi przedstawicielami w asnej spo eczno ci i wyznawcami najzupe niej Ämainstreamowego" islamu? Ogólnie mówi c (czyli odnosz c si i do islamu, i do chrze cija stwa) ² to, co naprawd jest gro ne, to uczenie dzieci, e wiara sama w sobie jest cnot . Wiara jest z em przez to i dok adnie przez to, e nie wymaga uzasadnienia i nie toleruje sprzeciwu. Uczenie dzieci, e wiara, której nie mo na podwa y , jest cnot , czyni z nich (przy kilku dodatkowych sk adnikach, o które doprawdy nietrudno) potencjaln mierteln bro , narz dzie przysz ych d ihadów czy krucjat. W historii wojskowo ci i uzbrojenia obok uku, konia, czo gów i bomby kasetowej powinno si znale zaszczytne miejsce dla fanatyków religijnych, uodpornionych na l k obietnic wiecznego ycia w raju m czenników. Gdyby dzieci uczono zadawania pyta i my lenia, miast wpaja im cnot lepej wiary, nie by oby ²gotów jestem pój o zak ad² adnych zamachowców-samobójców. Tacy ludzie bowiem robi to, co robi , dlatego e naprawd wierz w to, czego nauczono ich podczas lekcji religii: i pos usze stwo wobec Boga jest najwa niejsze i e za m cze sk mier na jego s u bie otrzymaj nagrod w niebie. Tak nauk za przekazali im nie adni ekstremistyczni fanatycy, ale przyzwoici i pe ni agodno ci nauczyciele religii, którzy w swoich medresach usadzali dzieci w rz dki i wt aczali w ma e, niewinne g ówki wers po wersie ze wi tej ksi gi, a pó niej tylko sprawdzali, czy dzieciaki potrafi ka d lekcj wiernie ² niczym pomylone papugi ² s owo po s owie powtórzy . Religia mo e by bardzo niebezpieczna, a najwi kszym z em, jakie czyni, jest wkradanie si w podatne umys y niewinnych dzieci. To w a nie dzieci stwu ² i szkodom, jakie wyrz dza mu wiara ² po wi cony b dzie kolejny rozdzia . Rozdzia dziewi ty DZIECI STWO, MOLESTOWANIE I UCIECZKA OD RELIGII W ka dej wiosce jest pochodnia ² nauczyciel, i ga nica ² ksi dz. Wiktor Hugo Zaczn od opowie ci z dziewi tnastowiecznych W och. Nie twierdz oczywi cie, e podobnie ohydna rzecz mog aby zdarzy si i dzisiaj, ale same nastroje, postawy i reakcje, o których za chwil przeczytamy, s ²i to w a nie godne jest najwy szego po a owania²wci obecne. Tadziewi tnastowieczna tragedia w bezlitosnym wietle ukazuje równie dzisiejsze religijne postawy wobec dzieci. W roku 1858 sze cioletni Edgardo Mortara, syn ydowskiego ma e stwa z Bolonii, zosta na rozkaz Inkwizycji, czyli zgodnie z prawem, porwany z w asnego domu przez papiesk policj . Ch opiec, si oderwany od zalewaj cej si zami matki i szalej cego z rozpaczy ojca, przewieziony zosta do Domu Katechumenów w Rzymie (gdzie chrzczono w wierze katolickiej ydów i muzu manów) i tu wychowany zosta w wyznaniu rzymskokatolickim. Nie licz c kilku okazjonalnych wizyt pod okiem czujnych ksi y, rodzice nigdy go ju nie zobaczyli. Histori t opisa David I. Kertzer we wstrz saj cej ksi ce The Kidnapping of Edgardo Mortara [Porwanie Edgardo Mortary]12898. To, co przytrafi o si Edgardo, nie by niczym niezwyk ym w ówczesnych W oszech, a przyczyna uprowadze przez ksi y by a zawsze taka sama. W ka dym przypadku chodzi o o dziecko, które wcze niej zosta o w tajemnicy ochrzczone, zwykle przez katolick nia k ² gdy Inkwizycja zdoby a tak wiedz , reakcja by a automatyczna. Jednym z elementów katolickiego systemu przekona jest bowiem wiara, e dziecko raz ochrzczone ² nawet nieformalnie i w tajemnicy ² na zawsze ju staje si chrze cijaninem, w mentalno ci tych ludzi za nie mie ci si
98 W Polsce ukaza a si inna ksi ka Davida Kertzera, Papie e a ydzi. O roli Watykanu w rozwoju wspó czesnego antysemityzmu (W.A.B., Warszawa 2005), gdzie równie znale mo na szczegó owy opis przypadku Edgardo Mortary (przyp. t um.).
129

po prostu, by Ächrze cija skie dziecko" mog o pozosta z ydowskimi rodzicami. Tak dziwaczne i wstr tne zarazem pogl dy Watykan wyznawa i broni ich absolutnie otwarcie, mimo e przypadek Mortary spotka si z bardzo ostrym pot pieniem opinii publicznej. G bokie oburzenie, jakie porwanie ma ego Edgarda wzbudzi o na ca ym wiecie, zosta o przez katolick gazet ÄCivilta Cattolica" skomentowane jako skutek nacisków i pot gi bogatych ydów; brzmi znajomo, nieprawda ? Silne nag o nienie by o chyba jedynym, co odró nia o histori bolo skiego ch opca od wielu podobnych. W jego wypadku wszystko zacz o si od Anny Morisi. T niewykszta con czternastoletni katoliczk zatrudniono do opieki nad ch opcem. Pewnego razu dzieciak upad i Anna przerazi a si , e sta o mu si co powa nego i mo e umrze . Sama wychowana w absurdalnym przekonaniu, e nieochrzczone dziecko skazane jest na wieczne pot pienie, spanikowana pobieg a po rad do swoich katolickich s siadów i od nich us ysza a, e najlepiej b dzie, je li natychmiast ochrzci malca. Wróci a do domu, zanurzy a r k w wiadrze, nabra a troch wody i skropi a g ow ch opczyka ze s owami: ÄChrzcz ci w imi Ojca i Syna i Ducha wi tego". I to wystarczy o. Od tego momentu w wietle prawa Edgardo sta si chrze cijaninem, a gdy inkwizytorzy po latach dowiedzieli si o ca ym zdarzeniu, szybko, bez chwili wahania i ladu refleksji nad smutnymi konsekwencjami swej decyzji przyst pili do dzia ania. To w sumie do dziwne, e ² skoro mamy do czynienia z rytua em o tak donios ym znaczeniu ² Ko ció katolicki uznawa (i nadal uznaje) wa no chrztu dokonanego przez kogokolwiek na kimkolwiek. Udzielaj cy chrztu wcale nie musi by ksi dzem; ani dziecko, ani jego rodzice, ani nikt wreszcie nie musi wyrazi zgody, nie ma adnych dokumentów do podpisu; adnych oficjalnych wiadków. Wystarczy kilka kropel wody, kilka s ów, bezradne dziecko i zabobonna nastolatka z katechetycznie wypranym mózgiem. W zasadzie wystarczy zreszt tylko to ostatnie ² przecie dziecko jest za ma e, eby cokolwiek pami ta , wi c kto wie, co naprawd si wydarzy o. Jedna z moich ameryka skich znajomych, wychowana w katolickim domu, tak wspomina a niedawno w przys anym do mnie li cie: ÄWszystkie chrzci y my nasze lalki. Nie pami tam, czy chrzci y my te naszych ma ych protestanckich przyjació , ale nie mam w tpliwo ci, e to mog o si zdarzy i pewnie dzieje si nadal. Robi y my z naszych lalek ma e katoliczki, zabiera y my je do ko cio a, udziela y my komunii itd. Bardzo wcze nie starano si z nas zrobi dobre katolickie matki. Takie pranie mózgów". Je eli dziewi tnastowieczne dziewcz ta nie by y bardzo ró ne od mojej znajomej, to a dziwne, e historie takie jak Edgarda Mortary nie zdarza y si cz ciej. Skoro jednak w ogóle si przydarza y, kto móg by zada oczywiste, wydawa oby si , pytanie: dlaczego ydzi w Pa stwie Papieskim w ogóle zatrudniali katolickich s u cych (i s u ce), je li wi za o si to z takim ryzykiem? Dlaczego nie zatrudniali wy cznie ydów? Odpowied , jak to zwykle w takich wypadkach bywa, niewiele ma wspólnego ze zdrowym rozs dkiem, ale wszystko z religi . ydzi potrzebowali s u by, której religia nie zabrania a pracy w szabat. ydowska s u ca oczywi cie nie ochrzci aby dziecka, skazuj c je na religijne sieroctwo. Pod tym wzgl dem mo na by o na niej polega ; ale nie rozpali aby te w piecu, ani nie posprz ta a w sobot . Oto dlaczego ydowskie rodziny w Bolonii, przynajmniej te, które by o na to sta , najmowa y chrze cija sk s u b . W tej ksi ce z pe n wiadomo ci nie rozpisywa em si z detalami o zbrodniach krucjat, konkwi cie czy hiszpa skiej Inkwizycji. Okrucie stwo i z ych ludzi mo na znale w ka dym stuleciu i w ka dym wyznaniu. Ale ten epizod w dziejach w oskiej Inkwizycji i jej postawa wobec dzieci s szczególnie uderzaj c manifestacj religijnego umys u i z a, którego jest on sprawc , gdy w tym wypadku religia by a jedyn przyczyn . Po pierwsze ² tylko w religijnym umy le narodzi si mo e koncepcja, e kilka kropel wody i par s ów zakl cia mog totalnie odmieni ycie dziecka, e co takiego mo e wi cej wa y ni pozwolenie rodziców, zgoda samego dziecka, jego szcz cie i psychiczny komfort... wi cej ni wszystko, co móg by podyktowa nam zdrowy rozs dek i zwyk e ludzkie uczucia. Krótko po tym, jak wybuch a ca a afera, Lionel Rothschild, pierwszy yd, który zosta cz onkiem brytyjskiego parlamentu, napisa list do kardyna a Antonelliego, w którym protestowa przeciwko uprowadzeniu ma ego Edgarda. Kardyna odpowiedzia . Stwierdziwszy najpierw, e nie mo e nic w tej sprawie poradzi , przerasta to bowiem jego kompetencje, wyja ni wszystko w kolejnych akapitach: ÄMamy w tym przypadku

mo liwo zobaczenia, e, cho zew natury jest pot ny, naj wi tsze obowi zki wiary s jeszcze pot niejsze". Nic doda , nic uj . Szokuj ce w historii Mortary jest te to, e ksi a, kardyna owie i sam papie wyra nie (i absolutnie szczerze) nie byli w stanie poj , e wyrz dzaj biednemu ch opcu krzywd . Trudno to zrozumie (ba, w zasadzie tego si nie da zrozumie ), ale oni naprawd uwa ali, e odbieraj c ch opca rodzicom i zapewniaj c mu katolickie wychowanie, dzia aj dla jego dobra. Musieli go chroni ! Jedna z ameryka skich katolickich gazet, broni c stanowiska papie a, napisa a, e jest nie do pomy lenia, aby Ächrze cija ski rz d móg zostawi chrze cija skie dziecko na wychowanie ydom". Gazeta ta powo a a si nawet na zasad wolno ci wyznania: Äwolno ci, jaka przys uguje dziecku, by sta o si chrze cijaninem, a nie by o zmuszone do pozostania ydem[... ] Ochrona, jak Ojciec wi ty otacza to dziecko w obliczu brutalnych, fanatycznych ataków wszelkiego bezbo nictwa i bigoterii, jest najwspanialszym przejawem moralno ci, jaki ostatnio móg obserwowa wiat". Czy widzia kto , by okre lenia Äbrutalny", Äfanatyczny" czy Äbigoteria" kiedykolwiek skierowano pod tak mylny adres? Nie ulega jednak w tpliwo ci, e od papie a w dó wszyscy ci katoliccy apologeci wi cie wierzyli, e broni s usznej sprawy; uwa ali, e moralno stoi po ich stronie, e kieruj si dobrem dziecka. Oto, z jak wielk si Äumiarkowana" (Ämainstreamowa") religia potrafi wypacza os d i wyzuwa ze zwyk ej ludzkiej uczciwo ci. Autorzy w oskiego ÄII Cattolico" byli zadziwieni tym, e ludzie nie potrafi doceni wspania omy lno ci i aski, jak Ko ció uczyni Edgardo Mortarze, ratowuj c go od jego ydowskiej rodziny: Je li ktokolwiek z nas cho przez chwil tylko rozwa y kondycj , w jakiej y musi yd²bez Chrystusa, bez króla, bez pa stwa, w rozproszeniu, wsz dzie obcy i wsz dzie ob o ony infami , jaka ci y na wszystkich mordercach Jezusa ² natychmiast pojmie, jak wielk i trwa rzecz uczyni Ojciec wi ty dla dziecka Mortarów. Warto wreszcie przy okazji sprawy Edgardo u wiadomi sobie ów niewyobra alny tupet, z jakim ludzie wierz cy, nie maj c po temu adnych dowodów, wiedz , e akurat ta religia, któr wyznaj i w której si urodzili, jest w a nie t jedyn prawdziw wiar , a wszystkie inne to aberracja i fa sz. Oczywi cie w tym akurat przypadku wszelkie porównania mi dzy obiema stronami konfliktu by yby skrajnie nieuczciwe, to jednak moment równie dobry, jak ka dy inny, by u wiadomi sobie, e Mortarowie mogli odzyska syna, gdyby tylko zgodzili si na usilne b agania ksi y, eby si ochrzci . By odebra im dziecko, wystarczy o nieco wody i par nic nieznacz cych s ów. Jak wida , religijna indoktrynacja doprowadza umys do stanu takiego og upienia, i gotów jest wierzy , e kolejna stru ka wody mo e odwróci ca sytuacj . Dla cz ci z nas odmowa przyj cia chrztu przez rodziców mo e by przyk adem zupe nie absurdalnego uporu. Komu innemu jednak taka wierno zasadom mo e wyda si zupe nie wystarczaj ca, by wpisa Mortarów na d ug list m czenników cierpi cych w imi w asnej wiary. ÄZ aski Boga rozpalimy dzi w Anglii p omie , który nigdy nie zaga nie, mistrzu Ridley." Bez w tpienia s sprawy, za które warto odda ycie. Ale dlaczego Ridley, Latimer i Cranmer12999 pozwolili si spali na stosie, zamiast odrzuci swój cie szoko cowy protestantyzm na rzecz grubszoko cowego katolicyzmu ² czy to rzeczywi cie takie wa ne, od której strony zaczynamy obiera jajko na mi kko. Na tym jednak polega lepy (lub godny podziwu, je li kto woli) upór religijnego umys u, on to w a nie sprawi , e Mortarowie nie mogli skorzysta ze sposobno ci, jak otworzy by przed nimi zupe nie nieznacz cy obrz dek chrztu. Czy nie mogli cho by skrzy owa palców albo szepta pod nosem Änie", gdy jaki ksi ulo polewa ich wod ? Nie, nie mogli, gdy sami zostali wychowani w (umiarkowanej, nie adnej fanatycznej) wierze i ca y ten absurd traktowali miertelnie powa nie. Ja jednak nie potrafi przesta my le o biednym ma ym Edgardzie. Ch opiec nie z w asnej winy przyszed na wiat zdominowany przez religijne umys y i, przypadkowo znalaz szy si na linii frontu, pad ofiar nic to, e wyros ej z dobrej woli, wa ne, e dla ma ego ch opca wyj tkowo okrutnej batalii; zap aci za ni sieroctwem.

99 Arcybiskup Tomasz Cranmer (1489 -1556), biskup Hugh Latimer (ok. 1485-1555) i biskup Miko aj Ridley (ok. 1500 -1555) ² reformatorzy ko cio a w Anglii. Pierwsi m czennicy przysz ego Ko cio a anglika skiego. Dopiero potem anglikanie zacz li pali na stosie katolików (przyp. t um.).

Przejd my teraz do czwartej lekcji, jak daje nam porwanie Edgarda. Mam tu na my li samo za o enie, e sze cioletni ch opiec mo e w ogóle by uznany za wyznawc jakiejkolwiek religii, nieistotne w tym momencie, czy judaizmu, czy chrze cija stwa. Wyra my to mo e inaczej ² sama idea, e polewaj c wod nie wiadome niczego i nic nierozumiej ce dziecko, mo emy w jednej chwili Äprzenie " je z jednej religii do drugiej, jest oczywi cie absurdalna, ale w sumie nie mniej absurdalne jest wpisywanie takiego ma ego dziecka w jak kolwiek religi . Dla ch opca wa na by a nie religijna etykietka (dziecko nie jest w stanie wyrobi sobie wiadomego i przemy lanego pogl du na Äprawdy" wiary), ale mi o i opieka rodziców i rodziny. Jednego i drugiego pozbawili go yj cy w celibacie ksi a; za okoliczno agodz c dla ich groteskowego okrucie stwa mo na uzna tylko prostacki brak wra liwo ci na normalne ludzkie uczucia ² tyle e zaw aszczony przez religi umys bardzo atwo staje si tak kompletnie niewra liwy. A nawet je li ju nie dochodzi do porwa , czy nie jest form wykorzystywania, a mo e raczej wr cz molestowania dzieci etykietowanie ich pod pretekstem, e wyznaj jakie przekonania, podczas gdy s one jeszcze o wiele za m ode, by potrafi na te tematy my le . Ta praktyka trwa natomiast w najlepsze i nikt niemal jej nie kwestionuje. To w a nie najwa niejszy problem, którym chcia bym zaj si w tym rozdziale.
MOLESTOWANIE FIZYCZNE I UMYS OWE

Dzi , gdy mówi si o molestowaniu dzieci przez duchownych, zwykle dotyczy to nagabywania i wykorzystywania seksualnego. Czuj si w tej sytuacji zobowi zany ju na wst pie o wiadczy , e ca y problem molestowania seksualnego chc widzie w nale ytych proporcjach i nie b d si tu nim zajmowa . Nie ja jeden uwa am, e yjemy w czasach powszechnej histerii na punkcie molestowania dzieci, chwilami wkraczaj cej w obszar psychologii t umu i nasuwaj cej nieodparte skojarzenia z polowaniem na czarownice w Salem w 1692 roku. W czerwcu 2000 gazeta ÄNews of the World", mimo bardzo ostrej konkurencji powszechnie uznawana za najobrzydliwszy szmat awiec na Wyspach Brytyjskich, zorganizowa a kampani pod nazw Äname and shame" (Äwska i zawstyd "); bardzo niewiele oddziela o t medialn akcj od bezpo redniego podburzania samozwa czych stró ów porz dku do wzi cia spraw we w asne r ce i zastosowania wobec pedofilów zasad ludowej sprawiedliwo ci. W jednym z angielskich miast t um zelotów napad nawet na dom pediatry z miejscowego szpitala, bo ludno nie potrafi a odró ni pediatry od pedofila136. L k przed pedofili przybra posta powszechnej histerii, a rodzice zacz li wpada w panik . Sko czy a si epoka Hucków Finnów, Justów Williamsów, Jaskó ek i Amazonek 100*. Dzieciaki nie mog ju , tak jak niegdy , w óczy si po ulicach, co zawsze przecie by o wielk frajd (a przecie faktyczne ryzyko zetkni cia si z próbami molestowania ² w odró nieniu od ryzyka wyimaginowanego ² by o dawniej na pewno nie mniejsze). Na obron ÄNews of the World" musz doda , e w momencie, gdy gazeta organizowa a t kampani , opinia publiczna by a wzburzona i przera ona brutalnym morderstwem na tle seksualnym o miolatki porwanej w Sussex. Mimo to jednak uwa am, e wrzucanie wszystkich pedofilów do jednego worka i stosowanie wobec wszystkich takiej samej miary co wobec morderców, którzy przecie stanowi w ród nich znikom mniejszo , jest niesprawiedliwo ci . Chodzi em w sumie do trzech ró nych szkó podstawowych i w ka dej z nich zetkn em si z nauczycielami, których sympatia dla m odych ch opców daleko wykracza a poza dopuszczalne granice. Nie ulega w tpliwo ci, e to postawa naganna. Tyle e dzi , pi dziesi t lat pó niej, ci ludzie staliby si na pewno przedmiotem polowania Äochotników" lub prawników, niczym mordercy dzieci. Uwa am, e moim obowi zkiem jest wyst pi w ich obronie, nawet je li w przesz o ci sam sta em si ofiar jednego z nich (by o to zawstydzaj ce, ale w sumie raczej nieszkodliwe do wiadczenie). Histeria antypedofilska bardzo mocno uderzy a w Ko ció katolicki. Jest wiele powodów, dla których bardzo nie lubi rzymskiego katolicyzmu. Jeszcze bardziej jednak nie lubi nieuczciwo ci, a nie mog si oprze wra eniu, e w tym akurat wypadku odium, jakie spad o na t instytucj , zw aszcza w Irlandii i Stanach Zjednoczonych, nie jest do ko ca zas u one.
100

* Huck Finn ²jeden z bohaterów Przygód Tomka Sawyera; Just Williams ² bohater autobiograficznej powie ci Kennetha Williamsa; Jaskó ki i Amazonki ² z cyklu powie ciowego Swallows andAmazons Arthura Ransome'a (przyp. t um.).

Niewykluczone, e cz winy obci a w tym momencie samych ksi y, których ca a niemal zawodowa aktywno po wi cona jest przecie g ównie wzbudzaniu poczucia winy i Ägrzechowi". Mieliby my zatem w takim przypadku do czynienia z ra cym nadu yciem zaufania i to przez kogo maj cego nad dzieckiem w adz , kogo , kogo ma y cz owiek od ko yski uczony jest szanowa i czci . Tyle e takie resentymenty nie powinny wp ywa na nasz os d. Wiemy przecie dobrze (albo przynajmniej powinni my wiedzie ), e ludzki umys wietnie sobie radzi z produkowaniem najzupe niej fa szywych wspomnie , zw aszcza gdy zach ca go do tego pozbawiony skrupu ów terapeuta albo wyrachowany i chciwy prawnik. Psycholog Elizabeth Loftus wykaza a si zaiste wielk odwag (i narobi a sobie pot nych wrogów, naruszaj c bardzo powa ne interesy), kiedy udowodni a, jak atwo ludzie tworz fa szywe wspomnienia, których s przy tym absolutnie i to w najdrobniejszych szczegó ach pewni137. Ta umiej tno ludzkiego umys u jest tak sprzeczna z nasz intuicj , e wielokrotnie i z atwo ci s dziowie i awy przysi g ych dawa y si zwie sk adanym z najg bszym ² ale fa szywym ² przekonaniem zeznaniom wiadków. Przypadek Irlandii zas uguje na szczególn uwag . W tym akurat kraju brutalno Christian Brothers101*, przez czas d u szy odpowiedzialnych za edukacj wi kszej cz ci m skiej populacji Zielonej Wyspy, przesz a wr cz do legendy. Dok adnie to samo mo na powiedzie o cz sto sadystycznie wprost okrutnych zakonnicach prowadz cych w Irlandii szkory dla dziewcz t. Nies awny przytu ek sióstr Magdalenek (sportretowany przez Petera Mullana w filmie Siostry Magdalenki) dzia a a do roku 1996. Po czterdziestu latach trudniej jest jednak uzyska zado uczynienie za ch ost ni za seksualne awanse, a w ich akurat przypadku nie brak prawników nagabuj cych potencjalnych klientów wybranych spo ród ofiar, które inaczej nigdy nie grzeba yby w swoich przebrzmia ych wspomnieniach. Tu bowiem le y ci ka forsa, skryta w dawnych zapiskach rad parafialnych, tak dawnych, e cz sto rzekomi sprawcy owych Äohydnych czynów" ju nie yj i nie mog przedstawi swojej wersji tego, co si naprawd zdarzy o. czna kwota odszkodowa wyp aconych przez Ko ció katolicki z tego tytu u przekroczy a ju miliard dolarów139 ² niemal mo na mu wspó czu , trzeba by tylko zapomnie , sk d te pieni dze pochodz . Po jednym z wyk adów, jakie mia em w Dublinie, kto spyta mnie, co s dz o bardzo w tym momencie nag a nianych przypadkach molestowania seksualnego dzieci przez katolickich ksi y w Irlandii. Odpowiedzia em, e jakkolwiek potwornym czynem jest takie molestowanie, to w sumie w d u szej perspektywie czyni ono dziecku mniejsz psychologiczn szkod ni samo wychowywanie w wierze katolickiej. To by bardzo spontaniczny komentarz, rzucony w toku burzliwej dyskusji, i bardzo mnie zaskoczy o, e spotka si z prawdziwie entuzjastycznym przyj ciem s uchaczy (faktem jest, e na mój wyk ad przyszli g ównie dubli scy intelektuali ci, a to nie jest raczej reprezentatywna grupa Irlandczyków). Przypomnia a mi si jednak ta przygoda nieco pó niej, gdy dotar do mnie list od czterdziestoparoletniej Amerykanki, równie wychowywanej w wierze katolickiej. Napisa a, e gdy mia a siedem lat, zdarzy y si w jej yciu dwie nieprzyjemne rzeczy ²jeden z ksi y z jej parafii molestowa j na tylnym siedzeniu swojego samochodu, a niemal równocze nie jej szkolny przyjaciel, który zgin w wypadku, poszed do piek a, by bowiem protestantem. Tak przynajmniej wówczas my la a, albo raczej tak j nauczono wierzy , zgodnie z oficjaln doktryn Ko cio a, do którego nale eli jej rodzice. Dzi , jako doros a i dojrza a kobieta, z tych dwóch przypadków molestowania przez Ko ció katolicki ² fizycznego i umys owego ² drugi uznawa a za znacznie gorszy. Napisa a do mnie: To, e ksi dz si do mnie dobiera , by o dla mnie (siedmioletniej dziewczynki) po prostu obrzydliwe, ale wspomnienie o moim przyjacielu, który musia i do piek a, by o czym przera aj cym. Nie zdarzy o mi si , bym nie mog a zasn z powodu tego ksi dza, ale pami tam wiele bezsennych nocy, gdy ba am si , e ludzie, których kocham, pójd do piek a. A potem ni y mi si koszmary. Oczywi cie nie mo na porówna prze y dziewczynki macanej przez ksi dza w samochodzie z bólem i obrzydzeniem ministranta po stosunku analnym z kap anem. Podobno dzi te Ko ció katolicki nie mówi ju tak wiele o piekle jak niegdy . Wspomnienie mojej
101

* Prywatna katolicka instytucja edukacyjna za o ona w roku 1802 w Waterford przez bogatego kupca Edmunda Ignatiusa Rice'a (przyp. t um.).

korespondentki dowodzi jednak, e w niektórych sytuacjach psychiczne molestowanie dziecka ma znacznie gorsze konsekwencje ni fizyczne. Alfred Hitchcock by jednym z najwi kszych specjalistów od przera ania ludzi w dziejach wiatowej kinematografii. Pono kiedy , jad c samochodem przez Szwajcari , wskaza swoim wspó pasa erom widok przez szyb i powiedzia : ÄTo najbardziej przera aj ca rzecz, jak kiedykolwiek widzia em". Za oknem wida by o ksi dza pogr onego w rozmowie z ma ym ch opcem. Ksi dz trzyma d o na ramieniu dziecka. Hitchcock otworzy okno i zacz krzycze : «Uciekaj, ch opcze! Uciekaj! Tu chodzi o twoje ycie»". Jest takie znane porzekad o: ÄSticks and stones may break my bones, but words can never hurt me" (Kije i kamienie mog po ama mi ko ci, ale s owa nic mi nie zrobi ). To prawda, ale tylko tak d ugo, póki kto nie wierzy s owom. Je li ca e twoje wychowanie, wszystko, co mówili ci rodzice, nauczyciele i ksi a, ka e ci wierzy , naprawd wierzy , ca kowicie i bezgranicznie, e grzesznicy sp on w piekle (albo w jaki inny równie odpychaj cy religijny przes d, na przyk ad w to, e kobieta jest w asno ci m a), wówczas ca kiem prawdopodobne, e czyje s owa skrzywdz ci mocniej i na d u ej ni jego czyny. I dlatego uwa am, e pos ugiwanie si okre leniem Ämolestowanie" nie jest w adnym przypadku nadu yciem i przesad , kiedy opisujemy to, co nauczyciele i kap ani robi dzieciom, ka c im wierzy na przyk ad, e kar za grzech g ówny niewyznany na spowiedzi jest wieczne pot pienie i piekielne m ki. Na potrzeby wspomnianego ju tu przeze mnie telewizyjnego filmu dokumentalnegoRoot of All Evil ? przeprowadzi em wywiady z wieloma przywódcami religijnymi. Krytykowano mnie za to, e dobra em sobie ameryka skich ekstremistów, a nie jakich szanownych przedstawicieli ko cio ów z g ównego nurtu chrze cija stwa, cho by którego z arcybiskupów132 102. Z pozoru to w pe ni zas u ona krytyka, tyle e w Ameryce pocz tków XXI wieku co , co obserwatorowi z zewn trz mo e wydawa si ekstremizmem, w rzeczywisto ci w pe ni mie ci si w Äg ównym nurcie". Jednym z moich rozmówców by pastor Ted Hoggard z Colorado Springs (to on chyba najbardziej wstrz sn brytyjskimi widzami). W Ameryce Busha Äpastor Ted" jednak w najmniejszym stopniu nie jest ekstremist . Przeciwnie ² przewodniczy zrzeszaj cemu trzydzie ci milionów wiernych National Association of Evangelicals i, jak sam twierdzi, co tydzie , w ka dy poniedzia ek, ma zaszczyt odbywa telefoniczne konsultacje z samym prezydentem. Gdybym chcia rozmawia z prawdziwymi ekstremistami (wed ug ameryka skich standardów), zwróci bym si do Ärekonstrukcjonistów", którzy g osz Äteologi dominacji" (ÄDominion Theology"), otwarcie wzywaj c do wprowadzenia w Ameryce chrze cija skiej teokracji. Jeden z moich znajomych, obywatel ameryka ski bardzo zatroskany tym, w któr stron zmierza jego kraj, napisa do mnie: Europejczycy powinni wiedzie , e mamy u siebie tak w druj c trup religijnych maniaków, która wprost da wprowadzenia prawa starotestamentowego ² na przyk ad kary mierci dla homoseksualistów ² a tak e czynnego i biernego prawa wyborczego wy cznie dla chrze cijan. Na ich Äspektaklach" pojawiaj si t umy, g ównie przedstawicieli klasy redniej, i gor co je oklaskuj . Je eli zwolennicy laicko ci pa stwa nie zmobilizuj si , ró ni dominioni ci i rekonstruktywi ci wkrótce stan si g ównym nurtem prawdziwej ameryka skiej teokracji133103. Moim rozmówc by te pastor Keenan Roberts (z Kolorado, podobnie jak pastor Ted). Mani tego pana by y z kolei Hell Houses, Äpiekielne domy". Do takich Ädomów" rodzice lub nauczyciele z chrze cija skich szkó zabieraj dzieci, eby nale ycie wystraszy je tym, co mo e sta si z nimi po mierci. Najpierw pokazuje si im ywe obrazy, w których aktorzy przedstawiaj poszczególne Ägrzechy" (jak aborcja czy homoseksualizm) ² ka dej scence z wyrazem triumfu w oczach przygl da si diabe , ca y w szkar acie. Ale to tylko wst p do prawdziwego piece de resistance. W

133

103 Najpierw my la em, e to jaki dowcip ÄThe Onion" (www.talk2action.org/story/2006/5/29/195855/959 ), ale wszystko wskazuje, e nie. Jest taka gra komputerowa zatytu owana LeftBehind. EternalForces. EZ. Mayers opisuje j na swojej wybornej witrynie ÄPharyngula": ÄWyobra sobie, e jeste cz onkiem paramilitarnej grupy, której celem jest ustanowienie w Ameryce teokracji i zapewnienie chrze cija stwu dominacji nad ca ym wiatem [...]. Masz misj (militarn i religijn zarazem) ² nawróci lub zabi wszystkich katolików, ydów, muzu manów, buddystów i ka dego, kto opowiada si za rozdzia em ko cio a od pa stwa (za: http://scienceblogs.com/phar3a1gula/2OO6/O5/gta_meet_lbef.php ; patrz te recenzja gry w: http://select.nytimes.com/gst/abstract.html ? res=FI 071FFD3C550C718CDDAA0894DE404482).* Ann Coulter te wykaza a si wspania ym chrze cija skim mi osierdziem: ÄNiech nikt z moich wspó wyznawców nie odwa y si powiedzie , e nie bawi go wizja Dawkinsa skwiercz cego w piekielnym ogniu" (Coulter 2006, s. 268).

chwil pó niej pojawia si samo piek o w ca ej okaza o ci, z oparami siarki, p on cym ogniem i krzykiem pot pionych. Obejrza em sobie takie przedstawienie (diabe by niemal tak afektowanie diaboliczny jak czarny charakter w wiktoria skich melodramatach) i potem, w obecno ci ca ej obsady, przeprowadzi em wywiad z pastorem Robertsem. Zacz od tego, e najlepszy wiek dla dziecka, by trafi do jego Äpiekielnego domu", to dwana cie lat. Nieco zszokowany spyta em, czy nie obawia si , e dwunastolatek po obejrzeniu czego takiego mo e mie koszmary. Odpowiedzia (mam wra enie, e najzupe niej szczerze): Lepiej, eby dzieci wiedzia y, e piek o to takie miejsce, dok d za adn cen nie chc trafi . Lepiej, eby to przes anie dotar o do nich, gdy maj dwana cie lat, ni gdyby mia o nigdy do nich nie dotrze i by y skazane na ycie w grzechu, ycie, w którym nie ma miejsca dla Pana Naszego Jezusa Chrystusa. A je li nawet sko czy si to koszmarnymi snami, to przecie jest istnieje wy sze dobro, jakie maj w yciu osi gn i realizowa ² to za rzecz wa niejsza ni jakie z e sny. Je li kto szczerze i prawdziwie wierzy w to, w co zgodnie z w asnymi s owami wierzy pastor Roberts, to bez w tpienia zastraszanie dzieci uzna za ze wszech miar s uszne. Pastor Ted Roberts nie jest adnym ekstremist . Tacy ludzie jak on i Ted Hoggard tworz dzi g ówny nurt chrze cija stwa w Ameryce. Nie by bym zreszt zdziwiony, przyznam, gdyby si okaza o, e podobnie jak ich niektórzy wspó wyznawcy obaj panowie wierz , e w kraterach wulkanów us ysze mo na skowyt pot pionych duszyczek140. Albo e olbrzymie, d ugie i wij ce si Ärobale" odkryte niedawno w wodach termicznych w g bi oceanów s spe nieniem s ów Marka: ÄJe li twoja r ka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij j ; lepiej jest dla ciebie u omnym wej do ycia wiecznego, ni z dwiema r kami pój do piek a w ogie nieugaszony. I je li twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij j ; lepiej jest dla ciebie chromym wej do ycia, ni z dwiema nogami by wrzuconym do piek a" (Mk 9,43-44). W sumie zreszt niezale nie od tego, jak wizj piek a kto posiada, wszystkich entuzjastów m k piekielnych czy jedno ² triumfalistyczna Schadenfreude i pe na samozachwytu pewno , e oni akurat znajd si mi dzy zbawionymi. Doskonale wyrazi j najpierwszy w ród teologów, wi ty Tomasz z Akwinu: Ä wi tych nie mniej kontentuje aska, jak okaza im Pan, ni mo no ogl dania tych, co skazani s na m ki piekielne". Sympatyczny go , nieprawda 134 *. L k przed ogniem piekielnym mo e by jak najbardziej autentyczny, nawet u sk din d zupe nie racjonalnie my l cych ludzi. Po emisji mojego filmu o religii dosta em bardzo du o listów. Mi dzy innymi ten, od m drej i szczerej kobiety: Od pi tego roku ycia chodzi am do katolickiej szko y i by am indoktrynowana przez zakonnice, które pos ugiwa y si w tym celu pasem, kijem i trzcink . Jako nastolatka przeczyta am Darwina i to, czego dowiedzia am si o ewolucji, dla logicznej cz ci mojego umys y brzmia o bardzo sensownie. Od tej chwili jednak przysz o mi i przez ycie ze wiadomo ci konfliktu i z poczuciem cierpienia. Gdzie tam g boko w rodku nadal tkwi we mnie ² i do cz sto dawa o sobie zna ² l k przed ogniem piekielnym. Chodzi am z tym nawet do psychoterapeuty, uda o mi si przepracowa ró ne moje wcze niejsze problemy, ale tego l ku nie potrafi am pokona . Pisz do Pana w a nie w tej sprawie. Bardzo prosi abym o adres terapeutki, z któr pan rozmawia . Tej, który specjalizuje si w l kach takich, jak mój. Bardzo poruszy mnie ten list. Przez moment nawet ² przyznam, by o to ma o szlachetne ² a owa em, e nie ma piek a, dok d powinny trafi te zakonnice. W odpowiedzi napisa em, e powinna bardziej ufa swemu rozumowi, gdy bez w tpienia, w odró nieniu od wielu innych nieszcz liwych ludzi, zosta a nim obdarzona. Doda em, e piekielna groza, któr z tak ch ci odmalowuj ksi a i zakonnice, musi by grubo przesadzona, cho by po to, by skry znikome prawdopodobie stwo, e co takiego w ogóle istnieje. A poniewa raczej na pewno piek a nie ma, musi by reklamowane jako bardzo, ale to bardzo przera aj ce ² tylko tak da si skompensowa jego nieistnienie i utrzyma Äodstraszaj c moc". Skontaktowa em rzecz jasna moj korespondentk z terapeutk , o któr pyta a ² Jill Mython, cudown kobiet i bardzo szczerym cz owiekiem. Jill sama wychowywana by a w bardziej ni przeci tnie paskudnej sekcie znanej pod nazw Exclusive Brethren; tak obrzydliwej, e istnieje nawet witryna internetowa (www.peebs.net) pomagaj ca ludziom, którzy zdo ali si spod jej wp ywu wyzwoli .

Jill te uczona by a l ku przed piek em i uciek a od chrze cija stwa, gdy by a ju doros kobiet . Dzi doradza i pomaga innym, którzy mieli podobnie traumatyczne do wiadczenia w dzieci stwie. ÄKiedy wspominam moje dzieci stwo ² pisze Jill ² widz , e dominowa nad nim l k. L k przed brakiem aprobaty dla tego, co robi am wówczas, ale równie l k przed wiecznym pot pieniem. Dla dziecka ogie piekielny, p acz i zgrzytanie z bów grzeszników s bardzo realne. To nie jest adna metafora." Podczas naszej rozmowy do filmu poprosi em Jill, eby opowiedzia a, co tak naprawd mówiono jej o piekle, kiedy by a ma a. Wyraz jej twarzy, gdy odpowiada a na moje pytanie, by niemal równie poruszaj cy, jak s owa: ÄTo dziwne, nie s dzisz?! Nawet dzi , po tylu latach, to wci ma nade mn w adz ... czuj to... kiedy... kiedy mnie pytasz. Piek o to straszliwe miejsce. To odrzucenie przez Boga. To s d, S d Ostateczny. Tam jest prawdziwy ogie , prawdziwe m ki i prawdziwe tortury. I tak b dzie ju po wieczno . Stamt d nie ma wyj cia". Jill opowiada a mi potem o grupie wsparcia, któr prowadzi dla ludzi próbuj cych uciec od dzieci stwa takiego jak jej. Mówi a, jak bardzo jest to dla niektórych nie atwe: ÄProces wyzwalania si jest bardzo trudny. Musisz zostawi za sob wszystkie wi zi spo eczne, ca y wiat, w którym by e wychowany, system przekona , które przez lata by y twoimi w asnymi przekonaniami. Cz sto odchodzisz te od rodziny i przyjació [...] Dla nich jakby przesta istnie ". Mog em porówna opowie ci Jill z moimi w asnymi do wiadczeniami. Dosta em troch listów z Ameryki od ludzi, którzy pisali, e pod wp ywem lektury moich ksi ek zdecydowali si porzuci wiar . Zaskoczy o mnie, e wielu z nich dodawa o, e nie odwa yli si powiedzie o wszystkim w asnym rodzinom, albo powiedzieli i rezultat by op akany. Oto przyk adowy z tych listów. Autorem jest m ody Amerykanin, student medycyny: Bardzo chcia em napisa do Pana, poniewa mam te same pogl dy na religi , pogl dy, które ²jestem pewien, e jest Pan tego wiadomy ² w Ameryce s bardzo odosobnione. Dorasta em w chrze cija skiej rodzinie i cho religia nigdy nie by a mi bliska, dopiero niedawno odwa y em si o tym komu powiedzie . Tym kim by a moja dziewczyna [...] Kompletnie j przerazi em. Zdawa em sobie spraw , e deklaracja ateizmu mo e by dla kogo szokuj ca, ale nie spodziewa em si , e od tej chwili stan si dla niej zupe nie obcym cz owiekiem. Mówi, e nie mo e ju mi ufa , bo moje zasady nie pochodz od Boga. Nie wiem, czy jako sobie z tym poradz , a zw aszcza nie chc ju mówi o moich przekonaniach nikomu z moich bliskich, bo obawiam si takiej samej reakcji ² obrzydzenia [...] Nie oczekuj , e Pan mi odpowie. Pisz dlatego, e mam nadziej , e wspó czuje mi Pan i podziela moje rozgoryczenie. Zapewne Pan mo e sobie wyobrazi , jak to jest, straci kogo , kogo kocha e i kto ciebie kocha , tylko przez religi . Przecie gdyby nie jej pomys , e teraz jestem bezbo nym poganinem, pasowaliby my do siebie idealnie. Przypomnia o mi si , co Pan pisa o tym, e ludzie w imi wiary robi zupe nie chore rzeczy. Dzi kuj , e mnie Pan wys ucha . Odpowiedzia em m odemu cz owiekowi, wskazuj c, e nie tylko jego dziewczyna dowiedzia a si czego o nim. On równie czego si o niej dowiedzia . Czy naprawd by a dla niego do dobra? W tpi . Pisa em ju o ameryka skiej aktorce Julii Sweeney i jej uporczywej i nieodparcie przy tym zabawnej walce o odnalezienie w religii czegokolwiek, co pomog oby uratowa wyniesion z dzieci stwa wiar w Boga przed coraz wi kszymi w tpliwo ciami doros ej kobiety. Julia odnios a wreszcie zwyci stwo w tej walce i dzi jest podziwiana i szanowana przez m odych ateistów na ca ym wiecie. Denouement stanowi najbardziej poruszaj cy i wstrz saj cy moment jej monodramu Letting Go of God. Próbowa a ju wszystkiego, a nagle, opowiada, [...] wraca am w a nie z biura, które mia am z ty u domu, do siebie, gdy us ysza am jaki cichutki g osik szepcz cy w mojej g owie. Nie mam poj cia, jak dawno tam by , ale nagle sta si jakby o decybel g o niejszy. To co szepta o: Äboga nie ma". Z pocz tku próbowa am zignorowa

ów szept. Ale on znów sta si odrobin g o niejszy. ÄBoga nie ma, boga nie ma. O mój bo e, nie ma boga!". Przeszed mnie dreszcz. Jakbym wpad a do wody. Pomy la am ² ÄPrzecie ja nie umiem... Nie wiem, czy umiem nie wierzy w Boga. Potrzebuj Boga. To znaczy, tyle nas czy... " ÄNie umiem nie wierzy w Boga. Nie wiem, jak to zrobi . Jak si wtedy wstaje, jak prze y ca y dzie ?" Straci am równowag ... ÄNo dobra, uspokój si ² pomy la am po chwili. ² Pomy l sobie, e s takie okulary nie-wierz -w-Boga i za ó je na chwil , na sekundk tylko. Za ó je i szybciutko rozejrzyj si wokó , a pó niej natychmiast zdejmij". Có , za o y am okulary Äboga niet" i rozejrza am si ... Troch mi wstyd, jak to mówi , ale w pierwszej chwili poczu am si dziwnie. Zdziwi am si ² ÄAle jak Ziemia trzyma si na niebie? Mówisz, e tak sobie gnamy przez Wszech wiat? To wspania e!". Chcia am pobiec i u cisn Ziemi , jakby nagle spad a z kosmosu wprost w moje ramiona. A potem sobie przypomnia am ² ÄNo tak, grawitacja i moment p du i starczy... B dziemy si tak obraca wokó S o ca jeszcze bardzo, bardzo d ugo". Bardzo mnie poruszy a ta scena, kiedy pierwszy raz ogl da em Letting Go of God w teatrze w Los Angeles. Cho bardziej jeszcze poruszy a mnie opowie Julii o reakcji rodziców na prasowe doniesienia o jej wyleczeniu: Pierwsza zadzwoni a mama. W zasadzie by to tylko krzyk: ÄTy ² ateistka? ATEISTKA?!?!". Potem by telefon od ojca. ÄZdradzi a swoj rodzin , szko , zdradzi a swój kraj!" Zupe nie, jakbym sprzeda a jakie tajemnice Ruskim. Oboje powiedzieli, e ju si nigdy wi cej do mnie nie odezw . Tata stwierdzi nawet: ÄI nie wa mi si przyj na mój pogrzeb!". Kiedy ju od o y am s uchawk , pomy la am: ÄCiekawe, jak mnie powstrzymasz?!". Julia Sweeney doprawdy potrafi sk oni swoich s uchaczy do miechu przez zy (i nie jest to jej jedyny dar): My l , e gdybym powiedzia a, e przesta am wierzy w Boga, rodzice byliby niezbyt szcz liwi. Ale zosta ateistk , to co zupe nie innego. Ksi ka Dana BarkeraLosing Faith in Faith: From Preacher to Atheist[Trac c wiar w wiar . Od kaznodziei do ateisty] to opowie o stopniowej przemianie gorliwego chrze cijanina, fundamentalisty i w drownego kaznodziei w przekonanego ateist , którym autor jest obecnie. Godne uwagi, e Barker kaza tak e i po tym, jak sta si ateist ² to jedyne, co potrafi , a poza tym czu si uwi ziony w sieci spo ecznych powinno ci. Jak mówi, zna wielu ameryka skich duchownych, którzy znale li si w podobnym po o eniu, ale zdecydowali si powierzy ten sekret tylko jemu, w a nie po lekturze jego ksi ki. Poza tym nie odwa yli si przyzna do ateizmu nawet najbli szej rodzinie, tak bardzo obawiali si reakcji. Przypadek samego Barkera mia szcz liwsze zako czenie ² z pocz tku rodzice byli zaszokowani, miertelnie wr cz przera eni, potem jednak pos uchali, co syn ma do powiedzenia, i jego spokojne rozumowanie ich samych sk oni o do Äkonwersji" na ateizm. Niezale nie od siebie napisa o do mnie dwóch wyk adowców z jednego z ameryka skich uniwersytetów. Obaj pisali o swoich rodzicach. Matka pierwszego nieustannie zamartwia a si o nie mierteln dusz syna. Drugiemu ojciec powiedzia , e wola by ju chyba, eby si wcale nie urodzi ² tak by pewien, e pierworodny skazany jest na wieczne pot pienie. A przecie obaj moi korespondenci to wietnie wykszta ceni pracownicy uniwersyteccy, pewni swej edukacji i w asnej dojrza o ci. Chyba nie tylko w kwestii religii pozostawili rodziców za sob , intelektualnie równie . Pomy lmy tylko, jak ci ka musi by to przeprawa dla ludzi mniej intelektualnie wyrobionych, s abiej wykszta conych i mniej wygadanych ni ci dwaj czy Julia Sweeney gdy przyjdzie zmierzy si z zatwardzia o ci i uporem bliskich. Zapewne z czym takim w a nie musieli sobie poradzi pacjenci Jill Mython.

W rozmowie przed kamer Jill opisa a omawiane przez nas formy religijnego wychowania jako szczególny przypadek umys owego molestowania. Spyta em wtedy: ÄU y a okre lenia «molestowanie religijne». Gdyby mia a porówna molestowanie, z którym mamy do czynienia, gdy dzieci zmusza si do uwierzenia w piek o [...] z molestowaniem seksualnym? Która trauma jest gorsza?". ÄTo bardzo trudne pytanie ² odpowiedzia a. ² My l , e jest tu wiele podobie stw. W obu wypadkach to nadu ycie zaufania. W obu wypadkach odbiera si dziecku prawo do czucia si swobodnie, do otwarto ci i normalno ci w relacjach z zewn trznym wiatem [...] W obu wypadkach efektem jest pomniejszenie w asnej warto ci, zaprzeczenie prawdziwego ja."
W OBRONIE DZIECI

Mój szacowny kolega, psycholog Nicholas Humphrey przywo a cytowane wcze niej porzekad o o s owach, które nie rani , rozpoczynaj c w roku 1977 jeden z oksfordzkich wyk adów z cyklu Amnesty Lecture141. Humphrey zacz od tego, i nie zawsze jest to prawda, a jako dowodem pos u y si haita skim kultem voodoo. Znane s przypadki mierci wyznawców tej religii, do czego dochodzi o w ci gu kilku zaledwie dni od chwili, gdy kto rzuci na nich Äz e zakl cie" ² najpewniej wchodz tu w gr jakie psychosomatyczne nast pstwa przera enia. Pó niej Humphrey przeszed do pytania, czy Amnesty International, organizacja, na której rzecz przekazywane s dochody z Amnesty Lecture, powinna anga owa si w kampani przeciw szkodliwym i wyrz dzaj cym z o wyst pieniom i publikacjom. Uzna ² i to bardzo zdecydowanie ² e jakakolwiek cenzura jest niedopuszczalna. ÄWolno s owa ² wyja ni ² jest zbyt wa n z naszych wolno ci, by si do niej wtr ca ". Dalej jednak Humphrey dokona niemal gwa tu na swym w asnym liberalnym ja, bowiem j przekonywa s uchaczy, e od tej elaznej zasady trzeba wprowadzi jeden wyj tek: szczególna cenzura jest niezb dna, gdy chodzi o dzieci, a raczej 0 ich: [...] moraln i religijn edukacj , zw aszcza o t , któr dzieci odbieraj w domu. Pozwalamy przecie , a nawet wr cz oczekujemy, e to rodzice w a nie naucz w asne dzieci kryteriów prawdy i fa szu, dobra i z a. Tymczasem dzieci ² mówi dalej Humphrey ² maj prawo, prawo cz owieka, do tego, by nikt nie okalecza ich umys ów fa szywymi ideami. Nikt! Równie rodzice, którym przecie Bóg nie da wy cznej licencji na akulturacj swoich dzieci wy cznie na sposób, który sami uznaj za w a ciwy ² nawet rodzice nie maj wi c prawa do ograniczania w asnym dzieciom mo liwo ci zdobywania i poszerzania wiedzy, wychowuj c je w atmosferze ciasnych dogmatów 1przes dów, ani te daj c, by lepo pod a y w sk cie k obranej wiary. By si nadmiernie nie rozwodzi ²dzieci maj prawo do umys u wolnego od nonsensów, a my jako spo ecze stwo mamy obowi zek broni tego ich prawa. Nie mo emy wi c pozwoli , by rodzice uczyli swoje dzieci wierzy , e, na przyk ad, Bibli nale y odczytywa dos ownie albo e planety rz dz ich yciem, tak samo jak nie pozwalamy, by rodzice wybijali dzieciom z by lub zamykali je w lochu. Mocno powiedziane! Mog o wzbudzi wiele w tpliwo ci i nic dziwnego, e wzbudzi o. Na jakiej podstawie os dza , co jest nonsensem; czy to nie kwestia prywatnej opinii? Czy przypadki Äortodoksyjnej" nauki nie ucz nas ostro no ci? Naukowcy mog uwa a , e uczenie kogo astrologii czy dos ownego odczytywania Biblii to nonsens, ale s ludzie, którzy my l dok adnie przeciwnie, i czy mamy uzna , e tacy ludzie nie maj prawa uczy swoich dzieci. Czy naleganie, by dzieci Äuczono nauki", nie jest zwyk arogancj ? Bardzo jestem wdzi czny moim rodzicom za ich przekonanie, e dzieci powinno si uczy bardziej tego jak my le ni co my le . Je li, dorós szy i dysponuj c pe nym i nieskr powanym dost pem do wszelkich naukowych wiadectw, kto wiadomie decyduje, e wszystko, co napisano w Biblii, to prawda, albo e o naszym yciu decyduj planety ² wolno mu! Ró nica polega na tym, e taki kto podejmuje decyzj samodzielnie, a nie zosta a mu ona narzucona przez rodziców par force majeure. Przywilejem doros ego cz owieka jest wierzy , w co chce, rodzicom natomiast nie powinien by dany przywilej narzucania w asnych przes dów dzieciom. Zasada ta nabiera szczególnego znaczenia, gdy u wiadomimy sobie, e dzieci w nast pnym pokoleniu same staj si rodzicami i mog identycznie, jak same by y indoktrynowane, indoktrynowa w asne dzieci.

Humphrey mówi , e tak d ugo jak dzieci pozostaj ma e i bezbronne i dopóki wymagaj opieki, naprawd moralna kuratela nad nimi przejawia si powinna w próbie ka dorazowego odgadni cia, co same by wybra y, gdyby by y ju dostatecznie dojrza e. Tu pos u y si poruszaj cym przyk adem m odej inkaskiej dziewczyny, której zamarzni te, pi setletnie szcz tki odkryto w peruwia skich górach. Antropologowie, którzy dokonali odkrycia, uznali, e dziecko musia o by ofiar rytualnego mordu. Zgodnie z relacj Humphreya ameryka ska telewizja zrobi a film dokumentalny o Ädziewczynce z lodu". Telewidzowie mogli: podziwia pobo no inkaskich kap anów i towarzyszy dziewczynce w jej ostatniej drodze, dziel c z ni rado i dum z faktu, e to ona w a nie dost pi wielkiego zaszczytu i zostanie po wi cona. W efekcie przekaz tego filmiku w sumie sprowadza si do tezy, e sk adanie ludzi w ofierze to na swój sposób wspania y i godny pochwa y kulturowy wynalazek. Kolejny klejnot w koronie multikulturalizmu, je li kto woli. Humphrey jednak by jedynie zgorszony (ja równie jestem): Jak kto w ogóle mie sugerowa co takiego? Ile tupetu trzeba mie , eby nam ² wygodnie usadowionym w fotelach przed telewizorami²kaza w uniesieniu przygl da si rytualnemu mordowi; kaza spokojnie patrze , jak kilku zidiocia ych, napuszonych i zabobonnych starców morduje dziecko? To szczyt bezczelno ci, proponowa nam, by my z zachwytem kontemplowali czyn z gruntu niemoralny. Liberalnie (nie tylko w ameryka skim rozumieniu tego s owa) nastawiony czytelnik mo e w tym momencie poczu pewn konsternacj . Niemoralny, zgodnie z naszymi standardami ² na pewno, g upi ² te ; ale co ze standardami Inków. Przecie dla nich akt ofiary by w najwy szym stopniu moralny i na pewno nie g upi; by emanacj tego, co uwa ali za wi te. Ta ma a dziewczynka za bez najmniejszych w tpliwo ci by a gorliw wyznawczyni religii, w której zosta a wychowana. Kto da nam prawo, kim jeste my, by wa y si stawia zarzut morderstwa, by os dza inkaskich kap anów zgodnie z w asnymi, a nie ich warto ciami? Mo e ona naprawd by a zadowolona, ba, wniebowzi ta swoim losem? Mo e wierzy a, e pójdzie prosto do krainy wiecznej szcz liwo ci grza si po wieki w promieniach Boga S o ca? A mo e jednak ² co chyba znacznie bardziej prawdopodobne ² krzycza a z przera enia? Argumentacja Humphreya (i moja) zmierza w innym kierunku. Otó bez wzgl du, czy ta dziewczynka dobrowolnie (i ch tnie) sta a si ofiar , s bardzo powa ne powody, by s dzi , e nie odda aby ycia równie ochoczo, gdyby zna a wszystkie fakty. Wyobra my sobie na przyk ad, e wcze niej kto wyt umaczy by jej, e S o ce tak naprawd jest kul o temperaturze wy szej ni milion stopni Kelvina, wodór, z którego jest zbudowane, w wyniku reakcji j drowych przekszta ca si w hel, a samo powsta o pod wp ywem kondensacji ob oków galaktycznego gazu, podobnie jak Ziemia i ca y Uk ad S oneczny... Chyba wówczas nie chcia aby oddawa S o cu boskiej czci i mog oby to nieco zmieni jej gotowo na oddanie mu w ofierze w asnego ycia. Nie mo na wini inkaskich kap anów za ignorancj i uznanie ich za g upich bufonów to os d do ostry. Mo na ich jednak obarcza win za narzucanie w asnych przekona dziecku, które by o jeszcze o wiele za ma e, by samemu zadecydowa , czy S o cu trzeba oddawa bosk cze .Humphrey dodaje te , e cz winy spada równie na nas ² na autorów owego telewizyjnego filmu i na widzów. Mo na nas oskar y o dostrzeganie jakiego pi kna w mierci ma ej dziewczynki, Äczego , co wzbogaca nasz wspóln kultur ". To zreszt problem znacznie szerszy ² nieustannie stykamy si z analogiczn sk onno ci do fascynacji odmienno ci etnicznych wierze i obyczajów, a ta obejmuje równie usprawiedliwienie pope nianych w ich imieniu zbrodni. Postawa wielu sk din d wiat ych i dobrych libera ów bywa w tym momencie i i cie schizofreniczna. Z jednej strony przecie nie mo na akceptowa cierpienia i przemocy, z drugiej za postmodernistyczne i relatywistyczne przekonania nakazuj szacunek dla innych kultur nie mniejszy ni dla w asnej. Zabieg kliteroktomii jest, co nie ulega najmniejszej w tpliwo ci, potwornie bolesny i sprawia, e kobieta przestaje odczuwa przyjemno seksualn (w zasadzie g ównie o to w nim chodzi). My l , e z po owa o wieconych, przyzwoitych ludzi o liberalnych pogl dach chcia aby zakazania tego procederu. Druga po owa jednak e, z Äszacunku" dla obcych kultur uwa a, e nie powinni my si wtr ca , kiedy Äoni" chc okalecza Äswoje" dziewcz ta135 *. Problem jednak w tym, e zapominamy, i te Äich" dziewcz ta s w rzeczywisto ci Äswoimi" dziewcz tami, których w asnych pragnie nie powinni my ignorowa . Trudniej, rzecz jasna, odpowiedzie , co robi w przypadku, kiedy dziecko mówi, e chce podda

si temu zabiegowi. Zadajmy jednak pytanie ² czy chcia aby, mog c podj t decyzj ju jako doros a, wiadoma kobieta (gdyby uda o jej si unikn obrzezania w dzieci stwie). Humphrey pisze, e nie zna przypadku, by jakakolwiek doros a kobieta, której jako uda o si wcze niej przetrwa bez kliteroktomii, sama poprosi a o jej przeprowadzenie. Omówiwszyjeszcze pokrótce casus amiszów i ich prawa do wychowywania Äw asnych" dzieci na Äw asny" sposób, Humphrey do zjadliwie podsumowuje powszechnie dzi spo ecznie akceptowany entuzjazm dla kulturowej ró norodno ci. Oczywi cie, niektórzy nawet gotowi s przyzna , e los ma ego amisza, chasyda czy Cygana mo e by ci ki, gdy dziecko kszta towane jest Äna obraz i podobie stwo" rodziców ² ale przynajmniej, dodaj , trwa fascynuj ca tradycja kulturowa. Czy ca a nasza cywilizacja nie zubo eje, gdy te kultury znikn ? Czy jednak nie powinno by to raczej powodem do wstydu, e w imi podtrzymania kulturowej ró norodno ci zmuszamy ludzi do cierpienia? Tak przecie jest ² to cena, jak p acimy jako spo ecze stwo. Nie ² to nie my p acimy. To oni j p ac ". Problem ten sta si przedmiotem publicznej debaty w roku 1972. Wówczas to przed ameryka ski S d Najwy szy trafi a sprawa Ästan Wisconsin przeciwko Yoderom". Chodzi o o to, czy rodzice mog nie posy a swoich dzieci do szko y ze wzgl dów religijnych. Amiszowie yj w zamkni tych wspólnotach rozproszonych po ca ych Stanach. Wi kszo z tych udzi pos uguje si bardzo archaicznym dialektem j zyka niemieckiego (zwanym czasem Pennsylvania Dutch, j zykiem pensylwa skim lub Pennsilfaani- Deitsch). Amiszowie praktycznie nie korzystaj z elektryczno ci, silników spalinowych, zamków b yskawicznych ani wszelkich innych Äwspó czesnych" wynalazków. Trudno zaprzeczy , e taka wyspa siedemnastowiecznego ycia na oceanie nowoczesno ci prezentowa si mo e wyj tkowo atrakcyjnie, uroczo Ästaro wiecko". Czy nie warto czego takiego zachowa , w a nie w imi szacunku dla bogactwa kulturowej ró norodno ci? Lecz enklawy te mog trwa , jedynie gdy zgodzimy si , by amisze wychowywali dzieci na swój sposób i chronili je przed Äzepsuciem". Pojawia si jednak pytanie ² czy same dzieci amiszów nie powinny mie w tej sprawie czego do powiedzenia? S d Najwy szy USA musia odpowiedzie na to pytanie w 1972, kiedy cz amiszów odmówi a posy ania dzieci do szkó rednich. Edukacja szkolna powy ej pewnego wieku jest w ogóle sprzeczna z ich przekonaniami religijnymi, a edukacja naukowa w szczególno ci. Stan Wisconsin zdecydowa si jednak pozwa rodziców do s du, zarzucaj c im, e pozbawiaj dzieci przys uguj cego im prawa do nauki. Po przej ciu przez wszystkie kolejne instancje, sprawa trafi a przed S d Najwy szy, który (niejednomy lnie, stosunkiem g osów 6:1) przyzna racj rodzicom142. Opinia wi kszo ci przedstawiona na pi mie przez przewodnicz cego Warrena Burgera zawiera a mi dzy innymi nast puj ce sformu owanie: ÄJak wynika z akt sprawy, przymusowa nauka szkolna po uko czeniu szesnastego roku ycia stanowi powa ne zagro enie dla wspólnot amiszów i przestrzeganych w nich do dzisiaj praktyk religijnych. M odzi amisze ucz cy si po uko czeniu tego wieku musieliby albo porzuci swoj wiar i zasymilowa si ze spo ecze stwem, albo byliby zmuszeni do przeprowadzenia si do jakiego bardziej tolerancyjnego regionu". W opinii mniejszo ci s dzia William O. Douglas stwierdzi , e w tej kwestii nale a oby spyta o zdanie same dzieci. Czy naprawd chc przerwa nauk ? Czy naprawd chc pozosta we wspólnocie amiszów i na ich ziemi? Humphrey poszed by zapewne jeszcze dalej i spyta , czy, nawet je li dzi od jakiego ma ego amisza us yszeliby my, e Ätak", e chce zosta w tej wspólnocie, czy mo emy na tej podstawie wnosi , e dzieciak zadecydowa by tak samo, gdyby zapewni mu nale yte wykszta cenie i wyposa y w wiedz o dost pnych innych mo liwo ciach. Gdyby tak mia o by , czy jednak nie wiadczy yby o tym przyk ady m odych ludzi z zewn trznego wiata, którzy, Äg osuj c nogami", dobrowolnie przy czali si do amiszów? Argumentacja s dziego Douglasa bieg a w nieco innym kierunku. Otó uzna on, e nie ma adnych powodów, by akurat religijnym przekonaniom rodziców przyznawa jaki szczególny status, tak wysoki, e pozwalaj cy pozbawia dzieci przys uguj cego im prawa do wykszta cenia. Je li bowiem religii nadaliby my tak wyj tkowe uprawnienia, to dlaczego nie pogl dom laickim?

W opinii wi kszo ci S du Najwy szego przywo ana zosta a analogia mi dzy amiszami a wspólnotami monastycznymi, których obecno w naszych spo ecze stwach, i tu nie ma adnego sporu, niew tpliwie je wzbogaca. Tyle e, co Humphrey natychmiast wyci gn , ró nica jest zasadnicza. Mnisi dobrowolnie wybieraj ycie w klasztorze, dzieci amiszów nikt nie pyta o zdanie, czy chc zosta amiszami; tu si urodzi y i nie mia y adnego wyboru. Nasza zgoda na po wi canie innych, a zw aszcza ma ych dzieci, na o tarzu Äró norodno ci" i Äw imi zachowania religijnych tradycji" ma w sobie wiele protekcjonalizmu; wi cej, jest po prostu niehumanitarna. My je d my sobie naszymi samochodami, bawmy si komputerami, nie zapominaj c przy tym, rzecz jasna, o szczepionkach i antybiotykach, wy za , zabawni, archaiczni dobrzy ludzie, siedz cy na ko le w dziwnych nakryciach g owy i bryczesach, ze swoim staro wieckim dialektem i wygódk za stodo , trwajcie i wzbogacajcie nasze ycie. I trzeba wam oczywi cie pozwoli zamyka wasze dzieci w tej siedemnastowiecznej pu apce, wszak w przeciwnym razie wiat bezpowrotnie utraci by co ze swej cudownej skarbnicy ludzkich kultur. Jaka cz mnie dostrzega w tym nawet pewien sens. Ale to bardzo niewielka cz czuje tylko niesmak.
EDUKACYJNY SKANDAL

! Reszta

Premier mojego kraju, Wielkiej Brytanii, powo a si w a nie na ow Äró norodno ", kiedy pewien cz onek Izby Gmin za da wyja nienia, dlaczego rz d dotuje jedn ze szkó w pó nocno-wschodniej Anglii, która (co w Zjednoczonym Królestwie jest ewenementem) naucza biblijnego kreacjonizmu. Premier Blair odpowiedzia , e bardzo niedobrze by si sta o, gdyby akurat ten odosobniony przypadek zosta wykorzystany do storpedowania inicjatywy Ästworzenia mo liwie jak najbardziej zró nicowanego systemu edukacyjnego"143. ÄBohaterem" ca ej historii by Emmanuel College z Gateshed, czyli jednej z Älokalnych akademii", projekt powo ania których by przedmiotem dumy gabinetu Blaira. Ca y pomys polega na tym, by zach ci miejscowych sponsorów do wy o enia stosunkowo niewielkiej sumy (w Gateshed dwa miliony funtów wystarczy o), a ca reszt dok ada o pa stwo (tu ² dwadzie cia milionów funtów na pocz tek plus gwarancja pokrycia kosztów utrzymania i pensji). Ustawa o Äcity academies" dodatkowo dawa a lokalnemu sponsorowi decyduj cy g os w sprawie programu szko y i realizowanych przez ni warto ci, kontrol nad wi kszo ci rady szko y oraz prawo decydowania o przyjmowaniu (lub wyrzucaniu) poszczególnych uczniów. Dziesi cioprocentowym fundatorem Emmanuel College jest sir Peter Vardy. Sir Peter zbi maj tek na sprzeda y samochodów136 *, co pozwoli o mu zrealizowa (sk din d godne szacunku) marzenie zapewnienia dzieciom edukacji, której sam nigdy nie otrzyma , mniej godne szacunku jest, e Vardy postanowi przy tej okazji przekazywa m odym pokoleniom wy cznie w asne przekonania religijne. Jeszcze gorzej, e sir Peter nawi za konszachty z grup nauczycieli ci le zwi zanych z ameryka skimi fundamentalistami, której przewodzi niejaki Nigel McQoid. Pan McQoid najpierw zosta dyrektorem Emmanuel College, a dzi prezesuje ca ej sieci szkó za o onych przez Vardy'ego. O poziomie kompetencji naukowych Nigela McQoida wystarczaj co wiadczy jego przekonanie, e wiat ma mniej ni dziesi tysi cy lat. Je li to komu nie wystarcza, s u nast puj cym cytatem: Jak mo na my le , e wyewoluowali my z jakiego wybuchu, e kiedy byli my ma pami? Przecie to absolutnie niemo liwe w obliczu z o ono ci ludzkiego cia a [...] Je li b dziemy mówi naszym dzieciom, e ich ycie nie ma celu ² e s tylko chemiczn mutacj ²nigdy nie wytworzy si w nich poczucie w asnej warto ci144. Oczywi cie adne naukowiec nigdy nie powiedzia , e dziecko jest Ächemiczn mutacj ". U ycie w tym kontek cie takiego okre lenia wiadczy po prostu o kompletnej ignorancji autora. S dy równie absurdalne wyg asza Äbiskup" Wayne Malcolm, przywódca ko cio a Christian Life City z Hackney we wschodnim Londynie. Biskup Malcolm, jak doniós ÄGuardian" z 18 kwietnia 2006, Äkwestionowa naukowe dowody na rzecz ewolucji". Jak wiele ów duchowny rozumie z czego , z czym dyskutuje, najlepiej chyba wiadczy poni szy cytat: ÄW materiale kopalnym nie zachowa y si adne wiadectwa stadiów po rednich, a przecie gdyby aba mia a przekszta ci si w ma p , to powinni my znale mnóstwo ma po ab".

No dobrze, oka my dobr wol i za ó my, e pan McQuoid ma zarz dza sieci szkó i nie musi zna si na nauce. Przyjrzyjmy si wi c Stephenowi Layfieldowi, jego zast pcy do spraw naukowych. 21 wrze nia 2001 ów e Layfield wyg osi w Emmanuel College wyk ad zatytu owany Edukacja naukowa z perspektywy biblijnej. Tekst wyk adu opublikowany zosta na jednej z chrze cija skich witryn (www.christian.org.uk). Ju go jednak tam nie znajdziecie, bowiem nast pnego dnia po moim omówieniu, które zamie ci ÄDaily Telegraph" (z 18 marca 2003)145, w a ciciel witryny, Christian Institute, usun go. Na szcz cie bardzo trudno definitywnie usun cokolwiek z Internetu, cho by dlatego, e ró ne wyszukiwarki, by przyspieszy dzia anie, tworz cz sto lokalne kopie plików, a do tych mo na dotrze , nawet gdy kto wyrzuci orygina . I tak Andrew Brown, czujny brytyjski dziennikarz i g ówny spec ÄIndependenta" od spraw religijnych, odnalaz w sieci zapis wyk adu, skopiowa go z zasobów Google'a i bezpiecznie umie ci na swojej stronie pod adresem http://www.darwinwars.com/lunatic/liars/layfleld.html. Sk adnia adresu jest interesuj ca, przyznacie, cho ca a rzecz przestaje by wy cznie zabaw , kiedy bli ej zapoznamy si z tre ci inkryminowanego wyst pienia. Nim jednak do tego przejdziemy, jedna jeszcze dygresja. Otó pewien ciekawski czytelnik napisa do Emmanuel College z pytaniem, dlaczego wyk ad zosta usuni ty z ich witryny. Odpowied , jak uzyska (a któr zachowa Andrew Brown), trudno uzna za szczer : Emmanuel College od dawna znajduje si w centrum publicznej debaty wokó nauczania kreacjonizmu w szko ach. W praktyce oznacza to, e musimy odpowiada na liczne zapytania dziennikarzy, a to zabiera bardzo du o czasu zarówno samemu Przewodnicz cemu, jak i Dyrektorom szko y, tymczasem ka dy z nich ma bardzo du o innych obowi zków Dlatego w a nie zdecydowali my si przej ciowo usun wyk ad Stephena Layfielda z naszej witryny internetowej. Oczywi cie to ca kiem mo liwe e personel szko y móg by zbyt zapracowany, by wyja nia wszystkim zainteresowanym dziennikarzom oficjalne stanowisko college'u w kwestii nauczania kreacjonizmu. Tym bardziej jednak dziwi, dlaczego w takiej sytuacji usuni to tekst, który tak jednoznacznie je przedstawia i z którego dziennikarze mogliby po prostu cytowa stosowne fragmenty (co, przy okazji, im te zaoszcz dzi oby wiele czasu). Dlatego s dz , e prawdziwe przyczyny by y zupe nie inne ² w adze Emmanuel College usun y wyk ad, bo zda y sobie spraw , e maj co do ukrycia. Maj ² oto cytat ze wst pu: Na samym pocz tku musimy otwarcie stwierdzi , e odrzucamy bardzo popularny pogl d, sformu owany po raz pierwszy, zapewne zreszt nieumy lnie, przez Francisa Bacona w XVII wieku, jakoby to istnia y ÄDwie Ksi gi" (czyli Pismo wi te i ÄKsi ga Natury"), które czyta nale y niezale nie i które stanowi równorz dne ród o prawdy. Otó nie ! Nasze stanowisko jest pryncypialne ² na stronicach Pisma wi tego przemówi Pan, a Bógjest nieomylny i wszechwiedz cy. I cho taka postawa mo e wydawa si staromodna i naiwna ² zw aszcza odartej z wiary i zapatrzonej tylko w telewizj wspó czesnej kulturze ² nie mamy najmniejszych w tpliwo ci, e dopiero ona stanowi wystarczaj co solidny fundament, na którym mo na cokolwiek budowa . A cz owiek ma ch si uszczypn ! Ale nie ² to nie sen! To nie jaki w drowny kaznodzieja w stodole w Alabamie. To mówi dyrektor do spraw naukowych szko y, w któr rz d brytyjski aduje pieni dze, wielkie pieni dze; szko y, z której dumny jest nawet premier. Tony Blair, zreszt sam g boko wierz cy chrze cijanin, osobi cie dokona w roku 2004 uroczystego otwarcia kolejnego szkolnego przybytku ze stajni Vardy'ego146. Ró norodno mo e by godna pochwa y, ale taka ró norodno to szale stwo! W dalszej cz ci wyk adu pan Layfield dokonuje szczegó owego, punkt po punkcie, porównania nauki i Biblii. Nie ma tu miejsca nawet na cie w tpliwo ci ² za ka dym razem, gdy pojawia si sprzeczno , pod a nale y za Pismem. Ustosunkowuj c si do faktu, e nauki o Ziemi sta y si elementem programu szkolnego, Layfield stwierdza: Äodpowiedzialnym za t cz naszego kursu zaleca bym w szczególno ci uwa ne zapoznanie si z pracami po wi conymi geologii Potopu Whithcomba i Morrisa". Tak! To dok adnie o ten potop chodzi! To mowa o Noem i jego arce! I to wszystko w czasach, gdy dzieci powinny si uczy o tym (absolutnie niepodwa alny fakt), e Afryka i Ameryka Po udniowa by y kiedy jednym kontynentem, który kiedy rozpad si i

obie cz ci zacz y si oddala od siebie w tempie mniej wi cej takim, w jakim nam rosn paznokcie! Je li komu to nie wystarcza, oto nast pne cytaty z wyst pienia dyrektora do spraw naukowych Emmanuel Colleg , tym razem t umacz cego, jak to biblijny potop Äwyja nia" niedawny i gwa towny przebieg zdarze , które zgodnie z wspó czesn wiedz geologiczn trwa y setki milionów lat i zasz y miliardy lat temu. W naszym geofizycznym paradygmacie musimy uwzgl dni historyczno potopu w tej postaci, w jakiej zdarzenie to opisuje Ksi ga Rodzaju (6-10). O ile mo emy ufa biblijnej narracji i podane w Pi mie genealogie (m.in. Rdz 5,1, Krn 1, Mat 1, k 1) nie maj zasadniczych luk, to ta globalna katastrofa musia a zaj w stosunkowo nieodleg ej przesz o ci. Potwierdzaj to zreszt znaleziska w ska ach osadowych, olbrzymie zasoby paliw w glowodorowych (w gla, ropy i gazu), a wreszcie liczne wiadectwa Äz legend" ² opowie o wielkim potopie wyst puje w bardzo wielu kulturach na ca ym wiecie. Z kolei mo liwo budowy arki, która mog aby pomie ci przedstawicieli wszystkich ziemskich gatunków i zachowa przy yciu nawet przez rok, nim wody nie opad y, udowodni ostatnio mi dzy innymi John Woodmorrappe. W pewnym sensie wyk ad Layfielda jest nawet gorszy ni brednie wyg aszane przez kompletnych ignorantów, jak cytowani wcze niej Nigel McQuoid czy biskup Wayne Malcolm ² przecie pan Layfield jest osob wykszta con . Oto kolejny przyk ad jego wspania ej erudycji: Jak stwierdzili my ju na pocz tku, chrze cijanie maj wszelkie najlepsze powody, by traktowa Pismo, Stary i Nowy Testament, jako niezast piony przewodnik, w co wierzy . I nie jest to tylko dokument religijny. Pismo daje nam te najpe niejsze wiadectwo historii Ziemi, tyle e my, ku w asnej zgubie, próbujemy je ignorowa . Oczywi cie ka dy szanuj cy si teolog a si wzdryga na my l, e móg by zosta pos dzony o dos owne traktowanie historyczno-geologicznego przekazu Biblii. Wraz z naszym przyjacielem Richardem Harrisem, biskupem Oksfordu, napisali my list otwarty do premiera Blaira, pod którym podpisa o si te o miu biskupów i dziewi ciu wybitnych naukowców147. W ród sygnatariuszy znale li si : ówczesny przewodnicz cy Royal Society (wcze niej szef zespo u doradców naukowych Blaira), sekretarze Royal Society, biolog i fizyk) oraz ówczesny Astronom Królewski (dzi pe ni cy obowi zki przewodnicz cego Royal Society), a tak e dyrektor Muzeum Historii Naturalnej i sir David Attenborough, jeden z najbardziej szanowanych ludzi w Anglii. Ze strony Ko cio ów list podpisali jeden biskup rzymskokatolicki i siedmiu biskupów Ko cio a anglika skiego; przywódcy religijni ze wszystkich stron Anglii. Odpowied , jak otrzymali my z kancelarii premiera, trudno nazwa inaczej ni wymijaj c i dalece niezadowalaj c . Praktycznie poinformowano nas jedynie, e absolwenci szko y uzyskuj dobre wyniki na egzaminach ko cowych, a rz dowa agencja OFSTED nadzoruj ca system edukacyjny nie ma do szko y adnych zastrze e , przeciwnie, ocenia j dobrze. Najwyra niej premier Blair nie u wiadomi

sobie, e skoro inspektorzy OFSTED entuzjastycznie oceniaj poziom szko y, której dyrektor do spraw naukowych publicznie twierdzi, e wiat powsta po udomowieniu psa, to by mo e co jest nie tak z kryteriami, jakimi kierowa si maj rz dowi inspektorzy. Najbardziej chyba przygn biaj cy fragment wyk adu Stephena Layfielda stanowi jego zako czenie po wi cone odpowiedzi na pytanie ÄCo mo na zrobi ?". W konkluzji pan Layfield doradza nauczycielom chc cym przemyci chrze cija ski fundamentalizm do klas szkolnych, jak czyni to skutecznie. Zach ca ich na przyk ad, by: przy ka dej nadarzaj cej si sposobno ci, kiedy tylko w podr cznikach przywo any zostanie paradygmat ewolucji i starej Ziemi (istniej cej od milionów czy miliardów lat), nale y zadawa odpowiednie pytania lub wskazywa na s abe punkty tej koncepcji. Gdy tylko jest to mo liwe, musimy podawa uczniom alternatywne (biblijne, czyli lepsze) wyja nienia tych samych zjawisk. Tak samo powinni my post powa przy nauczaniu fizyki, chemii i biologii. Dalsza cz wyk adu Layfielda to ju czysta propaganda, podr cznik religijnej edukacji dla nauczycieli biologii, chemii czy fizyki, chc cych ² trzymaj c si oficjalnego programu nauczania ² zast pi naukow , opart na dowodach wiedz Äprawdami" Pisma wi tego. 15 kwietnia 2006 James Naughtie, jeden z bardziej do wiadczonych dziennikarzy prowadz cych w BBC, zaprosi sir Petera Yardy do studia. Wywiad dotyczy przede wszystkim zarzutów (którym Vardy zaprzeczy ), e gabinet Blaira przekupywa bogatych ludzi (tytu ami szlacheckimi i lordowskimi), by anga owali si w projekt sponsorowania lokalnych szkó . Naughtie spyta jednak Vardy'ego równie o kreacjonizm. Sir Peter konsekwentnie zaprzeczy tak e i temu, e takich rzeczy jak teoria m odej Ziemi uczy si w Emmanuel College. Jeden z jej absolwentów, Peter French, równie kategorycznie stwierdzi jednak, e tak by o148 (ÄNauczyciele mówili nam, e Ziemia ma sze tysi cy lat"137104). Kto mówi prawd ? Nie wiadomo, trudno jednak zaprzeczy , e pan Layfield do jasno wypowiada si na temat tego, jak i czego uczy . Czy by Vardy nie czyta jego manifestu? Czy naprawd nie wie, za czym opowiada si osoba odpowiedzialna za poziom naukowy jego szkó ? No có , Peter Vardy zbi maj tek na sprzeda y u ywanych samochodów²czy kto z was kupi by od niego auto? A czy, tak jak zrobi to Tony Blair, sprzedaliby cie mu szko za dziesi procent warto ci, ciep r czk dok adaj c jeszcze pokrycie kosztów utrzymania? B d my mi osierni wobec Blaira ² przyjmijmy, e on akurat rzeczywi cie nie czyta wyk adu Layfielda. Obawiam si , e trudno b dzie pana premiera sk oni , by mo e jednak z tym dzie em si zapozna . Dyrektor McQuoid, najwyra niej chc c poprawi nieco zaszargany wizerunek Emmanuel College, chwali si niedawno publicznie wielk otwarto ci prowadzonego przez siebie przybytku i zapewne niezamierzenie da najlepszy dowód przepe niaj cego go protekcjonalnego samozadowolenia: Doskona ym przyk adem otwarto ci, jaka nas charakteryzuje, mo e by chocia by lekcja filozofii, któr prowadzi em niedawno w przedostatniej klasie. Shaquille twardo obstawa przy swoim: ÄKoran jest s uszny i mówi prawd " ² g osi . Clare, siedz ca w awce obok, zaprotestowa a ² ÄNie, to Biblia jest prawd ". Zacz li my wi c rozmawia o podobie stwach mi dzy tymi dwiema ksi gami i o tym, co je ró ni. Wszyscy zgodzili my si , e obie nie mog by prawdziwe. Na mnie spocz obowi zek podsumowania dyskusji, powiedzia em wi c Shaquillowi, e przykro mi, ale to on si myli, prawd bowiem znale mo na w Biblii. Ch opiec jednak nie ust pi i powiedzia : ÄPrzykro mi, panie McQuoid, ale to pan si myli. To Koran mówi prawd ". Sko czyli my zaj cia, dzieci posz y na lunch i kontynuowa y dyskusj w szkolnej sto ówce. W a nie tego chcemy je nauczy . Chcemy, eby nasze dzieci wiedzia y, dlaczego wierz i w co wierz oraz potrafi y tego broni !149 Có za czaruj cy obrazek! Ma y Shaquille i ma a Clare burzliwie spieraj cy si nad kanapk i dzielnie broni cy swoich zupe nie nieporównywalnych przekona . Czy naprawd tak

* W j zyku angielskim ró nica jest jeszcze bardziej wyra na, bowiem zwyczajowo nazwy wyzna religijnych pisane s z du ej litery 137 (Christian, Muslim etc), nie musz dodawa , e Äateista" nie jest tak wyró nianym rzeczownikiem pospolitym (przyp. t um.) 139

czaruj cy?! Czy mo e raczej pan McQuoid roztoczy przed naszymi oczami wizj do O có bowiem tak

a osn ?

138

naprawd spiera a si ta parka, jakie argumenty mog o przedstawi ka de z dzieci na poparcie swego stanowiska? Jakimi dowodami mog y si pos u y , jakimi wiadectwami wesprze si w tym Äkonstruktywnym i o ywionym sporze"? adnymi ² i Clare, i Shaquille mogli tylko kategorycznie stwierdza , e to w a nie ich wi ta ksi ga jest lepsza. Tak zreszt mówili i w sumie przecie to wszystko, co kto mo e i potrafi powiedzie , je li zosta nauczony, e prawda pochodzi z Pisma, a nie z dowodów. Clare, Sha uille i pozosta e dzieci w tej szkole nie by y w tej szkole kszta cone. By y molestowane ² tyle e nauczyciele wykorzystywali nie ich cia a, a umys y.
ZNÓW O BUDZENIU
WIADOMO CI

Oto kolejny uroczy obrazek. Tym razem z gazety, któr zwykle czytuj ² z ÄIndependenta". Poniewa dzia o si to w okolicach wi t Bo ego Narodzenia ÄIndependent" musia da co Äokoliczno ciowego" i na pierwszej stronie znalaz a si chwytaj c wr cz za serce ekumeniczna scenka ze szkolnego przedstawienia, w którym Trzech Króli odgrywa y czterolatki: Shadbreet (sikh), Musharaff (muzu manin) i Adele (chrze cijanka). Imiona i wyznanie dzieci gazeta zamie ci a w nag ówku. Czaruj ce, nieprawda ? A si ciep o robi na sercu! Nie! Ani jedno, ani drugie ² przecie to czysty absurd. Jak jakikolwiek przyzwoity cz owiek mo e my le , e to uczciwe etykietowa czteroletnie dzieci poprzez kosmologiczne i teologiczne pogl dy ich rodziców? eby to sobie uzmys owi , wyobra my sobie, jak zareagowaliby my na identyczn fotografi z nieco zmienionym podpisem: Shadbreet (keynesista, lat cztery), Musharaff (monetarysta, lat cztery) i Adele (marksistka, wiek ² cztery lata). Redakcj natychmiast zala aby fala listów od zbulwersowanych czytelników. Tymczasem ów dziwny status religii sprawia, e na taki obrazek, jaki zosta opublikowany, nikt nawet nie odwa y si zwróci uwagi i nikt nie mie zaprotestowa przy adnej podobnej okazji. A jaki wrzask by si rozleg , gdyby tak kto zamie ci pod fotografi taki na przyk ad opis: Czteroletni: Shadbreet (ateista), Musharaff (agnostyk) i Adele (laicka humanistka)138105. Pewnie kto wr cz za da by ledztwa, czy rodzicom tych dzieci nie powinny zosta odebrane prawa rodzicielskie. W Wielkiej Brytanii, gdzie nie mamy konstytucyjnego rozdzia u ko cio a i pa stwa, rodzice-atei ci zwykle zdaj si na lepy traf i dzieci ucz szczaj na lekcje tej religii, która jest najpopularniejsza w danym regionie. ÄThe-Brighfs.net" to ruch, który narodzi si w Stanach Zjednoczonych. (Samo poj cie Äbright" to równie ameryka ska inicjatywa ² idea polega na tym, by z równym sukcesem, jaki odnie li homoseksuali ci, w odniesieniu do których powszechnie ju u ywa si okre lenia Ägej", zmieni obci onego Äateist " na Äbrighta"139 *.) Otó zwolennicy tego ruchu bardzo skrupulatnie okre lili, na jakich warunkach przyst pi mo e do niego dziecko ² ÄDecyzja o tym, e chce si by «brightem», musi by autonomiczn decyzj dziecka. Je li jaki m ody cz owiek chce zosta brightem, bo tak mu kazano, NIE MO E zosta brightem". Czy wyobra acie sobie jakikolwiek ko ció (czy meczet) wydaj cy tak negatywn , wyrzekaj c si deklaracj ? A mo e powinno si im co takiego nakaza . Sam przyst pi em do The-Brights.net, po cz ci ² przyznam ² kieruj c si jak najbardziej szczer ciekawo ci , czy takie poj cie da si drog memetycznej in ynierii wprowadzi do potocznego j zyka. Nie mam zreszt poj cia, cho bardzo chcia bym wiedzie , czy w przypadku Ägeja" mieli my do czynienia ze wiadomym projektem, czy te to po prostu Äsi sta o"150. Kampania na rzecz Äbrightów" ju na wst pie zaliczy a falstart, kiedy kilku ateistów w ciekle zaatakowa o sam pomys , obawiaj c si , e zostanie uznany za przejaw arogancji. Ruch Gay Pride szcz liwie dla siebie nie cierpia na tak fa szyw skromno i mo e dlatego odniós sukces. W jednym z poprzednich rozdzia ów pisa em ju o Äbudzeniu wiadomo ci". Wspomnia em o osi gni ciach feministek, które sprawi y, e zacz li my si obrusza , s ysz c o Äm skich decyzjach" czy Äbabskim gadaniu". Tu chcia bym obudzi nasz wiadomo w innej sferze. Bardzo chcia bym, by ka dy z nas achn si , gdy s yszy, e o jakim dziecku mówi si jako o
105 Jeszcze si nie zetkn em z prób przeniesienia tego okre len ia do j zyka polskiego, cho by mo e tak w a nie odczytywa nale y uwagi jednego z katolickich dziennikarzy, który, komentuj c dyskusj , jaka wywi za a si na amach ÄGazety Wyborczej" po publikacji fragmen tu tej ksi ki, mówi o Äzagro eniu dyktatur «ja niaków»" (przyp. t um.).
140

* W oryginale Richard Dawkins mówi o najpopularniejszej chyba Biblii j zyka angielskiego, o Biblii Króla Jakuba (King James Bibie ² Authorized Version).Przyk ady, którymi si pos uguje, s jednak zdecydowanie ponadkulturowe (zaledwie kilka spo ród kilkudziesi ciu przyk adów przywo anych przez Dawkinsa nie funkcjonuje na tych samych zasadach w j zyku polskim) i dlatego poni ej b dziemy mówi po prostu o Biblii (przyp. t um.).

cz onku którego z ko cio ów. Dzieci s zbyt m ode, by wiadomie okre la swoje pogl dy na Wszech wiat, ycie i ród a moralno ci. Dla mnie przynajmniej ju samo sformu owanie Ächrze cija skie dziecko" czy Ämuzu ma skie dziecko" brzmi niczym zgrzyt paznokci po tablicy. Oto na przyk ad informacja podana 3 wrze nia 2001 roku przez ameryka sk stacj radiow KPFT- FM w programie ÄIrlandzka fala": Lojali ci zorganizowali protest, chc c uniemo liwi katolickim uczennicom rozpocz cie nauki w Holy Cross Girls' Primary School (szkole podstawowej dla dziewcz t pod wezwaniem wi tego Krzy a) przy Arodoyne Road w pó nocnym Belfa cie. Musia y interweniowa policja i wojsko. Funkcjonariusze RUC (Royal Ulster Constabulary) oraz o nierze usun li protestuj cych usi uj cych zablokowa dost p do szko y. Dopiero postawienie barier umo liwi o dziewczynkom przedostanie si przez blokuj cy wej cie t um. Lojali ci wygwizdywali wchodz cych i obrzucali ich sekciarskimi wyzwiskami, mimo e znajdowa y si w ród nich nawet czteroletnie dzieci eskortowane przez rodziców. Gdy dziewczynki i odprowadzaj cy je doro li wesz y wreszcie do szko y, lojali ci zacz li rzuca kamieniami i butelkami. Oczywi cie ka dy przyzwoity cz owiek zmartwi si losem si losem tych nieszcz snych uczennic. Ja chcia bym jednak, by wzburza o nas nie tylko to, co je spotka o, ale równie sama my l o tym, e mo na je nazywa Äkatolickimi uczennicami". (Jak pisa em w Rozdziale 1., Älojali ci" to pokr tny pó nocnoirlandzki eufemizm. ÄLojali ci" to nic innego ni protestanci, tak samo jak Änacjonali ci" to eufemistyczne okre lenie katolików. To zreszt interesuj ce, e ci sami ludzie, którzy bez najmniejszego wahania nazywaj kilkuletnie dzieciaki Äkatolikami" albo Äprotestantami", powstrzymuj si przed nazywaniem w ten sposób ² a w tym wypadku by oby to o wiele bardziej w a ciwe ² doros ych terrorystów czy gromadz cego si przed szko t umu.) Nasze spo ecze stwo, w tym równie jego niereligijne cz ci, najwyra niej zaakceptowa o t najzupe niej niedorzeczn ide , i jest czym zupe nie normalnym ² a nawet s usznym ² prowadzona od male ko ci indoktrynacja dzieci do wiary ich rodziców, podobnie jak zupe nie naturalne jest etykietowanie ich w ten sposób (mamy wszak Äprotestanckie" dzieci, Äkatolickie" dzieci, Ä ydowskie" dzieci czy Ämuzu ma skie" dzieci), cho nie ma przecie adnej podobnej kategorii, której nadaliby my analogiczny status ² nikt nie mówi wszak o liberalnych albo konserwatywnych dzieciach, ani o dzieciach-demokratach i dzieciach-republikanach. Prosz , b agam ² nie pozwalajmy na to! Nie wahajcie si wpada we w ciek o , ile razy co takiego s yszycie. adne ma e dziecko nie jest chrze cijaninem czy muzu maninem ² co najwy ej jest dzieckiem chrze cija skich lub muzu ma skich rodziców Okre lanie ich w ten w a nie sposób mo e te by doskona metod , by obudzi wiadomo w samych dzieciach. Dziecko, które us yszy, e mówi si o nim (lub o niej ² prosz wybaczy j zykowy seksizm) Ädziecko muzu ma skich rodziców", natychmiast zda sobie spraw , e wyznanie jest czym , co sam (sama) mo e wybra ² lub odrzuci ² gdy b dzie ju do doros e. Spore po ytki przy edukacji najm odszych przynie mo e religioznawstwo, czy mo e raczej powinni my mówi o nauczaniu Äreligii porównawczej". We mnie zreszt pierwsze w tpliwo ci pojawi y si w a nie wówczas, gdy, maj c z grubsza dziewi lat, us ysza em (od rodziców, nie w szkole), e wiara chrze cija ska, w której zosta em wychowany, jest tylko jednym z wielu zupe nie nieporównywalnych systemów wierze . Religijni apologeci doskonale zreszt zdaj sobie spraw z tego zagro enia i dlatego taka perspektywa ich przera a. Po tym zdj ciu ze szkolnego przedstawienia do redakcji nie nadszed aden list z zastrze eniami wobec religijnego etykietowania czterolatków. Krytyczn reakcj fotografia wywo a a jedynie w organizacji pod nazw The Compaign for Real Education, której rzecznik stwierdzi , e wspó czesna edukacja odwo uj ca si do wielowyznaniowo ci jest czym wielce niebezpiecznym, bowiem ÄDzieciom mówi si dzi , i wszystkie religie s równe, to za oznacza, e ich wiara nie ma adnej szczególnej warto ci". To prawda, dok adnie o to chodzi! Pan rzecznik istotnie ma si czym martwi . Przy innej okazji zreszt osobnik ów publicznie stwierdzi , i ÄNie wolno zrównywa wszystkich religii. Ka dy ² hinduista, yd, muzu manin i chrze cijanin ² ma prawo wierzy , e jego religia jest lepsza ni wszystkie pozosta e. W przeciwnym razie po co w ogóle mia by wierzy !"151.

wi ta prawda ² po co!? A tak na marginesie: có to za piramidalna bzdura. Ró ne systemy religijne s ze sob niezgodne, inaczej przecie nikt nie móg by wierzy , e to jego wiara jest Äs uszna" i lepsza. W sumie jednak wi kszo z nich nie jest wcale Älepsza". Niech zatem dzieci ucz si o ró nych religiach, niech same odkryj dziel ce je ró nice i wreszcie pozwólmy im, by na tej podstawie, w oparciu o w asne przemy lenia, same podj y decyzj . I niech same te zdecyduj , gdy ju b d wystarczaj co doros e, czy te ró nice mi dzy poszczególnymi wyznaniami s naprawd a tak istotne, by si nimi przejmowa .
EDUKACJA RELIGIJNA JAKO CZ
DZIEDZICTWA KULTUROWEGO

Musz przyzna , e nieco mnie zaskakuje nieznajomo Biblii bardzo powszechna w ród ludzi, którzy sw przygod z systemem edukacyjnym zako czyli dekad czy kilka pó niej ni ja. A mo e to nawet nie problem dziesi cioleci. Robert Hinde w bardzo m drej ksi ceWhy Gods Persist[Dlaczego bogowie przetrwali] pisze, e wed ug bada przeprowadzonych przez Agencj Gallupa ju w roku 1954 trzy czwarte ameryka skich chrze cijan (tak katolików, jak protestantów) nie potrafi o wymieni imienia nawet jednego starotestamentowego proroka, ponad dwie trzecie nie wiedzia o, kto wyg osi Kazanie na Górze, a dla znacznej cz ci pytanych Moj esz by jednym z dwunastu aposto ów. Przypomn , e badanie przeprowadzono w Stanach Zjednoczonych, które ju wówczas by y jednym z najbardziej religijnych pa stw w ród krajów rozwini tych. W Biblii 140106 znale mo na fragmenty o olbrzymiej literackiej warto ci, by wspomnie cho by Pie nad Pie niami czy niezrównan Ksi g Koheleta (jak mi mówiono, hebrajski orygina jest tekstem literacko równie wietnym). Jest jednak inny powód, dlaczego znajomo Biblii jest niezb dnym elementem przyzwoitej edukacji ² nasza literatura i kultura czerpi z tej ksi gi pe nymi gar ciami. Podobnie zreszt funkcjonuje w naszej kulturze mitologia Greków i Rzymian (o bogach antyku te uczymy si w szkole, ale nikt nie ka e nam w nich wierzy ). Oto wi cej ni krótka lista biblijnych (i zainspirowanych Bibli ) fraz, zda i sentencji, które na sta e zago ci y w naszych j zykach, od wielkiej poezji po wy wiechtane klisze, popularne powiedzenia i przys owia: Nape niajcie ziemi i czy cie j sobie poddan * Na wschód od Edenu * ebro Adama * Znami Kaina * Matuzalemowy wiek * Miska soczewicy * Sprzeda pierworództwo * Drabina Jakubowa * Niewidomy w Gazie * Sól ziemi * W brzuchu wieloryba * Plagi egipskie * Siedem krów t ustych i siedem krów chudych * Z oty cielec * Obcy w obcym kraju * Krzew gorej cy * S up soli * Tr by jerycho skie * Owoc zakazany * Znak czasów * Kraina mlekiem i miodem p yn ca * Oko za oko, z b za z b * Grzech wasz dosi gnie was * Filistyni * Dawid i Goliat * Jezabel * Królowa Saby * M dro Salomona * Salomonowy wyrok * Cierpliwy jak Hiob * Arka Noego * Lewiatan * Marno nad marno ciami * Jest czas sadzenia i czas wycinania * Kwa ne winogrona * Lisy w winnicy * Przekuwa miecze na lemiesze * ywot mi obmierz * Jedzmy, pijmy, bo jutro pomrzemy * Kto sieje wiatr, zbiera burz * Sodoma i Gomora * Nie samym chlebem cz owiek yje * Nadstaw drugi policzek * Per y przed wieprze * Wilk w owczej skórze * P acz i zgrzytanie z bów * Strz sn kurz z sanda ów * Kto nie jest ze mn , jest przeciwko mnie * Przemieni wod w wino * Królestwo moje nie jest z tego wiata * Bogu, co boskie, a cesarzowi, co cesarskie * Salomonowy wyrok * Faryzeusze * Kto pierwszy rzuci kamieniem * Nikt nie jest prorokiem we w asnym kraju * Czterdzie ci batów * G os wo aj cego na puszczy * Wilk i owca * Judasz * Rze niewini tek * Mirra, kadzid o i z oto *
oryginalny wraz z (oryginalnym) komentarzem Dawkins a: ÄPrzewspaniale dowcipna jest cho by nast puj ca strofa lorda Justice'a Bowena: The rain it raineth on the just, And also on the unjust fella. But chiefly on the just, because The unjust hath the just 's umbrella. Ca a zabawa tkwi w odwo aniu do Mt 5,5 (ÄFor he maketh his sun to rise on the evil and on the good, and sendeth rain on the just and on the unjust").My Fair Ladyzosta a spolszczona, ale równie i w tym przypadku aluzja do Jana Chrzciciela {Ä Thanks a lot, King," says lina manner well bred, I ÄBut all I want is 'Enry 'Iggins' 'ead") jest praktycznie nieczytelna (przyp. t um.).
142

Naród wybrany * W jaskini lwa * W drodze do Damaszku * Niewierny Tomasz * Powsta z grobu * Wieczny Tu acz * Armageddon * Apokalipsa * Je d cy Apokalipsy * Wie a Babel * Cham * Ucho igielne * Deprofundis * Quo vadis* Umywam r ce * Szabat jest dla cz owieka, nie cz owiek dla szabatu * Wdowi grosz * Grona gniewu * Zagubiona owieczka * Syn marnotrawny * Azali jestem stró em brata mego * Dobry Samarytanin * Z Szaw a Pawe * Droga na Golgot * Ponie swój krzy * Jam jest Alfa i Omega. Wszystkie te zwroty i wyra enia zaczerpni te zosta y wprost z Biblii i nie ulega najmniejszej w tpliwo ci, e nieznajomo tej ksi gi znacz co upo ledza odbiór dzie literackich, i to nie tylko dzie Äliteratury wysokiej"; odwo ania takie mo emy znale i u lorda Bowena, i w My Fair Lady141 *. Kolejnym pisarzem, który pe nymi gar ciami czerpa z biblijnego kanonu, by EG. Wodehouse. Na stronicach jego satyrycznych powie ci znale pewnie by mo na wi kszo sformu owa cytowanych powy ej i jeszcze ca e mnóstwo innych, jeden z bohaterów Wodehouse'a by zreszt bardzo dumny z nagrody, jak jeszcze w szkole otrzyma za wietn znajomo Pisma. Skoro literatura l ejszego lotu jest tak pe na biblijnych odniesie i aluzji, trudno si dziwi , e literatury wysokiej dotyczy to w jeszcze wi kszym stopniu. Naseeb Shakeen znalaz w dzie ach Szekspira ponad trzysta takich przyk adów, a jego opracowanie jest cz sto cytowane i powszechnie uznawane za bardzo rzetelne152. Bardzo wiele ciekawych informacji znale te mo na w Bibie Literacy Report, opublikowanym w Fairfax w Wirginii (co prawda, za pieni dze Templetona, ale niech tam)153. Trudno jednak nie zgodzi si z wyra on w tej ksi ce opini , e znajomo Biblii jest niezb dna, je li kto chce rzeczywi cie pozna i zrozumie angielsk literatur ; to zreszt zgodna opinia wyk adowców i nauczycieli tego przedmiotu142107. Oczywi cie to twierdzenie odnosi si do wszystkich wielkich literatur europejskich, cho by francuskiej, niemieckiej, w oskiej, rosyjskiej czy hiszpa skiej. Dla literatury arabskiej zapewne tym samym b dzie znajomo Koranu, a dla mieszka ców Indii znajomo Bhagawad Gity. (Dzie o Wagnera za w pe ni doceni mo e tylko kto , kto ma jakie takie poj cie o mitologii germa skiej ² a warto, bo jak twierdz wtajemniczeni, muzyka Wagnera jest znacznie lepsza, ni to s ycha .) Mo e teraz zako cz ju ten w tek. Mam nadziej , e powiedzia em do , by przekona moich czytelników (mo e przynajmniej tych nieco starszych), e wiatopogl d ateistyczny w adnym wypadku nie wi e si z daniem wyrzucenia Biblii i innych wi tych ksi g z programów szkolnych i z kanonu edukacyjnego. wiatopogl d ten nie oznacza równie , e nie wolno nam zachowa sentymentu i przywi zania do kulturowej i literackiej tradycji judaizmu, anglikanizmu, katolicyzmu czy islamu. Bez k opotu mo na nawet uczestniczy w religijnych ceremoniach, jak luby czy pogrzeby, nie akceptuj c ca ej nadprzyrodzonej otoczki i wierze , które historycznie wi si z tymi tradycjami. Mo na porzuci wiar w Boga, nie trac c nic z ca ego skarbu kulturowego dziedzictwa. Rozdzia dziesi ty NIEZB DNA LUKA? Czy jest co , co mo e bardziej wstrz sn nasz dusz , ni przygl danie si odleg ym galaktykom przez teleskop o trzymetrowej rednicy albo dotyk skamienia o ci sprzed stu milionów lat lub kamiennego narz dzia sprzed lat pi ciuset tysi cy, ni widok cian Wielkiego Kanionu, prawdziwego pomnika pot gi czasu i przestrzeni, albo wreszcie ni s uchanie uczonego, który zdo a spojrze na pocz tek Wszech wiata i nie o lep od tego widoku. Oto sacrum nauki! Michael Shermer ÄTa ksi ka wype nia bardzo istotn luk ". To sformu owanie mo na odczytywa na dwa sposoby, gdy Äistotny" mo e te czasem znaczy to samo, co Äpotrzebny". Ta niezamierzona
107 Mo na si te spotka z podobn ² i oczywi cie równie trafn opini ² e znajomo Biblii niezb dna jest do zrozumienia literatury polskiej. Por. np. ks. Kazimierz Bukowski, Biblia a literatura polska. Antologia, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1990; Dariusz Trze niowski, W stron cz owieka. Biblia w literaturze polskiej (1863-1918), Wydawnictwo UMCS, Lublin 2005; a zw aszcza Grzegorz Kramarek, Tradycja biblijna w literaturze polskiej. Bibliografia opracowa . WiekXX, TBLP, KUL, Lublin 2004 (patrz te : www.kul.lublin.pl/m_wydzialowe/tblp.pdf). Nie sposób jednak zgodzi si z g ówn tez wi kszo ci tego typu publikacji, jakoby fakt ten mia wiadczy na rzecz konieczno ci przyj cia wiary chrze cija skiej (przyp. red.).

dwuznaczno wprowadza czasem pewien zam t, ale w niektórych przypadkach mo e to nawet i dobrze. (Na stronie http://www.kcl.ac.uk/kis/schools/hums/french/pgr/tqr.html mo na na przyk ad znale informacj (od wydawcy!) o ksi ce, która Äwype nia istotn luk " (fills a much neededgap) w literaturze po wi conej ruchowi poststrukturalistycznemu. Tu akurat luka pewnie rzeczywi cie by a istotna, gdy to dzie o, którego przydatno sam wydawca nie wiadomie zakwestionowa , po wi cone jest w ca o ci Michelowi Foucault, Rolandowi Barthes'owi, Julii Kristevej i innym ikonom tak modnej dzi frankofonii.) Czy religia wype nia jak istotn luk ? Cz sto mo emy us ysze , e wiara jest wr cz neurologicznie wbudowana w nasz mózg i musimy mie Boga, by j wype ni ; mamy Äpsychologiczn potrzeb " Boga ² wyimaginowanego przyjaciela, ojca, wielkiego brata, spowiednika, powiernika ² i potrzeba ta musi by zaspokojona niezale nie od tego, czy Bóg istnieje, czy nie. Ale czy nie jest przypadkiem tak, i Bóg zajmuje w naszym mózgu wakat (Äluk "), który znacznie lepiej wype ni oby co innego? Mo e nauka? Sztuka? Czyja przyja ? Humanizm? Mi o do realnego wiata i ycia nieoparta na wierze w ycie pozagrobowe? A mo e mi o do natury, Äbiofilia", jak nazwa to uczucie wielki entomolog E.O. Wilson? W ró nych czasach o religii mówiono, e spe nia w ludzkim yciu cztery wa ne funkcje ² daje wyja nienie, zach t , ukojenie lub pocieszenie i stanowi inspiracj . Historycznie rzecz bior c, religia rzeczywi cie aspirowa a do wyja nienia naszej w asnej egzystencji i natury ca ego Wszech wiata. Z tej roli jednak dzi ca kowicie wypar a j nauka (pisa em o tym w Rozdziale 4.). Przez zach t rozumiem tu ró ne instrukcje, jak y moralnie ² tej kwestii po wi ci em Rozdzia y 6. i 7. Przysz a wreszcie pora na ukojenie i inspiracj i temu w a nie po wi c ostatni rozdzia (przyznam, e to niewiele). Jako wst p do rozwa a o pocieszeniu chcia bym przyjrze si bli ej fenomenowi Äwyobra onych, nieistniej cych przyjació ". Uwa am, e to bardzo cz ste u dzieci zjawisko wykazuje spore podobie stwo do wiary religijnej. FI Krzy ² tak mi si przynajmniej wydaje ² ani przez chwil nie my la , e Prosiaczek czy Kubu naprawd z nim rozmawiaj . Czy z Fisiem by o inaczej? FI Z Fisiem ² tak go nazywam ² wielki sekret mam. Dzi ki Fisiowi nigdy si nie czuj sam. Gdy bawi si , pracuj , czy gdy nudzi mi si , Czy gdy siedz na schodach, zawsze jestem z Fisiem. Och, mój tata jest m dry, m dry ten mój tata, I Mama jest najlepsza od pocz tku wiata, Niania jest moj niani , nawet si z ni bratam, Ale oni nie mog widzie Fisia. Fi wci rozmawia ze mn , ja ucz go s ówek. Czasami lubi piszcze jak jaki pó g ówek. Czasami lubi mówi ryczeniem bawolim, Musz rycze za niego, bo gard o go boli.

Och, mój tata jest m dry, m dry ten mój tata, I Mama jest najlepsza od pocz tku wiata, Niania jest moj niani , nawet si z ni bratam, Ale oni nie znaj Fisia. Fi jak lwy taki dzielny, gdy w las biegnie ze mn , I dzielny jak tygrysy, gdy nam w ó ku ciemno, I jak s onie ² Fi nigdy nie p acze, chyba e Myd o szczypie nas w oczy (kto si nie rozma e?). Och, mój tata jest m dry, m dry ten mój tata, I Mama jest najlepsza od pocz tku wiata, Niania jest moj niani , nawet si z ni bratam, Ale oni nie s tacy jak Fi . Fi nie jest akomczuchem, jednak jest smakoszem, Wi c gdy mnie czym cz stuj , oczywi cie prosz : ÄI dla Fisia te chcia bym. S odycze s zdrowe". I musz zje za niego, bo z by ma nowe. No, kocham Tat , ale niechby pisa przesta . I Mam kocham, ale po co je dzi gdzie tam? Niania cz sto ze szczotk goni mnie i krzyczy... A Fi to Fi , na Fisia zawsze mog liczy 143108 Czy wymy lony przyjaciel to jakie Äurojenie wy szego rz du" ni zwyk e, dzieci ce fantazje? Moje w asne do wiadczenie nie na wiele si tu przyda. Podobnie jak robi wielu rodziców, tak i moja mama zaprowadzi a, kiedy by em ma y, specjalny notatnik, w którym zapisywa a ró ne moje powiedzonka. Znalaz y si tam zwyk e dzieci ce zabawy (teraz jestem na ksi ycu..., dodaj gazu..., jestem Babilo czykiem...), ale chyba bardziej lubi em Äudawactwa drugiego stopnia" (jestem sow , która bawi si w ko o wodne...), które czasem odnosi y si te do mnie samego (jestem ma ym ch opczykiem, który udaje, e jest Richardem...). Nigdy tak naprawd nie my la em, e jestem czym albo kim innym ² dzi s dz , e to by y klasyczne dzieci ce fantazje i zabawy. Tyle e ja nigdy nie mia em Fisia. Je li opowie Lewisa (i doros ego Krzysia) jest autentyczna, znaczy to, e przynajmniej dla cz ci najzupe niej normalnych dzieci tacy wymy leni przyjaciele s jak najprawdziwsi. Dzieciaki wierz , e kto taki istnieje, i ² tak te bywa ² widz go równie wyra nie, jak ludzie widz autentyczne halucynacje. Moim zdaniem ten Äfenomen Fisia" w dzieci stwie stanowi ca kiem dobry model pozwalaj cy zrozumie wiar religijn u doros ych. Nie wiem, czy jacy psychologowie ju si tym zainteresowali, ale mog yby to by bardzo ciekawe badania. Fi , towarzysz i powiernik na ca e ycie ² przecie dok adnie tak rol odgrywa Bóg. Mamy zatem pierwsz luk , która zosta aby niewype niona, gdyby Bóg odszed .

144

108 A.A. Milne, Ju mamy sze

lat, przek ad Z. Kierszys, Prószy ski i S -ka, Warszawa 1997 (przyp. t um.).

Pewna dziewczynka mia a na odmian Äma ego czerwonego cz owieczka", który ukazywa si wy cznie w jej obecno ci, z b yskiem i brz kiem materializuj c si gwa townie w powietrzu. Cz owieczek ten odwiedza j bardzo regularnie, zw aszcza gdy czu a si samotna, cho w miar , jak ros a, wizyty stawa y si coraz rzadsze. Pewnego dnia, kiedy w a nie mia a i do przedszkola, jej przyjaciel zjawi si przy niej z charakterystycznym d wi kiem i oznajmi , e pojawia si ju ostatni raz. Dziewczynk bardzo to zmartwi o, ale ma y czerwony cz owieczek wyja ni jej, e teraz robi si ju du a i mo e sama zaj si sob , a on musi troszczy si te o inne dzieci i dlatego j opuszcza. Obieca jednak, e je li kiedy naprawd b dzie go potrzebowa a, znów przyb dzie. I rzeczywi cie, po wielu, wielu latach, gdy by a ju doros dziewczyn i prze ywa a bardzo ci ki kryzys, nie bardzo wiedz c, co zrobi ze swoim yciem, wróci do niej... we nie ² przy ni o si jej, e drzwi do sypialni otwieraj si i do rodka wje d a wózek wype niony ksi kami, popychany przez jej ma ego, czerwonego przyjaciela. Zinterpretowa a ten sen na swój sposób: uzna a, e to znak, i powinna pój na studia. Zastosowa a si do tej porady, z czego pó niej by a bardzo zadowolona. Kiedy pierwszy raz us ysza em t histori , bardzo mnie rozczuli a, a zarazem poczu em, e jestem bardzo bliski ² bli szy ni kiedykolwiek ² zrozumienia funkcji pocieszyciela i doradcy, jak wyimaginowani bogowie pe ni w yciu ludzi. Taka istota, cho yje tylko w wyobra ni, dla dziecka pozostaje jak najprawdziwsza i naprawd doradza mu i pomaga. A mo e nawet wi cej ² wyobra eni przyjaciele (i wyimaginowani bogowie) zawsze maj czas i do cierpliwo ci, by po wi ci sw uwag temu, kto cierpi. A jeszcze kosztuje to znacznie mniej ni wizyta u psychiatry lub u psychologa... Czy zatem bogowie (jako doradcy i powiernicy) wyewoluowali z ró nych fisiów w swoistej psychologicznej Äpedomorfozie"? Pedomorfoz nazywamy zachowanie cech dzieci cych (niedojrza ych organizmów) przez doros ych. Peki czyki na przyk ad maj pedomorficzne pyszczki ² doros e osobniki tej rasy wygl daj jak szczeniaki. Pedomorfoz to zjawisko do powszechne w ewolucji, przyjmuje si chocia by, i jest to wa ny czynnik w rozwoju takich ludzkich cech jak wysokie i wypuk e czo o oraz krótka szcz ka. Ewolucjoni ci cz sto mówi o Homo sapiens jako o juwenilnej ma pie i rzeczywi cie trudno zaprzeczy , e m ode szympansy czy goryle znacznie bardziej przypominaj ludzi ni doros e osobniki. Mo na wi c postawi pytanie ² czy religie wyewoluowa y w drodze stopniowego przesuwania si w czasie, przez wiele kolejnych pokole , tego momentu w yciu dziecka, gdy rozstaje si ono ze swoim fisiem (przez analogi do ewolucyjnych procesów, które u cz owieka wi za y si ze spowolnieniem, a potem zanikiem mechanizmu prowadz cego u naszych kuzynów do sp aszczenia czo a i wysuni cia szcz ki)? Mo e warto te , dla symetrii, rozwa y przeciwn hipotez ² e to nie bogowie wyewoluowali z fisiów naszych odleg ych przodków, tylko fi jest ewolucyjnym potomkiem dawnych bogów, cho osobi cie wydaje mi si to mniej prawdopodobne. Wpad em zreszt na taki pomys , czytaj c The Origin of Consciousness in the Breakdown of the Bicameral Mind [Narodziny wiadomo ci i rozpad dwukomorowego mózgu] ameryka skiego psychologa Juliana Jaynesa. Ca a ksi ka jest równie dziwaczna, jak jej tytu ² to jedna z tych prac, o których mo na powiedzie , e albo to kompletny mie , albo dzie o absolutnego geniuszu. Nic po rodku! (Raczej to pierwsze, ale g owy bym nie da .) Jaynes zaczyna od tego, e wielu ludzi odbiera w asne procesy my lowe w formie dialogu mi dzy Äsob " (ja ni , Äself") a drugim wewn trznym protagonist tkwi cym w g owie. Oczywi cie dzi ju wszyscy doskonale wiemy, e oba te Äg osy" s naszym w asnym g osem, a je li kto tego nie rozumie, uznawany jest za psychicznie chorego. Co takiego przydarzy o si Evelynowi Waugh, cho epizod nie by d ugotrwa y. (Pó niej Waugh, który nigdy si nie patyczkowa ze sob , powiedzia do którego ze swoich przyjació : ÄWiesz, dawno ju ci nie widzia em, ale w sumie w ogóle niewielu ludzi widzia em przez ten czas, bo ² s ysza e o tym? ² troch zwariowa em".) Bohater The Ordeal of Gilbert Pinfold, powie ci napisanej przez Waugh'a po wyj ciu z choroby, te ma halucynacje i s yszy g osy, co szczegó owo zapisuje. Julian Jaynes twierdzi, e gdzie tak do roku 1000 p.n.e. ludzie nie byli raczej wiadomi, e ten drugi g os ² g os Gilberta Pinfolda ² to g os wewn trzny. My leli, e to g os boga, Apolla, Astarte czy Jahwe cho by, a mo e raczej jakiego lokalnego, domowego bóstwa, które daje im porady i wydaje polecenia. Jaynes nawet zlokalizowa odpowiedni o rodek odpowiedzialny za to

Äs yszenie", ma on si mie ci dok adnie po przeciwnej stronie mózgu ni o rodki kontroluj ce s yszenie i rozpoznawanie mowy. ÄRozpad dwukomorowego mózgu" by wed ug Jaynesa historycznym prze omem, który nast pi w chwili, gdy ludzie poj li, i s yszane przez nich g osy, które dot d uznawali za nap ywaj ce z zewn trz, w rzeczywisto ci s g osem wewn trznym. Jaynes idzie zreszt w swojej teorii jeszcze dalej ² dla niego ów prze om by Ähistoryczny", bowiem w tym w a nie momencie narodzi si mia a ludzka wiadomo . Jedna ze staroegipskich inskrypcji g osi, e wszyscy inni bogowie s tylko emanacj , Äg osem" boga-stwórcy Ptaha. Wspó czesne translacje nie t umacz jednak okre lenia Äg os" dos ownie, przyjmuje si raczej, e trzeba w tym wypadku mówi o Äobiektywnych manifestacjach umys u [Ptah]". Jaynes nie zgadza si z tak interpretacj i uwa a, e s owo Äg os" w tym kontek cie ma znaczy dok adnie to, co znaczy. Bogowie byli wed ug niego Äg osem", halucynacj , która przemawia a wewn trz czyjej g owy. Twierdzi te , e tacy bogowie s ewolucyjnym potomstwem dawnych w adców, którzy poprzez s owa nawet po miertnie zachowywali pos uch w ród poddanych, w a nie jako wyimaginowane g osy przemawiaj ce w ludzkich g owach. Teoria Jaynesa bez w tpienia jest kontrowersyjna, ale wyda a mi si na tyle intryguj ca, e uzna em, i nie mo na nie wspomnie o niej w ksi ce po wi conej religii. Ocen za pozostawiam moim czytelnikom. Propozycj Jaynesa mo na te podda szczególnej reinterpretacji. Otó przyjmuj c, e istnieje rozwojowe powi zanie mi dzy bogami a fisiami, mo na si zastanawia , czy relacja nie przebiega w przeciwn stron , tak jak sugerowa aby to teoria pedomorfizmu. W tym uj ciu rozpad dwukomorowego mózgu nie by by gwa townym, jednorazowym prze omem, ale raczej d ugotrwa ym stopniowym procesem cofania si do dzieci stwa a do okresu poprzedzaj cego moment u wiadomienia sobie, e owe wewn trzne g osy i zjawy nie s realne. Zgodnie z takim modelem Äodwróconego pedomorfizmu" najpierw znik yby z mózgów doros ych halucynacje bogów, potem cofaliby my si dalej do coraz wcze niejszego dzieci stwa, a wreszcie ² i ten stan nasz gatunek osi gn dzi ² halucynacje te przetrwa y tylko w formie fisiów czy Äma ych czerwonych ludzików". Z t wersj teorii jest jednak pewien powa ny k opot ² otó nie wyja nia ona, dlaczego wspó cze nie bóg ma tak trwa pozycj w doros o ci. Mo e zatem najlepiej by oby za o y , e ani bogowie nie s ewolucyjnymi potomkami fisiów, ani vice versa,lecz jedni i drudzy s produktem ubocznym tej samej psychologicznej predyspozycji. I Bóg (bogowie) wszak, i fi daj nam swoisty psychiczny komfort, stanowi te wa ne audytorium, któremu mo emy przedstawia w asne pomys y. W ten oto sposób powrócili my do teorii, o której mowa by a w Rozdziale 5. ² hipotezy religii jako Äproduktu ubocznego".
POCIESZENIE I UKOJENIE

Przysz a pora, by zmierzy si z powa nym wyzwaniem ² nie sposób zaprzeczy , e Bóg dla wielu ludzi jest pocieszycielem i ostoj , i, je li on nie istnieje, co trzeba znale na jego miejsce. Nawet je eli kto sk onny jest ostatecznie zgodzi si , e najprawdopodobniej Boga nie ma i e nie jest on ród em moralno ci, nie oznacza to, e si poddaje, zawsze ma bowiem (tak przynajmniej s dzi) jeszcze jednego asa w r kawie ² potencjaln (psychologiczn lub emocjonaln ) potrzeb Boga. Je li odrzucisz religi , pyta taki kto z nutk satysfakcji w g osie, co mo esz zaproponowa w zamian? Co mo esz da umieraj cym w bólu, ludziom, od których odeszli najbli si, ró nym cierpi cym w samotno ci Eleanorom Rigby tym wszystkim, dla których Bóg jest jedynym przyjacielem? Pierwsze, co na takiedictummo na odpowiedzie , to rzecz, której w zasadzie nawet mówi nie warto. Ludzie czerpi z wiary pocieszenie, to prawda, ale z tego wcale nie wynika, e przedmiot ich wiary istnieje. Przyjmijmy nawet (cho nie jest to atwe i stanowi zdecydowanie za daleko id ce ust pstwo), e kto zdo a przeprowadzi niepodwa alny dowód, i wiara w istnienie Boga jest niezb dnym wymogiem ludzkiej psychiki i ludzkiego szcz cia, a wszyscy atei ci to nieuleczalni neurotycy, którzy w desperacji, wiedzeni kosmicznym l kiem, pr do samobójstwa. To nic nie zmienia ² adne z tych twierdze w najmniejszym nawet stopniu nie odnosi si do prawdy lub fa szu religijnych wierze . Dobrze, mo na przyzna , i stanowi one powa ny argument za tym, by próbowa samego siebie przekona , e Bóg jest (nawet je li go nie ma). Dan Dennett, jak ju wspomina em, wprowadza w Breaking the Spellrozró nienie mi dzy wiar w Boga a wiar w

wiar ² przekonaniem, e dobrze jest wierzy , nawet je li sama wiara jest fa szywa (ÄWierz , zarad memu niedowiarstwu!" Mk 9,24). Wiernych zach ca si , by wyznawali wiar i praktykowali, nawet je li nie s jej pewni. Mo e, je li cz owiek wystarczaj co cz sto co powtarza, potrafi sam si przekona , e to prawda. Wszyscy zreszt znamy udzi, którzy akceptuj wiar religijn jako tak i nie pozwalaj atakowa religii, cho zarazem przyznaj , e Äw sobie" wiary nie maj . By em lekko wstrz ni ty, gdy tej tre ci deklaracj odnalaz em nawet nie u kogo innego, tylko u tak podziwianego przeze mnie Petera Medawara: Ä a uj mojej niewiary w Boga i pogl dów na sfer religii, gdy jestem przekonany, i gdyby by o mo liwe znalezienie dobrych naukowych i filozoficznych dowodów na istnienie Boga, przynios oby to rado i pocieszenie wielu potrzebuj cym"(The Limits of Science [Granice nauki], Oxford University Press, 1984, s. 96). Od chwili, gdy przeczyta em ksi k Dennetta, zaproponowane przez niego rozró nienie wielokrotnie ju mi si przyda o. Nie b dzie adn przesad , je li powiem, e zdecydowana wi kszo znanych mi ateistów tak naprawd skrywa swój ateizm za dewocyjn fasad . Ci ludzie sami oczywi cie nie wierz w adne ponadnaturalne, nadprzyrodzone byty, ale nadal tkwi w nich jaki szczególny sentyment dla irracjonalnej wiary² tak, oni wierz w wiar ! To zreszt zabawne, jak powszechna jest nieumiej tno odró nienia twierdzenia: ÄX jest prawdziwe" od: ÄJest bardzo po dane, by ludzie wierzyli, e X jest prawdziwe". A mo e w tym przypadku problem nie tkwi w nieznajomo ci logiki, tylko raczej w przekonaniu, e w momencie, gdy docieramy do ludzkich uczu , prawda przestaje by istotna. Oczywi cie w najmniejszej nawet mierze nie zamierzam tu podwa a znaczenia ludzkich uczu , domagam si jedynie precyzji ² zawsze musimy by wiadomi, o czym mówimy, o prawdzie czy o uczuciach. Jedno i drugie jest bardzo wa ne, ale to nie to samo! Wró my mo e jednak do rzeczywisto ci. Poczynione wy ej hipotetyczne za o enie, to ust pstwo, które chwilowo zaakceptowa em ²jest ono jednak nie do , e ekstrawaganckie, to po prostu fa szywe. Nie ma (ja przynajmniej nie znam) adnych dowodów, i atei ci ogólnie s lud mi mniej szcz liwymi, czy te , e dr czy ich jaki chorobliwy, egzystencjalny niepokój. Niektórzy atei ci s szcz liwi, inni nie. Tak samo niektórzy chrze cijanie, ydzi, muzu manie, hindui ci i buddy ci s szcz liwi, a ich wspó wyznawcy nie. By mo e da oby si znale jakie statystycznie istotne korelacje mi dzy zadowoleniem z ycia a wiar (lub brakiem wiary), ale nie wydaje mi si , by mog a to by wyra na zale no . Znacznie bardziej zreszt interesuje mnie pytanie, czy brak Boga w yciu istotnie mo e stanowi powód do zmartwienia lub wr cz depresji. Ostatni rozdzia mojej ksi ki po wi c przede wszystkim wykazaniu, e odpowied na tak postawione pytanie brzmi: ÄNie!". Wi cej nawet, jest wr cz przeciwnie ² wiara w nadnaturalne w ogóle nie jest potrzebna, by ycie ka dego cz owieka by o spe nione i szcz liwe. Najpierw jednak przyjrzyjmy si bli ej, czym s owo pocieszenie i otucha, jakie ma oferowa religia. ÄPocieszenie", zgodnie ze s ownikow definicj , to Ärzecz, od "pocieszy "; co , co dodaje komu otuchy, podtrzymuje kogo na duchu, przynosi pociech "144109. Proponuj rozró ni dwa typy pocieszenia:
1. Pocieszenie w aspekcie fizycznym. Je li kto utkn na noc gdzie wysoko w zimnych górach, wielki, kud aty bernardyn, który go odnajdzie, bez w tpienia b dzie dla pocieszeniem (pociech znale te mo na w buteleczce brandy, zawieszonej na szyi psa). P acz ce dziecko mo na pocieszy , bior c je w ramiona i szepcz c do ucha uspokajaj ce s owa. 2. Pocieszenie poprzez odkrycie nowych faktów lub spojrzenie na znane fakty z innej perspektywy. Kobieta, która straci a m a na wojnie, mo e znale pocieszenie w tym, e nosi w onie jego dziecko, albo e m jej zgin jak bohater. Pocieszeniem te mo e sta si dla nas spojrzenie na jak sytuacj od innej strony. Filozof mo e uzna na przyk ad, e dla starego cz owieka mier nie jest niczym szczególnym. Wszak dziecko, którym niegdy by , dawno ju Äumar o", nie tyle gwa townie rozstaj c si z yciem, co po prostu dorastaj c. Szekspir pisa niegdy o siedmiu stadiach ycia cz owieka, z których ka de ko czy si Ä mierci ", gdy przechodzimy z

109 Richard Dawkins pos u y si w tym miejscu definicj zShorter Oxford Dictionary,nasza zaczerpni ta zasta a z Uniwersalnego s ownika j zyka polskiego (PWN, Warszawa 2003) (przyp. t um.).

jednego etapu ycia w drugi. Z tej perspektywy umieranie starego cz owieka niewiele ró ni si od powolnych i stopniowych Ä mierci", które ma ju za sob 154. Dla kogo , kto za mierci nie t skni, takie spojrzenie na rozstawanie si z yciem mo e przynie otuch . (Nawet je li nie do ko ca, przyk ad ten ukazuje, jak, potencjalnie przynajmniej, pocieszeniem mo e sta si g boka refleksja.) Mark Twain w inny sposób poradzi sobie z l kiem przed mierci : ÄNie boj si mierci. Nie y em przez miliardy lat, zanim si urodzi em, i nie czu em z tego powodu adnego dyskomfortu". Rzecz jasna apercu nie uchyla nieuchronno ci mierci, nawet jednak zgrabny bon mot mo e sprawi , e na t nieuchronno spojrzymy innym okiem i odnajdziemy w niej co pocieszaj cego. Thomas Jefferson te nie ba si mierci i wyra nie nie wierzy , e cokolwiek czeka go Äpo drugiej stronie". Tak przynajmniej wynika ze s ów Christophera Hitchensa: ÄGdy jego dni zacz y dobiega kresu, Jefferson nieraz zwierza si przyjacio om, e oczekuje ko ca z pe n wiadomo ci , bez l ku i bez nadziei. Trudno chyba o bardziej jasn deklaracj , e kto nie jest chrze cijaninem". Bertrand Russell opublikowa w roku 1925 esej-deklaracj What l Belieue [W co wierz ]; to prawdziwa uczta dla intelektu (cho mo e nie dla bardzo delikatnych intelektów): Wierz w to, e gdy umr , zgnij i nic nie pozostanie z mojego ego. Nie jestem ju m ody i kocham ycie, ale uzna bym, e wart jestem tylko wzgardy, gdybym dr a z l ku na my l o nieistnieniu. Ka de szcz cie dlatego jest prawdziwym szcz ciem, bo kiedy musi si sko czy , a mi o i my l ludzka nie trac nic ze swej warto ci przeto, e nie mog trwa wiecznie. Wielu ludzi z dum narodzi o si na szafocie, czy ta sama duma nie powinna nauczy nas, jak godnie my le o miejscu cz owieka we Wszech wiecie. Nawet bowiem je li otworzenie okna nauki w

pierwszym momencie sprowadza na nas dreszcz, wywiewaj c przytulne herbaciane ciepe ko tradycyjnych ludzkich mitów, to wystarczy yk wie ego powietrza, by poczu chwa wielkich otwartych przestrzeni. Pami tam, jakie wra enie wywar na mnie ten tekst, gdy, maj c jakie szesna cie lat, w szkolnej bibliotece czyta em go po raz pierwszy. Pó niej jako esej Russella wypad mi z pami ci, ale ca kiem mo liwe, e²cho nie wiadomie ² odda em nale ny ho d Russellowi (a i Darwinowi przy okazji), kiedy wA Devil's Chaplain[Kapelan diab a] w 2003 napisa em: To wizja ycia wi cej ni wznios a, cho z bezpiecznego schronienia ignorancji mo e wydawa si ponura i przepe niona ch odem. Czy jednak nie jest to od wie aj ce, odwa nie patrze prosto w gwiazdy i czu na twarzy powiew silnych wichrów, wichrów, Äktóre mkn drogami gwiazd"145110 (to Yeats). Spróbujmy teraz porówna religi z ² na przyk ad ² nauk i spyta , jak obie te dziedziny cz owieczej aktywno ci radz sobie z dawaniem ludziom otuchy, z obiema formami pocieszenia, o których wy ej mówi em. Je li mowa o pocieszeniu fizycznym, to ca kiem mo liwe, e w silnych boskich obj ciach (nawet wyimaginowanych) mo na zazna pocieszenia tak samo jak w ramionach przyjaciela, a przytulenie si do pot nego bernardyna (nawet uwzgl dniwszy bary eczk na jego szyi) mo e nie przewy sza skuteczno ci ciep a wiary. Cho warto pami ta , e medycyna (naukowa!) te si w yciu przydaje, i to cz sto nawet bardziej ni brandy. Przejd my wi c do drugiego typu pocieszenia. Tu religia rzeczywi cie mo e by nad podziw efektywna. Bardzo wiele ofiar naturalnych katastrof, jak trz sienia ziemi na przyk ad, opowiada potem, jak wielkie pocieszenie stanowi a dla nich wiadomo , i wszystko, co si dzieje, musi by cz ci jakiego niepoj tego bo ego planu. Wiedza, e gdy czas si wype ni, wszystko obróci si w dobro, bez w tpienia jest pomocna. Je eli kto odczuwa l k przed mierci , g boka wiara w nie miertelno duszy na pewno mo e przynie ulg (chyba e kto swoj przysz o widzi w czy cu lub, co gorsza, w piekle). Tyle e fa szywe przekonania pod tym wzgl dem ² mam na my li moc pocieszania ² s , czy te raczej mog by , dok adnie równie skuteczne, jak prawdziwe, przynajmniej póki prawda nie wyjdzie na jaw, wtedy bowiem rozczarowanie bywa gorzkie. To dotyczy nie tylko religii. Lekarz mo e przekonywa miertelnie chorego pacjenta, e na pewno wyzdrowieje, chc c doda mu otuchy; to k amstwo mo e by ² jako pocieszenie ² tak samo efektywne, jak dok adnie tej samej tre ci prawdziwa informacja przekazana choremu, który rzeczywi cie ma szanse na rekonwalescencj . K amstwo lekarza w pewnej chwili wyjdzie na jaw, natomiast szczera i z g bi serca p yn ca wiara w ycie pozagrobowe jest na takie rozczarowanie znacznie bardziej odporna. W bajeczki lekarza mo na wierzy tylko dopóty, dopóki nie pojawi si objawy, co do których nie mo na ju si udzi . Wierze w ycie pozagrobowe nigdy nie grozi ostateczne rozwianie. Wiar t podziela zreszt ² tak przynajmniej wskazuj badania ² 95 procent mieszka ców USA Je li pozostawimy na boku potencjalnych m czenników, to fakt, i co takiego jest mo liwe, jest zadziwiaj cy. Jak tak wielu umiarkowanie religijnych ludzi mo e wierzy , e przetrwa w asn mier ? Przecie , je eli naprawd , z najg bszego serca w to wierz , powinni wzi przyk ad z opata Ampleforth, który zas yn tym, e, gdy kardyna Basil Hume wyzna mu, i wkrótce umrze, zareagowa nast puj cymi s owy: ÄGratuluj ekscelencjo. To zaiste wspania a nowina. Jak e chcia bym móc uda si z panem!"155. Wielebny opat by , jak wida , gorliwym chrze cijaninem. Anegdotka ta jednak dlatego jest przytaczana (i dlatego niemal e nas bawi), e to postawa bardzo rzadka. (Przypomnia a mi si zreszt niedawno, gdy ogl da em dowcip rysunkowy przedstawiaj cy m od , liczn i zupe nie go dziewczyn z transparentem ÄMake love not war"; ÄOto prawdziwa wierno g oszonym przekonaniom", komentowali gapie.) Dlaczego zatem wszyscy chrze cijanie i muzu manie nie na laduj opata Ampleworth, gdy umiera kto z ich bliskich" Dlaczego, gdy jaka pobo na kobieta s yszy od swego lekarza, e zosta jej tylko miesi c ycia, nie szaleje z rado ci, jakby w a nie wygra a dwutygodniowe wczasy na Seszelach, i nie krzyczy wniebog osy, e nie mo e si doczeka ? Dlaczego
197 146

wspó wyznawcy odwiedzaj cy j przy o u mierci nie przekazuj zwyczajowych, gdy kto wybiera si z wizyt , uprzejmo ci: ÄTylko nie zapomnij pozdrowi od nas wujka Romana"?

198

Pytam wi c ² czemu perspektywa rych ej mierci nie wywo uje u ludzi religijnych takiej reakcji? Czy by tak naprawd nie wierzyli w to, w co mówi , e wierz ? A mo e wierz , a przera a ich tylko sam proces umierania? (Tu zreszt maj dobry powód: nasz gatunek to jedyny spo ród gatunków yj cych na tej planecie, którego przedstawiciel cierpi cy na najstraszliwsz nawet i nieuleczaln chorob nie mo e uda si do weterynarza z pro b o skrócenie jego m k.) W takim razie jednak sk d te g o ne sprzeciwy ró nych ko cio ów wobec eutanazji i pomocy w samobójstwie. Przecie w wariancie Äopat z Ampleworth" czy Äwczasy na Seszelach" powinni my przynajmniej oczekiwa , e dla ludzi wierz cych rozstanie si z yciem doczesnym nie jest wielkim wyrzeczeniem. Tymczasem niemal ka dy zagorza y przeciwnik eutanazji czy Äwspomaganego samobójstwa" to, gotów jestem za o y si o spor sum , osobnik religijny. Jako powód oficjalny podaje si cz sto, e co takiego to zabijanie, a zabijanie jest grzechem. Ale dlaczego uznawa to za grzech, je li kto w ten sposób chce tylko przyspieszy swoj (lub cudz ) podró do nieba. Mój stosunek do pomocy w samobójstwie jest w pewnym sensie konsekwencj przedstawionego nieco wy ej stanowiska Marka Twaina. Bycie martwym nie ró ni si od bycia nienarodzonym ² po mierci b d tym samym, czym by em za czasów Wilhelma Zdobywcy, dinozaurów czy trylobitów. Nie ma tu powodów do l ku. Natomiast sama mier mo e by (to ju kwestia indywidualnego szcz cia, czy raczej pecha) procesem d ugim i bolesnym. Przyzwyczaili my si , e tego typu do wiadczenia s nam raczej oszcz dzane, s u do tego cho by rodki znieczulaj ce czy usypiaj ce, stosowane na przyk ad przy operacji wyrostka robaczkowego. Kiedy umiera w bólu twój domowy zwierzak, zostaniesz uznany (i s usznie) za sadyst bez serca, je li nie zabierzesz go do weterynarza i nie poprosisz o podanie rodka, po którym cierpi ce zwierz za nie i nigdy ju si nie obudzi. Je li jednak twój lekarz wy wiadczy analogiczn medyczn przys ug tobie, gdy to ty zwijasz si z bólu i czekasz tylko na mier , ryzykuje oskar enie o morderstwo. Sam, kiedy b d umiera , chc , by w a nie pod ogólnym znieczuleniem lekarz skróci moje m ki, dok adnie tak samo, jak nie dano mi cierpie przy usuwaniu wyrostka. Tyle e nie mam szans na co takiego, bo mia em pecha urodzi si jako Homo sopiens, a nie na przyk ad Canis familiaris lub Felis catus. Nie mam szans, oczywi cie, o ile w odpowiednim czasie nie znajd si w jakim bardziej o wieconym miejscu, jak Szwajcaria, Holandia czy Oregon. Dlaczego takich o wieconych miejsc jest tak ma o ² to przede wszystkim wp yw religii. Kto jednak móg by spyta , czy nie przesadzam (grubo) ² czy nie stanowi wielkiej ró nicy, gdy mówimy o pozbawieniu kogo wyrostka robaczkowego i kiedy mówimy o pozbawieniu go ycia. Otó nie, zw aszcza gdy kto i tak wkrótce ma umrze ! Nie powinno równie stanowi takiej ró nicy dla kogo , kto wierzy w ycie pozagrobowe, dla takiej osoby bowiem mier jest przecie tylko przej ciem od jednej formy ycia do drugiej. Je eli to przej cie ma by a tak bolesne, cz owiek wierz cy w za wiaty nie ma przecie adnych szczególnych powodów, by przechodzi nim bez anestetyków, tak samo jak zgadza si na znieczulenie przy operacji wyrostka. W zasadzie to my, ludzie, dla których mier jest ostatecznym po egnaniem si z yciem, powinni my przeciwstawia si eutanazji czy wspomaganemu samobójstwu ² tymczasem to w a nie my bronimy tego prawa146 *. A je li ju mówimy na ten temat ² moja znajoma jest dyplomowan piel gniark i od wielu lat pracuje w ró nych domach starców, gdzie mier jest bardzo powszednim zdarzeniem. Jak opowiada, przez te wszystkie lata zauwa y a, e najbardziej boj si mierci w a nie ludzie wierz cy. Oczywi cie to tylko jednostkowa obserwacja i nale a oby j poprze bardziej systematycznymi badaniami..., ale co to mo e oznacza je li ma racj . Cokolwiek jednak by to by o, trudno zaprzeczy , e warto fakt taki uwzgl dni w naszej dyskusji o pocieszaj cej mocy religii w obliczu mierci zw aszcza147111. W wypadku katolików przynajmniej mo e to by l k przed czy cem. ( wi tobliwy kardyna Hume, rozstaj c si z przyjacielem, powiedzia : ÄZegnajcie zatem. Do zobaczenia w czy cu, jak mniemam" ² ja z kolei mniemam, i kardyna wypowiada te s owa z iskierk sceptycyzmu w swoich starych, m drych oczach.)
111 Kiedy rozmawiali my o do powszechnej tendencji do nasilania si religijno ci w miar starzenia si , pewien mój australijski przyjaciel powiedzia co bardzo uroczego: ÄCramming for the fina ?" (No wiesz, warto si schowa przed fina em'.). Trzeba to mówi z australijskim akcentem! 111 Emily Dickinson, Sto wierszy, przek ad S. Bara czak, Wydawnictwo Arka, Kraków 1993 (przyp. t um.).

Sama doktryna czy ca umo liwia zreszt bardzo interesuj cy wgl d w meandry teologicznego umys u. W zasadzie czy ciec to co na kszta t niebia skiej Ellis Island112*, taka poczekalnia przy Hadesie, dok d po mierci trafiaj dusze tych, co za ycia nie nagrzeszyli na tyle du o, by znale si od razu w piekle, ale zarazem nie zas uguj , by bez niezb dnej kwarantanny pow drowa wprost do wolnej od wszelkiego grzechu strefy nieba113**. W redniowieczu Ko ció za pieni dze oferowa wiernym tzw. odpusty. Mo na by o sobie kupi okre lon liczb dni Äzwolnienia" z czy ca²Ko ció wydawa nawet (szczyt tupetu!) odpowiednie, podpisane certyfikaty okre laj ce, ile dni zosta o Äodpuszczone". (W sumie uzna trzeba, e Ko ció katolicki w olbrzymim stopniu przyczyni si do narodzin prawnego poj cia Änieuczciwie wej w posiadanie", spo ród wszystkich jego finansowych machlojek za sprzeda odpustów bez w tpienia wysuwa si na czo o. To doprawdy jeden z najwi kszych przekr tów w dziejach, taki redniowieczny odpowiednik Änigeryjskich fortun" epoki Internetu, tyle e znacznie bardziej zyskowny.) Jeszcze w roku 1903 papie Pius X opracowa szczegó ow tabel , w której precyzyjnie okre li , ile dni odpustu udzieli mo e duchowny jakiego szczebla ² i tak kardyna owie mogli da odpust na dwie cie dni, arcybiskupi na sto, ale zwykli biskupi ju tylko na pi dziesi t. W XX wieku jednak odpusty nie by y ju przedmiotem handlu (przynajmniej nie bezpo rednio, za gotówk ). Zreszt i w redniowieczu z oto nie by o jedyn walut , za któr mo na by o wykupi si z czy ca. Odpust mo na by o zdoby te za modlitwy, albo w asne za ycia, albo za mod y w czyjej intencji odprawiane ju po mierci, cho za te mo na ju by o po prostu zap aci . Je li kto by wystarczaj co bogaty, móg sobie za atwi , by takie mod y za jego dusz odprawiane by y do ko ca wiata. Na przyk ad mój w asny oksfordzki college, New College, zosta ufundowany w roku 1379 (wtedy by nowy) przez jednego z najwi kszych filantropów XIV wieku, Williama z Wykeham, biskupa Winchesteru. Billami Gatesami tej epoki cz sto zreszt bywali biskupi ² wszak to oni kontrolowali redniowieczny odpowiednik wspó czesnej infostrady (czyli drog do Boga) i te potrafili gromadzi wielkie bogactwa. Diecezja Williama by a wyj tkowo rozleg a, co pozwoli o mu zdoby wystarczaj c w adz i wp ywy, by sfinansowa nawet dwie wielkie edukacyjne inicjatywy, w Oksfordzie i w samym Winchesterze. Nauka na pewno by a wa na dla Wykehama, lecz ² tak przynajmniej g osi oficjalna historia New College, opublikowana w roku 1979 dla upami tnienia sze setlecia istnienia²olbrzymi zapis na rzecz college'u s u y mia przede wszystkim temu, by Äodprawiano tu msze za dusz fundatora. Msze te w specjalnie wybudowanej kaplicy odprawia mia o dziesi ciu kap anów, maj cych do pomocy trzech urz dników ko cielnych i szesnastu chórzystów. Gdyby sam college z jakichkolwiek wzgl dów zako czy swoj dzia alno , duchowni mieli nadal otrzymywa rodki umo liwiaj ce im realizacj zapisu". Wykeham przekaza college w r ce pochodz cej z wyboru Rady (Fellowship), która ju od ponad sze ciuset lat nieprzerwanie, niczym jeden d ugowieczny organizm, sprawuje swój urz d. Zapewne biskup wierzy , e przez kolejne wieki my tu b dziemy si za niego modli . Dzi New College ma tylko jednego kapelana 114*, bez nikogo do pomocy, a wartko p yn cy przez stulecia strumie modlitw skurczy si do zaledwie dwóch mszy w intencji czy cowej duszy rocznie. Tylko chór pozosta biednemu biskupowi i musz przyzna , e muzyka jest doprawdy magiczna. Nawet ja czuj si , jako cz onek szacownego college'u, odrobin przynajmniej winny zawiedzionego zaufania. Przecie Wykeham uczyni ² tyle e zgodnie z duchem swoich czasów ² dok adnie to, co dzi robi bogacze, znaczn sum dotuj c na przyk ad jak firm kriogeniczn , która gwarantuje, e w zamian zamrozi ich cia o i przechowa nietkni te przez wszystkie trz sienia ziemi, zawieruchy spo eczne, wojny domowe i inne potencjalnie niebezpieczne zdarzenia a do chwili, gdy kiedy , w odleg ej
112

* Ellis Island w latach 1892-1924 by a g ównym o rodkiem, w którym przyjmowano emigrantów do USA (g ównie z Europy Wschodniej). Do chwili zamkni cia w 1954 przez o rodek na Ellis Island przewin o si ponad dwana cie milionów ludzi (przyp. t um.).
113

** Czy ca nie nale y myli z ÄOtch ani " (Älimbus"), dok d to zgodnie z doktryn katolick trafia mia y wszystkie nieochrzc zone dusze. Odr bn cz ci tej e otch ani mia oby by za limbus puerorum, Äotch a dzieci nieochrzczonych", dok d odsy ane s , jak nazwa sama wskazuje, dzieci, które zmar y bez chrztu (a zarodki usuni te podczas aborcji? Albo blastocyty?). Ostatnio jednak papie Benedykt XVI ze spokojem rozstrzygn t en dylemat, deklaruj c, e limbus przestaje istnie . Czy to znaczy, e wszystkie ma e duszyczki, które wcze niej w otch ani a o nie wzdycha y, pójd sobie wre szcie do Nieba? Czy te ci, którzy tu s , ju zostan , a wstrzymane zosta y jedynie nowe przyj cia? A mo e wszyscy poprzedni papie e po prostu si mylili, mimo swej na mocy dogmatu obowi zuj cej nieomylno ci? I my mamy co takiego Äszanowa "!
114

* I to jeszcze kobiet ! Co Jego Ekscelencja by na to powiedzia ?!

przysz o ci, medycyna b dzie ju potrafi a je rozmrozi i wyleczy z wszelkich chorób, na jakie szacowny sponsor skar y si by za ycia. Czy my, cz onkowie New College, nie amiemy aby naszej umowy z jego za o ycielem? Nawet je li tak, jeste my w ca kiem dobrym towarzystwie. Setki redniowiecznych dobroczy ców zmar o, ufaj c, e ich nast pcy i spadkobiercy ² którym zreszt s ono za to zap acili ² b d modli si za ich oczekuj ce w czy cu dusze. Trudno wr cz zliczy , jak wiele dzie sztuki i architektury europejskiego redniowiecza tej w a nie motywacji zawdzi cza swe powstanie; mia y stanowi zaliczk na poczet wieczno ci, a tymczasem mo na na nie patrze jako na symbol zawiedzionego zaufania. Tak naprawd jednak w doktrynie czy ca fascynuje mnie co zupe nie innego, a mianowicie dowód jego istnienia, zaproponowany przez teologów, dowód tak a o nie s aby, i jego s abo staje si nawet bardziej komiczna ni szokuj ce zadufanie, z jakim jest prezentowany. Has o Äczy ciec" w cytowanej ju przeze mnie Catholic Encyclopedia zawiera te podrozdzia zatytu owany Dowody. Otó istnienie czy ca wywiedzione zostaje nast puj co: Gdyby ludzie po mierci po prostu szli do nieba lub do piek a, na podstawie tego, jak mocno nagrzeszyli na Ziemi, modlenie si za ich dusze nie mia oby adnego sensu. ÄPo có bowiem modli si za czyj dusz , je li nie wierzy si , i modlitwa ma moc, by zapewni zbawienie tym, którzy wci jeszcze nie dost pili Bo ej aski". My za modlimy si za zmar ych, nieprawda ? Czyli czy ciec musi istnie ! Q.E.D. I to ca kiem powa ny przyk ad tego, co teologiczny umys uznaje za rozumowanie. Na wi ksz jeszcze skal z problemem non sequitur mamy do czynienia w przypadku bardzo cz sto przywo ywanego Dowodu z Pocieszenia. W tym wypadku rozumowanie przebiega nast puj co: musi istnie Bóg, bo gdyby nie istnia , ycie by oby puste, bezcelowe i ja owe, nic w nim nie mia oby adnego sensu. Czy rzeczywi cie musz wskazywa , e logika tego wywodu za amuje si ju w pierwszym kroku? Mo e ycie po prostu jest puste. Mo e nasze modlitwy za zmar ych s bezcelowe. Je li kto zak ada, e jest przeciwnie, to jednocze nie przyjmuje przes ank identyczn z wnioskiem, który zamierza wyprowadzi . To aden sylogizm, to klasyczna p tla. Zycie po stracie ony mo e by dla kogo nie do zniesienia, ja owe i puste, ale to wcale nie sprawi, e ona nigdy nie umrze. Jest co infantylnego w przekonaniu, e kto inny (rodzice dla dzieci, Bóg dla doros ych) ma ponosi odpowiedzialno za nadanie twojemu yciu sensu i celu. Podobny infantylizm dostrzegamy u tych, którzy, zwichn wszy nog w kostce, natychmiast szukaj , kogo by tu pozwa ² kto odpowiada za mój dobrostan, kto zatem musi równie ponie win , gdy dzieje mi si co z ego! Czy taki w a nie infantylizm kryje si za Äpotrzeb " Boga? Czy znów zza pleców wychyla si nam Fi ? Dojrza o polega na czym zupe nie przeciwnym. Dojrza o to wiara, e nasze ycie ma tyle sensu i celu i jest na tyle wspania e, na ile takim je uczynimy. A mo emy sprawi , by naprawd by o cudowne. Czy w nauce mo na znale te Äniematerialne" pocieszenie? Temu pytaniu po wi cam ostatnie strony mojej ksi ki. Zacznijmy wi c od inspiracji.
INSPIRACJA

Wkraczamy w tym momencie w kwesti smaku czy prywatnych przekona , co, niestety, ma pewien wp yw na sposób argumentacji, jakim b d musia si dalej pos ugiwa ² wi cej chwilami b dzie retoryki ni logiki. Ju zreszt musia em si z tym zmierzy , podobnie jak wielu innych ² najnowszych przyk adów dostarczaj nam Carl Sagan w B kitnej kropce, Biophilia [Biofilia] E.O. Wilsona, The Soul of Science [Dusza nauki] Michaela Shermera czy Affirmations [Afirmacje] Paula Kurtza. W Rozplataniu t czy próbowa em przekona czytelników, jak wielkie mamy szcz cie w tym tylko, e yjemy ² przecie olbrzymia wi kszo ludzi, których ko o loterii DNA równie dobrze mog o wylosowa , nigdy si nie narodzi a. Na u ytek tych, którym szcz cie to ju dopisa o, stara em si opisa wyj tkowo ycia za pomoc nast puj cego obrazu ² spróbujcie wyobrazi sobie promie wiat a w ski niczym wi zka laserowa, pe zn cy wzd u gigantycznej osi czasu. Wszystko przed i za nim ginie w ciemno ciach martwej przesz o ci lub w mrocznych g biach nieznanej jeszcze przysz o ci. My, niewyobra alni szcz liwcy, znale li my si w jego zasi gu. Cho nasza egzystencja w tym miejscu potrwa mo e zaledwie okamgnienie, nie wolno nam straci ani sekundy, nie wolno skar y si na monotoni bytu, na ja owo istnienia czy (jak ma e dziecko) na nud ² to przecie by aby potworna zniewaga dla trylionów

nieszcz snych istot, które nigdy takiej szansy jak my, szansy ycia, nie otrzyma y. Ju wielu ateistów powiedzia o to przede mn (i lepiej ode mnie) ² wiedza o tym, i mamy do prze ycia tylko jedno ycie, powinna czyni je tym cenniejszym. Ateizm w tym uj ciu to afirmacja ycia i podziw dla jego wspania o ci, nie ma w nim miejsca na udzenie si , my lenie yczeniowe i p aczliwe rozczulanie si nad sob . To nie ycie jest nam co winne, to my jeste my jego d u nikami. Jak napisa a kiedy Emily Dickinson: W tym, e nie zdarzy si na nowo, Jest ca a s odycz ycia151 *. Je eli abdykacja Boga pozostawia po sobie jak luk , mo na wype nia j na ró ne sposoby. Moja metoda obejmuje spor porcj nauki oraz uczciwe i rzetelne poszukiwania prawdy o wiecie, który nas otacza. Dla mnie wysi ek, jaki podejmuj ludzie, by zrozumie Wszech wiat, polega na budowaniu modeli. Ka dy z nas, we w asnej g owie, buduje model wiata, w którym yje. Modelem minimum by ten, który musieli stworzy nasi odlegli przodkowie, by po prostu przetrwa . Ten symulacyjny program by nast pnie czyszczony i debugowany przez dobór naturalny, a osi gn mistrzostwo w rodowisku, które by o domem naszych przodków, czyli na afryka skiej sawannie ² by to trójwymiarowy wiat wype niony redniej wielko ci obiektami poruszaj cymi si ze stosunkowo niewielkimi pr dko ciami. Wraz z tym modelem nasze mózgi dosta y jednak nieoczekiwan premi . Tym bonusem by a moc wystarczaj ca, by tworzy modele znacznie bardziej skomplikowane i o wiele bogatsze ni ów pierwotny, który wystarcza naszym przodkom do przerwania, ale poza tym by do prymitywny. Wspania manifestacj tej mocy sta y si sztuka i nauka. Pot ga nauki pozwala otwiera nasze umys y i daje nam rado ² o tym w a nie chc pisa na ostatnich stronicach mojej ksi ki.
CZADOR NAD CZADORAMI

Jeden z bardziej ponurych obrazów, na jakie mo emy si dzi natkn na ulicach naszych miast, to widok kobiety od stóp do g ów owini tej w skrywaj c jej kszta ty czer , tylko w ziutka szpara na oczy tworzy jak ja niejsz plam . Czador (gdzie indziej mo e to by czarczaf, jaszmak lub kwef), kluczowy element tego haniebnego stroju, jest wyrazistym symbolem ucisku kobiet i fizycznego wr cz t umienia ich osobistej wolno ci (i urody); to znak okrucie stwa m czyzn i wymuszonego podporz dkowania kobiet. Tu chcia bym jednak pos u y si czadorem jako symbolem zjawiska znacznie szerszego. Ludzkie oczy umo liwiaj widzenie tylko niewielkiego fragmentu widma elektromagnetycznego. wiat o widzialne to zaledwie w ska jasna szczelina w szerokim ciemnym widmie rozci gaj cym si od najkrótszych fal promieniowania gamma po d ugie fale radiowe. Spróbujmy sobie uzmys owi , a nie jest to atwe, jak w ska w istocie jest to szczelina. Wyobra my sobie zatem nieszcz sn afga sk kobiet odzian w parand i czarczaf, wida jej tylko oczy. Przyjmijmy teraz, e odleg o od w ziutkiej szpary na oczy do czubka g owy reprezentowa by mia a cz widma od fal krótkich do wiat a widzialnego, a reszta szaty skrywaj ca kobiece cia o a do stóp to fale d u sze od wiat a widzialnego. Jak d ugi musia by by ca y strój, by nasze wyobra enie odpowiada o rzeczywisto ci? K opot w tym, e zaczynamy w tym momencie operowa tak du ymi wielko ciami, e dla ich zobrazowania nale a oby w zasadzie pos u y si skal logarytmiczn , a to nie jest chyba najlepszy pomys , by w ostatnim rozdziale takiej jak ta ksi ki dok ada jeszcze definicj logarytmu. Mo ecie mi jednak wierzy ² to naprawd by by czador nad czadorami, superczador, nad i pod parocentymetrow szpar na oczy ciemne zwoje ci gn yby by si jeszcze przez tysi ce kilometrów, od promieniowania gamma na czubku g owy po d ugie fale radiowe u skraju parand y. Nauka za potrafi poszerzy ten w ski prze wit. Wi cej nawet, otwiera to ma e okienko tak szeroko, e kr puj ce nasze cia o czarne szmaty niemal zupe nie opadaj , a my wreszcie mo emy wszystkie nasze zmys y cieszy wie ym powiewem swobody Je li wpatrujemy si w niebo przez teleskop optyczny, zwierciad a i soczewki, z których jest zbudowany, pozwalaj nam widzie gwiazdy tylko w w skim zakresie promieniowania, które okre lamy mianem widzialnego. Za pomoc innego typu teleskopów mo emy jednak Äwidzie " równie promienie X i fale radiowe, a to otwiera przed nami prawdziwy skarbiec zupe nie innych obrazów nieba. W ma ej skali z kolei aparaty czy kamery z zamontowanymi odpowiednimi filtrami pozwalaj nam Äwidzie " i robi zdj cia na przyk ad w ultrafiolecie. Mo emy 151

zrobi fotografi kwiatu ukazuj c go takim, jakim nie jest zwykle dost pny naszym oczom²te dziwne paski i plamki, które wówczas ujrzymy, nie zosta y Äzaprojektowane" dla nas. Trzeba mie oczy takie jak owady, eby je widzie ; owady widz promieniowanie w zakresie widma podobnym jak my, tyle e nieco przesuni tym. Nie widz czerwieni, widz za to ultrafiolet. Ogród owadów jest wi c Äogrodem w ultrafiolecie"115*. Metafora w skiego okienka, przez które wygl damy na szeroki wiat, przydaje si w bardzo wielu obszarach nauki. yjemy w pobli u rodka przebogatej galerii wielko ci, a nasz uk ad nerwowy i organy zmys ów skonstruowane s tak, e pozwalaj nam postrzega i rozumie tylko ten w a nie jej fragment, w którym przebiega nasza egzystencja ² wiat po rednich wielko ci i obiektów poruszaj cych si nie za szybko. Wielko ci, z jakimi jeste my oswojeni, obejmuj zakres od dziesi tych cz ci milimetra (czubek szpilki) po kilka kilometrów (widok z górskiego wierzcho ka). Gdy wykraczamy poza ten zakres rozmiarów, odleg o ci czy szybko ci, nasza wyobra nia zaczyna mie problemy i musimy odwo a si do pomocy specjalnych instrumentów i matematyki, które, na ca e szcz cie, potrafimy w tym celu wykorzysta . Pami ta bowiem trzeba, i to dost pne bezpo rednio naszym zmys om spektrum zjawisk stanowi bardzo niewielki fragment tego, co dzieje si w naturze, gdzie chocia by odleg o ci zmieniaj si od wci szokuj cej nas swoj dziwno ci skali kwantowej na jednym kra cu po einsteinowsk skal kosmologicznych dystansów na drugim. Nasza wyobra nia za , jak mówi em, jest a o nie wr cz niedostosowana do radzenia sobie z odleg o ciami przekraczaj cymi wymiary z drobnego zaledwie wycinka ca ego zakresu mo liwych odleg o ci, wycinka, w którym funkcjonowali nasi przodkowie. Cz sto na przyk ad wizualizujemy elektron jako malutk kulk wiruj c wokó zgrupowania nieco wi kszych kulek, co reprezentowa by mia o protony i neutrony. Tymczasem taka wizualizacja nie ma nic wspólnego z rzeczywisto ci . Elektrony nie s nawet podobne do ma ych pi eczek, nie s podobne do niczego, co byliby my w stanie zidentyfikowa . W zasadzie nie nale a oby nawet u ywa s owa Äpodobne", gdy zbyt si zbli ymy do wiata odleg ych horyzontów. Nasza wyobra nia nie jest dostatecznie wyposa ona, aby w drowa w pobli u wymiarów kwantowych. W tej skali nic nie zachowuje si tak, jak materia powinna si zachowywa ² Äpowinna" w znaczeniu, jakie ukszta towa a w nas ewolucja. Analogiczny k opot czeka nas, kiedy próbujemy zrozumie zachowanie obiektów poruszaj cych si z pr dko ci blisk pr dko ci wiat a. Tu te zdrowy rozs dek zawodzi, jako e zdrowy rozs dek wyewoluowa w wiecie, w którym nic nie porusza si tak szybko i nie ma rzeczy ani znikomo ma ych, ani naprawd olbrzymich. Wielki biolog J.B.S. Haldane tak napisa w zako czeniu s ynnego eseju Possibile Worlds [Mo liwe wiaty]: ÄMusz wreszcie przyzna , i podejrzewam, e Wszech wiat jest nie tylko dziwniejszy, ni tego si po nim spodziewamy, ale dziwniejszy nawet, ni kiedykolwiek mogliby my si spodziewa [...] S dz , e na niebie i ziemi wi cej jest nie tylko rzeczy, o których filozofom si nie ni o, ale i takich, o których nawet nic nie mog o si przy ni i to adnej filozofii". (Tak przy okazji ² od dawna ciekawi mnie, dlaczego s ynny cytat z Hamleta, do którego odwo uje si tu Haldane, bardzo cz sto jest b dnie interpretowany. Zwykle akcentowane w tym zdaniu jest Äwaszej": Wi cej jest rzeczy w niebie i na ziemi, Horatio, Ni si ich ni o waszej filozofii116*, co sprawia, e rozmaici durnie próbuj pos ugiwa si Szekspirem i Horatiem jako uzasadnieniem (p ytkiego w istocie i powierzchownego) racjonalizmu i sceptycyzmu. Z kolei cz Äszekspirologów" przenosi akcent na Äfilozofii" i praktycznie w ogóle gubi Äwasze". Dla naszej obecnej dyskusji ró nica ta ma oczywi cie niewielkie znaczenie, ale mo e warto podkre li , e ta druga interpretacja doskonale pasuje do Haldane'owskiej " adnej filozofii".) Doug Adams, którego pami ci po wi ci em t ksi k , z ukazywania pod postaci artu i ironii najdziwniejszych rzeczy, których dowiadujemy si dzi ki nauce, uczyni sobie sposób na ycie. W Rozdziale 1. cytowa em ju fragment zaimprowizowanego wyst pienia Douga z Cambridge z 1998 roku. Oto kolejny: ÄTo, e yjemy na dnie g bokiej studni grawitacyjnej, na
115

* ÄOgród w ultrafiolecie" ² tak w a nie zatytu owa em jeden z pi ciu wyk adów, które wyg osi em w ramach Royal Institution Christmas Lecture. Ca o nagra a BBC i wyemitowa a pod tytu em Growing up in the Universe[Dorastaj c we Wszech wiecie]. DVD z wyk adami mo na kupi na stronie Fundacji Richarda Dawkinsa www.richarddawkins.net.
116

* William Szekspir, Hamlet, w przek adzie M. S omczy skiego. Z polskimi przek adami Dawkins mia by wi ksze problemy. Praktycznie wszyscy (poza S omczy skim) zmieniaj Äfilozofi " na Äfil ozofów", a Bara czak dodatkowo (co ju wydaje si zupe nie niezrozumia e) zamienia Äwaszych" na Änaszych" (przyp. t um.).

powierzchni pokrytej gazem planety, kr cej wokó kuli ognia w odleg o ci 145 milionów kilometrów i uwa amy to za normalne, jest oczywist wskazówk , jak skrzywion mamy perspektyw "154 **. Wi kszo pisarzy fantastycznonaukowych wykorzystywa a odkrycia naukowe, te najdziwniejsze zw aszcza, aby wzbudzi w czytelnikach poczucie tajemnicy. Douglas Adams pos uguje si nauk , by nas rozbawia (czytelnicy Autostopem przez galaktyk doskonale pami taj Änap d niesko czonego nieprawdopodobie stwa" chocia by). miech rzeczywi cie jest najlepsz odpowiedzi na niektóre paradoksy wspó czesnej fizyki ² w przeciwnym razie pozosta oby nam, czasem przynajmniej tak mi si wydaje, tylko usi i p aka . Mechanika kwantowa, najwi ksze chyba z osi gni pozornie kompletnie oderwanej od ycia akademickiej nauki w XX wieku, jest teori , w oparciu o któr da si z niewyobra aln precyzj przewidywa przebieg zdarze w realnym wiecie. Richard Feynman, chc c zilustrowa t precyzj teorii kwantów, mówi , e to tak, jakby my eksperymentalnie potrafili przewidzie rozleg o kontynentu pó nocnoameryka skiego z dok adno ci wi ksz ni rednica ludzkiego w osa. Je eli jakakolwiek teoria potrafi tak doskonale przewidywa wyniki eksperymentów, to musi by prawdziwa; w jakim przynajmniej sensie tego s owa musi by równie prawdziwa, jak wszystko, co wiemy! w tym równie nasza najbardziej przyziemna, zdroworozs dkowa wiedza o wiecie. Tyle e za o enia, jakie trzeba przyj , eby mechanika kwantowa mog a Ädzia a ", s tak dziwaczne i tajemnicze, e nawet sam wielki Feynman kiedy uzna za stosowne powiedzie : ÄJe eli wydaje ci si , e rozumiesz teori kwantów [...] to jej nie rozumiesz " (cytat ten kr y w kilku wersjach, ale ta wydaje mi si najbardziej elegancka)155117. Mechanika kwantowa jest na tyle dziwaczna, e sami fizycy musz ucieka si do jej ró nych, acz równie pe nych paradoksów, interpretacji (Äucieka " w tym kontek cie jest jak najbardziej zasadne). David Deutsch na przyk ad w Strukturze rzeczywisto ci optuje za multiwszech wiatem, czyli interpretacj teorii kwantów, opieraj c si na za o eniu istnienia Äwielu wiatów"; zapewne dlatego, i zarzuci jej mo na co najwy ej nieprawdopodobn rozrzutno . Zgodnie z tym modelem liczba równoleg ych wszech wiatów jest olbrzymia i nieustannie si powi ksza, a poza w sk szczelin , jak mog otworzy eksperymenty z zakresu mechaniki kwantowej, wszech wiaty te s dla siebie wzajem niewykrywalne. W cz ci tych wszech wiatów ja na przyk ad ju nie yj , w kilku ty masz zielone w sy; no i tak dalej... Mamy te alternatywn kopenhask interpretacj mechaniki kwantowej ² nie jest a tak rozrzutna, ale równie absurdalna i szokuj ca. Erwin Schródinger wydrwi j kiedy w s ynnej przypowiastce o kocie. Kot Schródingera zamkni ty jest w pude ku wraz z trucizn , której uwalniana jest za pomoc kwantowego mechanizmu. Dopóki nie otworzymy kociej klatki, nie wiemy, czy zwierz jest martwe, czy ywe, tymczasem, zdroworozs dkowo rzecz bior c, taki stan jest niemo liwy ² zamkni ty w pude ku kot albo yje, albo nie, tertium non datur. Tyle e interpretacja kopenhaska nie przejmuje si zdroworozs dkowym my leniem ² nim nie podniesiemy pokrywy, zgodnie z ni istnieje tylko prawdopodobie stwo. Dopiero otwarcie kociej klatki powoduje za amanie funkcji falowej i zachodzi konkretne, pojedyncze zdarzenie; nim to nast pi, kot nie jest ani martwy, ani ywy. Zgodnie z modelem multiwszech wiata w niektórych wszech wiatach zamkni ty w klatce kot mruczy sobie w najlepsze, w innych le y martwy. W sumie obie te interpretacje przecz i naszej intuicji, i rozs dkowi. To jednak w najmniejszym stopniu nie przeszkadza co ambitniejszym fizykom ² wystarczy, e matematycznie oba modele s spójne, a eksperymenty wychodz tak, jak teoria przewiduje. To, e wi kszo z nas nie ma wystarczaj cych kwalifikacji, by je poj , e najwyra niej musimy stworzy sobie jaki obraz tego, co naprawd si dzieje ² to nie jest problem fizyków. (Pomys , e kot Schródingera stanowi mia pierwotnie wyrafinowan drwin z absurdów, do jakich prowadzi interpretacja kopenhaska teorii kwantów, to mój w asny wk ad w ten s ynny paradoks.). Biolog Lewis Wolpert uwa a, e ta dziwaczno wspó czesnej fizyki stanowi tylko czubek góry lodowej ² ca a nauka, pisze Wolpert, w przeciwie stwie do techniki, tak naprawd dopuszcza si gwa tu na zdrowym rozs dku156. Oto przyk ad podany przez Wolperta: ÄW szklance wody jest o wiele wi cej moleku ni potrzeba szklanek, by wyczerpa wod z morza. Ca a woda na naszej planecie przechodzi w jakim momencie przez morze, zatem ² to ju proste rachunki ² spora
117 Podobna uwaga przypisywana jest te Nielsowi Bohrowi: ÄJe li kogo teoria kwantów nie szokuje, to znaczy, e jej nie rozumie"

szansa, e za ka dym razem, gdy nalewasz sobie szklank wody, znajdzie si w niej jaka cz steczka, która wcze niej przesz a przez p cherz 01ivera Cromwella". Sam Cromwell i jego p cherz zostali tu oczywi cie wykorzystani tylko w celach ilustracyjnych. Czy przypadkiem nie wch on e w a nie atomu azotu, który zaledwie par dziesi t milionów lat temu opu ci nozdrza ca kiem zgrabnego iguanodona (to ten trzeci z lewej przy wysokim drzewie cykadowym)? Czy nie cieszysz si , e masz szanse y w wiecie, w którym nie do , e za o enie, i co takiego jest mo liwe, jest ca kiem sensowne, to jeszcze ty jeste w stanie to zrozumie ? Nie do , e zrozumie ² mo esz to jeszcze wyt umaczy komu innemu i to nie na tej zasadzie, e tak jest, bo w to wierzysz. Mo esz przedstawi swoje wnioskowanie, a kiedy twoi s uchacze je zrozumiej , b d mieli podstawy, by si z tob zgodzi . Mo e w a nie co takiego mia na my li Carl Sagan, gdy wyja nia (w The Demon-Haunted World: Science as a Candle in the Dark [ wiat nawiedzany przez demony. Nauka jako wiate ko w ciemno ci]), co sk ania go do pisania: ÄPerwersj by oby dla mnie niepisanie o nauce. Kiedy jeste zakochany, chcesz powiedzie o tym ca emu wiatu. Ta ksi ka to bardzo osobista relacja, opowie o moim romansie z nauk , który trwa przez ca e ycie". Ewolucja z o onego ycia, a w zasadzie samo jego istnienie w wiecie podporz dkowanym prawom fizyki jest czym cudownym i absolutnie nieoczekiwanym ² cho nale a oby raczej powiedzie , e by oby to czym zaskakuj cym, gdyby nie fakt, e zaskoczenie jest stanem, który odczuwa mo e wy cznie z o ony mózg b d cy wytworem tego fascynuj cego ewolucyjnego procesu. W antropicznym uj ciu zatem w naszej egzystencji nie ma nic zagadkowego ² bardzo mi o by oby jednak, gdybym móg uzna , e w imieniu ca ej mojej rasy stwierdzi mi wolno, i mimo wszystko nasze istnienie jest wielk zagadk . Pomy lmy zreszt . Na pewnej planecie (ca kiem mo liwe, e na jedynej planecie w ca ym Wszech wiecie) cz steczki, z których normalnie nie powsta oby nic bardziej z o onego ni kawa ek ska y, zdo a y jako Äzebra si " i wytworzy co , co jakkolwiek wielko ma nadal zbli on do kamienia, jest bytem tak niewyobra alnie z o onym, e potrafi biega , skaka , p ywa , lata , widzie i s ysze , a nawet chwyta i zjada inne równie o ywione kawa ki z o ono ci. Ba ² potrafi si nawet w nich zakochiwa ! Dzi ju z grubsza rozumiemy, jak to si sta o, ale to nasze rozumienie rozpocz o si dopiero po roku 1859; wcze niej mogli my tylko duma , e to rzeczywi cie bardzo, bardzo dziwna historia. Dzi ki Darwinowi sta a si co najwy ej bardzo dziwna. To Karol Darwin jednym szarpni ciem rozdar przys aniaj cy nasze oczy czador i pozwoli spojrze na wiat przez otwór szerszy ni w ska szparka. Ten olbrzymi prze om w ludzkiej wiedzy i w rozumieniu rzeczywisto ci nie mia precedensów ² mo e tylko rewolucja kopernika ska i u wiadomienie sobie, i Ziemia nie stanowi centrum Wszech wiata, mo e si z nim równa . Jeden z najwi kszych filozofów XX wieku Ludwig Wittgenstein spyta kiedy przyjaciela: ÄPowiedz mi, dlaczego ludzie wci mówi , e przypuszczenie, i to S o ce obraca si wokó Ziemi, jest zupe nie naturalne, w odró nieniu od my li, e Ziemia okr a S o ce?". ÄCó ² us ysza w odpowiedzi ² pewnie dlatego, e wygl da jakby to S o ce obraca o si wokó Ziemi!" ÄA jak wed ug ciebie powinno wygl da , eby ludzie my leli, e to Ziemia si porusza?" Czasem cytuj t anegdotk o Wittgensteinie podczas wyk adów. Kiedy my la em, e rozbawi ni s uchaczy ² tymczasem zwykle zapada g ucha cisza. W ograniczonym wiecie, w którym ewoluowa nasz mózg, to raczej mniejsze obiekty si poruszaj , a nie wi ksze; te stanowi zwykle t o. Na wiruj cej wokó swojej gwiazdy planecie ró ne obiekty ² góry, drzewa, budynki, sama ziemia wreszcie ² robi na nas wra enie wi kszych, bo s bli ej, a co wi cej wszystkie poruszaj si synchronicznie w stosunku do siebie i do obserwatora (czyli ich ruch jest dla nas niedostrzegalny); odmiennie ni odleg e S o ce i inne gwiazdy. Dlatego nasz mózg wyewoluowa tak, by projektowa iluzj ruchu na gwiazdy, nie na góry lub drzewa. Kwesti naszego postrzegania wiata warto rozwin szerzej ² to, w jaki sposób widzimy wiat, i to, e niektóre jego w a ciwo ci czysto intuicyjnie atwiej nam poj ni inne, jest konsekwencj faktu, e mózg jest produktem ewolucji. To jakby Äpok adowy komputer", który wyewoluowa po to, aby umo liwi nam przetrwanie w wiecie ² dalej b d nazywa go ród wiatem ² w którym wszystko, co mia o dla przetrwania znaczenie, by o rednich rozmiarów, ani bardzo ma e, ani bardzo du e; w którym obiekty albo by y nieruchome, albo (przynajmniej w porównaniu z pr dko ci wiat a) porusza y si bardzo powoli; w wiecie, gdzie zdarzenia ma o prawdopodobne mo na by o zupe nie bezpiecznie traktowa jako niemo liwe. Szczelina w

gatunkowym czadorze by a tak w ska, bo dla przetrwania naszych przodków by o to zupe nie wystarczaj ce, oni nie potrzebowali nic wi cej. To dopiero nauka przekona a nas, i ² wbrew odwiecznym intuicjom i przyzwyczajeniom ² pozornie nawet najtwardsze rzeczy, jak ska y czy kryszta y, w rzeczywisto ci sk adaj si niemal wy cznie z pró ni. Jest taka cz sto reprodukowana ilustracja, na której j dro atomu przedstawione jest w postaci muchy lataj cej nad rodkiem stadionu. Najbli szy atom w dowolnej cz steczce na tym rysunku znajdowa si b dzie ju poza stadionem. Tak wi c ka da twarda i g sta ska a jest Äw istocie" niemal kompletn pró ni , w której tylko gdzieniegdzie tkwi znikomo ma e cz stki, tak bardzo od siebie oddalone, e jakby ich nie by o. Dlaczego zatem, bior c do r ki kamie , mamy wra enie, e trzymamy w r ku co solidnego, twardego i nieprzenikalnego? Nie b d nawet próbowa zgadn , jak na takie pytanie odpowiedzia by Ludwig Wittgenstein. Ja, jako biolog ewolucyjny, odpowiadam na nie nast puj co: Ludzkie mózgi wyewoluowa y po to, by pomóc naszym cia om radzi sobie w takim wiecie ² i w takich skalach wielko ci ² z jakimi musia y si zmaga . Nigdy nie musieli my porusza si w wymiarach subatomowych, gdyby my musieli, nasze mózgi pewnie by sobie z tym zadaniem potrafi y poradzi i wtedy ska y by yby dla nas pust przestrzeni . Czujemy, e ska a jest twarda i nieprzenikalna, bo nasze d onie nie potrafi przez ni przenikn . Fakt ten nie ma jednak bez po redniego zwi zku z wielko ci i odleg o ciami mi dzy cz stkami, z których zbudowana jest materia, wi e si natomiast z oddzia ywaniami i si ami wi cymi te odleg e od siebie cz stki i nadaj cymi im struktur cia a sta ego. Dla naszych mózgów za umiej tno ci bardzo przydatn jest umiej tno konstruowania takich poj jak twardo czy nieprzenikalno , gdy dzi ki nim w a nie potrafimy przemieszcza nasze cia a w wiecie wype nionym rozmaitymi obiektami, które nie mog zajmowa w przestrzeni dok adnie tego samego miejsca co inne ² nazywane przez nas materialnymi ² obiekty. Poniewa od pewnego czasu mówimy o kwestiach bardzo powa nych, nie zaszkodzi w tym miejscu nieco roz adowa atmosfer , zw aszcza e nie oddalimy si przez to za bardzo od g ównego w tku. Oto fragmenty The Men who Stare at Goats Jona Ronsona: To prawdziwa historia. Latem 1983 roku genera major Albert Stubblebine III siedzia za swoim biurkiem w Arlington (Wirginia) i gapi si na cian obwieszon licznymi dyplomami i nagrodami, jakie otrzyma za swe militarne osi gni cia. Zaiste, kariera jego by a d uga i imponuj ca. W tym momencie za genera Stubblebine by szefem ameryka skiego wywiadu wojskowego i mia pod swoim dowództwem szesna cie tysi cy ludzi [...] Przez dyplomy patrzy wprost na cian . Czu , e musi to zrobi , cho my l ta go przera a a. Ale wiedzia , e musi dokona wyboru! Mo e siedzie dalej w swoim gabinecie albo przenie si do s siedniego. To w a nie ten wybór. I ju go dokona . Pójdzie! [...] Genera wsta , wyszed zza biurka i ruszy przed siebie. I my la : ÄZ czego sk ada si atom?" ² ÄZ pró ni". Przyspieszy kroku. Dalej my la : ÄZ czego ja jestem zbudowany?" ² ÄZ atomów!". By ju na wyci gni cie r ki od ciany, ale nie ustawa w my leniu: ÄA z czego zbudowana jest ciana?" ² ÄTe z atomów! Musz tylko wtopi jedne w drugie!" [...] Moment pó niej genera Stubblebine waln nosem w tapet . ÄA niech to szlag!" ² pomy la genera major Albert Stubblebine III. Od dawna nie móg si nadziwi , dlaczego wci nie potrafi przej przez cian . Dzi , po przej ciu w stan spoczynku, genera Stubblebine przewodniczy wraz z on organizacji HealthFreedomUSA. Jak mo emy przeczyta na jej internetowej witrynie, celem tej szacownej organizacji jest Äpromowanie suplementów diety (witamin, minera ów, aminokwasów), zió , leków homeopatycznych, medycyny naturalnej i zdrowej ywno ci (niezanieczyszczonej pestycydami, herbicydami i antybiotykami), a tak e walka z wielkimi korporacjami, które (wspierane przez rz d) roszcz sobie prawo do dyktowania, jakie dawki i jakich rodków wolno ludziom za ywa ". Nie ma na stronach HealthFreedomUSA nic o cennych p ynach organicznych, trudno powiedzie dlaczego, jest za to trafna bez w tpienia charakterystyka pana genera a jako Äoryginalnego i wszechstronnego my liciela"156118.

118 www.healthfreedomusa.org/aboutus/president.shtml . Je li kto www.mindcontrolforums.com/images/Mind94.jpg.

chce ujrze

pe ne wyrazu oblicze

genera a Stubblebine'a, polecam

²

Wyewoluowawszy w ród wiecie, intuicyjnie doskonale pojmujemy prawdziwo twierdzenia g osz cego, e ÄKiedy genera major si porusza (z pr dko ci nieodbiegaj c istotnie od pr dko ci, z jak zwykle poruszaj si genera owie i inne obiekty nale ce do ród wiata) i natrafia na swej drodze na inny sta y obiekt, jego podró zostaje do gwa townie ² i bole nie ² przerwana". Nasze mózgi nie zosta y wyposa one do tego, by wyobra a sobie, jak to jest by neutrinem przenikaj cym przez cian i przemykaj cym przez wype niaj ce j Äw rzeczywisto ci" obszary pró ni. Tak samo nigdy nie b dziemy sobie w stanie wyobrazi , jak to jest porusza si z szybko ci blisk pr dko ci wiat a. Ba, kieruj c si tylko intuicj , która wyewoluowa a i szkoli a si w ród wiecie, nie bardzo jeste my nawet w stanie uwierzy Galileuszowi, który pokaza ludziom, e gdyby nie opór powietrza, gdyby nie si y tarcia, piórko i armatnia kula zrzucone z pochy ej wie y dotar yby do ziemi dok adnie w tym samym momencie. Trudno nam w to uwierzy , bowiem w naszym ród wiecie z tarciem mamy do czynienia nieustannie. Gdyby my ewoluowali w pró ni, wtedy wr cz oczekiwaliby my, e piórko i kula równocze nie znajd si na ziemi. Jeste my jednak tworami ród wiata i to narzuca granice naszej wyobra ni. Je li kto nie jest szczególnie uzdolniony (albo doskonale wykszta cony), mo e widzie tylko ten fragment ród wiata, który da si dostrzec przez w sk szczelin nad czarczafem. Oczywi cie w pewnym sensie my, jak wszystkie ziemskie zwierz ta, yjemy i musimy przetrwa równie w Mikro wiecie atomów i elektronów ² cho by impulsy nerwowe, które sk adaj si na nasze my lenie i wyobra ni , bezpo rednio zale od zjawisk zachodz cych w Mikro wiecie. Tyle e adne dzia anie, jakie kiedykolwiek musieli podj nasi dzicy przodkowie, adna ich decyzja nie wymaga a rozumienia tego Mikro wiata. Oczywi cie rzecz wygl da aby zupe nie inaczej, gdyby my byli bakteriami i ruchy cieplne cz steczek bezustannie przerzuca yby nas z k ta w k t, szcz liwie jednak dla siebie jeste my zbyt masywni i zbyt niepor czni, by zauwa y i poczu ruchy Browna. Jeste my natomiast bezpo rednio uzale nieni od grawitacji, ale za to tak s abe oddzia ywanie jak napi cie powierzchniowe praktycznie dla nas nie istnieje ² dla ma ych owadów za priorytety s dok adnie przeciwne, taki insekt nigdy nie uzna by napi cia powierzchniowego za zaniedbywalne, one czuj je ca ym cia em. W ksi ce Creation: Life and How to Make It [Kreacja: ycie i jak je stworzy ]Steve Grand wr cz pokpiwa sobie z naszej fascynacji materi . Ludzie, jak pisze, maj sk onno do traktowania wy cznie obiektów Ämaterialnych" jako Ärzeczywistych". ÄFale" elektromagnetyczne w pró ni uznajemy za co Änierzeczywistego". Zreszt jeszcze uczeni epoki wiktoria skiej uwa ali, e fale te musz rozchodzi si w jakim materialnym o rodku, a poniewa nic takiego wówczas nie znano, wymy lili nawet specjalnie wiat oprzewodz cy Äeter". Uznajemy tylko tak Ärealn ", tward i namacaln materi , bo nasi przodkowie ewoluowali w ród wiecie, gdzie dla przetrwania takie poj cie by o bardzo u ytecznym konstruktem. Z drugiej jednak strony nawet my, mieszka cy ród wiata, zdajemy sobie spraw , e wir jest czym ca kiem Ärealnym", tak samo jak ska a, mimo e materia konstytuuj ca wir nieustannie si zmienia. Na pustynnych równinach Tanzanii, u podnó a Ol Donyo Lengai, wi tej góry-wulkanu Masajów, jest wielka wydma ² tworzy j popió , pozosta o po erupcji z 1969 roku. Ukszta towa j wiatr, a najwspanialsze jest to, e wydma ta ustawicznie fizycznie si przemieszcza (w geomorfologii taka ruchoma wydma zwie si barchan) ² w druje na zachód w tempie siedemnastu metrów na rok. Przesuwaj c si , zachowuje pó ksi ycowaty kszta t. Ramiona wysuni te zgodnie z kierunkiem wiatru przemieszczaj si szybciej ni cz centralna wydmy; ziarenka py u Äwspinaj si " na grzbiet i opadaj po przeciwnej stronie. W sumie jednak nawet barchan jest bardziej Ärzecz " ni fal . Gdy mowa o fali, cho by morskiej, to tylko wydaje si nam, jakby to woda przesuwa a si po otwartym morzu, tymczasem w rzeczywisto ci moleku y wody przesuwaj si wy cznie w pionie. Tak samo jest z fal d wi kow ² fala si przemieszcza, ale cz steczki powietrza nie; to by by wiatr, a nie d wi k. Dlatego w a nie Steve Grand pisze, e ty czy ja bardziej jeste my fal ni jakim sta ym Äobiektem". I dlatego proponuje swoim czytelnikom: pomy l, o czym , co pami tasz z dzieci stwa. Przypomnij sobie jakie bardzo wyraziste wspomnienie, co , co naprawd czujesz, widzisz, zupe nie jakby tam by . Przecie by e tam, czy nie?! Jak inaczej móg by to wszystko pami ta . Ale mam dla ciebie z wiadomo ² nie by o

ci tam] Ani jeden atom twojego cia a nie znajdowa si w tym miejscu, gdzie to wszystko si dzia o [...] Materia w druje z miejsca w miejsce i w pewnej chwili formuje si w co , co jest tob . Czymkolwiek jeste wi c w tej chwili, nie jeste tym, z czego jeste zbudowany. A je li w tej chwili w osy nie stan y ci d ba, przeczytaj to, co napisa em, jeszcze raz. To wa ne...157119 ÄTo jest realne" nie jest fraz , której powinni my atwowiernie nadu ywa , pok adaj c w niej naiwne zaufanie. Gdyby neutrino mia o mózg ukszta towany pod wp ywem ewolucyjnych nacisków na jego neutrinowych przodków, powiedzia oby, e ciana Änaprawd " sk ada si g ównie z pró ni. Nasz mózg wyewoluowa u przodków zmagaj cych si ze ród wiatem, a nie z Mikro wiatem, i nasz Äprawdziwy" wiat to wiat, w którym ska y s twarde. Dla ka dego zwierz cia Äprawdziwy" oznacza taki, jakiego jego mózg potrzebuje, by przetrwa . A poniewa ró ne gatunki yj w bardzo ró nych rzeczywisto ciach, mamy do czynienia z bardzo chwilami k opotliw wielo ci Äprawd". wiat, jakim go widzimy, nie jest niezmienionym, wiernym odbiciem realnego (Äprawdziwego") wiata. Jest modelem wiata, regulowanym i dopasowywanym przez nap ywaj ce dane zmys owe ² modelem stworzonym tak, by by przydatnym narz dziem w radzeniu sobie z realnym wiatem. Zale nie od tego, z jakiego typu zwierz ciem mamy do czynienia, natura modelu mo e by bardzo odmienna. Lataj ce zwierz potrzebuje zupe nie innego modelu rzeczywisto ci ni zwierz biegaj ce, wspinaj ce si lub p ywaj ce. Model drapie nika jest inny ni model jego ofiary, mimo e ich wiaty w du ym stopniu na siebie si nak adaj . Mózg ma py musi by wyposa ony w oprogramowanie potrafi ce symulowa trójwymiarow pl tanin ga zi i pni. Wio lak nie musi mie w mózgu oprogramowania do obróbki trzech wymiarów, bo yje na powierzchni stawu, niczym w krainie p aszczaków Edwina Abbotta. Kret z kolei dysponowa musi modelem wiata umo liwiaj cym mu poruszanie si pod ziemi . Mózgowe oprogramowanie golca jest zapewne do podobne do kreciego, ale ju na przyk ad wiewiórka, mimo e jest gryzoniem tak samo jak golec, potrzebuje oprogramowania o mo liwo ciach zbli onych do tego, w jakie wyposa ony jest ma pi mózg. W lepym zegarmistrzu (i nie tylko) zastanawia em si , czy nietoperze nie Äwidz " barw za pomoc uszu. Model rzeczywisto ci niezb dny nietoperzowi, by w trójwymiarowym wiecie bez problemu móg apa robaki, musi by do podobny do modelu, jaki ewolucja wytworzy a w jaskó czych mózgach ² wszak oba realizuj do podobne zadania. To, i nietoperz do aktualizacji danych obrabianych przez jego mózgowy software pos uguje si echem, a jaskó ka wiat em, w sumie nie ma wielkiego znaczenia. Nietoperze, jak przypuszczam, wykorzystuj odbierane barwy, Äczerwony" lub Äniebieski" na przyk ad, jako przydatne, wewn trzne etykietki pewnych u ytecznych dla nich w a ciwo ci echa i by mo e na tej podstawie klasyfikuj akustyczn faktur ró nych powierzchni. Jaskó ki te same odebrane barwy wykorzystuj do klasyfikowania d u szych i krótszych fal wietlnych. W sumie za wa ne jest, e o naturze mózgowego modelu decyduje nie to, które zmys y dostarczaj mu dane, a raczej do czego jest wykorzystywany. Przyk ad z nietoperzami pokazuje nam, i ów umys owy model wiata (w przeciwie stwie do samych danych dostarczanych nieustannie przez zmys y) jest adaptacj do rodowiska i stylu ycia zwierz cia, tak sam adaptacj , jak skrzyd a, nogi czy ogon. Cytowa em ju wcze niej artyku J.B.S. Haldane'a o Ämo liwych wiatach". W tym tek cie Haldane przytacza te bardzo interesuj ce informacje o funkcjonowaniu zwierz t, których wiat zdominowany jest przez zapach. Otó okazuje si , e psy potrafi po zapachu rozró ni dwa bardzo podobne lotne kwasy t uszczowe ² kwas kaprylowy i kwas kaprynowy ² nawet je li ich st enie nie przekracza jednej cz ci na milion. Pod wzgl dem budowy chemicznej cz steczki tych kwasów ró ni si zaledwie dwoma atomami w gla ² a cuch w glowy w kwasie kaprylowym jest o dok adnie dwa atomy d u szy. Haldane twierdzi, i bardzo mo liwe, e pies potrafi by Äpos uguj c si w chem, uporz dkowa cz steczki kwasów t uszczowych zgodnie z ich mas cz steczkow , tak samo jak cz owiek potrafi u o y struny fortepianu w kolejno ci od najkrótszej do najd u szej, która to kolejno odpowiada wysoko ci tonu". Jest jeszcze jeden kwas t uszczowy, kwas kapronowy, który od kaprylowego i kaprynowego te ró ni si tylko d ugo ci a cucha w glowego (ma o dwa atomy w gla wi cej). Pies, który nigdy nie zetkn si z tym kwasem, prawdopodobnie nie mia by wi kszych problemów z
jednak kilka detali, jego wizja jest zdecydowanie prawdziwa ²jeste my znacznie bardziej fal ni starym, materialnym Äprzedmiotem"

wyobra eniem sobie, jak pachnie, tak jak nam nie sprawia k opotu wyobra enie sobie d wi ku tr bki o ton wy szego ni zas yszany przed chwil . Gdybym mia zgadywa , powiedzia bym, e dla psa (albo dla nosoro ca) mieszanina zapachów mo e by czym takim, jak dla nas ci g harmonicznych d wi ków. Cho mo e raczej jak dysonanse, nie jak melodia, gdy melodia sk ada si z tonów maj cych wyra ny pocz tek i koniec oraz o okre lonym czasie trwania, zupe nie inaczej ni zapachy. Mo e psy i nosoro ce czuj zapach kolorów ² mog oby to by dla nich równie przydatne, jak dla nietoperzy. W istocie przecie wra enia, które nazywamy kolorami, s to po prostu narz dzia wykorzystywane przez nasz mózg do klasyfikowania wa nych dla nas w a ciwo ci zewn trznego wiata. Jako ci zmys owe, takie jak barwa ² filozofowie nazywaj je qualia² nie s nierozerwalnie powi zane z fal wietln o okre lonej d ugo ci. To wewn trzne etykiety, dost pne dla mózgu i wykorzystywane przez ten narz d do konstruowania modeli zewn trznej rzeczywisto ci tak, by odzwierciedla y w a ciwo ci tej e rzeczywisto ci z jakiego powodu bardzo istotne dla zwierz cia. Dla ludzi i ptaków postrzeganie barw wi e si z d ugo ci fali wietlnej. W przypadku nietoperzy, tak przynajmniej hipotez zaproponowa em, Äwidzenie" kolorów mo e wi za si z odmiennymi w a ciwo ciami akustycznymi powierzchni o ró nych barwach ² mo e na przyk ad czerwie jest idealnie g adka, niebieski ma faktur aksamitu, a ziele jest szorstka. Dla psów za lub nosoro ców barwa mo e by zapachem. To pot ga nauki sprawia, e mo emy próbowa wyobra a sobie obcy nam zupe nie wiat nietoperza, nosoro ca, grzbietop awka albo kreta, bakterii czy kornika. To tylko dzi ki nauce mo emy szarpn za skraj czadoru i czerpa rado z widoku, który raptem ods ania si przed naszymi oczami. Metafor ród wiata ² wiata rednich wielko ci, jaki mo emy dostrzec przez w sk szczelink , przez któr ogl damy rzeczywisto ² mo na te odnie do innych Äwidm" czy wymiarów. Mo emy na przyk ad stworzy na w asny u ytek skal nieprawdopodobie stwa. Tu równie jej fragment, który potrafimy obj nasz wyobra ni , jest tylko bardzo w skim wycinkiem ca ego zakresu potencjalnie mo liwych fenomenów. Na jednym kra cu naszego kontinuum nieprawdopodobie stwa znalaz yby si wszystkie zdarzenia, które nazywamy niemo liwymi. Cuda na przyk ad to zdarzenia kra cowo nieprawdopodobne. Figurka Przenaj wi tszej Panienki mo e do nas pomacha . Atomy tworz ce krystaliczn struktur materii, z której figurk wyrze biono, nieustannie wibruj we wszystkich kierunkach. Poniewa jest ich bardzo, bardzo wiele i poniewa wibruj chaotycznie, r ka figurki, tak jak widzimy j w naszym ród wiecie, pozostaje w bezruchu, jak to kawa ek kamienia. Ale przecie mo e si zdarzy , e wszystkie atomy w r ce pos ku raptem zaczn przemieszcza si w jedn stron , a potem porusz si tak jeszcze raz i jeszcze raz... Wtedy poruszy si ca a r ka, a my stwierdzimy, e Panienka w a nie nam pomacha a. Co takiego mo e si zdarzy , tyle e szanse s tak ma e, e gdyby kto chcia zapisa prawdopodobie stwo takiego zdarzenia w postaci u amka dziesi tnego i zacz pisa w momencie Wielkiego Wybuchu, to do dzi nie zapisa by wszystkich pocz tkowych zer. Umiej tno obliczania takich szans to kolejny dar nauki, to ona wyposa y a nas w moc, dzi ki której, miast unosi r ce w ge cie rozpaczy, mo emy usi i policzy prawdopodobie stwo nieprawdopodobnego. To kolejny obszar wolno ci, jaki przed ludzkim duchem otworzy a nauka. Ewolucja w ród wiecie do kiepsko wyposa y a nas do radzenia sobie ze zdarzeniami o znikomym prawdopodobie stwie. Na szcz cie niewyobra alna rozleg o kosmosu i eony geologicznego czasu sprawi y, e zdarzenia, które w ród wiecie by yby niemo liwe, sta y si nieuchronne. I to znów nauka otworzy a dla nas szeroko okno, przez którego w sk tylko szpar mogli my wcze niej patrze na spektrum tego, co mo liwe. Dzi rozum i rachunki pozwalaj nam w drowa do takich obszarów prawdopodobie stwa, które dawniej uznawali my za niedost pne (albo zamieszkane przez smoki i wró ki). Skorzystali my ju z tej nowej perspektywy, rozwa aj c w Rozdziale 4. nieprawdopodobie stwo powstania ycia, gdy przekonali my si , e ² je li uwzgl dnimy skal czasow , w jakiej proces ten zachodzi ²nawet zdarzenie z chemicznego punktu widz nia praktycznie niemo liwe w zasadzie musia o si wydarzy . Pos u yli my si ni równie , gdy zastanawiali my si nad ca ym wachlarzem potencjalnych wszech wiatów, ka dy z w asnym zestawem praw i sta ych fizycznych, i wskazali my na antropiczn konieczno znalezienia si przez nas samych w którym z bardzo nielicznych przyjaznych dla nas miejsc.

J.B.S. Haldane napisa , e Wszech wiat jest zapewne Ädziwniejszy, ni kiedykolwiek mogliby my si spodziewa ". Te s owa mo na jednak interpretowa na dwa sposoby ² dziwniejszy ni w ogóle mo na by si spodziewa , czy te dziwniejszy ni my mogliby my si spodziewa , a to ze wzgl du na naturalne ograniczenia ludzkiego mózgu, ukszta towanego podczas ewolucyjnego terminowania w ród wiecie. Czy przez trening i praktyk uda nam si kiedy wyzwoli z tego terminu? Czy kiedy uda nam si ostatecznie pozby czarnych zas on i naby umiej tno intuicyjnego ² i matematycznego ² pojmowania wiatów zjawisk bardzo ma ych, bardzo wielkich i bardzo szybkich? Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale i tak jestem bardzo szcz liwy, e przysz o mi y w czasach, gdy ludzko przekracza dawne granice rozumienia. Wi cej, gdy okazuje si , e mo e nie ma przed nami adnych granic! APPENDIX Oto krótka lista organizacji i instytucji, do których mog zwróci si ludzie poszukuj cy wsparcia w odej ciu od religii. Stale aktualizowan list znale mo na na witrynie internetowej Fundacji Richarda Dawkinsa na rzecz rozumu i nauki (Richard Dawkins Foundation for Reason and Science: www.richarddawkins.net). Bardzo przepraszam, e lista ograniczona jest g ównie do wiata angloj zycznego.
USA

American Atheists PO Box 5733, Parsippany, NJ 07054-6733; poczta g osowa: 1-908-276-7300; fax: 1-908-276-7402; e-mail: info@atheists.org; www. atheists.org
‡

American Humanist Association 1777 T Street, NW, Washington, DC 20009-7125; tel: (202) 238-9088; tel. bezp atny: 1-800-837-3792; fax: (202) 238 -9003; www.americanhumanist.org
‡ ‡

Atheist Alliance International

PO Box 26867, Los Angeles, CA 90026; tel. bezp atny: 1-866-HERETIC; e-mail: info@atheistalliance.org; www.atheistalliance.org
‡

The Brights PO

Box 163418, Sacramento, CA 95816 USA; e-mail: the-brights@the-brights.net; www.the-brights.net
‡

Freedom From Religion Foundation The Skeptics Society

PO Box 750, Madison, WI 53701; tel.: (608) 256 -5800; e-mail: info@ ffrf.org; www.ffrf.org
‡

PO Box 338, Altadena, CA 91001; tel.: (626) 794-3119; fax: (626) 794 -1301 e-mail: editorial@skeptic.com; www.skeptic.com W IELKA BRYTANIA
‡

British Humanist Association

1 Gower Street, London WC1E 6HD; tel.: 020 7079 3580; fax: 020 7079 3588; e -mail: info@humanism.org. uk; www.humanism.org.uk
‡

International Humanist and Ethical Union ² UK National Secular Society

1 Gower Street, London WC1E 6HD; tel.: 020 7631 3170; fax: 020 7631 3171; www.iheu.org
‡

25 Red Lion S uare, London WCIR 4RL; tel: 020 7404 3126; fax: 0870 762 8971; www.secularism.org.ukOD T UMACZA Na witrynie Fundacji Dawkinsa zarejestrowane s te polskie stowarzyszenia i organizacje (http://richarddawkins.net/mainPage.php7bodyPage=localGroups.php&showCountry=Poland), nie jest to jednak ani aktualny, ani miarodajny wykaz. Osobi cie rekomendowa bym:
‡ Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów 00-215 Warszawa, ul. Sapie y ska 8 lok. biur. 8; tel. 0226358187, www.racjonalista.pl ‡ Towarzystwo Humanistyczne http://humanizm.free.ngo.pl(tu znale mo na mi dzy innymi informacj , co nale y uczyni , by wyst pi z Ko cio a katolickiego) BIBLIOGRAFIA ² KSI KI CYTOWANE I POLECANE

Adams D., 2003,The Salmon of Doubt, London, Pan. Wyd. polskie: oso zw tpienia , Zysk i S-ka, Pozna 2003. Alexander R.D., Tinkle D.W. (eds.), 1981, Natural Selection and Social Behavior, New York, Chiron Press. Anon., 1985, Life How Did It Get Here? By Evolution or by Creation?, New York, Watchtower Bible and Tract Society. Ashton J.F. (red.), 1999, In Six Days: Why 50 Scientists Choose to Believe in Creation, Sydney, New Holland. Atkins EW., 1992, Creation Revisited, Oxford, W. H. Freeman. Atran S., 2002, In Gods We Trust, Oxford, Oxford University Press. Attenborough D., 1960, Quest in Paradise, London, Lutterworth. Aunger R., 2002, The Electric Meme: A New Theory of How We Think, New York, Free Press. Baggini J., 2003, Atheism: A Very Short Introduction, Oxford, Oxford University Press. Barber N., 1988, Lords of the Golden Hor n, London, Arrow. Barker D., 1992, Losing Faith in Faith, Madison, WI, Freedom From Religion Foundation. Barker E., 1984, The Making of a Moonie: Brainwashing or Choice ?, Oxford, Blackwell. Barrow J.D., Tipler F.J., 1988, The Anthropic Cosmological Princi ple, New York, Oxford University Press. Baynes N.H. (red.), 1942, The Speeches of Adolf Hitler, vol. 1, Oxford, Oxford University Press. BeheM.J., 1996, Darwin's Black Box, New York, Simon & Schuster. Beit-HallahmiB., ArgyleM., 1997, The Psychology of Religious Behavio ur, Belief and Experience , London, Routledge. Berlinerblau J,, 2005, The Secular Bible: Why Nonbelievers Must Take Religion Seriously, Cambridge, Cambridge University Press. Blackmore S., 1999, The Meme Machine, Oxford, Oxford University Press. Wyd. polskie: Maszyna memowa, Rebis, Pozna 2002. Blaker K. (ed.), 2003, The Fundamentals of Extremism: The Christian Right in America, Plymouth, Ml, New Boston. Bouquet AC., 1956, Comparative Religion, Harmondsworth, Penguin. Boyd R., Richerson EJ., 1985, Culture and the Evolutionary Process , Chicago, University of Chicago Press.

Boyer P, 2001, Religion Explained, London, Heinemann. BrodieR., 1996, Virus of the Mind: The New Science of the Meme, Seattle, Integral Press. Buck man R., 2000, Can We Be Good without God?, Toronto, Viking. Bullock A., 1991, Hitler and Stalin, London, HarperCollins. Wyd. polskie:Hitler i Stalin,Bellona, Warszawa 1997. Bullock A., 2005, Hitler: A Study in Tyranny, London, Penguin. Wyd. polskie:Hitler. Studium tyranii, Iskry, Warszawa 2004. Buss D.M. (ed.), 2005, The Handbook of Evolutionary Psychology, Hobo- ken, NJ, Wiley. Cairns-Smith A.G., 1985, Seven Clues to the Origin of Life, Cambridge, Cambridge University Press. Comins N.F., 1993, What if the Moon Didn't Exist?, New York, HarperCollins. Coulter A, 2006, Godless: The Church of Liberation, New York, Crown Forum. Darwin C., 1859, Ore the Origin of Species by Means of Natural Selection, London, John Murray. Wyd. polskie: O powstawaniu gatunków, De- Agostini-Altaya, Warszawa 2001 Dawkins M. Stamp, 1980, Animal Suffering, London, Chapman & Hall. Dawkins R., 1976, The Selfish Gene, Oxford, Oxford University Press. Wyd. polskie: Samolubny gen, Prószy ski i S-ka, Warszawa 1998. Dawkins R., 1982,The Extended Phenotype, Oxford, W H. Freeman. Wyd. polskie: Fenotyp rozszerzony, Prószy ski i S-ka, Warszawa 2003. Dawkins R., 1986, The Blind Watchmaker, Harlow, Longman. Wyd. polskie: lepy zegarmistrz, PIW, Warszawa 1995. Dawkins R., 1995, River Out of Eden, London, Weidenfeld & Nicolson. Wyd. polskie: Rzeka genów, CiS, Warszawa 1995. Dawkins R., 1996, Climbing Mount Improbable, New York, Norton. Wyd. polskie: Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobie stwa, Prószy ski i S-ka, Warszawa 1998. Dawkins R., 1998, Unweaving the Rainbow, London, Penguin. Wyd. polskie: Rozplatanie t czy. Nauka, z udzenia i apetyt na cuda, Prószy ski i S-ka, Warszawa 2001.

Dawkins R., 2003, A Devil's Chaplain: Selected Essays, London, Weidenfeld & Nicolson. Dennett D., 1995, Darwin 's Dangerous Idea, New York, Simon & Schuster. Dennett D.C., 1987, The Intentional Stance, Cambridge, MA, MIT Press. Dennett D.C., 2003, Freedom Evolves, London, Viking. Dennett D.C., 2006, Breaking the Spell: Religion as a Natural Phenomenon, London, Viking. Deutsch D., 1997,The Fabric of Reality, London, Allen Lane. Wyd. polskie: Struktura rzeczywisto ci, Prószy ski i S-ka, Warszawa 2006. DistinK., 2005, The Selfish Meme: A Critical Reassessment, Cambridge, Cambridge University Press. Dostoevsky F., 1994, The Karamazov Brothers.Oxford, Oxford University Press. Wyd. polskie: Bracia Karamazow, PIW' Warszawa 1983. Ehrman B.D., 2003a, Lost Christianities: The Battles for Scripture and the Faiths We Never Knew, Oxford, Oxford University Press. Ehrman B.D., 2003b, Lost Scriptures: Books that Did Not Make It into the New Testament, Oxford, Oxford University Press. Ehrman B.D., 2006, Whose Word Is It?, London, Continuum. Fisher H., 2004, Why We Love: The Nature and Chemistry of Romantic Love, New York, Holt. Wyd. polskie: Dlaczego kochamy, Rebis, Pozna 2004. Forrest B., Gross P R., 2004, Creationism's Trojan Horse: The Wedge of Intelligent Design, Oxford, Oxford University Press. Frazer J.G., 1994, The Golden Bough, London, Chancellor Press. Wyd. polskie: Z ota ga , Wydawnictwo Krakowskie, Kraków 2002. Freeman C., 2002, The Closing of the Western Mind, London, Heinemann. Galouye D.F., 1964, Counterfeit World, London, Gollancz. Glover J., 2006, Choosing Children, Oxford, Oxford University Press. Goodenough U., 1998, The Sacred Depths of Nature, New York, Oxford University Press. GoodwinJ., 1994, Price of'Honour: Muslim Women Lift the Veil of Silence on the Islamic World, London, Little, Brown.

Gould S. J., 1999, Rocks of Ages: Science and Religion in the Fullness of Life, New York, Ballantine. Wyd. polskie: Ska y wieków, Zysk i S-ka 2002. Grafen A., Ridley M. (red.), 2006, Richard Dawkins: How a Scientist Changed the Way We Think, Oxford, Oxford University Press. Grand S., 2000, Creation: Life and How to Make It, London, Weidenfeld & Nicolson. Grayling A.C., 2003, What Is Good ? The Search for the Best Way to Live, London, Weidenfeld & Nicolson. Gregory R.L., 1997, Eye and Brain, Princeton, Princeton University Press. Halbertal M., Margalit A., 1992, Idolatry, Cambridge, MA, Harvard University Press. Harris S., 2004, The End of Faith: Religion, Terror and the Future of Reason, New York, Norton. Harris S., 2006, Letter to a Christian Nation, New York, Knopf. Haught J.A., 1996,2000 Years of Disbelief: Famous People with the Courage to Doubt, Buffalo, NY, Prometheus. Hauser M., 2006, Moral Minds: How Nature Designed our Universal Sense of Right and Wrong, New York, Ecco. Hawking S., 1988, A Brief History of Time, London, Bantam. Wyd. polskie: Krótka historia czasu, Zysk i S-ka, Pozna 1996. Henderson B., 2006, The Gospel of the Flying Spaghetti Monster, New York, Villard. Hinde R.A., 1999, Why Gods Persist: A Scientific Approach to Religion, London, Routledge. Hinde R.A., 2002, Why Good Is Good: The Sources of Morality, London, Routledge. Hitchens C., 1995, The Missionary Position: Mother Teresa in Theory and Practice, London, Verso. Wyd. polskie: Misjonarska mi o - Matka Teresa w teorii i praktyce, Prometeusz, Warszawa 2001. Hitchens C., 2005, Thomas Jefferson: Author of America, New York, HarperCollins. Hodges A., 1983, Alan Turing: The Enigma, New York, Simon & Schuster. Holloway R., 1999, Godless Morality: Keeping Religion out of Ethics, Edinburgh, Canongate. Holloway R., 2001, Doubts and Loves: What is Left of Christianity, Edinburgh, Canongate.

Humphrey N., 2002, The Mind Made Flesh: Frontiers of Psychology and Evolution, Oxford, Oxford University Press. Huxley A., 2003, The Perennial Philosophy, New York, Harper. £0 7 Huxley A., 2004, Point Counter Point, London, Vintage. Wyd. polskie: Kontrapunkt, PIW, Warszawa 1977. Huxley T.H., 1871, Lay Sermons, Addresses and Reviews, New York, Appleton. Huxley T.H., 1931, Lectures and Essays, London, Watts. Jacoby S., 2004, Freethinkers: A History of American Secularism, New York, Holt. Jammer M., 2002, Einstein and Religion, Princeton, Princeton University Press. Jaynes J., 1976, The Origin of Consciousness in the Breakdown of the Bicameral Mind. Boston, Houghton Mifflin. Juergensmeyer M., 2000, Terror in the Mind of God: The Global Rise of Religious Violence, Berkeley, University of California Press. Kennedy L., 1999, All in the Mind: A Farewell to God, London, Hodder& Stoughton. Kertzer D.I., 1998, The Kidnapping of EdgardoMortara, New York, Vintage. Kilduff M., Javers R., 1978, The Suicide Cult, New York, Bantam. Kurtz P (red.), 2003, Science and Religion: Are They Compatible?, Amherst, NY, Prometheus. Kurtz P, 2004, Affirmations: Joyful and Creative Exuberance, Amherst, NY, Prometheus. Kurtz E, Madigan T.J. (red.), 1994, Challenges to the Enlightenment: In Defense of Reason and Science, Amherst, NY, Prometheus. Lane B., 1996, Killer Cults, London, Headline. Lane Fox R., 1992, The Unauthorized Version, London, Penguin. Levitt N., 1999, Prometheus Bedeviled, New Brunswick, NJ, Rutgers University Press. Loftus E., Ketcham K., 1994, The Myth of Repressed Memory: False Memories and Allegations of Sexual Abuse, New York, St Martin's. McGrath A, 2004, Dawkins' God: Genes, Memes and the Meaning of Life, Oxford, Blackwell.

Mackie J.L., 1985, The Miracle of Theism, Oxford, Clarendon Press. Medawar PB., 1982, Pluto 's Republic, Oxford, Oxford University Press. Medawar EB., Medawar J.S., 1977, The Life Science: Current Ideas of Biology, London, Wildwood House. Miller K., 1999, Finding Darwin 's God, New York, HarperCollins. Mills D., 2006, Atheist Universe: The Thinking Person's Answer to Christian Fundamentalism, Berkeley, Ulysses Books. Mitford N., Waugh E., 2001, The Letters of Nancy Mitford and Evelyn Waugh, New York, Houghton Mifflin. Mooney C., 2005, The Republican War on Science, Cambridge, MA, Basic Books. Perica V., 2002, Balkan Idols: Religion and Nationalism in Yugoslav States, New York, Oxford University Press. Phillips K., 2006, American Theocracy, New York, Viking. Pinker S., 1997,How the Mind Works, London, Allen Lane. Wyd. polskie: Jak dzia a umys , Ksi ka i Wiedza, Warszawa 2002. Pinker S., 2002, The Blank Slate: The Modern Denial of Human Nature, London, Allen Lane. Plimer I., 1994, Telling Lies for God: Reason vs Creationism, Milsons Point, NSW Random House. Polkinghorne J., 1994, Science and Christian Belief: Theological Reflections of a Bottom-Up Thinker, London, SPCK. ReesM., 1999. Just Six Numbers, London, Weidenf eld & Nicolson. Wyd. polskie: Tylko sze liczb, CiS, Warszawa 2000. Rees M., 2001, Our Cosmic Habitat, Ijondon. Weidenfeld & Nicolson. Wyd. polskie: Nasz kosmiczny dom, Prószy ski i S-ka. Warszawa 2006. Reeves T.C., 1996, The Empty Church: The Suicide of Liberal Christianity, New York, Simon & Schuster. Richerson PJ., Boyd R., 2005, Not by Genes Alone: How Culture Transformed Human Evolution, Chicago, University of Chicago Press. Ridley M., 2000, Mendel's Demon: Gene Justice and the Complexity of Life, London, Weidenfeld & Nicolson.

Ridley M., 1997, The Origins of Virtue, London. Penguin. Wyd. polskie: O pochodzeniu cnoty, Rebis, Pozna 2000. Ronson J.. 2005, The Men Who Stare at Goats, New York, Simon & Schuster. Ruse M., 1982, Darwinism Defended: A Guide to the Evolution Controversies, Reading, MA, Addison-Wesley. Russell B., 1957, Why I Am Not a Christian, London, Routledge. Wyd. polskie.: Dlaczego nie jestem chrze cijaninem.Ksi ka i Wiedza, Warszawa 1956. Russell B., 1993, The Quotable Bertrand Russell, Amherst, NY. Prometheus. Russell B., 1997a, The Collected Papers of Bertrand Russell, vol. 2, Last Philosophical Testament, 1943-1968, London, Routledge. Russell BÄ 1997b, Collected Papers, vol. 11, J.C. Slater, P Kóllner (red.), London, Routledge. Russell B., 1997c, Religion and Science, Oxford, Oxford University Press. Wyd. polskie: Religia i nauka,Ksi k i Prasa, Warszawa 2006. Ruthven M., 1989, The Divine Supermarket: Travels in Search of the Soul of America, London, Chatto & Windus. Sagan C., 1995, Pale Blue Dot, London, Headline. Wyd. polskie: B kitna kropka, Prószy ski i S-ka.Warszawa 1996. Sagan C., 1996,The Demon-Haunted World: Science as a Candle in the Dark, London, Headline. Scott E.C., 2004, Evolution vs. Creationism: An Introduction, Westport, CT, Greenwood. Shennan S., 2002, Genes, Memes and Human History. London, Thames & Hudson. Shermer M., 1997, Why People Believe Weird Things: Pseudoscience, Superstition and Other Confusions of Our Time, New York, W H. Freeman. Shermer M., 1999, How We Believe: The Search for God in an Age of Science, New York, W H. Freeman. ShermerM., 2004, The Science of Good and Evil: Why People Cheat, Gossip, Care, Share, and Follow the Golden Rule, New York, Holt. Shermer M., 2005, Science Friction: Where the Known Meets the Unknown, New York, Holt. Shermer M., 2006, The Soul of Science, Los Angeles, Skeptics Society.

Silver L.M., 2006, Challenging Nature: The Clash of Science and Spirituality at the New Frontiers of Life, New York, HarperCollins. Singer P, 1990, Animal Liberation, London, Jonathan Cape. Wyd. polskie: Wyzwolenie zwierz t, PIW, Warszawa 2006. Singer R, 1994, Ethics, Oxford, Oxford University Press. Smith K., 1995, Ken's Guide to the Bible, New York, Blast Books. SmolinL., 1997, The Life of the Cosmos, London, Weidenfeld & Nicolson. Wyd. polskie: Zycie wszech wiata, Amber, Warszawa 1999. Smythies J., 2006, Bitter Fruit, Charleston, SC, Booksurge. Spong J. S., 2005, The Sins of Scripture, San Francisco, Harper. Stannard R., 1993, Doing Away with God ? Creation and the Big Bang, London, Pickering. Steer R., 2003, Letter to an Influential Atheist, Carlisle, Authentic Lifestyle Press. Stenger VJ., 2003, Has Science Found God? The Latest Results in the Search for Purpose in the Universe, New York, Prometheus, Susskind L., 2006, The Cosmic Landscape: String Theory and the Illusion of Intelligent Design, New York, Little, Brown. Swinburne R., 1996, Is There a God '?, Oxford, Oxford University Press. Swinburne R., 2004, The Existence of God, Oxford, Oxford University Press. Taverne R., 2005, The March of Unreason: Science, Democracy and the New Fundamentalism, Oxford, Oxford University Press. Tiger L., 1979, Optimism: The Biology of Hope, New York, Simon & Schuster. Toland J., 1991, AdolfHitler: The Definitive Biography, New York, Anchor. Trivers R. L., 1985, Social Evolution, Menlo Park, CA, Benjamin/Cum- mings. Unwin S., 2003, The Probability of God: A Simple Calculation that Proves the Ultimate Truth, New York, Crown Forum. Vermes G., 2000, The Changing Faces of Jesus, London, Allen Lane. Ward K., 1996, God, Chance and Necessity, Oxford, Oneworld. Warraq I., 1995, Why I Am Not a Muslim, New York, Prometheus.

Weinberg S., 1993, Dreams of a Final Theory, London, Vintage. Wyd. polskie:Sen o teorii ostatecznej, Alkazar, Warszawa 1994. Wells G.A., 1986, Did Jesus Exist?, London, Pemberton. Wheen F., 2004, How Mumbo-Jumbo Conquered the World: A Short History of Modern Delusions, London, Fourth Estate. Williams W. (red.), 1998, The Values of Science: Oxford Amnesty Lectures 1997, Boulder, CO, Westview. Wilson AN., 1993, Jesus, London, Flamingo. Wilson A.N., 1999, God's Funeral, London, John Murray. Wilson D.S., 2002, Darwin 's Cathedral: Evolution, Religion and the Nature of Society, Chicago, University of Chicago Press. Wilson E.O., 1984, Biophilia, Cambridge, MA, Harvard University Press. Winston R., 2005, The Story of God, London, Trans world/BBC. Wolpert L., 1992, The Unnatural Nature of Science, London, Faber & Faber. Wolpert L., 2006, Six Impossible Things Before Breakfast: The Evolutionary Origins of Belief, London, Faber & Faber. Young M., Edis T. (red.), 2006, Why Intelligent Design Fails: A Scientific Critique of the New Creationism, New Brunswick, Rutgers University Press.

Przypisy

WST P 1 Wendy Kaminer, The last taboo: why America needs atheism, ÄNew Republic", 14 pa dziernika 1996; http://www.positiveatheism.org/ writ/kaminer.htm 2 Dr Zoe Hawkins, dr Beata Adams i dr Paul St John Smith, korespondencja prywatna. ROZDZIALI. ZAS U ONY

Telewizyjnemu dokumentowi, zktóffego pochodzi ten wywiad, towarzyszy a równie ksi ika (W ngton 2006) 4 Dennett (2006) NIEZAS U ONY SZACUNEK 5 Pe en tekst wyst pienia w Adams (2003) Czy istnieje sztuczny Bóg? 6 Perica (2002). Zob. te : http://www.historycooperative.org/journals/ahr/ 108.5/br_151.html. 7 Dolly and the cloth heads w: Dawkins (2003). 8 Adres: http://scotus.ap.org/scotus/04-1084p.zo.pdf. 9 R. Dawkins, The irrationality of faith, ÄNew Statesman" (Londyn), 31 marca 1989. 10 ÄColumbus Dispatch", 19 sierpnia 2005.
3

SZACUNEK

ÄLos Angeles Times", 10 kwietnia 2006. Adres: http://gatewaypundit.blogspot.com/2006/02/isla mic-society- -of-denmark-used-fake.html. 13 Adres: http://news.bbc.co.Uk/2/hi/south_asia/4686536.st 15m; http://www. neandernews.com/?cat=6. Andrew Mueller, An argument with Sir Iqbal, ÄIndependent on Sun11 12

17 18

Adres: http://www.newadvent.org/cathen/06608b.htm. Adres: http://www.catholic-forum.com/saints/indexsnt.htm?NF=l. Adres: http://www.stephenjaygould.org/ctrl/buckner_tripoli.html. Giles Fraser, Resurgent religion has done away with the country vicar,

SEKULARYZM. OJCOWIE ZA O YCIELE I RELIGIA AMERYKI
20 21

23 N. Angier, Confessions of a lonely atheist, ÄNew York Times Magazine", 14 stycznia 2001: http://www.geocities.com/mindstuff/Angier.
25 Szczególnie dziwny przypadek m czyzny zamordowanego wy cznie z powodu ateizmu opisany jest w biuletynie Freethought Society of Greater Philadelphia (numer marzec/kwiecie 2006). Nale y wej na stron http://www.fsgp.org/newsletters/newsletter_2006 _0304.pdf 26 Adres: http://www.hinduonnet.com/thehindu/mag/2001/ll/18/stories

27 28

Quentin de la Bedoyere, ÄCatholic Herald", 3 lutego 2006. Carl Sagan, The burden of skepticism, ÄSkeptical Inquirer" 12, jesie

T.H. Huxley, Agnosticism(1889), przedruk w: Huxley (1931). Pe en tekst dost pny te pod adresem: http://www.infidels.org/library/hi31 Russell, Is there a God? (1952^7przedrak w: Russell (1997b). 32 Andrew Mueller, An argument with Sir Iqbal, ÄIndependent on Sun30

33

ÄNew York Times", 29 sierpnia 2005. Zob. te :

Henderson (2006). W IELKI EKSPERYMENT MODLITEWNY
36 H. Benson et al., Study of the therapeutic effects of intercessory prayer (STEP) in cardiac bypasspatients, ÄAmerican Heart Journal" 151:4, 2006, 934-942. 37 Richard Swinburne, ÄScience and http://www.stnews.org/Commentary-2772.htm. 38

Theology

News",

7

kwietnia

2006,

ÄNew York Times", 11 kwietnia 2006. Patrz: Ruse (1982). Artyku Ruse'ego ukaza si w ÄPlayboyu" (kwiecie 2006). Odpowied Jerry'ego Coyne'a na tekst Ruse'ego ÄPlayboy", sierpie 2006. Madeleine Bunting, ÄGuardian", 27 marca 2006.

SZKO A EWOLUCJONISTÓW NEVILLE'ACHAMBERLAINA
39 40 41 42

Odpowied Dennetta w: ÄGuardian", 4 kwietnia 2006. Adres: http://scienceblogs.com/pharyngula/2006/03/thedawkinsdennett_boogeyman.php; http://scienceblogs.com/pharyngula/2006/02/ our_double_standard.php; http://sciencebIogs.com/pharyngula/ 2006/02/the_rusedennett_feud.php.
43

MA E ZIELONE LUDZIKI 44 Adres: http://vo.obspm.fr/exoplanetes/encyclo/encycl.html. 46 Dennett (1995).
ROZDZIA

3. ÄDowód" Gaskinga:

DOWÓD ONTOLOGICZNY I INNE DOWODY A PRIORI Adres: http://www.iep.utm.edU/o/ont-arg.htm. http://www.uq.edu.au/~pdwgrey/pubs/gasking.html.
46

DOWÓD Z ÄOSOBISTEGO DO WIADCZENIA " 47 Problem uroje omawia Richard Gregory w cyklu ksi ek, w tym: Gregory (1997). 48 Moja próba wyja nienia tego fenomenu w: Dawkins (1998).
49

Adres:

http://www.sofc.org/Spirituality/s-of-fatima.htm.
DOWÓD Z PISMA 59 Tom Flynn, Matthew vs. Luke, ÄFree Inquiry" 25: 1, 2004, 34-45; Robert Gillooly, Shedding light on the light of the world, ÄFree Inquiry" 25: 1, 2004, 27-30.
51

Erhman (2006). Zob. te : Ehrman (2003a, b). DOWÓD Z PODZIWIANEGO Beit-Hallahmi, Argyle (1997). E.J. Larson, L. Witham, Leading scientists still reject God, ÄNatur " 394, 1998, 313.

RELIGIJNEGO UCZONEGO
52 53

Na stronie http://www.leaderu.com/fftissues/ft9610/reeves.htmlznale mo na bardzo interesuj c analiz historycznych trendów w ameryka skiej my li religijnej autorstwa Thomasa C. Reevesa, profesora historii na University of Wisconsin, opracowan na podstawie: Reeves (1996).
54

55

Adres: http://www.answersingenesis.org/docs/3506.asp. R. Elisabeth Cornwell, Michael Stirrat, w druku, 2006. E Bell, Would you believe it?, ÄMensa

56

57

Magazine", luty 2002, 12-13. ROZDZIA 4.
OSTATECZNY BOEING 747 Bardzo wyczerpuj cy przegl d zastosowa i cytowa tej analogii (z kreacjonistycznej perspektywy) przygotowa Gert Korthof, patrz: http://home.wxs.nl/~gkorthof/kortho46a.htm
58

DOBÓR NATURALNY JAKO FILAR WIADOMO CI

Adams (2002), p. 99. Mój tekst Op akiwanie Douglasa Adamsa powsta dzie po jego mierci. Tekst ten przedrukowany zosta w Epilogu do ososia zw tpienia oraz w A Devil's Chaplain,gdzie znalaz a si równie mowa pogrzebowa wyg oszona przeze mnie podczas uroczysto ci w ko ciele w. Marcina na Wzgórzu (St. Martin on the Fields).
59 60

Wywiad w ÄDer Spiegel", 26 grudnia 2005. Susskind

61

(2006: 17).
KULT DZIUR
62

Behe(1996).

Adres: http://www.millerandlevine.com/km/evol/design2/article.html. Informacje o procesie w Dover oraz cytaty za: A. Bottaro, MA. Inlay, N.J. Matzke, Immunology in the spotlight at the Dover 'IntelligentDesign'trial, ÄNature Immunology" 7, 2006, 433-435.
63

6

J. Coyne, God in the details: the biochemical challenge to evolution, ÄNature" 383,1996, 227-228. Artyku Coyne'a i mój,One side can be wrong,opublikowany zosta w ÄGuardianie", 1 wrze nia 2005: http:// www.guardian.co.uk/life/feature/story/0,13026,1559743,00.html. Cytowany blog to http:// www.religionisbullshit.net/blog/2005_09_01_ archive.php.
65 66

Dawkins (1995).

ZASADA ANTROPICZNA : WERSJA PLANETARNA Carter stwierdzi pó niej, e w zasadzie lepiej by oby pos ugiwa si okre leniem Äzasada poznawcza" (cognizability principle) ni nieco ju zu ytym Äzasada antropiczna". Za: B. Carter, The anthropicprinciple and its implications for biological evolution, ÄPhilosophical
67

Transactions of the Royal Society of London A", 310, 1983, 347-363. Szczegó owo w swojej ksi ce zasad antropiczn omawiaj Barrow i Tipler (1988).
68

Comins (1993). Rozwin em t argumentacj w lepym zegarmistrzu (Dawkins 1986). ZASADA Murray Gell-Mann, cytowany przez Johna Brockmana na stronach ÄEdge":

69

ANTROPICZN : WERSJA KOSMOLOGICZNA
70

http://www.edge.org/3rd_cultureAjios/smolin.html. Ward (1996: 99); Polkinghorne (1994: 55). CAMBRIDGE INTERLUDIUM J. Horgan, The TempletonFoundation: a skeptic's take, ÄChronicle of Higher Education", 7 kwietnia 2006. Zob. te : http://www.edge.org/ 3rd_culture/horgan06/horgan06_index.html.
71 72 73 74

EB. Medawar, recenzja z:The Phenomenon of Man,przedruk w: Medawar (1982: 242). Dennett (1995: 155). ROZDZIA 5.IMPERATYW DARWINOWSKI Cytowane w: Dawkins (1982: 30).

75

K. Sterelny, Theperuerseprimate,w: Grafen i Ridley (2006:213-223). DOBÓR GRUPOWY N.A Chagnon, Terminological kinship, genealogical relatedness and village fissioning among the Yanomamó Indians, w: Alexander i Tinkle (1981: rozdz. 28).
76 77

78

K. Darwin, The Descent of Man (New York: Appleton, 1871), vol. 1, 156. RELIGIA Cytowane w: Blaker (2003: 7). PSYCHOLOGICZNA SK ONNO Zob. np. Buss (2005). Deborah Keleman,^4re children 'intuitive theists'?, ÄPsychological Science" 15: 5, 2004, Dennett (1987). ÄGuardian", 31 stycznia 2006. Smythies (2006). http://jmm.aaa.net.au/articles/14223.htm. ROZDZIA 6. Sam film, zreszt bardzo dobry, dost pny jest pod adresem http://
DO RELIGII

JAKO PRODUKT UBOCZNY
79

80

81

295-301.
82

83

84

85

86

www.thegodmovie.com/index.php. KORZENIE MORALNO CI STUDIUM
PRZYPADKU
87

M. Hauser, P Singer,Morality without religion, ÄFree Inquiry" 26: 1, 2006, 18-19. Dostojewski (1994: bk 2, eh. 6, p. 87). Hinde (2002). Patrz te : Singer (1994), Grayling (2003), Glover (2006).

DLACZEGO BY DOBRYM, JE LI NIE MA BOGA
88

89

ROZDZIA 7.

w Lane Fox (1992); Berlinerblau (2005). Holloway (1999, 2005). O pogl dach Hollowaya mo na przeczyta w recenzji opublikowanej w ÄGuardianie" (15 lutego 2003): pod adresem: http://books.guardian.co.Uk/reviews/scienceandnature/0, 6121,894941,00.html. Szkocki dziennikarz Muriel Gray napisa wietne podsumowanie mojej edynburskiej dyskusji z biskupem Holloway'em w (Glasgow) ÄHerald": http://www.sundayherald.com/44517. STARY TESTAMENT Przera aj c kolekcj cytatów z ameryka skich z kolei duchownych twierdz cych, e huragan Katrina by kar za ludzkie Ägrzechy", mo na znale w: http://universist.org/neworleans.htm. Pat Robertson, relacja BBC: http://news.bbc.co.Uk/2/hi/americas/ 4427144.stm. CZY NOWY TESTAMENT JEST LEPSZY R. Dawkins, Atheists for Jesus, ÄFree Inquiry" 25: 1, 2005, 9-10. Julia Sweeney nie odpu ci a te ² i s usznie ² buddyzmowi. Mówi si , e chrze cija stwo jest znacznie agodniejsz religi ni islam, buddyzm za cz sto podawany jest jako przyk ad najmilszej ze wszystkich religii. Tyle e doktryna reinkarnacji, w której za grzechy p aci si w nast pnym wcieleniu, dalece mi a nie jest. Oto, co pisze Julia Sweeney: ÄKiedy by am w Tajlandii, trafi am przypadkiem na kobiet , która opiekowa a si potwornie zdeformowanym ch opcem. Powiedzia am do niej: «Jest pani takim dobrym cz owiekiem, e po wi ca si dla tego biednego dziecka». «Niech pani nie mówi 'biedne dziecko' ² us ysza am w odpowiedzi.²Je li urodzi si taki, to w poprzednim yciu musia zrobi co naprawd strasznego*". Szczegó owy opis ró nych technik stosowanych przez sekty patrz: Barker (1984). Bardziej dziennikarskie uj cie tematu: Lane (1996) oraz Kilduff i Javers (1978). Paul Vallely, Andrew Buncombe, History of Christianity: Gospel according to Judas, ÄIndependent", 7 kwietnia 2006. Vermes (2000).

MI UJ BLI NIEGO SWEGO Tekst Hartunga zosta opublikowany pierwotnie w ÄSkeptic" 3: 4, 1995, obecnie jest atwiej dost pny pod adresem http://www.lrainc. com/swtaboo/taboos/ltnOl.html. Smith (1995). ÄGuardian", 12 marca 2002: http://books.guardian.co.uk/departments/politicsphilosophyandsociety/story/0Ä664342,00.html. N.D. Glenn, Interreligious marriage in the United States: patterns and recent trends, ÄJournal of Marriage and the Family" 44: 3,1982, 555-566. ZEITGEISTA MORALNO Adres: http://www.ebonmusings.org/atheism/newlOc.html. 1M Huxley (1871).
105

Adres:

http://www.classic-literature.co.uk/american-authors/19th-century/abraham-lincoln/the-writings-o f-abrahamlinco n-04/. A co z HITLEREM I STALINEM CZY NIE BYL I ATEISTAMI
106

Bullock (1991).

107

Bullock (2005).

Artyku Richarda E. Smitha (http://www.ffrf.org/ffttoday/1997/march97/holocaust.html) pierwotnie opublikowany zosta w ÄFreethought Today", marzec 1997. Znale tam mo na bardzo liczne cytaty z Hitlera i innych nazistów, z podaniem szczegó owych róde . Wykorzystywane przeze mnie cytaty, o ile nie zaznaczy em inaczej, zaczerpn em w a nie od Smitha.
108 109

Adres: http://homepages.paradise.net.nz/mischedj/ca_hitler.html. Bullock (2005: 96). Przemówienie Adolfa Hitlera z 12 kwietnia 1922. Za: Baynes (1942: 19-20). Bullock (2005: 43). Ten i nast pny cytat za artyku em Anne Nicol Gaylor o religii Hitlera Adres:

110

111

112

113

(http://www.ffrf.org/fttoday/back/hitler.html).
114

http://www.contra-mundum.org/schirrmacher/NS_Relig ion.pdf. ROZDZIA 8. Za What is true?, Rozdz. 1 i 2 z: Dawkins (2003). Oba cytaty z Wise'a z jego tekstu wIn Six Days.Ta ksi ka to zbiór esejów kreacjonistów opowiadaj cych si za teori m odej Ziemi (Ashton 1999).
115 116

CIEMNA STRONA ABSOLUTYZMU
117

Warraq (1995: 175).

O karze wi zienia dla Johna Williama Gotta za nazwanie Jezusa klaunem w The Indypedia, (ÄIndependent", 29 kwietnia 2006). Próby oskar enia BBC o blu nierstwo za BBC News, 10 stycznia 2005 (http: //news.bbc.co.uk/l/hi/entertainment/tv_and_radio/4161109.stm).
118 119

Adres: http://adultthought.ucsd.edu/CultureWar/TheAmericanTaliban.html. Hodges (1983).

RELIGIA I HOMOSEKSUAL IZM
120

Ten i nast pne cytaty w podrozdziale za witryn ÄAmerican Taliban " (http ://adultthought. ucsd. edu/Culture_War/The_American_ Taliban.html).
121 122

Adres: http://adultthought.ucsd.edu/Culture_War/The_American_Taliban.html.

Za oficjaln witryn Pastor Phelps's Westboro Baptist Church (godhatesfags.com: http://www.godhatesfags.com/fliers/jan2006/20060131_ coretta-scott-king-funeral.pdf.
123

W IARA A WI TO
124

LUDZKIEGO YCIA

Patrz: Mooney (2005). Ksi ka Silvera (2006) zosta a opublikowana, gdy moja by a ju na etapie ostatnich korekt, dlatego nie mog em jej tu szczegó owo omówi , cho bardzo by si to przyda o.
138

Zob. te John Waters w ÄThelrish Times": http://oneinfour.org/news/ news2003/roots/. Associated Press, 10 czerwca 2005: http://www.rickross.com/reference/clergy/elergy 426.

139

html. uo Adres: http://www.avl611.org/hell.html.
W OBRONIE DZIECI
141

N. Humphrey, What shall we tell the children?, w. Williams (1998); przedruk w: Humphrey Adres: http://www.law.umkc.edu/faculty/projects/ftrials/conlaw/yoder. html. ÄGuardian", 15 stycznia 2005: http://www.guardian.co.uk/weekend/

(2002).
142

EDUKACYJNY SKANDAL
143

story/0Ä1389500,00.html.
144

ÄTimes Educational Supplement", 15 lipca 2005. Adres: ÄGuardian", Oto tre 15 stycznia 2005: http://www.guardian.co.uk/weekend/

145

http://www.telegraph.co.uk/opinion/main.jhtml7xmls/opinion/2002/03/18/dol801.xml.
146

story/0Ä1389500,00.html.
147

naszego listu, w którego redakcji uczestniczy równie biskup Oxfordu:

Szanowny Panie Premierze Jako grupa naukowców i biskupów czujemy si zmuszeni wyrazi g bokie zaniepokojenie tym, w jaki sposób naucza si nauk przyrodniczych i cis ych w Emmanuel City Technology College w Gateshead. Teoria ewolucji jest teori naukow o olbrzymiej mocy wyja niaj cej, za jej pomoc mo na obja ni ca y szereg zjawisk z bardzo ró nych dyscyplin naukowych. Na podstawie wiadectw empirycznych teoria ta mo e by reinterpretowana i modyfikowana, a nawet bardzo radykalnie zmieniana. W adnym wypadku teoria ta nie jest jednak Äkwesti wiary" (jak to publicznie stwierdzi rzecznik college'u) w takim samym sensie, w jakim przedmiotem wiary jest biblijna wyk adnia stworzenia, która przecie s u y zupe nie innym celom. Problem jest przy tym znacznie szerszy ni tylko to, czego w szkole tej si naucza. Coraz bardziej niepokoi nas bowiem to, co i w jaki sposób b dzie wyk adane w kolejnych szko ach wyznaniowych, których powstanie jest zapowiadane. Naszym zdaniem programy nauczania tych szkó , a równie Emmanuel City Technical College, powinny znale si pod szczególnym nadzorem, aby my mieli pe n gwarancj rozdzia u nauczania religii i nauk cis ych. Z powa aniem...
148

ÄBritish Humanist Association News", marzec/kwiecie 2006. 2004:

ÄObserver", 22 lipca http://observer.guardian.co.uk/magazine/story/0,11913,1258506,00.html.
149

ZNÓW O BUDZENIU WIADOMO CI Zgodnie zOxford DictionaryÄgay" pojawi si w ameryka skim slangu wi ziennym ju w 1935. Jeszcze w roku 1955 Peter Wildeblood w s awnej ksi ceAgainst the Law uzna jednak za niezb dne, by wyja ni , e Ägay" to ameryka ski eufemizm oznaczaj cy homoseksualist .
150

151

Adres: http://uepengland.com/foram/index.php?showtopic=184&mode=linear.
DZIEDZICTWA KULTUROWEGO

EDUKACJA RELIGIJNA JAKO CZ
152

Shaheen opublikowa trzy ksi ki, w których zebra biblijne odwo ania u Szekspira. Osobno omówi komedie, tragedie i dramaty historyczne. W sumie Shaheen znalaz ponad 1300 odniesie (por.: http://www.shakespearefellowship.org/virtualclassroom/StritmatterShaheenRev.htm).
153

Adres: http://www.bibleliteracy.org/Secure/Documents/BibleLiteracyReport2005.pdf.

ROZDZIA 10. POCIESZENIE I UKOJENIE O ile dobrze pami tam, z argumentacj t zetkn em si u oksfordzkiego filozofa Dereka Parfitta. Pozwoli em sobie nie sprawdza szczegó owo, bowiem rozumowaniem tym pos uguj si wy cznie dla celów ilustracyjnych.
154

156 BBC News: cardinalhume_funeral/376263.stm. CZADOR NAD CZADORAMI

http://news.bbc.co.Uk/l/hi/special_report/1999/06/99/

"* Wolpert (1992).

Wreszcie jeden z najlepszych yj cych wspó cze nie pisarzy -naukowców zebra swoje pogl dy na religi w jednym tomie. Steven Pinker Ta ksi ka jest jak yk wie ego powietrza. Matt Ridley Wa na i odwa na ksi ka. Desmond Morris wiat potrzebuje pe nych pasji racjonalistów, a b yskotliwa inteligencja Richarda Dawkinsa czyni ze tak osob . James D. Watson Dawkins argumentuje sucho i przekonuj co - nie obci ajmy sobie wyobra ni bajkami o cudownym pochodzeniu uka i aby. Jacek Ho ówka Dla mnie linia podzia u nie przebiega pomi dzy wierz cymi a niewierz cymi, ale pomi dzy spójno ci b d jej brakiem w wywodzie ka dej ze stron. W chwili obecnej to w a nie atei ci s w stanie skonstruowa spójny model wiatopogl dowy, w którym ani "Bóg", a ni "mit" nie s potrzebne. Stanis aw Obi rek

** Richard Dawkins, Rozplatanie t czy, Prószy ski i S-ka, Warszawa 200l, s. 7 (przyp. t um.). 17 * W oryginale Richard Dawkins pos uguje si przeciwstawieniem Änaturalist-supernaturalist". W polskiej terminologii filozoficznej Änaturalizm" u ywany jest w podobnym znaczeniu, cho w tym kontek cie cz ciej wyst puje poj cie Ämaterializm". Na przyk ad Encyklopedia PWN definiuje Änaturalizm" jako Ästanowisko d ce do wyja nienia rzeczywisto ci przyczynami naturalnymi, t umacz ce ogó zjawisk 20 * Ibid, s. 165 (Caprice opu ci a pierwsze zdanie. Cytat pochodzi z listu Einsteina do jednej z jego wielbicielek) (przyp. t um.). 21 ** Ibid. s. 165 (przyp. t um.). 22 *** Ibid. s. 165 (przyp. t um.). **** Ibid. s. 164 (przyp. t um.). 24* Ibid. s. 156 (przyp. t um.). 25 * Warto zauwa y , e polski wydawca (sk din d katolickie wydawnictwo Znak) zmieni tytu i z ÄUmys u Boga" zrobi ÄPlan Stwórcy". Wydanie oryginalne zatytu owane by o The Mind of God. The Scientific Basis for a Rational World; wydanie polskie Plan stwórcy. Naukowe podstawy racjonalnej wizji wiata (przyp. t um.). 32 33 * Ta wymiana zda zosta a wyci ta z wyemitowanej wersji programu. Ale o tym, i to sposób my lenia charakterystyczny dla prezentowanej przez Swinburne'a teologii, wiadczy chocia by wzmianka o Hiroszimie z jego ksi kiThe Existence of God(Istnienie Boga; 2004, s. 264): ÄWyobra my sobie, e w Hiroszimie w p omieniach wznieconych przez bomb atomow zgin a jedna osoba mniej. Czy nie oznacza oby to mniej okazji do odwagi i wspó czucia [‡‡‡]?". * Neville Chamberlain by premierem Wielkiej Brytanii w latach 1937-1940. Uznawany jest za jednego z twórców polityki tzw. appeasementu (uspokojenia), która polega a na nieustannych ust pstwach wobec hitlerowskich Niemiec i faszystowskich W och. To Chamberlain w a nie podpisa traktat monachijski oddaj cy III Rzeszy Czechos owacj (przyp. t um.). 45 51 * Cyt. za: A de Almeida, ÄO Seculo", 15 pa dziernika 1917; por.: http:// www.pawlowski.dk/objawienia/fatima/slonce_tanczylo.htm(pizyp. t um.). 54 * O ile nie zaznaczono inaczej, to Bibli cytujemy za ÄBibli Tysi clecia" (Pismo wi te Starego i Testamentu, Wydawnictwo Pallotinum, Pozna -Warszawa 1980). W kilku wypadkach przydatne by o jednak si gni cie do innych przek adów Pisma wi tego ² po cytacie znajduje si wówczas identyfikacja ród a; odpowiednio BG (Biblia Gda ska) lub BW (Biblia Warszawska) (przyp. t um.). * Przez zwolenników Äteorii" inteligentnego projektu z upodobaniem zwana Äsilnikiem protonowym bakterii" (przyp. t um.). 95 * Mianem Änauki Frankensteina" angielskie i ameryka skie tabloidy ochrzci y in ynieri genetyczn (przyp. t um.). 101 * Donald Rumsfeld ² by y sekretarz obrony USA. Cytat o Äniemo liwych do unikni cia ofiarach... " pochodzi z konferencji prasowej, na której: Rumsfeld by atakowany za tysi ce cywilnych ofiar ameryka skiej interwencji w Iranie (przyp. t um.). 109 110 * Artyku Johana HariWe all found this torrent of Saudi bigotryomawiaj cy, jak podst pnie sterowani z Arabii Saudyjskiej wahabici zdobywaj coraz wi ksze wp ywy w Wielkiej Brytanii, ukaza si pierwotnie w ÄThe Independent" (8 lutego 2007). Jego kopie mo na znale na licznych stronach internetowych, w tym równie w witrynie RichardDawkins.net. * Niestety ju po ukazaniu si pierwszego wydania Boga urojonego, bo wiosn 2007, londy ski Viking opublikowa Reading Judas [Czytaj c Judasza] Elaine Pagels i Karen L. King. Jest tam przek ad ewangelii Judasza (Karen King) i bardzo interesuj ca wizja tego arcyzdrajcy, który zreszt w trzeciej osobie pojawia si w samym komentowanym tek cie. 119 t um.). 132 * Prosi em o rozmow arcybiskupa Canterbury, kardyna a arcybiskupa Westminsteru i naczelnego rabina Wielkiej Brytanii. Wszyscy odmówili, zapewne maj c ku temu dobre powody. Zgodzi si jedynie biskup Oksfordu ² by czaruj cym i dalekim od wszelkiego ekstremizmu rozmówc . Trzej wy ej wymieni na pewno zachowywaliby si podobnie. 135 * Kolejny raz H.L. Mencken wykaza si i cie proroczym darem, mówi c: ÄW g bi serca ka dego kaznodziei tkwi sprzedawca u ywanych samochodów". * To tak, jakby kto twierdzi , e odleg o mi dzy Nowym Jorkiem a San Francisco wynosi oko o dwóch i pó metra; to b d tego rz du. * William Butler Yeats, Poezje wybrane, Ludowa Spó dzielnia Wydawnicza, Warszawa 1987, przek ad: L. Maria ska (przyp. t um.). 154 ** Douglas Adams, oso zw tpienia, Zysk i S-ka, Pozna 2003, s. 143 (przyp. t um.). 156 * Mo na zarzuci Grandowi, e nieco mija si z prawd , cho by w odniesieniu do moleku tworz cych uk ad kostny. Pomin wszy

1 5

‡ Stowarzyszenie na rzecz pa stwa neutralnego wiatopogl dowo ÄNeutrum" adres korespondencyjny: skrytka pocztowa 843,00-950 Warszawa 1; e-mail: cjanik@adm.uw.edu.pl; www.neutrum.racjonalista.plSzczerze polecam te bardzo interesuj cy portal racjonalista.pl 125 Ciekawa analiza, dlaczego Teksas jest tak ró ny pod tym wzgl dem w: http://www.pbs.org/wgbh/pages/frontline/shows/execution/ readings/texas .html.
126 127

Adres: http://en.wikipedia.org/wiki/Karla_Faye_Tucker. Cytaty z Randalla Terry za witryn ÄAmerican Taliban": http:// Podane w serwisie stacji Fox: http://www.foxnews.com/story/0,2933, 96286,00.html.

adultthought.ucsd.edu/Culture_War/The_AmericanTaliban.html.
128 129

M. Stamp Dawkins (1980). Adres: http://www.warroom.com/ethical.htm.

W IELKIE BEETHOVENOWSKIE OSZUSTWO 130
131

Medawar, Medawar (1977). ÄUMIARKOWANA" WIARA NAP DZA FANATYZM Artyku Johanna Hari opublikowany pierwotnie w ÄIndependent" (15 lipca 2005) jest dost 133 pod adresem: http://www.johannhari. com/archive/article.php?id=640. pny ÄVillage Voice", 18 maja 2004: http://www.villagevoice.com/news/ 0420,perlstein,53582,l.html. 134 135 Harris (2004: 29). Nasra Hassan, An arsena of believers, ÄNew Yorker", 19 listopada 2001. Zob. te : http://www.bintjbeil.com/articles/en/011119_hassan. html.
JAK 1:12

ROZDZIA 9.
136
1

Za BBC news: http://news.bbc.co.Uk/l/hi/wales/901723.stm.
37

Loftus, Ketcham (1994).