You are on page 1of 42

OBOWI¥ZEK DUCHOWY

Jego idea³, jego pojêcie, jego ziszczenie

List autora do t³umacza 1-go wydania polskiego.

Monsieur Józef Jankowski


41, rue Piêkna
Varsovie - Pologne.
Paris, 10.X.1910

Monsieur et cher Confrère!

Je vous autorise bien volontiers à traduire dans votre belle et poétique langue natale le
petit essai de morale, qui a eu l'heur de vous plaire. Ces pages sont simples, mais sincères:
c'est, j'en suis sûr, ce qui, en plus de votre talent d'écrivain, les fera accueillir de vos
compatriotes, qui furent toujours les chevaliers des Causes loyales et les défenseurs des libertés
opprimées.
Les libertés? Une seule est éternelle; c'est la liberté de l'Esprit de Dieu. Esclaves que
nous sommes, tout nous enchaîne: la chair, la vanité, les vices, la politique, la bigoterie, la
science, l'opinion; et nous-mêmes, nous sommes souvent à nous-même notre plus dur tyran.
Ainsi, pour devenir libre, il faut avoir été esclave; c'est le passage pénible de l'esclavage
du Devoir extérieur à la liberté intérieure de l'Amour divin, que j'ai voulu décrire dans ce petit
livre.
J'eusse souhaité écrire cela avec du feu et avec de la Lumière, pour magnifier les
tristesses de l'existence, pour exalter la flamme de l'énergie, pour que des Soldats de l'Esprit
surgissent à cette lecture.
Vous, monsieur, fils d'une nation, qu'illustrèrent tant de héros, vous poète ému,
hermétiste expert, chrétien fervent, vous ferez sans doute ce, à quoi je ne suis pas arrivé. Ou
plutôt, je demande ici au Père, d'où rayonnent touté Beauté, toute Bonté et toute Vérité, qu'il
envoie un de Ses Séraphins pour assister votre travail et pour appeler à vous ceux de votre
langue, qui pourront vous entendre.
Sédir

(W PRZEK£ADZIE)
Panie i drogi spó³bracie! Zezwalam najchêtniej na przek³ad w pañskim piêknym i
poetycznym jêzyku rodzimym ma³ego zarysu moralnoœci, który mia³ szczêœcie podobaæ siê
panu. Karty te s¹ proste, lecz szczere: i to sprawi ) jestem tego pewien ) zw³aszcza przy
pañskim talencie pisarskim ) i¿ podjête zostan¹ przez pañskich spó³rodaków, którzy byli
zawsze rycerzami Sprawy s³usznej i obroñcami wolnoœci uciœnionej.
Wolnoœæ? Jedna jest tylko wolnoœæ wieczysta, to wolnoœæ Ducha Bo¿ego. Jako¿, jesteœmy
niewolnikami, i wszystko nas tu wiêzi: cia³o nasze, pró¿noœæ, przywary, polityka, bigoterya,
nauka, opinia ) i sami te¿ jesteœmy czêstokroæ najsro¿szymi dla siebie tyranami.
By zostaæ tedy wolnym, nale¿y byæ pierw niewolnikiem; jest to przejœcie mozolne od
niewoli Obowi¹zku zewnêtrznego do wolnoœci wewnêtrznej Mi³oœci Bo¿ej, com w³aœnie
zapragn¹³ skreœliæ w tej ksi¹¿ce niewielkiej.

-1-
¯yczy³bym sobie dla rzeczy tej g³osek z ognia i Œwiat³a ) by wys³awiæ smutki istnienia,
by wzbudziæ p³omieñ energii ) ¿eby ¯o³nierze Ducha dŸwignêli siê na to czytanie.
Pan, jako syn narodu, który uœwietni³o tylu bohaterów, pan, czu³y poeta, hermetysta
bieg³y, chrzeœcijanin ¿arliwy, pan uczynisz niew¹tpliwie to, to czegom ja nie doszed³. Lub
raczej ) proszê tu Pana Zastêpów, od którego sp³ywa wszystko Piêkno, wszystko Dobro i
wszystka Prawda, by pos³a³ panu jednego za swych Serafinów, i¿by towarzyszy³ w pañskiej
pracy i powo³a³ mu tych, jedn¹ mow¹ z panem zbratanych, którzy go zrozumieæ potrafi¹.
Sédir

-2-
Do drugiego wydania polskiego

Ma³y ten przewodnik duchowy, g³oœnego dziœ bojownika o idea³ Chrystusowy i


urzeczywistnienie jego w ¿yciu, ukazuje siê w drugim wydaniu polskim jak najbardziej w porê.
Zb³¹kana w tym krytycznym okresie ludzkoœæ, nie maj¹ca dziœ dla obowi¹zków swych ¿adnego
celu absolutnego, znajdzie w podrêczniku tym utorowan¹ drogê ku odrodzeniu duchowemu,
ku najwy¿szemu celowi, zbudzeniu w sobie S³o w a przedwiecznego, Ÿród³a wszystkiej
rzeczywistoœci, wszystkiej godnoœci i szczêœcia cz³owieka. Podrêcznik ten ma podobne
znaczenie dla dzisiejszego œwiata chrzeœcijañskiego, jakie mia³ dla œwiata pogañskiego i
przejœcia jego do Chrzeœcijañstwa s³ynny Po d rê c zn ik (Ep ih e jrid io n ) filozofii stoickiej Epikteta.
Zw³aszcza m³odzie¿ nasza znajdzie w nim cenny drogowskaz do spe³nienia idea³u
chrzeœcijañskiego, jedynego dziœ, jako ca³a koniecznoœæ postêpu i droga do nieœmiertelnoœci
cz³owieka.
T³umacz

-3-
-4-
ROZDZIA£ PIERWSZY

§ 1. Wszelki twór ma swe prawa i swe obowi¹zki. Prawa jego: to, co reszta Wszechœwiata
jest obowi¹zana dostarczyæ mu. Obowi¹zki jego: to, co on winien daæ swemu otoczeniu pod
kar¹ naruszenia prawa, zniszczenia harmonii, skrzywdzenia innych istot.
Sprawowanie biologiczne œwiata mo¿e wiêc odbywaæ siê drog¹ trzech stanów:
Pierwszy: stan ujemny, gdzie kosmos jest na drodze zaniku ku Nicoœci; to wtedy,
gdy istoty dbaj¹ jedynie o swe prawa.
Drugi: stan neutralny, gdzie utrzymuje siê równowaga rz¹du Sprawiedliwoœci:
to wtedy, gdy istoty umiej¹ równowa¿yæ dok³adnie swe prawa i swe obowi¹zki; jest to
idea³em nauki i ludzi.
Trzeci: biegunowoœci dodatniej, gdzie istoty troszcz¹ siê wiêcej o swe obowi¹zki,
ni¿ o swe prawa. Wszechœwiat zd¹¿a wtedy ku ¿yciu absolutnemu: jest to rz¹d Mi³oœci,
jaki ka¿¹ wszystkie religie, i mianowicie Ewangelia.
§ 2. Ka¿da z tych trzech klas woli zatwierdza siê w dzia³aniu; ale sposoby tego
zatwierdzania siê s¹ ró¿ne. Nie rozwi¹zuj¹c na tym miejscu wszystkich sk³adników znanych
tego cia³a bardzo z³o¿onego, tej zasady oœrodkowej indywidualnej, jak¹ jest w³adza woli,
mo¿emy zdaæ sobie sprawê, i¿ oœrodek ten jednostki obdarzony jest organami do pobierania
i organami do ujawniania. Zale¿nie od punktu, w jakim siê znajduje w cyklu swego rozwoju,
u¿ywa ona jednej grupy organów z przewag¹ nad inn¹. Tak tedy jeden ¿yje, czyli chce, swym
umys³em, albo któr¹œ z w³adz swego umys³u; drugi ) jedn¹ z swych w³adz cielesnych itd.
Ka¿de wiêc zjawisko ¿yciowe jest w gruncie rzeczy aktem woli, o korzeniach bardziej
lub mniej g³êbokich.
Z drugiej strony, poniewa¿ naszym organizmem najbardziej zewnêtrznym jest cia³o
fizyczne, aktem najbardziej zewnêtrznym, jakiego mo¿emy dokonaæ, jest akt fizyczny. I bêdzie
on najpe³niejszy, najbardziej przesycony energiami, najp³odniejszy, bowiem dla poruszeñ
narzêdzia cielesnego, pr¹d woli bêdzie mia³ do przebycia, do wysilenia, do wstrz¹œnienia
wszystkie organizmy umys³owe, animiczne, magnetyczne i czuciowe poœrednie.

§ 3. Akt materialny jest tedy aktem najzdrowszym, najnormalniejszym, najbardziej


równowa¿¹cym. Gdybym mia³ czas i œrodki do naszkicowania podrêcznika psychologii
duchowej, by³oby tu miejsce do okazania, jakie zastêpy energii, jaki ci¹g wiekowy wysi³ków
potrzebny by³, na przyk³ad, do tego, by dziecko nasze mog³o jednê nogê postawiæ przed drug¹.
Wszystkie moce œwiata s¹ tutaj w dzia³aniu. Najlichsza z form ¿ycia zas³uguje bez koñca, by
by³a badan¹, by by³a podziwian¹, by by³a kochan¹.
By³oby równie¿ rzecz¹ wa¿n¹ daæ do poczucia, i¿ ten lub ów artysta, maluj¹cy fa³dê
ubrania, ten lub ów garncarz, kszta³tuj¹cy naczynie, ten lub ów poeta, wyra¿aj¹cy s³owami to,
co niewys³owione, ten lub ów muzyk, sprowadzaj¹cy nam akord z harmonii sfer, ten lub ów
filozof, wyhodowuj¹cy kwiat swego rozmyœlania ) ka¿dy z nich rzuca w pole przestrzenne
przysz³oœci ziarno organu, mo¿liwoœci fizycznej, dla ras przysz³oœci. Bowiem ¿ycie jest
wszêdzie.
Ograniczmy jednak nasz¹ wyobraŸniê.

§ 4. Wszystko jest istot¹, w analizie ostatecznej. Tu nale¿y rozumieæ, i¿ najwiêksze


tajemnice nie s¹ ukryte, lecz kwitn¹ gromadnie pod stopami naszymi. Chodziæ, spaæ, ¿yæ )
s³owem: mo¿e-¿ byæ coœ bardziej niewyt³umaczonego? Jaki¿ uczony obliczy nam wszystkie
wysi³ki, wszystkie cierpienia, wszystkie czucia, uczucia, myœli niezliczone, które, powtarzane

-5-
przez tysi¹colecia, daj¹ nam mo¿noœæ dzisiaj poruszania rêk¹ niezw³ocznie? Ile¿ masz
wysi³ków pod samorzutnoœci¹ odruchu!
Taki jest wyraz owego wtórnego lica aksjomatu strasznego, i¿ ¿ycie jest we wszystkim.
Mêdrcowie dawnych czasów znali tê prawdê, i niektórzy uczynili z niej wielkie arc an u m swoich
wtajemniczeñ, arc an u m o tyle bardziej tajemne, i¿ odkryte, o tyle trudniejsze do ujêcia, i¿ w
ka¿dym mknieniu i wszêdzie masz je wyra¿one, o tyle niedostêpniejsze dla po¿¹dliwoœci
chciwej, i¿ jedynym smokiem, który doñ broni dostêpu, jest w³asny egoizm ludzki.

§ 5. Jeœli ¿ywa znajomoœæ ¿ycia powszechnego natchnê³a wspólnotê metafizyczn¹


Cz³owieka ¯ó³tego, uprzejmoœæ Aryjczyka i dzia³alnoœæ tward¹ Semity, to forma jego
prawdziwa i najzrozumialsza jest utrwalona w tym wierszu bosko prostym ewamgelii Œw. Jana:
"Wszystko siê sta³o przez S³owo; a bez Niego nic siê nie sta³o, co siê sta³o".
S³owo jest Bogiem, S³owo jest ¿yciem; ¿ycie jest wszêdzie; S³owo jest wszêdzie. Stany
bytu s¹ jedynie odzie¿¹; i poniewa¿ twory, s¹ tymi odmianami nieskoñczonymi Bytu, wszystkie:
od najbardziej mikroskopijnego do najbardziej olbrzymiego, od najpiêkniejszego do
najpotworniejszego, s¹ szatanami, za którymi ukrywa Ono przed naszymi oczyma mru¿¹cymi
siê blask promienny swych cz³onków niewys³owionych.
W ka¿dym tworze zamieszkuje Ono, dobroczynne, najczystsze, tajemne wielce; jest Ono
w nich ich dusz¹ jedyn¹ i jednocz¹c¹; lecz wszystkie moce, wszystkie jaœnienia, wszystkie
organy jednostki, niebiosy jej, ziemie jej nieczystoœci, s¹ to odzie¿¹ S³owa tego
wszechobecnego; wszystko to do Niego nale¿y i wszystko to tedy jest Nim samym.
Jeœli pañstwo mineralne dostarcza roœlinie substancji, ona czyni to samo dla zwierzêcia,
i trzy te rzêdy ³¹cz¹ siê, by dostarczyæ duchowi ludzkiemu arcydzie³a organicznego swojej
milcz¹cej wspó³pracy. S¹ one, powtarzam, odzie¿¹ tego S³owa, dla którego duch ludzki winien
staæ siê z czasem cia³em chwalebnym.

§ 6. Niechaj was nie odstrêcza ta frazeologia oœwieceñ; je¿eli w materii si³y wzajem siê
po¿eraj¹; je¿eli w sferze duszy namiêtnoœci siê wzajem spalaj¹; je¿eli w sferze umys³u idee siê
œcieraj¹, w Duchu wszystko siê ³adem kojarzy, wszystko siê godzi, wszystko tchnie harmoni¹.
Jêzyk tam jest nadludzki, wzruszenia anielskie i myœli powszechne. Nie bierzcie tedy
wyrazów, których tu siê u¿ywa, w znaczeniu, jakie im da³y sekt i szkó³ zwyczaje; patrzcie na
nie, jak na znaki nowe ca³kowicie; pojmujcie je, jak je pojmowano w wiekach staro¿ytnych, gdy
bardzo te stare idee zjawi³y siê po raz pierwszy na ziemi.

§ 7. Rzecz to ma³ego po¿ytku, wyj¹wszy chyba dla s p e c jalis tó w , obdarzonych danymi


szczególnemi i przyodzianych w cechê pos³annika, pos³ugiwaæ siê, przy badaniu spraw
moralnych, s³ownictwem wielce uczonym. Jêzyk potoczny dostarczy nam wszystkich terminów
potrzebnych do oznaczenia zjawisk wewnêtrznych. Mistycy rasy naszej stwierdzaj¹ nam to
wybornie. Gdy Amiel, na przyk³ad, wyjaœnia, ¿e dzikus ucywilizowany stanowi cz³owieka; ¿e
cz³owiek oœwiecony stanowi mêdrca; ¿e mêdrzec doœwiadczony stanowi cz³owieka
sprawiedliwego; ¿e cz³owiek sprawiedliwy, który wolê Bo¿¹ po³o¿y³ na miejsce swej woli, jest
œwiêtym; i ¿e ten œwiêty jest owym odrodzonym duchowym, niebieskim, wolnym, o którym
mówi¹ wszystkie religie, wtedy s³owy zrozumia³ymi dla warstw najszerszych skreœla on ascezê
dawnych ezoteryzmów i wznoszenia siê mistyków.
W wieku wiêc naszym, gdy nadu¿ycie terminów zbytecznych sta³o siê tak powszechnym
zwyczajem, dobr¹ jest rzecz¹ iœæ wpoprzecz, przywracaj¹c wyrazom znaczenie ich pierwotne,
proste, bezwzglêdne. Tak tedy w rzêdzie idej, jaki nas w tej chwili zajmuje, nie nale¿y
podci¹gaæ pod miano spirytualistów ca³ej tej warstwy olbrzymiej jednostek, które czuj¹ w sobie
poruszenia d¹¿noœci, mniej lub wiêcej luŸnych, mniej lub wiêcej s³abych, mniej lub wiêcej
ukrytych, ku formom idea³u: albo raczej, gdy wszyscy oni s¹ spirytualistami w zarysie, krytyk
winien uszykowaæ ich pod to miano; w¿dy oni sami winni nie godziæ siê na ten tytu³, bowiem
z nadmiernej surowoœci wzglêdem siebie osi¹ga siê li dobro.

-6-
§ 8. Spirytualist¹, cz³owiekiem ducha, etymologicznie, jest to ten, kto wierzy w istnienie,
w pierwszeñstwo, w trwa³oœæ wieczn¹ Ducha; cz³owiek, który czynnik ten widzi wszêdzie
obecnym, wszêdzie czynnym, jako pocz¹tek i koniec wszystkiego; jest to serce, dosyæ wra¿liwe
na to, by postrzegaæ dzia³ania jego œwiatowe; jest to umys³ dosyæ szeroki, by poznawaæ mod³y
jego najsprzeczniejsze; nade wszystko zaœ jest to wola dostatnio królewska, by zmusiæ do
pos³uszeñstwa instynkty cia³a, d¹¿noœci ja w³asnego, gnuœnoœci myœli w tym, co przejrzeæ by³a
zdolna w losach, które sumienie jej s³yszy, jako zew najm¹drzejszy Ducha onego.
Gdy tedy ka¿dy cz³owiek nosi w sobie idea³, nawet ciemny, i nawet niski, ten, kto mieni
siê byæ z Ducha, winien pojmowaæ najwy¿szy, najnowszy, najdalszy z Idea³ów, i winien ¿ywiæ
go ca³¹ sw¹ mi³oœci¹, ca³ym swym umys³em, wszystkimi si³ami i wszystk¹ krwi¹ swoj¹.
Taki jedynie s³uga ma prawo do miana spirytualisty, cz³owieka duchowego; dla t³umów
zdaje siê on byæ nadcz³owiekiem, jest on bowiem wyj¹tkowym, acz wszelako proste miano
cz³owieka jest ci najpiêkniejszym i najtrudniejszym zarazem do zdobycia.

§ 9. Je¿eli tedy ten, co przebiega te wiersze, przeczuje, mimo ich nieudolnoœæ, coœ niecoœ
z tego, co Piêkne, co Gorej¹ce, co Niewys³owione, a sk¹d one pochodz¹, od tej pory jest on ju¿
wybranym do szczêœcia i do mêczeñstwa. "Obowi¹zek bowiem, którego siê domyœlamy, wi¹¿e
ju¿ nas od tej chwili".
Rozwa¿aj¹c to zdanie, ma siê jasne przeczucie, i¿ prawdziwa zasada naszego ja mieœci
siê wy¿ej, niŸli nasza œwiadomoœæ zwyczajna; w rzeczy samej, osobowoœæ nasza jest tylko
cz¹stk¹ nas samych, t¹, w której lœni na chwilê s³oñce ¿ycia ziemskiego duszy; ka¿dy z organów
jednostki jest tu w zwi¹zku ze sfer¹ Nie )ja, która jest mu analogiczn¹ i odpowiadaj¹c¹; zwi¹zki
te, na zmianê bierne i czynne, stanowi¹ prawa i obowi¹zki tworów, istniej¹ one mimo
œwiadomoœci, jak¹ mo¿emy o nich posi¹œæ; odk¹d atoli œwiadomoœæ ta zachodzi, narzucaj¹ siê
nam one, jako prawo samo ca³ego zdrowia naszego.
Czyli, mówi¹c wyraŸniej, zwi¹zki te ujawniaj¹ siê nam jedynie w chwili, gdy si³y nasze
fizyczne, moralne i umys³owe s¹ dostatecznie ju¿ rozwiniête, byœmy mogli wspó³pracowaæ w
zakresie czynnym lub biernym, jaki one wskazuj¹; prawo natury stosuje siê tu przez moce
niewidzialne, które stopniuj¹ swe wysi³ki wzglêdnie do stopnia naszego rozwoju. To te¿, gdy
jesteœmy ju¿ zdolni pójœæ do pewnego oddzia³u Szko³y Œwiata, prowadz¹ nas one ) i by³oby to
rzecz¹ niesk³adn¹ i dziecinn¹ nie chcieæ wejœæ; obowi¹zek jest tu wychowawc¹.

§ 10. Wiedz¹c tedy, i¿ dzieñ ka¿dy istnienia naszego jest przygotowany przez
przewodników sposobnych, wiedz¹c, i¿ stycznoœæ nasza z tym, co poza nami, dokonuje siê
zawsze drog¹ tego, co w podmiocie jest podobnego do przedmiotu, jak zreszt¹ stare m¹droœci
ezoteryczne powtarzaj¹ to na przeœcigi ) my, reszta, którzy tchniemy chêci¹ stania siê
odbiorcami, s³ugami i krzewicielami Ducha, Si³y si³, Boga, umiejmy tak¿e, œród przewodników
) œród obowi¹zków ) które nam siê nastrêczaj¹, wybieraæ najtwardsze; umiejmy œród wymagañ,
jakie nam czyni¹ inne istoty, wybieraæ najszczytniejsze i najuci¹¿liwsze.
Wtedy poznamy prawdê oœwiecenia mêdrców: rabinów z brodami rosochatymi,
filozofów o s³owach kwiecistych, brahmanów nieruchomych, Ojców rzymskich o
krasomówstwie obfitym, mnichów, postami rozgor¹czkowanych, którzy wszyscy godz¹ siê na
to, co, ujête w formu³ê œcis³¹ Marsyla Ficina i Anio³a Œl¹zaka, brzmi, jak nastêpuje: "Jako ucho,
powietrzem nape³nione, odbiera drgania powietrza; jako oko, œwiat³em nape³nione, widzi
œwiat³o, tak Bóg, który jest w duszy, widzi Boga".

§ 11. Nie miejcie tej prawdy za panteistyczn¹. Nie przywi¹zujcie nigdy wielkiej wagi do
etykiet: etykiety zu¿ywaj¹ siê i odlepiaj¹; badajcie raczej rzecz, którê one zamierzaj¹ okreœliæ.
Bóg jest w nas: nie jak kszta³t wody jest w ka¿dej z kropel Oceanu; jest On w nas
indywidualnie osobniczo, jako œwiat³o wyraŸne, jak ogieñ oœrodkowy szczególny ) i wszystkie
sk³adniki rodzaju ludzkiego s¹ jednym, bowiem lampa œwiêta, któr¹ serce ka¿dego z nich
os³ania pochodzi od Boga i jest Bogiem; by zrozumieæ to atoli, nale¿a³oby pierw, zrozumieæ,

-7-
jak zero staje siê jednoœci¹, jak punkt matematyczny staje siê form¹ geometryczn¹, jak œwiat
jest stworzony, jak nieskoñczonoœæ staje siê skoñczonoœci¹ i absolut wzglêdnoœci¹.
Nie to atoli koniecznym jest wiedzieæ; lecz raczej to, co tutaj skreœliæ poprobujê.

§ 12. Bóg jest w nas organem zasadniczym; z Nim razem jesteœmy wszystkiem; bez
niego wyparowujemy w nicoœæ. Lecz z racyi tej samej, jak œwiat ten przestrzenny sta³ siê
zjawem, dla rozkwitu tego zarodu niewys³owionego, dla blasków tej iskry, potrzeba wysi³ków
i karmi; i oto dlatego jest w nas to ja nasze, które nie jest Bogiem, które stara siê str¹ciæ go z
tronu; gdy ja to umiera, walka ustaje, jest œmieræ ogólna; gdy ja to siê przekszta³ca, jest
odrodzenie, odnowa mistyczna, zbawienie i ¿ycie.
Walka jest tedy niezbêdna, nieunikniona, b³ogos³awiona.
¯ycie jest ruchem; nieruchomoœæ jest œmierci¹; im ruch jest lotniejszy, tym ¿ycie wy¿sze,
mo¿niejsze, doskonalsze; im wiêksza nieruchomoœæ wewnêtrzna, tym œmieræ jest niecniejsza
i ciê¿sza. Nale¿y tedy ¿yæ, to znaczy: chcieæ bez ustanku, bez spoczynku, chcieæ, ile mocy,
najszczytniej, chcieæ w Duchu, nie zaœ w ¿adnej z postaci Materii.
Niech tedy cz³owiek duchowy do gruntu to zrozumie; bowiem, jeœli jest znamiê, po
którym t³um ma go poznaæ, to bêdzie nim to, i¿ ma on mieæ postawê cz³owieka woli; a jako ¿e
nikt nie jest mocen chcieæ nadzwyczajnie, jeœli nie kocha razem nadzwyczajnie, mi³oœæ tedy
prawdziwa bêdzie tym odczynnikiem w³adzy jego woli, a dzie³a tej ostatniej ) karmi¹ p³omienia
jego mistycznego.

§ 13. Oto jest idea³, jaki cz³owiek duchowy winien ukochaæ mi³oœci¹ niezmo¿on¹; do
niego ma on wszystko stosowaæ, od niego wszystkiego oczekiwaæ.
Dla mi³oœnika nie masz nagrody wiêkszej nad uœmiech istoty, któr¹ mi³uje. Poddany idei
nie zatroszczy siê o swe pora¿ki, o swe zawody, o swe poczynania. Dzieñ dzisiejszy nie tuszy
mu zbioru? Có¿ z tego? Jutro zbiór nadejœæ mo¿e! Zali nie jest pragnieniem Przyjaciela, by
niewolnik jego siê trudzi³? Czar wielki pracy ) to ta pewnoœæ któr¹ j¹ uœwietnia, i¿ jest ona
poruszeniem, którego ¿yczy Mi³owany, i¿by je czyniono. A choæby trud taki nie mia³ skutku
jawnego, choæby mia³ byæ podjêty po raz setny, choæby œci¹gn¹³ na nas drwiny i nienawiœæ,
choæby nas wyczerpa³ a¿ do œmierci samej: có¿ z tego! Przyjaciel jest przy nas, i on go
wyœwietni, gdy uzna to za s³uszne, i on nas ukocha stokroæ bardziej, ni¿ nas nienawidzono, i
on nas upiêkszy piêknoœci swej blaskiem, umocni moc¹ swoj¹, m¹drymi uczyni moc¹ swej
inteligencyi, jasnymi moc¹ swego jasnego widzenia.
D¹¿my wci¹¿ naprzód, nie za godzinê, lecz d¹¿my natychmiast, idŸmy bez ¿alu, bez
gor¹czki, bez skarg. Cofa siê, kto naprzód nie idzie; i, zaprawdê, jedynie przez cierpliwoœæ
mo¿emy posi¹œæ siebie.
§ 14. "Nie masz rzeczy ) pisze przedziwny Picus Mirandula ) bardziej u¿ytecznej nad
czytanie dniem i noc¹ Ksi¹g Pisma Œwiêtego; jest w nich moc pewna niebieska,
¿ywa, skuteczna, która, cudown¹ w³adz¹ o¿ywiona, duszê czytaj¹cego na mi³oœæ
bosk¹ zamienia".
Dzie³o uczonego, artysty, muzyka, proroka jest zawsze dzie³em natchnionego; twórca
jest zawsze t³umaczem niewidzialnego, i gdy moc wyrazu ksi¹¿ki, gmachu, przedmiotu sztuki
zale¿y od sprawiedliwoœci technicznej i od ujêcia ¿ywio³ów duszy pracownika, gdy moc jego
promieniowania stosunkuje siê pojemnoœci¹ ogó³u ) moc oœwiecaj¹ca, wzruszenie,
wspó³zawodnictwo, zapa³, jakie dzie³o wzbudzi, zale¿ne bêd¹ od g³êbokoœci, od czystoœci, od
piêkna wewnêtrznego tego, kto niewidzialnie daje dzie³u natchnienie.
Cz³owiek silny, cz³owiek, który pracuje, cieszy siê apetytem; nale¿y, by i nasza
czuciowoœæ, i duch nasz, i myœlowoœæ nasza zarówno pracowa³y, i¿by g³ód czu³y. G³odem
umys³owym zwie siê pragnienie wiedzy: g³odem psychicznym ) podziw; g³odem czuciowym
) mi³oœæ; g³ód serca duchowego ) to Boga wielbienie.

-8-
Nale¿y tedy, by d¹¿¹cy ku duchowoœci nauczy³ siê uczyæ, nauczy³ siê kochaæ, nauczy³
siê podziwiaæ, nauczy³ siê wielbiæ.

§ 15. Spojrzmy na zio³a polne. Ile¿ z nich, dostatnio rozrzuconych, dla œwiat³ego lekarza
zawiera w³asnoœci lecznicze jak najbardziej sprawne. Nie czyñmy, jak to czyni wêdrowiec
pró¿niaczy, ani jak systematyczny uczony. Alchemicy dawni powiadaj¹, i¿ materia ich proszku
filozoficznego jest pospolita i ¿e dzieci pos³uguj¹ siê ni¹ codziennie w zabawach swych.
Œwietne zobrazowanie to prawdy powszechnej, uwaga ta winna nas uczyæ bacznymi na
wszystko, co jest doko³a nas. Nie masz potwora, któryby przed okiem malarza nie ods³oni³
piêkna jakiego; nie masz cz³owieka tak pospolitego, z którego mi³oœnik boskoœci nie zdo³a³by
wykrzesaæ iskry idea³u.
Nie odrzucajmy niczego; wszystko siê k³oni przed nami do zbadañ; nie odtr¹cajmy
¿adnej pomocy; nie cofajmy siê przed ¿adn¹ robot¹; i, jak poucza teodydakta stary, Jakób
Boehme, "niechaj uczeñ nauczy siê nigdy nie g³osiæ: Nie , w gniewie, lecz zawsze g³osiæ: T ak,
w mi³oœci".
Wielki Alchemik u¿ywa substancyi, nêdznej niewymownie; a przecie per³y i kamienie,
jakie sztuka Jego boska potrafi z niej wyprowadziæ, s¹ tylko tym cenniejsze; dlaczego¿by w tych
trudach naszych drobnych, chwiejnych i omacnych, mielibyœmy byæ bardziej od Niego
wymyœlni?

-9-
-10-
ROZDZIA£ II

§ 16. Zaprawdê bowiem, nie masz we wszechœwiecie istotnie klasyfikacyj, rodzajów,


systemów, przez które ludzie staraj¹ siê u³atwiæ jego zrozumienie. Hierarchie bytów s¹
powi¹zane ze sob¹ przejœciami nieuchwytnymi; pomiêdzy sferami, pomiêdzy uk³adami,
pomiêdzy œwiatami zachodz¹ ci¹g³e wymiany, ci¹g³e przenikania, ci¹g³e ³¹czenia siê i ci¹gle
zmiany miejsc; nie masz nic sta³ego w tym, co zawarte w granicach dociekania ludzkiego.
Zakresów niezmiennych przenikn¹æ nie mo¿emy: substancya ich nadto lotna dla naszej
œwiadomoœci obecnej. Tak, i¿ ci, którzy pragn¹ urastaæ i postêpowaæ, nie winni do s³ów
przywi¹zywaæ zbyt wielkiej wagi; nie winni obawiaæ siê nowoœci, nie uchybiaj¹c zarazem czci,
jaka jest nale¿na tradycyi.

§ 17. Ale dla tego, kto chce s³u¿yæ idea³owi, wysi³kiem nade wszystko nieodzownym jest
pragnienie tego idea³u. Nie dosyæ przypomnieæ go sobie od czasu do czasu, gdy pró¿nia
istnienia nas uciska; pragnienie nieustanne, coraz to silniejsze, pragnienie, które dr¹¿y w sobie,
które wytryska na zewn¹trz, które trawi inne niepokoje, które nas podnosi, kiedy padamy, które
nas ¿ywi i karmi: oto ogieñ, którym idea³ powinien byæ czczony. Wszystkie tchnienia cz³owieka
œci¹gaj¹ siê do istot ¿yj¹cych; wszystko, co mo¿emy przeczuæ, poj¹æ, czego ¿yczyæ mo¿emy,
jest w swej postaci zasadniczej, istnoœci¹ indywidualn¹, integraln¹, woln¹ i odpowiedzialn¹.
W¹t³oœæ serca naszego, ciemnota umys³u naszego przeszkadzaj¹ nam do uchylenia zas³on,
którymi okrywaj¹ siê ci anio³owie; niech przybior¹ oni atoli kszta³t sztuki, harmonii, filozofii,
nauki, wynalazku, geniuszu plemiennego, uczucia namiêtnego, aury magnetycznej, substancyi
cielesnej ) gdy kult nasz jest czysty i gor¹cy, to jest bez egoizmu i bez gnuœnoœci ) istoty te
idealne pozwalaj¹ nam odkryæ siebie, przyjmuj¹ nas do swojej rodziny; jak mówi stara m¹droœæ
wedycka: ka¿dy cz³ek nabo¿ny przekszta³ca siê w istotê samego boga, którego uwielbia.

§ 18. Obierzcie wiêc boga swego, z przezornoœci¹, ze ³zami, z ogniem.

§19. Wszystko, w tym Wszechœwiecie, ma sw¹ parê, chocia¿ s¹ twory, które siê
rozmna¿aj¹ inaczej, ni¿ przez sp³yniêcie czasowe dwojga w jedno. Ma³¿eñstwo nasze cywilne
i religijne jest tylko najgrubsz¹ i najdostêpniejsz¹ z licznych form po³¹czenia, przez które istoty
wznosz¹ siê w kolei dróg œwiata. Wola ludzka jest ma³¿onkiem istot ni¿szych, które id¹ za nim
i wielbi¹ go. Osobowoœæ ludzka jest ma³¿onk¹, mniej lub wiêcej wiern¹, istot silniejszych,
których pragnie ona p³omiennoœci¹, prawie zawsze ¿¹dn¹.
§ 20. Obrawszy sobie boga, przy³ó¿cie siê do oczyszczenia pobudek mi³oœci waszej.

§ 21. Gdy ziarno zakie³kuje w ³onie starej matki naszej wspólnej, karmi siê ono tam
plazm¹, która je otacza. Gdy umys³ nasz pocznie ideê, winien j¹ karmiæ wszystkiemi mocami
otoczenia, zanim j¹ z siebie wy³oni. Okres ten noszenia p³odu psychicznego zwie siê
zrozumieniem; w umyœle ) jest nim rozmyœlanie, przez które myœl siê wypracowywa; w sferze
namiêtnoœci jest nim pragnienie nieœwiadome, które d¹¿y do wybuchu mi³oœci; w sferze
fizycznej jest nim praca ciemna instynktu, któr¹ przez akt przybiera formê dostrzegaln¹.

§ 22. Skoro zatem idea³ zostanie zrozumiany i poczêty, nale¿y daæ mu ¿ycie; nale¿y, by
w naszym ¿yciu zewnêtrznym wyrazi³ siê on tak¹ sam¹ pe³ni¹, jak¹ nasyca nasze ¿ycie
wewnêtrzne. Tym sposobem zdradzamy go; dajemy mu kszta³ty fizyczne; materializujemy go;
i to siê pe³ni drog¹ naszych obowi¹zków.

-11-
§ 23. Wszystkie œcie¿e, którymi pod¹¿aj¹ twory, docieraj¹ do dwóch dróg, wszystkie
metody etyczne sprowadzaj¹ siê do dwóch teoryj: pierwsz¹ jest kult ja, drug¹ jest walka z ja.
Traktaty Zenona, systemat "Ja" Fichte'go, nadcz³owieczeñstwo Emersona i
Nietzschego, Jedynoœæ Stirnera, promieniuj¹ piêknem przez autokracyê, do której d¹¿¹, przez
¿¹dzê wszechposiadania, przez odrzucenie wszelkich wp³ywów zewnêtrznych, przez swobodê
nieujarzmion¹, przez metodê oryginaln¹ rozwoju osobowego; wszelako wszystkie one prowadz¹
do pychy; podnosz¹ one cz³owieka do tytu³u bo¿ka, i z okrucieñstwem traktuj¹ dzia³ œwiata,
jak mo¿na najwiêkszy. Zacieraj¹ one poczucie moralne: kto siê czuje silniejszym, ten ma staæ
ponad prawem. A czy¿ wiele masz wtedy szans, by siê utrzymaæ w dobrem? Wreszcie ) i to jest
najwa¿niejsza nies³usznoœæ tych koncepcji ) zabijaj¹ w nas one ideê Boga.

§ 24. Ma³o zdaj¹ dziœ sobie sprawê z wa¿noœci tej skazy ostatniej. Ateizm, ogl¹dany z
p³aszczyzny ducha, jest w rzeczy samej potwornoœci¹ i str¹ca cz³owieka do poziomu
zwierzêcia. Nie utrzymujê, by i¿ ktoœ nie wierzy w istnienie Boga osobowego, wszystko, co
czyni on dobrego, piêknego i s³usznego, mia³o byæ zgo³a bez wartoœci. Przeciwnie, nie
wierz¹cy, gdy mimo to postêpuje, jak cz³owiek uczciwy, nastrêcza obraz przedni, wzruszaj¹cy,
i daje przyk³ad bohaterstwa, na który wielu ludzi, których religijnoœæ jest nik³a, których
aspiracje luŸne, winnoby patrzeæ z szacunkiem i podziwem.

§ 25. Ateusze tacy w sposób nieprzeparty stwierdzaj¹ istnienie Boga, którego nie uznaj¹.
Daj¹ oni w pe³ni wyraz wielkoœci duszy ludzkiej i jej szlachectwa przyrodzonego: s¹ oni zacnym
kwiatem generacyj, które ich poprzedzi³y; s¹ oni wyrzutem ¿yj¹cym dla tych wszystkich, którzy
wierz¹ i nie czyni¹; i, byæ mo¿e, nadejdzie dzieñ, gdy oni bêd¹ sêdziami. Wy tedy, coœcie drug¹
œcie¿kê obrali, tê, która jest walk¹ nieustann¹ z waszym ja, baczcie pilnie, i¿ obowi¹zkiem
waszym jest walczyæ; baczcie, ¿eœcie winni dla Mistrza waszego budziæ uwielbienie doko³a. Nie
jesteœcie ju¿ sami, ciê¿y na was straszna odpowiedzialnoœæ ) ta, i¿ jesteœcie przedstawicielami
waszego idea³u.

§ 26. Z jakiej b¹dŸ byœmy strony ogarniali ¿ycie, dochodzimy zawsze do wniosku, i¿
gdyby nawet nie by³o Boga osobowego, gdyby nawet ) co niepodobna ) nie istnia³a przyczyna
pierwsza, Obowi¹zek bêdzie zawsze jeszcze s³owem zagadki i gwiazd¹ biegunow¹, ku której
pochód nasz kierujemy.
Obaczmy teraz, jaki jest ten Obowi¹zek.

§ 27. Logicznie, z racji s³aboœci naszego stanu obecnego ) bowiem cz³owiek, nawet
najsilniejszy, jest w¿dy bardzo ma³ym jeszcze wobec tego, czym bêdzie on w swej doskona³oœci
) pierwsz¹ istot¹, dla której mamy obowi¹zki, jesteœmy my sami. Nastêpnie ) i to zawsze
stosunkuj¹c pracê nasz¹ do si³ naszych ) idzie rodzina, jako cel naszych zabiegów. Potem id¹
obowi¹zki obywatelskie i wzglêdem ojczyzny. Potem wzglêdem religii. Potem obowi¹zki
wzglêdem ca³ego rodzaju ludzkiego. I wreszcie, obowi¹zki wzglêdem Boga koñcz¹,
uzupe³niaj¹ i zestrajaj¹ ogó³ tych szeœciu pierwszych dzie³, jakieœmy wyliczyli.

§ 28. Idea obowi¹zków, jakiemi cz³owiek jest zawarowany wzglêdem siebie, ma mieæ
Ÿród³o w pojêciu nastêpuj¹cym. Cz³owiek istotny nie jest ani jednostk¹ fizyczn¹, ani osob¹
moraln¹, ani nawet istnoœci¹ woln¹ i niezale¿n¹, czemu najsubtelniejsi filozofowie wyznaczaj¹
pierwsze miejsce w zespole ludzkim. Cz³owiek, wedle absolutu, jest czemœ niezmiernie
wysokiem, czemœ nadprzyrodzenie wielkiem. Drobniutka zaledwie cz¹stka tego wielkiego
œwiata dochodzi, by siê rozwidniæ na ekranie stazy ¿ycia ziemskiego: jest ni¹ to, co stanowi pole
œwiadomoœci.

§ 29. Dla dogodnoœci jêzykowej, nazwê dusz¹, cz³owieka wiecznego, idealnego i


absolutnego; nazwê duchem, cz³owieka bardzo z³o¿onego, który w³adze swoje rozwija w polu

-12-
nadœwiadomoœci; wtedy dzia³ bytu, jaki zakreœli pole œwiadomoœci, podzieli siê w sposób
naturalny na ognisko umys³owe, ognisko animiczne i ognisko fizyczne. Umys³owoœæ zasila
wszystkie w³adze myœl¹ce; ognisko animiczne promieniuje wszystkie ognie pragnienia, ¿¹dzy,
uczucia; ognisko fizyczne obejmuje ca³a fizyologiê fizyko)chemiczn¹ i fluidyczn¹.

§ 30. Ustanowiwszy to, nale¿y dalej zrozumieæ, i¿ dusza przebiega przez wszystkie stazy
¿ycia objektywnego, odziewaj¹c siê dla ka¿dej z nich w organizmy, jakich jej ono u¿ycza.
Przybycie jej na widowniê œwiata jest narodzinami; odejœcie jej jest œmierci¹. St¹d ze stanowiska
Absolutu, jedynie tylko dusza zachowuje swojê realnoœæ trwa³¹; ze stanowiska atoli
wzglêdnoœci, ka¿dy z trybów istnienia, jakie ona przebiega jest realnoœci¹ czasow¹.

§ 31. St¹d, i¿by siê ograniczyæ do tego ¿ycia ziemskiego, dwa wnioski siê wyprowadz¹.
Pierwszy, i¿ nic w³aœciwie z nas nie nale¿y do naszego ja obecnego: cia³o, czucie, fluidy, afekty,
zdolnoœci duszy, umys³u, moralne ) to tylko narzêdzia pracy, u¿yczone przez Przyrodê na
pewien czas i z pewnym celem. Jesteœmy nadzorcami, zawiadowcami, najemnikami.

§ 32. Drugi wnoisek ) to ten, i¿ istnienie obecne nie jest ani u³udnym, ani bez znaczenia.
Jest ono rzeczywistym, jest ono powa¿nym, pe³nym gotowoœci, by trysn¹æ nasionami ¿ycia,
którym do wzrostu na polach kosmosu potrzeba jedynie ciep³a naszej dobrej woli. Czeka ono
z trwog¹ na nasze wspó³pracownictwo; jesteœmy Bogiem jego, jego zbawc¹, jego mesyaszem;
kocha nas ono i czci; modli siê do nas i w mocy jest naszej zgotowaæ mu szczêœcie.

§ 33. W pierwszym wiêc rzêdzie winniœmy daæ cia³u naszemu pokarm, odzie¿,
schronisko, sen, warunki zdrowia. Nie bêdziemy tu wchodzili w szczegó³y tych obowi¹zków;
ostatnimi laty du¿o o tym pisano; i medycyna zapobiegawcza sta³a siê ju¿ przedmiotem
licznych i pomys³owych upowszechnieñ. Dosyæ bêdzie tu wiedzieæ, i¿ nale¿y uczyniæ cia³o
nasze zdrowym, silnym i piêknym. I¿by idea³ nasz wewnêtrzny by³ dobrze przez braci naszych
widziany, odziejmy go w szaty wdziêczne i zacne, tak, by postawa i rysy sta³y sie zwierciad³em
prawdomównym wielkoœci naszych uczuæ, wznios³oœci naszych myœli. "Piêknoœæ cia³a )
powiada Marsyl Ficin ) zawarta nie w cieniu materii, lecz w œwietle formy; nie w bryle mrocznej
cia³a, lecz w proporcyi przeŸroczystej, nie w gnuœnej ciê¿koœci tego cia³a, lecz w liczbie i w
mierze".

§ 34. Wys³uchajcie motywu Rossiniego, spojrzcie na obraz Dawida; a oto tu¿ obok
melodya analogiczna Bacha i postaæ podobna Giotta: pierwsze s¹ piêkne i poprawne; drugie
wzruszaj¹ nas i unosz¹; tamte œwiadcz¹ o majsterstwie zupe³nym; te maj¹ szpon wznios³y
geniuszu. Tak tedy zewnêtrzne s³ucha wewnêtrznego; czyñcie to samo: niech cia³o wasze staje
siê piêknym z racji waszego piêkna wewnêtrznego; niech dusza wasza atoli nie ulega wp³ywom
waszego cia³a. Wszystko, w Przyrodzie, urasta od oœrodka ku obwodowi, od wewn¹trz do
zewn¹trz; idŸcie za tym prawem w pracy waszej i w waszej uprawie.

§ 35. "Dla sprawowañ ¿ycia ) powiada Amiel ) przyzwyczajenia wiêcej znacz¹, ni¿
maksymy, przyzwyczajenie bowiem jest maksym¹ ¿yj¹c¹, która sta³a siê cia³em i instynktem.
Odmieniæ maksymy jest niczym, to ) zmieniæ tylko tytu³ ksi¹¿ki. Wszystkiem jest za to )
powi¹zaæ nowe nawyknienia, bowiem to znaczy: osi¹gn¹æ ¿ycie w jego istocie. ¯ycie ) to
tkanka przyzwyczajeñ". Jeœli cytujê czêsto tego pisarza, to dlatego, i¿ jego modernizm czyni
myœli jego bli¿szymi i zrozumialszymi dla nas. Przyroda ) czy Bóg ) ma zawsze na podorêdziu
dla nas wszystko, czego nam potrzeba. Cz³owiek najbardziej samotny, najbiedniejszy, najmniej
oœwiecony, znajdzie zawsze obok siebie, w samotnoœci swej, pomoc moraln¹, której mu
potrzeba, tak samo jak znajdzie strawê materialn¹. Niezbêdn¹ atoli rzecz¹ jest szukaæ.

-13-
§ 36. Praca jest warunkiem s in e q u a n o n nie tylko naszego postêpu, lecz i samego
naszego istnienia. Uznajmy z wdziêcznoœci¹ wartoœæ bezcenn¹ czasu, jakiego nam Przyroda
udziela.
Nie chodzi o to, by siê niecierpliwiæ, szamotaæ nerwowo, traciæ g³owê. Zachowajmy
przytomnoœæ umys³u, t.j., w³adajmy ci¹gle sob¹ w spokoju przezornoœci, w szybkoœci s¹du i w
stanowczoœci postanowienia. Sztuka ta, oczywiœcie, wymaga d³ugiego doœwiadczenia
uprzedniego. Trzeba nauczyæ siê poznawaæ ludzi, œwiat, potrzeby, wydarzenia, trzeba czuæ
istnoœæ; trzeba zachowaæ ³ad zarówno w myœlach, jak w czynach, trzeba umieæ skoñczyæ pracê,
zanim siê rozpocznie drug¹. Dzieñ ka¿dy jest dzie³em skoñczonym; w tym w³aœnie sensie
powiedzia³ Jezus: "Dzien ka¿dy ma doœæ na swej trosce", a m¹droœæ pogañska dorzuci³a:
"Œpiesz siê powoli".

§ 37. Nie wypoczywa siê w nieruchu zupe³nym, lecz w zmianie zajêcia. Pró¿nowanie,
rojenie, wypoczynki te myœli nale¿¹ jeszcze do zajêæ zdrowych, o ile nie dopuszcza siê ich zbyt
czêsto: nale¿y pozostawiaæ okna otworem.
Doskonali nas nie tyle ci¹g³a analiza drobiazgowa, pog³êbiona, ile wysi³ek praktyczny
w kierunku obowi¹zków codziennych. Zbytnia piecza w krytykowaniu siebie powoduje
zapomnienie o potrzebach innych i przeszkadza dzia³aniu. Sumiennoœæ pomna¿a energiê;
choroba skrupu³ów wycieñcza wolê.
Nadto, nale¿y przypomnieæ sobie od czasu do czasu, ¿e dziecko nie chodzi wskutek
nauki mechaniki i anatomii: doœwiadczenie jest jego przewodnikiem. Mo¿emy tedy rezonowaæ
tylko o wiadomym; niewiadome wymyka siê z pod naszego badania myœlowego; by przeto
odnowiæ zasób pojêæ, idej, przekonañ, nieodzownym jest nie budowaæ zapór dla siebie i
podejmowaæ niewiadome, niepodobne, nies³ychane. Ta w³aœnie swoboda wewnêtrzna
zapewnia pokój wylêganiom siê nieœwiadomego. Wszystko jest mo¿ebne; b¹dŸmy goœcinni we
wszystkich komorach ducha naszego.

§ 38. Pokusa jest w nas przez to samo, ¿e istniejemy; pracuje tam ona przez fermentacyê,
podobna do fermentacyj mikrobowych; pocz¹tek z³a, zarówno psychicznego, jak fizycznego,
jest prawie niepochwytny; oto dlaczego moraliœci s¹ tacy bojaŸliwi. I tu wiêc równie¿ potrzeba,
by opór przyszed³ z wewn¹trz, i by nietrwo¿noœæ moralna zapewni³a sta³oœæ fizyczn¹. Jesteœmy
tworami, i z racyi tego równowaga jest nasz¹ doskona³oœci¹. Tak¹ jest istotna nauka mêdrców
wszystkich ras i wszystkich czasów; gdy mówi¹ nam, i¿ inn¹ g³osili naukê, b¹dŸmy pewni, i¿
jest to zdanie fa³szywe komentatora, nazbyt pochopnego. Je¿eli nadmiar zdaje sie nam
nieodzownym, starajmy siê go zrównowa¿yæ przez inny nadmiar w kierunku przeciwnym;
iœæmy harmoniê w ka¿dej z naszych zasad i w stosunkach wzajemnych tych zasad. Jest to
œrodek najlepszy, by nie staæ siê ³upem wrogów widzialnych i niewidzialnych.

§ 39. Wiedzmy o tym, i¿ wszelka praktyka poprzedza siê teory¹; i¿ ka¿dy czyn poprzedza
siê myœl¹; i¿ ka¿de urzeczywistnienie wytryska ze skupienia siebie. Gdy cz³owiek siê skupia,
duch szuka i troska siê, lecz cia³o jest w spokoju; gdy cz³owiek urzeczywistnia, cia³o wre, lecz
duch pozostaje pogodny. Tak¹ jest równowaga czynnoœci na polu œwiadomoœci myœlowej. Gdy,
g³êbiej wnurzymy siê w siebie, pocznie siê nowa wibracya: nasza sfera myœlowa i nasza fizyczna
bêd¹, jako dwa tryby maszyny, które pracuj¹ na zmianê, lecz bez ustanku; podczas gdy w g³êbi
istoty Ÿród³o energii pozostaje w spokoju, nieruchome, pogodne; to pokój serca.
Oto postawa, któr¹ przybraæ nale¿y, by nic nie uraniaæ z obcowañ z Idea³em i by ziœciæ
z moc¹ plon tej tajemnej biesiady.

§ 40. Chocia¿by znane teorye psychologiczne mia³y byæ nie wiem jak genialnymi,
wiedzmy, i¿ wszystkie one s¹ tylko klasyfikacyami, to jest analizami z punktu widzenia
szczególnego. Wiedza prawdziwa cz³owieka dostrze¿e rzecz inn¹; warstwy te, jakie analiza
rozdziela, maj¹, na wzór pok³adów geologicznych, swe przenikania, swe przyczyny, swe

-14-
przed³u¿enia, dla umys³u niepoznawalne, a które mo¿e odkryæ jedynie natchnienie. I tu tedy
znowu kluczem, tajni¹, has³em, znamieniem rozpoznawczym jest nagoœæ serca czystego, która
zmusza tajemnice do ods³onienia siê. Innymi s³owy, wszystkie nasze obowi¹zki wzglêdem nas
samych streszczaj¹ siê, jak nastêpuje: pracowaæ dla idea³u, strzec organów i w³adz w ten
sposób, i¿by pracê nasz¹ czyni³y najlepsz¹ i naju¿yteczniejsz¹.

-15-
-16-
ROZDZIA£ III

§ 41. Istot¹ najbli¿sz¹, wzglêdem której mamy obowi¹zki, jest nasza rodzina. Niech
dzieci nie s¹dz¹ swych rodziców: stare prawodawstwa religijne wyg³osi³y formu³kê doskona³¹
postêpowania synowskiego: Czcij ojca twego i matkê twojê. W rzeczy samej, ko³a generacyi s¹
tak œciœle powi¹zane, i¿ temu, kto, wyj¹tkowo, zna niecoœ z ontologii tajemnej rodziny,
roztropnoœæ wi¹¿e usta, i bojaŸñ obalenia kruchego gmachu pokoju domowego nie poleci nic
zgo³a do g³oszenia, prócz tego powy¿szego nakazu ogólnego.

§ 42. PóŸniej dopiero, gdy ju¿ dzieci i rodzice oka¿¹ z kolei sw¹ mi³oœæ wzajemn¹, trudy
swoje i nawet ¿ycie swoje ³o¿¹c jedne dla drugich, poczyna siê stosowanie rady ewnagelicznej:
porzuæ rodzinê, by iœæ za Bogiem. Nie b¹dŸmy pró¿ni; nie przedsiêbierzmy pracy uci¹¿liwej
dlatego, ¿e ³atwiejsza jest ju¿ nam nieznoœn¹; w ¿adnym wypadku nie b¹dŸmy zadufani.
Gdy ma³e trudy staj¹ siê dla nas zbyt ³atwymi, Przyroda dba o to by nam sprowadziæ
mniej przyjemne; nies³usznym jest wiêc, gdy robota wydaje siê nam pospolit¹ lub nudn¹. Je¿eli
przeznaczenie po raz tysi¹czny obci¹¿a nas tym samym zadaniem, jest to najniew¹tpliwiej, i¿
dziewiêæset dziewiêdziesi¹t dziewiêæ razy nie wykonaliœmy go dostatecznie dobrze. Wysokoœæ
nasza moralna nie mierzy siê odg³osem naszych czynów, lecz wzniesieniem naszego serca.

§ 43. Ma³¿eñstwo jest równie¿ dzie³em pe³nym trudu; patrzcie na nie, jak na
wspó³pracownictwo, jak na rozmowê dusz, jak na wzajemne poœwiêcenie. Kobieta winna
kochaæ mê¿czyznê do g³êbi; niech siê nie lêka niczego; gdy czyni to, piêkna rola przypada jej
w udziale; niech go kocha dla niego, nie dla siebie; niepokoje, nadzieje, tryumfy, znoje
mê¿czyzny maj¹ byæ jej niepokojami, jej nadziejami, jej tryumfami i jej znojami. Niech góruje
nad wszelk¹ obaw¹; niech wie, ¿e ujma materialna jest niezbêdn¹ dla wygranej duchowej; ona
niech bêdzie t¹, która kszta³ci serce swego ma³¿onka. Co do niego, niech bêdzie wierny swemu
s³owu, dok³adny w robocie, baczny na natchnienia ma³¿onki.

§ 44. Ma³¿eñstwo prawdziwe powinno by byæ zjednoczeniem dwojga istot we wszystkich


trybach ich istnienia, we wszystkich okrêgach ich ducha, we wszystkich aspiracyach ich serca;
piêkna ta atoli utopia platoñska w rzeczywistoœci jest tylko pogl¹dem intelektu; gdziekolwiek
b¹dŸ bowiem istniejemy w stworzeniu, mamy cia³a; a choæ by by³y one najpiêkniejsze i
najwznioœlejsze, s¹ one formami materialnymi, które nosz¹ w sobie, z okreœlenia, rozczyn
niezniszczalny z³a i egoizmu: Platon jest wysi³kiem najszczytniejszym rozumu ludzkiego,
wziesionego a¿ do progu Mi³oœci.

§ 45. Ma³¿eñstwo jest etapem, zanim dojdziemy do zgody doskona³ej, w której nic ju¿
nie masz poszczególnego, która jest atmosfer¹ sam¹ królestwa Bo¿ego. Mê¿czyzna i kobieta
s¹ obcymi; Przeznaczenie sprowadza je, i¿by, poznaj¹c siê stawali siê przyjació³mi, by ³¹czyli
siê w miarê, jak traciæ bêd¹ to, co ustanowi³o ich, jako mê¿czyznê i kobietê.

§ 46. Rodzice maj¹ wzglêdem dzieci potrójne obowi¹zki: fizyczne, wychowawcze i


oœwiecenia. W teoryi, powinni by udzielaæ im sami wszystkich trojga; w praktyce warunki
konieczne istnienia sprawiaj¹, i¿ mog¹ siê zaj¹æ jedynie pierwszymi obowi¹zkami z tej seryi.
Dla drugiej seryi, jest, lub powinien byæ, kap³an; dla trzeciej ) nauczyciel. Nie mówimy tu o
pieczy cielesnej, jak¹ winno stad³o swej progeniturze.

§ 47. Co siê tyczy pieczy moralnej, w spo³eczeñstwie synarchicznym nale¿a³a by ona do


kap³ana, bowiem religia jest istotn¹ zasad¹ wychowania. W naszem ustroju trud ten podejmuj¹

-17-
rodzice; i jest to dobrem, byæ mo¿e, bowiem znajduj¹ w tym oni pobudkê do podjêcia postawy
zasadniczej s³u¿ebników bo¿ych u swego ogniska i poœredników przyrodzonych pomiêdzy
idea³em i ustrojem domowym. Obowi¹zek ich w tym wzglêdzie jest wielki i œwiêty, i przyk³ad
ich jest najskuteczniejsz¹ z nauk.

§ 48. Pierwsze nauki, jakie maj¹ byæ udzielane dzieciom, s¹ to nauki rzeczy, komentarze
do zjawisk codziennych, porównania, wyjête z ¿ycia zwiêrz¹t, kamieni, roœlin; odwo³ania siê
czêste do przyczyny pierwszej, do dzia³ania Œwiata niewidzialnego, jakkolwiek b¹dŸ byœmy go
zwali, wnioski moralnoœci praktycznej. Dziecko nie rozumie, dziecko czuje. Nie teorye mu tedy
potrzebne, lecz obrazy, z których mu siê wyci¹ga znaczenie.

§ 49. Dziecko jest naœladowc¹: bardziej jest pos³uszne temu, co widzi, ni¿ temu, co mu
siê ka¿e. Gdy tedy rodzice prawem potrójnym: przyrodzonym, cywilnym i religijnym, maj¹
w³adzê nad nim, lepsz¹ jest rzecz¹, by starali siê nadto posi¹œæ autorytet, t.j., wzbudziæ w
dziecku dla siebie szacunek, podziw i mi³oœæ. Osi¹gn¹ to, œwiec¹c mu dobrym przyk³adem.
Niech dziecko nie widzi w rodzicach najmniejszej sprzecznoœci, niech nie widzi w nich
przewrotnoœci, zmiennoœci, ni popêdliwoœci; czyny ich i ich s³owa maj¹ siê zdawaæ dziecku
doskona³ymi. Niech czu³oœæ nie unosi ich wzglêdem dzieci; niech umiej¹ panowaæ nad sob¹,
niech miarkuj¹, niech uczucie ich nie przeradza sie w czu³ostkowoœæ; niech bacz¹ wci¹¿ na
siebie, bowiem dziecko jest obserwatorem uwa¿nym i psychologiem praktycznym; ma ono z
instynktu cierpliwoœæ, prostotê chêci, upór, które mu dadz¹ osi¹gn¹æ to, czego ono ¿¹da.
Rodzice tedy winni œwiadczyæ siê przed nimi tym, czym s¹ w Ideale: m¹drymi, wzorowymi,
spokojnymi i dobrymi.

§ 50. "Najczystsze uczucia ) powiada Epiktet ) to uczucia rodzinne". Warunek atoli,


by cz³onkowie ogniska oczyszczali siê; a g³ównie, by nauczyli siê poznaæ siebie; nic nie masz
rzadszego, jak rodzice, którzy widz¹ jasno zdolnoœci i sk³onnoœci moralne swych dzieci; i stan
odmienny jest równie¿ zbyt czêsto prawdziwy.

§ 51. Nie masz troski zbytecznej lub niegodnej w wychowaniu dzieci; s³owa
najulotniejsze, czyny najdrobniejsze w glebie tej dziewiczej znajduj¹ cudown¹ ³atwoœæ zarodu.
Ojciec i matka winni siê jawiæ, jak owe dwie postacie Bo¿e, o których mówi Kaba³a, a które
wyra¿aj¹ siê przez wa¿enie siê ci¹g³e wszechrzeczy. Moc i Powaga, Prawo i £aska,
Sprawiedliwoœæ i Mi³osierdzie ) oto ojciec i matka wzorowi.

§ 52. Wychowanie dzieci wymaga reform gruntownych; d¹¿noœæ dzisiejsza, polecaj¹ca


u¿ycie nauki rzeczy, jest znakomita; nale¿y zaznaczyæ i g³osiæ chwalebne i pomys³owe wysi³ki
p. Laisant w tej dziedzinie ulepszeñ. P. Barlet w ksi¹¿ce swej, ma³o znanej, p.t., Wy c h o w an ie
c a³ko w ite , wypracowa³ przedziwny systemat studyów naukowych, w obwodach syntetycznych,
coraz bardziej zupe³nych, gdzie przedmioty nauczañ dziesiejszych roz³o¿one s¹ w ten sposób,
i¿ uczeñ ma wci¹¿ poczucie pogl¹dów ca³oœci i wiedzy ogólnej organicznej. Rz¹dy nasze winny
siê rownie¿ przej¹æ metodami wychowania, jakich u¿ywa Szwajcaria i Stany Zjednoczone, i
poznaæ zabiegi sumienne, jakich potrzebuj¹ szkolne te zastêpy, stanowi¹ce nadziejê, przysz³oœæ
i kwiat kraju.

§ 53. Regu³a pañstwa wolnego ) to równoœæ przyrodzona wszystkich obywateli i ich


praw; rz¹dz¹cy, jako pierwsze zobowi¹zanie, winni dowieœæ, i¿ szanuj¹ wolnoœæ tych, którymi
rz¹dz¹; s¹ oni równi im; jedynie odmiennoœæ przypadkowa funkcji spo³ecznych wyró¿nia ich.
Równie¿ powinnoœci nasze obywatelskie s¹ s³u¿b¹, w znaczeniu s³owa stoickiem: jako funkcye
wzajemne na wzór biegunowoœci fizycznej, równowagi molekularnej, ci¹¿enia sfer gwiezdnych.
Jesteœmy atomami stanu spo³ecznego; s³oñce owo poci¹ga nas w swej kolei, i ka¿dy z nas
wp³ywa na jego biologiê ogóln¹. By³o to twierdzeniem spólnym szko³y Zenona, i dziœ jeszcze

-18-
jest pierwiastkiem wrodzonym duszy chiñskiej, owa zale¿noœæ wszystkiego od ka¿dej z czêœci
i ka¿dej z czêœci od istoty zbiorowej, która je skupia. Wszelki czyn jednostki, "lub bezpoœrednio
lub z dala nie œci¹gaj¹cy siê do ¿ycia ogólnego, wprowadza nie³ad do ¿ycia, pozbawia je
jednoœci, czyni spiskowców z obywateli" (Marek Aureliusz).

§ 54. S³uszniej jest pracowaæ dla rodziny, ni¿ dla siebie; dla przyjació³, ni¿ dla rodziny;
dla wspó³obywateli nieznanych, ni¿ dla przyjació³; dla ludzkoœci, ni¿ dla ojczyzny; dla Boga,
ni¿ dla ludzkoœci. Nie mo¿na atoli s³usznie przedsiêwzi¹æ trudnego, nie dokonawszy ³atwego.
Gotujmy tedy powinnoœciom naszym hierarchie, lub raczej, poniewa¿ nie znamy stosunków
tajemnych rzeczy i poniewa¿ system nasz, chocia¿by nawet by³ najm¹drzejszy, ³atwo je mo¿e
uszkodziæ, b¹dŸmy bez przerwy pos³uszni nakazowi bo¿emu, który siê nam jawi, powo³any
przez zdarzenia, okolicznoœci, spotkania, jakie pozorny traf umieszcza przed nami. To jest
m¹droœæ najpowszechniejsza.

§ 55. Dla osi¹gniêcia celu obywatelskiego, spo³ecznego lub powszechnego, nie odtr¹caj
pomocy, jak¹ ci mog¹ inni œwiadczyæ. Si³y, ³o¿one w spójni, maj¹ moc w stosunku
geometrycznym, nie arytmetycznym, z warunkiem, oczywiœcie, by nie do³¹cza³a siê do nich
pró¿na chwa³a, przemoc lub egoizm. Bacz na obietnicê, jak¹ czyni S³owo: i¿ jest Ono poœrodku
tych kilku, którzy siê gromadz¹ "w Jego imiê"; t.j., nie dla swej nauki, swego szczêœcia lub swej
chwa³y osobistej, lecz by poj¹æ jaœniej i ziœciæ zdrowiej idea³ powszechny.

§ 56. Wszystkie stowarzyszenia, jedynie na materii oparte i jedynie materiê maj¹ce na


celu, skazane s¹ na œmieræ rych³¹. Gdy wartoœæ istotna czowieka jest w stosunku do
przedmiotów, które on mi³uje, wznieœmy pojêcie rodziny do pojêcia miasta; wznieœmy to
ostatnie pojêcie do pojêcia powiatu, do pojêcia pañstwa, rasy, rodzaju ludzkiego na ziemi, do
wszechstworzeñ. Im bardziej powiêksz¹ siê przedmioty naszych zabiegów, tym bardziej
równie¿ rozszerz¹ siê goœciñce naszego ducha, widnokrêgi inteligencyi roztocz¹ siê, im bardziej
w dal i celniej mierz¹ strza³y woli.1

§ 57. Wiele jest tedy do zmienienia w ustroju spo³ecznym. Polityka, zw³aszcza


zewnêtrzna, jest jedn¹ ob³ud¹, okrucieñstwem, zbrodni¹ i niecn¹ zasadzk¹; m¹¿ Stanu nie
mo¿e ju¿ sobie pozwoliæ na zbytek idei szlachetnej, zamiaru humanitarnego. Nowoœci
dzisiejsze s¹ pu³apkami, gniazdami niezgody. Socyalizm jest jedynie ubóstwieniem Pañstwa
Skarbnika, manii administracyjnej. Syndykalizm jest karykatur¹ bezwstydn¹ braterstwa
dawnych cechów. Feminizm urzêdniczy jest aberacy¹. Pozostaje nam jedynie kilka œwiate³,
porywy jednostek, bezinteresownoœæ wynalazcy, praca niezmo¿ona uczonego, zapa³ artysty.
Ludzie zasnêli w odrêtwieniu wygody. Robotnik jest dzisiaj jedynie mieszczuchem-
marnotrawc¹; kobietê z ludu, w nic ju¿ nie wierz¹c¹, poci¹gaj¹ dziœ jedynie wyprzeda¿e w
magazynach nowoœci; mieszczanin d¹¿y jedynie do robienia oszczêdnoœci i do oszukiwania
skarbu.

§ 58. W warunkach tych, rewolucyonista staje siê u¿ytecznym i wojna dobrodziejstwem.


Ludom równie¿ potrzebne s¹ operacye chirurgiczne; nie jest to czymœ doskona³ym, lecz jest
to jeszcze z³em najmniejszym, gdy lek nie ma ju¿ mocy. Wojna jest œrodkiem podniecaj¹cym,
jest uderzeniem bata, zap³odnieniem energii; i dopóki w najnêdzniejszej wiosczynie s¹siad
bêdzie napastowa³ s¹siada, wojna bêdzie nieuniknion¹ miêdzy prowincyjami, miêdzy narodami
i miêdzy rasami. Pacyfiœci zapominaj¹, ¿e gmach buduje siê od do³u do góry i kamieñ po
kamieniu, nie zaœ poczynaj¹c od dachu.

1
Ob. Barlet:Sociologie.

-19-
§ 59. Co siê tyczy naszych obowi¹zków religijnych, zobaczymy nasamprzód, czym jest
religia:
"Ranka tego dŸwiêki muzyki dêtej, które siê zatrzyma³y pod memi oknami, wzruszy³y
mnie do ³ez. Wywar³y one na mnie w³adzê nostalgiczn¹ nie do opisania. Zniewoli³y mnie do
marzenia o innym œwiecie, o uczuciu nieskoñczonym, o szczêœciu najwy¿szym. Dnia tego echa
rajskie w duszy, przypomnienia sfer idealnych, których s³odycz bolesna upaja i zachwyca serce.
Platonie, Pytagorasie! wyœcie s³yszeli te harmonie, wyœcie pochwycili te chwile ekstazy
wewnêtrznej, wyœcie znali uniesienia te boskie! Je¿eli muzyka przenosi nas w ten sposób do
nieba, to dlatego, ¿e muzyka jest harmoni¹, ¿e harmonia jest doskona³oœci¹, ¿e doskona³oœæ
jest naszym marzeniem i ¿e marzenie nasze jest niebem. Œwiat ten waœni, kwasów, egoizmu,
brzydoty i niedoli, zmusza nas mimowoli do têsknoty za pokojem wieczystym, za uwielbieniem
bez granic i mi³oœci¹ bez koñca. I nie tyle nieskoñczonoœæ jest naszym pragnieniem, ile piêkno.
I nie byt, i nie wiêzy bytu nas t³ocz¹, lecz z³o, które jest w nas i poza nami. Nie potrzeba zgo³a
byæ wielkim, byle byæ w ³adzie. Ambicya moralna nie zna zgo³a dumy; pragnie jedynie byæ na
swym miejscu i w chórze powszechnym Boga mi³oœci sw¹ nutê œpiewaæ bez skazy". (Am ie l).

§ 60. Religia przeto jest zbiorem prawide³ ustanowionych, by ten lub ów od³am rodzaju
ludzkiego móg³ ³¹czyæ siê w niewidzialnym z postaci¹ pewn¹ Boga i nadawaæ jej w widzialnym
formê rodzinn¹, spo³eczn¹, estetyczn¹ i intelektualn¹. Wszystkie zatem religie s¹ dobre, je¿eli
zachowuje siê ich zasadê istotn¹ i powszechn¹; lecz nie wszystkie wskazuj¹ tê sam¹ drogê i nie
wszystkie dostarczaj¹ tych samych pomocy.

§ 61. Rzuæcie okiem na wszystkie systematy moralne, jeden po drugim w kolei:


chrzeœcijanie, stoicy, platonicy, szanowni mêdrcowie Wschodu ) wszyscy poczynaj¹ od
ustalenia celu: potrzeba tarczy, oœrodka, wy¿yny: potrzeba sprowadziæ odmiany n ie )ja i wiry
ja ludzkiego do wspólnej jednoœci idea³u.

§ 62. Idea³ ten, jak wszystko, jest zarazem wewnêtrzny i zewnêtrzny; staro¿ytni wiedzieli,
¿e cz³owiek wci¹¿ chadza w towarzystwie przewodnika niewidzialnego; Sokrates i dajmon jego
tworz¹ w gruncie rzeczy tê sam¹ parê, jak¹ tworz¹ katolik i jego anio³-stró¿; duch ten dobry
(geniusz) jest poza nami, lecz obcowanie jego z nasz¹ istot¹, rozmowy jego z ni¹, daj¹ mu
pozór goœcia w nas.

§ 63. Gdy tedy religia jest dzie³em jednej z mocy kierowniczych œwiata, moc ta daje coœ
tym, którzy siê rodz¹ w ziemskiej jej dzier¿awie; a przeto, i ci ostatni winni jej wdziêcznoœæ
nawzajem. Nie ma tu byæ kresu poœredniego; albo bêdziesz pe³ni³ œciœle wszystko, co ci twój
Koœció³ nakazuje, albo masz siê powstrzymaæ zupe³nie, jeœliœ niewierz¹cy; najs³uszniej atoli
postêpowaæ pod³ug opinii ludzi, z którymi siê ¿yje. Bóg widzi nas, i On nakaza³ nam nie czyniæ
zgorszenia. Zastosujmy prawid³a nastêpuj¹ce.

§ 64. Nie uszczuplajcie siebie przestrzeganiem przepisów uk³adu cia³a i zachowania siê,
jak to narzucali Jezuici swoim nowicyuszom; postêpujcie od wewn¹trz na zewn¹trz; niechaj
zewnêtrznoœæ bêdzie wyrazem wolnym i bezpoœrednim naszej wewnêtrznoœci; kto nie ma w
sercu swym ¿yczliwoœci, mêstwa, powagi, nie mo¿e bez k³amstwa widomego wyraziæ cnót tych
w swym licu; kto nosi w sobie Piêkno wieczyste, nie mo¿e nie byæ piêknym w gestach i postaci;
kto spo¿ytkowuje wszystkie chwile ¿ycia, nie bêdzie mia³ na ustach s³ów pró¿nych i œmiechów
¿akowskich. Odró¿niajcie wreszcie troskiwie religiê i klerykalizm; s³u¿ebnicy wiary s¹ ludŸmi,
niestety, nie œwiêtymi. Nie obci¹¿ajcie wiêc w³asnymi ich b³êdami Boga, którego s¹ oni
przedstawicielami.

§ 65. Nie tylko nale¿y czyniæ, rozmyœlaæ i kochaæ wiele, lecz nale¿y zrobiæ to wszystko
jak mo¿na najprêdzej; iloœæ nie wystarcza; potrzeba, by dzie³a nasze by³y jak najlepszego

-20-
gatunku; wybierzmy od tej chwili spomiêdzy ognisk si³y to, które jest najg³êbsze, najwy¿sze,
najniezmienniejsze; wysi³ek nasz ukszta³tuje nas pod³ug jego wzoru; a im bli¿szy bêdzie cel
nasz Jednoœci pierwiastkowej, tym bardziej istota nasza odtworzy tê Jednoœæ harmonijn¹.

§ 66. Poddajmy nasze pobudki próbie kamienia probierczego. Chcemy nie chcieæ; lecz
wyrzeczenie to mo¿e byæ gnuœnoœci¹; chcemy chcieæ: chcenie to w³asne mo¿e byæ
bohaterstwem œwiêtym. Gdy nasza uleg³oœæ, gdy nasze umêczenie dobrowolne zmierza do
pomyœlnoœci naszej osobistej, s¹ to czyny egoizmu; i owoce te o piêknym pozorze maj¹ ju¿ w
sobie robaka tocz¹cego. Strze¿my siê podlegaæ tyranii, drog¹ nadziei tajemnej, i¿ sami
bêdziemy kiedyœ tyranami. Strze¿my siê, by powiedzenie Nietzschego nie sprawdzi³o siê przez
nas: "Kto siê poni¿a, c h c e byæ wywy¿szonym". Baczmy wreszcie: Jezus nie kaza³ nam nigdy,
byœmy siê stawali igraszk¹ biern¹ i powoln¹ okolicznoœci i kaprysów naszych s¹siadów, lecz
przeciwnie zgo³a: byœmy dzia³ali, gdy mamy ochotê spocz¹æ, byœmy w³aœnie w wyborze obierali
dzia³, który nam siê nie podoba, byœmy, gdy czyn nas upaja, umieli zahamowaæ siê dla innego
dzie³a, bardziej powszedniego.

§ 67. Tu poczynaj¹ siê nasze obowi¹zki wzglêdem ca³ego rodzaju ludzkiego; s¹ one te
same, jak te, które wyg³osiliœmy przed chwil¹, tylko widnokr¹g ich staje siê szerszy. Czyniæ,
poddawaæ siê, przebaczaæ: w tym oto wszystko siê streszcza.

§ 68. Zrozumcie nasamprzód znaczenie tych wyrazów: "Pomagaj sobie, Niebo ciê
wspomo¿e". Nale¿y ruszaæ siê, nale¿y dzia³aæ; nale¿y nie "daæ siê uwieœæ, zw³aszcza przed
sob¹ samym" (Nie tzs c h e ). Pomoc nieba idzie w nastêpstwie, lecz jedynie wtedy; i mo¿e ona
przybraæ formy najrozliczniejsze; widok pejza¿u, ruch zwierzêcia, budowa kwiatu, spojrzenie
przechodnia, s³owo przypadkowe ) wszystko to s¹ zas³ony wspó³pracownictwa bo¿ego;
wszystko to jest Przyrod¹ ca³kowit¹, ³¹cznie z ludŸmi, która nam udziela swej przemnogiej
pomocy. Nie )ja naœladuje postawê, jak¹ Ja wraz z nim przybiera.

§ 69. Najbardziej istotnym obowi¹zkiem jest byæ jak mo¿na najmniej ciê¿arem
zarz¹dcom tego wszechœwiata; i dlatego nie nale¿y usuwaæ siê od ciê¿aru. "Dezerterem jest ten,
kto wymyka siê w³adzy praw swego kraju; œlepcem, kto ma oczy rozumu zamkniête; biedakiem,
kto potrzebuje bliŸniego; wrzodem na ciele œwiata, kto ucieka ze œwiata z powodu przykroœci,
jakiemi go doœwiadczaj¹ wypadki ¿yciowe; strzêpem, kto duszê sw¹ wyrwa³ ze spo³ecznoœci
istot rozumnych" (Mare k Au re liu s z).

§ 70. Orzeczenie, i¿ œwiat jest ca³oœci¹ zestrojon¹, nie uderza wyobraŸni. Patrzcie na
œwiat, jako na zwierzê ¿yj¹ce, jako na cz³owieka bezmiernego, którego kszta³t jest nadto
olbrzymi, byœmy mogli go obj¹æ w ca³oœci swym wzrokiem; tak oto rozumieli œwiat starzy
mêdrcowie chiñscy, hinduscy i semiccy. Patrzcie na ca³y kosmos, z rozlicznoœci¹ nieskoñczon¹
substancyj, które siê na niego sk³adaj¹, jak na istotê zdumiewaj¹co z³o¿on¹, lecz o¿ywion¹
dusz¹ jedyn¹; patrzcie w nim na wszystkie tryby istnienia, jako na funkcye fizyologiczne i
psychologiczne, podleg³e prawu oœrodkowemu, którym jest Wola Bo¿a. Patrzcie na stwór ten
przeolbrzymi, jako na wykonywuj¹cego pewn¹ robotê, której natura wymyka siê nam, jak
znaczenie i cel zegaru wymyka siê temu czy owemu atomowi wskazówki cyferblatu, lub jeszcze
coœ wiêcej. Myœlcie wreszcie, i¿ mo¿ecie wspó³dzia³aæ tej pracy niewiadomej; i ¿e to prawo
kierownicze zwierzêcia kosmicznego, którego wy jesteœcie jonem drobnym nieskoñczenie, jawi
siê wam bezpoœrednio drog¹ waszego sumienia; i ¿e to wam nadaje postawê godn¹ ¿o³nierza.

§ 71. Jednostka ludzka jest zwi¹zana ze swym œrodowiskiem wêz³ami mnogiemi i


wytrzyma³ymi; walka tedy, podjêta przeciw sobie samemu, jest równie¿ walk¹ przeciw
wspó³czesnoœci, i przeciwnie, zwyciêstwo nad sob¹ jest tryumfem nad œwiatem.

-21-
Z racji tego, z pewn¹ s³usznoœci¹ mo¿na by³o pisaæ, i¿ moralnoœæ ma³oduszna t³umu
jest w gruncie rzeczy negacy¹ ¿ycia. Nie s³usznie tylko postrzegano w religiach jedynie postaæ
ich oczyszczaj¹c¹, pokutn¹ unieruchomiaj¹c¹, a nawet teroryzuj¹c¹; nale¿y równie¿ ujawniæ
si³ê ich energii, nale¿y widzieæ w nich zaczyny dzia³alnoœci; zachêty ku piêkniejszej przysz³oœci;
niech¿e bêd¹ one winem starem, które rozgrzewa nasze uniesienia; w nich znajdujmy zapa³
wynalazczy, mêstwo, które tworzy zwyciêstwo; przez nie nadzieja nasza niechaj siê zapala,
byœmy p³onêli, szlachetnie dla dobra wszelkich usi³owañ, zarówno estetycznych, jak
filozoficznych, zarówno spo³ecznych, jak i przemys³owych. Nie pos³ugujmy siê ju¿ wreszcie
moralnoœci¹, jak œrodkiem usypiaj¹cym, lecz jako najzdrowszym i najmocniejszym œrodkiem
pobudzaj¹cym. Tak¹ winna byæ postawa wieku XX-go.

-22-
ROZDZIA£ IV

§ 72. Obowi¹zkiem naszym jest sprawowanie wszelkiemi sposobami wszystkiego


mi³osierdzia. By módz dawaæ, trzeba mieæ; by mieæ, trzeba posi¹œæ; by posi¹œæ, trzeba
pracowaæ. Pracowaæ ) to znaczy: dostarczyæ coœ œrodowisku, wszystkim œrodowiskom: rodzinie,
spo³eczeñstwu, ojczyŸnie, religii, sztukom, naukom. Zanim wiêc zamierzycie daæ ja³mu¿nê,
baczcie, by inni nie byli zmuszeni daæ jej wam. Nie obawiajcie siê trudów materialnych, ani
poni¿eñ profesyi drobnej.

§ 73. Nie masz tu zreszt¹ miejsca na obawê. Bóg, któregoœcie sobie obrali, wy, ludzie
duchowi, zali nie jest On Duchem? Zali nie jest On najstarszy, pierwszy, wieczny,
najmocniejszy, najmêdrszy, najlepszy? Powierzcie siê wiêc Jemu w pe³ni, by dzier¿¹c was w
d³oni Swojej, wci¹gaj¹c was wirem skrzyde³ niezliczonych, utrzymywa³ podniesionych na
wewn¹trz, na wysokoœci nadludzkiej. B¹dŸcie bohaterami. "Bohaterstwo ) to tryumf œwietny
duszy nad cia³em, t.j., nad obaw¹: obaw¹ nêdzy, obaw¹ cierpienia, oszczerstwa, choroby,
samotnoœci, œmierci. Bohaterstwo ) to koncentracya olœniewaj¹ca i s³awetna mêstwa" (Am ie l).

§ 74. Miejcie tedy, nawet œród umêczeñ, nawet w pora¿ce, blask tryumfu w oczach i
uœmiech s³odyczy wszechmocnej na ustach. Wtedy bêdziecie ¿yli pe³ni¹, ca³kowicie, wzorowo,
z prostot¹ najpe³niejsz¹ wyrazu: lecz razem trwajcie bez przerwy w sklepie, w biurze, z
przechodniami, ze s³u¿¹c¹, ze wszystkimi, kto siê nadarza. Sprobujcie byæ dobrymi.

§ 75. Gdy z³o siê atoli roztacza, rezygnowaæ, wzdychaj¹c, gdy nawet nas jeszcze nie
dotyka, jest gnuœnoœci¹: wzburzaæ siê jest brakiem rozumu; iœæ nale¿y do walki otwarcie,
spokojnie, z moc¹ i sta³oœci¹.

§ 76. Æwiczcie siê w s³usznym wspó³czuciu, b¹dŸcie litoœciwi z umys³em spokojnym;


strze¿cie siê poci¹gów czu³ostkowoœci odurzaj¹cej; opary cia³a posiadaj¹ lotnoœæ niepokoj¹c¹;
przenikaj¹ do wszystkich komór wewnêtrznych, najbardziej zamkniêtych. Strze¿cie siê nade
wszystko, jako czynu pod³ego, jak sknerstwa wstrêtnego, ci¹gn¹æ zyski z biednego, któremu
pomoc œwiadczycie. Niech mi³osierdzie wasze bêdzie mi³osierdziem: niech bêdzie darem.
Macie prawo ¿¹daæ pracy od tego, komu pomagacie; lecz gdy ¿¹dacie od niego uprzejmoœci,
brukacie wasz altruizm i uprawomocniacie niewdziêcznoœæ biednego. Strze¿cie siê poszeptów
cia³a.

§ 77. Wa¿cie uwa¿nie, jak dajecie; bowiem pomoc wasza zali nie ma pomno¿yæ w
biednym chêci istnienia? Dorzuæcie nieco s³ów do ja³mu¿ny; posólcie ofiarê wasz¹ sol¹
zak³opotania, jakie wam ona przyczynia; wtedy jedynie bêdzie ona czyst¹ i nie zrodzi mêtu w
sercu nieszczêsnego. Gdy dar pieniê¿ny nie kosztuje was zgo³a, znajdŸcie coœ w sobie, co wam
jest cenne, by dorzuciæ do tych pieniêdzy bezw³adnych.

§ 78. Bierzcie pod rozwagê etykiety, jakie ludzie do czynów przywi¹zuj¹; wiedzcie
jednak¿e, i¿ s¹ one jedynie czymœ zbli¿onym do racyi; nie obawiajcie siê, gdy w
przeœwiadczeniu swym dobrze czynicie, braæ na siebie czyn, okreœlony mianem ma³o
honorowym. Ten, co widzi g³êbie serca waszego, s¹dziæ was bêdzie; opinia ludzkich istot jest
tylko dymem lotnym.

§ 79. Cz³ek duchowy czuje, jednym s³owem, i¿ jest obowi¹zany ¿yæ dla zbiorowoœci, nie
zaœ dla siebie. Czy daje bliŸniemu ja³mu¿nê, czy radê, czy œrodek pomocny, pociechê, schron,

-23-
zajêcie, zawsze poœwiêca coœ niecoœ ze swego w³asnego szczêœcia. Otó¿, dar materialny jest
jedynie zasi³kiem chwilowym, je¿eli nie zasila go ¿arliwoœæ moralna. St¹d, gdy chcemy sprawiæ
radoœæ innym, trzeba, byœmy j¹ mieli pierw w sobie.

§ 80. Radoœæ fizyczna jest znakiem zdrowia fizycznego. Radoœæ wewnêtrzna jest
znakiem zdrowia moralnego. Wszyscy mêdrcowie, których m¹droœæ by³a ¿ywotn¹, g³osili
weso³oœæ. Spojrzcie na figurki chiñskie przodków starodawnych o czo³ach tak wydatnych;
œmiej¹ siê, i zmarszczki ich s¹ tak lube dla oka; spojrzcie na Buddê ostatniego, jak poleca on
swym ¿ebrakom, by mieli pogodê w sercu i uprzejmoœæ na twarzy; spojrzcie na Jezusa naszego,
jak przygarnia uœmiechy maluczkich, jak przyjmuje piêkno, jak mówi tylko o nadziei; spojrzcie
na wzruszaj¹c¹ postaæ Franciszka z Asy¿u, jak uœmiecha siê do zwierz¹t, do roœlin, do gwiazd
i do ludzi. Radoœæ jest promieniej¹ca, i tyklo si³a jest zdolna promieniowaæ. Kto wciela idea³,
jest mocny ca³¹ wszechmoc¹ swego Boga; o ile¿ tedy ten, który s³u¿y Stwórcy jedynemu bogów,
otrzymuje wiêcej pokoju, o ile¿ wiêcej winien promieniowaæ ów pokój w szczêœciu i w
œwiat³oœci!

§ 81. Jest to regu³¹, i¿, kto sieje dobro, zbiera niewdziêcznoœæ. Wiedzcie o tym z góry,
byœcie nie mieli niespodzianek, byœcie siê nie zniechêcali, byœcie nie ¿ywili wzgardy dla swych
d³u¿ników. ¯yæ dla innych ) rzecz ³atwa do powiedzenia, lecz trudna do zrobienia. Nale¿y
naprzód wiedzieæ, jakie s¹ innych potrzeby, wiedzieæ, jak im je zaspokoiæ, wiedzieæ, jak je
spo¿ytkowaæ: stanowi to teoryê altruizmu. Nale¿y nastêpnie kochaæ bliŸniego, rozumieæ jego
b³êdy, jego s³aboœci, jego winy, jego potkniêcia i jego piêkne strony równie¿. To w³aœnie
stanowi realizacyê wewnêtrzn¹ altruizmu. Wreszcie, nale¿y módz daæ naukê, t.j., byæ
oœwieconym; nale¿y módz daæ radê, t.j., mieæ doœwiadczenia ¿yciowe.

§ 82. Je¿eli mêdrzec staro¿ytny jawi siê ³atwo ub³aganym, zawsze gotowym do
przebaczenia, skoro tylko ci, co go obrazili, zapragn¹ powróciæ do niego, cz³owiek duchowy,
chrzeœcijañski, gdy jest pokorny, gdy serce jego pa³a, gdy kocha bliŸniego, jak siebie samego,
gdy czuje, ¿e mu siê serce rozdziera na sam¹ myœl, i¿ bliŸni jego mo¿e siê bardziej skaziæ,
uczeñ ten Jezusa, powiadam, mo¿e bez w¹tpienia zdzia³aæ wiêcej przez sza³ boski Mi³oœci. Nie
bêdzie on czeka³ na swego winowajcê, lecz sam wyjdzie ku niemu, zaœwiadczy mu sw¹
przyjaŸñ niezmiern¹, gotów byæ mo¿e œci¹gn¹æ odmowê obel¿yw¹, lub przemoc zdradzieck¹
i wykorzystanie cyniczne swojej dobrej woli.

§ 83. Je¿eli nie kochamy dostatecznie Boga, by w mi³oœci tej znaleŸæ si³ê przebaczenia,
niechaj jej nam wspó³czucie ludzkie przynajmniej dostarczy. "Gdy zdarzy siê, i¿ ktoœ zawini³
wzglêdem ciebie, rozwa¿ zaraz, jakie mia³ zdanie wyrobione o z³ym i o dobrym, by tak uchybiæ.
To wa¿¹c, uczujesz litoœæ dla niego; nie bêdziesz czu³ ju¿ ni gniewu, ni zdumienia. W rzeczy
bowiem samej, lub masz to samo, co on, zdanie o tym, co dobre, i o tym, co z³e, lub masz
zdanie inne, lecz analogiczne do jego zdania. Winieneœ zatem przebaczyæ. Gdy atoli nie
podzielasz jego zdania o dobrym i z³ym, tym ³atwiej bêdzie ci byæ wyrozumia³ym dla
cz³owieka, który ma tak brzydkie pogl¹dy" (Mare k Au re liu s z). ) "I ) powiada w innym miejscu
Antystenes do Cyrusa, ) jest to rzecz królewska, gdy czynisz dobrze, s³yszeæ, i¿ Ÿle mówi¹ o
tobie".

-24-
ROZDZIA£ V

§ 84. Cz³owiek duchowy winien patrzeæ na p³ochoœæ, na niewdziêcznoœæ, na hardoœæ,


na szlabierstwo, na napastniczoϾ okiem spokojnym i dobrotliwym; lecz nie tak, jak to poleca
Seneka: "jako lekarz patrzy na swych chorych", ) wie on bowiem, i¿ nie mo¿e leczyæ innych
sam przez siê, lecz przez w³asnoœci Ducha, którego t³umaczem pragnie on byæ usilnie. Dopóki
cz³owiek duchowy nie bêdzie przesycony œwiat³em, dopóki z³o zewnêtrzne nie stanie siê dlañ
niepostrzegalnym, niech stara siê przynajmniej widzieæ w cz³owieku tym, który go rani, brata
swego, nie tylko dlatego, i¿ z tego¿ pnia pochodzi, i¿ jego cia³o, krew, fluidy i nawet
umys³owoœæ jego pochodz¹ z cia³a, fluidów i inteligencyi wspólnej matki ziemi, lecz równie¿
dlatego, i¿ obadwaj s¹ jednacy wed³ug zasady boskiej, obaj s¹ pracownikami, oddanymi
sprawie wspólnej, obaj wreszcie, czy wiedz¹, czy nie wiedz¹ o tym, s¹ robotnikami jednego
Mistrza.

§ 85. Niech cz³owiek duchowy na domiar nie obawia siê zetkniêcia ze z³em; nie i¿by
mia³ siê za œmia³ka nieustraszonego, lecz i¿ wie, i¿ jest przekonany, ¿e, gdy pragnie z ¿arem
czynnym i nieustannym, Duch go podeprze, obwaruje i nietkniêtym na rany uczyni.

§ 86. Wszystko, co siê staje, staje siê s³usznie; b¹dŸmy baczni, by pochwyciæ mknienie
sposobne ku puszczeniu ko³a w ruch; niech oczy cia³a, inteligencyi, umys³owoœci, patrz¹ bez
przerwy na wszystko doko³a; niech oczy woli naszej dzier¿awnej stale utkwione bêd¹ w cel i
nigdy od niego nie zbaczaj¹. Z³orzeczenie ludzkie nie rani naszego ja istotnego, jak pochwa³a
nie wieñczy go; my jedni mamy moc niebiesk¹ nad tym p³omieniem królewskim i
kierowniczym. Czyñmy tedy obowi¹zek, nie maj¹c na wzglêdzie nic innego, jak troskê
pos³uszeñstwa temu poci¹gowi w³adnemu, który nas wznosi do idea³u naszego.

§ 87. Co do boleœci, "gdy s¹ one nie do zniesienia, na miejscu nas pora¿aj¹; gdy trwaj¹,
jest to dowód, i¿ s¹ do zniesienia" (Mare k Au re liu s z).

§ 88. Jak jednak uczyniæ, by byæ bez ustanku gotowym do wspomo¿enia wszelkiej
niedoli, by mieæ zawsze na ustach s³owo, które krzepi, pob³a¿anie, nadziei szafarkê dla
nieszczêœnika który siê kaja, promieniowanie si³y pomocniczej? Nale¿y samemu byæ w ci¹g³ym
stosunku ze Ÿród³em wszystkiej mocy, wszystkiej wiedzy, wszystkiej piêknoœci i wszystkiej
dobroci. A jak¿e osi¹gn¹æ to wywo³ywanie nieustaj¹ce nadprzyrodzonego, nieskoñczonoœci,
Bytu absolutnego, jednym s³owem? Naœladuj¹c go, ile staæ nas najlepiej, w drobnym naszym
zakresie, ¿yj¹c jak On, trudz¹c siê, jak On, poœwiêcaj¹c siê, jak On. S³u¿ebnik Ducha winien
wci¹¿ pamiêtaæ, i¿ nie ma siê niczego obawiaæ, i¿, jeœli chce, mo¿e; i¿, jeœli wa¿y siê wyst¹piæ
przeciw przeszkodzie, przeszkoda zniknie przez siê.

§ 89. Streœæmy szeœæ obowi¹zków cz³owieka duchowego w siódmym, który je wszystkie


zawiera.
Jezus rzek³, i¿ jedna tylko jest rzecz potrzebna, i wszyscy Jego poprzednicy dali ju¿ do
przeczucia tê prawdê wielk¹. Zasada Wszechœwiata jest jedna, zasada cz³owieka jest jedna,
zasada czynów winna byæ równie¿ jedna. Tak tedy nasze wra¿enia, nasze uczucia, nasze myœli,
nasze pragnienia, nasze czyny winny byæ sprowadzone do jednego celu, a wszystkie cele
mo¿liwe sp³ywaj¹ z kolei do jednego celu najwy¿szego, który jest zarazem racj¹ ich bytu.
Wznieœæ siê do tego, co Wieczyste, zachwyt nasz wznieciæ a¿ do uwielbienia, uczepiæ siê
absolutu wszystkiemi fibrami, od najgrubszych a¿ do najlotniejszych: oto, jak¹ byæ winna
postawa naszego istnienia. Nic, nawet œmieræ, nie mo¿e mieæ innej wagi, prócz œrodka

-25-
zbli¿enia siê do Boga; On jest wszystkim, w nas i poza nami; co¿ prostszego, jak w Nim szukaæ
wszystkiego.

§ 90. Oto prawdziwa religia, istota i zasada wszystkich religij objawionych. Jest ona
sam¹ prostot¹, st¹d i dlatego, i¿ jest prawd¹.

§ 91. Prawdziwa czeœæ, jak¹ cz³owiek daæ winien Mocy najwy¿szej, to ) wype³nienie
najzupe³niejsze obowi¹zków wzglêdem tych, którymi Ona rz¹dzi. Gdy pragnie siê tego,
wszystko jest ho³dem dla tego Idea³u szczytnego; doœæ myœleæ o Nim przed rozpoczêciem
roboty, przed wzruszeniem, przed rozmyœlaniem. Nawet przeciwnoœci ¿ycia mog¹ mu byæ
przedstawione. Bowiem zasada nasza dzier¿awna, wola, ów organ rz¹dz¹cy, który rozwija siê
przez æwiczenie, którego formy i wzrost w œwiecie niewidzialnym pochwyciæby mo¿na, jest
ogniem, który siê karmi wszystkiem, co nie jest do niego podobnym. Nasze trwogi i znoje, i
bóle, i sromoty, i próby, wszystko to prawdziwie substancye rzeczywiste, acz niepochwytne: to
œmieci, to drzazgi, to ruda, stosownie do okolicznoœci; ogieñ woli je strawia i odnosi ze sob¹
istotê ich a¿ do s³oñca bo¿ego, ku któremu p³omieñ jego wznosi siê nieprze³omnie.

§ 92. Filozof tworzy teoryê, bohater czyni praktykê z przerwami, œwiêty iœci to
bezustannie: on jeden dosiêga postawy ludzkiej. Bohater jest œwiêtym œwieckim, gdy œwiêty jest
bohaterem religijnym; opinie ich jednak i etykiety ma³o wa¿¹; w czynach dopiero jednego i
drugiego mieœci siê wszystka ich si³a; czynami swymi poci¹gaj¹ oni naœladowców, czynami
ujarzmiaj¹ wrogów, czynami siej¹ ziarna urodzajne na cztery wiatry serc, na cztery k¹ty pól
intelektualnych; czyny ich s¹ kszta³tami materii: zapa³ ich gor¹cy zmusza Idea³, by siê w formy
te wcieli³; czyny ich s¹ straw¹ tego Idea³u; przez nie urasta on i przyjmuje siê na glebie dzieci
rodu ludzkiego.

§ 93. Trud nieodzowny ) to kultura moralna. ¯adne dzie³o nie zast¹pi jej. Jest to klucz
wszystkich tajemnic, latarnia morska we wszystkich niepewnoœciach, s³oñce wszechczynów.
Mo¿na zrobiæ coœ niecoœ wybitnego w przemyœle, w nauce, w sztuce, w polityce, opieraj¹c siê
na moralnoœci fa³szowanej, nie bêdzie to atoli ani d³ugotrwa³ym, ani owocnym, ani
dobroczynnym. Nawet jasnoœæ s¹du, nawet energia woli, nawet zdrowie fizyczne os³abia siê,
zmracza i paczy nikczemnoœci¹ charakteru. Zmys³ moralny jest rdzeniem naszej istoty;
staro¿ytni wiedzieli to dobrze, gdy wszyscy od Fohi'ego a¿ do Vyasy, a¿ do ostatniego
Zoroastra, a¿ do Gotamy, a¿ do Orfeusza, Moj¿esza, Pytagorasa, a¿ do ich wodza wreszcie,
naszego Jezusa, wszyscy zmys³owi temu wnêtrznemu nadali miano serca. Prawda ta przenika
we wszystkich okresach historyi; ona to natchnê³a Zenona i Marka Aureliusza, i Boecyusza; j¹
to Ojcowie koœcio³a g³osz¹ z takiem wylaniem, j¹ œwiêci katoliccy stwierdzaj¹ sw¹ ascez¹; j¹
wreszcie ostatni uczeñ Platona, Marsyl Ficin, wyra¿a, gdy pisze do m³odego ucznia swego:
"S³uchaj mnie: pragnê ciê oœwieciæ zwiêŸle i za darmo, czym jest wymowa, czym jest muzyka,
czym jest geometrya. UtwierdŸ siê w tym, co uczciwe, zostaniesz mowc¹ doskona³ym; miarkuj
poruszenia twej duszy, posiêdziesz muzykê, mierz swoje si³y, zostaniesz prawdziwym
geometr¹". J¹ to wreszcie mimo woli wyznaj¹ najbardziej wspó³czeœni z naszych psychologów
materialistycznch.2

§ 94. Dobrze jest posiadaæ teoryê; lepiej dla œwiata posiadaæ praktykê; ona bowiem jest
bli¿sz¹ cia³a ¿ywego, cia³a cierpi¹cego.

§ 95. Przystoi w rzeczach i w istotach doszukiwaæ siê, co one zawieraj¹ z dobra, z


prawdy, z piêkna. Jak na to, by odkrywaæ dobro poza sob¹, trzeba je mieæ w sobie, jak, by

2
Ob. prace Ribot<a i Payot<a.

-26-
dostrzedz prawdê, nale¿y wpierw rozumieæ, tak na to, aby siê staæ wra¿liwym na piêkno w
dzie³ach Przyrody, nale¿y ustanowiæ harmoniê pomiêdzy medytacj¹, uczuciem i aktem. Nie
masz piêknoœci doskona³ej, bowiem wszystko siê zmienia bez przerwy; lecz i w najbrzydszych
na pierwszy rzut oka istotach ten, kto wziera z mi³oœci¹ i ¿yczliwie, odkryje zawsze wdziêk,
godnoœæ, si³ê. Wykszta³cone oko nasze, lepiej jeszcze zapa³ niespokojny inteligencyi naszej,
a nad to wszystko czu³oœæ wielka serca, gdzie drga wspó³czucie, oto narzêdzia niezbêdne do
poszukiwañ, do ujêcia Piêkna.

§ 96. Jak b³¹d pierzcha sam przez siê w obliczu Prawdy, jak z³o przekszta³ca siê z
czasem w Dobro, którego by³o przeœladowc¹ zajad³ym, tak brzydota, pospolitoœæ i ³agodnoœæ
nawet oczyszcz¹ siê na pragnienie usilne wdziêku, oryginalnoœci, piêkna. Strze¿cie siê atoli, wy,
ludzie duchowi, b³êdu, w czasach naszych tak powszechnego. Wszystko w cz³owieku
utrzymuje siê œcis³ym zespo³em. Filozof, który postêpuje niecnie, przestanie wreszcie myœleæ
trzeŸwo; dzia³acz, podle ¿yj¹cy, zaæmi w koñcu zdolnoœæ pojmowania; od artysty, który kocha
sztukê, lecz nie powstrzymuje siê od gnuœnoœci, od gminnoœci, od niewiedzy, Idea³ uciecze.

§ 97. Cz³owiek jest poœrednikiem powszechnym. Dusza nasza jest ma³¿onk¹ S³owa. Sto
wieków temu prawda ta po raz pierwszy wyg³oszona zosta³a na ziemi; zastêpy liczne mêdrców
i œwiêtych, których formu³a ta mistyczna karmi³a, dalecy s¹ jeszcze od wyczerpania wszystkiego
jej soku poj¹cego. Ksiêgi œwiête ) to potoki, nigdy nie wysychaj¹ce, bowiem Ÿród³a swe bior¹
u krynicy ¿ycia boskiego; s¹ to skarby nigdy nie przebrane, bowiem ³¹cz¹ siê ze skarbcem
Œwiat³a wieczystego; s¹ to bojownicy, nigdy nie zwalczeni, bowiem si³y swe czerpi¹ "z Mocy,
mocami wszemi mocnej".

§ 98. Przez czas d³ugi mniemano, ¿e ksiêgi te nadaj¹ siê jedynie do wyk³adów,
moralnych, umys³owych, metafizycznych i ezoterycznych; a oto dwadzieœcia wieków temu
przyszed³ Ktoœ umyœlnie, by jasnym uczyniæ, co ciemnym by³o, jawnym, co by³o ukryte,
namacalnym, co by³o niewys³owione.
Nie czyñmy p³onnymi wysileñ tych cudownych.

-27-
-28-
ROZDZIA£ VI

§ 99. Cztery s¹ œrodki, powiadaj¹ "Wyzwoleni" hinduscy, poznania kolei, jak¹ st¹paæ
nale¿y, i us³yszenia wezwania Mistrza.
Naj³atwiejszy i najpowszechniejszy ) to obcowanie z dobrymi: przyk³adowi ich ulega
siê powoli i za nim siê pójdzie ca³kiem naturalnie.
Drugi ) to badanie Pisma, s³uchanie wyk³adów ustnych przewodnika ludzkiego;
mniejsza iloœæ ludzi mo¿e go stosowaæ.
Jeszcze mniejsza mo¿e siê pos³ugiwaæ trzecim œrodkiem, którym jest wysi³ek osobisty
i samotny rozwagi i proœby wewnêtrznych.
Najpewniejsz¹ atoli metod¹, i najskuteczniejsz¹, i najzdrowsz¹, jest cnoty sprawowanie,
podczas d³ugiego ci¹gu istnieñ poprzednich.

§ 100. By daæ tedy zrozumienie rozwa¿aniom d³ugim rozdzia³ów poprzedzaj¹cych,


stosownym mi siê zdaje streœciæ je w ustawê przepisów praktycznych, gdzie by trzy pierwsze
ze œrodków znalaz³y miejsce, i¿by szczery i pragn¹cy postêpu cz³owiek duchowy móg³ iœæ za
nimi z dnia na dzieñ, z godziny na godzinê.
Stronice nastêpne bêd¹ zarysem prawide³, wymagaj¹cych jeszcze sformu³owania, które
laikowi, zostaj¹cemu w tumulcie ¿ycia œwieckiego, mimo trudów, na jakie jest on skazany,
dadz¹ mo¿noœæ napawania siê pokojem wewnêtrznym i pomoc¹ nadprzyrodzon¹, jakich tyle
dusz szuka³o pod stropami klasztorów.

§ 101. Cel, jaki cz³owiek duchowy zak³ada sobie do osi¹gniêcia, jest nastêpuj¹cy:
| | przez czyny
| W sobie | przez uczucia
| | przez myœli
|
| | Rodzin- | dziecko
| | nym | rodzic
| | jako | ma³¿onek
| |
Ziszcz- | | | swe rzemios³o
czenie | W ¿yciu | Spo³ecz- | profesyê
woli | zbioro- | nym | rolê obywatelsk¹
bo¿ej | wym | przez | rolê patryoty
| | | (¿o³nierza)
| |
| | Humanitar- | filozof
| | nym, | uczony, lub
| | jako | artysta
|
| We wszechœwiecie ) przez poprzednie sprawowania.

Rozwa¿amy jedynie sk³adniki psychologiczne najprostsze. Chodzi tu jedynie o pracê


woli nad istot¹ œwiadom¹, dla celów lepszego przyswojenia œwiate³ boskich, jakie siê jej jawi¹
przez duszê i przez jej pow³oki nadœwiadome. Takiem jest za³o¿enie mistyczne ¿ycia
wewnêtrznego.

§ 102. W sferze tej œwiadomej odro¿niæ nale¿y, od do³u do góry, od zewn¹trz na


wewn¹trz, trzy sfery obwodowe:

-29-
| Bierna, limfatyczna, zmys³owa
1-sza: Kompleksya | Wra¿liwa, sangwiniczna, zmienna
fizyologiczna | Czynna, ¿ó³ciowa, oporna
| Fatalistyczny, obojêtny, nieobyczajny
2-ga: Charakter | Namiêtnoœciowy, pochopny, pró¿ny
moralny | Samolubny, ambitny, osobisty
| Pozytywna, doœwiadczalna, spostrzegawcza
3-cia: IntelektualnoϾ | Wynalazcza, rzutka, estetyczna
| Logiczna, systematyczna,uczona

§ 103. D¹¿noœci trzech tych sfer wzbudzaj¹ wolê, która postanawia:


) lub zdaj¹c siê na ³askê najsilniejszej,
) lub przez wybór, wypracowany w rozmyœlaniu pogodnym,
) lub przez uniesienie mi³oœci duchowej idealnej.
Cz³owiek duchowy pójdzie, oczywiœcie, jedynie za drug¹ lub trzeci¹ pobudk¹.

§ 104. Ka¿da z tych trzech sfer jest podleg³a dwu d¹¿noœciom rozbie¿nym, doœrodkowej
lub odœrodkowej, indywidualizuj¹cej lub upowszechniaj¹cej, co mo¿na wycechowaæ, jak
nastêpuje:
) Dla fizyologii: Lenistwo, zmys³owoœæ, ³akomstwo ) pracowitoœæ, wstrzemiêŸliwoœæ,
¿ycie skromne.
) Dla charakteru: Ambicya, pycha, gniew ) zadowolenie, skromnoœæ, s³odycz.
) Dla intelektu: Przes¹dnoœæ, nierozwaga ) zdrowy rozs¹dek, analiza, przenikliwoœæ.
Ka¿dy z tych rysów znajduje odbicie w ca³ym organiŸmie; wiedzieæ atoli nale¿y, i¿ s¹
to jedynie przyk³ady, w celu utrwalenia pojêæ.

§ 105. Fizyologia, charakter i intelekt winny byæ tedy sprowadzone do jednoœci


pos³uszeñstwa Bogu, i st¹d powstaj¹ trzy zagadnienia:
1E. Jak czuæ i kochaæ?
2E. Jak myœleæ?
3E. Jak czyniæ?
Dwa pierwsze pytania dadz¹ odpowiedŸ na trzecie, b¹dŸ razem, b¹dŸ oddzielnie; to
w³aœnie zobaczymy zaraz.

§ 106. Mo¿na tedy:


) zarz¹dziæ zmiany moralne i intelektualne, zmieniaj¹c ustrój fizyczny;
) powodowaæ zmiany fizyczne i intelektualne, zmieniaj¹c moralnoœæ;
) rzutowaæ zmiany moralne i fizyczne, oœwiacaj¹c intelekt.
St¹d trzy rodzaje zabiegów:
Fizyologiczny, z do³u do góry;
Intelektualny, z góry do do³u;
Moralny, od œrodka czyli od osi.
Ostatni w³aœnie jest najnormalniejszy i najbardziej skuteczny.

§ 107. Wszystkie wtajemniczenia staro¿ytne uzna³y tê prawdê. Brahmani, na przyk³ad,


którzy zalecaj¹ pierwszy z tych trzech zabiegów, poczynaj¹ go zawsze od regu³ etycznych; po
opanowaniu dopiero tego sprawowania nastêpuj¹ regu³y pokarmowe, oddechowe, dotycz¹ce
ruchów, magnetyczne, myœlowe i wreszcie metapsychiczne.
Kap³ani egipscy czynili to samo, nak³adaj¹c regu³ê przed rozpoczêciem okresów
zabiegu dla swych sprawowañ kap³añskich; oto s¹ zreszt¹ one w streszczeniu.

-30-
§ 108. Dla wzmo¿enia ¿ycia fizyologicznego, badania przemian temperamentowych
wskazuj¹ pokarmy ciê¿kie, oddychanie powolne i powierzchowne; muzykê lekk¹ i koj¹c¹; pracê
wieczorem.
Dla rozwoju ¿ycia animicznego, czuciowego, namiêtnoœciowego: miêso, wino;
oddychanie szybkie; pi¿mo; muzyka ¿ywa; praca zaraz po jedzeniu.
By u³atwiæ pracê intelektu: owoce, jaja, cukier, woda; kawa; oddech powolny i
zwalniany; kadzid³o; dzie³a sztuki powa¿nej; œpiew koœcielny gregoryañski; praca na czczo.

§ 109. Zabiegi te, jako te¿ inne analogiczne, przygotowuj¹ jakoœæ si³y nerwowej, zgodnej
z jakoœci¹ energii psychicznej, b¹dŸ dla dzia³ania, b¹dŸ dla czuciowoœci, lub zapa³u, b¹dŸ dla
studyów.
Metoda ta atoli, która zdaje siê byæ tak racyonaln¹, jako postêpuj¹ca od konkretu do
abstraktu, od materialnego do duchowego, zawiera dwie wady:
Poniewa¿ znamy jedynie postaæ fizyko-chemiczn¹ naszego organizmu, nie znamy zaœ
ani ontologii komórek, ani ich jakoœci biologicznej, ani ich si³y odpornoœci, ani ich
przeznaczenia duchowego, ryzykujemy przeto, ¿e im nak³adamy pracê systematyczn¹, ¿e je
umêczamy, os³abiamy i paczymy.
Nastêpnie, narzucaj¹c ¿yciu cielesnemu kierunek, ¿ycie magnetyczne, psychiczne i
myœlowe je¿eli nie id¹ w podobnym kierunku ) a nie mamy sposobu zmusiæ ich, bowiem
dlatego w³aœnie sprawujemy zabiegi fizyczne ) mamy czêœæ nas w jednym uk³adzie, zaœ inn¹
gdzie indziej: st¹d naruszenie równowagi, dyspolaryzacye i dostêp dla chorób.

§ 110. Tak tedy tresura ta fizyologiczna mo¿e byæ jedynie szko³¹ pocz¹tkow¹ dla woli;
nale¿y j¹ równowa¿yæ zabiegiem obojêtnoœci na regu³y, a potem j¹ porzuciæ.
Na przyk³ad, wzniecajmy w sobie zapa³, id¹c za regu³¹ obci¹¿enia, zachowujmy spokój
intelektualny, u¿ywaj¹c œrodków podniecaj¹cych, itd.
Po¿¹dañszym tedy poddaæ zabiegom naprzód oœrodek intelektualny, który z kolei bêdzie
reagowa³ na dwa inne, kolejno. Najlepiej atoli kierowaæ od razu oœrodek animiczny, który, jako
oœ ca³ej maszyny, nada innym sferom postaæ im w³aœciw¹.
Wtór¹ szko³¹ bêdzie wiêc nauczanie siê medytacji; trzecia ) nauczanie siê czuæ, lub gdy
wolicie ) kochaæ.

§ 111. Tu praca staje siê ju¿ bardziej mistern¹. Nie nale¿y ani spieszyæ siê, ani traciæ
czasu. Nie czyñcie nic w po³owie.
Pierwsz¹ faz¹ bêdzie uprawa œwiadomoœci: Nauczyæ siê patrzeæ na rzeczy, obserwowaæ
je.
Nale¿y, by to siê czyni³o bez wysi³ku, mimowolnie.
Dawaæ odpowiedzi z namys³em, miast zadawalniaæ siê odruchami mnemotechnicznymi
lub zdawkowymi.
Doszukiwaæ siê myœli pod rzeczami i pod faktami.
Doszukiwaæ siê stosunków idej miêdzy sob¹.
To winno byæ czynione w ci¹gu i z okazyi ¿ycia codziennego.
Druga faza obiera sobie godzinê, miejsce, regu³ê (§ 108) dla medytacji.
Trzecia znosi te udogodnienia.

§ 112. Trzy s¹ wielkie przedmioty medytacji (rozmyœlania):


Medytacya ranna: o natychnieniach nocnych i o projektach dnia, który siê poczyna.
Wieczorna: rachunek sumienia i przygotowanie siê do snu.
Medytacya o zajêciu, do którego jest siê poci¹ganym, gdy spe³nienie obowi¹zków
pozostawia nam czas po temu.

-31-
Dwa pierwsze przedmioty s¹ dla wszystkich; ostatni3 jest u¿yteczny tylko dla
specyalistów.

§ 113. Obserwacya, doœwiadczenie, czytanie ) to strawa.


Medytacja ) to trawienie.
Myœl ) to wytwarzanie.
Jest bowiem cia³o myœlowe, utworzone z substancyi eterycznej i obdarzone organami,
analogicznymi do organów naszego cia³a fizycznego.
Trzeba tedy uprawiaæ to cia³o myœlowe przez koncentracyê (skupienie). Kazaæ mu
pracowaæ, powodowaæ jego wydajnoœæ u¿yteczn¹ przez medytacyê.

§ 114. Koncentracya (skupienie siê), jak sam wyraz wskazuje, polega na tym, i¿ na
jednym przedmiocie, na jednym ujêciu ustala siê ca³a moc myœlowa; jest to rozwiniêciem
uwagi, a zatem dzie³em woli.
Przeciwko kojarzeniu siê myœli: nie nale¿y zwalczaæ go gwa³townie; nie kurczyæ swych
miêœni, ³agodnie i cierpliwie œci¹gaæ uwagê, falê myœlow¹ na przedmiot obrany, a¿ dopóki nie
bêdzie siê mia³o obrazu jasnego, zupe³nego i dok³adnego.
Osi¹gn¹wszy to, nale¿y ) zawsze tym samym zabiegiem ) obraz ten unieruchomiæ;
gromada bowiem ca³a obrazów myœlowych, poprzednich i wspó³czesnych, d¹¿y do odpêdzenia
go. Tu wzrok nasz wewnêtrzny poczyna stykaæ siê z form¹ niewidzialn¹ przedmiotu
wzieranego.
Wreszcie nale¿a³oby móc odpêdzaæ wszystkie obrazy formalne i dojœæ do tego, by
zatrzymaæ przez sekundê uwagê w obliczu Boga.

§ 115. Po kilku miesi¹cach praktyki codziennej, cia³o myœlowe mo¿e staæ siê zdolnym
do pracy metodycznej. Tu zaczyna siê w³aœciwie zwana medytacya. Mo¿na j¹ sprowadzaæ do
szeœciu czynnoœci woli:
Gdy danym jest przedmiot do medytacyi:
1E. Intelekt uwa¿ny postrzega go przez wydzielenie (indywidualizacyê).
2E. Zastanawia sie nad nim przez rozbiór (analizê).
3E. Porównuje go z innymi przez analogiê i syntezê.
4E. Przypomina go sobie przez klasyfikacyê metodyczn¹
5E. Przyswaja go, pojmuje, przez indukcyê i dedukcyê.
6E. Zbli¿a do niego zale¿noœci przez wyobraŸniê i tworzy sw¹ myœl.
Trwanie takiej medytacyi nie mo¿e byæ sta³e.
§ 116. Zatrzymajmy siê chwilê, gdy wspania³y ten rezultat, stwór myœli, ju¿ jest
otrzymany; dobrze jest wiedzieæ, i¿ jest to jedynie tymczasowe. Myœlowoœæ bowiem œwiadoma
mo¿e nam daæ o n ie -ja jedynie wiedzê proporcyonaln¹:
) do jawnoœci przedmiotu,
) do stanu œrodowiska, w którym siê mieszcz¹ pojmuj¹cy i rzecz pojmowana,
) do jakoœci indywidualnej myœlowoœci.

I oto przechodzimy do trzeciej szko³y, najzdrowszej, najharmonijniejszej,


najp³odniejszej: szko³y mi³oœci, szko³y woli p ar e xc e lle n c e ; tamta jest p³omieniem, ta )
ciep³em.

§ 117. Najwy¿sz¹ mi³oœci¹, jest mi³oœæ, która pragnie tego, co najwy¿sze: Boga.
Najczystsz¹ jest ta, która najbardziej zapomina o sobie.

3
"pierwszy" w oryginale.

-32-
Najsilniejsz¹ jest ta, która trudzi siê, to jest, która najbardziej wystawia siê na cierpienie.
By przygotowaæ sobie tê ascezê, potrzebny ca³y szereg zabiegów stopniowych nad
pobudkami naszych aktów. Bêdzie to oczyszczeniem woli: oto przyk³ad: ka¿da idea z
dziewiêciu zarysów, które nastêpuj¹, winna byæ ujêta, rozwa¿ona, ogarniêta wzieraniem pod
wszystkiemi postaciami.

§ 118. 1E. Bóg jest Ojcem, Prawd¹, Piêknem, Dobrem, Moc¹, Sta³oœci¹, Rzeczywistoœci¹.
Wszystko, co nie jest Nim, jest form¹ zmienn¹.
2E. Wszystkie rzeczy, wszystkie nauki, wszystkie istnienia s¹ jedynie szko³ami.
Bezu¿ytecznie wiêc przywi¹zywaæ siê do tego, a tak¿e i do siebie, do swych ¿¹dz i do
rezultatów czynów naszych.
Ustaliæ siê w Bogu.
Sprawowaæ cnotê dla cnoty.
3E. Niech tedy myœl ci¹g³a o Bogu sprowadza do Niego wszystkie nasze czyny,
wszystkie wzruszenia, wszystkie pomyœlenia.
T¹ drog¹ zapanuje siê nad popêdami piêciu zmys³ów i nad wzruszeniami, przez
ustalenie myœlowoœci w Bogu.
4E. Czuwaj¹c bez przerwy nad swymi czynami i nad swymi uczuciami, dojdzie siê do
panowania nad poruszeniami psychicznymi, nad s³owami, nad czynami.

§ 119. Wyszed³szy z za³o¿enia Absolutu dla dojœcia do kontroli nad sob¹, czyli do
ziszczenia indywidualnego tej Jednoœci naczelnej, postarajmy siê obecnie otrzymaæ tê¿ jednoœæ
odnoœnie do wp³ywów zewnêtrznych.
5E. Gdy wszystko jest tylko szko³¹, formy, obrzêdy, systemy s¹ pró¿ne; zaniechaj ich dla
siebie, zachowuj¹c je w rozumieniu innych. GódŸ siê na wszystkie sposoby widzenia: bracia
nasi tak¿e przechodz¹ szko³y; ta ci jest wyrozumia³oœæ.
6E. Staæ masz siê tedy beznamiêtnym, wytrwa³ym, cierpliwym, pogodnym: znoœ
wszystko bez gniewu, bez zawiœci, bez poœpiechu.
7E. Zachowaj sta³oœæ tê œród próby, zwalczaj pokusê sta³oœci¹ niewzruszon¹, stañ siê
niezdolnym do wyjœcia z kolei: ten ci jest pocz¹tek wiary.
8E. Osi¹gn¹wszy równowagê, dociekaj wszystkiego; odnajduj wszêdzie dobro, piêkno,
prawdê, które siê tam ukrywaj¹. Czuj, i¿ Mistrz uj¹³ ciê za rêkê.

§ 120. 9E. Tu Mistrz wzbudza w sercu ucznia pierwszy szmer swego przybli¿enia;
pragnienie Nieba wznosi siê; Mistrz jest tam; Mi³oœæ zapala siê: nic nadto nie mo¿na
powiedzieæ.
Atoli ) powtarzam to ) dziewiêcioro tych æwiczeñ, na które zreszt¹, by zosta³y doskonale
sprawione, potrzeba lat, a nawet ca³ych istnieñ, s¹ jedynie przyk³adem. Ka¿dy mo¿e uczyniæ
sobie w³asny swój program.

§ 121. Tematy te rozmyœlania i kontemplacyi stosuj¹ siê do wszystkich okolicznoœci ¿ycia


i do wszystkich stanów duszy. Czyn jest jedynie ich nastêpstwem logicznym i koniecznym.
Nie masz tedy, w³aœciwie mówi¹c, zabiegów dla dzia³ania; ci, co s³usznie myœl¹ i
godnie czuj¹, dzia³aj¹ zawsze dobrze.
Zreszt¹, skoro tylko zrodzimy w sobie pragnienie szczere, by iœæ za Prawem Nieba, daje
siê nam zawsze ) nawet bez postrzegania tego œwiadomoœci¹ nasz¹ ) wspó³pracownictwo
niewidzialne, skuteczne i wci¹¿ bardziej ustawiczne.
Nikt nigdy nie jest sam.

-33-
-34-
ZAKOÑCZENIE

§ 122. Cz³owiek pragnie zawsze tego, czego nie posiada; gardzi tym, co posiada. Czyli,
¿e idea³ ka¿dego z nas jest w³asnym jego dope³nieniem analogicznym. Je¿eli, wzniós³szy siê
wyobraŸni¹ ponad wir naszej planety, ogarniemy jednym rzutem oka szereg istnieñ, jakie tu
dusza na dole przechodzi, zanim swej lekcyi ziemskiej ca³kowicie siê nie nauczy, ujrzymy
duszê tê, jako s³oñce, i jej ró¿ne osobowoœci, jako satelitów obrotowych peryodycznych, których
kolejno oœwieca ¿ycie w³aœciwe tego globu ziemskiego. Satelici ci psychiczni s¹ postaciami
duszy oœrodkowej nieruchomej; maj¹ oni w³asn¹ sw¹ wolê, a zatem samem i w³asny idea³
poszczególny, z którym mniej lub wiêcej stapiaj¹ siê; a system zespo³u ma równie¿ swój idea³
syntetyczny, ku któremu kieruje siê, jak s³oñce nasze kieruje siê ku konstelacyi Herkulesa,
poci¹gaj¹c ze sob¹ ca³y korowód planetarny.

§ 123. Im bardziej twór ludzki rozwija siê, tym bradziej staje siê zupe³nym i z³o¿onym,
tym bardziej idea³ jego, t.j., jego dope³nienie niewidzialne, wznosi siê równie¿ ku doskona³oœci;
im bardziej przybiera on charakter szanowny i œwiêty, tym bardziej dwie te istnoœci zbli¿aj¹ siê
i tym ciê¿szymi staj¹ siê nastêpstwa wykroczenia z tego uk³adu hieratycznego, jaki wi¹¿e
cz³owieka z Bogiem, którego obra³ sobie. K³amaæ swemu idea³owi jest tedy rzecz¹ prawie
niepowetowan¹; pogr¹¿a to nasz¹ godnoœæ, zaœlepia sumienie, zatruwa w nas Ÿród³o ¿ywe
Ducha.
Tutaj ma ka¿dy wzieraæ w godnoœæ swojê.

§ 124. Postêpujcie nasamprzód pod³ug g³osu tajemniczego i niezawodnego sumienia.


Szukajcie nastêpnie racyi tej waszej pobudki wewnêtrznej; wreszcie, je¿eli czyn pozostawia
wam trochê czasu, rozmyœlajcie nad przyczyn¹ tej racyi, nad dzia³aniem tej w³adzy rozumowej.
Taka jest droga, któr¹ Epiktet, echo nieœwiadome Sankaraczaryi, poleca dla odkrycia szczytów
naszej psychologii: "Ja nasze ) powiada ) to wola nasza, reszta ) to nie my".

§ 125. Wielkoœæ istotna cz³owieka wed³ug Wiecznoœci jest przeciwiñstwem jego


wielkoœci pozornej wed³ug Czasu. Król, który pragnie poznaæ serce swego narodu, zdziewa strój
monarszy, i¿by mówiæ z nêdzarzem. Ten, co zna tajemnicê, ukrywa sw¹ wiedzê pod
przenoœni¹: ten, co mocen, moc swojê okrywa ubogim p³aszczem modlitwy. Ten ci jest okrutne
silnym: zali nie chowa w zamkniêciu, przez mi³oœæ, d³oni swej, pere³ pe³nej? I jakiem¿
mêczeñstwem dla tego pierworodnego ) to jego milczenie dobrowolne!
§ 126. Wiedz¹c, i¿ wszystko porusza siê i drga do nieskoñczonœci w tym wszechœwiecie,
i¿ wszystko siê wzajem przenika, i¿ wreszcie wed³ug aksjomatu hermetycznego: wszystko jest
we wszystkiem, spojrzcie na cz³owieka, który dzia³a. Si³y jego miêœniowe, czuciowe, nerwowe,
magnetyczne, uczuciowe i intelektualne s¹ wprawione w ruch woli zarz¹dzeniem. To znowu
zarz¹dzenie spowodowane jest z kolei wol¹ jego ogóln¹, która wyrzuca siê, d¹¿y naprzód, ku
punktowi przysz³oœci materialnej lub niewidzialnej. Strza³a ta psychiczna poci¹ga za sob¹ w
swym locie w³adze zewnêtrzniejsze, powy¿ej przytoczone; i wszystkie one, z³¹czone, bierne i
czynne, podlegaj¹ jednym przebiegom, ponosz¹ jedne trudy, otrzymuj¹ jedne œwiat³a, jednym
s³owem, ¿yj¹ spo³em, wed³ug widnokrêgów niewidzialnych, jakie król-Pragnienie ka¿e im
przebiegaæ w swych awanturniczych poœcigach.

§ 127. Jakie¿ s¹ te przedmioty, o które pragnienie, ojciec woli, zabiegaæ mo¿e? S¹ trzy
ich kategorye. Pierwsza, najni¿sza ) to materia, zbytek, lenistwo, spokój, bezw³ad, sen,
obojêtnoœæ, nie dzia³anie ) jednym s³owem, na wszystkich p³aszczyznach, dla cia³a, dla duszy,
dla intelektu; to ) kolor czarny.

-35-
§ 128. Druga ) to ¿¹dza posiadania, zdobyczy, u¿ywania, odkrywania, walki, dzia³ania:
wznoszenie siebie samego. Cz³ek trudzi siê wtedy bez pokoju, uczy siê poœwiêcaæ jednê radoœæ
dla otrzymania drugiej, w dziedzinie religijnej, spo³ecznej, ekonomicznej lub indywidualnej.
To kolor czerwony.

§ 129. Trzeci¹ zdobywa siê dopiero o szarej zorzy nasytu. Gdy ja ludzkie czuje, i¿
bezw³adnoœæ jest zabójcz¹, a czynnoœæ w³asna z³udzeniem, szuka wtedy gdzie indziej ¿ycia i
rzeczywistoœci. Poznawszy, i¿ praca dla niego jest niezbêdna i obowi¹zuj¹ca, dowiaduje siê celu
wieczystego, poniewa¿ wszystkie cele doczesne wymykaj¹ mu siê prêdzej czy póŸniej; i poza
pieniêdzmi, poza w³adz¹, poza s³aw¹ i wiedz¹, poza mi³oœci¹ i tworami nie znajduje celu tego
indziej, prócz w Bogu; ten ci jest kolor bia³y, postawa cz³owieka duchowego, prawdziwa droga
woli.

§ 130. W tym oto mieœci siê wolnoœæ ca³a: nie mieæ ¿¹dz osobistych, ani dla ziemskich
zdobyczy, ani dla widoków raju dlaszego, ani by zdawaæ siê bohaterem, czy œwiêtym, czy
bogiem; wyrzec siê siebie iœæ za Duchem: tak tedy, bêd¹c ju¿ niczem, wszystko mo¿na przez
moc Mi³oœci.

§ 131. Patrz¹c z zenitu, wszystko jest nêdzne w istnieniu ludzkiem; chwila obecna nale¿y
jedynie do nas; "drobnym jest k¹t ziemi, na której ¿yjemy, drobn¹ jest chwa³a, któr¹ po sobie
zostawiamy, nawet najtrwalsza; przekazuje siê ona spadkobierstwem ludzi drobnych i licznych,
przeznaczonych na œmieræ rych³¹, a którzy nie znaj¹ siebie samych, i dalecy s¹ od poznania
tego, który umar³ przed nimi". (Mare k Au re liu s z).

§ 132. Ogl¹dane atoli z nadiru, istnienie to jest cudownym; otwiera siê ono bowiem na
nieskoñczonoœæ, na wiecznoœæ, na absolut. Okienko wewnêtrzne, przez które sp³ywa na nas
Œwiat³o przedwieczne, wystarcza, od chwili, jak zostanie ono postrze¿onym, by otworzyæ w nas
smak tajemny boskoœæi; wszystko wtedy w duszy naszej dniem nowym rozb³yœnie; obrazy
doczesne wróc¹ do swego tonu szarego; owoce œwiata tego bez smaku siê stan¹; i ka¿da chwila,
ka¿de wra¿enie, gest ka¿dy, s³owo ka¿de, myœl ka¿da, ka¿de wreszcie spotkanie, dla druha
Bo¿ego bêdzie wstêpowaniem wzwy¿, rozszerzaniem siê, ub³ogos³awieniem.
Takiem jest ¿ycie wed³ug Ducha; ¿ycie w œwietle, ¿ycie w radoœci, ¿ycie w dobroci.

-36-
BIBLIOGRAFIA

§ 133. Oto jest lista niektórych utworów, ³atwych do nabycia, które mow¹ prost¹
wskazuj¹ metody i kierunki praktyczne dla zbudowania charakteru. Krótka ta lista podana tu
bez ¿adnych pobudek stronniczych; obejmuje ona jedynie dzie³a zachodnie i pisane dla
umys³owoœci europejskiej, i wolne ) o ile to mo¿ebne ) od wszelkich d¹¿noœci sekciarskich:
cz³owiek ka¿dy, ¿yj¹cy ¿yciem powszednim, mo¿e z nich korzyœæ wyci¹gn¹æ. Wyliczone s¹ w
porz¹dku wstêpuj¹cym.
1. Marc-Aurèle. ) Pensées. Paris Charpentier.
2. Epiktet. ) Podrêcznik (przek³ad polski J.Jankowskiego).
3. C.Martha. ) Les Moralistes Romains, in-18, Paris, C.Lèvy.
4. Amiel. ) Journal, Paris, Fischbacher, 2 tomy (przek³ad polski).
5. Saillans. ) Discours, Paris, Société biblique.
6. L'action Morale, Paris, impasse Ronsin.
7. P.Dejardins. ) Le devoir présent, in-16. A.Colin.
8. Carlyle. ) Le Culte des Héros, in-18.
9. Emerson. ) Les Surhumains, in-18.
10. Maeterlinck. ) Le Trésor des Humbles. Paris, Charpentier.
11. Œw. Augustyn. ) De magistro, in Opera, Paris, Oudin.
12. Hello. ) L'Homme, (przek³ad polski).
13. Nicole. ) Traité de Morale.
14. Gratry. ) Les Sources, in 8 , Tèqui.
15. Balzac. ) Le médecin de Campagne.
16. Le Combat Spirituel.
17. Naœladowanie Chrystusa.
18. Pascal. ) Pensées.
19. œw. Franciszek Salezy, ¯ycie doskona³e.
20. Bossuet. ) Manière courte et facile de faire Oraison.
21. De Caussade. ) L'Abandon à la Providence, Paris, Lecoffre.
22. Œw. Wincenty a Paolo. ) Maksymy.
23. J.B.Vianney. ) Vie et Pensées, Paris, Tèqui.

-37-
-38-
SPIS RZECZY
))))))))))))

ROZDZIA£ I.

Paragrafy:
1. MoralnoϾ.
2. Jej okreœlenie.
3. Moc twórcza czynu dla biologii przysz³ych bytów.
4. ¯ycie; nagromadzenie doœwiadczeñ.
5. S³owo, Ÿród³o ¿yciowe powszechne; jego wszechobecnoœæ.
6. Harmonia duchowa.
7. Prostota jêzykowa.
8. Prawdziwy cz³owiek duchowy.
9. Niewolnictwo idea³u; ujawnienie obowi¹zków naszych zawsze na czasie.
10. Wybór obowi¹zku, Absolut w was.
11. Jednoœæ zupe³na Stworzenia.
12. Dwoistoœæ i jej walka; wola ¿ycia, Mi³oœæ.
13. ¯¹dza Idea³u; moc, jak¹ ona daje.
14. Kultura psychiczna.
15. Sprawuje siê przy ka¿dej sposobnoœci; nie gardzi ¿adnym
doœwiadczeniem.

ROZDZIA£ II.

16. Ci¹g³oœæ szeregów ontologicznych.


17. Ewokacya Idea³u.
18. Wybór Idea³u.
19. Spójnia mistyczna.
20. CzystoϾ pragnienia.
21. Poczêcie duchowe.
22. Zrodzenie duchowe.
23. Kultura jaŸni.
24. Ateizm.
25. Jego moralnoϾ.
26. Obowi¹zek.
27. Jakie s¹ nasze obowi¹zki.
28. Czym jest cz³owiek.
29. TroistoϾ jego.
30. Wêdrówka duszy; rzeczywistoœci.
31. Jesteœmy zarz¹dcami.
32. Powaga ¿ycia ziemskiego.
33. Obowi¹zki wzglêdem cia³a.
34. Nale¿y uprawiaæ oœrodek.
35. Przyroda wspomaga czynnego.
36. Wartoœæ czynu i cierpliwoœci.
37. Równowaga czynnoœci. Skrupu³. Swoboda ducha.
38. Pokusa i sens równowagi.
39. Kolejnoœæ natchnienia i urzeczywistnieñ: pokój serca.

-39-
40. Prostota wewnêtrzna.

ROZDZIA£ III.

41. Obowi¹zki rodzinne.


42. Koniecznoœæ wype³niania ich zupe³nego uprzednio.
43. Stan ma³¿eñski.
44. Dusza siostrzana.
45. Mi³oœæ bratnia.
46. Obowi¹zki rodziców.
47. Wychowanie religijne.
48. Wykszta³cenie religijne.
49. Rodzice winni dawaæ dobry przyk³ad.
50. ZgodnoϾ i szacunek wzajemny w rodzinie.
51. Rola osobliwa ojca i matki.
52. Wykszta³cenie szkolne.
53. Osobnik i naród.
54. M¹droœæ praktyczna.
55. Przyj¹æ pomoc, jak¹ los nam zsy³a.
56. ¯ywa zasada zrzeszenia.
57. Choroby spo³eczne.
58. Po¿ytek wojny.
59. Religia.
60. Religie.
61. Moralnoœæ ujednostajniaj¹ca.
62. Anio³-Stró¿.
63. Sprawowaæ religiê lub j¹ ignorowaæ.
64. Naprzód ) wysi³ek moralny.
65. Wybór idea³u.
66. Krytyka pobudek czynu.
67. Obowi¹zki wzglêdem ludzkoœci.
68. Pomoc Bo¿a, jej formy.
69. Pomagaj sobie.
70. ¯ycie powszechne.
71. Religia ) dŸwignia energii.
ROZDZIA£ IV.

72. Praca ¿ycia.


73. Bohaterstwo.
74. S³odycz w powszednioœci.
75. Walka ze z³em.
76. Mi³osierdzie winno byæ czystym.
77. Roztropnym, uprzejmym.
78. Strzedz siê niewolnictwa opinii.
79. Dawaæ z siebie.
80. Radoœæ wewnêtrzna.
81. Nauka mi³osierdzia.
82. Jej zasada boska.
83. Jej racya ludzka.

ROZDZIA£ V.

-40-
84. Wiêzy duchowe pomiêdzy ludŸmi.
85. Nie nale¿y obawiaæ siê z³a.
86. Obowi¹zek dla obowi¹zku.
87. Stoicyzm.
88. Spójnia Absolutem.
89. Adoracya.
90. Istota obowi¹zku.
91. Alchemia psychiczna.
92. Bohater i œwiêty.
93. Serce ) ognisko ¿ycia.
94. Wa¿noœæ praktyki.
95. Estetyka.
96. Czyn materialny niezbêdny dla doskonalenia psychicznego.
97. Dusza i Bóg.
98. Dzie³o Chrystusa.

ROZDZIA£ VI.

99. Œrodki pos³yszenia g³osu Bo¿ego.


100. Prawid³a.
101. Cel ascezy duchowej.
102. Cz³owiek œwiadomy.
103. Wola.
104. Jej wahania.
105. Metoda jej postanowieñ.
106. Trzy zabiegi.
107. Przyk³ady staro¿ytnych.
108. Regu³y psychiczne.
109. Ich niebezpieczeñstwo.
110. Jak je zwyciê¿yæ.
111. Zabieg intelektualny.
112. Przedmioty medytacyi.
113. Czym jest rozmyœlanie.
114. Monoideizm.
115. Jak rozmyœlaæ.
116. Niedostatecznoœæ rozmyœlania.
117. Mi³oœæ Bo¿a.
118. Przedmiot skupienia siê.
119. Idem.
120. Ekstaza.
121. Zastosowania.

ZAKOÑCZENIE

122. Cz³owiek ca³kowity.


123. Idea³ urasta z nami.
124. Badanie samego siebie.
125. Wielkoœæ wed³ug Ducha.
126. Energetyka psychiczna.
127. Przedmiot woli: spokój.
128. Dzier¿awa ziemska.
129. Pos³uszeñstwo Bogu.

-41-
130. WolnoϾ i moc.
131. Ma³oœæ istnienia.
132. WielkoϾ istnienia.

Bibliografia.

-42-