You are on page 1of 74

Krótka historia czasu

Stephen W. Hawking KRÓTKA HISTORIA CZASU
OD WIELKIEGO WYBUCHU DO CZARNYCH DZIUR

RonArt

1

Krótka historia czasu

SPIS TRE CI
Podzi kowania ................................ ...... 7 Wprowadzenie ................................ .... 11 1. Nasz obraz wszech wiata .......................... 13 2. Czas i przestrze ................................ 25 3. Rozszerzaj cy si wszech wiat ........................ 44 4. Zasada nieoznaczono ci............................ 60 5. Cz stki elementarne i si y natury....................... 68 6. Czarne dziury ................................ . 83 7. Czarne dziury nie s czarne ........................... 100 8. Pochodzenie i los wszech wiata .......................... 113 9. Strza ka czasu ................................ .. 136 10. Unifikacja fizyki ................................ 145 11. Zako czenie ................................ .... 159 Albert Einstein ................................ ... 163 Galileusz ................................ ......165
Newton ................................ ..... 167 S ownik ................................ ..... 169 Indeks ................................ ........ 173

Ksi k t po wi cam Jane

PODZI KOWANIA
Postanowi em napisa popularn ksi k o czasie i przestrzeni po wyg oszeniu na Uniwersytecie Harvarda w 1982 roku cyklu wyk adów Loeba. Istnia o ju wtedy wiele ksi ek o wczesnym wszech wiecie i czarnych dziurach, niektóre z nich by y bardzo dobre, jak Pierwsze trzy minuty Stevena Weinberga, niektóre bardzo z e ² tytu ów nie wymieni . Mia em jednak wra enie, e w adnej z nich nie rozwa ono naprawd pyta , które sk oni y mnie samego do zaj cia si równocze nie badaniami kosmologicznymi i kwantowymi: Sk d wzi si wszech wiat? Jak i kiedy powsta ? Czy b dzie mia koniec, a je li tak, to jaki? S to pytania wa ne dla nas wszystkich, ale wspó czesna nauka sta a si tak skomplikowana technicznie, e tylko nieliczni specjali ci potrafi pos ugiwa si aparatem matematycznym, niezb dnym przy omawaniu tych problemów. Niemniej jednak podstawowe idee dotycz ce pocz tku i losu wszech wiata mo na przedstawi bez u ycia matematyki, w sposób zrozumia y dla ludzi bez wykszta cenia przyrodniczego. Tego w a nie próbowa em dokona w mej ksi ce. Czytelnik os dzi, na ile mi si powiod o. Kto mi powiedzia , e ka de równanie, jakie umieszcz w ksi ce, zmniejszy liczb sprzedanych egzemplarzy o po ow . Postanowi em wobec tego, e nie b dzie adnych równa . W ko cu jednak u y em jednego: jest to s ynny wzór Einsteina E=mc2 . Mam nadziej , e nie odstraszy on po owy moich potencjalnych czytelników. Pecha w yciu mia em tylko pod jednym wzgl dem: zachorowa em na ALS, czyli stwardnienie zanikowe boczne. Poza tym jestem szcz ciarzem. Pomoc i wsparcie, jakie otrzymuj od mojej ony, Jane, oraz dzieci: Roberta, Lucy i Tima, umo liwi y mi prowadzenie w miar normalnego ycia i odniesienie sukcesów zawodowych. Mia em szcz cie, e wybra em fizyk teoretyczn , poniewa polega ona na czystym my leniu, a zatem inwalidztwo nie by o powa nym utrudnieniem w jej uprawianiu. Bardzo pomocni byli mi zawsze wszyscy, bez wyj tku, moi koledzy. W pierwszym, "klasycznym" okresie mojej kariery zawodowej wspó pracowa em g ównie z Rogerem Penrose'em, Robertem Gerochem, Bran-donem Carterem i George'em Ellisem. Jestem im bardzo

2

Krótka historia czasu

wdzi czny za pomoc i wspólnie osi gni te rezultaty. Wyniki uzyskane w tym okresie przedstawione s w ksi ce The Large Scal Structure of Spacetime (Wieloskalowa struktura czasoprzestrzeni), któr napisa em wspólnie z Ellisem w 1973 roku. Nie namawiam czytelników do szukania w niej dodatkowych informacji: jest w najwy szym stopniu techniczna i zupe nie nieczytelna. Mam nadziej , e dzisiaj potrafi pisa w sposób bardziej zrozumia y. W drugim, "kwantowym" okresie mojej pracy, od 1974 roku, wspó pracownikami moimi byli przede wszystkim Gary Gibbons, Don Page i Jim Hartle. Zawdzi czam wiele im, a tak e moim doktorantom, którzy pomagali mi w pracy i w sprawach praktycznych. Konieczno dotrzymania kroku w asnym studentom by a dla mnie zawsze znakomitym stymulatorem i, mam nadziej , uchroni a mnie przed popadni ciem w rutyn . W pisaniu tej ksi ki pomóg mi bardzo Brian Whitt, jeden z moich studentów. W 1985 roku, po napisaniu pierwszej jej wersji, z apa em zapalenie p uc i w wyniku tracheotomii utraci em g os. Poniewa nie mog em prawie zupe nie porozumiewa si z innymi lud mi, straci em nadziej , e zdo am ksi k doko czy . Brian nie tylko pomóg mi j poprawi , ale nak oni mnie tak e do wypróbowania programu komunikacyjnego zwanego O rodkiem ycia, podarowanego przez Walta Woltosza z przedsi biorstwa WordsPlus Inc., zSunnyvalew Kalifornii. U ywaj c tego programu, mog pisa ksi ki i artyku y, a z pomoc syntetyzatora mowy ofiarowanego przez Speech Plus, te z Sunnyvale, mog równie rozmawia z lud mi. David Mason zamontowa syntetyzator i ma y komputer na moim fotelu na kó kach. Dzi ki temu systemowi mog teraz porozumiewa si z lud mi lepiej ni przed utrat g osu. Wiele osób radzi o mi, jak poprawi pierwsz wersj tej ksi ki. W szczególno ci Peter Guzzardi, redaktor z wydawnictwa Bantam Books, przysy a ca e strony pyta i komentarzy dotycz cych kwestii, których, jego zdaniem, nie wyja ni em nale ycie. Musz przyzna , e bardzo mnie zirytowa a ta d uga lista proponowanych poprawek, ale to on mia racj : jestem pewien, e ksi ka wiele zyska a dzi ki jego uporowi. Jestem bardzo zobowi zany moim asystentom: Colinowi William-sowi, Davidowi Thomasowi i Raymondowi Laflamme'owi, moim sekretarkom: Judy Fella, Ann Ralph, Cheryl Billington i Sue Masey, oraz zespo owi opiekuj cych si mn piel gniarek. Moja praca nie by aby mo liwa, gdyby koszty bada i wydatki medyczne nie zosta y pokryte przez Gonvillei Caius College, Rad Bada Naukowych i In ynieryjnych, oraz przez fundacje Leverhulme' a, McArthura, Nuffielda i RalphaSmitha. Jestem im bardzo wdzi czny.
20 pa dziernika 1987 r. Stephen Hawking

WPROWADZENIE
Zaj ci naszymi codziennymi sprawami nie rozumiemy niemal nic z otaczaj cego nas wiata. Rzadko my limy o tym, jaki mechanizm wytwarza wiat o s oneczne, dzi ki któremu mo e istnie ycie, nie zastanawiamy si nad grawitacj , bez której nie utrzymaliby my si na powierzchni Ziemi, lecz poszybowaliby my w przestrze kosmiczn , nie troszczymy si te o stabilno atomów, z których jeste my zbudowani. Z wyj tkiem dzieci (które nie nauczy y si jeszcze, e nie nale y zadawa wa nych pyta ) tylko nieliczni spo ród nas po wi caj du o czasu na rozwa ania, dlaczego przyroda jest taka, jaka jest, sk d si wzi kosmos i czy istnia zawsze, czy pewnego dnia kierunek up ywu czasu si odwróci i skutki wyprzedza b d przyczyny oraz czy istniej ostateczne granice ludzkiej wiedzy. Spotka em nawet takie dzieci, które chcia y wiedzie , jak wygl daj czarne dziury, jaki jest najmniejszy kawa ek materii, dlaczego pami tamy przesz o , a nie przysz o , jak obecny porz dek móg powsta z pierwotnego chaosu, i dlaczego istnieje wszech wiat. W naszym spo ecze stwie wi kszo rodziców i nauczycieli wci jeszcze odpowiada na takie pytania wzruszeniem ramion lub odwo uje si do s abo zapami tanych koncepcji religijnych. Wielu czuje si nieswojo, borykaj c si z pytaniami tego rodzaju, gdy niezwykle wyra nie obna aj one ograniczenia naszej wiedzy. Ale nauka i filozofia w znacznym stopniu zawdzi czaj swe istnienie takim w a nie pytaniom. Stawia je coraz wi ksza liczba doros ych i niektórzy dochodz czasami do zdumiewaj cych odpowiedzi. Równie odlegli od atomów i gwiazd rozszerzamy granice poznania tak, by obj nimi i to, co najmniejsze i to, co najdalsze. Wiosn 1974 roku, na dwa lata przed l dowaniem sondy Yiking na Marsie, uczestniczy em w spotkaniu zorganizowanym przez Królewskie Towarzystwo Naukowe w Londynie, na którym zastanawiali my si ,

3

Krótka historia czasu

jak szuka ycia w kosmosie. W czasie przerwy zauwa y em, e w s siedniej sali zebra o si o wiele liczniejsze grono. Wszed em tam wiedziony ciekawo ci . Wkrótce zda em sobie spraw , e przygl dam si staremu rytua owi: przyjmowano nowych cz onków do Królewskiego Towarzystwa, jednej z najstarszych organizacji naukowych na wiecie. W pierwszym rz dzie m ody cz owiek w fotelu na kó kach bardzo powoli wpisywa swoje nazwisko do ksi gi, w której, na jednej z pierwszych stron, widnieje podpis Izaaka Newtona. Kiedy wreszcie sko czy , rozleg y si g o ne oklaski; Stephen Hawking by ju wtedy postaci legendarn . Obecnie Hawking jest LucasianProfessor of Mathematicsna Uniwersytecie w Cambridge. Przed nim tytu ten nale a mi dzy innymi do Newtona i P.A.M. Diraca, dwóch s ynnych badaczy zjawisk w wielkich i ma ych skalach. Jest ich godnym nast pc . Krótka historia czasu, pierwsza ksi ka Hawkinga dla laików, powinna z wielu wzgl dów spodoba si szerokim kr gom czytelników. W równym stopniu co bogata zawarto ksi ki powinna ich zainteresowa fascynuj ca mo liwo poznania dróg, którymi biegnie my l jej autora. Znajdziemy w niej przedstawione z niezwyk jasno ci problemy, z którymi zmaga si dzisiejsza fizyka, astronomia, kosmologia; znajdziemy w niej równie wiadectwa odwagi. Jest to wreszcie ksi ka o Bogu..., a raczej o jego nieobecno ci. S owo "Bóg" cz sto pojawia si na tych stronicach. Hawking usi uje znale odpowied na s ynne pytania Einsteina, czy Bóg mia swobod w tworzeniu wszech wiata. Próbuje, jak sam stwierdza wprost, zrozumie umys Bo y. To sprawia, e konkluzja ² przynajmniej obecna ² jest tym bardziej zaskakuj ca: wszech wiat nie ma granic w przestrzeni, nie ma pocz tku i ko ca w czasie, nie ma te w nim nic do zrobienia dla Stwórcy. Carl Sagan ComellUniversity Ithaca, Nowy York
Rozdzia 1

NASZ OBRAZ WSZECH WIATA
Pewien bardzo znany uczony (niektórzy twierdz , e by to Bertrand Russell) wyg osi kiedy popularny odczyt astronomiczny. Opowiada , jak Ziemia obraca si dooko a S o ca, a ono z kolei kr ci si wokó rodka wielkiego zbiorowiska gwiazd, zwanego nasz Galaktyk . Pod koniec wyk adu w jednym z ko cowych rz dów podnios a si niewysoka, starsza pani i rzek a: "Wszystko, co pan powiedzia , to bzdura. wiat jest naprawd p aski i spoczywa na grzbiecie gigantycznego ó wia". Naukowiec z u mieszkiem wy szo ci spyta : "A na czym spoczywa ten ó w?" Starsza pani mia a gotow odpowied : "Bardzo pan sprytny, m ody cz owieku, bardzo sprytny, ale jest to ó w na ó wiu i tak do ko ca!" Dla wi kszo ci ludzi obraz wiata jako niesko czonej wie y z ó wi mo e si wyda mieszny, ale czemu w a ciwie uwa amy, e sami wiemy lepiej? Co wiemy o wszech wiecie i jak si tego dowiedzieli my? Jak wszech wiat powsta i dok d zmierza? Czy wszech wiat mia pocz tek, a je li tak, to co by o przedtem? Osi gni cia fizyki ostatnich lat, umo liwione przez fantastyczny rozwój techniki, sugeruj pewne odpowiedzi na te stare pytania. Kiedy nasze odpowiedzi b d si wydawa y równie oczywiste, jak oczywiste jest dla nas, e Ziemia obraca si wokó S o ca ² albo równie mieszne jak pomys wie y z ó wi. Tylko czas (czymkolwiek on jest) poka e, ile s one warte. Ju 340 lat przed Chrystusem grecki filozof Arystoteles w swej ksi ce O niebie potrafi przedstawi dwa dobre argumenty na poparcie twierdzenia, e Ziemia jest kul , a nie p aszczyzn . Po pierwsze, Arystoteles zdawa sobie spraw , e za mienia Ksi yca powoduje Ziemia, zas aniaj c S o ce. Cie Ziemi na Ksi ycu jest zawsze okr g y, co by oby uzasadnione tylko wtedy, je li Ziemia by aby kul . Gdyby Ziemia by a p askim dyskiem, jej cie na ogó by by wyd u ony i eliptyczny, chyba e za mienie zdarza si zawsze wtedy, gdy S o ce znajduje si dok adnie nad rodkiem dysku. Po drugie, dzi ki swym podró om Grecy wiedzieli, e je li Gwiazd Polarn obserwuje si z rejonów po udniowych, to wida j ni ej nad horyzontem ni wtedy, gdy obserwator znajduje si na pó nocy. (Poniewa Gwiazda Polarna le y nad biegunem pó nocnym, pojawia si ona dok adnie nad g ow obserwatora stoj cego na biegunie, obserwator na równiku widzi j natomiast dok adnie na horyzoncie). Znaj c ró nic po o enia Gwiazdy Polarnej na niebie, gdy obserwuje si j w Egipcie i w Grecji, Arystoteles oszacowa nawet, e obwód Ziem i wynosi 400 000 stadionów. Nie wiemy, ilu metrom dok adnie odpowiada jeden stadion, ale prawdopodobnie by o to oko o 180 metrów. Je li tak, to Arystoteles pope ni b d: podany przeze obwód Ziemi jest dwa razy wi kszy ni przyjmowany przez nas. Grecy znali i trzeci argument przemawiaj cy za kulisto ci Ziemi:

4

Krótka historia czasu

gdyby Zi i ni by kul t czemu naj ierw widzieliby my pojawiaj ce si nad horyzontem agle a statków, a dopiero pó niej ich kad uby? Arystoteles uwa a , e Ziemia spoczywa, a S o ce, Ksi yc, pl nety i gwiazdy poruszaj si wokó niej po ko owych orbitach. Przekonanie to wyrasta o z jego pogl dów religijno-filozoficznych ² zgodnie z nimi Ziemia stanowi a rodek wszech wiata, a ruch ko owy by ruchem najbardziej doskona ym. W drugim wieku Ptolemeusz rozwin te idee i sformu owa pe ny model kosmologiczny. Wed ug niego Ziemia znajdowa a si w rodku wszech wiata i by a otoczona o mioma sferami niebieskimi, które unosi y Ksi yc, S o ce, gwiazdy i pi znanych wtedy planet (Merkury, Wenus, Mars, Jowisz i Saturn ² rys. 1). Aby wyja ni skomplikowany ruch planet, Ptolemeusz zak ada , e poruszaj si one po mniejszych ko ach, których rodki przymocowane s do w a ciwych sfer. Sfera zewn trzna zawiera a gwiazdy sta e, których wzajemne po o enie nie zmienia o si , ale które obraca y si wspólnie po niebie. Co le a o poza sfer gwiazd sta ych, nigdy nie zosta o w pe ni wyja nione, lecz z pewno ci obszar ten nie nale a do cz ci wszech wiata dost pnej ludzkim obserwacjom. Model Ptolemeuszowski pozwala na w miar dok adne przewidywanie po o e cia niebieskich na niebie. Aby jednak osi gn t dok adno , Ptolemeusz musia przyj , i Ksi yc porusza si po takiej orbicie, e gdy znajduje si najbli ej Ziemi, jego odleg o od niej jest dwukrotnie mniejsza, ni gdy znajduje si najdalej od Ziemi.
£ § § £ ¨§ § ¨ ¦ § ¥ ¤£ § ¢ £   ¢ ¡  §

Oznacza to, e Ksi yc czasem powinien wydawa si dwa razy wi kszy ni kiedy indziej Ptolemeusz zdawa sobie spraw z tego problemu, ale mimo to jego model zosta ogólnie zaakceptowany, cho nie przez wszystkich. Ko ció chrze cija ski uzna go za obraz wszech wiata zgodny z Pismem wi tym, poniewa jego wielkim plusem by o pozostawienie poza sfer gwiazd sta ych wiele miejsca na niebo i piek o. Znacznie prostszy model zaproponowa w 1514 roku polski ksi dz Miko aj Kopernik. (Pocz tkowo, zapewne obawiaj c si zarzutu herezji, Kopernik rozpowszechnia swój model, nie ujawniaj c, e jest jego twórc ). Wed ug Kopernika w rodku wszech wiata znajduje si nieruchome S o ce, a Ziemia i inne planety poruszaj si ² wokó niego ² po ko owych orbitach. Min niemal wiek, nim model Kopernika zosta potraktowany powa nie. Wtedy dopiero dwaj astronomowie ² Niemiec, Johannes Kepler, i W och, Galileusz, zacz li propagowa teori Kopernika, mimo i orbity obliczone na jej podstawie nie w pe ni zgadza y si z obserwacjami. miertelny cios zada teorii Arystotelesa i Ptolemeusza w 1609 roku Galileus , z który rozpocz wtedy obserwacje nocnego nieba za pomoc dopiero co wynalezionego przez siebie teleskopu. Patrz c na Jowisza, Galileusz odkry , e jest on otoczony przez kilka poruszaj cych si wokó niego satelitów, czyli ksi yców. Wynika o z tych obserwacji, e nie wszystkie cia a niebieskie musz porusza si bezpo rednio wokó Ziemi, jak uwa ali Arystoteles i Pto-lemeusz. (Oczywi cie, mo na by o nadal utrzymywa , e Ziemia spoczywa w rodku wszech wiata, a ksi yce Jowisza poruszaj si naprawd wokó niej, po bardzo skomplikowanej drodze, stwarzaj c tylko wra enie, e okr aj Jowisza. Teoria  

  ©

Krótka historia czasu

Kopernika by a jednak o wiele prostsza). W tym samym czasie Kepler poprawi teori Kopernika, sugeruj c, e planety poruszaj si po orbitach eliptycznych, a nie ko owych (elipsa to wyd u one ko o). Po tym odkryciu przewidywane orbity planet zgadza y si wreszcie z obserwacjami. Dla Keplera orbity eliptyczne by y tylko hipotez (ad hoc) i w dodatku odpychaj c , poniewa elipsy by y w oczywisty sposób mniej doskona e ni ko a. Ich zgodno z do wiadczeniem stwierdzi niemal przez przypadek i nigdy nie uda o mu si pogodzi tego odkrycia z jego w asn tez , e planety s utrzymywane na orbitach przez si y magnetyczne. Wyja nienie przysz o znacznie pó niej, w roku 1687, kiedy Sir Izaak Newton opublikowa PhilosophiaeNaturalisPrincipiaMathema-tica (Matematyczne zasady filozofii przyrody), zapewne najwa niejsze dzie o z zakresu nauk cis ych, jakie zosta o kiedykolwiek napisane. Newton zaproponowa w nim nie tylko teori ruchu cia w przestrzeni i czasie, ale rozwin równie skomplikowany aparat matematyczny potrzebny do analizy tego ruchu. Sformu owa tak e prawo powszechnej grawitacji, zgodnie z którym dowolne dwa cia a we wszech wiecie przyci gaj si z si , która jest tym wi ksza, im wi ksze s masy tych cia i im mniejsza jest odleg o mi dzy nimi. To ta w a nie si a powoduje spadanie przedmiotów na ziemi . (Opowie o tym, jakoby inspiracj dla Newtona sta o si jab ko, które spad o mu na g ow , jest niemal na pewno apokryfem. Newton wspomnia tylko, e pomys powszechnej grawitacji przyszed mu do g owy, gdy "siedzia w kontemplacyjnym nastroju" i "jego umys zosta pobudzony upadkiem jab ka"). Nast pnie Newton wykaza , e zgodnie z owym prawem grawitacji Ksi yc powinien porusza si po elipsie wokó Ziemi, za Ziemia i inne planety powinny okr a S o ce równie po eliptycznych orbitach. Model Kopernika nie zawiera ju niebieskich sfer Ptolemeusza, a wraz z nimi znikn a idea, e wszech wiat ma naturaln granic . Poniewa wydaje si , e "sta e gwiazdy" nie zmieniaj swych pozycji, je li pomin ich rotacj na niebie, wynikaj c z obrotu Ziemi wokó swej osi, przyj to jako w pe ni naturalne za o enie, e s to obiekty podobne do S o ca, tyle e znacznie bardziej od nas oddalone. Newton zdawa sobie spraw , e zgodnie z jego teori grawitacji gwiazdy powinny przyci ga si wzajemnie; nale a o wi c s dzi , e nie mog one pozostawa w spoczynku. Czy wszystkie one nie powinny wi c zderzy si ze sob w pewnej chwili? W napisanym w 1691 roku li cie do Richarda Bentleya, innego wybitnego my liciela tych czasów, Newton argumentowa , e tak sta oby si rzeczywi cie, gdyby liczba gwiazd by a sko czona i je li by yby one rozmieszczone w ograniczonym obszarze. Je li natomiast niesko czenie wielka liczba gwiazd jest rozmieszczona mniej wi cej równomiernie w niesko czonej przestrzeni, to nie istnieje aden centralny punkt, w którym mog oby doj do owego zderzenia. Wywód ten stanowi przyk ad pu apki, w jak mo na wpa , dyskutuj c o niesko czono ci. W niesko czonym wszech wiecie ka dy punkt mo e by uznany za rodek, poniewa wokó niego znajduje si niesko czenie wiele gwiazd. Poprawne podej cie do zagadnienia ² co stwierdzono znacznie pó niej ² polega na rozwa eniu najpierw sko czonego uk adu gwiazd, które spadaj na rodek tego uk adu, i postawieniu nast pnie pytania, co si zmieni, je li uk ad otoczymy dodatkowymi gwiazdami równomiernie roz o onymi w przestrzeni. Zgodnie z prawem ci enia Newtona dodatkowe gwiazdy w ogóle nie wp yn na ruch gwiazd wewn trz wyró nionego obszaru, te zatem spada b d ku rodkowi z nie zmienion pr dko ci . Mo emy dodawa tyle gwiazd, ile nam si podoba, i nie zapobiegnie to ich spadni ciu do punktu centralnego. Dzi wiemy, e nie da si skonstruowa statycznego modelu niesko czonego wszech wiata, w którym si a ci enia jest zawsze przyci gaj ca. Warto zastanowi si przez chwil nad panuj cym a do XX wieku klimatem intelektualnym, który sprawi , e nikt wcze niej nie wpad na pomys rozszerzaj cego si lub kurcz cego wszech wiata. Przyjmowano powszechnie, e wszech wiat albo istnia w niezmiennym stanie przez ca wieczno , albo zosta stworzony w obecnym kszta cie w okre lonej chwili w przesz o ci. Przekonanie to, by mo e, wywodzi o si z ludzkiej sk onno ci do wiary w wieczyste prawdy, a mo e te znajdowano pociech w my li, e cho pojedyncze osoby starzej si i umieraj , to jednak wszech wiat jest wieczny i niezmienny. Nawet ci, którzy zdawali sobie spraw z tego, e zgodnie z Newtonowsk teori grawitacji wszech wiat nie móg by statyczny, nie wpadli na pomys , e móg by si on rozszerza . Zamiast tego usi owali oni zmieni teori , przyjmuj c, e si a ci enia mi dzy bardzo odleg ymi cia ami jest odpychaj ca. Nie zmieni oby to w zasadzie ich oblicze ruchu planet, ale umo liwi oby istnienie niesko czonych uk adów gwiazd w stanie równowagi: przyci ganie pomi dzy bliskimi gwiazdami by oby zrównowa one odpychaniem pochodz cym od gwiazd odleg ych. Jednak e ² jak wiemy to obecnie ² nie by aby to równowaga sta a ² je liby gwiazdy w pewnym obszarze zbli y y si cho by nieznacznie do siebie, powoduj c wzmocnienie si przyci gaj cych, umo liwi oby to pokonanie si odpychaj cych i w efekcie gwiazdy run yby na siebie. Z

6

Krótka historia czasu

drugiej strony, je li gwiazdy oddali yby si nieco od siebie, to si y odpychaj ce przewa y yby nad przyci gaj cymi i spowodowa yby dalszy wzrost odleg o ci mi dzy gwiazdami. Wysuni cie kolejnego zarzutu przeciwko modelowi niesko czonego i statycznego wszech wiata przypisuje si zazwyczaj niemieckiemu filozofowi Heinrichowi Olbersowi, który sformu owa go w 1823 roku. Faktem jest, e ju ró ni wspó cze ni Newtonowi badacze zwracali uwag na ten problem, a Olbers nie by nawet pierwszym, który zaproponowa sposób jego rozwi zania. Dopiero jednak po artykule Olbersa zwrócono na powszechnie uwag . Trudno polega na tym, e w niesko czonym i statycznym wszech wiecie, patrz c niemal w ka dym kierunku, powinni my natkn si wzrokiem na powierzchni gwiazdy. Dlatego ca e niebo powinno by tak jasne jak S o ce, nawet w nocy. Olbers wyja nia ten paradoks os abieniem wiat a odleg ych gwiazd wskutek poch aniania go przez materi znajduj c si mi dzy ród em i obserwatorem. Gdyby jednak tak rzeczywi cie by o, to temperatura poch aniaj cej wiat o materii wzros aby na tyle, e materia wieci aby równie jasno jak gwiazdy. Jedynym sposobem unikni cia konkluzji, e nocne niebo powinno by tak samo jasne jak powierzchnia S o ca, by oby za o enie, i gwiazdy nie wieci y zawsze, ale zacz y promieniowa w pewnej chwili w przesz o ci. W tym wypadku poch aniaj ca wiat o materia mog a nie zd y si podgrza do odpowiedniej temperatury albo wiat o odleg ych gwiazd mog o do nas jeszcze nie dotrze . W ten sposób dochodzimy do pytania, co mog o spowodowa , e gwiazdy zacz y si wieci . Dyskusje na temat pocz tku wszech wiata rozpocz y si , rzecz jasna, znacznie wcze niej. Wedle wielu pradawnych kosmologii i zgodnie z tradycj judeo-chrze cija sko-muzu ma sk wszech wiat powsta w okre lonej chwili w niezbyt odleg ej przesz o ci. Jednym z argumentów za takim pocz tkiem by o prze wiadczenie, e do wyja nienia egzystencji wszech wiata konieczna jest "pierwsza przyczyna". (We wszech wiecie ka de zdarzenie mo na wyja ni , podaj c za jego przyczyn inne, wcze niejsze zdarzenie, ale istnienie samego wszech wiata mo na w ten sposób wyja ni tylko wtedy, je li mia on jaki pocz tek). Inny argument przedstawi w. Augustyn w swej ksi ce Pa stwo Bo e. Wskaza on, e nasza cywilizacja rozwija si , a my pami tamy, kto czego dokona i komu zawdzi czamy ró ne pomys y techniczne. Wobec tego ludzie, i zapewne te i wszech wiat, nie istniej prawdopodobnie zbyt d ugo. Zgodnie z Ksi g Rodzaju w. Augustyn przyjmowa , i wszech wiat stworzony zosta mniej wi cej 5000 lat przed narodzeniem Chrystusa. (Warto zwróci uwag , e ta data nie jest zbyt odleg a od przyjmowanej dzi daty ko ca ostatniej epoki lodowcowej [10 000 lat przed narodzeniem Chrystusa], kiedy to, zdaniem archeologów, zacz a si naprawd cywilizacja ludzka). Arystoteles i inni greccy filozofowie nie lubili koncepcji stworzenia wszech wiata, poniewa nadmiernie pachnia a im ona bosk interwencj . Wierzyli raczej, e ludzie i wiat istnieli zawsze, zawsze te istnie b d . Ze wspomnianym, rozwa anym ju przez nich argumentem o post pie cywilizacji antyczni my liciele radzili sobie, przypominaj c o cyklicznych powodziach i innych kl skach, które wielokrotnie sprowadza y ludzko do stanu barbarzy stwa. Zagadnienia pocz tku wszech wiata i jego granic przestrzennych podda pó niej gruntownej analizie filozof Immanuel Kant, w swym monumentalnym (i bardzo m tnym) dziele Krytyka czystego rozumu, opublikowanym w 1781 roku. Nazwa on te kwestie antynomiami (sprzeczno ciami) czystego rozumu, poniewa by przekonany, i mo na poda równie przekonuj ce argumenty za tez , e wszech wiat mia pocz tek, jak za antytez , e wszech wiat istnia zawsze. Za istnieniem pocz tku przemawia wed ug niego fakt, i w przeciwnym wypadku ka de zdarzenie by oby poprzedzone przez niesko czonyprzedzia czasu, a to uzna on za absurd. Za antytez ( wiat nie ma pocz tku) przemawia z kolei fakt, e w przeciwnym wypadku pocz tek wszech wiata by by poprzedzony niesko czenie d ugim przedzia em czasu, czemu zatem wszech wiat mia by powsta w a nie w jakiej szczególnej chwili? W gruncie rzeczy racje Kanta na korzy tezy i antytezy zawieraj ten sam argument. Oparte s mianowicie na milcz cym za o eniu, zgodnie z którym czas si ga wstecz niesko czenie daleko, niezale nie od tego, czy wszech wiat istnia , czy nie. Jak przekonamy si pó niej, poj cie czasu przed powstaniem wszech wiata nie ma adnego sensu. Po raz pierwszy zwróci na to uwag w. Augustyn. Gdy zapytano go, co czyni Bóg przed stworzeniem wszech wiata, w. Augustyn nie odpowiedzia , e Bóg stworzy piek o dla tych, co zadaj takie pytania, lecz stwierdzi , e czas jest w asno ci stworzonego przez Boga wszech wiata i przed pocz tkiem wszech wiata nie istnia . Dopóki wi kszo ludzi wierzy a w statyczny i niezmienny wszech wiat, dopóty pytanie, czy mia on pocz tek, czy te nie, traktowano jako pytanie z zakresu metafizyki lub teologii. Równie dobrze mo na by o wyja nia obserwacje, twierdz c, e istnia zawsze, jak g osz c teori , e zosta stworzony w okre lonym momencie w przesz o ci w taki sposób, by wydawa o si , i istnia zawsze. Ale w 1921 roku Edwin Hubble dokona fundamentalnego odkrycia, e niezale nie od kierunku obserwacji widzimy, jak

7

Krótka historia czasu

odleg e galaktyki szybko oddalaj si od nas. Innymi s owy, wszech wiat si rozszerza. Oznacza to, e w dawniejszych czasach cia a niebieskie znajdowa y si bli ej siebie. Istotnie, wygl da na to, e jakie 10 czy 20 miliardów lat temu wszystkie obiekty dzi istniej ce we wszech wiecie skupione by y w jednym punkcie, a zatem g sto wszech wiata by a wtedy niesko czona. To odkrycie wprowadzi o wreszcie zagadnienie pocz tku wszech wiata do królestwa nauki. Obserwacje Hubble'a wskazywa y, e w pewnej chwili, zwanej wielkim wybuchem, rozmiary wszech wiata by y niesko czenie ma e, a jego g sto niesko czenie wielka. W takich warunkach wszystkie prawa nauki trac wa no , a tym samym tracimy zdolno przewidywania przysz o ci. Je li przed wielkim wybuchem by y nawet jakie zdarzenia, to i tak nie mog y one mie wp ywu na to, co dzieje si obecnie. Istnienia takich zdarze mo na nie bra w ogóle pod uwag , bo nie mia yby one adnych daj cych si zaobserwowa konsekwencji. Mo na powiedzie , e czas rozpocz si wraz z wielkim wybuchem, wcze niej czas po prostu nie by okre lony. Nale y podkre li , e taka koncepcja pocz tku wszech wiata w czasie ró ni si radykalnie od rozwa anych uprzednio. W niezmiennym wszech wiecie pocz tek czasu to co , co musi zosta narzucone przez jak istot spoza wszech wiata; nie istnieje adna fizyczna konieczno , która by go wymusza a. Mo na sobie wyobrazi , e Bóg stworzy taki wszech wiat dos ownie w dowolnej chwili w przesz o ci. Z drugiej strony, je li wszech wiat rozszerza si , to mog y istnie fizyczne przyczyny, dla których jego powstanie by o konieczno ci . Mo na sobie dalej wyobra a , e Bóg stworzy wszech wiat w chwili wielkiego wybuchu lub nawet pó niej ² ale w taki sposób, by wygl da o na to, e wielki wybuch istotnie nast pi , by oby jednak nonsensem s dzi , e stworzenie odby o si przed wielkim wybuchem. Rozszerzaj cy si wszech wiat nie wyklucza Stwórcy, ale ogranicza Jego swobod w wyborze czasu wykonania tej pracy! Mówi c o naturze wszech wiata i dyskutuj c takie zagadnienia, jak kwestia jego pocz tku i ko ca, nale y jasno rozumie , czym jest teoria naukowa. Przyjmuj tutaj raczej naiwny pogl d, e teoria jest po prostu modelem wszech wiata lub jego cz ci, oraz zbiorem regu wi cych wielko ci tego modelu z obserwacjami, jakie mo na wykona . Teoria istnieje wy cznie w naszych umys ach i nie mo na jej przypisywa adnej innej realno ci (cokolwiek mog oby to znaczy ). Dobra teoria naukowa musi spe nia dwa warunki: musi poprawnie opisywa rozleg klas obserwacji, opieraj c si na modelu zawieraj cym tylko nieliczne dowolne elementy, i musi umo liwia precyzyjne przewidywanie wyników przysz ych pomiarów. Na przyk ad, teoria Arystotelesa, zgodnie z któr wszystko by o utworzone z czterech elementów ² ognia, ziemi, powietrza i wody ² by a dostatecznie prosta, by zas u y na miano naukowej, ale nie pozwala a na adne przewidywania. Z drugiej strony, teoria ci enia Newtona opiera si na jeszcze prostszym modelu, wedle którego cia a przyci gaj si z si proporcjonaln do ich mas i odwrotnie proporcjonaln do kwadratu odleg o ci mi dzy nimi. Mimo swej prostoty teoria Newtona przewiduje ruchy S o ca, Ksi yca i planet z wielk dok adno ci . Ka da teoria fizyczna jest zawsze prowizoryczna, pozostaje tylko hipotez ; nigdy nie mo na jej udowodni . Niezale nie od tego, ile razy rezultaty eksperymentu zgadza y si z teori , nadal nie mo na mie pewno ci, czy kolejne do wiadczenie jej nie zaprzeczy. Z drugiej strony atwo obali teori , znajduj c cho jeden wynik eksperymentalny sprzeczny z jej przewidywaniami. Jak podkre la filozof nauki Karl Popper, dobr teori naukow cechuje to, e wynikaj z niej liczne przewidywania, które w zasadzie nadaj si do eksperymentalnego obalenia. Ilekro wynik eksperymentu zgadza si z przewidywaniami, sprawdzana teoria zyskuje na wiarygodno ci, a nasze zaufanie do niej wzrasta, ale je li tylko nowy wynik eksperymentalny zaprzecza teorii, musimy j porzuci lub poprawi . Tak przynajmniej by powinno, lecz w praktyce zawsze mo na kwestionowa kompetencje eksperymentatora. Nowa teoria bardzo cz sto stanowi w istocie rozwini cie poprzedniej. Na przyk ad, bardzo dok adne obserwacje wykaza y niewielkie ró nice mi dzy ruchem Merkurego a przewidywaniami teorii Newtona. Przewidywania teorii Einsteina s nieco inne. Ich zgodno z obserwacjami w po czeniu z niezgodno ci przewidywa Newtona stanowi a jeden z najwa niejszych dowodów s uszno ci teorii Einsteina. Mimo to w codziennej praktyce wci u ywamy teorii Newtona, poniewa ró nice mi dzy przewidywaniami obu teorii s minimalne we wszystkich zwyczajnych sytuacjach. (Poza tym teoria Newtona jest o wiele prostsza). Ostatecznym celem nauki jest sformu owanie jednej teorii opisuj cej ca y wszech wiat. W rzeczywisto ci jednak wi kszo naukowców dzieli problem na dwie cz ci. Po pierwsze, szukamy praw, które powiedzia yby nam, jak wszech wiat zmienia si w czasie. (Je li znaliby my stan wszech wiata w pewnej chwili, to prawa te pozwoli yby nam przewidzie , jak b dzie on wygl da w dowolnej chwili pó niejszej). Po drugie, stoi przed nami zagadnienie stanu pocz tkowego wszech wiata. Niektórzy uwa aj , e nauka powinna zajmowa si tylko pierwszym zagadnieniem, a problem stanu pocz tkowego pozostawi

8

Krótka historia czasu

metafizyce lub religii. Powiadaj oni, e Bóg, b d c wszechmog cy, móg stworzy wszech wiat w dowolny wybrany przez siebie sposób. Mo e i tak jest, ale w takim razie móg On równie sprawi , e wszech wiat b dzie zmienia si w czasie w ca kowicie arbitralny sposób. Wydaje si jednak, e zdecydowa si On stworzy go tak, by jego rozwój mia przebieg wysoce uporz dkowany zgodnie z ustalonymi prawami. Za równie uzasadnione mo na zatem uzna za o enie, e istniej prawa okre laj ce stan pocz tkowy. Bardzo trudno jest za jednym zamachem sformu owa teori opisuj c ca y wszech wiat. Post pujemy wi c inaczej, dzielimy problem na kawa ki i wymy lamy ró ne teorie cz stkowe. Ka da taka teoria cz stkowa opisuje pewien ograniczony zbiór obserwacji, pomijaj c inne wielko ci lub opisuj c je w sposób uproszczony za pomoc paru liczb. Takie podej cie mo e si okaza ca kowicie fa szywe. Je li ka de zjawisko we wszech wiecie po czone jest fundamentalnymi zale no ciami ze wszystkimi innymi, to zapewne niemo liwe jest znalezienie pe nego rozwi zania przez badanie poszczególnych cz ci problemu w izolacji. Niemniej jednak, post puj c w ten sposób w przesz o ci, osi gn li my na pewno cenne rezultaty. Klasycznym przyk adem jest znowu teoria ci enia Newtona, zgodnie z któr si a grawitacji mi dzy dwoma cia ami zale y tylko od jednej liczby zwi zanej z ka dym cia em, mianowicie masy, ale nie zale y od materia u, z jakiego te cia a s zrobione. Dzi ki temu, nie znaj c ani struktury, ani sk adu S o ca i planet, mo na obliczy ich orbity. Obecnie naukowcy opisuj wszech wiat za pomoc dwóch podstawowych teorii cz stkowych ² ogólnej teorii wzgl dno ci i mechaniki kwantowej. Obie stanowi olbrzymie osi gni cia intelektualne pierwszej po owy naszego stulecia. Ogólna teoria wzgl dno ci opisuje si ci enia i wielkoskalow struktur wszech wiata, to znaczy struktury o charakterystycznych wymiarach od paru kilometrów do miliona milionów milionówmilionów (l i dwadzie cia cztery zera) kilometrów, gdy taki jest rozmiar wszech wiata. Mechanika kwantowa dotyczy natomiast zjawisk w nies ychanie ma ych skalach, takich jak milionowa cz milionowej cz ci centymetra. Niestety, wiadomo, e te dwie teorie s niezgodne ze sob ² obie jednocze nie nie mog by poprawne. Jednym z g ównych zada wspó czesnej fizyki ² i najwa niejszym w tkiem tej ksi ki ² jest poszukiwanie teorii, która po czy aby obie te teorie cz stkowe ² to znaczy kwantowej teorii grawitacji. Nie znamy jeszcze takiej teorii i by mo e d ugo jeszcze b dziemy czeka na jej sformu owanie, ale znamy ju liczne jej cechy charakterystyczne. Jak zobaczymy w nast pnych rozdzia ach, ju dzi rozumiemy pewne konieczne konsekwencje kwantowej teorii grawitacji. Je li wierzymy, e wszech wiat nie zachowuje si w sposób arbitralny, lecz e rz dz nim okre lone prawa, to w ko cu musimy po czy teorie cz stkowe w jedn , ogóln teori , która opisze wszystko, co zdarza si we wszech wiecie. W poszukiwaniu takiej teorii dostrzec mo na jednak pewien paradoks. Koncepcja teorii naukowych, jak naszkicowa em powy ej, zak ada, i jeste my istotami racjonalnymi i mo emy swobodnie obserwowa wszech wiat oraz wyci ga logiczne wnioski z tych obserwacji. Przyj wszy takie za o enie, mamy prawo przypuszcza , e prowadz c nasze badania, coraz lepiej poznajemy prawa rz dz ce wszech wiatem. Je li jednak rzeczywi cie istnieje pe na i jednolita teoria, to powinna ona okre la równie nasze dzia ania. A zatem teoria ta powinna wyznaczy wynik naszych jej poszukiwa ! Dlaczegó to jednak mia aby ona gwarantowa poprawno naszych wniosków dedukowanych z danych do wiadczalnych? Czy równie dobrze nie mog aby ona powodowa , e wnioski te by yby b dne lub e nie byliby my w stanie doj do adnych wniosków? Jedyne rozwi zanie tego problemu, jakie mog zaproponowa , oparte jest na darwinowskiej zasadzie doboru naturalnego. W dowolnej populacji samoreprodukuj cych si organizmów istniej ró nice w materiale genetycznym i w wychowaniu poszczególnych osobników. Ró nice te powoduj , e pewne osobniki potrafi lepiej ni inne wyci ga wnioski o otaczaj cym je wiecie i dzia a zgodnie z nimi. Te osobniki maj wi ksze szans na prze ycie i rozmno enie si , a zatem ich wzorzec zachowania i my lenia powinien sta si dominuj cy. Z ca pewno ci prawd jest, e w przesz o ci to, co nazywamy inteligencj oraz odkryciami naukowymi, dawa o przewag w walce o przetrwanie. Nie jest to tak oczywiste obecnie: konsekwencje naszych odkry naukowych mog nas zniszczy , a je li nawet tak si nie stanie, poznanie kompletnej, jednolitej teorii mo e w minimalnym stopniu tylko zwi kszy nasze szans na przetrwanie. Je li jednak wszech wiat rozwija si w sposób regularny, to mo emy oczekiwa , e zdolno ci my lenia, jakie nabyli my dzi ki doborowi naturalnemu, oka si przydatne równie w poszukiwaniu pe nej teorii, nie wywiod nas zatem na manowce fa szywych wniosków. Skoro teorie cz stkowe, którymi ju dysponujemy, s wystarczaj ce, by móc dok adnie przewidywa , co nast pi we wszystkich sytuacjach, z wyj tkiem zupe nie ekstremalnych, trudno jest uzasadnia poszukiwanie kompletnej teorii wzgl dami praktycznymi. (Warto jednak zauwa y , e podobnych argumentów mo na by o u y przeciwko teorii wzgl dno ci i mechanice kwantowej, a jednak

9

Krótka historia czasu

zawdzi czamy im energetyk j drow i mikroelektronik !) Poznanie kompletnej, jednolitej teorii zapewne nie zwi kszy naszej szansy na przetrwanie, mo e nawet nie zmieni naszego stylu ycia. Ale od zarania cywilizacji ludzie nie zadowalali si nigdy obserwowaniem oddzielnych i nie wyja nionych zjawisk, zawsze chcieli pozna kryj cy si za nimi porz dek panuj cy we wszech wiecie. Dzi wci jeszcze pragniemy zrozumie , kim jeste my i sk d si wzi li my. G bokie pragnienie wiedzy o ywiaj ce ludzko stanowi dostateczne uzasadnienie naszych poszukiwa . A naszym celem jest kompletny opis wiata, w którym yjemy, nic skromniejszego nas nie zadowoli.
Rozdzia 2

CZAS l PRZESTRZE
Nasza obecna wiedza o ruchu cia wywodzi si od koncepcji Galileusza i Newtona. Przedtem ludzie wierzyli Arystotelesowi, który twierdzi , e naturalnym stanem cia a jest spoczynek i e porusza si ono tylko pod wp ywem si y lub pchni cia. Wynika o st d, e ci kie cia a powinny spada szybciej ni lekkie, poniewa s mocniej przyci gane w kierunku Ziemi. Zgodnie z arystotelesowsk tradycj uwa ano, e prawa rz dz ce wszech wiatem mo na odkry apriorycznie: do wiadczalnego sprawdzenia teorii nie uwa ano za rzecz konieczn . Wobec tego nikt przed Galileuszem nie zada sobie trudu, by sprawdzi , czy cia a o ró nym ci arze rzeczywi cie spadaj z ró nymi pr dko ciami. Tradycja g osi, i Galileusz wykaza fa szywo pogl dów Arystotelesa, zrzucaj c ci arki z pochy ej wie y w Pizie. Opowie ta raczej na pewno nie odpowiada prawdzie, ale Galileusz wykona do wiadczenie równowa ne; bada toczenie si kulek po pochy ej, g adkiej powierzchni. Takie do wiadczenie jest podobne do badania pionowego spadku, ale obserwacje s atwiejsze ze wzgl du na mniejsze pr dko ci cia . Pomiary Galileusza wykaza y, e pr dko wszystkich cia wzrasta w identyczny sposób, niezale nie od ich ci aru. Na przyk ad, klocek zsuwaj cy si bez tarcia po p aszczy nie opadaj cej o jeden metr na ka de 10 metrów ma pr dko jednego metra na sekund po pierwszej sekundzie, dwóch metrów na sekund po drugiej, i tak dalej, zupe nie niezale nie od swego ci aru. Oczywi cie, o owiany ci arek spada szybciej ni piórko, ale tylko dlatego, e piórko jest hamowane przez opór powietrza. Dwa cia a, na których ruch opór powietrza nie ma w zasadzie wp ywu, jak na przyk ad dwa ró ne ci arki o owiane, spadaj w tym samym tempie. Pomiary Galileusza pos u y y Newtonowi za podstaw jego praw ruchu. W do wiadczeniu Galileusza na kulk staczaj c si po równi pochy ej dzia a a stale ta sama si a (jej ci ar), a rezultatem by jednostajny wzrost jej pr dko ci. Wynika o st d, e rzeczywistym efektem dzia ania si y jest zawsze zmiana pr dko ci, a nie po prostu wprawienie cia a w ruch, jak uwa ano przedtem. Mo na by o z tego równie wywnioskowa , e cia o, na które nie dzia a adna si a, porusza si po prostej ze sta szybko ci . T regu po raz pierwszy sformu owa expliciteNewton w dziele Principia Mathematica, opublikowanym w 1687 roku; jest ona znana jako pierwsze prawo Newtona. Co dzieje si z cia em, gdy dzia a na nie jaka si a, okre la drugie prawo Newtona. Zgodnie z nim cia o zmienia swoj pr dko , czyli przy piesza, w tempie proporcjonalnym do dzia aj cej si y. (Na przyk ad, przy pieszenie jest dwukrotnie wi ksze, je li dzia a dwukrotnie wi ksza si a). Przy pieszenie jest równie tym mniejsze, im wi ksza jest masa cia a, czyli ilo materii. (Ta sama si a, dzia aj c na cia o o dwukrotnie wi kszej masie, powoduje o po ow mniejsze przy pieszenie). Znany przyk ad stanowi tu ruch samochodu: im mocniejszy jest silnik, tym wi ksze przy pieszenie, ale im ci szy samochód, tym przy pieszenie jest mniejsze, je eli motor jest ten sam. Oprócz praw ruchu Newton odkry równie prawo opisuj ce si ci enia. Wed ug niego, ka de cia o przyci ga ka de inne cia o z si proporcjonaln do mas obu cia . Tak wi c si a dzia aj ca mi dzy dwoma cia ami powi kszy si dwukrotnie, je li podwoimy mas jednego z nich (nazwijmy je A). Tego nale a o oczekiwa , poniewa nowe cia o A mo na uwa a za utworzone z dwóch cia o masach równych pocz tkowej masie cia a A. Ka de z nich przyci ga cia o B z tak si jak pierwotnie, a zatem ca kowita si a dzia aj ca mi dzy A i B b dzie dwukrotnie wi ksza ni pocz tkowo. Je eli za , powiedzmy, podwoimy mas jednego cia a i potroimy mas drugiego, to si a dzia aj ca mi dzy nimi wzro nie sze ciokrotnie. atwo teraz zrozumie , czemu wszystkie cia a spadaj z tak sam pr dko ci ; na cia o o dwukrotnie wi kszym ci arze dzia a dwukrotnie wi ksza si a przyci gaj ca je ku Ziemi, ale ma ono te dwukrotnie wi ksz mas . Zgodnie z drugim prawem Newtona oba efekty si znosz i przy pieszenie jest zawsze takie samo.

10

Krótka historia czasu

Prawo grawitacji Newtona mówi nam równie , e si a ci enia jest tym s absza, im wi ksza jest odleg o mi dzy cia ami. Zgodnie z nim, si a przyci gania zmniejsza si czterokrotnie, gdy odleg o wzrasta dwukrotnie. Opieraj c si na tym prawie, mo na przewidzie orbity Ziemi, Ksi yca i wszystkich planet z wielk dok adno ci . Gdyby si a ci enia mala a szybciej ze wzrostem odleg o ci, to orbity planet nie by yby elipsami ² planety spada yby na S o ce po torze spiralnym. Gdyby mala a wolniej, si y przyci gania pochodz ce od odleg ych gwiazd przewa y yby nad przyci ganiem Ziemi. Zasadnicza ró nica mi dzy pogl dami Arystotelesa z jednej strony a Newtona i Galileusza z drugiej polega na tym, e Arystoteles wierzy w wyró niony stan spoczynku, w jakim znajdowa oby si ka de cia o, gdyby nie dzia a a na adna si a. W szczególno ci, uwa a , i Ziemia spoczywa. Jednak zgodnie z prawami Newtona aden wyró niony stan spoczynku nie istnieje. Mo na powiedzie , e cia o A spoczywa, a cia o B porusza si wzgl dem niego ze sta pr dko ci , ale te równie dobrze powiedzie mo na, e spoczywa cia oB,a porusza si cia o A. Na przyk ad, pomijaj c wirowanie Ziemi i jej ruch wokó S o ca, mo na powiedzie , e Ziemia spoczywa, a pewien poci g porusza si na pó noc z pr dko ci 150 km na godzin , lub odwrotnie, e poci g spoczywa, a Ziemia porusza si na po udnie z t sam pr dko ci . Badaj c eksperymentalnie ruch cia w poci gu, stwierdziliby my poprawno wszystkich praw Newtona. Na przyk ad, graj c w ping-ponga w poci gu zauwa yliby my, e pi eczka porusza si tak samo zgodnie z prawem Newtona jak pi eczka, któr graliby my na stole ustawionym obok torów. Nie ma zatem adnego sposobu, aby stwierdzi , czy porusza si poci g, czy te Ziemia. Nieistnienie stanu absolutnego spoczynku oznacza, e nie mo na stwierdzi , czy dwa zdarzenia, które mia y miejsce w ró nym czasie, zasz y w tym samym miejscu w przestrzeni. Na przyk ad, pasa er poci gu widzi, e pi eczka pingpongowa podskakuje w gór i w dó w poci gu, uderzaj c dwa razy w to samo miejsce w odst pie jednej sekundy. Kto , kto obserwuje pi eczk , stoj c na peronie, stwierdzi, e dwa podskoki zdarzy y si w miejscach oddalonych od siebie o oko o czterdzie ci metrów, poniewa taki mniej wi cej dystans pokona poci g w czasie jednej sekundy. Z nieistnienia absolutnego spoczynku wynika wi c, e wbrew przekonaniu Arystotelesa niemo liwe jest przypisanie zdarzeniom absolutnego po o enia w przestrzeni. Miejsce zdarze i odleg o mi dzy nimi s ró ne dla kogo jad cego poci giem i kogo innego, stoj cego na peronie, i nie ma adnych uzasadnionych powodów, by uzna obserwacje jednej z tych osób za prawdziwsze od obserwacji drugiej. Newton by bardzo zmartwiony z powodu nieistnienia absolutnego po o enia zdarze lub te nieistnienia absolutnej przestrzeni, jak to wtedy nazywano, poniewa nie zgadza o si to z jego koncepcj absolutnego Boga. W istocie rzeczy odmówi on przyj cia do wiadomo ci braku absolutnej przestrzeni, cho by a to konsekwencja jego praw ruchu. Za t irracjonaln postaw krytykowa o go ostro wielu ludzi, spo ród których warto wymieni biskupa Berkeleya, filozofa przekonanego, e wszystkie przedmioty materialne oraz przestrze i czas s iluzj . Kiedy s awny doktor Johnson us ysza o pogl dach Berkeleya, wykrzykn : "Tak je obalam!" i uderzy stop w pobliski kamie . I Newton, i Arystoteles wierzyli w istnienie absolutnego czasu, to znaczy wierzyli oni, e mo na bez adnych dowolno ci zmierzy odst p czasu mi dzy dwoma zdarzeniami i wynik b dzie identyczny, niezale nie od tego, kto wykona pomiar, pod warunkiem, e u ywa dobrego zegara. Czas by wed ug nich kompletnie oddzielony i niezale ny od przestrzeni. Taki pogl d wi kszo ludzi uwa a za oczywisty i zgodny ze zdrowym rozs dkiem. Mimo to musieli my zmieni pogl dy na czas i przestrze . Chocia nasze zdroworozs dkowe poj cia dobrze pasuj do opisu ruchu przedmiotów poruszaj cych si wzgl dnie powoli ² takich jak jab ka i planety ² zawodz jednak ca kowicie, gdy próbujemy ich u ywa do opisu ruchu cia poruszaj cych si z pr dko ci blisk pr dko ci wiat a. wiat o porusza si z ogromn , ale sko czon pr dko ci ² ten fakt odkry w 1676 roku du ski astronom Ole Christensen Roemer. Zaobserwowa on, e ksi yce Jowisza nie chowaj si za nim w równych odst pach czasu, jak mo na by oczekiwa , gdyby okr a y go w równym tempie. W trakcie ruchu Ziemi i Jowisza wokó S o ca zmienia si odleg o mi dzy nimi. Roemer zauwa y , e za mienia ksi yców s opó nione tym bardziej, im wi ksza by a odleg o od Ziemi do Jowisza. Twierdzi , e dzieje si tak, poniewa wiat o ksi yców potrzebowa o wi cej czasu, aby dotrze do Ziemi, gdy znajdowa a si ona dalej od nich. Pomiary zmian odleg o ci mi dzy Ziemi a Jowiszem, jakich dokona Roemer, nie by y jednak bardzo dok adne i dlatego wyliczona przeze pr dko wiat a ² 200 ty . km/s ² by a mniejsza ni dzi przyjmowana warto 300 ty . km/s. Niemniej jednak Roemer nie tylko wykaza , e wiat o porusza si ze sko czon pr dko ci , ale równie zmierzy j , co w sumie oceni nale y jako wspania y sukces. Zas uguje on na uwag tym bardziej, e Roemer osi gn go jedena cie lat przed ukazaniem si Principia Mathematica Newtona.

11

Krótka historia czasu

Na poprawn teori rozchodzenia si wiat a trzeba by o czeka a do 1865 roku, kiedy to brytyjski fizyk James Clerk Maxwell zdo a po czy cz stkowe teorie stosowane przedtem do opisu si elektryczno ci i magnetyzmu. Z równa Maxwellawynika istnienie falowych zaburze pola elektromagnetycznego, które powinny rozprzestrzenia si ze sta pr dko ci , podobnie jakfale na powierzchni stawu. Je li d ugo takich fal (to znaczy odleg o mi dzy dwoma kolejnymi grzbietami fal) wynosi metr lub wi cej, nazywamy je falami radiowymi. Fale o mniejszej d ugo ci nazywamy mikrofalami (par centymetrów) lub falami podczerwonymi (wi cej ni dziesi ciotysi czna cz centymetra). wiat o widzialne to fala elektromagnetyczna o d ugo ci pomi dzy czterdziestoma a osiemdziesi cioma milionowymi cz ciami centymetra. Jeszcze krótsze fale nazywamy ultrafioletowymi, promieniami Roentgena, promieniami gamma. Z teorii Maxwellawynika o, e wiat o porusza si ze sta pr dko ci . Ale skoro teoria Newtona wyeliminowa a poj cie absolutnego spoczynku, to mówi c, i wiat o porusza si ze sta pr dko ci , nale a o koniecznie powiedzie , wzgl dem czego ta pr dko ma by mierzona. Wobec tego fizycy zasugerowali istnienie pewnej specjalnej substancji zwanej "eterem", obecnej wsz dzie, nawet w "pustej" przestrzeni. Fale wietlne mia y porusza si w eterze, tak jak fale d wi kowe poruszaj si w powietrzu, pr dko ich zatem nale a o mierzy wzgl dem eteru. Ró ni obserwatorzy, poruszaj cy si wzgl dem eteru, powinni postrzega wiat o biegn ce ku nim z ró n pr dko ci , ale pr dko wiat a wzgl dem eteru by aby sta a. W szczególno ci, skoro Ziemia w swym ruchu orbitalnym wokó S o ca porusza si wzgl dem eteru, to pr dko wiat a mierzona w kierunku ruchu Ziemi przez eter (kiedy poruszamy si w kierunku ród a wiat a) powinna by wi ksza ni pr dko wiat a mierzona w kierunku prostopad ym do kierunku ruchu. W 1887 roku Albert Michelson (który pó niej zosta pierwszym ameryka skim laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki) i Edward Morley przeprowadzili bardzo staranny eksperyment w Case School of Applied Science w Cleveland. W do wiadczeniu tym porównywali oni pr dko wiat a biegn cego w kierunku ruchu Ziemi z pr dko ci wiat a biegn cego w kierunku prostopad ym do tego kierunku. Ku swemu wielkiemu zdziwieniu, stwierdzili, e s one równe! Mi dzy rokiem 1887 a 1905 podj to wiele prób wyja nienia wyniku do wiadczenia Michelsona i Morleya. Spo ród nich nale y wyró ni prace holenderskiego fizyka Hendrika Lorentza, który próbowa wyja ni rezultat eksperymentu, zak adaj c, e cia a poruszaj ce si wzgl dem eteru kurcz si w kierunku ruchu, a zegary w takim ruchu zwalniaj bieg. Tymczasem w s ynnej pracy opublikowanej w 1905 roku Albert Einstein, nie znany dot d urz dnik szwajcarskiego biura patentowego, wykaza , e ca a idea eteru jest niepotrzebna, je li tylko porzuci si równie ide absolutnego czasu. Par tygodni pó niej z podobn sugesti wyst pi znany francuski matematyk Henri Poincare. Argumenty Einsteina by y jednak bli sze fizyce ni wywody Poincarego, który uwa a ca y problem za zagadnienie czysto matematyczne. Dlatego za twórc nowej teorii uwa a si Einsteina, a wk ad Poincarego jest upami tniony przez po czenie jego nazwiska z jednym z wa nych jej elementów. Nowa teoria zosta a nazwana teori wzgl dno ci. Jej zasadniczy postulat brzmi: prawa fizyki s takie same dla wszystkich swobodnie poruszaj cych si obserwatorów, niezale nie od ich pr dko ci. By o to prawd dla praw ruchu Newtona, ale teraz wymóg ten zosta rozci gni ty i na teori Maxwella, i na pr dko wiat a: wszyscy obserwatorzy mierz c pr dko wiat a, powinni otrzyma ten sam wynik, niezale nie od tego, jak szybko sami si poruszaj . Ten prosty pomys niesie nadzwyczaj wa ne konsekwencje, z których najlepiej znana jest zapewne równowa no masy i energii, wyra ona s ynnym wzorem Einsteina E = mc2 (gdzie E oznacza, energi , m ² mas , a c ² pr dko wiat a), oraz twierdzenie, e nic nie mo e porusza si z pr dko ci wi ksz ni pr dko wiat a. Z równowa no ci energii i masy wynika bowiem, e energia zwi zana z ruchem cia a wnosi wk ad do jego masy, innymi s owy, energia ta utrudnia wzrost pr dko ci cia a. Ten efekt staje si rzeczywi cie istotny dopiero wtedy, gdy obiekt porusza si z pr dko ci blisk pr dko ci wiat a. Na przyk ad, gdy cia o porusza si z pr dko ci równ 10% pr dko ci wiat a, jego masa wzrasta tylko o 0,5%, ale przy pr dko ci równej 90% pr dko ci wiat a masa staje si ju przesz o dwukrotnie wi ksza. W miar zbli ania si pr dko ci cia a do pr dko ci wiat a, jego masa wzrasta coraz szybciej, potrzeba zatem coraz wi cej energii, by zwi kszy jego pr dko jeszcze bardziej. W rzeczywisto ci cia o to nigdy nie osi gnie pr dko ci wiat a, gdy jego masa by aby wtedy niesko czona, a z równowa no ci masy i energii wynika, e potrzebna by aby wtedy i niesko czona energia. Dlatego wedle teorii wzgl dno ci wszystkie zwyczajne cia a zawsze poruszaj si z pr dko ci mniejsz ni pr dko wiat a. Tylko wiat o i inne fale, z którymi zwi zana jest zerowa masa, mog porusza si z pr dko ci wiat a.

12

Krótka historia czasu

Teoria wzgl dno ci spowodowa a rewolucj w naszych poj ciach czasu i przestrzeni. Wed ug teorii Newtona ró ni obserwatorzy mierz cy czas przelotu sygna u wietlnego z jednego punktu do drugiego otrzymuj identyczne wyniki (poniewa czas jest absolutny), ale nie zawsze zgodz si co do tego, jak d ug drog przeby o wiat o (gdy przestrze nie jest absolutna). Poniewa pr dko wiat a równa si po prostu drodze podzielonej przez czas, to ró ni obserwatorzy otrzymaj ró ne pr dko ci wiat a. Zgodnie z teori wzgl dno ci natomiast, wszyscy obserwatorzy musz otrzyma tak sam pr dko wiat a. Poniewa w dalszym ci gu nie zgadzaj si mi dzy sob co do tego, jak drog wiat o przeby o, to nie mog uzgodni , ile to zaj o czasu. (Potrzebny czas równa si drodze, jak przeby o wiat o² co do której obserwatorzy si nie zgadzaj ² podzielonej przez tak sam dla wszystkich pr dko wiat a). Innymi s owy, teoria wzgl dno ci wyeliminowa a ostatecznie ide absolutnego czasu. Okaza o si , e ka dy obserwator musi posiada swoj w asn miar czasu, wyznaczon przez niesiony przez niego zegar, a identyczne zegary niesione przez ró nych obserwatorów nie musz si zgadza . Ka dy obserwator mo e u y radaru, by wysy aj c sygna wietlny lub fale radiowe, okre li , gdzie i kiedy dane wydarzenie mia o miejsce. Cz wys anego sygna u odbija si z powrotem w kierunku obserwatora, który mierzy czas odbioru echa. Wed ug niego zdarzenie zasz o w chwili dok adnie po rodku mi dzy czasem wys ania a czasem odbioru sygna u, za odleg o mi dzy nim a zdarzeniem równa jest po owie czasu, jaki sygna zu y na odbycie drogi tam i z powrotem, pomno onej przez pr dko wiat a. (Zdarzenie oznacza tu cokolwiek, co zachodzi w punkcie przestrzeni w dok adnie okre lonej chwili). Koncepcj tego pomiaru ilustruje rysunek 2, który jest przyk adem diagramu czasoprzestrzennego. U ywaj c tej metody, obserwatorzy poruszaj cy si wzgl dem siebie przypisz ró ne po o enia i czasy temu samemu zdarzeniu. aden z tych pomiarów nie jest bardziej poprawny od innych, s one natomiast wzajemnie powi zane. Ka dy obserwator mo e dok adnie wyliczy , jakie po o enie i czas jego kolega przypisa wydarzeniu, pod warunkiem, e zna jego wzgl dn pr dko . Metody tej u ywa si obecnie do precyzyjnych pomiarów odleg o ci, poniewa potrafimy znacznie dok adniej mierzy up yw czasu ni odleg o .

$ "  % # ! 

Krótka historia czasu

St d te jeden metr jest zdefiniowany jako dystans pokonywany przez wiat o w ci gu 0,000000003335640952 sekundy, mierzonej za pomoc zegara cezowego. (Wybrano t szczególn liczb , aby nowa definicja by a zgodna z historycznym okre leniem metra; odleg o ci mi dzy dwoma znaczkami na pewnej platynowej szynie przechowywanej w Pary u). Równie dobrze mogliby my u ywa nowej, wygodnej jednostki d ugo ci, zwanej sekund wietln . Jest to po prostu odleg o , jak przebywa wiat o w ci gu jednej sekundy. Zgodnie z teori wzgl dno ci mierzymy odleg o ci, pos uguj c si pomiarami czasu i pr dko ci wiat a, z czego automatycznie wynika, e ka dy obserwator wyznaczy identyczn pr dko wiat a (z definicji równ l metrowi na 0,000000003335640952 sekundy). Nie ma adnej potrzeby wprowadzania eteru, którego i tak zreszt nie mo na wykry , jak pokaza o do wiadczenie Michelsona i Morleya. Teoria wzgl dno ci zmusza nas jednak do zasadniczej zmiany koncepcji czasu i przestrzeni. Musimy przyj , i czas nie jest zupe nie oddzielny i niezale ny od przestrzeni, lecz jest z ni po czony w jedn ca o , zwan czasoprzestrzeni . Jak wiadomo z codziennej praktyki, po o enie jakiego punktu w przestrzeni mo emy wyznaczy za pomoc trzech liczb zwanych jego wspó rz dnymi. Na przyk ad, mo na powiedzie , e pewien punkt w pokoju znajduje si dwa metry od jednej ciany, metr od drugiej i pó tora metra nad pod og . Mo na te okre li po o enie punktu podaj c jego d ugo i szeroko geograficzn oraz wysoko nad poziomem morza. Wolno nam wybra dowolne trzy wspó rz dne, ale powinni my pami ta , e istniej tu granice ich u yteczno ci, których nie powinno si przekracza . Nie nale y wyznacza pozycji Ksi yca podaj c jego odleg o w kilometrach na pó noc i na zachód od Pi-cadilly Circus oraz wysoko nad poziomem morza. Lepiej poda jego odleg o od S o ca, wysoko ponad p aszczyzn , na której le orbity planet, oraz k t mi dzy lini cz c Ksi yc ze S o cem a lini od S o ca do pobliskiej gwiazdy, takiej jak Alfa Centauri. Z kolei te wspó rz dne nie s przydatne do opisu po o enia S o ca w Galaktyce albo po o enia Galaktyki w Gromadzie Lokalnej. W gruncie rzeczy mo na wyobra a sobie wszech wiat w postaci zbioru zachodz cych na siebie obszarów. W ka dym obszarze mo na wprowadzi inny zespó trzech wspó rz dnych, aby okre li po o enie dowolnego punktu. Zdarzenie jest czym , co zachodzi w okre lonym punkcie przestrzeni i w okre lonej chwili. Aby wyznaczy zdarzenie, nale y zatem poda cztery wspó rz dne. Mo na je wybra dowolnie ² pos u y si dowolnymi trzema, dobrze okre lonymi wspó rz dnymi przestrzennymi i dowoln miar czasu. Zgodnie z teori wzgl dno ci wspó rz dne przestrzenne i czasowe nie ró ni si zasadniczo, podobnie jak nie ma ró nicy mi dzy dowolnymi dwiema wspó rz dnymi przestrzennymi. Zawsze mo na wybra nowy uk ad wspó rz dnych, w którym ² powiedzmy ² pierwsza wspó rz dna przestrzenna jest kombinacj dwóch starych, dajmy na to poprzednio pierwszej i drugiej. Na przyk ad, zamiast okre la po o enie pewnego punktu na Ziemi w kilometrach na pó noc i na zachód od Picadilly, mo emy je wyznaczy w kilometrach na pó nocny zachód i pó nocny wschód od Picadilly. W teorii wzgl dno ci wolno równie wybra now wspó rz dn czasow , b d c kombinacj starego czasu (w sekundach) i odleg o ci na pó noc od Picadilly (w sekundach wietlnych). Cz sto wygodnie jest przyjmowa , e cztery wspó rz dne zdarzenia wyznaczaj jego pozycj w czterowymiarowej przestrzeni, zwanej czasoprzestrzeni . Przestrzeni czterowymiarowej nie sposób sobie wyobrazi . Mnie osobi cie, cz sto dostateczn trudno sprawia przedstawienie sobie przestrzeni trójwymiarowej! Bardzo atwo natomiast narysowa na diagramie przestrze dwuwymiarow , tak jak powierzchnia Ziemi. (Powierzchnia Ziemi jest dwuwymiarowa, poniewa po o enie dowolnego punktu mo na okre li za pomoc dwóch wspó rz dnych: d ugo ci i szeroko ci geograficznej). B d tu z regu y u ywa diagramów, na których czas zawsze wzrasta pionowo do góry, a jeden z wymiarów przestrzennych jest zaznaczony poziomo. Pozosta e dwa wymiary b d ignorowane lub ukazywane za pomoc perspektywy. (Mam na my li diagramy czasoprzestrzenne, takie jak rysunek 2). Na przyk ad rysunek 3 przedstawia czas mierzony w latach wzd u osi pionowej w gór , oraz odleg o mi dzy S o cem a gwiazd Alfa Centauri, mierzon wzd u osi poziomej w kilometrach.

14

Krótka historia czasu

Trajektorie S o ca i Alfa Centauri w czasoprzestrzeni przedstawiaj pionowe linie po prawej i lewej stronie. Promie wiat a porusza si po przek tnej; jego podró od S o ca do Alfa Centauri trwa cztery lata. Jak widzieli my, z równa Maxwella wynika, e pr dko wiat a nie zale y od pr dko ci, z jak porusza si jego ród o. Ten wniosek zosta potwierdzony przez bardzo dok adne pomiary. St d z kolei wynika, e sygna wietlny, wyemitowany w pewnej chwili z punktu w przestrzeni, rozchodzi si jak kula wiat a, której rozmiar i po o enie nie zal od pr dko ci ród a. Po up ywie jednej milionowej cz ci sekundy wiat o rozprzestrzeni si , przyjmuj c form kuli o promieniu 300 metrów, po dwóch milionowych sekundy promie kuli b dzie równy 600 metrom, i tak dalej. Przypomina to rozchodzenie si ma ych fal na powierzchni stawu, gdy wrzucimy do kamie . Zmarszczki rozchodz si jako ko a powi kszaj ce si w miar up ywu czasu. Spróbujmy wyobrazi sobie model trójwymiarowy, sk adaj cy si z dwuwymiarowej powierzchni stawu i jednego wymiaru czasu. Rozchodz ce si ko a zmarszczek utworz sto ek, którego wierzcho ek wyznaczony jest przez miejsce i moment uderzenia kamienia w powierzchni wody (rys. 4). Podobnie, wiat o rozchodz ce si z pewnego zdarzenia, tworzy trójwymiarowy sto ek w czterowymiarowej czasoprzestrzeni. Sto ek ten nazywamy sto kiem wietlnym przysz o ci. W ten sam sposób mo na narysowa drugi sto ek, utworzony ze wszystkich zdarze , z których wys ane wiat o mog o dotrze do danego zdarzenia. Ten sto ek nazywamy sto kiem wietlnym przesz o ci (rys. 5). Sto ki wietlne przesz o ci i przysz o ci zdarzenia P dziel czasoprzestrze na trzy regiony (rys. 6). Absolutna przysz o zdarzenia P znajduje si we wn trzu sto ka wietlnego przysz o ci. Jest to zbiór wszystkich zdarze , na które mo e oddzia a to, co dzieje si w P. aden sygna z P nie mo e dotrze do zdarze poza sto kiem wietlnym P, poniewa nic nie porusza si szybciej ni wiat o. Dlatego to, co zdarzy o si w P, nie mo e wp yn na takie zdarzenia. Absolutna przesz o zdarzenia P to region wewn trz sto ka wietlnego przesz o ci P. Jest to zbiór tych wszystkich zdarze , z których wys any sygna , móg dotrze do P. Wobec tego absolutna przesz o P to zbiór wszystkich zdarze , mog cych mie wp yw na to, co zdarzy o si w l .
) ( '&

Krótka historia czasu

Je li wiadomo, co dzieje si w okre lonej chwili we wszystkich punktach obszaru przestrzeni po o onego wewn trz sto ka przesz o ci P, to mo na przewidzie , co zdarzy si w P. "Gdzie indziej" jest cz ci czasoprzestrzeni le c poza obu sto kami wietlnymi zdarzenia P. Zdarzenia w "gdzie indziej" nie mog y wp yn na P ani zdarzenie P nie mo e wp yn na nie. Na przyk ad, gdyby S o ce przesta o wieci dok adnie w tej chwili, nie mia oby to wp ywu na obecne zdarzenia i na Ziemi, poniewa Ziemia by aby w "gdzie indziej" tego wydarzenia (rys. 7). Dowiedzieliby my si o tym dopiero po o miu minutach, bo tak d ugo trwa podró wiat a ze S o ca do Ziemi. Dopiero wtedy Ziemia znalaz aby si w sto ku wietlnym zdarzenia, jakim by o zga ni cie S o ca. Podobnie, nie wiemy, co dzieje si obecnie w odleg ych regionach wszech wiata: wiat o docieraj ce do nas z odleg ych galaktyk zosta o wyemitowane miliony lat temu, a gdy patrzymy na najdalsze obiekty, jakie uda o nam si zaobserwowa , widzimy wiat o wys ane przed o mioma miliardami lat. Kiedy wi c patrzymy na wszech wiat, widzimy go, jakim by w przesz o ci. Je li

6 4 1 7 5 32 0

Krótka historia czasu

nie uwzgl dnimy si y ci enia, jak Einstein i Poincare w 1905 roku, to otrzymamy teori nazywan szczególn teori wzgl dno ci. W ka dym zdarzeniu (punkcie czasoprzestrzeni) mo emy skonstruowa sto ki wietlne (sto ek wietlny to zbiór wszystkich trajektorii promieni wietlnych wys anych z tego zdarzenia), a poniewa pr dko wiat a jest jednakowa we wszystkich zdarzeniach i we wszystkich kierunkach, wszystkie sto ki b d identyczne i b d wskazywa y ten sam kierunek w czasoprzestrzeni. Wiemy, e nic nie mo e porusza si pr dzej ni wiat o; to oznacza, e droga dowolnego cia a w czasoprzestrzeni musi le e wewn trz sto ka wietlnego dowolnego zda enia le cego na tej drodze (rys. 8).

Szczególna teoria wzgl dno ci z powodzeniem wyja nia fakt, e pr dko wiat a jest taka sama dla ró nych obserwatorów (zgodnie z rezultatami do wiadczenia Michelsona i Morleya) i poprawnie opisuje zjawiska, jakie zachodz , kiedy cia a poruszaj si z pr dko ci blisk pr dko ci wiat a. Jest ona jednak sprzeczna z teori Newtona, która ' powiada, e cia a przyci gaj si wzajemnie z si , która zale y od odleg o ci mi dzy nimi. Wynika st d, e wraz ze zmian po o enia jednego cia a, zmienia si natychmiast si a dzia aj ca na drugie. Innymi s owy, efekty grawitacyjne powinny podró owa z niesko czon pr dko ci , a nie z pr dko ci mniejsz lub równ pr dko ci wiat a, jak wymaga szczególna teoria wzgl dno ci.

W latach 1908-1914 Einstein wielokrotnie, bez powodzenia, próbowa znale teori ci enia zgodn ze szczególn teori wzgl dno ci. Ostatecznie w 1915 roku zaproponowa now teori , zwan dzi ogóln teori wzgl dno ci.

E DCBA@98

Krótka historia czasu

Rewolucyjno pomys u Einsteina polega na potraktowaniu grawitacji odmiennie ni innych si , a mianowicie jako konsekwencji krzywizny czasoprzestrzeni. Czasoprzestrze nie jest p aska, jak zak adano uprzednio, lecz zakrzywiona lub "pofa dowana" przez roz o on w niej energi i mas . Cia a takie jak Ziemia nie s zmuszone do poruszania si po zakrzywionej orbicie przez si ci enia; nale y raczej powiedzie , e poruszaj si w zakrzywionej przestrzeni po linii najbli szej linii prostej, zwanej lini geodezyjn . Linia geodezyjna to najkrótsza (lub najd u sza) droga cz ca dwa s siednie punkty. Na przyk ad, powierzchnia Ziemi tworzy dwuwymiarow przestrze zakrzywion . Lini geodezyjn na Ziemi jest tzw. wielkie ko o, które stanowi najkrótsz drog mi dzy dwoma punktami (rys. 9). Poniewa linia geodezyjna jest najkrótsz lini mi dzy dowolnymi dwoma lotniskami, drog t nawigatorzy wskazuj pilotom samolotów.

18

Krótka historia czasu

Wed ug ogólnej teorii wzgl dno ci cia a zawsze poruszaj si po liniach prostych w czterowymiarowej przestrzeni, nam jednak wydaje si , e ich droga w przestrzeni jest krzywa. (Przypomina to obserwacj samolotu przelatuj cego nad górzystym terenem. Cho leci on po prostej w trójwymiarowej przestrzeni,; jego cie porusza si po krzywej na dwuwymiarowej przestrzeni Ziemi)!! Masa S o ca zakrzywia czasoprzestrze w taki sposób, e cho Ziemia porusza si po linii prostej w czterowymiarowej czasoprzestrzeni! nam si wydaje, e w druje ona po orbicie eliptycznej w przestrzeni trójwymiarowej. W rzeczywisto ci orbity planet przewidywane na podstawie ogólnej teorii wzgl dno ci s niemal takie same jak te, które wynikaj z teorii Newtona. W wypadku Merkurego jednak, który jako planeta najbli sza S o ca odczuwa najsilniej efekty grawitacyjne i którego orbita jest raczej wyd u ona, teoria wzgl dno ci przewiduje, e d uga o elipsy powinna obraca si dooko a S o ca z pr dko ci oko o jednego stopnia na 10 tysi cy lat. Efekt ten, cho tak nieznaczny, zauwa ony zosta jeszcze przed 1915 rokiem i stanowi jeden z pierwszych do wiadczalnych dowodów poprawno ci teorii Einsteina. W ostatnich latach zmierzono za pomoc radaru nawet mniejsze odchylenia orbit innych planet od przewidywa teorii Newtona i okaza y si zgodne z przewidywaniami wynikaj cymi z teorii wzgl dno ci. Promienie wietlne musz równie porusza si po liniach geodezyjnych w czasoprzestrzeni. I w tym wypadku krzywizna czasoprzestrzeni sprawia, e wydaje nam si , i wiat o nie porusza si po liniach prostych w przestrzeni. A zatem z ogólnej teorii wzgl dno ci wynika, i promienie wiat a s zaginane przez pole grawitacyjne. Na przyk ad, teoria przewiduje, e sto ki wietlne w punktach bliskich S o ca pochylaj si lekko ku niemu, co spowodowane jest mas S o ca. Oznacza to, e promienie wiat a odleg ych gwiazd przechodz c w pobli u S o ca, zostaj ugi te o pewien ma y k t, co obserwator ziemski zauwa a jako zmian pozycji gwiazdy na niebie

W normalnych warunkach bardzo trudno zauwa y ten efekt, gdy A wiat o S o ca uniemo liwia obserwacj gwiazd

S RQPIHGF

Rysunek 10

Krótka historia czasu

(rys. 10). Oczywi cie, gdyby wiat o gwiazdy zawsze przechodzi o blisko S o ca, nie byliby my w stanie powiedzie , czy promienie zosta y ugi te, czy te gwiazda naprawd znajduje si tam, gdzie j widzimy. Poniewa jednak Ziemia porusza si wokó S o ca, to ró ne gwiazdy wydaj si przesuwa za S o cem i wtedy promienie ich wiat a zostaj ugi te. Zmienia si wówczas pozorne po o enie tych gwiazd wzgl dem innych.

20

Krótka historia czasu

s oneczne. Przewidywania Einsteina dotycz ce ugi cia promieni nie mog y by sprawdzone natychmiast, w 1915 roku, gdy uniemo liwi a to wojna wiatowa. Dopiero) w 1919 roku brytyjska ekspedycja, obserwuj c za mienie S o ca z Afryki; Zachodniej, wykaza a, e promienie wiat a rzeczywi cie zostaj ugi te; przez S o ce, tak jak wynika to z teorii. Potwierdzenie s uszno ci niemieckiej teorii przez naukowców brytyjskich uznano powszechnie za wielki akt pojednania obu krajów po zako czeniu wojny. Do ironiczn wymow ma zatem fakt, i po pó niejszym zbadaniu fotografii wykonanych przez t ekspedycj okaza o si , e b dy obserwacji by y równie wielkie jak efekt, który usi owano zmierzy . Poprawno rezultatów stanowi a zatem dzie o czystego trafu lub te ² jak tai w nauce nie tak znów rzadko si zdarza ² wynika a ze znajomo ci po danego wyniku. Pó niejsze pomiary potwierdzi y jednak przewidywane przez teori wzgl dno ci ugi cie wiat a z bardzo du dok adno ci . Kolejn konsekwencj ogólnej teorii wzgl dno ci jest stwierdzenie, e czas powinien p yn wolniej w pobli u cia o du ej masie, takich jak Ziemia. Wynika to z istnienia zwi zku mi dzy energi wiat a i jego cz sto ci (liczb fal wiat a na sekund ): im wi ksza energia, tym wi ksza cz sto . W miar jak wiat o w druje w gór w polu grawitacyjnym Ziemi, jego energia maleje, a zatem maleje te jego cz sto (co oznacza wyd u anie si przedzia u czasu mi dzy kolejnymi grzbietami fal). Komu obserwuj cemu Ziemi z góry wydawa oby si , e wszystko na jej powierzchni dzieje si wolniej. Istnienie tego efektu sprawdzono w 1962 roku za pomoc pary bardzo dok adnych zegarów zamontowanych na dole i na szczycie wie y ci nie . Dolny zegar chodzi wolniej, dok adnie potwierdzaj c przewidywania ogólnej teorii wzgl dno ci. Ró nica szybko ci zegarów na ró nych wysoko ciach ma obecnie spore znaczenie praktyczne, poniewa wspó czesne systemy nawigacyjne pos uguj si sygna ami z satelitów. Obliczaj c pozycje statku bez uwzgl dnienia teorii wzgl dno ci otrzymaliby my wynik ró ny od prawdziwego o par mil! Prawa ruchu Newtona pogrzeba y ide absolutnej przestrzeni. Teoria wzgl dno ci wyeliminowa a absolutny czas. Rozwa my sytuacj pary bli niaków. Przypu my, e jeden z nich sp dza ycie na szczycie góry, a drugi na poziomie morza. Pierwszy starzeje si szybciej, dlatego przy ponownym spotkaniu braci bli niaków jeden z nich b dzie starszy. W opisanym przypadku ró nica wieku by aby bardzo ma a, ale sta aby si o wiele wi ksza, gdyby jeden z bli niaków wyruszy w d ug podró statkiem kosmicznym poruszaj cym si z pr dko ci blisk pr dko ci wiat a. Wracaj c na Ziemi , by by o wiele m odszy od swego brata, który pozosta na naszej planecie. Ten efekt znany jest jako paradoks bli ni t, ale jest to paradoks tylko dla ludzi my l cych w kategoriach absolutnego czasu. W teorii wzgl dno ci nie istnieje aden jedyny absolutny czas, ka dy obserwator ma swoj w asn miar czasu, uzale nion od swego po o enia i ruchu. Przed rokiem 1915 przestrze i czas uwa ane by y za niezmienn aren zdarze , która w aden sposób od tych zdarze nie zale a a. Twierdzi tak nawet szczególna teoria wzgl dno ci. Cia a poruszaj si , si y przyci gaj lub odpychaj , ale czas i przestrze tylko niezmiennie trwaj . Zupe nie inny pogl d na czas i przestrze zawiera ogólna teoria wzgl dno ci. Czas i przestrze s tu dynamicznymi wielko ciami: poruszaj ce si cia a i oddzia uj ce si y wp ywaj na krzywizn czasoprzestrzeni ² a kolei krzywizna czasoprzestrzeni wp ywa na ruch cia i dzia anie si . Przestrze i czas nie tylko wp ywaj na wszystkie zdarzenia we wszech wiecie, ale te i zale od nich. Podobnie jak nie sposób mówi o wydarzeniach we wszech wiecie, pomijaj c poj cia czasu i przestrzeni, tak te bezsensowne jest rozwa anie czasu i przestrzeni poza wszech wiatem. Nowe rozumienie czasu i przestrzeni zrewolucjonizowa o nasz wizj wszech wiata. Stara idea wszech wiata niezmiennego, mog cego istnie wiecznie, ust pi a miejsca nowej koncepcji dynamicznego, rozszerzaj cego si wszech wiata, który przypuszczalnie powsta w okre lonej chwili w przesz o ci i mo e sko czy swe istnienie w okre lonym czasie w przysz o ci. Ta rewolucja stanowi temat nast pnego rozdzia u. Wiele lat pó niej w tym w a nie punkcie rozpocz em swoje badania w dziedzinie fizyki teoretycznej. Roger Penrose i ja pokazali my, i z ogólnej teorii wzgl dno ci Einsteina wynika, e wszech wiat musia mie pocz tek i zapewne musi mie równie koniec.
Rozdzia 3

ROZSZERZAJ CY SI WSZECH WIAT
Najja niejsze cia a niebieskie, jakie mo emy dostrzec na bezchmurnym niebie w bezksi ycow noc, to planety Wenus, Mars, Jowisz i Saturn. Wida równie wiele gwiazd sta ych, które s podobne do naszego S o ca, a tylko znacznie dalej od nas po o one. Niektóre z nich w rzeczywisto ci zmieniaj nieco swe po o enie wzgl dem innych: nie s wcale sta e! Dzieje si tak, poniewa gwiazdy te znajduj si jednak

21

Krótka historia czasu

wzgl dnie blisko nas. W miar jak Ziemia okr a S o ce, ogl damy je z ró nych pozycji na tle gwiazd bardziej odleg ych. Jest to bardzo pomy lna okoliczno , pozwala nam bowiem bezpo rednio zmierzy odleg o do tych bliskich gwiazd: im bli ej nas gwiazda si znajduje, tym wyra niejsza pozorna zmiana jej po o enia. Najbli sza gwiazda, zwana Proxima Centauri, jest oddalona o cztery lata wietlne (jej wiat o potrzebuje czterech lat, aby dotrze do Ziemi), czyli o oko o 35 milionów milionów kilometrów. Wi kszo gwiazd, które wida go ym okiem, znajduje si w odleg o ci mniejszej ni kilkaset lat wietlnych od nas. Dla porównania, odleg o do S o ca wynosi osiem minut wietlnych! Widoczne gwiazdy wydaj si rozproszone po ca ym niebie, ale szczególnie wiele ich znajduje si w pa mie zwanym Drog Mleczn . Ju w 1750 roku niektórzy astronomowie twierdzili, e obecno Drogi Mlecznej mo na wyt umaczy , zak adaj c, i wi kszo widzialnych gwiazd nale y do uk adu przypominaj cego dysk; takie uk ady nazywamy dzi galaktykami spiralnymi. Par dziesi t lat pó niej astronom brytyjski Sir William Herschel potwierdzi t koncepcj , mierz c cierpliwie po o enia i odleg o ci wielkiej liczby gwiazd, jednak powszechnie przyj to j dopiero na pocz tku naszego stulecia. Wspó czesny obraz wszech wiata zacz kszta towa si ca kiem niedawno, w 1924 roku, kiedy ameryka ski astronom Edwin Hubble wykaza , e nasza Galaktyka nie jest jedyna we wszech wiecie, lecz e w rzeczywisto ci istnieje bardzo wiele innych, oddzielonych od siebie ogromnymi obszarami pustej przestrzeni. Aby to udowodni , Hubble musia zmierzy odleg o do innych galaktyk, po o onych tak daleko, i w odró nieniu od pobliskich gwiazd nie zmieniaj pozycji na niebie. Hubble by wi c zmuszony do u ycia metod po rednich przy dokonywaniu swych pomiarów. Jasno obserwowana gwiazdy zale y od dwóch czynników: od nat enia wiat a, emitowanego przez gwiazd (jej jasno ci), i od odleg o ci od nas. Potrafimy zmierzy jasno obserwowan pobliskich gwiazd i odleg o od nich, wi c mo emy wyznaczy ich jasno . I odwrotnie, znaj c jasno gwiazd w odleg ej galaktyce, potrafimy wyznaczy odleg o do tej galaktyki, mierz c ich jasno obserwowan . Hubble odkry , e wszystkie gwiazdy pewnych typów, znajduj ce si dostatecznie blisko, by mo na by o wyznaczy ich jasno , promieniuj z takim samym nat eniem. Wobec tego ² argumentowa ² je li tylko znajdziemy w innej galaktyce takie gwiazdy, mo emy przyj , e maj one tak sam jasno jak pobliskie gwiazdy tego rodzaju, i korzystaj c z tego za o enia, jeste my w stanie obliczy odleg o do tej galaktyki. Je eli potrafimy to zrobi dla znacznej liczby gwiazd w jednej galaktyce i za ka dym razem otrzymujemy t sam odleg o , mo emy by pewni poprawno ci naszej oceny. W ten sposób Hubble wyznaczy odleg o do dziewi ciu galaktyk. Dzi wiemy, e nasza Galaktyka jest tylko jedn z setek miliardów galaktyk, które mo na obserwowa za pomoc nowoczesnych teleskopów, ka da z nich zawiera za setki miliardów gwiazd. Rysunek 11 przedstawia spiraln galaktyk ; tak mniej wi cej widzi nasz Galaktyk kto yj cy w innej. yjemy w galaktyce o rednicy stu tysi cy lat wietlnych. Wykonuje ona powolne obroty: gwiazdy w jednym z ramion spirali okr aj centrum galaktyki raz na par set milionów lat. S o ce jest przeci tn , ó t gwiazd w pobli u wewn trznego brzegu jednego z ramion spirali. Z pewno ci przebyli my d ug drog od czasów Arystotelesa i Ptolemeusza, kiedy to wierzyli my, e Ziemia jest rodkiem wszech wiata. Gwiazdy po o one s tak daleko, e wydaj si tylko punkcikami wietlnymi. Nie widzimy ich kszta tu ani rozmiarów. Jak zatem mo emy rozró nia typy gwiazd? Badaj c wi kszo gwiazd, potrafimy obserwowa tylko jedn ich cech charakterystyczn , mianowicie kolor ich wiat a.

22

Krótka historia czasu

Ju Newton odkry , e gdy wiat o s oneczne przechodzi przez trójgraniasty kawa ek szk a, zwany pryzmatem, to rozszczepia si na poszczególne kolory sk adowe (widmo wiat a), podobnie jak t cza. Ogniskuj c teleskop na okre lonej gwie dzie lub galaktyce, mo na w podobny sposób wyznaczy widmo wiat a tej gwiazdy lub galaktyki. Ró ne gwiazdy maj ró ne widma, ale wzgl dna jasno poszczególnych kolorów jest zawsze taka, jakiej nale a oby si spodziewa w wietle przedmiotu rozgrzanego do czerwono ci. (W rzeczywisto ci, wiat o emitowane przez rozgrzany, nieprzezroczysty przedmiot ma charakterystyczne widmo, które zale y tylko od temperatury; widmo takie nazywamy termicznym lub widmem cia a doskonale czarnego). Oznacza to, e potrafimy wyznacza temperatur gwiazdy na podstawie widma jej wiat a. Co wi cej, okazuje si , i w widmach gwiazd brakuje pewnych charakterystycznych kolorów; te brakuj ce kolory s ró ne dla ró nych gwiazd. Wiemy, e ka dy pierwiastek chemiczny poch ania charakterystyczny zestaw kolorów, zatem porównuj c te uk ady barw z brakuj cymi kolorami w widmach gwiazd, mo emy wyznaczy pierwiastki obecne w atmosferach gwiazd. W latach dwudziestych, kiedy astronomowie rozpocz li badania widm gwiazd w odleg ych galaktykach, zauwa yli co bardzo osobliwego: w widmach tych gwiazd wida dok adnie te same uk ady kolorów, co w widmach gwiazd naszej Galaktyki, ale przesuni te w kierunku czerwonego kra ca widma o tak sam wzgl dn warto d ugo ci fali. Aby zrozumie znaczenie tego spostrze enia, musimy najpierw zrozumie efekt Dopplera. Jak ju wiemy, wiat o widzialne to fale elektromagnetyczne. Cz sto wiat a (liczba fal na sekund ) jest bardzo wysoka, od czterech do siedmiu setek milionów milionów fal na sekund . Oko ludzkie rejestruje fale o odmiennych cz sto ciach jako ró ne kolory: fale o najni szej cz sto ci odpowiadaj czerwonemu kra cowi widma, o najwy szej cz sto ci ² niebieskiemu. Wyobra my sobie teraz, e ród o wiat a o sta ej cz sto ci, na przyk ad gwiazda, znajduje si w sta ej odleg o ci od nas. Oczywi cie, cz sto odbieranych przez nas fal jest dok adnie taka sama, jak fal wysy anych ( grawitacyjne pole galaktyki jest zbyt s abe, by odegra znacz c rol ). Przypu my teraz, e ród o zaczyna si przybli a . Kiedy kolejny grzbiet fali opuszcza ród o, znajduje si ono ju bli ej nas, zatem ten grzbiet fali dotrze do nas po krótszym czasie, ni wtedy gdy ród o by o nieruchome. A zatem odst p czasu mi dzy kolejnymi rejestrowanymi grzbietami fal jest krótszy, ich liczba na sekund wi ksza i cz sto fali wy sza ni wówczas, gdy ród o nie zmienia o po o enia wzgl dem nas. Podobnie, gdy ródo oddala si , cz sto odbieranych fal obni a si . W wypadku fal wietlnych wynika st d, e widmo gwiazd oddalaj cych si od nas jest przesuni te w kierunku czerwonego kra ca, za widmo gwiazd zbli aj cych si ² w kierunku kra ca niebieskiego. Ten zwi zek mi dzy cz sto ci a wzgl dn pr dko ci mo na obserwowa w codziennej praktyce. Wystarczy przys ucha si nadje d aj cemu samochodowi: gdy zbli a si , d wi k jego silnika jest wy szy (co odpowiada wy szej cz sto ci fal d wi kowych), ni gdy si oddala. Fale wietlne i radiowe zachowuj si podobnie; policja wykorzystuje efekt Dopplera i mierzy pr dko samochodów, dokonuj c pomiaru cz sto ci impulsów fal radiowych odbitych od nich. Po udowodnieniu istnienia innych galaktyk Hubble sp dzi kolejne lata, mierz c ich odleg o ci i widma. W tym czasie wi kszo astronomów s dzi a, e galaktyki poruszaj si zupe nie przypadkowo, oczekiwano

aa YXWVUT `

Krótka historia czasu

zatem, e po owa widm b dzie przesuni ta w stron czerwieni, a po owa w stron niebieskiego kra ca widma. Ku powszechnemu zdumieniu okaza o si , e niemal wszystkie widma s przesuni te ku czerwieni: prawie wszystkie galaktyki oddalaj si od nas! Jeszcze bardziej zdumiewaj ce by o kolejne odkrycie Hubble'a, które og osi w 1929 roku: nawet wielko przesuni cia widma ku czerwieni nie jest przypadkowa, lecz wprost proporcjonalna do odleg o ci do galaktyki. Inaczej mówi c, galaktyki oddalaj si od nas tym szybciej, im wi ksza jest odleg o do nich! A to oznacza, e wszech wiat nie jest statyczny, jak uwa ano przedtem, lecz rozszerza si : odleg o ci mi dzy galaktykami stale rosn . Odkrycie, e wszech wiat si rozszerza, by o jedn z wielkich rewolucji intelektualnych dwudziestego wieku. Znaj c ju rozwi zanie zagadki, atwo si dziwi , e nikt nie wpad na nie wcze niej. Newton i inni uczeni powinni byli zdawa sobie spraw , e statyczny wszech wiat szybko zacz by zapada si pod dzia aniem grawitacji. Przypu my jednak, e wszech wiat rozszerza si . Je li tempo ekspansji by oby niewielkie, to si a ci enia wkrótce powstrzyma aby rozszerzanie si wszech wiata, a nast pnie spowodowa aby jego kurczenie si . Gdyby jednak tempo ekspansji by o wi ksze ni pewna krytyczna wielko , to grawitacja nigdy nie by aby zdolna do powstrzymania ekspansji i wszech wiat rozszerza by si ju zawsze. Przypomina to odpalenie rakiety z powierzchni Ziemi. Je li pr dko rakiety jest do niewielka, to ci enie zatrzymuje rakiet i powoduje jej spadek na Ziemi . Je li jednak pr dko rakiety jest wi ksza ni pewna pr dko krytyczna (oko o 11 km/s), to grawitacja nie mo e jej zatrzyma i rakieta oddala si w przestrze kosmiczn na zawsze. Takie zachowanie si wszech wiata mo na by o wydedukowa z teorii Newtona w dowolnej chwili w XIX, XVIII wieku, a nawet pod koniec XVII wieku, jednak wiara w statyczny wszech wiat przetrwa a a do pocz tków XX stulecia. Nawet Einstein wierzy we tak mocno, e ju po sformu owaniu ogólnej teorii wzgl dno ci zdecydowa si zmodyfikowa j przez dodanie tak zwanej sta ej kosmologicznej, wy cznie po to, by pogodzi istnienie statycznego wszech wiata z t teori . W ten sposób wprowadzi on now "antygrawitacyjn " si , która, w odró nieniu od wszystkich innych si , nie jest zwi zana z adnym konkretnym ród em, lecz wynika niejako ze struktury samej czasoprzestrzeni. Twierdzi , e czasoprzestrze obdarzona jest tendencj do rozszerzania si , która mo e dok adnie zrównowa y przyci ganie materii znajduj cej si we wszech wiecie, J w rezultacie wszech wiat pozostaje statyczny. Jak si zdaje, tylko jeden uczony gotów by zaakceptowa teorie wzgl dno ci ze wszystkimi jej konsekwencjami. W czasie gdy Einstein i inni fizycy szukali sposobu unikni cia wynikaj cego z teorii wniosku, e wszech wiat statyczny nie jest, rosyjski fizyk i matematyk, Aleksander Friedmann, spróbowa wyja ni ów rezultat. Friedmann poczyni dwa bardzo proste za o enia dotycz ce struktury wszech wiata: e wszech wiat wygl da tak samo niezale nie od kierunku, w którym patrzymy, i e by oby to prawd równie wówczas, gdyby my obserwowali go z innego miejsca. Na podstawie tylko tych dwóch za o e Friedmann wykaza , i nie powinni my spodziewa si statycznego wszech wiata. Ju w 1922 roku, par lat przed odkryciem Hubble'a, Friedmann przewidzia dok adnie, co Hubble powinien zaobserwowa ! Za o enie, e wszech wiat wygl da tak samo w ka dym kierunku, jest bezspornie fa szywe. Na przyk ad, gwiazdy w naszej Galaktyce tworz na niebie wyra ne pasmo wiat a zwane Drog Mleczn . Je li jednak b dziemy bra pod uwag tylko odleg e galaktyki, to stwierdzimy, e ich liczba jest taka sama w ka dym kierunku. Zatem wszech wiat rzeczywi cie wygl da jednakowo w ka dym kierunku, pod warunkiem, e nie zwracamy uwagi na szczegó y o wymiarach charakterystycznych mniejszych od redniej odleg o ci mi dzy galaktykami. Przez d ugi czas uwa ano, e jest to dostateczne uzasadnienie dla za o e Friedmanna, pozwalaj ce je przyjmowa jako z grubsza poprawny opis rzeczywistego wszech wiata. Jednak stosunkowo niedawno, dzi ki szcz liwemu trafowi, odkryto, i za o enia Friedmanna opisuj wszech wiat wyj tkowo dok adnie. W 1965 roku dwaj ameryka scy fizycy: Arno Penzias i Robert Wilson, pracuj cy w laboratorium firmy telefonicznej Bell w New Jersey, wypróbowywali bardzo czu y detektor mikrofalowy. (Mikrofale to fale podobne do wiat a, ale o cz sto ci tylko 10 miliardów fal na sekund ). Penzias i Wilson mieli powa ny k opot, poniewa ich detektor rejestrowa wi cej szumu, ni powinien. Szum ten nie pochodzi z adnego okre lonego kierunku. Penzias i Wilson starali si znale wszystkie mo liwe ród a szumu, na przyk ad odkryli ptasie odchody w antenie, ale po jakim czasie stwierdzili, e wszystko jest w porz dku. Wiedzieli równie , e wszelkie szumy pochodz ce z atmosfery powinny by s absze, kiedy detektor by skierowany pionowo do góry, ni gdy nie by , poniewa sygna y odbierane z kierunku tu nad horyzontem przechodz przez znacznie grubsz warstw powietrza ni wtedy, gdy docieraj do odbiornika pionowo. Dodatkowy szum by natomiast jednakowo silny, niezale nie od kierunku odbioru, musia zatem pochodzi spoza atmosfery. Szum by taki sam niezale nie od pory dnia i pory roku, mimo e Ziemia obraca si wokó swej osi i kr y dooko a S o ca, musia wi c pochodzi spoza Uk adu S onecznego, a nawet spoza naszej

24

Krótka historia czasu

Galaktyki, gdy inaczej zmienia by si wraz ze zmian kierunku osi Ziemi. Obecnie wiemy, i promieniowanie powoduj ce szum przeby o niemal ca y obserwowalny wszech wiat, a skoro wydaje si jednakowe, niezale nie od kierunku, to i wszech wiat musi by taki sam w ka dym kierunku ² je li tylko rozpatrujemy to w dostatecznie du ej skali. Pó niejsze pomiary wykaza y, e niezale nie od kierunku obserwacji nat enie szumu jest takie samo, z dok adno ci do jednej dziesi ciotysi cznej sygna u. Penzias i Wilson niechc cy odkryli wyj tkowo dok adne potwierdzenie pierwszego za o enia Friedmanna. Mniej wi cej w tym samym czasie dwaj ameryka scy fizycy z pobliskiego Uniwersytetu w Princeton, Bob Dicke i Jim Peebles, równie zainteresowali si mikrofalami. Badali oni hipotez wysuni t przez Georga Gamowa (niegdy studenta Friedmanna), e wszech wiat by kiedy bardzo gor cy i g sty, wype niony promieniowaniem o bardzo wysokiej temperaturze. Dicke i Peebles twierdzili, e promieniowanie to powinno by wci jeszcze widoczne, poniewa wiat o z odleg ych cz ci wszech wiata dopiero teraz dociera do Ziemi. Rozszerzanie si wszech wiata powoduje jednak, i ma obecnie posta mikrofal. Kiedy Dicke i Peebles rozpocz li przygotowania do poszukiwa tego promieniowania, dowiedzieli si o tym Penzias i Wilson i u wiadomili sobie, e to oni w a nie ju je odnale li. W 1978 roku Penziasowi i Wilsonowi przyznano za ich odkrycie Nagrod Nobla (co wydaje si decyzj troch krzywdz c Dicke'ai Peeblesa, nie mówi c ju o Gamowie!). Na pierwszy rzut oka wszystkie do wiadczalne dowody, wskazuj ce na niezale no wygl du wszech wiata od wyboru kierunku, sugeruj równie , e znajdujemy si w wyró nionym miejscu we wszech wiecie. W szczególno ci, mo e si wydawa , e skoro wszystkie obserwowane galaktyki oddalaj si od nas, to musimy znajdowa si w rodku wszech wiata. Istnieje jednak inne wyja nienie tego faktu: wszech wiat mo e wygl da zupe nie tak samo, gdy obserwuje si go z innej galaktyki. To jest drugie za o enie Friedmanna. Nie mamy obecnie adnych danych naukowych przemawiaj cych za lub przeciw niemu. Wierzymy w nie, gdy dyktuje to nam skromno : by oby bardzo dziwne, gdyby wszech wiat wygl da tak samo w ka dym kierunku wokó nas, ale nie wokó innych punktów we wszech wiecie! W modelu Friedmanna wszystkie galaktyki oddalaj si od siebie. Przypomina to równomierne nadmuchiwanie c tkowanego balonu: w miar powi kszania si balonu odleg o mi dzy dwiema dowolnymi c tkami wzrasta, ale adna z nich nie mo e by uznana za centrum procesu ekspansji. Co wi cej, im wi ksza odleg o mi dzy c tkami, tym szybciej oddalaj si od siebie. Podobnie w modelu Friedmanna pr dko oddalania si dwóch galaktyk jest proporcjonalna do odleg o ci mi dzy nimi. Model Friedmanna przewiduje zatem, e przesuni cie wiat a galaktyki ku czerwieni powinno by proporcjonalne do jej odleg o ci od nas, dok adnie tak, jak zaobserwowa Hubble. Mimo tego sukcesu praca Friedmanna pozosta a w zasadzie nie znana na Zachodzie a do roku 1935, kiedy to ameryka ski fizyk Howard Robertson i brytyjski matematyk Arthur Walker odkryli podobne modele w odpowiedzi na odkrycie przez Hubble'ajednorodnej ekspansji wszech wiata. Chocia Friedmann znalaz tylko jeden model wszech wiata zgodny ze swoimi za o eniami, w rzeczywisto ci istniej trzy takie modele. Pierwszy (znaleziony przez Friedmanna) opisuje wszech wiat, który rozszerza si tak wolno, e grawitacja jest w stanie zwolni , a nast pnie zatrzyma ekspansj . Wówczas galaktyki zaczynaj zbli a si do siebie i wszech wiat kurczy si . Na rysunku 12 pokazana zosta a zmiana odleg o ci mi dzy galaktykami w takim modelu. Zerowa pocz tkowo odleg o wzrasta do maksimum i ponownie maleje do zera. Zgodnie z drugim modelem wszech wiat rozszerza si tak szybko, e grawitacyjne przyci ganie nie jest w stanie wyhamowa ekspansji, mo e j tylko nieco zwolni . Zmiany odleg o ci mi dzy galaktykami w takim modelu pokazano na rysunku 13. Pocz tkowo odleg o jest równa zeru, a w ko cu galaktyki oddalaj si od siebie ze sta pr dko ci . Istnieje wreszcie model trzeci, wed ug którego wszech wiat rozszerza si z minimaln pr dko ci , jaka jest potrzebna, aby unikn skurczenia si . "W tym wypadku zerowa pocz tkowo szybko , z jak galaktyki oddalaj si od siebie, zmniejsza si stale, cho nigdy nie spada dok adnie do zera. Warto zwróci uwag na wa n cech pierwszego modelu Friedmanna ² taki wszech wiat jest przestrzennie sko czony, mimo e przestrze nie ma granic. Grawitacja jest dostatecznie silna, by zakrzywi przestrze do tego stopnia, e przypomina ona powierzchni Ziemi. Je li podró ujemy wci w jednym okre lonym kierunku po powierzchni Ziemi, nigdzie nie natkniemy si na nieprzekraczaln barier lub brzeg, z którego mo na spa , lecz w ko cu powrócimy do punktu wyj cia. W pierwszym modelu Friedmanna przestrze ma dok adnie taki charakter, cho ma ona trzy, a nie dwa wymiary.

25

Krótka historia czasu

Czwarty wymiar ² czas ² ma równie ograniczon d ugo , ale nale y go porówna raczej do odcinka, którego ko cami, czyli granicami, s pocz tek i koniec wszech wiata. Zobaczymy pó niej, e cz c teori wzgl dno ci z zasad nieoznaczono ci mechaniki kwantowej, mo na zbudowa teori , w której i przestrze , i czas nie maj adnych brzegów ani granic. Idea obej cia ca ego wszech wiata i powrotu do punktu wyj cia przydaje si autorom ksi ek fantastycznonaukowych, ale nie ma w zasadzie praktycznego znaczenia, atwo bowiem mo na wykaza , e wszech wiat ponownie skurczy si do punktu, nim ktokolwiek zdo a uko czy tak podró . Aby wróci do punktu wyj cia przed ko cem wszech wiata, nale a oby podró owa z pr dko ci wi ksz od pr dko ci wiat a, a to jest niemo liwe! Wed ug pierwszego modelu Friedmanna, w którym wszech wiat pocz tkowo rozszerza si , a nast pnie kurczy, przestrze zakrzywia si podobnie jak powierzchnia Ziemi. Ma zatem sko czon wielko . W drugim modelu, opisuj cym wiecznie rozszerzaj cy si wszech wiat, przestrze jest zakrzywiona w inny sposób, przypomina raczej powierzchni siod a. W tym wypadku przestrze jest niesko czona. Wreszcie wed ug trzeciego modelu, w którym wszech wiat rozszerza si w krytycznym tempie, przestrze jest p aska (a zatem tak e niesko czona). Który z modeli Friedmanna opisuje jednak nasz wszech wiat? Czy wszech wiat w ko cu przestanie si rozszerza i zacznie si kurczy , czy te b dzie stale si powi ksza ? Aby odpowiedzie na to pytanie, musimy zna obecne tempo ekspansji i redni g sto materii we wszech wiecie. Je li g sto jest mniejsza ni pewna warto krytyczna wyznaczona przez tempo ekspansji, to grawitacja jest zbyt s aba, aby powstrzyma ekspansj . Je li g sto przekracza g sto krytyczn , to grawitacja wyhamuje w pewnej chwili ekspansj i spowoduje zapadanie si wszech wiata. Pr dko rozszerzania si wszech wiata mo emy wyznaczy , wykorzystuj c efekt Dopplera do pomiaru pr dko ci, z jakimi galaktyki oddalaj si od nas. To potrafimy zrobi bardzo dok adnie. Ale odleg o ci do galaktyk znamy raczej s abo, poniewa mo emy je mierzy jedynie metodami po rednimi. Wiemy zatem tylko, e wszech wiat rozszerza si o od 5% od 10% w ci gu ka dego miliarda lat. Niestety, nasza wiedza dotycz ca redniej g sto ci materii we wszech wiecie jest jeszcze skromniejsza. Je li dodamy do siebie masy wszystkich gwiazd widocznych w galaktykach, to w sumie otrzymamy g sto mniejsz od jednej setnej g sto ci potrzebnej do powstrzymania ekspansji ² nawet je li przyjmiemy najni sze, zgodne z obserwacjami, tempo ekspansji. Nasza Galaktyka jednak ² podobnie jak i inne ² musi zawiera du ilo "ciemnej materii", której nie mo na zobaczy bezpo rednio, ale o której wiemy, e jest tam na pewno,

i hgfedcb p

Krótka historia czasu

poniewa obserwujemy jej oddzia ywanie grawitacyjne na orbity gwiazd w galaktykach. Co wi cej, poniewa wi kszo galaktyk nale y do gromad, to w podobny sposób mo emy wydedukowa obecno jeszcze wi kszej ilo ci ciemnej materii pomi dzy galaktykami, badaj c jej wp yw na ruch galaktyk. Po dodaniu ciemnej materii do masy gwiazd, nadal otrzymujemy tylko jedn dziesi t g sto ci potrzebnej do zatrzymania ekspansji. Nie mo emy jednak wykluczy istnienia materii jeszcze innego rodzaju, roz o onej niemal równomiernie we wszech wiecie, która mog aby powi kszy redni g sto materii do warto ci krytycznej, potrzebnej do zatrzymania ekspansji. Reasumuj c, wed ug danych obserwacyjnych, jakimi dysponujemy obecnie, wszech wiat b dzie prawdopodobnie si rozszerza , ale pewni mo emy by tylko tego, e je li wszech wiat ma si kiedy zapa , nie stanie si to wcze niej ni za kolejne 10 miliardów lat, poniewa co najmniej tak d ugo ju si rozszerza. Nie powinno to nas zreszt martwi nadmiernie: w tym czasie ² je eli nie skolonizujemy obszarów poza Uk adem S onecznym ² ludzko dawno ju nie b dzie istnia a, gdy zga nie wraz ze S o cem! Zgodnie z wszystkimi modelami Friedmanna, w pewnej chwili w przesz o ci (od 10 do 20 miliardów lat temu) odleg o mi dzy galaktykami by a zerowa. W tej chwili, zwanej wielkim wybuchem, g sto materii i krzywizna czasoprzestrzeni by y niesko czone. Poniewa jednak matematyka tak naprawd nie radzi sobie z niesko czonymi liczbami, oznacza to tylko, e z ogólnej teorii wzgl dno ci (na której oparte s rozwi zania Friedmanna) wynika istnienie takiej chwili w historii wszech wiata, w której nie mo na stosowa tej teorii. Taki punkt matematycy nazywaj osobliwo ci . W gruncie rzeczy wszystkie nasze teorie zak adaj , i czasoprzestrze jest g adka i prawie p aska, zatem teorie te nie radz sobie z opisem wielkiego wybuchu, kiedy krzywizna czasoprzestrzeni jest niesko czona. Wynika st d, e je li nawet istnia y jakie zdarzenia przed wielkim wybuchem, to i tak nie mo na ich wykorzysta do przewidzenia tego, co nast pi o pó niej, poniewa mo liwo przewidywania zosta a zniszczona przez wielki wybuch. Podobnie, nawet wiedz c, co zdarzy o si po wielkim wybuchu, nie mo emy stwierdzi , co zdarzy o si przedtem. Zdarzenia sprzed wielkiego wybuchu nie maj dla nas adnego znaczenia, a zatem nie mog pe ni adnej roli w jakimkolwiek naukowym modelu wszech wiata. Dlatego powinni my pozby si ich z naszego modelu i po prostu powiedzie , e czas rozpocz si wraz z wielkim wybuchem. Wielu ludzi nie lubi koncepcji pocz tku czasu, prawdopodobnie dlatego, e tr ci ona bosk interwencj . (Z drugiej strony, Ko ció katolicki w 1951 roku oficjalnie uzna model wielkiego wybuchu za zgodny z Bibli ). Dlatego wielu fizyków próbowa o unikn wniosku, e wszech wiat rozpocz si od wielkiego wybuchu. Najwi ksz popularno zdoby a teoria stanu stacjonarnego, przedstawiona w 1948 roku przez dwóch uciekinierów z okupowanej przez faszystów Austrii: Her-manna Bondiego i Thomasa Golda, wspólnie z Brytyjczykiem, Fredem Hoyle'em, który w trakcie wojny wspó pracowa z nimi nad ulepszeniem radarów. Punktem wyj cia by o za o enie, i w miar jak galaktyki oddalaj si od siebie, w pustych obszarach stale powstaj nowe, zbudowane z nowej, ci gle tworzonej materii. Taki wszech wiat wygl da by jednakowo z ka dego punktu i w ka dej chwili. Teoria stanu stacjonarnego wymaga a odpowiedniej zmiany teorii wzgl dno ci, by mo liwe sta o si ci g e tworzenie materii, ale wymagane tempo jej powstawania by o tak ma e (oko o jednej cz stki na kilometr sze cienny na rok), e proponowany proces nie by sprzeczny z wynikami do wiadczalnymi. By a to ² oceniaj c wed ug kryteriów przedstawionych w pierwszym rozdziale ² dobra teoria naukowa ² prosta i prowadz ca do dobrze okre lonych wniosków, nadaj cych si do eksperymentalnego sprawdzenia. Z teorii stanu stacjonarnego wynika, e liczba galaktyk lub podobnych obiektów na jednostk obj to ci powinna by taka sama zawsze i wsz dzie we wszech wiecie. Na prze omie lat pi dziesi tych i sze dziesi tych grupa astronomów z Cambridge, kierowana przez Martina Ryle'a (który w trakcie wojny równie pracowa z Hoyle'em, Bondim i Goldem nad radarami), dokona a przegl du dalekich róde radiowych. Zespó z Cambridge wykaza , e wi kszo tych róde musi le e poza nasz Galaktyk (wiele z nich mo na zidentyfikowa z innymi galaktykami), oraz e s abe ród a s znacznie liczniejsze ni silne. S abe ród o przyj to za bardzo odleg e, a silne za wzgl dnie bliskie. Okaza o si , e w naszym otoczeniu jest mniej typowych róde na jednostk obj to ci ni w bardzo odleg ych regionach wszech wiata. Oznacza o to, e albo znajdujemy si w rodku ogromnego obszaru we wszech wiecie, w którym ród a radiowe s mniej liczne ni gdzie indziej, albo ród a by y liczniejsze w przesz o ci, kiedy wysy a y fale radiowe, które dzi do nas docieraj . Oba wyja nienia zaprzecza y teorii stanu stacjonarnego. Co wi cej, odkrycie przez Penziasa i Wilsona w 1965 roku promieniowania mikrofalowego równie przemawia za tym, e w przesz o ci wszech wiat by znacznie bardziej g sty ni obecnie. Z tych powodów teori stanu stacjonarnego musiano odrzuci . Inn prób unikni cia konkluzji, e wielki wybuch musia mie miejsce, a wi c e czas mia pocz tek, podj li w 1963 roku dwaj uczeni rosyjscy: Eugeniusz Lifszyc i Izaak Cha atnikow. Wysun li oni hipotez , e wielki wybuch jest, by mo e, tylko szczególn w asno ci modeli Friedmanna opisuj cych rzeczywisty

27

Krótka historia czasu

wszech wiat jedynie w przybli eniu. W modelu Friedmanna wszystkie galaktyki oddalaj si wzd u linii prostych, zatem nie ma w tym nic dziwnego, e pierwotnie znajdowa y si w jednym miejscu. Jednak w rzeczywistym wszech wiecie galaktyki nie oddalaj si tak po prostu jedne od drugich, lecz maj równie niewielkie pr dko ci w kierunkach poprzecznych do kierunku oddalania si . W rzeczywisto ci zatem nie musia y one nigdy znajdowa si wszystkie w jednym miejscu, a tylko bardzo blisko siebie. By mo e obecny rozszerzaj cy si wszech wiat wywodzi si nie z osobliwo ci wielkiego wybuchu, a z wcze niejszej fazy kurczenia si : gdy wszech wiat skurczy si w poprzednim cyklu, niektóre z istniej cych wtedy cz stek mog y unikn zderze , min si w momencie maksymalnego skurczenia si wszech wiata, a nast pnie, oddalaj c si od siebie, rozpocz obecn faz ekspansji. Jak zatem mo emy stwierdzi , czy rzeczywisty wszech wiat rozpocz si od wielkiego wybuchu? Lifszyc i Cha atnikow zbadali modele wszech wiata z grubsza przypominaj ce model Friedmanna, ale uwzgl dniaj ce drobne nieregularno ci i przypadkowe pr dko ci rzeczywistych galaktyk. Wykazali oni, e równie takie modele mog y rozpocz si od wielkiego wybuchu, mimo e galaktyki nie oddalaj si tu od siebie po liniach prostych, ale twierdzili, e jest to mo liwe tylko dla zupe nie wyj tkowych modeli, w których pr dko ci galaktyk zosta y specjalnie dobrane. A zatem ² argumentowali dalej Lifszyc i Cha atnikow ² skoro istnieje niesko czenie wi cej modeli podobnych do modelu Friedmanna bez pocz tkowej osobliwo ci ni modeli z osobliwo ci , to nie ma powodu s dzi , e w rzeczywisto ci wielki wybuch mia miejsce. Pó niej jednak zrozumieli oni, e istnieje znacznie bardziej ogólna klasa modeli podobnych do modelu Friedmanna i posiadaj cych osobliwo , w których galaktyki wcale nie musz porusza si ze specjalnie wybranymi pr dko ciami. Wobec tego, w 1970 roku, wycofali swe poprzednie twierdzenia. Praca Lifszyca i Cha atnikowa by a niezwykle wa na, poniewa wykazali oni, e je li ogólna teoria wzgl dno ci jest prawdziwa, to wszech wiat móg rozpocz si od osobliwo ci, od wielkiego wybuchu. Nie rozstrzygni te pozosta o jednak zasadnicze pytanie, czy wszech wiat musia rozpocz si od wielkiego wybuchu, pocz tku czasu? Odpowied na to pytanie poznali my dzi ki zupe nie innemu podej ciu do zagadnienia, wprowadzonemu przez brytyjskiego fizyka i matematyka, Rogera Penrose'a, w 1965 roku. Wykorzystuj c zachowanie sto ków wietlnych w ogólnej teorii wzgl dno ci oraz fakt, e si a grawitacji dzia a zawsze przyci gaj ce, Penrose udowodni , e zapadaj ca si pod dzia aniem w asnego pola grawitacyjnego gwiazda jest uwi ziona w obszarze, którego powierzchnia maleje do zera, a zatem znika równie obj to tego obszaru. Ca a materia gwiazdy zostaje ci ni ta w obszarze o zerowej obj to ci, a wi c g sto materii i krzywizna czasoprzestrzeni staj si niesko czone. Innymi s owy, pojawia si osobliwo w obszarze czasoprzestrzeni zwanym czarn dziur . Na pierwszy rzut oka rezultat Penrose'a odnosi si wy cznie do gwiazd; nie wydaje si , aby w jakikolwiek sposób odpowiada na pytanie, czy w ca ym wszech wiecie zaistnia a osobliwo typu wielkiego wybuchu w przesz o ci. Kiedy Penrose og osi swoje twierdzenie, by em doktorantem i desperacko poszukiwa em tematu rozprawy doktorskiej. Dwa lata wcze niej okaza o si , e zachorowa em na ALS, powszechnie znane jako choroba LouGehriga lub stwardnienie zanikowe boczne; powiedziano mi wtedy, i mam przed sob dwa, trzy lata ycia. W tych okoliczno ciach robienie doktoratu nie wydawa o si zbyt sensowne ² nie liczy em na to, e b d y jeszcze tak d ugo, by móc go uzyska . Min y jednak dwa lata, a mój stan specjalnie si nie pogorszy . Wszystko raczej mi si udawa o i zar czy em si z bardzo mi dziewczyn , Jane Wilde. Aby móc si o eni , musia em znale prac , a eby dosta prac , musia em zrobi doktorat. W 1965 roku przeczyta em o twierdzeniu Penrose'a, zgodnie z którym ka de cia o zapadaj ce si grawitacyjnie musi w ko cu utworzy osobliwo . Wkrótce zda em sobie spraw , e je li odwróci kierunek up ywu czasu w twierdzeniu Penrose'a, to zapadanie zmieni si w ekspansj , a za o enia twierdzenia pozostan nadal spe nione, je eli obecny wszech wiat jest z grubsza podobny do modelu Friedmanna w du ych skalach. Zgodnie z twierdzeniem Penrose'a zapadaj ce si cia o musi zako czy ewolucj na osobliwo ci; z tego samego rozumowania, po odwróceniu kierunku czasu, wynika, e ka dy rozszerzaj cy si wszech wiat, podobny do modelu Friedmanna, musia rozpocz si od osobliwo ci. Z pewnych przyczyn natury technicznej twierdzenie Penrose'awymaga o, by przestrze wszech wiata by a niesko czona. Wobec tego mog em jedynie udowodni istnienie osobliwo ci pocz tkowej we wszech wiecie, który rozszerza si dostatecznie szybko, by unikn ponownego skurczenia si (poniewa wy cznie takie modele Friedmanna s niesko czone w przestrzeni). W ci gu nast pnych paru lat rozwin em nowe matematyczne metody pozwalaj ce usun to i inne techniczne ograniczenia z twierdze wykazuj cych istnienie osobliwo ci. Ostateczny rezultat zawiera praca napisana wspólnie z Penrose'em w 1970 roku, w której udowodnili my wreszcie, e osobliwo typu wielkiego wybuchu musia a mie miejsce, je li tylko poprawna jest ogólna teoria wzgl dno ci, a wszech wiat zawiera tyle materii, ile jej widzimy.

28

Krótka historia czasu

Nasza praca napotka a pocz tkowo ostry sprzeciw, mi dzy innymi ze strony Rosjan, wiernych swojemu marksistowskiemu determinizmowi, a tak e ze strony tych, którzy uwa ali, i ca a koncepcja osobliwo ci jest odra aj ca i psuje pi kno teorii Einsteina. Nie mo na jednak w istocie rzeczy spiera si z twierdzeniem matematycznym. W ko cu zatem nasza praca zosta a powszechnie zaakceptowana i dzi niemal wszyscy przyjmuj , e wszech wiat rozpocz si od osobliwo ci typu wielkiego wybuchu. By mo e na ironi zakrawa fakt, e ja z kolei zmieni em zdanie i próbuj przekona moich kolegów, i w rzeczywisto ci nie by o adnej osobliwo ci w chwili powstawania wszech wiata ² jak zobaczymy pó niej, osobliwo znika, je li uwzgl dnia si efekty kwantowe. Widzieli my w tym rozdziale, jak w krótkim czasie zmieni y si uformowane przez tysi clecia pogl dy cz owieka na budow wszech wiata. Odkrycie przez Hubble'a ekspansji wszech wiata oraz zrozumienie znikomej roli Ziemi w jego ogromie by y tylko pocz tkiem procesu przemian. W miar powi kszania si zbioru obserwacyjnych i teoretycznych argumentów stawa o si coraz bardziej oczywiste, e wszech wiat mia pocz tek w czasie, a wreszcie w 1970 roku zosta o to udowodnione przez Penrose'a i mnie samego, na podstawie ogólnej teorii wzgl dno ci Einsteina. Dowód ten wykaza niekompletno ogólnej teorii wzgl dno ci: nie mo e ona wyja ni , jak powsta wszech wiat, poniewa wynika z niej, i wszystkie fizyczne teorie, wraz z ni sam , za amuj si w pocz tku wszech wiata. Ale ogólna teoria wzgl dno ci jest tylko teori cz stkow , a zatem twierdzenia o osobliwo ciach w istocie mówi nam jedynie tyle, e musia by taki okres w historii wczesnego wszech wiata, kiedy by on tak ma y, e w jego zachowaniu nie mo na ignorowa efektów kwantowych opisywanych przez mechanik kwantow , drug wielk teori cz stkow dwudziestego wieku. Na pocz tku lat siedemdziesi tych zostali my zatem zmuszeni do dokonania istotnej zmiany w naszych pracach nad zrozumieniem wszech wiata ² przej cia od teorii zjawisk dziej cych si w ogromnych skalach do teorii zjawisk mikroskopowych. T teori , mechanik kwantow , opisz w nast pnym rozdziale, zanim przejdziemy do omawiania prób po czenia tych dwóch teorii cz stkowych w jedn , kwantow teori grawitacji.
Rozdzia 4

ZASADA NIEOZNACZONO CI
Sukcesy teorii naukowych, w szczególno ci teorii ci enia Newtona, sk oni y ² na pocz tku XIX wieku ² francuskiego uczonego markiza de Laplace'ado stwierdzenia, e wszech wiat jest ca kowicie zdeterminowany. api ce uwa a , e powinien istnie zbiór praw naukowych, pozwalaj cych na przewidzenie wszystkiego, co zdarzy si we wszech wiecie, je li tylko znaliby my dok adnie stan wszech wiata w okre lonej chwili. Na przyk ad, gdyby my znali po o enie i pr dko ci planet oraz S o ca w danej chwili, to za pomoc praw Newtona potrafiliby my obliczy stan Uk adu S onecznego w dowolnym czasie. W tym akurat wypadku s uszno teorii determinizmu nie budzi, zdaje si , adnej w tpliwo ci, ale Laplace poszed znacznie dalej, zak adaj c, e istniej podobne prawa, rz dz ce wszystkimi zjawiskami, cznie z zachowaniem ludzkim. Wielu ludzi zdecydowanie sprzeciwia o si doktrynie naukowego determinizmu, uwa aj c ja. za sprzeczn z przekonaniem o swobodzie boskiej interwencji w sprawy tego wiata. Tym niemniej doktryna api ce'a pozosta a klasycznym za o eniem nauki a do wczesnych lat dwudziestego wieku. Jednym z pierwszych sygna ów wskazuj cych na konieczno porzucenia tej wiary by y obliczenia dokonane przez brytyjskich naukowców, Lorda Rayleigha i Sir Jamesa Jeansa, z których wynika o, e gor cy obiekt ² na przyk ad gwiazda ² musi promieniowa energi z niesko czon moc . Zgodnie z prawami uznawanymi wtedy za obowi zuj ce, gor ce cia o powinno promieniowa fale elektromagnetyczne (fale radiowe, wiat o widzialne, promienie Roentgena) z równym nat eniem we wszystkich cz sto ciach fal. Na przyk ad, gor ce cia o powinno emitowa tak sam energi w postaci fal o cz sto ciach od 1 do 2 bilionów drga na sekund , co w postaci fal o cz sto ciach od 2 do 3 bilionów drga na sekund . Skoro za cz sto fal mo e by dowolnie du a, to ca kowita wyemitowana energia jest niesko czona. Aby unikn tego miesznego, rzecz jasna, wniosku, w 1900 roku niemiecki uczony Max Pianek sformu owa tez , e wiat o, promienie Roentgena i inne fale elektromagnetyczne nie mog by emitowane w dowolnym tempie, lecz jedynie w okre lonych porcjach, które nazwa kwantami. Co wi cej, ka dy taki kwant ma okre lon energi , tym wi ksz , im wy sza cz sto fali, zatem przy bardzo wysokiej cz sto ci emisja pojedynczego kwantu wymaga aby energii wi kszej ni ta, jak dysponowa oby cia o.

29

Krótka historia czasu

Wobec tego zmniejsza si nat enie promieniowania o wysokiej cz sto ci i ca kowite tempo utraty energii przez promieniuj ce cia o jest sko czone. Hipoteza kwantowa wyja ni a znakomicie obserwowane nat enie promieniowania gor cych cia , ale z jej konsekwencji dla koncepcji deterministycznej nie zdawano sobie sprawy a do 1926 roku, kiedy inny niemiecki uczony, Werner Heisenberg, sformu owa sw s ynn zasad nieoznaczono ci. Aby przewidzie przysz e po o enie i pr dko cz stki, nale y dok adnie zmierzy jej obecn pr dko i pozycj . Oczywistym sposobem pomiaru jest o wietlenie cz stki. Cz fal wietlnych rozproszy si na cz stce i wska e jej pozycj . T metod nie mo na jednak wyznaczy po o enie z dok adno ci wi ksz ni odleg o mi dzy dwoma kolejnymi grzbietami fali wietlnej, je li chce si wi c dokona precyzyjnego pomiaru pozycji, nale y u y wiat a o bardzo ma ej d ugo ci fali. Zgodnie z hipotez Plancka, nie mo na jednak u y dowolnie ma ej ilo ci wiat a ² trzeba pos u y si co najmniej jednym kwantem. Pojedynczy kwant zmienia stan cz stki i jej pr dko w sposób nie daj cy si przewidzie . Co wi cej, im dok adniej chcemy zmierzy pozycj , tym krótsza musi by d ugo fali u ytego wiat a, tym wy sza zatem energia pojedynczego kwantu, tym silniejsze b d zaburzenia pr dko ci cz stki. Innymi s owy, im dok adniej mierzymy po o enie cz stki, tym mniej dok adnie mo emy zmierzy jej pr dko , i odwrotnie. Heisenberg wykaza , e nieoznaczono pomiaru po o enia pomno ona przez niepewno pomiaru iloczynu pr dko ci i masy cz stki jest zawsze wi ksza ni pewna sta a, zwana sta Plancka. Co wi cej, ta granica dok adno ci mo liwych pomiarów nie zale y ani od metody pomiaru pr dko ci lub po o enia, ani od rodzaju cz stki. Zasada nieoznaczono ci Heisenberga jest fundamentaln , nieuniknion w asno ci wiata. Zasada nieoznaczono ci ma zasadnicze znaczenie dla naszego sposobu widzenia wiata. Nawet dzi , po pi dziesi ciu latach, jej konsekwencje nie zosta y w pe ni zrozumiane przez wielu filozofów i s wci przedmiotem dysput. Zasada nieoznaczono ci zmusza do porzucenia wizji teorii nauki stworzonej przez api ce'a oraz modelu ca kowicie deterministycznego wszech wiata: z pewno ci nie mo na dok adnie przewidzie przysz ych zdarze , je li nie potrafimy nawet okre li z dostateczn precyzj obecnego stanu wszech wiata! Mo emy sobie wyobrazi , e pewna nadnaturalna istota, zdolna do obserwowania wszech wiata bez zaburzenia go, dysponuje zbiorem praw wyznaczaj cych ca kowicie bieg zdarze . Jednak e takie modele wszech wiata nie s specjalnie interesuj ce dla nas, zwyk ych miertelników. Roz-s dniejsze wydaje si zastosowanie zasady ekonomii my lenia, zwanej brzytw Ockhama, i usuni cie z teorii wszystkiego, czego nie mo na zaobserwowa . W latach dwudziestych Heisenberg, Schródinger i Dirac przyj li to podej cie i ca kowicie przekszta cili mechanik w now teori , zwan mechanik kwantow , opart na zasadzie nieoznaczono ci. W tej teorii cz stki nie maj oddzielnie zdefiniowanych, dobrze okre lonych po o e oraz pr dko ci, których i tak nie da si obserwowa . Zamiast tego cz stkom przypisuje si stan kwantowy, podaj c w nim pewn kombinacj informacji na temat po o enia i pr dko ci. Mechanika kwantowa nie pozwala na ogó przewidzie konkretnego wyniku pojedynczego pomiaru. Zamiast tego okre la ona zbiór mo liwych wyników i pozwala oceni prawdopodobie stwo ka dego z nich. Je li zatem kto wykonuje pewien pomiar w bardzo wielu podobnych uk adach, z których ka dy zosta przygotowany w ten sam sposób, to otrzyma wynik A pewn liczb razy, wynik B inn liczb razy i tak dalej. Mo na przewidzie w przybli eniu, ile razy wynikiem pomiaru b dzie A, a ile razy B, ale nie sposób przewidzie rezultatu pojedynczego pomiaru. Mechanika kwantowa wprowadza zatem do nauki nieuniknion przypadkowo i nieprzewidywalno . Bardzo stanowczo sprzeciwia si temu Einstein, mimo i sam odegra wa n rol w rozwoju fizyki kwantowej ² w a nie za swe osi gni cia w tej dziedzinie otrzyma Nagrod Nobla. Einstein nigdy nie pogodzi si z faktem, e wszech wiatem rz dzi przypadek; swe przekonania wyrazi w s ynnym powiedzeniu "Bóg nie gra w ko ci". Wi kszo uczonych natomiast zaakceptowa a mechanik kwantow , poniewa jej przewidywania zgadzaj si znakomicie z wynikami do wiadcze . Mechanika kwantowa odnios a ogromne sukcesy; le y ona u podstaw niemal ca ej wspó czesnej nauki i techniki. Jej zasady rz dz zachowaniem tranzystorów i obwodów scalonych, które s najwa niejszymi elementami urz dze elektronicznych, takich jak telewizory i komputery, na niej opiera si równie nowoczesna chemia i biologia. Spo ród nauk fizycznych tylko grawitacja i kosmologia nie zosta y jeszcze w pe nym stopniu uzgodnione z mechanik kwantow . wiat o sk ada si z fal elektromagnetycznych, jednak hipoteza kwantowa Plancka mówi nam, e pod pewnymi wzgl dami wiat o zachowuje si tak, jakby sk ada o si z cz stek: jest wysy ane i przyjmowane tylko w porcjach, czyli kwantach. Z kolei z zasady nieoznaczono ci Heisenberga wynika, e cz stki zachowuj si pod pewnymi wzgl dami jak fale: nie zajmuj one okre lonej pozycji, lecz s jakby rozsmarowane z pewnym rozk adem prawdopodobie stwa. Mechanika kwantowa opiera si na matematyce zupe nie nowego typu, która nie opisuje ju rzeczywistego wiata za pomoc poj cz stek i fal ² jedynie obserwacje wiata mog by

30

Krótka historia czasu

opisywane w ten sposób. Mechanice kwantowej w a ciwy jest dualizm cz stek i fal: w pewnych sytuacjach wygodnie bywa uwa a cz stki za fale, w innych za fale za cz stki. Wynika st d wa na konsekwencja: mo emy obserwowa zjawisko, zwane interferencj fal lub cz stek. Mo e s zdarzy , e grzbiety jednej fali i pokrywaj si z dolinami drugiej. Wtedy dwie fale kasuj si wzajemnie, a nie dodaj do siebie, by utworzy jedn silniejsz fal , jak mo na by si spodziewa (rys. 15). Dobrze znany przyk ad skutków interferencji fal wietlnych stanowi kolory, jakie cz sto dostrzegamy na powierzchni baniek mydlanych. Pojawienie si tych kolorów jest spowodowane odbiciem wiat a od dwóch powierzchni cienkiej b onki wodnej tworz cej ba k . Naturalne wiat o s oneczne sk ada si z fal wietlnych o d ugo ciach odpowiadaj cych wszystkim barwom. Przy pewnych d ugo ciach fal, grzbiety fal odbitych od jednej strony b onki pokrywaj si z dolinami fal odbitych od drugiej powierzchni. Barw odpowiadaj cych tym d ugo ciom brakuje w wietle odbitym, st d wydaje si ono kolorowe. Z uwagi na dualizm falowo-korpuskularny interferencja mo e te nast pi mi dzy dwoma cz stkami. Najlepiej znany przyk ad to eksperyment z dwiema szczelinami (rys. 16). Wyobra my sobie przes on z dwiema w skimi, równoleg ymi szczelinami. Po jednej stronie przes ony umieszczamy ród o wiat a o jednym, okre lonym kolorze (to znaczy o okre lonej d ugo ci fali). Wi kszo wiat a trafi na przes on , ale pewna cz przedostanie si przez szczeliny.

Za przes on ustawiamy ekran. Do ka dego punktu na ekranie dociera wiat o z obu szczelin. Jednak na ogó odleg o , jak wiat o musi przeby , by dotrze do ród a przez ró ne szczeliny do danego punktu, jest ró na. To oznacza, e fale wietlne docieraj ce z dwóch szczelin nie musz by w fazie: docieraj c do ekranu, w niektórych punktach kasuj si wzajemnie, a w innych wzmacniaj . W rezultacie powstaje charakterystyczny wzór jasnych i ciemnych pr ków. Na uwag zas uguje fakt, e identyczny wzór otrzymuje si po zast pieniu ród a wiat a ród em cz stek, takich jak elektrony, o jednakowej pr dko ci (oznacza to, e odpowiadaj ce im fale maj tak sam d ugo ). Jest to tym bardziej zdumiewaj ce, e wzór interferencyjny nie powstaje, gdy otwarta jest tylko jedna szczelina: otrzymujemy wówczas na ekranie po prostu równomierny rozk ad elektronów. Mo na by zatem s dzi , e otwarcie drugiej szczeliny po prostu zwi ksza liczb elektronów uderzaj cych w ekran, ale w rzeczywisto ci w niektórych miejscach liczba elektronów maleje z powodu interferencji. Gdy elektrony wysy ane s przez szczeliny pojedynczo, mo na przypuszcza , e ka dy z nich przechodzi tylko przez jedn z dwóch szczelin, a wi c zachowuje si tak, jakbydruga by a zamkni ta ² zatem rozk ad elektronów na ekranie powinien by jednorodny. W rzeczywisto ci jednak wzór interferencyjny powstaje nadal, nawet je li elektrony wysy ane s pojedynczo. Zatem ka dy z elektronów musi przechodzi przez obie szczeliny jednocze nie! Zjawisko interferencji mi dzy cz stkami ma kluczowe znaczenie dla zrozumienia struktury atomów ² podstawowych jednostek wyst puj cych w chemii i biologii, cegie ek, z których sk adamy si my i

€x vutsrq w

yx vutsrq w

Krótka historia czasu

wszystko, co nas otacza. Na pocz tku naszego stulecia uwa ano, e atomy przypominaj uk ady planetarne, takie jak Uk ad S oneczny ² elektrony (cz stki o ujemnym adunku elektrycznym) kr wokó j dra posiadaj cego adunek dodatni. Przyci ganie mi dzy adunkami o ró nych znakach mia o utrzymywa elektrony na orbitach, podobnie jak przyci ganie grawitacyjne utrzymuje planety na ich orbitach wokó S o ca. K opot polega na tym, e zgodnie z prawami mechaniki i elektrodynamiki, uznawanymi przed powstaniem mechaniki kwantowej, elektrony bardzo szybko trac energi i spadaj po spirali na j dro. Wynika oby st d, e atomy, a tym samym materia, powinny bardzo szybko osi gn stan o ogromnej g sto ci. Cz ciowe rozwi zanie problemu znalaz du ski fizyk Niels Bohr w 1913 roku. Wed ug jego hipotezy elektrony mog porusza si wokó j dra wy cznie po orbitach o ci le okre lonych promieniach, przy czym po jednej orbicie kr y mog najwy ej dwa elektrony. To rozwi zuje problem stabilno ci, poniewa elektrony mog zbli a si do j dra najwy ej na odleg o równ promieniowi wolnej orbity o najni szej energii. Model Bohra wyja nia zupe nie dobrze struktur najprostszego atomu, atomu wodoru, w którym zaledwie jeden elektron okr a j dro. Nie by o jednak jasne, jak nale y rozszerzy ten model, by opisywa bardziej skomplikowane atomy. Równie koncepcja ograniczonego zbioru dozwolonych orbit elektronowych wydawa a si niczym nie uzasadniona. Nowa teoria mechaniki kwantowej rozwi za a te trudno ci. Zgodnie z ni , elektron okr aj cy j dro mo na uwa a za fal o d ugo ci zale nej od pr dko ci elektronu. D ugo pewnych orbit odpowiada dok adnie ca kowitej (a nie u amkowej) wielokrotno ci d ugo ci fali elektronu. W takim wypadku grzbiet fali elektronu powstaje w tym samym miejscu w trakcie ka dego okr enia, tak e fale dodaj si i wzmacniaj : takie orbity odpowiadaj dozwolonym orbitom Bohra. Je li elektron okr a j dro po orbicie, której d ugo nie jest równa ca kowitej wielokrotno ci fali elektronu, to ka dy grzbiet fali jest wcze niej czy pó niej skasowany przez dolin fali; takie orbity nie s dozwolone. Zgrabnym sposobem uwidocznienia dualizmu falowo-korpuskularnego jest tak zwana suma po historiach, wprowadzona przez ameryka skiego uczonego Richarda Feynmana. Odmiennie ni w mechanice klasycznej, cz stce nie przypisuje si jednej historii, czyli trajektorii w czasoprzestrzeni, ale przyjmuje si , e cz stka podró uje od A do B po wszystkich mo liwych drogach. Z ka d trajektori zwi zane s dwie liczby: jedna przedstawia amplitud fali, a druga jej faz (faza okre la, czy mamy grzbiet, czy dolin fali, czy te mo e jaki punkt po redni). Prawdopodobie stwo przej cia z A do B znajdujemy, dodaj c do siebie fale zwi zane z wszystkimi drogami. Na ogó fazy s siaduj cych trajektorii nale cych do pewnego zbioru znacznie si ró ni . Oznacza to, e fale odpowiadaj ce tym trajektoriom kasuj si wzajemnie niemal ca kowicie. Istniej jednak pewne zbiory s siednich dróg, dla których fale maj bardzo zbli one fazy; fale zwi zane z tymi drogami nie kasuj si wzajemnie. Dozwolone orbity Bohra to w a nie takie trajektorie. Opieraj c si na powy szych koncepcjach, wyra onych w matematycznej formie, mo na stosunkowo atwo obliczy orbity dozwolone w bardziej skomplikowanych atomach, a nawet cz steczkach, które s zbudowane z wielu atomów utrzymywanych razem przez elektrony, poruszaj ce si po orbitach otaczaj cych wi cej ni jedno j dro. Poniewa struktura cz steczek i ich reakcje mi dzy sob stanowi podstaw chemii i biologii, mechanika kwantowa pozwala nam ² teoretycznie rzecz bior c ² przewidzie wszystko, co dzieje si wokó nas, z dok adno ci ograniczon przez zasad nieoznaczono ci. (W praktyce jednak obliczenia dla uk adów zawieraj cych wi cej ni kilka elektronów s tak skomplikowane, e nie potrafimy ich wykona ). Ogólna teoria wzgl dno ci Einsteina wyznacza ² jak si zdaje ² wielkoskalow struktur wszech wiata. Jest to teoria klasyczna ² nie uwzgl dnia bowiem zasady nieoznaczono ci mechaniki kwantowej, cho czyni to powinna, by zachowa spójno z innymi teoriami. Ogólna teoria wzgl dno ci pozostaje w zgodzie z obserwacjami tylko dlatego, e w normalnych warunkach mamy do czynienia z bardzo s abymi polami grawitacyjnymi. Jak ju jednak widzieli my, z twierdze o osobliwo ciach wynika, e pole grawitacyjne staje si bardzo silne w dwóch co najmniej sytuacjach: w otoczeniu czarnych dziur oraz w trakcie wielkiego wybuchu i tu po nim. W tak silnych polach efekty kwantowo--mechaniczne odgrywaj wa n rol . A zatem klasyczna teoria wzgl dno ci, przewiduj c istnienie osobliwo ci czasoprzestrzeni, w pewnym sensie zapowiada swój upadek, podobnie jak klasyczna (to znaczy nie-kwantowa) mechanika zapowiada a swój, gdy prowadzi a do wniosku, e atomy powinny zapa si do stanu o niesko czonej g sto ci. Nie dysponujemy jeszcze spójn teori , cz c teori wzgl dno ci z mechanik kwantow , znamy tylko niektóre jej cechy. Konsekwencje takiej teorii dla czarnych dziur i wielkiego wybuchu omówimy w dalszych rozdzia ach. Najpierw jednak rozwa ymy niedawne próby zrozumienia wszystkich niegrawitacyjnych si natury w ramach jednej, jednolitej teorii kwantowej.

32

Krótka historia czasu

Rozdzia 5

CZ STKI ELEMENTARNE l SI Y NATURY
Arystoteles wierzy , e ca a materia we wszech wiecie sk ada si z czterech podstawowych elementów: ziemi, powietrza, ognia i wody. Na te cztery elementy dzia aj dwie si y: grawitacja, czyli sk onno ziemi i wody do opadania, oraz lewitacja, czyli sk onno powietrza i ognia do unoszenia si . Ów podzia zawarto ci wszech wiata na materi i si y stosuje si do dzi . Arystoteles by przekonany, e materia jest ci g a, to znaczy, e ka dy jej kawa ek mo na bez ko ca dzieli na coraz to mniejsze cz ci i nigdy nie dotrzemy do cz stki, której dalej podzieli si nie da. Inni Grecy, na przyk ad Demokryt, twierdzili, e materia jest ziarnista, i wszystko sk ada si z wielkiej liczby ró nych atomów. (Greckie s owo atom oznacza "niepodzielny"). Przez ca e wieki trwa a ta dyskusja, przy czym adna ze stron nie przedstawi a cho by jednego rzeczywistego dowodu na poparcie swego stanowiska, dopóki w 1803 roku brytyjski chemik i fizyk John Dalton nie zauwa y , e zwi zki chemiczne zawsze cz si w okre lonych proporcjach, co mo na wyja ni jako skutek grupowania si atomów w wi ksze jednostki zwane moleku ami. Jednak e spór mi dzy dwoma szko ami my lenia zosta ostatecznie rozstrzygni ty na korzy atomistów dopiero na pocz tku naszego wieku. Jeden z wa nych argumentów fizycznych zawdzi czamy Einsteinowi. W artykule napisanym w 1905 roku, na par tygodni przed s ynn prac o szczególnej teorii wzgl dno ci, Einstein pokaza , e tak zwane ruchy Browna ² nieregularne, przypadkowe ruchy ma ych drobin py u zawieszonych w cieczy ² mo na wyt umaczy jako efekty zderze atomów cieczy z py kiem. W tym czasie przypuszczano ju , e atomy wcale nie s niepodzielne. Kilka lat wcze niej cz onek TrinityCollege, Cambridge, J.J. Thomson, wykaza istnienie cz stki materii zwanej elektronem, o masie mniejszej ni jedna tysi czna masy najl ejszego atomu. Jego aparat do wiadczalny przypomina dzisiejszy kineskop: rozgrzany do czerwono ci drucik emitowa elektrony, które ² jako cz stki z ujemnym adunkiem elektrycznym ² mo na by o przy pieszy za pomoc pola elektrycznego w kierunku pokrytego fosforem ekranu. Kiedy elektrony uderza y w ekran, pojawia y si b yski wiat a. Rych o przekonano si , e elektrony musz pochodzi z samych atomów, a w 1911 roku inny brytyjski uczony, Ernest Rutherford, udowodni ostatecznie, i atomy posiadaj wewn trzn struktur : sk adaj si z ma ego, dodatnio na adowanego j dra i kr cych wokó niego elektronów. Rutherford doszed do tego wniosku, badaj c rozproszenie cz stek alfa w zderzeniach z atomami (cz stki alfa to dodatnio na adowane cz stki emitowane przez promieniotwórcze atomy). Pocz tkowo s dzono, e j dra atomowe zbudowane s z elektronów i pewnej liczby cz stek o adunku dodatnim, nazwanych protonami (proton po grecku oznacza "pierwszy"), poniewa uwa ano, e proton jest podstawow cz stk materii. Ale w 1932 roku kolega Rutherforda z Cambridge, James Chadwick, odkry w j drze jeszcze inn cz stk , zwan neutronem, maj c niemal tak sam mas jak proton, lecz pozbawion adunku elektrycznego. Za to odkrycie Chadwick otrzyma Nagrod Nobla i zosta wybrany Mistrzem Gonvillei Caius College w Cambridge (do którego i ja dzi nale ). Pó niej musia zrezygnowa z tej funkcji z powodu sporów tocz cych si pomi dzy cz onkami college'u. Te ostre scysje trwa y tam od czasu, kiedy grupa m odych naukowców, powróciwszy z wojny, doprowadzi a w drodze wyborów do usuni cia wielu starszych kolegów ze stanowisk, które dzier yli przez d ugie lata. To wszystko zdarzy o si jeszcze przed moim wst pieniem do college'u w 1965 roku, kiedy to w a nie podobne nieporozumienia zmusi y do ust pienia Mistrza ² laureata Nagrody Nobla, Sir NevillaMotta. Jeszcze dwadzie cia lat temu s dzono, e protony i neutrony s "elementarnymi" cz stkami, ale do wiadczenia, w których badano zderzenia protonów z protonami lub elektronami poruszaj cymi si z ogromn pr dko ci , wykaza y, e w rzeczywisto ci protony s zbudowane z mniejszych cz stek. Murray Gell-Mann, fizyk z Caltechu i zdobywca Nagrody Nobla w 1969 roku, nazwa nowe cz stki kwarkami. Ta nazwa bierze pocz tek z enigmatycznego cytatu z Joyce'a: "Three quarks for Muster Mark!" (Trzy kwarki dla Pana Marka). Istnieje wiele odmian kwarków: uwa a si , e istnieje co najmniej sze "zapachów"; "zapachy" te nazywamy: up, down, strange, charmed, bottomi top*.
* Nie ma powszechnie przyj tych polskich nazw, zw aszcza dla dwóch ostatnich kwarków; angielskie mo na przet umaczy jako: górny, dolny, dziwny, czarowny, spodni i szczytowy (przyp. t um.).

Kwark o danym zapachu mo e mie trzy "kolory": czerwony, zielony i niebieski. (Nale y podkre li , e te terminy s wy cznie etykietkami: kwarki s o wiele mniejsze ni d ugo fali wiat a widzialnego i nie maj adnego koloru w normalnym sensie tego s owa. Po prostu wspó cze ni fizycy wykazuj bogatsz

33

Krótka historia czasu

wyobra ni w wyborze nazw ni ich poprzednicy, nie ograniczaj si ju do greki!) Proton i neutron zbudowane s z trzech kwarków, po jednym ka dego koloru. Proton zawiera dwa kwarki górne i jeden dolny; neutron sk ada si z jednego górnego i dwóch dolnych. Potrafimy tworzy cz stki z o one z innych kwarków (dziwnych, czarownych, spodnich, szczytowych...), ale wszystkie one maj znacznie wi ksze masy i bardzo szybko rozpadaj si na protony i neutrony. Wiemy ju , e atomy oraz protony i neutrony w ich wn trzu s podzielne. Powstaje zatem pytanie: jakie cz stki s naprawd elementarne, czym s podstawowe cegie ki tworz ce materi ? Poniewa d ugo fali wiat a widzialnego jest o wiele wi ksza ni rozmiar atomu, nie mo emy "popatrze " na atomy w zwyk y sposób. Musimy u y fal o znacznie mniejszej d ugo ci. Jak przekonali my si w poprzednim rozdziale, zgodnie z mechanik kwantow wszystkie cz stki s te w rzeczywisto ci falami, przy czym ze wzrostem energii cz stki maleje d ugo odpowiadaj cej jej fali. Zatem najlepsza odpowied na nasze pytanie zale y od tego, jak wielka jest energia cz stek, którymi dysponujemy, to decyduje bowiem, jak ma e odleg o ci jeste my w stanie zbada . Energi cz stek mierzymy zazwyczaj w jednostkach zwanych elektronowoltami. (Wiemy ju , e Thomson u ywa pola elektrycznego do przy pieszania elektronów. Energia, jak zyskuje elektron, przechodz c przez pole o ró nicy potencja u jednego wolta, to w a nie jeden elektronowolt). W XIX wieku naukowcy potrafili u ywa wy cznie cz stek o energii rz du paru elektrono wól to w, powstaj cej w reakcjach chemicznych, takich jak spalanie; dlatego uwa ano atomy za najmniejsze cegie ki materii. W do wiadczeniach Rutherforda cz stki alfa mia y energi paru milionów elektronowoltów. Pó niej nauczyli my si wykorzystywa pole elektromagnetyczne do nadawania cz stkom jeszczewi kszej energii, pocz tkowo rz du milionów, a pó niej miliardów elektronowoltów. Dzi ki temu wiemy, e cz stki, uwa ane za "elementarne" dwadzie cia lat temu, w rzeczywisto ci zbudowane s z jeszcze mniejszych cz stek. Czy te ostatnie z kolei, je li dysponowa b dziemy jeszcze wi kszymi energiami, oka si z o one z jeszcze mniejszych? Jest to z pewno ci mo liwe, ale pewne przes anki teoretyczne pozwalaj obecnie s dzi , e poznali my najmniejsze cegie ki materii lub e jeste my co najmniej bardzo bliscy tego. Dzi ki omawianemu w poprzednim rozdziale dualizmowi falowo-kor-puskularnemu wszystko we wszech wiecie, cznie ze wiat em i grawitacj , mo na opisa , pos uguj c si poj ciem cz stek. Cz stki elementarne charakteryzuj si pewn w asno ci , zwan spinem. Je li wyobrazimy sobie cz stki elementarne jako ma e b ki, to spin odpowiada rotacji takiego b ka. Ta analogia mo e by bardzo myl ca, poniewa zgodnie z mechanik kwantow cz stki nie maj adnej dobrze okre lonej osi. Naprawd spin mówi nam o tym, jak wygl da cz stka z ró nych stron. Cz stka o zerowym spinie jest jak punkt: wygl da tak samo ze wszystkich stron (rys. 17a). Cz stka o spinie l przypomina strza k : wygl da inaczej z ka dej strony i trzeba j obróci o k t pe ny (360°), by ponownie wygl da a tak samo (rys. 17b). Cz stka o spinie 2 przypomina dwustronn strza k (rys. 17c): wygl da tak samo po obrocie o k t pó pe ny (180°). I tak dalej, im wi kszy spin cz stki, tym mniejszy jest k t, o jaki trzeba j obróci , by wygl da a tak samo. Jak dot d, wszystko to wydaje si dosy proste, ale faktem zdumiewaj cym jest istnienie cz stek, które wcale nie wygl daj tak samo, je li obróci je o k t pe ny; do tego potrzebne s dwa pe ne obroty! Takie cz stki maj spin 1/2. Wszystkie znane cz stki mo na podzieli na dwie grupy: cz stki o spinie 1/2, z których zbudowana jest materia we wszech wiecie, i cz stki o spinie O, l lub 2, odpowiedzialne za si y mi dzy cz stkami materii. Cz stki materii podlegaj tak zwanej zasadzie wykluczania Pau-liego. Zasad t odkry w 1925 roku austriacki fizyk Wolfgang Pauli, za co otrzyma Nagrod Nobla w roku 1945. Pauli by fizykiem teoretykiem najczystszego typu, powiadano, e sama jego obecno w mie cie wystarcza a, by do wiadczenia si nie udawa y. Zasada wykluczania Pauliego stwierdza, e dwie identyczne cz stki o spinie po ówkowym nie mog by w tym samym stanie kwantowym, to znaczy nie mog mie tej samej pozycji i takiej samej pr dko ci, okre lonych z dok adno ci ograniczon przez zasad nieoznaczono ci. Zasada wykluczania ma podstawowe znaczenie, wyja nia bowiem, dlaczego pod wp ywem si zwi zanych z cz stkami o spinie O, l lub 2, cz stki materii nie tworz stanu o ogromnej g sto ci: gdyby dwie cz stki materii znalaz y si niemal w tym samym miejscu, to mia yby bardzo ró ne pr dko ci i nie pozosta yby blisko siebie przez d u szy czas. Gdyby w wiecie nie obowi zywa a zasada wykluczania, to kwarki nie tworzy yby oddzielnych protonów i neutronów, za neutrony, protony i elektrony nie tworzy yby oddzielnych atomów. Powsta aby raczej w miar jednorodna, g sta "zupa".

34

Krótka historia czasu

Zachowanie elektronów i innych cz stek o spinie 1/2 zrozumiano dopiero w 1928 roku, dzi ki teorii zaproponowanej przez Paula Diraca, który pó niej zosta wybrany LucasianProfessor matematyki w Cambridge (kiedy katedra Newtona, dzi nale y do mnie). Teoria Diraca by a pierwsz teori fizyczn zgodn równocze nie z zasadami mechaniki kwantowej i szczególnej teorii wzgl dno ci. Wyja ni a ona, mi dzy innymi, dlaczego elektron ma spin 1/2, to znaczy czemu nie wygl da tak samo po obrocie o jeden pe ny k t, a dopiero po dwóch takich obrotach. Teoria Diraca przewiduje tak e, e elektronowi powinien to warzyszy partner: antyelektron, zwany równie pozytronem. Odkrycie pozy tronu w 1932 roku potwierdzi o teori Diraca, dzi ki czemu otrzyma on Nagrod Nobla w 1933 roku. Obecnie wiemy, e ka da cz stka ma swoj antycz stk , z któr mo e anihilowa . (W wypadku cz stek przenosz cych oddzia ywanie antycz stki niczym nie ró ni si od cz stek). Mog istnie ca e anty wiaty i antyludzie, zbudowani z antycz stek. Je li jednak spotkasz antysiebie, nie podawaj mu r ki! Znikn li-by cie obaj w wielkim b ysku wiat a. Pytanie, czemu istnieje o wiele wi cej cz stek ni antycz stek, jest bardzo wa ne i jeszcze do niego wrócimy. W mechanice kwantowej wszystkie si y lub oddzia ywania mi dzy cz stkami materii przenoszone s przez cz stki o spinie ca kowitym ² O, l lub 2. Mechanizm oddzia ywania jest prosty: cz stka materii ² elektron lub kwark ² emituje cz stk przenosz c si . Odrzut podczas emisji zmienia pr dko cz stki materii. Nast pnie cz stka przenosz ca oddzia ywanie zderza si z inn cz stk materii i zostaje poch oni ta. W zderzeniu zmienia si pr dko drugiej cz stki; ca y proces wymiany symuluje dzia anie si y mi dzy cz stkami. Jest bardzo istotne, e cz stki przenosz ce oddzia ywania nie podlegaj zasadzie wykluczania Pauliego. Dzi ki temu liczba wymienionych cz stek nie jest niczym ograniczona i oddzia ywania mog by bardzo silne. Je li jednak wymieniane cz stki przenosz ce si y maj bardzo du , mas , to niezwykle trudno je wyemitowa i przes a na du odleg o . Si y powstaj ce wskutek wymiany masywnych cz stek maj zatem bardzo krótki zasi g. Gdy natomiast cz stki przenosz ce oddzia ywanie maj zerow mas , to odpowiednie si y maj niesko czony zasi g. Cz stki przenosz ce oddzia ywanie mi dzy cz stkami materii nazywamy wirtualnymi, poniewa w odró nieniu od rzeczywi tych nie mo na ich bezpo rednio zarejestrowa adnym detektorem. Wiemy jednak, e na pewno istniej , poniewa prowadz do pojawienia si mierzalnych efektów: dzi ki nim istniej si y dzia aj ce mi dzy cz stkami materii. Cz stki o spinie O, l i 2 w pewnych okoliczno ciach istniej równie jako cz stki rzeczywiste i wtedy mo na je obserwowa bezpo rednio. Pojawiaj si one w postaci fal, takich jak fale wietlne lub grawitacyjne. Czasem s emitowane, gdy cz stka materii oddzia uje z inn przez wymian wirtualnej cz stki przenosz cej si y. (Na przyk ad, elektryczna si a odpychaj ca mi dzy dwoma elektronami polega na wymianie wirtualnych fotonów, których nie ‡mo na bezpo rednio zaobserwowa ; je li jednak elektron przelatuje obok drugiego, mog by emitowane rzeczywiste fotony, które obserwujemy jako fale wietlne). Cz stki przenosz ce oddzia ywania mo na podzieli na cztery grupy ze wzgl du na si y, które przenosz , oraz rodzaj cz stek, z którymi oddzia uj . Nale y podkre li , e ten podzia zosta wprowadzony przez nas samych i jest dla nas wygodny, gdy dokonujemy konstrukcji cz stkowych teorii, ale, by mo e, nie odpowiada w ogóle jakimkolwiek istotnym w asno ciom natury. Wi kszo fizyków ma nadziej , i ostateczna, jednolita teoria wyja ni wszystkie cztery si y jako ró ne przejawy tej samej, jednej si y. Zdaniem wielu naukowców budowa takiej teorii jest najwa niejszym


‰ ‡†…„ƒ‚ ˆ

Krótka historia czasu

zadaniem wspó czesnej fizyki. Ostatnio podj to do obiecuj ce próby jednolitego opisu trzech spo ród czterech si ² próby te opisz pó niej. Zagadnienie w czenia do tego jednolitego opisu ostatniej si y, grawitacji, pozostawimy na koniec. Pierwszy rodzaj oddzia ywa to oddzia ywania grawitacyjne. Si a ci enia jest uniwersalna, to znaczy e odczuwa j ka da cz stka, odpowiednio do swej masy lub energii. Grawitacja jest najs absz ze wszystkich czterech si . W rzeczywisto ci jest tak s aba, e nie dostrzegliby my w ogóle jej dzia ania, gdyby nie dwie szczególne cechy: si a ci enia dzia a na bardzo wielkie odleg o ci i jest zawsze si przyci gaj c . Dlatego bardzo s abe oddzia ywania grawitacyjne mi dzy wszystkimi pojedynczymi cz stkami dwóch du ych cia , takich jak Ziemia i S o ce, sk adaj si na znacz c si . Trzy inne si y maj albo krótki zasi g, albo s czasem przyci gaj ce, a czasem odpychaj ce, zatem ich dzia anie na ogó znosi si (u rednia si do zera). Zgodnie z mechanik kwantow si a grawitacyjna mi dzy dwoma cz stkami materii jest przenoszona przez cz stki o spinie 2, zwane grawitonami. Grawitony nie posiadaj masy, zatem si a, któr przenosz , ma daleki zasi g. Przyci ganie grawitacyjne mi dzy Ziemi i S o cem przypisujemy wymianie grawitonów mi dzy cz stkami sk adaj cymi si na oba cia a. Cho wymieniane grawitony s wirtualne, a zatem nieobserwowalne, wywo uj widzialny efekt ² Ziemia porusza si wokó S o ca! Mówi c j zykiem fizyki klasycznej, rzeczywiste grawitony sk adaj si na fale grawitacyjne, które s bardzo s abe i których detekcja jest tak trudna, e nikomu jak dot d nie uda o si ich zaobserwowa . Nast pny rodzaj oddzia ywa to si y elektromagnetyczne dzia aj ce mi dzy cz stkami z adunkiem elektrycznym, takimi jak elektrony i kwarki, lecz nie dzia aj ce na cz stki neutralne, takie jak grawitony. Si y elektromagnetyczne s o wiele pot niejsze ni grawitacyjne. Na przyk ad, si a elektrostatyczna mi dzy dwoma elektronami jest oko o milion miliardów miliardówmiliardówmiliardów (l i czterdzie ci dwa zera) razy wi ksza ni si a grawitacyjna. Istniej jednak dwa rodzaje elektrycznych adunków: dodatnie i ujemne. Si a mi dzy dwoma adunkami o tym samym znaku dzia a odpychaj co, mi dzy dwoma adunkami o ró nych znakach ² przyci gaj ce. Du e cia a, takie jak Ziemia czy S o ce, sk adaj si z niemal identycznej liczby adunków dodatnich i ujemnych. Wobec tego przyci gaj ce i odpychaj ce si y mi dzy poszczególnymi cz stkami znosz si nawzajem i wypadkowa si a elektromagnetyczna jest znikoma. Natomiast w zakresie ma ych odleg o ci, porównywalnych z rozmiarami atomów i moleku , si y elektromagnetyczne dominuj . Elektromagnetyczne oddzia ywanie mi dzy ujemnie na adowanymi elektronami i dodatnio na adowanymi protonami w j drze atomowym powoduje ruch orbitalny elektronów wokó j dra, podobnie jak przyci ganie grawitacyjne powoduje ruch Ziemi doko a S o ca. Oddzia ywanie elektromagnetyczne polega na wymianie du ej liczby cz stek wirtualnych o zerowej masie, zwanych fotonami. Jak zawsze, wymieniane fotony s cz stkami wirtualnymi. Gdy jednak elektron przeskakuje z jednej orbity dozwolonej na drug , le c bli ej j dra, uwolniona energia emitowana jest w postaci rzeczywistego fotonu, który mo na obserwowa go ym okiem jako wiat o widzialne, je li tylko d ugo fali jest odpowiednia, lub za pomoc detektora, na przyk ad b ony fotograficznej. Podobnie, rzeczywisty foton podczas zderzenia z atomem mo e spowodowa przeskok elektronu z orbity bli szej j dra na orbit dalsz ; traci na to sw energi i zostaje poch oni ty. Trzeci rodzaj si to s abe oddzia ywania j drowe, odpowiedzialne mi dzy innymi za promieniotwórczo . Si y s abe dzia aj na wszystkie cz stki materii o spinie 1/2, nie dzia aj natomiast na cz stki o spinie O, l i 2, takie jak fotony i grawitony. Oddzia ywania s abe nie by y nale ycie zrozumiane a do 1967 roku, kiedy Abdus Salam z Imperia College w Londynie oraz Steven Weinberg z Uniwersytetu Harvardzkiego zaproponowali teori opisuj c w jednolity sposób oddzia ywania s abe i elektromagnetyczne, podobnie jak sto lat wcze niej Maxwell poda jednolity opis si elektrycznych i magnetycznych. Wed ug Wein-berga i Salama, oprócz fotonu istniej jeszcze trzy cz stki o spinie l, zwane masywnymi bozonami wektorowymi, które przenosz s abe si y. Cz stki te nazywamy W+, W~ i Z°; ka da z nich ma mas oko o 100 GeV (GeV to gigaelektronowolt, czyli miliard elektronowoltów). Teoria Weinberga-Salama wykorzystuje mechanizm zwany spontanicznym amaniem symetrii. Oznacza to, e pewna liczba cz stek, które ² maj c nisk energi ² wydaj si zupe nie odmienne, to w istocie ró ne stany cz stek tego samego typu. Maj c wysokie energie, cz stki te zachowuj si podobnie. Ten efekt przypomina zachowanie kulki ruletki. Gdy energia jest wysoka (podczas szybkich obrotów ko a), kulka zachowuje si zawsze w ten sam sposób ² po prostu toczy si po kole. Ale gdy ko o zwalnia, kulka traci energi i w ko cu wpada do jednej z 37 przegródek. Inaczej mówi c, mo liwych jest 37 ró nych stanów kulki w niskich energiach. Gdyby z pewnego powodu kto móg ogl da kulk wy cznie w niskich energiach, stwierdzi by, e istnieje 37 ró nych typów kulek! Wed ug teorii Weinberga-Salama przy energii o wiele wi kszej ni 100 GeV trzy nowe cz stki i foton zachowuj si bardzo podobnie. Gdy jednak energia cz stek jest o wiele ni sza, jak ma to na ogó miejsce w normalnych warunkach, symetria mi dzy cz stkami zostaje z amana. W+ , W~ i Z° nabieraj du ej masy,

36

Krótka historia czasu

wskutek czego przenoszone przez nie si y maj bardzo krótki zasi g. Kiedy Weinberg i Salam przedstawili w roku 1967 sw teori , uwierzyli im pocz tkowo tylko nieliczni fizycy, za ówczesne akceleratory nie by y dostatecznie pot ne, by nada cz stkom energi 100 GeV, niezb dn do stworzenia rzeczywistych cz stek W+, W~ i Z°. Ale po up ywie oko o dziesi ciu lat inne przewidywania, odnosz ce si do ni szych energii, zosta y tak dobrze potwierdzone do wiadczalnie, e w 1979 roku Weinberg i Salam otrzymali Nagrod Nobla, wspólnie z Sheldonem Glashowem (równie z Harvardu), który zaproponowa podobn teori jednocz c opis si elektromagnetycznych i s abych. Od roku 1983 komitet Nagrody Nobla móg nie obawia si ju , e decyzja ta oka e si b dna, gdy odkryto wtedy w CERN (EuropeanCentre for NuclearResearch ² Europejskie Centrum Bada J drowych) wszystkie trzy brakuj ce dot d cz stki stowarzyszone z fotonem. Masy i inne w asno ci tych cz stek okaza y si zgodne z przewidywaniami teorii. Carlo Rubbia, który kierowa zespo em paruset fizyków pracuj cych nad tym odkryciem, oraz Simon van der Meer, in ynier z CERN, który zaprojektowa i skonstruowa system magazynowania antycz stek, otrzymali wspólnie Nagrod Nobla w 1984 roku. (W naszych czasach bardzo trudno dokona czego w dziedzinie fizyki do wiadczalnej, je li nie jest si ju na szczycie hierarchii!) Czwartym rodzajem oddzia ywa elementarnych s silne oddzia ywania j drowe, utrzymuj ce kwarki w protonach i neutronach, oraz wi ce protony i neutrony w j dra atomowe. Jeste my przekonani, e si y te powstaj wskutek wymiany jeszcze innej cz stki o spinie l, zwanej gluonem [od angielskiego s owaglue: klej ² P.A.], która oddzia uje tylko ze sob i z kwarkami. Jak pami tamy, kwarki maj "kolory". Silne oddzia ywania maj szczególn w asno zwan uwi zieniem; wi one zawsze cz stki w "bezbarwne" kombinacje. Nie istniej swobodne, pojedyncze kwarki, mia yby one bowiem okre lone kolory (czerwony, zielony lub niebieski). Czerwony kwark musi po czy si z kwarkami niebieskim i zielonym, za pomoc "struny" gluonów (czerwony + niebieski + zielony = bia y). Taka trójka tworzy proton lub neutron. Inn mo liwo ci jest utworzenie pary kwark - antykwark (czerwony + anty-czerwony, zielony + antyzielony lub niebieski + antyniebieski = bia y). Cz stki zwane mezonami zbudowane s z takich par; s one nietrwa e, poniewa kwark i antykwark mog anihilowa , wytwarzaj c elektrony i inne cz stki. Podobnie, uwi zienie uniemo liwia istnienie swobodnego pojedynczego gluonu, gdy gluony s tak e kolorowe. Mog natomiast istnie uk ady gluonów o kolorach, które dodane do siebie dadz biel. Takie uk ady, zwaneglue-ball ("kulka kleju") s równie nietrwa e. Skoro uwi zienie nie pozwala na zaobserwowanie wyizolowanego kwarka lub gluonu, to mog oby si wydawa , e koncepcja, zgodnie z któr traktujemy je jako cz stki, ma nieco metafizyczny charakter. Oddzia ywania silne maj jednak jeszcze inn wa n w asno , zwan asymptotyczn swobod , która sprawia, e koncepcj t mo na uzna za s uszn . Przy normalnych energiach silne oddzia ywania j drowe s istotnie bardzo silne i mocno wi kwarki. Do wiadczenia wykonane przy u yciu wielkich akceleratorów cz stek elementarnych wskazuj jednak, e gdy energia cz stek jest bardzo du a, oddzia ywania silne staj si bardzo s abe, a zatem kwarki i gluony zachowuj si niemal jak cz stki swobodne. Sukces, jakim by o ujednolicenie oddzia ywa s abych i elektromagnetycznych, sk oni wielu fizyków do podj cia podobnych prób po czenia tych dwóch si z silnymi oddzia ywaniami j drowymi w ramach jednej teorii zwanej teori wielkiej unifikacji [GUT od angielskiej nazwyGrandUnifiedTheory ² P.A.]. W nazwie tej jest spora przesada: teorie tego typu nie s ani tak znów wielkie, ani w pe ni zunifikowane, poniewa pozostawiaj na boku grawitacj . Nie s to równie teorie kompletne, poniewa zawieraj liczne swobodne parametry, których warto ci nie daj si obliczy na podstawie teorii, lecz trzeba je wybra tak, by wyniki zgadza y si z do wiadczeniami. Tym niemniej, mo e si okaza , e jest to krok w kierunku kompletnej, rzeczywi cie zunifikowanej teorii. Podstawowa idea GUT jest prosta. Jak ju wiemy, oddzia ywania silne s abn wraz ze wzrostem energii. Z drugiej strony, oddzia ywania s abe i elektromagnetyczne, które nie s asymptotycznie swobodne, staj si coraz mocniejsze, gdy ro nie energia. Przy pewnej, bardzo wysokiej energii, zwanej energi wielkiej unifikacji, wszystkie trzy si y mog mie jednakow wielko i wtedy mo na uwa a je za ró ne przejawy tej samej si y. Teorie GUT przewiduj równie , e gdy ró ne cz stki o spinie 1/2, jak kwarki i elektrony, maj energi tej wielko ci, to w zasadzie znikaj ró nice mi dzy nimi; dochodzi zatem do innej jeszcze unifikacji. Wielko energii unifikacji nie jest dobrze znana, ale prawdopodobnie si ga co najmniej miliona miliardów GeV. Wspó czesne akceleratory umo liwiaj badanie zderze mi dzy cz stkami o energii oko o 100 GeV, a maszyny obecnie planowane zwi ksz energi zderze do paru tysi cy GeV. Maszyna zdolna do nadania cz stkom energii równej energii wielkiej unifikacji musia aby mie rozmiary Uk adu S onecznego i trudno by oby znale ch tnych do pokrycia kosztów jej budowy. Wobec tego bezpo rednie sprawdzenie wielkich teorii unifikacji w laboratorium nie jest mo liwe. Podobnie jednak jak w wypadku teorii jednocz cej oddzia ywania elektromagnetyczne i s abe,

37

Krótka historia czasu

mo na bada konsekwencje takiej teorii dla zjawisk w niskich energiach. Spo ród tych konsekwencji najbardziej interesuj cy jest wniosek, e protony, które tworz znaczn cz ca kowitej masy zwyk ej materii, mog spontanicznie rozpada si na l ejsze cz stki, takie jak antyelektrony. Dzieje si tak, poniewa przy energii wielkiej unifikacji nie ma istotnej ró nicy mi dzy kwarkami i antyelektronami. Trzy kwarki znajduj ce si wewn trz protonu maj zbyt ma energi , by zmieni si w antyelektrony. Z zasady nieoznaczono ci wynika jednak, e energia kwarków wewn trz protonu nie jest dok adnie okre lona. Czasem energia jednego z nich mo e wi c wzrosn na tyle, e przemiana staje si mo liwa. Proton ulega wtedy rozpadowi. Prawdopodobie stwo, e który z kwarków osi gnie dostatecznie du energi , jest tak ma e, i na rozpad poszczególnych protonów nale a oby czeka co najmniej 10 tysi cy miliardów miliardówmiliardów lat (l i trzydzie ci jeden zer). Jest to czas znacznie d u szy ni ten, który up yn od wielkiego wybuchu, a który wynosi zaledwie jakie 10 miliardów lat (l i dziesi zer). Mo na by zatem s dzi , e mo liwo spontanicznego rozpadu protonu nie daje si sprawdzi do wiadczalnie. Szans detekcji rozpadu mo na jednak zwi kszy , obserwuj c jednocze nie wszystkie protony w du ej ilo ci materii. (Je li, na przyk ad, obserwujemy liczb protonów równ l i trzydzie ci jeden zer przez rok, to wedle najprostszych teorii wielkiej unifikacji powinni my zaobserwowa rozpad jednego protonu). Przeprowadzono kilka takich eksperymentów, ale w adnym nie uda o si stwierdzi definitywnie rozpadu protonu. W jednym z do wiadcze przeprowadzonych w kopalni soli w Ohio (aby unikn zjawisk powodowanych przez promieniowanie kosmiczne, które atwo pomyli z rozpadem protonu), obserwowano osiem tysi cy ton wody. Poniewa aden z protonów nie rozpad si , mo na obliczy , e redni czas ycia protonu musi by wi kszy ni 10 tysi cy miliardów miliardówmiliardów (l i trzydzie ci jeden zer) lat. Z najprostszych teorii wielkiej unifikacji wynika, e czas ycia protonu powinien by krótszy, ale bardziej z o one teorie przewiduj , e jest on jeszcze d u szy. Aby sprawdzi takie teorie, trzeba wykona bardziej czu e pomiary, w których nale a oby u y znacznie wi kszej ilo ci materii. Mimo e zaobserwowanie rozpadu protonu wi e si z tak olbrzymimi trudno ciami, mamy podstawy przypuszcza , e jest on mo liwy. Je li tak, to mo liwy by by równie proces odwrotny (by mo e jemu zawdzi czamy nasze w asne istnienie) ² tworzenia protonów ² lub, jeszcze pro ciej, kwarków ² ze stanu pocz tkowego, w którym liczba kwarków by a równa liczbie antykwarków. Za o enie, e stan pocz tkowy wszech wiata by w a nie taki, wydaje si najbardziej naturalnym z mo liwych. Materia ziemska sk ada si g ównie z protonów i neutronów, które z kolei zbudowane s z kwarków. Nie istniej w ogóle zbudowane z antykwarków antyprotony i antyneutrony, z wyj tkiem tych, które fizycy wyprodukowali w ogromnych akceleratorach cz stek. Z obserwacji promieniowania kosmicznego wiemy, e to samo dotyczy materii w naszej Galaktyce: antyprotonów i antyneutronów nie ma, z wyj tkiem niewielkiej liczby wytworzonych w postaci par cz stka-antycz stka w wysokoenergetycznych zderzeniach cz stek. Gdyby istnia y w naszej Galaktyce du e obszary wype nione antymateri , to powinni my obserwowa promieniowanie o du ym nat eniu pochodz ce z obszarów granicznych mi dzy materi i antymateri , gdzie liczne cz stki i antycz stki podlega yby anihilacji i zmienia yby si w promieniowanie o wysokiej energii. Nie mamy bezpo rednich dowodów na to, czy materia w innych galaktykach zbudowana jest z protonów i neutronów, czy te z antyprotonów i antyneutronów. Wiemy tylko, e w jednej galaktyce nie mog one by ze sob wymieszane, bo wtedy obserwowaliby my równie bardzo silne promieniowanie pochodz ce z anihilacji. Wobec tego s dzimy, e galaktyki zbudowane s z kwarków, a nie antykwarków; wydaje si nieprawdopodobne, eby niektóre galaktyki by y uformowane z materii, a inne z antymaterii. Dlaczego zatem istnieje o wiele wi cej kwarków ni antykwarków? i Dlaczego ich liczby nie s równe? Jest to niew tpliwie bardzo dla nas! szcz liwa sytuacja, poniewa w przeciwnym wypadku niemal wszystkie kwarki i antykwarki uleg yby anihilacji we wczesnym okresie rozwoju wszech wiata, który by by wype niony promieniowaniem i nie zawiera prawie wcale materii. Nie by oby ani galaktyk, ani gwiazd, ani planet, na których mog oby rozwin si ludzkie ycie. Na szcz cie, teorie wielkiej unifikacji s w stanie wyja ni , czemu wszech wiat powinien zawiera wi cej kwarków ni antykwarków, nawet je li pocz tkowo by o ich tyle samo. Jak ju widzieli my, GUT pozwala na przemian kwarków w antyelektrony, pod warunkiem, e maj one dostatecznie du energi . Mo liwe s równie odwrotne procesy, to znaczy przemiany antykwarków w elektrony oraz elektronów i anty elektrono w wantykwarki i kwarki. Dzi ki bardzo wysokiej temperaturze w pocz tkowym okresie rozwoju wszech wiata energie cz stek by y wystarczaj co du e, by reakcje te zachodzi y szybko. Czemu jednak liczba kwarków mia aby dzi ki temu sta si znacznie wi ksza ni liczba antykwarków? Wynika to z faktu, e prawa fizyki dla cz stek s nieco odmienne ni dla antycz stek.

38

Krótka historia czasu

A do 1956 roku wierzono powszechnie, e prawa fizyki s zgodne z trzema niezale nymi transformacjami symetrii, zwanymi C, P i T. Symetria C oznacza, e prawa fizyki s takie same dla cz stek i antycz stek. Symetria P wymaga, by prawa fizyki by y takie same dla ka dego uk adu fizycznego i jego lustrzanego odbicia (odbicie zwierciadlane cz stki wiruj cej zgodnie z ruchem wskazówek zegara to cz stka wiruj ca w kierunku przeciwnym). Wreszcie symetria T oznacza, e dowolny uk ad musi wróci do swego stanu pocz tkowego, je li odwróci si kierunek ruchu wszystkich cz stek i antycz stek; innymi s owy, prawa fizyki s takie same, bez wzgl du na to, czy czas p ynie naprzód, czy wstecz. W 1956 roku dwaj ameryka scy fizycy, Tsung-Dao Lee i Chen Ning Yang, wyst pili z tez , e symetria P nie jest w rzeczywisto ci zachowana w s abych oddzia ywaniach. Inaczej mówi c, s abe oddzia ywania sprawiaj , e wszech wiat zachowuje si inaczej, ni zachowywa by si jego lustrzany obraz. W tym samym roku ich kole anka Chien-Shiung Wu udowodni a do wiadczalnie s uszno ich przewidywa . W jej do wiadczeniu j dra atomowe promieniotwórczego pierwiastka zosta y uporz dkowane za pomoc pola magnetycznego, tak by ich spiny ustawione by y w jednym kierunku. Okaza o si , e w jednym kierunku wyemitowanych zosta o wi cej elektronów pochodz cych z rozpadów promieniotwórczych ni w przeciwnym, co jest sprzeczne z zachowaniem symetrii P. Rok pó niej Lee i Yang otrzymali za swój pomys Nagrod Nobla. Okaza o si równie , e oddzia ywania s abe nie zachowuj symetrii C. To znaczy, e wszech wiat zbudowany z antycz stek zachowywa by si inaczej ni nasz wszech wiat. Tym niemniej wydawa o si , e s abe oddzia ywania zachowuj kombinowan symetri CP. Ta symetria oznacza, e wszech wiat zachowywa by si tak samo jak jego lustrzane odbicie, je li jednocze nie wszystkie cz stki zosta yby zast pione antycz stkami. Jednak e w 1964 roku dwaj inni Amerykanie, J.W. Cronin i Val Fitch, odkryli, e nawet symetria CP nie jest zachowana w rozpadach pewnych cz stek, zwanych mezonami K. Za swe odkrycie Cronin i Fitch otrzymali Nagrod Nobla w 1980 roku. (Za wykazanie, e wszech wiat nie jest tak prosty, jak wcze niej my lano, rozdano sporo nagród!) Zgodnie z jednym z twierdze matematycznych, ka da teoria zgodna z zasadami mechaniki kwantowej i teorii wzgl dno ci musi zawsze zachowywa symetri kombinowan CPT. Innymi s owy, wszech wiat musia by zachowywa si identycznie jak ten, który widzimy, gdyby my wszystkie cz stki zamienili na antycz stki, dokonali odbicia lustrzanego i odwrócili kierunek czasu. Ale Cronin i Fitch wykazali, e wszech wiat nie zachowuje si tak samo, je li zast pimy cz stki antycz stkami i wykonamy zwierciadlane odbicie, lecz nie odwrócimy kierunku czasu. Wobec tego, gdy zmianie ulega kierunek czasu, prawa fizyki musz si zmienia równie ² czyli nie zawsze obowi zuje symetria T. Z pewno ci wszech wiat w pocz tkowym okresie swego istnienia nie zachowuje si w sposób zgodny z symetri T: w miar up ywu czasu rozszerza si , gdyby natomiast odwróci kierunek czasu, to wszech wiat zacz by si kurczy . Skoro istniej si y nie zachowuj ce symetrii T, to w miar ekspansji wszech wiata mog y one sprawi , e wi cej antyele-ktronów zmieni o si w kwarki ni elektronów w antykwarki. Pó niej, gdy wszech wiat ju dostatecznie ostyg wskutek ekspansji, antykwarkianihilowa y z kwarkami, ale poniewa kwarków by o nieco wi cej ni antykwarków, to ta niewielka nadwy ka przetrwa a. W a nie z tych kwarków utworzona jest otaczaj ca nas materia, z nich tak e sk adamy si my sami. A zatem nasze istnienie mo na uzna za do wiadczalne potwierdzenie wielkich zunifikowanych teorii, cho by tylko jako ciowe. Liczba niewiadomych jest tak du a, e nie jeste my w stanie dok adnie przewidzie , ile kwarków powinno by o przetrwa anihilacj , nie wiemy nawet na pewno, czy przetrwa powinna nadwy ka kwarków czy anty-kwarków. (Gdyby jednak przetrwa y antykwarki, to po prostu nazwaliby my je kwarkami, a obecne kwarki ² antykwarkami). Teorie wielkiej unifikacji nie obejmuj grawitacji. Nie ma to wielkiego znaczenia, gdy si a grawitacji jest na tyle s aba, e zazwyczaj mo na j ca kowicie pomin w fizyce cz stek elementarnych i atomów. Poniewa jednak si a ci enia ma daleki zasi g i jest zawsze przyci gaj ca, si y mi dzy ró nymi cz stkami sumuj si . Zatem w uk adzie zawieraj cym dostatecznie du o cz stek grawitacja mo e zdominowa wszystkie inne oddzia ywania. Z tej w a nie przyczyny grawitacja decyduje o ewolucji wszech wiata. Nawet w obiektach wielko ci gwiazdy si a ci enia mo e by wi ksza ni wszystkie inne si y i spowodowa zapadni cie si gwiazdy. W latach siedemdziesi tych zajmowa em si g ównie czarnymi dziurami, które powstaj w a nie z zapadaj cych si gwiazd, oraz bada em istniej ce wokó nich bardzo silne pola grawitacyjne. Te badania dostarczy y pierwszych wskazówek, w jaki sposób mechanika kwantowa i ogólna teoria wzgl dno ci mog wp yn na siebie; ujrzeli my wtedy, jakby w nag ym b ysku, zarysy przysz ej kwantowej teorii grawitacji.
Rozdzia 6

39

Krótka historia czasu

CZARNE DZIURY
Termin "czarna dziura" powsta bardzo niedawno. Wprowadzi go w 1969 roku ameryka ski uczony John Wheeler, przedstawiaj c za jego pomoc obrazowo ide , która pojawi a si po raz pierwszy co najmniej 200 lat temu. Istnia y wówczas dwie konkurencyjne teorie wiat a: wed ug pierwszej, popieranej przez Newtona, wiat o sk ada si mia o z cz stek, druga teoria g osi a natomiast, e wiat o to fale. Dzi wiemy, e w zasadzie obie teorie s poprawne. Zgodnie z dualizmem falowo-- korpuskularnym mechaniki kwantowej wiat o nale y uwa a zarówno za fale, jak i za cz stki. Je li przyjmujemy falow teori wiat a, nie jest jasne, jak powinno ono reagowa na grawitacj . Je eli jednak wiat o sk ada si z cz stek, nale y oczekiwa , e pod wp ywem ci enia zachowuj si one jak pociski artyleryjskie, rakiety czy te planety. Pocz tkowo uwa ano, e cz stki wiat a poruszaj si niesko czenie szybko, a zatem grawitacja nie mo e ich wyhamowa ; po stwierdzeniu przez Roemera, e pr dko wiat a jest sko czona, nale a o jednak przyj , i grawitacja mo e mie istotny wp yw na ruch wiat a. To za o enie wykorzysta John Michell, profesor z Cambridge, w swej pracy z 1783 roku, opublikowanej wPhilosophicalTransactions of the Royal Society of London.Michell wykaza , e gwiazda o dostatecznie wielkiej masie i g sto ci wytwarza aby tak silne pole grawitacyjne, i wiat o nie mog oby jej opu ci : wszelkie wiat o wypromieniowane z powierzchni gwiazdy zosta oby przyci gni te z powrotem przez si ci enia, nim zdo a oby si oddali . Michell sugerowa , e takich gwiazd mo e by bardzo wiele. Chocia nie widzieliby my ich wiat a, potrafiliby my wykry ich obecno dzi ki ich przyci ganiu grawitacyjnemu. Dzisiaj takie obiekty nazywamy czarnymi dziurami, poniewa tak w a nie wygl daj : czarne, nie wiec ce obszary w przestrzeni. Par lat pó niej podobn hipotez wysun niezale nie od Michella francuski uczony, markiz api ce. Jest rzecz interesuj c , e api ce przedstawi j tylko w dwóch pierwszych wydaniach swej ksi ki System wiata, a pomin w wydaniach pó niejszych, doszed szy by mo e do wniosku, e jest to pomys zbyt szalony. (Móg mie znaczenie równie fakt, i cz stkowa teoria wiat a utraci a popularno w XIX wieku. S dzono powszechnie, e wszystko mo na wyja ni za pomoc teorii falowej, a z tej teorii wcale jasno nie wynika o, e grawitacja wp ywa na rozchodzenie si wiat a). W istocie rzeczy, w ramach teorii grawitacji Newtona, nie mo na bez uwik ania si w sprzeczno ci traktowa cz stek wiat a podobnie do pocisków artyleryjskich, poniewa pr dko wiat a jest sta a. (Pocisk wystrzelony z powierzchni Ziemi pionowo do góry zwalnia pod wp ywem si y ci enia i w ko cu spada; foton natomiast musi porusza si do góry ze sta pr dko ci . W jaki sposób zatem newtonowska grawitacja mo e wywiera wp yw na ruch wiat a?) Spójnej teorii opisuj cej poprawnie dzia anie grawitacji na wiat o brak o a do 1915 roku, kiedy Einstein og osi ogóln teori wzgl dno ci. Zreszt wiele czasu min o jeszcze i od tego momentu, nim zrozumiano w a ciwie, jakie znaczenie ma nowa teoria dla zachowania gwiazd o du ej masie. Aby zrozumie , jak powstaj czarne dziury, musimy najpierw zrozumie ewolucj zwyk ych gwiazd. Gwiazda powstaje, gdy du a ilo gazu (g ównie wodoru), zaczyna si kurczy pod wp ywem w asnego przyci gania grawitacyjnego. Atomy w g stniej cej chmurze gazu zderzaj si mi dzy sob ze wzrastaj c cz sto ci i osi gaj coraz wi ksze pr dko ci ² temperatura gazu wzrasta. W ko cu staje si tak wysoka, e zderzaj ce si j dra wodoru nie odbijaj si od siebie, lecz cz , tworz c hel. Dzi ki ciep u uwolnionemu w takiej reakcji, która przypomina kontrolowany wybuch bomby wodorowej, gwiazda wieci. To dodatkowe ciep o powoduje, e ci nienie gazu wzrasta, a wreszcie staje si ono dostatecznie wielkie, by zrównowa y przyci ganie grawitacyjne i zatrzyma kontrakcj ob oku gazu. Przypomina to równowag balonu ² tam istnieje równowaga mi dzy ci nieniem powietrza wewn trz, które stara si powi kszy balon, i napi ciem gumowej pow oki, d cej do zmniejszenia balonu. W gwiazdach utrzymuje si przez bardzo d ugi czas stan równowagi mi dzy ci nieniem podtrzymywanym przez ciep o pochodz ce z reakcji j drowych a przyci ganiem grawitacyjnym. W ko cu jednak gwiazda wyczerpuje swój zapas wodoru i innych paliw dla reakcji j drowych. Paradoksalnie, im wi kszy jest pocz tkowy zapas paliwa, tym szybciej si wyczerpuje. Dzieje si tak, poniewa im wi ksz mas ma gwiazda, tym wy sza musi by jej temperatura wewn trzna, by ci nienie mog o zrównowa y przyci ganie grawitacyjne. A im wy sza temperatura, tym szybciej przebiegaj j drowe reakcje i szybciej zu ywa si paliwo. Nasze S o ce dysponuje prawdopodobnie zapasem paliwa wystarczaj cym na jakie pi miliardów lat (znacznie mniej ni liczy sobie nasz wszech wiat), ale gwiazdy o wi kszej masie mog zu y swe paliwo w ci gu stu milionów lat. Kiedy rezerwy paliwa gwiazdy ko cz si , gwiazda stygnie i ulega skurczeniu. Co mo e dzia si z ni dalej, zrozumiano dopiero pod koniec lat dwudziestych. W 1928 roku hinduski doktorant SubrahmanyanChandrasekhar po- eglowa do Anglii, aby studiowa w Cambridge pod kierunkiem brytyjskiego astronoma Sir Arthura Eddingtona, znanego eksperta w zakresie ogólnej teorii wzgl dno ci. (Wed ug niektórych róde , na pocz tku lat dwudziestych pewien dziennikarz

40

Krótka historia czasu

zapyta Eddingtona, czy prawd jest, e tylko trzej ludzie na wiecie rozumiej teori wzgl dno ci; po chwili zastanowienia Eddington odrzek : "Próbuj zgadn , kim mo e by ten trzeci?") W trakcie podró y Chandrasekhar obliczy , jak wielka mo e by gwiazda, zdolna do przeciwstawienia si w asnemu przyci ganiu grawitacyjnemu, ju po zu yciu paliwa j drowego. Rozumowa w sposób nast puj cy: gdy gwiazda kurczy si , malej odleg o ci mi dzy cz stkami materii, zatem, jak wynika z zasady Pauliego, musz mie one bardzo ró ne pr dko ci. To powoduje wzrost odleg o ci mi dzy nimi i rozszerzanie si gwiazdy. Mo liwe jest zatem zachowanie stanu równowagi: promie gwiazdy nie zmienia si , poniewa przyci ganie grawitacyjne zostaje zrównowa one przez odpychanie powstaj ce zgodnie z zasad wykluczania Pauliego, tak jak poprzednio by o zrównowa one przez ciep o. Chandrasekhar u wiadomi sobie jednak, e ci nienie wytworzone zgodnie z zasad wykluczania ma swoje granice. Z teorii wzgl dno ci wynika, e maksymalna ró nica pr dko ci cz stek materii w gwie dzie nie mo e przewy szy pr dko ci wiat a. To oznacza, e gdy g sto gwiazdy przekracza pewn warto krytyczn , ci nienie wynikaj ce z zasady wykluczania staje si s absze ni przyci ganie grawitacyjne. Chandrasekhar obliczy , i zimna gwiazda o masie równej pó torej masy S o ca nie jest w stanie przeciwstawi si w asnemu polu grawitacyjnemu. (Ta masa krytyczna jest znana jako graniczna masa Chandrasekhara). Do podobnych wniosków doszed w tym samym mniej wi cej czasie rosyjski uczony Lew Dawidowicz Landau. Z tych rezultatów wynika y powa ne konsekwencje dla ostatecznego losu masywnych gwiazd. Je li masa gwiazdy jest mniejsza od masy granicznej Chandrasekhara, to gwiazda w ko cu przestaje si kurczy i osi ga swój stan ko cowy, staj c si "bia ym kar em" o promieniowaniu paru tysi cy kilometrów i g sto ci rz du setek ton na centymetr sze cienny. Bia e kar y istniej dzi ki ci nieniu elektronów, wynikaj cemu z zasady wykluczania. Zaobserwowano bardzo wiele takich gwiazd. Jednym z najwcze niej odkrytych kar ów jest gwiazda kr ca wokó Syriusza, najja niejszej gwiazdy na niebie. Landau wskaza te , e gwiazda o maksymalnej masie w przybli eniu dwa razy wi kszej ni masa S o ca i promieniu znacznie mniejszym ni promie nawet bia ego kar a mo e osi gn inny stan ko cowy. Takie gwiazdy utrzymywane s w równowadze nie przez ci nienie elektronów, lecz przez ci nienie neutronów i protonów, wytworzone równie zgodnie z zasad wykluczania. Nazwano je gwiazdami neutronowymi. Ich promie wynosi oko o 15 kilometrów, a g sto osi ga setki milionów ton na centymetr sze cienny. Kiedy po raz pierwszy stwierdzono mo liwo istnienia gwiazd neutronowych, nie by o jeszcze rodków technicznych, które umo liwi yby ich zaobserwowanie; nast pi o to dopiero znacznie pó niej. Z drugiej strony, gwiazdy o masie wi kszej ni granica Chandrasekhara stoj ² by tak rzec ² przed powa nym problemem, gdy ko czy si ich paliwo. Niektóre z takich gwiazd eksploduj albo udaje im si pozby cz ci swojej materii i w ten sposób obni aj sw mas poni ej granicy Chandrasekhara, co pozwala im unikn zapadania si pod wp ywem przyci gania grawitacyjnego. Trudno jednak uwierzy , e dzieje si tak zawsze, bez wzgl du na to, jak wielka jest masa gwiazd. Sk d gwiazda mia aby wiedzie , e powinna pozby si nadwagi? A nawet je li wszystkie gwiazdy pozbywaj si nadwy ki masy i unikaj zapadni cia si , to co stanie si w wypadku, gdy na powierzchni bia ego kar a lub gwiazdy neutronowej spadnie tyle materii, e ca kowita masa stanie si wi ksza od masy granicznej? Czy wtedy zapadnie si do stanu o niesko czonej g sto ci? Eddington by tak zaszokowany tymi konsekwencjami, e odmówi przyj cia do wiadomo ci wyników Chandrasekhara. Wed ug niego by o po prostu niemo liwe, by ca a gwiazda skurczy a si do punktu. Pogl d ten dzieli o wi kszo uczonych, sam Einstein napisa prac , w której twierdzi , e gwiazdy nie skurcz si do rozmiarów punktu. Wrogi stosunek innych uczonych, a szczególnie Eddingtona, który by jego nauczycielem i czo owym autorytetem w dziedzinie struktury gwiazd, sprawi , e Chandrasekhar porzuci ten kierunek bada i zaj si innymi problemami astronomicznymi, takimi jak ewolucja gromad gwiezdnych. Nagrod Nobla, któr otrzyma w 1983 roku, przyznano mu jednak g ównie za wczesne prace o granicznej masie zimnych gwiazd. Chandrasekhar udowodni , e ci nienie wynikaj ce z zasady wykluczania nie mo e powstrzyma zapadania grawitacyjnego gwiazdy o masie wi kszej ni masa graniczna. Problem, co dzieje si ² wed ug teorii wzgl dno ci ² z tak gwiazd dalej, rozwi za , jako pierwszy, m ody Amerykanin, Robert Oppenheimer, w 1939 roku. Z jego prac wynika o, e adnych konsekwencji tego procesu nie da oby si zaobserwowa za pomoc ówczesnych teleskopów. Potem wybuch a II wojna wiatowa i Oppenheimer zaanga owa si w konstrukcj bomby atomowej. Po wojnie problem grawitacyjnego zapadania si gwiazd zosta niemal zupe nie zapomniany, poniewa wi kszo fizyków zaj a si badaniem tego, co dzieje si w skali atomu i jego j dra. Ale w latach sze dziesi tych, za spraw ogromnego wzrostu liczby informacji obserwacyjnych, który umo liwi a nowoczesna technika, od y o zainteresowanie wielkoskalowymi problemami astronomii i kosmologii. Wtedy liczni uczeni odkryli ponownie rezultaty Oppenheimera i podj wszy w asne badania, znacznie je wzbogacili.

41

Krótka historia czasu

Z prac Oppenheimera wy ania si nast puj cy obraz ko cowego stanu gwiazdy. Grawitacyjne pole gwiazdy zmienia trajektorie promieni wietlnych w czasoprzestrzeni ² w pustej czasoprzestrzeni by yby one inne. Sto ki wietlne, które pokazuj , jak rozchodz si w czasoprzestrzeni b yski wiat a z ich wierzcho ków, s pochylone do rodka w pobli u powierzchni gwiazdy. Ten efekt mo na obserwowa , mierz c ugi cie promieni wietlnych z dalekich gwiazd w pobli u S o ca w trakcie za mienia. W miar jak gwiazda si kurczy, pole grawitacyjne na jej powierzchni staje si coraz silniejsze i sto ki wietlne coraz bardziej pochylaj si w kierunku rodka. Z tego powodu trudniej jest wiat u uciec z powierzchni gwiazdy; dalekiemu obserwatorowi wydaje si ono s absze, a jego kolor przesuni ty ku czerwieni. W ko cu, gdy gwiazda skurczy si tak dalece, e jej promie b dzie mniejszy ni promie krytyczny, pole grawitacyjne na jej powierzchni stanie si tak silne, e sto ki wietlne tak mocno pochyl si ku rodkowi, i wiat o nie b dzie mog o ju uciec (rys. 18).

Zgodnie z teori wzgl dno ci nic nie mo e porusza si szybciej ni wiat o. Skoro zatem wiat o nie mo e uciec z powierzchni gwiazdy, nic innego nie je w stanie tego dokona : pole grawitacyjne ci ga wszystko z st powrotem. Wobec tego istnieje pewien zbiór zdarze , pewien obszar czasoprzestrzeni, z którego nic nie mo e si wydosta , by dotrze do odleg ego obserwatora. Ten w a nie region nazywamy czarn d ziur . Jego granic nazywamy horyzontem zdarze ; sk ada si on z trajektorii promieni wiat a, którym niemal uda o si wydosta z czarnej dziury. Aby zrozumie , co zobaczyliby my, obserwuj c zapadni cie si zwyk ej gwiazdy i powstanie czarnej dziury, musimy pami ta , e w teorii wzgl dno ci nie ma absolutnego czasu. Ka dy obserwator mierzy swój w asny czas. Czas obserwatora na powierzchni gwiazdy jest ró ny ni czas odleg ego obserwatora, poniewa pierwszy znajduje si w bardzo silnym polu grawitacyjnym. Za ó my, e pewien nieustraszony astronauta stoj cy na powierzchni zapadaj cej si gwiazdy, co sekund , wedle wskaza swego zegarka, wysy a sygna y w kierunku statku kosmicznego orbituj cego z dala od gwiazdy. W pewnej chwili, powiedzmy o 11.00 na zegarku astronauty, promie gwiazdy staje si mniejszy ni promie krytyczny, a wi c pole grawitacyjne staje si tak silne, e nic nie mo e ju uciec, i nast pne sygna y astronauty nie dotr do statku. W miar jak zbli a si 11.00, jego koledzy na statku stwierdzaj , e odst py mi dzy kolejnymi sygna ami wyd u aj si , cho efekt ten jest bardzo s aby a do 10.59.59. Odst p mi dzy odbiorem sygna u wys anego przez astro-naut , gdy jego zegar pokazywa 10.59.58, a rejestracj sygna u wys anego o 10.59.59 jest tylko minimalnie d u szy ni jedna sekunda, ale czas oczekiwania na nast pny sygna b dzie ju niesko czony. Fale wiat a wys ane z powierzchni gwiazdy mi dzy 10.59.59 a 11.00.00, wed ug zegara astronauty, b d

™˜ —–•”“’‘

Krótka historia czasu

wiecznie dociera do statku kosmicznego, wedle zegarów pok adowych. Odst py czasu mi dzy odbiorem kolejnych fal b d coraz d u sze, tak e wiat o b dzie wydawa si coraz s absze i coraz bardziej czerwone. W ko cu gwiazda stanie si tak ciemna, e nie b dzie jej ju wida ze statku kosmicznego: pozostanie tylko czarna dziura w przestrzeni. Gwiazda b dzie jednak w dalszym ci gu przyci ga statek z tak sam si grawitacyjn jak przedtem, zatem b dzie on nadal okr a czarn dziur . Ten scenariusz nie jest ca kowicie realistyczny, z uwagi na nast puj cy problem. Si a ci enia s abnie ze wzrostem odleg o ci od gwiazdy, zatem si a grawitacyjna dzia aj ca na stopy naszego nieustraszonego astronauty b dzie zawsze wi ksza ni dzia aj ca na jego g ow . Ró nica ta sprawi, e astronauta zostanie rozci gni ty jak spaghetti lub rozerwany na cz ci, nim gwiazda skurczy si do rozmiarów mniejszych ni promie krytyczny i powstanie horyzont zdarze . S dzimy jednak, e we wszech wiecie istniej znacznie wi ksze obiekty, takie jak centralne cz ci galaktyk, które tak e mog zapada si grawitacyjnie i tworzy czarne dziury; astronauta znajduj cy si na podobnym obiekcie nie zosta by rozerwany na strz py przed utworzeniem si czarnej dziury. W gruncie rzeczy nie czu by on nic szczególnego w chwili, gdy promie sta by si mniejszy od krytycznego, i przekroczy by punkt, od którego nie ma odwrotu, nawet tego nie zauwa aj c. Ale ju po paru godzinach, w miar jak obszar ten zapada by si grawitacyjnie, ró nica si dzia aj cych na jego stopy i na g ow wzros aby na tyle, e i w tym wypadku zosta by rozerwany na cz ci. W latach 1965 - 1970 wspólnie z Rogerem Penrose'em wykaza em, e zgodnie z ogóln teori wzgl dno ci wewn trz czarnej dziury musi istnie osobliwo ² to znaczy punkt, gdzie g sto materii i krzywizna czasoprzestrzeni s niesko czone. Osobliwo ta przypomina wielki wybuch u pocz tków czasu, ale tym razem jest to koniec czasu dla zapadaj cego si cia a i astronauty. W punkcie osobliwym za amuj si wszystkie prawa fizyki, a wi c i nasza zdolno przewidywania przysz o ci. Jednak e obserwator znajduj cy si poza czarn dziur zachowa by zdolno przewidywania, poniewa ani wiat o, ani adne inne sygna y nie mog do niego dotrze z osobliwo ci. Ten godny uwagi fakt sk oni Rogera Penrose'a do sformu owania hipotezy kosmicznej cenzury, któr mo na sparafrazowa nast puj co: "Bóg brzydzi si nagimi osobliwo ciami". Innymi s owy, osobliwo ci b d ce skutkiem grawitacyjnego zapadania si cia pojawiaj si tylko w takich miejscach, jak czarne dziury, gdzie horyzont zdarze skrywa je przyzwoicie, uniemo liwiaj c ich obserwacj z zewn trz. Mówi c ci le, to stwierdzenie wyra a tak zwan s ab zasad kosmicznej cenzury: chroni ona obserwatora znajduj cego si na zewn trz czarnej dziury przed skutkami utraty zdolno ci przewidywania w osobliwo ci, lecz nie pomaga w niczym biednemu astronaucie, który wpad do czarnej dziury. Istniej pewne rozwi zania równa ogólnej teorii wzgl dno ci pozwalaj ce astronaucie zobaczy nag osobliwo i prze y : mo e on unikn zderzenia z osobliwo ci , a zamiast tego wpa do "dziury wygryzionej przez robaki", wiod cej do innego regionu wszech wiata. To mo e sugerowa wspania e mo liwo ci podró y w czasie i przestrzeni, ale niestety wygl da na to, i wszystkie tego rodzaju rozwi zania s wysoce niestabilne: najmniejsze zaburzenie, takie jak obecno astronauty, tak zmienia rozwi zanie, e astronauta nie zobaczy osobliwo ci do chwili zderzenia si z ni , w ten sposób dochodz c do kresu swego czasu. Inaczej mówi c, osobliwo b dzie si zawsze znajdowa w jego przysz o ci, a nigdy w przesz o ci. Silna zasada kosmicznej cenzury stwierdza, i w dowolnym realistycznym rozwi zaniu osobliwo ci musz zawsze znajdowa si albo ca kowicie w przysz o ci (jak osobliwo ci powsta e wskutek grawitacyjnego zapadni cia si cia a), albo ca kowicie w przesz o ci (jak w modelu wielkiego wybuchu). Nale y mie nadziej , ze która wersja hipotezy kosmicznej cenzury oka e si prawdziwa, poniewa w pobli u osobliwo ci nie jest wykluczona podró w przesz o . Taka mo liwo powinna ucieszy autorów ksi ek fantastycznonaukowych, ale znaczy oby to, e niczyje ycie nie by oby ju bezpieczne: kto móg by wybra si w przesz o i zabi twoich rodziców przed twoim pocz ciem! Horyzont zdarze , czyli granica obszaru czasoprzestrzeni, z którego nie mo na uciec, dzia a podobnie do jednokierunkowej membrany wokó czarnej dziury: ró ne obiekty, na przyk ad nieostro ni astronauci, mog wpa do czarnej dziury przez horyzont zdarze , ale nic nie mo e przekroczy horyzontu w drugim kierunku i wydosta si z niej. (Pami tajmy, e horyzont zdarze utworzony jest przez trajektorie promieni wietlnych, które bezskutecznie próbuj wydosta si z czarnej dziury, i e nic nie mo e porusza si szybciej ni wiat o). Mówi c o horyzoncie zdarze , mo na pos u y si s owami, które wed ug Dantego wypisane s nad wej ciem do piek a: "Który tu wchodzisz, rozsta si z nadziej ". Cokolwiek i ktokolwiek przekroczy horyzont zdarze i wpadnie do czarnej dziury, dotrze wkrótce do regionu niesko czonej g sto ci i kresu czasu. Z ogólnej teorii wzgl dno ci wynika, i cia a o wielkiej masie, poruszaj c si , emituj fale grawitacyjne, to znaczy rozchodz ce si z pr dko ci wiat a zaburzenia krzywizny przestrzeni. Fale grawitacyjne przypominaj fale wietlne, b d ce zaburzeniami pola elektromagnetycznego, s jednak o wiele trudniejsze do wykrycia. Podobnie jak wiat o, fale grawitacyjne unosz energi z wysy aj cego je cia a. Wobec tego

43

Krótka historia czasu

mo na oczekiwa , e dowolny uk ad poruszaj cych si cia o du ej masie wcze niej czy pó niej osi gnie stan stacjonarny, gdy energia ruchu cia zostanie uniesiona przez wysy ane fale grawitacyjne. (Przypomina to ruch korka rzuconego na powierzchni wody: pocz tkowo korek gwa townie podskakuje, lecz w miar jak fale unosz jego energi , korek uspokaja si i osi ga stan stacjonarny). Na przyk ad, ruch Ziemi dooko a S o ca powoduje emisj fal grawitacyjnych. Wskutek utraty energii promie orbity Ziemi maleje i w ko cu Ziemia zderzy si ze S o cem, osi gaj c stan stacjonarny. W wypadku ruchu Ziemi moc promieniowania jest bardzo ma a: wystarczy oby jej zaledwie na zasilanie ma ego grzejnika elektrycznego. Oznacza to, e zanim nast pi zderzenie Ziemi ze S o cem, up ynie jeszcze jakie miliard miliardów miliardów lat, nie ma powodu zatem, by martwi si ju teraz! Zmiana orbity Ziemi spowodowana promieniowaniem grawitacyjnym jest zbyt ma a, by mo na j by o zaobserwowa , ale ten sam efekt obserwowano przez ostatnie par lat w uk adzie zwanym PSR 1913+16 (PSR oznacza pulsar, czyli specjalny rodzaj gwiazdy neutronowej, wysy aj cej regularne impulsy fal radiowych). Ten uk ad sk ada si z dwóch gwiazd neutronowych kr cych wokó siebie; utrata energii wskutek promieniowania grawitacyjnego powoduje, e zbli aj si one do siebie po spirali. W trakcie grawitacyjnego zapadania si zwyk ej gwiazdy zmieniaj cej si w czarn dziur materia gwiazdy porusza si o wiele pr dzej, st d te utrata energii zachodzi znacznie szybciej. Osi gni cie stanu stacjonarnego nie powinno wi c trwa d ugo. Jaki jest ten stan ko cowy? Mo na by przypuszcza , e zale y on od wszystkich z o onych cech gwiazdy, z której powsta - nie tylko od jej masy i pr dko ci rotacji, ale te rozk adu g sto ci i skomplikowanego ruchu gazu w gwie dzie. A je li czarne dziury s równie ró norodne jak obiekty, które uleg y grawitacyjnemu zapadaniu si , to okre lenie ogólnych w asno ci czarnych dziur mo e okaza si czym bardzo trudnym. Jednak e w 1967 roku Werner Israel, uczony kanadyjski (urodzony w Berlinie, wychowany w Afryce Po udniowej, doktoryzowa si w Irlandii), zrewolucjonizowa badania czarnych dziur. Israel wykaza , e zgodnie z ogóln teori wzgl dno ci nie obracaj ce si czarne dziury musz by bardzo proste; musz by dok adnie sferyczne, a ich promie zale y wy cznie od masy. Dwie nie obracaj ce si czarne dziury o takich samych masach s identyczne. Opisuje je pewne rozwi zanie równa Einsteina, znalezione przez Karla Schwarzschilda w 1917 roku, wkrótce po powstaniu ogólnej teorii wzgl dno ci. Pocz tkowo wielu badaczy, z samym Israelem w cznie, twierdzi o, e skoro czarna dziura musi by dok adnie sferyczna, to mo e powsta wy cznie na skutek zapadni cia si dok adnie sferycznego obiektu. A zatem ka da rzeczywista gwiazda ² która nie jest przecie nigdy doskonale sferyczna ² musi w trakcie zapadania si utworzy nag osobliwo , a nie czarn dziur . Wynik Israela mo na jednak interpretowa w odmienny sposób, za którym opowiedzieli si w szczególno ci Roger Penrose i John Wheeler. Zgodnie z ich argumentami, gwa towne ruchy materii gwiazdy w trakcie jej grawitacyjnego zapadania si powoduj tak emisj fal grawitacyjnych, e gwiazda staje si coraz bardziej sferyczna; ko cowy stan stacjonarny jest ju doskonale sferyczny. Zgodnie z t koncepcj , dowolna nie roluj ca gwiazda, niezale nie od swego kszta tu i struktury wewn trznej, ko czy po grawitacyjnym zapadni ciu si jako doskonale sferyczna czarna dziura, której wielko zale y wy cznie od masy. Dalsze rachunki potwierdzi y s uszno tej koncepcji i zosta a ona powszechnie przyj ta. Rezultaty otrzymane przez Israela dotyczy y wy cznie czarnych dziur powsta ych z nie obracaj cych si obiektów. W 1963 roku Nowozelandczyk Roy Kerr poda zbiór rozwi za równa ogólnej teorii wzgl dno ci opisuj cych rotuj ce czarne dziury. Czarne dziury Kerra obracaj si ze sta pr dko ci , a ich kszta t i wielko zale tylko od mas i pr dko ci rotacji. Przy zerowej pr dko ci obrotowej czarna dziura jest dok adnie sferyczna i rozwi zanie Kerra pokrywa si z rozwi zaniem Schwarzschilda. Je li pr dko obrotowa jest niezerowa, to czarna dziura wybrzusza si w pobli u swego równika (podobnie jak Ziemia i S o ce wybrzuszaj si wskutek swej rolacji); im szybciej czarna dziura si kr ci, tym wi ksze jest jej wybrzuszenie. Aby wyniki Israela rozszerzy , tak aby obj y te obracaj ce si cia a, wysuni to hipotez , e ka dy obracaj cy si obiekt, który ulega grawitacyjnemu zapadaniu i tworzy czarn dziur , ko czy w stanie stacjonarnym opisanym przez rozwi zanie Kerra. Udowodnienie tej hipotezy zaj o kilka lat. Najpierw, w 1970 roku, mój kolega ze studiów doktoranckich w Cambridge, Brandon Carter, wykaza , e je li stacjonarna, rotuj ca czarna dziura ma, podobnie jak wiruj cy b k, o symetrii, to jej wielko i kszta t mog zale e tylko od masy i pr dko ci rotacji. Nast pnie, w roku 1971, uda o mi si udowodni , e, istotnie, ka da stacjonarna, rotuj ca czarna dziura posiada o symetri. W ko cu, w 1973 roku, David Robinson z Kings College w Londynie udowodni , opieraj c si na wynikach Cartera i moich, poprawno wspomnianej hipotezy: taka czarna dziura musi rzeczywi cie by opisana rozwi zaniem Kerra. A zatem, po grawitacyjnym zapadni ciu si dowolnego obiektu, powsta a czarna dziura musi osi gn stan stacjonarny; w takim stanie mo e ona obraca si , ale nie mo e pulsowa . Co wi cej, jej kszta t i wielko zale tylko

44

Krótka historia czasu

od masy i pr dko ci obrotowej, nie za od szczegó ów budowy cia a, z którego powsta a. Ten wynik przyj o si okre la maksym "czarna dziura nie ma w osów". Twierdzenie o "braku w osów" ma wielkie znaczenie praktyczne, poniewa ogromnie ogranicza liczb potencjalnych typów czarnych dziur. Pozwala to nam budowa szczegó owe modele obiektów zawieraj cych czarne dziury i porównywa wynikaj ce z nich przewidywania z obserwacjami. Oznacza to te , e ogromna ilo informacji o zapadaj cym si ciele jest tracona w momencie utworzenia si czarnej dziury, gdy odt d mo na ju tylko zmierzy jego mas i pr dko obrotow . Donios e znaczenie tego faktu wyja nione b dzie w nast pnym rozdziale. Czarne dziury stanowi jeden z tych nielicznych wypadków w historii nauki, gdy teoria zosta a szczegó owo rozwini ta jako czysto matematyczny model, zanim pojawi y si jakiekolwiek obserwacyjne dowody jej poprawno ci. Ten fakt stanowi g ówny argument przeciwników koncepcji czarnych dziur: jak e mo na wierzy w istnienie obiektów, za którymi przemawia y wy cznie rachunki, oparte na tak w tpliwej teorii, jak ogólna teoria wzgl dno ci? ² pytali. Jednak e w 1963 roku Maarten Schmidt, astronom z obserwatorium na Mt. Pa-lomar w Kalifornii, zmierzy przesuni cie ku czerwieni wiat a docieraj cego z bardzo s abego, podobnego do gwiazdy obiektu, po o onego w tym samym punkcie na niebie, co ród o fal radiowych zwane 3C273 (to jest ród o numer 273 w trzecim katalogu radio róde opracowanym w Cambridge). Zaobserwowane przez Schmidta przesuni cie ku czerwieni by o zbyt wielkie, by mog o zosta spowodowane przez jakie pole grawitacyjne: gdyby tak by o, obiekt wytwarzaj cy to pole musia by mie tak wielk mas i znajdowa si tak blisko nas, e zaburza by orbity planet Uk adu S onecznego. Przesuni cie ku czerwieni musia o zatem wynika z rozszerzania si wszech wiata, co oznacza o z kolei, e ród o wiat a musia o by bardzo odleg e. Tak daleki obiekt mo na zaobserwowa tylko wtedy, je li jest on bardzo jasny, to znaczy je li emituje ogromn ilo energii. Jedynym mechanizmem zdolnym do wytworzenia tak wielkiej energii, jaki wchodzi tu w ogóle w rachub , by oby grawitacyjne zapadanie si , i to nie pojedynczej gwiazdy, lecz ca ego centralnego rejonu galaktyki. Pó niej odkryto bardzo wiele podobnych quasi-gwiazd, czyli kwazarów [od angielskiegoquasi-stellarobject² P.A.]; wiat o wszystkich kwazarów odznacza si bardzo du ym przesuni ciem ku czerwieni. Niestety, wszystkie one znajduj si zbyt daleko, by mo na by o dok adnie je obserwowa i uzyska ostateczny dowód istnienia czarnych dziur. Kolejnego argumentu przemawiaj cego za istnieniem czarnych dziur dostarczy a Jocelyn Bell, doktorantka z Cambridge, która w 1967 roku odkry a na niebie obiekty emituj ce niezwykle regularne impulsy fal radiowych. Pocz tkowo Bell i jej opiekun naukowy AntonyHewish s dzili, e uda o im si nawi za kontakt z inn cywilizacj w naszej Galaktyce! Pami tam, e na seminarium, na którym og osili swoje odkrycie, nazywali pierwsze cztery odkryte ród a LGM1-4, od Little Green Men [mali zieloni ludzie ² P.A.]. W ko cu jednak i oni, i wszyscy inni naukowcy doszli do mniej romantycznego wniosku, i obiekty te, nazwane pulsarami, s szybko roluj cymi gwiazdami neutronowymi, które wysy aj fale radiowe w wyniku skomplikowanego oddzia ywania ich pola magnetycznego z otaczaj c je materi . By a to kiepska wiadomo dla autorów kosmicznych westernów, ale przynios a now nadziej niewielkiej grupie fizyków, którzy ju wtedy wierzyli w istnienie czarnych dziur, poniewa stanowi a pierwszy bezpo redni dowód istnienia gwiazd neutronowych. Promie gwiazdy neutronowej wynosi oko o 15 kilometrów, wystarczy oby, eby by kilka razy mniejszy i gwiazda sta aby si czarn dziur . Je li normalna gwiazda mog a kurczy si do tak ma ych rozmiarów i sta si gwiazd neutronow , to uzasadnione jest przypuszczenie, e inna gwiazda skurczy si jeszcze bardziej i zmieni w czarn dziur . Jak mo na w ogóle odkry czarn dziur , je li z definicji nie wysy a ona adnego wiat a? Przypomina to troch szukanie czarnego kota w piwnicy z w glem. Na szcz cie jednak istnieje pewien sposób. Jak ju wskaza John Michell w swej pionierskiej pracy z 1783 roku, czarna dziura w dalszym ci gu oddzia uje grawitacyjnie na pobliskie obiekty. Astronomowie zaobserwowali bardzo wiele uk adów dwóch gwiazd obracaj cych si wokó siebie wskutek wzajemnego przyci gania grawitacyjnego. Czasami wida tylko jedn gwiazd , okr aj c swego niewidocznego towarzysza. Oczywi cie, nie mo na wtedy twierdzi natychmiast, e niewidoczny towarzysz jest czarn dziur ² mo e by po prostu zwyczajn gwiazd o bardzo ma ej jasno ci. Jednak e niektóre z takich uk adów podwójnych, na przyk ad uk ad zwany ab d X-l, ;i s równie silnymi ród ami promieniowania rentgenowskiego. Emisj \ promieniowania rentgenowskiego daje si najlepiej wyja ni , zak ada-? j , e z powierzchni widocznej gwiazdy zdmuchiwana jest materia, która, spadaj c na niewidocznego towarzysza, tworzy spiral (podobnie jak woda sp ywaj ca z wanny). Spadaj c materia rozgrzewa si i emituje promieniowanie rentgenowskie (rys. 19). Aby taki mechanizm dzia a , niewidoczny obiekt musi by bardzo ma y ²jak bia y karze , gwiazda neutronowa lub czarna dziura. Obserwuj c orbit widocznej gwiazdy, potrafimy wyznaczy minimaln mas

45

Krótka historia czasu

niewidocznego towarzysza. W wypadku ab dzia X masa ta jest sze razy wi ksza ni masa S o ca, -l a wi c zgodnie z wynikami Chandrasekhara, jest zbyt du mas jak na bia ego kar a czy na gwiazd neutronow . Wydaje si zatem, e musi to by czarna dziura. Istniej inne modele wyja niaj ce zachowanie ab dzia X-l, obywaj ce si bez za o enia o istnieniu czarnej dziury, ale wszystkie s raczej naci gane. Czarna dziura wydaje si jedynym naturalnym, zgodnym z rzeczywisto ci wyja nieniem wyników obserwacji. Mimo to za o y em si z Kipem Thornem z Kalifornijskiego Instytutu Technologii, e w ab dziu X-l nie ma czarnej dziury! Zak ad ten jest dla mnie rodzajem polisy ubezpieczeniowej. W o y em wiele pracy w badania czarnych dziur i posz aby ona na marne, gdyby okaza o si , e czarne dziury nie istniej . W takim wypadku na pocieszenie wygra bym zak ad, co zapewni oby mi czteroletni prenumerat pisma "Pri ateEye". Je li czarne dziury istniej , Kip b dzie przez rok otrzymywa "Penthouse" [ameryka ski miesi cznik pornograficzny ² P.A.]. Gdy zak adali my si w 1975 roku, mieli my 80% pewno ci, e w ab dziu X-l istnieje czarna dziura; powiedzia bym, e obecnie pewno wzros a do 95%, ale zak ad nie zosta jeszcze rozstrzygni ty. Dysponujemy dzi obserwacjami wskazuj cymi na istnienie czarnych dziur w paru innych uk adach, podobnych do ab dzia Xl, w naszej Galaktyce i w dwóch s siednich, zwanych Ob okami Magellana. Jednak e liczba czarnych dziur jest niemal na pewno o wiele wi ksza. W ci gu d ugiej historii wszech wiata wiele gwiazd musia o wypali swoje paliwo j drowe i zapa si . Czarnych dziur mo e by nawet wi cej ni zwyk ych gwiazd, których jest oko o stu miliardów tylko w naszej Galaktyce. Dodatkowe przyci ganie grawitacyjne tak wielu czarnych dziur wyja nia, by mo e, dlaczego galaktyki obracaj si tak szybko, jak to obserwujemy ² masa widocznych gwiazd jest zbyt ma a, by to wyja ni . Mamy te pewne podstawy by przypuszcza , e o wiele wi ksza czarna dziura, o masie oko o stu tysi cy razy wi kszej od masy S o ca, znajduje si w centrum naszej Galaktyki.
d

Gwiazdy, które zbli aj si do tej czarnej dziury, zostaj rozerwane wskutek ró nicy si grawitacyjnych mi dzy stron bli sz czarnej dziurze a stron bardziej odleg . Ich resztki, wraz z gazem porwanym z innych gwiazd, spadaj na czarn dziur . Gaz spadaj c po spirali, rozgrzewa si , podobnie jak w wypadku ab dzia X-l, tyle e s abiej, jego temperatura jest zbyt niska, by nast pi a emisja promieniowania rentgenowskiego. Mechanizm ten mo e natomiast wyja ni istnienie bardzo zwartego ród a fal radiowych i promieniowania podczerwonego, które obserwuje si w centrum galaktyki.

Krótka historia czasu
S dzi si powszechnie, e podobne, lecz jeszcze wi ksze czarne dziury, o masach oko o stu milionów razy wi kszych od masy S o ca, znajduj si w j drach kwazarów. Materia spadaj ca na czarn dziur o tak wielkiej masie stanowi jedyne mo liwe ród o energii, dostatecznie silne, by wyt umaczy pochodzenie olbrzymiej energii, jak wypromieniowuj kwazary. Spadaj ca na czarn dziur po spiralnym torze materia sprawia, e czarna dziura zaczyna, obraca si w tym samym kierunku, co materia. Rotacja czarnej dziury powoduje powstanie pola magnetycznego, przypominaj cego ziemskie pole magnetyczne. Spadek materii sprawia, e w pobli u czarnej dziury tworzy si bardzo du o cz stek o wysokiej energii. Pole magnetyczne bywa tak silne, e mo e zogniskowa te cz stki w strugi wyrzucane na zewn trz wzd u osi rotacji czarnej dziury. Takie strugi obserwuje si rzeczywi cie w wielu kwazarach i galaktykach. Spróbujmy rozwa y tak e mo liwo istnienia czarnych dziur o masie znacznie mniejszej ni masa S o ca. Takie czarne dziury nie mog y powsta wskutek grawitacyjnego zapadania, poniewa ich masy s mniejsze ni granica Chandrasekhara: gwiazdy o tak niewielkiej masie s w stanie zrównowa y si ci enia nawet po wyczerpaniu zapasu paliwa j drowego. Czarne dziury o ma ej masie mog powsta tylko wskutek ci ni cia materii przez ogromne ci nienie zewn trzne. Podobne warunki mog powsta w trakcie wybuchu bardzo du ej bomby wodorowej. Jak obliczy John Wheeler, gromadz c ci k wod zawart we wszystkich oceanach, mo na zbudowa bomb wodorow zdoln do takiego ci ni cia materii w swym rodku, e powsta aby czarna dziura. (Oczywi cie, nikt ju nie móg by jej obserwowa !) Bardziej realne jest powstanie czarnych dziur o ma ych masach w bardzo wysokiej temperaturze i przy ogromnym ci nieniu panuj cym we wczesnym okresie historii wszech wiata. Wtedy czarne dziury mog y powsta , je li tylko wszech wiat nie by doskonale g adki i jednorodny, poniewa tylko ma y obszar, w którym materia mia a g sto wi ksz od g sto ci redniej, móg zosta zgnieciony tak mocno, by powsta a czarna dziura. A wiemy przecie , e jakie zaburzenia jednorodno ci istnie musia y, gdy inaczej materia we wszech wiecie by aby roz o ona doskonale jednorodnie równie dzisiaj, zamiast gromadzi si w gwiazdach i galaktykach. Czy nieregularno ci, konieczne do wyja nienia istnienia gwiazd i galaktyk, powoduj równie powstanie znacz cej liczby "pierwotnych" czarnych dziur, zale y oczywi cie od szczegó ów warunków pocz tkowych we wczesnym wszech wiecie. Je li zatem potrafiliby my wyznaczy liczb pierwotnych czarnych dziur istniej cych do dzisiaj, dowiedzieliby my si wiele o bardzo wczesnych etapach ewolucji wszech wiata. Pierwotne czarne dziury o masie wi kszej ni miliard ton (masa du ej góry) mo na wykry tylko dzi ki ich grawitacyjnemu oddzia ywaniu na widoczn materi lub mierz c ich wp yw na rozszerzanie si wszech wiata. Jak si jednak przekonamy w nast pnym rozdziale, czarne dziury nie s wcale czarne; arz si jak gor ce cia o, przy czym im s mniejsze, tym mocniej wiec . A zatem paradoksalnie, niewielkie czarne dziury mog okaza si atwiejsze do wykrycia ni du e!
Rozdzia 7

CZARNE DZIURY NIE S CZARNE
A i do 1970 roku moje badania efektów grawitacyjnych koncentrowa y si g ównie na problemie istnienia pocz tkowej osobliwo ci, czyli wielkiego wybuchu. Pewnego wieczoru, w listopadzie tego roku, wkrótce potem jak urodzi a si moja córeczka, Lucy, id c spa , zacz em zastanawia si nad czarnymi dziurami. Moja choroba sprawia, e k adzenie si spa jest raczej d ugotrwa czynno ci , mia em wi c wiele czasu. Nie by o jeszcze wtedy precyzyjnej definicji stwierdzaj cej, które punkty le wewn trz czarnej dziury, a które znajduj si na zewn trz. Ju przedtem rozwa ali my wspólnie z Penrose'em pomys zdefiniowania czarnej dziury jako zbioru zdarze , z których nie mo na daleko uciec; taka definicja jest dzisiaj powszechnie uznana. Oznacza to, e horyzont zdarze , czyli granic czarnej dziury w czasoprzestrzeni, tworz trajektorie promieni wietlnych, którym niewiele zabrak o do ucieczki z czarnej dziury i teraz niejako zawis y na zawsze na jej granicy (rys. 20). Przypomina to sytuacj , gdy przest pca uciekaj c przed policj , jest w stanie utrzyma minimaln przewag , lecz nie mo e oderwa si od po cigu! Nagle zda em sobie spraw , e trajektorie promieni wietlnych nale cych do horyzontu nie mog zbli a si do siebie. Gdyby mog y, to wcze niej lub pó niej musia yby si przeci . By oby to podobne do zderzenia si dwóch uciekaj cych przed policj przest pców ² obaj zostaliby schwytani (czarna dziura odgrywa tu rol policjanta). Je eli jednak takie dwa promienie zosta y wci gni te przez czarn dziur , to nie mog y one znajdowa si na jej granicy. A zatem dwa promienie nale ce do horyzontu zdarze musz albo biec równolegle, albo oddala si od siebie. Inaczej mówi c, horyzont zdarze , granica czarnej

47

Krótka historia czasu

dziury, przypomina kraw d cienia ² cienia nadchodz cej katastrofy. Przypatruj c si cieniowi, który rzuca odleg e ród o wiat a, na przyk ad S o ce, atwo stwierdzi , e promienie wiat a na granicy cienia nie zbli aj si do siebie. Skoro promienie wiat a tworz ce horyzont zdarze , czyli granic czarnej dziury, nie mog si zbli a do siebie, to powierzchnia horyzontu zdarze mo e wzrasta lub pozostawa bez zmian, lecz nie mo e male . Gdyby zmala a, to odleg o pomi dzy pewnymi promieniami wiat a nale cymi do granicy musia aby równie zmniejszy si , a to jest niemo liwe. W rzeczywisto ci powierzchnia horyzontuwzrasta, ilekro materia lub promieniowanie wpadaj do czarnej dziury (rys. 21 a). ‡ Podobnie, je li dwie czarne dziury zderzaj si ze sob , to powierzchnia horyzontu powsta ej w wyniku zderzenia czarnej dziury jest wi ksza od sumy powierzchni horyzontówobu czarnych dziur lub jej równa (rys. 21b). Powierzchnia horyzontu zdarze nie maleje ² ta w asno horyzontu nak ada wa ne ograniczenia na zachowanie si czarnych dziur. Niewiele spa em tej nocy, zbyt by em podniecony swoim odkryPO STA IE POJEDY EJ A EJ D I

A

AD I

A

A

A

{HO Y O T DA

E )

D I

A

ciem. Rano zatelefonowa em do Penrose'a. Roger zgodzi si ze mn . Wydaje mi si , e wiedzia on o tej w asno ci horyzontu ju przedtem. Penrose u ywa jednak nieco odmiennej definicji czarnej dziury i nie zdawa sobie sprawy, e obie definicje wyznaczaj tak sam granic czarnej dziury, a zatem i powierzchnia horyzontu zdarze b dzie taka sama, pod warunkiem, e czarna dziura jest ju w stanie stacjonarnym. Takie zachowanie powierzchni czarnej dziury bardzo przypomina zachowanie wielko ci fizycznej zwanej entropi , mierz cej stopie nie-uporz dkowania dowolnego systemu. Z codziennego do wiadczenia wiemy, e je eli zostawimy sprawy w asnemu biegowi, to nieporz dek szybko wzrasta. (Wystarczy zaprzesta napraw domowych, by si o tym szybko przekona !) Mo na zmieni ba agan w porz dek (na przyk ad,

€ ~ | ~}

€ ~

| ~}

€ ~ | ~}

w v utsrqpo

m

ih f l kj g e ~}| n

x

ODLE

O

OD OSOBLI O

z

y

I

|

{

Y

~ ~ | ~  € ~ | ~}

A

A

D I

A

Krótka historia czasu
pomalowa dom), ale wymaga to pewnego nak adu pracy lub energii i tym samym zmniejsza zasoby uporz dkowanej energii. Precyzyjne sformu owanie tej zasady znane jest jako druga zasada termodynamiki. Wed ug niej entropia izolowanego uk adu zawsze wzrasta, a entropia dwóch po czonych systemów jest nie mniejsza ni suma entropii ka dego z tych systemów oddzielnie. Rozwa my na przyk ad system sk adaj cy si z pud a zawieraj cego cz steczki gazu. Cz steczki gazu zachowuj si jak ma e bile; poruszaj c si bez przerwy zderzaj si ze sob i ze cianami pud a. Im wy sza temperatura gazu, tym szybciej poruszaj si jego cz steczki, ich zderzenia ze cianami pud a s cz stsze i gwa towniejsze, co powoduje wzrost ci nienia wywieranego na ciany. Przypu my, e pocz tkowo pud o by o podzielone przegrod na po owy i wszystkie cz steczki znajdowa y si w lewej cz ci. Je li usuniemy przegrod , to cz steczki szybko rozprzestrzenia si w ca ej obj to ci pud a. Kiedy , w przysz o ci, wszystkie cz stki mog , przez przypadek, znale si w jednej z po ówek pud a, ale jest o wiele bardziej prawdopodobne, e w obu po ówkach znajdowa si b dzie mniej wi cej tyle samo cz steczek. Taki stan jest mniej uporz dkowany ni stan pocz tkowy, w którym wszystkie cz steczki znajdowa y si w jednej po ówce pud a. Entropia gazu w pudle wzros a. Wyobra my sobie teraz, e mamy dwa pud a, jedno z azotem, a drugie z tlenem. Gdy je po czymy, cz steczki azotu i tlenu zaczn si miesza . Wkrótce najprawdopodobniejszym stanem tego systemu b dzie jednorodna mieszanina azotu i tlenu w obu pud ach. Taki stan jest mniej uporz dkowany ni stan pocz tkowy, czyli entropia systemu jest wi ksza. Druga zasada termodynamiki ma inny status ni pozosta e prawa nauki, takie jak na przyk ad prawo ci enia Newtona, nie jest bowiem spe niana zawsze, lecz tylko w ogromnej wi kszo ci wypadków. Prawdopodobie stwo znalezienia si wszystkich cz steczek gazu w jednej po owie pud a jest miliony milionów razy mniejsze od l, ale co takiego mo e si zdarzy . Gdy jednak mamy do czynienia z czarn dziur , naruszenie drugiej zasady termodynamiki wydaje si atwe, wystarczy spowodowa , by pewna ilo materii o du ej entropii (takiej jak w pudle z gazem) wpad a do czarnej dziury. Ca kowita entropia materii na zewn trz czarnej dziury zmaleje. Oczywi cie, mo na twierdzi , e ca kowita entropia, cznie z entropi materii we wn trzu czarnej dziury, wcale nie zmala a, lecz dopóki nie potrafimy zajrze do rodka czarnej dziury, dopóty nie mo emy tak e stwierdzi , jaka jest naprawd entropia zawartej w niej materii. By oby to bardzo wygodne, gdyby istnia a jaka mierzalna cecha czarnych dziur, dost pna obserwacji z zewn trz, dzi ki której mo na by okre li , jaka jest entropia czarnej dziury, i która wzrasta aby zawsze, ilekro materia o niezerowej entropii wpada aby do czarnej dziury. Jacob Bekenstein, doktorant z Princeton, nawi zuj c do opisanych powy ej w asno ci horyzontu zdarze , zaproponowa wykorzystanie powierzchni horyzontu jako miary entropii czarnej dziury. Poniewa powierzchnia horyzontu wzrasta, gdy materia o niezerowej entropii wpada do czarnej dziury, suma entropii materii na zewn trz czarnej dziury i powierzchni horyzontu nigdy nie maleje. Wydawa o si , e propozycja Bekensteina pozwala zapobiec pogwa ceniu drugiej zasady termodynamiki w wi kszo ci sytuacji. Ale propozycja ta mia a jeden powa ny mankament. Je li czarna dziura ma niezerow entropi , to powinna mie te niezerow temperatur . Jednak e cia o o niezerowej temperaturze musi promieniowa fale elektromagnetyczne o okre lonym nat eniu. Ka dy wie, e rozgrzany pogrzebacz jest czerwony i emituje promieniowanie. Ale i cia a o ni szej temperaturze wysy aj promieniowanie, tyle e jest to promieniowanie o s abszym nat eniu. To promieniowanie jest konieczne, aby zapobiec naruszeniu drugiej zasady termodynamiki. A zatem czarne dziury powinny równie promieniowa . Tymczasem, niejako z definicji, czarna dziura nie promieniuje! Wydawa o si wi c, e powierzchnia czarnej dziury nie mo e by uznana za miar jej entropii. W pracy z 1972 roku, napisanej wspólnie z Brandonem Carterem i ameryka skim koleg Ji-mem Bardeenem, twierdzili my, e mimo podobie stwa w asno ci powierzchni horyzontu i entropii ta w a nie trudno uniemo liwi a ich uto samienie. Musz przyzna , e napisa em t prac cz ciowo dlatego, e zirytowa mnie Bekenstein; uwa a em bowiem, i pos u y si niew a ciwie moim twierdzeniem o wzro cie powierzchni horyzontu. W ko cu jednak okaza o si , e mia on w gruncie rzeczy racj , cho z pewno ci nie przeczuwa , jakie b dzie rozwi zanie problemu. We wrze niu 1973 roku podczas wizyty w Moskwie mia em okazj porozmawia o czarnych dziurach z dwoma znanymi radzieckimi ekspertami, JakowemZeldowiczem i Aleksandrem Starobinskim. Przekonali mnie oni, e zgodnie z zasad nieoznaczono ci obracaj ca si czarna dziura powinna tworzy i emitowa cz stki. Ich argumenty by y przekonuj ce z punktu widzenia fizyka, ale metoda obliczenia nat enia promieniowania nie podoba a mi si zbytnio od strony matematycznej. Zacz em wi c opracowywa lepszy matematycznie sposób, który przedstawi em na nieformalnym seminarium w Oxfordzie w listopadzie 1973 roku. W owym czasie jeszcze nie zako czy em rachunków i nie wiedzia em, jakie jest w rzeczywisto ci nat enie promieniowania czarnej dziury. Nie spodziewa em si odkry niczego poza promieniowaniem wiruj cych czarnych dziur, przewidzianym uprzednio przez Zeldo-wicza i Starobinskiego. Gdy uko czy em obliczenia, okaza o si jednak, ku memu zdumieniu i z o ci, e nawet nie obracaj ce si czarne dziury powinny tworzy i wysy a cz stki w sta ym tempie. Pocz tkowo s dzi em, e pojawienie si tego promieniowania wskazuje na niepopra-wno jednego z u ytych przybli e . Obawia em si te , e Bekenstein mo e dowiedzie si o moich wynikach i wykorzysta je jako dodatkowe argumenty potwierdzaj ce jego koncepcje o entropii czarnych dziur, których to koncepcji w dalszym ci gu nie lubi em. Im d u ej jednak my la em o swych obliczeniach, tym mocniej by em przekonany, e wszystko jest w porz dku i u yte przybli enia s poprawne. O tym, e to promieniowanie rzeczywi cie istnieje, przekona mnie ostatecznie fakt, e widmo wysy anych cz stek by o dok adnie takie, jakie wysy a gor ce cia o, za nat enie promieniowania jest w a nie takie, jakiego potrzeba, by unikn naruszenia drugiej zasady termodynamiki. W latach nast pnych wielu fizyków oblicza o nat enie promieniowania czarnych dziur na wiele ró nych sposobów. Wszyscy otrzymali ten sam wynik: czarna dziura powinna emitowa cz stki, tak jakby by a zwyczajnym gor cym cia em, a jej temperatura zale y wy cznie od masy ² im wi ksza masa, tym ni sza temperatura. Jak to jest mo liwe, by czarna dziura emitowa a cz stki, je li wiemy, i nic nie mo e wydosta si poza horyzont zdarze ? Odpowied , jak daje nam mechanika kwantowa, brzmi: cz stki te nie pochodz z wn trza czarnej dziury, lecz z "pró nej" przestrzeni tu poza horyzontem zdarze ! Mo emy to wyja ni w nast puj cy sposób. To, co mamy na my li, mówi c "pró nia", nie mo e by ca kowicie puste, gdy aby tak by o, wszystkie pola ² grawitacyjne, elektromagnetyczne i inne ² musia yby ca kowicie znikn . Jednak z warto ci pola i tempem jego zmian jest tak, jak z po o eniem i pr dko ci cz stki ² z zasady nieoznaczono ci wynika, e im dok adniej znamy jedn z tych wielko ci, tym mniej wiemy o drugiej. A zatem pole w pustej przestrzeni nie mo e ca kowicie znikn ,

49

Krótka historia czasu
gdy wtedy znaliby my precyzyjnie jego warto (zero) i tempo zmian (równie zero). Warto ci pól nie mo na wyznaczy z dowoln dok adno ci ; zachowanie koniecznej nieoznaczono ci zapewniaj kwantowe fluktuacje. Takie fluktuacje mo na wyobrazi sobie jako pojawiaj ce si w pewnej chwili pary fotonów lub grawitonów, które istniej oddzielnie przez krótki czas, a nast pnie ani-hiluj si wzajemnie. S to cz stki wirtualne, podobnie jak cz stki przenosz ce oddzia ywanie grawitacyjne S o ca. W przeciwie stwie do cz stek rzeczywistych, nie mo na ich bezpo rednio zarejestrowa za pomoc detektora cz stek. Mo na jednak zmierzy ich po rednie efekty, na przyk ad niewielkie zmiany energii orbit elektronowych w atomach; wyniki pomiarów zgadzaj si z przewidywaniami teoretycznymi z niezwyk dok adno ci . Z zasady nieoznaczono ci wynika równie istnienie podobnych par wirtualnych cz stek materii, takich jak elektrony i kwarki. Te pary jednak sk adaj si z cz stek i antycz stek (fotony i grawitony s identyczne ze swymi antycz stkami). Poniewa energia nie mo e powstawa z niczego, jeden z partnerów pary cz stka - antycz stka musi mie ujemn energi , a drugi dodatni . Temu o ujemnej energii przeznaczone jest by krótko yj c wirtualn cz stk , gdy rzeczywiste cz stki w normalnych warunkach maj zawsze dodatni energi . Wobec tego, cz stka ta musi znale swego partnera i ulec anihilacji. Jednak e rzeczywista cz stka w pobli u cia a o du ej masie ma ni sz energi ni wtedy, gdy jest z dala od niego, poniewa przesuni cie jej na znaczn odleg o od tego cia a wymaga zu ycia energii niezb dnej do przezwyci enia jego przyci gania grawitacyjnego. W normalnych sytuacjach energia takiej cz stki jest wci dodatnia, ale rzeczywiste cz stki mog mie ujemn energi , je li znajduj si dostatecznie blisko horyzontu. A zatem w pobli u czarnej dziury cz stka nale ca do wirtualnej pary i maj ca ujemn energi mo e wpa do czarnej dziury i sta si rzeczywist cz stk lub antycz stka. W tym wypadku nie musi ju anihilowa si ze swym partnerem. Ten ostatni mo e równie wpa do czarnej dziury, lecz mo e tak e ² maj c dodatni energi ² uciec z jej otoczenia i sta si rzeczywist cz stk lub antycz stka (rys. 22). Obserwator, który znajduje si daleko, uzna, i cz stka ta zosta a wypromieniowana przez czarn dziur . Im mniejsza czarna dziura, tym krótszy dystans musi pokona cz stka o ujemnej energii, by sta si cz stk rzeczywist , a wi c tym wi ksze jest nat enie promieniowania i wi ksza temperatura czarnej dziury. Dodatnia energia promieniowania jest równowa ona przez strumie ujemnej energii cz stek wpadaj cych do czarnej dziury. Z równania Einsteina E = mc2, gdzie E to energia, m ² masa, a c ² pr dko s'wiat a, wiemy, i energia jest proporcjonalna do masy. Strumie uje

mnej energii wpadaj cej do czarnej dziury powoduje wi c zmniejszenie jej masy. W miar jak maleje masa czarnej dziury, maleje te powierzchnia jej horyzontu, ale zwi zane z tym zmniejszenie jej entropii jest skompensowane z nawi zk przez entropi promieniowania, a wi c druga zasada termodynamiki nie jest pogwa cona. Co wi cej, im mniejsza masa czarnej dziury, tym wy sza jest jej temperatura. Wobec tego, w miar jak czarna dziura traci mas , ro nie jej temperatura i wzrasta nat enie promieniowania, a zatem i tempo utraty masy. Nie jest jasne, co dzieje si , gd w ko cu masa czarnej y dziury staje si bardzo ma a; nale y jednak przypuszcza , e czarna dziura znika w ogromnym wybuchu promieniowania, o mocy równowa nej wybuchowi milionów bomb wodorowych. Czarna dziura o masie równej kilku masom S o ca mia aby temperatur zaledwie jednej dziesi ciomilionowej stopnia powy ej zera bezwzgl dnego. To o wiele mniej ni temperatura promieniowania mikrofalowego wype niaj cego wszech wiat (2,7 K), a zatem taka czarna dziura absorbowa aby o wiele wi cej promieniowania, ni by emitowa a. Je eli wszech wiat ma si wiecznie rozszerza , to temperatura promieniowania spadnie w ko cu poni ej temperatury takiej czarnej dziury i zacznie ona traci mas . Nawet wtedy ednak j jej temperatura b dzie tak niska, e trzeba by czeka tysi c mi iardów miliardówmiliardówmiliardówmiliardówmiliardówmiliardów (l i l sze dziesi t sze zer) lat na jej ca kowite wyparowanie. To o wiele wi cej ni wynosi wiek wszech wiata (od 10 do 20 miliardów lat ² Iz dziesi cioma zerami). Z drugiej strony, jak wspomnia em w poprzednim rozdziale, mog istnie pierwotne czarne dziury o

ˆˆ †…„ƒ‚ ‡

Krótka historia czasu
znacznie mniejszej masie, powsta e wskutek grawitacyjnego zapadni cia si nieregularno ci w bardzo wczesnym okresie rozwoju wszech wiata. Takie czarne dziury mia yby zdecydowanie wy sz temperatur i emitowa yby promieniowanie o znacznie wi kszym nat eniu. Czas ycia pierwotnej czarnej dziury o masie oko o jednego miliarda ton by by w przybli eniu równy czasowi trwania wszech wiata. Pierwotne czarne dziury o masach jeszcze mniejszych zd y yby zatem ju wyparowa , lecz te o masach nieco wi kszych powinny dzi wysy a promienie Roentgena i gamma. Promienie Roentgena i gamma to promieniowanie podobne do wiat a widzialnego, ale o znacznie krótszej d ugo ci fali. Takie czarne dziury raczej nie zas uguj na nazw czarne: w rzeczywisto ci s rozpalone do bia o ci i emituj energi z moc oko o 10 tysi cy megawatów. Jedna taka czarna dziura mog aby nap dzi dziesi du ych elektrowni, gdyby my tylko potrafili wykorzysta jej moc. To jednak wydaje si bardzo trudne: czarna dziura o masie równej masie sporej góry mia aby rednic jednej milionowej milionowej centymetra, czyli by aby mniej wi cej wielko ci j dra atomu! Gdyby taka czarna dziura znalaz a si na powierzchni Ziemi, natychmiast spadaby do rodka Ziemi ² adnym sposobem nie da oby si temu zapobiec. Pocz tkowo porusza aby si tam i z powrotem w poprzek globu, a w ko cu zatrzyma aby si w samym rodku. Jedynym zatem miejscem, gdzie mo na by j umie ci , je li by si chcia o wykorzysta emitowan energi , by aby orbita oko oziemska, a jedynym sposobem umieszczenia czarnej dziury na takiej orbicie by oby ci gni ce i jej w lad za holowan du mas , podobnie jak prowadzi si os a, trzymaj c marchewk przed jego pyskiem. Ten schemat nie wydaje si zbyt praktyczny, przynajmniej nie w najbli szej przysz o ci. Nie potrafimy wykorzysta energii promieniowanej przez pierwotne czarne dziury, czy mamy jednak przynajmniej szans na ich dostrze enie? Mo emy szuka promieniowania gamma wysy anego przez czarne dziury \ przez znaczn cz ich ycia. Cho promieniowanie wi kszo ci z nich by oby bardzo s abe z powodu du ej odleg o ci, to czne promieniowanie wszystkich mo e by obserwowalne. T o promieniowania gamma obserwujemy rzeczywi cie. Rysunek 23 ilustruje, jak obserwowane nat enie zale y od cz sto ci (liczby fal na sekund ). To t o mog o jednak powsta , i zapewne powsta o, w inny sposób, nie wskutek promieniowania pierwotnych czarnych dziur. Przerywana linia na rysunku 23 pokazuje, jak powinno zmienia si nat enie promieniowania gamma zale nie od cz sto ci, gdyby pochodzi o ono od pierwotnych czarnych dziur, których rednia liczba si ga aby 300 na jeden sze cienny rok wietlny. A zatem obserwacje promieniowania t a nie dostarczaj adnych dowodów istnienia pierwotnych czarnych dziur, a tylko ograniczaj ich mo liw liczb do co najwy ej 300 na sze cienny rok wietlny. To ograniczenie oznacza, e pierwotne czarne dziury stanowi nie wi cej ni jedn milionow ca kowitej ilo ci materii we wszech wiecie. Skoro pierwotne czarne dziury s tak rzadkie, to wydaje si ma o prawdopodobne, e która z nich znajdzie si dostatecznie bl isko nas, by my mogli j obserwowa jako pojedyncze ród o promieniowania gamma. Poniewa jednak przyci ganie grawitacyjne przyci ga czarne dziury do wszelkich skupisk materii, powinny one pojawia si znacznie cz ciej w galaktykach i ich otoczeniu. Cho zatem pomiary t a promieniowania gamma mówi nam, e nie mo e by wi c czarnych dziur ni przeci tnie 300 na sze cienny rok wietlny, ej nie mówi nam to nic o liczbie czarnych dziur w naszej galaktyce. Gdyby by o ich milion razy wi cej ni wynosi obliczona rednia, to najbli sza czarna dziura znajdowa aby si prawdopodobnie w odleg o ci miliarda kilometrów, czyli tak daleko jak Pluton, najdalsza planeta Uk adu S onecznego. By oby w dalszym ci gu bardzo trudno wykry sta e promieniowanie czarnej dziury z tak du ej odleg o ci, nawet je li jej moc jest równa 10 ty-; si com megawatów. Aby wykry pierwotn czarn dziur , nale a oby zarejestrowa par na cie kwantów promieni gamma nadlatuj cych z te-/ go samego kierunku w rozs dnym przedziale czasu, na przyk ad w ci gu f tygodnia. Gdy pomiary trwaj d u ej, nie mo na zarejestrowanych J kwantów odró ni od t a. Promienie gamma maj bardzo du cz sto , * a zatem zgodnie z zasad Plancka ka dy kwant promieni gamma ma bardzo du energi ; nie trzeba zbyt wielu kwantówby , wyemitowa ; nawet 10 tysi cy megawatów. By zaobserwowa te nieliczne, które do-

‘ ŽŒ‹Š‰ 

Krótka historia czasu
tar yby do nas z odleg o ci równej promieniowi orbity Plutona, konieczny by by detektor wi kszy ni wszystkie dot d zbudowane. Co wi cej, taki detektor musia by zosta wys any w przestrze kosmiczn , gdy atmosfera ziemska poch ania promieniowanie gamma. Oczywi cie, gdyby czarna dziura znajduj ca si tak blisko jak Pluton dobieg a kresu swego ycia i wybuch a, atwo by oby zarejestrowa ko cowy impuls promieniowania. Skoro jednak czarna dziura wysy a a promienie przez ostatnie 10-20 miliardów lat, to szansa, e zako czy swe ycie w ci gu paru najbli szych lat, zamiast uczyni to par milionów lat wcze niej lub pó niej, jest raczej minimalna. Aby wi c mie szans zobaczenia czegokolwiek przed wydaniem wszystkich pieni dzy przeznaczonych na badania, nale y znale sposób detekcji takich wybuchów z odleg o ci co najmniej jednego roku wietlnego. I w tym wypadku potrzebny jest du y detektor promieniowania gamma, aby zarejestrowa par na cie kwantów z jednej eksplozji. Nie by oby natomiast konieczne sprawdzenie, czy wszystkie kwanty nadlecia y z tego samego kierunku. By uzyska pewno , e wszystkie pochodz z tego samego wybuchu, wystarczy oby przekona si , i wszystkie przyby y mniej wi cej równocze nie. Atmosfera ziemska mo e s u y jako detektor zdolny do wykrycia pierwotnych czarnych dziur. (W ka dym razie jest raczej ma o prawdopodobne, by my zbudowali jeszcze wi kszy detektor!) Kiedy wysokoenergetyczny kwant gamma zderza si z atomami w atmosferze, powstaj pary elektron - pozytron (antyelektron). Gdy za te elektrony i pozytrony zderzaj si z innymi atomami, powstaj kolejne pary i wytwarza si kaskada elektronowa ² rezultatem jest tak zwane promieniowanie Czerenkowa. Mo na zatem wykrywa wybuchy promieniowania gamma, poszukuj c rozb ysków wiat a na nocnym niebie. Oczywi cie, wiele innych zjawisk (b yskawice, odbicia wiat a s onecznego od sztucznych satelitów itp.) powoduje równie powstawanie rozb ysków. B yski spowodowane wybuchami promieniowania gamma mo na odró ni od innych, je li prowadzi si obserwacje z dwóch odleg ych od siebie punktów. Takie poszukiwania przeprowadzili dwaj uczeni z Dublina, Neil Porter i Trevor Weekes, za pomoc teleskopów w Arizonie. Uda o im si zarejestrowa wiele b ysków, lecz adnego z nich nie mo na by o uzna z ca pewno ci za skutek wybuchu promieniowania gamma z pierwotnej czarnej dziury. Nawet je li poszukiwania pierwotnych czarnych dziur nie przynios pozytywnych rezultatów, co w tej chwili wydaje si prawdopodobne, to i tak dostarcz nam one istotnych informacji na temat warunków panuj cych we wczesnym wszech wiecie. Gdyby wczesny wszech wiat by chaotyczny lub nieregularny albo gdyby ci nienie materii by o niskie, to nale a oby oczekiwa powstania znacznie wi kszej liczby czarnych dziur, ni wynosi limit wyznaczony na podstawie ju przeprowadzonych pomiarów t a promieniowania gamma. Tylko wtedy, gdy przyjmiemy, e ci nienie w pocz tkowym wszech wiecie by o wysokie, a przestrze g adka i jednorodna, da si zrozumie brak obser-wowalnej liczby pierwotnych czarnych dziur. ', Promieniowanie czarnych dziur by o pierwszym przewidywanym ;; procesem fizycznym, zale nym w istotny sposób od wielkich teorii fdwudziestego wieku ² teorii wzgl dno ci i mechaniki kwantowej. AKoncepcja ta spotka a si z bardzo silnym pocz tkowo sprzeciwem i fizyków, by a bowiem sprzeczna z ówczesnymi pogl dami: "Jak czar-tna dziura mo e cokolwiek emitowa ?" Gdy po raz pierwszy og osi em wyniki moich oblicze na konferencji w laboratorium Rutherford-Ap-pleton w pobli u Oxfordu, spotka em si z powszechnym niedowierzaniem. Pod koniec mego wyst pienia przewodnicz cy sesji John G. Taylor z Kings College w Londynie stwierdzi , e wszystko to by o nonsensem; pó niej nawet napisa prac w tym duchu. W ko cu jednak wi kszo fizyków, z Johnem Taylorem w cznie, przyzna a, e je eli ogólna teoria wzgl dno ci i mechanika kwantowa s poprawne, to czarne dziury musz promieniowa tak, jak gor ce cia a. Niestety, nie uda o nam si znale pierwotnych czarnych dziur. Uwa a si jednak powszechnie, e gdyby nam si powiod o, stwierdziliby my, i s one silnymi ród ami promieniowania Roentgena i gamma. Promieniowanie czarnych dziur wskazuje, e prawdopodobnie grawitacyjne zapadanie nie jest tak nieodwracalne, jak kiedy uwa ano. Gdy astronauta wpada do czarnej dziury, jej masa wzrasta, ale w ko cu równowa na ilo energii wraca do wszech wiata w postaci promieniowania. W pewnym sensie astronauta zostanie powtórnie wykorzystany, tak jak makulatura. By by to bardzo n dzny rodzaj nie miertelno ci, gdy wszelki osobisty czas astronauty dobieg by kresu w chwili, gdy zosta on rozerwany przez czarn dziur . Nawet cz stki emitowane przez czarn dziur s inne ni cz stki sk adaj ce si na cia o astronauty; tym, co by z niego przetrwa o, by aby jedynie energia lub masa. Przybli enia, jakich u y em, by wykaza , i czarna dziura promieniuje, s odpowiednie, je li jej masa jest wi ksza ni u amek grama. Gdy jednak ycie czarnej dziury dobiega kresu, jej masa staje si mniejsza i przybli eniom tym nie mo na ufa . Co dzieje si wtedy? Najprawdopodobniej czarna dziura po prostu znika, wraz z astronauta i osobliwo ci w jej wn trzu, je li rzeczywi cie tam s . Jest to pierwsza wskazówka, e mechanika kwantowa mo e usun osobliwo ci przewidziane w ramach ogólnej teorii wzgl dno ci. Jednak e metody stosowane powszechnie w 1974 roku nie pozwala y na stwierdzenie, czy osobliwo ci s obecne tak e w kwantowej teorii grawitacji. Od 1975 roku rozpocz em prac nad bardziej efektywn metod kwantowania grawitacji, opart na wysuni tej przez Richarda Feynmana idei sum po mo liwych historiach. W nast pnych dwóch rozdzia ach omówi uzyskane w ten sposób odpowiedzi na pytania o los wszech wiata i zawartych w nim obiektów, na przyk ad astronauty. Przekonamy si , e cho zasada nieoznaczono ci ogranicza dok adno wszelkich naszych pomiarów, mo e jednocze nie usun fundamentaln nieprzewidywal no przysz o ci powodowan przez istnienie osobliwo ci. Rozdzia 8

POCHODZENIE l LOS WSZECH WIATA

Z ogólnej teorii wzgl dno ci wynika, e czasoprzestrze rozpocz a si od osobliwo ci typu wielkiego wybuchu, a jej koniec nast pi, gdy ca y wszech wiat skurczy si do punktu albo gdy lokalny region ulegnie grawitacyjnemu zapadni ciu i powstanie osobliwo wewn trz czarnej dziury. Materia wpadaj ca do wn trza czarnej dziury ulega zniszczeniu ² jedynym jej ladem jest grawitacyjne oddzia ywanie masy na obiekty na zewn trz czarnej dziury. Je li natomiast wzi pod uwag równie efekty kwantowe, to wydaje si , i materia w ko cu wraca do wszech wiata, a czarna dziura paruje i znika wraz z zawart w niej osobliwo ci . Czy efekty kwantowe mog mie równie dramatyczny wp yw na wielki wybuch oraz na ko cow osobliwo ? Co naprawd dzieje si w bardzo wczesnym i bardzo pó nym okresie ewolucji wszech wiata, kiedy pole grawitacyjne jest tak silne, e nie mo na po-; min efektów kwantowo-grawitacyjnych? Czy wszech wiat naprawd ma pocz tek i koniec? A je li tak, to czym one s ? \ W latach siedemdziesi tych zajmowa em si g ównie czarnymi dziurami. Problemem pochodzenia i losu wszech wiata zainteresowa em si w 1981 roku, gdy uczestniczy em w konferencji na temat kosmologii, .':

52

Krótka historia czasu
zorganizowanej przez jezuitów w Watykanie. Ko ció katolicki pope ni i ogromny b d w sprawie Galileusza, gdy og osi kanoniczn odpowied |na pytanie naukowe, deklaruj c, i S o ce obraca si wokó Ziemi. Tym l razem, par wieków pó niej, Ko ció zdecydowa si zaprosi grup ekspertów i zasi gn ich rady w sprawach kosmologicznych. Pod koniec konferencji papie przyj jej uczestników na specjalnej audiencji. Powiedzia nam wówczas, e swobodne badanie ewolucji wszech wiata po wielkim wybuchu nie budzi adnych zastrze e , lecz od zg biania samego wielkiego wybuchu nale y si powstrzyma , gdy chodzi tu o akt stworzenia, a tym samym akt Bo y. By em wtedy bardzo zadowolony, i nie zna on tematu mego wyst pienia na konferencji ² mówi em bowiem o mo liwo ci istnienia czasoprzestrzeni sko czonej, lecz pozbawionej brzegów, czyli nie maj cej adnego pocz tku i miejsca na akt stworzenia. Nie mia em najmniejszej ochoty na to, by podzieli los Galileusza, z którego postaci czy mnie silna wi ² uczucie swoistej identyfikacji, cz ciowo z racji przypadku, który sprawi , e urodzi em si dok adnie 300 lat po jego mierci! Aby zrozumie , w jaki sposób mechanika kwantowa mo e zmieni nasze pogl dy na powstanie i histori wszech wiata, nale y najpierw zapozna si z powszechnie akceptowan histori wszech wiata, zgodn z tak zwanym gor cym modelem wielkiego wybuchu. Zak ada si w nim, e wszech wiat od wielkiego wybuchu ma geometri czasoprzestrzeni Friedmanna. W miar rozszerzania si wszech wiata promieniowanie i materia stygn . (Gdy promie wszech wiata wzrasta dwukrotnie, to temperatura spada o po ow ). Poniewa temperatura jest niczym innym jak miar redniej energii ² lub pr dko ci ² cz stek, to och adzanie si wszech wiata wywiera powa ny wp yw na materi . W bardzo wysokiej temperaturze cz stki poruszaj si tak szybko, e atwo pokonuj dzia anie si j drowych lub elektromagnetycznych, gdy jednak temperatura spada, cz stki przyci gaj ce si wzajemnie zaczynaj si czy . Co wi cej, równie istnienie pewnych rodzajów cz stek zale y od temperatury. W dostatecznie wysokiej temperaturze cz stki maj tak wielk energi , e w ich zderzeniach tworzy si wiele par cz stka - anty cz stka, i cho niektóre z tych cz stek anihiluj w zderzeniach z anty cz stkami, proces ich produkcji jest szybszy ni proces anihilacji. W niskiej temperaturze natomiast zderzaj ce si cz stki maj nisk energi , pary cz stka - antycz stka tworz si wolniej i anihilacja staje si wydajniejsza od produkcji. W chwili wielkiego wybuchu wszech wiat mia zerowy promie , a zatem niesko czenie wysok temperatur . W miar jak wzrasta promie wszech wiata, temperatura promieniowania spada a. W sekund po wielkim wybuchu wynosi a oko o 10 miliardów stopni. Temperatura we wn trzu S o ca jest oko o tysi ca razy ni sza, podobnie wysok temperatur osi ga si natomiast w wybuchach bomb wodorowych. W tym czasie wszech wiat zawiera g ównie fotony, elektrony i neutrina (niezwykle lekkie cz stki oddzia uj ce tylko za po rednictwem si s abych i grawitacyjnych), ich antycz stki, oraz niewielk liczb protonów i neutronów. W miar rozszerzania si wszech wiata i spadku temperatury mala o tempo produkcji par elektron - antyelektron, a wreszcie sta o si wolniejsze ni tempo anihilacji, tworz c fotony; ocala y tylko nieliczne elektrony. Natomiast neutrina i antyneutrina nie znikn y, poniewa oddzia uj ze sob zbyt s abo. Powinny one istnie po dzi dzie ; gdyby my potrafili je wykry , uzyskaliby my wspania e potwierdzenie naszkicowanego tutaj obrazu wczesnej historii wszech wiata. Niestety, neutrina te maj zbyt nisk energi , by mo na je by o wykry bezpo rednio. Je li jednak maj ma , lecz ró n od zera mas , jak to sugeruje nie potwierdzony eksperyment rosyjski z 1981 roku, mogliby my wykry je po rednio. Mianowicie mog one stanowi cz "ciemnej materii", której grawitacyjne przyci ganie jest dostatecznie silne, by powstrzyma ekspansj wszech wiata i spowodowa jego skurczenie si . Mniej wi cej w sto sekund po wielkim wybuchu temperatura spad a do miliarda stopni; taka temperatura panuje we wn trzach najgor tszych gwiazd. W tej temperaturze protony i neutrony maj zbyt ma energi , aby pokona przyci gaj ce si y j drowe, zatem zaczynaj si czy , tworz c j dra deuteru (ci kiego wodoru), zawieraj ce jeden proton i jeden neutron. J dra deuteru cz si z kolejnymi protonami i neutronami; w ten sposób powstaj j dra helu, sk adaj ce si z dwóch protonów i dwóch neutronów, oraz niewielka liczba ci szych j der, mi dzy innymi litu i berylu. Mo na obliczy , e wed ug standardowego modelu wielkiego wybuchu oko o jednej czwartej wszystkich protonów i neutronów zu yte zostaje na produkcj helu oraz ci szych pierwiastków. Pozosta e neutrony rozpadaj si na protony, b d ce j drami zwyk ych atomów wodoru. Ten scenariusz rozwoju wszech wiata w jego najwcze niejszym okresie zaproponowa George Gamow w s ynnej pracy z 1948 roku, napisanej wspólnie z jego studentem Ralphem Alpherem. Gamow, obdarzony autentycznym poczuciem humoru, przekona fizyka j drowego Hansa Bet-hego, by ten doda swe nazwisko do listy autorów, dzi ki czemu brzmia a ona: "Alpher, Bethe, Gamow", prawie tak jak pierwsze trzy litery greckiego alfabetu: alfa, beta, gamma, co wyj tkowo dobrze pasuje do pracy o pocz tkach wszech wiata! W tej pracy Gamow i jego wspó pracownicy przedstawili równie godn uwagi hipotez , i promieniowanie pochodz ce z wczesnego, gor cego okresu ewolucji wszech wiata powinno istnie po dzi dzie , cho jego temperatura zosta a zredukowana do paru stopni powy ej zera bezwzgl dnego. W a nie to promieniowanie odkryli Penzias i Wilson w 1965 roku. W czasach kiedyAlpher, Bethe i Gamow pisali swoj prac , niewiele jeszcze wiedziano o reakcjach j drowych mi dzy protonami i neutronami. Dlatego ich obliczenia wzajemnych proporcji ró nych pierwiastków we wszech wiecie nie by y dok adne. Od tego czasu obliczenia te wielokrotnie powtórzono, uwzgl dniaj c post p naszej wiedzy na temat reakcji j drowych, i obecnie zgadzaj si znakomicie z obserwacjami. Co wi cej, jest bardzo trudno wyt umaczy w jakikolwiek inny sposób, dlaczego w a nie tyle helu istnieje we wszech wiecie. Wobec tego mamy niemal pewno , e nasz obraz rozwoju wszech wiata jest poprawny, przynajmniej od jednej sekundy po wielkim wybuchu. Po up ywie zaledwie paru godzin od wielkiego wybuchu usta a produkcja helu i innych pierwiastków. Przez nast pny milion lat wszech wiat po prostu rozszerza si , bez adnych godnych uwagi zdarze . W ko cu temperatura spad a do paru tysi cy stopni; wtedy elektrony i j dra nie mia y ju dostatecznej energii, by pokona przyci ganie elektryczne mi dzy nimi ² w rezultacie zacz y czy si w atomy. Wszech wiat jako ca o w dalszym ci gu rozszerza si i styg , lecz regiony o nieco wi kszej g sto ci ni rednia rozszerza y si wolniej, gdy dodatkowe przyci ganie grawitacyjne hamowa o ich ekspansj . Takie obszary w pewnym momencie przesta y si rozszerza i zacz y si kurczy . Oddzia ywanie z otaczaj c je materi mog o zainicjowa ich rotacj . W miar zapadania si obszaru o powi kszonej g sto ci wzrasta a pr dko ruchu obrotowego ² podobnie y wiarz kr ci si szybciej po z o eniu ramion wzd u tu owia. W ko cu si a od rodkowa zrównowa y a si ci enia i kurczenie si usta o; w ten sposób powsta y, przypominaj ce dyski, roluj ce galaktyki. Inne regiony, które nie zacz y wirowa , sta y si owalnymi obiektami, zwanymi galaktykami eliptycznymi. Takie obszary przesta y si zapada , gdy poszczególne ich cz ci kr wokó rodka, cho galaktyka jako ca o nie obraca si .

53

Krótka historia czasu
Z biegiem czasu hel i wodór w galaktykach zgromadzi si w wielu mniejszych chmurach, które zacz y zapada si pod wp ywem w asnego przyci gania grawitacyjnego. W miar jak si kurczy y, wzrasta a liczba zderze mi dzy atomami, czyli ros a temperatura, a wreszcie sta a si dostatecznie wysoka, by mog y si rozpocz reakcje syntezy j drowej. Reakcje te zmieniaj wodór w hel, a uwolnione ciep o powoduje wzrost ci nienia i powstrzymuje dalsze kurczenie si chmur gazu. Takie chmury utrzymuj si w niezmienionej postaci przez d ugi czas ² s to po prostu gwiazdy podobne do naszego S o ca; spalaj one wodór w hel i wypromieniowuj generowan energi w postaci ciep a i wiat a. Gwiazdy o wi kszej masie potrzebuj wy szej temperatury, aby zrównowa y swe ci enie grawitacyjne, co powoduje o wiele szybszy przebieg reakcji j drowych; w rezultacie takie gwiazdy zu ywaj swój zapas wodoru w ci gu zaledwie stu milionów lat. Nast pnie kurcz si nieco, wzrasta jeszcze ich temperatura i zaczyna si przemiana helu w ci sze pierwiastki, takie jak w giel i tlen. Te procesy nie uwalniaj jednak wiele energii, zatem kryzys wkrótce powtarza si , tak jak to opisa em w rozdziale o czarnych dziurach. Co dzieje si nast pnie, nie jest do ko ca jasne, ale najprawdopodobniej rodkowa cz gwiazdy zapada si , tworz c bardzo g st gwiazd neutronow lub czarn dziur . Zewn trzne warstwy gwiazdy s nieraz odrzucane w pot nych eksplozjach zwanych wybuchami supernowych; ich jasno przekracza jasno wszystkich innych gwiazd w galaktyce. Cz ci kich pierwiastków wytworzonych w ko cowych etapach ewolucji gwiazdy zostaje rozproszona w gazie w galaktyce i staje si surowcem do budowy gwiazd nast pnej generacji. Nasze S o ce zawiera oko o 2% ci kich pierwiastków, gdy jest gwiazd drugiej lub trzeciej generacji, uformowan oko o pi ciu miliardów lat temu z chmury gazu zawieraj cego resztki wcze niejszych supernowych. Wi kszo gazu nale cego do tej chmury zosta a zu yta na budow S o ca lub uleg a rozproszeniu, lecz pewna ilo ci kich pierwiastków zgromadzi a si , tworz c planety okr aj ce S o ce, takie jak Ziemia. Pocz tkowo Ziemia by a bardzo gor ca i nie mia a atmosfery; pó niej ostyg a i uzyska a atmosfer , która powsta a z gazów wydostaj cych si ze ska . We wczesnej atmosferze nie mogliby my przetrwa . Nie zawiera a w ogóle tlenu, obecne w niej by y natomiast liczne gazy truj ce, na przyk ad siarkowodór (gaz nadaj cy zapach zepsutym jajkom). Istniej jednak prymitywne formy ycia, które pieni si bujnie w takich warunkach. Uwa a si , e mog y one rozwin si w oceanach, by mo e wskutek przypadkowego zgromadzenia si atomów w wi ksze struktury zwane makromoleku ami, zdolne do czenia innych atomów w podobne uk ady. Makromoleku y zdolne by y do reprodukcji i rozmna ania si . Przypadkowe b dy w reprodukcji z regu y uniemo liwia y dalsze rozmna anie si makromoleku y i powodowa y jej zgub . Jednak e niektóre z tych b dów prowadzi y do powstania nowych makromoleku , rozmna aj cych si jeszcze sprawniej. Te zyskiwa y przewag i wypiera y oryginalne makromoleku y. W ten sposób rozpocz si proces ewolucji, która doprowadzi a do powstania skomplikowanych, samoreprodukuj cych si organizmów. Pierwsze prymitywne formy ycia ywi y si ró nymi materia ami, z siarkowodorem w cznie, i wydala y tlen. To stopniowo doprowadzi o do zmiany sk adu atmosfery i pozwoli o na rozwój wy szych form ycia, takich jak ryby, gady, ssaki i, ostatecznie, ludzie. Taki obraz wszech wiata, pocz tkowo gor cego, nast pnie rozszerzaj cego si i stygn cego, zgadza, si ze wszystkimi obserwacjami, jakimi obecnie dysponujemy. Niemniej jednak na wiele pyta nie potrafimy wci jeszcze odpowiedzie : 1. Dlaczego wczesny wszech wiat by tak gor cy? 2. Dlaczego wszech wiat jest jednorodny w du ych skalach? Dlaczego wygl da tak samo z ka dego punktu i w ka dym kierunku? W szczególno ci, dlaczego temperatura mikrofalowego promieniowania t a jest tak dok adnie jednakowa, niezale nie od kierunku obserwacji? Przypomina to troch egzaminy studentów: je li wszyscy podali takie same odpowiedzi, to mo na by pewnym, e porozumiewali si mi dzy sob . Ale w modelu przedstawionym powy ej wiat o nie mia o od wielkiego wybuchu do czasu, by przedosta si z jednego odleg ego regionu do drugiego, nawet gdy regiony te by y po o one blisko siebie we wczesnym wszech wiecie. Zgodnie z teori wzgl dno ci, je li wiat o nie mog o przedosta si z jednego regionu do drugiego, to nie mog a przedosta si tam równie adna informacja w jakiejkolwiek innej postaci. Wobec tego nie by o adnego sposobu wyrównania temperatury ró nych regionów we wczesnym wszech wiecie; z jakiego niezrozumia ego powodu musia y mie one od pocz tku temperatur jednakow . 3. Dlaczego pocz tkowe tempo ekspansji by o tak bardzo zbli one do tempa krytycznego, e nawet dzisiaj, po ponad 10 miliardach lat, wszech wiat wci rozszerza si niemal w krytycznym tempie? (Tempo krytyczne odró nia modele wiecznie rozszerzaj ce si od tych, które ulegn skurczeniu). Gdyby pocz tkowe tempo ekspansji by o mniejsze o jedn tysi czn jednej milionowej jednej milionowej procenta, to wszech wiat ju dawno zapad by si ponownie. 4. Mimo e w du ych skalach wszech wiat jest tak jednorodny, zawiera jednak lokalne nieregularno ci, takie jak gwiazdy i galaktyki. Uwa amy, e powsta y one wskutek niewielkich ró nic g sto ci mi dzy ró nymi obszarami we wczesnym wszech wiecie. Sk d wzi y si te fluktuacje g sto ci? Na te pytania nie mo na odpowiedzie , opieraj c si wy cznie na ogólnej teorii wzgl dno ci, gdy wedle niej wszech wiat rozpocz si od wielkiego wybuchu, czyli stanu o niesko czonej g sto ci. Ogólna teoria wzgl dno ci i wszelkie inne teorie fizyczne za amuj si w osobliwo ciach: nie sposób przewidzie , co nast pi dalej. Jak wyja ni em powy ej, oznacza to, i mo na równie dobrze wyeliminowa z teorii wielki wybuch i zdarzenia go poprzedzaj ce, gdy nie maj one adnego wp ywu na nasze obserwacje. Taka czasoprzestrze mia aby brzeg ² mianowicie pocz tek w chwili wielkiego wybuchu. Wydaje si , e nauka odkry a zbiór praw, które z dok adno ci ograniczon przez zasad nieoznaczono ci mówi nam o tym, jak wszech wiat rozwija si w czasie, je li znamy jego stan w pewnej chwili. By mo e prawa fizyki zadekretowa kiedy Bóg, lecz wydaje si , i od tego czasu pozostawi on wiat w spokoju, pozwoli mu ewoluowa wedle tych praw i nie ingeruje w ogóle w bieg wydarze . Pozostaje pytanie, w jaki sposób wybra On stan pocz tkowy wszech wiata? Jakie by y "warunki brzegowe" na pocz tku czasu? Mo liwa jest taka odpowied : Bóg wybra stan pocz tkowy, kieruj c si swymi w asnymi powodami, których zg bi nie mamy szans. Le a o to z ca pewno ci w mo liwo ciach Istoty Wszechmocnej, lecz je li zdecydowa si On rozpocz histori wszech wiata w tak niezrozumia y sposób, to czemu jednocze nie pozwoli mu ewoluowa wed ug praw dla nas zrozumia ych? Ca a historia nauki stanowi proces stopniowego docierania do zrozumienia, e zdarzenia nie dziej si w dowolny sposób, lecz w zgodzie z pewnym porz dkiem, który mo e, lecz nie musi, wywodzi si z boskiej inspiracji. Ca kowicie naturalne by oby za o enie, i odnosi si to nie tylko do praw rz dz cych rozwojem, ale te do warunków na brzegu czasoprzestrzeni, które wyznaczaj pocz tkowy stan wszech wiata. Istnieje

54

Krótka historia czasu
zapewne wiele modeli wszech wiata zgodnych z prawami rozwoju i ró ni cych si tylko warunkami pocz tkowymi. Powinna istnie jaka zasada pozwalaj ca wybra jeden stan pocz tkowy, a tym samym jeden model opisuj cy wszech wiat. Jedn z mo liwo ci s tak zwane chaotyczne warunki brzegowe. Hipoteza ta zak ada, e albo wszech wiat jest niesko czony, albo istnieje niesko czenie wiele wszech wiatów. Wed ug hipotezy chaotycznych warunków brzegowych prawdopodobie stwo znalezienia jakiego okre lonego regionu przestrzeni w jakiej konfiguracji zaraz po wielkim wybuchu jest takie samo jak prawdopodobie stwo odnalezienia go w ka dej innej: stan pocz tkowy wszech wiata jest czysto przypadkowy. Oznacza to, e pocz tkowo wszech wiat by bardzo chaotyczny i nieregularny, gdy takie konfiguracje s znacznie cz stsze ni g adkie i jednorodne. (Je eli wszystkie konfiguracje s równie prawdopodobne, to najprawdopodobniej wszech wiat rozpocz ewolucj od stanu chaotycznego i nieregularnego, poniewa takich stanów jest o wiele wi cej). Trudno jest zrozumie , w jaki sposób z takiego stanu pocz tkowego móg wy oni si obecny wszech wiat, g adki i regularny w du ych skalach. Nale a oby równie oczekiwa , i w takim modelu fluktuacje g sto ci spowodowa yby powstanie wi kszej liczby pierwotnych czarnych dziur, ni wynosi górny limit ustalony na podstawie obserwacji t a promieniowania gamma. Je eli wszech wiat jest rzeczywi cie przestrzennie niesko czony lub je eli istnieje niesko czenie wiele wszech wiatów, to prawdopodobnie gdzie pojawi si region dostatecznie du y i g adki. Przypomina to znany przyk ad hordy ma p wal cych w maszy ny do pisania. Przyt aczaj ca wi kszo tego, co "napisz ", to mieci, lecz nies ychanie rzadko, przez czysty przypadek, uda im si wystuka sonet Szekspira. Czy w wypadku wszech wiata mo e by podobnie, czy jest mo liwe, e yjemy w obszarze g adkim i jednorodnym za spraw lepego trafu? Na pierwszy rzut oka wydaje si to bardzo ma o prawdopodobne, gdy takich regionów jest zdecydowanie mniej ni chaotycznych i nieregularnych. Przypu my jednak, e gwiazdy i galaktyki mog y powsta tylko w g adkich obszarach i tylko tam warunki sprzyja y rozwojowi skomplikowanych, zdolnych do odtworzenia si organizmów, takich jak cz owiek, które potrafi zada sobie pytanie: dlaczego wszech wiat jest tak g adki? Takie rozumowanie stanowi przyk ad zastosowania tak zwanej zasady antropicznej, któr mo na sparafrazowa nast puj co: "Widzimy wiat taki, jaki jest, poniewa istniejemy". Istniej dwie wersje zasady antropicznej, s aba i silna. S aba wersja stwierdza, i w dostatecznie du ym, by mo e niesko czonym w przestrzeni i (lub) czasie wszech wiecie, warunki sprzyjaj ce powstaniu inteligentnego ycia istnia y tylko w pewnych ograniczonych regionach czasoprzestrzeni. Wobec tego inteligentne istoty yj ce w takich regionach nie powinny by zdziwione, widz c, e ich otoczenie we wszech wiecie spe nia warunki konieczne dla ich ycia. Przypomina to sytuacj bogacza yj cego w zamo nej dzielnicy i nie widz cego n dzy. Przyk ad zastosowania s abej zasady antropicznej to "wyja nienie", dlaczego wielki wybuch zdarzy si 10 miliardów lat temu ² po prostu mniej wi cej tak d ugi czas jest potrzebny na powstanie w drodze ewolucji inteligentnych istot. Jak wyja ni em powy ej, najpierw musia y powsta gwiazdy pierwszej generacji. W tych gwiazdach cz pierwotnego wodoru i helu uleg a przemianie w w giel i tlen, z których jeste my zbudowani. Gwiazdy pierwszej generacji wybucha y nast pnie jako supernowe, a ich resztki pos u y y jako materia do budowy innych gwiazd i planet, podobnych do tworz cych nasz Uk ad S oneczny, który ma oko o pi ciu miliardów lat. Przez pierwsze dwa miliardy lat swego istnienia Ziemia by a zbyt gor ca, by mog y na niej powstawa jakiekolwiek skomplikowane struktury. Trzy miliardy lat zaj proces powolnej ewolucji biologicznej, który doprowadzi do przemiany najprostszych organizmów w istoty zdolne do mierzenia czasu wstecz a do wielkiego wybuchu. Tylko nieliczni ludzie kwestionuj poprawno lub u yteczno s abej zasady antropicznej. Niektórzy natomiast id o wiele dalej i proponuj siln wersj tej zasady. Wedle niej, istnieje wiele ró nych wszech wiatów lub ró nych regionów jednego wszech wiata, ka dy ze swoimi warunkami pocz tkowymi i, by mo e, ze swoim zbiorem praw fizycznych. W wi kszo ci takich obszarów warunki nie sprzyja y powstawaniu i rozwojowi skomplikowanych organizmów; tylko w nielicznych, takich jak nasz, powsta y inteligentne istoty zdolne do zadania pytania: "Dlaczego wszech wiat w a nie tak wygl da?" Odpowied jest prosta ² gdyby by inny, nas by tutaj nie by o! Prawa nauki, znane dzisiaj, zawieraj wiele podstawowych sta ych fizycznych, takich jak adunek elektronu lub stosunek masy protonu do masy elektronu. Nie potrafimy, przynajmniej dzi , obliczy tych sta ych na podstawie jakiej teorii, musimy wyznaczy je do wiadczalnie. Jest rzecz mo liw , e pewnego dnia odkryjemy kompletn , jednolit teori , zdoln do przewidzenia warto ci tych liczb, ale jest te mo liwe, i zmieniaj si one w zale no ci od miejsca we wszech wiecie lub e s ró ne w ró nych wszech wiatach. Warto zwróci uwag , e te warto ci wydaj si dobrane bardzo starannie, by umo liwi rozwój ycia. Na przyk ad, je li adunek elektronu by by tylko nieco inny, gwiazdy albo nie by yby w stanie spala wodoru i helu, albo nie wybucha yby pod koniec swego ycia. Oczywi cie, mog istnie inne formy inteligentnego ycia ² o jakich nie ni o si nawet adnemu autorowi powie ci fantastycznych ² których powstanie i rozwój nie wymaga wiat a s onecznego ani ci kich pierwiastków wytwarzanych w gwiazdach i wyrzucanych w trakcie wybuchów. Niemniej jednak wydaje si , i sta e te mo na tylko nieznacznie zmieni bez wykluczenia mo liwo ci powstania inteligentnego ycia. Wi kszo przypadkowych zbiorów warto ci sta ych doprowadzi aby do powstania wszech wiatów bardzo pi knych zapewne, lecz pozbawionych kogokolwiek zdolnego do podziwiania ich pi kna. Mo na to uzna za dowód istnienia boskiego celu w stworzeniu i w wyborze praw natury lub za potwierdzenie silnej zasady antropicznej. Mo na wysun wiele argumentów przeciw u yciu silnej zasady antropicznej do wyja nienia obserwowanego stanu wszech wiata. Po pierwsze, w jakim sensie istniej inne wszech wiaty? Je eli s rzeczywi cie oddzielone, to nie mog mie adnego wp ywu na nasz wszech wiat. W takim wypadku powinni my przywo a zasad ekonomii i wyeliminowa je z rozwa a . Je li natomiast s to tylko ró ne obszary pojedynczego wszech wiata, to prawa fizyczne w nich musz by takie same jak w naszym regionie, gdy inaczej niemo liwe by oby ci g e przej cie mi dzy ró nymi obszarami. Wobec tego poszczególne obszary mog si ró ni tylko warunkami pocz tkowymi i silna zasada zostaje zredukowana do s abej. Po drugie, silna zasada antropiczna stoi w sprzeczno ci z ca histori rozwoju nauki. Od geocentrycznej kosmologii Ptolemeusza i jego poprzedników przez heliocentryczn kosmologi Kopernika i

55

Krótka historia czasu
Galileusza doszli my do wspó czesnego obrazu wszech wiata, w którym Ziemia jest redni planet , okr aj c przeci tn gwiazd , po o on na skraju zwyczajnej galaktyki spiralnej, jednej z ponad miliona galaktyk w obserwowanej cz ci wszech wiata. A jednak silna zasada antropiczna g osi, i ta ca a konstrukcja istnieje po prostu dla nas. Trudno w to uwierzy . Z pewno ci Uk ad S oneczny jest niezb dny dla naszego istnienia, mo na to równie rozci gn na ca Galaktyk , pami taj c o gwiazdach wcze niejszej generacji, którym zawdzi czamy syntez ci kich pierwiastków. Ale wszystkie pozosta e galaktyki nie wydaj si wcale konieczne ani te wszech wiat wcale nie musi by tak jednorodny w du ych skalach, nie musi równie wygl da jednakowo we wszystkich kierunkach. Zasada antropiczna, przynajmniej jej s aba wersja, by aby bardziej zadowalaj ca, gdyby uda o si pokaza , e wiele ró nych sytuacji pocz tkowych mog o doprowadzi do powstania takiego wszech wiata, jaki dzi obserwujemy. Gdyby tak by o, to wszech wiat, który rozwin si z pewnego przypadkowego stanu pocz tkowego, powinien zawiera wiele obszarów g adkich i jednolitych, sprzyjaj cych rozwojowi intelektualnego ycia. Z drugiej strony, je eli stan pocz tkowy wszech wiata musia by wybrany wyj tkowo precyzyjnie, aby doprowadzi do pojawienia si wszech wiata podobnego do tego, jaki widzimy wokó nas, to wszech wiat powsta y z przypadkowego stanu pocz tkowego najprawdopodobniej nie zawiera by ani jednego regionu, w którym mog oby powsta ycie. W opisanym powy ej modelu wielkiego wybuchu, we wczesnym okresie rozwoju wszech wiata brak by o czasu, by ciep o mog o przep yn z jednego obszaru do drugiego. Oznacza to, e wszech wiat w swym stanie pocz tkowym musia mie wsz dzie jednakow temperatur , inaczej mikrofalowe promieniowanie t a nie mog oby mie identycznej temperatury we wszystkich kierunkach. Równie starannie nale a o dobra pocz tkow warto tempa ekspansji, by po dzi dzie by a ona niemal równa warto ci krytycznej, potrzebnej do unikni cia skurczenia si wszech wiata. Oznacza to, e je li standardowy model wielkiego wybuchu jest poprawny a do pocz tkowej osobliwo ci, to stan pocz tkowy wszech wiata musia by wybrany z nadzwyczajn precyzj . By oby bardzo trudno wyja ni , czemu wszech wiat musia rozpocz sw ewolucj od takiego w a nie stanu, chyba e by to akt Boga, chc cego stworzy istoty takie jak my. Próbuj c zbudowa model wszech wiata, w którym wiele mo liwych konfiguracji pocz tkowych prowadzi oby do powstania kosmosu takiego, jaki dzi widzimy, Alan Guth, fizyk z Massachusetts Institute of Technology, wysun sugesti , i wczesny wszech wiat przeszed przez faz bardzo szybkiego rozszerzenia. Ten okres szybkiej ekspansji nazywamy okresem "inflacyjnym", aby podkre li , e w tym czasie wszech wiat rozszerza si w tempie narastaj cym, a nie malej cym, jak dzisiaj. Wed ug Gutha promie wszech wiata wzrós tysi c miliardów miliardówmiliardów razy (l i trzydzie ci zer) w ci gu ma ego u amka sekundy. Zgodnie z koncepcj Gutha zaraz po wielkim wybuchu wszech wiat by bardzo gor cy i chaotyczny. Wysoka temperatura oznacza, i cz stki porusza y si wyj tkowo szybko i mia y bardzo du energi . Jak ju wiemy, w takich warunkach nale y oczekiwa unifikacji wszystkich si , s abych, elektromagnetycznych i j drowych w jedno oddzia ywanie. W miar jak wszech wiat rozszerza si i och adza , mala a energia cz stek. W pewnym momencie nast pi a przemiana fazowa i symetria mi dzy ró nymi oddzia ywaniami zosta a z amana: oddzia ywania silne zacz y ró ni si od s abych i elektromagnetycznych. Znanym przyk adem przemiany fazowej jest zamarzanie och odzonej wody. Woda w stanie ciek ym jest symetryczna, ma takie same w asno ci w ka dym punkcie i w ka dym kierunku. Ale gdy tworz si kryszta ki lodu, zajmuj okre lone pozycje i ustawiaj si w pewnym kierunku. To amie symetri wody. Post puj c bardzo ostro nie, mo na przech odzi wod , to znaczy obni y jej temperatur poni ej temperatury krzepni cia, nie powoduj c zamarzania. Guth wysun sugesti , i wszech wiat móg si zachowa w podobny sposób: temperatura mog a spa poni ej temperatury krytycznej bez z amania symetrii mi dzy si ami. Gdyby tak by o, wszech wiat znalaz by si w stanie niestabilnym, o energii wi kszej, ni gdyby symetria zosta a z amana. Dodatkowa energia powoduje jakby anty-grawitacyjne efekty ² objawia si tak, jak sta a kosmologiczna wprowadzona przez Einsteina, gdy próbowa zbudowa statyczny model wszech wiata. Poniewa wszech wiat ju si rozszerza, tak jak w modelu wielkiego wybuchu, to odpychaj ce dzia anie sta ej kosmologicznej powoduje sta y wzrost tempa ekspansji. Odpychaj ce dzia anie sta ej kosmologicznej przezwyci a przyci ganie grawitacyjne nawet w obszarach zawieraj cych wi cej materii ni wynosi rednia. A zatem równie takie obszary ulegaj inflacyjnemu rozszerzeniu. W miar gwa townego powi kszania si wszech wiata wzrasta odleg o mi dzy cz stkami materii i kosmos staje si niemal pró ny, cho wci znajduje si w stanie przech odzonym. Wszelkie nieregularno ci obecne w stanie pocz tkowym zostaj wyg adzone, podobnie jak znikaj zmarszczki na powierzchni nadmuchiwanego balonika. Tak wi c dzisiejszy, g adki i jednorodny wszech wiat móg powsta z wielu ró nych, niejednorodnych stanów pocz tkowych. We wszech wiecie, którego ekspansja uleg a przyspieszeniu przez sta kosmologiczn , a nie zwolnieniu przez przyci ganie grawitacyjne, wiat o mia o do czasu, aby przeby drog z jednego obszaru do drugiego we wczesnym okresie ewolucji. To umo liwi oby wyja nienie problemu, czemu ró ne regiony we wszech wiecie maj takie same w asno ci. Co wi cej, tempo ekspansji automatycznie przyjmuje warto blisk warto ci krytycznej, wyznaczonej przez g sto materii w kosmosie. Mo emy zatem wyja ni , czemu tempo ekspansji jest wci tak bliskie tempa krytycznego, nie musz c przyjmowa za o enia, e warto pocz tkowa tempa rozszerzania si wszech wiata by a bardzo starannie dobrana. Koncepcja inflacji pozwala równie zrozumie , czemu we wszech wiecie znajduje si tyle materii. W obszarze wszech wiata dost pnym dla naszych obserwacji znajduje si oko o stu milionów miliardów miliardówmiliardówmiliardówmiliardówmiliardówmiliardówmiliardów (l i osiemdziesi t zer) cz stek. Sk d si one wzi y? Odpowied brzmi, i zgodnie z mechanik kwantow cz stki mog powstawa z energii, w postaci par cz stka - antycz stka. Ta odpowied natychmiast wywo uje nast pne pytanie ² a sk d wzi a si energia? Kolejna odpowied brzmi, e ca kowita energia wszech wiata jest dok adnie równa zeru. Energia materii jest dodatnia. Jednak e ró ne kawa ki materii przyci gaj si grawitacyjnie. Dwa kawa ki materii znajduj ce si blisko siebie maj mniejsz energi ni wówczas, gdy s oddalone, aby je bowiem odsun od siebie, musimy wydatkowa energi , przeciwdzia aj c sile ci enia. W tym sensie pole grawitacyjne ma ujemn energi . Mo na wykaza , e we wszech wiecie przestrzennie jednorodnym ujemna energia pola grawitacyjnego dok adnie równowa y dodatni energi materii. Zatem ca kowita energia wszech wiata wynosi zero. Dwa razy zero to równie zero. Wszech wiat mo e zatem podwoi ilo dodatniej energii i równocze nie podwoi zapas energii ujemnej bez naruszenia zasady zachowania energii. Proces ten nie zachodzi podczas normalnej

56

Krótka historia czasu
ekspansji wszech wiata, w trakcie której g sto energii materii maleje. Dokonuje si wówczas, gdy rozszerzanie si wszech wiata ma charakter inflacyjny, wtedy bowiem g sto energii fazy przech odzonej pozostaje sta a: kiedy promie wszech wiata wzrasta dwukrotnie, podwaja si zarówno dodatnia energia materii, jak i ujemna energia pola grawitacyjnego, suma wi c pozostaje ta sama, równa zeru. W fazie inflacyjnej rozmiar wszech wiata ogromnie wzrasta, wobec tego zasób dost pnej energii do produkcji cz stek staje si bardzo du y. Guth skomentowa to nast puj co: "Powiadaj , e nie ma darmowych obiadów. Wszech wiat jest najdoskonalszym darmowym obiadem". Dzisiaj wszech wiat nie rozszerza si w sposób inflacyjny. Jaki mechanizm musia wyeliminowa olbrzymi efektywn sta kosmologiczn i zmieni charakter ekspansji z przy pieszonej na zwalnian przez grawitacj , tak jak dzisiaj obserwujemy. W trakcie inflacyjnej ekspansji, w pewnej chwili musia a zosta z amana symetria mi dzy si ami, podobnie jak przech odzona woda w ko cu zamarza. Uwolniona dodatkowa energia fazy symetrycznej podgrza a wszech wiat do temperatury niewiele ni szej ni temperatura krytyczna, w której nast puje przywrócenie symetrii mi dzy si ami. Wszech wiat rozszerza si odt d zgodnie ze zwyk ym modelem wielkiego wybuchu, lecz teraz staje si zrozumia e, czemu tempo jego ekspansji jest tak bliskie tempa krytycznego i dlaczego w ró nych jego obszarach temperatura jest równa. Zgodnie z oryginaln koncepcj Gutha przemiana fazowa mia a nast powa nagle, podobnie jak pojawienie si kryszta ków lodu w bardzo zimnej wodzie. Jego zdaniem, w obszarze starej fazy pojawi y si "b ble" nowej fazy, ze z aman symetri , podobnie jak b ble pary w gotuj cej si wodzie. B ble mia y rosn i zderza si ze sob , a w ko cu ca y wszech wiat znalaz si w obszarze nowej fazy. Wielu fizyków, mi dzy innymi i ja, wskaza o na istotny szkopu zwi zany z t koncepcj : w trakcie inflacji wszech wiat rozszerza si tak szybko, e nawet gdyby b ble narasta y z pr dko ci wiat a, to i tak nie po czy yby si ze sob . Wszech wiat sta by si bardzo niejednorodny, gdy pewne obszary wci znajdowa yby si w starej fazie, z symetri mi dzy oddzia ywaniami. Taki model nie zgadza si z obserwacjami. W pa dzierniku 1981 roku pojecha em do Moskwy na konferencj po wi con kwantowej grawitacji. Po konferencji mia em seminarium na temat modelu inflacyjnego i jego problemów w Instytucie Astronomicznym Sternberga. W tym okresie moje wyk ady wyg asza kto inny, gdy wi kszo ludzi nie rozumia a tego, co mówi em, z powodu mej utrudnionej artykulacji. Tym razem jednak zabrak o czasu na przygotowanie seminarium i musia em wyg osi je sam, a jeden z moich doktorantów powtarza moje s owa. Wszystko posz o znakomicie i mia em zarazem lepszy kontakt z audytorium. W ród obecnych na sali znajdowa si pewien m ody Rosjanin z Instytutu Lebiediewa w Moskwie, Andriej Linde. Wskaza on, i k opotu z nie czeniem si b bli da si unikn , przyjmuj c, e b ble by y tak wielkie, i ca y region wszech wiata dost pny naszym obserwacjom mie ci si w pojedynczym b blu. Aby tak by o, przej cie od fazy symetrycznej do fazy symetrii z amanej musia o dokona si powoli wewn trz jednego b bla, to za okazuje si ca kiem mo liwe wed ug teorii wielkiej unifikacji wszystkich oddzia ywa . Pomys Lindego by wietny, lecz pó niej zda em sobie spraw , i jego b ble musia y by wi ksze ni ca y wszech wiat w tym czasie! Uda o mi si wykaza , e w rzeczywisto ci przej cie fazowe nast pi oby wsz dzie jednocze nie, a nie tylko we wn trzu b bla. Taka przemiana fazowa prowadzi aby do powstania jednorodnego wszech wiata, takiego, jaki obserwujemy. Ten pomys bardzo mnie podnieci i przedyskutowa em go z jednym z moich studentów, anem Mossem. Jako przyjaciel Lindego znalaz em si jednak wkrótce w k opocie, gdy jedno z czasopism naukowych zwróci o si do mnie z pro b o recenzj jego pracy przed publikacj . Odpowiedzia em, e praca zawiera b d zwi zany z rozmiarami b bli, ale sam pomys powolnego przej cia fazowego jest bardzo dobry. Doradzi em wydawcom, by opublikowali prac w tej postaci, w jakiej j otrzymali, gdy wiedzia em, e jej poprawienie zaj oby Lindemu co najmniej par miesi cy, wszystkie bowiem przesy ki ze Zwi zku Radzieckiego na Zachód musz przej przez radzieck cenzur , niezbyt szybk i sprawn w ocenie prac naukowych. Znalaz em inne wyj cie z sytuacji: napisa em wspólnie z Mossem krótki artyku do tego samego czasopisma, w którym wskazali my na problem zwi zany z rozmiarami b bli i pokazali my, jak go rozwi za . W dzie po powrocie z Moskwy polecia em do Filadelfii, gdzie mia em odebra medal Instytutu Franklina. Moja sekretarka, Judy Fella, u y a swego czaru, by przekona British Airways, i dla reklamy warto da nam darmowe bilety na Concorde. Niestety, w drodze na lotnisko zostali my zatrzymani przez ulew i spó nili my si na samolot. W ko cu jednak dotar em jako do Filadelfii i dosta em swój medal. Poproszono mnie przy okazji o wyg oszenie referatu na seminarium o modelu inflacyjnym, na Uniwersytecie Drexel w Filadelfii. Tak jak w Moskwie, mówi em o problemach zwi zanych z tym modelem. W par miesi cy pó niej Paul Steinhardt i Andreas Albrecht z Uniwersytetu Pensylwa skiego wysun li niezale nie od Lindego bardzo podobn ide . Dlatego uwa a si ich, wraz z Lindem, za autorów "nowego modelu inflacyjnego", opartego na pomy le powolnego przej cia fazowego. (Stary model inflacyjny to oryginalna sugestia Gutha szybkiego przej cia fazowego z tworzeniem si b bli). Nowy model inflacyjny to interesuj ca próba wyja nienia, dlaczego wszech wiat jest taki, jaki jest. Niestety ja i jeszcze inni fizycy pokazali my, i model ten przewiduje ² w ka dym razie w swej oryginalnej postaci ² wi ksze zaburzenia temperatury promieniowania mikrofalowego, ni s obserwowane. Pó niejsze prace poda y w w tpliwo równie zachodzenie we wczesnym wszech wiecie przej cia fazowego o wymaganych w asno ciach. Wed ug mnie nowy model inflacyjny jest obecnie martwy jako teoria naukowa, chocia wielu ludzi, nie wiedz c jeszcze o jego mierci, wci pisze prace na jego temat, tak jakby y nadal. W 1983 roku Linde zaproponowa lepszy model, zwany modelem chaotycznej inflacji. W tej teorii nie ma adnego przej cia fazowego ani przech odzenia. Istnieje zamiast tego pewne pole o spinie zerowym, które z powodu fluktuacji kwantowych przyjmuje du warto w pewnych obszarach wszech wiata. Energia pola dzia a w tych obszarach jak efektywna sta a kosmologiczna ² powoduje grawitacyjne odpychanie, a wtedy rozszerzaj si one w sposób inflacyjny. W miar ekspansji maleje powoli energia pola, a w ko cu inflacyjne rozszerzanie zostaje zast pione zwyk ym, takim jak w modelu wielkiego wybuchu. Wszech wiat dzi obserwowany powsta w jednym z takich regionów. Ten model ma wszystkie zalety poprzednich modeli inflacyjnych, a obywa si bez w tpliwego przej cia fazowego i, co wi cej, prowadzi do rozs dnych, to znaczy zgodnych z obserwacjami, fluktuacji temperatury mikrofalowego promieniowania t a. Modele inflacyjne pokaza y, i obecny wszech wiat móg powsta z bardzo wielu ró nych stanów pocz tkowych. Jest to rezultat wa ny, gdy dowodzi, e pocz tkowy stan wszech wiata nie musia by wybrany z wielk staranno ci . Wobec tego mo emy ² je li chcemy

57

Krótka historia czasu
² pos u y si s ab zasad antropiczn , by wyja ni , czemu wszech wiat wygl da tak, jak dzisiaj. Nie jest natomiast prawdziwe twierdzenie, e ka da konfiguracja pocz tkowa mog a doprowadzi do powstania takiego wszech wiata. Aby si o tym przekona , wystarczy wyobrazi sobie, e wszech wiat dzisiaj jest w zupe nie innym stanie, na przyk ad bardzo niejednorodny i nieregularny. Nast pnie mo emy odwo a si do znanych praw fizyki, by prze ledzi ewolucj takiego wszech wiata w czasie wstecz. Zgodnie z twierdzeniami o osobliwo ciach i taki model musia rozpocz si od wielkiego wybuchu. Je li teraz odwo amy si ponownie do praw fizyki i prze ledzimy ewolucj kosmosu w czasie (tym razem w przód) dotrzemy do stanu niejednorodnego i nieregularnego, od którego rozpocz li my. W ten sposób znale li my konfiguracje pocz tkowe nie prowadz ce do powstania wszech wiata takiego, jaki dzisiaj obserwujemy. Zatem nawet modele inflacyjne nie t umacz , czemu stan pocz tkowy nie zosta tak wybrany, by powsta zupe nie inny wszech wiat. Czy musimy odwo a si do zasady antropicznej, by otrzyma wyja nienie? Czy nie by to po prostu tylko szcz liwy traf? Taka odpowied wydaje si raczej rozpaczliwym rozwi zaniem, gdy oznacza konieczno rezygnacji z wszelkich nadziei na zrozumienie porz dku panuj cego we wszech wiecie. Do zrozumienia, jak wszech wiat musia rozpocz swe istnienie, konieczna jest znajomo praw obowi zuj cych na pocz tku czasu. Je eli klasyczna teoria wzgl dno ci jest poprawna, to udowodnione przez Rogera Penrose'a i mnie twierdzenia o osobliwo ciach wykazuj , i pocz tkiem czasu by punkt o niesko czonej g sto ci i krzywi nie czasoprzestrzeni. W takim punkcie za amuj si wszystkie prawa fizyki. Mo na przypu ci , e istniej pewne nowe prawa obowi zuj ce w punktach osobliwych, lecz by oby czym niezwykle trudnym sformu owanie jakiejkolwiek regu y dotycz cej punktów o tak patologicznych w asno ciach; równie obserwacje nie daj nam adnych wskazówek, jakie te prawa mog y by . W istocie jednak twierdzenia te pokazuj , e pole grawitacyjne staje si tak silne, i konieczne jest uwzgl dnienie efektów kwantowo-grawitacyjnych: teoria klasyczna nie opisuje ju poprawnie wszech wiata. A zatem do opisu wczesnego wszech wiata nale y u y kwantowej teorii grawitacji. Jak si przekonamy, w kwantowej teorii zwyczajne prawa mog by wa ne wsz dzie, równie w pocz tku czasu ² nie jest konieczne formu owanie jakichkolwiek praw dla osobliwo ci, osobliwo ci bowiem wcale nie s konieczne w teorii kwantowej. Nie mamy jeszcze kompletnej i spójnej teorii cz cej mechanik kwantow z grawitacj . Wiemy natomiast prawie na pewno, jakie musz by pewne cechy takiej teorii. Po pierwsze, powinna ona by zgodna z Feynmanowskim sformu owaniem mechaniki kwantowej za pomoc sum po historiach. Przy takim podej ciu cz stce nie przypisuje si pojedynczej historii, jak si to czyni w mechanice klasycznej. Zamiast tego zak adamy, i cz stka porusza si po ka dej mo liwej drodze w czasoprzestrzeni, i z ka d z takich dróg wi emy dwie liczby: jedna przedstawia amplitud fali, a druga reprezentuje faz (po o enie w cyklu). Prawdopodobie stwo, e cz stka przejdzie przez jaki okre lony punkt, znajdujemy, dodaj c wszystkie fale zwi zane ze wszystkimi historiami cz stki przechodz cymi przez ten punkt. Próbuj c obliczy tak sum z regu y napotykamy powa ne trudno ci techniczne. Jedynym wyj ciem jest u ycie nast puj cej procedury: nale y dodawa fale zwi zane z historiami cz stek dziej cymi si nie w normalnym, "rzeczywistym" czasie, lecz w czasie zwanym urojonym. Termin "czas urojony" brzmi jak wyj ty z powie ci fantastycznonaukowej, lecz w rzeczywisto ci jest to dobrze okre lone poj cie matematyczne. Je li we miemy dowoln , zwyk ("rzeczywist ") liczb i pomno ymy j przez ni sam , otrzymamy zawsze liczb dodatni . (Na przyk ad, 2 razy 2 jest 4, lecz -2 razy -2 równie jest 4). Istniej jednak specjalne liczby (zwane urojonymi), które pomno one przez siebie daj wynik ujemny. (Jedn z nich oznacza si zwyczajowo przez i, i razy i daje -l, 21 razy 2i równa si -4 i tak dalej). Aby umkn trudno ci technicznych w feyn-manowskiej sumie po historiach, nale y u y czasu urojonego. To znaczy, e w tym rachunku czas nale y mierzy urojonymi, a nie rzeczywistymi liczbami. Ma to interesuj cy wp yw na czasoprzestrze : znika wtedy wszelka ró nica mi dzy czasem a przestrzeni . Czasoprzestrze , w której zdarzenia maj urojon wspó rz dn czasow , nazywamy czasoprzestrzeni euklidesow , aby uhonorowa matematyka greckiego, Euklidesa, który by twórc geometrii powierzchni dwuwymiarowych. Czasoprzestrze euklidesowa ma bardzo podobne w asno ci, tyle e w czterech wymiarach, a nie w dwóch. W czasoprzestrzeni euklidesowej nie ma adnej ró nicy mi dzy kierunkiem w czasie a kierunkiem w przestrzeni. W rzeczywistej czasoprzestrzeni, w której zdarzenia maj rzeczywiste wspó rz dne czasowe, atwo jest wykaza ró nic ² w ka dym punkcie kierunki czasowe le wewn trz sto ka wietlnego, a przestrzenne na zewn trz. W ka dym wypadku w zwyk ej mechanice kwantowej mo na uwa a u ycie urojonego czasu za rodek matematyczny (lub chwyt) pozwalaj cy oblicza , co zdarzy si w rzeczywistej czasoprzestrzeni. Po drugie, wierzymy, i nowa teoria musi zawiera w sobie einsteinowsk koncepcj pola grawitacyjnego jako krzywizny czasoprzestrzeni: cz stki staraj si porusza po liniach prostych w zakrzywionej czasoprzestrzeni; z uwagi na krzywizn ich drogi s w rzeczywisto ci zakrzywione, jak gdyby przez pole grawitacyjne. Gdy wprowadzamy feynmanowsk sum po historiach do grawitacji przedstawionej zgodnie z koncepcj Einsteina, to zamiast historii pojedynczej cz stki musimy wzi pe n , czterowymiarow czasoprzestrze reprezentuj c histori ca ego wszech wiata. Aby unikn omówionych powy ej trudno ci, nale y bra czasoprzestrzenie euklidesowe, to znaczy takie, w których czas jest urojony i nieodró nialny od kierunków przestrzennych. Aby obliczy prawdopodobie stwo istnienia rzeczywistej czasoprzestrzeni o pewnych w asno ciach, na przyk ad wygl daj cej tak samo we wszystkich kierunkach, nale y doda do siebie fale zwi zane ze wszystkimi historiami o takich w asno ciach. Zgodnie z klasyczn teori wzgl dno ci istnieje wiele mo liwych zakrzywionych czasoprzestrzeni, odpowiadaj cych ró nym stanom pocz tkowym. Gdyby my znali stan pocz tkowy naszego wszech wiata, znaliby my ca jego histori . Podobnie, w kwantowej teorii grawitacji mo liwe s ró ne kwantowe stany wszech wiata; wiedz c, jak zachowywa y si zakrzywione czasoprzestrzenie euklidesowe w sumie po historiach we wczesnym okresie, wiedzieliby my, jaki jest stan kwantowy wszech wiata. W klasycznej teorii grawitacji, opartej na rzeczywistej czasoprzestrzeni, mo liwe s tylko dwa warianty zachowania si wszech wiata: albo istnia wiecznie, albo rozpocz si od osobliwo ci w pewnej okre lonej chwili w przesz o ci. W teorii kwantowej pojawia si trzecia mo liwo . Poniewa u ywamy czasoprzestrzeni euklidesowych, w których czas jest traktowany tak samo jak przestrze , czasoprzestrze mo e mie sko czon rozci g o i równocze nie nie mie adnych osobliwo ci stanowi cych granice lub brzeg. Czasoprzestrze mo e przypomina powierzchni Ziemi w czterech wymiarach. Powierzchnia Ziemi ma sko czon rozci g o , a

58

Krótka historia czasu
jednak nie ma granic ani brzegów: je eli kto pop ynie na zachód, to na pewno nie spadnie z brzegu ani nie natknie si na osobliwo . (Wiem, bo sam okr y em wiat!) Je eli euklidesowa czasoprzestrze rozci ga si wstecz do niesko czonego czasu urojonego lub zaczyna si od osobliwo ci w czasie urojonym, to mamy ten sam co w teorii klasycznej problem z wyborem stanu pocz tkowego wszech wiata: Bóg mo e wiedzie , jak zacz si kosmos, my jednak nie mamy adnych powodów, by mniema , e odby o si to w ten, a nie inny sposób. Z drugiej strony, w kwantowej teorii otwiera si nowa mo liwo : czasoprzestrze mo e nie mie adnych brzegów, a wi c nie ma potrzeby, by okre la zachowanie wszech wiata na brzegu. Nie ma adnych osobliwo ci, w których za amuj si prawa nauki, ani adnych brzegów czasoprzestrzeni, wymagaj cych odwo ania si do pomocy Boga lub do jakiego zbioru nowych praw wyznaczaj cych warunki brzegowe dla czasoprzestrzeni. Mo na powiedzie : "warunkiem brzegowym dla wszech wiata jest brak brzegów". Taki wszech wiat by by ca kowicie samowystarczalny i nic z zewn trz nie mog oby na wp ywa . Nie móg by by ani stworzony, ani zniszczony. Móg by tylko BY . To w a nie na konferencji w Watykanie, o której wcze niej wspomnia em, przedstawi em po raz pierwszy hipotez , i przestrze i czas tworz wspólnie obiekt o sko czonej rozci g o ci, lecz pozbawiony granic lub brzegów. Moje wyst pienie mia o raczej charakter wywodu matematycznego, tak e wynikaj ce ze implikacje dotycz ce roli, jak móg pe ni Bóg w stworzeniu wiata, nie zosta y od razu zrozumiane (co mi szczególnie nie przeszkadza o). W tym czasie nie wiedzia em jeszcze, jak wykorzysta pomys "wszech wiata bez brzegów" w przewidywaniach na temat, jak powinien wygl da wszech wiat dzisiaj. Kolejne lato sp dzi em, prowadz c swe badania na Uniwersytecie Kalifornijskim w Santa Barbara, i wraz z moim przyjacielem i koleg Jimem Hartle'em wykazali my, jakie warunki musi spe nia wszech wiat, je li czasoprzestrze nie ma granic. Po powrocie do Cambridge kontynuowa em badania z dwoma doktorantami, Julianem Luttrelem i Jonatha-nemHalliwellem. Chcia bym podkre li , e koncepcja sko czonej czasoprzestrzeni bez brzegów jest tylko propozycj ² nie mo na jej wywie z jakich innych zasad. Jak ka d inn teori naukow mo na j zaproponowa , kieruj c si wzgl dami estetycznymi lub metafizycznymi, lecz prawdziwy sprawdzian poprawno ci stanowi zgodno wynikaj cych z niej przewidywa z do wiadczeniem. Z dwóch powodów wymóg ten jest nie atwy do spe nienia w wypadku kwantowej grawitacji. Po pierwsze, jak poka w nast pnym rozdziale, nie mamy jeszcze pewno ci, jaka teoria z powodzeniem czy mechanik kwantow z teori wzgl dno ci, cho wiemy ju sporo o koniecznych w asno ciach takiej teorii. Po drugie, ka dy model opisuj cy wszystkie szczegó y wszech wiata by by zbyt skomplikowany matematycznie, aby móg nam pos u y do sformu owania dok adnych przewidywa . Konieczne s zatem upraszczaj ce za o enia i przybli enia, lecz nawet wtedy formu owanie na podstawie teorii jakich przewidywa pozostaje bardzo trudnym problemem. Ka da historia w sumie po historiach zawiera informacje nie tylko o czasoprzestrzeni, ale te o wszystkim, co w niej istnieje, ze skomplikowanymi organizmami, takimi jak ludzie mog cy obserwowa histori wszech wiata, w cznie. Ten fakt mo e stanowi dodatkowy argument na rzecz s uszno ci zasady antropicznej, gdy skoro wszystkie historie s mo liwe, a my istniejemy tylko w niektórych z nich, to mo emy odwo a si do tej zasady, by wyja ni , czemu wszech wiat jest taki, jaki jest. Nie mamy natomiast jasno ci co do tego, jakie znaczenie nale y przypisa historiom, w których nie istniejemy. Taki pogl d na kwantow grawitacj by by znacznie bardziej zadowalaj cy, gdyby za pomoc sumy po historiach uda o si pokaza , e rzeczywisty wszech wiat nie jest po prostu jedn z wielu mo liwych historii, lecz jedn z bardzo prawdopodobnych. Aby to zrobi , musimy obliczy sum po historiach dla wszystkich mo liwych czasoprzestrzeni euklidesowych nie maj cych brzegów. atwo przekona si , e z propozycji "wszech wiata bez brzegów" wynika znikomo ma e prawdopodobie stwo znalezienia wszech wiata ewoluuj cego zgodnie z zupe nie przypadkowo wybran histori . Istnieje jednak szczególna rodzina historii o wiele bardziej prawdopodobnych ni inne. Te historie mo na sobie wyobrazi jak powierzchni Ziemi, na której odleg o od bieguna pó nocnego reprezentuje urojony czas, za promie okr gu równo oddalonego od bieguna reprezentuje wielko przestrzeni. Wszech wiat zaczyna sw histori na biegunie pó nocnym jako pojedynczy punkt. W miar jak posuwamy si na p°udnie, równole niki staj si coraz wi ksze, co oznacza, i wszech wiat rozszerza si wraz ze wzrostem czasu urojonego (rys. 24). Najwi kszy rozmiar osi ga wszech wiat na równiku, nast pnie zaczyna si kurczy , a staje si punktem po dotarciu do bieguna po udniowego. Mimo, e wszech wiat -ma zerowy promie na biegunach, punkty te nie s osobliwe, podobnie jak nie ma nic osobliwego na ziemskich biegunach. Prawa nauki s w nich spe nione, podobnie jak na biegunie pó nocnym i po udniowym. Historia wszech wiata w czasie rzeczywistym wygl da aby zupe nie inaczej. Oko o 10 lub 20 miliardów lat temu wszech wiat mia by minimalny promie , równy maksymalnemu promieniowi przestrzeni w historii ogl danej w czasie urojonym. Nast pnie wszech wiat rozszerza by si podobnie jak w modelach chaotycznej inflacji Lindego (lecz teraz nie trzeba by zak ada , e wszech wiat zosta stworzony w stanie pozwalaj cym na inflacj ). Wszech wiat rozszerza by si do bardzo du ych rozmiarów, a nast pnie skurczy ponownie w co , co wygl da jak osobliwo w czasie rzeczywistym. Zatem w pewnym sensie jeste my skazani, nawet je li trzymaliby my si z dala od czarnych dziur. Osobliwo ci mogliby my unikn wy cznie wtedy, gdyby my ogl dali wiat w czasie urojonym. Je eli wszech wiat rzeczywi cie znajduje si w takim stanie kwantowym, to nie ma adnych osobliwo ci w jego historii przebiegaj cej

59

Krótka historia czasu

w urojonym czasie. Mo e si zatem wydawa , i te wyniki ca kowicie zaprzeczaj rezultatom moich wcze niejszych prac. Jednak, jak ju wspomnia em, rzeczywiste znaczenie twierdze o osobliwo ciach polega na wskazaniu, i pole grawitacyjne musi sta si tak silne, e efekty kwantowo-grawitacyjne nie mog by pomini te. To z kolei doprowadzi o do koncepcji wszech wiata sko czonego w urojonym czasie, lecz pozbawionego brzegów i osobliwo ci. Je li jednak powrócimy do rzeczywistego czasu, w jakim yjemy, osobliwo ci pojawi si znowu. Nieszcz sny astronauta wpad szy do czarnej dziury, nie mo e wi c unikn fatalnego ko ca, móg by unikn osobliwo ci tylko wówczas, gdyby y w czasie urojonym. Sugerowa oby to, e tak zwany czas urojony jest naprawd rzeczywi ty, a to, co dzi uwa amy za czas rzeczywisty, stanowi jedynie wytwór naszej wyobra ni. W rzeczywistym czasie wszech wiat zaczyna si i ko czy osobliwo ciami b d cymi brzegami czasoprzestrzeni, w których za amuj si wszelkie prawa fizyki. Natomiast w urojonym czasie nie ma adnych osobliwo ci ani brzegów. By mo e zatem czas urojony jest bardziej podstawowy, a to, co nazywamy czasem rzeczywistym, jest tylko koncepcj wymy lon do opisu wszech wiata. Zgodnie z podej ciem opisanym w rozdziale pierwszym, teoria naukowa to tylko matematyczny model s u cy do opisu naszych obserwacji i istniej cy wy cznie w naszych umys ach. Nie ma zatem sensu pyta , co jest rzeczywiste, "rzeczywisty" czy "urojo czas? ny" Problem sprowadza si tylko do tego, który z nich jest wygodniejszy do opisu zjawisk. Mo na wykorzysta sum po historiach wraz z propozycj "wszech wiata bez brzegów", aby przekona si , jakie w asno ci wszech wiata powinny wyst powa razem. Na przyk ad, mo na obliczy , jakie jest prawdopodobie stwo tego, e wszech wiat rozszerza si prawie w jednakowym tempie we wszystkich kierunkach, w chwili, gdy g sto materii ma tak warto jak obecnie. W uproszczonych modelach, które dotychczas zosta y zbadane, prawdopodobie stwo to jest bardzo du e; to znaczy, regu a "braku brzegów" prowadzi do wniosku, i jet niezwykle prawdopodobne, e s obecne tempo ekspansji wszech wiata jest niemal identyczne we wszystkich kierunkach. Ten wynik pozostaje w zgodzie z obserwacami j mikrofalowego promieniowania t a, które ma niemal takie samo nat enie w ka dym kierunku. Gdyby wszech wiat rozszerza si szybciej w pewnym kierunku, nat enie promieniowania w tym kierunku by oby zmniejszone przez dodatkowe przesuni cie ku czerwieni. Dalsze konsekwencje zaproponowanego warunku brzegowego "wszech wiata bez brzegów" s obecnie badan Szczególnie e. ciekawy jest problem drobnych zaburze g sto ci we wczesnym wszech wiecie, które spowodowa y powstanie galaktyk, potem gwiazd , a w ko cu nas samych. Z zasady nieoznaczono ci wynika, e pocz tkowo wszech wiat nie móg by doskonale jednorodny musia y , istnie pewne zaburzenia lub fluktuacje w po o eniach i pr dko ciach cz stek. Pos uguj c si warunkiem "braku brzegów", mo na pokaza , i wszech wiat musia rozpocz istnienie z minimalnymi zaburzeniami g sto ci, których wymaga zasada nieoznaczono ci. Nast pnie wszech wiat przeszed okres gwa townej ekspansji, tak jak w modelach inflacyjnych. W tym okresie niejednorodno ci u y leg wzmocnieniu, a sta y si na tyle du e, e mog y spowodowa powstanie struktur, jakie obserwujemy wokó nas. W rozszerzaj cym si wszech wiecie o g sto ci materii zmieniaj cej si nieco w zale no ci od miejsca, grawitacja powodowa a zwolnienie tempa ekspansji obszarów o wi kszej g sto ci, a nast pnie ich kurczenie si . To doprowadzi o do powstania galaktyk, gwiazd, a w ko cu nawet tak pozbawionych znaczenia istot, jak my sami. Zatem istnienie wszystkich skomplikowanych struktur, jakie widzimy we wszech wiecie, mo e by wyja nione przez warunek "braku brzegów" i zasad nieoznaczono ci mechaniki kwantowej. Z koncepcji czasu i przestrzeni tworz cych jeden sko czony obiekt bez brzegów wynikaj równie g bokie implikacje dotycz ce roli, jak mo e odgrywa Bóg w sprawach tego wiata. W miar post pu nauki wi kszo ludzi dosz a do przekonania, e Bóg pozwala wiatu ewoluowa zgodnie z okre lonym zbiorem praw i nie amie tych praw, by ingerowa w bieg wydarze . Prawa te nie mówi jednak, jak powinien wygl da wszech wiat w chwili pocz tkowej, zatem Bóg wci jest tym, kto nakr ci zegarek i wybra sposób uruchomienia go. Tak d ugo, jak wszech wiat ma pocz tek, mo na przypuszcza , e istnieje jego Stwórca. Ale je eli wszech wiat jest naprawd samowystarczalny, nie ma adnych granic ani brzegów, to nie ma te pocz tku ani ko ca, po prostu istnieje. Gdzie jet wtedy s miejsce dla Stwórcy? W poprzednich rozdzia ach stara em si pokaza , jak zmieni y si przez lata pogl dy na natur czasu. A do pocz tku naszego stulecia ludzie wierzyli w czas absolutny. To znaczy, uwa ali, i ka demu zdarzeniu mo na jednoznacznie przypisa pewn liczb zwan czasem zdarzenia i e wszystkie dobre zegary pokazuj taki sam przedzia czasu mi dzy dwoma zdarzeniami. Odkrycie, e pr dko wiat a wzgl dem wszystkich obserwatorów jest ta sama, niezale nie od ich ruchu, doprowadzi o jednak do powstania teorii wzgl dno ci i porzucenia idei jedynego czasu absolutnego. Zamiast tego ka dy obserwator ma swoj w asn miar czasu, w postaci niesionego pzeze r
’

Krótka historia czasu
zegara ² przy czym zegary ró nych obserwatorów niekoniecznie musz zgadza si ze sob . Czas sta si poj ciem bardziej osobistym, zwi zanym z mierz cym go obserwatorem. Próbuj c po czy grawitacj z mechanik kwantow , musieli my wprowadzi czas "urojony". Czas urojony nie ró ni si niczym od kierunków w przestrzeni. Je li kto podró uje na pó noc, to równie dobrze mo e zawróci i uda si na po udnie; podobnie je li kto w druje naprzód w urojonym czasie, powinien móc zawróci i pow drowa wstecz w czasie urojonym. Oznacza to, e nie ma adnej istotnej ró nicy mi dzy dwoma kierunkami up ywu urojonego czasu. Z drugiej strony, rozpatruj c czas rzeczywisty, dostrzegamy ogromn ró nic mi dzy kierunkiem w przód i wstecz. Sk d bierze si ta ró nica mi dzy przesz o ci a przysz o ci ? Dlaczego pami tamy przesz o , ale nie przysz o ? Prawa fizyki nie rozró niaj przesz o ci i przysz o ci. Mówi c precyzyjnie, prawa nauki ² jak wyja ni em to uprzednio ² nie zmieniaj si w wyniku po czonych operacji symetrii zwanych C, P i T (C oznacza zamian cz stek przez antycz stki, P ² odbicie zwierciadlane, a T ² odwrócenie kierunku ruchu wszystkich cz stek, czyli ledzenie ruchu wstecz). We wszystkich normalnych sytuacjach prawa nauki rz dz ce zachowaniem materii nie ulegaj zmianie pod dzia aniem wy cznie po czonych symetrii C i P. Oznacza to, e mieszka cy innej planety, stanowi cy jakby nasze lustrzane odbicia i zbudowani z antymaterii, wiedliby takie samo ycie jak my. Je eli prawa nauki nie ulegaj zmianie pod wp ywem kombinacji CP i CPT, to musz równie nie zmienia si pod dzia aniem samej operacji T. A jednak w codziennym yciu istnieje ogromna ró nica mi dzy up ywem czasu w przód i wstecz. Prosz sobie wyobrazi fili ank z wod spadaj c ze sto u i p kaj c na kawa ki w zderzeniu z pod og . Je li kto sfilmowa by to wydarzenie, pó niej bez najmniejszego trudu potrafiliby my powiedzie , czy film jest puszczony w dobrym kierunku. Wy wietlaj c go w odwrotnym kierunku, widzieliby my kawa ki fili anki zbieraj ce si w ca o i podskakuj ce z powrotem na stó . atwo stwierdzi , e film jest puszczony od ko ca, poniewa tego typu zachowanie nigdy nie zdarza si w rzeczywisto ci. Gdyby by o inaczej, fabrykanci porcelany ju dawno by zbankrutowali. Wyja nienie, jakie zazwyczaj s yszymy, gdy pytamy, czemu pot uczone fili anki nie sk adaj si w ca o , brzmi, i by oby to sprzeczne z drug zasad termodynamiki. Zasada ta stwierdza, e nieuporz d-kowanie, czyli entropia dowolnego uk adu zamkni tego, zawsze wzrasta. Innymi s owy, zasada ta przypomina prawo Murphy'ego: je li co mo e pój le, to pójdzie! Ca a fili anka na stole reprezentuje stan wysoce uporz dkowany, natomiast pot uczona fili anka na pod odze stan nie uporz dkowany. atwo sobie wyobrazi przej cie od stanu z ca fili ank na stole w przesz o ci do stanu ze skorupami na pod odze w przysz o ci, lecz nie odwrotnie. Wzrost entropii w czasie jest jednym z przyk adów strza ki czasu, to znaczy w asno ci pozwalaj cej odró ni przesz o od przysz o ci, czego , co nadaje czasowi kierunek. Istniej co najmniej trzy strza ki czasu. Pierwsz jest termodynamiczna strza ka czasu, wi ca kierunek up ywu czasu z kierunkiem wzrostu entropii. Drug ² psychologiczna strza ka, zwi zana z naszym poczuciem up ywu czasu, z faktem, e pami tamy przesz o , ale nie przysz o . Wreszcie trzecia, kosmologiczna strza ka czasu czy kierunek up ywu czasu z rozszerzaniem si wszech wiata. Rozdzia 9

STRZA KA CZASU

W tym rozdziale chc wykaza , e hipoteza "wszech wiata bez brzegów", po czona ze s ab zasad antropiczn , mo e wyja ni , czemu wszystkie trzy strza ki wskazuj ten sam kierunek i, ponadto, czemu dobrze okre lona strza ka czasu w ogóle istnieje. Twierdz , i psychologiczna strza ka jest wyznaczona przez termodynamiczn , oraz e te dwie strza ki musz zawsze wskazywa ten sam kierunek. Je eli uznajemy warunek "braku brzegów", to wynika st d istnienie strza ki kosmologicznej i termodynamicznej, które nie musz zgadza si ze sob w ci gu ca ej historii wszech wiata. B d jednak stara si pokaza , i tylko w okresie, kiedy wskazuj ten sam kierunek, istniej warunki sprzyjaj ce powstaniu inteligentnych istot, które potrafi zada pytanie, czemu nieporz dek wzrasta w tym samym kierunku up ywu czasu, co ekspansja wszech wiata. Zajmijmy si najpierw termodynamiczn strza k czasu. Druga zasada termodynamiki wynika z faktu, e zawsze istnieje o wiele wi cej stanów nie uporz dkowanych ni uporz dkowanych. Rozwa my, na przyk ad, kawa ki uk adanki w pude ku. Istnieje jeden i tylko jeden uk ad, w którym u o one kawa ki tworz kompletny obrazek. Z drugiej strony mamy ogromn liczb nie uporz dkowanych konfiguracji kawa ków, nie sk adaj cych si w aden obrazek. Za ó my, e pewien system rozpoczyna ewolucj od jednego z niewielu stanów uporz dkowanych. Z up ywem czasu system zmienia si zgodnie z prawami nauki. Po jakim czasie b dzie bardziej prawdopodobne, i uk ad znajduje si w stanie nie uporz dkowanym, a nie w uporz dkowym, po prostu dlatego, e takich stanów jest o wiele wi cej. Je li zatem stan pocz tkowy by wysoce uporz dkowany, to nieporz dek wzrasta wraz z up ywem czasu. Przypu my, e pocz tkowo kawa ki uk adanki w pude ku by y u o one w ca o , tworz c obrazek. Je li teraz wstrz niemy pude kiem, to uk ad kawa ków zmieni si i najprawdopodobniej b dzie to konfiguracja nie uporz dkowana, w której kawa ki nie tworz adnego obrazka, po prostu dlatego, i takich nie uporz dkowanych konfiguracji jest o wiele wi cej. Pewne grupy kawa ków mog wci uk ada si we fragmenty obrazka, lecz im d u ej b dziemy potrz sa pude kiem, tym wi ksze b dzie prawdopodobie stwo, e wszystkie kawa ki u o si zupe nie bez adnie i nie znajdziemy ju adnego, nawet najmniejszego fragmentu obrazka. Je li zatem pocz tkowo kawa ki uk adanki znajdowa y si w stanie uporz dkowanym, to z up ywem czasu ich nieuporz dkowanie prawdopodobnie wzro nie. Za ó my jednak, i Bóg zdecydowa , e wszech wiat powinien zako czy swe istnienie w stanie uporz dkowanym, lecz nie zatroszczy si o stan pocz tkowy. Pierwotny wszech wiat znajdowa si wi c prawdopodobnie w stanie nie uporz dkowanym. Wynika st d, e z up ywem czasu nieporz dek zacz by male , i widzieliby my zatem pot uczone fili anki, które sk ada yby si w ca o i wskakiwa yby na sto y. Wszyscy ludzie obserwuj cy takie procesy yliby w wiecie, w którym nieporz dek maleje z czasem. Twierdz jednak, e takie istoty mia yby odwrócon psychologiczn strza k czasu. To znaczy, pami ta yby one zdarzenia ze swojej przysz o ci, a nie przesz o ci. Widz c skorupy fili anki na pod odze, pami ta yby, e kiedy sta a na stole, lecz widz c ca fili ank na stole, nie mog yby przypomnie sobie, i widzia y j przedtem na pod odze w kawa kach. Nie atwo jest mówi o ludzkiej pami ci, gdy nie wiemy dok adnie, jak pracuje mózg. Wiemy natomiast wszystko o pracy pami ci komputera. B d zatem rozwa a psychologiczn strza k

61

Krótka historia czasu
czasu komputera. Wydaje mi si , e mo emy uzna za najzupe niej racjonalne za o enie, i jest ona taka sama, jak ludzka. Gdyby by o inaczej, mo na by odnie ogromny sukces na gie dzie, korzystaj c z komputera pami taj cego jutrzejsze ceny akcji! Pami komputera jest w swej istocie urz dzeniem, które mo e istnie w dwu stanach. Prosty przyk ad stanowi tu liczyd o. W swej najprostszej wersji sk ada si z pewnej liczby drutów i nanizanych na nie kr ków. Kr ek na ka dym drucie mo e przyj dwa po o enia. Nim jakakolwiek informacja zostanie zakodowana w pami ci, pami jest w stanie nie uporz dkowanym, czyli ka de z dwóch po o e jest równie prawdopodobne. (Kr ki liczyd a s przypadkowo rozrzucone na drutach). Po oddzia aniu pami ci z pewnym systemem do zapami tania, przyjmuje ona wyra nie okre lony stan, zale ny od stanu tego systemu. (Ka dy kr ek znajduje si teraz albo po lewej, albo po prawej stronie liczyd a). Pami przesz a zatem od stanu nie uporz dkowanego do uporz dkowanego. Jednak e, aby sprawdzi , czy pami jest na pewno we w a ciwym stanie, trzeba u y pewnej energii, na przyk ad przesuwaj c kr ek lub zasilaj c komputer. Ta energia zostaje rozproszona w postaci ciep a i zwi ksza nieporz dek we wszech wiecie. Mo na udowodni , i zwi zany z tym wzrost entropii jest zawsze wi kszy ni zmniejszenie si entropii pami ci. Ciep o wydalone przez wentylator komputera oznacza, e cho komputer zapami tuje co w swej pami ci, ca kowity nieporz dek panuj cy we wszech wiecie i tak wzrasta. Kierunek czasu, zgodnie z którym komputer pami ta przesz o , jest ten sam, co kierunek wzrostu nieporz dku, czyli entropii. Subiektywne poczucie up ywu czasu (czyli kierunek psychologicznej strza ki czasu) jest wyznaczone w naszym mózgu przez strza k termodynamiczn . Podobnie jak komputer, pami tamy rzeczy w kierunku, w jakim wzrasta entropia. To sprawia, e druga zasada termodynamiki staje si niemal trywialna. Nieporz dek wzrasta z czasem, bo up yw czasu mierzymy w kierunku wzrostu nieporz dku. Trudno o bezpieczniejsze twierdzenie! Ale czemu termodynamiczna strza ka czasu w ogóle istnieje? Lub, innymi s owy, czemu wszech wiat jest w stanie wysoce uporz dkowanym na jednym z kra ców czasu, który zwiemy przesz o ci ? Dlaczego nie znajduje si w zupe nie nie uporz dkowanym stanie przez ca y okres swego istnienia? To w ko cu wydawa oby si bardziej prawdopodobne. I dlaczego kierunek czasu, w którym nieporz dek wzrasta, jest taki sam, jak kierunek czasu, w którym wszech wiat rozszerza si ? W ramach klasycznej ogólnej teorii wzgl dno ci nie mo na przewidzie , w jaki sposób zacz istnie wszech wiat, gdy wszystkie prawa fizyki za amuj si w punkcie osobliwym, jakim by wielki wybuch. Wszech wiat móg rozpocz ewolucj w stanie bardzo g adkim i uporz dkowanym. W takiej sytuacji istnia yby dobrze okre lone strza ki czasu, kosmologiczna i termodynamiczna, tak jak to obserwujemy. Jednak e wszech wiat móg równie dobrze rozpocz swe istnienie w stanie bardzo niejednorodnym i nie uporz dkowanym. Wtedy od razu by by w stanie kompletnego bez adu i nieporz dek nie móg by nadal wzrasta z up ywem czasu. Musia by albo pozosta sta y, a w takim wypadku nie istnia aby termodynamiczna strza ka czasu, albo musia by male , a wtedy termodynamiczna strza ka pokazywa aby inny kierunek ni kosmologiczna. adna z tych mo liwo ci nie zgadza si z do wiadczeniem. Jednak e, jak ju widzieli my, klasyczna ogólna teoria wzgl dno ci przewiduje w asny upadek. Kiedy krzywizna czasoprzestrzeni staje si bardzo du a, efekty kwantowo-grawitacyjne zaczynaj gra wa n rol i klasyczna teoria przestaje poprawnie opisywa rzeczywisto . Aby zrozumie pocz tek wszech wiata, musimy pos u y si kwantow teori grawitacji. W kwantowej teorii grawitacji, jak to pokazano w poprzednim rozdziale, aby wybra stan kwantowy wszech wiata trzeba okre li , jak zachowuj si mo liwe historie na brzegu czasoprzestrzeni. Trudno ci z opisem czego , o czym nic nie wiemy i wiedzie nie b dziemy, mo na unikn tylko wtedy, gdy historie spe ni warunek braku brzegów, to znaczy, je li mo liwe czasoprzestrzenie maj sko czon rozci g o i nie maj adnych osobliwo ci ani brzegów. W takim wypadku pocz tek wszech wiata by by regularnym punktem czasoprzestrzeni i wszech wiat zacz by sw ewolucj od g adkiego i uporz dkowanego stanu. Stan ten nie móg by by ca kowicie jednorodny, gdy by oby to sprzeczne z zasad nieoznaczono ci. Musia y istnie niewielkie fluktuacje g sto ci i pr dko ci cz stek. Jednak warunek "braku brzegów" oznacza, e fluktuacje te by y tak ma e, jak tylko by mog y bez naruszenia zasady nieoznaczono ci. Wszech wiat rozpocz ewolucj od okresu ekspansji wyk adniczej lub inflacyjnej, w którym jego rozmiary ogromnie wzros y. Podczas tej ekspansji fluktuacje g sto ci pocz tkowo pozostawa y niewielkie, lecz pó niej zacz y rosn . Obszary o nieco wi kszej g sto ci ni rednia rozszerza y si wolniej, z powodu dodatkowego przyci gania grawitacyjnego nadwy ki materii. W ko cu takie obszary przesta y si rozszerza i skurczy y si , tworz c galaktyki, gwiazdy oraz istoty takie jak my. Pocz tkowo g adki i jednorodny wszech wiat z up ywem czasu sta si grudkowaty i nie uporz dkowany. To mo e wyja ni istnienie termodynamicznej strza ki czasu. Ale co stanie si , gdy wszech wiat przestanie si rozszerza i zacznie si kurczy ? Czy termodynamiczna strza ka czasu odwróci si i nieporz dek zacznie male ? Umo liwi oby to ludziom, którzy prze yliby owo przej cie z epoki ekspansji do kontrakcji, obserwowanie rozlicznych efektów przypominaj cych fantastyk naukow . Czy mogliby oni obserwowa pot uczone fili anki zbieraj ce si w ca o i wskakuj ce na stó ? Czy potrafiliby zapami ta jutrzejsze ceny i zrobi fortun na gie dzie? Mo e wydawa si raczej akademickim zagadnieniem rozwa anie problemu, co stanie si , gdy wszech wiat zacznie si kurczy , gdy nast pi to najwcze niej za 10 miliardów lat. Jest jednak szybsza metoda przekonania si , co wtedy b dzie si dzia o: wystarczy wskoczy do czarnej dziury. Grawitacyjne zapadanie si gwiazdy przypomina ko cowe etapy kurczenia si ca ego wszech wiata. Je li zatem nieporz dek maleje w fazie kurczenia si wszech wiata, powinien te zmniejsza si wewn trz czarnej dziury. By mo e wi c, astronauta, wpad szy do czarnej dziury, móg by wygra maj tek, graj c w ruletk i pami taj c, dok d polecia a kuleczka, nim postawi sw stawk . (Niestety, nie mia by on wiele czasu na gr , bo zmieni by si w spaghetti. Nie móg by równie powiedzie nam o odwróceniu si termodynamicznej strza ki czasu ani nawet od o y swej wygranej do banku, gdy zosta by schwytany pod horyzontem zdarze czarnej dziury). Pocz tkowo uwa a em, i nieporz dek zmaleje, gdy wszech wiat b dzie si kurczy . S dzi em bowiem, e wszech wiat malej c, musi powróci do stanu g adkiego i uporz dkowanego. Oznacza to, e faza kurczenia si wszech wiata by aby taka, jak faza ekspansji z odwróconym czasem. Ludzie w tej fazie prze ywaliby swe ycie wstecz: umieraliby przed narodzeniem i stawali si coraz m odsi w miar kurczenia si wszech wiata. Koncepcja ta podoba a mi si z uwagi na symetri mi dzy dwiema fazami wszech wiata. Jednak e nie mo na przyj jej niezale nie od wszystkich innych w asno ci wszech wiata. Nale y postawi pytanie, czy ta koncepcja wynika z warunku "braku brzegów", czy te jest

62

Krótka historia czasu
sprzeczna z tym warunkiem? Jak ju powiedzia em, s dzi em pocz tkowo, e ten warunek poci ga za sob zmniejszanie si nieporz dku w fazie kurczenia si wszech wiata. Zmyli a mnie do pewnego stopnia analogia z powierzchni Ziemi. Je li pocz tek wszech wiata pokrywa si z otoczeniem bieguna pó nocnego, to koniec powinien przypomina pocz tek, tak jak biegun po udniowy przypomina pó nocny. Bieguny te reprezentuj jednak pocz tek i koniec wszech wiata w czasie urojonym. Pocz tek i koniec w czasie rzeczywistym mog si bardzo ró ni . W b d wprowadzi mnie tak e rozwa any wcze niej prosty model wszech wiata, w którym zapadanie si wygl da o tak samo jak ekspansja z odwróconym czasem. Jednak e mój kolega, Don Page z Uniwersytetu Pensylwa skiego, wskaza , i warunek "braku brzegów" wcale nie wymaga, by faza kontrakcji by a dok adnym odwróceniem w czasie okresu ekspansji. Pó niej, jeden z moich studentów, Raymond Laflam-me, pokaza w nieco bardziej skomplikowanym modelu, e kurczenie si wszech wiata rzeczywi cie wygl da zupe nie inaczej ni rozszerzanie. Zda em sobie spraw z pope nionego b du: warunek "braku brzegów" wcale nie wymaga zmniejszania si nieporz dku w trakcie kurczenia si wszech wiata. Termodynamiczna i psychologiczna strza ka czasu nie zmieni kierunku w chwili, gdy wszech wiat zacznie si kurczy , ani te we wn trzu czarnych dziur. Co nale y zrobi , gdy pope ni o si taki b d? Niektórzy ludzie nigdy nie przyznaj si do b dów i uparcie przedstawiaj nowe, cz sto sprzeczne argumenty wspieraj ce ich tez ² tak post powa na przyk ad Eddington, walcz c z teori czarnych dziur. Inni twierdz , i nigdy nie g osili b dnego twierdzenia, a je li nawet, to czynili to jedynie po to, by wykaza jego niespójno . Wydaje mi si jednak znacznie lepszym wyj ciem przyznanie si do b du na pi mie i opublikowanie takiego tekstu. Dobry przyk ad da sam Einstein, nazywaj c sta kosmologi-;czn , któr wprowadzi , by stworzy statyczny model wszech wiata, najwi kszym b dem swego ycia. Wró my do strza ki czasu. Pozostaje jedno pytanie: dlaczego widzimy, e termodynamiczna strza ka czasu ma ten sam kierunek co kosmologiczna? Inaczej mówi c, dlaczego nieporz dek wzrasta w tym samym kierunku czasu, co ekspansja wszech wiata? Je eli wierzymy, jak sugeruje regu a "braku brzegów", e wszech wiat b dzie si rozszerza , a nast pnie kurczy , to w pytaniu tym w istocie chodzi o to, j dlaczego yjemy w okresie ekspansji, a nie kontrakcji. | Na to pytanie mo na odpowiedzie , odwo uj c si do s abej zasady l antropicznej. Warunki w okresie kurczenia si nie b d sprzyja y yciu } inteligentnych osobników, którzy mogliby zapyta , czemu nieporz dek j wzrasta w tym samym kierunku up ywu czasu, co ekspansja wszech-j wiata. Z regu y "braku brzegów" wynika istnienie fazy inflacyjnego i ² we wczesnym okresie ewolucji ² wszech wiata. Inflacja sprawi a, f e wszech wiat rozszerza si niemal dok adnie w tempie krytycznym, j równym tempu potrzebnemu do unikni cia fazy kontrakcji. Wobec tego faza ta nie rozpocznie si jeszcze bardzo d ugo. Kiedy wreszcie nast pi, wszystkie gwiazdy b d ju ca kowicie wypalone, a wszystkie protony i neutrony prawdopodobnie zd rozpa si na promieniowanie i lekkie cz stki. Wszech wiat znajdzie si w stanie niemal zupe nego nie adu. Nie b dzie istnia a silna termodynamiczna strza ka czasu, gdy nieporz dek, osi gn wszy niemal maksimum, nie b dzie ju móg znacz co wzrasta . Silna termodynamiczna strza ka czasu jest jednak konieczna, by trwa mog o ycie istot inteligentnych. Aby przetrwa , ludzie spo ywaj jedzenie, b d ce uporz dkowan form energii, i zamieniaj je w ciep o, b d ce form nie uporz dkowan . A zatem inteligentne istoty nie mog y w okresie kurczenia si wszech wiata. Wyja nia to, dlaczego obserwujemy, e termodynamiczna strza ka czasu skierowana jest w t sam stron , co kosmologiczna. Nie dzieje si tak nie dlatego, e ekspansja wszech wiata powoduje wzrost nieporz dku. Chodzi raczej o to. i z regu y "braku brzegów" wynika wzrost nieporz dku i istnienie warunków sprzyjaj cych inteligentnemu yciu tylko w okresie rozszerzania si wszech wiata. Podsumujmy. Prawa fizyki nie rozró niaj kierunków up ywu czasu do przodu i wstecz. Istniej jednak co najmniej trzy strza ki czasu odró niaj ce przesz o od przysz o ci. S to: strza ka termodynamiczna, strza ka psychologiczna, zwi zana z faktem pami tania przesz o ci, lecz nie przysz o ci, oraz kosmologiczna, zgodna z kierunkiem czasu, w którym rozszerza si wszech wiat. Wykaza em, e strza ka psychologiczna jest w istocie taka sama jak termodynamiczna, obie zatem wskazuj zawsze ten sam kierunek. Z regu y "braku brzegów" wynika istnienie dobrze okre lonej termodynamicznej strza ki czasu, gdy pierwotny wszech wiat musia by g adki i uporz dkowany. Strza ka kosmologiczna jest zgodna z termodynamiczn , poniewa inteligentne istoty mog istnie tylko w okresie ekspansji. W fazie kontrakcji ycie ich nie b dzie mo liwe, gdy zabraknie wówczas silnej strza ki termodynamicznej. Wiedza i zrozumienie wszech wiata, których dopracowa a si ludzko przez wieki, sprawi y, e powsta k cik adu w coraz bardziej nie uporz dkowanym wszech wiecie. Je li pami tasz, Czytelniku, ka de s owo tej ksi ki, to Twoja pami zarejestrowa a oko o dwóch milionów jednostek informacji i porz dek w Twym mózgu wzrós o tyle jednostek. Podczas czytania zmieni e jednak co najmniej tysi c kalorii uporz dkowanej energii w postaci jedzenia na energi nie uporz dkowan , g ównie w postaci ciep a, które rozproszy o si w powietrzu wskutek konwekcji i pocenia si . To zwi kszy o nieporz dek we wszech wiecie o oko o 20 milionów milionówmilionówmilionów jednostek, czyli 10 milionów milionówmilionów razy wi cej ni wyniós wzrost porz dku w Twoim mózgu ² i to pod warunkiem, e zapami ta e ka de s owo. W nast pnym rozdziale postaram si zwi kszy nieco porz dek panuj cy w naszym k ciku, wyja niaj c, jak fizycy staraj si z o y w ca o cz ciowe teorie, które dotychczas opisa em, by zbudowa jedn kompletn i jednolit teori dotycz c wszystkiego, co istnieje we wszech wiecie.
Rozdzia 10

UNIFIKACJA FIZYKI
Jak wyja ni em w pierwszym rozdziale, by oby bardzo trudno stworzy za jednym zamachem kompletn , jednolit teori wszystkiego, co istnieje we wszech wiecie. Osi gn li my natomiast post p, buduj c cz stkowe teorie, które opisuj pewien ograniczony zakres zjawisk i pomijaj inne efekty lub przybli aj je przez podanie pewnych liczb. (Na przyk ad chemia pozwala nam obliczy oddzia ywania atomów bez wnikania w wewn trzn budow j dra atomowego). Mamy jednak nadziej , i w ko cu znajdziemy kompletn , spójn , jednolit teori , która obejmuje wszystkie teorie cz stkowe jako pewne przybli enia i której nie trzeba b dzie dopasowywa do faktów, wybieraj c pewne dowolne sta e. Poszukiwania takiej teorii nazywamy d eniem do "unifikacji fizyki". Einstein w ostatnich latach swego ycia poszukiwa uparcie jednolitej teorii, lecz ze wzgl du na ówczesny stan wiedzy te wysi ki nie mog y si powie ² znane by y cz stkowe teorie grawitacji i elektromagnetyzmu, ale bardzo ma o wiadomo by o o oddzia ywaniach

63

Krótka historia czasu
j drowych. Co wi cej, Einstein nigdy nie uwierzy w realno mechaniki kwantowej, mimo i sam odegra wa n rol w jej stworzeniu. Wydaje si jednak, e zasada nieoznaczono ci wyra a fundamentaln w asno wszech wiata, w jakim yjemy. Wobec tego jednolita teoria musi uwzgl dnia t zasad . Dzi widoki na sformu owanie takiej teorii s o wiele lepsze, poniewa wiemy znacznie wi cej o wszech wiecie. Musimy si jednak wystrzega nadmiernej pewno ci siebie, nieraz ju bowiem dawali my si zwie fa szywym nadziejom. Na przyk ad, w pocz tkach tego stulecia uwa ano, i wszystko mo na wyja ni w kategoriach pewnych w asno ci o rodków ci g ych, takich jak przewodnictwo cieplne lubelastyczno . Odkrycie atomowej struktury materii i zasady nieoznaczono ci po o y o kres tym z udzeniom. W 1928 roku laureat Nagrody Nobla, Max Born, powiedzia grupie go ci zwiedzaj cych Uniwersytet w Getyndze: "Fizyka, na ile j znamy, b dzie uko czona za pó roku". Podstaw tego przekonania by o dokonane niedawno przez Diraca odkrycie równania opisuj cego elektron. Uwa ano, e podobne równanie opisuje proton, który by jedyn poza elektronem znan wówczas cz stk elementarn . Z odkryciem neutronu i oddzia ywa j drowych rozwia y si i te nadzieje. Po przypomnieniu tych faktów chc jednak powiedzie , e mamy ju dzi pewne podstawy, by s dzi , e prawdopodobnie zbli amy si do ko ca poszukiwa ostatecznych praw natury. W poprzednich rozdzia ach omówi em ogóln teori wzgl dno ci, czyli cz stkow teori grawitacji, oraz cz stkowe teorie oddzia ywa s abych, silnych i elektromagnetycznych. Ostatnie trzy oddzia ywania mo na po czy w jednolite teorie zwane GUT-ami, czyli teoriami wielkiej unifikacji (grandunifiedtheories).Takie teorie nie s w pe ni zadowalaj ce, gdy pomijaj grawitacj i zawieraj pewne liczby, na przyk ad stosunki mas poszczególnych cz stek, których nie mo na obliczy na podstawie teorii, lecz trzeba je zmierzy . Zasadnicza trudno w znalezieniu teorii cz cej grawitacj z innymi si ami bierze si z faktu, i ogólna teoria wzgl dno ci jest teori klasyczn , to znaczy nie uwzgl dnia zasady nieoznaczono ci, natomiast inne teorie cz stkowe w istotny sposób zale od mechaniki kwantowej. Pierwszym koniecznym krokiem jest zatem uzgodnienie ogólnej teorii wzgl dno ci z zasad nieoznaczono ci. Jak ju widzieli my, uwzgl dnienie efektów kwantowych prowadzi do godnych uwagi konsekwencji, na przyk ad sprawia, i czarne dziury wcale nie s czarne, a wszech wiat nie zaczyna si od osobliwo ci, lecz jest ca kowicie samowystarczalny i pozbawiony brzegów. Problem polega na tym (by a o tym mowa w rozdziale siódmym), e wskutek zasady nieoznaczono ci nawet "pusta" przestrze jest wype niona parami wirtualnych cz stek i antycz stek. Te pary maj w sumie niesko czon energi , a zatem, zgodnie ze s ynnym wzorem Einsteina E = mc2, równie niesko czon mas . Wobec tego ich grawitacyjne przyci ganie powinno

64

Krótka historia czasu
zakrzywi czasoprzestrze do niesko czenie ma ych rozmiarów. Bardzo podobne, pozornie absurdalne niesko czono ci pojawiaj si równie w innych teoriach cz stkowych, lecz tam mo na ich si pozby , stosuj c procedur zwan renormalizacj . Polega ona na kasowaniu istniej cych niesko czono ci przez wprowadzenie nowy h. c Chocia metoda ta wydaje si od strony matematycznej w tpliwa, w praktyce sprawdza si znakomicie; u ywa si jej w ramach tych teorii, by uzyska przewidywania teoretyczne, które do wiadczenia potwierdzaj z fantastyczn dok adno ci . Gdy celem jest jednak znalezienie jednolitej teorii, ujawnia si istotny mankament renormalizacji, uniemo liwia ona bowiem obliczenie rzeczywistych mas cz stek i mocy oddzia ywa na podstawie teorii; wielko ci te musz by wybrane tak, by pasowa y do wyników eksperymentalnych. Próbuj c pogodzi zasad nieoznaczono ci z ogóln teori wzgl dno ci mamy do dyspozycji dwie sta e, które mo na odpowiednio dobra : sta grawitacji i sta kosmologiczn . Okazuje si jednak, e dobieraj c te sta e, nie mo na wyeliminowa wszystkich niesko czono ci. Teoria zdaje si przewidywa , i pewne wielko ci, takie jak krzywizna czasoprzestrzeni, s niesko czone, gdy tymczasem wielko ci te by y obserwowane, mierzone i okaza y si sko czone. Istnienie tej trudno ci przy po czeniu ogólnej teorii wzgl dno ci z mechanik kwantow podejrzewano od lat, lecz dopiero w 1972 roku szczegó owe rachunki potwierdzi y te obawy. Cztery lata pó niej zaproponowano rozwi zanie problemu w postaci tak zwanej supergrawitacji. Zasadnicza idea supergrawitacjipolega na po czeniu cz stki o spinie 2, przenosz cej oddzia ywania grawitacyjne i zwanej grawitonem, z pewnymi nowymi cz stkami o spinach 3/2, l, 1/2 i 0. W pewnym sensie te wszystkie nowe cz stki mo na uwa a za ró ne stany tej samej "supercz stki", co u liwia mo jednolity opis cz stek materii o spinach 3/2 i 1/2 i cz stek przenosz cych oddzia ywania o spinach O, l i 2. Wirtualne pary cz stek o spinach 3/2 i 1/2 powinny mie ujemn energi , a zatem powinny kasowa dodatni energi par wirtualnych cz stek o spinach ca kowitych. Ten efekt móg by u atwi pozbycie si licznych niesko czono ci, przypuszczano jednak, i niektóre z nich pozostan . Niestety, obliczenia, których wykonanie jest niezb dne, je li chcemy przekona si , jak si naprawd sprawy maj z niesko czono ciami, s tak mudne i skomplikowane, i przez d ugi czas nikt nie podj si ich przeprowadzenia. Nawet gdyby uciec si do pomocy komputera, to i tak zaj yby oko o czterech lat, za szansa na unikni cie b du (cho by jednego) by aby minimalna. Zatem po uko czeniu pracy nie wiadomo by oby i tak, czy odpowied jest poprawna, do czasu, a kto , kto wykona by niezale nie te same obliczenia, otrzyma by taki sam wynik, co nie wydaje si prawdopodobne! Mimo tych problemów oraz mimo braku zgodno ci mi dzy w asno ciami cz stek przewidywanych w teoriach supergrawitacji a w asno ciami cz stek obserwowanych, wielu uczonych uwa a o, i supergrawitacja jest prawdopodobnie poprawnym rozwi zaniem problemu unifikacji fizyki. W ka dym razie supergrawitacja wydawa a si najlepszym sposobem po czenia grawitacji z reszt fizyki. Jednak e w 1984 roku nast pi a godna uwagi zmiana opinii rodowiska naukowego² zacz to preferowa inn teori , tzw. teori strun. Podstawowymi obiektami w tej teorii nie s cz stki zajmuj ce pojedyncze punkty w przestrzeni, lecz obiekty, które maj tylko d ugo (pozbawione s innych wymiarów); przypominaj one niesko czenie cienkie kawa ki strun. Struny mog mie swobodne ko ce (tak zwane otwarte struny ² rys. 25a) lub mog tworzy p tle (zamkni te struny ² rys. 25b). Cz stka w ka dej chwili zajmuje jeden punkt w przestrzeni, zatem jej histori mo na przedstawi w postaci linii w czasoprzestrzeni ("linia wiat a"). Natomiast struna w ka dym momencie zajmuje odcinek w przestrzeni. Wobec tego jej historia w czasoprzestrzeni tworzy dwuwymiarow powierzchni , zwan powierzchni wiata. (Po o enie dowolnego punktu na tej przestrzeni mo na wyznaczy przez podanie dwóch liczb, jednej, okre aj cej l czas, i drugiej, oznaczaj cej miejsce na strunie). Powierzchnia wiata struny otwartej to pasek, którego kraw dzie reprezentuj trajektorie ko cowe struny w czasoprzestrzeni (rys. 25a). Natomiast powierzchnia wiata zamkni tej struny jest cylindrem albo rur (rys. 25b), której przekrój jest p tl , przedstawiaj c strun w pewnej szczególnej chwili.

PO

IATA

AMK I TEJ

ST

Y

Dwa kawa ki struny mog si po czy i utworzy pojedyncz strun ; otwarte struny po prostu cz ko ce (rys. 26), a w wypadku zamkni tych strun przypomina to po czenie dwóch nogawek spodni (rys. 27). Podobnie pojedyncza struna mo e podzieli si na wie. d W teorii strun to, co kiedy uwa ano za cz stki, przyjmuje si za fale przemieszczaj ce si wzd u struny, podobnie jak fale na sznurze

Ÿ

Ÿ “  œ Ÿ ž“ œ
IE

H IA

›š ™˜—–•”“

Krótka historia czasu
ko ców strun. Na przyk ad, w teoriach cz stek grawitacyjne oddzia ywanie mi dzy S o cem a Ziemi przedstawia si jako emisj grawitonu przez cz stk znajduj c si w S o cu i jej absorpcj przez cz stk w Ziemi (rys. 28a). W teorii strun temu procesowi odpowiada rura w kszta cie litery H (rys. 28b) (teoria strun przypomina nieco hydraulik ). Dwa pionowe elementy litery Hodpowiadaj cz stkom Ziemi i S o ca, a pozioma poprzeczka w druj cemu mi dzy nimi grawitonowi. Teoria strun ma dziwn histori . Stworzona pod koniec lat sze dziesi tych mia a stanowi teori opisuj c oddzia ywania silne. Pomys polega na próbie opisu c stek, takich jak z proton i neutron, jako fal na strunie. Silne oddzia ywania by yby przenoszone przez kawa ki strun, które w momencie oddzia ywania czy yby inne struny, tworz c struktur podobn do sieci paj czej. Aby taka teoria poprawnie opisywa a silne oddzia ywania, struny musia y przypomina gumowe ta my o napi ciu oko o 10 ton

W 1974 roku Joel Scherk z Pary a i John Schwarz z Kalifornijskiego Instytutu Technologii opublikowali prac , w której wykazali, e teoria strun mo e opisywa grawitacj , lecz koniecznym warunkiem jest znacznie wi ksze napi cie, si gaj ce tysi ca miliardów miliardówmiliardówmiliardów (l i trzydzie ci dziewi zer) ton. Przewidywania teorii strun s identyczne z przewidywaniami ogólnej teorii wzgl dno ci w zakresie zjawisk w du ych skalach, lecz ró ni si zdecydowanie w bardzo ma ych skalach, mniejszych ni jedna milionowa miliardowej miliardowejmiliardowej cz ci centymetra (centymetr podzielony przez l z trzydziestoma trzema zerami). Praca nie wzbudzi a szerszego zainteresowania, gdy mniej wi cej w tym samym czasie wi kszo fizyków porzuci a oryginaln teori strun, preferuj c teori opart na kwarkach i gluonach, która zdawa a si znacznie lepiej opisywa wyniki eksperymentów. Schekzmar r w tragicznych okoliczno ciach (cierpia na cukrzyc i zapad w stan pi czki, gdy w pobli u nie by o nikogo, kto móg by zrobi mu

Krótka historia czasu
zastrzyk insuliny) i Schwarz pozosta niemal jedynym zwolennikiem teorii strun, z tym, e obecnie proponowa wersj ze znacznie wi kszym napi ciem. W 1984 roku z dwóch powodów gwa townie wzros o zainteresowanie strunami. Po pierwsze, post p jaki osi gni to w zakresie teorii supergrawitacji by bardzo nik y, nikomu nie uda o si wykaza , e nie zawiera ona nieusuwalnych niesko czono ci ani te uzgodni w asnos'ci przewidywanych przez ni cz stek z w asno ciami cz stek obserwowanych. Po drugie, ukaza a si praca Johna Schwarza i Mike'aGreenaz Queen Mary College w Londynie. Autorzy wykazali, e teoria strun mo e wyja ni istnienie cz stek lewoskr tnych, których wiele obserwujemy. Niezale nie od rzeczywistych powodów, wielu fizyków podj o prac nad teori strun; wkrótce pojawi a si nowa jej wersja, tak zwana teoria strun heterotycznych, która obudzi a nadziej na wyja nienie w asno ci rzeczywistych cz stek. Równie w teorii strun pojawiaj si niesko czono ci, lecz uwa a si powszechnie, i w wersji strun heterotycznych kasuj si one wzajemnie (tego jednak nie wiemy jeszcze na pewno). Istnieje natomiast, je li idzie o teorie strun, znacznie powa niejszy problem: wydaje si , e s one sensowne tylko wtedy, je li czasoprzestrze ma 10 lub 26 wymiarów, nie za 4 jak zwykle! Oczywi cie, dodatkowe wymiary czasoprzestrzeni s czym banalnym w powie ciach fantastycznonaukowych, w istocie s tam nawet konieczne, gdy inaczej podró e mi dzy gwiazdami i galaktykami trwa yby o wiele za d ugo² bo przecie z teorii wzgl dno ci wynika, e nic nie mo e porusza si szybciej ni wiat o. Idea powie ci fantastycznych polega na pój ciu na skróty przez dodatkowe wymiary przetrzeni. s Mo na to sobie wyobrazi w nast puj cy sposób. Za ó my, e przestrze , w której yjemy, jest dwuwymiarowa i jest wykrzywiona ja k powierzchnia du ego pier cienia lub torusa (rys. 29). Je li znajdujemy si wewn trz pier cienia po jednej jego stronie i chcemy dosta si do punktu po stronie przeciwnej, musimy i dooko a po wewn trznej kraw dzi pier cienia. Gdyby jednak kto potrafi porus a si z w trzecim wymiarze, to móg by sobie skróci drog , id c wzd u rednicy. Czemu nie dostrzegamy tych wszystkich dodatkowych wymiarów, je li rzeczywi cie istniej ? Czemu widzimy wy cznie trzy wymiary przestrzenne i jeden czasowy? Wyja nienie brzmi nast puj co: w dodatkowych wymiarach przestrze jest bardzo mocno zakrzywiona , tak e jej rozmiar jest bardzo ma y ² oko o milionowej miliardowej miliardowejmiliardowej cz ci centymetra. Jest to tak niewiele, e tych wymiarów po prostu nie dostrzegamy, widzimy wy cznie czas i trzy wymiary przestrzenne, w których czasoprzestrze pozostaje niemal p aska. Przypomina to powierzchni pomara czy: patrz c z bliska, widzimy wszystkie jej zmarszczki, lecz z daleka ta powierzchnia wydaje nam si g adka. Podobnie czasoprzestrze ² w ma ych skalach jest dziesi ciowymiarowa i mocno zakrzywiona, ale w wielkich skalach nie widzi si ani krzywizny, ani dodatkowych wymiarów. Je eli to wyja nienie jest poprawne, kosmiczni podró nicy znajduj si w k opotliwej sytuacji: dodatkowe wymiary s zbyt ma e, by móg si przez nie przecisn statek kosmiczny. Powstaje jednak natychmiast nowe pytanie ² czemu niektóre, lecz nie wszystkie, wymiary uleg y tak mocnemu zakrzywieniu? Zapewne w bardzo wczesnym okresie ewolucji wszech wiata czasoprzestrze mia a du krzywizn we wszystkich wymiarach. Czemu czas i trzy wymiary wyprostowa y si , gdy tymczasem pozosta e wymiary s nadal tak ciasno zwini te?

Szukaj c odpowiedzi na to pytanie, mo emy odwo a si do s abej zasady antropicznej. Dwa wymiary przestrzenne to jak si wydaje ² ² za ma o, by mo liwy sta si rozwój skomplikowanych istot, takich jak my. Na przyk ad, dwuwymiarowe istoty yj ce na jednowymiarowej Ziemi musia yby wspina si na siebie, chc c si min . Gdyby dwuwymiarowa istota zjad a co , czego nie mog a by ca kowicie strawi , to resztki musia yby wydosta si z jej wn trzno ci t sam drog , któr do nich trafi y, gdyby bowiem istnia o przej cie biegn ce przez ca e cia o, to podzieli oby ono ow istot na dwie oddzielne cz ci; nasza dwuwymiarowa istota rozpa aby si d (rys. 30). Równie trudno wyobrazi sobie obieg krwi w takim dwuwymiarowym stworzeniu.

© § ¦¥¤ £¢¡ ¨

Krótka historia czasu

D

K opoty pojawiaj si równie , gdy przestrze ma wi cej ni trzy wymiary. W takim wypadku si a grawitacyjna mi dzy dwoma ciaami mala aby ze wzrostem odleg o ci szybciej ni w przestrzeni trójwymiarowej. (W trzech wymiarach si a ci enia maleje cztery razy, gdy dystans mi dzy cia ami jest podwojony. W czterech wymiarach zmala aby o miokrotnie, w pi ciu szesnastokrotnie i tak dalej). Wtakiej sytuacji orbity planet wokó S o ca by yby niestabilne ² najmniejsze zaburzenie orbity ko owej, na przyk ad przez inn planet , wprowadzi oby planet na trajektori spiraln , w kierunku do lub od S o ca. Wtedy albo spaliliby my si , albo zamarzli. W gruncie rzeczy taka zale no ci enia grawitacyjnego od odleg o ci w przestrzeni maj cej wi cej ni trzy wymiary uniemo liwia aby istnienie S o ca w stanie stabilnym, w którym ci nienie jest zrównowa one przez grawitacj . W obu wypadkach nie mog oby odgrywa roli ród a ciep a i wiat a dla ycia na Ziemi. W mniejszych skalach, si y elektryczne utrzymuj ce elektrony na orbitach wokó j der atomowych zmieni yby si tak samo jak grawitacja. Elektrony od czy yby si zatem od j der lub spad yby na nie. W obu wypadkach nie istnia yby atomy takie, jakie znamy. Wydaje si wi c rzecz oczywist , e ycie, przynajmniej w formie nam znanej, mo e istnie tylko w tych obszarach czasoprzestrzeni, w których czas i trzy wymiary przestrzenne nie s zwini te do niewielkich rozmiarów. Mo emy zatem odwo a si do s abej zasady antropicznej, oczywi cie pod warunkiem, i teoria strun dopuszcza istnienie takich regionów we wszech wiecie ² a wydaje si , e dopuszcza rzeczywi cie. Mog równie istnie inne obszary wszech wiata, a nawet inne wszech wiaty (cokolwiek mog oby to znacz ), y w których wszystkie wymiary s niemal p askie, ale nie mog yby w nich y istoty inteligentne, zdolne do obserwacji innej liczby efektywnych wymiarów. Prócz problemu dodatkowych wymiarów czasoprzestrzeni teoria strun musi upora si z wieloma innymi k opotami, nim b dziemo na j uzna za ostateczn , jednolit teori fizyki. Nie wiemy jeszcze, czy rzeczywi cie wszystkie pojawiaj ce si w rachunkach niesko czono ci kasuj si wzajemnie, nie wiemy te dok adnie, jak powi za w asno ci poszczególnych cz stek z falami na strunie. Niemniej jednak odpowiedzi na te pytania uda nam si prawdopodobnieznale w ci gu najbli szych kilku lat, a zatem, pod koniec tego stulecia powinni my wiedzie , czy teoria strun jest rzeczywi cie ow od dawna poszukiwan jednolit teori fizyczn . Ale czy taka jednolita teoria mo e istnie naprawd ? Czy nie gonimy za chimerami? S trzy mo liwo ci: 1) Jednolita teoria istnieje i pewnego dnia j odkryjemy, je li oka emy si dostatecznie bystrzy. 2) Nie istnieje adna ostateczna teoria wszech wiata, a tylko niesko czony szereg teorii coraz dok adniej go opisuj cych. 3) Nie istnieje adna teoria wszech wiata; zdarzenia mo na przewidywa tylko z ograniczon dok adno ci , której nie da si przekroczy , gdy zdarzenia zachodz w sposób przypadkowy i dowolny. Niektórzy ludzie opowiadaj si za t trzeci mo liwo ci , uwa aj c, e istnienie pe nego, doskonale funkcjonuj cego zbioru praw by oby sprzeczne z bosk swobod zmiany decyzji i ingerencji w sprawy tego wiata. Przypomina to troch stary paradoks: Czy Bóg móg by stworzy kamie tak ci ki, e nie by by w stanie go podnie ? Jednak e pomys , i Bóg móg by chcie zmieni swoj dec zj , y jest przyk adem b du wskazanego przez w. Augustyna, wynikaj cego z za o enia, i Bóg istnieje w czasie: czas jest jedynie w asno ci wiata stworzonego przez Boga. Zapewne wiedzia On, czego chcia , od samego pocz tku! Gdy powsta a mechanika kwantowa, zrozumieli my, i zdarzenia nie mog by przewidziane z dowoln dok adno ci ² zawsze pozostaje pewien stopie niepewno ci. Je eli kto chce, mo e przypisywa t niepewno interwencjom Boga, lecz by yby to interwencje niezwykle osobliwe ² nie ma najmniejszych podstaw, by dopatrywa si w nich jakiegokolwiek celu. W istocie, gdyby taki cel istnia , to niepewno z definicji nie by aby przypadkowa. W czasach wspó czesnych wyeliminowali my trzeci mo liwo dzi ki zmianie definicji celu nauki: d ymy do sformu owania zbioru praw, które pozwol przewidzie zdarzenia tylko w granicach dok adno ci wyznaczonych przez zasad nieoznaczono ci. Druga mo liwo , to znaczy niesko czony szereg coraz doskonalszych teorii, pozostaje w pe nej zgodzie z naszym dotychczasowym do wiadczeniem. Wielokrotnie zdarza o si , e zwi kszaj c czu o naszych pomiarów lub wykonuj c nowe eksperymenty, wykrywali my zupe nie nowe zjawiska, których nie przewidywa y istniej ce teorie, a których zrozumienie wymaga o stworzenia teorii bardziej zaawansowanych. Nie powinni my zatem by zdziwieni, gdyby si okaza o, e obecne teorie wielkiej unifikacji myl si , twierdz c, i nic istotnie nowego nie powinno zachodzi mi dzy energi unifikacji oddzia ywa elektromagnetycznych i s abych, czyli energi 100 GeV, a energi wielkiej unifikacji, równ milionowi miliardów GeV. Mo emy te oczekiwa wykrycia kolejnych "warstw" struktur bardziej elementarnych ni kwarki i elektrony, które dzisiaj uwa amy za cz stki "elementarne". Wydaje si jednak, e grawitacja mo e po o y kres temu ci gowi "pude ek w pude ku". Gdyby istnia a cz stka o energii wi kszej ni tak zwana energia Plancka, równa 10 miliardom miliardów GeV (l z dzie-wi tnastoma zerami), to jej masa by aby tak bardzo skoncentrowana, i cz stka oddzieli aby si od reszty wszech wiata i utworzy a ma czarn dziur . Mo na wi c mniema , e ci g coraz dok adniejszych teorii powinien zbli a si do ostatecznej granicy, w miar jak badamy coraz wi ksze energie, a tym samym powinna istnie ostateczna te oria wszech wiata. Oczywi cie, energia Plancka jest o wiele wi ksza ni energie rz du 100 GeV, jakie potrafimy obecnie wytworzy w

¶µ ´ ³²± °¯® ­¬ ª­ ª ¬ ª«ª
YMIA O E IE

Krótka historia czasu
laboratoriach. Tej przepa ci nie pokonamy za pomoc akceleratorów cz stek w daj cej si przewidzie przysz o ci! Wszech wiat w bardzo wczesnym stadium swego istnienia by natomiast z pewno ci widowni procesów charakteryzuj cych si takimi energiami. Uwa am, e istnieje du a szansa, i badania wczesnego wszech wiata i wymogi matematycznej spójno ci doprowadz do poznania kompletnej, jednolitej teorii w ci gu ycia obecnego pokolenia, je eli, oczywi cie, nie wysadzimy si najpierw w powietrze. Jakie znaczenie mia oby odkrycie ostatecznej teorii wszech wiata? Jak wyja ni em w pierwszym rozdziale, nigdy nie b dziemy zupe nie pewni, e istotnie znale li my poprawn teori , gdy teorii naukowych nie sposób udowodni . Gdy jednak teoria jest matematycznie spójna i zawsze zgadza si z obserwacjami, to mo na racjonalnie zak ada jej poprawno . By by to koniec d ugiego i pe nego chwa y rozdzia u w historii ludzkich wysi ków zrozumienia wszech wiata. Odkrycie ostatecznej teorii wszech wiata zrewolucjonizowa oby równie rozumienie praw rz dz cych wszech wiatem przez zwyczajnych ludzi. W czasach Newtona wykszta cony cz owiek móg pozna ca ludzk wiedz , przynajmniej w zarysie. Dzisiaj, z uwagi na tempo rozwoju nauki, sta o si to niemo liwe. Poniewa teorie ulegaj nieustannym zmianom, dostosowuje si je bowiem do nowych obserwacji, nigdy wi c nie s w a ciwie przetrawione i uproszczone na tyle, by móg je zrozumie szary cz owiek. Trzeba by specjalist , a i wtedy mo na w a ciwie zrozumie tylko niewielk cz naukowych teorii. Co wi cej, post p jest tak szybki, e to, czego nauczymy si w szko ach i na uniwersytetach, jest zawsze wiedz nieco przestarza . Tylko nieliczni s w stanie nad a za szybko przesuwaj c si granic wiedzy i musz oni po wi ca temu ca y swój czas oraz wyspecjalizowa si w w skiej dziedzinie. Reszta spo ecze stwa ma bardzo nik e poj cie o dokonuj cym si rozwoju wiedzy i nie dzieli zwi zanego z nim entuzjazmu. Siedemdziesi t lat temu, je li wierzy Eddingtonowi, tylko dwaj ludzie rozumieli ogóln teori wzgl dno ci. Dzisiaj rozumiej j dziesi tki tysi cy absolwentów uniwersytetów, a miliony ludzi maj o niej ogólne poj cie. Gdyby odkryta zosta a jednolita teoria wszech wiata, to jej przetrawienie i uproszczenie by oby tylko kwesti czasu i wkrótce wyk adano by j w szko ach, przynajmniej w ogólnym zarysie. Wtedy wszyscy rozumieliby my w pewnym stopniu prawa rz dz ce wszech wiatem i odpowiedzialne za nasze istnienie. Nawet je li odkryjemy kompletn , jednolit teori , to i tak nie b dziemy w stanie przewidywa wszystkich zdarze , a to z dwóch powodów. Przede wszystkim, dok adno naszych przewidywa jest ograniczona przez zasad nieoznaczono ci. Tego ograniczenia nie mo na omin w aden sposób. W praktyce jednak to ograniczenie jest mniej wa ne od drugiego. Mianowicie, równania teorii s tak skomplikowane, e potrafimy je rozwi za tylko w najprostszych sytuacjach. (Nie potrafimy nawet rozwi za dok adnie problemu ruchu trzech cia w newtonowskiej teorii grawitacji, a trudno ci rosn wraz z liczb cia i z o ono ci teorii). Ju dzisiaj znamy prawa rz dz ce ruchem materii we wszelkich zwyczajnych sytuacjach. W szczególno ci znamy prawa le ce u podstaw chemii i biologii. Jednak e z ca pewno ci nie mo na powiedzie , e te dziedziny nauki stanowi zbiór ju rozwi zanych problemów; na przyk ad nie potrafimy przewidywa ludzkiego zachowania na podstawie matematycznych równa ! A zatem, je li nawet poznamy kompletny zbiór podstawowych praw natury, to pozostan nam lata pracy nad pasjonuj cym intelektualnie zadaniem stworzenia lepszych metod przybli onych, koniecznych do tego, by my potrafili dokonywa u ytecznych przewidywa prawdopodobnych zdarze w skomplikowanych, realnych sytuacjach. Kompletna, spójna i jednolita teoria to tylko pierwszy krok ² celem naszym jest ca kowite zrozumienie zdarze wokó nas, i naszego w asnego istnienia.
Rozdzia 11

ZAKO CZENIE
yjemy w zadziwiaj cym wiecie. Próbujemy znale sens obserwowanych zdarze , pytamy: Jaka jest natura wsze wiata? Dlaczego wszech wiat jest taki, jaki jest? Szukaj c odpowiedzi na te pytania, przyjmujemy pewn wizj wiata. Tak wizj jest wyobra enie niesko czonej wie y ó wi podtrzymuj cej p ask Ziemi , jest ni te teoria strun. Obie s teoriami wszech wiata, cho ta druga jest znacznie precyzyjniejsza i matematycznie bardziej z o ona ni pierwsza. adnej z nich nie wspieraj jakiekolwiek obserwacje ² nikt nigdy nie widzia gigantycznego ó wia z Ziemi na grzbiecie, ale te nikt nie widzia superstruny. Jednak teoria ó wi nie jest dobr teori naukow , gdy wynika z niej, e ludzie mog spada z kraw dzi Ziemi, a ta mo liwo nie zosta a jak dot d potwierdzona przez obserwacj , chyba e ma si na my li rzekome znikanie ludzi w Trójk cie Bermudzkim. Najwcze niejsze teoretyczne próby opisu i zrozumienia wszech wiata wi za y si z koncepcj kontroli naturalnych zjawisk i zdarze przez duchy o ludzkich emocjach, dzia aj ce podobnie jak ludzie i w sposób nie pozwalaj cy si przewidzie . Owe duchy zamieszkiwa mia y naturalne obiekty, takie jak rzeki i góry, oraz cia a niebieskie, takie jak Ksi yc i S o ce. Ludzie musieli zjednywa je sobie i stara si o ich aski, aby zapewni p odno ziemi i zmian pór roku. Powoli jednak dostrze ono pewne regularno ci: S o ce zawsze wschodzi na wschodzie i zachodzi na zachodzie, niezale nie od ofiar sk adanych bogu S o ca. Dalej, S o ce, Ksi yc i planety poruszaj si po okre lonych trajektoriach na niebie i ich po o enie mo na przewidzie ze znaczn dok adno ci . S o ce i Ksi yc mo na by o nadal uwa a za bogów, lecz byli to bogowie, którzy podlegali cis ym prawom, obowi zuj cym najwyra niej bez adnych wyj tków, je li nie bra pod uwag takich opowie ci, jak ta o Jozuem zatrzymuj cym S o ce. Pocz tkowo istnienie regularno ci i praw by o oczywiste tylko w astronomii i nielicznych innych sytuacjach, jednak e w miar rozwoju cywilizacji, szczególnie w ci gu ostatnich trzystu lat, odkrywano ich coraz wi cej. Te sukcesy rozwijaj cej si nauki sk oni y w pocz tkach XIX wieku Laplace'a do sformu owania postulatu naukowego determinizmu. Zgodnie z tym postulatem istnie mia zbiór praw pozwalaj cych na dok adne przewidzenie ca ej historii wszech wiata, je li znany jest jego stan w okre lonej chwili. Determinizm Laplace'a by niekompletny w podwójnym sensie. Po pierwsze, nie okre la , w jaki sposób nale y wybra taki zbiór praw. Po drugie, api ce nie poda pocz tkowej konfiguracji wszech wiata, pozostawiaj c to Bogu. Bóg mia wybra zbiór praw i stan pocz tkowy wszech wiata, a nast pnie nie ingerowa w bieg spraw. W istocie rzeczy dzia anie Boga zosta o ograniczone do tych obszarów rzeczywisto ci, których dziewi tnastowieczna wiedza nie umia a wyja ni .

69

Krótka historia czasu
Wiemy dzisiaj, e nadzieje, jakie wi za z determinizmem api ce, nie mog si spe ni , przynajmniej nie w takiej formie, jakiej on oczekiwa . Z zasady nieoznaczono ci wynika bowiem, e pewne pary wielko ci, takie jak po o enie i pr dko cz stki, nie mog by jednocze nie zmierzone lub przewidziane z dowoln dok adno ci . Mechanika kwantowa radzi sobie z t sytuacj dzi ki ca ej grupie teorii kwantowych, w których cz stkom nie przypisujemy dobrze okre lonych pozycji i pr dko ci, lecz funkcj falow . Teorie kwantowe s deterministyczne w tym sensie, e zawieraj prawa ewolucji fali. Znaj c zatem posta fali w pewnej chwili, mo na obliczy , jak b dzie wygl da a w dowolnym innym momencie. Nieprzewidywalny, przypadkowy element mechaniki kwantowej pojawia si dopiero wtedy, gdy próbujemy interpretowa fal w kategoriach pr dko ci i po o e cz stek. Lecz mo e na tym w a nie polega nasz b d, mo e nie istniej po o enia i pr dko ci cz stek, a tylko fale. By mo e niepotrzebnie próbujemy dostosowa fale do swoich, znacznie wcze niej ukszta towanych poj , takich jak po o enie i pr dko . Powstaje w ten sposób sprzeczno , która mo e by ród em pozornej nieprzewidywalno ci zdarze . W ten sposób zmienili my definicj celu nauki; jest nim odkrycie praw, które umo liwi nam przewidywanie zjawisk w granicach dok adno ci wyznaczonych przez zasad nieoznaczono ci. Pozostaje jednak pytanie, jak lub dlaczego wybrane zosta y takie, a nie inne prawa, oraz stan pocz tkowy wszech wiata? W tej ksi ce zajmowa em si g ównie prawami rz dz cymi grawitacj , gdy w a nie grawitacja kszta tuje wszech wiat w du ej skali, mimo i jest najs abszym z czterech oddzia ywa elementarnych. Prawa grawitacji s niezgodne z powszechnym jeszcze niedawno przekonaniem o statyczno ci wszech wiata ² skoro si a ci enia jest zawsze si przyci gania, to wszech wiat musi kurczy si lub rozszerza . Zgodnie z ogóln teori wzgl dno ci w pewnej chwili w przesz o ci materia we wszech wiecie musia a mie niesko czon g sto ; ten moment, nazywany wielkim wybuchem, by pocz tkiem czasu. Podobnie, je eli ca y wszech wiat skurczy si w przysz o ci do rozmiarów punktu, materia osi gnie ponownie stan niesko czonej g sto ci, który b dzie ko cem czasu. Nawet je li ca y wszech wiat nie skurczy si , to i tak istnie b d osobliwo ci we wszystkich ograniczonych obszarach, w których powsta y czarne dziury. Te osobliwo ci stanowi b d kres czasu dla ka dego, kto wpad do czarnej dziury. W chwili wielkiego wybuchu, lub gdy pojawiaj si wszelkie inne osobliwo ci, za amuj si prawa fizyki, a zatem Bóg ma wci ca kowit swobod wyboru tego, co si wtedy zdarzy, i stanu pocz tkowego wszech wiata. Po czenie mechaniki kwantowej z ogóln teori wzgl dno ci prowadzi do pojawienia si nowej mo liwo ci ² by mo e czas i przestrze tworz wspólnie jedn sko czon czterowymiarow ca o , bez osobliwo ci i brzegów, przypominaj c powierzchni kuli. Wydaje si , e ta koncepcja mo e wyja ni wiele obserwowanych w asno ci wszech wiata, na przyk ad jego jednorodno w du ych skalach i lokalne odst pstwa od niej ² istnienie galaktyk, gwiazd, a nawet ludzkich istot. Mo e równie wyt umaczy obserwowan strza k czasu. Je li jednak wszech wiat jest ca kowicie samowystarczalny, nie ma adnych osobliwo ci ani brzegów, a jego zachowanie w sposób ca kowicie wyczerpuj cy opisuje jednolita teoria, ma to g bokie implikacje dla roli Boga jako Stwórcy. Einstein postawi kiedy pytanie: "Jak swobod wyboru mia Bóg, gdy budowa wszech wiat?" Je li propozycja wszech wiata bez brzegów jest poprawna, to nie mia On adnej swobody przy wyborze warunków pocz tkowych. Oczywi cie pozosta a mu jeszcze swoboda wyboru praw rz dz cych ewolucj wszech wiata. Mo e jednak i ta swoboda jest bardzo iluzoryczna, by mo e istnieje tylko jedna, lub co najwy ej par teorii, takich jak teoria heterotycznych strun, które s spójne wewn trznie i pozwalaj na powstanie struktur tak skomplikowanych jak istoty ludzkie, zdolne do badania praw wszech wiata i zadawania pyta o natur Boga. Nawet je li istnieje tylko jedna jednolita teoria, to jest ona wy cznie zbiorem regu i równa . Co sprawia, e równania te co opisuj , e istnieje opisywany przez nie wszech wiat? Normalne podej cie naukowe polega na konstrukcji matematycznych modeli opisuj cych rzeczywisto , nie obejmuje natomiast poszukiwa odpowiedzi na pytanie, dlaczego powinien istnie wszech wiat opisywany przez te modele. Czemu wszech wiat trudzi si istnieniem? Czy jednolita teoria jest tak nieodparta, e wszech wiat sam powoduje w asne istnienie? Czy mo e wszech wiat potrzebuje Stwórcy, a je li tak, to czy Stwórca wywiera jeszcze jaki inny wp yw na wszech wiat? I kto Jego z kolei stworzy ? Jak dot d, naukowcy byli najcz ciej zbyt zaj ci rozwijaniem teorii mówi cych o tym, jaki jest wszech wiat, by zajmowa si pytaniem dlaczego istnieje. Z drugiej strony, ci, których specjalno ci jest stawianie pyta dlaczego, filozofowie nie byli w stanie nad y za rozwojem nauki. W XVIII wieku filozofowie za obszar swych zainteresowa uznawali ca o ludzkiej wiedzy i rozwa ali takie zagadnienia, jak kwestia pocz tku wszech wiata. Jednak z pocz tkiem XIX wieku nauka sta a si zbyt techniczna i matematyczna dla filozofów i wszystkich innych ludzi poza nielicznymi specjalistami. Filozofowie tak ograniczyli zakres swych bada , e Wittgenstein, najs awniejszy filozof naszego wieku, stwierdzi : "Jedynym zadaniem, jakie pozosta o filozofii, jest analiza j zyka". Co za upadek w porównaniu z wielk tradycj filozofii od Arystotelesa do Kanta! Gdy odkryjemy kompletn teori , z biegiem czasu stanie si ona zrozumia a dla szerokich kr gów spo ecze stwa, nie tylko paru naukowców. Wtedy wszyscy, zarówno naukowcy i filozofowie, jak i zwykli, szarzy ludzie, b d mogli wzi udzia w dyskusji nad problemem, dlaczego wszech wiat i my sami istniejemy. Gdy znajdziemy odpowied na to pytanie, b dzie to ostateczny tryumf ludzkiej inteligencji ² poznamy wtedy bowiem my li Boga.

ALBERT EINSTEIN
Rola, jak odegra Einstein w procesie stworzenia bomby atomowej, jest powszechnie znana: podpisa on s ynny list do prezydenta Franklina Roosevelta, który spowodowa , e w Stanach Zjednoczonych potraktowano t ide powa nie. W latach powojennych Einstein by jednym z tych, którzy prowadzili dzia alno maj c na celu zapobie enie wojnie j drowej. Nie by y to jednak dora ne, sporadyczne akcje naukowca, którego okoliczno ci zmusza y do podejmowania dzia alno ci politycznej. W rzeczywisto ci, jak Einstein sam przyzna , jego ycie "by o podzielone mi dzy równania i polityk ". Einstein zacz bra czynny udzia w yciu politycznym w trakcie I wojny wiatowej, gdy by profesorem w Berlinie. Wstrz ni ty tym, co oceni jako marnotrawienie ludzkiego ycia, uczestniczy w antywojennych demonstracjach. Jego wezwania do cywilnego niepos usze stwa i publicznie wyra one poparcie dla ludzi odmawiaj cych pe nienia s u by wojskowej nie przynios y mu popularno ci w ród kolegów. Pó niej, po wojnie, stara si przyczyni do

70

Krótka historia czasu
pojednania mi dzy narodami i poprawy stosunków mi dzynarodowych. To równie nie przysporzy o mu popularno ci i wkrótce jego aktywno polityczna zacz a mu utrudnia podró e do USA, nawet gdy chodzi o o wyg aszanie wyk adów. Drug wielk spraw , o któr walczy Einstein, by syjonizm. Chocia z pochodzenia by ydem, odrzuca biblijn koncepcj Boga. Rosn ca wiadomo ywotno ci antysemityzmu, którego wyra ne objawy obserwowa w trakcie I wojny wiatowej i po jej zako czeniu, sprawi a, e stopniowo poczu si cz onkiem spo eczno ci ydowskiej, a nast pnie sta si zdecydowanym or downikiem syjonizmu. Raz jeszcze niepopularno g oszonych pogl dów nie powstrzyma a go od ich wypowiadania. Atakowano jego teorie, powsta a nawet organizacja antyeinsteinowska. Pewien cz owiek stan przed s dem za namawianie innych do zamordowania Einsteina (kar by a tylko grzywna w wysoko ci sze ciu dolarów). Ale Einstein nie traci zimnej krwi: gdy opublikowano ksi k zatytu owan 100 autorów przeciw Einsteinowi, spokojnie odparowa : "Gdybym nie mia racji, wystarczy by jeden!" W 1933 roku, gdy Hitler doszed do w adzy, Einstein przebywa w Stanach i z o y publiczne o wiadczenie, e postanawia nie wraca do Niemiec. Gdy faszystowska milicja pl drowa a jego dom i skonfiskowa a rachunek bankowy, w jednej z berli skich gazet pojawi si wielki nag ówek: "Dobre wiadomo ci od Einsteina ² nie wraca". W obliczu faszystowskiego zagro enia Einstein odrzuci pacyfizm i w ko cu, obawiaj c si , e niemieccy uczeni zbuduj bomb atomow , zaproponowa , by Stany Zjednoczone skonstruowa y w asn . Ale jeszcze zanim wybuch a pierwsza bomba atomowa, Einstein publicznie ostrzeg przed niebezpiecze stwem wojny j drowej i proponowa poddanie broni j drowej mi dzynarodowej kontroli. Przez ca e ycie Einstein stara si pracowa dla sprawy pokoju, ale dzia alno ta przynios a niewielkie efekty i z pewno ci nie pozyska dzi ki niej zbyt wielu przyjació . Jednak e jego gor ce i konsekwentne poparcie dla sprawy syjonizmu zosta o docenione ² w 1952 roku zaproponowano mu prezydentur Izraela. Odmówi , twierdz c, i jest zbyt naiwny w sprawach polityki. Prawdziwy powód by jednak zapewne inny ² jak mówi : "Równania s dla mnie wa niejsze, gdy polityka jest czym istotnym tylko dzisiaj, a równania s wieczne".

GALILEUSZ
Galileusz, bardziej ni ktokolwiek inny, zas uguje na miano ojca nowoczesnej nauki. Przyczyn jego g o nego konfliktu z Ko cio em katolickim by y podstawowe zasady jego filozofii. Jako jeden z pierwszych Galileusz g osi bowiem, e mo na mie nadziej , i cz owiek zrozumie, jak funkcjonuje wszech wiat i, co wi cej, e dokona tego dzi ki obserwacjom rzeczywistego wiata. Galileusz bardzo szybko sta si zwolennikiem teorii Kopernika (przypisuj cej planetom ruch wokó S o ca), lecz zacz popiera j publicznie dopiero wtedy, gdy obserwacje dostarczy y mu argumentów na jej poparcie. Pisa o teorii Kopernika po w osku (a nie po acinie, która by a oficjalnym j zykiem akademickim) i wkrótce jego pogl dy zyska y szerokie poparcie rodowisk pozauczelnianych. Wywo a o to gniew profesorów wyznaj cych Arystotelesowskie pogl dy, którzy zjednoczywszy si przeciw wspólnemu przeciwnikowi, starali si nak oni Ko ció do pot pienia pogl dów Kopernikowskich. Galileusz, zmartwiony tym obrotem spraw, uda si do Rzymu na rozmowy z autorytetami ko cielnymi. Twierdzi , e w Biblii nie nale y szuka adnych twierdze i s dów dotycz cych tematów naukowych i e, zgodnie z przyj t powszechnie dyrektyw metodologiczn , je li tekst Biblii stoi w sprzeczno ci ze zdrowym rozs dkiem, nale y go interpretowa jako alegori . Ale Ko ció obawia si skandalu, który móg os abi jego pozycj w walce z reformacj , i dlatego postanowi uciec si do represji. W 1616 roku kopernikanizm zosta uznany za "fa szywy i b dny", Galileuszowi za nakazano nigdy wi cej "nie broni i nie podtrzymywa " tej doktryny. Galileusz pogodzi si z wyrokiem. W 1623 roku stary przyjaciel Galileusza wybrany zosta papie em. Galileusz natychmiast rozpocz starania o odwo anie dekretu z 1616 roku. Nie uda o mu si tego osi gn , lecz otrzyma zgod na napisanie ksi ki prezentuj cej teorie Arystotelesa i Kopernika, jednak pod dwoma warunkami. Po pierwsze, mia zachowa pe n bezstronno , czyli nie opowiada si po niczyjej stronie. Po drugie, mia zako czy ksi k konkluzj , e cz owiek nigdy nie posi dzie wiedzy o tym, jak funkcjonuje wszech wiat, poniewa Bóg mo e wywo a te same efekty wieloma sposobami niewyobra alnymi dla cz owieka, któremu nie wolno w adnym stopniu ogranicza Bo ej wszechw adzy. Ksi ka, Dialog o dwu najwa niejszych systemach wiata: ptolemeuszowym i kopernikowym, zosta a uko czona i opublikowana w 1632 roku, zyskuj c pe n aprobat cenzury; uznano j natychmiast za arcydzie o literackie i filozoficzne. Papie rych o jednak zda sobie spraw , i ludzie znajduj w niej przekonywaj ce argumenty na korzy teorii Kopernika, i po a owa tego, e wyrazi zgod na opublikowanie dzie a. Chocia ksi ka uzyska a aprobat cenzury, papie uzna , e Galileusz naruszy dekret z 1616 roku. Galileusz zosta postawiony przed trybuna em inkwizycji i skazany na do ywotni areszt domowy. Nakazano mu równie publicznie pot pi kopernikanizm. Po raz drugi Galileusz podporz dkowa si wyrokowi. Pozosta wiernym katolikiem, lecz jego wiara w niezale no nauki nie zosta a z amana. Na cztery lata przed mierci Galileusza, który nadal przebywa w areszcie domowym, r kopis jego kolejnej ksi ki przemycono do wydawcy w Holandii. W a nie ta praca, znana jako Dialogi i dowodzenia matematyczne, okaza a si najwa niejszym wk adem Galileusza w rozwój nauki, cenniejszym ni poparcie teorii Kopernika ² od niej zacz a si fizyka nowoczesna.

IZAAK NEWTON

Izaak Newton nie by zbyt mi ym cz owiekiem. Jego stosunki z innymi uczonymi by y zawsze z e, a b d c ju w podesz ym wieku, wi kszo swego czasu zu ywa na burzliwe polemiki. Po opublikowaniu Principia Mathematica ² z pewno ci najbardziej znacz cej ksi ki z zakresu fizyki, jak kiedykolwiek napisano ² Newton sta si raptownie wybitn , powszechnie znan postaci . Mianowano go przewodnicz cym Towarzystwa Królewskiego w Londynie, by te pierwszym w dziejach uczonym, któremu nadano tytu szlachecki. Wkrótce star si z Królewskim Astronomem Johnem Flamsteedem, który dostarczy mu w swoim czasie wa nych danych potrzebnych do napisania Principia Mathematica, nast pnie jednak odmówi przekazywania Newtonowi kolejnych interesuj cych tego ostatniego informacji. Newton nie mia zwyczaju przyjmowa do wiadomo ci odmownych odpowiedzi. Sprawi , i mianowano go cz onkiem komitetu kieruj cego Obserwatorium Królewskim i wtedy próbowa wymusi natychmiastow publikacj danych. W ko cu doprowadzi

71

Krótka historia czasu
do tego, e praca Flamsteeda zosta a zarekwirowana i przygotowana do druku przez jego miertelnego wroga, Edmunda Halleya. Flamsteed poda jednak spraw do s du i niezw ocznie uzyska wyrok s dowy ² zakaz rozpowszechniania skradzionej pracy. Newton by tak rozw cieczony, e w pó niejszych wydaniach Principia Mathematica systematycznie usuwa wszystkie przypisy dotycz ce prac Flamsteeda. Znacznie powa niejsza by a polemika Newtona z niemieckim filozofem Gottfriedem Leibnizem. Obaj niezale nie odkryli ga matematyki zwan rachunkiem ró niczkowym, która leg a u podstaw rozwoju nowoczesnej fizyki. Dzisiaj wiemy, e Newton odkry rachunek ró niczkowy znacznie wcze niej ni Leibniz, lecz faktem jest, i opublikowa sw prac znacznie pó niej od niego. Wybuch wielki spór o pierwsze stwo odkrycia, w którym uczestniczyli ró ni uczeni, broni c arliwie praw obu rywali. Jest jednak rzecz godn uwagi, e wi kszo artyku ów w obronie Newtona napisa on sam, a jego przyjaciele tylko je podpisywali! Gdy spór nasila si coraz bardziej, Leibniz pope ni b d i odwo a si do Królewskiego Towarzystwa Naukowego z pro b o rozstrzygni cie dysputy. Newton, b d c przewodnicz cym Towarzystwa wyznaczy "bezstronn " komisj do zbadania ca ej sprawy, w której przez przypadek znale li si wy cznie jego przyjaciele. To jeszcze nie wszystko: Newton sam napisa raport komisji i sprawi , e Towarzystwo opublikowa o go i oficjalnie oskar y o Leibniza o plagiat. Nadal zreszt nie w pe ni usatysfakcjonowany Newton napisa anonimow recenzj raportu i umie ci j w periodyku Towarzystwa. Po mierci Leibniza Newton mia podobno powiedzie , i dozna wielkiej satysfakcji " ami c serce Leibnizowi". W okresie, kiedy trwa y te oba spory, Newton opu ci Cambridge i rodowisko akademickie. Bra aktywny udzia w antykatolickiej kampanii politycznej w Cambridge, a pó niej w parlamencie, za co go nagrodzono lukratywnym urz dem Stra nika Mennicy Królewskiej. Tu jego przebieg o i zdolno pos ugiwania si broni jadowitej krytyki spotka y si wreszcie z akceptacj spo eczn ² z powodzeniem zwalcza fa szerzy, a wielu z nich pos a na szubienic .

S OWNIK
akcelerator cz stek: maszyna przyspieszaj ca cz stki i nadaj ca im du energi . antycz stka: ka dy rodzaj cz stek ma odpowiednie antycz stki. Kiedy cz stka zderza si z antycz stka, obie znikaj , pozostawiaj c tylko en ergi (s. 73). atom: podstawowa jednostka konstrukcyjna normalnej materii, sk adaj ca si z male kiego j dra (zbudowanego z proton ów i neutronów) otoczonego przez kr ce na orbitach elektrony (s. 66). bia y karze : stabilna, zimna gwiazda "podtrzymywana przy yciu" przez wynikaj ce z zasady wykluczania ci nienie elektronów (s. 86). Chandrasekhara granica: maksymalna masa stabilnej zimnej gwiazdy; gwiazda o wi kszej masie musi zapa si i utworzy czarn dziur (s. 8586). ci ar:sita z jak dzia a na cia o pole grawitacyjne. Jest proporcjonalny do masy cia a, lecz ró ny od niej. czarna dziura: region czasoprzestrzeni, z którego nic, nawet wiat o, nie mo e uciec, gdy tak silne jest przyci ganie grawitacyjne (rozdzia 6). czas urojony: czas mierzony za pomoc urojonych liczb (s. 129). czasoprzestrze : czterowymiarowa przestrze , której punktami s zdarzenia (s. 34). cz stka elementarna: cz stka uwa ana za niepodzieln .cz sto : dla fali, liczba pe nych cykli na sekund . dualizm falowo-korpuskularny: w mechanice kwantowej brak rozró nienia mi dzy falami i cz stkami; cz stki mog czasem zachowywa si jak fale, a fale jak cz stki (s. 63). d ugo fali: odleg o mi dzy dwoma kolejnymi grzbietami fali. elektromagnetyczne si y: si y dzia aj ce mi dzy cz stkami maj cymi adunki elektryczne; drugie co do mocy oddzia ywania elementarne (s. 74 -75). elektron: cz stka o ujemnym adunku okr aj ca j dro atomowe. energia wielkiej unifikacji: energia, powy ej której powinny znikn ró nice pomi dzy oddzia ywaniami silnymi, s abymi t elektromagnetycznymi (s. 78). faza: dla fali ² pozycja w cyklu w okre lonej chwili, miara tego, czy w danej chwili mam y grzbiet fali, dolin , czy te punkt pomi dzy nimi.

foton: kwant s'wiat a.

horyzont zdarze : granica czarnej dziury. j dro: centralna cz atomu, sk adaj ca si z protonów i neutronów utrzymywanych razem przez oddzia ywania silne. kosmologia: nauka o wszech wiecie jako ca o ci. kwant: niepodzielna jednostka, której wielokrotno ci mog by emitowane lub poch aniane w czasie emisji (lub absorpcji) fal (s. 59). kwark: elementarna cz stka maj ca adunek elektryczny, bior ca udzia w oddzia ywaniach silnych; p rotony i neutrony s zbudowane z trzech kwarków ka dy (s. 69). linia geodezyjna: najkrótsza lub najd u sza linia mi dzy dwoma punktami (s. 39). adunek elektryczny: w asno cz stek, dzi ki której mog one odpycha (lub przyci ga ) cz stki maj ce podobny (lub przeciwny) adunek. masa: ilo materii w ciele, jego bezw adno , czyli opór stawiany przyspieszeniu. mechanika kwantowa: teoria opieraj ca si na zasadzie nie oznaczono ci Heisen-berga i zasadzie kwantowej Plancka (rozdzia 4). mikrofalowe promieniowanie t a: promieniowanie pochodz ce z gor cego okresu historii wszech wiata, obecnie tak bardzo przesuni te ku czerwieni, e jest obser wowane nie jako wiat o lecz j ako mikrofale (fale radiowe o d ugo ci fali równej paru centymetrom) (s. 50). naga osobliwo : osobliwo czasoprzestrzeni poza obszarem czarnej dziury (s. 90). neutrino: niezwykle lekka (by mo e posiadaj ca zerow mas ) cz stka elementarna materii, oddzi a uj ca tylko s abo i grawitacyjnie. neutron: cz stka neutralna, podobna do protonu; mniej wi cej po owa wszystkich cz stek w j drach atomowych to neutrony (s. 69). neutronowa gwiazda: zimna gwiazda, utrzymywana w równowadze przez wynikaj ce z zasady wyklu czania ci nienie neutronów (s. 86). ogólna teoria wzgl dno ci: teoria sformu owana przez Einsteina, oparta na idei, i wszystkie prawa fizyki musz by takie same dla wszystkich obserwatorów, niezale nie od ich ruc hu. Wyja nia istnienie si grawitacji za pomoc krzywizny czterowymiarowej czasoprzestrzeni (s. 39). osobliwo : punkt w czasoprzestrzeni, w którym krzywizna jest niesko czona (s. 54). pierwotna czarna dziura: czarna dziura powsta a w bardzo wczesnym okresie ewolucji wszech wiata (s. 99). pole: co , co istnieje w rozci g ym obszarze czasoprzestrzeni, w przeciwie stwie do cz stki, istniej cej w danej chwili w pojedyncz ym punkcie. pole magnetyczne: pole odpowiedzialne za si y magnetyczne, obecnie po czone wraz z polem elektrycznym w jedno pole el ektromagnetyczne. pozytron: antycz stka elektronu (ma adunek dodatni). promieniotwórczo : spontaniczna przemiana jednego j dra atomowego w inne, po czona z emisj promieniowania. promieniowanie gamma: fale elektromagnetyczne o bardzo krótkiej d ugo ci p rodukowane w czasie rozpadów promieniotwórczych lub zderze mi dzy cz stkami. proporcjonalny: ,j jest proporcjonalne do y" oznacza, e ilekro y jest pomno one przez jak liczb , to x równie ; ,j jest odwrotnie proporcjonalne do v" znaczy, e gdy y jest pomno one przez jak liczb , to x zostaje przez ni podzielone. proton: dodatnio na adowana cz stka; mniej wi cej po owa cz stek w j drach atomowych to protony. przesuni cie ku czerwieni: poczerwienienie wiat a gwiazdy oddalaj cej si od nas, spowodowane efektem Dopplera (s. 47). przy pieszenie: tempo wzrostu pr dko ci cia a. sekunda wietlna (rok wietlny): odleg o przebywana przez wiat o w ci gu sekundy (roku). radar: urz dzenie do wyznaczania pozycji obiektów przez pomiar czasu wys ania i powrotu poj edynczych impulsów fal radiowych.

72

Krótka historia czasu
silne oddzia ywanie: najsilniejsze i maj ce najkrótszy zasi g oddzia ywanie elementarne. Utrzymuje razem kwarki wewn trz protonów i neutronów oraz wi e protony i neutrony w j dra atomowe (s. 76). s abe oddzia ywanie:drugie co do s abo ci oddzia ywanie elementarne, o bardzo krótkim zasi gu. Dzia a na wszystkie cz stki materii, ale nie na cz stki przenosz ce oddzia ywania (s. 75). spin: wewn trzna w asno cz stek elementarnych przypominaj ca wirowanie wokó w asnej osi (s. 71). stacjonarny stan: stan nie zmieniaj cy si w czasie, na przyk ad kula wiruj ca ze sta pr dko ci jest w stanie stacjonarnym, gdy zawsze wygl da tak samo, nie jest natomiast statyczna (nieruchoma). sta a kosmologiczna: matematyczna wielko wprowadzona przez Einsteina w celu nadania czasoprzestrzeni tendencji do rozszerzania si (s. 48). sto ek wietlny: powierzchnia w czasoprzestrzeni wyznaczona przez wszystkie promienie s'wietlne mog ce przejs' przez dane zdarzenie (s. 35). synteza j drowa: proces, w którym dwa j dra zderzaj si i tworz pojedyncze ci sze j dro. szczególna teoria wzgl dno ci: teoria Einsteina oparta na koncepcji, e prawa nauki winny by takie same dla wszystkich swobodnie poruszaj cych si obserwatorów, niezale nie od ich pr dko ci (s. 38). teorie wielkiej unifikacji (GUT): teorie jednocz ce opis oddzia ywa silnych, s abych i elektromagnetycznych. twierdzenie o osobliwo ciach: twierdzenia wykazuj ce konieczno istnienia osobliwo ci; w szczególno ci dowodz , i wszech wiat musia rozpocz si od osobliwo ci (s. 57, 58). warunek braku brzegów: koncepcja, wedle której wszech wiat jest sko czony i pozbawiony brzegów (w urojonym czasie) (s. 131).

widmo: rozszczepienie fali elektromagnetycznej na cz sto ci sk adowe (s. 46). wielki wybuch: osobliwo

w pocz tku istnienia wszech wiata (s. 54).

wirtualne cz stki: wed ug mechaniki kwantowej, cz stki, które nie mog by bezpo rednio wykryte, lecz których istnienie prowadzi do mierzalnych efektów (s. 73).

wspó rz dne: wielko ci okre laj ce po o enie punktu w przestrzeni i czasie (s. 33).

wymiar przestrzenny: dowolny z trzech wymiarów przestrzennych maj cy charakter przestrzennopodobny ² to znaczy dowolny wymiar z wyj tkiem czasu.

zasadaantropiczna: widzimy wiat taki, jaki widzimy, gdy gdyby by inny, to my nie istnieliby my (s. 120).

zasada kwantowa Plancka: hipoteza mówi ca, i wiat o (lub dowolna inna fala klasyczna) mo e by emitowane lub poch aniane tylko w oddzielnych kwantach, których energia jest proporcjonalna do cz sto ci fali (s. 61).

zasada nieoznaczono ci: nie mo na jednocze nie dok adnie zmierzy po o enia i pr dko ci cz stki, im dok adniej mierzymy po o enie, tym mniej mo emy wiedzie o pr dko ci, i odwrotnie (s. 61).

73

Krótka historia czasu
zasada wykluczania (zasada Pauliego): dwie identyczne cz stki o spinie 1/2 nie mog (w granicach dok adno ci wyznaczonych przez zasad nieoznaczono ci) mie takich samych po o e i pr dko ci (s. 71).

zasada zachowania energii: prawo fizyki, stwierdzaj ce, e energia (lub jej równowa niki w postaci masy), nie mo e by ani tworzona, ani niszczona.

74