You are on page 1of 320

m um

:
itófc :ssa
¡a■««. íj-«í
■ *£-?%£■
H í m I h I A
iiSS ■

4êw
;

- si «r
u.. wr-
im m pifSÄÄ
W00¿M:M¿
p ą p p S B ią B fe B lP
■ j

■O'*;,;.--.-:- ' - ■ , : ..¡ / r p.
P g ffö lra
g p j j g M i i i p f c ifcí- I
■y-, :“ ■
-. ■ ■/'*: :. V -'. ■■" ••■*; ;

p É lsilfiliiliil Ififé
iS liî l t 4„ ' T , -

ÍV -
I
' r

í § ‘ ; -J:*■i-\f ' f -
■ ilÉ S II . Ä ftÄ ^pg^üi
mm ¡Ü Ü
smA’rJíMiaíé#'*
SS:
r " -■'iHSf--àÿJ* /A .
iS Ü ïif . K-yy?:/ j
a"1'- ;>;:i :V:' ; '-V;7'.:^íí.-'-"í'-^-:.V-"v:'v>;-:í.;,-r,¡.-. i - : - . - " : ï ï .
fc-'.v^ ;7 v.0 :;-'r -"A .■':?.-'-,::"v;;:" ;;

v* -t1 , r‘ ' ¡ 's S m ' f® ill m > il - v’

ê'^Wk '': ^ & M :1 Ü 1 . ' ' . ^ ■■' “. A ' ‘" r .'' -;'C " Wjl

im . , . I '
mmmm
■ '( y \ . ‘
• : Í •
, :.;

B I B L I O T E K A W I E D Z Y T O M 18

DR A R T U R H A A S ^ r \ /%
P R O F . FIZYKI UNIW ERSYTETU W1EDEŃSK1EG

ZASADY FIZYKI
Ś W IA T Ł O — E L E K T R Y C Z N O Ś Ć
C I E P Ł O — M A T E R J A

Z 76 I L U S T R A C J A M I

PRZEŁOŻYŁ

DR . SZCZEPAN S Z C Z E N IO W S K I
PR O F. FIZYKI T E O R . UN. J . K A Z . WE LWOWI E

B I B L i
ftłfe fw w e g o Liceurx ^ 'o g itz n e g o
w G L IW IC C '~ i

Nr. V .‘

T R ZA SK A , E V E R T i M I C H A L S K I S. A.
WARSZAWA, KRAKOW SKIE PRZEDM IEŚCIE 13
GMACH HO TELU EUROPEJSKIEGO

TYTUŁ ORYGINAŁU
PH Y SIK FÜR J E D E R M A N N

¿U w

I dlA

•tefT

Si W

DRUKARNIA NARODOWA W KRAKOWIE

bardzo doniosłych faktów oraz powstanie nowych teoryj. fizyka przeżywa dzisiaj okres niezwykle szybkiego rozwoju. a zwłaszcza fizyki i astronomji. dotyczące otaczającego nas „makroskopowego” świata. otwie­ rających zupełnie nowe horyzonty przed fizyką. klasycznej. wybitny wzrost zainteresowania się ogółu czytającej publiczności ostatniemi zdobyczami nauk przy­ rodniczych. Brak było dotąd książki. Lukę tę stara się wypełnić książka niniejsza. czy też przekłady. najważniejsze zdobycze i poglądy fizyki. Poczytność*-fa' stoi bezwątpienia w ścisłym związku z fak­ tem. j a k i przekładów autorów zagranicznych. jak i sukcesy fizyki dzisiejszej. omawiając za­ równo zdobycze fizyki dawniejszej. czy to oryginalne. profesora fizyki Uniwersytetu Wie­ deńskiego. wywołany przez odkrycie szeregu nowych. potrafił w swych „Zasadach Fizyki” omówić w sposób przystępny. Jednakże książki popularne. Profesor Haas. autor zarówno uniwersyteckich podręczników fizyki. któraby w jasny i przystępny sposób przedstawiała całokształt fizyki. uwzględniały prawie wyłącznie ostatnie zdobycze fizyki. Od kilku już lat można zauważyć we wszystkich krajach. z pominięciem wszelkich wzorów matematycz­ nych. napisana przez Artura Haasa. jak i szeregu książek popularnych. zarówno napisanych przez auto­ rów polskich. PRZEDM O W A TŁUMACZA. jakie ukazały się dotychczas w języku polskim. Świadczy o tem wymownie wzmożona poczytność szeregu popularnych książek z tych dziedzin. zarówno . wkraczającej daleko w głąb „mikrosko­ powego” świata niedostrzegalnych dla nas bezpośrednio atomów.

dotyczących magnetyzmu ziemskiego. Prof. takie jak radjo. E. Dr.klasycznej. I. za stałą pomoc i współpracę. jak i atomowej. S zczen iow ski. Bobrównie. S. fotograf ja. Rzymowskiemu za przejrzenie rozdziałów. Kierownikowi Obserwatorjum Magnetycznego w Świdrze. bez której tłu­ maczenie książki niniejszej nie doszłoby wogóle do skutku. S. N a szczególne podkreślenie zasługuje stale zwracanie przezeń w możliwie najszerszym zakresie uwagi na zastosowania techniczne fizyki. Dziękuję również P. Tłumacząc książkę Haasa uwzględniałem w miarę możno­ ści wszelkie dane. W związku z tem pragnę tu podziękować P . Wasiutyńskiej za pomoc w zakresie polskiej terminologji telekomunikacyjnej. I. p. Kalinowskiemu. do­ tyczących radjotechniki i radjofonji. Wreszcie szczególnie gorąco pragnę podziękować P. . inż. oraz P. za łaskawe udzielenie mi danych. dotyczące stosunków polskich. kinematograf ja i t.

........................... Opór e le k tr y c z n y ..................................... Interferencja ś w ia t ła ................. Odbicie i załamanie ś w i a t ł a ... ................................................ 80 25.... 28 11................ K ondensator....... 40 15.... 10 5................ Oświetlenie elek try czn e................................. 34 13..................................................... 1 2................. 19 8............................................................................. 21 9.................. 91 ..... 73 24..................... SPIS RZECZY Str................................. 48 Część druga ELEKTRYCZNOŚĆ 17....................... ............... ..... Prędkość ś w i a t ł a .... 87 27........................... Przedmowa t ł u m a c z a ................................................ B a r w y . Energia kwantów ś w ie tln y c h ................................... 57 19........... 61 20.. .................... Widma p r ą ż k o w e ................ 6 4............. 24 10.......... 63 21.... 31 12......................................... 3 3............. Soczew ki....................................................................................... Fotografia i k in e m a to g r a fia ............... ............................... Polaryzacja ś w i a t ł a ................. Załamanie p o d w ó jn e ............................ 70 23.................................. ...................................................................................................... .................................. 16 7..................... 14 6.......... D woisty charakter e le k t r y c z n o ś c i.................................. O k o ............ Teoria undulacyjna i teoria emisyjna.... ........................................................................ Elektromagnetyzm i pojęcie natężenia prądu ................. Pole e le k t r y c z n e .. Prądy in d u k cy jn e................................................. Zjawisko D o p p l e r a ............................................... ............. Prąd p r z e m ie n n y ........ Pole m agn etyczn e...................................................... 37 14............................ 67 22................... ...................................... ............................. Generatory prądu stałego i e le k tro m o to ry .... 84 26................................................. 53 18. V Część pierwsza ŚWIATŁO 1......................... N apięcie elek tryczn e.............. Uginanie ś w i a t ł a ................................... Długości fal św ietln y ch .......... Mikroskop i l u n e t a ........ 44 16....................

....................... 203 53................... Twierdzenie N e r n sta ...............206 54.......................... W ysyłanie fal elek tr y c zn y c h . Równoważność ciepła i pracy........ Wzmacniacze la m p o w e .... 145 39.................... ...............................119 ........... P r o sto w n ik i..................209 Część czwarta MATERIA 55..................176 45.. Promieniowanie c ie p ln e .................. Przekazywanie energii elektrycznej na odległość .................................................................................................. Entropia i n ie o d w r a c a ln o ść ...........................187 48.......................................... 173 44................................................... Atomistyczna budowa e le k tr y c z n o śc i. Atomistyczna budowa m a t e r i i .. Telegraf ......... Turbina parowa.35................................... Przewodnictwo c ie p l n e ...................... Promienie R ó n tg e n a ........................... 225 60... 171 43............................................157 40..................................................................................................................................................................... Jądro atom ow e...... Przekazywanie obrazów i widzenie na odległość ................................................ 108 32................................. 191 50................... Zasady fizyki Str............ Skraplanie g a z ó w ..................................219 58.................................................................................................... Motory sp alin ow e..184 47.................................194 51................................................ .................. Maszyna p a r o w a ......................................................................................... R a d io f o n ia ......... 132 37........................................... Odbiór fal e le k tr y c z n y c h .................................... Zmiany stanu skupienia.. 28.......... 167 42.............................................. 189 49........................... 231 ......................................................................................... Maszyny c h ło d z ą c e ..... 116 34.................................................... .................................. .228 61.......... . 212 56. 100 30......... .........215 57................... Promienie a l f a ................ 141 38................ Bezwzględne ciężary a to m ó w .198 52..... 178 46............................ 105 31.......................... T ran sform ator.............. Promienie k a to d o w e ...... 111 33.................................. Temperatura i ilość ciep ła............. Film d ź w ię k o w y .... 220 59................................ Elektromagnetyczna istota ś w ia t ła .......... ......... ....... 97 29........ 162 Część trzecia CIEPŁO 41.................................. R o ztw o ry ........... 127 36..................................................................... Drgania e le k tr y c z n e ............................................................................. T elefon.................................. Śmierć cieplna świata i Boltzmannowskie prawo en­ tropii ........

Układ periodyczny p ie r w ia s t k ó w ........................................292 75.................... .......................... 302 Spis rz e c z y ........................................ ................. Budowa a to m u .. Fale m a te r ii........... 236 63..................... Spis rzeczy Str................................................................................................................................................................... 276 71..................................................................................... 285 73........................................................ 264 69..................294 76.......................248 65....261 68..................... Kinetyczna teoria m a te r ii. Neutron i dodatni e l e k t r o n ......... 280 72....290 74............................................. Widma rentgenowskie ........................... 300 Skorowidz rzeczowy................... Rozbijanie a t o m ó w ........................ Nieoznaczoność świata atom ow ego.......... M e ta le ................................................................................... Masa i en erg ia ............................... 241 64............ Poziom y energetyczne atomów .................................................. 271 70.. 297 Skorowidz n a z w is k .................. P ro m ien io tw ó rczo ść............................................................................ W szechśw iat...... Cząsteczki.................................257 67............................................................................................... 254 66. ■ ........ .................... Teoria kwantowa w id m ...................................... 62............................. 307 ..........

.

Pierwszym z badaczy. czy też maleje. Spostrzegł on. 1 . czy odległość Jowisza od ziemi rośnie. w ystaw y wszechświatowej w Chicago. z ja k ą tego dokonano. zapalił za pośrednictw em odpowiednich urządzeń morze świateł na wystawie. Ze znanych (na podstaw ie danych astronomicznych) odległości i z obserwowanych pozornych opóźnień chwil 1 P rom ień św ie tln y g w ia z d y p a d ł na k o m ó rk ę św ia tło c z u łą . że udało się wyznaczyć ta k olbrzymią prędkość. żyjący w X V II s tu ­ leciu. był duński astronom R o m e r . w ciągu którego promień światła z A rktura był w drodze. k tóra została ustalona dzięki niezwykle subtelnym pom iarom astronom icznym . Przyczynę ty ch anomalii rozpoznał on w tym . k tó ry zdołał obliczyć prędkość światła. trzeba znać dwie wielkości: odległość A rk tu ra od ziemi. jest zaiste zdumiewająca. O ile godne już jest podziwu. Fizyka współczesna zdołała bowiem ta k dokładnie określić prędkość światła. p o ­ rów naj rod ział 39. iż zaćmienia księżyców p lanety Jowisza ulegają pozornemu opóźnieniu lub przyśpieszeniu. Aby określić czas. oraz prędkość. Zasady fizyki. ja k a odegrała się w czasie otwierania na wiosnę 1933 r. że w pierwszym w y p a d k u światło księżyców Jowisza przebywa drogę do ziemi w czasie dłuższym. wywarła głębokie wrażenie n a widzach.C Z Ę S C P I E R W S Z A Ś w i a t ł o i P R Ę D K O Ś Ć ŚW IA TŁA Scena. z ja k ą promień świetlny przebiega przestrzeń. to dokład­ ność. że możliwy błąd niewiele może przewyż­ szać milionową część znalezionej wartości. gdy promień świetlny.1 wysłany przed 40 laty przez gwiazdę A rktura. w zależ­ ności od tego. aniżeli w w ypadku dru ­ gim.

Położenia te były tego rodzaju. n a d e r dokładnie określić prędkość świalła. Znalazł on mianowicie. Na prze­ bycie odległości. pom iary zostały dokonane w czasie od 1921 do 1926 r.1 Skutkiem tego w czasie pom iarów Michelsona obserwa­ tor mógł jedynie w tedy stale widzieć źródło światła (przy czym światło biegło drogą okrężną.Jasne jest. p ry z m a t szklany o ścianach doskonale odbijających. że n a leża ło z a sto so w a ć m n ó stw o n a jr o z m a itsz y c h d o d a tk o w y c h p o m y słó w d o św ia d c z a ln y ch . czynionych na ziemi.2 Z asad y fizy k i zaćmień zdołał Rom er już w 1676 r. . p ry z m a t wykonyw ał 1/8 1 P od a n o tu ta j n a tu ra ln ie ty lk o za sa d ę p om iaru M ich elson a. że promień. w ykonyw ając między każdymi dwoma następującym i po sobie położeniami 1/8 cał­ kowitego obrotu. a ż e b y u m o żliw ić o sią g ­ n ięcie d ok ła d n o ści. Poczynając od połowy X I X stulecia. idealnie sym etryczny. P ry z m a t ten mógł w ykonyw ać bardzo szybkie obroty dookoła swej pionowej osi symetrii.000 kilometrów. odbijając się od zwier­ ciadła). światło zużywa zatem zaledwie siódmą część sekundy. mógł następnie dobiec do odległego zwierciadła. w odległości około 35 km od p ry zm a tu . by ulec odbiciu do oka obserw atora. Najdokładniejsze. po odbiciu się od niego. Dzięki symetrii p r y ­ zm atu istniało osiem wyróżnionych położeń. równej długości obwodu ziemi na równiku. po czym. ja k dotąd. . przez amerykańskiego fizyka M i c h e l s o n a . gdy w czasie. dzielącą p ry z m a t od zwierciadła. Na wysokiej górze. W pom iarach Michelsona główną rolę odgrywał ośmio­ k ątny. padający z odpowiedniego źródła światła na wirujący p r y ­ zm at. trafić z powrotem na jedną ze ścian pry zm a tu tak . które p ry z m a t ten zajmował kolejno w m iarę obrotu. Obmyślane w ty m celu m etody dawały coraz doskonalsze wyniki dzięki stosowaniu coraz to nowych pomysłów eksperym entalnych. umieszczonego na wysokiej górze. umieszczono stosowne zwierciadło. że światło przebiega w ciągu jednej sekundy około'300. udało się fizykom wyznaczyć prędkość światła również i p rzy pom ocy pom ia­ rów. u zy sk a n ej przez M ich elson a. w k tó ry m światło przebiegało tam i z powrotem przestrzeń.

Prędkość światła w ystępuje mianowicie również w najw aż­ niejszych wzorach nauki o elektryczności. prędkość światła odgrywa podstaw ow ą rolę. Możliwy błąd nie wynosi p rzy ty m więcej ponad 4 kilom etry na sekundę. jakie mogą uzyskać cząsteczki m a te ­ rialne i wiąże wreszcie ze sobą dwa najbardziej podstawowe pojęcia fizyki — a mianowicie uznane dzisiaj za równo­ rzędne sobie pojęcia m asy i energii.792 i 299. D łu g o śc i fal św ie tln y c h 3 pełnego obrotu. w ystępujących w tej nauce. Na podstawie wielu setek o b se rw ac ji1 zna­ lazł Michelson za pom ocą tej m etody. że przypuszczenie to nie zawsze jest słuszne. .3 Prędkość światła króluje dzisiaj we wszystkich działacli fizyki. Jednakże dokładniejsze obserwacje fizyczne w ykazały. k tó ry zapewne początkowo mógł się w ydaw ać bardzo nieo­ 1 P r y z m a t w y k o n y w a ł 5 3 0 o b ro tó w na sek u n d ę. o wiele przekraczającą dziedzinę optyki. p o m n o ż o ­ nej p rzez k w a d ra t p ręd k o ści św ia tła . czyli w artość rzeczywista leży między 299.800 km/sek. sztucznie oświetlonym za pomocą lam py. P ro m ie ń św ia tła p rzeb ie­ gał d rogę ta m i z p ow rotem w cią g u jed n ej 4 2 4 0 -te j c zęści sek u n d y . W codziennym życiu w y­ daje się nam zrozumiałe samo przez się. ilo ść ob ro tó w m ierzo n o za p o m o cą w id e łe k str o jo w y c h . ja k w ykażem y dokładniej w dal­ szych rozdziałach 2 tej książki. zapala drugą lampę. p orów n aj ro zd zia ł 7 5 . W ykryły one fakt. 2 P a trz ro zd zia ły 28 i 58. stanowi górną granicę prędkości. że prędkość światła wynosi 299. czyni to. jako najważniejsza spośród stałych. II DŁUGOŚCI F A L Ś W IE T L N Y C H Ktokolwiek w pokoju. że wspólne działanie dwóch źródeł światła przewyższa działanie jednego i że dodanie św iatła do światła wywołuje wzmożenie jasności. spodziewając się po­ lepszyć w te n sposób oświetlenie. W fizyce współczesnej. 3 W ed łu g te o r ii w z g lę d n o śc i en erg ia rów n a się m a sie.796 kilom etrów na sekundę.

lecz naw et obliczyć rzeczywistą długość fal świetlnych. żółtej. Fizycy X V II i X V I I I stulecia rozwinęli dalej te w y o b ra ­ żenia i przyrównali przebieg rozchodzenia się światła do znanego dobrze każdem u rozchodzenia się fal. np. w y k ry ty m przez fi­ zyków już w drugiej p o i. Posługując się tym i w yobrażeniami. były t a k zwane pier­ ścienie Newlona. gdy rzucim y do niego kamień. . Y o u n g zdołał w po­ czątkach X I X stulecia nie tylko w ytłum aczyć powstawanie pierścieni Newtona. według poglądu Younga. będziemy oglą­ dać miejsce zetknięcia się soczewki ze szkłem przez m ikro­ skop.X V II stulecia. pow tarzają się regularnie pewne własności. że przy współdziałaniu dwóch promieni świetlnych musi powstać ciemność wszędzie tam . W w ypadku pierścieni Newtona następuje.4 Z asad y fizy k i czekiwany: że mianowicie w pewnych w y padkach dodanie światła do światła w ytw arza miejscami ciemność. szkło od okularów) na płytce szklanej i. oświetlając ją promieniami określonej barw y. Pierwszym zjawiskiem tego rodzaju. pow stających na powierzchni jeziora. ujrzym y wówczas dokoła tego miejsca szereg na prze­ m ian ciemnych i jasnych pierścieni współśrodkowych (rys. co pewien okre­ ślony odstęp. podobną zmianę grzbietów i dolin p rzy jm u ją fizycy i w fałach świetlnych. J u ż N e w t o n wyciągnął z tego zjawiska wniosek. znane dziś każdem u dzięki radiotechnice. Ten stały odstęp nazyw am y długością fali promienia świetlnego — jest to określenie. W takich falach w odnych zmieniają się kolejno grzbiety fal z ich dolinami. jak to zostało zrozumiane przez Younga. Gdy położymy soczewkę o niedużej krzywi- źnie (np. któ ry miał się stać podstaw ą dalszego rozwoju nauki o świetle: że mianowicie wzdłuż promienia świetlnego. Opierał się on na przeświadczeniu. decydujące o zachowaniu się optycznym promienia. interferencja promieni odbitych od płytki szklanej z promieniami. czyli t a k zwana interfe­ rencja. wzajemne wygasza­ nie się działań obydwóch promieni. gdzie grzbiet fali jednego promienia spotka się z doliną drugiego.l). odbitym i od szklanej soczewki. W takich miejscach zachodzi.

to zauw ażym y. częstość drgań światła żółtego. ab y zatem znaleźć np. wynosi 5900 jed ­ nostek A n g ś t r ó m a . podczas którego odbyło się jedno pełne drganie w pew nym określonym miejscu. przeliczone na c entym etry. Częstością drgań nazwiemy liczbę. Długość fali świa­ tła żółtego znajduje się więc w takim mniej więcej stosunku do c e ntym etra. wyrażoną również w ce n ty m etrac h . przebieganego przez fale. . rów ną częstości drgań. A więc w ciągu jednej sekundy fala posuwa się naprzód o liczbę długości fal. że grzbiety i doliny fal n a stępują po sobie w pewnej kolejności czasowej. k tóra wskazuje. Z pojęciem długości fali Rys. jakie w ytw arza np. przez długość fali. W yznaczona m e­ todą Y ounga długość fali światła żółtego. D ługości fal św ietlnych 5 Zrozumienie tych zjawisk pozwoliło Youngowi obliczyć długość fal świetlnych.000 km na sekundę. ja k ce n ty m etr do długości 200 m etrów. W ciągu okresu czasu. Pierścienic Newtona. należy podzielić 300. Jeżeli wew nątrz obszaru.1 Z najdujem y 1 M usim y p o d zielić 3 0 m ilia rd ó w p rzez 59 m ilio n o w y c h . 1. fala przesuwa się naprzód dokładnie o jed n ą długość fali.000 km. sól kuchenna w palniku gazowym . będziemy obserwować pewne określone miejsce. przy czym przez tę jednostkę (na­ zwaną ta k na cześć pewnego fizyka szwedzkiego) rozum ie­ m y jed n ą stomilionową część c e ntym etra. gdyż — ja k wskazuje doświadczenie — w świetle niebieskim pierścienie pojaw iają się w mniejszych odstępach pomiędzy sobą. wiąże się bezpośrednio pojęcie częstości drgań. ilekroć w ciągu sekundy powstaje w ty m sam ym miejscu grzbiet fali. Długość ta okazuje się różna dla róż­ nych barw. fala świetlna przebiega 300. niż w świetle czerwonym. J a k już wyżej powiedziano.

6 Z a sa d y fizy k i stąd. że p ry zm a t odchyla najmniej promienie czerwone. któ ry m n a d a je m y w ym iary. Czas trw ania jednego takiego drgania jest zatem nie do pojęcia krótki. że światlcTżółte w ykonyw a w ciągu sekundy olbrzym ią ilość drgań. że światło. k tórych już dalej nie możemy rozłożyć. jakie wywiera na uczucie i w yobraźnię człowieka zjawisko tęczy. rys. III BARWY Podania i poezje wszystkich ludów świadczą o głębokim wrażeniu. jak to pokazał N e w t o n . Po czerwieni następuje barwa pom arańczow a. pomalowawszy . znajduje się on w takim mniej więcej stosunku do sekundy. m ożna rów­ nież otrzym ać. odpowiadające rozciągłości głównych barw w widmie. przez n a tu rę stworzonym widowisku barw y najczystsze i najpiękniejsze. stanowi rozkładalną na części mieszaninę. wybrane i uszeregowane w cudownej prawidłowości. 2). Tę sam ą kolejność barw. za nią żółta. to nie wywołam y już żadnej więcej zm iany barw y (p. najwięcej zaś fiołkowe. Jeżeli jednak. k tó ra dalej poprzez zieleń i błękit przechodzi nareszcie w fiolet. 2). Z bogatej różnorodności otaczających czło­ wieka barw w ystępują w ty m wspaniałym . ja k sekunda do 30 milionów lat. zro­ bimy w ekranie m ały otworek i przepuszczony przezeń promień określonej barw y rzucimy na drugi p ry zm a t. złożoną z promieni o rozm aitych barwach tęczy. wynoszącą około 500 bilionów. przepuszczonych przez w ąską szczelinę. W ten sposób zostało dowiedzione. dzieląc okrągłą tarczę na wycinki. które zwiemy białym. rzucając na tró jk ą tn y szklany p ry z m a t wiązkę promieni świetlnych. i podchw ytując na białym ekranie promienie. Okazuje się przy tym . od­ chylone przez p ry zm a t (rys. Równie łatwo możemy się o ty m przekonać. Gdy w praw im y tarczę w szybki ruch obrotowy. ta k zwane widm o.

B arw y 7 uprzednio wycinki odpowiednimi barwami. 2. N icrozkładalność barw widmo- gość fali maleje. a rozpoczyna błękit. Trudno jest ustalić miejsce Rys. że czer­ wonej granicy widm a odpowiada długość fali około 8000.2 Rozróżnianie poszczególnych barw widmowych jest n a ­ turalnie w dużej mierze dowolne.1 Odkrycie Y ounga. opisane w poprzednim rozdziale. wydaje się ona nam prawie białą. po­ zwala zastąpić jakościowe i subiektyw ne pojęcie barw y ilo­ ściowym i obiektyw nym poj ęciem długości fali. 3. zwiększa się odpowiednio od 400 bilionów dla czerwieni do około 800 bilionów dla fioletu. Jednakże do­ k ładna orientacja w widmie stała się możliwa po wykryciu przez F r a u n h o f e r a w 1801 r. cz y li w zn aczen iu d w u n a stej p o tę g i d ziesięciu (1012). Częstość drgań wycji (schematycznie). gdzie kończy się zieleń. faktu. g d y ż u ż y w a n e z w y k le fa rb y m a la rsk ie n ie są c z y s ty m i b a rw a m i w id m o w y m i. że widmo słoneczne 1 N ie m o żn a u n ik n ą ć sza reg o o d cien ia . Okazało się. . a fioł­ kowej około4000 jednostek Ang- stro m a i że w m iarę przecho­ dzenia od czerwieni do fioletu wkolejności barw tęczowych dłu­ Rys. 2 U ż y w a m y w y ra zu b ilio n w zn a czen iu m ilion m ilio n ó w . Prążki Fraunhofcra.

3). H e r t z 2 wykrył. 32. . iż działanie cieplne promieni słonecznych sięga daleko poza kraniec czerwony. przewyższają zatem długość fali światła widzialnego dokładnie sto tysięcy razy. że fale.1 pozo­ s tają dla nas niewidzialne i możem y je dostrzec tylko na drodze pośredniej. 1 Z am iast w yra zu p o d czerw o n e u ży w a się cza sa m i w yrazu in fraczerw on e. które zwane są nadfioletowymi i podczerwonymi. nie obiektyw ­ nym. nie są niczym innym . okaże się wówczas. lecz poza fiołkowym krańcem widma jest jeszcze silniejsze. a naw et najkrótsze fale radiowe m ają jeszcze długość kilku centym etrów. Czułość błony fotograficznej nie kończy się bynajm niej przy 4000 i 8000 jednostek Angstro- ma. 2 Por. Poza ty m możemy przekonać się za pomocą term om etru. ja k tylko falami świetl­ nymi o niezwykle dużej długości. Jednakże znajdujące się poza tym i granicam i prom ie­ nie. otrzym ane za pomocą czysto elektrycznych przyrzą­ dów (fale te miały wkrótce odegrać nader w ażną rolę jako fale radiowe). niż w obrębie widma widzialnego. iż długości fal większości stacji nadawczych wynoszą setki m etrów. Te dwie barw y wyznaczają jedynie granice zdolności dostrzegania naszego oka. Fizykom udało się w ykryć promieniowanie podczerwone i nadfiołkowe już około 1800 r. i roz­ ciąga się daleko poza fiołkowy koniec. rys. lecz jednak tylko w znaczeniu s ubiektyw nym . Proste doświadczenie. W 1888 r. W iadomo. że działanie zaczerniające światła zwiększa się w kierunku od czerwieni do fioletu. które każdy sam może wykonać. rozdz. Czerwień i fiolet stanowią bez w ątpienia granice widma. Najsilniejsze z ty ch ta k zw anych prążków Fraunhofera zostały oznaczone w kolejności od czerwieni do fioletu przez duże łacińskie litery od A do Ii (por. przekonywa nas o istnieniu tych niewidzialnych barw.8 Z asad y fizy k i jest poprzecinane licznymi czarnymi prążkam i o dokładnie stałym położeniu. Spró­ bujm y umieszczać zwykły fotograficzny papier kopiowy w rozm aitych miejscach widm a.

W ty m znaczeniu najkrótsze fale radiowe leżą około siedem nastu o k taw niżej od widzialnej czerwieni. ja k i od strony elektrycznej. rozdz. przez badanie promieniowania podczerwonego. wynoszących od kilku dziesią­ tych m ilim etra do jednego m ilim etra. tylko o niesłychanie malej długości fali. Ale z piętn a stu oktaw optycznych jed n a tylko jedyna. gdy poprzednio wymierzono już promienie podczerwone o długości jednej trzeciej milimetra. T ak olbrzym ia przepaść dzieli dwa zjawiska identyczne co do swej istoty. zba­ danie dziedziny promieni nadfiołkowych zostało dokonane stopniowo. T ak wąskie są granice poznawalno- ści naw et dla najdoskonalszego organu zmysłów ludzkich. przez otrzym yw anie coraz to krótszych fal p rzy pomocy w yładow ań elektrycznych. Jednakże. badania doświad­ czalne przeniknęły z obydwóch stron: ta k od stro n y optycz­ nej. że widmo widzialne obejm uje jedną oktaw ę.1920 udało się w ytw orzyć fale elektryczne o długości zaledwie jednej dziesiątej m ilim etra. niż czerwieni. że w muzyce ton o podwójnej ilości drgań na sekundę nazyw am y o oktaw ę wyższym. J u ż okołor.1 Jeżeli zaliczymy promienie podczerwone i nadfiołkowe do światła. krok po kroku. jednakże współczesna fizyka doświad­ czalna potrafiła wypełnić przepaść tę całkowicie. fizycy opanowali około sześciu ok taw w przedłużeniu widzialnego fioletu i w ten sposób nawiązali od strony optycznej łączność z dziedziną prom ieni Rónlgena. co do któ ry c h przekonano się. m ówimy czasami. B arw y 9 Ponieważ fioletowi odpowiada dwa razy większa ilość drgań. Do ob­ szaru bowiem długości fal. przy czym przezwyciężono szereg trudności przez zastosowanie genialnych pomysłów doświadczalnych. jest widzialna dla oka. 61. ta k tó ra zawiera w sobie barw y tęczy od czerwieni do fioletu. to n a w e t bez fal radiowych i bez promieni R ónt- gena o p ty k a obejm uje piętnaście oktaw . gdy m uzyka tylko siedem. Podobnie. 1 Por. ja k w dziedzinie promieni podczerwonych. pochodzi to stąd. że są również świa­ tłem. oczywiście rozumianego w szerszym znaczeniu tego w yrazu. .

Grimaldi zauważył wówczas.ciemnego pokoju i U - stawiał na drodze bie­ gnącej z otworka smugi świetlnej przedm ioty o ostrych krawędziach. 4. pomimo to. Nie m ożna za­ tem dostrzec niczego poza nieprzezroczystą przeszkodą. s k u t­ kiem falowej n a tu r y światła. przechodząc obok tych krawędzi. Rys. według nowo­ czesnych zdjęć fotograficznych. 5 i 6 wyobrażają. że światło. obserwującego n a ­ turę. odchyla się od kie­ runku prostolinijnego. G r i m a 1di od­ krył zjawisko ugina­ nia się światła. a więc ulega ugięciu. Zjawiska uginania światła na wąskiej prze. 4. p rzy czym na brzegach cieniów powstaje szereg na przem ian ciemnych i jasnych prążków. m usim y oczekiwać. działanie świa­ tła powinno dać się od­ czuć i w bezpośrednim otoczeniu prostolinij­ nych torów promieni. że światło rozchodzi się po liniach prostych. już około 1660 r. Istotnie. IV U G IN A N IE ŚW IA TŁA Do pierwszych spostrzeżeń człowieka. W p u ­ szczał on światło przez m ały otworek do Rys. Jednakże. należy stwierdzenie. przykłady takich zjawisk . a skutkiem tego oświetlone ciała nieprzezroczyste rzu­ cają ostro ograniczone cienie. że.

zwłaszcza w świetle jednorodnym . że te fale cząstkowe skutkiem interferen­ cji wzm acniają się i osłabiają wzajemnie. dlaczego w ugiętym . ta k zwanych fal cząstkowych. k tó ry pierwszy był twórcą ścisłej teorii światła. dzielnym źródłem nowych fal. że k a ż d y p u n k t na powierzchni fali staje się samo- Rys. po­ glądzie. Zasad­ niczo Wyjaśnienie Fresneltl Rys. U ginanie światła na szczelinie prostokątnej szerokości 7* nam. U ginanie światła na otw orku kolistym. oraz na założeniu. F r e s n e l o wi. W ytłum aczenie zjawisk ugięciazapomocąpojęcia fal świetlnych nie było łatwe. To wyjaśnienie tłum aczy również. Im węższy jest przedm iot uginający. opierało się na dwóch pod­ staw ach: na wypow iedzianym już przez H u y g e n s a . U g in a n ie św ia tła 11 ugięcia. udało się to po raz pierwszy około 1820 r. ty m wyraźniej jest widoczne ugięcie. 5. 6.

. jej wartości. nosi nazwę k ą ta ugięcia. Tc miejsca bowiem.12 Z asad y fizy k i świetle białym w ystępują barw ne pasm a zam iast jasnych i ciemnych prążków. Najczęściej używa się siatek. DE. Siatką dyfrakcy jną nazyw am y szereg wąskich szczelin równoległych. Gdy światło jest jednobarwne. dla którego AA’ jest równe dokładnie dwom długościom fali itd. nie mogą na ogół pokrywać się z tym i miejscami. w yobrażają rysy. Na rysunku prze d sta ­ wiono wiązkę promieni świetlnych. przedstaw iająca tzw. BC. Odpowiednio odróżniamy więc k ą ty ugięcia pierwszego. drugiego. do czego najlepiej jest posługiwać się sialką dyfrakcyjną. CD. wychodzące z A i C. gdzie należy oczekiwać największej jasności dla światła zielonego lub niebieskiego. w k tórych falc czerwone najsilniej wzm acniają się. potrójnej itd. n a to ­ m iast AB. E F itd. nakreślonych n a po­ wierzchni płytki szklanej lub metalowego zwierciadła. który tworzą promienie z prostopadłą do siatki. K ąt. drugi jasn y prążek pod k ą te m ugięcia. trzeciego rzędu itd. szczelinę. spuszczonej z p u n k tu C na kierunek promienia. o trzym ujem y pierwszy jasny p rą ­ żek pod k ątem ugięcia. dla którego A A ’ równa się jednej długości fali. Najlepsze siatki optyczne liczą ok. wzajemnie. cieniutkich rys. pa d a ją c y ch ukośnie na siatkę. Promienie. równa się całkowitej długości fali lub jej wielokrotności. 2000 szczelin na długo­ ści jednego milimetra. znajdujących się w jednakow ych odległo­ ściach od siebie. gdy odcinek A A ’ równa się długości fali lub też podwójnej. Dwa promienie wzm acniają się bowiem w tedy. Działanie siatki tego rodzaju jest przedstawione schem a­ tycznie na rys. przechodzącego przez A. gdy ich grzbiety falowe spo­ ty k a ją się ze sobą. Skutkiem tego można za pom ocą ugięcia otrzym yw ać widm a. A ’jest podstaw ą prostopadłej. w tedy. gdy odległość A A ’. FG itd. w zm acniają się. „różnicę dróg“ obydwóch promieni. oznaczony na rys. — szczeliny. Od­ stęp pomiędzy dwiema sąsiednimi rysami tworzy. 7 literą cp. j a k w ynika z teorii inter­ ferencji. a to zachodzi wówczas. składających się z równoległych. 7.

a w wyższych rzędach widma n a k ła d a ją się na siebie coraz bardziej. w k tórych barw y następują po sobie w porządku swych długości fal. W ten sposób pow stają piękne widm a siallwwe. 7. . zbliżające się coraz bardziej do białej. każdej barwie odpo­ wiada inny k ą t ugięcia. O ile chodzi o barw y widzialne. może osiągnąć nadzw yczajną precyzyjność. U gin an ie św iatła 13 Mierząc k ą t ugięcia. dzięki czemu po­ w stają najrozm aitsze barw y mieszane. Za pomocą odpowiednio zbudow anych siatek można 1 W y k o n a n ie po raz p ierw szy n ie z w y k le d o k ła d n y c h sia te k (tz w . jeżeli wiemy. znając szerokość szcze­ liny. ile rys p rzypada na długość jednego centym e­ tra. przy ty m czerwień jest odchylona silniej niż fiolet. szerokość szczeliny je s t znana. widmo drugiego rzędu jest jeszcze całkowicie oddzielone od widma rzędu pierwszego. sia te k w k lę sły c h ) b y ło za słu g a a m ery k a ń sk ie g o fizy k a R o w - l a n d a (ok oło 1880 r. Siatka dyfrakcyjna. długość fali można mierzyć za po­ mocą siatki dyfrakcyj­ nej z dokładnością do jednej milionowej. gdyż R ys. przy k tó ry m m usim y zwa­ żać na zupełną równość 1 odstępów między rysami. pomiary zaś kątów mogą być poczynione w sposób bardzo do­ kładny. po jego ugięciu prążki rozm ai­ tych barw u k ład a ją się obok Siebie. Ponieważ wykonanie siatki. Zastosowanie siatki do wyznaczania długości fali nie ogranicza się oczywiście tylko do obszaru promieni widzial­ nych. m ożna zatem. N atom iast niebieskofiołkowa część widma trzeciego rzędu nakryw a już czerwoni) część w idm a drugiego rzędu. w yznaczyć długość fali. Gdy na siatkę pada światło białe.).

Zastosowanie ich w dziedzi­ nie najkrótszych fal nadfiołkowych nastręczało dużo t r u d ­ ności. ty m mniejsza musi być również szerokość szcze­ lin. 2 Por. Piękne zjawiska ugięcia o trz y m am y również.14 Z asad y fizy k i było rozciągnąć m etody b a d a ń widmowych daleko w głąb podczerwieni.2 Powierzchnie o subtelnej budowie warstwowej w ykazują wspaniałe zjawiska barwne w świetle o d bitym . Do atm osferycznych zjawisk ugięcia należy znane zjawisko lisiej czapki dokoła księżyca lub słońca — powstaje ono. Dzięki bardzo oryginalnem u pomysłowi doświad­ czalnemu udało się jednakże w 1925 r. patrząc przez tkaninę parasola (która stanowi pewien rodzaj płaskiej siatki) na latarnię uliczną. W zjawisku tym chodzi tylko o pewne zależności geometryczne. rozdz. 61. kiedy długość fali jest znacznie mniejsza od szerokości szczeliny. . około dziesięciu tysięcyrazy mniejsze długości fal rentgenowskich. 10. używanych do badania światła widzialnego. które przez dłuższy czas w ydaw ały się nie do pokona­ nia. Im mniejszy jest mianowicie rząd wielkości mierzonej długości fali. por. przy czym do promieni podczerwonych o bar­ dzo dużej długości fali zastosowano siatki z drutów . am erykańskiem u fi­ zykowi. gdy odciśniemy powierzchnię perłowej macicy na czarnym laku i od tego odcisku będziemy odbijać światło. rozd z. V I N T E R F E R E N C J A ŚW IA TŁA Założenie istnienia interferencji fal świetlnych pozwoliło nam wyjaśnić w sposób prosty powstawanie pierścieni New­ 1 W y z y sk a n o tu ta j z ja w isk o c a łk o w ite g o o d b icia . na tym oparta jest piękna gra barw perłowej macicy. Arturowi C o m p t o n o w i . gdy niebo pokryte jest lekkimi chm urkam i. W idać to stąd. że tę sam ą grę barw otrzym am y. gdyż widma ugięcia nie mogą być otrzym ane zwykłą m e­ todą. Rów­ nież i w obszarze promieni nadfiołkowych siatki d y fra k ­ cyjne oddały największe usługi. 1 wymierzyć za pomocą siatek.

. nachylone pod bardzo m ałym kątem . W doświadczeniu ty m pionowa szczelina. odległość między nimi jest największa dla światła czerwonego. że za­ chodzi wzajem na interferencja promieni. Zrozumiałe więc jest. Zależnie od barw y użytego światła. gdy oba spotykające się promienie po­ chodzą z tego samego źródła światła. a mianowicie obrazówr w zwierciadłach. że wszystkie poprzednie pró­ by. najm niejsza dla fioł­ kowego. doznały niepowodzenia.1 Zjawiska interferencji w y stę p u ją naw et wówczas. Było to je d n a k spowodowane tym . gdy 1 T ę z g o d n o ść n a z y w a m y sp ó jn o ścią . Doświadczenie wykazało. prążki są więcej lub mniej rozsunięte. In terferen cja św ia tła 15 tona i zjawisk ugięcia. lecz sztucznych źródeł światła. Jeśli w odległości kilku m etrów od zwierciadeł ustaw im y biały ekran. w któ ry c h zastosowano dwa niezależne od siebie źródła światła. ukaże się na nim wów­ czas szereg prążków na przem ian jasnych sndiwśkfeioTofwfadi i ciemnych. wychodzące z dwóch źródeł światła. że fizycy dążyli do bezpośredniego stwierdzenia n a tu r y falowej światła za pom ocą doświadczenia. dlaczego Fresnel użył do swego doświadczenia nie n a turalnych. istnieje pomiędzy nimi t a k daleko posunięta zgodność. rzuca promienie na dwa zwierciadła. biegnących od obydw u obrazów. W ten sposób po w sta ją dwa bliskie siebie obrazy szczeliny. Są one ta k ułożone. że jedynie wówczas. w k tó ry m promienie. Po długich i bezowocnych wysiłkach rozmaitych badaczów stwierdzenie doświadczalne takiego zjawiska po­ wiodło się F r e s n e l o w i w roku 1824 za pomocą słynnego doświadczenia ze zwierciadłami. m ogłyby bezpośrednio interferować ze sobą. przyjm ując. które z kolei możem y uważać za dwa sąsiednie źródła światła (rys.silnie naświetlona światłem jednobarw nym . Na razie może w ydać się dziwne. 8). ja k można “ '"“ dimi“ 1“ “ ' było z góry przewidzieć. że mogą powstać zjawnska interferencyjne.

2 R ó żn ica dróg w y n o siła w te d y k o ło je d n e g o m etra . które stały niegdyś w zupełnej sprzeczności ze sobą: były to teorie undulacyjna 1 em isyjna. ja k wspom ina­ liśmy wyżej. zwanych korpuskułam i.000 długości fal. jednakże N ew ton umyślnie uchylił się od wyraźnego przyjęcia jakiejś określonej hipotezy.16 Z asad y fizy k i w czasie pomiędzy wysłaniem jednego a drugiego z dwu in- terferujących ze sobą promieni źródło światła wykonało wiele tysięcy drgań. Udało się otrzym ać interferencję promieni 0 „różnicy dróg“ . VI T E O R IA U N D U L A C Y JN A I T EO R IA E M IS Y J N A Dużo miejsca w historii optyki zajm uje trw ająca dwie­ ście lat w alka pomiędzy teoriam i światła.1 O tak dużą liczbę długości fal różnią się drogi. n a tu ra ln ie n ie ch o d ziło tu o d rogi w zd łu ż lin ii p rostej. . której początek dał. ujm ow ała światło jako ruch falowy tajemniczego „eteru świetlnego“ .3 1 S tw ierd zen ie tak d a lek o p o su n iętej z d o ln o ści in terferen cy jn ej u d ało się L u m m e r o w i i G e h r c k e m u . Dopiero uczniowie jego z całą stanowczością przyjęli ujęcie korpuskularne i od tej chwili na przestrzeni dwóch blisko wieków fizycy. co Huygens — teorii undulacyjnej.2 a więc tyleż drgań zostało w ykonanych przez źródło w okresie czasu pom iędzy chwilami wysłania ty ch promieni. dotyczącej n a tu r y światła. dzielili się na dwa obozy. H u y g e n s w 1680 roku. Pierwsza. wynoszącej 2. W edług d ru ­ giej światło miało składać się z drobniutkich ciałek. w yrzucanych stale przez świecące s u b s ta n ­ cje. Podw aliny emisyjnej teorii światła położył N e w t o n mniej więcej w ty m sam ym czasie. 3 P r o sto lin ijn y b ieg p rom ien i św ie tln y c h b y ł w e g łu g teorii em isy jn ej n a tu ra ln y m w y n ik ie m zn an ej z m ech a n ik i z a sa d y b e z ­ w ła d n o ści.600. przebyte przez dwa promienie od wspólnego źródła do miejsca wzajemnego spot­ kania. zajm ujący się zagadnieniami optycznym i. T eoriaem isyjnaznalazłam ocne oparcieprzede wszystkim wfakcie prostolinij nego rozchodzenia siępromieni świetlnych.

pędzące z olbrzym ią prędkością. że światło składa się z oddzielnych cząstek i że pojedyncze elektrony są wyzwalane przez pojedyncze cząstki światła. Do zjawisk tych należało przede wszystkim ta k zwane zjawisko fotoeleklryczne. fizycy w iedzieli— ja k to zresztą będzie jeszcze dokładnie omówione w innych rozdziałach tej książki — iż najm niej­ sze w ogóle istniejące cząsteczki m aterialne. Od połowy X I X stulecia emisyjna teoria w ydaw ała się wobec tego pogrzebana na zawsze. a. T eo ria u n d u la e y jn a i te o ria em isyjn a 17 lecz zwolennicy jej musieli zamilknąć. a mianowicie 9. iż m etale. w yrzucają takie elektrony.. gdy F r e s n e l za po­ mocą swego doświadczenia ze zwierciadłami wykazał bez­ sprzecznie. to zwiększenie natężenia światła oznacza tylko zwiększenie liczby trafiających powierzchnię m etalu cząstek świetlnych i ty m sam ym zwiększenie liczby ak tó w wyrzucania elek­ tronu. Jeśli bowiem pogląd taki jest słuszny. Również i zjawiska ugięcia światła zdawały się przem aw iać za teorią undulacyjną. rozdz. które zmusiły ich do wznowienia dawno porzuconej teorii korpuslcularnej.1 Lecz jeszcze osobliwsze było związane z ty m spostrzeżenie. posiadają ściśle określony i zmierzony ładunek u jem ny oraz również ściśle określoną i zmierzoną masę. zmusza on nas raczej do wniosku. iż zwiększenie natężenia światła (w dziedzinie widzialnej powiedzielibyśmy — zwiększenie jasności) w żadnym w y­ p a dku nie zwiększa prędkości wyswobodzonych elektronów. zwiększa jedynie ich liczbę. Około 1900 r.10-28 gr. GO Zasady fizyki \ . Z p u n k tu widzenia teorii undulacyjnej ten wynik badań w ydaje się zupełnie niezrozumiały. że światło dodane do światła może wywołać ciemność. ta k zwane elektrony. a więc każdy w y latujący elektron uzyskuje zawsze tę sam ą 1 Par. p rzy czym każdy z ty ch ak tó w pozostaje bez zmiany. Poczynając już od końca X I X w. przekonano się. na które pada światło fiołkowe lub nadfiołkowe.przeciwko emisyjnej. jednakże na początku X X stulecia fizycy poznali zupełnie niespodziewanie nowe zjawiska i zależności.

Rozum owano bo­ wiem w następujący sposób: jeśli teoria em isyjna jest słusz­ na. pojawienie się zwierząt ssących w danej okolicy było mało praw dopodobne. iż w pewnej okolicy b rak zwierząt ssących. roślinności. przemawiało na pozór raz na zawsze prze­ ciwko wszelkim usiłowaniom tego rodzaju. Zjawisko fotoełektryczne wyraźnie ujawniło istnienie in­ dywidualnych korpuskuł świetlnych. iż skutkiem własności gleby. Zakładam y naturalnie. to na podstawie doświadczenia tego należało by przyjąć. że prawdopodobieństwo trafienia cząstki w takie miejsce jest niezmiernie małe. jak przedwczesny jest taki wniosek. Przyjm ie on raczej. że w tej okolicy zwierzęta ssące wytępiły się wzajemnie. zo­ stała nagle zrehabilitowana. dawno porzucone naiwne błądzenie przeszłych czasów. wysuwane zawsze przeciwko teorii emisyjnej. że pewien zoogeograf ustalił. co prze­ cież wydaje się absurdalne. Znakom ite sukcesy teorii undu- lacyjnej. osiągnięte w ciągu X I X stulecia. Dopiero w X X stuleciu uświado­ mili sobie fizycy. a mianowicie fakt. że w miejscach ciemnych korpuskuły świetlne zniszczyły się nawzajem (co istotnie tru d n o by było sobie wyobrazić). W jaki sposób jednakże można było tego dokonać? Do­ świadczenie. . klim atu itp. Przypuśćm y. nie podlegały jednak żadnej wątpliwości. możemy na to m ia st p rzy­ jąć. że światło dodane do światła może w y­ wołać ciemność. że barw a światła pozo­ staje wciąż bez zmiany. że zarówno korpuskularne. Mo­ żemy przekonać się o ty m za pomocą bardzo prostej analo­ gii. ja k i undula- cyjne ujęcie zjawisk świetlnych jest słuszne i że powinno zatem być możliwe uzgodnienie obydwóch teorii. Nie wyciągnie on jednak stąd zapewne wniosku. że cząsteczki świetlne mogą się niszczyć nawzajem . O ptyczna teoria emi­ syjna. w której widziano już tylko ciekawostkę historyczną.18 Z asad y fizy k i prędkość. Podobnie powstawanie prążków interferencyjnych w do­ świadczeniu Fresnela ze zwierciadłami nie musi być b y n a j­ mniej tłumaczone w ten sposób. Fizycy musieli więc dojść do przeświadczenia.

Jeżeli więc ta k .1 Gdy energia cząstki świetlnej zostaje zużyta na w y­ swobodzenie e le k tro n u . przy czym za najprostszą formę pracy m ożem y uważać podniesienie pewnego ciężaru na określoną wysokość. zielonej lub niebieskiej cząstki świetlnej? Energia w znaczeniu fizycznym oznacza zdolność w yko­ nania pewnej pracy. składające się na prom ień świetlny. Jasność zn a jd u jem y ta m . przy p a d a ją c y w udziale poruszającem u się ciału dzięki jego ruchowi i zwany siłą żywą lub energią kinetyczną ciała. z p u n k tu widzenia n a to ­ m iast teorii korpuskularnej raczej przez energię. gdzie p a d a ich mało. V II E N E R G IA K W A N T Ó W Ś W IE T L N Y C H Z p u n k tu widzenia teorii undulacyjnej promień światła. ja k to czyni fizyka współczesna. jeżeli zjawiska te ujm iem y z p u n k tu widzenia stalyslyczncgo. gdzie trafia dużo cząstek. z a p y ta m y : ja k wielka jest energia czerwonej. p r z y p a d a ­ jącą na poszczególne korpuskuły. je s t scharakteryzow any przez swą długość fali. Energia kw antów św ietlnych 19 Teoria k o rpuskularna daje się więc zupełnie dobrze po­ godzić z zaobserwowanymi zjawiskami interferencji. powstaje zasadnicze p ytanie: jaki związek istnieje pom iędzy energią jednej czą­ stki świetlnej a długością fali lub częstością drgań? F o rm u ­ łując dokładniej to zagadnienie. ciem­ ność ta m .k tó ry wybiega z określoną silą żywą. czy też częstość drgań. które w ynikają z założeń teorii undulacyjnej i które mogą być rozpatryw ane jako praw a fal świetlnych. jak w ia d o m o . Ale ze statystycznego p u n ­ k tu widzenia ruch korpuskuł świetlnych podlega ty m wła­ śnie praw om . uznam y obie te teorie za równorzędne. siła ta może być uw ażana za m iarę energii cząstki świetlnej. 1 E n ergia k in e ty c z n a w y r a ż a się. Najlepiej znanym przykładem energii je s t zasób pracy. p o ło w ą ilo ­ c zy n u m a sy ciała przez k w a d r a t jeg o p ręd k o ści. 2* . ja k to już widzieliśmy.

jak a zostaje zużyta. Doświadczenia.gdy zwiększamy natężenie padającego promienio­ wania. zwiększa p ręd ­ kość wybiegającego elektronu. a E rg je s t p racą. wyzwalanych w zjawisku fotoelektrycznym . n ie p rzed staw ia ża d n y ch tru d n ości. przeprowadzone przede wszystkim przez L e n a r d a . im mniejsza jest długość fali. o d p o w ia d a ją ceg o sile jed n ej d y n y . n a le ż y u w z g lę d n ić je sz c ze p racę.1 W praktyce za jednostkę energii p rzyjm ujem y ta k ą energię. że energia cząstki świetlnej jest tym większa. p otrzeb n ą d o p o d n iesien ia na w y so k o ść je d n eg o cen ty m etra ciężaru . Gdy trafione krę­ gle za pewnym razem zostaną odrzucone gwałtowniej. zaczerpnię­ tego ze znanej powszechnie gry w kręgle. idąca w kierunku zmniejszenia długości fali. z większą prędkością. że mianowicie energia cząstki świetlnej zależy jedynie i wyłącznie od jej częstości drgań i jest do tej częstości proporcjonalna. je d n a k że w y r u g o w a n ie z d a n y c h p om ia ro w y ch tej p racy . że zmiana barw y. Energia 1 O gólnie biorąc. jest to mniej więcej praca. W fizyce teore­ tycznej używ am y znacznie mniejszej jednostki. W analogiczny sposób m ożem y wywnioskować z obserwacyj zjawiska fotoelektrycznego. p o trzeb n ą do w y rw a n ia elek tro n u z m eta lu . 17. g d y ż w e w n ą tr z m e ta lu je s t on z w ią za n y przez siły p rzy cią g a ją ce. z u ż y te j na w y z w o le n ie e lek tro n u . Por. U przystępnim y sobie. iż prędkość elektronów. im większa jest zatem częstość drgań. rozdz. wówczas wnio­ skujem y stąd. niż w innych razach.20 Z asad y fiz y k i wyzwalającej elektron. t a k zwanego erga. odwołując się do porównania. gdy podnosimy jeden m iligram na wysokość jednego centym etra. niż w innych.2 W poprzednim rozdziale wspomniano już. która może podnieść ciężar jed ­ nego kilograma na wysokość jednego m etra. w ykazały natom iast. być może. to zjawisko. że w ty m w ypadku rzucona pom iędzy nie kula posiadała większą silę żywą czyli więcej energii. nie rośnie. podstawowy dla fizyki współczesnej. Dokładne pom iary zjawiska fotoelektrycznego ujaw niają fakt. . Ściślej związek między tym i jednostkam i jest n a stępujący: 98 milionów ergów odpowiada jednem u kilogramom etrowi.

które w postaci bardzo wąskich ' U ż y t y tu term in k w a n t d z i a ł a n i a p o c h o d zi stą d . Wobec tego musi istnieć pewna stała uniwersalna.2 Planck doszedł do pojęcia elem entarnego k w a n tu działania dzięki swym b a d a ­ niom nad promieniowaniem cieplnym. 3 Por. a 10-27 o zn a c z a u ła m ek d z ie się tn y . . jeśli częstość drgań na sekundę pom nożym y przez 6. 50. tak a . a więc. co oznacza to samo. znajdziem y energię cząstki świetlnej. podnosząc ciężar jednego kilograma na wysokość 5 centym etrów . Tę stałą nazyw am y elementarnym kwantem działania i stąd również i cząstki świetlne zostały nazwane kw antam i św ietlnym i. że mnożąc ją przez częstość drgań.1 P l a n c k pierwszy wprowadził w 1900 r. W ynosi ona 6. gdy długość fali jest dwa razy mniejsza. ja k ą m usim y wykonać.10"27 erga przez sekundę.5 . a fiołkowego 5 bilionowych erga. W id m a prążk ow e 21 ta je s t dw ukrotnie większa. 2 N a le ż y p rzy p o m n ieć. w k tó r y m po przecink u n a stę p u je 26 zer.1 0 ‘27. c zy li in a czej w y m ia r en ergii p om n ożon ej przez czas. 10'a jed n ą ty sią c z n ą . a — ja k w y n ik a z za sto so w a n ia p o jęcia w y m ia ru fiz y c zn eg o — r o z p a try w a n a p rzez n a s tu ta j sta ła u n iw ersa ln a p o sia d a w y m ia r en ergii d zielon ej przez c z ę sto ść d rgań . Dopiero energia około jednego tryliona (1018) fiołkowych kw antów świetlnych dorównywa pracy.5. a d o p iero na 27 m iejscu sto i je d y n k a . w r. gdy częstość drgań jest dwa razy W yższa. o trz y m am y energię w yrażoną w ergach. iż w m ech a n ic e d zia ła n ie m n a z y w a m y ilo c z y n en erg ii p rzez czas.1905. pojęcie elemen­ tarnego k w a n tu działania i wyznaczył jednocześnie jego w ar­ tość. że 10*2 ozn a cza je d n ą se tn ą . wspomniano już o prążkach F raunhofera.8 W pięć la t później. V III W ID M A P R Ą Ż K O W E Gdy była mowa o długości fali świetlnej. Zgodnie z powiedzianym wyżej energia k w a n tu światła czerwonego wynosi w przybliżeniu 2 % bilionowej erga. lub też. E i n s t e i n wprowadził poj ęcie kw antów świetlnych. rozd z.

czy z bromem. J u ż Kirchhoff i Bunsen zdawali sobie sprawę z tego. G runtowne badania. czy też wreszcie o węglany lub siarczany sodu. że fizyka współczesna rozporządza tablicami. czy chodzi 0 połączenie sodu z chlorem (jak w soli kam iennej). w k tórych zamieszczono dużo więcej niż 100. żółty prążek. niezależnie od tego. zawierającego dany metal. Prawie w pięćdziesiąt la t później K i r c h h o f f zajął się dokładniej t ą osobliwą obserwacją Fraunhofera.000 prążków widm owych według ich długości fal 1 przynależności do rozm aitych pierwiastków chemicznych. T a k np. m a zawsze do­ kładnie tę sam ą długość fali. t a k samo dla potasu ch a ra k te ry ­ styczny jest jasn y prążek w fiolecie. co w y k ry ty przezeń czarny prążek D. O prawidłowościach w ystępujących w wid­ m ach prążkowych. że wridma p rąż ­ . jednakże już tu ta j należy nadmienić. do jednego z największych odkryć w historii fizyki. przewyższających pod względem czułości wszystkie przed­ tem znane m etody. że w widmie płomienia świecy występuje jasny prążek żółty. że ich odkrycie umożliwia przeprowadzanie analiz chemicznych. będzie m owa w n a stępnych rozdziałach. k tó ry znacznie przewyższa pod względem jasności wszystkie po­ zostałe prążki jego widma. k tó ry c h poło­ żenie nie zależy od te m p e ra tu ry i przede wszystkim nie zależy od rodzaju związku chemicznego. dla litu zaś — ja s n y p r ą ­ żek w czerwieni. k tó ry zajm uje w widmie dokładnie to samo miejsce. Kirchhoff i Bunsen znaleźli. podjęte przezeń wspólnie z B u n s e n e m . Te prążki należy zatem uważać za coś c h a ra k te ry s ty ­ cznego dla danego m etalu. doprowadziły go w 1860 r. Kirchhoff i Bunsen wykazali również.22 Z asad y fizy k i pasków przecinają widmo słońca. że w widm ach świecących p a r związków metali w ystępują jasne prążki. J a k dla sodu c h a ra k terystyczny je s t prążek żółty. Za pom ocą analizy widmowej możem y w odpowiednich okolicznościach w ykryć ilości substancyj znacznie mniejsze od jednej dziesięciomilionowej miligrama. mianowicie do odkrycia widm prążkowych. c h a ra k te ry ­ styczny dla pierwiastka chemicznego sodu. F ra u n h o fe r zauważył już również.

Na rys. Ponieważ je d n a k światło płomienia sodowego jest znacznie słabsze od światła lam py łukowej. s tra ta natężenia. te długości fal. widmo lam py łukowej. 9 widać na przykładzie wo­ doru. po przepuszczeniu światła przez płom ień. dostrzeżem y ciem­ ny prążek dokładnie w ty m sam ym miejscu. wysyłanego przez w nętrze słońca. lecz również i po­ chłania takie światło. W atmosferze słońca znaj­ du ją się p a ry najróżnorodniejszych metali. fali. P ara sodu. nie może zostać p o k ry ta przez promieniowanie własne płomienia sodowego. lecz również i jako widma absorpcyjne o prążkach ciemnych. że prążki emisyjne i absorpcyjne z a jm u ją te same położenia w widmie. w k tó ry m naturalnie również występuje światło o długości fali charakterystycznego prążka żółtego. Jeżeli rzucim y na ekran np. P ochłaniają one z pełnego (ciągłego) w idm a promieniowania. w k t ó r y m — o ile m am y do czynienia z sam ym tylko pło­ mieniem sodowym — powstaje znany jasn y prążek żółty. zaw arta w pło­ mieniu. Dzięki odkryciu Kirchhoffa i Bunsena prążki F raunho- fera znalazły proste wyjaśnienie. wywołana przez pochłanianie światła lam py. Wobec tego w doświadczeniu powyższym odpo­ wiednie miejsce w idm a musi w ydaw ać się stosunkowo ciem­ niejsze. niż otoczenie. nie tylko w y­ syła — ja k znaleźli Kirchhoff i Bunsen— żółte światło o c harak­ terystycznej d łu gości. widm em isyjnych o jasnych prążkach. Ponieważ własne promieniowanie par w atmosferze słonecznej nie może zastąpić znacznie intensywniejszego . W id m a prążkow e 23 kowe światła mogą występow ać nic tylko w postaci tzw. które m ogą same w y­ syłać. zabarw iony solą kuchenną.

ja k zoba­ czymy w krótce. Nieliczne tylko odkrycia fizyczne były ta k niezwykle i wielostronnie płodne. K to z czytelników jest by stry m obserwatorem . formułowana przez austriackiego fizyka. z iem ie rzad k ie. a więc zarówno do fal świetlnych. poprzednio'nieznanych pierwiastków. k tóra stosuje się do wszelkiego rodzaju fal. D o p p l e r a . Przede w szystkim jednakże. n eon . zauważył 1 D o w y k r y ty c h w id m o w o p ierw ia stk ó w c h e m ic z n y c h n a leżą np. została sformułowana pierwotnie dla zjawisk dźwiękowych i potwierdzona następnie przez obserwacje w tej dziedzinie. h el.1 W astronomii dala ona możność poznania własności chemicznych n a jd a l­ szych ciał niebieskich przez zbadanie wypromieniowanego przez nie światła. pochodzącego z w nętrza słońca.24 Z a sa d y fiz y k i promieniowania.Nie tylko jednak skład chemiczny ta k niew yobrażal­ nie dalekich ciał niebieskich może być o d c z ytany z widm prążkowych. Umożliwiła nam to pewna zasada. g a l. da n y m przez należycie zrozumiane widma prążkowe. praktycznie biorąc. w 1842 r. b rak fal tych właśnie długości. ind. lecz również i ruch tych ciał. g erm a n . dochodzącym do ziemi. wszystkie prawie olbrzymie postępy fizyki w drugim i trzecim dziesięcioleciu naszego stulecia zawdzię­ czam y wskazaniom. rubid i cez (ob a w y k r y te przez B u n sen a ). więc. IX Z JA W IS K O D O P P L E R A Do największych zdobyczy ducha ludzkiego należy bez w ątpienia możność przeprowadzania za pom ocą widm a n a ­ lizy chemicznej naw et na odległości. ta l. przewyższającej p r a ­ wie bilion razy olbrzymią odległość pom iędzy ziemią i słoń­ cem. jak i do dźwiękowych. Zasada ta. W chemii niezwykle czuła m etoda analizy widmowej doprowadziła do w ykrycia no­ wych. . w świetle słonecznym. jak wykrycie przez Kirchhoffa i Bunsena widm prążkowych.

Z jaw isk o D op plera 25 zapewne niejednokrotnie. Spostrzeżenia takie łatwo jest czynić w dziedzinie a k u ­ styki. Możemy za to na po d sta ­ wie zasady Dopplera oczekiwać zm ian barw w widm ach ciał niebieskich. w za jem n ie do sieb ie p ro sto p a d łe . przeciwnie zaś. W ytłum aczenie tego zjawiska jest bardzo proste. żadne dające się bezpośrednio zaobserwować ruchy. z k tó ry ch jed n a je s t sk iero w a n a . Nie istnieją na ziemi. ja k to już stwierdził sam D opp­ ler. W dziedzinie optycznej. któ ry c h prędkość byłaby w ogóle po­ równywalna z prędkością światła.1 1 R z e c z y w istą p ręd k o ść m o ż e m y r o z ło ż y ć n a d w ie sk ła d o w e. które dochodzą w c ią g u sekundy do naszego ucha. że gdy mija go gwiżdżąca loko­ m otyw a. W dziedzinie widzialnej przejaw ią się one w w y padku zbliżania się ciała jako przesunięcia prążków widmowych ku fiołkowemu krańcow i widm a. niż gdy lokom otywa stoi nieruchomo. W samej rzeczy zjawisko takie jest dobrze znane a stro­ nom om już od r. dla bardzo wielu ciał niebieskich m ożna było wyznaczyć na tej drodze z ich widm również i prędkość ich ruchu w kierunku naszego wzroku. następuje nagła zmiana tonu jej gwizdka. Zjawi­ sko to opiera się na zasadzie Dopplera. gdy pociągi pośpieszne lub a u ta poruszają się z prędkością około 2 0 m etrów n a sekun­ dę. niż w w ypadku. k tó ry c h prędkość stanowi kilka setnych prędkości dźwięku. W ysokość słyszanego tonu zależy zaś od ilości fal. w y n ik a ją z jego zasady zm iany barw y światła. musi dochodzić do nas w ciągu sekundy więcej fal głosowych. co praw da. gdy źródło dźwięku znajduje się w spoczynku. a w w ypadku oddalania się — ku czerwonemu krańcowi. Gdy źródło dźwięku zbliża się do nas. czyli tzw. gdy źródło dźwięku oddala się od nas. Ton wydaje się wyższy podczas zbliżania się lokomotywy. Prędkość dźwięku wynosi około 330 m etrów na sekundę. podczas oddalania się jej — niższy. przeciwnie jest. 1870. gdyż w życiu codziennym n a p o ty k a m y dużo sposob­ ności do obserwacji ruchów. prędkość radialną.

10.26 Z asad y fiz y k i Szczególnie efektownie przejawia się zjawisko Dopplera dla takich gwiazd podwójnych. w k tórych dwie krążące do­ koła siebie świecące m asy z n a jd u ją się zb y t blisko siebie. któ ry c h obserwacja przez lunetę nie pozwala zauważyć nic szczególnego i których złożona Rys. by mogły być widziane osobno. 1 T ak ie g w ia z d y p o d w ó jn e n a z y w a m y sp e k tr o sk o p o w y m i w o d ­ różn ien iu od tzw . zauważono osobliwe zjawisko widmowe. a następnie po pew nym czasie s ta ją się znowu pojedyncze i zjawisko to pow tarza się regularnie w kilkoletnich najczęściej odstępach czasu. budowa pozostała wobec tego nierozpoznana. S k ła d o w a ta m oże b y ć sk ierow an a ku n a m lub w p r o st p rzeciw n ie. . Prążki widmowe ty ch ciał ulegają rozdwojeniu (zob. 10).1 Zjawisko to m ożem y wytłum aczyć w n a stępujący prosty sposób. łączącej o b serw o w a n e ciało z zie m ią . p o d w ó jn y c h w id z ia ln y c h . rys. Skutkiem obiegu obie gwiazdy na przem ian odda- w zd łu ż p rostej. Taki stan rzeczy stwierdzono dzisiaj z całą pewnością dla przeszło setki ciał niebieskich. W w ypadku ciał niebie­ skich tego właśnie rodzaju. (Zjawisko D opplera). w k tó ry ch ob ie g w ia z d y m ogą b y ć o d d zieln ie za o b serw o w a n e. Zdwojenie prążków w widm ach gwiazd podwójnych.

wynoszące od kilku do kilkuset kilometrów na sekundę. którą św ia tło p rzeb y w a w cią g u je d n e g o rok u ). 11 b). d o strz eg a ln e jesz c z e przez te le sk o p y . prążki obydwóch gwiazd n a k ła d a ją się wzajemnie na siebie. jed n a k tak. 11 a). że zbliżaniu się jednej odpowiada oddalanie się drugiej. N a jd a lsze z n ich . W w ypadku gwiazd stałych znale­ ziono prędkości radialne. zjaw isko D oPP- lera u gwiazd podw ójnych.0 0 0 la t ś w ie tln y c h . m g ła w ica A n d ro m ed y . całkowicie zgadzają się z p rę d ­ kościami. Za bezpośrednie stwierdzenie zasady Dopplera możem y przyjąć fakt. . Jeżeli przytoczona w jed n y m z dalszych rozdziałów2 interpretacja. są o d le g łe od n a s p rzeszło o sto m ilio n ó w la t św ie tln y c h . w w ypadku zaś tzw. rozdz. u k ła d o w i D rogi M leczn ej. 76. następnie prążki zbli­ żają się stopniowo do siebie i gdy obie gwiazdy poruszają się prostopadle do kierunku spojrzenia (rys. sięgającym 24. to istotnie zasada Dopplera dostarczy­ 1 A stro n o m ia w sp ó łcz e sn a u w a ża m g ła w ic e sp iraln e za u k ła d y ró w n orzęd n e n a szem u w ła sn e m u sy s te m o w i g w ia zd o w em u . że — ja k się okazało — wyznaczone w ten sposób radialne prędkości mgławic spi­ ralnych są proporcjonalne do ich odległości od nas. w id zia ln a ju ż g o ły m ok iem . obliczonymi według tablic astronomicznych. W ywołane przez to rozdwojenie się prążków jest najsilniej­ sze. że prędkości planet. tłum acząca tę zależność jako wynik rozszerzania się wszech­ świata. Najbardziej osobliwe było je d n a k to. 2 P or. obli­ czone z zaobserwowanych przesunięć prążków.u . gdy obydw a ruchy odbyw ają się wzdłuż kierunku spojrzenia ku gwieździe (rys. (R o k ie m św ie tln y m n a z y w a m y o d leg ło ść. jest słuszna. Rys. a więc przesunięciu prążków widmowych jednej gwiazdy ku fioletowi odpo­ w iada przesunięcie prążków drugiej gwiazdy ku czerwieni. co stanowi osiem setnych prędkości światła. je s t o d d a lon a od n as o ok oło 8 5 0 .000 kilometrów na sekundę. od­ pow iadających prędkościom. tzw . N a jb liż sz a m g ła w ica sp ira ln a . Z jaw isk o D op p lera 27 łają się od nas lub zbliżają. mgławic spi­ ralnych1 stwierdzono istnienie przesunięć ku czerwieni.

zostaje częściowo odrzucony z powrotem przez powierzchnię rozdziału. rys. Z prawa odbicia w ynika również bezpośrednio. to kierunek tego pionu oraz kierunki padającego i odbitego promienia leżą w tej samej płaszczyźnie (tzw. Obraz ten jest jednak tylko „pozorny“. po­ łożony na przedłużeniu prostopadłej. w jakiej p u n k t świe­ cący znajduje się przed zwierciadłem (porówn. czyli promienie zachowują się jedynie tak. ogólnie znanym przykładem jego zastosowa­ nia jest lustro do golenia. do drugiego ośrodka. w k tó ry m promień trafia na po­ wierzchnię graniczną. płaszczyźnie padania).1 Obok zwierciadła płaskiego szczególnie ważne jest zwier­ ciadło wklęsłe. jak gdyby wychodziły z p u n k tu . Prawo odbicia było znane już w s ta ro ż y t­ ności. czyli odbity. p adający na granicę dwóch ośrodków. 12c) na- 1 W obrazie p u n k tu p r z e cin a ją się ty lk o p rzep ro w a d zo n e w m y śli przed łu żen ia w ste c z p rom ien i o d b ity c h .28 Z asad y fiz y k i łaby nam klucza do zrozumienia najpotężniejszego i n a j­ powszechniejszego procesu. iż zwier­ ciadło płaskie daje obraz każdego świecącego p u n k tu . P u n k t S (rys. chociaż promienie nie prze­ cinają się ta m w rzeczywistości. przeprowadzonej z p u n k tu do zwierciadła. 12b). 12a). iż promień światła. Jeżeli w miejscu. pion zaś tworzy jednakowe kąhj z kierunkam i obydwóch promieni (rys. X O D B IC IE I ZAŁAM AN IE Ś W IA TŁA Do najdawniej zaobserwowanych zjawisk optycznych należy bez wątpienia codziennie sp o tykany fakt. p rzy czym obraz ten znajduje się w takiej odległości poza zwierciadłem. Takie zwierciadło stanowi drobną część pewnej powierzchni kulistej. np. częściowo zaś jako promień załam any wchodzi. w któ ry m znajduje się obraz. . zmieniając swój kierunek. jaki w ogóle może być przed­ miotem rozważań fizykalnych. w ystaw im y prostopadłą do tej po­ wierzchni. powie­ trza i wody.

k tó ry j e s t w te d y zaw­ sze odwrócony. od środka zwierciadła. to — j a k dobrze wiado­ mo każdem u. niż ogniskowa. łącząca te dwa p u n ­ k t y (OS) — osią zwierciadła. dzielący (OS) na dwie równe części. środek powierzchni kulistej (O) — środkiem krzywizny. Jeżeli przedm iot znajduje się w odległości mniejszej. nazyw am y ogniskiem zwierciadła (F). wów­ czas pow staje obraz rzeczywisty: promienie odbite przeci­ n ają się rzeczywiście ze sobą i obraz. Stosunkowo niewielki k ą t. p ro sty i powiększony. czy odległość przedm iotu od środka zwierciadła jest m niej­ . prostą zaś. P u n k t. umieszczony w punkcie F (w ten sposób staje się zrozumiała nazw a ogniska). nazyw a się rozw artością zwierciadła. O dbicie i załam an ie św ia tła 29 żywa się środkiem zwierciadła. a od­ ległość jego od środka zwierciadła — odległością ogniskową. (a więc k ą t AOB). W ognisku skupiane są promienie. padające równolegle do osi. Gdy n a ­ tom iast odległość ta przewyższy odległość ogniskową. pod k tó ry m widzim y zwierciadło z jego środka. m ożem y schw ytać na ekran. Zależnie od tego. mogą one zapalić kaw ałek papieru. Jeżeli są nimi promienie słoneczne. kto korzysta z lustra do golenia — zwierciadło wklęsłe daje obraz pozorny.

k tó ry posiada większy spółczynnik załam ania. promień zbliża się do prostopadłej.4 1 Za k ą t p ad an ia p r z y jm u je m y . n ie z a c h o d z i n a tu ra ln ie zm ia n a k ieru n k u . wyznaczonej przez kierunek pionu padania i kierunek promienia padającego. 12d). Przechodząc do ośrodka optycznie gęstszego. tak samo ja k promień odbity. ja k w ia d o m o . 3 S in u s p ew n ego k ą ta je st. k tó ry tw o­ rzy promień załam any z przedłużeniem pionu. „załamanie ku prostopadłej“ .30 Z asad y fiz y k i sza. leży w płaszczyźnie padania. K ą t. oraz w teleskopach astronomicznych.1 jest to tzw. 4 G d y p rom ień p ad a p r o sto p a d le . g d y ż k ą t p a d a n ia rów n a się zeru. np. liczb o w o r ó w n y d łu ­ g o ści bok u. Optycznie gęstszym nazyw am y ten z dwu ośrodków. N ad w y­ konaniem 200-calowego teleskopu dla tego samego obser­ w atorium trw a praca już od 1930 r. z powietrza do w ody lub z powietrza do szkła. istnieje prosta zależność pom iędzy k ą ta m i p adania i załam ania. Promień załam any. 2 S n elliu s nie o g ło sił sw eg o o d k ry cia . W zględny spółczynnik załam ania w stosunku do powietrza lub jeszcze dokładniej w stosunku do próżni nazyw am y po prostu spółczynnikiem załam ania. w k tó ry m n a jd łu ższy bok p o sia d a d łu g o ść rów n ą je d n o śc i. ja k mówimy. leżą c eg o n ap rzeciw teg o k ą ta w tró jk ą cie p r o sto k ą tn y m .2 Sto­ sunek sinusów3 tych kątów nie zależy od k ą ta padania i s ta ­ nowi pewną stałą. J a k w ykrył S n e l l i u s około 1620 r. o c z y w iśc ie . c h a ra k terystyczną dla dwu ośrodków. zachodzi więc.. u tw o r z o n y p rzez k ierun ek p ad an ia z k ieru n k iem p ion u . . prawo załam ania. Zwierciadła wklęsłe paraboliczne z n a jdują zastosowanie w reflektorach. muszą jed n a k w tedy być wykonane bardzo starannie. Słynny teleskop obserw atorium na M ount Wilson w Kalifornii po­ siada zwierciadło o stu calach (254 cm) średnicy. k ą t. aniżeli promień krzyw izny (czyli po­ dwójna ogniskowa). obraz jest powiększony lub zmniejszony. ma on w artość 1. Dla wody np. nazyw a się kątem załamania (DBC na rys. czy też większa. k tó rą nazyw am y względnym spółczynnikiem załam ania tych dwóch ośrodków.33. u c z y n ił to po raz p ierw szy z n a n y filo zo f D escartes.

dla którego sinus równa się względnemu spółczynnikowi załam ania (w ty m w ypadku spółczynnik ten jest mniejszy od jedności). S o czew k i 31 Prędkość światła w dowolnym ośrodku można otrzym ać. a więc np. m ówimy. Tłum aczy ono pięk­ n y m etaliczny połysk pęcherzyków powietrza pod wodą lub też zanurzonych w wodzie p u stych w ew nątrz szkiełek. XI SO C ZEW K I W śród rozlicznych zjawisk załam ania światła najw aż­ niejszą rolę w fizyce grają te. to. dzieląc prędkość światła w próżni przez spółczynnik zała­ m ania ośrodka. 13a) oraz wklęsłe — rozpraszające (rys. Dwa główne ty p y so­ czewek stanow ią: wypukłe soczewki zbierające (rys. W wodzie więc światło biegnie z prędkością. ja k gdyby wypełnione były rtęcią. z w ody do powietrza. Gdy k ą t padania je s t większy od k ą ta granicznego. jak u zwierciadeł kulistych. iż soczewka posiada zdol­ . w ystępuje zjawisko całkowitego odbicia. Również rozpowszechnione dzisiaj wodotryski świetlne oparte są na zjawisku całkowitego odbicia. by oświetlające je od w nętrza promienie świe­ tlne nie mogły wyjść z wody. G dyby to było możliwe. Przy przejściu światła z wody do powietrza ten k ą t graniczny wynosi 49 stopni. Ze znanej definicji sinusa wynika. równą trzem czw artym prędkości światła w powietrzu. Prom ień świetlny nie może więc przejść do ośrodka optycznie rzad­ szego. w yglądają one. strugom wody nadaje się taki kształt. sinus k ą ta załam ania byłby większy od jedności. Podobnie. według praw a załam ania. przy przejściu ze szkła do powietrza — około 42 stopni. że dla żadnego rzeczy­ wistego k ą ta nie może być on większy od jedności. gdy k ą t padania jest większy od kąta granicznego. które są związane z przejściem promieni świetlnych przez soczewki. Gdy odległość ognisko­ wa wynosi jeden m etr. 13b). odległość ogniskowa odgrywa pod­ staw ową rolę również i u soczewek.

obrazy te pow stają z tej samej strony. a więc o takich samych. We w skaza­ nym wyżej układzie soczewek znoszą się nawzajem nie tylko ich zdolności zbierające. nato m ia st soczewki rozpraszające czynią promienie rozbieżnymi. Soczewka wklęsła daje zawsze proste i zmniejszone obrazy pozorne. od soczewki. to odpowiednia zdolność zbierająca równa się 2. lub 2 m etry. 25 cm. że właściwie dla każdej barw y otrzym ujem y osobne ognisko. w ypukłą i wklę­ słą. Sam a przez się każda soczewka działa podobnie do p ry zm a tu : rozkłada światło białe na jego barwne części składowe. Ilości dioptryj dwu złożonych ze sobą soczewek dodają się zawsze do siebie. tylko odwrotnie skierowanych krzywiz­ nach. Przeciwnie. czynią je więc zbieżnymi. np. z której znajduje się przedm iot. lecz również i wywołane przez nie rozszczepienie światła na barwy. niż ogniskowa. Rozszczepienie barwne soczewki m ierzym y różnicą spół- czynników załamania dla skrajnej czerwieni i skrajnego fioletu. daje obraz prosty i powięk­ szony. należy jedynie uważać dioptrie soczewek wklęsłych za liczby ujemne. dla tak zwanego flintu (szkła ołowianego) jest ono mniej więcej dwukrotnie więk- . We wszystkich w y padkach so­ czewki zbierające załam ują padające na nie równoległe promienie ku sobie. równą jednej dioptrii. gdy przedm iot znajduje się w odległości większej. niż ogni­ skowa. gdy przedm iot znajduje się w odległości mniejszej. jednakże pozorny. 4. używana wówczas jako lupa. to taki układ nie będzie wpływał na przechodzące przezeń promienie. soczewka zbierająca.32 Z a sa d y fizy k i ność zbierającą. tak. Jeżeli złożymy ze sobą dwie soczewki. S kutkiem tego za pomocą pojedynczej soczewki nie można otrzym ać prawdziwie ostrego obrazu. Gdy odległość ogni­ skowa wynosi 50 cm. o takich sam ych zdolnościach zbierających. lub połowie dioptrii itd. lub też zwiększają istniejącą już rozbieżność. Rozszczepienie nie jest bynajm niej jednakow e dla wszystkich rodzajów szkła. Soczewki zbierające d a ją rzeczy w isty i odwrócony obraz.

według wskazówek A b b e g o i S c h o t t a . które m ając mały spółczynnik za­ łamania. o trz y m an y za pom ocą jakiegoś przyrządu optycznego. W optyce geometrycznej ważną rolę odgrywa zasada odwracalności dróg świetlnych. soczewka. Zasady fizyki. że gdy obraz B przedm iotu A. lecz odpowiednio dobranych szkieł jenajskich. dają względnie silne rozszczepienie barwne. Na tym opiera się możliwość przekształcenia każdego przyrządu 1 F lin t zaw iera d u żo ołow iu . crow n n a to m ia st nie za w iera go zu p ełn ie. któ ry pokryje się z A2. Szkła te zaczęto w yrabiać dla celów optycznych około 1880 r. S oczew k i 33 sze.1 pomimo że obydw a te rodzaje szkła posiadają w przybliżeniu ten sam spółczynnik załamania. wolna od barwnego rozszczepienia (achrom atyczna). 2 P op raw n iej b y ło b y m ów ić o p u n k cie p r zed m io to w y m i p u n k cie o b ra zo w y m . Isto tn ą jej treść stanowi stwierdzenie. w ykonaną z crownu (rys. z n a jdują się między nimi zarówno takie. które m ając duży spółczynnik załamania. da on nam za pomocą tegoż przy­ rządu optycznego obraz. w y k a ­ zują stosunkowo małe rozszczepienie. aniżeli dla crownu (szkła koronnego). 13. jak i takie. rozpatrujem y z kolei jako przedm iot. dokonany przez angielskiego o p ty k a D o l l o n d a około 1750 r. c). Układ działa więc ja k jedna. Dzisiaj nie używ am y już flintu i crownu. W ten sposób rozszczepienia barwne oby­ dwóch soczewek zniosły się nawzajem . Na ty m fakcie opiera się bardzo ważny wynalazek soczewki achromalycznej. nato m ia st zdol­ ność załam ująca soczewki w y­ pukłej została zmniejszona tylko do połowy. 3 . Zestawił on soczewkę wklęsłą z flintu z dwukrotnie grubszą pośrodku soczewką zbierającą o tej samej krzy- wiźnie. k tó ­ rej liczba dioptryj wynosi połowę liczby dioptryj soczewki wypukłej.

prostopadle do jego płaszczyzny). Ustalenie tego poprzecznego c h arakteru drgań świetl­ nych prowadzi bezpośrednio do pewnego ważnego roz­ różnienia. 14. przy czym w yobrażam y sobie.34 Z asad y fizy k i optycznego. że fale świetlne muszą się różnić pod pew nym bardzo isto t­ nym względem od fal głosowych. podobnie ja k dźwięk. Istnieje nieskończenie wiele możliwych kie­ runków drgań poprzecznych do promienia (symbolicznie zaznaczono je na rys. fale świetlne muszą być po­ przeczne. drgania świetlne m uszą według Younga zachodzić prosto­ padle do kierunku promienia. (jak było wiadomo już wówczas). daje obrazy zmniejszone — w przyrząd. Gdy drgania nie za­ . który. W 1817 r. Y o u n g na podstawie różnorodnych danych doświadczalnych doszedł jednak do wniosku. X II PO L A R Y Z A C JA ŚW IA TŁA Z omówionych poprzednio zjawisk interferencji i ugięcia światła wynika w sposób przekonyw ający. nazyw am y światło spola­ ryzowanym (określenie niezbyt szczęśliwie dobrane i dające się wytłum aczyć tylko historycznie). którego n a tu ra falowa uważana jest przez fizyków za oczywistą. W przeciwieństwie do po­ dłużnych fal dźwiękowych. drgania powietrza wywołujące dźwięk odbyw ają się w kierunku rozchodzenia się dźwięku. u ż y ty jako ta k zwany obiektyw. że światło musi być zjawiskiem n a tu ry falowej. iż promień przechodzi przez środek rysunku. Jeżeli żaden z tych możliwych po­ przecznych kierunków nie jest w fali świetlnej uprzywile­ jo w a n y — mówimy wówczas o świetle naluralnym . Gdy natom iast drgania zachodzą w pew nym dokładnie okre­ ślonym kierunku poprzecznym. projekcyjny. Gdy bowiem. używ ając go odwrotnie przy zastosowaniu specjalnych pomocniczych soczewek oświetlających czyli kondensorów.

prowadzą do ważnego wniosku. że. i . P o la r y z a c ja św ia tła 35 chodzą wprawdzie wyłącznie w pewnym określonym kie­ runku. Można uzasadnić teoretycznie. że światło odbite zostaje zawsze mniej lub więcej spolaryzowane. istnieje jed n a k pewne uprzywilejowanie określonego kierunku poprzecznego. z o sta ło w y k r y te przez B r e w s t e r a w 1815 r.1 k ą t ten jest określony przez to.. te r fal świetlnych bilionow drgań. Dla szkła np. . mogą więc nastąpić po sobie (schematycznie). w k tó ry m d ruga p r z y p r o sto k ą tn a rów n a się jed n o ści. Ponieważ światło widzialne w ykonyw a w ciągu sekundy setki priczny^harakl i •i • . ta n g e n s k ą ta w y ra ża się lic z b o w o p rzez d łu g o ść p rzeciw ległej d a n em u k ą to w i p rzy p r o sto k ą tn e j w tr ó jk ą c ie p ro ­ sto k ą tn y m . czyli światło pochodzące bezpośre­ dnio z jakiegoś źródła światła. to światło takie nazyw am y czę­ ściowo spolaryzowanym. zwiercia­ 1 P raw o. Całkowita polaryzacja zachodzi wówczas. Jednakże należy p rzy­ puszczać. jako spolaryzowane w każdej chwili. iż w świetle tak im kierunki drgań ulegają ta k szybkim zmianom. sp raw a p r o sto p a d ło śc i k ieru n k u d rgań św ie tln y c h w prom ien iu o d b ity m do p ła s z c z y z n y p a d a n ia z o sta ła c a łk o w ic ie . które daje się poznać po pewnych różnicach w zachowaniu się promieni w rozm aitych kie­ runkach poprzecznych. miliony drgań w ty m sam ym kierunku. . że tangens2 jego równa się spółczynnikowi załamania substancji od­ bijającej. k tó rem u p o d leg a k ą t ca łk o w itej p o la ry za cji. żaden kierunek nie je s t uprzywilejo- w a n y w stosunku do innych. kąlcm całkowitej po­ laryzacji. a nie dostrzeżem y jeszcze wówczas jakiejkolwiek polaryzacji. 2 J a k w ia d o m o . . 3 Co p raw d a. oparte na założeniu poprzecz­ nego charakteru fal świetlnych. k ą t całkowitej polaryzacji wynosi 56 stopni. średnio biorąc. że w odbitym świetle spolaryzowanym drgania zachodzą w kierunku prosto­ padłym do płaszczyzny padania. Światło naturalne. Rozważania teoretyczne. .3 Jeżeli np. gdy światło pada pod tzw. m ożna wyobrazić sobie.

k tó ry m zadziwił swych współczesnych fizyk francuski M a l u s w 1808 r. p o czern io n y ch z przeciw n ej str o n y . gdy drgania te MalU(schcmatT«nic)dlami zachodzą w płaszczyźnie p a d ania — odbicie staje się niemożliwe. 15. Pierwsze zwierciadło zamieniało więc padające światło naturalne w światło spolaryzowane. padający pod k ą te m 56 stopni. Z teorii tej w y n ik a .36 Z asad y fizy k i dło1 jest ustawione pionowo. za ch o d zą p ro sto p a d le do p ła sz c z y z n y p a d a n ia . odbicie odbywa się w w arunkach ty m mniej korzystnych. Gdy w promieniu p a d a ją c y m pod ką te m całkowitej polaryzacji. światło to padało na w y ja śn io n a d op iero przez e le k tr o m a g n e ty c z n ą teorię ś w ia tła .. Na gruncie tych rozważań staje się zrozumiałe słynne doświadczenie. Doświadczenie j est poziomy. 15). k tó re są za w sze p ro sto p a d łe do elek try czn y ch . iż odbijał go pod kątem całkowitej polaryzacji od jednego zwierciadła i rzucał następnie pod ty m sam ym k ą te m na drugie zwier­ ciadło. ustawione prostopadle do poprzedniego (rys. . im silniejsze jest nachylenie. że w ła śn ie d rgan ia e le k tr y c zn e . a więc. Malus doprowadził promień światła do pozornego zaniku w ten sposób. stanow ią­ cej płaszczyznę padania. k tó re — ja k sk ą d in ą d w ia d o m o — w y w ier a ją d z ia ła n ie na k lisz ę fo to g ra ficzn ą . Gdy kierunek drgań jest nachylony do pionu. biegnie w płaszczyźnie poziomej. Całko­ wite światło padające przenika wówczas w głąb szkła. promień zaś. 1 U ż y w a się zw iercia d eł sz k la n y c h . zachodzą wówczas warunki szczególnie sprzyjające odbiciu.2 a zatem (według p raw a odbicia) również i promień odbity leży w płaszczyźnie poziomej. 2 P ro sto p a d ła do p io n o w o u sta w io n e g o zw iercia d ła le ż y n a tu ­ raln ie w p ła szczy źn ie p o zio m ej. Jeśli ju ż w promieniu padającym drgania od­ bywają się w kierunku pionowym. kierunek drgań Rys. to drgania w promieniu odbitym zachodzą w kierunku pionowym. a więc jeszcze przed sformu­ łowaniem hipotezy Younga. W n io sek te n n ie sto su je się do drgań m a g n e ty c z n y c h .

zakładając. zależy od kierunku. Dzięki tem u spostrzeżeniu Malus został od­ krywcą zjawiska polaryzacji optycznej. H u y g e n s w ytłum aczył to spo­ strzeżenie zupełnie prawidłowo. nato m ia st spółczynnik zała­ m ania drugiego promienia. patrząc poprzez kawałek islandzkiego szpatu. k tó ry zauważyli w swych b adaniach F r e s n e l i A r a g o . 2 D o u k ład u regu larn ego n a leżą te w sz y stk ie k r y sz ta ły . nadzwyczajnego. . zauważył M a l u s . co szpat islandzki. duński mineralog B a r t h o l i n u s dokonał niespodziewanego odkrycia. p adając na szpat islandzki. ja k np . Rozstrzygające z na­ czenie dla dalszego rozwoju fizyki miało ustalenie około 1816 r. Tę sam ą właściwość.2 W 1808 r. w k tó ry m promień przechodzi przez kryształ. że każdy z dwu pow sta­ jących przy podw ójnym załam aniu promieni nie zacho­ wuje się jednakowo w różnych płaszczyznach przezeń prze­ chodzących. p o sia d a ją tr z y ró w n o w a żn e so b ie i w z a je m n ie d o sieb ie p ro sto p a d łe k ieru n k i. X III ZAŁAM AN IE P O D W Ó J N E Gdy światło przechodzi przez kryształy. só l k a m ien n a . drgając w płaszczyźnie pad a n ia i — zgodnie z poprzednio powiedzianym — nie mogło zatem zostać odbite. Z ałam anie pod w ójn e 37 drugie zwierciadło. nienależące do układu regularnego.1 w y kazują również wszystkie kryształy. k tó re. zw yczajny i nadzw yczajny promień nie mogą nigdy interferować 1 S z p a t isla n d zk i w y ró ż n ia się sw ą szczeg ó ln ą p r ze z r o c z y sto śc ią . podlega zwykłemu praw u załam ania. że. ulega podwójnemu za­ łam aniu i rozszczepia się wobec tego na dwa promienie. zauważył on mianowicie. J e d en z nich. tak zwany promień zwyczajny. że promień światła. w ystępują zasługujące na szczególną uwagę zjawiska polaryzacyjne. J u ż w 1669 r. J a k się mianowicie okazało. pewnego faktu. widzimy przedm ioty podwójnie.

wniosek o poprzecznym charakterze drgań świetlnych i ty m sam ym stworzył podstaw ę. Z faktu tego. p ły tk a turm alinow a jest zatem przezroczysta tylko dla promienia nadzw yczaj­ nego. P ry z m a t Nicola jest w ykonyw any z kryształu szpatu islandzkiego. W turm alinie następuje to dlatego. że absorpcja prze­ chodzącego przezeń światła w bardzo znacznym stop­ niu zależy od kierunku drgań świetlnych i skutkiem tego promień zwyczajny jest pochłaniany o wiele silniej.38 Z asad y fiz y k i ze sobą. że jeden z nich będzie służył jako polaryzator do w ytw arzania światła 1T eoria F resn ela op ierała się na w y o b ra żen iu fal.1 Z założenia poprzecznego ch a ra k te ru fal wynikało w szczególności. Zarówno płytki turm alinowe. że w promieniu nadzw yczajnym drgania świetlne zachodzą prostopadłe do kierunku drgań w promieniu zwyczajnym. Y oung wyprowadził w 1817 r. B a rd zo tru d n o je s t u zg o d n ić p o p rzeczn y ch arak ter fal św ie tln y c h z ty m w y o b r a że n ie m . jak już wspomniano wyżej. jak i p ry z m a ty Nicola są dwójłomne. ro z ch o d zą c y c h się w sp r ę ż y sty m eterz e . W y jś c ie z ty c h tru d n o ści w sk a za ła d o p iero e le k tr o m a g n e ty c z n a teo ria św ia tła . n a to m ia st promień nadzw yczajny przechodzi przez pryzm at. F r e s n e l mógł rozwinąć ścisłą teorię światła. że promień zwyczajny podlega całkowitem u odbiciu na płaszczyźnie cięcia. W tych tak zwanych przy­ rządach polaryzacyjnych stosujem y p łytki turm alinow e lub p ry z m a ty Ni co la. Podwójne załamanie w kryształach umożliwia budowę stosunkowo prostych przyrządów do w ytw arzania i ba­ dania światła spolaryzowanego. Dwa p ry z m a ty Nicola (lub też dwie płytki turmalinowe) można zestawić ze sobą w taki sposób. przeciętego w odpowiedni sposób na dwie części i sklejonego przezroczystym balsam em kan a d y jsk im tak . . lecz przepuszczają one tylko promień n a d ­ zwyczajny. nazyw ane ta k na cześć ich wynalazcy. niż nadzwyczajny. por. Praktycznie biorąc. 33. rozdz. na której następnie w 1820 r.

przejdzie również przez drugi. Jeżeli p ry z m a ty są ustawione równolegle do siebie. 16. wówczas pole widzenia rozjaśnia się i. gdy nikole są równoległe. jako analizator. Gdy n a tom iast skrzyżujem y je ze sobą. drugi p ry z m a t nie przepuści światła. Bardzo ważne okazało się odkrycie B i o t a (1817). jest ciemne gdy nikole są skrzyżowane. trzeba analizator obrócić o pe­ . ta k samo. Jeżeli do a p a ­ ra tu polaryzacyjnego o skrzyżowanych położeniach pola­ ry za to ra i analizatora wstawim y p ły tk ę kwarcową lub też odpowiednią rurkę. do badania tego światła. 17. napełnioną ta k im „optycznie czyn­ n y m “ roztworem. dopóki nie osiągnie m axim um jasności. to promień. Rys. Za pom ocą takiego a p a ra tu polaryzacyjnego można ba­ dać zachowanie się różnorodnych ciał w świetle spolaryzo­ wanym . wychodzący z pierwszego. aby znowu nastąpiła ciemność. żowanymi nikolami. że kwarc i liczne roztwory m a ją zdolność skręcania pła­ szczyzny drgań światła spolaryzowanego. złożonego z polaryzatora i analizatora. Płytka aragonitow a w żółtym cięty prostopadle do osi optycznej. promienia. drugi zaś. k tó ry padał na nie. jak w doświadczeniu Malusa drugie zwierciadło nie odbijało Rys. Pole widzenia przyrządu polaryzacyjnego. K ryształ szpatu islandzkiego. w idziany świetle sodowym pom iędzy skrzyżowanymi w żółtym świetle sodowym pom iędzy skrzy. Załam anie p od w ójn e 39 spolaryzowanego. nikolami. i rozjaśnia się w miarę obrotu analizatora dotąd. wy.

1 O czyw iście. m e to d y ta k zw an ej sa c h a r y m e tr ii z o sta ły z b ie ­ giem czasu bardzo w y su b te ln io n e . wyróżnio­ nych w ten sposób. polegające na ty m . że podczas zaćmienia słonecznego owalne plam ki p rzyjm ują k ształt sierpów. Rys. Dla przykładu m ożem y przytoczyć. gdyż promienie słoneczne pad a ją ukośnie na ziemię. obrazów osiowych tego rodzaju. Ze skręceniem płaszczyzny drgań związane jest zjawi­ sko. położeniach. ja k w ynika wyraźnie z faktu. napełnionej roztworem cukru. . Ze znalezionej przez pom iar wartości k ą ta skręcenia1 można wobec tego wyznaczyć bezpośrednio za­ wartość cukru w roztworze.40 Z asad y fizy k i wien określony kąt. jakie dają kryształy w przyrządach polaryzacyjnych w świetle zbieżnym. które są właściwie obrazami słońca. znanego już w starożytności. iż umieszczone w przyrządzie polaryzacyjnym bezbarwne płytki krystaliczne nie w y­ kazują zabarwienia tylko w dwóch określonych. barwa widziana w przyrzą­ dzie jest mieszaniną wszystkich tych barw. X IV OKO K ażdy miał. że w rurce długości 10 cm. pomimo kształtu kołowego tarczy słonecznej są one owalne. skręcenie na każdy gram cukru w 100 cm3 roztworu wynosi 0. które nie zostały wygaszone przez analizator. Obrazy te zostały u tw o­ rzone przez małe szparki pomiędzy liśćmi.665 stopnia. lecz za sa d a p o z o sta ła ta sam a . We wszelkich innych po­ łożeniach okazują one barw y. sposobność do zaobserwo­ wania na ziemi w gęstym lesie owalnych plam świetlnych. bez wątpienia. ażebyśm y mogli zagłębiać się w nie tu ta j. Bardzo piękne i pełne prze­ pychu barw są obrazy. lecz w y­ tłumaczenie ich powstawania jest z b y t tru d n e . 16 i 17 dają przykłady tzw. Chodzi tu istotnie o małe obrazy słońca.

średnica jej może zmie­ niać się od 4 do 10 milimetrów. L — so­ czewka. po­ Rys. odpowiada ko­ niówka. przedm iotu od otworka jest większa. optyczną (rys. 18. w e d łu g niej o k reśla m y barw ę oka (n ieb iesk ie. gdy otworek jest b. co powstawanie tych obrazów słońca. p rzy p isu je się z w y k le P o r c i e {X V I w iek ). za o p a trzo n ej w so czew k ę. za nią kom ora tylna. C iem nia optyczna (schematycznie). odgrywa tęczówka. zielo n e. przez k tó ry wchodzą promienie. rolę przesłony. Rolę soczewki zbiera­ jącej odgrywa soczewka oczna: przed nią znajduje się we w nętrzu oka kom ora przednia. wypełniona cieczą wod­ nistą. 19). gdy otwór jest większy. um ie­ \ftw szczając w otworze soczewkę zbierającą.2 Otwór. Gałka oczna. — H — rogówka. jest op a rta ta k z w a n a f ciemnia optyczna (camera obscura). . Ś 5 ~ naczy­ naczyniówką. Mały otworek w ścianie ciemnego obszaru po­ zwala. N N = siat­ morze. 19. G — ciało szkliste. skutkiem prostolinijnego rozchodzenia się promieni. wypełniona stałym ciałem 1 W y n a la z e k ciem n i.1 Oko nasze m usim y uważać również za ciemnię. 2 T ęczó w k a lu b iris je s t częścią za b a rw io n ą oka. 18). Obraz jest ostry oczywiście tylko w tedy. otrzym ać na przeciwległej ścianie odwrócony obraz znaj­ dującego się zewnątrz przed­ m iotu. nazyw am y źrenicą. lecz naw eti wówczas. gdy odległość Rys. po­ kówka. m ały. szare). Obraz ten musi być zmniejszony. zwalającej zwiększać ostrość obrazu. bF — plamka ślepa. g F = plamka żółta. K w = kom ora przednia. można L ’ ^1 uzyskać ostry obraz. Przekrój poziom y prawego oka k r y ta od w ew nątrz ciemną ludzkiego. Oko 41 Na tej samej zasadzie. niż odległość prze­ ciwległej ściany (rys.

d laczego p om im o p o w sta w a n ia o d w ró co n eg o obrazu na sia tk ó w ce w id z im y p rz ed m io ty p ro sto . . ja k dalekich przedm iotów dzięki swej tzw. p u n k t daleki w nieskończoności. Tylko te części obrazu na siatkówce. Siatków ka zawiera niezwykle światłoczuły barw nik — p u rp u rę oczną. na którą światło działa podobnie. Ciecz wodnista. Siatków ka leży pom iędzy naczyniówką a ciałem szklistym. rzeczywisty i zmniejszony obraz1 na siatkówkę. nazyw am y odległością bliskiego i dale­ kiego p u nktu. Pośrodku siatkówki. ja k na kliszę fotograficzną. przed takim i oczyma należy umieścić zatem soczewki wypukłe. lecz do p sy ch o lo g ii. barw nik zaś stale odnawia się. soczewka oczna i ciało szkliste stanow ią razem układ łam iący oka. a więc rozpraszają­ cych. pochodzące z oddalonych przedmiotów. Oko dalekowzroczne skupia promienie dopiero poza siatkówką.42 Z a sa d y fizy k i szklistym. 1 P y ta n ie . pozostałe części obrazu są ty m mniej ostre. im dalej z n a jd u ją się od plamki żółtej. przecinają się już przed siatkówką. Oczy krótkowzroczne korygujem y przez zastosowanie szkieł wklęsłych. Soczewka rzuca odwrócony. skutkiem czego na odległościach większych od 30 cm oczy takie mogą widzieć jedynie nieostro. znajduje się plam ka żółta. które p a d a ją na żółtą plam kę. W oczach krótkow zrocznych promienie. N ajmniejszą i największą odległość. a więc i jej zdolności zbierającej. k tó ra polega na możności zm iany krzywizny soczewki ocznej. Odległość pom iędzy soczewką oka a żółtą plam ką jest n aturalnie niezmienna. nie n a le ż y d o zak resu fizy k i. Po­ w stające w purpurze ocznej obrazy znikają je d n a k zawsze natychm iast. w pobliżu p u n k tu wejścia nerw u ocznego. Dla normalnego oka p u n k t bliski leży w od­ ległości 10 cm. zdolności alcomodacijjnej. są widziane ostro. co umożliwia przystosowanie soczewki do każdorazowej potrzeby. Pomimo to oko może wytw arzać ostre obrazy zarówno bliskich. na której oko widzi jeszcze wyraźnie. składającą się z rozgałęzień nerwu ocznego.

łączą się wówczas w jedno. Pom iędzy 40 a 50 rokiem większość ludzi staje się dalekowzroczna ze względu na wiek. na jeden m ilim etr k w adratow y p rzypada w przybliżeniu 13.000 komórek. częścią zaś z kom órek w kształcie pręcików. ja k widziałoby go dane oko (a więc inaczej dla prawego. Siatków ka składa się częścią z komórek kształtu czop­ ków. P u n k t bliski odsuwa się na odległość od 40 cm do 50 cm. by ich obrazy utw orzyły się w obydwóch oczach w odpow iadających sobie miejscach siatkówek. Dalekowzroczne oko nie może już zobaczyć ostro bliskich przedm iotów. Różnice ty c h dwu obrazów pozw alają nam bezwiednie oceniać odległość i d ają wrażenie bryłowatości.1 wynosi 1 Ś rodk iem o p ty c z n y m so c z e w k ilu b uk ła d u so c z e w e k n a z y w a m y p u n k t. inaczej dla lewego oka). W dzieciństwie jest ona największa. im bliżej znajduje się oglą­ da n y przedm iot. potrzebuje ono szkła wypukłego. iż wydaje nam się. Gdy za pomocą odpowiedniego ustawienia tych fotografij p o sta ra m y się. W z nanym przyrządzie. W obu rodzajach kom órek z n a jdują się zakończenia rozgałęzień nerwu ocznego. że widzimy przedm iot przestrzennie przed sobą. Obrazy tworzące się na dwu siatkówkach są zatem różne i przy ty m różnią się one ty m więcej. nie d o zn a ją z m ia n y sw eg o p ie rw o tn eg o k ieru n k u b iegu . że dopiero jednoczesne wi­ dzenie obydw om a oczyma umożliwia nam przestrzenne. w y r ó ż n io n y przez to . a p u n k t daleki pozo­ staje w nieskończoności. J e s t rzeczą ogólnie znaną. widziana z optycznego środka oka. p rzech o d zą ce p rzezeń . P ra w y m okiem wi­ dzimy przedm iot z prawej strony. wywołane przez oby­ dwa zdjęcia. lewym — z lewej. każde oko widzi osobno jedną fotografię.000 do 14. wrażenia. u dziecka dzie­ sięcioletniego p u n k t bliski znajduje się w odległości 5 cm od oka. Oko 43 Zdolność akom odacyjna oka słabnie stopniowo z wie­ kiem. . skupiającego promienie i zbliżającego p u n k t bliski. iż p ro m ien ie św ie tln e . stereoskopie. tak. plastyczne dostrzeganie przedmiotów. k tóra przedstaw ia przedm iot tak. Szerokość takiej komórki.

gdyż obrazy stają się wówczas zb y t zniekształcone. W pierwszym w y padku stosujem y mikroskop. . gdy więc odległość kątow a pomiędzy tymi obrazami jest nie mniejsza od jednej m in u ty . w y n o sz ą c y jed n ą m in u tę. niż m inutę luku (dokładniej 50 sekund luku). jest pożądane w dwóch w ypadkach: gdy przed­ miot jest zb y t m ały lub też gdy znajduje się on w zbyt dużej odległości. w y p e łn ia k ą t w id zen ia . O d cin ek d łu g o śc i 1/s m m . im większa jest jej krzywizna. iż sto p ie ń ( ~ okręgu k oła) d z ie lim y na 60 m in u t.44 Z asad y fizy k i w mierze kątow ej1 mniej. u sta w io n y p r o sto ­ pad le do kieru n k u w zrok u w o d leg ło ści 1 m od ok a . le ż ą c y p rzy w ierzch o łk u O w tró jk ą cie A O B . W obydwu tych w ypadkach zwiększenie k ą ta widzenia i ty m sam ym zwiększenie ilości dostrzegal­ nych szczegółów przedm iotu osiągamy za pom ocą odpo­ wiednich przyrządów optycznych. pod któ ry m dostrzegam y przedm iot. to znaczy soczewka wypukła. 2 W ia d o m o . Celem uzyskania silniejszych powiększeń używa się tak W oku p u n k t ten le ż y w ew n ę tr z so cz e w k i. Jednakże za pomocą lupy nie możemy osiągnąć powiększeń silniejszych ponad 30-krotne. gdy ich obrazy p a d a ją na dwie różne komórki siatkówki. że oko nasze może tylko w ty m w y padku rozróżnić dwa p u n k ty świetlne. N ajprostszą formą mikroskopu jest zwykła lupa. Wniosek ten potwierdzają obserwacje astronomiczne. dotyczące możli­ wości rozpoznawania gwiazd podwójnych nieuzbrojonym okiem. XV M IK R O S K O P I L U N E T A Powiększenie kąla w idzenia.2 Musimy przyjąć w związku z ty m . 1 M iarą k ą to w ą d łu g o ści o d cin k a A B w sto su n k u do p u n k tu O je s t k ą t. k tórą umieszczamy bezpośred­ nio przed okiem i k tóra ty m silniej powiększa. m in u tę na 60 sek u n d . w p ob liżu jej p ow ierzch n i ty ln ej. w drugim — lunetę.

W układach apochro- m atycznych ogniska trzech różnych barw widma są spro­ wadzone do jednego i tego samego p u n k tu . druga znajduje się przed okiem i dlatego została nazw ana okularem. że można zwiększyć zdolność rozpo­ znawczą mikroskopu przez umieszczenie pom iędzy szkieł­ kiem przedm iotowym a obiektywem kropli cieczy. w ytw orzony przez obiektyw. M ikroskop i lu n eta 45 zwanego m ikroskopu złożonego. n a zasadzie rozważań teoretycznych. obiektyw i u ż y ty jako ciecz im- m ersyjna olejek cedrowy m a ją ten sam spółczynnik zała­ m ania. Je d n a z nich. przez A b b e g o . k tó ry działa jak lupa. J u ż w roku 1873 Abbe pierwszy wykazał. posiadające wspólną oś. (poprzednio nie zwracano na to 1 N a zw a ła ciń sk a ok a brzm i ocu lu s. Właściwie dopiero dzięki tem u udoskonaleniu stały się możliwe olbrzymie postępy bakteriologii w o statnim pięćdziesięcioleciu. k tóra powiększa b a r­ dzo silnie. Te dwie soczewki pierwotnego mikroskopu zostały w mi­ kroskopach dzisiejszych zastąpione przez odpowiednie ukła­ dy soczewek. k tóra pokryw a się z osią poczernionej wew nątrz ru ry mikroskopu. Za pomocą odpowiednich urządzeń uzyskuje się silne oświetlenie przedm iotu. W pierwotnej swej formie mikroskop składa się z dwóch soczewek zbierających. którego wynalazek przypi­ sują holenderskiemu optykowi J a n s e n o w i (około 1590 r. a dzięki temu szkodliwe działanie rozszczepienia barwnego jest p rak ty c z ­ nie całkowicie usunięte.). Na zasadzie jego obliczeń stosuje się dzisiaj w dokładniejszych m ikroskopach jako obiektyw y tak zwane u k ład y apochrom atyczne. zwrócona jest ku przedmiotowi i nosi miano obiektywu. U A bbe­ go szkiełko pokrywkowe. Mikroskopy zostały nadzwyczajnie udoskonalone około 1880 r. w ten sposób wszystkie trz y ośrodki tw orzą układ jednolity pod względem optycznym . Dużym krokiem naprzód było również zastosowanie przez Abbego tak zwanej immersji jednorodnej.1 Przez okular. J u ż po­ przednio wiedziano. oglądam y obraz przedm iotu. .

czyli do jednej dziesięciotysięcznej milim etra. rozpoznawalnej jeszcze w mikroskopie. podzielonej przez spółczynnik załam ania ośrodka. zam iast obserwować przedm iot w świetle widzial­ nym . Wobec ograniczonej w ten sposób sprawności mikroskopu nie m a celu stosowanie powiększeń. jako najmniejszej długości. niż istotne powiększenie mi­ kroskopu. 10. długość ta może zostać jeszcze zmniejszona o mniej więcej jedną trzecią. odpowiadającej światłu określonej barw y w dowolnym ośrodku. że obraz. rozpoznawalną jeszcze w mikroskopie. które zachodzą wzajemnie na siebie i przez to uniemożliwiają oddzielne rozpoznanie dwóch pu n k tó w przedm iotu. najmniejsza rozpoznawalna przez mikroskop długość od­ grywa dużo ważniejszą rolę. wynosi około połowy długości fali. Nie możem y wprawdzie dostrzegać rzeczywistej postaci 1 Por. równa się długości fali w powietrzu. po­ szczególne p u n k ty przedm iotu skutkiem ugięcia nie dają obrazów punktow ych. przekraczających 2000 razy. rozd z. gdy promienie p a d a ją prostopadle.1 Jeśli wreszcie. Stąd długość fali użytego światła wyznacza najm niejszą długość. sfotografujem y go w świetle nadfiołkowym. gdyż długość fali. cel użycia którego polega prze­ cież na dostrzeżeniu możliwie największej ilości szczegółów widzianego obrazu i poznaniu w ten sposób s tru k tu ry obserwowanego przedm iotu. jest w zasadzie obrazem ugięcia światła przez oglądany przedm iot. Istotnie. lecz małe kółeczka. najm niejsza dostrzegalna długość. 10'5 cm). możem y zejść aż do około 1000 jednostek A ngstrom a. a więc w świetle niebieskim około 2. Gdy pro­ mienie p a d a ją ukośnie. J a k w ynika z teorii Abbego.500 jednostek Angstrom a (lub 2. .5 . J a k pokazał Abbe. pow stający w mikroskopie. Ta najm niejsza długość określa bowiem zdolność rozpoznawczą m ikroskopu. gdy odległość tych pu n k tó w spada poniżej najmniejszej dostrzegalnej przez mikroskop długości. a jeszcze bardziej przez zastosowanie wspomnianej już cieczy imm ersyjnej.46 Z asad y fizy k i uwagi).

złożona z soczewki zbierającej. w y­ znaczonej przez teorię. Jedne z nich dają obrazy odwrócone. których w ym iary leżą poniżej granicy. jak przez lupę. wynalezionego przez S i e d e n t o p f a i Z s i g m o n d y ’e g o w r. Głównym przedstawicielem lunet pierwszej grupy jest zbudow ana w 1611 r. gdy chcemy stosować lunety do obserwacyj na ziemi. jako obiektyw u i rozprasza­ jącej. L u n e ta t a ma pewne niekorzystne cechy — dużą długość i znaczne s tr a ty światła. drugie n a to m ia s t d a ją obrazy proste. które dostrzegam y w postaci jasnych p lam ek na ciem nym tle. (a wkrótce potem zupełnie niezależnie od tego przez G a l i l e u s z a ) została zbudow ana luneta. m ożna jednak ustalić ich obecność i ruchy za pomocą ullram ikroskopu. Około 1610 r. W a runek ten jest spełniony w roztworach koloidalnych.. gdzie maleńkie czą­ stki zawiesiny pływ ają w cieczy. Jednakże dwie sąsiadujące ze sobą cząstki m uszą w ka ż d y m razie znajdow ać się od siebie w odległości większej. M ikroskop i lu n eta 47 przedmiotów. wynalezionej około 1650 r. k tó ra służy do w yprostow ania odwróconego obrazu. jako okularu. o dużej odległości ogni­ skowej. W ultram ikro- skopie na b a d a n y przedm iot pada z boku sm ukła wiązka świetlna w ten sposób. obraz ten oglądam y przez drugą soczewkę. W tak zwanej lunecie ziem skiej. służy jako obiektyw i daje odwrócony i rzeczywisty obraz oddalonego przedm iotu. w Holandii. złożona z dwóch so­ czewek w ypukłych. L u n e ty dzielą się na dwa rodzaje. przez K e p l e r a ta k zwana lunela „astronomiczna“. Cząstki o przekroju niewielu milionowych m ilim etra (około 30 A) mogą wówczas zostać dostrzeżone dzięki wchodzeniu do m ikroskopu ugiętych przez nie wiązek światła. iż naw et ślady jej nie dostają się do pola widzenia m ikroskopu. daje ona obrazy proste i nosi nazwę . 1903. co jest konieczne. co nie przeszkadza ich stosowaniu do celów astronomicznych. aniżeli wynosi według Abbego najm niejsza rozpoznawalna długość. dodano do soczewek przyrządu Keplera jeszcze trzecią soczewkę w ypukłą. J e d n a z nich.

48 Z asad y fizy k i lunety holenderskiej lub lunety Galileusza. wytworzone w ciemni o p ty cz n e j. przede wszystkim do rozwoju fotografii. W czasie krótkotrwałego naświetlania fotografowanego przedm iotu obiektyw. podanego na rys. którym . skutkiem czego obraz zostaje wy­ prostowany. u jem ną— iż może ona tylko stosunkowo nieznacznie zwiększyć k ą t wi­ dzenia. dzięki wyzyskaniu wrażliwości2 soli srebrowych na działanie światła.1 XVI F O T O G R A F IA I K IN E M A T O G R A F IA Dążenie człowieka do rozszerzenia i uzupełnienia za­ sięgu i możliwości wzroku doprowadziło. D odatnią jej cechę stanowi m ała długość. 20. 2 Z jaw isk o rozk ład u soli sreb ro w y ch p rzez św ia tło z o sta ło w y ­ k ry te ju ż w pierw szej p o ło w ie X V I I I w iek u p rzez lek arza S c h u l - z e g o w H alle. N i e p c e i D a g u e r r e . poza wynalezie­ niem i udoskonaleniem przyrządów optycznych. lecz pom iędzy obiektyw em i okula­ rem zachodzi czterokrotne cał­ kowite odbicie światła w p ry ­ zm atach szklanych. . Dzisiaj do oglądania dalekich przedm iotów na ziemi stosujem y głównie tak zwane lunety p ry ­ zmatyczne. udało się po raz pierwszy utrw alić obrazy. Opierają się one na zasadzie lunety Keplera. rozmieszczonych według schem atu. umieszczony w przedniej ścianie 1 L u n eta p ry zm a ty c z n a z o sta ła w y n a le z io n a w p o ło w ie X I X w iek u przez P o r r a . Podw aliny tej bardzo ważnej gałęzi optyki stosowanej położyli w 1830 r.

Zdjęcia widoków. Około 1930 r. 4 . dokonane na takich p łytach czułych na podczer­ wień. n a to m ia s t prawie zupełnie nieczułe na promienie żółte lub czerwone. blady błękit nieba — bardzo ciemny. w miej­ scach zaś słabo naświetlonych rozkład jest bardzo nie­ znaczny. k tó ry zostaje utrw alony1 za pom ocą odpowiedniego procesu chemicznego. 1 U trw a len ia d o k o n y w a m y za p o m o cą ro ztw o ru . odległe góry zaś zarysowują się szczególnie wyraźnie. D z ia ła n ie św ia tła na ta k ie p ły t y z a le ż y ty lk o od jeg o ja sn o śc i. Zasady fizyki. zawierającą zawiesinę soli srebra. k tó rą z kolei utrw alam y. jako „sensy- b ilizatory“ (uczulacze) specjalnie silnie pochłaniają światło czerwone i żółte. które. udało się otrzym ać dwa bardzo skuteczne uczulacze na podczerwień: rubrocjaninę i allocjaninę. F o to g ra fia i k in em atografia 49 ka m e ry fotograficznej. p o k ry ty w arstw ą żelatyny. różnią się bardzo od widoków. Gdy negatyw taki położym y na papier chloro-srebrny i oświetlimy. rzuca obraz na płytę szklaną lub film. zwykle brom ku srebra.21) wydaje się bardzo jasna.rys. należy domieszać do soli srebrowych pewne substancje. S kutkiem naświetlenia roz­ poczyna się rozkład chemiczny soli srebrowej. Proces ten zostaje doprowadzony do końca przez „wywoływanie“ kliszy za pom ocą roztworu redukującego. Zieleń drzew i łąk (porów n. Sole srebrowe są wrażliwe przede w szystkim na działanie promieni niebieskich. Ażeby zatem otrzym ać „ortochrom atyczne“2 p ły ty lub filmy. Podczas wywoły­ wania bromek srebra zostaje najbardziej zaczerniony w miejscach najsilniej zaatakow anych przez światło. na których m ożna fotografować naw et w ciemności (naturalnie ciemności tylko dla oka ludzkiego). W ten sposób o trzym ujem y negatyw . Umożliwiło to wyrób na szeroką skalę płyt i filmów. o trz y m am y odbitkę — pozytyw . k tó re są jed n a k o w o w rażliw e n a w sz y stk ie b a rw y . ro zp u sz cz a ją ­ ceg o n iero zło żo n ą só l sreb row ą (n p . za p o m o cą tio sia r c z a n u so d o ­ w eg o ). oglądanych bezpośred­ nio gołym okiem. 2 O r to ch ro m a ty czn y m i n a z y w a m y p ły t y fo to g ra ficz n e .

a p a ra t. że każde wrażenie świetlne. zielonych i niebieskich. lub też rzucam y na ekran. trw a przez pewien czas — około 1/7 sekundy. potrzebne na wykonanie jednego zdjęcia i na jed n o ­ razowe przesunięcie taśm y pomiędzy dwoma kolejnymi zdjęciami. właśnie poza tymi zielonymi ziarnami. które podczas zdjęcia rozkładają padające promienie na barw y zasadnicze. następujących po sobie bardzo szybko. o prze­ kroju około V100 milim etra. gdyż do świadomości jego nie d o trą przerwy między kolej­ nymi zdjęciami. i następnie prze­ suniemy tę serię zdjęć z tą sam ą mniej więcej szybkością przed widzem. nadającą się do praktycznego zastosowania. postać. Ideę kinem atografu dał E d i s o n . L u m i è r e w 1895 r. odebrane przez oko. Za pom ocą odpo­ wiednich działań chemicznych można osiągnąć przezroczy­ stość filmu w naświetlonych miejscach. to otrzym a on wrażenie rzeczywistego ruchu. że obraz składa się z drob­ niutkich plam ek czerwonych. W dzisiejszych „filmach b a rw n y c h “ przed w arstew ką świa­ tłoczułą znajduje się w arstw a gęsto rozsianych. na które w obrazie padły zielone miejsca fotografowanego przedm iotu. są sobie równe. stąd czas naświetlania każdego . Jeżeli sfotografujem y zatem przebieg jakiegoś ruchu w szeregu zdjęć migawkowych. i L. robi 24 zdjęcia na sekundę. W ten sposób goto­ wy obraz wykazuje właściwe zabarwienie. wypracowali bracia A. co 7 2 0 sekundy. źe można otrzym ać wszystkie barw y z połączeń trzech barw zasadniczych: niebieskiej. Z fotografii momentalnej rozwinęła się kinem atografia. Okresy czasu. Dzięki umowie międzynarodowej znormalizowano na całym świecie form at filmu i tem po zdjęć. np. poruszany m otorkiem elektrycz­ nym . Jednakże przy dokładniej­ szym obejrzeniu można poznać. zielonej i czerwonej. Obrazki m ają wysokość 19 m m. sty k a ją ­ cych się ze sobą drobniutkich barw nych ziarenek. k tóra opiera się na fakcie.50 Z asad y fizy k i Fotografia barwna opiera się zwykle na wyzyskaniu faktu. a więc taśm a filmowa przesuwa się z prędkością 456 mm na sekundę. gdy oglądam y go. np.

Rys. Zwykła fotografia krajobrazu (u góry) i te n sam krajobraz w świetle podczer- wonym (u dołu) w edług Angcrera. 4* . 21.

z b y t wolno. Zastosowanie różnych sztuczek umożliwiło wprowadzenie znacznych uproszczeń do przebiegu zdjęć. p otrafim y dzisiaj robić niezależnie od siebie zdjęcia bliższego i dalszego tła. S tarania techniki filmowej. czy też na m inutę. w ykonać 1000 zdjęć na sekundę lub jedno na sekundę. Jeżeli z a trzy m a m y zwykłe tem po w y­ świetlania. dzięki czemu stały się zbyteczne podróże aktorów do oddalonych krajów. Za pomocą przyrządów specjalnej budow y m ożna uzy­ skać tempo zdjęć. Od 1930 r. zostały również uwieńczone dość dobry­ mi wynikami. poszczególne ruchy sportowców lub lot owadów. m ożna np. . ab y mógł je śledzić zwykły obserwator. które. d a tu ją się początki filmu barwnego. lub też. W ten sposób zostaje umożliwione badanie i uwi­ docznienie procesów. zmierzające do powiększenia czułości filmów na światło. T a k np. umieszczane przed obiektywem . jak np.52 Z asad y fiz y k i zdjęcia wynosi 1/ia sekundy. ja k rośnięcie roślin czy kryształów. należy stosować obiektyw y o dużej rozwartości i używać bardzo silnych źródeł światła. Celem otrzym ania zdjęć ortochrom atycznych stosujem y filtry barwne. przebiegają z b y t prędko. o trz y m am y „lupę czasową“ lub też „porywacza czasu“. ostatnio zaś — aby uniknąć s tr a t światła — wprowadza się barwne źródła światła w odpowiednim zestawieniu. różniące się od zwykłego. pierwsze pró b y pozwalają liczyć na dalsze dobre wyniki. Aby otrzym ać dobre zdjęcia w ciągu ta k krótkiego czasu.

dwa ciała zaś w stanach przeciwnych p rzy ­ ciągają się. Około roku 1600 G i l b e r t wykrył. elektrycz­ ność narzuca cywilizacji współczesnej charakterystyczne piętno. znajdujących się w ich najbliższym sąsiedztwie. niż wiedza o innych zjawiskach fizycznych. telegrafu i telefonu. J u ż w siódmym stuleciu przed Chrystusem było. Nie bez słuszności nazwano wiek nasz wiekiem elektryczności. iż dwa ciała. wiadomo. do k tórych przede wszystkim zaliczany był bursztyn. iż zdolność tego ta k zwanego elektryzowania się1 przez pocieranie nie jest wyłącznym przywilejem pewnych w ybranych ciał. że istnieją dwa wręcz przeciwne s ta n y elektryczne. ta k . D ufay u s ta ­ lił. jak się w ydaje.o d p y c h a ją się wzajemnie. nabierają przez pocieranie szczególnej wła­ sności przyciągania drobnych przedm iotów.C Z Ę S C D R U G A E L E K T R Y C Z N O S C X V II D W O IS T Y C H A R A K T E R E L E K T R Y C Z N O Ś C I Dzięki rozpowszechnieniu się radia i kina. Najprostsze obserwacje zjawisk elektrycznych sięgają bez w ątpienia jeszcze dalekiej starożytności. lecz że m a m y tu ta j do czynienia z po­ wszechną własnością wszystkich ciał. Jednakże wiadomości nasze o zjawiskach elektrycznych d a tu ją się z czasów znacznie późniejszych. Dopiero w X I X wieku rozpoczął się właściwie rozwój nauki o elektryczności. . 1 E lek tro n je s t greck ą n a zw ą b u rszty n u . znajdujące s ię w ty m s a m y m s ta n ie . W roku 1733 D u f a y w y k ry łd w o isty c h a ra k te r elektrycz­ ności. oświetlenia i m aszyn elektrycznych. stanow iący podstawową jej właściwość. iż pewne ciała.

Coulomb wykrył nadto dalej. gdy. drugiemu — ujem nej. pierwszą zaś zależnością liczbową. niż należało by sobie życzyć z p u n k tu widzenia fizyki dzisiejszej. elektryzujące się przeciwnie przez pocieranie. W ty m stanie wiedzy. gdy odległość zostanie podwojona. z którym i m ożna byłoby związać określone dane liczbowe. wprost przeciwnie. Coulomb wykrył. Wobec tego łatwo już było uczynić krok następny. przyjęcie za d odatnią elektryczności szklanej. a drugiej — żywica. nienaładow aną kulą. na u k a o elektryczności musiała przede w szystkim uzyskać możność mierzenia wielkości elektrycznych. siła maleje czterokrotnie. znak do­ d a tn i nadano elektryczności szklanej. w ystępująca pomiędzy dwom a naelektryzow anym i ciałami. z ja k ą działają na siebie dwa ciała naelektryzow ane (w jego doświadczeniach dwie kule metalowe). jako prawo Coulomba. jest w prost . było pojęcie ilości elektryczności. potrojona itd. było prawo C o u l o m b a . iż siła ta spada do po­ łowy. odbieram y jednej z kul połowę jej naboju przez zetknięcie z identyczną trze­ cią. Ponieważ głównym przed­ stawicielem jednej grupy było szkło. Pierwszym takim poję­ ciem.. w następującej formie: siła przyciągania czy odpychania. jakie powstało w nauce o elektryczności.54 Z asad y fizyk i Nie trudno było wyróżnić dwie grupy ciał. jaki po­ siadali fizycy w X V I I I . dotyczącą zjawisk elektrycznych. iż siła. czy też żywicznej wydawało się rzeczą całkowicie dowolną. czy to przyciągając się. A byrozw inąć się znauki czysto opisow ejw naukę ścisłą. a naw et jeszcze w połowie X I X wieku. a mianowicie nadać jednem u rodzajowi nazwę elektryczności dodatniej. nie zmieniając odległości. niestety. jest odwrotnie proporcjonalna do k w a d ra tu odle­ głości między nimi. czy też o dpy­ chając. W ybór wypadł. więc przeciwstawiono sobie dwa rodzaje elektryczności: elektryczność szklaną i elektryczność żywiczną. musiała więc dążyć do wytworzenia takich pojęć. dziewięcio- krotnie itd. k tó rą zwykle wypowiada się. W 1785 r. W ten sposób Coulomb ustalił zależność.

jednostka dynam iczna. nadająca masie jednego grama przyśpiesze­ nie jednostkowe. że naboje. stąd dyna stanowi jed n ą 981-szą część ciężaru jednego gram a. Aby wyjaśnić Łę sprawę dokładniej. z n ajdujący się w odle­ głości jednego c e n tym etra. podzielonego przez k w a d ra t odległości. obieram y za jednostkę ilości elektryczności taki nabój. k tó rą nazwano dyną. Ażeby wytworzyć sobie przybliżone pojęcie o wielkości tej jednostki. Mechanika Łechniczna przyjm uje za jednostkę siły ciężar jednego kilograma. A więc ciężar jednego gram a nadaje masie jednego gram a przyśpieszenie równe 981 jednostkom . prędkość swobodnego spadku wynosi w końcu pierwszej sekundy 981 cm na sekundę. J a k o trzecie wielkie odkrycie X V IIIstu lec ia w d z ie d z in ie elektryczności dołączyło się do odkryć D ufay’a i Coulomba odkrycie Y o l t y . jest siła. nadm ienim y. które wyraża siłę jako iloczyn m asy przez przyśpieszenie. „elektryzując“ je za pomocą potartej laseczki szklanej. jest to tak zwana statyczna jednostka siły. leżą pomiędzy jedną a dziesięcioma jednostkam i elektrostatycznym i. czyli równa się ciężarowi 1. m usim y przedsięwziąć m ałą wycieczkę w dzie­ dzinę mechaniki. Prawo Coulomba w ty m ujęciu daje nam bezpośrednio możność określenia jednostki naboju i uzyskania w Len sposób m iary ilości elekLryczności. za jednostkę przyśpieszenia p rzyjm ujem y zaś z kolei takie przyśpieszenie. Inna n ato m iast jednostka siły. Opierając się na prawie Coulomba. Je d n o stk ą dynam iczną siły. Nabój taki nazyw am y jednostką elektrostatyczną naboju lub też po prostu jednostką elektro­ statyczną. Badania tego uczonego zostały spowodo- . D w oisty charakter elektryczności 55 proporcjonalna do iloczynu ich nabojów. jakie możemy nadać m ałym kulkom m etalow ym . w ynika ze znanego newtonowskiego praw a ruchu. J a k wykazuje doświadczenie.02 miligrama. k tó ry działa z siłą równą jednej dynie na rów ny sobie nabój. którem u odpowiada wzrost prędkości o jeden c e n ty m etr na sekundę w ciągu jednej sekundy.

A b y zb a d a ć. w któ ry m zanurzano dwie płytki: cynkow ą i miedzianą.. w k tó ry m płynie elektryczność do­ 1 G a lv a n i w y k r y ł w 1790 r. p ołą czo n e ze sob ą za p o śred n ictw em w ilg o tn e g o p rzew o d n ik a (w ty m w y p a d k u p op rzez w ilg o tn e ud k o ża b ie) e le k tr y z u ją się o d w ro tn ie. g d y ze zn a jd u ją cej się w p ob liżu m a sz y n y ele k tr y c z n e j tr y sk a ły isk ry . g d y ud k o żab ie p r z y w ią zy w a n o do żela zn ej p o ręczy h a c z y k ie m m ie d z ia n y m . Volta wykazał. w drucie ty m powstawał stały prąd elektryczny. O k azało się. D op iero V o lta rozp o zn a ł. Stos ten składał się z szeregu płytek na przem ian cynkowych i miedzianych. 2 Por. p olega on a na ty m . do wynalezienia stosu Volty.2 mogą być również w ytw arzane trwale przy użyciu stosu tego rodzaju. że zaw sze p o w sta w a ły d rg a n ia . nader skomplikowane. Prostszą postać stosu stanowiło naczynie Volty. Było ono napełnione roz­ cieńczonym kwasem. gdy łączono więc obie płytki przewodzą­ cym prąd drutem . 21. c z y burza w y w ier a rów n ież w p ły w na to zja w isk o . które pow stają przejściowo w związku np. że św ieżo sp rep a ro w a n e ud k o ż a b ie d rgało. W ten sp osób G a lvan i p rzek on ał się o e le k tr y c z n y m ch a ra k terze o b serw o w a n eg o przez sieb ie zja w isk a . Skoro ju ż ra z wyróżniono elektryczność do d a tn ią i ujem ­ ną. stw ie r d z ił on też d a lej. obserwacje fizjologiczne G a l v a n i e g o 1 i doprowadziły go w 1799 r.56 Z asad y fizy k i wane przez osobliwe. z chwilowym prądem w yłado­ wania butelki lejdejskiej. należało w dalszej konsekwencji obrać za kierunek przepływu p rąd u ten. oddzielo­ nych od siebie zwilżonymi kaw ałkam i filcu. g d y u d k o sty k a n o z że la z n ą poręczą. że d rgan ia s ta w a ły się m o c n iejsze . ja k a b y ła g łó w n a p r z y cz y n a op isa n eg o w yżej zło żo n eg o zja w isk a . rozdz. . Pierwsza z nich ładowała się ujemnie. W ten sp o só b V o lta o d d zielił b a d a n ia n ad e le k tr y c z ­ n o ścią w m eta la ch od z a g m a tw a n y c h stu d ió w n ad e le k try c zn o śc ią zw ierzęcą. druga dodatnio. je d n a k że d rgania te s ta w a ły się sz c z eg ó ln ie siln e w te d y . że na końcówkach stosu zjaw iają się zawsze naboje znaków przeciwnych i że wszystkie te zjawiska. iż d w a m e ta le . G a lv a n i u w ią za ł u d k o ż a b ie ż e la z n y m dru ­ cik iem do rów n ież żela zn e j p o r ęc z y sw eg o b a lk o n u . g d y d o ty k a ł on k o ń cem n o ża do n erw ów .

od k ry ­ ciem elektrom agnetyzm u przez O e r s t e d a . j a k ­ kolwiek były bardzo doniosłe same w sobie. iż p rąd elektryczny odchyla igiełkę m agnetyczną. k tó ry przy jm u ­ jem y za kierunek prąd u . iż istnieją dwa przeciwne sobie rodzaje . dzięki którem u n a ­ dano znak dodatni elektryczności szklanej. J u ż w starożytności wiedziano. k tó ry rozpoczął się w 1820 r. Znajomość podstaw owych m agnetycznych własności ciał sięga zapewne tego samego mniej więcej okresu. Mamy zatem dzisiaj wszelkie po­ wody do ubolewania nad przypadkiem . E lek tro m a g n ety zm i p o ję c ie n a tę ż e n ia prądu 57 datnia. U schyłku średniowiecza znalazł zastosowa­ nie w Europie zachodniej kom pas. znany Chińczykom już na tysiąc la t przed Chrystusem . stanowiły je d n a k zaledwie wstęp do wspaniałego rozwoju nauki 0 elektryczności. co i pierw­ sze najprostsze doświadczenia elektryczne. a więc w prost przeciwny te m u . jednakże jeszcze za czasów Oersteda n a u k a o m agnetyzm ie nie wyszła poza pierwsze początki.w k tó r y m przepływa elektryczność ujem na. Średniowiecze znało już z atem zjawisko m agnetyzm u ziemskiego. Dzisiaj wiemy (jak zostanie szcze­ gółowo uzasadnione dalej). przewodzących p rąd elektryczny. otrzym yw anej przez tarcie. dotyczące elektryczności. X V III ELEKTROMAGNETYZM I P O J Ę C I E N A T Ę Ż E N IA P R Ą D U Odkrycie Volty oraz zdobyte w X V I I I wieku fakty. jak również wia­ dome już było. przenoszone są w rzeczywistości naboje ujemne. Oersted ustalił. iż n a ­ turalna m agnetyczna ruda żelazna przyciąga lekkie k a ­ wałki żelaza. iż w drutach. a nie żywicznej. Isto tn y kierunek ruchu nabojów elektrycznych w d ru ta c h jestw ięc w pro stp rz e ciw n y te m u . i wykrył w ten sposób związek pomiędzy dwiema tak tajemniczym i jeszcze za jego czasów siłami przyrody — elektrycznością 1 m agnetyzm em .

analogii. znajdującą sięwodległości jednego centym etra. ja k mówią inaczej. nazyw am y biegun wska­ zujący na północ — dodatnim . J a k wskazuje doświad­ czenie. służących do zabaw y dzieciom. na południe — ujem nym . części jego zawsze stanowić będą całkowite m a ­ gnesy dwubiegunowe. zwane biegunami północnym i południowym. według którego działają na siebie dwa ciała. iż można mówić o jednym ogólnym prawie Coulomba.58 Z asad y fizy k i magnetyzmu i że każde ciało m agnetyczne posiada dwa bieguny przeciwnego rodzaju. każdy magnes posiada dwa bieguny i gdy posuniemy podział magnesu dowolnie daleko. masa m agnetyczna każdego z bie­ gunów może wynosić do kilku setek takich jednostek. k tó rą można przyrów nać do iloczynu zaw artych w nich ilości m agnetyzm u. lecz nie możem y n a ­ dać jednem u ciału m agnetyzm u wyłącznie jednego rodzaju. sto­ suje się również do dwóch biegunów m agnetycznych. Coulomb stwierdził. iż to samo prawo. podzielo­ nego przez kw a d ra t ich odległości. naładow ane elektrycznie. każdy magnes zawiera jednakow e ilości d o d a t­ niego i ujemnego m agnetyzm u. W znanych polakierowanych na czerwono m agnesach w kształcie podkowy. k tóra na równą sobie ilość. Za jednostkę ilości m a­ gnetyzm u lub też. północnego czy też południowego. K ażdem u ciału nadać możemy nabój elektryczny wyłącznie dodatni lub też wyłącznie ujem ny. Pomimo analogii pomiędzy praw am i oddziaływań wza­ jem nych m as m agnetycznych oraz nabojów elektrycznych. sięgającej tak daleko. Dwa bieguny m agnetyczne działają zatem na siebie z siłą p rzy­ ciągającą lub odpychającą. Odkrycie Oersteda pozwoliło określić jednostkę natężenia p rądu elektrycznego przez m agnetyczne działanie prąd u ? . Stosując związane ze zjawiskami m agnetyzm u ziemskiego czysto konwencjonalneoznaczenia. istnieje jednakże zasadnicza różnica pomiędzy stanam i elektrycznym i a m agnetycznym i. działa z siłą równą jednej dynie. m asy m agnetycznej przy jm u je m y tę ilość m agnetyzm u.

p isz e m y go. jak w y ż e j. ja k o n a tę ż e ­ nie prądu. drucik miedziany. sięga 100 A. Prąd. każdy zwój działa jak samo­ dzielny obwód. ile jednostek elektrostatycznych naboju przechodzi wciągu 1 W y stę p o w a n ie lic z b y '2n w y n ik a z p o d sta w o w e g o p raw a d zia ­ ła ń ele k tr o m a g n e ty c z n y c h . Działania m agnetyczne. porów naj rozdz. 5 6 . nawinięty w postaci bardzo licznych zwojów na stosowną ram kę. nazyw am y elektrom a­ gnetyczną jed n o stk ą natężenia prądu. przepływ ający przez nowoczesne lam py żarowe ma natężenie około y2 A. Jednostkę. C h od zi w ięc o k o ło o o b w o d zie 4 n z cm {7i = 3 . pędzący tram w aje miejskie. k tó r y w cią g u jed n ej se k u n d y w y d z iela 1.1180 m lgr srebra. 2 A m p er byw a o k reśla n y rów n ież e le k tr o lity c z n ie . najważniejszych przyrządów mier­ niczych w dziedzinie prądów. stanow ią zasadę. znajdujący się w środku koła. wywołane przez p rąd elek­ tryczny. Ponieważ p rąd elektryczny rozpatrujem y jako przepływ elektryczności. galwanomelrów. E lek tro m a g n ety zm i p o jęcie n a tę ż en ia prądu 59 Za jednostkę natężenia uważać będziemy natężenie takiego prądu. zg o d n ie z b rzm ien iem p olsk im . wysoce interesujące staje się zagadnienie. . na której oparto konstrukcję tzw.1 4 1 5 9 ). któ ry w dwudziestych latach X I X stulecia położył wielkie za­ sługi w dziedzinie badań prądów elektrycznych. działa z siłą jednej d y n y 1 na jednostkow y biegun. w od różn ien iu od n a zw isk a u czo n eg o fran ­ cu sk ieg o — A m père. W przyrządach tych prąd m ierzony przepływa przez cienki. J e ż e li u ż y w a m y w y ra zu a m p er dla ozn a czen ia n a tężen ia prądu. Zakres wskazań odpowiednio zbudow a­ nych galw anom etrów różnych typów rozciąga się od t y ­ sięcy am perów do bilionowych części ampera. płynąc przez przewodnik w kształcie koła o promieniu centym etrów . który. Ciało ludzkie może już odczuwać p rądy o n a ­ tężeniu zaledwie kilku MA. stosowana zwykle w elektro­ technice. określoną w ten sposób. starannie izolowany. jednostka.2 Tysiączna część am pera (A) została nazw ana miliamperem (MA). prąd. nazw ana ta k na cześć francuskiego fizyka. Dziesiątą jej część stanowi amper.

60 Z a sa d y fizy k i jednej sekundy przez dowolny przekrój przewodnika. W e b e r i K o h l r a u s c h znaleźli mianowicie. . Weberowi i Kohlrauschowi. jako jedna dziesiąta elektrom agnetycznej jed ­ nostki natężenia prądu. P o m ia ry te z o ­ s ta ły p o w tó rzo n e p óźn iej w e d łu g p o m y słu W eb era i K o h lra u sch a przez szereg b a d a czy p rzy z a sto so w a n iu c ią g ły c h u lep szeń .9 9 7 1 0 . do­ prowadziła ona do wyniku w prost sensacyjnego. p rz e n o szo n y ch w ciągu se k u n d y przez prąd o n a tężen iu je d n o s tk o w y m . przenoszoną w ciągu jednej sekundy przez prąd o natężeniu jednego am pera. Ponieważ arnper został zde­ finiowany. w a r to ść 2 . kulomb. nie zo sta ło tu u w zg lęd n io n e. w którym płynie prąd o natężeniu.1010 cm /sek .9 9 7 9 6 . iż p rąd o natężeniu jednostkow ym przenosi w ciągu sekundy liczbę jednostek elektrostatycznych naboju. Z n aleźli oni. 1010 c m /se k . je s t rów n a 3. a prędkość światła wynosi 3 . W elektrotechnice za jednostkę p rak ty c zn ą ilości elek­ tryczności przyjm ujem y ilość elektryczności.2 1 W eb er i K o h lra u sch m ierzy li p rzed e w sz y stk im c a łk o w itą ilo ść e lek try czn o ści. jest to tzw. za w a rtej w p ew n ej b u te lc e lejd ejsk iej. J a k o n a jd o k ła d n iejszą d o ty c h c z a s w a r to ść o tr z y m a n o z ty c h p o m ia ró w — 2 . 1010. 10® jednostkom elektrostatycznym .1 W ten sposób W eber i Kohlrausch po raz pierwszy wykryli ścisły związek pomiędzy elektrycznością i światłem i po raz pierwszy przeczuli identyczność istoty obu tych sił przyrody. więc kulom b odpowiada 3 . n a ­ stę p n ie ro zła d o w y w a li t ę b u te lk ę i p rz ep u szcza li prąd w y ła d o w a n ia przez g a lw a n o m etr.0 0 0 0 0 . Odpowiedź na to pytanie udało się zdobyć dopiero w 1856 r. iż liczb a je d n o ste k e le k tr o sta ­ ty c z n y c h n a b o ju . z którego nadzwyczajnej doniosłości ówcześni fizycy nie zdawali sobie jeszcze całkowicie sprawy. 2 N iezn a czn e o d ch y le n ie w a r to śc i p ręd k o ści św ia tła od za o k rą g ­ lonej lic z b y 3 . 1010 cm /sek .. równą wartości pręd­ kości świalła.1 . 1010 cm na sekundę. n a jd o k ła d n iejsz e za ś p o m ia ry o p ty c z n e p ręd k ości św ia tła d a ły . wyrażonej w c e n tym etrach na sekundę. Z god n ość tę m u sim y w g ra n ica ch b łęd u u zn a ć za z u p ełn ą . ja k w id z ie liś m y w y ż e j. wynoszącym jednostkę elektrom agnetyczną.

przez fizyka amerykańskiego R o w l a n d a . że kierunek odchylenia zmienia się wraz ze zmianą kierunku obrotu tarczy lub ze zm ianą znaku naboju. W nauce o elektryczności poję­ ciem. Możemy powziąć przybli­ . że ciało. X IX N A PIĘ C IE E LE K TR Y C Z N E Pojęcie ilości woltów jest bardziej naw et znane każdemu laikowi z codziennego życia dzisiejszego. ja k różnica poziomów dla p rądu wody. jest napięcie. podobne do działań prądu. naładow anych elektrycznie. bowiem różnica potencjałów t a k samo jest przyczyną pow staw ania p rąd u elektrycznego. J e s t rzeczą ja ­ sną. j a k ą posiada prąd wody. W ydaje się zatem. Przypuszczenie to zostało rzeczy­ wiście potwierdzone w 1876 r. analogicznym do różnicy poziomów. lecz również i od różnicy poziomów. lecz ustalił również. W praw iał on w szybki o b ró t naładow aną elektrycznie tarczę i nie tylko mógł wywołać w ten sposób odchylenie znajdującej się w pobliżu igły m agnetycznej. Ilością woltów m ierzym y napięcie elektrycz­ ne. naładowane elektrycznie i poruszające się dostatecznie prędko. czyli różnica potencjałów. o ile chodzi o dzia­ łania m agnetyczne. polegającymi na mechanicznym przesuwaniu ciał. N a p ię c ie ele k tr y cz n e 61 Utożsamienie p rądu elektrycznego z przenoszeniem n a ­ bojów elektrycznych nasunęło myśl. zwana też czasami silą elektro­ m otoryczną. że zdolność w ykonania pewnej pracy. które posiada podobne znaczenie dla prądu elektrycz­ nego. zależy nie tylko od ilości wody. przepływającej w ciągu sekundy. przepływającego przez przewodzący d ru t. że. wywoła działania. nie m a żadnej różnicy pomiędzy p r ą ­ dami przewodzonymi i ta k zwanymi prądam i konwekcyj­ nym i. ja k różnica poziomów jest przyczyną p rądu wodnego. ja k ą prze­ bywa woda na swej drodze. Je d n o stk ą n a ­ pięcia elektrycznego jest wolt. aniżeli pojęcie n a ­ tężenia prąd u .

Praca. spływając z góry. możem y określić jednostkę napięcia tak. W podobny sposób zostaje w ykonana praca. jest równa iloczynowi ilości woltów przez ilość amperów. że nowoczesne lam py żarowe zużywają przeciętnie od 10 do 100 w attów .0187 w olta. czy też z uzyskaniem pewnej pracy. iż n a p ięcie n orm aln ego ogn iw a k a d m o w eg o p r zy jm u je się za rów n e 1. ogólnie zapewne znanych. . iż podniesienie każdego ciężkiego ciała na określoną wysokość w ym aga zu­ życia pewnej pracy i że odwrotnie. 20. aby ilość elektryczności. jednakże. równa elektrostatycznej jed ­ nostce naboju. gdy 10. w ykonana przez p rąd o mocy jednego w a tta w ciągu 1000 godzin. np. ze względu na jej wagę. musimy ją omówić choć w kilku wier­ szach. Trzechsetna część takiej jednostki napięcia została nazwana wollem. ta k ą sam ą ilość pracy „uzyskujem y“ . została nazw ana wolt-am perem lub też częściej walłem. w ykonyw ała pracę jednego erga. przebyw ając różnicę potencjałów jednego wolta. gdy ciało to spada z tej wysokości. na cześć wynalazcy m aszyny parowej. k tó rą wykonyw a na sekundę prąd o natężeniu jednego am pera. rozdz.62 Z asad y fiz y k i żone wyobrażenie o wielkości wolta. Dla przykładu zaznaczy­ my.2 Praca. faktach: zwykłe bateryjki kieszonkowe w ytw arzają napięcie około 1 %wolta. 2 In n e (u sta w o w o p rzy jęte) ok reślen ie w o lta p o leg a n a ty m . gdy elektryczność prze­ pływa pomiędzy dwoma p u n k ta m i o różnych potencjałach. opierając się na dwu następujących. jest jed- 1 P o jęcie erga z n a jd z ie m y w ro zd ziale 7. Kierując się analogią.1 przeby­ wając napięcie jednostkowe. opada o 40 metrów. Każda zmiana poziomu ciężkiego ciała związana jest ze zużyciem. ta k zwana kilowallgodzina (KWG). mniej więcej pół w a tta na świecę. elektryczne zaś linie oświetleniowe z n a jd u ją się pod napię­ ciem 110 lub też 220 woltów. Ogólnie praca p rądu na sekundę — czyli tak zwana sprawność albo moc p r ą d u —-w y raż o n a w w a tta c h .000 ton wody. P rzypom nijm y przede wszystkim. por. Ścisła definicja wolta jest nieco trudna.

ja k to stwierdził w r. Opór właściwy rtęci wynosi około jedności. XX O PÓ R E L E K T R Y C Z N Y Gdy połączymy ze sobą przewodnikiem bieguny źródła p rądu o określonym napięciu. charakteryzującą elektryczne własności przew odnika. Stąd iloraz napięcia przez natężenie prądu jest pewną wielkością mierzalną.1 Q. gdyż musi płacić za nią około 50 groszy. a następnie z astąpim y to źródło innym o napięciu podwójnym . Opór przewodnika liniowego jest w prost proporcjonalny do jego długości. w k tó ry m napięcie (siła elektro­ m otoryczna) jednego wolta w ytw arza prąd jednego am pera. że słup rtęci o długości jednego m etra i przekroju jednego milimetra kwadratow ego2 posiada opór około 1 N a le ż y zw rócić u w agę na to. Opór elektryczny 63 no stk ą pracy1 dobrze znaną z życia codziennego. natężenie p rądu w określonym przewodniku jest proporcjonalne do napięcia. sp ra w n o ść o zn a cza p racę na je d n o s tk ę czasu . o d c h y le n ie tak iej je d n o stk i od je d n eg o om a w y n o si za led w ie kilka p ro cen tó w . 2 D aw n iej opór tak iej nici rtęcio w ej sto so w a n o rów n ież ja k o je d n o stk ę . kto korzysta z oświe­ tlenia elektrycznego. 1827 O h m . jed ­ nostką techniczną oporu jest „ O h m “ — . to znaczy.in a sta n o w i je d n o s tk ę p racy. odwrotnie — do przekroju. Iloraz ten nazwano oporem. . iż w a tt je s t jed n o stk ą sp ra w n o ści n a to m ia st w a ttg o d z in a lu b ty sią c k r o tn ie w ięk sza k ilo w a ttg o d /. Ogólnie biorąc. zwa­ nego od jego nazwiska praw em Ohma. natężenie p rądu jest dwa razy większe w drugim w ypadku. is to tn ie . której znaczenie uprzytam nia sobie każdy. niż w pierwszym. k tó ry spostrzeżenia swe wypowiedział w postaci prawa. Opór d ru tu metalowego o długości 1 m etra i przekroju jednego mili­ m etra kwadratow ego nazyw am y oporem właściwym danego m etalu. a mianowicie opór takiego przewodnika.

od tem p e ra tu ry . W tem p e ra tu ra c h szczególnie niskich. Do stopów ty ch należy konslanlan (60% miedzi.017).016) i miedzi (0. n a w e t s to p y m e ta li. u pewnych określonych metali. w ykryte przez K a m e r l i n g h O n n e s a w 1911 r. wówczas po usunięciu źródła p rąd ten krąży nadal w pierścieniu w ciągu długich godzin bez żadnego dostrzegalnego osłabienia. gdy w pierścieniu ołowianym. K ażdy z metali. jest powszechnie używ ana na przewody. 3 N iek tó re s to p y w y k a z u ją ró w n ież zja w isk o n a d p rze w o d n ic tw a . 12% m anganu). Szczególnie m ały jest opór wła­ ściwy srebra (0. można wyzyskać do n a d ­ zwyczaj dokładnych pom iarów te m p e ra tu ry . Opór właściwy zmienia się z lempcralurą. Opór właściwy slopów znacznie mniej zależy od tem p e ra ­ tu ry . całkowicie swój opór w pewnej ściśle określonej.2 W a rto tu nadm ie- 1 S k u tk ie m te g o tem p era tu ra p ierścien ia o ło w ia n e g o je s t sta le u tr z y m y w a n a na p o zio m ie ok o ło 4° p o w y żej zera b e zw z g lęd n e g o . ołów. szczególnie p r a ­ widłową w w ypadku platy n y . rtęć. których opór właściwy nie zależy. występuje osobliwe zjawisko nadprzewodnictwa. Dzięki planow ym próbom udało się wytw orzyć stopy.96 Q). Zależność tę. skutkiem tego miedź. około — 269° C (a więc zaledwie o 4 stopnie powyżej zera bezwzględnego). traci. . dochodzące zaledwie do jednej s tu ­ tysięcznej stopnia. Za pomocą elektrycznych term om etrów oporowych m ożna mierzyć różnice tem peratur. jako m etal stosunkowo tani. T ak np. ja k np. 4 0 % niklu) i m anganina (84% miedzi. praktycznie biorąc. za­ nurzonym do ciekłego helu. 4 % niklu. cynk. k tóre sam e przez się n ie u ja w n iły n a d p rzew o d n ictw a .1 w ytw orzym y p rąd przez chwi­ lowe przyłożenie źródła prądu. a mianowicie zwiększa się z jej wzrostem. pośród n ich . praktycznie biorąc.64 Z a sa d y fizy k i 1 Q (dokładniej 0. zgoła n ieo cz e k iw a n ie . posiadających tę dziwną właściwość. bardzo niskiej tem peraturze. charakterystycznej dla danego m etalu.

Obszar mierniczy takich przyrządów sięga do dziesiątków tysięcy omów. czyli t a k zwaną elektrodą dodatnią. 22. Opór elektryczny 65 nić jeszcze o osobliwej własności selenu. służą do tego tak zwane pudelka opo­ rowe. Przez a k u m u la to r musi być uprzednio przepuszczony p rąd z zew­ ną trz . przesyconą roztw orem salm iaku. na drugiej zaś 1 Por. włączonych jeden po drugim. Zasady fizyki 5 . gdy n a to m ia s t elektrodę ujem ną tw orzy n a ­ czynie cynkowe ogniwa suchego. Gdy w obwodzie p rąd u znajduje się kilka oporów. Najw ażniejszym dzisiaj ogniwem galwanicznym jest aku ­ mulator. rozdz. można je d n a k mierzyć opory. grających ważną rolę. Za pomocą specjalnych urządzeń. złożone z całkowitych wielokrotności 100. jest węgiel. J e d n a z p ły te k po­ kryw a się przy ty m dw utlenkiem ołowiu. którego opór właściwy obniża się znacznie pod wpływem naświetlenia. (Porównaj rys. V10 i 1/100 oma. zostaje on wówczas „naładow any“ skutkiem zacho­ dzących w nim zmian chemicznych. zawierające kom plety wzorców. dochodzące do biliona omów. mianowicie dwie równoległe kreski różnej długości. lub reostaty. to na. Składa się on z dwóch płytek ołowianych. 1. 39. gdy włączymy ich kilka do obwodu lub też gdy źródła te złączymy w baterię. zanu­ rzonych w czystym kwasie siarkowym . 10.pry¿ u2¿h°™ $ turalnie sum ują się one. p ły tk ą dodatnią. oraz na opór — linia zazębiona. gdy b a d a m y izolatory. Podobnie sum ują się siły elektrom otoryczne źródeł prądu.1 Pom iar oporów polega zwykle na ich porównaniu z opo­ ram i norm alnym i. na k tó ry m są również widoczne powszechnie przyjęte symbole rysunkowe na źródło prądu. a k u m u la to r nie daje je d n a k jeszcze w ty m stanie żadnego prądu.) Stosowane dzisiaj często w praktyce ogniwa suche za­ wierają pewną masę. a w większości w ypadków również i różnej gru­ bości.

A kum u­ lator. stosując odpowiednie izolacje. napięcie miejskiej linii oświetleniowej. n a p ię d a is c h e m a i). według którego iloczyn n a ­ tężenia p rądu przez opór równa się sile elektrom otorycznej. Niech A i B będą dwoma dowolnymi p u n k ta m i obwodu. w ykazuje napięcie 2 wol­ tów. 23). zużywający prąd. m ożna z pomocą takich bateryj otrzym ać wysokie napięcia. można go na nowo naładować. Gdy a k u m u ­ lator wyczerpie się. Praw o Ohma. w y w o ła n y c h przez prąd p ie r w o tn y . używany jako źródło prądu. W w y padku rozgałęzienia prądu. W ynika stąd możliwość podziału napięcia. wówczas ilo­ czyn natężenia prądu. odgałęźmy następnie z p u n k tó w F i Ii obwód boczny. Można również zestawiać ak u m u la ­ to ry w baterie. k tó ry odwrotnie może redukować dwu­ tlenek ołowiu na ołów metaliczny. Przesuwając dowolnie ruchom y k o n ta k t H.1 A ku­ m ulator może dostarczać przez wiele godzin p rąd u o kierunku odw rotnym do p rąd u ładującego.000 woltów. p o n iew a ż d op iero u p rzed n ie p rzep u szczen ie p ew n eg o p rąd u p ie rw o tn eg o u m o żliw ia p ó źn iejsze czerp a n ie prądu z o g n iw a n a k o sz t p rzem ian c h e m ic z ­ n y ch . W stanie naładow anym a k u m u la to r jest „w tó rn y m “ ogniwem galwanicznym. przez opór części obwodu zawartej między A i B jest rów ny różnicy potencjałów punktów A i B. do którego włączamy jakiś przyrząd. prawo Ohma stosuje się do natężenia prądu i oporu każdej z gałęzi.6 wolta.66 Z asad y fiz y k i wydziela się wodór. lecz również i do dowolnej jego części. stosuje się nie tylko do całego obwodu prądu. do oporu FG (rys. Stosunek wartości napięcia częściowego pomiędzy p u n k tam i F i H do całkowitego napięcia 220 woltów jest równy stosunkowi części oporu F H do całkowi­ tego oporu FG. k tó ry można dzielić na części za pom ocą ruchomego k o n ta k tu Ii. płynącego przez obwód. . 1 N a z y w a m y ogn iw o te g o rod zaju w tó r n y m . wynoszące 220 woltów. nato m ia st do ładowania potrzebne jest napięcie 2. sięgające do 10. Przyłóżm y np.

5* . Kondensator 67 możemy w ytworzyć w ten sposób dowolne napięcie czę­ ściowe. iż naboje elektryczne o przeciwnych znakach. usta w m y je naprzeciwko siebie i po­ łączmy je chwilowo ze źródłem pewnego określonego n a ­ pięcia. równy jednem u kulombowi. czyli ta k zwany woltomierz. Dalsze obserwacje w ykazują. jest ona jed n a k o wiele za duża dla celów technicznych. że fizyka dzisiejsza rozpo­ rządza jeszcze licznymi innym i m etodam i mierzenia różnic potencjałów. n osi m ia n o p o te n c jo m etru . op isa n e tu ta j. stan ten zaś trw a naw et po usunięciu doprowadzeń napięcia. 1 U rząd zen ie. gdy odległość pomię­ dzy p łytam i jest stała. Wielkość tę nazyw am y pojemnością kondensatora. proporcjonalne do przyłożonego napięcia. są. umieszczone na izolowa­ nych podstaw kach. z'miejską linią oświetleniową. Możemy więc przyrów nać nabój do iloczynu n a ­ pięcia przez pewną wielkość. XXI KONDENSATOR W eźm y dwie p ły ty metalowe. iż obie p ły ty zostają naładow ane elektrycz­ nością przeciwnych znaków. Jed n o stk ę tę nazwano faradem na cześć wielkiego fizyka angielskiego F a r a d a y ’a.1 Z praw a Ohma w ynika wreszcie również. chociażby np. J e st zrozumiałe samo przez się. zwłaszcza o ile chodzi o bardzo małe i szcze­ gólnie wysokie napięcia. gromadzące się na każdej z płyt. gdy odległość między płytam i jest dana. że każdy galw anom etr o znanym oporze m ożna przekształcić w p rzy­ rząd mierniczy do napięć. zwany kondensatorem . Za jednostkę pojemności p rzyjm ujem y ta k ą pojemność. Okazuje się wówczas. gdy napięcie na niej wynosi jeden wolt. k tóra skupia nabój. która charakteryzuje opisany wyżej układ.

że w tych samych w arunkach pojem ność kondensatora zwiększa się pięcio­ krotnie. ja k stwierdził w 1835 r. 1 M u sim y w y k o n a ć tę c z y n n o ść o stro żn ie. u n ik a ją c z e tk n ię c ia z n a ła d o w a n y m i p ły ta m i m e ta lo w y m i. zgodnie z wyżej powiedzianym. poza ty m za k ła d a m y . W su ń m y pomiędzy naładowane płytki szybę szklaną. ile razy w zrasta pojemność kondensatora po wypełnieniu przestrzeni między płytam i t ą substancją. można zastosować przyciąganie się wzajemne p ły t kondensatora do pom iaru różnic potencjałów. 2 P o w ietrzu m u sim y ró w n ież p rzy p isa ć p ew n ą sta łą d ie le k tr y c z ­ n ą w sto su n k u do p różn i. gdy pom iędzy jego płytam i znajduje się szkło zam iast powietrza. gdy usu­ niemy d ru ty . Odwrotnie. w w ypadku wody ma ona olbrzymią wartość 81. znajdującej się pomiędzy p łytkam i metalowymi. Poprzednie napięcie — 220 woltów — ustala się jed n a k z powrotem. Jeżeli przyłożym y do kondensatora napięcie 220 woltów. ebonitu — około 3. doprowadzające napięcie. Każdej substancji nieprzewodzącej elektryczności odpowiada w sposób analogiczny pewna c harakterystyczna liczba.“ Stała dielektryczna szkła wynosi. porcelany — 4 % . F a r a d a y . zam iast powietrzem. zależy ona też w spo­ sób bardzo istotny od substancji. Musimy stąd wyciągnąć wniosek. że g ru b ość w su n ię te j sz y b y szk la n ej je s t rów n a o d le g ło śc i p o m ię d zy p ły ta m i.00059. Liczbę tę n a ­ zwano slalą dielektryczną. co m ożna bez­ pośrednio stwierdzić za pomocą wagi.68 Z asad y fiz y k i W p raktyce używ am y jako jednostki t a k zwanego mikro- farada (MF) — któ ry stanowi milionową część farada. w a rto ść jej w y n o si 1. Pojemność kondensatora płytkowego jest odwrotnie proporcjonalna do odległości między płytkam i. 5. gdy szybę szklaną usuniemy. je d n a k ż e sta ła d ie le k tr y c zn a p ow ietrza różni się bard zo m ało od je d n o śc i. zostaje ono zachowane. P ły ty kondensatora niosą naboje znaków przeciwnych i skutkiem tego przyciągają się nawzajem . przy czym. . k tóra wskazuje.1 zauw ażym y n a ty c h m ia ­ stowy spadek napięcia do 40 woltów.

Na podstawie praw a Coulomba m ożna łatwo wywniosko­ wać. ja k o pojemności kon­ densatora. Oba te ty p y kon­ densatorów w ykonane są ze szklą. S tą d p rzez p ro sty rach u n ek (tzw . K on d en sator 69 Bardzo rozpowszechnionymi formami kondensatorów. iż pojemność jego równa się promieniowi kuli. podzielonemu przez promień. pom iędzy które w suw am y przez po­ kręcanie odpowiedniej gałki drugi układ p ły t (rys. a w o lt — 1/300 e le k tr o sta ty c z n e j je d n o s tk i n a p ięc ia . połączonym z ziemią (uziemionym). iż kula o promieniu 9 kilometrów posiada pojemność jednego m ikrofarada. gdy przew odnik ma ksz ta łt kuli. 3 K u lo m b rów na się m ia n o w icie 3 . 2 N ab ój k u li d zia ła m ia n o w icie na ze w n ą tr z ta k . Składa się on z szeregu p ły t m etalow ych w kształcie pół­ koli. D zie- .1 W technice współczesnej i w fizyce ekspery­ mentalnej używa się jako przyrządu o dającej się dokładnie regulować pojemności ta k zwanego kondensatora obrotowego. że potencjał kuli metalowej musi być rów ny jej nabo­ jowi.Kondensator pom iędzy przewodnikiem i ziem ią lub obrotowy. też pomiędzy przewodnikiem i jakim ś dowolnym ciałem. możemy mówić o pojemności każdego ciała przewodzącego elektryczność. posiadającym i również pewne znaczenie historyczne. butelka lejdejska oraz płyta F ranklina. okazuje się. Równie dobrze. czyli każdego „przew odnika“ .2 W szczególnym więc w ypadku. każdem u kątowi skręcenia odpowiada określona wartość pojemności. a b y p rzen ieść ele k tr o m a g n e ty c z n ą je d n o s tk ę n a b o ju z n ie sk o ń c zo n o śc i do d o ­ w o ln eg o p u n k tu na p o w ierzch n i k u li. ty m siln iej w zra sta p o jem n o ść (stą d te ż p o c h o d z i n a zw a k o n d en sa to r).1 0 9 je d n o stk o m e le k tr o sta ­ ty c z n y m . 24). są tzw. ja k ą trzeba w y k o n a ć p rzeciw k o siło m p o la .3 K ula metalowa 1 Im b liżej sieb ie zn a jd u ją się o b y d w ie w a r stw y sta n io lu . oklejonego obustronnie staniolem . P o te n c ja ł za ś k u li o d p o w ia d a p racy. 24. ja k g d y b y b ył ca łk o w icie sk u p io n y w środ k u k u li. ca łk o w a n ie) d o c h o d z im y do p r z y to czo n ej w y żej z a leż n o ści. Można rów­ nież łatwo wykazać. P rzyjm ujem y wówczas za napięcie różnicę potencjałów Rys.

a więc około 220 woltów. 1 Z d efin icji p o ten c ja łu w y n ik a m ia n o w icie. czyli napięcia elektryczne. 10u ja k o w a r to ść farada w c e n ty m e tr a c h . G dybyśm y nadali ta k olbrzymiej kuli potencjał. ja k o m ilio n o w ej części farada. natężeniu pola elektrycznego. o tr z y m u je m y 9 . pola m ają spadek rzędu kilku milionów woltów na centym etr. Spadek potencjału. wiążą się bezpośrednio pojęcia pola elektrycz­ nego oraz natężenia pola elektrycznego.1 Wobec tego natężenie pola po dajem y w woltach na c entym etr. X X II POLE ELEKTRYCZNE Z pojęciem napięcia. d z ia ­ łającej na je d n o s tk ę n ab oju . Otaczająca nas atm osfera stanowi również pole elektryczne. ja k to łatwo wykazać. m u si b y ć rów n a sile. czyli różnica potencjałów na centym etr. Gdy podzielimy ją przez wielkość naboju. o trz y m ała b y ona nabój równy co do wielkości ilości elektryczności. że (jak m ó w im y w ję z y k u m a te m a ty c z n y m ) p o ch o d n a p o te n c ja łu w zg lęd em o d le ­ g ło ści.1 0 9 przez 1 /3 0 0 .70 Z asad y fizy k i o promieniu rów nym promieniowi ziemi ma pojemność 707 m ikrofaradów. w k tó ry m norm alny spadek potencjału wynosi na powierzchni ziemi około 1 wolta na ląc 3 . Nazwą pola elek­ trycznego obejm ujem y obszar. w z ię ta ze zn a k iem o d w ro tn y m . . ja k a przepływa w ciągu jednej sekundy przez przekrój nitki zwykłej żarówki. S tą d jed n em u m ik ro fa ra d o w i. istniejący w pewnym punkcie pola w kierunku działania siły. równa się. k tó ry m zajmowaliśmy się ju ż nie­ jednokrotnie. o trz y m am y „siłę na jednostkę n a b o ju “ . Skutkiem takich napięć na z n ajdujący się w polu nabój działa pewna siła. 105 cm . technicz­ nie osiągalne. czyli natężenie pola elektrostatycznego. równy napięciu linii oświetleniowej. Najsilniejsze. pom iędzy p u n k ta m i którego istnieją różnice potencjałów. o d p o w ia d a 9 .

Rys. że każde pole elektryczne wypełnione jest takim i limami sił. P o le elek try czn e 71 ce n ty m etr. że linie sil w ychodzą prostopadle z powierzchni naładowanego ciała . jednakże podczas burzy spadek ten może wzrosnąć do blisko 1000 woltów na centym etr. o trz y m am y wówcz&s ta k zwaną linię siły. w ty m celu w ystarczy w ytw orzyć pole elektryczne na płytce szklanej i następnie. potrząsając nią z lekka. Z rysunku widać (wynika to również i z rozważań teoretycznych). na płytce szklanej naklejono dwa kawałki staniolu i po­ łączono je ze źródłem wysokiego napięcia. posypać ją sproszkowanym gipsem. Możemy sobie wyobrazić. że w każdym punkcie będzie ona miała kierunek natężenia pola w danym miejscu. Rys. Jeśli w polu elektrycznym przeprowadzim y krzyw ą w ten sposób. Elektryczne linie sił w polu kondensatora. D robniutkie kryształki gipsu ułożą się wówczas pod wpływem sił elektrycznych wzdłuż linii sił. przedstaw ia linie sił pola kondensatora. 25. Możemy jed n a k również bezpośrednio uwidocznić linie sił. 25 np.

nie może również istnieć w nim i pole elek­ tryczne. Jeżeli do n ała­ dowanego dodalnio ciała A zbliżymy izolowany. zyska nabój ujem ny. Roz­ liczne doświadczenia rzeczywiście bezpośrednio potwier­ dzają b rak pola we wnętrzu naładow anych przewodników. chyba że napięcie jest podtrzym yw ane przez połączenie ze stałym źródłem p rądu (np. nabój dodatni spły­ nie do ziemi. w izolatorach zaś jest to nie­ możliwe. zwrócona ku ciału A. Tylko w izolatorach mogą istnieć różnice potencjałów a więc w nich tylko mogą przebiegać linie sił bez jednoczesnego przepływu prądu. Z możności poruszania się nabojów w ew nątrz prze­ wodnika w ynika dalej zjawisko indukcji2 elektrycznej. Wobec Lego. ujem ny zaś pozostanie. że w pierwszych istniejące w ciałach naboje elektryczne1 mogą poruszać się swobodnie wzdłuż linij sil. ogniwem galwanicznym). w yw ieranych przez nabój ciała A. n ato m iast część odwrócona od ciała A — dodatni. iż w przewodniku nie mogą istnieć różnice potencjałów. Ło. zostałyby one n a ty c h m ia st w yrównane przez przepływ prądu. Nabój przewodnika może gromadzić się tylko na jego powierzchni.72 Z asad y fizyk i i również prostopadle kończą się na innym ciele naładow a­ nym. nienała- dow any uprzednio. Stosuje się to naturalnie nie tylko do pełnych. Istotna różnica pom iędzy przewodnikami i izolatorami polega właśnie na ty m . W przewodnikach na to m ia st nie mogą istnieć różnice potencjałów. Gdy ciało B uziemimy. przewodnik B. będzie to wynikiem sił przyciągających i odpychających. Gdy ciało A usunie­ 1 P rzed e w sz y stk im n a le ż y tu p o m y śle ć o e lek tro n a ch ! 2 O d k ryw cam i in d u k cji ele k tr y c z n e j b y li W ilk e i A ep in u s. wykryŁe już w połowie X V I I I sLulecia. lecz i do pustych wew nątrz przewodników. . skutkiem zdolności przesuwania się nabojów we wnętrzu ciała B. Zachowanie się przewodników i izolatorów w polu elek­ trycznym jest zasadniczo odmienne. część jego.

2 B liższe szc z e g ó ły o „ d y n ie “ por. . m a ją natężenie rzędu dziesiątków tysięcy gaussów. gdzie na biegun jednostkow y działa siła jednej dyny. Natężenie poła równe jest jednem u gaussowi tam . Najsilniejsze trwałe pola m agnetyczne. 3 P o w io d ło siQ teg o d o k o n a ć K a p ic y i je g o w sp ó łp ra co w n ik o m w 1930 r. X X III P O L E M A G N ETY CZN E W podobnym znaczeniu. w którym na biegun m agnetyczny działa pewna siła. jak elektryczne.3 M agnetyczne linie sil możem y uwidocznić w podobny sposób. przy czym natężeniem pola m agnetycz­ nego nazyw am y siłę.1 Zwykle używ aną jed n o stk ą natężenia pola magnetycznego jest „g a u s s nazw any tak dla uczczenia wielkiego m a te ­ m a ty k a niemieckiego. Pod tą nazwą rozum iem y obszar. za pom ocą w yładow ań elektrycznych udało się w ytw orzyć chwilowe pola m agnetyczne o natężeniu przewyższającym nawet milion gaussów. Możemy więc nadać przewodnikowi B za pośrednictw em ciała A przez indukcję nabój elektryczny znaku przeciwnego. 1 O d efin icji b iegu n a je d n o stk o w e g o b y ła m ow a w ro zd ziale 18. wytworzone dotychczas przez fizyków. lo elektryczność ujem na rozejdzie się po całym przewodniku B. ja k o polu elektrycznym . działającą na biegun jednostkow y. odziemiając jednocześnie ciało B.2 Na powierzchni ziemi znajdujem y się stale w polu m agnetycznym ziemskim. m ó­ wimy w fizyce również i o polu m agnetycznym . a poza ty m wspólnie z W eberem w y­ nalazł telegraf elektrom agnetyczny. P o le m a g n e ty cz n e 73 m y. k tó ry około 1820 r. 17. którego n a tę ­ żenie wynosi około połowy gaussa. opracował teorię m agnetyzm u. sypiąc opiłki żelazne na tek tu rk ę. rodz. nie sty kając ze sobą bezpośrednio tych ciał.

a więc pomiędzy kilkoma biegunami. w ty m w y padku linie sił tworzą koła współśrodkowe. przez k tó ry płynie prąd elektrycz­ ny. 27. Linie sil we w nętrzu spirali opły- przew odnik prostoliniowy. 27 wskazuje przebieg linij sił dokoła długiego prosto- Rys. wanej przez prąd. 26.74 Z asad y fizy k i Rys. Rys. liniowego przewodnika. 26 pokazu je przebieg linij sił pomiędzy dwom a m agne­ sami sztabkowym i. linie sił przebiegają. ta k zwanego „solenoidu“ . We wnętrzu takiej szpuli panuje skutkiem tego prawie . otaczające Rys. prawie równo­ legle do siebie i prostopadle do płaszczyzny zwojów. Pole m agnetyczne pomiędzy dwoma magnesam i sztabkowymi. trzu obieganej przez prąd spirali. otaczające d r u t w płaszczyźnie doń prostopadłej. ja k wskazuje rys. 28. M agnetyczne linie sił. We wnę- Rys. 28.

Rys. . O dpychanie się dw u prądów przeciw nie skierowanych. Przyciąganie się dw u prądów jednakowo skierowanych. 29. 30.Rys.

2 Por. ustalone w 1820 r. m ożna również łatwo wykazać. 18. Gdy magnetyczne linie siły przebiegają prostopadle do kierunku prąd u . czy są skierowane jednakow o. istniejące wzdłuż linij sił. 29. iż prostopadle do linij sił panuje pewne ciśnienie. 29 i 30 ilustrują zatem zasadni­ cze prawo elektrodynam iczne. stąd wnioskujem y. jeżeli jako przewodników użyjem y giętkich linek m etalowych. według którego p rą d y równoległe przyciągają się lub odpychają wzajemnie. przetkniem y dwa prostolinijne d ru ty i przepuścim y przez nie prąd. zależnie od tego. które stara się rozsunąć linie. sąsiadujące ze sobą. rozdz.1 J a k wskazuje rys. Gdy n a to m ia st przez d r u ty przepuścim y prąd y . sta ra ją się zbliżyć obydwa d r u ty do siebie. . Używając giętkich przewodników. Ponieważ niosąca nabój elektryczny ruchom a cząstka m a ­ terii jest.76 Z a sa d y fizy k i jednorodne pole m agnetyczne. jak na rys. 26. s ta ra ją się one w ty m w ypadku odsunąć oby­ dwa d ru ty od siebie. czy też przeciwnie. Natężenie pola m agnetycz­ nego jest tam praktycznie wszędzie jednakow e. wówczas linie sił przebiegają Lak. posypaną opiłkami żelaznymi. linie sil przebiegają pomiędzy przeciwnymi. m agnetyczne linie sił ułożą się tak. przez A m pere’a. a n i te ż nie rozb iegają się. jak się to dzieje w n a piętym sznurze gumowym. następuje odchylenie w kierunku prosto­ padłym zarówno do linij sil. że są one odchylane w polu m agnetycznym . o ile są one ruchome. że wzdłuż linij sił musi istnieć pewne napięcie. ja k widzieliśmy wyżej. a więc przyciągającym i się wzajemnie bie­ gunam i. 26 w ykazuje również wyraźnie. gdy p rądy są jednakowo skierowane. Rys. Prawo A m pere’a można z łatwością potwierdzić bezpośrednio. Rys. że lin ie sil ani nie zb ieg a ją . ja k i do kierunku prądu. co jest możliwe. napięcia. to. skierowane przeciwnie wzglę­ dem siebie. ja k na rys. podobnie. które je naciąga. Jeśli przez tekturkę. 30.3 równoważna prądowi 1 W y n ik a to z fa k tu .

przez k tó rą przepływa prąd (solenoid).1 Szpula. lub też wygięty w kształcie podkowy czy półkola żelazny walec. a więc z linią łączącą bieguny geograficzne. Rys. . Zawieszona swobodnie.2 E lem entam i magnetyzmu ziemskiego nazyw am y zbo­ czenie m agnetyczne (deklinację). two­ rzy k ą t około 12° z osią obrotu ziemi. w ięc b iegu n m a g n e ty c z n y . wywierane przez ta k ą szpulę z prą­ dem. W artości zboczenia dla głównych 1 Por. gdy pa^my wprowadzimy do jej w nętrza sztabkę z miękkiego żelaza. Jeden biegun m agnetyczny ziemi znajduje się w podbiegunowej Ameryce Północnej. na k tó ry p a trz ąc widzimy przepływ p rądu w kierunku odw rotnym do ruchu wskazówki zegara (rys. ustawia się. z aw arty po­ między igiełką kom pasu a kierunkiem astronom icznym północ — południe. 31). Wobec tego prostoliniowy. Pole m agnetyczne ziemi m usim y również uważać za pole magnesu niezwykle wielkich rozmiarów. drugi na południe od Australii na południowym Oceanie Lodo­ w atym . Na północ wskazuje przy tym ten koniec szpuli. z n a jd u ją c y się na p ó łn o cn ej p ó łk u li ziem sk iej. P o le m a g n ety czn e 77 konwekcyjnem u. 2 P o n iew a ż p ó łn o c n y (w sk a z u ją c y na p ółn oc) b iegu n ig ły k o m ­ pasu je s t p r z y cią g a n y p rzez p o łu d n io w e b ie g u n y m a g n e ty c z n e . nachylenie m agnetyczne (inklinację) i składową poziomą. Siły magnetyczne. Zboczeniem magnetycznym nazyw am y k ą t. podobnie do igiełki kom pasu. obieganej przez prąd. (ss° h " ^ łącząca ze sobą bieguny m agnetyczne ziemi. 32 przedstaw ia nowo­ czesny „m agnes-olbrzym “ takiego rodzaju. je s t w ła ściw ie b ieg u n em p o łu d n io w y m . więc w poprzecznym polu m agnetycznym opisuje ona kolo. tw o­ rzy silny elektromagnes. Rys 3I Pom iary m agnetyzm u ziemskiego w ykazują. doznają bardzo znacznego wzmocnienia. że oś. stanowiący rdzeń szpuli. zachowuje się zupełnie tak. w kierunku z południa na północ. ja k magnes. z d a n y m i o p ro m ien ia ch k a to d o w y c h w ro z d zia le 58.

Dopiero w 1845 roku F a r a d a y wykrył. że tylko pewna część ciał ustaw ia się. Substancje. do drugiej — bizm ut. pozostałe ciała ustaw iają się prostopadle do linij sił. w kie­ runku linij sił m agnetycznych. Do pierwszej grupy należą np. mogąca obracać się dokoła osi poziomej i ustawiona w płaszczyźnie po­ łudnika m agnetycznego. siarka i większość gazów. zwanym wiekowymi (seku- larnymi). roztw ory wodne soli wielu metali. Wilno +1° 0’. Wilno: 68° 28’. należące do pierwszej grupy. Co praw da. przede wszystkim zaś żelaza. K raków: 65° 51’. wynosi ona w Polsce średnio mniej więcej 0. .190 gaussa. Poznań — 3° 10’. należące zaś do drugiej — diamagnetycznym i. jaki tworzy z płaszczyzną poziomą igiełka kom pasu. Za trzeci elem ent m agnetyzm u ziemskiego p rzyjm ujem y wreszcie składową poziomą natężenia pola magnetycznego ziemskiego. p latyna.1 Nachylenia m agnetyczne dla przytoczonych wyżej m iast wynoszą: W arszaw a: 67° 5’. Nazwę nachylenia magnetycznego nosi k ą t. ja k niestałe jest położenie biegunów m agnetycznych: podlegają one w ahaniom dziennym i rocznym. podobnie do igiełki kom pasu.78 Z asad y fizy k i m iast Polski są obecnie następujące (znak m inus oznacza zboczenie na zachód. w k tórej u sta w ia się ig iełk a k o m p a su . że wszelka m ateria ujawnia pewne własności m a­ gnetyczne. W a rs z a w a — 1°37’. E lem enty m agnetyzm u ziemskiego są równie niestałe. Poznań: 66° 49’. plus — na wschód). 1 P o łu d n ik iem m a g n e ty c z n y m n a z y w a m y p ła sz cz y zn ę p io n o w ą . Aż do połowy X I X stulecia uważano m agnetyzm za w yłączną właściwość pewnych wyróżnionych ciał. K raków — 1° 51'. chrom. Lwów + 0 ° 11'. F a ra d a y ustalił jed n a k również. zostały n a ­ zwane przez F a r a d y a ’a paramagnetycznymi. jak również zmianom długookresowym. Lwów: 64° 55’.

się m agnetycznego. zatrzym uje jednakże na stale raz wywołany w niej m agnetyzm . które składają się z metali prawie nie­ m agnetycznych. . miękkie żelazo magnesuje się łatwiej. szcze­ gólnie silnie ferromagne­ tyczny jest np. w ykryte przez H e u s l e r a około 1900 r. 1 F errum je s t ła ciń sk ą n a zw ą żela za . 2 G od n y u w agi je s t fa k t. Stal trudniej daje się namagnesować. traci jednakże swój m agnetyzm jednocześnie z przerwaniem np. Pom iędzy stalą a miękkim żelazem zacho­ dzi istotna różnica pod względem zachowania Rys. że w p ew n y ch śc iśle o k reślo n y ch tem p era tu ra ch (w tzw . p u n k t C urie o d p o w ia d a tem p era tu rze 375°.. p u n k ta c h Curie) żela z o .i dia­ m agnetyzm są niezwykle słabe. n ik ie l i k o b a lt tra cą sw e w ła sn o ści ferr o m a g n ety czn e. M agnes-olbrzym K am erlingh-O nnesa. zwane ferro­ magnetycznym i1 w y k a ­ zują własności m agne­ tyczne. w którym się ono znajduje. pewien stop m anganu. porównywalne z m agnetyzm em żelaza. Zdolność łatwego i silnego magnesowania się posiada w szczególnie wysokim stopniu wynaleziony w 1925 r. glinu i miedzi. Tylko bardzo nieliczne substancje. 32. D la n ik lu n p . prądu. W porównaniu z m agnetyzm em żelaza para. któ ry je magneso­ wał. P o le m a g n ety czn e 79 p aram ag n ety czn y czy też diam agnetyczny ch a ra k te r ciała zależy również i od otoczenia. dla żela za 750° C. Należą do nich prócz niklu i kobaltu2 jeszcze pewne stopy.

k tóra m o że słu ży ć za m iarę sto p n ia ferro m a g n ety zm u . którem u zawdzięcza swe powstanie elektro­ technika i które wpłynęło na losy cywilizacji ludzkiej tak. nasunął F a r a d a y ’owi myśl. nawiniętego na drew nianą szpulę. szczególnie w telefonii. Anglia. obchodziła stuletni jubileusz odkrycia. ja k może żadne inne. XXIV PR Ą D Y IN D U K C Y JN E W 1931 r. Było nim odkrycie prądów indukcyj­ nych przez F a r a d a y ’a. przy czym od­ 1 Po a n g ielsk u sło w o a llo y z n a c z y sto p . że galw anom etr wykazuje drobne chwilowe od­ chylenie przy otwieraniu (wyłączaniu) lub też p rzy za­ m ykaniu (włączaniu) p rądu pierwotnego. chociaż F a r a d a y coraz bardziej wzmacniał swą baterię. Jednakże. uzyskał on już niezwykle duże znaczenie w technice. na d r u t ten. Łączył on zwój d ru tu . F a k t. niż wielu jego współczesnych.80 Z asad y fizy k i w Ameryce permalloy — stop. F a ra d a y początkowo nie miał je d n a k więcej szczęścia. iż każdy przewodnik naelektryzow any może n a ­ ładować przez indukcję również i znajdujące się w pobliżu inne przewodniki. dobrze od niego izolowaną i połączoną z galw anom etrem .1 składający się z 7 8 % niklu i 2 2 % żelaza. że być może p rąd elektryczny potrafi również wywołać powstanie innego prądu. p r zen ik liw o ści m a g n e ty c z n e j. m ających po­ twierdzić to przypuszczenie. . nawijał warstw ę w tórną. tworzący pierw otny obwód prądu. z b a terią galwaniczną. galwano- m e tr nie wykazyw ał naw et śladów odchylenia. przy współudziale wszystkich na­ rodów k u lturalnych świata. W doświadczeniach swych. m ian em ty m o zn a c z a m y p e w n ą w ła śc iw o ść fiz y c z n ą . po p o lsk u tzw . Wreszcie po długich bezowocnych próbach udało się F a r a d a y ’owi zauważyć. perm zaś sta n o w i sk ró t od p e r m e a b ility .

ja k również przez zbliżanie lub odsuwanie zwykłego m agnesu. c z y też p rzez m a g n es. 3 G d y szp u la n ie je s t w e w n ą tr z p u sta . otoczoną dru ­ tem . ile gaussów wynosi wartość natężenia pola magnetycznego w d a n y m miejscu. obieganym przez prąd. m usim y ilość m agnetycznych linii sił pom nożyć jeszcze przez ogólną liczbę zwojów. a b y znaleźć strum ień siły m a ­ gnetycznej przez tę powierzchnię. że powstawanie lub zanikanie p rądu elektrycznego wywołuje w sąsiednich obwodach z przewodników prąd wtórny. ta k n p . prow adzim y przez każdy jej cen ty m etr k w adratow y tyle linii sił m agnetycznych. przez k tó ry płynie prąd. Dzięki tej obserwacji F a r a d a y zrozumiał w 1831 r. ile w y n o si n a tę ż e n ie p o la w s e tk a c h g a u ssó w . R ozpatrzm y pewną powierzchnię. zastosował on w tym celu pojęcie strum ienia siły m agne­ tycznej. trzeb a to w sz y stk o p o m n o ż y ć je sz c z e przez p ew n ą liczb ę. p rąd in d u kcyjny w pew nym obwodzie m ożna również wywołać przez zbliżanie lub odsuwanie innego obwodu. n a ­ zwany przezeń prądem indukcyjnym . J e d y n ie ciała ferro m a g n e ty c zn e p o sia d a ją p rzen ik liw o ść m a g n e ­ ty c z n ą z n a czn ie różn ą od je d n o ści. c z y prąd in d u k c y jn y z o sta ł w y w o ła n y przez in n y prąd. c h a r a k te r y z u ją c ą tę su b sta n c ję (a n a lo g ic z n ą d o sta łej d ie le k tr y c z n e j). płynący przez całą szpulę. Zasady fizyki 6 . ta k zw a n ą p rzen ik liw o ść m a g n e ty c z n ą . je d n a k ż e d zisiaj te n p o d zia ł m a zn a czen ie ty lk o h isto ry czn e. żela z em ). 2 M ożem y n a tu ra ln ie p o d zielić p o w ierzch n ię i n a m ilim e tr y k w a d ra to w e i przez k a ż d y m ilim etr k w a d r a to w y p rzep ro w a d zić w m y śli ty le lin ij sił.1 Ilościowe praw a powstaw ania prądów indukcyjnych zo­ stały ustalone w 1845 r. o trzym ujem y wówczas strum ień siły m agnetycznej.. lecz za p e łn io n a ja k ą ś s u b s ta n c ją (np.3 1 Z ależn ie od te g o . J a k w ykazał wkrótce potem F a rad a y . p rzen ik liw o ść m a g n e ­ ty c z n a żelaza w y n o si ok oło 2 0 0 0 . przez F r a n c i s z k a N e u m a n n a . ro zró żn ia n o d a w n iej in d u k c ję „ w o lta ic z n ą “ i „ m a g n e ty c z n ą “ . P rą d y in d u k cy jn e 81 chylenia w obu tych w ypadkach zachodzą we wręcz przeciwnych kierunkach.2 Gdy zam iast pojedynczego uzwojenia m am y całą szpulę.

W ten sposób. wyrażona w jednostkach elektrom agnetycznych (z k tó ­ rych każda odpowiada jednej stumilionowej wolta). Z praw a indukcji wynika. przez rosyjskiego fizyka L e n z a . W edług tej reguły prąd indukow any płynie zawsze w ta k im kierunku. że gdy otw ieram y obwód. a mianowicie tak. ek stra p rą d przeciwdziała przerywaniu p rądu i płynie w kie­ runku p rądu pierwotnego. a więc go osłabia. ja k i w k ie ­ runku w p ro st p rzeciw n y m . gdy n a tom iast z a m ykam y obwód czyli włączam y prąd. w id zia n ej z g ó ry . 33). ustalonej już w 1834 r.1 iż dąży on za pośrednictw em wywią­ zywanych przez się działań do przeciwdziałania przyczynie. a b y zawrsze prąd obiegał dwa sąsied­ nie zwoje w kierunkach odw rotnych (rys. . Bardzo silnie ujaw nia się również działanie samoindukcji w bryłach m etalowych. że w każdym przewodniku zmiana natężenia p rądu musi dzięki „sam oindukcji“ w y­ twarzać pewną siłę elektrom otoryczną. jaka go wywołała. gdy otw ieram y lub za m y k a m y prąd.82 Z asad y fizy k i N eum ann znalazł. k tórych energia prze­ 1 P rąd in d u k o w a n y w szp u li. m o że p ły n ą ć rów n ie d ob rze w k ieru n k u ru ch u w sk a z ó w e k zeg a ra . elektrom otoryczna siła indukcji w ytw arza w nich chaotyczne p rą d y wirowe. E k s tra p rą d opóźnia zatem narastanie natężenia prądu po jego włączeniu i przedłuża czas jego znikania po wyłączeniu. Im prędzej zatem zachodzą te zmiany. m usim y naw inąć d r u t podwójnie. Bardzo silne jest działanie samoindukcji w spiralach z prądem . ty m silniejszy będzie prąd indukow any w danym obwodzie. Wobec tego. gdy chcemy rozporządzać uzwo­ jeniem o możliwie najmniejszej samoindukcji (otrzymać określony opór omowy). równa się zmianie magnetycznego strum ienia sil na sekundę. że siła elektrom otoryczna indukcji. Z reguły Lenza wynika. powstaje w tó rn y ekslra- prąd. e k straprąd płynie w kierunku prze­ ciwnym prądowi. Prawo N eum anna znajduje swe uzupełnienie w pewnej regule.

do jed n ej ty s ią c z ­ nej sek u n d y . A by przeszkodzić powstawaniu takich szkodliwych prądów wirowych. k tó rą nazyw am y sam oindukcją lub indukcją własną. w którym powstaje elektrom otoryczna siła samoindukcji. w tedy. lecz wiązek drutów . P rz y rz ą d y takie nazyw am y w ariom etram i. równa jednem u woltowi. gdy natężenie pol^ńe p rądu zmienia się o jeden am per na sekundę. a n a stę p n ie p o m n o ż y ć p rzez ty s ią c . Ogólnie biorąc. a mianowicie połączenie dwu płaskich cewek. możemy elektrom otoryczną siłę samoin- dukcji przyrównać do iloczynu szybkości zm iany prądu. P rą d y in d u k c y jn e 83 tw arza się w ciepło. nazw any tak na cześć pewnego fizyka amerykańskiego. Z tego samego powodu żelazne części składowe maszyn elektrycz­ nych budujem y z w arstw żelaza. ważną rolę w elektrotechnice odgryw ają również specjalne przyrządy o zmiennej samoindukcji. nad£Jtu?ie Cewki. c h a ra kterystyczną dla danego obwodu. odniesionej do 1 sekundy (lub przerachowanej na jed n ą sekundę). Sam oindukcję równą jednem u henry posiada przewodnik. m a ją spół- czynniki samoindukcji równe kilku tysiącznym henry. Sam oindukcja zmieniała się zależnie od k ą ta obrotu. rdzeniom uzwojeń n a d a ­ jem y zawsze postać nie m asyw nych sztab żelaznych. izolowanych między sobą. 1 M ożem y rów n ież o d n ieść z m ia n ę p rą d u n p . 6 - . na przem ian z w arstw am i izolatora. Podobnie ja k kondensatory obrotowe o zmiennej po­ jemności.1 przez pewną wielkość. z k tórych jedna była nieruchoma. Wiele osób p am ięta za­ pewne jeszcze z wczesnego okresu rozwoju radia jedną z n a j­ prostszych form w ariom etru. stosowane w radiotechnice. druga zaś mogła się obracać. J e d n o stk ą samoindukcji jest henry.

wprawionej w ruch periodyczny w polu m agnetycznym . pod wpływem takiego napięcia przemiennego powstaje w cewce prąd. W tego rodzaju „genera­ torach p rąd u stałego“ twornik obraca się zawsze w polu m agnetycznym . w ytw arzające prąd. których nie będziemy tu ta j bliżej rozpatryw ać. k tó ry ustawicznie zmienia swój kierunek. w ten sposób zostają wytworzone p rą d y indukcyjne. które na wielką skalę przekształcają energię mechaniczną w elektryczną. . w ytw orzonym przez nieruchom y magnes. przez P i x i i . W a h a się ona tam i z powrotem pom iędzy największą swą w artością w je d ­ nym kierunku i ta k ą sam ą w artością w kierunku przeciw­ nym . gdy S i e m e n s wpadł na szczęśliwy pom ysł wyzyskania powstającego p rądu indukcyjnego do wzmocnienia pola magnesów. zw any twornikiem. przenikającego układ cewek. wywołać w zewnętrznym obwodzie powstanie następujących periodycznie po sobie jednakowo skierowanych pulsacji prądu. Jednakże właściwy rozwój techniki prądów silnych roz­ począł się od 1867 r. dzięki tem u Siemens zo­ 1 N a jsta rsza m a sz y n a do w y tw a r z a n ia prądu z o sta ła w y n a le ­ zion a w 1832 r. Możemy więc albo czerpać z cewki p rąd przemienny. noszą one miano generatorów prądu.. XXV G E N E R A T O R Y P R Ą D U STAŁEGO I ELEKTROMOTORY Odkrycie prądów indukcyjnych przez F a r a d a y ’« stwo­ rzyło podstaw ę konstrukcji m aszyn. Budow a wszystkich genera­ torów opiera się na zasadzie następującej: przez o b rót w y­ w ołujem y periodyczne zm iany strum ienia magnetycznego. musi naturalnie również periodycznie zmieniać swój kierunek. J u ż w pierwszych dziesiątkach lat po odkryciu F a r a ­ d a y ^ 1 zbudowano różnego ty p u m aszyny. Siła elektrom otoryczna indukcji w cewce. albo też za pom ocą specjalnych urządzeń.

P rąd ten zostaje w dynam om aszynie skierowany do uzwojenia nieruchomego elektrom agnesu. Ten „m agnetyzm pozostały“ nieruchomych elektromagnesów dynam ornaszyny w y s ta r­ cza już. tw ornik jej zacznie się obracać pod wpływem sił przyciągających i odpychających. Duży postęp w rozwoju dynam om aszyn stanowiło wynalezienie przez v.1 Gdy do nieczynnej dynam ornaszyny doprowadzim y w j a ­ kikolwiek sposób z zewnątrz prąd. . H e f n e r . zachowuje pewne ślady m agnetyzm u. osiągalna granica wzmocnie­ nia zależy od budowy maszyny. dzięki tem u stało się moż­ liwe wytw arzanie prawie zupełnie niezmiennego prądu stałego. w ytw orzony np. trw ające podczas „puszczania w r u c h “ m aszyny. „p ierścień P a c i- n o tt ie g o “. do wytworzenia słabego p rądu indukcyjnego we w prawionym w ruch obrotow y tworniku. w y z y s k a n y w 1870 r. działają­ 1 P op rzed n ik iem w y n a le z io n e g o p rzez H e fn e r-A lte n e ck a „ tw o r­ nika b ę b n o w e g o “ b y ł w y n a le z io n y ju ż w 1860 r. W y k ry ta przez Siemensa „zasada dynam o-elektryczna“ umożliwiła w ten sposób budowę generatorów z sam ow zbu­ dzeniem.A l t e n e c k a (1873) szczególnie racjonal­ nego ty p u nawijania tw ornika. Takie wzajemne wzmacnianie. n a d a ją cej się do p ra k ty cz n eg o u ż y tk u . o ile nie korzystano ze słabszych o wiele magnesów stałych. z kolei zaś dalej zwiększa się natężenie p rądu indukcyjnego. doprowadza do osiągnięcia wysokich wartości natężenia p rąd u indukowanego i n a ­ tężenia pola elektrom agnesu. ja k to stwierdził Siemens. że żelazo. raz namagnesowane. musiano stosować do zasilania elektromagnesów oddzielne m aszyny pomocnicze. p rzez G ra m m e’a d o k o n str u k c ji p ierw szej d y n a m o rn a szy n y . poprzednio. W ten sposób w zrasta natężenie pola magnetycznego elektrom agnesu. wykazującego bardzo małe tylko w ahania n a tę ­ żenia. przez inną dynam om aszynę. rośnie również oczywiście i strum ień siły m agnetycznej. Opar! się on na fakcie. dzięki czemu uzyskujem y dalsze spotęgowanie pola elektro­ magnesu. G en eratory prądu sta łe g o i elek tro m o to ry 85 stał wynalazcą dynamornaszyny z samowzbudzeniem.

„pracy biegu jałowego“. gdy chcem y puszczać je w ruch. lecz wręcz przeciwne działania. dostarczaną np. Odprowadzenie p rądu do źródła odbywa się poprzez szyny. przy czym połączony z wozem sprężynujący kabłąk z d ru tu ślizga się wzdłuż przew odnika z prądem . Jeżeli oś twornika połączym y za pomocą pasa napędowego z dowolną m aszyną. Ponieważ elektrom otory posiadają z zasady tworniki o stosunkowo m ałym oporze. dostarczając pracy jako eleldromotor. nie m ożna ich łączyć bezpośrednio ze źródłem prądu. Pew na część energii doprowadzo­ nego p rąd u zostaje co praw da zużyta w ew nątrz m otoru w postaci tzw.86 Z asad y fiz y k i cych pom iędzy m agnesami i uzwojeniami. Z innych. O brót osi clektrom otoru przenosi się w nich na koła. w entylator i windę elektryczną. m ożem y przytoczyć: pyło- chłon. ja k to już podkreśliliśmy. które biegną po szynach i ciągną wóz wraz ze znajdującym się w nim mo­ torem. znanych z codziennego życia. 1 Ze w zg lęd u n a istn ie n ie przerw p o m ię d z y są sia d u ją c y m i ze sob ą k a w a łk a m i sz y n y m u sim y dla u zy sk a n ia cią g łeg o p rzew od u z a sto so w a ć p a sk i m ied zia n e. pozostała jednak część może być oddana na zewnątrz w postaci pracy. Z nanym dobrze z życia codziennego przykładem zasto­ sowania elektrom otorów są tramwaje elektryczne. dynam om aszyna będzie mogła wobec tego wprawić w ruch tę maszynę. przeto.1 Napięcie pomiędzy przewodam i doprow adzającym i odprow adzającym wynosi około 500 woltów. przyrząd do wiórkowania podłóg. należy więc przy „rozruchu“ m otoru używać specjalnych oporów regulacyjnych. P rąd jest doprow adzany zwykle ponad ziemią. D ynam om aszyna prze­ kształca energię mechaniczną. w energię elektryczną. m aszynę do prania. zastosowań elektrom otorów. odwrotnie. przez silę wody lub spalanie węgla. tę sa m ą zasadniczo budowę. . gdyż przed rozpoczęciem obrotu tw ornika natężenie p rąd u byłoby o wiele za silne i mogłoby spowodować szkody. przez które płynie prąd. D ynam om aszyna p rąd u stałego i elektrom otor posia­ dają.

O św ietlen ie ele k tr y cz n e 87

elektrom otor przekształca energię p rąd u elektrycznego
w pracę m echaniczną. Dwie takie odwrotnie działające m a ­
szyny w połączeniu ze sobą mogą zatem służyć do przeno­
szenia energii mechanicznej na odległość. Lepiej niż prąd
stały nadaje się do tego celu p rąd przem ienny, o którym
w związku z tym pom ówim y szczegółowiej w jednym
z najbliższych rozdziałów.

XXVI
O ŚW IE T L E N IE E LE K TR Y C Z N E

Do najważniejszych zastosowań p rądu elektrycznego
w dzisiejszym życiu codziennym należy bez wątpienia oświe­
tlenie elektryczne. W elektrycznych lampach żarowych w y­
zyskano silne nagrzewanie się ty ch części obwodu prądu
elektrycznego, które posiadają duży opór. E d i s o n , któ ry
w r. 1879 wynalazł żarówkę, zastosował cienkie włókna
węglowe, zamknięte w opróżnionej z powietrza gruszce
szklanej, aby je uchronić w ten sposób od stopniowego
spalania się. Długość i grubość włókna dobrane były w taki
sposób, aby przez przyłożenie określonego napięcia do
jego końców doprowadzić je do białego żarzenia.
Rozwój techniki lamp żarowych musiał z konieczności
dążyć do uzyskania możliwie najwyższej te m p e ra tu ry
żarzenia włókna. J a k w ynika bowiem z p raw promienio­
wania cieplnego, które będą jeszcze omówione dokładnie
w dalszych rozdziałach,1 energia promieniow ana przez
żarzące się ciało w zrasta w przybliżeniu proporcjonalnie
do czwartej potęgi te m p e ra tu ry absolutnej,2 tak, że np.
podwyższenie te m p e ra tu ry z 1700° C na 1900° C musi
już wywołać czterokrotne zwiększenie promieniowania.
Daleko szybciej jeszcze rośnie z te m p e ra tu rą użyteczne
promieniowanie światła widzialnego. W lam pach węglo­

1 Por. rozdz. 50.
2 Por. rozdz. 41.

88 Z a sa d y fiz y k i

wych prawie niemożliwe jest stosowanie tem p e ra tu r
wyższych ponad 1600° do 1700° C, gdyż wówczas lam pa
staje się z b y t prędko niezdatna do użytku w skutek zbyt
silnego rozpylania włókna, prócz tego zaś skutkiem
zaczernienia ścianek gruszki szklanej przez pył węglowy
pochłaniają one zb y t dużo światła.
Wobec tego, gdy na początku X X stulecia powiodło się
ciągnięcie bardzo cienkich nitek metalowych, lam pa z włók­
nem węglowym została wkrótce całkowicie w y p a rta przez
lam py z włóknem metalowym. Obecnie używa się wyłącznie
włókien z wolframu, gdyż m a on najwyższy ze wszystkich
metali p u n k t topnienia, leżący w okolicy 3300° C.1
Drucik wolframowy musi posiadać możliwie duży opór,
ażeby w ytworzyła się w nim jak największa ilość ciepła;
w ty m celu stosuje się druciki możliwie najcieńsze — o śred­
nicy zaledwie około czterech tysiącznych m ilim etra— oraz
możliwie najdłuższe,2 wobec czego nadaje się im k ształt
zygzakow aty lub też wąskiej spirali o licznych zwojach.
Przeciętny czas żarzenia się takiej nitki wynosi około tysięca
godzin; następnie posuwające się coraz dalej rozpylenie
prowadzi do przerwania nitki.
W ybór napięcia 110 woltów dla linii oświetleniowych
zawdzięczamy Edisonowi; od tego czasu na całym świecie
ustaliło się zwyczajowo używanie tego lub też dwukrotnie
wyższego napięcia. W związku ze swym wynalazkiem
żarówki elektrycznej Edison wprowadził do elektrotechniki
zasadę łączenia równoległego. Od źródła p rądu prowadzą
dw a przewody, które w ykazują stale tę sam ą różnicę po­
tencjałów, wszystkie zaś przyrządy, zużywające prąd, jak
żarówki czy m otory, są włączane niezależnie od siebie po­
między te dwa przewody.

1 L a m p y „ o sra m o w e“ m ają w łó k n a z w o lfra m u . „O sram “ je s t
ty lk o n azw ą firm y.
2 J a k w id z ie liś m y w ro zd zia le 2 0 , op ór p rzew o d n ik a je s t w p ro st
p ro p o rcjo n a ln y do jeg o d łu g o ści i o d w r o tn ie p ro p o rc jo n a ln y do
przekroju.

O św ietlen ie e le k tr y cz n e 89

Dzielność źródła światła podajem y w „świecach“ , do­
kładniej mówiąc, w świecach Hefnera. W drodze definicji
za jedną „świecę“ p rzyjm ujem y dzielność specjalnej lampki,
w której płonie octan amylu, przy czym płomień posiada
wysokość 40 m m .1 Dzielność żarówek elektrycznych, prze­
znaczonych do domowego użytku, wynosi najczęściej od
25 do 75 świec Hefnera. Bardzo ważną rolę odgrywa sprawa
ilości wallów, zużywanych przez żarówkę na jedną świecę.
Postęp techniki oświetleniowej wyraża się najdobitniej
w stopniowym zmniejszaniu tej liczby.
W lampie węglowej zużycie p rądu wynosiło 3 w a tty na
świecę, n ato m iast w lam pach wolframowych opisanego tu
rodzaju już tylko 1 do 1% w a tta . L am pa 25-świecowa zu­
żywa około 30 w a ttó w i pod napięciem 110 woltów prze­
puszcza p rąd około 0,3 am pera. Pomimo, że wolfram, jak
już wspomniano wyżej, topi się dopiero w 3300° C, jednakże
nie m ożna było w lam pach wolframowych przekroczyć
2100°, gdyż rozpylanie się nitki stawało się wówczas zbyt
silne. Poza ty m rozpylaniu się nitki sprzyja ta okolicz­
ność, że dla uniknięcia utleniania się nitki usuwano
powietrze z lam pki wolframowej, t a k samo, ja k poprzednio
z węglowej.
Dążenie do otrzym ania wyższy cli te m p e ra tu r doprowa­
dziło wobec tego do konstrukcji lamp, w k tórych nitka nie
znajduje się w próżni, lecz w atmosferze gazu, nie działają­
cego chemicznie na wolfram. Okazało się, że do tego celu
nadaje się najlepiej azot pod ciśnieniem, wynoszącym 1/3
normalnego ciśnienia atmosferycznego.2 W lam pach, n a ­
pełnionych gazem, te m p e ra tu ra żarzenia mogła zostać
podniesiona do 2400° C; dzięki tem u w bardzo silnych lam ­
pach (tysiąc i więcej świecowych) zużycie prądu zostało

1 O czy w iście, p rzep isa n e są d o k ła d n e w y m ia r y oraz p ew ien
o k reślo n y sp osób w y k o n a n ia w zo rco w ej la m p k i H efn era .
2 S tra ta ciep ła przez p r z ew o d n ictw o g a zu z o sta je zm n iejszo n a
przez w sp o m n ia n e w y żej n a d a w a n ie n itc e k sz ta łtu spirali.

90 Z a sa d y fiz y k i

zmniejszone do 7 2 w a tta na świecę. Z tego właśnie powodu
takie lam py zwiemy półw attów kam i.
L a m p y napełnione gazem w znacznej mierze wyparły
szeroko stosowane dawniej lam py łukowe. Zjawisko luku
elektrycznego zostało w ykryte w 1810 r. przez D a v y ’ego.
Jeżeli przyłożym y do dwóch stykających się ze sobą prę­
cików węglowych napięcie, wynoszące około 60 woltów,
to końce tych pręcików nagrzew ają się bardzo silnie; gdy
następnie pręciki bardzo nieznacznie rozsuniemy, wówczas—
j a k stwierdził D a v y — powstaje między nimi silnie świecący
łuk świetlny. Oba węgle rozżarzają się przy ty m niezwykle
silnie; węgiel dodatni, k tó ry głównie świeci, osiąga tem ­
peraturę dochodzącą do 3500° G. W ytłum aczenie zja­
wiska luku świetlnego1, k tó ry stanowi w zasadzie rodzaj
wyładowania elektrycznego w powietrzu lub w jakim ś
innym gazie, jest bardzo skomplikowane; m usim y je wobec
tego tu ta j oczywiście pominąć.
Zwykłe lam py łukowe m a ją dzielność od 300 do 2000
świec Hefnera i zużyw ają około ł/2 w a tta na świecę. Obecnie
światło łukowe stosujem y jeszcze przede wszystkim do
projekcji kinowej oraz do reflektorów, np. w latarniach
morskich. W kierunku, w k tó ry m skupione jest światło,
najsilniejsze obecnie reflektory działają tak, ja k źródła
św iatła o dzielności kilku m iliardów świec.
Gdy w luku węglowym źródłem światła jest rozża­
rzony k ra te r węglowy, w lu ku rtęciowym światło pochodzi
z samego łuku. Biegun ujem n y stanowi ciekła rtęć, bie­
gun dodatni jest z żelaza lub węgla, łuk zaś w ytw arza się
w pa ra c h rtęci.2 Światło lamp rtęciowych jest specjalnie
bogate w promienie nadfiolkowe; z tego też powodu znaj­
du ją one szerokie zastosowanie w lecznictwie, przede

1 N a zw a łu k u e le k tr y cz n e g o p o w sta ła stą d , że sm u g a św ie tln a
p o m ię d z y w ęg la m i nie je s t p rosta, lecz w y g in a się w k sz ta łt sierp a.
2 P o p rzy ło żen iu n a p ięcia do ta k iej o d p o m p o w a n ej la m p y r tę­
c io w ej w y sta r c z a p rzech y lić ją aż d o z e tk n ię c ia e le k tr o d y rtęcio w ej
z elek tro d ą sta łą , a b y w y w o ła ć p o w sta n ie („ za p a len ie s ię “) łu k u .

P rąd przem ien ny 91

wszystkim jako „sztuczne słońce górskie“ . Zwykłe szkło nie
przepuszcza promieni nadfiołkowych, gdyż je pochłania;
wobec tego ścianki lam py rtęciowej m uszą być w ykonane
z kw arcu lub też ze specjalnych gatunków szkła, np. ze
szkła uwiolowego,1 które jest wyrabiane w Jenie. L am py
rtęciowe w yróżniają się bardzo m ałym zużyciem prądu,
wynosi ono zaledwie 1/s w a tta na świecę.2
Działania świetlne p rądu elektrycznego polegają prze­
ważnie na pośrednim wyzyskaniu jego działań cieplnych.
Działania cieplne p rądu zna jd u ją jednak w technice
również i liczne zastosowania bezpośrednie. Ogólnie znane
są nowoczesne elektryczne piecyki dla ogrzewania i goto­
wania, zbiorniki z gorącą wodą, poduszki grzejące, żelazka
do prasow ania itp. Ł uk elektryczny stosujem y w elek­
trycznych tyglach do stapiania dla w ytw arzania szcze­
gólnie wysokich tem p eratu r, sięgających 3000°.
Wreszcie na działaniach cieplnych p rądu opierają się
również stopki bezpiecznikowe, wynalezione przez E d i s o n a .
M ają one na celu chronienie przyrządów elektrycznych
przed szkodliwym oddziaływaniem przypadkowego wzrostu
natężenia p rąd u ponad najw yższą dopuszczalną wartość.
Zabezpieczenia te są w ykonyw ane z ołowiu lub ze srebra
w postaci cienkich pasków. W y m ia ry ich dobiera się w ten
sposób, ab y po przekroczeniu najwyższej dopuszczalnej
wartości natężenia p rąd u opór ich w ystarczał do wywołania
stopienia paska przez wywiązywane w nim ciepło i do
przerwania w ten sposób zb y t silnego prądu.

X X V II
P R Ą D P R Z E M IE N N Y

W przew odniku, poddanym działaniu przemiennego n a ­
pięcia, powstaje prąd, k tó ry również zmienia swój kierunek
1 S ło w o u w io i p o w sta ło ja k o sk ró t sło w a n a d fio le t — po n ie ­
m ieck u U ltr a v io le tt.
2 O la m p a ch n e o n o w y c h p atrz ro zd z. 68.

92 Z asad y fizy k i

w ty m sam ym rytm ie, co i napięcie; wobec tego prąd ten
zwiemy prądem przem iennym . Natężenie p rądu przem ien­
nego n arasta od zera do pewnej najwyższej wartości,
tzw. wartości szczytowej, po czym zmniejsza się i spada
do zera. Następnie prąd zmienia kierunek, po czym natęże­
nie rośnie w przeciwnym kierunku znów do wartości m a ­
ksym alnej. Dalej spada ono znowu do zera, następnie
prąd zmienia ponownie swój kierunek i cały opisany tu
proces pow tarza się.
Liczbę zmian kierunku prąd u , zachodzącą w ciągu jed ­
nej sekundy, nazyw am y po prostu ilością zmian prądu.
Jed n ak ż e podczas jednego wyżej opisanego cyklu zachodzą
dwie zm iany kierunku, raz od — do + , drugi zaś raz od -f-
do — , jeżeli kierunki przepływu p rąd u wyróżniać będziemy
przez znaki — i + . W ynika stąd, że ilość okresów, czyli
częstość prądu, wynosi tylko połowę ilości zmian. P rą d y
przemienne, w ytw arzane w elektrowniach, m ają zwykle
ilość zmian równą 100, a więc częstość 50 na sekundę.
G dyby częstość była mniejsza (np. 162/3, ja k a jest stoso­
wana na kolejach elektrycznych), lam py żarowe daw ałyby
światło migające.
Wobec tego, że prąd przem ienny ulega periodycznym
wahaniom, m usim y wprowadzić specjalną definicję natęże­
nia takiego prądu. Za natężenie p rądu przemiennego
p rzyjm ujem y w drodze um ow y 7/io wartości m aksym alnej
zmieniającego się periodycznie natężenia.1 W analogiczny
sposób definiujemy również i napięcie p rąd u przemiennego.
Takie przyrządy miernicze, k tórych wychylenie zależy od
kierunku prądu, nie mogą być naturalnie stosowane do
prądów przemiennych. Używa się tu ta j przede wszystkim
przyrządów cieplnych; zawierają one n apięty drucik, k tó ry
wygina się pod wpływem ciepła, wytwarzającego się przy

1 7/:o je s t w p r zy b liże n iu rów n e p o ło w ie \] 2, c z y li 0 ,7 0 7 1 .
W o b ec tego k w a d ra t n a tę ż e n ia prąd u , zd efin io w a n eg o w w y żej
p o d a n y sp o só b , rów na się w p rzy b liżen iu śred n iej w a r to śc i k w a ­
dratu ch w ilo w eg o n a tężen ia prądu.

W ynikiem samoin- dukcyjności je s t również zjawisko.2 Sam oindukcja powoduje również pewne opóźnienie chwi­ lowych zmian natężenia prądu w stosunku do zmian n a ­ pięcia. ten ruch drucika zostaje przeniesiony na wskazówkę. P rąd p rzem ien n y 93 przepływie prądu niezależnie od jego kierunku. im większa jest wartość indukcyjności własnej. 2 Skóra je s t po an gielsk u skin. Cewki o szczególnie dużym spółczynniku samoindukcji zna jd u ją zastosowanie jako dławiki. a mianowicie do ćwierci okresu. Gdy w artość współczynnika samoindukcji jest duża. . Nie posiadają one tylko urządzeń prostowniczych. co i m aszyny prądu stałego. lecz m uszą być sprzężone ze specjalną „m a­ 1 T ak ie p rzy rzą d y ciep ln e m o g ą b y ć n a tu ra ln ie sto so w a n e rów ­ n ież i d o p rąd ów sta ły c h . To t a k zwane przesunięcie fazy p rądu przemiennego jest ty m większe. | Do magnesowania elektromagnesów. Zjawisko to nazyw am y efektem na­ skórkow ym lub skinefektem . które w odpowiednich okoliczno­ ściach może stać się bardzo znaczne. czyli prądnice prądu przemiennego. opierają się na tej samej zasadzie. w ytworzony zaś w nich prąd doprow adzany jest bezpośrednio z uzwojenia tworni- kowego do zew nętrznych przewodów.1 ] Ponieważ ustawiczne zm iany kierunku p rądu wywołują wciąż powstawanie prądów sam oindukcyjnych. służące do w ytw arzania prądów przem ien­ nych. iż w grubych prostych przewodnikach p rąd przem ienny nie rozkłada się jednostajnie na cały przekrój d ru tu . natom iast stanow ią zawadę prawie nie do przezwyciężenia dla p rą ­ dów przem iennych o wysokiej częstości. Wobec tego prądnice prądu przemiennego nie mogą nigdy działać samowzbudnie. przewodzą one dobrze prąd stały. polegające na tym . wytw arzających pole. lecz zostaje zepchnięty na brzegi. iMaszyny. można oczywiście stosować tylko p rąd stały. samoin- dukcja obwodu powoduje w w y p a d k u prądów przem ien­ nych zwiększenie oporu. przesunięcie fazy zbliża się do największej swej możliwej wartości.

mocy 2500 kilowattów. wykonywający 167 obrotów na m inutę. Gdy w m a ­ szynach p rądu stałego magnes. nach p rą d u przemiennego okazało się celowe postępowanie odwrotne: m agnesy pola wirują. jak widzieliśmy.94 Z asad y fizy k i szyną w zbudzającą“ . w maszy- Rys. Nowoczesny generator prąd u przem iennego trójfazowego o osi pionowej. nieruchomy. tw ornik zaś wiruje. w czasie próby. jest. dającą p rąd stały. Przy pomocy m aszyn p rąd u przemiennego m ożna otrzym ać znacznie wyższe napięcia niż w w ypadku m aszyn p rądu stałego. p rzy normalnej konstrukcji tych . na to m ia st tw ornik stoi nieruchomo. w ykonany przez fabrykę Siem ensa-Schuckerta w Berlinie. 34a. w y tw arzający pole. regulacja tej m a­ szyny pozwala regulować napięcie prądnicy.

w w ypadku m aszyny sześciobie- gunowej wystarcza już 1000 obrotów. czyli 60. Prąd przemienny 95 ostatnich iskrzenie nie pozwala przekroczyć pewnej granicy. lecz kilka obwodów. najczęściej do zastosowań technicznych używa się trzech obwodów.000 woltów. D w ie połowy nieruchom ej części generatora prąd u trójfazowego na krótko p rzed ich złożeniem celem wypróbowania. Maszyna dwubiegunowa musi naturalnie w ykonać 50 obrotów na sekundę lub 3000 na m inutę. N a j­ większe zbudowane dotychczas m aszyny p rąd u przem ienne­ go posiadaj ą moc około 50 milionów wattów . spraw iam y. Rozmieszczając w odpowiedni sposób oddzielne uzwojenia na obwodzie twornika. Tego rodzaju . Rys. wynoszącej około 1000 woltów.000 kon i parowych. a naw et i więcej. O trzym ujem y wówczas nie jeden. Generatory p rądu przemiennego przekształcają 85 do 9 5 % dostarczonej im energii na energię elektryczną. w których płynące p rą d y są poprzesuwane względem siebie o jed n ą trzecią okresu. obieganych przez prąd przem ienny. iż m aszyna p rądu zmiennego daje p rąd „wielofazowy“. by dać prąd o częstości 50 okresów. Dzisiejsze prądnice p rądu przemiennego pozwalają uzy­ skać napięcia rzędu 10. 34b.

przesy­ łam y do odpowiednio uszeregowanych uzwojeń na n ieru­ . poprzesuwane względem siebie w fazie o jed n ą trzecią okresu. „R otor“ (część w irująca) pokazanego na rys. R ys. Uzwojenia. że do zastosowań zewnętrznych potrzeba nie trzech niezależnych od siebie przewodów. 35. z k tó ­ rych pobieram y tc trzy prąd y .96 Z a sa d y fizy k i p rąd trójfazow y nosi miano tró jp rą d u . Odwrotnie. gdy trz y p rą d y przemienne. lecz tylko trzech doprowadzeń. możną przy ty m połączyć ze sobą w taki sposób. czyli sześciu drutów doprowadzających. 34 generatora p rą d u trójfazowego na krótko przed jego wpuszczeniem do specjal­ nego szybu w hydroelektrow ni na rzece Shannon w Irlandii.

Gdyby natężenie p rąd u miało wynosić kilka tysięcy amperów. opór zaś z kolei je s t odwrotnie proporcjonalny do przekroju przew odnika. m u ­ sielibyśmy stokrotnie zwiększyć przekrój przewodu. T ak silne natężenie prądu byłoby je d n a k konieczne już dla przekazania mocy około miliona w attów . jaki należy n a dać przewodowi. prze­ wody dalekonośne s ta ły b y się ta k niesłychanie kosztowne. gdyby napięcie p rą d u w przewodzie pozostawało równe napięciu miejskiej sieci oświetleniowej. S tra ta energii. z a sila n y c h je d n o fa z o w y m prądem p rzem ien n y m . Transformator 97 chom ym pierścieniu z miękkiego żelaza. w tedy zaczyna on wirować sam przez się. 20. 2 Por. k tó ry przezeń płynie. 1 O w iele bardziej zło żo n e je s t d zia ła n ie siln ik ó w e le k tr y c z n y c h .1 Na tej zasadzie opierają się odgrywające bardzo ważną rolę w elektro­ technice silniki trójfazowe. Przekrój.2 G dybyśm y więc chcieli dziesięciokrotnie zwiększyć n a tę ­ żenie prądu. zależy naturalnie od natężenia prądu. spowodo­ wana przez w ytw arzanie się ciepła. że wielkie elektrownie przestałyby się w ogóle opłacać. 7 . jakich przykłady znajdujem y na rysunkach 34 i 35. X X V III T R A N S FO R M A T O R Nowoczesne dalekonośne przewody elektryczne przenoszą p rą d y elektryczne o mocy wielu milionów w a ttó w na odle­ głość setek kilom etrów od olbrzymich central elektrycz­ nych. spowodowanej przez w ytw arzanie się ciepła. Zasady fizyki. jest równa iloczynowi drugiej potęgi natężenia p rąd u przez opór. wyzyskujących energię spadku wody. ta k zwane m agne­ tyczne pole wirowe. w ytw arzają one obracające się pole m agnetyczne. rozdz. Gdy w polu ty m znajduje się układ elektrom agnesów lub odpowiednio naw inięty twornik. nie podwyższając przy ty m względnej s tr a ty energii.

Stosunek natężeń prądów musi więc być odwrotnością stosunku napięć. Jeśli je zaniedbam y to iloczyn pierwotnego natężenia p rąd u przez pierwotne napięcie musi być rów ny iloczynowi wtórnego natężenia p rądu przez napięcie w tórne. ze względów zaś ekonomicznych nie obiera się dla prądnic napięć powyżej 10. ja k ilości zwojów. przy czym napięcia w obydwóch uzwojeniach m ają się do siebie mniej więcej tak. napięcie użytkow e p rąd u w żadnym razie nie może przekraczać p aru setek woltów. płynie p rąd o napięciu blisko 2000 woltów. Transform ator stanowi w zasadzie sprzężenie dwóch uzwojeń o rozmaitej ilości zwojów. w uzwojeniu drugim powstaje prąd przem ienny o tej samej częstości. Transform o­ wanie p rąd u na wyższe napięcie musi być zatem połączone zawsze ze zmniejszeniem natężenia p rąd u i odwrotnie. Przypuśćm y. że pierwsze uzwojenie posiada np. 3000 zwo­ jów. gdy stosujem y p rą d y przemienne. ja k w ynika z teorii indukcji elektrom agnetycznej. Gdy przez pierwsze uzwojenie przesyłam y p rąd przem ienny.000 do kilku setek tysięcy woltów. Pow stające w p raktyce drobne kilkuprocentowe s tr a ty energii są spo­ wodowane przez w ytw arzanie się ciepła. wówczas.p o siad a jąc y m np. sięgające od mniej więcej 30. jak i ze względu na konstrukcję sil­ ników i żarówek. i w ty m leży przyczyna coraz dalej postępującego w tech­ nice prądów silnych w ypierania prądów stałych przez przemienne.98 Z asad y fizy k i Przy przekazywaniu energii elektrycznej na odległość m ogą zatem ze względów ekonomicznych wchodzić w grę tylko wysokie napięcia. Ponieważ zarówno ze wzglę­ dów bezpieczeństwa. zatem elektrotechnika stanęła wobec waż­ nego zadania transform ow ania prądów na wyższe lub też niższe napięcia. 150 zwo­ jów i że przepływa przez nie p rąd o napięciu 100 woltów. nawiniętych na wspól­ nym rdzeniu.000 woltów. wówczas w uzwojeniu w tó rn y m . Takie transform ow anie prądów daje się łatwo przeprowadzać. Podwyższanie napięcia p rąd u odbywa się pomiędzy prąd- .

Transformator 99 nicą i przewodem dalekonośnym. do podnoszenia napięcia z 6000 woltów. daw anych przez prądnicę. przekazyw anych na linię dalekonośną. 36. Również i w technice mierniczej posługujemy się odpo­ wiednimi transform atoram i. służący Rys. 7* . 36 m am y przedstaw iony nowoczesny transform ator. ab y umożliwić bezpieczne mierzenie bardzo wysokich napięć lub też bardzo silnych natężeń prądu. Na rys. Nowoczesny transform ator firm y Siem ens-Schuckert. obniżanie — pomiędzy przewodem dalekonośnym i stacją użytkującą. na 100.000 woltów.

X X IX PR Z E K A Z Y W A N IE E N E R G II E L E K T R Y C Z N E J NA ODLEGŁOŚĆ Metoda przekazywania energii. gdzie istnieje istotna tego potrzeba. W ten sposób przekazuje się przede w szystkim energię spadku wody. pierwsza hydroelektrownia.1 gdyż silniki te odznaczają się szczególnie k o rzystnym i prostym w y­ zyskaniem m ateriału opałowego. tra n sfo rm ato ra i silnika elektrycznego. Wśród elektrowni. częściowo przez sztuczne w ytw arzanie różnicy poziomów. węgiel brunatny. możemy przekazywać energię do odległych naw et miejsc jej zu­ życia ze s tra tą . Przem ysł w coraz szerszej mierze posługuje się możnością korzystania ze źródeł energii nie tam . dużą rolę odgryw ają dzisiaj zakłady zaopatrzone w silniki Diesla. 53. Dzięki zdobyczom elektrotechniki dzisiejszej. pędzonych energią cieplną. k tó ra zaopatryw ała w energię 1 Por. a gdzie rzadko n a ogół istnieją odpo­ wiednie możliwości ich wyzyskania. którego przewożenie na duże odległości nie opłacałoby się. k tó rą uzyskujem y częściowo przez w yzy­ skanie istniejących już n a tu ra ln y c h spadków. a dzięki możności szyb­ kiego ich puszczania w ruch n a d a ją się szczególnie do urządzeń rezerwowych. gdy chcemy wyzyskać m ałowarto- ściowy m ateriał opałowy. Przeka­ zywanie energii elektrycznej posiada jed n a k duże znacze­ nie również i wówczas. J u ż w o sta tn im dziesięcioleciu X I X stulecia powstała słynna olbrzymia elektrownia p rzy wodospadzie Niagary. rozd z. lecz w znacznie nieraz oddalonych okolicach. . ja k np. gdzie się one znajdują. pozwalających pokryw ać chwi­ lowe w zrosty zapotrzebow ania na przewodach daleko- nośnych. uzyskuje dzisiaj coraz większe znaczenie w gospodarce za­ sobami energii. polegająca na sprzęganiu ze sobą prądnicy. wynoszącą zaledwie od 5 do 10%.

ty m zupełniej mogą być wyzyskane źródła energii i ty m rentowniejsze okazują się urządzenia. 1 P ie r w sz y p rzy k ła d p r z ek a z y w a n ia en erg ii n a o d leg ło ść z o s ta ł p o k a za n y ju ż w r. nie­ zbędne dla w ytw arzania i odprowadzania prądu.000 woltów w przewidywaniu możliwości przyszłego rozszerzenia sieci. Poczynając mniej więcej od roku 1920 bardzo rozwinęła się budowa wielkich sieci energe­ tycznych. która sprzęga elektrownie wodne w Niemczech południowych. przy u ży ciu n a p ięcia 2 7 . o d leg łą o 175 k m . sięgające 1000 kilometrów. 1891 na w y sta w ie elek tr o te ch n icz n e j w e F ra n k ­ furcie. O trzym yw ana w ten sposób energia p rądu jest dopro­ wadzana przede w szystkim do obszaru przemysłowego nad- reńsko-westfalskiego. w austriackim Yorarl- bergu i w Szwajcarii z elektrowniam i cieplnymi Niemiec środkowych. . a więc dla całych krajów lu b te ż n a w e t dla kilku sąsiadujących ze sobą krajów. korzystającym i z węgla brunatnego jako pali­ wa. P rzek a zy w a n ie en ergii e lek try czn ej n a o d le g ło ść 101 elektryczną1 nie tylko liczne fabryki. została od razu zbudowana na 380. W ostatnich czasach coraz wyraźniej występuje dążenie do sprzęgania ze sobą wielkich central energe­ tycznych. okazało się konieczne podniesienie napięcia na linii aż do 220. Im większy jest obszar. Trzeba tu było przekazywać energię elektryczną na odległości.0 0 0 w o ltó w . lecz również i odlegle o 42 km miasto Buffalo. znajdujące się w bez­ pośrednim sąsiedztwie wodospadu. jak cieplnych. a częściowo naw et i koleje w promieniu setek kilometrów. zarówno wodnych. pierwsza na świecie o t a k wysokim napięciu. ażeby uniknąć większych s tr a t energii na takich odległościach. na dużych obszarach.000w oltów . Pom iędzy powstałym i w ostatnich czasach wielkimi sieciami energetycznym i jedną z najlepiej urządzonych jest szeroko rozgałęziona sieć. E n ergia tu rb in y w o d n ej o m o cy 300 k on i p a ro w y ch zo sta ła przek azan a z m iejsco w o ści L a u ffen n a w y s ta w ę .przy czym linia ta. W ten sposób można za­ opatryw ać w prąd jednolicie i za pośrednictw em jednej rozdzielni centralnej wszystkie m iasta i fabryki.

przewód taki nie jest jednakże gorszy. centym etrów . 37 przedstaw ia p u s ty przewód tego rodzaju o średnicy kilku Rys. dla zwiększenia wytrzymałości w jego wnę­ trzu znajduje się szkielet pod trz y m u ją c y w kształcie sprę­ żynującej śruby. kable masowe. że ważą mniej i kosztują t a n ie j. gdyż wspomniane już wyżej zajwisko naskórkowe powoduje i w pełnym prze­ wodzie zepchnięcie p rądu na jego powierzchnię. w których poszczególne przewody z prąd e m są zaopatrzone w osłony papierowe. W porównaniu z pełnymi przewodami o tej samej średnicy. Jednakże sto­ sowanie kabli m asowych do wyższych napięć byłoby nieekonomiczne. Rys.1 Do napięć poniżej 60. Na liniach napow ietrz­ nych zastosowano pusle wewnątrz przewody z brązu. .102 Z asad y fizy k i Dla takich przewodów najwyższego napięcia trzeba było obmyślić specjalne konstrukcje.000 woltów stosuje się zwykle tzw. impregnowane specjalną masą. 38 pokazano m aszt linii najw yż­ szego napięcia w Yorarlbergu. są to kable. m ają one tę zaletę. 37. Ze względów bezpieczeństwa linie napowietrzne musi­ m y uzupełniać przynajm niej miejscami przez podziemne przewody kablowe. gdyż niezbędna izolacja m usiałaby ze 1 T ak ie kable u k ład a się rów n ież i pod w o d ą . Na rys. Pusty w ewnątrz przew ód wysokiego napięcia.

. do których przelewa się nadm iar oleju. G dyby zechciano do najwyższych napięć stosować te same wy­ m iary. P rzek a zy w a n ie en ergii e lek try czn ej n a o d le g ło ść 103 względów bezpieczeństwa mieć zb y t duże w ym iary. Izolatory muszą być wypróbowane przed wstawieniem do instalacji. to kable stałyby się już w k ró tk im czasie niezdatne do użytku. gdy kabel s ty ­ gnie. Zdatność izolatora do u ż y tk u w ykazuje się przez spowodowanie przeskoku iskry. aniżeli to.gdy jegoobjętość rośnie w skutek nagrza­ nia przez p rąd . gdyż nie­ uniknione ich nagrzewanie zniszczyłoby jednorodność izola­ cji przez wytworzenie w niej dziur. przy czym poddaje się je działaniu napięcia znacznie wyższego. W ten sposób kabel znajduje się stale w ty ch sam ych w arunkach ciśnienia i jest stale równomiernie izolowany. które będzie stosowane w rzeczywistości. Są one w y­ pełnione olejem o m a ­ łej lepkości i zawierają specjalne naczynia w y­ równawcze.000 woltów. Na liniach powietrznych najwyższego napięcia rzeczą wielkiej wagi jest odizolowanie drutów przewodzących od m asztów. kabli olejowych. od­ wrotnie. Rys.Linia najwyższego napięcia. naczynia te od­ dają olej Z powrotem . w y­ nik ten osiągam y dzię­ ki użyciu tzw. Mimo to m ożem y opanować n a ­ wet napięcia rzędu kil­ kuset tysięcy woltów stosując kable o zwyk­ łych w ym iarach. co i do napięć poniżej 60.38.

ma 760 m etrów długości i 52 m etry wysokości. 39). Przeskok iskry poprzez izolator. zbudow ana w Berlinie około 1930 r. zużywa ona na godzinę 150 ton wody na wytworzenie pa ry . częściowo już w r.36 k o n ia p aro w eg o . 39. „Dnieproges“ . na około 300 miliardów 1 1 k ilo w a tt o d p o w ia d a 1. Całkowita światowa roczna wytwórczość energii elek­ trycznej była oceniana w 1930 r. spiętrzająca wodę. będzie posiadała po całkow itym wykończe­ niu moc 600. np. Największa rosyjska elektrownia wodna. posiada Rys.000 kilow attów . 1933 uruchom iona. moc 200.000 kilow attów . lecz przez powietrze (rys.104 Z asad y fizy k i przy czym wyładowanie musi zachodzić nie przez izolator. Największe elektrownie współczesne mogą dostarczać p r ą d u o mocy kilkuset tysięcy kilow attów . co odpowiada kilkuset również tysiącom koni parow ychJW ielka elektrow­ nia cieplna. tam a .. .

do łado­ wania akum ulatorów . Do celówr zaś elektrochemicznych. Możemy przyjąć.1 W zasadzie opierają się one na w y k ry ty m przez R i c h a r d s o n a w r. P ro sto w n ik i 105 kilowattgodzin. w k tó r y c h siln ik p rąd u p rzem ien n eg o pędzi p rą d n icę p rądu sta łe g o i w te n sp osób p rzek szta łca prąd p rzem ien n y na sta ły . nie m ożna w ogóle stosowrać prądu przemiennego. 10% zaś na Niemcy. Pośród urządzeń. np. Chociaż bo­ wiem zastosowanie prądów' przem iennych do przekazy­ wania energii na odległość daje wyjątkow e korzyści i można je w ytw arzać stosunkowo łatwo. o k tórych była już mowa w jednym z poprzednich rozdziałów p rzy rozpatryw aniu zjawiska fotoelektrycz- nego. lecz również i przekształcanie prądów' przem iennych na stałe stanowi ważne zadanie elektrotechniki. rozdz. służących do przekształcania prądów przem iennych na stałe. XXX P R O S T O W N IK I Nie tylko podnoszenie lub obniżanie napięcia prądu. w tram w ajach elektrycznych. z czego około 4 2 % przypada iia S tany Zjednoczone. np. 1903 fakcie. iż obecnie około 14% ogólnej produkcji energii całego świata ulega przemianie na energię elektryczną. iż ciała rozżarzone. lepiej nadaje się p rąd stały. c z y li p rzetw o rn ice. jednak do napędu silni­ ków. zwanych elektro­ nam i. a prze­ de wszystkim rozżarzone metale. 2 P or.2 Gdy w próżni umieścimy kawałek rozżarzonego metalu naprzeciw kaw ałka m etalu zimnego i uczynim y te metale 1J e d n y m ze sta rszy ch ty p ó w są „ zesp o ły siln ik o w o -p rą d n ico w e“ . 5. są źródłem promienio­ wania elektryczności ujem nej. najważniejszą rolę grają dzisiaj pro­ stow niki. . Promieniowanie to składa się z najdrobniejszych cząstek materii.

„an o d ą“ . W pro ­ 1 Por. zimna elektroda na to m ia st z biegunem dodatnim . odpycha wówczas niosące również ujem ny nabój elektrony. przyciąga je ku sobie. Ponieważ. kierunek p rądu jest przeciwny do kierunku ruchu nabojów ujem nych. jest miejscem odprowadzenia prądu. że przepływ elektryczności będzie zachodził tylko wówczas. w k tó ­ rych w yzyskano zjawisko łuku elektrycznego. 18. gdyż elektrony. Jeżeli nato m ia st połączymy gorącą elektrodę z do­ d a tn im biegunem źródła prądu. zgodnie z p rzyjętą poprzednio umową. gdy żarząca się elektroda będzie połączona z ujem ną koń­ cówką. wysyłane przez żarzącą się elektrodę. wentyl elektryczny. że pędzi ono elektrony. że prąd płynie od elektrody zimnej do gorącej. tzw. doprowadzając prąd elektryczny do jednego z nich i odprowadzając od drugiego. w stosunku do prądów kierunku przeciwnego — j a k izolator. Stanowi ono.1 m usim y więc powiedzieć. W ten sposób duża ilość elektronów przechodzi od elektrody żarzącej się do zimnej. czyli „żarząca się katoda“. wysyłane przez rozżarzoną elektrodę. Zasada w entyla elektrycznego znajduje najważniejsze zastosowanie techniczne w prostownikach rtęciowych. elek­ tro d a zaś gorąca.106 Z asad y fiz y k i elektrodam i. połączona z bie­ gunem ujem nym . połączona z biegunem dodatnim . to jasne jest. Pole elektryczne jest mianowicie tak w tedy skierowane. Prąd ten nazyw am y zwykle anodowym . według przyjętego określenia. do elektrody zimnej. zostaną n a ty c h m ia s t zawrócone z powrotem przez odwrotnie teraz skierowane pole. czyli miejscem doprowadzenia (w u- m ow nym znaczeniu) prądu. . rozd z. nato m ia st elektroda zimna. czyli z tak zwanym u jem n y m „biegunem “ źródła p rąd u . Omawiane tu urządzenie zachowuje się zatem w stosunku do prądów jednego kierunku ja k prze­ wodnik. nic będziemy wówczas mogli zaobserwować przewodzenia elektryczności. jest więc elektroda zimna. E lektroda gorąca.

p rzy czym ich te m p e ra tu ra dochodzi tylko do ciemno-czerwonego żaru. 40. mogą więc one uchodzić za . lub żelaza. Prostow nik rtęciowy wiedeńskiej stacji radionadawczej. Prostowniki 107 stow nikach tych żarzącą się katodę stanowi powierzchnia rtęci. z grafitu Rys. Naprzeciw niej znajdują się dwie anody.

000 wol­ tów. p o d o b n ie do o m a w ia n y ch n iżej d e te k to r ó w k r y sta lic z n y c h . Prostow nik rtęciowy (porówn. v o n L i e b e n a i S t r a u s s a . a b y m ożn a b y ło z a stą p ić p rą d n ice p rąd u sta łe g o . ja k m eta l. Przyrządem tym . 3 S ą to w e n ty le e lek tr y c zn e . r y s . przez fizyka amerykańskiego D e F o r e s t a . k tó ry pozwala osiągnąć dowolnie wielkie wzmocnienie p rądów przem iennych nie zmieniając ich częstości. ty m więcej. Oddaje on z powrotem 75 do 9 5 % pobranej energii. prostowniki suche. n a o d d z ia ły w a n ia c h k o n ta k to ­ w y ch . ulepszony zaś następnie przez licznych in­ nych badaczów. jest wzmacniacz lam pow y.40) może „z atrz y m a ć “ napięcia przeciwnego kierunku. 1 W p rzeciw ień stw ie d o łu k u rtę c io w e g o . p rzez p o łą ­ czen ia p rąd n ic prądu p rzem ien n eg o z p ro sto w n ik a m i. Dzięki zastosowaniu dwóch anod możemy za pom ocą odpowiedniego zręcznego pomysłu technicznego wyzyskać obydwie połówki okresu prądu przemiennego do przekształcania na prąd stały. iż p rzy k ażd orazow ej zm ia n ie k ieru n k u prądu w ę g ie l n ie s ty g n ie ta k szy b k o . 2 T ech n ik a d ą ż y do ta k ie g o u d o sk o n a le n ia p ro sto w n ik ó w . . wynaleziony około 1910 r.2 Obok prostowników rtęciowych coraz większe znaczenie zyskują dla mniejszych mocy i niższych napięć tzw. ja k w ynale­ zienie przyrządu. łu k ś w ie tln y p o m ię d z y d w iem a e lek tro d a m i w ę g lo w y m i m o żn a za sila ć ró w n ież i prądem p rzem ien n y m . Z jaw isk o to z n a jd u je w y tłu m a c z e n ie w fa k cie. oraz fizyków austriackich.108 Z asad y fiz y k i „zim ne“1 w porównaniu z k a to d ą o tem peraturze około 3000 stopni C.3 XXXI WZMACNIACZE LA M PO W E Niewiele chyba w ynalazków naszych czasów odegrało ta k doniosłą rolę w cywilizacji współczesnej. o p a rte. dochodzące do 20. im wyższe je s t napięcie. n a p ię c ie k tó r y c h nie m oże p rzek ro czy ć p ew n ej ok reślon ej w a r to ści. k tó ry umożliwił zwycięski po­ chód radia i filmu dźwiękowego.

zwykle miedzianej lub też glinowej. zewnętrzna powierzchnia wzmacniacza w y­ gląda dzięki tem u. możemy je zatem zmieniać przez regulowanie p rądu grzejącego. . K atoda jest włączona poza ty m w obwód drugiej baterii. Ja k o anody używa się bla­ chy metalowej. a więc w ystarcza wówczas słaba bateria grzejąca. 41) K a to d ą czynim y drucik wolframowy. J a k mianowicie wykrył W e h n e l t . Siatka posiada najczęściej k ształt spirali. P rą d opuszcza wzmacniacz od strony k a ­ tody. baterii grzejącej.1 W zmacniacze pokrywa się zwykle od wnętrza w arstw ą m agnezu. dodając do wolframu drobne ilości toru. siatka. jak zwierciadło. Natężenie p rądu anodowego zależy naturalnie od tem ­ p e ra tu ry żarzącej się katody. pokryw any zazwyczaj tlenkam i ziem alkalicznych. że pomiędzy nimi znajduje się jeszcze trzecia elektroda. k tó ra ma za zadanie wywołać żarzenie się k a to d y (rys. 1 D la w ięk szej p rze jr z y sto śc i na ry s. <11 nie u w zg lęd n io n o sp i­ raln ego k sz ta łtu sia tk i. W szczególnie wysokim stopniu jed n a k zależy natężenie prądu anodowego od napięcia. zwanego napięciem anodowym . baterii anodowej. Ten sam sk u te k można zresztą osiągnąć. Zależy ono dalej od napięcia. połączonej z ujem nym biegunem baterii anodowej. otaczającej drucik wolfra­ m owy. Wzmacniacze lampowe 109 W najprostszej swej formie wzmacniacz lampoAvy składa się z wypróżnionej gruszki szklanej. już sto­ Bateria ż a rz e n ia sunkowo słabe ogrzanie tych tlenków powoduje znaczną emisję elektronów. a mianowicie tzw. które zwiemy napię­ ciem siatkowym. w ykonana z drucików metalowych. k tóra ma wchłaniać pozostałe jeszcze resztki gazu. wapnia lub baru. p a ­ nującego pomiędzy k a to d ą i siatką. w której umieszczone są naprzeciw siebie żarząca się k atoda i zimna anoda w taki sposób. np. przyłożonego pomiędzy anodą i katodą. Anodę łączy się z dodatnim biegunem tzw.

Mówimy. Odwrotnie. nie dając jednocześnie żadnego napięcia na siatkę. k tó ry chcemy wzmocnić. Prąd przemienny. wynoszące około 10 woltów. T ak np.1 wówczas. że zmiany napięcia anodowego m ożna zastąpić przez dziesięciokrotnie mniejsze zm iany napięcia siatkowego. elektrony. nie cz e r ­ p iem y je d n a k p rzy ty m z u p ełn ie p rądu! . wysyłane przez żarzącą się katodę. będą odrzucane z powrotem ku niej. Okazuje się jednak. wynoszące 5 woltów. ten sam wynik możem y osiągnąć. gdy dam y siatce ujemne napięcie. wobec czego prąd ano­ dowy osłabnie i — przy dostatecznie wysokim napięciu siatki — zaniknie całkowicie.110 Z asad y fiz y k i Gdy mianowicie do siatki przyłożym y napięcie ujem ne. k tó ry w y tw arzam y w małej lampce przez przyłożenie napięcia anodowego 100 woltów. nie zmieniając napięcia anodowego. 2 Z b a terii. k tó ry osiągamy przez określone zm iany napięcia anodowego. Natężenie prądu anodowego (gdy te m p e ra tu ra żarzenia drucika jest dana) m ożem y zatem zwiększać lub zm niej­ szać przez odpowiednie zm iany napięcia anodowego. k tórej b iegu n d o d a tn i łą c z y się z ro zża rzo n y m d ru cik iem w o lfr a ­ m o w y m . sta n o w ią c y m k a to d ę w zm a cn ia cza . że dodatnio naładow ana siatka w ychw y­ tuje prawie wszystkie elektrony i nie pozwala im dojść do anody. dodatnie napięcie siatki ułatwia wyjście elektronów z k a to d y i wzmacnia przez to prąd anodowy. Gdy chcem y podwoić istnie­ ją c y już w lampie prąd anodowy. że w ty m w ypadku spółczynnik wzmocnienia wynosi 10. prąd. chyba że napięcie siatki ma już t a k dużą wartość. czy też siatkowego. zanika całkowicie. lecz n adając siatce dodatnie napięcie. w sta w io n e j p o m ię d z y sia tk ą i k a to d ą . m usim y podwyższyć n a ­ pięcie anodowe np. że ten sam skutek. przepuszcza- 1 Ł ą c z y m y w ty m celu sia tk ę z u je m n y m b ieg u n em b a terii. z 50 na 100 woltów. możemy otrzym ać przez znacznie już mniejsze zm iany napięcia siatkowego.2 Z przytoczonych tu przykładów widzimy zatem. dzięki odpychającem u działaniu ujemnie nałado­ wanej siatki.

jest o wiele większe. co i prąd w pierw otnym uzwojeniu tra n s­ form atora wstępnego. X X X II D R G A N IA E L E K T R Y C Z N E P rądy. jak zmieniałyby dziesięciokrotnie większe wahania napięcia anodowego. .1 We wzmacniaczach z jedną siatką współczynnik wzmoc­ nienia ma wartość od 10 do 15. które p rzykładam y do siatki (G) wzmacniacza. oraz —W— w ty m sam ym rytm ie. Stosując dwa lub kilka stopni wzmocnienia.). są to prądy. jakie otrzym ujem y. 1 M o g liśm y tu ta j o c z y w iśc ie n a szk ico w a ć je d y n ie szczeg ó ln ie p ro sty sc h e m a t w zm a cn ia n ia prądu. w ytw arzane przez używane w przemyśle p r ą d ­ nice prądu przemiennego. mWiennych zmacnianie prądów prze­ (schem. D rg a n ia elek try czn e 111 m y przez uzwojenie pierwotne (Si) transform atora „wstęp­ nego“ (rys. zm iany napięcia siatki będą go zmieniać tak. 42. jednakże dzięki oddziaływaniu siatki n a ­ tężenie prądu w uzwojeniu T2 Rys. 42). płynie on z tą sam ą częstością. Dzięki przyłożeniu stałego napięcia anodowego pomiędzy anodą (A) i k a to d ą (K) powstaje p rąd anodowy. Jednakże już w połowie X I X stulecia fizycy poznali p rądy przemienne o nadzwyczaj dużej częstości. Skutkiem tego we w tó rn y m jego uzwojeniu (T2) powstaje przez indukcję znowu p rąd przem ienny. możem y osiągnąć wzmocnienia rzędu setek lub naw et tysięcy razy. W r z e c zy w isto śc i sto su je się jesz c z e w ie le różn o ro d n y ch u lep szeń . Prócz baterii anodowej do zewnętrznego obwodu p rądu jest jeszcze włączone pierwotne uzwojenie (Ti) transform atora wyjściowego. Skutkiem tego we w tórnym jego uzwojeniu (S2) powstaje przez indukcję napięcie przemienne. m ają zwykle częstość 50 lub 162/3 okresów na sekundę. k tó ry ch n ie m o że m y tu om a ­ w iać.

które już dawało się wyraźnie dostrzec na fotografii. 1850 teorię takich drgań elektrycznych i wykazał. Pow staje wówczas p rąd rozładowania. wówczas dzięki indukcyjności własnej obwodu powstaje p rąd samoindukcji. . zanikając stop­ niowo. 21. k tó ry powoduje wyrównanie się potencjałów okładek. im mniejsza jest pojem ność kondensatora oraz sam oindukcja obwodu przewodzącego. że jedna okład­ ka pewnego kondensatora1 jest naładow ana dodatnio.112 Z asad y fizy k i rozładowując kondensatory. Gdy po wyrów naniu się potencjałów prąd rozładowania prze­ staje płynąć. Przypuśćm y. czyli drganie zachodzi ty m szybciej. N aładow any ponownie kondensator znów się rozładowuje i całe zjawisko pow tarza się. okładkę kondensatora. że czas trw ania jednego drgania je s t ty m mniejszy. rozdz. i w te n sposób mógł zastąpić następstw o po sobie w a h a ń natężenia w czasie uszeregowaniem ty ch w a h a ń jed n o p o d ru g im w przestrzeni. dopóki w ahania nie zostaną wygaszone sk u tk ie m s tr a t energii. ujem nie zaś — pierwszą. przy czym w ciągu jednego okresu w y stę p u ją dwa m axim a n a ­ tężenia światła. 1 Por. a więc uprzednio ujem ną. iż okresowym w ahaniom natężenia p rąd u odpow iadają również okresowe w ahania natężenia światła iskry. p rąd ten ładuje z kolei dodatnio drugą. W yzyskał w ty m celu zjawisko. 1859 F e d d e r s e n o w i udało się rzeczywiście stw ier­ dzić na drodze doświadczalnej istnienie drgań. druga zaś ujemnie. towarzyszącej rozładowaniu. i połączmy te okładki ze sobą jakim kol­ wiek przewodnikiem. William T h o m s o n pierwszy rozwinął około r. spowodowanych przez w ytw arzanie się ciepła. p łynący dalej w ty m sam ym kierunku. W r. Feddersen fotografował obraz iskry. związanych z rozładowaniem butelki lejdejskiej. Elektryczność w ykonyw a ja k gdyby ruchy w aha­ dłowe ta m i z powrotem pom iędzy jed n ą i drugą okładką kondensatora. u tw o ­ rzony w szybko wirującym zwierciadle. polegające na ty m .

J e s t to transform ator. sposób na okres drgań wartości. D ru cik rozżarza się. W altera. a u to m atyczniei 1 J a k o p rzery w a cz a u to m a ty c z n y słu ż y a lb o tz w . że na fotografii widać również wyraźnie okresowe zm iany kierunku prąd u . D rg a n ia ele k tr y cz n e 113 Na rys. Isk ry Fcddcrsenow skie w edług zdjęcia B. m ło te c z e k N eefa . 43. lecz w k ażdym razie czę­ stość rzędu kilku tysięcy okresów na sekundę. W te n sp o só b prąd z o sta je perio- Zasady fizyki . w y n a le z io n y przez W e h n e lta . w ykonane według m eto d y Feddersena. p rzy c z y m d o k o ła n ie g o w y tw a r z a się p o w ło k a g a zo w a . alb o te ż p rzery w a cz e le k tr o lity c z n y . wynoszące od jednej do 40 milionowych sekundy. Trwale p rąd y przem ienne. k tó ra p rzeryw a prąd. Znając ilość obrotów zwierciadła. z a n u rz o n y c h do ro z c ie ń c z o n eg o k w a su sia rk o w eg o i sta n o w ią c y c h d o p r o w a d zen ie i o d p r o w a d zen ie p rądu sta łe g o . d zięk i czem u p o w ło k a g a z o w a u leg a k o n d en sa cji i prąd z a c z y n a p ły n ą ć z p o w ro tem . perio­ dycznie przeryw any za pom ocą specjalnych. Znalazł on w ten Rys. tak. mógł już Feddersen obliczyć ze swych fotografii czas trw a ­ nia jednego takiego drgania elektrycznego. J a s n y koniec każdego z obrazów iskry odpowiada przy ty m zawsze ujemnej okładce kondensatora. 43 widzimy nowsze zdjęcie. w k tó r y m przez p r z y c ią g a n ie e lek tr o m a g n e su w p ro w a d za się w ruch d rg a ją cy sp ręży n k ę. nie posiadające wprawdzie podobnie wysokiej częstości. w ó w c z a s d ru cik bardzo sz y b k o sty g n ie . S k ła d a się on z p ły t y oło w ia n ej oraz d ru cik a p la ty n o w e g o . w którego pierw otnym obwodzie płynie p rąd stały. m ożna w y ­ tworzyć za pom ocą cewki indukcyjnej.

w ykryte przez Teslę. 1900. dru gie jego u zw o jen ie sk ła d a się z b ard zo w ielu z w o jó w cie n k ie g o d ru tu . n iż p r z y z a m y k a n iu . Gdy końcówki obwodu wtórnego połączym y z dwoma współśrodkowymi pierścieniami z d ru tu . d y c z n ie p rzerw a n y k ilk a ty s ię c y r a zy n a se k u n d ę. K a żd e m u c e n ty m e ­ tro w i p rzerw y isk row ej o d p o w ia d a n a p ięcie od 8 0 0 0 do 18000 w o ltó w (za leżn ie od k sz ta łtu elek tro d ). Indukow any p rąd w tórny jest naturalnie prąd e m p rzem iennym . a niekiedy naw et ponad m e t r . swobodne końcówki wtórnego uzwojenia tra n sfo rm ato ra Tesli znaj­ du ją się w powietrzu. k tó re w sta w ia m y do w n ę tr z a u zw o jen ia p ierw o tn eg o .114 Z asad y fizy k i funkcjonujących urządzeń.) . wówczas to wysokie napięcie w ytw arza się pomię­ dzy jego końcówkam i. które mogą mieć długość sięgającą kilku centym etrów lub decymetrów. 1 In d u k o w a n a siła e le k tr o m o to r y c z n a p o sia d a b o w iem p rzy otw iera n iu p rąd u k ieru n ek w p r o st p r zeciw n y . obwód zaś pierw otny zostaje pobu­ dzony do drgań. n a z y w a m y jej p rzerw ą isk ro w ą . pięknie zabarw ioną smugę świetlną. 44).3 B utelka lej­ dejska musi być przy ty m stale na nowo ładow ana przez prąd pomocniczej cewki indukcyjnej. C zęsto u ż y w a n e są w p ra k ty ce rów n ież ta k z w a n e „ p rzery w a cze tu r b in o w e “. 2 N a jw ięk szą d łu g o ść isk ry. Gdy uzwojenie w tórne jest otw arte. można otrzym ać p rą d y przemienne o bardzo dużej częstości i jednocześnie nadzwyczaj wysokim napięciu. 3 T ran sform ator T esli n ie p o sia d a rd zen ia ż ela z n e g o . utw orzoną z niewielu zwojów grubego d ru tu miedzianego. ujrz y m y po­ między nimi ciągłą. Jeżeli np.1 k tó ry wyróżnia się bardzo wysokim napięciem m aksym alnym . rzędu dziesiąt­ ków lub setek tysięcy woltów. tłu m . Zjawiska. wówczas z końcówek ty ch try sk a ją snopy iskier elektrycznych (rys. i sta n o ­ wiącą pierwotne uzwojenie tra n s fo rm a to ra . słusznie obudziły w swoim czasie ogromne zainteresowanie w szerokich m asach. gdy przepuścim y p rąd rozładowania butelki lejdejskiej przez szpulę. prowadząc do pow stania iskier. (P rzy p . ja k ą m o żn a o trz y m a ć z d an ej cew k i in d u k cy jn ej.2 J a k w ykazał T e s l a około r.

Godna uwagi jest zupełna nieszkodliwość ty ch prądów dla ciała ludzkiego. na w e t gdy natężenie ich jest dość znaczne. mające postać pęków iskier i w stęg płomiennych.3 1 P or. W yładowanie transform atora T esli o napięciu ok. 27. 44. 3 N a jw a żn iejszą rzeczą w d o św ia d c z e n ia c h T esli je s t d o stro je n ie p ierw o tn eg o i w tó rn eg o o b w o d u do rezo n a n su (p o ró w n . 2 P or. Dzięki olbrzym im częstościom prądów Tesli w yróżniają się one szczególnie silnym efektem na sk ó rk o w y m . wyw ołujem y jarzenie się powietrza w otoczeniu ty ch drutów na całej ich długości. naw et w znacznych odległościach od tra n sform atora. równo­ legle napiętych drutów . R urki geis- slerowskie 1 świecą w pobliżu tra n sfo rm ato ra Tesli naw et Rys. 56. zawdzięczamy to wielkiej szybkości zmian k ieru n k u .2 milionów woltów. rozdz. 3 7 ). Z rozu m iałe je s t sa m o przez się.2 o k tó ry m wspominano już uprzednio. . rozd z. ro zd z. 1. że n a le ż y p o sta ra ć się o d o sta ­ teczn ie d o b rą izo la cję. bez doprowadzania do nich prądu. D rg a n ia ele k tr y cz n e 115 Przyłączając końcówki wtórne do dwóch cienkich.

Niewielu tylko fizyków zrozumiało wówczas całkowite znaczenie teorii. przypisał zupełnie dowolnie hipotetycznym p rądom przesunięć własności analogiczne do tych. I dał m u jakiś popęd tajemniczy I odsłonił natury wiecznie czynne siły? (Tłumaczenie A l. Istotnie nową w niej rzeczą jest to. m agne­ tycznych i świetlnych miała skierować rozwój fizyki na zupełnie nowe tory. k tó ra dzięki jednolitem u ujęciu zjawisk elektrycznych. Co lak wewnętrzne wrzenie we m nie uspokoił. jak m łodociany wówczas jeszcze B oltzm ann. k tó ry sądził. „prądu przesunięcia“ . abyśm y mogli j ą tu ta j dokładnie rozpatrzyć. wskazując na rok 1873. lecz ci. k tórzy zdołali ją pojąć. W t y m bowiem roku M a x w e l l opublikował swoją wspaniałą teorię. Krajewskiego) Teoria Maxwella jest oczywiście z b y t tru d n a . Do­ wolność ta znalazła świetne usprawiedliwienie w niezwykle płodnych w ynikach. płynących z tego założenia. według której każda zmiana natężenia pola elektrycznego wywołuje powstanie tzw. iż do wzorów m ate m atycznych nowej teorii należy zastosować słowa z „ F a u s ta “ Goethego: Czyliż to Boga palce znak len nakreśliły. Dzięki ty m poglądom doszedł Maxwell do słynnych . Biedne me serce radością napoił. Maxwell. X X X III E L E K T R O M A G N E T Y C Z N A ISTOTA ŚW IA T Ł A G dyby nas zapytano. że do praw a Coulomba oraz znanych już podstaw ow ych p raw elektrom agnetyzm u i p rądów in d u k ­ cyjnych dołączyła ona nową hipotezę. jakie zauważono w w y padku prądów w przewodnikach. sformułowanej przez Maxwella. wówczas mielibyśmy zapewne słuszność. czyniąc krok nie­ zwykle śmiały. k tó ry właściwie rok należy uważać za d a tę narodzin nowoczesnej fizyki. byli nią równie zapewne wstrząśnięci.

1 m uszą rozchodzić się w próżni z prędkością światła. że w punkcie ty m za- chodzą drgania elektryczne lub magne. 2 W d a w n ie jsz y c h teo ria ch . lecz i jego kierunku. 45. które. że każ d a fala elektryczna musi być nie­ odzownie sprzężona z falą m agnetyczną i odwrotnie. również i drgania elektryczne lub m agnetyczne mogą wywoływać fale elektryczne lub m agnetyczne. Z rów nań ty ch w ysunął on dalej wniosek niezwykle wielkiej wagi. każda fala m agnetyczna z elektryczną. a mianowicie możliwość istnienia fal elektro­ magnetycznych. k tó re sp r o w a d z a ły św ia tło do d rgań e la s ty c z n y c h ta jem n icze g o „eteru ś w ie tln e g o “.y“ «nie)_(5Ch<:ma- się w przestrzeni za pośrednictw em tych fal. K ierunki te zostały przedsta­ wione na rys. H a lę* en tości natężenia. Z teorii Maxwella wynika. z uwzględnieniem praw idłowych zwrotów. wim y wówczas. 18. Elektromagnetyczna istota światła 117 swych podstaw owych rów nań pola elektrom agnetycznego. że obie te fale posuw ają się z t ą sam ą prędkością i że wreszcie natężenie pola m agnetycz­ nego jest stale prostopadłe do natężenia pola elektrycznego. oba zaś te kierunki są z kolei prostopadłe do wspólnego kie-: runku rozchodzenia się fal. Fale elektrom agnetyczne są więc czysto poprzeczne. po­ siadają one zatem tę właśnie cechę. sta n o w i! z a g a d k ę n ie do r o zw ią za n ia . p o p r z e c z n y c h a ­ rak ter drgań św ie tln y c h . k tó r y c h n ie m o ­ ż e m y tu ta j ro zp a try w a ć. ja k np. rozd z. z r o z m a ity c h w z g lę d ó w . me- chaniczne drgania powietrza pow odują Rys 45 Fala clcktro_ powstawanie fal głosowych i rozchodzą magne.2 1 Por. m ó­ pola eteUtrycz. ja k Maxwell wywnioskował z pom ia­ rów' W ebera i K o h lrauscha. !«««/»> tyczne. k tó rą nieodzownie m u ­ simy przypisać falom świetlnym wobec istnienia zjawisk polaryzacji św iatła. W podobny sposób. . które na ogół dotyczyć mogą nie tylko war. Gdy natężenie pola elektrycznego lub magnetycznego ulega w pewnym punkcie periodycznym zmianom. zwanych powszechnie od jego nazwiska rów naniam i Max- wella.

zwany relacją M axwella. że stała dielektryczna każdego ośrodka musi być równa kwadratowi wartości jego optycznego spółczynnika załam ania -1 B o l t z m a n n w ykazał już w kilka miesięcy po ogłoszeniu prac y Maxwella. 10 i 21. rozd z. a m iano­ wicie w r. 2 W d z ied zin ie św ia tła w id zia ln eg o cia ła sta łe i c ie k łe n ie sp e ł­ n ia ją relacji M axw ellow sk iej ze w z g lę d u n a zja w isk o d y sp ersji. a n a w e t decymetrów. 1888. że ciała gazowe rzeczywiście spełniają ten związek. Z falami tej długości nie m ożna było naturalnie dokonywać do­ świadczeń. wynoszące jeszcze około 300 m etrów. doszedł ostatecznie do wniosku. Hertzowi udało się zmniejszyć długość fali do niewielu m etrów. oddzielonych od siebie k ró tk ą prze­ rwą iskrową i ładow anych stale przez cewkę indukcyjną. utożsam iając te uznane przez siebie za teore­ tycznie możliwe fale elektrom agnetyczne z falami świetl­ nymi. udało się jednakże do­ piero w 15 lat po ukazaniu się dzieła Maxwella. wo­ bec tego najszybszym naw et z takich drgań odpowiadają długości fal. że H ertz za p u n k t wyjścia swych doświadczeń obrał rozpatrzone ju ż przez nas drgania kondensatora. przez zastosowanie zam iast butelki lejdejskiej dwóch kawałków mosiądzu od­ powiedniego kształtu.2 Rzeczywiste doświadczalne wytworzenie fal elektro­ m agnetycznych. że nowe te fale są identyczne co do swej istoty z fa­ lami świetlnymi. ja k już wspomniano. je d n a k że w d alek iej p o d czerw ien i w sz y stk ie cia ła sto su ją się d o ­ k ład n ie do niej. któ ry c h istnienie Maxwell przewidział na drodze rozw ażań teoretycznych. około jednej milio­ nowej sekundy. Równocześnie doświadczenia te wyraźnie w y k a ­ zały. Zrozumiałe jest. okres drgań wynosi. . Gdy rozładow ujem y butelkę lejdejską. 1 Por. dzięki słynnym doświadczeniom H enryka H e r t z a .118 Zasady fizyki Maxwell. Ponieważ zupełnie ogólnie we wszelkich ruchach falowych długość fali równa się iloczynowi okresu drgania przez prędkość rozchodzenia się fali (którą w danym w ypadku należy utożsam ić z prędkością światła).

ugięciu.1 Rozchodzenie się wywołanych w ten sposób drgań w postaci fal w ykazał H ertz za pom ocą pierścienia z d ru tu . Liczne w ynalazki X V I I I i początku X I X stulecia sta ra ły się cel ten osiągnąć za pom ocą sygnałów 1 P or. przez promienie słoneczne na powierzchni ziemi. polaryzacji i wreszcie m ogą inter- ferować ze sobą. 32. wytworzone przez drgania elektryczne. "W polu elektrom agnetycznym . Telegraf 119 W ten sposób H ertz zmniejszył znacznie zarówno pojem ­ ność. jakie wywiera promień świetlny dzięki swemu charakterow i elektrom agnetycznem u na ciała. . że istot­ nie fale. ja k i samoindukcję obwodu drgającego. podlegają ty m sam ym praw om . zaopatrzonego w niewielką przerwę. podlegają ta k samo odbiciu. Ciśnienie. wyw oływ anym np. w której fale wywo­ ływały przez rezonans powstanie iskry. załamaniu.2 X X X IV TELEGRAF Od najdaw niejszych czasów jed n y m z najważniejszych celów techniki było umożliwienie szybkiego przekazyw ania wiadomości. największa wartość periodycznie zmiennego natężenia pola elektrycz­ nego wynosi od 10 do 15 woltów na c entym etr. rozd z. Przypuszczenia Maxwella co do elektro­ m agnetycznej istoty światła sta ły się w ten sposób pew­ nością. a więc rozchodzą się z t ą sam ą prędkością. Z pom ocą tego prym ityw nego urządzenia mógł H ertz pokazać. znajdujące się na jego drodze. 1901. co i fale świetlne. odpo­ wiednia zaś w artość pola magnetycznego około jednej pią­ tej wartości składowej poziomej m agnetyzm u ziemskiego. 2 D o św ia d c z a ln ie is tn ie n ie ciśn ien ia św ia tła w y k a z a ł po raz p ierw szy L e b i e d i e w w r. odpowiada w przybliżeniu ciężarowi jednego m iligrama na każdy m etr k w a d ra to w y .

naciskam y klucz. tak. ani a p a ra t Steinheila nie n ad aw ały się do szerszego użytku. została zbudow ana pierwsza praw idłowa linia te ­ legraficzna pom iędzy m iastam i W aszyngtonem i Baltimore. 46. że przewód pow rotny m ożna zastąpić przez wyzyskanie przewodnictwa ziemi. że zam iast dwóch dru tó w w y­ starcza tylko jeden. S t e i n h e i l udoskonalił wkrótce potem wynalazek Gaus­ sa i W ebera i dokonał p rzy ty m niespodziewanego odkrycia. Powszechne zastosowanie znalazł dopiero samo zapi­ sujący a p a ra t elektrom agnetyczny. lecz dopiero zastosowanie elektryczności umożliwiło rozwój właściwej telegrafii. Zasadę telegrafu Morsego przedstaw ia schem atycznie rys. Gdy chcem y nad a ć sygnał ze stacji nadawczej (z prawej strony). dotychczas jeszcze jest to jeden z najczęściej spotykanych a p a ra tó w telegraficznych. Dzięki tem u umożli­ wiam y przepływ p rąd u w nastę p u jąc y sposób: z baterii (B) przez linię do otwartego klucza stacji odbiorczej. J u ż po upływie dwóch lat od wykrycia przez F a r a d a y ’a p rądów in d u k ­ cyjnych astronom G a u s s i fizyk W e b e r zbudowali w roku 1833 pierwszy telegraf elektromagnetyczny.120 Z asad y fizy k i optycznych. k tó ry posłużył do połączenia I n s ty tu tu Fizycznego w Getyndze z t a m te j ­ szym obserw atorium astronom icznym . dalej przez elektrom agnes (M’) do p ły ty ziemnej stacji odbiorczej i s ta m tą d do p ły ty ziemnej stacji nadaw ­ . przez A m erykanina M o r s e g o . Jedn ak ż e ani a p a ra t Gaussa i W e­ bera. wynaleziony w 1837 r. W 1843 r.

Uzwo­ jenia przekaźnika są obiegane przez p rąd przewodowy. k tó ry wprawia w ruch p rzy­ rząd zapisujący. wynalezionej przez Morsego i przy zastosowaniu alfabetu Morsego. b y w ten sposób lepiej wyzyskać kosztow ną linię telegraficzną. na pismo Morsego oraz po­ wtórnego transponow ania otrzym anej depeszy na pismo zwykle. Przekaźnik jest to elek­ trom agnes. p rąd zaś baterii miejsco­ wej zasila ten elektrom agnes. Ponieważ obie stacje są zaopatrzone w identyczne p rzy­ rządy. z k tó ry c h Morse ułożył alfabet. ja k a może być przesyłana w ciągu m in u ty . że dalszy rozwój telegrafii d ą ­ żył w dwóch kierunkach. zależnie od czasu naciskania klucza. Na taśmie tej. doznaje naturalnie znacznego osłabienia skutkiem s tra t. złożonego z p u n ­ któw i kresek. przepływ ający przez długi przewód. zaopatrzony w lekką kotwiczkę. Po pierwsze należało usunąć utrudnienie. k tó ­ rej drugi koniec przyciska kółeczko. Wobec tego isto tn y postęp stanowiło ulepszenie w r. ciągniętej przez m echanizm zegaro­ wy. T eleg ra f 121 czej. Po drugie trzeba było dążyć do podniesienia ilości liter. telegraf pozwala przesłać 40 do 60 liter na m inutę. związane z koniecznością transponow ania tekstu. zwilżone farbą. Zrozumiałe jest. do ta ś m y papierowej. W pierwotnej swej formie. znajdującej się na stacji odbiorczej. 1839 pierw ot­ nego urządzenia Morsego przez W h e a t s t o n e ’a. E lektrom agnes M’ przyciąga m ałą dźwignię. przesyłany ze stacji nadawczej. k tó ry wprowadził ta k zwany przekaźnik. pow stają p u n k ty i kreski. . spowodo­ w anych przez nieuniknione braki izolacji. dzięki włączaniu dalszych pośrednich stacji przekaźniko­ wych staje się możliwe telegrafowanie na doAvolne od­ ległości. danego do przesłania. k tó ra z kolei może zam ykać za pom ocą dźwigni obwód p rądu baterii miejscowej. P rąd włączony przez przekaźnik można również zużytkow ać do zasilenia nowego odcinka linii. więc każda z nich może odbierać i nadaw ać tele­ gram y. Prąd.

1850 przez am erykanina H u g h e s ’a. k tó rą n a ­ stępnie nakleja się na papier i w tej postaci otrzym uje j ą odbiorca. rys. które umożliwiają odbiór telegram u w postaci zapisanej znakam i Morsego.1 Znaki są nadaw ane za pom ocą specjalnej kla­ w iatury.122 Z asad y fizy k i Pierwsze ze wspom nianych wyżej dwu podstaw owych dążeń telegrafii zaspokaja lelegraf literowy. odpow iadający pewnej literze. A by możliwie zmniejszyć czas. 47). Do lepszego wyzyskania linii telegraficznych posłu­ żyło przede wszystkim wprowadzenie ta k zwanego łą­ czenia przeciwsobnego. Przesuwanie Łych otw orków przed odpowiednim urządzeniem wywołuje powstawanie impulsów prąd u . z n a jd u ją c e się n a p rzeciw ró w n ież p o ru sza ją ceg o się w a łk a z ta śm ą p a p iero w ą i p o sia d a ją c e r o zm ieszczo n e na sw y m o b w o d zie lite r y a lb a fe tu . Przyrząd H ughes’a daje w ten sposób depeszę napisaną od razu zwykłym pismem na taśm ie papierowej. wówczas impuls prądu. które umożliwia jednoczesne tele­ grafowanie wzdłuż tego samego to ru w dwu kierunkach przeciwnych. dobiega do biegnącego synchronicznie przyrządu na stacji odbiorczej w tej wła­ śnie chwili. Sprawność a p a ra tu H u ghes’a wynosi w p rzy­ bliżeniu od 100 do 120 liter na m inutę. Co się tyczy prędkości nadaw ania znaków. potrzebny do prze­ słania depeszy. . wywołujący wydrukow anie litery. wynaleziony około r. łączy on w sobie urządzenie nadawcze i odbiorcze.). (U w . gdy w obydwóch przyrządach litera t a znaj­ duje się na kole literowym naprzeciw w ałka drukarskiego. przed nadaw aniem wybija się te k s t jej na pasku papieru za pom ocą pewnego rodzaju m aszyny do pisania. p rzy czym każdej literze odpowiada określona kom binacja otworków (por. Gdy w przyrządzie n adaw czym naciśniem y kla­ wisz. tł. 1860) telegrafu m aszyno­ wego. A p a ra t ten stosow any jest jeszcze dzisiaj na większych stacjach bez istotnych zmian. Spraw ­ 1 P o d sta w o w ą czę ść a p a ra tu H u g h e s’a sta n o w i o b ra ca ją ce się ró w n o m iern ie k oło. to nadzw yczajny postęp w ty m zakresie stanowiło w y­ nalezienie przez W h e a ts to n e ’a (r.

przyrządy te są kolejno włą­ czane do obwodu p rądu w ten sposób. zbudowanej w r. Za pom ocą specjalnej tarczy rozdzielczej. że po­ szczególne przekazyw ane telegraficznie znaki m uszą być dzielone pewnym i odstępam i. w ykonyw ującej od 100 do 200 obrotów na m inutę. 1870 przez Siemensa. 1931.000 km . znacznie jeszcze zwiększający sprawność tele­ grafu. źe odległość pom iędzy dwiema sąsiednimi stacjam i wynosiła około 1. W szeroko rozpowszechnionym telegrafie B a u - d o t a . ta k . na jed n y m i ty m sam ym prze­ wodzie p racują cztery oddzielne przyrządy. Część telegram u. T eleg ra f 123 ność telegrafu maszynowego wynosi od 1000 do 1600 liter na m inutę. w ynikających stąd. 47. W ynalazek ten ma na celu wyzyskanie prze­ wodu również podczas przerw. Po wynalezieniu telegrafowania za pom ocą dziurkow a­ nej taśm y nadawczej nastąpił dalszy wynalazek telegrafii wielokrotnej. w roku ty m przestano się nią posługiwać. Z a p a ra tó w W h e a ts to n e ’a korzystano np. tak. na linii tele­ graficznej indo-europejskiej. Linia ta była czynna aż do r. by było możliwe ich zapisanie. że ka ż d y przyrząd . wynalezionym około roku 1870 i noszącym nazwi­ sko swego ko n stru k to ra .000 kilom etrów długości i po­ siadała 14 pośrednich stacji przekaźnikow ych. że zawsze połączone są ze sobą na stacjach odbiorczej i nadawczej tylko odpowiadające sobie przyrządy. tak. odpow iada ona słowu niem iec­ kiem u „senden“. fprzygotowanego do nadania telegrafem maszynow ym. gdyż stała się ona zbyteczna ze względu na istniejące już inne połączenia kablowe i radiowe. ooo o oo ooo o oo ' o ooooooooooooooooooooooo OOO O O O O O O O O O d e n Rys. Linia ta miała 14.

Za p o m o cą ta k ich filtró w m o ż n a w ięc w y d z ie lić z d o ­ w oln ej m iesza n in y p rą d y zm ien n e. . dzięki tem u. możliwych do uzyskania w jednej żyle. że do n a ­ dawania znaków zastosowano prądy przemienne. n a d a w a n ie k ażd ej lite r y w ty m a p aracie trw a rów n ie d łu g o (m ia n o w ic ie 5 te le g r a ­ ficzn y ch je d n o ste k czasu ). n a d a ją c y c h zn a k i M orsego. że w p rzeciw ień ­ stw ie do p rzyrzą d ów . niezależnie od swego przeznaczenia. 2 N a le ż y o d różn iać tę je d n o cz e sn o ść od d zia ła n ia na p rzem ian . W ten sposób m ożna mianowicie wzdłuż tego samego przewodu przesyłać jednocześnie2 im pulsy p rą d u o rozmaitej czę­ stości. p rzep u szcza ją ce ty lk o ta k ie p rą d y zm ien n e. 3 F iltr y cz ę sto śc i są to u rzą d zen ia . Telegrafia wielokrotna stworzyła możliwość jednoczesnego uzyskania kilku połączeń wzdłuż tego samego przew odni­ ka. o ile zastosujem y odpowiednie „filtry częstości“ . wynoszącą około 600 liter na m inutę n a w e t bez zastosowania dziurkowanej taśm y nadawczej. które nie przeszkadzają sobie wzajemnie i mogą być ka ż d y z osobna odbierane przez dowolne przyrządy.124 Z a sa d y fiz y k i odbiorczy może przyjm ować tylko doń należące im pulsy p rąd u . ja k się mówi obrazowo w języku elektrotechnicznym . n a le ż ą c e do o k reślo n eg o p rze­ d ziału c zęsto ści. g d z ie ró żn e p r zy r zą d y są d o łą cza n e d o p rzew od u n ie je d n o c z e śn ie . 1920. może być 1 Is to tn ą cech ę a p a ra tu B a u d o ta sta n o w i to . lecz ty lk o sz y b k o po so b ie w p ew n ej k olejn o ści. k tó ry ch c z ę sto ść le ż y w p ew n y ch o k re ślo n y c h g ra n ica ch . sto so w a n eg o w teleg ra fii w ie lo k r o tn e j. zo­ stała jednak jeszcze znacznie powiększona około r. m ożna było z jego pomocą uzyskać szybkość nadaw ania. telegrafii podakusłycznej.3 Gdy n a d to została opracow ana m etoda stosowania tzw. jedna i ta sam a „żyła przewodząca“ daje n a m od razu kilka „lorów“ telegraficznych. dzięki której każda linia telefo­ niczna. Ilość torów. dochodząc do 12 a naw et do 24.1 Ponieważ przyrząd B a udota czterokrotnie zwiększa sprawność telegrafu.

1 ta osta tn ia o trzy­ m ała do swego rozporządzenia nadspodziewanie wielką ilość torów. poczynając od r. tak. a b y ró w n ież i p rz y rzą d y . na co musiano poprzednio kłaść Lak wielki nacisk. nadzwyczajnie rozszerzono sieć telefoniczną w Europie i Ameryce Północnej. m o g ły w sp ó łp r a c o w a ć ze sob ą. Rozwijanie dużej prędkości przekazyw ania znaków. 2 Z w aża się o c z y w iśc ie p rzy ty m na to . ja k p rą d y p rzem ien n e różnej c z ę sto śc i w e w sp o m n ia n ej w y żej m e to d z ie teleg ra fii p rzy u ży ciu prądu p rzem ien n eg o . ty m bardziej. warstw ę zaś izolującą — ochronny płaszcz gutaperkow y. by dwaj jej dowolni abonenci mogli łączyć się bezpośrednio ze sobą. u ży w a n e w teleg ra fii. Obecnie zm ierzam y do stw o­ rzenia dalekopisowej sieci łączności na wzór sieci tele­ fonicznej. zewnętrzną — woda m orska. Po wielu nieuda­ nych próbach wreszcie w r. 1925. telegrafia transoceaniczna czyli kablowa. sk o n stru o w a n e przez ro zm a ite firm y. Duże trudności sprawiała początkowo okoliczność. zwane daleko­ pisam i. przypom inające swą budow ą i sposobem użycia zwykłe m aszyny do pisania. że. 1866 oddano do stałego u ż y tk u pierwszą linię podw odną poprzez Ocean A tlan ­ tycki. 1860. i zm ie n n e p rą d y te le fo n ic z n e m o g ą z o sta ć o d d zielo n e od sieb ie w p o d o b n y sp o só b . że p rą d y sta łe. poczynając mniej więcej od r. Za pomocą dalekopisu można naturalnie przyjm ow ać autom atycznie wiadomości rów­ nież i w nieobecności odbiorcy. stało się obecnie zbyteczne. W telegrafii dzisiejszej rozpowszech­ n iają się n a to m ia st coraz bardziej przyrządy. w ew nętrzną okładkę stanowi przewodnik.2 W odrębną gałąź rozwinęła się. . Skutkiem ta k wielkiej pojemności kabel musiał być właściwie specjalnie ładow any a następnie znówr rozładow yw any dla przesłania każdego poszcze­ 1 T elegrafia p o d a k u sty c z n a op iera się na ty m . że kabel o długości tysięcy kilom etrów zachowuje się. ja k butelka lejdejska o nadzwyczaj dużej pojemności. T eleg ra f 125 jednocześnie u ż y ta do celów telegrafii.

1930. kabla krarupizowanego. poczynając mniej w ięcejodr. 1 M uszą on e reagow a ć je sz c z e na p rą d y o n a tę ż e n iu za led w ie k ilk u se tn y c h m iliam p era . W nowoczesnych kablach głębinowych średnica żyły wynosi około % cm. N ajspraw niejszym kablem jest dzisiaj przypuszczalnie wielki kabel azorski. co przeciwdziała wpływowi jego pojemności). położony w r. 23. zbliżała się do 400 milionów. wzrosła do 21. liczba zaś wszystkich depesz. Liczba wyrazów. 1926 do 30 milionów w r. zostaje ona jed n a k zwiększona na 3 do 5 cm dzięki „pancerzow i“. Długość całej sieci telegraficznej św iata wynosiła w r. Kabel ten pracuje pięciotorowym system em telegrafii wielo­ krotnej. tele­ grafia podm orska weszła. 1931 pom iędzy New- foundlandem i Azorami. co naturalnie znacznie przedłużało tele­ grafowanie. przez to liczba kabli. 1920 w okres szybkiego rozwoju. przesyłanych rocznie za pośrednictwem A tlantyckiego Tow arzystw a Telegraficznego podniosła się z 10 milionów w r. że owija się przewodzącą p rąd część kabla druci­ kiem z substancji o dużej przenikliwości magnetycznej (dzięki tem u zwiększa się znacznie indukcyjność kabla. co pozwala nadaw ać do 2500 liter na m inutę. W edług K r a r u p a można skompensować szkodliwe działanie dużej pojemności w ten sposób. 2 Por. 1930 około 6 milionów kilometrów. k tó ry ochrania kabel od uszkodzeń zewnętrznych. otacza ją w arstw a m agnetyczna z perm alloy’u2 grubości kilku dziesiątych m ilim etra. przecina­ jących północny Ocean A tlantycki. Dzięki zastosowaniu elektrycznych wzm acniaczy lam po­ wych oraz wynalezieniu tzw. n a d a n y c h w ciągu tego roku. rozd z. Średnica kabla wraz z izo­ lacją niewiele przekracza jeden ce n ty m etr. Jednakże przez zastosowanie zręcznie pom y­ ślanych schem atów połączeń oraz przez wypracowanie bardzo czułych typów przyrządów odbiorczych1 udało się ku końcowi X I X wieku zwiększyć sprawność kabla pod­ morskiego z początkowych 20 litera ż d o 200 liter na m inutę. .126 Z a sa d y fizy k i gólnego sygnału.

odbyw ające się w rytm ie ty ch prądów . telefon znalazł po raz pierwszy zastosowanie praktyczne w Ameryce. . odbywające się w rytm ie tych fal. Gdy m ówimy przed pręcikiem. a n ie m o w ę lu d zk ą.1 W pierwotnej swej formie telefon za­ wierał magnes sztabkowy. fale głosowe w yw ołują jego drgania i zarazem periodyczne zm iany oporu elektrycznego w miejscach ze­ tknięcia pręcika z klockami. w ynalazł go B e l l w r. otoczonego cewką z d ru tu . wypowie­ dziane do pierwszego. W ty m prototypie telefonu mówiący musiał zatem w ytw arzać p rąd telefoniczny działaniem swego własnego głosu. znajdującej się w miejscu. skąd mówimy. wówczas pod wpływem fal dźwięko­ wych zostaje ona wprawiona w drganie. p rzy czym naprzeciw jednego z biegunów magnesu. przez pręcik przepływa p rąd z baterii. XXXV TELEFON Podobnie ja k telegraf i żarówka. M ógł on jed n a k p r z e k a z y w a ć je d y n ie to n y . W ten sposób w drugim telefonie słyszym y słowa. w praw iają z kolei jego znów m em branę w ruchy. 1876. Jednakże już w r. W związku z ty m przez działania indukcyjne w cewce otaczającej m agnes pow stają p rą d y przemienne. k tó ry opiera się delikatnie tym i końcami o dwa klocki węglowe. które. k tóre przekształcają 1 Z ró żn y ch w zg lę d ó w n a le ż y z r esz tą u w a ż a ć F ilip a R eisa (1 8 6 0 ) za p op rzed n ik a B ella . Skutkiem tego również i natężenie p rąd u z b a ­ terii podlega rytm icznym w ahaniom . czerpanego z odpowiedniej baterii. po doprowadzeniu do cewki d ru ­ giego telefonu. W ynaleziony w ty m celu przez Hughesa mikrofon składa się w najprostszej swej postaci z pręcika węglowego. umiesz­ czona była cienka m em brana żelazna. 1878 H u g h e s wpadł na szczę­ śliwy pom ysł ograniczenia działania głosu do „m odulacji“ prądu. Gdy m ówim y głośno przed m em braną. a więc zbliża się i oddala periodycznie od magnesu. zaostrzonego z obu końców.

lecz mniejszego natężenia. rys. niezadługo zaś potem rozpowszechniły się one i w Europie. dopiero wtórne jej uzwojenie należy do właściwej linii dalekonośnej. . Pierwsze miejskie sieci telefoniczne pow stały w Ame­ ryce już wkrótce po wynalezieniu telefonu. co w ydatnie ułatwia prze k a ­ zywanie tych prądów na odległość (por.128 Z asad y fizy k i się w telefonie odbiorczym w drgania dźwiękowe o tym sam ym rytm ie. W ysoka czułość m ikrofonu1 daje się w ytłum aczyć tym . Ze względu na duży opór właściwy węgla wystarcza to już do wywołania olbrzymich Ryp r z « < ^ ^ 1c i S ^ n 1 * ) 0ma w ahań prąd u . A by powiększyć liczbę p u n k tó w zetknięcia stoso­ wane początkowo pręciki węglowe zastąpiono później powszechnie przez proszek węglowy. 1877 z a in s ta lo w a n o ok oło 20 sta c y j d o tele fo n ic z n e g o p r z e k a z y w a n ia d ep esz. g ło śn o p ełza n ie m u c h y po m ik ro fo n ie. N a jd ro b ­ niejsze ru ch y w y sta rc z a ją już do w ydatnego zmniejszenia lub też powiększenia liczby tych m ostków.2 Ponieważ 1 S ły s z y się n p . po któ ry c h może prze­ pły w a ć elektryczność. Pom iędzy dwom a stykającym i się ze sobą kaw ałkam i wę­ gla istnieją w rzeczywistości skutkiem nierówności ich po­ wierzchni tylko nieliczne drobne m ostki. że „ s ty k “ w znaczeniu codziennym tego w yrazu nie ozna­ cza bynajm niej jeszcze styku w znaczeniu elektrycznym . 48). W ywołane przez działanie mi­ krofonu w ahania stosunkowo silnego p rą d u miejscowego in d u k u ją w ten sposób na linii p rą d y wyższego napięcia. Telefony zostały znacznie ulepszone przez wprowadzenie „przenośników“. Mikrofon włączam y do pierwotnego uzwojenia od­ powiedniej cewki. stanow iących w zasadzie pewne transfor­ m ato ry . 2 W N ie m c z e c h zresztą ju ż w r.

Zasady fizyki 9 . Poczynając mniej więcej od r. podobnie ja k w telegra­ fii. Dokoła przewodzącej p rąd „żyły“ owinięta jest w kształcie wyciągniętej spirali izolacja bawełniana. Okazało się jednak. W początkowych stadiach rozwoju telefonii stosowano jedynie linie napowietrzne. dzięki tem u telefonowanie zostało uniezależ­ nione od szeregu zakłóceń. Obecnie najbardziej używane. posługiwano się i w telefonii przewodem ziem nym. we­ dług m etody S t e i n h e i l a . nieuniknionych przy użyciu linij napowietrznych. na nią zaś z kolei nawinięta je s t luźna powłoka z suchego papieru. wynalezione przez A m erykanina S t r o w g e r a już w r. 1900. w ten sposób stały się zbyteczne „miejscowe“ baterie przy poszczególnych a p a ra ta c h telefonicznych.są w telefonii kable z izo­ lacją papierowo-powietrzną. po­ wstała więc konieczność wprowadzenia urządzeń pośred­ niczących w postaci central telefonicznych. 1910 zaczęły rozpowszechniać się coraz bardziej aulomalyczne centrale telefoniczne. musiano zatem w telefonii przejść całkowicie na stosowanie prze­ wodów podwójnych. Ponieważ jed n a k ilość dru tó w rozpiętych w m iastach nad powierzchnią ziemi nie może być zwiększana bezgranicznie.1 Mniej więcej od r. jak i w telegrafii. zawierająca jedynie 1 D la o sią g n ięcia te g o trzeb a b y ło n a tu ra ln ie w is to tn y sp o só b z m ie n ić u k ład p ołączeń . że na jed­ nej linii słychać wówczas również skutkiem indukcji i roz­ mowy z innych sąsiednich linij. szybko rosnąca liczba abonentów spowodowała wkrótce konieczność przejścia do budow y podziemnych kabli tele­ fonicznych'. Telefon 129 naturalnie niemożliwe jest połączenie ze sobą wszystkich abonentów telefonicznych bezpośrednimi przewodami. Pom iędzy papierem a przewodnikiem znajduje się więc przestrzeń pusta. zaczęto obsługiwać mikrofony abo­ nentów za pom ocą jednej jedynej baterii. znajdującej się w centrali. oraz że skutkiem połącze­ nia z ziemią mogą pojawiać się różne zakłócenia. podobnie. Początkowo. 1893.

1 S ta ła d ielek try czn a p o w ietrza w y n o si ty lk o 1. W kablu telefonicznym znaj­ duje się zwykle kilkaset.130 Z asad y fizyk i powietrze. średnicę niewielu milimetrów. g d y n a to m ia s t sta ła d ielek try czn a g u ta p e r k i je s t rów n a 3. 49). złączonych w wiązki (por. 49. . czasami naw et kilka tysięcy p a r żyl. przez co szkodliwa pojemność kabla zostaje znacznie zmniejszona.1 Pojedyncze powłoki papierowe m ają Rys. Dalekonośny kabel telefoniczny. rys. zawierający 4048 par przewodów.

m ożna włączyć dowrolną ilość wzmacniaczy. osiągnąć zasiąg rozm owy od 400 do 600 k m przez włączenie wzm acniaczy w trzech p u n k ta c h pośred­ nich. J u ż p rzy użyciu zwykłej p a ry przewodów można. Na większych odległościach należy stosować oddzielne p a ry przewodów dla przeciwnych kierunków. że np. ja k Morze Pół­ nocne i B ałtyk oraz Morze Śródziemne. 1890. są poprzecinane kablam i telefonicznymi. tak. ja k duże znaczenie uzyskały one w nourszym rozwoju techniki telefonicznej. 1890 pom iędzy Dover i Calais. P rzy pom ocy takiego „poczwórnego p rzew odu“ można jednakże pokonać największe n a w e t od­ ległości. Udało mu się znacznie zmniejszyć w ten sposób s tr a ty prądów przem iennych i poważnie (około pięciu razy) zwiększyć zasięg rozmów. 1900. Pierwszy głębinowy kabel telefoniczny został położony około r. gdy i w telefonii zastosowano wzmacniacze lampowe. że w sam ych tylko Niemczech wyprodukow ano już do dnia dzisiejszego o wiele więcej niż milion cewek pupinowskich. N adzw yczajny postęp zo­ stał dokonany około r. Z tego. Ulepszenie jego polegało na rozmieszczeniu w kablach w dokładnie uprzednio obliczonych odległoś­ ciach cewek o również dokładnie obliczonych sam oinduk- cjach. obok p a ry przewodów Berlin— P a ry ż konieczna jest druga para P a ry ż — Berlin. ja k wskazuje doświadczenie. k a ­ ble zaś zb y t szybko absorbowały słabe p rą d y przemienne dzięki swej dużej pojemności. Porozumiewanie się telefoniczne na wielkie odległości zaczęło się rozwijać na nadzwyczaj wielką skalę od czasu. gdyż na linii. Opracowano ju ż pro je k t przerzu- 1 M ięd zy p a ń stw o w a k o m u n ik a cja te lefo n ic z n a ro zp o częła się ok oło r. 9* . T elefon 131 Telefonowanie na większe odległości na lądzie1 sprawiało początkowo wielkie trudności. Dzisiaj już wszystkie kom unikacyjnie ważne obszary morskie. m ożna wnioskować. gdyż na długich liniach napow ietrznych w ystępowały zb y t wielkie zakłócenia. dzięki wynalazkowi A m eryka­ nina P u p in a. używanej dla rozmów w jed n y m tylko kierunku.

Jeszcze większą jed n a k trudność nastręczałaby bu­ dowa sam oczynnych podm orskich stacyj w zm acniających oraz używanie kilku żył w jed n y m kablu. 5 7 % tej liczby p rzy p a d a na S ta n y Zjednoczone Ameryki Północ­ nej. pro­ je k t ten przewiduje jako ochronę kabla papierowo-po- wietrznego specjalną rurę. wyprom ieniowanej przez źródło. Udało się do­ 1 D łu g o ść linij T elefonicznych w P o lsce w y n o siła w r. bez obaw y tak zwanego „przesłuchu“ . czyli słyszenia rozmów z sąsiednich obwodów. że fale elektryczne dadzą się zastosować przynajm niej do przekazyw ania wiadomości. a w Niemczech około 5. Na 100 m ieszkańców przypadało w S tanach Zjednoczonych 16 aparatów .1 XXXVI W Y S Y Ł A N IE FA L E L E K T R Y C Z N Y C H Ju ż doświadczenia H ertza w ykazały możliwość przeka­ zywania energii elektrycznej na odległość bez pomocy przewodów. Ogólna długość linij telefonicznych w sam ych tylko S tanach Zjednoczonych.132 Z asad y fiz y k i cenią kabla telefonicznego przez Ocean A tlantycki.) .0 0 0 km . gdzie na cele telefonii w y­ datkow ano już dotychczas około 3 m iliardy dolarów. s ta ­ nowią z pewnością bardzo drobne tylko ułam ki energii.000 m ieszk a ń có w .0 0 0 . wynosi prawie 100 milionów km. Ogólna liczba a p a ra tó w telefonicznych na całym świe- cie wynosiła w r. za tem w P o lsc e p rzy p a d a ło o k o ło 6 a p a r a tó w n a 1. (U w . k tó ra mogłaby się oprzeć ol­ brzym iem u ciśnieniu wody morskiej na głębokości kilku km. jednakże można było mieć nadzieję. tł. Chociaż już te ilości energii. 1933 około 35 milionów. ilo ść z a ś a p a ra tó w — ok o ło 2 0 0 . jakie możemy przejąć w odległości jednego zaledwie kilom etra. 1934 ok o ło 3 2 . 9 % na Niemcy. czyli przeszło 2000 razy więcej od obwodu kuli ziemskiej.

czyli natychm iastow e prawie wygasanie jego drgań.000 obrotów na m inutę. w ykryw ania i odbioru fal elektrycznych. do­ prowadził do tego. wywołane przez tłumienie. J e d n y m z najważniejszych celów. W Ameryce udało się A l e x a n d e r s o n o w i zbudow ać m aszyny p rąd u przemiennego. 1902 udało mu się po raz pierwszy telegrafować bez d ru tu poprzez A tlan ty k . K ażdy przeskok iskry w oscylatorze wywołuje wprawdzie drgania. że dzisiaj stała się ona w ażną gałęzią elektrotechniki. m aszyna ta k a posiada kilkaset bie­ gunów i daje wobec tego bezpośrednio p rą d y przem ienne . a więc takiego. a następnie prądnice p rądu przemiennego o bardzo wysokiej ilości okresów. które zastąpiły dawniejsze oscylatory H ertza. tak . Do w ytw arzania drgań elektrycznych służą t a k zwane generatory wysokiej częstości. stanowiło zbu­ dowanie n ad ajn ik a drgań niegasnących. W nowoczesnej radio­ technice najgłówniejszymi urządzeniam i do w ytw arzania drgań niegasnących są przede wszystkim generatory lam ­ powe. b y natężenie drgań pozostawało bez zmiany. Podstaw owe zadanie radiotelegrafii polega na budowie przyrządów. Stały rozwój telegrafii bez d ru tu . W y sy ła n ie fa l e le k tr y cz n y c h 133 konać tego M a r c o n i e m u w r. nadających się do w ytw arzania. Liczne układy. został on w ten sposób tw órcą telegrafii bez drutu. które służyły dawniej do tego celu i w swoim czasie odegrały dużą rolę. 1896. ku którem u zmierzali fizycy od chwili pow stania radiotelegrafii. są dzisiaj zupełnie przestarzałe. Dużą wadę oscylatora H ertza stanowiło jego znaczne „tłum ienie“ . a w r. w k tó ry m s tr a ty energii drgań. J u ż w n a stę p n y m roku Marconi mógł przesyłać depesze iskrowe między lądem a statkiem na odległość 10 kilometrów. rozpoczęty w pierwszych latach dwudziestego wieku. jed n a k drgania te n a ty c h m ia s t znów wygasają. wysyłania. byłyby n a ty c h m ia st pokryw ane. czyli radiotelegrafii. w ykonyw ujące około 20.

oraz inne. a w ięc np . odróżnia Rys. HllilMj • N ajbardziej używ anym obecnie sposobem w ytw arzania d rgań je s t zastosowanie tzw. że cewka L może wywo­ ływ ać powstawanie w niej prądów indukow anych dzięki wzajemnej indukcji obu tych cewek. Istnieją urządzenia. złożony z cewki L (samoindukcji) oraz z kondensa­ tora o dającej się regulować pojemności. 41. sięgających 100. Generator lampowy. k o n d en sa to r o b r o to w y . Periodyczne w ahania napięcia siatki wywołują z kolei periodyczne w ahania p rądu anodowego o tej samej częstości. wypracowanego przez M e i s s n e r a . przepływ ając przez pierwszą cewkę. Gdy włączamy baterię anodową. p rz ec ię te p o c h y łą strza łk ą . p rąd zaś ten. lub n a d a j­ nik lampowy. umieszczona w ten sposób. Dzięki tem u przez oddziaływanie in d u k ­ 1 K o n d en sa to r ze zm ie n n ą reg u lo w a n ą p o je m n o ścią . p rzy pom ocy k tó ­ rych można kilka razy z rzędu podw ajać częstość. wówczas.1 również i w ob­ wodzie siatkow ym znajduje się cewka sam oindukcyjna L ’. o ile tylko obie cewki są nawinięte wre właści­ w ym kierunku. następnie zaś podwyższać ilość okresów p rądu za pom ocą t a k zwanych tra n sfo rm a ­ torów częstości.000 okresów na se­ kundę. o z n a c z a m y sy m b o lic z n ie p rzez d w ie ró w n o leg łe k resk i.50. ja k to w yka- kmm^czniec)hc zuj e porównanie rys. że w obwód anodow y jest jeszcze włączony dodatkow o ta k zwany obwód d rg a ­ jący. sprzężenia zwrotnego. które w yw ołują jednakże przez indukcję periodyczne w ahania napięcia w d ru ­ giej cewce i na siatce. za pośrednictw em któ ry c h m ożna otrzym ać dowolne nieparzyste wielokrotne częstości m aszyny. ty m tylko. w pierwszej cewce p ow stają zanikające drgania. stosow any do tego celu. Nadajnik S'S od wzmacniacza lampowego. doprowadza nową energię do obwodu drgającego.134 Z asad y fiz y k i o częstościach. . dające mniejsze częstości. 50 z poprzednim rys. Można jednakże stosować również i m aszyny. skutkiem wrystępowrania p rąd u samoindukcji.

Nowoczesne stacje nadawcze pracują przy pomocy takich. sięgającej kilkuset kilowattów. Rozumie się samo przez się. których częstość możem y dowolnie regulować przez zastosowanie właści­ wych cewek i przez odpowiednie nastawienie kondensa­ tora obrotowego. włączając w obwód siatki zew nętrzny obwód drgający. bieguny prądnicy p rąd u przemiennego o w y­ sokiej częstości. drugie polega na prze­ kształceniu drgań na fale. W ytw arzanie drgań niegasnących jest pierwszym pod­ staw ow ym zadaniem radiotechniki. Poza takim „sam ow zbudzaniem “ można również po­ budzić lam pę nadaw czą do drgań za pomocą „wzbudzania z zew n ą trz “. Dzięki omówionemu wyżej działaniu siatki lam pa. mogące rozchodzić się swobo­ dnie w przestrzeni. W ty m celu drgania. jak w dynam om aszynie.2 Zam knięty obwód drgający wysyła na ze­ w nątrz w postaci fal elektrom agnetycznych tylko bardzo mało energii. 2 P r z y p o m n ijm y so b ie tra n sfo rm a to r! . wartość energii drgań. połączeń lamp. stanowi obfite źródło tych 1 P or. W y sy ła n ie fal e le k tr y cz n y c h 135 cyjne zostają zwiększone w ahania napięcia siatki i w dal­ szym ciągu zachodzi w ten sposób coraz dalsze wza­ jem ne wzmacnianie. wytworzone w obwodzie zam kniętym .1 dopóki nie zostanie osiągnięta pewna stała. rozdz. tak zwaną anlenę. N adajnik lam ­ powy w ytw arza więc drgania niegasnące. 25. lub też obwód drgający innej lam py n a ­ dawczej z samowzbudzaniem . wzbudzana z zewnątrz. zostają przeniesione na obwód o tw a rty . w k tó ry m zachodzą drgania elektryczne. np. zależna od w arunków pracy. Najsilniejsze lam py nadawcze mogą dostarczać mocy. często wielostop­ niowych. że tak silne lam p y m uszą być chłodzone wodą. osiąga się to zwykle przez sprzężenie ty ch obwodów za pom ocą odpowiednich cewek indukcyjnych. podobnie. n a to m ia st rozpięty w pow ietrzu d ru t. wzmacnia wówczas doprowadzane do niej drgania.

przechodzącej przez jego środek. uziemiony na dolnym końcu. promieniowanie m usiałoby głów­ nie odbyw ać się w płaszczyźnie poziomej. zakłócenia te d ają się od­ czuwać o wiele mniej. Z tego też powodu wielkie stacje radiotelegra­ ficzne p racują na falach długości od kilku do 20 kilometrów. „ g a śn ięcie“. panujące w atmosferze i na powierzchni ziemi. Zasiąg stacji zależy w znacznym stopniu od pory dnia. W rzeczywistości jed n a k na promienio­ wanie w pływ ają w sposób isto tn y w arunki. Na dużych stacjach nadawczych stosuje się a n te n y długości od 100 do 300 m etrów. uw arunkow ana przez jego pojemność i spółczynnik samo- indukcji. Do największych telegraficznych instalacyj nadawczych świata zalicza się niemiecka stacja w Nauen. N ajprostszą formą a n te n y jest długi. gdy częstość jego drgań własnych. Podczas odbioru noc­ nego sygnały często chwilami słabną. W nocy może on być 10 do 15 razy większy niż we dnie. pionowy d r u t n a ­ dawczy.136 Z asad y fizyk i fal. posiadająca dwie wieże wysokości po 260 metrów. G dyby pionowy d r u t nadaw czy zawieszony był zupełnie swobodnie w przestrzeni. zgadza się z częstością doprow adzanych doń drgań. rys. aniżeli p rzy użyciu mniejszych dłu­ gości fal. jest to zjawisko znane pod nazw ą „fadingu“. czyli ab y jego własną częstość móc uczynić równą częstości tego obwodu. przy czym do um ocowania i zawieszenia drutów nadawczych służą wysokie m aszty (por. 1 F a d in g je s t an g ielsk im w y ra zem o z n a c z a ją c y m „ z a n ik a n ie “. W takim drucie można wywołać szczególnie silne drgania elektryczne. włącza się do d ru tu dające się regulować cewki i kondensatory.1 Gdy stosujem y fale o dłu­ gości rzędu kilku kilometrów. . 51). A by go dokładnie „dostroić“ do sprzężonego z nim obwodu drgającego. w ty m w ypadku n a p o ty k a m y w dziedzinie elek­ tryczności na zjawisko dobrze każdem u znane z akustyki pod nazwą rezonansu.

51. M aszty antenow e rozgłośni warszawskiej. .Rys.

W zrost fadingu w nocy i jego znikanie w dzień tłum aczym y rucham i w arstw y przewodzącej. następnie n a p o ty k a m y tak zwaną „strefę m a r tw ą “. 1 H ertz je s t w ięc je d n o stk ą c z ę sto śc i d rgań ob licza n ej na jed n ą sek u n d ę. Szczególnie osobliwy w ydaje się fakt. że na wysokości 60 do 100 kilo­ m etrów z n a jdują się w atmosferze w arstw y dobrze prze­ wodzące (przede w szystkim ta k zwana w arstw a Heavi- side’a). czyli falami rozprze­ strzeniającym i się wzdłuż powierzchni ziemi. Od w arstw tych odbijają się fale. w której odbiór w ogóle nie jest możliwy. P rz y ­ czynę fadingu stanowi to. że fale o długości poniżej 1000 m etrów nie n a d a ją się do telegrafii bez d ru tu skutkiem swego z b y t małego zasięgu.000 do 100. i dopiero po przekroczeniu tej strefy m ożna znów uzyskać dobry odbiór. albo. biegnące ku górze. Interferencje pomiędzy falami powierzchniowymi. lecz tylko można je łatwiej zaobserwować w tej dziedzinie długości fal.1 Początkowo sądzono.138 Z a sa d y fizy k i Odpowiada to drganiom o częstości od mniej więcej 15. i dochodzą znów do powierzchni ziemi dopiero w znacznej odległości od stacji nadawczej. a mianowicie ta k zwanych fal krótkich o długości od 10 do 50 metrów.000 do 100.000 „Hertzów“. Zjawisko to nie ogranicza się jednakże bynajm niej jedynie do fal k ró t­ kich. w yw ołują zjawisko fa­ dingu. iż przy pomocy znacznie jeszcze krótszych fal.000 okresów na sekundę. i falą odbitą od przewodzącej w arstw y atm osfery. lub też pomiędzy dwiema takim i falami odbitym i. można rów­ nież uzyskać duże zasięgi. . Zatem dopiero dzięki doświadcze­ niom nad falami krótkim i radiotechnicy zdobyli możność przeprowadzenia wyczerpujących badań nad rozchodze­ niem się fal elektrycznych i nad zjawiskiem fadingu. Około roku 1925 dokonano jednakże niespodziewanego odkrycia. od 15. ja k się mówi na cześć odkryw cy fal elektrycznych. że przy użyciu tych fal krótkich odbiór udaje się dobrze na stosunkowo m ałych odległościach.

Wobec bardzo bliskiego sąsiedztwa różnych częstości. 1930 radiotechnika opanowała również jeszcze i ta k zwane fale ultrakrótkie o długości od kilku m etrów do kilku decym etrów. do k tó ­ rych. Za pom ocą tych fal można mianowicie ogrzewać i takie części ciała ludzkiego (jak np. opiera się ono na zjawisku rozszerzania się lub kurczenia kryształów kwarcu. W ty m celu stosuje się najczęściej sterowanie nadajnika kwarcem. skutkiem zb y t dużego oporu. zo sta ło w y k r y te ju ż w r. zw a n e p iez o ­ e le k tr y c z n y m . 1 Pod wpływem napięcia przemiennego kryształ kwarcu zostaje zatem dzięki swej sprężystości w p ra ­ wiony w drgania mechaniczne. Fale te uzyskały duże znaczenie także i w dziedzinie m edycyny. rzeczą wielkiej wagi je s t zapobieganie w ahaniom częstości nadawczej. Z jaw isk o to . . że pod w p ły w e m ciśn ien ia n a p rzeciw leg ły ch p o w ierzch n ia ch k ry sz ta łu p o w sta ją ła d u n k i elek tr y c z n e zn a k ó w p rzeciw n y ch . zwią­ zane z koniecznością użycia bardzo m ałych pojemności i sam o in d u k c y j. Mniej więcej około r. stosow anych w nowoczesnej radiotechnice. przez co zeszli znacznie poniżej najdłuższych ze znanych fal podczerwonych. lecz natężenie tych fal było bardzo małe. 1780. W ytworzenie bardzo krótkich fal elektrycznych o długości rzędu kilku centym etrów czy n a w e t milimetrów udało się już dawniej różnym fizykom. m niejszych od jednej dziesiątej mili­ m etra. przy czym trzeba było dużego kunsztu eksperym entatorskiego. W y sy ła n ie fal ele k tr y cz n y c h 139 Do w ytw arzania fal krótkich stosuje się również n a ­ dajniki lampowe. gdy do przeciwległych powierzchni kryształu zostanie przyłożone napięcie elek­ tryczne. by przezwyciężyć trudności. k tórych długość sięga około y3 milimetra. W ytw a rz a ją c takie mikrofale doszli oni do długości fali. wnętrze czaszki). mógłby dochodzić je­ dynie bardzo słaby prąd. gdyż do­ piero dzięki nim została umożliwiona gtęboka diatermia. kw arc p o sia d a tę w ła sn o ść . które skutkiem rezo­ 1 O d w rotn ie. gdybyśm y doprowadzali go przez elektrody.

grubości jednego c entym etra — fala elektryczna długości 1. . a więc. m ożna wysyłać bez pomocy przewodów krótkie ciągi fal. nadaje się do celów telegrafii lub telefonii bez d ru tu .000 m etrów. W telefonie bez drutu fale wysyłane są „modulowane“ przez głos mówiącego lub przez m uzykę. są naturalnie znacznie po­ wolniejsze. 435 hertzom . które mogą być u żyte w zwykły sposób jako sygnały telegraficzne. Kryształowi grubości jednego m ilim etra odpowiada w w y padku rezo­ nansu 1 fala elektryczna długości około 100 m etrów. odpowiada 435 drganiom na sekundę. płytce nadaje się przy tym ta k ą grubość. gdy tym czasem fala elektryczna długości 500 m e­ trów odpowiada 600. ab y częstość jej wła­ snych drgań sprężystych zgadzała się z kontrolow aną częstością elektryczną. więc z pom ocą p łytki kwarcowej można istotnie uzyskać bardzo dokładną kontrolę. Możemy też spraw dzać stałość wysokich częstości drgań.000 hertzom . Każde urządzenie. lub też osłabiając je tylko. korzystając z tego. Zasadniczy ton m uzyczny (a raz kreślone) np. Drgania akustycz­ ne.140 Z asad y fizy k i nansu stają się szczególnie silne w tedy. Przeryw ając nagle drgania a n te n y (na dłuższy lub krótszy przeciąg czasu). k tó r y ch c z ę sto ść sta n o w i c a łk o w itą w ielo k ro tn o ść cz ę sto śc i p o d sta w o w e j). m o żn a s to s o ­ w ać go rów n ież do fal k ró tszy ch od 100 m etró w . gdy częstość drgań elektrycznych zgadza się z częstością drgań wła­ snych kryształu. drgając w rozrze­ dzonym gazie. Częstość ta zależy przede wszystkim od grubości kryształu w kształcie płytki. w ytw arza silne zjawiska świetlne. które m a ją być przekazane. Ponie­ waż zmiana częstości o pół promilla w ystarcza już do w y­ gaszenia świecenia. stanowiące pewne impulsy. ja k się mówi w języku elektrotechnicznym . niż elektryczne. że kryształ kwarcu. Powolne drgania a k u ­ 1 G d y k o rzy sta się z ta k zw a n y c h d rg a ń h a rm o n icz n y c h k r y ­ sz ta łu o g ru b o ści 1 m m (a w ię c d rgań . służące do przesyłania fal elektrycz­ nych.

iż n a ­ tężenie drgań elektrycznych podlega periodycznym zmia­ nom. przy czym natężenie w yw ołanych przez falę elektrycz­ nych prądów przem iennych osiąga najw yższą możliwą wartość. p rzy czym w jed n y m z nich p rąd jest skiero­ w a n y odwrotnie niż w drugim. wywołują we wszystkich miejscach. do któ ry c h dobiegają. wykazanie zaś istnienia słabych prądów przem iennych jest znacznie trudniejsze. w ten sposób znoszą się . wypromieniowanej przez a n ­ tenę nadawczą. zmieniając swe natężenie w rytm ie przekazyw a­ nych tonów. w obwodach przewodzących pod działaniem tych napięć pow stają p rą d y przemienne. X X X V II O D B IÓ R FA L E L E K T R Y C Z N Y C H Fale elektryczne. w ykazać ich istnienie bez pom ocy specjalnych urządzeń. rozchodząc się w przestrzeni. a ty m sam ym powstanie prze­ m iennych napięć we wszystkich n a p o tk a n y c h przez nie ciałach. w ystępuje wówczas zjawisko rezonansu. K ażdy okres p rąd u przemiennego składa się z dwóch półokresów. Fale elektryczne grają zatem w telefonie bez d r u tu rolę fal nośnych. wywołane w niej p rą d y przem ienne m ają o wiele za słabe natężenie. niż wykrycie słabych prądów s ta ­ łych. Za pomocą zm iennych pojemności i sam oindukcyj można „dostroić“ w ten sposób d a n ą „antenę odbiorczą“ do dowolnej fali. Odbiór fal e le k tr y cz n y c h 141 styczne o „niskiej częstości“ n a kładają się na drgania elektryczne „wysokiej częstości“ w ten sposób. aby można było. Ponieważ je d n a k an te n a odbiorcza może przejąć zale­ dwie drobny ułam ek energii. które zachodzą w rytm ie drgań akustycznych. zwłaszcza na większych odległościach. Gdy częstość własnych drgań elektrycznych obwodu przewodzącego zgadza się z częstością fali. Natężenie ty ch prądów jest zazwy­ czaj rzędu wielkości zaledwie może stutysięcznych miliam- pera. powstanie okresowo zm iennych pól.

które odcinają jedną połowę fali i um ożliwiają w ten sposób powstanie dającego się stwierdzić działania przeciętnego. P rą d anodow y drga więc z częstością akustyczną. na której powstaje w ten sposób na zmianę napięcie dodatnie i ujem ne. . o którego powierzchnię oparte jest ostrze metalowe. Odbierane fale są dopro­ wadzane w audionie poprzez m ały kondensator do siatki lam py. w jak im je s t m odulow ana fala n a d a jn ik a. 30. do których dwie połówki. przy czym częstość tych zmian jest b a r­ dzo wysoka. Detektor kryształkowy składa się z odpowiedniego m ine­ rału. rozd z. L am pa „audionowa“ ma tę przewagę nad detektorem kryształkow ym . j a k już w spom nia­ no. ja k tylko włączoną w pewien spe­ cjalny sposób lam pą elektronową. D z ia ła n ie p r o sto w n icze d e te k to r a k r y sz ta łk o ­ w ego p o leg a g łó w n ie na zja w isk a c h te r m o e le k tr y c z n y c h . Gdy napięcie to je s t dodatnie. Działa on jako prostownik 1 elektryczny. Najważniejszą rolę pośród urządzeń tego rodzaju grają: d e te k to r kryształkow y i lam pa elektronow a w „audiono- w y m “ schemacie połączeń.2 Skutkiem tego pod działaniem fali elektrycznej siatka ładuje się ujemnie. niszcząc jedną połowę fali i dając w ten sposób jednakowo skierowane im pulsy p rądu. Do w ykazania słabych prądów przem iennych w antenie odbiorczej służą zatem jako „detektory“ takie urządzenia. gdyż — 1 Por. przez co natężenie prądu anodowego spada. elektrony z rozżarzonej k a to d y dochodzą do siatki. Za pom ocą stosow­ nego schem atu połączeń można nie dopuścić do wzrostu ujemnego napięcia siatki ponad pewną w artość i wywołać w ten sposób powstanie w stałym prądzie anodow ym w ahań natężenia w ty m sam ym rytm ie. rozd z. n a to m ia st napięcie ujemne nie dopuszcza ich do s ia tk i. fal przyczyniają się w przeciwnym sensie. zazwyczaj p iry tu lub galeny. lekko sprężynujące. gdyż audion. jednakże we wzm ocnionym stopniu. nie je s t niczym innym .142 Z a sa d y fiz y k i nawzajem wszelkie te działania średnie prąd u . 31. 2 P or. że z działaniem prostowniczym łączy ona jeszcze wzmocnienie prądu.

2 D o ob jęcia całej p o w ierzch n i z iem i w y sta r c z a ju ż n a tu ra ln ie z a sią g ró w n y p o ło w ie o b w o d u ró w n ik a . przez takie „sprzężenie zw rotne“ zmniejsza się szkodliwy wpływ tłum ienia 1 drgań w antenie odbiorczej). tylko bez wzmocnienia. można naturalnie uzyskać za pomocą d e tektora kryształkowego. Gdy ten periodycznie drgający prąd anodowy doprowadzim y do telefonu. można osiągnąć ta k znaczne wzmoc­ nienia. O dbiór fa l e le k tr y cz n y c h 143 ja k ju ż zostało wyjaśnione w jed n y m z poprzednich rozdzia­ ł ó w — każda lam pa elektronowa działa jednocześnie jako wzmacniacz. J u ż około roku 1920 zasiąg najw ięk­ szych stacyj iskrowych dorównał obwodowi kuli ziem skiej. (Natężenie odbioru m ożna wreszcie wzmocnić dalej jeszcze przez wywołanie oddziaływania wzm ocnionych drgań w y­ sokiej częstości z obwodu anodowego pierwszego w zm ac­ niacza na ante n ę odbiorczą. przekazującego drgania elek­ tryczne a n te n y poprzez wzmacniacz wysokiej częstości do lam py audionowej i dalej poprzez wzmacniacz niskiej częstości do telefonu. Za pom ocą ze­ stawienia tego rodzaju. k tó ra w ty m w ypadku działa jako wzmacniacz wysokiej częstości. Udoskonalenie odbioru fal wywołało. pow staje w nim ton. Dla polepszenia odbioru można ponownie wzmocnić wychodzące z detektora drgania niskiej częstości za po­ mocą lam py elektronowej. odpowia­ dający ty m przekazanym m u drganiom „niskiej częstości“ . 36 o n a d a j­ n ik u la m p o w y m . Można również do­ prowadzić wychodzące z a n te n y modulowane drgania elektryczne jeszcze przed w yprostow aniem do włączonej na ich drodze lam py elektronowej. co zo sta ło p o w ied zia n e w ro zd z. czyli radiotelegrafu.2 Na wielkiej niemieckiej stacji nadawczej w Nauen pod Ber­ 1 P orów n . Ten sam wynik. k tóra działa w ty m w ypadku jako wzmacniacz niskiej częstości. że stosowanie wysokich a nten odbiorczych staje się zbyteczne i w ystarczają już małe a n te n y ramowe. gwałtow ny rozwój telegrafu bez d ru tu . z ty m . poczynając mniej więcej od roku 1915. .

1 W ciągu la t n a stę p n y c h n a stą p iło p ew n e c o fn ię c ie się sk u t­ k iem p og o rszen ia się w a ru n k ó w g o sp o d a r c z y c h . znajduje się instalacja odbiorcza. wzrosła od jednego miliona w r. lecz jedynie w centrali berlińskiej.1 Zastosowanie do radiotelegrafii fal krótkich umożliwiło dzisiaj przesyłanie przeszło 1000 liter w ciągu 1 m inuty. prac u ją nie w Nauen i nie w Geltow. pom iędzy L ondynem i New Yorkiem. . przesyłanych telegraficznie w ciągu roku. górach lodowych itp. z n a jd u ­ jących się na o tw a rty m morzu. Z licznych zastosowań radiotelegrafu p rzytoczym y tu jedynie krótko m iędzynarodow ą obsługę meteorologiczną. k tó ra obejm uje również wiadomości o burzach. Jednakże urzęd­ nicy. w odległości 35 km od berlińskiej centrali. powodziach. Centrale kom unikacji radiotelegraficznej są łączone za pośrednictw em specjalnych torów kablowych z odpowied­ nimi instalacjam i nadaw czym i i odbiorczymi. m ożem y więc przez kom binację z liniami kablow ym i na lądzie stałym prowadzić ju ż dzisiaj rozm owy na odległość pom iędzy dwom a dowolnymi p u n k ta m i na kuli ziemskiej. sygnały czasu oraz ogólnoświatową obsługę inform acyjną.144 Z a sa d y fizy k i linem ilość wyrazów. przeznaczoną dla statków . która w ten sposób kieruje nadaw aniem na odległość. Ponieważ obecnie zostało już ustalone po­ łączenie radiotelefoniczne pom iędzy wszystkim i większymi krajam i. T a k np. Pierwsza regularna obsługa radiotelefoniczna poprzez ocean została o tw a rta w 1927 roku. 1918 do około 18 milionów w roku 1930. oddzielo­ nym i jedne od drugich. np. w Geltow koło Pocz­ d am u. następnie znów w odległości 30 km od Nauen. k tórzy rzeczywiście z a jm u ją się przesyłaniem wia­ domości w obydwóch kierunkach.. niemiecka instalacja n a ­ dawcza dla kom unikacji transatlantyckiej znajduje się w Nauen. instalacje te urządza się poza obrębem wielkich m iast. pomiędzy Niemcami i A rgentyną lub pom iędzy Anglią i Australią.

ulepszanie i wyczulanie p rzy­ rządów odbiorczych oraz budowę wielkich stacji nadaw ­ czych o coraz większej mocy. Po urządzeniu już w r. służących do akustycznej m odulacji fal elektrycznych. o b ejm ującym przede wszystkim redakcje cza­ sopism i giełdy. 1920 zastosowanie radiotelefonu ograniczone było jedynie do przesyłania wiadomości i to przede wszystkim dla uży tk u instytucji publicznych. iż każdy posiadacz odpo­ wiedniego a p a ra tu odbiorczego mógł korzystać z ty ch słuchowisk. jak np. które organizowały o dczyty oraz produkcje muzyczne i przenosiły je za pomocą specjalnych instalacji nadaw czych na wysyłane w prze­ strzeń fale elektryczne. tak. jako z pewnością jeden z największych postępów w dzie­ ja c h cywilizacji ludzkości. Dalszy rozwój radiofonii jest scharakteryzow any przez ciągłe udoskonalanie przyrządów. w przeciągu niewielu lat „radio“ rozpowszech­ niło się bardzo wśród wszystkich narodów kulturalnych. W r.1 Rozwijając się gwałtownie. (U w . 1920 pierwszej stacji radiofonicz­ nej w P ittsburgu. 1920 rozwinęło się zastosowa­ nie radia do służby informacyjnej w ograniczonym kole odbiorców. 1921 rozpoczęło się przekształcanie radia ze środka porozum ienia w radiofonię rozrywkową. policji czy wojska. 1923 powstało Niemieckie R a d io . lub też niektórych tow arzystw p ry ­ w atnych. zakres częstości przekazyw anych 1 P o lsk ie R a d io p o w sta ło w r. stawiającej sobie za cel głównie nadaw anie produkcji m uzycznych.) Zasady fizyki 10 . Na krótko przed r. w następnych latach zbudowano w S ta ­ nach Zjednoczonych bardzo liczne stacje nadawcze. W radiofonii. a w r. tł. W Ameryce przede w szystkim pow stały tow arzystw a. XXXVIII R A D IO F O N IA Mniej więcej do r. 1927.

od o d leg ło ści p o m ię d z y p ły ta m i. wynaleziony przez Eugeniusza R e i s s a i noszący jego nazwisko. . rozd z. 2 P o jem n o ść z a le ż y . a więc i jego pojem ność. znajduje się nieruchoma tarcza m etalow a. zmie­ nia się przez to periodycznie odległość między jego pły­ tam i. aby uczynić zro­ zum iałą mowę ludzką w zwykłym telefonie. M ikrofon kondensatorowy jest to właściwie kondensator elektryczny w znaczeniu. Gdy m ówim y do kondensatora. 1 Por. zam knięte z wierzchu m em b ran ą gum ową i wypełnione w arstw ą proszku węglo­ wego. 21. aniżeli zakres. w odległości około 1/50 m m . spośród k tó ry c h najw aż­ niejsze są: mikrofon Reissa. albo też lekką ceweczkę z d ru tu aluminiowego. W mikrofonie elektrodynamicznym przewodnik elektry­ czny o małej masie.2 ta k . jaki w ystarcza. Proszek ten — umyślnie nie­ jednolity — składa się z ziarn różnej wielkości. por. ja k w ia d o m o . że pod wpływem przyłożonego z zewnątrz napięcia pow stają p rą d y prze­ mienne.146 Z a sa d y fiz y k i fal dźwiękowych musi być z n a tu r y rzeczy znacznie większy. mikrofon kondensatorow y i mikrofon elektrodynam iczny.01 mm). naprzeciwko niej. Mikrofon. k tó ry po­ siada płaskie. znajdujący się pomiędzy biegunami nieruchomego m agnesu. składa się z małego k aw ałka m arm u ru w kształcie sześcianu. W mikrofonie ty m stosujem y albo cienką. 21. co czyni go jednakow o czułym na wszelkie częstości. omówionym już w yżej. grubości 1 do 2 m m .1 Je d n a z p ły t jest utworzona przez specjalnie cienką m em branę m etalow ą (grubości w przybliżeniu 0. dzięki czemu pow stają w nim przez indukcję p rą d y przemienne. zostaje pod wpływem dźwięku wprawiony w drganie. Wobec tego do przejmow ania drgań akustycznych służą w radiofonii m ikrofony specjalnej konstrukcji. kw adratow e wgłębienie. falistą taśm ę alum iniową (tak zwane m ikrofony taśmowe). rozdz.

również i słuchawka telefoniczna w przyrządzie od­ 1 M ikrofony u sta w ia n e są w sp ec ja ln ie u rzą d zo n y ch . do k tó r y ch n ie d o ch o d z ą ża d n e o d g ło sy zew n ętrzn e. Studio kam eralne rozgłośni warszawskiej. (U w . 5 2 ). Podobnie. ry s. służący do przejm ow ania dźwię­ ków. 52. R ad iofon ia 147 W mikrofonie elektrodynam icznym zbędne jest specjalne źródło p r ą d u . p o c h ła n ia ją c y c h rozp roszon e i o d b ite od śc ia n fa le d źw ięk o w e. ja k mikrofon.) 10* . iz o lo w a ­ n y ch d źw ięk o w o „ stu d ia c h “.1 R ys. S tu d ia ta k ie z a o p a tr zo n e są w szereg o d ­ p ow ied n io ro zm ieszczo n y c h k o ta r (por. tł. w ten sp o só b u zy sk u je się d u żą c z y sto ść n a d a w a n y c h d źw ię k ó w .

Później dopiero udało się zbudować działające bez zarzutu głośniki elektrodynam iczne. przenoszone przez nią na powietrze. . że coraz ważniejszą rolę odgrywa spraw a budow y odbiorników „seleklywnych“. zostaje przez wa­ hania p rąd u w prawiona w drgania. Zadaniem głośnika jest przetwarzanie dostarczanych przez odbiornik drgań p rądu w dostatecznie silne drgania powietrza i od­ danie dźwięków w postaci możliwie czystej i wolnej od zniekształceń.1 Stale w zrastająca moc stacji nadaw czych powoduje. sięgających 500 m etrów . Na zasadzie konstrukcji telefonu rozwinął się przede wszystkim głośnik elektrom agnetyczny. Ulepszenia radioodbiorników zmierzały przede w szyst­ kim do zwiększenia ich czułości. odbioru helero- 1 W o b w o d zie n isk iej c z ę sto śc i p o jem n o ść u k ła d u sia tk a — a n od a nie je s t ta k szk o d liw a . na m em branę. opływanej przez wzmocniony p rąd odbiorczy. Używane dzisiaj powszechnie po­ kojowe głośniki elektrodynam iczne przenoszą ruchy z n a j­ dującej się w polu elektrom agnesu cewki. W głośniku cewkowym. Do nadaw ania dźwię­ ków na otw artej przestrzeni i w wielkich salach stosuje się oparte na tej samej zasadzie „głośniki talerzowe“ . k o n stru k c ja ich opiera się głównie na zasadzie n a kładania dwu drgań. Oddawanie dźwięków jest wystarczająco silne naw et dla dużych pomieszczeń. znajdująca się w polu m agnetycznym . schem at ten pozwolił usunąć szkodliwe działanie pojemności. Przez wprowadzenie neu- Irodynowego schem atu połączeń osiągnięto istotne ulepszenie wzm acniaczy wysokiej częstości. której nadaje się zwykle k ształt stożkowy. k tórych dźwięk m ożna słyszeć wyraźnie i czysto w odległościach. czyli tzw.148 Zasady fizyki biorczym musiała przystosować się do zwiększonych wy­ m agań radiofonii. ceweczka aluminiowa. tworzonej przez siatkę i anodę lamp obwodu wysokiej częstości. od dobrego odbiornika zaczęto wym agać również i oddaw ania dźwięków przez głośnik. k tó ry jest odwróceniem mikrofonu cewkowego.

obecnie można ju ż budować odbiorniki o tej samej sprawności i selektywności z trzem a tylko lam pam i. używane do odbioru. k tóra jest niezależna od długości fali. odbieranej z zew n ą trz . równoważne kilku stopniom wzmocnienia w obwodach niskiej częstości. ekranowych) zbyteczny stał się używ any pierwotnie kłopotliwy w użyciu schem at neutrodynow y. Przez te ulepszenia odbiorniki stały się mniejsze i tańsze. jaki d ają lam py. analogicznych do siatki i utrz y m y w a n y ch pod określonym stałym napięciem. Stopień wzmocnienia. Przez konstrukcję takich lam p wielo- sialhowych (np. rów n a ró żn icy cz ę sto śc i n a k ła d a n y c h na sie b ie fal.1 Zwykle obiera się częstość pośrednią. że przez nałożenie drgań generatora na od­ bieraną m odulow aną falę pow stają drgania o zupełnie określonej „częstości pośredniej“ . odpow iadającą w przybliżeniu fali o długości 2500 m etrów . Gdy dawniej jeden odbiornik heterodynow y wym agał użycia aż do jedenastu lamp. Na tej drodze można było poza tym jeszcze znacznie zmniej­ szyć ilość stopni w odbiorze heterodynow ym i uzyskać za pom ocą jednej lam py działanie. W sam ym odbiorniku w y tw a rz am y za pośred­ nictwem specjalnego generatora drgania o dającej się regulować częstości. częstość pośrednia jest stopniowo w zm acniana jeszcze przed jej niezbędnym wyprostow aniem w szeregu jak najdokładniej dostrojonych do niej obwodów. Radiofonia 149 dynowego. jeszcze innych dodatkow ych urządzeń. w ten sposób m ożna osiągnąć nadzw yczajną selektywność odbiornika. a wreszcie również i wprowadzenie regu­ lacji za pośrednictw em jednej tylko gałki wywołało znaczne 1 P rzez n a ło żen ie d w ó ch c z ę sto śc i p o w sta je d zięk i ta k z w a ­ n y m „ d u d n ie n io m “ (zn a n y m ró w n ież i w m u z y c e ) n o w a c z ę sto ść. . mógł być znacznie zwiększony drogą w budow ania w lam pę prócz właściwej siatki. p rzy czym częstość tę dobieram y w ten sposób. k tó ra służy do sterowania prądem anodowym .

1933 E uropa posiadała 235 stacji nadawczych o łącznej mocy 3140 kilowattów. włączane bezpo­ średnio do sieci oświetleniowej i dające czysty odbiór. obejm ujące jeden stopień audionow y oraz jeden lub dwa szczególnie w ydajne wzmacniacze niskiej czę­ stości (w postaci lamp wielosiatkowych). są w ó w c z a s o d p o w ie d n io sp rzężo n e m e c h a n ic z n ie . Dwa lata przedtem istniało wprawdzie ju ż 208 stacji nadawczych. Ja k o ogólną zasadę przyjęto. w y n o sz ą c e g o od 110 do 2 2 0 w o ltó w .150 Zasady fizyki uproszczenie w ich użyciu. b y stacje n a ­ 1 R o z m a ite k o n d en sa to r y i c e w k i sa m o in d u k c y jn e . w których zatem nie jest w ym agana selektyw­ ność.2 W przyrządach przeznaczonych do odbioru jedynie s ta ­ cji lokalnych. ja k i moc slacji radionadawczych stale wzrasta. W radiofonii stosowane są przeważnie długości fal od 200 do 600 i od 1000 do 2000 metrów. długości fał są przydzielane stacjom na m iędzy­ narodow ych konferencjach (np. pozostałe długości fal zarezerwowane są dla pew nych określonych potrzeb służby inform acyjnej. Obok odbior­ ników lam powych w odbiorze lokalnym z n a jd u ją jeszcze duże zastosowanie a p a ra ty detektorow e dawnego typu. lecz łączna ich moc była sześciokrotnie mniejsza. w 1933 r. stosowane są obecnie układy. A by uniknąć w miarę moż­ ności wzajemnego zakłócania sobie odbioru przez różne stacje. 2 N a jw ięk szą tru d n o ść sp ra w ia ło ża rzen ie k a to d y za p o m o cą sto su n k o w o w y so k ieg o n a p ięcia sieci. k tó re n a ­ le ż y je d n o c z e śn ie reg u lo w a ć. . W r. A p a ra t taki posiada tylko jeden je d y n y dający się dostrajać obwód. ze sob ą.1 W pierwszych latach rozwoju radiofonii słuchacze radia zmuszeni byli do stosowania specjalnych baterii do żarzenia k a to d y oraz dla nadania napięcia na siatkę i anodę. w Lucernie). Dopiero po długotrwałych w y­ siłkach udało się zbudować odbiorniki. Zarówno ilość. lecz tylko dobra jakość odbioru. płynące przezeń słabe p rą d y zmienne są w yprosto­ wywane przez zwykły de te k to r kryształkow y i doprow a­ dzane bezpośrednio do słuchawki.

słu żą ce je d y n ie do w y m ia n y p rogram ów p o m ię d z y r o z m a ity m i to w a r z y stw a m i r a d io ­ fo n iczn y m i. za antenę służy bezpośrednio stalowy 1 Cala eu ro p ejsk a k a b lo w a sieć te le fo n ic zn a zaw iera ju ż d zisia j sp ecja ln e ż y ły i u rząd zen ia w z m a c n ia ją c e .) . Na ostatnim . siedem stopni. następne sześć — do stopniowego zwiększania mocy. posiadających każda wysokość l 3/4 m etra (obok nich jako rezerwa.2 Na tej stacji nadawczej. J e d y n ie w y ją tk o w a ja k o ść p r zek a zy w a n ia i b rak z a ­ k łó ceń w ta k ich k a b la ch są p r z y c z y n ą teg o . 5 4 i 5 5 p r z e d sta w ia ją u rzą d zen ie p o ­ koju k o n tro ln eg o i n a jw a żn iejszej je g o c zęści — sto łu k o n tr o l­ n ego w rozgłośn i w a rsza w sk iej. stopniu. c z y s to ś c i n a d a w a ­ n y c h d źw ięk ó w itd . siódmym. (U w . tł. ta k samo i każda stacja nadawcza radiowa pracuje na pewnej ilości lampowych slopni wzmocnienia. Wielka wiedeńska stacja nadawcza. R y s. której stałość utrz y m y w a n a je s t przy pomocy kw arcu. Radiofonia 151 dawcze położone blisko siebie posiadały możliwie różne dłu­ gości fal i by każda stacja nadawcza różniła się od swej n a j­ bliższej pod względem długości fali sąsiadki o odstęp 9. wzmacnianie to odbyw a się za pom ocą dwóch lam p 300- kilow attow ych.000 hertzów w skali częstości. bezpośrednio przed przekazaniem drgań antenie. Później następuje jeszcze dw ukrotne wzmoc­ nienie m odulow anych drgań. 2 W cza sie n a d a w a n ia k o n ieczn a je s t o c z y w iśc ie sta ła k o n tro la d zia ła n ia p o szczeg ó ln y ch sto p n i w zm o cn ie n ia . Podobnie ja k dokładniejszy odbiór możliwy jest tylko p rzy zastosowaniu szeregu lamp.1.). ta k . Dopiero na p iąty m stopniu częstość nadawcza (stanowiąca częstość nośną) jest m odulow ana przez p rąd mikrofonowy. by akustycznie m odulow ana częstość jednej stacji nadawczej nie w k ra ­ czała w obszar drugiej. posiada np. doprow adzany za pom ocą kabla ze studia radiowego. 53). por. stoją dwie dalsze. rys. Pierwszy stopień służy do wytworzenia pierwotnej częstości n a ­ dawczej. zbudow ana w r. najnowszej w chwili pisania niniej­ szej książki (1933 r. że w y m ia n a progra­ m ów n ie o d b y w a się b ezp o śred n io b ez d ru tu m ię d z y sta c ja m i n a d a w czy m i. 1933.

56). gdy w dawniejszych instalacjach takie wieże Rys. stanowiły jedynie oparcie dla specjalnej sieci drutów a n te ­ nowych. Przez dodanie drugiej takiej samej wieży w od— . Siódm y stopień w zmocnienia na wiedeńskiej radiostacji (dw ie czynne lam py katodowe 300 kilowattowe i dwie takież lam py rezerwowe). 53.152 Zasady fizyki m aszt konstrukcji kratowej o wysokości 130 m etrów (rys.

Urządzenie pokoju kontrolnego rozgłośni warszawskiej. .Rys. z lewej strony widać stół kontrolny. 54.

.Rys. 55. Widok stołu kontrolnego rozgłośni warszawskiej.

zgodnie z położeniem W iednia na wschodzie Austrii. 56. leglości długości fali uzyskano kierunkowe nadawanie głównie w kierunku zachodnim. wysokości 130 m. M aszt antenow y w iedeńskiej stacji nadaw czej. Rys. W celu osiągnięcia specjalnie wielkiego zasięgu w o s ta t­ .

Dzięki m iędzynarodow em u porozumieniu am a to ro m tym pozostawiono do wyłącznego rozporządzenia pewne okre­ ślone przedziały częstości. w Berlinie instalacja nadawcza fal długości 7 m etrów ustaw iona zo­ stała na wierzchołku 138-metrowej wieży radiowej. a zwłaszcza fal krótkich. że do ich nadaw ania w ystarczają już zupełnie małe energie. uwaga fachowców zo­ stała skierowana na zalety fal krótkich w ogóle tylko dzięki tem u. do tych stacji należy np. Obok stacji nadawczych krótkofalow ych zostały o s ta t­ nio zbudowane na próbę nadajniki fal ultrakrótkich. ty tu łe m próby. k tórzy stworzyli obecnie na całej kuli ziemskiej wielką sieć nadawczo-odbiorczą. Pracom ty ch am atorów za­ wdzięczamy nagrom adzenie ogromnie bogatego m ateriału doświadczalnego. . Powoduje to. Z drugiej strony je d n a k z prostoliniowością rozchodzenia się fal u ltrakrótkich związana jest ta ich zaleta. że można je skupiać i kierować za pom ocą odpowiednich reflektorów t a k samo. Instalacje nadawcze fal u ltrakrótkich budo­ wane są umyślnie na znacznej wysokości ze względu na prostoliniowe rozchodzenie się tych fal. dotyczącego rozchodzenia się fal elek­ trycznych. ta k np. że ku ogólnemu zdumieniu am atorom udało się porozumienie się ze sobą poprzez ocean za pom ocą zupełnie słabych stacji nadawczych. Powszechne zainteresowanie ulepszeniami technicznym i radiotelefonu i telegrafu bez d ru tu spowodowało również ożywioną działalność am atorów .156 Zasady fizyki nich czasach. najważniejsza obecnie dla E u ro p y stacja am erykańska. że nie m a ją one dużych zasięgów i wcho­ dzą w rachubę prawie jedynie tylko p rzy odbiorze lokalnym. ja k fale świetlne. jako ich cechę ujem ną. Fale u ltrakrótkie nie są odbijane od wyższych w arstw a tm o ­ sfery i rozchodzą się tylko prostoliniowo. poza ty m zaś ułatwione je s t zachowanie przesyłanych wiadomości w t a ­ jem nicy. Konigswusterhausen oraz P ittsburg. ta k . program y niektórych stacji radiofonicznych nadaw ane są również z nadajników krótko­ falowych.

Z a słu g u je na u w agę. M a s o l l e ’a i V o g t a . k tó r y z d e jm o w a ł k a p elu sz. M a so lle’a i V o g ta z o sta ł o p a te n to w a n y pod n a zw ą „ T ri-E rg o n “. w roku 1927 rozpoczął się zwycięski pochód film u dźwię­ kowego. na każdy tysiąc mieszkańców Niemcy posiadały 66 a p a ra tó w odbiorczych.1 X X X IX FILM D Ź W IĘ K O W Y W kilka lat zaledwie po okresie gwałtownego rozwoju radiofonii nastąpił triu m f nowego w ynalazku. 1889. które z kolei zapisujem y foto­ 1 P o lsk a p o siad ała 10 a p a ra tó w o d b io rc z y c h na k a żd y ty s ią c m ieszk a ń có w .) 2 W y n a la z e k E n g la . że w ła śc iw ie p ierw szy film d ź w ię k o w y z o sta ł w y k o n a n y przez E d iso n a p rzy za sto so w a n iu g ra m o fo n u ju ż w r. któ rz y zastosowali do tego celu obm yśloną już w r. ja k pan u się p od ob a k in em a to g ra f? . S ta n y Zjednoczone 138. k tó ry osiąg­ nął niemniejsze znaczenie w naszej cywilizacji nowoczesnej. p a n ie E d iso n . k tó rą pragniem y za­ pisać. podobnie ja k w radiofonii.2 W filmie dźwiękowym w jego dzisiaj prawie wyłącznie przyjętej postaci mowa lub m uzyka. Austria 73. 1900 przez R u h m e r a m etodę świetlnego zapisyw ania dźwięków. c z y li d zieło trzech . że w 1932 r. F ilm p rzed ­ sta w ia ł jed n eg o ze z n a jo m y c h E d iso n a . a Dania — 140. m ó w ią c p rzy ty m : D zień d o b ry p an u . Film dźwiękowy 157 0 olbrzym im znaczeniu radiofonii dla nowoczesnego życia świadczy chociażby fakt. przekształcona za pom ocą m ikrofonu w drgania prądu elektrycznego. Po odpowiednim ich wzmocnieniu drgania te zostają zamienione za pom ocą odpowiednich przyrządów w wahania natężenia światła. (U w . tł. Został on wynaleziony w dzisiejszej swej postaci w roku 1923 przez trzech Niemców: E n g l a . zostaje przede wszystkim.

co umożliwia synchroniczną kinem atografię obrazów i dźwięków. . m etoda zaś zapisu poprzecznego — przez ich długość. natężenie dźwięku n a to m ia s t m etoda natężeniowa oddaje przez stopień zaczernienia pasków poprzecznych. na którym zaczerniony równomiernie ślad dźwięku posiada zmienną szerokość (rys. W obydw u m etodach wysokość dźwięku jest dana przez odległość dwu następujących po sobie m axim ów (szczebli lub ząbków). na u ży ciu g r a m o fo n u . w p rzeciw ie ń stw ie do op isa n ej tu m e to d y za p isy w a n ia św ie tln e g o . 2 M etoda za p isu p op rzeczn eg o b y w a ró w n ież zw a n a m eto d ą o d ­ ch y le n io w ą . Przy użyciu ta k zwanej metody nalężeniowej w y tw a rz am y w ahania jasności źródła światła. gdyż jest on złożony z rozmaicie zaczernionych smug poprzecznych je d n a ­ kowej długości (rys. 57). otrzym uje się w ten sposób „zapis ząbko­ w a n y “ . alb o też m e to d ą za p isu cza rn o -b ia łeg o . a mianowicie tak zwanego zapisu poprzecznego.2 Światło pochodzi z silnego źródła światła o stałej jasno­ 1 In n a. jasność zaś jego pozostaje bez zmiany. 58). m eto d a z a p isy w a n ia d źw ięk ó w op ierała się. p rzestarzała ju ż d zisia j.158 Zasady fizyki graficznie na taśmie filmowej. p o łą czo n e g o z g ło śn ik iem e le k tr o m a g n e ty c z n y m . K o n ie c zn e b y ły je d n a k w ó w c z a s sp e c ja ln e u rząd zen ia dla „ sy n c h r o n iz a c ji“ ob razów i d źw ięk ó w . zapis dźwię­ kowy ma zatem po wywołaniu filmu c h a ra k te r „szczeblo­ w y “ . Przy użyciu innej m etody.1 Fotograficzny zapis dźwięków można otrzym ać dwiema m etodam i. w a h a ­ niom ulega długość obrazu szczeliny świe­ tlnej.

zmniejszony m Rvs. 13.od napięcia. do omówienia której chcemy się tu ograniczyć. komórka Kerra. ta k . Film dźwiękowy 159 ś c i . że w polu elektrycznym ciecze izolujące lub też słabo prze- w odzącestająsię podwójnie łam iące. 3 P o słu g u je m y się p rzy ty m d o d a tk o w y m n a p ię c ie m s ta ły m . b y w a h a n ia n a tę ż e n ia św ia tła z a c h o d z iły d o k o ła p ew n ej w artości śred n iej. p o d d a n a dzia­ łaniu prąd ó w . gdy do okładek doprow adzim y napięcie elektryczne i skutkiem tego w ni­ trobenzolu nastąpi podwójne załamanie światła. 2 Por. odbywaj ące się w r y tm ty c h p rą d ó w . staje się to możliwe dopiero w tedy.p ły n ą c y c h z m ikrofonu. w metodzie natężeniowej.W stęga filmowa z zapisem ząbko- obraz tej szpary zostaje rzucony na film. J u ż w r.2 zestawionymi w ten sposób.5S.m oże w ytw orzyć w a­ hania natężenia św iatła.3 1 N a tu ra ln ie m o żliw e b y ło b y ró w n ież w y w o ły w a n ie z m ia n n a tę ż e n ia źród ła św ia tła b ezp o śred n io za p o m o cą p rąd ów z m ik ro ­ fonu: w p r a k ty c e je d n a k ż e m e to d a ta n ie o k a za ła się k o r z y stn a . jest nim tzw. że bez pola światło nie może przejść przez nie oba. szczególnie sil­ nie w ystępuje to „zjawisko K e rra “ u nitrobenzolu. rozd z. 1924). Ko­ m órka K erra w postaci. 1 poprzez kondensor trafia ono na przyrząd sterujący zapisem. Ilość prze­ puszczonego światła zależy. 1875 fizyk a n ­ gielski K e r r wykrył. jak w skazują rozważania te ­ oretyczne. K om órka K erra jest umieszczona po­ między dwoma p ry z m a ta m i Nicola. że kom órka K erra. pomiędzy k tó ­ rymi pozostawia się m a ­ leńką szparę. tak . nadanej jej przez K a r o - l u s a (r. . składa się z dwóch zanurzonych w ni­ trobenzolu okładek kon­ densatora.

02 m m . rys. . Szerokość obrazu szczeliny nie może więc w żadnym razie być większa. Natężenie prąd u . powstające w czasie wyświetlania filmu. 2 P or. a m ia n o w icie tz w . sam ą szczelinę jednakże bierze się nieco szerszą. k om órek p ó łp rze w o d z ą c y ch . rozdz. ja k już wspom nie­ liśmy wyżej. 59) są to naczynia szklane. J e d y n ie p rzy u ży ciu k om órek p ew n eg o sp e c ja ln e g o ro d za ju . 6. je d n a k ż e je s t on o k o r z y stn e i z w y k le sto s u je m y je w p r a k ty c e .04 m m . 3 P rzez n a p ełn ien ie fo to k o m ó r k i g a ze m u z y sk u je się zn a czn e z w ię k sz e n ie prądu fo to e le k tr y c z n e g o . W ty m celu stosujem y kom órki selenowe lub fotoelektryczne. polegające na tym . zapis jednego drgania dla n a j­ wyższego tonu wym aga jednej dziesięciotysiącznej części 456 m m. że opór elek­ try c z n y selenu metalicznego 1 silnie spada w czasie jego n a ­ świetlania. Dla oddania zapisanego dźwięku należy przede wszyst­ kim za pom ocą komórek światłoczułych zamienić z powrotem drgania świetlne. w w ahania p rądu elektrycznego.000 hertzów. z jednej strony pokryte od w nętrza w arstw ą am a lg am a tu potasu i zawierające bardzo roz­ rzedzony gaz szlachetny 3 (argon lub hel) lub też całkowicie pozbawione gazu.160 Zasady fizyki Zakres częstości drgaii tonów. po­ siadającego szerokość 0. O parte na zjawisku fotoelektrycznym 2 fotokomórki (por. kom órki selenowe m ożna więc stosować tylko w połączeniu z d o datkow ym źródłem stałego p rąd u . W pierwszych w y­ zyskuje się zjawisko. ponieważ zaś. potrzebnych do wiernego od­ dania głosu w filmie dźwiękowym. płynącego przez fotokom órkę pod wpływem jej naświetlania. co wynosi w przybliżeniu 0. zmniejszenie zaś obrazu uzyskuje się za pom ocą odpowiedniego obiektywu. m o żn a z a n ie c h a ć w łą cza n ia d o d a tk o w e g o źród ła prąd u . W p rak tyce przyjęło się stosowanie obrazu szczeliny. rozciąga się mniej więcej od 30 do 10. prędkość przesuwania się filmu została u s ta ­ lona na 456 m m na sekundę. P rzy u ż y c iu fo to k o m ó rek d o d a tk o w e źródło prądu nie je s t b ezw a ru n k o w o k o n ie c z n e . je s t rzędu 1 S elen w y stę p u je w d w ó ch m o d y fik a c ja ch : czerw on ej n ie m e ta ­ liczn ej i szarej m eta lic zn ej.

Następnie dopiero film. selenową czy też fotokomórkę. czyli odtw arza w ahania światła bez żadnego zapóźnienia. gdzie inne źródło światła prześwietla zapis dźwię­ kowy. Film dźwiękowy 161 wielkości zaledwie jednego m ikroam pera (czyli milionowej części am pera). lecz prąd ten nie wykazuje żadnej „bez­ w ładności“ . N ow oczesna techniczna komórka fotoelektryczna. Skopiowane negatyw y zapisu dźwiękowego i filmu łączy się w jed n ą wspólną taśm ę — pozytyw . a następnie do głośników elektrody­ nam icznych. wywołane przez kom órkę Rys. skąd obraz zostaje rzucony przy użyciu silnego źródła światła na ekran. trafia przed „okienko dźwię­ kowe“ . Odpowiednio do odstępu obu okienek obraz i odpo­ w iadający m u dźwięk z n a jd u ją się na taśm ie dźwiękowej Zasady fizyki 11 . rozwijający się z rolki. W czasie wyświetlania przesuwa się ona przede wszystkim przed „okienkiem filmowym “ . W ahania prądu. doprowadza się do w zm ac­ niaczy lampowych. 59.

orientujące osobę. dźwięk. wyprzedza obraz. J u ż około roku 1930 film niem y został całkowicie w y p a rty przez dźwiękowy. równej dw u­ dziestu pojedynczym obrazkom . W celu odtworzenia filmu dźwiękowego w innym języku niż ten. w ypow iadane w innym języku. Specjalne m etody oraz stosowne przyrządy. k tó ry był u ż y ty pierwotnie. Na poruszający się w ten sposób bęben p a d a mała. mówiącą w innym języku. ułatw iają osiągnięcie tego celu.162 Zasady fizyki w pewnej unormow anej odległości od siebie. ab y wyrazy. zapoczątko­ wanej przez K o r n a już w roku 1902. a w S tanach Zjednoczonych 18% milionów. 1930 ogólna liczba miejsc siedzących w kinem atografach wynosiła w Niemczech około 2 milionów. zachowując niezmie­ nioną kolejność obrazów. 1927. Pierwsze duże filmy dźwiękowe wyświetlono publicz­ nie w Ameryce w r. do­ tyczy równocześnie pod wielu względami dziejów pow stania i rozwoju przekazyw ania telegraficznego obrazów oraz początków widzenia na odległość. w całej Europie około 13 y2. obraz przekazyw any zostaje rozpięty na bębnie walcowym. przy czym równocześnie bęben przesuwa się powoli w kierunku swej osi. równą 38 cm. Należy je d n a k p rzy ty m zwrócić uwagę na to. Na początku r. k tó ry obraca się równomiernie. XL P R Z E K A Z Y W A N I E O BRA ZÓW I W I D Z E N I E NA ODLEGŁOŚĆ Historia postępów technicznych. które doprowadziły do wynalezienia i udoskonalenia filmu dźwiękowego. P rzy zastosowaniu m etody telegraficznego przekazywania obrazów. ostra plam ka świetlna. odpow iadały w m iarę możności ruchom warg i ułożeniu ust na obrazie. k tóra stopniowo oświetla p u n k t po punkcie wzdłuż linii śrubo- . m ożna naturalnie „zsynchronizować“ ponownie film. zapisany na filmie. o tę odległość.

n a św ie tla ją c y p u n k t po p u n k cie obraz na b ęb n ie. przekazywane za pom ocą przewodu daleko- nośnego lub też radiotelegraficznie na miejsce odbioru. ty m bliższe realizacji staw ały się marzenia o widzeniu na odległość. który. rów­ nież rozpięty na obracającym się bębnie i poruszający się ruchem śrubow ym . jak to widzimy na rys. Mniej więcej od r. Przekazywanie obrazów i widzenie n a odległość 163 wej przesuwający się obraz. Im bardziej można było zmniejszyć czas. że światło­ czuła kom órka. co umożliwia prasie dostarczanie swym czytelnikom obok wiadomości telegraficznych o ważnych zdarzeniach również od razu i odpowiednich fotografii. z o sta je (ze w z g lę d ó w zw ią z a n y c h z tech n ik ą p rzek a zy w a n ia na o d le g ło ść i w z m a c n ia n ia p rąd ów ) „ p o c ię ty “ p rzy p o m o c y sp ecja ln ej ta r c z y z o tw o r k a m i i p r z e tw o ­ r z o n y na szereg im p u lsó w św ie tln y c h . ii* . W ten sposób kolejność prze­ strzenna p u n k tó w obrazu zostaje przekształcona na prze­ kazyw ane w pewnej kolejności czasowej po sobie sygnały elektryczne. 1930 zorganizowano dla gazet praw idłową obsługę telefotograficzną pomiędzy dużymi m iastam i.1 Zastosowanie na stacji nadawczej pewnych specjalnych urządzeń umożliwia otrzym anie bez­ pośrednio obrazu pozytywnego. 60. Zależnie od tego. W ten sposób przekazywane kolejno po sobie p u n k ty fotografii u k ład a ją się znów obok siebie. Sygnały te. odbija się więcej lub mniej światła. pada na papier światłoczuły lub film. na k tó rą pada światło odbite. tak. czy plam ka świetlna pada na jaśniejsze. k tó r y c h n a tę ż e n ie je s t m o d u lo w a n e p rzez obraz. daje nam silniejszy lub słabszy prąd. potrzebny do przekazania pojedynczego obrazu. sterują ta m za pośrednictw em kom órki K erra natężeniem promienia świetlnego. Zagadnienie można było uważać za p raktycznie rozstrzygnięte z grubsza 1 W rzec z y w isto śc i p rom ień św ia tła . tworząc ten sam obraz. czy też ciemniejsze miejsce obrazu. Im większa jest liczba przekazanych p u n k tó w obrazu. tym wyraźniejszy jest obraz. wychodząc z pomocniczego źródła światła.

000 punktów. a) 5.000 punktów. 60. c) 30. O brazy przekazane na odległość za . Rys. b) 10.000 punktów.

000 punktów . 10.000Jpunktów . b) 10.000 punktów. a) 5.000 punktów .000. pośrednictwem 5. .000 i 30. c) 30.

obejm ujący 37. więc urządzenia nadawcze dla widzenia na odległość powinny być ustaw iane na wysokich wieżach. Gdy następnie udało się osiągnąć przekazywanie 3. poczynając od około 50 milionów hertzów wzwyż. taki zakres częstości mógł być jeszcze dogodnie p rzekazyw any przez duże radiowe stacje nadawcze. Do tego p otrzebny był pas częstości. gdy stało się możliwe t a k szybkie przekazy­ wanie około tysiąca punktów .000 hertzów. n a ­ daw anych przez kino na odległość. . Dopiero.000 punktów . jakiego wym agałoby np. Do całkowicie doskonałego widzenia na odległość. przesy­ łanie filmów na odległość. pas taki można przekazywać jedynie za pomocą nadajników krótkofalowych.500 hertzów.500 hertzów . składających się na r u ­ chom y obraz. Przekazywanie odby­ wało się p rzy pom ocy modulacji fal elektrycznych. zanim stanie się możliwe śledzenie we własnym dom u jednocześnie wzrokiem i słuchem przedstawień.166 Zasady fizyki już wówczas. okazuje się konieczny pas częstości. pow tarzając obraz 25 razy w ciągu sekundy. czyli od 10-metrowej długości fali w dół.000 do 300. musiano już zastosować pas częstości. urządzenie takie umieszczono już rzeczywiście na dachu 102 piętrowego E m pire-State-B uilding w New Yorku: Jednakże należy jeszcze zaczekać na wiele różnych ulepszeń a p a ra tó w od­ biorczych. pas tak i może być zadowalająco przekazyw any tylko za pomocą fal ultrakrótkich. Ponieważ fale u ltrakrótkie rozchodzą się tylko prostoliniowo. uda się może również uzupełnić możliwe ju ż dzisiaj słyszenie zachodzą­ cych gdzieś daleko zdarzeń równoczesnym ich widzeniem. obejm ujący od 100. gdy to za­ gadnienie zostanie całkowicie rozwiązane. że cały ten proces m ożna było pow tó­ rzyć 12 razy w ciągu jednej sekundy. obejm ujący około 7.

k tóra również rozpoczyna rachubę stopni od p u n k tu topnienia lodu. te m p era tu rę ciała lu d zk ieg o . J a k powszechnie wiadomo. pu n k tó w zasadniczych jest podzielona na 100 części. . któ ry m przyporządkow ano stopnie te m p e ra tu ry . — na 80 części. Za tr z e c i p u n k t z a sa d n ic z y sw ej sk a li F a h r e n h e it p rzy ją ł zresztą jesz c z e 96° F.1 1 F a h r e n h e it są d ził. odległość . Poczynając od pierwszej połowy X V I I I wieku. w skali Celsjusza. punktow i topnienia lodu jednakże nie jest przyporządkow ana tak. ja k w innych skalach. przyjęto uw ażać za nie p u n k t zam arzania i p u n k t wrzenia wody (pod ciśnieniem norm alnym ). a więc znacznie później. że n a jn iż sz a te m p e r a tu r a sz c z eg ó ln ie su ­ row ej z im y 1709 roku (k tó ra leża ła o 3 2 ° F p o n iżej p u n k tu to p n ie ­ n ia lod u ) j e s t a b so lu tn y m zerem te m p e r a tu r y . odległość m iędzy zasadni­ czymi p u n k ta m i je s t podzielona na 180 części. niż m echanika lub optyka. n a to m ia s t w skali R ćaum ura. Pierw szym krokiem w ty m kierunku było ustalenie do­ kładnej skali temperatur przez wprowadzenie dwóch stałych punktów zasadniczych. P rzyrost objętości pewnej cieczy ogrzanej od jednego z ty c h p u n k tó w do drugiego podzielono w sposób zresztą dowolny na określoną ilość równych części. jednakże n a u k a o cieple zaczęła się rozwijać w specjalny dział ścisłej fizyki dopiero w X V II I stuleciu. W najstarszej. niestety często jeszcze używ anej.C Z Ę S C T R Z E C I A C l E P Ł O XLI T E M P E R A T U R A I ILOŚĆ C IE P Ł A Chociaż wiele obserwacyj nad zjawiskami cieplnymi sięga ju ż starożytności. dzisiaj jeszcze jed n a k bardzo rozpowszechnionej w k rajach anglosaskich skali F a h renheita. lecz liczba 32. liczba 0. jedynej używanej w nauce.

że gdy ogrzewanie gazu odbywa się w stałej objętości. W ażne źródło błędów term o m e tru jest związane z tym . . termometrami gazowymi. 1660. rozdz. wówczas na każdy stopień przyrostu te m p e ra tu ry prężność jego w zrasta 0 7273 część tej wartości. powstające w związku z ty m zm iany objętości trw ają na ogół w szkle naw et w ciągu dłuższego czasu po ogrzaniu i mogą ujemnie wpływać na dokładność pomiarów. w której 1 P or. prowadząca do dzisiejszych przyrządów. z a jm u ją c y się pom iaram i te m p e ra tu r.168 Zasady fizyki Ja k o ciecz term om etryczną stosuje się przeważnie rtęć w rurkach opróżnionych z powietrza. 11. pozwalających wyznaczać te m p e ra tu ry w granicach po­ między p u n k tam i topnienia lodu i wrzenia wody z do­ kładnością do trzech tysiącznych stopnia. że rozszerza się przecież nie tylko ciecz. 2 P raw o B o y le ’a n iesłu sz n ie b y w a n a z y w a n e ró w n ież p raw em M a rio tte’a. choć nie nadającym i się do bezpośredniego praktycznego uż y tk u . że dowolny gaz. B o y l e w ykrył ju ż w r. Dalej Gay-Lussac znalazł również. ogrzewany pod s ta ­ łym ciśnieniem.1 Dalsze źródło niedokładności stanowi nierównomierna rozszerzalność rtęci. na której opiera się tzw. Na podstawie obserwacyj Gay-Lussaca można już było określić jako absolutne zero tę tem p e ra tu rę . ja k ą zajmował w 0°. ta trudność została przezwyciężona przez porównanie term om etrów rtęciowych ze znacznie doskonalszymi. jed n a k droga. ja k ą posiadała w 0°. czyli dział fizyki. lecz również i rurka szklana.L u s s a c ustalił.2 następnie na początku X I X stulecia G a y . była długo­ trw ała i mozolna. że w stałej tem ­ peraturze ciśnienie i objętość gazu są do siebie odwrotnie proporcjonalne. rozszerza się na każdy stopień przyrostu te m p e ra tu ry o 1/273 część tej objętości. Lecz chociaż zasada. To źródło błędów zostało praktycznie biorąc usunięte przez wynalezienie specjalnych term om etrycznych rodza­ jów szkła (szkło jenajskie). jest bardzo prosta. termometria.

i należy zaznaczyć.który obejm uje tem p e ra ­ t u r y jedynie od p u n k tu zam arzania do p u n k tu wrzenia rtęci. że te m p e ra tu ra absolutnego zera wynosi — 273. gdy rozrzedzenie zawartego w nich gazu jest w ystarczające. słu p ek z a tr z y ­ m u je się d zięk i o d p o w ie d n ie m u p rzew ężen iu rurki. Następnie obszar tem p e ra tu r. Przede wszystkim gaz rozszerza się około 130 razy silniej. niż rtęciowy. Z pom iarów wynika. różniącą się o mniej. 46. Temperatura i ilość eiepta 169 tak objętość. wyrażonej w skali Cel­ sjusza. m ożna rów­ nież podnieść p u n k t wrzenia. gdyż w tej tem peraturze rtęć wrze. zwiększając ciśnienie. niż zwykłe szkło. g d y n a to m ia st ro zp o czy n a się sp a d ek te m p e r a tu r y . w jakich można stosować te rm o m e tr gazowy. m ożna więc stosować te r­ m o m e tru rtęciowe z trudno topliwego szkła. niż jedną dziesiątą stopnia1 od zera absolutnego. Skale norm al­ nych term om etrów rtęciow ych są wobec tego zwykle ce­ chowane przy pom ocy skali te m p e ra tu r lermornełru wodo­ rowego. że w roku 1933 fizyka eksperym entalna osiągnęła już te m ­ peraturę. niż ciecze. naw et 1 Por. słu p ek te n p o su w a się ku g órze. jak i prężność „idealnego“ gazu m usiałyby całkowicie zniknąć. Ponieważ jednak.2°. T erm om etr gazowy z trzech powodów posiada większą dokładność. G d y tem p era tu ra w zra sta . jest znacznie większy. że praktycznie biorąc wszelkie rodzaje term o­ m etrów gazowych zgadzają się ze sobą. rtęć nato m ia st tylko 7 razy. ja k ą uzyskujem y. że gazy rozsze­ rzają się znacznie prawidłowiej. zawiera- bardzo wysokim ciśnieniem. niż zakres term o m etru rtęciow ego. nazyw am y te m p e ra tu rą bezwzględną. do­ dając 273. rozdz. z tym i term o m etram i norm alnym i są porównywane z kolei term o m e try przeznaczone do sprzedaży. Najważniejszą rolę jed n a k gra fakt.2 Pod zwykłym ciśnieniem m ożna stosować term o m e try rtęciowe tylko do 357°. co ujaw nia się w tym . 2 W term o m etra ch do m ierzen ia g o rą czk i g ó r n y słu p ek rtę c i je s t o d d z ie lo n y od r e sz ty r tę ci za p o m o cą p ęch e r zy k a p o w ietrza . T em peraturę. .2° do te m p e ra tu ry .

Wobec tego okazało się. s Por. P om iar ta k wysokich te m p e ra tu r stanowi zadanie osobnej gałęzi term om etrii. że rozm aite ciała posiadają rozm aitą pojemność cieplną. któ ry nadaje się do tego celu aż do — 2000. rozdz. że przy użyciu tych m etod m ożna stwierdzać jeszcze różnice tem p e ra tu ry . Do mierzenia niskich te m p e ra tu r stosuje się ciecze o szczególnie niskim punkcie zam arzania.2 pow stającą skutkiem różnicy tem ­ p e ra tu ry w miejscach zetknięcia się dwóch metali. że nie można utożsam iać przyrostu te m p e ra tu ry z przy­ rostem ilości ciepła. rozdz. 73. w y ­ syłane przez ciała rozżarzone5. J u ż w drugiej połowie X V I I I stulecia z pojęcia tem ­ p e ra tu ry rozwinęło się drugie podstawowe p o jęc ie . Mierzy się przy ty m albo siłę e lektrom otoryczną. 2 P or.1 Do pom iarów precyzyjnych. Powyżej 1600° nie można już stosować naw et i metod elektrycznych. rozdz. 20. W prowadzenie tego pojęcia jest przede wszystkim zasługą B l a c k a . jak już w spom niano. toluol lub przede wszystkim p e ntan. 50. nauki o cieple. a również dla bardzo w y­ sokich oraz bardzo niskich te m p e ra tu r. a mianowicie pojęcie ilości ciepła. dochodzących do 750°. ja k np. . ja k to czyniono pierwotnie. 1760 po raz pierwszy ustalił przez porównanie za­ chowania się wody i rtęci. 4 P y r o zn a cza po greck u ogień .170 Zasady fizyki w tem p e ra tu ra c h . w y­ noszące zaledwie około Yioo ooo stopnia. Dokładność elektrycznych pom iarów te m p e ra tu ry jest. tak. alkohol etylowy. posługujem y się m etodam i elektrycznym i.3 ta k znaczna. zwanej pyrom etrią* k tóra określa te m p e ra tu ry . albo też zależny od te m p e ra tu ry opór d ru tu platynowego. 3 Por. mierząc promieniowanie. który około r. Musiano więc prócz stopni te m p e ra tu ry wprowadzić jako 1 U ż y w a n e są ró w n ież te r m o m e tr y n a p e łn io n e c ie k ły m tlen em pod zw ię k sz o n y m ciśn ien iem .

w ziętą w stosunku do 1 gram a wody i jednego stopnia skali Celsjusza. .86 milionów ergów. W oda ogrzana od 0° do 4° kurczy się 1 dopiero gdy nagrzew am y ją powyżej 4° rozszerza się ona podobnie do wszystkich innych ciał. W 4° osiąga ona mianowicie n a j­ większą swą gęstość. W oda posiada największe ciepło wła­ ściwe spośród wszystkich ciał stałych i ciekłych (z w y­ jątk ie m ciekłego wodoru). nazwano kalorią. d o 15V2° C. w y k o n y w a n ą p r z y p o d n o ­ szen iu ciężaru 1 gram a na w y so k o ść jed n e g o m etra .1 Ciepłem właściwym jakiegoś ciała nazy w a m y tę ilość kaloryj.2 1 D o k ła d n iejsze ok reślen ie k alorii n ie m ów i o g ó ln ik o w o o o g rza ­ n iu jed n eg o gram a w o d y o jed en sto p ie ń . ciepło właściwe lodu jest o połowę mniejsze. ■ 2 G ram o-m etrem n a z y w a m y p racę. jest ono równe jedności. równoważną jednej kalorii. W oda w y­ kazuje pew ną godną uwagi anomalię również i co do swej rozszerzalności cieplnej. która ogrzewa 0 jeden stopień jednostkę m asy pewnego ciała. Równoważność ciepła i pracy 171 drugą jednostkę cieplną t a k ą ilość ciepła. X L II R Ó W NOW AŻNOŚĆ C IE P Ł A I P R A C Y Możemy codziennie obserwować szereg zjawisk. p orów n. jest więc w tej tem peraturze cięższa. J o u l e i R obert M a y e r stwierdzili nieza­ leżnie od siebie. Co się ty c z y erga. W 1842 r. jakiej trzeba udzielić jednem u gramowi tego ciała. wynosi on 426. w k tó ­ rych dzięki pew nym procesom m echanicznym wywiązuje się ciepło lub też odwrotnie ciepło wywołuje powstanie ruchu. by ogrzać go o 1° C. przyjętego za wzorcowe. a dla większości m e­ tali w artość jego w aha się pomiędzy 0. lecz ściślej o o grzan iu go od 14i/2° C. ro zd ział 7. oraz o trz y m a n ą czy też u tra c o n ą ilo­ ścią ciepła. że we wszystkich w y p adkach tego rodzaju istnieje zupełnie określony stosunek pom iędzy zuż y tą czy też u zy sk an ą pracą.2. niż w każdej innej.03 i 0. Ilość jednostek energii.9 gram o-m etrów lub 41. Jed n o stk ę tę. nazwano mechanicznym równoważnikiem ciepła.

jedna w a tt- sekunda odpowiada 0. W zastosowaniach tej zasady szczególnie ważną rolę grają dwa specjalne rodzaje przem ian: po pierwsze procesy. optyczną oraz chemiczną. które obejm uje ju ż nie tylko energię m echaniczną i term iczną. a więc w r. mierząc jednocześnie w yw ołany przez ruch koła wzrost te m p e ra tu ry cieczy. Metodę tę n a tu r a l­ nie później bardzo udoskonalono.239 kaloriom.1 więc. co było powiedziane wyżej. Za pomocą opa­ dającego ciężaru wprawiał on w ruch wirowy zaopatrzone w łopatki koło. ani też nie jest na zewnątrz od­ 1 W y n ik a to stą d . Sam Mayer ju ż około r. przy czym korzystał z dawniejszych niedokładnych danych doświadczalnych. termodynamice. że ciepło nie jest doprowadzane z zewnątrz. że 1 w a tt je s t ilo c zy n e m 1 w o lta przez 1 am p er. tzw. a g d y n a tę ż e n ie p rąd u w y n o si jed en a m ­ per p rzez przekrój p rzew o d n ik a p rze p ły w a 3 . lecz również i ener­ gię elektryczną. 1845 rozszerzył zasadę równo­ ważności ciepła i pracy mechanicznej.1 0 ” je d n o s te k e le k tr o ­ sta ty c z n y c h n a b o ju na sek u n d ę. . Niezależnie od Mayera H e l m h o l t z rozwinął tę sam ą myśl i ogłosił ją w dokładniejszej formie w dwa lata później. umieszczone w naczyniu. Joule w yzna­ czył wartość równoważnika bezpośrednio. formułując bardziej ogólne prawo zachowania energii. gdy natężenie p rąd u wynosi jeden amper. p rzy c zy m 1 w o lt s ta n o w i tr z e c h se tn ą c zę ść e le k tr o sta ­ ty czn ej je d n o s tk i n a p ięcia . Ponieważ p rąd elektryczny o mocy jednego w a tta w y­ tw arza w ciągu sekundy energię równą 107 ergów. 1847. wypełnionym wodą lub rtęcią. przebiegające w ten sposób. zgodnie z tym . m agnetyczną. W nauce o cieple. zasada równo­ ważności pracy i ciepła nosi nazwę pierwszej zasady termo­ dynam iki.172 Zasady fizyk i Mayer obliczył równoważnik m echaniczny ciepła na podstawie rozważań teoretycznych. dotyczących ciepła właściwego gazów. Taka ilość ciepła jest więc w y tw arzana w ciągu sekundy w przewodniku o opo­ rze jednego om a.

czy też oddana na zewnątrz w procesach izo- term icznych jest równa uzyskanej. gdy układ.3 Procesy izotermiczne zachodzą wówczas. zachodzące bez zm iany tem ­ p e ra tu ry . Gdy pewien gaz rozszerza się adiabatycznie (pomyślmy np.1 po drugie przem iany. w ykonyw ający pew ną pracę (np. Odwrotnie. oraz kiedy nie m ogą one następować. 3 N a tej za sa d zie op ierało się u ż y w a n e c z ę sto w d a w n ie jsz y c h cza sa ch k rzesiw o p n eu m a ty c z n e . Entropia i nieodwracalność 173 dawane. przezwyciężając ciśnienie zewnętrzne. pozostaje w stałym połączeniu z dużym zbiornikiem ciepła (np. a dzisiaj powszechnie zwana drugą zasadą 1 P o greck u „ d ia b a in e in “ z n a c z y p rzech o d zić. . W edług pierw­ szej zasady term odynam iki ilość ciepła doprowadzona z zewnątrz.2 to równocześnie musi się ochładzać. czy też zużytej pracy mechanicznej. gaz musi się ogrzewać. 1850 i 1851 przez Cl a u s iu s a i Willia­ ma T h o m s o n a . które noszą miano izolermicznych. para pod tłokiem m a ­ szyny parowej). 2 Z ew n ętrzn e ciśn ien ie. w y w ie r a n e na g a z. Zasada. je s t rów n e w e ­ w n ętrzn ej p rężn o ści ga zu . W procesach adiabatycznych wykonanie pewnej pracy zewnętrznej musi według pierwszej zasady term odynam iki pociągać za sobą zmniejszenie zasobu ciepła układu. X L III E N T R O P IA I N IEO D W R A C A LN O ŚĆ Pierwszą zasadę term odynam iki stanowi stwierdzenie bardzo ważnego faktu równoważności ciepła i prac y przy wszelkich przem ianach jednej z tych wielkości w drugą. kotłem parow ym ). zasada ta nie mówi n a m jednakże nic o tym . o parze pod tłokiem m aszyny parowej) i w ykonyw a pracę. w jakich w aru n k a ch zachodzą i w jakim kierunku biegną takie przem iany. gdy jest sprężany adiabatycznie. sform ułowana w r. przem iany takie nazyw am y adiabatycznym i.

że można by bez zużycia pracy z zewnątrz ochłodzić pewne ciało. uzupełnia w isto tn y sposób pierwszą za­ sadę pod wyżej w spom nianym i względami. Thom son wypowiedział drugą zasadę w for­ mie stwierdzenia. Należy teraz 1 N a z w a perpeluum mobile p ierw szeg o ro d za ju o zn a cza m a ­ sz y n ę . zmie­ nia się o wartość przyrostu lub u b y tk u ciepła. w k tó ry m uniknięto wszelkiego wyrów nyw ania tem p e ra tu r za pom ocą przew odnictw a cieplnego lub promieniow ania. Druga zasada uzyskała ściślejsze sformułowanie dzięki stworzeniu przez Clausiusa pojęcia entropii. 2 M y ślim y tu ta j o w y r ó w n y w a n iu „ s k o ń c z o n y c h “ ró żn ic te m p e ­ ratu r w o d różn ien iu od ró żn ic n ie sk o ń c z e n ie m a ły c h .2 oraz wszelkiego tarcia. myśl. Idealnym procesem term odynam icznym nazy w a m y przy ty m taki proces. gdy ciepło dopływa lub odpływa. prze­ czy zupełnie tem u. która b y z n a jd o w a ła się sta le w b ieg u i d o sta rc z a ła n am p o n a d to p racy bez ża d n eg o d o p ły w u en erg ii z z e w n ą tr z . M u sim y za k ła d a ć istn ie n ie n iesk o ń c z e n ie m a ły c h ró żn ic te m p e r a tu r p o ­ m ię d z y cia łem i zb io rn ik iem . k tó ra by dostarczała pracy jedynie na koszt ochładzania pewnego zbiornika ciepła (maszynę ta k ą nazwano pe rp e tu u m mobile drugiego ro­ dzaju). D ruga zasada w ujęciu Clausiusa głosi. podzie­ loną przez te m p e ra tu rę bezwzględną układu.1 Istotnie. . z k tó reg o ciep ło d o p ły w a lu b też do k tó reg o ciep ło o d p ły w a z cia ła . co wiemy z naszego doświadczenia. N ie ­ m o żliw o ść istn ien ia ta k ie g o perpeluum mobile p ierw szeg o rod zaju w y n ik a z z a sa d y za ch o w a n ia en ergii.174 Zasady fizyki term odynam iki. aby jakieś ciało. która. W ydaje się rzeczą nie do pomyślenia. odebrać m u w ten spo­ sób energię cieplną i zużytkow ać ją w jakiś sposób. mogło nam służyć jednocześnie za a u to m a ty c z n ą chłod­ nicę i prócz tego jeszcze za źródło energii do napędu m otoru. E n tro p ię defi­ niujem y dla „idealnego“ procesu term odynam icznego jako wielkość. że nie jest możliwa budow a takiej pe­ riodycznie działającej m aszyny. że ciepło nie może przejść samo przez się od ciała zimniejszego do cieplejszego. obniżając swą te m p e ra tu rę poniżej te m p e ra tu ry otoczenia.

wywołujące zwiększanie entropii. ja k np. Dotyczy to. zmniejszające en­ tropię. nie zachodzą nigdy sam orzutnie. a więc zwiększanie już istnieją­ cych różnic te m p e ra tu r lub przem iana ciepła tarcia z po­ w rotem w energię mechaniczną zmniejszałyby bez w ą t ­ pienia entropię. lecz n a w e t wywołują w rezultacie jej wzrost. w k tó ry m wyłączone są całko­ . Entropia i nieodwracalność 175 zauważyć. które nie tylko kom ­ pensują u b y te k entropii. zwiększającymi entropię. gdy zachodzi bez zm iany entropii. czy przez promieniowanie. J a k wskazuje teoria. jedynie procesów idealnych. Jeśli je d n a k nie istnieją sam orzutnie przebiegające pro ­ cesy. że każdy z nich wywołuje w pewnych ciałach lub zbiorach ciał („u k ła d ac h “) jakieś p rzem iany term odynam iczne. a więc takie. zwiększa jego entropię. a b y przyrosty i u b y tk i entropii. Procesy odwrotne. w ytw arzanie prac y z ciepła. że mogą istnieć szeregi następujących po sobie procesów tego rodzaju. entropia takiego pro­ cesu pozostaje więc bez zm iany w porów naniu ze stanem początkowym . Odw racalny może więc być tylko proces term odynam iczny „idealny“ w w y­ żej w yjaśnionym znaczeniu. g dy n a to m ia st wszystkie procesy. idealny proces kołowy musi przebiegać w taki sposób. lccz w wyniku końcowym zostaje przyw rócony sta n początkowy. ten sam wynik daje każda przem iana energii mechanicznej w ciepło przez tarcie. czy to przez przewodnictwo. P o d obny szereg przem ian term odynam icznych nosi nazwę procesu koło­ wego. które by powodowały u b y te k entropii. ja k już zaznaczyliśmy. że procesy. to dowolny proces może być odw racalny tylko w ty m w y p a d k u . zachodząca we wnętrzu pewnego układu. Doświadczenie wskazuje jednakże. ja k w yrównyw anie się te m p e ra tu r i w ytw arzanie ciepła przez tarcie. zachodzą w przyrodzie stale i zupełnie sam o­ rzutnie. wywołane przez poszczególne procesy składowe. K ażda w ym iana ciepła. znosiły się naw zajem w w yniku końcowym . lecz możliwe są jedynie w połączeniu z procesami.

176 Zasady fizyki wicie wszelkie zetknięcia cial o różnej tem peraturze. wszelkie zjawiska elektryczne lub optyczne. energia zaś cieplna ma wartość tylko w tedy. wszelki ruch. że skutkiem nieodwracalności procesów przyrody energia ta podlega stałem u „obniżaniu swej wartości“. Odpowiedź jego sprow adza się zasadniczo do stw ier­ dzenia. gdy m ożem y wyzyskać istniejące już różnice tem ­ p e ra tu r. 1866. X L IV ŚM IER Ć C IE P L N A ŚW IA T A I B O L T Z M A N N O W S K IE PR A W O E N T R O P I I Chociaż całkowita energia świata jest wielkością stałą. Wszelkie procesy fizyczne. w k tó ry m energia jego po­ zbawiona zupełnie swej wartości. naw et wszelkie przewodnictwo cieplne lub promieniowanie cieplne s ta ły b y się na zawsze niemożliwe po nastąpieniu śmierci cieplnej świata. 1851). j a k to oznajm ił po raz pierwszy T h o m s o n (r. Pew ną „w artość“ posiadają jedynie postaci energii. m usim y jednakże przyjąć. Rzeczywiste procesy m ogą się tylko zbli­ żać do tego idealnego przebiegu. jak również i tarcie. jakie je s t głębsze znaczenie tej tajem niczej. ciągłej degradacji. J a k i jest jed n a k powód tej wyróżnionej w porównaniu z innymi odm ianam i energii roli ciepła. że entropia danego sta n u związana jest bezpo­ średnio z prawdopodobieństwem tego sta n u . nie osiągając go nigdy całkowicie. dąży do sta n u „śmierci cieplnej“. stopniowo zabijającej wszech­ świat entropii? W genialnie p ro sty sposób rozstrzygnął tę podstaw ow ą zagadkę wiedeński fizyk B o l t z m a n n w r. inaczej mówiąc. od­ mienne od ciepła. Nie istnieją zatem rzeczywiste procesy od­ wracalne. czy też. będzie składała się tylko z ciepła o zupełnie jednakow ej wszędzie tem peraturze. W ciągłym wzroście entropii odbija się raczej „nieodwracalność“ wszystkich procesów przyrody. Skutkiem stałego wzrostu entropii świat cały. stały zaś w zrost .

rozd z. ja k również nieodwracalność zjawisk przyrody. Możemy to sobie uzmysłowić za pom ocą prostego przykładu: weźmy np. że entropia równa jest loga- rytm ow i tego praw dopodobieństw a. ale bardziej praw dopodobne jest przejście w k ierunku od ciała cieplej­ 1 Por. praw dopodobieństw o. lecz tylko pew ną regułą. a więc bez dodatkow ych kom pensacyj. pom nożonem u przez pewien uniwersalny współczynnik proporcjonalności. Jeżeli bowiem. to cała nauka o cieple sprow adza się ostatecznie do slalyslyki. to lic z b ę x n a z y w a m y lo g a r y tm e m y (w sto su n k u do z a sa d y 10). odpowiednio zdefiniowane. Boltz­ m ann doszedł do wniosku. zjawiska zaś cieplne polegają1 na niewidocznych dla nas ruchach ty c h indywiduów. T a k a in te rp re ta c ja jest według B oltzm anna nieunik­ niona. to nie może być ona praw em w ścisłym znaczeniu tego wyrazu. można w ytłum aczyć dążeniem wszystkich układów do przejścia ze stanów mniej praw dopodobnych do stanów bardziej praw dopodobnych. 2 G d y y rów na się 10 do p o tę g i x -te j. i przypuść­ my. ja k się to ogólnie przyjm uje. Ze statystycznego zaś p u n k tu widzenia każdem u stanowi pewnego układu. W edług d ru ­ giej zasady ciepło może przejść sam orzutnie. pod uwagę dwa ciała. prędkości i kierunków ruchu wszystkich jego cząstek. k tó ra zresztą jest w procesach fi­ zycznych nieporównanie częściej przestrzegana niż zanied­ byw ana. Śmierć cieplna świata i boitzmannowskie prawo entropii 177 entropii.2 Jeśli jed n a k druga zasada nauki o cieple daje się spro­ wadzić do rozw ażań n a d praw dopodobieństw em . k tó ry c h te m ­ p e ra tu ry różnią się od siebie o jeden stopień. jeśli w yjdziem y z p u n k tu widzenia ałomislycznego pojm ow ania przyrody. równej 1 ergowi. tylko od ciała cieplejszego do chłodniejszego. określonemu przez podanie położeń. Zgodnie z ujęciem B oltzm anna przejście ciepła możliwe jest w obydwóch kierunkach. m ożna przypisać pewne. że zaszła m iędzy nimi sa m orzutna w ym iana ciepła w nadzwyczaj małej ilości. m ateria składa się z indyw idualnych czą­ stek. Zasady fizyki 12 . 72.

Możemy oszacować liczbę Z. ab y móc choć raz zaob­ serwować przejście ciepła w ilości przynajm niej jednego erga od ciała zimniejszego do cieplejszego. że liczba ta posiada tak wielką wartość. G dyby n a w e t miliony fizyków w ciągu milionów lat co m in u tę w y k o n y ­ wały na nowo doświadczenie. z trudnością starczyłoby na to paska papieru o długości równej obwodowi kuli ziemskiej. rozdz. to mieliby oni jedynie niesłychanie małe widoki na to. czyli przechodzenie jakiegoś ciała ze sta n u 1 Por. znając stałe. gdybyśm y chcieli napisać wszystkie jej cyfry. to praw dopodobieństw a. c h a ra k te ­ ryzujące fizykę atom ów . polegające na zetknięciu ze sobą w tem peraturze pokojowej dwóch ciał. to znaczy. że wynik doświadczenia może okazać się sprzeczny z ty m twier­ dzeniem. Istnieje jed n a k pewne skończone praw dopodo­ bieństwo. że świat m ógłby n a odkrytej przez B oltzm anna dro­ dze pokonać śmierć cieplną przez odstępstw o od drugiej zasady term odynam iki. . iż. że średnio jeden raz na Z w ypadków dana ilość ciepła ma przejść sam orzutnie od ciała zimniejszego do cieplej­ szego. Gdy więc zgodnie z drugą zasadą tw ierdzim y. W y ra ź m y praw dopodobieństwo przełam ania drugiej zasady stosunkiem 1 do Z.1 Z najdujem y. że ciepło nigdy sam orzutnie nie przechodzi w dostrzegalnej mierze od ciała zimniejszego do cieplejszego bez żadnych d o d a t­ kowych kom pensacyj. XLV ZM IA N Y STA NU S K U P I E N I A Do ty c h zjawisk cieplnych. 72. należą zm iany sianu skupienia. jest zupełnie niewyobrażalnie małe.178 Zasady fizyki szego do zimniejszego. k tóre ju ż od najdaw niejszych czasów w zbudzały żywe zainteresowanie. któ ry c h te m ­ p e ra tu ry różnią się o jeden stopień. choć jest ono również małe ponad wszelkie po­ jęcie. z am iast od­ wrotnie.

nazwano ciepłem topnienia. 1760 B l a c k dokonał ważnego odkrycia. iryd. m ożna np. o trz y m a m y 2 kg wody o tem p e ra tu rz e 0°. w ynika to stąd. Około r. i że są one dla każdego ciała określone przez jego skład chemiczny. Pom iędzy ciałami ciekłymi w tem p e ra tu rz e pokojowej. wynoszącej — 39°.7°. Gdy zmieszamy kilogram lodu o te m p e ra ­ turze 0° z 1 kg wody o tem peraturze 79. obli­ czoną na jednostkę m asy. wówczas. w ykazuje bez zm iany te m p e ra tu rę 0°. J u ż G a l i l e u s z ustalił. w czasie krzepnięcia cieczy to ciepło „ u ta jo n e “ zostaje wyzwolone z powrotem . Zmiany stanu skupienia 179 stałego w ciekły. ilość tę. t a n ta l i przede wszystkim wolfram (3300°). przesunąć p u n k t z am ar­ zania rtęci od wartości norm alnej. a gdy rozwinęła się term o ­ m etria. o ile będziemy starannie unikać wszelkich s tr a t ciepła na ko­ rzyść otoczenia. Ciepło topnienia lodu jest szczególnie duże. że p u n k ty topnienia i za­ m arzania są zawsze identyczne. ja k już wyżej wspomniano. dopóki lód nie rozpuści się w niej całkowicie. W śród m etali szczególnie w y­ sokie p u n k ty topnienia posiadają p la ty n a . Z biegiem czasu dla ty ­ sięcy substancyj wyznaczono bardzo dokładnie tem p e ra ­ tu r y oraz ciepła topnienia. k tó ry zestala się dopiero w tem peraturze — 200°. p e ntan. w której pływa kaw ałek lodu. aż 12* . Od­ wrotnie. że woda do picia. że zwiększanie objętości w ym aga w ykonania prac y prze­ ciwko ciśnieniu zewnętrznem u. że w czasie topnienia zostaje zawsze zużyta określona ilość ciepła. że dla wszystkich tych ciał zwiększenie ciśnienia wywo­ łuje podwyższenie te m p e ra tu ry topnienia. Z topnieniem przeważającej większości ciał związane jest zwiększenie objętości. wynosi ono 79. Przez zastosowanie ciśnie­ nia 15. polegające na ty m . iż z topnieniem i zam arzaniem po­ łączone są zm iany objętości. szczególnie niski p u n k t zam arzania w ykazuje.000 atmosfer. zauważono wkrótce. lub też z ciekłego w gazowy i odwrotnie. a z ty m wiąże się również fakt.7 kaloryj. Z istnieniem utajonego ciepła topnienia związane jest powszechnie znane zjawisko.

zam arza je d n a k z pow rotem n a ty c h m ia s t po ustaniu działa­ nia ciśnienia. ażeby następnie stężeć na lód. a skutkiem tego zwiększenie ciśnienia obniża p u n k t topnienia wody. T e m p era tu ra wrzenia zależy w sposób bardzo 1 C zyli ciśn ie n ia 15. dla k tórych topnienie wywołuje zmniejszenie ob­ jętości. że d ru t.0075° z ka ż d y m zwiększeniem ciśnienia o jed n ą atmosferę. 1760. niż 540 kaloryj. Możemy w ytłum aczyć na tej podstawie nie­ oczekiwane zjawisko. k tóra p otrzebna je s t jeszcze wówczas do przeprowadzenia tej wody o tem p e ra tu rz e 100° w sta n p a ry o tej samej tem p e ­ raturze. Black ustalił również istnienie znacznego utajonego ciepła parowania. potrzebna do ogrzania pewnej m asy wody od 0° do 100°.180 Zasady fizyki do + 1 0 0. Lód pływa na wodzie. W przeciwieństwie do lodu.000 ra zy p r z e w y ż sza ją ce g o n o rm a ln e c i­ śn ien ie p o w ietrza . Blisko spokrew niony ze zjawiskiem topnienia jest pro­ ces wrzenia. obcią­ żony znacznym ciężarem i przerzucony przez bryłę lodo­ wą. śnieg jest złożony z dobrze sform owanych drobnych kryształ­ ków wody. W analogii do w ykrytego przez siebie ciepła topnienia. polegające na ty m .1 W oda należy do bardzo nielicznych w y­ jątków . widzia­ nych przez mikroskop. p u n k t zaś jego topnienia obniża się o 0. przedstaw ia rys. Gdy lód p o d d a m y w pew nym punkcie ciśnieniu. przesuwa się poprzez nią powoli ku dołowi. k tó ry m zajął się po raz pierwszy dokładnie B l a c k około r. . niezwykłe piękno kryształków śnieżnych. 61. Również i proces tw orzenia się lodowców tłum aczy się w ten sam sposób. nie możem y n a to m ia st ślizgać się po szkle lustrza­ nym . wynosi więc zaledwie niecałą p ią tą część tej ilości ciepła. za­ czyna on ta m topnieć skutkiem obniżenia p u n k tu topnienia. Pod olbrzym im ciśnieniem wiel­ kich mas śnieżnych dolne w arstw y śniegu topnieją. W ty m kryje się również przyczyna faktu. Ilość ciepła. które dla wody wynosi nie mniej. że możem y ślizgać się po lodzie.

A.Rys. 61. . B entley’a. Postacie kryształków śniegu według zdjęć m ikrofotograficznych W .

doprowadzane do takiego układu złożonego. wówczas pa ra wodna i woda m ogą współistnieć ze sobą jedynie w pewnej ściśle określonej tem peraturze. dostarczane czystej parze. że gdy ciśnienie układu jest dane. złożonemu z wody i pary. prężność jej nie wzrasta. zajm ow aną przez parę nasyconą. że ciepło.pewna ściśle określona prężność p a ry nasyconej. Podobnie rzecz się przedstaw ia i w w ypadku odw rotnym : gdy czysta pa ra traci ciepło. polega na ty m . nazy­ w am y ją parą przegrzaną lub też parą nasyconą. Para przegrzana podlega wspo­ m nianem u już wyżej praw u Boyle’a. Teoria ciepła prowadzi do potwierdzonego całkowicie przez doświadczenie wniosku.182 Zasady fizyki isto tn y od ciśnienia — nieco niżej zajm iem y się dokładniej tą sprawą. gdy n a to m ia s t odbieram y ciepło układowi. Zależnie od tego. następuje jeszcze poza ty m przejście części pary w wodę. . Gdy zm niejszam y objętość p a ry nasyconej. powoduje jedynie zwiększenie jej objętości czy też prężności. a więc w „punkcie w rzenia“ wody. zostaje zużyte również i na przepro­ w adzanie wody w s ta n pa ry . gdy zaś zwiększamy objętość. K ażdem u określonemu ciśnieniu p a ry nasyconej odpo­ wiada zatem pewna określona „ te m p e ra tu ra nasycenia“ . gdyż część współistniejącej z nią cieczy prze­ chodzi w s ta n pary. następuje n a tom iast jej częściowe lub zupełne skroplenie. samodzielnie istniejącą p a rą wodną. czy p a ra istnieje samoistnie. każdej tem peraturze —. według którego jej prężność i objętość są do siebie odw rotnie proporcjonalne. i odwrotnie. nato m ia st prężność p a ry nasyconej zależy jedynie i w y­ łącznie od te m p e ra tu ry . Układy. prężność jej nie maleje. jedynie jej objętość lub prężność ulega zmniejszeniu. Zasadnicza różnica pom iędzy układem tego rodzaju a czystą. czy też znajduje się ona w obecności ciekłej wody. są szczególnie interesujące i bardzo ważne pod względem p ra k ty c zn y m . W tem peraturze 100°. w któ ry c h współistnieją obok siebie woda i para wodna. gdy n a to m ia st ciepło.

dlatego też w z b y t ciepłych pomieszczeniach u s ta ­ wiam y w entylatory. m ożem y wywołać spadek słupka rtęci o mniej więcej 20°. Spadek tem p e ra ­ tury. 1680 p rzez P a p in a . w y r a ż a m y ją z w y k le w p ro cen ta c h i m ie r z y m y za p o m o cą h y g r o m e tr ó w . w k tó ry m p o tra w y m ożn a ogrzew a ć siln iej n iż w n a c z y n ia c h o tw a r ty c h .006 atm .12 i w 0° — 0.006 a tm . k tó rą oto­ czyliśmy kulkę term o m e tru . w y n a le z io n y ju ż ok oło r. Zmiany stanu skupienia 183 prężność nasyconej p a ry wodnej równa się naturalnie je d ­ nej atmosferze.2 Proces ten połączony jest również ze zużyciem ciepła. dopiero po osiągnięciu aż 134° itd. ja k ą z a w ier a łb y c e n ­ ty m e tr sz e ś c ie n n y p o w ietrza o tej sa m ej te m p e ra tu r z e . S to su n e k w ilg o tn o śc i b e zw zg lęd n ej do tej (z u p ełn ie z r esztą ok reślo n ej) ilo śc i p a ry . n a z y w a m y w ilg o tn o śc ią w z g lę d n ą . . W oda. w 90°— 0. znajdująca się w pewnej określonej tem peraturze. itd. 2 W ilg o tn o śc ią b ezw z g lęd n ą p o w ietrza n a z y w a m y ilo ść pary. Odwrotnie.1 Przechodzenie cieczy w parę odbyw a się zresztą. W ia tr i p rą d y powietrzne wywołują p a ­ rowanie na powierzchni naszej skóry. w 50°— 0. z a w a rtą rzec z y w iśc ie w je d n y m c e n ty m e tr z e sz e śc ie n n y m p o w ie ­ trza o d an ej tem p era tu r z e. woda wrze w 0° pod ciśnieniem 0. ochładzając j ą w ten sposób. w tem peraturze 50° pod 0. g d y b y para b y ła n a sy c o n a . ja k to dobrze wiadomo. może wrzeć tylko wówczas. pod ciśnieniem 3 a tm . co tłum aczy n a m znaczne ochładzanie się silnie parujących cieczy. w ystępujący po deszczu w gorące dnie letnie. Zgodnie z powiedzianym wyżej ciecz. jest w yw ołany w znacznej mierze przez ochłodzenie s k u t­ kiem parow ania. Przejście w gazowy s ta n skupienia może odbyw ać się również i bezpośrednio ze sta n u stałego. lecz zachodzi ono stale również i w te m p e ra tu ra c h niższych przez po­ wolne parowanie na powierzchni.12 atm .. gdy ciśnienie zewnętrzne nie przekracza prężności jej p ary nasyconej w tej tem peraturze.7 atm osfery. Zwilżając eterem w atę. znajdująca się pod ciśnieniem 2 atm osfer może wrzeć dopiero wówczas. nie tylko w czasie wrzenia. Dobrze znane 1 N a tej z a sa d zie op iera siQ k o cio ł p a ro w y do g o to w a n ia . gdy osiągnie te m p e ra tu rę 121°.

para przegrzana o pewnej określonej prężności posiada wyższą tem p e ra tu rę . XLVI S K R A P L A N IE GAZÓW W każdej tem peraturze prężność p a ry przegrzanej jest mniejsza od prężności p a ry nasyconej. podlegającym i praw u Boyle’a. rozpoczyna się konden­ sacja czyli wydzielanie się cieczy z pary. . lub też zmniej­ szam y jej objętość. aniżeli pa ra nasycona o tej samej prężności. 2 S tą d te ż p o ch o d zi n a zw a p a ry „ p r zeg rza n ej“.0075° i ciśnie­ nie 0. można więc było oczekiwać. Przykładem procesu odw rot­ nego jest osadzanie się ta k zwanego kw iatu siarczanego z p a ry siarki. dane te okre­ ślają tzw.2 Gdy więc parę przegrzaną ochładzamy. będą zachowywały się podobnie do par. że substancje. znajdujące się w stanie gazo­ wym już w zwykłej tem peraturze. ciep ło su b lim a cji je s t rów n e su m ie ciep ła to p n ie n ia i ciep ła parow an ia. u k tórych nie można zauważyć śladów naw et przechodzenia w sta n ciekły. Dla wody p u n k to ­ wi potrójnem u odpowiada te m p e ra tu ra +0. Innym i słowy.006 atm . Dla każdej substancji jest to jednak możliwe jedynie w pewnej ściśle określonej tem peraturze i pod pew nym ściśle określonym ciśnieniem. m usim y wreszcie osiągnąć sta n nasycenia. zwiększając w ten sposób zgodnie z praw em Boyle’a jej prężność.1 W odpowiednich w arunkach mogą współ­ istnieć obok siebie jednocześnie wszystkie trz y s ta n y sku­ pienia danego ciała. Można było zatem mieć nadzieję. ja k gazami. skoro to nastąpi. zwanego sublim acją. p u n k t p o tró jn y tej substancji. stanowią: parow anie lodu oraz istnienie pewnych stałych substancyj pachnących. Ponieważ p a ry przegrzane nie są niczym innym .184 Zasady fizyki przykłady tego zjawiska. że przez zwiększanie ciśnienia lub też obniżanie te m p e ra tu ry uda 1 J a k m o żn a o czek iw a ć na p o d sta w ie z a sa d y z a c h o w a n ia en er­ g ii.

powyżej której nie m ożna osiągnąć sta n u nasycenia. Ciśnienie krytyczne gazu jest ty m wyższe. Przyczyna tajemniczej „trwałości“ niektórych gazów została w y k ry ta w r. dlaczego para w odna zachowuje się na pozór zupełnie inaczej. leżących poniżej te m p e ra tu ry k ry ty c z ­ nej rozpatryw anego gazu. W rzeczywistości różnica pomiędzy p a rą wodną a gazem trw ałym zanika zarówno w tem p e ra tu ra c h po­ wyżej 374° (w k tórych pa ra wodna jest też trw ała). które udało się skroplić. jak i w tem p e ra tu ra c h . 1869 przez A n d r e w s ’a. n a ­ leżał przede wszystkim dw utlenek węgla. im wyżej leży jego te m p e ra tu ra kry ty c z n a. T e m p era tu ra k ry ­ tyczna wodoru wynosi — 240°. więc tem peraturze krytycznej odpowiada również pewne ściśle określone „ciśnienie k ry ty c z n e “ . dw utlenku węgla: 72. jest więc tylko o pięć stopni odległa od zera bezwzględnego. scharakteryzow any przez te m p e ra tu rę k ry ty c z n ą oraz ciśnienie krytyczne.2 atmosfery. że dla każdego gazu istnieje pewna „tempera­ tura krytyczna“. 14. zrezygnowani. Stan krytyczny. aniżeli gazy „ trw ale“ . Stwierdził on mianowicie. poczęli nazywać te gazy trw ałym i. T em p era tu ra kry ty c z n a p a ry wodnej wynosi około 374°. W stanie k ry ty c z n y m ciecz . Skraplanie gazów 185 się również i te gazy przeprowadzić w stan nasycenia i skroplić je w ten sposób. wynosi ona mianowicie — 268°. Do ty ch gazów. stąd też dw utlenek węgla m ożna skroplić już w tem peraturze pokojowej i dlatego nie uznawano go za gaz trw ały. n a w e t gdy stosować będziemy dowolnie wielkie ciśnienia. został zrealizowany przez C a g n i a r d d e l a T o u r a (1822) już na pół wieku przed odkryciem A ndrew s’a. azotu: — 146°. badacze. Przez długi czas jednakże u niektórych gazów wszelkie próby tego rodzaju zawo­ dziły. Ponieważ prężność p a ry nasyconej zależy tylko od te m p e ra tu ry . tlenu: — 119°. ta okoliczność wyjaśnia nam.0. W ysokość te m p e ra tu ry krytycznej dw utlenku węgla w y ­ nosi +31°. ciśnienie krytyczne wodoru wynosi np.9 i wreszcie p a ry wodnej: 224. Szczególnie niska jest te m p e ra tu ra kry ty c z n a helu.

u z y sk a li w r. wy­ k ry te już znacznie wcześniej przez J o u le ’a i Thom sona. że gdy gaz przeciskam y powoli bez w y m ian y ciepła z otoczeniem przez porow atą zatyczkę z obszaru o wyższym ciśnieniu do obszaru o ciśnieniu niż­ szym. wówczas ulega on na ogół oziębieniu. które polega na tym .). że m ożn a b y ło u sta lić jeg o fiz y c z n e w ła ­ sn o ści. w k tó ry m znalazła zastosowanie zasada prądu wstecznego. sprężony gaz rozszerzał się gwałtownie i ochładzał przy ty m dalej (zgodnie z pierwszą zasadą) ta k silnie. 1 C a illetet o tr z y m a ł w ła śc iw ie ty lk o p rzejścio w e m g ły . W ró b lew sk i i O lszew sk i. D o p iero d w aj b a d a cze p o lsc y . Inaczej rzecz się przedstaw ia w w y padku wodoru i helu. w której powietrze już się ze­ stala. Skroplenie gazów trw ałych udało się po raz pierwszy C a i l l e t e t o w i w r. Linde wyzyskał dla skraplania gazów zjawisko. (U w . sprowadzone już do niższego ciśnienia (rozprężone) i w skutek tego ochłodzone. 1877. W przyrządzie Lindego powietrze. .186 Zasady fizyki przechodzi bez wrzenia bezpośrednio w parę. że zaczynał się skraplać. 1896. że stało się możliwe otrzym yw anie ciekłego powielrza w większych ilościach. Za pom ocą specjalnych pom p poddaw ał on gazy ciśnieniu 200— 300 atm osfer i ochładzał je jednocześnie stałym dw utlenkiem węgla. wynaleziony przez L i n d e g o w r. stopniowo posunięto się aż do te m p e ra tu ry — 215°. tł. płynie wciąż naprzeciw powietrza jeszcze sprężonego i odbiera m u cie­ pło. z ło żo n e z d ro b n y ch k rop elek sk ro p lo n eg o g a zu . Za po­ mocą przyrządu Lindego m ożem y skraplać dowolne ilości powietrza bez potrzeby uprzedniego jego ochładzania. 1883 ta k ie ilo ści sk ro p lo n eg o p o w ietrza . Isto tn y postęp w technice skraplania powietrza stanowił a p a ra t. Następnie ob­ niżał nagle ciśnienie do atmosferycznego.1 Szereg badaczów wydoskonalił tę m etodę postę­ powania tak. ta okolicz­ ność znajduje ważne zastosowanie techniczne w opisanej nieco niżej metodzie Bensona. S kutkiem tego te m p e ra tu ra rozprężanego powietrza o pada coraz niżej i wreszcie zostaje ono skroplone.

Gdy rozpuścimy pewną ilość rodanku potasu w takiej 1 U d a ło m u się p o su n ą ć tak d a lek o przez z a sto so w a n ie roz- m a g n eso w y w a n ia p ew n y c h su b sta n c y j m a g n e ty c z n y c h . . D e w a r o w i udało się skroplić wodór. chłodząc przed rozprężeniem gaz. jednakże. w roku 1933 d e I i a a s potrafił osiągnąć naw et tem p e ra ­ t u r y odległe o mniej niż jed n ą dziesiątą stopnia od zera bezwzględnego -1 X L V II ROZTW ORY Podobnie ja k przejście ciała ze sta n u stałego w ciekły lub też z ciekłego w gazowy. w ym iana ta polega zwykle na zużyciu pewnej ilości ciepła. Pod norm alnym ciśnieniem hel wrze w tem peraturze — 269°. W skutek tego. K a m e r l i n g h o w i O n n e s o w i udało się wreszcie skroplić w przyrządzie ty p u Lindego również i najtrw alszy ze wszystkich gazów — hel. również i rozpuszczanie ciała stałego w cieczy — tzw. a nie ochładzają. gdy w zwykłej tem p e ra tu rz e poddać je procesowi J o u le ’a — Thom sona. przez zmniejszenie ciśnienia udało się K e e s o m o w i wywołać jego zamarznięcie. cukru w wo­ dzie) — jest też związane z pew ną w ym ianą ciepła z otocze­ niem. dopiero w te m p e ra tu ra c h bardzo niskich za­ chow ują się one ta k . ja k powietrze. rozpuszczalniku (np. jeżeli nie doprow adzam y jednocze­ śnie ciepła z zewnątrz. zużywane na rozpuszcze­ nie jednostki m asy danej substancji. Pod norm alnym ciśnieniem wodór wrze w tem peraturze — 253°. nazyw am y ciepłem rozpuszczalności. można obniżyć tem pe­ raturę wrzenia jeszcze o dalsze 6° i przeprowadzić wodór w sta n stały po osiągnięciu przezeń te m p e ra tu ry — 259°. Ciepło. za pom ocą ciekłego powietrza. aktowi rozpuszczania towarzyszy na ogół pewne oziębienie. ochładzając go uprzednio za po­ mocą ciekłego wodoru. R oztw ory 187 które wyjątkow o ogrzewają się. poddany wysokiemu ciśnieniu. zmniejszając ciśnienie.

ja k to w ykrył już w r. W ykrycie doświadczalne tego ciśnienia. Ciśnienie. świadczy o ty m fakt. zachowuje się np. jest zawsze n iższy. jak gaz. są one np. można osiągnąć naw et te m p e ra tu rę — 50°. dwa razy większe dla dwuprocentowego roztworu cukru. niż p u n k t zam arzania czy­ stego rozpuszczalnika. p u n k i wrzenia roztworu ulega podwyższeniu. dopiero w tem p e ra ­ turze — 2° do — 3°. gdy ciało stałe zmieszam y z lodem lub śniegiem. stały się możliwe dzięki istnieniu szeregu substancyj na wpół przepuszczalnych dla roztw o­ rów. o trz y m a m y wówczas mieszaninę oziębia­ jącą o tem peraturze — 22°. niż dla roztworu jednoprocentowego. zam k nięty w n a ­ czyniu. śnieg czy lód musi się uprzednio częściowo stopić. proporcjo­ nalne do stężenia roztworu. — . a n a s tę p ­ nie pom iar jego wielkości. nie zużyw ają ciepła. Odwrotnie. 1788 B l a g d e n . lecz je wydzielają na zewnątrz. w taki właśnie sposób w sto­ sunku do wodnego roztworu cukru. przepuszcza ona wodę. substancje takie są przepuszczalne dla rozpuszczal­ nika. Szczególnie silne oziębienia możem y osiągnąć. Gdy zmieszamy 100 części wagowych śniegu z 33 częściami soli kuchennej. rozpuszczając się. które. Proces przechodzenia do roztworu jest zbliżony co do swej istoty do procesu parow ania. Cienka błonka. należy gips. iż ciało. Zm iany p u n k tu zam arzania i wrzenia są. wywierane przez roztwór. Do niewielu substancyj. ja k ju ż częściowo w ykrył również Blagden. nazwano osmo- lycznym .188 Zasady fizyki samej masie wody. możem y uzyskać obniżenie te m p e ra ­ tu ry o 34°. nieprzepuszczalne n a to m ia s t dla ciała rozpuszczo­ nego. wykazuje podobne dążenie do zwiększania swej objętości. gdyż w tym w ypadku. zam arza np. Mieszając 143 części k r y s ta ­ licznego chlorku w apnia ze 100 częściami wagowymi śniegu. W oda m orska. ażeby ciało to mogło się rozpuścić. p o k ry ta w arstw ą żelazocyjanku mie­ dziowego. rozpuszczone w cieczy. ciepło zaś topnienia zostaje również pobrane na koszt mieszaniny. zawierająca 3 do 4 % rozpuszczonej soli. P u n ld zam arzania roztworu.

Twierdzenie Nernsta 189

n ato m iast z atrzym uje rozpuszczony cukier. Bardzo dużą
rolę odgryw ają błonki półprzepuszczalne w budowie or­
ganizmów, n a to m ia st sztuczne wytworzenie takich do­
kładnie półprzepuszczalnych ścianek udało się dotychczas
jedynie w stosunkowo niewielu w ypadkach.
Podobnie ja k ciśnienie gazu sta ra się w yrów nać różnice
jego gęstości, ciśnienie osmotyczne dąży do w yrównania
różnic stężenia roztworu; na ty m oparte są rozm aite m eto­
dy pom iaru ciśnienia osmotycznego. P om iary te, ja k rów­
nież i rozważania teoretyczne, umożliwiły sformułowanie
w r. 1885 przez v a n t ’H o f f a podstawowego praw a, we­
dług którego (analogicznie do ciśnienia gazów1) ciśnienie
osm otyczne roztworów rozcieńczonych2 jest proporcjo­
nalne do ich stężenia i do te m p e ra tu ry bezwzględnej.3

X L V I II
T W IE R D Z E N IE NERNSTA

Dwie zasady term odynam iki uzupełniło w sposób isto t­
ny twierdzenie, sformułowane przez N e r n s t a w r. 1906,
z którego d a ją się wyprowadzić ważne wnioski, dotyczące
zachowania się ciał w bardzo niskich temperaturach. Twier­
dzenie to zwane je s t często „trzecią zasadą term odynam iki“.
Podobnie ja k dwie poprzednie zasady, zostało ono u s ta ­
lone na podstawie danych doświadczalnych, w ty m w y­

1 Por. rozdz. 72.
2 A n a lo g ia z g a za m i w y stę p u je ca łk o w ic ie je d y n ie w w y p a d k u
d u ż y c h ro zcień czeń , a w ię c ty lk o w te d y , g d y m o ż n a z a n ie d b a ć
siły , d z ia ła ją c e p o m ię d z y n a jm n ie js z y m i c z ą stk a m i cia ła ro zp u ­
szczo n eg o .
3 Is to tn ą rolę zarów n o w e w zo rze na c iśn ie n ie o sm o ty c z n e , ja k
i w e w zo ra ch n a z m ia n y te m p e r a tu r y k rzep n ięcia i w rzen ia , o d ­
g ry w a cięża r c z ą ste c z k o w y cia ła r o z p u sz c z o n e g o . N a fa k c ie ty m
opiera się sto so w a n a c z ę sto m e to d a w y z n a c z a n ia cięża ru c z ą ste c z ­
k o w eg o ciała z w ie lk o śc i o b n iżen ia p u n k tu k rzep n ięcia ro ztw o ru
teg o ciała.

190 Zasady fizyki

padku danych n a tu r y chemicznej. Treść zasady N ernsta
stanowi w gruncie rzeczy stwierdzenie, iż całkowite ozię­
bienie dowolnego ciała aż do te m p e ra tu ry zera bezwzględ­
nego jest ta k ą sam ą niemożliwością, ja k — według pierw­
szej i drugiej zasady term odynam iki — budowa perpe-
tu u m mobile pierwszego, czy też drugiego rodzaju.
Nic m ożem y zastanaw iać się tu ta j bliżej na d bardzo
tru d n ą treścią zasady N ernsta. Zastosowania jej leżą
głównie w dziedzinie chemii. Z jej konsekwencyj fizycz­
nych jedna szczególnie zasługuje na uwagę: w m iarę
zbliżania się do zera bezwzględnego ciepło właściwe w szyst­
kich ciał stałych czy ciekłych musi dążyć do zera.
Na ogół w zwykłych w arunkach ciepło Avłaściwe jest
dość niezależne od te m p e ra tu ry . Do nielicznych w yjątków
należy, ja k zauważono już od daw na, diamenł. Gdy nauczo­
no się otrzym yw ać bardzo niskie te m p e ra tu ry , znaleziono,
że ciepło właściwe diam entu w ty m obszarze te m p e ra tu r
spada gwałtownie. W ynosi ono np. w — 50° w przybli­
żeniu jed n ą trzecią, a w — 190° ju ż zaledwie jedną
sześćdziesiątą tej wartości, ja k ą m a w tem p e ra tu rz e poko­
jowej. Ta sam a ilość ciepła, ja k a w zwykłych w arunkach
nie m ogłaby dostrzegalnie podnieść te m p e ra tu ry dia­
m entu, może zatem w bardzo niskiej tem p e ra tu rz e w y­
wołać jej podwyższenie o wiele stopni. W tem peraturze
— 250° nie m ożna ju ż było w ogóle ustalić wartości ciepła
właściwego diam entu, pomimo wyjątkow ej dokładności
pomiarów. Późniejsze badania dowiodły, że, podobnie do
diam entu, i inne ciała stałe w ykazują również spadek
ciepła właściwego, zgodny z w ym aganiam i zasady N ern­
sta. Jednakże dla innych ciał spadek ten nie jest ta k gwał­
towny, ja k dla d iam entu; dla miedzi np. ciepło właściwe
w tem peraturze — 186° spada do połowy, a w — 250° do
mniej więcej trzydziestej części w artości normalnej.

X L IX
P R Z E W O D N IC T W O C IE P L N E

Zgodnie z drugą zasadą, ciała o różnych tem p e ra tu ra c h
dążą do ich w yrównania, które może zachodzić bądź przez
przewodnictwo, bądź też przez promieniowanie cieplne.
Również i w nauce o cieple rozróżniamy, podobnie jak
w nauce o elektryczności, dobre przewodniki i izolatory.
Nie chodzi tu ta j o form alną jedynie analogię ze zjawiskami
elektrycznym i, lecz o rzeczywisty związek pom iędzy wła­
snościami elektrycznym i i cieplnymi, ja k to w ynika z fak­
tu, że wszystkie dobre przewodniki elektryczności są rów­
nież dobrym i przew odnikam i ciepła, wszystkie zaś izola­
to ry elektryczne również izolatorami cieplnymi. Jeszcze
wyraźniej związek ten ujaw nia się w prawie W iedem anna
i F ranza, które rozpatryw ać będziemy w jed n y m z n a ­
stępnych rozdziałów;1 według praw a tego w każdej te m ­
peraturze przewodnictwo elektryczne je s t proporcjonalne
do cieplnego.
Dobrym i przew odnikam i ciepła są przede wszystkim
m etale i, ta k samo ja k pod względem przew odnictw a
elektrycznego, na pierwszym miejscu stoi tu srebro. Przez
ce n ty m etr kw a d ra to w y poprzecznego p rzekroju p rę ta srebr­
nego przepływa w ciągu jednej sekundy jedna kaloria
(dokładniej 1,01 kal.), gdy spadek te m p e ra tu ry wynosi
1 stopień na c entym etr. Gdy spadek wynosi 2 stopnie
na c entym etr, przez przekrój p rę ta przepływa naturalnie
dw ukrotnie większa ilość ciepła.
Jeśli przyjm iem y, ja k to się zwykle czyni, przewodni­
ctwo srebra za 100, to przewodnictwo miedzi będzie w y ­
nosiło 93, złota 70, p la ty n y już tylko 17. Srebro przewodzi
ciepło w przybliżeniu 50 razy lepiej od najgorzej przewo­
dzących m etali (np. bizm utu), około 400 razy lepiej niż

1 P or. rozd z. 73.

192 Zasady fizyki

porcelana, okrągło 10.000 razy lepiej aniżeli w a ta i około
20.000 razy lepiej, niż powietrze.1
Na d o brym przewodnictwie cieplnym m etali opiera się
znany zapewne każdem u z własnego doświadczenia fakt,
że, zależnie od tego, czy te m p e ra tu ra powietrza jest wyż­
sza, czy też niższa od te m p e ra tu ry naszego ciała, metal
w ydaje się n a m cieplejszy lub zimniejszy niż drzewo,
pomimo iż te m p e ra tu ry obu ty ch ciał są jednakow e.
Dobrym przew odnictw em cieplnym m etali tłum aczy się
również godne uwagi zjawisko, polegające na ty m , że
siatka druciana niejako obcina płomień, do którego zo­
stała wprowadzona. Można też również zapalić gaz świetlny
n ad ta k ą siatką, przy czym płomień nie przejdzie przez
siatkę.
Izolatory zna jd u ją liczne zastosowania do celów ochrony
cieplnej. Znane je s t stosowanie słomy do ochrony drzew
od mrozu, zapełnianie popiołem przestrzeni pom iędzy po­
dw ójnym i ściankam i szaf ogniotrwałych, wstawianie ścian
korkow ych celem ochrony dom ów przed chłodam i zimo­
wymi. Szczególnie dobrą ochronę cieplną stanowi nieru­
choma w arstw a powietrza, np. powietrze zaw arte pom iędzy
podw ójnym i oknam i, łub też pom iędzy włóknami m a te ­
riałów naszych ubrań, np. w wełnie, a przede wszystkim
w futrach. N ajdoskonalszą ochronę cieplną daje oczywi­
ście próżnia. Z tego względu powszechnie znane flaszki
termosowe, służące do przechowyw ania napojów, które
przez dłuższy czas m a ją pozostawać gorące lub też zimne,
zaopatrzone są w podwójne ścianki szklane, oddzielone od
siebie przestrzenią opróżnioną z powietrza. Dla uniknięcia
s t r a t ciepła przez promieniowanie, wew nętrzne ścianki

1 C iepło w y p ły w a rów n ież za w sz e n a zew n ą trz p rzez p o w ierzch n ię
c ia ł o g rza n y ch . G d y ró żn ica te m p e r a tu r cia ła i o to c z e n ia je s t
n ie z b y t d u ża , ow o tz w . z e w n ętrz n e p rzew o d n ic tw o cie p ln e p o d ­
leg a praw u N e w to n a , k tó re orzek a , że ilo ść cie p ła , o d d a n a w je d ­
n o stc e cza su , je s t p rop o rcjo n a ln a d o ró ż n ic y tem p er a tu r .

Przewodnictwo cieplne 193

szklane flaszek term osow ych są n a d to p okryte w arstew ką
miedzi.
Pom im o że ciecze i gazy są same przez się bardzo złymi
przew odnikam i ciepła, umożliwiają one jednakże roz­
chodzenie się ciepła dzięki pow stającym z nich prądom
(przez tzw. konwekcję). Gdy jakaś ciecz, lub gaz, jak
np. powietrze, jest ogrzewany od dołu, to rozszerzające się
nagrzane jego części s ta ją się lżejsze i unoszą się ku gó­
rze, gdy n a to m ia st chłodniejsze części opuszczają się ku
dołowi, zajm ując miejsce poprzednich.
Tego rodzaju rozchodzenie się ciepła nie ma jednak
nic wspólnego z praw dziw ym przewodnictwem; wskazuje
na to wyraźnie fakt, że w postawionej ukośnie, napełnionej
wodą, rurce m ożem y przez ogrzewanie od góry doprow a­
dzić wodę do wrzenia, przy czym trz y m a n y na jej dnie
kaw ałek lodu nie topnieje.
P rą d y cieplne w wodzie z n a jd u ją ważne zastosowanie
techniczne w centralnym ogrzewaniu wodnym . Ogrzana
w oda unosi się z kotła do góry i ta m rozdziela się pomiędzy
poszczególne kaloryfery, zaopatrzone w kran y , umożli­
wiające regulację szybkości jej dopływu.1
Bardzo ciekawe zagadnienia nasuwa teorii przew odni­
c tw a cieplnego spraw a ciepła wewnętrznego ziem i. Gdy
schodzim y w głąb ziemi, te m p e ra tu ra podnosi się o jeden
stopień na każde posunięcie się o 30 do 40 m etrów w dół.
Roczne w ahania te m p e ra tu ry powierzchni ziemi przeni­
k a ją w głąb ziemi na głębokość około 20 m etrów, dzienne
zaś zaledwie na głębokość 1 do 2 m etrów.

1 G d y o g rzew a n ie cen tra ln e j e s t p a ro w e, w k o tle w y tw a r z a się
parę w o d n ą ; za p o śre d n ic tw em u k ła d u rur d o p ro w a d za się ją
n a stę p n ie do g rzejn ik ó w , w k tó r y c h z a c h o d z i sk ra p la n ie p ary
i o d d a w a n ie w sk u te k teg o ciep ła n a z ew n ą trz.
Zasady fizyki 13

L
PROMIENIOWANIE CIEPLNE

W yrów nyw anie te m p e ra tu r za pośrednictwem prom ie­
niowania cieplnego może oczywiście zachodzić tylko w ten
sposób, że ciało gorące przekształca część swej energii
cieplnej w energię fal elektrom agnetycznych i wysyła ją
w tej postaci w przestrzeń, inne zaś, chłodniejsze ciało po­
chłania pada ją c ą nań energię elektrom agnetyczną i prze­
kształca ją w ciepło, zwiększając w ten sposób swój zasób
energii cieplnej.
J u ż w X V I I stuleciu wiedziano, że w w y padku promie­
niowania cieplnego, w przeciwieństwie do przewodnictwa
cieplnego, nie musi zachodzić ogrzewanie ośrodka po­
średniczącego. Słynne było doświadczenie, polegające na
ty m , że zimą zapalano proch strzelniczy promieniami sło­
necznymi, skupionym i soczewką z lodu, k tó ra nie topiła
się przy ty m .1
Codzienne doświadczenie w ykazuje, że różne ciała nie
pochłaniają w jednakow ym stopniu padającego na nie
promieniowania. Niektóre, jak przede w szystkim sadza,
pochłaniają je prawie całkowicie, inne, np. metale, odbijają
z powrotem przew ażającą jego część. Spółczynnikiem po­
chłaniania nazyw am y liczbę, k tóra wskazuje, jaki ułam ek
padającej energii zostaje pochłonięty przez ciało. Dla ciała
zupełnie czarnego, ja k np. sadza, należy przyjąć zatem
spółczynnik pochłaniania za 1, lecz np. dla polerowanego
srebra wynosi on zaledwie 0,03, czyli srebro odbija 9 7 %
energii promienistej i pochłania tylko 3 % .
Podstaw owe prawo nauki o promieniowaniu cieplnym
podał w r. 1859 K i r c h h o f f . Praw o to orzeka, że zdolność
emisyjna jakiegoś ciała, czyli energia, promieniowana
w ciągu sekundy przez c e n ty m e tr k w adratow y jego po-
1 W d z ied zin ie b a d a n ia zja w isk p r o m ie n io w a n ia cie p ln e g o
szczeg ó ln ie d u że za słu g i p o ło ż y ł w d ru giej p o ło w ie X V I I I stu le cia
S ch eele.

jest proporcjonalna do spółczynnika pochła­ niania. Gdy rozżarzym y talerz. 1879. W każdej więc tem p e ra tu rz e zdolność em isyjna jakiegoś ciała t a k się ma do zdolności emisyjnej ciała całkowicie czarnego. niż otaczająca blacha. srebro polerowane wysyła w każdej tem peraturze tylko jedną trzydziestą energii. A zatem np. poza ty m zaś zależy jedynie od te m p e ra tu ry ciała. w jaki zdolność emisyjna ciała czarnego zależy od te m p e ra tu ry . w o b e c te g o za ś n a grzan ie ja k ieg o ś ciała p rzez p r o m ien io w a n ie o zn a cza je d y n ie . m u sim y p rzy ją ć. Sposób. przynoszona w ciągu jednej m in u ty powierzchni jednego ce n ty m etra k w a d ra ­ towego na granicy atm osfery ziemskiej przez padające prostopadle promienie słoneczne. czyli w zrasta nie­ zwykle szybko wraz z te m p e ra tu rą . jak spółczynnik pochłaniania tego ciała do jed ­ ności. podwyższenie tem p e ra ­ tu ry z 1700° na 1900° C pociąga już za sobą czterokrotne zwiększenie ilości energii w yprom ieniowywanej. że cia ło to p o ch ła n ia w p e w n y m o k r e ślo n y m c z a sie w ięcej p ro­ m ien io w a n ia . J a k o ty m wspom niano. Promieniowanie cieplne 195 wierzchni.la k w y k a z a ł ju ż na p o czą tk u X I X stu le c ia P r é v o st. niż sam o w y sy ła w ty m ż e cza sie. następnie B o l t z m a n n dal ścisłe uzasadnienie teoretyczne tej zależności. emitowanej w tej samej tem peraturze przez sadzę. o trz y m am y wówczas na tej samej za­ sadzie negatyw rysunku.1 Prom ieniowanie słoneczne odgrywa oczywiście najw aż­ niejszą dla nas rolę pośród wszystkich znanych nam zja­ wisk promieniowania. Dzięki prawu Kirchhoffa m ożem y zrozumieć. że k a żd e cia ło w y p r o m ie n io w u je cie p ło . Na po­ wierzchni ziemi wartość ta jest o jedną trzecią mniejsza 1 . Ilość ciepła. n a to m ia s t biała plam a z w apna na ciem nym że­ lazie — słabiej. w ykrył po raz pierwszy S t e f a n w r. czemu plam a z a tra m e n tu na blaszce platynowej żarzy się silniej. om aw iając żarówkę elektryczną. wynosi 3 kalorie. W edług praw a S tefana-B oltzm anna zdol­ ność em isyjna ciała czarnego jest proporcjonalna do czwar­ tej potęgi jego temperatury bezwzględnej. 13* . zaopatrzony w r y ­ sunek czarno-biały.

W edług tego praw a iloczyn wspomnianej 1 O d ległość ta w y n o si o k rą g ło 1. gdy spalam y 1 gram najlepszego węgla. Na pod­ stawie praw a Stefana możemy. zostało przezeń sformułowane w postaci tzw.1 możem y łatw o obliczyć na podstawie powyższej liczby. . odpowiada ona jednakże jeszcze mocy około 250 bilionów koni parowych.196 Zasady fizyki w skutek pochłaniania promieniowania w atmosferze ziem­ skiej i wynosi tylko około 2 kaloryj. (W yraz barw a bierzemy tu w najszerszym zna­ czeniu. Bardzo w ażną rolę gra je d n a k również zagadnienie zależ­ ności rozkładu energii na poszczególne „ b a rw y “ — od te m ­ p e ra tu ry . co odpowiada mocy około 5. obejm ując nim również i promieniow ania niewi­ dzialne.5 kalorii na rok. 3 N a le ż y o d ró żn ia ć te m p e r a tu r ę p o w ierzch n io w ą sło ń ca od te m p e r a tu r y w n ętrza sło ń ca . prawa przesunięć. jest co praw da dwa m iliardy razy mniejsza od całkowitej energii. znalezione przez W i e n a w r.) Fizyka postawiła sobie przede w szystkim za za­ danie wyznaczenie tej długości fali. Tlość energii.1 0 33 g ra m a . Rozwiązanie tego zagadnienia. k tó ra m u si b ez w ą tp ie n ia w y n o sić w iele m ilio n ó w sto p n i.2 w y­ nosi w przybliżeniu 2 ergi na sekundę. Znając odległość ziemi od słońca. o trzym yw ana przez ziemię w pew nym określonym czasie. Energia. 1893. 3 M asa sło ń ca w y n o si 2 .3 wynosi ona około 6000°. że słońce wyprom ieniowuje na m inutę ilość ciepła. nie bierze ono pod uwagę spo­ sobu rozkładu jego energii na różne obszary długości fal. rów ną tej. K a ż d y gram m asy słonecznej wysyła zatem w ciągu mniej więcej 5000 la t ilość ciepła. znając ilość wypromienio- wywanego ciepła. Praw o S tefana-B oltzm anna mówi nam jedynie o cał­ kow itym promieniowaniu. wysyłanej w ty m sam ym czasie przez słońce. dla której promienio­ wanie jest najsilniejsze w danej tem peraturze.1023 koni parowych. albo 1. obliczyć te m p e ra tu rę powierzchni słoń­ ca. ja k a wyw ią­ zuje się. równą 1026 kaloryj. w ysyłana przeciętnie przez jeden gram m asy słońca.5 1013 cm .

rozd z. Planck założył. dotyczącego zależności rozkładu energii w widmie od te m p e ra tu ry . Promieniowanie cieplne 197 długości fali przez te m p e ra tu rę bezwzględną ciała promie­ niującego m a w artość stałą. 7. a więc w granicach widzialnego w idm a od krańca czerwonego do fiołkowego. ty m mniejsza zatem jest ta wyróżniona długość fali. Za pom ocą tej hipotezy. lecz w najdoskonalszych n a w e t współczesnych żarówkach wol­ framowych m arn u je się bezużytecznie przeszło 9 0 % wysy­ łanej energii. 1 P or. Całkowite rozwiązanie dał do­ piero w roku 1900 P l a n c k . wypromienio- wywanej przez ciało gorące. która. nieporównanie większa jej część należy do obszaru podczerwieni. Znaczenie dziejowe praw a promieniowania P lancka sięga jednak daleko poza zakres nauki o cieple. dające dla wszelkich te m p e ra tu r całkowicie zgodny z obserwacjami doświad­ czalnymi rozkład energii promienistej. W ykrycie praw a przesunięć stanowiło naturalnie czę­ ściowe tylko rozwiązanie głównego zagadnienia teorii promieniowania. Ze wzrostem te m p e ra tu ry stosunek ten ulega wprawdzie poprawie. Dzień. form ułując swą w spom nianą już wyżej genialną hipotezę1 istnienia elementarnego kwantu działania i stosując ją do zjawisk promieniowania. . a zaledwie 10% stanowi światło widzialne. zdołał P la n ck w y ­ prowadzić prawo prom ieniow ania. gdyż na pojęciu k w a n tu działania oparto następnie całą współczesną teorię atom ow ą. widzialnych dla oka ludzkiego. Im wyższa jest tem p e ra tu ra . równe ilo­ czynowi k w antu działania przez częstość drgań prom ie­ niowania. Zaledwie bardzo drobny ułamek energii. jak już wyżej wspom niano. doprowadziła w swym dalszym rozwoju do pow stania pojęcia k w antów świetlnych. Położenie jej w widmie przesuwa się ze w zrastającą tem p e ­ ra tu r ą w kierunku od większych do mniejszych długości fal. przy p a d a na obszar długości fal. że zasadniczą rolę w akcie wysyłania promienio­ wania grają pewne elem entarne ilości energii.

. co jest czasami korzystne ze względu na konieczność zaoszczędzenia miejsca. 14 g ru d n ia 1900 r. W sk u te k tego tłok zostaje w p ra ­ wiony w m iarowy ruch tam i z powrotem .198 Zasady fizyki w k tó ry m u schyłku X I X stulecia1 Planck przedstawił wywód swego praw a promieniowania cieplnego Niemiec­ kiemu Tow arzystw u Fizycznem u. Rozwój techniki cieplnej rozpoczyna się. jeżeli pom i­ niem y odosobnionych pionierów. o trz y m u je m y przez wyzyskanie materiałów pal­ nych i tylko 5 % przez wyzyskanie energii spadku wody. okrągło licząc. 2 N a leża ł do n ich ju ż s ta r o ż y tn y fizy k i tec h n ik H ero z A le ­ k san d rii. w y tw a ­ rzana w kotle. gdzie rozpręża się i w ykonyw a w ten sposób pracę. 95% cał­ kowitej ilości energii. 1680) i N ew co m en (o k o ło r. gdzie zostaje skroplona. P rz y pow rotnym ruchu tłoka pa ra uchodzi czy to do chłodnicy. był zaiste dniem n aro­ dzin fizyki dwudziestego stulecia. 62).2 od wynalezienia przez W a t t a w r. Z liczb ty ch wyraźnie widać. rys. Za pomocą odpowiedniego urządzenia (tzw. w ytw arzanej przez przemysł świa­ towy. 1700). dalej P a p in {ok oło r. czy też w ydostaje się bezpośrednio w powie­ trze. posuw ając przed sobą tłok. napędu korbowodowego) 1 D ziało się to d n . 1769 m aszyny parowej. jak wielkie znaczenie gospo­ darcze m a każdy istotny postęp w technice cieplnej i jak wiele zawdzięcza ludzkość w ynalazkom . które umożli­ wiają nam coraz doskonalszą przem ianę ciepła spalania w pracę mechaniczną. Budowa m aszyny parowej jest znana dzisiaj każdem u: para wodna. zostaje wprow adzona pod wysokim ciśnie­ niem do cylindra. LI MASZYNA PA R O W A Jeszcze obecnie (por. A utom atycznie działający regu­ lator doprow adza parę do cylindra na przem ian z jednej i z drugiej stro n y tłoka.

62. 1927.Rys. Światowa produkcja energii w r. .

Część po­ branego ciepła zostaje oddana tem u zimniejszemu zbior­ nikowi. że w idealnej m aszynie dałoby się uniknąć wszystkich ty ch s tr a t ciepła.200 Zasady fizyki ruch ten zostaje przeszlitałcony w ruch obrotow y i prze­ niesiony (np.1 Znaczny jednakże ułam ek (od 20 do 30% ) tej ilości ciepła zostaje w rzeczywistości stracony w skutek promieniowania cieplnego kotła. 1 K aloria k ilo g ra m o w a rów n a je s t ty s ią c o w i k alorii. nagrzewania się tego powietrza. to je d n a k i wów­ czas otrz y m an a praca m echaniczna m usiałaby być m niej­ sza od mechanicznego równoważnika ciepła spalania. dalsze jeszcze s tr a ty ciepła zachodzą w skutek w ym iany ciepła pom iędzy gorącą p a rą a cylindrem. zimniejszego zbiornika (chłodnicy). Jeśli n a w e t założymy. odbiera pew ną określoną ilość ciepła z gorętszego zbiornika ciepła (z kotła) i następnie w y k o n y ­ wa pracę. w ykonyw ające właściwą pracę. . ujaw nia się w postaci uzyskanej na tej drodze pracy mechanicznej. dopóki tem p e ­ ra tu r a jego nie spadnie prawie aż do poziomu te m p e ra tu ry drugiego. nośnik ciepła (w w ypadku m aszyny parowej zwykle p a ra wodna). i wreszcie w skutek wysokiej tem pe­ ra tu r y gazów spalinowych. D robna tylko zaledwie część energii. za pom ocą napędu pasowego lub też kól zębatych) na m aszyny. czyli tzw.000 kaloryj kilo­ gram ow ych. Po dopływie nowej porcji pary. w ykonyw ające pracę. rozprężając się adiabatycznie. cały proces pow tarza się ponownie. w ten sposób doprowadza się tę parę w przybliżeniu do sta n u wyjściowego. Ciało. W y ­ nika to w nieunikniony sposób już z samej n a tu r y koło­ wego procesu cieplnego. na co zużywa się pew ną ilość pracy. Ciepło spalania kilo­ gram a węgla kamiennego wynosi około 8. uchodzących przez komin. k tó ra zastępuje parę w ypędzoną na zewnątrz. które nie służy bezpo­ średnio do spalania. u krytej w zuży­ ty ch m ateriałach palnych. Pozostała w cylindrze p a ra zostaje po zamknięciu k anału wylotowego sprężona. niezupełnego spalania. Przebieg takiego procesu jest w gruncie rzeczy następujący.

po ustaleniu obu podstaw owych zasad nauki o cieple. oraz przez te m p e ra tu rę chłodnicy. Dokładniejsze uzasadnienie i ściślejsze sform u­ łowanie idei Carnota stało się możliwe jednakże dopiero później. przedstaw ia w idealnym w y­ pad k u równowartość uzyskanej prac y m echanicznej. W tem p e ra tu rz e takiej prężność p ary wynosi 1 C iśn ien ie w k o tle o tw a r ty m r ó w n a ło b y się n a tu r a ln ie z e w ­ n ętrzn em u ciśn ien iu p o w ie tr za . a oddaną zimniejszemu zbiornikowi. oddanej ciału p r a ­ cującemu przez cieplejszy zbiornik. tem p era tu ra za ś w r z e n ia — 100°. przez S a d i C a r n o t a już w r. że stosunek obu wspom nianych wyżej ilości ciepła jest ściśle określony w idealnym pro­ cesie kołowym: w procesie takim stosunek ten zależy je­ dynie od te m p e ra tu r obydwóch zbiorników. p o b ran ą z cieplejszego zbiornika. T e m p era tu ra kotła zależy od ciśnienia. iż równa się on róż­ nicy te m p e ra tu r obydwóch zbiorników. Ta ważna zależność została w zasadzie w y k ry ta . . pod ciśnieniem 5 a tm o ­ sfer 152° C. Stosunek pracy. n a to m ia st jest zupełnie niezależny od n a tu r y ciała. Z roz­ ważań term odynam icznych wynika. do równo­ ważnika mechanicznego ilości ciepła. W a r­ tość ta. został n a zw any ideal­ nym spółczynnikiem wydajności procesu kołowego. podzielonej przez te m p e ra tu rę bezwzględną zbiornika cieplejszego. ja k ą m ożna uzyskać za pomocą procesu kołowego w najkorzystniejszych w arunkach. W chłodnicy para ochładza się skutkiem w kraplania zimnej wody do te m p e ra tu ry mniej więcej 40— 50°. w ykonyw ają- cego pracę. jest wyznaczona przez to. M aszyna parowa 201 W edług zasady zachowania energii różnica pomiędzy ilością ciepła. pod k tó ry m paruje woda w zam ­ kniętym kotle. chociaż je­ szcze w dość niejasnej formie. 1824.1 wynosi ona np. Idealny spółczynnik wydajności m aszyny parowej jest więc określony przez te m p e ra tu rę kotła parowego. jak w ynika z rozważań term odynam icznych.

otrzym ujem y różnicę tem p e ra tu r równą 160°. o k tó ry c h już wspom inaliśm y w y­ żej. cy lin d ra o śred n im i c y lin d ra o n isk im ciśn ien iu . 1920 trudności. niż gdyby ciśnienie jej spadło tylko do wartości normalnego ciśnienia powietrza. tak. chłodnicy zaś 40°. ale na drodze dążeń tego rodzaju piętrzyły się aż do mniej więcej r. prawie nieprzezwy- ciężalne.1 rozdzielając go na szereg cylindrów. przekraczającego 10%. sk ła d a się z w y k le z cy lin d ra o w y so k im c iśn ien iu . 2 T eg o rod zaju m a sz y n a sp rzężo n a . że para zostaje lepiej wyzyskana. te m p e ra tu ra bezwzględna cieplejszego zbiornika wynosi wówczas 473°. wynosi on zaledwie 26% . dlaczego przez dłuższy czas nie m ożna było otrzym ać w m aszynach parowych spółczynnika wydajności. T ru d n o było myśleć o jakim ś znaczniejszym obniżeniu te m p e ra tu ry chłodnicy. zrozumiemy. ogrzewając te ścianki z zewnątrz. k tórych przyczyna leży w odchyleniach od idealnego procesu kołowego.202 Zasady fizyki zaledwie od 1/10 do 1/5 atm osfery. praktycznie biorąc. zmniejszono w ym ianę ciepła pom iędzy pa rą a ściankami cylindra. technicy starali się przede wszystkim zmniejszyć te s tr a ty ciepła. gdyż pociągnęłoby to za sobą w praktyce z b y t duże koszty i byłoby zatem 1 T e r m o d y n a m ic z n y proces k o ło w y je s t ty lk o w ó w c z a s o d w ra ­ c a ln y i „ id e a ln y “. czyli 34 % . c z y li m a sz y n a o w ie lo ­ k ro tn y m ro zp rężen iu . w y m ie n ia ją c y m i n a w za jem ze so b ą ciep ło .2 Najważniejszym ulepszeniem byłoby oczywiście po­ większenie różnicy te m p e ra tu r kotła i chłodnicy. wreszcie spadek ciśnienia pomiędzy kotłem i chłodnicą uczyniono bardziej „stopniow ym “ . Celem zwiększenia praktycznego spółczynnika w y d a j­ ności. Uwzględniając znaczne s tr a ty ciepła. a stąd teore­ tyczny idealny spółczynnik wydajności jest rów ny 160/473. . Gdy tem p e ra ­ tura kotła wynosi 200°. wywołane przez niedoskonałość urządzeń grzejących i samej m aszyny. Ulepszono urządzenia kotłów. k tó ­ rych tłoki poruszają ten sam wal korbowy. g d y n ie m a d o str z e g a ln y c h ró żn ic ciśn ien ia p o ­ m ię d z y cia ła m i. gdy nato m ia st te m p e ra tu ra kotła dochodzi tylko do 150° C.

gdy stało się możliwe budowanie specjalnych urządzeń kotłowych. 2 Por. gdyż w parze nasyconej. Dążenie to było w dużej mierze popierane przez wielki rozwój techniki prądów silnych. każdej tem peraturze odpowiada określona pręż­ ność. Do w ytw arzania p ary o najwyższej prężności stosuje się ostatnio tzw. w k tórych bardzo wysokie ciśnienie nie było już niebezpieczne i w których m ateriały uszczel­ niające mogły w y trzym yw ać w ysoką tem peraturę. jakie mogą po­ wstaw ać dzięki n a d e r złożonej budowie m aszyny parowej. 46. ogrzewając ją jednocześnie do 374°. W 1884 r. której z każdym rokiem udawało się zwiększać moc i ilość obrotów prądnic. Anglik P a r s o n s i Szwed d e L a v a l w y n a ­ 1 C zyn ion e ssi jed n a k różn e p ró b y w y z y sk a n ia je sz c z e ciep ła . Od roku 1925 szybko się rozpowszechniło zastosowanie pary wysokoprężnej.1 Podwyższenie te m p e ra tu ry kotła jest związane naturalnie ze w zrostem ciśnienia. na wzrost zaś ciśnienia m ożna było pozwolić dopiero wówczas. L II T U R B I N A PA ROW A Ponieważ przekształcenie ruchu wahadłowego tłoka m aszyny parowej w ruch obrotow y wału w ym aga dość skomplikowanych urządzeń.2 Nowoczesne m aszyny parowe o najwyższej prężności po­ siadają p r a k ty c z n y spółczynnik wydajności. d o w stę p n e g o n a g rzew a n ia w o d y . n p . . w której poddaje się wodę ciśnieniu krytycznem u 224 atmosfer. Nowoczesne instalacje stosują parę o prężności od 25 do 200 atmosfer. wynoszący około 20% . woda przechodzi wówczas bez wrzenia bezpośrednio w parę. w p ro w a d za n ej do k o tła . o d d a w a n eg o p rzez sk ra p la n ą parę. T urbina parowa 203 nieekonomiczne. tnełodę B ensona. rozdz. nasuwała się myśl w y tw a rz a ­ nia tego ruchu obrotowego bezpośrednio przez działanie pary i uniknięcia w ten sposób trudności.

prędkość jej wypływu osiąga niezwykle wielką Rys. ja k to się dzieje w t u r ­ binie wodnej.000 kilowattów. Prędkość wypływu wynosi wówczas ponad 1000 m etrów na sekundę. tak. T u rb in a parow a m ocy 60. niż m aszyna tłokowa. związanych z wahadłowym i rucham i różnych części. Później udało się zmniejszyć ilość obrotów. podobnie. wartość. w której pa ra dzięki swej energii wijphjwu wpraw ia w ruch łopatki kół wirujących. Szczególną zaletę tu rb in y parowej stanowi to. w ykonyw ały one kilkaset obro­ tów na m inutę. . J u ż gdy prężność p ary wynosi zaledwie 10 atmosfer. przepuszczając parę kolejno przez kilka kół łopatkowych. że pa ra działa na koło łopatkowe z olbrzym im im­ petem. że zaj­ m uje ona mniej miejsca. przy czym każde z nich zużytkow uje tylko część całko­ witej energii pary. zbliżając się do prędkości kuli arm atniej. W dawniejszych turbinach prędkość obrotow a była jeszcze nadzwyczaj wielka. 63.204 Zasady fizyki leźli jednocześnie i niezależnie od siebie turbinę parową. dalej zaś un ik am y w niej ta k uciążliwych w maszynie tłokowej drgań.

64.000. T urbina parow a 205 Z tych powodów tu rb in y parowe znalazły szczególnie szerokie zastosowanie do napędu statków . W ażne uzupełnienie kotłów parow ych w dużych elek­ trow niach stanow ią zasobniki cieplne. lub też w razie jakichś zakłóceń biegu. które w godzinach słabszego zużycia z a trz y m u ją na d m ia r pary. Potężne tu rb in y parowe z n a jd u ją częste zastosowanie w sprzężeniu z prądnicam i elektrycznym i. tur- Rys. Instalacja zasobników Ruthsa- bogeneralory. „zapotrzebowania szczyto­ wego“ ). moc jej wynosi 60. ilość obrotów na m inutę — 3. Na rys. ażeby móc go oddać z pow rotem w godzinach zwiększonego zapotrze­ bowania (dla pokrycia tzw. jako tzw.000 kilowattów. jako chwi- . 63 jest przedstaw iona jedna z n a j­ większych parow ych tu rb in dzisiejszych.

które reagują już na małe w ahania ci­ śnienia. ja k gaz świetlny. Na tej zasadzie rozwinęły się motory spalinowe. Przełączanie z ładowania na rozłado­ wywanie odbywa się za pom ocą a u to m a ty c z n y c h przyrzą­ dów sterujących. Odwrotnie. ropa lub benzyna. które. Do napędu motorów' spalinowych n a d a ją się n a turalnie tylko takie m ateriały palne. gdyż w skutek spadku ciśnienia tworzy się znowu para nasycona. przy czym para skrapla się. tak . L III M O TO R Y S P A L IN O W E W y tw a rz a ją c ciepło spalania bezpośrednio w cylindrze pracującej m aszyny m ożna uzyskać spadek te m p e ra tu ry znacznie większy niż w maszynie parowej. Najważniejszy ty p zasobników cieplnych stanow ią dzi­ siaj zasobniki B ułhsa. Dzięki tem u obsługa kotłów uniezależnia się od w ahań obciążenia sieci. M ateriał pa ln y zostaje w prowadzony bezpośrednio do cylindra w stanie gazu lub też w postaci . Rys. Są to zbiorniki w kształcie kotłów. W czasie takiego „ładow ania“ te m p e ra tu ra i ciśnienie w zasobniku w z rastają zatem równocześnie z poziomem wody. noszące nazwisko swego wynalazcy. 64 przedstaw ia dla przykładu instalację zasobników R u th sa elektrowni w C harlottenburgu. zam knięte ze wszystkich stron i mogące w y trzy m a ć znaczne ciśnienie. „w yładowa­ nie“ jest scharakteryzow ane przez spadek ciśnienia oraz obniżenie poziomu wody. k tó ra wpływa do przewo­ dów sieci użytkow ej. spalają się prawie całkowicie bez pozostałości.206 Zasady fizyki Iową rezerwę. że s ta ją się możliwe istotne oszczędności w zużyciu m ateriałów p alnych przez utrzym yw anie równomiernego płomienia pod kotłami. napełnia się je w odą do 90% ich zawartości. które uzyskały nadzw y­ czaj wielkie i wciąż jeszcze rosnące znaczenie w nowocze­ snej technice. n a d m ia r zaś p a ry w d m u ­ chuje się do nich specjalnymi dyszami. oddając ciepło.

pracujące na dwa t a k t y . Można jednakże budować również i m o­ tory. T e m p era tu ra w ybuchu w m aszynach spali­ . w m otorach takich na każdy obrót wału przypada w ybuch i w ykonanie pewnej pracy mechanicznej. W drugim takcie tłok porusza się w kierunku odw rotnym . gdyż tłok w ykonyw a pracę. przy czym te m p e ra tu ra ich spada. Pow stające w skutek tego wysokie ciśnienie działa na ru ­ chom y tłok i w ykonyw a w ten sposób pracę mechaniczną. m ieszanka zostaje zapalona za po­ mocą odpowiedniego urządzenia — dzisiaj zwykle za po­ mocą iskry. Można wreszcie budować też m o to ry spali­ nowe działające obustronnie w ten sposób. w motorach wybuchowych. sprężając mie­ szaninę. Po ukończeniu czwartego t a k t u zostaje osiągnięty z powrotem stan początkowy. 1876 tak zwanego motoru czlerolaklowego. gdy tłok zbliża się do p u n k tu n a j­ większego sprężenia. W czw artym takcie spa­ lone gazy zostają usunięte na zewnątrz przez otw iera­ jący się autom atycznie wentyl wylotowy. W chwili. W opisanym tu motorze czterotaktow ym jedynie co drugi o b ró t wału związany jest z w ybuchem i uzyskaniem użytecznej pracy. W ciągu pierw­ szego ta k tu tlok wsysa przez autom atycznie otwierający się w entyl mieszankę wybuchow ą. k tó ­ rymi zajm iem y się przede wszystkim . spala się on ta m w powietrzu. że gaz palny wpływa do cylindra z obu końców i działa zatem na obie strony tłoka. doprow adzanym w stosownych ilościach. które wywołuje w trzecim takcie rozprężanie się bardzo gorących gazów. składającą się z m a te ­ riału palnego z domieszką powietrza. M otory sp a lin o w e 207 silnie rozpylonej zawiesiny. Na jeden pełny obieg takiego m otoru składają się cztery t a k t y . Podstaw ę rozwoju motorów spalinowych stanowiło w y­ nalezienie przez inżyniera niemieckiego O t t a w r. z których każdy odpowiada połowie obrotu korby m otoru. W skutek wybuchowego spalania w ytw arza się bardzo wysokie ci­ śnienie. w ytw arzanej elektrom agnetycznie. przy czym wentyl zostaje autom atycznie za­ m knięty.

P ędzim y go albo gazem świetlnym. gazem generatorow ym . typ m otoru spalinowego stanowi motor gazowy. M otory benzynowe. Spalanie m ateriału pędnego nie m a w nich zatem c h a ra k te ru wybuchowego. jednakże dzisiaj jeszcze bardzo ważny. do zaledwie około połowy kilogram a. m u szą b y ć w y w o ła n e sztu c z n ie . połączonym z motorem. . które przed sko­ kiem roboczym tłoka nagrzało się przez sprężenie do te m p e ra tu ry zapłonu ciała palnego. Użycie gazu generatorowego jest bardziej ekonomiczne w wiel­ kich m otorach.208 Zasady fizyki nowych je s t nadzwyczaj wysoka. Szczególną za­ letę ty ch m otorów stanow i ich m ały ciężar. stosujem y przede w szystkim do napędu samochodów. ja k to ogólnie wiadomo. w m o to r z e c z te r o ta k to w y m p ro cesy . m u sim y go p o c z ą tk o w o „ za k ręcić “ . w y tw a rz an y m z węgla w u- rządzeniu pomocniczym.2 W przeciwieństwie do m otorów gazowych i benzyno­ wych motory Diesla nie m a ją żadnego urządzenia zapala­ jącego. ja k do oświetlenia. W m otorach w ybuchow ych mie­ szankę gazową doprow adzam y do cylindra w stanie go­ tow ym do zapłonu. n a to m ia st w m otorach Diesla płynne lub rozpylone ciało palne zostaje za pom ocą odpowiednich w tryskiw aczy wprowadzone do powietrza. odbyw a się ono jed n a k bez­ pośrednio w cylindrach. p rzy p a d a ją c y na jednego konia parowego. wobec tego należy chło­ dzić cylinder zim ną wodą.1 Najstarszy. dostarczanym z gazowni. albo też tzw. 3 W n a jlż e jsz y c li m o to ra ch z a le c ie m a ło ści ich cięża ru p rzeciw ­ sta w ia się n a tu ra ln ie zw ię k sz o n e z a p o tr z e b o w a n ie m a teria łu p a l­ n ego. n p . czyli ciężar. W motorach lotniczych udało się sprowadzić tzw. gdyż do ich napędu nie jest konieczny gaz ta k wysokiej jakości. ciężar jednostkow y. M otory Diesla pędzi się ciężkim i olejami (są nimi części składowe ropy lub też p ro d u k ty poboczne destylacji węgla 1 G d y m otor w y b u c h o w y c h c e m y w p ra w ić w ru ch . p rzy p a d a ją ce n a ta k t y p ie r w sz y i d ru g i.

w zasadzie na tym . c z y też są on e s ta le z a stę p o w a n e przez in n e. W ty m sam ym czasie inna ilość substancji roboczej zostaje z kolei poddana wysokiemu ciśnieniu i doprowadzona do gorętszego zbior­ nika ciepła. w k tó ry m substancja robocza przychodzi pod wysokim ciśnieniem od gorętszego zbiornika ciepła. docho­ dzącą aż do mniej więcej 38% . można w ynik tak i uzyskać za pom ocą pewnego procesu kołowego. p r a ­ cująca pomiędzy dwoma zbiornikam i ciepła. czerpiąc ciepło. Posiadają one wydajność p raktyczną. niż 2% . N a tu ­ raln ie. powstające przez spalanie innych ciał. W ydajność pierwszych maszyn W a tt a wynosiła nie więcej. Zasady fizyki 14 . o k reślo n e zaś jej c z ą stk i w y k o n y w a ją k a ż d y o b ieg w ła ściw ie raz ty lk o . gdy w ydajność nowocze­ snych m otorów gazowych wynosi około 28% . W ty m d ru gim w y ­ p ad k u su b sta n c ja rob o cza je s t sta le czerp an a na n o w o przed w p ro w a d zen iem jej do g o r ętsz eg o zb io rn ik a ciep ła . przy czym pozostała część ciepła. że substancja robocza.1 W m aszynach chłodzących zachodzi odwrócenie takiego procesu kołowego. ja k to już wi­ dzieliśmy. zostaje przemieniona w użyteczną pracę. następnie zaś. is tn ie n ie od ręb n eg o g o rą ceg o zb io rn ik a ciep ła nie je s t n iezb ęd n e o ile. LIV M A SZY N Y CHŁODZĄCE W szystkie m aszyny cieplne opierają się. przechodzącego z te m p e ra tu ry wyższej na niższą. w ta k im przebiegu odw rotnym nie zy­ 1 W p rocesie k o ło w y m nie m a o c z y w iśc ie zn a czen ia . najnowszych zaś wysokoprężnych m aszyn tłokow ych i tu rb in parowych zaledwie od 2 2 % do 20% . Maszyny chłodzące 209 kamiennego). ja k to się d z ie je w m o to ra ch sp a lin o w y ch . rozprężając się. J a k to już omówiliśmy wyżej. w ykonyw a pew ną pracę. zabiera ciepło zbiornikowi cieplejszemu i częściowo oddaje je zimniej­ szemu. c z y ob ieg w y k o n y w a ją za w sze te sa m e c z ą stk i su b sta n c ji ro b o czej. d o ­ p ro w a d z a m y p e r io d y cz n ie p ew n e ilo ści su b sta n c ji rob oczej b ez­ p ośred n io d o w y so k iej tem p e r a tu r y .

— k tó ry odbiera mu ciepło sprężenia do tego stopnia. skroplony gaz przechodzi w dalszym ciągu do parowni. gdyż wysokiemu ciśnieniu odpowiada również wysoka. T e m p era tu ra roztworu solnego opada p rzy ty m znacznie poniżej zera. pobiera oczy­ wiście znowu pewne ilości ciepła. k tó r y otacza parownię. przechodząc przez m iej­ sca. Gaz z parowni zostaje z pow rotem wessany przez k o m pre­ sor. kondensatora. pobierając zużywane przy ty m ciepło od tru d n o za m a rz a ją ­ cego roztworu. zachodzącym w parowni. ab y zmusić substancję roboczą do pobrania ciepła ze zbiornika zimnego i oddania go zbiornikowi „gorącem u“ . uzyskuje on w ten sposób dużą prężność. m ożem y również w yzyskać zimny roztw ór solny do w ytw arzania lodu. W ta k zwanych maszynach kompre- syjnych gaz zostaje wessany i zgęszczony przez odpowiedni kompresor. które m a chłodzić. leżąca pon a d norm alną. jakie przenika do dobrze n a w e t izolo­ w anych chłodni. n a to m ia s t konieczne jest zużycie pewnej pracy. N astępnie silnie sprę­ żony gaz zostaje przeprow adzony do zbiornika. w da n y m w y p a d k u kon­ densatorowi. J a k o ciało robocze w m aszynach chłodzących stosuje się najczęściej am oniak. iż gaz ulega naw et skropleniu. pozostaje jednak zawsze wyższa od p u n k tu wrzenia ciała roboczego pod ciśnieniem norm alnym . ciepło to jednak zostaje ponownie pochłonięte przez parownię.210 Zasady fizyki skujem y zatem pracy. k tó ry pod norm alnym ciśnieniem wrze w tem peraturze — 33°. Roztw ór solny. rozpoczynając nowy obieg. u trz y m u ją c w nich stale pewną niską te m ­ peraturę. T u ta j p a ru je on pod zmniejszonym ciśnieniem. W ten sposób m ożem y od­ prow adzać ciepło. przy czym naturalnie nagrzewa się. opływanego przez zim ną wodę — tzw. czasem zaś dw utlenek węgla lub kwas siarkowy. te m p e ra tu ra kondensacji. . k tó ry w ten sposób ochładza się dzięki procesom. Gdy ciało robocze oddało już w ten sposób ciepło zbior­ nikowi o wyższej tem peraturze. t a k zwanego roztworu solnego.

zostaje z niej w ypędzony przez ogrzewa­ nie. przy czym p a ra am oniaku zostaje ponownie wchłonięta przez wodę w parow niku. Takie chłodnice absorpcyjne m a ją tę dużą przewagę nad kom presyjnym i. w zakładach przemysłowych. W m aszy­ nach tych sprężanie jest zastąpione przez ogrzewanie stosownego zbiornika. Gaz. na koszt resztek cieplnych m otorów. mleka. a o- statnio również i tzw. Gdy z aw arty w wodzie gaz zostanie już z niej usunięty. czy też te m p e ra tu rę osiąganą. w k tó ry m znajduje się woda. niżej położonym zbiorniku. że nie posiadają one żadnych części. „suchego lodu“ (mianowicie zestalo­ nego dw utlenku węgla. ryb. Do najważniejszych zastosowań przem ysłow ych te c h ­ niki chłodniczej należy w ytw arzanie sztucznego lodu. k tó ry w yparow uje bez pozostaw ia­ nia wilgoci). Ciepło parow ania am oniaku zostaje przy ty m pobrane z przestrzeni chłodzonej. parow nik stygnie. „ parow nika“ . przechodząc przez chłodnicę. po­ ruszanych mechanicznie. Maszyny chłodzące 211 Obok m aszyn kom presyjnych coraz większe znaczenie uzyskuje inny typ m aszyn chłodniczych. dalej u trzym yw anie w stanie świeżym poży­ wienia (mięsa. przyszłość należy do chłodni absorpcyjnych. bądź ze spalania gazu lub oleju. wobec tego prężność p a ry nad wodą maleje. bądź wreszcie. i zbiera się w drugim . nasycona amoniakiem gazowym. k tó ry chcemy oziębić. że o ile chodzi o zastosowania chłodni w niewielkich gospodarstwach domowych i w rzemiośle. Moż­ na przypuszczać. regulujące czas działania. skrapla się on. co pociąga za sobą z kolei parowanie skroplonego am oniaku w przestrzeni chłodzonej. Gdy zao p atrz y m y je w stosowne wyłączniki. albo Leż w ogóle energii takiej nie potrzebują. 14* . otrzym yw ane bądź na koszt energii elektrycznej. jarzyn. które zużywają m inim alne tylko ilości energii mechaniczno-motorycznej. z n ajdującym się w obszarze. owoców). mogą one pracow ać bez doglądania. zaabsorbo­ w any przez wodę. a przede w szystkim regulacja te m p e ra tu ry w w ytw órniach prze­ mysłowych. zużywając ciepło. m ieszkaniach oraz lokalach publicznych.

Zrodzona na gruncie filozofii greckiej idea atom istyczna przetrw ała przez długie stulecia i była p o dtrzym yw ana przez coraz to nowych. 3) zw iązki chemiczne są połą­ czeniami atomów różnego rodzaju w ta k zwane cząsteczki (molekuły). 63. ile m a m y rodzajów za­ sadniczych subslancyj chem icznych. D alton stał się tw órcą naukowej atom istyki dzięki trzem następującym . J u ż około roku 400 przed Chrystusem filozof grecki D e m o k r y t rozwinął szerzej te w yobrażenia i nazwał te najm niejsze cząstki składowe m aterii atomami. chociaż przeważnie odosobnionych. które same są już dalej niepodzielne. gdy w roku 1808 D a l t o n powiązał ją z w y k ry ty m i przez siebie pod­ stawowym i praw am i chemii.C Z Ę S C C Z W A R T A M A T E R I A LV A T O M ISTY C ZN A B U D O W A M A T E R II Na długo jeszcze przed pow staniem fizyki naukowej n a p o ty k a m y już pogląd.1 2) a to m y każdego rodzaju są scharakteryzow ane przez swój zupełnie okre­ ślony niezm ienny ciężar. przy czym w żaden sposób nie m ożem y stwierdzić bezpośre­ dnio istnienia tych cząstek wobec ich małości. ro zd z. 1 S to s u je m y tu w y r a ż en ie „rod zaje su b sta n c y j z a s a d n ic z y c h “ z a m ia st po p ro stu „ su b sta n cje z a sa d n ic z e “ ze w z g lęd u na w y k r y ty w w iek u X X fa k t istn ie n ia iz o to p ó w . . swych zwolenników. Do nauki ścisłej wprowadzona została idea atom istyczna dopiero wówczas. iż m ateria składa się z m aleń­ kich cząstek. założeniom: 1) istnieje tyleż rodzajów atomów. Por. poczynionym przez siebie. Jed n ak ż e aż do początku X I X wieku pozostała ona tylko hipotezą spekulacyjną.

związkach wodorowo-halogenowych. W iem y np. powyższe fak ty doświadczalne d ają się w zupełności w y­ tłum aczyć przez założenie..2 wówczas m usim y stą d wywnioskować. (U w . . dlaczego pewne określone substancje che­ miczne (tak zwane substancje zasadnicze albo pierwiastki) w przeciwieństwie do wszystkich innych substancyj nie mogą być rozłożone dalej za pomocą żadnych czynności chemicznych. 11. Dokładniejsza analiza w ykazuje. że na 100 części wagowych rtęci przy p a d a zawsze 16 części wago­ wych siarki. Odwrotnie.1 które ro zp a trz y m y jako inny przykład. czy też fluoru. m ożem y go rozłożyć na te dwa składniki lub też odwrotnie utworzyć go z nich syntetycznie.). że cynober. gdy do syntezy cynobru na 100 części wagowych rtęci użyjem y więcej niż 16 części w a ­ gowych siarki. że 1 Z w iązkach w odoru z p ie r w ia stk a m i. Jeżeli słuszne jest zało­ żenie. jodu. Atomistycz. że ciężary atom ow e rtęci i siarki m ają się do siebie. niż 16 części siarki — pozostałby pewien n a d m ia r rtęci. łączy się jeden gram wodoru z 3 5 % gr chloru. W edług pierwszego z tych praw wszystkie połączenia chemiczne zachodzą w zupełnie określonych stosunkach wagowych. W tzw. stanowi połączenie rtęci z siarką. bromu. n a le ż ą c y m i d o g ru p y ch lorow ców . lub z 80 gr brom u. lub ze 127 gr jodu. G dybyśm y n a to m ia s t wzięli mniej. znany czerwony b a rw ­ nik. pozostaje niezwiązany na d m ia r siarki. Staje się przede wszystkim zrozumiałe. O ile cząsteczka cynobru składa się z jednego atom u rtęci i jednego atom u siarki. Teoria D altona daje również uzasadnienie w ykrytych przez Daltona praw chemicznych: praw a sto­ sunków stałych i praw a stosunków wielokrotnych. lub wreszcie z 19 gr fluoru.ua budowa materii *213 Te założenia B altona istotnie w yjaśniają naty c h m ia st podstawowe f a k ty chemiczne. 2 U z a sa d n ien ie słu sz n o ści te g o za ło że n ia z n a jd z ie m y w roz­ d ziale 71. że w cząsteczkach tych związków zawsze jeden atom wodoru łączy się z jednym atom em chloru. ja k 100 do 16.

Ciężar atom ow y wodoru nie równa się już wówczas dokładnie jedności. Możemy postąpić w ten sposób. gram am i azotu. Praw o to dotyczy w ypadku. azot. lecz również i prawo stosunków wielokrotnych. że w w ypadkach. gdyż właściwie w chemii chodzi nam tylko o względne ciężary atomowe. niż atom wodoru. Uzasadnienie tego praw a o trz y m u je m y n a ty c h m ia st. m a ją się do siebie ja k 1:2 :3 :4 :5 . gdy pewien okre­ ślony pierwiastek. z tlenem. . np. możem y wyrazić ciążary atomowe chloru. Z nam y pięć związków azotu z tlenem. brom u. jodu i fluoru po prostu liczbami 35% . 80. a więc dokładnie podwójna ilość. lecz kilka różnych związków. ilości te m a ją się do siebie. P rzy to c z y m y inny przykład: z nam y dwa różne związki wodoru z tlenem. k tó rą przy jm u je m y za jednostkę. mianowicie wodę i dw utlenek wodoru. Prawo stosunków wielokrotnych uczy nas zatem. w sposób czysto form alny p rzy jm u je m y ciężar a tom ow y tlenu za dokładnie rów ny 16. Na jed n ą część wagową wodoru p rzypada w wodzie 8 części tlenu. n a to m ia st w dw utlenku wodoru 16 części. które w tych pięciu w ypadkach łączą się ze stu np. ciężary bezwzględne nie odgryw ają n a to m ia st żadnej roli w chemii praktycznej. gdy pewna ilość jednego pierwiastka łą­ czyć się może z różnymi ilościami drugiego pierwiastka. Gdy więc za jednostkę ciężaru atomowego przyjm iem y ciężar a to m u wodoru. że a to m y dwu różnych pierwiastków mogą się łączyć ze sobą w rozm aitych kom binacjach. 127 i 19. gdy pomyślimy. atom jodu — 127 razy cięższy i wreszcie atom fluoru 19 razy cięższy. inaczej mówiąc. W chemii współczesnej ciężary atom owe określam y nie w stosunku do wodoru. atom bromu — 80 razy cięższy. np. lecz do szesnastej części ciężaru a to m u tlenu.214 Zasady fizyki a tom chloru jest 35 y2 raza cięższy. przy czym ciężary ilości tlenu. ja k niewielkie liczby całkowite. daje z innym pierwiastkiem. nie jeden tylko. Hipoteza D altona w yjaśnia nam n a ty c h m ia s t nie tylko prawo stosunków stałych.

Obserwacje n a d przepływem p rąd u elektrycznego przez ciecze w ykazały już od daw na. odkrycie F a r a d a y ’a znalazło proste wyjaśnienie. ta k . . Przewodzenie elektryczności w cieczach polegałoby więc według tych w yobrażeń na przenoszeniu naładow anych elektrycznością atom ów.0078. że cząsteczki ciała roz­ puszczonego rozpadają się w roztworze na dwie części składowe. w miejscu zaś wychodzenia p rądu — na tzw. 1833 uzupełnienie o niezwykle wiel­ kim dla fizyki znaczeniu w w y k ry ty c h przez F a r a d a y ’a podstawowych prawach elektrochemii. mówiąc inaczej.1. przepuszczam y p rąd elektryczny przez kwas solny. czyli w odny roztwór chlorowodoru. na tzw. przez k tó rą płynie prąd. przy czym jony dodatnie dążą ku katodzie. że w każdej cieczy. jony zaś ujem ne — ku anodzie. że nie byłoby rzeczywiście możliwe przecho­ dzenie p rądu przez ciecz bez jednoczesnego wydzielania pewnych produktów rozkładu. zwane jonam i. Gdy np. N a j­ cięższy ze znanych atom ów jest atom uranu. zakładając. elektro­ liza. gdy fizyka oprócz istnienia atom ów m aterii przyjęła istnienie również i atom ów elektryczności. wydziela się chlor. katodzie — wodór. zachodzi rozkład chemiczny. ciężar a to ­ mowy tego pierw iastka wynosi 238. J u ż na początku X I X stulecia tłum aczono sobie zja­ wisko elektrolizy. anodzie. mianowicie wynosi 1. czyli. tzw. LVI A TO M ISTY C ZN A BU D O W A E L E K T R Y C Z N O Ś C I Odkrycie przez D altona podstaw owych prawidłowości chemii znalazło w r. J e s t to najm niejszy ciężar atom owy. atom wodoru jest najlżejszy z wszystkich atomów. które niosą ładunki elektryczne znaków przeciwnych. wówczas w m iej­ scu wchodzenia p rąd u w głąb cieczy. Atomistyczna budowa elektryczności 215 lecz jest nieco większy. Odkrycie D altona zo­ stało zadowalająco wytłum aczone za pom ocą hipotezy ato- mistycznej budow y m aterii.

prąd o je d n a ­ kowym natężeniu wydziela w tym sam ym czasie tyleż a to ­ mów srebra. . iż istotnie pewna określona ilość elektryczności stanowi stałą uniwersalną. niezależną od c h a ra k terystycznych własności wodoru czy też srebra. g d y jed en je g o a to m łą c z y się z je d n y m ty lk o a to m e m w o d o ru . wydzielonych w ciągu tego samego czasu przez prąd o ty m sam ym natężeniu. Nasuwa się od razu pytanie. n iż a to m ó w srebra. co wodoru. w ynik powyższy można w ytłum aczyć tylko przez założenie. M u sim y stą d w y ­ cią g n ą ć w n io sek . tr ó jw a r to śc io w y z a ś trzy. że ciężary ilości wodoru i srebra. a z o t za ś tr ó jw a r to śc io w y . że wszystkie jony wodorowe posiadają jednakow y ładunek elektryczny. Ilość ta nazwana została elementarnym kwantem elektrycz­ 1 W w y p a d k u srebra n a p o ty k a m y co praw da z a le ż n o śc i s t o ­ su n k o w o p roste. czy ten nabój elektryczny jest wielkością c h a ra k te ry z u ją c ą tylko wodór. tr z y k r o tn ie za ś m n iejszą lic z b ę a to m ó w p ierw ia stk a tr ó jw a r to śc io w eg o . N a to m ia s t n p . co atom wo­ doru. tlen je s t d w u w a r to śc io w y . zależy jedynie i wyłącznie od ilości elek­ tryczności. że ilość pewnej określonej substancji. g d y ż ch o d zi tu ta j o p ierw ia ste k je d n o w a r to śc io w y . jaka w ciągu tego czasu przepłynęła przez ciecz przewodzącą. przenoszony przez nie podczas przepływu prądu. P o d c z a s e le k tr o liz y ta sam a ilo ść e le k ­ tr y c z n o ś c i w y d z ie la liczb ę a to m ó w p ie r w ia stk a d w u w a r to ścio w e g o d w u k ro tn ie m n iejszą . srebro.216 Zasady fizyki F a ra d a y znalazł przede wszystkim . weźm iemy pod uwagę w y ­ dzielanie elektrolityczne wodoru. czy też inny? F a ra d a y znalazł. że d w u w a r to śc io w y a to m n iesie z so b ą d w a ła ­ du n k i e lem en ta rn e. a z o tu za ś — z trzem a a to m a m i w o d o ru (w oda i a m o n ia k ). m ają się do siebie tak. czy wówczas zjonizowany atom srebra posiada ten sam ładunek elektryczny. wydzielona elektrolitycznie w okre­ ślonym czasie. P ie r w ia ste k n a z y w a m y je d n o w a r to śc io w y m w ó w cz a s. jak ich ciężary atom owe. a mianowicie jest proporcjonalna do tego elektrycznego ładunku. g d y ż a to m tlen u łą c z y się z d w o m a . czy też posiada on znaczenie ogólniejsze? Jeśli z am iast wodoru wydziela się np. inaczej mówiąc.1 Musimy zatem przyjąć. Gdy np.

Gdy tylko stwierdzone zostało istnienie atom ów elek­ tryczności. k tóra ciągnie cząstkę ku górze. gdyż w skutek 1 N ie n a le ż y n a tu ra ln ie m iesza ć teg o o k reślen ia z elem e n ta r n y m k w a n tem d zia ła n ia ! 2 W p om iarach ty c h k o rz y sta n o z w o ln o o p a d a ją c y c h m a ły ch ch m u rek m g ły . podlegają one wówczas jednoczesnemu działaniu dwóch przeciwnie skierowanych sił: siły elektrycznej. Jeżeli wartość siły elektrycznej dobierzem y w ten sposób.1 m usim y uważać ją niejako za atom elek­ tryczności. n a stę p n ie m o żn a b y ło w y z n a c z y ć c a łk o ­ w ity ła d u n ek e le k tr y c z n y . wówczas będziemy mogli całymi godzinami obserwować przez m ikroskop ruchy jednej takiej cząstki ku górze i ku dołowi. D z ie lą c ten ła d u n ek przez ilo ść k rop el.ua budowa elektryczności 217 ności. Atoinistyc7. M ożna b y ło n ap rzód ok reślić w ielk o ść i cięża r p o jed y n c z e j k rop li tak iej m g ły . umieszczone w polu elek­ trycznym . tw o rzo n y ch w w a ru n k a ch la b o r a to r y jn y c h . W y sta rcz y w ty m celu włączanie i wyłączanie w stosownych chwilach pola elektrycznego. o b li­ c z y ć liczb ę kropel. Metoda Millikana (analogiczną m etodę obmyśli! zresztą na krótko przedtem również i E h r e n h a f t ) opiera się na zasadzie stosunkowo prostej. Szczególne zainteresowanie budziły oczywiście możliwości bezpośredniego wyznaczenia tego elem entar­ nego ładunku nie w ym agające opierania się na w yobraże­ niach o atom istycznej budowie m aterii. . fizycy bardzo energicznie zajęli się spraw ą wy­ znaczenia istotnej wielkości elem entarnego k w antu elek­ tryczności. a z a tem . W y o b ra ź m y sobie słabo n a ­ ładow ane cząstki m aterialne. J u ż w ostatnich latach X I X stulecia udało się na tej drodze wyznaczyć w przybliżeniu ładunek elem entarny. i siły ciężkości. że będzie ona bardzo nieznacznie tylko przewyższać ciężar cząstki. n ie sio n y p rzez ch m u rę. po zn a le z ie n iu c a łk o w ite g o cięża ru c h m u r y .2 Najdoskonalszą me­ todę jego pom iaru opracował około r. o tr z y m a n o w p rzy b liżen iu w a r to ść ła d u n k u elem en ta rn eg o . 1910 fizyk a m e ry k a ń ­ ski M i l l i k a n . skierowanym ku górze. k tóra pędzi ją ku dołowi.

2 ponieważ zaś ciężar zawieszonej nierucho­ mo w powietrzu cząstki musi być równy działającej na nią sile elektrycznej.1 Millikan stosował maleńkie kropelki oleju o śred­ nicy rzędu tysiącznych m ilim etra. stojąc na gruncie hipotezy atom istycznej budow y elektryczności. ja k nale­ żało oczekiwać.10'10 jednostek elektrostatycznych. Ł a d u n e k . okazał się dokładnie dw u­ krotnie większy od najmniejszego. przy czym. ze sta łą p ręd k o ścią . że istotnie. b ez p r z y śp ie sz e n ia . w sk u te k te g o sp a d a n ie z a ­ ch o d zi. trzeci co do wielkości — trz y k ro tn ie większy itd.774. je s t n a tu r a ln ie rów n ież w y n ik ie m m a ło ści c z ą ste k . gdy z nam y prędkość ich swobodnego spadku w powietrzu. sp o w o d o w a n y p rzez ta rcie p o w ietrza . przeprowadzone na wielu tysiącach pojedynczych kropelek. m ożna było wyznaczyć stąd ładunki pojedynczych kropelek oleju. równa 4. okazała się ilość elektryczności. najm niejsze zaobserwowane ła­ dunki elektryczne m a ją się do siebie. który nale­ żało zatem utożsam ić z elem entarnym k w a n te m elek­ tryczności. że możliwy błąd nie może prze­ kraczać jednej tysiącznej tej wartości. w yrażającej się iloczynem ładunku przez natężenie pola. Najm niejszym zaobserwow anym ładunkiem . p r a k ty c z n ie biorąc. W doświadczeniach Mil- likana m ożna było zmierzyć bezpośrednio natężenie pola elektrycznego. 2 P o ję c ie n a tę ż e n ia p o la e le k tr y c z n e g o w p ro w a d z o n e zo sta ło w rozdr. . 22. otrzym yw ano je przez rozpylanie oleju. kropelki uzyskiwały zawsze pewien słaby dodatni ładunek elektryczny. pozwalająca obliczyć średnicę. Po m ia ry Millikana. Została ona wyznaczona z ta k ą dokładnością. a zatem i ciężar m ałych kulistych cząstek. E le m e n ta rn y k w a n t 1 D u ż y opór. J u ż od połowy X I X stulecia fizykom znana była pewna zależność. jak niewielkie liczby całkowite. skutkiem związanego z ty m tarcia.218 Zasady fizyki dużego oporu powietrza ruchy te będą nadzwyczaj po­ wolne. wykazały. nastę p u jąc y co do swej wielkości bez­ pośrednio po najm niejszym .

0078. lub też liczbą L o s c ł i m i d t a .10'24 gram a. J a k już poprzednio widzieli­ śmy. na podstawie wyżej powiedzianego.285. o trz y ­ m am y ważną stałą uniwersalną. rozd z. przez ciężar jednego a to m u wodoru. o trz y m a m y d o k ładny ciężar pojedynczego alomu wodoru. Jeżeli podzielimy pierw­ szą z tych liczb przez drugą. więc 0. Ponieważ ładunek elem entarny stanowi ładunek jednego atom u wodoru. . wynoszą już m iliardy elem entarnych kwantów elektryczności. równa 6. przez k tó rą należy dzielić „ciężary a tom ow e“ . pierwsza nazwa została jej n a d a n a ku uczczeniu włoskiego chemika. Gdy podzielimy tak zwany ciężar atom ow y wodoru. Wynosi on (gdy przejdziemy od miligramów do gramów) 1. k tó ry około r.285. Bezwzględne ciężary atomów 219 elektryczności jest więc ładunkiem bardzo m ałym . w yrażony w m iligramach.1023. ab y znaleźć bezwzględne ciężary atom ów rozm aitych pierwiastków.01044 miligrama wodoru. 18. nadaw ane kuleczkom z rdzenia bzowego przez dotknięcie ich p o ta r tą laseczką.01044 m iligrama wodoru musi zawierać 6. W artość liczby tej oka­ zuje się. tyle więc ładunków elem entarnych p rzypada na 0.1 prądowi jednego am pera odpowiada przepływ w ciągu jednej sekundy 3. ładunki. a więc 1.01044 mlgr wodoru. Liczbę tę nazyw am y liczbą A v o g a d r y . Z pom iarów Millikana w ynika.1018 ład u n k o m elem entarnym . 1820 rozwinął 1 Por. podaw ane w t a ­ blicach chemicznych. że podczas elektrolizy p rąd o na­ tężeniu jednego am pera wydziela w ciągu jednej sekundy 0.06. iż wartość ta odpowiada 6.000 milionów jednostek elektrostatycz­ nych ład u n k u . a mianowicie liczbę.1018 atom ów.662. LV II B E Z W Z G L Ę D N E C IĘ Ż A R Y ATOMÓW J u ż F a r a d a y ustalił.

pokryłyby ją równom ierną w arstw ą grubości około 100 m etrów. Ale przecież fizyka współczesna mogła w y­ znaczyć ciężar atom ów nie jed n ą tylko. lecz wieloma niezależnymi od siebie m etodam i. 2 Por. Najdrobniejsze ziarenko pyłku. jakie podaje fizyka współczesna. są nadzwyczaj dokładne. k tó ry w roku 1865 pierwszy w yzna­ czył w przybliżeniu bezwzględną wielkość a to m u . zaledwie widzialne gołym okiem. do wielkości ziarnka grochu. G dybyśm y mogli powiększyć każdy z atom ów powietrza. że p od a n a na p o c zą tk u teg o ro zd zia łu w a r to ść tak zw a n ej sta łej F a r a d a y ’a m o że b y ć w y z n a ­ czon a ze z n a czn ie je sz c z e w ięk szą d o k ła d n o śc ią . 72. już w n a j­ m niejszych dostrzegalnych przedm iotach codziennego u ż y t­ ku zawarte są niewyobrażalnie wielkie liczby atomów. niż wartość m asy ziemi. 71. W artości m asy atom u wodoru oraz stałej Loschm idta. J a k w ynika z wartości liczby L oschm idta. . rozdz.2 kładąc przez to po raz pierwszy kres spekulacjom na t e m a t m a ­ łości atomów. rozdz. L V III P R O M IE N I E K A T O D O W E Prawie aż do końca X I X stulecia najlżejszy ze w szyst­ kich atom ów. i wszystkie one.1 druga — na p am iątkę fizyka austriackiego.3 Można by naw et powiedzieć. w grani­ cach możliwych niewielkich błędów. 3 M ożna to sob ie w y ja śn ić ty m . zawiera liczbę atom ów większą od liczby w szyst­ kich ludzi żyjących. dały te same wartości. że dzisiaj nauka z na wartość m asy atom u znacznie dokład­ niej i ze znacznie większym stopniem pewności. cilom wodoru. wówczas a to m y te. praw dopodobnie możliwy błąd i tu nie przekracza jednej tysiącznej podanej wartości. uważano jednocześnie za 1 Por.220 Zasady fizyk i dalej teorię atom istyczną B a lto n a . rozsypane na powierzchni całej E u ro p y . zaw artych w zwykłej szklance.

staw iane na drodze promieni k a to d o ­ wych. przesu­ wając się jednocześnie ku anodzie. Promienie te mogą również wywoływać znaczne działanie cieplne.1 można zauważyć. rzucają ostry cień na świecącą jasnozieloną barw ą ściankę szklaną. przeciwległej k a to ­ dzie. ujem ­ nie naładow anych. Przypuszczenie Lorentza po­ parte było na razie omówionym w jednym z dalszych roz­ działów zjawiskiem Zeemana (rozszczepienie m agnetyczne prążków widmowych). następnie zaś badali je przede wszystkim 1 R u rk i ta k ie z o sta ły n a z w a n e ru rk am i G eisslera. stało się to pierw­ szorzędną sensacją naukow ą. że ru rk a zawiera zaledwie koło jednej milionowej części swej normalnej ilości powietrza. Promienie katodow e pojaw iają się. . gdy wywołam y wy­ ładowania elektryczne w silnie rozrzedzonych gazach. cząstek stało się jednak zupełnie pewne dzięki bliższemu zbadaniu własności prom ieni k a ­ todowych. Gdy stopień rozrzedzenia jest ta k duży. Gdy elektryczność przechodzi przez rurkę szklaną. 1860. 1896 obwieścił o istnieniu cząstki m aterialnej. Gdy więc L o r e n t z w r. że miejsce wejścia p rądu jest oto­ czone czerwonawym świeceniem. istnienie tych najm niejszych. ja k to już znalazł F a ra d a y . wprowadzonej do w nętrza rurki. Promienie katodowe 221 najm niejszą z istniejących w ogóle cząstkę materii. wówczas zanika poświata katodow a. fluorescencję) ścianki szklanej. tzw. mogą ją one do­ prowadzić do jasnego żarzenia. wywołujące zielone świecenie (tzw. w której powietrze zostało rozrzedzone. n a to m ia st pojaw iają się tzw. k tó r y je w y d o sk o n a lił. miejsce wyjścia n a to m ia s t niebieską „poświatą k a to d o w ą “ . która w m iarę zwiększania próżni odryw a się od k a to d y i rozsze­ rza się coraz bardziej na koszt zorzy dodatniej. Przeszkody. promienie katodowe. zorzą dodatnią. na cześć b a d a cza . niosącej ujem ny ładunek elem entarny i około dwu tysięcy razy lżejszy od ato m u wodoru. Promienie katodow e zostały w y k ry te przez P l i i c k e r a około r. gdy skupim y je na blaszce pla­ tynowej.

rozdz. w ystrzelo­ n ą do n iezbyt oddalonego celu. co rzucony poziomo kamień.2 Opierając się na powyższych założeniach. cząstki katodow e m uszą. naładow anych elektrycz­ nie cząstek. m uszą one n a turalnie doznawać od­ chylenia w polu elektrycznym . że promienie te składają się z szybko biegnących. zostają one tam wygięte w kształcie łuku paraboli. jak zresztą i każde inne ciało. 18 w z m ia n k ę o p rą d a ch k o n w e k c y jn y c h . gdy nie są poddane żadnym dostrzegalnym wpływom ze­ w nętrznym . . 1 P or. H itio rf w ykrył już również odchy­ lanie magnetyczne tych promieni. skądinąd jednakże w skutek swego ruchu stanow ią one rodzaj p rądu elektrycz­ nego1 i. c h a ra k ­ teryzujące promienie katodow e. na k tó ry działa siła przyciągania ziemi. Promienie katodow e ulegają również odchyleniu i w polu elektrycznym . po­ dobnie. że opisują one wówczas to ry tego samego kształtu. ja k to się dzieje np. wówczas siła ciężkości nie wywiera n a ń dostrzegalnego wpływu. jako prąd. 2 P or. Jeżeli cząstki są n ała­ dowane elektrycznie. o trz y m u je m y dwie zależ­ ności. w rozd z. zostają odchylone w polu m agnetycz­ n y m . m ożna było również łatw o wywnioskować z kierunku zaobser­ wowanego odchylenia. J e d n ą z nich jest prędkość. P o ­ siadając bowiem masę. poruszać się po liniach prostych. że własności promieni katodow ych d ają się w ytłum aczyć w sposób bardzo prosty przez założenie.222 Zasady fizyk i H i t t o r f i C r o o k e s . 23. że cząstki w promieniach k a to d o ­ wych są naładow ane ujem nie. by m agne­ tyczne linie sil były prostopadle do kierunku biegu pro­ mieni. z któ ry c h m ożna w yznaczyć dwie wielkości. jeśli ruch ten jest bardzo szybki. z kulą karabinow ą. wówczas wychodząca z k a to d y ich wiązka zostaje zakrzywiona w ksz ta łt łuku kola. które posiadają również pewną masę. Pod sam k o n ie c X IX stulecia fizycy doszli do wniosku. Gdy do wiązki promieni katodow ych zbliżymy m agnes w ten sposób. to znaczy. Mierząc odchylenia wiązki promieni katodow ych w polu elektrycznym i m agnetycznym .

000 kilometrów na sekundę. prędkość jest równa około 60. k tórych m asa jest tylekroć mniejsza od m asy najlżejszego atom u. 1897 J. a więc od ilości woltów (jest ona propor­ cjonalna do pierw iastka kw adratow ego z ilości woltów). udało się dojść około r. pom iary dały na stosunek ty ch dwóch m as w a r­ tość 1838. zgodnie z powie­ dzianym wyżej 8. odpowiadająco takim napięciom. . bardziej dokładne. w praw io­ ne w jej (ściankę. Co się tyczy stosunku ład u n k u do m asy. Prędkość okazała się niezwykle wielka i zależna od napięcia na rurce. Mogą one w y ­ wierać nadzwyczaj mino działania biologiczne i odgryw ają ważną rolę w próbach H/. T h o m s o n o w i i K a u f m a n n o - wi. w ynika stą d n a ty c h ­ m iast. że m asa tej cząstki jest około dwóch tysięcy razy mniejsza od m asy atom u wodoru. 1925 do kilkimet tysięcy woltów i wreszcie.O. przebiegają ono wówczas w zwykłym powietrzu drogi długości w idu m etrów. Prom ie­ nie. przew yższającą około dwóch t y ­ sięcy razy stosunek elem entarnego ła d u n k u do m asy atom u wodoru. W yznaczenie tych wielkości powiodło się po raz pierwszy w r.10'28 gramów. przez stopniowe przezwyciężanie dużych trudności technicznych. Promienie katodowe 223 z ja k ą biegną cząstki.tueznego rozbijania atom ów . J . Masa elektronu wynosi. Napięcia elektryczne. że ładunek cząstki katodowej jest dokładnie równy jed­ nem u ładunkow i elem entarnem u. drugą — stosunek ich ładunku do masy. poczynając od r. Późniejsze. ja k to się od razu nasuwa. stosowane na przełomie wieków do rurek katodow ych. m ogą przenikać i na zewnątrz rurki przez cienkie okienko aluminiowe.99. otrzym ano doświadczalnie wartość.000 woltów. czyli około jednej piątej prędkości światła. Jeżeli przyjm iem y. zostały. do kilku milionów woltów. HK. powszechnie nazwane elektronami. Gdy napięcie wynosi 10. Później. U jem ne cząstki m aterii. w ahały się od kilkuset woltów do kilkudziesięciu tysięcy woltów. poczynając od końca X I X stulecia.

są wysyłane przez ciała rozżarzone. wysyłanego przez ru d y uranowe. p a trz r o zd zia ł 75. 1896 B e c q u e r e l w ykrył mianowicie. 1 P or. m etalu. że p r e p a ra ty radioaktyw ne w yrzucają z siebie stale w postaci ta k zwanych prom ieni bela (fi) roje elektronów o prędkościach. 65. które mogą zaczerniać płytę fotograficzną n a ­ wet poprzez osłonę nieprzezroczystą oraz w yw ołują (przez jonizację) przewodnictwo powietrza. Curie- S k ło d o w sk iej d op iero z n a cz n ie p ó źn iej (r.224 Zasady fizyki o czym będziemy jeszcze mówić dokładnie w dalszych rozdziałach. 2 U ja w n ia się on o w te n sp o só b .3 Bliższe badania w ykazały. wysyłanych w tych w arunkach przez pewne określone ciało. wynoszących od 3 0 % aż do 99. Liczba elektronów. . zależy tylko od jego te m p e ra tu ry . stwierdzili. jak to w ykrył B i c h a r d - s o n w r. rozd z. jak ró w n ież o w zro ście m a sy . w y­ syłanym przez substancje. udało się im istotnie oddzielić te związki i w ykryć w ten sposób rad. 1898. 1 O ty m . 3 Co praw da oL rzym anie radu m e ta lic z n e g o u d a ło się p. które. że ru d y uranowe be i żadnych oddziaływań zewnętrznych stale wysyłają promienie. że ele k tro sk o p s to ją c y w p o ­ bliżu k a w a łk a ru d y u ran ow ej tra ci sw ój ła d u n ek .2 Dwa lata później w r. są przede wszystkim związki jakiegoś. zwane promieniotwórczymi.4 Najszybsze znane promienie fi odpow iadają napięciu 4 mi­ lionów woltów. wów­ czas jeszcze nieznanego.8% prędkości światła. P io tr C u r i e i Maria C u r i e . Są one zaw arte w promieniowaniu. 1910). W r. 1903. k tóra stanowi zatem górną granicę możliwych prędkości elektronów .S k ł o d o w s k a . że źródłem promieniowania.1 Prócz takich sztucznie wytw orzonych promieni elektro­ nowych fizyka zna również promienie „ n a tu ra ln e “ o bardzo wielkiej szybkości. Do promieni katodow ych należy również zaliczyć roz­ p a try w a n e już poprzednio w związku z wzmacniaczami lam powym i roje elektronów.

przebiegającym we w nętrzu jednego tylko atom u. lub jeszcze lepiej przez m ikroskop. niż promienie /?. niż promieni /?. skąd należy wnioskować.3 nasuwa 1 Oko m u si p rzed tem n a tu r a ln ie n a le ż y c ie w y p o c z ą ć w c ie m n o ­ ści. W spom inaliśm y już. im lże jsz a je s t c z ą stk a . ja k to już było wyżej opisane. n a k tó rą d zia ła p o le. pozornie przenikających się nawzajem . że pierwiastki promieniotwórcze stale w ysyłają elektrony w postaci ta k zwanych promieni/3. Odchylenie ty ch ta k zwa­ nych prom ieni alfa (a) jest o wiele słabsze. p o k ry tą siarczkiem cynku. zauw ażym y na niej. W idzim y mianowicie wówczas cudowny m iniaturow y fajerwerk. domieszane w bardzo nieznacznych ilościach do siarczku cynku. że m asa składających je cząstek jest znacznie większa od m asy elektronów. gdyż zjawisko to jest wywoływane przez substancje promieniotwórcze. 2 O d ch y len ie je s t n a tu r a ln ie ty m w ięk sze . w y r z u c a n e p rzez a to m y su b sta n c ji p ro m ie­ n io tw ó rczej. J a k w y k a z u ją obserwacje. N a cy fra ch zegark a sa m o ­ św iecą ceg o c z ą stk i. złożony z licznych drobniutkich. ta k . L IX P R O M I E N I E A L FA Ktokolwiek spojrzy w ciemności na cyfry jakiegoś ze zwykłych samoświecących zegarków przez dobrą lupę. Zasady fizyki 15 . drob­ niutkie błyski świetlne. b y je g o w ra żliw o ść d o sta te c z n ie w zro sła . które w polu m agnetycznym zostają odchylone w kierunku przeciwnym. k tó ry m po k ry te są cyfry i wskazówki samoświecącego zegarka. u d erzają w k r y sz ta łk i m a s y św ie c ą c e j. iskierek.1 każdy zaś z ty ch drobnych błysków niesie wieść o pew nym pro­ cesie. p re p a ra ty promieniotwórcze wysyłają je d n a k pon a d to również i takie promienie. że niosą one ład u n k i dodatnie. t a k zwane scyntylacje. wobec czego należy uważać. może z łatwością uzyskać bezpośrednie doświadczalne potwierdzenie atomistycznej teorii m aterii. 3 S c in tilla z n a c z y po ła c in ie iskra.2 Jeśli w bezpośredniej bliskości p re p a ra tu promienio­ twórczego umieścimy płytkę.

zawierający jeden miligram rad u (np. nie- przenikliwą dla promieni a (np. w y­ rzucanych przez p re p a ra t promieniotwórczy. że prep a ra t. m ożem y oczywiście wyznaczyć ich p ręd ­ kość oraz stosunek ich ła d u n k u do m asy. w ynik ten ma duże znaczenie teoretyczne.314 m iligrama chlorku radu) w ysyła w ciągu sekundy 37. dostrzeżone np. przez nią uzyskany. m ożem y łatwo obliczyć. niż dla zjonizowanego atom u wodoru w w y p a d k u elektrolizy. w postaci 1. podobnie ja k się to czyni w w ypad ku promieni katodow ych lub /?. niż ładunek jonu wodoru). która by przejmow ała dodatni ła ­ dunek b om bardujących ją cząstek i następnie zmierzyć po pew nym czasie ładunek.2 miliona cząstek a. Gdy poznano już tę liczbę. zaopatrzoną w m aleńki otworek.220 Zasady fizyk i się od razu pogląd. Z n a ­ leziono. Scyntylacje um oż­ liwiają wobec tego bezpośrednie liczenie cząstek a. że k a ż d y błysk świetlny jest wyw ołany przez uderzenie jednej cząstki alfa. m ożna było łatwo wyznaczyć również i ładunek jednej cząstki «. Ponieważ ładunek czą­ stek okazał się rów ny dwu k w antom elem entarnym (a więc dw ukrotnie większy. że dodatni ładunek jednej cząstki a wynosi dokładnie dwa elem entarne k w a n ty elektryczno­ ści. ołowianą). W ty m celu należało tylko umieścić w pobliżu odpowiednio przesłoniętego p re p a ­ r a tu m etalow ą płytkę. masa cząstki a musi być czterokrotnie większa od m asy ato m u wodoru. niż p ręd­ kość promieni /?). licząc błyski świetlne. W ten sposób znaleziono. że prędkość cząstek a wynosi od 5 % do 7% prędkości światła (a więc jest znacznie mniejsza. W tym celu umieszczamy tu ż przed p re p a ra te m przesłonę. Mierząc odchylenie cząstek a w polach elektrycznym i m agnetycznym . w ciągu jednej m in u ty . stosunek zaś ładunku do m asy jest dla nich dwa razy m niejszy. ile cząstek a wysyła p r e p a r a t w ciągu jednej m in u ty czy sekundy. Na tej drodze znaleziono. W przyrodzie w ystępuje jed n a k rzeczywiście pier­ .

którego ścianki były ju ż je d n a k z b y t grube.3 W ten sposób po raz pierwszy stw ier­ dzono powstawanie pewnego znanego ju ż poprzednio pierw iastka z innego pierwiastka. a w r eszcie w p e w ­ n y c h m in era ła ch i źród łach . wynosi ona 0.1 Nasuwało się zatem p rzy p u ­ szczenie. 2 C iało e le k tr y c z n ie o b o ję tn e . j a k wiadomo. k tó rą następnie zatapiał. posiadające o dwa elektrony m niej. używane. k tó re tra ci o k reślo n ą ilo ść ła ­ du n k u u je m n eg o . J e d n ak ż e do d a tn i ład u n e k cząstek a. ja k np. . Jeszcze na dziesięć lat przed tymi pracam i zjawisko takie byłoby nie do p o m y ­ ślenia dla przeważającej większości chemików. że są to a to m y helu. 3 U d o w o d n io n o to p r z y p o m o cy sp e k tro sk o p u . hel. jest to mianowicie ciało gazowe. Po pewnym czasie można było stwierdzić spektroskopowo występow anie helu w szer­ szej rurce. Można było zmierzyć bezpośrednio ilość helu. 4 W r z e c z y w isto śc i w y tw a r z a się c z te r o k r o tn ie w ięc e j h elu . 7. tej ilo ści je d n a k ty lk o jed n a czw a r ta p rzy p a d a na sa m rad . że cząstki a są identyczne z atom am i helu. Umieszczał on p r e p a r a t prom ieniotwórczy w rurce szklanej o bardzo cienkich ściankach. niż a to m y norm alne. w y tw a ­ rzaną przez 1 miligram radu w ciągu jednego roku.4 O pierając się na wartości 1 H el z o sta ł po raz p ie r w sz y w y k r y ty w a tm o sfe rz e sło ń ca m e to d ą a n a liz y w id m o w e j (stą d Leż p o ch o d zi n a zw a : h elio s = sło ń ce). że z cząstek a tw orzy się hel. rad i tor. by mogły przepuszczać cząstki a. 1903 R a m s a y i S o d d y potrafili po­ kazać. ciężar atom ow y wynosi cztery. elektrycznie obojętne.2 Istotnie.042 m ilim etra sześciennego. mogą w ywiązywać hel. w r. rów ny dwu e lem entar­ ny m kw an to m elektryczności. narzucał wniosek. Prom ienie alfa 227 w iastek chemiczny. promienie a mogły z łatwością przenikać przez te ścianki. że ciała promieniotwórcze. z y sk u je p rzez to Laki sa m ła d u n e k d o d a tn i. p ó źn iej d op iero w a tm o sfe r ze ziem sk ie j. Tę cie­ n iu tk ą rurkę szklaną umieszczano w drugim szklanym naczyniu. którego. R u t h e r f o r d potrafi! następnie n a w e t w ykazać bez­ pośrednio. do napełniania sterowców.

R. siln e d z ia ła n ia n a m ija n e p rzez się a to m y . c z ą stk i a w y w ie r a ją b . 4 5 . w której w y ­ tw arzał parę przesyconą. T. Dobrą zgodność obydw u tych liczb m usim y naturalnie uważać za świetne potwierdzenie poglądów atom istycz- nych. dzięki swemu ładunkow i elektrycznem u. tł. k tó re tw o rzą w y r a ź n y ślad to ru c z ą stk i a. T e w ła śn ie n a ła d o w a n e e le k tr y c z ­ n ie c z ą stk i sta ją się o śro d k a m i k o n d e n sa c ji k ro p elek m g ły . układających się w cieniutkie pa­ semka mgły.) . że te 0. tworzenie się kropelek. LX J Ą D R O ATOM OW E Od daw na już a tom istycy dążyli usilnie do tego. a m ia n o w ic ie w y r z u c a ją z n ich e le k tr o n y . C. albo też około 36 milionów w ciągu sekundy.2 Wilson potrafił uzyskać fotografie ty ch p o z o sta łe za ś tr z y czw a r te n a p r o d u k ty ro zp a d u rad u (rad A. z ło ż o n y z u je m n y c h e le k tr o n ó w i d o d a tn io n a ła d o w a n y c h jo n ó w a to m o w y c h . J e d e n miligram radu w y­ tw arza zatem ta k ą liczbę atom ów helu w ciągu roku. aby uzyskać widzialność procesów atom ow ych. (U w . 1 Co do p o jęcia p a ry p r z esy co n ej por.042 m m 3 zawierają 1150 bilionów atom ów helu.228 Zasady fizyk i stałej L oschm idta i znanej gęstości oraz ciężarze ato m o ­ wym helu. p rzez c o n a d rod ze c z ą stk i a tw o r z y się śla d . Liczba ta pokryw a się prawie dokładnie z przytoczoną poprzednio liczbą. o trz y m a n ą przez bezpośrednie liczenie cząstek a. że w przesyconej parze w odnej1 kropelki cieczy tw orzą się na naładow a­ n ych elektrycznie cząstkach. m ożna łatwo obliczyć. ro zd z. 2 D z ię k i n ie sio n y m p rzez sieb ie ła d u n k o m e le k tr y c z n y m . Umieścił on zatem m aleńki p r e p a r a t radow y w przezroczystej skrzynce. rad B i rad C). Wilson w ykorzystał fakt. W i l s o ­ n o w i udało się osiągnąć ten cel w zadziwiająco piękny sposób przez uzyskanie fotografii torów pojedynczych cząstek a. w y­ syłanych przez 1 m iligram radu w ciągu jednej sekundy. W yrzucane przez p r e p a r a t czą­ s tk i a wywołują.

rozd z. to ry cząstek a są prostoliniowe i w pewnym miejscu u ry w a ją się nagle. 65)-1 J a k w y k a z u ją zdjęcia wilsonowskie. pom im o swego ład unku dodatniego. jednakże w wielu w y­ p a d k a c h tu ż przed końcem toru widzimy ostre jego zagięcie pod znacznym kątem . C z ą s t k a CL może prze. że na ogół. 2 P or. skąd m u ­ simy wnioskować. 65. chodzić przez a to m y bez żadnej zm iany k ierunku i że jedynie w w y ją tk o ­ wych w y p a d k a c h jakaś bardzo wielka siła odchylająca w y trą c a ją z jej pierwotnego kierunku biegu. Cząstki a przebiegają w zwykłym powie­ trzu drogę kilku cen­ tym etrów . ja k już widzieliśmy przy om aw ianiu praw a Goulomba. otrz y m u ją c w ten sposób obrazy torów poje­ dynczych cząstek a (rys. Ponieważ siły elektryczne bardzo szybko rosną w m iarę zmniejszania się odległości działających na siebie ładunków (mianowicie. T o ry cząstek 7 sfotografowane m etoda Wilsona. Ją d ro atomowe 229 pasem ek. m o żn a ró w n ież u z y sk a ć w id z ia ln o ść to ró w c z ą ste k o b ezp o śred n io d la ok a ob serw a to ra . że każda z nich prze­ chodzi poprzez wiele tysięcy atom ów . 17. Na podstaw ie zdjęć wil­ sonowskich powstał zatem pogląd. .2 w stosunku odw rotnym do k w a d ra tu odle­ 1 Za p o m o c ą a p a ra tu ry . o b m y ślo n e j p rzez fiz y k a ja p o ń sk ieg o S h im izu . Rys.

Jeżeli jednakże przypisujem y dodatnie ją d ra atom om . . m usim y w dalszym ciągu przyjąć. że każdy a to m posiada pewne dodatnio nała­ dowane jądro. m ia ły b y wówczas wielkość rzeczywistych atom ów.otaczające jądro. które norm alnie są n a zew nątrz elektrycznie obojętne. otaczających jądro. Model atom u. jakiego używ am y do zajęć szkolnych. Modele niewielkich owoców. wypełniające dro b n ą jedynie część całej objętości atom u. narzuca się in te rp re ta c ja zdjęć wilsonowskich w tym sensie. Zrównoważenie takie najłatw iej może zostać spowodowane przez szybki ruch obiegowy elektronów. 1911 przez R u t h e r f o r d a . o średnicy w yno­ szącej mniej więcej pół m etra. P rzypuśćm y teraz.230 Zasady fizyki głości). gdyż wówczas przyciąganiu przeciwstawia się działająca na elektrony siła odśrodkowa. jakie 1 M odel a to m u R u th e r fo rd a je s t n ie c o w c z e śn ie jsz y od w y n ik ó w W ilso n a . w k tó ry m jądro gra rolę słońca. by atom mógł istnieć trwale. 1 m ożna według niego przyrów nać a to m do maleńkiego układu planetarnego. że potrafilibyśm y wykonać Len globus tak nadzwyczaj pre­ cyzyjnie i dokładnie. W yobraźm y sobie globus. Różnorodne obserwacje prow adzą do wniosku. Rędziem y może mogli uzyskać pewne wyobrażenie o małości atom ów przez n a ­ stępujące porównanie. że ją d ra atom ow e posiadają średnice rzędu 10"13 cm. taki. Ujemnie naładow ane elektrony podlegają na tu ra ln ie p rzy ­ ciąganiu elektrycznem u ze stro n y dodatniego ją d ra . n a to m ia st a to m y — średnice rzędu 10'8 cm. k tóre go p o tw ie r d z iły . rosnące na ziemi. że do d atn i ładunek ją d ra jest skom pensow any przez elektrony. przyciąganie to m usi być oczy­ wiście w jakiś sposób zrównoważone. wiśni. został p o dany w r. lecz dopiero modele najdrobniejszych ziarenek pyłu. ja k np. do którego doszliśmy w ten sposób. iż m ożna byłoby odŁworzyć na nim we właściwej skali naw et wszystkie drzewa owocowe.

zo­ stały stworzone przez wprowadzenie do w nętrza r u ry do w yładow ań „ a n ty k a to d y “ z tru d n o topliwego m etalu. W czasie pierwszych swych. że te now oodkryte promienie w ychodzą ze szklanej ścianki zwykłej rurki do wyładow ań. W y b ie g a ją c e z k a to d y p ro ­ m ien ie k a to d o w e w y tw a r z a ją z k o le i n a sw ej d ro d ze lic z n e d a lsze jo n y . (U w . jo n y te w y sta r c z a ją do ro zp o częcia w y ła d o w a n ia w la m p ie. lecz i dla wielu zbliżonych do niej gałęzi nauki. LXI P R O M I E N I E R Ö N T G E NA W r. 66) i z a n ie c z y sz c z e ń p r o m ien io tw ó r cz y c h . 2 W k a ż d y m g a z ie zn a jd u je się z a w sze p ew n a ilo ść jo n ó w .1 W lam pach ty c h promienie katodow e w ytw arzane są przez bom bardow anie k a to d y strum ieniem pędzących ku niej d odatnich jonów gazowych. Szybko rozwijająca się przede w szystkim dzięki zasto­ sowaniom lekarskim technika rentgenow ska posługiwała się w ciągu wielu la t wyłącznie lam pam i gazowymi. 1895 powiodło się R ö n t g e n o w i dokonać odkrycia przełomowego nie tylko dla samej fizyki.. n a k tó ry tra fia ją promienie katodow e. W ykazał on mianowicie. na an ty k a to d zie tej skupiano promienie katodowe. które m ogą przenikać poprzez różne ciała nieprzezroczyste. nadające się do u ż y tk u praktycznego.2 U jem ną cechę tych 1 N o rm a ln em u ciśn ie n iu p o w ie tr za o d p o w ia d a . Pierwsze lam py rentgenowskie. obserwacyj R öntgen za­ uważył. u s ta ­ wianej na w p ro st k a to d y . ja k w ia d o m o . w y ­ tw o r z o n y c h p rzez d z ia ła n ie p ro m ien i k o sm ic z n y c h (por. . m iałyby w tym nie­ słychanym pomniejszeniu wielkość rzeczywistych jąder atom ow ych. raczej przypadkow ych. w k tórych ciśnienie wynosiło mniej więcej od 1/200 do 1/20 m m słupa rtęci. k tó re p o d trzy m u ją w y ła d o w a n ie . 760 m m słu p a r tę c i. że przedm iot.). tł. Promienie R entgena 231 można jeszcze dostrzec gołym okiem. za­ czyna sam w ysyłać pewne promienie. ro zd z.

czyli ta k zwana tw ardość. i otrzym yw ać w ten sposób bardzo tw arde promienie R ontgena. praktycznie biorąc. g d y ż p rzech o d zą o n e p o p rzez k o ści. zmie­ niając napięcie. 1913 udało się fizykowi am erykańskiem u C o o l i d g e ’o w i stw orzyć lam pę rentgenow ską wysoko- próżniową. . naprzeciw której znajduje się a n ty k a to d a . w ysyłane przez rozżarzony drucik. a zatem i natężenie w y tw arzanych promieni R ontgena.) 2 Z b y t tw a rd e p ro m ien ie d a ją n ie o str e zd jęc ia r e n tg e n o w sk ie. pomimo. ozna­ czało to przełomowy kro k naprzód w technice rentgenow ­ skiej. przyłożone do lam py. również w y k onana z wolframu. a zatem. iż było to z różnych względów bardzo pożądane. potrzebne do pew nych celów t e r a ­ peutycznych. w której promienie R o n tg e n a były w ytw arzane jedynie przez elektrony.2 w ym agały one wów­ czas specjalnej „regeneracji“ . Przede wszystkim jednak w lam pach gazowych nie m ożna było zmieniać niezależnie od siebie twardości i natężenia promieni rentgenowskich. Przez wzm acnianie lub osłabianie p rą d u grzejącego. pozbawioną gazu. tł. m ożna dobierać zupełnie niezależnie od natężenia. w ytw a rz an y c h przez nie promieni R ontgena zależała od ciśnienia gazu i że w skutek tego p rzy dłuższym użyciu (prawdopodobnie dzięki zja­ wisku tzw. przestając nadaw ać się do u ż y tk u . W lam ­ 1 A d so rp cja p olega na o sa d za n iu się c z ą ste c z e k g a zu n a śc ia n ­ k a ch n a c z y n ia . Dalsza zaleta lam py odgazowanej polega na ty m . n a le ż y u n ik a ć je d n a k ró w n ież i z b y t m ięk k ieg o p ro m ie n io w a n ia . Gdy więc w r. k tó ry rozżarza drucik. gdy n a to m ia s t tw ardość promieni. m ożna bowiem regulować liczbę w ysyłanych elektronów. ja k również i do badania materiałów. adsorpcji1) lam p y staw ały się z b y t tw arde.232 Zasady fizyki lamp stanowiło przede w szystkim to. (U w . W lam pach odgazow anych k a to d a składa się zwykle z żarzonej spirali wolframowej. że zdolność przeni­ kania. g d y ż z o sta je o n o p o c h ło n ię te ju ż przez m ięśn ie. że m ożna do niej stosować b a r ­ dzo wysokie napięcia (sięgające n a w e t mniej więcej pół m i­ liona woltów).

że promienie m ogą z nich wychodzić tylko w jednym określonym m iejscu. Ogni­ sku. . zapobiegam y w ten sposób jej roz­ żarzeniu się pod wpływem uderzeń elektronów. że pro­ mienie R o ntgena są nadzwyczaj krótkim i falam i clcklro- m agnelycznym i. że o ile przypuszczenie to jest słuszne. m ineralodzy zaczęli uważać iż przyczyna prawidłowości kształtu kryształów leży w p r a ­ widłowym uporządkow aniu atom ów w ich w nętrzu. Promienie KOntgena 233 pach. nieprzenikliwą w arstw ą m etalu. aby działało ono jako punktow e źródło promieniowania. nadaje się wówczas możliwie małe w ym iary. używ anych w optyce. a po prostu kryształów. dąży się przede w szystkim do o trzym ania ostrych obrazów. konieczny dla o trzym ania zdjęć. długość fali promieni R o ntgena m usi być około dziesięciu tysięcy razy m niejsza od długości fali promieni widzialnych. gdyż wówczas ona z kolei sta ła b y się również źródłem elektro­ nów. A by skrócić czas naświetlania. tak. w k tó ry m elektrony skupiają się na antykatodzie. służących do celów diagnozy lekarskiej. Na razie więc musiało się wydaw ać.1 Chociaż technika rentgenow ska rozwinęła się bardzo szybko do wysokiego poziomu. Fizycy przypuszczali co praw da. 1912 L a u e w padł na ge­ nialny pomysł zastosowania do ugięcia promieni R ontgena nie sztucznych siatek. jednakże spraw a fizycznej n a tu r y promieni rentgenowskich pozostawała długo jeszcze niewyjaśniona. Nowoczesne lam py rentgenowskie są zwykle całko­ wicie otoczone grubą. są pozbawione wido­ ków powodzenia. lecz rozm aite rozw ażania w skazyw ały rów­ nież. A n ty k a to d ę chłodzi się stale wodą. P oczynając już od połowy X I X stulecia. J e d n ak ż e w r. zwiększa się możliwie najbardziej natężenie promieni. Laue 1 N a w e t w n a jle p sz y c h la m p a c h z a le d w ie je d e n p r o c e n t en erg ii p ro m ien i k a to d o w y c h p rzek szta łc a się w en erg ię p r o m ien io w a n ia ren tg en o w sk ieg o . a więc prze­ de w szystkim siatek dyfrakcyjnych. że wszelkie p róby otrzym ania zjawisk interferencji lub ugięcia promieni R o n tg e n a p rzy zastosowaniu środków.

Stanowiło to nie tylko bezpośredni do­ wód doświadczalny analogicznej do światła n a tu r y promieni R ontgena. z „fotogramów L auego“ można było rów­ nież wyciągnąć wnioski co do budow y kryształów oraz w y­ liczyć długość fali ugiętych promieni rentgenowskich. niż działanie siatki optycznej.234 Zasady fizyk i wywnioskował stąd. 66). są w siatce krystalicznej uporządkow ane przestrzennie. na której w ystąpiły g rupy czarnych plam ek. rys. że kryształ powinien oddziaływać na bardzo krótkie fale elektrom agnetyczne tak. gdyż Rys. co p raw d a działanie jego jest znacznie b a r ­ dziej skomplikowane. p u n k ty . otrzym ali oni istotnie fotografię. rozłożone prawidłowo i sy m etrycz­ nie (por. U ginanie wiązki prom ieni R ontgena w krysztale blendy cynkowej. odpow iadające szczelinom siatki optycznej. że długości fal promieni R ontgena są . 66. ja k siatka dyfrakcyjna. O ka­ zało się wówczas. za k tó ry m ustawili kliszę fotogra­ ficzną. Gdy Laue i jego współpracownicy skierowali w odpo­ wiednich w a ru n k a ch doświadczalnych wiązkę promieni r e n t­ genowskich na kryształ.

Pierw iastki chemiczne tym silniej pochłaniają promienie Rontgena. im tw ardsze są promienie. jak również i znajdujących się w organizmie ciał obcych. prze­ świetlić je bezpośrednio. Promienie R ontgena stosuje się w m edycynie również . gdy prześwietlam y ciało ty m i promieniami. b adający promienie Rontgena. wypełnia się je silnie pochłaniającym i „środkam i k o n tra s to w y m i“ .000 woltów. P rz y pom ocy promieni R o n t­ gena m ożem y zresztą również. tak. zdołali otrzym ać znacznie jeszcze dłuższe fale. spółczynnik zaś załam ania promieni R o ntgena okazał się mniejszy od jedności zaledwie o mniej więcej je d n ą milionową. ż o łą d e k —-siarczanem baru. U żyw any w p raktyce obszar długości fal rozciąga się mniej więcej od 0. Promienie Rontgena rzeczywiście rzędu wielkości kilku sturnilionowych części m ilim etra (10‘9 cm). Tożsamość isto ty promieni R o ntgena i promieni świetl­ nych została stwierdzona również przez bezpośrednie obser­ wacje nad załam aniem promieni rentgenowskich. dochodzące aż do 1000 A. w t y m celu stosuje się e k ra n y fluoryzujące. na foto­ grafii pojaw iają się cienie kości i organów w ew nętrznych. Opiera się ona na ty m . szczególnie silnie po­ chłaniają promienie R ontgena i dlatego d a ją n a zdjęciach rentgenowskich silne cienie. gdy p a d a ją na nie promienie R ontgena. jednakże fizycy. które świecą w ciemności.000 do 100. co odpo­ w iada już obszarowi nadfioletu. W śród zastosowań p rak ty c zn y c h promieni R ontgena najw ażniejszą rolę odgrywa lekarska diagnoza rentgenow­ ska. A by wyraźnie uwidocznić organy wewnętrzne. im wyższy jest ich ciężar atom ow y. rozdz. Ołów i b iz m u t np. że różne części ciała niejedna­ kowo silnie pochłaniają promienie R ontgena i że w skutek tego. ty m m niej­ sza jest długość fali. np. 2). Do celów diagnozy rentgenowskiej stosuje się zwykle napięcia od 30. por.05 do 10 A (jeden Ang- stróm wynosi 10'8 cm. że pow stają na nich również cienie prześwietlanych przedm iotów. Załam anie to jest zresztą bardzo małe. nie fotografując ciała.

236 Zasady fizyki i do celów terapeutyczny cli. do 8 cm mosiądzu i aż do 50 cm glinu. przeprow adza się również badania subtelnej budowy m ateriałów za pom ocą fotogram ów Lauego. Gdy prześw ietlam y k a ­ wałki m eta lu prom ieniam i R ontgena. gdy skład chemiczny i m etalograficzny tw orzyw a jest bez zarzutu (np. w k tó ry c h ju ż drobne w a d y m ogłyby spo­ wodować fatalne skutki. części samolotów lub izolatory elektryczne. takie ja k np. ujaw n ia ją się przez słabsze pochłanianie wszelkie ich wewnętrzne wady. Rozporządzając napięciam i od 200. Do głębokiej terapii stosuje się napięcia rzędu kilkuset tysięcy woltów. ja k np. 1905 w y k ry ć istnienie tzw. P oczynając mniej więcej od r.000 woltów i stosując jednogodzinne naświe­ tlanie. L X II W ID M A R E N T G E N O W S K I E W dziesięć l a t po odkryciu promieni R o ntgen a powiodło się niespodziewanie R a r k i i w r. Prześwietleniu rentgenowskiem u poddaje się również i gotowe w yroby wysokiej jakości. wiele braków tworzyw a. do ich w ytw arzania w y starczają już napięcia rzędu około 10. t a k zw anych prom ieni granicznych. bardzo ważne zastosowanie prak ty c zn e uzyskała technika rentgenowska w dziedzinie badania materiałów. dziury w odlewie lub pęknięcia. 1925. napięcia wewnętrzne).000 do 300. W przeciwieństwie do ty c h b a d a ń budow y ciał „z gru b ­ sza“ . do terapii po­ wierzchniowej używ a się n a to m ia s t promieni bardzo mięk­ kich. k tó ry c h długości fali leżą pom iędzy 1 i 2 A. mogących istnieć n a w e t wówczas. ujaw nia się przez zniekształ­ cenie i skrzywienie odpowiednich prążków na fotogramie. W spom nim y tu jeszcze o b adaniu autentyczności i historii pow stania obrazów olejnych oraz prawdziwości banknotów i drogich kamieni.000 woltów. m ożem y zbadać w arstw ę żelaza lub stali grubości do mniej więcej 10 cm. prom ieniow ania charakterystycznego pierwiastków .

długość fali. z k tó ry c h o statnia została zresztą w y k ry ta dopiero po śmierci Moseley’a. jeszcze bardziej zaś miękkie składają się na serie M i N. podobnie ja k to się czyni ze światłem w idzialnym za pom ocą stosowanej w o p ty ­ ce siatki dyfrakcyjnej. każda luka ujaw nia się p rzy ty m n a ty c h ­ m iast przez z b y t wielki skok. również i w idm a rentgenowskie składają się z sze­ regu c h a ra k te ry sty c z n y c h prążków. ja k m ów im y obecnie. W ystępuje więc tu ta j analogia z optycznym i p rążkam i widm owym i. wysyła samo również promienie rentgenowskie. wśród promieni ty ch przew ażają takie. k tó ry oparł się na odkryciu Lauego. że pierw iastki d a ją się uporządkow ać według swych widm rentgenowskich w pewien „szereg naturalny“] prążki rentgenowskie przesuwają się z najw iększą prawidłowością w m iarę przechodzenia od jednego pierw iastka w szeregu do następnego. 1913 M o s e l e y ’o w i. Moseley znalazł dalej. udało się następnie przez zastosowanie powoli obracanego kryształu rozszczepić chara k te ry sty c z n e pro ­ mieniowanie w widmo rentgenowskie. w ysyłanym przez pierwiastki chemiczne. Moseley dokonał nadzwyczaj ważnego od­ krycia. p rzy czym. tw ardsze „promieniowanie K “ i miększe „pro­ mieniowanie L “ . ja k w ykrył Barkla. i rozróżnił w promieniowaniu. ja k fotografujem y optyczne w idm a prążko­ we. Liczba prążków r e n t­ genowskich pierw iastka chemicznego leży pom iędzy 10 i 40. W r. K ażde ciało. B arkla stwierdził już również. Widma rentgenowskie 237 chemicznych. że tw ardość prom ieniow ania c harakterystycznego rośnie wraz z ciężarem atom ow ym . podobnie. n a k tóre p a d a ją szybkie elek­ tro n y lub też promienie R óntgena. stanowi c h a ra k te ­ rystyczną właściwość atom ów danego ciała. ż ew jego . k tó ry c h twardość. miększa grupa — serię L. czyli. P orów nyw ając ze sobą w idm a rentgenowskie rozm aitych pierwiastków. Można było w ten sposób sfotogra­ fować w idm a rentgenowskie pierwiastków chemicznych. najtw ardsze prążki (a więc prążki o najmniejszej dłu­ gości fali) tw orzą serię K (promieniowanie K Barkli).

p o c zyna­ jąc od w apnia aż do cynku. J u ż Moseley zauważył również. . n iż c y n k .tw /n w h c tn n n pierw iastków (w edług M oseley^). rysu n e k te n p rz e d - staw ia serię K szeregu nastę p u jąc y c h po sobie pierwiastków . regularne przesuwanie się prążków w kie­ ru n k u m alejących długości fal jest również bardzo pięknie widoczne na rys. w zrasta w miarę przesuwania się wzdłuż szeregu. 2 Obejmuje 1 M osiądz j e s l o d p o rn ie jsz y na o g rzew a n ie. 67. o d p o w ia d a ją c e p rzerw om . iż w szeregu ty m kobalt. 68. czyli m osiądzu. U O yY p i C Z Il^ C ii S L O p U miedzi z cynkiem . Serią K szeregu następujących po sobie r liW n r n li.23S Zasady fizyki szeregu ciężar atomowy. W skazuje n a to w yraź­ nie rys. pomimo swego większego ciężaru atomowego (58. ja k cynku. zaczerpnięty z prac y samego Mose- ley’a. Znaleziony przez Moseley’a n a tu r a ln y szereg pierwiast­ ków chemicznych jest przytoczony w tablicy l . przedstaw iającym serię L szeregu nastę p u jąc y c h po sobie pierwiastków. P o c z ą te k szeregu .64). przerw a n a d ru ­ gim miejscu odpowiada skandowi. p o c z y n a ją c ju ż od so d u (N r 11) aż do k o ń c a (N r 9 2 ). po­ przedza nikiel (58.94). na ogól biorąc. o tr z y m y w a n y c h za p o m o cą k r y sz ta łó w .1 k tó ry istotnie daje prążki zarówno miedzi. 67. u m o ż liw iły M o se ley ’ow i u sta le n ie szeregu n a tu ra ln eg o . od złota aż do biz­ m u tu . 2 B ezp o śred n ie p o m ia r y w id m r e n tg e n o w sk ic h . je d n a k wzrost ten nie od­ bywa się w t a k ściśle praw idłow y sposób. ja k przesuwanie się prążków. przerwa odpowiada rtęci. ja k ró w n ież m ie jsc a . Stopniowe. Z am iast cy n ­ ku Moseley użył ze wzglę- R ys.

p o c z y n a ją c od sod u w ste c z aż do h elu . o tr zy m a n eg o sz tu c z n ie p rzez b o m b a r d o w a n ie u ran u n e u tr o ­ n a m i (por. F er m i o b w ie ścił w y k r y c ie p ie r w ia stk a N r 93. zachow ują się kobalt i nikiel. dalej argon i po­ tas (Nr 18 i 19).2 W czasie. 1 W k w ietn iu r. 66). 68. (U w .) 2 O g łoszon e w roku 1932 o d k r y c ie p ie rw ia stk ó w N r 85 i 87 (k tó ry m d a n o n a z w y a la b a m iu m i w irg in iu m ) nie je s t je sz c ze ca łk iem p ew n e. Au Tl Pb Bi Rys. m azurium (Nr 43). rozd z. P ó ź n ie jsz e p o m ia r y . d o k o ­ n a n e n a p o g ra n iczu p o m ię d z y p r o m ie n ia m i n a d fio łk o w y m i i r e n t­ g en o w sk im i. ja k już wspom i­ naliśmy. w ten sposób. . Niekiedy pier­ w iastek o wyższym ciężarze atom ow ym poprzedza pier- 7 t>2 /!. w iastek o ciężarze niższym. tellur i jod (Nr 52 i 53 )i praw dopodobnie również tor i p r o ta k ty n (Nr 90 i 91). na 85 i 87 miejscu. ren (Nr 75) i illinium (Nr. tł. Seria L szeregu następujących po sobie pierw iastków (w edług Frim ana i Siegbahna). W idma rentgenowskie 239 on 92 pierwiastki. p o z w o liły p rze śle d z ić z m ia n y w id m . istniało jeszcze 6 luk. gdy Moseley przeprowadzał swe b a ­ dania. M oseley w y z n a c z y ł. b.1 p rzy czym według dzisiejszego sta n u badań z n a jd u ją się w nim najwyżej dwie luki. o p iera ją c się na cięż a ra ch a to m o w y c h i na p e r io d y c z n y m u k ła d zie p ie r w ia stk ó w . 61). a. lecz odtąd zdołano już w y­ kryć cztery dalsze pierwiastki: hafnium (Nr 72).

6. ciężar atom ow y jest dokładnie dwa razy większy od num eru w szeregu. im dalej posuw am y się w szeregu pierwiastków. tlenu. 12. W innych w y p a d k a c h ciężar atom ow y przekracza podw ójną liczbę porządkow ą. 14 i 16. Ciężar ato- . krzem u i siarki. oznaczonych kolejnymi num eram i 2. czyli od ta k zwanej liczby porządkowej. m agnezu.8. ty m więcej. neonu. 10.240 Zasady fizyki T A B L IC A 1 N a tu r a ln y szereg p ier w ia stk ó w 1 W odór 32 G erm an 63 E u ro p iu m 2 H el 33 A rsen 64 G ad olin 3 L it 34 S elen 65 T erb 4 B ery l 35 B rom 66 D y sp ro z 5 B or 36 K r y p to n 67 H olm G W ęg iel 37 R u b id 68 Erb 7 A zo t 38 S tr o n t 69 T ul 8 T len 39 Y ttr 70 Itterb 9 F lu or 40 C yrkon 71 K a ssjo p e ju m 10 N eon 41 N iob 72 H a fn iu m 11 Sód 42 M olibden 73 T a n ta l 12 M agnez 43 M azurium 74 W olfram 13 G lin 44 R u ten 75 R en 14 K rzem 45 R od 76 Osm 15 F o sfó r 46 P a lla d 77 Iryd 16 Siarka 47 Srebro 78 P la ty n a 17 C hlor 48 K adm 79 Z łoto 18 A rgon 49 Ind 80 R tę ć 19 P o ta s 50 C yna 81 T al 20 W ap ń 51 A n ty m o n 82 O łów 21 S k an d 52 T ellu r 83 B iz m u t 2 2 T y ta n 53 Jod 84 P o lo n 23 W an ad 54 K sen o n 85 — 24 C hrom 55 Cez 86 R adon 25 M angan 56 Bar 87 — 26 Ż elazo 57 L a n ta n 88 R ad 27 K o b a lt 58 Cer 89 A k ty n 28 N ik iel 59 P ra ze o d y m 90 T or 29 M iedź 60 N eodym 91 P r o ta k ty n 30 C ynk 61 Illin iu m 92 U ran 31 Gall 62 S am ar W w y padkach helu. węgla.

R z u t oka na szereg n a tu r a ln y w ykazuje poza tym od razu. niż pierwiastki o liczbie porządkowej nieparzystej. neon. którego liczba porządkow a je s t 92. potas. c h a ra k terystyczne własności chemiczne i fizyczne pow racają periodycznie. m agnez. czyli chlorowce (fluor. Stwierdzili oni. że pierwiastki o parzystej liczbie porządkowej w y­ stę p u ją w przyrodzie częściej. w każdej zaś z nich jeszcze dalsze dwie podgrupy. kse- non i radon). stało się co p raw da możliwe dopiero wówczas. brom . 238. d op iero od te g o cz a su p o z n a n o r o z m a ite ich zw ią zk i Zasady fizyki 16 . chlor. L X III U K Ł A D P E R IO D Y C Z N Y P IE R W I A S T K Ó W J u ż w roku 1869 chem ik niemiecki L o th a r M e y e r i badacz rosyjski M e n d e l e j e w w ykryli jednocześnie w ażny fa k t istnienia periodyczności chemicznej pierwiastków. in n ą znowu podgrupą są halogeny. s tro n t. lub ziemie alkaliczne (beryl. sód. argon. D okładne jego przedstawienie.1 1 A ż do rok u 1927 u w a ża n o g a z y sz la c h e tn e za c a łk o w ic ie „ b iern e“ . że jeśli u staw im y pierwiastki w szereg według rosnących ciężarów atom ow ych. w apń. bar i rad). w k tó ry m szeregi pionowe zaw ierają pierwiastki o zbliżo­ nych własnościach. gdy dzięki znajomości liczb porządkow ych m ożna było dokładnie ustalić liczby miejsc w kolejnych periodach. m etale alkaliczne (lit. m ożna utw orzyć pewne uporządkow anie pierwiastków. Tego rodzaju podgrupy tw orzą np. Jeśli zatem wypiszem y poszczególne periody pod sobą. jod). podane w tablicy 2. W układzie periodycznym w yróżniam y według podobnych własności pierwiastków osiem grup. wynosi np. Układ periodyczny pierwiastków 241 m owy uranu. Meyer i Mendelej ew stworzyli w ten sposób periodyczny układ pierwiastków. w yróżniające się prawie całkow itą obojętno­ ścią chemiczną. Szczególnie ciekawą podgrupę stanow ią gazy szlachetne (hel. rubid i cez). k ry p to n .

że układ periodyczny pierw iastków daje się sprowadzić do pewnych stosunkow o pro sty c h zależności a rytm etycznych. kończy zaś na gazie szlachetnym . z o s ta ły w y k r y te p r z ew a żn ie przez R a m s a y ’a. G a zy sz la c h e tn e z n a n e są d op iero od k o ń ca X I X stu le c ia . Czwarty i p ią ty period obejm ują po osiemnaście pierw iast­ ków. urywa się na szóstym miejscu. (U w .) . p o n adto podgrupa III jest tu obsadzona piętnastokrotnie przez t a k zwane ziemie rzadkie. ja k po prostu ładunek ją d ra . 8. lecz n a w e t potrójnie. że sió d m y period u ryw a się n a sió d m y m m ie jsc u . skąd m ożem y już przypuszczać. nie oznacza to nic innego ponad to. 1 Z god n ie z u w a g ą n a str. a mianowicie wodór i hel. 2 x 4 2. r tę c ią ).1 Liczby 2. stoją w pew nym szczególnym związku ze sobą. J u ż w kilka miesięcy po od­ kryciu Moseley’a w r. P eriody drugi i trzeci zaw ierają po osiem pierwiastków. srebro posiada w sze­ regu Moseley’a n um er 47. i tu ta j również w podgrupie V I I I w y­ stępuje „ tr ia d a “ (platynowców). znajdującego się z in n y m i p ie r w ia stk a m i (n p . o ile pozwala n a m są­ dzić o ty m nasza dzisiejsza znajomość pierwiastków. tł. Szósty period zawiera aż 32 pierwiastki. Liczba porządkow a w skazuje zatem również. z ilu elektronów składa się „układ p la n e ta r n y “ atom u. W fizykalnej teorii periodyczności chemicznej powstaje naturalnie przede wszystkim zagadnienie teoretycznego znaczenia liczby porządkowej.242 Zasady fizyki K a ż d y period rozpoczyna się od m eta lu alkalicznego. przy czym podgrupa V I I I jest obsadzona nie po pro ­ s tu pojedynczo. Siódmy period wreszcie. 18 i 32. że liczba porządkow a nie oznacza nic innego. w periodach ty c h wszystkie p o dgrupy (16) są obsa­ dzone. 2 3 9 n a le ż a ło b y d ziś p o w ied zie ć. 2 x 32. że ładunek dodatni ją d ra atom u srebra je s t 47 razy większy od elem entarnego ła d u n k u elektrycznego. G dy np. na uranie. wyznaczające długości poszczegól­ nych periodów. Pierwszy period zawiera zresztą dw a tylko pierwiastki. 1913 V a n d e n B r o e k wypow ie­ dział pogląd. 2 x 22. m ożna je mianowicie napisać również w postaci 2 x l 2.

a I ja O CO O co CU Th ci Ci Układ > CD co N § t-H co C3 ci o Ci I 90 Ci Tt< c3 £2 CQ O Ł-ł iO co O r-H t> Ac co co ^ ' 63°° CS O rl.S Ci co LON 89 c to . o z < X c a OD CD lO CO CD co CU £ o d« co X* O) > ci 7Í o o t>* s lO o CS O CD o Ci r> Ph o CQ ł-H Ci l> lO Si2 w co lO a oo > ci lO lO Ci p ier w ia stk ó w CD o Í-. CU A O co Ł.Q N o fco s CO Ra e o 3 § CO ci o 00 CD co 88 ci lO 3 to Xł a O K> £ * ci cc s O CO \d t- co uo 00 Ci t> 16* . O 00 c£> O co lO 00 > a rj< Ci ci Ci Gi 2 TABLICA £ co CQ periodyczny t> CO rp t-4 C3 CO C3 co r-< lO H co Oh CS CO co Ci !> tí .

tlenu — osiem. wobec tego zaś z wielkości rozproszenia wiązki cząstek a m ożna obli­ czyć ładunki jąd e r rozpraszających. 1"920 zupełną zgodność liczby porządkow ej Moseley’a z liczbą ładunków elem entarnych jąd ra . zależnie od tego. gdy jednocześnie d o d a m y do jąd ra pro to n i elektron. Gdy te rozm aite t y p y atom ów w y stę p u ją zawsze zmieszane razem w stosunku mniej więcej niezm iennym . podaw any . o trz y m u je m y pewien w przybliżeniu stały ciężar miesza­ niny. stanow iący „ p ra k ty c z n y “ ciężar atom owy. jądro azotu m a siedem planet. oraz ładunek do d a tn i rów ny ładunkow i elem entarnem u. które. T a k np.. gdyż ten wyznacza jego miejsce w układzie pierwiastków. J ą ­ dra wodoru. różnią się je d n a k swymi ciężarami atomo­ wym i. gdyż przeciwne ich ładunki elek­ tryczne zniosą się naw zajem . J u ż z teorii zatem w ynika możliwość. Jeśli więc c h a ra k te r chemiczny ato m u zależy jedynie od ładunku jego jąd ra . czy też trz y jednostki itd. W szeregu starannie przeprow adzonych doświadczeń Chadwick ustalił na tej drodze w r.244 Zasady fizyk i w stanie elektrycznie ob o jętn y m (a więc niezjonizowanym). n a tu ra chemiczna pierw iastka nie powinna ulegać zmianie. po­ siadając jednakow e ładunki jądrowe. praktycznie biorąc. Je d n a k ż e nastąpiłoby wów­ czas zwiększenie ciężaru atomowego o je d n ą łub dwie. czyli laką sam ą na­ turę chemiczną. ile takich par dołączym y do jądra. posiadają zatem masę. zwane również protonam i. został potw ierdzony bezpośrednio przez doświadczenia G h a d w i c k a nad przechodzeniem promieni a przez cienkie folie metalowe. żelaza — dwadzieścia sześć. że ładunek elektryczny ją d ra atomowego jest istotnie rów ny iloczynowi liczby porządkowej przez ła d u ­ nek elem entarny. rów ną masie a to m u wodoru. Poszczególne cząstki a doznają mianowicie wówczas w skutek posiadania d o d a t­ niego ład unku odpychań ze stro n y również dodatnio n ała­ dowanych ją d e r atom ow ych m etalu. F a k t. rtęci zaś — osiemdziesiąt. że pierwiastki che­ miczne sk ładają się z atom ów kilku typów .

tzw. 1913 przez J . dlaczego praktyczne ciężary atom owe w wielu w yp a d k a c h w y ra ż ają się licz­ bami prawie dokładnie całkowitymi. a stą d w ynika możliwość oddzie­ lenia od siebie promieni. spektroskopię masową. było stwierdzenie. że neon. Thom son po­ sługiwał się tzw.1 został po raz pierwszy w y k r y ty w r. że dzisiaj za po­ mocą spektrografu masowego m ożna porów nyw ać ze sobą m asy atom ów z błędem. J . k tó ry w ykazuje szczególnie silne odchylenie ciężaru atomowego (35. W len sposób m ożem y również zrozumieć. nieprzekraczającym jednej dzie- sięciotysięcznej ich wartości. w w ypadku węgla i azotu. T h o m s o n a na przykładzie gazu szlachetnego. Układ periodyczny pierwiastków 245 przez chemików w tablicach ciężarów atom ow ych. gdy próżnia jest dostatecznie wysoka. A s t o n rozwinął w r. i o trzym ania na tej drodze oddzielnych śladów róż­ nych izotopów na kliszy fotograficznej. podobnie ja k elektrony czy też cząstki a. utw orzonych z cząstek o różnej masie. prom ieniam i dodatnim i. Cząstki promieni do­ da tn ic h doznają w polu elektrycznym odchylenia. W te n sposób T hom son mógł ustalić. izotopów. k tóre w ystę­ pu ją w ru rk a c h do w yładow ań jednocześnie z promieniami katodow ym i. doszedł on do tego. zawartego w rurce. doskonaląc ją stale wraz ze swymi w spółpracownikam i. Wielkość odchylenia zależy je d n a k od m asy. że pierw iastek może składać się z kilku odmian o różnych ciężarach atom ow ych. neonu. . stanowi mieszaninę dwóch izotopów o m asach 20 i 22. F a k t. P ro ­ mienie dodatnie składają się z dodatnio naładow anych atom ów gazu. o ciężarach ato m o ­ 1 Isos łopos o z n a c z a po greck u to sa m o m ie jsc e (m ia n o w ic ie w u k ła d zie p e r io d y czn y m ). uzyskanych przez A stona. 1919 m etodę T hom sona w tzw.46) od liczby całkowitej. J e d n y m z pierwszych i n a j­ piękniejszych wyników.2. że chlor. w innych zaś w y p a d k a c h znacznie odbie­ gają od liczb całkowitych. stanowi mieszaninę dwóch izotopów. którego tablicowy ciężar ato m o w y wynosi 20. ja k np.

pom ijając n a t u ­ ralnie pierwiastki czyste. np. gdy jeden z izotopów jest reprezentow any 1 Is tn ie n ie trzecieg o iz o to p u ch lo ru o cięż a r z e 3 9 je s t w ą tp liw e . które nie zostały dostrzeżone jedynie w sk u te k tego. na którym uw ydatnia się istnienie pięciu izotopów. 2 S ta ło ść ciężaru a to m o w e g o m ie sz a n in y iz o to p ó w tłu m a c z y się po p ierw sze id e n ty c z n y m i w ła sn o śc ia m i c h e m ic z n y m i iz o to p ó w . Z ciężaru m ieszaniny wynika. dla cyny nie m niej. że są z b y t rzadkie.2 J a k o przykład spektro- gram u masowego m a m y n a rys. 69. T . B ain b rid g e^.0 oraz 37. z którego również bardzo ładnie w ynika. Należy p rzy ty m na tu ra ln ie zastrzec się.0. że i te pierwiastki mogą również zawierać izotopy. liczbie porządkowej stwierdzono na ogół.246 Zasady fizyk i wych w yrażających się liczbami całkow itym i 35. jedynie p a r y izotopów. że ciężary atom ów są liczbami całkowitymi. Spektroskopia masowa zawodzi na tu ra b iie w takich w ypadkach. . niż jedenaście. najcięższy — 124. W edług K . W w y p a d k u pierwiastków o nieparzystej tH H 1 11 1 1 1 76 74 73 72 70 Rys. Najlżejszy izotop cy n y m a ciężar atom ow y 112. p o d ru gie za ś — p ierw o tn ie g a z o w y m sta n e m k u li z ie m sk iej.70. Spektrogram masowy germ anu. gdy tablicow y ciężar atom ow y c yny wynosi 118. o cięża­ rach atom ow ych różniących się o dwie jednostki. że w jej składzie od­ m iana lżejsza w ystępuje w ilości mniej więcej trz y k ro tn ie większej.1 W w y ­ p adku n a to m ia s t pierwiastków o parzystej liczbie porządko­ wej często zn a jd u jem y większą ilość izotopów. niż odm iana cięższa. 69 przytoczony według B ainbridge’a spektrogram germ anu. Astonowską m eto d ą spektroskopii masowej zbadano już większość pierw iastków pod względem ich składu izo­ topowego i jedynie niewiele spośród nich okazało się „czy­ stymi p ierw iastkam i“.

N ajwiększą sensacją w dziedzinie b a d a n ia izotopów stało się je d n a k odkrycie ta k zwanego ciężkiego wodoru o ciężarze atomowym dwa. mogli oni stwierdzić. zmieszany z azotem norm alnym mniej więcej w stosunku 1 do 300. Inni fizycy a m erykańscy wykryli następnie między innym i również i w azocie. U r e y oraz jego współpracownicy fotografo­ wali w ty m celu w zwykły sposób widmo wodoru. dwu rzadkich izotopów tlenu o ciężarach atom ow ych 17 i 18. k tó ­ rego długość fali je s t o 1. 1929 na drodze optycznej. obok znanych prążków w idm owych w y­ stępują jeszcze dodatkow e bardzo słabe prążki właśnie w ty c h m iejscach. 70). Oddzielenie na drodze elektrochemicznej cięż­ kiego wodoru. również i w węglu (ciężar atom ow y 12. Przełom owy postęp w m etodach badania izotopów sta n o ­ wiło zatem w ykrycie przez fizyków am erykańskich G i a u - q u e ’a i J o h n s t o n a w r.000 ra z y w stosunku do tego. gdzie m ożna było icli oczekiwrać dla wodoru o masie ją d ra dw ukrotnie większej. zgodnie z teorią prążek. jeden zaś atom tlenu o ciężarze 17 na mniej więcej 2000 do 3000 atom ów norm alnych. Później udało się również różnym innym badaczom stwierdzić istnienie cięż­ kiego izotopu wodoru za pom ocą spektrografu masowego (rys. powiodło się po raz .79 A większa. rzadki izotop o ciężarze a to m o ­ w ym 15. jak i jest niezbędny do o trzym ania doskonałej zwykłej fotografii w idm a wodoru. 1932 n a podstaw ie poprzednich obliczeń B i r g e ’a.008. że istotnie. zawartego w wodzie. niż m asa p ro ­ tonu. Przedłużyw szy czas 4. którego ciężar atom ow y wynosi 14. niż długość fali zwykłego czerwonego prążka wodoru. a mianowicie przez dokładne zbadanie widm cząsteczko­ wych. odkrycia tego dokonano do­ świadczalnie w r. Badacze ci znaleźli np. prze­ ciągnęli je d n a k czas naświetlania znacznie ponad zwykle przyjęte norm y.00) w y k ry to rzadki izotop o masie 13. J e d e n a to m tlenu o ciężarze 18 przy p a d a mniej więcej na 600 n orm alnych atom ów o ciężarze 16. Układ periodyczny pierwiastków 247 bardzo słabo jedynie w stosunku do izotopu głównego.

wrze w 101. 70. że zam arza ona w tem p e ra tu rz e 3. Istotnie.0 0 0 a to m ó w w od oru z w y k łe g o . lecz w 11.6° C. c ięż k a w o d a za w iera m n iej w ięcej je d e n a to m n a jc ię ż ­ szeg o w od oru n a 3 m ilio n y a to m ó w w od oru c ięż k ieg o . M etoda ich zo­ stała t a k w ydoskonalona przez L e w i s a i jego w spółpra­ cowników. D ow ód doświadczalny istn ien ia izotopu w odoru o ciężarze atomowym 2. że ciężka woda posiada gęstość o mniej więcej 11% większą od zwykłej 17 16 13 12 H2 MM I /■u „ Rys. 1933 rozporządzali już oni kilkuset ce n ty m etram i sześciennymi praw ie zupełnie czy­ stej „ciężkiej w o d y “ . oraz T u v e ze w sp ó łp r a c o w n ik a m i) stw ie r d z ili.8° G. że c ię ż k i w o d ó r zaw iera je sz c z e c ię ż sz y iz o to p w o d o ru . wody.42° G i wreszcie posiada największą gęstość nie j a k zwykła woda w 4°.i LXIV PR O M IE N IO T W Ó R C Z O Ś Ć Zgodnie z nowoczesnym ujęciem budow y układu pier­ wiastków m usim y oczekiwać. P o d cza s g d y w z w y k łe j w o d z ie z n a jd u je m y jed en a to m cięż k ieg o w od oru m n iej w ięcej n a 6 . . o cięż a rze a to m o w y m 3.248 Zasady fizyki pierwszy W a s h b u r n o w i i U r e y ’o w i. że promieniotwórczość zwią­ zana jest zawsze z przem ianam i pierwiastków. że pod koniec r. Badacze ci stwierdzili. 1 W k w ietn iu roku 1931 b a d a c z e a m e r y k a ń sc y (B le a k n e y ze w sp ó łp ra co w n ik a m i.

czy rozp a d a ją c y się atom wyrzuca cząstkę a. jako gaz szlachetny. m ożna je wszystkie. czy też fi. . że a to m y substancyj prom ie­ niotwórczych podlegają ciągłemu. Zależnie od tego. masę zaś czterokrotnie większą od protonu. spontanicznem u roz­ padowi. a wielkość ła d u n k u ją d ra określa c h a ra k te r che­ m iczny atom u. n a to m ia s t przem iana f i — o jedno miejsce w p r a w o . gdyż cząstki fi są to po prostu elektrony.1 procesy rozpadu promieniotwórczego m uszą być oczywiście umiejscowione we w nętrzach jąder atomo­ wych. istnieją dwa rodzaje przem ian. rów ny dwu e lem entarnym k w a n to m elektryczności. ro zd z. Istotnie. k tó ry w yrzucił cząsteczkę a. które w yróżniam y jako przem iany a i przem iany fi. cząstka a posiada ładunek dodatni. ja k już widzieliśmy. po w sta ją c y bezpośrednio z radu. P rzem iana fi nato m ia st podwyższa liczbę porządkow ą o jednostkę bez dostrzegal­ nej zm iany ciężaru atomowego. fa k t zachodzenia promieniotwórczych prze­ m ian pierwiastków staje się n a ty c h m ia s t zrozumiały. radon. przem iana a obniża chemiczną liczbę porządkow ą o dwie jednostki i jed n o ­ cześnie ciężar atom ow y—-o cztery. Rad należy do d r u ­ giej g rupy układu periodycznego. Przem iana a przesuwa więc pierwia­ stek prom ieniotwórczy o dwa miejsca w lewo w układzie periodycznym . Promieniotwórczość 249 już w r. a mianowicie rów ny 222. do ósmej grupy. do zerowej. poza nielicznymi 1 P or. Z p u n k tu widzenia powstałej później jądrowej teorii a to m u . gdy ciężar atom ow y radu wynosi 226. Ponieważ. ponieważ zaś w yrzucane cząstki niosą ład u n k i elek­ tryczne. J a k w y k azały dokładniejsze badania pierw iastków p ro ­ m ieniotwórczych. 60. przy czym odryw anie się w yrzucanych przez atom cząstek a i fi zmienia c h a ra k te r chem iczny atom u pozo­ stałego. czyli. n a to m ia s t radon. 1902 R u t h e r f o r d i S o d d y potrafili uzasadnić doświadczalnie pogląd. posiada ciężar a tom ow y o cztery jednostki niższy od radu. co oznacza to samo.

u ran II.250 Zasady fizyki w y ją tk a m i. Pow stająca z rad u przez przem ianę a su b stancja pochodna. Czas przepołowienia rad u wynosi 1580 lat. Pow staje on z uranu I. C . zaś liczba porządkow a ołowiu uranowego wynosi 82. E i F . m a czas przepołowienia rów ny tylko 3. Uran I ma ciężar atom ow y 238 i ta k zw any czas przepołowienia rów ny 4 ]/2 m iliarda lat. Za pośrednictw em jednej przem iany a i n a stę ­ pujących po niej dwóch przem ian /? powstaje z ur anu 1 znacznie krócej żyjący i dlatego rzadszy izotop jego.8 d n ia. odpowiednio do tego jego ciężar atom ow y jest o 32 niższy od ciężaru atomowego u ra n u I (206 zam iast 238). pierwiastek. p r a ­ szczura szeregu uranowego. U ran I należy więc do długowiecznych pierwiastków promienio­ twórczych. przez ogółem 8 przem ian a i 6 przem ian fi. co m ożna było stwierdzić bezpośrednio. oznacza to. li­ cząc wysyłane przezeń cząstki a. przez przem ianę a pow staje z niego niepro- mieniotwórczy już. Rozpoczyna się on od uranu I. N a 1 0000 a to m ó w rad u C c z te r y p o d le g a ją p r z em ia n ie a. gdyż jego czas przepołowienia wynosi 136. nieco trwalszy. D . . rad G. i dlatego bywa również zw any ołowiem uranow ym . od niego z kolei prow adzą dwie następujące po sobie p rzem iany a w prost do radu. że każdy pierwiastek danego szeregu pow staje z poprzedza­ jącego go w tym szeregu za pośrednictw em przem iany a lub fi. cięższego z dwu izotopów pierw iastka o liczbie porządkowej 92. a więc jest o 10 mniejsza od liczby porządkowej u ranu (92)^ 1 P rzy ra d zie C za c h o d z i r o z g a łę z ie n ie szereg u p rzem ia n . że po upływie 4 y2 m iliarda lat początkowa ilość tego pierw iastka zmniejsza się do połowy w skutek ustawicznego rozpadu jego atom ów. je s t z n a n y również pod nazw ą polonu. Najw ażniejszy z tych szeregów jest szereg uranowo- rad owy. B . em anacja radow a lub r a ­ don. a więc trw ały. zwane r a ­ dami A . k tó ry stanowi pewną odm ianę ołowiu.5 dni. ustawić w trz y szeregi przem ian. R ad F. w sz y stk ie p o z o sta łe n a to m ia st — p rzem ia n ie/? .Z n ie j po­ w stają następnie kolejno k rótkotrw ałe pierwiastki. w ten sposób. O sta te c z n ie je d n a k w s z y s tk ie a to m y radu C p rzech od zą w a to m y rad u D .

j a k już w spom niano wyżej. posiadają określoną prędkość początkową. również i beryl. pierw iastka o liczbie porządkowej 91. lecz pon a d to również bardzo krótkofalow e promieniowanie rentgenowskie. pochodzący od to ru o liczbie porządkowej 90 i szereg aktynow y. zwanej zasięgiem. Promieniowanie. zawiera nie tylko. zależnie od rodzaju przem iany. tł. wychodzące z p re p a ra tó w promienio­ twórczych. 59. c h a ra k te ry z u ją c ą ten pierwiastek. uran Y . ten ostatni szereg stanowi praw dopodobnie pewne odgałęzienie sze­ regu uranow o-radowego.1 Poza tym i trzem a szeregami w ła­ sności promieniotwórcze p o siad ają jeszcze pierwiastki potas i rubid. iz o to p toru .4 Gdy p ro ­ mienie a przechodzą przez powietrze lub inne sub­ stancje. dalej sa m a r i niektóre inne ziemie rzadkie oraz. że. w yw odzący się z pro- t a k ty n u . wynoszącą od 5 % do 7 % prędkości światła. w y ­ k a z a ły jed n a k . (U w . do około biliona lat w w y p a d k u potasu i berylu.3 nios. że n ie z a w sz e c z ą stk i a. m a ją w sz y stk ie tę sa m ą p ręd k o ść. Prom ienie a. w y rz u ­ cane z rozpadającego się jąd ra . Promieniotwórczość 251 Dużo analogii z szeregiem uran o w y m w y kazują dwa po­ zostałe szeregi. rozd z. Cząstki a. 1 D o k ła d n e b a d a n ia p rzep ro w a d zo n e w c ią g u o sta tn ic h la t.2 Czasy przepołowienia pierw iast­ ków prom ieniotwórczych w a h a ją się od mniej więcej bilio­ nowej części se kundy w w y p a d k u toru C. k tó r y z n a jd u je m y ja k o d o m ie sz k ę w uranie. w po­ wietrzu zasięg cząstek a różnych pierwiastków prom ie­ 1 S u b sta n c jfi m a c ie r z y stą p r o ta k ty n u je s t p r a w d o p o d o b n ie tz w . zwane prom ieniam i gamma. działanie ich u staje raptow nie po przebyciu pewnej określonej odległości. ja k stw ier d z o n o w roku 1933. 2 N a sz c z e g ó ln ą u w a g ę za słu g u je fa k t.) . 3 P or. szereg torow y. sam ar oraz b ery l w y s y ła ją p ro m ien ie a.i do­ d a tn i ład u n e k elektryczny i opuszczają substancję pro­ mieniotwórczą z prędkością. pochodzące z jednego pier­ w iastka promieniotwórczego. cząstki a oraz noszące miano cząstek fi elektrony. p o c h o d zą c e z je d n e g o p ierw ia stk a . jak się zdaje.

cały u ran przem ienia się stopniowo w izotop 1 P or. W przeciwieństwie do naładow a­ nych elektrycznie cząstek a i /?. J a k ju ż zaznaczono uprzednio. Zjawiska promieniotwórcze nastrę cz a ją interesującą możliwość w yznaczenia wieku ziem i. z to ru C. Za pom ocą wilsonowskiej m eto d y sm ug mgły1 m ożna wyznaczyć dłu­ gość zasięgu bezpośrednio na fotografii. zbliżające się niekiedy aż do prędkości światła. N a ogół zasięg jest ty m większy. że p r e p a r a t wysyła dwa rodzaje promieni a o różnych zasięgach. m a ją bardzo małe długości fali. Promienie y. Na fotografii widać wyraźnie. jak już w spom nia­ no w yżej. D okładne p om iary w ykazały. ro zp a dających się w preparacie w ty m sa m y m czasie. im prędszem u rozpadowi podlega źródło pro ­ mieni a. posiadają prędkości. że liczba w ysyłanych w pew nym określonym czasie kw a n tó w prom ieni y jest rów na liczbie atom ów. schodzące aż do 0. prócz tego widzimy jeden to r cząstki a o szczególnie du ż y m za­ sięgu. Promienie ¿9.10'11 cm) co odpowiada napięciu około dwóch milionów woltów. jako w yjątkow o tw arde promienie rentgenowskie. 60. wychodzących z to ru C. Rys. 71 po k a ­ zuje tego rodzaju zdjęcie promieni a. G ru p a torów cząstek U. 71. .252 Zasady fizyki niotw órczych wynosi od 2 % do 11% cm. promienie y nie są odchy­ lane w polu m agnetycznym .006 A (czyli 6. Rys. rozdz.

gdy na powierzchni ziemi w ytw orzyła się stała skorupa. z ilości zawartego w nich helu. k tó re zostają przeważnie zaham ow ane w minerale. ja k a zaś znajdow ała się od po­ czątku w minerale uranow ym w postaci zwykłego ołowiu. 76. że zaw artość ołowiu uranowego sięgać może aż do mniej więcej 2 3 % zawartości uranu. P a n e t h zdołał przeprowadzić t ą m eto d ą niezmiernie cie­ kawe określenia wieku meteorów. wyznaczenie ciężaru atomowego tego ołowiu pozwala n a ty c h m ia s t wywnioskować. a następnie zebrać go i zmierzyć jego ilość. że wiek takich na w e t m eteorów. rozd z. wobec tego m inerały uranowe o wieku 800 milionów l a t m u ­ siałyby zawierać 10% ołowiu uranowego itd. wszystkie m inerały uranowe zaw ierają ołów. mniej jed n a k dokładnie. a następnie po zo­ bojętnieniu elektrycznym pozostają w minerale w postaci atom ów helu. k tóre na pewno nie należały do naszego układu słonecznego (o czym m ożna było sądzić z hyperbolicznej postaci ich toru) leży również w granicach od połowy do trzech miliardów lat. Doprowadziły go one do w yniku.1 1 P or. Analizy w ykazały. Na wiek m inerałów uranow ych z n a jd u jem y zatem na tej drodze wartości. Ponieważ ołów stanowi nierozpadający się już dalej p r o d u k t końcowy szeregu uranowego. dochodzące aż do około 1850 milionów lat. co i wiek ziemi. Istotnie. że w przeciągu około 80 milionów la t rozpada się 1 % początkowo danej ilości uranu. W iek m inerałów prom ieniotwórczych m ożna również wyznaczyć. że praw dopodobnie 2 m iliardy la t minęło już od czasu. Ten wysoce nieoczekiw any w ynik pozwalałby zatem przy­ puszczać. tak. k tó ry różni się jednakże od „zwykłego“ ołowiu swym ciężarem atom ow ym . . Promieniotwórczość 253 ołowiu. Drogą ogrzewania m ożna wypędzić gaz z m inerału. Ze zna­ nego czasu przepołowienia u ranu wynika. że wiek wszechświata jest tego samego rzędu wielkości. ja k a jego ilość powstała z uranu. Hel ten tw orzy się z cząstek a.

sam a p r a ­ w dopodobnie pozostaje w ty m jądrze. wyrzuconego z rozbitego ją d ra azotu. LX\ R O Z B I J A N I E ATOM ÓW Promieniotwórcze przem iany pierwiastków stanow ią procesy. m asa 1) na cząstkę a (ładunek 2. czyli protony. p rzy czym był to pierwiastek o niskiej liczbie porządkow ej. — tylko pierwiastki o najw yższym ciężarze atom ow ym . że cząstka a. przebiegające spontanicznie i nie poddające się ż adnym wpływom zew nętrznym . k tó ra w yrzuca proton z ją d ra azotu. wywołało to słusznie nie­ zwykle wielkie wrażenie. Długa cienka gałąź przedstaw ia to r pro­ tonu. W idzim y n a nim. m asa 14) zamienia jeden proton (ładunek 1. Gdy więc w r. W obec rzadkości tak ic h procesów należało w ykonać zdjęcia torów kilkuset tysięcy cząstek a. B o m b a rd u ją c azot cząstkam i a. co mógł stwierdzić. opierając się na wiel­ kości ich zasięgu oraz odchylenia ich torów w polach elektrycznym i m agnetycznym . p o n a d to podlegają im. krótsza gałąź — t o r odrzuconego wstecz pozbawionego protonu ją d ra azotu. Rys. zatem po zobojętnieniu powinniśm y otrzym ać w wyniku atom izotopu tlenu o ciężarze a to ­ m owym 17 (ładunek 8). K ilka l a t później powiodło się B l a c k e t t o w i przez za­ stosowanie m eto d y W ilsona sfotografować bezpośrednio a k ty rozbijania jąder. R uth e rfo rd zdołał wyzwolić z ją d e r azotu jądra wodoru. W dalszych doświadczeniach udało się R u t h e r f o r d o ­ . Ponieważ w pro­ cesie ty m pierwotne jądro azotu (ładunek 7. m asa 4). układające się w szeregi przem ian. 72 przedstaw ia przykład takiego zdjęcia. ażeby otrzym ać fotografie kilku w ypadków rzeczywiste­ go rozbicia. B ra k trzeciej jeszcze gałęzi w skazuje na to. 1919 R u t h e r f o r d po raz pierwszy dokonał rozbicia alomu pier­ w iastka na drodze sztucznej.— przynajm niej o ile chodzi o przem iany promieniotwórcze. j a k ślad cząstki a rozgałęzia się w dwóch kierunkach.

Rozbijanie atomów 255 w i i ('. zostaje wówczas w yrzucona z litu duża liczba cząstek a. odpow iadający prądow i o natężeniu jednej milionowej a m pera. po czym rozpada się ono na dwie cząstki a. stanow ią bardzo sku­ teczny środek wywoływania p rzem ian pierwiastków . odpow iadającą najszybszym cząstkom a. . p a d a na lii. wytworzone sztucznie w wo­ dorze. Cockcroft i W a lto n mogli zauważyć emisję cząstek a z litu już p rzy użyciu protonów przyspieszanych n apię­ ciem 30. że stosunkowo po­ wolne promienie protonowe. a przede w szystkim pierwiastki o niskim ciężarze atom ow ym . posiada­ jących prędkość. Ze w zrostem napięcia zwiększa się 1 R ad C1 p o w sta je za p o śre d n ic tw em p r z e m ia n y z radu C i p rzech o d zi n a stę p n ie w rad D p rzez p rzem ia n ę a. W roku 1932 C o c k c r o f t i W alton niespodziewanie wykryli. wysyłane przez ra d C’1) jednakże za ich po­ średnictw em m ożna było ro­ zbijać tylko nieliczne ato m y i nigdy nie udało się uzyskać większych wydajności.ha dwie. iż mniej więcej jeden n a sto milionów protonów przenika do ją d ra litu.000 woltów. Gdy strum ień powolnych p ro to ­ nów. i wyswobodzić z nich protony. przez to m asa tego ją d ra zwiększa się z 7 na 8. Można sądzić. ko w i. J a k o środek do rozbijania służyły początkowo cząstki a (mianowicie szczególnie p ręd­ kie cząstki. jak również K i r s c h o w i i P e t t e r - s s o n o w i rozbić jeszcze liczne inne pierwiastki. w ysyłanym przez p r e p a r a ty promieniotwórcze.

ja k ie w y w ie r a d o d a tn io n a ła d o w a n e ją d ro a to m o w e n a z b liż a ją c y się p ro to n lub c z ą stk ę a. K ryształ szpatu islandzkiego zostaje pobudzony przez takie promienie do bardzo silnego świecenia o natężeniu. Praw ie wszystkie pierwiastki. dorównywało już ono natężeniu pro­ mieniowania. ro zd z.4 milionów woltów. gdy napięcie sięgało 2. 6 6). dały się rozbić. ż e w w y p a d k u r o zb ija n ia o ło w iu za c h o d z i w ła śc iw ie zja w isk o w tó r n e . również i ciężki pier­ w iastek ołów. O wiele jeszcze większe wydajności niż Cockcroft i W al- ton osiągnęli B r a s c h i L a n g e . k tórzy stosowali chwilowe napięcie 2.256 Z asady fizyki szybko liczba w yrzucanych cząstek a. wywoływały rozpad od dziesięciu do stu milionów atom ów litu. godzinami jeszcze m ożna następnie czy­ tać w świetle fosforescencji takiego kryształu. wśród nich. M ożliw e je s t z a te m . uzyskanych wówczas przez ty ch badaczy. jakie byłoby wysyłane przez kilka tysięcy kilogramów radu. W doświadczeniach ty ch autorów promienie protonowe. 1 Im w y ż sz a je s t ch em icz n a liczb a p o rzą d k o w a (a w raz z n ią i ciężar a to m o w y ). z którego w yrzucane były cząstki a o szcze­ gólnie dużym zasięgu. w y w o ła n e p rzez w y r z u co n e p o c z ą tk o w o n e u tr o n y (p or. zbadane przez B rascha i Langego. ty m w ię k sz a je s t siła o d p y c h a n ia . . dorów ny­ wały one prawie swą tw ardością promieniow aniu radu. co było dość nieoczekiwane. Co się tyczy natężenia promieni. wytw orzone w czasie je d ­ nego w yładowania. Promienie katodow e o ta k wysokim napięciu mogą prze­ biec w powietrzu drogę około 10 m etrów. gdy tym czasem cały św iatow y zapas r adu wynosi dzisiaj zaledwie około połowy kilograma. p rzy czym jądro boru po w bi­ ciu weń pro to n u rozpada się na trz y cząstki a. sięgającym kilkuset świec.1 Stosując swe w yjątkow o wysokie napięcia Brasch i Lange zdołali następnie również otrzym ać niezwykle prze­ nikliwe i intensyw ne promienie katodow e i rentgenowskie. P róby. Również i ato m y boru o masie równej 11 są w znacznej mierze i-ozbijane przez promienie protonowe.4 milionów woltów.

bom bardowanego cząstkam i a. To głęboko zakorzenione w yo­ brażenie zostało jednakże obalone przez dwa sensacyjne odkrycia. Neutron i dodatni elektron 257 zmierzające do wytworzenia napięć. że wynikiem przem iany jest zmniejszenie m asy o 3 jednostki przy jednoczesnym obniżeniu liczby po rzą d ­ 1 Ś red n ica a to m u w o d o ru je s t ok o ło 1 0 . w yrzucane są pewne cząstki. które nie są naładowane elektrycznie. okazały się nadzwyczaj skutecznym środ­ kiem wywoływania przem ian atomów. są obecnie w toku w rozm aitych za­ kładach badawczych. dotyczyły one neutronu i dodatniego elektronu. nie mogą więc oczywiście wchodzić tu ta j w grę zwykłe obojętne a to m y wodoru. że. dochodzących do 10 milionów woltów. p rzy czym masa ich jest prawie równa masie protonu. zwane dzisiaj powszech­ nie neutronam i. jakie­ m u podlegają dodatnie p ro to n y lub cząstki a. LXVI N E U T R O N I D O DA TNI E L E K T R O N Aż do roku 1932 powszechnie uważano za podstawowe cegiełki m aterii ujem nie naładow any elektron i 1838 razy cięższy dodatni proton. Te nienaładow ane cząsteczki. N e u tro n y w yrzucają z atom ów azotu i tlenu bardzo szybkie cząstki a. te bowiem posiadają stosunkowo dużą objętość1 i wobec tego bardzo m ały zasięg. dokonane w r. że z berylu. 1932.0 0 0 r a zy w ię k sz a od śr ed n icy p ro to n u c z y też c z ą stk i a. Z początkiem tego roku C h a d - w i c k wykrył. Niezależnie od Chadwieka podobne wyniki uzyskali I r e n a C u r i e (córka pani Curie-Sklodowskiej. nie doznają one odpychania. wsławionej odkryciem radu) i J o l i o t . trafiając w dodatnio n ałado­ wane jądro atomowe. Przyczyna tego leży praw dopodobnie w tym . Zasady fizyki . Posiadają one wysoką przenikliwość. tak.

m asa n a to m ia s t — masie elektronu. naładow anych elek­ trycznie i obdarzonych olbrzym ią energią. foto- 1 N eu tro n m a m a sę 1 i ła d u n e k 0. w ytw a rz an y c h praw dopodobnie wtórnie przez działanie promieni kosmicznych. 1912. J a k w iem y dzisiaj. promieniowanie to. prom ieniowa­ niem kosm icznym . że istnieją wśród nich cząstki. nie posiadające żadnego w ogóle elektronu. 1932 przez A n d e r s o n a i potwierdzone następnie przez B l a c k e t t a i O c c h i a l i n i e g o . A nder­ son był w stanie stwierdzić. B la­ c k e tt i Occhialini wynaleźli w r. n a to m ia s t c z ą stk a a m a sę 4 i ła d u n ek 2. składa się ono głównie z cząstek. W sk u te k tego cząstki te mogą przenikać p ły ty ołowiane o grubości dochodzącej do 10 m etrów . P orów nyw ając zasięgi ty c h cząstek. przebiegających przez kom orę Wilsonowską. są to więc atom y. . Na jeden c e n ty ­ m e tr k w a d ra to w y powierzchni ziemi p a d a przeciętnie ze w szystkich kierunków w przybliżeniu 1 % cząstki „kos­ m icznej“ na sekundę. odpow iadającą napięciom od 200 milionów do 10 m iliardów woltów. niż odkrycie neutronu. W ykrycie dodatniego e- lektronu było wynikiem b a d a ń n a d tzw. Jeszcze większe bodaj wrażenie. któ ry c h ładunek odpowiada d o d atniem u ładunkow i ele­ m e n ta rn e m u .1 Możemy uważać n e u tro n y za a to m y pierw iastka o liczbie porządkowej zero. wielkości zakrzywień ich torów w polu m a ­ gnetycznym i wreszcie kierunki ty c h zakrzywień (przy czym znany był również kierunek biegu cząstek). któ ry m b rak zatem zupełnie „układu p la n e t“ . pozwala­ jąc ą auto m a ty c z n ie fotografować t o r y przenikliwych pro­ mieni. wywołało odkrycie dodatniego elektronu. zostało w y­ k ry te przez H e s s a jeszcze w r. 1933 m etodę.258 Zasady fizyki kowej o dwie jedn ostki. k tóre praw dopo­ dobnie pochodzi z przestrzeni kosmicznych. A ndersonowi udało się sfotografować w spom inaną już często m e to d ą W ilsona to ry naładow anych elektrycznie cząstek. dokonane w r.

przede w szystkim sam Anderson. Dośw iadczalne wykazanie istnienia elektronu dodatniego. a mianowicie przem iana świa­ 17* . rozmaici badacze. w ciągu 1933 r. zauważyli występow anie d odatnich elektronów również i w w a ru n k a ch czysto la b o ra to ry jn y c h pod działaniem bardzo tw ardych promieni y. J e d n ą z nich w idzim y na rys. Pokazało się wyraźnie. gdy Rys. positronu. ja k go nazwano później. p rzy czym zachodzi wówczas rzeczy­ wista materializacja świalla. (Należy zwrócić uwagę na półkole u góry na prawo). -Neutron i dodatni elektron 259 grafie te potw ierdzają odkrycie Andersona. 73. że w procesie ty m k w a n ty promieni y o d d a ją swą ener­ gię na wytw orzenie p a r y elektronów : elektronu do­ datniego i ujem nego. Istnienie dodatniego elektronu czy też. 73. a następnie I r e n a C u r i e i L i z a M e i t n e r . zostało w zupełności ugruntow ane.

czy bom bardow ano cząstkam i a bor. W ydaje się. podobnie do glinu zachow ują się również magnez i bor.1 Odwrotnie. zależnie od tego. że powstające w ten sposób swobodne positrony nie są trwałe i po k ró tk im czasie każdy z nich podlega znów demalerializacji wraz z jakim ś n a p o tk a n y m elektronem u jem nym . krzem u lub fosforu. W doświadczeniach ty ch po raz pierwszy zaszedł w ypadek stwierdzenia metodami chem icznym i sztucznej przem iany pierw iastka. Czas przepołowienia otrzym anego w te n sposób „ ra d ioazotu“ wynosi 14 m inut. ja k i jej zanikanie. . po­ w s ta ją promieniotwórcze.260 Zasady fizyki tła w m aterię. doświadczenie wykazało rów ­ nież. osadzając polon na glinie i przykryw ając go znów glinem. wyrzuca w dalszym ciągu positrony naw et po usunięciu p rep a ra tu . że. że positrony m ogą istnieć trw ale jedynie we­ w n ą trz ją d e r atom ów. magnez czy też glin. jak znalazł Joliot. stanowiące nieznane poprzednio nietrwałe izotopy ty ch pierwiastków. radiokrzem u 3 % i wreszcie radiofosforu — 2 % m inuty. a mianowicie w pewne c h a ra k te r y ­ styczne tw arde promienie X. wysyłane przez promienio­ tw órczy polon. Znaleźli oni mianowicie. Stwierdzenie tego faktu doprow a­ dziło Irenę Curie i J o l i o f a do zadziwiającego odkrycia. p rzy czym obie te cząstki przekształcają się w promieniowanie. przy czym p ro to n y stanow ią p rzy­ puszczalnie połączenia neutronów z positronam i. p o d d a n y działaniu promieni a p r e p a ra tu polonu. Szczególnie w ydajne źródło positronów uzyskujem y. że listek aluminiowy. ato m y azotu. 1 P o tr z e b n a do te g o m in im a ln a en erg ia o k a z u je się rów n a w ła sn ej en ergii pary e le k tr o n ó w (p or. dzięki k tórem u poznano zupełnie nowy rodzaj prom ienio­ twórczości. P rz y pom ocy stosow nych m etod chemicznych Irena Curie i Jo lio t byli w stanie wykazać. Promienie a. W ten sposób w r. (wysyłające positrony). 75). 1933 po raz pierwszy m ożna było rzeczywiście zaobserwować za­ równo sztuczne tworzenie m aterii. ro zd z. rozbijają a to m y glinu. przy czym zostają wyzwolone positrony.

Poziom y energetyczne atomów 261

W r. 1934 udało się następnie F e r m i e m u wywołać
sztuczną promieniotwórczość (wysyłanie promieni fi) przez
bom bardow anie rozm aitych pierwiastków neutronam i.
Silne efekty występow ały np. w żelazie, chlorze, srebrze,
jodzie i chromie, przy czym radiopierwiastki, powstające
przez przem ianę ty ch pierwiastków, m a ją czasy przepo­
łowienia wynoszące od p a ru sekund do p aru godzin.

LXVII
PO Z IO M Y E N E R G E T Y C Z N E ATOMÓW

Procesy, zachodzące w jądrach atom ow ych, są zwią­
zane, ja k już widzieliśmy, z w ym ianam i stosunkowo ol­
brzym ich ilości energii, czy to wówczas, gdy doprow a­
d zam y energię z zewnątrz, wywołując sztucznie przem iany
atom ów, czy też gdy energia zostaje wyzwolona w prze­
biegających sam orzutnie procesach jądrow ych. Jeśli bę­
dziemy w yrażać energię, ja k to zostało przyjęte w fizyce
atom owej, w elektronow oltach, czyli m ierzyć ją ilością
woltów, ja k ą m usiałby przebiec elektron, ab y uzyskać
daną energię,1 m ożem y powiedzieć, że w procesach ją ­
drowych m a m y prawie zawsze do czynienia przynajm niej
z dziesiątkami tysięcy, albo setkam i tysięcy, albo też
naw et milionami elektronowoltów.
Znacznie mniejsze są ilości energii, wchodzące w ra ­
chubę w procesach, dotyczących układu planetarnego
atom u, czyli tzw. „powłoki zewnętrznej atom u“] odpo­
w iadają im na ogół ilości elektronowoltów, wynoszące od
1 do 100. Istnieje pewna prosta m etoda wywoływania zmian
w powłoce atom owej, szczególnie n a d ająca się do w y m a ­
gań fizyki atom owej. Poprzez gaz lub parę, której a to m y
chcem y zbadać, przepuszcza się wiązkę „pow olnych“
1 Z god n ie z za sa d ą za c h o w a n ia en ergii, en ergia k in e ty c z n a
elek tro n u , k tó r y p rzeb ieg ł p ew n e o k reślo n e n a p ięcie, rów na się
ilo c z y n o w i te g o n a p ięcia p rzez ła d u n ek elek tro n u .

262 Zasady fizyki

swobodnych elektronów, w skutek czego zostają wywołane
zderzenia pom iędzy ty m i elektronam i i atom am i. Można
bardzo dokładnie mierzyć zachodzące przy tak ic h zde­
rzeniach s tr a ty energii elektronów, k tó ry m odpow iadają
równe co do w artości p rzy ro sty energii atom ów .1
B adania „zderzeń elektronowych“, przeprowadzone przez
F r a n c k a i G ustaw a H e r t z a , ujaw niły w r. 1913 bardzo
w ażny fakt, że a to m nie może pobierać dowolnych ilości
energii, lecz tylko pewne ilości ściśle określone. Przede
w szystkim je d n a k doświadczenia te w ykazały, że, o ile
nie zachodzą jakieś anorm alne w arunki (jak np. wysoka
tem p e ra tu ra ), o ile zatem, ja k to przyjęto mówić, atom
znajduje się „w stanie n o rm a ln y m “ , nie może on w ogóle
pobierać ilości energii, leżących poniżej pewnego określo­
nego m inim um . To m inim um zostało nazwane energią
pobudzenia danego pierwiastka. Znaleziono np., że w artość
jej w yrażona w elektronow oltach, wynosi dla sodu 2,1
zaś dla rtęci 4,9.
Za pom ocą zderzeń atom ow ych m ożna było w yznaczyć
bardzo dokładnie dla wielu pierw iastków również i tę
energię, jakiej należy udzielić atomowi, znajdującem u się
w stanie norm alnym , a b y oderwać od niego elektron,
oczywiście ten, k tó ry jest najsłabiej z nim związany, a b y
więc, ja k m ówimy, zjonizować ten atom . Energia jonizacji
wynosi np. dla sodu 5,1, zaś dla rtęci 10,3 elektrono wolta.
Z faktu, że energia jonizacji zawsze okazuje się większa
od energii pobudzenia, w ynika wyraźnie, że w stanie po­
budzonym a to m zawiera wprawdzie wszystkie elektrony,
lecz przynajm niej jeden z nich związany jest wówczas
słabiej, niż w stanie norm alnym . Obserwacje zderzeń
elektronowych u jaw niają dalej istnienie pewnych c h a ra k ­
tery stycznych dla różnych atom ów ilości elektronowol-
tów również i pom iędzy wartościam i energii pobudzenia
a energii jonizacji.
1 R o z str z y g a ją c e z n a c z e n ie m a lu la j fa k t, że m a sa ele k tr o n u
je s t b ard zo m ała w p o ró w n a n iu z m a są a to m u .

Poziom y energetyczne atomów 263

Okazuje się więc, że w k a ż d y m atom ie pierw iastka
chemicznego poza stanem norm alnym możliwy jest jesz­
cze cały szereg stanów „wyższych“ , przy czym każdy
z nich je s t scharakteryzow any przez pewną zupełnie okre­
śloną w artość energii, o k tó rą energia jego przewyższa
energię sta n u normalnego. W czym je d n a k leży głębsza
przyczyna tego osobliwego występowania poziomów energii
w atom ie? Odpowiedź na to p ytanie dało zrozumienie bu­
dowy najprostszego z atom ów, ato m u wodoru.
J u ż w roku 1910 a u to r niniejszej książki rozwinął po­
gląd, że budowa atomów musi zależeć od elementarnego
kw antu działania. W ten sposób udało m u się wówczas
znaleźć zależność, w iążącą podstaw ow ą stałą spektro­
skopii (tzw. stałą R ydberga, o której będzie jeszcze
niżej mowa) z elektrycznym ładunkiem elem entarnym
i z elem entarnym k w a n te m działania. Rozw ażania te
uzyskały doskonalszą postać dopiero w tedy, gdy B o h r
zastosował je w r. 1913 do powstałego na krótko przed­
tem Rutherfordowskiego modelu a to m u .1
Bohr założył, że w R utherfordow skim modelu atomu
wodoru iloczyn m asy krążącego elektronu przez jego
prędkość i przez obwód toru równa się elem entarnem u
kw antowi działania.2 Z akładając ponadto, że siła p rzy­
ciągania elektrycznego pom iędzy jądrem , a obiegającym
je dookoła elektronem , dokładnie równoważy silę od­
środkową, otrz y m ał B ohr zupełnie określone wartości na
promień normalnego atom u wodoru oraz prędkość ruchu
elektronu. W edług Bohra w artość prom ienia normalnego
ato m u wodoru jest równa 5,3.10"9 cm, zaś prędkość
elektronu wynosi 0,73% prędkości światła, a więc osiąga
w artość 2.188 km na sekundę.
B ohr przyjął dalej, że prócz sta n u norm alnego istnieje
jeszcze szereg anorm alnych stanów ato m u wodoru, dla
któ ry c h iloczyn m asy elektronu przez jego prędkość i przez
1 P o r. rozd z. 60.
2 G d y a to m je s t w s ta n ie n o r m a ln y m (u w . tł.).

264 Zasady fizyki

obwód jego to ru nie równa się elem entarnem u kwantowi
działania, lecz pewnej jego całkowitej wielokrotności. Odpo­
wiednią liczbę całkowitą nazwano liczbą kwantową. A więc
tor elektronu, znajdującego się w stanie norm alnym we­
w n ą trz ato m u wodoru, jest jednokw antow y, gdy n a to m ia s t
atom ten jest w jed n y m ze stanów anorm alnych, to r ten
może być dwu-, trój-, cztero-, pięcio-kwantowy itd. Dalsze
obliczenia w ykazują, że w atom ie wodoru różnica energii
pom iędzy dwom a sta n a m i o różnych liczbach kw antow ych
równa się energii jonizacji atom u, pomnożonej przez róż­
nicę odwrotności k w a d ra tó w odpowiednich liczb k w a n ­
towych. T a k np. różnica energii pom iędzy stanam i trój-
kw antow ym a d w u kw antow ym wynosi 5/36 energii joni­
zacji, ponieważ 5/36 równa się (% )2— (% )2-

LXVIII
T E O R I A K W A N T O W A W ID M

Gdy atom powraca ze sta n u wyższego, bogatszego w e-
nergię, do sta n u normalnego, m ożem y oczekiwać, że, jeśli
n a w e t nie zawsze, to je d n a k często n a d m ia r energii zo­
stanie wijprom ieniow any w postaci kw antu świetlnego. To
samo m ożem y również przyjąć i w w ypa d k u , gdy zacho­
dzi przejście pom iędzy dwom a stanam i anorm alnym i. W ią ­
żąc więc w ten sposób pojęcie kw an tu świetlnego z istnie­
niem poziomów energetycznych w atom ie uzyskujem y n a ­
ty c h m ia s t wyjaśnienie zasadniczego faktu doświadczal­
nego, że k a ż d y pierwiastek w ykazuje pewne jem u tylko
właściwe widmo prążkowe.1 Ponieważ bowiem zgodnie
z zasadą zachow ania energii i hipotezą kw a n tó w świetl­
nych częstość drgań wyprom ieniowanego k w a n tu świetl­
nego musi być równa różnicy energii dwu poziomów, po­
dzielonej przez stałą uniw ersalną — e lem entarny k w a n t
działania, zbiorowi p a r poziomów energetycznych odpo­
1 P or. rozd z. 8.

Teoria kwantowa widm 265

w iadać musi oczywiście zbiór w szystkich możliwych czę­
stości drgań prążków. Z prawidłowości, jakim podlegają
poziom y energetyczne, m uszą zatem w ynikać pewne okre­
ślone prawidłowości widm ; pierwszą prawidłowość tego
rodzaju w ykrył już w roku 1885 B a l m e r w widmie wo­
doru.
Balm er znalazł pewną p ro stą zależność liczbową po­
między długościami fal czterech należących do obszaru
widzialnego prążków wodoru (prążków czerwonego, nie­
bieskiego i dwu fiołkowych).1 W późniejszym, rozszerzo­
nym , ujęciu prawo Balm era, do którego prążki wodoru
stosują się zadziwiająco dokładnie, orzeka, że częstość
drgań jakiegoś prążka wodoru jest zawsze równa pewnej
stałej uniwersalnej, tzw. sialej Rydberga, pomnożonej
przez różnicę dwóch odwrotności k w a dratów prostych
liczb całkowitych. Z n a jdujem y np., że częstość drgań czer­
wonego prążka w odoru stanowi 5/36 stałej R ydberga.
Na podstaw ie tego, co zostało powiedziane w końcu po­
przedniego rozdziału, widzimy, że sformułowana znacznie
później teoria Bohra w yjaśnia w zupełności prawo B al­
m era. S tw ierdzam y jednocześnie, że czerwony prążek
wodoru zostaje w ysłany przez atom , k tó ry przechodzi ze
sta n u trój kw antowego do sta n u dwukw antow ego. Nie­
bieski prążek powstaje, gdy elektron zmienia to r cztero-
kw antow y na d w ukw antow y itd. W odw rotny sposób
pow stają prążki absorbcyjne; np. ten, k tó ry odpowiada
prążkowi czerwonemu, pow staje przez „podniesienie“ elek­
tronu z to ru dw ukw antow ego na trój kw antow y.
Zespół ty ch prążków wodoru, które są wysyłane dzięki
przejściu a to m u ze sta n u o większej ilości kw antów do stanu
dw ukw antow ego stanowi t a k zwaną opty cz n ą lub B alm e-
rowską serię wodoru. Z praw a Balm era wynika, że prążki
te m uszą się skupiać ku pewnej granicy, której częstość
drgań równa je s t jednej czwartej stałej R ydberga; granicy

1 P or. p op rzed n i ry s. 9.

266 Zasady fizyk i

tej odpowiada zatem długość fali, wynosząca 3.647 A, a więc
należąca już do nadfioletu. Rys. 74 przedstaw ia zdjęcie
fotograficzne serii Balm era, na k tó ry m wyraźnie je s t wi­
doczne zbieganie się prążków ku granicy. Przez przejście
a to m u ze stanów wielo kw antow ych do normalnego stanu
jednokw antow ego pow staje seria wodoru, leżąca w dalekim
nadfiolecie, co się zaś tyczy tych seryj, które są związane
z przejściami do stanów trój,- cztero-, czy też pięciokwan-

Rys. 74. Seria B alm era w prążkow ym w idm ie w odoru.

towego i które również m ożna już było zaobserwować,
należą one do podczerwieni.
Obok w idm a w odoru dużą przejrzystością swej b u ­
dowy w yróżniają się jeszcze w idm a metali alkalicznych
ja k np. sodu lub potasu. Przejrzystość tę zawdzięczam y
najpraw dopodobniej tem u, że w a to m a ch ty c h pierwiast­
ków (na co zresztą wskazuje również ich zachowanie się
chemiczne) jeden elektron je s t związany szczególnie słabo.
Serie prążków m etali alkalicznych d a ją się również opisać
przy pom ocy formuł, w k tórych podstaw ow ą rolę odgrywa
ta sam a stała, co i w widmie wodoru (tzw. stała R yd-
berga). Rys. 75 przedstaw ia dla przykładu część widm a
potasu.
Zespól prążków w w idm ach metali alkalicznych jest
znacznie bogatszy, niż w widmie wodoru; uporządkow anie
tych prążków doprowadziło do wniosku, że do sc h ara k te ­
ryzowania toru elektronowego nie w ystarcza podanie
jednej tylko liczby kw antow ej; trzeba jeszcze ponadto
odróżnić, ja k się to mówi, używając uzasadnionej histo­
rycznie terminologii, czy jest to „tor s, tor p, tor d c zy też

T eoria kwantowa widm 267

to r / “ . (Litery te stoją na początku nazw scharf (ostra),
prinzipal (główna), diffus (rozm yta) i fu n d am e n ta l (pod­
stawowa), k tóre nadano różnym seriom ).1
Decydujące znaczenie dla teorii kw antów
m a fakt, że, ja k w ykazują zgodnie z ob­
serwacją rozważania teoretyczne, stan
jednokw antow y może być tylko stanem s,
s ta n d w ukw antow y s ta n e m s lub p, stan
tró jk w a n to w y — stanem s lub p lub d, zaś
s ta n czterokw antow y — stanem s, lub p,
lub d lub /.2
W idm a pierwiastków drugiej grupy
uk ład u periodycznego, czyli ziem alkalicz­
nych (jak np. wapń), są już znacznie b a r ­
dziej złożone, niż w idm a pierwiastków grupy
pierwszej i w ogóle, im dalej postępujem y
z lewa na praw o3 w układzie periodycz­
nym , n a p o ty k a m y ty m bardziej zagm a­
tw ane zależności. J e d n y m z najw spanial­
szych sukcesów teorii widmowej je s t po­
myślne rozwikłanie budow y wyjątkow o
skomplikow anych widm prążkow ych gazów
szlachetnych i uporządkow anie ich w serie.
Duży postęp w rozwoju teorii widm s ta ­
nowiło zrozumienie w r. 1925 przez dwu
fizyków holenderskich, U h l e n b e c k a
i G o u d s m i t a , że elektronom należy p rzy ­
pisać ruch w irowy dokoła własnej osi i że
dzięki tem u wirowaniu elektrony nabierają
własności m ałych magnesów. Gdy m a m y
dane położenie osi obrotu elektronu, możli­

1 W y r ó ż n ie n ie r o z m a ity c h ro d za jó w sery j o p ty c z n y c h p o p rze­
dziło p o w sta n ie te o r ii k w a n tó w .
2 D la sta n u p ię c io k w a n to w e g o is tn ie je je sz c z e jed n a , p ią ta ,
m o żliw o ść itd .
3 Por. t.abl. 2 w ro zd z. 63.

268 Zasady fizyki

we są jeszcze dwa różne ruchy obrotowe w dwu przeciw­
nych zwrotach, podobnie ja k w w ypadku ziemi, która
przy ty m sam ym położeniu biegunów m ogłaby, zam iast
z zachodu na wschód, obracać się ze wschodu na zachód.
Rozważania, przeprowadzone na podstawie teorii k w a n ­
tów. w ykazują, że energia wiązania elektronu z atom em
zmienia się nieco, gdy zwrot ruchu wirowego elektronu
zmienia się na przeciwny. Liczne prążki widmowe, które
w słabszych przyrządach widm owych w yglądają, jak po­
jedyncze, są właściwie, jak się okazuje w przyrządach-
silniej rozszczepiających, podwójne lub potrójne, lub też
naw et złożone z jeszcze większej liczby sąsiadujących
ze sobą prążków. Uhlenbeck i Goudsm it wykazali, że p rzy ­
czyna tego zjawiska leży we w spom nianych wyżej nieznacz­
nych zm ianach energii, związanych z ruchem wirowym
elektronów. B adanie tej t a k zwanej subtelnej budowy
prążków widm owych jest zadaniem niezwykle tru d n y m ,
w y m agającym dużej bystrości i wielkiej cierpliwości. Za­
gadnienie to zostało je d n a k pomyślnie i całkowicie roz­
wiązane przez fizyków atom ow ych w dwudziestych latach
naszego stulecia.
W najściślejszym związku z zagadnieniem subtelnej
budow y prążków znajduje się badanie zmian, jak im pod­
legają prążki widmowe w polu magnetycznym. W ystępujące
przy ty m „rozszczepienie“ na kilka prążków zostało w y k ry te
przez Z e e m a n a już w r. 1896, zaś bezpośrednio potem
L o r e n t z podał teorię tego zjawiska. Teorię tę dzisiaj
m usim y wprawdzie uznać za niew ystarczającą,1 um oż­
liwiła ona jednakże po raz pierwszy przybliżone w yznacze­
nie m asy elektronu. Zadowalająca i zupełna teoria n a jb a r ­
dziej nawet skomplikow anych w ypadków zjawiska Zeema­
na została stw orzona dopiero na podstawie teorii kw antów

1 .NaLuralnie L oren tz n ic n ie w ie d z ia ł w ó w c z a s o e le m e n ta r n y m
k w a n cie d zia ła n ia , k tó r y z r e sz tą , ja k sie p ó źn iej o k a za ło , n ie w y s t ę ­
p u je w o g ó le w e w z o ra ch , o p isu ją c y c h zja w isk o Z eem an a w jeg o
n a jp ro stszej p o sta ci.

Teoria kwantowa widm 269

przez S o m m e r f e l d a i L a n d e g o w okresie czasu od
1920 do 1925 r. O harmonicznej piękności i precyzji z ja­
wiska mogą dać wyobrażenie dwa zdjęcia, przytoczone
na rys. 76.
J a k w ykazał doświadczalnie na przykładzie wodoru
S t a r k w r. 1913, prążki widmowe podlegają rozszczepieniu
nie tylko w polu m agnetycz­
nym , lecz i w elektrycznym .
O dstępy pom iędzy pow sta­
jąc y m i przez rozszczepie­
nie w polu elektrycznym
„składow ym i“ i pierw ot­
n y m prążkiem stanow ią
dokładne całkowite wielo­
krotności jednej i tej sa-
mej liczby, me w y stę p u ją Rys. 76. Zjawisko Zeemana.
tu je d n a k wszystkie ko­
lejne liczby całkowite, lecz tylko pewne w ybrane „liczby
porządkow e“ , które m ożna obliczyć z góry na podstawie
teorii k w antów .1
T a k np. w w y padku tego z dwóch prążków fiołkowych
wodoru,2 k tó ry leży bliżej prążka niebieskiego, liczby po­
rządkowe m a j ą wartości 0, 3, 7, 10, 13, 17 i 20, jeżeli
obserw ujem y rozszczepienie pa trz ąc w kierunku pola elek­
trycznego, czyli m a m y do czynienia z tzw. zjawiskiem
podłużnym . Należy podkreślić, że te rzeczywiście zaob­
serwowane „liczby porządkow e“ całkowicie zgadzają się
z obliczonymi uprzednio na podstawie teorii kw antów.
Zjawisko S ta rk a na prążkach wodoru stanowi jeden z n a j­
piękniejszych i najbardziej przekonyw ających dowodów,
że wszystkie zjawiska fizyczne w świecie atom ów są rzą­
dzone przez związki pom iędzy liczbami całkowitym i.
W ysyłanie prążków widm owych przez atom musi być
1 J e s t sa m o p rzez się z ro zu m ia le, że te lic z b y p o rzą d k o w e nie
m ają n ic w sp ó ln eg o z lic z b a m i p o rzą d k o w y m i M o se le y ’a.
3 Z azw yczaj o zn a cza się ten p rążek sy m b o le m Iły.

lub. ja k się zwykle mówi. w y w o łu ją on e jej św ię c e n ie. w y ­ c h o d zą ce ze sło ń ca . że a to m y ciała świecącego. p rzen ik a ją c w g łą b a tm o ­ sfery . A to m y pobudzone trw a ją zazwyczaj w stanie anor­ m alnym jedynie przez czas niezwykle k ró tk i. w racają następnie skokam i do sta n u normalnego.270 Zasady fizyki n a tu ra ln ie zawsze poprzedzone przez uprzednie przeprow a­ dzenie a to m u w stan anorm alny. zachodzi w skutek zderzeń z innym i atom am i. p r z e b ieg a ją ce w o k o lica ch b ie g u n o w y c h . 2 Pole magnetyczne ziem i sk ie r o w u je p ro m ie n ie ele k tro n o w e . pobudzone przez naświetlanie. A to m y m ogą zostać pobudzone również i przez pochła­ nianie światła. W ten sposób substancja. Znane zjawisko fluorescencji polega na ty m . P ow rót ato m u do sta n u normalnego może odbyć się również i bez promieniowania. może w y­ syłać światło widzialne. Z orze p o la rn e leżą z w y k le na w y so k o śc i ok oło 100 km p o n a d z iem ią . wypro- m ieniowując przy ty m energię. na ty m właśnie polega świecenie gazów rozrzedzonych w ru rk a c h do w yładow ań. P ro m ie n ie t e w y w o łu ją p o w sta w a n ie zorzy po­ larnej (p ó łn o cn ej lu b p o łu d n io w e j). . w k tó ry m posiada on energię większą. pobudzenie. dzięki tem u lam py jarzeniowe wypełnione gazami szlachetnym i znalazły sze­ rokie zastosowanie do celów reklam y świetlnej. wyw ołanych przez ruchy cieplne. n a o k reślo n e to r y . g d y ż .1 W silnych polach elektrycz­ nych pobudzenie może nastąpić przez uderzenie szybko biegnących jonów. przede w szystkim neon. naświetlona prom ieniow aniem nadfiołkowym . Najczęściej takie przejście. k tóre s ta ją się coraz gwałtowniejsze w m iarę podwyższania te m p e ra tu ry . niż w stanie norm alnym . p rzy czym wyzw alająca się w ty m w y p a d k u energia zostaje zużyta 1 P rzez siln e o g rzew a n ie m o ż n a n a tu r a ln ie w y w o ła ć ró w n ież i jo n iza cję. zwykle „czas pobudzenia“ jest rzędu wielkości zaledwie jednej stumilio- nowej części sekundy. zaczynają świecić już pod stosunkowo niskim napięciem. W ty ch p rzy p a d k a c h m ów im y o świeceniu tem peraturowym .2 N iektóre gazy szlachetne.

L X IX BU D O W A ATOMU Z asady teorii kw antów . m usim y oczekiwać. pod­ stawowego praw a. p. którą nazwaliśmy tutaj po prostu liczbą kwantową. znanej z do­ świadczeń na d zderzeniami elektronowymi. natomiast trzy różne wartości. że obydwie te wartości zawsze zga­ dzają się ze sobą. f. druga odpowiada naszym symbolom literowym s. Można więc w yznaczyć odpowiednią długość fali (np. k tóre wyczytał w r. do których sformułowania do­ prowadziło fizyków zbadanie widm prążkowych. bardzo ogólnego. ta ostatnia magnetyczna liczba kwantowa może przybierać tylko jedną war­ tość.1 wynika. F a k t. czy też pośrednio ze zderzeń elektronowych. w ysyłając przy ty m promienio­ wanie. Budowa atomu 271 jedynie na podwyższenie wewnętrznego zasobu ciepła d a ­ nego ciała. gdy . trzecia — dwu przeciwnym sobie możliwościom wirowego ruchu elektronu i wreszcie czwarta określa możliwości rozszczepienia magnetycznego. Z pewnego. że scharakteryzowanie elektronu z punktu widzenia kwantowego wymaga podania czterech różnych liczb kwantowych. Pierwszą z nich jest ta. d ostar­ czyły również klucza do zrozumienia budow y układu perio­ dycznego pierwiastków. że iloczyn elem entarnego k w a n tu działania przez częstość drgań wysyłanego prążka widmowego rów ny będzie energii pobudzenia. Jak wskazuje teoria. stanowi wspaniałe potwierdzenie doświad­ czalne założeń teorii widm i w ogóle teorii kwantów . w w y p a d k u sodu chodzi o znany jasn y prążek żółty) czy to bezpośrednio przy pom ocy spektroskopu. że atom może posiadać co najwyżej dwa 1 Aby umożliwić przybliżone choćby zrozumienie zasady Pauliego zauważymy. opierając się na naszych poję­ ciach o k w a n ta ch świetlnych. gdy elektron jest typu s. jakie dostrzegam y w budowie widm prążko­ w ych. 1924 P a u l i z p ra ­ widłowości. d. Gdy a to m powraca do sta n u normalnego z najbliższego poziomu o większej energii.

czyli 1S trój kw antow ych i n a j­ wyżej 2 + 6 + 1 0 + 1 4 . są zupełnie identyczne z tymi. p o sia d a ją c y c h w s z y s tk ie c z te r y lic z b y k w a n ­ to w e jed n a k o w e. S kutkiem tego a to m może zawierać najw yżej dwa elektrony jednokw antow e. najwyżej 2 + 6 + 1 0 . Liczby 2.i d w u k w a n ­ towych dochodzą z kolei elektrony trój kw antow e typów s i p. Z asad a P a u lie g o lub „ zak az P a u lie g o “ orzeka. które c h a ra k te ry z u ją dłu­ gości poszczególnych okresów w układzie periodycznym (por. k tó ra nie dopuszcza do tego. d ostrzegam y teraz od razu konieczne następstw o zasady Pauliego. dziesięć elektro­ nów ty p u d i czternaście elektronów ty p u / o takiej samej liczbie kw antow ej. że w je d n y m a to m ie n ie m o że b y ć n ig d y d w u elek tro n ó w . . W okresie trzecim do elektronów jedno. g d y je s t on ty p u /. że pierwszy okres zawiera tylko dwa pierwiastki. zaś drugi okres zawiera rzeczywiście osiem pierwiastków. Ponieważ w jed n y m atom ie nie może znajdow ać się więcej ponad osiem elektronów dw ukw antow ych. poprzednią tablicę 2). dwa jednokw antow e e kletrony t y p u s. g d y je s t on ty p u d i w reszcie sied em r ó ż n y c h w a r to śc i. Z drugiej strony. Jeszcze je d n a k przed dołączeniem się tró jkw anto- wych elektronów ty p u d uryw a się okres trzeci już na je s t on ty p u p . czyli 8 dw ukw an- towych. dwa dw ukw antow e elektrony ty p u s i sześć dw ukw antow ych elektronów t y p u p. W tym . m usim y przyjąć. tró jk w a n to w y tylko na torze ty p u s lub p. do któ ry c h doszliśmy w ten sposób. sześć elektronów ty p u p. p ięć r ó żn y c h w a r to śc i.272 Zasady fizyk i elektrony ty p u s. czyli 32 czterokw antow e elektrony. elektron jednokw antow y może się znajdow ać jedynie na torze ty p u s. 18 i 32. elektron dw uk w an to w y — tylko na torze ty p u s lub p. a b y w jed n y m a to ­ mie znajdowało się więcej ponad dwa elektrony jed n o k w a n ­ towe. ja k już wspom niano wyżej. najwyżej 2 + 6 . lub d itd. a to m neonu zawiera np. że wszystkie osiem pierwiastków drugiego okresu (od litu do neonu) zawierają w stanie norm alnym obok dwóch elektronów jednokw antow ych tylko elektrony dwu- kwantow e. 8.

Grupa elektronów pięciokwanto- wych obejm uje z końcem piątego okresu zaledwie 8 elek­ tronów i dopiero w szóstym okresie liczba ich podnosi się do 18. ja k w atom ie wodorowym tory elektronowe posiadają ty m większe rozm iary. Również i godne uwagi osobliwe stanowisko. W sposób analogiczny grupa elektronów czterokw anto- w ych w zrasta z 8 na 18 dopiero w ram a ch piątego okresu. Podobnie. stając się w ten sposób pełną. a więc już w obecności pięcio.1 t a k też na ogół i w każdym atomie elektrony jednokw antow e stanow ią grupę najbardziej wewnętrzną. gdyż przyciąganie ich przez nałado­ wane dodatnio jądro atom ow e jest w znacznej części zrównoważone przez działanie odpychające ujem nie nała­ dow anych e lektronów wew nętrznych. by znajdujące się w nich elektrony tw orzyły możliwie pełne grupy. Budowa atomu 273 ósm ym z kolei pierw iastku. decydują one je d n a k również i o aktywności chemicznej atom u.i sześciokwanto- 1 P ro m ie n ie to ró w k o ło w y c h w a to m ie w o d o ru rosn ą ja k k w a ­ d r a ty liczb k w a n to w y c h . Zasady fizyki 18 . zajm owane w układzie periodycznym przez ziem ie rzadkie. zam ykające kolejne okresy uk ład u periodycznego. dążenie to zaś jest zaspokajane przez od­ dawanie elektronów na zew nątrz lub też przybieranie ich z zewnątrz. Te elektrony powierzchniowe są najsłabiej związane z atom em . zaś elektrony o najwyższej liczbie kwantowej — n a jb a r ­ dziej zew nętrzną. Dlatego właśnie gazy szlachetne. m ożna w y­ tłum aczyć ty m . są pod względem chem icznym prawie całkowicie bierne. E le k tro n y powierzch­ niowe w yw ołują powstaw anie widm optycznych. któ ry c h liczba wynosi 10. zaś dopiero w okresie szóstym z 18 na 32 elektrony. A ktyw ność ta jest bowiem wynikiem dążenia atom ów do tego. im wyższa je s t liczba k w antow a. argonie. Dopiero w ram ach czwartego okresu zostają w budow ane w a to m również i trójkw antow e elektrony ty p u d. że w budow anie w a to m 14 czterokw anto- wych elektronów ty p u / odbywa się dopiero w okresie szóstym.

rozd z. je s t zupełnie różny od 56-go — b aru. gru p ę ele k tr o n ó w je d n o k w a n to w y c h ró w n ież n a z y w a m y gru p ą K (lu b „ w a rstw ą K “). srebro i złoto. Miedź. t a k zw ana dyspersja świa­ tła. w któ ry c h zostaje zakończona budowa w e w nętrznych grup elektronow ych w ram a ch czwartego. 2 Z te g o p u n k tu w id z e n ia sz c z e g ó ln ie w a ż n ą rolę o d g ry w a p o ­ ró w n a n ie w id m a a to m u o b o ję tn e g o z w id m e m zjo n iz o w a n e g o a to m u o lic z b ie p orząd k ow ej w y ż sz e j o jed n o ść. g ru p ę elek tr o n ó w d w u - k w a n to w y c h — gru p ą L.1 W id m a te odsła­ niają przed nam i przede wszystkim budowę w ew nętrznych grup elektronow ych. że właściwie istnieje w raz z lan ta n em piętnaście ziem rzadkich. Z dobyte drogą teoretycznych dedukcyj poglądy na związek pom iędzy budow ą atom u a układem periodycznym znalazły całkowite potwierdzenie doświadczalne.3 Zadow alająca teoria k w antow a dyspersji pow stała 1 Ze w zg lęd u na lo . 1922 hafnjum . 3 Por. zaj­ mu j ą te miejsca. L. k tóre zależą od elektronów zewnętrznych. polegających na w zajem nym oddzia­ ływaniu pom iędzy światłem i m aterią.274 Zasady fizyki w ych elektronów. P ierw iastek N r 72.2 Teoria kw antow a ato m u umożliwiła również głębsze zrozumienie zjawisk. . gdy zba­ dano dokładniej widm a rentgenowskie.i c z ter o k w a n - to w y c h — g ru p a m i M i N itd . ta k . nie m a już nic wspólnego z zie­ miami rzadkimi. Pierw iastek 57-my. lantan. N ajdawniej zna­ nym zjawiskiem tego rodzaju je s t w y k ry te już przez N ew tona rozszczepienie barw. posiada własności dość do niego zbli­ żone. piątego i szóstego okresu. Wobec tego w budow anie ty ch 14 elektronów nie zmienia w sposób isto tn y własności chemicznych ato m u oraz ty ch jego własności fizycznych. 3. że w w id m a c h r e n tg e n o w sk ic h ro zró żn ia m y serie K . a więc pierwiastki zbliżone do alkalicznych (por. podobnie ja k w idm a optyczne bu­ dowę g rupy zew nętrznej. n a s tę ­ pujących po lantanie. czyli dość głęboko w ew nątrz atom u. poprzednią tablicę 2). n a to m ia s t 14 pierwiastków. mianowicie w y k ry te do­ piero w r. g ru p y ele k tro n ó w tró j. M i N .

Interesujące i ważne zjawisko. w ystę­ puje w yraźne zwiększenie długości fali promieni rozpro­ szonych. które poznaliśm y już poprzednio. po­ tra fim y też już również pobudzać ją d ra atom owe i w y­ woływać wysyłanie przez nie krótkofalowego promienia. porównać 1 W b ard zo siln ie r o z sz cz e p ia ją c y c h p rzy rzą d a ch prążk i w id ­ m o w e n ie k tó r y c h p ierw ia stk ó w . elektron ten zostaje w yrzucony z atom u. 0 ile teoria elektronowej powłoki atom u (czyli ato m o ­ wego „układu plan e tarn e g o “ ) jest już z głównych zarysach wykończona. 1920. lecz od zbioru wszystkich możliwych częstości drgań prążków w idm o­ wych danego atom u. że gdy promienie R ónt- gena ulegają rozpraszaniu przez lekkie pierwiastki. izo­ topii pierwiastków i ta k zwanej nadsubtelnej budow y prążków w idm ow ych1 d a ją nam pewne wskazówki. ja k to przypuszczano początkowo. od rzeczywistych czę­ stości obiegów elektronów w atom ach. C o m p t o - n a i zwane wobec tego zjawiskiem Com ptona. że zjawisko rozszczepienia światła bynajm niej nie zależy. 1922 przez amerykańskiego fizyka A rtu ra H . T ę „ n a d su b te ln ą “ b u d o w ę n a le ż y za tem p ra w d o p o d o b n ie p rzy p isa ć w z a je m n y m o d d z ia ły w a n io m p o m ię d z y jąd ram i a to m o w y m i i e le k tr o n a m i-p la n e ta m i. 18* . jednakże dotychczas nie zdołaliśmy jeszcze dostrzec jakichś prawidłowości. Gdy oddziaływanie fali świetlnej na obiegający po swym torze elektron jest dostatecznie silne. które da ły b y się np. w ykryte w r. którego w artość nie zależy od długości fali pro­ mieni p a d a ją c y ch (czyli od ich twardości). k tó re są w y w o ła n e przez ru ch y w iro w e e le k tr o n ó w -p la n e t. u ja w n ia ją b u d o w ę zło ż o n ą . Polega ono na ty m . gdy zdano sobie sprawę z tego. jako zja­ wisko foloeleklryczne. W praw dzie zjawiska promieniotwórczości. tłum aczy się zderzeniami k w antów świetlnych z zaw artym i w atomie elektronam i. p r z y c zy m o d leg ło ści p o m ię d z y p o sz c z e g ó ln y m i p rą żk a m i sk ła d o w y m i są bez p oró w n a n ia m n iejsze od ty c h . o tyle badanie budowy jąder atomowych w y­ szło w' roku 1934 zaledwie z okresu pierwszych po­ czątków. sz c ze g ó ln ie p ierw ia stk ó w o w y s o ­ k im cięż a rze a to m o w y m . zachodzi wów­ czas zjawisko. Budowa atomu 275 dopiero około r.

odpow iadających napięciom od 10 do 100000 woltów. Być może. jak promienie B ontgena. że promienie elektronowe. przede w szystkim zaś nieciągłą budowę. LXX F A L E M A T E R II W spółczesna teoria kw antów świetlnych przypisuje rów­ nież i światłu pewne podstaw owe własności. jakie rządzą własnościami chemicznym i pier­ wiastków. 1924 L o u i s d e B r o g l i e wprowadził do fizyki pojęcie fal m aterii jako odpowiednik teorii k w antów świetlnych. 1927 fizycy a m erykańscy D a ­ v i s s o n i G e r m e r zdołali stwierdzić doświadczalnie ist­ nienie interferencji elektronowej. czy i odwrotnie nie m ożna by przenieść na m aterię najbardziej chai'akterystycznej wła­ sności światła-—jego n a tu r y falowej. c h a ra k te ry z u ­ jące m aterię. Napięciom ty m odpow iadają bowiem prędkości elektronów. Istotnie w r. to wiązki promieni elektro­ nowych. padające n a powierzchnię k ry­ ształu. dzieląc e lem entarny k w a n t działania przez masę i przez prędkość cząsteczki. że ostatnio dokonane odkrycia n eu tro n u i do­ datniego elektronu stanow ią obiecujący początek jego roz­ wiązania. powinny w ykazyw ać zjawiska interferencji.276 Zasady fizyki z tym i. zupełnie ta k samo. Wobec tego nasuwała się myśl. W te n właśnie sposób w r. Jeżeli pogląd ten jest słuszny. Stworzenie kwantowej fizyki jąd e r a to m o ­ w ych stanow i jedno z najbliższych wielkich za d ań fizyki. że z k a ż d ą poruszającą się cząsteczką m ate ria ln ą związana jest pewna fala. zostają odbite tylko w pew nych ściśle określonych kierunkach. analo­ giczne do tych. a zatem odpow iadające im długości fal de Brog- lie’a zawarte są mniej więcej w granicach od 10"7 cm do 10‘9 cm. De Broglie przyjął. jakie obserw ujem y w w y p a d k u promieni R óntgena. Potrafili oni w ykazać. leżące z grubsza pomiędzy 108 i 1010 cm na sekundę. której długość o trzy­ m am y. .

lecz również i prom ienie protonowe. K irchnera). gdy elektrony przechodzą Rys. po­ trafił on wywołać ugięcie promieni elektronow ych naw et na zwykłych siatkach optycznych i wyznaczyć na tej pod­ stawie długości odpow iadających im fal de Broglie’a. w y k a z u ją zjawiska ugięcia. U ginanie fal elektronow ych na kryształkach jodku kadm u (w edług F . że nie tylko promienie elektronowe. W ten sposób zauważono powstaw anie pierścieni ugięcia. odpowiadające n ajrozm aitszym ilościom woltów. przez cienkie folie metalowe i przez blaszki miki. Obecnie więc interferencja i uginanie się promieni . zbadali promienie elektronowe. ugiętych na kryształkach jodku kadm u. prow adząc dalej doświadczenia Davissona. Rys. które okazały się zgodne z obliczonymi teoretycznie. R u p - p o w i powiodło się w ykazać doświadczalnie istnienie zjawiska całkowitego odbicia promieni elektronow ych. Stwierdzono później. Fale materii 277 których interferencja znana już była od czasu odkrycia Lauego. a n a w e t i promienie mo­ lekularne (złożone z cząstek gazu). 77 pokazuje dla przykładu pierścienie interferencyjne promieni elektronow ych. 77. Liczni inni badacze.

ja k o p ty k a geom etryczna. gdy stosujem y ją do obszarów dostatecznie dużych czyli. odpow iadających roz­ m iarom atom ów. m echanikę „ u n d u la c y jn ą “ . T ra d y c y jn a m e ­ . że przyjęcie istnienia fal m ate ria ln y c h prowadzi n a ty c h m ia s t do wniosków. S c h r ö d i n g e r rozwinął w r. Tylko w ty m w y p a d k u możliwy je s t ruch perio­ dyczny. „fizyczną“ . chara k te ry z u ją c e fale świetlne. podobnie. że w a to m a ch są dopuszczalne tylko pewne wyróżnione to ry elektronowe.278 Zasady fizyki m aterialnych stanow ią równie dobrze ugruntow ane fakty doświadczalne. że tra d y c y jn a m echanika może posiadać podobne braki. nasuwała się więc myśl przeniesienia i do dziedziny m echaniki c h a ra k te ry ­ stycznego dla teorii światła rozróżnienia pom iędzy geome­ try c z n ą o p ty k ą promieni. Mecha­ nika ta zatem może prowadzić do praw idłow ych wyników. posiadających wielkie znaczenie dla m echaniki atom ów. m akroskopow ych. u jm u jąc ą zjawiska z grubsza oraz subtelniejszą o p ty k ą fizyczną fal. staw iając swą hipo­ tezę. gdy długość to ru zam kniętego stanow i cał­ kow itą wielokrotność odpowiedniej długości fali de Bro- glie’a. odpowiadające określonym długościom fali. gdy dłu­ gość s tru n y jest równa całkowitej wielokrotności połowy danej długości fali. że tylko wówczas możliwe są ru ch y periodyczne po torach zam kniętych. m usim y ją zastąpić przez doskonalszą. na k tó ry c h pew na c h a ra k te ry z u ją c a ruch elektronu wielkość m echa­ niczna je s t rów na całkowitej wielokrotności elem entarnego k w a n tu działania. ja k w te d y tylko pow staw ać mogą tony. J u ż de Broglie mógł w ykazać. Z założenia tego w y n ik a bowiem. gdy n a to m ia st chodzi o zastosowania do obszarów. Dzięki założeniu de Broglie’a została zatem w yjaśniona w n a tu r a ln y sposób podstaw ow a za­ gadka teorii kw antów : to. ja k analogiczne do nich od daw na już-znane zjawiska. 1926 pierwszy myśl. H ipoteza istnienia fal m aterii odsłoniła daleko sięgającą analogię pom iędzy rozchodzeniem się w przestrzeni k w a n ­ tów świetlnych i cząstek m aterialnych. ja k się zwykle mówi.

W a rto ścio m za ś w ła sn y m p o d sta w o w e g o ró w n a n ia S ch rö d in g era o d p o w ia d a ją śc iśle rów n ież o k reślo n e w a r to ści en ergii. u Schrödingera całkowicie 1 R ó w n a n ie fa lo w e S ch rö d in g era . Pew ną.k tó rą m usim y w e d ł u g B o r n a za­ stosować do fal m aterii. jakie stanowiły p u n k t wyjścia Schrödingera. To. że dwie te teorie pomimo ta k wręcz przeciwnych p u n k tó w wyjścia są sobie równoważne'. Heisenberg n a to m ia s t był mocno przeświadczony. „mechanikę falową“ . w y stę p u ją c e w ró w n a n iu (p a ra m etry ). daje się zrozumieć na podstaw ie i n te rp re ta c ji. W związku z ty m stało się od razu możliwe w yzyskanie do rozwiązywania zagadnień fizyki atomowej szeregu czysto m ate m a ty c z n y c h pojęć i m etod. k tó re sta n o w i p o d sta w ę jeg o m ech a n ik i. Fale materii 279 chanika czyli „m echanika prom ieni“ musi stanowić przy t y m pewien w yp a d e k szczególny m echaniki undulacyjnej. g d y w ielk o ści. chociaż Heisenberg wyszedł z poglą­ dów w p ro st przeciwnych tym . Schrödinger dążył do przerzucenia m ostu pom iędzy fizyką klasyczną i atom ow ą. p o sia d a ją p ew n e ściśle ok reślo n e w a r to śc i. W krótce po ich po­ w staniu ustalono. że dwie te teorie są sobie zupełnie równo­ ważne m atem atycznie. Przez konsekw entne rozwinięcie ty ch myśli Schrödin­ ger stworzył tzw. d a w n a ju ż zn a n eg o m a te m a ty k o m . równocześnie mniej więcej rozwinięta przez H e i s e n b e r g a . W ścisłym związku z m echaniką falową Schrödingera znajduje się „mechanika kwantowa“. je s t ta k z w a n y m „ rów n an iem r ó ż n ic z k o w y m “. D o p u sz cz a on o na ogół is tn ie n ie ro zw ią za ń sk o ń c z o n y c h ty lk o w ty m w y p a d k u .1 Pozwoliła ona je d n a k ustalić. że istnienie poziomów ener­ getycznych grających podstaw ow ą rolę w fizyce atom u. że jedynie całkowite zerwanie z w yobrażeniam i fizyki klasycznej i całkowite wyrzeczenie się wszelkiej poglądowości pozwoli rozwiązać zagadnienia fizyki atomowej. ty p u od. z w a n e „ w a rto ścia m i w ła s n y m i“ ró w n a n ia . k tóre już od połowy 19-go stulecia stanow iły m ateriał gotowy do zużytkow ania. . stanowi konieczne następstw o pew nych prawidłowości m a ­ tem atycznych. k tóra jest co praw da n ader skom plikowana pod względem m a te m a ty c z n y m .

że cząsteczka m aterialna znaj duj e się w pewnej określonej chwili w są­ siedztwie wziętego pod uwagę p u n k tu . do jakiego prowadzi m echanika falowa. podległych prawidłowościom sta ty sty c z n y m . podobnie ja k natężenie pola elek­ trycznego w postaci elektrom agnetycznych fal świetlnych. Fizyka atom ow a musi jednakże 1 R o zró żn ia n ie m e c h a n ik i fa lo w ej od k w a n to w e j m a d zisiaj n a tu ra ln ie z n a czen ie je d y n ie h isto r y c z n e . uzyskać zadowalające wyjaśnienie zagadkowego przedtem ty p u widnia elektrycz­ nie obojętnego (a więc niezjonizowanego) ato m u helu. za­ chodzi tu ta j rezonans pom iędzy dwom a elektronam i-pla- netam i. działających pom iędzy przeciwnie naładow anym i. k tó ra rozchodzi się w przestrzeni w postaci fal m aterii. LXXI CZĄSTECZK I Od chwili pow stania teorii elektronowej starano się spro­ wadzić istotę procesów chemicznych do sił elektrycznych. w stosunku do której zap atry w a n ia Schrodingera w y d a ją się zupełnie uzasad­ nione. mogą zachodzić zjawiska w rodzaju rezonansu. n a to m ia s t do procesów elementarnych. Samo praw dopodo­ bieństwo jest wielkością sta ty sty c z n ą. Now opowstała m echanika falowa1 udowodniła swą wiel­ k ą użyteczność w fizyce atomowej przez liczne jej zastoso­ wania już w latach 1926 i 1927. . że pom iędzy procesami atom ow ym i. stanowi zrozumienie. a więc związany z pewnym i drganiam i. Przez uwzględnienie tego rezonansu falowo-me- chanicznego Heisenberg zdołał np. zaw artym i w atom ie helu. powiązał Born z prawdopodobieństwem fakt u. ze względu na ich c h a ra k te r undulacyjny. Szczególnie godny uwagi wynik. stosuje się ujęcie Heisen- berga. a więc zjonizowanymi. zastosowania te są jednak zb y t trudne. by m ożna je było Lu omawiać.280 Zasady fizyki a b stra k cy jn ą . atom am i. wielkość.

n a le ż ą c y c h do p ierw szy ch grup u k ład u p erio d y czn eg o . że litr wo­ doru i litr chloru łączą się na 2 litry chlorowodoru. więc również i cząsteczki chloru oraz wodoru m uszą każda z kolei zawierać po dwa a to m y .2 Nowoczesna teoria atom ow a wykazała. w irują w ty m sam ym kierunku. P o ­ nieważ je d n a k cząsteczki chlorowodoru m uszą składać się każda z dwóch atom ów. W edług hipotezy A vogadry musiało więc po reakcji chemicznej po­ w stać tyle cząsteczek chlorowodoru. najw ażniej­ szym przykładem w iązań takich są te. J u ż na początku 19 wieku chemicy stwierdzili. . tw orzą więc 1 Por. że w odór musi stanowić mieszaninę cząsteczek dwu różnych rodzajów. że liczne pierw iastki posiadają w stanie gazowym cząsteczki dwu- alomowe. iż g a z o w y fo sfó r i arsen za w iera ją c z ą ste c z k i c ztero - n to m o w o ..1 Okazuje się np. ile wynosi sum a d a ­ nych początkowo liczb cząsteczek wodoru i chloru. orlowodoru obydwa ją d ra wodoru. rozd z. siarka zaś n a w e t o śm io a to m o w e . Cząsteczki 281 przyjąć. jednakowe liczby cząsteczek. 72. Na podstaw ie obserwacyj spektroskopowych oraz rozważań kw antow o-teoretycznych D e n n i s o n i M a c L e n n a n wywnioskowali w r. są p raw ie b ez w y ją tk u je d n o a to m o w e . 2 C zą steczk i par p ier w ia stk ó w . Opierali się oni na h i p o t e z i e A v o g a d r y . O zon je s t tró ja to m o w ą o d m ia n ą tlen u . Zrozumieniu tego faktu fizycz­ nego zawdzięcza chemia niezwykle interesujące odkrycie parawodoru. 1927. S tw ierd zo n o . że prócz w iązań tego rodzaju istnieją również i wiązania pom iędzy a to m a m i obojętnym i. złączone w cząsteczkę. według której jednakow e objętości rozm aitych gazów zawierają pod ty m sam ym ciśnieniem i w tej samej tem peraturze. jakie istnieć mogą pom ędzy atom am i jednego i tego samego pierwiastka. w cząstecz­ kach tzw. to jest z jednego a to m u wodoru i jednego a to m u chloru. że w takich dw uatom ow ych cząsteczkach pierwiastków w ażną rolę musi odgrywać rezonans falowo-mechaniczmj pomiędzy dwoma jednakow ym i atom am i.

W idm a cząsteczek są znacznie bardziej zło­ żone. trzecia część wreszcie pochodzi od ruchów elektronów we w nętrzu atom ów. z któ ry c h każda posiada szereg własnych poziomów. które leżą w bliższej podczerwieni i p ow stają wówczas. widmo rotacyjne p a ry wodnej). w ynika to stąd. zawierającej 2 5 % paraw odoru). 1929 p raktycznie czysty paraw odór w tem p e ra tu rz e ciekłego powietrza.1 w cząsteczkach paraw o- doru ją d ra te w iru ją w kierunkach przeciwnych. że różni się on swym ciepłem właściwym i przew od­ nictwem cieplnym od zwykłego w odoru (a więc od norm al­ nej mieszaniny. są one więc magnesami. Fizycy znają istotnie tzw.2 Z teorii kw a n tó w w ynika dalej. lecz p o sia d a ją p rzeciw n ie sk iero w a n e b ie g u n y . . B o n h o e f f e r o w i i H a r t e c k o w i udało się istotnie o trzym ać w r. że w wodorze o te m p e ra ­ turze norm alnej musi istnieć trz y k ro tn ie więcej cząsteczek ortow odoru niż paraw odoru. Pierwszą część stanow i energia ruchu obrotowego samej cząsteczki. por. niż w idm a atom ów . 2 M a g n esy te są w ię c w p r a w d z ie r ó w n o leg łe. rozd z. Dokładnie zbadano również i tzw. 282 Zasady fizyki magnesy jednakow o skierowane. że energia czą­ steczki składa się z trzech części. jednakże w m iarę obniżania te m p e ra tu ry ilość paraw odoru w zrasta. gdy zm ieniają się dwa pierwsze składniki energii cząsteczki. drugą — energia drgań w ykonyw anych w ew nątrz cząsteczki przez związane ze sobą jąd ra atom owe. 68. skierowanym i w prost przeciwnie wzglę­ dem siebie. widma rolacyjno-oscylacyjne związków wodorowo- halogenowych. ja k o m ó w io n y p o p rzed n io ruch w ir o w y elek tro n ó w . które są wywoływane jedynie przez zm iany pierwszej części składowej energii cząsteczki i leżą w dalekiej podczerwieni. obecność paraw odoru daje się stwierdzić dzięki tem u. widm a rotacyjne (np. Najwięcej światła na budowę cząsteczek rzucają na ogół ich widm a. zaś energia ruchu elektronów pozostaje bez 1 R u c h w ir o w y p ro to n ó w m a w ty m p rzy p a d k u z u p e łn ie ten sa m ch arak ter.

np. Badanie w idm pasm ow ych postawiło fi­ zykę teoretyczną wobec znacznie jeszcze trudniejszych zadań. W idm a pasmowe d ają n a m piękny do­ wód słuszności zasadniczych pojęć teorii widm. pomimo to już około r. 1925 zdołano stworzyć zadowalającą i n a der doskonałą teorię widm cząstecz­ S kowych. Cząsteczki 283 zmiany. wyznaczo­ nych bezpośrednio termochemicznie i pośrednio na dro­ dze optycznej. czyli częstości drgań związanych ze sobą w ew nątrz cząsteczki . Gdy dw uatom ow e cząsteczki pierwiastków. na podstawie pom iarów term ochem icznych m ożna w y­ znaczyć w zwykły sposób w artość tego ciepła. niż badanie prążko­ w ych widm atom ów . zużyte zostaje wów­ czas pewne ciepło dysocjacji. leżące w dziedzinie widzialnej i w nadfiolecie. np. ulegają rozpadowi na dwa odrębne atom y. Teoria kw antow a widm daje nam jed n a k również możność obliczenia ciepła dysocjacji na pod­ stawie własności w idm a cząsteczki. umożliwiając wyznaczanie ciepła dysocjacji cząsteczki na drodze optycznej. dla jednego litra pary. N a rys. p ow stają przez jednoczesne współdziałanie zmian wszystkich trzech składników energii cząsteczki. W idm a pasmowe składają się z licznych grup bardzo blisko siebie skupionych prąż ­ ków. W wielu w yp a d k a c h można było wyznaczyć z widm rotacyjno-oscylacyjnych „częstości własne“ cząsteczek. 78 w idzim y część widm a cząsteczki jodu (J2) jako przykład uszerego­ ■■ /:■m ': wania prążków w widmie cząsteczkowym. O trzy­ m ano dobrą zgodność wartości. T a k zwane widm a pasmowe. cząsteczki p a ry jodu.

w y k ry te w r. należące. u góry w idm o światła padającego. 79. u dołu w idm o światła rozproszonego przez czterochlorek węgla. dotyczący częstości własnych cząsteczek. Rys. przesunięte względem p rążka promieniowania padającego. Zjawisko R am ana w edług R am ana i K rish n an a. niowania rozproszonego przez ciecz ostre prążki. Znacznie dogodniejszą m etodę b a ­ dania tych drgań nastręcza zjawisko.284 Zasady fizyki ją d e r atom ow ych. 79. że niektóre z ustalonych przezeń różnic częstości drgań zgadzają się ze znanym i już poprzednio podczerwonym i częstościami w łasnym i cząsteczki rozpra­ szającej. Dalsze badania R a m a n a potwierdziły jego przypuszczenie. Dokładne badania zjawiska R a m a n a . przeprowadzone na n a jro z m a it­ szych związkach nieorganicznych i organicznych. dały olbrzymi m ateriał. do obszaru podczerwieni. przy czym różnice częstości drgań promieniow ania rozproszonego i padającego okazały się niezależne od częstości drgań Lego ostatniego. 1928 przez fizyka indyjskiego R a m a n a i nazw ane na jego cześć zjaw iskiem Rom ana. S ia tk i atomowe w kryształach należy również uważać za pewien szczególny w ypadek tw orzenia się cząsteczek. przedstaw ia nam jako przykład zja­ wisko R a m a n a dla czterochlorku węgla (CC14). . R a m a n przepuszczał światło jedno­ barwne przez rozm aite ciecze i znalazł w w idm ach promie- Rys. ja k już wspom nieliśm y wyżej.

II. stworzone zostały podstaw y. 80 podano dla przykładu siatkę soli kamiennej (chlorku sodu): ato m y sodu i chloru porozmieszczane są na zmianę w jednakow ych od siebie odległościach. przez W. Obok siatek w y­ jątkow o prostego ty p u .10"8 cm. Gdy n a stę p ­ nie w połowie 19 stulecia w y k ry to równoważność ciepła i prac y m echanicznej. soli kamiennej. na k tó ­ 1 D la p rzy k ła d u p r z y to c z y m y jesz c z e. tworząc wierzchołki sześcianów. w y ­ nosi 2. 80. Badanie budow y siatek krystalicz­ nych m etodam i spektroskopii rentgenowskiej zostało zapo­ czątkow ane w 1913 r. . a więc odległość pomiędzy dwom a bezpośrednio sąsiadującym i ze sobą atom am i różnego rodzaju. jakie repre­ zentuje siatka soli kam iennej. B r a g g ’ów (ojca i syna). i W. LXXII K IN E T Y C Z N A T E O R I A M A T E R II J u ż z początkiem 19 wieku R u m f o r d pierwszy sfor­ mułował pogląd. Opierając się na znanej gęstości soli kamiennej i na w artościach ciężarów bezwzględnych jej atom ów składowych. według którego ciepło jest n a tu r y m echa­ nicznej. że stała siatki. K ryształy stanow ią właściwie olbrzymich rozm iarów cząsteczki.1 a po­ śród nich niektóre bardzo naw et Rys.81. istnieje na turalnie wiele innych typów . jednakże wobec prawidłowości upo­ rządkow ania atom ów w siatce m ożna cząsteczkom tym przyporządkow ać zupełnie określone form uły chemiczne. Siatka krystaliczna skomplikowane. z jakich składają się ciała. że w sia tc e d ia m e n tu c z te r y d o w o ln ie w z ię te są sia d u ją ce ze so b ą a to m y w ęg la sta n o w ią za w sze w ierzch o łk i p raw id ło w eg o czw o ro ścia n u . gdyż polega ono na ruchach najm niejszych cząstek m aterialnych. można było łatwo wyliczyć. Kinetyczna teoria materii 285 Na rys. L.

ciśnienie musi być proporcjo­ nalne do gęstości. stanowi pogląd. Same cząsteczki w yobrażano sobie jako kulki doskonale sprężyste. której jed n y m z głównych twórców był C l a u s i u s . 41. zw aną stałą gazową. jak cząstki w ciałach stałych i ciekłych. rozdz. początkowo jak o kinetyczna teoria gazów. o ile więc reszta w arunków pozostaje bez zmiany. które p rzy zderzeniach całkowicie zachow ują swą energię ruchu. p rzy czym na ruchy ich w pływ ają jedynie ścianki naczynia oraz zderzenia z innym i cząsteczkami. równy je s t w najogólniejszym w y p a d k u ilo­ czynowi ilości „molów“ gazu przez te m p e ra tu rę bez­ względną oraz przez pewną stałą uniwersalną. jako rój cząsteczek. Gdy po d w a ja m y gęstość gazu. biegnących szybko we w szystkich możliwych kierunkach. W edług tego praw a iloczyn ciśnienia przez objętość. inaczej mówiąc.1 w y k ry te empirycznie przez B o y l e ’a już około połowy 17 wieku. tak. odwrotnie pro ­ porcjonalne do objętości. ta k ja k nas uczy praw o. k tó ra równa je s t jej ciężarowi czą­ 1 P or. zaś pomiędzy zderzeniami ożywione są rucham i jed n o sta jn y m i i prosto­ linijnymi.2S6 Zasady fizyki rych mogła rozwijać się od r. W edług tego poglądu ciśnienie gazu jest spowodowane przez ustawiczne uderzanie szybko poruszających się czą­ steczek o ścianki naczynia. k tó ry jest stały w danej te m ­ peraturze. K inetyczna teoria gazów prowadzi nas również do za­ sadniczego „prawa gazów“. Nazwę jednego mola n a d a je m y takiej ilości gra­ mów danej substancji. wówczas oczywiście dw ukrotnie większa liczba cząsteczek uderza w ty m sam ym czasie w pewną w ziętą pod uwagę część powierzchni ścianki. 1850 kinetyczna teoria m a ­ terii. . Podstaw ow ą myśl teorii gazów. czyli. że cząsteczki w ga­ zach ożywione są jedynie ruchem postępow ym i nie są związane z określonymi położeniami równowagi. Należy więc w y o b ra ­ żać sobie gaz.

im lżejsza jest cząsteczka. 2 P or. przypadającej na pojedynczą cząsteczkę. jed en m ol a zo tu (N 2) w a ż y 2 8 . 100 gr a z o tu zaw iera z a te m 3 . W r. Prędkość ruchu cząsteczek. Kinetyczna teoria materii 287 steczkowemu.2 W jednym centym etrze sze­ ściennym gazu w 0° pod ciśnieniem atm osferycznym znaj­ duje się 2.008. musi zawierać tę sam ą we wszystkich w y p adkach liczbę molów. jest ty m większa. że pewna określona objętość dowolnego gazu. dzieląc stałą gazową przez liczbę Loschm idta. z praw a gazów w ynika n a t u ­ ralnie. w w y p a d k u cząsteczki jedno- atom owej t a w artość przeciętna jest półtora raza większa od iloczynu te m p e ra tu ry bezwzględnej przez ta k zwaną stałą B o l t z m a n n a . srebra. wybiegających z powierzchni parującego m etalu. ro zd z. W ćdług kinetycznej teorii gazów te m p e ra tu ra je s t okre­ ślona przez średnią w artość energii ruchu. niezależnie od tego.5 6 9 m olów .0 1 6 gr.1019 cząsteczek. mnożąc liczbę molów przez stalą Loschm idta). k tó rą otrzym ujem y.6 . 1 N p . 4 4 ). (gdyż liczbę cząsteczek otrzym ujem y. g d y ż cięża r a to ­ m o w y a z o tu w y n o si 14. 57. która rośnie proporcjonalnie do pierw iastka kw adratow ego z te m p e ra tu ry bezwzględnej. np. w tem peraturze 0° przeciętna w artość energii ruchu cząsteczki jednoato- mowej wynosi 5 . Ilo c z y n tej sta łej p rzez (n a tu ra ln y ) lo g a r y tm s t a ty s ty c z n e g o p ra w d o p o d o b ień stw a (o d p o w ied n io zd efin io w a n eg o ) d a je w ła śn ie w a r to ść en tro p ii. W tem p e ra ­ turze 0° C wynosi ona dla wodoru około 1700. a więc (jak tego uczy również i hipoteza A vogadry) zawsze tę sam ą liczbę cząsteczek.71. p o d ­ danego określonemu ciśnieniu i znajdującego się w okre­ ślonej tem peraturze. w postaci tzw. dla azotu — około 450. zaś dla tlenu — około 420 m etrów na sekundę.1 Odwrotnie.1 0 14 erga. rozd z. 1920 udało się zresztą S t e r n o w i zmierzyć bezpośre­ dnio prędkość jednoatom ow ych cząsteczek. z jakim gazem jednoatom ow ym m a m y do czynienia.3 T a k np. 3 S ta ła B o ltz m a n n a o d g ry w a za sa d n ic zą rolę ró w n ież i w B o ltz - m a n n o w sk im p raw ie en tro p ii (por. .

zajm owanej przez gaz po skropleniu. k tó ra p o w in n a b y ć d o k ła d n ie rów na p otrójn ej sta łej g a zo w ej. znalazł on rzeczywiście Lakie w a r­ tości. jej droga swobodna. gdy zm iany te m p e ra ­ tu ry zachodzą w stałej objętości. do zrozumienia. jakie w ynikały z kinetycznej teorii gazów. czyli tzw. równać się potrojonej stałej gazowej. K inetyczna teoria m aterii wiąże. ze w zg lęd u n a o m a w ia n y p o p rzed n io ob raz sia tk i a to m o w e j. z n a j­ dującego się w zwykłej tem p e ra tu rz e i poddanego zwykłe­ mu ciśnieniu. musi. k tó ry wziął p o n a d to pod uwagę w artość objętości. N astępnie L o s c h m i d t . zdołał pierwszy. 2 W r z e c z y w isto śc i m ie r z y się ciep ło w ła śc iw e pod sta ły m c iś n ie ­ n iem . k la ­ syczna teoria kinetyczna prowadziła do wniosku. Dalszy rozwój teorii gazów doprowadził około 1860 r. wyznaczyć w przybliżeniu w 1865 r..1 Tzw. ja k już widzieliśmy. je s t wr zwykłych w a r u n ­ kach rzędu wielkości około jednej stutysięcznej c e ntym etra.2 1 M ó w im y tu ta j u m y śln ie o a to m a c h . bezwzględną wielkość cząsteczek i atomów. Istotnie. ciepło gazów z postępow ym ruchem ich cząsteczek. w ykonyw anych przez a to m y ciała. rów ną cię­ żarowi atom ow em u). opierając się na danych doświadczalnych. a więc w przybliżeniu około sześciu kalo­ riom (gram atom em n a z y w a m y ilość gram ów. że cząsteczka jakiegokolwiek gazu. n ie za ś o c z ą ste c z k a ch . że ciepło właściwe jednego g ra m a to m u dowolnego pierw iastka s ta ­ łego. . ja k ą cząsteczka gazu przebiega przeciętnie pom iędzy dwom a zderzeniami. 288 Zasady fizyk i „prom ieni atomowych“. Długość drogi swobodnej obliczył M a x w e l l . p rzy ­ czynę ciepła ciał stałych odnajduje ona n a to m ia s t w drga­ niach. D u l o n g i P e t i t znaleźli na drodze doświadczalnej już w 1819 r. że prawie wszystkie ciała stałe w y k a z u ją tę właśnie w artość ciepła atom owego. ciepło atomowe. ja k już wspom niano wyżej. P rzew y ższa on o w p rzy b liż en iu o 10% w a r to ść ciep ła w ła ­ ściw eg o w sta łej o b ję to ści. czyli tzw. dotyczących lepkości gazów. musi zderzać się z innym i cząsteczkami kilka m iliardów raz y na sekundę. odległość.

z których składa się m ateria. a sprężystym i własnościami ciał stałych. Dokładniejsza teoria kinetyczna ciał stałych musi naturalnie przyjąć za p u n k t wyjścia budowę w spom nianych już wyżej siatek atom owych. gdy E i n s t e i n wprowadził do kinetycznej teorii m aterii pojęcia kwantowe. Małe ziarenka stałej zawiesiny w cieczy lub w ga­ zie w y konyw ają szybkie. w ynikają stą d interesujące związki pom iędzy n a u k ą o cieple a spektroskopią. przy czym każdy elem ent energii rów ny jest iloczynowi elem entarnego kw an tu działania przez częstość drgań atom ow ych. grające podstaw ową rolę w kw a n ­ towej teorii ciepła właściwego ciał stałych. 3 W y m ia r y lin io w e ta k ic h zia ren ek w y n o sz ą za le d w ie ok oło 1 /2 00 m m . Bezładne ruchy cząstek. później zaś w bardzo ni­ skich tem p e ra tu ra c h u wszystkich ciał stałych. analogicznych do kw antów świetlnych. jakie w yzna­ czono na drodze optycznej. 1827 na d robniutkich ziarenkach pyłku roślinnego. 48. d la te g o w ła ś n ie w sz e lk ie a n o m a lie w y stę p u ją sz c zeg ó ln ie siln ie u p ierw ia stk ó w lek k ich . mniej dokładną.2 „ S ta ty s ty k a k w a n to w a “ . ro zd z. p o kryw ają się oczywiście z pewnym i częstościami drgań. 2 Im lż e js z y je s t a to m .1 znalazły zadowalające w ytłum aczenie w r. pozwoliła istotnie przewidzieć w spom niane wyżej pozorne anomalie. że energia drgań atom ów ciał stałych składa się z elem entów energii. ja k beryl. Einstein przyjął. Kinetyczna teoria materii 289 Odchylenia od praw a Dulonga i P e tita . Z d ru ­ giej stro n y ujaw niły się również pewne zależności po­ między tym i częstościami. unoszących się w wodzie. Często­ ści drgań atom owych. „ sta ty sty k ę klasyczną“ . 1907. k tó ra zastąpi­ ła w związku z ty m w kinetycznej teorii m aterii dawniejszą. bezładne ruchy zygzakowate. ru ­ chy te zauważył po raz pierwszy b otanik B rown w r. k tórych istnie­ nie stwierdzono przede w szystkim u pierwiastków lekkich. ujaw niają się bardzo wyraźnie w ta k zwranych ruchach B r o w n a . ty m w ię k sz e są c z ę sto śc i jeg o d rgań i e le m e n ty en ergii. a zwłaszcza diam ent. Zasady fizyki 19 .3 R u c h y te nie stanow ią naturalnie rzeczywistych 1 P or.

że c h a ra kterystyczne zachowanie się melali pod względem elektrycznym należy przypisać obecności w ich wnętrzu swobodnych elektronów. że w y m y k a ją się już one spod naszej obserwacji. ja k i energię swego ruchu. W postaci ruchów Browna ujaw niają się je d n a k przesunięcia w ypadkow e cząstek. coraz bardziej zaczął się um acniać pogląd. o k tó ry m wspo­ m inano już krótko w jed n y m z poprzednich rozdziałów. W edług bo­ wiem s ta ty s ty k i klasycznej elektron swobodny m usiałby 1 P or. Teoria Drudego dawała bardzo proste i przekonyw ające uzasadnienie praw a W iede m a n n a -F ra n z a . zachodzące w dłuższych odstępach czasu. tak. J e d n a k ż e elektronowa teoria m etali Drudego natrafiła na trudności pozornie nie do przezwyciężenia. rozd z. 49. . gdyż te ruchy cieplne zachodzą ta k szybko. w yw ołanych przez ciepło. że poruszające się tłum nie elektrony przenoszą zarówno ładunki elektryczne.290 Zasady fizyki przemieszczeń cząstki. nie­ zależny od n a tu r y m etalu. LXXIII M ETALE Gdy pod koniec X I X stulecia istnienie elektronu stało się pewne. W roku 1900 D r u d e spróbował po raz pierwszy rozwinąć ten pogląd w teorię m etali. Praw o to w ynikało w teorii Drudego z faktu.1 W edług tego praw a stosunek przew odnictw a cieplnego do przew odnictw a elektrycznego m eta lu rów ny jest iloczynowi te m p e ra tu ry bezwzględnej przez pewien czynnik stały. stanow ią zatem jednocześnie p rąd elektryczny i strum ień ciepła. stosując do tych swobodnych elektronów m eto d y leorii gazów. Teoria ruchów Browna pozwala obliczyć z dużą dokładnością liczbę Loschm idta na podstaw ie zaobserwowanych wartości przesunięć w y­ padkowych. że oko ludzkie jest już w stanie je dostrzec.

Gdy je d n a k w gazach rzeczywistych zwy­ rodnienie może się ujaw nić jedynie wówczas. W r. teoria Sommerfelda nie n a p o ty k a już na wspom ­ nianą wyżej trudność i rozwija się. swobodhe elektrony pow innyby wyraźnie zwięk­ szać zasób energii cieplnej m etalu. 69) zasad ą P a u lie g o . „zw yrodnienia“ . w której dość trudne szczegóły nie m ożem y się t ut aj zagłębiać. 2000 razy mniejsza od m asy najlżejszego atom u.000 atmosfer. że. jego energia i ciśnienie m uszą być wyższe od pewnej zupełnie określonej „energii zerowej“ i pewnego określonego n a der wysokiego „ciśnienia zero­ w ego“ . okrągło licząc. Metale 291 posiadać tę sam ą przeciętną energię ruchu. 19* . Teoria Sommerfelda każe nam przypisać ciśnieniu we­ w nętrznem u gazu elektronowego nieoczekiwanie wysoką wartość. 1926. wynoszącą około 100. slahjshjce Fermiego. gdy poddam y je bardzo wysokim ciśnieniom w tem peraturze bardzo nie­ wielu stopni powyżej zera bezwzględnego. W idzimy stąd.1 w ynika mianowicie. 1 S ta ty s ty k a F erm ieg o w ią że się ze w sp o m n ia n ą ju ż w y żej (por. Ze s ta ty s ty k i Fermiego. niskich te m p e ra tu ra c h objaw y tzw. rozd z. gdy te m p e ra tu ra gazu dowolnie naw et mało różni się od zera bezwzględnego. teoria metali Drudego poszła stopniowo w zapomnienie. to według sta ­ ty sty k i Fermiego „gaz elektronow y“ musi być całkowicie zwyrodniały już w tem p e ra tu rz e zwykłej. a ponieważ trudno jest uważać liczbę swo­ bodnych elektronów za dużo m niejszą od liczby atom ów m etalu. W ynika to stąd. 1927 S o m m e r f e l d zbu­ dował nową teorię metali. Wskrzeszenie swe zawdzięcza ona dopiero nowym ideom kw antow ym . z powodze­ niem dalej. że m asa elek­ tro n u jest. co i cząsteczka jednoatom ow a. Ponieważ w ynik taki znajduje się w oczywistej sprzeczności z doświadczeniem. opierając się na tzw. a n a w e t i w jeszcze wyższych tem p e ra tu ra c h . W sk u te k tego na w e t w gazach doskonałych w y­ stępować powinny w b. ja k dotąd. w prow adzonym do fizyki teoretycznej przez F e r m i e g o w r.

Ciepło właściwe gazu elektronowego okazuje się około 70 razy mniejsze od wartości. podczas przepływ u p rąd u przez obwód zam knięty. a więc wielkość. że w obwodzie zam kniętym . gdy dwa miejsca spojenia z n a jd u ją się w różnych te m p e ra tu ra c h . należy.1 składa się zawsze z całkowitej liczby kw antów elem entarnych. 67. której klasyczna teoria m etali nic była w stanie pokonać.292 Zasady fizyk i że siatka atom ow a m etalu musi działać na elektrony ze znaczną silą. Do faktów. 1927. że. ab y zapobiec ich wybieganiu na zewnątrz. że działanie. W 1834 r. odwrotnie. pow staje p rąd „termoelektryczny“ . złożonym z dwóch różnych m e­ tali. w y z n a c z a n ie to ru elek tr o n u w e w n ę tr z u a to m u w od oru . jedno z miejsc spojenia ogrzewa się. przewodnictwo elektryczne i cieplne m etali. por. w ykrył P e l t i e r . nowoczesna fi­ zyka teoretyczna o p a rta je s t n a poglądzie. utw orzony z dwóch m etali.. S e e b e c k stwierdził już w 1821 r. prowadzi do w yniku. wśród k tó ­ rych najważniejsze są w y k ry te już od daw na zjawiska See- becka i Peltiera. . następnie m agne­ tyczne własności m etali a przede w szystkim również i zja­ wiska term oelektryczne oraz term om agnetyczne. mającego 1 P r z y p o m n ijm y so b ie n p . drugie n a to m ia s t oziębia. L X X IV NIEOZNACZONOŚĆ Ś W IA T A ATOM OW EGO J a k już przekonaliśm y się wielokrotnie. jakiej należało by oczekiwać według sta ty s ty k i klasycznej. Pogląd ten. ja k już wspom niano wyżej. w sk u te k tego odpada całko­ wicie trudność. dalej niejednokrotnie już om awiane i t a k ważne dla radiotechniki zjawisko w ysyła­ nia elektronów przez rozżarzone m etale. k tó rą m ożna wyrazić iloczynem długości przez masę i przez prędkość. ja k w ykrył H e i s e n b e r g w r. ro zd z. k tóre d ają się dobrze w y tłum aczyć przez założenie istnienia w m etalach zwyrodniałego gazu elektro­ nowego.

zachodzących w ew nątrz atom ów. co chcemy mierzyć wre wnętrzu atomów. elektronu. W sk u te k tego w świecie atom ów tra c ą swój sens pojęcia zwykłej m echaniki. W wieku bieżącym teoria atom ow a przekształciła się z hipotezy w jeden z najlepiej u g runtow anych pewników fizyki. że możemy przypisyw ać a tom om b y t rzeczywisty jedynie w sensie odm iennym . Niepewność. a więc np. G dy chcemy zatem bardzo dokładnie w yzna­ czyć położenie cząstki. że nie jest możliwy dokładny (w sensie mechaniki klasycznej) opis zachowania się elem entarnej cząstki m aterii. Jeżeli n a w e t związana z ty m „niepewność“ nie posiada znaczenia dla fizyki praktycznej. lub przypisanie im określonego kształtu czy też wyraźnych granic. musi zawsze być co najm niej równy ele­ m e n ta rn e m u kw antow i działania. Nigdy nie m ożem y jednocześnie znać dokładnie obu tych wielkości. Nieoznaczoność świata atomowego 293 podstaw owe znaczenie dla nowoczesnego fizykalnego po­ glądu na świat. N ie jest możliwe dokładne określenie położenia elektronów. Okazuje się mianowicie. Za niewzruszalny dogm at fizyki uznawano zawsze za­ sadę przy czy nowości. które dostrzegam y naszymi zmysłami. ja k i „ p ę d u “ cząstki (pędem nazyw am y według ogólnie przyjętego określenia iloczyn m asy cząstki przez jej prędkość). Teoria kw antów prowadzi jednakże do wniosku. okazuje się mianowicie porównywalna z w ar­ tościami tego. podzielonemu przez liczbę 2 n . nieunikniona we wszelkich takich procesach. m usim y to okupić bardzo dużą nieoznaczonością wartości pędu i odwrotnie. że przy każdej próbie jednoczesnego wyznaczenia położenia i pędu iloczyn niepewności. niż to czynim y w stosunku do otaczających nas w życiu codziennym przedmiotów'. według której. Zasada niepewności Heisenberga przekonała jednakże fizyków. ma ona rozstrzygające znaczenie we wszystkich procesach. jakimi są obciążone obie zna­ lezione wartości. m ożem y dokładnie określić wszystkie . Tego rodzaju opis w ym aga dokładnego wyznaczenia zarówno po­ łożenia. znając chwilowy stan układu fizykalnego.

1915 u d a ło się E in ste in o w i sfo r m u ło w a ć „ o g ó ln ą “ teorię w zg lęd n o śc i. 1881 przez am e­ rykańskiego fizyka M i c h e l s o n a. . ze szczeg ó ln ie w ie lk ą d o k ła d n o śc ią w 1929 r. doświadczalnym zaś podło­ żem tej teorii było z kolei ustalenie w r. zaś zasada zachow ania energii — jed n ą z podstaw fizyki.1 E i n s t e i n w ysnuł w r. Znaczna część fizyków skłania się dzisiaj do poglądu. odkąd zasada zachow ania m asy stała się fu n dam entem chemii. jest względny i zależy od 1 D o św ia d c z e n ie M ich elso n a b y ło w ie lo k r o tn ie p o w ta rz a n e . LXXV MASA I E N E R G I A Pojęcia m asy i energii należą do najw ażniejszych w n a ­ uce o przyrodzie. które ze względów s ta ty s ty c z ­ nych m usim y przyporządkow yw ać licznym zbiorowiskiem dowolnych i przypadkow ych indyw idualnych procesów fizycznych. J e d n a k ż e odkrycie identyczności ty ch dwóch pojęć ta k wielkiej wagi przypadło w udziale dopiero początkowi X X wieku. że w przyrodzie nie istnieją w ogóle żadne inne prawidłowości poza czysto sta ty sty c z n y m i. za sa d a ta d o ty c z y ła z r e sz tą ty lk o d w ó c h o b serw a to ró w . p rzesu w a ją cy ch się ru ch em je d n o s ta jn y m i p r o sto lin io w y m w z g lę ­ d em sieb ie. Za p u n k t wyjścia w ty m odkryciu posłużyła teoria względności Einsteina. 1906 z w yniku doświadczenia Michelsona swą słynną zasadę względności. D o p iero w r.294 Zasady fizyk i jego przyszłe stany. Jeżeli jednakże s ta n obecny je s t z ko­ nieczności nieokreślony. „ sz c z e g ó ln e j“ teo rii w z g lę d n o śc i z roku 1905. tz w . tak n p . k tó ry opisuje jakiś proces fizyczny. że ruch ziemi nie w y­ wiera żadnego wpływu na rozchodzenie się światła. 2 W p ierw o tn ej.2 Prow adzi ona do wniosku. że czas. i że m ożna wyznaczać jedynie wartości takich wielkości. wówczas oczywiście t a k sform u­ łowana zasada przyczynowości staje się bezprzedmiotowa. m ierzony przez obserw atora.

m asa rośnie bardzo szybko. poruszającem u się wzglę­ dem niego z prędkością światła. podzielonej 1 M ierząc o d c h y le n ia w ią z k i p ro m ien i b e ta w p o la ch e le k tr y c z ­ n y m i m a g n e ty c z n y m o k r e śla m y w ła śc iw ie sto su n e k ła d u n k u do m a sy dla s ta n o w ią c y c h te p ro m ien ie ele k tro n ó w . ja k w ykazał E in ­ stein. że obser­ w a to r m usiałby przypisać ciału. Dalszy w ażny wynik. dochodzące do 99. szereg wniosków wielkiego znaczenia dla fizyki. dokonanych na prom ieniach beta. rów ną wartości zm iany energii. że każda zm iana energii ciała musi jednocześnie wywołać zmianę jego masy o wartość. ale nigdy nie za­ obserwowano w artości od niej wyższych. Do wniosków ty ch należy przede w szystkim twierdzenie. sto su n e k te n m a le je w m iarę w zro stu p ręd k ości.8% prędkości światła.1 Zasada względności prowadzi wreszcie.8% prędkości światła. W edług relatyw istycznego wzoru na masę. jak to mógł wykazać Einstein. w ym agający. Istotnie. G dy prędkość ta zbliża się do prędkości światła. pom iary prędkości promieni b e ta dały wartości. do którego prowadzi zasada wzglę­ dności. W yniki pomiarów. a ty m bardziej jej przewyższyć. gdy prędkość ciała wynosi połowę wartości prędkości światła. nieskończenie wielką masę. ta k . Z zasady względności wynika. że masa poruszającego się ciała zależy od jego prędkości. niż wówczas. P o n iew a ż ła ­ d u n ek n ie z a le ż y od p ręd k o ści. polega na w ykazaniu. . gdy porusza się ono powoli. gdy n a to m ia s t prędkość ciała sięga 99. do posiadającego wielkie znaczenie wniosku. że prędkość ruchu ciał materialnych nie może nigdy osiągnąć wartości prędkości światła. m asa jego staje się szesnastokrotnie większa od swej wartości norm alnej. by dla każdego obserw atora świa­ tło zawsze i we wszystkich kierunkach rozchodziło się z tą sam ą stałą prędkością. Masa i energia 295 położenia i prędkości ruchu tego obserw atora. stw ierdzają słuszność relatyw istycznego wzoru na m asę. Zmierzone przezeń wartości czasu są przy ty m uw arunkow ane przez postulat. m asa jego musi być już o 15% większa.

której w artość otrzym ujem y. w ydaje się na to m ia st. znaczne odchylenia wartości ciężarów a to m o ­ wych od liczb całkowitych zostały wyjaśnione dzięki od­ kryciu izotopów. m asa ciała pochłaniającego promieniowanie ulega zwiększeniu. ustalenie ciężarów atom ow ych izotopów umożliwia wyznaczenie energii we­ wnętrznej jąd e r atomów. związane z dostrzeganym i przez nas zm ianam i energii. . E nergia w ew nętrzna ją d e r a to m o ­ w ych jest zatem ta k duża. pomnożonej przez kw a­ d r a t prędkości światła. że-każda w ogóle energia posiada pew ną m asę i na odwrót. by m ożna je było zauważyć i zmierzyć. W ty m nowym ujęciu wielkością stałą jest sum a całkowitej energii. że jej równoważnik m asow y m o­ że już wywierać dostrzegalny wpływ na ciężar atomowy. zapas energii jakiegoś ciała zmniejsza się przez promieniowanie cieplne. że wynosi ona prawie jeden procent m asy a to m u wodoru. Odwrotnie. że m ożna w y tłu ­ m aczyć drobne odchylenia m as sam ych izotopów od liczb całkow itych na podstaw ie relatyw istycznej zasady równo­ ważności m asy i energii. są n a turalnie z b y t małe. Ustalona niegdyś przez Lavoisiera zasada zachowania m asy oraz sform ułow ana przez Mayera i J o u le ’a zasada zachowania energii zostają w ten sposób złączone przez teorię względ­ ności w jed n ą zasadę. zaw artej we wszech- świecie i całkowitej m asy świata. mnożąc m asę przez k w a d ra t prędkości światła. Z m iany m asy. rów now ażną energii ruchu cząstki alfa. odwrotnie. wyrzuconej z ato m u pierw iastka promienio­ twórczego. każda m asa — pewną tzw. różniącym i się od siebie jedynie o uniw ersalny spólczynnik proporcjonalności. jednakże zasada równoważności m asy i energii gra bardzo w aż n ą rolę w fizyce jąder atomo­ wych. J a k wiemy. energię własną. Jeżeli obliczymy masę.296 Zasady fizyk i przez kwadrat prędkości światła. Masa i energia sta ją się pojęciami identycznym i. zmniejsza się również i jego m asa w p o d a n y m stosunku. Gdy np. W ypływ a stą d dalszy wniosek. okazuje się.

po­ czynając mniej więcej od r. że posiadam y cudowną m aszynę. czy też w ody albo n a w e t powietrza. a naw et i przez dane liczbowe. około 4 la t na przejście do ziemi od najbliższej gwiazdy stałej i 850000 la t na przejście od dostrzegalnej jeszcze gołym okiem mgławicy A ndrom edy. 20 bilionów kaloryj. okrągło licząc. zajm o­ wał od najdaw niejszych czasów fizyków i filozofów proble­ m a t odw rotny. odpow iadając na to ostatnie p ytanie. Poczynając mniej więcej od . O biekty te w większości w ypadków obserw ujem y w postaci mgławic spiralnych. w t a k szybkim tempie. t a k zbudow aną. W sz e ch św ia t 297 W ka ż d y m gram ie m asy drzemie olbrzym ia ilość ener­ gii własnej.1020 ergów lub. Coraz bardziej olbrzymie stawraly się odległości. 1910. ab y o trzym ać t a k ą ilość koni parow ych. dzieląca słońce od ziemi. w głąb k tórych przenikały ścisłe b a d ania i coraz bardziej kurczyła się w po­ rów naniu z nimi wielka sam a przez się odległość. wynosząca 9. LXXVI W S Z E C H Ś W IA T Równie żywo. Światło zużywa około 8 m in u t na przebycie 150 milionów kilometrów. W y o b ra ź m y sobie teraz. leżących pom iędzy nam i a słoń­ cem. w ynik ten m usim y uważać za jej szczególnie wielki sukces. ja k ą dać m ogą do­ piero najpotężniejsze współczesne hydroelektrownie. stali lub wełny. jak zagadnienie małości atom ów. leżących już poza układem drogi mlecznej. że można by ją pędzić na koszt energii własnej dowolnego wprowadzonego do niej ciała. a mianowicie zagadnienie wielkości wszech­ świata. będącej jed n y m z najbliższych obiektów. zdołała zastąpić mgliste spekulacje przez ścisłe rozum ow ania. A stronom iczny obraz wszechświata rozszerza! się. Fizyka współczesna. jakiego dawniej tru d n o się było n a w e t spodziewać. W ysta rcz y ło b y wówczas w prow adzać do tej m a ­ szyny co godzinę kilka gram ów jakiejkolwiek substancji.

Z obliczeń tych wynika. Oznacza to nader szybkie rozszerzanie się wszechświata. że m asa wszechświata je s t około dziesięciu bilionów (1013) razy większa od przeciętnej m asy jednej 1 Por. w yrażoną w milionach la t świetlnych. znacznie większą rolę odegrały tu ta j badania nad zjawiskiem Dopplera w m gła­ wicach spiralnych. . W ynika stąd. rów ny odległości pom iędzy ziemią i słońcem. 2 E in ste in o w sk a teo ria g r a w ita c ji. dzięki k tórym . podw a­ ja ją się w przeciągu 1300 milionów lat. zw a n a ró w n ież o g ó ln ą teo rią w z g lęd n o ści. m ożna już było stwierdzić. ja k już w spom niano wyżej. pom nożonym przez jej odległość. że na ich przejście światło zużywa 100 do 200 milionów lat. że m asa wszechświata jest równa 2. że wiele mgławic z n a j­ duje się w t a k wielkich od nas odległościach. Prędkość ucieczki mgławicy okazuje się równa 180 kilom etrom na sekundę. gdyż odległość n a j­ dalszych zmierzonych mgławic w zrasta co dwie godziny o odstęp. 1915. ja k stosunek tej ostatniej odległości do szero­ kości palca. 9. rozdz. czyli. że teoria E insteina jest słuszna.1 w y k ry to prędkości ucieczki mgławic proporcjonalne do ich odległości i dochodzące do 24000 kilom etrów na sekundę (co równa się 8 % prędkości światła). Stosunek takich odległości do odległości ziemi od słońca jest mniej więcej taki.1055 gram a.298 Zasady fizyk i r. Okazuje się więc. inaczej mówiąc. że w szystkie odległości we wszechświecie powiększają się w przeciągu jednego miliona lat o jedną 1700-ną część swej wartości. Teoria rozszerzającego się wszechświata prowadzi na podstawie względnościowej teorii graw itacji2 E i n s t e i n a do stosunkow o prostej zależności. J e d n ak ż e nie tylko stwierdzenie istnienia ta k potwornie wielkich odległości wpłynęło w rozstrzygający sposób na nasze w yobrażenia o wszechświecie. 1930. przy założeniu oczy­ wiście. k tó ra pozwala obli­ czyć całkowitą masę wszechświata. p o w sta ła w r.

opartej na fizyce. co można zbadać. ja k w spom i­ naliśm y wyżej. niż wynosi wiek m inerałów ziem­ skich. że najwyższe szczęście myślącego człowieka polega na zbadaniu wszystkiego.1 w ydaje się. Na podstawie rozm aitych rozw ażań fizycy i astronom ow ie znaleźli. . P ro b le m a t budow y w szechśw iata należy do najciekaw ­ szych współczesnych zagadnień fizyki. W sz e ch św ia t 299 mgławicy spiralnej i około 1022 razy większa od niesłychanie wielkiej m asy słońca. ab y spokojnie móc ukorzyć się przed nie- poznawalnem . rozdz. 1 J e s t sa m o przez się zro zu m ia łe. że rozszerzanie się wszechświata mogło się rozpocząć zaledwie przed jed n y m lub co najwyżej kilku m iliardam i lat. że liczba wszystkich elektronów we wszechświecie jest rzędu 10 79. ja k do kosm o­ logii.2 w yznaczenia wieku meteorów. k tóre p rzy­ b y w a ją z zew nątrz do naszego układu słonecznego. że.Por. Zagadnienie wieku wszechświata stanowi bardzo t r u d n y pro b le m at w kosmologii. iż w roku 1933 pod wpływem now opow stałych teoryj zaczyna się zarysowywać raczej wycofywanie się z takiego stanowiska. 64. lecz bardzo już osobliwy jest fakt. że w ża d en sp o só b n ie m o żn a u z m y sło w ić so b ie ta k a b str a k c y jn e g o w y o b ra ż en ia . nie d a ją liczb większych. zastosować słowa Goethego. . Byłoby to niewiele tylko więcej. Gdy w latach od 1917 do 1932 fizycy skłaniali się raczej do pojm ow ania wszechświata. Do żadnej je d n a k chyba gałęzi fizyki nie d a ją się t a k dobrze. stanowiącej trójw ym iarow ą analogię do d wu ­ wymiarowej powierzchni kuli. jako zam kniętej w sobie przestrzeni. Z n a jd u je m y stą d dalej.

(Sklodowska) 224 G ay-Lussac 168 Balm er 265 C urie P. L . van d en 242 H itto rf 222 Broglie (Louis de) 276 F H off. H . 257 259 2o0 Gauss 73 120 Bainbridge 246 C u rie M . 262 Bragg W . de 187 Bleakney 248 D ollond 33 H arteck 282 B ohr 263 D o p p ler 24 i nast. von 85 195 287 D ufay 53 H eisenberg 279 280 292 Bonhoeffer 282 D ulong 288 H elm holtz 172 B orn 279 H en ry 83 Boyle 168 182 184 286 E H ero 198 Bragg W . 285 E h ren h aft 217 H e rtz H . 285 Edison 50 87 88 91 157 H e rtz G . van t* 189 B row n 289 Fah ren h eit 167 H ughes 122 127 B unsen 22 Faraday 68 78 80 215 216 219 H uygens 11 16 37 . 224 G ehrcke 16 Barkla 236 G eissler 221 B artholinus 37 D G erm er 276 B audot 123 124 D aguerre 48 G iauquc 247 Becquerel 224 D alto n 212— 215 G ilb e rt 53 Bell 127 D avisson 276 G oudsm it 267 B enson 203 D avy 90 G ram m e 85 Bentley 181 D e F o rest 108 G rim aldi 10 B îot 39 D em o k ry t 212 B irge 247 D ennison 281 Black 170 179 180 D escartes 30 H B lackett 254 258 D ew ar 187 H aas A. 8 118 119 B rasch 256 E in ste in 21 289 294 298 H ess 258 B rew ster 35 E ngl 157 H eusler 79 B roek. SKOROWIDZ NAZWISK A C Feddersen 112 113 A bbe 45 46 C agniard de Ia T o u r 185 F erm i 239 261 291 A epinus 72 C ailletet 186 F ran ck 262 Alexanderson 133 C arn o t 201 F ran k lin 69 A m père 59 76 Celsius 167 F ran z 191 290 A nderson 258 Chadw ick 244 255 257 Frau n h o fer 7 21 A ndrew s 185 Clausius 173 174 286 Fresnel 11 15 37 A ngstrom 5 C ockcroft 255 F rim an 239 Arago 37 C om pton 14 275 Aston 245 Coolidge 232 G Avogadro 219 281 C oulom b 54 58 G alileusz 47 179 Crookes 222 B G alvani 56 C u rie I. Heaviside 138 B oltzm ann 116 118 176— 178 D ru d e 290 H efner-A lteneck. 263 Blagden 188 D iesel 208 H aas.

J. de 203 Pettersson 255 U L avoisier 296 Pixii 84 U hlenbcck 267 Lebiediew 119 Planck 21 197 U rey 247 L enard 20 Plücker 221 L enz 82 P o rro 48 V Lewis 248 Prdvost 195 V ogt 157 L ieben 108 P u p in 131 Volta 55 56 L inde 186 L orentz 221 268 R L oschm idt 219 288 VV L um ière 50 R am an 284 Ram say 227 242 W alton 255 L um m er 16 W ashburn 247 R eaum ur 167 R eis P h. 14 M ac L ennan 281 W ehnelt 109 R ichardson 105 224 M alus 36 37 W heatstone 121 123 R öm er 1 M arconi 133 W iedem ann 191 290 R öntgen 231 i nast. 171 172 W róblew ski 186 R upp 277 M eissner 134 R u th erfo rd 227 230 249 254 M eitner 259 Y R u th s 206 M endelejew 241 Y oung 4 5 34 R ydberg 265 M eyer L . 127 W att 198 M W eber 60 117 120 R eiss E. P e tit 288 Laval. S ch o tt 33 Z sigm ondy 47 . 241 M ichelson 2 294 M illikan 217 218 219 S Z M orse 120 121 Scheele 194 Zeem an 268 M oseley 237 i nast. Skorowidz nazwisk 301 J N Schrödinger 278 280 Jansen 45 N e e f 113 Schulze 48 Jo h nston 247 N e rn st 189— 190 Seebeck 292 Joliot 257 260 N eu m an n 81 82 Shim izu 229 Joule 171 186 N ew com en 198 Siedentopf 47 N ew ton 4 6 16 192 274 Siegbahn 239 K N icol 38 Siem ens 84 85 K am erlingh O nncs 64 79 187 N iepce 48 Snellius 30 K apica 73 Soddy 227 249 K arolus 159 O Som m erfeld 269 291 K aufm ann 223 S tark 269 O cchialini 258 K eesom 187 Stefan 195 O ersted 57 K epler 47 S tein h eil 120 O hm 63 K e rr 159 S te rn 287 Olszewski 186 K irchhoff 22 194 195 Strauss 108 O tto 207 Strow ger 129 K irsch 255 K ohlrausch 60 117 K orn 162 P T K raru p 126 P acin o tti 85 T esla 113 K rishnan 284 P an eth 253 T ho m so n J. M ariotte 168 W ien 196 R ow land 13 61 M asolle 157 W ilke 72 R uhm cr 157 M axwell 116— 119 288 W ilson 228 R um ford 285 M ayer R ob. 223 245 P ap in 183 198 T h o m so n W . 112 173 176 • L P arsons 203 186 L andé 269 Pauli 271 T u v e 248 Lange 256 P eltier 292 Laue 233 i nast.

SKOROWIDZ RZECZOWY A Cewka indukcyjna 113 D rgania elektryczne 111— 115 A bsorpcyjne w idm a 23 C hlorow ce 241 D yna 55 A chrom atyczne soczewki 33 C hłodnica absorpcyjna 211 D ynam om aszyna 85 A diabatyczny proces 173 Chłodnica m aszyny parow ej D yspersja 274 A komodacja 42 201 202 A ktyn 251 C iało szkliste (oko) 42 E A kum ulator 65 C iem nia optyczna 41 E fekt naskórkowy (skinefekt) Alfa cząstki 226 C ieplne przyrządy elektryczne 92 93 Alkaliczne m etale 241 266 E kstraprądy 82 A m per (jednostka) 59 Ciepło dysocjacji 283 Elektroliza 215 216 Analiza w idmowa 22 C iepło parow ania 180 E lektrom agnesy 77 79 A ngstróm (jednostka) 5 C iepło rozpuszczalności 187 Ciepło spalania 200 Elektrom agnetyczne falc 117- A nodow y p rąd 106 119 A ntena 135 136 137 Ciepło topnienia 179 Ciepło u tajone 179 Elektrom agnetyzm 57 A ntena odbiorcza 141 E lektrom otor 86 A ntykatoda 231 Ciepło w ew nętrzne ziem i 193 Elektrom otoryczna siła 61 A pochrom atyczne układy 45 C iepło właściwe 171 190 Elektronow e prom ienie 277 A tom istyka 212 C iśnienie gazu 286 287 Elektronow e zderzenia 262 Atomowa powłoka 261 C iśnienie osm otyczne 188 Elektronów interferencja 276 A tomowa siatka 284 292 C iśnienie pary 182 183 Elektronów ugięcie 277 A tomowe ciepło 288 C iśnienie światła 119 Elektronów w irow anie 267 A tomowe jądra 284 296 C om ptona zjawisko 275 E lektrony 223 Atom ow y ciężar 214 296 C oulom ba praw o 54 55 C urie-p u n k t 79 E lektronydodatnie258259260 A tom ów rozbijanie 254— 256 E lektrony powłoki pow ierz­ A tom u m odel 230 263 Czas pobudzenia atom u 270 chniow ej atom u 273 A tom w odoru 263 Czas przepołow ienia 250 E lektrony swobodne 290 A tom y 212 Czas (względny) 294 Elektrostatyczna jednostka na­ A vogadry hipoteza 287 Cząsteczki dw uatom ow e 281 boju 55 A vogadry liczba 219 C zęstość drg ań 5 Elektryczności ilość 54 A udionow e połączenie 142 C zęstość pośrednia 149 E lektryczność szklana 54 Elektryczność żywiczna 54 B D E lem ent galwaniczny 65 Barwy 6— 9 D alekopis 125 E lem entarny kw ant elektrycz­ Barw y zasadnicze 50 D etektor kryształkowy 142 ności 216 B ateria 65 D iam agnetyzm 78 Elem enty energii (kwanty) 289 Bensona m etoda 203 D iam ent 190 285 Em anacja ra d u (radon) 249 Biegun (m agnetyczny) 58 D iaterm ia 139 E nergia 19 294 Boltzm anna stała 287 D io p tria 32 E nergia jonizacji 262 B row na ruch y 289 D ław iki 93 E nergia pobudzenia 262 D ługość fal świetlnych 4 5 E nergia własna 296 297 C D opplera zjawisko 24— 27 298 E nergia zerowa 291 Całkowite odbicie 31 D ostrajanie 136 141 E ntropia 173— 176 287 C entralne ogrzew anie 193 D roga sw obodna 288 i E rg 20 .

Izotopy tlen u 247 L am pa wielosiatkowa 149 F iltry częstości 124 Izotopy w odoru 247 Lam pa wolframowa 88 Fluorescencja 270 Lam pa żarow a 87— 89 Fotoelcktryczna kom órka 160 J Lam pow e stopnic w zm ocnie­ Fotoelektryczne zjawisko 17 Jądro atomowe 230 nia 151 275 Jądro w odoru 244 L am py jarzeniow e 270 Fotografia 48— 50 Jenajskie szkło 33 168 Lauego fotogram y 234 i nast. Lam pa elektronow a 142 143 Ferrom agnetyzm 79 Izotopy chloru 245 Lam pa rtęciow a 90 Film dźwiękowy 157 i nast. Ł adunek (nabój) elektryczny 85 K inetyczna teoria m aterii 54 55 G łośnik 148 285— 290 Ł adunek elektryczny jądra G ram atom 288 K ocioł Papina 183 244 G w iazdy podw ójne 26 K ocioł parow y 200— 203 Łączenie przeciw sobne 122 K om órka selenowa 160 Ł u k elektryczny 90— 91 H K ondensator (elektryczny) Ł ukow a lam pa 90 91 H afnjum 274 67— 69 H eavisideła w arstwa 138 K ondensator obrotow y 69 M H efnera świeca 89 K ondensor 34 M agnetyzm 57 58 H el 187 227 253 K on stan tan 64 M agnetyzm ziem ski 77— 78 H elu w idm o 280 K onw ekcyjne prąd y 61 M anganina 64 H e n ry (jednostka) 83 K osm iczne prom ieniow anie M asa 294 295 296 H e rtz (jednostka) 138 258 M asa m agnetyczna 58 H eterodynow y odbiór 149 K osm ologia 297— 299 M aszyna kom presyjna 210 H euslera stopy 79 K rótkie fale (elektryczne) 138 M aszyna o w ielokrotnym roz H ygrom etr 183 K rótkofalow y nadajnik 150 prężeniu 202 K rytyczna tem p eratu ra 185 M aszyna parow a 198— 203 I K rytyczny stan 185 M aszyna w zbudzająca elek­ Ilość ciepła 170 K ryształy 233 234 284 285 trom agnesy 94 Ilość zm ian p rą d u 92 K ryształy soli kam iennej 285 M aszyny chłodzące 209— 211 Im m ersja 45 K ryształy śniegu 181 M axwella relacja 118 Indukcja (elektrostatyczna) 72 K ulom b 60 M axwella rów nania 117 Indukcyjne p rąd y 80— 83 K w ant działania 21 197 263 M echaniczny rów now ażnik Interferencja elektronów 276 K w antow a liczba 264 ciepła 171 172 Interferencja światła 14— 16 K w antow a m echanika 279 M echanika falowa 279 .192 K w antow a statystyka 289 Fading 136 Izolator (elektryczny) 72 K w anty świetlne 21 Fale (elektrom agnetyczne) Izolator wysokonapięciowy Kwarcow a lam pa 90 117— 119 103 Fale ultrakrótkie 139 156 166 Izoterm icznc przem iany 173 L F a ra d 67 Izotopia 245 i nast. Skorowidz rzeczow y 303 F Izolacja cieplna . Fotografia barw na 50 Jony 215 Lejdejska butelka 69 Fotografia w podczerw ieni 49 L enza reguła 82 Franklina płyta 69 K Liczba porządkow a 240 242 Fraunhofera prążki 7 21 K abel masowy 102 L in ie sił pola elektrycznego 71 Fresnela doświadczenie 15 K abel olejowy 103 L in ie sił pola m agnetycznego K abel podm orski 126 73— 76 G K abel telefoniczny 129 L oschm idta liczba 219 G alw anom etr 59 K aloria 171 L ód 180 G auss (jednostka) 73 K ą t graniczny 31 L ó d suchy 211 G az generatorow y 208 K ą t w idzenia 44 L u n eta 47 48 G azy szlachetne 241 K e rra kom órka 159 L upa 44 G azy trw ale 185 K ilogram om etr 20 L u p a czasowa 52 Geisslerow skie ru rk i 221 K ilow attgodzina 62 G enerator lampowy 134 Kinem atografia 50 52 157 L G eneratory p rą d u stałego 84 i nast.

Prom ienie beta 224 295 N apięcie siatki 109 Pierw iastki czyste (bez izoto­ Prom ienie dodatnie 245 N atężenie pola elektrycznego pów ) 246 Prom ienie gam m a 251 252 70 Piezoelektryczność 139 Prom ienie graniczne 236 N atężenie p rą d u 59 Pobudzenie atom u 270 P rom ienie katodowe 220— N aturalny szereg pierw iast­ Podczerw ień 8 9 224 ków 240 Podw ójne załam anie 37— 40 P rom ienie m olekularne 277 N aw inięcie podw ójne d ru tu 83 159 Prom ienie protonow e 277 N aw inięcie twfornika H efner. N abój (ładunek) elektryczny P ara nasycona 182 P rąd y cieplne 193 54 55 Para w ysokoprężna 203 P rąd y indukcyjne 80— 83 N achylenie m agnetyczne 78 Param agnetyzm 78 P rądy T esli 114 115 N aczyniówka (oko) 41 Paraw odór 281 282 P rądy wirow e 82 83 N adajnik lampowy 134 Parow anie 183 Prędkość światła 1— 3 295 N adfiolet 8 9 Periodyczny układ pierw iast­ Proces kołowy (cykliczny) 175 N adprzew odnictw o 64 ków 241— 248 271 200 N adsubtelna budow a prąż­ Perm alloy 80 126 Projekcyjny przyrząd 34 ków w idm ow ych 275 P erp ctu u m m obile 174 P rom ienie alfa 225— 228 251 N apięcia podział 66 Pierścienie N ew tona 4 5 Prom ienie atom ow e 288 N apięcie elektryczne 61— 62 Pierw iastki 212 i nast. Podw yższenie p u n k tu w rze­ Prom ieniotw órczość 224 248- A ltenecka 85 nia 188 253 N a wpół przepuszczalne błony Pojem ność (elektrostatyczna) Prom ieniow anie charaktery­ 188 67 styczne 236 Neonow e światło 270 Polaryzacja (światła) 34— 36 Prom ieniow anie cieplne 194— N eutrodynow e połączenie 148 P c a ry z ac ji kąt 35 198 N eutrony 257 Polaryzacyjne przyrządy 36 Prom ieniow anie słoneczne 195 N icola pryzm at 38 Pole elektryczne 70— 73 196 Pole m agnetyczne 73— 79 Prostow niki 105— 108 O Pole w irow e 97 P rostow nik rtęciow y 106— 108 O biektyw 45 Polon 250 Prostow nik suchy 108 O bniżenie pu n k tu zam arzania Porywacz czasu 52 Protony 255 188 Potencjałów różnica 61 Pryzm atyczna luneta 48 . 304 Zasady fizyki M etale 290— 292 O brazy osiowe w kryształach P otencjom etr 66 67 M eteory (wiek) 253 40 Poziomy energetyczne (ato­ M gław ice 297 O chrona cieplna 192 mowe) 263 M gławice spiralne 297 O dbicie światła 28 29 Pozitrony 259 M ieszaniny oziębiające 188 O dbiorniki radiow e włączane Półwattówka 90 M ikrofale (elektrom agnetycz­ do sieci 150 P raca 19 62 ne) 139 Ognisko (optyczne) 29 Praw dopodobieństw o 280 M ikrofon 127 128 146 O gniw o galwaniczne 65 Praw o gazów 286 M ikrofon elektrodynam iczny O hm a praw o 63 66 Praw o K irchhoffa 194 146 O ko 40— 44 Praw o odbicia 28 M ikrofon kondensatorow y 146 O kular 45 Prawo prom ieniow ania (Plan­ M ikroskop 44— 47 O m (jednostka) 63 cka) 197 M odulacja 127 O pornik (reostat) 65 Praw o przesunięć (W iena) 196 M ol 286 287 O pór elektryczny 63— 67 Praw o Stefana-Boltzm anna M o to r benzynow y 208 O rtochrom atyzacja 49 195 M o to r czterotaktow y 207 O rtow odór 281 Praw o stosunków stałych 213 M o to r D iesla 208 O św ietlenie elektryczne 87— Praw o stosunków w ielokrot­ M o to r gazowy 208 91 n ych 214 M o to r lotniczy 208 O zon 281 P rąd elektryczny 56 M otory spalinowe 206— 209 P rąd przem ienny 91— 97 M otory w ybuchowe 207 P rąd przesunięcia 116 P Prądnice prądu przem iennego N P ara 180 182 183 93 i nast.

P rzew o d y w ysokiego n apię 176 T e rm o m etr gazow y 168 cia 102 Soczew ka oczna 41 T erm o m etr lek arsk i 169 P u n k t p o tró jn y 184 Soczew ki 31—33 T erm o m etr w odorow y 169 P u n k ty zasadnicze te rm o m e ­ Soczew ki ro z p ra sza ją ce 33 Term os 192 tru 167 S oczew ki sk u p iające 32 Tęcza 6 P y ro m e tria 170 So len o id 74 T ęczów ka (oko) 41 S p e k tro sk o p ia m asow a 245 Tłum ienie d rg a ń 133 R S pójność (o p ty czn a) 15 T o r (p ie rw ia s te k ) 251 R ad 224 249 Sp ó łczy n n ik w ydajności p ro ­ T o r (tele g ra fic z n y ) 124 R adiofonia 145 — 157 cesu kołow ego 201 T ram w aj e le k try c zn y 86 R adio telefo n ia 140 Sp ó łczy n n ik z ałam an ia św ia­ T ran sfo rm ato r 98 i n a st. U gięcie e le k tro n ó w 277 Sublim acja 184 ny 280 281 U ginanie św iatła 10—14 S u b te ln a budow a prążków R ozszczepienie w idm ow e 274 U kład periodyczny p ie rw ia st­ w idm ow ych 268 R ozszerzanie się w szechśw ia­ ków 243 Ś w iatło n a tu ra ln e 34 35 ta 298 U ltra m ik ro sk o p 47 Ś w ia tło sp o lary zo w an e 34 35 R oztw ory 187 — 189 U ran 250 i nast. ziemi 78 T eo ria g ra w ita c ji (E in stein a ) Przew odnictw o ciep ln e 191 — S k ra p la n ie gazów 184—187 298 193 S k ra p la n ie p o w ie trz a 186 T eo ria un d u lacyjna 16 P rzew odnictw o ziemi 120 . R ad io tele g ra fia 133 i n a st.J S k ręc e n ie płaszczyzny pola T e rm o d y n am ika 172—175 P rzew o d n ik i e le k try c z n e 72 ry zacji 39 T e rm o ele k try c z n o ść 292 P rzew o d y kablow e 102 Śm ierć ciep ln a w szechśw iata T e rm o m etr 168 i n a st. T e le g ra f 119 —126 S ch rS d in g era) 279 S a c h a ry m stria 40 T e le g ra f bez d ru tu 132 i n ast. tła 30 118 T ra n s fo rm a to r częstości 134 R adon (em anacja rad u ) 249 S p rzężen ie z w ro tn e 134 T ri-e rg o n 157 R am ana zjaw isko 284 S ta ła d ie le k try c zn a 63 118 T rójfazow e silniki 95—97 R e fle k to r 90 S ta ła gazow a 286 T rój p rąd 96 R entgenow ska d iag n o sty k a S ta ła sia tk i 285 T u rb in a p aro w a 203—206 235 S ta rk a zjaw isko 269 T u rb o g e n e ra to r 205 R entgenow ska terapia235236 S te re o s k o p 43 T urm alin 38 R entgenow skie lam py 231 232 S te ro w a n ie kw arcem 139 T w o rn ik b ę b now y 85 R entgenow skie w idm a 236 — S to p k i b ezp ieczn ik o w e 91 T w o rzen ie się lodow ców 180 241 274 Stru m ień siły m agnetycznej R ezonans 136 141 U 81 R ezonans falow o-m echanicz. W a tt 62 Sam oindukcja (indukcja w ła ­ T e le g ra f lite ro w y 122 W en ty l (e le k try c z n y ) 106 sna) 82—83 T e le g ra f m aszynow y 122 W e n ty la to r 183 S c y n ty la c je 225 T e le g ra fia k ab lo w a (tr a n s ­ W idm a a b so rp cy jn e 23 S e le k ty w n y o d b ió r 148—150 o cean iczn a) 125 W idm a em isy jne 22 Z asady fizyki 20 . Skorowidz rzeczowy 305 P rzekazyw anie en erg ii elck-j S ia tk a d y frak c y jn a 12—14 T eleg rafia p o dakustyczna 124 try c z n c j na odległość ICO—| S ia tk a (w lam pie e le k tro n o ­ T eleg rafia w ie lo k ro tn a 123 105 w ej) 1G9 T eleg raficzn e p rzek azy w an ie P rze k a źn ik (relais) 121 S ia tk ó w k a (o k o ) 42—43 ob razó w 162 Przem iany pierw iastk ó w 249 S k a la te m p e ra tu r 167 T e m p e ra tu ra bezw zględna P rze rw a isk ro w a 114 S k in e fe k t (e fe k t n a sk ó rk o 168 169 P rzery w acze e le k try c zn e 113 w y) 93 T e m p e ra tu ra n a sycenia 182 P rzesu n ięcie fazy (p rąd u S k ła d o w a poziom a n atężen ia T eo ria em isyjna św iatła 16 przem iennego ) 93 po la m ogn. W 270 R y d b erg a s ta ła 263 265 W ario m e tr 83 T elefo n 127-132 W arto śc i w łasne (rów n. Ś w iecen ie te m p e ra tu ro we270 R en tg en a prom ien ie 14 231—-j S y n c h ro n iz a c ja filmu 162 236 S zereg i przem ian pro m ien io ­ R ów nolegle łączen ie 83 V olty sto s 56 tw ó rczy ch 250 R urka do w yładow ań e le k tr.

306 Zasady fizyki W idm a pasm ow e 232 283 W zm acniacze lam pow e 108—j. W zm acniacze w ysokiej czę ­ Z boczenie m ag n ety czn e 77 nc 282 sto ści 143 Z dolność em isyjna 194 W idm a siatk o w e 13 Z ero bezw zględne 168 W idm o sło n eczn e 6 7 Ziem ia (w iek) 252 253 W idm o w odoru 265 266 Z ałam anie św iatła 30 Z iem ie rz a d k ie 273 W idzenie na odległość 163 Z apis dźw ięków friatężeftip'.Z jaw isko Z cem ana 268 W ielo siatk o w e lam py 149 wy 158 Z orza p o la rn a 270 W ilgotność 183 Z apis dźw ięków poprzeczny Z w ierciadła 28—29 W ilsona m eto d a 228 153 Z w ierciadło w klęsłe 28 29 W oda 171 Z a sad a H u y g en sa 11 Z w yrodnienie gazów 291 W oda c iężk a 248 Z a sad a niepew ności 293 W olt 61 62 Z asad a p rą d u w steczn eg o W o lto m ierz 67 (L inde) 186 Ż aró w k a z w łóknem m e ta ­ W rzen ie 180 Z asad a przyczynow ości 293 ! lowym 88 89 W szechśw iat 2 9 7 -2 9 9 Z asada zach o w an ia energii Ż arząca się k a to d a 106 W zględności te o ria 294 295 172 Ż yła (te le g ra fic z n a) 124 .Z asad y term o d y n am ik i 172 W idm a p rążk o w e (liniow e) 111 173 174 189 21—24 26 4 -2 6 9 W zm acniacze niskiej c zę sto ­ Z asięg (prom ieni a ) 251 W idm a ro ta c y jn e 282 ści 143 Z asobniki cieplne(R uthsa)205 W idm a ro ta c y jn o -o sc y lac y j.

fe .1 tl .U2 2013 -« a . IM *«i. 1999 * 2009 -u-.11 $1 05.