You are on page 1of 318

Lewis R.

Walton

Z pamiętnika
Lucyfera

Spis treści

Wstęp ....................................................................................................................... 5
Prolog: Requiem dla Anioła ....................................................................................... 7
Rozdział 1 Na początku ......................................................................................... 9
Rozdział 2 Wojna wśród gwiazd .......................................................................... 21
Rozdział 3 Wygnanie ........................................................................................... 28
Rozdział 4 Miejsce zwane Edenem ...................................................................... 36
Rozdział 5 Zwycięstwo nad wrogim brzegiem ..................................................... 46
Rozdział 6 Wojna rozszerza się ............................................................................ 52
Rozdział 7 Nieoczekiwana burza .......................................................................... 63
Rozdział 8 Jeden świat, jeden Mistrz ................................................................... 77
Rozdział 9 Dolina ognia ....................................................................................... 85
Rozdział 10 Plan egipski ........................................................................................ 93
Rozdział 11 Uciekajcie! ....................................................................................... 102
Rozdział 12 Wojna pustynna ............................................................................... 107
Rozdział 13 Poselstwo z kosmosu ........................................................................ 114
Rozdział 14 Namiot tajemnicy ............................................................................ 120
Rozdział 15 Niebezpieczeństwo w Ziemi Obiecanej ............................................ 128
Rozdział 16 Babilon ............................................................................................. 142
Rozdział 17 Tajemniczy sen ................................................................................. 155
Rozdział 18 Gwiazda nad Izraelem ...................................................................... 171
Rozdział 19 Gość z kosmosu ............................................................................... 183
Rozdział 20 Sąd o północy ................................................................................... 201
Rozdział 21 Dzień krzyża .................................................................................... 212
Rozdział 22 Zmartwychwstanie! ......................................................................... 221
Rozdział 23 Kontratak ......................................................................................... 226
Rozdział 24 Objawienie ....................................................................................... 245
Rozdział 25 Konspiracja Zedronna ...................................................................... 263
Rozdział 26 Wiatry zmiany .................................................................................. 271
Rozdział 27 Ameryka .......................................................................................... 279
Rozdział 28 Dzień sądu ....................................................................................... 292
Rozdział 29 Wydłużające się cienie ..................................................................... 299
Rozdział 30 Apokalipsa ........................................................................................ 311
Epilog ................................................................................................................... 317

Wstęp
Dzisiaj w Oxfordzie jest deszczowa pogoda; z okna mojego pokoju, na trze-
cim piętrze, przyglądam się angielskim przyjaciołom, wędrującym po chodni-
ku. Nie zważając na pogodę, śmiało zmierzają – wzdłuż ulicy High Street –
w kierunku pobliskiego targu mięsnego, gdzie nadal znaleźć można gulasz zaję-
czy oraz rogaciznę.
Niedaleko stąd dzwony kościoła Chrystusa wybijają swą odwieczną melodię
– brzmienie, którego nie tworzą żadne diody, czy chipsy komputerowe, ale
studenci kolegium, którzy pociągają za liny. Ich dźwięk zaś rozlega się po mie-
ście, jak coś, co zostało utkane przez aniołów.
Aniołowie. Śmieszne, że chce mi się o nich myśleć... Ale w końcu, dlaczego
nie? Znacznie częściej niż zdajemy sobie z tego sprawę, mamy odczucie, że nie
jesteśmy sami – że tuż poza granicą ludzkiego wzroku i słuchu znajdują się istoty,
goście z kosmosu, których obecność dotyka naszego życia. Jakby niewyjaśnio-
ny impuls powoduje, że nagle zatrzymujesz się, niby naciskając na hamulec,
zanim wejdziesz pod koła nadjeżdżającej ciężarówki, której przedtem nie zauwa-
żyłeś. Albo wypadek samolotu, na który się spóźniłeś, a o którym czytałeś póź-
niej. A czasami poczucie zła... jakby tam, gdzie nasze zmysły nie mogą wędro-
wać, było coś, co czeka na nasze dusze...
To właśnie ta druga myśl odciąga mnie od okna w kierunku biurka. Jest bo-
wiem historia, którą powinienem opowiedzieć – historia anioła, jakby epicznego
bohatera, o wojnie kosmicznej i o kosmicznym ratunku; o najpotężniejszym ze
wszystkich aniołów i o tym, co wydarzyło się, gdy stanął on w obliczu tajemni-
czego równania. Historia, która zaczyna się w kosmosie, w miejscu zwanym
Królestwem Światła, a kończy się na ruinach San Francisco. A pomiędzy tym...
no, do tego dojdziemy w odpowiedniej chwili.
Biorę czystą kartkę papieru i zaczynam. W tym starym angielskim mieście,
gdzie przeszłość czepia się twoich rękawów, gdy przemieszczasz się wzdłuż ulic
– ja, jako gość z Ameryki, zajęty studiami post-doktoranckimi na temat spraw
Wspólnoty Europejskiej, rozpoczynam moją przygodę – nie z diodami i chipsami
komputerowymi, ale z piórem i atramentem.
Mam nadzieję, że spodoba ci się rezultat.

Lewis R. Walton
Oxford University
Oxford, England

Może znajdziemy choć garstkę żyjących ludzi. co widzę! Przecież zaledwie trzy tygodnie temu to miejsce było pełne życia: kolorowych żagli. jak gdyby wymyte pierwszymi tegorocznymi burzami. co widzisz tutaj. bowiem stoi przede mną narastająca kolejka po- słańców. a później jeszcze w Sydney i w Nairobi. Prolog: Requiem dla Anioła W końcu płomienie przygasły i mogę dostrzec co się stało. San Francisco nie żyje. Aż do wczoraj kraj spowity był dymem. Moja ponura zaduma wkrót- ce jednak zastaje przerwana. co najgorsze. Aż trudno uwierzyć mi w to. Jeśli jeszcze istnieje jakieś życie – znajdą je. pomarańczowy most już nie istnieje. co mogę usłyszeć. aby złożyć sprawozdanie z tego. czekających. a silny odpływ ściąga pływający wrak w kierunku Golden Gate. bez powodzenia. Żadnego śladu życia? Odpowiedź jest identyczna: – Mistrzu. czy z Tokio nie różnią się wcale. mechanicznie kiwam ręką w kierunku pierwszego. Nie jestem chętny do ustępstw. Ze złamane- go szczytu Twin Peaks patrzę na wyrazistą niebieską linię zatoki San Francisco. – Na terenie rolniczego stanu Montana – mówię – byli pewni ludzie. . jak i tych uskrzydlonych pojazdów. którzy są w Bombaju i w Limie. ale przeczuwając to. który przetrwał ze względu na swój piramidalny kształt – i rozmyślam nad tym. gdzie białe nakrętki tańczą w narastającym popołudniowym wietrze. A teraz nie ma już po tym śladu. że to. co widzę. Moi zwiadowcy spraw- dzają sytuację w Liverpoolu. zbieram gru- pę moich najlepszych zwiadowców. Idźcie tam sprawdzić. Roz- poznać potrafię tylko jeden budynek – wysoki biurowiec. wydarzyło się wszędzie. starając się uprzytomnić sobie. które przewoziły ludzi po niebie. pozostały jedynie jego wieże. Gromadzili zapasy i sprzęt. którzy mogli przetrwać. a niektórzy nawet budowali bunkry ze stali i beto- nu. to samo stało się w Denver. Z mojego skalistego wierzchołka nie dostrzegam niczego poza gruzami. syczącego ruchu na jezdniach. jak bardzo zostałem pobity. To nie do wiary! Wieści z Moskwy. Dzisiaj jednak niebo znowu stało się przejrzyste. Faktycznie nie potrafiłem nawet zlo- kalizować centrum miasta. Zdaje się. bo oczekiwali tego wszystkiego i byli na to przygotowani. – Mistrzu. Słynny. a z każdej z nich kołtuny splątanych metalowych kabli delikatnie huśtają się w popołudniowym wietrze. Z wielkim lękiem przed tym. co stało się na innych miejscach. podobnie także ci.

Tak więc tyle pozostało z mojego imperium! Jestem Lucyferem. Jak to się stało – załamane marzenia. dowódcą Legionów Ko- smosu i przez niemal 98 eonów czasu stałem przed samym Starodawnym. Dla nas piekło już się rozpoczęło. Miejsce to nazywa się Ziemia. w miejscu zwanym Kró- lestwem Światła. które teraz stały się jakby nocną marą? Stawiałem sobie to pytanie miliardy razy i nadal nie potrafię tego wyjaśnić. czego nadal nie potrafię zrozumieć.8 Pamiętnik Lucyfera Ale powrót tej grupy zwiadowców całkowicie odsuwa moją nadzieję prze- trwania życia człowieka. i jest to moje ostatnie terytorium. Kiedyś żyłem daleko stąd. Nasi ludzcy sprzy- mierzeńcy przeminęli i pozostaliśmy sami – jako armia międzygwiezdnych wo- jowników. ustępując z pola walki. . ale nigdy nie poddawaliśmy się. na skraju kosmicz- nego morza. Próbowałem przejąć Jego tron! I wtedy właśnie rozpoczę- ła się wojna. zacząłem pisać dziennik. – Nie ma niczego. który od tamtego cza- su pisałem stale. Dzisiaj chcę go otworzyć. jak się wydaje. gdzie znajdujemy się teraz – na małym przyczółku. zostaliśmy w końcu pokonani. Ludzkość przeminęła. bowiem to dziwne i małe ciało niebie- skie stało się moją jedyną nadzieją. Byłem najpotężniejszym z aniołów. aby – być może – znaleźć odpowiedź. aby utrzymać ją dla siebie. Może jednak jest jakieś miejsce. Wojna rozszerzyła się na cały wszechświat – najwyraźniej aż po czwarty kwadrat Zewnętrznego Kręgu. czekających na swoje przeznaczenie. Ta pustka jest nie do zniesie- nia. Wyzwałem Go. gdzie mogę zacząć poszukiwania? Zanim rozpoczęła się wojna. Czas poczytać Pamiętnik Lucyfera. To koniec. Należę do istot. Jedna trzecia Jego sił przyłączyła się do mnie i walczyliśmy okrutnie i bestial- sko. coś głęboko w mojej du- szy. Tutaj postawiliśmy wówczas ostatnie kroki i tutaj. – Nigdzie nie ma niczego. Ale gdzieś w środku 97 eonu coś się zmieniło. W pewnej chwi- li historii ludzkości zacząłem panować nad Ziemią i od tego czasu desperacko walczyłem. wła- śnie jako dowódca gwardii u Jego wznoszącego się wysoko niebiesko-złotego tronu. Mistrzu – informuje dowódca eskadry. chcąc zapanować nad całym wszechświatem. A teraz jest wojna. zwanych aniołami i roszczę sobie prawo do tego świata. Ale nie zawsze tak było.

ale każde jego wykonanie jest lepsze od poprzedniego. Często prosi On o muzykę i wtedy wzywam Zgromadzenie do zaśpiewania hymnu. On jest ucieleśnieniem miłości. zaś innym ra- zem gotuje się kolorami. Nigdy nie męczy mnie słu- chanie tego hymnu i – jak sądzę – nigdy nie zmęczy. zamieniając plac zgromadzeń w połyskujący żar. jest tylko jedno nadrzęd- ne uczucie. jak oddzielenie od Niego. I w tym właśnie cała tajemnica. Nie potrafię wyobrazić sobie gorszego losu. On jest jeden. które nazywamy Kamieniami Ognistymi – ol- brzymi teren spotkań. Poprzez ten kryształowy ocean przepływa rzeka światła.2 Dziwne to. a niezwykłe kryształowe sklepie- nie. a równocześnie powiedziano mi. Gdy wypowiada się Jego imię. Czasami światło to pod naszymi stopami jest czysto białe.” Słucham go już od nieomal stu eonów. który siedzi na tronie światłości. która pochodzi gdzieś z naszego wnętrza. Bliżej niż o sto kroków. że On istnieje od zawsze. znajdujące się nad nami.. eon 97. ale nadal Go nie rozumiem. drży w wyniku energii. emanująca energią. wiek 4456. wszystkich nas pociąga do Niego moc. ale prawdziwe: jestem przy Nim od wieków. falująca jak ogień. Jak może coś powstać z niczego? Jak może Ktoś istnieć. Eon 97. któ- rzy tu jesteśmy mamy swój początek – czas. które przybywają i odchodzą na kosmiczne wyprawy. wybrukowany diamentami. wtedy Latający zakrywają swoje twarze w pełni czci. od czasów przed stworzeniem Wewnętrznego Kręgu. sięgający nieomal horyzon- tu i wypełniony lśniącymi istotami. Nosicielem światła i stoję w obecności Starodawnego.Rozdział 1 Na początku Królestwo Światła. w którym powołał nas do istnie- nia. To tutaj spędzam większość czasu i tutaj też gromadzą się Jego legiony. wiek 4460. nie mając początku? Jest jednak jeszcze inna tajemnica.. Wszyscy. którego słowa nigdy mnie nie przestaną poruszać: „Temu. Wszystkie znajdują się pod moim dowództwem.4 Jestem Lucyferem. czekając na zadania. Pod tronem widnieje miejsce. a przecież są to trzy osoby – i jak daleko tylko potrafię sięgnąć pamięcią wstecz – ich osobowości są od- . Na tym miejscu światłości i ruchu. znajduje się Jego tron – wieża promieniująca błękitem i złotem. pieśni i tajemnicy.

Często słyszałem. Jest więc sam Starodawny. jakiego nigdy wcześniej tam nie widzieliśmy. przejął zarządzanie. który przebywa na tronie. bowiem określenie „Narodzony” sugeruje. Gdy więc byłem tutaj nie- obecny. Wyprawa Wysokiej Komendy wymagała mojej obecności na formacji Paralese 3. wielu mówiło. to dlaczego jest On czczony bardziej niż ja? Czyżby Starodawny nie mówił nam całej prawdy? Nie! Nigdy więcej nie mogę pozwolić. gorącym świa- tłem – kolorem. Nie da się Go dojrzeć. Myślę. Jak powiedział potem Aldebaran. która rozświeca kamienie brukowe pod naszymi stopami? Nie. a to zbija całkowicie z tropu moje rozumo- wanie..0 Właśnie stało się coś naprawdę dziwnego. jak odnosi się to do mojego statusu? To przecież ja jestem pierwszy wśród wszystkich stworzeń. Eon 97. albo powołałem do życia ciepłe istoty? Skąd. że Narodzony jest po prostu tajemnicą. Jednak powiedziano nam. Jest także ten. by taka myśl przyszła mi do głowy! Kwestionować Jego prawdziwość? On jest prawdą. Jeśli tak. Wszystko wśród całego stworzenia głosi. Będę u tronu czynił to. którego nigdy nie rozumiałem – fragment na temat Stworzyciela oddającego się światu. że On „daje” siebie? Niby dlaczego musi tego dokonać? W każdym razie w tym momencie tron emanował energią pulsującą . że zgromadzenie z trudnością nawet mogło śpiewać. bez którego ten cały złożony wszechświat z jego systemami kręgów i zgodności orbit. Aldebaran. lepiej przyjąć. ale moż- na Go poczuć. której nigdy nie będę w stanie zrozumieć. Gdy zwołał Zgro- madzenie i poprowadził hymn.10 Pamiętnik Lucyfera dzielne. tron nagle zajaśniał czerwonym. W takim razie. sklepienie wypełniło się tak wysokim poziomem energii. Właśnie w drugiej zwrotce jest fragment. że jestem najpiękniejszym aniołem w kosmosie. jak Sta- rodawny nazywa Go „Narodzony”. mój drugi zastępca. jak i lęk. Wszystko to stało się podczas drugiej zwrotki. może wypływać rzeka energii. Czy rozświeciłem miliard słońc. wiek 4461. Trzecia jednak Istota intryguje mnie najbardziej. A jeśli naprawdę jest On jednym z Trzech. A co to oznacza. Jego prawo utrzymuje po- rządek. Jestem zadowolony. że to On sam mógł być źró- dłem energii do stwarzania. Któremu światu? Są ich przecież miliardy. którego nazywają Ruach i na imię Mu Wiatr. jeśli nie od Niego. Poza tym. Nasze życie znalazłoby się w niebezpieczeństwie. jeśli jest większy ode mnie – to niech już tak zostanie. Wzbudza w nas zarówno podziw. że On nie ma początku. a Jego moc jest przygniatająca. że On także został stworzo- ny. które sugeruje stworzenie. że On ma rację. co najlepsze. upadłby. A tu- taj ta trzecia Osoba na tronie nosi imię. dlacze- go nosi takie imię? I spróbujcie tylko pomyśleć o tym..

że Ruach jest źródłem! . kiedy miało to miejsce. jak polecił Narodzony. Dziwne. jeden z moich starszych zastęp- ców. aż po Drugi Krąg. rozkazując. Nie słyszał za dużo szczegółów. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. ze względu na tę cudowną moc. doszedłem do wniosku. jako połyskujące słońce. Oczywiście. które objęło przestrzeń o wielkości ponad osiemdziesięciu milionów lat świetlnych! Muszę przyznać. nad czym warto się zastanowić. Wydaje się. że planują stworzenie jeszcze jednego systemu galaktycznego.1 Gdy ponownie znalazłem się na swoim stanowisku w Królestwie Światła. Wkrótce przestrzeń wypełniła się światłem i ową materią – dokładnie tak. Tak bardzo dziwne. I sądzę. Jak niosą wieści. Po rozważaniu tego przez wiele wieków. ale wystarczająco wiele. która rozprzestrzeniła się po całym Mieście. że mocno wpły- nęła na grawitację całego kwadratu. że coś się ma wydarzyć. nikt z nas nie rozumie z tego wiele. że źródłem tej wszelkiej nowej materii jest energia uwolniona przez Ruach. jakiej zażąda Narodzony. doprowadzając nawet do zniekształcenia koordynacji czasu. aby pojawiło się życie i materia. Patrzył więc na to wszystko z pewnej odległości i. jaką posiadają Ci Trzej. tylko dziewięć wieków później) dowiedzieliśmy się o stworzeniu Archonu 24. Trzej mieli pry- watną naradę. Andrade. w przestrzeń. że stwarzanie wywołuje we mnie swego rodzaju obsesję. aż po bramy i dalej. ale jest jedno. że gwiazdy też przemieniają pewną małą ilość materii w wielkie ilo- ści energii. czego jestem niemal pewien: wierzę.Rozdział 1  Na początku 11 na zewnątrz w kierunku Kamieni Ognistych. Podczas swej służby u tronu Aldebaran podsłuchał rozmowę. że nikt nie ro- zumie owego incydentu z hymnem. dowódca echelonu. jak powiedział. gdy byłem nieobecny? Eon 97. Ci Trzej mają zamiar rozpocząć kolejny akt stworze- nia. co tylko możliwe. z której wyni- kało. Co się właściwie dzieje? I dlaczego wszystko to miało miejsce wtedy. aby zrozumieć. była to jedna z najbardziej niesamowitych rzeczy. – Było to tak – powiedział później Aldebaran – jakby Wszechmogący obejmo- wał swoimi ramionami cały kosmos. utkaną w taką for- mę. Jakież to było przeżycie! Nowa formacja była tak ogromna. Dobrze pamiętam ostatni przypadek. Jest jednak jeszcze coś. a w tej samej chwili Ruach uwolnił absolutnie monstrualne poziomy energii. rozświetlając tym niebiosa w przestrzeni. Narodzo- ny po prostu przemówił. Wszy- scy wiemy. wiek 4461. że podczas stworzenia proces ten dzia- ła w odwrotnym kierunku – że to energia staje się materią. został wyznaczony do towarzystwa w grupie Stworzy- ciela. Wszy- scy pokłoniliśmy się w wyrazie hołdu. a potem Ruach i Narodzony udali się do drugiego kwadratu Ze- wnętrznego Kręgu i wkrótce (jak pamiętam. sta- rałem się dowiedzieć wszystkiego. jakie kiedykolwiek widział. a Archon 24 ruszył po swojej drodze.

to wydaje mi się. Niezwykle lśniące. Jakaż więc niesamowita jest ta Istota! Ale powiedzmy.12 Pamiętnik Lucyfera Wszystko to wskazuje nam choć trochę na ogrom mocy. kto rozwiązał tajemnicę kosmosu i wie. co Go wyróżnia? Być może jest On tylko jednym z nas – kimś. ponie- waż obejmuje ono istoty. do wypełnienia galaktyki? Moc. którzy będą tam mieszkać. że to wszystko nasuwa mi pytanie! Zastanawiam się więc: czy ktokolwiek z nas mógłby dostać się do tego strumienia energii? A jeśli tak. Wydaje mi się. podczas gdy Oni planowali Archon 24. Przynajmniej jak dotąd – tylko ta jedna planeta w systemie ma być zamieszkała. która wypełnia nowonarodzoną gwiazdę. niczego nie mogłem się dowiedzieć. ich hołd skieruje się nie tylko na Świętych. którą nazywamy „Wiatrem”. w jaki uczy- nił to Narodzony? Czy to jest właśnie tym. że mój umysł wpada w ekstazę. Andromedę oraz ogromną strukturę Zewnętrznego Kręgu. ale i na mnie! A może zostałem przeznaczony do takiego odkrycia? Bardzo możliwe. nigdy jeszcze nie miałem tak poruszającego pomysłu. że z czasem i inni rozwiążą tajemnicę kosmosu i przyłączą się do Starodawnego na tronie. Lucyferze. to coś zupełnie innego. jaka więc ilość energii potrzebna jest do uczynienia świata. dlaczego ma On do- stęp do tronu! Czuję. obecnie należącej tylko do Tych Trzech! Jak dotąd. mają być niższego rzędu od nas. Chociaż stałem tak blisko. Jeśli tak jest. jak moc. które mają tam mieszkać. jaką posiada ta du- chowa Istota. Moglibyśmy poznać wszystko i pławić się w chwale. może to wyjaśniać. być może i ja mógłbym osiągnąć tron! A gdy Zgromadzenie śpiewać będzie Hymn. Ta myśl zaczyna mnie prześladować. Tak więc nie będą to anio- . Muszę też przy- znać. jak posłu- giwać się twórczą mocą. że od tej chwili zaczęło mnie to martwić. Wkrótce po incydencie z hymnem. blokując jednocześnie widok i dźwięk. Aldebaran przyszedł do mnie z dziwnym wyrazem twarzy. lazurowe światło oto- czyło tron jak kurtyna. Ci. która musi być przy stwarza- niu jest niepojęta. że będzie to coś niezwykłego. czy powinienem cię tym kłopotać. jeśli i ja mógłbym rozwiązać równanie kosmosu. Gdy jednak chodzi o to nowe stworzenie. ale gdy chodzi o to nowe stworzenie. Jakiż to pomysł – kosmos bogów! Nic nie mogłoby być przed nami ukryte. że już nigdy nie będę taki sam! Eon 97. to czy my moglibyśmy także uruchomić twórcze moce w taki sposób. Jeśli niewielkie ilości materii potrafią uwalniać ogromne poziomy energii. jak to możliwe. – Nie wiem. ale nigdy nie narze- kałem. wiek 4462.1 Dzisiaj Trzej mieli kolejną naradę. Przez 97 eonów stałem przed tym tronem i czekałem. jak Narodzony uda- wał się na te prywatne narady i pozostawiał mnie za sobą. Widziałem.

wiek 4462. Ale co z istotami. na ile potrafię powiedzieć. Eon 97. Nowy system będzie bardzo odległy. planeta. I to właśnie mnie niepokoi. dowódcą Legionów Kosmosu. ale nie potrafię odgadnąć co. wiek 4462. daleko poza Zewnętrznym Kręgiem.Rozdział 1  Na początku 13 łowie. w wyniku której doszło do takiego pomysłu? Jestem największym ze wszystkich stworzonych istot. mój bliski przyjaciel z Echelonu 5. jakiej nawet my nie posiada- my: będą mogli pomnażać siebie i powoływać do życia jeszcze więcej istot ze swojego gatunku! . na całej orbicie!. Hymn na dwa głosy? Ten pomysł jest śmieszny! A co mają znaczyć te słowa. zanim to się stanie? Przypusz- czam. na tyle. które – jak sądzę – Trzej mają zamiar wy- korzystać na kolonizację w przyszłości. bowiem żadna z tych rzeczy nie miała dla mnie sensu. Tylko dwoje. Eon 97. Zostanie oświetlona całkiem małym słońcem i po- łączona z systemem pustych planet. Dlaczego mnie nie zaproszono. będzie ich tylko dwoje. O. jakich nigdy dotąd nie doznałem. Aldebaran miał rację.. jak Trzej mówili coś o stworzeniu ich „na swój obraz”. i sły- szałem też.27 A więc tajemnica została rozwiązana. niczego. mają oni zostać ogranicze- ni jedynie do swojej orbity – żadnych podróży galaktycznych. Czy nie możemy mieć przywileju wy- rażenia swojego zdania i skomentowania czegoś. które będą tam żyły? Nie znamy żadnych dalszych szczegółów. którą Narodzony nazwał „Ziemią”. Faktycznie. jak Archon 24 i wypaczenie czasu – mają wpływ na nas wszystkich. że kryje się za tym coś jeszcze innego. a ja nie? Takie rzeczy. odnoszące się do gatunku istot stworzo- nych na obraz Świętych? Odczuwam. Co z tego rozumiesz? Byłem zszokowany. że inni też mogą zadawać sobie podobne pytania. Dlaczego więc to On ma prawo uczestniczyć w naradzie. To prawda. Ja także jestem „narodzony”. czy może ktoś inny jest także niezadowolony. Otaczająca galaktyka będzie miała tylko przeciętne rozmiary.2 Więcej informacji! Andrade. że istoty na Ziemi będą niż- szego gatunku od nas. i odczuwam przypływ ogromnych emo- cji. jeśli to słowo cokolwiek oznacza. Dwie istoty na całej planecie? Będą się po niej krzątać bez jakiegoś oczywiste- go celu? Jak tylko dwie istoty będą mogły poradzić sobie z nią całą? Nie będą nawet w stanie odpowiednio śpiewać.. na początku zasiedlona będzie tylko jedna orbita. I – weź to pod uwagę. ale zostanie im dana moc.. Dyskretnie zapytam o to i zobaczę.. abym przysłuchał się dyskusji. został ponow- nie wyznaczony do udziału w wyprawie twórczej i przyniósł mi wieści.

Ja też muszę porozmawiać z wieloma innymi – potrzeba nam bowiem siły w dużej ilości. patrzył się. dowódcą Pierwszego Echelonu. Andrade jest prawdziwym przyjacielem. być może powinienem upomnieć się o tron! Muszę porozmawiać z Andradem.14 Pamiętnik Lucyfera Tak więc to jest powodem. że zbliżam się do rozwią- zania tajemnicy i że pewnego dnia mogę znaleźć się w pozycji żądającego miejsca na tronie. wiek 4463. czy domyślilibyście się. Teraz lepiej rozumiem urywek rozmowy. Jest chętny. Jeśli Narodzony ma kontynuować swoje plany bez przeszkód. może stać się Jego sposobem na zatrzymanie mnie? Jeśli im dano tajemnicę jeszcze przede mną. i Barshok. co do tej pory było nie do pomy- ślenia. Pewnego razu byłem tak za- absorbowany moimi kalkulacjami. Myślę o Nim. A więc zrobili to! Jedna istota. aby uśpić moją czujność (ze względu na bezpieczeństwo). wkrótce my możemy zostać usunięci w cień przez Jego nową rasę. który tak zdziwił Aldebarana – stwierdzenie o zaplanowaniu nowej formy życia „na nasz obraz”. A potem są jeszcze: Marcolith i Zedronn. aby dyskretnie rozejrzeć się wśród swoich podwładnych za tymi. Wyglądał na trochę zasmuconego. Na pewno będą dwie istoty. lista imion szyb- . Być może cała ta sprawa dotycząca ograniczenia ich do Ziemi jest jedynie fortelem. ale niczego nie powiedział. którzy odczuwają to samo. że nadszedł czas. stawiając kres wszystkiemu. Narodzony tam był. że zbliżam się do rozwiązania tajemnicy ko- smosu? Pracuję nad tym w każdej wolnej chwili. Jeśli On odczuwa. złożona z dwóch osób i zdolność do tworzenia życia – wszystko się w tym zawiera: te nowe stworzenia w jakimś stopniu będą odbiciem tych Trzech. to czy ta nowa planeta z jej twórczymi istotami. Teraz pasują wszystkie elementy ukła- danki. żadne z nich oddzielnie nie będzie mogło tego osiągnąć. I. a moje wnętrzności gotują się we mnie aż do bólu. aby wytworzyć nowe życie. aż zadecyduje postawić swoje nowe stworzenia na moim miejscu. aby rozważyć coś. a ja odczuwałem w tamtym momen- cie. Po raz pierwszy w życiu odczuwam dziwne uczucie wściekłości..4 Tak. to tron może nagle wypełnić się Jego siłami. Muszę porozmawiać z Markonidesem. Wróćmy jednak do mojej sprawy. że Narodzony to wszystko zaplanował! Jestem ciekaw czy On odczuwa. jakby skanował mój umysł. że niemal nie usłyszałem wezwania Staro- dawnego. On także jest zaniepokojony wieściami.. ale – jak twierdzi Andrade – będą musiały razem działać. zaplanowanym po to. dlaczego będzie ich tylko dwoje! Powinienem był dostrzec to wcześniej. Eon 97. Powoli dochodzę do prze- konania. Tak więc faktycznie tworzą one jedność – jedna istota stworzona będzie przez dwie osoby. co sta- rałem się osiągnąć.

jakich nigdy dotąd nie wykorzystywałem. Tym sposobem mogę walczyć na terenie. On nie będzie chciał go prze- stąpić. z jaką nie poradzi sobie Narodzony! W końcu jest On jednym z Trzech. a skoro prawo wyszło od tronu. Nie powiedziałem jednak mu wszyst- kiego. czy przypadkiem nie zdobywa on słuchaczy. może okazać się kłopotliwy i będę musiał szczególnie uważnie obserwować tron. bitwa się rozpoczyna. A jeśli mam walczyć.9 Brenzar oraz jego podwładni dowódcy przyszli dzisiaj w drodze do miejsca zadania w pobliżu Magelona z rutynową wizytą kurtuazyjną. Jest . aż dochodzi do dwunastu błyskotliwych i wpływo- wych przywódców. Tak naprawdę jest on bezmyślnym lojalistą i sądzę. Mam początek organizacji! Eon 97. Ta nowa broń mi dopomoże. Jednak mój podstęp zadziałał doskonale! Nikt tutaj nigdy nie usłyszał czego- kolwiek innego. że domagamy się mieć więcej do powiedzenia w kosmicz- nym rządzie. myśląc o całym czasie. Osobiście rozmawiałem niemal z połową czołowych dowódców. aby wypróbować sposoby. którym mogę zaproponować śmiałe i ryzykowne przedsię- wzięcie: zasugeruję. Oznacza to. przejęło mnie nieznane uczucie niepokoju. wiek 4463. że Telzon był mi w pełni oddany – chociaż. Szybko postarałem się jednak nad tym zapanować. co powiedziałem. wiek 4465. przyśpieszając tym sposobem realizację mojego planu w całym oktancie Drugiego Kręgu. Nigdy nie pracowałem blisko z Brenzarem. aby zauważyć. że nie są w najmniejszym stopniu zainteresowani moimi pomysłami. że bę- dzie dla mnie problemem.. I pomyśleć tylko. że dreszcze przechodzą mi po kręgosłupie. ale on praco- wał często wraz z Telzonem. że czynienie tego wszystkiego wydaje mi się jednak dziwne. Jednak najgorszy jest Gabriel. ale mogę być przecież szczery wobec siebie. oczywiście nie jest.Rozdział 1  Na początku 15 ko rośnie w moich myślach.0 Praca posuwa się dalej. Eon 97. jaki udało mi się zaoszczędzić. jak tylko absolutną prawdę.. że właśnie ominęły mnie dwa wieki ciężkiej pracy! Podczas swojej podróży będzie szerzył mój pogląd. nigdy dotąd nie przestąpiłem prawa kosmosu i gdy mówiłem fałszywie. to muszę atakować mocno i często. W efekcie wydawało się . Tak więc Brenzar przyjął wszyst- ko. nie będzie mógł porozmawiać z Telzonem przez przynajmniej dwa wieki. a ze względu na swoje zadanie i podróż. słowo to powoduje. Zdecydowałem więc. Miałem więc moż- liwość usłyszenia ich. na który On nie może wejść! Walczyć. że mogę w tym mieć potężną broń. Zwłaszcza Benedan. z których niektórzy jasno oświadczyli. Przyznaję.

zauważyłem. bowiem nasza rewolucja nabiera rozpędu. Jego ciało wskazywało na napięcie. gapią się w osłupieniu w kierunku tronu! Odwracając się. wte- dy wybrukuję dla nich ścieżkę do tronu! Czy może być coś szlachetniejszego? Eon 97. niezręcznie zszedłem w dół. – Chcę powiedzieć wam o czymś bardzo cennym – mówił dalej Starodawny. czy też . Jego głos. Ale chwileczkę! Być może jest jeszcze inny sposób. dlaczego nie spróbować zneutralizować jego wpływów? Roześlę na ten temat informacje. brzmiał pośród Kamieni Ognistych. – Kocham was wszystkich – rozpoczął – i to bardziej. aby sobie z nim poradzić.. co myśli! Mam w tym olbrzymią przewagę. poddając w wątpliwość jego zdanie w sprawie Plejad. wiek 4470. On stał! Gdy Zgromadzenie wyciszyło się.0 Sprawy nie mogłyby się układać lepiej! Rozmawiałem z ponad połową dowód- ców echelonów i brygad – wpływowych oficerów. Dyskretnie przytakuję teraz nie- którym z nich. czekali w ciszy. widzę przyjazne mi twarze znajdujące się we wszystkich szeregach.. Wymieniamy znaczące spojrze- nia. Przerwał. którzy mają pod swoim do- wództwem miliony poddanych – i znaczna ich część przyłączyła się do mnie. że nie wiem. miałem do podjęcia decyzję: czy mam was nią obdarzyć. czy będę mógł go zatrzymać. Na początku. zaś na twarzy ma- lowała się dziwna ekscytacja. a On zaczął mówić. a jego pozycja jest tak wysoka. nie muszę się ograniczać do prawdy. miejsca i okoliczności? Moje cele są dobre – chcę tylko zapewnić pra- wa tym. zaś Jego słowa przenikały głęboko moją duszę. Jeśli uda mi się doprowadzić do powątpiewania innych w jego kierownictwo. że Staro- dawny osobiście przejął zarządzanie. aby zobaczyć co się wydarzyło. a twarze i stopy przykryli swymi lśniącymi skrzydłami. którzy unosili się nad nami. jak dzisiejsza. zanim jeszcze ukształtowałem jakie- kolwiek życie. nikt nie będzie się troszczył o to. Martwię się z jego powodu. Posadzka odbijała głębokie lazurowe światło. Udało mi się szybko zerknąć w lewo i zo- baczyłem Markonidesa. Wszyscy mil- czeli.16 Pamiętnik Lucyfera żarliwym lojalistą. jakiej jeszcze nigdy nie widziałem. wzywając Zgro- madzenie do wyciszenia się. Od momentu stworzenia obawiałem się takiej chwili. a cisza stała się okropna. kiedy wzywam na spotkanie całe Zgromadzenie. niż potraficie sobie wy- obrazić. gdy stoję przed samym tronem i unoszę rękę. Teraz. – Nazywa się to wolnością. którzy świadczyli wierną służbę. jak grzmot. zamiast patrzeć na mnie. Ale chwileczkę. A jeśli moje plany się powiodą. że nadejdzie. przyłączając się do przywódców brygad w Pierw- szym Echelonie. A w końcu – co to jest prawda? Czy nie jest ona względna? Czy nie zależy ona od czasu. ale zawsze wiedziałem. nawet ci latający.

które utrzymują ten cały wszechświat. jaki widzicie. jak mój dar jest przemieszaniem dwóch wielkich prawd. stojący trzy echelony dalej. jakby spodziewając się odpowiedzi. Tak więc dałem wam wolność. A odpowiedź była oczywista i mogli ją dostrzec nawet neofici z osiemdziesią- tego echelonu: galaktyka o monstrualnych rozmiarach. a Jego słowa rozbrzmiewały jeszcze echem po całym tere- nie miejsca zgromadzeń. potem czekał. pod kamieniami – głęboka. jej słońca mogły być widziane przez miliardy wieków świetlnych. zaś jej obecność utrzymywała cały kwadrant w jedności. A co potem? Wcześniej. Nie trzeba było być geniuszem. nic nie byłoby bezpieczne. Zieleń jest mie- szaniną kolorów niebieskiego i złotego. Bez prawa przecież system kręgów i ich galaktyk wpadłby w ko- lizję i cały kosmos znalazłby się w niebezpieczeństwie. aby wiedzieć dokąd to wszystko zmierzało: Odkryto mnie! – Teraz – kontynuował – posłuchajcie przypowieści: „W odległym kwadran- cie kosmosu istniała galaktyka o cudownych rozmiarach. – tak. która wymknęła się spod kontroli. wiedząc. stawiając wam pytanie: jaki był tego wynik? Znowu przerwał.Rozdział 1  Na początku 17 powinienem kontrolować waszą wolę? To drugie zagwarantowałoby wasze po- słuszeństwo. opuszczając wyznaczoną drogę – spowoduje. On wie – On wie. co jest najcenniejsze. był w lepszej sytuacji. ale ono nie nad- chodzi! Zamiast tego Starodawny kieruje nasze spojrzenie na rzekę światła. której klimat został zatrzymany na wiecznej wiośnie. że siła grawitacji pocią- gnie za sobą połowę kwadrantu. że związek przypowieści z rzeczywistością był niesympatycznie jasny: szel- mowska galaktyka o wielkim wpływie prowadziła innych ze sobą na ścieżkę niebezpieczeństwa! W taki więc sposób na mnie patrzył. To także ograbiłoby mnie ze spontanicznej miłości. promieniująca zieleń. jasna. Wielkie zgromadzenie jakby zahipnotyzowane pochłania każde słowo i przyta- kuje w milczeniu. Niebieski kolor przedstawia prawo. zmierzając w od- ległą przestrzeń”. Zedronn. Nigdy nie odpowiedział na to pytanie. że gdzieś w odległej przyszłości może być ona źle użyta. która faluje pod naszymi stopami. jaką wy możecie mi ofiarować w darze. abyśmy uświadomili sobie sami. przedstawia szczególny dar dla was. To nowy kolor. mięśnie jego szyi stały się jak ohydne węzły. Bez prawa. boskie przykazania. ale obrabowałoby was z tego. którego jeszcze nie widzie- liśmy. zaś szczęka drżała nerwowo. która zniszczy wszechświat. czy później nastąpi ko- lizja. Każdy o tym wie – szcze- . bowiem jej grawitacja była naprawdę wielka. Markonides nie stał już niewzruszenie. Pewnego razu jednak zbuntowała się i powędrowała własnym szlakiem. a czym mogłem was obdarować. Ale On mówił dalej: – Odcień. Pozwolił. Zatrzymam się. co robię! Czekam oniemiały ze strachu na oskarżenie idące od tronu. jak bajeczne góry Aralonu – planety.

bez dyrygen- ta. Zawrócenie z samej krawędzi. że dobro może wypływać z przestępowania prawdy? Starodawny patrzy na mnie krótko. abym mógł znieść coś takiego. którzy przeszli przez skrzyżowanie Pierwszego Kręgu. że dzień dzisiejszy nadejdzie. a on także coś przedsta- wia.. A co z moim problemem z Narodzonym? Pytanie pozostaje nadal: czy jest On rzeczywiście jednym z Trzech. I staje się coś. Tak więc jeszcze nie posunąłem się za daleko? Odczuwam pragnienie. którzy udają się na wyprawy po odległych terenach imperium.18 Pamiętnik Lucyfera gólnie ci z nas. Zieleń. Co ja zrobiłem? Czy moje marzenia doprowadziły mnie do odrzucenia prawa. zanim zostaliście stworzeni i nie mogłem znieść tej myśli. że niektórzy z was popełnią błąd. że On także jest Bogiem – w pełni Bogiem. jakby czytając moje myśli. Nie sądzę. niemal na pewno utraciłbym swoją pozycję przy tronie i prawdopodobnie musiałbym dołączyć do uskrzydlonych posłańców. kto błądzi. że jest to droga powrotu. co stanie się z moją wysoką pozycją? Nawet. co nie miało jeszcze precedensu. Bez wezwania. które potrafi utrzymywać tak potężne moce w idealnym porządku. który siedzi na tronie świa- .. Wiedziałem też. Prawo i miłosierdzie. Z tego powodu uczyniłem coś. który On nazywa miłosierdziem. które zawsze kochałem? Jak mogłem być tak ślepy. co nazwałem miłosierdziem. jestem wręcz osłupiały z powodu złożoności pól i zdumiewam się nad doskonałością prawa. Zawsze. Dawno temu. może – jeśli tego chce – znaleźć odnowę. aby wyjść do przodu i poprosić o ten dar. Miłosierdzie.. abym myślał. Potem mówi: – Ale zieleń ma jeszcze drugi składnik: kolor złoty. czy też. a Jego oczy wypełnione są jakąś dziwną tęsknotą. Przez długie chwile Ruach wydaje się po- ciągać mnie mocą. jak zacząłem przypuszczać. gdzie krzy- żują się pola mocy wielkiej Formacji Reginy. Nagle Ruach bada moją duszę i aż z trudem przychodzi mi to znieść. abym miał was kiedykolwiek utracić. częścią Starodawnego.. Dziwny termin. musi więc nam wyjaśnić jego znaczenie. jeśli przyjąłby mnie z powrotem. W tym momencie Ruach po- nownie bada moją duszę i to z taką intensywnością. który istnieje od wieczności. jakby chciał – jeśli tylko mógł- by – poprowadzić mnie do tronu. Przez jedną chwilę naprężają się moje mięśnie i niemal już się ruszam – ale wtedy pojawia się myśl: jeśli teraz zawrócę. gdy wszechświat miał swój początek. że niemal padam na kola- na. wiedziałem. gdy udaję się tam. Starodawny wzywa Go do tronu i stwierdza.. Sprawiedliwość i przebaczenie. Nigdy wcześniej nie słyszeliśmy o nim. Jego słowa powoli przebiegają nabierając szerokiego zasię- gu poprzez ogniste kryształy: „Niechaj całe zgromadzenie aniołów Go wielbi”. Ale tylko ja sam mogę podjąć taką decyzję. stworzeniem. ale ko- chałem was nawet wtedy. o to lazurowe promieniowanie prawa i przebaczenia. całe Zgromadzenie wybucha śpiewem: „A Temu. Ktoś. które znalazło sobie drogę do tronu? Czy kiedykolwiek potrafiłbym go wtedy zaakceptować jako Króla? W tym momencie. które z kolei pozwoli mi na powrót.. która jest niemal siłą fizyczną. Mówi.

ale gdy sięgnąłem już po dziesiątą moc z czterdziestu. a teraz odczu- wam. Prawie że już poszedłem. dlaczego więc daje mi kolejną szansę? Po raz trzeci słyszę to ciche. Ponad nami w antyfonicznym śpiewie odzywają się latający aniołowie: „Święty. Eon 97. Całe miliardy istot przychodziły i odchodziły na moje polecenie. z której nie ma już powrotu. Nawet tajemnica kosmosu stała mi się obojętna. Święty. że będę mógł objąć całe równanie kosmosu. I nagle wpadł mi do gło- wy pomysł. które niemal pocią- ga mnie do tronu. Dociera- łem do nieskończoności i mój umysł po prostu nie może posunąć się już dalej. wiek 4472. zaś moja dusza topi się we mnie. i że ich jedyną szansą przetrwania jest walka! . Następnie odczuwam coś od- miennego od tego. A jeśli zorganizowałbym armię. jak zatrzymać dezercję: powiem im. Co mam robić? Posunąłem się za daleko. Za daleko – posunąłem się za daleko. Przez jakiś czas myślałem. jak Ruach mnie opuszcza. czy nie należy być lojalnym przede wszystkim wobec siebie same- go? Dlaczego mam komukolwiek poddawać swoje marzenia? Chwile mijają powoli i odczuwam.1 Ale czy naprawdę? Właśnie przyszła mi do głowy ekscytująca myśl. Dlaczego Go zakwe- stionowałem? Dlaczego zacząłem się zabawiać prawdą? To oczywiste. Słowa wypełniają to wielkie miejsce i odbijają się echem o ściany Mia- sta. jakbym wyruszył w dziwną podróż. To słowo w każdej chwili życia staje się dla mnie przekleństwem. Jestem sam. wszystko nagle znikło. Nikt ni- gdy nie stawił Mu czoła siłą. Dzień po dniu całe hordy moich naśladowców dezerterują i powracają do Zgromadze- nia. bowiem moje siły z każdym dniem słabną. że On wie o wszystkim. Święty”. Teraz nie mam już więcej pragnienia wyznania czegokolwiek. wiek 4472 Sam. Eon 97. chodzę bez celu po zewnętrznej stronie Kamieni Ognistych wypatrując znanych twarzy. że i oni posunęli się za daleko. Powstrzymuje mnie tylko jedno pytanie: Co oni wszyscy pomyślą? Dowodziłem nimi przez niemal sto eonów. co odczuwałem dotąd – nagi strach. że się myliłem? A w końcu. ale jakże mocne wezwanie.Rozdział 1  Na początku 19 tłości”. zaskoczył Go i przejął tron? Być może taki akt odwagi pomoże mi przejść z dziesiątej do czter- dziestej mocy. Chciałem poznać tajem- nicę kosmosu i wyniosłem swoje marzenia na najwyższą gwiazdę. u wielu jednak widzę żal i odsuwanie się ode mnie. Jak mogę im powiedzieć teraz. Ja sam już więcej nie udaję się do tronu. do nieskończoności i poza nią! Jedno jest pewne: muszę uczynić coś szybko.

Ogarnięci strachem zgromadzili się pod moją komendą całymi miliardami. Dlatego zostaniemy przez nie bezwzględnie osądzeni. Miłosierdzie. którą widzieliśmy. . albo zostaniemy znisz- czeni. Życie albo śmierć. Walka albo poddanie się. gdy przedstawiłem im moje rozumowanie: Prawo jest absolutne.2 Mój plan działa! Nigdy nie zapomnę przerażenia na twarzach. to wojna. że to co teraz przed nami. Przestąpiliśmy prawo. Nie ma odwrotu. Rozwią- zanie dla nas jest bardzo proste: albo będziemy walczyć. jakie zobaczy- łem u pierwszej grupy. Gdy ich policzyłem. to jedy- nie iluzja.20 Pamiętnik Lucyfera Eon 97. wiek 4472. Ta zieleń. było to około jednej trzeciej całej siły kosmosu – mam więc teraz armię. to też iluzja. Jasne.

w trzech segmentach.Rozdział 2 Wojna wśród gwiazd Eon 97. Jest z nim Marconides. Nikt tego nie będzie umiał zrobić tak dobrze jak ja. Zedronn! Podczas na- szych ćwiczeń pokazał. aby było lepiej! To stawia Zedronna daleko. a wi- dok tego niezwykłego zgromadzenia napełnia mnie determinacją. . Obawiają się go nawet niektórzy z moich podwładnych. a teraz moja armia leży. Tak więc nic. aby każdy z trzech elementów ar- mii odpowiadał sektorowi zagrożenia od tronu. jednak w zadaniu. byłego ofice- ra czwartego Echelonu. Trudno. Podzieliłem moje siły na trzy oddziały. kiedyś dowódca Pierw- szego Echelonu. śmierć Zedronna będzie mogła otworzyć mi inną drogę do ataku. możemy przypuszczać. Tym sposobem będzie miał niezwykle trud- ne zadanie zaatakowania wroga o wielkiej mocy. jeśli to się stanie. Pierwszy Korpus pod moim dowództwem zajmie się Narodzonym. Marcolith. Jestem przygotowany na to. I chociaż nie szepnąłem o tym nikomu ani jednego słowa. gdy jest sprowokowany. nie będę zdziwiony. Jest nas miliardy – jedna trzecia całej kosmicznej mocy. jak olbrzymi świetlny pierścień. że Zadronnowi przypadnie w końcu stawić czoła samemu Ruach. bowiem ma pod sobą jedne z najlepszych oddziałów armii. Ach. Skoro Starodawny i Narodzony będą już zajęci Marcolithem i mną. mnie już nie zaskoczy. Jeśli Ruach uwolni choćby niewielką ilość swojej energii. Zedronn przestanie istnieć. aby złożyć Zedronna jako ofiarę na poczet zwycięstwa. co uczyni. nieprzewidywalnym w działaniu i niebezpiecznym wtedy. Drugim Korpusem dowodzi mój przyjaciel. że jest bardzo agresywnym dowódcą. jakie mu wyznaczyłem. Jestem gotowy. które otaczają Kamienie Ogniste. Zgromadziłem siły. Sam dowodzę Pierwszym Korpusem. To ogromne zadanie. mniej więcej w jednej trzeciej kręgu. Za to Marcolith będzie musiał się zmierzyć ze Starodawnym. ale jak sądzę odpowiada mu. jego gwałtowność może okazać się bardzo użyteczna. wiek 4476. po prawej stronie. Przez ponad cztery wieki przygotowywaliśmy się na tę chwilę. bowiem jeśli przegramy naszą pierwszą walkę o tron. podczas gdy po lewej stronie.9 Nadszedł czas. Zorganizowałem wszystko w taki sposób. ale nadal jesteśmy aniołami i jesteśmy potężni. po mojej lewej stronie. Możemy być rebeliantami. w dużej od- ległości znajduje się Trzeci Korpus dowodzony przez Zedronna. bowiem zacząłem Go nienawidzić z wielką pasją i przez minione cztery wieki z uwagą Mu się przyglądałem. którego nawet nie może widzieć.

czy martwy – posuniesz dalej moje cele! Eon 97. Zedronnie. że był wtedy za dobry i zapomniał się w tej dobroci. że pewnego dnia i oni mogą nie spodobać się Wszechmogącemu i zostaną usunięci. Faktycznie to nawet wydaje mi się. której starał się unik- nąć. że przy- gotował sam na siebie pułapkę. czas na zrobienie jakiegoś ruchu. wtedy podniesiesz mnie do pozycji sukcesu w drugim ataku. stwierdzając. ale będzie ono wymuszone. kontynuowałem: – Będę nieobecny przez okres nie dłuższy niż dwa mikro-wieki. Wysłałem posłańców. wtedy pokazałby jedynie. że może On być takim bezradnym Gigantem. zaatakujemy. to jestem przygotowany na stawienie czoła i ryzyko walki. sam raczej będzie cierpiał.0 Dość długo już czekałem. Sądzę. To zaś może wyjaśniać. Mam zamiar udać się do tronu i domagać się. wiek 4477. dlaczego po czterech wie- kach jeszcze niczego nie uczynił z istniejącym teraz naszym buntem. równocześnie . jakie zostanie tym wywołane! Jeśli stanie się coś Zedronnowi. nieomal przekonało i mnie. Być może wcale nie będziemy musieli walczyć! Ale jeśli trzeba będzie. a gdy aplauz ucichł. mój przyjacielu. uda Mu się utrzymać po- słuszeństwo swych stworzeń. Od tego momentu. w najlepszym układzie. niż wymusić swoją wolę na kimkolwiek. sprawa wolności może go ograniczyć w takim stopniu. Postaramy się skierować wspólny atak na tron. kosztując smaku funkcji naczelnego wodza – nadeszła oczekiwana chwila. aby od tej chwili dostępne było dla nas uczestniczenie w zarządzaniu kosmosem. Walcz więc dobrze. którego potrafię obalić tylko siłą argumentu i niczym więcej. z tobą i twoim niebezpiecznym stanowiskiem poradzę sobie później. W ten sposób wpad- nie – w tym swoim zabawnym wszechświecie – w pułapkę. Jeśli On w tym czasie nie ustąpi. Niemal dzikie okrzyki radości przerwały moje słowa. Zaiste.22 Pamiętnik Lucyfera W swojej znanej mowie na temat wolności. Starodawny publicznie wspomniał zasadę tej to wolności. bowiem po takim podkreśleniu sprawy wolnej woli. Zedronn. aby nas tylko nie skrzywdzić. A jeśliby nas skrzywdził. Wkrótce lśniące towarzystwo pojawiło się z obu kierunków kręgu – Marcolith. Wojownicy – powiedziałem. Sądzę jednak. nawet najgorliwsi lojaliści zostaną głęboko zaniepokojeni tym. To było mistrzow- skie wystąpienie. Żywy. a On odpowie zniszczeniem! Mogę sobie wyobrazić zamieszanie. będziecie pod mo- imi rozkazami. Marconides. że będzie zmuszony ze mną negocjować. Jeśli zginiesz. Jeśli wygrasz. Marcolith i Zedronn. że raczej gotów jest zaryzykować niebez- pieczeństwo buntu. że wolność jest tylko sloganem: wyzwij Go. to świet- nie. aby zwołali moich głównych współpracowników na ostateczne spotkanie strategiczne. grupa dowódców brygad oraz młodszych pomocników.

Oczekiwałem kolejnej owacji. zdecydowany. przez kilka chwil rozkoszowałem się tą chwałą. w końcu wspią- łeś się na samą górę. jakie chcę Mu podać. Teraz. Przymrużam oczy. Ja jed- nak. gdy dotrzemy do Echelonu 42 – ale w tym czasie waszym atu- tem będzie silny rozpęd. – Ja jestem dowódcą sił kosmicznych! Któż więc. aby jeden z nas miał prawo zasiąść na tronie jako równy Trzem.. Ponad wszystko jednak. – Będę się domagał. Zanim jed- nak zdołałem cokolwiek uczynić. Ale on nie pozostał mi dłużny. że to my razem powinniśmy zdecydować. co się stało: Gabriel zajął moje miejsce u tronu! – No. a aplauz ten w końcu przemienił się w nieopisaną wrzawę. kto wezwał mnie po imieniu i poznaję. dopóki nie dotrzemy do tronu. aby zobaczyć. które zebrały się obok i znowu doszło do aplauzu. który tu ryzykuje swoje bez- pieczeństwo! Kto zdecydował. Zupełnie uspo- kaja wrzawę moich zagniewanych oficerów. zbierając swoje myśli. Lucyferze. Słowa te dotarły do wielu zaciekawionych oddziałów. że teraz przed- stawię wam warunki. inni Zedronna. – Jak widzę. Jak szalony patrzę na całą grupę. zanim się rozpadnie. Jedni wspierają mnie. – A teraz: czy wasze siły bojowe są gotowe? Jako pierwszy odpowiedział Marcolith: – W pełni.. aby to mnie przypadło to stanowisko.Rozdział 2  Wojna wśród gwiazd 23 z trzech kierunków. jeśli nie ja. inni tylko wrzeszczą. cie- bie i wszystkie twoje siły. że stoję przed Gabrielem! – Zostałem posłany od tronu – mówi. Jeśli negocjatorzy nie odniosą sukcesu. że to ty masz. autorytatywny. zanim posunąłem się dalej. która z pewnością musiała dotrzeć do samego Zgromadzenia. kto zasiądzie na tronie! Nagle całe moje spotkanie eksploduje dziką kłótnią. Uderzcie szybko i gwałtownie. – Wyśmienicie! Pójdę więc i zaproponuję układ. Gabrielu – ripostuję. – Byłeś dowódcą sił kosmicznych. Sądzę. . wszyscy zostaliśmy przerażeni pojawieniem się zupełnie nieoczekiwanego gościa. Neofici niskiej rangi z ze- wnętrznych Echelonów powinni rozproszyć się z łatwością. A teraz udaj się z powrotem i powiedz Wszechmogącemu. ale zamiast niej spotkały mnie zagniewane sło- wa ze strony Zedronna: – Chwileczkę. Czy jest to możliwe? Od kiedy to Gabriel ma uprawnie- nia do przynoszenia takich poleceń? I zdaję sobie nagle sprawę z tego. Domagam się. – Wszechmogący wzywa cię tam. utrzymujcie swoje siły razem i nie zatrzymujcie się. a teraz jesteś zaledwie jednym z nas.. Nasze problemy rozpoczną się. – przerwałem mu. Zrozumiane? – Zrozumiane. wielu jest go- towych do bijatyki. – Lucyferze! – Głos jest jasny. Lucyferze! Nie jesteś jedynym.. W desperacji staram się przejąć kontrolę nad moją armią. Odwracam się. Pozwólcie.

starając się utrzymać na nogach. A teraz – mówi. że Ruach zabije Zedronna. aby być tam pierwszym. powstając ze swego tronu i wskazując na odległe mury Miasta. Nagle odzywają się wśród szerokich rzesz lojalnych echelonów okrzyki wyda- wanych rozkazów. która wydaje się być przejęta bólem i która po chwili kontynuuje: – Nazwałem cię Lucyferem. Jego siły ustawione są w szy- ku bojowym. Zostaliśmy więc teraz beznadziejnie rozbici. Miłowałem cię zanim jeszcze zostałeś stworzony i nadal cię kocham. a każdy echelon jest pod dowództwem swego przełożonego.. inni pozostają z tyłu. które iskrzą się energią. Każde oko skierowane jest na lśniącą Istotę. Byłeś straż- nikiem prawdy. To Zedronn wprawia mnie w takie zakłopotanie przed Gabrielem. na śliskim bruku poszukuję moich sił. za którymi rozpościera się nieskończona przestrzeń – rozkazuję ci. gdzie są. Niektórzy przybyli tu za Zedronnem. a teraz chce stanąć dostojnie przed Kamieniami Ognistymi. a poprzez swoje czyny sam sobie wy- brałeś inne imię. a ja. – Nie.. większość jednak. w rosnącej stale rozpaczy. Mogliśmy mieć tak wspaniałą. Niektórzy z jego wojowników zaczynają walczyć z nim samym. Dobra robota. on nie jest wodzem! – odzywa się krzykiem ostry głos. Zwodziciel. aby z kimś porozmawiać. pozostała na swoich pozycjach. Ich lśniące mie- cze świetlne skierowane są na bramy Miasta. – Zatrzymuje się. abyś opuścił to miejsce. może rozmawiać ze mną. my także się tam udamy. Jego oczy błyszczą jak ogień. czego jeszcze dotąd nigdy nie widzia- łem: błyszczący snop płomiennego światła. To ja jestem naczelnym wodzem armii wyzwolenia. a Jego wojownicy kierują się w moją stronę. oczywiście z intencją. która pcha mnie do tyłu. . pozostawiłeś swoje siły poza sobą i nie możesz teraz niczego uczynić! W desperacji patrzę. Ale już nie nosisz światła. Cisza staje się niemal bolesna. jakim od tej chwili będziesz nazwany: Szatan. Teraz chciałbym to zrobić sam! Przed nami wznosi się tron: jakby wieża połyskujących kolorów – niebieskiego i złotego. Jeśli życzy sobie. A więc aż do tego doszło? Rzeczywiście będzie walczył? – Lucyferze – odzywa się dziwnie załamanym głosem. każdy patrzy dzikim wzrokiem. Wszystko znajduje się w nieładzie. ale te rozpierzchły się w nieładzie. Czuję siłę.24 Pamiętnik Lucyfera że moje siły pozostaną tam. jakie mi dał). posłuszna moim rozkazom. W swoich zaś rękach swoich trzymają coś. ponieważ byłeś nosicielem światła. przyłączam się do wymieszanej grupy zmierzającej w kierunku światła docierającego do nas z odległego tronu. zaś na szczycie znajduje się przytłaczająca ja- sność Starodawnego. koroną mojego stworzenia. Lucyferze (nigdy nie zaakcep- tuję tego paskudnego imienia. jak zdyscyplinowane brygady lojalistów zaczynają rozbijać moje odległe armie i przeganiać je także w kierunku murów Miasta. – Byłeś dla mnie tym najlepszym. – Jeśli ma od- być się spotkanie. jakby w kształcie miecza. Jakie fiasko! Myśla- łem.

odsuwającą nas od tronu. Nasze siły uległy już niemal wyczer- paniu na tym straszliwym polu bitwy. jeśli tak trzeba będzie. Muszę spróbować zgromadzić moje oddziały. że będą musieli nas ścigać w mi- lionie różnych kierunków równocześnie. gdzie ukryjemy się i uciekniemy od tych świetlistych mieczów. proszę. aby zobaczyć. godnymi pogardy. Zostajemy po- konani przez naszych kolegów aniołów. gdy nieubłaganie jeste- śmy wypychani przez tajemniczą moc. której nie znamy. czy będziemy mogli się oprzeć w Wielkiej Sali Wejściowej. Mam nadzieję! Ale jeśli żaden z nas nie zostanie ranny albo zniszczony (byłby to najgorszy z możliwych układów) – i tak nie zdołam rozniecić sprawy wolności wśród lo- jalistów. jako argumentu. szerząc zwątpienie i strach wśród lo- jalistów. To bę- dzie całkowita klęska – chyba. zostanie- my całkowicie przegnani z nieba do ciemnego kosmosu! Co stanie się wtedy? Eon 97. wiek? Nadal ustępujemy! Nie wiem co robi Marcolith i nie mam czasu. Będę pracował przez całą wieczność. jest otoczony swoimi od- działami. aby wysłać do niego posłańca. Nigdy się nie poddam! Eon 97. a kiedy moje oddziały starają się rozpro- . a prowadzi ich sam Narodzony! Jeśli wszystko potoczy się tak dalej. wiek po wie- ku. będzie na tyle zły. gdy stanie w obliczu wszyst- kich lojalistów. A co stało się z Zedronnem? Być może. aż nie pozostanie Mu już żaden zwolennik. Wtedy przełamiemy impet ich ataku. jakiego nie możemy znieść – dlatego lojaliści popychają nas w całym szyku.Rozdział 2  Wojna wśród gwiazd 25 Daleko po mojej prawej stronie widzę Marcolitha. Eon 97. które nazywamy niebem. bo przecież tam uczyniono nas bezsilnymi. a ta ognista broń tworzy pole bitwy. niechaj zginie! Jeśli coś stanie się Zedronnowi. co da mi możliwość zastosowania Planu Numer Dwa. wiek 4477.. wiek? To nie działa. uzbrojonych w broń. Ustępujemy krok po kro- ku. O. aby. że siły Zedronna zostaną zdziesiątkowane. by zniszczyć zaufanie wszystkich do Starodawnego! Wtedy po trosze. wtedy ucieknę do obronnego miejsca na obrzeżach Miasta i stamtąd będę działał. będę działał.. zmuszeni do poddania się na tym miejscu. Gdybyśmy tylko mogli znaleźć miejsce. Być może tam bę- dziemy mogli się rozpierzchnąć i spowodować. Patrzę na znane mi części tego wielkiego Miasta. Moje oddziały z trudem utrzy- mują się na nogach. jest ich po prostu za wielu. Potrzeba mi tylko losu Zedronna. a one znikają. który wystarczy. eon po eonie.08 Nie! To niemożliwe! Znowu nas wyganiają. aby uczynić ten fatalny błąd.

mam bowiem straszliwe obawy. nawet w najdalszym zakątku kosmo- su: Podważę Jego prawo! Postawię zarzut. że mogę już nigdy nie zobaczyć tego miejsca. Dwóch na jednego: tej nierówności nie da się pokonać. które było mi domem od samego mojego początku. Przed tym atakiem nie uchroni Go żadna odległość. wiek? Nie możemy pozwolić. Nie damy rady utrzymać naszego terenu. Minęło! Miasto. wiek? A więc. Jego siły wydają się być wszędzie – nawet za nami – i wciąż zmuszają nas do ustąpienia. Zawsze zastanawiałem się nad tym. Zdaję sobie sprawę z tego. starając się wyryć je w mojej pamięci. mam na to odpowiedź. aby to się miało stać! Muszę się upewnić. mam za sobą jedynie pustkę kosmosu. a jedynie jesteśmy nieubłaganie wypychani w kierunku murów Miasta. Eon 97. Zadaniem muru jest chronienie przed czymś. być może. daję więc roz- kaz ucieczki. dlaczego to miasto otoczone jest murem. że nie jest ono sprawiedliwe i że nie da się go zachować i będę przedstawiał ten argument każdemu żywemu stwo- rzeniu. Teraz. Już nie mogę dostrzec go w oddali. Zgłodniałym wzrokiem patrzę na to. gdzie nie będziemy mieli żadnego wpływu na nic! Nikt z nas nie został zraniony. głębokie odcienie błękitu. które tak bardzo umiłowałem. które będzie mogło mnie zrozumieć. aby nas tu przyłapano. że będzie mu- siał stanąć w obliczu buntu? Eon 97. teraz jest jedynie obrazem w mej pamięci. ponieważ cały ten kosmos jest połączony: oderwijcie tylko . w mojej głowie po- wstaje plan. które tak często podziwiałem. czerwieni. Jest sposób. aby choć przez chwilę podziwiać subtelną kombinację kolorów: ognisty błysk jaspisowych murów. co się stanie? Czy wiedział o tym. wyma- zani z pamięci! Lojaliści zaś w Zgromadzeniu zapomną nawet.26 Pamiętnik Lucyfera szyć. zieleni. Jesteśmy w pu- łapce. Przechodząc przez środkową bramę rzucam jeszcze ostatnie spojrzenie na połyskujące wały. żółci i fioletu fundamen- tów. Czy On przewidział. na same mury i fundamenty ozdobione klejnotami. nie dopuszczę. że nie zapomną o nas nigdy. aby Go wyzwać. Dziękuję bardzo. że On stosuje tu nieskazitelną strategię: ma zamiar pozostawić nas przy życiu – ale na wygnaniu. a moje armie przele- wają się przez nie jak potok światła. A gdy tak pośpiesznie przelatujemy głębię przestrzeni. wtedy zostają otoczone przez kolejne echelony lojalistów. W tym sektorze miasta istnieją trzy bramy. Moje siły skupiają się już na wewnętrznych wałach. minęło. Udając się na dalekie wyprawy i wracając z nich zwykle zatrzymywałem się na tym miejscu. że kiedykolwiek istnieliśmy. musimy ruszyć. Tak więc po prostu będziemy musieli zniknąć – stać się niewidoczni.

ale doprowadzę do tego. zaniosą z powrotem wieść. Że jego siły żyją. Gdy ten bunt rozprzestrzeni się. a wtedy wszystko będzie zagrożone! Czy to wówczas może nas zabić? Oczywiście – w jednej przeogromnej kolizji! Ale już mi nie za- leży. . jak wybuch gwiazdy w kosmosie. Przeżyłem. Mnie jednak już na niczym nie zależy.Rozdział 2  Wojna wśród gwiazd 27 jedną sekcję od całości. że On umrze ze mną. że Lucyfer żyje. I znalazłem sposób na kontynuowanie walki. Nie będę musiał do nich przychodzić. To oni do mnie przyjdą. posłańcy lojaliści. Że jego idee żyją i szerzą się tak. odwiedzający mój teren w sprawach Królestwa. Mogę umrzeć.

Wydaje mi się. o wprowadzenie nas wszystkich w pułapkę śmierci i postara się. spadające tak. boję się go. która może być Marcolithem. nawet wtedy. że dałoby mi to bardzo silny argument przeciwko Starodawnemu. a Aldebaran musiał przez to przejść. Oczywiście. nigdy nie poruszałem się z tak niesa- mowitą prędkością i to jeszcze stale przyśpieszając! Czy nie ma temu końca? Jeśli tak trwać będzie dalej. Jeśli przeżył. Aldebaran opisał mi kiedyś coś. co miało miejsce przy stworzeniu gwiazdozbioru Archon 24. aż w końcu nie potrafię już sam decydo- wać o mojej drodze. że nadal jest to 97 eon. zaś daleko po prawej stronie znajduje się odległa iskier- ka. że jest to poczucie straszliwego majestatu. ogromny . Powiedział wtedy. gdy wędrowałem aż do Trzeciego Kręgu. ale także z całego wszechświata? Czy istnieje jeszcze gdzieś jakieś miejsce? Czy istnieje jeszcze inny kosmos. z jego niesamowitą siłą grawitacyjną wywołał chwilowe przyśpieszenie w tamtym kwadrancie. które wiążą umysł. wtedy możemy przekroczyć promień kosmosu w czasie mikro-wieku! Dokąd więc nas wysyła? Czy mamy zostać usunięci nie tylko z samego nieba. które przecinają niebo. aby sam mógł przejąć kon- trolę. Eon 97? Wiek? Spadamy coraz szybciej i szybciej.Rozdział 3 Wygnanie Eon 97? Wiek? Nie mam już żadnego poczucia czasu. aby wszystkich zgromadzić przeciwko mnie. Czy zatem zginął? Jak wielka jest moja nadzieja na to! Jego śmierć jest dla mnie ważna z dwóch powodów. mówiąc szczerze. wtedy spotkamy się z barierą czasu. ale teraz jest jeszcze coś. nowy system. po to. Wtedy stałby się niebezpiecznym problemem. moż- na faktycznie ujrzeć sieć czasu: można ujrzeć sam czas – ten wymiar faktycznie daje się zobaczyć! Powiedział też. kosmos potępionych? Jednego straszliwego faktu jestem pewien: jeśli to przyśpieszenie trwać bę- dzie dalej. jak i ja. jak błyskawice. że gdy osiąga się śmiertelną prędkość. jak i te moce. to oskarży mnie o złe kierownictwo. Nie ma jednak żadnego śladu po Zedronnie. Ale tutaj czas jakby został zakłócony poprzez prędkość i przestrzeń. o czym nieustannie myślę: Zedronn jest najbardziej wybuchową istotą w mojej armii i. Ten niezwykły. Tu i tam mogę widzieć pozostałości mojego korpu- su. Podczas wszystkich moich wędrówek w kosmosie. są tylko jakieś rozmazane paski.

Wstecz. poruszając się z taką prędkością. który tworzy jakby pętlę w dalekiej przestrzeni i jeśli tylko uderzę w jego brzeg. I chociaż przeszedł przez to w towa- rzystwie Starodawnego. . że linie koordynujące siatkę. a teraz wi- dzę.Rozdział 3  Wygnanie 29 wir. innego. O Boże. rozbryzgane światło. Chyba znajduję się poza zewnętrznym kręgiem. jednak przede mną jest tylko pustka. Jednak w jakim kierunku zmierzam? Czy posuwam się w czasie do przodu. Większość istot. stwierdził. innego wieku. jaki wydaje się rozszerzać z jednego końca wszechświata do drugiego. jakby mnie nigdy nie było! A Jego kosmos będzie bezpieczny – bezpieczny ode mnie. Eon? Wiek? Moja świadomość powoli powraca. Daleko. Jak mi to wyjaśnił. Eon 97. Cofanie się wstecz – to byłoby logiczne. odczuwa bieg czasu jedy- nie jako odległą siłę. je- śli raz zostanę porwany przez ten cyklon czasu. jeszcze przed rozpoczęcie mojego buntu. wiek? Porwało mnie w ten komin! Właśnie otarłem się o brzeg wiru i od razu rzuciło mnie w takie spiralne przyśpieszenie. moż- na nagle być katapultowanym do innego eonu. zostanę w nim uwięziony i rzu- cony. jak zawsze przypuszczałem! Nie ma prostej linii czasu! On nieustannie zakręca. stają się właściwie jednym niekończącym się arkuszem oślepiającego ko- loru. że stres przekraczał możliwości wyrażenia go. Tak pusto. jaki to eon. wiek? O. Wstecz. ma kształt stożka.. siły stają się nieskończone. ale ja znajduję się w samym środku wiru.. które znajdują się po mojej prawej i lewej stronie. przeraża go. bowiem ich formacje są dla mnie nowe i bardzo odległe. to jakby krzyk przeszłości. a myśl o przejściu przez ten tunel samemu. które mnie przerażają ponad wszel- kie wyobrażenie. słodka śmierci – Aldeberan miał rację! I oto jest! Mogę dojrzeć tę siatkę – naprawdę widzę czas! Nie jest on jednak linearny. żadnej z nich nie znam. aby stało się tak. a jeśli się w to wejdzie. przed mój początek! Wstecz. Nawet nie wiem. nie mówiąc już o wieku. O Starodawny. tak mi przykro! Eon 97. Z gwiazd też nie mogę odczytać czasu. która prowadzi ich nieugięcie do przodu. tylko Bóg wie gdzie. a z nią – możliwość patrzenia. tak więc odpowiedź muszę sobie sam wydedukować. gdzieś na planetach. że niemal powaliło mnie z nóg. że jestem miotany wstrząsającymi falami. czy do tyłu? Tego nie potrafię powiedzieć.. w oddali mogę dostrzec kilka galaktyk.. Być może tak bę- dzie lepiej.

co będę mógł zobaczyć. która chciałaś rozwiązać równanie kosmosu i przejąć tron! Jakże życzył- bym sobie śmierci w tamtym tunelu! Ale chwileczkę: gdzieś tam w czerni odczuwam znaną mi obecność. nie potrafię jednak dostrzec u Niego nawet śladu gniewu. nie ma przyjaciół. jakby czekał na mnie! Czyżby On również przeszedł poprzez barierę czasu? Czy to możliwe.000 wieków świetlnych stąd. bardzo dobre”. nie ma też orbity: dobra robota. jakbym oglądał wewnętrzną pracę słońca! A teraz.30 Pamiętnik Lucyfera W tej kosmicznej dzikości nie ma się czym zająć. Od czasu do czasu patrzy w moim kierunku. we wszystkich jej odmianach: widocznej jasności. tak. sam kuliłem się tutaj w ciemności. czerwonego i ciemno- fioletowego. jakby miało rozbić wszystkie atomy mojego istnienia i zdaję sobie sprawę z tego... patrzy na światło i mówi: „To jest dobre. sam wpadł w wir? Jeśli tak.. stale podnosi się poziom energii.. On też tutaj jest. światłość. Nie wiem. jaką kiedyś odczuwałem przy tronie i rozpoznaję to: gdzieś w pobliżu znaj- duje się Ruach! I nagle widzę także Narodzonego. tańczących promieni światła: niebieskiego i zielonego. istoto od wielkiego planu. który – jak przypuszczam – był mikro-wiekiem. W tym czasie zauważam też. czy chęci rewanżu. w takim razie dlaczego obecny jest też Ruach? Bez wątpienia Duch Wiatr jest tutaj obecny: odczuwam Jego obecność. jeśli cokolwiek widzę. aby On także został porwany.. Lucyferze – ty. Eon? Wiek? Nagle Narodzony wyciąga swoje ręce w kierunku pustej przestrzeni i przema- wia. niż kiedykolwiek odczuwałem ją wcześniej przy tronie. Wtedy z Ruach następuje wybuch energii. Widzę Go w oddali i odczuwam też obecność Ruach. To wszystko napromieniowuje otoczenie. że moc Ruach stale wzrasta i osiąga poziom wyższy. jakbym był w środ- ku pieca solarnego – tak. a mimo to jestem cały skąpany w blasku. Eon? Wiek? Przez krótki czas. Jej pole przechodzi także przeze mnie.. Nie ma form życia. się.. Najbliższa gwiazda musi znajdować się przynajmniej 5.. jak będę mógł znieść cokolwiek więcej. moc tego ro- dzaju. jakie potrafi wytworzyć cała potęga atomu. po prostu czekając. tworząc cudowne błyski kolorów. po natychmiastowym wykonaniu swego dzieła. by w swoim pragnieniu przegonienia mnie. stanie. On cofa się do tyłu. ognistego potoku jarzącego się światła i mocy. To jest stwarzanie! Natychmiast następuje błysk energii w całym otoczeniu. jakiego nigdy jeszcze dotąd nie widziałem. ale jak dotąd nic się nie stało. a jego głos niesie z sobą falę czystej energii: – Niech. to smutek. . niewidocznych sił magnetycznych.

tworzy drzewo zieleni. jak i pach- nące koła kolorów. Są tutaj drzewa takich rodzajów. która zmieniła ją jakby w zwój zieleni i niebiesko- ści. jednym z Trzech! Żaden oszust tego by nie dokonał. tworząc jedną orbitę. a do tego potrzebne jest słońce. Zaczyna ona wyglądać na całkiem piękną. Mają one zarówno liście. Panie. a nawet raz lub dwa odczuwałem. aby dał temu miejscu jakieś imię. Żadna stworzona istota nie potrafiłaby rozszyfrować tajemnicy kosmo- su. Ja jestem pierwszym ze wszystkich stworzeń i nie potrafiłem tego uczynić. Nie. jej dni zostaną oznaczone cyklami światła i ciemności. to jasne. jakich wcześniej nigdzie nie widziałem – niezwykle wysokie. Dni planetarne są inne od tych. a w tych leśnych świątyniach trwa cisza. gdy tylko czas będzie odpowiedni. Zdaję sobie sprawę. Eon? Wiek? Przez trzy dni pracował systematycznie. ta nowa orbita skąpana była w stałym świetle. poniżej zaś znajdują się całe łany – niezwykle kolorowe.. Choć daleko jeszcze do końca. ale ono jest żywe – dom. pójdę do Niego i zapytam. Jak bardzo się starałem! Przeszukałem każdy kąt swo- jego umysłu w poszukiwaniu brakujących części równania. jak w innych światach. jak mieszkanie: są tam po- koje i sienie. że zabierze mnie z powrotem? Byłem głupcem. A On tego dokonał i to na moich oczach. a jednak nigdy nie udało mi się spenetrować samego enigma- tu. że On nie osiągnął tronu poprzez jakiś prehistoryczny podstęp. Tutaj stworzono paprocie. całkowicie skonstruowany z roślin! Eon? Wiek? To nie ma sensu. wyzywając Go. aż ból przejął moją głowę. I zastanawiam się. Wyrastają ponad całym lasem jak kolumny w świątyni. że znajduję się już na kra- wędzi Tajemnicy. Nie słyszałem jednak jeszcze. już jest śliczna: pokryta wodą i roślinnością. które stwo- rzył wcześniej. których celu istnienia nie rozumiem do końca. Bóg wie. czy mogę wrócić. dzięki małym roślinom. Po prostu jest to niemożliwe. chociażby mała. nawet piękniejsze niż legendarne groty z paprociami na Aurelionie 5. że On jest Bogiem. jakie mieliśmy w Króle- . jakie On stworzył w pierwszym dniu. o ciemno-brunatnej korze i pniach.Rozdział 3  Wygnanie 31 O. Owe kalkulacje poddałem takim siłom. ozdobionych koronkami paproci i ożywionych ko- lorami tych dziwnych małych roślin. W centrum tego ogrodu.. które wygląda tak. dostosuję się do tutejszego czasu: Dzień 4 Jak dotąd. jakich jeszcze żaden anioł nigdy nie doświadczył. czy istnieje jeszcze jakaś szansa. tuż poniżej wo- dospadu. Jeśli jednak ma to być tak. W pobliżu płynie rzeka. On jest jednym z Nich. które muszą mieć śred- nicę około dwudziestu kroków. Być może. jakie za- planował chyba szczególnie dla tego miejsca. że próbowałem. a wzdłuż jej brzegów On tworzy ogród pod baldachi- mem gigantycznych drzew.

Jej promieniowanie jest przyjemne i niezbyt silne. których noc nie przerywała. Z każdego zakamarku lasu odzywają się głosy. udekorowane tak jasno. Z zacienionych miejsc odzywają się inne stworzenia swym radosnym świergotem. zamieniając powierzchnię wody w rzece w tańczące srebro. a następnie zanika w głębokim. z jego siedemnastoma księżycami (jest to oślepiające widowisko nocne). a każdy w jego własnym języku. Nasze dnie były po prostu cykla- mi nowych zajęć. Dzień 4. Ich wzorzyste kręgi tajemniczo kierują się ku słońcu. jakimi zawsze były. wschodzący księżyc. Tam nigdy nie było ciemności. a dniem. abym mógł poprowadzić śpiew hymnu chociaż jeszcze jeden raz! Jakże pragnąłbym powrócić do Króle- stwa Światła. Są to latające stworzenia. Muszę z Nim porozmawiać. przynajmniej raz udało mi się odgadnąć trafnie: zrobił dokładnie to. Tak więc będzie tylko jeden? Często myślę o Celdonie. a jak mi się wydaje. A teraz. Kolory odbijają się w sa- mej rzece. tak.32 Pamiętnik Lucyfera stwie Światła. ognistą wstęgę. właściwe dla życia roślinnego. Diamenty. Jest wieczór. żarzącym się błękicie. czego się spodziewałem – rozpalił nową gwiazdę w niedalekiej odległości. Jakież byłoby to miejsce dla śpiewu! Jakże życzyłbym sobie. a na zachodnim niebie chyli się słońce w swo- im ognistym odblasku. Będę szukał odpowiedniej możliwości. jak wszystkie inne. ale tam nie ma wielkiej różnicy pomiędzy nocą. Kiedyś stąpałem po nich i prowadziłem kosmiczny chór. wkrótce będzie musiał zapalić dla niego słońce. nowe widowisko pojawia się na niebie – wieczorna lampa. Jej blask zalewa teraz ten mały świat swoim światłem i energią. które mają kolorowe oblicza. zamieniając ją w niebiesko-pomarańczową. Dzień 4. Przemierzają niebo swo- im dźwiękiem i kolorem. zaś wodospady w diamenty. ozdobione połyskującym upierze- . jakby były oczarowane jego widokiem. jak rośliny pod moimi stopami. Jeśli zatem ten nowy świat ma być taki. Dzień 5 Minął poranek i świat jest teraz obmyty dźwiękiem. a mały księżyc powoli wschodzi. a ich poziomy są bardzo odpowiednie. metalicz- nym świetle. szczególnie gdy chodzi o rośliny. koniec Dzień się kończy. Nad wielką rzeką gwiazda ta lśni kolorem karmazynu. stanąć jeszcze raz pod promieniującym światłością tronem i aby rzeczy były takie. gdzieś około środka No. w pełni koloru złota. w pogłębiającym się mroku. Tutaj noc staje się zaczarowaną krainą o delikatnym. a jedno z nich.

Dlaczego nie przemyślałem tego. No. co miałbym powiedzieć.Rozdział 3  Wygnanie 33 niem. Narasta we mnie taka wściekłość.. co mam na myśli – uczyniono mnie.. co wi- dzę. Potem patrzy na mnie wprost i jestem zszokowany tym. aby tak się stało. . – Chciałbym. Przykro. ja chcę powrócić. On chciałby. Oznacza to. Ale On mówi dalej. jaki słyszy. Mogłem odgadnąć. myślę. Tak mi przykro. że odpowiedź brzmi: nie. Jestem tak wstrząśnięty. Sam wiesz. Nagle przypominam sobie. aby było to możliwe. „Tak będzie?” Te słowa jakoś niezgrabnie brzmią w moich uszach. że nie potrafię wymyślić niczego.. – Jego odpowiedź brzmi powoli i smut- no. a najbardziej przykro ze wszystkiego. abym. To już nie powtórzy się więcej. – I tak będzie. że będzie mi się podobało życie tutaj. że moja stanowczość osłabiła się podczas spektaklu stwarzania. miałem już takie doświadczenie: smutek jakby gotował się w środku i zdawał się wylewać na zewnątrz poprzez oczy! Ale On? Płaczący? Czyżby Ci Trzej także odczuwali smutek? – Jakże chciałbym. To będzie twój nowy dom. co nastąpi potem i spływa to jak lodowaty strumień na mają duszę. ale to nie jest to. jakiej nigdy nie odczuwałem. a Jemu jest „przykro”. ale lepiej będzie. że nie wygrałem tej pierwszej bitwy. abym go użył... przykro. ale wystarczająco zrozumiale. – Tak będzie. że nie zauważyłem Jego nadejścia. że nazwałem Go „Mistrzem”. gdzie należę. W Jego oczach są łzy! Nie mogę temu uwierzyć! W moich najciemniejszych chwilach od opuszczenia tronu. pozostawiam moją na wpół wypowiedzianą prośbę taką. chociaż słowo to ma dla mnie gorzki smak. że jest to Narodzony! Byłem tak pochłonięty przyglądaniem się temu nowemu stworzeniu... Ale teraz nie ma już takiej. Co? Ktoś do mnie mówił? Odwracam się. że potrafi odpowiadać na moje własne myśli. aby z Nim porozmawiać. A więc tak to jest: nie mogę powrócić. Jest mi tak straszliwie przykro. co miałbym powiedzieć. – Do Królestwa Światła? Do tronu? – Tak – z powrotem tam.. Nie przygotowałem niczego. a teraz jestem zdumiony tym.. Jakiż to świat! Jeśli nie będę mógł powrócić do tronu. ja. lepiej jednak. że szukałem możliwości. Nie pozostawiłeś sobie żadnej drogi po- wrotu. nawet podczas samej walki tam w Mieście. Nie potrafię nawet poprawnie wypowiedzieć jednego zdania! Słowa wy- chodzą same i pozostają niedokończone. jeśli skorzystam z tej chwili. jeśli będę musiał pozostać na wygnaniu. co miałem zamiar powiedzieć? Nie mogąc już dokończyć. Tu jest pięknie. zdaje się mieć wielką przyjemność w naśladowaniu niemal każdego dźwię- ku. a długie chwile mijają nabrzmiałe bolesną ciszą. aby zobaczyć kto to i przekonać się. – Mistrzu – odzywam się. co.moje miejsce jest. jaką była. – Mistrzu. była jesz- cze szansa. mi także jest przykro – przykro. Zanim Ruach musiał cię opuścić.

34 Pamiętnik Lucyfera – Tak więc to będzie twój dom – twój. którego właśnie podziwiałeś. co uczyniłem. – Chcę ci wyjaśnić. że może ono brać tylko tyle. co wykorzystasz sam. Ziemi? Czy w takim razie widziałem stworzenie orbity. Chciałeś więcej. I w tym. Będzie to mój koronny akt podczas stwarzania Ziemi. że jeśli kiedykolwiek będzie mi dana taka szansa – jeśli kiedykolwiek znajdą się pod moja kontrolą – zabiję ich. Twoje problemy były dwuczęściowe: po pierwsze jesteś stworzoną istotą. ile potrafi dać z siebie. życia. Wkrótce przy- będzie tu Marcolith. Wszystko w moim stworzeniu zostało tak zaplanowane. Mój cały wszechświat. Jeśli patrzyłeś uważnie. niż potrafiłeś oddać. Postawię na tej orbicie lądowe istoty. tak więc od samego początku próbowałeś rzeczy niemożliwej. Po- patrz dla przykładu na śpiewającego ptaka. On wdycha powietrze. jakiego potrzebują do życia rośliny. że wbudowałem podstawową zasadę we wszystko. kwiatek wytwarza zapach. dzięki swojej kre- atywności to. aż do najmniejszego źdźbła trawy. aby znowu dawać. działa w oparciu o tę zasadę. w zamian – z wdzięcznością. następnie wzbogaca. które będą mogły odtwarzać życie! Onie- miały z wściekłości natychmiast postanawiam. wypełniając je gazem. kolory i tlen – i tak ten cykl trwa poprzez całą wieczność. ale nie miałeś życia wrodzonego – życia wysłanego poprzez kamienie ogniste. ale oddaje to po- wietrze wzbogacone o pieśń. ptak zmienia powietrze. Wykorzystując powietrze otrzymane od ptaka. powinieneś już zauważyć. które może zgłębiać je- dynie Bóg. a to. podobnie jak i Zedronn. Był jednak jeszcze głębszy błąd i o tym właśnie chciałbym porozmawiać. Nazywa się ona Zasadą Powrotu. Oniemiały słucham. wzbogacasz własnym życiem. i tak śledziłem każdy twój krok. popełniłeś błąd. co ma do powiedzenia. kiedy rozpocząłeś. niż wzięło. Moje myśli śledziły twój tok rozumowania od momentu. i wszystkich twoich sił. mój umiłowany Lucyferze. Wszystko to. jakim oddycha. Starałeś się rozwiązać Tajemnicę Kosmosu. od potężnych syste- mów kręgów. a istnieją tajemnice. co potrzebne jest do życia. który tak bardzo cię zaintrygował i wprawił w zadumę. które mogłoby objąć energią cały kosmos. jak kończy to. . Zasada Powrotu: bierzesz tylko po to. Obserwowałeś akt stwarzania przez ostatnie pięć dni. a potem stworzę człowieka. otrzy- muje z całego systemu kosmicznego. co złego stało się w twojej duszy. co otrzymało i oddaje systemowi więcej jeszcze. która zapoczątkowała cały mój zamęt! A ju- tro zobaczę pojawienie się dwóch istot. która przyspieszyła mój bunt? A więc tutaj wyrzucił mnie ten wir kosmiczny – dokładnie na czas. Ten gaz. Zedronn! A więc i on uciekł i teraz będę musiał radzić sobie z nim także? Co jeszcze? – Jutro zakończę stwarzanie. Chciałeś tronu. aż do twego szaleństwa w czterdziestej mocy z dziesięciu. I więcej jeszcze. przyjmuje piękny mały kwiatek. abym był świadkiem stworzenia planety. które potrzebne mu jest do przetrwania.

Ty odwróciłeś równanie. ale nie będziesz tu władcą suwerennym. które obciążone jest owocami. dla którego będą je wymijali – ma być wiara w to. jasny księciu dnia wczorajszego. Każda tu istniejąca forma życia będzie pod ich panowaniem. aby ich wypróbować. aby mnie zabić. Pewnego dnia zajmą twoje miejsce. Lecz jeśli tak się stanie dam im szansę powrotu. ale zabronię im je spożywać. Oni zaludnią tę orbitę. Te istoty. bezpośrednio odpowiedzialnymi przede mną. Jeśli pozwolę im na zastąpienie ciebie. wtedy przestąpią prawo. Muszę jednak wykazać. że jest w nich jakiś problem. aby wykorzystać ich w celu uzupełnienia braków pozostałych w wyniku pozbycia się ciebie i twoich naśladowców. Test będzie bardzo prosty. Jeśli kiedykolwiek zdecydują. Przyjdę sam. robiącymi wrażenie atrakcyjnych i pociągających. że nie popełnią takiego samego błędu. Mam taki zamiar. Wiem już ile mnie to będzie kosztować. wtedy pokażę Zasadę Powrotu w jej pełni: sam oddam siebie za nich. jakie stworzę jutro.Rozdział 3  Wygnanie 35 Oto powód. oferując im ratunek. będą musieli pokazać. dla którego Tajemnica była dla ciebie czymś tak intrygującym. jaki popełniłeś ty. Gdy tego próbujesz. . Faktycznie. ale tego nie da się zro- bić. W centrum ogrodu postawiłem wielkie drzewo. Dlatego zmuszony jestem do tego. że chcą zignorować dane przeze mnie ograniczenie. pozwalamy ci żyć tutaj jakiś czas wraz z twymi siłami. będziesz miał taką szansę. osobiście. wprowadzasz straszliwego intruza. Chociaż jesteś zbuntowany. czy rzeczywiście w pełni będą oni posłuszni prawu kosmosu. A teraz porozmawiajmy krótko o przyszłości. Jeśli te istoty upadną. Nie będzie żadnego widocznego znaku. Je- śli będzie konieczne. musimy się teraz rozstać. staną się tutaj panami. zwanego śmiercią. Starałeś się rozwiązać je od tyłu. drzewo to będzie najbardziej nęcące i dlate- go jedynym powodem. W swoich myślach pielęgnowałeś marzenie. wtedy popełnią taki sam błąd. że mó- wiłem prawdę. Lucyferze. jaki ty uczyniłeś.

cofa się i patrzy na nią. jak wygląda Starodawny. aby zmienić jakieś maleńkie cechy.Rozdział 4 Miejsce zwane Edenem Dzień 6. które wyszły od tak już dzisiaj odległego w cza- sie tronu. którzy rozpalili mój bunt i którzy. No. ponieważ nie konsultowano tego ze mną). chociaż ich jeszcze nie widziałem i moim największym pragnieniem jest wciągnięcie ich do mojego buntu. wczesny poranek Oczekiwałem tego dnia z całą burzą uczuć. których boję się najbardziej. a ja nie ośmielę się otwarcie objawić im siebie. jako mo- ich przeciwników! Jak mógłbym zostać zastąpiony przez istoty. jak mi powiedziano. Starannie pracuje i w koń- . a niektóre z nich są całkiem dziwne. gdy pokręcę się dłużej po ogrodzie i poczekam. Dzień 6. Jakieś stworzenie o długiej szyi właśnie przeszło obok mnie. niewiele cięższa od garści liści! Ale nie zauważyłem jeszcze niczego. coś wiem na temat tego. przeszedł nad brzeg wielkiej rzeki i tam gromadzi błoto! Zaczyna skrupu- latnie z niego coś tworzyć – formuje twarz. jestem pewien. „Na nasze podobieństwo” – te słowa uderzyły mnie. że będę mógł je rozpoznać. potem po- nownie się schyla. To przynajmniej wyeliminuje ich. Zastanowię się nad tym. Dzisiaj zobaczę moich rywali. przybrane w żółty płaszcz w czarne kropki. przynajmniej jedna rzecz jest w miarę pewna: po 97 eonach przebywania w Jego obecności. tych. co w jakimś stopniu odzwierciedla- łoby nowe stworzenia. Tak więc. które są także zbuntowane? Ale jak mogę do tego doprowadzić? On zapewne ostrzeże ich przede mną. których możliwości chcę z wielką chęcią ocenić. Dzień 6. mają najprawdopodobniej zająć moje miejsce! Już ich niena- widzę. u jego stóp znajduje się mała kulka futrzana. dziką mieszaniną ciekawości i zło- ści. słowa. gdy pojawi się ta nowa forma życia. niezwykle zaciekawiony tymi nowymi isto- tami. gdy Ci Trzej planowali stworzenie tych nowych istot (wtedy rozgnie- wałem się. wczesne popołudnie Dzieje się coś dziwnego: Narodzony zaprzestał tworzenia świata żywych zwie- rząt. późny poranek Narodzony poświęcił większość dnia na tworzenie ogromnych ilości różnych form życia na Ziemi.

ale teraz zachód słońca wyznacza koniec szóstego dnia. Na zachodzie skrywające się słońce. powracam więc przygnębiony do Ogrodu. a ja nie widziałem jeszcze nigdy niczego takiego jak to. nogi – wszystko jest gotowe. aby stworzyć ten świat dla was. O. gdy daję wam życie. aby usłyszeć wszyst- ko wyraźniej. tylko że takie bez życia. bo zobaczycie w swo- ich ramionach odbicie samych siebie. która jest wybornie piękna i oboje najwyraźniej są w sobie zakochani. co ozna- cza dla mnie ten wieczór. Patrzę z pogłębia- jącego się cienia. widzę teraz całkiem duże stworzenie. która tańcząc. Mój rywal został stworzony z gli- ny! To już przekracza moją wytrzymałość. Panie! To miejsce jest wspaniałe! Eden – tak je nazwał. chcę. żywa tkanka. abyście i wy zaprzestali swojej pracy i po prostu . Potrzeba mi przestrzeni! Potrzebu- ję samotności! Muszę pomyśleć. zagubione w swoim towarzystwie (Adam poświęcił większość wieczoru na wpatrywanie się w cudowną i piękną swoją partnerkę. Wtedy lepiej jeszcze zrozumiecie. raz jeszcze zamieniło niebo w pło- mienną światłość. Każdego tygodnia. korpus ciała. unosi się nad powierzchnią rzeki. zaś wschodzący księżyc wkrótce zamieni je wszystkie w diamen- ty. błoto stało się żywe i teraz powstaje! Przerażony i oszołomiony uciekam z ogrodu. a jest na nim każda cecha: twarz. jak siadają nad brzegiem rzeki. Właśnie dlatego mam zamiar pozostawić wam część tego na wieki. Chcę. o tej chwili. Pewnego dnia i wy odczu- jecie podobnie to. a ja przybliżam się. zakończenie stwarzania. a przyłącza się do nich Naro- dzony. która jest początkiem świata. które oznacza czerwoną ziemię! I postać ta ożywia się! Słodkie nieba. Pracowałem przez sześć dni. Jakże czuję się osamotniony! Moja samotność pogłębia się poprzez fakt. że słońce zachodzi na koniec szóstego dnia. wodospad wypełniony jest żarzącymi się kolorami. – To bardzo szczególna chwila. Jest on częścią mnie samego. Dzień 6. kierując się twarzą do twarzy. abyście nigdy nie zapomnieli o tym wspaniałym czasie. jak delikatnie wypowiada imię: Adam – imię. ramiona. gdy zobaczycie. wdycha w jej glinia- ny nos powietrze i słyszę. ta rzecz żyje! Żywe błoto – nie. wieczór: Przez całe popołudnie pogrążyłem się w myśleniu i nadal nie potrafię zrozu- mieć tego. że – tak jak powie- dział Aldebaran – są dwie nowe istoty: Adamowi dano partnerkę. niemal mojego wzrostu. Zbliża się wieczór. Mam nawet wątpliwości czy w ogóle zauważył zachód słońca). Narodzony mówi do nich delikatnie. Zakończyłem więc moje dzieło. Poprzez baldachim paproci kolorowe nie- bo połyskuje jak pomarańczowa koronka. co widziałem. co ja czuję teraz. Dwie stworzone istoty siedzą obok siebie. jak kamień.Rozdział 4  Miejsce zwane Edenem 37 cu wszystko jest gotowe. A teraz obejmuje tę rzecz.

a potem oddajcie to. który On stworzył. poznając wszystko co . I będą tak czynić każdego tygo- dnia. Będziecie nim rządzić. tym będziecie szczęśliwsi i tym bardziej będziecie zdolni do tego. Mam więc nowy problem. będzie mi trudno dotrzeć do ich myśli. aby nie zaczął przerastać. wzbogacone o wasze własne życie. Korzystajcie ze wszystkiego. dlatego. niechaj to wypełnia was radością. jak będą pamiętali o Nim w tym dniu. a ja nie mam pojęcia co z nią mogę zrobić. a oni rozpoczynają pracę. i myślcie o mnie. który nazwał Szabatem. Wyko- nywanie rutynowej pracy zajmuje ich do popołudnia. aż do najmniejszego ptaszka. dzień. Służcie im dobrze. a wa- sze szczęście nie zazna nigdy końca. tym więcej się nauczycie. Ten mały świat należy teraz do was. Przestrzegajcie tego prostego prawa. Dzień 8 To pierwszy dzień nowego tygodnia. Ten zachód słońca zaznaczy rozpoczęcie czegoś niezwykle ważnego dla mnie – początku dnia siódmego. co tylko będzie wam potrzebne. I nigdy nie zapomnijcie. Radujcie się nim i aż do kolejnego zachodu słońca wspominajcie o tym. jaki był początek waszego życia. Szabat. nad którym trzeba będzie się zastanowić.38 Pamiętnik Lucyfera odpoczęli. że winorośle już pozarastały i potrzebują plewienia. Jakże mnie to intryguje i stawia przed wyzwaniem. jakie ukrywają się w morzach. w którym odpocząłem od stwarzania. jak będzie- cie postępować w ten sposób. ich dom z ży- wej zieleni domaga się też uwagi. jak chcą i w tym czasie rekreacji spacerują po tej krainie cudów zwanej Edenem. a ja już dostrzegam tu problem: tak długo. a im dłużej będziecie żyli. Zauważyłem jednak. To miejsce jest tak pełne życia. Dokładnie tak. Stanowi on prze- szkodę. opiekując się ogrodem. dzień odpoczynku. że pozostawił im trochę czasu dla siebie samych. które mogą wykorzystywać tak. Jakie to interesujące! Zanim cokolwiek uczynili. który lata po niebie. bo zasługują na wiele dobrego od was. aby się kochać wzajemnie. najpierw wypoczywają i myślą o Nim. A teraz pozostawiam was samych. po czym mają trochę wspaniałych godzin. jak im powiedział – spędzają go w ciszy. Dzień 7 Jest to ich pierwszy pełny dzień życia. będziecie żyć. że i ja dałem wam tak wiele: zdolność myślenia (podobnie jak ja). aby zrozumieć ich potrzeby. Tak długo. Wszystkie stworzenia będą was kochać i ufać wam. Ten piękny dzień nazywam Szabatem. aby udzielić im miłości. I pamiętajcie. radując się ogrodem i rozmawiając na Jego temat. od wielkich stwo- rzeń. że was kocham. jaka jest Zasada Powrotu. Tyle pracy! Najwi- doczniej Jego zamiarem jest utrzymywanie ich w działaniu. owoce ciężko zwisają z drzew.

Miałem nadzieję. aby dojść do siebie. wieczorem Tak więc właśnie dotarły pozostałe moje siły – całe miliardy. . zalewając ten glob jak armia dokonująca inwazji. Czy uda mi się skłonić ich do tego. co mi wiadomo o tym świecie i podzielę się moim planem. Dzień 27 Dotarły do mnie wieści. Jaka jest ich ciekawość! Wszystko ich intryguje i o wszystko. potrzebują przecież czasu. i już wysłał swoich wysokich rangą posłańców do Marcolitha. Moim największym problemem jest teraz Zedronn. kiedy wszyscy dojdą do siebie po przejściu tego tunelu czasu. Wtedy wyjaśnię im. Rzuciłem okiem w kierunku Zedronna. ale nie rozmawialiśmy jeszcze. Tak. Marcolith wygląda na całkowicie wyczerpanego. że będziemy musieli walczyć. wezwę całą armię na szeroką dolinę znajdującą się zaledwie o kilka mil stąd na zachód. iż istnieje szansa na przejęcie kontroli nad całością. Ale czy nie stanowi to dla mnie pewnej możliwości? O wszystko przecież pytają. Zedronn wydał polecenie. Oddziały Marcolitha stoją w pobliżu. ale nie będę czekał zbyt długo. którego celem jest prze- jęcie świata jako terytorium armii Lucyfera. ale ci będą mu- sieli poczekać. a z tego co słyszę. Przez dwa tygodnie byłem zajęty ciężką pracą przygotowującą moje siły do bitwy. aby zaczęli pytać i kwestionować Jego osobę? Dzień 8. aby jego oddziały nie słuchały nikogo. dłużej niż mnie trzymano w tunelu. że Zedronn ćwiczy swoje zastępy do wojny. około pięć mil na południe od Edenu. otoczonego grupą swoich sprzymierzeńców. Wielu z nich cierpi na dezorientację. Za kilka dni. na wschód od moich. że to nam się uda – jeśli uda nam się wciągnąć ludzi do współpracy z nami! Dzień 11 A więc wygląda na to. a efekty tego doświadczenia są widoczne. że swoje wysiłki skoncentruję na ludziach. bowiem wtedy Zedronn – lub ktoś inny z ambitnych intrygantów – może uznać. co widzą. Ich. którego celem będzie obalenie mnie z pozycji głównego przywódcy. jak się oba- wiałem. proponując mu alians. Zastępy mojego korpusu obozują w dolinie. Zedronn już jest zajęty. Celsion i Margoth udali się w poszukiwaniu jego obozu i znaleźli go ponad łańcuchem gór leżących na wschód od Edenu. Zedronn odszedł gdzieś z jedną trzecią armii. pytają. Wygląda na to. oprócz niego. że nie działałem wystarczająco szybko. Nie wezwałem jeszcze wszystkich na spotkanie. a sądzę.Rozdział 4  Miejsce zwane Edenem 39 tylko ujrzą. Przyłączył się do mnie Marcolith. Dlatego będę musiał działać w miarę szybko.

której nie potrafią: nie potrafią podróżować w wymia- rze czasoprzestrzeni. chyba że z jakiegoś powodu zdecydujemy się przekro- czyć barierę i wejść w ich widzialną rzeczywistość. ale bardzo poważnie przewyższamy go siłami. o wspólnym życiu. Wczoraj był dzień odpoczynku i większość czasu spędzili śpiewając. Rozpoczniemy przed świtem i udamy się na wschód od pozycji Zedron- na. przed świtem Jeszcze raz dokonujemy przeglądu sił uformowanych w echelony. Odkryciem tym byli tak bardzo zaintrygowani. a gdy skoń- czę z nim. Dlatego nie będą widzieli bitwy. że owa podróż wokół tego maleńkiego świata staje się bardzo szybka. jak było to w przypadku Narodzonego. tak jak my – aniołowie. a moja wojna z ludzkością odsunie się na długo. aby uderzyć z wielką siłą i prędkością. kompanie i oddziały. Chociaż mają całkowicie różne od siebie głosy pod względem tonalnym. tworzą one jednak zgodną muzycz- nie całość. skutkiem czego jesteśmy dla nich całkowicie niewidoczni. z któ- rego razić go będzie w oczy wschodzące słońce. która właśnie ma się rozszaleć (chociaż dla nich niewidoczna). jaka wkrótce się rozegra. Moim zdaniem bezpieczniej jest się bać. gdy walczyliśmy z Nim w Królestwie. że trzeba bę- dzie dać przykład. a przyspieszając ją jeszcze powodujemy. Ruszamy na obóz Ze- dronna za trzy dni. Dzień 29 W błogiej nieświadomości wojny. Jestem usatysfakcjonowany gotowością mojej armii. Jeśli tego nie zrobię. Tak więc nie okażę wcale żadnego zmiłowania nad Zedronnem. Dzień 30. że tego można teraz oczekiwać każdego siódmego dnia. gdy zaatakuję Zedronna. przeważał ilością sił. Jakież to dziwne stworzenia! Ale jest jedna rzecz. Mam na myśli to. bowiem na . wtedy zapanuje absolutne posłuszeństwo wśród moich sił. Nie zostałem okaleczony przez Starodawnego tęsknotą za miłością. gdzie będziemy mogli go zaskoczyć o brzasku i zaatakować z kierunku. o ironio. tak. który. tworząc sobie pieśni w czasie spaceru – pieśni o Narodzonym. Faktycz- nie dopiero co zaczynamy przyśpieszać. Spodziewam się. niż być kochanym. na temat stworzenia. W kilku chwilach osiągamy pręd- kość odpowiednią dla czasoprzestrzeni. że śpiewali przez więk- szość popołudnia. Przedyskutowałem mój plan bitwy z Marcolithem i starszymi dowódcami eche- lonów. jak rozprawiamy się z takimi łotrami. a tu już musimy zwolnić. wtedy nie będzie końca temu sporowi. Adam ze swoją żoną zajęci są pracą w ogrodzie. Odtąd moim środkiem kontrolnym będzie strach. Dwóch na jednego: Zedronn jest sprytny i niebezpiecznie pobudliwy. jak czyniliśmy to w Królestwie Światła i zaraz po tym wydaję rozkaz.40 Pamiętnik Lucyfera a nasze połączone armie mają znaczną przewagę liczebną – taki sam stosunek.

Teraz nasz przeciwnik musi zmagać ze swoją własną stra- tegią i do tego równocześnie na dwóch frontach. zdecydowane rozgromienie. dając nam pozycję umoż- liwiającą otoczenie obu części jego armii od tyłu. – Żadnego miłosierdzia. Wydaje mi się. aby to była ostatnia tego rodzaju walka. tym więcej jest jego sił. ja uczę się szybko! Ustawienie V działa dla ciebie. a wkrótce także i moim siłom udało się przebić. i wykorzystując tę nową taktykę. Tego jednak nie mogę wyjaśnić Marco- lithowi. No. – Nie okazuj im miłosierdzia – mówię. Zedronnie. jaką walczy nasz wróg. daje mu linię bitwy po obu stro- nach. ale rany są niesamowite. Moi wojownicy zostali mocno ranni w zetknięciu się z tym ostrym kątem li- nii frontu. a mój zdumiony dowódca korpu- sów przytakuje na zgodę i pędzi z powrotem do swego punktu dowodzenia. czy tak? Ale ono zadziała także i dla mnie! Wysyłam Marcolitha na drugą stronę formacji Zedronna z instrukcjami. Szybko wysyłam posłańca po Marcolitha. aby rozwinął swoje siły w taką samą ostrą formację. pojawiamy się nagle od wschodu. bowiem chcę. linia sił Zedronna zaczęła się wykru- szać. patrząc nieco zmieszany. kierując się bezpośrednio na nas. ataku- jemy równocześnie. szarozielona w porannym półmroku. Wiem. Tak więc im bardziej przyspieszamy. Bi- twa wybucha ponowną furią. drąc się wystarczająco głośno. które zniszczy na zawsze każdą myśl o buncie pośród moich szeregów. a jego siły tworzą kąt. staję twarzą w twarz z Zedronnem. Ale Zedronn jest twardy – reaguje znacznie szybciej niż się spodzie- wałem.Rozdział 4  Miejsce zwane Edenem 41 jakieś piętnaście mil przed nami znajduje się szeroka. Gdy wewnętrzne siły ostatecznie pa- dają. – Bez miłosierdzia? – zapytuje. bowiem chcę mu wydać rozkaz osobiście. dolina wypełniona siłami Zedronna. którym musimy stawić czoła. krzyczący z bólu. kilka mil dalej. mój wrogu. aby być . o wschodzie słońca Mając za plecami słońce. aby nawet i on bał się nieustannie postawienia siebie w ja- kimkolwiek sprzeciwie w stosunku do mojej woli. Godzinę później otrzymuję dobrą wiadomość w formie przesłania od Marco- litha. aż on się załamie. o czym my- śli: te siły będą nam potrzebne w przyszłości i nie stać nas na ich odrzucenie. ty głupcze – grzmię. Po jego stronie bitwy. Wszę- dzie znajdują się ranni. mam ich jeszcze wielu i będę ich wysyłał tak długo. Dzień 30. Mam jednak głębszą potrzebę: chcę. jaką będę musiał stoczyć. ponieważ ustawione w kształcie litery V. a nasz atak jest pełen furii. nikt nie traci życia. Tak więc po prostu powta- rzam rozkaz bez jakiegokolwiek wyjaśniania. – No. Zedronnie. że jest całkowicie zaskoczony. ale taki jest koszt wojny. Walka staje się tym sposobem bardzo zajadła i nie możemy otoczyć jego skrzy- dła. Jest to chwila przypieczętowania zwy- cięstwa.

wydaję rozkazy. co stanie się z tymi. jakie jest niebezpieczeństwo. Oświeconemu. Dzień 34 Rozbiłem siły Zedronna i porozrzucałem je po całej armii. Na oczach armii mocuję się z nim w krótkim. to nie ma to znaczenia. Nikt nie stawia mi pytań. Będziesz musiał stawić fizycznie czoła Lucyferowi. pozostały czas Cała armia milczy. ale szybko wykonuje dokładnie to. trudno komukolwiek odgadnąć. podnoszą go i niosą na tyły armii. I tak być po- winno! Nigdy przecież nie był nikim więcej. Opuściłem wir czasu przed tobą i widziałem stwarzanie. Dzień 30. co zrobiłeś? Czy masz jakiekolwiek pojęcie. nikt jednak w armii nie jest tak silny jak ja. że nawet Marcolith patrzy na mnie dziwnie. Będę walczył z tobą osobiście. okrutnym boju. czego obawiał się Starodawny? Owa utrata wolności. Zedronn jest sparaliżowany od szyi w dół i trzeba będzie go nosić zawsze tam. stanie się według twego życzenia. mamy szansę na przetrwanie. niektórzy z oddziałów Zedronna. jak będą się mnie bali – wykonywać będą moją wolę. jak tylko dowódcą czwartego eche- lonu. gdy tworzono tę orbitę i czy wiesz. jakie czyha na nas tu niebezpieczeństwo? Jestem cały rozpalony w wyniku ekscytacji walką i słowa wypływają ze mnie jak rzeka ognia: – Oczywiście. jaką teraz zauważam w oczach moich żołnierzy – posłuszeństwo zakwaszone bojaźnią? Od- czuwam. wkrótce więc jest już po wszystkim. Zauważam. jaki zastosowano dla tej orbity i wiem wszystko o ludziach. którzy ją zamieszkują. Tak długo. a jednolite dowództwo znajduje się teraz pięć mil na południe od Edenu. przed którym wszyscy stoimy? Czy byłeś przy tym. aby pokazać. Faktycznie. to miałem już plan usidlenia ich. Przez długą chwilę stoi sparaliżowany wściekłością i strachem. gdzie jego siły przyłączają się do moich. a teraz już czas na to. Każdy wydaje się głęboko zdez- . Gdy z nim kończę. Walczy z de- speracją. którzy opóźniają mój plan zwycięstwa.42 Pamiętnik Lucyfera słyszanym przez tysiące. że nic nie wiesz! Ale ja tu byłem. Chciałeś walczyć? Bardzo dobrze. Ze- dronnie. Czy tak się stanie? No. Znam każdą warstwę planu twórczego. Czy to jest to. by rozpocząć rewoltę. Po cichu. Jak bardzo teraz cofnąłeś nas w działaniu. co mówię. – Czy zdajesz sobie sprawę z tego. że ten lęk szybko może przemienić się w nienawiść. Ja stałem przez 97 eonów czasu przed tronem i coś z jego energii nadal mi pozostało. gdy ty głupio zacząłeś wysyłać emisariuszy. gdzie będzie chciał się udać. twoja tępa ambicja zraniła każdego. a wszyscy są mi w pełni posłuszni. Jeśli doprowa- dzimy ich do buntu.

Jak sądzę. Oczywiście. Wyglądało ono na stworzenie inteligentne. porozumiewałem się przecież z wieloma różnymi formami życia i byłbym zdumio- ny. że rozważana jest też jego kandydatura. Najpierw musieliśmy się porozumiewać bardzo powoli. mogliśmy się rozumieć i to cał- kiem dobrze. trzeba będzie długiego czasu. postawiłem go na cze- le sił. (Mała zwłoka pogłębi jego chęci całkowitego podporządkowania się mi. Z tego powodu postawiłem Marcolitha na stanowisku głów- nodowodzącego. Może to być jedno z niższych stworzeń (jeśli znajdę takie.) Gdyby rzeczy układały się w Mieście równie prosto! Jakie to łatwe.Rozdział 4  Miejsce zwane Edenem 43 orientowany. Teraz i tak nie są mi potrzebni. aby przyswoić sobie pewne informacje. który zdoła przyciągnąć do mnie ludzi. jakiś kanał. Powiedzia- łem mu. Powiedziałem mu. aż ponownie będzie można z nich korzystać. – a jeśli tak. aby po- radzić sobie z niższą formą życia! Dzień 44. rozumiemy się. jaki spędziliśmy razem. wchodzę w ziemski . że to stworzenie rzeczywiście się porozumiewa przy pomocy drugiej retrosfe- ry świadomości. sam zaś powróciłem do Edenu. które będzie chętne do porozumienia). przy- słanym tu dla dokonania wyboru kilku istot do wyższego poziomu w kosmicz- nym porządku i zasugerowałem. które byłoby otwarte na wymia- nę myśli. który jest im nie tylko znany. Faktycznie kilka dni temu. Chociaż jest ono o stosunkowo niskim poziomie mentalnym. bowiem to wyczu- liłoby ich na grożące im niebezpieczeństwo. przy pomocy prostych znaczeniowo określeń. przez które będę mógł przemówić. nie ośmielę się przedstawić im siebie otwarcie. ale to zwierzę jest zdolne do uczenia się i przy końcu czasu. że powrócę za dwa dni w celu przekazania dalszych instrukcji. ale któremu ufają. Muszę raczej znaleźć jakieś medium. Poprzez eony czasu podróżowania w kosmosie. chętnie zgodził się zrobić wszystko o co poproszę. bowiem zamierzam usidlić tych dwoje ludzi osobiście. gdzie mam zamiar zakończyć poszukiwanie jakiegoś sposobu. a jego delikatne jak pajęczyna skrzydła połyskiwały barwnym światłem i to właśnie przyciągnęło moją uwagę. – być może wystarczająco inteligentne. Przechodzę więc barierę. będę miał swój kanał. Po głośnym i publicznym uhonorowaniu. pod moją nieobecność. wczesny poranek Z zacienionej kryjówki mogę patrzeć na to stworzenie oczekujące z niecier- pliwością na moje przybycie. Dzień 42. gdybym nie mógł znaleźć tutaj choćby jednego. potrafi latać. Bez wątpienia ludzie także to zauważą. przez który postaram się dotrzeć do ludzi. że jestem delegatem „Rady Kosmosu”. Jak chciwy głupiec. środek popołudnia Sukces! Latający płaz wylądował dzisiaj na pobliskim drzewie i zauważyłem. Chociaż jest płazem. pewne intrygujące stworzenie przyciągnęło mój wzrok.

niż wyższa od nich forma życia. zacząłem być nieposłuszny prawu prawdy. Na krótko zaprzestaję mówić. która chce się rozwijać. pozwalając na to. panie – odpowiada. próbowania czegokolwiek. Słowa wychodzą z moich ust bez wysiłku. Czy jesteś tym zaintere- sowany? Zainteresowany? To niższe stworzenie teraz należy już do mnie! Wyjaśniam więc mój plan. że jesteś godny. aby słuchać. wykorzystując ciebie jako narzędzie dla wypowiedzenia moich słów. w przeciwnym bowiem wypadku ich przyszły rozwój stanie się bardzo ograniczony. ale to ty. powodując. – Tak więc powinni zrobić to samo i oni. czego nie chcieli próbować dotąd – wtedy wykażesz. Okażesz się od nich lepszy i zostaniesz upo- ważniony do tego. kwestionowania cze- gokolwiek. jakie muszą przezwyciężyć. muszą udowodnić poprzez osobiste zasługi. Będę rozmawiał z pana- mi tej ziemi. Miejsce naszego spotkania jest całkiem bezpieczne. – To bardzo wysoki rodzaj istot. tak. że radzisz sobie z nimi. – Jest takie rzeczywiście. Musimy się tym podzielić z ludźmi. musi stać się taką jak ja. a którą chętnie przyjmuje znajdujący się przede mną tępak. by stać się ich panem. panujące nad tym światem. Czy zauważyłeś te dwie wyprostowane istoty. aby dopomóc ci w przejściu tej próby. aby przećwiczyć nasz . by zasmakował tej pokusy. zdolny do zaoferowania ukrytej prawdy każdemu. jak poszerzyły się twoje horyzonty. Każda istota. W istocie tylko raz miałem poczucie winy: gdy. To drzewo wygląda na szlachetne. że są znacznie sprytniejsi. będąc jeszcze w Mieście. a potem zaczynam kontynuować: – Obserwowałem cię z wielkim podziwem. A jeśli uda ci się dokonać tego i odniesiesz sukces. Jest to uprzedzenie. które troszczą się o ogród? – Tak. których jednak ludzie nigdy nie dotknęli. którzy zostaną podniesieni w swoim statusie. którą wymyślam na miejscu. z tego skorzystasz. że spróbują czegoś. Czy to zauważyłeś? – Oczywiście. Lądowałem tam kilkakrotnie. Osobiście jestem przekonany. nie może się bać odkrywania czegokolwiek. że każdego dnia spotkamy się na tym miejscu. pozostawię cię panem tej rzeczywistości. mające piękne owoce. ale ludzie się go boją. tak naprawdę. tworząc całkiem piękną fikcję. że jesteś godny wyższego statusu i jestem przygotowany. Czy to rozumiesz? – O. Ty słuchałeś i sam widzisz. z dala od ogrodu. Twoje słowa już rozbudziły we mnie nowe poczucie wolności. – Jest drzewo – mówię – w centrum ogrodu. Uzgad- niamy więc. kto będzie wystarcza- jąco mądry.44 Pamiętnik Lucyfera widok i brzmienie. Jestem przecież z Gwiezdnego Kró- lestwa. Będę mówił poprzez ciebie. Ale teraz plany i pomy- sły wypływają ze mnie bez ograniczeń. i odzywam się: – Ci. Jeśli będziesz mógł udowodnić.

Z tego więc powodu jestem zdecydowa- ny. Dzień 268 Codziennie mój sprzymierzeniec (którego imię. że pierwsza rocznica stworzenia wyzwoli u ludzi cały potok wspomnień. że moje za- danie stanie się znacznie trudniejsze. Jak sądzę. by usidlić moich ludzkich przeciwników. że będzie zbyt tępy do pojęcia czegokolwiek i że szkolenie zajmie – być może – dwa lub trzy lata ziemskie. Tępak? Wcale nie! Jak na zwierzę – jest całkiem mądry i sądzę. zarówno wąż jak i ja. Czas na to. a będziemy mogli udać się z obławą na człowieka. aby ruszyć do działania zanim upłynie rok.Rozdział 4  Miejsce zwane Edenem 45 plan. Na początku obawiałem się. jesteśmy gotowi. jak jeden zespół. Gdy mija ten czas. brzmi wąż) przybywa na nasze miejsce spotkań. że jeszcze jeden lub dwa miesiące ćwiczenia. jak twierdzi. Przećwiczyliśmy argumenty. . co spowoduje. Oczywiście. cała mowa jest przygotowana. dzień 338 Z uwagą przyglądałem się pozycjom ciał niebieskich przyległych do ziemi i skalkulowałem. Teraz potrafimy już działać sprawnie. ale okazał się całkiem znośny i skorzystał z moich rad z niesłychaną zręcznością. wtedy kończy się rok. Rok 1. że czas orbitalny dla tego świata wynosi nieco ponad 365 dni.

Jeśli uda mi się ją zwabić na to miejsce samą. popołudnie Zbyt dobrze się układa. – Czy ją widzisz? Tę. dzisiaj jest najlepszy czas. Zauważyłem. oznacza to że mój plan zacznie działać! Dzień 342. Dzisiaj ułożył się po- nętnie na gałęziach tego drzewa. gdzie z łatwością może przyciągać oczy. wtedy będę miał tylko jeden umysł do poko- nania. jak patrzyli na nie z mieszanym uczuciem lęku i cie- kawości. – Tak. właśnie dlatego. jest jednym z najpiękniejszych zwierząt z całego stworzenia. aby się przybliżyć. prowadzi ich w okolice Drzewa Ta- jemnicy i widziałem też. nastał więc czas na atak. Lśniący jasnymi kolorami. Taka. pieśń o Narodzonym. zbiera całe na- ręcze owoców i już śpiewa w oczekiwaniu nastania dnia odpocznienia. ponieważ wydaje mi się. że Szabat ma na nich tak silny wpływ. Jest to jedna z piosenek. bo ludzie będą święcić Szabat i będą tym zbyt zajęci.Rozdział 5 Zwycięstwo nad wrogim brzegiem Dzień 342. Nie. że idzie mi tak świetnie. Być może. którą idą. Muszę działać i to teraz. Czasami droga. poranek Jest szósty dzień tygodnia. jaką skomponowali. Ale. jutro o tej porze – ty i twój mąż – nie będziecie mieli już o czym śpiewać! – Wężu! – zawołałem. aby mnie wysłuchać. Nie mogę czekać do ju- tra. Nie nadaje się też do tego początkowa część tygodnia. Jeśli tak się stanie. aby mogło to być prawdą! Kobieta (której na imię jest – jak się dowiedziałem – Ewa) jest sama! Po raz pierwszy tych dwoje nie widzę razem i ledwie potrafię temu uwierzyć. pojawia się mój przyjaciel – wąż. gdy jej słucham. zbierając żywność na dzień odpocznienia. że szóstego dnia chodzą po ogrodzie. słyszałem ją już po raz ostatni. mistrzu. że (muszę to przyznać) czuję się cały chory. że przenosi się jego atmosfera na nastę- pujące po nim dni. Ewo. która zbiera owoce o dwie ścieżki stąd? . Być może ludzie będą na tyle zaciekawieni. być może. a nie dwa! A ona wędrując tu i tam znanymi już sobie ścieżkami ogrodu. Ale jak dotąd jeszcze nigdy nie zapuścili się w jego sąsiedztwo i tu.

to właśnie owoc z tego drzewa otworzył mój głos. Bóg powiedział nam. – W takim razie masz przed sobą pierwszy test: Czy potrafisz zwabić ją aż tutaj? Od razu rusza do działania. Odważ się pytać nawet o sprawy. – Osiągnąłem te rzeczy. wykorzystując to stworzenie jako mechanizm do wydawania dźwięków. jesteś ofiarą niezrozumienia. Pełne zachwytu i zacieka- wienia spojrzenie maluje się na jej pięknej twarzy i teraz przybliża się doń co- raz bardziej. Był czas. ale nie zinterpretowałaś tego właściwie. – Ale teraz mówisz doskonale! Jak to zrobiłeś. – Wiemy dlaczego wszystko jest takie – Bóg nam powiedział. Odważ się pytać dlaczego. unosi wysoko swoją głowę. że w tym drzewie jest śmierć. przed tobą otworzy się pano- . Nigdy nie próbowałaś tego owocu. Z trzepotem lśniącej tęczy skrzydeł unosi się w powietrze łagodnym łukiem. Teraz jest ta chwila! Nasze umysły łączą się i mówię. Musisz się odważyć wzrastać. ale nie umiałem nic mówić. Co ważniejsze. ale czy powiedział wam wszystko? – Wszystko? – Tak. – Co? Ty mówisz? – Oczywiście. sam uniosłem się na wyższy poziom istnienia.? Za moją namową wąż przybiera dumną postawę. aby jej powiedzieć o jej pięknie i o tajemnicy mojego własnego ist- nienia. Ona zaś wpatruje się w nie- go osłupiała z podziwu. aby lepiej mu się przyjrzeć. Sły- szałaś coś. że mogę do ciebie mówić. aby obserwować twoje piękno. ponieważ odważyłem się pytać „dlaczego”. – Ale ja tego nie rozumiem. mistrzu. to ja byłbym już martwy. abym mógł z tobą rozprawiać. dlaczego nie mogę rozmawiać z moją ludzką panią. kiedy potrafiłem tylko latać po- nad twoją głową. opierając je na twoich odkryciach nowych faktów. Odważyłem się postawić pytanie dlaczego rzeczy są takie. a także mój umysł. Na przykład pytałem o to. – Ewo.Rozdział 5  Zwycięstwo nad wrogim brzegiem 47 – Tak. czy nie sądzisz? A przecież żyję – i co więcej.. na nowo zinterpretować Boże słowa. wszystko. Tuż poza barierą czasoprzestrzeni. widzę ją. że są prawdą. – Naprawdę tak powiedział? A może Go nie zrozumiałaś i sama doszłaś do takiego wniosku? Pomyśl tylko: jeśli to drzewo wiązałoby się z śmiercią. jakie są. zupełnie niewidzialny dla ciekawej młodej kobiety. Piękna Ewo. – To prawda. A kiedy tak uczynisz. to wąż przemawia. a jego oczy połyskują mądrością. dlaczego. że jest pyszny. Na przykład o tym drzewie. Nie zawsze tak było. węża. stoję obok mojego przyjaciela. o których myślałaś. – Dlaczego? – Tak. patrząc jak zawraca i ląduje. przelatując nad nią.. Dla niej jednak. a ja przekonałem się.

Daj mi jeszcze szybko więcej owoców – muszę odnaleźć Adama! I w taki sposób ludzie stają się naszymi sługami. Widzę jej spojrzenie. zastanowienie i ruch ręki. jakby z obawy. że niemal sam go odczuwam.48 Pamiętnik Lucyfera rama. a w chwili. W porządku. jak mówił Narodzony? A może mam wierzyć własnym oczom i uszom. ujrzysz wówczas całą tajemnicę kosmosu. Jeśli chcesz wiedzy. co jest prawdą po- przez zwykłe doświadczenie: po prostu spróbuj owocu! Gdy to zrobisz. Możesz się przekonać. Twój umysł zrówna się wtedy z ich umysłem. wężu. aby wywrzeć nacisk tak. Wszyscy wiemy. Horyzont twego umysłu będzie nieograni- czony. Niemal potrafię wyczuwać. że całe twoje zagubienie zniknie. Mam za sobą początek walki o zwycięstwo! . I staje się to niemal zanim jeszcze skończyłem mówić. Jej myśli znajdują się w swoistym zamęcie. które podają mi jasne. jak wspaniale. Ale jest bardzo prosty sposób na rozwiązanie two- jego zakłopotania: eksperyment naukowy. – Ewo. Nie. że to. by podjęła decyzję. Musisz uczynić go częścią samej siebie. co widzi. angażując w pełni jej zmysły. jakie są jej myśli: Czy mam wierzyć temu. Teraz raczej słuchać będzie swoich uczuć. Jej przekonanie mówi jej o tym. ale jej zmysły mówią. jak sądzę. a zmysłami wzroku i dźwięku. że moment wahania może spowodować. Albo nie. Posuwa się szybko. może nie być prawdą – bowiem wąż najwidoczniej żyje i to po przekroczeniu prawa! W jej myślach szaleje teraz wojna pomiędzy tym. iż zmieni swoją decyzję. z zamkniętymi oczami. a te- raz musi stać przed najwyraźniej fizycznym dowodem. ale także poprzez dotyk. jesteś zmieszana. sprawdzalne dane o świecie w jakim żyję? Nigdy jeszcze dotąd jej zmysły nie stały w sprzeczności z tym. co On jej powiedział. obiecu- ję. a nie prawa! Te- raz jest chwila. Mieliby zająć nasze miejsce? Mowy nie ma! Teraz także przyłączyli się do buntu! A ja teraz mam już ten świat! To jest moje terytorium. czas znowu się odezwać. czekającej w czasoprzestrzeni zaledwie pięć mil na południe od Edenu. co powiedział Narodzony. owoc musi dostać się do twego wnętrza. czemu wierzy. kiedy gryzie owoc. Jej ból jest tak intensywny. staje się jakby jedną z nas – jedną z niewidocznej armii. że dotykanie owoców tego drzewa jest zakazane przez samego Boga. Wyzwanie pochłonęło jej całą istotę. O. teraz przez chwilę nicze- go nie mów. Niech pozmaga się z tym enigmatem zanim przemówisz ponownie. Ewo – chociaż posunęłaś się już daleko. lepszym określeniem będzie – w agonii. że nie miał racji. a tym. dotyka owocu! Teraz będzie mogła pojmować nie tylko poprzez swoje zmysły wzroku i słuchu. One nie kłamią. Po raz pierwszy w swoim życiu zmuszona jest dokonać wyboru pomię- dzy własnym przekonaniem. rozumiem. że fizyczne prawa nauki są absolutem. Będziesz mogła patrzeć w nieskończoność. – Tak – wyjaśnia – teraz. co sły- szałam. jaką oglądają tylko bogowie. jaki sugeruje. – Samo dotknięcie nic nie da.

A więc zaczęło się! To jest już śmierć. Już zaczęli oskarżać się wzajemnie.. Gdyby nie on. podobnie jak zrobili to moi wojow- nicy. Czy dotknie ona następnie samych ludzi? A jeśli tak. zaraz za zakrętem. – Następuje teraz straszliwa cisza.. To Narodzony woła ze smutkiem Adama! – Adamie.. bo jestem nagi i nie chciałem. lecz jestem zdumiony widząc. to znaczy. zohydzony dla wszystkich.. wędrując za mną. a ich ciemnozielo- ny kolor zamienia się w jasnożółty. wieczór Jest zachód słońca szóstego dnia i z samej ciekawości udaję się. – Musisz zrozumieć. nad którymi mieli panować. pełza obecnie po ziemi. A co z moimi siłami znajdującymi się na południe od ogrodu? Ciekawi mnie. że posuwa się szybko. który latał ponad moją głową. aby popatrzeć na moje dwa ludzkie przedmioty. spodziewając się grzmiącego ogłoszenia wyroku nad losem tej nie- szczęsnej pary. żadnego znaku życia ludzkie- go. Czy śmierć i ich już dotknęła? Jeśli tak. gdzie jesteś? Teraz odzywa się pełen zakłopotania głos Adama i w tym momencie pojawiają się dwie istoty ludzkie. gdy tylko się zbuntowali! Narodzony zwraca się więc teraz do kobiety. dzieje się coś dziwacznego: wąż. abyś nigdy nie czynił i czy jadłeś owoc z Drzewa Tajemnicy? – No.. o czym mówiłem. abyś mnie takim oglądał. a jego mieniące się skrzydła stały się bezużyteczne. aby żyła tu ze mną i wszystko się zaczęło. Dałeś mi tę kobietę. brudne i odziane – jeśli ktoś da temu wiarę -w liście! Niewiele się różnią od zwierząt.Rozdział 5  Zwycięstwo nad wrogim brzegiem 49 Dzień 342. Czekam. czy oni widzieli cokolwiek z tego. Nigdzie jednak nie mogę ich znaleźć. – Ponieważ pozwoliłeś się użyć w taki sposób. to kiedy? Przeszukuję ogród. Nagle słyszę głos. – Wstydziłem się. rozpalony triumfem nad tymi tępymi stworze- niami. a potem słowa po prostu lecą same. co ty zrobiłaś? – Ja? To był pomysł węża. jak zamiast tego. – Nagi? Przecież dałem ci odzienie ze światłości. muszę skazać cię na życie za- wsze i wszędzie znienawidzone. nawet nie przyszłoby mi to do głowy. Patrzę z niemałą fascynacją. Jak stałeś się nagi? Czy uczyniłeś to. W dro- dze do Edenu zauważyłem coś. kiedy przyszła z całym naręczem.. gdyż utracisz swoje skrzydła i tak spędzisz pozostałą część swego życia. że to nie był mój pomysł. Narodzony kie- ruje swoją uwagę na mojego sprzymierzeńca – węża – który wydaje się jakby był całkiem przygwożdżony do ziemi. czego jeszcze nigdy dotąd nie widziałem: tu i tam liście opadają z gałęzi i trzepocząc spadają na ziemię. Nigdy już nie będziesz latał po otwartym nie- bie. . ale nie mogę nikogo znaleźć. – Ewo. co tu się stało? Niedaleko stąd. czająca się w cieniach tego ogrodu. Rośliny już poczuły jej chłodną obecność. Będziesz czołgał się po ziemi.

doprowadziłem ich pod swoją kontrolę. Uda ci się ich zranić. przynajmniej mam jedno pocieszenie: tym razem nie będzie żadnego śpiewu! Ale chwileczkę! Gdzieś tam z oddali słyszę go właśnie: oni nadal próbują jesz- cze śpiewać! Ma on smutne brzmienie. No. Przeraża mnie to znacz- nie bardziej. Przez moment z pogardą traktuję jego głupotę. o jakim nigdy wcześniej jeszcze nie myślałem. „Pewne- go dnia zostaniesz zmiażdżony przez człowieka” – te słowa odbijają się echem w moich myślach. A w oddali. Nastał Sza- bat. Udaję się na wschód. jako jeden z nich! Czy to miał na myśli. w którym zawsze zaprzestawali wszystkiego. a mój umysł. Zostaniesz zmiażdżony przez człowieka. Teraz tylko muszę zacząć wypatrywać przybycia Narodzonego w ludzkiej formie.50 Pamiętnik Lucyfera I na tym kończy się marzenie węża o panowaniu. Spowodowałem. który im dał. gdy powiedział. które najwidoczniej skierowane zostało do mnie. jakby nie potrafili czynić tego da- lej. że nie mówi już więcej do węża. to było ogłoszenie ich zwycięstwa! Starty przez człowieka. Pewnego dnia zostaniesz pokonany... Moje rządy na ziemi zakończyłyby się katastrofą! Planowałem spędzić tę noc na radosnej celebracji. jakie zdjęto ze zwierząt. W jaki więc sposób którykolwiek człowiek może mnie zmiażdżyć? Nie ma takiej możliwości – chyba. że to On sam przyjdzie na świat. co faktycznie się dzieje i znajduję ich w po- bliżu bramy Edenu. przejęci straszliwym smutkiem. bowiem.chyba. ale nadal próbują śpiewać.. aż kipi z wściekłości. teraz trzymają się w objęciach. gdy Narodzony mówi dalej. zdaję sobie sprawę. że przyjdzie. a ludzkością. Zbliżam się nieco. aby oddawać Mu cześć. niż cokolwiek innego i z czym się kiedykolwiek spotkałem. zachowując dzień odpoczynku. To dziw- ne zdanie. w takim razie wojna dopiero się rozpoczęła. dzień. a potem stał się zwycięzcą w walce ze mną. . aby zobaczyć. przy wejściu do ogrodu.. że. On mówi do mnie! – Nieprzyjaźń położę pomiędzy tobą. stanie się częścią rodzaju ludzkiego i stoczy bój ze mną?.. ale będzie to tylko na jakiś czas. zabierając mi całą radość zwycięstwa. zanim przestają nucić. Natychmiast uciekam z Edenu. Zostali usunięci z ogrodu i odziani w skóry. Jak to możliwe? Przecież wygrałem teraz panowanie nad ludźmi. ale nie potrafię. że zignorowali Zasadę Powrotu. to cała ludzkość mogłaby wymknąć się spod mojej kontroli. z dala od Ogrodu i siadam w osamotnieniu.Nagle dostrzegam pojawiające się niebezpieczeństwo. aby ich uratować? Czy Narodzony wejdzie w jakiś sposób w życie ludzkie. Jeśli On przyłączyłby się do człowieka. co mówi jest prawdą.. a zmieniając u nich to zrozumie- nie. widzę dwóch potężnych gości (Gabriela i jego głównego współpracownika) strzegących wejścia do raju przy pomocy tych samych ogni- . Jeśli to. nie stanowiło przy- znania się do przegranej. jak muzyka wydobywana poprzez łzy i wiele czasu upływa. ale moja rozkosz mija szybko. że zaczęli szukać możliwości zdobycia więcej niż potrafią dać.

Tak więc nawet najpotężniejsi z aniołów zostali zaangażowani na tym jednym. ale i on zaczął płakać. gdy tych dwoje śpiewało. patrząc na nadejście Narodzonego. bowiem jeśli odniesie sukces w tym ra- tunku człowieka. Ga- briel próbował przyłączyć się do nich. jakimi usunięto nas z nieba. wtedy my wszyscy zostaniemy skazani. Nachodzi mnie straszliwa depresja.Rozdział 5  Zwycięstwo nad wrogim brzegiem 51 stych mieczy.. małym świecie. Wszechmogący naprawdę ma zamiar o niego walczyć! Od te- raz będę musiał poświęcić każdą chwilę.. Raz. .

że to się stanie. że zostaną uratowani. bowiem symbolika jest tu całkiem jasna. Z ceremonią jednak łączy się jeszcze coś. jeśli uda mi się doprowadzić do tego. Ty mój prześwietny adwersarzu. na zrujnowanie całego planu. I to jest to. że On może im dopomóc! Narodzony. To szalone i brutalne. Spo- dziewają się. że właśnie na- tknąłem się na tajemnicę twojej przegranej! . nagiej wierze. że ich wiara zo- stanie zachwiana? Czy wtedy do ratunku nie dojdzie? Jeśli tak. co to oznacza: pewnego dnia Narodzony zamierza skończyć z rebelią.Rozdział 6 Wojna rozszerza się Rok 2. że ich nadzieja opiera się na niczym więcej. Nie sądzę. niszcząc ją ogniem. jakby przekładali swoją winę na kogoś innego! Bunt prowadzi do śmierci. Ale chwileczkę! Ten ratunek. Mar- twe stworzenie układane jest na stosie kamieni. mimo że łamią prawo kosmosu. jaki ma Narodzony: wszyst- ko. wyznają swoje po- pełnione błędy. w odległej przy- szłości. dla którego teraz jeszcze żyją. które szybko zostaną zmiecione przez wiatr. podobnie jak popioły. aby – jak dotąd – sami pojęli głębokie znaczenie tego symbolu. Dobrze odczuwam. Być może to jest powodem. o jakim marzą. co najbardziej mnie martwi. Gdy coś zostaje zniszczone ogniem. który nagle pojawia się z nieba. którą od razu rozpoznałem: wydaje mi się. nic po tym nie pozostaje – nic oprócz popiołów. a ludzie nie potrafią jej dojrzeć – co oznacza. jak tylko na zwyczajnej. pochłania i pali je całkowicie. Tak jak ich poinstruował. ale ja to zrozumia- łem. łapią małe zwierzę (najczęściej baranka). leży gdzieś tam. Gdy łamią Jego prawo – co zdarza im się często dzięki moje- mu działaniu na ich podświadomość – sięgają po ceremonię pojednania. Muszą wierzyć. Nigdy sami nie zapalają ognia. Zamiast nich. co muszę uczynić. I zniknie ona. ale jest to lekcja. to udało mi się właśnie odkryć sposób. a następnie zabijają go. ale oni nie umierają – przynajmniej jeszcze nie. a potem ogień. A potem Wszechmogący ponow- nie planuje rozpoczęcie wszystkiego. bowiem zawsze pojawia się w nadnaturalny sposób. nie muszą. wydaje mi się. to zniszczyć ich wiarę w to. że objawia on sposób w jaki Narodzony może zamierzać zakoń- czyć moje rządy. którzy przyjęli ratunek. umiera inna istota! Czy więc ktoś umrze na ich miejscu? Najwidoczniej tak. A co będzie. dzień 21 Ludzie często angażują się w rytuał. bowiem wydaje mi się. co utrzymuje przy życiu Adama i jego niepocieszoną żonę. zaludniając całą Rzeczywistość ludźmi. który mnie zadziwia i niepokoi.

Uwaga dla mnie samego: jutro wyznaczyć Marconidesowi i szwadronowi wojowników zadanie stworzenia dla ludzi większej ilości wolnego czasu. dzień 225 Dzisiaj stało się! Pojawiła się pierwsza reprodukcja człowieka – maleńkie stworzenie. Przypuszczam. a swój wolny czas poświęcają na układanie planów na przyszłość. gdzie z bojaźnią wyznają swoje błędy. Dla Ewy było to ciężkie doświadczenie. gdy są zajęci. że można do- prowadzić do znacznych ich zniekształceń. aż do zmierzchu. dzień 201 Coś dzieje się z Ewą. aby zdobyć potrzebny im pokarm. Zedronn przyszedł z odmianą swoich własnych roślin. Póki tego nie uczynimy. bowiem przez wiele godzin bardzo cier- piała. dzień 289 Przez wiele miesięcy próbowałem doprowadzić ich do zwątpienia. ale ta sama metoda po raz drugi nie przynosi pożądanego skutku. że ogrodnictwo staje się pracą bolesną – a w wyniku tego. ale jak do- tąd. co powoduje. Stworzyliśmy więc całą gamę roślin. niewiele przywiązują uwagi do moich sugestii. bo- wiem. Tak naprawdę. które nie wydają żadnego owocu. Ono . a jednak dziko rozrastają się w ich ogrodzie. aby zaspokoić swoją potrzebę jedzenia. nic nie działa. W każdą wigilię Szabatu powracają do bram Edenu. ale tak naprawdę. jak coś takiego może przetrwać. Po raz pierwszy od czasu pobytu w Edenie – często się śmieją. Czasami przez całe godziny mówią o tym. W Edenie z powodzeniem udało mi się podważyć system wiary Ewy. że jego wyczer- pujący program stanowi także i dla mnie pewien nieoczekiwany problem. tak małe. że coś zaczęli posiadać. tylko po to. Nazwali go Kain. ale to nowe stworzenie jest już tutaj i bardzo płacze. jak chcą wyjść spod mego panowania. a teraz śpiewają o ratunku i szczęściu. że można się zastanawiać.Rozdział 6  Wojna rozszerza się 53 Rok 2. pokrytych paskudnymi kolcami. co oczywiście oznacza „Dobytek”. a moi wojow- nicy byli bardzo zajęci wymyślaniem dla nich różnych przykrych niespodzianek. a potem śpiewają. to niewiele mają wolnego czasu. to ja przyznaję się do własności tego dziecka. trudno będzie znaleźć dostęp do ich umysłów. jakie znajdą w przyszłości. ludzie muszą zwykle pracować od samego świtu. Marne to życie. Nadal wierzą! Jak mi się uda przełamać tę ich barierę wiary? Rok 3. Przybywa jej – tak jest faktycznie od szeregu miesięcy – a ona i Adam wydają się znowu szczęśliwi. Od chwili wyjścia z Edenu muszą pracować bardzo ciężko. że teraz odczuwają. Ich pieśni zmieniły się: w Edenie śpiewali o życiu i radości. Rok 3. ale zauważam. Przeprowadziliśmy eksperymenty na genetyce roślin i odkryliśmy.

ale ten chłopiec może okazać się inny. która weźmie na muszkę specyficzny cel – człowieka. dzień 44 Chłopiec jest bardzo bystry. jak bardzo delikatne jest życie i jak szybko potrafi ustać? Swoje nadzieje wiążą z pojawiającymi się dziećmi. Niekiedy tych dwoje jest tak rozdrażnionych sobą. który jest jedynie ułamkiem twojej wielkości i inteligencji! Rok 7. jak byli jego rodzice w pierwszym tygodniu w Edenie. Nie próbuję jednak niczego robić tak długo. Para wodna: teraz tu jest. że kłócą się w obec- ności chłopca. myśląc o tym. dzień 282 Do Kaina przyłącza się kolejny przybysz – jeszcze jeden chłopak. Jest tak dociekliwy. którego ro- dzice nazwali Abel. że rozmnażanie się ludzi znalazło swój początek. Jak dotąd. chociaż oburza mnie fakt. potrzebnym mi sprzymierzeńcem. jak wygląda życie bez jakichkolwiek pokus i – być może – stanie się łatwiejszym dla mnie łupem! To dziecko będzie obiektem mojej szczególnej uwagi. Przynajmniej jeden oddział musi śledzić każdą osobę. że są bezpieczne! Tak. z którego być może jego rodzice jeszcze nie zdają sobie sprawy. Pewnego dnia ujrzą ją także we własnym gatunku. Jego imię oznacza tchnienie. Teraz zoba- czymy: czy to Narodzony. jakże bardzo upadłeś! Kiedyś dowodziłeś siłami kosmosu.54 Pamiętnik Lucyfera urodziło się na moim świecie z rodziców. że go rozumiem. W tym samym cza- sie staram się podokuczać tym starszym całym atakiem ogniowym codziennych irytacji. czy Lucyfer odniesie większy sukces w zdobywaniu sobie sprzymierzeńców wśród ludzi! Rok 7. Przyglądałem mu się z pewnej odległości. Tchnienie? To raczej coś takiego jak para! . którzy okażą się bardzo wpły- wowi. Rzeczywiście tchnienie! Czy zdają sobie sprawę z tego. będą mieli jeszcze więcej kontrolujących ich wojowników. Jego jednak narodziny oznaczają zarazem. Jakże to odpowiednie! Adam i Ewa często widzieli już śmierć w królestwie zwierząt. że sam się tym zaj- muję. za chwilę już jej nie ma. póki sam nie upewnię się. a ci. rozwija się szybko i jest niesamowicie ciekawy wszystkiego. stawia niekończący się potok pytań i niczego nie zapomina. Poznaje wszystko. Czas teraz na to. Wyśmienicie! Dokładnie zależy mi na takim wychowaniu go! Nadal poznaję i badam Kaina. On nie ma żadnych wspomnień z Edenu ani tego. Może także oznaczać parę wodną. a te- raz dostałeś bzika na punkcie jednego małego człowieka. słowo Abel może oznaczać tchnie- nie. którzy mnie się zaprzedali i dlatego może się stać moim. która pojawi się na tym świecie. aby zorganizować moją armię. nie udało mi się skłonić jego rodziców do poddania się ze swoją wiarą w Narodzonego. ale ma też inne znaczenie. Lucyferze.

Adam i jego żona mają także córki i z nich Kain wybrał sobie młodą żonę. dzień 54 Jak dotąd. ta orbita będzie przepełniona ludźmi. co stanie się z ludzkością. Oprócz tych dwóch synów. Rok 16. z którymi rozmawia. niż może- my to sobie wyobrazić. Wcześniej. jak można by wymyślić sposób na wytworzenie niebezpiecz- nych wiatrów. to dosyć dziwnie zmienił się. dzień 361 Kain nie interesuje się w ogóle zwierzętami. będąc niezauważonym. marząc o wymyślonym dziele rewanżu i krańcowego okrucieństwa. Tak. Często angażuje się w ceremonię pojednania. istnieje pewne przyśpieszenie. jednak cztery razy cztery daje szesnaście. Gdy liczby zaczy- nają się mnożyć geometrycznie. Wydaje się. w którym pociesza się. Niemożność poruszania się spowodowała. Kolejny krok – dwieście pięćdziesiąt sześć do kwadratu – prowadzi mnie już do liczby pięciocyfrowej. Na przykład obecnie poznaje wiedzę o po- godzie i rozważa. często traktuje je w brutalny sposób. Zadecydo- wałem. ale słowo o jego działaniu prze- cieka i jest mi znane poprzez przyjaciół. zostanie to odnotowane i natychmiast zostanie jakiś wojownik przydzielony do towarzyszenia takiej oczekującej na dziecko matce. in- tryguje mnie. mogę się cieszyć kilkoma ludźmi. a ja nadal wędruję po tej orbicie. ale w takim powierzchownym sensie. która kryje się w tym wykładniku. A gdy już piszę o Zedronnie. Kain stał się mężczyzną i prawdę mówiąc. zaś jej zwielokrotnienie daje mi liczbę przekraczającą 39 miliardów! A to wszyst- ko jedynie w pięciu krokach! Już teraz potrafię dostrzec. gdzie ze skruchą wyznaje swoje błędy (złe . zaś niektóre z jego pomysłów są naprawdę intrygujące. ty diaboliczny marzycielu. co faktycznie te- raz może się stać użyteczne. Muszę powołać szwadron do prowadzenia katalogu nowych przybyszów. Dwa razy dwa – może stanowić tylko cztery.Rozdział 6  Wojna rozszerza się 55 Rok 11. dzień 133 Gdzie się podział czas? Jest już 45 rok licząc od stworzenia. możesz mi się jeszcze okazać bardzo pomocny! Rok 45. Zedronnie. Jak tylko uda się za- uważyć ciążę. ale jako matematyk jestem w pełni świadomy mocy. że zaskle- pił się w sobie i prowadzi życie całkowicie zamknięte we własnym świecie myśli. Jest całkiem religijny. zaś szes- naście razy szesnaście – aż dwieście pięćdziesiąt sześć. Przypomina mi trochę Zedronna. a kiedy Adam nie patrzy. że nimi pogardza. Nigdy nie odzywa się do mnie. że żaden człowiek nie może zaistnieć.

które hoduje jego ojciec i z tego faktu jest on bardzo dumny. jak dotąd ofiarowałeś więcej ba- ranków niż twoi rodzice razem i nadal grzeszysz! Nie. rozpościerającej się na wiele mil we wszystkich kierunkach. jak będzie wyglądała śmierć. Już od samego Edenu zastanawiali się. To jest jego słaba strona. Rok 125. a złym zachowaniem. świetlnych istot. a ja w tej właśnie chwili poczułem. w kierunku jeziora. Duma. Dwa dni temu Kain był wściekły na Adama z powodu pewnych drobnych rzeczy z którymi się nie zgadzał. który potrafi pojawić się w jednej chwili. a jego produkty są piękne – znacznie lepsze od tych. że wybiła moja godzina. że mam zamiar prze- kazać pewne istotne wiadomości. Wszystkie oczy skierowane są na mnie. Wcześniej czy później jedno z tych zachowań doprowadzi go do ruiny. aby okazać z tego powodu należny mu szacunek? Baranek nie wystarczy. które rozpościerają się na zachód od namiotu Adama. jaką kiedykolwiek opowiedziałem.56 Pamiętnik Lucyfera traktowanie zwierząt i swojego brata – to jego najczęstsze uchybienia).. Przyglądam się Kainowi. dzień 355 Dzisiaj po raz pierwszy od czasów Edenu zwołałem na ogólne spotkanie mo- ich wojowników. Wpadł w wielką złość i przeklinał go. – Kainie – powiedziałem wchodząc w jego myśli poprzez kanał dumy. będziesz musiał ofiarować coś lepszego. Odnieśliśmy wielkie zwycięstwo: niemal doprowadziliśmy do pierwszej śmier- ci człowieka! Da się słyszeć odgłos zdumienia. że musi szukać pojednania. co sam uczyniłeś! . zgromadzonych tutaj według obowiązującego porządku. Przy- nieś je na ołtarz ofiarniczy. A teraz niemal cały swój czas spędza w ogrodach. Przekląłeś swojego ojca. Okaż swoją pokutę poprzez ofiarowanie czegoś. bowiem już rozeszły się wśród nich wieści. a jego życie jest nieustanną walką pomiędzy dobrymi intencjami. Pracuje bardzo ciężko. Po jakiejś godzinie opanował go smutek i zdecydował. Co masz zamiar ofiarować. Jest to niesamowity widok – eche- lon za echelonem potężnych. który mimo jego smutku nadal był otwarty – tym razem to naprawdę narozrabiałeś. To tylko sprawa czasu. I rzeczywiście tak jest! Zamierzam ogłosić nasze największe osiągnięcie od czasu pokonania człowieka. którzy zgromadzili się na szerokiej równinie. – Wojownicy – rozpoczynam – to nie z byle powodu wezwałem was tutaj. gdy dotknie ludzi i teraz mają się o tym przekonać. Przez chwilę poczułem pełnię zadowolenia i chwa- ły. Ma jednak pełen dumy sposób bycia.. Idź do ogrodu i znajdź jakieś najlepsze ze swoich produktów. Pochłonięci fascynacją słuchają jednej z najbardziej pamiętnych historii. a armia trwa w oczekiwaniu pełnym podniecenia.

Zaczęło się i będzie tego więcej – znacznie więcej. moi ludzie. Lucyferze. że ludzie nie mają czasu na przyjemny wypoczynek. gdy kończę moje wystąpienie. Jednym z pierwszych znaków tej zmiany jest sposób.Rozdział 6  Wojna rozszerza się 57 Moim zamiarem było doprowadzenie go do przekonania. Płakali jak jesz- cze nigdy dotąd. A jeśli o mnie chodzi. oprócz tej w świecie zwie- rząt. Nastrój zaś Kaina upodobnił się do burzy na słońcu. zobaczyliście wielkiego wroga. że może odnaleźć przebaczenie poprzez jakieś własne czyny i mój argument okazał się skuteczny. dobrze ci idzie! To właśnie przekazałem moim zdumionym i zaskoczonym legionom. muszę przyznać. Pospieszył do ogrodu. że mój prestiż jeszcze bardziej się podniósł. a potem pochowali je w ziemi. wykorzystując kamień z ołta- rza Kaina. w jaki odnoszą się teraz do mnie. ile żyć będę jeszcze. zebrał kilka posiadanych rzeczy. Popędził prosto do swego namiotu. Tak. gdy ogień nie zstąpił z nieba! Przez moment zdawał się być znowu dzieckiem. danymi przez Narodzonego i myślał. ale potem stał się niepohamo- wanie wściekły. Teraz zaczęli nazywać mnie Mistrzem. że jego ofiara była piękna. Kain ma faktycz- nie bardzo artystyczną duszę. Nigdy nie widziałem go tak złego. świat będzie mokry od krwi. gdzie zerwał najlepsze ze swoich produktów. jak należy przestrzegać Jego instrukcji. że często ignorują moje pokusy. Wziął jeden z zimnych kamieni. z jakich zbudowany był ołtarz pojedna- nia i uderzył nim Abla prosto w czaszkę i wtedy młodszy brat padł martwy. Martwy! Nigdy wcześniej nie widziałem śmierci. Krew wsiąkała w mokrą ziemię. moi poddani. to nigdy nie zapomnę wyrazu jego twarzy. ale dwóch. jakie tylko potrafił znaleźć i. przepełniony pobożnymi radami. To samo słyszałem od wielu z moich podległych dowód- . zszokowanym. Oczywiste jest. Powiedzieli też sobie. zwanego śmier- cią. są tak bardzo zajęci przetrwaniem. Pracując nieustannie dla zdobycia zapasów żywności. ponieważ czegoś mu odmówiono. że Narodzony nie pojawi się tutaj jako Kain. Wła- śnie w tej chwili opodal przechodził Abel. Potem prosił o przebaczenie. że stracili nie tylko jednego syna. a Abla już nie ma. to ma on o dwie osoby mniej. jako pomnik oznaczający to miejsce. Odczu- wam. jakiego nie przewidziałem. Kain zaś wyglądał na krańcowo przerażonego. Rok 149 Zedronn znowu to uczynił! Jednym z moich największych problemów stał się fakt. toteż na kamieniach ołtarza poukładał wszystko z prawdziwym smakiem. aby poszła za nim i zniknął w pustkowiu na wschód od Edenu. Zanim zakończy się ta wojna. o które nie muszę się już martwić. a ich rozpacz była nie do opisania. Adam z żoną znaleźli ciało. a wydarzenia przybrały obrót. Tyle eonów. a młody człowiek leżał bez ruchu. rozkazał swojej oszołomionej żonie. Nie jestem już więcej dla nich Lucyferem.

przy zastosowaniu tych nowych pomysłów. w odległej przyszłości. Dla jednych będzie to oznaczało wielogodzinny i bolesny znój. Dokąd to wszystko zaprowadzi? Z każdym rokiem wzrasta ich umiejętność w wykorzystywaniu broni. Można to już dziś przewidzieć. aby zabić drugiego. aby go zniszczyć. którego nie przewidziałem. że mogą być aż tak głupi. niż wcześniej mi się wydawało i posiadają skłonność do samowynisz- czenia. że wielu ludzi umierać będzie w wyniku przemocy. jaka przeminie. bo każda osoba. ich panowie zaczęli wynajdować nową śmiertelną broń. przez którą może objawić się Narodzony! Zedronnie. Tak więc jego plan okazał się wielkim sukcesem. co da im wiele czasu na słucha- nie mnie! Co więcej. dawno temu. ci. Ma jednak bardzo głębokie implikacje. Niektórzy z ludzi. wykorzystanie siły przyniesie okrucieństwo. podczas gdy ich panowie cie- szyć się będą luksusem wypoczynku – czegoś. Rok 202 Minęło pół wieku i niewolnictwo głęboko zakorzeniło się w życiu ludzi. że kiedyś. Są znacznie sprytniejsi. stali się nie- zwykle podatni na nasz sposób myślenia. znajdujący się u steru kontroli. Tak jak się spodziewałem. nigdy nie będą usatysfakcjonowani: będą starali się wyko- rzystywać swoje podmioty w tak niemiłosierny sposób. Ale Zedronn pojawił się z rozwiązaniem tego problemu i gdyby nie był potencjalnie tak niebezpieczny i gdyby to leżało w moich zdolnościach. stanowić będzie o jedną możliwość mniej. staną wobec takiego zasobu siły. Jest ku temu jednak całkiem dobry powód. ale teraz. Wywołał jednak zarazem boczny efekt. która martwi nawet mnie. co robisz. jeden człowiek potrafi zabić sześciu in- nych za jednym razem. trzeba było pełnej energii. a to zaś w efekcie ulży naszej pracy. którzy mają mnóstwo wolnego czasu. jak przewidział Zedronn. Ci. że sami rozpalili ogień piekielny? Po raz pierwszy czuję posmak lęku przed tymi stworzeniami. I tak. jaka ukryta jest w sercu atomu. przywracając mu możliwość korzystania z nóg! Pomysł Zedronna jest naprawdę bardzo prosty. ludzkość rozmnaża się w postępie arytmetycznym. jesteś dobry w tym. Czasami niewolnicy buntują się. Ten świat jest jedynym terytorium nad któ- rym panuję i coś we mnie mi mówi. Rok 821 Całe wieki minęły od mojego ostatniego wpisu do pamiętnika. a aby nad tym zapanować.58 Pamiętnik Lucyfera ców. Kiedyś. przy pomocy siły. jakiej musiał użyć jeden człowiek. przymuszą innych do wykonywania dla nich większości pracy. Czy w końcu okaże się. nagro- dziłbym go za jego geniusz. Nazywa to niewolnictwem. Liczba ludzi powiększa się codziennie i jesteśmy .

jaki początek miał ten świat. co tylko potrafię. Wtedy będę mógł rozpocząć sugerowanie in- nych teorii o tym. jak wydarzy- ło się to po raz pierwszy i naszej nerwowej szarpaniny w celu znalezienia jakiegoś wolnego neofity. gdy ich obserwujemy – narodziny. Jest to bardzo patetyczny obraz. ale obecnie żyjące pokolenia są bardzo bliskie stworzenia i posiadają niesamowitą żywotność. aby zajęły się tylko katalogowaniem zmian. którzy wyczekiwać będą na pojawienie się niemowlaka. teraz porusza się zgarbiona. wkrótce zobaczę jego koniec. małżeństwa. Jakiż jest to szalony program działania! Nie do wiary. pewnego razu myślałem. Ale teraz ucichł jego głos. jednak ma bar- dzo słaby głos i z trudnością słyszy. to będzie Narodzony? Nigdy już więcej nie popeł- nimy takiego błędu i zawsze będziemy mieli przygotowanych dwóch wojowni- ków. że są rządzeni jakimś . Ewa. Większość z nich odrzuca całkowicie ideę. jakby kości nie potrafiły już więcej utrzymywać jej wyprostowanej postawy. że moja armia w zupełności wystarczy. że wkrótce jego opowieści o stworzeniu staną się nieistotnym folklorem. śmierci. że z czasem ludzkość może osłabnąć i zacznie umierać szybciej. drugi wojownik zostaje wysłany natychmiast do Centralnego Dowództwa w oczekiwaniu na zadanie przy kolejnym dziecku – które w tym zatłoczonym świecie. bowiem tak długo. pojawia się zazwyczaj w kilka minut później. I nadal żadnego śladu po Narodzonym! Zaczynam sobie zadawać pytanie. a ludzie nawet zapomną o tym. jak on znajdował się na ziemi ze swoimi historiami o stworzeniu. aby zobaczyć.Rozdział 6  Wojna rozszerza się 59 zajęci każdej chwili.. Niektóre kobiety zaskakują nas bliźniętami! Nigdy nie zapomnę. bowiem przy- pomina mi. aby go słuchać.. ale pierwsza para ludzka nadaj jeszcze żyje! Wydaje mi się. że Narodzony w ogóle istnieje. W tym czasie odnieśliśmy także spektakularny sukces w przeciąganiu ludzi na naszą stronę. a ostatnio przejęty rozpaczą coraz więcej pła- cze. kiedyś piękna i młoda kobieta. tak. ale teraz wydaje się to trudne. która utrzymuje się przez całe wieki. który zostanie przydzielony do drugiego dziecka! Bo przypu- śćmy. Adam nadal udaje się w każdą wigilię Szabatu na miejsce nabożeństwa. a ja uczynię wszyst- ko. wypadki. morderstwa. Trze- ba aż dwóch pełnych echelonów. a to wielce ułatwiło moją pracę. ile minęło już czasu i jak zepsuty stał się ten świat. Szabat przemijać będzie wte- dy jako dzień bez jakiegokolwiek znaczenia. że to drugie dziecko. niektórzy z przechod- niów przybywali. kiedy przyjdzie? Rok 931 Od mojego ostatniego wpisu do pamiętnika wydarzyło się wiele. aby zająć się nimi wszystkimi. Jednak czas zaznaczył się bardzo mocno na ich ciałach. jakie się pojawiają i odnotowywaniem każdej ciąży. W ubiegłym roku zmarł Adam. Gdy potwierdzony zostanie pojedynczy poród.

Moim najgorszym wrogiem był człowiek o imieniu Enoch. nieprzymuszonej woli! Oczywiście. że nie mogłem przybliżyć się do niego na tyle blisko. Skoro jednak sam nie mogłem przedostać się w pobliże Enocha. co zawsze wywoływało burzę śmiechu). a ja oferuję im zapłatę i to od razu. wykorzystywa- łem więc wielu ludzi. ale on nigdy nawet nie uszanował moich sugestii jakąkolwiek uwagą. że większość z nich woli mnie. On mnie nigdy nie słuchał.) Tak więc. jaśniejący blaskiem tronu. Oprócz tego wcale nie muszą być dobrymi. Gdyby tylko ludzie zdali sobie sprawę z tego. Enoch podróżował paplając różnymi sposobami o sprawiedliwości. jak cienka jest zasłona. wiek za wiekiem! Wykorzystałem wszelkie sposoby i środki. które wydawały tyle energii. Prosił o błogosławieństwo dla tych. które domaga się najlepszego postępowania w każdej chwili dnia. przez cały czas każąc posłuszeństwo i lo- jalność każdemu. Przez niemal trzy stulecia ten człowiek opierał się moim najlepszym wysiłkom. przynosząc zapewnienie. Wyśmiewali się więc z Eno- cha i drwili sobie z jego kazań (jeden z nich potrafił niemal perfekcyjnie imito- wać tego staruszka i jego zachowanie. Zakorzeniłem wówczas w ich umysłach jedną z najlepszych broni. czym doprowadzał mnie do szaleństwa. aby tę zapłatę otrzy- mać! Nic więc dziwnego. znalazłbym się w straszliwym niebezpieczeństwie. których mogłem wysłać do niego – ludzi. że Twoje rządy opierają się na wolnej woli. On oferuje im ratunek – gdzieś w odległej przyszłości. którzy nie mie- li w ogóle żadnej ochrony ze strony Dowództwa Straży. którzy drwili z niego! To wtedy właśnie przybył Gabriel. jakieś 15 mil w górach i po prostu się modlił. Czy to Ty mówiłeś. kpinę. Często poświęcałem szereg dni. . w których drżałem. kto tylko go chciał słuchać. strzeżony przez wojowników Królestwa. Starodawny? W takim razie zauważ to: niemal każdy na tej planecie przyłączył się do mnie – i to z własnej. Cofnął moje dzieło o całe dziesię- ciolecia i zabiłbym go. a ja musiałem tego słuchać – dziesięciolecie za dziesięcioleciem. że patrzy na nie- go cały kosmos i to były chwile. która wprowadziłaby w jego myślenie trochę zamętu. Gdy ludzie zagłuszali go śmiechem. I tak po upływie pra- wie całego tysiąclecia zdobyłem sobie przychylność niemal każdego człowieka na ziemi. Ale nawet i to nie działało. jakie tylko potrafiłem wynaleźć. Na moje szczęście nie- wielu słuchało tego człowieka. a to daje nam wielką przewagę nad naszym bezpośrednim Adwersarzem w kosmo- sie.60 Pamiętnik Lucyfera prawem. aby go zranić fizycznie. prorok. udawał się z po- wrotem do swojej jaskini. gdybym mógł. do którego docierały pewne poselstwa z samego Kró- lestwa Światła. ale zawsze był otoczony przez przynaj- mniej cztery szwadrony Dowództwa Straży. (Raz pró- bowałem się przebić i leżałem sparaliżowany przez trzy ziemskie tygodnie w strasznym bólu. układając taką linię rozumowania. która oddziela ich od nadnatural- nego świata i jak potężne są moce dostępne ludzkim sprzymierzeńcom Króle- stwa. jest kilka wyjątków.

jakiego – miałem nadzieję – nikt nigdy nie przedstawi. kiedy to mówił i próbowałem mu przerwać. to bardzo fascynujące odczucie.Rozdział 6  Wojna rozszerza się 61 Ale to nie jest koniec historii. Ojciec cię wzywa. przysięgam.. ale będąc tam. Potrafią podróżować w czasie i widzieć wydarzenia. jakie jeszcze nie mały miejsca. Ale skoro Skupienie zabrało Enocha. wędrowałem szybko poprzez czas razem ze Starodawnym. a to ozna- czać może tylko jedną rzecz: już teraz nas widzą gdzieś i kiedyś w przyszłości. żadnemu człowiekowi nie udało się uniknąć grobu. Drżałem. że uszedł śmierci. do Królestwa Światła! Uciekł mi! Człowiek uciekł z tej ziemi. udowodnili tym. bo zaraz po stworzeniu Archonu 24. – Święci potrafią widzieć przyszłość. a jeśli uda mi się wy- eliminować kilku dysydentów. aby naprawić poniesione szkody. uszedł śmierci. – Wojownicy – powiedziałem – kilka wieków temu zaliczyliśmy wielki triumf przy śmierci Abla. Tak się zdarzyło. że obiecany ratunek nie jest żadnym mirażem. że. A później – około pięciu wieków. ale teraz odnieśliśmy znamienną porażkę. jak to widziałem. Został zabrany do Królestwa żywcem. po której Andrade przedstawił problem. pokazało bowiem. I w tym momencie otworzył się jakby kanał transportowy w przestrzeni ko- smosu. Ale nie dało się go od tego odwieźć. prowadzący wprost do tronu i człowiek ten został zabrany – zabrany z tej ziemi tam. być może. Widziałem to na własne oczy. Tak bardzo przejął się swoim tematem. które jeszcze nie miały miejsca. że posuwał się do przodu. Nigdy nie zapomnę Jego słów: – Enochu. co jest pewne. To. Człowiek – Enoch. ale. być może. że mu przerywałem. że byłem w pobliżu i widziałem to wszystko. – Andrade. a plan Narodzonego zawiedzie. że nie wy- grali jeszcze wojny. że ratunek jest możliwy. Wiem o tym. że jak dotąd. poszedł drogą prowadzącą z powrotem do Królestwa Światła! Jego odejście przeraziło mnie. chodź do domu. Mistrzu. Faktycznie idzie za mną cała ludzkość. To było tak.. – Andrade. Przez chwilę panowała oszałamiająca cisza. jakbym popatrzył w przyszłość przez otwarte okno. nagle czując się całkiem schorowany. mogłem widzieć wydarzenia. wydaje się. będę miał mocny argument przeciwko Staro- . jakby wcale nie słyszał. jakby ważąc każde słowo. – Mistrzu – powiedział powoli. Nam zaś dawało to nadzieję. zdecydowanie przesadzasz. – Rzecz w tym. jak przegrywamy wojnę! Usiadłem. To już się stało! Zwołałem nadzwyczajne spotkanie główne- go dowództwa. wygramy. Dlaczego musiał to powie- dzieć – i to przed całym głównym dowództwem? Pozbierałem swoje myśli. Byłem tam jedynie przez mikro-wiek. Pewnego dnia Gabriel przybył do Enocha. jak sobie przy- pominam – wszystko wydarzyło się dokładnie tak. ratunek nie będzie miał miejsca – że. to to.

każdy na ziemi wkrótce stanie się moim sprzymierzeńcem. czy kiedykolwiek domyślił się. jest on przedstawicielem jedynie nieskończenie małej mniejszości. czy będzie tu Enoch. Prowadźcie podległe wam oddziały do zwycięstwa i pamię- tajcie. Niechaj nie minie ani jedna chwila bez ataku na jakiś ludzki umysł. zmierzające do utrzymania tej planety. wtedy. wygra- my. W oparciu o jego własną zasadę wolnej woli. a ja pozostałem z moimi wirującymi myślami. jeśli więc obecne przewidywania będą trafne. Zajęło mi to tysiąc lat. – Wojownicy. Oddalili się. że umysł Lucyfera jest z wami. kto pragnąłby Jego pomocy. Jeden człowiek! Ciekaw jestem. Jego prawo do przyjścia tutaj. ale jak wierzę.62 Pamiętnik Lucyfera dawnemu. Pracujcie więc z zapałem. abyśmy szybko umieli skonsolidować nasze wysiłki. Ja do- wodzę lojalnymi mi istotami. Ale jeśli nie będzie nikogo. polega na znajdowaniu ludzi. do posyłania takich istot jak Gabriel. Wte- dy wygramy! Andrade wycofał się z twarzą całkiem zakłopotaną. którzy chcą zostać uratowani. Zbliżam się do pełnego zwycięstwa. to bardzo ważne. ten świat wkrótce będzie mój! . czy też nie. a ja szybko zakończyłem spotkanie. starał się bowiem odeprzeć moją argumentację swoja własną logiką. Gdy osiągniemy pełne panowa- nie nad każdym człowiekiem. wtedy jego argument upada. będzie musiał pozostawić nas w spokoju. które stanowią niemal całą ludzką rasę. ile napytał mi kłopotu? Na szczę- ście.

pracowałem nawet wtedy. że Saragonn nie umarł. a teraz zwycięstwo jest tak bliskie. Włóczy się u podnóża gór. ale wciąż otoczony jest Strażnikami. Na imię mu Noe. którego nienawidzę. jakby uodporniony na zwyczajne słabości ludzi w starszym wieku. równie silnych. co mogłem dla niego uczynić! Faktycznie modlił się do mnie i zarządził. że mogliśmy porozumiewać się bezpośrednio i wpro- wadziłem go w niektóre z głębokich enigmatów odwróconego równania. z których jeden ma na imię Noe. aby utrzymać jego kult. żyje człowiek. nie potrafię przezwyciężyć tych kilku pozostałych. Jak- że mu się podobało to. Tylko że jak dotąd. To dopiero było – wielki Saragonn martwy i to na oczach wszystkich! Musia- łem szybko działać. wojna zakończy się.Rozdział 7 Nieoczekiwana burza Rok 1535. a nienawidzę go. zaś cała Równina Saragońska wypełniła się pomnikami Lucyfera. które jego synowie ścinają i zaciągają na płaski teren. poszukując drewna. a jeśli uda mi się zabrać Mu i tych. I jak wiele tego gromadzą! Nie widziałem takiej ilości drewna od czasu. że niemal w zasięgu ręki. w którym nagle zmarł na oczach tysię- cy swoich naśladowców. Ostatnio jednak Noe zachowuje się jakoś dziwnie. a ja nie chcę już więcej tego bólu. Jest niezwykle stary. aż do dnia. ma też trzech synów. Zniszczyłbym go w jednej chwili. ta- jemnicy Lucyfera. Przez niemal tysiąc lat pracowałem dzień i noc. aby wszyscy w Saragonnie czynili podobnie. . jaki potrafią zadać. Dałem mu także moc. gdy Saragonn Wielki budował swój ogromny pałac nad rzeką. ale bardzo sil- ny. Nowy Rok Na północ od Synear. ponieważ nie daje mi zwyciężyć. ale że żyje teraz w świecie duchów. dwieście lat temu. Cały rejon był posłuszny nawet naj- drobniejszej jego zachciance i za jego przewodnictwem zaczął mi oddawać cześć. Był moim wspa- niałym sprzymierzeńcem. a jego sama obecność przypomina mi. znaj- dujący się ponad doliną. a dokonałem tego poprzez zasuge- rowanie idei jego głównemu kapłanowi: powiedz wszystkim. że on – i garstka pozostałych – są zaprzeczeniem mojego zwy- cięstwa. pofalowanym wzniesieniami i do- linami. Saragonn! To był człowiek z którym mogłem współpracować! Jego umysł był dla mnie tak otwarty. w kraju górzystym. gdy ludzie spali. Wy- grywałem bitwę za bitwą w celu zdobycia posłuszeństwa ludzkości i obecnie Starodawny ma już tylko kilku swoich naśladowców.

że Saragonn został już usatysfakcjonowany. Ten stary człowiek zda- je się budować ogromną łódź – monstrualny statek. zasugerowałem. Rzadko pomyślą. ich bogactwo znika. Nie może tego robić dla bogactwa. by zaprzeczyć tej ponurej rzeczywistości. nie ma już wcale sił. Panuję nad nim całkowicie. Takie poświęcenie nagradzam obficie. Niektórzy wierzą. Gdy ludzie stają się szczególnie dla mnie użyteczni. to złożenie mu wielkiej ofiary. którzy odeszli nadal żyją. że wcale go to nie interesuje. czy nie jest to przypadkiem Narodzony. z czego teraz korzystam. na jakie łasi są ludzie. Próbowałem go nęcić takimi rzeczami. że musiał pozostawić życie na ziemi i że w najlepszy sposób w jaki mogą go uspokoić. odrzucając szansę zbicia fortuny w nieuczciwym biznesie. bowiem wydaje się. że gdy człowiek umiera. Inni upierają się. Kapłan dopyty- wał się. Poleciłem całemu szwadronowi szpiegów. aby śledzili każdy jego ruch. aż powietrze w dolinie tak przepełnione było smrodem palonych ciał. tylko w innej rzeczywistości. wystarczająco wielki. Musi więc być jakiś inny powód.) Ale to. którą nazywam Co się stało? Zabieram im wszystkie do- brodziejstwa. powraca później w innej formie życia. ja zaś nie potrafiłem się jeszcze dowiedzieć dla- czego. czego sobie tylko życzę. wtedy zabawiam się trochę taką małą grą.64 Pamiętnik Lucyfera Ludzie żyją w nieustannym strachu przed śmiercią. Z tego wszystkiego nauczyłem się czegoś: gdy człowiek otworzy się przede mną tak. A teraz ścina drzewa. jakich jeszcze nigdy nie widziałem – uwierzyli każdemu słowu. Rok: 1545. że mogliby mnie oskarżać! Ale powróćmy do Noego. którymi ich wcześniej obsypałem i patrzę. by dać im bogactwo i moc – a gdy ich użyteczność przemija. było wła- śnie taką ludzką słabostką. zazwyczaj oskarżają za wszystko Wszechmogącego. aby . aby owe duchy mogły z nich korzy- stać. że jego pan nadal żyje. jak miało to miejsce. aby ode mnie się wyrwać. czynię wtedy wszystko. gdyż inaczej on ześle na nich karę. które zginie. Po przekonaniu kapłana kultu Saragonna. pierwszy kwartał A więc Zantor zdobył odpowiedź dotyczącą Noego. gdy wszyst- ko się wali: ich plany zostają odkryte. a on staje się jakby przedłużeniem mnie samego i czyni wszystko. jak się wiją. Wszystko to wymyśliłem spontanicznie. że już tego wystarczy. Zaczęli więc składać w ofierze swoje dzieci tysiącami. zmartwienie. Czego jeszcze? Ich własnych dzieci! Każde dziecko. ale on pogardził nimi. w którym ich przyjaciele. aby pojawił się tutaj jakiś umarły człowiek. że Saragonn był bardzo zły na to. ale jego naśladowcy – grupa głupców. że w końcu przekazałem przez kapłana poselstwo. że śmierć jest tylko podróżą do świata duchów. Wy- pełniają więc groby wszelkiego rodzaju skarbami. niszcząc ich zbiory. jakiej ofiary sobie życzę. wymyślili więc różnego rodza- ju teorie. a często popadają w niełaskę i – o ironio – w swoich ostatnich chwilach. (Żyjemy w świecie duchów i na przestrzeni tych 1500 lat nigdy nie zauważyliśmy. to dla mnie o jedno zmartwienie mniej.

chyba że woda dosięgnie poziomu. Jeśli jest to prawdą. To wszystko wskazuje na coś więcej niż jedynie na utra- tę zmysłów. Statek Noego nigdy nie będzie mógł pły- wać. muszę go więc zdyskredytować. że ten stary człowiek postra- dał zmysły. w takim razie stanie się coś strasznego. . by siać wśród nich tę ideę. nic na Ziemi nie będzie bezpieczne! Martwią mnie te wieści. Nie da się inaczej interpretować faktów: Noe buduje statek ratunkowy. że to jest powodem.Rozdział 7  Nieoczekiwana burza 65 pomieścić tysiące istot. że uda mu się to wyperswadować. – Mistrzu. w połowie Macronides przyszedł do mnie dzisiaj z wypisanym przerażeniem na swojej twarzy. Gdy byliśmy z dala od niego. Nawet moi zastępcy zaczynają się nad tym zastanawiać. ale nie pisnę słowa o moich przypuszczeniach. aby przypadkiem czegoś nie podsłuchali. albo też otrzymał jakieś wiadomości z Królestwa Światła. – Oczywiście. Ten stary człowiek modlił się przez szereg dni. Ale proszę. zanim ludzie potraktują go poważnie. że będzie miał wysokość trzech poziomów. W takim razie i ja muszę wiedzieć wszystko to. Jeżeli woda sięgnie tak wysoko. zanim rozpoczął ścinać drzewa. a gdy będą tak przekonani. że łączy się on z wodą. a patrząc od strony żeber. co stało się później. i. Łódź! Na równinie znajdującej się wysoko nad brzegiem rzeki! Są tylko dwie możliwości: albo Noe całkowicie zwariował. On także wydaje się przeczuwać. Boję się. jeśli jednak wszystko to wykonuje na polecenie. – W porządku. gdy tylko pojawił się w polu widzenia i natychmiast rozpuściłem wszystkich moich współpracowników. Ta druga możliwość mnie przeraża. jaki nigdy dotąd w historii nie był zna- ny. Mistrzu. i moim zdaniem łączy się on z wodą. niech udadzą się do ludzi.. Rok 1545. jak sądzę Noe otrzymał poselstwo z Królestwa Światła i myślę. Niech lepiej wszyscy myślą. nie mogliśmy więc zobaczyć. jakie otrzymał z Królestwa. a nic nie wskazuje na to. zachowaj to dla siebie. dla któ- rego buduje statek. wygląda na to. sam o tym wiesz. to – według mnie – znajdujemy się w sytuacji największego niebezpieczeństwa od czasu rozpoczęcia wojny. Myślę. a statek ten jest wystarczająco duży. Jak sądzę. Marconidesie. Na- stępnie przybył cały batalion Strażników i odepchnął nas stamtąd. aby pomieścić wielu ludzi. ale jemu trudno było się na to zdobyć. Zauważyłem ten problem w momencie. że Narodzony realizuje pewien plan. – Popatrz. nawet moim współpracownikom. że Noe będzie próbował przekazywać jakieś poselstwo z Królestwa Światła. że w przypadku Noego kryje się coś więcej niż jedynie utrata zmysłów.. co się dzieje? Próbowałem zachować swego rodzaju nonszalancję. co ty. które zostały złączone ze stępką.

ten argument był dobry w niebie. Postaw trzech z nich przy każdej z oczekujących na poród matek już od pierwszych objawów ciąży. wojna nie może się na tym zakończyć. gdy wracają stąd? Krok po kroku lojaliści zaczynają dostrzegać. że za 120 lat ta ziemia zostanie przykryta wodą. zapytam raz jeszcze: co ty o tym wiesz? Oczywiście wiedziałem. Potrzeba mi również jego głowy do tych przemyśleń. Jeśli miałby się pojawić jeszcze przed potopem. Wydaje mi się. – Przestań. . że goście z Królestwa spra- wozdają o tym wszystkim. Myślałem już o tym od szeregu mie- sięcy. ponieważ we- dług tego. – Myślę. Czy nie sądzisz. I powiedz Marcolithowi. a jeśli ma to rzeczywiście miejsce. Ucisz się teraz i zajmijmy się faktami. Marconidesie. że może On planować zgładzenie nas w tym właśnie potopie. Nie do- puść.66 Pamiętnik Lucyfera – Zgadzam się z tobą. Równocześnie ma On na pewno zamiar uratować tych ludzi. Z tego też powodu jest rzeczą konieczną. – Lucyferze. I ja się tego obawiam. Marconidesie. Narodzony nie pojawił się jeszcze jako człowiek. że już cię usłyszano. ile to jest dwa dodać dwa. iż znajdujemy się w takim niebezpieczeństwie? Odpowiedź potwierdziła moje najgłębsze obawy. komu Zedronn nadal ufa i przekaż jemu te słowa. Teraz więc. kto tylko chce go słuchać i mówi. że przeżyjemy to. gdy Starodawny zechce nas zgładzić. koniecznie znajdź kogoś. Przekaż taki rozkaz każ- demu. co jest nam wiadomo. zgadzam się. Ale zanim się poddasz eks- cytacji. – Zaprzestań tych swoich domnie- mań! Podniecasz się tym tylko. że bunt owocuje rzeczywiście straszliwym nieszczęściem. mówisz zbyt głośno. najbardziej boję się skutków. Ogra- nicz naszym wojownikom czas odpoczynku do połowy. Ale myślę też. jakie wyciśnie on na naszym morale. Dlatego staje się dla nas koniecznością fakt. aby nie przeoczyć ani jednych narodzin.. co było poselstwem Noego. abyśmy podwoili nasze wyczekiwania na Jego nadejście. Być może łódź. że myślisz. Ale minęło już ponad tysiąc ziemskich lat i pomyśl co stało się na tej planecie. Musimy przemyśleć wszystko i zaplanować. Marconidesie! – rozkazałem. którą buduje Noe jest ich pojazdem ratunkowym. wtedy muszę się z tobą zgodzić. – To. A teraz zestaw ten rachunek i popatrz. którzy są Mu lojalni. to cała koncepcja wolności. A teraz. Są tu już miliony ludzi mar- twych. że to. Być może wszyscy tam w górze zdecydowali. Jeśli tego dokona. aby jakiekolwiek dziecko urodziło się niezauważone. Lucyferze. I być może ma zamiar użyć do tego wody – zniszczy nas i wszystkich naszych ludzkich sprzy- mierzeńców. że będzie potop. że ten stary człowiek przemawia do każdego. Poza tym. że On ma prawo nas zniszczyć. któ- rzy idą za nim. A skoro to jeszcze się nie wydarzyło. pamiętaj o podstawowych faktach: Starodawny nie może nas zniszczyć. aby się u mnie pojawił. pozostawiając przy życiu tylko tych ludzi. Myślę tak. Co powoduje.. mogło oznaczać nasz koniec. nikt nie będzie kwestionował. całe doliny pokryte są mogiłami. Nawet twoi wojownicy boją się ciebie po całej tej sprawie z Zedronnem.

Dlatego skieruję teraz wszystkie moje siły prze- ciwko Noemu. że wszyscy. kołki. że przemawia. pozostawiam moją siedzibę i osobiście udaję się w góry. co miało miejsce drugiego dnia stworzenia. jak obawia się tego Marconides. co się dzieje. O. oprócz rodziny Noego uważają. Dobrą wieścią jest to. aby przemawiać. że jest on głupcem. podczas gdy druga część. nie będzie miał żadnego prawa. dlatego gdy tylko jest to możli- we. Stał się przedmiotem rozrywki tego świata. gdy zaprzestaje on swojej pracy po to. Całe miliony przybywają nawet z tak daleka. Po całym miejscu budowy porozrzucane są drewniane bale. wygląda to jak jakiś szkielet ogromnego drewnianego potwora. W tych dwóch niewidzialnych spichlerzach znajduje się więcej wody niż potrzeba by- łoby do tego. został schowany pod powierzchnią Ziemi. arkę i śmiać się hałaśliwie. umocowano także niektóre z dolnych podestów. że zgromadził wielkie ilości wody. otwarcie żartują sobie na jego temat. Jest tylko jedna nadzieja. by ten statek zaczął pływać. cały ten świat stanie się jednym kipiącym. w takim razie będzie musiał. czopy i de- ski. że wygląda to jak jakiś statek ratowniczy. Przez cały tysiąc lat rzeka ta nigdy nie wystąpiła z brzegów i nie zalała doliny znajdującej się poniżej miejsca budo- wy. ale od tego miejsca w górę. wielki ocean. nie! Przypominam sobie coś.. Mam w tamtym terenie człowieka. wzburzonym oceanem! Możemy zostać zmyci. Faktycznie cała konstrukcja dopiero co zaczęła powstawać: wszystkie żebra zostały przymocowane do stępki. znajdujący się jednak bardzo wysoko nad poziomem rzeki. jak dolina Synear. Niektórzy z najętych przez niego robotników. Jeśli rzeczywiście przełamie te bariery i uwolni wszystką wodę. muszę przyznać. Jeśli Narodzony planuje potop.. Żaden proces naturalny nie mógłby unieść poziomu wody wystarczająco wysoko. dopiero co wykoń- czoną. przynosząc dobre i złe wieści. których Noe najął najwidoczniej za wszystkie swoje oszczędności. platformy z piłami. przypominam sobie. Będzie to wtedy mój świat. Wspina się na jakiś stos drewnianych bali i udaje. Część jej powędrowała w kierunku nieba w postaci pary. by gapić się na jego.Rozdział 7  Nieoczekiwana burza 67 Kilka dni później Sam muszę się przyjrzeć temu. a według Jego zasady o wolnej woli. Rok 1656 Moi posłańcy przybywają i odchodzą. który jest bardzo dobry w na- śladownictwie. aby tutaj przyjść. Jeśli jeszcze przed potopem uda mi się zdobyć wszystkich lojalistów spośród ludzi. Tak. Gdy On uczynił atmosferę. . musi wtedy pozostawić nas samych. aby statek Noego zaczął pływać. dokładnie tak. Jest tam też cały tłum robotników.

ale nic nie wy- daje się przełamywać ich obrony. otoczeni są więc swego rodzaju tarczą. że wkrótce cała dolina została przebudzona. przez którą nie możemy się przedostać. a zawsze udawało mu się zgromadzić słuchaczy. ale jakiś przeklęty. by upadła nie szkodząc nikomu – a następnie czte- rech Strażników sparaliżowało mnie przy pomocy fali energii. Dwa miesiące i cztery dni później Dziś rano wydarzyło się coś bardzo dziwnego: statek Noego. cały klejący od uszczelniającej go smoły. Wiele z nich rozpoznałem. Sam próbowałem zabić Noego za pomocą masywnej drewnianej belki. zwinny anioł-lojalista pośpieszył się i skierował ją inaczej. nie udaje nam się wykorzenić u Noego kultu. Krążąc jeszcze w półmroku poranku. dokładnie nad nim. Zacząłem zastanawiać się. że zacząłem utykać i nie zaofero- wał żadnej pomocnej sugestii. utracił jakiekolwiek pomysły. jak się wydaje. że potop ją przyniesie. gdy Strażnicy spowodowali. Choć staramy się jak tylko potrafimy. a potem. Pomimo wczesnej pory każdy w doli- nie obudził się. czyli człon- ków najbliższej rodziny Noego. która spowodo- wała.68 Pamiętnik Lucyfera doskonale naśladując Noego (nawet w drżeniu jego starczego głosu). że niemal tak się stało. Tych osiem osób zawzię- cie stojących przeciwko całemu światu. a nie całkowicie. Miałem nadzieję. Nadal jest tych ośmiu wierzących. a potem gapił się w zdumieniu na to widowisko. który został zabrany do Boga. nie mogę uznać się zwycięzcą. człowieka. Tak. z jego wznoszą- cym się wysoko kadłubem. czy on nie tęskni za śmiercią i czy nie ma nadziei. zaprzecza mojej wygranej i temu. Nawet Zedronn. że obec- ne tam są wszystkie gatunki ptaków Ziemi. Nie wszystkie jednak wieści są dobre. które nie żyją w tych stronach. ale w tym właśnie sęk. a nawet takie. Atakujemy ich w każdy możliwy sposób. jest już gotowy. jakby na rozkaz. Staraliśmy się zasiać pomiędzy nimi niezgodę. uformowały kolumnę i wleciały do statku. On także ostrzegał przed potopem. Próbowaliśmy jeszcze innych sposobów. Był najwyraź- niej rozbawiony. że utykałem przez kolejne tygodnie. Z początkiem tego roku zmarł stary Metuszelach. zro- biły tyle zamieszania. Niemal. jaka znajdowała się tuż nad nim. I w tym leży cały mój problem. a jego występy wywołują całą burzę śmiechu. ale każdego poranka spędzają godzinę na łączności z Narodzonym. ponieważ był synem Enocha. Tak długo. co niemal już zdobyłem. wynikiem tego było istne piekło. a o pierwszym świetle brzasku ogromne ilości ptaków zaczynają groma- dzić się na niebie. że jego śmierć wyznaczy koniec dla naśla- dowców Noego i niemal tak się stało. Krzyknąłem z rozkazem: . Wydawało się. jak chociaż jeden człowiek wie- rzy w Starodawnego. wymieniając z innymi swoje zaniepokojone spojrzenia. tak.

Noe posłał swoją żonę i dzieci do środka. zupełnie. a mój głos zapiszczał alarmująco. – Przemieszajcie się miedzy ludźmi. zwie- rząt drapieżnych. będąc tym do głębi poruszony. Mówił jednak z serca. Pociągnięci przepowiednią Noego. a teraz nasze wysiłki niemal zostały zrujnowane przez ptaki. z dużym brzuchem. zatwardziali dzięki całym dekadom sceptycyzmu. a następnie zatrzymał się w drzwiach jakby szukając słów. ubrany w brudną odzież roboczą. kierując proste zaproszenie do wejścia do arki. Odciągnijcie ich uwagę od tego. a teraz patrzyli wielkimi oczami jak zwierzęta wspinały się po rampie prowadzącej do środka arki i znikały w jej wnętrzu. wtedy zaczną się tłoczyć. Dlaczego się wahać. Było to najbardziej niebezpieczne. Jeśli pozwolimy im myśleć o tym. Aż wzdrygnąłem się. aby ośmieszyć Noego. Nagle jeden z nich. poruszających się powoli. gdy możecie znaleźć zbawienie? W tym miejscu udało mu się nawet wydobyć z siebie kilka łez. Był istotny powód do rozwagi. które najwyraźniej rozpo- znały w łodzi miejsce swego ratunku przed nadchodzącą katastrofą. co było w naszej mocy. doskonale naśladując mimikę nieszczęsne- go Noego – wchodźcie do środka. Pośród wszystkich osób przyglądających się całej scenie. a szmer śmie- chu zaczął się rozchodzić po całym tłumie. I to zaraz! Armia w pędzie starała się ustawić w szyku. jakie człowiek w ogó- le potrafi wygłosić. W oczach miał łzy. dopóki macie jeszcze szansę. Ale nie trzeba było. znajdowali się moi najlepsi ludzcy sprzymierzeńcy. które miałby jeszcze powiedzieć. aby wszyscy moi żołnierze znaleźli się tutaj. Wówczas stracimy ich tysiące. – Śpieszcie się – rozkazałem.Rozdział 7  Nieoczekiwana burza 69 – Barthon! – wrzasnąłem. jednak w doskonałym porządku. a ludzie także zrozumieją to wszystko. Jutro może być za późno. Przez 120 lat stara- liśmy się uczynić wszystko. jak tylko to potraficie. Chcę. wygramolił się na stos niewykorzystanych bali drewna. człowiek o szkarad- nym poczuciu humoru. co się dzieje tak. póki jeszcze czas. mieszając się z tłumem i starając się odciągnąć uwa- gę każdego od tego miejsca. – Tak. – Wielkie nieba! – właściwie do nikogo wrzasnął Marconides. co tutaj widzą. Był bez pieniędzy. a moi wojownicy szybko wykorzystali ich jako kanały dostępu do tłumu. aby dostać się do arki. jak gdyby i one także wiedziały o zbliżającym się nie- szczęściu. że stracimy kontrolę nad tłu- mem. Gdzieś w głębi doliny ukazała się nagle cała procesja zwierząt lądowych. ludzie tłumnie zgromadzili się tutaj z ciekawości. Wchodźcie. Jeszcze trochę. a teraz zwierzęta. a wszystkie oczy wpatrzone były w to dziwaczne zdarzenie. przyjaciele – zaintonował. . Był to niezbity dowód na prawdziwość prze- powiedni Noego i przez moment obawiałem się. ale w tym momencie pojawił się nowy problem. Moje dru- żyny pędziły jak oszalałe. – Najpierw pta- ki. jakie miało miejsce na niebie. poruszające uczucia kazanie. A więc idźcie! Moim wojownikom nie trzeba było dwa razy powtarzać. – Zwołaj zgroma- dzenie ogólne. w kierunku arki. że wkrót- ce nadejdzie potop.

że zostanie wykpiony. którzy nadal znajdowali się poza arką. by prze- szły przez nie dwa duże słonie obok siebie. Jednak nikt nie odważył się ruszyć. Ku memu zdumieniu. gdy Noe błagał ich. Tłum patrzył w bezruchu. Stawia- li swoim umęczonym myślom pytania. Jak mi potem doniesiono. a jego oczy powoli przesuwały się po całej ma- sie ludzi zgromadzonych na wzgórzu Noego. musiały więc ważyć niemal tyle samo. Przyglądał się tłumowi. wymu- szona wesołość. aby przyłączyć się do starego człowie- ka. Następnie z wyrazem oburzone- go zdumienia skierował się do drzwi znajdujących się z boku arki. bowiem podenerwowani ludzie starali się nabrać odwagi po tak jasnej manifestacji nadnaturalnej mocy. po- tężny anioł lojalista. na które nie potrafili sobie odpowiedzieć: Jeśli Noe nie był przy zdrowych zmysłach. wypełniona dźwiękami straszliwego niepokoju. pojawił się nieoczekiwanie wśród przerażonego tłumu! Po raz pierwszy w swoim życiu zobaczyli światłość anioła. ale prawdziwe: często ludzie gotowi są raczej umrzeć niż pozwolić. ale osiągnąłem to. Nikt się nie ruszył. następnie pokiwał ze smutkiem głową i powlókł się do środka. dla tych. promieniejąc światłością i mocą. składający się z setek tysięcy ludzi gapił się w mil- czeniu w pustą przestrzeń na niebie. aby się z nich śmiano! Tak więc nikt nie poszedł za starym człowiekiem. że głośno płacze. – Kpicie sobie? O przyjaciele. a to ze strachu. Przez moment stał tam. były to bezpłodne roz- ważania. cofnęli się więc w prze- rażeniu. A te- raz pojawiła się odpowiedź na to pytanie i to na oczach moich przerażonych ludzkich naśladowców. Były szerokie na tyle. jakby zrobione były z korka. moim naśladowcom zgotowano ostatni pokaz rzeczy nadnaturalnych. wyglądały bowiem na zbyt ciężkie. nagle bariera przestrzeni i czasu usunęła się. które były zbyt ciężkie. jak Noe poradzi sobie z ich zamknięciem. gdzie przed chwilą odszedł anioł. która pojawiła się z nikąd i zamknęła drzwi. była duża ilość ludzi. Drzwi te stanowiły bardzo masywną strukturę. a Ramitan. aby ktokolwiek na Ziemi potrafił je zamknąć? Czy istnieje taka możliwość.70 Pamiętnik Lucyfera – Co? – krzyczał. którzy byli głęboko poruszeni ostatnim apelem Noego. a następnie zniknął za barierą czasu i przestrzeni. Broń drwin okazała się skuteczna. aby Noe miał rację? Tak. jakby przeszyty ironią takiego samobójstwa. Przez szereg tygodni zastanawiałem się nad tym. w takim razie dlaczego wszystkie zwierzęta przyszły? Kim była ta tajemnicza postać. W pewnej chwi- li wielu z nich niemal ruszyło do przodu. Ramitan zatrzasnął je z rozmachem tak. Dziwne to. Oniemiały ze strachu tłum. a on sam zatrzymał się tam przez kilka chwil. co było mi potrzebne. która zamknęła się za nim. Sam wiem po doświadczeniu z mojej nieudanej próby powrotu do . nie zatwardzajcie swoich serc! Śmiech rozszedł się szybko. Była to ochrypła. aby móc je ruszyć. a kiedy on sam wszedł do arki. udając. by przyłączyli się do niego i weszli do łodzi.

by zacząć wszystko raz jeszcze od nowa i zaludnić ponownie ziemię taką linią genetyczną. To otworzy mu ludzki kanał. Tak więc. nie otworzą się ponownie. że mam najlepszą możliwość. że jest taki moment. i to tutaj.Rozdział 7  Nieoczekiwana burza 71 Królestwa. co stanie się wkrótce. Nie będziecie mieli wy- tchnienia. jaka trwała nocą i za dnia. Moja armia gromadzi się. aby przejąć kontrolę nad tłumem zebranym wokół arki. Moje jednak odczucia są całkowicie inne. musicie unieść się w powietrze. aby zablokować Jego przyjście. to jedyna Jego droga do ludzkości. Nie uciekajcie na wysokie tereny. która bardziej wierzyć będzie w Królestwo. Tych osiem osób w arce. że możemy się znaleźć w wielkim niebezpieczeństwie. że w ogóle nic się nie stanie. Jednak zanim to nastanie. wezwijcie natychmiast zgro- madzenie. Ta zwłoka dała mi szansę. Jestem głęboko zaniepokojony. Uwa- żajcie nie tylko na wodę spadającą z góry. jednocześnie. którzy znajdują się w środku łodzi. ale też na wodę. Nagle jednak rozumiem. a mniej wierzyć będzie mnie. – Nie mam czasu na wyjaśnianie wszystkiego. użyje ich. Gdy to się stanie. przynajmniej z wa- szym odejściem moi zmęczeni żołnierze będą mieli trochę odpoczynku. moi głupi przyjaciele. wściekłej orgii pijaństwa i szyderstwa. bo byłoby to niepotrzebnym wysiłkiem. musicie utrzymywać się w wal- ce. przez który będzie mógł przyjść na ten świat. jaką kiedykolwiek mógłbym zdobyć. Jest mi potrzebny”. Przyprowadźcie też Zedronna. na tym . Ich ostat- nią szansą był końcowy apel Noego. do widzenia. Dobrze wiem. ale mogę wam powiedzieć. które Ramitan zamknął. posmaro- wanego łatwopalną masą! Wydaję szybko rozkaz: „Marcolith i Marconides. pudła ze 120-letniego drewna. Dla tego pokolenia ludzi nastał właśnie taki moment. czy ich wiara przetrwa takie niewyjaśnione oczekiwanie i czy się nie zachwieją. a oni się nie poddali. aż się to skończy. Jeśli chcecie przetrwać. a oto są oni wszyscy razem. co się dzieje: Narodzony sprawdza ludzi. aby przekonać się. aby wygrać wojnę. która wybuchnie z sa- mej ziemi. jeśli przeżyjemy to. we- wnątrz tego. ale ja nie mam takiego przekonania. moi ludzcy naśladowcy zaczęli myśleć. Moi wojownicy pobudzili ludzi do dzikiej celebracji. a ja w pośpiechu podaję im instrukcje. Jestem w niebezpieczeństwie i wiem o tym. Tylko osiem osób do obserwacji! Jakże przyjemna i łatwa będzie to praca! Oczywiście. Ponieważ nic się jeszcze nie stało. Zadowolony z ich zaufania. Jak sądzę będzie potop. wyschniętego jak hubka. Drzwi. mamy szansę. po którym Starodawny po prostu nie czeka już na ciebie dłużej. Osiem dni później Od czasu zamknięcia drzwi minęło osiem dni i nic się nie stało – żadnej wody ani żadnego znaku czegokolwiek nadzwyczajnego. Kluczem ich kontaktów z Nim jest wiara.

a cała łódź stanie w płomie- niach. to tych osiem osób wewnątrz łodzi. Nie żyje on już przecież ponad 300 lat. uderzając w nie tak mocno. Z góry. a z tego całego hałasu docierają do mnie mo- dlitwy do Saragonna. Większość tłumu była zbyt pijana. aby zniszczyli arkę. A potem otwiera się sama ziemia. Ale w tym momencie niebo wydaje się jakby eksplodować. jak pociemniały chmury. lecz teraz ta najczarniejsza część nieba po- łyskuje światłem i rozrywa uszy rykiem. że wszyscy mają już dosyć tego somousprawie- dliwiającego przemawiania Noego i że czas już na to. która jest nad nami. jest silnym starym człowiekiem. aby otworzył drzwi. aby pozostać na powierzchni. Czy mnie rozumiecie? Idźcie więc! Moi żołnierze natychmiast dostrzegli zarówno niebezpieczeństwo. Jeśli uda nam się ich zgładzić. nie potrafiłby tego zrobić.72 Pamiętnik Lucyfera wzgórzu. Inni modlą się do Noego. Uderzają wściekle o wodę. aby dał im jeszcze jedną szansę. kto jest poza arką. gramolą się więc jeden na drugiego. a ci idioci nadal w niego wierzą! W pobliżu arki ludzie reagują inaczej.) . którzy zostali zmyci i pędzeni są teraz wraz z nurtem w dół rzeki. gdzie woda była dotąd gromadzona pod ogromnym ciśnieniem. W odległej dolinie wytryska nagle z ziemi ogromny gejzer. wstrząsem światła i hałasu. Ludzie. którzy trzydzieści minut wcześniej. aby zakończyć to trajkota- nie poprzez spalenie go żywcem. wspinają się jeden na drugiego. aby zauważyć. Miejsce przy drzwiach stało się dziwacznym konfesjonałem. Natychmiast ktoś inny wysuwa się z zapalonym kadzidłem i zamachuje się. wypełniają cały krajobraz. aż cała dolina zostaje zalana wodą. Jeśli tak się stanie. Drzewo jest stare i posmarowane smołą. należy do nas. mówiąc. że się śmiali i błagając go. jak i możli- wość zwycięstwa. Ta planeta będzie nasza. Potem wytryskają następne i następne. bez jakiejkolwiek bojaźni kpili sobie ze wszystkiego. jak bardzo im jest przy- kro. Podburzcie ich. rzucając słowa na wiatr. Jedna iskra. że jest im przykro. posiekana tymi jakby fontannami. Dlatego teraz przemieszajcie się z tłumem. (Gdyby nawet chciał. paskudnie jęczą wołając o pomoc. unosząc głaz wiel- kości słonia na setki metrów w górę. Jedynymi ludź- mi. Czterech z moich najzdolniejszych poruczników skupia się wokół jednego z naszych najbardziej oddanych ludzkich sprzymierzeń- ców i bardzo szybko sugeruje on. które zdają się rozrywać całą atmosferę na strzępy. On nie będzie miał nikogo. jakie wielokrotnie powtarzają z krzykiem. a jej powierzchnia pokrywa się walczącą z żywiołem masą ludzi. aby rzucić nim w kierunku łatwopalnego kadłuba. Popędzili więc szaleńczo do tłumu. ale nie jest Ramitanem. Unoszący się poziom wody pędzi ze złością wzdłuż kanału rzeki. aby dostać się do drzwi. których ma Narodzony na tej całej planecie. ale jak z cebra. płyną strumienie. Dzieje się to z jakąś niszczącą mocą. które w poszu- kiwaniu ujścia z podziemia. z których następnie tworzą się wodospady. aż ich pięści zaczynają krwawić. teraz otwarcie wyznają krępujące osobiste grzechy i błagają Wszechmocnego. Równocześnie deklarują. Już w kilka chwil nastrój ludu zmienia się z kpin w złość. wygraliśmy. Nagle zaczyna padać deszcz – nie kro- plami. Woda nie dotarła jeszcze do nich. Pomyślcie o tym: każdy.

bębniący stukot kopyt. tonąc. koła powozów. ich uchwyt musiał stawać się słabszy podczas szalejącej burzy i znikali z pola widzenia. jakby wszystko chciało powrócić do czasu sprzed stworze- nia. wiedząc. Dzisiaj rano. Hałas jest nie do opisania: ryczące kaskady wody. I nadal pada! A z dala i z bliska można dostrzec jedynie rumowisko po zniszczonym świe- cie. uchodząc przed rosnącym poziomem wody w poszukiwaniu wyżej położonych terenów. po raz pierwszy od ponad miesiąca. w jakim żyli ludzie – resztki drewna z ich domów. Krzyczą tak. Moje królestwo rozpływa się. po trosze. a ogromny sztorm z wściekłością porusza światem. nie mam pojęcia. Jeszcze tylko kilka minut. ciała. tylko wszędzie wzburzona woda. jak długo będziecie musieli tam pozostać. sprawiając wrażenie. a woda nadal wylewa się z nieba! Nie widać tego końca. Ciała ludzkie nadal przyczepione do tych rzeczy. mebli. rozdzierającym ucho wrzaskiem. słońce. moi żoł- nierze. grzmoty na niebie. a wtedy arka Noego uniesie się na niej! W porządku. Nadchodzą bowiem zwierzęta z do- liny. Wszystko to balansuje na wodzie w ogromnej ilości. Jednak potem. wszyst- ko powoli zaczyna się uspokajać. . jak nigdy jeszcze dotąd – tak wiele głosów. Unoszą się więc w górę wyjącego nieba. aby to on dowodził. szybko wznoszącym się w górę. Po raz pierwszy. a powietrze jest nieustannie rozdzierane błyskawicami. które chciałyby. które zdawały im się dobre do zagwarantowania. syczące gejzery. Wiatr jest straszliwy. Ustał też wiatr. poprzez maleńką szczelinę w chmu- rach. nic. że one dotrą do wysokich wzniesień znacznie szybciej niż ludzkie nogi. Zadbają więc o to. A muszą tam dotrzeć. to jest to: unieście się w górę i wykorzystujcie swoje siły z uwagą. że utrzymają się na wodzie. mogłem zobaczyć. które uci- nają poszarpane żyły ognia. Niektórzy ludzie zarzucają liny i przywiązują się do grzbietów silnych zwierząt. Czy i ja razem z nim zginę? Dzień 40 Nareszcie przestało padać. a woda osiągnie i za- leje tę równinę. jakie przerzynają obrzeża czarnych chmur. że staje się to jednym wielkim. 23 dzień potopu Minęło już ponad dwa tygodnie. a ponad tym wszystkim krzyk ludzi. Nadal ma grupę oddziałów. aby przeżył cały sztorm.Rozdział 7  Nieoczekiwana burza 73 Naraz zamieszanie powiększa się jeszcze bardziej. od chwili pamiętnego tunelu czasu. i chociaż ocean pode mną nadal pulsuje przeogromnymi falami. a przez zasłonę deszczu widzę jak czterech najbardziej lojalnych współpracowników Zedronna zabiera go z zala- nej powierzchni ziemi. obawiam się o własne przetrwa- nie. Dolina poniżej jest już teraz wzburzonym morzem. Nie ma śladu po rzeczach należących wcześniej do tej ziemi – żadnego lądu.

spadała prosto na statek. a straty na morale mojej armii okazały się olbrzymie. Cały glob stał się prze- ogromnym. wytrwałych przeżytków. na jej poprzednie miejsce. Zaczynają się pojawiać całe łańcuchy gór. które rozkołysały cały ocean. Teraz jedynie możemy czekać. Popołudniu zauważyłem jakiś ślad lądu – szczyt góry ledwie widoczny nad horyzontem. a wiele z nich zostało obnażonych do samego kamienia. że arka Noego nie przetrwała tej burzy. ale dzień dzisiejszy wyznacza punkt odwrotu. około 5 miesięcy Jestem tak osłabiony. że ściana wody rozbiła się na nim i rozpłynęła się. Faktycznie jednak wiedziałem lepiej: strzegli ją najpotężniejsi anio- łowie z Królestwa Światła. Nie obawiam się teraz o moje życie. które zredukowały nas do zwykłych. Jednak mocno zostaliśmy pobici przez tę burzę.74 Pamiętnik Lucyfera Przez moment pocieszałem się próżną nadzieją. już minęło. Myślę. Jak bardzo pragnę już lądu! Niepewny czas. że nie potrafię już nawet dokładnie wyliczać czasu. bezbrzeżnym morzem i nie mamy miejsca. wznosząc się nad cofającym się oceanem. Czas? Około 6 miesięcy Nadal wyłaniają się wierzchołki gór. Przy- krywająca je kiedyś ziemia. zaś woda pędząca po ich zboczach. straszliwych tygodni. co stanie się potem. by zobaczyć. Dobrze go pamiętam: jest głównym dowódcą Drugiego Echelonu – i kiedyś znajdował się pod moim dowództwem! Tak więc to. spłynęła w dół poprzez kaniony i spoczywa na wiel- kich zboczach u samego ujścia wąwozu. Wzdłuż tych nachyleń pojawiają się głazy. Tak więc woda cofa się! Zaczął wiać wiatr. Opadają one i toczą się po stokach jak liście w podmuchu wiatru. co najgorsze. jaki dostrzegłem od miesięcy. że znalazła się znacznie ponad olbrzymim okrętem. pozosta- wiając widoczny nagi. granitowy szkielet samej ziemi. że Wszechmo- gący zaczyna wysuszać tę ziemię i gromadzić z powrotem wodę wziętą z góry. Wspięła się tak wysoko. Raz jedna z narowistych fal. zmywa glebę z wyższych szczytów. jakby potwór z cyklu tych. Wiele z nich jest tak dużych jak domy. Jakaż scena spustoszenia! . ale Ramitan rzucił się pod tę falę tak. Tydzień 18 Minęło już osiemnaście tygodni – męczących. pierwszy. Ramitan wzbudza we mnie grozę. aby spocząć nawet przez chwilę.

to samo robi Noe. gdy po prostu pozostanę w moim posępnym nastroju. aby zdobywając żywność. podczas gdy głębokie otchłanie najwidoczniej otworzyły się w dnie morskim. Nikt nigdy nie będzie wiedział. teraz sterczą ogromne szczyty z gołego granitu. niszczący wszystko. Będą i inne wyzwania. które kiedyś obfitowały w lasy i zieleń. Pędząc w dół. A co ważniejsze. Jednak wystarczy mi tylko jedno spojrzenie na Straże. tydzień 2. Tam. w wyniku czego ludzie utrzymali wraz z sobą dzień kultu. gdy tylko wy- szli z korabia. co stało się z tą planetą. Wydaje się jasne.Rozdział 7  Nieoczekiwana burza 75 Czas? Około 10 miesiąca Minęły już miesiące od rozpoczęcia potopu i w końcu ziemia stała się sucha. ale Celstus podjął się poszukiwań. Jak strasznie wygląda ten świat! Teraz glob w większości pokrywa woda – chyba tylko jego czwarta część nie jest zalana! Wzgórza. zgubiliśmy Noego z pola widzenia. że mam wątpliwości. Faktycznie. aby przygotowała się na Sza- bat. On jednak każdego dnia robił sobie znak na ścianach kadłubu. pokryte glebą i roślinnością. ustępujące wody potopu zgarnęły z sobą wiele najlepszej gleby. że w zamęcie tego sztormu Noe może zatracić poczucie czasu. aby nie stracić Sza- batu. Czy kiedykolwiek doprowadzi ich to do szaleństwa z powodu troski o życie? Miesiąc 11. że została złamana skorupa ziemi. mający nastąpić za trzy dni! Miłosierdzia! To także przetrwało! Miałem nadzieję. którymi jest on otoczony i decyduję. że ludzkość będzie miała wielkie wyzwanie. Niewiele można rozpoznać. kiedy nastąpi wstrząs ziemi. teraz są mieszaniną masy połamanych pni. aby dotrzeć do kanionów na dnie oceanów. masywne łańcuchy górskie zostały wypchnię- te w kierunku nieba. Przecież pęknięta skorupa pod powierzchnią przemieszcza się i porusza. ostrych jak zęby psa i pozbawionych życia. aby zgromadzić wodę. Minionej nocy miałem możliwość ustalić pozycje gwiazd. w tym całym zamieszaniu podczas sztormu. gdzie kiedyś znajdowały się góry średniej wielkości. który już mówi swojej rodzinie. Jeśli – a wydaje się to oczywiste – skorupa ziemi ule- gła zniszczeniu. Mam obrzydliwy nastrój i przez chwilę staram się rozerwać my- śli poprzez chęć zaatakowania Noego fizycznie. co zbudowali ludzie na danym tere- nie. sięgające tak wysoko. co ozna- cza. dzień 4 A więc ponownie pozbierałem się z odliczaniem czasu. gwałtownych trzęsień. To samo zrobił Marconides i nasze kalkula- cje były zgodne – znamy więc teraz dokładnie miesiąc i dzień. że lepiej dla mnie będzie. utrzy- mać się przy życiu. ukazując. aby jakiś człowiek potrafił długo wytrzymać na ich wierzchołkach. skłonna do nagłych. Tak więc naj- żyźniejsze tereny uprawne na ziemi znajdują się obecnie pod morzem. jak zwierzęta wę- . Dojrzał. w takim razie jej powierzchnia będzie prawdopodobnie niesta- bilna. która przykrywała ziemię.

Przetrwali- śmy nie osiągając zwycięstwa. jak kiedyś było piękne. z jaką musieliśmy się zmagać już od Edenu. Ludzkość będzie się rozwijać z tą straszliwą mocą. na miejscu. używając jego części do wybudowania suro- wych chat. a wkrótce znowu rozpoczną za- ludniać ziemię. Teraz musimy wszystko rozpocząć od nowa – tym razem jednak na zrujnowanym świecie. Jak zawzięcie pracują ci ludzie po to.76 Pamiętnik Lucyfera drują wzdłuż wąskiego górskiego wąwozu. Przez prawie rok musieliśmy walczyć o przetrwanie i wszyscy jesteśmy wyczerpani. tam stała arka. Pomieszczenia stajenne dla zwierząt zostały wyjęte na zewnątrz. oparta wysoko na zboczu góry. ale będą odbudowywać wszystko. następnie poszedł ich śladem z po- wrotem w górę – i. Tak więc wojna rozpoczyna się po raz drugi. a my ponownie będziemy musieli monitorować wszystkie narodziny. a jedynie po to. Potem nasza praca zacznie się na serio. aby zobaczyć jak niemal literal- nie nasz sukces został zmyty. ponieważ każdy nowy człowiek może się okazać naszym kosmicznym Wrogiem. co oczywiste. które dziś jest tak samo brzydkie. Zaczęli także wytwarzać narzędzia po- trzebne do uprawy roli. aby tworzyć zagrodę dla bydła domowego. na północ od rzeki Eufrat. Grupa Noego rozbiła obóz niedaleko od kadłuba stat- ku i już zajęła się rozbieraniem go. . aby przetrwać! Nie jest to łatwe.

Natomiast lato było bardzo gorące. jego siedziba na górze opustoszała. wielki i dziki ocean – potop pozostawił swoje skutki wszędzie. a potem wnuki. Przez długi czas najbliższa rodzina Noego pozostawała na górze. przyszedł do mnie całkiem podekscytowany odkryciem. Inne miejsca pokryte są lodem. Ale gdy urodziły się dzieci. na niektórych miejscach niemal nieustannie pada deszcz. co może się stać przydatne. a życie tam ogra- niczone zostało do zaledwie kilku odpornych gadów i dziwnych.) Teraz pokolenie Noego już wymarło. nowe formy. ciernistych roślin. – Mistrzu – powiedział ze zwyczajowym ukłonem – znalazłem coś u podnó- ża gór. Ronkar. na których fale piasku poruszają się bezcelowo. W wyniku tego często podejmują próby. Również cykl pór roku prowadzi od zmarzniętego ubóstwa do trudnego do zniesienia letniego upału. które stawiają ich całe przyszłe życie w stanie ryzyka – a jest to właśnie taka możliwość. a ja w tych miastach odniosłem wielki sukces. około trzy lata temu. Nawet klimat się zmienił. Tam nie musieli już odczuwać ataku białego zimowego chłodu. który rzeźbi krajobraz w przedziwne. jak Erech. Z każdym nowym pokoleniem lekcje płynące z po- topu zdawały się blednąć. Rozumiem. w kierunku kraju równinnego. co czynią. To oni właśnie są bystrzy i ciekawi. szczególnie wśród ludzi młodych. Akkad i Calneh. mają jednak fatalną słabość: chętnie próbują wszyst- kiego. a ludzie chętniej wybierają możliwość wspólnego życia w miastach. Kiedyś cała planeta przepełniona była roślinnością. jakiej szukamy. ale teraz. Rozległe pustynie rozciągają się jak lą- dowe oceany. niż na po- niżej leżącej pustyni. ponieważ bardziej odpowiadało im surowe życie w wysoko położonym kraju. Gromadzą się razem w takie skupiska. jeden z dowódców wojowników. podczas gdy pozostałe mają bardzo niewiele wilgoci. jeden Mistrz Miejsce: równina rzeki Eufrat Surowe góry. ich podejście do tego zaczęło się zmieniać. które chłodzone były powietrzem pompowanym przez spoconych sług. wkrótce więc wybudowali sobie takie domy. ludzie szybko ponownie nauczyli się idei Zedronna o nie- wolnictwie: zaledwie w kilka pokoleń silni wojownicy zniewolili sobie słabych. . gdzie rzeka Eufrat wędruje w stronę bezkresnego horyzontu. (Tak. którzy pracowali na ze- wnątrz w upale. że to tylko moje domniemanie. zaś ludzie zaczęli uchodzić w dół. co wydaje się być zabawne i często nie rozważają nawet długofalowych konse- kwencji tego. które sobie pobudowali nad rzeką Eufrat. jakiego dokonał u pod- nóża gór na północy.Rozdział 8 Jeden świat. Pewnego dnia.

ja- kiego nigdy wcześniej nie udało się nam osiągnąć. Jeśli ktoś tego spróbuje. widząc. Ludzie szybko wymyślili wszelkiego rodzaju sposoby produkowania tej tru- cizny. którego często wzywano na miejsca stworzenia. bez wątpienia dlatego. – U podnóża gór rośnie kwiat. Przed wojną. którzy wśród nich byli bystrzejsi. i to na długo przed potopem. aby posuwał się dalej w swoim pomyśle. pozostaje straszliwie puste pragnienie. Zaintrygowała mnie więc teraz jego propozycja. Ponaglając go. Marzenia znikają. a wkrótce podnóża gór pełne były młodych ludzi z Akkadu i Calneh. że znajduję się w pobliżu i mogę usłyszeć. tak jakby głęboko w swoich genach zakorzenioną mieli tęsknotę za Edenem. Wielokrotnie był świadkiem stwarzania. a ciało domaga się tej substan- cji. aby nie wpro- wadzać mnie w zakłopotanie. jaką odczuwaliśmy jeszcze zanim. w efekcie działanie tej substancji wielokrotnie wyprzedzi alko- hol – kontynuował. Ale nowy pomysł Ronkara obiecywał taki poziom kontroli z naszej strony. jakie mieliśmy u tronu. Ludzie także mają takie intensywne pragnienie tej radości. Kiedykolwiek mówi na temat materii lub chemii. tę pozbawioną kłopotów radość wypływającą ze świadomo- ści. którzy mieli asystować w tym projekcie. będziemy mieli nad nim władzę. że nic nie ułoży się źle. będzie miała wpływ na mózg ludzki. wspaniałe sny o raju. że przeszedł pewne mutacje od czasu potopu. Nauczyli się. wytworzy to intensywną euforię. Ale gdy te skutki jej działania przeminą. wszyscy słuchamy. który wydaje się. jaką odczu- wał Adam w Edenie. taką. Dyskretnie zatrzymał się w tym miejscu. owa cebulka wydziela substancję. która.. – W jaki sposób? – Jak sądzę. substancja ta wytwarza krót- kie. które zamieni ludzi w do- browolnych niewolników. Wprowadzona do ciała ludzkiego. Kie- dy się to otworzy. Od czasu do czasu słyszę. jak myślę. – Jak sądzę. jak moi żołnierze rozma- wiają o tym tęsknym tonem i zawsze milkną. aż człowiek nie pragnie już niczego więcej. Ci.78 Pamiętnik Lucyfera ale jeśli mam rację. przypominającą tę. Ronkar był specjalnym posłańcem. że będzie to tak inten- sywne. ładowali je na osły i zawozili do miast. Poniżej kwiatostanu znajduje się coś w rodzaju cebulki. że zepsuta ilość soku gronowego potrafi dać im kilka godzin rozkoszy i już wtedy pozwolili sobie na pijaństwo.. Paralese. którzy zbierali te kwiaty. jaki efekt . aż do upadłego. być może znaleźliśmy narzędzie. jak tylko zdobycia jej znowu. tak jakby sam kwiat posiadał w sobie wspomnienia dawno utraconego Edenu. iż stanie się poza kontrolą. a jego teoria oka- zała się słuszna. Poza tym jest on niezwykle utalento- wanym uczonym. wyznaczyłem cały legion pracowników. zarówno Archelio- nu. A tam bawili się. gdy tylko zauważą. Wszyscy pamiętamy to odczucie dobra. – Chemia wydaje się udowadniać. jak też formacji Meldar 6.

jeden Mistrz 79 wywołuje ten narkotyk. którzy chcieli zbierać kwiaty. gdzie nikt nie chce uczyć się od drugiego. ale nie myślą o przyszłości. Gdy zaś chodzi o powściągliwość. – Wiele czasu upłynęło już od potopu i odbudowaliśmy wiele z twojego imperium. W taki sposób pojawiła się nowa grupa niewolników – niewolników z własnej woli. jakby powstawał mur pomiędzy pokoleniami ludzi. Jacyż to głupcy! Jeśli komukolwiek z moich żołnierzy nie udaje się osiągnąć swojej misji. abyśmy uniknęli powtórzenia błędu. której i tak nikt nie potrafił się oprzeć. Wkrótce nie słuchają już ni- kogo oprócz ludzi w swoim wieku. który jest prawdziwie ge- nialny. poprzez zdoby- cie na własność tego terenu i domaganie się potem jeszcze wyższych cen za substancję. wkrótce więc ci. Mam plan. – Dotyczy to wieży. mogą mieć władzę nad tymi. którzy także popełnili wiele głupich błędów młodości. mogliby dopomóc swoim dzie- ciom ostrzegając ich. aby spróbować znowu stworzyć jeden świat. – Generale Marcolith – odpowiedziałem – proszę kontynuować. – planetę podporządkowaną całkowicie tobie. Przykładali się jed- nak do sprzedawania go tym mniej rozumnym. że poprzez kontrolowanie terenu podnóża gór. Doprowadzimy do tego. Ale w tych miastach rodzice są zajęci.Rozdział 8  Jeden świat. Pięć lat później Dzisiaj przyszedł do mnie Marcolith z pomysłem. zapowiadają- cy się przedsiębiorcy. ale ludziom zazwyczaj nie udaje się skorzystać i wyciągnąć wniosków z błędów kogoś drugiego. a ja z sukcesem mogę kolejny raz wykorzystywać te same metody. znowu i znowu. co poszło źle. – Mistrzu – powiedział. ludzie zdają się być niezdolni do uczenia się czegokol- wiek od siebie. muszę próbować utrzymać ich na tym miejscu. Tutaj stają się łatwym łupem. szybko rozglądając się w koło. zaś w konsekwencji tego młodzi ludzie próbują biec przez życie wraz z grupami swoich rówieśników. że nastał czas. którzy gotowi byli zro- bić wszystko dla zdobycia małej ilości tego uzależniającego narkotyku. tłoczących się razem w ich miastach. może się to spełnić. dyskretnie starali się go nie używać. Myślę. jest to tak. czy nie jest podsłuchi- wany. Ich rodzice. jak sądzę. Tak więc odniosłem niezwykły sukces w neutralizowaniu nowego pokolenia w Synear. że zbudują wielką wieżę. Są młodzi i bystrzy. Tym razem. Tak. Niemal udało nam się to osiągnąć w czasach Noego. – Wieżę? . Jednak ich radość była krótka: pewna grupa wojowników odkryła. wszyscy analizujemy. ale także pogardzam nimi za to. niewiele poświęcają czasu swoim dzieciom. mieli worki ze złotem. Jak bardzo ułatwiają mi pracę! Rozkoszuję się ich głu- potą. Słuchałem go z niepodzielną uwagą.

Ta góra cegieł. odległe stąd na północ i na zachód. czego potrzebujemy. że ziemia już nigdy więcej nie zostanie zalana wodą? Tak więc planuję przekonać tych ludzi. w miastach.. Nie mam na myśli lichej wieży. – Całym kluczem do zbawienia ludzi jest wiara. pomyślą. – Jak? – Czy pamiętasz jak. Podczas. Jeśli nie będą Mu wierzyć. wszyscy będą tutaj. Czas: 4 miesiące później Wspaniała wiadomość! Odpoczywałem przez jakiś czas. symbolizować będzie moje zwycięstwo. Przytaknąłem. ta wieża spowoduje. – Ale plan niesie w sobie jeszcze głębszą strategię. Mam na myśli wieżę. – Mistrzu – przerwał mi – wysłuchaj mnie. wysokiej na kilka głów. wznosząca się ponad poziom chmur. gdy będą pracować nad jego reali- zacją. dzięki swojej dumie. a on ciągnął dalej.. Projekt takiego rozmiaru zajmie całe lata. pociągając za sobą towarzystwo uległych pomocników. ale pozwala nam osiągnąć wszystko. aby ten twój plan zadziałał. pomnik. że sprzeciwią się Starodawnemu. Jeden mistrz. Masz moją zgodę. Będzie dominował na horyzoncie pustyni. zbudowana z powodu zwątpienia. ilu ci tylko potrzeba i spróbuj. wte- dy rzeczywiście mogę wygrać tę wojnę! W porządku. Jeśli wyrażą swoją niewiarę w tak wielkiej skali i tak Go odrzucą. obiecał. a im większa będzie wieża. podczas gdy w moim umyśle zaczął się formować intrygujący obraz – kolosalnych rozmiarów wieża. poznając nie zalud- nione tereny górskie. zaraz po potopie. jaką ludzie kiedykolwiek wybudowali. jak długo istnieć będzie czas. – Ale po co? Co w końcu taka wieża. mój zaufany generale. że On może zła- mać swoją obietnicę i zesłać kolejny potop. łapiąc pierwsze promienie światła o wschodzie słońca i płonącą czerwień zacho- du. by zatrzymać wszystkich na tym miejscu. Teraz dopiero udało mu się ściągnąć całe moje zainteresowanie. Jeden lud. Mistrzu? Wieża jest wyrazem niewiary – w skali nigdy dotąd nieznanej w historii ludzkości! – Marcolith! – wykrzyknąłem. a kiedy powróciłem. tym bardziej będą z nią związani. szu- kałeś jakiegoś sposobu. Jeden świat. że pomysł brzmi dziwacz- nie. że założenia tego jego pla- nu teraz stały się dla mnie zrozumiałe. Po pierwsze. Weź tak wiele legionów wojowników. posłuchaj mnie. A to ci w tym dopomoże.80 Pamiętnik Lucyfera – Proszę. który stać będzie tak dłu- go. która wznosić się będzie do chmur – największą rzecz. Wiem. . Jeśli zaplanujemy ją odpo- wiednio. spotkał mnie Marcolith. aby się ochronić i do tego potrzebna jest nam wieża! Czy nie widzisz tego. Odszedł. gdzie będziesz miał do nich łatwy dostęp. przyznając zarazem. że muszą znaleźć jakiś sposób.

Rozdział 8  Jeden świat, jeden Mistrz 81

– Rozpoczęli, Mistrzu! – zawołał. – Pójdź ze mną od razu!
Poszedłem za nim nad brzeg Eufratu i zauważyłem tam duże odcinki dna rzeki
oddzielone dla wydobycia gliny. W pobliżu rosły całe góry suszonej na słońcu
cegły, ustawione stosami w równych rzędach, które ciągnęły się na więcej niż
milę, podczas gdy w pewnej odległości robotnicy pracowicie poziomowali pod-
stawę dla fundamentów samej wieży.
– Za trzy tygodnie rozpoczną budowę – Marcolith promieniał. – I nigdy nie
uwierzysz, co udało nam się zrobić. Nie tylko udało nam się przekonać tych
głupców, że potrafią wybudować wieżę wystarczająco wysoką, aby przeżyć
kolejny potop, ale udało nam się wystrychnąć ich na dudka, doprowadzając do
przekonania, że jeśli wieża będzie wystarczająco wysoka, wtedy będą mogli
wybudować klatkę schodową prosto do nieba.
– Mówisz poważnie?
– Całkowicie. Ci idioci myślą, że potrafią wybudować drabinę prowadzącą do
samego Królestwa!
Być może było to wynikiem zmęczenia podróżą, ale uwaga Marcolitha ude-
rzyła mnie jako histerycznie śmieszna. To wrażenie podwoiłem jeszcze przez tak
ochrypły śmiech, że tłumy ciekawych wojowników zaczęły się przyglądać, bo-
wiem większość z nich nigdy nie widziało mnie rozbawionego czymkolwiek.
Pamiętam, jak zobaczyłem poszerzający się krąg twarzy gapiących się na mnie
z niedowierzaniem, a potem moja histeria stała się zaraźliwa. Jeden za drugim
z oglądających mnie, zaczynali się śmiać – chociaż nie potrafiłem powiedzieć,
czy śmiali się z uwag Marcolitha, czy z widoku swego głównego dowódcy w tak
beznadziejnym stanie.
W tym momencie, najwidoczniej zaalarmowany hałasem, Andrade pośpieszył
ku nam. On także nie widział mnie nigdy rozbawionego i po prostu martwił się.
– Mistrzu! Jesteś na ziemi! Co spowodowało taki nastrój u ciebie...
– Andrade, czy widzisz tych idiotów tam, poza barierą, tych produkujących
cegły? Czy wiesz, co oni myślą, że się im uda zrobić?
Błogosławiony błyskotliwym umysłem, ale niewielkim poczuciem humoru,
odpowiedział bez jakiegokolwiek podniecenia:
– Oczywiście. Myślą, że pójdą prosto do nieba.
Na to wszyscy wybuchnęliśmy ponownie wrzaskliwą burzą histerycznego
śmiechu. Andrade wyglądał na zdziwionego, potrząsnął głową i wyszedł.

100 lat później

Cały wiek temu, gdy Marcolith zasugerował wieżę, nigdy nie pomyślałem, że
projekt posunie się tak daleko! Zawsze było mi trudno uszanować istoty, któ-
rymi tak łatwo potrafię manipulować, ale być może powinienem przyznać tym
ludziom trochę więcej uznania, ponieważ przynajmniej jako budowniczowie

82 Pamiętnik Lucyfera

wywołują naprawdę wrażenie. Wieża obecnie swoją wysokością sięga już ponad
300 łokci. Z brzegu rzeki pobrano takie ilości gliny, że miejsce wykopu posze-
rzyło się w swego rodzaju jezioro, a oni nadal jeszcze pracują! Ubiegłej zimy,
pewnego dnia, nisko wisząca chmura nadciągnęła blisko robotników pracujących
na najwyższym poziomie, a miasto wtedy triumfowało – zatrzymali prace na trzy
dni, ogłosili święto, upiekli kilkaset zwierząt i – oczywiście – upili się w sztok.
Wojownicy z terenów podnóża gór sprzedali wielkie ładunki kwiatów marzeń.
Teraz używają ich także starsi ludzie (zamiast być przykładem dla młodych,
zaczęli ich naśladować). Po takim świętowaniu upłynęło szereg dni, zanim byli
w stanie znów powrócić do swych zajęć.
Jednak praca posuwa się dalej i powoduje, że wszyscy mieszkają tutaj, co
znacznie ułatwia mi ich kontrolowanie. W tym czasie stanęli przed nowym pro-
blemem. Wieża jest tak wysoka, że robotnicy na jej szczycie nie mogą być do-
brze słyszani przez tych na ziemi, tak więc gdy potrzebne są zapasy materiałów,
informacje muszą być przekazywane w dół i w górę przez krzykaczy, którzy
umieszczeni są na różnych poziomach tylko dla tych celów. Dostarczenie ładun-
ku cegieł na szczyt może zająć szereg godzin, tak więc komunikacja stała się
najbardziej żywotną częścią całego projektu. (Wyślij w górę zły materiał, a praca
zostanie zatrzymana na cały dzień.)

32 dni później

Dzieje się coś bardzo dziwnego. Odczuwam obecność energii, jakiej nie od-
czuwałem już od wielu wieków. Ruach! To Jego energię czuję! On tu jest!
Ale co On tutaj robi? Dlaczego wywołuje u nas niepokój? Nie jestem zdener-
wowany, ale gromadzę myśli, bowiem odczuwam nadejście kłopotów. Szybko
wydaję rozkaz moim siłom: „Wracajcie. Jest tu Ruach. Możecie znaleźć się
w niebezpieczeństwie!”
Większość z nich nie potrzebuje mojego ostrzeżenia, bowiem już także odczuli
Jego energię, wzięli więc nogi za pas. Ludzie, niewrażliwi na Jego obecność,
nadal pracują jak muły, wciągając w górę cegły, spuszczając w dół puste wiadra,
nosząc wodę pitną dla robotników. Ale nagle coś złego się stało. Dwóch komu-
nikatorów wyznaczonych do przekazywania informacji z odległych rejonów
pracy, zaczęło zagniewanie na siebie krzyczeć. Są tak wysoko na wieży, że nie
rozumiem ich słów, ale prawie poszaleli z wściekłości, wrzeszcząc całymi swy-
mi płucami. Wygląda na to, jakby się nie rozumieli!
Ale to jest niemożliwe: zostali wybrani ze względu na swoją zdolność mówie-
nia. Dlaczego więc awanturują się?
Niemal natychmiast Sentron, anioł-posłaniec, dociera do mnie.
– Oświecony Mistrzu – mówi rozpoczynając rytualny pokłon, jakiego oczekuje
się od pracowników niskiej rangi. Zwykle sprawia mi to przyjemność, ale teraz

Rozdział 8  Jeden świat, jeden Mistrz 83

nie mam nastroju do takich ceremonii. Coś dzieje się niedobrego na mojej wieży
i chcę od razu znać wszystkie fakty.
– Wystarczy, Sentronie – rozkazuję. – Co masz do powiedzienia?
– Mistrzu, nie potrafią już więcej ze sobą rozmawiać.
– Nie potrafią rozmawiać?
– Być może powinienem był powiedzieć, że nie potrafią się porozumieć.
Mówią, ale nie wydają tych samych dźwięków, a każdy myśli, że mówi zrozu-
miale, tak więc każdy jest zły, gdy drugi go nie rozumie.
Wystarczy. Mijam Sentrona nawet bez znaku podziękowania i pędzę w górę
na miejsce problemu. Rzeczywiście, ludzie porozumiewają się w różnych języ-
kach i ani jeden z nich nie jest mi znany. Wykorzystując wsteczną percepcję,
której często używałem do porozumiewania się z innymi formami życia, gdy
znajdowałem się jeszcze w kosmosie, potrafię trochę zrozumieć z tego, co każdy
z nich mówi, ale nie wszystko. Nawet i ja będę musiał się nauczyć tych nowych
dialektów!
Jaka sprytna taktyka! Starodawny zareagował na nasz plan poprzez zaprogra-
mowanie nowych paradygmatów językowych wśród moich naśladowców! Na-
tychmiast widzę, co stanie się potem. Wieża nie pójdzie już w górę ani o jedną
cegłę. To już przesądzone. Ale co gorsze, teraz ludzie utworzą grupy mówiące
podobnym językiem, a każda z tych grup uda się na poszukiwanie jakiegoś miej-
sca dla siebie, w którym będą mogli żyć sami. Znalazł sposób na to, aby ich
porozrzucać po ziemi!

Koniec dnia

Dokładnie tak jak się spodziewałem, zeszli z wieży, (jak całe szeregi mrówek),
nadal kłócąc się pomiędzy sobą. Powoli jednak zrezygnowali z budowy ze wzglę-
du na fakt, że zniewagi, jakimi miotali na siebie, nie miały sensu, bo nawet nie
potrafili ich zrozumieć.
Gdy ludzie o podobnych językach zaczęli się odnajdywać, zaczyna mieć miej-
sce wielce ekscytująca paplanina, podenerwowana gestykulacja, układanie pla-
nów, a następnie oszalałego pędu w celu odnalezienia rodziny i przyjaciół.
Przy końcu dnia już rozpoczęła się wędrówka – najpierw małych grup ludzi,
z wozami wysoko załadowanymi różnymi rzeczami, które oni tak bardzo lubią.
Wyruszyli w kierunku pustyni w poszukiwaniu innej rzeki, innego terenu rol-
niczego, innego życia.
Kulminacja dnia występuje wtedy, gdy wszyscy opuścili już miejsce budowy.
Ogromna ciemna chmura, nieodpowiednia dla tej pory roku, zmierza w kierun-
ku wieży, a następnie wyrzuca z siebie straszliwą błyskawicę. Wtedy cała gór-
na galeria wieży eksploduje, sypiąc cegłami jak deszczem po całym terenie.
W niesamowitym podmuchu wiele z nich wpada do rzeki i znika. To tak, jak-

84 Pamiętnik Lucyfera

by Wszechmogący wysyłał niewypowiedziane poselstwo: wieża powraca na
miejsce, z którego została wzięta.
Świat, który starałem się zjednoczyć, rozpierzchnął się i stoję wobec najtrud-
niejszego wyzwania, jakie kiedykolwiek miałem podczas pobytu na tej planecie:
teraz muszę podzielić moje siły, aby śledzić każdego człowieka, gdy ja równo-
cześnie będę starał się nauczyć mnóstwa nowych języków. Aby było jeszcze
gorzej, będę musiał wymyślić sposób, w jaki będę utrzymywał łączność z mo-
imi porozrzucanymi siłami. Mało kiedy byłem aż tak zniechęcony.
Ale nie mam zamiaru odstąpić od mojego marzenia. Nie wiem jak, ale pew-
nego dnia zjednoczę ten glob. Jeden świat – nieomal już mi się to udało! No, ale
pewnego dnia na pewno się uda.
Znowu się zejdą i będzie jeden świat. Jeden rząd. Jeden mistrz.

Rozdział 9

Dolina ognia
Rok: 2050

Przez ponad 2000 męczących lat walka stała się wściekła, a wszystko co mogę
powiedzieć, to to, że liczby są po mojej stronie. Większość ludzi woli mnie, tak
jak było wcześniej, ale jest zawsze kilkoro...
Ach, tych kilkoro! Zawsze kilka osób i oni stanowią problem: stają po stronie
surowego kodu moralnego Narodzonego i są na moje podszepty tak odporni, że
czasami odrzucają nawet najbardziej wyszukane pokusy! Przypominam sobie
człowieka o imieniu Hiob. Jakim był on wyzwaniem! Uważnie organizowałem
wszystko tak, aby powabne młode kobiety znalazły się na jego drodze, a on co
robił? Odwracał głowę i nawet na nie nie patrzył! Jaką nadzieję mógłbym mieć
w takim człowieku?
Ale dostałem szansę, aby sobie z nim wyrównać rachunki. Za życia Hioba zdo-
byłem wierność faktycznie całego świata. Powstrzymywał się tylko on i kilku jesz-
cze innych. Zdecydowałem wówczas, że nadszedł czas na hazard: poproszę o au-
diencję u Starodawnego, udam się do tronu i będę się domagał, aby ten świat
został mi dany na zasadzie większości głosów. Niemal wszyscy mieszkańcy tej
planety wolą mój styl życia, dlaczego więc nie dać tej większości możliwości de-
cydowania o sobie? Myślałem, że jest to całkiem sprytna odpowiedź na problem
stawiany przez kilku oponentów, którzy zaprzeczają mojemu zwycięstwu.
Tak więc poprzez posłańca z Królestwa wysłałem moje żądanie spotkania
i wkrótce otrzymałem odpowiedź, że mogę przybyć. Otwarto kanał, przez który
mogłem powrócić i znowu znaleźć się w miejscu moich początków istnienia.
Zapomniałem już jak jest tam jasno! Po tak wielu wiekach na ziemi nie byłem
przygotowany na oślepiający poziom światła, musiałem więc mrużyć oczy i za-
słaniać się przed blaskiem tronu.
Nigdy nie zapomnę wymiany zdań, jaka miała miejsce z Wszechmogącym.
– Skąd przychodzisz? – zapytał, jakby domagając się moich uwierzytelnień.
– Z Ziemi; przeszedłem ją wzdłuż i wszerz i uważam, że mam do niej prawo
własności.
– Prawo własności? Chyba się mylisz. Czy wziąłeś pod uwagę fakt, że wciąż
mam tam swoich naśladowców wśród ludzi, człowieka imieniem Hiob, który
czyni tylko moją wolę?
Oczekiwałem takiej wypowiedzi, miałem więc przygotowaną odpowiedź.
– Oczywiście, że czyni to, czego sobie życzysz. Chronisz go przecież poprzez
swoich Strażników. Nie mogę się do niego nawet przybliżyć. Ale zabierz tylko

86 Pamiętnik Lucyfera

swoich żołnierzy, dopuść mnie do niego, a stanie się taki jak wszyscy pozosta-
li. Faktycznie, to zakładam się, że potrafię doprowadzić do tego, że będzie Ci
w oczy złorzeczył.
Było to sprytne wyzwanie, zaplanowane, aby wywołać powątpiewanie w umy-
słach lojalistów. W końcu, jak można powiedzieć, że otrzymałem równe moż-
liwości, jeśli On chronił w nadnaturalny sposób tych jedynych ludzi, którzy byli
Mu lojalni?
– W porządku – odpowiedział. – Usunę ochronę i możesz zbliżyć się do niego.
Pozwalam ci jednak dotknąć jedynie tego, co posiada. Tylko jego nie dotykaj.
– Zgoda.
Oczekując, że uda mi się zachwiać wiarę Hioba, pośpieszyłem w kierunku
Ziemi. Zdecydowałem, że powołam do służby specjalny szwadron moich naj-
niebezpieczniejszych żołnierzy. Niektórzy z moich aniołów są szczególnie zja-
dliwi. Podczas wojny w Królestwie Światła coś stało się z ich mózgami. Nastą-
piła u nich tak niebezpieczna demencja, że nawet my sami musimy obserwować
ich z uwagą. Gdy jednak chodzi o niszczenie rzeczy, nie mają sobie równych.
Zdecydowałem wypuścić tę grupę na Hioba. Odpowiedzieli z diabelską naiw-
nością. Większość ludzi nie rozumie, jak jesteśmy potężni – w jakim stopniu,
jeśli tylko dana jest nam możliwość, potrafimy spowodować gwałtowne wyda-
rzenia zarówno w rzeczywistości ludzkiej, jak i w świecie przyrody. Tego dnia
moi wojujący aniołowie mieli pokazać właśnie to, co potrafimy, gdy tylko nie
mamy związanych rąk.
Najpierw wykorzystali ludzkich sprzymierzeńców. Gawiedź jeźdźców sabej-
skich pojawiła się od strony pustyni. Zabili oni większość sług Hioba, a następnie
uprowadzili wszystkie jego woły i osły, zabierając wielką część jego materialnego
bogactwa. Potem moi wojownicy skierowali się do świata przyrody, roznieca-
jąc ogromną burzę z błyskawicami nad jego stadami owiec – fantastyczny spek-
takl, który pozostawił ziemię zaśmieconą tlącymi się ciałami ludzi i zwierząt.
(Podobnie, jak poprzednim razem pozwolili jednemu słudze uciec, aby Hiob
otrzymał wiadomość tak szybko, jak to tylko możliwe.)
Trzecia część ataku moich wojowników wykorzystała chaldejskich bandytów,
którzy utworzyli trzy grupy najeźdźcze, ukradli całe jego stada wielbłądów
i wzięli pod miecz wszystkich, co do jednego z jego hodowców tych zwierząt.
W ten sposób zniszczyli Hioba całkowicie finansowo.
Potem zapytali mnie, czy jest jeszcze coś, co mogliby zrobić. Czy coś jeszcze?
Chwileczkę! Wszechmogący wyraźnie zabronił mi tknąć Hioba, ale nie powie-
dział ani słowa o jego dzieciach!
– Oczywiście, że jest jeszcze coś, co możecie zrobić – zdecydowałem. – Udaj-
cie się i odszukajcie jego dzieci. Nie sądzę, abyście zauważyli, by ktokolwiek
z Gwardii Strażników chronił je; nie przy ich sposobie życia. Jeśli możecie, po-
zabijajcie je wszystkie.

Stałem tuż obok niego. i jednocześnie cieka- wości. zgroma- dzone w domu najstarszego z nich. a przygotowałem sobie jeszcze jeden argument. który oczekuje zadanych razów. a nie sądziłem. Pozwól mi tylko dotknąć jego osoby. aby się pod- dać w tej sprawie. miażdżąc potomków Hioba. kiedy dotrą do niego złe wieści. Jak mi się wydaje. Patrzący aniołowie-lojaliści wydawali się być szczerze zdumieni – tylko tyle mogłem zauważyć. którzy chronili to miejsce. Czekał więc oniemiały u wejścia do miejsca swego mieszkania. człowiek przeciwko anio- łowi. Ale nie wolno ci zabrać mu życia. nie było żadnych Strażników. . Barshok wpadł na pomysł. co zrobiłem. zgarbiony jak człowiek. zostałem pokonany. jakie były rezultaty. Jego jedyną obroną przede mną była teraz jego własna integralność i sama wiara. musiałem bowiem przedostać się z przymrużonymi oczami do jaskrawie błyszczącego piekła Zgromadzenia. aby tylko urato- wać własne życie. jeśli jako pierwszy nie odezwie się do ciebie. – Przecież nie pozwo- liłeś mi go dotknąć. z zakurzonymi głowami. i Pan zabiera.Rozdział 9  Dolina ognia 87 Po raz pierwszy od wielu wieków zauważyłem ślad uśmiechu na twarzy Bar- shoka. Po przybyciu pierwszych dwóch. niech będzie błogosławione imię Pańskie”. jak się spodziewałem. aby dokonać swego niszczycielskiego dzieła i wykonali je z per- fekcyjną dokładnością. Raz jeszcze udałem się do Królestwa. rozrzu- cając belki i pokrycie dachu we wszystkich kierunkach. czy Hioba uda się złamać. Być może Barshok sprawił im nie- zamierzoną przysługę: przynajmniej tym razem nie będzie im dokuczała zgaga. Tak więc udali się. żadnej ścia- ny ochronnej. że jego nieszczęścia pochodzą od Boga. zawodząc ze smutkiem podczas zwiastowania złych nowin. tylko nas dwoje. Hiob potrafił już przewidzieć. że przybędzie ich jeszcze wielu. a następnie skierowało się na dom. który zazwyczaj jest sam i ciągle rozmyśla.) No tak. Pozostali przy życiu słudzy przybywali jeden za drugim. Znaleźli dzieci Hioba przy dobrym samopoczuciu. aby wywołać tornado. wsysając piasek i kamienie i wyrywając rośliny z korzeniami. w podartych szatach. teraz ja zająłem Hioba swoją obecnością. aby to mogło wystarczyć. a nie ode mnie. – Dobrze. możesz go dotknąć. (Cieszę się. że przynajmniej pomyślał. była to mie- szanina emocji – przerażenia z powodu tego. anioła. – Oczywiście. Całe miejsce eksplodowało. Kiedy wreszcie wszyscy już przybyli ze swymi opowieściami o ruinie. nic. że nadal w ciebie wierzy – powiedziałem. Tak. Nadeszło z piskiem ze strony pu- styni. Człowiek chętnie podda się ze wszystkim. jedzących. Ale wystarczyło! Nigdy nie zapomnę jego słów: „Pan daje. przechodząc tą lub tamtą drogą. Wszechmogący nie miał wyboru i odpowie- dział raczej ze smutkiem. jeden na jednego. bowiem musiałem sprawozdać. a następnie mury zwaliły się do środka. Tak więc w czasie jednego dnia wyrównałem rachunki z Hiobem. żadnych Strażników. jak robaki. a zacznie cię przeklinać. pijących i bawiących się hałaśliwie. ale nie byłem przygotowany na to. a nic nas nie dzieliło. Mądrze jest do niego nie podchodzić. aby móc osobiście postawić go wobec pokus.

Kilka lat temu nagle pozostawił swoje interesy i powędrował w da- leką drogę do ziemi zwanej Chanaan. Hiob wytrwał w tym. Kręcąc się wokół niego dniem i nocą. a na imię jej Abram. gdyż w innym przypadku Bóg nigdy nie pozwoliłby mu na takie cierpienie. Czy ktoś z was ma jakieś sugestie? . kto podróżować będzie przez Chanaan. aby Abram ustanowił tu dobrosąsiedzkie kontakty. na które składałyby się bardzo zniechęcające uwagi ze strony jego znajomych? Dwa szwadrony moich najlepszych skautów znalazły więc trzech jego przyjaciół. jak sądzę pojawia się kolejna taka osoba. Od zachodu graniczy ta ziemia z morzem. mój kosmiczny Wróg zamierza. czy odczuwał on. Oszalała z powodu utraty bogactwa i dzieci. że na pewno się stanie. Jak sądzę. ogłaszając swoje zwycięstwo i zakończyłbym wojnę. którzy także przyznawali się do wiary we Wszechmogącego. zaczę- ła żałośnie zawodzić i wymuszała na Hiobie. Każda trasa większych karawan przechodzi tamtędy. O tak.88 Pamiętnik Lucyfera Zgodziłem się. byli już całkiem zadowoleni z siebie – i przepełnieni zniechęcającymi radami. aby uczynił dokładnie to. wtedy powróciłbym do Królestwa. Hiob będzie się modlił o śmierć. I to wszystko przez tego jednego człowieka! Nadal go nienawidzę. by „przeklął Boga i umarł”. że zanim zakończę moje dzie- ło. jak wyłania się prawdziwy pro- blem. obiecując sobie gdzieś w głębi. aby powrócić do tronu. mając własny świat. Hiob nie poddał się. Czło- wiek bogaty. co do której musiałem się upewnić: nic nie może się stać żonie Hioba. który mieszkał w portowym mieście Ur. Nienawi- dzę samego wspomnienia o nim. że musi on być wielkim grzesznikiem. Następnie wpadłem na pomysł: dlaczego by nie zafundować Hiobowi jesz- cze większego nieszczęścia. aż po sto- py wrzodami. Jestem zaniepokojony tym wyzwaniem. była jeszcze jedna rzecz. I widzę. Niestety. co obie- całem Starodawnemu. zagorzały naśladowca Starodawnego. moja gra nie powiodła się. przez cały czas wypełniając ich uległe umysły ideą. Nasz wróg posta- wił jednego ze swych ludzkich sprzymierzeńców w najbardziej strategicznym miejcu na ziemi. które wydzielały cuchnącą ropę i wywoływały u niego ból nie do znie- sienia. W czasie. Tym razem sam przejąłem dowodzenie. – Wojownicy. Wysłaliśmy ich do Hioba. gdy dotarli do jego zrujnowanego domu. zostaliśmy postawieni wobec nowej taktyki. Ale niestety. Wędrujące karawany zabiorą wszędzie Jego koncepcje. Często zastanawiałem się. A mimo tego wszystkiego. stale namawiała go do tego. mógł się zetknąć z Jego ideami. Chanaan leży na skrzyżowaniu dróg tego świata. co tylko najgorszego potrafiliśmy na niego zesłać i nie miałem już powodu. do czego namawiała go żona. lecz byli najeżeni wręcz niespotykaną dumą i tym kanałem mieliśmy dostęp do ich umysłów. jak wielkiej wagi sprawy wszech- świata zależały tylko od jego osamotnionej wiary? Gdyby był uczynił to. zwołuję więc nagłe spotkanie Naczel- nego Dowództwa. aby każdy. obrzucając jego ciało od głowy.

ale mogę poddać ci coś innego do przemyślenia. że nadszedł czas. Poślij jeden legion swoich najlepszych wojowników. gapiąc się w spokojnego naukowca. kiedy. jak sądzę. Jeśli to będzie możliwe. jak to tylko możliwe. Abram: jeden z jego potomków stanie się kosmicznym Gościem. Powodzenia! Gdy tak wychodzili. szukaj każdej możliwości. Przyciągnął w pełni naszą uwagę. aby się trzymali Abrama tak blisko. ma ktoś z was jakąś sugestię? Nastąpiła długa cisza. że nasza praca została już wy- konana. ważąc każde ze słów. prowadź dalej swoje badania. teraz wiemy już gdzie. Od teraz stanie się on centrum całej naszej strategii. Potrzebny mi będzie każdy. po której głos zabrał Meldibon. mówi powoli. Bez dalszych słów usiadł. nie jestem bowiem taktykiem. aby fizycznie ugodzić Abrama. Dwadzieścia cztery pary oczu wpatrzone są teraz w niego. Czekaj na taką możliwość. Marcolith’ie. aby tak go ograniczyć. który właśnie odsłonił największą ze wszystkich tajemnic. Mistrzu. Chcę wiedzieć. któremu przyjdzie mi stawić czoło w osobistej walce. właśnie znaleźliśmy tę rodzinę. Nie potrafię jeszcze powiedzieć kiedy. twoim zdaniem. – Ale czy popa- trzyłeś w jaki sposób jest on chroniony przez Strażników? Tylko się przybliż. Myślę. pojawi się Bóg-dziecko. że będzie to linia genetyczna Abrama. A więc wszyscy macie już zadania. Meldibonie. A teraz postawił najwierniejszych swoich ludz- kich sprzymierzeńców na najważniejszym miejscu tej planety. Ciekaw jestem. – Czy myślisz. Ale jak sądzę. w Chanaanie. aby go zranić. ale gdyby popełnił jakiś błąd i odsunął się od ochrony Wszechmogącego. by nie mógł czynić tego. musimy znaleźć sposób. którzy stale coś studiują. Myślę. aby świat wiedział o tym. Przez długie chwile siedzieliśmy tak. istot głęboko myślących. zdałem sobie sprawę. No więc. kiedy i gdzie pojawi się w po- staci ludzkiej Narodzony. abym pojednał się z Zedronnem. a prawdopodobnie pozostaniesz kaleką na resztę życia. Mistrzu – kontynuował. musimy razem usiąść do pracy. – Nie potrafię rozwiązać twojego problemu taktycznego. Nie sądzę.Rozdział 9  Dolina ognia 89 – To proste – rzucił Barshok. Należy do typu uczo- nych. w której się pojawi. co jest zamiarem Sta- rodawnego. Przez dwadzie- ścia wieków wędrowaliśmy wszędzie przyglądając się. – No – odezwałem się w końcu – to oznacza. że poja- wienie się Boga-dziecka zdarzy się właśnie tutaj. żeby stało się coś takiego. – Zabij go. Całe zgromadzenie uciszyło się. że o tym nie pomyślałem? – zripostowałem. Na wrogów we własnych szeregach nie mogę sobie pozwolić. na pewno będzie chciał. czy da się określić. – Pomyśl o tym. . Obserwuj jego każde posunięcie. – Gdy przyjdzie. będziesz miał krótką chwilę do działania. ile mamy jeszcze czasu. A my. W tej sprawie nie posiadamy wystarczającej ilości danych. przyjście Narodzonego. I. Barshoku.

kogo atakują – cudze żony. Zauważyłem więc. że to właśnie dlatego mam taką przyjemność. to właśnie to postawiło mnie po raz pierwszy na drodze buntu. a w Sodomie pokusa łatwego seksu doszła do granic. Zastanawiam się. (Bratanek Abrama. Tak więc szybko opanowuję tę dolinę do takiego stopnia. który nie jest otoczony dobrze uzbrojonymi strażnikami. a wtedy cała dolina będzie moja. . jakich nawet sam nie oczekiwałem. Faktycznie doszli w tym do takiej obsesji. gdy sprzeciwiają się tej mocy. Dolina Sodomy stała się miej- scem łatwym do życia i skłaniającym do przyjemności. może spodziewać się tam molestowania seksualnego. Jeśli sięgnąć wstecz. Te istoty niższego rzędu zostały obdarowane mocą. obserwując każde nowe zdarzenie. małe dzieci. aby zdobyć ten teren. czy Meldibon się nie mylił. Ciesząca się błogosławieństwem ciepłych zim i bogatego handlu przechodzących tędy karawan. Zaledwie niewiele mil stąd znajduje się miasto Gomora. a w tym czasie moi pracownicy zajęci są ciężką pracą w poniższej dolinie. a ja stoję blisko. Dlatego uczyniłem ich niewolnikami swojej własnej lubieżności seksualnej. Jak może urodzić się Bóg-dziecko z linii Abrama. gdzie odniosłem podobny sukces. której nawet ja nie posiadam. że żaden naśladowca Narodzonego nie będzie tu bezpieczny. omijają to miejsce i ostrzegają swoje dzieci przed udawaniem się tam.) Rok 2102 Minęło szereg lat od mojego ostatniego wpisu do tego pamiętnika. czy nawet siebie wzajem. muszą to czynić albo licz- nymi grupami. zacząłem już zastanawiać się. Ale nic specjalnie ważnego się nie wydarzyło. ale mam już plany. czy nie przesadziliśmy z tym nadaniem mu aż tak wielkiego znaczenia. aby urodzić dziecko. jak sobie z nim poradzić. tak jak obcy nomadowie. a człowiek ten powoli starzeje się. jak zdolność ludzkiej reprodukcji. Nawet wojowniczy Cha- naanici zamieszkujący drugą stronę góry. na imię mu Lot. podczas gdy jego żona jest bezdzietna? Tak więc czekam i zastanawiam się. Prowadzący kara- wany nauczyli się już. że gdy wjeżdżają do Sodomy. bowiem każdy obcy człowiek. Abram prowadzi swoje ciche życie w gó- rach. Niewiele rzeczy doprowadza mnie do takiej wściekłości. wydaje się być niezdolną do tego. decydując się raczej na życie w namiotach. Wcale nie wysilał się. Marzy o tym. ale jego żona Sarah. I sądzę. Ludzie nie myślą tam o niczym in- nym. mówiąc szczerze. albo też wynająć w celu ochrony najemnych żołnierzy. niedaleko doliny Sodomy. że jest im już obojętne.90 Pamiętnik Lucyfera Rok: 2083 Obserwowaliśmy Abrama przez wiele lat i. wybrał sobie Sodomę za dom. że podatni są bardzo na każdą formę niszczącej poku- sy. z obozem rozłożonym na cichym zboczu góry. aby mieć syna. Ludzie są tu bogaci i znu- dzeni.

ale teraz już tak nie jest. Abram. Jak się wydaje. Lecz nagle mój moment zadumy zostaje przerwany. – Za rok twoja żona. co było przedtem. lecz ja natychmiast widzę kim są poprzez zewnętrzną powłokę. Powraca do namiotu. których nie potrafię usłyszeć. aby zobaczyć. komu Wszechmogący mógłby powierzyć tak ważną misję i to właśnie mnie niepokoi. wiem o tym dobrze. że przed Królestwem nie ma ukrycia. Co więc zrobić z teorią Meldibona na temat Abrama i Boga-dzecka? Teraz już nie wydaje się to możliwe. gdy odzywa się jeden z przybyszów. to nie widzę nikogo innego. co mam robić? Przez moment myślę o ucieczce. Przed potopem ludzie starzeli się bardzo wolno. Gdy tak przyglądam się ziemi. urodzi syna. Energia przenika ich zewnętrzne człowieczeń- stwo. miejscami dobrymi do ukrycia. a dzieci rodziły im się przez całe wieki. wcale się nie mylę: to jest Narodzony. . a ja z przyjemnością spędzam chwilę relaksu. co się stanie. Sarah ma 90 i nie ma żadnego sposobu. a całe wieki minęły od czasu. Przez moment zastanawiam się nad różnymi możliwościami. ale nie mogą so- bie poradzić z mocą. z odle- głego morza dociera przyjemny powiew. teraz nic szczególnego się nie dzieje. aby ze mną walczyć? Czy nastał właśnie ten czas? Mam przy sobie niewielką grupę straży. co się dzieje. że uciekłem i nawet Zedronn mógłby mnie usunąć. to nie potrafię nawet tego określić. Żadna dusza na tej planecie jeszcze jej nie odkryła. przebrany za człowieka! Dlacze- go? Czy przeszedł.Rozdział 9  Dolina ognia 91 Mówiąc szczerze. Na zachodnim oceanie jest ziemia. To nie są ludzie: są to goście z Królestwa. co stanie się potem. Jest popołudnie. że są to zwykli strudzeni wędrowcy i ma zamiar ich nakarmić! Nadal przybliżam się. jakie przybrali i lśni na całej górze. Potrafiłbym tak przyspie- szyć. lecz wkrótce jego żona w pośpiechu podąża do spiżarni i zaczyna przygotowywać chleb. Sarah. Ten człowiek. gdy dziewięćdziesięcioletnia kobieta rodziła dzieci. zachodnim brzegu znajduje się rejon wysokich. wypowiada kilka słów. jaka właśnie idzie ścieżką w górę. aby zobaczyć. surowych gór. Chwileczkę! Jeden z nich – jeden z nich. wstaje. Myśli. Dla każdego człowieka wyglądają oni na trzech zwykłych wę- drowców. Wielkie nieba. ale trzymam się blisko Abrama. Nie. to On! Tak. Na jej odległym. wzywam ich więc natychmiast. A oprócz tego. pozostanę i zbliżę się. Drogą nadchodzą trzej mężczyźni. Abram ma już niemal 100 lat. aby przejść barierę czasu i znaleźć się tam w przeciągu jednej ziemskiej godziny. ale wtedy moje siły dowiedziałyby się. aby mogli mieć oni mieć dziecko. która nadal jest jeszcze pusta. pocięty potwornie głębokimi kanionami. Jestem trochę zagubiony w tym wszystkim. słysząc ich kroki. w kierunku namiotu Abrama. schylając się nisko. jakby ci surowo wyglądający obcy przybysze byli królewskiego pochodzenia. Długość ich życia zmniejszyła się do krótkiego odcinka w stosunku do tego.

Ale Abram nie jest mój. który właśnie tam dzia- ła. Przy pomocy Marconidasa. w kierunku pustyni. co potrafię wytrzymać.. a gdy słońce pojawia się na niebie. moją będzie też Niniwa. bez skutku. Zedronnie. Uciekam w samą dolinę Sodo- my i patrzę się tępo na wschód. Nad Sodomą i Gomorą znajdują się niesamowite słupy dymu. Rzeczywistość przenika mnie jak eksplozja słoneczna: Sodomy już nie ma! Nie ma moich miast! Tym jednak razem nie użyto wody. Myślę o tym. A teraz obiecano mu syna! Całymi godzinami martwię się.. Egipt jest mój. których szczyt ukształtował się w formę dwóch kubków. które posuwają po niebie.92 Pamiętnik Lucyfera Te słowa mrożą niemal wszystkie moje kości. szukając jakiś planów. ale mój umysł jest pusty. filary. które unoszą w porannym powietrzu jakieś trzydzieści tysięcy kubików. Powoli nadchodzi świt nad wschodnią pustynią i na horyzoncie pojawia się światło – ale jest to mroczne światło. to był ogień! . w jaki Narodzony przyjdzie na ziemię! Usłyszałem wszystko. To może być sposób. także są moi. Ta ziemia jest moją własnością. Za wyjątkiem Lota. jak kiedyś wędrowałem pomiędzy nimi i zastanawiam się. dziwnie obleczo- ne mgiełką. To mówi sam Narodzony! Syna! Dziecko – cud! Przez całe swoje życie małżeńskie Abram i Sarah marzyli o tym. widzę. ludzie. Siedzę tu już całą noc i gapię się w całe chmary gwiazd. ale niestety. gotujących się w ogniu. co przyniesie przyszłość. Babilon jest mój. potrzebuję ciebie! Co ty byś zrobił? Jakie podjął- byś decyzje? Musi coś być. za którą rozpościera się gorąca dolina łatwego życia i jeszcze łatwiejszego grzechu. niepokoję. którzy tam mieszkają. jakby grzybów. jaki jest tego powód.

oba- wiając się morderstwa. to jednak nie zadziałało. o gładkiej skórze i wysokim. Wszechmogący poddał go testowi wiary. drugi syn Izaaka – maminsynek. tak więc potomkowie Abrahama nie mieli wyboru. w potężnym imperium. Od tego czasu Królestwo nazwało go Abraham. udało mi się osiągnąć jeden z najznamienitszych moich sukcesów w wojnie: mam tu wszystkich po- tomków Abrahama. że będzie to niebezpieczne. w wyniku czego Jakub. jaki wydawał się zbyt trudny. co w moim odczuciu całkiem bezpiecznie usunęło go na bok. Wie- działem. kto odziedziczy majątek Izaaka. jednak Barshok przyszedł mi z po- mocą. ciepłym nurtem Nilu. widząc wartości u Izaaka. uciekł na daleką pustynię. aby człowiek mógł go przetrwać. Na imię było mu Ezaw i nie miał on żadnego zainte- resowania religią. Gdy Izaakowi urodzili się synowie. a imponujące pomniki wznoszą się. To tutaj cywilizacja ludzka wspięła się wysoko jak nigdy dotąd. Egipt pławi się bogactwem zrodzonym w sercu Afryki. a w wyniku tego chodzę teraz lekko utykając. a potomstwo Jakuba liczy teraz kilka milionów ludzi. ale Abramowi się udało. obaj bracia się pojednali. jak tylko udać się na południe. a pracują jako niewolnicy! Krótko przed śmiercią Abram zmienił swoje imię. jakie Narodzony na pewno będzie chciał posiadać w swojej ludzkiej formie. przebadałem ich uważnie i wkrótce jed- nego z nich wykluczyłem. Poprzez proces eliminacji uznałem. ale byłem zdesperowany. że jeden z jego potomków urodzi Mesjasza. gdzie w egipskich spichlerzach . Tak więc doprowadziłem do kłótni pomię- dzy braćmi o to. Tym sposobem pozostał Jakub. Niestety. że to on musi być przodkiem Mesjasza. obwiesz- czając chwałę faraonów. piszczącym głosie. Spowodował ogromną suszę w Kanaanie. ale cud to prawdziwy. Chciał jedynie polować i zabijać. zawsze przebywającego w kuchni. ale zo- stałem odparty przez Straże. jaką kiedykolwiek wystawiliśmy i spoza bariery przestrzeni dokuczaliśmy im w każdy możliwy spo- sób. Pewnego dnia powrócił do Kanaanu. wielokrotnie starałem się go zabić. Izaak. Gdy urodził mu się syn. Otoczyliśmy więc jego potomstwo najpotężniejszą armią. I tutaj. że ten stary człowiek przeszedł go z sukcesem! Niewie- lu ludzi osiągnęło kiedykolwiek taką wyżynę zaufania. Oznacza to „Ojciec Narodów” i potwierdza moje przeczucie. To mogło stać się prawdziwym nieszczęściem.Rozdział 10 Plan egipski Rok: 2457 Rozkładając się na bogatym terenie delty rzeki.

powstanie luka w li- nii genetycznej. To powstrzyma ich rozwój. Ronak – odpowiedziałem. młodszy członek dowództwa. Gdzieś tam bowiem pośród tych milionów znajduje się materiał genetyczny. – I to może dopomóc w osiągnięciu jesz- cze jednej rzeczy: jeśli całe pokolenie chłopców wyginie. który rozłoży całkowicie imperium. zostają natychmiast zabierani. którzy przejmują panowanie w jego królestwie. – Zgoda.94 Pamiętnik Lucyfera pełno było pożywienia. dopomagając w budowie świątyń dla pogańskiej dynastii. Gdy herold przechodził ulicami. napełnijmy jego myśli widmem niewolników. że mnie to nie martwi – odpowiedziałem. Mogę tego dokonać przy pomocy tylko jednego złego snu. które niedawno urodziły chłopców. że podniosłem go z miejsca w randze o dwa stopnie wyżej. Są ich miliony i jeśli będą nadal się tak rozwijać. I tu ich złapaliśmy! Przez większość z 400 lat miesili błoto w egipskich cegielniach. gdzie mieszkają Hebrajczycy. że plan Ronaka działa! Egipcjanie patrolują ziemię Goshen. wtedy Mesjasz nie będzie mógł się narodzić! Wysłałem Ronaka wraz z pewnymi specjalistami od snów do pałacu i następ- nego ranka faraon obudził się z krzykiem. Spowodujmy u faraona wielką panikę. który jeszcze tego samego dnia zaniesiono do Goshen – ziemi. a ja muszę znaleźć sposób na prze- ciwstawienie się temu. – Mistrzu. Wszystkie ciąże zostają zauważone i wszystkie narodziny kontrolowane. Z genealogii Izraela zniknie całe pokolenie mężczyzn! . – Czy masz jakieś roz- wiązanie? – Tak mi się wydaje. a gdy tylko urodzą się chłopcy. nadal się ich obawiam. Jeśli odniesiemy sukces zabijając jednego z Jego przodków. – A potem? – Potem podsuniemy mu pomysł: niech wyda rozkaz. możemy więzić tutaj tych Żydów. Jest tylko jedno pytanie: jak? Trzy tygodnie później Wczoraj. z którego pew- nego dnia powstanie mój kosmiczny Wróg. Ronak. – Nie myśl. Ale chociaż bardzo wydaje się to dziwne. Posłał po swoich doradców (którzy przybyli nieogoleni i na wpół odziani) i rozkazał im od razu przygotować dekret królewski. gdzie mieszkali Hebrajczycy. aby wszyscy hebrajscy mali chłopcy zostali zabici. przyszedł do mnie z tak obie- cującym planem. ogon może za- cząć poruszać psem. pozostawiał za sobą przerażający płacz matek. Może dojść do takiego buntu niewolników. Obudzi się śmiertelnie przerażony. ale tak naprawdę nie rozwiąza- liśmy problemu. Wszyscy dopie- ro co urodzeni chłopcy mają być wrzuceni do Nilu! 10 miesięcy później Wydaje mi się.

Wiedziałem. który jej pozwolił na ura- towanie dziecka. – Jak – wrzeszczałem – jak. gdzie udała się. Dziecko.. – Tak. aby go adoptować. Właśnie udzielałem mu nagany. – Przyjąłem twoje sprawozdanie. – Tak! – ryknąłem. . mogło się to wydarzyć! Jak mogło niemowlę. zwołaj nadzwyczajne posiedzenie Wysokiej Rady. poprawiając się trochę w zachowaniu. on ma teraz ochronę dworu egipskiego. to jakaś tajemnica. – Co gorsze. Mistrzu – odpowiedział. Co gorsze. – Lucyferze – wrzeszczał – Lucyferze. gdy wreszcie zaczął przekazywać swoje informacje.. Każ swemu przełożonemu oficerowi zgłosić się do mnie natych- miast wraz ze swymi zastępcami oraz grupą śledczą. ale tak się stało. w imię słodkiej śmierci. – Ale w porządku – kontynuowałem.Rozdział 10  Plan egipski 95 Rok: 2458 Tego popołudnia posłaniec przybiegł do mojej siedziby. Marconidesie. trzęsąc się z wściekłości. że nie był to tylko błąd. Ona wypełniła literę tego prawa. jeden nam uciekł! Nie wiem. zostać nie zauważone przez wszystkich wartowników i nasze wędrujące straże? Jakim cudem dosta- ło się w ręce Egipcjan? – Nikt z nas tego nie wie. Dziecko się urodziło i te- go także nikt nie zauważył. – I to pod pełną ochroną samego pałacu! Ognie piekielne!. hałaśliwe niemowlę. Jaki to spryt! Znasz prawo – chłopcy hebrajscy muszą zostać wrzuceni do Nilu. – Czy chcesz mi powiedzieć. aby dokonać rytualnej kąpieli. wygląda na to. aby nazwać mnie Mistrzem. To wymknęło się naszej uwa- dze. że przestąpiła prawo. Z tym musiał mieć coś wspólnego Narodzony. aby go utrzymać przy życiu. ale w sposób. Byliśmy zbyt ostrożni. Najwidoczniej Egipcjanie nie za- rejestrowali tej ciąży. Włożyła je do pływającego koszyka.. ignorując wartowni- ków i nie zważając na cały protokół. Ma go księżniczka i upiera się przy tym. że księżniczka ma zamiar pozwolić matce dziecka na to. ani Egipcjanom. – Gdzie? – W pałacu. zaś potem matka uknuła plan. a ten puściła po Nilu! Nikt więc nie może powiedzieć. Musimy poruszyć głowa- mi. aby opiekowała się nim jako mamka. Nawet nie pokłonił się ani nie pamiętał. Aby powiedzieć to jeszcze mocniej. jak uda- ło nam się go przeoczyć. wrzeszczące. on. Jedno spojrzenie na dziecko i zakochała się. gdy zgromadziła się rada. Wybuchnąłem jak wulkan. chłopiec hebrajski. Teraz znajduje się bezpieczny w pałacu. Tak więc wyrastać będzie w domu żydowskim i zdobędzie żydowskie wycho- wanie. tak samo jak i Egipcjanie. a pewnego dnia księżniczka znalazła koszyk w rzece. nawet wtedy. że hebrajski chłopiec uniknął egzekucji egipskiej? -przerwałem. uspokajając się nieco. a my także jej nie zauważyliśmy.. ponieważ w jakiś nadnaturalny sposób nie pozwolono zauważyć tych naro- dzin ani nam.

Rok: 2470 Moshe ma teraz dwanaście lat i dzisiaj był w ziemi Goshen po raz ostatni. jaki został po niego posłany i został poprowadzony do pa- łacu. posiadający możliwość wyboru. że to dziecko musi mieć ogromne znaczenie. teraz czterdziestolatek. aby go otoczył. Teraz znajduje się w domu swoich prawdzi- wych rodziców. Dowiedziałem się. Mam na- dzieję. Rok: 2498 Minęły dziesiątki lat. że jego mat- ka – Żydówka. jest wschodzącą gwiazdą na dworze egip- skim. czy Starodawny na początku nie miał dla nie- . gdy Gwardia odparła ich z powrotem na miejsce. który został wyratowany z rzeki. by zdobyć książęce wychowanie. Pięć tygodni później Dziecku dano na imię Moshe. zaś dwa razy w tygodniu. bowiem Egipcjanie wymyślili sobie tak wiele bogów. i potopu. Zostało przeznaczone do czegoś znamiennego. Tam właśnie rozpocznie surowe studia: naukę walki. tam. będzie mogła go zatrzymać tylko w jego dziecięcych latach. z którego nie mogą dziecku wyrządzić żad- nej krzywdy. ale zaraz usłyszałem zgiełk walki. dlaczego nie miałby tego zrobić? Kto. Ale. jeśli to dziecko wyprze się swego żydowskiego pochodzenia i zdecyduje na egipski styl życia. Wsiadł do rydwanu. że dzięki burzliwej atmosferze w pałacu zdoła zapomnieć wszystko. rządzenia. A w zamian za to zacznie oddawać cześć żabom i gwiazdom. W tym czasie. Musi- my być przy nim w każdej chwili. gdy może wieść życie w pa- łacu? Ta sprawa może być łatwiejsza. Zresztą. Często zastanawiałem się. To ostatnie zajmie go bardzo. Wysłałem cały echelon wojowników. zidentyfikowałby się z rasą niewolników. to może być błogosławieństwem w przebraniu! Jakikol- wiek plan ma dla niego Wszechmogący. w które wierzą ci pałacowi idioci. a Żydzi nadal są niewolnikami króla egipskiego. a po- tem zostanie zabrany do pałacu. pod wielką strażą. dowodzenia woj- skiem. że nawet ja mam trudności z zapamiętaniem ich wszystkich. niż mi się to wcześniej wydawało! Wszystko jednak zależy od decyzji samego Moshe. zabierane jest w odwiedziny do pałacu. poznawać będzie ogólną wiedzę i oczywiście religię egipską. w ziemi Goshen. jak i wszystkim in- nym nonsensom. a my będziemy mogli prze- stać się martwić tym chłopcem. pomyślcie tylko. wszystko spełznie na niczym. i Szabatu. Moshe.96 Pamiętnik Lucyfera Cała sprawa jest utkana według Jego planów. a oznacza to. czego nauczyła go matka na temat Starodawnego: i stworzenia.

jak tylko to będzie możliwe. pod nieskazi- telnymi zachowaniami dworskimi i wojskową zbroją – on nadal jest Żydem. będzie wyśmienitym generałem. że właśnie tutaj. Po co innego miałby strzec tak bardzo jego narodzin.Rozdział 10  Plan egipski 97 go planu wyprowadzenia jego ludu z niewoli. żeby wieść ta rozniosła się bardzo szybko. myślę. – Proszę wysłać brygadę wojowników do chaty. Oznaki tego dawał już wcześniej. Upewnijcie się potem. Opanował sztukę wojenną tak dobrze. Pięć miesięcy później Dzisiaj stało się coś. że jest to rzecz. Pochował martwego nadzorcę w piasku. który wy- zwoli niewolników. zezwalając mu na przeżycie. nie miałem racji. A jak tylko wieści dotrą do króla. Moshe. Niestety. jak często to czyni. że Moshe prowadzi swój lud do buntu. aż mnie poproszą! Gdziekolwiek widzę ludzi działających impulsywnie. Starodaw- ny utrzymuje całe armie. w której mieszka chory Żyd. która mu przejdzie. którzy chcieliby się z nim zmie- rzyć. aby im dopomóc. które szybko zamieniły Egipcjanina w krwawą miazgę. jak sądzę. w którym się narodził. Na pewnym oddalonym stanowisku pracy dostrzegł nadzorcę egipskiego. by mógł pracować. spierając się z kapła- nami Isis i zmuszając ich do zastanowienia się nad religią Hebrajczyków. że jest niezwykle szybki i niewielu jest takich. a ja muszę działać szybko. wypełnijcie jego umysł lękiem. jeśli Go o to nie poproszą. natych- miast wyruszam. A teraz śpieszcie się! Moje siły śpieszyły się tak. – Oficer dyżurny! – krzyknąłem. Rano Moshe udał się w swoim rydwanie (sam. aby mówił on o tym wypadku. W tym właśnie jest moja korzyść – ja nie czekam. jest bowiem bardzo zręcznym jeźdźcem) i popędził w kierunku dołów ceglanych – jak gdyby coś pociągało go do ludu. Zazwyczaj jednak nie interweniu- je. że mam cię w pułapce! Taka nadnaturalna ochrona przy twoich narodzi- nach. Twarz Moshe zajaśnia- ła. Pod lnianą szatą i okryciem głowy. to plan się nie powiódł. gdy wszyscy inni ginęli? Je- śli tak. nawet w rozgrywkach sportowych. wszystkie lata ciężkiej nauki. jak strzały wypuszczone z łuku wojownika. sam zaś pojechał nad rzekę. To zmusza mnie do przemyślenia wszystkiego! On może być tym. Ma ręce zabójcy. a ty zepsułeś wszystko jednym czynem pod wpływem impulsu! Jakże egocentryczni są ludzie! Niemal zawsze polegają na sobie i nigdy nie zdają sobie sprawy. Mia- łem jednak nadzieję. czy ta informacja dotarła do pałacu. który bił jakiegoś Hebrajczyka – zbyt chorego. Moshe wydaje się być w pełni Egipcjaninem i. jego oczy ciskały ogniem i nagle stał się artystą wojskowym: parą pięści i stóp. by odpoczął. tuż za barierą czasu i przestrzeni. zmył krew ze swoich rąk i stóp i powrócił do pałacu. w wyniku czego zazwyczaj doprowadzają do takiego zamiesza- . Sprawcie. co może zmienić wszystko. zaś chorego Żyda posłał do jego chaty.

Stanie się przykładem tego. Moshe zostanie ubiczowany na śmierć na dziedzińcu pałacu.) Tak więc Moshe odszedł bezpiecznie. Dowiedział się o tym. podczas gdy wszyscy dworzanie będą musieli patrzeć na to. to i tak nie byliby w stanie go znaleźć.98 Pamiętnik Lucyfera nia w różnych sprawach – swoich własnych. Jednak Moshe był znacznie bystrzejszy od nich wszystkich. udał się na południe. że są przecieki o jego czynie i w jednej godzinie zebrał podstawowe rzeczy potrzeb- ne do przetrwania. aby zorganizować niewolników do rebelii. Dwa dni później: To nie mogło się stać. a teraz na dworze wytworzyło się istne piekło. które wykorzystał w ucieczce i wymówkach. tak jak właśnie uczynił to teraz Moshe. Na pustyni pełno jest więc łowców. jak gdyby w jakimś stopniu były one odpowiedzialne za przygotowanie ucieczki. a jednak: Moshe uciekł! To wszystko jest moją winą! Powinienem był pomyśleć o jego militarnym wykształceniu i zdać sobie sprawę z tego. wściekle pędząc przez pustynię i pozostawiając ślad. w kierunku królewskich terenów wyścigowych. (Faraon. Jeden odgłos dzwonków. Będąc już tam. że Moshe – uznany geniusz militarny – powróci. którzy podżegają do rewolucji. Za dzień lub dwa. jednak pocieszam się tym. którzy go poszukiwali. jakim chętnie powę- drowali wszyscy tropiciele. że wszystko mogło się ułożyć . Tak. Po jednym dniu trop dopro- wadził ich z powrotem do stajni królewskich. głośno wychwalając swe rumaki. tak. martwego lub żywe- go. a potem. gdy wieść o tym dotrze do faraona. jakby chciał je napoić. aby go zatrzymać. że udało mu się uciec. co może się stać z ludźmi. a nawet Wszechmo- gącego! Rujnują Jego plany. jakby w celu ćwiczenia przed nadchodzącymi wyścigami. rozkazał żywcem obedrzeć konie ze skóry. zrobił dwa okrążenia trasy wyścigów. Wtedy widziano go po raz ostatni. skąd pobrał ry- dwan i dwa wyśmienite wyścigowe konie. Zeskoczył ze swego rydwanu na twardą ziemię niedaleko potoku. którym jeszcze nie powiedziano. ukrył je pod peleryną powozu i po cichu opuścił pałac – mijając tym samym cały regiment uzbrojonych strażników. że posiada on doskonałe umiejętno- ści. bezsilny z wściekłości. Faraon dostał niemal apopleksji ze strachu. Nie mogę znieść myśli o tym. swoich rodzin. a tam nawet gdyby chcieli go szukać wszyscy żyjący Egipcjanie. a następnie przywiązał dzwonki Isis do ogonów obu koni. kto znajdzie uciekiniera. a potem beztrosko poprowadził je w kierunku potoku. Specjalnie udał się do stajni. Wysłannicy szukają go wszędzie. Całe królestwo opanowało niezwykłe poruszenie. był to fatalny jego błąd.000 szekli temu. a faraon zaoferował 10. Otoczono więc ziemię Goshen kontyngentem ciężko uzbrojonej armii. udając się do odległych gór zamieszka- łych przez Midianitów. a konie spłoszyły się.

Aż trudno było mi uwierzyć własnym uszom. sam się tym zajmę. przejmujesz więc dowództwo pod moją nieobec- ność. aby śledzić ich każdy krok. to wypasa kozły! – wrzeszczałem. a mimo tego lud- ność rozwija się tak szybko. my zaś byliśmy tak zajęci. Znalazłem obozowisko Moshe: po- . którego oddziały zostały przypi- sane do Moshe. Dlatego więcej już nie będę musiał się nim przejmować. starając się utrzymać większość po naszej stronie. jakie może znaleźć w górach u Midianitów. a wtedy. Udaję się do Midianitów.. Marcolith. tak naprawdę trudno mi powiedzieć. niż było to przed potopem. Midianici: Jakie pustkowie! Nic dziwnego. – Wszystko co robi. że nie stać mnie na to. Mistrzu – odpowiedział. a potem współzawodnictwo. czym on się teraz zajmuje. Pewnego dnia dokonywałem rutynowego przeglądu echelonu i wezwałem Marconidesa.Rozdział 10  Plan egipski 99 znacznie gorzej. Wzrastająca liczba ludności zmusiła nas do zmiany naszej strategii. mając przekonanie. w porządku. To pomaga nam w koncentro- waniu wszystkich wysiłków i skierowaniu całej uwagi na tych. – Co słychać u naszego starego wroga? – zapytałem. – A skąd to wiesz? Nie doglądałeś go już od lat! A więc. nie będzie mnie przez pewien czas. Rok: 2537 Były to dla nas lata pełne pracy: wściekłe wojny przy powstaniu nowych miast-państw w rolniczych częściach pustyni. W bitwach tych zginęło wielu młodych ludzi. – Co teraz robi? Marconides skierował na mnie puste spojrzenie. aż swoim życiem pokaże nam. pozostawiamy go w spokoju. pędzimy więc z miejsca na miejsce. że Wszechmogący nie będzie go już mógł wykorzystać. Mamy człowieka. że tylko niewielu z ludzi tu przybywa: mało tu wody. Ale wszystko. a my nie pilnowaliśmy go? Czy to właśnie starał się powiedzieć Marconides? – Tak. kto kogo zniewoli. który był jednym z najlepiej wyszkolonych wojowników na ziemi. Pozostajemy więc przy każdym do momentu. Jest ich teraz tak wielu. A teraz zbierz mi szwadron. że jest po na- szej stronie. To znowu przywołuje temat Moshe. który w nad- naturalny sposób chroniony był przez Królestwo. Przecież Moshe nigdy nie będzie mógł powrócić do Egiptu.. Od wielu lat nie zawracaliśmy sobie nim głowy. który pójdzie ze mną. którzy nadal pozostają lojalni względem Skupienia. że stoimy niemal przed jeszcze cięższym zadaniem. a góry są tak ostre jak zęby wilka. to wypasanie kozłów. – Gdy musiał uciekać. to wypasanie kozłów. pilnowaliśmy go przez jakiś czas. – Mistrzu. a jedynym zajęciem.

pokłoń się ze czcią. A to może spowodować upadek faraona! Słucham i jest dokładnie tak. ale ja czuję. Rozpoznaję Jego głos! Zaczynam też odczuwać. co mogłoby. Patrząc na Moshe. oznaczałoby to dla nich nieszczęście. o ratunku. nie mogłoby się równać z ar- mią królewską faraona. ale silny. ponieważ myślał. gdzie rzadko sączy się jakaś woda ze zbiorników znajdujących się w górach. Och! Poczułem nagłe uderzenie energii. Gdy tak czyni. Często trwa tak z zamkniętymi oczami i schyloną głową. ale nie wychodzi z nich żaden dźwięk. że mam wrażenie. ani nawet tysiąc. Tak. patrząc. jego usta poruszają się. nadal ma dla niego do wykonania jakąś pracę. że ten stary człowiek jeszcze nie odczuł niczego... nadnaturalnym sukcesem. o nadejściu Boga-dziecka. Gdy tego dokonają. Trudno dziś poznać tego człowieka! Słońce i wiatr wysuszyły jego twarz (ile ma teraz lat? Chyba jakieś 80. a kiedy tak się stanie. To Ja Jestem. Mając lat 80 nie będzie już więcej głupio myślał. Jeśli Narodzony przybył na tę zapomnianą pustynię. jak mi się wydaje). przeskakuje małą wyrwę. że uda mu się samemu wyzwolić Hebrajczyków. Jest stary. wcale nie spala krzewu). – Moshe. Nagle wszystko staje się dla mnie jasne: jako młody człowiek. Lata spędzone w przyrodzie utrzymały jego sprę- żystość. aby policzyli jego dzieci i zbadali jego majątek. Potomkowie Abrahama. wnioskuję. Jedyną nadzieją na wyzwolenie Izraela było absolutne poleganie na mocy Starodawnego. że potrafi zmierzyć się z kimkolwiek i będzie całkowicie polegał na mocy Królestwa. To wła- śnie jest lekcja. mają wyjść na wolność – z powrotem do Chanaanu.. Marconides miał ra- cję: nie ma tu niczego. Siedzi spokojnie. co się dzieje. a potem kolejne. odzywa się głos. że ro- śnie to z każdą chwilą. tak jakby niebez- piecznie silne pole mocy tworzyło się gdzieś w pobliżu mnie. który nadejdzie z kosmosu. Jakiż to koniec księcia Egiptu! Rozglądam się po całym terenie i wyznaczam wojowników. jak się tego obawiałem. Święty. jak jego kozły wędrują po zboczu góry w poszukiwaniu niewielkich ilości jedzenia. Staje się to tak namacalne.. jaką ten wystawiłby na polu bitwy. iż wkrót- ce wybuchnie. to jest On. w takim razie. Gdyby spróbował. aby zbliżyć się do ognia (który. bowiem ani dziesięciu takich jak Moshe.100 Pamiętnik Lucyfera rozrzucane chaty u wejścia do wąwozu. Narodzony przybył tutaj. których udało mi się uwięzić przez cztery wieki. której w końcu się nauczył Moshe. choć wydaje się to niesamowite. Niedaleko tego miejsca znalazłem same- go Moshe. Moshe zawiódł. aby skontaktować się ze starzeją- cym się Żydem. aby porozmawiać ze starym człowiekiem. plan całkowicie wypełniony obietnicami i cudami. to. Jest! Niedaleko stąd krzew stoi w płomieniach i fakt ten wyrywa Moshe z jego zadumy. o stworzeniu. odejdę. Narodzony wyjawia plan wyzwolenia Hebrajczyków. gdzie będą mogli powiedzieć światu o Królestwie Światła. co dziwne. Wszystko czego obawia- łem się od tak dawna ma się teraz wydarzyć! .

w czwartym wymiarze. Zanim się to zakończy. Stanie się to tutaj. . przekraczających możliwość poznania jej przez człowieka. gdzie czają się moce większe od naszej wyobraźni. co to jest wojna. że wielka cywilizacja znad Nilu zostanie całkowicie rozbita. mam odczucie.Rozdział 10  Plan egipski 101 A w tym czasie moi egipscy sprzymierzeńcy mogą oczekiwać przeżycia szo- ku. Zasłona pomiędzy wydarzeniami ludzkimi a mocą kosmiczną staje się coraz cieńsza. a broń składa się z niewidocznych pól energii. Egipt otrzyma przedsmak tego.

podburzcie ich. czego potrzebuję. zgromadźcie możliwie najlepsze siły i udajcie się z nimi do starszych Hebrajczyków. – Marconidesie i Celsionie. Wynoście się stąd i cieszcie z tego. Wzywam moich dwóch najbliższych asystentów. Wracajcie i powiedzcie im. Jak tylko wyjdzie słowo o powiększeniu ich zadań względem faraona. mieli tylko pomagać przy produkcji cegieł. a Moshe nie był ubrany odpowiednio do takiej wizyty. jako człowiek niezapowiedziany i nie zaproszony. ton podobny do piskliwego dyszkantu rozwrzeszczanej mewy. ale tak się nie stało. Gdy ludzie poddają się Mu w takim stop- niu – a niektórzy tak czynią – otwiera się wtedy kanał. Jest jednak coś. gdy Moshe wszedł dumnie do pałacu. że taka odpowiedź wyzwoli u Moshe choć trochę starego wojownika. Jak dotąd. odpowiedział: – Bóg Izraela domaga się: wypuść mój naród. który każe mi wypuścić Jego lud? – W tym momencie jego głos osiągnął wysokość. aby oskarżyli o to Moshe. Wtargnięcie tych dwóch mężczyzn nie wpłynęło na niego dobrze. ignorując to pytanie. co udało wam się osiągnąć. poprzez który Królestwo wysyła nieporównywalną z niczym moc. wtedy Wszechmogący spotka się z opozycją tych. Jeśli sami Żydzi utracą wiarę. i domagał się wolno- ści dla Hebrajczyków. Odczuwam. za- nim się go ujrzało. co mogę uczynić. Zwiększę jeszcze ich ucisk. – Kim jesteście? Kto was wpuścił i czego chcecie?! – wrzasnął głosem podnie- sionym aż do wysokiego falsetu. Tak więc decyzja faraona podwajająca ilość ich pracy. Poza tym był brudny po straszliwej wędrówce po pustyni. jeśli zwrócą się przeciwko Moshe. co zrobię. bardzo pysz- nym i upartym. którym stara się dopomóc. Król jest człowiekiem bardzo pobudliwym. że wkrótce Egipcjanie doświadczą przerażającego spotkania ze światem nadnaturalnym. czuć było od niego smród.Rozdział 11 Uciekajcie! Rok: 2538 Nigdy nie zapomnę wyrazu twarzy faraona. Doprowadźcie ich do zgorzknienia. jak do tej pory. Oprócz tego był z nim jego brat – żydowski niewolnik od wyrabiania gliny – zabrudzony błotem i słomą! Król nie odezwał się zbyt przywódczym głosem. Moshe. jakiej nigdy jeszcze nie sły- szałem. a to mnie martwi. może okazać się dokładnie tym. Teraz sami będą musieli szukać sobie składników i wytwarzać taką samą ilość cegieł. jego głos brzmiał raczej nosowo i bardzo wysoko. – Wypuścić ich?! Powiem wam. Utrzymywanie ich w niewoli jest naszą najlepszą taktyką! . Naprawdę wydaje się być całkowicie uległy Starodawnemu. – Bóg Izraela! Bóg Izraela! Kim jest ten Bóg Izraela. że jeszcze żyjecie! Miałem nadzieję.

ale król dalej trwa w uporze. Wojna może się skończyć. na co Moshe podniósł swoją ciernistą laskę. aby poja- wiła się u niego myśl o morderstwie. kiedy nosiciele wody przyszli nad rzekę ze swymi glinianymi konwiami. najwidoczniej przeszedł sam siebie. spo- tyka się z wściekłym tłumem. by stanąć u jego boku i starać się wpłynąć na jego myśli. kiedy on nadal stoi. O świcie. Wypełnij umysł króla uporem. który wypełnia wieczorne powietrze okrzykami oburzenia. – Zgromadź mi szybko legion wojowników i udaj się do pałacu. Nawet nie było wody w glinianych zbior- nikach. że woda jest zatruta i nie nadająca się do picia. Ten jednak spoj- rzał na nich wyzywająco. aż stare egipskie szko- lenie jakie przeszedł Moshe wybuchnie płomieniami. a całe kontyngenty wojskowe kopią teraz doły wzdłuż Nilu. w krainie Midianitów. a odnoszą w tym zdumiewający sukces. Jeśli Żydzi uciekną – jeśli raz wyjdą na pustynię – stracimy nad nimi kontrolę. Faraon nie chce wypuścić niewolników żydowskich i po- jawia się problem. a słowa. który zawsze był dobry w manipulowaniu umysłami ludzi. „Moshe! Czy masz zamiar to znosić? Pomyśl o swojej żonie i dzieciach.Rozdział 11  Uciekajcie! 103 Moi dwaj dowódcy kłaniają się i w pośpiechu wyruszają. wyjdzie na wierzch. Czy pozostawiłeś to wszystko dla tego tutaj? Pozostaw ich w takim stanie. Wczoraj cały Nil stał się trujący. w poszukiwaniu wody. popędzili jak szaleni do studni i cystern. które znajdowały się w kuchniach. Ale on stoi pokornie! Sam pędzę. jakich używają Żydzi wystarczają. Panika rozszerzyła się szybko. Moshe wraz z bra- tem powrócili do pałacu i przestrzegli króla przed drugą plagą. i że jego stara natura po- legania tylko na sobie. jak był kiedyś Enoch. gdziekolwiek to tylko możliwe. Celsion. aby wykonać swoje zadanie. Przy nim jestem bezradny. Człowiek ten jest już co prawda sta- ry. a wśród nich także o ten dziwaczny plan wyprowadzenia ich na pustynię i zniewolenie ich przez niego. a będziesz miał anarchię! Idź więc i naucz ich lekcji – nadal pamiętasz technikę sztuki walki!” Ale co robić. bowiem rozwścieczony tłum oskarża Mo- she o wiele rzeczy. z którym się spotkają. z łagodnością przyjmując oskarżenia? Nie potrafię do niego dotrzeć! Jest tak samo odporny na moje oddziaływania. o swoim spokojnym życiu na pustyni. ale nadal jeszcze silny. Ruszajcie! Kilka dni później Nieszczęścia spadają nadal. a na jej powierzchni pływało wiele ciał śnię- tych ryb. jeśli nie powrócą ze świeżą wodą. które zostały tam. Czekam na to. Tego samego miesiąca A więc zaczęło się. którą na- . ale i tam woda została skażona – ani kropli do picia w całym Egipcie. Wzywam Marcolitha. zauważyli. Obawiając się bicia. Gdy pojawia się Moshe.

a grad spadał w takiej ilości. jeśli znów uratujemy Egipt. mogą ujść mojej kon- troli już na zawsze.104 Pamiętnik Lucyfera dal nosi od chwili. jaką przeżył naród egipski. Jeśli trzeba będzie. jak Hebraj- czycy. może zezwolić Hebrajczykom na odejście z Egiptu. wtedy staną się bardziej niebezpieczni niż cokolwiek. które były własnością Hebrajczyków. w skrzyniach z jedzeniem i w naczyniach. jakby z niego było całe niebo. również na samym dworze faraona. bowiem wiele z mo- ich długofalowych planów polegało na wykorzystaniu tego silnego imperium. a jeśli i ty przeminiesz. Nie dało się nigdzie poruszać. ale spotkanie jest bardzo zniechęcające. Zezłoszczeni doradcy otoczyli tron. który zniszczył zbiory lnu i jęczmienia. że to Egipt musi przemi- nąć. Te przeżyły epi- demię bez żadnego przypadku zachorowania! Faraon i ja stopniowo zostajemy wepchnięci do kąta. nikt nie ma żadnej. które stały się utrapie- niem ludzi i zwierząt. wszyst- kie tak nagle zdechły. będziemy musieli dostosować się do tego państwa. Co się stanie? W końcu zgodziliśmy się. walcz do ostatniego człowie- ka. była to najgorsza burza. Wzywam nadzwyczajną radę w celu przedyskutowania naszych wniosków. Nigdy się nie poddaj. z której nie ma wyjścia: starając się utrzy- mać Hebrajczyków. ale to byłoby chyba dla nas jeszcze gorsze. Zwierzęta padały wszędzie. że pozostawiły wszędzie stosy swych cuchnących ciał. a wszędzie pojawiły się żaby – w do- mach. Trzeci tydzień Krąg zacieśnia się i ostateczne nieszczęście przybliża. osłabią naród do tego stopnia. z czym dotąd spotkaliśmy się. Z niechęcią więc decydujemy. Tak więc. Kilka dni temu strasz- liwa plaga wrzodów wszędzie zaatakowała ludzi. Gdy pytam o rady. faraonie. plaga much. że nie będzie umiał przeżyć poważnego wyzwania ze strony silnego rywala – i jak się obawiam. Dwa nieszczęścia. oprócz tych. która kosztowała Egipt utratę ich słynnych stad wielbłądów. Hebrajczycy odejdą wolni. opieraj się nadal. gdzie wszystkie nasze decyzje są na równi szkodliwe. A potem. Wszędzie pojawiały się błyskawice. które pojawi się po tobie. Niebo stało się ciemne. Wszechmogący utkał sprytną pułapkę. nie stąpając po nich. bowiem gdy raz uciekną na pustynię. Po raz pierwszy widzę znaki po- jawiającego się buntu na dworze faraona. Wkrótce kolejne nieszczęścia spadły na Egipt – wszy. ale nie aż tak. Potem przyszedł grad. które pokryły całą ziemię. ryzykujemy utraceniem Egiptu.. Jeśli plagi trwać będą nadal. tępo podpowiadając Jego Jaśnieoświeconemu Władcy. gdy stał się pasterzem. Egipt jest dla nas ważny. że doprowadza Egipt do . jakie nieszczęście sprowadza na swój kraj. choroba bydła. Jeśli wyjdą. jest to straszliwy skutek plag. Jeśli jednak faraon przebudzi się i zauważy.. dwie nie do przyjęcia alternaty- wy. Opieraj się do samego końca. mój przyjacielu.

Spójrz na tamtego Żyda. – Też miałem takie myśli – odparłem ponuro. że czegoś jeszcze nie wiem. wszystko staje się jasne. że mogę Go jeszcze zobaczyć umarłego – że jeśli ludzie upadną. Przerwali swoją pracę i poświęcili cały dzień na przygotowanie baranków na jakiś specjalny po- siłek. – Nie sądzę. Jest symbolem cze- . to zdecydowałeś. gdy Hebrajczycy odejdą. Dawno temu. Ale ja mogę. przy stworzeniu – przypominam sobie – jak Narodzo- ny powiedział. Mistrzu – odzywa się w końcu. ze wkrótce opuszczą oni Egipt. W ziemi Goshen. wtedy głowa każdego domostwa zrobiła małą szczotkę z chwastów. że opuścisz jedno miejsce i udasz się na drugie. A skoro to On ich ochrania. Chroni ich krew. przypomniałem sobie coś. Gdy zabili wszystkie baranki. ale co on oznacza? Posyłam szybko po Meldi- bona. Jest to wyraźnie jakiś symbol. Możemy oczekiwać. od długiego czasu gapiącego się na szczupłego. krew. I to właśnie mnie intryguje. tuż za barierą: rozmazuje krew na swoich odrzwiach. gdy zestawiam Jego wypowiedź z tym. który dowodzi zarówno ciekawości. – Mogę się mylić. Gdy mój doradca zamilknął. Ale po co ta krew? – A. co robią teraz Żydzi. – Symbolika jest tu bardzo głęboka. – W takim razie czyjej? – Mistrzu.. tak jakby oczekiwał. ale powiem. jak i zmieszania. I to mi nie daje spokoju. który umrze. znak śmierci. które jednak da- lekie są od całkowitego uwolnienia Hebrajczyków. Być może to właśnie to oznacza. nie mogę się tego domy- ślić. jakby jego dom miał być bezpieczny dzięki czyjejś śmierci. który skrupulatnie rozmazuje krew baranka po futrynie i nadprożu drzwi swojego domu. że Egipt może wytrzymać więcej kłopotów. W końcu król z niechęcią proponuje Moshe negocjacje. On odda siebie za nich. – To także jest symbol. że ta ceremonia oznacza. że ich wybawienie nastąpi już wkrótce. ale jakoś mi się wydaje. Drzwi są symbolem decy- zji: gdy się przez nie przechodzi. domu Hebrajczyków Coś bardzo dziwnego dzieje się w każdym domu żydowskim. Wydaje mi się. – odpowiada tonem. Myślę. możesz mnie pytać. o czym on nie wie. tak. którą zanurza teraz we krwi baranka i maże nią fu- tryny drzwi. że plag spadnie jeszcze więcej. łysiejącego Żyda. Krwawe futryny symbolizują Jego. Przychodzi na ten świat. Ucieczka Hebrajczyków jest czymś więcej niż ucieczką z niewoli pewnego narodu.Rozdział 11  Uciekajcie! 105 ruiny.. Spodziewam się więc. Krew symbolizu- je śmierć. Tak więc. aby umrzeć! Teraz to widzę. że go ochroni. jakie są moje przypuszczenia. że wielu Egipcjan umrze. to On też jest tym.

Muszę jakoś spowodować. ale nie na siebie i na swój lud. Kiedyś. Staje się coraz bardziej podobny do istot w Króle- stwie. Aaronem.106 Pamiętnik Lucyfera goś większego – ucieczki całego świata ode mnie! Jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy. jeszcze w Królestwie. potrafiłbym. skierowali do króla ostatnie wezwa- nie i dali mu ultimatum: jeśli nie wypuści natychmiast Hebrajczyków. I to właśnie oddziela mnie od tego starzejącego się Żyda. Nie uchroni się przed nią żaden dom: od największych do najmniejszych w kraju – umrze – pierworodny w każdej rodzinie. dawno temu. aby świat tego nie rozpoznał! Późnym popołudniem: Moshe wraz ze swym bratem. tej nocy Żydzi wyjdą. ale nie teraz. . Wszechmogący poprowadzi ich z powrotem do ziemi. lecz ze względu na niepotrzebną stratę życia. Złości się z powodu niepotrzebnej śmierci swoich wrogów! Przyznaję. że nie potrafię zrozumieć takiego myślenia. w Egipcie zapanuje śmierć. a teraz ma rozpocząć prowadzenie swego narodu w największą podróż wszechczasów. jaka wkrótce spad- nie na Egipcjan. Opuszcza pałac z wściekłością. ale ten posiłek będzie symbolizował Jego śmierć dla nich. jaką dał Abrahamowi i tam urodzi się Mesjasz. Według mnie. Po raz pierw- szy widzę jak Moshe się złości.

szybko więc poda- wana jest melodia z jednej grupy do drugiej. by śpieszyli się.Rozdział 12 Wojna pustynna Kwiecień. bowiem już zaczęto balsamo- wać ciało jego syna. poszukując kogoś w każdym domostwie i znajdując swe znamiona. Przerażeni Egipcjanie wpychają cenne dary. zaglądając do każdego mieszkania. Przecież zaledwie kilka minut temu wyrokował na Moshe i ochryple powiedział: – Idźcie. aż wmówiłem sobie.. Tworzą kolumnę. ktoś tworzy słowa pieśni. I śpiewają! Pod wpływem chwili. Jest już północ i ostateczne nieszczęście spadło na Egipt. aby śmierć więcej nie szerzyła się. w których wyrabiali cegły. jak wszyscy inni. złoto. mijając wyrobi- sko gliny i doły. aż po pachnące korytarze królewskich rezydencji. że gdy ona przychodzi. potężna armia Strażników otacza ich. Siedzi na swoim zimnym tronie i patrzy w pustkę. Jest ich kilka milionów. Przeszła przez cały naród. zauważają. Wszyscy są rozbudzeni. która kieruje się na wschód. ledwie dając się słyszeć – i błogosławcie mi. mijają stodoły ze słomą. których religia z taką śmiałością wypowiada się o śmierci. jaki rozlega się wszędzie – z każdego domu.. brąz i klejnoty do rąk Hebrajczyków i błagają ich. pola cegla- ne i magazyny – od czterystu lat znane im widoki. z zatłoczonych domów w mieście. dokuczliwy refren. Robiłem wszystko. jest tak przerażony. dźwięki i zapachy. że z trudem potrafi się poruszać. z samego pałacu. Ich odej- ście oświeca pełnia paschalnego księżyca. tak jakby cały naród został zorganizowany w jeden wielki chór przezna- czenia. ku wolności i ruszają do marszu. Weźcie swoje zwierzęta. a drogę znajdują wzdłuż znanych sobie ścieżek. są w swoim smutku tak samo nieukojeni. jak ochładzająca mgła. Śmierć dotknęła każdą rodzinę. a lu- dzie. płacz rozpaczy. proszę. co tylko mogłem . jak hymn udręki. że zostali skazani na Egipt już na zawsze. Zostawcie mój lud. a Hebrajczycy nie czekają nawet na wschód słońca. Mój stary sprzymierzeniec. 2538 Północ W całej ziemi egipskiej można usłyszeć przerażający krzyk. pomocą naszą w dniu niedoli. Oni uciekają! Uciekają! Przez cztery wieki trzymałem ich tutaj. gdyż ich pole mocy trzyma nas z dala. ale widocznych dla nas. W każdej rodzinie pierworodny jest już martwy: od surowej chaty robotnika. niewidocznych dla oka ludzkiego.” Gdy tak śpiewają. Nie możemy przybliżyć się do odchodzących Hebrajczyków. król. który powraca do uszu zdumionych Egipcjan: „Bóg jest siłą naszą. I – tu jego głos zadrżał. swoją własność i idźcie. z namiotów pasterzy w okolicach bagien. Pokrywa on kraj.

jaką kiedykolwiek widziałem. Abraham. który znosimy tylko ze względów na konieczność militarną. Dzieje się coś dziwnego. jak kolumna Hebrajczyków porusza się z Goshen w kierunku wolności na wschodniej pustyni. każdy pojawia się w biegu. A teraz kilka milionów ludzi zmierza w kierunku otwartej przestrzeni pustyni. A teraz ci.108 Pamiętnik Lucyfera wymyślić. stawić się na odprawę”. jeden z moich największych ludzkich zasobów. Tak często bywałem bliski całkowitego zwycięstwa. którym będzie Morze Czerwone! . graj sygnał wzywający oficerów. Ci ludzie są teraz dla nas śmiertelnym nie- bezpieczeństwem i nie pozwolimy na to. Odczuwając pilność wezwania. Mistrzu! Oni idą prosto do ślepego końca. Następnego dnia Przez szereg godzin patrzymy. Gdy tak idziemy. by stracić ich z oczu. a ja nie tracę cza- su na formalności. odczuwamy pewien ból. godzina po godzinie. Słyszę. Noe. Job. prosto na Morze Czerwo- ne! Jeśli dalej tak pójdą. ale którego nie potrafiłem zatrzymać na dłużej. ale kierują się od niej na południowy wschód. jakie przeżyliśmy w tej wojnie. czy wi- dzicie. dziecko! Co mam teraz robić? Przyznaję. bowiem jesteśmy odsuwani przez najpotężniejszą armię Strażników. że nie wiem. a mimo wszystko Żydzi odchodzą stąd wolni! Enoch. Jest to jedna z najciemniejszych chwil. przez który pojawi się Mesjasz. Dalibyśmy wszystko. że musimy przyglądać się im z pewnej odległości. aby nie widzieć tej procesji zwycięstwa. z którego nie będą mogli uciec! Natychmiast wzywam swoich doradców. Zwróćcie uwagę na ich kierunek marszu. gdzie dojdą? Jeden z młodszych oficerów palnął w odpowiedzi: – Słodka śmierci. – Nie wiem dlaczego. jak wydaje rozkazy: „Baratran. Hebrajczycy maszerują prosto w pułapkę! – Jak sobie życzysz. Mistrzu. wezwij oficerów! Wezwij służbę generalską. przypro- wadzić swoich posłańców. Moshe popełnił wielki błąd. I tak wędrujemy. Gwardia Lucyfera. – Skłonił się i w pośpiechu wybiegł. Cała pu- stynia została napromieniowana ich energią. Jeśli tak dalej pójdą. Wstrętne zadanie stojące teraz przed nami trudniejsze jest z powodu tego. ale musimy. Znacie ten teren. dławiąc się gorzkim smakiem porażki. zauważyłem nagle coś ciekawego: oni nie idą – jak przypuszczałem – drogą prowadzącą wprost do Ka- naanu. a moje siły podążają za nimi przygnę- bione. całym swoim wysiłkiem niemal cał- kowicie zmarnowałem Egipt. gdy podchodzimy blisko. a każdy z nich może stać się kanałem. jak sądzę. Rimneth. a jednak za każdym razem wymyka mi się ono. aby utrzymać ich tu w niewoli. – Marconidesie. wędrujemy więc z nimi. dojdą do samego rogu. który na krótko dotknąłem swoimi palcami. jak przedmiot. ale. tak więc nawet my.

Faraon uzupełnił swoje stajnie. zaś faraon myśląc. kupując od sąsiadujących z nim wodzów konie. co zrobi Moshe. Do wykonania takiego projektu będą mu potrzebni niewolnicy. który sprawi. A gdy powrócą szpiedzy. Ale jego syn będzie potrzebował zbudowanego grobu. a ich po- zycja będzie dla mnie doskonała. W każdym przypadku daje nam to pewne możliwości. a oso- biście się nim zajmę. jakby prowadzeni przez ślepego. z morzem na wprost przed sobą i armią faraona z tyłu! Mo- she. przyślij po mnie. armia egipska pojawia się. A potem pracuj nad faraonem. a teraz zbliża się z ponad 600 rydwanami wojenny- mi. Bez wątpienia faraon przygotował ci los. Wypełnij jego zraniony i zgorzkniały umysł tą myślą. połyskujących w zachodzącym słońcu – a wy- nikiem tego jest istne piekło. że ich sytuacja jest bez- . Jeśli to będzie konieczne. Co to będzie. a właśnie utracił swoją największą grupę robotników. Albo może kieruje się do swego domu u Midianitów. w jaką sami się ładują. Cha! Tylko trzy dni i zwycięstwo jest moje! Zachód słońca Tylna straż Hebrajczyków właśnie dojrzała w pewnej odległości armię Egip- cjan – ścianę rydwanów z brązu. wypuszczając tych ludzi. A może jest to jedyna droga. Śpieszcie się! Dwa dni później. ty ciemniaku. że przez setki lat na myśl o tym zastygnie krew w żyłach ludzi. Hebrajczycy wędrowali dalej wprost w kierunku morza. czy też powrót do niewo- li? No. Dlaczego Moshe to robi.Rozdział 12  Wojna pustynna 109 – Dokładnie. jaka jest mu znana. Za godzinę dotrą do brzegu. późnym popołudniem Zadziałało! Po pierwsze. gdzie znajdują się Hebrajczycy. a kłęby kurzu na zachod- nim horyzoncie zdradzają obecność niesamowitych militariów. Nie ma takiej siły na ziemi. musisz natychmiast udać się z powrotem do pałacu. tego nie da się już zmienić. która mogłaby oprzeć się atakowi egipskich rydwanów i za kilka godzin ta straszliwa maszyna ustawi się tak. Być może zgubił się. Poddaj mu myśli. Wszyscy są przekonani. Upewnij się. nie uczynił tego. nie potrafię powiedzieć. że ma na to jeszcze wiele lat. Jego syn nie żyje. Marconidesie. wtedy faraon za- uważy możliwość złapania ich. jak wielki popełnił błąd. mój przeciwniku? Czy wybierzesz śmierć w morzu. Nie daj mu spokoju. Wtedy zobaczymy. – Marcolith’ie. przy- nosząc informacje o miejscu. aby faraon dowiedział się o pułapce. że Egipcjanie wysłali szpiegów za Hebrajczykami. zostaną bowiem zablokowani pomiędzy dwo- ma pasmami gór. Z morzem przed sobą staną się łatwym celem dla armii Egipcjan. pozostaniesz tu ze mną. by połknąć wszystkich Hebrajczyków. potrzebne po stra- cie własnych podczas plag. sam mi ich dajesz z powrotem! Dokładnie według planu. tobie i tak wszystko jedno.

natychmiast ruszamy do przodu. wrzeszcząc ze strachu o swoje dzieci. Mimo ich braku wiary. Zaczynają pojawiać się wyrwy. bowiem Wszechmogący nigdy nie narzuca swojej ochrony wbrew woli ludzi. Wielu z nich chce poddać się natychmiast i powrócić do niewoli. który niemal konkuruje z tym. a ujrzycie zbawienie Pana. a ja będę miał bezpośredni dostęp do ich myśli! Brzask W obozie Hebrajczyków powstał gorszy harmider. Cała nasza siła kieruje się przeciwko człowiekowi o imieniu Moshe. Wtedy Strażnicy będą musieli się wycofać. który znieść musi teraz nie tylko przybliżające się niebezpieczeństwo ze strony Egipcjan. nie zobaczycie już nigdy więcej. Nastanie nocy Spodziewałem się. poprzez które chętnie przedostajemy się do ich otwartych umysłów. jaki dał się słyszeć w Egipcie trzy noce temu. niż kiedykolwiek przed- tem. przez które możemy się przedostać. Żaden człowiek nie jest wstanie znieść więcej. Wkrótce moi wrogowie ponownie znajdą się w niewoli – albo zginą! Od razu zrywa się krzyk. Na wschodzie rozpościera się Morze Czerwone. a ich brak wiary zacznie oddzielać ich od Wszechmogącego. aby samemu poddać ich sobie w niewolę. a wtedy ludzie ci staną się znowu niewolnikami. zaś kanały takie tworzą sobie sami ludzie: kanały zło- ści i wściekłości. że Moshe załamie się pod wpływem stresu. Zamiast tego. bardzo zły faraon znajduje się na czele kolumny wojska. Straże ponownie gromadzą się pomiędzy nami a Hebrajczy- kami i gwałtownie zostajemy odrzuceni o kilka mil w kierunku pustyni. oskar- żając go o niekompetencję i głupotę. kieruje ich uwagę na moc Starodawnego. ale furię swego własnego ludu. Kobiety gromadzą swoje dzieci i jęczą żałośnie. aby stanąć przed Moshe. A za nimi. pod- czas gdy rozzłoszczony tłum mężczyzn śpieszy do czoła kolumny. Egipcjan. Wkrótce musi ugiąć się pod presją. – Nie bójcie się. które uniemożliwiają ucieczkę. a gdy Jego siły wycofują się. zostają ponownie otoczeni przez potężne moce z Królestwa . których widzieliście dzisiaj. Nie często widziałem ludzi tak złych. Po tym zdaniu. ale tak się nie dzieje! Wcale się nie broni – a ja na to właśnie miałem nadzieję. Wyśmie- nicie! Jeszcze tylko trochę więcej tego. Na północy i na południu wyrastają imponujące góry pustynne. Tak jak się tego spodziewałem.110 Pamiętnik Lucyfera nadziejna. że prowadzi ich z powro- tem do kraju Midianitów. a teraz przyłączają się jeszcze kobiety. ta wrzawa zmusiła niektórych ze Strażników do wycofania się. bądźcie spokojni. Pan będzie walczył za was. Inni twierdzą. Wrzeszczą na niego. Moshe określany jest ohydnymi słowami.

ktokolwiek! Chodźcie tutaj! – Wszyscy są w obozie Egipcjan. Mistrzu – odpowiada posłaniec. ale w końcu budzi ich hałas. O świcie. rozsiewa jedynie ciemność – tak gęstą. gapiąc się na to widowisko. co następuje teraz. aby się upewnić. że Lu- cyfer mówi: Żadną miarą nie może faraon podążać za Hebrajczykami. co dzieje się po oświetlonej stronie obłoku i widzi- my Moshe. w trakcie nocy potrafią już odróżnić stały odgłos kroków maszerujących milio- . przytakuje jednak. Jego wody piętrzą się po obu stronach głębokiego rowu. oświecając całe zgromadzenie Hebrajczyków. Jeśli tak uczyni. Oświe- ca on drogę na wschód. Przez całą noc idą i stąpają po dnie morskim. – Marconides. jak stoi nad brzegiem morza. którzy mogą po- pełnić błąd na pustyni lub się zagubić. zwycięstwo będzie słodkie i łatwe. wyznaczając połyskującą ścieżkę na wodzie. aby zobaczyć. oświetlone połyskiem ognistego obłoku. na ile pozwala nam pole mocy emanujące od Strażników. który także oświeca pokrytą pianą powierzchnię po obu brzegach. oświetlona światłem z ognistego obło- ku. Czy mnie rozumiesz? W takim razie idź i im to powiedz. to pułapka – odpowiadam – i trzeba ich o tym od razu powiado- mić. zginie. Niekończąca się kolumna ludzi. ale ja! Pochlebiałem sobie. zwracam się więc do Andrada. a powinienem więcej wiedzieć. – Niestety. Wszechmocny ma zamiar ich chronić. Gdzieś z ciemności dociera głos dzwonków owiec i skrzypienie uprzęży. Ja w tym czasie patrzę dalej na spektakl. ale nic z nich nie przygotowało mnie na to. Zbliżamy się na tyle blisko. odnajdź ich w obozie egipskim i powiedz im. Hebrajczycy otrzymali drogę ucieczki poprzez samo morze! Powinienem się tego spodziewać! To nie Moshe wpakował się w pułapkę. Przekonaj go. gdzie jest. ale i on jest osłupiały. I śpiesz się! Patrzy na mnie zdziwiony. mówią do siebie. jak pokonać Hebrajczyków o świcie. przed na- szymi zdumionymi oczami. Faktycznie to się dzieje – droga prowadzi po dnie morskim! Po obu stronach wznoszą się ściany wody.Rozdział 12  Wojna pustynna 111 Światła. śpią. morze zaczyna się rozstępować. która idzie pomiędzy dwoma ścianami wody. Barshok. opierając się na wierze jednego człowieka! Na nocnym niebie pojawia się błysk światła. aby pozostał tam. który wyraźnie sięga dna morskiego! Aż trudno mi uwierzyć własnym zmysłom. ale równo- cześnie na zachodzie. a nad ich obozem zaczyna jaśnieć obłok w kształcie słupa. kłania się i pędzi na zachód. od strony Egipcjan. Natomiast Egipcjanie. Widziałem już wiele dziwnych rzeczy w tym wszechświecie. Ten ruch został zaplanowany w samym Królestwie! – Za późno – wrzasnąłem. że Egipcjanie decydują się rozbić obóz i czekać na dzień. Hebrajczycy zaczynają maszerować. że mam do czynienia tylko z ludźmi. Nagle. zmęczeni swoim marszem. Pospiesz się do nich. a jego stara laska wyciągnięta jest w kierunku wody. – Opraco- wują strategię.

udaje im się uformować linię marszu. który musi być słyszany także i w Egipcie. czego obawiałem się. posłaniec pogubił się w tym wszystkim. który zasypuje twoje koła – jest wilgotny! Wilgotny! Jesteś już na dnie morza! Ale jest za późno. W ciemności i zamieszaniu pędzą do przodu. W tej chwili daliby wszyst- ko. W tej walce zgubiłem już większość Egipcjan i nie mogę pozwolić sobie jeszcze na utratę całej armii egip- skiej. Odwracają się w straszliwym zamęcie. wydających polecenia dowódców i rżeniu rumaków. Wstawać! Podążamy za nimi!” Nadal jednak jest tak ciemno. Na odległym brzegu ostatni Hebrajczycy wspinają się na wysokie wybrzeże.112 Pamiętnik Lucyfera nów ludzi. aby pójść za Hebraj- czykami do tego wąwozu w morzu. co posiadają. król słucha już tylko głosu swojej wściekłości. ty i wszystkie twoje siły – i to za nic! I dasz Starodawnemu szansę odniesienia zwycięstwa. desperacko starając się powrócić. Zaś na odległym brzegu morza Hebrajczycy za- czynają ponownie śpiewać hymn uwielbienia dla Starodawnego. zbliża się nieszczęście. – Zatrzymaj się. że weszli już na dno morskie. Teraz naprawdę zaczynam się martwić. Być może. zatrzymaj się! Ale król znajduje się nawet poza moją kontrolą. zatrzy- mując ich niemal i zmuszając do bolesnego „czołgania się” do przodu. nawet na moje najlepsze argumenty. już mogę sobie wyobrazić co się stanie. wyciąga swoją laskę i spiętrzone wody opadają z rykiem. skamie- niały w wyniku śmierci syna. Moshe. Wśród stuku zbroi i tur- kotu rydwanów. Albo być może. głupcze. mogliby nawet sami produkować cegły. pozłacanymi rydwanami i lśniącymi zbrojami. Faraon wraz ze swymi le- gionami. Osobiście pędzę do króla. A jeśli są aż tak głupi. . zrywają się więc ze swego krótkiego wypoczynku na odgłos trąbki wartownika. Być może nie mógł odnaleźć Marconidesa. nadnaturalne światło odsłania zdumionej armii ściany wody spiętrzone po ich obu stronach. o którym pamiętać się będzie tak długo. aby znaleźć się z powrotem w Egipcie. których ścigają. Po omacku zmierzają do przodu. Sięgnij ręką w dół i poczuj piasek. która przeciska się poprzez noc w kierunku ucie- kającej zdobyczy. Po całym obozie rozlega się wołanie: „Hebrajczycy wyruszyli. jak długo świat będzie istniał. Mogą mi być jeszcze potrzebni. Najwidoczniej moje poselstwo nie dodarło do faraona. rozkaz pada jednak. Cokolwiek jest tego przyczyną. że nie potrafią dostrzec ludzi. jak i niewolników. Nagle tajemniczy obłok zmienia się w słup ognia na oczach zdumionych Egipcjan. zaś koła ich rydwanów zaczynają grząźć w sypkim piasku. aby udali się w kierunku morza. nie zdając sobie sprawy. spowolnieni przez mgłę i ciemność. Jego umysł przejęty smutkiem po utracie zarówno syna. zatrzymaj się! Zginiesz tam. że są otoczeni z obu stron ogromnymi ścianami wody. Mówię ci. a oślepiające. faraonie. A na odległym brzegu. – Faraonie. teraz zamknął się na wszystko. konie i jeźdźcy zostają pochłonięci przez burzę wody.

albo też leżą porozrzucane na brzegu. Jest to najgorsze z nieszczęść. Jestem zniszczony. Na zaśmieconym brzegu Morza Czerwonego pla- nujemy nasz kolejny ruch. pozostałości po armii egipskiej albo unoszą się na powierzchni wody. Nie. teraz zmiękną ze strachu. . Kawałki drewna po rozwalonych rydwa- nach podskakują na powierzchni wody. nasz atak będzie musiał być od środka. podczas gdy na plaży pełno jest ludzkich ciał – to wszystko. jak ta. zignorowania Jego prawa i tym sposobem odejścia spod Jego ochrony. Ale jakby poprzez mgiełkę tego zniechęcającego poranka. Wkrótce wieści o tym rozejdą się po okolicy. w moich myślach zaczyna się kształtować podstawowa zasada wojny: nie mogę atakować tych ludzi z zewnątrz. a ja pozostanę bez ludzkich sprzymierzeńców. Tak daleko. nieme z oszołomienia w wy- niku ogromu naszej porażki. Zwołuje radę strategiczną. jakie przyszło mi ścierpieć. jeśli mam ich pokonać. Mieszkań- cy pustyni. których mogłem wykorzystać do blokowania Hebrajczyków. Moje siły zatapiają się w ogłupiałym wypoczynku. która miała mi dać pewne zwycięstwo. Moja najlepsza taktyka zawiodła – taktyka. Jeśli tego spróbuję. co pozostało z dynastii. Moja jedyna nadzieja na odniesienie sukcesu w walce z Izraelem leży w doprowadzeniu tego ludu do odrzucenia Starodaw- nego.Rozdział 12  Wojna pustynna 113 Dzień 4 Zaczyna świtać nad sceną całkowitego zniszczenia. będę cierpiał jeszcze bardziej z powodu takich upokarzających porażek. jak tylko się- ga wzrok.

udało się Noemu i Hio- bowi. podobnie też Abrahamowi. Było również kilku innych. zablokujcie je. gdzie Hebrajczycy praw- dopodobnie zatrzymają się obozem i jeśli uda się wam. stale obecna ze swymi ozdobami w po- staci ostrych turni i wąwozów. a gdy wrócił. przyjdź tu. któ- rego nie potrafiłem przezwyciężyć. królami i kapłanami dla tego świata. Kilka dni temu Moshe wyszedł na Synaj i zniknął w tajem- nicy jego dymiącego szczytu. proszę. co udało się tylko garstce w całej historii świata! Nagle pojawia się plan w moich myślach: sprawdźmy na ile świętymi są ci ludzie. a w tym leży właśnie moja szansa. Przygotujcie się na trzeci dzień. Ich namioty zo- stały rozbite w równych rzędach i ciągną się niemal przez milę. Sam szczyt przysłonięty jest grubym obłokiem dymu i możemy odczu- wać obecność Boga. rozpoczął wydawać rozkazy. a obecnie rozbili swój obóz u podnóża pustynnej góry. gdzie krzyżują się wszystkie drogi handlowe. takich jak Józef. od razu. aby znaleźli tylko suchy piasek. bowiem ma się tu coś wydarzyć i to wkrótce. gdy jego bracia sprzedali go do niewoli. Uśmiecha się z zadowoleniem i odpowiada: – Tak. . – Potrzeba mi twoich umiejętności manipulacyjnych. zróbcie wywiad. On sam powie wam o waszym przeznaczeniu. Mistrzu. Na tym miejscu za trzy dni. – Tak.Rozdział 13 Poselstwo z kosmosu Maj. na ile świętym jest ten naród. Upierzcie swoje szaty i wyczyśćcie namioty. Hebrajczycy muszą być „narodem świętym”. Zbierz regiment wojow- ników. poszukajcie źródeł wody tam. zaś ponad ich obozem wznosi się góra o nazwie Synaj. gdy są spragnieni! – Bashok. Tak więc miałem rację! Starodawny rzeczywiście planuje wykorzystanie He- brajczków jako swojego kanału do porozumienia się ze światem. 2538 Hebrajczycy powędrowali do jednego z najbardziej pustynnych krajów na Ziemi. Wtedy zobaczymy. A Wszechmogący zaprasza teraz cały naród do uczynienia czegoś. by mogli poznać ten zjełczały smak pragnienia. Świętość? Praw- da. Ale ponad wszystko oczyśćcie swoje myśli. Chcę. Naszą uwagę przyciąga właśnie ta góra. abyście się stali narodem świętym. że kilku osobom się to udało. i to w Chanaanie. cały świat się spotka. Ale większość ludzi upada i to żałośnie. Wszechmogący chce. Mistrzu. Udało się to Enochowi. – Oczyśćcie obóz. nawet wówczas. Jest jednak ry- zyko w planie Wszechmogącego: aby wykonać powierzoną misję.

– Pamiętaj o Szabacie. Mój posłaniec udaje się do Babilonu właśnie wtedy. zaś ludzie ubrani w świe- że szaty wykonane z egipskiego lnu. którzy czczą słońce.. Tak długo. a góra faluje w dymie jak piec. że Starodawny nawet nie istnieje – że nie ma w ogóle żadnego Stworzyciela. . przed południem Cały Izrael jest gotowy. – Czcij ojca swego i matkę swoją. Potem słychać było dźwięk trąbki – jest to trąbka Królestwa Kosmosu. może to cofnąć o całe wieki nasze plany. Bardzo wolno zaczyna ogłaszać dziesięć zasad życia. zaś ciężka chmura przykryła szczyt. Nigdy dotąd nie znaleźli się tak blisko samej boskiej energii. – Ja jestem Panem. tak długo przypominać im się będzie stworzenie – i Stworzyciel! Wzywam posłańca. ale aby to osiągnąć. – Udaj się do Babilonu i powiedz o tym Zedronnowi. Ludzie są przerażeni. Nie tracę więc czasu i staram się natychmiast ostrzec Zedronna o tym. Grzmi i pojawiają się błyskawice. jakby miały napełnić całą ziemię. Zedronn zamierza ustanowić nowy ogólnoświatowy dzień kultu. Jako że zastępuje on Szabat. siódmy dzień w tygodniu stworzenia! Już samo to słowo przyprawia mnie o drgawki. Tak więc wiele zależy od jego babilońskiej strategii oraz od cotygodniowych przemówień kapłanów słońca. Jego celem jest wymazanie z pamięci ludzkiej historii stworze- nia.. Słowa toczą się poprzez pustynię. co właśnie wydarzyło się na Synaju. Szabat. które właśnie usłyszeli. co jest twoim własnym dziełem. a tu właśnie po- jawiają się Babilończycy. czym się tam zajmuje. – Nie nadużywaj mojego imienia. Dzień rozpoczyna się od pokazu ogni z nieba. która ogłasza obecność samego Króla. Ścieżki pomiędzy ich namiotami zostały pozamiata- ne. stoją u wejścia do swoich namiotów. twoim Bogiem. Jeśli Hebrajczy- cy zdadzą sobie sprawę ze znaczenia przykazania. To może przeszkodzić wszystkiemu.Rozdział 13  Poselstwo z kosmosu 115 Dzień trzeci. jak tylko ludzie przestrzegają tego cotygodniowe- go święta odpoczynku. musi najpierw coś zrobić z Szabatem. który Cię wywiódł z niewoli. – Czcij jedynie mnie. aby go święcić. gdy głos z góry odzywa się dalej. stoją więc drżąc. Teraz czekamy na kolejne wydarzenie w tym dramacie. jakby miało się roz- paść. cotygodniowe święto religijne ku czci słońca. a nie czcij czegokolwiek. a całe miejsce trzęsie się. – Nie będziesz miał innych bogów oprócz mnie. Wszy- scy kierują swój wzrok na dymiącą górę. pracując z pogańskimi ka- płanami w Utu. Od szeregu lat Zedronn pozostawał w Babilonie. same namioty stoją w idealnie prostych rzędach. Nagle odzywa się potężny głos z Synaju. ludzie nie będą już więcej myśleli o stworzeniu i tym samym pojawi się sposób na przekonanie każdego.

Doznał on głębokiego urazu podczas wojny w Królestwie. Czterdzieści dni później Przez niemal sześć tygodni Moshe przebywał na górze i odczuwam. Słowa odbijają się echem. Ludzie najwyraźniej stają się coraz bardziej poruszeni. – Możliwość – ripostuje. podczas gdy Moshe raz jeszcze wspina się na górę. Wiedząc o tym. jaka po- . a pochodzi on od Barshoka (który – powinienem to dodać – z sukcesem zamknął każde źródło wody pomiędzy tym miejscem. nad Morzem Czerwonym. zaś ludzie zdumieni ognistą obecnością Boga. by spędzić czas ze Świętym Bogiem. Na pustyni nastaje cisza. Hebrajczycy w ciszy powracają do swoich namiotów. stali się niespokojni. Barshok jest dziwną posta- cią. Prze- szli poprzez niezwykłe wyzwania: dramat Exodusu. ignoruję jego niegrzeczność i skupiam się na jego argumencie. Wzywam mój sztab wykonawczy i podaję propozycję. że moja pozycja ucierpiała i chociaż nikt niczego nie powiedział. że wielu prawdopodobnie odczuwa to samo co on. starzec zni- ka w jaśniejącym świetle. że widziałeś: tam. a Kadesh-Barnea). Czas więc na podsunięcie im inicjatywy. Grzmoty na Synaju cichną. a potem. Po tych wszystkich ekscytacjach nastała pustka. ich wyraz twarzy objawia. a to spotkanie z Narodzonym na Synaju wypaliło nowe dziury w jego mózgu. która ziała ogniem i dymem. łączą swoje głosy w obietnicy: „Wszystko co powiedział Pan. że widziałem błysk ambicji. często zachowuje się ponuro i gwałtownie. a teraz to – słyszeli głos samego Boga z góry. Wydawało mi się nawet. gotowi uczynić jakiś wielki błąd. Jeśli ruszymy szybko. że zaufanie do mnie spadło znacznie. jak sądzę mamy chwilę możliwości. Mówi tak. gdy dochodzi do samego szczytu. Straciliśmy całą armię egipską. – Nie kradnij. zdaję sobie sprawę. – Ci ludzie właśnie spotkali się z samym Bogiem. jak niewielu odważyłoby się do mnie odezwać. zastraszeni. co nie jest twoje. my- ślę. i jak sądzę. ostatnią wielką możliwość. Po błędzie taktycznym nad Morzem Czerwonym. a ty mówisz. Lucyferze. że mamy możliwość? Przypomnij sobie. który wznosi się na 1400 łokci ponad poziom pustyni. Posuwając się ku górze wzdłuż krę- cącego się parowu. – Wojownicy. – Nie popełniaj cudzołóstwa. która trwa już sześć tygodni i która okazała się dla nich zbyt trudna.116 Pamiętnik Lucyfera – Nie zabijaj. – Nie kłam. Po raz pierwszy spotykam się z otwartym sceptycyzmem. atak armii egipskiej. uczynimy”. wspina się na sam szczyt. że możemy przejąć kontrolę nad tymi ludźmi. jaką wydawało ci się. – Nie pożądaj niczego. że mamy chwilę możliwości.

Nawet Moshe nie potrafił sobie z tym poradzić. muszą upaść. – Ach – kontynuuje Marcolith. aby się nauczyć. – Tak – dodaje Andrade. To ryzyko. W Egipcie przynajmniej mieli mnóstwo jedzenia. Poszukajcie zaniepokojonych ludzi i wypełnijcie ich myśla- mi. był przegrany. niż mają teraz ci ludzie. że spodziewają się uczynić to sami. czekają więc. że Hebrajczycy są już gotowi do upadku i jeśli uda mi się z tego skorzystać. uczynimy”. aby przypomniał do- kładnie to. co oni powiedzieli? Moje przewidywania były słuszne: nie ma pojęcia o tym. by wówczas moje rzą- dy mogły przetrwać kolejne potknięcia. – Dokładnie tak – odpowiadam. Zaczyna dostrze- gać możliwości działania. bo nie sądzę. Ale widzę teraz coś. czego inni nie widzą. przeoczyłeś pewną subtelną. zdecydowałem więc. Nikt nigdy jeszcze nie odniósł takiego zwy- cięstwa. ale ich słowa wskazują na to. że Moshe prawdopodobnie zmarł na górze. Moje siły rozproszyły się i wkrótce obóz Izraela przepełniony jest gwarem podekscytowanych głosów. A ja kontynuuję: – Powiedzieli. że to oni zachowają prawo Starodawnego. Jestem gotowy do wygłosze- nia głównej części mojej mowy. co ludzie powiedzie- li. – Idźcie do nich. – My. – I potrzebował aż 40 lat. w jaką wpadł Moshe. że to on potrafi i dopóki nie nauczył się lepiej tego rozumieć. znacznie więcej. Myślę. – Hebrajczycy przyrzekli. jak samo- lubstwo. To była pułapka. wyraźnie zaciekawieni. co wydarzyło się na Synaju. co powiedział Pan. Spojrzenie zrozumienia pojawia się na twarzy Marcolitha. że już nigdy wię- cej nie zaryzykuję większego nieszczęścia. i tu cytuję: „Wszystko. Nikt inny także nie wie. uczynimy”. – Teraz widzę. czy możesz to powtórzyć? Co powiedzieli? Powtarzam więc: – „Wszystko. – Barshok. kiedy powiedziano im. Mistrzu? Czy powiedzieli „my”? – Tak powiedzieli. – Mistrzu. Gdy góra eksplodowała dymem i płomieniami. ale teraz warte jest takiego kroku – i na przekór wszystkiemu – wzywam Barshoka. na odpowiedź. że niewiele mają tu pożywienia i wody. której nie potrafią dotrzymać. Dali obiet- nicę. Myślał. gdy sam próbował wyzwolić Hebrajczyków. że faktycznie zamienili jedną niewolę na drugą. gdy polegał na sobie samym. piasku i głodu. odbuduję zaufanie do mnie. Obiecali. ludzie byli przejęci stra- chem i w całym tym dramacie przeżycia. ale ważną rzecz: nie słuchałeś z uwagą ludzi. aby posłuszni byli Jego prawu. Plan działa! . Sko- ro polegają na sobie samych w zwycięstwie nad czymś tak potężnym. Tutaj są niewolnikami gorąca. Nawet Barshok wydaje się być pod wrażeniem. że będą posłusz- ni Panu. co powiedział Pan. My tego dokonamy. a jego niezręczne milczenie przywraca mi siłę argumentu.Rozdział 13  Poselstwo z kosmosu 117 nownie zajaśniała na twarzy Zedronna.

czyż nie tak? Jedno z dziesięciu. Ten stary człowiek nie mógł sobie jednak poradzić z ich żądaniami. Teraz wszyscy zamierzają czcić tę rzecz. abyśmy nie zbliżali się do Hebrajczy- ków. . znajdują się w nie- wielkiej odległości od nas i ostrzegają nas. na których można dostrzec fragmenty jakiegoś napisu. że działa? To jest wyjący sukces. a później osobiście napisał je na kamieniu. Moshe usłyszał hałaśliwe celebracje w obozie He- brajczyków. jakich widzie- li w Egipcie. stare- go Aarona. był tak wściekły. To. przez cały czas uda- jąc. podobnego do bożków z metalu. ale i tak się wycofuje. rozbierać ze swojej odzieży i tańczyć na wpół nadzy wokół swojego metalowego posągu. a do mnie należy zwycięstwo. To sprawia. gdy zostają odsunięci poprzez nieposłuszeństwo tych samych ludzi. Niektórzy z nich chcie- li zapomnieć o Moshe i udać się do Chanaanu sami. Jozue. On może sobie ich chronić. oso- bisty triumf nad Narodzonym. Za nimi szedł Simtor i mó- wił. wy idioci! Dzięki Barshokowi nie znajdziecie ani kropli wody po drodze!) Inni chcieli powrócić do Egiptu. Zamiast tego. co powiedział do nich głos z Synaju.118 Pamiętnik Lucyfera Dwa dni później Powiedziałem. a już zdołali zapo- mnieć o tym. Pojawił się w pełnym majestacie królewskim na Synaju. No. „Oddajcie cześć tylko mnie i nie czcijcie niczego. a na jego twarzy malowała się złość. pamiętają coś. (Idźcie. że jeste- śmy osaczeni. Kilka dni później Dzisiaj Moshe zszedł z góry. które obiecali. na- czelny generał. spróbujcie. że chcieli jakiegoś boga. przekazał swoje prawa. co sami uczyniliście sobie”. czego nauczyli się od Egipcjan: zaczęli się upijać. jakich Hebrajczycy mieli prze- strzegać. który pod nieobecność brata – Moshe. Starodawny nadal ich chroni. Końcowym wynikiem tego całego zgiełku było to. Rozpoznając w nich pogańskie rytuały. niosąc kilka połamanych kawałków kamienia. jak bezpośredni. że sami zachowają? Tylko czterdzieści dni. w czym wszyscy potrafili się zgodzić. że Aaron zgodził się ulać im złotego cielca. szedł za nim. że rozbił jakieś kamienne tablice. że jest to nabożeństwo! Już dostrzegam. Jednak nie odchodzą daleko. jak Strażnicy wycofują się z przygnębieniem wypisanym na swych twarzach. A ja przecież zaledwie w czterdzieści dni zwiodłem Jego wybranych posłańców. których mieli chronić. bo mimo ich upadku. który byłby inny od niewidzialnego Jahwe. ale aż unosimy się z radości. Ruszyli na biednego. Popatrzmy. to było przykazanie numer dwa. i tu jest ta ekscytująca część: na tych tablicach napisanych było dziesięć praw. a napisał je osobiście sam Bóg! Porozmawiajmy o zwycięstwie! Nie było to nic innego. przejął dowództwo. ukrywającego się w dymie Synaju. to to. że gdy schodzili z góry. które niósł w ręku.

Rozdział 13  Poselstwo z kosmosu 119

prowadząc ich do wielkiego buntu! Nawet Barshok jest pod wrażeniem. Dzisiaj
rano zszedł z swojej drogi, aby spotkać się ze mną, nazwał mnie Mistrzem i skło-
nił się nisko, a Zedronn przysłał swoje osobiste gratulacje. Ryzyko się opłaciło!
Faktycznie, opłaciło się nie tylko w jednej sprawie, bowiem w tym zwycię-
stwie istnieją głębsze jeszcze korzyści, niż jedynie odbudowanie mojego osobi-
stego statusu wśród własnych wojowników. Po pierwsze, wziąłem sobie prób-
kę Hebrajskich sprzymierzeńców Narodzonego i przekonałem się, że mają swoje
słabe punkty. Co ważniejsze jeszcze, przekonałem się, że gdy On próbuje wal-
czyć na moim terytorium, to można Go pokonać!

Tydzień później

Spędziliśmy miłe dni rozkoszując się zwycięstwem. Czas ten nie był tak
przyjemny dla Hebrajczyków, którzy zabawiali się wokół złotego cielca. Moshe
wparował do obozu, przejął dowodzenie, oddzielił tych, którzy bawili się i roz-
począł porachunki. Wykorzystując wiedzę, jaką zdobył jeszcze w Egipcie, roz-
bił złotego cielca w proch i spalił go, dokonując procedury, w której złoto sta-
je się ciekłe i przybiera kolor czerwony. Potem wsypał to wszystko do ich wody
pitnej i kazał, aby cały Izrael pił tę krwawą miksturę. To tak, jakby sami pili
swoją śmierć i teraz każdy stara się wymknąć z tego miejsca ze wstydem.
Patrzyliśmy na to wszystko z nie ukrytym zadowoleniem. Aniołowie z Kró-
lestwa mijają nas, udając się w różne strony ze swymi poleceniami i wyglądają
całkowicie porażeni. Dwa dni temu pojawił się sam Gabriel (najwidoczniej
znajduje się tam, na górze, wraz z Narodzonym), a ja skorzystałem z chwili, aby
odkuć się nieco.
– Gabrielu! – krzyknąłem. – Czy zszedłeś, aby zobaczyć kolejny występ świę-
tego narodu?
Miał smutną twarz i nie odezwał się słowem, wrzasnąłem więc jeszcze po
namyśle, gdy skierował się na Synaj.
– Powiedz Narodzonemu, że jeśli to ci ludzie mają zająć nasze miejsca w Sku-
pieniu, to może już się mi sam poddać! O, i jeszcze jedno, Gabrielu, powiedział
im, aby pamiętali o Szabacie. Następnym razem musimy pamiętać, żeby siódme-
go dnia urządzić sobie zabawę. Przyjdź sam i przyprowadź swoich przyjaciół i...
Pozostawiłem to zdanie nieskończone. Gabriel już zniknął we mgle pokrywa-
jącej górę.
Dobra robota! Może nie udało mi się ich zatrzymać w Egipcie, ale udało mi
się zrobić coś równie dobrego – zatrzymałem Egipt w nich. A teraz, Starodawny,
kolejny krok należy do ciebie.

Rozdział 14

Namiot tajemnicy
Synaj, sześć miesięcy później

Nic, tylko piasek, cierpki wiatr i ten lejący się z nieba żar. Dzień po dniu to
samo, aż dni stawały się miesiącami. A przecież lato dopiero nadchodziło – lato
na Półwyspie Synajskim! Gdzie nie spojrzeć, wrogie pustkowie, urozmaicone
jedynie rozedrganym od upalnego powietrza horyzontem. Nic, tylko to. A jed-
nak, czasem, gdy było szczególnie gorąco, tam, nad horyzontem majaczył inny
obraz, jakby zew z dalekiej, cudownej krainy, Chanaanu, gdzie winorośl rośnie
tak bujnie, że trzeba dwóch mężczyzn, by podnieść jedną kiść soczystych wino-
gron.
O ironio, Hebrajczycy mogliby już tam być teraz. Gdy pierwszy raz przyby-
liśmy pod Synaj, myślałem, że będą tu krótko i nadal przypuszczam, że taki był
plan Wszechmogącego. Warunki były doskonałe, tak jakby plan został przygo-
towany z dokładnością do najmniejszego szczegółu. Wyszli z Egiptu wiosną, co
dawało im wystarczająco dużo czasu, by doszli do Chanaanu przed żniwami
i tym sposobem mieliby zapewnione zapasy żywności. Ale stracili swoją szan-
sę podczas swojego wybryku z metalowym cielcem, bowiem gdyby szybko we-
szli do Ziemi Obiecanej po swoim zatopieniu się w pogańskim bałwochwalstwie,
powstałoby pytanie, który to bóg dał im zwycięstwo.
Tak więc pozostają tutaj, miesiąc po miesiącu, jakby nie mieli gdzie się udać,
a w tym czasie Moshe zajmuje ich pewnym projektem, który mnie zadziwia. Na
pustym miejscu, w środku swojego obozu stawiają wielką budowlę, podobną do
namiotu, otoczoną wysokim murem, wykonanym z tkanego materiału. We-
wnątrz tego muru, który tworzy swego rodzaju dziedziniec, znajduje się ten
namiot – intrygująca budowla o dwóch pomieszczeniach, z których jedno nawet
nie ma wejścia z zewnątrz. Wystawiono też piec hutniczy, a ludzie przynieśli
hutnikom duże ilości złota i brązu. Coś w tym projekcie wywołało w nich taką
niesamolubną postawę, jaką rzadko widywałem wśród ludzi. To dla nas niedo-
brze, bo gdy oddają coś bezinteresownie, wtedy wykazują mniejsze zaintereso-
wanie naszymi pokusami. Wydaje się, jakby ten dziwaczny namiot zawierał
pewną tajemnicę, która potrafi przemienić ich życie.
W pobliżu pieca stoją jakieś metalowe przedmioty – duża struktura, podob-
na do skrzyni, pokryta brązem, świecznik złoty o siedmiu ramionach, jakaś taca
– i chociaż się staram, nie mogę wydedukować, co one oznaczają. Co tu się dzie-
je? Decyduję, że zawezwę mojego głównego doradcę.

Rozdział 14  Namiot tajemnicy 121

Meldibon jest moim najbardziej zaufanym teoretykiem. Kiedyś, jeszcze
w Królestwie, był oficerem bardzo wysokiej rangi. Jest cichy i rozważny, całko-
wicie niepodobny do zdziczałych i trudnych do przewidzenia w reakcjach wo-
jowników, takich jak Barshok. Zdecydowałem więc postawić mu pytanie.
– Meldibonie, widziałeś namiot, jaki budują. Co on tobie sugeruje?
Nie odpowiada od razu, ale przechyla głowę do tyłu, wpatrując się chwilowo
w gwiazdy. Potem odzywa się.
– Myślę Mistrzu, że budują model Świątyni Światła, świątyni, która znajdu-
je się w Królestwie.
– Niemożliwe! – ripostuję. – Ta konstrukcja ma dwa oddzielne pomieszcze-
nia. A wiesz tak samo jak ja, że Świątynia ma tylko jedno.
– Tak, wiem – odpowiada głosem spokojnym i opanowanym, tak jakby prze-
rabiał to wszystko już setki razy i gotów jest teraz wyjaśnić to wszystko małe-
mu brzdącowi. – Wiem o tym. Ale nadal uważam, że jest to wzór Świątyni.
Nie mogąc pohamować małego zaciekawienia w moim głosie, pytam:
– A w jaki sposób ten namiot o dwóch pomieszczeniach może reprezentować
Świątynię o jednym pomieszczeniu, która istnieje w Królestwie? Wyjaśnij to.
– Ponieważ, jak sądzę, coś zmieniło się w Królestwie. Wydaje mi się, że na-
wet Świątynia Światła zmieniła się i teraz ma ona także dwa pomieszczenia.
Jestem zaintrygowany. Dlaczego coś miałoby się zmienić w Królestwie? Ale
jakby czytając moje myśli, Meldibon kontynuuje.
– Dlaczego tam coś zmienili? Ponieważ zostali zmuszeni, by dostosować się
do ciebie, Lucyferze, do wyzwania, przed jakim ich postawiłeś. Postawiłeś Sta-
rodawnego przed tak niezgłębionym enigmatem, że sięga to nieskończoności.
A to wyjaśnia istnienie drugiego pomieszczenia. Pozwól, że to wyjaśnię. Jest
oczywiste, że Starodawny zamierza uratować wszystkich ludzi, którzy chcą tego
i zabrać ich do Królestwa – słodka śmierci, Mistrzu, jeden z nich już tam jest,
człowiek o imieniu Enoch. Ale ratując ich, Wszechmogący stoi przed straszli-
wym problemem. Ludzie, których stara się zbawić, częstokroć łamią Jego dzie-
sięć praw. Kłamią, kradną, zabijają i zabierają sobie wzajem żony. A w chwilach
stresu wzywają Jego imienia, aby przeklinać się nawzajem.
I oto jest wyzwanie przed jakim zmusiłeś Go, aby stanął: żeby zbawić tych ludzi,
musi im pozwolić na to, aby mogli kierować swe myśli przed Jego oblicze. Bez tej
rzeczy, jaką oni nazywają modlitwą, w której otwierają swoje myśli przed Króle-
stwem, są zupełnie martwi. Przekonaliśmy się o tym tutaj, pod Synajem. I w tym
leży Jego problem. Gdy się modlą, wtedy poprzez wiarę udają się przed sam tron.
Jest to tak, jakby w rzeczywistości tam byli. Nie może On pozwolić, aby przed Jego
obliczem znalazła się taka niedoskonałość, musi więc coś uczynić, by darować im
popełnione błędy. Dlatego, jak sądzę, drugie pomieszczenie w świątyni stanowi Jego
odpowiedź. Dodane od chwili zbuntowania się człowieka, stanowi miejsce, do jakie-
go ludzie mogą się udać poprzez modlitwę. Zaś zaraz obok tego, w miejscu najświęt-

122 Pamiętnik Lucyfera

szym, znajduje się Jego tron. Znalazł więc sposób, aby pozwolić im, by byli tak bli-
sko Niego, jak tylko jest to możliwe, dlatego sądzę, że namiot, który budują, ma im
to unaocznić. On także będzie miał swoje dwa pomieszczenia. Jedno będzie otwarte
dla ludzi, zaś drugie, poza ciężką zasłoną, będzie miejscem obecności Wszechmogą-
cego. On ma zamiar fizycznie mieszkać pośród swego ludu, ukryty za tą zasłoną.
– Meldibonie! – odzywam się. – Myślę, że masz rację! A jeśli tak, wyjaśnia mi
to jeszcze jedną rzecz, dlaczego to wszystko jest przenośne. Ten namiot powę-
druje z nimi wszędzie. Będzie to w bardzo literalnym znaczeniu Beth El, Do-
mem Bożym. Narodzony będzie mieszkał wśród tych Hebrajczyków.
– Tak też myślę, Mistrzu. Starodawny ma nadzieję, że ten cały naród stanie
się podobny do Enocha i uczyni wszystko, co tylko możliwe, aby tak się stało.
Osobiście dał im swoje prawo. Teraz dał im ten namiot, pomagając im w uzmy-
słowieniu sobie tego, co dzieje się w Królestwie, gdy się modlą. A poza tym
wszystkim, ma zamiar fizycznie z nimi mieszkać. Mistrzu, to jest wspaniały plan.
Można tyko go zrealizować.
O, słodkie miłosierdzie, faktycznie można. To może zadziałać. Uczynił
wszystko, czego ludziom tym potrzeba, aby przezwyciężyli moje pokusy – na-
wet przyszedł, aby zamieszkać z nimi w replice swojej świątyni. Czy jeszcze
czegoś mogą potrzebować?
Meldibon odczuwa, że czas na to, aby odszedł. Posłaniec, który od dawna już
czeka, aż zakończymy, wchodzi, aby coś powiedzieć, ale pozbywam się go spoj-
rzeniem, które przepędza go, bowiem w głowie odczuwam wielki zamęt. Ta
budowla, ta przeklęta budowla, tak prosta, a zarazem tak wspaniała, stanowi
diagram całego planu Jego bitwy. Przypuszczam, że w tym wszystkim znajdu-
je się też obraz, w jaki sposób On oczekuje zakończenia tej wojny. Muszę zapo-
znać się z każdym szczegółem tej rzeczy. Muszę rozszyfrować każdą tajemnicę,
jaka się w tym mieści.

Trzy tygodnie później

Docierają dalsze informacje. Jurab, którego zadaniem było obserwowanie
Moshe, podsłuchał, jak ten mówił do swego brata Aarona, że namiot jest rze-
czywiście modelem świątyni, jaka znajduje się w Królestwie. Tak więc Meldi-
bon miał rację! Ale i my uczymy się coraz więcej o rytuałach, które są tam
wypełniane. Ci, którzy pragną przebaczenia im minionych grzechów, przyby-
wają do namiotu, a niewinne zwierzę zostaje zabite – naoczne przypomnienie,
że popełnianie zła niszczy niewinnych. A później kapłan bierze krew tego zwie-
rzęcia i kropi nią wewnątrz przybytku.
Dlaczego? Meldibon zastanawiał się i nad tym.
– Mistrzu, ten rytuał właśnie objawił tajemnicę, jakiej nigdy nie rozumiałem.
Gdy ludzie przestępują prawo, czynem tym uruchamiają cały szereg okoliczno-

Rozdział 14  Namiot tajemnicy 123

ści, nad którymi tracą panowanie, nawet jeśli później się upamiętają. Na przy-
kład, powiedzmy, że jeden z nich zabija kogoś drugiego w wyniku pasji, ale
później pokutuje z tego. Wydaje się oczywiste, że zostaje mu to wybaczone,
jednak skutki morderstwa, mimo, że zostało ono odpuszczone, pozostają tak
długo, jak długo istnieć będzie ten świat. Osoba zamordowana nie będzie już,
oczywiście, rodzicem, a to powoduje, że tysiące, a nawet miliony ludzi nie uro-
dzi się wcale. Tym sposobem morderstwo obejmuje więcej, niż jedną tylko
ofiarę. Potencjalnie są to miliony ofiar, a z każdym wiekiem ilość ta będzie ro-
sła. I tu jest problem, nad którym się zastanawiam. Nawet jeśli grzech jest prze-
baczony, to nadal sieje on zniszczenie, a prawo mówi, że trzeba będzie zdać
sprawę z każdej niesprawiedliwości. Wszechmogący nie może udawać, że grze-
chy, które przebaczył, nie istnieją już więcej, bowiem żyją one nadal poprzez
swoje konsekwencje. Co więc z nimi uczyni?
Mówiąc szczerze, jak dotąd nigdy nie potrafiłem tego sobie uzmysłowić, ale
nareszcie to widzę, bo ilustracja znajduje się w tej świątyni namiotowej, jaką
teraz budują. Gdy dana osoba przyjmuje przebaczenie, to po co kapłan ma kro-
pić krwią wewnątrz przybytku? Mistrzu, to wskazuje, że brzemię grzechu zo-
stało przeniesione na Beth El, Dom Boży. Sam Wszechmogący niesie na nich to
brzemię!
Rozważam nad tym wyjaśnieniem przez wiele minut. W końcu decyduję, że
w istocie Meldibon rozwiązał zagadkę, w jaki sposób ludzie, którzy często za-
wodzą Wszechmogącego, mogą, mimo wszystko, zostać uratowani: On sam
gotów jest ponieść ich winę. Ale to pozostawia mrożące krew w żyłach pytanie.
On nie może pozostawić tego tak na zawsze. Wcześniej, czy później będzie
musiał oczyścić swój wszechświat z grzechu i już doszedłem do wniosku, że
uczyni to przy pomocy ognia. Ludzie, którzy nie przyjęli przebaczenia, poniosą
swoją winę do piekła. Ale co z odpowiedzialnością za ból spowodowany złem,
jakie zostało przebaczone? Kto ją poniesie do piekła?
Odpowiedź przychodzi na miejsce, gdy mój doradca kontynuuje.
– Mistrzu, czy pamiętasz w jaki sposób Enoch, gdy był jeszcze na tej ziemi,
przemawiał o czymś, co nazywał „sądem”?
Oczywiście, że pamiętam. Chodziłem za Enochem i pamiętam, jak przepo-
wiadał, że gdzieś w odległej przyszłości, będzie miał miejsce sąd, podczas któ-
rego dokonany zostanie przegląd życia każdego człowieka.
– Tak więc porównując przepowiednię Enocha z symboliką namiotu, wyda-
je mi się, że widzimy, w jaki sposób Starodawny zamierza zakończyć wojnę.
Gdzieś w przyszłości będzie interweniował i doprowadzi historię ludzkości do
kresu. Spodziewa się, że wygra z tobą wojnę. W tym czasie, kiedy będzie mógł
podliczyć skutki każdego zła, przeprowadzi sąd nad każdym życiem i ustali
odpowiedzialność za zniszczenie, jakie spowodowane było wszystkimi złymi
czynami. Ludzie, którzy nie przyjęli przebaczenia, poniosą sami odpowiedzial-

124 Pamiętnik Lucyfera

ność za własne upadki. Ale wina za zniszczenie spowodowane przez grzechy,
jakie zostały przebaczone, będzie musiała zostać złożona na kogoś innego.
Przerywa na moment, jakby nie chciał posunąć się dalej, a ja zacząłem drżeć
– poddany reakcji, nad którą nie udało mi się zapanować. Widzę bowiem wy-
raźnie, gdzie to wszystko prowadzi. Mija minuta zakłopotania i znowu odzywam
się. Głos mam ochrypły, ledwie słyszalny.
– Kto, Meldibonie? Kto poniesie tę winę?
Jego odpowiedź wywołuje u mnie dreszcze, bowiem potwierdza moje najgor-
sze przeczucia.
– Nie widzę, Mistrzu, innego rozwiązania – odpowiada. – Myślę, że my.

Synaj, jedenasty miesiąc

Gdyby Hebrajczycy odeszli spod Synaju szybko, wtedy wykorzystaliby do-
godną chwilę. Podążaliby dalej w momencie, gdy wydarzenia znad Morza Czer-
wonego były jeszcze świeże. Ale ta zwłoka dała mi wielką korzyść. Niektóre
z bardziej wojowniczych plemion zaczynają odbudowywać swoją odwagę, a kil-
ku wojowników pustynnych zdecydowało się na zaatakowanie Hebrajczyków,
zachęcając tym innych, aby uczynili to samo.
W tym czasie chcę też spróbować innej taktyki. Pomiędzy tym miejscem,
a Chanaanem mieszkają plemiona pustynne, których bogowie reprezentują ludzką
płodność, a których ceremonie religijne często przemieniają się w orgie, jakie dla
mężczyzn hebrajskich mogą okazać się zbyt trudne do niezauważenia. Zamierzam
wykorzystać tych swoich sprzymierzeńców do subtelnego ataku. Udając przyjaźń,
poprowadzą Izrael do upadku, do czegoś, co oddzieli ich od Wszechmogącego.
A wtedy, gdy ich rozpusta zmusi chroniące ich Straże do odejścia, poślę przeciw-
ko nim wojownicze plemiona, aby dokonały militarnej zagłady.

Koniec roku

Meldibon przyniósł właśnie więcej jeszcze informacji na temat namiotu zgro-
madzenia, a to, czego się nauczył, przepełnia mnie strachem.
– Mistrzu, właśnie odkryłem, że Hebrajczycy raz w roku będą mieli specjalną
ceremonię, zwaną Dniem Pojednania. W ten dzień ich najwyższy kapłan będzie
robił coś, co nigdy nie wydawało mi się możliwe: faktycznie wejdzie do drugiego
pomieszczenia, miejsca, gdzie mieszka Wszechmogący! Wtedy symbolicznie będzie
wynosił ze świątyni wszystkie grzechy, składając je na głowę żywego kozła.
W tym momencie nasza rozmowa została przerwana ochrypłym śmiechem.
Nie zdawałem sobie sprawy, że kilku młodszych posłańców stało w zasięgu słu-
chu, a wzmianka o ceremonii z hebrajskim kozłem wywołała u nich histeryczną
wesołość.

że zadam mu pytanie. – Ten kozioł. Mistrzu? – zapytał jeden z nich. bardziej opanowany. co stanie się na tej ziemi. Gdy są już poza zasięgiem wzroku.Rozdział 14  Namiot tajemnicy 125 – Kozioł – parsknął jeden z nich. opustoszona pustynia obrazuje to. – Symbolem czego. o czymś. Przykro mi. – Nie ma w tym niczego śmiesznego. Ale ja potrafię dokończyć historię. – Nie powiedziałem ci jeszcze. bardzo szybko odzywam się. a on przytakuje głową tylko raz. nie chcąc.. Mistrzu. co potem? – pytam. Po symbolicznym włożeniu na kozła wszystkich grzechów Izraela. zostanie on wyprowadzony na pustynię. możecie odejść. Ja także uważam. Mistrzu – odpowiada delikatnie – że to objawia. zdaję sobie bowiem sprawę z tego. Zauważam to. Moi młodzi posłańcy pobledli. nieświadomie kładzie swoją rękę na szyi jakby chroniąc ją. Obawiam się.. – Nie wiem. co powiedział Mel. Nie uniósł wzroku ani na chwilę. a ten kozioł jest tylko symbolem. niż gdyby zaczął krzyczeć. mówiąc bardzo cicho. które zostały wybaczone. – W porządku.. Ten krótki ruch głowy przemawia znacznie straszniej. Jestem wściekły. jakby oczekując. Stawiam więc je: – Pozostać? – pytam. kogo ko- zioł reprezentuje. Potwierdza to jedynie moją obawę. Poza ten moment nie potrafię patrzeć. On może tego nie . W końcu odzywam się. a cieszę się. – A. abym się przybliżył i kontynu- uje. Przez chwilę pozwalam na to. Meldibon gestem wskazuje. zupełnie sami. aby spotkać się z moim spojrzeniem. – Zatrzymuje się. osły! – rozkazuję. abym popatrzył mu w oczy. Wszech- mogący stara się przekazać coś bardzo złożonego istotom o ograniczonej inte- ligencji. Jeden z nich. całkowite pustkowie i tam ma pozostać. bo jest to miejsce. ale nie potrafi unieść swoich oczu. Długo zwlekam z odpowiedzią. że cała orbita zostanie wyludniona. które unieruchomiłem u Zedron- na. Wyludniona. Ich oczy wypełniają się paniką i błaganiem proszącym o zezwolenie na odej- ście. że kozioł re- prezentuje ciebie.. że jesteśmy sami. Potem po cichu wyszedł. a po- tem. Patrzę na niego. by podpiekli się na węglach strachu. że Wszechmogący zamie- rza mnie uczynić odpowiedzialnym za zniszczenie spowodowane wszystkimi grzechami. tę część. na teren niezamieszkały. znacznie bardziej niż było to w minionych wiekach. – Pędzą przed siebie i znikają. bowiem już rozpoznałem symbolikę i ona mnie przeraża. w jaki sposób zakoń- czy się ta wojna. bowiem opuszcza wzrok. wskazuje na mnie. – Na pustyni? Dlaczego? – Myślę. – Milczeć. moi mili przyjaciele. a my pozostanie- my tutaj. – Czy słyszałeś. której nie powiedział Meldibon. Ale jest jeszcze coś gorszego. Szybko rzucam spojrzenie w kierunku Meldibona. bo mogę powiedzieć o tym prywatnie. Mistrzu. Nie mam wystarczających informacji.

na którym znajdowali się złoci aniołowie. Gdy zabite zwierzę zostało złożone na kamieniach ołtarza. mój przyjacielu. a wraz z nim skończyły się ceremonie poświęcające. Powoli odwracam się i widzę pustynną otchłań. w jaki sposób Narodzony ma zamiar zakończyć moje panowanie. Potem Ru- ach wypełnił namiot. a ja zdałem sobie sprawę z tego. Meldibonie. ma zamiar mieszkać tutaj. ubrani w nieskazitelne lniane szaty. jasnoniebieskiej szacie napierśnik z klejnotami – takimi samymi klejnotami. gdy zrozumia- łem. rozjaśnione ostatnim blaskiem zachodzącego słońca. który śpiewaliśmy kiedyś u tronu o Nim. Nawet hymn. jak oczekiwaliśmy. gdy Moshe rozbił poprzednie podczas odstępstwa Izraela. w tej świątyni. zstąpił ogień z nieba i po- chłonął je. zaś złoci aniołowie przedstawiają tych. zaś Narodzony wszedł do jego drugiego pomieszczenia z ognistym odblaskiem. którzy osobiście towarzyszą we wszystkim Wszechmogącemu. na których Bóg ponownie wypi- sał swoje Prawo. który „odda- . Było to przy bramie Edenu. Jest to maleńka replika tronu. po tym. tam w Królestwie Światła. zgubieni w panoramie. zaś ludzie trwają w ciszy. Najwyższy kapłan miał założony na swej lśniącej. Rok 2539 A więc namiot zgromadzenia został ukończony. ile cierpień będę w stanie znieść w tych płomieniach. Pa- trzę raz jeszcze na świątynię znajdującą się na pustyni. Tak. pośród Hebrajczyków. Kilka dni temu włożyli do wewnętrznego pomieszczenia skrzynię obitą zło- tem. o jakim nie wiesz. Niebo płonie głębokim niebieskim kolorem. Pobłyskiwały w świetle słońca i przez chwilę przywołałem tak odległe wspomnienia Kamieni Ognistych. który przenika barierę czasoprzestrzeni i staje się czę- ściowo widoczny nawet przez przejętych grozą ludzi. co to oznacza. Na ołtarzu żarzące się węgle pochłaniają baranka. jakiej nigdy wcześniej nie oglądali. Włożyli do niej dwie tablice kamienne. jakby symbolizując modlitwę. Kiedyś to zajęcie należało do mnie! Dzień skończył się. gdzie synowie Adama udali się. które tworzą fun- dament Miasta. Byli przy tym wszyscy kapłani. Przypominam sobie ten pierwszy raz. Złoto – ten szczególny kolor miłosierdzia! Nie mam żadnych trudności ze zrozumieniem znaczenia tej skrzyni. To jest koniec. Jego wypowiedź skierowana do mnie. a Hebrajczycy dzisiaj doko- nali jego poświęcenia. ale ja rozumiem.126 Pamiętnik Lucyfera rozumie. by złożyć swoje ofiary. a dym unosi się wysoko. gdzie mogę kiedyś pozostać sam i tak oto powoli ostatnie elementy układanki zaczynają wpasowywać się na swoje miejsca: obietnica ratunku dana ludziom przez Narodzonego jeszcze w Edenie. Wszechmogący za- mierza pewnego dnia zniszczyć moje królestwo ogniem – a sąd ostateczny okre- śli to. Następnie przykryli skrzynię wiekiem ze szczerego złota. że pewnego dnia On może umrzeć.

zdaję sobie sprawę. To On jest tym barankiem spalanym w ogniu. którzy tak wyraźnie przestąpili Jego prawo.Rozdział 14  Namiot tajemnicy 127 je się” dla świata. Ono domaga się sprawie- dliwości i On podda się tej sprawiedliwości. że nie zignorował prawa. Sam podda się karze śmierci. co w przyszłości ma zamiar uczynić. którzy przez to prawo zostali potępieni. Rozsta- wiony namiot. którzy winni są śmierci? Jak może przekreślić swoje własne prawo? I gdy studiuję ten pustynny przybytek. w jaki sposób Narodzony uratuje ludzi. . To wszystko teraz zaczyna mi się układać w myślach. Po raz pierwszy zaczynam rozumieć dokładnie to. Nieraz zastanawiałem się: jak odkupi ludzi. to Jego sposób na zilustrowanie ludziom.

jakich tylko miałem na ziemi. tak potężny. – Oni są bezużyteczni. nad Doliną Jordanu leży miasto Je- rycho. przerywając spotkanie rady i prze- ciągnął po wszystkich rozpaczliwym spojrzeniem. Jeśli Jery- cho upadnie. Ponad dwa razy wyższy od przeciętnego człowieka. ogromna armia z Króle- stwa pojawiła się przy Hebrajczykach. maszerując prosto w kierun- ku śmiertelnej pułapki. ale w tamtych chwilach.Rozdział 15 Niebezpieczeństwo w Ziemi Obiecanej Rok: 2577 Poniżej nierównej zachodniej ściany gór. a ja po- stawiłem im na drodze najnędzniejszych sprzymierzeńców. Lucyferze! – ryknął. do samego Chanaanu. a jest wiele do opowiadania. gigant wśród ludzi. Król-gigant zmarł tego samego dnia. poza barierą czasoprzestrzeni. jakiej jeszcze u niego nigdy nie widziałem. upadnie także mała pozycja wojskowa w Ai. Wysłałeś nas do pracy z bezużytecznymi sprzymierzeńcami. dowodził armią. Równie dobrze możemy poprowadzić ar- . W Jerycho także wywołuje ono strach i to właśnie mnie martwi. która oddziela świat ludzki od świata w jakim ja żyję. Pod każdym względem jest to imponująca forteca. Żołnierze kulą się ze strachu w swojej fortecy. z murami wykonanymi z dużych czarnych kamieni pu- stynnych. stale powtarzając legendę o Hebrajczykach. której nawet giganci nie potrafili wytrzymać. zaś w środku miazga. a teraz słowo Hebrajczyk znowu wzbudza poczucie strachu we wszystkich obozach wojskowych. gdzie Narodzony chce ich doprowadzić! Moi wojownicy są sfrustrowani do granicy wściekłości. a osłupieni obrońcy zaczęli cofać się w porażce. w skład której wchodzili tylko giganci. Jego państwo obejmowało sześćdziesiąt ufortyfikowanych miast. ale tak naprawdę. tak jak i całe jego imperium z sześćdziesięcioma miastami o czarnych murach. Jednym z nich był król Bashanu. W tym kotle terroru Izrael podążał do przodu. Aniołowie-wojownicy wsunęli się na pozycje pomiędzy Hebrajczykami a ich wrogami. Ich pole ener- gii przebiło się poprzez barierę z taką mocą. jak obłok ognia. dokładnie tam. Niedawno temu Izrael rozpoczął wędrówkę w kierunku Chanaanu. a wtedy ta horda pójdzie dalej. to jest ono jak zgniła dynia – z zewnątrz kamienne mury i fortyfikacje. które robiły wrażenie odpornych na wszelkie moce tej ziemi. że jego łoże miało dziewięć łokci długości i musiało być wykonane specjalnie z że- laza. Ostatniego wieczoru powrócił Barshok z taką złością.

że będzie to bolesne. Wartownicy. to czy pomyślałeś choć trochę. – będziesz miał wymówkę.Rozdział 15  Niebezpieczeństwo w Ziemi Obiecanej 129 mie niemowlaków. Wyciągnięto go na zewnątrz. jednak aby wszystko słyszeć. że to uczynił Wszechmogący? Twoja sugestia spowoduje. A jeśli chodzi o uderzenie ich wrzodami. – Czy należysz do nas. jaki wydany został raz Moshe. siadają tylko ra- zem i jęczą. Być może to nieco zmniejszy panikę w Ai. że uderzę ich wrzo- dami. Ja także byłem wtedy zły. gdy krzyczał. co mogło jedynie zrujnować nasze morale. – Po pierwsze. Barshok. Był to taki sam rozkaz. bo to miejsce jest święte. . że przesądni Chanaanici pomyślą. Pozwól. – Dałem ci Jerycho wraz z jego królem i wszystkimi uzbrojonymi obrońcami. Ale ja. nie mogłem więc już usłyszeć niczego więcej. Nie pierwszy to raz okazujesz swój brak szacunku. Znosiłem tę gorącą głowę przez całe tysiąclecia. bowiem z ciekawością zapytali. Upewnijcie się. zły z powodu jego braku respektu i wściekły za jego publiczne wyjawienie naszej słabości. ale trochę energii Strażników zrobi temu prostakowi dobrze. jak to tylko możliwe. zabierzcie go i postawcie w pobliżu do- wództwa Straży Królestwa. a moi doradcy musieli dostrzec moją desperację. co się stało. jak ma zdobyć miasto. Sze- dłem za nim tak blisko. czy do naszych nieprzyjaciół? – zapytał Jozue. Cofnąłem się do tyłu tak bardzo. a przejęty podzi- wem Jozue (w tym czasie leżący twarzą do ziemi) usłyszał. aby porozmawiać z Wszechmogącym. że Jozue odbierał in- strukcje dotyczące tego. wyglądająca jak wojownik z wyciągniętym mieczem. Nagle pojawiła się przed nim majestatyczna postać. W tym momencie czterech Strażników zmusiło mnie do odejścia. Powróciłem do mego dowódz- twa. Na pierwszy widok krosty cała armia spanikuje. zmęczyła mnie jego niegrzeczność. że w Ai będzie wszystko o wiele trudniejsze. aż nie zostaniesz poproszony przez mo- ich współpracowników. tam na pustyni. myśląc. A teraz wynoś się stąd i nie pojawiaj się w mojej obecności dotąd. że Jerycho będzie należeć do niego. Przynajmniej będą mieli na co ponarzekać. że nie nadawali się do tego. masz zwracać się do mnie z tytułem Mistrzu. ale wydawało się jasne. tak więc szereg wieków tłumionej urazy znalazło ujście w mojej odpowiedzi. a gdy zagubią się – a na pew- no tak się stanie w tych warunkach. mam pewien pomysł. by walczyć. na ile pozwoliły mi Straże. zostaniesz więc ukarany. – Jestem wodzem wojska niebiańskiego. Późnym latem Dzisiaj Jozue udał się na pustynię. Lucyferze. że rozpoczęły się wrzody. Skłoń się ze czcią. gdy Narodzony pojawił się w płomieniach płonącego krzewu. Być może przesadziłem z reakcją. Nie będziesz miał od nich żadnej pomocy.

ale nie ośmielam się już powtórzyć błędu. ale był moc- niejszy od nich wszystkich. Thorsonie. jak to się stało. a on wrzeszczał z bólu. ale usłyszałem. Muszę to powiedzieć. Rzeczy- wiście. ale sprawa Barshoka przejęła mnie. który Święci potrafili przewidzieć. wtedy słucham z uwagą. bo takie przepowied- nie zawsze się sprawdziły. – Powiedz mu. pokazując dziką i niepohamowaną naturę. że jest mi przykro. kilka chwil później Thorson. – Ale Mistrzu. gdzie potrafią widzieć rzeczy. Odepchnął ich jak snopki siana i uciekł. Lucyferze. jak błaganie o przebaczenie za błędy. ale Straże Królestwa zmieniły się nocą.. którzy znajdują się w marszu. Mistrzu. zaczynasz działać tak jak ludzie. że ma on kilku bardzo silnych przyjaciół wśród wojowników.. Z Hebrajczy- kami. podniósł się poziom energii. Gdy go znajdziecie. brzmi jak ludz- kie skamlanie. Wszyscy razem mogą być niebezpieczni. Kiedykolwiek się to dzieje. gdy chodzi o Święte istoty Boga. Czy aż do tego doszło? Tak. jak to wszystko mogło powstać. nie mogę sobie pozwolić na bunt wśród moich sił. Wielu strażników próbowało go zatrzymać. Czasami przekazują opis przyszłych wydarzeń osobom. Mogą się cofać w czasie i przenosić w przyszłość. Wartownik patrzy na mnie. a Hebrajczycy już zwyciężyli. jakbym postradał zmysły i przez moment odczuwam. jak to się stanie. gdy tu przybył. że zwycięstwo już jest zapewnione. To. wiesz o tym. co mam zamiar powiedzieć. jakby poza kurtyną przyszłości. – On był szalony przez całe wieki. powinienem był załatwić jego sprawę bardziej dyskretnie. W istocie. – Udaj się do straży poszukujących Barshoka.130 Pamiętnik Lucyfera – Jerycho przepadło – powiedziałem. To zaczyna być kłopotliwe. jaki powinien cechować dowódcę armii. Byliśmy beznadziejnymi więźniami czasu. że tracę znowu panowanie nad sobą. że będzie dobrze o tym wspomnieć. że Barshok wyrwał się i uciekł. który oczekuje tylko na rozkazy. – Zauważyłem. Był szalony już wtedy. powiedz mu. Próbuję więc znowu. które nazywają proro- kami. jak Narodzo- ny powiedział Jozuemu. bitwa o Jerycho miała już miej- sce. ponieważ Strażnicy odsunęli mnie.. Jestem zajęty problemem Jerycho. tak. Znajdź go teraz. zastanawiając się nad tym. jeden z dowódców moich straży. przybiegł i powiedział. Pomyśla- łem. Trudno mi zmusić się do wydobycia słów. – Nie wiem. on jest szalony. urodzeni w czymś. . – Już przegraliśmy walkę. rzecz w tym. A teraz mogłem usłyszeć. – Powiedz mu.. Jest coś niezwykłego. A jakby tego nie wystarczyło. – Był mocno związany. które jeszcze się nie stały. doszło do tego. Nie wiem. takie wydarzenie w jakimś sensie już miało miejsce – gdzieś jutrzejszego dnia. zamiast zimnego obiektywizmu. Wzywam szybko kolejnego strażnika. jak sam Narodzony obiecał zwycięstwo Jozuemu w czasie przeszłym. Mistrzu – powiedział w zadyszce. czego nie potrafiliśmy zmienić. Teraz go odnajdźcie.

iż nie ma już niczego. – Mistrzu. a teraz była ona tutaj. A potem nastał dzień siódmy. – Odchodzi. cze- kało na nich. Po zdobyciu Jerycha byli tak pewni siebie. – Tak. spojrzawszy raz jeszcze. Hebrajczycy obchodzili miasto w tajemniczej. jak- by dokonując pomiarów tego miejsca. w jaki sposób potrafiła pokonać nawet straszliwych gi- gantów z Bashanu. straszliwą ciszę przerywał jedynie wiatr pustynny i wrzaskliwe ujada- nie samotnego psa. Słyszeli już o tej złotej skrzyni i jej tajem- niczym świetle. – Trzymaj zastępy w gotowo- ści. Hebrajczycy stali już poza zasięgiem strzał. nadal ze zdziwieniem na twarzy. Nigdy nie zapomnę tego dnia. mały oddział armii hebrajskiej wy- ruszył w kierunku Ai. Wydali więc potężny okrzyk triumfu. bowiem otworzyło im bramę do Chanaanu. jak informują nasi zwiadowcy. Jednak nawet w tych ciemnych chwilach było i jasne miejsce.Rozdział 15  Niebezpieczeństwo w Ziemi Obiecanej 131 – Powiedz mu. jaka ich dzieliła od oblężycieli i trwało to tak przez sześć dni. jednak tym razem uczynili to aż sie- dem razy. wtedy odezwały się trąby. Nastąpił straszliwy wstrząs. dzień po dniu. Z nastaniem nocy Jerycho było zdobyte. Przez tydzień. na południe od Ai Wkrótce mieliśmy się dowiedzieć o losie Jerycho. W tym momencie Hebrajczycy zdawali się sięgać w przyszłość. milczącej procesji. Miejsce: pustynia. Zaraz się stanie! Krótką. gdy przerażeni obrońcy wystrzelili swoje cenne zapasy na pustynię. a o samym brzasku Jozue ustawił armię. a zapasy. Król był tak zestresowany. że jego rany na żołądku rozpoczęły krwawić i zwymiotował całą misę krwi na oczach całego dworu. i że wszystko naprawię. pomyślałem: „Wszyscy jesteście już martwi”. że myśleli. i o tym. . Maszerującym towarzyszyła arka otoczona aureolą nadnaturalnego światła. Ta demonstracja wiary najwyraźniej udostępniła im moc Wszechmogącego. dotykając zwycięstwa. Siedem – ta boska liczba wskazująca na doskonałą całość! Nie zapo- mniałem jeszcze jej znaczenia. Poranek był jasny. które mieszkańcy zebrali tak pracowicie na czas oblężenia. które jak wierzyli. czego by nie mogli dokonać. Mistrzu. Dla mnie było to straszliwe nieszczęście. przenoszona obok murów miasta. Kolejny raz obeszli miasto. ziemia zaczęła się trząść jak ocean podczas sztormu. zaś obrońcy miasta byli niemal sparaliżowani ze strachu. że jest mi przykro. – Patrz uważnie! – wrzasnąłem do Marcolitha. Pewnego dnia więc Marcolith popędził do mnie podeks- cytowany. Pamiętam. aż obrońcy miasta padli wraz z całą kaskadą gruzu. że patrząc na przerażonych żołnierzy znajdujących się na murach. dostały się w ręce zwycięskich Hebrajczyków. a mury Jerycha zaczęły się rozpadać. co malowało się na jego szerokiej twarzy.

Chcę. mając nadzieję. abyśmy mogli odnieść miłe. ponaglił obrońców Ai. Dopiero wtedy powróciło coś ze starego Barshoka. Barshok. Obrońcy miasta czekali na nich. Wysłali tylko 3000 ludzi i nawet nie skonsultowali tego z Wszechmogącym. gdy tylko buń- czucznie i zadufani w sobie wyruszyli do ataku Ai. Moje zastępy nie przywykły do tego. – Mistrzu. O. Marcolith popatrzył na mnie w tak samo zdziwiony sposób. że atakujący wkrótce uciekali w panice. Marcolith’ie. Ta mała forteca stano- wiła mój jedyny. żeby utracić jesz- cze Ai. – Z czego tak się cieszysz? Nie mogę sobie pozwolić na to. – Doskonale. kiedykol- wiek więc pojawia się anioł z Królestwa. mamrocząc: „Moich wojowników?”. wszystko. Tak więc wszystko przebiegło wspaniale (oprócz zachowania Barshoka. aby mi towa- rzyszył w tej misji. Hebrajczycy pozostawili swoją ochronę z Królestwa. co potrzeba. – Szybko. Tak. abym za cokolwiek przepraszał. w jaki potraktowałem Barshoka był moim kolosal- nym potknięciem. pędem udaj się na front. Oni teraz na sobie tak polegają. jak tego się spodzie- wałem. że poradzą sobie z Ai o własnych siłach! – O własnych siłach? – Szybko dostrzegłem w tym możliwość dla nas. że wykrzeszę choć trochę zaufania w tym biednym strzę- pie. aby ruszyli do ataku. Popatrzył na mnie bez przekonania. krótko mówiąc. iż potrafią dokonać wszystkiego. czy jakieś wieści na temat Barshoka? Jego wzrok opadł. wypuszczając kolumnę machających mieczami żołnierzy. ustaw swoich wojowników i wymorduj ich! – powiedzia- łem. radośnie pokrzykując i wrzesz- cząc za uciekającymi Hebrajczykami. spuszczając na wrogów taki deszcz kamieni i strzał. a Hebrajczycy zbyt beztrosko wyszli spod swojej nadnaturalnej ochrony. Ai nie było wielkim miastem. Otwarła się więc brama do miasta. – Tak. któ- ry towarzyszył mi. Ale w tej wyprawie Barshok nie miał się czego obawiać. pojawiło się u niego nowe przyzwyczajenie wykrzywiania głowy bez widocznego powodu. na co przytaknąłem. jako mój współpracownik. Niechaj go przyślą do mnie. Wydaje im się. jak uczynił to wcześniej wartownik. tak jak prosiłem. podskakuje jakby doznawał szoku). zapaleni dzikim strachem. Sądzę. – Marcolith. że znalazł go zwykły patrol w oko- licach Niniwy. Walczyli jak szaleńcy. tak mi się wydaje. Wchodząc do miasta z batalionem moich najlepszych zastępów.132 Pamiętnik Lucyfera Trudno było mi dostrzec w tym cokolwiek radosnego. że wydaje im się. ale jego wojownicy byli doświadczeni. tak więc nawet najbardziej lojalni współpracownicy wymi- jali ten temat. którzy pędzili. ale niewiele mówił. Mistrzu. ale to wygląda inaczej. Sposób. ostatni bastion w tej części doliny rzeki Jordan. małe zwycięstwo. Ustaw naszych wojowników. .

a potem upojeni winem i słodkimi pokusami. jak myślę. a pojawili się od strony morza jak plaga szarańczy. który nosił włócznię tak wielką. Izrael często gubi swoją nadnaturalną ochronę i wtedy otwierają się drzwi na inwazję z zewnątrz. przeklinając Hebrajczyków.Rozdział 15  Niebezpieczeństwo w Ziemi Obiecanej 133 Jednak. że mogło być znacznie lepiej. Od czasu do czasu pojawia się jakiś wścibski człowiek. wzy- wając. oglądać tańce. Jednak nikt nie przyjął zaproszenia. że znowu jest w jakimś stopniu przydatny) nad wybrzeże. gdzie w pięknych rytualnych sadach słuchać będą muzyki. w któ- rej odejdziecie spod Jego ochrony. w ziemi. mieszkają Chanaanici. który porywa Izraela do pracy nad reformami. ponownie podnosząc odwagę wśród tych plemion. posłałem wtedy Barsho- ka (tak. do której macie wejść. jednak dla większości ludzi moje pokusy okazują się nie do odparcia. Był za młody. padł na twarz i płakał. Wszyscy wiedzieli. było to słabe zwycięstwo. bardzo wojowniczy lud. że staną w kolejce. moi hebrajscy przeciwnicy. a codziennie wychodził na przednią linię. podczas gdy można było zabić ich większość. znaczyło jednak dużo dla wroga. Barshok po prostu stracił swoją iskrę. którzy byli . właśnie wręczyliście mi klucz. a moje starania. Są oni śmiertelnymi wrogami Izraelitów. odkryją przyjemności Chanaanu. założę się. nawet w najlepszym przypadku. Zabitych zostało tylko ponad trzydziestu Hebrajczyków. Właśnie ostatnio pojawiła się taka okazja. jak tylko będziecie pamiętali o Starodawnym. który rozdarł swoje szaty w żalu. by być w armii. moi mili wrogowie. Choć było to tak niewiele. że przygotuję dla was wspa- niałą pułapkę. ale w chwili. stajecie się przedmiotem zabawy nawet dla trzeciej klasy forpoczty na pustyni! Pozwólcie więc. aby go zrehabilitować okazały się za małe. Dlatego w naszej siedzibie całkiem skrom- nie uczciliśmy to zwycięstwo. o nazwie Fili- styni. A więc. aby któryś wyszedł i z nim walczył. Gdy wasi młodzieńcy raz zobaczą rytuały związane z boginią Aszterot. z którymi później będzie musiał się spotkać w bitwie. Jednak to było niewielkim pocieszeniem dla Jozuego. dzięki któremu mogę was zatrzymać! Tak długo. na tyle wyzdrowiał. którzy czczą boginię płodności. W ich armii znajdo- wał się gigant o imieniu Goliat. A potem. że wieści o tej klęsce rozniosą się. W konsekwencji. faktycznie przyniósł jedzenie dla swoich starszych braci. Jozue miał rację domyślając się. nie jestem w stanie pokonać was w wojnie. Jednego dnia przyszedł do obozu pewien młody człowiek. Mam tam sprzymierzeńców. jak drąg tkac- ki. zajmując teren aż do doliny Terebintu. która uczyniła ich podatnymi na nasze wpływy. a mój plan działał wyśmienicie. Tuż przed wami. aby tylko przyłączyć się do tłumów przy słupach Aszery. będziecie dojrzali do zerwania! Rok: 3414 Mijały wieki. Szereg wieków temu doprowadziłem Hebrajczyków do dzikiej pogańskiej orgii.

Jego zachrypnięty głos wypełnił dolinę słowami pro- fanacji. ścigani przez armię izraelską. jakby cały dramat odbywał się na zwolnionych obrotach. że niemal zniknął. – Nie rozumiem tego! – zauważył jeden z moich posłańców. Na- stępnie z bolesnym odgłosem uderzył dokładnie tam. a miał przy sobie tylko pasterską procę. Ku zdumieniu wszystkich. bulgoczące dźwięki. Natychmiast. W powietrzu ukazał się złowróżbny. Wściekły gigant popełnił straszny błąd. by przywdziać zbroję mężczyzny. młodzieniec spokojnie wybrał sobie pięć najbardziej obłych kamieni. że przyszło mu walczyć z tak młodym i niedoświadczonym przeciwni- kiem. Dlaczego zbierał pięć. Ale cóż to była za broń! Będąc pasterzem. z impetem wprawił procę w ruch obrotowy. co stało się później. jak upadający dąb. gdy przeklinał Boga Hebrajczyków i wszyscy skulili się ze strachu. ucie- kali w kierunku morza. młodzieniec nagle poszedł szybkim krokiem w kierunku bluźniercy. i odsłonił całkowicie swoje czoło. Ta zwło- ka mogła go kosztować życie. rozpędzonemu dziecku. gdy patrzyliśmy na to wszystko z naszej strony bariery czasoprzestrzeni. z pełnią buty zdjął osłonę twarzy ze swego hełmu – w głupim akcie próżności. upuścił swój wielki miecz. To. – Niech go ktoś osłoni! Przecież dosięgnie go! Ale było za późno. tak. pozostał już. – Nie! – krzyknąłem. mglisty krąg – to martwe rzemienie i ładownica ożyły mocą pomsty. a jednak poświęcił czas na zebranie pięciu kamieni. a gigant wybrał sobie tę chwilę. wciskając się tak głęboko. nie tracąc okazji. ćwicząc strzelanie z tej właśnie procy. wciąż i wciąż pojawiając się w mo- ich myślach. Olbrzymi Filistyn zesztywniał. a po- tem umieściwszy jeden z nich w skórzanej kieszeni procy. kipiąc z wście- kłości. że był w stanie trafić w krzaczek ostu z odległości stu kroków. Nagle pole bitwy wybuchło hałasem – wielkim krzykiem zwycięstwa ze strony Izraela oraz wrza- skiem przerażenia ze strony Filistynów. Wszyscy.134 Pamiętnik Lucyfera żołnierzami w regimencie w Betlejem. Uderzył w ziemię tak. aż w końcu doszedł do takiej wprawy. a następnie wyda- jąc ohydne. który gapił się na potwora z oburze- niem ze szczytu wzgórza po drugiej stronie rzeki. Gdy więc olbrzym zbliżał się do niego. aby ponowić swoje zniewagi. Jakby chcąc lepiej się przyj- rzeć temu dziwnemu. i tak. skracał sobie długie godziny spę- dzane bezczynnie przy stadzie zwierząt. młody człowiek sięgnął po swój kamienny pocisk i przez kolejnych kilka chwil czas jakby się zatrzymał. jaka prowadziła prosto do odsłoniętego miejsca tuż powyżej nosa giganta. Zbyt smar- katy i szczupły. Łokieć po łokciu ka- mień posuwał się do przodu. podczas gdy jeden całko- wicie wystarczył? . – Miał tylko kilka se- kund na zabicie go. którzy pozostawiwszy swoją broń. mimowolnie unosząc rękę do twarzy jakby ją osłaniając. oprócz tego młodego gościa. zatoczył się w kierunku chwastów. chłopiec wbiegł do potoku. nadal mnie przeraża. gorący od energii na swej śmiertelnej trajektorii. jak upadł. w co był wycelowany.

że pobiłby mnie. W istocie. skierował spojrzenie króla na dziedziniec Uriasza i za- sugerował myśl o wieczornej przyjemności po kryjomu. Niewiele nad tym myślał (na aniołach niewielkie wrażenie wywołuje widok nagich kobiet). bo przeprowadził część pozostałych reform. których zawsze baliśmy się. Odnalazł drogę do myśli Dawida. a sposób w jaki to się stało był ślepym przypadkiem. znajdowała się na dziedzińcu swego domu. dopóki Dawid. I miał rację. bowiem wraz ze swymi zastępami oblegał for- tecę Ammonitów. Mówiąc szczerze. mogło- by się stać końcem wojny. Uriasza nie było w domu. Na imię temu chłopcu było Dawid. który dawał widok na większą część Jerozolimy. Gdybym był człowiekiem i znajdował się po jego stronie bariery czasoprzestrzeni. poszukując możliwości do zasiania u kogoś niepokoju. zdumiony odwagą tego człowieka. – Wielkie nieba! – wykrzyknął posłaniec. Przez pewien czas myślałem. To byłoby dla nas nieszczęściem. kierując się do drzwi. Potem został królem Izraela. Wszystko to moż- na było obserwować z dachu pałacu królewskiego. Człowiek ten nie jest nawet Hebrajczykiem. podczas których ludzie spali. a wszyscy byli potężni i waleczni. jakie zapewniły im pokój i dobrobyt. Pewnego wieczoru Ronar przeprowadzał patrol na terenach pałacowych Dawi- da. że przyprowadzi naród z powrotem do Starodawnego. że zmarły gigant miał czterech braci. aby ich prowadził. rozebra- na. aby zaprosił Batszebę na . nie znalazł się na dachu. sądzę. troszcząc się o to. że żona Uriasza – Batszeba. Przyle- gały do niego domy niektórych wyższych urzędników. Dom króla posiadał wysoko położony dach. konwertyta z pogaństwa. później mi przyznał. gdyby tak naprawdę pozwolili Wszechmogącemu. jedna z najpiękniej- szych kobiet w Jerozolimie. jak to powiedział Ronar. Zjednoczył królestwo. co stanie się. w górnym biegu rzeki Jabbok. Ale. – Mówiło się. Rabbę. O półmroku Ronar zauważył. – W tym momencie – powiedział mi później Ronar – Dawid znajdował się je- dynie o trzy kroki ode mnie. zbudował potężną fortecę na szczycie wzgórz Judei i po- prowadził Hebrajczyków poprzez serię zwycięstw. że nie spodziewał się cokolwiek osiągnąć w tym kierunku z Dawidem – takim wzorcem prawości. Jednak nigdy do tego nie doszło. który dowodził jedną z trzydziestu dywizji armii. W tym czasie o którym mowa. a my spędzaliśmy je na naradach. Dawid nigdy nie miał bardziej lojalnego żołnierza. nawet jeśli nie będzie pożądanego skutku. Przypuszczam. którym między innymi był oficer wojskowy o imieniu Uriasz. Było wiele nocy.Rozdział 15  Niebezpieczeństwo w Ziemi Obiecanej 135 – Jest powód – odpowiedziałem. kąpiąc się w fontannie na samym środku tego dziedzińca. Aktywny umysł Ronara natychmiast dostrzegł możliwość działania. że będzie walczył z nimi wszystkimi. to Hetyta. bezczynnie spacerując pod koniec dnia. dlaczego by nie spró- bować? Żadnego ryzyka. – Ten młodzieniec stanie się dla nas kłopotem. udało nam się doprowadzić szlachetnego Dawida do straszliwego upadku moralnego. Wezwał swego najbardziej dyskretnego sługę i wysłał go. że ten młody człowiek spodziewał się.

Większość dnia spędził. Król był ucze- sany. by zapomnieć o swoim ślubowaniu celibatu zachowywanym w czasie wojny. wiem. co zrobiłem z Zedronnem i Barshokiem. że odrzucił możliwość luksusowego spędzenia w domu choćby jednej nocy – „Nie teraz. Ronarze. jaką opowiada- no sobie w Jerozolimie. jak dorastający mło- dzieniec podczas swego pierwszego polowania. Dawid wtedy też dostarczył nam hojnie rozrywki. a ludzie dobrze wiedzieli. Był tak pijany. Dawid więc pozostał z nierozwiązanym problemem. W końcu wpadł na inny pomysł. Ale teraz była tutaj. Przerwałem mu tak łagodnie. aby spędził kilka dni w domu. Jego sposób na wyjście z potrzasku osiągnął głębiny ludzkiej nieprawości. zwlókł się w dół po schodach. Uriasz zginął w działaniach wojennych. jeśli ktoś z naszej strony byłby tak nielojalny względem przykaza. gdzie istnieje największe prawdopodobieństwo śmierci. zakłopo- tana i głęboko zażenowana. a z piwnicy przyniesiono duży bukłak rzadkiego wina fenickiego. który ura- stał z każdym dniem do większych rozmiarów. głównego dowódcy. Niedługo potem. wyjaśniając. Rzadko widywaliśmy ludzi tak spanikowanych. I tak nadeszła ta kobieta. że chce. Myśląc o zakryciu swojej nierozwagi. co ma uczynić z owym prostolinijnym generałem. Chciał oderwać go od walki i oczywiście miał nadzieję. Uriasz był jej całkowicie poświę- cony. upił go winem i ponow- nie ponaglał. Zaprosił Uriasza do pałacu na obiad. Przez jakiś czas broniła się przed nim. gdy moi ludzie znajdują się w niebez- pieczeństwie!” – stwierdził i spał w pałacowych pomieszczeniach dla służby! Często czerpaliśmy radość z obserwowania ludzi cierpiących katusze.. Tym sposobem Uriasz pomyśli. którzy byli bardzo pobożni. potrafią zaskoczyć nawet nas. powalony gradem strzał podczas szturmu. że jeśli może istnieć coś takiego. wypielęgnowany. ale wino w końcu zrobiło swoje i wziął ją sobie – wziął żonę swego generała! Mistrzu. Ale Uriasz był takim żołnierzem. rozkazując mu. by ten wysłał Uriasza na samą linię frontu. gdy poprzez własne błędy doprowadzili się do poważnych problemów. Joab postąpił zgodnie z rozkazem. Mistrzu. jak było to tylko możliwe. to był nim właśnie ich związek. Wiesz o tym. Gdy ludzie decydują się na odejście od dziesięciu praw. ale nie na tyle. że człowiek ten uda się do domu. jak doskonałe małżeństwo. że myślał o tym. szczególnie ludzie. nagle skonfron- towana z amorami samego króla. Wysłał zapieczętowaną wiadomość do Joaba. Generał zamroczony chorobliwą dobrocią króla. że nie mógł iść bez asysty. który do- . Batszeba przesłała dyskretnie do pałacu informację. Jej małżeństwo stało się już legendą. że owa noc pozostawiła skutki: była ciężarną z królem. jak wówczas był Dawid. Taki był upadek króla Dawida. król posłał po Uriasza. aby się udał do domu. gryząc się i rozmy- ślając o tym. pachnący kosmetykami i pięknie ubrany – doskonały mod- niś. Łoże królewskie zaścielono pachnącymi prześcieradłami. wiem bowiem.136 Pamiętnik Lucyfera cichy obiad w pałacu. do swojej żony.. przyglądający się sobie wielokrotnie w lustrze z brązu. że dziecko jest jego. w naturalny sposób będzie z nią współżył. – Tak.

Dla niego (i dla Królestwa) ta noc spędzona z Bat- szebą. ale od tego momentu niewielkie miał podstawy do dalszego wprowadzania reform. stała się bardzo kosztowną przygodą. martwił nas najbardziej. przyznała. świętość i szczęście. sukcesami wojskowymi i sławą na całym świe- cie. mówiąc szczerze. Widzieliśmy już teraz swą porażkę i nawet Zedronn . ale także bogactwem. czego zawsze oczekiwał od Hebrajczyków Wszechmogący – zdrowie. by prowadzić Hebrajczyków dokładnie tam. pytając jaki szczególny dar pragnąłby otrzymać.Rozdział 15  Niebezpieczeństwo w Ziemi Obiecanej 137 prowadził go pod samą bramę basztową Rabby – szturmu. kobieta bajecznie bogata. o stworzeniu. a jego królestwo nigdy już nie pozostało takie samo. Na początku jego panowania Wszechmogący objawił mu się pewnej nocy we śnie. Plan Narodzonego zaczął się materializować. Był młodym człowiekiem. niemal że osiągnął dawno wymarzony cel Narodzonego – zwycięstwo. Wybudował wielką świątynię dla Starodawnego. Niebo nie tylko obdarzyło go mądrością. Salomon. iż nie posiada umiejętności rządzenia Izraelem i popro- sił o mądrość! Było to tak. bo także. że rzeczywistość była jeszcze wspanialsza niż podawała legenda. A gdy patrzyła na codzienne czynności wykonywane na dworze Salomona. jakich nie widziałem od czasów Synaju. który nie miał żad- nego militarnego sensu. aby słuchać jego przemówień. Królowie i książęta przybywali ze wszystkich stron. Bliski był tego. Ale nie całkowicie. Tron królewski po nim objął syn. a my czuliśmy się bezsilni. aby temu zapobiec. gdzie chciał tego Wszechmogący i we wczesnym okresie swego królowania sprawiał nam bardzo trudne chwile. Wieść o postępku Dawida oczywiście wydostała się na zewnątrz pałacu. Nadal prowadził rutynowe działania administracyjne na dworze. i to on. Młodzieniec (miał wtedy około 20 lat) odpowiedział. że wie. a gdy to już zostało dokonane. ale na końcu to my wygraliśmy. a świat dowie się o Staro- dawnym. ponieważ zdawaliśmy so- bie sprawę. pierwszą trwałą budow- lę. jaką podawała sym- bolika służby świątynnej. Salomon był typem pokornym. zstąpił do niej Wszechmogący z taką ilością światła i mocy. który nie został okaleczony częstym bagażem wysokiego mniemania o sobie. przywożąc drogie dary i tysiące pytań skierowanych do Salomona. że to wszystko było dokładnie tym. Niemal. jakby otworzyły się zawory potopu. Pod rządami Salomona Izrael stał się cudem świata. W tych latach przyszło nam żyć w stałym stresie. Jeszcze kilka dekad czegoś takiego. Z Afryki przybyła królowa Saby. które są położone na skrzyżowaniu dróg tego świata i zauważalne przez każdego. o Szabacie. jaka została poświęcona temu celowi. sami o to zadbaliśmy. o historii odkupienia. a który został zaplanowany ze względu na morderstwo tylko tej jednej osoby. Jego przypowieści stały się sławne na cały świat.

czy to nie stanie się drogą do umysłu Salomona. Jeśli plan ten zdoła go zwieść. Ale jeśli udałoby się nam ominąć jego nie- zwykły osąd. To emocja. W jakimkolwiek kierunku nie pójdzie. Mistrzu. Stwierdzi- liśmy. ale rezultaty tego były różne. Często możemy kusić ludzi poprzez ich uczucia. czy Salomon nie okaże się także podatny na pokusy moralne? – Gdy już tego spróbujemy – powiedział. do umysłu istnieją jesz- cze inne drzwi. Zamiast tego. Dlatego nasze zwykłe podejścia nie przyniosły rezultatów. studiowaliśmy genetykę ludzką i ludzkie zachowania. moglibyśmy go pokonać. – No więc. dodając jeszcze jedną warstwę do opracowanego przez siebie tematu – dlaczego nie mielibyśmy go wykorzystać do wprowadzenia pogaństwa w samym Izraelu? W tym momencie każdy w radzie poczuł się zaintrygowany. co widzieliśmy wcześniej. Jeśli Salomon przyjmie kobiety. czy czwartego pokolenia. lecz bardzo powabnych. poszukując słabego punktu w emocjach i to wykorzystamy! Znaleźliśmy taki punkt – dokładnie taki.138 Pamiętnik Lucyfera zdawał się być bezradny w wymyśleniu jakiejś przeciw-strategii. iż istnieje wyraźne ogniwo pomiędzy tymi dwoma zagadnieniami. Dlaczego by nie zmienić naszej taktyki i użyć ich jako przyjaciół? Wpłyńmy na ich wodzów. ale także sprowadzi pogan do własnego domu – i to nie byle jakich. chociaż przez moment nie zdawałem sobie sprawy do czego zmierza. aby dostać się do umysłu Ewy. Był to taki plan. zablokowałby nasze pomysły. Zauważyliśmy. Przednie płaty jego mózgu są niesamowite. jakie lubię. Jego plan wydawał się więc całkiem obiecujący: ominiemy bezpośredni atak na umysł Salomona (po raz pierwszy w historii ludzkości spotkaliśmy się z intelektem niemal równym na- szemu). Meldibon i ja zastanawialiśmy się nad tym. Dzieci często robią to. w innym przypadku. Widzisz. Często prowokowa- liśmy tych ludzi do atakowania Hebrajczyków. Były to jedne z najciemniejszych dla nas godzin konfliktu. nie podobne do czegokolwiek. że skutki ciągną się upar- cie nawet aż do trzeciego. – Wokół Izraela znajduje się wiele plemion pogańskich. bowiem Marconides opisywał tę samą technikę. Ale pewnego dnia Marconides przybył do mnie z pomysłem. aby zaproponowali Salomonowi swoje córki. wtedy nie tylko pogwałci zakaz cudzołóstwa dany przez Wszechmo- gącego. jak powiedział Marconi- . zadziała. co robili ich rodzice. Słuchałem z uwagą. Dawid! Salomon był synem zrodzonym z nieprawego małżeństwa Dawida i Batsze- by. I to właśnie pro- ponujemy w wypadku Salomona. wszystko będzie tak. – Mistrzu. Całkowicie mnie tym zainteresował. gdy rozsądek. jaką wykorzystałem. wypróbujemy jego genetyczne skłonności. z wielką uwagą więc słuchaliśmy dalszych wyjaśnień. jaki pozostawił mu ojciec. dlaczego by nie spróbować. i jak zastanawiał się Marconides.

przy jego państwie przyczaiło się wiele niebezpieczeństw. że pomimo jego wielkiego sukcesu.. Czy jednak król złapie się na przynętę? Był czas na najbardziej ryzykowną część planu: osobiście postaram się odnaleźć dojście do jego umysłu. czego i tak chciał. a Sa- lomon dobrze znał ten zwyczaj. faktycznie Salomon umocni swoje królestwo! Był to argument zrodzony z ludzkich zwyczajów. dostrzegłem możliwość. Wszyscy wiedzieli o jego bajecznym bogactwie. .. nawet przy Salomo- nowym umyśle. gdyby tak Salomon poślubił ich córki? Gdyby córka takiego wodza należała do dworu Salomona. a wraz z nimi całe transporty załadowane posa- gami złota i kości słoniowej. byłem bardzo podenerwowany. by czynił to. tworząc sprzymierzone grupy po to tylko.. gdyby tak. będzie on znacznie mniej narażony na krwawy napad na swój pałac. mogą bardzo łatwo utworzyć konfederację i zaatakować go. którzy zastanawiają się każdego wieczoru przy swoich ogniskach. którzy pragnęli kupić sobie nieco bezpieczeństwa. Wkrótce więc do Jerozolimy zaczęły przy- bywać śliczne młode kobiety. czy udałoby się zabrać złoto Salomonowi. który. rozgrzanych przez zwykłą lubieżność. aby ograbić Izrael. bowiem najmniejszy błąd mógł z łatwością rozbudzić jego potężny intelekt. Wystarczy mieć dostatecznie wielu tak myślących ludzi. Raczej polegać będzie na ludzkich umiejętnościach. jakiej szukałem. które zniweczyły prawo Wszechmogącego. co nie będzie do uniknięcia: zmówią się. Dostrzegając łatwą drogę na dwór Salo- mona. że już więcej nie polega na ochronie Wszechmogącego. jakie ograniczało mężczyznę tylko do jednej żony! . Wielu z otaczających Izra- el pogańskich wodzów. Wyśmienite! Wykonanie planu nie stanowiło żadnego problemu. wtedy będzie miał wokół siebie zastęp ubliżających mu królów. by kupili sobie łaski Salomona. Zamiast tego. I tak. da nam dowód. Ale co. Nawet i teraz istnieją wojownicy pustynni. miałem taką nadzieję. wyperfumowane. a my posłaliśmy wszędzie wojow- ników z propozycją. Jeśli nie przyjmie. Bardzo delikatnie (bowiem wciąż czułem się bardzo onieśmielony) zasugero- wałem. Tego rodzaju rzeczy często dokonywali królowie. jakie mogłem wykorzystać. oferując mu swoje naj- wspanialsze nimfy jako panny młode. Od tamtej chwili Salomon nie wykorzystywał już więcej swoich przednich płatów mózgu. Wyśmienicie! Były to warunki. Teraz dominującą siłą jego umysłu stało się pragnie- nie. mogłem odwoływać się do jego emocji. zająłem się więc dawaniem mu powodu ku temu. chętnie przyjęli naszą sugestię. To wszystko miało jednak pewien słaby punkt.Rozdział 15  Niebezpieczeństwo w Ziemi Obiecanej 139 des. miało piękne córki. eleganckie i o nieznanym mu czarze. godząc się na te propozycje małżeństwa. którzy czując się urażeni odrzuceniem ich córek.. Kusząc Salomona. Salomon przeoczy: czyniąc tak. a ja wcale nie musiałem już stawiać czoła chłodowi jego logiki. a stanie się coś. ale gdy przybyły kobiety.

że musi istnieć jakaś granica. pozwalając im myśleć. zgubił ich zaufanie. i aby wkrótce Izrael powrócił do swego upadku. drżeliśmy przed tym gigantem w Izraelu. którzy tak postępowali. pomnażając ją o tysiąc razy! I w tym właśnie momencie jego rządy zaczęły się rozpadać. jaki chciał dla niego Wszechmogący. Hebraj- czycy postawili słupy płodności i uprawiali orgie. I tak też się stało! Pokusa nadeszła wraz z paradą pięknych twarzy i wyper- fumowanych szat. a niezwykły intelekt Salomona nie był tam obecny. W końcu stało się to właśnie niedawno. Tak. Złamaliśmy giganta. dając miejsce kolejnemu zwycięstwu sił Lucyfera. w których obawialiśmy się wczesnej przegranej w woj- nie – minęły. ale dba- liśmy już o to. jako część ich kultu. i to od razu. a ponieważ dla Salomona nie stanowiły one wiele więcej niż zabawki. zaś jego bogactwo i siła nie miały sobie równych. dlatego wkrótce ich wzgórza zostały usiane świętymi sadami. a Salomon wykorzystał tę cechę dalej. Gdy obcy wodzowie przysłali swoje najpiękniejsze córki do Jerozolimy. aż – licząc „żony” i konkubiny – miał jakieś ty- siąc kobiet w swoim pałacu. jak postępował król. aby reformacja nigdy nie była całkowita. Stał się samolubny. poślubiając jedną za drugą. który próbował coś naprawić. Kiedyś. niewiele myślał o nauczeniu ich o Wszechmogącym. aby je pomieścić. Wiedzieliśmy o tym. Nasz sukces przeszedł nasze najdziksze marzenia. Od czasu do czasu pojawiał się król. ale sam Salomon zniszczył tę możliwość podczas tysią- ca nocnych namiętności. gdyby jego rozsądek zo- stał zdominowany przez namiętności. kiedy w końcu będzie musiał ostatecznie pozostawić swój lud dla ich buntowniczego wyboru i przez całe wieki zastanawialiśmy się. Jego ojciec. a Izrael poddał się jeszcze głębiej pod naszą kontrolę. a lata naszego terroru – lata. Salomon przyjął je. Tym sposobem wniosły one z sobą wszystkie praktyki plemienne. że rzeczywiście zreformowali naród. upadł moralnie z jedną kobietą. Trzeba było wybudować olbrzymie domy. Tam. który posiadał umysł. Dawid. Aż w końcu doprowadziliśmy ich do nieszczęścia. ustąpili- śmy nieco. ale szybko przygotowaliśmy strategię kontrataku na tych niewielu. niemal na początku trzydzie- . Rozbiliśmy muszlę i pogaństwo zostało zaakceptowane w Izraelu. poza którą Wszechmogą- cy się nie posunie. Jego mądrość stała się legendą. Moglibyśmy odnieść sukces tylko wtedy. Jego znana na świecie mądrość zaczęła zanikać. odrzuci nasz pomysł. gorących spoconym pragnieniem i ślepą rozpustą. Pobite i upokorzone Straże Królestwa wycofały się z wielką niechęcią. nakładał na lu- dzi wysokie podatki. gdzie podobnie do ich pogańskich sąsiadów. kiedy to nastąpi. za dni jego chwały.140 Pamiętnik Lucyfera Ryzyko było więc wysokie: jeśli Salomon to przemyśli. tak postępowali ludzie. gdzie było to konieczne. jakiego jeszcze nigdy wcze- śniej nie widzieliśmy u ludzi. Izrael niemal osiągnął już stan. a przez nie wprowadziliśmy na dwór królewski Izraela niektóre z najbardziej wyszukanych form pogaństwa.

jako sługi do pomocy w budowaniu jego imperium. Ostatecznie więc padła Jerozolima z hukiem. a tym razem sami założyli sobie kajdany! Straciłem ich w czasie Exodusu. a następnie zdecydowany. a nawet zniszczył wspaniałą świątynię. a obecnie szybko powiększa swoje imperium. taktykiem i budowniczym. skierował się na północ do miasta. Nebukadnezar jest bystrym człowiekiem. porozrzucał mury miejskie po okolicznych wzgórzach jak stos kamieni. gdy do władzy doszedł potężny król Babilonu. by przejąć bajeczne bogactwo złota i skarbów ludzkich w Jero- zolimie. Hebrajczycy walczyli jak wcielone diabły. codziennych bitew i okazjo- nalnych ustępstw. wykonując służebną pracę dla pogańskiego króla – sprzymierzeńcy Wszechmogącego. ale teraz są znowu moi. którą zbudował Salo- mon. że Wszechmogący istnieje! Raz jeszcze zatryumfowały siły Lucyfera! . powstrzymując na jakiś czas jego armię. odbudował on starożytne królestwo babilońskie. który wstrząsnął światem. najlepszych Hebrajczyków wziął z sobą do Babilonu. Rozzłoszczony ich oporem król Babilonu zrównał ich dumną stolicę z ziemią. noszący cegły i wodę dla monarchy. ale nareszcie zadałem im oszałamiającą klęskę! Kolejny raz Hebrajczycy stali się niewolnikami. Co więcej. Kilka lat temu śmiało zaatakował Egipt. Trzeba było tysiąca lat brutalnie ciężkiej pracy.Rozdział 15  Niebezpieczeństwo w Ziemi Obiecanej 141 stego piątego wieku. który nawet nie wie. ale nikt z ludzi na tej ziemi nie jest w stanie dorównać militarnemu ge- niuszowi Nebukadnezara. dodając tym sposobem ogromne połacie ziemi do swego królestwa. jaki nie ma sobie równych. Nazywał się Nebukadnezar II.

– Jest to najlepsza chwila. gdy na ziemi Starodaw- ny miał tylko Joba. Było to wtedy. – Spróbuj zatem znowu! – odpowiedzieli. cały wszechświat musi być doskonały. Buntu. a przecież teraz jest ich znacznie więcej. który chętnie bym zaakceptował. Jak jednak mogę to wytłumaczyć moim wojownikom i to w momencie takiego zwycięstwa? – Tego już próbowałem – odpowiedziałem zmęczonym głosem – gdy wszyst- ko wyglądało znacznie lepiej niż teraz. jaką możemy mieć – zasugerował jeden z nich. Był to pomysł. jeśli tylko się zgodzi. W tym czasie Hebrajczycy zawiedli Starodawnego. gdzie miałbym negocjować w sprawie zakończenia wojny. gdy miał na nim jedynie małą garstkę wiernych sobie ludzi. abym na bazie naszego zwycięstwa domagał się zezwolenia na wejście do Kró- lestwa. zdumiewa- . Dla Niego. nigdy jednak nie udało nam się kompletnie wyeliminować Jego naśladowców. gdyby tylko było to możliwe. – Próbowaliśmy zwyciężyć niemal każdego roku ze wszystkich 3500 lat. że moje siły bliskie są buntu. że On nigdy na to się nie zgodzi.Rozdział 16 Babilon Miejsce: Babilon Spotkanie. które zaczęliśmy określać mianem Rady Babilońskiej. tym spektakularnym sukcesem. naród żydowski przestał istnieć. On także musi być już zmęczony wojną. Był to ogromny nasz sukces i moi współpracownicy chcieli urządzić wielką uroczystość. było jednym z najbardziej burzliwych spotkań. Spróbuj zakończyć sprawę. Jednak nie- ugiętą prawdą jest to. – On nie chciał poddać tego świata wte- dy. co bardzo dziwne. Ja także jestem już zmęczony wojną. by nas pozostawić samych. że nigdy nie uda mi się poszerzyć buntu przeciwko Niemu poza tę planetę i jeśli mógłbym wyjść z tego konfliktu tak łatwo. Wielu z nich upierało się. kierowany przy pomocy jednego wspólnego prawa i nawet mała zbuntowana planeta stanowi zagrożenie dla Jego całego systemu. jego najbystrzejsi i najlepsi ludzie zostali zabrani w niewolę do Babilonu. zaś ich kraj znajduje się teraz pod kon- trolą różnych pozostałych przy życiu ludzi. który jedynie był powstrzymywany. którzy często walczyli ze sobą i nie są zdolni do odbudowania czegokolwiek. jakie kiedykolwiek odbyłem z moją załogą. Miało ono miejsce w czasie wielkiego naszego zwycięstwa: Jerozolima leżała w gruzach. – Czy nie widzicie tego? – błagałem. który by to uczynił. w końcu zdaję sobie sprawę. Niech sobie zabierze do Królestwa swoich lojalistów. Mimo tak fatalnego upadku Hebrajczyków. Ale odrzucił tę propozycję. a poziom ich głosu i emocji wzra- stał i mogłem zauważyć. byłbym pierwszym.

Nebukadnezar II. a już posługuje się płynnie ję- zykiem starosyryjskim i opanował na pamięć niemal cały kodeks prawny Babilonu. – Jak sądzę. jemu podobni. – Mistrzu. Tak długo. jest posłuszny boskiemu prawu. Wkrótce zabrał głos Telkus. – Zedronnie. okazuje się przedwczesną radością. a my daliśmy z siebie to. który służy na dworze Nebukadnezara. on nawet nie je soczystej wieprzowiny. naczelny dowódca armii babilońskiej miał sen. nikt nie może nas nazwać tchórzami. że król otrzymał właśnie poselstwo ze Królestwa. Upokorzeni swoim nieszczęściem. nigdy nie zrezygnuje z tej planety.. a według informacji posłańca. mogą odbudować swą wiarę. Wprowadziłeś nas w niekoń- czący się konflikt. który był tak podekscytowany. że Starodawny ma zamiar zakończyć wojnę? To ich uciszyło. jaka jest tam atmosfera. Mistrzu – wysapał – ale wydaje mi się. gdy komunikuje się bezpośrednio z ludźmi! – Nie wiem tego jeszcze na pewno. Znasz go. sen pełen był sym- boli – symboli tego typu. – Największa szansa! Największa szansa! – zripostowałem. póki On będzie miał tu swoich naśladowców wśród ludzi. Przerwałem mu w obawie przed tym. a w jego oczach pojawił się znowu dawny blask. Nie ty byłeś w Królestwie. Pozostaje fanatycznie wierny Starodawnemu. zastępca dowódcy. co przynajmniej możesz zrobić. – Ależ nie wierzcie temu! – wybuchnął Zedronn. a wieści. że nasze zwycięstwo. próbowałeś go kusić. że są jeszcze inni. Wpadł posłaniec. Niektórzy z nich.. aby. nasz wielki sprzymierzeniec ludzki. mimo wszystko lgną mocno do wiary. dla których przeciętni Babilończycy oddaliby wiele. z jakimi przyszedł. starając się utrzymać głos w ryzach i nie dopuścić do krzyku. aby dostąpić takiego zaszczytu. a to. . natychmiast uciszyły poruszony tłum.. a jego głos drżał pod wpływem emocji. a jeśli tak się stanie.Rozdział 16  Babilon 143 jąca jest ilość tych. ale tylko na chwilę.. czy myślicie. a zdaję sobie sprawę z tego. lecz ja i wiem. czego może dokonać w tym rozpalonym środowisku. Melzonie. mamy teraz największą szansę. modli się trzy razy dziennie i jest mu to obojętne. rzeczy. Równocześnie jego służba u króla jest tak dobra. którzy idą za Starodawnym. Słodkie nieba. która podawana jest w jadalni królewskiej ani nie pije królewskiego wina. jakich używa często Starodawny. Zamiast tego. Przy istnieniu takich ludzi jak on. tak. kto zauważy te praktyki. aby rozszerzyć swoje nauki w tej części świata. Teraz przynieśliśmy ci oszałamiające zwycięstwo. Właśnie w tym momencie przerwano nam i nie mogło to być w lepszym dla mnie momencie. żeby nie wiem jak wielkie się wyda- wało. że nawet ten zaczął to zauważać: jest tu dopiero krótki czas. to. Wszechmogący może wykorzystać ich obecność w tym kraju. co najlepsze. A ma takich! Na przy- kład teraz ma pewnego młodego Żyda o imieniu Daniel. że tracił wręcz oddech. jaką mieliśmy przez ostatnie wieki. żywi się tylko warzywami. ale było to jakby mówienie do kamienia. sprowadzeni do roli niewolników służących na dworze Nebukadnezara.

ale jeśli mój posłaniec miał rację. Spojrzałem szybko wokoło na popielate twarze moich wojowników i odezwałem się: A teraz.144 Pamiętnik Lucyfera – Że niby co? – wypaplałem. w geście. jedyny doradca królewski. wyjaśnia- jąc królowi symbolikę snu. Przepowiada. – Powiedz nam o przepowiedni. przed jakim jeszcze nigdy nie staliśmy. Nasza „radość” była również grobowa! – Powiedz nam więcej – odezwałem się w końcu. którego nazywamy Danielem. że pewnego dnia wszystkie królestwa ludzkie zostaną zniszczone mocą. który od czasu do czasu widzę u niego. czy nadal myślicie. . Jak daleko sięga ona w przyszłość? – Do samego końca wojny. jako wy- raz zatroskania i dowód. by ukazać wydarzenia. – Nebukadnezar? To przecież pogański władca. Telkus sięgnął pod- świadomie do szyi. Od czasu do czasu Starodawny przemawia do umysłów ludzkich. postawiłem jesz- cze jedno pytanie. starając się ukryć podenerwowanie w moim głosie. Właśnie teraz znajduje się w pałacu. który był w stanie zinterpre- tować sen. zaś Barshok wpadł w nieskoordynowane drgawki. Osobiście udam się do pałacu i zobaczę. że to Królestwo stara się z nim nawiązać łączność? – Ponieważ. jak Hebrajczyk mówił. których zaciekawione oczy wpatrywały się we mnie w celu odnalezienia odpowiedzi na wyzwanie. Zedronn odezwał się cicho do swoich pomoc- ników. próbując pozbierać wszystkie myśli i zapanować nad nimi. Przywykliśmy do słuchania takich rzeczy od hebrajskich proroków. przeno- sząc ich w przyszłość. która nadejdzie z kosmosu. by zakończył wojnę! – No. Mistrzu. a te przepowiednie zawsze się sprawdzały. – Co dokładnie powiedział Hebrajczyk królowi? Muszę wiedzieć o wszystkim. Wydałem rozkaz: – Zaczekajcie wszyscy. sen był jakby przeglądem całej przyszłości tego świata. z szeroko otwartymi ustami z oszołomienia. – To było coś na temat przyszłości. Dlaczego więc wydaje ci się. Mistrzu. w jaki sposób wojna się zakończy. jest Hebrajczykiem. Z wielką trudnością mogąc unieść głos ponad ochrypły szept. Mistrzu. że nikt nie zapomniał sprawy Zedronna. a Hebrajczyk? Czy potrafiłeś go rozpoznać? – Tak. Spojrzałem na nagle spoważniałe twarze moich dowódców korpusów. aby go wynieśli. Mistrzu. tym ra- zem Wszechmogący wybrał sobie jednego z naszych sprzymierzeńców na swego przekaźnika! Zatem koniec z naciskaniem na Niego. dobrze – odpowiedziałem. To był ten młody człowiek. podczas gdy Marconides i Andrade wpatrywali się we mnie głupio. Hebrajczyk mówił. czego mogę się dowiedzieć. Gwar na naszym zebraniu rady nagle zamarł – zapanowała grobowa cisza. że wojna niemal się już zakończyła? Zapanowała śmiertelna cisza. – Posłańcze. jakie nie miały jeszcze miejsca. Gdy słuchałem. Gdy odchodziłem. żołnierze.

jak to zauważyłeś. Wasza Wysokość. któ- ra tęskniła za górami swego kraju – Persji. który ma społeczność z bogami. Danielu. tak. – W istocie. aż do końca świa- ta. – Udaj się szybko do mojej osobistej świątyni. jest jednak bardzo silny. lasami. – Potężny królu. proszę pozwolić. które pojawi się w przyszłości. Tuż nad brzegami rzeki Eufrat wznosi się wysoko nad płaską równiną Chaldei. – Przypomnijmy to raz jeszcze. Zabierz święte kadzidło. – Tak. strumieniami wód i wodospadami (na które wodę pom- powali niewolnicy dniami i nocami).Rozdział 16  Babilon 145 W pałacu Pałac Nebukadnezara II jest jedną z najbardziej imponujących budowli. chociaż brzydki. Wyobraża to niezwykłą siłę militarną. acz fascynującej budowli znajdują się pomieszczenia królewskie. Został on wykonany z różnych warstw metali – gło- wa ze złota. że podsumuję. Wasza Wysokość wie o tym. widzę to. A stopy? – Król był tym całkowicie pochłonięty. Daniel kończył swoją mowę przed królem. z widokiem górującym nad Babilonem – fortecą o potężnych murach i wielkich bramach z brązu – i tutaj właśnie. Mówi się. Śpiesz się! Człowiek skłonił się nisko i popędził wykonać zlecenie. brzuch z brązu. służba! – w tym momencie skinął z rozkazem do sługi. Tak więc ta część posągu symbolizuje potężne państwo w dalekiej przy- szłości. jak nogi posągu są dwie. powiedz mi raz jeszcze. państwo to pewnego dnia podzieli się na dwie części. narody te starać się będą . – Tak. a mieszanina ta wyglądała na coś bardzo słabego. W swoim śnie widziałeś olbrzymi posąg mężczyzny. który przypomina trochę złoto. Repre- zentuje ona Babilon. które istnieć będą od tej chwili. że trudno mi jest to pojąć. Posąg wykonany z różnych metali symbolizuje państwa. jakie kiedykolwiek wyszły z rąk ludzkich. I tak. nogi z żelaza. gdy przybyłem. Wielkie państwo z żelaza upadnie. Na szczycie tej dziwnej. – A stopy! – wtrącił podekscytowany monarcha. pracowicie skonstruowana przez ludzi góra z cegieł. Z tego też powodu wypełniono pa- łac ogrodami. To przedstawia trzecie królestwo. zobrazowane przez piersi i ramiona ze srebra. twoje wielkie państwo. Jest to tak niesamowite. tak. – Jakże były one dziwne: mieszanina żelaza i błota! Danielu. Marząc o powrocie do dni światowego imperium. gdy Daniel kontynuował. Głowa ze złota przedstawia królestwo o wielkim bogactwie i pięknie. Panie. nie posiada jednak jego wartości. które rządzić będzie światem przy pomocy ogromnej siły militarnej. Jednak po Babilonie powstanie inne państwo. Chcę je wypalić w hołdzie temu Hebrajczykowi. Potem. – Wasza wysokość. posąg ma brzuch wykonany z brązu – metalu. który stał w pobliżu tronu. Ten metal. że miecz wykonany z żelaza. rozpadając się na wie- le różnych narodów. co to wszystko ozna- cza. przedstawionych przez dziesięć palców u stóp posągu. że król zbudował te sztuczne wzgórza dla swojej żony. O. piersi i ramiona ze srebra. W końcu dwie nogi wykonane zostały z żelaza. potrafi rozciąć broń wykonaną z brązu na części. stopy były mieszaniną gliny i żelaza.

Nawet nie powstali. Twoje uczynki staną jeszcze przed tobą. z tak ponurymi twarzami. jakich jeszcze nie widziałem nigdy dotąd.. to stracę jednego z najbardziej cenionych przeze mnie ludzi. tak. – Czy widziałeś. – A koniec? – pyta Marconides.. wielki królu. jakby chciał wejrzeć w głębię swojej duszy. mamy bowiem pracę do wykonania. – Tak. Ale jak możesz zauważyć. Wszyscy czekają. Ten król. a on sam zamyślił się tak. O. który rzeczywiście przepowiada przy- szłość tego świata. widzę to. Rządź mądrze i łagodnie. czy król. jak żelazo z gliną nie mogą się po- łączyć. możemy mieć wojnę przez jeszcze kilka tysięcy lat. starając się utworzyć rządy globalne. a na tyle. jedynie popatrzyli na mnie w przygnębiającej ciszy. On rządzić będzie niebem i ziemią. co to oznacza. ale tak. Nic nie pozostało. wiele jeszcze musi się wydarzyć. bo sen twój jest wizją odległej przy- szłości. A teraz popatrzmy. Głos Nebukadnezara zadrżał. czy to niewolnik. gdybym nie zwrócił uwagi. gdy wszedłem. Tego.. Danielu? Czy możesz mi powiedzieć. kiedy to wszystko się stanie? – Nie. że ty także będziesz musiał stanąć przed Jego sądem. zaś jego oczy wpatrują się prosto w moje. także tym maleńkim światem. Cały posąg zamienił się w pył i został rozwiany przez wiatr. Widziałeś olbrzymi kamień. Są jeszcze przynajmniej trzy wielkie państwa. który rzą- dzi całym Wszechświatem. w Czwartym Wymiarze. Król otrzymał sen. oderwany od zbocza góry jakąś niewidzialną mocą. Jeśli nie zadziałam szybko. jak myśleliśmy. a potem nastanie czas zamieszania. . każdy człowiek. nie tracąc ani trochę czasu na słodkie słowa – jest tak źle. gdy ludzie spojrzeli przez moment poza barierę i po- czuli jak rzeczywiście wygląda życie tutaj. Poznanie tego nie jest dane ludziom. w odległej przyszłości. jakie panować będą po obecnym. jak oczy małego dziecka. Sądząc po tym. bę- dzie musiał zdać rachunek przed potężnym Władcą niebios. On będzie interweniował. jego oczy zaszkliły się. wojna będzie bardzo długa.146 Pamiętnik Lucyfera o utworzenie ogólnoświatowej unii. To On jest ową tajemniczą skałą. która wywróci wszystkie rządy ludzkie. powodując rozbicie całej jego struktury. Twój sen pochodzi od potężnego Króla w kosmosie. w którym wiele królestw istnieć będzie rów- nocześnie. – Wojownicy – ogłaszam. który uderzył w sto- py posągu.. słodka śmierci. Jednak szybko będą musieli sobie z tym poradzić. Wasza Wysokość. – Posłaniec mylił się. I pewnego dnia. gdy ludzkość dojdzie do ostatecznego kryzysu. jak zakończy się ta wojna? – Nie – kłamię. co usłyszałem. Wszystko to prowadzi mnie do końca twego snu. Wasza Wysokość. A gdy przyjdzie koniec. Sen nie sięgał tak daleko. – Kiedy.. Popełniłbym błąd. na którym żyjemy. jedynie do czasu rozbicia świata na drobne państwa. ja go tracę! Wi- działem to już wcześniej. ile mogę dostrzec. który rządzi tą całą częścią ziemi może się stać sługą Starodawnego! W pośpiechu powracam do rady. ich starania w kierunku utworzenia światowego rządu zakończą się klęską.

że moje królestwo trwać będzie na wieki. a po części z gliny. by był sobą. a gdy patrzę w jego kierun- ku. co widział. gdyby wam powiedziano. gdy wracałem z pałacu. jak tylko o sobie i to bardzo często. będzie znów po naszej stronie. że drgawki ustały. W porządku. – O sobie. ale dajcie mu kilka dni. Na te słowa ich twarze pojaśniały. Teraz znajduje się jeszcze pod wpływem nadnaturalnego doświadczenia. a ja mam plan. które nastanie po nim. Nastrój wyraźnie się poprawia. Pozwólcie. agresywny. Piersi zrobione były ze srebra i wskazywały na inne imperium.Rozdział 16  Babilon 147 Nic na to nie powiedział. Gdybyście byli Nebukadnezarem. Barshok. – Tak. – Gdybym był królem. a nasz sprzymie- rzeniec. nogi z żelaza. decyduję więc. wtedy spędziłbym resztę mojego życia na zdoby- ciu pewności. że wam go przedstawię. którego całe życie upłynęło na budowaniu tego imperium. Jeśli znajdziesz sposób. Faktycznie. Próbowałbym przepisać po swojemu tę historię. widzę. A teraz pozwólcie. Zbuntowałbym się prze- ciwko temu snu. co Wszechmogący już zaplanował! – Tak! – odpowiadam. – W swoim śnie król widział posąg człowieka wykonany z różnych metali. wykorzystując słabość natury ludzkiej. jaki pojawił mi się w głowie. Głowa wykonana była ze złota i przedstawiała jego bogate królestwo. że pewnego dnia ono zniknie? – Odrzuciłbym taką myśl – odpowiada Barshok. że potrafimy to stępić. tak jak grzech. król. Ludzie nigdy nie myślą o czymkolwiek innym. ja zaś kontynuuję. jaki ich przejął – mamy wiele do zrobienia. Nie uwierzył mi. a jego twarz wykrzy- wiła się w paskudnym grymasie. zanim by się wydarzyła i zmienić plan Starodawnego. – Proszę. próbując wybić ich z tego dezorientującego para- liżu.. podniosę cię do rangi członka Najwyższego Dowództwa. aby przyćmić ten sen dumą i ambicją. że pozwolę temu szelmowskiemu wojownikowi. a ja zaczynam wyjaśniać plan. że przejdę do mojego planu. postawcie się więc na jego miejscu. powiedz dalej. – to postawiłoby mnie w stanie wojny z Króle- stwem. zaś stopy po części z żelaza. jak czulibyście się. ponieważ starałbym się zmienić coś. A to – ciągnął dalej. Następnie brzuch był z brązu. – Naszym wielkim zadaniem jest utrzymanie Nebukadnezara po naszej stro- nie. jak powiedziałem – odpowiada w sposób nietaktowny. wydaje się. co widzę. ale sądzę. Mistrzu. Masz czterdzieści osiem ziemskich godzin na do- pracowanie szczegółów. jak zresztą za- wsze. a o czym będzie myślał? Andrade dostrzega to jako pierwszy. tylko spuścił oczy. Wszystkie metale symbolizują królestwa.. że wrócił w pełni do sie- bie – ufny. jesteś od- powiedzialny za ten projekt. jakie następować będą po sobie. Taki mam dokładnie plan! Zróbcie to. . Babilon. W tej chwili umysł króla przejęty jest ważnością tego. – Dokładnie tak jest! Wojownicy. – Tak więc – kontynuuję. Podoba mi się to.

Przez jakiś czas król wydawał się zagubiony we wspomnieniach tamtego cudu. zaś duma powróciła.. jaki widział we śnie. Czy powiedziałeś. Taki poziom próżności po- winien przeciągnąć Nebukadnezara z powrotem na naszą stronę i oderwać go od Wszechmogącego. Przez długi czas król nie wspomniał niczego o tym pomyśle. jakby ponownie przeżywając intrygujący obraz świata. rozpoczął podsuwać mu swoją pro- pozycję wystawienia złotego posągu. że uda mu się wykorzystać kanał. który leży ciągle przed jego oczami. – Twój plan uderza w to wszystko. Barshok. przygotowywanie różnych planów oraz intrygi dworskie. że powinien zrobić własną wersję snu i zbudować ogromny posąg. Spodziewał się. Pewien nieszczęśliwy podwładny spartaczył zadanie. Nasze sugestie nie zawsze wywołują natychmiastowe skutki. który nazywamy dumą. a nawet ich pragnienie. Zabrał do pałacu dwa legiony wojowni- ków i zaczął poszukiwać u króla znaków. Przyszedł mi do głowy. co zabrał z sa- mej Jerozolimy jest trudne do zliczenia. tak też stało się i tym razem. aż . jesteś od teraz członkiem Naczelnego Dowódz- twa. Ten posąg ma być ze złota od głowy. upartą determinację. czy żelaza. a króla zaczęły zajmować sprawy państwowe – sprawy militarne. Jednak w końcu skutki snu zaczęły się pomniejszać. zaczął więc poszukiwać otwartego kanału dotarcia do umysłu Nebukadnezara. przez które mógł do- stać się do umysłu króla. które wskazywać by mogły.148 Pamiętnik Lucyfera – Nie potrzeba mi czterdziestu ośmiu godzin – odpowiada gburowato. co ko- chają ludzie: dumę. Babilon na wieki. Ambicja odnowiła się w swej sile. do przeklinania tego człowieka i rozkazania. Gratulacje! Dwa miesiące później Plan Barshoka przebiega wyśmienicie. król posiada wielkie ilości złota – nawet tylko to. Znalazł go pewnego dnia w najbardziej nieoczekiwanym miejscu. A posąg ten przyciągnie uwagę świata. Nic ni- gdy nie zastąpi jego złotego królestwa. że czas jest odpowiedni. – Już mam plan. W końcu Barshok odczuł.. jakie mu powierzono i to doprowadziło Nebukadnezara do furii. podobny do tego. ale droga do umysłu króla prowadziła poprzez wściekłość. gdy inżynierowie przynieśli mu pokazać projekt nowej części pałacu. by go wychłostano. aż do stóp. a to cał- kowicie wystarczyło Barshokowi. a już na pewno nie z gli- ny. a gdy już tam był. Nie ze srebra. Zostały otwarte drzwi. ale cały ze złota. by panować jeszcze po śmierci. gdy docierały do niego raporty dowódców polowych o różnych zwy- cięstwach. gdy ty mówiłeś. bowiem takiej ilości złota nigdy jeszcze nie widziano na jednym miejscu. – Wyśmienicie! – powiedziałem. Zasugeruję mu. że głowa posągu była ze złota? I ona reprezentuje Babilon? W takim razie mamy naszą odpowiedź! Popatrz tylko. brązu. że skutki tamtego snu zaczynają przemijać.

gdzie musieliby pompować wodę do sztucznych wodospadów”. jaki nie był do- stępny ludziom i którzy często wybuchają szyderczym śmiechem. nagle zdradził całą myśl niemal w identyczny sposób. Skarbniku. Z widoczną ulgą. – O pierwszym brzasku – przerwał mu z niecierpliwością Nebukadnezar – masz mi podać dokładną ilość naszych zasobów złota. mam zamiar wystawić przed ludź- mi wielki. i zakopał je pod podłogą swego domu – jako zabezpieczenie swojego losu. wzywałem cię.. całkowicie nieświadomy tłumu niewidzialnych obserwatorów. przy winie. – Ile? – zająknął się. jeśli tylko zechcą. wielce rozbawieni nasi wojownicy. – Rzeczywiście. którzy przyglądali się wydarzeniom z wymiaru. on oczywiście. Siły Barshoka przyglądające się temu z poza bariery czasu buchnęły histerycz- nym śmiechem.Rozdział 16  Babilon 149 pewnego wieczoru. Gdyby to ktoś odkrył. teraz rozumiem. Nebukadnezar ciągnął dalej. mógłby to przypłacić bardzo powolną i bolesną śmiercią. aby wykonano go w całości ze złota. który chcę. a Nebukadnezar. Miał na sobie złoty łańcuch świadczący o pełnieniu wysokiego urzędu. – Tak. boski – odpowiedział lokaj. Mam pewien projekt. abyś na jutro wezwał naszych artystów. Wezwij nadzorcę skarbów! – Oczywiście. z którego zwisały insygnia królewskiego skarbca. abyś mógł wy- stawić jakikolwiek posąg. boskie światło wschodu. Jeden z nich drwił sobie: „Jeśli tylko zechcą? Ty pompatycz- ny ośle! Oczywiście. boski. wraz z tym wszystkim. na podobieństwo człowieka. Chcę. ubrany we wspaniałe szaty. aby był to największy posąg. jaki kiedykolwiek postawiono na ziemi. Będzie on symbolizował bogactwo i trwałość Babilonu. bo też i miał ku temu powody. – Chcę. – O. kłaniając się uniżenie. patrząc na wszelkie ludzkie poczynania. co otrzy- . jak ten. – Złotego posągu. Tak. jaki tylko sobie życzysz.. potrafią wyrzeźbić go na moje podobieństwo. ile mamy złota? Widzisz. ile mamy złota? Zaskoczony człowiek zbladł przez chwilę. spojrzał na niego przez moment badawczo. czego doty- czy projekt? – Posągu – odpowiedział król. gdyby wypadł z łask króla i utracił swój urząd. – Tak. jaki mógł przenieść osioł. Panie – odpowiedział szambelan i wkrótce grubiutki. Jak. – Tak. jak tylko to możliwe. abyś kazał zburzyć ich domy i abyś wziął do niewoli ich rodziny. aby został wykonany tak szybko. że wyrzeźbią ciebie – przecież nie chcą. czy wzywałeś mnie? – zapytał przybysz. zwędził taki ładunek złotych monet ze skarbca. wszedł spokojnym krokiem. niskiego wzrostu. skarbnik odpowiedział. jak określili to przyglądający się temu. Artyści. mamy go pod dostatkiem. łysiejący mężczyzna. który zasugerował mu Barshok. zanim odezwał się. złoty posąg. – Szambelanie – powiedział do swego pałacowego asystenta – chcę. – A co mam im powiedzieć. skarbniku. Ulegając naszym pokusom.

Odbija on o wschodzie słońce w połyskującym splendorze i lśni w ostatnich promieniach zachodu. jedna religia. a także wykopać skradzioną zdobycz. a ceremonia tego dnia postawi ich przed straszliwym wyborem. Pomysł był Barshoka. król podniósł do wysokich godności. a jest on bardzo sprytny: zamieniając ten akt próżno- ści w nabożeństwo religijne. ani aniołowie. a ma sześć stóp szerokości. a mnie czyni prawdzi- wym władcą tej planety. zaś ogromna armia niewolników pracowała całymi dniami. Nigdy jeszcze nikt z nas. I teraz. Od szeregu tygodni emisariu- sze z całego świata przybywali tu. nie widzieliśmy na ziemi czegokol- wiek. aby można rozłożyć dywany. a jest naprawdę wielki: wznosi się niemal na sześćdziesiąt łokci ponad równinę Dura. jak wysoki może być posąg. którą miał nadzieję niezauważe- nie przetransportować z powrotem do pałacu. że uklękną podobnie jak wszy- . któ- rych na jego prośbę. Pomysł Barshoka okazał się bardzo dobry. Zabito setki wołów i są one przyrządzane na ogniu na wieczorny bankiet. by każdy obecny ugiął się w hołdzie przed tą wieżą złota! Ten akt przyniesie coś. którzy służą na jego dworze. więc kiedy to wszystko się zakończy. co można by z tym porównać. Jeden świat.150 Pamiętnik Lucyfera maliśmy ostatnio w ostatnim transporcie. mam zamiar urządzić ceremonię oficjal- nego jego awansu. któ- ry na dzisiaj zaplanował wielką ceremonię poświęcającą. Dla króla wystawiono pięk- ny pawilon tuż u stóp posągu. zamiatając przy pomocy liści palmowych pustynię po to. o czym nie marzył nawet dumny król: konsoliduje świat. jak płomienny słup. król naprawdę postawił siebie w stan wojny ze Starodawnym. Siły Barshoka rozkoszowały się w tej sytuacji. który nadszedł z zachodu. Również nieświadomie stworzył też wspaniałą pułapkę dla hebrajskich loja- listów. Dziewiąty miesiąc Dzisiaj w Babilonie ma miejsce wielkie święto. Tej nocy miał do wykonania dwa zadania: przeliczyć bajeczne zasoby złota w Ba- bilonie. Trzej z najbliższych przyjaciół Daniela. jaką można dostrzec już na wiele mil od strony pustyni. Złoty posąg jest już niemal ukończony. bowiem decyzją Ne- bukadnezara cała uroczystość ma mieć charakter religijny. Domaga się on. Człowiek pokłonił się bardzo nisko. ani ludzie. Osiem miesięcy później Minęły miesiące pełne zajęć. aby zobaczyć ten twór Nebukadnezara. I wtedy podasz mi dokładnie. Król oczywiście będzie spodziewał się. To wznosząca się góra złota. Jeden pan. wyszedł od króla i pośpieszył do domu. na których ludzie będą mogli uklęknąć. otrzymało rozkaz obecności na równinie. Masz zliczyć każdą monetę.

. Późnym przedpołudniem Zebrały się tłumy: satrapowie z całego imperium. czcią dla Jego Wysokości Króla Nebukadnezara II. Słodka śmierci. motłoch. który zrobił największe wrażenie. który był potrzebny jeszcze w ostatniej minucie. jakież to wysokie – niemal dwadzieścia razy wyższe od wzrostu przeciętnego człowieka! Poniżej zebrała się orkiestra. która rozprzestrzeniła się po całej pustyni otaczającej złotego potwora Nebukad- nezara. a jest bardzo podniecony. wtedy każdy obecny powinien skłonić się ze czcią przed posągiem – ze czcią przed zło- tem. wtedy uczynią głupca z króla w oczach ca- łego patrzącego nań świata. który ma przeżyć swój dzień chwały i chce wykorzystać go w pełni. dygnitarze obcych państw.Rozdział 16  Babilon 151 scy inni. rozmawiając z ożywieniem ze wszystkimi. a przed samym posągiem znalazł się pawilon królewski. Mamy ich więc teraz! Albo będą musieli wyrzec się swej wiary. w odgłosie fanfar i dźwięku bębnów – wjazd królewski. W żadnym przypadku nie będziemy prze- grani. że zauważono trzech Hebrajczyków. jak szeroka paleta kolorów. Mają oni określić. gdzie stoją. Żaden z nich nie chce przeoczyć czegokolwiek w powierzonym mu pod kontrolę sek- torze. nie są widziani przez kró- la i gdy nie pokłonią się. zakazujące oddawania czci posągom. Tam. które niechaj istnieje na wieki! Instrukcje powtarzane są jak echo po całej pustyni. z których każdy odpowiedzialny jest za pewną sekcję tłumu. mogą zostać niezauważeni. stających po jednej ze stron pawilonu króla. W południe Chaldejscy astronomowie – a nie ma lepszych od nich na ziemi – z uwagą mierzyli wznoszenie się słońca. a czynią to funkcjonariusze dworscy. Bucha tam nadal dym z ognia. gdzie kilka minut temu przybył król. W tym czasie tłumowi przekazano instrukcje: gdy odezwie się muzyka. wysocy dostojnicy dworscy. Konsultujemy się szybko. która stworzyła takie cudo. a w końcu ze czcią wobec wiecznego kró- lestwa Babilonu. albo oddać swoje życie. jakie każdy z nas mógł widzieć na przestrzeni tych 35 wieków istnie- nia Ziemi. Niedaleko stąd znajduje się piec hutniczy. W tym czasie Barshok informuje. a właśnie w tym leży ich dylemat: jeśli to uczynią. który przyszedł z czystej ciekawości – wszyscy tu są. kiedy słońce znajdzie się w zenicie. Teraz Nebukadnezar siedzi na tronie obłożonym skórami pantery. gdzie posąg został odlany. Jeśli jednak od- rzucą zaproszenie i nie pokłonią się. wodzowie plemion nomadów z południa. Ale tu właśnie pojawia się problem. W żadnym przypadku nie możemy przegrać. bowiem ceremonia miała się rozpocząć dokład- nie w samo południe. jak czło- wiek. czcią wobec mocy ludzkiej. wtedy przestąpią prawo Wszechmogącego.

. podchodzą do królewskiego pawilonu ze swoją relacją na temat nieposłuszeństwa. Jakie motywy kierują tymi idiotami? Gdy się nad tym zastanowić. schronienie. ich twarze przepełnione są mieszaniną podniecenia i uporczy- wej wytrwałości. skoro jego trzech najbliższych przyjaciół upokorzyło tron przed przedstawicielami całego świata. Miało to wskazywać. Całe „stado” jasno ubranych funkcjonariuszy wkrótce przenosi się na pozycję tuż za Hebrajczykami. gdy mamy tak wielu chętnych pomocników! I w końcu zaczyna się. czy król jest zły. Teraz dopiero wybuchło prawdziwe podniecenie. a następnie wielokrotnie kłaniając się. A znając Nebukadnezara. lśniący gong z brązu zabrzmiał swoim nieharmonijnym dźwiękiem i orkiestra zaczęła grać. Król nigdy już więcej mu nie zaufa. gdy gotowi są obserwować swoją zdobycz. nie potrafiłbym uwierzyć. Trudno powiedzieć. że dni Daniela są także już policzone. – Mężowie. znajdują się potrzeby i lęki dziec- ka: żywność. gdy zabrzmi muzyka. gdzie można obserwować każdy z ich ruchów. – To niesłychane – odzywa się do adiutanta. gotowi do doniesienia o jakimkolwiek niepo- słuszeństwie. że wspieracie króle- stwo. są to motywy dziecka. a my zapomnimy o tym. że obok Hebrajczy- ków znajdą się zazdrośni wrogowie. Powstaje czterech. dalecy od konformizmu i chętni do spojrzenia z gó- ry na ten świat. jak człowiek potrafi to dostrzec. Wi- dać też. cze- go się od was oczekuje. jak intryganci szepczą i potakują głowami. Służyli mi lojalnie podczas buntu w Karke- mish. Ale nagle mój posłaniec woła: „Spójrz. abyście uczynili to celowo. by upewnili się. a król wzywa ich. Mieliście pokłonić się.152 Pamiętnik Lucyfera a potem Barshok wysyła oddział wojowników. W tym momencie Hebrajczycy podchodzą do pawilonu. a ja przecież wiem. Dla tych rzeczy są gotowi oddać swoją najcenniejszą własność: wolność. by stanęli u jego boku. akceptacji. których większość z nich czci: bogactwu. czy oszołomiony. presji tłumu. Po chwili posyła dworzanina. że tak jest. Jak łatwą jest nasza praca. a potem umrą! Tak więc się ich pozbędziemy. Obie reakcje pojawiają się na jego twarzy. trzech samotnych Hebrajczyków stoi wyprostowanych. pochwała. Ukryte pod wspaniałymi szata- mi i pretensjonalnymi przejawami dostojeństwa. . Stoją sami. który pędzi w kierunku Hebraj- czyków. przetrwaniu. Tak więc dokonali wyboru: spowodują zakłopotanie króla. Jest to wielka grupa głupców. którzy pędem przechodzą po- przez rzędy leżących ludzi. możemy się spodziewać. Być może po prostu nie zrozumieli. kłaniając się z ostentacyjną czcią bogom. Mistrzu!” Ponad kolorowym morzem leżących płaszczy i kosztownych szat. Teraz więc powróćcie i uczyńcie to. bezpieczeństwo. niemal tak daleko. – To są niektórzy z moich naj- bardziej zaufanych sług cywilnych. Poprzez pustynię. że. gdzie astronomowie obliczali wielokrotnie moment nadejścia południa.. i nic więcej. czy pię- ciu najbardziej zazdrosnych rywali tych trzech. Z odległego rusztowania. ludzie padają na swe kolana.

które ostrzegają alarmująco. który miał być pokazem dla całego przyglądającego się świata. posunęli się jednak do przodu. obraz zaistniałej awantury. – Wyjdźcie. niosąc Hebrajczyków na tyle blisko. przekrzykując trzask płomieni. Pozbyliśmy się tych kłopotliwych Hebrajczyków. zaczerwieniła mu się. ozdobiona napęczniałymi żyłami. Jego dzień. – Przyjaciele. Ale. choć ukrad- kiem. królu. a ten pędem podchodzi do króla.. powiedziałem. -Kim ja jestem?! – Głos króla podnosi się. Rozrzucając skóry pantery. który doprowadziła do tego. Jego pięści zacisnę- ły się. starając się złapać. Nie pomyślelibyśmy nigdy o zranieniu ciebie. a z jego twarzy odpływa gwałtownie krew. wśród pło- mieni. próbując osłaniać swoją twarz rękami. o czym. by być słyszanym przez setki ludzi. bardzo umięśnionych. twarz zaczerwieniła od wściekłości i zakłopotania. – Dosyć. pędzi w kierunku pieca.Rozdział 16  Babilon 153 Ze spokojem. który wyszedł na głupca wobec tych trzech niewolników. których wyniósł na naj- wyższe pozycje w Babilonie! – Dosyć! – wrzasnął wystarczająco głośno.. abym zobaczył ogień wychodzący przez ko- min! Ktokolwiek przeciwstawi się memu majestatowi zostanie spalony żywcem! Podeszła grupa żołnierzy – dużych mężczyzn. Tak. – Czy nie trzech mężczyzn wrzuciliśmy do ognia?! – Tak. o prze- stąpienie prawa naszego. dorzućcie do ognia i rozgrzejcie wasze piece tak. jakimi był obłożo- ny jego tron. sam wiesz. tak. prosisz o coś. Zupełnie przypadkowo umięśnieni gwardziści upadli przy drzwiach pieca. Ale zaraz! Król nagle prostuje się i stoi przy swoim tronie. teraz buchającego gradem iskier i płomieni. panie. a wkrótce też i Daniel prawdopodobnie. że staje się ona zupełnie biała. należą- cych do Gwardii Królewskiej – i związali tych trzech. a czwarty podobny jest do Syna Bożego! Król niemal dostał apopleksji. gdzieś w głębi jego złożonej duszy.. – Ale teraz jest tam jeszcze czwarty. – Szambelanie! – wrzeszczy. – Wasza Wysokość. proszę. by wrzucić ich do ogni- stego piekła. wyjdźcie do mnie! . W tym czasie żołnierze. Nebukadnezar jest zły. wpatrując się w sam otwór pieca. a gorąco zabiło ich od razu. cofając się z powodu straszliwego gorąca. Panie. jeden z nich przemawia. szyja. a potem pociągnęli ich w kierunku ziejącej ogniem czeluści pieca hutniczego. dzika wściekłość gotuje się w nim.. to jest to. że król przerywa swoją wypo- wiedź. i to przez niewolników. Hutnicy. wierni przyjaciele! – wydziera się chrapliwie. czego uczynić nie możemy. którzy niezdarnie skręcają swoje leżące głowy. a wszyscy spacerują w koło. bo czuł się zdegrado- wanym monarchą. – Wrzućcie ich! Wrzućcie ich do środka! – krzyczał król. zostanie zepsuty publicznym buntem.

nie wyno- sząc ze sobą nawet zapachu dymu. podczas gdy dobrze uzbrojeni żołnierze strzegą miejsca. zaś zdziwieni dworzanie pośpieszają do przodu. najwyższego Władcy wszechświata. Katastrofa przekracza zdolność opisania jej. Z tru- dem odpieram chęć powiedzenia mu. Nikt nie potrafi dokonać takiego cudu. jak Król Niebios. powracając do swej królewskiej roli. że żadna część złota nie zniknie. zaś upieczone woły pozostają zapomniane na węglach. przekracza moc słowa. a ja próbowałem ją zmienić! Żaden człowiek nie może zmienić Jego planów. by przejrzeć moje siły. jak ludzie. A król. gdyby Hebrajczycy nigdy nie dostali się do niewoli. jeden z niższych rangą zastępców odzywa się sam do siebie. jedni w powozach. zbierając swoje wyszukane szaty. za nim zaś cały legion dworzan. – Jak mogłem być takim głupcem?! Bóg pokazał mi przyszłość. bez skazy. przebacz mi! – woła. to dzieło Boga. Powoli tłum rozchodzi się. Mija mnie Barshok. Nikt niczego nie mówi. Robotnicy. który nadzorował budowę posągu. – Byłoby lepiej. Nie tylko zostaliśmy pokonani. co widzie- liście dzisiaj. powtarzając to wielokrotnie. którzy rzeczywiście przeszli przez ogień. Przez całą pustynię przechodzi odgłos zdumie- nia. To. podobnie jak też nikt z moich poddanych. aby przyjrzeć się ludziom. Teraz stali się jeszcze bardziej niebezpieczni. W końcu. ale są one równie poruszone. – Nadzorco! – rozkazuje. Dlaczego byłem tak głupi i próbowa- łem tego dokonać? Następnie. po raz pierwszy w tej wojnie nie mamy żadnego planu. Trudno mi to przyznać. ja też zrobiłem raz coś podobnego. Narodzony pobił mnie i nie mam pojęcia jak zareagować. teraz ponownie stawiają rusztowanie i rozbierają swoje dzieło. że to wszystko było jego pomysłem. a Nebukadnezar jest teraz sprzymie- rzeńcem Starodawnego. nad Morzem Czerwonym. Oprócz tego mam rozkaz dla moich poddanych. że Nebukadnezar kontro- luje wielką część tego świata! Powracamy do siebie pobici i upokorzeni. którą potrząsa energicznie. którzy ukoronowali złoty posąg ostatnimi ozdobami zaledwie dwa dni temu. Nigdy już wię- cej nie sprzeciwię Mu się. Ma rację. W tym cza- sie upokorzony król powraca do swego pałacu. aby upewnić się. Co teraz mam zrobić? . Jest jeszcze problem w tym. kieruje się do głównego bu- downiczego. niż kiedykolwiek byli wcześniej. inni pieszo. ma opuszczoną głowę. Odwracam się. ale zostałem przewyższony taktyką walki. – Boże. pada do ich stóp. wszyscy jednak w oszałamiającej ciszy. – Zburz to. W końcu.154 Pamiętnik Lucyfera I w tak prosty sposób trzej mężczyźni wychodzą z ognia. jak kukła. Nigdy więcej nie chcę już widzieć tej ohydnej rzeczy.

gdzie nikt nas nie usłyszy. którzy kierujemy armią. . a nam zabrakło sił do porządnej walki. zostaje odsunięty na wczesną emeryturę przez króla. wiedząc. Noce spędzają na ogłupiających za- bawach. na ziemi więc największe wpły- wy miało królestwo. myślę. lat pełnych zajęć. w czasie których byłem zbyt zajęty. czy on w ogóle umrze). a królestwo obecnie znajduje się w rękach o wiele mniej kłopotliwego władcy. Belsazar jest tego rodzaju opojem. przez jakiś czas moje siły wydawały się być w rozkładzie. czyż nie tak. gdzie aniołowie Królestwa przybywają i odchodzą. tak więc na tyle delikatnie. zmu- szeni do obserwowania. by jeden z dowódców moich korpusów popadł w fałszywy optymizm. – Jeszcze trochę. uosobienie kary. gdzie będziemy sami. Mistrzu? – zauważa pewnego dnia rado- śnie Marcolith. nawet z dużej odległości.Rozdział 17 Tajemniczy sen Rok: 3450 Minęło wiele lat. mój przyjacielu. dni na spaniu. Patrzę na brązowe bramy miasta lśniące boleśnie ja- sno. wielce rozpitych młodych ludzi. że tak. na którym możemy polegać. a Daniel. że wypełnia on naszą wolę. Lecz Nebukadnezar w końcu zmarł (a były chwile. – Tak. staram się sprowadzić Marcolitha z po- wrotem na ziemię. młodego człowieka o imieniu Belsazar. na ile potrafię. a Babilon znowu będzie nasz. Wtedy też Ne- bukadnezar stał się naśladowcą Starodawnego. bo są wypolerowane przez setki niewolników. Jest jednak i druga strona tego. ale nie mogę też dopuścić. Po rozgromieniu nas przy złotym posągu. Byliśmy pokonani i zdemoralizowani. które było nam przeciwne. który niewiele jest zainteresowany jego prostolinijnymi radami. nie chcę bowiem rozbudzać owego straszliwego zniechęcenia. Wciąż tam mają miejsce stałe potyczki po- między dwiema stronami. nasz stary Nemezis. otoczonego przez mrowie rozpustnych. Przez długą chwilę zwlekam z odpowiedzią. Tak więc sądzę. aby pisać pamiętnik. Chodź. – Wahadełko huśta się. że jest to dobra nowina. bezpiecznie i daleko od zgiełku ota- czającego Babilon. jak Wszechmogący demonstrował swoją moc przed gośćmi z całego świata. My. musimy być realistami. Były to lata zniechęcenia. przejdźmy się – chcę być nieco dalej. kiedy zastanawialiśmy się. chętnych do zabawiania się na ucztach babilońskich i nie pamiętających o rosnącym niebezpieczeństwie ze strony Persów na pustyniach wschodu. a moje siły zmagają się o przejęcie terytorium. jakie spadło na nas za rządów Nebukadneza- ra. Udajemy się na kilka mil w głąb pustyni.

że na ich szczycie mogą mijać się pędzące rydwany. Sądzę. Właśnie wczoraj Barzann powrócił ze zwiadowczej wędrówki po Persji i poinformował. W końcu. że Wszechmogący przygotowuje strategię dla Swego Ludu. Zbyt mocno uzależnił się od swoich sług. że moja wewnętrzna frustracja nie stanie się oczywista. a ja ciągnąłem dalej. aby ten powrócił do Jerozolimy? Belsazar nigdy by im na to nie pozwolił. Dla Wszechmogącego jest to już czas. mój przyjacielu – odpowiadam. a aby tego dokonać. Mój towarzysz obrzucił mnie zdumionym spojrzeniem. Przez długą chwilę Marcolith milczy. – Zanim doszło do najazdu na Jerozolimę. Codziennie ćwiczą się w walce. gdzie wędrowni wojownicy cierpliwie ćwiczą się w sztuce wojennej. Minęło pół wieku od cza- sów buntu Sedekiasza. choć wyśmienity dowódca wojskowy. że odejdą znowu wolni. nie widzą żadnego sensu w religii Hebrajczyków. powiedział. ale w czym problem. po którym Nebukadnezar zniszczył Jerozolimę. Marcolith. Czy nie potrafisz tego dostrzec? Tutaj manewru dokonuje Wszechmogący: przygotowu- je scenę do uwolnienia Swego ludu. Najpierw gapi się na wschodni horyzont. że Izrael będzie znajdował się w niewoli jedynie przez 70 lat. aby doko- nać jakiegoś ruchu. po prostu doprowadzimy do infiltracji kierownictwa Persów i każemy im wykonywać nasze dzieło. Patrzę i kon- tynuuję moją wypowiedź. Cyrus. a ich dowodzący generał. prorok Jeremiasz przepowiedział. Jeśli utracimy Babilon. tak grube. niewidzialnego Boga. ale nie taktyk polityczny. Dzieje się tak znowu. jest niesamo- wicie kompetentny. Po tym okresie. Wkrótce skończy się siedemdziesiąt lat. – Ależ Marcolith’ie. Stało się tak w Egipcie. że Persowie sprzymierzyli się z innym wojowniczym narodem. aby Jego lud wypełnił proroctwo. jakich żadna wojenna machina na ziemi nie jest w stanie znisz- czyć. Medo-Perskie siły są śmiertelnie poważne. – Życzyłbym sobie. – Zauważyłem coś. – Tak. Medami. nadal jeszcze nie kojarzy. Pokazali- śmy to już po upadku Egiptu. Marcolith’ie. Czy nie widzisz. że jest wystarczająco dobry w tym co robi. niemal proszącym głosem odpowiada: .156 Pamiętnik Lucyfera których zadaniem jest utrzymywanie wejścia do miasta w połysku. Ci będą bardziej przyjaźni Izraelowi. Ale Persowie – to już inna historia. Mistrzu? Potrafimy się zaadoptować. dla upewnienia się. pozwoli Persom na pokonanie Babilonu. Ale tak nie jest. W przeciwieństwie do beztroskich Babilończyków. którzy powrócili po śmierci Nebu- kadnezara do bałwochwalczego pogaństwa. za którym leżą góry Persji. aby zniszczyć państwo babilońskie. Kiedykolwiek przychodzi czas. a potem patrzy z powrotem na imponujące mury Babilonu. aby to było takie proste. mury ze strze- żonymi bramami. Ich religia dopuszcza istnie- nie jedynego. a Babilończycy. Starodawny rozpoczyna zabawiać się wydarzeniami wśród ludzi. Policz tylko lata. mówiąc delikatnie i ważę wszystkie słowa. by zdo- być to miasto.

dlaczego on to robi? Mistrzu! – Marcolith wypowiada to jedno słowo. Wstał i przy świetle swojej lampy oliwnej zaczął zapisywać to. – Marcolith’ie. aby zajmować mój czas. Nagle dotarło do mnie. moja cała armia uległaby demoralizacji. jaki otrzymał dawno temu Nebukadnezar. Faktycznie. a rzeka Eufrat płynie poprzez miasto. Jednej nocy osobiście doglądałem Daniela. Moi zwiadowcy poinformowali mnie. z kolei. Królestwo ze złota: Babilon. że zrozumiał teraz całą sytuację. najwidoczniej pod wpływem jakiejś niepokojącej mary. przecież oni mają nawet otwarte areały rolne w obrębie murów. Babi- lon. Wiem o tym z pewnego snu. że Daniel dodaje teraz nazwy i pewne szczegóły. pozostawiając miasto wysuszone jak sta- tek. oba sny były paralelne. Podczas mego dyżuru Daniel mocno rzucał się przez sen. Jak myślisz. aby utrzymał to w tajemnicy. decydując. i to Grecja stanie się kolejnym. zostanie on pokonany przez sprzy- mierzeńców ze wschodu – wojowniczych Medów i Persów! Ale sen nie zatrzymał się w tym miejscu. Nebukadnezar widział posąg człowieka. w tym mieście zgromadzono wystarczająco wiele zapasów. Mury Babilonu wznoszą się nad rzeką. które ćwiczą się w konstrukcjach zapór i skierowania koryta rze- ki wzdłuż górnego biegu rzeki Tygrys. gdzie mogą uprawiać zboże. Jedną z pierwszych rzeczy. Gdyby Eufrat wyschnął. Sądzę.Rozdział 17  Tajemniczy sen 157 – Mistrzu. dla którego Babilon zostanie wkrótce po- konany przez Persję. Ja po prostu nie widzę możliwości. Na jego twarzy pojawia się zdziwienie. jest on znany tylko mnie i Meldibonowi. Rzeczywiście. ale tego nie odkrywam przed Marcolithem. Miotał się i obracał. Persja. zbudowany z różnych metali. że ma on już specjalne oddziały swojej armii. Mury są nie do naruszenia. który pozostał na brzegu podczas długiego odpływu. że jest jeszcze inny powód. Rzeczywiście. by mogło ono przetrwać przez całe lata. Grecja. co widział. zostanie pokonana przez błyskotliwego greckiego generała z zachodu. a jego zaprzysiągłem. Królestwo srebra: to . Persja. aby. rozbudził się i był cały spocony. – Mistrzu. Słodkie nieba. że Eufrat można skierować inaczej? Na terenach leżących powyżej Babilonu są miejsca. a gdy w końcu. że frywolny Belsazar nie jest aż tak ważny. a ja od razu przypomniałem je sobie. który to za- myśla.. z tym jednak. że sen Daniela był dziwnie podob- ny do tego. – A Cyrus jest właśnie tym człowiekiem. nigdy więc nie zabraknie im wody. stanie się otworem dla armii najeźdźczej. masz rację! Tak się może stać! – Tak – odpowiadam. jednoznacznie wskazując. mojemu starszemu teoretykowi. na długo przed świtem. jaką zapisał. który zaatakuje ją w strasz- liwym tempie. gdzie można będzie ją skierować innym.. bowiem jeśli ta informacja prze- ciekłaby na zewnątrz. nowym korytem. od czasu do czasu pokrzykując. był upadek Babilonu. wtedy koryto rzeki znajdujące się pod murami. a czy przyszło ci kiedyś do głowy. dominującym państwem.

nie potrafię tego powiedzieć. a ci zgadując. przepowiada on datę. Natychmiast wezwałem jednego z zastępców. – Miałem. że będzie ono srogie i mocne i najwidoczniej będzie stało po mojej stronie.. mocnym jak żelazo. Tym nie chcę was teraz kłopotać. że nie odważyłbym się podzielić nią z Marcolithem. Najwidoczniej jakieś wielkie imperium w przyszłości przyłączy się do mnie. ale to królestwo nie ma imienia. Ale było coś. które symbolizowały nogi z żelaza? Kto to będzie? Z zainteresowaniem śledzę sprawozdanie Daniela. że należy ono do odległej przyszłości. wysłał posłańca. W końcu Daniel rozpuścił ich. Jednak. Po prostu powiedziano. pośpieszyli się bardzo. Daniel napisał. tak silnej. jakby miał zemdleć. Jest coś. . to prze- gląd nadchodzących królestw.. że wezwanie o tak wczesnej porze musi być spowodowane czymś nagłym. Całymi dniami zastanawiali się nad pro- roctwem. Faktycznie było jeszcze gorzej – on stał na kra- wędzi choroby fizycznej. że Daniel czuł się tak zakłopotany snem. Niebo tego nie wyjaśniło. że zaatakuje ono „lud święty” i będzie walczyć z „Księciem książąt” – co jest oczywistym odnośnikiem do Narodzonego. nic.. Co z tego rozumiecie? Nikt z nich nie miał żadnego pojęcia. – To wszystko? – odpowiedział Azariasz. Jak sądzę. jako królestwo brązu: to musi być Gre- cja. Ale sen zawierał także przepowiednię tak straszną. – Nie.. – Nic więcej? – Nic więcej. że rozbudził się. Ledwie zaczynało świtać. bowiem prorok zachwiał się na swoim tapice- rowanym krześle. co muszę wam powiedzieć. – Danielu! – zawołał Ananiasz. ociekając potem. poszukując jakiegoś klucza do rozwiązania tajemnicy.. Ale kto to będzie? I kiedy to się stanie? Jak na razie. który najprawdopodobniej będzie umiał rozwiązać zagadkę. Jednak opanował się i siłą swojej woli zwalczył zawroty głowy. Podczas snu podano mi dziwne. Najwidoczniej jest ono jeszcze zbyt odległe w cza- sie. Królestwo numer trzy. kiedy Wszechmo- gący rozpocznie sąd ostateczny! Wcześniej już wspomniałem. gdy tylko zapisał treść snu. że przez kolejnych kilka dni leżał w omdle- niu. aby je już znać.. które ma ogromną siłę mi- litarną. by zdobyć informację. miałem sen tej nocy – rozpoczął. ta- jemnicze poselstwo.158 Pamiętnik Lucyfera będzie Persja.. A poselstwo jakie mi przekazano brzmi dokładnie tak: „Aż do dwóch tysięcy trzystu dni.. wtedy świątynia zostanie oczyszczona”. ze mną będzie wszystko w porządku. podczas których badali Torę i przetrząsali wszystko w swoich gło- wach. Słuchajcie uważnie. ale nigdzie nicze- go nie znaleźli. by przyprowadził jego najbliższych przyjaciół hebrajskich. Chociaż kilka innych rzeczy jest jasnych.. nie osiągnąwszy niczego.. z tym. bowiem zapisał. Ale co z czwartym. gdy mała grupka zgromadziła się u Daniela. – Większa jego część. jaka w ostateczności dzieli się na dwie części.

a potem wyjaśnię. to ma na myśli lata? Po co miałby coś takiego robić? – To także zajęło mi trochę czasu. że sen dotyczy odległej przyszłości. o czym tutaj mówimy. aby wszystko na nowo uporządkować. gdy za 2300 lat. ale jest ku temu powód. gdy duma nad jakąś akademicką tajemnicą. licząc od teraz. Teraz pomyśl. – Tak. – Daj mi dzień lub dwa. Potrzebuję twojej pomocy. bo dałoby to jedynie sześć lat. pewnej nocy Królestwo przekazało Danielowi poselstwo. Aby unik- . – Zaczekaj no! – przerwałem mu. gdy Enoch o nim przemawiał i jestem przekonany. I zawczasu cię ostrzegam. wtedy świątynia zostanie oczyszczona”. bo jego reakcja była nie- mal identyczna jak reakcja Azariasza. ludzie różnią się. od którego zaczynają liczyć. Popatrz. Ale Danielowi powiedziano. co usłyszysz. aby do tego dojść. jaki potrzebuje ziemia na okrążenie słońca. 2300 dni. a jego poważna twarz zadarła się ku niebu. nie mieliby jasnego pojęcia. mój przyjacielu. Jak sądzę. Jeśli Meldibon miał rację. nie będziesz zado- wolony z tego. – Mistrzu. jak do tego doszedłem. że to. bowiem rozchorował się fizycznie. Jest to coś najdziwniejszego. że gdy On podaje dni. a ja musiałem się zaśmiać. Inne kultury próbują uniknąć tego. pozwól. Niektóre kultury tej ery wyliczają długość roku na tylko 360 dni. – W porządku – odpowiedział. gdy chodzi o sposób mierzenia długości roku. proszę – odpowiedziałem głosem zadziwiająco suchym. Sąd! Zastanawiałem się nad tym wydarzeniem już od czasu. ale skoro jest to krótszy czas od tego. I nawet ja tego nie rozumiem. po którym powrócił ze śmier- telnie poważnym wyrazem twarzy. Wtedy zacząłem myśleć: od czasu do czasu w minionych proroctwach Wszech- mogący używał pojęcia „dzień” w odniesieniu do ludzkiego roku. Jeśli zostałoby to wyrażone w latach. – Tak więc poselstwo przepowiada okres czasu. po którym rozpocznie się sąd ostateczny.Rozdział 17  Tajemniczy sen 159 – Meldibonie. że tak po- tężny anioł reaguje w identyczny sposób jak zwykły człowiek. to wszystko. – Mówisz. miesiące stop- niowo wyślizgują się i rozmijają z porami roku. że pojawi się tuż przed czasem. że nie może to po prostu oznaczać 2300 literalnych dni. poselstwo przekazane Danielowi przepo- wiada okres 2300 lat. gdy nie mógł go rozszyfro- wać. Ta myśl prze- konała mnie. dotyczy okresu 2300 lat. – Kontynuuj. używając dłuższego roku. gdy Królestwo przypuści na nas ostateczny atak. co zawsze czyni. – To wszystko? – zapytał. Mistrzu. a poza tym było to komiczne. w takim razie mu- szę dowiedzieć się ile jeszcze zostało nam czasu do końca wojny. ludzie całkowicie innej ery będą starali się zrozumieć to proroctwo. jaki to czas został przepowiedziany. Muszę pozostać sam i pomyśleć nad tym. że najpierw podzielę się z tobą moim wnioskiem. a mu- si być ono ważne. W rzeczywistości zajęło mu to około tygodnia. jakie problemy mogą się pojawić. domagając się co jakiś czas dłuż- szego roku. Zrozumiałem więc. o czym kiedykolwiek słyszałem: „Aż do dwóch tysięcy trzystu dni.

a Belsazar wrzeszcząc po pijanemu zachłysnąwszy się przyjemnością chwili. by prowadzić konwersację niezwy- kle przejrzyście. Co stanie się po 2300 latach? Świątynia zostaje „oczyszczona”. Będę pił z nich wino. To nie należy do tej ery. Stało się to dwie noce temu. Ale co każe ci przypuszczać. jakie pozostaje takie samo w każdym miejscu i w każdym czasie. kiedy rozpoczyna się okres 2300 lat. już nie istnieje. Doszedłem już do wniosku. . jako państwo. Przynieście je do mnie. Znasz to wydarzenie. Kontynuował więc dalej. zatem w po- jęciu. – Przemyślałem to na wszelkie możliwe sposoby i istnieje tylko jeden sposób. Znajdzie- cie tam złote naczynia. – Służba! – wrzasnął. po upły- wie którego coś się wydarzy. gdy jest gruntownie przekonany o swojej racji. Sprawdziłem to wyrażenie we wszystkich moich danych i jedynym miejscem. na które nie mamy odpowiedzi. Trudno było spierać się z logiką Meldibona. Siedziałem w milczeniu przez szereg długich minut. Królestwo wyraziło tę przepowiednię w formie dni. że prawdopodobnie przegram tę wojnę. w jaki sposób sformułowano tę przepowiednię. które mój dziadek przywiózł z Hebrajskiej świątyni w Je- rozolimie. w jakim się ono pojawia jest Dzień Pojednania i Hebrajczyków. Zbadałem więc to zagadnienie i zgadnij. Będzie on miał miejsce tuż przed końcem wojny. że jest to sąd? – To. Oto dlaczego Daniel nie mógł tego zrozumieć. aby to wyjaśnić: ten sen przepowiada sąd ostateczny. ba- żanty i ostrygi przywiezione znad zatoki. Meldibon ma sposób na to. Mistrzu. postanowił porwać wszyst- kich wspaniałym gestem. – Zgoda – odpowiedziałem – tak więc patrzymy na okres 2300 lat. dla któ- rego nie ośmielam się podać tego snu do publicznej wiadomości. Jednak sen pozostawia nas z pytaniem. – Weźcie kilka osób i udajcie się do skarbca. A jeśli tak ma się stać. Wiedziałem bowiem. że istnieje głębsze zastosowanie sprawozdania Meldibona i to jest powód.160 Pamiętnik Lucyfera nąć zamieszania. co znalazłem? Ceremonia Dnia Pojednania jest symbolem dnia sądu. Nadal brakuje nam klucza do rozwiązania tej układanki. Mistrzu. ogromny bankiet dla tysiąca swoich podwładnych. Nie podaje. obnażając się dla przyjemności panów. Raz do roku Najwyższy Kapłan wchodzi no miejsca Najświętszego i symbolicznie dokonu- je „oczyszczenia” świątyni z grzechu. a wino lało się jak woda. a dzisiaj dobrze wiedział co mówi. w którym Wszechmogący planuje oczyścić swoje królestwo z grzechu! Przytaknąłem. Potem przy- były tancerki. w takim razie moje rządy na tej ziemi skończą się wkrótce po zakończeniu okresu 2300 lat! Rok: 3461 Klamka zapadła – Babilon. Zjadali pieczone woły. Belsazar zdecydował wystawić największą ucztę.

Nebukadnezar często mówił o mocy Boga Hebrajczyków. Były one niegdyś używane do świętych czynności podczas nabożeństw ku czci Starodawnego i Nebukadnezar bał się je sprofanować. Wysoko. – Słyszałeś. co to oznacza? Muszę wiedzieć. W końcu młody król próbował stanąć na nogach. że nawet Shartak się obudził. Siedząca obok osoba nic nie mówiąc wskazała na płomieniste litery. Wasza Wysokość? – zapytał sługa. podkreśliło jeszcze bladość jego twarzy. a następnie na- gle wywrzeszczał kolejny rozkaz. ale dzisiaj Babilon zobaczy. gdy nagle upadł z powrotem na tron. biały z przeraże- nia. aby przyniesiono hebrajskie naczynia. którego nikt nie rozumiał. Talent złota dla każdego. wysokie honory. dlate- go zawsze trzymał Hebrajskie naczynia pod ostrą strażą. kto to przeczyta. Ale pijany wnuk. Barzionie. który upuścił je w tym momen- cie na kamienną posadzkę. złoty łań- cuch. zostanie wychłostany ten niezdarny prostak – wymamrotał Belsa- zar. – Sługo! Kielich Shartaka jest pusty. – Niech ktokolwiek powie. co się stało. – Co to oznacza?! – wrzeszczał Belsazar. bożka – patrona Babilonu. aż drżący ze strachu sługa odnalazł złote naczynia w skarbcu i w pośpiechu czyszcząc je rękawem swojej szaty. – No i tak. bo były napi- sane językiem Królestwa! W całej sali zabrzmiał wrzask króla jak rozpaczliwy pisk przerażonego dziec- ka. Ktokolwiek potrafi! Pomocy! . jakby ona była biczem. wymachując tłustą nogą jagnięcia. a ja uczynię cię trzecim władcą w królestwie. nie należąca do żadnego widocznego organizmu i rysowała ogniste litery na ścianie – cztery słowa w języku. wpadając wprost na kelne- ra. blada jak śmierć. niosącego na tacy srebrne kubki z winem. a znajdował się w pozycji siedzącej tylko dlatego. przyniósł je do sali bankietowej. gdzie Belsazar głośno rozkazał. Były one dla nas jasne. Zajęło to kilka minut. Dziadek mógł drżeć w swoim przesądnym strachu przed Bogiem Hebrajczyków. Jednak moje siły potrafiły to przeczytać. A teraz wykonać polecenie! Nieszczęśliwy sługa popędził w kierunku drzwi. Rozkazuję. podczas swojej zawadiackiej tyrady przeciwko Bogu Izraela. który teraz leżał rozwalony na skórach pantery rozłożonych na tronie. która siedziała za nim. sługo? Być może chłosta otworzy twoje durne uszy. na gip- sowej ścianie sali balowej pojawiła się olbrzymia ręka. przeczytaj mi to. tak ostry i bolesny. nadal skwierczące na pałacowej ścianie. Napełnij go! – nie zauważył nawet. jak naprawdę wielką moc ma człowiek. co powiedziałem. sam zresztą stał się Jego wyznawcą. z uwagą usunięte od publicznego widoku. że pan Shartak był nieprzytomny. a kolana zaczęły mu drżeć w niekontrolowanym odruchu. Wznie- siono toast dla Bela. miał inne poglądy.Rozdział 17  Tajemniczy sen 161 – Hebrajskie naczynia. aby wypełniono je winem. że głowa oparła mu się z tyłu na łonie jakiejś kobiety. a nerwowe zawie- szenie głosu. a potem następny. chrapliwie domagając się informacji o tym.

Znajdują się już u bram. a jego słowa odbiły się echem po wyciszonej sali bankietowej. Nebukadnezarowi. i z któ- rego świętych naczyń ośmieliłeś się pić ty i twoi przyjaciele. Trudno nam w to uwierzyć. która odmierza dobro i zło. który będzie mógł ci dopomóc. – Wasza Wysokość! – zawołał. Żaden człowiek nie potrafi czytać języ- ka Królestwa. Po drugie. od wielkiego Króla. które pozostały trzeźwe. Wszechmogący osądził twoje panowanie i nie jest z niego zado- wolony. Żyje się im dobrze. potrafią wziąć przecięt- ny sen i wymyślić dla niego jakieś znaczenie. W końcu. bo takie jest znaczenie poselstwa: Po pierwsze. – Czci. bo są hojnie opłacani za ich przepowiednie. Podeszła do oszołomionego króla. który służył twemu dziadko- wi. które nauczyli się formułować w tak niejasny sposób. Teraz posłuchaj uważnie. że potrafią przypisywać sobie późniejsze wypełnienie snu. żyj na wieki. skłoniła się grzecznie. Nigdy nie skończył swego zdania. a coś tak imponującego. jakby był on jeszcze wciąż godny przestrzegania królewskiej etykiety i przemówiła: – Królu. Wezwij go. którego imię dzisiaj zelżyłeś. Do sali wkroczyła postać jakiegoś dowód- cy w ozdobnym hełmie generała armii perskiej. Mam jednak coś dla ciebie: wyjaśnienie tego pisma. zostałeś zważony na niebiańskiej wadze. – Twoje dary niech pozostaną u ciebie. . ale tak jest: Eufrat przestał płynąć! A Persowie weszli poprzez kanał pod mu- rami. które stały u drzwi.162 Pamiętnik Lucyfera Na co dzień babilońskim wróżbitom nie brakuje słów. Była to kobieta w starszym wieku. jakiekolwiek by ono nie było. że jest człowiek w królestwie. jest poselstwem z kosmosu. co widzisz na ścianie. On potrafi interpretować takie rzeczy. jakby pozostałość po wspa- niałych dniach imperium. zmuszając swój nabrzmiały język do wypowiedzenia obietnic bogactwa i czci. Ale tej nocy milczeli. jeśli tylko Hebrajczyk będzie umiał dopomóc. – W takim razie uczyńmy tak – odpowiedział ciągle przerażony młodzieniec. starając się rozpaczliwie o to. jak długo będziemy umieli. twoje królestwo zostało dane Medom i Persom. spowodowało. Tej pijackiej nocy była ona jedną z kilku osób w sali. jak ogniste litery. mija- jąc straże. Nie wiem. – Rzeka jest sucha. Słuchaj więc: To. ani mi nie potrzeba. a bę- dziesz miał odpowiedź na twoje pytania... W tym momencie weszła królowa matka. że bali się nawet podejmować jakiekolwiek próby. by wyglądać spokojnie. Twoje królestwo dobiegło końca. a twój postępek tej nocy wykazał twoją całkowitą ruinę. Jest to Hebrajczyk o imieniu Daniel. ani jej nie chcę – powiedział Daniel po przyby- ciu. dwustu wybranych strażników. W niecałe pół godziny później do sali wpadł posłaniec z bladą twarzą. To jest koniec. Włażą wszędzie jak gąsienice. gdy jeszcze Nebukadnezar prowadził swój dwór z kró- lewskim dostojeństwem. Myślę. który rządzi niebem i ziemią – Króla. Przebijają się przez nasze fortyfikacje.

ale zrobiono z niego wysokiego urzędnika w ich królestwie! Według wszelkich znaków powinien był zginąć podczas tamtej nocnej inwa- zji. imperium babilońskie zakończyło się. Wasza Wysokość. królewska krew popłynęła po kamiennych schodach w kierunku podłogi sali balowej. I tak. Cyrus! Sięgając pamięcią wstecz. Zedronn – zdając so- bie sprawę. z odrazą wyrzucił dary Belsazara. w środku pałacu. To był Cyrus – generał armii perskiej. – Talent złota dla pierwszej osoby. a jest to przebiegły człowiek. że to się stanie. by mógł zniknąć w swoim mieszkaniu. ruszyli. że to ktoś o imieniu Cyrus zdobędzie miasto. jak przepowiedzieli prorocy. Zdaje sobie sprawę z tego. przepowiedział. władca Medów. gdy wzdłuż korytarza posuwał się do przodu regiment perskich gwardzistów. – Była to ta kobieta. Da- niel zostanie wzięty za członka domu królewskiego i zginie wraz z innymi. poważni jak kamień Medowie. między leżącymi. a inną . Ale. że spotkana osoba jest jedynie niższym pracow- nikiem. Kilka chwil później. Widząc. do trzydziestego trzeciego wieku. aby przystroił Daniela w sza- tę z królewskiej purpury i w złoty łańcuch. W ostatnich chwilach bowiem. Cyrus wskazał na kurczącego się ze strachu postać Belsazara. sądził Zedronn. Hebrajski prorok o imieniu Izajasz. zapytali go tylko o drogę i poszli dalej. powiedział. Bez słowa. A teraz Cyrus znajdował się tutaj. Tym sposobem. ten. że gdy nastąpi rzeź. że wszyscy z dworu królewskiego w Babilonie zostaną zabici przez Medów – wpłynął na umysł Belsazara i ponaglał go. zanim człowiek ten się uro- dził – przepowiedział. że jedną rzeczą jest zdobyć miasto. na której oparł swoją pijaną głowę Shartak. który to ubiór wskazywał na dosto- jeństwo w Babilonie. Dokładnie opisał on „otwarte podwoje”. czy nie jest to oczywiste. która wskaże mi Belsazara! Szybko odezwał się głos jakiejś kobiety. – To jest ten. – Talent złota! – zagrzmiał autorytatywnie swoim głosem w sali. znajdując so- bie drogę do pokonanego króla. a szczególnie umięśnieni.Rozdział 17  Tajemniczy sen 163 ubranych w zbroje z brązowych łusek. że Wszechmogący go ustrzegł! Daniel opuścił salę bankietową na kilka chwil przed nadejściem Cyrusa i gdy znajdował się już poza wzrokiem innych. który siedzi na ławie pokrytej skórami pantery. Tym sposobem ubrany był raczej skromnie. Kilka tygodni później Aż trudno mi w to uwierzyć! Daniel nie tylko przeżył inwazję Medów. pozostawiając go wolno. w jak beztroski sposób zostaną one otwarte i niemal w dwa wieki. tutaj – wskazała na załamaną postać króla. którego szukasz. które strzegły w Babilonie wejście rzeki. – Tutaj. Nowym królem Babilonu został Dariusz. zanim zdobyto pałac. dobrze odżywionymi panami babilońskimi.

– Kim jesteś. którzy z całą pasją nienawidzili go. Wasza Wysokość. Chciałbym. panie – odpowiedział Daniel. – Jednym z niewolników przyprowadzonych tu przez Nebukadnezara. tak też mi mówiono. aby rządzić tym państwem. Powiedz no! – powiedział z wy- razem zaciekawienia w oczach. jak się nam wydawało. Gdy nie mogliśmy przybliżyć się do Daniela na tyle. a Andrade wpadł na pomysł wpłynięcia na ich myśli. partaczyli robotę i sami kończyli śmiercią. Udając wielką lojalność. – Tak. jak myślał. Wasza Wysokość. abyś tu był. Wasza Wysokość. a jego głęboki głos brzmiał bardzo badawczo. którzy. króla Nebukadnezara – odpowiedział Dariusz. jacy będą osobiście stali przede mną. ludzi. Ci. tak. którzy weszli do ognia. co sądzisz o powstawaniu i upa- daniu królestw. – A. Danielu. pojawił się zno- wu na powierzchni. Będę potrzebował wielu lojalnych urzędni- ków. będą mu lojalni. głównym prezydentem całego państwa. słyszałem o twoim Hebrajskim Bogu. że jego tron będzie jeszcze bardziej szanowany. panie? – zapytał. człowiek. by go zranić (nie dało się spenetrować jego ochrony). I tak się stało. – Zdobyłeś je. aby wyznaczyć 120 książąt. mieli udać się do króla Dariusza i za- sugerować. Daniela wezwał osobiście. którzy rządziliby moimi prowincjami. Było wielu zazdrosnych książąt. to moi przyjaciele i nie jest to legenda.. Próbowaliśmy zabić Daniela. próżne moralnie. Stąd służenie tobie będzie czynieniem Jego woli. tak. Było ono zgni- łe od środka. zdecydowaliśmy się działać poprzez ludzi.. Jest to smutna historia.164 Pamiętnik Lucyfera nim rządzić. że jesteś tutaj. mówisz? Przez kogo? – Przez Boga niebios. który. które- go wielokrotnie staraliśmy się usunąć w czasach babilońskich. o naszej obecności na tym tronie? – Myślę. abyś został ich przełożonym. nigdy nie zdobyłbym tego miasta. – A. Bardzo dobrze. którego tak nienawidziliśmy. nie było mnie tam. że Hebrajczyk. Miał plan. – Hebrajczykiem. jako główny prezydent imperium perskiego! W Babilonie Minęło wiele lat. Gdyby to on był na tronie. ponieważ Bóg niebios życzy sobie. nie był do pokonania. – Tak myślałem. – To był człowiek. – Wyznaczony? Wyznaczony. ponieważ przyszedł na to czas. który sądzi całą ziemię. – Czy jesteś jednym z tych Hebrajczyków. Mam plan. a ty zostałeś wyznaczony. jeśli wydany zosta- . To miało miejsce naprawdę. o któ- rych podawana jest legenda o ognistym piecu? – Nie. Podzi- wiałem go jeszcze za młodu. zaś nad nimi mam zamiar wyznaczyć trzech pre- zydentów. Zaczął więc przyjmować do swojej administracji tych urzędników poprzedniej władzy. a gdy nasi ludzcy pomocnicy starali się go aresz- tować. aby to naprawić. ale Gwardia nieba nie pozwo- liła nam się do niego zbliżyć.

Nowe prawo zostało przygotowane. którą sporządzisz i umieścisz w moich osobistych dokumentach. Połechtany tym. bez wątpienia zapomniawszy o całym zdarzeniu. A to mogłoby spowodować chaos. teraz nie zauważył. że jedzą teraz obiad. – Macie zarzuty przeciwko Da- nielowi? – No. prócz króla. tego człowieka zauważono. a był to fakt. Hebrajczyka i. Wezwij także moich doradców prawnych. że dał się wciągnąć w pułapkę. – Tak?! – zagrzmiał król. o którym Dariusz chwilowo zapomniał. Wyślijcie kapitana gwardii do mieszkania Daniela. aby kogokolwiek z nich zabrakło na liście. sam nie mógł potem dokonać w nim zmiany. aby usidlić Daniela. Tym związany jest nawet sam tron. co sprzeciwia się twemu nowemu prawu. Król potrząsnął głową na znak rezygnacji. król połknął przynętę. kłaniając się głupkowato – przypo- mina sobie podpisanie nowego prawa. Nawet król podlegał temu dziwacznemu zwyczajowi. ta sama grupa zazdrosnych książąt. a jego podejrzenia nagle zaczęły rosnąć. autoryzował nowe prawo. nie chcę. Oślepiony próżnością. Chcę tam być. Tak. W porządku.Rozdział 17  Tajemniczy sen 165 nie dekret zakazujący modlitwy do kogokolwiek innego. – Wasza Boska Wysokość – powiedzieli. Jednak zaledwie po godzinie. przez okres jednego miesiąca. bowiem prawo perskie miało szcze- gólną cechę – zabraniało wycofania przepisu. tak więc jeśli Dariusz postawił odcisk swego sygnetu na pieczęci dokumentu. zazwyczaj sprytny Dariusz. wezwij ich mimo wszystko – teraz. a Wasza boska łaska przypomni sobie. Zapisz każdego z nich po imie- niu. a następnie zajął się poważniejszymi spra- wami. jak otwarcie modli się do swojego hebrajskiego Boga. które tak naiwnie zapieczętował owego po- ranka. które zabrania modlitwy do kogokolwiek innego. – Ci ludzie przeszkodzili mi w moim posiłku. jego prawnicy z zakłopotaniem pokiwali gło- wami. Dariusz powoli opuścił swój zdobny w klejnoty kielich i gestem swojej dłoni przywołał głównego lokaja. zaś czarne jak węgiel oczy przenikały krąg inkwizytorów. oznaczałoby w efekcie zawieszenie całego prawa królestwa. Lecz blisko zachodu słońca. że właśnie przechodzili- śmy pod oknami Daniela. Nie ma w naszym prawie takiego mecha- nizmu.. że zapłatą za to jest śmierć. Przez pozostałą część dnia Dariusz nie zajmował się swymi dworskimi zaję- ciami. – To się nie uda. zdaję sobie sprawę. – Tego się obawiałem. Zignorowanie go. dopóki ja nie nadejdę.. przerwała mu obiad. I nie dotykać go. Macie go nie wiązać. co wydawało się gestem dobrej wiary. . który pozwalałby na cofnięcie raz wydanego edyktu. a starał się odwrócić prawo. Jaśnie Oświecony. jak tylko do Waszej Wysokości? Tak się stało. który otwarcie mo- dlił się przy oknie trzy razy dziennie. gdy raz został on wydany. Wasza Wysokość.

że są z samego pałacu. Daniel. gdy tylko dotarł do niej. tak Daniel wyszedł bez uszczerbku z jamy. – Jestem wdzięczny. Wasza Wysokość. aby król coś zjadł. Żegnaj. zaś o brzasku zarzucił na siebie prostą szatę. Słodka śmierci. która nadal jeszcze była zaryglowana na noc. w przygnębieniu zdjął koronę. wdział na siebie płową szatę pogrzebową. że za ściągnięcie go tu intruz zostanie wychłostany. jednak z powodu swojej bezpretensjonalnej szaty oraz nieuczesanych włosów został wzięty przez strażników bramy za zwykłego człowieka. który starał się zbyt gwałtownie na- legać. co uczynił Daniel. Przerażony kapitan upadł na kolana. że wyprzedzał ciężko uzbrojonych gwardzistów o wiele kroków. jak Hebrajczyk! Ten człowiek. W tym jednak momencie zasapani gwardziści podeszli do króla. że z taką uwagą strzeżesz bramy. W tej chwili doszedł do niego Dariusz. teraz zaczyna mówić już tak. – Wszyscy popełniamy błędy. w której były zgłodniałe lwy. zdaję sobie bowiem sprawę. że gdyby cały naród Hebrajczyków uczynił to. Poruszał się tak szybko. jakie miał pod spodem. że dla mnie wszyscy poddani mają wartość. Ale następnym razem pamiętaj. wyciągnął do niego rękę. pewien nadgorliwy sługa. umiłowany przyjacielu – powiedział żałośnie król. chwycił przestraszonego człowieka za ramię i postawił go na nogi. kapitanie – powiedział łagodnie. a ich królew- skie barwy strojów objawiły. Bóg zamknął paszczę lwom. czuję się więc dobrze. aż wzejdzie słońce – odparł kapitan. Chłosta jest dla upartych osłów. którzy zostali stworzeni na obraz Boży. Jakiż był to dla mnie dzień upadku! Tak. tuż poza murami miasta. jak potop zimnego strachu mnie oblewa. który wypełniono lwami specjalnie głodzonymi. mało nie został siłą wyrzucony przez strapionego kró- la). Całą noc spędził Dariusz w swoim pałacu na żałobie. Gdy wrzucano tam więźniów. – Nie otwieramy bramy. zdarł z sie- bie purpurową szatę. dodając jeszcze kilka słów na temat tego. odsłaniając tym samym proste odzienie. – Niechaj cię Bóg strzeże. aby odwalono kamień zasłaniający wejście i zawołał ze smutkiem w kierunku pustej czeluści: „Danielu! Czy żyjesz jeszcze?” Ale z szybu kopalni dobiegł znany głos: – Tak. znaczna część świata zostałaby nawrócona! Przy jaskini lwów król szorstko rozkazał. rezygnując z jedzenia i picia (jeden raz. wziął ze sobą szwadron gwar- dzistów i pospieszył do bramy miasta. – Otwórzcie bramę! – rozkazał.166 Pamiętnik Lucyfera Powrócił do swoich pomieszczeń. Wieść o tym wydarzeniu rozeszła się po . nawrócił dwóch władców z rzędu – a był tylko u nich na służbie! Czu- ję. jak owi trzej Hebrajczycy spacero- wali żywo w ogniu pięćdziesiąt lat temu. a potem poszedł wraz z Da- nielem na miejsce egzekucji – starego szybu kopalnianego. wtedy lwy zjadały ich szybko. a nie dla ludzi.

wydał dekret. do którego nie miałem już dostępu. Miejsce: Mieszkanie Daniela Podjąłem się osobiście odpowiedzialności za doglądanie Daniela. Ludzie tysiącami przychodzili. by dotrzeć do dna jaskini. Powoli uczymy się trudnej lekcji. który wysłał do całego Imperium Perskiego. Mam pra- wo tu być.Rozdział 17  Tajemniczy sen 167 Babilonie. Zdecydowałem więc. jakby spodziewali się. aby gapić się na człowieka. że jeśli cokolwiek ważnego będzie się działo. Świadczy o tym nawet zmiana imperium. Hebraj- czycy niewiele są zainteresowani wyjściem. którego Bóg potrafił panować nawet nad dzikimi bestiami. Znajdujemy się w stanie wojny z Królestwem. że Królestwo przygotowuje zdarzenia. że lwy były tak niesamowicie głodne owego poranka. Usuń tę tarczę. – Barraston – domagałem się. którzy zaproponowali Da- riuszowi prawo o modlitwie. Aby dostać się do jego pomieszczeń. które umożliwią im powrót. gdzie Daniel spędził całą noc. Ten czas szybko się przybliża i gdziekolwiek nie spojrzeć. dowódca Gwardii Królestwa. jak pożar po suchej trawie. stwierdzający. przyglądając się każ- demu znakowi biegu wydarzeń. wszędzie widać znaki wskazujące na to. Jestem prze- konany. że będę z nim dniem i nocą. aby odmówić mi dostępu. że jest tyranem. zostali szybko złapani. Przez szereg miesięcy zagłębiał się w proroctwo Jeremiasza. I jeszcze jedno: nasi agenci. na jakieś dwadzieścia łokci od Daniela i tam pozwolono mi stać. zaś Dariusz. że Bóg Daniela jest największym Bogiem. a Daniel jest centralnym elementem w tym konflikcie.) Cała uwaga Daniela w tych dniach koncentrowała się na powrocie Izraela do ojczyzny. co dziwne. zazdrośni biurokraci. Jest to bardzo nie fair. w któ- rym na tronie znajduje się bardzo przyjazny król. trzeba było użyć trochę argumentów. abym mógł wejść. W końcu musiał ustąpić. otworzyli więc przestrzeń w ich tarczy mocy. związani. on będzie miał w tym udział. przeprowadzeni po ulicach miasta. iż nikt z nich nie przeżył nawet tyle. że często lepiej jest zaprzyjaźnić się z ludzkimi sprzymierzeńcami . że w Babilonie pozostaną już na wieki! Częściowo dzieje się to według naszego planu. pojawiał się ból nie do opisania. Barraston. To tak. korzystając z przykładu wcześniejszych doświadczeń Nebukadnezara. roztoczył pole mocy wokół miejsca. a potem wrzuceni do tej samej jamy. (Gdy chciałem się ruszyć na jeden lub dwa łokcie bliżej. da tylko dowód na to. A przecież. w którym znajduje się obietnica. że Izrael zostanie wypuszczony wolno po siedemdziesię- ciu latach niewoli. bo jeśli Starodawny zwycięży w ta- kich warunkach. – Usuń tę tarczę. – Na jakiej podstawie? – Jestem głównym dowódcą sił Lucyfera. Z tym jednak.

czyli niewyjaśnioną część snu. Minęła już więk- szość dnia. gdy przechodzą okres żałoby. oprócz wody. Gdy ich ranimy. To jest informacja. Wielu z nich wzboga- ciło się. nawet w kie- runku agonii. I teraz Gabriel dostarcza brakującej informacji. Błaga o przebaczenie dla całego narodu Izraelskiego! I nagle. starczym głosem kie- ruje do Boga jeden z najgorliwszych apeli. abym do ciebie przybył. zazwyczaj zapominają o Królestwie bardzo szybko. na którą wszyscy czekaliśmy: określa wydarzenie. którą zazwyczaj ma na sobie jako premier. Ból jest nie do opisania. prosząc Królestwo o interwencję. aby Izrael mógł udać się z powrotem do domu. zawiera ona bowiem tajemnicę. pokój wypełnia się oślepiającym światłem. O niczym innym nie mówi i często poświęca całe godziny na modlitwę. której muszę wysłuchać. a sam Gabriel. położonej ja- kieś 200 mil na zachód. jaka otacza Daniela. niż ich atakować. a gdy moje oczy oswajają się z tym. gdy Gabriel rozpoczyna wyjaśnienie. zdecydo- waliśmy się. by czło- wiek zanosił przed tron wszechświata. która drżącym. Gdy tylko zacząłeś się modlić. jak tylko kończy swoją modlitwę. Wielu więc z nich wcale nie myśli o powrocie do Jerozolimy. wraz . Warta jest nawet przebicia się przez pole mocy ustawione przez Strażników Królestwa. najwyższy rangą anioł w niebie. tracą swoją dumę i zaczy- nają polegać tylko na Królestwie. jaką zakładają ludzie. ale gdy dajemy im powodzenie. Proroctwo rozpoczyna się. Starodawny polecił mi. jak mówi. Tym sposobem proroctwo Jeremiasza może pozostać niezauważone! I to właśnie martwi Daniela. Znajduję się jedynie na pięć kroków od Hebrajskiego proroka. workową szatę tego typu. jakie kiedykolwiek słyszałem. a założył prostą. który właśnie przybył od tronu.168 Pamiętnik Lucyfera Wszechmogącego. Zdjął z siebie haftowaną złotem szatę z an- gory. a on niczego nie je i nie pije. Są całkiem za- dowoleni. to samo robi i dzisiaj. jak długo jeszcze trwać bę- dzie ta wojna. które naznaczy początek okresu 2300 lat proroczych! Już od lat miałem nadzieję. w kierunku Jerozo- limy) jego schyloną w modlitwie postać. niewiele troszcząc się o Starodawne- go. że pewnego dnia Królestwo uzupełni brakującą część snu Daniela. pę- dziłem więc tutaj z wielką prędkością. że jest tu obecny gość – nie kto inny. Wycho- dzę więc poza moją strefę bezpieczeństwa i czołgam się w strefę kręgu energii. ale posuwam się dalej. a ostatnio jego myśli koncentrują się coraz bardziej na Jerozolimie. gdy tylko stoją dobrze finansowo. by pozwolić im żyć w pokoju i dobrobycie. która pozostawała ciągle pusta i zniszczona. w Babilonie. Ten patriarcha Izraela jest już bardzo stary. mrużąc oczy z powodu tego piekielnego blasku. zauważam. która niepokoi cię już tak długo. Przez otwarte okno wi- dać (Daniel wybrał sobie mieszkanie z oknami na zachód. tarzając się w luksusie swoich domów nad rzeką Eufrat. Tak więc tu. – Danielu – mówi – jesteś bardzo mile widziany w oczach Królestwa. stając się pierwszymi wśród kupców Babilonu i Persji. np. Cofam się. Faktycznie. Przynoszę szczególny dar: wyjaśnię ci tajemnicę.

Pamiętaj jednak o tym. Jednak informacja. jest tak zaskakujące. że nie da się tego pomylić. że to słyszę. Stanowczo za długo byłem wystawiony na wpływ gwałtownej energii. Jakie to sprytne! Nie ma na ziemi niczego. a teraz mam dowiedzieć się odpowiedzi? Ignoruję przeszywający ból w mojej głowie. wtedy może poja- wić się takie ożywienie religijne. Widzę jednak w tym także i podstęp: jeśli będziemy mogli sami to zidentyfikować. stały. ale nie pozwolę sobie na odpoczynek. gdy rozpoczyna mówić: „Przeto wiedz i zrozum: Odkąd objawiło się słowo o ponownej odbudowie Jerozolimy. uczynią to także. że aż trudno mi uwierzyć. oznacza to. skła- da się z szeregu segmentów. koncentruję się na słowach Gabriela. Pomyśl Lucyferze! Zmuś swój umysł do skoncen- trowania się na tym. które pulsują w całym moim cie- le. że Gabriel jeszcze nie skończył. Muszę to usłyszeć. kiedy rozpocząć odliczanie czasu . Wszechmogący zdecydował. Tak więc Mesjasz rozpocznie swoje dzieło dokładnie w 483 lata po wydaniu dekre- tu przez Persów! Wycofuję się z bolesnego pola mocy i kuśtykając kieruję się do mojego cen- trum dowodzenia. przetrząsnęliśmy każde wydarzenie w poszukiwaniu jakiegoś znaku. a każdy z nich przepowiada pewne wydarzenie o niezwykłej ważności. Mój mózg niemal uwiądł z bólu. Przyjście Mesjasza? Czy to także zostanie objawione? Przez całe tysiąclecia poszukiwaliśmy takiej informa- cji. Muszę przyznać. Wkrótce pozwolą Hebrajczy- kom na odbudowanie Jerozolimy i zorganizowanie tam własnych rządów. I tak. jaką przywożę warta jest takiej ceny! Teraz tylko musimy śledzić wydanie dekretu. co objawił Gabriel! Mamy razem sześćdziesiąt dziewięć tygodni. co powie- dział Meldibon: każdy dzień w tej przepowiedni symbolizuje ludzki rok. pierwszy segment przepowiada rok. co mówi teraz. jak wyjaśnia. że moje rany sięgają bardzo głęboko. dopóki nie zinterpretuję poselstwa. że to proroctwo wyznacza rozpoczęcie się sądu. Faktycznie to. że ludzie. okres 2300 lat rozpocznie się.Rozdział 17  Tajemniczy sen 169 z dekretem królewskim wydanym przez Persów. a gdy król Persji wyda rozkaz. na wpół kaleki. czy kiedykolwiek będę jeszcze chodził normalnie. jak dekret królewski. aby czas tego pro- roctwa rozpoczął się wydarzeniem tak bardzo publicznym. a będziemy wiedzieć. a jeśli kiedyś zrozumieją. Zmagając się z falami energii. jaki posuwa się coraz wyżej. kiedy Naro- dzony rozpocznie swoje dzieło na ziemi jako Mesjasz! Lekceważąc oszołamiające skutki pola energetycznego Strażników. Dzięki temu będzie nam łatwo to zidentyfikować. aż do Pomazańca-Księcia jest siedem tygodni i sześćdziesiąt dwa tygodnie”. posuwam się jeszcze bliżej Daniela i jego kosmicznego gościa. którzy będą studiowali pisma Daniela. A to z kolei równa się 483 dniom. które zakończy wojnę! Staram się przyswoić te informacje. co byłoby tak dobrze udokumen- towane. Proroctwo o 2300 latach. nawet jeśli pozostanę już do końca kaleką. gdy nagle zdaje sobie sprawę. nieodwracalny paraliż nóg. poważnie zastanawiając się.

. Muszę nawet objawić im to. Czas na to. Zastanawialiśmy się nad tym wydarzeniem już od Edenu. co chcę wam objawić. bowiem chodzi tu o wasze życie. Z takim partnerem po stronie ludzi mogę nadal mieć szan- sę na zwycięstwo! Zwołuję Walne Zgromadzenie. zdecydowanie lepiej będzie.. czego dowiedziałem się o sądzie. Nie. to jeszcze nie wszystko stracone. jeśli ja kontrolować będę przekazanie tej wstrząsającej informacji. jaki poja- wia się we śnie Daniela. a wtedy wieści ro- zejdą się jak sensacje. co wiem. co tyko w naszej mocy. gdy wzywałem do siebie całą armię.170 Pamiętnik Lucyfera do Jego pojawienia się. Jestem ciekaw: ten wielki. bo jeśli tego nie uczynię. ktoś może dowiedzieć się o śnie Daniela. – Wojownicy – rozpoczynam – mam zamiar powiedzieć wam o przyszłości naszej sprawy. które atakuje „lud święty” i prowadzi wojnę z „Księciem książąt” – czy ten mój sprzymierzeniec będzie wtedy aktywny? Jeśli tak. Mesjasz – straszliwe przyjście Boga w ludzkiej postaci. może określić ostateczny wynik tej wojny.. Jest to jeden z kilku przypadków tu na ziemi. To. aby do tego nie dopuścić. państwo o żelaznych nogach i potężnych machinach wojennych. a teraz możemy go oczekiwać i to co do roku! Gdy ten czas się przybliży. uczynimy wszystko. nienazwany naród. by im powiedzieć o tym. Słuchajcie z uwagą.

Zamiast tam. niektóre z nich oddalone od siebie o miliony lat świetlnych i był taki czas. Wy- darzenie. którzy odnaleźli pisma Daniela. Dla mnie te jaśniejące punkciki. sądzę. Mężczyźni żywo dyskutują. Uważają. ale ze znudzeniem. gdzieś blisko rozpoczęcia czterdziestego pierwszego wieku. jestem na tej paskudnej. Na pięć lat przed tą datą postawiłem moje siły do pełnej gotowości działania. co mają do powiedzenia. przeliczałem wielokrotnie czas i nigdy wynik się nie różnił. Jest tam grupa astrono- mów. Skoro jednak nie mógłby rozpocząć swego dzieła aż do wieku dojrzałości. na które czekaliśmy – dekret perski. prześcigając się w cytowaniu nazw. że powinieneś się tam udać. że już czas na przyjście Boga-dziecka. wymiecionej wiatrem pustyni. Nadejście Boga-dziecka może być bardzo bliskie i nic się nie stanie. że dziś rano przybył do mnie posłaniec z ciekawym sprawozdaniem. to coś więcej niż tylko nazwy i towarzyszące im teorie naukowe. że moglibyśmy się Go spodzie- wać w roku 4027. sądzę. Mesjasz ma rozpo- cząć swoją służbę 483 lata później. co powiedział mi Melthizor. jeśli posłucham. który ich zdaniem jest nową gwiazdą na za- chodnim niebie. Są tym wszyscy bardzo pochłonięci. Oprócz tego jest jeszcze coś. co oznaczało. poprzekłuwanego gdzienie- gdzie szpileczkami światła. – Mardanie. z srebrzystym zarostem na swojej twarzy. który wyznaczył początek proroc- twu Daniela – miało miejsce w roku 3544. rok Jego narodzin prawdopodobnie mógłby przypadać na 25 lub 30 lat wcześniej. Przeczytali to proroctwo o 2300 latach i są przekonani. nie było dla mnie wielką niespodzianką. Ostatnia poświata kobaltowego błękitu niknie w otchłani czarnego niczym węgiel. Na szczycie wzgórza stoi grupka astronomów wpatrzonych w zachodnie niebo. Ostatniej nocy znaleźli punkt. Są to całe sys- temy galaktyczne. Jeden z nich. którymi wybrukowano miejsce zgro- madzeń w Królestwie. gdy podróżowałem wśród nich. nieba. właśnie mówi. że może ona zwiastować Jego narodzenie. Naprawdę.Rozdział 18 Gwiazda nad Izraelem Rok: 3996 Na ziemi perskiej właśnie zapada zmrok. To. Mu- simy być bliscy czasu Jego pojawienia się. . a to dlatego. Słucham tego. Tak więc zgromadzeni astronomowie na owym wietrznym perskim wzgórzu mogą mieć rację. jakie przypisali poszczególnym kropkom rozświetlającym sklepienie. pragnąc zobaczyć choć jeszcze jeden raz kamienie. – Mistrzu. że powinieneś się udać do Persji. płonące światłem wychodzącym od tronu. Tęsknię za kosmosem. Według Gabriela. wysoki.

a na- wet słowa wróżbity Bileama. W drodze Wracam właśnie do Jerozolimy. jak inne gwiazdy. że punkt ten nie wędruje po niebie. – Wiecie. Dziecko się urodziło. – Nawet przypominam sobie sło- wa: „Wzejdzie gwiazda z Jakuba. że wyglądają niczym błyskawice pędzące ku ziemi. Porównajmy tylko teraz proroctwo Daniela z tym. pędząc na zachód. co widzimy na niebie.172 Pamiętnik Lucyfera – Zgadzam się. – Mistrzu. i to w bardzo szczególnych okolicznościach. jak stałe światło na zachodzie. Powę- drujmy na zachód. wszystko to przypomina mi jeszcze inne starożytne pismo. tak. na zachodzie. że jest to garstka moich żołnierzy. nawet tych starożytnych. Roz- poznaję lidera grupy zwiadowczej – jest nim wojownik. Żaden z obserwatorów. Thorbanie. On urodził się w sta- jence! . powstanie berło z Izraela”. Wszystkie lecą po równoległych torach oddalo- ne od siebie o około pięćdziesiąt mil. Trzecia osoba w tej grupie odzywa się także. a po- zostaje na tym samym miejscu. który ze względu na pie- lęgnowanie dosyć szczególnych nawyków podczas mówienia. to na pewno jest nowa gwiazda. – Tak. nigdy nie wspominał o tym punkcie świetlnym. Posłał nas Marconides. kto to”. i powiedział coś na temat gwiazdy. Mistrzu. Jeden z nich dostrzega mnie i cala piątka w mgnieniu oka skupia się w jednym miej- scu. abyśmy cię szukali. masz rację! – odpowiada Thorban. ale być może będzie on królem dla nas wszystkich. – Bóg-dziecko? – Tak. podróżujących w szyku zwiadowczym. aby zobaczyć nowego Monarchę i zanieśmy mu dary ze wschodu. I za nic w świecie. Nowa gwiazda. by w ciągu następnych paru sekund przybyć wspólnie na moją pozycję. proroctwo Daniela. I zwróć uwagę. musisz natychmiast się tam udać. Korzystając z przepowiedni proroka Micheasza zawęziliśmy teren naszych poszukiwań do rejonu Betlejem. Po wzorze świateł poznaję. a ja ich wyprzedziłem. – Zgadzam się. nazywany jest „zgadnij. Poruszają się z tak zawrotną prędkością. z powrotem do mojego centrum dowodzenia. Jest to przepowied- nia wielkiego Króla Izraela! – Wyciągnijmy więc jakieś wnioski. i nigdy nie odgadniesz gdzie. Tak więc perscy astronomowie wyruszyli w kierunku Jerozolimy. nazywał się Bileam. widzę pięć mkną- cych na wschód smug światła. To wszystko pasuje do siebie. Tuż po Exodusie był wróżbiarz. Nowy król ma się urodzić. Ale znaleźliśmy Go. Nie jesteśmy Hebrajczykami. gdy w oddali. nie chcę przegapić tego wydarzenia.

co spowodowało. że to dziecko. – Zabić Go? – wykrztusił jeden z nich. Musimy spróbować Go zabić. – Jeszcze inne dziwne rzeczy miały miejsce – kontynuował dowódca grupy. że ludzie oniemieli ze strachu. Mistrzu. śpiewali hymn! Nie słyszałem tego od czasu – no. – Poprzedniej nocy w kosmosie nastąpiło niezwykłe wyładowanie energii.. Jest w pobliskiej stajence”. Ale potem sam Gabriel przybył. w misji wielkiej radości. nie zrozum. co robili? Śpiewali hymn. jakich kiedykolwiek widziałeś i tylko chęć przybliżenia się na tyle. idźcie i zobaczcie Go. oczywiście nie muszę tego mówić. Całkowicie widoczni dla ludzi! Całe miejsce zajaśniało jak powierzchnia słońca. – Ale skąd wiecie – odpowiedziałem. że nie mam do ciebie szacunku. aby ich uspokoić i nigdy nie zapomnę jego słów: „Przybyliśmy z pokojem. – Ale pomyślcie o czymś innym. Możemy nie mieć możliwości podejścia do Niego blisko. Wydawało się. musimy więc szybko uderzyć. – Dobrze już – kiwnąłem w zakłopotaniu. które urodziło się Hebrajskiej pannie o imieniu Maria. Teraz musimy zaatakować.Rozdział 18  Gwiazda nad Izraelem 173 – W istocie – wtrącił inny – to nawet nie była stajenka. – A co myślisz? Próbowali uciekać.. nie potrafią chodzić. że jest to prawda. Tych kilka pierwszych dni życia będzie dla Niego najbardziej niebez- piecznym okresem. Mistrzu. Zakładamy więc. my zaś podążaliśmy za nimi. co stało się później: rzeczywiście przeszli barierę. jakbym był znowu przy Kamieniach Ognistych w Królestwie. poszukując słów – skąd możecie mieć pewność. – Ponieważ – dowódca grupy wszedł mi w słowo – jaskinia była strzeżona przez najpotężniejszych Strażników. I rzeczywiście. – Rozumiem to – przerywam. jakie pole mocy Straż- nicy rozwinęli wokół dziecka.. Wkrótce całe niebo wypełniło się aniołami.. Proszę. – Litości. Mistrzu. – Co zrobili ludzie? – zapytałem. ale byli tak wystraszeni. a bardziej jaskinia. Wi- dzieliśmy. gdzie mieszkańcy trzymają swoje owce i kozły. wszyscy. jakież to dziwactwo – mruknąłem niedowierzając. Sam prawdopodobnie nie podejdziesz wystarczająco blisko do. Podeszli zbyt blisko i teraz są tak sparaliżowani jak Zed – no. jakby całe Królestwo pojawiło się tutaj i nigdy nie odgadniesz. nadzieja Izraela i ca- łego świata. Poszli więc pasterze. którzy beznadziejnie wpadają jeden na drugiego. – Dobrze.. że poczułem się tak. Mistrzu. jest tym właściwym. ale lepiej udaj się tam i zobacz. Ta ogromna chmura aniołów zatrzymała się tak ponad wzgórzami Betlejem i zgadnij. bo po- . jak nadchodziło to aż z Oriona. ale ludzie na pewno mogą. Ma ono większą energię niż wiele małych słońc. cudownie poruszeni i drżący z ciekawości i podziwu. No. jak jedna gigantyczna płonąca masa. było tam Niemowlę. Narodził się Mesjasz. że nogi odmówiły im posłuszeństwa. by zobaczyć dziecko. – Proszę. niezręcznie próbując zmienić temat. Powinieneś to zobaczyć: całe zbocze wzgórza wypełnione pasterzami. kosztowało dwóch z naszych wojowników utratę nóg..

Wjechali do miasta spodziewając się. gdy ci elegancko ubrani obcokrajowcy mówią mu. ale głos staje się delikatny i słodki. aby ludzie mogli być blisko Niego. aby utrzymać koronę i teraz. że Królestwo chce. mogę więc mówić do niego wprost. że jesteś niezadowolo- ny. proszę. że odwiedzili Go goście. że narodził się następca tronu. Oni są twoimi przewodnikami do dziecka! Potraktuj ich właściwie. Wydaje się. – Szacowni goście. że zastaną miasto wspaniale przystrojone dla uczczenia narodzin nowego Króla i popełnili błąd. szukajcie Go. tym sposobem niszcząc wszyst- ko. niczego się nie dowie. Aż pewnego dnia odpowiedź na moje proble- my przyturkotała do Jerozolimy w formie karawany wielbłądów. Może się okazać. Przybyli astro- nomowie z Persji! Są to bystrzy mężczyźni. dla własnej przyjemności. jakiego nam teraz potrzeba. aby zaprowadzili go do dziecka. proszę. jego łokcie bieleją od nacisku na ramiona tro- nu. znać. to pozostawia nam otwartą drogę. a przede mną nie otwarła się żadna droga. a gdy znajdziecie to błogosławione Dziecię. Tak więc pułapka została przygoto- wana! . Człowiek uspokaja się od razu. gdzie w efekcie poinformowali go. dajcie mi. a ci szczerzy głupcy mogą poprowadzić cię prosto do twojego rywala. od razu się czerwieni. Dlatego Strażnicy nie rozszerzają pola mocy poza barierę czasoprzestrzeni. Jeśli nie możemy przybliżyć się na tyle. który wstąpił na tron po- przez przygotowaną intrygę i który już ma szereg morderstw na swoim koncie – jest to taki człowiek.174 Pamiętnik Lucyfera wiedzieliście. Natychmiast myśli Heroda wypełniły się burzą zazdrosnych podejrzeń. mam bowiem zamiar wykorzystać tych naiwnych gości. Z tyłu mogłem usłyszeć. gdzie Ono jest. będziesz mógł Go zabić. poprzez którą będziemy działać. Je- śli cokolwiek może doprowadzić go do szaleństwa. Ja także pragnę zanieść Mu dary. jak Barshok wybucha ochrypłym śmiechem. ale tutaj. Na szczęście jego umysł jest dla mnie tak otwarty jak sito. A wtedy. Herodzie! Nie daj im poznać po sobie. Zabił przecież nawet własną żonę i synów. są oni naiwni jak dzieci. że urodził się król. by Go zabić. w Jerozolimie. Tak więc. Ale jak mogę go zaangażo- wać? Zastanawiam się nad tym od wielu dni (już prawie trzy tygodnie). Pę- dzę więc do tronu i przejmuję osobiście kierownictwo nad tą sytuacją. – Uspokój się. to perspektywa spotka- nia swego rywala. już mam na myśli człowieka do tego zadania: króla Heroda. udając się do pałacu He- roda. koledzy. mogą to zrobić ludzie. jak tylko znajdą dziecko. obiecując przy- słać wiadomość. Już widzę nadejście nieszczęścia: gotów jest zareagować niewłaściwie nawet przed nimi. występny i żądny krwi. a jeśli straci panowanie nad sobą. Herod to człowiek bestia. że goście dali wiarę temu pobożnemu kłamstwu i odeszli.

Ta chaotyczna informacja irytuje mnie bardzo. Bóg-dziecko..Rozdział 18  Gwiazda nad Izraelem 175 Kilka dni później Jest cichy poranek. by liczyć do dziesięciu – odpowiada. Jednak wczesnym rankiem anioł z Królestwa przybył i ostrzegł Jó- zefa. zabijając każdego maleńkiego chłopca w Betlejem w wieku poniżej dwóch lat. co robić dalej. ale jest też rzeczą jasną. policz do dziesięciu i nie wracaj tak długo. aż twoja wypowiedź nabierze sensu! – Nie mam czasu. która będzie trzymała ludzi z dala od Niego. – Przygotowaliśmy doskonałą pułapkę. Strażnicy Królestwa byli. – Posłuchaj mnie. – Nie do wiary! – powiedziałem. gdy się do mnie odzywasz. że coś się nie powiodło i zdecydował sam rozwiązać problem. bowiem celem tej wizyty jest to. Jest jasne. – Pamiętam go. zwołamy dziś rano spotkanie dowództwa i zastanowi- my się. a gdzie słabości. Jego żołnierze już pracują. jak tylko pozwolili nam na to Strażnicy Królestwa i staraliśmy się utrzymać naszą pozycję. – Mistrzu! – krzyczy. gdy nagle wpada posłaniec. bowiem jesteśmy trzymani z dala przez Stra- że. chciałem uporządkować swoje myśli. ale nie dało się niczego zrobić. osiodłał osiołka i wyruszyli. Jestem zajęty sprawami rutynowymi w mojej kwaterze. stara- jąc się dostrzec. Od wielu godzin znajdują się już w drodze. Oni bezpiecznie uciekli! Udało im się uciec! Próbowa- liśmy ich zatrzymać. ale ten jeden anioł rozpędził nas wszystkich jak liście na jesiennym wietrze. nie powiadomili go więc wcale o tym. – Kto? Mówisz. że Bóg-dziecko? – Tak! To właśnie próbuję ci powiedzieć! Bóg-dziecko uciekło i to tuż przed zastępami Heroda. uciekło! Herodowi nie uda się Go tknąć! Teraz przyszła maja kolej na zająknięcie się. że Herod nie jest dobrym człowiekiem. męża Marii. odkrzykuję więc do niego: – Mów sensownie. Otoczyliśmy to miejsce trzema liniami wojowników piecho- ty tak blisko. Jest niesamowicie silny. na długo przed świtem.. by się . że moje siły nie będą mogły nawet tknąć Dziecka. Król więc stał się podejrzliwy. gdzie są nasze atuty. Późnym porankiem Przygotowując się na spotkanie. Mędrcy dowiedzieli się o tym. A co stało się potem? – Józef zebrał rodzinę. a Betlejem stało się miejscem krwawym. posłańcu! Wyjdź stąd. gdzie mogę trochę odpocząć po stresie ostatnich kilku tygodni. Mistrzu: dziecko. Dawno już od- jechali. Dobrze. w kierunku Egiptu. domyślił się. – To musiał być Ramitan – odpowiadam. że Królestwo nie może wytworzyć bariery. że znaleźli dziecko. a te- raz coś takiego.

ale będzie jeszcze wiele możliwości. rozpoczynam więc spotkanie. owa ludzka moc. Co by było. Chcę. że jest podatny na ich działania. by zostać królem. poprzez którego mogę działać! Wtedy. które przebijają jej ręce i stopy. jako politycznych wrogów. Ofiara zostaje przybita przy pomocy ręcznie ukutych gwoździ. Padlinożerne ptaki nauczy- ły się już tego. czego najlepszym przykładem jest to. jeśli mógłbym ich przekonać. ponieważ ofiara musi podciągnąć się na przebitych gwoździami rę- kach. Zanim jednak to nastąpi. Królestwo będzie używało mocy. Ależ tak! Rzymianie są bardzo szybcy w wykonywaniu egzekucji na tych. że nikogo o to nie oskarżam. Wkrótce zaczyna walczyć o powietrze. Nazywa się Rzym. w jaki sposób cesarstwo karze swoich więźniów. nie dając możliwości wypuszczenia z płuc powietrza. Zrobiliście to. abyście wiedzieli. że zostanie ukrzyżowany! Jeśli uda Mu się prze- żyć dzieciństwo. Musi żyć wśród nich. – Wojownicy. po naszej stronie bariery czasoprzestrzeni. więc rozluź- nijcie się. Południe Rada zebrała się. muszę pamiętać o tej taktyce. ofiara przechodzi potworne męczarnie. ponieważ jej rozciągnięte ramiona powodują powiększenie się klatki piersiowej. Śmierć więc najczęściej następuje w wyniku uduszenia się cuchnącym powietrzem. Teraz ona już jest. a ludzkość jeszcze nie widziała czegoś podobnego. że tutaj. nie jest więc rzeczą niezwykłą. za dni snu Daniela. aby Go uchronić. jakie będzie to czwar- te królestwo – imperium żelaznych nóg i wielkiej waleczności militarnej. Ból wówczas jest nie do opisania. że Dziecko uciekło. zastanawiałem się nad tym. która zaatakuje Księcia książąt.176 Pamiętnik Lucyfera z nimi przemieszał i zdobył ich przyjaźń. Może nie udało nam się tym razem. więc krzyk osób ukrzyżowanych często można słyszeć już na pół mili dalej. że ma skłonności do walki z imperium? To niemal pewne. Rzym ma wiele osiągnięć. Zapewne już słyszeliście. że ukrzyżowani ludzie są bezradni. do ruszto- wania o kształcie krzyża i tak jest pozostawiona. Jednak pod powierzchnią tego ogromnego pań- stwa ukrywa się straszliwe okrucieństwo. że Mesjasz ma aspiracje. Jest już oczywiste. Wydech powoduje zatem straszli- we tortury. Nie będziemy w stanie zaatakować Go wprost. z drogami. Ta śmierć jest tak straszna. że widzimy je siadające na krzyżu i wydziobujące oczy ofierze. a to sprawia. podczas których ja będę miał wielką korzyść: mam potężnego ludzkiego sprzymierzeńca. Jednak . co trwać może nawet wiele dni. które tworzą jakby siatkę na terenie planety. Jest to potężne imperium o wielkim bogactwie. a jego legiony mogą stawić czoła każdej armii na tej ziemi. co najlepsze. w oczekiwaniu śmierci. którego ofiara nie jest w stanie wyksztusić z siebie. wiele mamy do przedyskutowania tego poranku. któ- rych obawiają się.

to. w mieście ga- lilejskim – Nazaret. że uda wam się znaleźć wiele otwartych kanałów. mam więc dla ciebie bar- dzo szczególne zadanie. abyś przygotował jakiś plan. Zedronn i Barhok zrobili to. Muszę wiedzieć o każdym szczególe z dworu w Rzymie. Zabierzcie z sobą najlepszych badaczy. że Egipt był kiedyś wiernym nam sprzymierzeńcem. że Go odrzucą. ale będziemy mieli jeszcze wiele innych szans. bowiem Królestwo pozwala ludziom na kontakt z Nim i poprzez ten kanał powinniśmy działać. Życzę wam sukcesu i pamiętaj- cie. Wasza praca jest waż- na. a jestem pe- wien. że myśli Lucyfera będą z wami wszystkimi wszędzie. jesteś moim najlepszym teoretykiem. abyście udali się do Egiptu. czy wszyscy rozumieją swoje zadania? Muszę wam jasno powiedzieć. że to jest bardzo ważne. wraz z rodziną. Tym razem nam się nie udało. gdzie powinieneś rozpocząć. który spowoduje. 8 lat później Minęło szereg lat i moje plany wojenne stają się coraz bardziej jasne. chcę abyście udali się do Rzymu. że uda nam się wpuścić ich w zasadzkę w Egipcie. postarajcie się więc być tam pierwsi. Niemal udało nam się zwieść tam Abrahama. Są oni wprawnymi badaczami Pism i muszą sobie zdawać sprawę. Nie ma . Trudno. Idźcie zatem. ale nic z tego nie wyszło. Ono także jest świadome wielu obietnic o Mesjaszu. ile według was będzie potrzebnych. spróbujcie przyłapać tam Dziecko. Józef. Wejdźcie więc w jego myśli. Zedronn. Two- je zadanie będzie niezwykle trudne. Nigdy nie zapomnij- cie. że czas Jego przyjścia się przybliżył. Jeżeli się wam uda. że na pewno coś znajdziesz. Prawdopodobnie kolejnych pięć lat określi to. Chcę zaatakować kierownictwo Hebrajczyków.Rozdział 18  Gwiazda nad Izraelem 177 nadal mamy wyśmienitą szansę zniszczenia Go. Sam nawet nie wiem. Barshoka i Andrade. co ci doradzić. aby rzeczy układały się lepiej. Dowiedzcie się wszystkiego na temat obecnej sytuacji politycznej. powrócił z Egiptu i obecnie mieszka na północy. Trzymaliśmy tam Hebrajczyków przez cztery wieki. Mieliśmy nadzieję. wtedy naszą najlepszą szansą jest przekonanie Rzymian o tym. Jedna z nich zakończy się sukcesem. że ten żydowski Mesjasz jest dla nich politycznym zagrożeniem. Popatrzmy teraz na dzień dzisiejszy. Jeśli można. Waż- ne jest to. Są to wyśmienici uczeni. Marcolith i Marconides. bowiem Nazaret jest niemal legendarnym miastem przestępców. Wygląda na to. Zabierzcie z sobą tyle oddziałów. ale wiem. zabijcie Je. co było w ich mocy. koledzy. A teraz. co lubi cesarz. czego się obawia i jak myśli. jaki będzie koniec tej wojny. że tam właśnie ucieka Narodzony i Jego rodzina. bowiem jeśli nie uda nam się w Egipcie. Udajcie się więc tam i nie szczędźcie żadnego wysiłku. potrzebuję ciebie. Meldibonie.

gdy jeden z lokalnych chłopców – syn rybaka. przyjaźniąc się z tymi. Zdarzyło się. co podobałoby mi się bardziej. by dostarczyły im potrzebnych dochodów na czas ich wygnania!) Gdy nadeszło słowo o śmierci Heroda Wielkiego. jednak społeczeństwo Egiptu jest zbyt słabe. Jak mistrzowski byłby to sukces! Narodzony przychodzi tu. aby uratować ludzi. Na przykład dwa tygodnie temu Marthus obserwował. lubiący znęcać się nad słabszymi – otwarcie szydził z Je- go pochodzenia. a my po prostu nie mogliśmy znaleźć tam ludzi. by stawić czoła komuś z Królestwa. jak to. w której mieszkał chłopiec i tego samego wieczoru powrócił tam i po- . wydaje się. z nadzieją. Tak więc. więc gdy dawał je chłopcu. a ja nie miałem wystarczającej ilości pieniędzy. sandały były jednak wciąż za duże na Jezusa. a Lucyfer zmienia go w buntownika! Już nad tym pracuję i trzymam go w ciągłej presji. że po wielu dodatkowych godzinach pracy w warsztacie. ale niewiele z jego zdolności. młody Człowiek (który nosi imię Jezus) stanie się przedmio- tem niezwykłych pokus. który zdaje się odziedziczył po ojcu wszystkie wady. a potem brutalnie popchnął go na ziemię. Okoliczności jego narodzin nie są tajemnicą. Mijały dni. bowiem tutaj. powrócili do Izraela. że Józef nie był Jego prawdziwym ojcem. robi wrażenie. człowieka. której nie zamierzam przegapić. że sandały brutala były stare.178 Pamiętnik Lucyfera nikogo lepszego. że minie Mu ta wytrwałość. Józef obawiał się go bardzo. że było to wszystko. Jest to możliwość. by sprowadzić go do grzechu. Te sanda- ły mieli w sprzedaży. Józef zaoszczędził trochę pieniędzy i kupił Jezusowi nowe sandały na urodziny. żyjąc z tego. Wystarczy tylko jeden. widzi uśmiechy i słyszy od czasu do czasu szemrane uwagi na temat swego pochodzenia. To zadowala mnie bardzo. ale będziesz musiał poczekać kilka miesięcy. jednak nikt nigdy nie usłyszał Go. gdy upadł. którzy Go zranili. gdy idzie o zastosowanie jakichś gwałtownych planów. bo chłopiec po prostu z nich wyrósł. wpływając na odwiedzających ich astronomów. gdy tamten brutal popchnął Jezusa na ziemię. jakby realizo- wał swoje powołanie. jest bowiem wraż- liwym młodzieńcem. które były w twoim rozmiarze”. W tym czasie tron znajdował się w rękach jednego z jego synów. Nie potrafię myśleć o niczym. Wtedy rumienią Mu się policzki. by odpowiedział ostro. odczuwającym ból okrucieństwa. każdy słyszał o pod- niecających plotkach. aż twój prezent urodzinowy będzie dobry do korzystania. synu. Tak więc rodzina przetrwała. za- uważył. którzy byliby odpowiedni do tego. co uzyskali poprzez sprzedanie darów otrzymanych od Persów. na co mógł sobie pozwolić. że Królestwo przewidziało nawet tę potrzebę. załatwiając polecenia Józefa i przynosząc towar do warsz- tatu ciesielskiego. (Tak. aby pozostawili im wystarczająco wiele darów. które kieruje się tylko przestępczością. Jezus zauważył małą chatkę. udał się więc daleko na północ i osiedlił w Nazarecie. w tym środowisku. zaznaczył z pewnym zakłopotaniem: „Wybacz mi. Gdy więc spa- ceruje po Nazarecie. bardzo marne i za małe. aby kupić takie. Jezus. aby było użyteczne. Józef wyjaśnił. Rzeczywiście.

Ale Jezus stale robi takie rzeczy i to powoduje. W twoim sercu jest ból. któremu zabrałeś życie. Zabrał zwierzątko do domu. Jego matka także zginęła. Jezus nie mógł tego znieść. – Przestań. Pewnego razu. Brutalny chłopiec nigdy nie wie- dział. Zamiast uciekać od Niego. oczekując pomocy. i leczył je. Nasi najlepsi pomocnicy czasami są w Jego własnej rodzinie. skąd się one wzięły. tym bardziej odzwierciedla on atmosferę i zasady Królestwa. a Jego słowa niosły z sobą jakąś tajemniczą moc. Im bardziej go prowokujemy do grzechu. które kocha- łem. małe stworzenie podeszło. zanim Józef zacznie oczekiwać Jego pomocy w warsztacie ciesielskim. tylko dla zabawy – powie- dział powoli. aby do- prowadzić do zdrowia. gdy najstarszy brat w szczególny sposób dokuczał jednemu z młodszych chłopców. Jezus bardzo kochał to zwierzątko i często je odwiedzał podczas swoich przerw w pracy w warsztacie. ale dziwnego autorytetu. Często robi to bardzo wcześnie rano. otworzył klatkę i wyrzucił małe stworzenie na sąsied- nie podwórko. a potem starszy chłopiec robił wrażenie szczególnie zadowolonego z tego. Pewnego dnia Jego starszy brat. którzy rozko- szują się młodzieńczymi awanturami. rzeczy nie do wyjaśnie- nia u kogoś tak młodego jak On. gdy podszedł do mnie. jest w tym pewna przypowieść. bracie. To nie był wyraz wybu- chu złości. że mógł Mu podokuczać. I tak. która zmuszała do uwagi. usztywnił jego nóżkę prętem i kawałkami materiału. Po raz pierwszy Marthus ujrzał w Jego oczach ogień. proszę – powiedział. gdzie pies szybko z nim się rozprawił. podczas swej wędrówki znalazł małego osieroconego zajączka. Także utraciłeś matkę i jesteś czymś okaleczony. jakie oderwał ze swojej szaty. że w przyrodzie znajduje swoje uko- jenie i nawet zwierzęta zauważają Jego miłość do nich. że ty nie zostaniesz jej pozbawiony jak ten zajączek. że ranisz jego uczucia? Jedyną odpowiedzią jaką otrzymał. tobie także życzę takiej drugiej szansy. Są oni zadziorną grupą ludzi. – Cze nie widzisz. Gdy sytuacja staje się zbyt uciążliwa. co powiedział. zły na coś. Jezus zwykle wychodzi z małego dom- ku. . Mój bracie. po- ciągając swoją złamaną nóżką. Wygląda na to. w którym mieszka Jego rodzina i udaje się na otaczające wzgórza. Zajączek był osierocony i ka- leki. że zajęła miejsce ich zmarłej matki. że wściekamy się bardzo. – Co takiego jest w śmierci. że masz w niej przyjemność? Czy to nie śmierć zabrała ci twoją matkę? Opowiem ci więc historię o tym małym zajączku. jaki jest nam znany. życie bez żadnego powodu. które ty zabrałeś. jak w przypadku tego zwierzątka. TY jesteś takim małym zajączkiem. – Zniszczyłeś. którego matka wpadła w sidła myśliwego. Mam nadzieję.Rozdział 18  Gwiazda nad Izraelem 179 zostawił swoje nowe sandały pod drzwiami. było uderzenie w twarz mokrym ręczni- kiem. Pewnego razu. Józef ma sy- nów z pierwszego małżeństwa i niektórzy z nich obrażają Marię za to. Dałem mu kolejną szansę na życie.

Znalazłem to w pismach Dawida. – Jeśli sobie dobrze przypominam. że pozwolono mu wcześniej usłyszeć to. . Co z tego rozumiesz? – Zabawne. jak się to kończy: „Idę. Jak dotąd. brakowało więc nawet pieniędzy na jedzenie. abyś to przyjął. nie potrafię zrozumieć tej Jego absolutnej pogody ducha. Mistrzu. abym poszedł. jak sądzę. kto nie potrafi przywrócić czegoś. nawet wtedy. jego usta próbowały sformułować słowa. Idę. Tego same- go wieczoru wziął małego melona. Mistrzu. Zapytałem go więc przy tej okazji. pojawił się ze swoim rutynowym raportem. Jaką tajemnicę ma w sobie ten młody Jezus? Dwa dni temu Arikon. chcę. co o tym wszystkim myśli. starszy teoretyk w grupie współpracowników Meldi- bona. Tamtego jednak wieczoru nie było niczego innego do jedzenia. Jego ręce uniosły się nieco w bezradnym ge- ście kogoś. gdy nękamy go pokusami. – Masz. Z uśmiechem ulgi młody Jezus przekroił owoc na połowę i podzielił się tą – bardzo niewielką. tuż przed pozostawieniem tronu i przyjściem tutaj. 5 lat później Próbujemy. aby na- rodzić się jako człowiek. którego schował sobie na kolację i wręczył go Jezusowi. bowiem i ja jestem tym zdumiony. których nigdy nie wypowiedział. Nie rozumiem tego. by Jezus uczynił coś złego. jaki przepowiedziany został w proroctwie Daniela! I zwróć uwagę. aby pełnić wolę twoją”. Było to pytanie. abym poszedł”. czasu. – Arikonie. jakie nigdy wcześniej nie zawiodły. którego postawienia wkrótce żałowałem. jako ostatnią rzecz do Starodawnego. poddaje swoją wolę komuś innemu. który też był głodny. jednak On wydaje się być głuchy na nasze pokusy. Pomyśl proszę nad tym językiem: „Czas na mnie. mam odpowiedź. że o to pytasz. W jednym z Psalmów używa on języka. Jezusie.180 Pamiętnik Lucyfera Starszy brat usiadł na krześle. co sam zaprzepaścił. Od tego czasu stali się bliskimi przyjaciółmi. Po- stanowiłem więc trochę to zbadać i. Proroctwa przepowiedziały tę chwilę. kiedy ma nadejść Mesjasz. aby człowiek doszedł tak daleko bez jakiegokolwiek cienia samolubstwa i brzydkich utarczek. Ktokolwiek to mówi. Dokąd poszedł? Na ziemię! A czy zauważyłeś odnośnik do cza- su? Jakiego czasu? To oczywiste. ale jak dotąd nie udało nam się spowodować. – kontynuuje Arikon – jest tam napisane coś takiego: „Czas na mnie. bowiem. jak na dwóch młodych mężczyzn. aby pełnić wolę twoją”. Pomyśl nad tym. co Narodzony powie. w historii tego świata nie znany jest przypadek. właśnie wte- dy zmagał się z trudnościami finansowymi. czasu. Warsztat ciesielski. który sugeruje. kolacją.

ponieważ pod- dał swoją wolę jeszcze tam. co z naszymi walkami. a ty powinieneś się z tego cieszyć. – Wydaje mi się. Takiej wojny nie potrafię wygrać. aby wszystko zaczęli od nowa. – Nikt z nich. w Królestwie. Mistrzu. przyjacielu. ciemnych oczach i dalekim spojrzeniu. Próbowałem walczyć z tronem. jak Józef i Daniel. nie tylko nie mamy dostępu do Niego. jakby zastanawiał się nad mo- imi zdolnościami umysłowymi. – Ponieważ. w górze. każdy człowiek też to potrafi. które przegraliśmy u takich ludzi. Tak więc teraz. Tuż przed swoim przyjściem tutaj. Podobnie też Eliasz. że zabrano go do Królestwa. i Abraham? Mistrzu. bo może to oznaczać dla nas obu przetrwanie. Zastanawiałem się nad analizą Arikona.Rozdział 18  Gwiazda nad Izraelem 181 A teraz połącz to wszystko razem. I oto dlaczego On nie grzeszy. a on usiadł w ciszy. Gdy angażuję do walki tego młodego człowieka. które często wydaje się poszukiwać nie- skończoności. w istocie walczy- my z samym Królestwem! Powoli zacząłem pojmować wnioski jego analizy. Ci idioci nie mają szansy poddania swojej woli przed narodzeniem się. Wszechmogący chętnie przebacza im przeszłość. To czyni możliwym. że są wtedy traktowani. jak- by się na nowo narodzili! . jakby rozpoczynali życie po raz pierwszy! A gdy rozpoczynają znowu. ale nikt z nich tego nie potrafi! Arikon popatrzył na mnie spojrzeniem sowy. Jednak nie ma to zastosowania do przeciętnego człowieka. Po prostu rodzą się i bardzo szybko zaczy- nają grzeszyć! On może oprzeć się naszym pokusom. cała sprawa polega na tym. mogą poddać swoją wolę tak. w oczekiwaniu na mnie. gdy byłem jeszcze tam. Tak. Gdy Go kuszę. z którego wypływa ognista rzeka! Walczę z sa- mym Starodawnym! Minęły długie minuty bez słowa. i nic to nie dało. strasząc tym spokojnego Arikona. Gdy Go pro- wokujemy i kusimy. że On zwycięża. że otrzymasz odkrycie tajemnicy Jego sukcesu nad nami. jak uczynił to Narodzony. Przegrałem tamtą bitwę. Poddana wola. faktycznie walczę z potężnym niebiesko-złotym tronem o niesamowitym blasku. który w końcu uległ lekkiej drzemce. wypeł- nia tylko wolę Wszechmogącego. Mistrzu. Być może masz rację. A co z inny- mi. że znowu ją przegram! Jednak nagle znalazłem coś. co wydaje się stanowić jakąś możliwość. gdy żyje tutaj jako człowiek. – Jak? – Jego odpowiedź zmroziła mnie strachem. a sądzę. Narodzony poddał swoją wolę Starodawnemu. najwidoczniej świadomy mojej potrzeby przemyślenia tego. I wy- gląda na to. Arikon miał rację! Wcale nie walczę z młodym i szczupłym Galilejczykiem o dużych. Mistrzu? Czy zapomniałeś o Enochu? Uciekł od naszego wpły- wu tak bardzo. jakby dziurę w całym! – Aha! – krzyknąłem. Mówisz. że znalazłem słaby punkt w twojej teorii. i Moshe. równocześnie angażuję do niej tron wszechświata.

ignoru- jąc całkowicie jego szeroko rozwarte oczy z ogromnego zdziwienia. Ja muszę poświęcić całą uwagę wojnie. . na co odpowiedziałem skinieniem gło- wy. milcząc. masz więc pełny autorytet. Mam do ciebie zaufanie. jaką stoczę z Me- sjaszem. Radź sobie ze wszystkim. Od jej wyniku zależy teraz wszystko i muszę rozpocząć do niej się przygotowywać. jak odchodzę w kierunku surowej pustyni. Staniemy osobiście do walki. Szybko wezwałem Marconidesa. a następnie szybko przystąpił do działania. gdy opuści On warsztat ciesielski i rozpocznie swoją służbę. Potrzeba mi będzie wielu lat odosobnienia. Usiadłem bez słowa. jaką właśnie podał mi Arikon. Wezwij mnie tylko. patrzył. a będzie to walka toczona na poziomie naszych umysłów. Każdy może mnie pokonać. – Przekazuję ci kontrolę operacyjną nad całą armią – powiedziałem. jeśli rozpocznie od nowa i podda swoją wolę Starodawnemu. Czy rozumiesz? Pokiwał głową. Teraz znałem już rozmiary mojego problemu: jeśli nie pokonam Mesjasza zanim będzie miał szansę przemawiania o tej informacji. W tych trzech straszliwych słowach Arikon wypowiedział strategię mojej porażki. – Będziesz dowodził. – Marcolith! – usłyszałem go jeszcze. wojna zostanie przegrana i stanę wobec ognia piekielnego. Podejmuj wszystkie decyzje taktyczne. na wschód od Doliny Jordanu. kłaniając się z szacunkiem. Nie przeszkadzaj mi z żadnego powodu. – Zwołaj ogólne zgromadzenie. a mój doradca dyskret- nie wyszedł.182 Pamiętnik Lucyfera Narodzili na nowo.

To pewnego rodzaju ceremonia. Wystarczy. już pom- pują ludzi fantazją całkowitego odkupienia. gdzie pewien wędrowny nauczyciel o imieniu Jan Chrzciciel poruszał niemal wszyst- kich mówieniem o reformie. – Mistrzu. że i oni wiedzą o proroctwie Daniela. aż będę musiał stawić Mu czoła w osobistej walce. nad Jordan. w jakiej jeszcze ni- gdy nie uczestniczyłem. Jan był wstrząśnięty taką prośbą.Rozdział 19 Gość z kosmosu Rok: koniec 4027 Od szeregu lat przebywałem sam na pustyni. Zanurzani są w rzece. aby się pochorować. Nowa przyszłość: jest to dokładnie to. coś. Zanurzając się pod wodę symbolizują swe poddanie – poddanie swojej woli! Wybucham potokiem przekleństw. gdy planuję największą bitwę mojego życia – aż pewnego dnia widzę go. gdzie jestem – środek ostrożności. Je- zus pożegnał się z rodziną i opuścił Nazaret. ale musisz wiedzieć. jakby pozostawienie za sobą przeszłości i rozpoczęcie nowej przyszłości. – Kró- lestwo nie traci ani chwili. który pod- jąłem. jak zbliża się od zachodu. przed czym ostrzegał mnie Arikon! A ceremonia. Zwyciężę lub prze- gram. Jest sam. Będzie to walka. by uniknąć frywolnego przeszkadzania mi. martwi mnie także. Zaraz po ukończeniu swoich trzydziestych urodzin. Skrzywiłem się na ostatnie zdanie Marconidesa. Mistrzu? . W końcu uspokajam się. Tylko Marconides wie o tym. W wyniku tego całe tysiące ludzi zeszło w dół. bowiem nawet w powietrzu nad Izraelem odczuwa się jakieś oczekiwanie. i wielu z nich zostało ochrzczonych w rzece. próbując jakoś się pozbierać. jakby wskazując na to. że ich wola zostaje poddana czemuś większemu. że każdy o tym wie. zakłopotany. przygotowując się na to. Mistrzu. a Marconides stoi w niezręcznej sytuacji. aby słuchać Jana. Właśnie dwa dni temu pojawił się nad rzeką i poprosił o ochrzczenie go wraz z innymi. jaką wykorzy- stują. które odbijają się o ściany pustynnego wą- wozu. Udał się nad dolinę Jordanu. który przemawia. Dlaczego to uczynił. Nawet zanim Mesjasz pojawi się na scenie. – Możesz powiedzieć jedno – zaznaczam. Jeden na jednego. Będę żył albo umrę. Wielkie tłumy przychodziły. aby go słuchać i jest oczywiste. że Mesjasz jest już na scenie. – To prawda. stało się. ale On upierał się przy tym i obaj weszli do wody Jordanu. widząc jak jego głów- ny dowódca wyrzuca z siebie słowa w napadzie złości. bitwa na myśli. i to w pełni. Chodzi o Mesjasza i wydaje się.

w którym momencie. Gabriel przepowiedział. by odpowiadała Jego obec- nym warunkom. aby dokończyć moich przygotowań. aby Mu się przyjrzeć. abyś był gotowy.184 Pamiętnik Lucyfera – Och. Wygląda bardzo mały. wielu ludzi jednak Go słucha. Potrzeba mi cza- su. powinienem pójść. jakim teraz zwraca się do mnie Królestwo. a potem energia przekształciła się w widoczny kształt gołębia. używając paskudnego imienia. nawet jeśli jest On teraz w postaci człowieka? A przecież muszę! Gdy Go obserwuję. Ale z tego co słyszę. Doradź mi. – Bardzo dobrze. – No. Marconides odchodzi. Marconidesie. – Nie sądzę. Zamiast tego decyduję się pozostać na moim miejscu. imienia. zmęczoną wędrówką i słabą. po drugiej stronie bariery czasoprzestrzeni. że Mesjasz rozpocznie swoje dzieło 483 lata później. do zbalansowanych równań orbit galaktycznych. Wiele ludzi zaczyna spekulować. Będę musiał zaatakować Jego umysł. W pamięci staram się dodać lata. – Szatanie – grzmi do mnie. – Myślę. Ostatnio widziano Go. – Być może jest to taki sprytny chwyt. dosyć wysokim. spoczął na Nim promień jasnej energii. Potrzeba mi każdej możliwej chwili. na pewno wywołało to reakcję Królestwa. – Mamy polecenia. lepiej. że w poprzednim swym bycie On zaplanował wszystko: od złożoności ludzkiego ciała. że stoję na wprost potężnej postaci Ramitana. a grzmiący głos odezwał się: „To jest Syn mój umiłowany”. jak na Stworzy- ciela. wkrótce będziesz musiał z Nim walczyć. wyglądającym dość przyjemnie. Jest zatem dokładnie o czasie! Cztery dni później Najpierw widzę Go jako oddaloną postać. że to On idzie do ciebie. Stałem tam. Tłum był zdumiony. czy to aby nie przybył Mesjasz. Jak sądzę. Nie objawiam Mu się od razu. jak zmierzał w kierunku tej pustyni. Dekret o odbudowie Jerozolimy został wydany w roku 3544. gdzie – jak mam nadzieję – w swojej ludzkiej postaci nie będzie mógł mnie zauważyć. aby . twoim zdaniem. którego nienawi- dzę. Mistrzu. Będzie to walka inna od wszystkich. abyś musiał iść – odpowiada. aby ułożyć całą strategię. a gdy Narodzony wyszedł z wody. Jest pod każdym wzglę- dem zwykłym człowiekiem. a wie- ści o tym zdarzeniu już dotarły do Jerozolimy. Pozostanę tu jeszcze przez chwilę. a jestem boleśnie świadomy tego. kogo można by nazwać uderzająco przystojnym. Można by się z Nim minąć na ulicy i nigdy nie poświęcić Mu nawet sekundy. ale na pewno kimś. wdra- pującą się na skały i wąwozy tej pustyni. pojawia się nagły przypływ światła i zauważam. cokolwiek by to nie było. nie wiem – odpowiadam odczuwając wzbierającą się we mnie iryta- cję. Jak mogę mieć nadzieję na pokonanie takiego umysłu. który potrafi powoływać do istnienia całe światy. aby ludzie zaczęli myśleć. że jest jed- nym z nich.

Nie śmiałbym popełnić błędu. a jego wnikliwy wzrok przeszywa mnie. by dać ci pełny dostęp do Narodzonego. a ja odczuwam. abym odnalazł Narodzo- nego. Panie! – odzywam się. bo musiałbym za to odpowiedzieć. jestem uderzony geniuszem twórczym: będę udawał. proszę. W końcu odchodzi i przyłącza się do lśniącej linii Strażni- ków. Czy rozumiesz rolę. gdzie się zatrzymuję. że można przezwyciężyć nawet apetyt. w którym oni upadli – nie chce wziąć do ust żadnego jedzenia. wracam z powrotem do miejsca. Ale – i tutaj staram się okazać pewną dezorientację i niepewność – ale być może tak naprawdę. aby zamienić je w chleb. Oniemiały. naszego Pana i Króla. co chce przez to osiągnąć: mój sukces nad ludźmi rozpoczął się od jednego owocu. – Zostałem posłany z Królestwa. – Ach. by On podniósł swoją prawą rękę w moim kierunku. to nie Ty. ale jedynie na poziomie myśli. a ja osobiście zamienię cię w parę. pozostaje tam jeszcze przez kilka ziemskich minut. że nagle jestem widoczny dla człowieka. Szukaliśmy Cię wszędzie! Całe Królestwo martwiło się. Skutki jednak takiego niedostatku zaczynają być widoczne. . Czas: miesiąc później Aż trudno mi w to uwierzyć. aby Cię znaleźć. Jezus musi znajdo- wać się na pustyni przez prawie 40 dni bez jedzenia! Odczuwam. na około milę w kierunku zachodnim. by zranić Go fizycznie. około stu kroków od człowieka o imieniu Je- zus. ale słuchaj mnie dobrze: jeden ruch z twojej strony. Muszę Cię zidentyfikować. a ty przecież potrzebujesz pokarmu. Licząc czas na dojście tutaj. dopomóż mi i okaż swoją moc Twórczą. co sobie życzysz. że jestem aniołem z Królestwa! Przy Jego osłabieniu nie będzie mógł rozpoznać różnicy i tym sposobem mogę zdobyć Jego zaufanie. Ramitan. a On za- czyna swoją walkę ze mną dokładnie w tym punkcie. a fizycznie zostanę odrzucony na czterdzieści. w jaką możesz się zaangażować? – Ramitanie. której wcześniej jeszcze nie poznałem. ty kulo wiatru! – odwrzasnąłem. To po- może nam obu. czy pięćdziesiąt mil w kierunku pustyni. tutaj jesteś. Jeśli rzeczywiście ty jesteś Bogiem. udając zdziwienie. wybacz mi – ciągnę dalej – ale trochę się zagubiłem. że nastał odpowiedni czas na mój atak. a gdy to czynię. jak Cię pamiętamy. na wpół utykający z wrażenia. Nie wyglądasz tak. jakby szukając pierwszego zna- ku agresji fizycznej. powodując. Mój przeciwnik bardzo osłabł. Oto – mówię to sięgając po dwa lub trzy kamienie o kształ- cie palestyńskiego chleba – użyj swojej mocy. na którego On czekał. Możesz do niego mówić wszyst- ko. ale nie mam pewności czy Cię rozpoznaję. Posłano mnie. Przecież wystarczy tylko. aż udowodni.Rozdział 19  Gość z kosmosu 185 się wycofać. Jasnym błyskiem światła przechodzę przez barierę czasoprzestrzeni. Czy ty jesteś rzeczywiście Nim? – Proszę. Pozwalamy ci rozpocząć z Nim wojnę.

starając się nakarmić swoje głodne dziecko. posługując się swoją własną logiką. Biorę więc mojego wychudzo- nego wroga (zauważam. w jakiej zatryumfowałem nad Ewą. jeśli przekroczy- my barierę czasoprzestrzeni i będziemy poruszali się w czwartym wymiarze. że głodówka spowodowała. I w taki sposób. w tego typu dyskusji. Koniec dyskusji. Większość ludzi nie potrafi się oprzeć sile takiej logiki. wskazując na to. że Jego umysł stanie do walki z moim. że odpowie posługując się bardzo rozsądnym argumentem. weźmie owoc ze straganu jakiegoś kupca. Muszę podjąć Jego sposób argumentacji! Zacytował Pismo Święte? W takim razie ja też tak uczynię! Szybko powstaje cały plan. Całą swoją strategię uknułem na przypuszczeniu. jak mobilizuje ostatnie zapasy sił. tym bardziej są zagubieni. Znajdujemy się na pustyni.186 Pamiętnik Lucyfera Jego oczy opadają z wyczerpania i głodu. na które nie potrafią znaleźć odpowiedzi. gotowi są przyjąć mój ostateczny argument. Jerozolima znajduje się tylko na moment stąd. że stał się bardzo szczupły . Spodziewałem się. zdaniem wprost z Pisma! Jak mogę sobie z tym poradzić? Od dawna tryumfuję nad ludzkim umysłem poprzez sugestię. Wojna umysłów. którą wtedy ja postaram się zaatakować sub- telnymi argumentami. jak przekonuję. antytezy. jakby pięknie nie brzmiały. muszą zostać dostosowane do czasu i oko- liczności. – Szatanie – odpowiada. że mój fortel się nie udał – napisa- no w Pismach: „Nie samym chlebem człowiek żyć będzie”. Ale co to jest kradzież? Jeśli jakaś matka. że nie ma moralnych. czy będzie to złe? Ludzie lubią bawić się w taki sposób. Oczywiście. w której każdy otwiera się na pytania i debatę. Spodziewałem się. absolutnych praw. jak jakaś usta- lona zasada może mieć zastosowanie na każdym miejscu i w każdych okolicz- nościach? Wszystko jest względne. ale nagle mam odpowiedź. przyozdobieni labiryntem pytań. żaden człowiek nie potrafi zachować zakonu. że odpowie mi. aby nie kraść. Aż w końcu zdumieni i zagubieni. zręcznie odparł moją strategię. Odrzuca nawet możliwość podyskutowania ze mną. na wschód od Jordanu. a im bardziej się tak zabawiają. argumentuję. Zamiast tego. Byłoby to bardzo klasyczne: tezy. Przykazania mówią. Sprawa zamknięta. W końcu. jednak. On odpowiada absolutnym stwierdzeniem. że nawet Przy- kazania. nawet prawo Dziesięciu Przy- kazań. że Jego myśli przeciwstawią się moim. ale widzę. odwołuje się do Pisma Świętego – jako do absolutu! Co mam zrobić? Mój umysł pędzi teraz w tym wielkim zamęcie. Wzdragam się w zdumieniu. a Wszechmogący powinien zaprzestać narzucania ludziom Jego niere- alnego standardu postępowania. ale nawet osłabiony głodem. Ale to? Zamiast bawić się w moją grę. które nie dopuszcza do jakiejkolwiek dyskusji. jakie siać będą zwątpienie w Jego założenia. że przyłapię Mesjasza w takiej słownej pułapce. że wiara w ja- kiekolwiek absolutne prawdy jest oznaką niewiedzy.

na Jego sposób. pomyśl. próbuję. Boga swego. Właśnie zacytowałem Ci tekst. spróbuję tego. aby cię strzegli na wszystkich drogach two- ich. jeśli odpowiada to moim celom. Jeśli naprawdę wierzysz Pismu. Wydają się tak prawdziwe. Na rękach nosić cię będą. gdy Ci ono odpowiada? Ruszaj. ale nie zadziałało. jaką On sam obrał. skacz! Ale On odpowiada posługując się innym tekstem: – Napisane jest również: Nie będziesz kusił Pana. tęt- niącego życiem miasta. jaką jest pycha. On znowu okazał się lepszy. czego mógłbyś spróbować? Coś przychodzi mi do głowy. który zacytowałeś. Kiedyś byłem głównym dowódcą wszystkich sił w niebie i nadal posiadam nadnaturalną moc. dostosowałem się wyśmienicie. Chociaż nie byłem przygotowany na taktykę. Próbowałem cytować Pismo. Lucyferze. W takim razie teraz odpowiadam Ci wyzwaniem: jeśli należy wszystkiego tak sztywno przestrzegać. jak tekst. jakby we śnie. w takim razie musi to być również prawdą. idź za własnym argu- mentem jego logicznego wniosku: skacz! Jestem poruszony genialnością tej chwili. Pomyśl. Co? I to wszystko? Żadnego argumentu. Zapewne wy- gram tę walkę! – No? Na co czekasz? A może posługujesz się Pismem tylko wtedy. Stajemy na najwyższej wieżyczce Świątyni i tutaj. który obiecuje. jako książę aniołów. Jeśli tak jest napisane w Pismach. Więc rzuć się. że jeśli rzucisz się w dół. Jeszcze raz zabieram Go. Próbowałem podstępu. Bardzo dobrze. byś nie obraził o kamień nogi twojej”. Mam jed- nak do Ciebie pytanie z tego samego źródła. Udowodnij swoją wiarę i daj Wszechmogącemu szansę objawienia swojej wielkiej mocy w takim spektakularnym ratunku. wyzwaniem pochodzącym wprost z Pisma. utworzyć przed umysłem ludzkim takie sceny. że większość ludzi nie potrafi . A kto może dyskutować ze zwo- jem? Słodka śmierci.Rozdział 19  Gość z kosmosu 187 i zaskakująco lekki) i prowadzę Go poprzez barierę na szybką wędrówkę nad pustynią. Zamiast tego. żadnego wyjaśnienia. na wysokości po- wodującej zawroty głowy. aby znaleźć wymówkę i nie przerwać Twojej głupiej głodów- ki. jestem więc w sta- nie. aniołowie ustrzegą Cię przed jakimkolwiek zranieniem. wiesz kim jestem i zacytowałeś mi Pismo. w takim razie czyń tak w każdym przypadku. a On odpowiedział mi także z Pisma. co ten tekst ma oznaczać? Nie pozwala mi na to. ale tym razem na górę dowodzenia i teraz wzywam moje wszelkie moce. z której rozciąga się szeroki widok ruchliwego. abym wciągnął Go w osobistą dyskusję. w któ- rej mógłbym sięgnąć po taką słabość ludzką. Jest także zapisane: „Albowiem Aniołom swoim przykazał o tobie. Może jest On Bogiem. ale ma także ludzkie cia- ło. Czy nie ma już niczego. – Bardzo dobrze Jezusie. sta- wia pomiędzy nami barierę w postaci Pisma. a ludzie niemal zawsze padają przed pokusami bogactwa i mocy.

Wydaje się. jak ludzie gotowi byli zabijać się dla zdobycia kawałka ziemi. będąc bezradny wobec takiego autorytetu i zauważam. udając się na swoje stanowiska służby. cześć wiwatujących tłumów – wszystko to maluję przed Nim. I wtedy słodkim głosem stawiam Mu moją ofertę. przybyli. że to nadchodzi i już zdaję so- bie sprawę. – Mesjaszu. stary smutek wydaje się napływać do Jego oczu. tak jak ranne zwierzę. aby zo- baczyć w walce swojego Mistrza i gapią się teraz w przerażającej fascynacji. jakiej nigdy wcze- śniej nie widziałem. jestem gotów. Nie ma już niczego. A potem znowu odpowiada mi tylko słowami Pisma: – Napisano: Panu Bogu swemu pokłon oddawać i tylko Jemu służyć będziesz. pociesz mnie w mojej porażce tym jednym aktem szacunku dla godnego prze- ciwnika. I teraz widzę. jeszcze nie teraz. tylko ten jeden raz. jakby widzami podczas rzymskich igrzysk. aby przekazać Ci ten świat. że nie będę mógł się temu oprzeć. Jestem otoczony przez wszystkie moje siły. któremu przekazałem główne dowództwo. że jestem krańcowo wyczerpany. uchodzę ze sceny własnej po- rażki. przybliża się ostroż- nie. co teraz widziałeś. Jestem skończony. – Mistrzu – pyta z niepewnością – czy chcesz przejąć dowództwo? Cicho zaprzeczam głową. Panuje cisza. walczyłem przez czterdzieści wieków. który podchodzi do generała tuż po przegranej bitwie. co teraz Mu po- kazuję. abyś poszedł precz! Cofam się. Widziałem. Teraz spróbuję tego z Nim. ale poddam to Tobie. Uklęknij przede mną. Odczuwam. rozkazuję ci. jaki widziałem dawno temu. Wijąc się z upokorzenia. Wszystko. jakiego nie może zablokować nawet głodówka. które były małe w porównaniu z tym. muszę sobie poszukać jakiegoś miejsca w od- osobnieniu. gdy mi powiedział. jaki może dać świat. Pałace. Aby to wszystko zdobyć. jak przegrywam wojnę. bogactwo. jak całe imperia powstawały i upadały. chociaż w jego ukłonie jest już nieco rezerwy. Nikt nie mówi ani jednego słowa. Przywołałem każdy znany mi i wykorzystywany argu- ment. Marconides. ten sam. że nie jestem sam. Proszę tylko o jedną łaskę: proszę. Kłania się. Widziałem.188 Pamiętnik Lucyfera zauważyć. Pokazuję mu więc przed oczami jedną za drugą wielką cywilizację świata. że są tylko iluzją utworzoną przez moce spoza bariery. każdy dar. Jego oczy utkwione są we mnie. bowiem zostałem okaleczony i. Przez moment ten odległy. a tysiące żołnierzy walczyło na śmierć w celu zdobycia nagród. jakby miał właśnie wydać rozkaz. że nie mogę już po- wrócić do Królestwa. Jego postać wyprostowuje się. czy małego worka złota. aby zlizać swoje rany. – Szatanie. Otaczający mnie tłum moich wojowników rozchodzi się. napięcie pojawiające się u podwładnego. jakby każdy z nich był tu obecny – całe miliardy otaczają całkowicie hemisferę. jestem gotowy Ci oddać. Jeszcze nie. jakby nabie- rał powietrza majestatu. To tak. . sztukę.

Och! I te słowa nagany padają z ust Andrade! Moje wnętrzności gotują się w zakłopotaniu i złości. który wywodzi się ze zwykłych ludzi i troszczy się o ich potrzeby. Obawiam się. – Ale nie było mnie – odpowiadam i decyduję spontanicznie dać wszystkim do zrozumienia. a gdziekolwiek się udaje. bo wyglądałoby na to. że szukam poparcia. Shorson. że nadal jestem wodzem. w tym rejonie kraju. że wykorzystuje twoją nieobecność. a ich milczenie jest znacznie gorsze. Wolałbym. co będzie Jego kolejnym ruchem. Nie mam pojęcia. to powinieneś być tutaj. . ale nie czynią tego. Jego sukces już powoduje pewne zazdrosne reakcje w Jerozolimie. Cała sprawa wymyka się nam z ręki. musimy podjąć jakieś plany. – No dobrze. zaś cała okolica aż bzyczy podekscy- towanymi rozmowami na temat tego cudownego Nauczyciela. których nazywa uczniami. jesteś zwolniony z dowo- dzenia twoim korpusem. którzy są zbyt chorzy. W końcu zdecydowałem. zaś na drogach tłoczą się ludzie. uzdra- wia chorych. Na północy. Za mniej więcej godzinę wyruszamy do Galilei. odczekałem szereg tygodni. a tych. abyśmy mogli o nim porozmawiać. gdzie ludzie na wysokich stanowiskach patrzą na Niego jak na zagrożenie. Cały teren wygląda jak mrowisko. przynosząc swoich chorych i kale- kich. – Andrade. Wiele przemawiał w tere- nie i wywarł wrażenie na chodzących za Nim młodych mężczyznach. – Udał się do Galilei i jest już znany. Oni towarzyszą Mu wszędzie. aż do nocy. Tydzień później Sytuacja w Galilei jest we wszystkim znacznie gorsza niż ją opisano. aby wywołali ten temat. nic nie mówią na temat mojej walki z Mesjaszem. Kto może mi powie- dzieć coś o dalszych losach Mesjasza? – Ja mogę – odzywa się Andrade. przejmij dowodzenie i przygotuj się do pod- róży. aż powróciłem do mojego centrum dowodzenia. przyjaciele lub krew- ni przynoszą na noszach. którzy chcą Go zobaczyć. aby ich uzdrowił. a ja nie śmiem zaczynać sam.Rozdział 19  Gość z kosmosu 189 Wiosna Obawiając się spojrzeć w twarz moim generałom. wojownicy. Faktycznie wieści o Nim dotarły nawet do Syrii. wkrótce stanie się tak popularny. niż gdyby się wyśmiewali. Mesjasz wydaje się mieć czas dla każdego. chociaż często musi pracować długo. że z łatwością może zorganizować bunt chłopów. Ludzie chorzy przybywają tysiącami z nadzieją na uzdrowienie. Jak myślę. aby chodzić. jakby się nic nie wydarzyło. Tak naprawdę. tajemniczo wymijając tytuł pełen szacun- ku: „Mistrzu”. Gdy w końcu się to stało. będą oni podstawą Jego organizacji. że najlepszą rzeczą będzie przejęcie dowodzenia. Jest to smutny dzień. Uczynił zdumiewające cuda.

poprzez które podjudzą tłum do morderstwa. Ma On jednak tendencję do ryzykowania i. któ- rzy żadnym sposobem nie mogą pozwolić sobie na drogie wygody. z jasnym zamia- rem. do uniwersytetu w Aleksandrii. zatrzymując się często na rogach ulic. Wśród szaleńczych okrzyków. porwało Go i pociągnęło prosto w kierunku urwiska na obrzeżu miasta. przecho- dząc na Jego stronę. Pełno tych ludzi w kraju. powrócił znowu do Galilei – jest wszędzie. wędrując pieszo jak zwykły człowiek. aby czytał Pisma w synagodze. Wrzasnąłem natychmiast za moimi wojownikami. na którym stał przemawiając. Rok: 4028 Chodzę za Nim uparcie. ale nienawidząc każdej takiej chwili. który zmiótł na bok wszelkie pretensje i powiedział im. że są na tym świecie dla wyższego celu. Był w Jerozolimie. W swoim rodzinnym mieście. które nie mają nic wspólnego z ży- ciem. by stać się błogosławieństwem dla swoich bliźnich. ruszyli więc do dzieła. ludzie słuchali z przyjemnością. poszukując kanałów. że mówca wyrósł z tutej- szego chłopca. kto im zaoferuje miejsce na noc. zauważając. zwyczajny Galilejczyk. bo- wiem wszystko wydarzyło się tak nagle. a potem chodzą po mieście. bowiem uczynili religię tak suchą. Wszystko przebiegało dobrze. nowy rabbi. będę mógł wykorzystać to dla siebie. by dyskutować o rzeczach. I wtedy właśnie nadszedł Ten fascynujący. wyjałowio- nym śmietniskiem śmiesznych terminów. gdy On nagle ogłosił się Mesjaszem. A skoro nie ma domu. jak kurz. popro- szono Go. jak to wspaniale. Miejsce nabożeństwa zamie- niło się rychło we wściekły rozgardiasz. Nazarecie. a zwyczajnym ludziom odpowiadało to bardzo. Od dawna byli to moi najbardziej cenieni sprzymierzeńcy. być może. codziennie coraz więcej osób dezerteruje u mnie. pewnego Szabatu. które posiada elita rządząca. o któ- rych przeciętny człowiek ani nie wie. kształcą się tam. bowiem zamieniali religię w okrutny żart. Spowodował sztorm wśród zszokowanych uczonych i teologów. że są moimi najlepszymi pomoc- nikami. a Jego popularność wciąż rośnie. starając się być pobożnym. aby Go tam zrzucić. wraz ze swą małą grupką zatrzymuje się u każdego. Każdy człowiek przeszedł jakieś religijne doświadczenia. . nawet dla małych dzieci. Muszę znaleźć jakiś sposób na odwrócenie tej sytuacji. ani się nimi nie zajmuje. Rozglądają się tylko czy ich zauważono i czy są podziwiani. I przemawia – ale jak przemawia! Większość ludzi miała już dość słuchania dyskusji prowadzonych przez uczonych w Piśmie na tematy teologiczne. a czas ma dla każdego. a ci próżni. aby spędzać czas z Bogiem. przechodził przez Samarię. spierający się do- stojnicy kościelni nieświadomie udowodnili.190 Pamiętnik Lucyfera A w tym czasie. Udają się na południe. że sytuacja nas zaskoczyła. powracają w swoich akademickich szatach. ku wielkiemu upodobaniu ludzi pracujących. kilku tę- gich młodych ludzi podeszło do miejsca.

– Spójrz na tą ciżbę. Podziwiające Go tłumy. ale z naszej strony bariery czasoprzestrzeni mogliśmy dostrzec. Dla tłu- mu było to zwyczajne zniknięcie. czy komuś jeszcze coś nie zostało. do mnie. rzucając pytające spojrzenie w kierunku Mate- usza. ale Jezusa to nie przekonywało.Rozdział 19  Gość z kosmosu 191 Byliśmy zaledwie kilka kroków od sukcesu. Następnie uderzyli ludzi wystarczającą energią. dobrze – odpowiedział – przejdźcie pośród tłumu i popatrzcie. którzy z natarczywo- ścią stawiają Mu wrogie pytania. co w rzeczywistości miało miejsce: to aniołowie utworzyli lśniący korytarz pomiędzy Nim a motłochem i On przeszedł tym korytarzem bez szwanku i całkowicie niewidoczny dla zamroczonych ludzi. aby Go chronić! Dlatego teraz zaczynam się zastanawiać. włóczyli się zdezorientowani. Judasz wzruszył ramionami. Przemawiał przez trzy dni do zgromadzonych tysięcy ludzi. Tak więc prawdopodobnie Strażnicy będą interweniowali. popularność w Kafarnaum. a wszyst- ko pochodziło z koszyka chłopca i wkrótce zaimprowizowani słudzy roznosili całe naręcza jedzenia dla oczekujących ludzi. abyśmy ich nakarmili? Judasz. by za to nakarmić nawet małą część obecnych. proszę. które wędrują za Nim tysiącami. błąkając się pośród mrowia ludzi. a uczniowie zaczęli zabiegać o jedzenie. – Przynieście to. który trzymał skromne zasoby pieniężne grupy. A po- tem. gdy nagły wybuch energii uderzył w nas: była to interwencja Strażników. Trzeciego dnia niemal wszystkim skończyło się pożywienie. Ostatnio ludzie próbowali nawet sami wziąć w ręce całą sprawę i nie- mal nie ukoronowali Go na króla! Miało to miejsce w Galilei. którzy pozostawili pracę i szli za Nim. aby dali coś do jedzenia zgłodniałym tłumom. by ci oszołomieni. – No. – Czy mówisz poważnie? – odpowiedział jeden z nich. Miejsce: Galilea Życie mija Mu na dziwnej mieszaninie zwycięstw i porażek – nieszczęście w Nazarecie. a ty chcesz. nawet przeciwko ludziom. W końcu Andrzej znalazł niewielki posiłek u małego chłopca. tym wię- cej go było! Nie było temu końca: zgromadzono całe stosy chleba i ryb. . – Wystarczy – odpowiedział Jezus. Jednak im więcej pożywienia wyjmował. że w swoim woreczku nie ma wystarczająco dużo pieniędzy. a Jezus po- wiedział swoim uczniom. Jest tu przynajmniej pięć tysięcy samych mężczyzn. czy kiedy- kolwiek będę w stanie Go zatrzymać. oddzielających nas od ludzkich współ- pracowników. aby słuchać Jego przemó- wień. po modlitwie o błogosławieństwo. a oprócz nich jeszcze więcej kobiet i dzieci. Wściekli kapłani. a Jezus spokojnie wyszedł spośród nich. szybko poinformował. składający się z kil- ku krążków chleba i dwóch małych rybek. zaczął sięgać do koszyka chłopca i wyj- mować z niego chleb i ryby.

teraz nie mógł im tego wytłumaczyć. poszliśmy za uczniami do łodzi. bowiem ich bo- hater odszedł. Nie. ujrzeli postać – widmo. Odpłynę- li od brzegu i zaczęli wiosłować w kierunku głębokiej wody. On zatrosz- czy się o rozbitych Rzymian – zdmuchnie ich jak chmurę pary wodnej swoim sprawiedliwym gniewem. ale od strony wody usłyszeli znany im głos: to był Jezus. nie wiemy skąd On to wszystko bierze” – „Tak. podczas której uczynił jeden z najbardziej niezwykłych cudów. Przyglądali się więc temu z oniemiałym zdumieniem. jednak nadejście silnego wiatru spowodowało. przy- łączy się do nich później. Był to akt czy- stej mocy stwórczej. to może dokonać wszystkiego in- nego. że wszystko zostało stracone. jak On? Trwało to przez całe godziny. nie będzie już więcej pytań czy wahania – mają to zrobić. Jeśli On potrafił nakarmić kilka tysię- cy ludzi jednym. Ale wtedy stała się dziwna rzecz: zwołał wokół siebie uczniów i cicho im powiedział. Królem Izraela! Odwieczne marzenie o niezwyciężonym Izraelu. której nawet większość moich wojowników jeszcze nie widziała. aby odeszli. bieg rozmów stopniowo ulegał zmianie. aby wsiedli do łodzi. że jest to cud”. prowadzonym do zwycię- stwa przez samego Boga. najwyraźniej obciążone pytaniem: jak z sukcesem można prowadzić wojnę z taką Istotą. wielkimi krokami przybliżał się do łodzi. a w tym również przegonić znienawidzonych Rzymian z Izraela. Popołudnie więc minęło na czystym cudzie i mieszaninie prozaicznych uwag: „Czy wystarczyło wam?” – „Czy jest jeszcze ktoś głodny?” – „Nie. że posuwali się bardzo powoli. który zdecydował się dojść do nich w tak niesamowity sposób. oczywiście. – Mesjasz! Mesjasz! – wołali. mając wypełnione ręce jedzeniem. Ale gdy dzień kończył się. a nam się wydawało. a ludzie zaczęli szaleć z entuzjazmu. że Rzymianie uznają to za bunt. Natychmiast. nie miało znaczenia. Wkrótce cały tłum zaczął skandować. od jednej grupy do drugiej. by wstąpił na tron – a to. Po wielogodzinnym wiosłowaniu i posunięciu się do przodu jedynie o jakieś dwie lub trzy mile rzym- skie. gorący z entuzjazmem. wydawało się w zasięgu ręki. która szła po powierzchni wody! Przejęci strachem zaczęli krzyczeć z przerażenia (przypuszczali bowiem. Była to noc. Wszyscy zaczęli zdawać sobie sprawę. Nie. małym posiłkiem chłopca. że ujrzeli ducha). Uczniowie wędrowali tam i z powrotem. I po tych słowach zniknął. jakim można by to określić.192 Pamiętnik Lucyfera Stworzenie – nie ma innego słowa. wymieniając spojrzenia. Gdy już powiedział im. . tylko pięć chlebków i dwie ryby” – „Nie. niż je- dynie nakarmienie zwykłym posiłkiem. domagając się. Nie. Nagle zabrzmiał więc okrzyk: – Ukoronujmy Go! On jest Mesjaszem. On z nimi nie szedł. a hałaśliwy entuzjazm minął tak nagle. pozostawiając rozprawiający tłum w zdziwieniu i zamieszaniu. że owego popołudnia stało się coś więcej.

aby wykonać dzieło nieba. Tyberiusz to szaleniec. zapytał nie- wiele myśląc. Nigdy o tym nie zapomnijcie”. był bardzo zziębnięty i rozpacz- liwie wołał o pomoc. by nadal kontynuować. usiadł tam milcząc i drżąc cały. podaję pewną sugestię. Nazy- wani są delatores. Jezus ochoczo po- wiedział mu. Jesteście obywatelami nieba i jesteśmy tu tyko przez małą chwilę. będzie to stało w kolizji z wszystkim tym. Zamilknąłem na chwilę. kto choćby popatrzy krzywo na jego tron – słodka śmierci. aby przyszedł do Niego i przez kilka niesamowitych chwil człowiek ten faktycznie kroczył po falującej powierzchni wody Jeziora Galilejskiego. Jeśli będą myśleli o sobie. jeśli będą zorganizowani? . niewiele się na tym zna. ale gdy chodzi o politykę ziemską. Otrzymuję stałe raporty z Rzymu. dlaczego nie zaakceptował oferty ludzi. Z zakłopotania wpatrzył się bezwiednie w jakieś pyłki na dnie łodzi. Jeśli Jezus teraz podrażni Rzymian. Ponieważ w tym ja się wyspecjalizowałem. którego niemal nie przypłacił śmiercią. zniknąwszy im z oczu. co taka filozofia życia uczyni z Jego naśladowcami. Z trudem wypłynął na powierzchnię. Gdy Jezus sięgnął po niego i mocno pociągnął go do łodzi. Ociekał wodą. jest on wyśmienitym myślicielem. jak powiedział: „Pamiętajcie. – Po pierwsze. Najwyraźniej dumny ze swojego osiągnięcia na moment oderwał swoje oczy od Jezusa. zanim skończymy z nim. a my będziemy mogli wykorzystać w dużym stopniu jego impulsywność i dumę. co wyglądało bardzo patetycznie. iż zajmują się zawodowo donoszeniem. W swym porywczym charakterze. jako obywatelach nieba. – Nie ma w tym wielkiego znaczenia – odpowiada. to ściągnęłoby tu Rzymian jak lawinę. gdybyś miał napotkać takich wrogów. wspaniałe domy nad brzegiem morza – nic z tego nie będzie się więcej liczyło. co ma zamiar zro- bić. Następnego dnia zapytałem o to Meldibona. Pewnego dnia w prywatnej rozmowie z uczniami słyszałem. – A teraz pomyśl o tym. nasze królestwo nie jest z tego świata. – Ten człowiek chciał się popisać przed innymi i Mesjasz udzielił mu lekcji. Dwór cesarski jest poirytowany intrygami. Gdy chodzi o sprawy Królestwa. a cesarz płaci im za donoszenie na innych.Rozdział 19  Gość z kosmosu 193 W tym momencie jeden z uczniów o imieniu Piotr popełnił błąd. czy może wyjść z łodzi i także iść po wodzie. Pieniądze. Jakby ci się podobało. Ale jak sądzę. Skoro mnie pytasz. istnieje jeszcze głębszy powód odrzucenia przez Niego tro- nu. wtedy ten świat nie będzie dla nich już atrakcją. a nasze najsilniejsze pokusy znikną jednej nocy. aby rzucić pewne spojrzenie na swoich towarzyszy w łodzi i natychmiast zaczął tonąć. gotów jest zabić każdego. w szczegól- ności. aby zostać królem? Stoję tylko o krok od Meldibona. że Piotr musi się nauczyć jeszcze wielu lekcji. jego dwór tak bardzo przepełniony jest podejrzeniami. to powiem. Meldibonie. że obecnie wielu ludzi żyje z tego. – Ale jest ważniejsza sprawa – ciągnął – jaką musimy rozstrzygnąć: gdy Jezus miał wczoraj szansę. moc.

że stanąłeś tam przeciw. mój sprytny przyjacielu. Impulsywnie odrzucam ten pomysł jako śmieszny i taki. co mamy. by czekać. ale on upiera się. nad którym wcześniej się nie zastanawiał. pomyślałem sobie: stanąłem tam przeciwko komuś lepszemu. jakby badał jakiś krajobraz w swoich myślach. Nie- wielka to nadzieja. Nie kończy jednak swego zdania. wysłuchaj mnie. – . a jego oczy teraz przerzucają się z miejsca na miejsce. Jego głos zanika. – Jeśli co? – pytam. jaki świadczy o tym. Zamiast tego powraca do swojego pierwsze- go punktu. nie chcę. No. który zamie- nia się w złośliwe spojrzenie. wraz z osobistą walką z Nim. ale tym razem na jego twarzy pojawia się mały uśmieszek samozadowolenia.. Ale zaczekaj chwilę. Odczuwam. nie opuściłeś żadnej możliwości.. dając poznać po sobie. Niewielu w armii zdaje sobie z tego sprawę. – Meldibon jest profesjona- listą. gdy chodzi o mężczyzn.. Jezusa. że założyłem. którego próbowali- śmy wielokrotnie i to bez sukcesu. stawiając pytanie: – Tak więc jak możemy Go zatrzymać? – Sądzę. Problem był w tym. gdzieś głęboko w jego wyobraźni. Wszystkie Jego zwycięstwa dokonane dotąd. usidlić jakąś pokusą. który nigdy nie pozwala sobie na humor niskich lotów. jeśli. ale możliwe. Jestem oszołomiony. które zazwyczaj załamują ludzi. twoje próby tam. na pustyni były wysokiej klasy. Nikt nie potrafiłby tego dokonać lepiej. że tego nie próbowałem. a to rzadko zawodzi. jeśli – nagle odzywa się po cichu – uda się tego człowieka. odstępstwa Jego własnych uczniów. bo choć nie mam odwagi tego pokazać. myślicielem. Oczywiście.. że jest to wszystko. aby cokolwiek przeszkodziło temu wyśmienicie utalentowanemu umysłowi). no. aby kontynuował (i zara- zem niecierpliwię się. że stara się zastanowić nad problemem.. Meldibonie. Odzywam się zatem: . – Jednego – pytam? – Przeoczyłem coś? – Tak. gdzie On ulegnie. Teraz ma już całą moją uwagę.194 Pamiętnik Lucyfera Na twarzy Meldibona pojawia się grymas. Nadal nic nie mówi.. To wszelkiego rodzaju pokusy.. Jestem zmuszony. ruszaj dalej i powiedz to. Oprócz tej jednej. Próbowałeś wszystkiego innego. – Nie próbowałeś jeszcze kuszenia Go rozpustą. Ciągnę więc dalej. że nawet mnie nie usłyszał. Meldibonie. a to z prostego powodu. i Lucyferze. być może znalazłeś to miejsce.. mogą jeszcze wciąż się rozlecieć. ale gdy walczyłeś z Nim na pustyni. iż to nie zadziała. Mistrzu – odpowiada powoli – że mamy tylko jedną nadzieję. zniechęcenia. – Próbowałeś nacisku politycznego. Ciągle jest wpatrzony w dal. To było wy- śmienite. – Nie. podczas gdy oczy ma utkwione w jakiś odległy punkt. że chcę.

Znasz to miejsce. że może znaleźć pomoc u tego nauczy- ciela z Galilei? – A co to nam da? – odpowiadam. z jakim się spotyka. jak Szymon Faryzeusz. ponieważ byłem pewien. – Ale nie odchodźmy za daleko od tematu – odpowiadam. która mieszka w Betanii. jakby takie okoliczności uruchamiały ich męskie umiłowanie domina- cji. dlaczego zawrócił sobie głowę uzdrowieniem go. bowiem jest Mesjaszem. – Jest kobieta. On nas nadal kocha. Przez moment Meldibon jest pod wrażeniem. Dlaczego by nasz naj- lepszy taktyk nie miał jej zasugerować. – Tak. jeszcze w czasie tygodnia stwo- rzenia. stanowi odpowiedź. jakim jest Szymon. który umieszcza teraz w swojej złożonej sieci danych. jak po uderzeniu piorunem. jak często ci pobożni mężczyźni kończą na czynieniu bardzo niepobożnych rzeczy. – No. – Czy to nie jest ten. to zostaje przemycone pod przykryciem potrzeby pomocy przez tę kobietę. i zadziwiające. tuż za szczytem wzgórza dominującego nad Jerozolimą. gdy chodzi o mężczyzn wśród kapłanów. zanim pojawiliście się tutaj wszyscy. Myślę. mając pragnienie. dam ci to. – I zawsze zastanawiałem się nad tym. – Meldibonie – odzywam się – jesteś geniuszem! Nigdy nie brałem pod uwagę wykorzystania takiej pokusy. To może zadziałać! . co. że zrobił to po prostu ze swej dobroci. nic innego. to wysocy urzędnicy. jak dotąd. którego Jezus uzdrowił z trądu? – Tak. co ten człowiek uczynił z tą kobietą. a następnie wciąga się ponownie w temat naszej rozmowy. widziałem. jak On płakał nad na- szym losem. Jest zaskakująco piękna. Chociaż brzmi to bardzo dziwnie. którzy potrafiliby ją zigno- rować. A skoro potrafi nas kochać. że trudno o tym zapomnieć i niewielu jest mężczyzn. sobie smakołyku. która jest dostępna i potrzebuje pomocy. Jest w depresji. Aby zadowolić twoją ciekawość. to ten – odpowiada Meldibon. Pewnego razu. To tak.Rozdział 19  Gość z kosmosu 195 – Zatem do dzieła. a więc na pewno wie. – Zauważyłem coś. Niektó- rzy z nich. Kiedy mają do czynienia z kobietą. wtedy kusi ich to. W wyniku tego całe jej życie stało się nieprzerwaną serią fatalnych kontaktów z mężczyznami. jedno jest całkowicie pewne. a potem się jej pozbywali. którzy podziwiali jej piękno. Ale to jest coś innego. jak sądzę. a jego potężny umysł dokonuje analizy nieznanego. tacy. ale ma jedną fatalną cechę: nie potrafi odmówić mężczyznom. który mieszka w pobliżu w tym samym miasteczku. gdy chodzi o Marię: jest tak piękna. jak sądzę. a jej prezencja intryguje niemal każdego mężczyznę. że nie powiedzie się. A taki jest mój plan: ona teraz dochodzi do siebie po ostatnim rozbitym związku i jest bardzo tym oszołomiona. znam go – odpowiadam. bez wątpienia potrafi kochać także takiego gbura. aby już wysłuchać planu Meldibona. Być może ceni się bardzo wysoko.

Jednym z przykładów jest morder- stwo. podobnie jak ją zna połowa mężczyzn w Jerozolimie – odpowiada. . Jest to dokładnie to. Miał dręczyć przywód- ców religijnych. W tym momencie na twarzy Silmona maluje się także szyderczy uśmiech. w których spotykają emocje. Gdy ludzie pozwolą sobie na pielęgnowanie nienawi- ści. by spotkać się z nim osobiście. najlepszego taktyka w ca- łej armii. by nie potrafili roz- poznać Mesjasza. I nie minimalizuj trudności twojego zadania. – Mistrzu. Ale otrzymaliśmy miłą niespodziankę: sami przywódcy wręczyli nam łatwe zwy- cięstwo i zrobili to bardzo zwyczajnym kanałem – stali się zazdrośni i źli! Każdy kolejny cud. gdy przeszkodził mi pewien posłaniec. nigdy dotąd nawet nie odczuwali. które mogą ich zaszokować. Od jego wyniku wiele będzie zależało. A oto twoje zadanie: wejdź do jej umysłu. Gdy ją przekonasz. bo- wiem nie byłem pewien. Czy znasz ją? – Tak. bardzo martwiłem się o to zadanie. Sześć tygodni później Wiele się wydarzyło. każda nowa wieść o sukcesie Mesjasza. – Właśnie o nią chodzi. a teraz stali się niemal szaleni z zazdrości. Słuchaj uważnie. być może. bo wszystko trzeba zrobić doskonale. – I to wszystko? – Tak.196 Pamiętnik Lucyfera Wzywam jednego z moich głównych asystentów. pogłębiały jedy- nie ich urazę. ja- kich. a faktycznie stały się jed- nostką w mojej armii. w tej chwili jest w depresji i przez to bardzo otwarta na wpływy. Powinieneś więc odnaleźć niemal gotowe kanały dostępu. i ostatnio spędziłem z nimi większość czasu. wśród których znajdowali się najznamienitsi teolodzy na świecie. aby udała się do Mesjasza. czy uda się to zrealizować nawet Meldibonowi. i starać się wprowadzić wśród nich taki zamęt. aby udała się na spotkanie z Jezusem. mam zamiar poprosić cię o wykonanie niezwykle trudnego zada- nia. Właśnie znajdowałem się pewnego poranka na konfe- rencji z dowódcami ich brygady. Mówiąc szczerze. powrócił Simlon. o co chodzi. Przekonaj ją. to wszystko. Wkrótce nawet „dobrzy” ludzie zaczynają się zabawiać ideami. czego nam potrzeba. Zrozumiał. Czy będziesz się chciał z nim zobaczyć? Czy będę chciał? Pędzę od razu. Tak więc siły Meldibona odniosły wielki sukces. Odzywam się więc do niego: – Simlonie. Chcę zbombardować Jezusa pokusą. wchodzą w jakieś dziwne. nowe realia. W Betanii jest ko- bieta o imieniu Maria. zanim utracą kontrolę nad swoimi emocjami. Zaraz po narodzinach Boga-dziecka wyznaczyłem Meldibonowi najtrudniejsze zadanie w całej wojnie. która stale odnosi wielkie sukcesy. towarzysz jej z pięcioma legionami naszych najlepszych wojowników.

A co. co. za nic więcej. aby przeko- nać się. – To wygląda tak. Maria była zniewolona manipulacją i rozpustą. o co prosiłeś. jeśli uda mi się zniszczyć jej wiarę? Co. . Mistrzu. jakby znowu była młodą dziewczyną. czy skutki tamtego spotkania przeminą. to może się udać! . On przywrócił jej panieństwo. zdając sobie sprawę z tego. Wszedłem do umysłu kobiety o imieniu Maria i ponaglałem ją.. Ale ona się uwolniła i jej doświadczenie może stać się wzorem dla każdego człowieka. Ale co. które powodowały. jakie implikacje przynosi ta porażka.. Dla innych jest to umiłowanie hazardu. Rozmawiali całymi godzinami. który zatracił kon- trolę nad życiem. jaki mógł go zamrozić całkowicie. aby ludzie mogli rozpocząć wszystko od nowa. dziękując Silmonowi za wykonanie tak ciężkiej pracy i załamuję się. Jestem wściekły. wolną od tych dręczących zdarzeń. Potem powiedział jej. Spojrzała na niego w taki sposób. Wykorzystaliśmy każdy wariant pokus. jakby przeszłość nigdy nie miała miejsca. że ona stała się inna. Przytakuję. że powracała stale do tych samych błędów. chodzi mi o to. W jej myślach. zrobiłem wszystko. to musi być sprytniejsze. a ja wyko- rzystywałem ten mechanizm już od początków wojny. jaki jest nam znany. a ona powiedziała Mu o wszystkich swoich złych doświadczeniach życiowych. że to jest powodem Jego przyjścia na Ziemię. czy też ekstrakt maku.. – Odsapnął chwilę i mówił dalej. gdy to czyniła. Ludzie często wpadają w takie pułapki. że jego żona już od tygodnia wyjechała do Cezarei. trudno im się z tego wydostać. ale ona jedynie w tym się umac- nia. który przemycają ze wschodu różni kupcy. – I co? – I po raz pierwszy w swoim życiu odnalazła człowieka. To znaczy stało się tak. Chodziłem za nią przez szereg dni. jeśli. nie myślałem nawet. który kochał ją taką. Nie ośmielę się kusić jej rozpustą. Mistrzu. myślałem. Byłem przy niej.. a więc znów klasyczny przypadek. płakała z powodu minio- nych błędów. jakby nigdy nic nie zdarzyło się złego.Rozdział 19  Gość z kosmosu 197 – Mistrzu. jeśli po takim publicznym na- wróceniu uda mi się doprowadzić ją znowu do upadku? Wtedy całkowicie zneu- tralizuję jej doświadczenie! Plan powstaje szybko w mojej głowie. jakiś trochę pijany kupiec otarł się o nią i wy- mamrotał coś. że coś takiego jest możliwe. ile tylko potrafiła i chciała. Pewnego razu na targowisku. gdybym tak doprowadził ją do jakiegoś rozczarowania Jezu- sem? Tak. aby poszukała tego nauczyciela. Ta kobieta poprzez własny przykład mogłaby ukraść mi mi- liony ludzi. całkowicie nowa. Dla niektórych jest to umiłowanie wina. Nie. na- dejście jej mogłaby dostrzec i rozpoznać niebezpieczeństwo. których w innym przypadku miałbym po swojej stronie. pozostawiając za sobą przeszłość. Maria wysunęła się całkowicie spod naszej kontroli. Gdy ludzie raz uwikłają się w coś takiego. że nigdy tego nie wypowiem. Było ze mną pięć legionów. a On pozwolił jej mówić tyle. jaką była. jakby stała się całkowicie nową osobą.

zabij go. – Spokojnie. – Przyjacielu – mówię – jesteś dobrym żołnierzem. – Czy coś niezwykłego dzieje się tam teraz? – No. jaki problem czeka mnie tam na wzgórzu. Jest chory. a ja zadumałem się nad planem. a następnie wzywam Barshoka. Na wzgórzu. a ja mam zadanie. podczas gdy po stronie ludz- . staram się być dobra. (O tak. jest też i brat o imie- niu Łazarz. mogę już zobaczyć niezwykłe zamieszanie po obu stronach bariery: moje siły zmagają się z aniołami Królestwa. to dom Marii. a na jego twarzy także maluje się mały uśmiech szyderstwa. że każdy mówi teraz o nowej Marii. Są to niskiej rangi żołnierze. Nie mając najmniejszego pojęcia. ale będzie wrażliwa z powodu śmierci swego brata! Już jestem w stanie prze- widywać jej sposób myślenia: No. nic specjalnego. jak sądzę.198 Pamiętnik Lucyfera Wzywam żołnierzy. To wywołuje wielkie podniecenie. obsiana wygodnymi domami i ogrodami. wojownicy – mówię. leżącego na wschód od Jerozolimy. mieszka kobieta o imieniu Maria. z którego rozpościera się widok na miasto. którzy pełnią swoją rutynową służbę w Betanii. spodoba ci się. co ma robić. jak nie widziałem go od wieków. pozostawiam swoją siedzibę w pobliżu Świątyni i pędzę na szczyt Góry Oliw- nej – niskiego wzgórza. – No. Znajdź tego człowieka i zabij go. którzy dotąd nigdy nie byli w bezpośrednim kontakcie ze mną. że znaleźli się w centrum dowodzenia. jestem zwolen- niczką Mesjasza. są więc oczywiście pod wielkim wrażeniem. Gdy zbliżam się. o niej – odpowiada jeden z nich. Udaj się tam szybko. tak szczęśliwy. proszę. Wybiega. aby wyprzedzić Straż- ników. Potrzebuje ciebie. oczywiście. które. Na szczycie wzniesienia znajduje się mała wioska o nazwie Betania. Łazarz jest chory i to wszystko. – Potrzebna mi jest mała pomoc z waszej strony. Jest tam Marcolith i nie wie. w Betanii. którzy jak jołopy rozglądają się po mojej siedzibie. – Czy coś jeszcze? – Nie. on też zaczyna z tym szyderczym uśmiechem.) Ma brata. co się dzieje! Cztery dni później – Mistrzu! – wrzeszczy posłaniec. Maria nie będzie już więcej podatna na sprośne propozycje Szymo- na. z których jeden. któ- remu na imię jest Łazarz. a popatrzcie. mieszka wraz z siostrą Martą. Chwileczkę! Łazarz jest chory? To może być moja możliwość! Zwalniam tych dwóch żołnierzy z osiemnastego echelonu. Co wiecie o domostwie Marii? – Ach. – Przybądź szybko! Coś strasznego dzieje się w Betanii. – Zabić go? – Tak.

Jest tam bardzo gwarno. – Och. które określi mój los. – Mistrzu. który był na tyle blisko. gdzie był. tworząc tym sposobem małe pomieszczenia. bardzo szybko. a cztery dni temu nagle poczuł się gorzej i umarł.Rozdział 19  Gość z kosmosu 199 kiej podekscytowane tłumy pędzą w kierunku wzgórka poza miasteczkiem. gdzie grzebią ludzi. Teraz to miejsce jest wielkim zgiełkiem podniecenia. po prostu tak nagle. przecierając oczy fałdą swojej zakurzonej sza- ty. aby Marcolith to dostrzegł. . Jezus chwilowo opanowuje się. najwyższy moment. i tak. cztery dni temu Łazarz umarł. Dlaczego nie mógł zapobiec śmierci tego człowieka? Łazarz był znanym człowiekiem i większość mieszkańców miasteczka znajduje się tutaj. pozostawiając tym samym na twarzy małe smugi. który dmucha na szczycie. Jest to miejsce. ale ociągał się. tłum zaś czeka urzeczony cudem i ciekawością. – Zupełnie nie rozumiem – powiedziała jakaś kobieta. że jest to brat Marii. – Ten człowiek chorował. Wysłały wiadomość o choro- bie brata. a i sam Jezus wydaje się pogrążony w smutku. a teraz znajduje się u grobu. Opowiedz mi o tym – rozkazuję – ale szybko. ale jak sądzę. który niesie się po wzgórzu: – Łazarzu. Na te słowa. nie uwierzysz. – Kogo? – Takiego faceta o imieniu Łazarz. to znaczy. Odwalcie ten kamień. do Jezusa. Tak. I to jest to. – W porządku – odzywa się głosem pełnym autorytetu. – Panie. gdzie składano ciała umarłych. by zobaczyć naszego przyjaciela. – Jezus otwierał oczy niewidomych. który mnie przeraża. Jezus bierze głęboki oddech i mówi głosem. bo z oczu płyną Mu łzy. pozostając tam. – Co tu się dzieje? – zapytuję Marcolitha. ludzie bogaci wyciosywali sobie grobowce w ska- łach. ognie piekielne! – wzdycham i pędzę do grobu. aby przyjść tu wcześniej. ale nie pozwalam na to. mówią. wyjdź! Całe wzgórze wyciszyło się jak o północy. – I co dalej? – Tak więc jego siostry wyszły niemal z siebie. że ujrzysz chwałę Pana? Otwórzcie grób! Dwaj mężczyźni trzymający w rękach drewniane drągi. a gdy już szerokie wejście do grobu zostało szeroko odsłonięte. że zadziałał tu Barshok. myślę sobie. odsuwają kamień sto- jący u wejścia do grobu. Ale dzisiaj Jezus pojawił się w mieście. mówiąc coś do Marii na temat zmartwychwstania. Jest to najdziwniejsza scena. teraz musi już cuchnąć. Jedynym dźwiękiem pozostaje delikatny wietrzyk. głośno opłakując jego śmierć. – Czy nie powiedziałem ci. Nagle przechodzi mnie zimny strach. Otwórzcie grób. – Czas. w jakiej kiedy- kolwiek uczestniczyłem. jak powiedziałem. Jezus zamierza wzbudzić do życia zmarłego. zdarzenie. Marta zdaje się wpadać w histerię. – To już cztery dni! – odzywa się.

A więc stało się! Byliśmy świadkami zmartwychwstania! Wieść o wydarzeniu przebiega szybko Betanię. zabandażowany. Nie mamy wyboru. – Czcigodni starsi – mówi. Ukoro- nują Go na króla. niegodnego w całym nowym wieku oświecenia. że człowiek o imieniu Łazarz z Betanii. podczas gdy inni. owinięty od głowy do stóp paskami materiału. w takich przypadkach lepiej jest. Ktoś tam żyje. Nad pokojem jakby zawisła ciemność: ciężkie przygnębienie. Jedni uważają to za pewną moż- liwość. aby znaleźć tego kłopotliwego Galilejczy- ka z jego surową grupą naśladowców. jaki jest tego powód. który umarł cztery dni temu. chwile bez końca – i nie sądzę. Odzywa się głos dowódcy. Przestaniemy istnieć jako naród. Sam widziałem. czy umarły może kiedykolwiek powstać do życia. niski i brzmiący. – Bracia. Ale ich przeszukiwanie wzgórz w Betanii kończy się fiaskiem. Gdy tak posuwa się w kierunku światła dziennego. . zgromadźcie swoich studentów – odpowia- dają Saduceusze. Ludzie pójdą za Nim. a my wkrótce widzimy. a osoby biegnące z nowiną. Każdy rusza do działania. wielki nauczycielu. Udają się. gdy jeden człowiek umrze. zaczynają go odwijać. Jezus odczuwał już nadchodzące niebezpieczeństwo.200 Pamiętnik Lucyfera bowiem jeśli On potrafi przywrócić do życia człowieka. Musimy zna- leźć sposób na położenie kresu temu niebezpieczeństwu. jak z prymityw- nego zabobonu. do miasta zwanego Efraim. przyjdźcie mężowie. To Kajfasz. jaka napływa od tych marzycieli w Betanii? – To nie jest plotka. w takim razie On sam mógłby także powstać z grobu! Wtedy nawet mój plan zabicia Go okaże się bezsensowny! Mijają chwile. – Wiesz oczywiście. – Przyjdźcie. udał się więc wraz ze swymi uczniami na pustynię. – Czy będziecie wierzyć każdej plotce. I wtedy właśnie posłaniec przerywa ich zadumę. a to ściągnie tu Rzymian. niż mielibyśmy ryzykować utratą całego narodu. a głos załamuje mu się od stresu. – Ten człowiek czyni wiele cudów. A następnie z wnętrza grobu dochodzi głos. który zmarł cztery dni temu. co to oznacza – wreszcie ktoś mówi. docierają w dół wzgórza do Jerozolimy. próbując usilnie wyjść. właśnie został powołany do życia przez nauczyciela zwanego Jezusem. W kilka minut informacja dociera do wewnętrznych pomieszczeń Świątyni. miejscy Saduceusze śmieją się z tego. poma- gając w poruszaniu się. które człowiek może poczuć nawet fizycznie. Najwyższy Kapłan. jak na pogrzeb. – Musicie wiedzieć. aby ktokolwiek na tej górze oddychał. Pojawia się Łazarz. gdzie dostojni kapłani i dumni naucze- ni w Piśmie. zaangażowani są w typowo akademickie dyskusje nad tym.

Jednak spiskowcy dostrzegają problem. bowiem każdy ruch w kierunku aresztowania Go. które zawsze zmierzają do Jerozolimy o tej porze roku. jest miękkim oportunistą. Ze wzgórz tych schodzą całe tłumy. Cesarski namiest- nik. że gdy już będzie martwy. Je- śli przywódcy żydowscy uzyskają wyrok „winny”. szybko. Nadchodzi czas wielkiego święta. pod rzymskim prawem wolno to zrobić tylko Rzymianom. porozumiewając się wyciszony- mi głosami i panując nad każdym gestem. zaś potok posłańców nieustannie przepływa tam i z powrotem. gdzie się znajduje. lud może popłakać sobie przez jakiś czas. przyprowadzą Go na krótką rozprawę przed Sanhedrynem. pamiątki wyzwolenia Izraela. a wzbudzenie z martwych Łazarza jeszcze przyśpieszyło powstanie niemal dzikiego poruszenia i ekscytacji. że przybywają na to święto Żydzi z całego świata. Nie mogą dokonać egzekucji zgodnej z prawem. mógłby wywołać bunt. Aby Go złapać nocą. i zakończyć wszystko jeszcze zanim ludzie mieliby szansę zareagować. Na terenie kraju można też dostrzec pierwsze dowody wiosny: tęczę pączkujących dzikich kwiatów i wzgórza pokryte świeżą zielenią. Są to najpotężniejsi ludzie w Izraelu i właśnie układają plan. którego już wielokrotnie udało się Żydom pokonać w różnych sprzeczkach politycznych i który nie może pozwolić sobie na ryzyko powstania. gdzie zostanie oskarżony o wielkie przestępstwa i niemal natychmiast skazany. będą musieli wiedzieć. jakie przyciągnęłoby uwagę cesarza Tyberiusza. To wszystko pozostawia jednak Jego wrogów z problemem. Przechodzą przez drzwi mocno strze- żone przez policję świątynną. Jeśli wszystko przebiegnie zgodnie z planem. Jednak w najskrytszych pomieszczeniach Świątyni panuje smutny nastrój. dostarczając informacji i śpiesząc się do wykonania swoich zadań. Jezus jest obecnie niesamowicie po- pularny. to oczywiste. Po eleganckich salach tego tajemniczego i prywatnego dominium poruszają się świa- domie małe grupki dobrze ubranych mężczyzn. . ale ponieważ już ni- czego nie będzie można zrobić – cała sprawa prawdopodobnie ucichnie. Ujęcie Go w świetle dziennym byłoby straszliwie niebezpieczne. Poncjusz Piłat. nic więc dziw- nego. jak złapać Jezusa. a Jerozolima już pełna jest szumu od przy- gotowań. jednak uzyskanie zgody nie powinno stanowić większej przeszkody.Rozdział 20 Sąd o północy Czas: Święto Paschy Jeszcze tydzień do święta Paschy. Dlatego będą musieli działać nocą. Piłat powinien zatwierdzić ukrzyżowanie bez specjalnych sprzeciwów. Uważają. Ponieważ nie ma żadnego domu.

dociera ochrypły szept. nie przyłącza się do posiłku przy stole. na sofach otaczających stół. Zapach szybko wypełnia pomieszczenie. z drugiej strony pokoju. zatrzymując się w drodze z Jerycha do Jerozolimy. a jej łzy pozostawiają małe ślady na oleistych perfumach. Nadal zastanawiam się. I wtedy. bowiem uderzeniem jakby kamienia o ka- mień. ile starczyłoby na wykarmienie biednej rodziny przez całe lata. a zaciekawieni goście unoszą swoje głowy. czło- wiekiem. Jedzą według palestyńskiego zwyczaju. a raczej prze- suwa się wokół pokoju. ale. zdecydował się wydać wielką ucztę ku Jego czci. którego niedawno wzbudził z martwych. jak sądzę. że znajduje się tam nie zaproszony gość – no. gdzie znajduje się Jezus. Trwa posiłek. Wylewa wszystko na Jego stopy! – Jezu – szepcze – tak wiele uczyniłeś dla mnie. doskonale wykalku- lowany. rozlanych na Jego stopach. nadal wylewa olejek. który ma wartość zarobków z trzech lat. siedząc pomiędzy Szymonem a Łazarzem. Mesjasz skierował się znowu do Jerozolimy. że nie znajduje się w tym samym miejscu nawet przez dwie noce z rzędu. tak naprawdę. zakłopotana ponad miarę. którego uzdro- wił z trądu. jeszcze bardziej kłopotliwe. czy uda nam się go przekonać. a w tym zgiełku i rozgardiaszu przyjęcia. więc i ja chciałam coś uczy- nić. których jest całkowicie świadomy. a z jakichś powodów były one ostatnio coraz bardziej dla nas dostępne. gdzie może znaleźć jakieś zakwaterowanie. a Szymon. mógłbym wskazać. w dużym stopniu podziwiany przez grupę. Kobieta.202 Pamiętnik Lucyfera zatrzymuje się tam. że w odpowiednich warunkach będzie nam uległy. odpowiedni do nastroju tamtej chwili. którego nogi wystają poza stół. ale niemal zawsze ma ka- nały dumy i ambicji otwarte w swoim umyśle. w pozycji półleżącej. mam jednak nadzieję. a Je- zus znajduje się u szczytu stołu. Oznacza to. zauważam. Wydaje się. którzy mogliby donieść im o Jego miejscu pobytu. tuż przed samym aresztowaniem Go. zupełnie jakby szedł na zaplanowane ren- dezvous z niebezpieczeństwem. przechodząc w łkanie. To. kto z Jego uczniów będzie tym człowiekiem – Judasz Iskariota. otwiera flakonik alabastrowy z aromatem nardowym – perfumami owia- nymi niemal legendą ze względu na ich woń i wysoką cenę. powstrzymując od jedzenia.. że jest to bardzo trudne. Czas: Tydzień paschalny Mimo knowań przeciwko Niemu. – Jej głos zanika. to jakiejś pomocy ze strony bliskich Mu osób. Dzisiaj pojawił się ze swoją grupą w Betanii. aby wydał Jezusa. pochodzą- cych z Jego najbliższego otoczenia. bowiem żywi on szczere uczucie dla Me- sjasza. czego chcą Jego wrogowie. Niesamowite! Jeszcze nikt jej nie zauważył! Ale niewiele później widzą już ją. A ona jeszcze wylała to wszystko na podłogę! . to nie gość.. To Judasz! – Jaka strata! Taka ilość olejku nardowego kosztowała tyle. Jest to utalentowany człowiek. aż do miejsca.

Widzę. Jezus wraz z dwunastoma uczniami zebrał się. a On mimo wszystko to toleruje! Pomimo wszystkich swoich cudów. dlatego więc. Jest to dobrym znakiem. jak Judasz wzdraga się. pozostawiam ich. Mój plan zaczyna być coraz bardziej spójny. Jezus będzie zajęty rutynowymi czynnościami wieczerzy paschalnej. udając się szbko w podróż wokół miasta. przecina potok Cedron i udaje się przez wschodnią bramę do Świątyni. skręca w prawo. idzie drogą w dół. Dociera jednak na pewno do jej uszu. wystarczy. Mój plan zbliża się do swej pełnej realizacji. a w dużej sali na piętrze. która strzeże drzwi do pomieszczeń prywatnych Kajfasza. nie ma nawet pojęcia. aby spożyć wieczerzę paschalną. Dlaczego nie miałbyś ratować tego. Ona ofiarowała mi ostatni podarunek. będziesz także nieco bogatszy! Judasz nagle wstaje od stołu i znika w mroku nocy. Ja zaś nie będę już z wami długo.Rozdział 20  Sąd o północy 203 Być może chodziło o to. wchodzi na drogę po- między Jerozolimą a Jerychem. Lucyferze. teraz jest odpowiedni czas! Natychmiast wchodzę w jego myśli poprzez kanał zazdro- snej chciwości i zaczynam do niego mówić. gdzie widzę . nadal jasno palą się lampy. ludzie tu najwidoczniej pracowali do póź- na. prawdopodobnie. tak. W Świątyni. co tu się dzieje. To przecież jest straszliwa strata. jak we właściwy sposób zarządzać pieniędzmi – a gdyby tak znalazł się na tronie. w pomieszczeniach prywatnych. że przez mniej więcej kolejną go- dzinę. że wspomni swoje imię. bo wiem dobrze. przyjmie go z całą gotowością. Chociaż jest to wigilia święta Paschy. urażony naganą. Będąc już tam. że wymagają mojej osobistej uwagi. Czas: Noc święta Paschy Jest wieczór poprzedzający Paschę. a może nie. więc kuli się jak wystraszone zwierzę. Jest i Judasz. gdy ta mała grupka gromadzi się przy stole paschal- nym. Prawdopodobnie związałeś się z nieudacz- nikiem. Najwyższego Kapłana. którzy chcą Go ująć. że mają jakieś plany do zrealizowania. popełni takie same gafy. wymykam się stamtąd na moment. co oznacza. co jeszcze się da? Udaj się i zaofe- ruj pomoc tym z przywódców. Nie mogę powierzyć ich swoim podwładnym. ale przewidując. staram się więc przebywać z Je- zusem niemal nieustannie. jak wije się ona wzdłuż zbocza Góry Oliwnej. dokąd zmierza: opuszcza Betanię. Nie muszę wcale iść za nim. a Policja Świątynna. W porządku. aby ta uwaga dotarła do wszystkich. Ale teraz odzywa się Jezus. Staniesz się później ich faworytem i. – Pozostawcie ją w spokoju! Ubogich zawsze mieć będziecie. w jednym z do- mów w Jerozolimie. Niektóre sprawy z ostatniej chwili są tak ważne. Następnie przechodzę obok domu Kajfasza. chociaż teraz panuję już całkowicie nad jego myślami. – Judaszu! Popatrz.

ukrzyżowanie będzie musiało się odbyć – przynajmniej . to doświadczeni w wal- kach weterani. stałe napięcia powodują. mocno wypchane poduszki. zatrzymuję się więc na moment i patrzę. Słudzy wyczyścili podłogę i po- rozrzucali na niej w kręgu. – Czemu. niektórzy z nich służyli już w Germanii w walkach z tamtejszymi dzikimi plemionami. Gdy przyjdzie czas na rolę Rzymu w naszym planie. – Nie ma się o co martwić. Na po- duszkach zasiadają sędziowie. świadomy. że Żydzi poderwą się do powstania w ten weekend i chce abyśmy byli na to przygotowani. Lucjuszu – odpowiada Piłat. wykonają dobrze swoje zadanie. a miejsce o mniejszym publicznym znaczeniu uchroni ich od ryzyka obecności wścibskich gości. Ci legioniści. od domu do domu. gdy rodzina świętuje Paschę w mniejszym. a nie w Sali Ciosanych Kamieni w Świą- tyni. Nic tak. jak jedno czy dwa ukrzyżowania. w jaki przygotowuje się salę na spotkanie Sanhedrynu w sprawach sądowych. Szereg z nich wyjęto już na zewnątrz i położono na ziemi. roz- mawia więc z dowódcą garnizonu. przeklinając. jak dwóch legionistów przy świetle pochodni układa krzyże do egzekucji. Jeste- śmy przygotowani do walki. Ze zwykłej próżnej ciekawości mijam garnizon armii rzymskiej w drodze powrotnej do sali na piętrze.204 Pamiętnik Lucyfera służbę kręcącą się po wielkiej sali przyjęć. Jego szef wojskowy. Wyśmienicie! Najwidoczniej Kajfasz planuje sąd nad Jezusem tej nocy i za- mierza prowadzić proces raczej tutaj. Tej nocy nikt Ekscelencji nie przeszkodzi. z góry do dołu zakuty w zbroję. w otoczeniu niższych urzędników i pisarzy. nawet wtedy. nie przywróci ich do rzeczywistości. Oprócz tego. Piłat jest nerwowy. Jest to sposób. wydaje mi się. gdyby zaistniało niebezpieczeństwo jakiejś rewolty. aby trzymał wszystkie oddziały w gotowości działania przez cały czas weekendu. – Te dni świąteczne powodują moje straszliwe podenerwowanie i zawsze się cieszę. gdy młotek rozmija się z główką gwoździa i uderza go w palec. informuje go o planach pacyfikacji Jerozolimy. to ten stary o czarnych oczach boi się. Magazyn jest otwarty. w Izraelu. Tutaj jest bezpieczniej. – Dlaczego tyle zamieszania o tej porze nocy? -jeden z nich odzywa się jak- by do siebie. a tutaj. którego prosi. Wszyst- kie oddziały są w gotowości bojowej. czy owak. Moi ludzie są gotowi. że dni świąt narodowych są źródłem żydowskich niepokojów. – Dobra robota. bocznym pomieszczeniu. gdy mamy je już za sobą. setkach i kohortach. do której przybija się sto- py ofiary. że tak. Dobrze myśli. na Jowisza. Wasza Ekscelencjo. Proszę spać spokojnie. Szybko przenoszę się do pałacu rzymskiego gubernatora. Rezydencję Piłata pozostawiam więc spokojnie. nie można z tym zaczekać do rana? – O. pozio- ma poprzeczka każdego krzyża zostaje przymocowana do pionowej belki. Osobiście prze- prowadziłem inspekcję we wszystkich manipułach. że nie potrafią czuć się beztrosko. Przyjemnie popatrzeć na wojska rzymskie. a ro- botnicy zajęci są przybijaniem drewnianej podstawki. Broń została zaostrzona.

Czy On rzeczywi- ście myśli. Tak więc teraz siedzą. Potem bierze ręcznik z wieszaka. udaje się do pojemnika z wodą i nabiera jej nieco do miski. – Dlaczego więc każdy siedzi teraz tak. aby jeszcze rozjątrzyć ich emocje. więc ta mała grupka znajduje się w jej jednym końcu. Chichoczę z powodu jego bystrości. – Jednak jeśli On nie może ich wykorzystać. aby wykonać tę brudną robotę. o jakiej kiedyś sam marzyłem. Zazwyczaj czyni to sługa. co tylko możliwe. W porządku. Sala jest duża. Pozostawiam tych narzekających robotników przy ich marnej pracy i zauwa- żam. Sprawdziłem więc i to. Gapią się na siebie i nikt się nawet nie porusza. udali się do Niego i poprosili o dwa najwyższe urzędy w Jego królestwie. jak zwrócili się z tą prośbą do Mesjasza i teraz każdy jest tym mocno poruszony. jak posąg? – Popatrz tylko na ich stopy. gdzie zgromadzili się przy stole paschalnym. ale śmiech zamiera mi gdzieś w gardle. Kilka dni temu dwóch z nich – ci dwaj bracia. aby udać się wprost do sali na piętrze. gapiąc się na siebie i nikt się nie kwapi. Podobnie też. aby Stworzyciel mógł się tak upokorzyć. jak słowem powoływał do istnienia ten świat i chociaż jestem zaangażowany w wal- kę z Nim na śmierć i życie. Jezus powstaje. że nawet ja nie byłem na to przygotowany. Ktoś ich jednak podsłuchał. i widać to wyraźnie. Mistrzu. Słyszałem. aby przed jedzeniem umyli sobie stopy. Tak więc. że są już gotowe trzy lub cztery krzyże. Nigdy nie spodziewałbym się. ale zgadnij. gdy tłumy urządziły mu tamten triumfalny przejazd z Beta- nii do Jerozolimy. by ją posiąść. że może użyć takich nieudaczników jak ci? – Kto to wie? – Celsor wzrusza ramionami. co się stało. – Tak – odpowiadam – a do tego On ma wkrótce umrzeć. czas na to. którzy tam siedzą – wpadli na pomysł. Stało się to zaraz po tym wydarzeniu. Każ- . a etykieta wymaga tego. że Jezus zostanie ukoronowany na króla. że można by je ciąć nożem. Coś jednak jest nie tak. co tu się właściwie dzieje? Na twarzy mojego oficera dyżurnego pojawia się uśmieszek zadowolenia. jeszcze jednego z ich fałszywych Mesjaszów. nie spodziewali się tego uczniowie. Dobrze. – Spowodowaliśmy. że wszyscy zaplątali się we wzajemnych urazach i podej- rzeniach. Są brudne. na tyle przestrzen- na. Robiliśmy wszystko. – Celsorze. nadal podziwiam Jego moc – moc.Rozdział 20  Sąd o północy 205 pewnego faceta o imieniu Barabasz. A potrzebny nam będzie przecież tylko jeden. a skutki znajdują się przed twoimi oczami. na pewno my będziemy mogli. że może pomieścić i sto osób. starając się wyprzedzić pozostałych uczniów. Powietrze stało się tak gęste. przewiązuje go na swych biodrach i zaczyna myć ich brudne stopy! Muszę przyznać. Chodzili przez cały dzień w swoich sandałach. na strychu jednego z domów w Jerozolimie. Nie stać ich na sługę.

a jeden z nich – Piotr. Co masz zatem czynić. Nie wolno nam interwe- niować. To każdy z uczniów domaga się żałośnie informacji. w doskonałym obrazie smutku i rezygnacji. co teraz tak bardzo podkreśla. masz swoje życzenie. Jakże bardzo chciałbym. Jest twój. czy to on będzie zdrajcą. aby też o to zapytać? Nieprzekonywająco stawia więc pytanie: – Czy to ja? – i otrzymuje na nie smutną i cichą odpowiedź: – Sam powiadasz. Jednak wśród tego zamętu pytań. Wkrótce was pozostawię. przeszli przez potok Cedron i odnaleźli dróżkę do ogrodu. że on nie przyłączył się do tych rozpacz- liwych poszukiwań prawdy. potężny anioł z Królestwa Światła. a potem z wielkim wysiłkiem zmusił się do odejścia. jakby byli najszlachetniejszą grupą ludzi na świecie. Właśnie w tym momencie podszedł do mnie Thormak. opróżnia miskę i wiesza ręcznik. Nie śmiem Go opuścić. a sam odszedł kilka kroków dalej. że jeden z was mnie wyda. To Judasz. . Ceremonię wieczerzy paschalnej zakończyli około dwie godziny temu i wy- szli z sali na piętrze. że go rozpoznał. Thormak. Judasz wysuwa się z sali i znika w ciemności nocy. zgięty tak. gdzie świadomie udaje się w kierunku dobrze strzeżonego. tworząc niezłą wrzawę. zwa- ny Getsemane. aby modlili się o Niego. Zmierzył mnie z góry do dołu. Judaszu. Kończy umywanie ich stóp. jakby to on miał ze mną toczyć osobiście walkę. to to. Pełniący służ- bę wartownik rozpoznaje go od razu i służalczo otwiera drzwi. a następnie od- zywa się do nich. tak. jaką spożyjemy razem na Ziemi. aby było inaczej. gdzie znajdowała się też prasa oliwna. a jego potężna po- stać pochyliła się bardzo. – No więc. Północ Jestem przy Mesjaszu w każdej chwili. Poczuje on jesz- cze smak tego. Nastaje kamienna cisza.206 Pamiętnik Lucyfera dy ruch Jego rąk po ich stopach wydaje się stanowić dla nich torturę i wyrzu- ty sumienia. Tam błagał uczniów. miejsce. po której odzywa się wiele głosów. Ale to. aby było inaczej. szatanie. ich zaciekawione oczy zaczynają więc przeszywać go z niewypowiedzianą ciekawością: no. Nie mogę się powstrzymać od śmiechu. wydarzenia powinny potoczyć się bardzo szybko. który Jezus zawsze lubił. czy nie jest to dla ciebie ważne. ten wielki galilejski pływak – wydaje się być szczególnie poruszony. co boli mnie najbardziej. W jakiś sposób cała grupa odczuwa. jakby dźwigał ciężar całego świata. jeden tylko człowiek pozostaje tajem- niczo smutny. – Gorąco pragnąłem spożyć tę wieczerzę paschalną z wami – mówi – ponie- waż jest to ostatnia wieczerza. Chciałbym. Zostaliśmy wezwani z powrotem do Królestwa i nie możemy Go więcej chronić. narożnego wejścia do Świątyni. udali się w kierunku wschodniej bramy. czyń szybko. Przesuwając się po ciemnych ulicach Jerozolimy. Jest to niewielki sad drzew oliwnych. Jeśli nasze plany przebiegną dobrze.

a gdy się zbliżam. pochrapując beztrosko na przywitanie pierwszych chwil dnia. aby zrobili to ludzie. przejmuje więc ich nasza moc. które ma nadzieję zbawić. których starasz się zbawić.. Chcę. Znajduję się w czwartym wymiarze. jakby uchodziło z Niego życie. póki jeszcze można – ponie- waż gdy raz przyjmiesz na siebie ich winę. Nie bądź głupcem! Wycofaj się! Wpatruje się we mnie. umrzesz tutaj. Ani nawet w jednym procencie nie masz uwagi tych ludzi. po co? Po co to wszystko znosić? Popatrz na nich. spraw. aż docierają do mnie . Niemal w bezdechu oczekuję kolejnej Jego wypowiedzi. Poddaj się! Wycofaj się teraz. chęt- nie podchodzę do Niego. a siły Thormaka stoją bezradnie. To są ci najlepsi. i nagle zdaje sobie sprawę. utracili także znacznie z ochrony Strażników. Nigdy nie pozwolono nam znajdować się tak blisko. aby został zbez- czeszczony przez te same stworzenia. w każdym razie nie splamionego ich grzechami. który patrzy w twarz czemuś straszliwe- mu. Chcę. aby to się stało z rąk istot Jego rodzaju. Już więcej nie powstrzymywany przez moc strzegących Go Strażników. zasłaniając tę małą grupkę swoją obecnością. z nami wszystkimi. że ja Go zabiję. że w rozpaczy chwyta zie- mię rękami. że wszyscy śpią. przed czym stoisz. że nie jestem po Jego stronie bariery czasoprze- strzeni. jakby w bólu fizycznym i ponownie błaga. Teraz mam swoją szansę. Chcę. – Ojcze! – woła – Jeśli można. jak człowiek. nie na tej małej Ziemi. widzę. że On wciąż ma moc boską. podobnie jak z wygasającej świecy w świeczniku. a gdy odwraca się. Coś na Niego spada. Nie warto. że się nie modlą. zabierz swoich uczniów i odejdź. czy modlą się także jego uczniowie. Unosimy się nad Nim. Przez to. – Jezusie. nie musisz się martwić o to. który wyciska olej z owoców w czasie zbio- rów. abym nie musiał przez to prze- chodzić. a jednak potrafił mnie dostrzec! Oznacza to. gdy najbliżsi przyjaciele Mesjasza pozwalają. żeby On przechodził przez taką mękę sam. aby poprowadzić wojnę bez oporów nad Jego umy- słem. nawet teraz. A tak.Rozdział 20  Sąd o północy 207 pomyślałem sobie. proszę. ale Twoja wola niech się stanie. że jest już niemal całkowicie rozbity. znajdującej się o kilka kroków stąd. a nawet i oni nie wiedzą. – Nie dam rady! – Ale zaledwie chwilę później dodaje: – Wszakże nie moja. Ale. nigdy już nie powrócisz do Królestwa. – Nie! – woła. Starodawny nie będzie mógł Cię przyjąć. – Masz moc. Nowa myśl więc przycho- dzi mi do głowy. Pozostaw resztę tutaj! Woła głośno. aby zobaczyć. jakich masz. Jego modlitwa łączy się jedynie z krótkimi westchnieniami. w którym On umrze. jakby przygniatał go kamień prasy oliwnej.. Widać. aby minęła Go ta gehenna. zauważa. skorzystaj z niej! Uwolnij się.

208 Pamiętnik Lucyfera te fatalne słowa poddania. Tłum. którego kiedyś używał dla czyszczenia swoich złowionych ryb i odcinania trzciny z liny kotwicy. który powoduje. że nie jest to wcale takie proste. mając w rękach ciężkie zwoje lin i niemal już dochodzą do Jezusa. ale jeśli się nie da. w samą paszczę piekła. pozostawiając Jezusa samego w tej nocnej walce. naturalnie – mamrocze. skamieniali mocą. abym zbawił ludzkość. – Kogo chcecie? – zapytuje Jezus. sięga po swoją broń. kierują się w lewo. i przez chwilę lub dwie wydaje się. a Jego głos jasno brzmi w nocnym powie- trzu. I rzeczywiście. utworzył pomiędzy Jezusem a tłumem przestrzeń – jeden. – Tak. gdy nagle. pozwólcie tamtym odejść. że wszelkie ślady duchowej walki pozostawił za sobą. ale. którzy dawno się nie widzieli. przechodzi oślepiający błysk energii. jakby to było spotkanie dwóch przyjaciół. Po zachodniej stronie. kto dobrze zna tę drogę. – Módlcie się ze mną! Piotr wpatruje się w słaniającego się Jezusa. Zataczając. surowy rybak. To Thormak. Natychmiast po tym wysuwa się do przodu policja świątynna. brać Go! – krzyczy oficer. – Proszę! – błaga ich. szybko więc głowa mu opada na piersi. którego całuje Judasz. jakby z mojej stro- ny bariery. a tłum ponownie się gromadzi. Jest opanowany i stanowczy. co się tam dzieje.. unosi się. przy portalu wschodniej bramy. której nie widzą. Zszokowani oficerowie cofają się. mój ludzki zwolennik podchodzi do Jezusa i całuje Go kilka- krotnie. Zauważam. wielką armią. ma przy sobie krótki miecz rybacki. A jeśli to o mnie wam chodzi. – Tutaj jest. Jednak okazuje się. – Jezusa z Nazaretu – odszczeknęli. nagle zauważyć można światełka pochodni i gwar mamrotających gło- sów. i kieruje do najbliższych sobie uczniów. podchodzą do nieruchomych kształtów ciał Jego śpiących uczniów. bowiem Jego przyja- ciele nadal śpią. to ten. którego twarz oświetla pełny księżyc tej paschalnej nocy. – Oczywiście. prowadzony przez kogoś. Podjął decyzję: pójdzie z tym wszystkim do przodu. – Czy to Ty? – Tak. Nie mógł tej nocy uratować Mesjasza. będąc nieświadomymi tego.. – . która zamierza zakończyć jego na w pół świadomy apel do Królestwa. kieruje się świa- domie do Getsemane. unosi ją ponad głową sługi . że nawet próbuje. jeśli trzeba tego. zamykają się oczy i ponownie zapada w sen. niechaj się sta- nie Twoja wola. padając natychmiast na plecy i nie potrafią się ruszyć. gdzie krzyżują się ścieżki. że i mnie za- brakło oddechu. wchodzą do ogrodu. Gdy więc tłum zbliża się do Jezusa. jakby piorunem. Jednak my zwalamy się na niego całymi tysiącami. desperacki gest ochronny. słyszane tylko przez moje siły. ostatni. Piotr. Potem wycofuje się. którzy teraz budzą się z powodu powsta- łego zamieszania. Ale to wkrótce się zmieni. ten pełen impetu. przechodzą przez potok Cedron.

A jeśli. że uda mu się przezwyciężyć przeszkody. który wlókł się za uczniami tego wieczoru. a o taką teraz chodzi. jest więc rzeczą niemal niemożliwą. cały Sanhedryn szybko zgadza się co do winy. jednak nigdy nie był i nie będzie wyśmienitym prawnikiem. który jest w Niebie. – Piotrze! – rozkazuje Jezus. Miejsce: dom Kajfasza W wielkim. zagubieni i smutni zawrócili i gdzieś poznikali w ciemnościach. Teraz Jezus podchodzi. Udają się do przodu. że nawet to na nich nie robi wrażenia. – Odłóż tę broń. otoczeni przez sędziów. Przyprowadził mnie tu Ojciec. Niechaj się stanie to. Najwyśmienitsze umysły w Izraelu wypracowywały ten system przez niemal piętnaście wieków. nastolatka. przywraca je człowiekowi. ładnym domu Kajfasza gromadzi się Sanhedryn. Kajfasz jest bardzo dystyngowanym człowiekiem. aby skazać niewinnego człowieka. . bowiem sam sąd ma zadanie. po wysłuchaniu dowodów. wtedy zadaniem Najwyższego Kapłana. zajmując miej- sca na poduchach. Złapano jednego młodzieńca. Ubrany jednak tylko w lniane prześcieradło. a znajdują się oni w bezlitosnym krzyżu pytań sę- dziów. krępując z tyłu ręce Jezusa i wiążąc go. Żydowski system prawny sięga jeszcze czasów Synaju i prawdopodobnie na ziemi nigdy nie znajdzie sobie równego. będzie miał równie dobrą widoczność. rozdwoić na części tego człowieka. tak więc każdy sędzia. zręcznie wykręcił się z niego i nago uciekł. jest wypusz- czenie wolno oskarżonego. W przypadkach kary śmierci. z mocnym zamachem drwala. dlatego mam nadzie- ję. co ma się stać.Rozdział 20  Sąd o północy 209 Najwyższego Kapłana i opuszcza ją w dół. że tak szybka i jednogłośna decyzja ma posmak decyzji wynikającej z nacisku psychozy tłumu! To właśnie przeciwko temu systemowi występuje wielu naszych ludzkich sprzy- mierzeńców. które otaczają cały pokój schludnym kręgiem. jakie znajdują się w tym systemie. Jednak przypadkowo jego cios nie jest dokładny. a mnie to martwi. by funkcjonować jako rada obrończa oskarżonego! Jeśli świadectwo wszystkich świadków nie jest zgodne we wszystkich deta- lach. wtedy zadaniem Najwyższego Kapłana również jest uniewinnienie więźnia – na podstawie tego. odcinając od głowy jego ucho. Cel zorgani- zowania w taki sposób sali sądowej jest bardzo prosty: wszyscy świadkowie będą stali w środku. pla- nując bez wątpienia. od najmłodsze- go do najstarszego. ukrywając się pod płaszczem nocy. Oto w jakim stopniu kierujemy tym tłumem. podnosi ucho i w swoim ostatnim cudzie uzdrowie- nia. który kieruje sądem. przynajmniej dwóch naocznych świadków – wprowadzanych przed sąd pojedynczo – musi złożyć identyczne zeznania o całym przestępstwie. podczas gdy uczniowie przygnębieni. rozmija się z głową człowieka.

Obaj bowiem znani są ze skłonności do nauk Mesjasza. jest nieobecnych. Ponieważ tradycja żydowska uważa. Lud dowie się o tym. Ten. Och. przy obecności ludzi. ty idioto! Zanim nie znajdziesz dwóch zgodnych świadków. a nie uda im się. i mówił też coś o zburzeniu Świątyni. a jeśli Jezus nie zostanie szybko skazany i wy- rok nie zostanie wykonany. zajmuje swoje miejsce w samym środku kręgu. Pisarz po lewej stronie Najwyższego Kapłana bę- dzie przeliczał głosy oskarżające. że prawdopodobnie przegra proces wszechczasów. który znajduje się w środku. nawet i Kajfasz zaczyna to odczuwać. jak bluźnił. Nie wezwano ich na proces. Nagle. ten człowiek jest niebezpieczny. Tak więc sąd gromadzi się jako państwowa parada bogatych szat i przytłacza- jącego dostojeństwa. a od niego za- łamuje się linia sędziów: w prawo i w lewo. Ale coś w tym jest nie tak: ani jeden ze świadków nie jest zgodny w swych zeznaniach z pozostałymi! Żaden z nich! Jedni mówią tak. Nikodem i Józef z Arymatii. drudzy mówią ina- czej. jakie już usłyszałeś. twoje własne prawo zmusi cię do uwolnienia Go! Rzeczywiście. nie zgadza się też z pewnymi tradycjami rabinistycznymi związanymi z Szabatem. Przed nim zajmują miejsce trzej dostojni skrybowie. a ci nieudolni ludzie w tym wszystkim bałaganią. z powodu wszystkich rozbieżności. ale na ten będziemy musieli przymknąć oko: tego typu rozprawy nie powinny odbywać się nocą. Będą spisywali głosy. Nie ma jednak żadnego sposobu. jeden za drugim wchodzą do środka sądu i wydają świadectwo. Jest jeszcze inny problem. Szybko przeliczam sędziów i zauważam. a pisarz po prawej stronie będzie przeliczał głosy za uniewinnieniem. Wchodzi Kajfasz. Tak. że może wybaczać grzechy. sięga więc do swoich podstępnych zasobów w celu znalezienia jakieś intrygi: próbuje osobi- ście przesłuchać Jezusa! . W trakcie procesu Świadkowie. Słyszano. prawdopodobnie kolejnej szansy już nie będzie. Kajfasz zabiera głos. jeśli proces miałby odbyć się za dnia. zgodnie z prawem już powinieneś Go uwol- nić! Czy nie mogłeś wcześniej przygotować tych ludzi? Gotuję się wręcz ze złości. zgodnie więc z pra- wem musi się odbywać w czasie pomiędzy ofiarą poranną a wieczorną. Kajfaszu. lud może wywołać rewolucję. – Wprowadzić więźnia i wezwać pierwszego świadka. że taki proces jest swego rodzaju aktem religijnym. będzie zliczał je razem i upew- ni się. czy pozostali dwaj przeliczyli poprawnie. naucza rzeczy wywrotowych i podburza tłumy. że za dnia. mógłby się przykro odbić na oskarżycielach. Jest to końcówka mojej walki z Narodzonym. co au- tomatycznie wskazuje.210 Pamiętnik Lucyfera Jedno jest pewne: jeśli spróbują. w jaki Kaj- fasz może sprostać temu przepisowi. więc ich dzisiejsza obecność stałaby na drodze powziętym zamiarom. że dwóch z nich. twierdząc.

Naj- wyższy Kapłan patrzy wokoło błagalnym wzrokiem. której Kajfasz nie oczekiwał i która wypełnia mnie przerażeniem: – Pewnego dnia ujrzysz mnie siedzącego na prawicy mocy Bożej i przychodzą- cego na Ziemię wśród obłoków aniołów. . Da się słyszeć odgłos rwanych szat. całkiem młody czło- wiek – pewnego dnia kandydat na członka Sanhedrynu – patrzy się na wszyst- kich i w typowy dla młodych ludzi sposób śmieje się z ironii tego wszystkiego. Jeden z urzędników. zalany potem. Ręce obciągają bogaty strój. w obawie przed jakimkolwiek wyśmianiem publicznym. nad którymi myśleli od wielu dni. a on sam głośno krzyczy. Synem Boga? Ponieważ użyte zostało imię Ojca. czego ci potrzeba – wezwij z powrotem tych twoich beznadziejnych świadków! Przez moment z przerażeniem patrzę. czy Ty jesteś Mesja- szem. że uderzył Jezusa w policzek. W końcu. – Jam Jest – odpowiada używając słów. Kajfaszu. jakby potwierdzając moje niskie zdanie na temat zdolności Kajfasza. który stał obok Jezusa. a potem dodaje myśl. jak Najwyższy Kapłan niezręcznie stara się załatwić więźnia. Z narasta- jącą frustracją słucham. Wszystko. – Zaklinam cię na Boga żywego. a On odparł to wszystko tak zręcznie. Mesjasz już zrobił z prawników głupców. jego zamroczone oczy bez słów domagają się pomocy. W tylnich rzędach sędziów. Wiążą Go więc. Dlaczego mnie nie za- pytacie? Dlaczego nie zapytacie świadków? No. których się obawiałem: – Otwarcie nauczałem w waszych synagogach i świątyni. Jezus odpowiada. Zaczerwieniony na twarzy. Od tego momentu wszystko zostało jakby wywrócone do góry nogami. który w hebrajskiej jurysdykcji. i to znacz- nie lepiej niż Kajfasz. w przypływie desperacji. Próbowali Go przechytrzyć argumentami.Rozdział 20  Sąd o północy 211 Aż skrzywiłem się z bólu. jednogło- śny werdykt. był tak zrozpa- czony zakłopotaniem Kajfasza. któ- ry nosi w związku z jego wysokim urzędem. to jest wszystko. W odpowiedzi otrzymuje ostre słowa. Przygotowaliście wielu świadków. wymaga uniewinnienia więźnia! Właśnie zaczyna świtać. które składają się na hebrajskie imię Boga. a na jego twarzy maluje się cała emocja. Najwyższy Kapłan wzywa imienia Wszechmogącego. abyś nam powiedział. Kajfasz podnosi się ze swojej podu- chy. – Słyszeliście wszyscy to bluźnierstwo! Jaki jest wyrok? Da się słyszeć grzmiący chór wykrzykujący słowo „winny” – szybki. aby doprowadzić przed Poncjusza Piłata. że w końcu musieli się poddać. czy tego nie zrobi! Ale w tym momencie uwaga wszystkich zostaje przerwana gło- śnym klaśnięciem. jednak cała grupa starszych sędziów wydaje się być sparaliżowana w dezorientacji. co mó- wiłem zostało spisane.

krze- śle. a moje myśli cofają się do tamtych dni. aby go pokonać. zostaje rozbudzony piskliwymi głosami. podchodząc do sprawy jak do biznesu. które zakłóciły brzask dnia. Na ułożonej kupie kamieni brukowych. Tłum jest już wielki i bardzo hałaśliwy.. podczas której nauczył się znosić urągania bez słowa narzekania. Widzieliśmy ich. w Naza- recie. – Woda jest już gotowa. wykładanym kością słoniową. Piłat w najmniejszym stopniu nie jest szczęśliwy. a kilka chwil później wycho- dzi Piłat i zajmuje miejsce na tym kurulnym. Hebrajczycy mają człowieka. uwalnia się ze swoich lnianych prześcieradeł i siada. – Chciałbym im powiedzieć. gdzie znosił ubliżanie i uderzenia od młodych chuliganów. który mimo wszystko lękał się nadejścia świąt paschalnych. ale zobaczymy. o co chodzi? O co oskarżacie tego człowieka? – W tej chwili za- chowuje się pod każdym względem jak sędzia rzymski. Czy i to też było częścią planu – młodość. przyjmując karę. na zewnątrz pałacu. co ma wspólnego z ich specyficznymi przekonaniami. Co chciałbyś. – No więc. którzy nigdy nie ustąpili ani na tro- chę. jak szli i pozwolili so- bie. – Bardzo dobrze. To coś.. Powiedz im. Setnik nie- chętnie udaje się do drzwi jego sypialni i dyskretnie puka. Zebrał się już duży tłum. którego egzekucji domagają się jesz- cze dzisiaj. w którym słychać ból – obawiam się. zaś czarne oczy zamykają się. a gdy tak czeka. a ludzi ciągle jeszcze przybywa. że zaist- niał kłopot. . abym im po- wiedział? Kipiąc ze złości. a jego zachowanie jest bar- dzo szorstkie. ustawiono krzesło sędziowskie. aby przygotować się na ten dzień? Zaistniało niemałe poruszenie. Jednak nic się nie odzywa. aby się wynieśli – odpowiada – ale musimy wy- słuchać ich gadaniny. że będę gotowy za godzinę i każ służącej podgrzewać wodę do kąpieli. – Ekscelencjo – mówi głosem. który odebrał już całkiem niezłe lanie.Rozdział 21 Dzień krzyża Miejsce: Pałac Poncjusz Piłat. domaga się jedynie dowodów. całą swoją frustrację wyładowuje na Więźniu. wciąż wyglądający młodo gubernator. jego ciemne włosy poplątały się podczas bezsennej nocy. Ekscelencjo. jak poradzi sobie teraz wobec swoich odwiecznych wrogów.

abym podpisał wyrok śmierci na Niego – ot. który wie. Piłat nagle kieruje się do drzwi. z czym jest teraz skonfrontowany. cichy człowiek nie jest zagroże- niem dla Cesarstwa. – Nie możemy. Jezus został dotkliwie pobity. Moje królestwo nie jest z tego świata. Ale ta łagodna dusza. – Jego Ekscelencja zasiadł na krześle sędziowskim. ludzie okrutni. Przez długie chwile Piłat przygląda Mu się – ranom. którzy są w stanie przebić oszczepem konia. Słowa powoli padają na kamienie brukowe. aby poprowadzić ludzi do prawdy. i który przygotowany jest. złodziei recydywistów. nie przyprowadzilibyśmy go tutaj! – od- powiadają burzliwie. że ujrzy posępną twarz człowieka. mieszkają dzicy bar- barzyńcy. Na chwilę powstało zamieszanie. które przetrwało to wszystko bez szkody. można to tak określić. tak sobie? – Odwraca się z niesmakiem i kieruje się do sali sądowej. Jednym z jego zajęć jako gubernatora. gdzie raz walczyłem. ten dziwny. Widział już całą gamę przestępców – morderców. porwanym szatom. On zasługuje na śmierć. przyprowadź tego człowieka do mnie. W Germanii. – Setniku. mówiąc po ludzku. bowiem takich było już wielu. – Kary śmierci? Chcecie. Jest to sprawa kary śmierci. – Jesteś więc królem? – Tak. oni są niebezpieczeństwem. że jestem królem.Rozdział 21  Dzień krzyża 213 – Gdyby nie wszczynał niepokojów. zadumał się sam. Nie zawra- cajcie mi Nim głowy. Mimo to emanuje spokojem! – Mówią mi – odzywa się Piłat. Nie. – W takim razie weźcie Go sobie i karzcie według waszego prawa. pozostawiając tłum za sobą. Czy to prawda? – Sam mówisz. która nazywa siebie królem prawdy? Rzymowi nie zagraża żadne niebezpieczeństwo od takiego człowieka. chrząkając i starając się skupić – mówią. plując w twarz całemu piekłu. do- wodom pobicia i temu spokojnemu dostojeństwu. aby pójść na śmierć. Ale Ziemia nie jest moim królestwem. Jestem Królem królestwa praw- dy. a prawo rzymskie nie pozwala nam na dokonywanie jakiejkolwiek egzekucji. Przyszedłem na ten świat tylko w jednym celu. – Cisza! – rozkazuje setnik. Tutaj Go przesłucham. nawet jednego czy dwóch fałszywych me- sjaszów. jedno oko ma podbite. jego oczy otwierają się szeroko. – Nie znajduję w Nim żadnej winy! . że uważasz się za króla żydowskiego. szybka konsultacja oskarżycieli między sobą. na twarzy znajdują się głę- bokie bruzdy. a następnie odpowiadają. Oczekiwał więc. że stracił wszystko. Ale ten? Nic z dotychczasowego do- świadczenia nie przygotowało Piłata na to. ale gdy przyprowadzono do niego Jezusa. I to jest moim królestwem. a na nosie ma zaschniętą krew. jest funkcjonowanie w roli sędziego. i Piłat prowadził już wiele cywilnych spraw.

ale dla niego. jest to już poza moją jurysdykcją. – odwraca głowę – udajcie się do magazynu i przynieście moją starą szatę purpurową. Sfrustrowany Herod decyduje w końcu. – Zabierz tego człowieka do Heroda i przekaż mu tę wiadomość. a po- tem drwiąc sobie. jak samo niebo rozszalało się podczas burzy. Wędrówka do Heroda okazała się bezużytecz- na. – Galilei? Czy powiedzieliście. „Nie miej nic wspólnego z tym niewinnym człowiekiem – błagała w liście.214 Pamiętnik Lucyfera Tłum wpada we wściekłość. W godzinę później Krótki był czas spokoju Piłata. kłaniają się. Wydaje mi się. które stawiał. że do Galilei? W takim razie. aż do Galilei! Ciemne oczy Piłata pojaśniały. Och. czeka cię nieszczęście. aby sam stworzyć sobie zabawę. czegoś. Zdzierają z Niego jego szatę i narzucają na Niego starą szatę królewską. wasza wysokość – mówi sarkastycznie – skoro nie chcesz nas zadowolić rozmową. które dobrze rozpoznaje. Właśnie nadszedł posłaniec. znajduje się teraz w mieście. wywołując burzę śmiechu. że to Ekscelencja będzie musiał podjąć decyzje w tym przypadku. Jest to wiadomość od żony. domaga- jąc się od Jezusa cudu. Setniku! Czy Jego Ekscelencja. że zakłopotany król unosił się w nie- cierpliwości wobec pytań. stąd. morder- cy Jana Chrzciciela. chociaż Herod nie znalazł w Nim winy. Ale po godzinie ta zabawa ich męczy. nie jest odpowiednio ubrany. jeśli Ten Człowiek zostanie skazany”. niż obecność zeźlonego tłumu. Mesjasz miał tylko zimne milczenie. Nie chcę was tu więcej widzieć. co rozbawiłoby jego dwór. Widziałam. . przynosząc na srebrnej tacy schludnie zrolowany zwój pergaminowy. mówi – a wy wyjdźcie stąd. Ekscelencjo. Wyda- je mi się. tę poplamioną winem. król Herod jest w swojej rezydencji? – Tak. Został on zabezpieczony znaną Piłatowi pieczęcią woskową. w pośpiechu sporządzając osobistą notatkę. tak więc Piłat znów zostaje nawiedzony przez setnika. jak należy. że Jego Majestat. a dołącza się do tego Herod. a które nie znalazły żadnej odpowiedzi. będziemy musieli znaleźć coś innego. Piłacie. wykrzykując wszelkiego rodzaju sprośne uwagi. powodując raczej. – I kierując się do tłumu. – Bardzo dobrze – mówi Piłat. Przebiegły król-marionetka próbował ożywić sobie godziny poranka. Król Żydów. – Znowu tu są. – Właśnie wiele wycierpiałam z powodu straszliwego snu. – Wszędzie wywoływał problemy. w purpurę. Służba. Przynieście ją tutaj. W obecności Heroda nie wypowiedział ani słowa. – Bardzo dobrze. a pachnie perfumami. To jest sprawa dla Heroda. W tym momencie jednak Piłat ma coś bardziej kłopotliwego do rozwagi. gdy klęka w kpiarskim hołdzie przed pobitym Hebrajczykiem. Panie.

to ta. aby chcieli powiedzieć Piłatowi: „Jeśli Go wypuścisz. – Ależ nie! – odpowiada mój zastępca. a gdy Jezus przychodzi. o jakiej woli nawet nie myśleć. niemal błagalnie. jego twarz blednie. którego nazywają Jezusem? – Barabasza. Znajdźcie najlepsze z możliwych kanałów i postarajcie się wszczepić im tę myśl. zbierz brygadę wojowników i przemieszaj się wśród tych ludzi. które zaabsorbowały go podczas tych wielu lat życia wśród Żydów. jest zwyczaj. . Jest człowiek. jakby chciał się jeszcze targować! – Słuchajcie. z którego mogę skorzystać. ten ględzący Piłat. Głos mu drży i niemal brzmi jak błaganie. Jeśli istnieje jakaś rzecz. że na święto Paschy wy- puszczam wam jednego więźnia. człowiek dziki i przestępca. co niesamowite. który chętnie uszanuję. rozpoczynając dyskusję. szybko. Wydaje mi się. zwraca się do Niego z pytaniem. tu znowu fragmenty proroc- twa hebrajskiego. po ogłoszeniu werdyktu. a toga przesiąknięta jest potem. Piłat prowa- dzi do rozszyfrowania wszystkiego: tu list od żony. że mam moc. całkowicie wystarczy. Ale. – Przyprowadźcie więźnia! – rozkazuje. – Tormak. a nawet te rzymskie legendy. Faktycznie wypowiedź Piłata jest już werdyktem! Ogłosił. a to. Jednak Jezus nie odpowiada – wciąż milczy. który został skazany na śmierć. To działa! Krzyk szybko zaczął pojawiać się wszędzie. aby zniszczyć nasze pla- ny. Barabasza! – krzyczą. – Żadnej winy w Nim nie znajduję! – wrzeszczy. – Popatrz na niego. – Powiedz. że chce jeszcze coś dodać. od Władcy. – Czy nie wiesz. że jest to moment. co powiedział. tak. że Jezus jest nie- winny według prawa rzymskiego. Wyczuwam. zaś oczy Piłata kierują się w stronę tłumu w bezradności. czy Człowieka. Jesteśmy zgubieni. Piłat szybko powraca na zewnątrz. gdyby nie została ci dana z nieba. że zostanie podejrzany o coś przez Ty- beriusza.Rozdział 21  Dzień krzyża 215 Gdy gromadzi się tłum. Piłat wyraźnie jest poruszony. nie jesteś przy- jacielem Cesarza”. a wkrótce okrzyki te zamieniają się w skan- dowanie. Dam wam dzisiaj możliwość wyboru: kogo mam uwolnić? Bandytę. – Teraz Piłat Go wypuści. Teraz jego zadaniem jest uwolnienie Więźnia! – A więc mamy – zwracam się do Marconidesa. – Czy odmawiasz rozmowy ze mną?! – wydziera się Piłat. który wyższy jest niż ta ziemia. skąd pochodzisz? Wraz z Marcolithem wymieniamy z zakłopotaniem spojrzenia. Barabasz. Jego pełne troski pytanie zdradza świ- tającą w jego myślach świadomość niebezpieczeństwa. popełnia błąd. które podają o przyjściu bogów na niebie – ten człowiek może być jednym z nich. aby cię ukrzyżować?! – Nie miałbyś żadnej mocy.

wyschniętym z powodu zestre- sowania. Jest jedna mała korzyść. uspakaja się. odczuwając swoje zwycięstwo. jaką mają ukrzyżowani: przynajmniej wiedzą. a niektórzy z bardziej sady- stycznych żołnierzy przymocowują kawałki baranich lub psich kości do skórzanych rzemyków bicza. mocno krwawiące rany. któ- rych ciała stały się już brązowe i twarde jak skóra. Zabierz Go stąd. Teraz cała procesja zmierza w tamtym kierunku. Wymierzono już przepisową ilość uderzeń. każde ukrzyżowanie poprzedzone jest biczowaniem skazańca. Takie zamieszanie powoduje. Wyrośnięty człowiek cofa się. gdy tak powoli umierają. Jest cały spocony. a następnie wydaje wyrok śmierci: Ibis ad cru- cem – „niech zostanie ukrzyżowany”. ciągnąc za sobą krzyż. wzywając tęgiego legionistę. nie mają więc . którego dokonuje się przy pomocy skórzanego bicza o krótkiej rękoje- ści. Bicz wgry- za się mocno i wkrótce plecy Mesjasza pokrywają się otwartymi ranami. że gromadzi wielki tłum. zdecydowano bowiem. wpatrując w dziwną cere- monię. niedaleko murów. tak więc takie biczowanie może nawet zniszczyć same mięśnie. Przyprowadzono tu jeszcze dwie inne ofiary. – Przynieś misę z wodą. Teraz dwóch pomocników wchodzi na dziedziniec. Czas: około południa Tuż poza miastem. która przy niewielkiej ludzkiej wyobraźni przy- pomina trochę ludzką czaszkę. Przypisany Jezusowi liktor przystępuje do swego zadania z zadowoleniem.216 Pamiętnik Lucyfera – Sługa! – odzywa się zachrypniętym głosem. pozostawiając głębokie. Umywa ręce. który ma w ręku bicz. do jakiej teraz przystępuje Piłat. – Jest twój. jakby chciał usunąć pla- mę tego paskudnego poranka. Wkrótce więc odgłos młot- ków towarzyszy okrzykom bólu. rozpadlina skalna. Rzymia- nie wydrążyli w skale otwory. Miejsce: zabudowania garnizonu Według prawa rzymskiego. aby w nich osadzać krzyże i nie jest rzeczą nie- zwykłą. znajduje się wzniesienie zwane Miej- scem Czaszki. – Liktorze – odzywa się. jakim okładane są plecy ofiary. co społeczeństwo mogłoby uczynić dla nich. Widzi więc teraz możliwość wy- równania rachunków ze swymi znienawidzonymi hebrajskimi wrogami. że w tym samym czasie można będzie załatwić trzy egzekucje. Jest to znamiennie efektywne: rozcina bowiem ciało. gdy na tym miejscu stoi nawet sześć krzyży z wiszącymi ofiarami. Już od wczesnych godzin porannych jest na służbie. nawet jego skórzany pas przesiąknięty jest potem. rozbudzony przez swego oficera po pierwszych sygnałach niepokojów wśród Żydów. Tutaj przeprowadza się wiele egzekucji. Tłum. że nie ma nic gorszego.

Po pierwsze. „Ale biedak – szemra coś do siebie – przynajmniej to mogę mu zaofe- rować”. który dostają żołnierze. też to tak odczuwałem. Pokazuje im. bowiem na moich oczach. Ale co jeszcze? – No. jest możliwe. „Ojcze. co czynią”. a nawet swoje uwagi co do pochodzenia samego cesarza. On może być tam przybity. któ- rym trudno w to uwierzyć. I dzisiaj nie ma wyjątku: dwóch łotrów. Niektórzy z nich są nie- zwykle podatni na wino. ludzka część Jego istoty staje się niezwy- kle podatna na wpływy. jest to jednak wszystko. Wystarczy tylko jeden raz – tyl- ko jedna odpowiedź pełna złości. Mistrzu. Ale na krzyżu Jezusa jest inaczej. Zauważyłeś. Dlaczego to uczynił? – Są dwa powody.. niż to wydaje się na zewnątrz. że On dokonał tego dla innych. ale wciąż znajduje się w stanie wojny z tobą. wybacz im. jak w ciszy znosił całe swoje cierpienie. Pod wpływem takiej tortury. – Potrzeba mi twojej rady. tych. Nie chce popełnić żadnego błędu. ale gdy pierwszy z nich patrzył na Jezusa. pomyśl. czego On takiego dokonuje. On udowodnił. w związku z tym mogą sobie powrzeszczeć co tylko im się podoba – najgorsze przekleństwa. To nie jest ich wina. Ale zamiast tego zdumieni żołnierze słyszą. którzy mają zawisnąć po obu stronach Jezusa. odrzucając coś.Rozdział 21  Dzień krzyża 217 niczego do stracenia. musi zachować swój umysł w czy- stości. – Meldibonie – proszę. aby sięgnąć po bu- kłak z winem. przeklinali zjadliwie. którą od wieków wykorzystywaliśmy do zniewalania ludzi. zwycięstwa do samego końca! Wkrótce dostrzegam. na krzyżu. których my zniewoliliśmy tymi substancjami. że gdy stanie wobec takie- go wstydu i rozpaczy. Jezus zdobywa swego naśladowcę – i to tam. że Meldibon ma rację. że da się to zrobić. Miałem nadzieję. jak i drugi łotr. Właśnie odrzucił substancję. – Tak. jakie są im znane. co mogłoby uśmie- rzyć Jego ból. Ale Jezus delikatnie porusza głową. aby takie rzeczy odrzucić. których widzą. „My zasłużyliśmy sobie na to . jak On modli się cicho za nimi. wy- dziera się z bólu i wściekłości. Mistrzu. Jest to bardzo marne wino. od czego niezwy- kle trudno jest się wyzwolić. na krzyżu! Zarówno jeden. Musi być tego jakiś powód i odczuwam. Ich na- gie ciała zostały podniesione na krzyżach. co ma. że może być on znacz- nie głębszy. teraz osadzanych w otworach i pod- ciągniętych do pozycji pionowej.. garnizon sta- cjonujący w Judei nie otrzymuje najlepszych zapasów. że nawet w najtrudniejszych do wy- obrażenia okolicznościach. a inni wykorzystują ekstrakt z maku. jeden z żołnierzy biegnie. Jakby poruszony tym właśnie. Nadal stara się odnosić zwycięstwa – i to jasne. Nie wiedzą bowiem. których ukrzyżowano po obu Jego stronach. sądzę. że nie chciał wina. Ale teraz. Ale jest jeszcze coś. przeklinając wszystkich. to w końcu się załamie. Większość z nich nigdy już się od tego nie uwal- nia. ich stosunek do dawnych wrogów. także zamilkł i zamyślił się.

Odzywa się łoskot grzmotu. – Chcę do domu. czym zasłużyłby sobie na to”. którzy biją się teraz ze strachu po w piersi.218 Pamiętnik Lucyfera wszystko. i nagle każdy tu obecny milknie. Bo w moich myślach wciąż i wciąż powracają. spokojnie spożywając swój posiłek i całkiem swobodnie wypowiadał się na temat ciał umierających mężczyzn. bowiem i tutaj znikło całkiem światło! Ciemność w ludzkim świecie przenika do naszego wy- miaru i otacza nas także. rzucając losy o szatę Jezusa. drżący głos. jakby echem. co może znieść. które On wypowiedział niedawno temu. Straszliwe trzęsienie wstrząsa ziemią i łatwo można usłyszeć brzęk zbroi. dlaczego mnie opuściłeś?! . Czas: godzina dziewiąta Przez trzy godziny trzymano nas w tej ciemności. Przecież ów łotr właśnie poprosił umierającego człowieka o grzeczność. a zwycięstwo. których nie może- my dostrzec. Gdy ciemność śmierci zbliża się do Jezusa. W ciem- ności da się słyszeć łkanie. pewne słowa. choćby i umarł. Niczego nie uczynił. Po naszej stronie bariery. którzy kucają w pobliżu. że On posiada moc wskrzeszania z martwych! – W tej właśnie chwili obiecuję ci to – odpowiada Jezus. głuchy dźwięk uderzenia oszala- łych ludzi. żyć będzie”. u grobu Łazarza: „Jam jest zmartwychwstanie i żywot. mówi: – Panie. Roztargnieni i pożałowania god- ni gromadzimy się w mroku i słuchamy narzekających ludzi. kto we mnie wierzy. do mamy. tak. także ma miejsce dręczący strach. kiedyś przez Niego stworzone. dotykając nas swymi zimnymi palcami. A potem. Nagle On zawołał: – Boże mój. gdy będziesz w swoim królestwie. jakby kierowała się do nas także. Ale nie On. – Będziesz ze mną w raju. Z jakiegoś dziwnego powodu prośba tego człowieka wydaje się rozchodzić po wzgórzu. a samo słońce wydaje się zanikać. jakby pobierając z nas miarę na wieczną noc. o które tak ciężko walczyłem zamienia się w popio- ły. żałosne wyznania. – Chcę się stąd wydostać! – odzywa się jakiś młody. który wcześniej gapił się na krzyże. mając w tym wiele rozrywki. Nad ziemią rozpościera się ciemność niemal tak gęsta jak czarna wełna. nawet żołnierze. których nie potrafię się pozbyć. gdzie nie widzieliśmy nic i trwaliśmy w przerażeniu. kierując swoją głowę w stronę Jezusa. gdy żołnierze tracą swoje oparcie. co odbieramy – dumał – bo dokonywaliśmy rzeczy strasznych. czy możesz o mnie pamiętać? Każdy to słyszy. wydaje się. jakby słońce. – Rozpoznaję ten głos. Należy do młodego człowieka. słowa. której nie ma możliwości wyko- nać – chyba. zobaczyło już wszystko.

Masz jednak nadal moc boską. – Trudno mi w to uwierzyć. Pogódź się z tym! Nie bądź głupcem. – Jezusie! – mówię. jak umierają ludzie szlachetni. Jest mi.. i zdumiony zwraca się do setnika. Jeden z żołnierzy piechoty kieruje swoją włócznię poprzez Jego żebra do serca. pozostawiając Go samotnego w tej walce? Oto możliwość. którego już więcej może nie zobaczyć! – Ojcze – mówi – w ręce Twoje polecam ducha mego. zanim nastała ciemność. jakby odczuwał. mają na sobie bardzo boga- te szaty kaszmirowe. ci ludzie nie są tego warci! Jednak moje słowa wypowiadam na próżno. aby pokazać Jego bezsilne ciało wiszące bez życia na krzyżu. Słowa brzmią triumfująco po całym wzgórzu. bowiem okazuje wiarę i to do samego końca: modli się do Ojca. – Czy to słyszałeś? Czy rzeczywiście tak powiedział? – O tym. Możesz uciec. W pobliżu krzyża gromadzi się niepocieszona grupka zapłakanych przyjaciół. – Ten człowiek był Synem Bożym. który znajdował się w pobliżu. Sprawił. z którego mówił.. że ten krzyż wyglądał jak tron. Hayah shalom! Wykonało się! Wojna została wygrana! Zapanuje pokój! Nagle niebo rozjaśnia się i powraca powoli przemijające słońce popołudnia. co zdaje się być okrzykiem zwycięstwa. których przyszedłeś zbawić.. że tobie mam oddać ciało. że wchodzi na jakieś dziwne dla niego. To jest to. że On umarł tak. – Ja. – Ty jesteś Józefem? Z Arymatii? Bardzo dobrze. nowe terytorium. Wkrótce znowu się odzywa i wi- dzę. – Jesteś tu nadal? – Tak. ale przystaje. jakiej nie spodziewałem się! – Telstor – szepczę do dowódcy grupy. co otrzyma- łeś za trzydzieści trzy lata spędzone tutaj. aby pan wiedział. że o Nim zapomniano? Tak. to właśnie usłyszałem. a jeden z nich wręcza setnikowi rozkaz podpisany przez Piłata. To jest wszystko. – Pomyśl o tym! – odzywam się. – Panie – mówi. Jest mi bardzo przykro. I wtedy nabiera głębokiego oddechu i wydaje z siebie to. – Poczuj gwoździe w swoich rękach. Rzymski oficer odwraca się. że przegrałem.. Idąc po omacku w kierunku krzyża. ja chcę. Mistrzu. kieruję się w stronę miejsca. czyniąc to. a słowa wypowiada powoli. – Być może zniechęci się i w końcu upad- nie. czego uczono le- gionistów. co o To- bie myślą ci ludzie. a wśród nich – dwóch dobrze ubranych mężczyzn. A teraz jeszcze opuścił Cię Starodaw- ny. jakby chcąc odejść.Rozdział 21  Dzień krzyża 219 W takim razie jest sam? Starodawny rzeczywiście się odsunął. by zawsze robili przy takich okazjach. . ale On już nie żyje! – Nie ma innego wyjaśnienia – odpowiada oficer. no. Rozkaz mówi.

Właśnie do tego miejsca zmierza mała procesja. które spę- dził z nami. . W pobliżu znajduje się ogród. że myśleliśmy wtedy. – Tylko niewiele ponad trzy lata – odpowiada ktoś inny – a wydaje się. wykuty w jednolitej skale. Cienie wydłużają się. szare prze- ścieradła i łagodnie opuszczają ciało Jezusa z krzyża. gdzie Józef ma swój grób. – Jakże chciałbym. choćby tylko o jeden dzień. Józefie. Dźwigają lniane. które pozostają do nadchodzącego Szabatu. – Popatrz na słońce – mówi Nikodem. – Jak długo mieliśmy Go pośród nas? – ktoś zapytuje. w tych kilku pozostałych minutach. Wydaje mi się. zanikające światło dotyka sub- telnie wiosennej zieleni. że po śmierci ma być tutaj złożony. gdy zachodzące słońce pozła- ca górną część Góry Oliwnej. Wtedy będziemy mogli Go godnie pochować. dopomóż mi tutaj przez chwilę. a obok niego wielu sług. Tu właśnie delikatnie zostało złożone ciało Jezusa. jak potrafią najlepiej. Zaplanował. Je- śli ostrożnie obwiniemy Go tymi prześcieradłami. który On sam tak bardzo ukochał. pierwszego dnia tygodnia będziemy mogli tu przyjść wcześnie rano i dokończymy mycia Jego ciała. by uczcić ten dzień. aby można to cofnąć. Jakże beztroscy byliśmy w tych godzinach. że trwać będą przez wieki. – Zgadza się – odpowiada Józef i delikatnie rozwija wałek materiału przygo- towany dla swego przyjaciela. a na wzgórzu delikatne. jak- by to była tylko chwila. Przynajmniej tyle możemy dla Niego uczynić.220 Pamiętnik Lucyfera W pobliżu stoi Nikodem. Przyjaciele owijają Go tak. – Wkrótce zajdzie i rozpoczną się świę- te godziny. podczas gdy gorące łzy opadają na materiał.

i wszyscy inni Mesja- sze. Wszystko. w zasadzie do nikogo. Sami się zasta- nówcie. – Na pewno. że pewnego dnia jeden z bogów zstą- pi na ziemię i będzie czynił wszelkiego rodzaju cuda. Coś. pięć denarów w kieszeni i moż- liwość wybrania się nad morze z pewną przyjaciółką – i oto jestem tutaj. szczupły chłopak.. tuż u wej- ścia do grobu. co wiem. pracując.. bowiem stracili wolny czas weekendu. to to. starając się utrzymać ogień w ognisku i tym sposobem nie zasnąć. że Jezus potrafi uzdrawiać chorych. że jeśli ten człowiek miał nadnaturalną moc. w Kapernaum. jakby nic nigdy się nie stało. Są znudzeni. oddział rzymskich piechurów zbija czas. że na imię było mu Jezus. który nie tak dawno stacjonował na północy. tak więc setnik udał się do Niego po pomoc. wyzdro- wiał tej samej godziny. przestali też żartować. a jego upiorne światło już przeminęło. Sam grób został zastawiony masywnym kamieniem. że nikt nie wykradnie ciała i nie rozpocznie opowieści o zmartwychwstaniu – wydarzeniu. co każe ci zawsze zasta. – Nie wierzę temu! Miałem trzy dni wolnego. Wszyscy mówili. który właśnie kładzie się na swojej tarczy. o krótkich. aby się upewnić. przyglądając się. być może – włącza się inny żołnierz. W ogrodzie. księżyc znajduje się w pełni. mój dziadek zawsze mi mówił. Mówią. Jednej minuty jest chory. Dawno już przestali grać w gry. a potem zostanie zabity. którego Kajfasz nie zniósłby już wcale. jak iskry kręcą się w nocnym powiewie. Po chwili odzywa się czwarty legionista. Czekają na nastanie dnia. to.. W końcu jeden z nich. jednak przysłano tu żoł- nierzy.. . ze względu na to dziwne zadanie przy grobie. Inni mówią. a facet. podobnie jak Theudas i Juda Galilejczyk. trzęsie się jak kukła. a na- stępnej stoi na nogach. na stra- ży martwego ciała. że był on żydow- skim Mesjaszem. gdzie jeden ze sług set- nika zachorował. pozostawiając świat w ciemności w oczekiwaniu na świt. jako dodatkową ochronę.Rozdział 22 Zmartwychwstanie! Dzień: pierwszy dzień tygodnia Jest noc. – Wiecie. ciem- nych włosach. a teraz siedzą znużeni. – Ale mam przyjaciela. – Taaak. – Pytaj się. Czego oni się obawiają? Czy on ma zamiar gdzieś się wybrać? – A kim on w końcu był? – zapytuje ktoś inny. zgłodniali i bardzo niezadowoleni. odzywa się. i do tego zakończył w podobny sposób. w tak prosty sposób.

a przerażeni legioniści leżą nieruchomo jak martwi. żarzącemu się mocą i uzbrojonemu w tajemniczą broń z kosmosu. a będziecie mieli wystarczająco dużo srebra. – Powinniście po pierw- sze udać się do Kajfasza. że człowiek z grobu wyszedł na zewnątrz.222 Pamiętnik Lucyfera To zdanie nigdy nie zostało dokończone. wzywa Cię Twój Ojciec! Brzask Gramoląc się. upadając. co widzieliście. których zadaniem jest ustrzec ten grób jako niety- kalny – przeciw wojownikowi z Królestwa. leży też mała. Na te słowa Kajfasz odzyskuje głos. który zamyka wejście do grobu. w której znajduje się pięć denarów. I tak żołnierze o pobladłych twarzach udają się najpierw do zaciekawionej grupy kapłanów i opowiadają o wszystkim. To był ten sam człowiek. skórzana sakiewka. lśniącą istotę. jakby to był mały kamyczek. nie wydobywa z siebie żadnego dźwięku. którego ukrzyżowano. której byliśmy świadomi. a następna rzecz. To Gabriel. a uczniowie przyszli i ukradli ciało. za nami”. wrzeszcząc o nowinie do każde- go. – Zaczekajcie. który przenika poranne powietrze. Tylko tak powiedzcie. ale chociaż poruszają się jego usta. chodźcie tędy. by żyć wygodnie do końca życia. a potem widzieliśmy tę olbrzymią. że to uczniowie przyszli? – Nie przejmujcie się Piłatem. Na ścieżce. – Synu Boży! – woła głosem. lance bojowe. która odrzuciła kamień. nadal jeszcze lśniącą blaskiem i mocą od tronu. Mówcie raczej. w ta- kim razie skąd wiemy. Przez moment wojownicy patrzą na siebie – ludzie uzbrojeni w krótkie miecze. przekracza barierę i wcho- dzi w świat ludzkich dźwięków i wizji. „Nie – powiedziano im. Czy zdajesz sobie sprawę. My się tym zajmiemy. Wi- dzieliśmy to dobrze. . co uczyni z nami Piłat za zaśnięcie na służbie? A oprócz tego. – Czy mówisz poważnie? – pyta jeden z nich. który wysyła po- słańców. – Musimy już iść. – Była smuga podobna do błyskawicy. to tego. rzymscy żołnierze pędzą w kierunku miasta. co widzieli. że zasnęliście. skoro spaliśmy. pozostawiając za sobą porozrzucane w nie- ładzie miecze. kogo napotykają. Ich zamiarem jest doniesienie o tym samemu Piłatowi. Musimy sprawozdać o tym Piłatowi. nie pójdziecie! Nie mówcie nikomu o tym. A potem. Na niebie powstała nagle eksplozja światła i energii. znowu próbując stanąć na swoich nogach. części zbroi i osobiste ślady. gapiąc się na tę wznoszącą się gwiezdną postać. obok porzuconej tarczy. Kajfasz próbuje coś powiedzieć. aby ich zatrzymali. jakby nie byli warci kolejnego spojrze- nia. Mężczyźni uciekają w skrajnym przerażeniu. która porusza ziemią. ale słowo o ich histerycznej ucieczce szybko dociera do Kajfasza. hełmy. odwraca się i odrzuca potężny kamień. – Wyjdź. Wszyscy obecni zbledli.

że niemal nie postradali rozumu. znajdowały się widoczne rany po ukrzyżowaniu. abyście się smucili. aby sięgnąć po plaster miodu i pieczoną rybę. Gdy jadł. Poślę wam mojego osobistego przedstawiciela. potężnego Ducha. nie przyszedłem do ludzkości jedynie na kilka krótkich lat. że nie miała ona miejsca. którego nigdy w pełni nie zrozumiecie. przeszedł przez salę. zaba- rykadował się w swoim pałacu. co mogą wykonać! Jednak Jezus kontynuuje. który był ze mną. Tego wieczoru znajdowali się wszyscy w sali na piętrze (w tym samym miejscu. jak i waszego. tylko że byli aż tak zbyt zajęci staraniami. Jak myślę. – Zawsze je będę już miał. W szczególny sposób. Jeśli poprzez swoją śmierć może On zesłać na swój lud pełną moc Ruach. zgromadzili się wokół Niego. Proszę. a potem swoją lśniącą szatę. Słowo się rozeszło i każdy o tym usłyszał. jednak znany im Jego głos wkrótce ich uspokoił. skąd przyszedłem. że Jezus może przyjdzie szukać go. napięcie znikło i uczniowie w końcu przekonani. na każ- dej ręce i stopie. w takim razie nie ma dla nich ograniczeń tego. moje zmysły znajdują się w pełnym alercie. jak tłum młodocianych w obecności bohatera. kapłani czuli się podobnie. a każdy dar z nieba bę- dzie wam dany. Wieczór No. jestem dla was darem na zawsze. rozwiewając ich podejrzliwy strach tak bardzo zwyczajną prośbą. stojący na krawędzi szaleństwa. nie udało się. Proście o Niego. Na początku byli przerażeni tak bardzo. nie chcę. . w którym spożyli wieczerzę Paschalną) i nagle On się pojawił pośród nich. – Dana mi jest wszelka moc na niebie i na Ziemi – powiedział. aby pokazać stopy. tam. Proście tylko. Gdy odejdę. Widzicie. bo- wiem zawsze będę z wami poprzez potężnego Ducha Ruach.Rozdział 22  Zmartwychwstanie! 223 W końcu żołnierze zgodzili się. bo nie jestem tylko waszym Panem. Być może uda im się zataić historię zmar- twychwstania. Uczniowie jednak wiedzieli lepiej. że rzeczywiście widzą to wszystko na własne oczy. jestem też waszym Bratem. Ale nie pozosta- niecie sami. darem dla całej ludzkości. jestem jednym z was i zawsze takim pozostanę. gdy świat ten powstał. – Wkrótce pozostawię was i powrócę w kosmos. przerażony tym. – Czy macie tu coś do jedzenia? Jeden z nich przytaknął i nadal wpatrując się z mieszanymi uczuciami na Gościa. Będzie wam tak bliski jak kolejna modlitwa. Uniósł ręce. Na nich. przyjrzyjcie Mi się. On stanie się mocą stojącą przy was w każdej waszej pracy. – Jestem trochę głodny – powiedział. Po krótkiej przerwie. iż sami byli już na wpół przekonani. aby zagłuszyć historię zmartwychwstania. Gdy Jezus to mówi. Piłat. mówił dalej: – Idę do Ojca was wszystkich – do mojego Ojca.

224 Pamiętnik Lucyfera

– A macie tak wiele do wykonania! Na całym tym szerokim świecie znajdują się
ludzie, a Ja kocham ich wszystkich. Przyszedłem na Ziemię dla każdego, a wy
staniecie się kanałami mojej miłości, aby do nich dotrzeć. Udajcie się wszędzie,
powiedzcie każdemu, że znowu żyję. Powiedzcie im, że mogę dać im życie. Po-
wiedzcie im, że powrócę. Wkrótce pozostawię was, ale nie na zawsze. Pewnego
dnia powrócę. Tuż przed tym świat będzie wyglądał tak, jakby miał się rozpaść.
Narody wzburzą się przeciwko sobie, nastanie wojna. Nawet przyroda wydawać
się będzie popsuta. I będą mory i kłopoty, wielkie trzęsienia ziemi i straszne znaki.
Gdy te rzeczy zaczną się dziać, większość ludzi będzie przerażona. Jednak moi
naśladowcy nie muszą się bać. Tak na prawdę, gdy wszystko to zacznie się dziać,
czas by patrzeć w górę, bowiem przybliżyło się odkupienie.
Odetchnął i mówił dalej:
– A teraz, pozwólcie, że was obejmę; pozwólcie, że wezmę was w ramiona
jeszcze jeden raz. Jakże będzie mi brakowało tych wspólnych chwil! Jakże tę-
sknię już za tym dniem, kiedy znowu będziemy razem i nie będzie już więcej
pożegnań... I pamiętajcie, kocham was.

Dzień 40

Od dnia zmartwychwstania minęło dokładnie czterdzieści dni. Jest poranek,
a ta mała grupka zakończyła śniadanie w sali na piętrze. Ta sala stała się ich
miejscem spotkań, swego rodzaju siedzibą, gdzie razem spożywają posiłki, gdzie
spędzają swój czas prywatny, gdzie śpiewają i modlą się. Jednak tego poranku
wychodzą, schodząc po drewnianych schodach po południowej stronie domu,
a Jezus prowadzi ich na wschód, ulicami Jerozolimy.
Idziemy za nimi i wydaje mi się, że jest coś znanego na tej drodze.
– Zedronnie! – wołam. – Czy nie szliśmy już kiedyś za nimi tą drogą?
– Pewnie. Tamtej nocy, gdy był proces. Jest to droga, którą szli do Getsemane.
Oczywiście! Tamta noc jest tak straszliwym wspomnieniem, że mój umysł nie
jest chętny nawet przypominać sobie jakichś szczegółów. Jest to jak mara nocna,
która prześladować mnie będzie do końca moich dni, bowiem to zapieczętowało
mój los. Starając się wygrać, przegrałem. Udało mi się doprowadzić Go do gro-
bu, ale nie potrafiłem Go tam zatrzymać. A wielkie wydarzenie zmartwych-
wstania nie tylko przywróciło Go do życia, ale i potrząsnęło mocą śmierci. Nie
mam żadnych złudzeń: przegrałem wojnę i od tego momentu mogę tylko wal-
czyć, przedłużając jej trwanie. Teraz, jest to tylko kupowanie czasu.
Przecinają potok Cedron kolejny raz i zaczynają wspinać się ku górze, w kie-
runku Betanii. Na zachodzie rozpościera się panorama Jerozolimy – pod dymem
porannych ognisk i szumem odgłosów miejskich, wyraźnie słyszalnych na tym
zboczu wzgórza. Grupa zatrzymuje się na moment, a On rzuca jeszcze jedno
spojrzenie na miasto. Wydaje się takie normalne, tak ruchliwe jak zwykle, jak-

Rozdział 22  Zmartwychwstanie! 225

by nic się tu nigdy nie wydarzyło. Kapłani nadal składają poranne i wieczorne
ofiary, ludzie nadal przychodzą się modlić, kupcy nadal kupują i sprzedają, no-
wopoślubieni nadal poszukują pokoju do wynajęcia, a całe miejsce rozpoczyna
swoje życie.
Tuż pod nami znajduje się grób króla Dawida, a w pobliżu stado kozłów wę-
druje pobekując i skubiąc trawę obok sarkofagu króla, nie dbając na legendy,
które rozpadają się tutaj pod ich nogami. Leży już tutaj przez tysiąc lat. Ach,
Lucyferze, jak długo oznacza „długo”?
Za szczytem pojawia się Betania. Jest cicha, a ze swymi porozrzucanymi cha-
tami i domami w ogrodach stanowi znany widok. Idziemy za małą grupką,
myśląc, że Jezus planuje, być może, spędzić dzień w domu Łazarza i Marii, ale
nagle zatrzymuje się.
– Dotąd tylko możemy pójść razem – mówi, wywołując zdziwione spojrzenia.
Z Jego twarzy wydają się wydostawać promienie światła i bardzo powoli, jakby
nie chciał, aby ta chwila się skończyła, patrzy na krąg znanych Mu twarzy: Mate-
usza, poborcy podatków; Piotra, gorliwego i pełnego impetu rybaka, który udo-
wodnił zaledwie kilka tygodni temu, że wciąż wie, jak przysięgać; badawczego
Tomasza, który chce najpierw zobaczyć, zanim czemuś uwierzy; Jakuba i Jana
z ich ognistymi nastrojami – jest to grupa, z którą rozpocznie swoją ostateczną
kampanię o tę planetę. Znamy ich dobrze. Przyglądnęliśmy się im bardzo uważ-
nie. Będziemy z nimi walczyli każdą dostępną nam bronią. Bowiem chociaż prze-
grałem wojnę, nie straciłem jeszcze pragnienia stępienia Jego zwycięstwa.
I nagle widzę ich, jak nadchodzą z korytarzy kosmosu: miliardy, niezliczone
miliardy Aniołów z Królestwa Światła, ogromny obłok istot, uformowanych
w uporządkowane szeregi. To tak typowe dla nieba, że zdaję sobie sprawę z te-
go, co się teraz stanie.
– Marconidesie, popatrz!
– Tak, widzę ich także. Przybywają po Niego. Powraca do Królestwa!
W przestrzeni rozlega się hymn: A Temu, który siedzi na tronie światłości...
Kieruję wzrok, aby zobaczyć, co On robi. Raz jeszcze patrzy na krąg szczerych
twarzy, które tak często zawiodły Go i czyniły to, co my chcieliśmy, ale nie ma
dla nich ani słowa nagany. Ostatnia rzecz, jaką słyszą od Niego, to słowa najgłęb-
szego szacunku.
Jego ręce wysuwają się w ich kierunku, jakby poprzez ten gest mógł przed-
łużyć tę chwilę i być jeszcze bliżej nich, a później, na początku całkiem powo-
li, zaczyna się unosić, pociągany w kierunku obłoku istot, tuż poza barierą.
Z kosmicznych galerii hymn przechodzi w zwrotki, które zawsze wywoływały
moje zdumienie: „...Temu, który oddaje się za świat...” W końcu to rozumiem.
Znika z ich pola widzenia, ale otrzymują od Niego jeszcze ostatni dar, osta-
teczne poselstwo, które płynie ku Ziemi z odległego nieba:
– Jestem z wami zawsze, aż do skończenia świata.

Rozdział 23

Kontratak
Dzień pięćdziesiąty

Minęło siedem tygodni od ukrzyżowania, a mała grupka wierzących, która
spotyka się w sali na piętrze przeciwstawia się naszej kontroli.
Nie tak dawno temu ich ohydne ułomności charakteru doprowadziły mnie do
wniosku, że szybko upadną, gdy Jezusa już nie ma. Ale podobnie, jak Maria, zmieni-
li się. Z każdym dniem stawali się sobie bliżsi. Stare rywalizacje, które kiedyś powo-
dowały pełne zazdrości nieporozumienia znikły całkowicie; w ich miejsce pojawiła się
chęć wyznawania sobie wzajem błędów i pełnego przyznawania się do pomyłek. Gdy
ludzie czynią coś takiego, dzieją się dziwne rzeczy. Poprzez zaprzestawanie własnej
obrony i przyznawanie się do błędów, stają się faktycznie sobie bliżsi. W istocie, nie-
którzy z najbliższych przyjaciół w grupie, to ci, którzy kiedyś buli sobie najdalsi.
Stało się jeszcze coś innego. Wydaje się, że już więcej nie są zainteresowani
posiadaniem rzeczy materialnych. Niektórzy z nich zaczęli wyprzedawać swoją
własność, zaś uzyskane z tego środki włożyli do wspólnej kasy, z której każdy
bierze tylko tyle, ile w danej chwili potrzebuje. Poza podstawowymi rzeczami,
które w życiu są konieczne, nie wykazują zainteresowania posiadaniem rzeczy.
Nigdy dotąd nie widziałem ludzi, aby postępowali w taki sposób i muszę przy-
znać, że denerwuje mnie to, bowiem utraciłem tym sposobem moje najużytecz-
niejsze pokusy. Nie mogę posługiwać się już ich chciwością, bo nie są tym za-
interesowani. Nie mogę ich niepokoić troskami finansowymi, bo takich nie mają
– wspólny fundusz zapewnia ich, że nikt nie jest w potrzebie. Nie mogę wyko-
rzystywać zazdrości, bo nikt nie posiada czegokolwiek, czego inny by pożądał.
Uwolnieni od wielu spraw, które kłopoczą innych ludzi, ta grupa wierzących
uwolniła swój czas tylko dla modlitwy i przemawiania.
To tworzy jeszcze jedną sprawę. Moi wartownicy w Świątyni podają, że wie-
rzący są tam przez cały czas, modląc się i wielbiąc Wszechmogącego. Trudno jest
przybliżyć się do Świątyni i nie usłyszeć wypowiadanego imienia Jezusa i już
widać tego efekty. Kręgi nowonawróconych poszerzają się z każdym dniem.
A teraz, w dzień Pięćdziesiątnicy, wszyscy zgromadzili się w sali na piętrze.
Jest święto upamiętniające nadanie prawa na Synaju, naśladowcy Mesjasza zgro-
madzili się więc z tej szczególnej okazji. Z tego też powodu pojawili się goście
z całego świata i denerwuję się. Coś, co jest połączeniem tych wydarzeń suge-
ruje pewne niebezpieczeństwo: nowa jedność wśród wierzących, prawo z Sy-
naju, które od dawna starałem się zatrzeć w pamięci ludzkiej, nawet ta obec-

Rozdział 23  Kontratak 227

ność gości, którzy mogą zawieźć do swoich krajów wieści o kulcie Jezusa – cała
ta rzecz niepokoi mnie i irytuje.
Ale chwileczkę: wszyscy naśladowcy Mesjasza znajdują się w sali na piętrze.
Wszyscy są na jednym miejscu! W tym może być jakaś możliwość!
– Barshok, chodź tu do mnie! – Przybiega, a ja kontynuuję. – Barshok, czy
pamiętasz dzieci Joba, tych, których pogrzebałeś żywcem?
– Myślisz o domu i tej trąbie powietrznej? – odpowiada, uśmiechając się na
stare wspomnienie.
– Tak. Czy myślisz, że mógłbyś to powtórzyć?
– Co – tutaj?
– Dokładnie. Popatrz na tę salę na piętrze. Wszyscy tam są – całe mnóstwo.
Wszyscy naśladowcy Mesjasza znajdują się na tym jednym miejscu. Szybko,
wyczaruj coś niszczącego, zanim Strażnicy Skupienia zdadzą sobie sprawę, co
robisz.
Spóźniłem się jednak o minutę. Właśnie, gdy kończyłem mówienie, odczuliśmy
znaną nam już moc, nawet jeszcze większą, niż moc wydawana przez Strażników
– wszechogarniające, porywające pole energii, które przeszywa nas samych.
– Ruach! – ktoś krzyczy. – Uciekajcie, póki jeszcze zdążycie.
Z bezpiecznej odległości, na samych peryferiach Jerozolimy obserwujemy
dom, z którego właśnie uciekliśmy. Energia szerzy się wszędzie; cały budynek
wydaje się trząść z mocy. Robi to wrażenie wiatru i ognia i wszystkich podsta-
wowych mocy samego stworzenia, a gdy na to patrzę, przypominam sobie dzień,
gdy widziałem, jak powstawał ten świat. Wtedy obecne były podobne fale ener-
gii, i teraz odczuwam to samo.
Coś ma się wydarzyć – ale co? Czy mamy być świadkami pewnej formy stwo-
rzenia? Nagle przypominam sobie, co powiedział Mesjasz tuż przed swoim odej-
ściem: „a gdy przyjedzie Duch, otrzymacie moc”.
Moc! Ta mała grupa wierzących została objęta mocą Ducha, którego poten-
cjał potrafi budować światy!
– Marcolicie! – wydzieram się. – Czy zdajesz sobie sprawę z tego, co tu się
dzieje? Tam jest Ruach i ma teraz coś uczynić! Masz na to jakąś radę?
– Nie mam pojęcia, co powiedzieć. Wszystko co wiem, to jedynie to, że udało
nam się stamtąd uciec na czas. Poziom energii jest niesamowity.
Tak, myślę sobie, i zostaje ona wylana na ludzi! W jaki sposób będziemy kie-
dykolwiek w stanie stawić im czoła?
W przeciągu godziny przybywa do mnie posłaniec.
– Mistrzu, przyjdź szybko do Świątyni! Jeden z nich przemawia, ten, które-
go nazywają Piotrem, ten, który przeklina, jak piraci.
Ten, który kiedyś przeklinał, myślę sobie, bowiem i Piotr się zmienił. Ścież-
ki do jego umysłu, którymi niegdyś wchodziłem z taką łatwością, zamknęły się
całkowicie. Nie mogę już zbliżyć się do jego procesu myślowego.

228 Pamiętnik Lucyfera

Idę za posłańcem ku wielkiemu tłumowi, który zgromadził się przy Świąty-
ni, i widzę, że Piotr rzeczywiście przemawia. Mówi o Jezusie, który kiedyś rzą-
dził w kosmosie i który przyszedł tutaj, aby żyć jako człowiek. Wymienia Jego
potężne cuda i opisuje, jak został ukrzyżowany. Mówi, jak grób nie mógł Go
zatrzymać i jak powstał znowu do życia. A gdy tak opowiada, cały tłum jest
poruszony do łez.
– Mistrzu! – odzywa się Simitron. – Czy to widzisz? On wspomina krzyż, a lu-
dzie zaczęli płakać! Reagują na to całymi tysiącami, pytając, co mają uczynić, aby
przyłączyć się do wierzących w Mesjasza!
Tak, Simitronie, mój zaniepokojony doradco, widzę to wszystko. Jest to po-
wtórka tego, co stało się nad Jordanem, gdy przemawiał Jan Chrzciciel, ale tym
razem jest to wzmocnione energią dramatu ukrzyżowania i samą mocą zmar-
twychwstania. Być może nie będzie sposobu na zatrzymanie tego ruchu. To
może porwać ludzi, i to całymi milionami!
Nagle przybiega posłaniec, kłania się Simitronowi i przeprasza za to, że prze-
szkadza.
– Mistrzu, to samo dzieje się także na innych miejscach. Ale jest to coś nie-
samowitego. Są tutaj ludzie z całego świata, przyjechali na święto i wielu z nich
posługuje się innymi językami, a wierzący z sali na piętrze znajdują się wszędzie
i przemawiają do tych ludzi w ich językach!
– Że co?
– Mówią, posługując się językami zrozumiałymi dla tych ludzi, tak, że wszy-
scy, z całego świata, ich rozumieją. Chyba nie ma kraju, jaki nie byłby tu repre-
zentowany, a który wkrótce nie usłyszy o Mesjaszu i zmartwychwstaniu.
Mój umysł pojął od razu całe nieszczęście. Świat przybył do Jerozolimy z oka-
zji tego szczególnego święta, a Królestwo sprytnie wykorzystało możliwość, by
z poselstwem dotrzeć do każdego – pokazując, że ci ludzie (którzy nigdy nie
posługiwali się żadnym innym językiem oprócz hebrajskiego) z rejonu Galilei
potrafią mówić obcymi językami! Teraz goście powrócą do domów, udając się
wygodnymi drogami rzymskimi i opowiadając bajkę o człowieku, który powrócił
do życia, człowieku, który przezwyciężył siłę śmierci, Bogu-człowieku, który
powróci na tę Ziemię!
Szybko wzywam dowódców brygady.
– Zbierzcie szczegóły z każdego spotkania. Przydzielcie wojownika każdemu
człowiekowi, który jest tam obecny. Idźcie za tymi ludźmi z powrotem do ich
krajów. Zanotujcie nawrócenie każdego człowieka na tę wiarę, a następnie
wyślijcie wojowników Barshoka i, na tyle, na ile pozwolą wam Strażnicy, staraj-
cie się im uprzykrzyć życie. Sprawcie, żeby władze rzymskie zaczęły się ich bać
jak rewolucjonistów, którzy mają zniszczyć cesarstwo. Napełnijcie nimi więzie-
nia. Sprawcie, że stanie się wierzącym będzie tak kosztowne, że nikt nie będzie
się chciał się do nich przyłączyć. Wdepczcie ich w powierzchnię tej ziemi!

Rozdział 23  Kontratak 229

Na moje rozkazy wojownicy popędzili i zaczęli wydawać instrukcje poszcze-
gólnym dowództwom.
– Marcolith, ty wróć do Rzymu. Tyberiusz starzeje się. Napełnij go lękami
starego człowieka. I wyznacz duży oddział, który otoczy Kaligulę, bowiem
wszystko wskazuje, że to on obejmie władzę cesarską po Tyberiuszu. Dopro-
wadź go do szaleństwa podnieceniem i podejrzliwością. Rzym rozkłada się, ozna-
ki tego można dostrzec wszędzie, wkrótce więc ludzie zaczną zauważać rozpad
ich życia ekonomicznego i cywilnego. Chcę, aby naśladowcy Mesjasza zostali
oskarżeni o wszystko, w czym się im nie wiedzie.
– A teraz, Zedronnie – zwróciłem się w jego stronę – ty i ja przejmiemy do-
wództwo w Jerozolimie. Musimy wyznaczyć przynajmniej szwadron wojowników
do każdego wpływowego przywódcy. Musimy ich przekonać, że dopóki nie za-
trzymają tych mówców, Rzym będzie patrzył na Jerozolimę jak na wylęgarnię
buntu, i że muszą zareagować z taką siłą, żeby w końcu cały naród przestał istnieć.
– Czy rozumiecie – kontynuowałem dalej – czym musimy się zająć od teraz?
W takim razie idźcie i proszę mnie stale o wszystkim informować. Takiego kry-
zysu jak ten nie widzieliśmy jeszcze od czasu wyjścia z Egiptu.

W Jerozolimie

Pogrążyliśmy się w naszej pracy, a tutaj, w Jerozolimie, wydarzenia biegną szyb-
ko. Gdy nastał wieczór, Kajfasz wpadł w prawdziwą wściekłość z powodu wyda-
rzeń w dzień Pięćdziesiątnicy. Jakieś 3000 osób uwierzyło jednego dnia, a tłumy
gości zagranicznych zabiorą tę nową wiarę z powrotem do swoich krajów.
– Myślałem, że zatrzymaliśmy ten problem – wypowiada się zezłoszczony
faryzeusz podczas pośpiesznie zwołanego spotkania. – A teraz popatrzcie, co się
dzieje. Wszyscy mówią o pustym grobie w ogrodzie. Ci fanatycy zdobywają
ludzi tysiącami, jeśli więc czegoś nie zrobimy, i to szybko, Rzym pomyśli, że
zorganizowaliśmy bunt. W pobliżu Jerozolimy znajdują się dwa legiony armii,
a kolejne dwa za górą Scopus i Jerychem. Bracia, ta nowa sekta może nas kosz-
tować istnienie całego narodu.
Uśmiecham się, gdy słyszę, że moje pomysły wyrażane są przez człowieka,
który nie ma pojęcia, skąd się one biorą. Jakże często ludzie wypowiadają na-
sze słowa, nie zdając sobie sprawy z ich źródła pochodzenia! Wszystkiego, cze-
go nam potrzeba, to otwartego na nasze pomysły kanału dostępu do ich umy-
słów. Może to być zazdrość, wściekłość, wszeteczeństwo, a nawet strach – przez
kazał strachu wchodzimy często, bowiem ludzie, którzy się boją, potrafią czy-
nić rzeczy zdumiewające.
– Mnie też się wydawało, że mamy sprawy pod kontrolą – odpowiada Kajfasz,
a jego pięści zaciskają się, a do żył na szyi napływa krew. – Myślałem, że jedno
ukrzyżowanie wystarczy, aby załatwić wszystko.

aby prosił o jałmużnę. aby z nim dyskutować. Piotrem i Janem. będzie pomocne. a gdy wychodzę także. – Mam jednak coś innego. jałmużna. Jest chwila przerażającej ciszy. – Jałmużna. Niemal krzyknąłem z rozpaczy. Ten człowiek posiada salomonowy sposób wypowiadania się. Bądźmy spokojni. z jaką odnosimy się do naszych wrogów.230 Pamiętnik Lucyfera – Tak – włącza się inny uczestnik spotkania. Miejsce: brama świątynna Jest późne popołudnie i zbliża się godzina modlitwy. Cokol- wiek dacie. ale i słuchaczami – że mamy już do wyjaśnienia jeden pusty grób. niechaj wielki Król Wszechświata uśmiechnie się na twoją szczodrobliwość i odda ci stokrotnie. jakie maluje się w jego oczach i mówi: – Być może grosz. którzy dużymi krokami udają się do świą- tyni. jak człowiek. Niełaska. nic nie osiągnąwszy. – Srebra i złota nie mam – stwierdza. Jeśli są tak źli. Być może – zwalnia. jak mówisz. a jego głos powoduje nagłe wyciszenie się podener- wowanych uczestników zebrania. wkrótce sami się potępią. Piotr kontynuuje: . Idę za dwoma głów- nymi uczniami. Piotr nagle zatrzymuje się i patrzy na tego człowieka. rozumiem twoją troskę. in- tonuje zdanie. Ale musimy coś uczynić. U bramy leży człowiek kaleki. – Tak – odpowiada Gamaliel. a człowiek ten wyraża oczekiwanie. że szczęka mi drży z konsternacji. – Popatrz na nas – rozkazuje. jeden z najsłynniejszych nauczycieli prawa w Izraelu. albo jakiś drobiazg? Ten dzień był jakiś nieudany. trwać będzie przez całe ich życie. którego przynoszą tu codziennie jego przyjaciele. w jaką sami popadną. – Czcigodny mędrcu. a w sali nie ma drugiej osoby. czego można pragnąć. Ale Piotr szybko i spokojnie oddala te oczekiwania. Czy chcesz chodzić? Jego oczy otwierają się szeroko jak talerze. – Być może potrzeba nam wię- cej krzyżowań. bracia – mówi powoli. zauważam. Pokój wypełnia się głębokim głosem. wyraźnie. jednak nie wydają dźwięku. – Mam nawet propozycję: przypatrzmy się temu i zaczekajmy. które powtarza już tak od dzieciństwa – urodził się bowiem kalekim. znacznie więcej. usta poruszają się. aby podkreślić swoje myśli – być może powinniśmy to wszystko przemyśleć jeszcze raz. – Muszę wam zdecydowanie przypomnieć. a następnie Kajfasz zaczyna mówić. Niełaska. To Gamaliel. a spojrzenie człowieka powoli opada. Tłum rozchodzi się. która byłaby na tyle bystra. trwać będzie jakiś dzień. który panuje nie tylko nad swoimi słowami. gdy więc obaj apostołowie zbliżają się.

bowiem On przyszedł tu. Jesteście synami proroków. co teraz powie: zaapeluje do nich. o. W jednym momencie kaleka stoi na nogach. aby umrzeć za nas wszystkich. aby wypełnił misje i zaoferował nam zbawienie. jednak dokonano straszliwego błędu i skazano Go na śmierć. – Nie. Ten człowiek od lat był częścią tego miejsca. został uzdrowiony. W jakimś sensie wypełnialiście proroctwo. aby też uwierzyli! – Aż dotąd. sięga po prawą rękę człowieka i całą swoją siłą porywa czło- wieka na nogi. Piotr schyla się. To mocą Jego imienia ten człowiek. że Piotr już go nie trzyma. – Tak. który został wzbudzony z martwych! Wkrótce całe mro- wie policji świątynnej zaciąga apostołów do więzienia. tam. a ich głosy unoszą się w szumie zdu- mienia. ten nie ma wyjścia. a ja aż wzdragam się. którzy wypowiedzieli imię Jezusa. Szybko! Nie mamy czasu do stracenia. Piotr nabiera w płuca powietrza. Zawróćcie więc w swoim życiu. Od czasu powstania tego świata wszyscy prorocy przepo- wiadali to wydarzenie.Rozdział 23  Kontratak 231 – To. – Dlaczego tak się dziwicie? Czy zapomnieliście. Podskakuje i bryka jak bawiące się dziecko. wstań i chodź. Nie- chaj aresztują tych ludzi. Doskonale! Jest to sama elita intelektualistów. gdy mój ojciec był młody. – Kto? – Ten kaleka. że są to naśladowcy Jezusa. czy nie powinniście jako pierwsi przyjąć zbawienia? Powiedział to po mistrzowsku. który każdego dnia leżał u wejścia. jak jego nogi zostały uzdrowione przez dwóch ludzi. Nagle powstaje szum wśród ludzi w okolicach kolumnady Salomona. – Udajcie się natychmiast do władz. głośno wielbiąc Boga i mówiąc wciąż i wciąż do każdego. słyszę. Piotr jest umięśnionym rybakiem i kiedy kogoś pociągnie. – Tak – to jakiś cud. który urodził się kaleki. Możecie zmazać swoje przeszłe błędy. to ci dwaj mężczyźni. każ- dy go zna. po raz pierwszy w życiu! Człowiek niemal szleje z radości. – Zedronn i Marcolith! – drę się. – Ale on? Przecież on był kaleki już wtedy. kto tylko chce słuchać. którzy nie wierzą w zmartwychwstanie – a Piotr przema- wia właśnie o Jezusie. bracia moi. nagle zdając sobie spra- wę. przy bramie. że nie zdawaliście sobie sprawy z czynów wa- szych. więc wieść o jego uzdrowieniu przebiega szybko Jerozolimę. to ci daję: w imieniu Jezusa Chrystusa z Nazaretu. On stoi sam – stoi o własnych siłach. bo wiem. Nagle tłum ludzi otacza Piotra i Jana. wiem. co mam. że istnieje Bóg w Izraelu? Posłał tu swego Syna. Piotr staje wyżej i jednym gestem uspokaja tłum. . Kilka minut później nadchodzi tłum Saduceuszy.

aby ten człowiek przemawiał w taki sposób. – Sami osądźcie – odpowiada. mogłoby wywołać publiczny protest. – Na mocy czyjego autorytetu uzdrowiliście wczoraj tamtego człowieka?! – ktoś wrzasnął. Ale nie możemy też pozwolić na to. na co przywódcy nie mogą sobie pozwolić. Jeden z nich. jak Rzymianie zareagują. bowiem Piotr właśnie odparł ich atak zdaniem. Moi wojownicy wycofują się bezradni i sfrustrowani. Musimy znaleźć jakiś sposób. że uczynienie im cze- goś złego. zaś apostołowie stali się tak popularni. Jest więc wiele chrząkania i wypowiadanych do połowy zdań. znawca prawa. które trafia w samo sedno etyki żydowskiej – nie ma niczego szlachetniejszego od dobrego uczynku dla człowieka znajdującego się w beznadziejnej sytuacji. – Najwidoczniej to Jezus go tak wyszkolił. dzięki czemu został on uzdrowiony. coś. Moi ludzcy sprzymierzeńcy stoją przed straszliwym dylematem. którego wy ukrzyżowaliście. znaj- dują się w stanie histerii. Zagroźmy więc im mocno i miejmy nadzieję. Z tym nie da się dyskutować. Wyczarowaliśmy im wizje. gdy zakazano mu dalej występować w tym imieniu – czy słuszna to rzecz raczej was słuchać. o tym. Gdy więc rozpoczyna się spotkanie. pustego grobu. Dla dobra całej sprawy lepiej byłoby. O cudzie wie już cała Jerozolima. Ale jaki? . Nikt nawet nie pomyślał o re- plice. Zaś jego odniesienie się do ukrzyżowania otwiera najświeższe rany faryzeuszy – owego niewyjaśnionego. aby powstrzymać tych ludzi. którzy mają spotkać się dzi- siaj z apostołami. a my mamy teraz problem. szepcze do swego kolegi. W sali momentalnie zapanowała śmiertelna cisza. dokonując zbrojnej inwazji. co widzieliśmy i słyszeliśmy. Jednak Piotr wydaje się być odporny na strach. jakie słyszeliśmy od Jezusa owego dnia. a potem wyrzucają ich (chociaż każdy z nich odczuwa. że ich tym onieśmielimy. to niech wam wszystkim i całemu ludowi izraelskiemu wiadome będzie. – A powiedziano mi. że właśnie miał miejsce szlachetny czyn. aniżeli Boga? My bowiem nie możemy nie mówić o tym. o tym. że stało się to w imieniu Jezusa z Nazaretu. Temu nie możemy za- przeczyć. Jest to taka odpowiedź. gdy staraliśmy się go przyłapać na sprawie płacenia podatków. Piotr odpowiada: – Jeżeli my dziś jesteśmy przesłuchiwani z powodu dobrodziejstwa wyświad- czonego człowiekowi choremu. znawcy prawa grzmią pustymi groźbami nad apostołami. – Wiem – mruknął ten drugi. jak cały naród nawraca się na tę nową wiarę. że ten nie jest w ogóle wykształcony. Jest prze- cież oczywiste. gdyby całego spotkania wcale nie zwołano.232 Pamiętnik Lucyfera Kolejnego dnia Pracowaliśmy przez całą noc pośród przywódców. jak tracą swoje wysokie stanowiska. że za godzinę będą oni znów przemawiali). – Jak możemy sobie z nim poradzić? Jego odpowiedź była wyśmienita.

Rozdział 23  Kontratak 233

Czas: trzy lata po Golgocie

Tak więc dzisiaj w końcu przelaliśmy krew! Myślałem, że to się nigdy nie sta-
nie, a jednak pierwszy naśladowca Jezusa został uśmiercony!
Był pewien szacowny wierzący o imieniu Szczepan, którego od dawna chcie-
liśmy uśmiercić. Chociaż był Żydem z pochodzenia, mówił płynnie po grecku.
Był też wyśmienitym dyskutantem, który – gdy wyzwany – potrafił wyprowa-
dzić w pole nawet swoich najwyśmienitszych przeciwników, często na oczach
zadowolonych, gapiących się tłumów. Był on głównym kłopotem, poszukiwa-
liśmy więc uważnie jakiejś możliwości zakończenia jego życia.
Stało się to całkiem nieoczekiwanie. Pewna grupa gorliwców, która określa-
ła siebie nazwą Synagogi Wolności, wezwała Szczepana do dyskusji na temat
Mesjasza. Problem w tym, że była to paczka fanatyków, którzy wiele mówili,
ale mało przekazywali treści, a którzy wyjątkowo słabo byli przygotowani do
poradzenia sobie z kimś takim, jak Szczepan (znał on na pamięć większość Tory
i potrafił poprowadzić swoich przeciwników do kłopotliwego końca, zapędza-
jąc ich w tak zwany kozi róg). Jednak to, czego brakowało im w głowach, po-
trafili uzupełnić chytrością i po przecierpieniu upokarzającej porażki, pośpieszyli
do kapłanów, twierdząc, że bluźnił przeciwko Mojżeszowi.
To zadziałało.
– Pośpiesz się – powiedział niemal na bezdechu mój posłaniec. – Aresztowa-
no Szczepana, niemal wszyscy zaangażowali się w rozruchy; zwołano też Sanhe-
dryn, aby osądzić go jako przestępcę.
Słowa brzmiały jak muzyka. Przez ponad trzy lata szukałem jakiegoś sposo-
bu, aby przerwać ten impet rozwoju naśladowców Mesjasza, a taki jak ten układ
spraw – obiecywał sukces. Jeśli ludzie mogliby dać się przekonać, że Szczepan
znieważył wielkiego wyzwoliciela Izraela, szybko będą gotowi zapomnieć o jego
cudach i ukamienować go. Pośpieszyłem więc do sali sądowej.
I rzeczywiście, był tam Szczepan, związany i postawiony przed sądem – ale
równie niebezpieczny, jak zawsze. Jego twarz wydawała się jaśnieć blaskiem
pochodzącym z samego Królestwa, a jego głos brzmiał, jakby wprost z sali Ka-
mieni Ognistych, tonem przejrzystym i przekonującym, każdy więc siedział tam
oniemiały, nie będąc w stanie odeprzeć jego toku rozumowania.
– Wszystko w historii Izraela wskazywało na potrzebę przyjścia Mesjasza –
powiedział. – Pomyślcie o minionych błędach narodu: o cielcu ze złota pod
Synajem, o bożkach płodności w Chanaanie, odstępstwach, które w końcu za-
prowadziły Izrael do niewoli babilońskiej – wszystko to udowadniało jego punkt
widzenia. Gdy Izrael ufał jedynie prawu, ludzie nie mieli sił, aby odeprzeć po-
kusy. Potrzebowali czegoś więcej. Potrzebowali Zbawiciela.
Jego słowa niszczyły dom, jak pociski wyrzucane z maszyny oblężniczej, z któ-
rych każdy docierał dokładnie do celu. Na twarzach ludzi zgromadzonych w sali

234 Pamiętnik Lucyfera

malowało się zamyślenie, bowiem jego logika była nie do odparcia. Tak, nasi
przodkowie upadli pod Synajem, zaledwie w kilka dni po usłyszeniu prawa. Tak,
Izrael flirtował z pogaństwem, a w wyniku tego znalazł się w niewoli. Tak, panu-
jący nad Izraelem kapłani nauczali prawa, a jednak zwycięstwo nie nadeszło,
a Izrael nadal odczuwał obcas znienawidzonych Rzymian. Coś było nie tak,
a w wypełnionej sali było wielu, którzy zaczęli stawiać sobie to fatalne pytanie:
czy ten dziwny i elokwentny człowiek może mieć rację? Czy nawet Izraelowi
nie potrzeba czegoś więcej niż jedynie znajomości prawa – jakiejś nadnatural-
nej mocy, która uczyni, że posłuszeństwo stanie się możliwe? Człowiek przema-
wiał z mocą prawdziwego geniusza. Coś musi zostać uczynione.
– Radionie – powiedziałem, wzywając mojego dyżurnego oficera – niechaj
zaczną działać nasi wojownicy! Wejdźcie pośród ludzi i pomieszajcie im w gło-
wach. Niechaj pomyślą, że argumenty tego człowieka są szkodliwe.
Rzadko widziałem, aby nastroje wśród tłumów zmieniły się tak szybko.
W niecałą minutę szept zakłócającej rozmowy przeszył całą salę. Najwyższy Ka-
płan, na którego twarzy widoczna była złość, nagle powstał ze swego miejsca
i głośno rozdarł swoje szaty, aby pokazać, jak bardzo przeraża go to, co uznał za
bluźnierstwo, a wkrótce całe zgromadzenie powstało i w szale zaczęło wymachi-
wać groźnie w kierunku więźnia.
Ale nagle otworzyła się bariera czasoprzestrzeni! W otworze powstał kanał pro-
wadzący wprost do Królestwa, przez który można było ujrzeć sam tron – a tam,
osłonięty blaskiem i mocą, stał Jezus, patrząc na całą scenę tak intensywnie, że
ledwie potrafiłem to znieść. To przywołało w moich myślach sąd ostateczny.
– Zedronnie, Marcolithie, ktokolwiek! – wyksztusiłem. – Ogłosić alarm.
Myślę, że Królestwo ma zamiar zabrać Szczepana w taki sam sposób, jak zabrało
Enocha i Eliasza. Wezwijcie tu całą armię. Szybko!
Gdyby Królestwo było zdecydowane, aby uratować tego człowieka, my nie
mielibyśmy, oczywiście, żadnej szansy, by temu przeszkodzić, ale ja nigdy nie
przyznaję się do porażki. W tych walkach wszystko może się wydarzyć. Czło-
wiek, z którym walczymy, może na przykład w ostatniej chwili utracić swoją
wiarę i tym sposobem podsunąć nam zwycięstwo (coś takiego zdarzało się wie-
lokrotnie). Moi żołnierze z wielką prędkością dotarli na to miejsce, a przez kilka
chwil całe niebo wydawało się jaśnieć od błyszczących linii przybywających tam
wojowników. Dwie armie kosmiczne gotowe były do walki – i to wszystko tylko
o jednego człowieka!
Byłem przygotowany na tytaniczną walkę, ale wydarzenia przybrały teraz
nieoczekiwany bieg. Bariera otwarła się właśnie nad samym Szczepanem, tak
więc i on mógł widzieć tron. Przeogromnie zdziwiony, głośno wołał opisując to,
co widział.
– Widzę Go! – wołał Szczepan. – Widzę otwarte niebo i Jezusa stojącego po
prawicy Boga!

Rozdział 23  Kontratak 235

Tylko tego potrzeba było tłumowi. Ci ludzie nie widzieli otwartej bariery,
którą widział Szczepan i ja; dla nich był to jedynie kolejny przykład nieprzeba-
czalnego bluźnierstwa, z wrzaskiem więc skoczyli na niego, ciągnąc go poza bra-
mę miasta. I – cud nad cudami – armia niebiańskich wojowników nie interwe-
niowała! Stali, płacząc żałośnie, gdy człowiek ten był bombardowany kamienia-
mi, tak długo, aż jego ciało znikło pod kupą kamieni, a potem ze smutkiem skie-
rowali się z powrotem w kierunku Królestwa. Z jakiegoś dziwnego powodu otrzy-
mali rozkazy, aby dopuścić do tego, co się stało!
Dlaczego? To pytanie nadal nie daje mi spokoju.
Ponieważ Meldibon dopomaga wojownikom Trimaka w Rzymie, kieruję się
więc do jednego z jego najświatlejszych asystentów.
– Drelkin, co tu się właściwie dzieje? Czy to widziałeś? Straże pozwoliły, aby
się to stało? Dlaczego?
– Mistrzu, kiedykolwiek Królestwo pozwala na to, by jeden z ich sprzymie-
rzeńców umarł w taki sposób, zawsze istnieje jakiś ważny strategicznie powód.
Mogę tylko zgadywać, ale myślę, że to wydarzenie sygnalizuje strategiczną
zmianę w wojnie. Jak dotąd, wierzący koncentrowali swoje wysiłki tylko tutaj,
w Jerozolimie. Ale teraz, po tej egzekucji, Królestwo może znacznie rozszerzyć
swoje działania w kierunku pogan. Lepiej przyjrzyj się temu nowemu niebezpie-
czeństwu.
Dziękuję mu i pozwalam odejść. Jeszcze za wcześnie na to, by stwierdzić, czy
Drelkin ma rację, ale przynajmniej nie ma już Szczepana. Późnym popołudniem
przywódcy rady odbywają bardzo ważne spotkanie z Poncjuszem Piłatem.
Piłat zgadza się (w zamian za atrakcyjną łapówkę) zignorować zabójstwo, któ-
re oczywiście było przestępstwem rzymskiego prawa. Ale, co ważniejsze, zga-
dza się na rozpoczęcie łapania pozostałych członków sekty i przeprowadzania ich
egzekucji. Otwarta więc została droga do atakowania tej grupy i to pod ochroną
Cesarstwa Rzymskiego!
To był dobry dzień!

Miejsce: Damaszek

Podczas sądu nad Szczepanem (który miał miejsce rok temu), obecny był
pewien młody, bystry człowiek, który wiele dopomógł naszej sprawie. Na imię
mu Saul, a jego umysł jest jak pułapka. Jest pełen suchego sarkazmu, a myśli tak
szybko, iż niewielu potrafi stawić mu czoła w dyskusji. Po to, aby mógł dopo-
móc w procesie, wybrano go do Sanhedrynu, co było wielkim honorem dla tak
młodego człowieka. Powierzono mu też zadanie łapania naśladowców Jezusa.
Samo jego imię wywołuje już przerażenie wśród wierzących. Goni ich od
miasta do miasta, zręcznie przewidując ich kolejny ruch, aresztuje ich i często
przeprowadza egzekucje. Obecnie znajduje się w misji zmierzającej do wyko-

236 Pamiętnik Lucyfera

rzenienia wierzących w Damaszku, ponieważ sekta rozprzestrzeniła się nawet
aż do tego syryjskiego miasta. Podróż odbywa Saul z błogosławieństwem Rzy-
mian, którzy widzą w tym niekosztowny sposób na zjednanie sobie potężnych
wrogów Mesjasza. Jak powiedział to Piłat podczas ostatniej rozmowy z odwie-
dzającym go trybunem: „W ten sposób każdy wygrywa”.
Podróż była długa, prowadząca przez góry. W końcu jednak podróżnicy zeszli
w dój skalistego kanionu, a przed nimi rozpostarł się Damaszek, z jego obficie
owocującymi sadami i gospodarstwami, jaśniejącymi w gorącu samego południa.
Z myślą o możliwym odpoczynku i cieniu, każdy przyśpiesza swoje kroki.
I wtedy stało się. Nagły, palący błysk światła, który niemal mnie oślepia
i w którego bolesnym blasku widzę, że coś stało się Saulowi. Upadł na kamie-
nie brukowe i wije się z bólu, trzymając ręce na swoich oczach. Zaś z kosmosu
odzywa się głos.
– Saulu, dlaczego mnie prześladujesz?
– A kim jesteś, Panie? – pyta przerażony Saul, a z Królestwa przychodzi od-
powiedź, która nawet mną wstrząsa.
– Jestem Jezusem, tym, którego prześladujesz.
– Co chcesz, aby uczynił? – odpowiada, cały drżąc ze strachu.
– Udaj się do miasta. Tam, moi naśladowcy pokierują tobą.
Uzbrojeni towarzysze Saula słyszą głos, ale nie widzą światła z Królestwa. Dla
nich bariera nie otwarła się widzialnie, a ja od razu zdaję sobie sprawę, dlacze-
go. Gdyby każdy z nich został wystawiony na działanie tej silnej energii, cała
grupa byłaby teraz ślepa i nie byłoby nikogo, kto mógłby zaprowadzić Saula do
Damaszku.
Saulowi, jako pierwszemu udaje się przywrócić zdolność myślenia. Jest cza-
sowo ślepy, ale nadal szybko myśli, wyciągając więc rękę, mówi:
– Zaprowadźcie mnie do miasta. Obserwujcie, czy nie ma tam kogoś, kto na
nas czeka. Jeśli niebo porozumiało się ze mną w taki sposób, wierzący w mie-
ście także otrzymali informację. Ktoś będzie czekał. Niech mi ktoś z was poda
rękę. Idziemy!

Trzy dni później

Zwołuję naradę moich starszych współpracowników.
– Wojownicy, mamy poważny problem. Człowiek o imieniu Saul nawraca się
na wyznawcę sekty Jezusa. Jest niezwykle bystry i zna prawo hebrajskie. Jeśli
skieruje się przeciwko nam, stanie się prawdziwym kłopotem. Musimy spróbo-
wać ująć go w Damaszku. Niechaj każdy nad tym pracuje.
Rzetelnie udajemy się do naszych zadań. Wkrótce całe bandy ludzkie przeszu-
kują ulice, aby go odnaleźć, ale przezorni wierzący w Jezusa, których wykrętne
zdolności wyostrzyły się jeszcze podczas ostatnich prześladowań, poradzili sobie

Rozdział 23  Kontratak 237

z ustrzeżeniem Saula, na krok przed jego wrogami, którzy pod szatami mają ukry-
te sztylety. Inni ludzie gromadzą się wokół bramy miejskiej, śledząc każdą oso-
bę przechodzącą tamtędy. Jeśli Saul ma uciec, będzie musiał przejść tędy, a oni
tak uważnie śledzą bramę miejską, że nie ma żadnych szans ucieczki.
Jednak w tłumie zacienionych postaci znajdują się także członkowie kultu
Jezusa; osłonili dokładnie swoje głowy szatami, a ich oczy także śledzą uważnie
cały tłum, wypatrzyli więc tych, którzy tak intensywnie przyglądają się każde-
mu podróżnikowi. To mówi im, że Saul nie może przejść przez bramę miejską.
Z wyuczonym spokojem powoli rozdzielają się, jeden w kierunku straganów
kupieckich, drugi przez drzwi gospody, zaś inni świadomie wędrują wokoło,
jakby mieli udać się do domu na kolację. Jeden z nich – zwróciliśmy na niego
uwagę i poszliśmy za nim – idzie celowo w kierunku schodów prowadzących do
pomieszczenia znajdującego się na samych murach.
– To jest to! – mówię do Zartora, bardzo zdolnego młodego wojownika. –
Wydaje mi się, że znaleźliśmy Saula!
Pośpieszyliśmy, aby podejść dalej, ale bardzo silny impuls energii odpycha nas;
strzegą go Straże, nie będziemy więc mogli przybliżyć się do jego kryjówki.
Myśląc o tym, aby ich podejść, staramy się wysłać wiadomość o miejscu pobytu
Saula poprzez naszego sprzymierzonego człowieka, ale ten nagle mocno zacho-
rował i wyniesiono go trzęsącego się w nagłej gorączce, do domu.
Tak więc bezradnie patrzymy z pewnej odległości, jak garstka przyjaciół
otwiera okno w pomieszczeniu na murach, wywiesza kosz przywiązany do
mocnej liny i opuszcza ostrożnie na ziemię naszego byłego sprzymierzeńca.
Zanim ktokolwiek z Damaszku zda sobie z tego sprawę, człowiek ten znika
w ciemności wieczoru. Saul jest bezpieczny.

Czas: 27 lat po Golgocie

Mijają lata, a wojna szaleje. Nigdy nie pracowaliśmy tak ciężko. Ci chrześci-
janie – tak, teraz mają nawet swoją nazwę, przypisaną im przez pewnych Rzy-
mian z północy, w Antiochii – udają się wszędzie, szerząc swoje idee. Chrześci-
jaństwo więc dotarło już do granic Indii, a przez pewnego wścibskiego człowieka
o imieniu Filip, przeszło przez teren Afryki, aż do Etiopii. W tym czasie nasz
zdrajca-sprzymierzeniec Saul, który obecnie używa imienia Paweł, aby zazna-
czyć zmianę strony, po której teraz stoi, przewędrował przez całą Azję Rzymską,
zakładając zbory chrześcijańskie.
Gdy tylko zakłada zbór, rozpoczynamy starania, aby zasiać niezgodę pomię-
dzy jego wyznawcami, jednak nasza taktyka nie wypaliła, bowiem Paweł posiada
talent, którego nie doceniliśmy. Jest świetnym pisarzem i gdy tylko dowiadu-
je się o wytworzonych przez nas problemach, pisze listy pełne pobożnych rad.
W ich wyniku ludzie jeszcze mocniej niż kiedykolwiek dotąd, jednoczą się. A co

238 Pamiętnik Lucyfera

gorsze, uważają, że te pisma są natchnione i je zachowują. Często nawet sporzą-
dzają ich kopie i posyłają do siebie, objawiając naszą taktykę całej sieci zborów
chrześcijańskich. Listy te mogą wywołać przykre dla nas problemy: jeśli pozo-
staną w obiegu, Paweł, przez nie, będzie żywy nawet po śmierci. I będziemy
musieli się z nim stykać wiek po wieku.
Ale pewnego dnia Ronar pojawił się z planem.
– Dlaczego nie mielibyśmy wypuścić w obieg fałszywych listów Pawła? Mo-
żemy sprawić, że wyglądać będą na autentycznie, ale wmontujemy w nie pewne
subtelne błędy.
Jest to tego rodzaju pomysł, który bardzo lubię. Usiedliśmy więc do pracy nad
nim. Znaleźliśmy nawet pewien kanał ludzki, poprzez który będziemy mogli
działać; jest nim jeden, na wpół nawrócony człowiek w Cezarei, którego nomi-
nalne chrześcijaństwo zostało okaleczone zazdrością i egoizmem. Przekonaliśmy
go więc, że posiada dar prorokowania i że został powołany przez Boga do sko-
rygowania pewnych błędów popełnionych przez Pawła.
Wszystko, jak się wydawało, układało się doskonale. Udało mu się zdobyć
kopie szeregu listów Pawła i właśnie zabierał się za wprowadzenie w nich zmian,
gdy dokładnie tego dnia, w którym planował rozpocząć swoją pracę, interwe-
niowali Strażnicy.
Być może nie jest to odpowiednie słowo: interweniowali. Faktycznie zareago-
wali jak grupa niedźwiedzic, które bronią swego potomstwa. Wraz z moimi si-
łami zostaliśmy wyrzuceni gwałtownie z miasta, a później dowiedzieliśmy się,
że człowiek ten został porażony wylewem, jaki unieruchomił mu dokładnie tę
rękę, którą miał fałszować listy. Najwidoczniej Królestwo ma zamiar chronić
pisma nadzwyczajną mocą.
Często Strażnicy interweniowali także, aby chronić apostołów. Na przykład
ostatnio aresztowano Piotra i wrzucono go do więzienia. Nie zważając na po-
przednie przypadki, gdy apostołowie w cudowny sposób uciekali z więzienia,
Herod rozkazał, aby strzegły go cztery oddziały żołnierzy. Tak więc otoczony
przez szesnastu czujnych mężczyzn, został wpuszczony do najgłębszego zakąt-
ka więzienia, za trzema masywnymi drzwiami. Tam przykuto go łańcuchami do
dwóch żołnierzy, podczas gdy pozostali strażnicy spali przed wewnętrznymi
drzwiami jego celi. Nie było żadnego sposobu, aby ucieczka mogła się udać.
Jednak chrześcijanie poszli do znanej sali na piętrze i tam trwali w modlitwie,
a modlitwa wznosiła się za Piotra nieustannie dniem i nocą. Dokładnie tej nocy,
kiedy miano przyprowadzić go przed oblicze Heroda, do niezwykle wilgotnej
celi więziennej przyszedł Ramitan. Jego oślepiająca jasność spowodowała osłu-
pienie strażników, którzy upadli nieświadomi; Ramitan szturchnął Piotra z boku.
– Wstań szybko! – rozkazał potężny anioł, podrywając zapatrzonego aposto-
ła na nogi. A gdy Piotr powstał, łańcuchy zsunęły się z jego rąk. – Ubierz się i za-
łóż sandały! – polecił Ramitan, a mężczyzna z załzawionymi oczami uczynił tak,

a nie człowieka. w najdziwniejszy sposób. Co teraz? – W porządku. mieście położonym na pagórkach Macedonii. gdy nagle zbladł. a Piotr poczuł podmuch chłodnego nocnego powietrza. Zamknięte drzwi otwierały się przed nimi na rozkaz Ramitana. bowiem jesteśmy ograniczeni czasem. które leży nad doliną rzeki Gangites. młodą kobietę. Piotra nie było. poszukując funduszów na inwestycje miejskie. Niektórzy z lokalnych mieszkańców. ale Dimitrok uważnie prze- . Uchylając się. Pod przykryciem nocy wyślizgnął się z miasta – z dala od zasięgu Heroda. Dimitrok jest w tym geniuszem. czy też tylko śni mu się. ale my tak: to anioł z Królestwa unosił się nad płaszczącymi się przed Herodem ludźmi. Wściekłość Heroda była nie do opisania. przecież jest to głos boga. Dimitro- ka. My nie możemy znać przyszłości. zgromadzili się u jego tronu. – Czy słyszeliście to? Jaka wyśmie- nita! No. którzy pod karą śmierci mieli go strzec. Obaj przemawiali w Filippi. Tam. Obrabowany ze swojej zdoby- czy. po cuchnącym stęchlizną rzymskim więzieniu. anioł poraził go ener- gią. nadnaturalne uwolnienie wydarzyło się Pawłowi i jego współpracownikowi. uciekł w zakłopotaniu z Jerozolimy do Cezarei. – Czy słyszeliście tę mowę? – powiedzieli. aby skierować do niego prośbę. powinien przetrwać siłę takiej mocy! Innym razem. Sylasowi. jak przewidywać przyszłe wydarzenia. rozkazał. aby przejął nad nią panowanie. że mogliśmy wykorzystywać ją jako nasz kanał oddziaływania na innych. stoczył się ze schodów i padł martwy na pałacową podłogę. skrzypnęła hałaśliwie. Piotr wpatrywał się w anioła w oszałamiającym oczekiwaniu. a ludzie wyczuwając jego próżność. tak. runął ze swego tronu. jego łań- cuchy były otwarte i puste obok żołnierzy. a on nauczył ją. Na tym miejscu mieliśmy swojego szczególnego sprzymierzeńca. nastąpił jego koniec. miernych prze- mówień. czy ma to miejsce w rzeczywistości. dwie postacie kierowały się prosto wzdłuż wielu korytarzy więziennych. by wykonano wyrok śmierci na wszystkich strażnikach więzien- nych. a gdy on przyjął ich chęć oddania mu boskiej czci. która wyprowadziła ich na uli- cę. podobnie jak ludzie. Ubrany w lśniącą królewską pur- purę. Wyznaczyłem silnego wojownika. aż w końcu podeszli do żelaznej bramy. Pocierając rany na swoich nadgarstkach. zarzuć swoją szatę na ramiona i idź za mną! Mijając nic nie widzących strażników. zasiadł na tronie i rozpoczął jedno ze swoich typowych. Ten beznadziejny głupiec właśnie zaczynał rozkoszować się tą sztuczną falą ich pochlebstwa. Od razu dostrzegliśmy ironię tego wydarzenia: gdyby był bogiem. Tłum nie znał powodu jego nagłego zgonu. która całkowi- cie otworzyła przed nami swój umysł. a następnie pozbawiony możliwości zabicia Piotra. zaczęli wyrażać się o nim kwieci- ście i z uwielbieniem. Brzask przyniósł w więzieniu straszliwe zamieszanie.Rozdział 23  Kontratak 239 najwidoczniej zastanawiając się. dziwnie świeżego.

Przeklinam siebie. często trzęsiemy się ze strachu. To zdarzyło się wielokrotnie podczas pobytu Jezusa na Ziemi. Dochody. Najwidoczniej jej zachowanie zostało przyję- te przez Królestwo jako modlitwa o wyzwolenie i Strażnicy odsunęli nas od niej. wieść o tym rozejdzie się po mieście i nasza broń podejrzliwości. Niech wiedzą o tym. który władasz tą kobietą. Teraz większość z nich wypowiada je tylko wtedy. Tak było w przypadku tej młodej kobiety. wzywając najbliższego pomocnika. że utracili źródło dochodu. Czasami jakaś część ich umysłu ujdzie naszej kontroli i w obecno- ści mocy Bożej wołają o wyzwolenie. ale nikt z nas nie może oprzeć się rozkazowi wydane- mu w imieniu Jezusa. – Duchu.240 Pamiętnik Lucyfera studiował minione cykle ziemskich wydarzeń i wypracował sobie technikę po- równywania ich z obecnymi. – Udaj się szybko do panów tej młodej kobiety. że jeśli nie zaczniemy działać szybko. W taki sposób zneutralizowaliśmy to. co w przeciwnym razie mogłoby się stać dla nas śmiertelnym zagrożeniem. mogliby wydrzeć nam ten świat – byłoby to w zasięgu ich mocy! Jednak my zadziałaliśmy przeciwko temu w sposób. a kobieta w Filippi zaskoczyła nas w ten sam sposób. zamieniając je tym sposobem w przekleństwo. a gdy wykorzystywane jest w modlitwie nawet przez najsłabszych ludzi. rozkazuję ci w imieniu Jezusa. gdy jest to nam przydatne. że muszę o tym mówić. Potem poślij ich do władz miejskich. będą stratą także dla przywód- ców miasta. jaki autorytet stoi za tym imieniem. że większość ludzi wykorzystuje imię Jezusa jedynie w złości. będą wystarczająco gotowi do tego. a jej wróż- by sprawiły. jakie przynosiła ta kobieta. młodszego współpracownika. Tak więc ta niewiasta publicznie została uwolniona spod naszej kontroli. Gdyby ludzie tylko zdali sobie sprawę. aby wyglądali na proroków. że stała się sławna (zaś jej panowie całkiem bogaci). Skręcając się z upokorzenia i przegranej. jakby starając się utrzymywać z nimi stały kontakt i wołała piskliwie: „Ci ludzie są sługami Boga Najwyższego i pokażą nam drogę do zbawienia”. żebyś z niej wyszedł. Ale niestety. przepadnie. – Thorionie – powiedziałem. a gdy to sobie uświadomią. Za- uważyłem. chodziła za nimi. Z tych porównań wnioskuje prawdopodobieństwa przyszłych zdarzeń i często robi to całkiem trafnie. gdy na przy- kład uderzą się młotkiem w palec. W końcu Paweł zwrócił się do kobiety i przemówił rozkazującym głosem. jaki okazuje się całkiem skuteczny: spowodowaliśmy. że uwalnia wszystkie siły Królestwa. Gdy zostaje ono wypowiedziane. Dimitrok ustąpił. jeśli nawet zawładniemy kimś takim. którą wykorzystywaliśmy tutaj z takim sukcesem. nie zawsze jednak można na nim polegać. że już nigdy więcej nie będzie przekazywała tajemnic przyszłości i napeł- nij ich wściekłością na to. przekazujemy takie spostrzeżenia naszym ludzkim współpracownikom. Inni członkowie mojej ar- mii wypracowali także podobne techniki i czasami. wydaje się. Gdy w mieście pojawił się Paweł i Sylas. by uwięzić apostołów! .

że ci dwaj muszą podobnie do niech cierpieć) słuchali tego ze zdumieniem. gdzie. niż zostać zbitym na śmierć przez rzymskiego liktora. – Mogliście uciec. W więzieniu wszystkie drzwi i okowy. gdzie uklęknął u ich stóp. aby odebrać sobie życie. – Czy te pieśni chwały. a jednak śpiewają! – powiedział jeden z nich. a wy jednak śpiewaliście – powiedział ze zdu- mieniem. abyś żył.. które śpiewaliście przez cały wieczór. którymi skuto nogi więźniów. Wkrótce aresztowa- no Pawła i jego przyjaciela. panowie tej ko- biety porwali Pawła i Sylasa na plac targowy. przynieś pochodnię! – zawołał strażnik i przy tym kopcącym się świetle poszedł w kierunku Pawła i Sylasa. że gotów jesteś odebrać sobie życie – odpowiedział Paweł – a jesteś bardzo umiłowany przez Istotę tam. W tej chwili bardzo silne trzęsienie ziemi wstrząsnęło miastem. który nauczył się hebrajskiego jako sługa pewnego kupca. a inni więźniowie (wielu z nich także było wychłostanych i wiedziało. Widząc pootwierane drzwi. – I to śpiewają pieśni pochwalne na cześć Boga Hebrajczyków. tak typową dla Rzymu i wepchnięto ich do więzienia. że mężczyźni ci. gdzie zakuto im nogi. otwarły się! Strażnik rozbudził się w przerażeniu.Rozdział 23  Kontratak 241 Mój plan zadziałał doskonale. Przy dźwięku trzeszczących desek i pękających kamien- nych murów. Dlaczego? – Poczuliśmy. przedtem sprawiając im mocną chłostę. – Moi żołnierze biczowali was. – Nie czyń tego! Jesteśmy tu wszyscy. powodując pianie podekscytowanych kogutów. w kierunku rzeki Gangites. – Tak – odpowiedział drugi. każdy więzień znajdował się na swoim miejscu. że śpiewają pieśni pochwalne? Ciekawe. które jak kaskada spadały w dół wzgórza. o którym opowiadacie? – Tak. szczekanie psów oraz przenikliwy krzyk dociera- jący ze strony pokaleczonych. że lepiej zginąć z własnej ręki. gdzie był ten ich Bóg. że więźniowie już uciekli. przypusz- czał. gdy nadszedł posła- niec i sprawozdał. Niemal buchając z oburzenia. mówiąc do siebie. podróżującego także do portu w Joppie. wyciągnął więc szybko swój rzymski miecz. poszkodowanych ludzi. śpiewali pieśni ku chwale Królestwa! Tak było aż do północy. starszyzna miasta siedziała w pełnym splendorze. Właśnie pogratulowałem sobie tak łatwego zwycięstwa. mogliśmy usłyszeć dudnienie podskakujących kamieni. a jednak pozostaliście. chociaż zamknięci w więzieniu. . gdy żołnierz. I co dziwne. – Zaczekaj! – zawołał Paweł rozkazującym głosem. która stworzyła ten świat i pragnie. – Byli biczowani. – Co robią? Mówisz. mimo że drzwi do wolności były otwarte! – Sergiuszu. za swymi handlowymi stra- ganami. były dla tego Boga. w kosmosie. To zdanie pozostało niedokończone..

Wykorzystując zręcznie ten spór doktry- nalny. – Mężowie bracia! – wołał. zanim przy- łączył się do kultu Jezusa. a po- wód. Wbrew radom najbliższych przyjaciół.242 Pamiętnik Lucyfera – W takim razie pragnę. synem Faryzeusza. aby być zbawionym? Tym sposobem owa noc stała się dla mnie kolejnym nieszczęściem. Druga grupa obejmowała liberalnych Saduceuszy. aby sam się bronił przed Sanhedrynem! Myślę. że grupa radnych dzieliła się na dwa wrogie sobie obozy. aby moje życie podobne było do waszego. dlatego ten bystrzak szybko rozpoznał. Nie traciłem więc czasu. Tak. miasta wypełnionego gorliwcami. w jakim się zna- leźli. że wierzę w zmartwychwstanie umarłych! Po tych słowach rada eksplodowała chaotycznym rykiem. a oni docierają do brze- gu i niewiele trzeba czasu. My ich więzimy. aby nawrócili ludzi z tego narodu. jak sądzę. że mój stary wróg będzie wkrótce tylko paskudnym wspomnieniem. Wczoraj rozpoznano go i aresztowano. dla którego stoję tu oskarżony jest ten. powrócił do Jerozolimy. jak działają tu wewnętrzne mechanizmy. Kolejny dzień: popołudnie Dzisiaj rano przyprowadzono Pawła przed Sanhedryn. jak się tego obawiałem. a oni śpiewają pieśni. aby odpowiedział na oskarżenia o herezję. a potem cały jego dom został ochrzczony na wiarę chrześcijańską. Chętni są oddać nawet swoje życie. opatrzył ich rany. jak zmartwychwstanie umarłych. Paweł podzielił sąd najwyższy na dwie bezradne grupy. aby to wykorzystać. Strażnik zabrał tych dwóch mężczyzn do swego domu. Jak można odnieść sukces nad takimi ludźmi? Jednak od czasu do czasu popełniają. a dostojni pisarze miej- . zaś Saduceusze domagali się jego głowy. wielki błąd i myślę. po których jeszcze nawracają nawet strażni- ków więziennych! Rozbijamy statek z nimi na pokładzie. skazanym na to. którzy chcieliby go ujrzeć mar- twym. którzy odrzucają te doktry- ny jako bajki dla niewykształconych. Faryzeusze głośno bronili Pawła. jest więc teraz więźniem. co muszę uczynić. – Jestem Faryzeuszem. którzy wierzą w takie dogmaty. dobrze zna. że Paweł właśnie coś takiego zrobił. Jedna frakcja składała się z Faryzeuszów. a każdy męczennik zamienia się w ty- siące nowych wierzących. Panowie. okazał się lep- szym prawnikiem niż cały sąd najwyższy! Był członkiem tej rady. Tak więc Paweł i Sylas zostali uwolnieni i powstał kolejny zbór – wszystko jeszcze przed wschodem słońca! Czas: 29 lat po Golgocie Lata mijają na gorzkiej walce. chrześcijanie wzmocnieni energią Ruach są tacy. ludzi o wielkiej ortodoksji. że nie możemy sobie z nimi poradzić. Ku memu jednak ogromnemu zdziwieniu.

Posłaniec kłania się.. – zadumałem się. – Tak. oni znikną stąd jesz- cze wtedy. gdy wszyscy będą spać. Teraz więc jest strzeżony przez Rzymian. Ale wtedy przychodzi mi do głowy orzeźwiająca myśl. Żadnym spo- sobem nie mogę tego przegrać. Wkrótce cała kłótnia przero- dziła się w walkę. jak się do niego dostać. że nasi wojownicy powinni tam być. ale już odczuwam. Mają zamiar wysłać Pawła do Cezarei pod tak silną strażą. do- wódcy garnizonu. Inny posłaniec. albo sami padną. a jeśli tylko wyjdzie na zewnątrz. gdy niemal nie rozdarli Pawła na kawałki i zabrano go. Nie wiem gdzie i kiedy. w których wszystko wyglądało na to. którzy z kolei chcieli go ukamienować. że nadchodzi kłopot. Gdy poprowadzą go z zamku na kolejne przesłuchanie. – Złe wieści. że Wszech- mogący nie może wygrać. a także dwustu oszczepników. że nie będą ani jedli. aż bę- dzie on martwy. do zamku. Albo go zabiją. że atakowanie Pawła jest jakby atakowaniem Boga. których wcale nie chcę usłyszeć. Powoli zaczynam się martwić: coś zapewne przebiegnie nie tak. ludzi. aby wykonać swoje zadanie. udał się więc z tą informacją wprost do Klaudiusza Lucjusza. W tej chwili właśnie Rzymianie przygotowują dwie setki żoł- nierzy oraz siedemdziesięciu jeźdźców. ani pili. przysięgło sobie. W końcu interwe- niował dowódca rzymski. Już znajdowałem się wcześniej w takich sytuacjach. Mistrzu. I stało się to później. jak jeden z set- ników mówił. Myślę. jak trzeba. Po trzech dniach dostaną szału z pragnienia. Złapany – jak ptak w klatce. Siostrzeniec Pawła usłyszał o przygotowanej zasadzce na apostoła. że wyruszą jeszcze przed świtem. czy umrą. Mistrzu. podchodzi do mnie. od razu będzie zabity. który właśnie scho- dził ze swej służby. dla bezpieczeństwa. Są bardzo zawzięci. czy będą żyć. Słyszałem. gdy przybiega do mnie posłaniec. że jego wieści mnie zado- woliły. którzy niena- widzą Pawła z całą pasją.Rozdział 23  Kontratak 243 scy włączyli się w spór po stronie Faryzeuszów z głośnymi ostrzeżeniami. za którą teraz uwięziony jest Paweł.. będzie do niego dostęp. nawet samobójczej szansy. a ja długo przyglądam się kamiennej konstrukcji. . oczywiście pochwalony za to. tego samego dnia. W tej fortecy nie może biegać ani prze- mawiać. a ja nie mogę przegrać. podczas której niektórzy z tłumu zaczęli fizycznie bronić Pawła przed drugimi. a ja zaczynam się zastanawiać. aby dokonać zamachu na tego człowieka. że nie będzie dla nich ważne. właśnie w tym momencie. a wyraz jego twarzy już mi mówi. że przynosi wieści. podejmu- jąc tego próbę. i podejmą się każdej. Tydzień później Właśnie przeglądałem poranne wiadomości. a potem przeżyłem przykrą niespodziankę. dobre nowiny! Ponad czterdziestu zelotów. Po tygo- dniu będą już tak zgłodniali. – I tych czterdziestu będzie się bardzo spieszyło. – Mistrzu.

Tutaj atakowałem Jego naśladowców. gdzie była sama pewność wygra- nej! Gdy brzask powoli przywołuje szarość nieba nad Górą Oliwną. Zasadzka. oddziały powędrowały z Pawłem znajdującym się w samym centrum ich formacji. ale ten ucisk jedynie powoduje. jaką na niego przygotowywano. jak powiedział posłaniec. aby powstrzymać od rozwoju sektę Jezusa. Jeszcze w ciemnych godzinach wczesnego poranku. Tutaj zabiłem Narodzonego.244 Pamiętnik Lucyfera Kolejny dzień Wszystko wydarzyło się tak. nie ma dla mnie przyszłości – ani trochę. . Muszę przenieść moją siedzibę do Rzymu. Serce mi się kraje. ale powrócił znowu do życia. Nawet rządzący wydają się tutaj bezsilni. za morzem. otoczonym ścianą błyszczącej stali i brązu. że dobrze się rozwijają. siła leży gdzieś indziej – na północnym zachodzie. dochodzę do wniosku: tutaj. została udaremniona. w Jerozolimie. Nie. Klęska. i to nawet tam.

a na scenie pojawili się w tym momencie chrze- . Co będę robił? Jak będę mógł znieść taki świat.Rozdział 24 Objawienie Rok: 95 Chrześcijanie rozpoczęli liczyć czas od narodzin Chrystusa-dziecka. Sam ostatnio zauważam. jeśli mam już być precyzyjny i korzystać z terminologii łacińskiej. Tak więc mamy teraz rok 95 – Anno Domini 95. a jeśli Meldibon ma rację. Cesarstwo znajduje się w oczywistym rozkładzie. że rozko- szują się przemocą – są tu wszystkie znaki zepsucia i chwila. cesarz Neron potrzebował wymówki. społeczeństwo rozpada się. zaś ludzie stali się takimi buntownikami.. jak cywilizacje rodziły się i przemijały. oprócz straszliwych wspomnień? Cza- sami chciałbym powrzeszczeć. Kilka lat temu. jak mówiły to moje ludzkie ofiary: „gdybym tylko mógł mieć jeszcze jeden dzień życia. Pewnego dnia ludzie będą się starali zjednoczyć świat. a to. aby myśleć ludzkimi kategoriami.. rzymskie obrony. Ale w tym czasie jest do wykonania praca i to prowadzi mnie do kolejnego tematu. w której jacyś ambitni wrogowie przedrą się przez kruche. Jest jednak jedna myśl. jakie mają miejsce w samym Rzymie. co naprawdę dziwi. okazał się dla mnie użyteczny. jaką sobie obecnie upodobali. wygryzając dziury w mojej duszy. pozosta- wiony zostanę na tym roztrzaskanym świecie. Jeszcze jeden dzień! Tak często słyszałem. zyskam wtedy trochę na czasie. ważne jest. a ponie- waż muszę dostosować moją taktykę do ludzkiego umysłu. a później zamieni się w całe mrowie walczących ze sobą narodów. ale niczego dobrego by to nie przyniosło. by przykryć rozkład swego chwiejącego się już cesarstwa. na którym nie będzie życia. jest bardzo bli- ska. która zawsze stanowi dla mnie zachętę: jeśli tylko uda mi się odsunąć ten koniec. Upadek Rzymu. że coraz częściej zastanawiam się nad przepowied- nią Daniela. Jeszcze jeden wiek. przekazaną tak dawno temu: cesarstwo rzymskie rozpadnie się. gdzie będę oczekiwał mojego własnego kresu. Tak wiele się wydarzyło! Najpierw więc odnotuję zmiany. Pieniądze zaczynają tracić swoją wartość. Koniec. Skończy się wtedy moje królestwo. jeśli zdołam wtrącić się w plany Wszechmogącego i spowol- nić je trochę.” Teraz zauważam. Od począt- ku czasów widziałem. ale to – przypominam sobie z poczuciem przerażenia – wydarzy się przed samym końcem. że zmierzam w kierun- ku takiej samej rozpaczy. Ta myśl zaczyna krążyć mi po głowie. na którym nie będzie niczego. najwidocz- niej przeszło już swój okres szczytowy.

Spraw. Inne frakcje upierają się przy tym. Gdzie tylko mogę. kiedyś jednolici w swojej dok- trynie. ograniczam ich działalność – w Egipcie. Spędza się tu już rutynowo chrześcijan. spo- żywając baraninę i pijąc rzymskie wino. potężnej budowli. Neron był pyszałkowatym moim najemnikiem. Moje zwycięstwa w Babilonie same uderzyły mnie w twarz. a potem zasiej zwątpienie wśród nich. że jest rzeczą konieczną. ale to się stanie – zadba już o to samo Króle- stwo. Około 15 lat temu cesarz Tytus zakończył budowę Koloseum. Niewola egipska stanowiła jedynie preludium wielkiego Exodusu. a ci ludzie. prowadząc horrendalne prześladowa- nia sekty chrześcijańskiej. aż poznasz je lepiej.246 Pamiętnik Lucyfera ścijanie. do labiryntu podziemnych korytarzy znajdujących się pod miastem. podczas gdy ogląda to tysiące ludzi ze swoich wygodnych miejsc. że ludzie. jak walczyć ze Starodawnym. a tej prośbie cesarz rzadko odmawiał. sami z siebie. Poszukaj rzeczy. na wpół wygłodniałe. gdzie ukrywają się. Tysiące z nich zostało rzuco- nych na areny. W związku z tymi prześladowania- mi. które można błędnie zrozumieć lub je wyolbrzymić. też znajdą jakiś sposób. Tylko tam będą mogli wygłaszać swoje cenne. – Twoim zadaniem – powiedziałem – jest tak przestudiować chrześcijaństwo. a wyniki już da się zauważyć. ale służył mi dobrze. lwy. wystarczająco dużej. Około dziesięć lat temu przydzieliłem Meldibonowi legion wojowników dla wykonania bardzo szczególnej misji. Gdy nie mam możliwości odebra- nia im życia. a teraz pod ulicami Rzymu. Chrześcijanie. Tak więc zaczęliśmy pracować nad inna strategią. Jeszcze nie wiem jak. niewielkie przemówienia! Jednak wiem (gdzieś w głębi tkwi to we mnie). uważają. i któ- rzy stali się już znani ze swoich swobód seksualnych. której celem jest znisz- czenie ich od środka. Nauczyłem się. aby umie- rali. podczas gdy „dobrzy” obywatele Rzymu wiwatowali zachrypnięci. w Babilonie. Jedną z ta- kich grup są Nikolaici. niż zna je większość wierzących. Przydzieliłem mu najlepsze oddziały mojej armii i Meldibon udał się do pra- cy. aby zachowywać zwyczaje i ceremonie ra- binistyczne. aby zaczęli się ze sobą kłócić. Mam więc teraz nawet swoją świątynię dla tych makabrycznych ceremonii i wykorzystuję ją często. wprowadziłem sektę chrześcijan głęboko. na rozszarpanie przez. aby wyjść z tego cało. którzy sami uważają się za uwolnionych od prawa. że jest to tylko czasowe zwy- cięstwo. teraz zaczynają się dzielić ze względu na swe dyskusje właśnie nad dok- trynami. ci szybko tracą świadomość faktu. gromadzący się głęboko pod ziemią i kamieniami Rzymu. próbując unik- nąć rzezi. by pomieścić 2000 walczących gladiatorów. domagając się więcej ta- kich widowisk. nie mają . którzy wyznają swoją wiarę w Chrystusa. na których można było rzucić oskarżenie. że Jego mi- łość uwalnia ich od potrzeby przestrzegania Dziesięciu Przykazań. Jedni. atakuję Jego naśladowców i niszczę ich.

jakby czekając na jego kolejną uwagę. – Nie sądzę. twój plan – odpowiedziałem. ale on nie dopomógł mi w taki sposób. popatrzyłem na niego wymijająco. Jest to tak obiecujące. Zedronn zawsze potrafi wydobyć ze mnie to. a głos mu się zmienił w wysoki pisk. ale od Zedronna. Z łatwością potrafię przepowiedzieć takie sprzeczki. a ty się chcesz za- bawiać w zgadywankę. że poda mi jakieś szcze- góły na temat. jak tylko zwykłym człowiekiem! Nie trzeba mówić. aby mój plan był doskonały! Zazwyczaj pamiętam dobrze każdą ważną rzecz. Coś dzieje się na wyspie Patmos. – Mówisz. – No. Co poskłada? – pomyślałem sobie. – Projekt dotyczący Szabatu! – odpalił. Jednak najsprytniejszy pomysł ze wszystkich. o którym właśnie mówił. Zedronn – odezwałem się oschle. jakie pojawia się u niego wtedy. gdy przerwał. bo też nikt tego nie wie. Ale nadal trwała tylko kamienna cisza. że Jezus. nie mogę sobie pozwolić na zapominanie o pewnych szczegółach z przeszłości. Nie potrafiąc. że tym razem Zedronn zabił mi klina. których cechuje grecka forma intelektualizmu. że teraz poskładam to wszystko razem. czy nie okażą się istotne w jakiejś walce w przyszłości. – Ach. co najgorsze. najwyraźniej spodziewając się. mając nadzieję. nad którym zacząłem praco- wać jeszcze w Babilonie. – W porządku. Kilka tygodni temu przyszedł do mnie Zedronn. Muszę się tam udać. Otrzymałem wiele raportów o występującej tam energii.Rozdział 24  Objawienie 247 sił do zachowywania prawa. pomimo. że ta idea rozdzieli chrześcijań- stwo z powodu mocnej niezgody. a równocześnie nie chcąc się przyznać. nie był jednak nikim więcej. Ta grupa odszczepieńcza szybko zaczęła się przekonywać. o czym on mówi. – Wydaje mi się. – Mistrzu! – powiedział. aby samemu to zobaczyć. jakby Królestwo miało wkrótce dokonać tam czegoś. Przyłapał mnie i to mnie zirytowało. pochodzi nie od Meldibona. o czym faktycz- nie mówisz. kontynuuj – ponagliłem go w końcu. że nie mam pojęcia. Jednak muszę przyznać. że był dobry i pełen darów. – Nie wiem. – Mistrzu – powiedział zirytowanym głosem. że to ja po- dejmę teraz rozmowę. Meldibon usidlił jeszcze innych. mając nadzieję. Tak – powiedział. które dojrzeją jeszcze do otwartej wojny pomiędzy współzawodniczą- cymi ze sobą sektami. jaka stara się zbadać każdą tajemnicę i to ludz- kim umysłem. Jaki jest twój plan? Zmierzaj do sedna i śpiesz się. gdy w myślach ma coś. – Wreszcie zaczyna się to układać! W końcu znala- złem sposób. abyś miał nawet mgliste pojęcie o tym. że będzie kontynuował. co stanowi jakby melodramat. ale on nadal milczał. . co mówię. a jego oczy płonęły od en- tuzjazmu. że chcę o tym napisać w tym pamiętniku. podsy- cana przez jego przenikliwe spojrzenie. I jestem zajęty. że tego nie pamiętasz? Jest to pomysł.

Aby to osiągnąć. w takim razie. wtedy postawią się w sytuacji. Ten dziwaczny plan z przeszłości może nadal jeszcze wygrać dla mnie tę wojnę. Przecież ostatecznie przekonałeś filozofów babilońskich. faktycznie postawi się na poziomie mocy równej Bogu – jako współzawodniczące bóstwo na tej Ziemi! To było wyśmienite! Ten plan postawi ludzi na pozycji rywali Boga. – Naturalnie. było całkowicie genial- ne. gdy chrześcijaństwo zaczęło rewolucjonizować świat. jeśli nie wygram. Przynajmniej w umyśle ludzkim Bóg będzie martwy. Jego idea wyglądała na obiecującą. wtedy przejdę do ko- lejnej fazy mojego planu. że byłem cały w nerwach. A nawet. Myślałem jednak. bez pośpiechu. taki podstęp może na całe wieki odsunąć stąd Wszechmo- gącego! Cała idea była już ekscytująca kiedyś. Wszyst- ko dzieje się teraz tutaj – tutaj w Rzymie.248 Pamiętnik Lucyfera Oczywiście! W Babilonie przyszedł do mnie z planem. dokładnie takim argu- mentem posłużyłem się w rozmowie z Ewą! – Ależ oczywiście – odezwałem się. w Babilonie. Znajdę przekonującego człowieka i wykorzystam go jako kanał dla pewnej ładnie brzmiącej teorii o tym. jak schlebiającą im iluzję. Gapiłem się w niego ze zdumieniem. że nie było wcale żadnego Stworzyciela. – Popatrz. że udało ci się zrealizować ten projekt jeszcze w Babilonie. jakie będzie miał pra- wo. w jakiej zignorują także pozosta- łe jego części. Mistrzu – kontynuował. zaproponował zamianę Sza- batu. i przyznaję. aby zatrzeć w pamię- ci ludzkiej historię o stworzeniu. kłamstwa i kradzieży. Ludzie niczego tak bardzo nie lubią. odniosłem pewien sukces w Babilonie – odpowiedział. W końcu. które zabrania cudzołóstwa. kto odważy się zmienić prawo napisane przez Wszechmogącego. W planie Zedronna była jeszcze jedna strona: każdy. że potrafią zrozumieć najgłębsze tajemnice życia. aby zaczął realizować ten plan. Jeśli uda mi się doprowadzić tę pla- netę do odrzucenia idei istnienia Boga. obchodzonym cotygo- dniowo. On nadal jest . że świat zapomni o stworzeniu. mógłby zaproponować ideę. ale wykorzystanie jej te- raz. pamiątki stworzenia. jakimś świętem pogańskim. Aby przyjąć pogański dzień kultu. jak życie rozwinęło się przez przypadek. Potem. – Teraz pamiętam. aby tu przyjść? Złapie Go Jego własna doktryna o wolnej woli. a nie Jego sprzymierzeńców! Powierzyłem Zedronnowi dwa legiony wojowników. bowiem odwoływała się do próżności ludz- kiego umysłu. Je- śli uda nam się sprawić. – Ale kogo dzisiaj obchodzi Babilon? Jest to tylko mały przypis historyczny. i że ten świat powstał jedynie przez zwykły przypadek. ludzie będą musieli zignorować dzień odpoczynku ustanowiony w prawie Starodawnego – w tym samym prawie. gdy to czyniłem. Gdy ludzie zabawią się jedną częścią prawa. – Mamy szansę przeżyć tu całe życie. w którym czcić będą słońce. aby poświęcili jeden dzień każdego tygo- dnia.

aby burza minęła. Barshok natychmiast wyrusza ponownie do pracy. moi wojownicy otoczyli szczególną nienawiścią tego starego człowieka. I tak Zedronn udał się do pracy nad swoim projektem. Filip umarł w Syrii. na dzień drogi lub nieco więcej od Efezu. . aby chorowali. tak jak pozostałych apostołów. wrogością. a ja skierowałem moją uwagę na rzeczy. gdy stary apostoł wypoczywa. wywołując kolejną burzę. które niepokoiły mnie na wyspie Patmos. Wyspa stała się więc normalnym polem bitwy pomiędzy moimi siłami. I dopóki Straż- nicy w szczególny sposób nas nie odeprą. ale dzięki kolejnemu z cudów.Rozdział 24  Objawienie 249 potencjalnym moim przeciwnikiem i nigdy jeszcze. Takie bitwy często mają miejsce. Czynimy to. by go zignorować. że nie nadużyje jej. gdziekolwiek tylko ludzie starają się wypeł- niać wolę Wszechmogącego. Przewodzi w tym Barshok. Jest to ostatni żyjący apostoł. od czasu jego buntu. Morze Egejskie Na Morzu Egejskim. zdradą. a siłami Królestwa. do którego cesarstwo przysyła skazańców kryminalnych. wznosi się skalista skorupa ziemi. stoimy tuż przed nimi. w połowie drogi od wzniesienia dowództwa. przeklinając ich. który często wyczarowuje jakiś zimny wiatr z północy. często dają nam przewagę. co się tylko da. Na południu wyspy. że cesarz Domicjan rozkazał. nie powierzyłem mu sił wielkości armii. kradzieżami. Ale jego pomysł jest tak dobry. Jest to obóz więzienny. Wykonano wyroki na Piotrze i Pawle. w której Jan zamieszkał. a po- tem spędzają wieczorne godziny. jakby próbując wyczarować wizję dawno straconego domu. że nie mogę sobie pozwolić na to. gdzie ludzie o zapadniętych oczach pracują ciężko całymi dniami w kamieniołomach. w Achai. Przez jakiś czas Jan prowadził zbór w Efezie. wpatrując się bezczynnie w horyzont. właśnie zapominając o modlitwie. człowiek ten wynurzył się nietknięty – to jakby reminiscencja owych trzech Hebrajczyków w piecu hutniczym Nebukadnezara. przedmuchujący jaskinię. Jakuba ścięto kilka dziesięcioleci temu. zwana wyspą Patmos – miejsce straszne. ale te- raz jest uwięziony na Patmos i pracuje jako niewolnik w kamieniołomie. Ich jedynym lekarstwem jest modlitwa. znajduje się jaskinia skalna. ale przekleństwa tak – w for- mie jednego niepowodzenia za drugim. Patmos. Nasze słowa nie wydostają się poza barierę. Zasypujemy ich plagami wypadków. które czasami kompli- kują moje plany. a ja na to piekielne miejsce zesłałem apostoła Jana. a Andrzej został ukrzyżowany w Patras. ale co zaskakuje. drżąc cały w surowych skórach kozich i modli się. Sprawiłem nawet. bo wszystkich pozostałych dawno temu uśmier- ciłem. Skoro nie udało mi się go zabić. matka Jezusa. aby wrzucono Jana do kotła z gotującym się olejem. dam mu więc szansę i ufam. Gdy jego modlitwy zostają wysłuchane i nastaje słoneczna pogoda. gdzie mieszkała Maria.

– Człowiek. – No. gdy wyciosuje kamienie. zrobię tak. Obawiam się. zachowuje się. Parshonie. Mistrzu. aby się z nim zobaczyć. jaki kiedyś osiągnął Enoch. – Mistrzu. Parshon. jednak w końcu opanował się w podenerwowaniu i zapytał mnie o więcej szczegółów.250 Pamiętnik Lucyfera Jednak nie jest to prawdą. Twarz posłańca naprężyła się. gdy chodzi o Jana. – Mistrzu. Popatrzył na mnie zaniepokojony. niż miało to miejsce w ostatnich latach. . którego strzeżesz jest bardzo stary. ale jasne było. że możesz oczekiwać jakiejś wizyty z Królestwa. że odczuwali wzrastający poziom energii na południowym końcu wyspy. – Gdy to się sta- nie. jak tylko potrafiłem. że ten biedak był chory ze zmartwienia. a on musi być gotowy na wytrzymanie mocy jego obecności. wydaje się utrzymywać głęboką więź z Królestwem i chociaż jego stare. którzy zostali tam wyznaczeni zaczęli się bać. – Ale dlaczego. jak mówisz. jakby był z 94 echelonu i jakby nigdy jesz- cze na Ziemi nie doświadczył bezpośredniego spotkania z gościem wysokiej rangi z Królestwa. ale – w tym momencie wydawał się poszu- kiwać odpowiedniego sposobu do wyrażenia tego – ale co się właściwie dzieje? Kogo wtedy powinienem szukać? Starałem się mu to przedstawić tak łagodnie. Osiągnął już niemal taki poziom. Ale nie zapomnij przesłać mi wiadomości. czego powinniśmy szukać? Obawiałem się tego pytania. Jan prawdopodobnie będzie miał gościa bardzo wy- sokiej rangi. czy tak? – Tak. Wtedy osobiście się tam udam. – Myślę. poziom energii wzrasta powoli. Mistrzu? – Ponieważ. jakie musi nosić. ale systematycznie. Fizycznie nie jest on w sta- nie znieść nagłego przyrostu energii. sko- ro ci. Starał się wyglądać na zadowolonego. że osiąga taki poziom. ale sys- tematycznie poziom ten wzrastał od szeregu tygodni. Nawet. że każdy jego czyn w ciągu dnia jest modlitwą. tak więc Królestwo podnosi poziom energii stopniowo. dając mu tym sposobem czas na zaaklimatyzowanie się. – Nie patrz takim zatroskanym wzrokiem – mówiłem dalej. jakby wcale nie był tego świadomy. niebie- skie od żył ręce często krwawią od ostrych kamieni. młodszy po- słaniec doniósł. Ostatnio pojawili się u mnie posłańcy ze sprawozdaniami. Nie mogłem jednak ukry- wać dłużej i swoich obaw. że był on znacznie wyższy. Parshon. uciekaj. jak to zrozumieć? Czy jest coś szczególnego. I on musiał się dowiedzieć. Stopniowo. Ktoś ważny z Królestwa wybiera się. ponieważ moje siły są obecnie bardzo uszczuplo- ne i nie mogę sobie teraz pozwolić na wymianę wartowników na Patmos. a wczoraj.

mów dalej. czy mam odwagę to powiedzieć. że padnie zemdlony. rozumiesz. Gdy ktoś decyduje się na wojnę z Wszechmogącym. ale ni- gdy z aniołami. przez sześć dni w tygodniu. mój dociekliwy przyjacielu. że taka wiadomość go przerazi. potem zarzuca swoją poszarpaną szatę na siebie. Lu- cyferze. pozostawiając ten problem w rękach takich aniołów. poziom energii już jest wyższy niż poziom jakiegokolwiek anioła z Królestwa. na wyspie wszystko przebiega rutynowo. Stanowi On ostatnie żyjące ogniwo Narodzonego z czasem. kto więc może się pojawić? I oto stało się – zadał pytanie. Czas: Szabat Jestem tu już około 11 dni i Parshon miał rację: poziom energii jest niezwykle wysoki. czego się obawiam: Naro- dzony pojawi się na wyspie Patmos. jak Par- shon. jak działo się tak z ludźmi. zaś na wartę na wyspie wybiorę się sam. Ale w porządku. Następnie. który setnik niechętnie mu daje (na jego śniadanie składa się chleb i woda). że odwiedzi go sam Narodzony. Byłem przygotowany na to. Dzisiaj spaceruje wzdłuż niewiel- kiej ścieżki nad brzegiem. Jestem naczelnym dowódcą zbuntowanej armii i nie mogę sobie pozwolić na strach. że Jan jest ostatnim żyjącym prawdziwym apostołem. którego miałem nadzieję. Codzienne życie Jana jest monotonnym rytuałem. która zwyciężyła wielką Tajemnicę. a moje siły zostaną skonfrontowane z Istotą. a na- stępnie modli się. Niektóre z jego dzieł bez wątpienia zdobić będą budowle wzniesione przez Rzymian ku czci bożków pogańskich. w końcu chyba ustąpił w jego przypadku. ale jak dotąd. dziękując Wszechmogącemu za czerstwy chleb. myje swoją twarz w małej ilości wody. nie mogę ryzykować. Setnik. Jakaż to przyjemna ironia! Jednak w Szabat nie pracuje i szereg razy odbierał chłostę z tego powodu. – Myślę. że jest to tylko przypuszczenie.Rozdział 24  Objawienie 251 – Mistrzu. . za którym leży Efez. Tak więc zezwolono sta- remu apostołowi na świętowanie tego dnia. Nie. że nie postawi. gdy szturcha tak starego człowieka. ale nie spodzie- wałem się. Jak myślisz. Myślę. Ale tak. dokąd zabrał matkę Jezusa i gdzie raz prowadził swój niewielki zbór. Widziałem. jaką znalazł na plaży. Ale nie jestem na jego miejscu.. – Parshon. a jego oczy wpatrują się z tęsknotą w kierunku wschodniego horyzontu. Pamiętaj jednak o tym. – zatrzymałem się i zastanowiłem. Skieruję go do Efezu. Nie oprze Mu się nawet śmierć.. Najwidoczniej coś ma się wydarzyć. Na miej- scu Parshona i ja byłbym przerażony. ten może spodziewać się niespodzianek i takie wyzwania nie powinny pozostawać tylko dla nieśmiałych młodych wojowników. I wtedy zdałem sobie sprawę z tego. z jakim już się spotkałem. zawstydzony wyrazem twarzy jego żołnierzy. w którym był on na ziemi. którą zgromadził w muszli mię- czaka. Wstaje o świcie. Patmos. udaje się do pracy polegającej na wycinaniu i przenoszeniu kamienia.

niż nawet wtedy. aby zobaczyć kto mówi. Zdumiony stary człowiek odwraca się. którą pa- miętamy z owych dni na Ziemi. W tym momencie jego modlitwa zostaje przerwana. będą obficie pobłogosławieni. Szeroko otwiera się ba- riera i widać błysk światła oraz słychać dźwięki. a Jan kłania się w hołdzie. Zapisz to. co pozwolono mi jeszcze widzieć. że Jan zostanie zabrany z Ziemi. Ubrany jest w złotą szarfę. jakie Go otaczają. poło- żył pewne skrawki pergaminu. jako Narodzonego! Ma oślepiającą jasność. Słychać fanfary jakby brzmienie trąby i w pobliżu materializuje się postać. – Jest Szabat i oni będą się teraz gromadzić. otoczony energią. – Odejdź! – rozkazuje. i po- szukiwać nawróconych. ale nie potrafię Go nie podziwiać. dzieje się coś innego. Czas. Żarzy się światłem i mocą i wygląda znacznie bardziej po królewsku. jaki spędził na Ziemi pogłębił tylko Jego majestatyczność. a głos jego jest ledwie słyszalny. Najwidoczniej zostały one wy- . by uzdrawiać i przemawiać. a on znajduje się nagle obok jednej z istot w Czwartym Wymiarze. Ale zamiast tego. – To miejsce jest święte. który jest tutaj uwię- ziony. z dni. gdy słowem powołał ten świat do istnienia. aby pokazać ci przyszłość od teraz. który sięga aż do samego Królestwa i przez moment myślę. że zaczynam zazdrościć staremu apostołowi. Ci. gdzie nie będzie więcej morza. Jego ręce i stopy lśnią jak płynny brąz. a jego ręka unosi się na znak nakazu. Związałem się w śmiertelnej walce z tą Istotą. wysuszony pyłem wieku. abym odszedł. a gdy tylko potrafił coś dostrzec. aby otworzyć grób. Samo niebo wydaje się jakby rozdarte. Jak się dzisiaj mają? Jak się miewa moja trzódka? Czy nadal stoją mocno w wierze? Jakże tęsknię za światem. tę samą twarz. a to stoi jego Przyjaciel z dawnych dni – z doliny rzeki Jordan i z Jerozolimy. które ocalił na plaży. odsłaniając kanał. którzy będą to czytać. gdy tylko zaczęło świtać. który był umarły i który znowu żyje. Boże – mówi. widzę. – Przyszedłem osobiście. która iskrzy się energią w dzień Szabatu na Patmos. jednak tym razem nie ma na głowie korony cierniowej ani poplamionej winem szaty z magazynu Heroda. z Galilei i Get- semane. a głos jego brzmi jak potężny wodospad. Niedzielny poranek Jan powstał. Jestem tym. którą natych- miast rozpoznaję. i nagle zauważam. To jest to.252 Pamiętnik Lucyfera – O. Łatwo potrafi Go rozpoznać. która promieniuje poza zasięgiem zwykłego ludzkiego wzroku. bowiem Jan nadal może uważać Go za przyjaciela! Głos odzywa się ponownie. aż do końca cza- sów. gdy razem wędrowali pieszo. – Jam jest alfa i omega – mówi do Jana – początek i koniec. Mam moc. w którym już nigdy nie będziemy rozdzieleni. a gdy poprzez przymrużone oczy patrzę na ten potok światła i energii. Nagle przede mną pojawia się Gabriel. Jego oczy płoną jak ogień. że włosy ma białe jak śnieg.

że będę potrzebował pomocy.. co ma się stać wkrótce.” O. Podczas moich obliczeń rozpracowałem ją do miliona miejsc po przecinku. aby ukazać sługom swoim to. 4 dni . którego nie daje się więźniom. Przelecisz Rzym. również o takiej samej średnicy. I oto ją mamy. prawdopodobnie sięgających aż do końca wojny. ale gdy znajdować się będziesz nad mia- stem. A teraz. wystarczy ci czasu. gdy pracowałem nad rozwiązaniem równania kosmosu. Powiedz tak: „Lu- cyfer prosi Meldibona. To. już to widzę – to będzie głębokie w treści! Już zaczęła się symbolika: siedem – sama liczba ma swoje znaczenie! Siedem dni stworze- nia.Rozdział 24  Objawienie 253 rzucone poza burtę jakiegoś przepływającego w pobliżu statku.. gdy będziesz ich mijał. jaka wybucha poprzez ogromne przyśpieszenie.. musiał zanurzyć się siedem razy w rzece Jordan – ta lista cią- gnie się niemal w nieskończoność. Mistrzu. Gdy dotrzesz do miasta. i nagle zni- ka. Jan chętnie zabrał je do swojej jaskini. do siedmiu zborów. Siedem dni na przygotowanie się do Paschy. Pisze pracowicie. Ale jej dziwna cyfra o nieskończonych czynnikach ozna- cza także zakończenie: sześć kół o takiej samej średnicy doskonale zamyka się wokół siódmego. aby zmniejszyć odległość w czasie. a on już udał się w drogę. Ledwie wypowiedziałem te słowa. Jej pierwiastek posiada nieskończony szereg liczb. że Meldibon już dotarł. piórem mewy ma- czanym w odrobinie brudnej wody. Natychmiast”. Użyj swojej naj- wyższej prędkości. że znowu były zdatne do użytku.” Patrzę się z niemym oczekiwaniem. Szybko dostrze- gam.. – Posłaniec! – wrzeszczę. Nie- skończoność. który stanowi coś. a jednak zamknięta – paradoks. wewnętrznego kręgu. to panoramiczny obraz nadchodzących wydarzeń na tym świecie. Siedem dni w tygodniu. bowiem zawiera wi- doczne sprzeczności. (Dopisek w pamiętniku. Strażnicy zwolnili swój ścisły kordon ochronny i mam możliwość nachylić się nad jego ramieniem. a nadal nie było widać jej końca. gdy spod jego pióra płyną słowa: „Objawienie Jezusa Chrystusa. – Udaj się natychmiast do Rzymu. jakby okno do umysłu Boga. ale oka- zało się to tajemnicą. to oczywiste. w odpowiedzi na wezwanie posłańca. a słowa pisane są w stylu starego człowieka o trzęsącej się ręce: „Jan. pogański generał. jakiej nigdy nie potrafiłem zgłębić. aby przekazać krótką wiadomość. Naaman. moje siły dostrzegą cię. które dał mu Bóg. Sie- dem dni na zniszczenie Jerycha. na samym początku proroctwa Jana! Meldibon – potrzebny mi jest Meldibon! Gdzie on jest? – Tutaj. nie przejmuj się potrzebą zwolnie- nia. a ja natychmiast powracam swoją uwagą do Jana. Dlatego. Wyspa Patmos. Gabriel odszedł. a woda zmyła je na brzeg. – Ten zapewniający głos podpowiada mi. Z enigmatem siódemki spotkałem się już w Królestwie. zostały wywabione na tyle. że długo znajdowały się w wodzie. widać jedynie smugę błyskawicy. bowiem pergamin jest luksusem. które są w Azji. stary człowiek zaczyna pisać. którego Elizeusz uzdrowił z trądu. słodkie miłosierdzie. co otwiera się przede mną na tym odzyskanym pergaminie.

starając się uczynić to szyb- ko. Popatrz na to. jeśli pozwolisz – zmieniłem temat – niemal desperacko potrzeba mi twojej pomocy. wczoraj miał długą wizytę Narodzonego. tak więc to proroctwo ma za zadanie przepowiedzieć każdą erę dziejów kościoła chrześcijańskiego. jakby ciekły brąz w tyglu. – To jest alegoria – przynajmniej. były jak gorące jarzenie. Ale teraz potrzebna mi jest twoja pomoc. Co z tego potrafisz zrozumieć? – No. aż do samego końca czasów. a teraz wszystko to spisuje. można Go było poznać – odpowiadam. te zbory przedstawiają następujące po so- bie. A tutaj użyta jest w kontekście zborów. Meldibon znowu mi przerywa. .. przyszłe epoki.. Słyszałem pierwszych kilka słów. wiele światła i promieniowania. a powiedział. że ma zamiar przedstawić mu nadchodzące wydarzenia. jak potrafię to opisać. zanim Gabriel przegonił mnie. Mówiąc szczerze. Jego. – Meldibonie.. Tyle objawił też Narodzony wczoraj. aby w ogóle oddychać. ale mu- szę go usatysfakcjonować – potrzeba mi przecież jego mądrości. Będzie jeszcze później dosyć czasu na to. – Blizny? Czy nadal ma blizny po ukrzyżowaniu? – Przyjacielu – odpowiadam. którego wysłałem do Rzymu minął miasto z taką prędkością.. aby odszyfro- wać tę symbolikę. popatrz na poselstwo do wiernych w Efezie. w Efezie. jak siedzi. jedna po drugiej. pisze on rady do siedmiu zborów w Azji. którego tam widzisz. z trudem starając się panować nad wzrastającym zniecierpliwieniem – był tak jasny jak pięć słońc.254 Pamiętnik Lucyfera później: Właśnie dowiedziałem się.. gdy mówił do Jana.. Meldibon przez chwilę bada zawijasy pisma Jana. to dobrze. czy widziałem blizny? Może je miał. po pierwsze. a Jego ręce emitowały ener- gię jak piec hutniczy. przyjacielu. Mówiąc krótko. a ty chcesz. prawdopodobnie końca wojny. Jego ręce i stopy. jako jeszcze nie odkryty przez cywilizację rzymską. Poziom energii był straszliwy. liczba siedem ma swoje znaczenie. Oznacza ona pełnię. Na przykład. – Czy Go widziałeś? Jak wygląda? Jestem nieco poirytowany jego ciekawością. jak dotąd. – A teraz. że faktycznie przeleciał jeszcze zachodni oce- an i dotarł do lądu. który leży po drugiej stronie świata. czego można było się spodziewać. Siedem zborów. abym ci powiedział. że posłaniec. Nie zauważyłem. aż do jego końca. no. co ten stary człowiek pisze.) Zwracam się do mojego zaufanego doradcy. rozpoczynając od tego. a może nie. aby poopowiadać sobie. Jak sądzę. – Ale oczywiście towarzyszyła Mu wysoka energia. byłem bardzo zajęty staraniem o to. W tych słowach jest jednak głębsze znaczenie. a następnie odzywa się. gdy rozszyfrujemy to proroctwo. najlepiej. – Narodzonego? – wtrąca Meldibon. apostoł. – O. – Jak dotąd.

A potem pozwól. Opi- suje wielką cierpliwość wierzących i ostrzega ich. A wzmianka o utracie pierwszej miłości? Pomyśl i o tym. a oni nadal trwają przy swoim. że porzuciłeś pierwszą twoją miłość”. Pomyśl więc nad tym. czas. W rze- czywistości ani nie jesteś zimny. i wiem. albo uparcie trwają przy swojej wierze. że otworzę twoje oczy i pomogę ci dostrzec. ani gorący. w jakim będzie wszystko łatwe. zajmujące się handlem. który jest Władcą całego stwo- rzenia: uważasz. ale nie są oni takimi samymi ludźmi. Znasz to miejsce. którzy chcieliby i jednego i drugiego. kim naprawdę jesteś. miasto niezwykle bogate. jest ono w dolinie rzeki Lycus. Uderzyliśmy ich mocno i zaczyna się to objawiać. co napisał Jan: „Tak mówi ten. – Tak. a nimi nie są. ale nie masz wcale owego ognistego zapału towarzyszącego prawdziwemu oddaniu. abyś był wrogi mojej prawdzie. a nie ustałeś. w którym bogactwo doprowadzi ich do szału. i wytrwałość twoją. że kroczysz za mną. skierowane do wierzących w mieście Laodycea. Nie mogę powiedzieć. Tym z was. aby móc być dumni. – Nie. Pozwól. albo poddają się z nią całkowicie. oczywiście. bowiem uważasz. Mistrzu. A cier- pliwość wierzących? No. Ono mówi o fałszywych apostołach. ludzcy sprzymierzeńcy. Mistrzu. tu opisuje jakąś przyszłą erę historii kościoła. Jesteś podobny do letniego napo- ju. Ale ja nadal cię kocham i dlatego mówię do ciebie tak otwarcie. A fałszywi apostołowie? To będą moi naśla- dowcy. Mistrzu. Mistrzu. którego jeszcze nie ma. mające duże sklepy ze złotem. W pewnym stopniu może ono opisywać niektórych ludzi. którzy zwyciężą. jednak w większym stopniu opisuje to kościół. z jakim się teraz spotykają. Masz też wytrwałość i cierpiałeś dla imienia mego. Te wszystkie rzeczy doskonale opisują tę erę historii kościoła chrześcijańskiego. Meldibonie. i że doświadczyłeś tych. czas. Letni? Na słodką śmierć. że są kłamcami. – A teraz popatrz na siódme poselstwo. Obecnie nie ma miejsca dla ludzi. że jesteś bogaty i chlubisz się swoimi osiągnięciami. Co oznacza posel- stwo do tych ludzi? – Popatrz tylko. Dumny? Są zbyt zajęci walką o przetrwanie. Ale i tam są chrześcijanie. ale tak naprawdę jesteś przegrany i godzien pożałowania. Przetrwali wiele. dam miejsce na moim tronie we wszechświecie”. jak było to w dzień Pięćdziesiątnicy. – Przeanalizuj teraz to poselstwo. którzy żyją dzisiaj w Laodycei. A teraz pomyśl nad tym poselstwem. że nie możesz ścier- pieć złych. Czy zauwa- . Sądzę. Bogaty? Dzisiaj większość chrześcijan jest bardzo biednych. że już utracili swoją pierwszą miłość. że poselstwo do Efezu ma za zadanie opisać kościół chrześci- jański tej ery. oczywiste jest. to ostatnie.Rozdział 24  Objawienie 255 „Znam uczynki twoje i trud. którzy podają się za apostołów. który przyprawia o mdłości. których umieszczę w samym kościele. wobec prześladowania. i stwierdziłeś. Lecz mam ci za złe. że dam ci złoto prawdziwej miłości i szaty prawdziwej dobroci. że i to nam pokazali – atakujemy ich od dni Nerona.

a uzyskiwali pomoc. to poselstwo objawia. co powiedział Meldibon. że udowadnia to coś. mając nadzieję na ich wytępienie przy pomocy siły. jakby opisywały wydarzenia. że atakując ich. że widać wyraźnie spokojną pewność. jaka charakteryzuje chrześcijan. – Nasze zwycięstwo nad chrześcijanami będzie miało miejsce w czasie. Ale co sugerujesz? Gdybyś był generałem w tej armii. że za- bierze wiernych naśladowców do swego tronu? To wydarzy się. że dzieje im się dobrze! – Ale to wszystko powinno nam coś zasugerować – mówi Meldibon. aby nas pokonać. Meldibon kontynuuje. Proponuję. gdy przyjdzie powtórnie po swoich naśladowców. zaś ostatnie sugeruje dla nas większe zwycięstwo. ale każda runda takiego postępowania wydaje się wytwarzać cały potok nowych nawróceń. Gdy ich atakowaliśmy. Zabij jednego chrześcijani- na. Te listy rzeczywiście wydają się przepowiadać przyszłość. To prawda. muszę się zgodzić: gdy siedem poselstw następuje po sobie. nadal powinniśmy ich niszczyć na tyle. że to w kontekście tego poselstwa Narodzony wyraźnie zauważył. chcą posiadać taką sama nadzieję. mój przyjacielu. którzy na zewnątrz są religijni. nie jestem taktykiem. Nie. Czy przeba- dałeś z uwagą twarze obecnych na tych egzekucjach? Gdzieś w głębi wszyscy wiedzą. jakie jeszcze nie miały miejsca. a pojawi się dwunastu następnych. niedługo przed powrotem Mesjasza. – Ale popatrz na to. to nie jest sposób na wygra- nie tej wojny. jaki nieporządek w kościele został tu opisany – mówi o lu- dziach. Mistrzu. gdy pozwalaliśmy im tyć i zdobywać bogactwo. Tak więc krew tych męczenników staje się jakby nasieniem.256 Pamiętnik Lucyfera żyłeś. jak o poświęconych chrześcijanach. że to poselstwo przepowia- da okres czasu poprzedzający Jego powrót. Lucyferze. Muszę to przyznać. idziemy błędną drogą. Nie tak od razu. – I zwróć jeszcze uwagę na ironię tego – odpowiadam. abyśmy spróbowali tego samego z chrześcijanami. Doprowadziliśmy do masakry tysięcy chrześcijan. Gdy stoją w obliczu własnego końca. jeśli pozwo- lisz. że możemy wielu zabić. co byś uczynił? Jakby czytając moje myśli. że pewnego dnia także staną w obliczu śmierci i że nic nie poradzą temu. Tak. ale wydaje mi się. co najlepiej działało w Izraelu. co przypuszcza- łem od szeregu lat. Nasz największy sukces po- jawiał się wtedy. podczas gdy wcale tak nie będzie! Myślę przez chwilę nad tym. – Spójrz. ale to nie zadziałało. – Przypomnij sobie. które w Jego odczuciu przyprawiają o mdłości. stają się coraz bardziej obce. że tuż przed zakończeniem wojny osiągniemy wielki triumf nad większością sekty chrześcijańskiej – najwidoczniej wywołamy wśród nich tak wielkie zamie- szanie. jakiej potrzeba im było. gdy wydawać się będzie. Jednak pozwalajmy . tak więc myślę. to nie jest sposób. na ile możemy. w istocie sami prowadziliśmy ich z powrotem do Starodawnego. że będą o sobie myśleć. ale kierują się samolubnymi motywami. Każde prowadzi do ko- lejnego.

– Być może masz rację – odpowiadam. chrześcijanie stracą nieco ze swej żarliwości. – Jest tylko jeden sposób. Popatrz. Opisuje okrutny atak na naśladowców Narodzonego. że Pismo Święte niemal zniknie z życia codziennego. A odniesienie do smoka najwyraźniej ma oznaczać ciebie. Język Jana sugeruje. gdyż człowiek ten stara się zaoszczędzić na miejscu. co było kiedyś terytorium cesarstwa. Obraz przyszłości wyłania się po trosze. Ale na razie le- piej będzie. które walczyć będą o panowanie. w jaki ziemia może przyjść z ratunkiem ludziom – sugeruję. co pisze. bowiem Jan prze- powiada. co robisz teraz! Ale zwróć uwagę. – Symbolika jest całkiem jasna – zauważa Meldibon. i wchłonęła strumień. zmu- szonych do ukrywania się. Woda występuje często w znaczeniu ludzi. ale tym razem sam dostrzegam odpowiedź.Rozdział 24  Objawienie 257 spokojnie na to. co teraz pisze. starając się pochłonąć prawdziwych naśladowców Na- rodzonego – dokładnie to. tak jak zasugero- wał Meldibon. a my badamy każde słowo. zaś prawdziwi sprzymierzeńcy Narodzonego zostaną sprowadzeni do roli uciekinierów. że wykorzystasz ogromne masy ludzkie. pojawią się wielkie bitwy i cha- os na skalę. I rzeczywiście tak jest. Ale zwróć uwagę. Teraz jego ręka porusza się szybciej. nie . przed sobą. że wierzący znajdą jakąś nową. – To stanie się poprzez dostarczenie im miejsca do ukrycia się. Co on mówi? To. jeśli tak można to określić. Wyśmienicie! To brzmi lepiej. co wła- śnie napisał: „Lecz ziemia przyszła niewieście z pomocą i otworzyła swoją gar- dziel. rzadko zaludnioną część świata – pustynię. dzieląc się na wojownicze narody. – Mistrzu! Jak dotąd wszystko wyglądało dobrze. jakie potrzebne jest na dalsze proroctwo. – To wyjaśnia ten ogromny ląd na zachodzie oceanu. Być może wtedy utracą swoje poczucie oddania tej sprawie. Najwidoczniej. jaki mamy tu. by ich kult stawał się coraz bardziej popularny. że cesarstwo rzymskie rzeczywiście upadnie. daleką do osiągnięcia przez moich ludzkich sprzymierzeńców. niż nawet miałem nadzieję! Jednak nagle Meldibon krzyczy. – Mistrzu! – odpowiada Meldibon. Jan znowu pisze. zanim to czyni Meldibon. Jest to długie proroctwo i wkrótce pergami- ny przepełnione są liniami. Wojny rozwiną się wściekle na więk- szości tego. jaka jeszcze nigdy nie była znana. które stają się coraz mniejsze. jakby miał napływ myśli. która przyniesie im ratunek. możemy wywnio- skować. Co to może oznaczać? Przez moment obaj jesteśmy tym zdumieni. Z tego. – W Pismach niewiasta reprezentuje kościół. który smok wyrzucił z swojej paszczy”. – Pomyślę nad tym. Z zainteresowaniem spoglądamy przez ramię starego człowieka na to. a następnie mówi coś o ziemi. jeśli zajmiemy się tym biznesem. że to sama ziemia przyjdzie im z ratunkiem. aby tylko móc przetrwać. a jego oczy szeroko są otwarte z powodu nagłego zrozumienia.

– Powiedz Barshokowi. Mają nie wypływać na zachód.. jak i religijnej. dlaczego. tak jakby Wszechmo- gący chciał tam kogoś mieć. która łączy się z otwartą przestrzenią i którą wręcz trudno jest kontrolować. niż daję to poznać po sobie. Ale teraz rola tego wielkiego.258 Pamiętnik Lucyfera odkryty jeszcze kontynent! Dlatego on się tam znajduje! Starodawny ma zamiar wykorzystać go jako ratunek dla swego ludu! Oczywiście! Często prowadziliśmy różne spekulacje na temat tego wielkie- go kontynentu na zachodzie. Najwidoczniej szybko uro- śnie do roli prominenta na świecie. jak ich zatrzymać. na które uciekną naśladowcy Wszechmogącego. Niech pomyśli o sposobie. Będzie On miał potężny i bogaty naród. popatrz! – stwierdza. kto doglądać będzie tej ziemi dla Niego. – Posłaniec! – ryknąłem. jak mówi z autorytetem do całej planety. znajdujący się w nowym świecie. którzy robią raczej wrażenie opiekunów. – Wypełnijcie ludzi lękiem i uprzedzeniem. bowiem kolejne zdanie obrazuje go. aby nad czymś pomyślał! – grzmię w odpowiedzi. że będzie to miejsce wolności zarówno cywilnej. – Na tej ziemi nie ma stworzenia. uważnie patrząc na pióro. – Teraz mamy więcej szczegółów. Później wyjaśnię. jaką stosuje. na ile będzie to możliwe. Na takim miejscu Jego naśladowcy będą mogli znaleźć wolność. to. Człowiek stara się badać wszystko. co się wydarzy. – Udaj się natychmiast do Barshoka. a więc rozwijający się tam naród może z łatwością stać się najbogatszym i najpotężniej- szym w historii ludzkości. Jak dotąd jest on prawie niezauważony. że jest konieczne. rozumiem. w bogactwa naturalne. On opisuje nowy naród. ukrytego i bogatego miejsca staje się jasna: jest to miejsce ratunku. co muszę wyprzedzić na tyle. które Jan opisuje w swoim proroctwie. w drewno. W jaki spo- sób możemy. że świat jest płaski i że jeśli popłyną zbyt daleko na zachód. Macie coś z tym zrobić! Teraz Meldibon przyciąga moją uwagę z powrotem do wydarzeń na Patmos. jak ogień będzie spa- dał z nieba! Jak sądzisz. ten kraj będzie niesamowity. Jest on bajecznie bogaty w energię. Jest tu nawet opis.. to mogą wypaść poza krawędź. – zauważa posłaniec. – Mistrzu. Powiedz mu. jako sprzymierzeńca w ostatniej fazie wojny! Już potrafię dostrzec. – Mistrzu. którym pisze Jan. Wiele wieków temu doszedłem już do wniosku. A Narodzony niewątpliwie będzie chciał wykorzystać naród. Lucyferze. a z symboliki. Przekonajcie ich. Będzie on miał niewyobrażalną moc. co to może oznaczać? Odpowiadam Meldibonowi wymijającym wzruszeniem ramion. które by- łoby tak ciekawe. oprócz róż- nych plemion. Odkrycie tego kontynentu jest czymś. który tam się rozwinie. jak człowiek. że ci ciekawscy ludzie mogą pewnego dnia odkryć . który wciąż nie jest odkryty przez świat Rzymian. aby nie dopuścić do ludzkich odkryć terenu za Zachodnim Oceanem. jednak spo- dziewam się znacznie więcej. jaki powstanie na tym dziewiczym lądzie.

– Nie potrafię tego zrozumieć: według pro- roctwa coś przebiega nie tak. co widzę: świat staje się jedną całością. nawet eko- nomia. podając szerokie aluzje do straszliwych zmartwień. wolni i niewol- nicy otrzymują znamię na swojej prawej ręce albo na swoim czole. na przepisy. każdy będzie musiał mieć znak lojalności. są tam słowa. Niedługo po pojawieniu się tego nowego narodu. które wypełniają tę planetę straszliwymi problemami.. w rękach na wpół rozumnych ludzi. aby tego dokonać. i że nikt nie może kupować ani sprzedawać. odpychając go nieco. które zwiążą całą planetę.. które mogą. A to oznacza kło- pot – nawet z moimi standardami. Wyłania się coś. Dajcie ludziom tak wielką moc. że tuż przed zakończeniem wojny moje obawy mogą się sprawdzić. ani sprzedawać! Aby zająć się handlem. bowiem Jan podaje szczegółowy opis wielkiego krachu ekonomicznego. – Czy zdajesz sobie sprawę. jaką całkiem literalnie są w stanie wypełnić niebo ogniem. jakby cały świat miał drżeć z tego powodu. a ci. W tym miejscu proroctwa. jaka zamknięta jest w jądrze atomu. dać im dostęp do niesamowitych ilo- ści energii. Lucyferze. Mogą zniszczyć ten świat. którego wolałbym nie objawiać teraz nikomu. co Jan teraz pisze wygląda.Rozdział 24  Objawienie 259 moc. Mój bunt może zniszczyć się sam. jednak szybko przesuwam się na jego stronę. widzę chaos. jeśli zostaną odkryte. jak starałem się to uczynić wtedy. a prędzej czy później użyją jej przeciwko sobie. bogaci i ubodzy. Każdy naród przystanie na pewien ogólnoświatowy program. mali i wielcy. Zanika wolność. co to oznacza? On opi- suje tu moje stare marzenie. jeżeli nie ma znamienia. to jest imienia zwierzę- cia lub liczby jego imienia”. którzy nie poddadzą się temu. – Meldibonie! – mówię. tak. jeszcze z czasów Babilonu! Cały świat się zjedno- czy. Wszystko zdaje się rozpadać. aby le- piej widzieć. nie będą mogli ani kupować. To oznacza. Mogę tym samym utra- cić ten jedyny skrawek terytorium. Aż trudno mi jest uwierzyć w to. które bezbłędnie wypełnione są implikacjami wskazującymi na swego rodzaju globalne rządy: „On też sprawia. Jest tu opis wojen i morów oraz dziwnych plag. ponieważ pismo Jana staje się coraz mniejsze i trud- no jest dwóm tak dużym aniołom tłoczyć się nad ramieniem jednego człowie- ka. – Mistrzu! – włącza się Meldibon. Moc nuklearna. a teraz ten stary uczeń bazgrający na zregenerowanym pergaminie właśnie objawił. stanowi problem. Nie będę mu zawracał głowy szczegółami. co można określić mianem światowego rządu! – Co takiego?! – ryknąłem. Meldibon zdaje się być nieświadomy głębszego znaczenia tego poselstwa. Pozwoliłem Meldibonowi czytać pojawiającą się dalszą część dokumentu. a są na tyle szale- ni. Tak. . z tego. wydarzenia wśród ludzi jakby zmieniają swój bieg. który należy do mnie! Na szczęście. Jednak poselstwo Jana nadal biegnie. że wszyscy. W samym sercu materii obecne są moce.

gdy zdecydowałem się sięgnąć po tron. odchodzę więc na bok. Jeden świat. W moich myślach wciąż odbijają się jakby echem słowa: Zwyciężę! Proroctwo może już niczego więcej nie oznaczać. które są konieczne dla życia. że nie mają racji. jako ostatkach. Mistrzu – mówi i zaraz odchodzi. I wrzucił go do otchłani. co widzę. a mimo tego się nie poddadzą. gdy ludzie wykażą. Tak. niemal nie wrzasnąłem z radości. to łańcuch okoliczności. i położył nad nim pieczęć. którą z trudnością potrafię znieść: „I widziałem anioła zstępującego z nieba. który miał klucz od otchłani i wielki łańcuch w swojej ręce. Ale zamiast tego. – Jaki masz problem? – pytam. o których proroctwo mówi. gdy cały świat powie. Jeśli uda mi się to osiągnąć. wtedy nastąpi interwencja kosmicznej spra- wiedliwości. wpatrując się bezmyślnie w odległy brzeg. bowiem było to moim stałym celem od samego początku czasów. pozbawieni rzeczy. że wszelka tolerancja już nie istnieje. wlewa chłód w moje wnętrze. jak mówi Jan. że twój plan zjednoczenia tego świata odniesie sukces. Wtedy przejmą kontrolę armie kosmosu i zakończy się historia ludzkości. prawie . aby się skoncentrować. I pochwycił smoka. To. w cza- sie tej fatalnej chwili. „zachowywali przykazania Boże” i czynić tak będą nawet wtedy. będzie nawet tak. to muszę zwyciężyć. co opisuje tu Jan. A potem następuje część. podczas których sam spacerowałem. aby już nie zwodził narodów. delektując się smakiem zwycięstwa. w pierzastą linię rozpryskujących się fal daleko w dole. – To oznacza. A gdy zostaną pozbawieni swoich praw i pozostawieni bez jakichkolwiek środków do przeżycia. którym jest diabeł i szatan. który pozostał przy ramieniu Jana. Jeden naród. gdy. A więc tak to wszystko się zakończy! Po kilku minutach euforii.260 Pamiętnik Lucyfera Całkiem przypadkowo Meldibon włącza się. Tak. że unosi się od radości. bowiem zasada Starodawnego. która mówi o wolnej woli powinna usunąć Go z terytorium. kończąc za mnie to zdanie. Jeśli uda mi się tylko zjednoczyć świat. Spodziewam się. gdzie nikt nie będzie sobie życzył Jego obecności. jakbym posiadał na krótko panowanie nad całym światem. To. – Czy zwycięstwo nie jest dla ciebie wystar- czające? – Przeczytaj resztę tekstu. i zamknął ją. Wielki łańcuch: znaczenie tego jest zbyt jasne. i związał go na tysiąc lat. Ile takich ogniw wykułem sobie od tamtej chwili! W czasie wielkiego zgromadzenia. Twoje marzenia jeszcze z czasów Babilonu wciąż mogą się zrealizować! Naprawdę. którego pierwsze ogniwo ukułem sobie jeszcze w Królestwie. Będzie jednak mała grupa nonkonformistów. aż się dopełni owych tysiąc lat”. jest cały blady. jak mógłbym przegrać? Jestem zbyt podekscytowany. powracam do Meldibona. Ci będą. w kłębiące się chmury. świat się zjednoczy. węża starodawnego. Zostaną pozbawie- ni prawa kupowania i sprzedawania.

Ale teraz możemy już przyznać: przegraliśmy tę wojnę. – Mistrzu. Oni mogą skończyć z sobą. gdy patrzył na rozbi- jające się fale Morza Egejskiego. Przez chwilę panuje cisza. Zostaniemy przykuci do tej planety na tysiąc lat. – Myślałem o tym. że ten świat legnie w gruzach. że tego nie zrobię. Jeśli ktokolwiek z mojej armii potrafi to znieść. Ten łańcuch jest bardzo dłu- gi i bardzo silny. ilu z naszych wojowników także dokonało takiego wyliczenia? – Jeszcze niezbyt wielu – odpowiada. ja wiem. A z proroctwa Daniela wiemy. jeśli chcą. jak rozmawialiśmy pod Syna- jem. a potem będzie wielki ogień. Wszechmogący zamierza postawić kres naszemu panowaniu poprzez ogień. przez krótką chwilę. że wielu z nich w ogóle nie myśli. za każdym razem jedną osobę. Jedyna rzeczywistość. aby doprowadzić do chaosu. Meldibona znalazłem na samym brzegu stromej skały. Być może bylibyśmy szczęśliwsi w osiemdziesiątym echelonie. ale wiedziałem to przez ponad piętnaście wieków. miałem mglistą nadzieję. a potem decyduję. aby zdobyć aniołów Królestwa i ściągnąć ich na swoją stronę. – Tak. – Też to wyliczyłem. mimo wszystko wygramy. przynajmniej nie aniołowi.. . to wojna. Ale oczywiście. co stanie się później. – Być może myślimy zbyt wiele. A więc. że może. – Przepowiedziałeś wtedy. ale jednak nie ustąpiłem. Prawdopodobnie i tak nic by to nie dało. niedaw- no. a my zostaniemy tu pozostawieni. – Ale ty i ja. Jak sądzisz. Moment. w którym zdecydowałem się złamać prawo prawdy. my myślimy – odpowiadam. aby zwierzyć się memu przy- jacielowi i powiedzieć mu to najgorsze. starałem się to sobie wyliczyć. że jeden z kozłów przedstawia mnie. jednak nie wiedziałeś. gdy Hebrajczycy budowali swój namiot zgromadzenia? Zajmowałeś się badaniem znaczenia nabożeństwa Dnia Pojednania i doszedłeś do wniosku. tylko wędrując sobie i kusząc ludzi.Rozdział 24  Objawienie 261 że już odwróciłem się od buntu. Bezlitosne wieki historii ludzkości. jaka dla nich istnieje. który stał się ruiną. ze pozostało nam jeszcze ja- kieś siedemnaście wieków. a jego oczy skierowane są wprost na mnie – wiedzia- łem to od tamtego dnia. – Wiem – mówię łagodnie. – Są tak zajęci walką. kiedy rozpocznie się sąd. – odpowiada cicho – kozioł. Pewnej nocy. Nie powiedziałem ci o tym. którego wyprowadzali na nie zaludnioną pustynię. Tak kończy się ta historia. – odpowiada. zanim Jan zakończył pisanie.. czy pamiętasz. My nie możemy. – Meldibonie. Jest to tylko kwestia czasu. przyjacielu. a teraz potrzeba mi jego rady. W końcu przywiąże mnie do świata. mój przyjacielu. Jak szczęśliwi są ci ludzie. gdy starałem się tak utkać wydarzenia. Oznacza to. po to. Stanie się to gdzieś w roku 1844. aby skoczyć – mówi bardzo cicho – aby zakończyć tę nie- dolę. Dzisiaj. to on na pewno. wykorzystując nowy ludzki sposób liczenia lat.

smagając wyspę silnymi wiatrami. w której znajduje się Jan i sprawią mu jeszcze jedną noc cierpienia. a zapłata będzie bardzo wysoka. prosto do Rzymu. która połyskuje w ostatnim świetle słońca. Obaj wiemy. Po atłasowym niebie nad Morzem Egejskim udajemy się w drogę na zachód. przetrwa te ciemne godziny. prawdopodobnie chroniąc te pogięte pergaminy własnym ciałem. . przyjacielu? Czy powinniśmy przyznać się do tego. I gdy tak spoglądam na wyspę. jak to się wszyst- ko zakończy. co zdradza obecność Barshoka. aby sztorm ustał. W takim ra- zie. Wkrótce udadzą się na południe. Każemy Królestwu za- płacić za każdą piędź ziemi. Myśleć. Cały dygocząc. Jest to jedyna radość. jakie przewiewać będą jaskinię. – W takim razie to stawia przed nami decyzję. aby zamienić się miejscem ze starym apo- stołem. czy też po- winniśmy dalej walczyć tak. jaka mi pozostała. – Na tej wyspie nic już się nie wydarzy. bezsenną noc w swojej wietrz- nej i wilgotnej grocie. że nie ma żadnej szansy na zwycięstwo. w kierunku Patmos. oznacza żyć. – No tak – odpowiadam w końcu. Powróćmy do dowództwa. jaką zdobędzie. gdy prosić będzie. tuż przed sztormem.262 Pamiętnik Lucyfera – Nie. a potem będzie musiał powstać do kolejnego ciężkiego dnia w kamieniołomie. dałbym wszystko. Stary człowiek spędzi paskudną. umęczony bólem stawów i kości. Mistrzu. jak to będzie. To da nam jakieś zajęcie. jakby nadal była jakaś nadzieja? – Będziemy walczyć dalej. Obaj wiemy. mocna stalowa linia złośliwie patrzących gromów. Na północy znajduje się wiele chmur.

gdy zajęliśmy się planami Zedronna. co dotąd uczyniliśmy. nie myśląc wcale o jakiejś Nadrzędnej Istocie. że myśl o Bogu nigdy już nie po- wróci do myśli ludzkich. rok 327 Wplątaliśmy się w najbardziej masywny atak. coś stało się w Rzymie. cała ziemia wykluczy Boga z życia ludzkiego w jednej wielkiej rewolucji! Jest to wielkie przedsięwzięcie i będzie ono potrzebowało w rzeczywistości całej armii. poprzez zniesienie własności prywatnej i przekazanie wszyst- kiego na własność państwu. co przypomina ludziom o Stworzycielu. co zaskoczyło cały świat. Właśnie wtedy. Jest jeszcze czwarta faza planu Zedronna. chce ustanowić rewolucyjną formę światowego rządu. że są zwieńczeniem procesu ewolucji. Dwa wieki temu Zedronn zaproponował pewien plan. Aby upewnić się.Rozdział 25 Konspiracja Zedronna Rzym. Teraz potrzebny mi jest każdy żoł- nierz. takich jak chciwość i ubóstwo. a jeśli ludzie przyjmą tę ideę. Gdy już wspomnie- nie o stworzeniu zniknie z myśli ludzkich. który swymi rozmia- rami pomniejsza wszystko. Pierwszym krokiem jest znisz- czenie wszystkiego. W takim systemie ci. wtedy wprowadzi teorię. opartą na ateizmie. czyniąc tym samym każdego człowieka podległym centralnemu autorytetowi we wszystkich jego potrzebach. Rzym znajdował . a było to piętnaście lat temu. jaki kiedykolwiek został pod- jęty podczas wojny. ot tak. Będzie argumentował to. Pewnego dnia. które bardzo ściśle wiążą się z sobą. która wciąż należy do przyszłości oddalonej o szereg wieków. którzy wierzą Wszechmogącemu będą pozbawieni źródła wsparcia. cesarz Konstantyn znalazł się w straszliwym dylemacie. że Ziemia pojawiła się przez przypadek. Ten rząd obieca rozwiązanie chorób społecznych. Jego celem jest wymazanie z ludzkiego umysłu wszelkiej pamięci o Starodawnym. a plan obejmuje całą se- rię kroków. z niższych form życia. po prostu i że samo życie jest także wyni- kiem kosmicznego przypadku. że rodzaj ludzki jedy- nie ewoluował w niewiadomym okresie eonów czasu. ateizm sta- nie się oficjalnym dogmatem na tej planecie. a jeśli ten plan zadziała. w celu monitorowania rozwoju wydarzeń. i z tego właśnie powodu wezwałem tu większość moich wo- jowników. Sam cesarz przyjął chrześcijaństwo! Stało się tak z powodu jednej bitwy. jak na naj- wyższą formę życia w kosmosie i tym sposobem będą całkowicie polegać na sobie. wtedy przejdą do trzeciego kroku: wierząc w to. którego mogę zgromadzić. pozostawiając jedynie śladowe dowództwa na innych kontynentach. zaczną patrzeć na ludzkość.

potężny wojownik. wypisał sobie liczby na piasku i podsumował je. aby odnieść oszałamiające zwycięstwo. a zatem poten- cjalna klęska. i w końcu cała armia Kon- stantyna ruszyła. że miał jakąś wizję – że na niebie pojawiło się coś w rodzaju wielkiego krzyża. – Widziałem to! – wyjaśniał. którego od dawna używali chrześcijanie. most Milviański. pozostawiając całe imperium w rękach despoty. że każdy z nich zanurzy głowę pod wodą. – Legaci i trybunowie. wygra bitwę. i śpieszcie się! Mamy wojnę do wygrania! Całkowicie zdziwieni żołnierze wkrótce wymazali na swoich tarczach litery greckie Chi-Rho. patrząc. Z pełną ekscytacją mamrocze coś do swojej służby o tym. rywala. Tak wygląda chrzest. Naprawdę. a jego rywal w walce o tron. Ta bitwa mogłaby zakończyć się źle. który dopiero co powywracał posągi Konstantyna w Rzy- mie i ruszył w próżnym marzeniu przejęcia tronu. a zakłopotany cesarz dreptał w miejscu.000 wojowników. cesarz bełkotał coś z wielkim entuzjazmem. którzy byli chorzy. Cesarz się nawrócił! . upewnijcie się. Udałem się więc tam tak szybko. a także ilość wojow- ników. a za każdym razem wynik był taki sam – przewaga pięciu na jednego. Wywiadowcy przychodzili do niego z niedobrymi wieściami. a obok niego znajdowało się poselstwo: In hoc signo vinces – w tym znaku zwyciężaj. powinieneś się tam udać i sam tego posłuchać. i rzeczywiście. Czy wiecie. Mając do swej dyspozycji tylko 20. – Mistrzu. jak tylko potrafiłem. Teraz jest przekonany. Przeliczył swoje siły. a potem przygotowali się do chłodnego zanurzenia w Tybrze. rozkażcie im wejść do rzeki. przeliczając w myślach prze- wagę wroga. Niechaj każdy legio- nista ma namalowany symbol chrześcijaństwa na swojej tarczy. czy się od tego nie rozchoruje. która prawdo- podobnie miała zadecydować o losie cesarstwa. a gdy podejdą wasi wojow- nicy. symbol. (sami dokonują szybkiego chrztu) a po- tem – być może z większą energią wywołaną chłodem – ruszyła. W wyniku tego chrześcijań- stwo osiągnęło nareszcie pełną tolerancję. że pomimo przewagi wroga. – powiedział – coś dziwnego stało się właśnie nad namiotem Kon- stantyna. co to oznacza? Zwyciężymy ze względu na znak krzyża! Potem rozpoczął wykrzykiwać rozkazy. a dowie- działem się o tym najpierw od podekscytowanego posłańca. Cała armia ma się nawrócić na chrześcijaństwo – jeszcze dzisiaj! O. stojąc przed bitwą. podszedł ze swoją stutysięczną armią aż pod rzekę Tyber i przeszedł przez tzw. pośpieszcie się do swoich kwater. podliczył ilość dezercji. nieprawdaż? W takim razie idźcie.264 Pamiętnik Lucyfera się w stanie wojny domowej. z po- selstwem o nadchodzącym zwycięstwie. które na zawsze położyło kres ambicjom Marcusa Maxentiusa. a gdy ustawił swoją armię w szyku bojowym. Konstan- tyn znajdował się w katastroficznej sytuacji. Ale właśnie wtedy stało się coś bardzo dziwnego. a gdy tam już będą. – Krzyż wypełniał niebo do połowy. zanurzając się w rzece. stąpał nerwowo.

urzeczywistniając to. rozwija się gwałtownie – ludzie przyłączają się do niej całymi milionami – ale nie posiadają już takiej gorliwości. Szedłem za nimi. co przypomniało im historię Piotra. poganie zaś mieli całe panteony bóstw. Tak więc w roku 321 wydał edykt ustanawiający oficjalny dzień kultu w całym cesarstwie: „Niechaj wszyscy sędziowie i mieszczanie oraz ludzie wszelkich zawodów i handlu odpoczywają w czcigodny dzień słońca”. ale Wszechmogącego Boga. a Konstantyn rozpoczął po- szukiwania sposobu na nawrócenie ich i na zjednoczenie swego państwa. a każdy bóg sprowadzał się do kawałka jakiejś rzeźby. by zbawienie zdobyć swymi własnymi uczynkami. apostoł powiedział: „Srebra i złota nie mam. Mówiąc prawdę. jako specjalne święto słońca. który w tym celu uruchomił. podczas gdy poganie (a wróć- my tu do wierzy w starożytnym Babilonie) wspólnie upierali się przy tym. co mam. będąc ciekawy. tuż przed wejściem do świątyni w Jerozolimie. . Udało mu się znaleźć wspólny punkt dla obu grup: dzień kultu. niewidzialnego Boga. Przez całe wieki Rzym był moją odpowiedzią na chrześcijaństwo. ponieważ łączyli go ze zmartwychwstaniem. Proszony o jałmużnę. to ci daję: wstań i chodź!” Dwaj klerycy zadumali się nad znaną historią. co zadowoli każdego i co sprowadzi wielu pogan do kościoła jako na- wróconych ludzi. W ostatnich czasach wielu chrześcijan zaczęło czcić ten sam dzień.Rozdział 25  Konspiracja Zedronna 265 Patrzyłem na to wszystko z głęboką obawą. która powodowała nasze obawy za dni Piotra i Pawła. gdy mijali kalekiego żebraka. Era Pięćdziesiątnicy już minęła! Pewnego dnia smutno podkreśliło to dwóch kleryków spacerujących wzdłuż pewnej drogi. Chrześcijanie pie- lęgnowali nadzieję na ratunek. nie polegali też na dziełach ludzkich. co dotyczyło nowego bogactwa chrześcijaństwa. Jednak pogaństwo i chrześcijaństwo apostolskie różniły się od siebie biegunowo. Było to rzeczą. jaka znajduje się w prostej wierze. ale ku naszemu zdumieniu. który wydaje się wpadł na pomysł nawrócenia wszystkich i który wykazywał niezwy- kły talent polityczny. a mechanizm. jeden z nich wpatrując się w budującą się w pobliżu piękną budowlę bazyliki zauważył coś. o czym też tak rozmawiają. Od czasów Babilonu poganie oddzielili sobie jeden dzień każdego tygodnia. która wydawała się niemożliwa. Na terenie cesarstwa mieszkała wielka ilość pogan. Rok: 338 Coś zaczęło się dziać z wiarą chrześcijańską. który pewnego dnia także mijał takiego kalekę. Chrze- ścijanie wierzyli w jednego. Wkrótce nowonawróceni ludzie zaczęli napływać do symbolu krzyża. a teraz prowadzony był przez cesarza. a potem. ale to. Konstantyn postawił wszystko na jedną kartę. a chrze- ścijaństwo stało się uprzywilejowaną religią w cesarstwie. stanowił polityczną genialność. a Konstantyn dostrzegł w tym coś.

Popatrzcie. Pozwólcie nam je wnieść do waszych miejsc spotkań. jakie pojawiały się w kościele. A Diana – dlaczego nie ma przedstawiać macierzyństwa i życia. Pozwólmy im wnieść ich ulubione posągi. gdy coś zagrażało jego komfortowi i wygodzie. W tych wspaniałych posągach Marsa możecie dostrzec takie same szlachet- ne cechy.) nie będziesz się im kłaniał” – ale inni odpowiedzieli. któ- rego nie widzimy. co stanowi dla nas natchnienie. wyrażając ten idealizm. przy znacznej większości potwierdzającej zmianę. To. co mo- żemy przynajmniej zrobić. że srebra. młodego człowieka. ni złota nie mamy. Ale nie potrafimy czcić boga. człowiek szczupły o widocznej pobożności – ale też nie możemy powiedzieć „wstań i chodź”. To podobne jest do naszych własnych przekonań. a każdy odczuwał. – Popatrzcie wszyscy. Dyskusja ciągnęła się aż do późnego wieczoru. Ni- gdy nie zapomnę debaty. posługując się wspaniałą elokwencją mówiąc o szacun- ku względem innych i uszanowaniu różnorodności ich kultury. w ta- kim razie nie patrzcie na nie! Cała sala wypełniła się śmiechem wyrażającym zadowolenie i podjęto decy- zję. jakie znajdujecie w Jezusie. Pewnego popołudnia grupa pogan podeszła do diako- nów jednego zgromadzenia w Rzymie. teraz już nie możemy tego powiedzieć. a także wielu innych zwyczajów. to spotkać się z nimi w połowie drogi. W końcu debata została wygrana przez bystrego. aby dokonali wielkich ustępstw na naszą stronę – aby zaprzestali oddawania czci Wenus i Jowiszowi. (. Lucjusza Marcusa. któremu wiodło się dobrze. (a był bardzo zakochany w miłych rze- czach tego życia) człowieka. On cieszy się wszystkim. Jeśli są dla nich tak inspirujące. i Minerwie. jeśli będziemy na nią patrzyli? Nie- chaj nasze piękne dzieła sztuki pomogą wam myśleć o Bogu. ubrana w nadobną szatę i złote bransolety. Bóg na pewno bę- dzie szczęśliwy. – W istocie – odpowiedział jego towarzysz. że wypełnia go poczu- cie radosnej wolności. jaka potem się odbyła. Wszyscy ściskali się i ha- łaśliwe wiwatowali przy szklance wina. które są częścią ich dziedzictwa. Przez jakiś czas niektórzy z wierzących ludzi sprzeciwiali się zmianom. ale który czasami stawał oporem. aby pozwolono im na wniesie- nie do nabożeństw chrześcijańskich ich ukochanych posągów Marsa i Diany. Co złego może się stać.266 Pamiętnik Lucyfera – No tak. – Kościół musi .. prosząc. przez całe życie kłanialiśmy się podczas nabożeństw w świątyniach tym świętym posągom. kupca z Rzymu. – Chcemy wraz z wami uczestniczyć w nabożeństwach – upierali się poganie. prosimy tych ludzi. którego czcicie. – Nie wiem. – Podoba nam się wasza historia o Bogu-człowieku.. który przyszedł na ziemię. Jedni argumentowali. dlaczego nie uczyniliśmy tego wcześniej – zauważyła pewna ele- gancka młoda kobieta. którego do chrześcijaństwa pociągnął jego idealizm. że sprawa może być załatwiona poprzez proste przeczytanie dziesięciu przykazań – „Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek. A jeśli wy nie znajdujecie żadnego natchnienia w tych pięknych przedmiotach.

Chrześcijaństwo staje się oficjalną religią cesarstwa. Prze- ciwko takim ludziom muszę stanąć. co czytają. jest trochę i takich. jak długo istnieje choć jedna taka osoba. bardzo szybko doprowadziło do fuzji kościoła i państwa. do przekonania ludzi. rezygnując ze swych osobistych przekonań. moje nadzieje są daremne. W wyniku tego pojawiają się grupy sta- wiające opór. którzy nie idą na ustępstwa. która wydaje się rozkoszować groźbami i która chętnie pójdzie na śmierć z powodu jakichś cenionych prze- konań. zdecydowana większość ludzi po prostu poddaje się. nie mają gdzie uciec. by przetrwać. stają się ludźmi stojącymi poza prawem tego świata. którzy nie zgadzają się z większością. dlatego. udało mi się przecież zredukować ich ilość do zaledwie ośmiu osób za dni Noego – ale tak długo. niż jedynie dzień kultu. To jest genial- ne w twoim planie. Jeszcze raz mój główny teoretyk miał rację! Rok: 364 Minęło dwadzieścia sześć lat. Czasami niemal zmiatałem ich z tej ziemi – w istocie. gdy plan Zedronna domaga się jedności tego świata. jaką stanowi połączenie silnej religii z silnym państwem. rozumiecie. Zedronnie. a świat się zmienił bardzo. Stojąc wobec takiego wyzwania. twoja stra- tegia wykorzystuje tę sprawę jedynie jako środek do osiągnięcia czegoś głębsze- go. – Mamy problem. co się dzieje. W rze- czywistości. to jest kłopotliwe. który jest znacząco nieustępliwy. ci. – odpowiadam – ponieważ kryje się za tym coś znacznie większego. rozpoczynając od wydania edyktu na temat oficjalnego dnia kultu. właśnie teraz. Cesarskie zanurze- nie się Konstantyna w sprawy kościoła. którzy chcą studiować Pisma sami. a religijne do- gmaty są prawem cywilnym kraju. że jeśli chrześcijaństwo kiedykolwiek stanie się popularne. Pewnego dnia przychodzi do mnie Zedronn z bardzo pochmurną miną. Mistrzu. Ci zagłębiają się nad ewangelią. która od początku tego świata stanowi koszt mojego zwycięstwa. Nie ma na ziemi tak absolutnej mocy.Rozdział 25  Konspiracja Zedronna 267 się rozwijać. Nie da się posuwać do przodu. a oni doprowadzają mnie do szaleństwa. że to. Jednak zawsze istnieje jakaś uparta mniejszość. Szybko prowadzi to do niemal całkowitego konformizmu. co powiedział Wszechmogący. – Tak. studiują listy Pawła i widzą. W taki . niektórzy z nich odkryli nawet prawdę o Szabacie i kwestionują edykt Konstantyna. bowiem ci. Gdy raz przypiszą sobie autorytet do poprawienia tego. równocześnie spoglą- dając do tyłu! Dawno temu Meldibon przepowiedział. Faktycznie. aby ponownie napisali Pismo Święte. i jest to ta klasa. wtedy przepiszą na nowo także całą resztę. nie odpowiada temu. Podczas gdy większość ludzi jest szczęśliwa. gdy ich teo- logią zajmuje się ktoś inny. szybko się zmieni.

jego wąskie oczy przeskakują jakby z jednej ścież- ki na drugą. polityczną. Ale w porządku – kontynuuję. Przez chwilę zastanawia się. aby je czytać. – Jak jesteś w stanie. – Zniszczenie istniejących kopii Pisma nie będzie łatwe. Co więc proponu- jesz? Przez moment zastanawiam się. – Spróbuj- my wyobrazić sobie jakieś rozwiązanie. a następnie przytakuje. Wywołajmy jakąś katastroficzną klęskę ekonomiczną. Jednak czas jest naszym sprzymierzeńcem. jak czytanie. którego umysł. niektórzy z odważnych wierzących potajemnie skopiują Pismo i będą je rozpowszechniać? Nadal będziemy mieli problem. – Tak długo. – Co takiego? – odpowiadam. – Rzeczywiście. że Pisma są bardzo cenne i że nie- autoryzowane kopie mogą posiadać błędy. cokolwiek. Zedronn zagłębia się w myśleniu. Zedronnie. aż do zmierzchu. tak zrobię. Mistrzu – przerywa mi – nie chciałem sugerować. a jeśli nie zostaną zastąpione nowymi. – W porządku.. Mówisz. jak ludzie studiować będą sami Pismo. Doprowadźmy do pojawienia się wieku analfa- betyzmu. – . Z upływem lat. chociaż jeśli ktokolwiek mógłby to uczynić. oprócz władz. o jakich sam nie pomyślałbym. że problem stanowią ludzie.268 Pamiętnik Lucyfera sposób zwyciężyłem Adama i Ewę. niech pozostanie jedynie porozbijanym wrakiem. pomimo że stał się obłąkany podczas wojny w Królestwie. gdy będą je mieli i gdy nie będą mieli innej opcji. chyba że. że wciąż nam czegoś brakuje. Wykorzystaj- cie jakieś wiarogodne wymówki. Powiedzcie. a potem przedstawiam plan. aby wydały prawo zakazujące każdemu kopiowania Biblii. którzy wystarczająco troszczą się o to. w którym ludzie nie będą mogli czytać Pisma. gapiąc się na tego szelmowskiego wojownika. intelektualną. a potem kontynuuje swoją wypowiedź. Doprowadźmy cesarstwo rzymskie do upadku. że doprowadzę ich do ślepoty. Pchnijmy ten świat w wiek ciemności! Siedzę przez długie minuty. strzegą je skru- pulatnie. że nawet w przypadku istnienia najostrzejszych praw. jak tylko korzystanie z poleceń władz... – odpowiadam – po- nieważ ci. którzy czytają Pismo. Ale wydaje mi się. tak długo nie zaznamy spokoju. tak więc oczywista jest odpowiedź: musimy usunąć Pismo z obiegu. ze względu na ich zniszczenie. że nie będą mogli czytać.. Jest jednak lepszy sposób. Przekonajcie władze. nawet. te delikat- ne pergaminy zużyją się. że zrobimy coś takiego. a nie będzie cza- su na nic takiego. ludzie powoli stracą dostęp do Pism. cofając się do tyłu usłyszawszy jego dziwaczny pomysł.. nie będzie miał dostępu do Biblii. – Nie. to ja na pewno. Mistrzu – przytakuje zdecydowanie. jeśli nie otrzyma takiego polecenia. każ swoim wojownikom pracować. jed- nak potrafi wyczarować rzeczy. Przypuśćmy. gdzie ludzie muszą pracować od brzasku. aby tylko przetrwać. za sto lub dwieście lat nikt.. Jak sądzę. Zniszczyć całe . chyba.

że cesarstwo zbliża się do upadku. Dlaczego nie? – W porządku. a gdy właśnie ma odejść. a z brzmienia jego głosu rozumiem. Możesz też korzystać z rady Mel- dibona lub Barristana. – Przypuścili brutalny atak na całej linii frontu w samą wigilię Nowego Roku. przyjdź! – woła Marcolith. że moja cała armia stanowi jedność. uprzedzenie. aby się zatrzymali.. Powodzenia! Na wezwanie pojawiają się jego pomocnicy do przenoszenia go. I jeszcze jedna rzecz: ten. Dokonywał właśnie przeglądu północnej części im- perium. zostali zwinięci. że potrzebuję trochę czasu. że wiem. jak beznadzieja i niewiedza? Plan jest tak zadziwiający. bezwzględne posłuszeństwo – to wszyst- kie składniki. co stało się miedzy nami. 406 Dzieje się to z szokującą szybkością. – Mistrzu. – Zatwierdzam twój plan dopro- wadzenia ludzi do wieku ciemności. że to powiem po tym. co chce mi przekazać. nurzając się w opadach marznącego deszczu. nikt bowiem nie będzie posiadał środków. Niewiedza. Zedronnie – odpowiadam. to może być wyjście. aby nad nim pomyśleć. że koniec się zbliża. Jedno jest pewne. gdzie rzymscy żołnierze napotkali na trudne zmagania z dzikimi barba- rzyńcami ze wschodu. Obrońcy. ale. a także z Triora i zastępców dowódców. jaką kiedykolwiek widzia- łem. Masz już dwa legiony. oni biegają jak psy.D. aby mnie znaleźć. – Jestem tutaj. to najemnicy. jak zwija się zwykły dywan. A. Wygląda na to. Marcolith’ie – odpowiadam. nasi nieustępliwi wrogowie znajdą się w praw- dziwym piekle. rozkazuje im. Przytakuję i macham do niego w geście wskazującym na to. Informuj mnie. – Mistrzu. będzie ją miał absolutną. Wigilia Nowego Roku.. Myślę. – Odwróćcie mnie.Rozdział 25  Konspiracja Zedronna 269 cesarstwo rzymskie? Pozostawić je w ruinach? Rządzić ludźmi przy użyciu takich sił. Mistrzu. ubóstwo. tak więc taki przypadkowy re- ligijny indywidualista będzie miał zapewne wielkie kłopoty z przeżyciem w świecie. jakby szukając słów. że nie będzie temu końca. abym mógł widzieć Lucyfera. ale już powoli nabiera on kształtów. co chce powiedzieć. Po raz pierwszy od czasu naszego przybycia na Ziemię odczuwam pewność. – Nigdy nie myślałem. Nie chcę. aby się sprzeciwić. aby cokolwiek się wydarzyło bez mojej wiedzy. Bo rozumiem. – mówi. – Co się dzieje? – Hunowie! – wrzeszczy. to także ludzie nietolerancyjni. aby mieć najbardziej absolutną władzę. jak grzmot o północy. który właśnie opisał Zedronn. kto będzie u władzy. Ignoranci. gotowi w jednej chwili pozbyć się kogoś. Tak. a wielu z nich. na ogień piekielny. Wyznaczę ci do po- mocy Marcolitha wraz z całym jego korpusem. kto jest po prostu tylko inny. .

jakie nastąpi po Grecji. a dzieje się to dokładnie tak. aż się zabliźni. ta część globu objęta zostanie dziwną ciemnością. potężnych legionach i Pax Romana. ponieważ za jego dni nie istniało jeszcze państwo rzymskie. a gdy głodnieją. jak tylko o tym. gdzie ludzie nie będą myśleli o niczym innym. że przepowiedział powstanie Rzymu. Wracajmy do kwatery i zaplanujmy strategię dla świata. bo jest to takie samo słowo. a równocześnie prowadzą jeszcze dwa lub trzy inne. – Niczego więcej tu nie zdzia- łamy! To. Tak. który nastąpi po Rzymie. po prostu zatrzymują się. akweduktach i systemie pocztowym. – Marcolith! – krzyczę ponad zgiełkiem bitwy. Rzym. Cały proces nie trwa nawet dwóch minut! To jest to. iż nie zatrzymają się nawet w Hiszpanii. będą rządzić absolutnie. Nie dał mu żadnego imienia. Żelazo – zabawne. że użyłem tego słowa. przecinają żyłę na karku konia. kciukiem tamując krew z rany zwierzęcia. Atakujący.270 Pamiętnik Lucyfera Pędzę z nim na front. Obroń- cy (jeśli ten termin może w ogóle mieć jeszcze zastosowanie) biegną w takim tempie. Cesarstwo Wschodnie i Cesarstwo Zachodnie i wkrótce rozpadnie się. jak podało proroctwo. jakie- go użył prorok Daniel. które objęły cały świat. początek końca. rozdzielił się na dwie części. że wygląda na to. a potem jadą dalej. gdy opisywał królestwo. cezarach i senacie. świadomie kierują się na południe. a sytuacja jest jeszcze poważniejsza. by przeżyć. piją do sytości. niż ją opisał. a ci. jak przepowiedział to Da- niel. Plan Zedronna spadnie na Rzym jak żelazny smok. Według strategii Zedronna. zaczyna znikać w coraz szerszym morzu krwi. Ci ludzie są przerażający: jadą na koniu. . ale jasne jest to. A teraz to wielkie impe- rium o drogach. którzy będą mieli władzę. co ma się stać i tak się stanie.

całkiem łatwo można było pilnować każdego skopiowanego egzemplarza Pisma. Ludzie znowu zgłodniali są wiedzy i doprowadzają do zmartwychwstania twórczych zdolności. ale te- raz. Już zdecydowałem. Około czterdzieści lat temu pewien człowiek o nazwisku Gutenberg wynalazł maszynę drukarską. Powoli. że kiedy nastanie czas przepowiedziany w księdze Objawienia. z wielką pracowitością. Jednym z podstawowych elementów mojej strategii było usunięcie Biblii z obiegu. niż się tego spodziewa- liśmy: cała Europa znajdowała się pod surowymi rządami. było wydrukowanie Biblii! Kiedyś. gdy trzeba było kopiować je ręcznie. która ma swe źródło w ludzkiej ciekawości. które odpływają od brzegu. które dawno zostały już zapomniane w ciemnych wiekach. Nasz plan połączenia kościoła z państwem zadziałał nawet lepiej. korzystając z wiatru lądowego. wyciągając ich z grot skalnych przy pomocy ognia. które kiedyś zajmowało wiele tygodni. zmianę. Tuż za barierą czasoprzestrzeni dziesięć moich najlep- szych legionów unosi się nad tą małą flotyllą. wykorzy- stując tę samą technikę. jaką wykonał ten wścibski Gutenberg. a dysydenci byli tro- pieni jak zwierzęta. a mogli przeżyć tylko w najbardziej dzikich i surowych gó- rach. ale – czyż nie było to oczywiste! – jedną z pierwszych rzeczy. zabierając im dzieci. Ale szukaliśmy ich nawet tam. muszę przezwycię- żyć moją rozpacz. które śmiało kierują się na zachód. 3 sierpnia 1492 Z hiszpańskiego portu Palos wypłynęły trzy małe statki. czas. która okazała się takim sukcesem. a to już tworzy dla mnie problem. Drukowanie. Ale teraz odczuwam w powietrzu ogromną zmianę. Przez kilka złotych wieków świat wydawał się należeć do mnie. niczym niewidoczna chmura. może być wykonane teraz w kilka dni. burząc ich domostwa. który konsekwentnie odpycha je od brzegu w bladym świetle wschodzącego słońca. ponownie połączę kościół i państwo. a są widoczne daleko na tle mas wodnych falującego Oceanu Atlantyckiego. można będzie je wydawać całymi tuzina- . Stało się to.Rozdział 26 Wiatry zmiany Czas: wschód słońca. Gdy patrzę na te trzy statki. która może odkryć przed nim nieznany świat na zachodzie. w którym odniosę sukces w zjednoczeniu świata. z tym wynalazkiem Gutenberga. jak widać. Unoszą się na wodzie i opa- dają jak drobne mewy. co najgorsze: genueński poszukiwacz wyruszył w swoją podróż. wydarzenia wysuwają się spod mojej kon- troli. która wykorzystuje ruchome czcion- ki.

co martwi mnie teraz najbardziej. że można nim zbudować narodową fortunę. a za mało jest policji. a z tego. Wraz z odkryciami rozwija się handel. teraz więc pojawia się nowa klasa kupców – są to bogaci ludzie o niezależnych poglądach. aby nakarmić połowę mieszkańców Ziemi. która. na zachód od Europy. nad którymi przez całe wieki nie zastanawiano się poważ- nie. że potrafią sobie z nią poradzić. Jest tam także wielka ilość drewna. aby powiększyć swoje bogactwo i odczuwam. Wszechmogący zamierza wykorzystać go jako sprzymierzeńca. jak sądzi. znajdzie coś. jak inwestować kapitał. Na południu znajdują się urodzajne pola. a skutki są widoczne u przesądnej załogi. dla którego martwię się tym odkrywcą. ale gdy się je minie. a moi wojownicy zarażają ich okropnymi myślami: Czyż świat nie jest płaski? Ojcowie kościoła mówią. Wzdłuż wschodniego wybrzeża zasilany jest w wodę przez niezliczoną ilość rzek. zaczynają więc kwe- stionować dogmaty. Zaczynają się pojawiać jeszcze inne problemy. Marconides i Torston już pracują nad jego żaglowcem. prowadzonej przez księcia Henryka na wybrzeżu Por- tugalii i doszedł do wniosku. ale jeśli uda się przez Atlantyk. Ale to. w którym znajduje się tyle złota. aby go zatrzymać. doprowa- dzi go do Chin. z han- dlem przypływają pieniądze. że niewielu z nich w ogóle widziało dotąd Pismo. Odkrywcy zaczęli się zapusz- czać coraz dalej ze swymi statkami. A jeśli tak. którzy chętnie kwestionują tradycję i którzy są na tyle silni. a oni powinni wiedzieć najlepiej. . Niespokojne ich oczy spoglądają wstecz na wybrzeże Hiszpa- nii. a ich ciekawość podniecana jest jeszcze faktem. że to za- chwieje całą równowagę sił. Chin nigdy nie zobaczy. Daleko. Przekuwając w końcu swoje marze- nia w rzeczywistość. I to jest powód. a w sercu tego kontynentu znajdują się wielkie prerie o prawie niekończącej się wielkości. że są tam też pewne bielące się kośćmi pustynie. to Krzysztof Kolumb. to gdzieś musi znajdować się krawędź. W wyniku tego ludzie zaczynają czytać sami dla siebie. Dla pewności dodam. którego statki kołyszą się na wodzie pode mną. a wpadniecie w paszcze samego piekła. studiował w słynnej na świecie szkole nawigacji. W tym samym czasie dzieje się też coś ze światowym systemem monetarnym. znajduje się kontynent o niezwykłej wielkości i bogactwie. co napisał Jan w księdze Objawienia. że świat jest okrągły – że człowiek może faktycz- nie udać się na wschód. znajduje się obecnie w podróży. aby pilnować każdego egzemplarza. co dla mnie będzie znacznie bardziej niebezpieczne i jestem zdecydowany. popłyńcie tylko zbyt blisko krawędzi. żeglując na zachód.272 Pamiętnik Lucyfera mi. że jest. o bardzo bogatej glebie i wielkiej ilości wody – wystarczająco duży teren rolny. dociera się do kolejnego rejonu wybrzeża. gdy rozpocznie swój końcowy atak w wojnie. Pewien naród doprowadzi to miejsce do straszliwej potęgi. Kolumb nie jest głupcem. powoli znikające w oddali. Ludzie uczą się.

Kolumb nie jest nowicjuszem. który prowa- dzi te łodzie? – Tylko to. Staną się więźniami morza! . aby jej nie słyszał. popychając ich w kierunku zachodnim. Jak sądzę. ten diabelski wiatr. tak i nie. Wiem. wewnętrzną obawę. że ten stały wiatr zaprowadzi tam Kolumba za jakiś miesiąc. podejmowaną zawsze. znajdzie wiatr. On nas tu uwięzi. młodszy wojownik. Pomyśl tylko: wiatr nie zmienił kierunku już od tygo- dni. – Dlaczego pytasz? – zagadnąłem. jak sądzę. – Masz rację! Rzeczywiście wydaje się. przydzielony do Pinty.Rozdział 26  Wiatry zmiany 273 Tu i tam niespokojne spojrzenia wywołują jedynie niebezpieczną rozmowę. żeglując na stałym wietrze ze wschodu. Wieść roznosi się wśród załogi: wiatr. nigdy się nie zmienia. ale mała flota kołysze się dalej. Jednak – i tutaj Karzor śmieje się z zadowolenia ze swojej przebiegłości – załoga o tym nie wie! Jeśli uda nam się ich przekonać. czy zauważyłeś coś niezwykłego. gdy chodzi o wiatr. że jest on zbyt stały i paskudnie pewny – odpowiadam nieprzy- stępnie. jednak jeśli załoga zauważy. Mogą zostać już tutaj. Przez szereg tygodni kierują się na zachód. Wkrótce skutki stają się widoczne: groźnie wyglą- dający żeglarz zwilża swój palec. jaki jest mu potrzebny. bez możliwości powrotu do domu! – No. – Na zlecenie Berrishona wędro- wałem tą drogą osobiście wiele razy i na północ od tego miejsca są wiatry. że wiatr wieje tylko w jedną stronę. Następnie wysyłam wiadomość do Thoriona. gdy tylko dowódca pokładowy odchodzi na tyle. zaś starszemu zastępcy powierzam zadanie podbu- rzania załogi na Santa Marii. który znajduje się na statku Nińa. jakby potwierdzając pewną głęboką. – Karzor! – przerywam. a mięso ze świeżo zabitych zwierząt sugeruje. która prześlizguje się pod ich statkami. Dziewięć dni żaglowania i jeszcze nie wpadli na krawędź czegokolwiek. aż po dziewięciu dniach dobijają do Wysp Kanaryjskich. Od razu podnoszę jego rangę o dwa stopnie i powierzam mu zadanie szerzenia tej myśli wśród załogi Pinty. a teraz pojawia się ląd. wystawia go na powietrze. możemy wywołać bunt! Dlaczego sam o tym nie pomyślałem? Mój żołnierz ma całkowitą rację. – Czy coś zauważyłeś? – Oczywiście. jak daleko jest do nowego świata i obliczam. a nasze morale zanika z każdą milą. – Mistrzu. ze wschodu na zachód! Te statki nie potrafią płynąć pod wiatr. które wieją z zachodu na wschód. ruszają dalej. Przez cały czas wieje od wschodu. że znajdują się w podróży tylko w jedną stronę.. Mistrzu.. aż pewnego dnia przyszedł do mnie Karzor. Odświeżeni. z owocami i świeżą wodą. Mistrzu – odpowiada Karzor. że żeglowanie po otwartym oceanie nie musi być w końcu aż tak złe – przynajmniej tak długo. że wiatr wieje tylko w jednym kierunku. a następnie przyta- kuje ze złością. jak człowiek może wyglądać kolejnego lądu. To może być dobre na odcinku przybrzeżnym.

pojawia się ponownie. wśród pływających trzcin. Wiatr się zmieni. zachodni wiatr pojawia się dwa dni później. Dolatujemy na akcję. Vamos con Diós. który mnie ostrzega. zaś na wschodzie rozwi- ja się bardzo niskie ciśnienie. coś dziwnego dzieje się w górnej warstwie atmosfery. jak przewidział to Barshok. . Nie chcę znajdować się w drodze po ciemku. Pierwszym. a tym razem jest to zbyt wiele dla przebiegłości Kolumba: pojawia się posmak buntu i wybucha on z kwater za- łogi. Jakiś drąg. gdzie ludzie zaczęli się pojedynkować. że jest godnym przeciwnikiem. wyczuł napięcie i domyślił się jego przyczyny. zręcznie więc odwraca myśli swoich ludzi od wiatru na szczęśliwszy temat lądu. I tak się stało. – mówi – jeszcze tylko kilka setek mil i przypłyniemy do lądu. Zmienia się ciśnienie. Wiatr wiejący z zachodu może zawrócić ich do domu i załoga zauwa- ży. A to – myślę sobie – odłoży zupełnie myśl. – Queridos marineros. zmuszeni do wyboru pomiędzy śmiercią na pokładzie a śmiercią w oceanie. a wiatr nadal powiewa. lecąc wyraźnie w kierunku południowo- zachodnim. że statki nie mogą powrócić do Hiszpanii. Jest to tylko sprawa czasu. a przejmując odwagę od swego kapitana. a wkrótce potem zmęczona załoga widzi niezaprzeczalne znaki wyłaniającego się lądu. Nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć. gdy szaleni żeglarze spieszą do burty. tak. Jego podstęp działał przez kilka dni. Wygląda na to. diabelskiego wiatru. że wcale nie znajdują się w żadnej pułapce. Poruszając się po swoim okręcie dowodzącym. Pojawiają się ptaki lądowe. zauważają przed sobą wyraźną linię brzegową. Jednak gdy dni wydłużają się. z powycinanymi znakami. że mój przeciwnik z Genui został pokonany! Ale teraz interweniuje Królestwo. Tworzy się wysokie ciśnienie na zachodzie. bowiem w pewnej odległości może już widzieć linię fal dobijających do brzegu i wynurzający się ląd. Od tego momentu żaden statek nie będzie płynął po zachodzie słoń- ca. ludzie relaksują się. podnie- cenie z powodu tego jednostronnego. mocno podżegając ich strach. unosi się obok Santa Marii. Wśród kiedyś przerażonej załogi szybko przekazywana jest wiadomość: zbliżamy się do lądu! Wczesnym rankiem 12 października 1492 roku obserwator na dziobie Pinty krzyczy podekscytowany. to Barshok. a Kolumb decyduje się płynąć za nimi. Będziemy stali zakotwiczeni każdego wieczoru. – Na jaki kierunek? – Na zachodni. zmienia zjełczałe powietrze na odór anarchii i to najstrasz- liwszego kształtu – buntem na najwyższych stanowiskach. Spotkamy się teraz z wiatrem zachodnim. znajdując się tak blisko wybrzeża. obejmuje całą flotę. a na pokładzie słychać od razu silny odgłos kroków. wśród innych jeszcze śladów istnienia lądu. aż nastanie świt.274 Pamiętnik Lucyfera Dwa dni później Kolumb udowodnił. bardzo blisko jedni drugich i nie będziemy płynąć. – Mistrzu. Leniwie kołysząc się na falach.

wybierali się tam osobiście. I w ten sposób statki Kolumba zakotwiczyły. jedną z nich z armadą liczącą 17 statków i ponad tysiąc osób załogi. którego już dawno się spodziewałem. a wkrótce podążyli za nimi Anglicy. wkrótce więc ten kontynent stanie się monstrum. że musi to być bajeczna wyspa Cipango. Jakbym tracił kontrolę nad światem. a w tym czasie poranek objawia przed nimi oślepiający kawałek białej plaży zaraz za pióropuszem rozbijających się fal i niewielki kopiec wyspy. jak- by młodsi członkowie mojego dowództwa nie istnieli. Teraz mówi się już o kolonizacji. a z tym nadszedł też mój koszmar. jak i państwa. a ci. aby ją zlokalizować. a tego poranka przypomnia- no mi bardzo niegrzecznie. Sam Kolumb odbył trzy podróże. Czy ktoś ma jakiś pomysł? Pewnego dnia: popołudniu Przez całe eony czasu słuchałem głównie moich starszych doradców. a potem od mieszkańców wysp dowiaduje się o wielkim lądzie na południowym zacho- dzie. kieruje się tam. upstrzonego dzie- wiczymi wyspami. pokrytą pachnącymi kwiatami. że to było straszliwym błędem. którego nie będę mógł opanować. która leży za tym. Postawiłem jedno z najważniejszych pytań.Rozdział 26  Wiatry zmiany 275 Odkryto nowy świat. po co się zebraliśmy. aby zebrać radę współpracowników na rozmowę. ludzie zaczęli kwestionować autorytet zarówno kościoła. i kopalniach. jakie wyszło z moich ust kiedykolwiek – co mamy zro- . wojownicy. o ciepłym. Nowy świat stanowi dla nas najpoważniejsze zagrożenie. – odzywam się – wiecie równie dobrze jak i ja. którego dźwięk znają wszyscy ludzie. które zdobyć można będzie za zachodnim horyzontem. a ludzie ubrani w ozdobne koronki zaczęli szczerze przebąkiwać o plantacjach i o tartakach. z jakim spotkaliśmy się w kilku ostatnich stuleciach. tak. Przez dwa tygodnie płynie po oceanie umęczenia i błękitu. – A więc. któ- ry leży na zachodzie. Czas na to. W najjaśniejszej i najlepszej woli przelali swoje fundusze na nowo od- krytą ziemię. wilgotnym powietrzu i obietnicą czegoś mocnego pod stopami po raz pierwszy od dwóch miesięcy. Pieniądze! Odkrycie Kolumba poruszyło jednym dzwonem. Rozpoczęło się odkrywanie nowego świata. którym pracowicie przypisuje hiszpańskie nazwy. Porwani poczuciem wolności jaką oferu- je otwarta przestrzeń. Myśląc więc. Rozminęli się z samym konty- nentem. Kolumb wraz z innymi kapitanami wiosłuje w kierunku brzegu i miejsce to przypisują króle- stwu Hiszpanii. ale na pewno dotrą tam później. nowy świat. Rok: 1517 Przez piętnaście lat chętni Europejczycy poznawali wielki. którzy najbardziej otwarci byli na przygody. Mając z sobą chorągiew królewską. i o fortunach.

Czy przerwaliśmy ci poranne ćwiczenia? Oblewając się rumieńcem zakłopotania. Przeniósł swój ciężar na drugą nogę i zaczął mówić. rozejrzał się nerwowo wokoło. aby Wszechmogący musiał opóźnić jego wykorzystanie. zatrzymując się nagle. ja mam pomysł. tak więc szybko mu go udzieliłem. co chcesz powiedzieć. a następnie powstał znowu. Jeśli myślisz. – No więc? – domagałem się. Większość z nich wykonuje naszą wolę. przelałem moje sfrustrowanie na tego biedaka. – A teraz – powiedziałem – weź głęboki oddech i rozpoczynaj. oni już są niewolnikami. cichym głosem. znowu chciał usiąść. – Tam? – odpowiedział. Nie rozumiem. nerwowej dyskusji. a potem ponownie powstał. nic ci nie grozi. Wyraźnie rozluźnił się. z tyłu. – odpowiedziałem – nikt z nas tu nie gryzie.276 Pamiętnik Lucyfera bić z nowoodkrytym światem – ale od mojej starszej załogi nie otrzymałem żad- nej pomocy. Będziemy mogli zatrzymać Go na wiek. jakby to było wszystko. – Mów dalej – odpowiedziałem – i proszę. aby wszyscy mogli cię lepiej słyszeć. – Ty tam. aby go uspokoić. Teraz mnie zainteresował. by mógł dalej mówić. Faktycznie. wydaje mi się. że gryziemy. podejdź tutaj. – Niewolnictwo – powiedział. – Oczywiście. – Zrobić z nich niewolników? Drogi panie. to młodszy oficer z dowództwa Barshoka podał odpo- wiedź – a z powodu mojej szczerości niemal utracił odwagę mówienia! Znajdował się w tylnim rzędzie zgromadzenia i gdy poprosiłem o radę. a nowe drganie głosu doszło do już istniejącego stresu. usiadł szybko. a od razu się zakochają. a wojownik niskiej rangi skierował się w moją stronę. w takim razie słuchałeś zbyt wielu malkontentów z Królestwa. starając się uczynić coś. – Mistrzu. chociaż w jego głosie na- dal dało się słyszeć powracające drżenie. że znalazłem sposób na takie zdeprawowanie nowe- go terenu. Widziałem (jednak nie mogłem usłyszeć) oznaki szybkiej. że ten biedak czekał na pozwolenie. albo pieniędzmi. gdzie został szturch- nięty przez kolegę. to. Popatrzyłem na niego dziwacznie. Fala śmiechu przeszła przez zgromadzenie. Oni już są niewolnikami. po- wstał. Są zniewoleni rozpustą lub pijaństwem. Co ten bladousty parweniusz ma na myśli? – Niewolnictwo – powtórzył i ponownie zamilknął. Przypuszczam. co miał do powiedzenia. Rozbawiony jego skrępowaniem. a może dwa. to znaczy. Śmiertelna cisza. – Niewolnictwo? – domagałem się wyjaśnienia. Naprawdę. – Mistrzu. Postaw ich przed lustrem. . Niektórzy z nich są nawet niewolnikami samych siebie.

będzie więc rzeczą łatwą. panie. jakby chciał. Jak myślę. aby sprzedać go chciwym inwestorom. będą buntowali się na widok innych ludzi skutych łańcuchami i starać się będą obalić niewolnictwo. jakie ukrywa się w ludziach.Rozdział 26  Wiatry zmiany 277 – Nie. z którego możemy czerpać niewolników. oczywiście. którą sobie możesz sam wybrać. O tak! Ten jąkający się wojownik w końcu odnalazł swój głos. Kończę obrady i zastanawiam się. skąd weźmiesz niewolników? Z jakiego kraju czy regionu? A dru- gie. a kolor skóry tych ludzi ułatwi rozróżnianie niewolnika od wolnego w Nowym Świecie. Znajduje się tam wielki naród. Mistrzu. nie bę- dzie więc mógł wykorzystać nowego świata tak szybko. Mistrzu. – Gdy chodzi o pierwsze pytanie. jak ci jest na imię? Nie przypominam sobie. jaki będzie z tego dla nas pożytek? – kontynuował. gdzie uchował się ten nieznany wojownik przez ostatnich piętnaście wieków i czy taki jego udział mógł ratować mnie przy innych okazjach. nazywam się Ramsor. I jeszcze dwa ostatnie pytania: pierwsze. Niektórzy ludzie. prowadzeni poglądami z Królestwa o ludzkim dostojeństwie. dzieląc go na dwie części! . – To proste. większość zysków z prowadzonych gospodarstw czy kopalń zniknie – dopóki. W nagrodę dostajesz dowództwo nad brygadą. Niewolnictwo spowoduje niezadowolenie Wszechmogącego. Sfi- nalizuj twoją propozycję i przedstaw mi ją za siedem dni do ostatecznego przeglą- du. możemy powstrzymać plany Wszechmogącego na jakiś wiek lub dwa. które zakorzenione są w chciwości człowieka. Dziękuję. A gdy chodzi o moje imię. a potem dostaniesz za zadanie realizację tego planu. Jest tam więcej ziemi. które w oczywisty sposób będą obecne w Nowym Świe- cie. Nie posiadają moż- liwości rozwijania tak wielkich posiadłości – nie zrobią tego sami. niż większość Europejczyków w ogóle kiedykolwiek widziała. jest to wielkie miejsce. aby zdeprawować nowy świat. Jaki do- skonały plan! Wykorzystuje wszelkie zło. Z tak wbitym klinem będziemy nawet w stanie doprowadzić do rozerwania w nowym narodzie. motywy. sądzę. Mistrzu. koszt rozwijających się kolonii. Zawiera on także potencjał prowadzący do niesamowitego podziału politycznego. Prowadzą go siły ekonomiczne. Obejmował wszystko – potrzebę ekonomiczną taniej siły robo- czej. będą zacięcie walczyli. bo nie każdy z tym się pogodzi. nie znajdą źródła darmowej pracy. którzy czerpią z tego korzyści. gdy moi starsi doradcy nie mieli żadnych pomysłów. za honor. zaś ci. Jeśli za- siejemy wśród nich taką ideę. aby nas formalnie zapoznano. że ją przyjmą. jakim mnie ob- darzyłeś. – Przyjacielu – odpowiedziałem – podnoszę cię do rangi młodszego zastępcy. Mistrzu. sugeruję Afrykę. mam na myśli wykorzystanie niewolnictwa. A gdy jeszcze dodamy do tego koszt trans- portowania zdobytych bogactw z powrotem do Europy. a jego pomysł był cudowny. jaki tu powstanie. aby pozostało nietknięte. Popatrz. Wysyłanie tam kolonizatorów byłoby zbyt drogie. I tutaj wchodzi sprawa niewolnictwa. – A teraz.

No. a proroctwo Daniela przepowiada. której nie znałem już od szeregu dziesięcioleci. Jest już szesnasty wiek. uda nam się zy- skać cenne sto lub dwieście lat i odsuniemy czas końca wojny! Odczuwam pewną ulgę. jak to jest. Ramsor stanie się jednym z moich głównych doradców. członkiem rady i zwol- nić bezwartościowego Harshaka.278 Pamiętnik Lucyfera Odchodzę ze spotkania z jednym żalem. a Harshok nauczy się. gdy się służy jako posłaniec w Osiemnastym Echelonie. że wojna wejdzie w swoją ostatnią fazę za trzy wieki. . w miejscu o nazwie Wittenberga. Wszyscy go czytają. a sądzę. Powinienem uczynić go starszym. – Mistrzu. Całkiem niespodziewanie. zakonnik o nazwisku Marcin Luter właśnie przybił pewien dokument do drzwi kościelnych. który nie miał żadnego nowego pomysłu przez ostatnich piętnaście wieków. Będę miał na oku ich obu i jeśli plan niewolnictwa przebiegnie dobrze. że lepiej będzie. W Niemczech. ale zawsze jest jeszcze jutro. aby ta sprawa miała tak sobie przeminąć. Podniosłem Ramsora tylko do ran- gi młodszego doradcy. że tak się stanie. Ale jeśli pomysł Ramsora zadziała. Moja zaduma jest jednak krótka. na wschodnim niebie pojawia się niebieska smuga i rozpoznaję. myślę. że jest to przybywający Mar- conides. Wieczór Relaksuję się myślami o pełnym zadowoleniu z osiągnięć tego dnia. jeśli od razu tam się udasz. Nie sądzę.

bo takie rzeczy miały już dotąd miejsce. że musiałem wysłać posłańca. Purytanie mają właśnie odpływać. którzy zdołali zdobyć aż 7000 funtów od londyń- skich inwestorów i za te pieniądze wynajęli dwa statki: starą przeciekającą łajbę o nazwie Speedwell i mały. sama w sobie. Wła- śnie podszedł do mnie dowódca straży. Skłonił się i wyszedł. jest tutaj Ramsor i chciałby porozmawiać. mój przyjacielu – włączyłem się – wielkie niedocenienie. zainteresują ciebie – powiedział. które kierować się będą do kolonii Virginia. a nie udałem się do ciebie oso- biście. – Mistrzu. a ja czułem się bardzo mizernie. – Generał Ramsor przesyła swoje pozdrowienia.Rozdział 27 Ameryka Rok: 1620 Był pochmurny. Informuj mnie o rozwoju spra- wy. kolejna grupa kolonistów planuje wyruszyć w kierunku nowego świata – będą to dwa statki. ale oto interesująca wieść: są to religijni separatyści. Spotkanie z nim przynajmniej oderwie moje myśli od przykrego stalowo-szarego popołudnia. i mówi. śledziłem ich bardzo uważnie i powstanie ich kolonii w no- wym świecie jest ostatnią rzeczą. grupa ludzi prostolinijnych zwanych Purytanami. studiujący Biblię nonkonformiści i. jak sądzę. – Mistrzu. a on zawsze ma wieści. Mistrzu. Nie mogłem tak sobie pozostawić dowodzenia. a ja uważnie śledziłem ich plany dla nowego świata. mam informacje. jakiej chcemy. oni mogą być problemem. Na początku sierpnia przybiegł do mnie posłaniec. Była to przedsiębiorcza grupa ludzi. – Oczywiście! – odpowiedziałem. Pozostawiłem Marconidesa jako dowodzącego w kwaterze głównej i pośpie- szyłem w kierunku portu morskiego. do Southampton. – Z tego co się dowiedziałem. Znam dobrze Purytanów. które. które są użyteczne. nie jest niczym zaskaku- jącym. – Przykro mi. Są to klasycz- ni. Ta wiadomość. a my zaczęliśmy ich obserwować dniem i nocą. Mistrzu – mówi Ramsor. Przeniosłem moje centrum dowodzenia do Londynu. – To byłoby. Przywitałem go ciepło. że powinie- neś udać się na południe. Czterdzieści lat temu uczyniłem go głównym zastępcą w echelo- nie wyznaczonym do patrolowania nowego świata. . zimowy dzień z wgryzającym się w ciało wiatrem i okazjonal- nym opadem deszczu ze śniegiem. bowiem Brytyjczycy bardzo uaktyw- nili się w kolonizacji. jak sądzę. po wymienieniu uprzejmości. gdy przybywam – ale niemal w każdej minu- cie coś się tutaj dzieje. ale silny statek o nazwie Mayflower.

ale silniejszy sztorm może posłać tę starą balię na dno. ale gdy chodzi o Speedwell. kim był kiedyś. – Udaj się na te dwa statki – rozkazuję. który tylko szuka okazji do wypadku. – Życzyłbym sobie. co się dzieje. że nie – odpowiadam. ciągnąc za sobą Mayflower. który ją eskortował. która wywoła sztorm. Mistrzu. że problemy Speedwell na dobre ujawnią się dopiero na morzu. to otwarta sprawa. jak miło jest pracować z kimś. Pozostawiam go chichoczącego i wzywam Zedronna. Jak tylko oba statki wyruszyły w drogę. – Mayflower jest mocna – sprawozdaje. aby utrzymać się na powierzchni. że nie masz nic przeciw- ko temu – zanim jeszcze tutaj dotarłeś. – Dobrze – odpowiadam. Skierował się daleko na północ. Tak więc pozwoliłem sobie – i. myśląc. że będą musieli pompować z zacięciem. o którym mówi. że znalazł się natychmiast w niebezpieczeństwie zatonięcia. Po godzinie powraca. kto jest nowy i kompetentny. Przy dobrej pogodzie. niezadowolony i jęczący. Miejsce: Southampton Miałem nadzieję. prze- puści wodę tak szybko. do miejsca. nie jest już tym. ale tak się nie stało. Gdzie jest teraz Barshok? – Nie potrafię określić dokładnie. ale gdy zobaczył . że stanie się to na środku oceanu. tak jak wszystkie inne statki w podróży przez północny Atlantyk. wysłać Barshoka przed nimi. Jutro lub pojutrze wypływają. – Mały statek. – Przeciwko temu? – odpowiadam. Co tu się takiego dzieje? – Wiele. otwierając przegniłe deski i zalewając wodą przeciekający statek tak szybko. długości jakieś 90 stóp. dlaczego jego letnie sztormy zostały zmarnowane. a my znowu zaatako- waliśmy ich.280 Pamiętnik Lucyfera – Oczywiście. z jaką się spotka. mój stary. Wojownicy Torshara poluzowali jego spoiny i pierwsza większa fala. Nawet Marcolith. być może poradzi sobie. Purytanie byli jednak garstką zdecydowanych ludzi: nie- ustraszenie połatali stary statek i wypłynęli ponownie. jak są- dzę. co możesz uczynić ze Speedwell. Ko- lejny raz oba statki musiały zawrócić i ledwie udało im się dotrzeć do Plymo- uth. Czasami potrzebuje on kilku dni na to. – Weź z sobą Torshara i jego bryga- dę i zastanów się. Speedwell zaczęła przeciekać i wkrótce zawróciła do portu. – A więc – kontynuuję – opowiadaj. Daj mi znać. – Teraz miejmy tylko nadzieję. aby zgotować odpowiednią pogodę. Ale Speedwell jest statkiem. aby pozostała załoga miała taką samą inicjatywę jak ty. że jest to „aleja sztormów”. poradzi sobie. W tym czasie pojawił się Barshok. a sytuacja jest taka: Mayflower. domagając się informacji. Mistrzu. zaufany towarzysz. mam nadzieję.

to będzie przyjemność. Mały statek Mayflower. upewnij się. gdzie jest Barshok – rozkazuję. – Sprawdź. ja- kie już przygotował: muszą mieć chyba wysokość połowy długości Mayflower. . – Wiele – odpowiada. Data: 5 września 1620 Wiele osiągnęliśmy. i wszyscy zgi- nęli. spychając ich z kursu i kie- rując ku północy – dokładnie w aleję sztormów. – Powiedz mu. a ci. którzy już są osłabieni przez te dwa nieudane starty. Posyłam do przodu posłańca. zabawnie kieruje się na zachód z ładunkiem 101 kolonistów. kołysząc się przy wy- brzeżu Plymouth w plusku fal. Niektórzy z emigrantów stracili ducha i odwołali swoje plany wyjazdu do Ameryki. co Barshok potra- fi wykorzystać bardzo dobrze. jak zawsze. będą mieli szczęście.Rozdział 27  Ameryka 281 poirytowanych pasażerów (z których niektórzy poddali się w zniechęceniu i zre- zygnowali ze swoich planów podróży). co najgorsze. – Tak więc zmarnowałem jeden czy dwa sztormy – terkotał z zadowolenia. Barshok. że ma dla nich przygotować to. Jeśli ci pielgrzymi to przeżyją. Widziałem niektóre z fal. – I co się tam dzieje? – pytam. ty jesteś tak dobry. aby wypłynęli daleko w morze. że wreszcie są w drodze. A teraz. spotkają się z nowymi i większymi niebezpieczeństwami. jego twarz rozjaśnił złośliwy uśmiech. mruczę coś do siebie. Posłaniec powraca godzinę później. Co do tego nie mam wątpliwości. Następnym razem. Następnego dnia Dzisiaj wyruszyli kolejny raz. Będą po prostu pod ochroną Królestwa. co? – Nie. to szczęście nie będzie miało z tym nic wspólnego. Potem pośle na nich sztorm od południa. Te dwie zwłoki spowodowane przez Speedwell. gdy ci fanatyczni Purytanie znowu wyruszą i popłyną – przygotuj jeszcze swój najlepszy sztorm. aby poszukał niedobrej pogody. Nieźle. – Mistrzu. – Barshok ma pełną burzę wiatrów przygotowaną nie- daleko brzegu Nowej Fundlandii. przesunęły ich datę odpłynięcia na wrzesień i w wyniku tego wyruszą wraz z nastaniem sezonu sztormów równonocnych – czymś. Szczęście. a w tym czasie zatopiłem dwa holenderskie okręty kupieckie i francuski statek korsarski. Powiedz mu. którzy nadal chcą płynąć. Chce dać im czas. gdy poślesz ich do najbliższego lądu. – Przynajmniej ci przeklęci Purytanie są nadal w porcie. Jeśli przeżyją jedno z tych mistrzowskich dzieł Barshoka. że będzie to na cztery mile w dół.

na wiele mil od dro- gi do stanu Virginia. gdy istniało takie za- grożenie. wyrzucając statek w górę. Było kilka chwil. Czasa- mi znika całkowicie. a grupa zwiadow- ców. a mały statek wzdrygał się. która mogłaby go zatopić.282 Pamiętnik Lucyfera Pięć tygodni później Warunki na Mayflower są piekielne. gdy już myślałem. białoskórych intruzów. tylko po to. a statek wydaje nieziemskie piski i jęki. każdy zaś patrzy w przerażeniu w górę. a statek dryfuje w dół. Jeśli uda im się prze- płynąć ocean. jaką wysłano na brzeg odnalazła świeżą wodę i kilka koszy zboża. wypły- wał na powierzchnię i płynął dalej. Królestwo interweniowało. jakby kolejną doliną. zakrzywionego przylądka. a falę. bowiem bardziej na południe ziemię tę zamieszkują wrogie plemiona Indian. które pozostawili tubylcy. zamieszkujący wybrzeże. Potem fala ustępuje. bowiem Purytanie przeżyli. tworzy zakole wokół dużej zatoki. które syczy na poziomie samego szczytu masztu. statek przewróciłby się. jak stary. aby wystrzelić prosto w kierunku nieba. statek płynie teraz w kierunku opustoszałych terenów nadbrzeżnych. ozdobiony solą statek Mayflower przesuwa się delikatnie na kotwicy. Gdyby to się wydarzyło. Pasażerowie tłoczą się w tym niewielkim statku w małych kajutach. gdy jego drewniane elementy stawiają opór straszliwej pogodzie. W istocie. pasażerami. ale fale te uderzają już teraz na darmo. gdzie mocno wysunięty i wymiecio- ny wiatrami przylądek. którzy z łatwością mogliby zmieść tę niewielką grup- kę ludzi. Teraz Mayflower stoi zakotwiczony na spokojnych wodach. wraz z jego. wzdłuż tego długiego. że jedna z fal Barshoka fizycznie rozwali ten mały statek. by doprowadzić Mayflower dokładnie na miejsce. wraz ze swymi masztami w dolinie pomiędzy wielkimi fa- lami. gdy się ustawisz pod wiatr. obracając jego pokład wprost na kolejną falę. Rzeczywiście. ale za każdym razem. jest to jeden z najlepszych sztormów Barshoka i znosi on Mayflower daleko z kursu. Ale lokalni mieszkańcy właśnie tego miejsca są przyjaźni. gdy kolejna fala po- dejdzie pod jego kil. Sztorm narasta. zmęczony koń. To niemal tak jakby Królestwo wykorzystało sztorm wywołany przez Barshoka do tego. gdzie miał dopłynąć. daleko na północ. Za przylądkiem ocean jeszcze się wścieka i pieni pozostałościami ostatniego dzieła Barshoka. W tym także mogę dostrzec za- angażowanie Królestwa. na dymiące morze. wrzucając jego ludzki ładunek do zimnego Północnego Atlantyku. . Był tam Ramitan i sam rzucał się pomię- dzy statek. nękanymi chorobą morską. możesz więc poczuć ten statek już na pół mili dalej. wtedy będą musieli wylądować właśnie tutaj. 11 listopada Właśnie w samej zatoce. Do Virginii już na pewno nie dotrą.

kotwica Mayflower wpada do wody tuż obok plaży. a nawet zaglądania w kosmos przy pomocy obiektywów ze szkła. aby przetrwać kolejną zimę. przy łoskocie zardzewiałego łańcucha. aby uczcić żniwa i podziękować Wszechmogącemu za przeżycie. by przycumować przy niej małą łódź. Już oba- wiam się tego. że minął już rok! W Anglii nadal panuje król Jakub I. wtedy zrewolucjonizują sposób podróżowania. Właśnie wczoraj zorganizowali wielką ucztę. czego można będzie oczekiwać. które zagraża wybuchem wojny domowej. drukowania książek. co tu się wydarzy. Tak więc jeden za drugim. Ale kolejne dwie się urodziły. jak uprawiać słabą.Rozdział 27  Ameryka 283 Grudzień roku 1620 Nadszedł okres. . 1621 Aż trudno uwierzyć w to. poszukując najlepszego miejsca na zbu- dowanie domów i wybrali miejsce po drugiej stronie zatoki. utrzymując taką samą ogólną liczbę. Wszechmogący uzupełnił ich straty! Nowe życie zastąpiło stare. Ze 101 osób. dające wystarczająco dużo żywności. Jest to jakby sianie nasienia. trzymając kurczowo w ramionach strzępy swoich rze- czy. Jesień. dokąd to wszystko zmierza. które wyjechały z Anglii. gdzie koloniści wyjdą na brzeg. a teraz nastały żniwa. by spróbowali wywniosko- wać. dwóch najlepszych moich analityków. podróżnicy wdrapują się na brzeg z tej małej łódki. patrząc na nie z prawdziwym zmęczeniem. W pobliżu znajduje się duża skała. w której zakotwi- czyli. wzywam do siebie Zoreema i Seritrana. dwie zmarły na statku. dokładnie we właściwymi miejscu. Wykorzystując małą łódź. osadnicy zbadali wybrzeże. Z urodzajnego umysłu ludzi wciąż kiełkują nowe pomysły: nowe sposoby rachuby czasu. jednak przyjazna ludność lokalna pokazała im. kamienistą ziemię na wybrzeżu. któ- re pomagają. A w tym czasie kolonia pielgrzymów przetrwała. Zaciekawiony tym. Tu i tam ciekawscy wynalazcy zabawiają się wyszukiwaniem sposobów na wykorzystanie siły pary i jeśli im się to uda. by odległe przedmioty można lepiej widzieć. nawigacji. Teraz. tym sposobem pasażerowie mogą wyjść na brzeg bez moczenia nóg w zim- nej wodzie morskiej. chociaż ma on chęć kłócenia się z parlamentem. na którą zaprosili swoich indiańskich przyjaciół. Straszne były ich losy: jakaś połowa z nich zmarła ostatniej zimy. Świat będzie wyglądał jak wędrujące mrowisko. Rok: 1715 Wszędzie można dostrzec siły przemiany. który ludzie nazywają Bożym Narodzeniem. Takich symboli nie potrafię przeoczyć.

o jakim mówi księga Objawienia. ani na morzu. ponieważ pojawiła się u mnie pewna kłopotliwa myśl. To zrewolucjonizuje sposób podróżowania zarówno na ziemi. że wiedza ludzka przyspiesza swój rozwój tak. Jedno z ich największych osiągnięć. – Prawdopodobnie mniej – odpowiadam. Wtedy niewiele zostanie z tego. według naszych danych. kilka wieków temu wynaleźli kuszę. a może mniej. – Dokąd więc to wszystko prowadzi? – Porozmawiajmy więc. proszę – mówię. ludzkość zmierza do zrewolucjonizowania techniki podróżowania. że będą w stanie wystrzelić tonę metalu na odległość 20 mil. jak mówiliśmy. czy jest jeszcze coś? – Tak. Gdy raz wykorzystają siłę pary w statkach. to zbrojenie się. przywołała mnie z powrotem do rzeczywi- stości: moi analitycy zauważyli w moich oczach puste spojrzenie i przestali mówić. Cisza. – Kontynuujcie. Spróbowaliśmy to wszystko sobie po- wielić i sądzimy. prawdopodobnie uda im się wykorzystać siłę pary jeszcze przy końcu tego wieku. jaka zapanowała w pokoju. . Latanie! Umieścić tylko te stworzenia w powietrzu. a świat skurczy się do małego punkciku. panie. Opierając się na ich obecnym tempie rozwoju. Jeśli ludzie będą mogli tak łatwo podróżować. Przez chwilę moje myśli oddalają się od potoku faktów i kalkulacji podanych mi przez moich pomocników. myśląc o tempie wydarzeń. Jesz- cze dwa wieki. Przez całe wieki ich najstraszniejszą bronią był łuk ręczny. że przy- szłe przełomy przejdą już znacznie łatwiej. posługując się językiem praktycznym. Na- dejdzie taki dzień. jak szybko uda im się rozwinąć źródło mocy. – W porządku. znacznie silniejszy przyrząd. sprowadzając taką podróż do krótkiego czasu. czego nie potrafią uczynić! – Kiedy? – zapytuję. – Wasze sprawozdanie przybliżyło mi jesz- cze inne sprawy. który potrafi przeszyć nawet białą zbroję. Za sto lat będą pływać po Atlantyku już tyl- ko na statkach parowych. Potem. Mistrzu. zaczy- nają odlewać armaty. – Tak. jakby kierowa- na była przez kogoś. Niedawno odkryli proch strzelniczy. a skoro rozwija się ich metalurgia. wkrót- ce będą w stanie rozwiązać zagadkę latania. jak i na morzu. wkrótce zastosują ją także na lądzie.284 Pamiętnik Lucyfera – Mistrzu. Każde nowe odkrycie powoduje. – Wszystko zależy od tego. Jednak największym odkryciem ze wszystkich nie będzie ani to na lądzie. które potrafią wytrzymać znacznie wyższe ciśnienie. ich technologia nadal jest bardzo prymitywna – odpowiada Seri- tran – ale nie będzie to długo trwało. Królestwo będzie mogło wszędzie roznieść poselstwo i to bardzo szybko! Czy to stoi za tym nagłym przy- śpieszeniem wydarzeń? Czy Królestwo przygotowuje w ten sposób swój koń- cowy atak? Wszystko jest możliwe – mruczę do siebie – bowiem szczyt proroc- twa Daniela znajduje się zaledwie o wiek od teraz. Tak.

– Mistrzu. – Dla nas. jaka zapanowała. abyście tę informację za- chowali tylko dla siebie. Gdy w końcu pozostaliśmy sami. Nasze przewidywania są nadal bardzo niepewne. nie pozwalajcie sobie nawet na myślenie o tym. a może trochę wcześniej. stała się niemal bolesna. będzie miało miejsce w czasie zaledwie dwóch wieków. gdy poziom umiejętności zdecydowanie wzrośnie. pozwoliłem moim doradcom kontynuować. mówiąc wolno i ważąc każde słowo. gdy ważę możliwo- ści i zastanawiam się. gdzie wszystkie te zdolności zbiegną się. te stworzenia natkną się na tajemnicę atomu. że pozostaną odpowiednio daleko. Jak myślę. Gdy jesteście poza moją obecnością. Cisza. Może trochę później. czy możemy spotkać się na osobności? Jest coś. będziemy świadkami światowego wyścigu zbrojeń. Obawiam się. upewniając się. czy dla nich? – pytam. Może się stać bardzo nie- bezpiecznie. jaką uczynią ludzie ze swoją nową technolo- gią. że i ja obawiałem się takiej możliwości od owego dnia na Patmos. że ludzie potrafią podczas jednej z ich wojennych utarczek uwolnić te moce. A wydaje się. że wszyscy otrzy- mali jakieś zadania do wykonania. że znajdujemy się na krawędzi najdzikszego pokolenia w historii ludzkości. aby niczego nie słyszeć. a ja muszę podjąć decyzję: czy mam im powiedzieć.Rozdział 27  Ameryka 285 – Kiedy do tego dojdzie? – Za dwa wieki. co chcielibyśmy przedyskutować tylko z tobą. Tu jednak jest ta niedobra rzecz. Martwiłem się tym przez ostatnie dwa wieki. to znajdą lepsze sposoby na wzajemne zabijanie się. – Jak sądzę. A teraz. Pozwalam odejść moim współpracownikom. W Księdze Objawienia Jan opisuje ogień na niebie. – Mistrzu. będzie to energia jądrowa. ma- cie rację. a moje ciało trwa w napięciu. ludzka wiedza i umiejętności zaczną wkrótce rozwijać się ponad wszelkie wyobrażenie. czy powinienem zaryzykować histerią. które zniszczą wszystko. jednak. a to wszystko. to niezwykle ważne. ale w końcu nie mogę już czekać dłużej: muszę im powiedzieć o tym. Czy mnie rozumiecie? . ale wszystko wskazuje na to. podsycając jeszcze ich obawy. Oczekują mojej odpowiedzi. Ich umiejętności mogą teraz wydawać się prymitywne. ich zdolności staną się przerażające. Mistrzu. Przed nami jednak pewien kłopot – miejsce. jeśli nauczą się wykorzystywać energię ją- drową. cała orbita znajdzie się w niebezpieczeństwie. Mistrzu. co wiem. Nie dzielcie się nią z nikim. gdzieś około roku 1900. jak pisał Księgę Objawienia? Trwa to dość długo. gdy zerkałem z poza ramienia Jana i pa- trzyłem. jak się wydaje. Ale to pro- wadzi nas do jeszcze jednej sprawy. Pierwsza rzecz. I. – Tak – odpowiadam. U schyłku tych dwóch wieków pojawi się jeszcze jedno odkrycie. W oparciu o ich obec- ne. teraz bowiem wzrosło ich zaciekawienie i nie mogę im wierzyć. przyśpieszone tempo rozwoju. Tymi wieściami moglibyśmy wywołać w armii panikę. że stanie się tak zaraz po za- kończeniu dwudziestego wieku.

bowiem jest on w armii jednym z najskuteczniejszych kłamców. gdzie jest kolonia Mayflower. zabiłbym go. a skoro służy moim celom. a nienawidzić go będę każdej chwili. tak więc cały nawał nowych podatków nałożono na nieszczęśliwych z tego powodu osiedleńców amerykańskich. by mnie słyszeć. kraj-matka tych odległych ko- lonii. że dochowa tajemnicy. aby podsłu- chiwać! Wybucham wściekłością.286 Pamiętnik Lucyfera – Tak. Niemal wszędzie znajduje się jakieś cen- trum działania. od Bostonu. jednak w koloniach południowych. Baltimore. aż do momentu. którzy się na niej bogacą. Nie mogę sobie pozwolić na to. bowiem w koloniach północnych nie zezwala się na nie. Gdybym tylko mógł. właśnie prowadziła serię bardzo kosztownych wojen i poszukuje teraz świeżych źródeł dochodów. że nie wszystko jest w porządku. Rada morska za- . że jest zajęty ja- kimś zadaniem. Nawet teraz wywo- łuje to napięcia pomiędzy tymi. aby ten bogaty kontynent trwał w jedności. Nie ma sensu. Jest to mocny rozdział. granicząc na zachodzie z górami. ale jak dotąd. jeśli ist- nieje taka konieczność. ale dziwne zażenowanie na ich twarzach wska- zuje na to. aż do Charleston. stojącego w odległości odpowiedniej do tego. Przeklinam go. skaziliśmy je niewolnictwem. bowiem to rozprzestrze- niłoby złe wieści jeszcze szybciej. będę musiał żyć z tym łajdakiem. jak zasugerował Ramsor. Gdyby była. by powiedzieć cokolwiek. gdzie uprawy bawełny i tytoniu wymagają wiele taniej siły roboczej. Anglia. przeniesionych z worka wspo- mnień starego świata: New York. a tymi. Nad wybrzeżem rozwi- jają się miasta o dziwnej różnorodności nazw. niedaleko od miejsca. udającego. który wciąż może doprowadzić to miejsce do ruiny: tak. południowej kolonii zwanej Karoliną. śmierć nie jest darem danym aniołom. Nie jest ono obecne wszędzie. niewolnictwo kwitnie. Ten szubrawiec. powrócił. co dzie- je się poza moimi plecami. Patrzą poza mnie. w której znajdować się będzie w pobliżu. by podzielił on kraj na dwie części. na coś. jaki wyrył się w sercu tego kraju. dawno już znalazłbym w niej słodką ulgę. Nie. dopilnuję. rów- ne jest próbie siedzenia na wulkanie. Wykorzystujemy jednak sposób. obracam się więc i widzę tam Zirkana. Williamsburg. utrzy- mując go pod własnym dowództwem. gdy brak mi odpo- wiednich słów. A w tym czasie istnieją też i inne stresy. Teraz. Dobrze znam Zirkana. Mistrzu – odpowiadają. na tym bogatym kawałku wybrzeża mieszka już trzy miliony ludzi. pobudzony ciekawością. które zsyłają w dół obfitość energii wodnej. Nie mogę go też zdegradować. zawsze gotowy i chętny do tego. Uczynienie tego. Rok: 1775 Kolonie rozwinęły się jak mrowiska. Wilmington. aby uzyskiwać od niego obietnicę. Poddaliśmy się już z nadzieją utrzymania tego kraju. którzy nienawidzą tej instytucji.

na wschód. Już widzę nieszczęście. – Mistrzu. Jak sądzę zaczyna się wojna. nie pozostawiając swoim przeciw- nikom żadnego celu do atakowania. że niektórzy z nich zauważyli częste plamki koloro- wych tkanin przemieszczających się wśród drzew po obu stronach drogi. Popełniają klasyczny błąd. przybądź zaraz. wzdłuż drogi prowadzącej do spokojnego miasteczka na terenie o nazwie Lexington. ubrani w ręcznie tkane ubrania. wkraczając w pierwsze ulice obna- żające się przed światłem dnia. Przyśpieszamy i docieramy do Bostonu w kilka chwil. gdzie monitoruję wydarzenia. lekko podchmieleni koloniści zatopili w zatoce herbatę o war- tości 10. Data: 19 kwietnia 1775 Znajduję się w kwitnącym mieście kolonialnym.Rozdział 27  Ameryka 287 czyna więc gotować się od złości. a jego ostrzeżenia odbi- jają się głośnym echem w każdym mijanym przez niego domu. że mają oni zamiar pro- wadzić wojnę ze swoimi brytyjskimi panami. Niebo jest szare w półmroku poranka. prze- lewając krew. a dobosze robią wszystko co mogą. Pewien jeździec. a następnie znikając w lasach. Na znak protestu przeciwko nowym podat- kom. a światła migoczą jeszcze w oknach. którego koń swymi kopytami rzuca iskry na brukowych kamieniach ulicy. pędzi w kierunku zachodnim. Lufy ich strzelb połyskują niczym sierść szukającego zdobyczy wilka. by bezwied- nie posuwające się do przodu wojsko wmaszerowało z mrówczą precyzją prosto w paszczę śmierci. Zmierzają zabawnie w kierunku głębokiej zasadzki i nie ma wątpliwości. gdy właśnie przybywa Marcolith. Brytyjczycy maszerują ku zachodowi. w Bostonie. lokalni stróże porządku przechowy- wali w ukryciu broń i proch strzelniczy i ćwiczyli się także w nowych sposobach walki. który nie chce walczyć według zasad. Ćwiczyli się w taktyce. w której mogli uderzać i uciekać. zaś w odwecie Brytyjczycy utrzymywali swoje wojska w całym mieście. jakie zaplanowano na wypadek konieczności pokonania przeważających sił nieprzyjaciela. jaką . Zaś daleko na zachodzie.000 funtów. aby przekonać się. prosto tą drogą. – Czerwone płaszcze! Na dziesięć mil stąd. wykorzystując taktykę. „Żołnierze! – wykrzykuje. w którym się urodził. jakie spad- nie na Brytyjczyków. ich kolorowe mundury falują na tle świtu ni- czym szkarłatna wstęga. Coś dzieje się w Bostonie. wychudzeni koloniści. zaś na plecach zwisają im na sznurkach zawieszone rogi z pro- chem. Jest rzeczą jasną. New York. W ich rękach znajdują się długie strzelby. wypadają przez drzwi i pędzą ulicami. a następnie wtopi się w znane miej- sca ukrycia w kraju. To będzie ich wróg – nieprzyjaciel. Zbierzcie możliwie każdego obywatela”. któ- ry pośle w ich kierunku ogień flankowy. a jasnokolorowe spodnie zostały pieczołowicie po- kryte wybielającą je warstwą glinki. że miejsce aż tętni różnymi czynnościami.

kończy się w roku 1844 – jedy- nie za 69 lat! Gdy nastanie ten rok. jaki przepowiedziany jest w księdze Objawienia i Starodawny robi teraz swój ruch. który przepowiedział Jan. Teraz mamy tylko jeden cel. – Pędzi na zachód. . Ukłuci zaciętym oporem ze strony kolonistów. zależy całkowicie od kaprysu jakichś niewidocznych jankesów. a kto umiera tego ponurego dnia. proroctwo przepowiada. Włoch. Kto żyje. jak ich szeregi przerzedziły się (i wyszczuplały) z powodu upartego ognia od strony lasu po drugiej stronie. byłoby za długo. które jednoczy całą nadbrzeżną Amerykę. Maszerują jak dżentelmeni. aby narodził się naród. Na niewielkim mostku. Brytyjczycy kierują się wprost na zasadzkę! – Natychmiast. którzy decydują. jeśli więc otrzymają wol- ność. jak poradzić sobie z ludźmi zamieszkałymi tutaj. jednak nie może fizycznie uczynić niczego. który nie będzie walczył według starych zasad. aby brać go poważnie. bowiem przybyli tu ze wszystkich stron: z Anglii. Marcolith pędzi tam i z powrotem po polu wal- ki. która pozwoli im samym określić swoje przeznaczenie. Nie potrafimy przewidzieć. Brytyjczycy wycofują się i za- czynają dostrzegać. bowiem ciężki kordon strażników Królestwa odpycha nas. staną się niebezpiecznie nieprzewidywalni. strzelców pocho- wanych na drzewach. że jest to bardzo prawdziwe. nigdy jeszcze nie było takiego miejsca. są czymś więcej niż jedynie ludzkim wydarzeniem. co wpłynęłoby na ostateczny wy- nik. Proroctwo Daniela. O poranku Ogień walki rozpoczyna się jednym wystrzałem. który z czerwonych płaszczy stanie się kolejnym paciorkiem ich rusznicy. co uczy- nią. nie dopuścić do powstania kraju. że te dziwne wydarzenia w Lexington. a oznacza to. który łączy brzegi małej rzeczki dwie strony wymieniają ogień. jednak krzyk bólu i pojawienie się nagłej luki w linii Brytyjczy- ków dowodzą. aby zapanować nad sytuacją. Afryki. A to. może nam zająć nawet trzy wieki. Wycofujące się wojska brytyjskie ratuje przed całkowitym zniszczeniem nadejście posiłków. a strzela- nina staje się głębokim rykiem. że rozpocznie się sąd. to o 2300 latach. Jeśli ci ludzie zdobędą niezależność. jak z przygnębieniem przy- pominam sobie. Postaraj znaleźć się pomię- dzy Brytyjczykami i kolonistami. Jest to zwycięstwo. – Rzuć swoje siły do przodu. – Marcolith – wołam.288 Pamiętnik Lucyfera walczyli w ostatniej swojej wojnie. Jak dotąd. na chybił trafił. Prawdopodobnie nie będę miał tych trzech wieków. ludzie więc mają możliwość działania w tym swoim dramacie bez jakichkolwiek ingerencji. Tu działa Królestwo Światła: nastał czas. Mistrzu. Niemiec. odgłosem zbyt trywialnym. skierowaną dziś przeciwko wrogowi. Nie mamy danych. Zawróć ich. przelewając krew. tańcząc w rytm zawziętego dźwięku piszczałek i bębnów i umierają jak blasza- ne żołnierzyki wywracane ręką losu.

Tam. stopniowo przesuwając się w prze- strzeń wodną pomiędzy siłami Washingtona. Pewnego dnia przybywa posłaniec z wieściami. Pomocnicy Zedronna. podobnie. co jest faktem: Washing- ton rozrzucił swoją armię na obie strony kanału. Są bło- go nieświadomi niebezpieczeństwa. Zedronn twierdzi. co ten człowiek zrobił! Razem przelatujemy nad polem bitwy i widzimy to. Ja zrobię to samo na wyspie Long. Pędząc do przodu. jeśli tylko poślą swoje wojenne okręty wzdłuż rzeki. na które czekałem. Zrób wszyst- ko. gdzie przekonuję się. że żaden z nich nie zrobiłby tak durnego błędu. Widziałem. jego siły angażują do walki źle przygo- towanych Amerykanów. który stoi otworem dla floty królewskiej. Nie potrzebuję drugiego zaproszenia. więc jeden poważny błąd może położyć kres wojnie. aby wprowadzić zamieszanie wśród Amerykanów na Manhat- tanie. pędzą z nim. – Mistrzu. ja zaś szybko udaję się na wyspę Long. Zedronnie. podczas gdy brytyjskie okręty wojenne ożywają: żagle opadają na masztach. a dzieli je Rzeka Wschodnia. rozdzie- lając armię amerykańską. co potrafisz. którzy go noszą. Przyglądałem się wojownikom od samego początku czasów. podczas gdy na Manhattanie pozostała armia czyni to samo.Rozdział 27  Ameryka 289 Rok: 1776 Wojna trwa w swej śmiertelnej zaciętości. Washington odnosił całkiem niezłe sukcesy. i Nebukadnezar w Babilonie. niż kiedy- kolwiek widziałem. Powinieneś się śpieszyć. a ja wyglądam możliwości interwe- niowania. Washington będzie dowodził rozdwojoną armią. Jak dotąd. Gdy tylko te wspaniałe maszyny wojenne opuszczą żagle i posuną w kierunku rzeki Wschod- niej. Jerzego powiewają na wietrze. Zedronn mówi. . a Amerykanie mają tylko ograniczone źródła. widzimy armadę brytyjskich okrętów wojennych z przy- gotowanymi działami. śpieszmy się! Jest to szansa. jak i admirał dowodzący flotą. gromadząc w biegu myśli. Niektórzy z Amerykanów zabawnie otaczają miejsce zwane Bro- oklyn’em. Ta wojna może się skoń- czyć już o zachodzie słońca! – W porządku – mówię. – Mistrzu. na którą czekaliśmy. – Ruszajmy. Na słodkie miłosierdzie. Generał Howe na pewno dostrzeże tę możliwość. że generał Howe rzeczywiście rozpoznał swoją dobrą fortunę. abyś przybył natychmiast. Generał Washington właśnie popełnił klasyczny błąd taktyczny: podzielił swoją armię na Manhattan i wyspę Long. zwycięstwo będzie całkowite. że Brytyjczycy mogą rozdzielić jego armię na dwie części. i powiem ci. jaką kiedykolwiek widziałem. a flota dostojnie posuwa się do przodu jak procesja. a flagi Św. ale armia Brytyjczyków nabiera sił. Pędzę więc na miejsce i znajduję tam Zedronna napompowanego bardziej. Popatrz. jak walczył Aleksander Wielki i Juliusz Cezar. które czai się na kilka mil na południe. jak ten. jest to najgłupsza rzecz. tuż za wyspą Staten. zostają podniesione kotwice i wciągnięte na pokład. Gdy wpłyną w górę rzeki.

ponuro potrząsając głową. I to w samo lato! Brytyjczycy nie mogą dostrzec. której nikt nie może opanować. prosto w dzioby statków. nie za- uważają tego odwrotu. aby nie zdemaskować się przez wrogiem. rozpoczyna ewakuować swoją armię z wyspy Long. W beznadziei patrzymy. gdy więc nastaje poranek. jakie zdobyli Brytyjczycy. – Barshok! – wrzeszczę. I tak to trwa. Thorshonie – odpowiadam i patrzę po- sępnie. wykrzyczał więc złe wieści. że niemal mogliśmy je poczuć. aż ostatnia łódź odpływa od brzegu wyspy i zabiera na pokład ostatniego pasażera. jak Amerykanie się przenoszą! – Mgła przyszła z Królestwa Światła. którzy zamaskowali błąd Washingtona za pomocą prostych narzędzi wiatru i mgły! A my. i jak tylko nastaje ciemność. Jego stanowisko znajdowało się na linii frontu. Dmucha wzdłuż rzeki. jak wiatr wzmaga się. Mistrzu. W tym czasie Washington uświadamia sobie swój błąd. Przykro mi. Czy widziałeś. Z łatwością poradziliby sobie z dotarciem do rzeki. Tak nagle. Zmienił się. że nagle pojawiła się mgła. Jednak zadanie przewiezienia na ląd stały tak wielu żołnierzy tylko kilkoma łodziami. W jakiś sposób Brytyjczycy. który czekał. Tym sposobem nie mogą tu dopłynąć. jakby z ziemi. cze- kając na transport przez rzekę Wschodnią. – Wszystko dobrze biegło. Niczego nie mogę tu zrobić. jak unosi się nad rzeką. dość liczna część armii nadal znajduje się na wyspie. a w końcu flo- ta poddaje się. . wypowiadane cichym głosem. płynąc z dziwnym łopotaniem żagli na wietrze. który trwa godzinami. okazjonalnie wydawane rozkazy. niedostrzeżony tej letniej nocy. aż cała jego armia znajdzie się bezpiecznie na drugim brzegu. ciche odgłosy kroków. Brytyjczycy więc wciąż jeszcze mogą wygrać wojnę! W tej właśnie chwili podchodzi do mnie Torshon. zatrzymana w zatoce jakąś niewidzialną mocą. maskując wycofywanie się wojska Washingto- na. to przez ten wiatr. – Mistrzu. W mroku możemy jedynie usłyszeć stałe uderzanie wioseł. obrabowani ze zwycięstwa. tak bliscy przecież linii Amerykanów. – Przyszła nie wiadomo skąd.290 Pamiętnik Lucyfera Ale nagle coś dzieje się nie tak! Okręty zmieniają kierunek i poddają się wia- trowi. samego generała Wa- shingtona. który jest bardzo niezado- wolony. wcale się nie zbliżają. przeciwstawiając się najlep- szym umiejętnościom żeglarskim. i jak się wydaje. Rewolucja amerykańska przetrwała dzięki pomocy wojowników Czwartego Wymiaru. jak opuścili żagle? To mój podmuch zaczął ich popy- chać. Jeden z moich niskich rangą posłańców zauważa tego przyczynę. – Potrzeba nam wiatru! Udaj się tam i zrób coś! – Próbowałem już – mówi. okazuje się niemożliwe w ciągu godzin nocnych. wycofujemy się wraz z armią kontynentalną. które wydawało się tak bliskie. przeklinając. Ale Strażnicy cof- nęli mnie i sam Ramitan zajął się wiatrem.

Teraz więc rewolucja staje się wojną światową: walczą wojska brytyjskie i niemieckie. – Zgromadził swoje siły w pobliżu miejsca o nazwie Yorktown w Wirginii. Nowy naród. aby to zobaczyć. najpotęż- niejszy z okrętów wojennych. co zrobił Cornwallis – mówi Trior. z flotą francuską stojącą u brzegu i Washingtonem ostrzeliwującym go od frontu. Okręty brytyjskie na próżno próbują dopomóc swoim przyjaciołom. Sytuacja jest beznadziejna i pewnego paździer- nikowego dnia poddaje się. Przyłapany na odosobnionej plaży nad rzeką York. Generał Burgoyne musiał poddać się ze swoją armią w pobliżu Saratogi. amerykańskie i francuskie – mówi się nawet. A moje problemy rozpoczną się na serio. Cornwallis patrzy na swoje siły. którzy zostali otoczeni przy rzece. któ- ry zdaje się być niezwykle odpowiedni. – Mistrzu. a orkiestra regimentu odgrywa znaną melodię o tytule. To mógł być koniec wojny. która stanęła po stronie Amerykanów. nie mogę uwierzyć w to. Są zatrzymane przy zatoce przez flotę francuską. Ta spektakularna strata przyciągnęła do wojny Fran- cję.Rozdział 27  Ameryka 291 Rok: 1783 Wojna zbliża się ku końcowi. To nie jest mniejsza potyczka. ten konflikt zmieni historię ludzkości. . Roz- łożyli się tam wzdłuż rzeki. Ma ona tytuł: „Świat wywrócił się do góry nogami”. Pędzę do Yorktown z prędkością osiągającą dziesięć stopni i przybywam wła- śnie o czasie. który kosztować go będzie utratę całej armii. a flotą francuską z tyłu. W tym czasie generał Cornwallis popełnił błąd. odkładają na stos swoje muszkiety. które maleją wraz z przybliżaniem się jesieni. rozpocznie teraz niezwykły rozwój przepowiedziany przez Jana. w której znajduje się okręt de Grasse. który nazywa siebie Stanami Zjednoczo- nymi Ameryki. Wojna się skończyła. Jego żołnierze wychodzą z okopów. że pewne oddziały holenderskie także uczestniczyły w wojnie. z armią Washingtona z przodu.

licząc od roku. Sąd: jest to jedno z ostatnich wydarzeń tej wojny. Król Persji miał wydać dekret pozwalający na odbudowę narodowości Hebrajczyków po ich niewoli babilońskiej. w towarzystwie obłoków lśniących istot. która w końcu ma się wypełnić. tak dobrze. mgliście widoczny pod swoją kopułą – to miejsce. właśnie ten dzień jest owym Yom Kippur – dniem. w którym rozpocznie się sąd. a jego przypadkowo rozmieszczone domy. gdy władca Persji. – co mi mówi. Yom Kippur. ale dzisiejszego popołudnia mam na myśli coś jeszcze – pomieszczenie. i gdzie. aby słuchać oracji polityków. gdzieś zu- pełnie indziej. który sam w sobie jest symbolem sądu ostatecznego. przypominają nieupo- rządkowaną pracę. po drugiej stronie niebieskoszarej wstążki rzeki Potomac leży miasto Waszyngton. gdzie olbrzymi tron wznosi się pod słupem światła. Już u zarania historii ludzkości prorok Enoch przepowiadał dzień. Jest to ogromne miejsce zgromadzeń. gdzie mężczyźni w wy- sokich kapeluszach pompatycznie wchodzą i wychodzą. owych 2300 dni w rzeczywistości prze- powiadają okres 2300 lat. Tak. w krajobrazie maluje się gmach kapi- tolu. wte- dy świątynia zostanie oczyszczona”. i to właśnie wypełnia moje myśli dzisiejszego popołudnia. Często odwiedzam te odbijające echo pomieszczenia kongresu. w świetle zanikającego październikowego słońca. po upływie których świątynia zostanie „oczyszczona” – jasne odniesienie do hebrajskiego Dnia Pojednania. Roz- począł się sąd w Królestwie Światłości. W pewnej odległości. Dwadzieścia trzy wieki nadeszły i przeminęły. porozrzucane tu i tam. jak wskazał mi na to Meldibon. co ma się wydarzyć tuż przed powrotem mojego kosmicznego Wroga. że kiedy przyjdzie. 1844: wreszcie symbolika przemienia się w rzeczywistość. w którym świątynia zostanie oczyszczona. aby „dokonać sądu”. zapierające dech w piersi. coś. zaś w 2300 lat po tym wydarzeniu kosmiczna wojna ma wejść w swoje końcowe stadium. Dzisiaj moje myśli wędrują do Królestwa Światła. a według Żydów. Pamiętam te słowa. przemówienia wysławiają chwałę młodej republiki. Dawno temu prorok Daniel napisał przepowiednię. . jakby napisane zostały wczoraj: „Aż do dwóch tysięcy trzystu dni. Tak więc to proroctwo Daniela faktycznie prze- powiada rok. a aniołowie śpiewają.Rozdział 28 Dzień sądu Rok: 1844 Jest jesień. wybrukowane klejnotami. w którym powróci Król. Artarkserkses wydał dekret o odbudowie Jerozolimy.

która jest wystarczająco wielka. Wkrótce potem spodziewam się. gdy wspinają się na brzeg rzeki. obdarzając uśmiechem i uściskiem dłoni tych. aby uratować swoich naśladowców. jakby poza nim. że sąd oddzieli moich naśladowców od Jego. Dzieci „fruną” do domów ze szkół.” Teraz przeglądane będą sprawozdania z życia ludzi. Ładunek jest ciężki. Z perspektywy Ziemi taki proces może zająć całe eony czasu. prom przybił do błotnistego brzegu rzeki. Sam Mesjasz powiedział. Tak więc ten jesienny dzień ma wielkie znaczenie: od tej chwili każdy już żyje tylko na zapożyczonym czasie. Na wadze. swoimi sprawami. przygotujcie się. co dany człowiek kiedykolwiek pomyślał lub uczynił. na przykład fakt. które naprężają się w skórzanej uprzęży i starają się wykonać rozkaz swego pana. którzy nie potrafią. albo wieczna noc. że sąd może minąć bardzo szybko. gospodynie targują się z gospodarzami o cenę produktów na rynkach. przeklinając. że kiedy przyjdzie. jestem więc boleśnie świadomy tego. gaworząc z bez- myślnymi patronami na temat pogody. aby pomieścić wszystko. wieczne życie. w miejscu zwanym Królestwem Światła. jak na wychudzone zwierzęta. a wygrażając pięścią w kierunku tych. Wielka sala zgromadzeń połyskuje światłem. ich życie zostało położone na szali wagi z czystego światła. Rozpoczął się sąd i nikt o tym nie wie! Niedaleko stąd. Jak długo trwać będzie sąd? Nawet nie potrafię odgadnąć. nikt nigdy nie żył. jaki muszą ciągnąć. Trzeba osądzić miliardy ludzi żyjących na przestrzeni wszystkich wieków i każdemu poświęco- ne będzie tyle czasu. że gdzieś tam. Zamiast tego. że zobaczę przybywającego mego Prze- ciwnika. który dodaje jeszcze 150 kg do ciężaru. Królestwo będzie gotowe do zakończenia wojny. w szeregach i eche- lonach wojownicy kosmosu oczekują na najuroczystsze wydarzenie od czasów Golgoty. zostaną zważone życie albo śmierć. będzie miał miejsce tuż przed zakończe- niem całej wojny. a furman z ładun- kiem beczek. wcale nie myśli o zmniejszeniu tego i ułatwieniu im zadania. Kilka rzeczy jest teraz dla mnie jaśniejszych. na tym świecie. A potem wychodzi od tronu rozkaz: „Aniołowie Boży. A przecież nikt tutaj. nie wydaje się być tego świadomy! Każ- dy zajęty jest. jednak umysł Boga nie porusza się z prędkością ziemską. w głębo- kiej przestrzeni kosmicznej. będzie już wiedział o tym. Otwórzcie księgi. jak zwykle. W towarzystwie gwardii honorowej wkracza Narodzony przy brzmieniu fanfar i dźwiękach hymnu i przyłącza się do Starodawnego na tronie. którzy potrafią im dopomóc. Stojący w szyku. a korpulentny woźnica. I teraz to się dzieje! Niemal potrafię sobie wyobrazić w myślach Królestwo Światła. zmusza swoje muły do pracy. któ- rzy to są. zdecydowanie za ciężki.Rozdział 28  Dzień sądu 293 musi to już się stać po części śledczej procesu. Zasiadł sąd. i nikt nie zdaje sobie z tego spraw. A gdy sąd się skończy. złot- nicy cierpliwie przemieniają arkusze metalu w eleganckie zawoje. chłoszcze je splecionym skórzanym warkoczem i obsypuje .

o którym się przekonają. podczas gdy pewien młody intelektualista z Prus. oczekują. Istnienie kaznodziejów nawołujących do ożywienia. ludzie za- częli rozwijać swój zapał do spraw religijnych. zaś zdumieni komentatorzy zaczęli nazywać to „ożywieniem z milionem nawróceń”. wśród kupców w większych miastach. właśnie w tym roku zakończył pisanie serii rękopisów. jeśli tylko inny abolicjonista otworzy swoją gębę. które mogą doprowadzić do globalnej rewolucji Zedronna! Nikt nie wie: na tyle. pewien charyzmatyczny naturalista. a wszystko zaczęło się jakiś rok lub dwa lata temu. W księdze Objawienia Jan mówi. którzy rezygnują z posiłku po to. gdy zegar wybije północ. gdy ma to miejsce w biurach zazwyczaj chciwych biznesmenów. Karol Darwin. Bardzo mnie to martwi. co się dzieje – ani jedna dusza na ziemi! I to właśnie mnie pociesza w dzisiejsze poważne popołudnie. teraz więc plan Zedronna gładko przechodzi do jego drugiej fazy: w Anglii. na ile mogę to stwierdzić. beztroska chciwość przybiera inną for- mę. Karol Marx. jest parę osób na różnych miejscach. Przestrzegać przykazań? Oni pró- bowali napisać je na nowo! Szabat. Ale nikt z ludzi nie pasuje do tego opisu. To prawda. że umysł Wszechmogącego działa szybko. Zaczęło się. aż wyczerpane zwierzęta w końcu ruszają z miejsca piszczą- cy wóz w górę. ale ludzie. prowadząc w tym czasie popołudniowe spotkania modlitewne w swoich biurach. to jedna rzecz. ale nie ludzi. właśnie naszkicował teorię. z jego cotygodniową pamiątką stworzenia jest tylko odległym wspomnieniem. którzy spontanicznie zaczęli rezygnować ze swoich przerw na obiad. Politycy w wykrochmalonych koszulach ze spinkami z brylantów ze złością bronią swoich praw utrzymujących niewolnictwo i szemrzą zakamuflowane groźby odejścia z Unii. . co bardzo dziwi. On może dość wcześnie zakończyć sąd i postawić kres wojnie. aby się modlić. których ma zamiar wyratować nie są w najmniejszym stopniu gotowi na spotkanie się z Nim. a Królestwo zaczyna zalewać świat świeżą mocą przypominającą Pięćdziesiątnicę. W tym też czasie w salach Kongresu. Nikt nie wie! Dla pewności. a co innego. zaledwie dwa- naście lat po rozpoczęciu się sądu. Myśląc. Zupełnie nieoczekiwanie i bez widocznego powodu. a dziwactwo to rozprzestrzeniło się po całym wschodnim wybrzeżu Ameryki. że przyjdzie dzisiaj – ale jest to błąd. wojna będzie trwać. że Jego lud będzie „przestrzegał przykazań Bo- żych”. że prze- powiada ono datę powrotu Mesjasza. Rok: 1858 W Ameryce dzieje się coś alarmującego. Nikt nie wie.294 Pamiętnik Lucyfera przekleństwami. które stu- diowały proroctwo Daniela. w kierunku całego dnia pracy. ale i oni błędnie je interpretowali. gdy przyjdzie. Teraz „przeskoczyło” to nawet Atlantyk i ska- ziło także Europę. którą nazwał ewolucją organiczną. który trwać dla nich będzie aż do zmierzchu. Oto jesteśmy.

jakby Królestwo miało zamiar przeprowadzić jakąś wielką ofensywę. – W takim razie zamień się miejscami z Ramsorem. tak. aby do niej dopro- wadzić. którego pusta twarz nie zdradzała nawet śladu istnie- nia jakiegoś procesu myślowego. Od teraz będziesz młodszym doradcą. Współpracownicy. którego . Teraz musimy walczyć o wła- sne życie. jeśli w ogóle myślisz? Mrugnął oczami. że może jest sposób. młodego współpracownika. że nadal znajdujesz się w sztabie generalnym. Jest tam ogromny przypływ aniołów. – Mistrzu. Jestem otwarty na sugestie. których nie słyszałem już od lat. to wszystko mogło oznaczać tylko jedno – Na- rodzony przygotowuje wszystko na swój powrót! Ruszyłem do działania. będą awansowali. że poprosiłem go. a potem zapory się otworzy- ły. On zajmie twoje miejsce. jako starszy doradca. – Mistrzu. Ci. podczas gdy Harshak ze skrępowaniem ustąpił ze swojej prestiżowej pozycji Ramsorowi. a jest ich tyle. którzy mają rady. Co się dzieje? Dokonanie dodawania „dwa plus dwa” nie zajęło mi wcale wiele czasu: glo- balne ożywienie. – Tak – odezwał się w końcu. – Bardzo dobrze – odpowiedziałem. ognisty abolicjonista. o nazwisku Abraham Lincoln. nagle zaczęli podawać po- mysły. niż widzieliśmy to od wieków. Pamiętasz. Jednym z pojawiających się kandydatów w wyborach prezydenckich w roku 1860 był wychudzony. że plan bardzo szybko został ułożony. że według proroctwa Jana. niż większość moich starszych doradców. moi zwiadowcy przybyli z niepokojącym raportem. nie sądziłem. zostaną zdegradowani. coś niezwykłego dzieje się na korytarzu łączącym Ziemię z Króle- stwem. Dojrzeli już do wojny domowej. Czy ktoś ma jakiś plan? Jako pierwszy odezwał się Ramsor. W tej armii nie ma nagród za rady z drugiej ręki. zaskakując tłustego i sennego starszego doradcę. Możemy to powstrzymać przez doprowadzenie do podziału tego narodu na dwie czę- ści. samo- zwańczy polityk. któ- rzy nic nie wnoszą.Rozdział 28  Dzień sądu 295 W tym czasie. jakby nie potrafił pogodzić się z faktem. a następnie popatrzyłem na Harshaka. Ci. niedowierzając. – Harshak – powiedziałem. Być może nastał czas. – To może być to – powiedziałem zgromadzonej załodze – ostatnie ruchy w wojnie zaczęły się. Ameryka odgrywa główną rolę w wydarzeniach czasów końca. kiedy rozpoczęło się to ożywienie. co powiedział Ramsor. że Królestwo może być go- towe tak szybko. aby coś uczynił. który już osiągnął więcej. większy. Wpatrywałem się przez chwilę w tego bystrego. Mówiąc szczerze. sądzę. ale najwidoczniej tak się stało. W radzie panowała śmiertelna cisza. napływ aniołów. zajmującego piątą pozycję po mojej prawej stronie. Powtórzyłem pytanie. – Jakie ty masz pomysły. i bądź zadowolony. – Widzę pewne światło w tym.

i gdy zaczyna świtać i stawać się jasno i gorąco. na grzbietach galopujących koni. która urasta aż do mocnego. Wspaniale wyglądający w swoich togach oficerskich. znajdujący się w Richmond. a pozostałą częścią kraju. to sto tysięcy muszkie- tów. I w końcu dochodzi do spotkania się armii. Obecnie ge- nerał Meade prowadzi swoja armię w kierunku małej wioski w Pensynwalii. już mogą poczuć smak zwy- cięstwa. a obecnie pojawia się w pobliżu małego miasteczka. skupiska dachów i wieżyczek. gdzie obecnie zajmuje pozycje pomiędzy Wa- szyngtonem D. Od razu widzę. do czego może to doprowadzić: jeśli plan ten powiedzie się konfederatom. generał Lee poprowadził swoją armię daleko na północ. mo- glibyśmy zauważyć. Gdyby on został wybrany. przyciągniętych tu olśniewającym pomysłem zajścia od tyłu wojsk Unii. dopóki jakaś skorupa gruzu nie rozerwie ich ciała i zrzuci ich z siodła. jedynie na kilka dni marszu od stolicy. które obejmują koniec grzbietów górskich. podczas gdy artyleria i race rakietowe wypełniają niebo piskiem metalu. wąwozy u podnóża tych wzgórz wypełniają się woj- skiem konfederatów.296 Pamiętnik Lucyfera samo nazwisko wywoływało iskry na południu. na tym . Czas: lipiec 1863 Ogień wojny domowej szaleje po całej Ameryce i jej zmagania dochodzą do szczytu. utrzymywane jedynie przez garstkę żołnierzy. starając się o to. i jeśli odniesie sukces. które wyjąc. – To może być koniec wojny! – Wrzeszczę. w głąb terytorium Unii. skierowały na siebie piekło gorącego ognia ołowiu. Przywódcy Południa. będą mogli otoczyć armię Unii i wojna zakończy się już o zachodzie! Wzywam Marcolitha. jeśli uda mu się sprawić armii Unii jeszcze jedną krwawą porażkę – wojna może się skończyć. Zdumione zaciekłością walki wojska federalne wycofują się. a generał Lee wkracza teraz na to miejsce. na wschód od miasta. Gdzieś na północnym zachodzie zbuntowana armia szaleje po terytorium Unii. Pod ukryciem gór. prowadzi swoją armię na wschód. by być słyszanym ponad wrzawą walki. Stosując wielką ostrożność. mężczyźni. że te iskry rozniecą ogień eksplozji. gdzie widziano siły generała Lee. – Popatrz na linię wojsk Unii: kończą się tam. a powietrze wypełniło się bolesnym nawoływaniem do działania. Na południowym brzegu po stronie armii federalnej znajdują się dwa skali- ste wzgórza.. Usztywnione koszule na wzgórzu kapitolu zmiękły z potu.C. by zaoferować swojej armii ołtarz marzeń. wzdłuż cichej drogi wiejskiej. do eksplozji strzelaniny. przeszywającego powietrze ryku. Miasteczko nazywa się Gettysburg. poszukując schronienia w gó- rach. wymachują mieczami i poganiają swoich ludzi do szaleńczego działania. Politycy w Waszyngtonie dostają niemal apopleksji. przy- gotowany.

wciąż więc utrzymują się. co nazywamy duchem.Rozdział 28  Dzień sądu 297 małym skalistym wzniesieniu. Jego doświadczenie nie pochodzi z West Point. póki wystarcza im amu- nicji. To emanuje od sa- mego dowódcy i kształtuje cały przebieg walki. Mówi. wzgórze jest bronione jedynie przez niewielu żołnierzy. nic nie powstrzyma już proroctwa z Objawienia przed jego wypełnieniem się. Oficer. ja zaś przyglądam się z wielką uwagą. Mate- matycznie niemożliwe? Marcolith. Od rozpoczęcia się sądu minęło już ponad dwadzieścia lat. a on powra- ca szybko. który broni tego pola nie jest nawet zawodowym żołnierzem – jest to młodociany pułkownik o nazwisku Chamberlain. że Narodzony próbował już powrócić. aby konfederaci przegrali tę walkę. jak wiem z informacji moich zwiadowców. Czy coś takiego wydarzy się i dzisiaj? Czy Chamberlain posiada takiego ducha? Raz po raz przypływ szarych mundurów zalewa jego pozycję. czekam więc z niecier- pliwością. więc powinieneś wiedzieć lepiej. czego potrzeba. Same liczby nie decydują o wal- ce. co jest możliwe. gdzie garstka ludzi posiadających ducha często pokonywała tysiące. – Wszystko idzie nieco wolniej niż się spodziewaliśmy. że jest rzeczą matematycznie niemożliwą. Istnieje zbyt wielka przewaga. jest niezwykle ważnym momentem. że udam się sam. Udaj się tam i zobacz. Jestem prze- konany. Jego ludzie strzelają tak długo. chcąc ujrzeć ubranych na szaro żołnierzy na szczycie. ciągnąc za sobą grupkę pomocników. i jeśli nie podzielimy tego kraju. wydaje dziwaczny rozkaz: założyć bagnety i atakować! I wtedy stało się: niewielka grupa żołnierzy w niebieskich mundurach wylewa wyzywająco w dół wzgórza. a czego się nie da zrobić. ale jest także nieskrępowany naukami książkowymi swoich braci oficerów. Odczuwam. aby to zobaczyć i jestem zaszokowany tym. mój przyjacielu. On może być nowicjuszem w walce. To. któ- rzy są wyszkoleni na wojnie i którzy tym sposobem mają już ustalone pomysły. co dzieje się dzisiaj. a gdy już nie ma niczego do strzelania. a zasko- . że moja twarz przybiera wyraz nieprzyjemnego grymasu. – sprawozdaje posła- niec – ale generał Marcolith mówi. co widzę. Jestem ciekaw: kto tam za to odpowiada? Kto dowodzi tymi ubranymi na niebiesko żołnierzami? Jakiego ma ducha? Decyduję. byłeś generałem już przez tysiąclecia. Jednak nie brzmi to tak. Jest jeszcze coś nieokreślonego. abyś się nie martwił. konfederaci będą mogli przejść od tyłu armii federalnej i zaatakować ich od tyłu. że armie spotkały się. Wkrótce odzy- wa się szum muszkietów na górze i zdaję sobie sprawę. Jeśli Lee z powodzeniem otoczy je od prawej. to dlacze- go walka trwa z takim uporem? Wysyłam posłańca do Marcolitha. co możesz zrobić! Pędzi tam. ale jego linia frontu nie przerywa się. który w swoim cywil- nym życiu był nauczycielem religii! Ale chwileczkę: wbrew przewadze liczebnej. jak powinno! Jeśli. ale z walk opisanych w Biblii. może to być właśnie to. Armia federalna nie wytrzyma.

Jednak tego najwidoczniej generał Lee już nie dostrzegał. Jak sądzę. udam się tam. ale przegrali wojnę. że będzie mógł przerwać środek armii federalnej. czego nie należy robić w walce. Kolejnego dnia. Spotykamy się wieczorem. Ten naród przetrwa. Moja wojna także się kończy i muszę przygotować swoją ostatnią wielką strategię. Daleko na zachodzie znajduje się kolorowy port o nazwie San Francisco. Po czymś takim dochodzę do ponurego wniosku. – Tak więc. Nadzieja otocze- nia armii Unitów znika wraz z ostatnim wystrzałem ich muszkietu. jakiego kiedykolwiek wydała Ameryka. bowiem pozostała część armii Unitów jest tak mocno rozstawio- na. a atakujący nagle stają się atakowani. a ja rozpoczynam spotkanie mojego sztabu.298 Pamiętnik Lucyfera czeni konfederaci ustępują w zamieszaniu. która prawdopodobnie poprowadzi do przegranej wojny. Odrzucają swoją broń i unoszą ręce. a ja mam znacznie ważniejsze rzeczy do przemyślenia. Cała walka zmienia się. możemy zapomnieć o rozbiciu Unii. Kiedyś potężna armia Północnej Wirginii powraca na południe drogą. gdzie będę z dala od hałasu walki i znajdę trochę czasu na przemyślenia. generałowie. jaką kiedykolwiek znano w historii i w jakiś sposób Wszechmogący wy- korzysta go w końcowych chwilach naszej kosmicznej wojny. wysyła śmietankę swojego dowództwa w kie- runku otwartego. Przez krótką chwilę dywizja generała Picketta usiłuje desperacko przejąć pozycje Unii. które rozbijają ich szeregi. według proroctwa Jana. z której nadal unoszą się krzyki rannych. Południe może tego jeszcze nie wiedzieć. myśląc. Decyduję. gdy obozowe ogniska zaczynają płonąć po obu stronach tej zdeprawowanej. że przemija nadzieja na zwycięstwo Konfederatów. Istotnie. Mistrzowski taktyk. wprost w zęby artylerii i wystrzałów musz- kietów. niczyjej ziemi. zaś ich całe szwa- drony prowadzone są na szczyt wzgórza. Ugrzęźliśmy przy tym narodzie zwanym Stanami Zjednoczonymi Ameryki. tym razem popełnia straszliwy błąd. jako jeńcy wojenni. stanie się on najsilniejszą mocą. piekielnego ognia. – mówię – macie przed sobą przypowieść. że wrzawę Wojny Domowej pozostawię za sobą: koniec i tak jest już tylko prostym wnioskiem. . prawdopodobnie najwspanialszy generał. że kolejny atak stałby się samobójstwem. szybko jednak zostają odrzuceni i po- konani przy ciężkich stratach.

że nareszcie znalazłem człowieka. W ubiegłym roku na plaży północnej Karoliny. Jest w Zurychu pewien błyskotliwy. jeden z najby- strzejszych wojowników-naukowców przyszedł do mnie z wyrazem twarzy wskazującym na zadowolenie z siebie i pewne oczekiwania. jak starego ducha. co przepowiedzieli moi doradcy. Od rozpoczęcia sądu minęło już ponad pół wieku. dzieje się. Ze szczytu Twin Peaks obserwuję rozciągające się pode mną miasto San Franci- sco. Popatrzyłem na niego przymrużając oczy. zdałem sobie sprawę. a oni ostrzegli mnie przed punktem zbieżnym. jakby próbował powrócić. którego umysł przekra- cza wielokrotnie przeciętność. chociaż odczuwałem Jego obecność przynajmniej dwa razy. że pojawi się to na początku dwudziestego wieku. Wszystko. młody naukowiec. gdy Kemitar. którego chciałem od- naleźć już od wieków – to ktoś. a od czasu do czasu prychanie i smród automo- bilów wskazuje na nadejście jeszcze innej rewolucji. kto będzie mógł wiele zrozumieć. Nazywa się Albert Einstein. We wszystkich innych sprawach jest całkowitym osłem – nawet nie potrafi znaleźć drogi na apel jego echelonu – ale wie znacznie lepiej niż kto- . Około 200 lat temu zapytałem moich doradców.Rozdział 29 Wydłużające się cienie Czas: styczeń 1904 Moje siły są obecnie zaangażowane w szerokie działanie. jeśli wykazywali inicjatywę. który nie wie. co udało mi się właśnie osiągnąć. że jego czas już minął. gdy odkrycia naukowe skupią się i ludzie staną się niebezpieczni także i dla nas. Jednak martwi mnie najbardziej to. zimowy dzień. parowców oceanicznych. a jakby na ironię. Było to około roku temu. czasem. którego „skrzydła” wyciągnięte są na wietrze. to jeden z moich oddziałów doprowadził ich do tego. Zatoka jest pełna życia – wiele tu promów. że w ten mglisty. Przypuszczali. Zaś w mieście cała sieć drutów rozciągniętych na sterczących słupach dostarcza energię elektryczną z odległych zapór. a chcę. dokonywałeś promocji wojowników na wyższe stanowiska. abyś wiedział. mechaników rowerowych. – Mistrzu. a nadal nie ma śladu po Narodzonym. podczas gdy inne druty przenoszą głos ludzki przy pomocy telefonu. niemal że zdołało latać. a gdy go odkryłem. bowiem specjalnością Kemitara jest jądro atomu. W tym czasie dostrzegam wypełnienie się przepowiedni. I mieli rację. w jakim kierunku zmierza technika ludzka. jaką raz podali mi moi pomocnicy. dwóch majsterkowiczów. statków pocztowych. ludzkość dokonała kolejnego odkrycia. a nawet okazjonalnie przycumował statek w pełnej gali.

że mogą to wszystko osiągnąć za jakieś trzydzieści lub czterdzieści lat. Jak to możliwe. aby je zestawić. E=mc2. popatrzył nagle. – Popatrzmy. Największym wyzwaniem będzie stworzenie przyrządu do wyzwolenia tej mocy. czegoś. ale pracuje nad obiema. jak i ogólna. podzielił się pewnymi informacjami z jakimś człowiekiem? Ale tak. się. – Najważniejsza. aby objąć wszystko. ludzie wkrót- ce zaczną poszukiwać sposobu. Tak daleko. co ich technologia jeszcze nie potrafi. że tak zrobił. Mistrzu. 1916 Europa unosi się na morzu krwi. gdzie roślinność dawno już została wyniszczona. pozostawił wszędzie wskazówki – wskazówki. – Wzór. to jakie wskazówki mu pozostawiłeś? Co on wie? – Właśnie względność – obie zasady. jest jednak na tyle bystry. a następnie przytaknął. co ludzie mogą zrobić. – Strażnicy! – ryknąłem. z tego. ale zważywszy na tempo ich rozwoju. O. czego? – Tylko ten podstawowy. zarówno szczegółowa. Jesz- cze ich nie rozumie. w swoich niezdarnych staraniach uzyskania jakiejś promocji. Czy to możliwe. po całym krajobrazie.300 Pamiętnik Lucyfera kolwiek inny w mojej armii o rozmiarach mocy. jak poddać procesowi przemian jego izotopy i osiągnąć ich wystarczająco dużo. co mamy. i ma jeszcze wzór. A potem? A wtedy lepiej będzie rozglądać się za jakąś inną planetą! Luty. jak okiem sięgnąć. ale upewnijcie. ale jest ona wszystkim. ciągną się nierówne . że już nigdy obok mnie się nie znajdzie. czy nie tak ważna. nauczą się. Myśląc. posiadając taką wiedzę? Mogą spalić całą ziemię. – Zabierzcie go stąd! Wszystko mi jedno. że będę zadowolony ze wszyst- kiego. Popatrzył na mnie ze zdumieniem. co z nim zrobicie. Nigdy tak głośno nie wrzeszczałem. w jaki przełożą teorię w praktykę. Jeśli Einstein wie już teraz ile energii znajduje się w jądrze i jeśli opublikował już swoją teorię. aby istniał ktoś o tak zawężonym myśleniu? W końcu opanowałem się i odpowiedziałem. jaka ukryta jest w sercu materii. dla uzyskania masy krytycznej. A tak dokładnie. aby ten gorliwiec. jeśli ją spalą? – odpowiedział w końcu. czy będziemy mogli powstrzy- mać zniszczenia. Czy rozumiesz mnie? Ścisnęło go w gardle. Szybko dokonałem sam pewnych wyliczeń. – Przecież Ziemia nie jest najważniejszą planetą. – W porządku – kontynuowałem. co przyczyni się do samowyniszczenia człowieka. – Kemitarze – odrzekłem – czy ty zdajesz sobie sprawę z tego. wyszło na to. Aż trudno mi było cokolwiek powiedzieć. którym młody Einstein nie musiał się przyglądać dwa razy. Znajdą rudę uranu. przypuszczam. jakby go olśniło. – A co.

a przesiadywanie w rowach nawet podczas posiłków staje się bolesne. że wystawienie gło- wy ponad parapet. Wtedy będziemy mogli odbudować wszystko według mojego systemu. której końca nie widać. Wszyscy nauczyli się. której planem jest podporządkowanie całego świata jednej władzy i uczynienie ateizmu dogmatem całego globu. Rozerwijmy Europę na strzępy i pozostawmy ludzi tak rozczarowanych. ale konieczna. („Cudownie!” – wykrzyknął. co mają – z ich domów. Pojawił się nowy rodzaj młodzieży. jak spodziewał się Zedronn. – Mistrzu. co się porusza. W tej scenerii. tak obcej. zazwyczaj są bardzo biedni i nie mają niczego do stracenia. którym odbija się ogniem i dymem z wieżyczek uczepionych do ich pancernych ścian. w wyniku czego polityczny plan Zedronna ugrzązł w bagnie bezradności klasy średniej. synów. poruszają się dzięki prostym silnikom na ropę. albo też są to modni intelektualiści. Koronnym osiągnięciem Zedronna ma być rewolucja – ogromna. organizowano armie. którzy akceptują komunizm. a wszyscy ruszą do wojny!”) Był wtedy wielki wyścig zbrojeń. Ludz- kie wynalazki faktycznie potrafią poruszyć fortami (chodzi o czołgi. Zdając sobie sprawę. a mała broń wywołuje głuchotę młodych ludzi. znaleźli radość w paleniu pa- . dałem mu pozwolenie. a on przystąpił do działania. że ten pomysł był pewnym wariantem jego starego podstę- pu. Tak więc ku- cają w błocie. Obrabujmy ich ze wszyst- kiego. Niewiele porusza się już w ogóle. charczą i rzężą dziwne maszyny. Wkrótce kraje europejskie. Europa zamknęła się w woj- nie. a pewnego dnia. bo tak na- zywają je ludzie). Rosja przeszła na komunizm. Rok: 1927 Dokładnie tak. globalna rewolucja.Rozdział 29  Wydłużające się cienie 301 rowy. zaczęły two- rzyć przymierza zbrojne. zaczęto budować wielkie okręty wojenne. jaki wykorzystał w Rzymie. a w tym czasie zmiany nastąpiły także i na zachodzie. (niektóre z nich są tak wielkie. Ci. Jednak osiągnięcie tego okazało się trudne. jedna iskra rozpaliła cały ogień. a poprzez ciasne szczeliny spoceni członkowie załogi patrzą z ukosa i strzelają do wszystkiego. którzy zmęczyli się już posiadaniem wszystkiego w nadmiarze. że będą dojrzali do rewolucji. bowiem stanowi ona preludium ostatniej fazy planu Zedronna. czas na to. Dlatego dwadzieścia lat temu zaproponował rozwiązanie. gdzie deszczówka powoli rozmiękcza ich stopy. że jego rewolucja rozpocznie się właśnie tam. a Zedronn uważa. że przewozi się je wagonami ko- lejowymi) wyrzucają pociski na polu walki – a czasami aż poza horyzont. Rozczarowani rzezią minionej wojny. pochodzący z bo- gatych rodzin. że przypomi- nającej drugą stronę księżyca. Działa. latem 1914 roku. kierując się wzajemnymi podejrzeniami. z ich pokoju myśli. Wojna doprowadziła Rosję do krawędzi ruiny. Wojna jest brutalna. – „Teraz trzeba nam tylko podrażnić jeden kraj. aby potrząsnąć tym wszystkim. oznacza proszenie się o kulę prosto w twarz.

wynikiem czego był wzrost rozwijającego się przemysłu. jakie zaplanował Zedronn. taki wycisk. potrzebna nam będzie kolejna wojna. że ma ono bardzo silny wpływ na ludzi: prowo- kuje ich do niemal dziecięcej formy imitowania tego. przepełniony oburzeniem z powodu losu Niemiec. zrujnowały go. co częstokroć przenosi tylko nasze przesłanie o przy- padkowej miłości i pijaną przemoc. Okazało się.302 Pamiętnik Lucyfera pierosów. Warunki poko- ju. także rewolucji politycznej. który może trwać w nieskończoność. Niemcy prawdo- podobnie dokonają rzeczy. próbując naśladować to trzepotanie i paplani- nę ze srebrnego ekranu. zaś bogaci ludzie nie mieli zainteresowania w tego typu rządach. co oglądają. Natychmiast odwołałem wszelkie spotkania. posiada jednak wszelkie potrzebne nam kwalifikacje. mam plan. Kolejna wojna powinna dać wszyst- kim. ale to nie wystarcza na dokończenie dzieła. Słuchaliśmy jego zbolałych monologów i są one przesączone tym. poprowadzi on Niemcy do faszystowskiego . Pewnego dnia Barshok przyszedł do mnie z planem. – powiedział – z tego nie ma wyjścia. także Ameryce. co uczyniło Amery- kę niesamowicie bogatą. Wojna stworzyła ogromne zapotrzebowanie na broń. Jednakże. a jak sądzę moim siłom udało się znaleźć takiego człowieka. by próbować niemal wszystkiego. charyzmatyczny. a wiele z tych przyjemności łączyło się z jazdą automobilami. Jeśli trafne są moje analizy. jakie wymuszono na tym kraju. że cały świat cofnie się z przera- żenia. i w tym gor- liwie przeganiają się wzajemnie. gotowi do tego. – Wojownicy. coś. Poprzednia wywołała rewolucję. Jak sądzę. – Mistrzu. moja strategia koncentruje się na Niemczech. W istocie. Ludzie są zdemoralizowani i zgorzkniali. – A co potem? – Tu właśnie wszystko zaczyna być interesujące. rewolucja Zedronna ugrzęzła! Coś wydarzyło się pod- czas wojny światowej. które spowodują. na- zywanym kinem. wezwałem najwyższe dowódz- two i pozwoliłem Barshokowi mówić. a gdy jest sam. – Kto to taki? – zapytał młodszy rangą doradca z brygady Zoratreena. bo nie była ona wystarczająco duża. nawet dyktatury. Podobnie też stało się z Francją i Anglią. co w więk- szości odczuwa teraz wielu Niemców. kokieterii i przemycie alkoholu. że ludzie zaczną wołać o światowy porządek i gotowi będą próbować wszystkiego. czego w wielkich ilościach dostarczała Amery- ka. Z całą pasją nienawidzi Żydów. – Teraz jeszcze jest tylko ambitnym marzycielem. Niemal z dnia na dzień zauważyliśmy zmianę standar- dów postępowania. jeśli więc zdobędzie władzę. Ten człowiek jest rasistą. doszliśmy do martwego punktu. czego nie przewidzieliśmy. pozostawiając jego system monetarny w całkowitym rozkładzie. może mu się udać podporząd- kować sobie cały kraj. Jeśli jesteś zainteresowany. głośno wyraża swoje my- śli. oprócz Rosji. wiele z nich pochodzi z fascynacji nowym wynalazkiem. Jest wielomówny.

Jak sądzę. a samoloty zabierają ich tysiące. – Kiedy będziesz w stanie stworzyć tę depresję? – Zobaczymy – wymamrotał. Austria. gdy świat będzie walczył o życie. daje się prowadzić do błędów. i będziemy musieli ponownie zor- ganizować pewne cykle. Hitler wykrwawi się na śmierć na rosyjskim polu bitwy. godna najlepszego mistrza w szachach: jeśli rzeczy potoczą się zgodnie z moim planem. Jest to bardzo elegancka gra. – Przed kolejną wojną musi- my coś zrobić z jej potęgą przemysłową. a to jest moim celem. – Jeszcze jedno pytanie – powiedziałem. Polska.. Kraje padają jedne po drugich: Czecho- słowacja. Rok: 1940 Znowu rozwścieczyły się po Europie ognie wojny. – W roku 1927.. Mam propozycję. które wyniszczają go samego. Będzie to największym zadaniem. Ten człowiek. przez moment zwracając się po radę do Garsho- va. wojnę. – W poprzedniej wojnie włączyli się i wprowadzili wiele zamętu w jej skutkach. które potrafią zniszczyć całą dzielnicę miasta. omamię niemieckiego dyktatora. Mistrzu. Za- trzymamy tym sposobem ich zdolności produkcyjne. że dokładnie na jesieni 1929 roku. którzy chętnie zgodzą się na spróbowanie komunizmu. po czym armie radzieckie mogą skiero- wać się na zachód. abyśmy popsuli ich ekonomię. – Czy będziesz mógł się tym zająć? – Oczywiście. aby dokonał samo- bójczego ataku na Rosję.Rozdział 29  Wydłużające się cienie 303 szału. zaś w czasie. która prawdopodobnie obejmie obie półkule ziemi. – Do tego dojdę zaraz – odpowiedział Barshok. który roznieci najgorszą wojnę. jaka znana jest w historii. że trudno ją opisać. . Teraz niebo wypełniło się samolotami przewożącymi bomby. Jednak Brytania trzyma się! Hitler to próżny człowiek. powiedzmy. ale możemy to zrobić. jak było to podczas pierwszej Wojny Światowej. przynosząc całej Europie komunizm. jego głównego ekonomisty. ale nie w takim powolnym tempie. – W jaki sposób? – Będziemy musieli doprowadzić do większego krachu ekonomicznego. – A co z Ameryką? – zapytał Zoratreen. – Dobrze – odpowiedziałem. opierając się faszyzmowi. Mam całą brygadę wojowników. Bomby spadają na Anglię niczym grad jesienny. a rzeź jest tak straszna. Moją intencją jest wykorzystanie go w celu zdziesiątkowania zachodniej Europy i pozostawienia jej bezbronnej. którzy specjalizują się tylko w sabotażu ekonomicznym. Podczas minionej wojny rozpoczęła się rewolucja. jak się nazywa? – Nazywa siebie Adolf Hitler. którego znalazłeś. jakiego się kie- dykolwiek podejmowaliśmy. kolejna dokończy dzieła. a kiedy nastanie odpowiedni czas. wiele będzie ludzi.

Grudzień. nieznanym czynnikiem jest Ameryka. a jest właśnie okres świąt. że jest to główny posłaniec Marcolitha. musi to być ważne. gdzie on się znajduje. jaka się wydobywa. że Amerykanie stoją na krawędzi wynalezienia bom- by nuklearnej. Popatrz. – Jak sądzisz. że Niemcy pracowali nad bombą. W całej stolicy znajdują się dekoracje świąteczne. jakie przysłał wskazuje. Tutaj. kiedy? – No. Od czasu tragedii na Pearl Harbor stałem się spięty i poirytowany. Ameryka znajduje się w stanie wojny. gdzie obecnie mam swoją kwaterę dowodze- nia. Nie tracił czasu. A Niemcy obecnie . ponieważ nikt nie wie. nie odgadłem jednak jak wielkim. często więc rozładowuję swoje zakłopota- nie na kimkolwiek. jednak panuje ponury nastrój i niewiele jest miejsc. kto to i przekonuję się. aby przejść od razu do sedna. gdzie celebruje się święta. Popołudnie Udałem się tam szybko. Jak dotąd nie zaangażowała się jeszcze w wojnę. zwany Christmas. – Dopiero co znaleźliśmy się tutaj. ale moim zdaniem za jakieś dwa lub trzy lata. rzeczywiście! – odrzekłem. wciągnięta w nią poprzez incydent na Hawajach. obcią- żony straszliwym przeczuciem. podobnie jak i Rosjanie. tak więc nagłe wezwanie. co odnaleźliśmy. prowadzą doświadczenia z łańcuchową reakcją. czy możesz udać się od razu? Jesteś bardzo potrzebny Marcolitho- wi. – A co z innymi narodami? – zapytałem. kto znajdzie się w zasięgu mojej ręki. Jak długo to tak trwa? – Nie wiemy tego na pewno – odpowiedział. – Mistrzu. – Słodka śmierci. Odwracam się zagniewany. – Czy inni są też tak blisko? Wiem. Znalazłem go na stadionie lekkoatletycznym należącym do kompleksu uniwersytetu w Chicago. jakby obawiał się mojej odpowie- dzi. że znajduje się w prawdziwym kłopocie. Coś dzieje się w Chicago. – Odczuwam niski stopień ener- gii. że cała idea wojny zaproponowana przez Barsho- ka teraz obróci się przeciwko mnie. Cokolwiek chce powiedzieć. Nie jest łatwo wzburzyć Marcolitha. a cała atmosfera wydaje się sztywna z powodu tej ponurej determinacji.304 Pamiętnik Lucyfera Oczywiście. – Mistrzu. wydaje mi się. aby zobaczyć. – Mistrzu – odzywa się jakiś niepewny głos. 1942 Znajduję się w Waszyngtonie. Ale wygląda na to. że taką broń będą mieli w rękach w niedalekiej przy- szłości. nie mogłem zapytać o to Kemitara. schowani pod powierzchnią tego stadionu lekkoatletycznego.

że ktoś za nim podąża – jacyś synowie cesarstwa. aby miał to być atak bombowy. banzai! Byłoby to pewną wyczekiwaną ulgą. czekając na swój moment w historii. jednak ciekawskie oko. które zwykle latają w pojedynkę. który będzie mógł dotrzeć do Nowego Yorku. W luku bombowca B-29 znajduje się duży cylinder z zawartością kilku funtów wzbogaconego uranu. Jednak ten dźwięk jest dziwny. Mają najlepsze na ziemi rakie- ty. a następnie zmienia ułożenie do całkowitego pionu. zaczyna przyśpieszać aż do osiągnięcia swej ostatecznej prędko- ści i nagle. potrafi dostrzec tylko dwa. unosząc się ku górze. Przez wiele godzin wędrowaliśmy za amerykańskim samolotem. wspominając o ogniu na niebie! Czas: sierpień 1945 Hiroszima jest malowniczym miastem. ze starożytnym zamkiem nad zatoką. całe niebo . (podobne do sie- ci żył). Gdy chodzi o Rosję. Dla pewności. która rozpoczyna się w miarę poziomo. ale mało prawdopodobne. która wychodzi na Morze Japońskie. Wkrótce jednak samolot zatacza krąg. albo jakieś samoloty do ba- dania pogody. Daleko poniżej samolotu hałas silników przyciąga uwagę Japończyków. Może pewnego dnia. z trajektorią. to możesz o tym zapomnieć. miasto więc prowadzi nad rzeką swoją zwykłą działal- ność. ale ich program nuklearny niemal wykoleił się podczas ataków bombowych. – Tak. ta wojna kończy się. nad którą rozpościera się Hiroszima. – odpowiedziałem powoli – tak. Czy to możliwe. aby coś szwankowało. Założona w szesnastym wieku. obecnie więc bomba cierpliwie wisi na swoim miejscu. jakby samolot starał się przy- spieszać. jak przepowiedziała to księga Obja- wienia.Rozdział 29  Wydłużające się cienie 305 planują pocisk trzystopniowy. Najprawdopodobniej są to tylko szpiedzy. jak rozumieć określone dźwięki. być może trzy z nich – zapewne nie aż tak wiele. któ- rzy nauczyli się już żyć z tymi powietrznymi intruzami i wiedzą. na którego ulicach człowiek odczuwa nastrój dawnych sa- murajów. jak znowu jeden z nich pada. Mistrzu. by móc uciec przed czymś. ale jak na teraz. pozostawiając świat z dominacją Ameryki. który wystar- tował z wyspy Tinian. gdyby móc zobaczyć. Nic nie wskazuje na natychmia- stową przyczynę troski. a z jego odległego luku długi kawałek metalu leniwie skręca ku ziemi. ale tego dnia nie wydaje się. da się słyszeć warkot samolotów lecących bardzo wysoko. jakby pluskając się w ciepłym słonecznym poranku. którzy poszukują przyszłych celów. a teraz kieruje się na kanały rzeki Ota. którzy nadal jeszcze mają dostęp do Mitsubishi i ja- kichś resztek paliwa? Jeśli tak. stanowi centrum militarne. Kierując swój tępy nos do ziemi. Niedawno temu technicy weszli do luku i dokonali połączenia obwodów. gdy tak wolno opada z wysokości około 650 metrów. że wygrają ten bieg? – Jest to możliwe. Czy jest jakaś szansa na to. są jeszcze za Amerykanami.

kurz i dym unoszą się tym dziwnym kominem. a nawet na zachodniej półkuli. Dziurawe rury wypusz- . pragnąc poszerzyć swoje wielkie impe- rium. niosąc z sobą resztki zniszczonego miasta. Oczywiście było to znacznym ograniczeniem planu Zedronna-Barshoka. który nagle przemienia poran- ne niebo w sztuczne południe. Mało kiedy współpraco- wałem z ludźmi. kolumnę nadzwyczajnie nagrzanego powietrza. poświę- cili wiele czasu w samym Związku Radzieckim. a następnie fala uderza w ziemię. Wywiera to strasz- liwe skutki na ich środowisku. Parują budynki z ich betonowymi i stalowymi ścianami. że Ameryka już więcej nie jest mono- polistą zastraszania bombą wodorową. na wysokość ponad 10. która wyglądała tak dziwnie jakby grzyb. którzy posiadają taką sztukę zbrojenia się. Pojawia się znikający błysk światła oraz tak wyso- ka temperatura. jak to tylko było możliwe. która powoduje topienie się farby i skóry na wiele kilometrów dalej.306 Pamiętnik Lucyfera wydaje się ulegać eksplozji. według którego cała Europa miała zostać tym objęta. to wyśmienity technik. podobnie też przez Koreę Północną. Wszystko gotuje się. który przenosi się całymi kilometrami. a w wyniku tego wszystko inne cierpi. Widzieliśmy ogień na niebie. a mam także swoich agentów. Zedronn i Harmor. To tak jakby światło zaczęło się łuszczyć. ze wszystkimi swymi odcieniami. a gdy ryk przemija. Ciągnięte mocą najwyższego gorąca. pochłaniając całe połacie Europy. było to jednak lepsze niż nic. a każdy z nich. Komunizm przyjęty został także przez Chiny. Zaś w samym mieście. kalejdoskop kolorów i energii. Podczas detonacji bomby wydaje mi się. tworząc swego rodzaju filiżankę. jak sądzę. cały hałas zamie- nia się w krzyk rozpaczy. Podmuch powietrza jest tak niesa- mowity. a Sowieci działali z całym zapałem. Na ziemi wszędzie wybuchają pożary. Sowieci są dobrzy. a w ubiegłym tygodniu Barshok przedstawił mi najnowsze informacje. Rok: 1952 Zaraz po drugiej wojnie światowej staraliśmy się tak bardzo. a kula ognia tworzy nieziemską windę do nieba.000 metrów. na przestrzeni wielu kilometrów kwadratowych znikło wszystko. jakbym widział retrospekcję pierw- szego dnia stworzenia. którzy działają na południu Azji. a następnie ryk jakby tysięcy piekieł. w cen- tralnej Afryce. że kamienne kolumny budynku kliniki medycznej Shima zostają wbite na około 10 metrów w ziemię. znikając całkowicie w tym piekle gorąca i ciśnienia. aby siły komunistyczne dotarły na zachód. w jakieś kilka sekund. W tym roku Sowieci wynaleźli swoją własną broń jądrową. aż gdzieś wysoko w stratosferze stygną w końcu i uspokajają. ponieważ każdy zaoszczędzony grosz wydają na rozwój zbrojenia. – Mistrzu. która nagle unosi się ku górze. Barshok. niesamowicie sprytni. co oznacza.

Podejmuję decyzję: w najbliższej przyszłości będziemy kontynuować obecną stra- tegię. Ich wielkim projektem są teraz rakiety. Ale jeśli po upły- nięciu trzech lub czterech dekad nie odniesiemy sukcesu. aby miało się coś zmienić. i przepowiadam. Rok: 1984 Przez jakiś czas wyglądało na to. – Pamiętaj o tym. jest więc bardzo ważne. W południowo-wschodniej Azji wręczyliśmy Ameryce pierwszą militarną porażkę. istnieje naród. pozostawimy naszych sowieckich sprzymierzeńców i spróbujemy czegoś innego. Ekonomia radziecka nie jest wystarczająco silna. – Mistrzu. wszystkie nasze przewidywania wskazują na upadek radzieckiego systemu. myśląc o zdobyciu łatwego terytorium na dalekim wschodzie – rozbudziła Amerykę. a nawet na zachodniej półkuli. ludzie tłoczą się w małych mieszkankach miejskich. gdy wyszedł Barshok. aby to osiągnąć. Napływ ko- munizmu wydawał się na każdym miejscu nie do odparcia – w Afryce. Ale. że za trzy lub cztery lata będą mogli wynieść satelitę na orbitę okołoziemską. Jak sądzę. prawdopodobnie dokonają tego jeszcze przed Amerykanami! – Bardzo dobrze – odpowiadam. jaki przynie- sie to wynik. tak więc teraz ponownie się zbroi. aby przetrwać bez końca tak sil- ne napięcia. połowa zbiorów pszenicy ucieka z powodu przestarzałych wagonów kolejowych. Jeśli Amerykanie wytrzymają taką presję. bo inaczej przegramy. komunizm spotka się z eko- nomicznym dniem sądnym. wciąż bardzo wątpię. podczas której potężne siły blokowały się wzajemnie w niekończącym impasie. a nic nie wskazuje. To prawda. że Sowieci pokazują nam znamienne osiągnięcia. Mówiąc gorzką prawdę. Krwawa wojna w Korei – wielki błąd. plan Zedronna padnie. gdzie kilka rodzin musi często dzielić jedną kuchnię. budując broń nuklearną w tysią- cach. Jednak nie było to wystarczające i pew- nego dnia. z całą agresją starając się szerzyć państwo ateizmu przy pomocy brutalnej siły. że naszym celem jest zjed- noczenie świata. jak pierwsza wojna światowa.Rozdział 29  Wydłużające się cienie 307 czają ropę do ziemi. jaki popełniliśmy. Narobimy wiele szumu. jed- nak ten wysiłek jest dla ich ekonomii straszliwym nadwerężeniem. Nawet jeśli włożą swoje rezerwy finanso- we w tę egzotyczną broń. Prawdopodobnie trzeba będzie siły. któ- . ten świat zmierza w kierunku takiego martwego punktu. zadumałem się. na początku tego roku przyszedł do mnie Marconides z przygnębia- jącym sprawozdaniem. Jeśli tak się stanie. a jego wielkie imperium upadnie jak domek z kart. produku- jąc własną super-broń. Nie pozwól im o tym zapomnieć. Pra- cują nad tym dniami i nocami. że uda nam się odnieść sukces. gdzie tylko się da. aby stali się bardzo mocni. jednak program zbrojeniowy Sowietów posuwa się do przodu. wypełnimy powietrze ohydnymi groźbami nuklearnej za- głady i będziemy zajmować każde terytorium. Pod zewnętrznym przykryciem i przechwałkami. Ameryka może z nimi współzawodniczyć. Azji.

komputery. Przegląda- liśmy dane wielokrotnie. prezydent Stanów Zjednoczo- nych ogłosił ustanowienie całkowicie nowej strategii obronnej. którego zadaniem było niszczenie sowieckiej ekonomii. Wszystko zaczęło się od spotkania. która i tak już jest za bardzo opodatkowana. którego zadaniem było wykorzenienie komu- nizmu z Europy. Przyjęto formę wyścigu zbrojeń – wyścigu. Jeśli zaś im się to uda. podczas któ- rego utworzyli tajne przymierze. Był to klasyczny ruch militarny. Roztrzaska się z powodu stresu. zaryzykują utratę statusu super mocnego państwa.308 Pamiętnik Lucyfera ry znajduje się w krańcowym rozkładzie. – Kiedy? – zapytałem. jak bardzo głęboko wchodzimy w ostatnie fazy proroctwa księgi Objawienia. Owo tajne spotkanie w Rzymie miało miejsce w czerwcu 1982 roku. że nasze zestreso- wane imperium miało jeszcze zrobić ostatni krok w kierunku zapomnienia. któ- ry miał na celu dokuczanie blokowi państw wschodnich. Ameryka rozpoczęła pro- gram. jak powiedział. swoje umiejętności oraz odpo- wiednio dobre warunki już poza Żelazną Kurtyną. biorąc je jakby w szczę- ki zespolonego ataku. Wykorzystując swoich ludzi. aby ochronić Amerykę przed nadlatującymi pociska- mi. jako bardzo strzeżoną tajemnicę. Ramsorowi i mnie. wypełnione wielkimi intryga- mi. – Ile mamy jeszcze czasu? – Pięć. A dokład- nie dziewięć miesięcy później. próbując ułożyć różne przypuszczenia i nawet nasze najbardziej optymistyczne scenariusze prowadzą do takiego samego wniosku: Związek Radziecki upadnie. Watykan mógł doprowadzić od środka do destabilizacji reżim komunistyczny. która została za- planowana. Nie więcej. Skomplikowany sprzęt techniczny warty miliony dolarów miał zostać przerzucony do Europy Wschodniej – ma- szyny drukarskie. Ten fakt znany był tylko Meldibonowi. który z założenia miał być tak drogi. bowiem objawiało to tylko. W tym samym czasie Ameryka będzie podtrzymywała naciski militarne i polityczne z zewnątrz. którego intencją było zniszczenie komunizmu we wschod- niej Europie. wiosną 1983 roku. a może dziesięć lat. To. Ameryka natomiast dostar- czyć miała pieniądze i odpowiedni sprzęt. . W czerwcu 1982 roku prezydent Stanów Zjednoczonych i papież mieli prywatne spotkanie w Watykanie. Było jednak jeszcze jedno oblicze tego planu. Podczas gdy komunizm niszczony był od środka. przywódcy ruchu oporu wzniecą bunt przeciwko marksi- stowskiemu reżimowi. a nawet w pełni wyposażone stacje radiowe – a przy ich pomocy. Stało się to znane jako Wojny Gwiezdne i zmusiło Kreml do straszliwej de- cyzji: jeśli nie uda im się dotrzymać kroku w wyścigu zbrojeń. będą wywierali zbyt wielki nacisk na ekonomię. ale zatrzymaliśmy to. Ich ekonomia rozpada się. Tylko na kilka mie- sięcy wcześniej utworzono tajne przymierze pomiędzy wielką siłą świecką i wielkim kościołem. sowieci zaryzykowaliby całkowitą klęskę ekonomiczną. że starając się w nim uczestniczyć. z czego nie zdawał sobie sprawy Marconides. to fakt.

Jest to jedna z najdoskonalszych stra- tegii. które w końcu zniszczyło Związek Radziecki. W sierpniu ubiegłego roku amerykańskie satelity przelatujące nad Bliskim Wschodem zauważyły kolumny z ciężkim sprzętem. to stary głupiec. Wymyślając ją. Mistrzu – powiedział do mnie Zedronn. Zedronna i Ramsora. W kilka godzin ogromne obiektywy zauważyły znaki rozpoznawcze na pojazdach wojskowych kierujących się na południe: Dy- wizja Bagdadzka. że przez jakiś czas wydarzenia w Rosji zostały przyćmione. Dywizja Hammurabie- go – wszystkie elitarne jednostki najlepszego dowództwa armii Iraku. Dywizja Tawakalna. papież dokonał czegoś. O. cze- go zazdrościliby mu Napoleon i Aleksander: zmusił swojego wroga do walki na terenie. co jest całkowicie dziwne. W kilka minut wszyscy zgromadzili się. i jak sądzę. którego sobie nie wybrał. co moim zdaniem działo się na świecie. – Wezwij Marcolitha. Mistrzu. co zobaczycie. aby to wszystko zatrzymać. w kierunku granicy z Kuwejtem. – O tym bez wąt- pienia już wiecie. pewnego poranku. i to szybko. Jest to absolutnie doskonałe! Wiosna. dokąd zmierzają te czołgi. i jeszcze Barshoka. – Czy powiedziałeś. – Zupełnie tego nie rozumiem. Dlaczego? Sam musiałem dobrze to przemyśleć. Harshak. Jeśli zajmą Kuwejt. na widok pierwszego przykładu takiej hiper-wojny.Rozdział 29  Wydłużające się cienie 309 Wojownicy – powiedziałem pewnego dnia. Powiedziałem Barshoka. znajdą się w pozycji umożliwiającej im zagrabienie jednej czwartej światowych zasobów ropy. przez kilka chwil relaksu nagle stało się dla mnie jasne. gdy cały świat oglądał. – obserwujcie z uwagą tę walkę. – Posłaniec! – krzyknąłem. ale nie będzie się ona toczyła przy pomocy bomb i kul. minął czas i niewiele się stało. przedstawiłem im więc. Powstaje tylko pytanie. To. Istniała tylko jedna interpretacja: sa- telity zarejestrowały pierwsze chwile zbrojnej inwazji. będzie w rzeczywistości trzecią wojną światową. podczas ogólnego spotkania do- wództwa. poruszające się z Bagdadu. zmierzają- ce w kierunku granicy sąsiadującego kraju. – Spójrz. mam odpowiedź. jakie kiedykolwiek widziałem. A jednak. Harshaka? – Nie. tak zdominowało ono wiadomości. co uczyniłoby tę inwazję rzeczywistością. 1991 Wydarzenie. oniemiały. bowiem i dla mnie nie miało to żadnego sensu. Raczej przy pomocy dolarów i rubli. po szczególnie ciężkiej nocy. Marconidesa. a potem. dlaczego dopuszczono. – Właśnie miała miejsce inwazja Kuwejtu – powiedziałem. a za- chód niewiele czyni. aby posunę- ło się to wszystko tak daleko bez jakiegokolwiek protestu. miało miejsce poza jego granicami. W istocie. Dywizja Medyny. . I nasi rosyjscy przyjaciele przegrają.

w której będą musieli wziąć udział. Gdy się zakończy. Czy tego nie widzicie? Cały glob zmuszony będzie do wspólnego działa- nia jak jedna jednostka. w trakcie wojny. Będziemy oglądali wojnę. A teraz pozwólcie. każdy znajduje się w kącie. aby przejąć panowanie nad tą chwilą. Japonia. co oznacza. jesteśmy bardzo bli- scy wypełnienia się przepowiedni z księgi Objawienia. Nie może sobie pozwolić na to. co moim zda- niem przyniesie przyszłość. Ze względu na tę inwazję. a te- raz. które pchają ten świat w kierunku globalizacji. że nie mają żadnych szans.310 Pamiętnik Lucyfera Istnieją potężne moce. zapowiadającej powsta- nie zjednoczonego świata i musimy być gotowi. W podob- ny sposób i Europa uzależniona jest od ropy z Bliskiego Wschodu. klasyczny pacyfista. będą zmuszeni do po- łączenia się jeszcze militarnie. ma zapasów ropy naftowej jedynie na sześćdzie- siąt dni. jeśli nie będą współpracować. Związek Radziecki rozpadnie się w tym roku. że wam powiem. podobnie też Ameryka. która zaćmi nasze zmy- sły. . wszyscy będą zmuszeni myśleć o wspólnym działaniu dla rozwiązania wspólnych problemów. Świat już jest w dużym stopniu zunifikowany pod względem ekonomicznym. Będzie to nasza ostatnia szansa. o którego względy zabiegają. jaki pojawi się na Kremlu. przekracza wszelkie oczekiwania: aby zadowolić zachód. by przesiedzieć tę wojnę. Moi przyjaciele. A jak wielki będzie stres. przywódcy radzieccy będą zmuszeni zignorować własne zobowiązania i opu- ścić starego sprzymierzeńca – Irak.

oprócz faktu. jak wylatywały w powietrze publiczne budynki i jak następo- wał rozkład środowiska. że nadchodzi: koniec jest bardzo bliski. tak. Sojusznicy odnieśli spektakularne zwycięstwo. zbalansowany budżet i bezpieczniejsze ulice. Nagle poziom energii podnosi się. gdzie ma uderzyć piorun. Coś działo się nie tak i nikt nie wiedział do końca co. którego dnia to się stanie. gdzie zwykli obywatele pa- trzyli bezradnie. który spowodował częste i bardzo gwałtowne wstrząsy. ale nic z tego nie zrealizowano. Dlaczego wybrali sobie Frankfurt. zaś Amerykanie delek- towali się swoim triumfem. nieco później.Rozdział 30 Apokalipsa Odczuwam. „pokojową dywidendę”. dumne siły amerykań- skie zostały upokorzone w Somalii. a ziemia trzeszczy. i chociaż sami musieli umrzeć jako pierwsi. że nastał czas ucisku. a następ- nie upadła amerykańska giełda. że człowiek po prostu nie czuł się już więcej bezpiecznie. Wkrótce po tym. odbierające odwagę moim naśladowcom. wydarzenia stały się jeszcze gorsze: po tygodniu ponownie wybuchła wojna na Bliskim Wschodzie. wlokący się z tyłu. co pchnęło ten świat poza krawędź bezpieczeństwa. ostatecznie lądując w Niemczech. gdy ludobójstwo powróciło do Europy. była więc kolejna runda pełnych euforii wystąpień polityków przed mikrofonem. wkrótce po tym. tego nikt nigdy się nie dowie. to wydarzenie we Frankfurcie. zmarł w kilka minut po nie- umiejętnym obchodzeniu się z towarem. a świat został zmuszony do oglądania bezsil- ności powykręcanych rąk. że jeden z terrorystów. pociągnęli za sobą całe tysiące. To pośmiewisko przeniosło się w głąb Ameryki. Pozostali dwaj zbiegli. ale będzie to wkrótce – bardzo blisko. Jakże szybko wszystko się rozpadło! Przez kilka lat po wojnie w Zatoce Perskiej dało się odczuć wielką euforię. ludzie odczuwali. Krok po kro- ku. jakby ktoś stał w miejscu. jak to przewidywałem. że cały świat podziwiał tę zmyślną broń. wykorzystując Zatokę Perską jak kąpiel. Amerykanom obiecano obniżenie podatków. które sprawiło. Patrząc wstecz. W istocie. gdy wychodził z domu poza drzwi wejściowe. W nieznany sposób grupa terrorystów przedosta- ła się na strzeżony teren centrum badawczego i porwała trzy fiolki trucizny tak silnej. jak powinno i każdy o tym wiedział. rozpadł się Związek Radziecki. . Było to podobne do straszliwego uczu- cia. a ów obiecany lepszy świat stał się jedynie śmiesznym marzeniem. Coś działo się nie tak. to. nie mogąc sobie pora- dzić z takim stresem. ale to właśnie tam rozrzucili swój śmiertelny ładunek. Tego roku. w której starali się zmyć wspomnienia po Wietnamie. Nie potrafię odgadnąć. znikając w dzi- kim pędzie po Europie. krzycząc z bólu.

W parkach publicznych i w stojących bezczynnie fabrykach. zabierając wszystko. Walki tliły się przez szereg tygodni. jednak Kongres stanął w martwym punkcie złośliwej debaty politycz- nej nad tym. aby wszystko to wpisać w prawo. w takim razie dlaczego nie odebrać ich w towarach? Strażnicy – którzy sami nie odbierali od trzech dni wynagrodze- nia – łatwo dali się pokonać i tłum wtargnął do budynku. Za dnia to samo wydarzyło się także na innym miejscu. po każdej . spontanicznie zaczęto organizować spotkania modlitewne. a skutki tego szybko dały się odczuć zwykłemu robotnikowi. a jego księgi i doku- menty znalazły się na ulicach. że gdy pogorszyła się sytuacja mię- dzynarodowa. kogo oskarżyć za taką depresję. Przez szereg dni z rzę- du giełdę zamykano zaraz po jej otwarciu. Upadły także rynki azjatyckie. a rozgniewany tłum stanął szere- giem przed urzędnikami opieki społecznej. co zagwarantuje narodową. meble biuro- we znikły w kilka minut. spowodowała. Nie mogąc dalej gromadzić kapitału. Z dnia na dzień. W tym momencie świat wpadł w szał. I po tym wszystkim ludzie zaczęli ponownie poszukiwać religii. domagając się zapomogi. a Stany Zjednoczone odmówiły spłaty długów. podobnie jak i w Europie. aby pomieścić tłumy. a gdy notowania gwałtownie spadły. aby zrobić coś. W jednym z takich miejsc ktoś zasugerował: jeśli nie mogą wypłacić nam zasiłków w pieniądzach. Po kilku tygo- dniach. szaleni inwestorzy podbili cenę złota do 2000 dolarów za uncję. Następ- nie pojawiły się nieściągalne długi. wszyscy zaczęli mówić o powrocie do dobrych. która od dawna domagała się korekty. a w narodzie aż dud- niło od rozmów na temat narodowej ugody religijnej. a potem trzeciego nabożeństwa w każdą niedzielę. Stojąc wobec anarchii i depresji. Kościoły były przepełnione po brzegi. Nikt się nie poddawał. wstrzymano jej operacje. aby wspomnieć stary podstęp Konstantyna prowadzący do jedno- ści: dlaczego nie rozpocząć od czegoś namacalnego – czegoś takiego. starych dni moralności i cnót. zaś termin płatności nadszedł i minął – przyblokowany przez niekończące się wywody. przemijająca hossa. jak naro- dowy dzień modlitwy? Idea rozprzestrzeniła się jak iskra na polu z sianem. Komputery. pojawiały się więc naciski. aparaty telefoniczne. udział w tym religijnym ferworze zaczęto zrównywać z patriotyzmem. sytuacja. budynek stanął w płomieniach. Trzeba było zapłacić znaczną część amerykańskich rezerw i zabezpieczeń rzą- dowych. która już i tak była opóźniona. Aż w końcu nieoczekiwany kryzys na Bliskim Wschodzie doprowadził spra- wy do punktu kulminacyjnego. a pastorzy i księża parafialni mieli wkrótce plan drugiego.312 Pamiętnik Lucyfera Nadchodziło to już od pewnego czasu. a recesja zmieniła się w straszliwą depresję. moralną jedność. W tym samym czasie ktoś zasugerował. korporacje zaczęły zamykać swą działalność. co wyglądało na wartościowe. notowania giełdowe spadły z dnia na dzień. zaś nieszczęście wyszło poza Amerykę.

a jego przesłanie tłuma- czone było równocześnie podczas nadawania. co nas dzieli. przechytrzając rakietę i kierując ją na niewłaściwe cele. Bomba nuklearna została zdetonowana tak. czujnik satelity wypatrzył wystrzeloną rakietę. która wy- słała zapach śmierci planety.Rozdział 30  Apokalipsa 313 stronie przelewała się krew. który chcieli wysłać w odwecie – pocisk średniego zasięgu z ładunkiem nuklearnym. a efekt. jak obiecano. – Zanim wystrzelicie pocisk. że potrafimy poradzić sobie z waszą obroną. aby ją sprowadzić na ziemię. W ONZ ludzie tłoczyli się przed mównicą. gdy wystrze- lono pociski typu Patriot. a potem stała się celem prób przechwycenia jej. Premier kraju. że „Ludzie wszędzie poszukują Boga. Dokładnie za trzy minuty pocisk nuklear- ny będzie eksplodował na wysokości 80 mil nad Morzem Śródziemnym. aby pójść za przykładem reform religijnych Ameryki – coś. co nas łączy” – stwierdzo- no w jednym z artykułów redakcyjnych gazety w Azji. a w wyniku tego głowica przedostała się – niosąc pełny ładunek substancji chemicznych. W parlamentach w całej Europie brzmiały wezwania do tego. Świat znalazł się nagle na krawędzi samego piekła. jaki wywarło to na ludziach był przeogrom- ny. gdy świat. – „Na zachodzie ludzie dobrej woli poświęcają dzień każdego tygodnia. nad otchłanią. widoczny był błysk od Istambułu. Miasto. Faktycznie odliczanie już rozpoczęto. Przez szereg minut śledzono ją. jakie widziano w historii ludzkości. jest daleko mniej ważne od tego. stał się świadkiem jednego z najodważniej- szych czynów. aż pewnego ranka. by pokazać swoją troskę o przy- szłość ludzkości. aż do Aleksandrii. przerwiemy nasze odliczanie. musicie dwukrotnie to przemyśleć. a w odwecie bito się znowu. wyposażone w najnowsze zdobycze techniki obronnej. – Wiem. To wszystko. Czy nie możemy uczynić podobnie?” Pewna umiarkowana gazeta na Bliskim Wschodzie stwierdziła. że jego naród jest także uzbrojony w broń nuklearną. Nie uczyniliśmy tego. zaczęły wyrzucać wabiki. „To. wkrótce zostało nasycone ludźmi martwymi i umierającymi. wysoko nad Bliskim Wschodem. o samym świcie. Mógł zostać skierowany na was. Dokładnie w tym memencie. nad którym doszło do detonacji. o czym mówiło się wkrótce nawet w krajach niechrześcijańskich. który wystrze- lił broń chemiczną podał poprzez radio ostrzeżenie. Nadlatujące jednak po- ciski. Jeśli nie. zanim wystrzelimy drugi pocisk. Jednak mamy kolejny pocisk gotowy do wystrzelenia. Jeśli zgodzicie się. który oglądał to wszystko w wiadomościach telewizyjnych. Daję wam pięć minut na odpowiedź. W kilka minut dowódcy wojskowi przygotowywali kolejny pocisk. . aby przyspieszyć światowy dzień modlitwy. Proponuję więc natychmiastowe zaprzestanie ognia i negocjacje. jesteśmy przygotowani na wymianę nuklearnego ata- ku. Skierowany jest na waszą stolicę i dotrze tam: poka- zaliśmy już wam. że rozpoczęliście swoje odliczanie – ogłosił.

że Jezus był dobrym człowiekiem i prorokiem. gdzie skieruje go Komisja do Spraw Rekonstrukcji. powinien przez je- den dzień w tygodniu obowiązkowo pracować nad publiczną rekonstrukcją. którzy w swoich przekonaniach różnią się od większości? . który został senatorem. Zakazywało ono jakiejkolwiek sprzedaży w niedzielę. Znaki na autostradach były zapaćkane graffiti i przez to stały się nie- mal nieczytelne. Niespełnienie obowiązku stawienia się. W jaki sposób uniknie pan pogwałcenia sformułowania Pierwszej Poprawki? Od czasów Rogera Williamsa. aż do teraz. w celu wy- konania takiej pracy.314 Pamiętnik Lucyfera Dlaczego nie mielibyśmy się do nich przyłączyć? Od dawna twierdziliśmy. zanim został wybrany do Senatu. – „Jeśli nie potrafimy się razem modlić. Domaga się pan od nich pracy w dzień. że każdy. zostało nazwane Aktem Narodowego Dnia Modlitwy. gdy kolega znajdujący się przy mikrofonie odczytał ten fragment ustawy. każdy zdolny obywatel będzie proszony.” Tuż za Aktem Narodowego Dnia Modlitwy wydano Narodowy Akt Napra- wy. to możemy razem umrzeć. którzy nadal wierzą. co z tymi. zapytam. „Tak!” – zagrzmiał kolega. Amerykańska infrastruktura znajdowała się bowiem w bardzo kiepskim stanie. który był profesorem prawa konstytucyjne- go. Jestem już zmęczony patrzeniem na nasz naród narażony na tak zwane prawa cywilne!” Prawo. po kryzysie finansowym parki publiczne stały zarośnięte cał- kowicie i dlatego ktoś zasugerował. W obu izbach Kongresu przedsta- wiono projekty ustaw o obowiązkowym dniu modlitw. I tak pojawił się kryzys konstytucyjny. Czy nie będzie to służyło najgłęb- szym dogmatom naszej wiary. pomysł natychmiast wszedł w modę i szybko przedstawiono propozycję aktu prawnego: „Po wejściu w ży- cie tego aktu. zakazywało też pracy nawet na własnym terenie. Co zrobić z decyzją Hugo Black’a w sprawie Eversona? Co z konstytucyjną ochroną tych. że Stany Zjed- noczone Ameryki są krajem chrześcijańskim i w związku z tym. „Obowiązkowy?” – kwestionował jeden z senatorów. że upowszechnimy sprawę wraz z tymi. uznane będzie za sprzeciwienie się społeczeństwu i karane grzywną 500 dolarów lub aresz- tem na dziesięć dni”. Jakby obiet- nica powrotu do lepszego dnia wczorajszego. że sobota jest biblijnym dniem odpoczynku? – dopytywał się profesor prawa.. Rozpoczyna się ono następującymi słowami: „Niniejszym Kongres stwierdza. kto zdrowy. nadzwyczajną rzeczą w Ameryce była wolność religijna. jak też jakiegokolwiek niepotrzebne- go zatrudniania. którzy są ludźmi dobrej woli?” Legislacja nastąpiła najpierw w Ameryce. który świętują. polegającą na odnowie parków i czyszczeniu miejsc publicznych. – Jeśli pan pozwoli. aby w każdą sobotę zgłosił się tam. – Nadal jest ich dość wielu i ostatnio mówiono o nich w wiadomo- ściach. które wyłoniło się za sprawą zdecydowanej większości w obu izbach Kongresu. jaka będzie potrzebna dla odbudowania lub usprawnie- nia prac publicznych..

którzy raczej wolą zobaczyć rozkładający się naród. którzy nie dopomogą nam w odbudowie. ale będę bronił aż do śmierci twojego prawa do powiedzenia o tym’. ani sprzedawać! Kilka głosów w kraju zaczęło wołać na alarm. Artykuł redakcyjny w pewnej gazecie w Los Angeles został opatrzony dużym. aby zobaczyć. aby angażować się w sprawy handlu bez potwierdzonej karty identyfi- kacyjnej. obserwując debatę i gdy odwróciłem się. rozpadła się nasza infrastruktura. przy pomocy którego możemy wprowadzić jedność. że powywracano jej pojemniki z prasą. tak. Nie powinniśmy im pozwolić ani kupować. co mówisz. niż ustąpić ze swych niektórych prywatnych doktryn religijnych. bowiem słowa te nie do- tarły ze strony ludzkiej bariery – dotarły z naszej strony! Znajdowałem się w Se- nacie. – Dosyć tego! – wykrzykiwał. że nie byłem sam. jednak nie było tak z napuszonym człowiekiem przy mikrofonie. powinni oddać swoje karty. Pytanie zabrzmiało raz jeszcze. kto to powiedział. rozsypując ich zawartość po ulicach. które padły spoza bariery. . posiadaliśmy jednak wyśmie- nity sposób radzenia sobie z tym. Co stało się z tym duchem tolerancji? Co stało się z amerykańskim marzeniem o wolności dla każdego? Co stało się z Ameryką?” Ku swemu zaskoczeniu. redaktorka gazety zauważyła. machając wysoko jedną z tych zmyślnych kart. rozgrzewając atmosferę wokół własnych myśli. co z nimi?” Poczułem się bardzo zaskoczony. a gdy obywatele dobrej woli starają się poprowadzić nas z powrotem do cnót moralnych. Powiem wam coś jeszcze – grzmiał. dotarła do ich myśli. nie powinni korzystać z jego do- brodziejstw. ci więc. Dwadzieścia osiem procent naszych ludzi jest bez pracy. których życie stoi teraz w niebezpieczeństwie? Czy w waszym kraju jest jeszcze dla nich miejsce? Kilku senatorów nagle się zamyśliło.Rozdział 30  Apokalipsa 315 „Tak. Na mocy Aktu Bezgotówkowej Wymiany jest przestęp- stwem. cała galeria niewidzialnych obserwatorów. Był tam Gabriel. Być może nie zawsze umieliśmy się pogodzić. – Jeśli ludzie nie będą stali razem w odbudowie tego kraju. którzy i tak tego nie słyszeli. otrzymała też listy. że mamy już tego dosyć! Mamy tu mechanizm. którzy jakby pobierali ostateczną miarę planety Ziemia. naszpikowanych komputerowymi chipami i czytnikami optycznymi. jakby miało wyzwać do odpowiedzi na nie ludzi. zauważyłem. i cała armia aniołów z Królestwa. szerokim tytułem: A co się złego dzieje? – po czym umieszczono błagalną prośbę o wolność: „Przez 250 lat Ameryka była miejscem dla ludzi. Powiedzielibyśmy: ‘Nie zgadzam się z tym. – Co z tymi. tak jakby w jakiś nieznany sposób treść tych słów. – Mówię. – Proszę mnie nie rozśmieszać sprawami praw mniejszości! – odpowiedział ze złością. a także Ramitan i Thormak. którzy widzieli rzeczy ina- czej. – Staramy się uratować ten kraj. zostają odtrą- ceni przez kilku innych.

Używane już we wszystkich rozwiniętych krajach karty identyfikacji ekono- micznej. po prostu.316 Pamiętnik Lucyfera w których grożono. kraj wydawał się porażony plagą i zarazą i bez względu na to. Ze zdumiewającą szybkością stanowisko Amerykanów rozprzestrzeniło się po całym świecie. Skończyło się. Bez takiej karty. kto różnił się od większości. bowiem przerażeni ludzie znajdowali się wszędzie – bardzo chętni. co można było kupić czy zjeść. jak bardzo trudzili się ludzie. wtedy także może oddać swoją kartę identyfikacyjną i przyłączyć się do nonkonformistów. traktowany był jak przyczyna pogłębiających się narodowych problemów. przyśpieszona głodem i desperacją. że jeśli nie przyłączy się do większości. I wtedy. Zastraszenie społeczeństwa pociągnęło za sobą ogólną nietolerancję. wybuchła wojna. by poświęcić swoją tolerancję na ołtarzu strachu. Nic już nie działało prawidło- wo. a każdy. niewiele bowiem zostało z tego. aby On przyszedł. nigdy tego nie wystarczało. Niemal mogłem już wyczuwać dotknięcie kosmicznej wagi. gdzie tylko można je znaleźć. Nastał czas. stały się wszędzie normą silnie skonsolidowanej kontroli planety. Mniej więcej w tym momencie nastały kłopoty. którzy teraz muszą zbierać pożywienie tam. nie można kupować ani sprzedawać. . Karty identyfikacji ekonomicz- nej stały się nieodpowiednie.

jak zakończyła się wojna. wokół Niego światłość zdawała się eksplodować jakby wynurzenie tysiąca wschodzących słońc. Ale gdy zwolnił. dziwną. Nasze pierwsze spostrzeżenie. która wykrzywiła się wskutek tytanicznego trzęsienia ziemi. a całe niebo nagle zalśniło od wojowników. które przeszło promień kosmiczny z nadzwyczajną prędkością. Potem słońce gwałtownie podnosi się nad horyzontem i gdy mrużąc oczy. Odezwał się głos trąby i głos. Czekał na nich wysoko ponad powierzchnią ziemi. które przepychają swoje połamane dźwigary poprzez mgłę i zauwa- żam. zbudowało taką falę energii jakby przypływ jakiegoś potężnego. a gdy mi się to zdarzyło. wydawał się przenikać całe twoje istnienie. skazany na wędrowanie po pustkowiu. a ja błądziłem po omacku w ciemno- ści. dopóki zraniony i nieświadomy nie straciłem przytomności. gdy On rozpali ogień piekła. jakby w poszukiwaniu swoich przyjaciół. była noc – czarna. tak jak sym- bolika na Synaju to przepowiedziała: ja byłem tym kozłem z Dnia Pojednania. a miliardy ziem- skich grobów oddało swoich umarłych. o wschodzie. zaś Jego oczy wydawały się przebiegać tu i tam po całej Ziemi. przyglądam się blaskowi dnia. który ich uniósł. przechodzę przez tę samą mękę. a poniżej samego szczytu Twin Peaks rozpościera się nisko war- stwa mgły nad całym San Francisco jakby srebrny falujący koc. pusta noc pozbawiona jakichkolwiek dźwięków. . lekko zasłania- jąc przed moim wzrokiem ruinę miasta. Gdy Jego spoj- rzenie spotkało się z twoim. gwiezdnego oceanu. ciemnym obłokiem. na próżno poszukując jakiegoś znaku życia. ale z od- ległą ciemnością. uderzając w nią głową tak mocno. nagle cały koszmar powraca. że gapię się na wschodzące jak laser słońce. aby przybliżyć się do Ziemi. nie mogłem tego dłużej wytrzymać. Rozpoczął się ratunek. Ponad tym obłokiem wznosił się łuk gigan- tycznej tęczy. Epilog Jest poranek. Dramat zakończył się. Rozbili moje formacje i dalej przybliżali się do powierzchni planety. Patrzę na wschód w kierunku wież mostowych. aż do czasu. bowiem Jego towarzystwo. pod którą siedział On. Odku- pieni odeszli. który przeszedł przez cały świat. nie łączyło się ze światłością. Gdy się obudziłem. jakby małym. otoczony obłokiem. ale była to niepotrzebna fatyga. jak i obłok. że On powraca. poza trzaskiem odległego ognia i niskiego pojękiwania wiatru. które obrysowuje szczyty gór na wschodzie. Każdego poranka. Zmobilizowałem całą swoją armię i rzuciliśmy się naprzeciw Nie- mu. któ- ry gotował się ognistym światłem. Skierowałem twarz do ziemi. bowiem w jakimś stopniu przypomina mi to wszystko.

gdy poszukiwałem odpowiedzi. na moim zniszczonym szczycie wzgórza. na próżno poszukując sposobu. zniszczona książka z notatkami. który stanowi moje oparcie. które opowiadają historię moje- go życia: Pamiętnik Lucyfera. Dlaczego? To nadal jest tajemnicą i zasta- nawiam się nad tym przez cały dzień.318 Pamiętnik Lucyfera I tak siedzę teraz o poranku. moje noce oświetlał pełny zimowy księżyc. Słońce wznosi się wyżej. stałem się Jego naj- bardziej zacietrzewionym wrogiem. Na wschodzie. a gdy to czynię. jakby poplamiona zanikającymi kropkami bieli. z podziwem patrzyliśmy na tę promienistą Istotę i wiedzieliśmy. A jednak z powodów. Dlaczego zdecydowałem się z Nim walczyć? Nie potrafię podać ani jednego sensownego powodu. . które nie nadeszły. Na zawsze. aby po- wiedzieć sobie samemu. Przez trzy dni i noce za- nurzyłem się w moim dzienniku. że coś wysuwa się z mojej dłoni – pobru- dzona ziemią. W końcu obsunąłem się wycieńczony. pomarańczowo-niebieskiego koloru. aż pojawi się widok miasta. Kiedyś stałem przed Jego obliczem. Odczuwałem ciepło płynące od tronu i cieszyłem się Jego miłością. że było to właściwe. Radość. Śpiewaliśmy hymn. czuję. bukowe wzgórza stają się zakurzone ostatnimi promieniami zachodzącego słońca. że tak będzie zawsze. a zatoka nabiera ciemnego. Przechylam się do tyłu w kierunku kamienia. ocze- kując. których nadal nie potrafię zgłębić. jakby spalając mgłę i odsłaniając znany mi już widok opustoszałego świata.