You are on page 1of 81

Jzef Bocheski

STO ZABOBONW
Krtki filozoficzny sownik zabobonw

Printed in Poland Wydawnictwo PHILED spka z o. o.


Oficyna Wydawnicza Dajwr KRAKW 1994
Copyright by PHILED
Przedmowa do drugiego wydania
Pierwsze wydanie tej ksiki zredagowane w roku 1986, ukazao si nakadem
Instytutu Literackiego w Paryu (Kultura) w roku 1987. W midzyczasie rzecz
doczekaa si paru przedrukw w prasie nielegalnej. Posiadam takie dwa wydania.
Pierwsze firmy In plus, bez daty, formatu 13,5 19 cm z posowiem autora
zawierajcym haso zabobon. Drugie firmy Oficyna Wydawnicza Margines, z roku
1987, formatu 9 14 cm. Korzystam ze sposobnoci, aby podzikowa odwanym
wydawcom, ktrzy wiele ryzykowali dla rozpowszechnienia moich pogldw w czasie
wojennym. Pozostaje jednak faktem, e nie miaem dotd monoci wprowadzenia
poprawek. Niniejsze wydanie jest pierwszym wznowieniem przepracowanym przeze
mnie.
To przepracowanie nasuwa problem. Gdy rzecz si ukazywaa po raz pierwszy
Polska bya jeszcze okupowana przez Rosjan i agentw rosyjskich, ktrzy narzucali
marksizmleninizm szkoom i publikacjom w zasigu ich wadzy. Dlatego wydawao
mi si wwczas potrzebnym powici stosunkowo wiele miejsca temu
najbogatszemu ze znanych nam zbiorowi zabobonw, jakim w marksizm jest.
Obecnie jednak stosunki si zmieniy. Przynajmniej cz wspomnianych
agentw utracia wadz. Marksizmleninizm zbankrutowa take w wielu innych
krajach. Mona byo sobie zada pytanie czy nie naley usun zbyt licznych
wzmianek o tym zabobonie. Po namyle postanowiem jednak tego nie czyni. Zbyt
wielu moskiewskich agentw zachowao w Polsce cz wadzy. Zbyt wielu ludzi
korzcych si niedawno przed cudzoziemskimi bredniami zajmuje wysokie
stanowiska. Co gorsze, duch kompromisu najgorszego rodzaju zdaje si panowa
w znacznej czci starszej polskiej inteligencji. Wydaje mi si zarazem, e zawle-
czone z Moskwy gupstwa nie zaginy w Polsce bez reszty.
W tych warunkach wskazane byo zachowa bez zmian ustpy dotyczce
marksizmu i marksizmuleninizmu. Nie zmieniem take terminologii w hasach
dotyczcych etyki, aczkolwiek (np. w Podrczniku mdroci) uywam obecnie innej
ni w roku 1986. Wprowadzone poprawki s wic niemal wycznie stylistyczne,
albo maj suy wikszej jasnoci wykadu.
Fryburg Szwajcaria, 4 lipca 1992
Jzef Bocheski

I
Przedmowa do pierwszego wydania
Staroytni Egipcjanie nazywali co, co odpowiada naszemu zmartwychwstaniu,
wychodzeniem na wiato. Ot tak ksieczka jest powicona wanie takiemu
wychodzeniu na wiato, intelektualnemu zmartwychwstaniu i to dwojako.
Najpierw jako rodzaj rachunku sumienia autora, ktry hodowa ongi wielu
spord opisanych tutaj zabobonw a dzi, Bogu dziki uwolni si od nich, wyszed
z ciemnoci na wiato. Jest nastpnie wydana w nadziei, e pomoe temu czy
innemu Czytelnikowi w jego walce o wolno od bdw. Chciaaby take odegra,
cho raczej ubocznie, rol maego wstpu do filozofii takiej, jak j pojmuje autor.
W tytule ksieczki jest par wyrae, ktre wymagaj komentarza. Mowa jest
wic najpierw o zabobonach. Nie jestem pewny, czy sowo zostao wybrane trafnie
moe byoby poprawniej mwi o przesdach, a nawet o bdach. Bo wyraenie
zabobon ma jakby posmak czego magicznego: nazywa si przecie zabobonnym
czowieka, ktry jest przekonany, e moe co uzyska przez wypowiadanie
tajemniczych sw, albo przez kucie ig lalki woskowej. Chodzi zatem zwykle o co
praktycznego, o rodzaj absurdalnej techniki. Natomiast wiele omwionych tutaj
mniema moe nawet wikszo ma charakter teoretyczny, nie praktyczny,
a wic i nie magiczny. Jeli mimo to uywam tej nazwy, to dlatego, e ona oznacza
czasem w naszym jzyku take teoretyczne bdy a poza tym dlatego, e jest
mocniejsza, e daje peniejszy wyraz mojej postawie wobec gupstw, jakimi s
zabobony. W kadym razie definiuj zabobon w nastpujcy sposb: wierzenie,
ktre jest (1) oczywicie w wysokim stopniu faszywe, a mimo to (2) uwaane za na
pewno prawdziwe. Tak np. astrologia jest zabobonem w moim znaczeniu sowa,
bo jest oczywicie i skrajnie faszywa, a mimo to jest uwaana za zbir pewnikw.
Powie mi kto, e uywajc tej raczej obelywej nazwy, obraam czcigodne
zasady wytwornej przyzwoitoci koleeskiej. Bo w wiecie filozofw przyjto
obchodzi si elegancko z najgorszymi nawet idiotyzmami. Kiedy jeden mdrek
powiada, e wiata nie ma, albo e istnieje tylko w jego gowie; kiedy drugi mdrek
dowodzi, e ja nie mog by pewny, czy w tej chwili siedz, a trzeci poucza nas,
e nie mamy wiadomoci, ani uczu mwi si, e to jest pogld, mniemanie,
filozoficzna teoria i wykada si j z namaszczeniem studentom. Ot ja, prosz mi
wybaczy, nazywam to wszystko zabobonem i mwi wyranie, e takie jest moje
mniemanie. Stanowczo za daleko poszlimy w uprzejmoci wzgldem zabobonnych
mdrkw. Wypada raz wreszcie z tym skoczy, odrni hipotez naukow
od widzimisi demagoga, nauk od fantazji, uczciwy wysiek filozoficzny od pustej
gadaniny. A to tym bardziej, e owa gadanina miewa, niestety, tragiczne skutki:
wystarczy pomyle o dialektyce Hegla i o mordach, jakich w jej imi dokonano.
Tyle o zabobonie. Jeli chodzi o filozoficzny, to musz si przyzna, e jeli
moje podejcie jest stale filozoficzne (tj. od strony najbardziej oderwanej), to tre
zabobonw omwionych w tej ksieczce nie zawsze ma charakter filozoficzny
niektre nale raczej do dziedziny ekonomii politycznej, wzgldnie socjologii. Jeli
si nimi tutaj zajmuj to z trzech wzgldw. Najpierw dlatego, e sam byem ofiar
tych zabobonw. Nastpnie dlatego, e szanowni koledzy ekonomici i socjologowie
zdaj si by zwykle tak bardzo zajci pozytywnymi dociekaniami, e czasu im ju
nie staje na zwalczanie przesdw i zabobonw nalecych do ich wasnych
dziedzin. Kto widzia na przykad kiedy nowoczesn krytyk ekonomii

II
marksistowskiej (ktra jest przecie zbiorem oczywistych zabobonw), napisan
przez uczonego ekonomist? Filozofowie dali nam co najmniej tuzin monografii
krytycznych o zabobonach w filozofii marksistowskiej ale kiedy si prosi o co
podobnego dotyczcego ekonomii politycznej, ekonomici odsyaj zwykle do jakich
sprzed wieku. Chcc wic czy nie chcc, filozof musi podj si roli burzyciela
zabobonw take gdy chodzi o pewne sprawy nalece do dziedziny ekonomii
i socjologii. Dochodzi do tego wreszcie wzgld na charakter filozofii, ktra z jednej
strony zajmuje si najbardziej oderwanymi aspektami wszystkich przedmiotw,
a z drugiej strony jest, e tak powiem, burzycielk zabobonw z powoania.
Mona by co prawda sdzi, e niektre, powiedzmy wulgarne, zabobony, jak
astrologia i numerologia, nie maj nic wsplnego z filozofi, nawet w tym szerokim
sowa znaczeniu. Ale, przygldajc si bliej tym skrajnym wypadkom, atwo
stwierdzi, e u rde le ilu pomysy filozofw. Astrologia wywodzi si przecie
w prostej linii z filozoficznego wierzenia w inteligencje rzdzce gwiazdami
wierzenia, do ktrego przyznawali si najwybitniejsi nawet filozofowie, Aweroes
na przykad, aby tylko jedno wielkie nazwisko wymieni. A numerologia zawdzicza
przecie swoje powstanie, przynajmniej po czci, Pitagorasowi i jego uczniom,
ktrzy uczyli, e liczby s czym arcywanym, podstawowym w kosmosie. Ba, sam
Platon by w pniejszym wieku wyznawc tego pogldu, bo uczy, e liczby s istot
rzeczy. Nie jest te pikantnoci pozbawiona okoliczno, e Galileusz, twrca
nowoczesnej nauki, by take filozofem, ktry si otwarcie przyznawa do takiego
platonizmu.
A jeli tak jest z astrologi i numerologia, c dopiero powiedzie o dialektyce,
o idealizmie, o humanizmie i innych gusach, ktrym wiat zdaje si dzi hodowa?
Tutaj pochodzenie zabobonw z dzie dawniejszych kolegw po fachu jest chyba
jasne. Filozof nie ma doprawdy z czego by dumny; ale o tym za chwil.
Jedna grupa wierze, ktre zaliczyem tutaj do zabobonw, nasuwa trudno
innego rodzaju. Chodzi mianowicie o wierzenia nalece do dziedziny moralnoci,
a wic dotyczce norm postpowania, jak na przykad altruizmu, kary i mioci.
Trudno polega na tym, e moim zdaniem filozofia jest (albo przynajmniej powinna
by) nauk, a nauka rozprawia wycznie o faktach, o tym co jest, nie o normach,
przynajmniej nie w tym sensie, by moga przepisywa co ma by. Jeli mimo to
mowa jest w Sowniku take o takich wierzeniach, to dlatego, e przyznajcy si do
nich popadaj w sprzeczno z normami, ktre oni sami uwaaj za obowizujce.
Innymi sowami chodzi z mojego punktu widzenia o co, co mona by nazwa
zabobonem logicznym, nie zabobonem etycznym.
Niezalenie od podziau zabobonw na mniej i bardziej filozoficzne, zasuguje
na wzmiank inne rozrnienie. Ufam, e wikszo zabobonw omwionych w tym
sowniku zainteresuje take niefachowego filozofa, ale niektre spord nich s tak
dalece techniczne, e publiczno zwraca na nie uwag tylko w drodze wyjtku.
Przykadem tych ostatnich jest idealizm teoriopoznawczy. Jeli poruszyem je tutaj
mimo ich ezoterycznego charakteru, to ze wzgldu na zowrogie skutki takich
pozornie czysto technicznych i oderwanych bdw. Gdyby odnone wywody wyday
si za trudne, autor prosi o ich opuszczenie w lekturze a jako okoliczno
agodzc dla siebie pozwala sobie przytoczy znan prawd, e filozofia jest
badaniem zagadnie przedstawiajcych pewien interes wycznie dla filozofa
(Bertrand Russell).

III
Warto te moe zwrci uwag, e podczas gdy pewne zabobony jak na
przykad humanizm powstaj na skutek zaprzeczenia faktom, a inne, jak
astrologia, wynikaj z pogwacenia elementarnych zasad metodologii, to przyczyn
jeszcze innych jest pomieszanie poj. Zabobony dotyczce demokracji (a sze
znacze sowa!), idealizmu i komunizmu s pod tym wzgldem typowe. Jest nawet
faktem zastanawiajcym, e mamy a takie pomieszanie poj. Moim zdaniem
odpowiedzialna jest za to postawa znacznej wikszoci filozofw nowoytnych (XVI
XIX wiek), ktrzy, w przeciwiestwie do filozofw dawniejszych, lekcewayli sobie
analiz jzykow i oddawali si spekulacjom nad pojciami samymi w sobie,
zapominajc, e pojcia s po prostu znaczeniami sw. Jak si piknie wyrazi
jeden z moich dawnych uczniw: oddawali si bujaniu o pojciach bujajcych
w powietrzu. Lektura ich dzie doprowadzia do tego, e przestano zwraca uwag
na wieloznaczno wikszoci sw i popadano przez to w zabobony.
W tytule mowa jest poza tym o krtkim sowniku. Mam na myli nie tylko to,
e wzite pod uwag zabobony s omwione pokrtce, ale take fakt, e wymieniam
zaledwie drobn cz znanych zabobonw filozoficznych. Mona by wic zapyta,
jakiego klucza uyem w wyborze hase. Odpowiadam, e adnego pisaem po prostu
o zabobonach, ktre mi na myl przychodziy, a wic naturalnie przede wszystkim
o tych, ktrych sam byem ongi ofiar. By moe, e opuciem wskutek tego wiele
wanych zabobonw ale na to nie ma ju rady. Skdind wydaje mi si, e porcja
gupstw omwionych poniej jest dostatecznie wielka, aby przyda si w kuracji,
majcej na celu oprzytomnienie, wyjcie na wiato.
Przegldajc spis zabobonw, z ktrymi si rozprawiam, nie mog oprze si
przykremu uczuciu, ktre Niemcy nazywaj, zdaje si, Katzenjammer, a co po
polsku mona by bodaj okreli (nie bardzo polskim co prawda) sowem chandra.
Mj sownik pokazuje, e w naszym wiecie panuje a tyle zabobonw i jakich
zabobonw! Nie potrzeba by wyznawc zabobonu o staym Postpie Ludzkoci, aby
przecie ufa, e ludzie XX wieku s cho troch przytomniejsi, cho troch
rozumniejsi od troglodytw. A tymczasem lista zabobonw wyznawanych przez
miliony w Londynie, Nowym Jorku i Paryu zadaje kam tej pobonej nadziei.
Trudno oprze si uczuciu wstydu, e si do takiego pokolenia naley. Jeli o mnie
chodzi, przykro jest tym wiksza, e, jak wspomniaem, byem sam lepym
zwolennikiem wielu spord wymienionych tutaj zabobonw. Gorszy jeszcze jest,
e tak powiem, mj wstyd zawodowy: mam na myli grup zawodow filozofw,
do ktrej nale, a ktra tak ciko zawinia, wymylajc albo przyczyniajc si
do powstania a tylu zabobonw. Wreszcie uwaga jeszcze bardziej osobista.
Kto zechce zagldn do niniejszego sownika, stwierdzi atwo, e nosi on charakter
wysoce obrazoburczy, e nazywam w nim zabobonami wiele pogldw,
powszechnie uwaanych za prawdziwe, dobre, czcigodne, bodaj nawet za wito-
bliwe, jak na przykad altruizm i humanizm. Tak jest istotnie. Postpuj w ten
sposb dlatego, e, jak powiedziaem, filozof jest z powoania obrazoburc,
niszczycielem przesdw i zabobonw. Jego gwna rola wzgldem wiatopogldu
polega wanie na przewracaniu bawanw, na burzeniu przeszkd stojcych
na drodze uznania danego wiatopogldu. e penienie tej funkcji nie jest wygodne,
e nie obiecuje wielu korzyci dla autora, to inna sprawa. Wrcz przeciwnie: filozof
wiemy swojemu powoaniu musi si liczy z przeladowaniem ze strony poczciwych
bawochwalcw i innych wyznawcw zabobonu. Nieprawd jest, by historia znaa

IV
wielu mczennikw nauki natomiast wielu filozofw cierpiao przeladowanie
dlatego, e smagali zabobony.
Ale i na to nie ma rady. Co wicej, czasy s takie, e kto moe, ma dzisiaj
bodaj bardziej ni kiedykolwiek cisy obowizek walki z zabobonami. Tak
dlatego, e dzisiaj wanie tylu ludzi nawet autentycznych filozofw korzy si
we wstrtny sposb przed marksistowskim zabobonem i kiedy w Polsce czowiek
ma tak czsto wybr tylko midzy dwoma rodzajami zabobonw, tym goszonymi
przez parti i tymi, ktrym hoduj ciemni katolicy.
Jeli jednak chodzi o zabobony tego ostatniego rodzaju, autor ma poprzednika
w dziejach, niejakiego w. Tomasza z Akwinu, ktrego wyklto przecie i w Paryu
i w Oksfordzie za to, e omieli si odrzuci zabobonne wierzenia mistyczne o duszy
i gosi (jedynie zreszt prawdziwe) twierdzenie, e dusza jest treci ciaa (forma
corporeitatis). A wic, cho w. Tomasz nie jest (ju) moim guru, niech wolno go
bdzie uwaa za niebieskiego opiekuna obrazoburstwa, jakie askawy Czytelnik
znajdzie w tym sowniku.
J. M. Bocheski

V
AKTYWIZM
Mniemanie, e tylko ruch, dziaanie, denie do celu ma warto i moe da
sens ludzkiemu yciu. ycie miaoby zatem sens tylko wtedy, gdy czowiek dziaa,
dy do czego. Aktywizm potpia jako martwe i bezuyteczne wszelkie uywanie
chwili, kad kontemplacj.
Aktywizm istnieje od staroytnoci, ale zosta ostatnio bardzo spopularyzowany
przez egzystencjalistw. Ci filozofowie pojmuj mianowicie istnienie czowieka (tak
zwan egzystencj), jako denie, napicie, ruch w kierunku przyszej egzystencji:
czowiek nie tylko dziaa, ale sam jest dziaaniem, czystym mchem, deniem.
atwo wykaza, e aktywizm jest zabobonem, wskazujc na kademu znane
chwile, w ktrych czowiek nie dy do adnego celu, ale w ktrych jego ycie ma
przecie peny i nieraz bardzo intensywny sens. Tak jest na przykad chwila,
w ktrej po kpieli morskiej spoczywam na piasku, rozkoszujc si socem i wiat-
rem. Tak chwil przey wielki matematyk niemiecki, jeden z twrcw geometrii
nieeuklidesowej, Riemann, o ktrym opowiadaj, e jak zwierzy si przyjacielowi
mia intuicj caoci swojego systemu i tak rado, e chyba niewielu ludziom
dane jest przey co podobnego. Jest rzecz jasn, e w takich chwilach czowiek
nie dy do niczego, nie dziaa celowo, ale przecie yje bardzo intensywnie i e jego
ycie ma sens. Skdind aktywizm, odmawiajc ludziom prawa do uywania chwili,
pozbawia samo dziaanie sensu bo dziaamy po to, aby co uzyska, nie aby
dziaa dla dziaania bez koca. Ot tym czym, o ktre w dziaaniu chodzi, musi
by kocowa chwila uywania tego, co si pragno osign przez dziaanie.
Jednym z powodw rozpowszechniania si tego zabobonu jest kolektywizm,
zabobon wymagajcy, aby czowiek y wycznie dla zbiorowoci. Z tego punktu
widzenia naley oczywicie tylko dziaa i kada chwila uywania jest rodzajem
kradziey, odbierania spoeczestwu tego, co mu si naley. Ale kolektywizm jest
zabobonem.

ALTRUIZM
Altruizm zosta wynaleziony razem z dziwaczn nazw przez francuskiego
filozofa A. Comtea. Nazwa jest dziwaczna, bo skada si ze rdosoww
zaczerpnitych a z trzech jzykw (aciny, francuskiego i greckiego) a to co ona
oznacza jest zasadniczo rne od autentycznej mioci, ktr altruizm mia zastpi.
Altruizm jest mianowicie mioci innego czowieka w oderwaniu i dlatego, e jest
innym czowiekiem. Jego przedmiotem jest wic nieokrelone indywiduum, ktre
mamy kocha dlatego wanie, e jest nam obce, rne od nas. Mamy wic do
czynienia z odwrotnoci autentycznej mioci, ktr kochamy zawsze konkretn
osob, a kochamy j nie dlatego, e jest rna od nas, ale wrcz przeciwnie, dlatego
e jest nam bliska i o tyle, o ile ma tosamoci z nami. Sam Comte zdawa sobie
prawdopodobnie spraw z tej rnicy, skoro uku dla swojego altruizmu now
nazw. Utosamianie tego altruizmu z normaln mioci ludzk jest zabobonem
i mao jest widokw rwnie aosnych, jak widok duchownych chrzecijaskich
goszcych ten zabobon z ambon, mieszajcych altruizm z mioci chrzecijask.

VI
Aby zrozumie pochodzenie altruizmu wypada pamita, e w altruizmie
Comtea wcale nie chodzi o jednostki ludzkie, ale o tzw. wielki byt (grand tre),
tj. o ludzko Altruizm stapia nas z tym wielkim bytem, jest wic narzdziem
bawochwalstwa, jakim jest uwielbienie ludzkoci. Celem wynalazku byo stworzenie
doktryny, ktra by moga w ramach tego bawochwalstwa zastpi chrzecijask
nauk o mioci bliniego.

ANARCHIZM
Mniemanie, e anarchia jest moliwym, a nawet podanym ustrojem
spoecznym. Anarchia to wyraz grecki, oznaczajcy ustrj albo raczej rozstrj
w ktrym nie ma adnego przymusu, a wic i autorytetu deontycznego sankcji.
Anarchia jest oczywistym zabobonem, przynajmniej jeli odnosi si do spoeczestw
zoonych. W cigu 5000 lat dziejw ludzkoci nie jest znany ani jeden wypadek,
w ktrym anarchia nie byaby poczona z ogromn mas niesprawiedliwoci,
mordw itp. i z szybkim upadkiem spoeczestwa. Mona wic by anarchist tylko
pod warunkiem, e si zakada inny jeszcze zabobon, a mianowicie wierzenie
w postp.
Warto zauway, e zwolennicy anarchizmu nie zawsze przecz koniecznoci
wszelkiego autorytetu, ale tylko autorytetu sankcji. Wydaje si im, e dobrowolnie
uznany autorytet powinien wystarczy i e ludzie mu si poddadz, nawet gdy
adna sankcja im nie grozi. Ale i to jest zabobonem. Wiadomo bowiem, e w kadym
spoeczestwie bez wyjtku jest pewien odsetek jednostek niekarnych wzgldnie
zbrodniczych, nie poddajcych si woli wikszoci. W naszych czasach jest to
jeszcze bardziej oczywiste ni dawniej.
Przyczyn rozpowszechnienia tango zabobonu jest odczuwanie istniejcego
porzdku i panujcej wadzy jako niesprawiedliwych, co w wielu wypadkach moe
by suszne. Ale anarchizm nie jest lekarstwem na to zo, bo prowadzi zwykle do
wikszych nieszcz, ni te, od ktrych chciaby ludzi uwolni.
Do spopularyzowania anarchizmu przyczyni si walnie marksizm. Sam Marks
przej bowiem ideay anarchistw jako cel polityki. Jego zdaniem w raju na ziemi,
jakim ma by komunizm, nie bdzie ju pastwa ani w ogle adnego przymusu.
Jego celem jest wic cakiem wyranie anarchia. Jednym z dziwolgw marksizmu
jest, e goszc taki idea, hodujc w teorii anarchicznemu zabobonowi, w praktyce
uprawia wszdzie, gdzie jest u wadzy, skrajny totalitaryzm.

ANTROPOCENTRYZM
Zabobonna filozofia zwizana z humanizmem, uwaajca czowieka za orodek
i punkt wyjcia docieka filozoficznych. Skrajn postaci antropocentryzmu jest
pogld greckiego filozofa Pitagorasa, streszczony w synnym zdaniu czowiek jest
miar wszystkiego. Antropocentryzm jest obraz zdrowego rozsdku i to nawet
w dwojaki sposb ze wzgldu na przedmiot i na metod ludzkiego poznania.
Jeli chodzi o przedmiot, mona zrozumie, e ludzie yjcy przed Kopernikiem
mogli uwaa antropocentryzm za rozsdne stanowisko. Mniemano bowiem wtedy,
e ziemia jest orodkiem stosunkowo maego wiata, w ktrym wszystko: Soce,
gwiazdy, planety, obracao si wok niej. Myl, e caa rzeczywisto obraca si

VII
wokoo czowieka, moga si wwczas wydawa zgodna z nauk. A warto zauway,
e i wtedy niewielu tylko filozofw popadao w zabobon antropocentryzmu.
Natomiast dzi wiemy, e nasza Ziemia jest tylko malek planet, obracajc si
wok Soca, ktre jest od niej 330.000 razy cisze, e soc podobnych do
naszego jest w drodze mlecznej miliardy i e mgawic takich jak ona jest znowu
wiele. Wiemy te, e ycie na powierzchni Ziemi istnieje w porwnaniu do
istnienia samej Ziemi, a tym bardziej wszechwiata niezmiernie krtko tym
bardziej gatunek ludzki. Kady wic, kto nie popada w zabobon humanizmu, to jest
nie uwaa czowieka za stworzenie nadprzyrodzone, musi uzna antropocentryzm za
zabobon.
Do tego samego wniosku dochodzi si take ze stanowiska metody. Rzecz
mianowicie w tym, e poznanie samego siebie jest dla nas wtrne w stosunku do
poznania innych przedmiotw i refleksja nad sob jest znacznie trudniejsza ni
poznanie zewntrznej rzeczywistoci. Jest wic zabobonem mniemanie, i naley
zaczyna w poznaniu od czowieka
Wydaje si, e przyczyn szerzenia si tego zabobonu jest zwykle rozkad
spoeczestwa i idca w parze z nim skonno ludzi do zamykania si w sobie,
rozmylania o sobie, zapominajc o otaczajcej nas rzeczywistoci.

ANTYSEMITYZM
Wyraenie antysemityzm uywane jest dzisiaj w dziwaczny sposb, jako i e
Arabowie s przecie Semitami: kto ich wic nie lubi, byby antysemit. Ale tego,
co antysemityzm dzi oznacza, dotycz co najmniej trzy zabobony.
1. Pierwszym i najwaniejszym jest sam antysemityzm. Polega on na demoni-
zacji ydw i przypisywaniu im wszelkiego za. Zwolennicy antysemityzmu zwykli
take twierdzi, e ydzi rzdz wiatem, e maj jak central, dc do opano-
wania wiata, do zniszczenia naszej cywilizacji itd. Zdarza si te, e przypisuje si
im najzupeniej goosownie rozmaite zbrodnie. Powszechne jest u antysemitw
danie, by wyeliminowa z naszej cywilizacji wszystko, co ydowskie.
e s to wszystko haniebne zabobony, powinno by jasne. Aby wspomnie tylko
o ostatniej sprawie, postulat oczyszczenia kultury europejskiej ze skadnikw
wniesionych do niej przez ydw jest absurdem. Nie ma kultury europejskiej
bez chrzecijastwa, a chrzecijastwo oparte jest na ydowskiej Biblii i pochodzi od
Chrystusa, ktry by ydem. Dlatego te antysemici s bardzo czsto take anty-
chrzecijanami nie zdajc sobie sprawy, e podcinaj przez to podstawy kultury,
ktrej chc broni. A znaczenie ydw w tej kulturze nie koczy si na chrzeci-
jastwie. Bardzo wielu najbardziej wpywowych mylicieli europejskich XIX i XX
wieku byo ydami, e wymienimy tylko Marksa, Freuda i Einsteina. Jeli chodzi
o filozofi, niemal wszystko, co byo decydujce dla wyjcia z ciemnego zauka
historii nowoytnej, pochodzi od ydw. ydami byli np. tacy filozofowie jak
Bergson (Zbytkower), Husserl, Cassirer, LevyStrauss i Tarski. Wielu czoowych
komunistw byo wprawdzie ydami ale czoowy antykomunista francuski,
Raymond Aron, by take ydem. Nie ma europejskiej kultury bez ydw i anty-
semityzm jest dlatego skrajnie antyeuropejskim zabobonem.

VIII
Nasuwa si naturalnie pytanie, dlaczego antysemityzm jest tak rozpowszech-
niony, nawet w krajach, w ktrych ydzi stanowi drobn i dobrze zasymilowan
mniejszo, jak w przedwojennych Niemczech, gdzie antysemityzm osign szczyt.
Odpowied na to pytanie jest zoona wydaje si, e antysemityzm ma kilka
przyczyn. Jedn z nich jest zapewne zazdro spowodowana tym, e ydzi wydaj
stosunkowo wysoki odsetek ludzi bardzo zdolnych i wskutek tego zajmuj nieraz
kierujce stanowiska w literaturze, nauce, filozofii, a nawet w polityce. Inn
przyczyn jest chyba fakt, e ten sam nard wydaje stosunkowo wielu ludzi
nietolerancyjnych i bezwzgldnych, gdy tylko posid wadz. Przejawia si to
midzy innymi w lekcewaeniu przez nich uczu religijnych i patriotycznych gojw.
Oni to s w wysokim stopniu odpowiedzialni za szerzenie si antysemityzmu. W XX
wieku zowrogi wpyw wywar take fakt, e wielu ludzi tego typu posiadao wadz
z ramienia partii komunistycznych i zbrodnie przez nich popenione zostay
nastpnie przypisane wszystkim ydom, co jest oczywicie zabobonem, ale nie mniej
wyjania czciowo popularno antysemityzmu.
2. Obok tego zasadniczego zabobonu wypada wymieni inny, polegajcy na
uwaaniu antysemityzmu za co znacznie gorszego, bardziej zbrodniczego od wro-
goci wzgldem innych grup narodowych. Mona to dzi o tyle zrozumie, e myli si
o antysemityzmie niemieckim, ktry spowodowa ludobjstwo ydw i w tym
sensie by niewtpliwie czym gorszym ni np. niech Flamandw do Walonw
w Belgii. Ale ju ludobjstwo, jakiego ofiar padli Ormianie po pierwszej wojnie
wiatowej jest dokadnie tak samo potpienia godne, jak zbrodnie hitlerowskie.
By moe, e rnica w ocenie pochodzi std, e uwaa si ydw za nard
wybrany w co zreszt obecnie nawet wikszo ydw nie wierzy.
3. Wreszcie zabobonem jest mniemanie, e nie wolno ydw mniej lubi ni
innych, e ktokolwiek woli np. Wocha albo Chiczyka od yda jest antysemit.
Kady ma w rzeczy samej prawo lubi albo nie lubi kogokolwiek pod warunkiem,
by nie gwaci prawa, gdy chodzi o osob, ktrej nie lubi. Kady ma te nie tylko
prawo, ale i obowizek bardziej lubi sobie bliskich ni obcych, a wic np. Polakw
bardziej ni Francuzw albo ydw. Kto nazywa ludzi tak czujcych antysemitami,
wpada w zabobon.

ARTYSTA
Artysta odgrywa wan rol w spoeczestwie: jest specjalist w sztuce, umie
lepiej ni inni wyraa ludzkie uczucia i ideay, tworzy pikne dziea itd. Ale jako
taki artysta nie jest nauczycielem cnt, przywdc politycznym ani filozofem. Gdy
si uwaa za takiego i wystpuje jako autorytet w tych dziedzinach, staje si
intelektualist. Przyznawanie mu tego autorytetu jest pierwszym zabobonem
dotyczcym artysty. Bo artysta, podobnie jak literat i dziennikarz, jest specjalist
i autorytetem tylko w jego wasnej dziedzinie, ktr jest sztuka, a nie w innych.
Co prawda moe si zdarzy, e artysta jest rwnoczenie np. politykiem albo
filozofem ale jako artysta nim nie jest.
Szczeglnie niebezpieczne jest przypisywanie mu prawa wystpowania jako
nauczyciela moralnoci. Wypada sobie zda spraw, e i pod tym wzgldem artysta
w niczym nie gruje nad innymi ludmi, e nie jest ani autorytetem moralnym,
ani uprawnionym kaznodziej etyki religijnej. Z tego, e umie dobrze przedstawia
czyny ludzkie nie wynika, by posiada ten autorytet. Przeciwnie, artyci wygaszali

IX
nieraz pogldy moralne sprzeczne z przyjtymi w ich spoeczestwie i darzyli
zwykych ludzi niczym nie uzasadnion pogard. Mona wic powiedzie, e artysta
naduywajcy swojego autorytetu w tej dziedzinie jest spoecznie szczeglnie
szkodliwy.
Inny zabobon dotyczcy artysty to mniemanie, e przysuguj mu praw
ktrych nikt inny nie posiada. Tak na przykad zdarza si, e artyci malarze,
wzgldnie ludzie uwaajcy si za takich, domagaj si w imi rzekomej wolnoci
sztuki prawa zdobienia cian cudzych domw bez zgody wacicieli. Szewc
mgby rwnie dobrze domaga si prawa sporzdzenia pantofli z mojej teczki bez
mojego pozwolenia a rzenik prawa zarnicia mojego kota aby z niego stworzy
sznycel. Artysta nie ma w rzeczywistoci wikszych praw ni ktokolwiek inny
i kto mu takie prawa przypisuje, popada w zabobon.
Popularno tych zabobonw mona wytumaczy w nastpujcy sposb:
Wartoci estetyczne, ktre artysta zna lepiej ni inni i umie wciela w swoje dziea
s bardzo wysokimi wartociami. Szacunek, jaki dla nich (susznie) mamy,
przenosimy na twrcw dzie sztuki, to jest na artystw. Zdarza si wwczas,
e otoczony szacunkiem artysta staje si prawdziwym guru, bezwzgldnym
autorytetem we wszystkich dziedzinach. Dochodzi do tego tym atwiej, im bardziej
inne autorytety zwaszcza moralne s osabione, jak to si zdarza zwykle
w okresach upadku spoecznego.

ASTROLOGIA
System oparty na zaoeniu, e wzajemne pooenie Soca Ksiyca i planet
w chwili urodzenia czowieka rozstrzyga o jego losie, e znajc je mona wic
przepowiedzie o jego losie. Astrologia jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych
zabobonw. W niektrych krajach cywilizowanych co trzeci dorosy czowiek paci,
i to nieraz drogo, za horoskopy astrologiczne. W Paryu istnieje Wysza Szkoa
Astrologiczna, ktra wydaje rozprawy, traktaty i podrczniki, a take nadaje tytuy
naukowe. Pikantnym przejawem zamieszania poj panujcego w tej dziedzinie
jest fakt, e w szkole tej wykada m.in. pewien zakonnik katolicki, podpisujcy si
jako taki.
e astrologia jest zabobonem, wynika z trzech racji. Po pierwsze dlatego,
e wszyscy uczeni kompetentni w tej dziedzinie, a wic astronomowie, astrofizycy
i psychologowie odrzucaj astrologi bez wyjtku jako zabobon. Po drugie z tego,
e twierdzenia astrologw s najzupeniej goosowne: przytaczane dowody gwac
elementarne zasady metodologii naukowej, w szczeglnoci statystyki. Po trzecie
wiadomo, e ludzie urodzeni w tej samej chwili i w tej samej miejscowoci, ktrzy
wedug astrologii powinni mie taki sam los, maj w rzeczywistoci nieraz losy
najzupeniej odmienne (w. Augustyn). Oto dla ilustracji gbi tego zabobonu par
wyjtkw z astrologicznego podrcznika niejakiego p. Francesco Wagnera, z rozdzia-
u o tzw. planetach:
Ksiyc: to on budzi w nas naturalne pragnienie zmiany, maych podry
daje nam wielk wnikliwo, intuicj, waciwoci mediumiczne, bierno. Reguluje
dziaanie organw kobiecych, zaburzenia pciowe, podno, ci, porody
Merkury: planeta inteligencji i ducha, pracy zawodowej, interesw, zwaszcza
handlowych. To on rozstrzyga o roli, jak jednostka bdzie moga odegra

X
Saturn: urzeczywistnia przeznaczenie, popycha czowieka powoli po szczeb-
lach postpu duchowego i spoecznego a rwnoczenie daje siy potrzebne do
osignicia celu. Jest planet boleci i poczucia obowizku
Wszystko to jest zapewne pikne i budujce szkoda tylko, e jest
najzupeniej bezpodstawne. O tych planetach wiemy tylko, e s martwymi bryami
materii, pdzcymi poprzez przestworza zgodnie z prawami mechaniki. Wiemy
take, e owe astrologiczne wibracje s tak sabe, e rozmowa toczona pgosem
w ssiednim mieszkaniu dziaa na nas bez porwnania silniej.
Przyczyn popularnoci astrologii jest zapewne midzy innymi takt, e astrolo-
gowie s nieraz obdarzeni wnikliw intuicj, znajomoci duszy ludzkiej, a moe
take waciwociami mediumicznymi, co pozwala im wiedzie to i owo o ich
klientach, najzupeniej niezalenie od pooenia jakichkolwiek cia niebieskich.
Po czym przypisuj powodzenie swojej diagnozy nauce astrologicznej.

AUTORYTET
Wokoo autorytetu powstao kilka gronych zabobonw. Aby zrozumie ich
przewrotno, wypada przede wszystkim wyjani znaczenie nazwy autorytet.
Mwimy, e jeden czowiek jest autorytetem dla drugiego w pewnej dziedzinie
dokadanie wtedy, kiedy wszystko, co naley do tej dziedziny i zostao przez
pierwszego podane z naciskiem do wiadomoci drugiego (np. w postaci nauki,
rozkazu itp.) zostaje przyjte, uznane przez tego ostatniego. Istniej dwa rodzaje
autorytetu: autorytet znawcy, specjalisty, nazywany uczenie epistemicznym
i autorytet przeoonego, szefa, zwany autorytetem deontycznym. W pierwszym
wypadku kto jest dla mnie autorytetem wtedy i tylko wtedy, kiedy mam
przekonanie, e dan dziedzin zna lepiej ode mnie i e mwi prawd. Einstein jest
np. autorytetem epistemicznym w fizyce dla mnie, nauczyciel w szkole autorytetem
epistemicznym w geografii dla uczniw tej szkoy itd. Autorytetem deontycznym jest
natomiast dla mnie kto dokadnie wtedy, kiedy jestem przekonany, e nie mog
osign celu, do ktrego d, inaczej, ni wykonujc jego rozkazy. Majster jest
autorytetem deontycznym dla robotnikw w warsztacie, dowdca oddziau dla
onierzy itd. Autorytet deontyczny rozpada si dalej na autorytet sankcji (gdzie
autorytet ma inny cel ni ja, ale sucham jego rozkazw z obawy kary) i autorytet
solidarnoci (gdzie obaj mamy ten sam cel jak np. marynarze maj ten sam cel
co kapitan statku w niebezpieczestwie).
1. Pierwszym zabobonem odnoszcym si do autorytetu jest mniemanie,
e autorytet sprzeciwia si rozumowi. W rzeczywistoci posuch autorytetowi jest
czsto postaw nader rozsdn, zgodn z rozumem. Kiedy np. matka mwi dziecku,
e istnieje wielkie miasto zwane Warszaw, dziecko postpuje najzupeniej
rozumnie, kiedy to uznaje za prawd. Podobnie pilot postpuje rozumnie, kiedy
wierzy meteorologowi, pouczajcemu go, e w tej chwili jest w Warszawie wysokie
cinienie i wiatr z zachodu, 15 wzw jako e wiedza autorytetu jest w obu
wypadkach wiksza ni wiedza dziecka, wzgldnie pilota. Co wicej, autorytetu
uywamy nawet w nauce. Aby si o tym przekona wystarczy zwrci uwag
na obszerne biblioteki stojce w kadym instytucie naukowym. Ksiki w tych
bibliotekach zawieraj najczciej referaty wynikw naukowych osignitych przez
innych naukowcw a wic wypowiedzi autorytetw epistemicznych. Podobnie
bywa, e posuch autorytetowi, np. kapitana statku, jest postaw najzupeniej

XI
rozsdn. Twierdzenie, e istnieje zawsze i wszdzie przeciwiestwo miedzy
autorytetem a rozumem jest zabobonem
2. Drugi zabobon zwizany z autorytetem to przekonanie, e istniej autorytety,
e tak powiem, powszechne, to jest ludzie, ktrzy s autorytetami we wszystkich
dziedzinach. Tak oczywicie nie jest kady czowiek jest najwyej autorytetem
w jakiej okrelonej dziedzinie, albo paru dziedzinach, ale nigdy we wszystkich.
Einstein na przykad by niewtpliwie autorytetem w dziedzinie fizyki, ale bynaj-
mniej nie w dziedzinie moralnoci, polityki albo religii. Niestety uznawanie takich
powszechnych autorytetw jest zabobonem bardzo rozpowszechnionym Kiedy
na przykad grono profesorw uniwersyteckich podpisuje zbiorowo manifest
polityczny, zakada si, e czytelnicy bd ich uwaali za autorytety w dziedzinie
polityki, ktrymi oni oczywicie nie s a wic co w rodzaju uznania autorytetu
powszechnego uczonych. Bo ci profesorowie s zapewne autorytetami w dziedzinie
rewolucji francuskiej, ceramiki chiskiej albo rachunku prawdopodobiestwa,
ale nie w dziedzinie polityki i naduywaj przez takie owiadczenie swojego
autorytetu.
3. Trzecim szczeglnie szkodliwym zabobonem jest tutaj pomieszanie
autorytetu deontycznego (szefa) z autorytetem epistemicznym (znawcy). Wielu ludzi
mniema, e kto ma wadz, a wic jest autorytetem deontycznym, jest tym samym
autorytetem epistemicznym i moe poucza podwadnych, np. o astronomii. Piszcy
te sowa by kiedy wiadkiem wykadu wygoszonego przez wyszego oficera
i ignoranta w teje astronomii, a to wobec oddziau, w ktrym by strzelec,
docent astronomii. Ofiar tego zabobonu padaj nieraz nawet ludzie wybitni,
tak np. w. Ignacy Loyola, zaoyciel zakonu jezuitw, w synnym licie do ojcw
portugalskich, w ktrym domaga si od nich, by poddawali swj rozum
przeoonemu, a wiec autorytetowi czysto deontycznemu.

BAWOCHWALSTWO
Dosownie cze boska oddawana bawanom, a wiec stworzeniom, co zakada,
e si te stworzenia, skoczone przedmioty, ubstwia, pojmuje jako rodzaj bogw.
Wyznawcy rnych religii (np. buddyci, wyznawcy religii biblijnych) bywali nieraz
niesprawiedliwi wzgldem ludzi, ktrzy rzekomo oddawali cze bawanom
podczas gdy owe posgi itd. odgryway najczciej tylko rol symbolw bstwa.
Ale dzisiaj autentyczne bawochwalstwo jest bardzo rozpowszechnione jest nawet
jednym z najczciej spotykanych zabobonw. Postaciami bawochwalstwa s m.in.
humanizm (ubstwianie czowieka), nacjonalizm (ubstwianie narodu), scjentyzm
(ubstwianie rozumu).
Mona by na pierwszy rzut oka odnosi wraenie, e bawochwalstwo jest
rodzajem religii. Inne religie uwielbiaj pozawiatowego Boga, bawochwalstwo
jakie byty istniejce wewntrz wiata. Ale wanie dlatego bawochwalstwo nie jest
religi, lecz zabobonem. Rnica midzy nim a autentyczn religi polega na tym,
e ta ostatnia ma za przedmiot Bstwo niedostpne naukowemu dowiadczeniu
natomiast bawochwalstwo wypowiada si na temat przedmiotu bytujcego
w wiecie. Co gorsza, bawochwalstwo, wkraczajc przez to w dziedzin wiedzy,
gwaci jednoczenie jedn z podstawowych zasad myli naukowej, zgodnie z ktr
nie ma w wiecie niczego, co nie byoby skoczonym zjawiskiem.

XII
W staroytnoci znany by take szczeglny rodzaj bawochwalstwa, polegajcy
na ubstwianiu jednostek ludzkich, w szczeglnoci wadcw np. cesarzy
rzymskich. Ten zabobon, o ktrym sdzono, e wygas, odrodzi si w nowej postaci
w XX wieku. Uwielbiano i przypisywano cechy boskie np. Mussoliniemu (Mussolini
ma zawsze racj), Hitlerowi i Stalinowi. Taka sama cze jest nadal oddawana
kacykom w wielu krajach niedorozwinitych. Jest to szczeglnie haniebna posta
bawochwalstwa.
Bawochwalstwo jest nadzwyczaj niebezpiecznym zabobonem, a to dlatego,
e uwielbianie i przyznawanie cech boskich stworzeniom wyklucza przyznanie
jakichkolwiek praw jednostce ludzkiej. Autentyczny Bg jest z mocy definicji czym
cakowicie rnym od stworze i jako taki nie konkuruje z czowiekiem. Jego
istnienie i dziaanie le na zupenie innej paszczynie ni istnienie i dziaanie
ludzkie taki Bg moe wic wspistnie z prawami jednostki stworzonej.
Ale ubstwiony bawan jest i dziaa w wiecie a bdc ubstwiony, odbiera
wszystkiemu innemu, min. czowiekowi, wszelkie prawa Nic wic dziwnego,
e systemy, w ktrych ubstwiano stworzenia byy najczciej ustrojami totalitar-
nymi, w ktrych odmawiano jednostce wszelkich praw.
Powodem popularnoci bawochwalstwa jest jak si zdaje gboka
potrzeba suenia jakiemu, jak mwi filozofowie, absolutowi. Std czowiek, ktry
nie wierzy w Boga szuka nieraz rozpaczliwie jakiego bytu, ktry mgby
Go zastpi. Nadaje temu bytowi ludzkoci, narodowi, rozumowi itd. cechy
boskie, uwielbia go i suy mu Nic wic dziwnego, e bawochwalstwo szerzy si
zwaszcza w okresach upadku religii.

BEHAWIORYZM
W cisym sowa znaczeniu metodologi zabraniajca brania pod uwag przey
badanego przedmiotu i nakazujca ograniczenie si do badania jego zachowania
(angielskie behaviour). Czy ta metoda jest suszn czy nie, o tym powinni
rozstrzyga psychiatrzy. Ale behawioryzm przybiera nieraz inne, zabobonne
znaczenie: wwczas jest mniemaniem zgodnie z ktrym nie ma zjawisk
psychicznych, czyli duszy. W tym drugim znaczeniu behawioryzm jest oczywicie
zabobonem.

BEKOT
Mowa ludzka pozbawiona sensu. Sam bekot nie jest zabobonem; jest nim
natomiast wierzenie, e mona za pomoc bekotu przekaza informacje o przedmio-
tach. Istniej dwa podstawowe rodzaje bekotu: pierwszy polega na uywaniu sw,
ktrych nikt w ogle nie rozumie, drugi na uywaniu wyrae w zasadzie
zrozumiaych dla suchacza wzgldnie czytelnika, ale stosowanych w znaczeniu
najzupeniej obcym przyjtemu w danym rodowisku. Przykadem bekotu
pierwszego rodzaju s wyraenia magiczne, np. hokus pokus, abrakadabra itp.
Przykadem drugiego rodzaju bekotu jest czsto spotykane, zwaszcza u filozofw
i teologw, naduywanie znaczenia sw. Chodzi wwczas najczciej o wyraenia,
ktre robi wraenie uczonych. Kiedy uczony teolog rozprawia na przykad o dialogu
wierzcych z Bogiem, bekocze jako e dialog, wyraenie greckie, znaczy tyle
co rozmowa, a wierzcy cakiem oczywicie z Bogiem nie rozmawiaj.

XIII
Uywajcy bekotu niekoniecznie wierzy sam w mono przekazania informacji
w ten sposb, nie jest wic koniecznie zabobonny bywa, e chce po prostu
zaimponowa suchaczom albo wprowadzi ich w bd. Ale kto bierze bekot
za rodek komunikowania przedmiotowej informacji, jest ofiar zabobonu.
Gwnym powodem, dlaczego tak atwo do tego dochodzi, jest pomieszanie
dwch rnych funkcji sowa Sowo moe mianowicie z jednej strony o ile jest
zrozumiae przekaza pewn informacj o jakim przedmiocie, o czym rnym
od stanw mwicego; tak np. powiedzenie pali si komunikuje informacj
o poarze, ktry wybuch niedaleko od czowieka, ktry je wygasza Z drugiej strony
sowo, nawet gdy nie jest zrozumiae, pokazuje pewn postaw, pewien stan
psychiczny mwicego. Tak na przykad to samo powiedzenie Pali si! wykrzyk-
nite gono i ze strachem, pokazuje, e wygaszajcy je boi si ognia. Gdy aktorka
wykrzykuje ze sceny trzy razy i coraz goniej: Nie chc wyj za hrabiego!, to dwa
ostatnie Nie chc! nie dodaj adnej nowej informacji do pierwszego, ale daj
wyraz ywym uczuciom kobiety wzgldem owego hrabiego. W ten drugi sposb
nawet najgorszy bekot moe przekaza pewn informacj, ale nie przedmiotow
a mianowicie o tyle, o ile pokazuje, jak postaw zajmuje, jakie stany psychiczne
przeywa ten, kto tego wyrazu uywa. Ale jest cakowicie wykluczone, aby bekot
mg przekaza jakkolwiek informacj przedmiotow, o czymkolwiek rnym
od przedmiotu. Std bekot jest najzupeniej bezuyteczny tam, gdzie chodzi
o przekazanie informacji przedmiotowych, a wic w szczeglnoci w nauce.
Mniemanie, e moe by do czego w tej dziedzinie przydatny, jest grubym
zabobonem. Zabobonem jest zatem take mniemanie, e filozof moe, a nawet
powinien posugiwa si bekotem.
Uleganie temu zabobonowi jest tym bardziej szkodliwe, e uytek sw,
majcych przedmiotowe znaczenie, jest cech specyficzn czowieka (i zapewne,
przynajmniej po czci, wyszych zwierzt). Ci, ktrzy by chcieli mow ludzk,
przedmiotow i zrozumia, zastpi bekotem, sprowadzaj tym samym czowieka
na poziom niszy od poziomu map i nosorocw, bo nawet te bydlta uywaj nie
tylko bekotu.

DEMOKRACJA
Demokracji w ogle zdefiniowa niepodobna tak wielkie jest pomieszanie
poj w tej sprawie. Samo przekonanie, e demokracja jest dobrym ustrojem,
nie jest zabobonem. Jest natomiast zabobonem lepe wierzenie, e tylko demokracja
jest dopuszczaln form ustroju i to bez rozrnienia rnych znacze tego sowa.
Tych znacze jest co najmniej sze: demokracja ustrojowa, okrelony rodzaj teje,
ustrj wolnociowy, ustrj praworzdny, demokracja spoeczna i wreszcie dyktatura
partii.
1. Demokracja oznacza wiec najpierw i przede wszystkim ustrj, w ktrym lud
rzdzi, wzgldnie wybiera rzdzcych, czyli ludowadztwo. Nawiasem mwic, skoro
tak jest, naley nazwa wyraenie demokracja ludowa dziwactwem bo ono
znaczy tyle co ludowe ludowadztwo czyli co podobnego do malanego masa.
Bo demokracja pochodzi z greckiego demos lud i kratein rzdzi.
2. Nieraz nazywa si jednak demokracj nie demokracj w ogle, ale okrelon
posta, form ustroju demokratycznego. Bo istniej najrniejsze postacie
demokracji. Jedna z nich to np. tzw. demokracja bezporednia, praktykowana

XIV
jeszcze w niektrych kantonach szwajcarskich, gdzie cay lud zbiera si na tzw.
Landsgemeinde i rozstrzyga o najwaniejszych sprawach pastwowych; w pewnym
stopniu jest taka demokracja stosowana take w konfederacji szwajcarskiej. Inn
form demokracji ustrojowej jest demokracja parlamentarna, w ktrej lud wybiera
swoich przedstawicieli (parlamentarzystw). Ta ostatnia moe przybiera jeszcze
rne formy istnieje np. demokracja prezydencjalna (ministrowie odpowiedzialni
przed prezydentem wybranym przez lud) i partyjna (ministrowie odpowiedzialni
przed sejmem). Czsto spotyka si uwaanie jednej z tych licznych postaci
demokracji ustrojowych za jedyn prawdziw demokracj, co jest oczywistym
zabobonem.
3. Od demokracji ustrojowej naley odrni ustrj wolnociowy, to jest taki,
w ktrym panuje np. wolno prasy, zebra itp. Bywa mianowicie, e w ustroju
demokratycznym takie wolnoci s ograniczone (tak np. z reguy w czasie wojny)
i na odwrt, e w ustroju niedemokratycznym istnieje wiele wolnoci.
4. Praworzdno jest jeszcze czym innym, aczkolwiek i ona bywa nazywana
czasem demokracj. Ustrj praworzdny to mianowicie taki, w ktrym prawo jest
szanowane. e nie naley praworzdnoci miesza z demokracj ustrojow wynika
z faktu, e znane s liczne pastwa z ustrojem demokratycznym, ale w ktrych
prawo nie jest szanowane i na odwrt, pastwa niedemokratyczne, ale praworz-
dne. Obraz pastwa tego ostatniego rodzaju daje znana anegdota z czasw
Fryderyka Wielkiego, ktry by samowadc i w ktrego pastwie nie byo ani ladu
demokracji ustrojowej. Anegdota opowiada, e mynarz, ktremu urzdnicy
krlewscy zabrali myn, owiadczy, e idzie do Berlina, bo powiada
S jeszcze sdziowie w Berlinie, w mynarz z anegdoty wierzy wic w praworzd-
no swojego niedemokratycznego pastwa.
5. Nie trzeba take miesza demokracji ustrojowej, wzgldnie ustroju
wolnociowego czy praworzdnego z demokracja spoeczn. Ta ostatnia jest
ustrojem spoecznym, w ktrym nie istniej zapory psychiczne midzy poszczegl-
nymi warstwami spoecznymi. e demokracja spoeczna i demokracja ustrojowa
to dwie rne rzeczy, wynika z istnienia krajw o ustroju czysto demokratycznym,
ale w ktrym takie zapory s bardzo wielkie i odwrotnie, krajw niedemokra-
tycznych ustrojowo, ale w ktrych nie ma wielkich przedziaw midzy ludmi
nalecymi do rnych warstw spoecznych. Taka demokracja spoeczna istnieje
nawet do czsto w krajach, w ktrych rzdzi tyran, starajcy si sprowadzi
wszystkich obywateli do poziomu niewolnikw.
6. Wreszcie marksicileninici zwykli s nazywa demokracj dyktatur swojej
partii; podobnej terminologii uywaj take tyrascy wadcy w wielu krajach
niedorozwinitych, gdzie istnieje czsto jedna tylko partia. Nazywanie takiego
ustroju demokracj jest moliwie najgrubszym zabobonem, jaki tylko mona sobie
wyobrazi jako e nie ma w nim demokracji w adnym z powyszych znacze: ani
ustrojowej, ani wolnociowej itd.
Niezalenie od pomieszania poj w sprawie demokracji i zabobonu
polegajcego na uwaaniu za prawdziw demokracj tylko jednego ze znacze
sowa, istnieje jeszcze inny, bardzo rozpowszechniony zabobon. Polega on na dziw-
nym mniemaniu, e demokracja albo nawet jedna z postaci demokracji ustrojowej,
ktra okazaa si dobr form rzdw w naszym kraju albo kraiku, powinna by
wprowadzona wszdzie na wiecie, rwnie dobrze w Chinach, Etiopii jak i Brazylii.

XV
e jest to zabobon, wynika ju z prostego faktu, e na okoo 160 pastw istniejcych
obecnie, zaledwie 21 ma ustrj demokratyczny. Uleganie temu zabobonowi jest
jednym z najgorszych i najbardziej kompromitujcych przejaww parafiaszczyzny.

DIALEKTYKA
Nazwa dialektyka pochodzi od greckiego dialegein, co znaczy dyskutowa;
dialektyka bya wic pierwotnie sztuk dyskutowania. W cigu dugich okresw
np. u staroytnych stoikw i u scholastykw nazywano dialektyka logik. W tym
znaczeniu dialektyka nie jest bynajmniej zabobonem, ale moe by sztuk bardzo
poyteczn. Dopiero filozof niemiecki Hegel nada sowu nowe, zabobonne znaczenie
i odtd przyznawanie si do dialektyki jest zabobonem. O ile myl Hegla mona
w ogle zrozumie bo pisze nader mtnie to wedug niego przyroda dyskutuje
niejako sama ze sob. Wskutek tej dyskusji powstaje ruch, wyaniaj si kolejno
rne istoty itd. W dalszym cigu Hegel i jego zwolennicy twierdz, e w wiecie
istniej sprzecznoci, bo przyroda dyskutuje przecie sama ze sob, a w dyskusji
jeden partner przeczy temu, co mwi drugi. A skoro tak jest, skoro wiat jest peen
sprzecznoci, to zwyczajna logika, ktra ich nie uznaje, nie jest dobr logik, moe
najwyej wystarczy do kuchennego uytku (Lenin). W filozofii obowizuje inn
wysza logika dialektyczn ze sprzecznociami i tymi podobnymi dziwolgami.
Zwolennicy Hegla mwi te wiele o nieistnieniu jednostek: naprawd ma istnie
tylko cao. Tak np. w pastwie jednostka ludzka ma by dialektycznym
momentem owej caoci, a wic pastwa czym jakby przemijajc fal na po-
wierzchni oceanu.
Z tak pojtej dialektyki obiektywnej, czyli z tego opisu wiata wyrasta nastpnie
tak zwana dialektyka subiektywn czyli owa rzekomo wysza logika i metodologia
mylenia. Leni a po nim Stalin prbowali ustali reguy tej dialektycznej metody.
Wedug Stalina np. polega ona na tym, e naley patrze na zjawiska z punktu
widzenia caoci, bada dokd ruch zda, zwraca uwag na przeciwiestwa (Stalin
nazywa je jak wszyscy dialektycy sprzecznociami) itd. Dialektyka tak pojta
ma by waciw logik proletariatu, rewolucji, komunizmu itd.
Wikszo twierdze tak rozumianej dialektyki jest kompromitujcym
zabobonem. Zabobonem jest na przykad wierzenie, e przyroda dyskutuje sama
ze sob. Zabobonem jest wiara w jak rzekomo wysz logik. Innym zabobonem
jest wierzenie, e ktokolwiek uzyska jakiekolwiek wyniki za pomoc owej rzekomej
logiki dialektycznej, ktra jest, w najlepszym razie, zbiorem bardzo prymitywnych
rad, nie mogcych w aden sposb rwna si zasadom wspczesnej metodologii
nauk. Sam Marks, na ktrego dialektycy lubi si powoywa, nie uywa nigdy
niczego poza zwyczajn logik formaln i metodologi nauk przyrodniczych. Wierzy
zreszt w uyteczno tej ostatniej jak w proroka.
Zabobonny charakter dialektyki jest tak oczywisty, e nawet w Zwizku
Sowieckim, gdzie narzucano j sil, odwaniejsi filozofowie podnieli protest.
Obecnie toleruje si tam, obok urzdowej dialektyki, take zwyky ludzki rozsdek
i autentyczn logik.
Skd pochodzi powodzenie dialektyki? Byoby ono niewtpliwie znacznie
niniejsze, gdyby partie komunistyczne caego wiata nie przyznaway si do niej
i nie narzucay jej wszdzie, gdzie s u wadzy. Ale obok przymusu partyjnego
odegraa pewn rol take wiara w znakomito zabobonnych filozofii w rodzaju

XVI
heglowskiej. Rozumuje si przy tym mniej wicej tak: wszystko co znakomity filozof
zaleca jest poyteczne i dobre; ot Hegel jest znakomitym filozofem i zaleca
dialektyk, a wic dialektyka jest poyteczna i dobra. W ten sposb jeden zabobon
pociga za sob drugi. Skdind dialektyka ma t zalet, e zwalnia swego
wyznawc z obowizku przedstawiania cisych dowodw. Sama dialektyka nie
zawiera ani jednego prawa, wzgldnie ani jednej dyrektywy, ktr mona by nazwa
logiczn; ale przeczc prawom logiki formalnej, daje swoim wyznawcom zudne
wraenie wolnoci: wszystko wydaje si by dopuszczalne. Ta faszywa wolno
od praw logiki formalnej jest tylko prawem do bekotania, do nonsensu.
Niestety w imi tego dialektycznego zabobonu przeladowao si i przeladuje
si jeszcze ludzi, zabijajc ich nieraz. Zabobon dialektyczny jest jednym z najbar-
dziej zowrogich, jakie znamy.

DIALOG
Wyraenie greckie, znaczce to samo co rozmowa, dyskusja, niekiedy
z naciskiem na lepsze poznanie jakiego przedmiotu, jako celem. Dialog nie ma wic
sam w sobie nic szczeglnie tajemniczego ani filozoficznego. Niestety niektrzy
egzystencjalici zrobili z dialogu prawdziwy zabobon. Wedug nich dialog jest
w yciu ludzkim czym zasadniczym, gbokim i niezmiernie wanym. Jeden taki
filozof powiada, e praca ludzka jest dialogiem, jako e ludzie rozmawiaj w czasie
pracy. Rwnie dobrze mgby twierdzi, e palenie fajki jest dialogiem, skoro ludzie
przy paleniu fajki rozmawiaj. Szczeglnie rozpowszechniony zdaje si by zabobon,
zgodnie z ktrym religia byaby dialogiem. To twierdzenie jest o tyle zadziwiajce,
e Bg rozmawia by moe z Abrahamem i z prorokami, ale jako ywo nie rozmawia
ze zwykymi wierzcymi. Jeli wic religia jest dialogiem, to chyba tego samego
rodzaju, co rozmowa dziada z obrazem w piosence polskiej: przemwi dziad
do obrazu, a obraz do niego ani razu. Chodzi wic o oczywisty zabobon.
Nie wydaje si, by dialogiczny zabobon by jak dotd rozpowszechniony
w masach, ale spotyka si go nieraz u kaznodziei, dziennikarzy, intelektualistw
i tym podobnych. Jednym z jego gwnych rde jest zapewne doktryna
egzystencjalistyczna, wedug ktrej czowiek istnieje tylko wtedy, gdy si
komunikuje z kim innym. Ale jeli prawd jest, e nasze pojcia s zwizane
ze sowami, a sw uywamy wanie w dialogu, nie wynika z tego wcale, by czowiek
nie mg istnie i to bardzo intensywnie bez adnej wymiany myli z innymi.
Faktem jest w kadym razie, e wielcy ludzie dokonywali nieraz najwikszych rzeczy
a wic i istnieli najbardziej intensywnie w samotnoci.
Ale dialogiczny zabobon odpowiada, rzecz jasna, ludziom sabym, ktrzy
potrzebuj innych, bo nie czuj si do silni, by samemu stawia czoa yciu. Tacy
sabeusze przyjmuj zabobon o dialogu z wielkim entuzjazmem. Dochodzi do tego
dalsza przyczyna: kolektywizm, przesadny nacisk na spoeczestwo: wmawia si
stale w ludzi, e s niczym bez spoecznego zaplecza, a wic i bez dialogu.

XVII
DUSZA
Mao jest wyrae i poj, wok ktrych naroso tyle zabobonw, co wokoo
duszy. Najwaniejsze to bodaj dwa: zabobon materialistyczny i zabobon reistyczny.
1. Zabobon materialistyczny polega na przeczeniu oczywistemu faktowi,
e czowiek a razem z nim chyba take wysze zwierzta ma jakie przeycia,
wyobraenia, myli i uczucia, e co wie i czego pragnie. Wszystkie te zjawiska
nazywamy razem uczonym sowem psychika a w jzyku popularnym mwimy
o duszy. Przeczy istnieniu duszy w tym sowa znaczeniu moe tylko skrajnie
zabobonny czowiek, ktry zupenie olep na najbardziej oczywiste rzeczy. Warto
moe podkreli, e powaniejsi materialici nie s a w tym stopniu zabobonni: nie
przecz istnieniu duszy, powiadaj tylko, e jest ona czym materialnym. Ale i to
jest zabobon rwnie dobrze mona by twierdzi, e drzewo jest w rzeczywistoci
masem, a woda elazem, bo zjawiska psychiczne s przecie najzupeniej rne
od fizycznych, materialnych.
2. Istnieje take inny zabobon dotyczcy duszy. Nazywamy go tutaj zabobonem
mistycznym, od aciskiego res, co znaczy tyle co rzecz. w drugi zabobon polega
na mniemaniu, e dusza ludzka jest rzecz podobn do takich rzeczy jak stoy,
maszyny do pisania, gry i krokodyle. Skrajny wyraz temu zabobonowi da
francuski filozof Kartezjusz. Wedug niego czowiek skada si z dwch rzeczy,
z dwch kawakw (nazywa je substancjami) a mianowicie z rzeczy cielesnej,
to jest ciaa, i rzeczy duchowej, tj. duszy. Pogld Kartezjusza jest zreszt tylko
pseudonaukowym sformuowaniem szeroko rozpowszechnionego zabobonu o du-
szach ludzkich przechadzajcych si poza ciaem. Tak np. staroytni Egipcjanie
wierzyli ju w XXV wieku przed Chrystusem, to jest 4500 lat temu, e dusza ludzka
przechadza si po mierci ciaa w postaci ptaszka z ludzk gow wokoo grobu
zmarego.
Wobec staroytnoci tego zabobonu, wspartego jeszcze przez autorytet
Kartezjusza i jemu podobnych, a take przez le zrozumian wiar chrzecijask,
mamy do czynienia z wierzeniem trudnym do przezwycienia. Tym bardziej
stanowczo wypada powiedzie, e mniemanie, jakoby czowiek skada si z dwch
kawakw, ciaa i duszy, jest bardzo ndznym zabobonem. Caa nasza nauka
i wszyscy powani myliciele odrzucaj go stanowczo. Aby tylko jeden przykad
poda, w. Tomasz z Akwinu, jeden z najwikszych mylicieli chrzecijastwa,
przeczy stanowczo, by dusza ludzka bya substancj zupen, tj. kawakiem
i broni pogldu, e jest treci (forma) ciaa.
Rzecz mianowicie w tym, e czowiek nie jest poczeniem dwch rzeczy,
cielesnej i duchowej, ale jedn jedyn rzecz posiadajc jakby rne strony czy
rne warstwy. Takich warstw znajdujemy w czowieku nawet wicej ni dwie.
Czowiek jest przecie najpierw ciaem. Jest istot wyposaon we wszystkie
waciwoci rolin, bo odywia si, rozmnaa itd. jak one. Jest dalej take
zwierzciem, cho nasi humanici nie chc jako tego dojrze. Jest wreszcie istot,
ktra umie si modli itd., sowem jest istot duchow. Ale te wszystkie jego cechy
czy funkcje, wszystkie warstwy skadajce si na jego istot, nie s rzeczami,
ale stronami, cechami, funkcjami tego samego jedynego podmiotu, jedynej rzeczy,
jak jest sam czowiek.

XVIII
Jeli chodzi o przyczyn powstania tych zabobonw, wypada powiedzie, e
pierwszy materialistyczny, wywodzi si z tego, e czowiek z natury rzeczy znacznie
atwiej poznaje rzeczy lece wokoo niego, a wic byty materialne, ni nawet wasn
psychik i std skonno do pojmowania wszystkiego na ksztat bytw
fizycznych jest u nas wrodzona. Ta sama skonno ley u podstaw zabobonu
reistycznego najprzyjemniej by nam byo, gdybymy mogli poj dusz na ksztat
jakiego kawaka, choby duchowego kawaka, jak chcia Kartezjusz. Ale ten drugi
zabobon czerpie te swoj popularno z owej gry guse i przesdw,
nagromadzonych w cigu stuleci wokoo mierci, pogrzebw itp. Uwolni si od jej
ciaru nie jest atwo. Swoj rol odegrao take powszechne pragnienie
niemiertelnoci, ktrej ludzie nie umiej sobie inaczej wyobrazi jak przyjmujc
reistyczny zabobon.

DZIENNIKARZ
Dziennikarstwo jest zawodem ludzi wyspecjalizowanych w tak zwanych
rodkach masowego przekazu, a wic w dziennikach, periodykach, telewizji, radiu
itp. jak sama nazwa wskazuje, zadaniem rodkw masowego przekazu jest
przekazywanie masom informacji. Std dziennikarz jest sprawozdawc i niczym
innym. Jest specjalist w zbieraniu, przedstawianiu i podawaniu innym informacji.
Jak dugo pozostaje w tej dziedzinie, jego praca jest poyteczna i nie mona mu
niczego zarzuci. Ale w cigu ostatniego wieku dziennikarze przywaszczyli sobie
inn funkcj, a mianowicie wystpuj w roli nauczycieli, kaznodziei moralnoci.
Nie tylko informuj czytelnikw i suchaczy o tym, co si stao, ale wydaje si im,
e maj prawo poucza ich, co powinni myle i czyni. A e ich pogldy s rozpow-
szechniane masowo, dziennikarze zajmuj uprzywilejowane stanowisko, maj nie-
kiedy istny monopol na pouczanie ludzi, co jest dobre, a co niedobre.
Wiara e tak ma by, e dziennikarz ma prawo tak si zachowywa, e naley
mu wierzy, gdy nas poucza, jest jednym z typowych zabobonw wspczesnych.
Bo jeli chodzi o pouczanie nas, dziennikarz nie ma adnego autorytetu. Nie jest,
jako taki, ani specjalist w adnej nauce, ani autorytetem moralnym, ani przywdc
politycznym. Jest po prostu dobrym obserwatorem i umie pisa, wzgldnie mwi.
Co gorzej, sam zawd dziennikarza jest dla niego samego o tyle niebezpieczny,
e musi pisa o najrniejszych rzeczach, o ktrych zwykle niewiele wie, a w kadym
razie nie posiada gbszej wiedzy. Dziennikarz jest wic niemal z koniecznoci
dyletantem. Uwaa go za autorytet, pozwala mu poucza innych ludzi, jak to si
obecnie stale czyni, jest zabobonem.
Kiedy szukamy przyczyny szerzenia si tego zabobonu, wypada przyzna ze
wstydem, e nie ma chyba innej, ni dziecinne wierzenie, e wszystko co drukowane
jest prawdziwe a zwaszcza jeli jest drukowane piknymi sowami.

EGOIZM
Postawa czowieka, ktry dobro wasne przedkada ponad dobro innych;
przeciwiestwo altruizmu. Od czasw A. Comtea rozpowszechniony jest zabobon
goszcy, e czowiek nie ma prawa dba w pierwszym rzdzie o samego siebie,
e powinien zawsze i wszdzie dawa pierwszestwo innym, a zwaszcza ludzkoci.
Jeli tego nie czyni, jest pogardy godnym egoist. Zdrowy rozsdek twierdzi,

XIX
e prawda jest wrcz odwrotna, mimo e od wiekw usiuje si w ludzi wmwi
podobny do egoizmu zabobon. Sdzi mianowicie, e czowiek ma take potrzeby
spoeczne, e powinien zatem dba take o innych w pewnych warunkach nawet
powici si za nich ale e jego obowizki wobec innych opieraj si ostatecznie
na obowizkach wobec samego siebie. Spenienie tych obowizkw nie jest wic nie
tylko niczym zym, ale przeciwnie, podstawowym obowizkiem moralnym.
Bo obowizki wobec innych oparte s na ich czciowej tosamoci z nami. Tak np.
najwiksze obowizki maj rodzice wobec dzieci, bo te s im najblisze, s czci
ich samych. Kto wic odmawia czowiekowi prawa do zabiegania w pierwszym
rzdzie o siebie, podrywa tym samym podstaw wszystkich obowizkw wobec
innych.
Ten zabobon poczony jest przy tym zwykle z dwoma innymi: z kolektywizmem
i z egalitaryzmem moralnym (p. rwno). Pierwszy kae stawia dobro gromady,
a zwaszcza ludzkoci, ponad dobro wasne, drugi przeczy, by bliscy mieli
pierwszestwo przed obcymi i domaga si, bymy o wszystkich dbali w rwnej
mierze.
Zabobony dotyczce egoizmu zawdziczaj swoj popularno okolicznoci,
e wielu ludzi przywizuje, w rzeczy samej, zbyt wielk wag do potrzeb indywidu-
alnych, zapominajc o spoecznych. Wypada jednak zrozumie, e potrzeby
spoeczne s take potrzebami jednostki i e kto ich nie zaspokaja, przygotowuje
sobie prawdopodobnie zy los w przyszoci. Ale z tego, e naley uwzgldni take
i te potrzeby, nie wynika wcale, bymy nie mieli prawa dba o siebie, jak chciaby
egoistyczny zabobon.

EGZYSTENCJA
Nazwa egzystencja oznaczaa tradycyjnie to samo co istnienie, mwiono wic
nie tylko o egzystencji ludzkiej, ale take o egzystencji zwierzt, kamieni itp.
Od czasu powstania egzystencjalizmu nadano jednak tej nazwie nowe, zabobonne
znaczenie. Okrela si j mianowicie w tych koach jak nastpuje: Po pierwsze,
egzystencj posiada tylko czowiek. Tylko on jeden egzystuje, podczas gdy inne
istoty istniej (co jest wyrazem skrajnego humanizmu). Po drugie, nie cay
czowiek egzystuje, ale tylko, e si tak wyrazimy, czysty ludzki podmiot, czyste
ja czowiecze. w czysty podmiot to to, co pozostaje, gdy usuniemy w myli
wszystko mogce by przedmiotem, np. ciao itd. Po trzecie, nie naley mwi,
e czowiek ma egzystencj, ale e jest egzystencj. Na temat tak pojtej egzystencji
napisano ca bibliotek.
Ot ta biblioteka zawiera niemao zabobonw, z tej prostej przyczyny, e samo
pojcie egzystencji jest nieporozumieniem. W rzeczywistoci nie ma niczego takiego
egzystencja jest abstrakcj. Tworzymy jej pojecie, opuszczajc wszystko poza
sam jani. Dalej nieprawd jest, by czowiek by tylko ow egzystencj: kady wie,
e do jego istoty naley nie tylko czyste ja, ale take caa psychika, z owym
mnstwem wspomnie, informacji, uczu, pragnie itp. Co wicej, naley do niej
take nasze ciao, ktrego nie wolno odrzuca z istoty ludzkiej pod pozorem, e moe
by przedmiotem bo jest ono cakiem oczywicie skadnikiem nas samych.
Z tego nie wynika, naturalnie, by wszystko, co mwi egzystencjalici byo
faszem. Zwrcili oni np. susznie uwag na tzw. zagadnienia egzystencjalne. Tylko,
e te nader wane zagadnienia s pytaniami dotyczcymi nie jakiej oderwanej

XX
egzystencji, ale po prostu penego, ywego czowieka. Rozprawianie o egzystencji jest
wiec zabobonem.

EGZYSTENCJALNE ZAGADNIENIA
Pytania dotyczce sensu ycia ludzkiego, ale lece, jeli wolno si tak wyrazi,
na kraju ycia i wiata. Jako takie wymienia si zwykle: mier, sam sens ycia,
cierpienia, zawd, mio. Z egzystencjalnymi zagadnieniami zwizane s dwa
zabobony.
1. Jeden z nich, bardzo rozpowszechniony w czasach owiecenia i jeszcze dzi
reprezentowany przez marksizmleninizm, przeczy po prostu istnieniu
egzystencjalnych zagadnie. Kiedy pytamy przedstawicieli tego zabobonu, jaki jest
np. sens ycia ludzkiego, a w szczeglnoci mierci, odpowiadaj, e wszystko
bdzie w porzdku, kiedy ludzko wejdzie do raju na ziemi itd. Ot to wychodzi na
jedno z zaprzeczeniem istnienia tych zagadnie, jako e my sami musimy umrze,
zanim ludzko dojdzie do owego raju, a w kadym razie nasza mier jest spraw
czysto indywidualn: aden postp spoeczny nie moe rozwiza zagadnienia
mierci. Jeden z filozofw nowoytnych sformuowa wyranie ten zabobon:
Czowiek mdry pisze o niczym nie myli mniej ni o mierci i jego mdro
jest medytacj ycia, nie mierci (Spinoza).
2. Inny zabobon dotyczcy zagadnie egzystencjalnych to mniemanie, e chodzi
w nich o sprawy wewntrznowiatowe, a wic podlegajce badaniom naukowym.
Zwolennik pozytywizmu musi, w rzeczy samej, zajmowa takie stanowisko,
bo wedug niego tylko nauka moe da odpowied na drczce nas pytania.
Ale oba te wierzenia s zabobonami. Zagadnienia egzystencjalne nale do naj-
waniej szych, jakie czowiek moe sobie postawi, jeli nie s najwaniejszymi
w ogle. Mamy wprawdzie wrodzon skonno do zamykania oczu na nie
(Heidegger), ale one narzucaj si kademu, prdzej czy pniej, z wielk si.
Nie uznawa ich istnienia jest wic dziwacznym zabobonem Zabobonem jest take
mniemanie, e zagadnienia egzystencjalne dadz si rozwiza za pomoc metody
naukowej jako e nauka jest wobec nich najzupeniej bezsilna: le one
cakowicie poza jej dziedzin. Rozwizanie zagadnie egzystencjalnych daje zwykle
wiatopogld, a w szczeglnoci religia.

EKONOMIZM
Zabobonne wierzenie, e czowiek ma tylko tzw. potrzeby materialne (jado,
mieszkanie itp.) wzgldnie, e zaspokojenie potrzeb materialnych pociga za sob
automatycznie zaspokojenie wszystkich innych i szczcie ludzi. e jest to zabobon,
wida choby w krajach bogatych, gdzie potrzeby materialne s zaspokojone
z nadmiarem, ale gdzie wielu ludzi, zwaszcza modych, czuje si nieszczliwymi
i cierpi.
Pochodzenie tego zabobonu, ktry jest wspln podstaw kapitalizmu jak
i marksizmu, jest jasne: W okresach, w ktrych materialne potrzeby ludzi nie s
zaspokojone, gdy ludzie nie maj do jedzenia, wszystkie inne potrzeby wydaj im
si drugorzdne i pragn przede wszystkim zaspokojenia potrzeb materialnych.

XXI
Ale przenoszenie tego stanu na okresy dobrobytu a takich w dziejach, chwaa
Bogu, nie brak, jest wanie ekonomizmem i zabobonem.

ELITA
Autentyczna elita to tyle co og najwybitniejszych ludzi w danym
spoeczestwie, najwybitniejszych pod wzgldem charakteru, wiedzy, inteligencji,
zdolnoci twrczych itd. W tym znaczeniu elita jest przeciwiestwem ludu.
Najwaniejszym dzisiaj zabobonem odnoszcym si do elity jest przekonanie, e jest
ona niepotrzebna albo nawet szkodliwa dla spoeczestwa, e wic naley wszelk
elit niszczy i nie dopuszcza do jej tworzenia Tak np. w wielu szkoach w Stanach
Zjednoczonych nie wolno dawa uczniom zych stopni przy egzaminach, aby nie
dawa przywilejw zdolniejszym dzieciom. Zwolennicy tego zabobonu mwi te
zwykle wiele o tym, jak elita wyzyskuje lud itd. Powinno by rzecz jasn, e chodzi
o zabobon. Uleganie mu, pociga za sob grone skutki dla spoeczestwa Jest tak
dlatego, e dobrobyt, postp a nieraz i samo ycie spoeczestwa zaley od tego, czy
potrafio ono wytworzy dobr elit. Spoeczestwo bez elity skazane jest na skost-
nienie i rych mier.
Gwn przyczyn powstania tego zabobonu jest obok naturalnej ludziom
zazdroci inny, przeciwny poniekd zabobon, ktrego istot jest uwaanie za elit
ludzi, wyrniajcych si wycznie pochodzeniem od rodzicw bogatych albo
wpywowych, a wic nalecych do arystokracji albo do nomenklatury urzdniczej.
Tego rodzaju kasty nie maj nic wsplnego z autentyczn elit maj zarazem
tendencj do zamykania si w sobie. Ich istnienie i ich pretensje do wyszoci
s odczuwane przez innych jako niesprawiedliwo i std rodzi si niech
do kadej, nowej autentycznej elity.
Z elit zwizany jest wreszcie trzeci zabobon, niezaleny w zasadzie od dwch
pierwszych a mianowicie mniemanie, e czonkowie elity nie powinni by lepiej
opacani ni inni. Poprawna postawa jest odwrotnoci tego zabobonu:
spoeczestwo, ktre chce mie dobr elit, musi zachca ludzi do wejcia do niej,
m.in. przez nadziej lepszych zarobkw. Nic nie opaca si lepiej ni taka polityka.

ETYKA
Zesp zasad postpowania ludzkiego (zwany czasem mniej poprawnie
moralnoci). Etyki dotyczy kilka zabobonw.
1. Jeden z nich polega na mniemaniu, e istnieje jaka etyka naukowa,
to jest, e z nauki mona si dowiedzie, jak powinnimy postpowa w yciu. Jest
to zabobon, jako e nauka zajmuje si tylko faktami, tym co jest a z tego, e co
jest, a wic z wiedzy o faktach, nie wynika nigdy co ma by, a wic adna
dyrektywa, norma czy zasada postpowania. Co prawda, aby mc powzi
poprawn decyzj, czowiek musi take zna pewne fakty ale ta wiedza sama
jeszcze nie wystarcza potrzeba ponadto przyjcia zasady etycznej. Na przykad
Anna dowiaduje si, e jej koleanka Basia jest chora i odosobniona. To jest fakt.
Ale z tego, e Anna go zna, e wie, i Basia jest chora, nie wynika jeszcze,
e powinna j odwiedzi. Aby mc wycign ten wniosek, Anna musi jeszcze
wyznawa zasad moraln: chor i odosobnion koleank naley odwiedzi.
Bez tej etycznej przesanki adna decyzja nie jest moliwa A tej przesanki nie da si

XXII
uzna z adnej wiedzy o faktach, naukowej czy nie naukowej. Wierzenie w naukow
etyk jest wic zabobonem.
Podgatunkiem tego zabobonu jest wiara w istnienie jakiej etyki filozoficznej.
Zadaniem filozofii naukowej jest nie moralizowanie, ale analizowanie. Niemniej
filozof moe wykona odnonie do przykaza moralnych trzy zadania. Moe, po pier-
wsze, zanalizowa je, stara si zrozumie, o co waciwie chodzi (co czsto nie jest
bynajmniej oczywiste). Moe po drugie bada, czy nie ma w owym przykazaniu
sprzecznoci wewntrznej. Wreszcie moe zada sobie pytanie, jaki jest jego
stosunek do etyki uznawanej w danym krgu kulturowym, a zwaszcza przez ludzi
goszcych owo przykazanie. Ale filozof jako taki nie moe przepisywa ludziom,
jak maj si zachowywa, to jest metalizowa.
2. Inny zabobon, szerzcy si ostatnio gwnie wrd teologw, to tzw. etyka
sytuacyjna: to co mam czyni, powiada ten zabobon, zaley tylko i wycznie
od sytuacji, od pooenia, w ktrym si znajduj. Prawdy jest w tym tyle, e sytuacja
to zesp faktw, ktre powinny by wzite pod uwag w decyzji ale sama
znajomo faktw nie wystarcza: z adnej sytuacji nie mona wywie obowizku,
o ile si nie przyjmie zarazem jakiej dyrektywy, zasady etycznej. Ten zabobon jest
wic w zasadzie tylko postaci poprzednio wymienionego, ale rni si od niego
naciskiem, jaki kadzie na wzgldno zasad postpowania, jest wic rwnoczenie
jedn z postaci relatywizmu etycznego.
3. Rwnie zabobonne jest czste sprowadzanie etyki do techniki. Rnica
midzy tymi dwiema dziedzinami polega mianowicie na tym, e nakazy, dyrektywy
techniczne s zawsze uwarunkowane przez cel dziaania, podczas gdy normy
etyczne s bezwzgldne, do adnego celu nie zale. Oto przykad. Technika
prowadzenia samochodu uczy, e kto chce dobrze i pewnie wzi ostry zakrt,
powinien przed zakrtem zwolni i wzi niszy bieg. Jak wszystkie przepisy
techniczne, ta dyrektywa jest zalena od celu: bo jeli jaka starsza pani nie pragnie
wcale swojego wozu przeprowadzi szybko przez zakrt, ale jedzie stale w tempie
25 km na godzin, nie potrzebuje wcale ani zwolni, ani schodzi na niszy bieg.
Ale nakaz moralny Nie bdziesz twojej matce podrzyna garda dla zdobycia
dziesiciu dolarw na wdk nie zaley od adnego celu. W szczeglnoci nie zaley
wcale od tego, czy syn podrzynajcy gardo swojej matce pjdzie za to czy nie pjdzie
do pieka. Nawet gdyby adnego pieka nie byo, nawet gdyby mia pj do pieka za
niepodrzynanie garda swojej matce, zasada etyczna Nie bdziesz podrzyna garda
twojej matce dla zdobycia 10 dolarw na wdk pozostaaby bezwzgldnie w mocy.
Kto miesza technik z etyk i uzalenia nakazy etyczne od celu, pada ofiar
zabobonu. Ten zabobon gosi m.in. Lenin, wedug ktrego dobre i moralne jest to,
co suy do zburzenia dawnego wiata itd. e wiec moralno czynu zaley
od celu. Skrajny wyraz temu zabobonowi daje znane powiedzenie cel uwica
rodki. Ot prawd jest, e aden cel, nawet najwzniolejszy, nie uwica,
nie usprawiedliwia i nie moe usprawiedliwia zych rodkw.
4. Wypada jeszcze wymieni zabobony dotyczce autorytetu w dziedzinie etyki.
Stosunkowo wielu ludzi mniema, e kto posiada wielkie wyksztacenie
na przykad profesor uniwersytetu albo wielki talent na przykad wybitny
artysta malarz jest tym samym autorytetem w sprawach moralnych. Jest to
zabobon: dziedzina wartoci moralnych rnie si od dziedziny nauki i od dziedziny
sztuki specjalici w tych dwch ostatnich nie s autorytetami w etyce. Bywa
nieraz, e czowiek nieuczony stoi moralnie znacznie wyej od mdrca, a prostak

XXIII
pod wzgldem sztuki wyej od artysty. Autorytetem w sprawach moralnych jest
wycznie czowiek wysoko stojcy moralnie.

FILOZOFIA CHRZECIJASKA
Wyraenie filozofia chrzecijaska moe oznacza bd filozofi, ktra rozwina
si w rodowisku chrzecijaskim (filozofi historycznie chrzecijask), bd tak,
ktra zakada dogmaty chrzecijaskie. e filozofia chrzecijaska w pierwszym
znaczeniu istnieje, jest faktem i uznawanie jej za filozofi nie jest zabobonem. Jest
nim natomiast uznawanie za filozofi filozofii chrzecijaskiej w drugim znaczeniu.
Ot okoliczno, e przedstawiciele filozofii chrzecijaskiej staraj si udowodni
takie twierdzenia, jak e Bg istnieje, e dusza ludzka jest niemiertelna, e wola
czowieka jest wolna itp., nasuwa podejrzenie, e chodzi najczciej o filozofi
chrzecijask w tym drugim, zabobonnym znaczeniu e chodzi o zabobon wynika
z definicji filozofii, ktra jest nauk niezalen od jakiegokolwiek wiatopogldu,
nie moe wic rwnie zakada dogmatw chrzecijaskich.
Ten zabobon jest tym dziwniejszy, e jego zwolennicy powouj si nieraz na
w. Tomasza z Akwinu, ktremu zawdziczamy pierwsze jasne rozgraniczenie wiary
od wiedzy, a wiec i od filozofii.
Jedn z przyczyn powstania i rozpowszechnienia si tego zabobonu byo
istnienie innych, rwnie zabobonnych filozofii nowoytnych, najczciej opartych
na jakim wiatopogldzie jak np. owych filozofii wywodzcych si z owiecenia.
Powstanie marksizmu, ktrego zwolennicy praktykuj otwarcie podobny zabobon
(filozofi marksistowsk) przyczynio si znacznie do wzmocnienia tradycji filozofii
chrzecijaskiej.

FILOZOFIA NOWOYTNA
Ciemny okres w dziejach myli filozoficznej trwajcy od odrodzenia (XVI wiek)
do mniej wicej poowy XIX wieku. Aczkolwiek nie mona powiedzie, by wszyscy
filozofowie nowoytni byli zabobonni, mniemanie e filozofia nowoytna jest
wietnym, postpowym okresem w historii myli europejskiej jest zabobonem.
Dokadniej mwic, naley przy ocenie tej filozofii odrni dwie rzeczy: analiz
i syntez. Jeli chodzi o pierwsz, niektrzy filozofowie nowoytni, np. Hume,
Leibniz, wnieli wartociowe myli i przyczynili si do lepszego zrozumienia
zagadnie szczegowych. Natomiast wielkie syntezy budowane przez wikszo
tych filozofw posiadaj w najlepszym razie pewn warto literack, ale z nauk,
a wic i z filozofi naukow nie maj nic wsplnego. Wbrew rozpowszechnionym
mniemaniom okres nowoytny jest, w przeciwiestwie do poprzedzajcego go i do
naszych czasw, okresem upadku filozofii.
Aby si o tym przekona, wystarczy zada sobie pytanie: na czym polega istota
filozofii? Polega oczywicie na badaniu zagadnie logicznych, ontologicznych,
dotyczcych jzyka i rym podobnych. Ot stwierdzamy najpierw, e w filozofii
nowoytnej nie ma prawie adnej powanej logiki (genialne dzieo Leibniza jest
wyjtkiem). Co wicej, dorobek logiczny poprzednich okresw zosta wwczas niemal
cakowicie zapomniany; nawet najwybitniejsi filozofowie np. Kant i Hegel znali
tylko jakie mizerne i w dodatku le zrozumiane resztki logiki antycznej i rednio-
wiecznej. Pooenie logiki byo wwczas tak beznadziejne, e znakomita wikszo

XXIV
genialnych prac Leibniza moga by ogoszona dopiero w roku 1903. Filozofia
nowoytna nie zna ponadto wcale, albo prawie wcale ontologii, opisu najbardziej
oglnych cech przedmiotu w ogle, a wic podstawowej dyscypliny filozoficznej.
Nie ma te praktycznie adnej filozofii jzyka. Filozofowie nowoytni maj dziwny
zwyczaj rozprawiania o pojciach, jak gdyby one bujay w powietrzu, a nie byy po
prostu znaczeniami sw. Kada powana filozofia, zarwno europejska
(staroytno, scholastyka, XX wiek), jak i indyjska (brahmanizm i buddyzm)
zawiera rozbudowan filozofi jzyka ale filozofia nowoytna nie ma o niej pojcia.
Aby przytoczy jeszcze jeden szczeg, filozofia nowoytna nie zna adnej godnej
tej nazwy filozofii mioci. Taki np. pisarz jak Spinoza, uchodzcy za wielkiego
filozofa, definiuje mio jako przyjemno poczon z ide przyczyny zewntrznej,
o czym Max Scheler, znakomity filozof mioci XX wieku, powiedzia susznie, e jeli
tak jest, musz miowa kiebas, skoro zjadam j z przyjemnoci i z ide, e jest
ona w stosunku do mnie (przed zjedzeniem) czym zewntrznym. S to wprost
niepowane pomysy, nie mogce w aden sposb rwna si ani z filozofiami
mioci rozpracowanymi przez staroytnych Grekw (Platon, Arystoteles, Plotyn)
i scholastykw (w. Tomasz, Duns Szkot) ani z analizami tego samego przedmiotu
przez filozofw XX stulecia (Freud, Scheler, Jaspers, Sartre).
Za to znajdujemy w filozofii nowoytnej dwie inne rzeczy: wielkie systemy
i teori poznania. Filozofowie nowoytni fabrykuj najpierw masowo wielkie
systemy, syntezy, ktre maj albo podpiera (u ludzi sabej wiary) religi tak np.
u Kanta albo j zastpi, jak u Spinozy. Z drugiej strony oddaj si rozwaaniom
o tym, czy wiat istnieje, czy nie istnieje poza moj gow i tym podobnym, to jest
nad tak zwan ogln teori poznania. Ot ta teoria jest bardzo prawdopodobnie
zbiorem pseudo-problemw, bo dotyczy wszystkich zda, a o wszystkich zdaniach
w ogle niczego powiedzie si nie da, jak uczy naukowa logika W kadym razie
w filozofii naukowej wspczesnej takich rozwaa nie znajdziesz.
Kto wic uwaa filozofi nowoytn nie tylko za naukow, ale na dobitk
za jedynie prawdziw i wartociow, ten pad ofiar dziwnego zabobonu. W zwizku
z tym mona sobie zada dwa pytania: co spowodowao upadek filozofii w czasach
nowoytnych i co jest powodem zabobonnego wierzenia, e filozofia nowoytna jest
wietn, postpow, naukow filozofi. Jedn z przyczyn wspln obu zjawiskom
jest propaganda prowadzona przez pisarzy z okresu odrodzenia. Ci pisarze kpili
sobie tak wietnie ze redniowiecza, z logiki i w wielu wypadkach po prostu
z rozumu w filozofii, e przekonali ludzi o zupenej nicoci myli redniowiecznej.
Dosza do tego take okoliczno, e podczas gdy redniowiecze byo okresem
katolickim, w cigu wiekw nowoytnych przewaaa znacznie wroga katolicyzmowi
myl protestancka i racjonalistyczna Jej przedstawicielom zaleao oczywicie na
potpieniu i zapomnieniu wszystkiego, co poprzedzao Lutra, w tym caej filozofii
naukowej. Skdind obserwujemy w tym czasie poczwszy od odrodzenia
ciekawe zjawisko, na ktre zwrci uwag Whitehead: geniusz powiada
wywdrowa do fizyki. W filozofii zostali (w przeciwiestwie do staroytnoci
i redniowiecza) tylko ludzie drugiej klasy. Std jej upadek.

XXV
FILOZOFIA SYNTETYCZNA
Zabobonny rodzaj filozofii uprawianej w celu stworzenia wszystko obejmujcej
syntezy. Filozofia syntetyczna buduje wic systemy, ktre tumacz cao ludzkiego
dowiadczenia zarwno dowiadczenia faktw, jak i przey moralnych,
estetycznych itp. Tego rodzaju wielka synteza jest, jak dzi wiemy, rzecz
wiatopogldu a nie nauki, a wiec take nie filozofii. Platon i Arystoteles nie znali
jeszcze rozrnienia midzy nauk a wiatopogldem, nie mona wiec dziwi si, e
starali si tworzy filozofi syntetyczn. W czasach nowoytnych niemal kady
wielki filozof uprawia filozofi syntetyczn i to mimo jasnego rozrnienia wiary
od wiedzy przez w. Tomasza a Akwinu. Ale jedn z podstawowych cech
wspczesnej filozofii naukowej jest odrzucenie moliwoci tego rodzaju wielkich
syntez: naukowa filozofia wspczesna jest w swojej istocie filozofi analityczn.
Istnieje po temu kilka powodw.
1. Przede wszystkim, nawet gdy chodzi o sam wiedz dotyczc faktw
zachodzcych w wiecie, jej synteza nie jest obecnie moliwa, po prostu dlatego,
e wiedzy jest dzisiaj tak wiele. Istnieje na przykad podobno nie mniej ni sto
tysicy czasopism i biuletynw naukowych powiconych poszczeglnym
dziedzinom nauki. Autor tego sownika spotka ongi par maesk, gdzie i m
i ona byli uczonymi biologami. Zapytani, czy w domu czsto mwi o biologii,
odpowiedzieli, e nigdy, bo jedno drugiego nie rozumie. A pracowali przecie w tej
samej nauce, tylko w dwch jej rnych odcinkach. Myl o syntezie caoci
wspczesnej nauki jest wic mrzonk Czas redniowiecznych sum min
bezpowrotnie yjemy w epoce encyklopedii. Filozofia syntetyczna nie jest moliwa
nawet jako synteza wynikw nauk.
2. Nastpnie filozofia syntetyczna obejmuje take etyk i odpowied na zagad-
nienia egzystencjalne, a wic rozprawia o sprawach, ktre nie dadz si rozstrzyg-
n naukowo, nie nale wic do dziedziny filozofii. Filozofia syntetyczna jest wic
zabobonem take dlatego, e wkracza w te dziedziny. Nie jest np. rzecz filozofa
uczy ludzi, co powinni czyni a czego unika. To jest zadanie kaznodziei,
moralistw, ideologw itp., a nie naukowcw. Skdind na tzw. pytania
egzystencjalne nie ma odpowiedzi naukowej. Jaki jest sens ycia, cierpienia, mierci
itp., tego naukowiec, a wic i filozof, nie wie i wiedzie nie moe.
3. Wreszcie filozofia syntetyczna zawiera take zwykle metafizyk. Ot
metafizyka naukowa jest zapewne moliw a przynajmniej, jak dotd, nikt nie udo-
wodni przekonywujco, e ni nie jest; niemniej wiemy dzisiaj, e jest bardzo
trudn dyscyplin, w ktrej niezmiernie atwo o bdy. Std nieufno do niej, a tym
samym do filozofii syntetycznej.
Dochodzi do tego jeszcze okoliczno, e w dziejach zbudowano wiele filozofii
syntetycznych, ktre kolejno okazay si wszystkie nie do przyjcia. Do dzi dnia nie
ma zgody midzy filozofami syntetycznymi. Kant wycign z tego wniosek,
e filozofia syntetyczna (dokadniej: metafizyka) przekracza granice dowiadczenia
i dlatego zawodzi. Nie potrzeba i tak daleko jak on, wystarczy stwierdzi, e zawie-
rajc etyk, odpowied na pytania egzystencjalne a take popiesznie zbudowan
metafizyk, filozofia syntetyczna bya z gry skazana na niepowodzenie.

XXVI
Tote samo mniemanie, e filozofia syntetyczna jest filozofi, to jest rodzajem
nauki, jest zabobonem, niestety do dzi bardzo popularnym wrd niefachowcw.

GURU
Indyjskie wyraenie, odpowiadajce mniej wicej polskiemu mistrz. S dwa
rodzaje guru i dwa zwizane z tym zabobony. Jeden, to guru w cisym sowa
znaczeniu, czyli czarodziej kierujcy sekt; drugi to filozof przeszoci, ktrego
pniejsi filozofowie, nalecy do jego szkoy uwaaj za bezwzgldny autorytet.
Rnica midzy tymi dwoma zabobonami polega na tym, e pierwszy guru,
sekciarski, jest dla jego wyznawcw nieprawym poczeniem autorytetu
epistemicznego i deontycznego, a nawet autorytetem powszechnym (p. autorytet).
Natomiast guru filozoficzny jest tylko autorytetem epistemicznym (tame). O pierw-
szym rodzaju zabobonu mowa pod hasem sekty. Tu pokrtce o drugim. Wyznawcy
tego zabobonu obieraj sobie za mistrza i przewodnika jakiego filozofa przeszoci,
np. w. Tomasza, Kanta, Marksa, czy jeszcze innego. Ich stosunek do niego polega
na tym, e: 1. wszystko co guru powie dzia, albo niemal wszystko, uwaaj z gry
za prawdziwe; 2. przy kadej sposobnoci powouj si na niego; tak np. jeden
z moich znajomych filozofw mwi To samo nie moe rwnoczenie by i nie by,
jak wiemy od Spinozy jak gdyby zdrowy ludzki rozsdek na to nie wystarcza;
3. ich praca filozoficzna polega w gruncie rzeczy na komentowaniu owego guru.
Zwykli take z dum podkrela, e s xistami (tomistami, szkotystami,
kantystami, heglistami, marksistami itp.).
Postawa takiego xisty jest w tym sensie zabobonna, e jest oczywicie
niegodna filozofa, a przecie zajmowana przez ludzi, ktrzy nazywaj si filozofami.
Prawdziwy filozof nie jest i nie moe by adnym x ist, nie moe zna adnego
guru. Wolno mu co prawda stwierdza, e jego postawa zgadza si, jeli chodzi
o rzeczy zasadnicze, z postaw takiego czy innego myliciela przeszoci ale nie
wolno mu uznawa za prawd wszystkich powiedze guru, powoywa si bezus-
tannie na niego jednego, ogranicza si do komentowania guru. Jest te nieadnie,
eby nie powiedzie szpetnie, kiedy on si xist nazywa.

HAWELIZM
Neologizm utworzony z hebrajskiego rzeczownika hawel, tumaczonego
tradycyjnie przez marno. Hawelizm oznacza pogld przypisywany autorowi
biblijnego Eklezjastesa, e marno nad marnociami wszystko jest marnoci.
Nie m innymi sowami, na wiecie niczego, o co warto by zachodzi, walczy,
do czego naleaoby dy co by w ogle miao jakikolwiek sens. Hawelizm jest
zabobonem szeroko rozpowszechnionym w rnych krgach kulturowych. W skraj-
nej postaci wyznaje go buddyzm, albo przynajmniej jego posta uchodzc
za pierwotn (May Wz). Ale i wrd chrzecijan wielu przyznawao si i nadal
przyznaje si do tego zabobonu.
e to jest zabobon, atwo wykaza przez prost analiz pojcia owej marnoci.
Taka analiza pokazuje mianowicie, e w hawelizmie chodzi o bezwzgldne, a przy
tym wiecznie trwajce szczcie i e wszystko, co tego absolutnego i wiecznego
szczcia nie daje, nie zasuguje jego zdaniem na uwag, jest marnoci. A to jest
przecie oczywisty fasz. Wemy na przykad przypadek czowieka, ktry cierpi

XXVII
na silny bl zbw. Wydaje si jasnym, e usunicie tego blu jest dla niego czym
bardzo wanym, bardzo godnym zachodu, stara i wysikw i to mimo, e ono
nie da mu stuprocentowego i wiecznie trwajcego szczcia Podobnie jak w zawo-
dach sportowych. Zawodnik uwaa zwycistwo w turnieju za co nader wanego dla
siebie, dy do niego ca si woli aczkolwiek i on wie, e zwycistwo nie da mu
owego bezwzgldnego i wiecznego szczcia, o ktrym marz hawelici.
Tak wic hawelizm jest ideaem, ktrego nie mona urzeczywistni. Nawet samo
denie do takiego ideau pociga za sob zowrogie skutki, bo pozbawia czowieka
owych czciowych i przemijajcych zadowole, na ktrych zdaje si polega jedyne
szczcie dla nas na tym wiecie.

HERMENEUTYKA
Uczeni historycy i filozofowie uywali od dawna racjonalnej metody zwanej
hermeneutyk; polegaa ona na rozpatrywaniu i tumaczeniu tekstw w ramach
wspczesnej im literatury i wypadkw. Ale od czasw niemieckiego filozofa
Diltheya nazwano hermeneutyk co cakiem innego, a mianowicie nie racjonaln,
ale irracjonaln metod, majc suy tzw. Verstehen, tj. wczuwaniu si historyka.
Dilthey twierdzi nawet, e jego praca badawcza polega na ruchu ycia do ycia
i temu ruchowi ma nowoczesna hermeneutyk suy.
W owym znaczeniu hermeneutyk jest zabobonem, na rwni z owym
diltheyowskim Verstehen, Bo, po pierwsze, twierdzenie, e historycy i filozofowie
posuguj si jakim wczuwaniem si jest najzupeniej goosowne: ktokolwiek
zada sobie trud zbadania, jak ci uczeni rozumuj, przekona si atwo, e chodzi
praktycznie zawsze o postpowanie racjonalne. Zbiera si dokumenty, poddaje
teksty krytyce tekstualnej, tumaczy na jzyk wspczesny, okrela czas, w ktrym
zostay zredagowane i autora, bada si jego wiedz i prawdomwno, i dopiero
w wynika tych mudnych, drobiazgowych, a zawsze czysto racjonalnych zabiegw,
dochodzi si do poprawnego zrozumienia dokumentu. Nastpnie sama myl o mchu
ycia historyka ku yciu czowieka, o ktrym on pisze, jest zabobonem, bo np.
Aleksander Wielki umar i go nie ma, wic i nie moe by adnego ruchu ku jego
yciu. Historyk spotyka tylko dokumenty, napisy a postacie historyczne musz
by na ich podstawie rekonstruowane. Gdy ta praca jest zakoczona mona si
oddawa wczuwaniu ale to wczuwanie si nie jest metod badania.

HISTORIOZOFIA
Rzekoma filozofia historii, ktra umie przewidzie, dokd historia zda.
Historiozofia jest zabobonem, jako e nie mamy adnej podstawy do stawiania
prognozy dugoterminowej: po prostu nie wiemy, jak potocz si wypadki. Rzecz
mianowicie w tym, e kada prognoza jest rozumowaniem, majcym posta
nastpujc: Jeli okolicznoci si nie zmieni, nastpi to a to; ot okolicznoci si
nie zmieniaj; a wic to a to nie nastpi. W tym rozumowaniu pierwsza przesanka
jest najzupeniej goosowna znamy bardzo niewiele praw dotyczcych mechaniki
rozwoju spoecznego, a te ktre znamy, nale przewanie do dziedziny demografii,
nie do innych, jedynie w tej sprawie wanych. Natomiast druga przesanka,
e okolicznoci si nie zmieni, jest prawdopodobnie faszywa z wszystkiego,

XXVIII
co wiemy, zdaje si mianowicie wynika, e okolicznoci si zmieniaj, przynajmniej
na dug met, e nie pozostan takie same jak dzisiaj.
Tak wiec dugoterminowa prognoza jest niemoliwa w dziejach a takie wanie
prognozy formuuje historiozofia. Trzeba wiec powiedzie, e historiozofia jest nie
nauk, ale zabobonem.

HUMANIZM
Prawdopodobnie najbardziej rozpowszechniony wspczenie zabobon. Zgodnie
z rozpowszechnionymi pogldami wolno by czymkolwiek kto chce, tylko nie wolno
nie by humanist. Humanizm jest wsplnym wierzeniem wikszoci kaznodziei,
politykw, filozofw, dziennikarzy i tym podobnych. Kto si do niego nie przyznaje,
uchodzi za podego barbarzyc. A jednak humanizm jest kompromitujcym
zabobonem.
Samo sowo humanizm ma kilka znacze. To, o ktre tu chodzi, mona
okreli nastpujco: kady czowiek bez wyjtku jest czym istotnie, zasadniczo
rnym od innych stworze, w szczeglnoci od zwierzt. Czowiek yje wprawdzie
w przyrodzie, ale do przyrody nie naley. Jest czym wyniesionym ponad wszystko
inne, w wielu wypadkach po prostu czym witym. Czowiek to wielka rzecz mwi
si, przy czym czsto chodzi o rodzaj bawochwalstwa.
Istniej co prawda odmiany tak rozumianego humanizmu, ktre nie s
zabobonami. Takim jest przede wszystkim humanizm intuicyjny, a wic wierzenie,
e czowiek jest czym znakomitym itd., oparte na jakim bezporednim wgldzie
we wasn istot. Kto taki przyjemny wgld w samego siebie ma i rzeczywicie
widzi, e jest czym wyniesionym ponad ca przyrod, ten ma oczywicie prawo by
humanist. Co prawda taki humanizm wydaje si ju dlatego podejrzany, e zbyt
schlebia podmiotowi. Gdyby krokodyle mogy filozofowa, utworzyyby zapewne
krokodylizm, bo to przecie tak przyjemnie uwaa si za co bardzo wzniosego.
Drugi rodzaj dopuszczalnego humanizmu, to humanizm religijny. Jeli kto wierzy,
e Bg w Swojej niepojtej dla nas mdroci wybra to szczeglnie okrutne zwierz,
jakim jest czowiek, i uczyni go Swoim przyjacielem, ten ma oczywicie prawo
przyznawa si do humanizmu.
Ale nikt nie ma prawa powoywa si przy tym na rozum, dowiadczenie czy
nauk. Bo one wszystkie jednym gosem twierdz, e czowiek nie jest czym
szczeglnym w wiecie, ale po prostu czci przyrody.
Najpierw, aden z argumentw wysuwanych przez humanistw na rzecz
rzekomej zasadniczej wyszoci czowieka, nie jest przekonywujcy w wietle tego,
co wiemy. Czowiek jest wprawdzie istot stosunkowo znacznie bardziej zoon,
a zatem stosunkowo znacznie wysz ni np. pies albo mapa, ale twierdzenie,
e on sam posiada pewne cechy obce wszystkim innym istotom, jest goosowne.
Jako takie wymienia si min. mow, rozum, technik, kultur, tzw. ideacj
(zdolno tworzenia poj oderwanych), wreszcie ostatnio trwog. Mwi si wic,
e czowiek i tylko czowiek posiada te cechy, albo niektre spord nich. Ot
wiadomo dzi, e to nieprawda i e wiele wyszych zwierzt posiada je take, cho
zwykle w stopniu niszym ni my.

XXIX
Aby zacz od mowy, nieprawd jest, by zwierzta byy nieme. Maj swoj
wasn mow, ktrej cz jest nawet nabyta przez wychowanie, np. pewne ptaki
ucz si od rodzicw pewnego rodzaju pieww, za pomoc ktrych porozumiewaj
si ze sob. Naukowcy potrafili ju zredagowa prawdziwe sowniki mowy niektrych
zwierzt, obejmujce czasem do paruset znakw. Prawda, e s to mowy biedniejsze
od naszych, ale twierdzi, e wysze zwierzta nie maj w ogle mowy, moe tylko
kto, kto niczego nie wie o tej dziedzinie.
Podobnie jest z rozumem. Raz jeszcze, rozum psw czy soni jest na pewno
niszy od ludzkiego, ale jaki rozum te bydlta przecie maj, potrafi rozumowa
w pewien sposb, przystosowywa rodki do celw itd. Wyniki przeprowadzonych
ostatnio w tej dziedzinie bada s najzupeniej jasne: przynajmniej wysze zwierzta
nie s wcale pozbawione rozumu.
Co za tym idzie, nie s take pozbawione techniki. Mapa uywa kija aby strci
banany, a niektre ptaki ami skorup jaj za pomoc kamienia przyniesionego
w dziobie. Bobry buduj do skomplikowane sztuczne tamy. Jak prost, prymi-
tywn technik, ale przecie technik spotykamy wic take u zwierzt Nie jest ona
zatem wycznie waciwoci czowieka.
To samo wypada powiedzie o kulturze. Nie tylko ludzie ale i ptaki umiej
piewa, wiele zwierzt taczy w sposb zoony. Niektrzy uczeni twierdz nawet,
e u pewnych termitw spotkali co, co bardzo wyglda na obrzdy religijne. Innymi
sowami spotykamy jakie zacztki kultury take u zwierzt. A jeli chodzi o moral-
no, to ludzie mogliby si czsto od zwierzt uczy. Kiedy filozof angielski Hobbes
powiedzia, e czowiek czowiekowi wilkiem, zauwaono susznie, e jest to obelga
dla wilkw jako e aden wilk nie jest nigdy dla drugiego wilka tak okrutny,
jak ludzie s czsto li wobec innych ludzi.
To samo wreszcie da si powiedzie i o ideacji i o trwodze. Po prostu nie ma
najmniejszego dowodu na to, e zwierzta ich nie znaj.
Tak wic wszystkie argumenty wysuwane na rzecz rzekomo zasadniczej rnicy
midzy czowiekiem a zwierztami s niesprawne i nieprzekonywujce.
Zarazem istnieje szereg racji, ktre ka myle, e nie ma adnej zasadniczej
rnicy midzy ludmi a wyszymi zwierztami. Stwierdzamy wic najpierw, e czo-
wiek i pod wzgldem budowy, i jeli chodzi o zachowanie naley do wiata
zwierzcego. Posiada np. rce i nogi, wtrob, mzg itd. Posiada take instynkty
stadne, samozachowawcze, pciowe i tym podobne. Zachowanie czowieka jest
wprawdzie nieraz znacznie bardziej zoone, bardziej wyrafinowane ni zachowanie
zwierzt, ale w zasadzie chodzi o to samo. Wystarczy przypatrze si bliej,
powiedzmy, urzdnikowi bankowemu, ktry rano wstaje, przeciga si, myje,
je niadanie i idzie do pracy (na polowanie), aby zrozumie, e chodzi w zasadzie
o co bardzo podobnego do zachowania si, powiedzmy, dzikiego psa czy hieny.
To jedno. Po drugie dzisiejsza biologia uczy, e czowiek nie pochodzi wprawdzie
od mapy, jak dawniej sdzono, ale przecie od jakiego zwierzcia e rozwin si,
osign obecny poziom przez dug ewolucj. Teoria ewolucji jest dzi tak dobrze
uzasadniona, e niepodobna rozumnie j odrzuci.
Wreszcie, po trzecie, astronomia uczy nas, e wiat jest nieprawdopodobnie
wielki. W samej naszej mgawicy (drodze mlecznej) maj by miliardy gwiazd,
a mgawic jest przecie wiele by moe miliardy. Ot wrd owych miliardw

XXX
soc na pewno jest wiele takich, ktre posiadaj planety, jak nasze soce; wiemy
to z obserwacji, jeli chodzi o par gwiazd nam najbliszych. Wobec tego ogromu jest
w najwyszym stopniu prawdopodobne, e ycie, a z nim i co w rodzaju czowieka,
istnieje take, i to w wielu wypadkach, gdzie indziej we wszechwiecie. Twierdzi
wobec tego, e czowiek, mieszkaniec owego pyku kosmicznego, jakim jest Ziemi
i on tylko jest czym wyjtkowym, wydaje si niemal niedorzecznoci.
Tak wic humanizm naukowy to tyle, co elazne drewno albo kwadratowe
koo. Caa nauka przemawia jednym gosem nie za, ale przeciw temu zabobonowi.
A kiedy pytamy, skd pochodzi i dlaczego zyska sobie dzisiaj tylu zwolennikw,
odpowied brzmi, e powodem jest szukanie przez ludzi czego, co mogliby uwaa
za wite i godne uwielbienia Czowiek wyglda na zwierz potrzebujce jakiej
religii. Skoro wic nie wierzy w Boga, zaczyna sobie tworzy boka w postaci
Czowieka pisanego przez wielkie C, staje si humanist. Ale to ju jest cakiem
oczywiste bawochwalstwo.

IDEALIZM
Wyraenie idealizm ma przynajmniej cztery rne znaczenia W niektrych
idealizm jest zabobonem. Odrniamy mianowicie najpierw idealizm moralny:
postaw czowieka, ktry wierzy w ideay moralne, albo nawet bierze idea za rzeczy-
wisto. W tym znaczeniu idealizm niekoniecznie jest zabobonem moe by nawet
postaw rozsdn. W drugim znaczeniu chodzi o idealizm ontologiczny, ktrego
pierwszym wybitnym przedstawicielem by filozof grecki Platon; std zwolennicy
idealizmu w tym sowa znaczeniu zwani s czasem platoczykami. Sdz oni,
e obok przedmiotw realnych (takich jak krowy i krzesa) s jeszcze byty idealne
(w rodzaju praw matematycznych i wartoci). Owe byty idealne istniej w poznaniu
ludzkim, ale s czym przedmiotowym. W trzecim sowa znaczeniu chodzi o idealizm
teoriopoznawczy podmiotowy (subiektywny). Ten idealizm polega na wierzeniu,
e niczego nie ma poza mylami w naszej psychice (czy gowie) czowiek moe
pozna tylko wasne myli, idee. Wreszcie istnieje czwarty, subtelny rodzaj
idealizmu, idealizm transcendentalny, wedug ktrego przedmioty poznania nie
istniej tylko w wiadomoci ludzkiej, ale przecie nie poza ni; s jak mwi
zwolennicy tego pogldu uzalenione a priori od tzw. transcendentalnych form
poznania.
Te dwie ostatnie postacie idealizmu s zabobonami. Idealizm subiektywny
mniema np., e chirurg, ktry operuje na mzgu pacjenta, nie widzi wcale mzgu
tego pacjenta (bo wedug idealizmu podmiotowego nie moemy zna niczego, co by
byo poza nami), ale raczej kawaek swojego wasnego mzgu (Russell). Jest to
pogld jaskrawo przeciwny zdrowemu rozsdkowi i, jak si zdaje, obciony wieloma
wewntrznymi sprzecznociami. W XX wieku tylko bardzo nieliczni filozofowie
wyznaj ten zabobon natomiast w XVIII i XIX wieku bya to filozofia modna
(p. filozofia nowoytna). Idealizm transcendentalny jest mniej bezporednio zabo-
bonny, ale w ostatecznym rozrachunku okazuje si, e operuje sowami, ktrych
znaczenia nie da si po ludzku wytumaczy, czyli uprawia bekot. Obie postacie
idealizmu teoriopoznawczego s wic zabobonami.

XXXI
IDEOLOGIA
Naley odrni potoczne i marksistowskie znaczenie nazwy ideologia.
W potocznym znaczeniu uywamy tego sowa, gdy mwimy np. o ideologii owie-
cenia, hitlerowskiej albo komunistycznej. W tym znaczeniu ideologia jest
szczeglnym rodzajem wiatopogldu, zawierajcym, obok odpowiedzi na pytania
metafizyczne, egzystencjalne i moralne, take dwa inne skadniki, ktre znajdujemy
tylko w ideologiach.
Tymi skadnikami s, po pierwsze, pewna teoria historiozoficzna, tumaczca
rol danej grupy ludzkiej (narodu, klasy itd.) w dziejach ludzkoci, a po drugie,
recepta na zbawienie ludzkoci. Rozpowszechnione s dwa zabobony zwizane
z ideologi w tym potocznym sowa znaczeniu.
Jeden z nich wynika z pomieszania poj i polega na zaliczaniu kadego
wiatopogldu do ideologii. W tym wypadku np. religia byaby ideologi. Jest to
zabobon, bo autentyczna religia nie zawiera adnej recepty na poprawienie losu
ludzkoci, ale zwykle tylko przykazania, ktrych zachowanie ma prowadzi do zba-
wienia osobistego wierzcych. Robienie z religii ideologii jest zabobonem take z tego
wzgldu, e religia obejmuje take skadniki obce ideologii jako takiej (w szczegl-
noci postaw wobec numenu).
Inny zabobon idzie jeszcze dalej i nazywa kady pogld, nawet najlepiej
naukowo uzasadniony, ideologi. Niektrzy filozofowie id pod tym wzgldem tak
daleko, e nawet logik i matematyk uwaaj za ideologi. Ten zabobon oparty jest
na sceptycyzmie. Ze to jest zabobon wida jasno, gdy si zway na sposb, w jaki
jego zwolennicy staraj si uzasadni to mniemanie. Wychodz mianowicie
ze stwierdzenia czego, co jest faktem, to znaczy, e czowiek bardzo czsto jest
powodowany w swoich sdach ideologi, zwaszcza gdy chodzi o pogldy polityczne
itp., ale nastpnie uoglniaj ten fakt, przenoszc ideologiczny charakter nawet na
nauki cise. Ot wiadomo, e wszyscy ludzie przytomni i dostatecznie znajcy
spraw zawsze uznawali np. te same prawa matematyki elementarnej, niezalenie
od najrnorodniejszych wiatopogldw, do ktrych si przyznawali.
Ideologia w marksistowskim sowa znaczeniu to tyle, co cala tre duchowego
ycia grupy ludzkiej, a wic jej religia, sztuka, pogldy polityczne, nauki
humanistyczne i filozofia. Ideologia ma by tak zwan nadbudow okrelonych
stosunkw produkcji, tj. ich duchowym obrazem, a rwnoczenie broni w walce.
A poniewa kady typ stosunkw produkcji jest wedug Marksa przyporzdkowany
do pewnej klasy, ideologia jest zawsze wyrazem myli i broni tej klasy. Std
ideologia gosi zawsze jako prawd wszystko, co jest poyteczne dla danej klasy,
a odrzuca jako fasz wszystko, co mogoby jej szkodzi. Tak na przykad ideologia
komunistyczna, ktra jest ideologi klasy proletariackiej, gosi jako prawd,
e robotnicy w Szwajcarii przymieraj godem, bo to jest poyteczne w walce tzw.
proletariatu, tj. partii komunistycznej. Odrzuca natomiast twierdzenie, e pace
robotnikw szwajcarskich nale do najwyszych w wiecie, e praktycznie kada
rodzina robotnicza w tym kraju posiada samochd itd., bo to jest dla teje partii
szkodliwe. Te twierdzenia zawieraj co najmniej dwa zabobony. Z jednej strony
sprowadzaj wszystko w tej dziedzinie do interesw klasy, co jest oczywist
nieprawd, jako e pogldy ludzkie ulegaj bardzo silnym wpywom take innych
czynnikw, zwaszcza narodowych, religijnych itp. Z drugiej strony teoria Marksa

XXXII
jest typowym relatywizmem, tj. odmian sceptycyzmu. Jest te, jak wszystkie
sceptycyzmy, obciona trudnociami wewntrznymi: podaje si sama np. za ideo-
logi, a rwnoczenie twierdzi, e jest bezwzgldnie prawdziwa.

INTELEKTUALISTA
Czowiek, ktry: 1. posiada pewne wyksztacenie akademickie, albo podobne do
akademickiego; 2. nie ma nic wsplnego z yciem gospodarczym, w szczeglnoci
nie jest robotnikiem; 3. zabiera publicznie gos i chce uchodzi za autorytet w spra-
wach moralnoci, polityki, filozofii wiatopogldu. Robotnik nie jest wic
intelektualist, nawet jeli jest geniuszem, podobnie kupiec albo profesor
uniwersytetu, jak dugo trzyma si swojej specjalnoci. Kady z nich moe jednak
by niejako dokooptowany do grona intelektualistw, skoro zacznie wypowiada si
w powyej wymienionych sprawach. Intelektualistami s najczciej dziennikarze,
literaci, artyci, ale znajdujemy wrd nich nieraz take profesorw
uniwersyteckich, tych mianowicie, ktrzy podpisuj zbiorowo manifesty spoeczno
polityczne i moralne.
Zabobon dotyczcy intelektualisty a chodzi o bardzo gruby zabobon
polega na mniemaniu, e intelektualicie przysuguje jako takiemu autorytet w dzie-
dzinie etyki, polityki i pogldu na wiat Wskutek rozpowszechnienia tego zabobonu
intelektualici odegrali i nadal odgrywaj nieraz rozstrzygajc rol w yciu spoe-
czestw. To oni m.in. kierowali wieloma rewolucjami, ktre wbrew panujcym
przesdom byy niemal zawsze dzieem nie mas ludowych, ale intelektualistw.
e to jest zabobon, nie potrzeba dowodzi, bo wierzenie w autorytet
intelektualisty jest dosownie na niczym nieoparte. Tak np. profesor wykadajcy
histori nowoytn jest zapewne autorytetem (epistemicznym) gdy chodzi o rewolu-
cj francusk, ale nie jest w dziedzinie uytkowania energii atomowej. Skoro wic
taki profesor podpisuje razem z kolegami wyspecjalizowanymi w ceramice chiskiej,
zoologii, wzgldnie w rachunku prawdopodobiestwa deklaracje dotyczce tej ener-
gii, popenia jaskrawe naduycie autorytetu, tym gorsze, e wywouje wraenie, i to
sama nauka si wypowiada.
Jedn z przyczyn powstania tego zabobonu jest brak zaufania we wasny
zdrowy rozsdek ze strony zwykych pracownikw, a take mir, jakim s otaczane
nauka, sztuka itd. mir, ktry si niesusznie przenosi na intelektualistw.

INTUICJA
Tyle co poznanie bezporednie, wgld w przedmiot dany, obecny przed oczami
wzgldnie przed umysem. Istniej dwa rodzaje intuicji. Jedna poprzedza
rozumowanie, druga jest rodzajem wizji caoci systemu, ju zbudowanego przez
rozumowanie. Z intuicj zwizane s dwa zabobony. Jeden z nich chciaby si bez
niej obej albo przynajmniej bez intuicji umysowej (ogranicza wic intuicj
do zmysw). Wedug tego zabobonu czowiek nie poznaje nigdy niczego bezpored-
nio, moe tylko rozumowa, wnioskowa, e to jest zabobon, wynika nie tylko
z oczywistych faktw (jest rzecz pewn, e poznajemy wiele prawd bezporednio),
ale take z tego, e jeli nie ma intuicji, rozumowanie nie ma podstaw i popadamy
w sceptycyzm.

XXXIII
Innym zabobonem jest wierzenie, e intuicja moe zastpi rozumowanie,
to jest pozna przedmioty, ktre nie s dane podmiotowi. Ot jest wprawdzie rzecz
jasn, e np. dwoje kochajcych si ludzi ma pewn intuicj jedno drugiego, gdy
patrz sobie w oczy; ale takiej intuicji powiedzmy rozwoju ycia, albo budowy
materii nie ma i by nie moe.
Niepodobna nawet za pomoc samej intuicji zorientowa si w bardziej
zoonych rozumowaniach, np. w dziedzinie matematyki. Std wierzenie, e intuicja
moe zastpi rozum jest zabobonem.
Powodem sukcesw tego zabobonu jest z jednej strony przesadny nacisk
pooony na rozumowanie przez niektrych racjonalistw, z drugiej po prostu
lenistwo. Chce si za pomoc intuicji unikn trudnej pracy wnioskowania,
kontrolowania rozumowa, itd. Co nie przeszkadza, e chodzi o zabobon.
Wypada jednak wiedzie, e nazw intuicjonizm nosi take pewna tzw.
holenderska filozofia matematyki i logiki, ktra z tym zabobonem nie ma nic
wsplnego, prcz nazwy.

IRRACJONALIZM
Zabobon polegajcy na wierzeniu, e czowiek moe lepiej pozna wiat
za pomoc uczu, intuicji itp., ni za pomoc rozumu. Zabobonno tego pogldu
jest oczywista, jako e wszystko, co wiemy o wiecie, zostao poznane za pomoc
dowiadczenia i wnioskowania, tj. za pomoc rozumu. Przeczenie temu jest czym
tak dziwacznym, e pytanie, dlaczego tylu ludzi ulega irracjonalistycznemu
zabobonowi nasuwa si z wielk si. Odpowied polega bodaj na zwrceniu uwagi,
e owe intuicje itp. odgrywaj znaczn rol w stosunkach midzyludzkich, gdzie
obdarzona intuicj kobieta wie czsto znacznie wicej o innym czowieku, ni naj-
bardziej uczony psycholog. Irracjonalizm jest przeniesieniem tej prawdy na pasz-
czyzn poznania wiata, przedmiotw fizycznych, gdzie staje si oczywistym faszem.
Kto w to wtpi, niech sprbuje pozna w drodze intuicji np. dane zebrane przez
astronomw o mgawicach, albo zbudowa teori Einsteina itp. Innym powodem
popularnoci irracjonalizmu jest zapewne okoliczno, e zwalnia swoich
wyznawcw od cikiej drobiazgowej pracy, wymaganej przez metod racjonaln.
Wreszcie odegraa swoj rol demagogia dziennikarzy i literatw.

KAPITALIZM
Przez kapitalizm rozumie si w pierwszym rzdzie pewien ustrj (gospodarczy,
u marksistw take polityczny), a wtrnie pogld, zgodnie z ktrym ten ustrj jest
dobry, podania godny. W tym drugim znaczeniu kapitalizm to tyle co liberalizm
gospodarczy. Analizujc dyskusj midzy zwolennikami tego liberalizmu a marksis-
tami, znajdujemy nie mniej ni siedem zabobonw. Niektre z nich s wsplne obu
stronom, inne wystpuj tylko po jednej lub po drugiej.
1. Wsplnym zaoeniem obustronnym jest najpierw ekonomizm, przekonanie,
e zaspokojenie potrzeb materialnych pociga za sob automatyczne zaspokojenie
wszystkich innych i szczcie ludzi. Ten ekonomizm jest oczywistym zabobonem.
2. Innym zabobonem, goszonym rwnie przez obie strony w dyskusji, jest
utosamienie waciciela kapitau z przedsibiorc. Swojego czasu, w poowie

XXXIV
ubiegego wieku, przedsibiorca by rzeczywicie najczciej wacicielem kapitau
std doszo do utosamienia obu funkcji. Ale chodzi o funkcje najzupeniej
odmienne: kapitalista to ten, co daje rodki produkcji, przedsibiorca to czowiek,
ktry scala najrniejsze czynniki tworzce przedsibiorstwo (kapita, prac,
wynalazek, odbiorcw, rejon, pastwo itd), tworzy przedsibiorstwo i kieruje nim.
Dzisiaj obie funkcje s zwykle wykonywane przez rne osoby, tak e utosamianie
ich jest faszywe nie tylko w wietle analizy pojciowej, ale take w wietle faktw.
Mamy wic do czynienia z grubym zabobonem, wyznawanym niestety przez
wikszo wspczesnych, zarwno u liberaw, jak i u socjalistw. Ci ostatni
staraj si zniszczy kadego przedsibiorc, utosamiajc go z kapitalist i pozba-
wiajc przez to przedsibiorstwo gwnego motoru rozwoju.
3. Wreszcie trzeci zabobon wyznawany przez obie dyskutujce strony polega na
dziwnym mniemaniu, e moliwe s tylko dwa rodzaje przedsibiorstw:
kapitalistyczne, ktrymi zarzdzaj kapitalici i tzw. socjalistyczne, w ktrych
zarzd wykonuj rzekomo pracownicy, w rzeczywistoci biurokracja pastwowa jest
to zabobon, wynikajcy z powierzchownej analizy przedsibiorstwa W okresie
rewolucji przemysowej dwa czynniki byy rzeczywicie jedynie widoczne.
Ale jakakolwiek powana analiza wspczesnego przedsibiorstwa wykazuje, e obok
kapitau i pracy inne czynniki odgrywaj ogromn rol w przedsibiorstwie. I tak,
wynalazek techniczny ma czsto znaczenie rozstrzygajce dla powodzenia
przedsibiorstwa. Nieodzowni s dla niego odbiorcy. Wan rol odgrywa okolica
(rejon, miasto), w ktrej przedsibiorstwo dziaa Wreszcie pastwo jest zawsze
dalszym czynnikiem, bez ktrego przedsibiorstwo nie moe istnie i ktry jest
w nim zainteresowany. Mamy wic do czynienia z co najmniej szecioma czyn-
nikami, do czego dochodzi jeszcze przedsibiorca, ktry nie jest skadnikiem
przedsibiorstwa, ale reprezentuje w nim syntez, poczenie wszystkich skadnikw
dla celu caoci. Tote mamy najpierw co najmniej sze moliwych ustrojw:
przedsibiorstwa zarzdzane przez kapitalistw, przez pracownikw, wynalazcw,
odbiorcw, gmin albo przez pastwo. Co wicej, moliwe s take przedsibiorstwa,
w ktrych przedstawiciele dwch albo wicej czynnikw rzdz razem. Ogem,
zakadajc, e jest w przedsibiorstwie tylko 6 czynnikw, otrzymujemy nie dwa,
ale 64 moliwe ustroje. Wiele spord nich zostao urzeczywistnionych: znane s
np. przedsibiorstwa zarzdzane przez pracownikw (kibuce), przez odbiorcw
(kooperatywy konsumentw), przez gminy i przez pastwo. W zachodnioeuropejskim
przemyle wgla i stali obowizuje ustawa, zgodnie z ktr rady nadzorcze musz
si skada po poowie z przedstawicieli akcjonariuszy (kapitalistw) i pracownikw
(zwizkw zawodowych).
W tej sytuacji upieranie si przy istnieniu dwch i tylko dwch moliwych
ustrojw jak to czyni do dzi dnia w wikszoci, zarwno zwolennicy kapitalizmu
jak i marksici jest zaiste kompromitujcym zabobonem.
4. Zabobonem wystpujcym tylko po stronie zwolennikw kapitalizmu jest
mniemanie, e kapitalici (akcjonariusze itp.) maj wyczne prawo do zarzdzania
przedsibiorstwami. To mniemanie zdaje si zakada dwa inne pogldy: e wszyst-
ko mona kupi i e waciciel moe dysponowa swoj wasnoci bez adnych
ogranicze. Ten pogld i jego przesanki nale do dziedziny etyki i jako takie nie
podlegaj osdowi naukowemu. Ale staj si zabobonem przez to, e ludzie przyzna-
jcy si do nich uznaj rwnoczenie normy moralne, dotyczce godnoci osoby
ludzkiej. Midzy tymi normami a kapitalizmem zachodzi bowiem sprzeczno i go-

XXXV
szenie go w tych warunkach jest zabobonem. Kapitalizm prowadzi logicznie
do uznania osoby ludzkiej za rzecz, ktr waciciel kapitau kupuje i ktr moe
rozporzdza jak chce wbrew przyjtym zasadom moralnym.
5. Po stronie marksistw natrafiamy na co najmniej trzy zabobony. Pierwszy
z nich polega na twierdzeniu, e kapitalista w niczym nie przyczynia si do produk-
cji, e zatem jego zysk (odsetki itp.) jest kradzie. Jest to zaiste dziwny zabobon,
jako e produkcja nie jest moliwa bez narzdzi, maszyn itd. i e kapitalista (np.
akcjonariusz), dajc przedsibiorstwu kapita, umoliwia ich nabycie. Wydaje si
oczywicie, e za t usug naley mu si odszkodowanie przy czym nie trzeba
wpada w zabobon przeciwny i wyobraa sobie, e kapitalicie i tylko jemu
przysuguj wszystkie prawa w przedsibiorstwie.
6. Innym marksistowskim zabobonem jest twierdzenie, e kapitalici s wycz-
nymi wyzyskiwaczami pracownikw. Prawd jest, e w pewnych okresach, np.
w XIX wieku w Europie, robotnicy bywali nieraz wyzyskiwani przez przedsibiorcw,
ktrymi byli zwykle kapitalici. Ale to s raczej wyjtkowe okresy w dziejach
ludzkoci. Wiemy dzisiaj, e gwnymi wyzyskiwaczami mas robotniczych byli
w dziejach i do dzi dnia s nie waciciele kapitau, wzgldnie rodkw produkcji,
ale urzdnicy pastwowi. Tak byo w staroytnym Egipcie i Asyrii, tak jest jeszcze
dzisiaj w Zwizku Sowieckim. Mniemanie, e tylko waciciel kapitau wyzyskuje
robotnikw, jest wic zabobonem.
7. Zabobonem jest wreszcie marksistowskie twierdzenie, e wszdzie, gdzie nie
rzdzi partia komunistyczna, wadza jest w rkach wacicieli kapitau. Prawd jest
mianowicie, e pastwa nowoczesne posiadaj bardzo zoon budow odgrywaj
w nich rol np. zwizki zawodowe, partie polityczne, organizacje religijne, prasa itp.,
tak e sprowadzanie wszystkiego do wpyww kapitalistw jest bardzo dziwnym
zabobonem. W zwizku z tym wypada jeszcze wspomnie, e samo nazywanie
krajw niekomunistycznych kapitalistycznymi jest zabobonem, bo sugeruje, e w
nich rzdz sami waciciele kapitau.

KARA
Rozpowszechniony zabobon uwaa kar za nieporozumienie. Przestpcy,
powiada, nie naley kara, ale z jednej strony unieszkodliwi (podobnie jak
unieszkodliwia si umysowo chorego), a z drugiej strony reedukowa, wychowywa.
Ten zabobon prowadzi do uwaania okrutnych mordercw itp. za biednych,
przeladowanych ludzi. Std starania, by wizienia urzdzi jak najwygodniej, std
zniesienie kary mierci itd.
S to wszystko zabobony, wynikajce z zaprzeczenia wolnoci i godnoci
ludzkiej, a z ni take istnieniu winy. Nie ma przestpstw, s tylko skutki zego
wychowania, wrodzonych zych skonnoci itd. Ten rzekomo humanistyczny
zabobon obdziera w rzeczywistoci czowieka z tego, co w nim najbardziej ludzkie,
a mianowicie z wolnoci. Kto nie popad w ten zabobon, rozumie kar jako
zadouczynienie za win, dane spoeczestwu przez przestpc. Karzc uznaje si
jego wolno.
Do czego prowadzi zabobon przeczcy winie i odrzucajcy kar, niech wiadczy
nastpujce prawdziwe wydarzenie. W czasie buntu w jednym z wizie
amerykaskich telewizja sfilmowaa spotkanie winia Murzyna ze swoj matk.

XXXVI
Zdjcia z tego spotkania obiegy pras i wzbudziy wielk sympati dla winia.
Niestety redakcja gwnego miejscowego dziennika otrzymaa nazajutrz list od Mu-
rzynki, ktra informowaa, e wizie w zgwaci i zamordowa jej omioletni
creczk. Nade mn i nad moim dzieckiem nikt si nie litowa lito macie tylko
dla mordercy napisaa.

KLASA
Wielka grupa ludzi, okrelona przez ich udzia w dochodzie spoecznym i przez
sposb, w jaki ten udzia otrzymuj (Lenin). Wedug marksizmu istniej obecnie
dwie gwne klasy, proletariat i buruazja. Tak rozumianej klasy dotycz rne
zabobony.
Pierwszym jest wierzenie, e owe wielkie grupy ludzi, rzekomo rozstrzygajce
w yciu spoecznym, dadz si okreli w wyej podany sposb. Wiadomo na przyk-
ad, e w krajach uprzemysowionych, a zwaszcza w krajach zwanych socjalistycz-
nymi, ogromn rol odgrywaj urzdnicy, wielka grupa ludzi, ale ci urzdnicy
otrzymuj swj udzia dokadnie w ten sam sposb, co robotnicy, a mianowicie
w postaci pacy, z czego wynikaoby, e oni i robotnicy stanowi t sam klas, co
jest niedorzecznoci. Skdind nowoczesne spoeczestwa s znacznie bardziej
zrnicowane ni na to pozwala zabobon klasowy. Wielk rol odgrywaj np.
dziedzina, w ktrej dany czowiek jest zatrudniony i stanowisko, jakie zajmuje
w zawodzie; jeeli si komu podoba, moe nawet dyrektora wielkiego kombinatu
nazwa robotnikiem, ale w rzeczywistoci naley on do cakiem innej klasy.
Innym zabobonem jest wierzenie, e ludzie s w pierwszym rzdzie, jeli nie
wycznie, zwizani ze swoj klas. W rzeczywistoci kady czowiek naley do kilku
grup i nie wida dlaczego by jego przynaleno do jednej z nich, mianowicie do
klasy, miaa mie pierwszestwo przed innymi. Robotnik w fabryce cukru jest np.
zwizany, i to do cile, z rolnikami, ktrzy hoduj buraki cukrowe, z cukier-
nikami, ktrzy kupuj wytwarzany w jego fabryce cukier itd.; jest te bardzo cile
zwizany ze swoimi rodakami, naley do pewnej wsplnoty religijnej itd. W XX
wieku zwizanie z narodem okazao si praktycznie wszdzie znacznie silniejsze ni
wi czca robotnika z klas wiadczy o tym postawa robotnikw w czasie
wojen i takich wypadkw, jak rewolucja wgierska albo powstanie polskiej
Solidarnoci.
Upieranie si marksistw i niektrych innych przy tym zabobonie wymaga,
rzecz jasna, wyjanienia. Znajdujemy je w typowym dla tych k skrajnym
konserwatyzmie. W rzeczy samej, w okresie rewolucji przemysowej, a wic w czasie
pobytu Marksa w Anglii, pooenie robotnikw byo tak rozpaczliwe, e mona
zrozumie jego twierdzenie, e robotnicy nie maj ojczyzny, tj. wizi narodowej,
e czy ich jedynie solidarno klasowa. Ale te czasy dawno miny.
Marginesowo wypada jeszcze wymieni pospolite u marksistw utosamianie
klasy i jej interesw z imperium sowieckim i jego interesami. Tak np. w czasie
powstania na Wgrzech, niesionego w wielkiej mierze przez masy robotnicze,
mwiono, e chodzi o ruch wrogi klasie robotniczej t miay reprezentowa czogi
sowieckie. Podobnie w sporze miedzy strajkujcymi robotnikami z Gdaska a biuro-
kracj narzucon Polakom przez Zwizek Sowiecki twierdzono, e ta ostatnia broni
klasy robotniczej przeciw agentom imperializmu, ktrymi mieli by robotnicy.

XXXVII
Najciekawsze jest przy tym, e te dziwolgi s brane za prawd nie tylko w Rosji,
ale nieraz np. we Francji i w Anglii.

KOBIETA
Wok kobiet powstay dwa zabobony. Jeden z nich polega na tym, e uwaa si
j za czowieka niszego rodzaju, czasem nawet (tak podobno w Koranie) za istot
pozbawion duszy. Drugi zabobon, przeciwny pierwszemu, uwaa kobiet po prostu
za mczyzn i chciaby j jak najbardziej do niego upodobni. Pierwszy z tych
zabobonw jest tak dalece sprzeczny z caym naszym dowiadczeniem, e nie warto
z nim nawet dyskutowa. Kobieta jest cakiem oczywicie w peni czowiekiem,
obdarzonym w zasadzie tymi samymi wadzami i moliwociami co mczyzna.
Co wicej, wydaje si, e natura ludzka osiga swj szczyt wanie w kobiecie,
a mianowicie w tzw. matronie, tj. w kobiecie po klimakterium. Wwczas dzieje si
co, co wyglda na ch wynagrodzenia kobiety za wszystko, co uczynia dla gatun-
ku w modoci: matrona jest rodzajem nad-mczyzny. Trzeba zupenie nie zna
historii i by lepym na to, co si wok nas dzieje, aby mc temu zaprzeczy.
Jedynym problemem, jaki si tu nasuwa, jest, jak byo moliwe, by ludzie rozsdni
przeczyli w cigu dugich wiekw tej oczywistoci i odmawiali kobiecie peni
czowieczestwa.
Drugi zabobon, to sprowadzanie kobiety do mczyzny. Kobieta jest czowie-
kiem, ale nie jest mczyzn stanowi drug stron czowieczestwa Jej rola
w yciu jest inna ni rola mczyzny. Std domaganie si, by kobieta penia
w spoeczestwie te same funkcje co mczyzna jest zabobonem. Wypada stwierdzi,
e kobieta jest z natury (wystarczy zwrci uwag na budow jej ciaa) przyporzd-
kowana do dzieci, ktre s jej pierwszym i podstawowym powoaniem. Mniemanie,
e moda kobieta powinna si zajmowa sprawami, ktre z natury rzeczy le poza
jej gwnym zadaniem, jest wic zabobonem. Spoeczestwa, ktre zmuszaj kobiety
np. do staej pracy zarobkowej poza domem s prawdopodobnie skazane na zagad.
Ale sytuacja matrony jest zupenie odmienna. Wydaje si, e jasne odrnienie
zada modej i starszej kobiety jest warunkiem przezwycienia tych zabobonw.

KOLEKTYWIZM
Wyraenie kolektywizm znaczy z jednej strony tyle, co komunizm w szerokim
sowa znaczeniu. Z drugiej strony oznacza pogld oglniejszy, a mianowicie
przyznawanie bezwzgldnego pierwszestwa zbiorowoci, spoeczestwu przed jed-
nostk ludzk. Parafrazujc znane powiedzenie Mussoliniego, mona kolektywizm
zdefiniowa sowami: Wszystko w spoeczestwie, wszystko przez spoeczestwo,
wszystko dla spoeczestwa. Kolektywizm podporzdkowuje wic jednostk cako-
wicie zbiorowoci, jego penym wyrazem jest totalitaryzm. W rzeczy samej wedug
konsekwentnie przemylanego kolektywizmu jednostka nie ma adnych praw.
Teoretyczn podbudow kolektywizmu jest wierzenie, ze tylko zbiorowo
istnieje w peni, podczas gdy poszczeglni ludzie, jednostki, s tylko jej momen-
tami. Ale to wierzenie jest oczywistym zabobonem. Prawd jest jego przeciwiestwo:
jedyn wan rzeczywistoci w spoeczestwie s wanie poszczeglni ludzie,
nie zbiorowo. Jeli ona posiada take pewn rzeczywisto, to mniejsz od rzeczy-
wistoci jednostek ludzkich.

XXXVIII
KOMUNIZM
Istniej co najmniej dwa rne znaczenia nazwy komunizm. Ich pomieszanie
jest rozpowszechnionym dzi zabobonem W pierwszym, szerokim sowa znaczeniu,
komunizm to ustrj, w ktrym rodki produkcji, wszystkie dobra, a czasem nawet
kobiety s wszystkim wsplne. Wtrnie kada ideologia, partia itd., ktra taki ustrj
uwaa za cel do osignicia, nazywa si te komunizmem W drugim, wszym
znaczeniu, komunizm to tyle co cao pogldw, organizacji i praktyki rosyjskiej
partii komunistycznej i zwizanych z ni partii podobnego typu w innych krajach.
W tym drugim znaczeniu komunizm jest pojciem znacznie bogatszym ni komu-
nizm w znaczeniu szerokim, obejmuje bowiem: 1. ideologi, tj. marksizm leninizm;
2. organizacj partii komunistycznej i jej praktyk. Ot ani ta ideologia, ani owa
organizacja nie wchodz w skad komunizmu w szerokim sowa znaczeniu. Ludzie,
ktrzy mwi Komunizm jest rzecz pikn, ale jego urzeczywistnienie w Sowietach
jest ze, uywaj sowa komunizm w dwch znaczeniach. Komunizm w szerokim
tego sowa znaczeniu jest by moe (cho wolno i w to wtpi) piknym ideaem,
natomiast to, co znajdujemy dzi w Zwizku Sowieckim i tzw. krajach
socjalistycznych jest komunizmem w wszym znaczeniu, obejmuje wic takie
skadniki jak dyktatur partii, dialektyczny materializm itp., nie majc nic wspl-
nego z komunistycznym ideaem (w szerokim znaczeniu). Do pomieszania poj
przyczynia si tutaj okoliczno, e sami komunici uywaj sowa komunizm
w innym jeszcze znaczeniu, a mianowicie jako przeciwiestwo socjalizmu, przy czym
komunizm ma by kocowym, a socjalizm porednim okresem rozwoju
spoeczestwa w drodze do raju na ziemi. Gwn przyczyn szerzenia si tego
zabobonu jest celowa dezinformacja prowadzona przez komunistw.

KONWENCJONALIZM
Zabobonne mniemanie, e wszystko opiera si na umowie (umowa nazywa si
po francusku convention). Jeli mnie na przykad boli zb, to dlatego emy si tak
umwili. Od umowy zaley take wniosek, e skoro miaem sto dolarw i wydaem
dwa razy po pidziesit, to nic mi ju nie zostaje. Gdybymy byli umwili si
inaczej, to by mnie zb nie bola i miabym w kieszeni jeszcze dwiecie dolarw.
Wypada naprawd zapyta czowieka wyznajcego konwencjonalizm: kpi czy o drog
pyta?
Powodem powstania tego zabobonu jest, obok oglnego zwtpienia w mono
poznania, take fakt, e w wielu dziedzinach umowa odgrywa rzeczywicie znaczn
rol. Tak na przykad sowa jakich uywamy, maj znaczenie konwencjonalne,
umowne. Mogyby take znaczy co cakiem innego. Ale wyciga z tego wniosek,
e kade twierdzenie bez wyjtku jest konwencjonalne jak chce konwencjonalizm
jest skrajn postaci relatywizmu, a co za tym idzie sceptycyzmem i zabobonem.

LITERAT
Literatura w dzisiejszym sowa znaczeniu, tzw. literatura pikna, to tyle,
co zesp wierszy, powieci, opowiada itp. Literat jest wic czowiekiem, ktry takie
pisma tworzy. Istnieje rozpowszechniony zabobon, zgodnie z ktrym literat miaby
prawo wystpowa, jako taki, w roli nauczyciela wszelkiej mdroci. Tym samym

XXXIX
literat staje si intelektualist. Ten zabobon by i bodaj jeszcze jest bardzo
rozpowszechniony w Polsce, zwaszcza odnonie do tzw. wieszczw. Ale literat,
nawet najwikszy wieszcz, jest tylko specjalist w sztuce piknego pisania, w ywym
przedstawianiu ludzkich przey, wydarze i ideaw nie posiada natomiast
adnego innego autorytetu. W szczeglnoci nie jest jako taki prorokiem religijnym,
filozofem, przywdc politycznym ani nauczycielem mdroci.

LOGIKA
Tradycyjnie pojmowano logik jako nauk o poprawnym wnioskowaniu.
Obecnie logika skada si z trzech gwnych czci, a mianowicie logiki formalnej,
ktra jest teori przedmiotw w ogle, a wic pewnego rodzaju ontologi, z oglnej
metodologii nauk i z semiotyki, tj. logicznej teorii mowy. Logika formalna ma
obecnie posta matematyczn (logistyka). Wokoo logiki istnieje dugi szereg
zabobonw, z ktrych wymienimy pi.
1. Stosunkowo najbardziej niewinnym zabobonem jest pogld, wyznawany
przez wielu filozofw, zgodnie z ktrym wspczesn logik naleaoby zastpi przez
jak logik dawniejsz, np. kartezjask albo scholastyczn. Jest to zabobon, jako
e wspczesna (matematyczna) logika obejmuje wszystko, co ma jakakolwiek
warto w dawniejszych, historycznych postaciach logiki i to zwykle w znacznie
poprawniejszym sformuowaniu, a zarazem wiele rzeczy nowych. Wydaje si,
e filozofowie bronicy przestarzaych postaci logiki powodowani s chci unikni-
cia cisoci, jakiej domaga si logika dzisiejsza.
2. Znacznie groniejszy jest zabobon polegajcy na uznawaniu jakich innych,
rzekomo gbszych logik, np. logiki uczu, transcendentalnej, dialektycznej itp.
Skrajnym przykadem tych logik jest rzekoma logika objawienia. Na jej przykadzie
atwo jest pozna, e owe gbsze logiki s zabobonami. Bo jeli objawienie podane
jest ludziom przez Boga i ma zapewne tre bosk, to przecie musi by im podane
w postaci zrozumiaej dla ludzi, a wic w ludzkim jzyku. Ot ludzki jzyk to jzyk
podlegajcy prawom semiotyki logicznej i logiki formalnej. Mowa naruszajca ich
prawa nie jest w ogle ludzk mow, ale niezrozumiaym bekotem. Podobnym
bekotem jest mowa dialektyczna, tj. gwacca zasad niesprzecznoci.
3. Ten zabobon zyska u niefachowcw niemao wskutek powstania logik
heterodoksyjnych, przede wszystkim logik wielowartociowych. Mwi si np., e w
logice trjwartociowej ukasiewicza nie ma prawa sprzecznoci Wobec istnienia
wielu takich logik, mamy powiada ten zabobon zupen wolno w wyborze
midzy rnymi, wzajemnie sprzecznymi logikami czyli, w gruncie rzeczy, wolno
wszelkiej logiki. Ten zabobon wynika z nieznajomoci rzeczywistego pooenia.
Albowiem logiki heterodoksyjne albo 1. w ogle nie s logikami, a tylko forma-
lizmami bez logicznej interpretacji, tj. zbiorami znakw, dla ktrych nie ma modelu
logicznego, albo s 2. logikami czciowymi, wycinkami logiki oglnej (tak jest np.
wspomniana logika trjwartociowa ukasiewicza), albo wreszcie 3. istniej dla nich
interpretacje, pozwalajce przekada ich twierdzenia na zoone prawa logiki
zwykej, dwuwartociowej.
4. Najradykalniejsz postaci logicznego zabobonu jest mniemanie
sformuowane przez Pascala w sowach Le cur a ses raisons que la raison ne
connat point Serce ma racje, ktrych rozum nie zna. Mamy tu wyraz zabobon-
nego pragnienia wolnoci od kajdanw logiki.

XL
Wsplnym korzeniem tych wszystkich zabobonw jest irracjonalizm zabobon
polegajcy na przyjmowaniu u czowieka jakiej wadzy rzekomo wyszej, ktra
zdaniem zwolennikw tego wierzenia zastpuje z korzyci rozum, a nie podlega
prawom logiki. Ale logika (formalna) nie jest niczym innym jak opisem
najoglniejszych cech przedmiotw w ogle kto wic uwalnia si od niej, bekocze.
Poza logik jest tylko nonsens.
W porwnaniu z tymi gronymi zabobonami znacznie mniej niebezpieczny jest
zabobon poniekd przeciwny, a mianowicie wierzenie, e logika naukowa jest
niezbdna do poprawnego rozumowania w yciu codziennym. W rzeczywistoci
kady czowiek ma logik naturaln, wrodzon, ktra mu pozwala poprawnie
rozumowa, jak dugo nie chodzi o wnioskowanie bardzo zoone. Znaczenie logiki
polega zreszt na jej roli narzdzia nie tyle wnioskowania, ile analizy poj.
Decydujce znaczenie posiada logika, gdy chodzi o filozofi (podstawy) matematyki,
cybernetyk i przy analizie bardzo zoonych dowodw, np. w matematyce i w meta-
fizyce.

LOGISTYKA
Nazwa nadana w 1902 roku wspczesnej logice matematycznej. Wielu filozofw
uywa jednak tej nazwy jako rodzaju wyzwiska, majc na celu podkrelenie, e ich
zdaniem logistyka nie jest logik. Ot ten pogld jest zabobonem. Logistyka jest
bowiem cakiem oczywicie logik w sensie Arystotelesa, ktrego podstawowe
pogldy i program logiczny urzeczywistnia, rozszerzajc go. Logistyka rni si
mianowicie od wszystkich dawniejszych postaci logiki tylko pod nastpujcymi
wzgldami: 1. Jeli chodzi o tre, logistyka zawiera wszystkie prawa wzgldnie
dyrektywy wystpujcych w starszych, historycznych postaciach logiki, np. ca
logistyk Arystotelesa ale zarazem znacznie wicej ni one. Np. podczas gdy trak-
taty logiki z okresu upadku filozofii (XVIXIX wiek) zawieray w najlepszym razie
trzy tuziny praw logicznych, logistyka zawiera ich wiele tysicy. Logistyka zawiera
take cakiem nowe rozdziay logiki, logik relacji itp. 2. Pod wzgldem metody
logistyka urzeczywistnia w doskonalszy sposb program Arystotelesa: odznacza si
bardzo wielk cisoci, jest zaksjomatyzowana, uywa sztucznego jzyka (tj. meto-
dy zapocztkowanej przez twrc logiki), wreszcie stosuje formalizm.
Kto przeciwstawia logistyce inn logik, jest ofiar zabobonu opartego na igno-
rancji.

LUD
Nazwa lud ma dwa znaczenia W jednym lud to tyle, co wszyscy obywatele
danego kraju; w drugim to ci spord nich, ktrzy si w spoeczestwie niczym nie
wyrnili, a wic przeciwiestwo elity. Rozpowszechniony dzisiaj zabobon gosi,
e lud jest szczeglnie mdry, cnotliwy i kulturalny, e jego przedstawiciele maj
wicej wiedzy od uczonych, wicej szlachetnoci ni czonkowie elity, wicej kultury
ni artyci i poeci. Ot zdarza si wprawdzie, e czowiek z ludu jest rzeczywicie
mdry, szlachetny i kulturalny; takie wypadki zdaj si by nawet liczne, gdy chodzi
o moralno. Ale z reguy jest przeciwnie: lud jako przeciwiestwo elity jest
zespoem ludzi gupich, mao szlachetnych i prostackich. Wiara w wyszo ludu
nad elit pod tym wzgldem jest zaiste dziwnym gupstwem. Jeeli tyle ludzi

XLI
przyznaje si do tego zabobonu, to dlatego, e maj na myli faszyw elit, ale
przede wszystkim dlatego, e ludu jest znacznie wicej ni elity, e wic opaca si
mu schlebia, zwaszcza gdy jest si politykiem. Co nie przeszkadza, e chodzi
o szkodliwy zabobon.

LUDZKO
Najwaniejszym zabobonem zwizanym z pojciem ludzkoci jest proste
bawochwalstwo francuskiego filozofa A. Comtea, ktry nazwa ludzko wielk
istot (grand tre) i uwielbia j. Pod jego wpywem podobne bawochwalstwo
rozpowszechnio si w wielu krajach, gdzie ludzko jest do dzi dnia uwaana
za co nie tylko wielkiego, ale i za wito: jest po prostu ubstwiana. O tym
zabobonie wypada powiedzie dwie rzeczy. Po pierwsze, e ludzko to nie jaki byt
bujajcy w obokach ponad nami, ale po prostu zesp wszystkich indywidualnych
ludzi. Jedyn pen rzeczywistoci w ludzkoci s wanie ci indywidualni ludzie.
Po drugie trzeba podkreli, e ludzko nie jest ani nieskoczona, ani wita jest
stworzeniem bardzo mizernym, istniejcym tylko przez jaki mikroskopijny uamek
chwili astronomicznej na powierzchni owego pyku kosmicznego, jakim jest Ziemia.
Ubstwianie takiego stworzenia graniczy z pomieszaniem zmysw, na ktre cierpia
zreszt od czasu do czasu twrca religii ludzkoci.
Drugim zabobonem wystpujcym w tej dziedzinie jest mniemanie, e ludzko
ma ten sam charakter co nard i inne mniejsze wsplnoty. Std zabobon dajcy
od ludzi, by kochali innych czonkw ludzkoci dokadnie w ten sam sposb, w jaki
kochaj czonkw wasnego narodu i aby byli gotowi powici si dla niej. I te pog-
ldy s zabobonami, bo mio czonkw narodu itp. jest, jak wiadomo, funkcj
wojny: czonkowie grupy musz by wzajemnie solidami, aby mc si skutecznie
przeciwstawi innym grupom. Ale taka inna grupa nie istnieje, gdy chodzi o ludz-
ko, ktra obejmuje wszystkich ludzi. Przenoszenie na ni zasad obowizujcych
odnonie do narodu itp. jest grubym nieporozumieniem. H. Bergson (Zbytkower),
ktry na t rnic zwrci uwag, twierdzi, e jeli mio ludzkoci jest w ogle
moliwa, to tylko na zupenie innej podstawie przez intuicj Boga.

MAGIA
Zabobonna technika zakadajca, e czowiek moe za pomoc mniej lub wicej
tajemniczych sw, ruchw, amuletw itp. zmusi siy przyrody, a nawet duchy
i samego Boga, do penienia jego woli. Sama magia jest zabobonem, ale zabobonem
jest rwnie mieszanie jej z religi, ktra jest w zasadzie przeciwiestwem magii,
jako e ludzie religijni przeywaj intensywnie swoj zaleno od Bstwa, a nie
odwrotnie. Prawd jest jednak, e magia bywa czsto poczona z wierzeniami
i postawami religijnymi. Innym zabobonem w tej dziedzinie jest utosamianie nauki
z magi, goszone przez niektrych historykw nauki (Feyerabend)

XLII
MARKSIZM
Najwaniejsza bodaj jedyna naprawd wana odmiana marksizmu,
a mianowicie tzw. marksizmleninizm, jest prawdopodobnie najbogatszym zbiorem
zabobonw, jaki kiedykolwiek utworzono. Jego wyznawcy s typow sekt z typo-
wym guru. Ich pogldy, a mianowicie marksizm, zawieraj m.in. tzw. naukowy
wiatopogld, materializm dialektyczny, scjentyzm, historiozofi, ekonomizm,
zabobonn teori klas, wiar w postp, aby tylko te gusa wymieni. Zostay one
omwione gdzie indziej. Tutaj wypada wspomnie tylko o podstawowym zabobonie
marksizmu, a mianowicie o stosunku jego zwolennikw do ich guru, Karola Marksa.
Aby zrozumie gbi tego zabobonu, naley przeprowadzi dwa rozrnienia:
jedno midzy pogldami Marksa a pogldami jego poprzednikw i nastpcw, drugie
midzy rnymi skadnikami pogldw samego Marksa Marksizm miesza to wszyst-
ko.
1. Wiele pogldw wystpujcych w marksizmie nie pochodzi od Marksa.
Niektre istniay przed nim, np. pogld, e spoeczestwo rozpada si zasadniczo
na klasy, e istnieje walka klas, e naley dy do komunizmu itd. Jeli chodzi np.
o pojcie klasy, byo ono w czasach Marksa tak dalece przyjte, e Marks sam nigdy
nie sprbowa klasy zdefiniowa. Skdind wokoo pogldw Marksa naroso wiele
myli, jemu samemu obcych. Najwaniejsze spord nich pochodz od Engelsa,
miernego myliciela, ktrego filozofia zostaa uznana za wyraz pogldw Marksa.
Engels jest m.in. wynalazc zabobonu zwanego materializmem dialektycznym,
ktrego nie ma u Marksa. Do tego pomieszania poj doszo dlatego, e Marks
przesta si zajmowa filozofi w wieku dojrzaym, a nawet (cakiem susznie
zreszt) potpi zajmowanie si wczesn filozofi syntetyczn. Poniewa za
zwolennicy marksizmu mieli najpierw najwicej powodzenia w Niemczech, gdzie
kady guru musi by filozofem, szukano owej marksowskiej filozofii i, nie znajc
wczesnych pism Marksa, uwierzono, e znajduje si ona u Engelsa. Wiemy dzi, e
tak nie jest, e wiele pogldw Engelsa jest wprost sprzecznych z zasadnicz
postaw Marksa.
Po Engelsie najwikszy wpyw na rozwj marksizmu mieli Rosjanie, w szcze-
glnoci Plechanow i Lenin; poczenie myli tego ostatniego ze wspomnianym
powyej pomieszaniem Marksa z Engelsem zostao nazwane marksizmem leniniz-
mem i jest do dzi najbardziej wpywowym rodzajem marksistowskiego zabobonu.
2. Poza tym pogldy samego Marksa s zoone i naley starannie odrni
kilka aspektw jego myli, ktrych warto jest niejednakowa Marks by mianowicie
przede wszystkim naukowcem i uwaa si za takiego. Chcia stworzy naukowy
socjalizm i zbudowa socjologi (ktrej jest wspzaoycielem) na wzr fizyki. Jako
taki Marks by niewtpliwie wybitnym mylicielem, cho nie mia szczcia o tyle,
e wikszo jego hipotez naukowych zostaa sfalsyfikowana przez nowsz wiedz
(tak np. hipoteza zbliajcego si krlestwa wolnoci, hipoteza coraz wikszej
pauperyzacji proletariuszy, hipoteza zaamania si kapitalizmu itd., itd.). Wynika
std, e cho owe hipotezy byy nieraz w czasach Marksa dobrymi naukowymi
hipotezami, jest dziecinnym zabobonem uwaa je dzisiaj za filozoficzne dogmaty.
Marks mia take kilka oryginalnych pomysw filozoficznych, ale nie wypracowa
niemal adnego z nich tak dalece, e uwaanie go za filozofa jest nieporozumieniem:
bo aby by filozofem, nie wystarczy mie pomysy, wypada jeszcze je rozpracowa,

XLIII
zracjonalizowa, a Marks niemal nigdy tego nie dokona. Marks by dalej moralist
i jako taki odegra niewtpliwie ogromn rol, tak dalece, e jeli chodzi o moral-
no, jestemy dzi w Europie wszyscy jego uczniami. Wreszcie Marks by w zasa-
dzie wyznawc wiatopogldu owiecenia: wierzy w konieczny postp ludzkoci
ku rajowi na ziemi, a to gwnie dziki wiatu nauki. Nikt znajcy pooenie nie
moe dzi podziela tych pogldw, ale czyni to masy ludowe, a take intelektua-
lici w krajach zacofanych.
Powinno wic by jasne, e przyjmowanie wszystkiego, co powiedzia Marks
z dodatkiem tego co wymylili jego wyznawcy w rodzaju Lenina, jest kompromitu-
jcym zabobonem.
Marksizm jest jeszcze o tyle gorszym zabobonem, e w przeciwiestwie do wielu
innych (np. do astrologii albo idealizmu) jest nadal narzucany sil w krajach
zwanych socjalistycznymi, gdzie naukowcy, filozofowie itd., cho wiedz, e chodzi
o zabobony, korz si przed wadz i wysawiaj marksizm, jak gdyby by nieomyl-
nym proroctwem. Mona bez przesady powiedzie, e od wielu wiekw nie znano
takiego ponienia myli ludzkiej jak to, ktrego doznaa pod rzdami marksizmu.

MATERIALIZM
Zabobon polegajcy na twierdzeniu, e wszystko co jest, a w szczeglnoci
wszystkie zjawiska psychiczne, s materialne, to jest fizyczne, e wic myl,
wiadomo, uczucie, wola itp. bd wcale nie istniej, bd musz by rozumiane
jako co fizycznego, w gruncie rzeczy jako ruchy kawakw materii. Tak pojty
materializm jest jednym z najdziwniejszych zabobonw, jakie filozofowie wymylili
kiedykolwiek, jako e zjawiska psychiczne s cakiem oczywicie czym najzupeniej
rnym od fizycznych. Aby si o tym przekona, wystarczy wyobrazi sobie,
jak radzi niemiecki filozof Leibniz, mzg powikszony do rozmiarw myna.
Przechadzajc si w tym mynie, widzielibymy rne kawaki materii, popychajce
si nawzajem, ale nigdy najmniejszego ladu czego, co mona by nazwa wiado-
moci bo to jest czym najzupeniej rnym od tych kawakw i ich mchw.
Innymi sowami, twierdzi, e wiadomo itd. jest materialna, jest dziwolgiem
podobnym do twierdzenia, e woda jest waciwie elazem albo srebro waciwie
woskiem.
Trzeba przyzna, e inteligentniejsi spord ludzi, ktrzy si przyznaj do ma-
terializmu, nie id a tak daleko. Przyznaj, e zjawiska psychiczne s czym
rnym, ale powiadaj s w zasadzie czym materialnym. Ale i to jest zabo-
bonem, jako e niepodobna zrozumie, co oni tutaj przez materialny rozumiej.
Mona by rwnie dobrze twierdzi, e elazo jest w zasadzie drzewem, co wyglda
na bekot.
Jedynym argumentem materialistw jest powoanie si na (oczywist) zaleno
funkcji psychicznych od fizjologicznych. Ale z tego, e A zaley od B, nie wynika
bynajmniej, e A jest tym samym co B. Mona by rwnie dobrze twierdzi, e skoro
paszcz, wiszcy na elaznym haku, porusza si, a gdy poruszamy tym hakiem
i spada razem z nim, to jest sam elaznym hakiem (Bergson).
Wreszcie bywa, e chodzi o proste nieporozumienie: ludzie, ktrzy twierdz,
e s materialistami, chc nieraz w rzeczywistoci tylko odrzuci zabobon reistyczny
dotyczcy duszy, a mianowicie mniemanie, e ona jest rzecz. W tym wypadku maj

XLIV
zupen racj, ale szkoda, e nazywaj ten suszny pogld zabobonnym imieniem
materializmu.

MATERIALIZM DIALEKTYCZNY
Jeden z najdziwniejszych zabobonw wchodzcych w skad gwnej odmiany
marksizmuleninizmu. Materializm dialektyczny jest mianowicie poczeniem
pogldw dwch filozofw, ktrzy gosili twierdzenia wzajemnie sprzeczne. Chodzi
mianowicie o Arystotelesa i Hegla Bo wyraenie materializm w materializmie
dialektycznym ma niewiele wsplnego z materializmem w zwykym sowa znaczeniu
(patrz: dusza), zawiera natomiast gwne twierdzenia filozofii Arystotelesa, e istnie-
j substancje, trwae istoty, niezalena od umysu rzeczywisto, e wartoci moral-
ne s bezwzgldne, wyniesione ponad okres dziejowy itd. Z drugiej strony dialek-
tyczny znaczy, e materializm dialektyczny przyznaje si do filozofii Hegla, wedug
ktrego nie ma substancji, nie ma trwaych istot, nie ma rzeczywistoci niezalenej
od ducha, wartoci moralne s zmienne itd. Trzeba byo braku inteligencji, jakim
odznacza si twrca materializmu dialektycznego, Engels, aby poczy takie wza-
jemnie wykluczajce si pogldy.
Konsekwencje tego zabobonu s czasem rozbrajajce. Jedn z nich jest tzw.
problem Spartakusa. w Spartakus przeprowadzi mianowicie proletariack
rewolucj w czasie, kiedy klasa wacicieli niewolnikw bya wedug marksizmu
klas przodujc, a wic jego rewolucja nie miaa adnych szans i moralnie
mwic bya zbrodni, jako sprzeczna z interesami klasy przodujcej. Tak ze
stanowiska heglowskiego, a wic materializmu dialektycznego. Ale jednoczenie
wychwala si Spartakusa jako bohatera. Dlaczego? Dlatego, e uznaje si potpienie
wszelkiego wyzysku za warto bezwzgldn, wyniesion ponad epoki i klasy
cakiem po arystotelesowsku. Trzeba byo wybiera. Kto przyjmuje rwnoczenie
oba, wzajemnie wykluczajce si stanowiska, uprawia zabobon.

METAFIZYKA
Ludzie mwi nieraz o metafizyce z zabobonnym strachem (dreszcze
metafizyczne). Ten zabobon jest skutkiem zbiegu kilku okolicznoci. Zaczyna si
wszystko od niejakiego Andronikosa z Rodos, ktry nie wiedzc jak nazwa paczk
notatek pozostawionych przez Arystotelesa, nada im nazw to co przychodzi po
(meta) fizykach. Czego tam nie ma! Jest min. cay sowniczek wyrae
filozoficznych W kadym razie, w Andronikos zosta o tyle le zrozumiany, e jego
meta pojto nie jako odnoszce si do miejsca w bibliotece (po), ale jako
odpowiednik naszego poza. Metafizyka to wic to, co jest poza wiatem fizycznym.
Dlatego ludzie uwaaj np. upiory za zwierzta metafizyczne i, naturalnie, maj
dreszcze, gdy im kto o metafizyce wspomina.
Ale u filozofw metafizyka bya rozumiana inaczej, mianowicie jako dyscyplina
zajmujca si przedmiotami niedowiadczalnymi, lecymi wic w tym sowa
znaczeniu poza dowiadczeniem zmysowym. Jeden z tych filozofw, Emanuel Kant,
wiedzc, e panuje w tej dziedzinie wielki zamieszanie i nie ma adnego postpu,
przyszed do przekonania, e racjonalna, rozumowa metafizyka nie jest moliwa,
e wic naley siga po owe pozadowiadczalne przedmioty jak inn drog Tymi
przedmiotami byy u Kanta (i s jeszcze dzi) dusza, wiat i Bg.

XLV
1. w pogld kantowski, e rozumna metafizyka nie jest moliw bo przekracza
granice dowiadczenia, jest pierwszym zabobonem odnonie do niej. Bo przecie
kada jako taka rozwinita nauka rozprawia wiele o przedmiotach
niedowiadczalnych. Maj one w naukach przyrodniczych nawet swoist nazw
mwi si o przedmiotach teoretycznych. Nie ma wic powodu by uwaa
dociekania metafizyczne za niemoliwe z tej racji.
2. Wie si z tym drugi zabobon, mniemanie, e przedmioty metafizyczne
mona pozna, jak to si mwi uczenie, w drodze irracjonalnej, tj. za pomoc
jakich uczu, intuicji, trwogi, metafizycznych dreszczw czy tym podobnych. Jest
to oczywisty zabobon. Uczucie np. moe nam wprawdzie utorowa drog do lepszego
poznania (tak np. mio bynajmniej nie zalepi ale take otwiera oczy duchowe na
dodatnie cechy osoby kochanej), ale w aden sposb nie moe samo da nam wiedzy
o takich przedmiotach jak wiat (w caoci), Bg itp. Jeli moemy czego w ogle si
dowiedzie o nich, to tylko w drodze rozumowania, a nie owych dreszczw i uczu.
3. I tu mamy trzeci, do rozpowszechniony zabobon, e kady moe z atwo-
ci pozna przedmioty metafizyczne, np. Boga. Naprawd jest tak, e rozumowania
metafizyczne nale do najbardziej zoonych i trudnych, jakie w ogle znamy.
Aby mie jakiekolwiek szans powodzenia w tej dziedzinie, trzeba umie stosowa
bardzo wyrafinowan logik matematyczn (tak np. gdy chodzi o dowody na istnie-
nie Boga wypada opanowa skomplikowan matematyczno logiczn teori cigw,
teori nieskoczonoci itp.). Std, kto myli, e kady czowiek moe atwo uprawia
metafizyk, pad ofiar zabobonu. Tote filozofowie wspczeni, cho nieraz nie
przecz moliwoci metafizyki, wahaj si czsto, kiedy chodzi o podjecie bada
w tej dziedzinie, tak wydaje im si trudna.
Jeszcze jedna uwaga: wielu miesza nieraz metafizyk z zupenie inn
dyscyplin, a mianowicie z ontologi ktra jest nauk opisow (a wic nie rozumu-
jc) o najbardziej oderwanych cechach kadego przedmiotu danego (a wic nie o
Bogu, wiecie itd.).

MIO
Rzecz dziwna, e mio, a wic przeycie, zdawaoby si, wszystkim dostpne
i pikne, staa si przedmiotem zabobonw. Aby to zrozumie, wypada przypomnie
par zasadniczych cech mioci, wypracowanych w XX wieku przez filozofw
(Scheler i inni). Pierwsz tak cech jest to, e przedmiotem mioci godnej tej
nazwy jest zawsze konkretna osoba ludzk a nie anonimowe indywiduum, i to
o tyle, o ile jest nam blisk o ile ma tosamoci z nami. Inn cech mioci jest jej
wielka zoono. Z jednej strony odrniamy (ju od czasu dawnych stoikw) cztery
typy czy rodzaje mioci: mio rodzinna (storg), przyja (filia), mio erotyczn
(eros) i mio duchow (agpe). Skdind, wobec tego, e moemy wyrni w czo-
wieku co najmniej trzy poziomy: rolinny, zwierzcy i duchowy mio moe
wystpowa na kadym z nich. Przy tym pena mio obejmuje je wszystkie
rwnoczenie.
Pierwszy zabobon, odnoszcy si do mioci, dotyczy jej przedmiotu. Tym
zabobonem jest altruizm, ktry jest mioci innego czowieka w abstrakcji,
anonimowego i to dlatego, e on jest inny, obcy nam.

XLVI
Innym zabobonem, bardzo niestety rozpowszechnionym, jest sprowadzanie
mioci do jednej z jej postaci, przede wszystkim do jednego tylko poziomu.
Niektrzy widz mio tylko na poziomie rolinnym, pciowym; tak np. w jzyku
francuskim uprawia mio znaczy po prostu tyle co spkowa. Inni i to jest
najbardziej rozpowszechniony zabobon sprowadzaj mio do uczucia Mio
jest niewtpliwie take uczuciem, ale nie tylko uczuciem. Jeli jest pen obejmuje
take z koniecznoci wol suenia i wol dobra ukochanej osoby.

MISTYKA
Bezporednie dowiadczenie Boga. Wokoo mistyki istnieje kilka zabobonw,
wywoanych przez pomieszanie poj. Jednym z nich jest zabobon dialogiczny (patrz
dialog), ktry przypisuje stany mistyczne wszystkim wierzcym. Inny zabobon
polega na nazywaniu kadego bekotu mow mistyczn. Jeszcze inny miesza
mistyk ze zjawiskami niezwykymi, np. wizjami, lewitacj itd. Autentyczna mistyka
nie ma z nimi nic wsplnego, jest po prostu przeyciem bezporedniego zetknicia
z Bstwem. Zgodnie z wynikami niezalenych bada w tej dziedzinie (Bergson)
mistycy istniej we wszystkich wielkich religiach, ale s wszdzie ludmi wyjtko-
wymi.

MIT
Opowiadanie, o ktrym wiemy, e jest faszywe, a jednak trzymamy si go, jak
gdyby byo prawdziwe. Istniej dwa rodzaje mitw. Pierwszy to mit symboliczny,
ktry jest faszywy, o ile si go rozumie dosownie, ale moe by prawdziwy w rozu-
mieniu symbolicznym. Przykadem takiego mitu jest staroegipskie opowiadanie
o Ozyrysie, ktry mia by zabity przez Seta, pocity na czternacie kawakw,
a mimo to, po zoeniu tych kawakw, spodzi Horusa To opowiadanie, wzite
dosownie, jest oczywicie faszywe bo nie tylko nie byo nigdy adnego Ozyrysa
ani Horusa, ale take nie jest moliwe, aby czowiek pocity na czternacie
kawakw mg spodzi kogokolwiek. Ale w rozumieniu symbolicznym sprawa
przedstawia si inaczej. Symbolicznie mit o Ozyrysie wyraa mianowicie wiar
Egipcjan w niemiertelno duszy, ktra niekoniecznie jest faszywa Z tymi
symbolicznymi mitami zwizane s dwa zabobony. Pierwszy, rozpowszechniony
wrd wyznawcw wielu religii, polega na dosownym rozumieniu mitw i twierdze-
niu, e s one w tym rozumieniu prawdziwe. Drugi, to tzw. entmitologizacja,
spopularyzowana przez protestanckiego teologa Bultmanna. Wedug niego naley
religi oczyci z mitw tak, aby zostay z niej tylko zdania prawdziwe w dosownym
rozumieniu. Ta entmitologizacja jest oczywistym zabobonem, jako e do istoty religii
naley mowa o przedmiocie, przekraczajcym moliwoci potocznego jzyka,
a mianowicie o Bogu i dlatego kada religia posuguje si i musi posugiwa si
mitami w symbolicznym znaczeniu. Religia bez mitw podobna jest do kwadrato-
wego koa albo czerwonej zieleni wyglda na sprzeczno. Std doktryna entmito-
logizacji jest zabobonem.
Inny rodzaj mitw nie posiada symbolicznego znaczenia, ale wzity w dosow-
nym rozumieniu suy jako zachta do czynu. Klasycznym przykadem takiego mitu
jest mit strajku powszechnego, w ktrego moliwo wielu socjalistw wtpio,
a mimo to trzymali si go, bo dawa im zapa do walki o socjalizm. Rosenberg,

XLVII
teoretyk hitleryzmu, wynalaz swj mit dwudziestego wieku, mit rasistowski, o roli
narodu niemieckiego itd., w takim wanie celu. Ten ostatni przykad wiadczy
o zabobonnoci mitw drugiego rodzaju: s one, w przeciwiestwie do mitw pierw-
szego rodzaju, prostym faszem i zalecanie ich ludziom przytomnym jest oczywis-
tym absurdem, tym bardziej, e wiadomo jak zowrogie skutki pocigao nieraz
w dziejach wierzenie mitom tego rodzaju.
Wydaje si, e mity powstaj przewanie w ramach nacjonalizmw. Przyczyn
szerzenia si ich jest wtpienie w rozum, nieufno do prostego rozsdku, ktry
prowadzi atwo do atania dziur w naszej wiedzy za pomoc kamliwych historyjek,
ktre si potem nazywa elegancko mitami.

MODZIE
W poowie XX wieku rozpowszechnio si mniemanie, e modzi ludzie, a nawet
podrostki, s pod kadym wzgldem lepsi, mdrzejsi itp. od ludzi dorosych.
Podejrzewam nawet, e co w tym rodzaju znajdujemy ju w Odzie do modoci:
Niechaj kogo wiek przy toczy
Chylc ku ziemi poradlone czoa
Modoci: Ty nad poziomy wylatuj
Jakkolwiek by z tym byo, mniemanie o bezwzgldnej wyszoci modziey jest
na niczym nie opartym zabobonem. Kady wiek ludzki ma swoje zalety i wady.
Modzi ludzie posiadaj np. wicej dynamizmu ni starsi, ale za to duo mniej
dowiadczenia, a nieraz i siy charakteru. Najlepszym wiekiem czowieka nie jest ani
modo, ani staro, ale wiek dojrzay i tylko ludzie w dojrzaym wieku powinni
zajmowa kierownicze stanowiska Z czego nie wynika oczywicie, by nie potrzebo-
wali zasiga rady i u modych, i zwaszcza u starych. Ale przypisywanie modziey
wyszoci pod kadym wzgldem jest, doprawdy, dziwacznym zabobonem.

NACJONALIZM
Pogld wyraajcy si najczciej sowami: nard jest najwyszym dobrem.
Niezalenie od pojcia narodu rnego w rnych krajach kady nacjonalizm
zawiera dwa twierdzenia: po pierwsze, e dany nard jest rodzajem absolutu,
bstwa stojcego ponad wszystkim, a wic take ponad jednostk, ktra winna
wszystko dla niego powici; po drugie, e dany nard jest czym lepszym,
godniejszym, bardziej wartociowym ni inne narody. Trudno oprze si tutaj
pokusie zacytowania poety, w tym wypadku Miosza:
Nie znosz ludzi, ktrym nazbyt sabe gowy
Zamc moczopdny trunek narodowy.
Ich mieszanina jkw od czasw Popiel
Jtrzy mnie i do cierpkich wyrae omiela.
Nacjonalizm jest bawochwalstwem i jako taki zabobonem jest nawet
zabobonem szczeglnie niebezpiecznym, bo bardzo wiele morderstw i innych
niesprawiedliwoci dokonano niedawno i dalej si dokonuje w jego imieniu.

XLVIII
Pomijajc bawochwalcz stron nacjonalizmu, jego zabobonny charakter
wynika ju z tego, e nard jest tylko jedn z licznych grup, do ktrych czowiek
naley. Bo kady czowiek jest przecie najpierw czonkiem swojej rodziny, dalej
regionu, grupy zawodowej, klasy. Poza granice narodu siga jego przynaleno
do wsplnot kulturowych i religijnych. Pomija je wszystkie na rzecz jednego tylko
narodu, przypisywa mu bezwzgldnie pierwszestwo przed wszystkimi innymi jest
oczywistym zabobonem.
Co jest przyczyn ogromnego powodzenia tego zabobonu? Dlaczego ludzie tak
atwo i chtnie zabijaj i daj si zabija dla dobra narodu? Nieatwo jest na to pyta-
nie odpowiedzie. Wydaje si, e naley rozoy je na dwie czci i pyta najpierw,
dlaczego ludzie w ogle powicaj si dla jakiej wsplnoty, a nastpnie, dlaczego
t wsplnot jest najczciej wanie nard. Odpowied na pierwsze pytanie jest
zapewne zoona, a na drugie mona bodaj najlepiej odpowiedzie wskazujc na
wpyw literatw, poetw, wieszczw itp., ktrzy wmwili w ludzi, e ich nard jest
godnym uwielbienia bstwem, dla ktrego naley powici wszystko, nawet ycie
wasne i najbliszych. Mona te wskaza na poyteczno tego zabobonu dla
obrony grupy ludzkiej, gdy motywuje ludzi do walki w obronie grupy.
Z nacjonalizmem nie naley miesza patriotyzmu, ktry w przeciwiestwie do
niego nie jest zabobonem, ale postaw rozsdn. Na skutek tego pomieszania
zdarza si, e ludzie popadaj w inny zabobon, a mianowicie w internacjonalizm,
przeczcy, by czowiek mia prawo zabiega o dobro wasnego narodu, e bezwzgld-
ne pierwszestwo przed innymi wsplnotami ludzkimi ma bd klasa, bd ludz-
ko.

NAUKA
Nauk nazywa si zesp zda posiadajcych nastpujce cechy: 1. dotycz
wycznie faktw zachodzcych w wiecie, 2. maj charakter obiektywny, s spraw-
dzalne intersubiektywnie, tj. przez co najmniej dwie rne osoby, 3. zostay ustalone
ze starannoci, ktr odznaczaj si naukowcy, 4. zostay ogoszone przez specja-
listw pracujcych w danej dziedzinie.
Z nauk zwizanych jest kilka zabobonw.
Pierwszy, dawniej bardzo rozpowszechniony, to pozytywizm, mniemanie,
e nauka, a w szczeglnoci nauka przyrodnicza, jest kompetentna we wszystkich
dziedzinach. Inny, przeciwny pierwszemu, polega na uwaaniu za nauk zbiorw
zda, ktre z ni nie maj nic wsplnego, np. zabobonw w rodzaju astrologii.
Skrajnym wypadkiem tego zabobonu jest czsto dzi spotykany pogld, e nie ma
waciwie adnej rnicy miedzy nauk a czarnoksistwem (Feyerabend).
Ci, ktrzy wierz w ten ostatni zabobon, popeniaj kilka bdw. Najpierw
mieszaj faktyczny, historyczny przebieg rozwoju nauki i czarnoksistwa z ich
logiczn wartoci. Nastpnie wybieraj spord zda naukowych te, ktrych
uzasadnienie jest najtrudniejsze, a mianowicie wielkie teorie, zwane take paradyg-
matami (Kuhn). Wreszcie spord nich wybieraj te, ktrych wprowadzenie, wzgld-
nie odrzucenie byo najtrudniejsze.
Z przytomnego punktu widzenia pewne s trzy rzeczy. Po pierwsze, e w nauce
jest bardzo wiele zda, nie ulegajcych najmniejszej wtpliwoci. Tak np. w nauce,
ktra jest stosunkowo saba logicznie, a mianowicie historiografii, nikt przytomny

XLIX
nie moe wtpi, e Niemcy zostay pobite w drugiej wojnie wiatowej ani e wojska
sprzymierzone zwyciyy pod Wiedniem w roku 1683. Po drugie pewne jest te,
e czarnoksistwo i tym podobne zabobony s oczywistym gupstwem. Oto przykad:
zabobonni egiptomani opowiadaj, e imi staroegipskiego boka Ozyrysa powinno
si odczytywa OSiris, co po angielsku znaczy, e O (tj. Ozyrys) jest panem
(intelektualnym). To twierdzenie jest monumentalnym gupstwem, jako e imi
Ozyrysa wystpuje ju w tekstach piramidalnych (XXV wiek przed Chrystusem),
podczas gdy jzyk angielski nie istnia przed XI wiekiem po Chrystusie. Jake wic
staroytni Egipcjanie mogli uywa jzyka, ktry mia powsta dopiero 3500 lat
pniej? Podobnych gupstw jest w zabobonach wiele.
Ale najwaniejszy jest trzeci pewnik dotyczcy nauki: jeli chodzi o stwierdzenie
i wytumaczenie faktw zachodzcych w wiecie, nie posiadamy niczego lepszego
ni metoda naukowa. Nauka jest wic jedynym powanym autorytetem w tej
dziedzinie. Prbowa zastpi nauk przez gusa, intuicj, trwog czy cokolwiek
innego jest zabobonem. W chwili obecnej wielu ludzi hoduje mu niestety.
Przyczyny nierozumnej nieufnoci do nauki s liczne, midzy innymi odegra
swoj rol strach przed zymi skutkami zastosowania wynikw fizyki w technice,
np. jeli chodzi o energi nuklearn. Widzc, e badania naukowe umoliwiy
zbudowanie bomb nuklearnych, ludzie wyobraaj sobie czsto, e nauka jest
niebezpieczna, e wic naleaoby j zastpi przez co innego. Trzeba jednak
powiedzie, e to nie nauka jest niebezpieczna, ale uytek, jaki ludzie z niej robi.
Prosta maczuga zabija rwnie skutecznie jak kula karabinu maszynowego.
Przyczyn za w obu wypadkach jest czowiek, nie nauka. Poza tym, jeli istnieje
jakakolwiek nadzieja przezwycienia trudnoci, jakie wywoaa nowoczesna
technika, to tylko w nauce, ktra, sdzc z dotychczasowego dowiadczenia, bya
zawsze w stanie dostarczy rodkw przeciwko takim niebezpieczestwom.

NIEMIERTELNO
Co najmniej dwa zabobony dotycz niemiertelnoci. Jeden z nich bardzo
rozpowszechniony wrd ludzi wierzcych, polega na wyobraeniu, e dusza ludzka
yje po mierci dalej w sposb podobny do ycia czowieczego przed mierci.
Skrajnym przykadem tego zabobonu byy np. wierzenia staroegipskie, ktre
nakazyway dostarcza zmarym jada, ubrania, narzdzia pracy itp., bo sdzono,
e bd dokadnie tak yli w zawiatach, jak yli na ziemi. Ale i u chrzecijan
nierzadkie jest wierzenie w ten zabobon. Tymczasem dusza nie jest rzecz i jest
z ciaem tak cile zwizana, e cho myl o jej istnieniu po mierci nie zawiera
sprzecznoci, to istnienie musi by cakowicie rne od obecnego.
W rzeczy samej pojecie treci (dawnej formy) istniejcej bez podmiotu, ktrego
jest treci, nie wydaje si sprzeczne, pod warunkiem, e tre, o ktr chodzi, nie
jest tylko treci owego podmiotu, ale ma take inne funkcje. A taka jest wanie
dusza ludzka zgodnie z tradycja. Warto te przypomnie, e wielu filozofw, ktrzy
nie wierzyli w niemiertelno duszy, przyjmowao rwnoczenie istnienie czystych
treci bez podmiotw.
Ale pewnym jest, e jeli dusza istnieje po mierci, to jej istnienie i dziaanie
nie moe by takie same jak w ciele. Na przykad nasza myl jest cile zwizana
z funkcjami fizjologicznymi, to jest cielesnymi nie ma myli bez wyobrae, ktre
s zjawiskami psychosomatycznymi. Takiej myli nie moe wiec by w duszy istnie-

L
jcej bez ciaa. Wyobraenie o duszy yjcej po mierci w taki sam sposb, w jaki
istniaa za ycia, jest wic zabobonem.
Innym zabobonem dotyczcym niemiertelnoci jest opowiadanie o niemier-
telnym duchu narodu, o niemiertelnych wieszczach, wartociach i tym podob-
nych. Mao jest zabobonw tak oczywicie sprzecznych z prawd, jak ten: wiat jest
przecie wielkim cmentarzyskiem umarych narodw. Z wielkim trudem zbieramy
w nim jakie szcztki umarych kultur i narodw, aby stara si cho w przyblie-
niu zrozumie, czym one byy. Kto nie wierzy, niech pojedzie do Qantir (ok. 100 km
na pnoc od Kairu) na miejsce, gdzie sta najwikszy bodaj paac, jaki czowiek
kiedykolwiek zbudowa ponad 10 kilometrw kwadratowych budynku; zostao
zaledwie kilka kamiennych odamkw.
Oba zabobony maj t sam przyczyn: pragnienie, aby przetrwa mier i y
dalej jak przed ni. To pragnienie nie jest zabobonem jest psychologicznym faktem.
Ale z tego, e czego pragniemy, nie wynika, e to co jest.

NUMEROLOGIA
Wrenie z liczb. Liczby maj by dobre albo niedobre, szczliwe albo
nieszczliwe. Dwjka jest zawsze za, fatalna, jako e diabe ma dwa rogi.
Trzynastka jest za, nieszczliwa dla posplstwa (podobno w tarocie odpowiada jej
mier); natomiast mdrcowi ta sama trzynastka przynosi szczcie. Fatalna jest
dla niego liczba 23. Std numer domu, w ktrym kto mieszka, dzie miesica,
numer rejestracyjny samochodu czy telefonu maj ogromne znaczenie dla numero-
logii. Nawet tam, gdzie adnych liczb nie ma, mona je odnale w nastpujcy
sposb. Najpierw przyporzdkowuje si kadej literze liczb porzdkow jedynk
literze A, dwjk B itd. Podstawia si te liczby za odpowiadajce im litery, np.
w imieniu i nazwisku, dodaje si te liczby, powtarza to dodawanie, wynik orzeka
o tym, czy czeka nas co dobrego czy niedobrego.
Oto przykad. Przypumy, e nazywam si Piotr Nowak. Podstawiajc za litery
odpowiadajce im liczby, otrzymujemy dla Piotr 16 + 9 + 15 + 20 + 18 = 78, a dla
Nowak 14 + 15 + 23 + 1 + 11 = 64. 78 + 64 = 142. 1 + 4 + 2 = 7. Ot sidemka
jest niez liczb. Ale przypumy, e wynik tej uczonej operacji jest niepomylny,
e otrzymalimy liczb nieszczliw. Nic atwiejszego, jak temu zaradzi, na przyk-
ad zmieniajc imi Piotr na Pieter albo Peter.
Jednym z najdziwniejszych faktw wspczesnoci jest to, e powani ludzie
wierz nieraz w ten dziwaczny zabobon. Na szczcie jest on bardziej idiotyczny ni
szkodliwy. Inne filozoficzne zabobony wygldaj mniej miesznie, ale s czsto
miertelnie niebezpieczne.

ODRODZENIE
Niemal dwa i pl wieku trwajcy okres przejciowy midzy redniowieczem
a epok nowoytn w Europie. W tym okresie zaszy znaczne zmiany w wielu dzie-
dzinach; wspaniale rozwina si min. nauka i sztuka W odrodzeniu naley odrni
liczne skadniki i fazy rozwoju. Zwizane s te z nim rne zabobony, tak dalece
zakorzenione, e nauka nowoczesna dopiero obecnie stara si z wielkim trudem
je obali.

LI
1. Pierwszym i bodaj gwnym zabobonem jest wierzenie (do ktrego przyzna-
wao si zreszt wielu ludzi odrodzenia), e odrodzenie jest wanie odrodzeniem,
zmartwychwstaniem kultury i cywilizacji po dugim okresie barbarzyskich
rednich wiekw, ktre maj by ciemn przerw miedzy dwoma okresami
kultury. Jest to zabobon wynikajcy z zupenej ignorancji redniowiecza i cisego
zwizku, jaki zachodzi midzy nim a odrodzeniem, aby wymieni tylko dwie cakiem
rne dziedziny, poezj i ycie gospodarcze. Dante y w wieku XIII, a wic w szczy-
towym wieku redniowiecza, a Petrarka w XIV, nie w XVI. Jeli chodzi o ycie
gospodarcze, to jego autentyczny renesans przypad take na wiek XIII, kiedy
wspaniale rozwijay si handel i bankowo. Nawet opowiadanie, e odrodzenie
odkryo pisarzy staroytnych, jest zabobonem. Jak dzi wiadomo, przybyy w tym
czasie tylko dwa rkopisy starogreckie wszystkie inne byy ju na Zachodzie
(gwnie we Francji) a to dlatego, e Europa zachodnia przeya ju w XII i XIII
wieku inny nawrt do staroytnoci, poczony z wielkim zainteresowaniem
czowiekiem i przyrod.
2. Inny zabobon polega na pomieszaniu dwch skadnikw odrodzenia
wzajemnie sobie przeciwnych, a mianowicie tzw. humanizmu z now nauk
przyrodnicz. Humanizm jest wrogi wszelkiej logice, rozumowi, wszelkiej nauce
przyrodniczej, uwaa j za prac mechaniczn, niegodn kulturalnego czowieka,
ktry ma by pisarzem, retorem, politykiem. Posta czowieka odrodzenia, ktry jest
rwnoczenie podobny i do Erazma z Rotterdamu i do Galileusza, jest mitem,
a wiara w jak jednolit odrodzeniow wizj wiata zabobonem.
3. Trzeci zabobon to wychwalanie filozofii odrodzenia jako wielkiej w porwna-
niu do poprzedzajcej j scholastyki. Prawda jest taka, e jeli wyjmiemy Mikoaja
z Kuzy (ktry z duchem odrodzenia nie ma nic wsplnego) i Galileusza (ktry yje
u schyku odrodzenia), ludzie odrodzenia nie s, jak susznie stwierdzi Kristeller,
ani dobrymi, ani zymi filozofami, ale w ogle filozofami nie s. S czsto
znakomitymi pisarzami, uczonymi, znawcami tekstw staroytnych, umiej kpi,
dowcipkowa, tworzy arcydziea literackie, ale z filozofi maj niewiele wsplnego.
Przeciwstawianie ich mylicielom redniowiecza jest wic czystym zabobonem.
4. Inny zabobon to wierzenie, e odrodzenie stanowi gwatown rewolucj,
cakowite zerwanie z przeszoci. Prawd jest, e zachodz w czasie owych wiekw
gwatowne przemiany, ale s one wszystkie organicznie zwizane z przeszoci
i mona w kadym wypadku wskaza, gdzie si w onie redniowiecza zrodziy. Idzie
to tak daleko, e jeden z najlepszych znawcw odrodzenia, Huyzinga, mg je naz-
wa Jesieni redniowiecza.
5. Wreszcie zabobonem jest twierdzenie, e ludzie odrodzenia s wszyscy, albo
przynajmniej w wikszoci protestantami z ducha, monistami, ateistami albo
racjonalistami. Prawda jest odwrotna: przytaczajca wikszo ludzi odrodzenia,
a w filozofii niemal wszyscy, od Leonarda poprzez Ficyna do Galileusza i Campa-
nelli, byli katolikami, czsto gorliwymi wyznawcami i obrocami katolickiej wiary,
jak np. Marsiglio Ficino, ktry oksiy si w 40tym roku ycia i jest twrc nowo-
ytnej apologetyki katolickiej.

LII
OWIECENIE
Ruch kulturowy majcy na celu zastpienie autorytetu religijnego wzgldnie
politycznego przez tzw. rozum. Istotna dla owiecenia jest wiara w konieczny postp
ludzkoci ku wiatu i wszelkiemu dobru, a to dziki wszystko wyjaniajcej
nauce. czy si z tym racjonalizm, przekonanie, e nie ma zagadnie
niedostpnych dla nauki, e ona i ona sama jest dobroczynn si, warunkujc
postp ludzkoci. Owiecenie, ktre byo podstawow wiar inteligentw
europejskich XIX wieku, jest dzi uwaane przez ludzi kulturalnych za zabobon,
jako e: 1. nic nie jest mniej pewne ni rzekomy postp ludzkoci, 2. pewnym jest
natomiast, e wiele dziedzin jest dla nauki niedostpnych, 3. sama nauka, zamiast
obiecanego postpu, przyniosa czsto nieszczcia (bomba nuklearna). Ale ten
zabobon jest cigle rozpowszechniony w zacofanych masach i jest w dodatku
szerzony przez partie komunistyczne caego wiata pozostaje wic gronym
zabobonem.
Rnica midzy owieceniem a pozytywizmem polega na tym, e owiecenie
uznaje take rol filozofii, podczas gdy pozytywizm utosamia tzw. rozum z metod
nauk przyrodniczych, a wiec zawiera scjentyzm.
Przyczyny powstania owiecenia, a zwaszcza jego skadnika, wiary w postp,
nie s jeszcze cakowicie wyjanione. Pewn rol odegrao jednak niewtpliwie
naduywanie autorytetu, zwaszcza ze strony przedstawicieli religii, ktrzy zaczli
wyrokowa o sprawach nalecych do dziedziny nauki, cho przedmiotem religii
s sprawy pozawiatowe (egzystencjalne, metafizyczne itd.). Tym tumaczy si po
czci wrogie stanowisko owiecenia wobec religii.

PACYFIZM
W zasadzie tyle co przekonanie, e pokj jest stanem godnym podania i e
naley do niego dy. Ale w praktyce pacyfizm przejawia si zwykle w postaci
dwch zabobonw: 1. e mona osign pokj rozbrajajc narody pokojowe i 2. e
adna wojna nie jest moralnie dopuszczalna Dowiadczenie uczy, niestety, e roz-
brajanie narodw pokojowych prowadzi do opanowania ich przez inne, wojownicze,
a te z kolei zaczynaj toczy wojny z podobnymi do siebie drapienikami. Skdind
twierdzenie, e kada wojna jest niesprawiedliwa, nie wytrzymuje krytyki, s
bowiem okolicznoci, w ktrych zgodnie z normalnym wyczuciem istnieje
oczywisty obowizek bronienia orem praw innych, powierzonych naszej opiece.
Nastpujcy, zmylony przykad unaocznia t prawd. Do farmera na Dzikim
Zachodzie przychodzi ssiad i oddaje mu pod opiek 6 letni creczk, bo jedzie
do miasta, a czasy s powiada niespokojne. Nasz farmer wyczyci wanie
swj rewolwer i nabi go. Dziewczynka bawi si koo drzwi, kiedy wchodzi bandyta
i podnosi pak, aby roztrzaska gwk dziecka. Pytanie: czy wolno naszemu
farmerowi strzeli? Odpowied ze stanowiska zdrowego rozsdku brzmi: oczywicie,
nie tylko wolno mu strzeli, ale nawet, jeli nie strzeli, zasuguje na nasz pogard:
jego witym obowizkiem jest broni ycia powierzonego mu dziecka. Ot w wojnie
obronnej chodzi bardzo czsto jak ostatnio podczas drugiej wojny wiatowej
po prostu o ycie naszych wspobywateli. Std jest prawd oczywist, e walka
zbrojna w obronie grupy spoecznej moe by nie tylko dozwolona, ale i nakazana

LIII
moralnie. Pisudski pisa w 1908 roku: Chcc zwyciy, a bez walki, i to bez walki
na ostre, jestem nie zapanikiem nawet, a wprost bydlciem, okadanym kijem czy
nahajk.
Podoeni pacyfizmu jest sentymentalizm: byoby tak adnie, gdybymy mogli
unikn wojen. Wojna jest rzecz nieadn straszn Miesza si te oceny estetyczne
z moralnymi, zapominajc, e nieraz rzeczy niepikne s przecie dobre i nakazane
(np. operacje). Pacyfizm zasuguje wic w peni na nazw zabobonu i to mimo
szlachetnoci niektrych jego wyznawcw. Niektrych, bo pacyfizm jest bardzo
czsto uywany przez przyszych najedcw do moralnego rozbrajania ich ofiar.

PASTWO
Organizacja roszczca sobie prawo do monopolu fizycznego przymusu gwatu.
Poszczeglni ludzie nie maj prawa odbiera innym duej czci ich dochodw,
a nawet majtku, przepisywa po ktrej stronie maj jedzi, wydawa przepisw
o tym, jak maj si zachowywa, a w razie gdy nie suchaj zakuwa ich w kajdanki
i wizi. Gdy to czyni s nazywani przestpcami, wzgldnie zbrodniarzami.
Natomiast pastwo roci sobie prawo do tego wszystkiego: nakada podatki, wydaje
przepisy, wizi itd. Inne organizacje spoeczne (np. gminy) mog mie cz tych
uprawnie, ale tylko o tyle, o ile pastwo im na to pozwoli, tj. o ile im wydeleguje
cz swojego monopolu.
Z pastwem zwizane s dwa zabobony. Pierwszy, obecnie najgroniejszy,
to ubstwianie pastwa, pojmowanie go na ksztat bstwa, ktremu wszystko
wolno, a wobec ktrego jednostka i inne organizacje nie maj adnych praw. Jest to
oczywisty zabobon, nie majcy adnych podstaw i wynikajcy bodaj z innego
zabobonu, przyznajcego spoeczestwu jedyn pen rzeczywisto. Ale ten sam
zabobon ma jeszcze inne oparcie, a mianowicie w interesach klasy urzdnikw.
Bo pastwo jest abstrakcj, a odpowiadajca jej konkretna rzeczywisto, to zesp
urzdnikw, w ktrych interesie ley naturalnie, by pastwo to jest oni sami
mieli jak najwiksz wadz.
Drugi zabobon, przeciwny, gosi, e pastwo nie tylko nie jest potrzebne
ludziom, ale nawet jest szkodliwe i naleaoby je usun, aby ludzi uszczliwi.
Jest to zabobon znany pod nazw anarchizmu. Prawd jest, e pastwo jest ludziom
potrzebne, ale e nie jest bokiem, ktremu wszystko powinno podlega.

PATRIOTYZM
Mio ojczyzny i rodakw bynajmniej nie jest zabobonem, ale cnot godn
pielgnowania, podobnie jak mio rodziny itd. Ale z patriotyzmem cz si dwa
wzajemnie przeciwne zabobony: jeden z nich przywizuje do mioci ojczyzny zbyt
du wag i czyni z patriotyzmu nacjonalizm, a wic zabobon. Drugi, przeciwny mu,
take miesza patriotyzm z nacjonalizmem, a nawet z rasizmem i potpia go jako
taki.
Jeli chodzi o utosamienie patriotyzmu z nacjonalizmem, wystarczy zauway,
e kto kocha wasny kraj, niekoniecznie musi tym samym ubstwia go ani
pogardza innymi krajami, a tym mniej ich nienawidzi. Nie musi te wcale uwaa

LIV
narodu za najwysze dobro, tak jakby tego chcia nacjonalizm. Robi wic z patrio-
tyzmu nacjonalizm jest zabobonem.
Znacznie groniejszy jest drugi rozpowszechniony dzi zabobon. Wielu zwasz-
cza tzw. lewicowcw (wyraenie, ktrego sens bardzo trudno zrozumie) przyznaje
si do tego: kady, kto omiela si twierdzi, e kocha swj kraj bardziej ni,
powiedzmy, Ekwador czy Wietnam, jest oskarany o rasizm. Tym bardziej kady,
kto zmuszony jest do wyboru, daje pierwszestwo wasnemu rodakowi przed obcym,
uchodzi za rasistowskiego zbrodniarza, w rodzaju hitlerowcw.
Ze to jest zabobonem, e kady czowiek ma wite prawo dba przede
wszystkim o ludzi sobie bliskich, a to bez adnej nawet myli o wyszoci tej czy
innej rasy, czy narodowoci, powinno by jasne.
Moe nastpujca (prawdziwa) historyjka pomoe w zrozumieniu, o co chodzi.
Jeden z moich przyjaci, Jan, mia bardzo brzydk, zezujc matk, ktra w dodat-
ku bya kleptomank i raz ju bya aresztowana za kradzie. Kiedy go kto zapyta,
a wic dlaczego ty j tak kochasz, e stawiasz j ponad wszystkich innych, Jan
odpowiedzia: dlaczego? bo jest moj matk! Mniej wicej taki sam jest stosunek
kadego uczciwego czowieka do swojej ojczyzny. Kto temu przeczy, jest ofiar zabo-
bonu.
Podoem zabobonu jest zabobonna wiara w ludzko i w rwno ludzi.

PEWNO
Mwimy, e kto jest czego pewny, kiedy nie moe rozsdnie o tym czym
wtpi. Jestem np. w tej chwili pewny, e siedz, e deszcz pada za moim oknem,
e dwa i dwa to cztery i e jeli deszcz pada, to nieprawd jest, e nie pada. Istniej
dwa zabobony dotyczce pewnoci. Jeden z nich to sceptycyzm, zabobon polegajcy
na twierdzeniu, e nikt nie jest nigdy niczego pewny, co jest nie tylko faszem,
ale nawet miesznym faszem. Drugi zabobon, to danie, by czowiek szuka
w kadej sprawie tzw. pewnoci bezwzgldnej, to jest tej, ktra przysuguje np.
prostym twierdzeniom matematycznym. Filozof francuski z okresu upadku,
Kartezjusz, poszed nawet dalej i szuka pewnoci jeszcze wikszej. Wedug niego
tak pewno posiada tylko jego synne cogito, zdanie: Myl, wic jestem
(naprawd to zdanie nie jest wcale pewniejsze od wspomnianych twierdze
matematycznych).
Ten ostatni zabobon wynika z pomieszania dwch rnych poj, a mianowicie
pojcia pewnoci bezwzgldnej z pojciem tzw. pewnoci moralnej, to jest z wysokim
prawdopodobiestwem. W przytaczajcej wikszoci wypadkw osigamy najwyej
ow pewno moraln, ale ona te najzupeniej wystarcza. Wbrew rozpowszech-
nionym pogldom, teorie nauk przyrodniczych posiadaj tylko t wzgldn. Nie jest
np. bezwzgldnie pewnym, e Ziemia obraca si wok Soca, ale przecie prawdo-
podobiestwo pogldu ks. kanonika Kopernika osigno obecnie tak wysoki
stopie, e podawa go w wtpliwo byoby wysoce nierozsdnym. Podobnie nie
mog by bezwzgldnie pewny, e w mojej zupie nie bdzie dzi trucizny. Moe
kucharz zwariowa albo powzi do mnie skryt nienawi (cho mnie nawet nie
zna) i wla do rosou jak dioksyn czy inne paskudztwo. Czy wynika z tego, e nie
powinienem je zupy? Bynajmniej, bo w praktyce owa pewno moralna, e zupa
nie jest zatarta i e Ziemia przecie si krci wok Soca, wystarcza najzupeniej.

LV
Inna rzecz, e w niektrych rzadkich wypadkach istnieje take pewno
bezwzgldna Wielki logik polski, p. Jan ukasiewicz, pokazywa kiedy autorowi
przydugie twierdzenie logiczne, zaczynajce si od bodaj czternastu liter i zapytany,
czy jest prawdziwe, powiedzia ze zdziwieniem: ono jest cakiem na pewno,
bezwzgldnie prawdziwe.

POSTP
Wierzenie w cigy postp ludzkoci ku coraz wyszym, lepszym stanom,
ku rajowi na ziemi, ku wiatu i tym podobnym, jest jednym z najszkodliwszych
zabobonw, jakie odziedziczylimy po XIX wieku, i ktre jeszcze dzi panuj na
wielkich obszarach, zwaszcza w krajach zacofanych i socjalistycznych, gdzie jest
narzucony przez partie komunistyczne. Jego tre jest mniej wicej nastpujca:
czowiek jest w swojej istocie stworzeniem postpowym, to jest staje si, jako
gatunek, coraz lepszy, coraz doskonalszy. Owo doskonalenie wystpuje we wszyst-
kich dziedzinach. Na paszczynie pogldu na wiat czowiek przechodzi od zabobo-
nu do nauki. W nauce idzie do coraz wikszej wiedzy, w technice opanowuje coraz
lepiej wiat W moralnoci staje si coraz lepszy. W polityce wynajduje coraz
doskonalsze formy rzdw. W sztuce tworzy arcydziea coraz doskonalsze. Tylko
w religii nie ma postpu, bo ona jest zabobonem, ktry postp skutecznie eliminuje.
A skoro postp daje tak wspaniae wyniki, pierwszym i najwitszym obowizkiem
kadego zdrowego czowieka jest suenie postpowi ludzkoci, ktremu naley
wszystko i wszystkich podporzdkowa.
Ten pogld, bardzo rozpowszechniony w XIX wieku i jeszcze przed drug wojn
wiatow, jest dzi odrzucany przez przytaczajc wikszo ludzi wyksztaconych
w cywilizowanych krajach. Lepsze poznanie zaoe wiary w postp i dowiadczenia
nabyte przez ludzko w cigu obecnego wieku wykazay jasno, e jest ona prostym
zabobonem Zaczynajc od pierwszej sprawy, wiara w postp pochodzca z czasw
owiecenia (kiedy bya jeszcze zupenie bezpodstawna) otrzymaa wsparcie ze strony
teorii ewolucji Darwina oraz ze strony rozwoju nowoczesnych nauk przyrodniczych
i techniki. Zoologia wykazaa, e w wiecie zwierzt wystpuje stay postp.
To twierdzenie przeniesiono na dzieje ludzkoci. Tak jak ssaki byy w wiecie
zwierzcym postpem w stosunku do ptakw, podobnie czowiek nowoczesny jest
postpem w porwnaniu do staroytnego i redniowiecznego. Ale to przeniesienie
kategorii biologicznych na nasz histori jest najzupeniej bezpodstawne, choby
dlatego, e mamy do czynienia z bardzo krtkim okresem. Naprawd dobrze znamy
tylko trzy tysice lat, okoo stu pokole, a sto pokole stanowi zaledwie jednostk
w skali biologicznej ewolucji. Mwi o postpie w obrbie tej biologicznej sekundy
jest zabobonem Zarazem lepsze poznanie dziejw kultury pozwolio stwierdzi,
e postp w jej dziedzinie jest raczej wyjtkiem, e przejawia si tylko w stosunkowo
krtkich okresach i tylko w niektrych skadnikach kultury. Prawd jest miano-
wicie, e mielimy, poczwszy od XVII wieku, wspaniay rozwj nauk przyrodni-
czych i opartych na nich technologii. Zwaszcza wyniki tych ostatnich s imponu-
jce. Ale nie ma w dziejach, o ile wiadomo, adnego postpu moralnego w ludzkoci.
Dokadniej mwic, w ramach jednego okresu, jednej cywilizacji, mamy czsto
postp. Na przykad oczywisty jest postp w staroytnym Egipcie od czasw
panowania Hyksosw do XVIII dynastii. Ale po postpie moralnym nastpuje
z reguy cofnicie si. Aby zosta przy przykadzie Egiptu, stanowisko kobiety byo
w Nowym Pastwie (XVIXIV wiek przed Chrystusem) lepsze, ni jest obecnie

LVI
w Szwajcarii. Ot w tym samym Egipcie panuje dzi islam, wedug ktrego kobieta
nie ma pono nawet duszy. Nazywa to postpem wolne arty. Skdind
przeylimy w XX wieku zbrodnie na olbrzymi skal, w postaci masowych mordw
dokonanych w okrutnych obozach niemieckich i rosyjskich prawdziwe
ludobjstwa, jakich od dawna, przynajmniej w Europie, nie znalimy. Mwi
o staym postpie moralnym ludzkoci jest wic zabobonem.
Podobnie jest bodaj i z kilkoma innymi dziedzinami. Nie jest np. wcale
oczywiste, by obecnie istniejce formy ustrojowe byy o tyle lepsze od staroytnych,
jak to si tak czsto sdzi. Faktem jest, e mniej wicej 4/5 krajw wiata
rzdzonych jest przez mniej lub bardziej okrutnych kacykw, gorzej ni to czynili
dawni faraonowie albo rzymscy cesarze. Co podobnego mona bodaj powiedzie
take o nauce czystej i sztuce. Jedno jest pewne: zaznalimy ostatnio od mniej
wicej XVII wieku znacznego postpu w technikach. Tak np. wynaleziono now
technik zapisywania melodii (std powsta mogy wielkie opery, oratoria itp.,
ktrych dawniej nie byo). Powstay nowe techniki w budownictwie (beton),
umoliwiajce nowe formy architektoniczne. Nawet w logice zastosowanie techniki
formalistycznej pozwolio na znaczny postp. Ale kiedy si zapylamy, czy malarz
nowoczesny, dlatego e dysponuje lepszymi technikami, jest lepszym malarzem ni
Micha Anio, albo Frege wikszym logikiem ni Diodoros z Kronos, odpowied
brzmi, e nie wiemy. Nie jest w kadym razie oczywiste, by zaszed pod tym
wzgldem jeli chodzi o rzeczy istotne jakikolwiek postp.
Wynika z tego, e twierdzenie o istnieniu staego, oglnego postpu ludzkoci
jest 1. najzupeniej goosowne, 2. sprzeczne ze znanymi faktami. A e chodzi
o sprawy nalece do dziedziny nauki, o ktrych chce si rozstrzyga a priori, mamy
do czynienia z typowym zabobonem. Prawd e pewien ograniczony postp jest
moliwy i u jednostek i w narodach. O taki postp naley wic zabiega. Ale powyej
opisane postpowe stanowisko jest zabobonem.

POZYTYWIZM
Zabobonna filozofia wynaleziona w czasach nowoytnych przez filozofa
francuskiego A. Comtea Wedug niej tylko nauki pozytywne, tj. przyrodnicze,
mog nam da odpowied na wszystkie pytania, jakie mona sobie rozsdnie
stawia. Wszystko inne jest zabobonem. W nowszej postaci (neopozytywizm)
wszystko inne jest bezsensem, tj. bekotem. Pozytywizm czy si zwykle take
z wierzeniem, e tylko poznanie zmysowe ma jakkolwiek warto (Comte przeczy
nawet naukowoci psychologii). Jak susznie zauway N. Hartmann, filozofi t
naleaoby nazwa nie pozytywizmem, ale negatywizmem, jako e jej istot jest
negacja wszelkiego innego poznania ludzkiego. Postp, ktry by nadzwyczaj
rozpowszechniony w XIX wieku, jest nim jeszcze w niektrych koach naukowcw,
ale ostatnio straci na znaczeniu pod wpywem jeszcze radykalniejszego zabobonu,
mianowicie sceptycyzmu.
e pozytywizm jest zabobonem wynika z prostego faktu, i metoda nauk
przyrodniczych nie nadaje si w ogle do rozwizania wielu zagadnie. Takimi s
np. zagadnienia moralne, jako e nauki mog mwi tylko o tym, co jest, a nie o tym
co ma by. Podobnie nie s dostpne metodzie nauk przyrodniczych zagadnienia
cile filozoficzne. Na przykad psychologprzyrodnik moe wprawdzie odpowiedzie
na pytanie, jaki jest przebieg i wzajemna zaleno zjawisk psychicznych u czowie-

LVII
ka, ale nie na pytanie, czym jest dusza, czy jest, czy nie jest rzecz itp. Naukowiec
nie moe te, jako taki, nawet zda sprawy z wartoci logicznej jego wasnej metody
np. odpowiedzie na pytanie, czy nauki przyrodnicze mog osign jakkolwiek
pewno albo przynajmniej stopie prawdopodobiestwa te zagadnienia
przekraczaj granice i moliwoci nauk szczegowych i nale do filozofii. Wreszcie
niepodobna za porno ca metody przyrodniczej odpowiedzie na pytania egzysten-
cjalne, bo ta metoda nadaje si wycznie do badania zjawisk wewntrzwiatowych,
podczas gdy problemy egzystencjalne le, e si tak wyrazimy, na kraju wiata,
nie w wiecie.
Zwolennicy pozytywizmu odpowiadaj, e te pytania nie maj sensu, e nale
wic wycznie do dziedziny uczu i tym podobnych. Ale to jest dziwnie zabobonne i
najzupeniej goosowne twierdzenie. Dlaczeg bymy nie mogli pyta si na serio,
czy metoda nauk przyrodniczych daje pewno czy nie? Dlaczego zagadnienia
stosunku duszy do ciaa miayby by zakazane? Na to obrocy pozytywizmu nie
maj odpowiedzi. Wydali dekret, e tak ma by, a nie inaczej. Ale taki dekret jest
wanie zabobonem.
Powody powodzenia pozytywizmu s rozliczne. Najwaniejszym jest bodaj urok,
jaki wywieray na ludzi w XIX wieku i jeszcze w XX wieku, przed drug wojn
wiatow wielkie wyniki nauk przyrodniczych i opartej na nich techniki. Od stwier-
dzenia znakomitoci tych wynikw do zabobonu goszcego, e tylko metoda nauk
przyrodniczych jest czowiekowi dostpna, by tylko jeden krok. Inn przyczyn
pozytywizmu by wiatopogld owiecenia. Wreszcie wypada przyzna, e wiele
zawinili pod tym wzgldem filozofowie syntetyczni, ktrzy, poczwszy od XVI wieku,
uprawiali nienaukow filozofi. Wielu ludziom wydawao si wwczas (m.in. na
skutek zupenej nieznajomoci dawniejszej filozofii), e mamy wybr tylko midzy
bajaniami tych filozofw a pozytywizmem W rzeczywistoci istnieje jednak obok
nauk przyrodniczych i obok zabobonnej filozofii syntetycznej, filozofia naukowa,
zwana dzisiaj analityczn. W jej wietle pozytywizm jest zabobonem.

PRAWDA WZGLDNA
Twierdzenie, e kada prawda jest wzgldna, tak jak mwienie o mojej
prawdzie itp. jest zabobonem W rzeczywistoci adna prawda nie jest wzgldna,
a mowa o mojej prawdzie jest bekotem. Mwimy bowiem, e dane zdanie jest
prawdziwe dokadnie wtedy, kiedy to, co ono znaczy, jest tak, jak ono znaczy.
Np. zdanie Grzmi teraz w Krakowie posiada prawd, jest prawdziwe, dokadnie
o tyle, o ile w Krakowie rzeczywicie teraz grzmi. Jest prawdziwe wzgldnie faszywe
cakiem niezalenie od tego, co ja albo ktokolwiek inny o owym grzmocie w Krakowie
wie i sdzi.
Ten zabobon jest wynikiem pomieszania dwch cakiem rnych rzeczy,
z jednej strony prawdy, z drugiej naszej wiedzy o tej prawdzie. Jest bowiem tak,
e ludzka wiedza o prawdziwoci zda jest zawsze ludzka, to jest zalena od ludz-
kich podmiotw, jest wic w tym sowa znaczeniu zawsze wzgldna. Natomiast
sama prawda zdania nie ma z t wiedz nic wsplnego: zdanie jest prawdziwe albo
faszywe cakiem niezalenie od tego, czy kto t prawdziwo wzgldnie faszywo
znaczy nie zna.

LVIII
W naszym przykadzie, zakadajc, e w tej chwili rzeczywicie grzmi w Krako-
wie, moe doskonale si zdarzy, e jeden czowiek, np. Jan, wie, e tak jest, a inny,
np. Karol, nie wie i sdzi nawet, e nie grzmi teraz w Krakowie. Wwczas Jan wie,
e odnone zdanie Grzmi teraz w Krakowie jest prawdziwe, a Karol tego nie
wie. Ich wiedza jest wic, jak powiedziano, zalena od tego, czyj jest wiedz: inaczej
mwic, jest wzgldna. Ale prawdziwo czy faszywo tego zdania nie jest od tego
zalena. Nawet gdyby nikt nie wiedzia, e grzmi teraz w Krakowie, to gdyby tak
rzeczywicie byo, nasze zdanie byoby bezwzgldnie prawdziwe, niezalenie od tego,
co Jan i Karol o nim wiedz. Nawet takie zdanie jak Liczba gwiazd w drodze
mlecznej jest podzielna przez 17, o ktrych nikt nie wie, czy s prawdziwe, s praw-
dziwe albo faszywe.
Mowa o wzgldnej albo mojej prawdzie jest wic bekotem w cisym tego
sowa znaczeniu, podobnie, jak bekotem jest powiedzenie Wisa pynie wzgldnie
przez Polsk. Aby unikn bekotu, wyznawca tego zabobonu musi przyj, e
prawdy dostpnej dla nas nie ma, a wic przyj stanowisko sceptycyzmu, ktry jest
innym zabobonem.
Do tej samej wzgldnoci dadz si sprowadzi inne rzekome pojcia prawdy,
np. pojecie pragmatyczne, dialektyczne i tym podobne. Wszystkie te zabobony
powouj si na pewne trudnoci techniczne, w zasadzie jednak wynikaj ze scep-
tycznej postawy czowieka, ktry wtpi w moliwo poznania czegokolwiek. Owe
trudnoci techniczne s pozorne. Na przykad mwi si, e powiedzenie grzmi teraz
w Krakowie moe by prawdziwe dzi, ale bdzie faszywe jutro, kiedy w Krakowie
nie bdzie grzmiao. Mwi si take, e np. zdanie pada jest prawdziwe we Frybur-
gu, ale faszywe w Tarnowie, kiedy pada w pierwszym miecie, a soce wieci w
drugim.
S to jednak nieporozumienia: wystarczy wspomniane zdania ucili, powie-
dzie np., e przez teraz rozumiemy 1 lipca 1987 roku, godzin 10 i 15 minut
wieczorem, aby usun ow rzekom wzgldno.
Prawda jest bezwzgldna albo jej nie ma. Twierdzenie, e jej nie ma, jest zabo-
bonem.

PROLETARIAT
Proletariat jest literalnie klas ludzi, ktrzy nie posiadaj niczego prcz dzieci
(aciskie proles). W czasach Marksa proletariat przemysowy by rzeczywicie
wielk klas ndzarzy. Obecnie proletariusze stanowi tylko niewielki odsetek
ludnoci. Z pojciem proletariatu zwizanych jest w marksizmie kilka zabobonw.
1. Twierdzi si, e proletariat jest klas robotnicz. Ale rwnoczenie zalicza si
do proletariatu urzdnikw w krajach socjalistycznych. Zarazem twierdzenie,
e proletariusze s ludmi, ktrzy niczego nie posiadaj i staj si coraz ndzniejsi,
jest oczywistym faszem: wikszo robotnikw w krajach uprzemysowionych cieszy
si stale rosncym dobrobytem.
2. Zgodnie z innym zabobonem marksistowskim, proletariat jest klas
postpow, nosicielem nadziei ludzkoci, jest znacznie szlachetniejszy od innych,
lepiej rozumie dzieje itd., itd. Wszystko to s zabobony. Badania dowiadczalne
wykazay, e do proletariatu naley zastosowa wszystko to, co wiemy o ludzie.
Wiara w jego wyszo jest zabobonem.

LIX
3. Wreszcie zabobonem jest twierdzenie, e partia komunistyczna jest parti
proletariatu. W rzeczywistoci ta partia bya niemal zawsze prowadzona, a nieraz
w wikszoci zoona z intelektualistw, tj. ludzi, ktrzy nigdy robotnikami nie byli.
Std w wielu krajach autentyczni robotnicy buntowali si nieraz przeciw rzekomym
rzdom proletariatu, ktre w rzeczywistoci byy i s rzdami grupy intelektualistw
i urzdnikw.

PSYCHOANALIZA
Freud, twrca psychoanalizy, ma wielkie zasugi w zwalczaniu dwch
niebezpiecznych zabobonw: materializmu, przeczcego istnieniu duszy i pozytywiz-
mu, odmawiajcego psychologom prawa do mwienia o przedmiotach lecych poza
dowiadczeniem (tzw. pojciach teoretycznych). Psychoanaliza okazywaa si take
nieraz, w rkach dobrych znawcw, poyteczn metod terapeutyczn. Ale i sam
Freud i zwaszcza jego nastpcy zrobili z psychoanalizy co w rodzaju wszystko
ogarniajcego wiatopogldu. Chodzi przy tym przede wszystkim o dwa oczywiste
bdy. Z jednej strony psychoanaliza postpuje tak, jak gdyby czowiek by tylko
dusz, jak gdyby nie mia ciaa i to ciao nie byo istotnym skadnikiem jego istoty,
co jest nie tylko bdem, ale i zabobonem. Z drugiej strony w samej psychice
czowieka Freud i jego nastpcy usiowali wszystko sprowadzi do jednej grupy
przey wzgldnie motyww, Freud do pciowych, Adler do spoecznych itd. zarazem
samo uwaanie psychoanalizy za wiatopogld naukowy jest dalszym zabobonem,
bo takiego wiatopogldu nie ma i by nie moe.

PSYCHOLOGIZM
Zabobon polegajcy na sprowadzaniu logiki, a nieraz take innych nauk,
do psychologii. Zgodnie z nim, przedmiotami tych nauk s zjawiska zachodzce
w psychice ludzkiej. Tak wic matematyk bada nie liczby, ale wyobraenia liczb
w swojej gowie. Dwaj zoolodzy, dyskutujcy o waciwociach krokodyli, mwi
nie o tych bydltach, ale o wyobraeniach krokodyli w ich gowach itd. Podoem
psychologizmu jest lepota na istnienie bytw idealnych, jakimi s np. liczby.
Psychologizm, bardzo rozpowszechniony pod koniec XIX wieku, zosta przezwy-
ciony przez wikszo filozofw XX stulecia (Frege, Moore, Husserl).

RACJONALIZM
Wypada rozrni co najmniej dwa znaczenia nazwy racjonalizm, szerokie
i wsze, owieceniowe. Racjonalizm w szerokim sowa znaczeniu nie jest zabo-
bonem; jest nim nawet jego przeciwiestwo, irracjonalizm. Tak rozumiany racjona-
lizm to po prostu postulat, danie, aby czowiek postpowa zawsze rozsdnie,
zarwno w wyborze zda, ktre uznaje za prawdziwe, jak i w decyzjach dotyczcych
jego dziaalnoci. A rozsdnie znaczy tu tyle co spjnie, w sposb niesprzeczny
i zarazem w sposb zgodny z przyjtymi w danej dziedzinie dyrektywami. Mwimy
wic, e czowiek, ktry chce si uda z Krakowa do Zurychu, postpi racjonalnie,
jeli wybierze drog na Wiede, a postpiby nieracjonalnie, nierozsdnie, gdyby
jecha do Gdaska, bo ten ostatni wybr stoi w sprzecznoci z jego celem.

LX
Natomiast w wszym, owieceniowym sowa znaczeniu, racjonalizm jest
zabobonem Polega bowiem na twierdzeniu, e rozum, tj. dowiadczenie i wniosko-
wanie wystarczaj, aby znale odpowied na wszystkie pytania, jakie czowiek moe
sobie postawi. W tym znaczeniu racjonalizm odrzuca zarwno autorytet, jak i
wiar. e taki racjonalizm jest zabobonem, wynika z faktu, e tzw. rozum nie moe
sam da odpowiedzi na pytania dotyczce moralnoci, na zagadnienia egzysten-
cjalne, i e wiatopogld racjonalny w tym znaczeniu sowa nie jest moliwy.
Racjonalizm w tym wszym znaczeniu jest skadnikiem trzech innych
zabobonw. Poczony z wiar w postp, stanowi tre filozofii owiecenia, gdy
zacienia znaczenie nazwy rozum do metody nauk przyrodniczych, stanowi
pozytywizm, a ten poczony z wiar w pewno wynikw naukowych, staje si
scjentyzmem.
Racjonalizm straci obecnie wiele na znaczeniu, do tego stopnia, e przeciwny
mu zabobon irracjonalizmu jest, zdaje si, znacznie bardziej wpywowy.

RASIZM
Istniej dwa rasistowskie i dwa antyrasistowskie zabobony. Najbardziej znany
to mniemanie, e nie tylko istniej rne rasy ludzkie, wysze i nisze (co jest
prawdopodobnie faktem), ale take, e wiemy, ktra z nich jest wysza, a ktra
nisza (co jest gupstwem, bo niczego takiego nie wiemy). Inny zabobon, poczony
z pierwszym, u Niemcw wiatach trzydziestych i nastpnych twierdzi, e najlepsza
jest rasa nordycka i e Niemcy s wanie owymi nordykami. Tymczasem wiadomo,
e odsetek nordykw wrd Niemcw jest niewielki, a nawet niszy ni u ydw
polskich. Humorystyczny, ale nader trafny wyraz zabobonnoci tego ostatniego
wierzenia daje ukuty okoo roku 1935 dowcip, e doskonay Niemiec powinien by
blondynem jak czarnowosy Hitler, pikny jak notorycznie szpetny Goebbels,
smuky jak otyy Gring i nazywa si jak teoretyk hitleryzmu Rosenberg. Pierwszy
zabobon, przeciwny powyszym to wierzenie, e nie ma ras ludzkich albo e nie ma
midzy nimi adnej rnicy. Drugi nazywa rasizmem wszelk niech do cudzoziem-
cw, nawet, kiedy nale do tej samej rasy co my, np. niech Szwajcarw do
Wochw, a nawet wszelki patriotyzm. Prawd jest, e istniej cakiem oczywicie
rne rasy ludzkie, aczkolwiek nie te, ktre ludzie sobie czsto wyobraaj. Tak np.
nie istnieje rasa biaa, ale znamy kilka ras o biaej skrze. Podobnie nie istnieje
adna rasa czarna i wrd ludzi o czarnym zabarwieniu skry istniej rasy nalece
do najpikniejszych jakie znamy (niektrzy Zulusi), a obok nich rasy prawdziwie
szpetne z estetycznego punktu widzenia. Ale z tego, e rasy ludzkie istniej nie
wynika jeszcze wcale, abymy wiele o nich wiedzieli. Wiemy nawet tym mniej,
e gorliwi zwolennicy anty-rasizmu utrudnili, a nieraz nawet uniemoliwili po
drugiej wojnie wiatowej wszelkie badania nad rasami ludzkimi. Nie wiemy nawet,
jak ras porzdnie zdefiniowa, podobno grupy krwi nie pokrywaj si z morfolo-
gicznymi. Tym mniej wiemy, ktra rasa jest wysza, a ktra nisza. Pewnym jest
natomiast, e rne twierdzenia rasistw s czystym zabobonem. Tak np. opowiada-
nia o jakiej rasie ydowskiej, ktrej w ogle nie ma, jak wykazay przedwojenne
badania polskich antropologw. Innym zabobonem jest np. wierzenie, e Polacy
i Niemcy nale do dwch rnych ras, podczas gdy znaczny odsetek Niemcw nosi
polskie nazwiska (dwaj przywdcy rewanystw niemieckich nazywaj si Hupka
i Czaja) i odwrotnie, wielu Polakw niemieckie.

LXI
Mimo to Niemcy dali si, w latach trzydziestych, tak dalece unie tym
zabobonom, e w ich imieniu popenili mordy na milionach ludzi: ydach, ale take
Polakach, Cyganach i innych. Rasizm jest te dobrym przykadem tego, co moe
z zabobonu wynikn, jeli si go na czas nie zwalczy.
Obecnie rasizm panuje w niektrych krajach zacofanych (zwaszcza
afrykaskich), ale gdzie indziej straci popularno. Szerz si za to dwa
antyrasistowskie zabobony: przeczenie, by istniay rasy ludzkie i utosamianie
ksenofobii (niechci do cudzoziemcw) a nawet patriotyzmu z rasizmem. Doszo
do tego, e kady kto omiela si mwi, e woli rodaka od obcego, jest nazywany
rasist i potpiany jako taki, e chodzi o zabobon powinno by jasne.
Rasizm jest znamiennym zabobonem take dlatego, e bardzo trudno odkry
jak realn potrzeb, ktra stanowiaby jego podoe, jak to jest zwykle z innymi
zabobonami. Wydaje si, e rasizm jest tworem literatw i politykw, ktrzy go
wymylili jako podpor dla swojego nacjonalizmu, i e poza nim stoi zawsze zabobon
nacjonalistyczny. Natomiast podoe antyrasistowskich zabobonw jest inne: jest
nim mianowicie zabobon humanistyczny, wedug ktrego czowiek byby tak dalece
rny od zwierzt, e nie podlegaby prawom przyrody.

REINKARNACJA
Zawleczony z Indii zabobon, wedug ktrego dusza czowieka po jego mierci
wciela si w rne zwierzta, innych ludzi itd. To wierzenie zakada, e dusza ludzka
jest rzecz, jakim kawakiem, podobnym do kawaka drewna, ktre moe
przechodzi z jednego ludzkiego ciaa do innego. Naprawd jest tak, e dusza nie
jest rzecz, nie jest kawakiem, ale po prostu jedn z treci danego ciaa, a wic
bdc t dusz, naley do tego ciaa i do adnego innego. Mona sobie wprawdzie
pomyle, e dusza istnieje nadal po mierci czowieka (patrz niemiertelno),
bo nie ma w tym sprzecznoci, natomiast pojcie duszy przechodzcej z jednego
ciaa do drugiego jest sprzeczne i zatem zabobonne. Jest rzecz doprawdy kompro-
mitujc, e tylu Europejczykw i Amerykanw pada ofiar tego zabobonu. Wedug
niedawnej ankiety La Croix 29% Francuzw wierzy w reinkarnacj.

RELATYWIZM
Zabobon wyraajcy si w powiedzeniu wszystko jest wzgldne (relatywne).
Istot relatywizmu jest uoglnienie teorii wzgldnoci, dotyczcej zda o mchu cia,
na wszystkie zdania bez wyjtku. Teoria wzgldnoci uczy m.in., e zdanie A jest
w ruchu znaczy waciwie tyle co A jest w mchu z punktu widzenia C.
Na przykad zdanie butelka na stole w wagonie restauracyjnym jest w ruchu
znaczy: w ruchu z punktu widzenia czowieka stojcego na stacji, ale nie z punktu
widzenia pasaera siedzcego w wagonie restauracyjnym. Relatywizm uoglnia
to twierdzenie i powiada, e kade zdanie mwice, e A. jest B znaczy tyle co A
jest B z punktu widzenia / ze stanowiska C. Na przykad zdanie Warszawa ley
nad Wis znaczy tyle, co zdanie Warszawa ley nad Wis z punktu widzenia
Karola, ale by moe nie ley z punktu widzenia Ludwika. Albo Olga pi, znaczy
ryte co Olga pi z punktu widzenia Magorzaty, ale by moe Olga nie pi
z punktu widzenia Natalii.

LXII
Tak pojty relatywizm jest zabobonem, jako e cho bardzo wiele zda jest
wzgldnych, niektre cakiem oczywicie nie s wzgldne. W szczeglnoci zdanie
prawda jest wzgldna jest bezwzgldnym faszem, o ile w ogle ma sens, bo zdanie
P jest prawdziwe wtedy i tylko wtedy, kiedy to co P znaczy, jest faktem, i to bez
wzgldu na ludzi, ktrzy o tym wiedz albo nie wiedz.
Relatywizm jest w gruncie rzeczy tylko wytworniejsz postaci sceptycyzmu.
Powodem jego popularnoci jest rozkad spoeczny, utrata zaufania do zdrowego
rozsdku i std przyjmowanie zabobonw z nim sprzecznych.

RELIGIA
Religii w ogle, podobnie jak jarzyny, zdefiniowa niepodobna. Na ogl nazywa
si jednak w Europie religiami tzw. wielkie religie albo religie ksiki, tj. brahma-
nizm, buddyzm, mozaizm, chrzecijastwo, islam. O tych i tylko tych religiach jest
tutaj mowa. Z religi czy si wiele zabobonw, ktrych ofiar padaj zarwno
ludzie wierzcy, jak i to znacznie czciej niewierzcy. Rzecz ciekawa, e pod-
czas gdy czsto mwi si o zabobonach religijnych (co w pewnych okolicznociach
jest samo zabobonem), rzadko kiedy ludzie zdaj sobie spraw, ile zabobonw szerzy
si, gdy mowa o religii.
Aby zrozumie charakter tych zabobonw, wypada przypomnie przede
wszystkim, e religia jest pod kilkoma wzgldami nadzwyczaj zoonym zespoem
zjawisk. I tak w kadej religii wystpuj najpierw pewne sposoby zachowania (np.
obrzdy), po drugie pewna mowa (mowa religijna, sakralna), po trzecie pewne
typowe postawy uczuciowe (uczucia religijne), wreszcie zesp pewnych pogldw
(credo). Ten ostatni stanowi, jak si zdaje, orodek i podstaw caoci zjawiska.
Skdind mona i naley odrni w religii 1. pewn postaw wobec witoci
(Boga itp.), tj. wobec wartoci zwanych numenalnymi; 2. pewn odpowied
na zagadnienia egzystencjalne (o sens ludzkiego ycia, mierci i cierpienia itd);
3. pewien kodeks przepisw (przykaza) moralnych; 4. pewien pogld na wiat,
tj. zbir twierdze wyjaniajcych np. pochodzenie wiata itp.
1. Najbardziej rozpowszechnionym zabobonem, jaki tutaj spotykamy i to
zarwno u wierzcych jak i (zwaszcza) u niewierzcych jest pomieszanie religii
z magi. e jest to zabobon powinno by jasne, bo postawa religijna (poczucie
zalenoci od numenu) jest przeciwiestwem postawy magicznej (ktra chciaaby
Bstwu rozkazywa). Jak to si dzieje, e ludzie nawet wysoko stojcy pod wzgldem
religijnym popadaj czasem w ten zabobon, trudno sobie wytumaczy, ale podobne
zjawiska obserwujemy (niestety) take u pewnych uczonych. e to jest jednak
zabobon, powinno by jasne.
2. Pokrewny, ale nie cakiem identyczny z pierwszym jest zabobon robicy
z religii rodzaj techniki. Tak np. ludzie religijni stosuj rne obrzdy, aby unikn
pioruna. Ich obrzdy odgrywaj tak sam rol jak piorunochrony, s wic rodzajem
zabobonnej techniki. Ten pogld odpowiada co prawda rozpowszechnionej praktyce
wielu wierzcych, ale jest przecie sfaszowaniem istoty religii, ktra, jeli jest
autentyczna, polega przede wszystkim na osobistym stosunku zaufania do numenu.
Modlitwa autentycznie religijna koczy si zawsze sowami Chrystusa w Ogrjcu:
Ale niech si Twoja wola dzieje, nie moja.

LXIII
3. Inne zabobony polegaj na sprowadzaniu religii do jednego tylko z jej
skadnikw. Bardzo rozpowszechniony jest u przedstawicieli owiecenia (a wskutek
tego take u wyznawcw marksizmu) zabobon, wedug ktrego religia byaby
po prostu zbiorem pogldw, twierdze, podczas gdy ona zawiera prcz nich take
wiele innych skadnikw. Dochodzi do tego inny jeszcze zabobon, a mianowicie
wyobraenie, e twierdzenia religijne s, podobnie jak twierdzenia nauki,
sprawdzalne, e wic religia z ni konkuruje. Naprawd adne twierdzenie
autentycznej religii nie jest naukowo sprawdzalne, bo chodzi bez wyjtku o sprawy
egzystencjalne, moralne albo pozawiatowe.
Sprowadzaniem religii do jednego z jej skadnikw jest take emocjonalizm
religijny, ktry twierdzi, e religia jest tylko zespoem uczu. Jest to zabobon
obraajcy ludzi religijnych, jako e nie ma religii bez jakiego credo, to jest bez
twierdze, adna religia wic nie jest tylko zespoem uczu.
4. Zabobonem jest take mniemanie, ktrego ofiar padali czsto ludzie
religijni, e religia i jej przedstawiciele mog si wypowiada o faktach nalecych
do dziedziny nauki. Jest to zabobon. Jego odrzuceniu da pikny wyraz Galileusz,
kiedy pisa: Pismo wite uczy nas, jak si dosta do nieba, a nie jak niebo si
obraca. Ale zawierajc take kodeks moralny, religia z natury rzeczy wypowiada si
take o tym, jakim powinno by zachowanie si ludzi, co nie jest zabobonem.
5. Teoria religii goszona przez zwolennikw marksizmu jest zbiorem kilku
zabobonw. Zawiera najpierw trzeci wyej wspomniany zabobon (pojmowanie religii
jako zespou zda i niczego wicej), a poza tym dwa wasne twierdzenia, nie
wystpujce gdzie indziej. 1. Marksici twierdz, e przyczyn religii jest strach
przed siami przyrody i spoecznymi. Jest to o tyle prawd, e kiedy trwoga, to do
Boga, e jednym z motyww nawrcenia bywa strach. Ale w bardzo wielu innych
wypadkach motywy s cakiem inne. Chodzi przede wszystkim o to, e religia daje
odpowied nie na zagadnienia wewntrzwiatowe, ale egzystencjalne (sens ycia,
mierci itd.); poza tym w kadej wyszej religii motywem dominujcym nie jest
obawa, ale jej przeciwiestwo, zaufanie do Stwrcy itp. 2. Marksici mniemaj dalej,
e religia jest nadbudow spoecznego wyzysku, opium dla ludu, tak e
z usuniciem tego wyzysku religia powinna znikn. I to jest zabobonem. Religia
bynajmniej nie znika w krajach, gdzie wedug marksistw nie ma wyzysku (np.
w Polsce). Sama teoria jest zreszt niezmiernie jednostronn interpretacj potrzeb
czowieka i religii, interpretacj wynikajc z ekonomizmu marksistowskiego.

REWOLUCJA
Dosownie tyle co przewrt, ale rewolucja oznacza nie kady przewrt, lecz tylko
przewrt zbrojny, majcy na celu zdobycie wadzy. Z tej dziedziny przeniesiono
sowo do innych i mwi si np. o rewolucji w fizyce czy w sporcie. Rewolucja moe
by nieraz nie tylko moralnie dozwolona, ale moe by te obowizkiem, a miano-
wicie gdy si j prowadzi przeciw uzurpatorowi, ktry bezprawnie wadz zagarn
albo przeciw tyranowi, ktry j niesprawiedliwie wykonuje. Jest jednak zabobonem
wierzenie, e postp w spoeczestwie moliwy jest tylko przez rewolucj. Naprawd
jest tak, e rewolucja jest niemal zawsze bardzo kosztowna pod kadym wzgldem,
powoduje ogrom ludzkiego cierpienia i zniszcze; kto wic chce ich unikn,
powinien rewolucji, o ile mono, unika. Wiara w ni, jako jedyny motor postpu
jest zabobonem.

LXIV
RWNO
Ludzie s oczywicie nierwni: jedni s modzi, inni starzy, jedni silni, inni
sabi, mdrzy i gupi, szlachetni, zbrodniczy i tak dalej. Mao jest wic zabobonw
tak idiotycznych jak wiara, e ludzie s rwni. Jeli ten zabobon mg si tak
rozpowszechni, to gwnie z dwch powodw. Po pierwsze dlatego, e przyjcie
fikcji, jakoby ludzie byli rwni, okazao si poyteczne jako podstawa demokracji,
a take jako zasada prawna (rwno wobec prawa). Ale kady przytomny czowiek
wie, e to jest tylko poyteczna fikcja i nic wicej, e rwno ludzi jest zabobonem.
Zwizany jest z nim take inny zabobon, zwany nieraz egalitaryzmem
moralnym, wedug ktrego mamy dokadnie takie same obowizki wzgldem
wszystkich ludzi, inaczej mwic, wszyscy ludzie s pod tym wzgldem rwni. Jest
to pogld sprzeczny ze zdrowym rozsdkiem. Mamy co prawda obowizek pomc
kademu czowiekowi bez wyjtku, gdy jest w potrzebie, i w tym znaczeniu mona
powiedzie, e istnieje pewna rwno midzy ludmi. Ale kiedy nie moemy pomc
wszystkim, jest rzecz oczywist, e im kto jest nam bliszy, tym wiksze prawo
ma do naszej pomocy. Tak np. wasne dzieci maj pierwszestwo przed krewnymi,
ci przed ssiadami, ssiedzi przed innymi rodakami, rodacy przed cudzoziemcami
itd. Egalitaryzm moralny, ktry temu przeczy, a nawet twierdzi odwrotno, e im
kto od nas dalszy, tym wicej ma prawa do naszej pomocy, jest zabobonem.

ROZUM
Nazwa rozum ma co najmniej trzy rne znaczenia. W pierwszym znaczy tyle co
rozsdek i jest przeciwiestwem bezrozumu, gupstwa W drugim rozum to tyle,
co umiejtno wnioskowania, wycigania wnioskw. W tym drugim znaczeniu
rozum jest przeciwiestwem bezporedniego dowiadczenia przedmiotu, intuicji.
Wreszcie w trzecim (owieceniowym) znaczeniu sowa pozna za pomoc rozumu
to tyle, co pozna za pomoc dowiadczenia i opartego na nim wnioskowania,
z wykluczeniem autorytetu i wiary.
Rozumu w drugim znaczeniu dotyczy zabobon wymylony przez Niemcw,
ktrzy mniej wicej od dwch wiekw (Kant) odrniaj dwa rozumy: jeden zwany
Verstand, majcy zastosowanie w naukach szczegowych oraz w yciu codziennym,
drugi, ktry zowi Vernunft, ktry ma by rozumem w penym i gbokim sowa
znaczeniu. Ten rozum ma za przedmiot cao wiata itp., jest wic wadz typowo
filozoficzn. Ten wymys jest zabobonem: czowiek ma tylko jeden rozum, ktry
stosuje w rnych dziedzinach, take w metafizyce. w rzekomo wyszy, filozoficzny
rozum, Vernunft, jest wymysem filozofw. Warto podkreli, e inne jzyki
nie posiadaj wyrae odpowiadajcych owemu zabobonnemu rozumowi Niemcw,
w kadym razie nie posiada go jzyk angielski, francuski, woski ani polski.
Rozumu w trzecim znaczeniu sowa dotyczy racjonalizm w owieceniowym
sowa znaczeniu, to jest twierdzenie, e rozum moe da odpowiedz na wszystkie
moliwe pytania. Z tym zabobonem czy si nieraz ubstwianie rozumu. W czasie
rewolucji francuskiej ustanowiono oficjalny kult rozumu, reprezentowanego przez
aktork, stojc na gwnym otarzu katedry paryskiej Notre Dame (patrz
bawochwalstwo). Zabobonny charakter tego wierzenia jest oczywisty.

LXV
SCEPTYCYZM
Zabobon polegajcy na tym, e si we wszystko wtpi. Wedug sceptycyzmu nie
ma zda prawdziwych, albo przynajmniej nie wiemy o adnym, czy jest prawdziwe.
W mniej radykalnej postaci sceptycyzm twierdzi, e nie moemy nigdy z pewnoci
wiedzie, czy jakie zdanie jest prawdziwe. Swoje wtpienie stosu j sceptycy nawet
do praw logicznych, np. zasady niesprzecznoci, ktra gosi, e to samo nie moe
rwnoczenie posiada i nie posiada jakiej cechy.
Sceptycyzm mona uwaa bd za rodzaj dyrektywy, programu czy strategii
w poznaniu, bd za teori dotyczc moliwoci ludzkiego poznania W obu
wypadkach atwo jest zrozumie, e sceptycyzm jest dziwacznym nieporozumieniem
i zabobonem. Bo jeli si go uwaa za dyrektyw czy strategi, to wolno zapyta,
do czego ona moe suy? Mona wprawdzie zaleca kademu, aby nie bra
za dobr monet kadego zdania, z ktrym si spotka, ale bada jego uzasadnienie
itd., ale to wszystko moe mie na celu tylko zorientowanie si, ktre zdanie jest
prawdziwe. Jeli mamy bez koca wtpi, musi nastpi parali woli i wszelka
dziaalno ludzka musi usta (Hume). Jeli zaczn wtpi w istnienie drzwi, przez
ktre mgbym wyj z pokoju, trudno bdzie ode mnie wymaga, abym z niego
wyszed. Jeli mam wtpi w to czy krzeso, na ktrym zamierzam siada si nie
zamie, nie bd mg na nim si. Jednym sowem sceptycyzm jako dyrektywa jest
nie tylko najzupeniej nieuyteczny, ale nawet katastrofalnie szkodliwy. Mamy
wszelkie podstawy, aby go odrzuci.
Jeli natomiast uwaa si sceptycyzm za teori, to jego pooenie nie jest wiele
lepsze. Bo wolno sceptyka zapyla, jake to si dzieje, e uwaa najprostsze i najbar-
dziej oczywicie prawdziwe zdania za wtpliwe, np. e ja w tej chwili siedz albo
e dwa i dwa to cztery, a rwnoczenie z wielk pewnoci siebie wygasza twierdze-
nie dotyczce nadzwyczaj zoonych spraw, a mianowicie poznania ludzkiego. A jeli
sceptyk nie jest przekonany, e jego pogldy s prawdziwe, to dlaczego je gosi?
Sceptycyzm jest zabobonem.
Sceptycyzm znajduje sobie zawsze zwolennikw w okresach rozkadu
spoecznego. Wwczas nie tylko wi spoeczna ulega rozlunieniu, ale rwnoczenie
ludzie wyobcowani ze spoeczestwa trac, e si tak wyrazimy, duchowy grunt pod
nogami i popadaj w rozpacz, jak jest wanie sceptycyzm. Natomiast gdy spoe-
czestwo jest zdrowe i twrcze, nie spotykamy w nim zwolennikw tego zabobonu.

SCHOLASTYKA
Drugi okres filozofii redniowiecznej (XIXVI wiek). Wyrazy scholastyka i scho-
lastyczny bywaj czsto uywane przez niefachowcw w pejoratywnym znaczeniu.
Takie znaczenie nada im wiek XVIII. Analogiczny odcie miaa (wwczas) np. nazwa
redniowiecznej sztuki gotyk. Powtarzanie kpin i faszw goszonych ongi (nie tylko
w XVIII wieku, ale przede wszystkim w czasie odrodzenia) jest zabobonem
wiadczcym o ignorancji tego, kto go wyznaje. Zwolennicy tego zabobonu podaj na
przykad jako typowo scholastyczn subtelno pytanie ile aniow mieci si
na gwce od szpilki?, podczas gdy wszyscy scholastycy bez wyjtku uwaali anioy
za istoty ponadprzestrzenne i takie pytanie byoby dla nich bez sensu.

LXVI
Prawd jest, e scholastyka, zwaszcza jej szczytowy okres (wiek XIII) naley
do najwietniejszych epok myli filozoficznej. wietnie rozwina si wwczas logika,
ontologia, filozofia jzyka, filozofia czowieka (antropologia) i inne dyscypliny
filozoficzne. Wybitny historyk filozofii twierdzi, e nigdy filozofia, rozwijajc si
dugo i konsekwentnie w jednym kierunku, nie dosza do tak zwartego i wyko-
czonego systemu poj jak w scholastyce (Tatarkiewicz). Scholastyka bya zarazem
filozofi naukow, w tym sensie, e bya najzupeniej bezosobista, obiektywna
i racjonalna.
Upadek scholastyki pod ciosami kpicych pisarzy odrodzenia jest rwnoznacz-
ny z pocztkiem zaiste ciemnego, redniego okresu midzy dwiema ywymi epo-
kami myli: scholastyczn i wspczesn. Wikszo dorobku zdobytego w staroyt-
noci i redniowieczu zostaa wwczas zapomniana i trzeba byo doczeka si koca
XIX wieku, aby filozofia moga znowu nawiza do scholastycznej tradycji.
Tote uywanie nazwy scholastyczny w tym znaczeniu jest zabobonem i jest
za taki uwaane przez wszystkich znawcw przedmiotu.

SCJENTYZM
Zabobon wielce rozpowszechniony w XIX wieku i dzi jeszcze czsto wyznawany
w krajach zacofanych, a polegajcy na poczeniu dwch zabobonw: pozytywizmu i
wierzenia w bezwzgldn pewno, osigaln w naukach przyrodniczych. W rzeczy-
wistoci zarwno pozytywizm, jak i wierzenie w bezwzgldn pewno wynikw nauk
przyrodniczych s zabobonami. Jeli chodzi o tzw. prawa (wyniki indukcji
pierwszego stopnia) osigamy w nich nieraz pewno moraln, tj. wysoki stopie
prawdopodobiestwa. Ale wielkie teorie, ktre przedstawiaj najwikszy interes
z punktu widzenia filozofii, nie s nigdy pewne nawet w tym sowa znaczenia.
Wspczenie scjentyzm straci wielu, zwolennikw i na og ludzie maj raczej
skonno do wpadania w zabobon przeciwny, a mianowicie w sceptycyzm. Niemniej
niesiony przez partie komunistyczne i ludzi zacofanych, ktrych nie brak jeszcze
dzisiaj, scjentyzm jest nadal zabobonem niebezpiecznym.

SEKTY
Wsplnoty religijne wzgldnie parareligijne odznaczajce si tym, e ich czon-
kowie uwaaj przywdc sekty, jej guru za bezwzgldny autorytet, zarwno
epistemiczny jak i deontyczny. Sekty mog powsta zarwno wewntrz wielkich
wsplnot religijnych (kociow) jak i poza nimi, ale maj zawsze ten sam charakter:
wypowiedzi guru s uwaane za objawienie boskie, jego rozkazy za bezwzgldnie
obowizujce w sumieniu itd. Jak daleko to i moe, wiadcz liczne mordy
i samobjstwa dokonane przez wyznawcw sekt na rozkaz guru. Sekciarstwo jest
wic niebezpiecznym zabobonem.

LXVII
SOCJALIZM
Ruch zwalczajcy nie tylko kapitalizm, ale i prywatne przedsibiorstwa,
wskutek tego wspierajcy wszdzie, gdzie ma wpyw, potg biurokracji, tj. klasy
urzdniczej na niekorzy obywateli. Aczkolwiek wic nie wszyscy zwolennicy
socjalizmu s rwnie zwolennikami komunizmu w ciasnym (marksistowskim)
sowa znaczeniu i wielu spord nich przyznaje si do ideau demokratycznego,
wolnociowego i praworzdnego ustroju, to w praktyce socjalizm prowadzi wszdzie,
gdzie zapanowa do wszechpotgi urzdnikw i, co za tym idzie, do zuboenia
obywateli i ograniczenia ich wolnoci. W tym znaczeniu sowa socjalizm jest wic
zabobonem.
Swoje powodzenie zawdzicza on poczeniu dwch bardzo silnych motyww:
troski o biednych i upoledzonych oraz zazdroci wobec bogatych i uprzywilejo-
wanych.
W jzyku komunistycznym nazywa si socjalistycznymi pastwa rzdzone przez
partie komunistyczne, ale ktre nie osigny jeszcze penego komunizmu. Rnica
ma mianowicie polega na tym, e w socjalizmie kady otrzymuje swj udzia
w dochodzie spoecznym w miar swojego wkadu, natomiast w komunizmie
w miar potrzeb. Powinno by jasnym, e ten uytek sowa socjalizm nie ma wiele
wsplnego z normalnym, e moe uchodzi za celowo szerzony zabobon.

SOLIPSYZM
Skrajna i skrajnie zabobonna posta idealizmu teoriopoznawczego
(podmiotowego). Zgodnie z nim istnieje tylko filozof przyznajcy si do solipsyzmu
wszyscy inni ludzie i rzeczy w wiecie s tylko ideami, wyobraeniami w jego
umyle. Solipsyzm jest jeszcze bardziej przeciwny zdrowemu rozsdkowi ni
pospolity idealizm podmiotowy jak gdyby atwiej byo przeczy istnieniu rzeczy
anieli istnieniu innych ludzi. Bertrand Russell, ktry by filozofem zdrowego
rozsdku, opowiada, e dosta kiedy od wybitnej logiczki McCallum list, w ktrym
pisaa mu: Jestem solipsystk i jestem pewna, e wielu ludzi podziela moje
pogldy. To powiedzenie, wychodzce spod pira wybitnej logiczki, nieco mnie
zdziwio pisze Russell. Bo solipsyzm wyglda w rzeczy samej na sprzeczno: jeli
solipsysta nie wierzy w istnienie innych ludzi, to po co swj solipsyzm gosi?

SPIRYTYZM
Zabobonne wierzenie, wedug ktrego dusze zmarych posiadaj rodzaj
subtelnego ciaa, normalnie niewidocznego dla yjcych, ale ktre moe by
wywoane na seansach spirytystycznych. W przeciwiestwie do niektrych zjawisk
parapsychicznych (np. podwjnego wzroku, lewitacji), ktre zdaj si by stwierdzo-
ne naukowo, spirytyzm jest czystym zabobonem. Oczywistym powodem jego
popularnoci jest pragnienie dowiedzenia si czego o bliskich zmarych.

LXVIII
SPOECZESTWO
Spoeczestwo, gromada wzgldnie organizacja ludzka, ma zadziwiajce cechy:
z jednej strony wydaje si, e go w ogle nie ma, bo na prno szukamy w gromadzie
ludzkiej czego, co by istniao poza poszczeglnymi ludmi, z drugiej strony jednak
spoeczestwo dziaa na nas i to nieraz bardzo silnie odczuwamy czasem
dotkliwie jego wadz nad jednostk ludzk.
Std z pojciem spoeczestwa zwizane s dwa, wzajemnie sobie przeciwne
zabobony: nihilizm spoeczny, czyli skrajny indywidualizm, i kolektywizm.
Wedug nihilizmu spoecznego spoeczestwa w ogle nie ma. Gdy mwi si np.,
e pastwo ciga podatki, to ma si na myli, e urzdnicy odpowiedzialni za skarb
pastwowy je pobieraj. Gdy mwimy, e Francja wypowiedziaa wojn Niemcom,
mamy na myli, e prezydent republiki francuskiej to uczyni. Spoeczestwo byoby
wiec czyst fikcj, wygodnym sposobem wyraania si i niczym innym.
Zabobon przeciwny, kolektywizm, zakada, e spoeczestwo nie tylko jest
rzeczywistoci, ale e nawet posiada rzeczywisto peniejsz, wysz ni jednostki,
z ktrych si skada. Zgodnie z tym zabobonem, ludzie byliby tylko czciami
momentami, jak mwi Hegel wielkiej caoci, dokadnie tak, jak powiedzmy
rce i nogi s czci ciaa ludzkiego. Jako tacy ludzie s najzupeniej
podporzdkowani spoeczestwu, istniej dla niego i nie mog posiada adnych
praw.
Konsekwencj indywidualizmu jest waciwie anarchizm bo jeli
spoeczestwa w ogle nie ma, jeli jest fikcj, jake mogoby posiada jakie
prawa? Co nie jest, nie pisze si w rejestr, powiada stare polskie przysowie
a spoeczestwa w tej teorii w ogle nie ma. Natomiast konsekwencj kolektywizmu
jest zabobon moralny, zupenie podporzdkowujcy jednostk spoeczestwu.
Prowadzc t myl dalej, dochodzi si do totalitaryzmu: jednostka jest tak dalece
podlega spoeczestwu, e moe ono i powinno regulowa wszystkie szczegy
jej ycia.
Oba te wierzenia wynikaj z kiepskiej ontologii a mianowicie z zaoenia,
e w wiecie istniej tylko rzeczy i nic innego, e wic nie ma w nim ani cech,
ani relacji. Jeli si ten pogld przyjmie, ma si wybr midzy dwoma tylko
zabobonami adne inne rozwizanie tego problemu nie jest moliwe. Bo wwczas
albo powiemy, e rzeczami s poszczeglni ludzie i wtedy spoeczestwo bdzie
nicoci, nie bdzie go w ogle, czyli przyjmiemy zabobon nihilistyczny, albo
przeciwnie, powiemy, e jedyn rzecz jest samo spoeczestwo z czego wynika,
e jednostki waciwie nie istniej, a wic i nie maj adnych praw.
Prawda jest inna: rzeczywisto skada si nie tylko z rzeczy. S w wiecie obok
nich take rzeczywiste cechy i rzeczywiste stosunki. Ot jeli tak jest, mona
zrozumie, e spoeczestwo jest w tym przypadku czym wicej ni sum
wszystkich jednostek, bo zawiera te jednostki, a obok nich take realne relacje,
ktre je cz miedzy sob i ze wsplnym celem spoeczestwa.
Poniewa jednak oba wymienione tutaj zabobony a zwaszcza drugi,
prowadzcy prost drog do totalitaryzmu stay si w dziejach powodem ogromu
ludzkich cierpie i nieszcz, wida tutaj, jak dalece zabobony czysto filozoficzne

LXIX
na przykad owa faszywa ontologia, na ktrej w ostatecznej analizie opiera si
zabobon totalitarny mog by i s niebezpieczne.

SPRAWDZALNO
Cecha zda, od ktrej zaley ich sensowno. Zasada sprawdzalnoci brzmi:
zdanie ma sens wtedy i tylko wtedy, gdy istnieje metoda pozwalajca na jego
sprawdzenie. Tak np. zdanie Moje okno jest teraz zamknite ma sens, bo dana jest
razem z nim metoda sprawdzenie: mianowicie, jeli sprbuj wycign rk przez
okno, napotkam na opr. Tak rozumiana zasada sprawdzalnoci jest analityczna
i oczywista Mwic zdanie p ma sens, mamy wanie na myli, ze p jest
sprawdzalne.
Ale wokoo sprawdzalnoci naroso kilka zabobonw. Dzi bodaj ju niepopula-
rny, gosi, e sens zdania jest tym samym, co metoda jego sprawdzania e by to
zabobon wynika ju z tego, e aby zdanie mogo by sprawdzalne, musi ju mie
(uprzednio) jaki sens bekotu nikt sprawdzi nie potrafi.
Ale podczas gdy ten zabobon rycho upad, inny okaza si znacznie trwalszy
mianowicie wierzenie, e sprawdzalno potrzebna do sensownoci zdania musi by
sprawdzalnoci zmysow i midzyosobow. Zmysow musimy mc sprawdzi
zdanie, o ktre chodzi, wzrokiem, suchem, dotykiem itd.; midzyosobow
przynajmniej dwoje ludzi musi by w stanie sprawdzi dane zdanie. Ot tak pojta
sprawdzalno jest istotnie pod warunkiem, aby j rozumie z grubsza
skadnikiem metodologii nauk przyrodniczych, w ktrych dopuszczalne s tylko
zdania ustalone za pomoc obserwacji zmysowej (a wic i midzyosobowej) oraz
zdania uzasadnione z ich pomoc. Ale stosowanie tego postulatu poza dziedzin
nauk przyrodniczych jest zabobonem. Np. zdanie Zb mnie boli byoby wtedy
bezsensem, to jest nikt nie mgby go zrozumie podczas gdy rozumiemy je
wszyscy.
Nawet jednak w dziedzinie przyrodniczej zasada sprawdzalnoci ciasno pojta
natrafia na znaczne trudnoci jest wic raczej metodologicznym ideaem,
ni cile wicym postulatem. Stosowanie jej poza naukami przyrodniczymi jest
zabobonem.

SPRZECZNO
Sprzeczno zachodzi miedzy zdaniem a jego zaprzeczeniem na przykad
midzy deszcz pada i deszcz nie pada; wtrnie mwimy o sprzecznoci midzy
nazw a t sam nazw poprzedzon przez negacj, na przykad midzy biay
a niebiay. Niemiecki filozof Hegel, sabo orientujcy si w logice (do ktrej teoria
sprzecznoci naley) pomiesza sprzeczno z przeciwiestwem. To ostatnie zachodzi
nie midzy biay i niebiay, ale np. midzy biay i czarny. Hegel wierzy
zarazem w istnienie sprzecznoci w wiecie.
Jest to dziwaczny zabobon. Kto bowiem wygasza zdania sprzeczne, ten
bekocze, niczego nie mwi. Mona to wykaza w nastpujcy sposb. Zamy,
e kto si pyta: jakiego kolom jest ta krowa? Gdy ja mu mwi, e jest czerwona,
moja mowa ma sens, a to dlatego, e mwic ona jest czerwona, wybieram
z widma jedn barw i t barw orzekam o krowie. Ale kiedy heglista powiada,

LXX
e nasza krowa jest czerwona i rwnoczenie nieczerwona, nie dokonuje adnego
wyboru. Tak dlatego, e nieczerwona znaczy tyle co posiadajca wszystkie barwy
poza czerwon. Std czerwona i nieczerwona znacz cae widmo. Mwicy tak,
nie mwi nic nie dokonuje adnego wyboru. Jego mowa jest typowym bekotem,
bezsensem. Heglowski zabobon zosta przejty przez marksizm, ktrego zwolennicy
stale mieszaj np. przeciwiestwo dwch klas ze sprzecznoci rzekomo istniejc
midzy nimi i opowiadaj historyjki o sprzecznociach tkwicych w istocie rzeczy,
co jest bekotem.

MIER
Nic dziwnego, e mier, wydarzenie tak wane dla kadego czowieka, otoczone
jest ca chmur dziwnych zabobonw. Jedne z nich zostay zawleczone ze staroyt-
noci tak na przykad niejeden zabobon staroegipski inne natomiast s wy-
mysem cakiem nowoczesnych filozofw, a mianowicie egzystencjalistw, z ktrych
niektrzy zasuguj na miano filozofw mierci.
Aby zacz od tych ostatnich, wspomniani filozofowie zaczynaj zwykle
od odrnienia strachu od trwogi. Strach ma by, powiadaj, obaw przed czym,
na przykad przez zym psem natomiast trwoga jest obaw przed nicoci, zatem
przed niczym. Dokonawszy tego rozrnienia, oddaj si z luboci opisowi owej
trwogi: jak to grunt zdaje si usuwa zatrwoonemu spod ng, jak mdoci
go ogarniaj i tak dalej, i tak dalej. Ju to jest zabobonem, w dodatku z kilku
wzgldw. Najpierw dlatego, e trwoga jest zjawiskiem dobrze znanym psychiatrom,
a wic naukowcom wyspecjalizowanym w tej dziedzinie; filozofowie jako tacy
nie maj nic do powiedzenia o niej. Rzecz zreszt uderzajca, e jedyny lekarz
psychiatra midzy egzystencjalistami, Jaspers, nie pad ofiar tego zabobonu:
on wiedzia, e chodzi o zjawisko chorobowe, nie nalece do dziedziny filozofii.
Po drugie chodzi o zabobon dlatego, e jeli pominiemy stany chorobowe, obawa
przed mierci nie rni si zasadniczo od innego strachu. Po trzecie mamy
do czynienia z zabobonem dlatego, e kto mierci naprawd zajrza w oczy (jak
wikszo ludzi z pokolenia piszcego te sowa) ten wie, e w chwili, gdy ycie jest
zagroone, czowiek boi si przede wszystkim nie samej mierci, ale ran, cierpienia
itd.
Ale gwny zabobon szerzony przez filozofw mierci to przesadny nacisk
pooony na myl o mierci. Czowiek autentyczny, powiadaj, powinien y stale
z myl o mierci. Kto tak y nie potrafi, ten nie jest autentycznym czowiekiem,
yje w zakamaniu. e mamy do czynienia z zabobonem powinno by jasne, jako e
kto by chcia y wedug tych przykaza, doszedby do paraliu woli. Na prno
syszymy u tych samych filozofw przydugie kazania o koniecznoci bohaterskiego
czynu. Bo wedug ich nauki ycie jest yciem dla mierci, a mier odbiera yciu
i wszystkiemu co czynimy wszelki sens, tym bardziej, e ci sami filozofowie mierci
przecz rwnoczenie niemiertelnoci duszy. Owe nawoywania do czynu s miano-
wicie u nich najzupeniej goosowne. Dlaczeg miabym si wyta, pracowa,
walczy, skoro to wszystko i tak nie ma sensu? Tutaj wida, e chodzi o naprawd
grony zabobon, o rodzaj radykalnego sceptycyzmu praktycznego.
U jego podoa ley podwjny bd w analizie pojcia sensu ycia. Filozofowie
mierci twierdz, e ycie czowieka ma sens wtedy i tylko wtedy, gdy dy si
do czego, i e stanowi jeden jedyny acuch de, wzajemnie sobie podporzd-

LXXI
kowanych. A e ten acuch jest przerwany przez mier, nic nie ma sensu. Ot
oba zaoenia s faszywe: ycie nie jest jednym szeregiem de i celw, ale wizk
rnych acuszkw. I to samo ycie ma sens nie tylko, gdy czowiek do czego dy,
ale take gdy czego zaywa, np. soca albo zadowolenia z dokonanego czynu.
Tyle o zabobonach szerzonych przez niektrych egzystencjalistw. Obok nich
rozpowszechnione s nadal staroytne zabobony, niesione w wielkiej mierze przez
sztuk, a w niektrych okresach (jak pne redniowiecze) przez religi. Jednym
z tych, doprawdy, kompromitujcych wierze jest pojmowanie mierci na ksztat
kostuchy, jakiej straszliwej istoty, ktra na nas czyha Kady przytomny czowiek,
zapytany o to, powie oczywicie, e w istnienie takiej kostuchy nie wierzy, ale jego
zachowanie jest w przytaczajcej wikszoci przypadkw na tej wierze oparte. Ot
to jest zabobon: mier jest wydarzeniem, nie osob i spotka si ze mierci
nie mona, bo jak genialnie mwili staroytni epikurejczycy, kiedy jestemy, nie ma
mierci, a kiedy jest mier, nie ma nas.
(Druga cz wywodw o mierci, dotyczca pogrzebw, wywoaa w rkopisie
tak wielkie oburzenie zarwno pobonych jak i bezbonych Czytelnikw, e musiaa
zosta skrelona przez antocenzur).

WIATOPOGLD
Wyraenie wiatopogld, utworzone na wzr niemieckiego Weltanschauung,
jest mtne (jak wikszo niemieckich wyrae filozoficznych) i ma kilka znacze.
W jednym z nich, najbardziej zdaje si rozpowszechnionym, wiatopogld to tyle
co zesp zda wyjaniajcych cao dowiadczenia danego czowieka, i to nie tylko
dowiadczenia faktw, ale take wartoci. wiatopogld zawiera rwnoczenie
odpowied na podstawowe pytania, jakie czowiek moe sobie zada: egzystencjalne,
moralne i dotyczce wiata jako caoci. W tym znaczeniu mwimy np. o wiato-
pogldzie chrzecijaskim, wiatopogldzie Aztekw, hitlerowskim itp. Zarwno
religia jak ideologia zawieraj wiatopogld, ale obok niego take inne skadniki.
Podstawow cech kadego wiatopogldu jest jego podmiotowo, subiektywizm.
aden wiatopogld nie moe by udowodniony, ale jest zawsze przyjty aktem
wiary.
wiatopogldu dotyczy kilka zabobonw. Najwaniejszy spord nich to mnie-
manie, e istnieje jaki wiatopogld naukowy, ktry zosta naukowo
udowodniony. Ten zabobon by szeroko rozpowszechniony w czasach owiecenia,
a do dzi dnia panuje jeszcze w krajach zacofanych i opanowanych przez komunis-
tw.
Innym zabobonem, przeciwnym pierwszemu w tej dziedzinie, jest wierzenie,
e wszystko co czowiek wie, ma ten sam charakter co wiatopogld, e wic nic
nie da si obiektywnie uzasadni. Ten zabobon, cile zwizany ze sceptycyzmem,
jest dzi bodaj jeszcze bardziej rozpowszechniony ni poprzedni. Swoj popularno
zawdzicza powodzeniu sceptycyzmu.

LXXII
TAJEMNICA
W jzyku religijnym i pokrewnych nazywa si tajemnicami zdania dwojakiego
rodzaju: takie, ktrych nie potrafimy wytumaczy (zrozumie, dlaczego tak jest,
jak gosi tajemnica) i takie, ktre zawieraj sowa niezrozumiae. Podczas gdy
tajemnice pierwszego rodzaju nie nasuwaj trudnoci, z drugim rodzajem zwizany
jest rozpowszechniony zabobon. Ten zabobon polega na mniemaniu, e czowiek
przytomny moe bra na serio, a wic wierzy w zdanie, ktrego znaczenia w ogle
nie rozumie. Nic nie stoi, oczywicie, na przeszkodzie, by kto twierdzi np.
Ja wierz, e hokus pokus horpiakum, ale jeli naprawd w to wierzy, nie rozu-
miejc co w hokus znaczy, to mamy do czynienia z wiar godn papugi, nie czo-
wieka. Czowiek nie moe bra za prawd, uznawa ani wierzy w zdanie dla niego
cakiem niezrozumiae, bo takie zdanie jest bekotem.
Ten zabobon wystpuje w dziejach filozofii gwnie gdy chodzi o Boga, ktrego
wielu filozofw pojmowao jako niewypowiedzianego, tj. sdzio, e nazwa Bg
jest tajemnic, czyli bekotem. Tak nie tylko redniowieczni myliciele ydowscy,
ale w XX wieku np. Jaspers, ktry powiada, e o Bogu nie mona niczego powie-
dzie, a po tym pisze grube tomy o Nim. Mona co prawda co powiedzie o przed-
miocie, o ktrym niczego nie da si powiedzie, przypisujc mu t wanie
(semantyczn) waciwo, e jest niewypowiedziany. Tylko e nie bardzo wida,
dlaczego w przedmiot nie byby np. diabem i mona sobie zada pytanie, dlaczego
zwolennicy takiej tajemnicy prawi pod jego adresem filozoficzne komplimenty.
To wszystko jest zabobonem. Powodem jego rozpowszechnienia jest fakt, e o Bogu
(a take, by moe, o rnych innych przedmiotach) nie mona mwi w ten sam
sposb, w jaki si mwi o ciaach i duszach wystpujcych w wiecie. Ale jaki sens
trzeba, pod groz zabobonu, przywiza nawet do najbardziej tajemniczych nazw.

TEORIA A PRAKTYKA
Zgodnie z rozpowszechnionym mniemaniem, teoria, tj. czysta nauka, nie
majca zastosowania w praktyce, jest bezcelowa i powinna by zaniechan a nawet
zabroniona (A. Comte). Jest to barbarzyski zabobon, ktry przy tym grozi
sparaliowaniem przyszej praktyki. A mianowicie czowiek ma najrniejsze
potrzeby, midzy innymi take potrzeb wiedzy, ktr zaspokaja czysta nauka.
Kto chce j cakowicie podporzdkowa tak zwanej praktyce, przeczy w rzeczy
samej, by ludzie mieli inne potrzeby poza zwierzcymi, jak potrzeba jada,
mieszkania, odzienia itp., a to jest oczywistym faszem i zabobonem. Aby si o tym
przekona, wy starczy stwierdzi, ilu ludzi, czsto najprostszych, interesuje si ywo
astronomi, najzupeniej niepraktyczn nauk, albo histori itp.
Zaniechanie czystej teorii jest take bardzo niebezpieczne dla przyszej
praktyki, gdy historia myli ludzkiej wykazaa, e badania ongi najzupeniej
niepraktyczne odegray nieraz zbiegiem czasu rozstrzygajc rol w postpie wiedzy
praktycznej. Takimi byty czysto teoretyczne dociekania dawnych matematykw,
ktrych nauka staa si w czasach nowoytnych gwnym narzdziem nauk
przyrodniczych i opartej na nich nadzwyczaj praktycznej techniki. Tak bya logika,
prawdziwa zabawa intelektualistw w cigu dwudziestu piciu wiekw, ale z ktrej
w XX wieku wysza niespodziewanie cybernetyka, z informatyk wcznie, a wic

LXXIII
technika, ktra jest tak dalece praktyczn e przeobraa cakowicie nasze ycie.
Taki by wypadek bada nad budow materii, ongi najzupeniej teoretycznych,
a ktre daty nam energi nuklearn. Cho podporzdkowa kad nauk praktyce
jest nie tylko zabobonem poniajcym czowieka, ale take zabobonem nadzwyczaj
szkodliwym dla samej praktyki.
Pochodzenie tego zabobonu mona zrozumie, jeli myli si o okresach, w kt-
rych czowiekowi brak najwaniejszych dbr, jada, broni itp., a wic o czasach
pierwotnych i o wojnach. Wwczas teoria musi oczywicie ustpi praktyce.
Ale takie okresy na szczcie mijaj i wtedy podporzdkowanie teorii praktyce staje
si niebezpiecznym i niegodnym zabobonem.

TEORIA POZNANIA
W okresie upadku filozofii (XVIXIX w.) rozpowszechniony by zabobon zwany
teori poznania. To samo wyraenie oznacza co prawda take rozsdn dyscyplin,
ktrej przedmiotem jest analiza poznania ludzkiego, jego metod itp. (epistemologi
metodologia nauk itd.). Ale teoria poznania praktykowana w filozofii nowoytnej jest
zabobonem. Polega mianowicie na rozmylaniem nad pytaniem, czy czowiek moe
w ogle co pozna, czy istnieje wiat, wzgldnie jaki przedmiot poznania poza
myl ludzk itp. Takie pytania s rwnowane z pytaniem dotyczcym wszystkich
zda. Ot wiadomo z logiki, e o wszystkich zdaniach nie wolno niczego powiedzie
pod grob sprzecznoci. Tzw. zagadnienie teoriopoznawcze jest pseudoproblemem
a wikszo tego, co na jego temat napisano, prostym bekotem. Kto uwaa teori
poznania za nauk pada ofiar zabobonu.
Gwn przyczyn jego powstania by upadek filozofii nowoytnej. Filozofowie
zwtpili o swojej dyscyplinie i zaczli zamyka si w sobie, w pseudoproblemach
w rodzaju teorii poznania Z powstaniem nowej, naukowej filozofii nowoczesnej XX
wieku ten zabobon zosta wrd przodujcych filozofw przezwyciony.

TOLERANCJA
Tyle co znoszenie. Nazywamy tolerancyjnym czowieka, ktry toleruje, to jest
znosi innych, ich pogldy, ich sposb ycia itp. Tolerancja jest wyprbowanym
sposobem wspycia wionie tego samego spoeczestwa rnych grup ludzi,
rnicych si pod wzgldem wiatopogldu, wzgldnie zasadniczych tez politycz-
nych. W tej dziedzinie tolerancja jest poyteczn dyrektyw ustrojow. Ale z t
tolerancj zwizanych jest kilka zabobonw.
Jeden z nich polega na pojmowaniu tolerancji jako reguy bezwzgldnej,
od ktrej nie ma wyjtkw. Wtedy rozumie si przez tolerancj take znoszenie
kogo, kto obraa innych, ich uczucia itp. Skdind niektrzy pojmuj tolerancj
tak szeroko, e daj znoszenia nawet tych, ktrzy chc si obali tolerancyjny
ustrj. Mamy wtedy do czynienia z dwoma zabobonami: adna tolerancja nie upraw-
nia nikogo do obraania innych, a tolerancja, ktra toleruje swoich wasnych
wrogw, nie moe si osta. Std niektre konstytucje, np. konstytucja Republiki
Federalnej Niemiec, zawieraj przepis pozwalajcy rzdowi zabroni dziaalnoci
partii, ktrej zasady i praktyka s sprzeczne z tolerancyjnymi zasadami teje
konstytucji. Na tej podstawie, po otrzymaniu wyroku trybunau konstytucyjnego,
zabroniono w Niemczech zarwno partii neonazistowskiej jak i komunistycznej.

LXXIV
Inny, znacznie groniejszy zabobon, to przenoszenie tolerancji z dziedziny
wiatopogldu do nauki. Co prawda i w nauce pewna tolerancja jest w zasadzie
poyteczna, bo pozwala na rozwijanie nowych myli, ale ta tolerancja ma granice.
Wprawdzie nie w tym znaczeniu, by zabraniano ludziom broni pogldw oczywicie
faszywych, wzgldnie sprzecznych ze stanem nauki, ale w tym, e odmawia im si
subwencji itp. Oto przykad: gdyby kto chcia broni dzisiaj teorii Ptolemeusza
(wedug ktrej Soce obraca si wokoo Ziemi), nikt by mu tego w krajach
tolerancyjnych nie zabroni, ale wtpi naley, czy znalazby instytut astronomiczny,
gdzie pozwolono by mu wykada to gupstwo, a tym mniej fundusz naukowy, ktry
finansowaby jego badania. Powodem przenoszenia tolerancji ze wiatopogldu
do nauki jest zazwyczaj sceptycyzm.

TOTALITARYZM
Pogld, zgodnie z ktrym najlepszym ustrojem jest ustrj totalitarny, gdzie
wszystko bez wyjtku poddane jest kontroli pastwa. Totalitaryzm jest zapewne
zabobonem, jako e nie moe by cakowicie urzeczywistniony, a w kadym razie
powoduje wiele cierpie. Ale szczeglnie jasnym zabobonem jest utosamienie
z totalitaryzmem ustroju autorytatywnego, w ktrym nie ma demokracji ustrojowej.
Taki ustrj moe by totalitarny, jak w Zwizku Sowieckim albo nim nie by, jak
w staroytnym cesarstwie rzymskim To pomieszanie poj spowodowane jest przez
okoliczno historyczn, e dwa ostatnio najwaniejsze ustroje autorytatywne,
niemiecki i rosyjski, byy rwnoczenie totalitarne.

URZDNIK
Urzdnicy w cisym sowa znaczeniu, tj. czonkowie pastwowej biurokracji,
wykonujcej wadz (w przeciwiestwie do pracownikw upastwowionych
przedsibiorstw) s potn klas, zoon w wikszoci z pasoytw i wyzyski-
waczy. Nowsze badania wykazay, e w dziejach czsto s okresy, w ktrych
urzdnicy wyzyskuj w okrutny sposb twrczych pracownikw; tak byo w dawnym
Egipcie, tak jest dzisiaj w krajach komunistycznych. Ale i winnych liczba i potga
klasy urzdnikw stale ronie.
Aby ukry pasoytniczy charakter swojej klasy, urzdnicy szerz zabobony,
mwice o pastwie, wadzy, klasie itp., podczas gdy chodzi w rzeczywistoci
o nic innego ni o interesy ich klasy. Urzdnicy maj bowiem naturaln skonno
do mnoenia si jak krliki. Aby zapewni posady swoim kuzynom i przyjacioom,
steraj si, by ukazyway si coraz nowe ustawy i rozporzdzenia. Klasa urzdnikw
jest rodzajem raka spoecznego, ktry rozrasta si kosztem zdrowego organizmu i
jak rak zabije go, jeli si nie pooy tamy jego rozwojowi. Obalenie zabobonw
szerzonych przez urzdnikw jest warunkiem przynajmniej czciowego uwolnienia
spoeczestwa od wyzysku.
Oto przykad rozrastania si tego raka spoecznego. W Japonii ustawy i przep-
isy dotyczce lotnictwa mnoyy si stale i doprowadziy do tego, e obecnie urzd
lotniczy wymaga skadania planu lotu dwie godziny przed kadym lotem, nawet
przed prost wolt wok lotniska. Skutek jest teki, e nie mona si w Japonii
szkoli w lataniu; podstawowe wyksztacenie lotnicze otrzymuj piloci japoscy

LXXV
w Stanach Zjednoczonych. W ich wasnym kraju urzdnicy zabili mae lotnictwo
i moliwo podstawowego szkolenia.
Jedn z przyczyn szerzenia si zabobonw dotyczcych urzdnika jest
socjalizm, a mianowicie denie do usunicia prywatnych przedsibiorcw, ktrych
miejsce musz zaj urzdnicy. Katastrofalny skutek ich gospodarki jest powszech-
nie znany, ale motywy socjalistyczne s nieraz tek silne, e nie pozwalaj ludziom
dostrzec niebezpieczestwa grocego im ze strony zabobonw szerzonych przez
urzdnikw.
Komunizm, jako skrajna posta socjalizmu, jest jedn z najwikszych si
popierajcych te zabobony.

UTOPIA
Tytu fantazji w. Tomasza Morusa, znaczy tyle co bez miejsce, tj. ustrj
nigdzie nie istniejcy. Dzi oznacza fantastyczny, niemoliwy do urzeczywistnienia
ustrj polityczny i spoeczny. Utopia jest wic rodzajem mitu odnoszcego si
do ustroju. Zwizany z tym zabobon twierdzi, e utopia, cho wiadomo, e jest
faszywym, niemoliwym ideaem, jest mimo to poyteczna, bo zapadnia myl
ludzk i pobudza do czynu. Ot, aczkolwiek by moe tak jest, jedna rzecz jest
pewna: e w dziejach utopie odgryway prawie zawsze zowrog rol, stajc si
przyczyn masowych mordw, zniewalania ludzi i innych nieszcz. W XX wieku
tak rol odegray dwie utopie: hitlerowska i komunistyczna. Kada z nich
kosztowaa miliony y ludzkich. Wiara w poyteczno utopii jest wic nadzwyczaj
niebezpiecznym zabobonem.

WARTO
To, dziki czemu dany przedmiot jest wartociowy, nazywa si wartoci;
wtrnie bywaj tak nazywane, mniej cile, wartociowe przedmioty. Z wartoci
zwizanych jest kilka zabobonw. 1. Jeden z nich miesza wartoci z warto-
ciowaniem. Jest to zupene nieporozumienie, podobne do tego, ktre popeniby
czowiek twierdzcy, e liczba jest tym samym co liczenie. Ten zabobon jest
wynikiem psychologizmu, niezdolnoci do zrozumienia nierealnych przedmiotw.
W rzeczywistoci kade wartociowanie przypisuje przedmiotowi pewn warto tak,
e warto jest jego przedmiotem, podobnie jak rzecz widziana jest przedmiotem
widzenia.
2. Inny zabobon polega na mniemaniu, e wartoci zmieniaj si w cigu
dziejw: to co byo wartoci wczoraj, nieraz nie jest ju wartoci dzisiaj i odwrot-
nie. Prawd jest, e wartociowania ludzkie zmieniaj si wielce w czasie i e liczne
wartoci uznawane, powiedzmy, przez staroytnych Grekw, nie s uznawane przez
wspczesnych Polakw. Ale to samo jest prawd np. odnonie pogldw
geograficznych, a nawet matematycznych. Staroytni Egipcjanie uywali w cigu
trzydziestu wiekw faszywego wzoru na powierzchni trjkta. Z tego nie wynika
bynajmniej, by zasady dotyczcego nowego trjkta zmieniay si w czasie, ale tylko
e ludzka wiedza o nich si zmienia. Podobnie jest i z wartociami: jedne spord
nich s lepiej poznane w jednym okresie, inne w innym. Same wartoci s rwnie
niezmienne jak liczby i tym podobne.

LXXVI
3. Trzeci zabobon gosi zupen wzgldno wartociowa. Powiada si, e co
jest wartoci dla jednego czowieka, nie jest ni dla innego. Najbardziej
rozpowszechniona posta tego zabobonu czyni wartociowania bezwzgldnie
zalenymi od krgu kulturowego, spoeczestwa, klasy itp. Prawd jest natomiast,
e nasze poznanie wartoci jest zawsze jednostronne i std zalene od tego, czym
jestemy, m.in. od potrzeb spoecznych. Ale prawd jest take, e ludzie maj pewne
potrzeby wszystkim wsplne i std podstawowe wartociowania s w zasadzie
niezmienne.
Przyczyn szerzenia si tych zabobonw jest sceptycyzm i przesadny nacisk
pooony na spoeczestwo.

WIARA
Nasza wiara oznacza dwie rne rzeczy: 1. przedmiotowo, to w co si wierzy,
2. podmiotowo, sam akt wierzenia, przyjmowania za prawd, i postaw czowieka
wierzcego. W drugim znaczeniu wiara jest aktem, przez ktry wierzcy uznaje
za prawdziwe jakie zdanie dlatego, e chce je uzna, a wic pod naciskiem woli.
Istnieje par zabobonw dotyczcych wiary. Jeden z nich przeczy, by w wierze
wystpowao jakiekolwiek twierdzenie, zdanie i sprowadza wiar? do uczucia. Jest to
oczywisty zabobon, mieszajcy powd, dlaczego si wierzy, z tym, w co si wierzy.
Nie mona na serio wierzy, jeli si nie wierzy w co. Powiedzenie Wierz, ale nie
ma niczego, w co wierz jest bekotem, nonsensem. W kadym wierzeniu istnieje
pewna tre, a t treci jest jakie zdanie uwaane za prawdziwe. Tak np. kiedy
wierz, e Izydor spaci swoje dugi, uwaam za prawdziwe zdanie Izydor spaci
swoje dugi.
Inny zabobon gosi, e wiara jest aktem nierozumnym, w tym znaczeniu,
e wierzcy nie ma adnej racji, adnego rozumnego uzasadnienia dla swojej wiary.
I to mniemanie jest zabobonem, bo czowiek umysowo zdrowy nie moe uzna
za prawdziwe, tj. uwierzy w zdanie bez jakiej racji, jakiego uzasadnienia. Jeli
chodzi o akt wiary, przez ktry przyjmuje si wiatopogld, wydaje si, e owo
uzasadnienie ma posta hipotezy wyjaniajcej cao danego dowiadczenia
czowieka, i to nie tylko dowiadczenia faktw, ale take wartoci moralnych,
estetycznych itd. Zanim si kto nawrci np. na buddyzm, tworzy sobie hipotezy
mniej wicej tej treci: gdybym przyj (uwierzy w) buddyzm, moje ycie nabraoby
sensu, tj. moje dowiadczenie zostaoby w pewien sposb uporzdkowane. Taka
hipoteza nie jest dowodem prawdziwoci wiary, akt wiary dodaje do niej skok
o tyle, e nadaje jej treci pewno. Ale owa hipoteza jest racj, ktra chocia
czciowo uzasadnia akt wiary. Wiara nie jest wic koniecznie skokiem w ciem-
no ani aktem bez rozumnym.
Wreszcie inny jeszcze zabobon kae wierzcemu stale wtpi w to, w co wierzy.
W rzeczywistoci kto wierzy na serio, tan ma pewno tego, w co wierzy.

LXXVII
WOLNO
Odrnia si zwykle wolno fizyczn (ktrej nie ma wizie), psychiczn (ktrej
pozbawiony jest chory umysowo) i polityczn (przeciwiestwo niewolnictwa).
Wolnoci dotycz rozmaite zabobony.
1. Jeli chodzi o wolno psychiczn, tzw. wolno woli albo woln wol, gwny
zabobon to determinizm, mniemanie, e takiej wolnoci nie m e czowiek
posiadajcy wszystkie warunki do decyzji, nie moe sam decydowa, ale jest
zmuszony przez przyczyny fizyczne wzgldnie psychiczne do takiego czy innego
wyboru. Ot wolna wola jest oczywistym faktem, ktrego kady z nas jest
bezporednio wiadomy. Zadaniem filozofa jest nie przeczy takim faktom,
ale stara si je wytumaczy. Std ci, co przecz istnieniu wolnej woli sami s ofia-
rami zabobonu.
Gwn przyczyn tego zabobonu jest przeniesienie do psychiki ludzkiej zasady
metodologicznej, ktra niegdy obowizywaa w fizyce, a mianowicie tzw. zasady
determinizmu. Wedug niej kade zjawisko i wydarzenie ma determinujc je
przyczyn, tj. tak, e skoro przyczyna istnieje, to zjawisko pojawia si z koniecz-
noci. Ale ta zasada zostaa zarzucona w fizyce a nawet gdyby nie zostaa
zarzucon przenoszenie jej do dziedziny psychiki jest bezpodstawne.
2. Innym, przeciwnym pierwszemu zabobonowi jest mniemanie, e istnieje
wolno bezwzgldna, w szczeglnoci wolno od praw logiki i od faktw. Ideaem
tak pojtej wolnoci jest czowiek, ktry nie dba ani o to, co jest, ani o zasady
logiczne. Jest to dziwaczny zabobon, wynikajcy z pomieszania wolnoci psychicznej
z polityczn i z wyobraania sobie przyrody oraz logiki na wzr jakich tyranw,
ograniczajcych wolno ludzk. W rzeczywistoci wolno bezwzgldna nie istnieje,
czowiek jest zawsze w wysokim stopniu ograniczony przez pooenie w ktrym si
znajduje. A jeli prbuje postpowa wbrew prawom logiki, to nikt mu oczywicie
nie moe tego zakaza, ale wynikiem takiej wolnoci bdzie bekot.
3. Podobny zabobon istnieje take odnonie wolnoci politycznej. Polega on na
mniemaniu, e bezwzgldna wolno polityczna jest podana. W rzeczywistoci
taka wolno nie jest moliw gdy kade ycie w spoeczestwie wyznacza granice
wolnoci. Mwi si wic, e wolno (polityczna) musi by ograniczona przez
wolno innych. danie bezwzgldnej wolnoci politycznej jest rwnoznaczne
z mniemaniem, e anarchia jest moliwym i godnym podania ustrojem spoecz-
nym ale takie mniemanie jest zabobonem.
4. W szczeglnoci mniema si nieraz, e prawdziwa wolno polega na
niezalenoci od zasad moralnych. Jest to take zabobon, bo zasady moralne nie s
autorytetem innego czowieka, ale zespoem norm, przyjtych przez dan jednostk
wiadomie, dlatego e widzi ich suszno. Idea rzekomej wolnoci od zasad
moralnych jest wic zabobonem. Ten zabobon wystpuje szczeglnie czsto,
gdy chodzi o nauk i sztuk. Twierdzi si, e naukowiec i podobnie artysta powinni
powodowa si wycznie swoimi celami a wic naukowiec postpem wiedzy,
a artysta wyraeniem swoich ideaw, bez wzgldu na jakiekolwiek zasady moralne.
Ze stanowiska tego zabobonu lekarze niemieccy przeprowadzajcy dowiadczenia na
winiach obozw koncentracyjnych mieli do tego pene prawo, jako e nauka

LXXVIII
powinna by wolna od przepisw moralnych. Zabobonno i szkodliwo tak pojtej
wolnoci jest oczywista.

ZABOBON
Patrz przedmowa Mona odrni dwa rodzaje zabobonw, wzgldne i bez-
wzgldne. Zabobonem wzgldnym jest wierzenie sprzeczne z wyznawanym przez nas
wiatopogldem. Tak np. religia greckorzymska bya zabobonem dla chrzecijan,
a chrzecijastwo zabobonem dla ludzi owiecenia. Zabobonem bezwzgldnym
natomiast jest twierdzenie oczywicie nieprawdziwe, to jest bd bezsensowne, bd
sprzeczne z faktami, prawami logiki, wzgldnie z przyjtymi zasadami
wnioskowania. Niniejszy sownik zawiera wybr takich wanie bezwzgldnych
zabobonw. Na przykad dialektyka jest zabobonem bezwzgldnym, bo jest sprzecz-
na z oczywistymi taktami.
Istnieje zabobon dotyczcy samego zabobonu. Polega on mianowicie na pomie-
szaniu obu rodzajw zabobonw i uwaaniu za zabobon bezwzgldny wierzenia,
ktre jest tylko zabobonem wzgldnym. Jaskrawym przykadem takiego zabobonu
byo wierzenie przedstawicieli owiecenia, e religie s zabobonami. Religie s
istotnie sprzeczne ze wiatopogldem owiecenia i jako takie s z jego stanowiska
zabobonami, ale zabobonami wzgldnymi. Nie s natomiast zabobonami
bezwzgldnymi, bo nie s sprzeczne ani z faktami stwierdzonymi przez nauk
(autentyczna religia nie dotyczy faktw naukowo sprawdzalnych), ani z prawami
logiki. Gdy wic ci przedstawiciele owiecenia twierdzili, e religie s zabobonami
bezwzgldnymi, padali ofiar zabobonu o zabobonie.

ZO
Podobnie jak dobro, zo jest wartoci, nauka nie moe wic orzeka, czy co
jest, czy nie jest zem. Moe najwyej opisywa zo i docieka, kto co za zo uwaa.
Ale z tego, e nauka nie moe niczego o le powiedzie, nie wynika bynajmniej,
by zo nie istniao. Przeczy temu jest zabobonem, jako e istnienie za jest
oczywiste. Inny zabobon dotyczcy z polega na wierzeniu, e kade zo jest
wzgldne, jest zem dla jednego czowieka, ale nie dla innego tak, e nie ma
niczego, co byoby zem dla wszystkich ludzi. I to mniemanie jest zabobonem, a to
dlatego, e gatunek ludzki ma pewne podstawowe potrzeby i dziaanie sprzeczne
z nimi jest zem bezwzgldnym kadej jednostki ludzkiej. Tak np. mordowanie
maych dzieci jest zem bezwzgldnym, bo jest sprzeczne z potrzeb zachowania
gatunku ludzkiego.
Przyczyn zabobonw dotyczcych za jest z jednej strony pozytywizm,
mniemanie, e czego nauka nie moe zbada, to nie istnieje a z drugiej
sceptycyzm, wzgldnie relatywizm wartoci. Tego rodzaju zabobony szerz si
zwykle w okresach, gdy dane spoeczestwo si rozkada.

LXXIX
ZWIERZTA
(dowiadczenia na zwierztach)
Jeli kto ma wyczucie moralne, e dowiadczenia na zwierztach s czym
zym, trudno z nim polemizowa. Ale przeciwnicy tych dowiadcze wysuwaj
czasem na poparcie swojego wierzenia zabobonne argumenty. Twierdz mianowicie
nieraz, e zwierzta s naszymi brami, przecz wic zasadniczej rnicy midzy
czowiekiem a zwierzciem, w duchu naturalistycznym. Ale rwnoczenie odrzucaj
podstawowe prawo przyrody, rzdzce wiatem zwierzcym, wedug ktrego jeden
gatunek zwierzcy suy potrzebom innego owady myszom, myszy sowom itd.
Takie zaprzeczenie podstawowemu prawu przyrody jest skrajnym humanizmem,
tzn. antynaturalizmem. Mamy do czynienia z oczywist sprzecznoci i zabobonem.
Prawdy s w tej dziedzinie dwie. Z jednej strony jest rzecz pewn, zdaniem
wszystkich znawcw, e niektre dowiadczenia s nieodzowne w medycynie
i w produkcji lekw. Z drugiej strony powinnimy unika okruciestw wobec
zwierzt, nie ze wzgldu na same zwierzta, ale dlatego, e okruciestwo wobec nich
paczy ludzki charakter i prowadzi do okruciestwa wobec ludzi.
Jednym z powodw szerzenia si tego zabobonu jest sentymentalizm bierze
si to, co razi nasze poczucie estetyczne za moralnie ze.

LXXX