You are on page 1of 58

dawniej S.

Sadowski, Marsza³kowska, 91
WARSZAWA

1923
SÉDIR

KSIÊGA
CZUWANIA

ROZMYŒLANIA
NA KA¯DY TYDZIEÑ

PRZE£O¯Y£ Z FRANCUSKIEGO
JÓZEF JANKOWSKI

Sk³ad w Ksiêgarni Kuncewicza i Hofmana


S³owo wstêpne. wszystko; ale, igr¹ Swej czu³oœci, lubi On tylko to, co sami
Mu ofiarujemy.
W³aœnie, i¿by samorzutnie zradza³ siê w nas gest tej
Czuwajcie¿ tedy: bo nie wiecie dnia ani godziny....
ofiary, Jezus przygotowuje wzd³u¿ naszych dróg
kiedy uka¿e siê Oblubieniec.
rozczarowania, potkniêcia, ciernie; nie chcemy bowiem Go
(Mat., XXV, 13).
s³uchaæ. Znu¿enie i trwoga ucz¹ nas modlitwy. Jak
podró¿nik, œcigany przez po¿ar lasu, rzuca siê do rzeki, tak
Przypowieœæ o pannach m¹drych i pannach g³upich
my, oszalali zgryzot¹ sumienia, zanurzymy siê w fale
odnawia siê ka¿dodziennie przed naszemi oczyma. Spójrzmy,
p³omieniste i œwie¿e Mi³oœci.
jak czynimy: czy widzicie niedbalstwo nasze, nieuwagê
Gdyby mo¿na by³o widzieæ przysz³oœæ œwietlan¹, jak¹
nasz¹ na Boga i ¿ywotnoœæ egoizmu naszego? Czy widzicie,
nam gotuje cierpienie, o, jak¿eby podejmowano surowego
w stosunku jednych do drugich, platonizm nic nie spra-
tego goœcia, jak¿eby go szukano, jak¿eby siê go chwytano z
wiaj¹cy przyjaŸni naszych wzajemnych, i sztywnoœæ tê, nie
uniesieniem. Ale do poruszenia tego mistycznego, jakie
pozwalaj¹c¹ duszom naszym przelewaæ siê jedne w drugie,
spe³niaj¹ niektórzy, do tego uœcisku Krzy¿a, do zapalenia siê
i oziêb³oœæ tê, czyni¹c¹ nas niezdolnymi do niecenia zapa³u
tego tajemnego, nie mogê zmuszaæ nikogo, nie mogê nawet
jednych przez drugich? Czy widzicie, z jakiego powodu tak
prosiæ Przyjaciela o nak³onienie kogoœ do tego. Jesteœcie
nie umiemy pokrzepiaæ znu¿eñ, wstrz¹saæ obojêtnoœciami
wolni; macie wybieraæ i decydowaæ siê sami; ja mogê wam
ludzi z zewn¹trz?
tylko powtórzyæ: Prawda, Rzeczywistoœæ, ¯ycie, s¹ w tem.
Jest to dlatego, ¿e jesteœmy nazbyt jeszcze w
Wiem dobrze, ¿e jesteœmy pogr¹¿eni w œnie nocy; oby¿
nieokreœlonoœci, nazbyt w nierzeczywistoœci naszych
przynajmniej œwieci³a w niej gwiazda jedyna wiary; oby¿
wy³¹cznych zajêæ osobistych, nazbyt lekcewa¿¹cy nasze
wielkie tchnienia Mi³oœci nape³nia³y j¹ woni¹; radoœci
ca³kiem drobne po¿¹dliwoœci. Nale¿y wynijœæ z siebie, za
niemasz w rzeczach; bêdzie ona w sercu naszem, je¿eliœmy
wszelk¹ cenê, i to postanowieniem stanowczem; w
niemoce i ¿u¿le jego przelali w serce rozpalone do bia³oœci
przeciwnym razie, dnia pewnego, pasterze surowi popychaæ
Mistrza naszego, który jeden tylko kocha nas na zawsze.
nas bêd¹ w³óczniami, zamiast kijów pasterskich.
Jesteœmy s³abi tylko w miarê, jak siê opieramy na
Jezus stoi milcz¹cy na progu serca naszego.
sobie samych; jesteœmy letni tylko wtedy, gdy nie podsycamy
Czeka On, by namiêtnoœæ, w³adza, wiedza ods³oni³y
naszego ognia; czujemy lêk tylko, je¿eli pozostajemy sami.
nam wreszcie gorycz pozosta³ego po nich osadu. Stoi On
Oprzyjmy siê na Najmocniejszym; spalmy nasze egoizmy;
tam, spuœciwszy cne swe powieki, i¿by g³êbia jego spojrzenia
uczepmy siê p³aszcza Wielkiego Pasterza; jest On zawsze
nie przerazi³a ospa³oœci naszej; powstrzymuje On s³owa,
najszczêœliwszy, je¿eli Mu siê naprzykrzamy.
któreby wywraca³y; ukrywa rêce swe mi³osierne, bowiem
Duch nasz doznaje znu¿eñ, jaki nasze cia³o. S¹ to
dotkniêcie ich zapali³oby nazbyt wczesnie w ¿y³ach naszych
zwolnienia przewidziane i prawie nieuniknione; nale¿y tylko
po¿ar strawiaj¹cy Mi³oœci.
staraæ siê skracaæ ich trwanie i sprowadzaæ do minimum ich
Otó¿, chce On nas ca³ych, od cia³a tego,
gnuœnoœæ.
pobudowanego przez anio³ów, a¿ do serca tego, gdzie sam
Obojêtnoœæ jest wynikiem zwyk³ym zaniedbywania
On wznosi œwi¹tyniê, jak¹ sobie przeznacza. A zw³aszcza,
powszedniego drobnych obowi¹zków. Jest ona
ofiary dobrowolnej ¿yczy On sobie. Móg³by On wzi¹æ

1 2
niebezpieczna z racji pozornej swej nieszkodliwoœci; gdy poœwiêcaj¹c¹ siê; i chocia¿ s³aba, naga, bezbronna,
cz³owiek nie wznosi siê ju¿, na drodze w¹skiej, wtedy stacza tryumfuje ostatecznie nad wszystkiemi gwa³tami. Si³a jej
siê wty³ ku przepaœci. Napisano jest: "Bogdajbyœcie byli spoczywa w jej samorzutnoœci, bowiem ona, przez swoje
ca³kiem zimni". I jeszcze: "Letnich wyrzucê z ust mych". Ÿród³o, jest to¿sam¹ z Duchem.
Œwiêty Bernard mniema³, ¿e nawrócenie zbrodniarza jest O mi³oœæ, o ¿ar, o ogieñ, oto o co winnibyœmy siê
mniej trudne, ni¿ nawrócenie mnicha letniego. modliæ co ranki i wci¹gu dni.
Trzeba przymuszaæ siê spe³niaæ drobiazgowo nasze Prawie wszystko jest mo¿liwem dla tego, kto chce;
obowi¹zki. Kto gardzi ma³emi b³êdami, ten wpadnie w wszystko jest mo¿liwem dla tego, kto kocha. Ale trzeba
wielkie. Trzeba równie¿ przymuszaæ siê do modlenia siê, chcieæ ustawicznie, jedynie, i z ka¿d¹ godzin¹ nieco bardziej,
ilekroæ nadarza siê sposobnoœæ i chocia¿by siê nie mia³o ni¿ w poprzedzaj¹cej. Trzeba wywo³ywaæ w sobie bez
usposobienia ku temu. ustanku oblicze to dostrzegalne Boga, które jest Mi³oœci¹.
Gdy siê jest roztargnionym w modlitwie, nie bolej¹c z Trzeba przymuszaæ siê do kochania. A gdy czu³oœæ nasza
powodu tych rozproszeñ; gdy siê jest osch³ym, znudzonym, oburza siê na pewne okropnoœci fizyczne czy moralne, trzeba
gdy nie u¿ycza siê ju¿ obowi¹zkom swym czasu normalnego; przymuszaæ siê czyniæ przynajmniej gesty boskiego i
gdy pope³nia siê b³êdy, nie niepokoj¹c siê tem; gdy czyta siê ludzkiego braterstwa.
tylko dla zabicia czasu; gdy pracuje siê tylko, by nie zwróciæ Wiele dusz anemicznych mniema, ¿e wysi³ki takie nie
na siebie uwagi; gdy szuka siê swych wygód: oto jest s¹ w ich mocy, i oczekuje wszystkiego od Nieba. Jest to b³¹d.
letnioœæ. "Pomagaj sobie, Niebo ci dopomo¿e". Trzeba energji,
Lekarstwem na ni¹ -- czyn. energji udyscyplinowanej, systematycznej; natura nasza ma
Czyn z zamiarami czystemi: dla Boga, dla braci. byæ ujarzmiona, potem wytresowana, jak pies policyjny. Bez
Czyn z ³adem, dok³adnoœci¹ i spokojem. tego zapa³y jej przygodne spowodowa³yby w sumie tylko
Czyn z ¿arliwoœci¹; bez niedbalstwa; z odwag¹, nawet upadki zniechêcaj¹ce. Gdy tresura zostanie ukoñczona,
je¿eli robota nie zajmuje nas. wówczas bêdziemy mogli daæ pole entuzjazmom naszym,
Czyn z wytrwa³oœci¹; nie pozostawiaæ pracy bowiem odt¹d wybiegaæ one bêd¹ tylko ku Jezusowi.
niedokoñczonej. Ale, powtarzam to, trzeba przejœæ naprzód przez
Otó¿, czyni siê nie przez umys³; czyni siê przez uczucie, przygotowanie, przez naprawê, przez oczyszczenie.
przez namiêtnoœæ, przez oœrodek duszy, s³owem, przez Przygotowanie -- to pragnienie, jakie macie wszyscy,
mi³oœæ. Wola jest tylko mi³oœci¹; czy tryska ona z instynktu, czynienia dobrze. Naprawa ma byæ dyscyplin¹ cielesn¹,
czy okrywa siê szatami zbytkownemi umys³owoœci, czy znika moraln¹ i myœlow¹.
pod zbroj¹ pychy zasad¹ rdzenn¹ woli pozostaje Mi³oœæ. Oczyszczeniem bêd¹ to próby, przyby³e ze œwiatów
Mi³oœæ, by siê rozwin¹æ, potrzebuje tylko samej siebie; ni¿szych, eskortowane przez ajentów Przeznaczenia, w
im wiêcej siê ona oddaje, tem silniejsza i œwietniejsza nap³ywach wiêcej czy mniej powolnych, wed³ug naszej si³y
odradza siê. Nie pyta ona o widoki powodzenia, nie zna oporu i naszej dobrej woli. Bêdzie niem równie¿ praca
odwlekañ rozs¹dnych, uk³adów zrêcznych, przezornoœci niewidzialna anio³ów Jezusa nad sercem naszem zimnem i
bojaŸliwych. Jak tylko postrzega ³zê, rzuca siê, by j¹ twardem, by zwiêkszyæ je i rozgrzaæ.
osuszyæ; pomiêdzy napastnikiem i ofiar¹, widzisz j¹ Stronice, jakie czytaæ bêdziecie, odnosz¹ siê do

3 4
wtórego z trzech tych okresów, który zawiera siê ca³y w tysiêcy, zaludnionych tworami inteligentnemi i
æwiczeniu naszego Ja. odpowiedzialnemi, ziemia ta zalicza siê do ma³ej liczby tych,
Winniœmy tedy byæ pos³uszni maksymie wyrzeczenia które, dotychczas, posiada³y S³owo, zrozumiecie, dlaczego
siê w ca³ej jego surowoœci. Za ka¿dym razem, gdy bêdzie siê ci, co mog¹ siê poœwiêcaæ, mog¹ równie¿ mieæ pos³uch u
mia³o coœ zrobiæ, co nie jest jawnie obowi¹zkiem czy Tego, który jest Mow¹ Ojca.
mi³osierdziem, chocia¿by coœ najbardziej b³ahego, -- za Tematy, jakie podajê wam w tym podrêczniku, s¹ tedy
ka¿dym razem gdy zradza siê popêd nierozwa¿ny, który nie przeznaczone do nabrania tchu poœród walki, do
jest poœwiêceniem siê, bêdzie siê musia³o okie³zaæ go, zmusiæ zaprowadzenia ³adu w nas samych, do przypomnienia sobie
siê do czynu przeciwnego. Jezus nasz skaza³ siê na ca³e ¿ycie zasad, do skupienia naszej uwagi, do zacieœnienia œcis³ego
ura¿eñ, prac, pospolitoœci, nieznoœnych dla delikatnoœci zbli¿enia siê z Naszym Mistrzem. S¹ to przyk³ady; bêdziecie
wytwornej i szczytnoœci Jego natury. mogli wybraæ sobie inne; zasadnicz¹ rzecz¹ jest to, by uczeñ
Zmuœmy siê tedy i badŸmy bez pob³a¿liwoœci dla ja: oszczêdnie u¿ywa³ w przerwach czasu dla myœli swej
karmmy je obficie, ale karmmy je tylko tem, czego ono nie wytchnieñ, dziêki którym rozporz¹dzaæ on bêdzie si³ami
lubi. Wobec ka¿dego nabytku, ka¿dego doœwiadczenia, swemi z wiêkszym spokojem, jasnoœci¹, pewnoœci¹, i by
ka¿dej wygody, jak¹ daje nam ¿ycie, zapytujmy naprzód: Czy przyzwyczaja³ siê w ten sposób do prowadzenia spo³em ku
lubiê to? Czy zrobi³bym to ochotnie? Je¿eli tak, odrzucajmy, trudom s³u¿by mistycznej energij swego rozumu, swego cia³a
bierzmy postanowienie przeciwne; jedzmy, co nam nie i swego serca wed³ug harmonji coraz to g³êbszej. Jednoœæ
smakuje. Duch nasz wzlotni siê i oœwieci œwiat³em boskiem naszej istoty bêdzie wynikiem wspania³ym potrójnej tej
po ka¿dym z drobnych tych kielichów gorzkich, i stanie siê uprawy.
odrazu zdolny stykaæ siê z liczb¹ duchów coraz to wiêksz¹.
Od tej pory, Mi³oœæ pocznie rozlewaæ dooko³a nas naj-
czystsze swe œwiat³o; nie bêdzie ju¿ nam potrzeba
sylogizmów, by dochodziæ do czynu. ¯ycie prawdziwe bêdzie
w nas; wobec tworów i wydarzeñ, umys³ nasz zrozumie
odrazu, serce nasze poruszy siê odrazu, ramiona nasze
wyci¹gn¹ siê same przez siê, by ul¿yæ brzemieniu s³abych.
Nie bohaterstwa uroczne s¹ najtrudniejsze; s¹ niemi
drobne ofiary; one to wiêc s¹ najbogatsze. One to s¹
kryszta³ami najdrobniejszemi, które, miljardami roztopione
w ognisku Mi³oœci, tworz¹ mury niezniszczalne Miasta
Bo¿ego. Asceza mistyczna jest dzie³em przedziwnie jedno-
cz¹cem. Wystarcza, byœcie myœleli o Jezusie, i¿by czyny
wasze najpospolitsze, niepokoje wasze najbardziej odleg³e
skupia³y siê przez siê ku temu celowi, zarazem ca³kiem
bliskiemu i nieskoñczenie odleg³emu. I je¿eli bêdziecie
pamiêtali, ¿e ze wszystkich œwiatów, liczonych na setki

5 6
1. Poznanie siebie. przygotujê komnatê w sobie czyst¹ i gdy ozdobiê j¹
kwiatami czynu mi³osiernego, nie bêdzie móg³ œpiewaæ tam
hymnów wdziêcznoœci, bujaæ tam kadzielnicê uwie³bienia;
"Kogo szukacie?"
i póki wreszcie Pan osobiœcie nie zst¹pi tam dla zrodzenia
(Jan, XVIII, 5).
ostatecznego, które wprowadzi mnie nareszcie do
przedsionków Wiecznoœci.
Jezus jest tam; stoi On milcz¹cy u drzwi serca mojego;
czeka. Namiêtnoœci, ambicje, rozkosze, zaledwie mi
ods³oni³y smak swego popio³u. Jezus jest tam; ma On oczy
spuszczone, które wszystko widz¹, i¿by g³êbia Jego
spojrzenia nie przestrasza³a mnie; milczy On, bowiem g³os
Praca mistyczna. Robiæ, co wieczór, rachunek
Jego wstrz¹sa³by miê; ukrywa rêce swe mi³osierne, bowiem
sumienia, krótki, lecz œcis³y.
dotkniêcie ich zapali³oby nazbyt wczeœnie w mej krwi po¿ar
Mi³oœci.
Czeka On, bowiem chce mnie ca³ego: od cia³a mego,
pobudowanego przez Jego s³u¿ebników, a¿ do serca, w
którem anio³owie Jego wznosz¹ Jego swi¹tynie. Czeka On,
bowiem nie chce mnie braæ; chce On, bym odda³ siê; czu³oœæ
Jego kocha tylko to, co Mu ofiarowujê. W³aœnie w o-
czekiwaniu tego czynu rozmieœci³ On na mej drodze
trzêsawiska i u³udy; poniewa¿ nie chcia³em wierzyæ Mu,
muszê przechodziæ przez doœwiadczenia. Znu¿enie i lêk
zwróc¹ mnie ku Niemu. Nie chcia³em s³uchaæ Go. Takim
samym skokiem, jak cz³owiek, przeœladowany przez
dzikiego zwierza, rzuca siê do rzeki, pewnej nocy, oszala³y
z wyrzutu sumienia, zanurzê siê w potoki nieprzezwyciê¿one
Mi³oœci.
O, niech zbadam do g³êbi pustynie me wewnêtrzne; o,
niech uœcisnê wszystkie widma; niech zakosztujê wszystkich
owoców; niech siê przeœwiadczê o u³udzie powszechnej;
niech nie oczekujê ju¿ nic od nikogo, prócz od Boga!
Niech oczekiwanie to bêdzie nie bezw³adnem, lecz
czynnem! Niech bêdzie wype³nione b³aganiem poufnem,
boleœciami mego ducha, niepokojami jego, poœpiechami
jego, znojami jego, wyskokami jego! Póki Anio³, gdy

7 8
2. Lenistwo. z³e wole nasze zmuszaj¹ mi³oœæ Twojê?

A niepo¿ytecznego s³ugê
wrzuæcie do ciemnicy zew-
nêtrznej.
(Mat., XXV, 30).

Jest lenistwo g³êbokie, nie pozwalaj¹ce nawet d¹¿yæ


Praca mistyczna. Walczyæ ze wszystkiemi bezw³adami
do przyjemnoœci. Jest lenistwo zwyklejsze, które pragnie
w sobie i poza sob¹.
tylko unikaæ zajêæ nudnych.
Pierwsze jest prawie nieuleczalne. Drugie mo¿e siê
uleczyæ. Wielu jest zmuszonych do pracy machinalnej i
nudnej, przyt³aczaj¹cej ich uniesienia: s¹ to skazañcy na
ciê¿kie roboty, niew¹tpliwie; ale czy¿ skazañcem takim
najnêdzniejszym nie jest ten, kto mniema siê byæ wolnym?
I nie jestem li ja tym szaleñcem?
Wiem jednak, ¿e wszelka praca mo¿e byæ dla mnie
korzystna; wstrêty moje maj¹ li usprawiedliwienie? Je¿eli
uwa¿am, ¿e moja robota jest niegodna mnie czy¿ nie jest to
dlatego, ¿e Ÿle rozumiem jej znaczenie? Czy¿ zechcia³em
naprawdê wznieœæ j¹ a¿ do mego marzenia? Trzeba tedy,
bym odwa¿y³ siê podj¹æ now¹: je¿eli nie mam tej œmia³oœci
czy tej ufnoœci, pozbawiam siê prawa skar¿enia siê. Skar¿yæ
siê, to os³abiaæ siê. Pójdê wiêc do szko³y rezygnacji.
Czy¿ jestem nazbyt pró¿nym, by zgodziæ siê bez
szemrania na smutne dreptanie codzienne: i¿by pokonaæ z³y
los, trzeba, bym pokona³ siebie.
I Ty, o, Chryste, Ty, budowco œwiatów, Tyœ dobrze
w³ada³ heblem i raszpl¹! Ty, który ¿ywisz wszechœwiat, Tyœ
zasiada³ u sto³ów ludzkich; Ty, któryœ wiedzia³ wszystko, z
jak¹¿ cierpliwoœci¹ s³ucha³eœ, i s³uchasz jeszcze naszej
gadaniny? Ty, który wszystko posiadasz, a nie potrzebujesz
niczego, zali nie zst¹pi³eœ, zali nie trudzi³eœ siê, zali nie
rozpoczynasz bez przerwy tej¿e pracy wieczystej, do czego

9 10
3. Pragnienia nie w porê. najczarniejszego archanio³a pêka i topnieje pod tajemniczem
jej promieniowaniem.
Strzec bêdê tej lampy w komnacie najskrytszej mego
A Jezus odpowiadaj¹c rzek³:
ja, a ona da mi pokorê; bêdê obnosi³ tê lampê doko³a, pod-
Nie wiecie, czego prosicie.
nosz¹c j¹ ponad czo³a, zni¿aj¹c j¹ na b³ota, i to bêdzie
(Mat., XX, 22).
mi³osierdziem. Tym sposobem pragnienia me znikomoœci
zamr¹, by zrodziæ siê na nowo w Nieznikomoœci.
Prawo nie potêpia ¿adnej z pobudek nauki, s³awy czy
piêkna, które mnie pobudzaj¹ do dzia³ania. Jednak¿e
domyœlam siê, ¿e istniej¹ jeszcze czystsze pobudki. Bogowie
maj¹ wielu czcicieli; Bóg nie ma ich prawie wcale: ile¿ to
Praca mistyczna. Nie zaspakajaæ ¿adnego z pragnieñ
razy szuka³em pó³ - boga, demona nawet, powiadaj¹c i
osobistych.
wierz¹c, ¿e troszczê siê o jednego tylko Pana?
Ale wina ma nie jest œmiertelna; uganiaæ siê za
cieniem, to jeszcze siê ubiegaæ; a ¯ycie chce, ¿ebym ¿y³.
Bylebym przynajmniej nie wpada³ ju¿ w me u³udy; bylebym
jasno widzia³ w sobie; byle Duch ciska³ na mnie groty
olœniewaj¹cych swych jasnoœci!
Jaki¿ to cz³owiek potrafi prowadziæ swe sprawy,
sprzymierzaj¹c cierpliwoœæ wschodni¹ i inicjatywê
amerykañsk¹, a który nie interesowa³by siê miljonami
zdobytemi! Jaki¿ uczony bêdzie zna³ sw¹ niewiedzê? Jaki¿
przewodnik u¿yje ca³ego swego ducha, ca³ej swej
wytwornoœci na dobro ucznia szko³y elementarnej,
najbardziej nieokrzesanego.
Staæ siê obojêtnym na wyniki czynu, po
roznamiêtnieniu siê mem dla jego osi¹gniêcia; to antynomja
nie do rozwi¹zania, je¿eli w g³êbi mej w³asnej nie migoce
drobne œwiate³ko, zapalaj¹ce siê na samo przejœcie tchnienia
Bo¿ego. Ani pieni¹dze, ani w³adza, ani s³awa, ani mi³oœæ,
ani sztuka, ani myœl, ani wola, nie zapal¹ tej lampy, s¹ to
bowiem tylko odblaski. Ona jest p³omieniem Ÿród³owym,
istniej¹cym przez siê, nigdy nie gasn¹cym, zwyciêzkim; ona
jest sam¹ ³agodnoœci¹, i po¿ar wszelki przed ni¹ ucicha;
oœwieca ona, ogrzewa, nie spalaj¹c siê, i serce

11 12
4. NiegrzecznoϾ.
A wchodz¹c w dom
pozdrawiajcie go.
(Mat., X, 12).

Mam s³usznoœæ, bêd¹c grzecznym z ludŸmi przykrymi;


Praca mistyczna. Niechaj mój Idea³ przeziera z ca³ej
ale by³oby lepiej jeszcze, gdybym siê pozby³ mego
mej osoby, z twarzy mojej, w s³owach moich, z postawy
rozdra¿nienia; grzecznoœæ moja by³aby szczera i wyda³aby
mojej i w gestach moich.
owoce szczeroœci. Je¿eli jestem grzeczny tylko, by sprawiæ
dobre wra¿enie, sk³adam ho³d bo¿kom czci ludzkiej,
k³amstwa i pró¿noœci.
Niegrzecznoœæ jest tylko obron¹ mego egoizmu, moich
wygód, moich kaprysów. Jestem zajêty wa¿n¹ robot¹,
chodzê pogr¹¿ony w myœlach powa¿nych; maruda wdziera
siê do mego biura, pró¿niak zatrzymuje mnie; po co mi siê
niecierpliwiæ? Ludzie ci s¹, jak ja, znakami ruchomemi Si³y
kosmicznej; maj¹ mi, byæ mo¿e, coœ do powiedzenia, nie
wiedz¹c tego. I je¿eli nie poj¹³em poselstwa ich tajemnego,
to jednak uczyni¹ mnie oni silniejszym i lepszym, bowiem,
dziêki im, zapanowa³em nad memi nerwami i uczyni³em
krok jeden ku szczeroœci; bowiem, gdy bêdê wzglêdem nich
us³u¿nym, przypomn¹ oni sobie, byæ mo¿e, ¿e Dobroæ
istnieje.
Nie, drobnostki te nie s¹ œmieszne, ani do pogardzenia.
Ziemia ca³a sk³ada siê z nieskoñczenie ma³ych. Æwiczê siê,
jak mi na to pozwala moja s³aboœæ. Odemnie tylko zale¿y,
bym uszlachetni³, bym wzbogaci³ me ¿ycie wewnêtrzne,
wspania³oœciami tak czystemi, œwietnoœciami tak
wysokiemi, ¿e ¿ycie moje zewnêtrzne stanie siê przez to
niezdolnem do b³ahostek.
Nagromadzaj¹c ziarnka piasku cnót moich drobnych,
spojê w koñcu posady mej Œwi¹tyni.

13 14
5. Przes³aniec. Niechaj odosobnienie jego ka¿e mi kochaæ Samotnoœæ.
Niechaj niezale¿noœæ jego ka¿e mi mi³owaæ szczeroœæ.
. . . By³ Jan na puszczy . . .
(Marek, 1, 4).

Przes³aniec jest tajemniczy, jak jego Mistrz. Syn starej


pokutnicy, bêd¹cej d³ugo bezp³odn¹, El¿biety, i starca,
spragnionego Boga, Zacharjasza, jest on mojem Ja
oczyszczonem; jest on spe³nieniem obietnicy Bo¿ej; jest on
Praca mistyczna. Pozbawiaæ siê, ka¿dodziennie,
pierwszy ze wszystkich; jest on wstrzemiêŸliwoœci¹; jest on
jakiejœ wygody, by nauczyæ siê umniejszaæ siebie.
nagi; jest on nape³niony Duchem; chodzi on œcie¿ami
prostemi; wo³a on na puszczy; jest on straszny i poci¹ga
mnie.
Czujê siê obok niego, jak grudka ziemi ko³o góry; a
jednak nie przera¿a on mnie; coœ mi powiada, ¿e on by³
równie¿ grudk¹ ziemi; i ¿e ja, je¿eli zechcê (je¿eli zechcê!),
urosnê z czasem do wielkoœci cypla olbrzymiego. Je¿eli
zechcê: je¿eli zechcê tego, co potrzeba na to; je¿eli zechcê,
jak potrzeba.
Ach! zgadujê: Ram, Fo-Hi, Sezostris, Platon, Cezar,
Marek; Aureljusz, Œwiêty Augustyn, Karol Wielki. Szekspir,
Napoleon, wszystkie znamienitoœci, ¿aden nie ostaje siê
wobec Przes³añca. Je¿eli prawd¹ jest, ¿e poprzedza³ on
S³owo na wszystkich jego œcie¿kach, je¿eli to on jest tym,
który st¹pa przed Panem, je¿eli ma on prawo wzywaæ ludzi
do pokuty, to jest on tedy strasznym Atlet¹ Bo¿ym, to jest
on tedy jednym z rycerzy Ducha, jest on tedy jednym ze
Œwiadków wieczystych?
Myœl moja, obca wielkoœciom duchowym, zatrzymuje
siê tutaj: to dusza moja ma iœæ dalej w drogê. Logika moja
potyka siê: niech uwielbienie moje wybiega i czyni wy³om
dla Mi³oœci. Niechaj surowoœæ Pokutnika uczy mnie byæ
surowym dla siebie. Niech trudy i mêczeñstwo, jakim on
stawi czo³o, naucz¹ mnie stawaæ siê czu³ym dla innych.

15 16
6. Trwonienie. przypadki pozorne pozostawiaj¹ w mej mocy.

"Temu, który nie ma, i to,


co siê zda mieæ, bêdzie wziê-
to od niego."
(Mat., XXV, 29).

Czy zastanawiamy siê nad sum¹ pracy, prób


bezowocnych, pomys³owoœci, któr¹ siê traci, by zgotowaæ
Praca mistyczna. Byæ oszczêdnym dla siebie i
tysi¹ce drobiazgów, jakie psujê codziennie? Ile¿ zu¿ywa siê
szczodrym dla drugich.
energji, by móg³ mi smakowaæ kawa³ek chleba, bym zapi¹³
ubranie, bym napisa³ list? Gdybym wyliczy³ wieczorem,
ilem zrobi³ gestów i rzek³ s³ów bezu¿ytecznych, ile
przedmiotów porzuconych, strawy straconej, kroków bez
powodów, rojeñ bez celu, si³ zu¿ytych albo zniszczonych,
przez kaprys, przez rozleniwienie?
Wiem jednak¿e, jak Przyroda liczy siê ze wszystkiem,
z trawk¹ z³aman¹, jak i z mknieniem oka cz³owieka
pró¿nego. Wiem, ¿e jestem jej d³u¿nikiem; czy Ÿle u¿ywam
jej po¿yczek, czy je pozostawiam bezczynnemi, czy je
roztrwaniam, zaci¹gam tak¹ sam¹ odpowiedzialnoœæ. Kto
rzuca chleb do rynsztoka, skazuje siê sam na cierpienie
g³odowe; kto Ÿle siê obchodzi ze zwierzêtami albo je
wycieñcza, skazuje siê na zgubê; kto zu¿ywa bez powodu
wa¿nego sw¹ si³ê czy sw¹ inteligencjê, sprowadza na siebie
s³aboœæ i g³upotê.
Zabezpieczê siê od skutków moich nierozwa¿nych
postêpków jedynie ucz¹c siê czuwaæ nad sob¹, czyniæ rzecz
ka¿d¹ w swej porze, spo¿ytkowywaæ czas tak cenny.
Stanowiê czêœæ istotn¹ wielkiej Ca³oœci zwartej. Œwiat
Niewidzialny wi¹¿e mnie ze wszystkiemi tworami jeszcze
znacznie mocniej, ni¿ ¿yciowoœæ utrzymuje spo³em organy
mego cia³a i ich komórki. Nie ginie ¿adna z energij, jakie
puszczam w obieg. Nic nie jest bez znaczenia z tego, co

17 18
7. Niepowodzenia losu. aferzysta, nawet najniezrêczniejszy z wykolejeñców. Zawsze
bêd¹ bogaci i biedni, dopóki ludzie nie naucz¹ siê kochaæ.
Miljoner mo¿e byæ ubogim w Duchu; je¿eli ma siê tylko za
£atwiej jest wielb³¹dowi
zwyk³ego zarz¹dce swego mienia, jest on bli¿szy Prawdy,
wynijϾ przez ucho igielne,
ni¿ ¿ebrak nienawiœci¹ ziej¹cy i chytry.
ni¿ bogaczowi wnijœæ do
Królestwa Bo¿ego.
(Mar. X, 25).

Bogactwo jest ³ask¹ Genjusza Ziemi; ze strony Boga,


jest to próba, jedna z najciê¿szych. Utraciæ je by³oby
Praca mistyczna. Nie pozorowaæ nigdy, ¿e kieska
zrzuceniem z siebie ³adunku obci¹¿aj¹cego. Niemniej,
moja jest pró¿na, by odmówiæ pomocy.
przypowieœci ewangeliczne powiadaj¹ mi, ¿e bogaci nie
powinni uchylaæ siê od ciê¿arów swego stanu, ani, tem
bardziej, unieruchamiaæ swych bogactw, z obawy czy ze
wstrêtu do wysi³ku. Nie nale¿a³oby tedy, by miljoner
przechodzi³ do innej klasy ludzi; by³oby lepiej, ¿eby ka¿dy
zachowywa³ swój stopieñ, naprzód, gwoli przystojnoœci
spo³ecznych i œwiatowych; nadomiar, rodzina bogata, ale
prawdziwie mi³osierna, nie gromadzi skarbów, lecz wrêcz
przeciwnie. Dlaczego¿by zreszt¹ cz³owiek nie mia³ siê
rujnowaæ dla pobudek zacnych? Rujnujemy siê zwykle dla
pobudek sromotnych.
Je¿eli jestem zrujnowany z mojej winy, pozostaje mi
jedynie zabraæ siê do pracy ze skruch¹ i odwag¹. Je¿eli to
moje uczynki mi³osierne czy mój idealizm rujnuj¹ mnie,
pokrzepia mnie pokój serca mego; je¿eli sta³o siê to przez
zbieg okolicznoœci nieszczêsnych, to wiem, ¿e nieszczêœcie
jest œrodkiem wzmacniaj¹cym, potê¿nym. Gdy z³oto
przyp³ywa, czy¿ nie mniema siê nazbyt, ¿e to z racji naszej
zas³ugi; czy¿ nie staje siê cz³owiek zbyt pob³a¿liwym dla
swych wybiegów korzystnych, czy¿ nie gardzi tymi, którym
nie sprzyja los?
Ka¿dy cz³owiek spe³nia bezwiednie i prawie zawsze
bezwolnie zamiar opatrznoœciowy, nawet najbardziej chciwy

19 20
8. Apatja. cierpieæ ze smutkiem, bez odwagi, bez nadziei, oto rzecz
trudna; to wiêc nale¿y, bym czyni³. I dojdê do tego przez si³ê
wszechpotê¿n¹ pokory, przez s³aboœæ nieskoñczon¹ mojej
Gwa³townicy porywaj¹
nicoœci.
Królestwo niebieskie.
(Mat., XI, 12).

Okresy te szare, gdy nie mam ju¿ smaku do niczego,


nawet do z³a, gdy energja moja drzemie, gdy nie czujê ju¿
nawet si³y do rozpaczania, mistrzowie ¿ycia wewnêtrznego
pouczaj¹ jednozgodnie, ¿e nie powinny byæ one niepokoj¹ce
dla mnie.
Praca mistyczna. Kochaæ w czynie ka¿d¹ istotê i
Widzê, ¿e, w systemie s³onecznym, podczas gdy
ka¿d¹ rzecz.
pewna liczba planet jest czynna, pewna liczba innych jest we
œnie. Cz³owiek ca³kowity jest systematem s³onecznym, w
którym cz³owiek ziemski jest tylko planet¹.
Nastêpnie, szukam przecie Boga; je¿eli jest to snadnie
Bóg, jedyny, najwy¿szy, najdoskonalszy, to czy¿ ja,
niedoskona³y z istoty, mogê Go obj¹æ? Niej chyba ¿e pod
warunkiem tej zmiany mej natury, któr¹ zw¹ odrodzeniem.
Ilekroæ czujê Boga w sobie, jest to dlatego, ¿e to On zni¿y³
Sw¹ wielkoœæ do mej ma³oœci; a gdy Go ju¿ nie czujê, gdy
jedna tylko myœl daleka o Nim pozostaje we mnie, to jest to
dlatego, ¿e zbli¿a siê On wówczas do mnie pod now¹
postaci¹, z si³¹ wiêksz¹. W tych tedy chwilach apatji
winienem podejmowaæ wysi³ek najtê¿szy, winienem uczepiæ
siê Go, winienem wyrwaæ z wnêtrznoœci mych krzyk
najwy¿szy wiary uporczywej, wiary, która utrzymuje siê
wbrew wszelkiej oczywistoœci.
Niechaj ta drzemka chwilowa nie przeszkadza mi
spe³niaæ mych obowi¹zków codziennych. Gdy wszystko
mnie rozgorycza, zdaje mi siê niesmacznem i p³askiem,
ukryæ me wstrêty i ¿yæ mimo wszystko, jak wszyscy, oto jest
czyn najdoskonalszy.
Gdy zapa³ mnie unosi, cierpienie nie wiele znaczy. Ale

21 22
9. Najœwiêtsza Panna. wszystkich mych umêczeniach przywo³ywaæ wiêc bêdê w
pamiêci jedynie istnienie nik³e Matki Chrystusa, milcz¹ce i
ukryte, gdy patrzeæ na nie od zewn¹trz, ale olœniewaj¹ce i
Oto s³u¿ebnica Pañska.
pa³aj¹ce, gdy patrzeæ na nie odwewn¹trz.
(£uk. I, 38).

Je¿eli wys³annicy Ducha poznaj¹ siê po nienawiœciach,


jakie wzbudzaj¹, to Marja Panna nale¿y pewnie do ich
zastêpu, bowiem, wed³ug podania, niewiele niewiast tak, jak
ona, by³o upokarzanych, nierozumianych i wzgardzanych.
Praca mistyczna. Nie skar¿yæ siê.
Marja Panna jest pierwszem skinieniem, przez które
Bóg wskazuje szlachectwo niewiasty i jej rolê. W postaci tej
nie daj¹cej siê wyjaœniæ, której dusza by³a o³tarzem
najwiêkszych ofiar i œwi¹tyni¹ najtajniejszych wnêtrz, nic
szczególnego nie zauwa¿a siê od zewn¹trz. Dziecko, wyros³e
w zamkniêciu klasztornem, obarczone od wczesnej m³odoœci
trudami gospodarstwa ubogiego i troskami najwytworniej-
szego z wychowañ; matka, mêczona przez trzydzieœci trzy
lata udrêkami codziennemi i bojaŸni¹ straszn¹ o przysz³oœæ
nazbyt przeczuwañ; wdowa nieznana i zaopatruj¹ca bez
zasobów gminê nêdzn¹ Uczniów, ¿ona Józefa jest dowodem
¿ywym, ¿e istnienie pospolite os³ania niekiedy prace
najbardziej zas³u¿one. Bohater zdobywa podziw wyskokiem
chwilowym, który go wynosi ponad niego samego. Ale
zapominaæ o sobie w ka¿dej chwili, z zimn¹ rozwag¹,
rozs¹dnie, œród wszystkich drobnych p³ytkoœci
gospodarstwa, pracowni, ulicy: o, to jest trudne!
Naœladowanie Chrystusa jest niemo¿liwe dla mej
natury, pozostawionej w³asnym jej si³om; ale naœladowanie
Marji Panny jest dla mnie mo¿liwe; Marja Panna jest bli¿sz¹
biednej mej duszy i litoœciwsz¹ dla nêdzy mej codziennej.
Wiem dobrze, ¿e osobistoœæ Marji Panny napotyka siê
w wielu religjach, symbolizmach, hermeneutykach; s¹ to
ozdoby, byæ mo¿e nawet zabawy, interesuj¹ce umys³ i
czuciowoœæ; wiem, ¿e czyny jedne tylko siê licz¹; we

23 24
10. K³ótnie ma³¿eñskie. b³êdy ciê¿kie nawet, mê¿a czy ¿ony, powinnyby s³u¿yæ tylko
do uczynienia go bardziej niezniszczalnym. Jedynie ma³-
¿eñstwo daje wszystkie powody do cierpliwoœci, do
Cz³owiek z ¿on¹ swoj¹ nie s¹ ju¿ dwoje, ale jedno cia³o
czu³oœci, do tej niezmiennej pogody, do tej s³odyczy pe³nej
Co tedy Bóg z³¹czy³, cz³owiek niech nie roz³¹cza.
³aski, do tych przebaczeñ tak bogatych w Nieskoñczonoœæ,
(Mat., XIX, 6).
które s¹ stacjami drogi Niebieskiej.
Ile¿ rozpraw na temat ma³¿eñstwa i na temat celibatu
spoczywa w bibljotekach; z punktu widzenia Nieba,
problemat jest jednak bardzo prosty. Wielk¹ nasz¹ spraw¹,
tu na padole, jest nauczenie siê dobroci. Lepiej li nauczê siê
Praca mistyczna. Niech ka¿de z ma³¿onków przyk³ada
jej ¿eni¹c siê, czy nie ¿eni¹c siê? OdpowiedŸ pozostaje
siê, tem wszystkiem, co nie jest z³em, do sprawiania
osobist¹.
szczêœcia drugiemu.
¯ycie ma³¿eñskie winnoby byæ szko³a Mi³oœci
prawdziwej. Samo ono dostarcza mym aspiracjom prób
koniecznych rzeczywistoœci codziennej; samo ono zabez-
piecza mnie od doœwiadczeñ niebezpiecznych i od uk³adów
niegodnych. Samo ono wyci¹ga na œwiat³o mary snów m³o-
doœci, pozbawia je mgie³ ich mêtnych, i czyni z nich œwiat³a
¿ywe i sta³e.
Niemasz wielkiego cz³owieka dla jego lokaja,
powiadaj¹ ludzie. Równie¿ rzadkie s¹ stare stad³a
ma³¿eñskie, zachowuj¹ce jedno dla drugiego ¿arliwoœæ
podziwiaj¹c¹ czasu narzeczeñstwa. Jakich¿ to trudów
potrzeba dla ¿ony, jak i dla mê¿a, by pozostaæ godnymi
jedno dla drugiego wyboru ich wzajemnego; jakiem¿ to
arcydzie³em jest ma³¿eñstwo, zachowuj¹ce a¿ do œmierci
piêkno swych pierwszych miesiêcy. Wszystka inteligencja,
wszystka czu³oœæ, wszystka wola, znajduj¹ tu swe u¿ycie.
¯ycie ma³¿eñskie tylko uczy us³ugi wzajemnej i
wyrzeczenia siê w drobia¿d¿kach tych, które s¹ jako
podstawa dla rzeczy wielkich. Ma³¿onkowie pracuj¹ nad
arcydzie³em, które jest wiêcej warte dla nich i dla innych,
ni¿ jaki b¹dŸ wysi³ek wyj¹tkowy; ¿adna ró¿nica uczuæ,
¿aden rozdŸwiêk nie powinienby przeszkadzaæ z³¹czeniu;

25 26
11. Dolegliwoœci serca. uprzednio zawart¹ dobrowolnie, jest to sprawa ciê¿ka;
skazuje to go, wiêzi to go na wiele byæ mo¿e tych wieków
poza grobem, których trwanie pozostaje nam tu nieznane na
Trwajcie¿ w mi³oœci mojej.
zawsze.
(Jan, XV, 9).
A wreszcie, ma³¿eñstwa s¹ zapisane w Niebie, od
pocz¹tku. ¯aden mê¿czyzna tedy nie winienby pragn¹æ
Mi³oœæ staje siê naju³udniejszym z mira¿ów, je¿eli
kobiety, ¿adna kobieta nie winnaby iœæ za namow¹ mê¿czy-
szukam w niej swego ja; je¿eli ja swoje kocham w istocie,
zny, je¿eli nie ma widoku ma³¿eñstwa.
któr¹ przek³adam nad inne; winnaby ona zwaæ siê jedynie
poszukiwaniem przyjemnoœci czy zadowoleniem egoizmu
Praca mistyczna. Gdy Istota, któr¹ kochamy, sprawia
uczuciowego. Mi³oœæ staje siê najtrwalsz¹ z rzeczywistoœci,
nam cierpienie, starajmy siê kochaæ j¹ dla niej, w Bogu,
je¿eli czyniê z niej gorliwoœæ ofiary.
zapominaj¹c o sobie.
W wiêkszoœci przypadków mi³oœæ jest tylko
urzeczeniem magnetycznem; ludzie nie wiedz¹ nic o si³ach
tych tajemniczych; oto dlaczego namiêtnoœci zbijaj¹ czêsto
z tropu widza, i psychologja ich pozostaje wci¹¿
spekulatywn¹. Poniewa¿ jesteœmy niezdolni oddawaæ siê
sobie wzajem z obowi¹zku, wiêc Przyroda rozlewa nam na-
pój mi³osny; i to upojenie fluidyczne, które nas przerzuca z
zachwytu do goryczy i z szaleñstwa do obrzydzenia, uczy
nas przynaj mniej odruchów elementarnych altruizmu, albo
raczej poci¹ga nas do ich spe³niania. Nie masz zgo³a
przyk³adu, istotnie, by dwoje kochanków, chocia¿by by³o
najbardziej dobranych, nie uczu³o rychle po winnoœci
poœwiêcenia jedno dla drugiego jakichœ szczególnych
upodobañ czy jakichœ wygód. Suma tych przykroœci
przekracza zreszt¹ dosyæ prêdko sumê przyjemnoœci.
Ale co bardziej, ni¿ rozpusta, co bardziej, ni¿
namiêtnoœæ, zatruwa w nas zdolnoœæ kochania i wysusza
Ÿród³a nasze wewnêtrzne najg³êbsze, to przewrotnoœæ owa
niedotrzymywania s³owa, oszukiwania, czem niektórzy
chlubi¹ siê nêdznie.
Gdy mê¿czyzna po¿¹da niewiasty, jest to s³aboœæ, brak
przyzwoitego zachowania siê; ale gdy bez niepokoju porywa
dobro bliŸniego, burzy ognisko domowe, ³amie umowê

27 28
12. Poufa³oœæ. do mego mózgu: W czem mogê byæ u¿ytecznym temu
bratu?
.. Alem ja was obra³ i
postanowi³em was...
(Jan, XV, 16).

Gdy obawiam siê bujnoœci nieco zawadzaj¹cej


niektórych ludzi, broniê siê Ÿle, pos³uguj¹c siê wzglêdem
nich grzecznoœci¹, nie dopuszczaj¹c¹ do poufa³oœci, i w
Praca mistyczna. Przyjmowaæ wszystkich, nie
miarê potrzeby zaprawiaj¹c j¹ jakiemiœ docinkami.
narzucaj¹c siê nikomu.
Wszelako, mam li racjê tak czyniæ? Gdybym by³ na swem
stanowisku, w ka¿dej okolicznoœci, ze wszystkimi ludŸmi,
nie mia³bym do znoszenia wylewów tych niewczesnych;
chyba ¿e powœci¹gliwoœæ moja wynika³a z wynios³oœci, a nie
ze skromnej bacznoœci.
A wreszcie, czym istotnie nigdy nie zawadza³ nikomu,
czy to przez roztrzepanie, czy przez natrêctwo, czy przez
pró¿noœæ? Nale¿y we wszystkiem zachowaæ miarê s³uszn¹.
Nie winienem tak samo unikaæ mych s¹siadów, jak i spêdzaæ
u nich godzin. Nie winienem byæ ani gadu³¹, ani lêkliwym,
ani pogardliwym. Winienem pozostawaæ zawsze w
odosobnieniu dosyæ swobodnem, by nic nie oczekiwaæ od
nikogo, gdy¿, naprawdê, z punktu widzenia Boga, nikt mi
nic nie jest winien. Winien jestem równie¿ zachowywaæ
sympatjê zawsze dostatecznie gotow¹, by odpowiadaæ ze
szczer¹ serdecznoœci¹ na oznaki, jakie mi okazuj¹ inni,
nawet gdy poczytujê oznaki te za oklepane czy interesowne.
Dotychczas, przystêpowa³em do ludzi prawie zawsze z
grzecznoœci¹ zewnêtrzn¹, ale z zapytaniem wewnêtrznem co
do korzyœci, jakiej móg³bym od nich oczekiwaæ. Od dzisiaj,
trzeba, bym wyrzuci³ z serca mego wyrachowanie to mi-
mowolne; trzeba, bym przystêpowa³ do ka¿dego, kimb¹dŸ
jest on, ze spojrzeniem braterskiem; i trzeba, bym próbowa³
nastêpnie, i¿by pytanie odwrotne wstêpowa³o z mego serca

29 30
13. Chrystus. wszechwiedzy, w Jego wszechmocy, byæ wolnym, poniewa¿
siê zu¿y³o wszystkie ³añcuchy, wskutek obci¹¿enia siê
niemi, i ofiarowaæ Ojcu ho³d najwy¿szy z wolnoœci tej
Znajdziecie niemowl¹tko
wreszcie zdobytej, czyniæ, jak Jezus, Syn Cz³owieka,
uwinione w pieluszki i po³o¿one w ¯³obie. (£uk, II., 12).
ods³ania nam, ¿e czyni³, ¿yj¹c w Ojcu, i gdy Ojciec¿y³ w
Nim: ta postaæ naszej istoty, jedyna prawdziwa, jest jeszcze
Po wyczerpaniu przez umys³ wszystkich wyjaœnieñ tej
darem.
tajemnicy, oœwiadcza on niemoc swojê przed tem
I by otrzymaæ trzy te dary szczególne, jedna i ta sama
okreœleniem Nieskoñczonego, przed tem umiejscowieniem
tylko jest rzecz do pe³nienia: naœladowanie Pana Naszego.
Powszechnego, przed tem uszczegó³owieniem Doskona³ego.
Choæby najbardziej rozleg³ym, choæby najbardziej z³o¿onym
Praca mistyczna. Niczego nie po¿¹daæ, nawet ³ask
wyobra¿a³ on Œwiat Wzglêdny, przepaœæ nie do przebycia
duchowych.
oddziela go od Absolutu. I odk¹d ludzie myœl¹, czuli zawsze
Jednoœæ pierwiastkow¹ nieuchwytn¹, lub uchwytn¹ chyba z
unicestwieniem ostatecznem Ja.
Zrozumieæ wcielenie siê S³owa bêdzie zawsze dla
mnie niemo¿liwoœci¹, dopóki bêdê tworem w Stworzeniu.
Ale otrzymaæ w Œwiêtem Œwiêtych mojej istoty blask tego
S³owa ucz³owieczonego: mogê staæ siê przedmiotem tego
cudu. S³owo to rodzi siê z Ojca, od przedzarania wszech-
czasów; zrodzi³o siê Ono dnia pewnego w Betleem, i mo¿e
siê Ono urodziæ jeszcze w zrodzeniu, którego bezliku
spodziewa siê Ono, w duszach tych wszystkich, którzy id¹,
za Niem, na tej ziemi i na wszystkich ziemiach, gdzie ¿yj¹
istoty ludzkie.
Wierzyæ, ¿e Jezus jest Synem jedynym Boga, który
przyszed³ w ciele, jest to dar, dany ka¿demu, kto uœwiadamia
sobie sw¹, w³asn¹ i ca³kowit¹ nicoœæ. Ale ka¿dy jest zdolny
otrzymaæ to œwiat³o jedynie na pewnym etapie podro¿y
Istnienia.
Czuæ w sobie rodz¹cego siê Boga, jest to inny dar,
który siê otrzymuje z chwil¹, gdy w nas, dostatecznie
zubo¿onych, ogo³oconych, oczyszczonych, rzeczy i si³y
doczesne ust¹pi³y rzeczom wieczystym.
Czuæ w sobie Boga ¿yj¹cego, uczestniczyæ w Jego

31 32
14. Wolnoœæ i Fatalnoœæ. pcha³y je przyczyny poprzednie, w kierunkach prawdziwie
nowych; i marzenia me najpiêkniejsze dnia pewnego zostan¹
przeœcigniête.
A przeto¿ jeœli was Syn
wyswobodzi, prawdziwie
wolni bêdziecie.
(Jan, VIII, 36).

Dlaczego? Dlatego, ¿e Jezus, Syn Ojca, Bog sam,


równy Duchowi, mistrz Ducha, jest jeden tylko wolny.
Praca mistyczna. Zgodziæ siê na wysi³ek, jaki mi
Fatalnoœæ jest prawem Materji i zagadk¹ Nauki;
nastrêczaj¹ okolicznoœci, zw³aszcza jeœli mi siê on
Wolnoœæ jest istot¹ Ducha i zagadk¹ Religji. Dwie te si³y
szczególnie nie podoba.
wspó³istniej¹ we mnie, jako nasiona wszystkich innych, i
przewa¿aj¹ siê tam na zmianê. Gdy s³ucham siê Ja mego,
Przeznaczenie, przez atawizm, przez na³ogi, przez wp³ywy
œrodowiska, sprowadzi mnie w koñcu do niewoli zupe³nej,
ka¿¹c mi wierzyæ, ¿e jestem wolny. Je¿eli siê przeciwiê Ja
memu, zdaj¹c siê czyniæ siebie niewolnikiem, wyzwolê siê.
Wolnoœæ jest mi obiecana; ale trzeba, bym siê nauczy³
jej u¿ywaæ. Jaka¿ to potêga straszna, istotnie, nie znajdowaæ
zgo³a przeszkody dla swych pragnieñ! Indywidualizm to
kruszenie na kawa³ki, to walka, to rozk³ad, to jedyna œmieræ
rzeczywista. Niewola przyzwolona bêdzie mi tedy drog¹ do
Wolnoœci.
Doœæ spojrzeæ mi tylko dooko³a siebie, by postrzec, ¿e
cz³owiek wi¹¿e siê w pêta, s³uchaj¹c siê namiêtnoœci.
Spojrzenie uwa¿ne pokazuje mi, ¿e uwik³am siê jeszcze
bardziej w pêta, je¿eli to dla pychy widzenia siebie ponad
t³umem walczê z namiêtnoœciami memi. Trzeba, bym podj¹³
tê walkê z pos³uszeñstwa Bogu, dla s³u¿by Bo¿ej, by staæ siê
u¿ytecznym dla innych, z Mi³oœci, jednem s³owem i z
Pokory.
Wtedy jedynie unikam side³ Przeznaczenia,
najgrubszych, jak i najnieuchwytniejszych. Wtedy jedynie
w³adze me rozwijaj¹ siê w innych kierunkach, ni¿ te, kêdy

33 34
15. Pobudki naszych czynów. stosujê na zewn¹trz. Mogê tedy, w oœrodku mym najwewnê-
trzniejszym zachowaæ me skupienie, m¹ jednoœæ; mogê to
zw³aszcza, je¿eli obieram Boga, jako zasadê wszystkich
B¹dŸ Tw¹ wola; jako
mych pobudek i cel wszystkich prac moich.
w niebie, tak i na ziemi.
Odt¹d wiêc, jeden przez Mi³oœæ duchow¹, która jest
(Mat., VI, 10).
ojcem mych chceñ, wieloraki w mych w³adzach, ¿yæ bêdê,
na obraz Absolutu, w szczêœliwoœci wci¹¿ wy¿szej, w
Ostatniem s³owem wszystkich psychologij, motorem
stosunku do mej ¿arliwoœci.
pierwszym mych czynów, mych wzruszeñ i mych myœli, jest
pragnienie. I w rzeczy samej, umys³ mój i energja moja
wprawiaj¹ siê w ruch tylko pod wp³ywem bodŸca,
Praca mistyczna. ¯yæ, by s³u¿yæ Bogu.
powsta³ego, w ostatniej analizie, z mego oœrodka wzru-
szeniowego. Wra¿enie, wzruszenie, idea s¹ tylko zjawiskami
wtórnemi. Przeto, moja pobudka tajemna stanowiæ bêdzie o
jakoœci mego czynu. Tym sposobem, tej samej iloœci si³y,
jak¹ próŸniak trwoni na œcinanie traw sw¹ lask¹, terapeuta u-
¿ywa na zbieranie roœlin leczniczych. Jakoœæ utraty energji
ró¿ni siê sw¹ pobudk¹.
Winienem tedy zbadaæ me pobudki, usun¹æ te
wszystkie, które nie nale¿¹ do dziedziny najwy¿szej
moralnoœci, wybraæ pomiêdzy celami ten, który bêdzie mi
siê zdawa³ najbardziej oczyszczonym z egoizmu. Wówczas,
i tylko wówczas, czyn mój bêdzie zdrowy, harmonijny i
¿yj¹cy. Istota moja zawiera tylko po³owê odpowiedzi na
zagadkê ¿ycia; œwiat zawiera drug¹ po³owê; oboje przenikaj¹
siê wzajem: cz³owiek jest ma³ym wszechœwiatem;
wszechœwiat jest ogromnym cz³owiekiem.
Wszelki czyn jest ofiar¹ ca³opaln¹, z³o¿on¹ bo¿kowi:
mieniu, s³awie, mi³oœci, nauce; prawdziwy Bog ma tylko
nielicznych wiernych; ilu¿ chrzeœcijan, ostatecznie, jest tylko
ba³wochwalcami!
Z drugiej strony, skupienie si³y powiêksza j¹
dziesiêciokrotnie, stokrotnie. Otó¿, obowi¹zki codzienne
zmuszaj¹ mnie do rozpraszania siê na wiele przedmiotów;
ale s¹ to me si³y przyrodzone, me w³adze zewnêtrzne, które

35 36
16. Pokój serca. Duch tchnie, kêdy chce?

Pokój zostawujê wam:


pokój mój dajê wam.
(Jan, XVI, 27).

¯eby posiadaæ si³ê, ¿eby sta³a siê ona czêœci¹ sk³adow¹


mej osobowoœci, trzeba, bym œci¹ga³ j¹ z góry G³êbin
duchowych, gdzie ona znajduje siê w stanie doskona³ym. I
Praca mistyczna. Pracowaæ, nie szukaj¹c zysku
jedyne wywo³anie wszechmocne, to Czyn. Winienem wiêc
osobistego.
dzia³aæ zgodnie z Idea³em, jaki zamierzam osi¹gn¹æ. Je¿eli
chcê w³aœnie pokoju, potrzeba, bym zaniecha³ walki w sobie
i doko³a siebie; ¿eby posiadaæ zgodê, trzeba, by niezgody
zniknê³y; by napawaæ siê harmonj¹, trzeba, bym trudzi³ siê
harmonijnie.
Wszystko to zawiera siê w jednem s³owie:
przebaczenie. Przebaczenie wrogom zewnêtrznym,
przebaczenie wrogom wewnêtrznym. Pierwszym, daj¹c im
to, czego ¿¹daj¹; drugim, przez zupe³ne zastosowanie siê do
Prawa. Przebaczaæ z³u nie znaczy: byæ pos³usznym z³u;
trzeba znosiæ z³o, gdy to ja tylko cierpiê z jego powodu, ale
trzeba mu przeszkadzaæ, gdy napastuje ono innych.
La Fontaine ukaza³ dzieciñstwu memu d¹b olbrzymi,
z³amany przez tê sam¹ burzê, której opar³a siê trzcina. Im
mniejszym siê stanê, tem mniej bêdê zawadza³ ¿¹dzom; i
bêdê mia³ pokój. Ale to jest pokora obawy i pokój egoizmu.
Trzeba, bym siê uni¿y³ ze szczeroœci, i¿ widzê siebie takim,
jakim jestem, godnym wzgardy i niegodziwym; z mi³oœci,
by daæ mym braciom wszystek ten nadmiar, przewy¿szaj¹cy
najniezbêdniejsze rzeczy pierwszej potrzeby, we wszystkich
rzêdach potrzeb.
Cob¹d¿ mi siê przytrafi z tego nierozs¹dnego trybu
postêpowania, czego¿ mam siê obawiaæ, je¿eli, czyni¹c to,
naœladujê pomniejszenie siê bezgraniczne Jezusa, i je¿eli

37 38
17. Pos³annictwo Jezusa. Grunt, który depta³y Jego stopy, otrzymywa³ od zetkniêcia
z niemi b³ogos³awieñstwo. I ka¿da z niezliczonych tych
iskier boskoœci, z³o¿onych tam i sam, w czarnej ziemicy
Jam przyszed³ by (owce)
œwiata, oczekuje, by powstaæ i owocowaæ, wspó³udzia³u
¿ywot mia³y i obficiej mia³y;
dobrej woli mojej. Ja równie¿ mogê byæ ogrodnikiem tych
... aby ka¿dy, który wierzy
kwiatów wieczystych. Mi³oœæ jest mistrzem najwy¿szym.
w miê, w ciemnoœci nie mieszka³.
(Jan X, 10; XII, 46).
Praca mistyczna. Przed ka¿dym czynem, prosiæ
Je¿eli nie wierzê, ¿e Jezus jest Synem jedynym Ojca,
Jezusa, by oœwieæi³ ten czyn i jego przedmiot.
mogê przyjmowaæ wszystkie wyk³ady ludzkie: legendy,
mity s³oneczne, symbolizmy, wtajemniczenia Egiptu, Indyj,
Chaldei czy Tybetu.
Ale je¿eli odrobina zmys³u rzeczy boskich zosta³a
mnie dana, mnie niegodnemu,-- bowiem jest siê zawsze
niegodnym otrzymania najdrobniejszego ze œwiate³
wieczystych,-- bêdê wiedzia³ niew¹tpliwie, ¿e Jezus nie by³
oœwiecony przez ¿adnego adepta, przez ¿adnego bo¿ka.
Odwrotnie ni¿ twory, które odbywaj¹ ewolucjê od do³u ku
górze, rozwin¹³ On swoje zjawienie siê ziemskie, posuwaj¹c
siê od przestrzeni wewnêtrznych ku zewnêtrznym. Odby³ on
inwolucjê. Bêd¹c Prawd¹, ¯yciem i Drog¹, nie potrzebowa³
On ¿adnych studjów, ¿eby wszystko wiedzieæ, ¿adnego
æwiczenia siê, ¿eby wszystko móc. By³ On tylko sob¹.
Chrystus jest podwójn¹ doskona³oœci¹: Cz³owiek
doskona³y, Bóg doskona³y. Nie cz³owiek bardziej posuniêty,
ni¿ inni, ale Cz³owiek. Nie Bóg wiêkszy, ni¿ Brahma,
Ahura-Mazdowie, czy Jowisz, lecz Bóg. Moce ca³kowite
stworzenia, Moce ca³kowite Boga, oto szata Jego i p³aszcz
Jego. Od narodzin tedy, móg³ On wiedzieæ wszystko i
rozkazywaæ wszystkiemu. Wyraz tylko Jego wiedzy i Jego
mocy by³ poddany prawom wzrostu fizjologicznego,
poniewa¿ zst¹pi³ On li tylko, by byæ pos³usznym wszystkim
tym prawom, które On sam wyda³ od pocz¹tku.
S³owa Jego, skinienia, spojrzenia zasiewa³y ¿ycie.

39 40
18. Wspó³czucie. zajmuje siê sob¹, tem bardziej pomniejsza siebie; im
bardziej pomija siebie, tem bardziej zdobywa pogl¹d szeroki
i moc mimowoln¹.
Ratuj nas, zlitowawszy
siê nad nami.
(Mar., IX, 21).

S¹ trzy rodzaje wspó³czucia. Pierwszy jest


czu³ostkowoœci¹ chorobliw¹, która nas sprowadza do tego,
¿e stajemy siê igraszk¹ naszych nerwów, ¿e bywamy oszu-
kiwani przez fa³szywych nêdzarzy i ofiarami nawet naszych
Praca mistyczna. Zabraniaæ sobie myœli, ¿e ten czy
wad nieznanych. Drugi rodzaj, to powiadaæ sobie, zasiad³szy
ów biedak, ten czy ów chory cierpi skutkiem swej winy.
w wygodnym fotelu, przy ustronnym kominku: "Ilu¿ to
nieboraków spaæ bêdzie tej nocy na poddaszach lodowatych,
pod mostami i z pustym ¿o³¹dkiem! jak¿e mi ¿al ich!" Trzeci
rodzaj wspó³czucia, jedyny prawdziwy, ¿ywy i p³odny, to,
gdy siê zosta³o poruszonym t¹ myœl¹, wzi¹æ kapelusz i wyjœæ
na ulicê, na spotkanie jakiegoœ bosonoga, by daæ mu posi³ek
i izbê. A je¿eli niema siê pieniêdzy, to zaprowadziæ go do
siebie, z brudem jego i robactwem, obs³u¿yæ go i ust¹piæ mu
swego ³ó¿ka.
Wspó³czuæ -- to traciæ swój czas z dobrem
usposobieniem u wezg³owia chorego zrzêdy. To nie gniewaæ
siê, gdy biedak, nieszczêœciem zatwardzia³y, wyprowadza
mnie w pole albo l¿y. To mieæ s³owa pokrzepienia dla tych
w³aœnie, którzy zdaj¹, siê zas³ugiwaæ na swój z³y los, lub
którzy jêcz¹ na zabój.
Bêdê wyrozumia³y, zgo³a nie z nadziej¹ ukryt¹, ¿e inni
bêd¹ ze swej strony wyrozumiali dla mnie, ale ¿e jest
pewnem, ¿e uleg³bym, jak mój s¹siad, gdybym mia³ tak¹¿
pokusê i ten¿e temperament.
Ca³e to miejsce, którego nie zajmuj¹, we mnie
nie¿yczliwoœæ i wzgarda, zamieszkaj¹ zdrowy rozs¹dek, s¹d
jasny, wyrozumia³oœæ; wówczas znajdowaæ bêd¹ ³atwiej
lekarstwa na nieszczêœcia bliŸniego. Im bardziej cz³owiek

41 42
19. Zemsta. ho³du, szacunku, dzier¿awczoœci. Chcia³bym, by inni
poczytywali mnie za wy¿szego. Gdyby nic innego nie
obchodzi³o mnie, jak tylko to, ¿eby byæ pos³usznym Bogu,
Ale wam powiadam, którzy
kto móg³by mnie zraniæ? jaki demon, jaki cz³owiek, jaki
s³uchacie: Mi³ujcie nieprzyjacio³y
bóg? A czy¿ nie jedyna jest tylko przyjaŸñ wierna
wasze: Czyñcie dobrze tym, którzy
ostateczna, zawsze powiêkszaj¹ca siê: przyjaŸñ Pana mego,
was nienawidz¹. B³ogos³awcie tym,
Chrystusa?
co was przeklinaj¹: a módlcie siê
za tych, którzy was potwarzaj¹.
(£uk., VI, 27).
Praca mistyczna. Mimo wszystko, zachowaj pogodê
twarzy, uczucia i myœli.
Nikt nie doznaje nienawiœci czy zniewagi, nie
zas³u¿ywszy na ni¹; sprawiedliwoœci tworów tylko kulej¹;
sprawiedliwoœæ twórcy jest nieomylna; jest ona równowag¹
sam¹ Wszechœwiata, w œwiecie fizycznym, moralnym i
duchowym. Je¿eli niepostrzegam motywów tej nienawiœci
czy tych zniewag, to znaczy tylko, ¿e jestem
krótkowzroczny; i winienem wszelako przebaczyæ, bowiem
nie gasi siê ognia, dok³adaj¹c drewien do niego.
Salomon g³osi i aposto³ pogan powtarza to: "Je¿eli
wróg twój g³odny, nakarm go; je¿eli ma pragnienie, napój
go; czyni¹c to, zgromadzisz wêgle p³on¹ce na jego g³owê."
Byæ mo¿e twardzi Rabini widzieli w tem wyrafinowanie
zemsty niematerjalnej; byæ mo¿e Ojcowie Koœcio³a greckie-
go mniemali, ¿e trzeba byæ bez zarzutu w ten sposób, by
nieprzyjaciele nasi œci¹gali na siê wszystk¹ reakcjê ich
gniewu. Autor Wulgaty jest bardziej chrzeœcijañski, gdy
mnie ma, ¿e wêgle te p³on¹ samym tylko ogniem wstydu i
wyrzutu sumienia. Tak jest, bolesne przebaczenie, do
którego zobowi¹zujê mi³oœæ mojê w³asn¹ zranion¹, jest
œwiat³em, które spada na serce nieprzyjaciela mego i które,
póŸniej, spowoduje tam zrodzenie siê wyrzutów, ¿alu i
pokuty.
Jestem obra¿ony dla tego tylko, ¿e jestem podleg³y
zranieniu. Trwa we mnie pragnienie uporczywe przyjaŸni,

43 44
20. Gor¹czkowoœæ. najoczywistsz¹, i pochodzacych od Boga, od³o¿ê nieco, by
dojrzalszemi je uczyniæ, Bóg nie urazi siê o to, da³ mi On
bowiem zmys³ krytyczny. Jednem s³owem, s³usznem li jest,
Zaprawdê bowiem powiadam wam:
bym mia³ siebie za dosyæ czystego, za dosyæ prawego,
A¿ przeminie niebo i ziemia, jedna
i¿bym otrzymywa³ polecenia opatrznoœciowe, nie
jota, albo jedna kryska nie odmieni
wykoszlawiaj¹c ich zgo³a?
siê w zakonie, a¿ siê wszystko stanie.
(Mat., V, 18).

Rzecz Ÿle zrobiona musi byæ prawie zawsze na nowo


poczêta: poœpiech koñczy siê na stracie si³ lub czasu. Ludzie
wymagaj¹, bym mia³ powodzenie; ale Ojciec ¿¹da tylko woli
Praca mistyczna. Nie porzucaæ ¿adnej roboty, nie
mojej najlepszej i mego wysi³ku szczerego. Praca ca³kowicie
skoñczywszy jej w zupe³noœci.
sumienna czyni zadoϾ Prawu.
Czy jestem robotnikiem, artyst¹, urzêdnikiem czy
myœlicielem, bêdê u¿ywa³ tyle czasu, by prowadziæ robotê
moj¹ gruntownie, z ca³¹ ma zrêcznoœci¹, z ca³ym mym
zapa³em, z ca³em mem œwiat³em. Je¿eli opuszczê
najdrobniejsze poci¹gniecie pilnika, najmniejsze
wyg³adzenie, nielitoœciwe Przeznaczenie zmusi mnie dnia
pewnego do rozpoczêcia na nowo mej pracy. By nasyciæ
dzie³o moje najwiêksz¹ iloœci¹ energji, czy piêkna, czy
prawdy, czy¿ nie trzeba, bym pobudowa³ mu cia³o
doskona³e, bym tchn¹³ w nie duszê ¿yj¹c¹? Czy¿ nie trzeba
d³ugich dni, pe³nych znojów, d³ugich nocy, pe³nych udrêk i
b³agañ?
Jednostka burzliwa miota siê tylko, by zaspokoiæ
potrzebê chorobliw¹ nowoœci, albo by unikn¹æ nudy, albo z
po¿¹dliwoœci nazbyt gor¹cej. Ja ukojê me wzburzenie,
chocia¿by tylko po to, by widzieæ jaœniej; ukojê siê
zw³aszcza dlatego, ¿e wyskoki Ja s¹ zawsze sprawcami
niezgody, nawewn¹trz i na zewn¹trz. Dobrze jest chwilami
kazaæ sobie wyczekiwaæ w przedpokoju, w sobie samym.
"Czas nie szanuje tego, co siê robi bez niego". ¯e
wykonanie projektów, rodz¹cych siê z jasnoœci¹

45 46
21. Kuszenia Chrystusa. niespodziana, zawiera wielk¹ czêœæ pierwiastków dawnych;
nadto przeciwnik, jakiego spotykam, ma zawsze si³ê prawie
równ¹ mojej; wreszcie, jakie b¹dŸ s¹ wysi³ek czy walka,
I by³ na puszczy czterdzieœci
jakie siê nadarzaj¹, Chrystus dokona³ ju¿ jednego i
dni i czterdzieœci nocy, i by³ kuszon
wytrzyma³ drug¹ napewno, bowiem dla tego tylko przyszed³
od szatana, i by³ z bestjami, a
On.
Anio³owie s³u¿yli Mu.
(Marek, I, 13).
Praca mistyczna. We wszystkich mych obawach, we
Cz³owiek mo¿e robiæ Ÿle, b¹dŸ z siebie, b¹dŸ
wszystkich mych niepewnoœciach, we wszystkich mych
pobudzony przez czynnik zewnêtrzny. Czynnikiem tym
trwogach, przyzywaæ bêdê ze spokojem i ufnoœci¹ Tego,
mo¿e byæ uwodzenie naturalne tworu, albo te¿ napaœæ
który, oto dwa tysi¹ce lat temu, ju¿ naprzód wszystko wycier-
poplecznika Ciemnoœci. Ostatni ten wypadek, dosyæ rzadki,
pia³ na mojê intencjê.
zachodzi tylko dla uczniów bardzo posuniêtych; i nadomiar,
z pomiêdzy Œwiêtych, by³o zaledwie dwóch czy trzech, do
których zbli¿y³o siê promieniowanie przewrotne Wielkiego
Buntownika. Jezus jest jedynym "cz³owiekiem", z którym
Szatan rozmawia³ otwarcie.
Szatan, by zaatakowaæ Go, otoczy³ siê doborem
piekielnym; by³o to tak dlatego, ¿e wszystkie twory winny
przynajmniej raz jeden stan¹æ w obecnoœci S³owa, i¿by
mog³y postrzec Prawdê; bowiem nikt nie jest stracony na
zawsze.
Cz³owiek, który, pierwszy, spe³nia coœ nowego,
zu¿ywa na to wiele trudów naœladowcy jego kopjuj¹ go z
mniejszym wysi³kiem. Dlatego to, w ci¹gu swego ¿ycia
znanego, jak i w ciemnoœciach przenikanych b³yskawicami
¿ycia nieznanego, Chrystus dokona³ wszystkich typów czy-
nów, jakie istoty ludzkie bêd¹ mog³y mieæ kiedy do
spe³nienia; dlatego to przeszed³ On przez wszystkie stany
duszy mo¿liwe; dlatego to myœla³ On o wszystkich naukach,
o wszystkich wynalazkach, o wszystkich arcydzie³ach;
wst¹pi³ On na wszystkie szczyty i przeby³ wszystkie
bagniska. By³ On wszêdy.
B¹dŸ jaka okolicznoœæ, nawet najbardziej

47 48
22. Chciwoœæ. darów nieco nadmiaru. Dodam przynajmniej do mych
podzia³ów naddatek uœmiechu i s³owa czu³ego, i skarbami
Mamona niesprawiedliwego bêdê zyskiwa³ sobie przyjació³.
Jako¿ trudno, którzy
pieni¹dze maj¹, wnijd¹
do Królestwa Bo¿ego.
(Mar., X, 23).

Jezus rzek³: "£atwiej jest wielb³¹dowi wynijœæ przez


Praca mistyczna. Nie gromadziæ skarbów
ucho igielne, ni¿ bogaczowi (tym, którzy w pieni¹dzach
nieprodukcyjnych.
ufaj¹) wnijœæ do Królestwa Bo¿ego". Mo¿na byæ sk¹pym i
chciwym, nie bêd¹c bogatym; to nie stan mój ani te¿ praca
moja uszykowuj¹ mnie w hjerarchji duchowej, lecz zamiar,
z jakim spe³niê jednê, czy bêdê trwa³ w drugim.
Wszelka namiêtnoœæ jest chciwa: zbieracz, Don-¯uan,
erudyta, czcz¹ ró¿ne oblicza tego samego bo¿ka: posiadanie.
Ka¿dy, b¹dŸ z racji swych zas³ug poprzednich, b¹dŸ jako
próbê odpowiedni¹ do mocy swych cnót, otrzymuje od
Przeznaczenia pewn¹ iloœæ pomyœlnoœci: mienia, przyjaŸni,
powodzeñ, darów przyrodzonych. Ale, jak to powiadaj¹
ludzie proœci: daj komu paluszek, poci¹gnie, ¿eby mieæ ca³¹
rekê. Otó¿, wszystko jest odmierzone w stworzeniu.
Ktokolwiek zagarnia szczêœcie, czy pieni¹dze, czy cob¹dŸ
innego, wyzuwa z tego innych. Nagromadzaj¹cy zbytnie -
zapasy i wyzuty z nich mog¹, siê nie znaæ; w œwiecie
moralnym wszyscy s¹ wszystkim obecni; i jêk biedaka
oszukanego zatruwa szczêœcie zdziercy, lubuj¹cego siê w
przepychu.
Z³oto urzeka wszystko, czego siê tknie; urok, jaki ono
wywiera, oœlepia na œwiat³a duchowe; bogacz winienby
uwa¿aæ siê bezwzglêdnie za zwyk³ego depozytarjusza swego
mienia, nawet je¿eliby je zdoby³ w³asn¹ prac¹.
Bêdê bra³ tedy z ka¿dej rzeczy to tylko, co jest mi
œciœle potrzebne; ale kiedy bêdê dawa³, naœladowaæ w tem
bedê Przyrodê macierzyñsk¹, która dodaje zawsze do swych

49 50
23. Ubieganie siê o pochwa³y. oto co nale¿y osiêgn¹æ, je¿eli chce siê s¹dziæ sprawiedliwie;
innych wysi³ków w tym¿e rodzaju bêdzie siê próbowa³o
póŸniej. Ale prosta ta postawa powœci¹gliwa, snadnie
Ludzie rodzaju tego podobni
dostateczna dla naszej energji obecnej, da nam ducha
s¹ ch³opiêtom, na rynku siedz¹cym,
czystszego i charakter niezale¿niejszy.
i z sob¹ rozmawiaj¹cym, i mówi¹cym:
graliœmy wam na piszcza³kach, a nie
tañcowaliœcie: narzekaliœmy, a nie
p³akaliœcie.
Praca mistyczna. Unikaæ rozg³osu.
(£uk., VII, 32).

Ubieganie siê o pochwa³ê jest manja, której szczerota


wywo³uje mi uœmiech na ustach w stosunku do innych; w
stosunku do siebie nie postrzegam jej. Zawodowcy s³awy
u¿ywaj¹ zrêcznoœci bez granic, by zyskaæ liczne uznania: s¹
oni odpowiedzialni za pró¿ne te zabiegi; ³owców tych u³ud
Przeznaczenie zmusi, dnia pewnego, do karmienia siê
u³udami.
Jest siê stoikiem? Có¿ znaczy tedy pochwa³a czy
nagana, je¿eli cz³owiek szuka tylko Œwiadectwa w³asnego
swego sumienia? Rozg³os, popularnoœæ okazuj¹ siê wówczas
tylko, jako œrodki taktyczne, gdy trzeba dzia³aæ na t³um.
Nie wierzy siê ju¿ w wolê Chcenia? Jeszcze bardziej
trzeba bêdzie strzec siê pochwa³; pochlebstwo, mniej, nawet
ni¿ ono samo, poszukiwanie tych, którzy nas otaczaj¹,
wy³aniaj¹ magnetyzm têgi, i by jego wyp³ywów unikn¹æ,
trzeba byæ bardzo wielkim, albo bardzo ma³ym.
G³osy pochlebne, jakie siê otrzymuje, mog¹ byæ
szczere lub ob³udne. W pierwszych jest woñ œwie¿oœci, która
czyni je niebezpieczniejszemi dla naszej skromnoœci, ni¿
wtóre. Gdybyœmy byli m¹drzy, przyjmowalibyœmy ka¿dy
komplement, jako pu³apkê. Bowiem czu³oœæ, jak¹ nam
okazuj¹ nasi przyjaciele, mo¿e byæ stronna; zaœ czy¿ nie jest
to zadaniem pochlebców uwodziæ nas dla swej korzyœci?
Nie szukaæ pochwa³y i powstrzymywaæ siê od nagany,

51 52
24. Chêæ b³yszczenia. oryginalnoœæ; przystoi ona tylko istotom wyj¹tkowym;
stanowi ona czêœæ ich charakteru.
Drzewo leœne, wyrastaj¹ce nad inne, jest równie¿
A wszystkie sprawy swe czyni¹,
bardziej wystawione na burzê i na piorun.
aby byli widziani od ludzi.
(Mat., XXIII. 5).

Cz³owiek nie tworzy sobie dok³adnego s¹du o


prawdziwem znaczeniu ubioru. Niewolnictwo mody i
strojenie siê s¹ pró¿noœci¹ albo g³upot¹, gdy mi³oœæ w³asna,
ambicja wyuzdana, przewrotnoœæ pobudzaj¹ do nich. Dandys
Praca mistyczna. Staraæ siê byæ bezimiennym.
nawet dochodzi do szczytu ca³kiem sztucznego. A jednak,
trzeba siê ubieraæ, ozdabiaæ swe mieszkanie, utrzymywaæ
tryb ¿ycia zgodny ze stanem spo³ecznym. Tu równie¿
sumienie winnoby byæ przewodnikiem.
Nastêpnie, trzebaby nam odwagi: wszystkie kobiety
wiedz¹, ¿e dzieñ nadejdzie, gdy ¿aden ró¿ nie ukryje ju¿
zmarszczek; wszyscy mê¿czyŸni wiedz¹, ¿e dnia pewnego
¿aden krawiec nie bêdzie móg³ zamaskowaæ ich braków
kszta³tu. Œmieræ zbli¿a siê, ale cz³owiek zawi¹zuje sobie
oczy, przywi¹zuje siê tem mocniej do tego, co mu by³o
drogie, co mu umknie, a czego straty fatalnej nie chce
stwierdziæ sobie.
Nie utrzymujê zgo³a, by cnota mia³a byæ niechlujn¹,
dziwaczn¹ czy œmieszn¹. Godnoœæ wewnêtrzna odbija siê
zawsze w wygl¹dzie fizycznym; wytwornoœæ myœli daje
linjê ubraniu; mêdrzec wiedzie ¿ycie zwyk³e z sercem
jaœniej¹cem. I atmosfera szczytów op³ywa doœæ widzialnie
niektórych nadludzi, by przyodziaæ ubogie szaty, któremi siê
okrywaj¹, w godnoœæ, która uderza i która wzrusza.
Ale ja, którego dusza mierna zabrania mi zarazem i
lazuru i b³ota, ja, który jestem letni, ja, który ¿ywiê wiele
pragnieñ i dokonujê tak ma³o czynów, strzec siê bêdê
gminnoœci, jak i przesady; bêdê pos³uszny zwyczajom,
hygjenie, przyzwoitoœciom zwyk³ym; nie pozwolê sobie na

53 54
25. Nauka Chrystusa. Nauki, w³adze, wszystkie rodzaje œwiat³oœci zstêpuj¹
tylko w miarê, gdy we mnie skoñczonoœæ ustepuje miejsca
Nieskoñczonoœci. Oto jedyna metoda skuteczna, która mnie
Gdy¿em ja z siebie samego nie mówi³, ale Ojciec, który
odradza, od mego cia³a a¿ do szczytu jeszcze dziewiczego
mnie pos³a³, da³ mi rozkazanie, cobym mówiæ i powiadaæ
mego ducha; przez ni¹ tylko mogê staæ siê przewodnikiem
mia³.
tymczasowym dla innych zb³¹kanych.
(Jan, XII, 49).

Kiedy cz³owiek naucza, mo¿e on rozszerzaæ b³¹d i


mo¿e zw³aszcza nie mówiæ prawdy stosownej, któr¹by
Praca mistyczna. Czytaæ po ka¿dem obudzeniu siê
s³uchacze, ka¿dy i wszyscy spo³em, mogli przyjmowaæ,
jeden werset Ewangelji; z t¹ sam¹ uwag¹ œwie¿¹, jak
która jest odpowiednia do ich stanu obecnego, do ich
gdybym otwiera³ ksi¹¿kê po raz pierwszy.
rozwoju przysz³ego, do ich potomnoœci, do œrodowiska. Nikt
nie dochodzi do doskona³oœci, w nauczaniu duchowem
mniej jeszcze, ni¿ w ka¿dej innej rzeczy.
Ale Jezus posiada³ Prawdê ca³kowit¹ ze wszystkiemi
jej doskona³emi zastosowaniami, bowiem S³owo jest t¹
Prawd¹. Wiedza jest tylko obrazem myœlowym Bytu. A
poniewa¿ Jezus zna tych, do których siê zwraca, od ich
oœrodka a¿ do ich kresów, od ich pocz¹tka przed-wiekowego
a¿ do ich koñca po-wiekowego, mo¿e On mówiæ o tym
Absolucie, który wciela, w sam raz to, co przystoi ka¿demu
i wszystkim.
S³owa moje faluj¹ naoko³o mnie przez pewien czas,
potem siê rozp³ywaj¹ i znikaj¹. Wyrazy S³owa, poniewa¿ s¹
¯yciem wszczepiaj¹ siê w serca i, jak te ziarna zebrane w
grobowcach egipskich, s¹ zawsze gotowe do kie³kowania.
Bowiem ¯ycie nie jest abstrakcj¹; wszystko jest
rzeczywistem, czynnem, samorzutnem; ¯ycie jest
dynamitem; im wiêcej napotyka ono oporu, tem bardziej siê
skupia, wznieca, i wybucha. My tedy, którzy posiadamy w
mowie tylko odblask energji tej niez³omnej, czynami oto
naszemi damy przekonaniom naszym najmocniejsze
istnienie. Dobry przyk³ad jest najlepszem z kazañ, najlepsz¹
z modlitw.

55 56
26. Obmowa. wyzwanie; odpowie na nie; przyjdzie pokusa podobna. I
che³pliwi s¹ czêsto pobici.
Tak wiêc, obci¹¿aj¹c innego, sam na siebie nak³adam
...co pochodzi z cz³owieka,
wiêzy, skazujê siebie na cofanie siê, albo na dreptanie, które
to pokala cz³owieka. Bo z
ci¹gn¹æ siê bêd¹, a¿ póki zbieg okolicznoœci nie pozwoli mi
wnêtrznoœci serca cz³owieczego
naprawiæ mych krzywd.
wychodz¹ myœli z³e...
(Mar., VII, 20-21).

Cz³owiek jest tak zbudowany, ¿e nie mo¿e nic poj¹æ


Praca mistyczna. Nie mówiæ o nieobecnych.
ani postrzec od zewn¹trz, je¿eli nie posiada uprzednio
przeciwnego organu wewn¹trz. Piêkno symfonji wzrusza
mnie tylko dlatego, ¿e czuciowoœæ moja zawiera harmonjê
jej poprzednia. I brzydota razi mnie przez mechanizm
odwrotny.
Nie mogê nie widzieæ wad czy dziwactw bliŸniego; ale
czy¿ sam nie noszê tych¿e zarodów chorobliwych? Jakie
mam prawo krytykowaæ, gardziæ, og³aszaæ te b³êdy?
Obmowa jest z³oœliwoœci¹ ma³oduszn¹, podstêpem;
je¿eli myœlê, ¿e mój s¹siad postêpuje Ÿle, dlaczego¿ nie
powiedzieæ tego jemu samemu? A nadto, jestem odpowie-
dzialny tylko za istoty, któremi kierujê.
Mówienie o z³em szerzy z³o; za krytyki, ¿arty, docinki,
jakie trzecie osoby skieruj¹ na nieobecnego, z racji mej
obmowy, to ja poniosê odpowiedzialnoœæ.
A za co? Za postêpek, którego nie znam ni pobudek,
ni zamiaru. ¯ebym móg³ znaæ chocia¿ wartoœæ rzeczywist¹
w³asnych mych czynów i odró¿niaæ prawdziw¹ naturê mych
pobudek g³êbokich!
S¹dziæ -- winnoby to znaczyæ porównywaæ z kryterjum
wewnêtrznem dok³adnem. Ale, poniewa¿ nie jestem
doskona³ym, kryterjum moje bêdzie z koniecznoœci wadli-
wem; istnieje zawsze gdzieœ dusza, która mnie przewy¿sza.
Powiedzieæ: "Ja nie pope³niê nigdy takiego postêpku!", to
rzucaæ wyzwanie Z³u. A Z³o jest ¿yj¹ce; us³yszy to

57 58
27. K³amstwo. Je¿eli szanujê mowê mojê, nie ka¿¹c jej s³u¿yæ
niczemu nieu¿ytecznemu, fa³szywemu, egoistycznemu czy
z³emu, oczyœci siê ona, odnajdzie powoli energjê swojê
...i w prawdzie nie zosta³:
rodzim¹; stanie siê twórcz¹ i cudotwórcza; bêdzie dla tych,
bo w nim niemasz prawdy. Gdy mówi
którzy ¿¹daj¹ odemnie pomocy, tem, czem S³owo Boga jest
k³amstwo, z w³asnego mówi...
dla mnie: b³ogos³awieñstwem czynnem i o¿ywiaj¹cem.
(Jan, VIII, 44).

Dlaczego Absolut, objawiaj¹c siê, jako Stwórca i


Zbawca, pozwoli³, by ludzie zwali Go S³owem? Mowa
Praca mistyczna. Bêdê szczerym w mych myœlach, w
ukrywa straszn¹ tajemnicê. Cz³owiek domyœla siê jedynie,
mych czynach, w mych s³owach.
ze ¿ycie nasyca j¹, ¿ycie o tyle ¿yŸniejsze, o ile mowa ta jest
prawdziwsz¹. Obrazem dok³adnym, wyrazem szczerym
mych poruszeñ wewnêtrznych, oto czem winna byæ mowa
moja. I ¿ycie me wewnêtrzne bêdzie prawdziwem i ¿yj¹cem
w miarê zgodnoœci jego z Prawem, z Prawem najwy¿szem,
Rozumem Œwiata i S³owem kszta³tuj¹cem.
Podstêp, ob³uda s³u¿¹ tylko z³u; ze sposobów
postêpowania niedozwolonych mo¿e wynikaæ tylko pozór
dobra. Chemik potrafi snadnie wyci¹gn¹æ lekarstwo z soku
jadowitego, ale kto mi stwierdzi, nadomiar, ¿e œrodki te
terapeutyczne tak kunsztowne nie lecz¹ jednej formy choro-
by, zastêpuj¹c j¹ drug¹?
Cz³owiek jest tajemnic¹ niepojêt¹ dla cz³owieka. Bóg
jeden go zna, poniewa¿ go stworzy³. Chocia¿ jestem tak
mierny, ³¹czê wszystkie skrajnoœci, sprzymierzam
przeciwieñstwa; noszê najgorsze mikroby Nicoœci duchowej
wraz z zarodem jaœniej¹cym Istoty doskona³ej. Jestem
igraszk¹ wszystkich podmuchów i, jednoczeœnie, jedynym
panem w³asnej mej przysz³oœci
Otó¿, k³amstwo, tworz¹ce rozdwojenie pomiêdzy
uczuciem wewnêtrznem i gestem zewnêtrznym, nie jest
niczem innem, jak samobójstwem moralnem. Zatruwa ono
œwiat³a i cnoty we mnie; wysusza je w tych, do których
zwraca siê.

59 60
28. Potwarz. wstydem zamilk³bym przed mymi mo¿liwymi szkalownika-
mi? Powtórzy³bym wówczas to powiedzenie s³ugi
nieznanego Niebios, któremu donoszono potwarze na niego:
...stali, usilnie nañ skar¿¹c.
"Ach! nie powiedz¹ oni o mnie nigdy wszystkiego z³ego,
(£uk., XXIII, 10).
jakie by³oby do powiedzenia".
Spotwarzaæ, oskar¿aæ kogoœ o b³¹d, jakiego on nie
pope³ni³, jest zabójstwem. Otó¿, co siê zawi¹zuje w pewnem
miejscu Wszechœwiata, mo¿e byæ póŸniej rozwi¹zane tylko
w tem samem miejscu. Zmazanie potwarzy wymaga, by
napastnik, ofiara i œwiadkowie zeszli siê razem, tu na ziemi
Praca mistyczna. Broniæ tych, których znies³awiaj¹,
czy gdzie indziej, przy zbiegu okolicznoœci analogicznych,
rehabilitowaæ ich, wskazywaæ ich cnoty.
i by wówczas oszczerca poprosi³ o przebaczenie i otrzyma³
je.
Z drugiej strony, ofiara potwarzy nie powinnaby ani
irytowaæ siê, ani trapiæ siê ni¹, ani dziwiæ siê jej. Nikt nie
mo¿e napaœæ na mnie, je¿eli moje Przeznaczenie nie
upowa¿ni go do tego, je¿eli ja sam, w rzeczywistoœci, nie
dam prawa do tego. Absolutnie mówi¹c, wszystko jest spra-
wiedliwem. Niesprawiedliwoœci s¹ sprawiedliwoœciami,
których przyczyn nie postrzegamy.
Wy³uszczmy migda³ z gorzkiej jego skorupy;
upokorzenia me i próby me sam ci niegdyœ zasia³em, to
pewne. Pozostaje mi je zebraæ tylko. Nie oddam siê tedy
¿adnej z namiêtnoœci, które tyranizuj¹, które odzieraj¹ i
których wymagania nigdy nie zaspokojone chcia³yby spro-
wadziæ wszystkich ludzi do ich niewolnictwa. Ach, Chrystus
mia³ racjê, powiadaj¹c: Bóg jeden jest dobry. Jesteœmy do
gruntu Ÿli; i w ilu¿ to okolicznoœciach nie by³em z³y?
Gdybym sporz¹dzi³ listê cierpieñ, jakie zada³em tym, którzy
siê do mnie zbli¿ali, zwierzêtom, roœlinom, rzeczom nawet,
gardz¹c piêknem ¿ycia, zniewa¿aj¹c s³odycz ¿ycia,
zasiewaj¹c urazê, nienawiœæ albo wydzieraj¹c z piersi nie-
winnoœci skargê tê, straszniejsza, ni¿ wszystkie krzyki
gniewu; tak jest, gdybym sporz¹dzi³ tê listê, z jakim

61 62
29. Cuda Jezusa. Wszystkie w³adze Jezusa by³y takie, Wrodzone,
samorzutne, promieniuj¹ce bez wysi³ku, przewy¿szaj¹ce
stare magje i przysz³e m¹droœci, jak nieskoñczonoœæ najbli¿-
...¿aden tych znaków czyniæ
sza przewy¿sza skoñczonoœæ najniezmierniejsz¹. A jednak,
nie mo¿e, które Ty czynisz,
nie czyni³ On nigdy cudu, nie poprosiwszy Ojca o
jeœliby z nim Bóg nie by³.
pozwolenie.
(Jan, III, 2).

S¹ dwa rodzaje cudów: cuda naturalne, powodowane


u¿yciem si³y naturalnej nieznanej, która wprawia w ruch
prawa fizyczne, jeszcze nie odkryte, i cuda nadprzyrodzone,
które zawdziêcza siê bezpoœredniemu wdaniu siê Boskiemu.
Praca mistyczna. Przed ka¿d¹ czynnoœci¹, prosiæ
Si³y nieznane Stworzenia mog¹ nale¿eæ b¹dŸ do istoty
Ojca o Jego przyzwolenie.
ludzkiej, b¹dŸ do Przyrody, b¹dŸ do mocy Ciemnoœci.
Wdanie siê Boskie mo¿e nastêpowaæ samorzutnie lub w
odpowiewiedzi na modlitwê.
Ezoteryzm bada, miêdzy innemi problematami,
sposoby wytwarzania cudów naturalnych. Ale praktyki jego,
zawsze czêœciowe, bowiem ludzkie, sprowadzaj¹ czêsto
zamêt w atmosferach niematerjalnych i powoduj¹, w
rozwoju normalnym istot i rzeczy, zamieszania w dalekim
terminie, o wiele zgubniejsze ni¿ z³o, którego uleczenia
chcia³ wtajemniczony.
Magnetyzm, spirytyzm, magja nie s¹, rzeczami
piekielnemi; ale s¹ rzeczami, do których Piek³o mo¿e wejœæ
z ³atwoœci¹. I si³a woli, niezbêdna dla adepta, u³atwia jeszcze
sid³a Przeciwnika.
Cz³owiek doskona³y bêdzie królem Stworzenia.
Bêdziemy mieli prawo s³uszne rozkazywaæ Przyrodzie
wtedy tylko, gdy ona zobaczy, ze jesteœmy panami siebie
samych, gdy pójdziemy a¿ do koñca œladem szko³y
Ewangelji. Tym sposobem, posiadanie od urodzenia mocy
duchowej oznacza, ¿e jest ona normalna; ale to poci¹ga za
sob¹ obowi¹zek u¿ywania jej dla dobra i nieczynienia z niej
Ÿród³a mienia.

63 64
30. Mizantropja. tak, jak nastepuj¹ w niej lekcje, i robiæ wszystko w swej
porze?
Wreszcie, Mistrz mój, On, którego umys³ zawiera³
A rzesza siedzia³a doko³a Niego.
wszystkie pojêcia, którego serce odbija³o i promieniowa³o
(Mar., III, 32).
wszystkie szlachetnoœci, którego spojrzenie przenika³o do
dna wszystkie nêdze, On, dla którego towarzystwo ludzkie
Kiedy towarzystwo ludzi staje siê dla mnie
by³o--to pewne--mêk¹ ci¹g³¹, zali nie znosi³ ludzi pró¿nych,
nieznoœnem, czujê jednak¿e, i¿ pomimo to nie powinienbym
g³upich, nikczemnych i upodlonych?
stroniæ od niego, i¿ cierpliwoœæ moja ma tu sposobnoœæ
wzrostu i i¿, byæ mo¿e, uprzejmoœæ moja z racji trudu, jaki
mnie kosztuje, umo¿liwi poprawy nieoczekiwane u tych,
których rozmowa mnie nu¿y.
Praca mistyczna. Powstrzymywaæ siê od s¹dzenia
Rzeczy najdrobniejsze maj¹ znaczenie. Spojrzenie
ludzi z wygl¹du osoby ich zewnêtrznej.
zamienione z przechodniem wywiera wp³yw tajemniczy na
niego, na mnie, na œwiadków. Wzbraniaæ siê od czêstych
odwiedzin jest to rodzaj pogardy; otó¿, ka¿da roœlina
przynosi owoce zgodne ze swa natur¹. U Alcesta masz uczu-
cie przesadne o w³asnej swej wartoœci.
Je¿eli mam zmartwienia albo je¿eli mój humor jest
kwaœny, wysi³ek uprzejmoœci rozerwie mnie lub umocni
mnie przeciw mnie samemu: podczas gdy samotnoϾ
uczyni³aby moje utrapienie bardziej dolegliwem i mój
charakter jeszcze bardziej podatnym do zranienia.
Zreszt¹ dlaczego¿by inni nie zas³ugiwali na mojê
uwagê? Nic nie znam z nich, prócz ich maski; istota ich
rzeczywista wymyka mi siê; wró¿bita najzrêczniejszy
dochodzi zaledwie do odgadniêcia tylko kilku cech
powierzchownych u tych, którzy siê go radz¹. ¯aden
cz³owiek, ¿aden twór nie jest bezu¿yteczny: od wszystkich
i ze wszystkiego mogê pobieraæ naukê.
Nastêpnie, upodobania moje zmieniaj¹ siê szybciej,
ni¿ wygl¹d ob³oków wiatrem gnanych. Dla tych samych
ludzi, przez których dzisiaj powstaj¹ mi w³osy na g³owie,
jutro byæ mo¿e porzucê obowi¹zek, by szukaæ ich wszêdzie.
Czy¿ nie jest m¹droœci¹ praktyczn¹ przechodziæ szko³ê ¿ycia

65 66
31. Niesmak ¿ycia. Tem lepiej, je¿eli radoœci i ambicje pospolite trac¹
swój smak. Gdy u³udy te pierzchn¹, droga moja
postêpowania stanie siê jaœniejsza i pogodniejsza; ba³wany
...Alem ja prosi³ za tob¹,
nie zatrzymaj¹ mnie ju¿. Mistrz zawsze bliski: uczeñ to wie.
aby nie usta³a wiara twoja...
Cierpienie mo¿e ju¿ byæ dla niego tylko powiewem
(£uk., XXII, 32).
b³ogos³awionym, rozniecaj¹cym p³omieñ duchowy jego
mi³oœci.
Smutek mo¿e staæ siê do tego stopnia g³êbokim, ¿e
odbiera nawet odwagê samobójstwa. Jednak¿e, je¿elim poj¹³
coœ niecoœ o ¿yciu, winienem wiedzieæ, ¿e to nie
powodzenie wywy¿sza mnie, ale wysi³ek uprzedni; ¿e to nie
mi³oœæ, któr¹ otrzymuje, upiêksza mojê dusze, ale mi³oœæ,
któr¹ dajê; ¿e to nie nauka sama przez siê rozwija umys³, ale
Praca mistyczna. Mieæ wiarê w przysz³oœæ.
praca, ¿eby j¹ zdobyæ.
Cz³owiek rozpacza dlatego tylko, ¿e nazbyt myœli o
sobie; ale gdzie jest cz³owiek, zdolny zapominaæ ci¹gle o
swych nadziejach i o swych upodobaniach? Wychowawcy
mog¹ jedno tylko: poddawaæ woli naszej pobudki coraz
wy¿sze, w miarê jak postepujemy, bez koñca;
Naœladowanie, "ksi¹¿ka najpiêkniejsza, jaka wysz³a z r¹k
ludzkich", czy¿ nie jest, wszystko uwzglêdniaj¹c, tylko
gimnastyk¹ wewnêtrzn¹, by unikn¹æ ciosów zgryzot ziem-
skich?
Jedna tylko Ewangelja œmie mi pokazaæ cel
najwy¿szy; i jedna ona tylko œmie mi powiedzieæ, ¿e osi¹gnê
cel ten w³aœnie za pomoc¹ energji, któr¹ tracê na œciganie
celów tymczasowych i kolejnych, punktów
wierzcho³kowych œwiata, szczytów mej w³asnej natury,
podleg³ych, jako takie, zmianie i œmierci. Je¿eli nadajê
¿ywotnoœæ energji tej przez zamiar osi¹gniêcia Boga,
odmieniam j¹, przemieszczam j¹ z doczesnoœci do
wiecznoœci. Otó¿, zamiar ten jest zawsze dla mnie dostêpny,
w jakiem b¹dŸ jestem po³o¿eniu, w jakim b¹dŸ stanie
umys³owoœci, bowiem Bóg pozostaje, jednem s³owem, moj¹
zasad¹ i moim kresem.

67 68
32. Rozpacz. prowadzenia mnie, nie przestaje zajmowaæ siê moim losem;
i anio³owie Jego s¹ zawsze obok mnie.
Na biednych ludzi nawet, którzy odtr¹caj¹ tê pomoc
Smêtna jest dusza ma a¿
zawsze ofiarowywana, Pasterz spogl¹da i strze¿e ich
do œmierci... ale nie to, co ja
zdaleka, chocia¿ oni nie domyœlaj¹ siê tego.
chcê, Ojcze, ale co Ty.
(Mar., XIV, 34-36).

Ojciec zabrania Przeznaczeniu obarczaæ kogokolwiek


Praca mistyczna. Ka¿dodziennie, staraæ siê
ponad jego si³y. To w³aœnie obci¹¿a ³añcuchy moje, i¿ nie
zapominaæ o przykroœciach przez kilka minut.
wierzê, ¿e s¹ one sprawiedliwe; równie¿ tajemna nadzieja
uwolnienia siê od nich; szarpania tedy, jakiemi siê w tym
celu wycieñczam, rani¹ mnie i czyni¹ je nieznoœniejszemi.
Wystarczy drobiazg, by straciæ odwagê. Odwaga nie
jest istot¹ oderwan¹; jest to organ mojej osoby psychicznej;
posiada on formê, istnienie w³asne, równie rzeczywiste, jak
me rêce czy nogi. Podobnie jak miêsieñ urasta przez
æwiczenie, tak samo wszystkie w³adze moralne czy
umys³owe, -- a miêdzy innemi, odwaga -- rozwijaj¹ siê, gdy
pracujê, zanikaj¹ zaœ, gdy je pozostawiam w bezczynnoœci.
Je¿eli nie znajdujê pomys³u zrêcznego, energji stanowczej,
któreby mnie wspomog³y, je¿eli wpadam w rozpacz dzisiaj,
to jest to dlatego, ¿e niegdyœ nie potrafi³em chcieæ.
Wichury zniewalaj¹ drzewo do zgrubienia swych
w³ókien; próby zmuszaj¹ cz³owieka do natê¿enia swych
energij.
Nie powinienem tak samo pragn¹æ œmierci, jak i
uczepiaæ siê rozpacznie ¿ycia; nie mam ani jednego ani
drugiego z tych praw; cia³o moje nie nale¿y do mnie; to nie
ja je sobie pobudowa³em; a czy¿ bêdê siê poczytywa³ za
m¹drzejszego, ni¿ prawa rz¹dz¹ce Wszechœwiata?
Anio³ czarny zniechêcenia poddaje mi, ¿e jestem
opuszczony. Tak jest, czasami, w rzeczy samej, przyjaciele
moi porzucaj¹ mnie, ci, których kocham, lub ci, którzy mnie
kochaj¹. Ale ani na chwilê Ten, który wzi¹³ na siebie trud

69 70
33. Przemienienie Pañskie. tam oto Przyjaciel jest najbli¿szy. Przyszed³ On bowiem dla
chorych, i przychodziæ bêdzie zawsze tylko dla nich.
Panie, dobrze nam jest
tu byæ. (Mat., XVII, 4).

Nie daje siê wina ma³ym dzieciom. Je¿eli Niebo


ukrywa siê pod splotem trudnym do rozwik³ania skutków i
Praca mistyczna. Przed powziêciem postanowienia,
przyczyn, pod zas³onami œwiata fizycznego, œwiata
porzucê wszelk¹ m¹droœæ ludzk¹ i pytaæ bêdê: Co uczyni³by
umys³owego, œwiata niewidzialnego, to jest to dlatego, ¿e
Jezus na mojem miejscu?
blask jego jawny by³by oœlepiaj¹cy dla mojej s³aboœci. Nikt
nie mo¿e widzieæ Boga, nie przyp³acaj¹c tego ¿yciem.
Gdyby oczy me by³y czyste, gdyby spojrzenia me
przenika³y pozna³bym, ¿e cierpienia moje nie mog¹
naprawiæ szkód, których by³em sprawc¹, bowiem z³o jest
niezmiernie p³odne na tym z³ym œwiecie, któremu ziemia
zgni³a s³u¿y przewybornie. W ka¿dej chwili jestem ³upie¿c¹
stworzeñ; gdyby nale¿a³o mi p³aciæ d³ug mój a¿ do osta-
tniego szel¹ga bolesnego procentów z³o¿onych, jakie on
zradza, nie ujrza³bym nigdy koñca mej pracy. Ale
mi³osierdzie ojca wetuje sprawiedliwoœæ Jego.
Gdybym posuwa³ siê ku Dobru najwy¿szemu
w³asnemi tylko si³ami, droga by³aby nieskoñczona. Ale na
ka¿dy z mych biednych kroków ku Niemu, Zbawca mój
bie¿y na moje spotkanie, prêdki, jako ten piorun, i gdzie
mniemam, ¿e postrzegam znak Jego gniewu, jest to gniew
tylko jakiegoœ demona, któremu mi³oœæ porwa³a ³up.
S³odycze mistyczne, zachwycenia, ekstazy s¹
uœmiechami dalekiemi tej Mi³oœci, której z³¹czyæ siê ze mn¹
przeszkadza jedna tylko letnioœæ moja. B³yska ona, nie-
w¹tpliwie, piêknoœciami ró¿nemi œwiata, ale s¹ to tylko
zachêty dla mej zniewieœcia³oœci rozpacznej.
W samotnoœciach wewnêtrznych, w osch³oœciach, w
zgryzotach, poza ubóstwem, nieszczêœciem i zbrodni¹, w
g³êbi tego wszystkiego, co zm¹ca wygodn¹ m¹ ociê¿a³oœæ,

71 72
34. Roztrzepanie. Taki zabieg nie jest ju¿ obcinaniem ga³¹zek; to uprawa
normalna w czystym gruncie dzie³a materjalnego, pod
s³oñcem o¿ywczem dobrej woli; nie zabija on niczego;
Kogo szukacie? Odpowiedzieli
umacnia, organizuje i jednoczy.
mu: Jezusa Nazareñskiego.
Rzek³ im Jezus: Jam jest.
(Jan, XVIII, 4-5).

Roztargnienia, zmiennoϾ, nieroztropnoϾ,


nieprzezornoœæ, nierozwaga, niedok³adnoœci, niedbalstwa,
Praca mistyczna. Nie pozwalaæ sobie na bezczynnoœæ
zapomnienia: tyle¿ wad nieuwagi. Wiod¹ one do niepowo-
czy na marzenia.
dzenia, do zniechêcenia, do wyczerpania. Powiêkszyæ moc
uwagi jest Ÿród³em cierpliwoœci; trzeba siê do tego zabraæ
bez ha³asu, bez potykañ siê, z ³agodnoœci¹, z uporczywoœci¹;
najmniejszy szczegó³ jest wa¿ny; najdrobniejsza przeszkoda
winna otrzymaæ me piecze drobiazgowe.
Wzruszenia, myœli, czyny, s³owa, rzutuj¹ w atmosferê
wtórn¹ wyp³yw dynamiczny, który, po przejœciu drogi mniej
lub wiêcej krêtej i d³ugiej, wraca do swego punktu wyjœcia.
Wszelkie skupienie powoduje w organizmie fluidycznym
punkt pró¿ni, dok¹d s¹ przyci¹gane ma³e te komety; w ten
sposób powstaj¹ kojarzenia siê pojêæ, tak zawadzaj¹ce, gdy
chcemy myœleæ w sposób oderwany.
Adepci posiadaj¹ metody, by powiêkszaæ moc uwagi,
by uœmierzaæ te wzburzenia, by wyzwalaæ myœl: mentalizm,
psychizm, magnetyzm osobowy Amerykanów
przyw³aszczy³y sobie wszystko, co mog³y z psychologji
wschodniej. Ale wszystko to jest tylko sztuczk¹ i
przemieszczaniem nieprawem energij. Cz³owiek nie ma pra-
wa braæ si³ê, wyprowadzaæ j¹ z jej obrêbu, umieszczaæ j¹
gdzie indziej; mniema on, czyni¹c to, ¿e jest bardzo zrêczny;
jest on tylko niszczycielem, tyranem i siewc¹ nieporz¹dków.
Istota ludzka jest, jak wszystkie inne twory: od
oœrodka rozwija siê ona, a nie od obwodu; zaœ jej oœrodkiem
jest jej serce.

73 74
35. Upór. tem dwie bramy: sobie samemu i rzeczy tej, która mi
nadarzy³a siê. W tej chwili, zradza siê w mem Przeznaczeniu
reakcja, która, pewnego dnia, stanie siê chêci¹ konieczn¹
... i wymawia³ niedowiarstwo ich i zatwardzenie serca, i¿
wziêcia tego, co dzisiaj odrzuci³em.
tym,
Bêdê wiêc przyjmowa³ wszystko, badaj¹c wszystko
którzy go widzieli, ¿e zmatrwychwsta³, nie wierzyli.
s¹dem wolnym, porównuj¹c wszystko z wzorem, jaki Jezus
(Mar., XVI, 14).
mi podaje; a nic mnie nie uwiedzie, prócz tego Jezusa, który
zawiera idea³ wszystkiego.
Upór nie jest wol¹; wola, to robiæ ze swego cia³a, ze
swego umys³u, nawet ze swych namiêtnoœci to, co zdrowy
rozs¹dek wskazuje za stosowne. Cz³owiek woli widzi jasno.
Uparty widzi jeden punkt tylko. Nie dopuszcza, by kto inny
Praca mistyczna. Nie dowierzaæ swemu w³asnemu
móg³ myœleæ s³usznie; ca³y œwiat winien myœleæ, jak on.
zdaniu.
Otó¿, jestem li przeœwiadczony, ¿e posiadam jedyn¹ prawdê,
przynajmniej co do niektórych przedmiotów?
Kiedy nawet pewne zdanie jest s³uszne, lepiej jest
raczej z³agodziæ jego ostrze, ni¿ poczynaæ spory
nieskoñczone, ura¿aæ, nie maj¹c pewnoœci, ¿e siê kogoœ
przekona. Nieka¿d¹ prawdê dobrze jest mówiæ.
Je¿eli zaciekam siê wzglêdem wszystkich i przeciw
wszystkim, by zadowoliæ pragnienie, które jest tylko
osobistem, nara¿am siê na zawody i na k³opoty. Bowiem
przeszkoda ta, która niecierpliwi mnie albo dra¿ni, jest
przestrog¹. Albo raczej, niecierpliwoœæ ta przykra winnaby
mi wskazaæ, ¿e zamys³ mój nie jest sz³uszny.
Je¿eli zasklepiam siê w metodach przestarza³ych,
drepcê na miejscu; trzeba mieæ szacunek dla opinij starców,
to pewna; ale czas m³odoœci, wydaj¹cy siê cz³owiekowi
dojrza³emu, jako prawie nienaganny, zawiera³ jednak¿e
brzydoty; ró¿nica miêdzy wczoraj i dzisiaj jest minimalna,
i, w ka¿dym razie, jest ona na korzyœæ lat obecnych, bowiem
ewolucja wci¹¿ siê posuwa. Ale ja postrzegam tylko zak¹tki,
tylko drobniutkie zak¹tki tego mnóstwa postêpów
poszczególnych. S¹dzê wiêc Ÿle.
Je¿eli odrzucam odwiedziny, ksia¿kê, idee, zamykam

75 76
36. Niepokój. bowiem w rêku Boga.
Nie bêdê ani zuchwa³ym, ani ma³odusznym. Pokój
œci¹ga powodzenie i promieniuje je; obraca w niwecz
... albowiem jutrzejszy dzieñ
knowania; rozprasza przeszkody; jest zwiastunem ¿ycia
sam o siê troskaæ siê bêdzie.
wewnêtrznego. Kto mo¿e mnie zatrwo¿yæ, gdy Mistrz
(Mat., VI, 34).
kroczy ze mn¹?
Lêk, nawet w odcieniach swych najbardziej
z³agodzonych, os³abia stronê moraln¹, i fizyczn¹ cz³owieka.
Czego¿ mam siê obawiaæ, skoro nic nie zachodzi, bez
dopuszczenia Bo¿ego? Nic nie zachodzi, na cobym nie
Praca mistyczna. Prosiæ o pomoc S³owa, i iœæ wprost
zas³ugiwa³, nic nie zachodzi, co nie jest dla mego dobra; nikt
na przeszkodê.
nie mo¿e napastowaæ mnie, kto jest rzeczywiœcie, duchowo,
silniejszym odemnie.
Gdybym móg³ widzieæ, ile si³ i istot pracowa³o, bym
siê urodzi³; ile, bym móg³ spo¿ywaæ jedzenie; ile, bym móg³
przejœæ przez rozstajniê ulic? Zrozumia³bym wówczas, ¿e
¿ycie moje jest drogocenne, i ¿e Przyjaciel mój kocha mnie
nieskoñczenie; ale mia³bym tylko zas³ugê, ¿e jestem roz-
s¹dny; Zaœ Przyjaciel nie chce przyjaŸni rozs¹dnej; jest ona
przyrodzona; chce On, bym wszed³ z Nim w œwiat
nadprzyrodzony, tam gdzie niemasz ju¿ rzeczy rozs¹dnych,
gdzie niemasz ju¿ logik i konwenansów; chce on, bym
wszed³ w Jego mi³oœæ. Oto dlaczego zostawia mnie On w
niewiadomoœci.
Niepokoje te, które mnie wycieñczaj¹, s¹ rozs¹dne; oto
dlaczego powinienbym je usuwaæ.
Je¿eli w³óczêga napada na mnie, to jest to dlatego, ¿e
sam by³em zbójem. Je¿eli wspólnik mój oszukuie mnie, to
jest to dlatego, ¿e jam zdradza³ zaufanie. Co cz³owiek sieje,
to zbiera.
Niepokój wzburza umys³, oœlepia intuicjê, przyciaga
nieszczêœcie, niepowodzenie, nawet chorobê, której siê
obawia. Przeczucie jasne katastrofy, gdy mój obowi¹zek
mnie wzywa, nie powinno zwróciæ mnie z drogi, jestem

77 78
37. Wieczerza Pañska. cierpienia swej natury boskiej. Oto dlaczego "cia³o Jego jest
pokarmem", ukszta³towa³o siê ono bowiem przez trudy
zst¹pienia boskiego; i "krew Jego jest napojem", cierpienia
Ten jest chleb, który
Jego bowiem nada³y ¿ycie pracom Jego.
z nieba zst¹pi³.
(Jan, VI, 58).

S³owo karmi Wszechœwiat. Twory czerpi¹ od Niego


swe istnienie i ¿yj¹ tylko dlatego, ¿e Ono siê im oddaje bez
przerwy przez ofiarê nieograniczenie odnawian¹. W ten to
Praca mistyczna. Raz na dzieñ, pozbawiæ czegoœ z
sposób panteista rozumie stosunki Boga ze œwiatem i
mi³osierdzia na pami¹tkê Chrystusow¹.
wyjaœnia obrz¹d Eucharystji.
Chrzeœcijanin wierzy w znaczenie wy¿sze Wieczerzy
Pañskiej, w moc bardziej ¿yw¹, wyraŸniejsz¹, i ma on racjê;
ma on nawet nieskoñczenie wiêce; racji, ni¿ sobie j¹
wyobra¿a. Proszê wzi¹æ pierwszego lepszego hypnotyzera,
jednostkê byle jak¹ pod wzglêdem ¿ycia wewnêtrznego; mo-
¿liwem jest dla niej uczyniæ, ¿e osoba, która siê jej podda,
otrzyma ze szklanki czystej wody wra¿enia najró¿niejsze. A
Chrystus, najpierwsza z istot, czy¿ nie móg³by chlebowi i
winu nadaæ w³asnoœci, których zespó³ stanowi w³asn¹ Jego
osobowoϾ?
Ale to wyjaœnienie jest jeszcze egzegez¹ zewnêtrzn¹.
Jezus, mówi¹c: "To jest cia³o moje, to jest krew moja",
odmieni³, stworzy³ na nowo typ duchowy winnej latoroœli i
zbo¿a. Jest jeszcze coœ innego. W rêkach Jego, materja jest
py³em bezw³adnym; i przewidujê, wiem, ¿e w miarê jak
bêdê siê wznosi³ wewnêtrznie, zostan¹ mi wskazane pogl¹dy
coraz s³uszniejsze na tajemnicê transsubstancjacji.
Co wiêcej, gdy S³owo to stworzy³o sobie, dla nas,
indywidualnoœæ, przyodzia³o siê w ni¹ i zaczê³o zstêpowaæ,
nast¹pi³o to tylko kosztem cierpieñ niewys³ownych. W
miarê jak pogr¹¿a³o siê Ono w materjê, wszystka zbrodnia
powszechna umêcza³a Je. S³owo, by tak rzec, pozwoli³o
sobie na wybór elementów swej natury ludzkiej tylko przez

79 80
38. Modlitwa. dalej. Gdy staje siê pochwytnym dla czucia, znaczy to, ¿e
zni¿a siê On do mnie, by mnie zachêciæ.
Modlitwa moja tedy zostanie wys³uchana wtedy tylko,
A gdy On siê modli³, otworzy³o siê Niebo...
gdy jestem pokorny. Bêdê siê tedy korzy³ wci¹¿ ni¿ej, by
(£uk., III, 21).
spotkaæ wreszcie Tego, który, bêd¹c Najwy¿szym, zst¹pi³,
dla mnie, a¿ do nicoœci. Pokora jest podstaw¹ ca³ego gmachu
Jezus powiada mi, ¿e nie trzeba zgo³a d³ugich mów, by
wewnêtrznego: jest to atmosfera ucznia.
mówiæ do Boga. Poniewa¿ mogê i powinienem przed³o¿yæ
Mu wszystkie moje potrzeby, materjalne czy duchowe,
Praca mistyczna. Bêdê rozmyœla³ codziennie nad
winienem równie¿ prosiæ o Jego pomoc, nawet gdy zdaje mi
jednem ze zdañ Modlitwy Pañskiej.
siê, ¿e mogê podo³aæ memu zadaniu w³asnemi si³ami. Ale,
w ka¿dym razie, niewiele s³ów potrzeba; poniewa¿ zna On
moje potrzeby pierwej, ni¿ Mu je wy³o¿ê. Wszelako,
poniewa¿ kocha mnie On, rad jest, gdy widzi, ze uciekam siê
do Niego.
Jest On nieskoñczenie ponad wszelk¹, wymow¹; bedê
wiêc mówi³ do Niego poprostu.
Jest On we wszystkich wzruszeniach, jakie mogê
odczuwaæ, modl¹c siê do Niego, i we wszystkich ³askach,
jakie id¹ za tem; ale wówczas zni¿a siê On do mojej ma³oœci,
ustosunkowuje blask swój do mojej nizkoœci.
Oto dlaczego jest On bardziej obecny, gdy s³odycze
wewnêtrzne nie przychodz¹ zgo³a, gdy jeden tylko najdalszy
oœrodek serca mojego jest ustalony w Nim; bowiem
wówczas przychodzi On do mnie ze stopniem œwiat³a
w³aœnie przekraczaj¹cym stopieñ, jaki biedna moja natura
mog³aby postrzegaæ i znosiæ.
Zda³o mi siê, ¿e s³abnê, ¿e jestem samotny i osch³y;
ale je¿eli nie przestajê ³¹czyæ siê z mym Chrystusem,
uœciskiem nieprzerwanym, noc ta natury mojej staje siê
dniem jasnym wiary. Wówczas to danem mi jest
przewy¿szyæ siebie, i wówczas to posuwam siê naprzód,
podczas gdy ¿arliwoœæ i zachwycenia s¹ tylko radoœciami
osobowoœci mej, szczêœliwej ze swego stanu.
Chocia¿bym poszed³ jak najwy¿ej, Bóg jest jeszcze

81 82
39. Mi³oœæ. ze wszystkich, której uprawê odbywaæ mogê ze œcis³oœci¹,
z ca³ym rygorem æwiczenia fizycznego. W kszta³ceniu
innych cnót coœ wymyka siê mej kontroli. Podczas gdy myœl,
To jest przykazanie moje,
s³owo, ruch pomocny stworzeniu cierpi¹cemu s¹ zawsze
abyœcie siê spo³ecznie mi³owali,
poddane mej œwiadomoœci i mo¿ebne dla mej woli.
jakom was umi³owa³.
(Jan, XV, 12).

Wszystkie cnoty duchowe s¹ jedn¹ tylko cnot¹: kto


posiada jedne, posiada inne. Ale ze wszystkich cnót, to
mi³oœci wymaga Bóg odemnie, bowiem to ona jest t¹ cnot¹,
Praca mistyczna. Nie pozwoliæ sobie na spêdzenie
ku której nabyciu mo¿ebnem mi jest czyniæ wysi³ki
¿adnego dnia, nie pomóg³szy komuœ w ten czy inny sposób.
najœciœlejsze. Formy mi³oœci s¹ niezliczone; je¿eli ogieñ ten
p³onie w mem sercu, wszystkie me czyny, wszystkie me
s³owa, wszystkie me myœli bêd¹ ja³mu¿nami i ofiarami.
Je¿eli nie p³onie, pozostaje mi œrodek bezcenny postêpowa-
nia, mówienia, myœlenia, jak gdybym kocha³: Oto jest boskie
k³amstwo, do którego trzeba, bym siê zmusza³ wszemi czasy
i wszêdy.
Mi³oœæ nie jest dobroczynnoœci¹, ani filantropj¹; te s¹
roztropne, rozs¹dne, ludzkie. Mi³oœæ jest szalona; nie radzi
siê ona niczego oprócz swego wspó³czucia; ¿adna
przeszkoda nie zatrzymuje jej; ¿adna nie wdziêcznoœæ nie
odstrêcza jej; ¿adna nagroda nie pobudza jej. Zna ona z
nauki wrodzonej wszystkie delikatnoœci; mówi wszystkiemi
jêzykami; przystosowuje siê do poziomu wszystkich
warunków. Mo¿e mnie ona powiêkszyæ a¿ do granic
wszechœwiata; przez ni¹, Bóg zobowi¹zuje siê mi s³u¿yæ;
przez ni¹, Bóg stworzy³ œwiat i przetwarza go na nowo. Ona
to stanowi cia³o Syna Cz³owieczego i duszê Syna Bo¿ego.
Przez ni¹, wszystkie cuda staj¹ siê mo¿liwe, wszystkie
tajemnice ods³aniaj¹ siê, wszystkie wiêzy materji s¹
kruszone.
Otó¿, zasada ta wszystkich si³, Ÿród³o to wszystkich
piêknoœci, sekret ten wszystkich wyzwoleñ, to jedyna cnota

83 84
40. Pokora. wysokich stanowisk. Nie bêdê mia³ pró¿noœci; nie bêdê siê
obawia³ œmiesznoœci.
I bêdê prosi³ Mistrza mego, by mnie ods³oni³ mnie
Ktokolwiek siê tedy uni¿y,
samemu; by da³ mi widzieæ przewrotnoœæ tê ukryt¹, któr¹ nie
jako to dzieci¹tko, ten jest
zawsze postrzegam, ale o której istnieniu we mnie wiem, i
wiêkszy w Królestwie Niebieskim.
która zatruwa wszystko, co chcê robiæ dobrego.
(Mat., XVIII, 4).

Pokora nie polega zasadniczo ani na œwiadomoœci,


jak¹ mieæ mogê o s³aboœci: mej czy o z³oœliwoœci mej; ani na
Praca mistyczna. Uprawiaæ w sobie uczucie pokory
uczuciu wielkoœci Bo¿ych; ani na poszukiwaniu wzgardy,
raczej, ni¿ czyniæ z niej gest sztuczny.
poœlednich stanowisk, bytowania nieznanego czy trudów
¿mudnych; ani na wyznawaniu publicznem mych b³êdów;
ani na zapominaniu o dobrem, jakie mog³em uczyniæ; ani na
przyjemnoœci, jakiej siê doznaje, widz¹c, ¿e inni maj¹
powodzenie czy s¹ wynoszeni; ani na pewnoœci, ¿e siê jest
ostatnim z ludzi.
Wszystko to, s¹ to czyny pokory, warunki albo owoce
pokory. Pokora jest tem wszystkiem; ale i czemœ innem
jeszcze, co, zda mi siê, postrzegam przelotnie, ale czego nie
mogê okreœliæ. Wiedzieæ, ¿e jest siê pokornym, to przestaæ
byæ nim. Pokora jest tajemnic¹ w oœrodku mej istoty,
tajemnic¹ bez gruntu i bez granicy. Jest ona podstaw¹ i
¿yciem wszystkich cnót. Przez ni¹ to, z racji jej, staje siê
mo¿liwem dla Boga mieszkaæ we mnie; do Boga tedy nale¿y
umieœciæ j¹ we mnie, o ile nieuleczalna pycha moja pozwala
Mu na to.
By przygotowaæ siê do przyjêcia tego daru, bêdê
próbowa³ zrozumieæ, ¿e to Bóg pe³ni we mnie i przezemnie
wszystko, co robiê dobrego, i ¿e to, co robiê z³ego, pochodzi
odemnie. Bêdê dziêkowa³ Mu za wszystko: za pomyœlnoœci
i przeciwnoœci, za dary i niemoce. Bêdê dawa³ postrzegaæ
dobrodziejstwa Jego innym, jedynie by im pomagaæ. Bêdê
siê smuci³ z pochwa³ otrzymywanych. Bêdê siê cieszy³ z
krytyk. Bêdê ukrywa³ wady bliŸniego. Nie bêdê poszukiwa³

85 86
41. Œmieræ i Zmartwychwstanie drzemie stworzenie, brzaski oœwiecaj¹ j¹ od czasu do czasu;
idzie ono poprzez walki, rozdzia³y, nadu¿ycia kolejne; idzie
Jezusa. ono ku harmonji i pokojowi. Jest jeden tylko Mistrz: Ten,
który wykreœli³ wszystkie plany, zgrupowa³ wszystkie gro-
Ojcze, w rêce Twoje oddajê ducha mojego. mady, przebieg³ wszystkie drogi; Ten, którego wszystko
(£uk., XXIII, 46). obowi¹zane jest s³uchaæ siê; ale który chce odemnie,
poniewa¿ mnie kocha, tylko pos³uszeñstwa z mi³oœci; który
Pobyt mój obecny jest polem bitwy ; pracowni¹ moj¹; zstapi³ a¿ do mnie, by mi j¹ wskazaæ, który, wreszcie,
ruchy mych namiêtnoœci d¹¿¹ do wyra¿enia siê tu w odszed³ ku Wysokoœciom, zapraszaj¹c mnie, bym szed³ tam
czynach; czuj¹ one potrzebê wcielenia siê, by istnieæ, i gasn¹ za Nim.
one, je¿eli nie podejmujê zgo³a trudu pobudowania dla nich
cia³a snadnie konkretnego. W nastêpstwie, istnienie to
materjalne, jakie dajê istotom tym niematerjalnym, Praca mistyczna. Ka¿dego ranka bêdê myœla³ o tem,
oddzia³uje od wewn¹trz na sam ten œwiat, na ów œwiat i¿ rzeczy z³e umar³y we mnie podczas nocy, i i¿ zradzam siê
niewa¿ki, który widzia³ ich zrodzenie. Ale prawem pier- na nowo czystszy dla nowego wysi³ku.
wotnem i ogólnem jest to, ¿e nic nie zachodzi w œwiecie
widzialnym, czego nie by³oby ju¿ w niewidzialnym. W
chorobie, w przedsiêwziêciu, w rewolucji, zjawiska
widzialne, zabiegi, spotkania, przemowy s¹ marjonetkami,
które porusza rêka ukryta.
Poniewa¿ Chrystus chcia³ daæ œwiatu, przyk³ad ¿ywy,
podda³ siê On prawu œwiata, które dawniej og³osi³: pracowa³
On w³asnemi rêkoma, cierpia³ cieleœnie, i wszystko
otrzyma³o odwiedziny Jego, wszystko a¿ do królestwa
umar³ych. Œmieræ jest bogini¹ ¿yj¹c¹ i najsilniejsz¹;
tryumfuje ona nad wszystkiemi swemi siostrami
nieœmiertelnemi, a¿ do nocy szczególnej, gdy dozna³a poraz
pierwszy pora¿ki. Ona równie¿ musia³a ulec Panu swemu;
nale¿a³o, by oczekiwanie staro¿ytnych ludzi sprawiedliwych
dobieg³o do koñca, by mogli oni wst¹piæ do Nieba; nale¿a³o
uczyniæ mo¿liwem zmartwychwstanie przysz³e cia³a,
przemianê tajemnicz¹ organizmów naszych grubych i
u³omnych na cia³a niewzruszone i promieniuj¹ce.
Jakkolwiek b¹dŸ posêpna jest ciemnoœæ, w której

87 88
42. Choroba. A kiedy ozdrowiejê, pójdê odwiedzaæ chorych,
pomagaæ im, modliæ siê za nich, próbowaæ znaleŸæ w nich
wspó³czucie i mi³oœæ, na któr¹ zas³uguj¹, bowiem Mistrz
On niemocy nasze przyj¹³,
mój powiada, ¿e oni s¹ Nim samym.
i choroby nasze nosi³.
(Mat., VIII, 17).

Ze wszystkich systematów, podawanych dla


ugruntowania filozofji medycyny, pogl¹d s³uszny podaj¹
tylko religje. Wypadek, zak³ócenie ¿yciowe, dziedzicznoœæ
zgubna, s¹ to tylko "jak", "dlatego ¿e", s¹ to sprawiedliwe,
mi³osierne zezwolenia jakich Ojciec udziela
Praca mistyczna. Staraæ siê nie skar¿yæ siê, gdy siê
Sprawiedliwoœci wci¹¿ trwaj¹cej, by dawa³a nam czuæ ciosy
cierpi.
powrotne swawoli naszych uprzednich.
Tem, co czyni cia³o moje podatnem do chorób, jest to
grzech. Przekroczenie Prawa, to si³a z³oczynna, która kr¹¿y,
zasiewaj¹c nie³ad poprzez mnóstwo niewidzialne przyczyn
wtórnych, by powróciæ fatalnie do punktu swego wyjœcia,
zasilona tem wszystkiem, co mog³o siê w jej pochodzie
przy³¹czyæ analogicznego do jej jadu. To ja jest istotnym
sprawc¹ mych skaz fizjologicznych i mych wypadków.
Wskutek tego, ten tylko mo¿e leczyæ istotnie, komu
Prawda daje znajomoϾ przyczyn i moc odpuszczania
grzechu. Wszelka inna medycyna, chocia¿by by³a nie wiem
jak uczona, nie wiem jak tajemnicza, zwi¹zuje tylko chorobê
na czas d³u¿szy czy krótszy. Wiêzieñ kruszy zawsze w
koñcu ³añcuch, i wraca do swej ofiary, a¿ dopóki d³ug jej nie
zostanie prawie sp³acony.
Jednak¿e mam wzglêdem mego cia³a obowi¹zek
niesienia mu ulgi; cia³o moje by³o, jednem s³owem, tylko
narzêdziem; to na moje ja, na moje serce, na m¹ wolê, na
mój egoizm spada wielka odpowiedzialnoœæ. Bêdê próbowa³
leczyæ siê, byle tylko nie œrodkami, które by³yby now¹ wina,
nowym d³ugiem i Ÿród³em przysz³ej choroby. I dodam
modlitwê do œrodków.

89 90
43. ¯a³oba. bowiem dawali mi szczêœcie, pokój, si³ê. W ten sposób
Przyroda kunsztowna przywabia mnie do Mi³oœci czystej
przynêtami zastosowanemi do mego egoizmu. Powoli daje
Niechaj umarli grzebi¹
mi kochaæ istoty wy¿sze i prowadzi mnie ³agodnie na szczyt,
swe umar³e.
sk¹d odkrywaj¹ siê widnokrêgi ofiary.
(£uk., IX, 60).
Pozostanê wiêc z³¹czony z mymi umar³ymi nie temi
wiêzami ca³kiem zewnêtrznemi, ale tem samem, co mamy
Nasi najukochañsi, których œmieræ nam porywa, nie s¹
najbardziej oœrodkowego i najbardziej trwa³ego, oni i ja,
zgubieni. Pomimo przera¿aj¹cej z³o¿onoœci œwiata, wszystko
mi³oœci¹ i praktyk¹ Dobra.
tam siê odnajduje na swem miejscu o tyle szybciej, o ile
twory zechc¹ snadnie daæ siê prowadziæ. Nie s³uchaj¹c siê,
opóŸniaj¹, przeciwnie to zaprowadzenie ³adu, jakie Religje
zw¹ S¹dem ostatecznym.
Praca mistyczna. Ukrywaæ boleœæ ¿a³oby
Gdyby cz³owiek móg³ widzieæ, jakie skutki szczêœliwe
zradza rezygnacja, gdyby móg³ widzieæ, jakie zamêty
wprowadzaj¹ do podwójnego ruchu dusz ¿ale uporczywe czy
praktyki spirytystyczne oczekiwa³by on w wiêkszym pokoju
godziny odejœcia, by odnaleŸæ swych zmar³ych, zadowoli³by
siê objawami samorzutnemi ¿ycia za grobem: te jedne s¹
tylko dozwolone i stosowne.
Duch nieœmiertelny nie odpoczywa tak czêsto, jak
cia³o. Oddawszy tej ziemi narzêdzie swej pracy, otrzymuje
on inne w innym œwiecie; wszystkie religje ucz¹ tego; to
¿ycie pozaziemskie, gdy jest ono zmazywaniem win, zwie
siê piek³em lub czyœcem; gdy jest ono odpoczynkiem, zwie
siê rajem.
Gdy p³aczê po umar³ych drogich mi osobach, nie
by³o¿-by to, ¿e ¿a³ujê jednej tylko straty radoœci, jak¹ mi
dawa³a droga ich obecnoœæ? Ale czy¿ ka¿dy nie ma swej
pracy? Czy¿ nie krzywdzi³by miê ten, ktoby mi przeszkadza³
uczyæ siê? Zmarli s¹ w nowej szkole; nie mam prawa
odrywaæ ich i odci¹gaæ wstecz; je¿eli ich kocham
prawdziwie, pozostawiê ich ca³kowicie zajêciom ich
nieznanym.
Op³akujê ich, bowiem kocham ich, i kocham ich,

91 92
44. Obawa œmierci. rêkoma mocnemi Anio³ów, na rozkaz Ojca.
Znaliœmy naszych najukochañszych dawniej;
odnajdziemy ich póŸniej; odnaleŸliœmy ich ju¿ dzisiaj. I im
Ten, co s³ucha s³ów moich,
bardziej bêdê posuwa³ siê naprzód, tem bardziej bêdê
ma ¿ywot wieczny.
opada³y zas³ony, które ukrywaj¹ mi formy prawdziwe istot,
(Jan, V, 24).
tem œcislej bêdê siê ³¹czy³ z tymi, których mi³ujê, w blasku
istotnej Rzeczywistoœci.
Tem, co przera¿a w œmierci, jest mniej bojaŸñ
niewiadomego, ni¿ zerwanie tysi¹cznych wêz³ów, ³¹cz¹cych
z tym œwiatem cia³o, czuciowoœæ, charakter; wówczas oka-
zuje siê si³a na³ogu i przyzwyczajenia. Cz³owiekowi zdaje
Praca mistyczna. Myœleæ o b³ogos³awionej œmierci
siê, ¿e traci na zawsze wszystko, co kocha. A jednak, istniej¹
wyzwalaj¹cej.
niezliczone pobyty, gdzie krajobrazy s¹ piekniejsze, istoty
lepsze, czyny dostojniejsze, przyjaŸni wierniejsze.
Ale cz³owiekowi brak ufnoœci, i bojaŸñ jutra panuje;
nie chce on sobie wyobraziæ, ¿e Dobroæ Ojca nie wtr¹ci³aby
nigdy istot bezbronnych w osamotnienie czy zatracenie
niezas³u¿one.
Otó¿, nale¿y stawiæ czo³o nieprzyjacielowi. Je¿eli bêdê
œmia³ patrzeæ w oczy œmierci, straci ona sw¹ grozê.
Wszystko, co mnie otacza, co kocham albo co jest mi za¿y³e,
istoty i przedmioty, s¹ to jedynie depozyty, jakiemi
zarz¹dzam, pomoce dla mego postêpu, uczniowie równie¿,
których poruczono mi, by ich czegoœ nauczyæ. ¯aden z nich,
¿adna z nich nie nale¿y do mnie, nic nie nale¿y do nikogo,
prócz do Boga; przez Boga to, w Bogu, z racji Boga, dla
Boga, pozwolono mi mieæ pieczê, doskonaliæ, kochaæ to
wszystko i tych wszystkich, z któremi wchodzê w stosunki.
Istot, które mi³ujê mi³oœci¹ najzupe³niejsz¹, nie
winienem te¿ braæ na w³asnoœæ; zalim je wybra³ dowolnie?
Nie, zosta³em poci¹gniêty ku nim nie wiem jakiemœ czemœ,
czêsto silniejszem od mego rozumu. Znaczy to tedy, ¿e
mi³oœæ moja, chocia¿by by³a najg³êbsza, jest tylko znakiem
zwi¹zku prawdziwego, jaki je ³¹czy ze mn¹: zwi¹zku
uprzedniego, zwi¹zku mocnego, zwi¹zku zadzier¿gniêtego

93 94
45. Wniebowst¹pienie. wysi³ek Jego mi³osierdzia. Oby¿ ludzkoœæ ca³a wkroczy³a
rozpêdem pewnym na drogê tê b³ogos³awion¹, i
szybowaniem tryumfalnem dosiêg³a jak najrychlej Szczytu
I sta³o siê, gdy im b³ogos³awi³,
tego jedynego, wznosz¹cego siê ponad wszystkiem, poza
rozsta³ siê z niemi, i by³ niesion
wszystkiem, a który jednak jest wszêdy zarazem.
do Nieba.
(£uk., XXIV, 51).

Oto kometa, wyruszaj¹ca z g³êbin niezbadanych


przestrzeni; zstêpuje ona ku otch³aniom ni¿szym, okr¹¿a
Praca mistyczna. W ka¿dej chwili wolnej, powtarzaæ
planetê i wstêpuje ku otch³aniom wy¿szym, siej¹c wszêdy
bêdê sobie, ¿e Jezus wzywa mnie, bym szed³ za Nim.
si³y nowe, reguluj¹c, reorganizuj¹c. Tak samo S³owo
zstêpuje a¿ do g³êbi Przyrody, og³asza naukê, daje wzór, i
wstêpujeku swej siedzibie, droga nowa, która toruje sobie
samo i którêdy przejd¹ w przysz³oœci ci wszyscy, których
Ono zawezwa³o podczas swego pochodu.
Wniebowst¹pienie uzupe³nia dzie³o mesjaniczne.
Nigdy cz³owiek, chocia¿by przeszed³ przez wszystkie próby,
nie otrzyma³by prawa przejœcia od tych, którzy pilnuj¹
czarnych piekie³ czy rajów œwietlistych. Buntownicy,
po¿¹daj¹cy jego cia³a czy jego ducha, wynaleŸliby zawsze
nowe zasadzki, albo zapory nie do przebycia. Ale Chrystus
otworzy³ œcie¿ê tajemn¹, rzuci³ mosty na przepaœci,
porozstawia³ ratowników u przejœæ niebezpiecznych.
Ani przez chwilê cz³owiek nie idzie bez
przewodnictwa; niemasz ani jednego z jego czynów, gdzieby
nie pomagali mu wspó³pracownicy niewidzialni; niemasz
ani jednej z jego ³ez, któraby nie by³a zanoszona, jako
kamieñ drogocenny, do stóp Pana; ani jednej z modlitw jego,
któraby nie by³a przekazywana ze sfery na sferê do Tronu
wieczystego.
Tak tedy Wniebowst¹pienie, które, dla egzegety, jest
tylko legend¹, i, dla ezoterysty, symbolem stopni
koñcowych adeptatu subjektywnego, ukazuje siê temu, kto
zna Jezusa, jako ostatni znak Jego troskliwoœci i najwy¿szy

95 96
46. Pogarda. wy¿szego i przyjmowaæ bêdê napaœci z uœmiechem
niedbania i mi³oœci.
Nie dawajcie psom œwiêtego.
(Mat., VII, 6).

Chocia¿bym posiada³ wszystk¹ naukê i wszystkie


talenty, je¿eli gardzê ni¿szymi, parjasami, nieinteligentnymi,
stwierdzam m¹ osch³oœæ i m¹ g³upotê. Od czego¿, iœcie,
zale¿y moja s³awa, moje powodzenie? Od centygramu
Praca mistyczna. Byæ dobrym dla wszystkich, nawet
fosforu czy ¿elaza w moim organizmie, od s³owa, od spotka-
dla tych, których uwa¿am za niegodnych.
nia, od skinienia anio³a mego stró¿a, od poœwiêcenia siê
skrytego jakiegoœ przyjaciela nieznanego, widzialnego czy
niewidzialnego, czy ja wiem?
Je¿eli ¿yjê w ni¿szych klasach czy poza
spo³eczeñstwem, nie mam te¿ prawa gardziæ "podporami"
jego. Wszystko ma racjê s³uszn¹. Nie³ad jest tylko pozorem,
pochodz¹cym st¹d, ¿e lorneta moja nie jest nastawiona.
Wszyscy, bogaci, biedni, dobrzy, Ÿli, inteligentni,
nieokrzesani, przechodzimy klasy; je¿eli bruŸdzimy jedni
drugim, tracimy naukê; trzeba bêdzie powetowywaæ godziny
zmarnowane i przyp³aciæ niepos³uszeñstwo.
Je¿eli mam siebie za cz³owieka sprawiedliwego i bez
winy, bêdê wra¿liwy na najdrobniejsze uk³ucia mi³oœci
w³asnej. Ale je¿eli zrozumiem mojê nicoœæ, je¿eli zobaczê,
jak osobowoœæ moja zwik³ana, niezwarta, anemiczna, ma³o
nale¿y do mnie, napaœci nie dotkn¹ mnie ju¿; bêd¹ one, jak
rozdarcie mego ubrania, jak cierñ w moim palcu, ale nie
bêdê siê irytowa³; pójdê dalej w dobrem usposobieniu na
pokrzepiaj¹c¹ przechadzkê w obszernym lesie œwiata.
Pokorni czyni¹ jeszcze lepiej: dziêkuj¹ Ojcu; wiedz¹
oni, ¿e ka¿de cierpienie to trochê nieczystoœci, która idzie
sobie precz; to trochê ciemnoœci, któr¹ s³oñce rozprasza.
Je¿eli takie bohaterstwo odstrasza lêkliw¹ mojê odwagê, to
przynajmniej powstrzymam siê od poczytywania siê za

97 98
47. Krytyka. W ten sposób nauczê siê odkrywaæ z³o w dobrem,
jakie przypisujê sobie, i dobro, drzemi¹ce w z³em, które
postrzegam u bliŸniego.
Nie s¹dŸcie, abyœcie nie
byli s¹dzeni.
(Mat., VII, 1).

¯aden krytyk nie wzbudza sympatji; je¿eli nawet


uwagi jego s¹ rozs¹dne, ma³o osób spo¿ytkowuje je.
Praca mistyczna. Byæ wyrozumia³ym; szukaæ dobra
Wszelako, cz³owiek skromny umie wyci¹gn¹æ korzyœæ ze
i wskazywaæ je.
stronnoœci; spojrzenie zazdrosne czy pogardliwe bêdzie
zawsze dla mnie z po¿ytkiem, bowiem brzydota rozpoznaje
siê w brzydocie. Pob³a¿liwoœæ nie widzi z³a.
Je¿eli okolicznoœci postawi¹ mnie, z kolei, w
po³o¿eniu, bym s¹dzi³ kogoœ z mych braci, albo jakiœ z
postêpków jego, wiem, ¿e Mi³oœæ poda mi inne metody;
wiem, na przyk³ad, ¿e Mi³oœæ nie niszczy; buduje ona obok;
¿e ani s³owo, ani pismo nie maj¹ si³y pociagaj¹cej
przyk³adu; ¿e pokora prawdziwa, przeœwiadczenie tajemne
o mojej niewiedzy i o mojej niezrêcznoœci, je¿eli przeszka-
dzaj¹ mi widzieæ u³omnoœci w postêpku bliŸniego, pozwol¹
mi odkryæ w nim zarys nowego piêkna, zaród si³y, która nie
wie o sobie. I odkrycia te pozytywne s¹ daleko wa¿niejsze,
ni¿ grzebania i razy motyk¹ krytyka burzyciela. On ci dodaje
miazmaty do innych miazmatów, fermenty do innych fer-
mentów, szczeliny do muru, chyl¹cego siê do upadku.
Nie powinienem pozwalaæ sobie na niewyrozumia³oœæ;
winienem szanowaæ woln¹ wolê bliŸniego, nawet je¿eli
jestem doœæ silny, by j¹ przymusiæ. Dlaczego¿ moje zdanie
mia³oby byæ najlepszem, skoro liczba prawdopodobieñstw
i mo¿liwoœci jest nieskoñczona? Je¿eli uczucie krytyki po-
wstaje we mnie, postawiê siê na miejscu mojego brata,
przedstawiê sobie stan jego duszy, jego pobudki dzia³ania,
jego temperament, jego œrodowisko. Bêdzie to studjum
pouczaj¹ce i krok jeden ku opanowaniu siebie samego.

99 100
48. Niecierpliwoœæ. Nadaje ona ca³emu temu ja gor¹czkowemu postawê
niezmiennoœci; udziela w³adzom mym czasu do wzrostu,
tym zw³aszcza, których istnienia nie podejrzewam nawet;
W cierpliwoœci waszej
pozwala ona nauczyæ siê gruntownie ka¿dej lekcji ¿ycia.
otrzymacie dusze wasze.
S³owem, jest ona æwiczeniem pierwszorzêdnem dla mojej
(£uk., XXI, 19).
woli.
Wszystkie wydarzenia, z których Przeznaczenie tka
osnowê istnienia mego, s¹ to æwiczenia do rozwoju mych
w³adz. Gdy pewien cel zajmuje mnie, gdy wierzê, osi¹gaj¹c
go, ¿e zdobêdê radoœæ g³êbok¹, czujê siê zdolnym do
wysi³ków nadludzkich. Energja ta jest li tylko egoizmem?
Praca mistyczna. Zmuszaæ siê byæ ³agodnym ze
Winienem móc j¹ rozwijaæ dla celów, które mi nie
wszystkimi.
przynosz¹ korzyœci. Czujê, ¿e realizator doskona³y dzia³a z
ca³ej swej mocy, jako cz³owiek ambitny, ale pozostaje
obojêtny na pora¿kê i na powodzenie.
Niecierpliwoœæ jest utrat¹ si³y. Czy powstaje ona z
przeszkody zewnêtrznej, czy z w³asnej mej niezrêcznoœci,
doprowadza ona zawsze tylko do opóŸnienia wyniku, do
jakiego d¹¿ê, m¹ci ona bowiem jasnoœæ mego rozumu,
niekiedy nawet jasnoœæ mych zmys³ów, i wrzenie jej, które
siê odbije w przysz³oœci, czyni bardziej gorzkiem
rozczarowanie, jakie nastapi po osi¹gniêciu przezemnie
powodzenia egoistyczncgo.
Jestem obci¹¿ony wiêzami czasu, przestrzeni i materji,
mogê tylko to, na co mi one pozwalaj¹. I czêsto s¹ one dla
mnie zbawienne, bowiem, czêsto, mira¿ szczêœcia chciwego,
ku któremu siê rzucam na oœlep, zamienia siê w cierpienie,
zaledwiem je osi¹gn¹³. Ale dziecko nie wierzy nigdy radom
matki; trzeba, by poczu³o oparzeliznê, i¿by strzeg³o siê
ognia.
"Czas nie szanuje tego, co siê robi bez niego".
Cierpliwoœæ, czy bêdzie oczekiwaniem, rezygnacj¹,
sta³oœci¹, wytrwa³oœci¹, pob³a¿liwoœci¹ czy ³askawoœci¹, jest
cnot¹ najskuteczniejsz¹ do uczynienia mnie panem siebie.

101 102
49. Ukazania siê Chrystusa ekstazie, ¿e mo¿e siê daæ widzieæ w swem ciele, w wielu
miejscach naraz, w wielu œwiatach: jest On Panem;
po Jego œmierci. rozkazuje On wszystkim substancjom i wszystkim formom.
Jest On wszêdy, i jest On obok mnie, z ca³em swem Niebem;
A oto ja jestem z wami bylebym przynajmniej nie zamyka³ ani mych oczu ani mego
po wszystkie dni a¿ do serca na to cudowne spotkanie.
skoñczenia œwiata.
(Mat., XXVIII, 20).
Praca mistyczna. Bêdê siê zachowywa³, myœl¹c, ¿e
Istotne "dlaczego" i "jak" nawiedzin, jakie Mistrz wszystko mo¿e mi powtarzaæ s³owo Jezusa.
uczyni³ uczniom po swem zmartwychwstaniu, wymykaj¹ siê
mej umys³owoœci. Wiem tylko, ¿e œwiadkowie nie podlegali
halucynacji, ¿e niema tu mowy legendach, ani o zjawiskach,
jakie mog¹ wytwarzaæ medja, magnetyzerzy czy
uprawiaj¹cy magje; bowiem moc, w Jezusie, jest
nadprzyrodzona, i bowiem badacze ci, aczkolwiek
nieustraszeni i o¿ywieni godnym podziwu zapa³em wiedzy,
mog¹ ujmowaæ tylko si³y przyrodzone.
Rzeczywistoœæ historyczna zmartwychwstania daje siê
dowieœæ. Ale na tem powinno mi ma³o zale¿eæ, lub te¿ Chry-
stus, jakiego wyobra¿am sobie, nie jest prawdziwym
Chrystusem. Po co analizy, gdy wiem, ¿e mo¿e On
wszystko. Duch Jego unosi siê po wieczne czasy; jest On
obecny przy narodzinach, przy zgonach, przy pojednaniach.
Od Niego to przechodzieñ nieznany otrzymuje ów
promieñ niespodziany, który mnie tak ³agodnie porusza. On
to daje temu rzutowi oka, otrzymanemu przygodnie,
w³asnoœæ cudown¹ zaprowadzania duszy mojej a¿ na
wybrze¿a Piêkna wieczystego. Przez Niego to uœmiech
dziecka czy starca zsuwa z ramion moich p³aszcz
zlodowacia³y rozpaczy czy trosk. Je¿eli pragnienie Jezusa
o¿ywia mnie, postrzegaæ bêdê wszêdy obraz Jezusa.
Wiem, ¿e Chrystus mo¿e powstaæ przedemn¹ pod jak¹
b¹dŸ postaci¹, ¿e mo¿e On ukazaæ mi siê we œnie i w

103 104
50. Melancholja. bowiem mojê pró¿noœæ. Je¿elim pracowa³ dla Idea³u,
zrobi³-¿em wszystko, co nale¿a³o? A zreszt¹, czy¿ Bóg nie
wie lepiej, ni¿ ja, co nale¿y?
Wy, gdy poœcicie, nie b¹dŸcie,
jako ob³udnicy, smêtnemi
(Mat., VI, 16).

Melancholja jest brakiem popêdu pragnienia, wskutek


znu¿enia, wskutek zawodu, wskutek s³aboœci; jest ona
równie¿ wynikiem dociekañ nazbyt trudnych, doœwiadczeñ
nierozwa¿nych; albo strudzeniem siê ¿yciem machinalnem,
albo os³abieniem marzenia, albo brzydot¹ otoczenia, albo
Praca mistyczna. Dawaæ ¿ycie, je¿eli chcê
wyrzeczeniem, nie opartem na Mi³oœci.
otrzymywaæ ¿ycie.
Zapa³, u³atwiaj¹cy pañszczyzny codzienne, to alkohol,
rozlewany przez genjuszów litoœciwych, i¿bym przeby³
troski; nie jestem bowiem jeszcze dosyæ mê¿ny by pracowaæ
z racji czystego obowi¹zku potrzeba mi, niestety, ponêt
zwodniczych mych pragnieñ; przemieniaj¹ one popio³y i
nadaj¹ cia³o oparom.
Otó¿, oczy rozwarte zostaj¹ przez d³ugi czas obola³e.
Nie trzeba sobie ¿artowaæ ani z marzyciela smutnego, ani z
niedbalca, ani z cz³owieka gnuœnego. Ka¿dy twór pracuje,
wbrew sobie niekiedy, ale pracuje. Bo s¹ i inne prace, ni¿ te,
które mogê postrzegaæ. Nie bêdê tedy zgo³a s¹dzi³ ludzi
niewydajnych; bêdê siê stara³ raczej byæ podwójnie
wydajnym.
Weso³oœæ to nadmiar si³; jest ona oznak¹ zdrowia
fizycznego i moralnego. Winienem siê wytê¿yæ, i niechaj
nikt nie postrzega mego smutku; winienem oczekiwaæ
pocieszenia, tylko od Pocieszyciela. Smutek mój zostanie
tylko zast¹piony przez inny smutek, je¿eli go traktujê tylko
weso³oœciami lub rozrywkami zewnêtrznemi. Cz³owiek
zwalnia siê z d³ugu p³ac¹c, nie zaœ zaprzeczaj¹c go.
Byæ wra¿liwym na pora¿kê nie jest rzecz¹ rozs¹dn¹.
Je¿elim pracowa³ dla siê, pora¿ka jest ³ask¹, okazuje mi

105 106
51. Krn¹brnoœæ. mnie.
Nadomiar, gdybym doszed³ do pos³uszeñstwa
doskona³ego, do pos³uszeñstwa Anio³ów, mo¿e trzebaby
WeŸmijcie jarzmo moje na siê;
jeszcze by³o byæ pos³usznym rozkazom pozornie
... ja¿mo moje wdziêczne jest, a brzemiê
bezprawnym, by daæ zbuntowanym przyk³ad ¿yj¹cy i czysty.
moje lekkie. (Mat., XI, 29, 30).
Jedna tylko niewinnoœæ jest prawdziwie twórcza.
Opory, odmowy, spory, d¹sy, niecierpliwoœci, bunty,
szemrania, odepchniêcia, rokosze, powstania, s¹ to odmiany
ró¿ne tego¿ ducha osobowoœci. Istota ludzka, bóg nawet i
czerw ziemny, rodz¹ siê tu wszyscy na padole po to tylko,
Praca mistyczna. Je¿eli chcê prêdzej postêpowaæ,
by siê nauczyæ byæ pos³usznemi. Bóg jest Ojcem rodziny,
prócz mym zwierzchnikom, staraæ siê bêdê byæ pos³usznym
który wymaga od dzieci Swych powolnoœci, nie dla Siebie,
mym równym, a nawet mym podw³adnym.
lecz dla nich samych. Wie On, ze bunt prowadzi ich do
zatracenia. Gdy jest pewien ich uleg³oœci, zwraca im ich
wolnoœæ; co wiêcej, Sam staje siê ich s³ug¹.
Gdy rozwa¿aæ rzeczy do gruntu, wszystko pochodzi od
Boga. Król, minister, policjant miejski, dozorca fabryczny,
nikt nie mia³by w³adzy nademn¹, gdyby nie da³ mu jej Bóg,
wiêcej lub mniej poœrednio. I tu jeszcze, ja sam, moje ja
uprzednie, daje memu ja obecnemu zwierzchników, którym
podlegam.
Je¿eli wybryki me dawniejsze by³y takie, ¿e dzisiaj
jestem pod jarzmem rozporz¹dzeñ gnêbi¹cych, to któ¿ temu
winien? Je¿eli prawo, które mnie tyranizuje, zdaje mi siê
nies³usznem, bunt mój zacieœni tylko jego ucisk; i
zwyciêstwo me czasowe nad niem zrodzi tylko tyranjê
jeszcze ciê¿sz¹. Gwa³t nie niszczy siê gwa³tem przeciwnym;
zmienia siê tylko forma jego. Kara œmierci, wykonana nad
zabójc¹, nie oczyszcza jego serca: potrzeba na to czegoœ
innego.
Je¿eli jestem dostatecznie panem siebie, by byæ
pos³usznym bez wysi³ku wszelkiemu rozkazowi, nikt nie
bêdzie mia³ mocy rozkazywaæ mi. ¯ycie wymaga odemnie
pos³uszeñstwa dlatego tylko, ¿e bunt mieszka jeszcze we

107 108
52. Dok³adnoœæ. Doskona³oœci nadprzyrodzonej, która przychodzi, nie aby
zniszczyæ j¹, lecz stworzyæ j¹ na nowo; nie powiêkszyæ j¹
jeszcze, ale j¹ przemieniæ, przesadziæ j¹ na tê ziemiê œwietn¹
B¹dŸcie wy tedy doskonali, jako i Ojciec wasz niebieski
i czyst¹, która zwie siê ¿yciem wiecznem.
doskona³ym jest.(Mat., V, 48).
Doskona³oœæ zwie siê: Jezus Chrystus; droga
doskona³oœci, to Jezus Chrystus; si³a, by iœæ t¹ droga, to
Nie zawiera siê ona ani w obojêtnoœci, ani w pogardzie
Jezus Chrystus; jednoϾ osobliwa, wielorakoϾ niezliczona,
dzie³ przyrody, ani w istnieniu osobliwem, ani w
marzenie niepojête, rzeczywistoœæ niezniszczalna: oto cel
przestrzeganiu drobiazgowem nabo¿eñstwa, ani w d³ugich
Wszechœwiata, oto cel mego istnienia.
mod³ach, ani w postach i umartwieniach cia³a, ani w
Praca mistyczna. Za ka¿dym razem, gdy us³yszê bicie
zbytecznej skrupulatnoœci, ani w œlepem przywi¹zywaniu siê
godziny, poproszê Boga, by zapali³ we mnie Sw¹ Mi³oœæ.
do w³asnych mych pogl¹dów duchowych, ani w ekstazach,
ani w darze cudów.
Doskona³oœæ zawiera siê w zgodnoœci mojej z Wol¹
Boga i w energji nagiêcia mego cia³a, mego serca i mego
mózgu do tego pos³uszeñstwa.
Jest ona dostêpna dla mnie, jak i dla wszystkich. Bóg
wybiera, jako proroków, jako jasnowidzów, jako
cudotwórców, jednostki, których organizm fizyczny i
psychiczny przedstawia pewne w³asnoœci specjalne. Ale
wszyscy maj¹ serce, które mog¹ oczyœciæ, i ja, którego mog¹
siê wyrzec.
Bóg ofiarowuje mi siê. Winienem Mu siê oddaæ;
poczynam dar ten od woli, której zasad¹ jest Mi³oœæ;
skoñczê go czynami. Pierwszym mym wysi³kiem bêdzie
oczyszczenie serca. Drugim mym wysi³kiem bêdzie
oczyszczenie ca³ej reszty mej istoty, wed³ug wskazañ ¿ycia.
Doskona³oœæ, to absolut; mogê tylko d¹¿yæ ku niej, ale
winienem d¹¿yæ, winienem przeœcigaæ siê nieustannie.
Doskona³oœæ jest spe³nieniem siebie samego; otó¿, poniewa¿
jestem istot¹ ludzk¹, spe³nienie moje najwy¿sze jest w Bogu,
i w Bogu jednym. Doskona³oœæ, to nie zanurzenie siê w
oceanie Nieokreœlonoœci; ani tem bardziej wywy¿szenie
indywidualnoœci; to rozwój a¿ do kresu wszystkich mych
w³adz; nastêpnie, zst¹pienie na tê doskona³oœæ przyrodzon¹

109 110
SPIS TREŒCI 34. Roztrzepanie.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 38
35. Upór.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 39
36. Niepokój.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 40
37. Wieczerza Pañska.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 41
S³owo wstêpne... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 1 38. Modlitwa.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 42
1. Poznanie siebie.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5 39. Mi³oœæ.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 43
2. Lenistwo.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 6 40. Pokora... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 44
3. Pragnienia nie w porê... . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 41. Œmieræ i Zmartwychwstanie Jezusa.. . . . . . . 45
4. NiegrzecznoϾ.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 8 42. Choroba. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 46
5. Przes³aniec.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 9 43. ¯a³oba.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 47
6. Trwonienie.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 10 44. Obawa œmierci.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 48
7. Niepowodzenia losu.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 11 45. Wniebowst¹pienie.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 49
8. Apatja.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 12 46. Pogarda... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 50
9. Najœwiêtsza Panna.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 13 47. Krytyka.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 51
10. K³ótnie ma³¿eñskie. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 14 48. Niecierpliwoœæ... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 52
11. Dolegliwoœci serca.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 15 49. Ukazania siê Chrystusa .. . . . . . . . . . . . . . . . 53
12. Poufa³oœæ... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 16 50. Melancholja.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 54
13. Chrystus.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 17 51. Krn¹brnoœæ.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 55
14. Wolnoœæ i Fatalnoœæ.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . 18 52. Dok³adnoœæ.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 56
15. Pobudki naszych czynów... . . . . . . . . . . . . . . 19
16. Pokój serca.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 20
17. Pos³annictwo Jezusa.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . 21
18. Wspó³czucie... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 22
19. Zemsta.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 23
20. Gor¹czkowoœæ.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 24
21. Kuszenia Chrystusa... . . . . . . . . . . . . . . . . . . 25
22. ChciwoϾ.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 26
23. Ubieganie siê o pochwa³y.. . . . . . . . . . . . . . . 27
24. Chêæ b³yszczenia.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 28
25. Nauka Chrystusa... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 29
26. Obmowa.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 30
27. K³amstwo.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 31
28. Potwarz.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 32
29. Cuda Jezusa.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 33
30. Mizantropja... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 34
31. Niesmak ¿ycia.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 35
32. Rozpacz.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 36
33. Przemienienie Pañskie.. . . . . . . . . . . . . . . . . 37
KONIEC

KSIÊGI CZUWANIA.