You are on page 1of 66

ŚWIAT NIEWIDZIALNY

Przede wszystkim jestem wam winien serdeczne podziękowania za życzliwość, z jaką


odnosicie się do naszych spotkań. Proszę was, żebyście przyjmowali moje słowa jako wyraz
pamięci o Wysłanniku Światła, którego śladem podążają, pośród nocy ziemskiego istnienia,
najskrytsze pragnienia naszych serc. Przedmioty naszych rozważań, rozległe jak Nieskończo-
ność, pociągają swym powabem nieodpartym, niewyczerpalnym i coraz bardziej pasjonującym,
jak boska Tajemnica, której są wiecznie odradzającymi się kwiatami.
Wszyscy znacie podstawowe pojęcia teoretyczne z dziedziny psychizmu i ezoteryzmu.
Wielu z was poznało nawet do głębi tę czy inną tradycję antycznej Mądrości. Wasze dusze
znużone monotonią powszednich horyzontów, rzuciły się z najszczerszym zapałem na
poszukiwanie idealnych szczytów, przeczuwanych, odległych wzniosłości, fantastycznych
krajobrazów, gdzie przebywają bogowie, gdzie promieniują nadludzkie istoty w chwale potęgi
woli, których każdy gest jest zwycięstwem nad istotami i zjawiskami materialnymi.
Wzdychaliście ku wieżom z kości słoniowej Wiedzy integralnej. Pożądaliście ekstazy
kontemplacyjnej, różdżki hierofanty, wszechmocnego miecza magii, wszechwładnego ubóstwa
anachorety, milczącego w bezruchu, w głębi dziewiczej dżungli - szczytne, podziwu godne
marzenia.
Wszystko to przypomina trochę wyobrażenia małego chłopca, który widząc na defiladzie
generałów w galowych mundurach, jadących na wspaniałych rumakach, oznajmia hałaśliwie,
że on też chce zostać oficerem. I przynajmniej przez trzy następne dni stara się dobrze
sprawować i przynosi ze szkoły dobre stopnie. Nie wie on jednak nic o trudach długoletnich
studiów, o surowej dyscyplinie w szkole oficerskiej, o męczących obowiązkach, o forsownych
marszach i wyrzeczeniach podczas wojny, o bolesnych ranach. Podobnie debiutant na drodze
duchowej wyobraża sobie, że od razu zostanie "generałem". A jednak taki entuzjazm jest
pożyteczny, gdyż potrzebne jest nam, żeby nasz zapał był podniecany złudzeniami. Człowiek
za mało kocha Boga, żeby mógł pracować z czystego posłuszeństwa.
Twierdzenie pewnych wtajemniczających: "Jesteś tym, kim pragniesz być", jest
kwiecistą przesadą. Bardziej rozsądna prawda głosi: "Staniesz się tym, kim pragniesz być,
jeżeli będziesz pragnął wytrwale".
Będziemy niebawem mówili o takich, nieustannie ponawianych wysiłkach woli, o tej
ukrytej wytrwałości, o tych cierpliwie znoszonych utrapieniach. Dowiecie się w jaki sposób
należy uszlachetniać przyziemne troski, jak uczynić atrakcyjnymi posępne trudy, jak wreszcie
odnajdywać w nich najwyższe światła, dostępne dla człowieka i najgłębsze tajemnice, na jakich
mógłby on oprzeć swój intelekt.

**
*

Pewne tradycje głoszą, że materia jest żużlem ducha. Otóż taki pogląd nie jest zgodny
z wewnętrzną rzeczywistością. Jest to pogląd aprioryczny o "naturze rzeczy", przyjęty u
pewnych okultystów. Jeśli uznaje się filozofie materialistyczne, panteizmy emancjonistyczne
lub subiektywistyczne, jak to uczyniło wiele systemów ezoterycznych (które są jedynie
rozproszonymi członami przedpotopowych syntez partiarchalnych), wówczas wszechświat
ukazuje się nam logicznie, jako potężny zespół sfer koncentrycznych i powiązanych wzajemnie

-1-
zależnościami, gdzie czysta jasność Ducha zaciemnia się stopniowo, w miarę zbliżania się do
granic stworzenia. A tymczasem dostrzega się taki obraz świata tylko wówczas, gdy się go
obserwuje wyłącznie wzrokiem intelektu, gdy bada się go progresywną metodą zewnętrznego
doświadczenia i wewnętrznego rozumowania. Jednym słowem, gdy się dostrzega w dziele
Stwórcy poruszające się siły, a nie żywe istoty.
Gdyby można było dotrzeć do centralnej platformy naszego "Ja" i stamtąd obserwować
Wszechświat, gdyby można było widzieć stworzenia okiem światła wieczystego, zawsze
otwartym w naszym sercu, wtedy ze zdziwieniem stwierdzilibyśmy, że w oczach Ojca wszystko
jest jednakowe, że dla Niego wszystko jest jednako bliskie i cenne - mały kamyk tak samo
potężny jak Syriusz, a także bandyta i święty - że w wieczystym planie Stworzenia nic nie jest
ani wysoko, ani nisko, nie ma odległości, ani trwania. Nade wszystko spostrzeglibyśmy z
pogodną radością, że doświadczalne poznawanie Prawdy jest tak łatwe, jak widzenie słońca
w jasny dzień. A więc uprośćmy się; żeby słyszeć głos Ewangelii, zapomnijmy wszystkie
pomieszane odgłosy, dochodzące do nas z różnych ezoterycznych szkół i Sanktuariów;
wreszcie pamiętajmy, że żeby dobrze coś zrobić, trzeba w to włożyć wszystkie swe siły.
Zewsząd otaczają nas i uciskają nędze i ułomności naszej egzystencji. Jakże jesteśmy
nieudolni! Ale chociaż istnieją wokół nas istoty niewidzialne, dla których jesteśmy czymś
bardzo małym, to inne istoty niewidzialne, równie nam bliskie, patrzą na nas jak na jakiś
wspaniałych i bardzo potężnych bogów. Człowiek jest zadziwiającą istotą, pełną przeciwień-
stw. Będąc podobny Bogu, podobnie jak On, łączy w sobie wszelkie możliwe pary
sprzeczności.
Człowiek jest równocześnie wszystkim i niczym. Aktualnie jest on zupełnym
ignorantem, lecz pewnego dnia stanie się wszechwiedzącym. Oczywiście mówię o tej wiedzy
żywej, prawdziwej, opartej na osobistym doświadczeniu, wiedzy spekulatywnej i zrealizowanej
czynem; wiedzy, której żaden twór nie może nam udzielić, nawet istota miliony razy
przewyższająca nas duchowo, lecz którą Chrystus wydobył dla nas ze skarbca swego Ojca i
ofiarowuje ją nam każdego dnia, kołacząc z boską cierpliwością do drzwi naszych dusz.
Właśnie dlatego, że jesteśmy tak słabi, tak niezdarni, tak bardzo jeszcze bliscy
zwierzęcości, Ojciec wzrusza się patrząc na nasze mizerne wysiłki, których jest On jednak
utajoną zasadą i celem. A ponieważ jest On Absolutem, każde współczujące wzruszenie Jego
niezgłębionego serca stwarza anioła miłosierdzia, troskliwości i miłości, a nasze biedne, drżące
serce uspokaja się, dotknięte powiewem potężnych skrzydeł tego niewidzialnego Posłańca.
Wodzem tej potężnej armii pocieszycieli jest nasz Jezus, Syn wieczysty, Alfa i Omega.
A więc jesteśmy wspomagani. Boża moc cierpliwości przezwycięża surową moc
Przeznaczenia, zwanego w kraju Bharaty - Karmą. Jednak, żeby dostrzegać boże współczucie,
trzeba być z nim nieco spokrewnionym, to znaczy mieć na swym koncie spełnione czyny
ludzkiego współczucia.
Zresztą Bóg nie jest kapryśnym tyranem. Gdy wyznacza nam jakąś pracę, dostarcza
nam potrzebne to tego narzędzia. Jest to fakt oczywisty. Jednak pewni ludzie, zwani
mędrcami, są innego zdania. W ich pojęciu, ciało fizyczne, sensorium, mental, wszystko to,
co nam daje pełną świadomość planu fizycznego, istnieje jedynie po to, żebyśmy zadawali
sobie trud zniszczenia tego w celu zdobycia kontaktu z innymi planami niż ten, w którym
Przyroda każe się nam rodzić. Gdy czeladnik zepsuje jakąś robotę, majster nie da mu innej,
trudniejszej, lecz każe mu wykonać jeszcze raz tę samą. Owi mędrcy nie przyznają Bogu tak
prostej mądrości.
A więc to tu na ziemi mamy do wypełnienia nasze najważniejsze, nieuniknione i
konieczne obowiązki. Naprzód trzeba praktycznie poznać naszą osobowość ziemską.

-2-
Wreszcie należy doświadczalnie poznać stosunki naszego "Ja" ze środowiskiem, w którym
przebywa.
Oto więc plan naszych rozważań.

**
*

Jeżeli jednak oddzielimy Wszechświat ważki od nieważkiego, w tyglu i na wagach


analitycznych, pozostanie tylko próżnia. Uczeni dopuszczają dziś tezę - od początku głoszoną
w starożytnych świątyniach - że istnieje realny świat sił nieznanych, nieuchwytnych i
niezrozumiałych. Zwolennicy psychizmu nie mają co do tego żadnych wątpliwości. Lecz
uczeni kategorycznie odrzucają przypuszczenie, jakoby ów wszechświat mógł być zamieszkały
i żadne dowody, dostarczane przez badaczy spirytyzmu nie są w stanie przekonać ich. Tego
rodzaju negacje nie mają znaczenia i są zjawiskiem normalnym. Przypomniejcie sobie, w jaki
sposób członkowie Akademii Nauk przyjęli maszynę parową, kolej czy telefon. Co dziś wydaje
się niemożliwe, jutro staje się banalne.
Jednak chcę was poprowadzić poza te regiony odkrywane przez magnetyzm, spirytyzm,
magię i nauki okultne. Ponieważ jesteście pionierami, powinniście bezustannie iść naprzód,
coraz dalej, nie obawiając się nowych horyzontów, jakie będziemy wspólnie odkrywać, tak jak
nie obawialiście się tych dotąd odkrytych.
Wszechświat niewidzialny istnieje, lecz świat fluidów jest tylko jednym z jego tysiąca
elemenentów. Fluidy są w świecie nieważkim tym, czym były w świecie ważkim (w teoriach
antycznych) ── cztery elementy. Są to środowiska, miejsca pobytu. Otóż, będziemy starali się
nawiązać kantakt z istotami zamieszkującymi te nieznane krainy. Oczywiście jest to
przedsięwzięcie bardzo śmiałe, lecz być może mniej urojone niż usiłowanie nawiązania
stosunków materialnych z mieszkańcami Marsa. Takie poglądy na świat niewidzialny, jakimi
zajmiemy się niebawem, etnologia nazywa fetyszyzmem lub antropomorfizmem i przedstawia
je jako typowe dla najprymitywniejszych cywilizacji. Miejmy dość odwagi i skromności, żeby
przyznać, że "dzicy" nie we wszystkim się mylą. Nie są oni zupełnymi ignorantami, lecz znają
rzeczy, o ktrórych my zapomnieliśmy. Posiadają oni pewne zdolności odczuwania, jakie my
zatraciliśmy, w zamian za inne korzyści rozwojowe.
Człowiek tak zwany dziki wierzy, że każda rzecz ma swego ducha. Czci on siły
Przyrody i zjawiska meteorologiczne, podczas gdy człowiek cywilizowany widzi we wszystkim
tylko zasady metafizyczne lub zespoły rozmaitych energii. Lecz my spirytualiści, ponieważ z
definicji, a raczej z powołania jesteśmy bezstronnymi obserwatorami, prawdziwymi
wolnomyślicielami, w etymologicznym znaczeniu tego słowa, powinniśmy przyznać, że
zarówno filozof jak i człowiek pierwotny mają słuszność, lecz widzą tylko jeden z dwóch
przeciwległych aspektów tej samej prawdy centralnej.
Tak, idea abstrakcyjna istnieje, pojęcie metafizyczne jest istotą żywą. Ale jest też
faktem, że wokół naszej ziemi krążą i przez nią przenikają liczne światy niewidzialne,
zamieszkałe przez niezliczone rasy tworów, często bardziej fantastycznych niż te, których
niezwykłe czyny opisują mitologie i legendy ludowe.
Świat niewidzialny jest wszędzie, przenika wszystko i ożywia wszystko. Świat widzialny,
jeżeli nawet posiada setki tysięcy gwiazd skatalogowanych przez Bonnera, jest w stosunku do
powszechnego stworzenia tylko ziarnkiem piasku na plaży. Podobnie jak w próżni
międzymolekularnej ciał najbardziej zagęszczonych odkrywamy jakąś atmosferę, tak samo nasz
fizyczny świat jest skąpany, przeniknięty, przesycony niewidzialnymi oceanami, nieznanych
sił, których niezliczone ziemie fluidyczne nieba zamieszkane są przez całe armie tajemniczych

-3-
tworów, poruszających się, walczących i kochających się, wyjących i śpiewających.
Kontemplujący samotnicy dostrzegają nieraz przelotnie kilka fragmentów tego niewidzialnego
świata i taka krótka wizja wystarczy do olśnienia ich źrenic, które odtąd stają się obojętne na
widok tej ziemi.
Bez świata niewidzialnego, świat widzialny błyskawicznie rozpłynąłby się w pierwotnej
Nicości. Świat niewidzialny jest ogromnym rezerwuarem życia, generatorem ziemskich sił,
siewcą wszelkich form, potężnym alambikiem, w którym przekształcają się one nieustannie.
Pływamy w odmętach świata niewidzialnego jak ryby w morzu, jak ptaki w powietrzu.
Przez świat niewidzialny dociera do nas wszystko: pokarmy, idee, namiętności, choroby,
katastrofy i radości. To świat niewidzialny przenosi wszystkie nasze promieniowania. Intelekt,
magnetyzm, intuicja, wola są zbudowane z materiałów, których dostarczają nam ci niewidzialni
robotnicy. Nasze ciało, nasze dzieła, gałęzie naszej wiedzy i sztuki istnieją tylko dzięki
plastycznej substancji, dostarcznej nam przez świat niewidzialny.
Oto tematy naszych dalszych wspólnych badań. W jaki sposób świat niewidzialny
wkracza do fizjologii, do rodziny, społeczeństw, nauki, sztuki i religii? W jaki sposób jest on
samą osnową tego wszystkiego? W jaki sposób powoduje on zstępowanie dusz, jak
przeprowadza je ku innym pobytom kosmicznym, jak przygotowuje w nas niezbędne
poszerzenie naszej świadomości? Wreszcie, w jaki sposób otwiera oczy naszej duszy i
przyzwyczaja je do ekstatycznych widoków naszej prawdziwej ojczyzny? Oto trudne
przedsięwzięcie dla naszych poszukiwań. Lecz żeby tego dokonać, potrzebuje waszej pomocy.
Dlatego proszę was, żebyście wzbudzili w sobie pragnienie Światła i niezwyciężone powołanie
do roli wiernych pracowników tego Światła.

**
*

Jakie stosunki utrzymuje nasza fizyczna istota ze światem niewidzialnym? Dokładnie


takie same, jak nasz intelekt lub nasz ośrodek namiętnościowy. Świat niewidzialny jest
wszędzie i jednako bliski wszystkiego. Różnią się tylko przystosowania.
Ludzka jednostka posiada prawa i obowiązki. Nasze prawa znamy aż nazbyt dobrze.
Wynajdujemy je nawet, stosownie do wymogów naszych egoizmów. Dlatego zajmiemy się
wyłącznie naszymi obowiązkami.
Na wstępie ustalmy czym jest jednostka (indywiduum)! Nie jest to ciało fizyczne, gdyż
pozbawione życia trwa w bezwładzie. Nie jest tym również mentalność, gdyż rozwija ona swe
siły jedynie za pośrednictwem reaktywu psychicznego, zwanego świadomością. A więc to "Ja"
jest korzeniem indywidualności.
Wszystkie siły, otaczające to centrum, są jedynie narzędziami, organami percepcji,
emocji, inteligencji i działania. A więc, nasze podstawowe obowiązki, odnosić się będą do
najniezbędniejszego z naszych narządów, to znaczy do ciała fizycznego. Starożytni mędrcy
doskonale to zrozumieli. Lecz tu się kryje dosyć subtelna pułapka, którą chciałbym wam
zdemaskować.
Ponieważ, mawiali owi mędrcy, a ich następcy powtarzają to do dziś, ponieważ czyste
światło duszy, ażeby dotrzeć do naszej świadomości, musi przechodzić przez coraz bardziej
nieprzeźroczyste ekrany organizmu intelektualnego, animicznego i zmysłowego, to jeżeli te
organy uczynimy przenikalnymi, wtedy praca duszy będzie znacznie ułatwiona. W
konsekwencji takiego rozumowania zostały ustanowione liczne serie reguł, w celu uzyskania
doskonałej koordynacji, większej elastyczności funkcji biologicznych trzech ziemskich powłok
"Ja".

-4-
I wydaje się to nieodparcie logiczne. Lecz rozpatrzmy pewną drobną uwagę. Mechanik,
który chce udoskonalić swój silnik, musi przed tym dokładnie go poznać. Jeżeli najdrobniejszy
z elementów nie jest mu znany, jeżeli on nie potrafi w odpowienim miejscu pociągnąć
pilnikiem, a w innym wlać kroplę oliwy, rozebrać i złożyć każdą część, będzie dreptał w
miejscu i wreszcie spowoduje wypadek. Uczeń, który poddaje swe fizyczne ciało jakiejś
metodzie odżywiania, swe ciało fluidyczne reżimowi pneumatologicznemu, ciało mentalne
reżimowi psychicznemu, ciało uczuciowe reżimowi kontemplacyjnemu, chociażby te metody
były uprzednio skrupulatnie ustalone, mimo to, ów uczeń jest podobny do mechanika, który
podpiłowuje, manipuluje, uderza młotkiem, oliwi na chybił trafił, a w końcu powoduje
eksplozję. Jego silnik może pracować tylko przez szczęśliwy traf.
W taki sposób ogromna większość uprawiających ćwiczenia pseudo-ezoteryczne,
doprowadza się do anemii, gruźlicy lub do choroby nerwowej, a nawet psychicznej, bardziej
jeszcze niebezpiecznej, gdyż jej następstwa sięgają aż do pośmiertnej przyszłości osobnika.
Postaram się wykazać wam jasno niebezpieczeństwo fanatycznego wegetarianizmu, zabiegów
magnetycznych, ceremonii magicznych, systematycznych medytacji. Oczywiście nie mam
zamiaru twierdzić, że dbałość o ciało jest zbyteczna, że wszelka higiena jest nieużyteczna, a
cała terapeutyka nie jest godna uwagi. Nie należy uprawiać kultu ciała wedle metody pewnych
Greków, ani też skazywać je na nieustanne męczarnie, wzorem niektórych religijnych ascetów.
W tych problemach też maksyma najwyższej mądrości znajduje się w Ewangelii. Kiedy
wreszcie przestaniemy szukać daleko pereł, które Opatrzność umieściła tuż przed naszymi
oczyma! Jezus powiedział: "Jesteście o wiele cenniejsi od wróbla, a wszystkie włosy na waszej
głowie są policzone". Problem jest bardzo prosty. Oczyszczanie materialnego organizmu
materią, wymaga pełnej znajomości naszego ciała i lekarstwa. Oczyszczanie tegoż ciała
fluidami, mocą mentalną, wolą, wymaga takiej samej, doskonałej znajomości tych sił, dlatego
że one też są tylko środkami wtórnymi. Lecz posługiwanie się w tym celu siłą pryncypialną,
od której to ciało i te siły biorą swój początek, da nam z pewnością rezultat doskonały, gdyż
wtedy oczyszczenie będzie spontaniczne, automatyczne, wolne od niezręcznych zabiegów
naszej bezmiernej ignorancji.
Otóż tą siłą pryncypialną jest Duch. Czyż więc moglibyśmy w pełni dysponować
Duchem, który stanowi najwyższy cel wszelkich wysiłków mędrców! Tak, bowiem Duch jest
Miłością, Życiem i dlatego, że od dwóch tysięcy lat Jezus dał nam to wszystko.
Zdobywanie Nieba nie jest uzależnione od reżimu fizjologicznego, lecz od przemiany
naszego serca. Tylko serce należy do nas. Cała reszta naszej osoby jest tylko depozytem
oddanym nam w zarząd. Należy dbać o swoje ciało, dostarczać mu pokarmu, odzieży, snu,
lekarstw i pracy. Wszystko to jest niezbędne do utrzymania go w zdrowiu, do rozwijania w nim
energii witalnych. Dostarczajmy mu nawet - gdy okoliczności sprzyjają - nieco zbytku, w
formie wytworności i harmonii. Lecz nie wahajmy się - gdy wymaga tego obowiązek - narzucić
mu za zgodą Nieba trudy i wyrzeczenia.
Ozdabiajcie swe ciało, gdyż jest ono arcydziełem Natury. Wypleniajcie w nim wszelkie
postacie lenistwa, gdyż jest ono świątynią Ducha Świętego.
A ponieważ każda świątynia kryje w sobie jakąś tajemnicę, więc tym bardziej nasze ciało
zawiera w sobie czystą postać wielkiej tajemnicy kosmicznej. Należy pamiętać, że to Ojciec
dał bogom rozkaz i moc zbudowania naszego ciała. Nawet najelementarniejszy podręcznik
fizjologii zadziwia nas skomplikowanym bogactwem, pomysłowością, subtelnością budowy
poszczególnych elementów naszego ciała. Ludzka wiedza, ludzki przemysł, w swych
najpotężniejszych wysiłkach potrafią jedynie skomplikować jakiś organ, czy jakąś funkcję ciała
fizycznego. Na pracy mięśnia opiera się cała nasza mechanika, na arterii - cała hydraulika, na
bioprądzie nerwu - cała elektrotechnika. Uświadomione wrażenia, wyrażona idea - to cała

-5-
kosmogonia. A ileż jest jeszcze innych funkcji, których nie potrafimy zrozumieć, ani
odtworzyć!
Nasze ciała to pierwotne materie, kształtowane przez duszę, kwiaty naturalnej ewolucji,
krystalizacje Słowa, lecz na prawdę są one członkami Chrystusa.
Każdy z nas może stać się fizycznie, drogą boskiej alchemii, molekułą tych żywych i
inteligentnych kamieni, z krórych będzie zbudowany niebiański Gród. To ciało z krwi i kości
może się stać, przez uszlachetniające działanie ognia prawdziwej pracy, promienistą komórką
chwalebnego ciała Słowa i zamieszka w nim rzeczywiście Duch Święty.
Pozwólcie mi wyjaśnić to dokładniej. Ów Duch Święty, którego sposób istnienia
obwieszcza światu Chrystus, nie jest światłem astralnym, jak twierdził Paracelsiusz czy Elifas
Levi. Nie jest On też kabalistyczną Shekinah, ani Elementami hindusów, ani Duszą świata
platończyków czy hermetystyków. Nie jest On też wielkimi boginiami Chin czy Egiptu, ani
Rajem Chrześcijan, ani świetlistymi oceanami Sufiów. Jest On istotną i niewyrażalną
rzeczywistością, której wszystkie te wspaniałe substancje i wszystkie to wielkie promienie istoty
są tylko cieniami odbijającymi się na mistycznych zasłonach królestw różnych religii.
Nie potrafimy sobie wyobrazić jak bardzo wysoka jest godność prawdziwego człowieka.
Człowiek może osiągnąć wszystko czego zapragnie. A ten straszliwy przywilej od razu narzuca
nam obowiązek nieustannego czuwania, najsurowszej kontroli wszelkich aktów naszej woli.
Pragnienie, które jest ojcem woli i intencja, jej matka, nadają czynom ich wartość w
świecie względnym i w absolucie. W tej dziedzinie zamiłowanie do analizowania staje się
zgubne. Nie rozdzielajcie, lecz łączcie. Żeby poznać bodźce wpływające na wasze decyzje nie
obliczajcie dynamizmów fizyko-chemicznych, elektrycznych, magnetycznych, emocjonalnych,
intelektualnych, ani dynamizmów woli, gdyż im więcej będziecie o tych sprawach wiedzieli,
tym wzrastać będzie liczba tych czynników. Czy zaobserwujecie ich 613 - jak kabaliści, czy
4032 - jak taoiści, albo mniej niż memfiści, albo znacznie więcej niż pewni jogowie, zawsze
będziecie poniżej liczby możliwych podziałów skomplikowanej kompozycji istoty ludzkiej i
zawsze będziecie jednako odlegli od realnego punktu widzenia.
I rzeczywiście, Natura nagromadziła wokół naszego "Ja" dziesiątki tysięcy bardzo
różnorodnych energii. Człowiek nie powinien dzielić na części tej, tak harmonijnej,
organicznej całości. A nade wszystko nie ma on prawa niszczyć pewnej liczby tych energii, pod
pretekstem, że da im odrodzić się pod wznioślejszą postacią. Bokser, który przemienia w
tkanki mięśniowe zbyt wiele komórek tłuszczowych, jest tak samo okrutnym tyranem, jak
alchemik zmuszający minerał do przebycia podczas jednego roku drogi, którą Przyroda
pozwala mu odbyć w ciągu stulecia, czy też fakir, króry przemienia energie seksualne w fale
magnetyczne. Jest to ludzka mądrość uczonych i wtajemniczonych, mądrość krótkowzroczna
i brzemienna w długie następstwa.
Jeżeli bogowie gromadzą w okręgu jednej indywidualności tak wielką liczbę istot,
fluidów i różnorodnych substancji, to w tym celu, żeby je doprowadzić do stanu jednorodnej
syntezy. Nie wypaczajmy planów opatrznościowych. Nie rozdzielajmy tego, co Bóg złączył.
Ofiarowywać Bogu na przykład swoją inteligencję i w celu uczynienia tego daru bardziej
godnym, niweczyć jakąś wartość fizyczną, to tak samo jakbyśmy pragnęli wejść do królestwa
Pokoju z zakrwawioną bronią w ręku. Jest to sztuczna hodowla cieplarniana roślin duchowych,
które zniszczy pierwszy powiew chłodniejszego wiatru.
Należy postępować odwrotnie. Trzeba, żeby cała nasza istota brała udział we
wszystkich naszych działalnościach. Gdy rolnik orze, niech w tej pracy bierze też udział jego
intelekt i jego serce. Gdy uczony myśli, niech duch jego ciała współparcuje z duchem jego
umysłu. Gdy święty wypełnia akt miłości, niech jego myśli i jego ograna współpracują w tym
akcie miłości bliźniego.

-6-
Jednym słowem żyjmy pełnią jedności. Jesteśmy zarządcami naszego ciała, a nie jego
panami. Należy mu dostarczać pokarmu, snu, schronienia, nie poddając się jednak jego
instynktom.
Gospodyni codziennie usuwa kurz ze swego mieszkania. Brud powstający z elementów
rozkładu i z odpadów organicznych jest tworem ciemności, a czystość oparta na czuwaniu i
staranności jest tworem światła. Ciało potrzebuje czystości i cierpi z powodu jej braku.
Wszystko na tym świecie funkcjonuje na zasadzie par przeciwieństw. Dlatego należy
dbać o płuca i żołądek, o mięśnie i skórę. Staranna higiena może zapobiec wielu
niedomaganiom i chorobom. Skóra jest organem oczyszczającym, należy więc utrzymać jej
pory w czystości, co poprawia cyrkulację aż do układu sercowego.
Czystość daje jeszcze inne rezultaty na dłuższą metę. Podam kilka przykładów. Oto
jakiś biedak wstaje o świcie, po przespaniu nocy w zbyt ciasnym mieszkaniu, wkłada w
pośpiechu nasycone kurzem ubranie i myje się bardzo pośpiesznie, a mimo to zachowuje siłę
fizyczną i dobrą formę. To Przyroda go wspomaga. Jego ciało otrzymuje z wtórnej atmosfery
dodatkowe siły, niezbędne do skompensowania niedoborów higieny, wynikłych z braku czasu.
A oto jakiś urzędnik, który wrócił późno z nocnego lokalu, popełniając w ten sposób
pierwszy błąd, rano opieszale wstaje - drugi błąd. Po zbyt pośpiesznej toalecie, biegiem
wychodzi z domu - trzeci błąd i trzecie następstwo lenistwa. A po wielu latach takiego trybu
życia jego biedne ciało jest wyczerpane, on zaś staje się istotą pustą wewnętrznie, małoduszną,
niezdecydowaną, której jedynym ideałem jest unikanie wszelkiej pracy i obowiązku.
A teraz dla kontrastu spójrzmy na człowieka, który wszystko poświęca trosce o swój
wygląd zewnętrzny. Wskutek stałego zabiegania o swą powierzchowność i szukanie radości
w pięknych ubiorach, przyciąga ducha banalności i staje się istotą bez wyrazu, zdawkowo
uprzejmą, jakby martwą, niezdolną do samodzielnego myślenia, dbającą wyłącznie o pozory
zewnętrzne.
Natomiast pewni uczeni, ideolodzy, artyści, zagubieni w swych marzeniach, postępują
niesłusznie, pozwalając opanować się bez reszty swym uporczywym zainteresowaniom. Gdyby
rankiem porzucili na pół godziny swe obsesje, po to żeby zadbać o ciało i wygląd zewnętrzny,
wtedy ich praca tylko by na tym zyskała. W Przyrodzie nie ma nic bezustannego. Wyniki
badań laboratoryjnych są tego dowodem. Podobnie jest z siłami psychicznymi. Umysł i serce,
trwające w stałym napięciu, popadają w stan wyczerpania i halucynacje.
I wreszcie spójrzcie na człowieka wyjątkowego, który całkowicie poświęcił się służbie
Bogu. Jest to nasz ideał. Ten człowiek kocha swe ciało jak dobry robotnik swe narzędzie
pracy. Z godnością i rozsądkiem dba o nie. Dostarcza mu wszystkiego co jest niezbędne, a
nieraz potrafi dorzucić coś więcej. Wie on, że ludzki organizm nie jest stalową maszyną, a
jednostajny wysiłek wyczerpuje to ciało. Musi on czasami przekraczać nieco optymalną normę
wysiłku, zaś innym znów razem - odpoczynku.
Poza tym, ów człowiek oddany Bogu, zdaje sobie sprawę z tego, że ludzie są bardzo
wrażliwi na pozory zewnętrzne. A więc szkodziłby Ideałowi, który reprezentuje, gdyby
zaniedbywał swój wygląd zewnętrzny lub też przesadzał zbytnio elegancją. Utrzymuje więc
właściwą równowagę i spożytkowuje wszystko to, co dostarcza mu życie. Dziś żyje w dobrych
warunkach materialnych, jest zdrowy i dobrze mu się powodzi - cieszy się więc tym i dziękuje
Ojcu. Jutro będzie biedny, chory i będzie go prześladował "pech", ale nadal będzie
zadowolony z losu i z jeszcze większym zapałem będzie dziękował.
Tak więc, dla ogółu śmiertelników, mądrość polega na przystosowaniu się do losu i
okoliczności. Jeżeli ktoś urodził się proletariuszem, powinien się z tego cieszyć. Robotnicy
mają swe radości, nieosiągalne dla bogatych. Człowiek, który urodził się bogatym
"maminsynkiem" i boleśnie odczuwa pustkę życia w luksusie, powinien to znosić cierpliwie,

-7-
a swe bogactwo pożytkować na kształcenie się i pracę dla społeczeństwa. Bogaci podlegają
cierpieniom i przykrym przymusom, o jakich ubodzy nie mają nawet pojęcia.
Bogacz, który oddałby swój majątek w celu uwolnienia się od związanych z tym stanem
kłopotów, nie jest mądrzejszy od biedaka, który pragnie bogactw, ażeby korzystać z radości
życiowych. Człowiek nie powinien obawiać się niczego. Bogaci! - patrzcie ze spokojem na
możliwość utraty majątku. Biedacy! - nie traćcie spokoju na widok bogactwa! Jedni i drudzy
nie bądźcie niewolnikami, lecz nie dlatego, że wszystko jest tylko złudzeniem. Przeciwnie,
wszystko jest realne, lecz powinno być dla nas jedynie znakiem woli bożej. Nie adorujcie tych
znaków, ani się nie obawiajcie. Raczej kochajcie Tego, który je stworzył.

**
*

Oto powiedziałem już wszystko to, co najistotniejsze. Teraz zbliżmy się do ciekawej
i tajemniczej strony tego problemu, lecz bardzo pobieżnie i tylko po to, żebyście sami doszli
do wniosku, że "jedna rzecz jest tylko niezbędna".
Jeżeli czytaliście kiedyś prawa Manu, Mahawa, Dharma, Shastra, to zapewne pamiętacie
jeden bardzo długi rodział, który dokładnie wylicza ze szczegółami obrzędy codziennych
ablucji Hindusa. Jest to coś zdumiewającego. Są tam inwokacje do setek bogów i dziesiątki
gestów do wykonania. Każda kropla wody, którą obmywa się nagi braman, otrzymuje specjalne
błogosławieństwo. Każda część twarzy i członków posiada specjalne formuły zaklęć. Cały
"Olimp Meru" jest poruszony.
Otwórzcie Talmud, a znajdziecie tam równie zadziwiające komplikacje, związane z
kąpielą i obmywaniem rąk. Zresztą żadna religia nie jest wolna od zrytualizowania tych, tak
naturalnych czynności. Nawet nasz katolicyzm podaje w swym "Rytuale" rozmaite formuły
związane z poświęceniem, oczyszczeniem, uświęcaniem wszystkiego: chleba, owoców, innych
potraw, wody domów, ziarna, źródła, kolei, telefonu, maszyn, masła, sera, koni, bydła, stajni,
ubiorów itd.
Wątek tych obrzędów jest taki sam we wszystkich religiach: inwokacja Boga
najwyższego, formuła modlitwy, zawierająca wzmiankę o przedmiocie, charakterystyczna
czynność: pokropienie, okadzenie, nakładanie rąk i inne sakralne gesty. Inne modlitwy wyjęte
z Ksiąg świętych, odnoszące się bezpośrednio lub symbolicznie do danego przedmiotu,
wreszcie modlitwy do bóstw pośredniczących lub do świętych-orędowników. Taką procedurę
stosuje braman, rabin, a także ksiądz katolicki. Nie mogę podać szczegółów, gdyż musieli-
byśmy przestudiować niewidzialny kolektyw każdej religii oraz aspekt magiczny, stosowanego
języka sakralnego, brzmienie słów łacińskich czy sanskryckich, ich hieroglificzne wartości,
dynamizmy gestów kapłna i wiele innych elementów sprawy.
Lecz to, co wam powiedziałem wystarczy niewątpliwie, żebyście mogli stwierdzić -
chociaż teologowie o tym nie mówią - że twórcy obrzędów wierzyli, iż wszystko żyje.
Wśród tysiąca księży, wypowiadających słowa łacińskie: "Exorcizo te creatura aquae"
lub "auri", albo "thuris" itd., 999-ciu widzi w tym tylko słowną formułę, nie zaś rzeczywistość.
A iluż celebrantów wypowiadając na stopnich ołtarza: "Asperges me, Domine, hyssopo, et
mundabor", nie przypuszcza nawet, że jeżeli ta prośba jest pokorna, to w tej samej chwili
zstępuje z głebi świata niewidzialnego duchowy oczyściciel, który rzeczywiście obmywa
tajemne formy ich dusz?
Z tej dygresji zapamiętajcie tylko to jedno, że świat niewidzialny istnieje realnie i reaguje
na głos człowieka. Nie zwracajcie się więc do owego świata na próżno. Wystrzegajcie się
bałwochwalstwa form i ezoterycznych zabobonów. Jeżeli czujecie potrzebę opierania się na

-8-
rytuałach, to posługujcie się obrzędami katolickimi, gdyż są najlepsze. Lecz jeżeli nie
odczuwacie takiej potrzeby, to porzućcie wszystkie, lecz wówczas w każdej chwili pamiętajcie
o niezwykle ważnych słowach Jezusa: "To, co wychodzi z ust brudzi człowieka".

**
*

Wybaczcie mi, że mówiąc o sprawie tak banalnej jak higiena, wspomniałem słowa
najświętsze, a nawet sam Pierwowzór wszelkiej świętości. Lecz wszystko jest we wszystkim;
i dostrzeganie stopnia wspaniałości jakiegoś obiektu, jest proporcjonalne do żarliwości z jaką
patrzy obserwator. To w obiektach należy widzieć sielskość, podczas, gdy my adorujemy cenne
zasłony bożych światłości. Wtedy przekroczymy ciasne ramy utartych poglądów, filozofii,
empiryzmu, niedoskonałość eksperymentu i ślepoty rozumu.
Żaden podróżnik, alpinista czy pilot nie może ogarnąć swym wzrokiem nawet połowy
powierzchni ziemi. Podobnie metafizyk czy uczony, nie mogą dostrzec całokształtu Przyrody.
Wyobraźcie sobie idealnego wizjonera, znajdującego się w ośrodku naszego globu,
obserwatora, którego wzrok potrafiłby przenikać roztopione odchłanie pokładów
geologicznych. Taki człowiek mógłby zdać sobie w pełni sprawę z życia ziemi. Ta hipoteza
materialnie niemożliwa, jest jednak realna w pojęciu duchowym. Porzućcie wszystkie systemy
wiedzy objawionej przez bogów lub odkrytej przez ludzi, "wyrzeczcie się siebie" wszelkimi
sposobami i "kroczcie" za Jezusem-Słowem aż do Jego rezydencji. W ten sposób dojdziecie
do tego centralnego obserwatorium, gdzie stykają się z sobą biologia, metafizyka, ontogenia
i morfologia, gdzie istoty ukazują się bez zasłon, gdzie płynie sama krew życia powszechnego,
gdzie wreszcie wszelkie sprzeczności rozwiązują się w równowadze Bytu, Nicości i Wiedzy.
Tym ośrodkowym punktem obserwacji, tym sercem świata jest również nasze serce
duchowe, iluminowane iskrą bożą, ten zasiew Światła, dusza, dzięki której możemy
powiedzieć, iż jesteśmy ludźmi. Jest to plan jedności, prawdy, życia, jest to stan, w którym nasz
intelekt, nasz ośrodek odczuwania i nasze uczucia są jedną i tą samą siłą, kierowaną naszą
wolą. Jest to Światło, które dociera do nas poprzez wersety ewangelii. Jest to system kanałów,
łączący stworzenie ze wszystkimi stworzeniami; opoka stabilizacji wewnętrznej,
niedostrzegalna ścieżka, najkrótsza ze wszystkich.
Dusza jest absolutem w łonie względności, wiecznością zanurzoną w czasie,
nieskończonością nasycającą przestrzeń. Tak jak obroty głównej osi zegara poruszają zespół
jego mechanizmów, tak samo odmieniając stan swego serca i jego pobudki, odmienicie swe
myśli, uczucia, czyny, a nawet wrażenia. Słusznie więc powiedziano: "Kochaj i rób co chcesz".
Dołączając mój, nikomu nieznany, głos do potężnych napomnień dawnych rycerzy Boga, z
kolei i ja zwracam się do was z tym wezwaniem.
Wybieżcie sobie ideał. Oczywiście nie znajdziecie piękniejszego od służenia bliźniemu.
Lecz trzeba żebyście wybrali rodzaj tej służby. A następnie zacznijcie realizować. Działajcie
na wszystkich planach i wszelkimi środkami. Nie oglądajcie się wstecz, lecz patrzcie przed
siebie. "Służyć, służyć i nic ponadto". Miłość jest Mistrzem, Bogiem, Tajemnicą najwyższą,
Nicością, Niewiedzą, Wszechmocą i Wszechwiedzą. Jest ona wtajemniczycielką świata i
człowieka. Jest racją samą w sobie, początkiem i końcem wszystkiego. Jest ona cierpieniem
i nagrodą, szaleństwem i mądrością, śmiercią i życiem. Polecam wam ten kamień filozoficzny,
który jest żywym ogniem, ten eliksir, który leczy wszystko, ten oręż, który płonie w oczach
dzieci i świętych. Jego obecność przemienia piekło w raj, a jego brak zaciemnia i zlodowaca
najpromienniejsze wspaniałości.

-9-
Obyście otrzymali niepojęte wtajemniczenie Miłości! Wtedy osiągnelibyście żywy sens
swej tożsamości. Wtedy umieszczalibyście sprawy ciała na ich właściwym miejscu - dziś
bowiem zajmujemy się ciałem. Dbalibyście o nie jak o wspaniałe i cenne ubranie. Podobnie
jak tłum fascynyje się wspaniałością szat książąt i kobiet, tak pewne istoty niewidzialne
zachwycają się nieraz widokiem naszego ciała. Należy więc utrzymywać w czystości to
arcydzieło Boga. Postępujmy z nim - przez szacunek dla jego Twórcy - troskliwie, lecz
stanowczo. Lecz jeśli będzie nami powodowała obawa przed wysiłkiem, jeżeli będziemy
działali pod wpływem zmysłowości i próżności, wtedy te fatalne boginie zjawią się dnia
pewnego, przywołane postawą naszego serca i zamieszkają w naszym, źle strzeżonym ciele,
doprowadzając je do brzydoty lub choroby.
Oto wielka lekcja, którą chciałbym wam wpoić aż do głębi waszej inteligencji, lecz nade
wszystko do waszych serc. Ponieważ człowiek jest obrazem Boga, nosi on w sobie znamię
Jedności i może osiągnąć wyznaczony mu cel, jedynie w miarę jak spełniać będzie tę Jedność
w sobie i wokół siebie.
Lecz być może powiecie, że przecież w Stworzeniu wszystko jest zróżnicowane,
wszystkie elementy tej całości są w stanie rozdziału, opozycji, w stanie walki, zabijania i
pożerania, że gdy w przyrodzie coś się jednoczy i organizuje, to jedynie po to, żeby później
przejść w stan rozkładu i gnicia. Nawet miłość pomiędzy istotami podobna jest do nienawiści.
Wszystko zdaje się być opanowane wściekłością. Życie jest jakby nieustanną rzezią. Minerał,
roślina, zwierzę, społeczność, oceany, góry, uczucia, idee, religie, narody, kontynenty, planety
- wszystkie te istoty odczuwają do siebie wzajemny wstręt, tchną żadzą destrukcji i zachowują
się tak, jakby jedynym ich celem był powrót do chaosu.
Oczywiście, to prawda. Takie jest prawo materii. Ale prawem Ducha jest jednoczenie,
synteza i miłość. Zarówno materia, jak i Duch, działają zgodnie ze swą naturą. Rozwijanie
inteligencji ze szkodą dla ciała i rozwijanie woli ze szkodą dla inteligencji, nie może być
rozwiązaniem problemu jedności człowieka. Tym sposobem buduje się istotę abstrakcyjną,
nie zaś żywy organizm. Jest to cofanie się, a nie postęp, morderstwo, a nie tworzenie.
Sprowadzanie ciała do stanu jedności, a inteligencji do niezmienności, to także nie jest
rozwiązanie problemu, lecz tworzenie bezruchu i bezładu, czegoś nienaturalnego, w
najwyższym stopniu antyżyciowego.
Rzeczywistym rozwiązaniem problemu jest taki stan, w którym każdy organizm
pracowałby w swoim planie, zgodnie z ruchem ośrodkowym, w ogólnej ewolucji istoty, której
stanowi część. Nasze ciało pochodzi z królestwa wielości, a nasze serce z królestwa jedności.
Jeśli chodzi o temat, którym się obecnie zajmujemy, to problem polega na zespoleniu pracy
poszczególnych mięśni, organów, nerwów i całego życia fizycznego, w taki sposób, żeby
współdziałały z ośrodkową, najdoskonalszą działalnością naszej duszy. Trzeba żeby wszystko
w nas było autentyczne i szczere, żeby czystość ciała, wytworność zachowania, schludność
ubioru nie były tylko maską zakrywającą płytką inteligencję, przewrotne serce, słabą wolę, lecz
prawdziwym uzewnętrznieniem człowieka wewnętrzengo.
Doktryna Jezuitów, oparta na starej doktrynie ezoterycznej, ma pewną rację uważając,
że czyny doprowadzają w końcu do zrodzenia w nas uczuć, zgodnych z tymi czynami. Lecz
stosowanie tej metody jest sprawą bardzo subtelną i pozostawia wiele wątpliwości. Natomiast
nauka Jezusa może być, bez żadnego ryzyka oddana do dyspozycji nawet istocie najbardziej
słabej, a nawet najbardzej zwyrodniałej.
Metoda Jezusa wymaga oczyszczenia wewnętrznego, a wtedy zewnętrzne elementy
istoty oczyszczają się same przez się. Nauka ta zaleca, żeby nie łatać nowym materiałem -
starej szaty, gdyż Ojciec rozkaże Swym aniołom utkać nam nową szatę. Nauka ta nakazuje

-10-
wreszcie cierpliwe poddanie się Woli bożej, a po osiągnięciu tym sposobem pełnego panowania
nad sobą, Bóg odda nam w zarząd jedną ze swych posiadłości.
Dbałość o najdrobniejsze szczegóły jest konieczna do osiągnięcia powodzenia w tym
potężnym przedsięwzięciu. I właśnie dlatego nie uważałem za niegodne waszej uwagi, tych
kilka pobieżnych wskazówek, dotyczących ezoteryzmu higieny.

DIETETYKA WEDŁUG EWANGELJI


Człowiek otrzymuje wiele rodzajów pokarmów. Każde z jego ciał, ciało fizyczne,
eteryczne, astralne, namiętnościowe, mentalne, duchowe i wiele innych, jeszcze nie znanych
nikomu na ziemi, wszystkie one są organizmami zużywającymi energie, więc muszą być
zasilane. Wszystko w Przyrodzie coś otrzymuje i coś oddaje. W życiu zwierząt i roślin jest to
dla nas zupełnie oczywiste. Lecz minerały też przyswajają sobie ważkie i nieważkie substancje,
oraz odrzucają to, co jest im zbyteczne. Pomiędzy planetami, słońcami, mgławicami również
przepływają nieustanne fale absorpcji i wypromieniowań. A nawet całe Stworzenie przyswaja
sobie w sposób ciągły Życie Ojca i oddaje z tego coś tej Nicości, nad którą unosi się, a w której
nieskończone ciemności wdziera się stopniowo.
Lecz nie traćmy gruntu pod nogami. Już same wymiany energji w zwierzęcym
organiźmie człowieka są tak bardzo skomplikowane, że fizjologia potrafi zaledwie je wymienić,
nie potrafiąc w pełni wyjaśnić procesów trawienia.
Człowiek duchowy karmi się cierpieniami. Człowiek intelektualny - ideami, animiczny
- uczuciami, astralny - fluidami, eteryczny - wrażeniami. Wolę rozwijają czyny, ciało rozwija
materia. Każdy więc twór żywi się środowiskiem, które go zrodziło.

**
*

Dzisiaj pragnę rozmawiać z wami jedynie o pokarmach fizycznych i możliwie jak


najprościej. Moje wypowiedzi będą, być może, nawet zbyt i mało dokładne jak na upodobania
erudytów i znawców doktryn ezoterycznych, dokładniejszych i bardziej pozytywnych, od moich
mało ścisłych. Wiem, że szkoły wtajemniczeń udzielają nauk precyzyjnych, co jest zresztą
dowodem, iż doskonale znają psychologię ciekawości. Słuchacz chciwy tajemnic, pragnie żeby
jego żądza była zaspakajana wiadomościami precyzyjnymi. Lecz tego, który pragnie jedynie
Boga, nie nęci odkrywanie tajemnic Stworzenia.
Łatwo mógłbym wydobyć z pamięci i przedstawić wam pojęcia bardzo dokładne.
Mógłbym wam przedstawić fizjologię kabalistów, wyliczyć 613 funkcji fizjologicznych,
odkrytych przez rabinów; mógłbym wyliczyć zwierzęta "czyste" i "nieczyste" i wyjaśnić wam
w jaki sposób "czyste" stają się "nieczystymi", kiedy "nieczyste" mogą mimo wszystko być
spożyte przez wiernego Izraelitę. Mógłbym omówić z wami problem "zanieczyszczonych"
źródeł i przytoczyć słowa, jakie powinien wypowiedzieć Izraelita pijąc wodę dłonią lub
naczyniem, a także słowa sprowadzające błogosławieństwo Wiekuistego, na każdy posiłek oraz
inne słowa wypowiadane podczas obmywania rąk itd. Mógłbym wyliczyć (zgodnie z nauką
Bramistów) 108 rodzajów substancji kosmicznych, wszystkie Akasze, Apasy, Pritwisy i Lokasy
oraz kombinacje 49-ciu Tatwasów i wiele innych, o których nie wspominają żadne książki
francuskie i angielskie.

-11-
Mógłbym wam przedstawić pneumatologię Taoistów, wyliczyć wszystkie smoki,
tygrysy, żółwie astralne, krążące po 64 kuasach. Lecz moglibyście wtedy podziwiać moją
erudycję, ale z całej tej wystawy egzotycznych słownictw nie wydobylibyście żadnej praktycznej
ani zdrowej korzyści.
Zawsze mamy skłonności sądzić, że wszystko, co jest wypowiedziane słowami wielce
uczonymi i oparte na ścisłym rozumowaniu, musi być koniecznie prawdziwe. Otóż nie ma nic
bardziej zmiennego niż systemy naukowe, szczególnie gdy starają się przedstawić
rzeczywistości objektywne. W aktualnym stadium rozwoju człowieka, Prawda jest dla niego
nieprzyswajalna; nie może poznać jej integralnie, to znaczy w pełnym wymiarze i w czystej
postaci. Każda wiedza jest średnią proporcjonalną pomiędzy podmiotem postrzegającym,
przedmiotem postrzeganym i środowiskiem pośredniczącym. Otóż, żaden z tych trzech
członów nie jest stały, gdyż zmieniają się one nieustannie. Ponadto, nie możemy wymierzyć
stopnia deformacji środowiska pośredniczącego. Oprócz tego, instrument postrzegania, to
znaczy my sami z naszymi zmysłami, naszą inteligencją, naszą intuicją, naszymi nerwami,
naszą świadomością - ten instrument nigdy nie jest zwierciadłem doskonałym. Nie wierzcie
więc "a priori" uczonemu, filozofowi, adeptowi czy odkrywcy, gdy wam zapewnia, że molekuły
są ułożone tak a tak, że jest taka a taka liczba jakichś elementów, planów, ras, że tylko taki a
taki sposób badania jest dokładny itd. Przyjmijcie to jedynie jako twierdzenia bez dowodów.
Jeden tylko spośród objawicieli ośmielił się powiedzieć: "Jestem Drogą, Prawdą i
Życiem...". Mówiąc o Sobie, że jest Prawdą, Słowo wyraziło dosłowną rzeczywistość; a
równocześnie pouczyło nas, że tę Prawdę można osiągnąć jedynie krocząc tą Drogą i żyjąc tym
Życiem, które są Nim-samym.
A więc nie zrażajcie się tym, że mówię do was słowami jasnymi i prostymi. Przyjmijcie
do wiadomości, że największy z wtajemniczonych nie osiągnął nawet miliardowej cząstki
wiedzy integralnej i zrozumcie, że wiedzieć coś to nie znaczy posiąść intelektualną koncepcję
o tej sprawie, lecz znać ją z osobistego doświadczenia.
Jeżeli zgadzacie się ze mną w tym punkcie, to nie zdziwcie się, gdy wam powiem, że
Przyroda nigdy nie udziela nam nowych świateł, póki nie spożytkujemy w pełni tych, które
otrzymaliśmy.

**
*

Otóż reguły dietetyki nie są bynajmniej absolutnie stałe, ani same w sobie, ani też w
stosunku do nas. Po pierwsze różnią się one w zależności od kraju, warunków klimatycznych,
różnic rasowych i obyczajowych. Po drugie zmieniają się w zależności od tego, czy człowiek
wierzy w naukę medyczną, czy w jakiś kościół, w jakiś system ezoteryczny, czy też w słowa
Chrystusa.
W naszych czasach dietetyka osiągnęła ogromny postęp. Posiadamy dziś mnóstwo
poradników, które umożliwiają każdemu układanie sobie sposobu odżywiania, stosownie do
wrażliwości fizjologicznej organizmu. Dlatego nie będziemy rozpatrywali tego problemu z tego
punktu widzenia.
Zwłaszcza, że nauka higieny uznaje tylko materię, jej własności fizyczne i reakcje
chemiczne procesów trawienia, nie mieści się więc ona w ramach naszych rozważań.
Jednakże ta strona czysto fizjologiczna też dostarcza zwolennikowi hermetyzmu
pewnych ważnych pouczeń na temat jednej z najsławniejszych gałęzi tego systemu. Mam na
myśli alchemię.

-12-
**
*

Co dostrzegamy rozpatrując legendy alchemiczne! Pewną pierwotną materię,


odpowiednio spreparowaną i poddaną działaniu jakiegoś tajemnego ognia. Ta materia
przechodzi głebokie przemiany u kresu których "artysta" otrzymuje bezwartościowy osad i
czerwoną substancję o potężnym dynamiźmie. Nie chcę was nużyć technicznymi opisami
operacji "królewskiego procesu przemiany". W języku francuskim i łacińskim istnieje około
4000 dzieł, w których możecie śledzić te transformacje materii. Przy odrobinie wytrwałości
dowiecie się tam, co znaczą takie terminy jak: skrzydło kruka, ogon pawia, mleko filozoficzne,
orli klej i wszystkie inne nazwy, pod którymi alchemicy ukrywali swą tajemnicę.
Po tych badaniach analitycznych i po dokonaniu syntezy, przekonacie się, że wszelkie
metody preparowania kamienia filozoficznego są sztucznymi odtwarzaniami biologicznego
procesu Natury. Lecz powróćmy do naszego tematu. Co zauważamy w procesie trawienia?
Pierwotną materię, czyli pokarmy, przygotowaną w kuchni, następnie przetrawioną w ustach
z dodatkiem śliny, przekazaną do retorty, jaką stanowi żołądek. Tu owa substancja podlega
operacjom mechanicznym i chemicznym. Gotuje się tu ona pod działaniem ognia
gastrycznego - jak to mówią Hindusi - w stałej temperaturze. W tym alambiku, którego
serpentyną jest przewód pokarmowy, owa materia zostaje bardzo starannie przedestylowana.
Pewne fermenty dostarczone przez dodatkowe organy, oddzielają od osadów cząstki przyswa-
jalne.
Starożytni uczeni krypt egipskich i hinduskich, twórcy sztuki hermetycznej, znakomicie
pojęli jedność metody stosowanej przez przyrodę, w jej niezliczonych operacjach. W tym
miejscu możnaby rozpocząć zupełnie nową pracę w celu wykrycia udziału niewidzialnych
tworów w owych badaniach tajemnej chemii. Lecz nie jest to właściwa chwila do takiego
przedsięwzięcia. Powróćmy do naszego tematu.

**
*

Mamy odpowiedzieć na trzy pytania: co należy jeść? w jaki sposób? i kiedy?


Odpowiedzi są zróżnicowane w zależności od duchowego "miejsca", w jakim przebywa
nasze serce. Gdyż należy stwierdzić, że różnice między naszymi poglądami nie opierają się na
rozbieżnościach między opracowanymi i bronionymi przez nas systemami intelektualnymi, lecz
zależą od punktu obserwacyjnego, do jakiego doszedł nasz duch. Rozumowanie wypływa
zawsze z aksiomatycznej intuicji. W pozytywiźmie eksperymentalnym, gdzie obserwator
naukowy konstatuje jakoby jedynie same fakty, obraz tych faktów i cały ich zespół zmienia się
w zależności od stopnia Światła, do absorbcji którego zdolne jest "Ja" tego obserwatora.
Ów obserwator jest zdolny uchwycić na przykład pojęcia oficjalnej wiedzy medycznej
lub pojęcia wiedzy ezoterycznej, w jaką został wtajemniczony lub też wiedzy religijnej swej
rasy. A wspomnijmy jeszcze, że w granicach tych trzech zasadniczych "planów" istnieją
niezliczone odmiany punktów widzenia. Gdyż zarówno ezoteryzmy jak i religie nie znają tej
idealnej jedności, do jakiej usilnie dążą współcześni utopiści, - tak samo jak nie zna jej czysto
synkretyczna nauka eksperymentatorów. Istnieje tylko jedyny sposób zbliżenia się, zarówno
w dziedzinie badań, jak i w dziedzinie czynu, - do tej najwyższej jedności, której niegasnący
odblask nosimy w sobie. Tym jedynym sposobem jest realizowanie, krok po kroku, metody
wskazanej przez Słowo Jezus.

-13-
Trzy wyżej postawione pytania, mogą więc otrzymać odpowiedź materialistyczną,
ezoteryczną i religijną. Lecz my starać się będziemy nade wszystko odnaleźć czwartą
odpowiedź, opartą na jedności, zawartą w słowach Chrystusa, z krórych promieniują cała
Prawda i całe Życie.

**
*

Znaczna większość religijnych przepisów Mojżesza czy Manu, to jedynie reguły


fizjologicznej higieny. Pozostałe dotyczą higieny modły wtórnej, ciała astralnego i ciała
mentalnego. Cały ceremoniał religijny był podyktowany troską o tę pozafizyczną higienę.
Rytualne wonności i napoje, ofiarne zwierzęta, były dobierane w oparciu o wiedzę. Wielkie
nauki o "odpowiednikach" i "sygnaturach" regulowały te niezliczone szczegóły. W książkach
okultystów i w tradycjach ludowych odnajdujemy szczątki tych potężnych pomników
starożytnej wiedzy. Jednakże każda religia, ze swym systemem inicjacyjnym, stanowiącym jej
rdzeń, posiada swe własne "odpowiedniki", łączące jej wspólnotę niewidzialną ze
stworzeniami materialnymi, będącymi jej wcieleniem. Trzeba jednak, ażeby studiujący
okultyzm wiedział, że przed dwudziestoma wiekami te "odpowiedniki" uległy zniszczeniu, a
"sygnatury" - zniekształceniu. Eteryczny geniusz, którego żywym hieroglifem był na przykład
koń, jęczmień, kadzidło lub diament, osłania dziś inne zwierzę, inną roślinę, inny minerał.
Właśnie dlatego współczesne prace, dotyczące magii czy spagiryzmu bywają tak bardzo
nieudane.
Gdybyśmy więc chcieli kontynuować ewolucję starożytnych wtajemniczeń,
musielibyśmy opracować nowe systemy "odpowiedników" i "sygnatur". Moglibyśmy wtedy,
jak to czyniono w starożytnych Kolegiach, ćwiczyć (rozwijać) w sobie, wedle wyboru, energie
naszych instynktów lub woli, czy intelektu. Lecz te próby, tak urzekające dla nowicjuszy
okultyzmu, stają się zupełnie bezużyteczne dla ucznia Chrystusa, a nawet mogą być szkodliwe.
Gdy, na przykład, wyrzekamy się spożywania mięsa i picia wina, po to, żeby zapanować
nad zmysłowymi pragnieniami, to w rzeczywistości, nie zwyciężamy ich lecz uciekamy przed
nimi. Taka metoda jest skuteczna tylko do czasu. Wreszcie nadchodzi pewna chwila, kiedy
te siły, wzmocnione i wypoczęte, dzięki naszej iluzjonistycznej ascezie - stają znów przed nami,
a wtedy szansa upadku pod ich naporem będzie o wiele większa. Tak przedstawia się, z
duchowego punktu widzenia, bezużyteczność wegetarianizmu.
Przepisy religijne, zwłaszcza katolickie, ustanowione dla ogółu śmiertelników, mają
charakter bardziej zrównoważony. Lecz rozpatrywane z punktu widzenia Absolutu,
przedstawiają się jedynie jako drogi wygodniejsze od innych.
Tak samo jak każde boskie Światło, tak i nauka Jezusa ulegała rozmaitym
zniekształceniom. Lecz teologia katolicka jest nadal, ze wszystkich dawnych teologii,
najpełniejszą i najprawdziwszą. Zaś pewni pseudo wtajemniczeni, pragnący zniszczyć ją, dają
tym samym dowód, że nie zrozumieli słów Chrystusa.

**
*

- Jak należy jeść?


Ażeby zrozumieć odpowiedź, na to pytanie, jaką dali starożytni mędrcy, trzeba nieco
bliżej przyjrzeć się pneumatologii. Równocześnie rozpatrzymy trzecie pytanie: - Kiedy należy
jeść?

-14-
Świat materialny, ze wszystkimi swymi formami i swymi tworami jest obrazem świata
sił. Każdy kamień, roślina, zwierzę, każde miejsce, każdy organ, każda godzina stanowią
wcielenie, znak, cechę jakiegoś ducha, geniusza lub boga. Tak samo jak, dotykając opornika
elektrycznego, odczuwamy przepływ prądu, oddziaływując na "znak", otrzymujemy,
wywołujemy lub uruchamiamy siły, jakie ten znak reprezentuje.
A zatem, jeśli chodzi o dietetykę, starożytni wtajemniczeni rozpatrywali wszelkie aspekty
tego problemu. W ich pojęciu, fizjologiczny obieg życia zmienia się w każdym osobniku, jak
również w okresie roku, w kwadrach księżyca czy też porach dnia. Cztery pory życia
kosmicznego na ziemi odzwierciedlają się w czterech temperamentach i czterech wielkich
funkcjach fizjologicznych, jak kastach życia społecznego.
Trzeba więc było dobierać pokarmy odpowiednio do pór roku, faz księżyca, godzin dnia,
a także do kompleksji danego osobnika, jego miejsca pobytu i rodzaju planowanej pracy.
Trzeba mu było wyznaczać odpowiednio do tych zróżnicowań, specjalne rytuały oczyszczające,
inwokacje bogów, specjalne postawy, które miały wzbudzać w jego ciele korzystne prądy
magnetyczne, wreszcie rodzaje naczyń z odpowiedniego materiału, jakimi miał się posługiwać
itd.
Widzicie więc, że cała ta drobiazgowość u Mojżesza czy Manu, pogłębiająca się jeszcze
w stosunku do osobnika kasty kapłańskiej, którego system nerwowy musiał być utrzymywany
w stanie maksymalnej czystości i wrażliwości, gdyż tą drogą starożytny kapłan dostrzegał i
oddziaływał na plan niewidzialny - widzicie więc, wszystkie te drogiazgowe przepisy były (w
owych czasach) logiczne, użyteczne i konieczne.
Katolicyzm, ta z dzisiejszych religii, której formalizm jest znacznie mniej rozbudowany
i która jest bliższa prawdziwej religii w duchu, ten katolicyzm odrzucił większość tych praktyk,
ponieważ jego duchowym wodzem jest istotnie Syn Boga, który przybył w ciele. Jednak
posiada on swoją hermeneutykę i liturgię, słuszniejsze niż w innych religiach, gdyż lepiej
przystosowane do aktualnego stanu świata niewidzialnego naszej rasy. Katolicyzm przewiduje,
nie w formie ścisłego nakazu, trzy posiłki dziennie, co jest zgodne z poglądami astrologii we
wszystkich epokach. Gdy rozpatrujemy rok jako zamknięty krąg sił, złożony z czterech
okresów, to stwierdzamy, że okresy księżycowe i dzień podlegają temu samemu prawu. Tak
więc wschód i zachód słońca, środek dnia i nocy są - jak twierdzili Bramani już 60 wieków temu
- momentami, w których prądy magneto telurystyczne zmieniają kierunek i wartość. Zaś
krótkie momenty próżni, podczas których zachodzą te zmiany, są wykorzystywane przez
wyznawców bramanizmu do uruchamiania pewnych prądów przenoszących wezwania natury
bardziej subtelnej. Dzięki tej chwilowej próżni, ów prąd łatwiej dociera do swego celu. Tym
trzem chwilom odpowiadają trzy katolickie modlitwy "Anioł Pański", trzy sandias bramańskie
i cztery pranajamy jogów.
Podaję tu jedynie elementarne pojęcia o tym problemie, gdyż całego życia nie
wystarczyłoby do wyczrepania tematu. Jednak powiemy kilka zdań o organogenicznym
znaczeniu modlitwy "Anioł Pański" i modlitwy przed posiłkiem.
Przepisowo "Anioł Pański" powinien być odmawiany o świcie i zmierzchu oraz w
godzinie astronomicznego południa. Modlitwa ta składa się z trzech zasadniczych części:
angelus, werset i oremus. Pierwsza część zawiera trzy wersety Ewangelii, przedzielone trzema
"Ave Maria". Te trzy wersety mówią o zwiastowaniu, poczęciu, zgodzie wyrażonej przez
Maryję i wcieleniu Słowa. Pierwsza część zwraca się do Św. Dziewicy, jako pośredniczki, zaś
druga do Boga.
W ten sposób Kościół chce, żeby jego wierni upamiętniali trzy razy dziennie potrójne
wcielenie Słowa, które dokonało się, dokonuje się i dokona się w kosmosie, w planie fizycznym
i w sercu człowieka. Każdy z tych cudów jest zapowiedziany przez anioła odpowiedniej

-15-
hierarchii i przyjęty - przez Dziewicę wieczystej Mądrości, której dostrzeżonymi postaciami są
"Przyroda-byt" filozofów, Sophia Boehmego, Shekinah kabalistów - lub przez kobietę
doskonale pokorną, to znaczy doskonale czystą - lub też przez tę część ludzkiego ducha, jaka
obejmuje wszystkie pasywne władze umysłowe, a szczególnie wrażliwość, pamięć i wyobraźnię.
Oto trzy dziewice, które są zdolne wytrzymać oślepiające odwiedziny Ducha Boga.
Żaden człowiek nie może wysłać swej Myśli aż do miejsca pobytu Dziewicy kosmicznej
i żaden też człowiek, zanim nie powróci do Nieba, nie może zrozumieć zrodzenia się w nim
Słowa. Dlatego więc zbadamy jedynie historyczne narodziny Jezusa z Nazaretu, ażeby
cokolwiek zrozumieć z problemu wcielenia Słowa.
Co widzimy w opowieści ewangelicznej? Jakaś planeta, z czterema królestwami
widzialnych tworów i niezliczoną liczbę królestw niewidzialnych, jest wciągana z własnej winy,
coraz szybciej do otchłani Nicości, bez możliwości ratunku. Nie może się ona zatrzymać z
braku jakiegokolwiek zewnętrznego punktu oparcia. Jest więc konieczne, żeby jej zbawca
znajdował się poza nią. Oto dlaczego potrzeba było żeby Chrystus nie miał w Sobie nic
ziemskiego, ani w Swym ciele, ani w Swym duchu. Ów Chrystus jest rzeczywiście,
fizjologicznie Synem Boga. Z drugiej strony, zalążek Jego ludzkiego ciała, w swej istocie
doskonałego, mógłby unicestwić niedoskonały organizm macierzyński, tak jak inne doskonałe
elementy osoby Człowieka-Jezus, mogłyby unicestwić elementy osoby kobiety, w którą
wcieliłyby się, gdyby ta kobieta nie była zabezpieczona przed takim rozkładem przez
najdoskonalszą pokorę i czystość, jakie mogą zaistnieć na tej ziemi.
Tak więc nasz Pan mógł się narodzić jedynie przez działanie Ducha Świętego i tylko w
łonie Świętej Dziewicy. Winien był narodzić się w tym krótkim momencie, gdy ziemia,
zawieszona tuż nad przepaścią, miała ulec nagłej i radykalnej przemianie. Nasza religia
rozmieszcza w ramach roku liturgicznego serię symboli kosmologicznych, psychologicznych
i teurgicznych, których rzeczywiste wzorce znajdują się w Ewangelii. Za pośrednictwem tych
symboli upamiętnia ona narodziny Słowa, nie tylko w Boże Narodzenie, lecz również w trzech
innych okresach, kiedy siła słoneczna swymi zmianami powoduje następowanie kolejnych pór
roku. Zaś w analogicznym cyklu dnia, katolicyzm powtarza te wezwania w przerwach między
nocą a brzaskiem, świtem a dniem, dniem a wieczorem, wieczorem a nocą. Te cztery okresy
odpowiadają czterem przepływom sił magnetotelurycznych, a chwila oddzielająca te cztery
okresy jest momentem próżni między falą odpływającą a falą, która dopiero się zbliża. Otóż
w Przyrodzie próżnia nie może zaistnieć. Klosz, spod którego wypompowano powietrze
napełnia się inną, bardziej subtelną substancją. Tak samo, przerwa między następującymi po
sobie siłami, jest wypełniona siłą wyższą. Jest to częściowe zstąpienie wyższej formy Życia.
Takie zstępowanie dokonuje się we wszystkich miejscasch fizycznych, eterycznych,
mentalnych i psychicznych, gdzie zachodzi jakakolwiek przemiana. Dlatego właśnie wszelkie
liturgie, zarówno ezoteryczne jak i egzoteryczne świecą przesilenie i zrównanie dnia z nocą w
układzie słonecznym i księżycowym, pory dnia, i w królestwie dusz, chwile narodzin, śmierci
i nawróceń.
Oto dlaczego odmawia się "Anioł Pański" trzy razy dziennie i kieruje się tę modlitwę
do Marii Panny, która jest ludzkim prototypem wszelkiego stanu czystości życiowej, a tym
samym może stanowić punkt oparcia dla energii wyższej. Dlatego katolicyzm umieszcza
święta Marii Panny we wszystkich momentach roku, kiedy Przyroda i człowiek podlegają
zmianom. W zimie kościół obchodzi święto Niepokalanego Poczęcia (8 grudnia), wiosną -
Zwiastowanie (25 marca), w lecie - Nawiedzenie i Wniebowzięcie, a jesienią Jej Narodzenie
(8 września). W indywidualnym życiu człowieka narodziny, małżeństwo i śmierć są specjalnie
polecane pośrednictwu Matki Chrystusa.

-16-
A teraz powróćmy do naszego tematu. Trzy codzienne posiłki następują po trzech
chwilach wyznaczonych na "Anioł Pański". Te trzy posiłki powinny być poprzedzone prośbą
o błogosławieństwo boże dla nas i naszego pożywienia. Dla nas po to, żeby cała nasza istota
mogła przyjąć te pokarmy w sposób najpełniejszy, to znaczy całą ich substancję materialną i
ich życie, dla ciała i dla naszego ducha. Bo rzeczywiście, choroba czy inne zło może
przeniknąć w naszą istotę wraz z pokarmem. Z ewangelicznego punktu widzenia wszystko
żyje. Nawet kamienie posiadają pewną inteligencję i wolną wolę. Warzywa, mięso, napoje,
które spożywamy mogły być uprzednio przeklęte lub pobłogosławione, drogą wewnętrzną lub
zewnętrzną. Rolnik mimo woli wywiera wpływ na swe zboże. Pasterz i rzeźnik też mają wpływ
na zwierzęta. Nasze siły żywotne mogą pragnąć pokarmu w intencji wypełnienia woli bożej
lub w celu zaspokojenia własnych żądz. Roztropnie więc jest prosić Boga, żeby pobłogosławił
cały ten skomplikowany zespół zjawisk.
Dziękczynienie jest tak samo ważne jak prośba o błogosławieństwo. Wedle
sprawiedliwości nie zasługujemy na chleb, który spożywamy. Chcę przez to powiedzieć, że ten
chleb jest wyprodukowany sumą pracy znacznie większą niż suma naszych osobistych
wysiłków. Chrystus powiedział "jesteście sługami nieużytecznymi", a te surowe słowa są
naukowo ścisłym stwierdzieniem faktu. Nigdy więc nie zapominajmy dziękować.

**
*

Przebadaliśmy pobieżnie te domniemane udoskonalenia, jakie ludzka mądrość sądziła,


że wprowadza do jakże prostych praw Mądrości Bożej. Gdybyśmy mieli dosyć wolnego czasu,
moglibyśmy, chociaż pobieżnie przebadać niezliczone przepisy Talmudu, zbiory przepisów
bramanizmu, zoroastryzmu, islamu lub chrześcijaństwa, ale olbrzymie góry reguł, zróznicowań,
wyjątków i innych subtelności, do głębi zmęczyłyby nas i zniechęciły. Więc wystarczy wam
znów przeczytać Ewangelię, ażebyście się przekonali, że Jezus wymaga od nas jedynie
czystości serca. Zaś ludzki zdrowy rozsądek jest zgodny z nauką naszego Mistrza, który
powiedział: "Nie to, co wchodzi do ust brudzi człowieka". Dla ucznia Chrystusa nic nie jest
nieczyste, ani mięso, ani jakiś napój, ani też jakieś wrażenie, jakaś idea, ani nawet pokusa.
Brudzi jedynie złe spożytkowanie tego fizycznego czy mentalnego pokarmu, po przyswojeniu
go sobie. A więc spożytkowanie sił mięśni po ich pokrzepieniu pokarmem, spożytkowanie sił
namiętnościowych, jakie Przeciwnik ożywił w nas pokusą, spożytkowanie myśli, po tym jak
wrażenie lub intuicja zasiliły nasz umysł. Św. Paweł obszernie wyjaśnił ten problem.
Pozwólcie mi na małą dygresję od tego tematu. Wielu z was, dobrze już obeznanych
z wtajemniczeniami, słusznie może dziwić się, że tak mało zdaję cenić skarby świętej wiedzy,
przekazanej nam przez różne tradycje. Otóż, podziwiam te czcigodne pomniki Mądrości
starożytnej, odmawiam im jedynie tytułu "Mądrości Bożej", jaki jest im prawie zawsze
przyznawany. Gdyż jest to mądrość ludzka i przyrodzona. Dlatego ludzka, że nie pochodzi
bezpośrednio od Boga. A dlatego przyrodzona, że nie jest zdolna przekroczyć granic
stworzonej Przyrody, jeśli w ogóle te granice osiąga. Niepogardzam tym niezwykłym trudem
intelektualnym i tym wysiłkiem woli, dzięki którym pewni ludzie osiągnęli gigantyczną postać
duchową. Podziwiam tych atletów, z tym większą szczerością, że miałem szczęście zetknąć
się z kilkoma z nich. Lecz największym moim szczęściem niezasłużonym, nieocenionym, jak
również przerażającym, z racji ciężkich obowiązków jakie pociąga za sobą, było to, że nie
uległem fascynacji i czarowi tych tajemnych wspaniałości, i że spotkałem Światło Chrystusa,
w pełnym nadprzyrodzonym blasku jego bardzo czystego i trwałego piękna - Światło, które na
zawsze zaspokaja pragnienie i głód serc żądnych rzeczywistości wieczystych; Siłę nieuchwytną,

-17-
która nie zna niemożliwości; Wiedzę ponad intelektualną; prawdziwe Szczęście, głębsze od
wszelkich cierpień; Wolność Miłości, Niewolę Miłości, Absolut Miłości.
Jezus zajmuje w chwalebnej falandze zbawców pozycję jedyną i wyjątkową. Jego tytuł:
Chrystus, jest zwykłym określeniem pewnej funkcji duchowej, podobnie jak imiona innych
mesjaszów. Takie określenia słowne jak: Manu, Rama, Budda, Zoroaster, Lao Tse, Dionizos,
Orfeusz, Ozyrys, Hermes itp. nie są imionami lecz tytułami określającymi funkcję duchową,
podobnie jak np. burmistrz, profesor czy prefekt. Twierdzę, że Chrystus jest jedyną istotą,
która, odkąd istnieje ziemia, zstąpiła z planu Absolutu, która sama skonstruowała sobie ciała
dla swej działalności intelektualnej, animicznej i fizycznej - istotą, która jako jedyna miała
prawo rozkazywać wszystkim tworom, która wiedziała wszystko, bez uczenia się czegokolwiek,
której moc działania była nieograniczona, pomimo, że nigdy nie była rozwijana żadnymi
metodami ćwiczeń.
Mówiono o Jezusie, że był człowiekiem, który otrzymał w wieku lat siedmiu, dwunastu
lub trzydziestu pewien boski pierwiastek, albo że wykorzystał dorobek sprawiedliwych
mędrców starożytnych, którzy pojawili się tu przed nim lub też, że poznał tajemnice
esseńczyków, kabalistów, bramanów albo taoistów. Przedstawia się Go też jako marzyciela,
którego symboliczne nauki lud przetworzył w obiektywne fakty lub jak mesjasza pewnej
określonej epoki, którego przewyższyli i zastąpili inni późniejsi mesjasze, lub też jako
zwykłego, ludowego agitatora, lub wreszcie jako całkowicie zmyśloną mityczną postać.
Wszystkie te systemy wiedzy, których nie wymienię nazw, ani imion ich propagatorów, żeby
nie robić nikomu reklamy, wszystkie te systemy zostały pobudowane prawie wyłącznie przez
ludzi szczerych i nieraz bardzo światłych. Lecz pewne wewnętrzne przeszkody, których też nie
wyjawię, żeby nie osądzać tych ludzi, uniemożliwiły im dostrzec prostego światła Prawdy.
Być może zapytacie mnie jakie posiadam dowody na poparcie tych twierdzeń? Gdy jakiś
chemik powiadamia swych kolegów o swym odkryciu w dziedzienie analiz, wówczas ci
specjaliści rozpoczynają weryfikację tego odkrycia od odtworzenia identycznych warunków, w
jakich zostało ono dokonane. Gdy (dla przykładu) Gabriel Delanne lub dr Breton
zaobserwował jakiś autentyczny fakt psychiczny, którego oficjalnie uczeni nie chcieli uznać,
wtedy mówili swym oponentom: "wypełnijcie wystarczające i niezbędne warunki do
odtworzenia tego zjawiska". Ja też dam wam taką samą odpowiedź. Chcecie wiedzieć kim jest
Chrystus? Udajcie się do niewidzialnego królestwa, w którym On przebywa. W tym celu
zastosujcie wskazaną przez Niego metodę: "Kto chce iść za mną, niech wyrzeknie się siebie
samego, niech dźwiga swój krzyż i naśladuje mnie". Ten więc, kto w każdej sytuacji działa
odwrotnie do swych naturalnych skłonności, który wszystko znosi, nigdy nie skarżąc się - tylko
ten człowiek - gdyby Jezus mu nie objawił się - miałby prawo skierować do Boga najostrzejszy
protest z racji zawiedzonego zaufania.
Jezus żyje w nas, w pewnym ośrodku naszej istoty, usytuowanym poza sferą intelektu.
Uważam więc - pomimo, że wielu teologów i filozofów twierdzi odwrotnie - uważam, że jest
niemożliwością rozumowe udowodnienie boskości Jezusa.
Ażeby ci spośród was, którzy nie podzielają moich przekonań na ten temat, mogli je
przyjąć, musieliby - albo przeprowadzić weryfikację metodą, jaką podałem przed chwilą - lub
też, żeby sam Jesus przeniósł ich duch do miejsca, gdzie Jego osoba jest widoczna w pełnym
świetle.
Mówiący udziela swym słowom coś ze swych ciemności lub ze swego światła
wewnętrznego. Słowa Jezusa są więc o tyle wyższe od nauk innych zbawców, o ile Jego osoba
istniała wcześniej od ich osobowości, a Jego siedziba jest bardziej wewnętrzna niż ich pałace.
Słowa bankiera działają w dziedzinie finansów. Słowa przewódcy ludowego wywołują echo we
wszystkich planach życia społecznego. Słowa adepta, który w ekstazie odwiedził jakieś słońce

-18-
czy gwiazdę, są nasycone swoistym światłem tej gwiazdy. Lecz słowa Tego, który
zamieszkując Absolut, zstąpił do nas, budzą w naszych czujnych sercach echa wieczności.
Tak właśnie słowa Ewangelii wyrażają z maksymalną dokładnością, dostępną dla naszej
zdolności odczuwania, prototypy Prawdy, Dobra i Piękna. Takie są w skrócie powody, dla
których tak często powołuję się na słowa i czyny Syna Człowieczego.
Lecz powróćmy do naszego tematu, od którego oddaliliśmy się tylko pozornie.

**
*

Zwykły zdrowy rozsądek wskazuje, że nam, stworzeniom cielesnym, żyjącym w materii,


potrzeby żołądka powinny wyznaczać pory posiłków, podobnie jak odczuwalna potrzeba snu
wyznacza nam chwilę położenia się do snu. Nie potrafię wystarczająco często wam powtarzać,
że to właśnie doskonałość naszego życia fizycznego, a nie życia astralnego czy ekstatycznego
jest aktualnie dla nas najważniejsza, pod warunkiem jednak, że ta doskonałość będzie osiągana
drogą przystosowania i posłuszeństwa, możliwie najpełniejszemu prawu organicznemu tej
ziemskiej egzystencji.
Zauważono, że w dziedzinie interesów sukcesy osiąga przeważnie ten, kto umie chwytać
okazje. Okazja jest naturalnym sygnałem, powiadamiającym nas, że po drugiej stronie zasłony
są zgromadzeni wszyscy niewidzialni pomocnicy, obarczeni obowiązkiem doprowadzienia do
realizacji jakiegoś wydarzenia lub przedsięwzięcia, ukrytego jeszcze w bezksztaltnej
przyszłości. Podobnie Przeznaczenie oczekuje od nas reakcji na jego zewnętrzne znaki. I tak,
głos trąbki wzywającej na wieczorny posiłek, oznacza, że potrawy są już gotowe do spożycia,
i że, jeśli natychmiast z tego nie skorzystamy, to następna okazja powtórzy się dopiero jutro.
Wystarczy słuchać wezwań żoładka, gdyż są to sygnały powiadamiające nas, że w naszym ciele
eterycznym i w atmosferze wtórnej są już gotowe do pracy wszystkie drobne duchy i geniusze,
niezbędne do mechanicznego i chemicznego spełniania funkcji odżywczych.
Ewangelia nie podaje listy pokarmów zakazanych. Widzimy z jej opisów, że Chrystus
odżywiał się przeważnie chlebem, rybami i owocami, podobnie jak czynił to ubogi lud, pośród
którego żył. Możemy jeść wszystko, co nam odpowiada, jeżeli nie koliduje to z ograniczeniami
nakazanymi przez miłosierdzie (charité). Św. Paweł doskonale to wyjaśnił.
Pierwszym obowiązkiem jest miłość bliźniego, a drugim - dbałość o zdrowie ciała.
Możemy więc stosować sposób odżywiania taki, jaki nam odpowiada lub jaki zaleci nam lekarz,
lecz w takich granicach, żeby nie przeszkadzało to nikomu, i żeby nasz styl życia nie gorszył
nikogo i nie prowokował obmowy. Unikanie lub jedzenie mięsa, czy też jakiegoś rodzaju
mięsa, jak również wina, alkoholu, kawy, tytoniu, zależy wyłącznie od naszej woli i chęci, lecz
tylko, gdy jesteśmy sami. We wszystkich innych sytuacjach należy stosować się do
konwenansów i przyzwyczajeń otaczających nas osób. Pokój Nieba nie jest uzależniony od
sposobu odżywiania, bez względu na to, co twierdzą zwolennicy wtajemniczeń.
Gdy człowiek w pełni ufa bożej dobroci, wtedy nie interesuje się już metodami
odżywiania, ani ich wpływem na psychikę. Spożywa on ryż i pije czystą wodę uczestnicząc w
posiłku ascety, w towarzystwie robotnika je mięso i pije alkohol, zaś wykwintne potrawy i wina
na przyjęciu u bogaczy, żeby nikogo nie gorszyć i nie zniechęcać do Mistrza, któremu służy.
Gdy chcemy służyć Bogu, nasza odwaga powinna przezwyciężać lęk przed chorobą czy
pokusą. A poza tym, celem naszego pobytu na ziemi nie jest zdobywanie dobrymi uczynkami
własnego zbawienia, lecz przede wszystkim wypełnianie czynów miłości. Zbawienie jest
nagrodą, a nie celem: "Kto pragnie zbawić swoją duszę, straci ją".

-19-
**
*

Teraz już wiemy, że Ewangelia nie zobowiązuje nas do żadnego rytuału przed
spożywaniem posiłków. A jednak Chrystus nigdy nie przełamywał chleba bez uprzedniego
dziękowania Ojcu - a przecież jeżeli kiedykolwiek jakaś istota na świecie naprawdę
zapracowała na swój chleb, to przede wszystkim właśnie On. Znałem pewnego człowieka,
który wszystkie swe siły, wszystkie dni i noce poświęcał pracy dla bliźnich, preparacji leków,
modlitwie, najniezwyklejszym uzdrowieniom chorych. Jego życie było nieprzerwanym cudem.
Swoje pieniądze oddawał biednym, a swe serce - cierpiącym. Pewnego dnia, stojąc, jadł
kawałek chleba i zwracając się do mnie, powiedział: "Zobacz jakie Niebo jest dobre. Nie
zasłużyłem na ten chleb, a jednak jem go i wieczorem też będę miał coś do jedzenia".
Oto jakimi uczuciami żyją istoty Światła. Nie zapominajmy więc nigdy dziękować Bogu
za dary, jakie dzięki Jego dobroci mamy na naszym stole. Starajmy się walczyć z łakomstwem;
bo jeśli nasze ciało ma prawo do pokarmu, to jednak nie potrzebuje być przekarmiane, oprócz
wypadków, gdy organizm został wyczerpany chorobą.
Ewangelia nie wyznacza też godzin posiłków. Uczeń Chrystusa, pozostając całą swą
istotą w łączności z centralnym planem świata, nie potrzebuje uważać na aspekty astrologiczne,
ani na zmiany magneto-teluryczne. Po prostu, będzie on zależnie od sytuacji, stosować się do
rozkazu zwierzchnika, do zwyczajów danego kraju, do konwenansów współbiesiadników, zaś
gdy jest sam, niczym nie skrępowany, stosuje się do fizycznych potrzeb swego organizmu.
Materialista dostrzega w wydarzeniach jedynie łańcuch okoliczności. Ten kto przyznaje
człowiekowi rolę dominującą, widzi w wydarzeniach skutki działania woli. Lecz mistyk uważa,
że wszystko jest tylko znakiem działalności opatrznościowej. Porzuca on swe uczucia antypatii
i sympatii, swe niepokoje, logiczne rozumowania, pragnienia i obawy i będzie postępował w
sytuacjach najpoważniejszych, jak i najbłahszych wedle tej samej zasady, jedynej reguły:
zrzeczenie się osobistej woli i wypełnianie miłości bliźniego.
Akt czystej miłości braterskiej jest cenniejszy od każdej modlitwy.
Jak naucza Zohar: na ucztach oddawajcie część darów Bogu, to znaczy biednym, gdyż
w przeciwnym razie anioł oskarżyciel wkroczy do waszego domu. A jeszcze lepiej, bądźcie
posłuszni nakazowi Ewangelii: Zapraszjcie do stołu raczej nie równych i wyższych od was, ani
tych, od których spodziewacie się jakiejś korzyści, lecz niższych stanem, a przede wszystkich
tych, którzy nie mogą się wam odwdzięczyć za waszą uprzejmość. W ten sposób naśladować
będziecie naszego Mistrza Jezusa i nie oczekując widzialnej nagrody za swą dobroć, otrzymacie
ją u stołu Ojca.

**
*

Zajmijmy się teraz problemem postu.


Wszystkie religie i wtajemniczenia oceniały tę praktykę jako bardzo skuteczną, zaś
Ewangelia również uznaje znaczenie postu, lecz tylko w wypadkach wyjątkowych.
Podobnie jak każde z naszych ciał odżywia się na swój sposób, tak też istnieją
odpowiednio różne rodzaje postów. Ażeby omawiać ten problem, należałoby wpierw
zredagować pełną antropologię, opisać ciało fizyczne, eteryczne, astralne, mentalne, duchowe,
następnie ciało woli i duszę, a w końcu wzajemne stosunki pomiędzy tymi rozmaitymi
organizmami. Następnie należałoby opracować biochemię odpowiednich substancji
odżywczych, hyperfizykę i pełną hyperpsychikę. Otóż, nie mam tak wygórowanych ambicji.

-20-
Uprośćmy więc problem i zajmijmy się dwoma rodzajami postów, zrozumiałymi dla
wszystkich: postem cielesnym i moralnym.
Gdy odmówimy sobie posiłku, wtedy ciało pobiera niedobór energii z zapasowych
komórek tłuszczowych. Układ pneumo-gastryczny i jego odgałęzienia nie pracują, gdyż nie
odbywa się proces trawienia. Powstaje nadwyżka sił nerwowych, którą mogą się posłużyć:
myśl, namiętność lub wola. Węzły życia zwierzęcego łączące ducha z ciałem rozluźniają się.
Działania psychiczne stają się łatwiejsze, a rozmyślanie intensywniejsze. Zjawisko, zwane
przez okultystów "wychodzenie w ciele astralnym", telepatia, telepsychia, mediumizm, wysiłek
magiczny mogą występować albo pod wpływem czystej woli, albo egzaltacji animicznej, bez
względu na to, czy źródłem tego będzie namiętność czy pobożność.
W sposób analogiczny, wszelka abstynencja stosowana w danym planie, wywołuje tam
niepokój wraz z napływem sił z sąsiedniego planu niższego i zstąpienie sił wyższych z
sąsiedniego planu wyższego. Ponadto, siły i istoty zewnętrzne wobec naszego "Ja", przysłane
nam jako właściwi współpracownicy do realizacji czynu, którego wyrzekliśmy się, przechodzą
do dyspozycji określonej intencji, woli lub namiętności i stają się energicznymi, chociaż
tymczasowymi, jej pomocnikami. Oto w jaki sposób cielesny post może wspomagać nas w
modlitwie lub w walce z pokusami.
Im wyższy i subtelniejszy jest plan, w którym spełniamy wyrzeczenie, tym aktywniejsze
są emitowane dynamizmy. Tak więc post ludzkiego "Ja" jest najpotężniejszy, gdyż wzbudza
reakcje w centralnym plane naszej istoty. Każda dyscyplina cielesna, magnetyczna, mentalna
i psychiczna w sumie jest tylko systematyczną serią abstynencji. Post naszego "Ja" stanowi
najwyższą metodę kształcenia woli. Jednakże czuwajcie nad intencją, jaka będzie ożywiała te
wasze wysiłki. Zanim przyłożycie rękę do pługa, przypomnijcie sobie te trzy wieczyste
sentencje: "Kto pragnie zbawić swą duszę, traci ją, a kto ją traci dla Mnie, znajdzie ją". "Ten
rodzaj demonów może być wypędzony tylko modlitwą i postem". "Jeżeli ktoś chce iść za mną,
niech wyrzeknie się siebie, niech dźwiga swój krzyż i niech kroczy moim śladem".
Wreszcie, żeby praktyki pokutne, dobrowolne lub mimowolne, i próby osiągały pełny
efekt, żeby rzeczywiście kasowały grzech w nas i poza nami, żeby przynosiły owoc wieczysty,
należy stosować się do rady Chrystusa: "A gdy pościsz nie bądź smutny jak obłudnicy, którzy
nadają swej twarzy wyraz przygnębiony, ażeby pokazać ludziom, że poszczą. Ale gdy ty
pościsz, zachowuj pogodny wyraz na twarzy, ażeby nie ludzie widzieli, że pościsz, lecz Ojciec,
który widzi w ukryciu i wspomaga w ukryciu".
To ostrzeżenie musi być bardzo ważne, skoro w tak wyraźny sposób zostało nam
przekazane. I rzeczywiście, w jakim celu Chrystus zstąpił na ziemię? Czy dostarczył nam
środków do zdobycia jednej z twierdz, skąd rządzą nami bogowie? Udostępnił nam jakieś
tajemnice Przyrody? Czy też szczęście materialne? Nie, lecz wskazał nam nieznaną drogę,
stromą i pustynną, wiodącą prosto do Boga. Nasz Pan, Wysłannik Absolutu prowadzi nas
spowrotem do Absolutu. Jezus pragnie żebyśmy porzucili wszystko: uroki słońc i gwiazd, raje,
upojenia odkrywanych tajemnic Kosmosu, piękno władców światów niewidzialnych,
uwielbianych przez ich kapłanów i adeptów, bowiem Ojciec jest ponad tym wszystkim. Są to
tylko stworzenia, zaś Jezus uczynił z Siebie Samego żywy węzeł jednoczący niepoznawalnego,
niewyrażalnego i niepojętego Ojca z nami. Jest więc sprawą niezmiernie ważną, żebyśmy nie
niweczyli tego, co Zbawiciel Swym cierpieniem uczynił. Czuwajmy, żeby wszystkie nasze
myśli, uczucia i czyny były kierowane intencją ku jedynemu Bogu, nie zaś ku żadnemu z
bogów, zamieszkujących światy niewidzialne, chociaż byliby najbardziej fascynujący.
Nowe narodziny do życia wieczystego, oto ostateczny cel naszych trudów. To Chrystus
zasadzi nas do ziemi żyjących, lecz to my sami musimy wyrwać się z gleby tego świata. Oto
dlaczego każdy atleta duchowy, chcąc wesprzeć swą władzę nad sobą, jest zmuszony wyzwalać

-21-
się z dziedzin Przyrody, z życia zwierzęcego, instyktowego, wyrzekać się pieniędzy,
zaszczytów, niskich form miłości. Lecz z tych kręgów można wyjść dwiema drogami.
Pierwsza z nich jest zewnętrzna i polega na dyscyplinach pokarmowych, ćwiczeniach
oddechowych, namiętnościowych i mentalnych, na tłumieniu pragnień i doprowadzeniu woli
do stanu stabilności, niewzruszoności i niezmienności. Jest to zła metoda, a dlaczego -
wyjaśnię później.
Druga droga jest wewnętrzna. Kroczymy nią, uwalniając serce od naturalnych
upodobań, ażeby skierować je ku światu nadprzyrodzonemu, nie przerywając jednak karmienia
wewnętrznego płomienia czynem; nie wycofując się z życia domowego, rodzinnego, społecz-
nego, intelektualnego i artystycznego. Ta droga jest dobra. Tu nie dążymy - jak na tamtej
drodze - do egoistycznego schronienia, lecz kierujemy tłum istot i sił widzialnych i
niewidzialnych ku wieczystemu ośrodkowi, z którego wyszły. Gdy poszczę, wyrzekam się
dozwolonych przyjemności, w celu zwiększenia siły mojej woli, wówczas kroczę ku królestwu
pychy. Gdy spełniam te same wysiłki, po to, żeby dać Ojcu dowód posłuszeństwa, miłości i
modlitwy, wtedy kroczę ku Niebu. Wybaczcie mi, że tak uporczywie podkreślam tę różnicę,
lecz ma ona zasadnicze znaczenie dla zrozumienia konieczności zatajania szlachetnych
czynów. Trzeba nauczyć się milczeć, a jeszcze lepiej - zapominać o nich, gdyż można też
pysznić się zdolnością do zatajenia dobra, jakie wydaje się nam, żeśmy spełnili. Pycha
wślizguje się aż do najgłębszych warstw świadomości.
Wreszcie nie zapominajmy, że wszystkie te środki ostrożności, mające na celu
zachowanie integralności moralnej, wpływają nie tylko na nas samych, lecz również na
niewidzialnych świadków naszego postępowania. A nie jest to najmniejszy z przywilejów
ucznia Chrystusa.
Jak zauważyliśmy na wstępie, każda z powłok ludzkiej istoty otrzymuje odpowiedni
pokarm. Wyraz "powłoka" nie jest zbyt dokładnym określeniem, gdyż nie kojarzy się z
pojęciem organizmu żywego, dlatego odpowiedniejsza jest nazwa "ciało". Bo rzeczywiście,
poza człowiekiem fizycznym, istnieje człowiek fluidyczny i astralny, a dalej człowiek z materii
mentalnej i rozmaitych innych, związanych z tym samym "Ja". Z kolei, boska dusza często
zarządza licznymi "Ja" planetarnymi. Jest ona związana z każdym z nich poprzez duchowe
serce, będące wewnętrzną świątynią. Zaś ta świątynia jest umiejscowiona w sercu fizycznym.
A więc w czasie egzystencji ziemskiej należy kształcić "Ja" ziemskie, osobowość
ziemską. Ta edukacja polega zasadniczo na naginaniu wszystkich ciał wypożyczonych nam
przez ziemię, do prawa człowieka wieczystego, do prawa duszy. Pokarmy fizyczne, fluidyczne,
astralne czy mentalne są więc mniej ważne od pokarmów duchowych, o które jednak
troszczymy się najmniej.
Dusza sama w sobie jest wolna, wieczysta, boska. Może się więc ona karmić tylko
pokarmem boskim. Otóż w jaki sposób pierwiastek boży przejawia się w świecie? Przez
poświęcenie. Kto poświęcił się w sposób doskonały? Jezus. Tak jak On oddał Swe życie za
nas, my też oddajmy siebie bliźnim. Takie postępowanie pociąga za sobą stałe cierpienia, lecz
jest to jedyny sposób na dostarczanie oliwy do wieczystej lampy, którą niesiemy, nie będąc tego
godni.
Tylko Chrystus dał nam przykład takiej aktywnej miłości. Nie wystarczy udzielać rad
istotom nieświadomym i występnym. Trzeba zdecydować się żyć z nimi, znosić ich wybryki
i grubiaństwa, ażeby powoli wyleczyć ich z tego. Tak więc Słowo nie poprzestało na
dostarczeniu nam bożych mocy z wysokości Swej niebiańskiej rezydencji. Zniżyło się Ono do
naszego biologicznego poziomu, cierpiąc z powodu uciążliwych ludzkich wad, brzydot i złości.
Nade wszystko pod tym względem, Chrystus nieskończenie przewyższa wszystkich innych
wysłanników Absolutu. Starajmy się czynić podobnie w małym kręgu naszej egzystencji, a

-22-
wtedy nie będziemy musieli niczego się uczyć; a wówczas Niebo zstąpi do naszego serca i
wszystko przemieni w nas i w naszym otoczeniu.
"Moim pokarmem jest wypełnianie woli Tego, Który mnie posłał".
Sédir (1910)

-23-
-24-
RÓŻOKRZYŻOSTWO
Gdy wspomnie się o Różokrzyżostwie, wtedy ludzie "rozsądni" i wykształceni przyjmują
wyraz powątpienia i powołują się na Leibniz'a, Cassondi'ego, ojca Mersenne, którzy wszędzie
poszukiwali Różokrzyżowców i nigdzie ich nie znaleźli.
Nie będę nużył przewlekłym wymienianiem dat, dokumentów, rękopisów, starych ksiąg,
rycin i legend. Każde wierzenie, nawet zabobonne, posiada jakąś podstawę. Wyobraźnia nie
może stworzyć czegoś zupełnie nierealnego. Potrzebna jej jest jakaś cząstka prawdy, żeby
mogła na tym pobudować swe iluzoryczne pałace. Jest więc niemożliwe, żeby nie istniało nigdy
nic podobnego do Różokrzyżowstwa. Naszym zadaniem będzie oddzielenie, w znanych
dokumentach, prawdy od fałszu: fałszu intelektualnego, fałszu historycznego i fałszu
moralnego. Po stopniowym oczyszczeniu, posąg ukaże się w świetle dziennym;
prawdopodobnie okaleczony; lecz rozproszone fragmenty, dzięki przekonującej wymowie ich
piękna, udowodnią nam, że było to prawdziwe arcydzieło. A ponieważ arcydzieła są nieśmier-
telne, więc i to arcydzieło ukaże się nam w pełnej chwale.

**
*

Wszystkie współczesna stowarzyszenia, które w Anglii, w Niemczech, w Stanach


Zjednoczonych przystrajają się tytułem Różokrzyżostwa, uzupełniając go różnymi
dodatkowymi określeniami, są przede wszystkim antychrystusowe, o czym świadczą ich
teologie i ich metody ascezy. Następnie dostrzega się bardzo mało cech różokrzyżowych w ich
skomplikowanych stopniach hierarchii, w ciasnocie ich duchowych horyzontów, w
stronniczości ich poglądów, w tyranii ich przywódców i powierzchowności ich nauki.
W osiemnastym wieku Samuel Richter, Schroepfer, Weisshaupt założyli bractwa
rzekomo różokrzyżowe. Chociaż te bractwa posiadały znacznie głębszą wiedzę okultystyczną,
alchemiczną i magiczną, niż podobne stowarzyszenia o podobnych nazwach w wieku XIX-tym,
to jednak były dalekie od autentycznego Różokrzyżostwa.
Należy więc cofnąć się do XVII-go stulecia, żeby spotkać adeptów godnych tego
imienia. W piętnastym wieku pewni erudyci przypuszczali, że odkryli w Neapolu, we Flandrii,
w Bawarii, ślady bractw różokrzyżowych. W XIV wieku pojawia się początkowa,
wtajemniczająca legenda o domniemanym założycielu tego bractwa - Krystianie Rosenkreutz'u.
Badacze tego problemu bezskutecznie i bezpodstawnie starają się odnaleźć przed XIV w. ślady
Różokrzyżostwa w łonie ruchów religijnych Wodyjczyków, Albigensów, franciszkanów,
templariuszy i pośród sekt celtycnich. Brak jednak dokumentów, zaś takie, które mogłyby
dostarczyć pewnych wskazówek, są niedostępne, zagubione w nieznanych skrytkach Watykanu,
Szwajcarii, Węgier i Paryża.
Jednakże, badając ten problem od strony wewnętrznej, uzupełniając to badaniami
zewnętrznymi, można zgromadzić nieco idei słusznych, odnoszących się do tego najbardziej
tajemniczego z bractw tajemnych. Lecz idee są tak niezwykłe, że prawie żaden poszukiwacz
nie zaakceptyje ich od razu. Przedstawię wam je możliwie najjaśniej. Będą się one wam od
czasu do czasu przypominały i jeżeli posiadacie odpowiednie zdolności, a wasze duchowe
przeznaczenie pozwoli wam, to być może za kilka lat zrozumiecie je i przyswoicie je sobie.

-25-
**
*

Cóż to byli za ludzie, ci heroldowie tej nieznanej mądrości i wiedzy?


Przejrzyjmy małe broszurki rozdawane na jarmarkach w Lipsku i Frankfurcie (na tych
prawdziwych powszechnych targach owych czasów) lub przeczytajmy ogłoszenia rozlepione
na murach Paryża, tego Paryża z początku wieku Wincentego de Paul i Pascala, owego Paryża
jeszcze przerażonego okropnościami wojny domowej, a wówczas te wielkie słowa powtarzane
od tysięcy lat, zwiastujące pokój i piękno, zabrzmią z tych dokumentów z całą wymownością.
A oto co mówią sygnatariusze tych manifestów, będący oryginalnymi wzorami
wszystkich nieznanych przywódców tak licznych w zniekształconych wtajemniczeniach XVIII
stulecia.
"Zakładamy w tym mieście widzialną i niewidzialną rezydencję z łaski Najwyższego,
który zwraca się ku sercom ludzi sprawiedliwych. Nauczamy bez książek i znaków. Mówimy
językiem, w którym postanawiamy przebywać, po to, żeby wyzwalać ludzi, naszych bliźnich z
błędu i śmierci".
Oto wielkie moce przwdziwego adepta. Obecność niewidzialna i rzeczywista, nauczanie
wewnętrzne, przyciągające promieniowanie duchowe, dar języków, były udziałem realnym
jedynie tych, którzy zrealizowali wielkie wyrzeczenie, słyszeli słowa bogów, oparli się
ciemnościom i zwrócili wszystkim istotom ich należność.
Robert Fludd twierdzi, że rezydują oni widzialnie w dziewięciu kolegiach: na górze
Athos, koło Basry, w Trawankorze, koło Udh, w Lukanni, w Mekce, w Fezie, w pobliżu Piramid
i na Parnasie.
Nie jest przechwałką twierdzenie tych Różokrzyżowców z końca XVI wieku, że ich
rezydencją jest Świątynia Ducha Świętego. Ta Świątynia Ducha Świętego (jeżeli wolo mi o tym
mówić słowami niezrozumiałymi dla nas niegodnych) jest tym miejscem tajemnym, gdzie są
zgromadzone żywe istności Inteligencji, Harmonii i powszechnego Piękna.
Jeśli zaś chodzi o Ducha, to nikt nie może Go pojąć ani wiedzieć skąd przychodzi, ani
dokąd podąża. Jednak dom Różokrzyżowców jest jednym z dzieł tego nieuchwytnego Ducha.
I dlatego pewni ludzie mieli możność zobaczyć to miejsce i wejść tam.
Ci Różokrzyżowcy z końca XVI wieku głosili boskość Naszego Pana Jezusa Chrystusa,
uważając Go za ziemskie spełnienie wcielenia kosmicznego Słowa. Biblia i Tarot były ich
podręcznikami teozofii. Doświadczenie materialne (sztuki okultne) i niematerialne (Liber
Mundi) były ich podręcznikami zasad praktycznych. Dzieła Taulera, Weigel'a, a nade wszystko
Tomasza a Kempis, były ich kodeksami Wtajemniczenia.
Twierdzili, iż posiadają kamień filozoficzny, Medycynę uniwersalną i Eliksir
długowieczności; twierdzili, że znają własności ziół leczniczych, sekrety bogów, tajemnice
liczb, znaków i muzyki. Skarby te przekazywali swym uczniom. Wreszcie zaprezentowali światu
plan potrójnej reformy: naukowej, politycznej i religijnej.
W latach 1592-1624 spotykano nieraz w wielkich europejskich ośrodkach handlowych i
cywilizacyjnych, na drodze do Holandii, Szwajcarii i Italii pewnych, nikomu nie znanych
osobników, wyglądających na około lat czterdzieści, zwyczajnie ubranych, małomównych, o
pospolitych imionach i skromnej powierzchowności, lecz nie skłonnych do zwierzeń. Chociaż
na ich twarzach widać było ślady przebytych trudów, to jednak ich oczy zawsze lśniły ogniem
czystym i młodzieńczym. Ich rozmowy były bardzo głębokie jak u ludzi, którzy wiele widzieli.
A to, co mówili było pouczające i inspirowało nowe idee. Taki nieznajomy miał zawsze przy
sobie, we właściwym momencie jakiś cenny eliksir, jakieś zioła lecznicze, a nawet odpowiedni
lek na nieprzewidzianą chorobę. Ludzie szukający prawdy, zdolni do wytrwałego wysiłku,

-26-
często spotykali jednego z tych nieznajomych nad brzegiem pewnego jeziora, którego wody
mogły posłużyć za tajemny znak rozpoznawczy mistrza.
Jednakże - jako że uczciwość tego wymaga - trzeba stwierdzić, że ci mistrzowie
stosowali, oprócz mocy legalnych, również moce nielegalne. Mam nadzieję, że dalsze nasze
rozważania pozwolą tym spośród was, dla których będzie to użyteczne, ustalić sobie właściwe
kryterium na ten temat. Zresztą, bardzo nieliczne pisma tych adeptów ukazują nam ich raczej
jako niewzruszonych Edypów, którzy zgłębili tajemnice wszystkich sfinksów, niż jako
poszukiwaczy.

**
*

Odkąd na ziemi mieszkają "synowie Adama", istnieje pewien ośrodek mądrości,


którego jednym z tysiąca promieni, rzuconym specjalnie na Europę, był właśnie ów ruch
duchowy z początku XVII wieku, zwany Różokrzyżowstwem. Pewne wysokie racje nie
pozwalają mi ujawnić, pod jakimi nazwami występowały inne promienie tego samego ośrodka,
działające w innych krajach, przed i po tej epoce.
Nie starajcie się przedwcześnie poznać tych tajemnic. Nasza ciekawość oddala od nas
te tajemnice. Zrozumcie jedynie, że ci, którzy od owego czasu przybierają tytuł Różokrzyżowca
lub twierdzą jakoby byli związani z tym Bractwem, mylą się i wprowadzają w błąd swoją
publiczność, gdyż ów "ośrodek", który się tak właśnie nazwał w XVII stuleciu, zmienił nazwę.
Prawdziwi Różokrzyżowcy nidgy nie dali się poznać i nigdy nie wyjawili żadnej ze
swych prawdziwych tajemnic. A nawet zadali sobie trudu, ażeby zniszczyć kilka, zbyt
rewelacyjnych publikacji, jak na przykład małą książeczkę Wellinga, wydaną w końcu XVIII
wieku lub opowiadania owego angielskiego kapitana, które ukazały się drukiem około 1850
roku w Londynie. Podobnie jak nikt nie wie co się stało z zaszyfrowanym notatnikiem
Cagliostry.
Prawdziwe Różokrzyżostwo jest niematerialną funkcją duszy ziemi. Spróbuję to
wyjaśnić.
Nasza planeta otrzymuje wszelkie formy życia, nie tylko od jednego słońca żółtego,
które nam przyświeca, lecz również od sześciu innych słońc niewidzialnych. Pierwsze z tych
niewidzialnych słońc, słońce czerwone, podbudowuje ziemskie ciała. Aniołem tego słońca jest
istota, którą Paracelsiusz i kilku innych, nazwali Heliaszem Artystą. Zarządza on ogólną
morfologią, pokrewieństwami istot w asapekcie molekułmineralnych, struktur fizycznych,
chemicznych, społecznych, intelektualnych i religijnych. I podobne jak inne słońca, słońce
czerwone działa na ziemię systemem przerywanym, tak jak obrotowe światło latarni morskiej.
Wyjaśnię jeszcze jak pojmuję właściwe cechy życia mineralnego. Otóż, polegają one w
zasadzie (biorąc pod uwagę jakąś istotę lub środowisko) na specjalnym zorganizowaniu
atomów tego środowiska czy tej istoty. Oficjalna fizyka i chemia badają sposoby organizacji
tego, co nazywają materią ziemską. Lecz wszystko we wszechświecie posiada swój aspekt
mineralny. Gdy atom ludzki łączy się z innymi atomami ludzkimi, tak aby utworzyć jakąś grupę
stałą, niezmienną i odporną (taką jak komórka społeczna starożytnych synarchii), to taki rodzaj
zorganizowania można nazwać aspektem mineralnym istoty społecznej.
A oto inny przykład. Gdy jakiś filozof stworzył swój organizm myślowy lub raczej
odtworzył go zgodnie z idealnymi liniami sił, takich jak zespół jego koncepcji, jego osobistej
wiedzy, wtedy jego indywidualna mądrość tworzy w końcu pewien rodzaj istności
intelektualnej, niezmiennej i ostatecznej, to taki rodzaj dzieła umysłowego jest aspektem
mineralnym myśli ludzkiej.

-27-
Rozpatrzmy teraz ludzką osobowość w całokształcie organów ukrytych, które ją
zasadniczo tworzą. W porównaniu z tym, to co wiemy o sobie jest jedynie wynikiem
zewnętrznym. Ta osobowość zawiera w sobie przedstawicielstwa z całego wszechświata.
Mówiąc jaśniej, istnieje w nas pewien organizm (ciało) żyjący, dajmy na to jak anioł; istnieje
inne ciało w nas, żyjące jak geniusz lub jak "elemental" lub gwiazda, planeta, podobnie jak
nasze ciało fizyczne żyje życiem zwierząt, o czym wszyscy wiemy.
Jeden z tych utajonych organizmów nie może być lepiej porównany, jak do złoża w
trakcie krystalizacji odbywającej się w głebi ziemi. Gdy promień czerwonego słońca przechodzi
tamtędy, ów organizm rozwija się pod jego wpływem. Ponieważ w każdym osobniku dominuje
jeden z typów życia powszechnego, więc człowiek, w którym przeważa ten czynnik mineralny,
odczuwa, że jego istota duchowa jest przyciągana w kierunku Heliasza Atrysty i zmierza ku
stanowi właściwemu Różokrzyżowcom.
Wszystko to może wydawać się wam czystą imaginacją. A jednak nic nie jest bardziej
od tego realne. Bóg jest żyjący. Życie jest wszędzie, a wraz z nim wszędzie istnieje wrażliwość,
inteligencja i miłość. Kamień odczuwa wrażenia, przestrzega idee i przejawia wolę. Kamienie
naszej ziemi znajdują się na samym dole powszechnej skali minerałów. Na jej szczycie znajdują
się promieniste, mówiące kamienie Grodu Świętego. Nadejdzie taki dzień, gdy człowiek będzie
rozmawiał z polami i górami, gdy leżące na drodze kamyki żwiru opowiadać będą rybakowi
historię minionych stuleci, a przydrożne kamienie wyjawiać będą podróżnemu swe sekrety.
Bowiem Przyroda kryje jeszcze miliardy swych tajemnic.
Nikt nie potrafi zdefiniować tego Heliasza Artystę. Nawet ci, na których wywiera on
swój wpływ, nie potrafią go zanalizować. Nie jest on Bogiem, lecz jednym z bogów, po prostu
jednym z ministrów Ojca, wirem rajów kosmicznych, tchnieniem Ducha w ogrodach Pana. Jest
on siłą przyciągającą, skupiającą, harmonizującą, która w każdym gatunku dąży do jednoczenia
jednostek i do organizowania ich w hierarchie równowagi i wzajemnej współpracy.

**
*

Doskonałe zdrowie dla ciała, kamień filozoficzny dla materii, uniwersalna medycyna dla
terapeutyki, system wiedzy integralnej, monarchia powszechna, religia powszechna, braterstwo
powszechne: oto dzieła owego Heliasza i cele działalności Różokrzyżowców.
Tego właśnie poszukiwali alchemicy tacy jak Artephius, Bazyli Valentyn i Kosmopolita,
tacy filozofowie jak Raymond Lulle, Sabathier, Fabre d'Olivet, Wroński, Saint-Yves d'Alveydre
i Jacob, tacy przywódcy ludu jak Ram, Mojżesz, Karol Wielki, tacy taumaturgowie jak Enoch,
Eliasz i kilku mało znanych świętych, tacy emisariusze jak ów nieznany, który odwiedził
Jakuba Boehme, jak Isaac Bernaud i Ireneusz Agnostus, którzy pojawili się u Henryka IV i
Wilhelma Orańskiego, tacy jak Ellius Bocthor, doradca Bonapartego w Egipcie, jak owi dwaj
jeźdźcy albańscy, którzy zjawili się nagle przy karocy Napoleona, wiozącego Marię-Luizę, a
przede wszystkim jak wielki i nieustraszony Cagliostro.
Wszyscy ci ludzie starali się przetworzyć różne anarchie w organizacje trwałe i
zrównoważone. Oto dlaczego, jak to głosi broszura z 1604-go roku, symboliczną ojczyzną
Różokrzyżowców jest Germania. Otóż, prawie wszyscy ponieśli porażkę, dlatego, że Heliasz
Artysta tylko reprezentuje Słowo kosmiczne, zaś samo Słowo przybyło na ziemię, narazie po
to, żeby "przynieść wojnę, a nie pokój".
Nie ma to jednak znaczenia. Jeżeli dojrzewanie złota niebiańskiego wymaga długich
cykli, a dojrzewanie złota ziemskiego, stuleci, więc patrzymy w przyszłość z ufnością
najbardziej optymistyczną. Mury wieczystego Grodu, pisane przez apostoła Jana ze wspaniałą

-28-
zwięzłością, te niezniszczalne mury, nad którymi rozgrywają się nieskończone wspaniałości
boskich scen, składać się będą z kamieni, którymi będą duchy ludzi doskonałych. Zaś tymi
niewzruszonymi, potężnymi i doskonale pięknymi bramami tego świętego Grodu będą właśnie
te duchy, które, poznały niegdyś duch ziemi pod egidą Różokrzyżostwa. Pamiętajmy, że
dopiero w dniu powszechnej reintegracji zrealizuje się ta święta hipoteza: "Z tych kamieni Bóg
może uczynić dzieci Abrahama". Czyż Jezus nie powiedział o Sobie, że jest Skałą? Jego słowa
są w pełni prawdziwe. Królestwo Kamienia jest jedną z form kosmicznej istoty Słowa. A chociaż
my widzimy tu na ziemi tylko kamienie nieme, bezwładne i uśpione to jednak istnieją, w
oceanach wyższych firmamentu, skały i szlachetne kamienie drgające życiem niezwykłym i
olśniewającym.
Ci nieznani "miłośnicy Róży i chorążowie Krzyża", jak sami siebie nazwali, wzywając
do siebie ludzie dobrej woli, wskazali im drogę.
A teraz trzeba rozważyć dwa punkty problemu: stan duchowy ucznia, a następnie
metodę jego pracy.
Gdy człowiek w milczeniu bada własną głębią duchową, wtedy upewnia się, że istnieje
w nim wieczyste źródło sił, światła i pokoju. To ukryte źródło rozlewa po niewidzialnych
krajobrazach niezliczone i niezmącone strumienie. Tu na tym świecie nie ma ścieżki, której nie
towarzyszyłby szmer tych odradzających fal, nie ma piasków, których by one nie użyźniały.
Wystarczy jedynie zrzucić sztuczne okrycia, których noszenie niesłusznie wydaje się nam
niezbędnym obowiązkiem i wystarczy wykąpać się w tych wodach przywracających nam siły
i czystość.
Wtedy prostota, z cnoty negatywnej, staje się prawdziwą prostotą, aktywną i płodną.
Nasze oczy, patrząc na Przyrodę, ujrzą rzeczywiście Przyrodę, a nie jej obraz pozorny, jakiśmy
sobie o niej wytworzyli. Patrząc na ludzi i na siebie, zobaczymy ich i siebie, jako ciało, krew,
namiętności, nędze i wielkości, nie zaś jako sztucznie wypracowane schematy.
Na ogół, okultysta jest podobny do absolwenta wydziału nauk ścisłych, który przez stałe
sprowadzanie wszystkich zagadnień do postaci równań i wzorów, dochodzi wreszcie do tego,
że staje się już niezdolny do dostrzegania w światach uczuć, nic innego jak tylko okazje do
tworzenia schematów algebraicznych. Szlachetny kształt jakiegoś wzgórza, wyraz uśmiechu
na twarzy, patetyczność zmierzchu, wszystkie te oblicza piękna wtłacza on w czarne kolumny
cyfr. Nie potrafi już brać udziału w życiu. Nie znajduje już w sobie niezbędnych sił do
kochania, ani motywów do działania.
Gdy już ostatecznie skamieniał w morzu teorii, wtedy przerzuca się w przeciwległy
kraniec. Rozbija tę sztuczną maskę i z całym zapałem rzuca się ku spontanicznym porywom.
Lecz rozbija sobie głowę, bowiem "duch jest szybki, ale Natura jest opieszała".
Cierpliwości!!! "Zdobywajcie swe dusze cierpliwością", powiedział Mistrz mistrzów.
Pragnienie prawdziwe, zdrowe, mocne, którego przeznaczeniem jest zwycięstwo, takie
pragnienie ani się nie wlecze, ani też nie śpieszy się. Kroczy ono długim, pewnym krokiem, jak
stary wojak. Maszeruje ono podczas dnia, lecz nade wszystko podczas długich, chłodnych
nocy, potykając się o niewidzialne kamienie, wpadając w wąwozy pokryte cierniami, gdzie
atakują go spłoszone węże. Taki wędrowiec kroczy w zupełnym osamotnieniu, śmiertelnie
zmęczony, z głową niezdolną do myślenia, z obolałymi nogami i zamglonym wzrokiem.
Wędruje bezksiężycowymi i bezgwiezdnymi nocami, bez psa, przez ciemne lasy, które trzeba
przejść, pomimo szeptów podstępnych i przerażających głosów, przez niegościnne zagrody,
gdzie wiadomo, że będą miały miejsce straszne spotkania i skąd będzie się wyrzuconym.
Będzie trzeba przechodzić obok ukrytych w ciemnościach postaci, obok zwałów kamieni i
uschniętych pni, gdzie ukrywa się od niepamiętnych czasów demon strachu! A droga staje się
coraz bardziej stroma i wąska, ... i tak, krok za krokiem, zakręt za zakrętem, mila za milą. Och

-29-
wędrowcze! - życie jest długie, więc jeśli znajdziesz jakąś skałę porośniętą mchem, zatrzymaj
się i prześpij godzinę lub dwie. Taki sen pokrzepi twą miłość.
Ten rwący potok Miłości bożej powinien być otoczony w sercu ludzkim mocnymi,
granitowymi groblami. Trzeba nauczyć się czekać jak młode wino w suchej, przewiewnej
piwnicy, ażeby podczas długich lat Miłość w naszym sercu oczyściła się z mętnych osadów.
Tutaj również, u wejścia do dziedzin różokrzyżowych, można przeczytać ten
powszechny nakaz dla neofity: "Porzuć to, co kochasz i poszukuj tego, co ci się nie podoba".
Istnieje w Europie pewna książka, w której ta maksyma jest rozpatrywana na wszelkie
sposoby i we wszystkich odniesieniach. Ta książka jest przeznaczona dla ludzi, których serca
są trawione ogniem, dla tych, którzy goreją, którzy trwają w agonii, dlatego że nie mogą
ogarnąć swego ideału. Ta książka jest właśnie taką granitową groblą, taką cichą piwnicą,
starym powolnym przeorem, nieprzekraczalnym murem klasztornym.
Ta książka szczegółowo analizuje problem nauki, ludzkiej próżności, a następnie
roztropność, powściągliwość, rozwiązłość uczuć. Ukazuje ona nierealność niecierpliwych
nadziei, zwierzeń, dyskusji i nieopanowanej żarliwości. Oczyszcza nas ona ze wszystkiego co
zbyteczne, z pasożytów duchowych i powoli uczy nas koncentracji. Wreszcie uspokaja i
doprowadza nas do stanu podobnego do śmierci. A gdy wszystkie płomienie, wszystkie
huragany, wszystkie burze w sercu ucznia zostaną wreszcie pogrzebane w popiołach, uwięzione
w podziemiach, pochłonięte przez wszechwładną ciszę, wtedy owa książka otwiera tajemną
bramę. Serce wybucha jak meteor, a jego poryw, po tak długich trudach wstępnych, zostaje
rzucone wreszcie, już bez żadnych przeszkód, do stóp wieczystej Obecności, stanowiącej sumę
pragnień wszelkiego tworu.
Rozumiecie więc teraz, dlaczego duchowi synowie Różokrzyżostwa mówili, że jeśli się
zrealizuje wymagania pierwszej księgi "Naśladownaia Jezusa Chrystusa", wtedy jest się
gotowym do wstąpienia w ich szeregi! Oto stan duchowy ucznia, oto jego osobisty wysiłek.
Niebawem otrzyma pomoc. Porzucił już swe mistyczne szaleństwo. Jego urocza, lecz
prymitywna miłość Boga, jego hałaśliwa skrucha, rozpływają się przed nim jak nierealne
widma. Nareszcie nie myśli już o chwale bycia adeptem, ani o własnym zbawieniu. Zapomniał
o sobie. Zwracając się do Boga, może używać takich określeń jak: "Mój brat wiatr, moja siostra
ziemia, mój brat osioł, moja siostra bieda". Teraz zaczyna rzeczywiście rozmowę z Bogiem.
A Bóg zsyła mu Swego anioła. I razem wyruszają, pośród ciemności nocy ku wielkiej Górze w
centrum ziemi, gdzie ukryty jest skarb i gdzie czatuje diabeł. Podczas tej drogi, przewodnik i
człowiek modlą się. Jest to prawdziwa modlitwa. Człowiek ściśnięty strasznymi ramionami
trwogi, opływa potem. A gdy dochodzą do szczytu, rzucają się na nich smoki, potwory i diabły.
Zrywa się huragan, ziemia drży, pękają skały, w ciemnościach rozlegają się grzmoty. Jeśli
wędrowiec wytrwa w spokojnej i ufnej modlitwie, wówczas jest uratowany. W pierwszej
poświacie zorzy ukazuje się Skarbiec a otaczająca Przyroda staje się Rajem.
Kandydat został przyjęty i odkryły się przed nim tajemnice i cnoty rzeczy stworzonych.
Jednak poznanie arkanów nie powinno być celem jego trudów. Dlatego Różokrzyżowcy
uważali to jedynie za sprawę drugorzedną i nieistotną. Do prawdziwego "Dzieła" dopuszczali
dopiero po odbyciu następnej próby. Samej zaś natury tego "Dzieła" nigdy nie ujawnili.
Nie wypada więc wdzierać się w sferę ich tajemnic. Wystarczy nam wiedzieć, że
opanowanie wiedzy alchemicznej, magicznej i hermetycznej, są jedynie przygotowaniem do
dzieła prawdziwego.

**
*

-30-
A oto konkluzja.
Pragnienie zdobycia tytułu Różokrzyżowca jest iluzją. Można jedynie spęłnić niezbędne
warunki, osiągnąć stan gotowości, na wypadek, gdyby wspaniała moc Heliasza Artysty
spoczęła na naszym duchu, po to żeby ta moc mogła wydać owoce i rozwinąć się we właściwej
postaci.
Te warunki są spełnione, gdy zwolennik tej drogi stanie się doskonałym uczniem
Tomasza a Kempis.
Ale ponieważ nikt w pełni nie zna siebie, swego aktualnego stanu, ani swych
ewentualnych możliwości na przyszłość, ponieważ nikt nie zna chwili objawienia się mocy tego
tajemniczego Artysty, a nawet nie potrafi odczuć jego obecności, więc czyż nie postąpimy
roztropniej, powracając do źródeł, z krórych czerpał natchnienie autor "Naśladowania", to
znaczy do Ewangelii, i gdy zwrócimy się do Naszego Pana Jezusa Chrystusa, który jest
mistrzem Heliasza Artysty!
Nikt z ludzi, żaden z bogów nie ogarnął jeszcze swym wzorkiem duchowych
horyzontów, spisanych w Ewangeliach. Żadna inna książka nie zawiera tak ogromnej sumy
wiedzy, ani na ziemi, ani na żadnej z widzialnych gwiazd, ani w żadnym innym miejscu świata
niewidzialnego. Wtajemniczenie różokrzyżowe jest tylko jednym z około 70-ciu innych, których
zasady podaje Ewangelia. Lecz podaje je ona w sposób nieuchwytny, na planie
nierozpoznawalnym dla nas, lecz zapewniam was, że podaje.
Trwajmy więc przy Ewangelii. Gdyby najnędzniejszy z ludzi, najgorszy nieuk i głupiec
potrafił przez całe życie realizować jedną z rad Ewangelii, od razu dotarłby do Domu Ojca, a
nasz świat, nie mogąc znieść potężnego żaru promieniującego z jego serca, natychmiast
wyzwoliłby go z więzów materii.
Człowiek kryje w sobie zawiązki wszelkiej wiedzy i wszelkiej mocy. Trwają one w stanie
uśpienia, a gdy człowiek stara się je obudzić, czyni z nich cieplarniane rośliny lub monstrualne
kwiaty pozbawione zapachu i ich specyficznych własności.
Lepiej więc żebyśmy słuchali wielkiego Ogrodnika, którego postać przyjęło Słowo,
ukazując się po swym zwycięstwie, skruszonej miłości. My wszyscy, podobnie jak ta izraelska
kurtyzana, zdeprawowaliśmy nasze wewnętrzne piękno. Pozwólny więc temu boskiemu
Ogrodnikowi wyrywać chwasty, okopywać, zasiewać, nawozić, podlewać. Promagajmy Mu
jedynie tak jak On Sobie tego życzy, a nie tak jak my to sobie wyobrażamy.
Gdybyśmy oceniali siebie według naszej rzeczywistej wartości, gdybyśmy byli pokorni,
wtedy wszystkie te udręki i umęczenia, jakie starałem się wam przed chwilą opisać, byłyby nam
oszczędzone. Nie starajmy się zostać adeptami, Różokrzyżowcami, Mahatmami, ani nawet
świętymi. Starajmy się po prostu sprawiać radość Naszemu bardzo wiernemu Przyjacielowi. Po
cóż się niepokoić?
Czyż znajomość kilku tajemnic, opanowanie paru nieznanych mocy, zwyciąstwo nad
kilkom bogami, ma jakiekolwiek znaczenie wobec tej niewysławionej obietnicy: "Przyjaciele
moi, oto jestem z wami każdego dnia aż do spełnienia wieków!".
Wy, którzy mnie słuchacie, wszyscy już od dzieciństwa czytaliście tę obietnicę i to nie
raz. A jednak, kto z was odczytał ją jak należy?
Uwierzcie słowom pewnego człowieka, który powrócił z dalekich, obcych krajów: Nie
szukajcie dalekich skarbów, lecz zbierajcie te, które tu depczemy nogami. I razem uczmy się
schylać. A w ten sposób poznamy, że najwspanialszą postawą, jaką człowiek potrafi osiągnąć,
to trwać na klęczkach.

Sedir

-31-
-32-
MISTYCZNA TEORIA WOJNY
Jeżeli widzicie mnie tu dzisiejszego wieczoru, pomimo że przez długi czas nie chciałem
się zgodzić na wystąpienie publiczne, to stało się tak na skutek nalegań moich przyjaciół.
Powiedzieli mi oni: "Po ośmiu miesiącach uporczywych wysiłków, cierpień znoszonych po
stoicku, potrzebujemy znów posłuchać tych kojących i porywających zasad wieczystych". W
obawie przed popełnieniem błędu dalszym milczeniem, dałem się przekonać. Wybaczcie mi,
że mogę wam ofiarować jedynie słowa. W obliczu obecnych katastrof wszelkie słowa wydają
mi się bez wartości; najskromniejszy czyn jest cenniejszy od najwspanialszych przemówień.
Nie będą to ani wykłady, ani odczyty. Nie miałem czasu czegoś przygotować. Będziemy więc
rozmawiali ze sobą zupełnie po prostu. Dziś omówimy samą wojnę, tak jak wygląda ona w
planie niewidzialnym. Drugim razem zbadamy chrześcijańskie postawy patriotyzmu. W trzeciej
pogadance przyjrzymy się walce, śmierci, szpitalowi, niewoli. W czwartej, zastanowimy się czy
my, ludzie cywilni, wypełniamy właściwie nasze obowiązki. Wreszcie, być może, spojrzymy na
naszą ojczyznę z punktu widzenia mistycznego. W sumie nie powiem wam nic innego, jak to,
co podczas waszych rozmyślań, szepcą wam dusze bohaterów-męczenników, waszych synów,
braci, mężów, nie zależnie od tego, czy walczą oni na tym świecie, czy po tamtej stronie
prowadzą walkę u boku duchów opiekuńczych naszej ojczyzny i Aniołów Chrystusa.
Większość z was zna mój punkt widzenia. Proszę szczególnie tych, którzy przyszli tu
po raz pierwszy, ażeby powstrzymali się z odrzuceniem moich poglądów do końca tych
pogadanek. Mam wam wiele dziwnych rzeczy do wytłumaczenia, a także czuję się w
obowiązku wypowiedzieć wiele przykrych stwierdzeń, bowiem ażeby zostać uleczonym, trzeba
nade wszystko uznać swą chorobę. Ja wiem, że jestem chory. Jako rodacy, spirytualiści i
chrześcijanie czujemy się jak w rodzinie. Trzeba więc, żebyśmy mogli powiedzieć sobie
wszystko, bez zadawania sobie ran.

**
*

Zacznijmy rozpatrywać nasz problem od najmroczniejszej, najboleśniejszej jego strony.


A więc: Dlaczego Bóg pozwala na wojny? Co robi On, gdy miliony ludzi ginie w tych rzeźniach
i okrucieństwach?
Otóż, muszę się przyznać z całą szczerością, że te pytania, które słyszy się zewsząd, są
dla mnie niezbyt zrozumiałe. Ponieważ wiem, że Chrystus jest z nami, ze mną, z matką,
małżonką, z dzieckiem, z żołnierzem, z rannym i z konającym, więc nie potrzebuję wiedzieć
nic więcej. Żołnierz o nic nie pyta swego generała, a my przecież, krocząc naszą drogą, mamy
stać się żołnierzami Chrystusa.
Jednak nie wszyscy są tak mało ciekawi. Tak więc wasze, poniekąd słuszne pytania
zostaną, być może, zaspokojone następującymi pojęciami.
Zawsze dostrzegamy jedynie skutki, nigdy nie widzimy przyczyn. Podobnie jak my,
ludzie cywilni, wiemy o sytuacji na froncie tylko to, co sztab główny zechce nam ujawnić, tak
samo bogowie pozwalają nam dostrzegać jedynie drobne epizody bitwy życia lub w najlepszym
razie bardzo mgliste pojęcia ogólne. Ta niewiedza jest próbą dla naszej pychy, lecz również
wyrazem przezornej troskliwości Boga. Obliczcie mnogość obowiązków, jakie narzuca nam
nasz skromny bagaż wiedzy o życiu i sprawdźcie ile z tych zobowiązań nie zostaje

-33-
wypełnionych. A teraz starajcie się ocenić ogrom bolesnych konsekwencji, które z tego powodu
ściągamy na siebie. Cóżby się więc działo, gdyby nasza wiedza o świecie i życiu była
całkowita? Jakaż zaistniałaby dysproporcja pomiędzy tym, co byśmy wiedzieli, a tym co
moglibyśmy zdziałać? Gdyż faktycznie nie potrafimy prawie nic.
A ponadto, ta niewiedza jest dla nas niezwykle cenna. Rozum, rozsądek, władze
umysłowe są pewnymi czynnikami przyrodzonego rozwoju człowieka. Lecz na czym opiera się
jego rozwój nadprzyrodzony? Ten wysiłek, ta moc, która nas przerzuca ponad przepaścią,
dzielącą skończonść od nieskończoności, świat stworzony od niestworzonego, królestwo
doczesne od Królestwa wieczystego, tę moc, która kieruje nas ku zaświatom, poza to, co
odczuwalne i świadome, Chrystus nazywa wiarą. Otóż domeną wiary jest niewiedza. Wszystko
co mi jest znane nie wymaga wiary. Gdy więc w obliczu nieszczęścia, uparcie zamykam oczy
mego rozumu i powtarzam sobie: "Nic nie rozumiem, lecz Bóg jest ze mną, On wie, On widzi
i rozumie, On jest dobry i urządza wszystko dla mojego dobra" - to taka postawa, absurdalna
dla mądrości ludzkiej, jest jedyną prawdziwą i słuszną wedle Absolutu; porywa ona ku temu
Absolutowi moje serce i mego ducha jednym uderzeniem skrzydeł.
Wszelka działalność Boga jest dobra. Świat został przez Niego zorganizowany na
zasadzie dwoistości, jak to mawiał Pitagoras. Wszystko odbywa się parami, dwoiście, przez
przeciwieństwa. Życie jest powszechną walką. Hakatomby występują wszędzie w świecie
stworzonym. Czyż ten kwiat tak niewinny, ten majestatyczny las, te wspaniałe góry, ta
harmonijna twarz, nie są polem straszliwych walk? Wszyscy wiemy to doskonale. A mimo to,
chielibyśmy, żeby jedynie narody żyły w harmonii!
Nie lękajmy się spojrzeć w oczy tym rzeczywistościom. Wojna, podobnie jak Pokój, są
tworami Boga, tak samo jak szatan i święty, jak bohater i bandyta. Wojna, pannasędziego
szalona i Pokój, panna mądra, są dwiema nieśmiertelnymi siostrami, lecz tylko pierwsza z nich
nie zdołała wytrzymać próby. W naszym świecie wszystko rodzi się ze śmierci. Każde
olśniewające piękno rodzi się z tysięcy ponurych brzydot. Każde poświęcenie rozkwita na
nawozie z dawnych, zamarłych egoizmów. Nie istnieje harmonia, która by nie była dzieckiem
niezgody. Spójrzcie wokół siebie: Gdzież spotkacie pokój ducha, nie tkwiący korzeniami w
przezwyciężonych niepokojach? Jakaż moc nie wznosi się na niezliczonych upadkach? Żadna
pewność nie jest trwała jeżeli nie wykuły jej zwątpienia. Gdyby okrutny egoizm nie uczynił
uprzednio twardymi włókien serca, czułość i dobroć nie mogłyby w nim później zamieszkać.
Wy, którzy kroczycie wąską drogą posiadacie tę odrobinę łagodności, wiary i żarliwości, tylko
dlatego, że pokonaliście w sobie gniew, obojętność i lenistwo.
Trzeba powtarzać i głośno wołać, nawet na przekór pozornym oczywistościom, że Bóg
jest dobry, że tylko Ojciec jest dobry. Wobec śmierci drogich nam osób, w obliczu zniszczeń,
pożarów, tortur rodzi się pokusa oskarżenia Boga i niektórzy ulegają jej. Jednak pamiętajmy
o oczywistych prawdach; uciekajmy się do zwykłego zdrowego rozsądku, zmąconego
okropnością katastrofy. Gdyby nie było nienawiści pomiędzy jednostakmi, nie byłoby jej
między rodzinami i nie byłoby jej między narodami. W zgniłym owocu, rozkład rozpoczął się
w jednej niedostrzegalnej komórce. Epidemia pustosząca całe regiony, początkowo uśmierciła
tylko jedną osobę, a w niej, na samym początku, była nieskończenie małym mikrobem. Oto
błąd pacyfistów. Chcą oni obalić drzewo, obcinając jego gałęzie. Należałoby uderzyć w sam
korzeń. Zresztą sami ujawniają swą słabość, gdyż kłócą się pomiędzy sobą.
Jeżeli więc, uznając swą niewiedzę, zrozumiemy, że korzenie wszelkiego zła tkwią w
naszych sercach, wtedy powinniśmy pogrążyć się w pokornej skrusze. Bo czyż każdy z nas, czy
to jako osoba prywatna, czy jako obywatel nie stał się sprawcą licznych nieszczęść przez swe
niedbalstwo lub świadomą złą wolę? Czyż potrzeba powoływać się na teorię reinkarnacji? Czyż

-34-
i bez tego nie wiecie, że zło, na które się godzimy, chociażby tylko myślą, dąży do przyjęcia
kształtu materialnego?
Człowiek jest ośrodkiem przeobrażającym, przez który przechodzi cała rzeczywistość
niewidzialna, ażeby stać się widzialną. Zresztą, oprócz tych fizjologicznych i psychologicznych
następstw, w ciągu lat ludzka wada dąży do ucieleśnienia się. Jakiś trujący owoc, jadowite
zwierzę, chorobotwórcze mokradła są fizycznymi postaciami ongiś uprawianych występków
przez jednostki lub dawno wymarłe narody. Oddawanie się myślom o zemście, doprowadza,
po kilku pokoleniach, do zbrodni. Chrystus ukazuje te fakty tym ze swych uczniów, którym
"otworzył oczy". A przecież i my też karmiliśmy nieraz w naszych sercach uczucia nienawiści,
bywaliśmy cyniczni, bezwstydni, rzucaliśmy oszczerstwa, zdradzaliśmy tych, którzy nam ufali,
brudziliśmy delikatne uczucia, oszukiwaliśmy. Obecni żołnierze Antychrysta, na naszych
oczach, dokonują okropnych zdrad, dopuszczają się okrucieństw i podłości. Sprawiedliwość
bogów dopełnia się w tej chwili.

**
*

Przepraszam was pokornie za to, że pozwoliłem sobie mówić tak otwarcie o tych
przykrych sprawach. Lepiej jednak, żebyście to teraz usłyszeli z ust towarzysza niedoli, niż od
Sprawiedliwego Sędziego w groźnym dniu Jego tryumfu. Wspólnie przyznajemy się do
wszystkich naszych win, odraz i do głębi. Przyniesie nam to ulgę i możliwość
zadośćuczynienia.
Oceńmy więc nasze zadanie. Oświadczam wam w obliczu Prawdy - jest Ona tu obecna,
gdyż zebraliśmy się w Jej imieniu: Zło trwać będzie aż do końca świata. Bóg mógłby je
zniszczyć natychmiast. Zresztą, po cóż powoływać się aż na interwencje Boga? Zwykła
modlitwa człowieka wolnego mogłaby uwięzić te mroczne legiony. Lecz one też muszą dojść
do Światła. Niech katolicy nie oburzają się, sądząc, że te słowa są jakąś herezją. To co tu
powiedziałem jest autentyczną ideą Chrystusa, zaś jeden z ojców kościoła, św. Augustyn,
wypowiedział tę samą prawdę, równie jasnymi słowami.
A gdyby Słowo-Jezus, nie dotrzymując Swej obietnicy, zagasił ten "tlejący się jeszcze
ogarek", gdyby świat zła został nagle strącony do pierwotnej nicości, byłoby to największe
nieszczęście dla rodzaju ludzkiego. Jeśli cośkolwiek zrozumieliśmy z Prawdy, jeżeli
dostrzegamy chociażby cień wieczystej wspaniałości, jeżeli potrafimy się zdobyć na
najmniejszy gest dobroci - zawdzięczamy to Złu. Dotąd nie dokonaliśmy wiele, lecz bez zła nie
uczynilibyśmy w ogóle nic, gdyż nie musielibyśmy walczyć. Bylibyśmy biednymi istotami,
wprawdzie niewinnymi, lecz jednocześnie bezwładnymi, nieświadomymi, biernymi. Nie
przeklinajcie więc ani Zła, ani cierpienia; kochajcie tę walkę i szukajcie jej. Czyż najżarliwsi
słudzy Nieba nie nazywają się Żołnierzami Chrystusa?
Gdybyśmy mogli chociaż domyślić się jaką przyszłość przygotowuje nam Ojciec, wtedy
nie lękalibyśmy się niczego, a pośród najstraszniejszych spustoszeń nasz nieustraszony wzrok
zachowałby ekstatyczny odblask boskiego światła, dostrzeżonego chociażby w czasie jednej
sekundy. Uwierzcie mi, że nie podnoszę głosu ażeby was natchnąć złudnym zapałem. To, o
czym wam mówię jest rzeczywistością, a obraz wspaniałości Królestwa, który wam tu opisuję,
jest niewspółmiernie słaby w porównaniu z rzeczywistością.
Wojna jest więc nieuniknioną koniecznością życia ziemskiego. Gdyby pozostała przy
życiu jedynie garstka ludzi na tym padole, to po kilku latach zaczęliby się bić ponownie, a
nawet w okresie pokoju maltretowaliby glebę, wycinali lasy i niepotrzebnie tępiliby zwierzęta.

-35-
**
*

W świecie stworzonym wszystko urzeczywistnia się za pośrednictwem klisz.


Klisze są pierwowzorami rzeczy, istot i zjawisk; istniały one przed Czasem i będą
istniały po nim. Są to idee Ojca, żywe i rozumne, podróżujące w przestrzeniach wszechświata
po szlakach uprzednio wytyczonych.
Oto podam wam kilka zobrazowań wyjaśniających te sprawy.
Ojciec ujmuje pewną cząstkę Nicości; nadaje jej szkielet, kształt i ustala tam położenie
przyszłych ognisk życia tego stworzenia, następnie łączy je wszystkie sieciami dróg. Później
ożywia ten bezwładny kosmos i wówczas każda z tych niezliczonych komórek składowych
rozpoczyna swą specyficzną pracę, do realizacji których Bóg ją ukształtował. Okazje do
uruchomienia tych ukrytych energii, są duchowymi kształtami tego wszystkiego, co ma się
spełnić; nazywamy to kliszami.
Wszystko co istnieje jest materializacją jakiejś kliszy: planeta, rasa, nauka, miasto,
zjawisko chemiczne, kryzys duchowy itd. Poza tym wszystko jest kolejno, najpierw kliszą, a
następnie tworem nawiedzonym przez kliszę.
Te odwiedziny klisz są nieuniknione. Ponieważ człowiek obawia się prób, a próba jest
jedynym środkiem postępu, więc Przyroda nie pozwala nam unikać pracy. Tylko człowiek
gotowy do powrotu do Domu Ojca ma prawo rozkazywać kliszom, a one są mu posłuszne.
Kiedyś mówiłem wam o duchach, geniuszach, bogach i aniołach. Wykazałem wam, że
te pojęcia nie występują jedynie u ludów pierwotnych lub u hierofantów, wizjonerów z Chin i
z Egiptu, lecz że zostały przyjęte przez oświecone umysły Ojców Kościoła; między innymi św.
Tomasz z Akwinu pisze o aniołach przydzielonych każdej istocie stworzonej, a również o
duchach pośrednich, które nie są aniołami, ani demonami.
Otóż wszystkie twory, nawet istoty kolektywne, ludy, narody, rasy są indywidual-
nościami żyjącymi w świecie niewidzialnym, obdarzonymi osobowym "Ja", wolną wolą,
inteligencją, odmiennymi niż wola i inteligencja globalna istot ludzkich, wchodzących w skład
tego kolektywnego ciała. Owo "Ja" istnieje już wcześniej niż powstało dane ciało, dany obszar,
dany ustrój społeczny czy polityczny i egzystuje nadal po ich przeobrażeniu czy zniknięciu.
Różne klasy społeczne są organizmami fizycznymi i rozmaitymi władzami tego ducha
kolektywnego, podobnie jak system nerwowy, serce, mięśnie, określone zwoje mózgowe są
organami naszych władz psychicznych. A każda komórka społeczna, to znaczy obywatel
otrzymuje nieświadomie od ducha swej ojczyzny specjalne światła przystosowane do funkcji
obywatelskiej, do wypełniania której może być powołany.
Poszczególne rasy, a również cała ziemska ludzkość oraz ludzkości żyjące niewątpliwie
na innych światach, są zorganizowane według tego samego planu; ich zespół, królestwo
ludzkości, to owa przeogromna istota, którą Mojżesz nazywa Adamem, zaś starożytni mędrcy
- wielkim człowiekiem niebiańskim.
Wszystkie te duchowe hierarchie są poddane prawu stworzenia. Ci geniusze walczą
pomiędzy sobą nieustannie; oczywiście każdy z nich kroczy drogą, wyznaczoną mu przez Ojca;
lecz ich drogi krzyżują się; podróżni nie chcą sobie ustępować, a gdy ich spory toczą się w
momencie, gdy zbliża się termin spłaty długów morlanych, zaciągniętych przez ich ciała
fizyczne, czyli ziemskie narody, wówczas z tych konflików wynika nieuniknienie wojna.
Oto jak sprawy przedstawiają się często po tamtej stronie. Zresztą, dla większości z was
są to pojęcia znane. A ponieważ badaliśmy już wspólnie przenoszenie się sił i zjawisk z jednego
planu na inny, więc nie będziemy dziś do tego tematu powracać.

-36-
**
*

A oto inny dosyć częsty przypadek. Jakiś szczęsliwy naród popada w uśpienie i staje się
nieproduktywny. Geniusz Ziemi, jako władca interesowny, przygotowuje się do pozbycia się
tego balastu, tak jak to czyni ludzki organizm z komórkami, które przestały pracować.
Wówczas zły anioł tego narodu jest uradowany, gdyż ma nadzieję, że z powodu zamętu,
wywołanego tą operacją, wykolei się geniusz tego narodu. Lecz dobry anioł stara się rozżarzyć
"ten tlejący jeszcze ogarek"; gdy ów geniusz nie jest mu posłuszny, wtedy wyszukuje on jakąś
komórkę, czyli obywatela tego kraju, zdolnego do odczucia tego wpływu i do posłużenia mu
w roli narzędzia. Gdy kogoś takiego znajdzie, wówczas zazwyczaj wybucha jakaś rewolucja lub
przewrót. Jeżeli nie znajdzie nikogo odpowiedniego, wtedy ucieka się do innej taktyki, bowiem
wszystko jest lepsze od tego stanu odrętwienia. Bezwład jest samym dnem Otchłani. Wtedy ów
dobry anioł zwraca się do geniusza jednego z sąsiednich narodów i zachęca go do
skontaktowania się z tamtym opornym geniuszem. Z tego kontaktu geniuszy zawsze wynika
konflikt, bowiem istoty te, chociaż od nas znacznie potężniejsze, nie przekroczyły jednak
pewnego stadium egoizmu. Te duchowe zjawiska powoli materializują się, wywołując wreszcie
wojnę, lecz ta katastrofa realizuje się dopiero wówczas, gdy mózg narodu, to znaczy rząd,
wyraził na to zgodę.
Rządy odgrywają u narodów rolę analogiczną do świadomego systemu nerwowego jednostki.
Do nich to dochodzą prądy różnego rodzaju, nurtujące ich narody; odpowiedzialność rządu jest
ogromna. Dlatego też członkowie rządu powinni posiadać, oprócz specjalnych zdolności
intelektualnych (zawsze ograniczonych), nieskazitelne charaktery, najwyższą moralność,
doskonałe panowanie nad sobą i serce całkowicie opanowane żarliwym pragnieniem służenia
Dobru. Powinni oni doskonale rozumieć wszystkie, dochodzące do nich, prośby ludu i być
dostatecznie moralnie czyści, żeby w intuicjach otrzymanych od geniusza narodu umieć
odróżnić szkodliwe wpływy złego anioła od prawdziwych natchnień dobrego anioła. Każdy mąż
stanu powinien być w sercu człowiekiem modlitwy.
Mówiłem wam już o tym, że gdy niektórzy przywódcy naszego narodu, czując się
bezsilni, w chwilach rozpaczliwych uciekają się do modlitwy, Niebo w odpowiedzi zsyła cud;
byliśmy tego świadkami.
Rząd nieudolny, zaślepiony lub wykazujący złą wolę zmusza dobrego anioła, który
pomimo wszystko chce ratować kraj, do szukania innego, bardziej podatnego narzędzia. Często
się zdarza, że w takich wypadkach Chrystus obarcza tym zadaniem Swego specjalnego
wysłannika; ten zaś wybiera w narodzie istotę zdolną do usłyszenia jego głosu i obdarzoną
właściwościami fizycznymi, fluidycznymi i mentalnymi odpowiednymi do misji, którą ma być
obarczona. Ów nadzwyczajny wysłannik Nieba kształci nieraz takiego osobnika przez długie
lata. Czasami człowiek ten nie zdaje sobie sprawy z tej tajemniczej pracy, odbywającej się w
jego osobie. Następnie ten bohater wypełnia swą misję i płaci za to swym życiem. Później
historycy dokonują drobiazgowej analizy faktów i wydarzeń i nie potrafią nic wykryć, oprócz
martwych elementów, podobnie jak anatom podczas sekcji zwłok. Cały ten cudowny i żywy
aspekt danej epopei czasami bywa odczuty i wyrażony jedynie przez ludową intuicję w
legendach. We Francji zdarzyło się to wielokrotnie: w czasie Wojny Stuletniej, przy końcu
Wielkiej Rewolucji, podczas wojny 1870/71. Mógłbym podać jeszcze inne podobne wypadki,
gdyby nie to, że należą jeszcze do zbyt niedawnej przeszłości.

**
*

-37-
Te skromne, bardzo zwięzłe wyjaśnienia, które wam podałem jedynie w celu odkrycia
potężniejszych motywów działania, wymagałyby długich komentarzy. Poruszają one bardzo
trudne i bolesne problemy. Być może w przyszłości, gdy nasza Ojczyzna odniesie zwycięstwo,
gdy odbudujemy nasze zgliszcza, gdy już poprawimy los nieszczęśliwych ofiar i gdy wreszcie
znajdziemy trochę czasu na odpoczynek, wtedy, gdy Niebo pozwoli, wytłumaczę wam
tajemnice antynomii istniejących pomiędzy Bożą dobrocią a ludzką złością - dlaczego
męczeństwo Jezusa nie powstrzymało męczeństw patriotycznych, dlaczego wieczyste
Miłosierdzie dopuszcza istnienie potwornych katów, jak ci z za Renu.
Lecz narazie niech bije tylko nasze serce i trudzi się jedynie nasze ramię. Chwilowo
uśpijmy nasz rozum, który, zwłaszcza przez ostatnie piędziesięciolecie, płatał nam tylko
złośliwe kawały. Obecnie tylko jedno potrzebujemy wiedzieć i pamiętać, że: pomimo
przeczących pozorów Bóg zawsze chce największego dobra, najwyższego rozwoju i
najdoskonalszego szczęścia Swoich stworzeń. Jedynie naszej własnej woli zawdzięczamy, że
droga, którą kroczymy jest tak ciężka. Oczywiście, Ojciec może znaleźć nieskończoną ilość
rozmaitych sposobów doprowadzenia człowieka do celu, jaki mu wyznaczył; lecz bądźcie
pewni, że ten jaki wybiera jest zawsze najlepszy. Nie pragnijcie za wszelką cenę zrozumieć
wszystko natychmiast. Czy macie pretensje do Rządu za to, że wszystkich nas nie zaprasza na
swe obrady? Czy sądzicie, że gdybym znał tajemnicze przyczyny naszych nieszczęść, gdyby
Chrystus (co jest niemożliwe) dopuścił mnie do swych rozważań, to sądzicie, że wyjawiłbym
je wam? Rzecz jasna, że nie. Bez względu na to ile by mię ta dyskrecja kosztowała. A wreszcie,
czy jesteśmy zdolni do zrozumienia tak rozległych planów. (...)
To co ogląda duch człowieka pozostaje najczęściej poza zasięgiem jego inteligencji i
właśnie dlatego zwracam się do waszych serc; duch przemawia do nas przez serce. To wasze
serca pamiętają tego Wojownika pokoju, który jadąc kiedyś na oślęciu, powracał do Swego
miasta - można rzec rodzinnego - i płacząc nad nim powiedział: "O Jeruzalem! gdybyś ty
poznało w owym dniu to, co może ci przynieść pokój... Przyjdą na ciebie dni, gdy otoczą cię
nieprzyjaciele i powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci... gdyż nie poznałeś dnia, gdy Bóg cię
odwiedził". Od nas zależy, żeby los Jerozolimy nie spotkał Paryża. Żołnierze nie mogą zrobić
już nic więcej; lecz my, ludzie cywilni możemy, lecz dotąd nie zrobiliśmy prawie nic. Czy wiele
osób cywilnych zmarło z powodu nocnych czuwań, podyktowanych miłością bliźniego lub
wyzbyło się wszystkiego dla Ojczyzny? Ilość takich wypadków jest niewspółmierna z
niezliczonymi ofiarami żołnierzy.
Wejdźmy w siebie, spójrzmy bez pobłażliwości na siebie. Gdy człowiek spotka na swej
drodze jakiegoś świętego, a to błogosławieństwo nie przeobrazi go, wówczas nie minie siedem
pokoleń - mówię to z całą pewnością - a dosięgnie go samobójstwo, ażeby przekonać go
doświadczalnie, że wieczyste Światło jest Życiem. Tak samo, gdy naród łamie boskie Prawo
i trwa uporczywie w swym buncie, to również nie minie siedem pokoleń jak zostanie napadnięty
przez barbarzyńców. Zaś pokolenie, które będą oni torturować, będzie tym samym, jakie
zgrzeszyło. Zebrałem w szpitalach bardzo znaczące wyznania na ten temat.
Spośród licznych racji, jakie mogłem odkryć, a które przekonały mnie, że dzisiejsze
straszne nieszczęścia nie są niezasłużone, rozpatrzę tylko jedną, co do której mam zupełną
pewność. Inne z tych racji, są być może natury nazbyt metafizycznej i mogłyby śmiertelnie
zranić naszą uczuciowość; wypowiedzenie ich sprzeciwiałoby się celowi, jaki sobie
wyznaczyłem. A oto co mogę wam powiedzieć.
Te maskary, pożogi, krzyki bólu i nienawiści, te łzy, rany fizyczne i moralne - wszystko
to stanowi materialną krystalizacje zła niewidzialnego, wywołanego przez nasze grzechy w
świecie duchów. Ileż to razy zaklinałem was, żebyście wstrzymywali się od o b m o w y. Wydaje
się nam, że obmowa jest błahostką; tak szybko i łatwo się to mówi, a poza tym słuczache

-38-
wiedzą, że to nie pociąga za sobą żadnych następstw, bo przecież wszyscy oczerniają wszys-
tkich. Tymczasem w centralnym królestwie świata niewidzialnego, gdzie tkwią korzenie i
rozwijają się pąki naszego życia duchowego, OBMOWA jest zawsze morderstwem, z całym
swym arsenałem przewrotności, przmocy, jęków bólu. Otóż wszystko co się dzieje w świecie
niewidzialnym dąży do spełnienia się w świecie fizycznym. Prędzej czy później każda obmowa
staje się morderstwem. Jest to nieunikonione. I prawie zawsze aktualny morderca jest tym,
który niegdyś obmawiał.
Rozważcie więc; jeżeli tak proste wykroczenie w dziedzinie mowy pociąga za sobą takie
konsekwencje, jak ciężkie muszą być następstwa naszych poważniejszych wykroczeń.
Powiecie na to, że przecież Bóg jest dobry. Oczywiście jest On nieskończenie dobry; ale
to nasze serca są twarde. Posłuchajcie następującej przypowieści:
Oto historia o biedaku i bogaczu. Ów bogacz kocha biedaka mocnym i szczerym
uczuciem. Więc proponuje mu: "Przyjmę cię na służbę, a za kilka lat uczynię cię swoim
spadkobiercą. - Nie chcę, odpowiada biedak; pragnę na własną rękę zdobyć majątek, pożycz
mi więc odpowiednią sumę pieniędzy, żebym mógł zrealizować moje zamierzenia. - Bogacz
pożycza; lecz biedak traci. Bogacz znów pożycza, po raz drugi, trzeci, dziesiąty. Niezręczny
biedak wciąż traci. Bogacz, który coraz bardziej kocha biedaka, w miarę jak ten coraz bardziej
grzęźnie i rozgorycza się, pragnie przemówić mu do rozsądku, lecz biedak nie chce go słuchać,
obraża się i złości. Wówczas, nie mogąc nic wskórać łagodnością, bogacz udaje złego
wierzyciela i posyła do swego dłużnika komornika. Od tej chwili biedak doznaje prawdziwych
przykrości, zajęcia posiadanego dobytku, a wreszcie dostaje się do więzienia. Dopiero wtedy
powoli traci swą śmieszną dumę, przyczynę całego zła i zaczyna słuchać rad dobrego bogacza.
Ten widząc, że biedak stał się nareszcie skromny i wdzięczny, pociesza go i wreszcie oddaje
mu swój majątek.
Tak to właśnie Bóg pragnął uczynić ludzi szczęśliwymi, lecz oni nie zgodzili się na to;
z ogromnym wysiłkiem stworzyli swą cywilizację i naukę, które niestety na każdym kroku
upadają, gdyż opierają się na Materii i ludzkim "Ja". Wtedy Ojciec posyła komornika: wojnę,
epidemię i inne katastrofy. Ale nie są to kary, gdyż On się na nas nie gniewa, będąc doskonale
cierpliwym i dobrym. Zezwala na te reakcje zadośćuczynne, jedynie w granicach niezbędnego
minimum. Zaś te spłaty długów stają się dla nas błogosławieństwem: chociaż bowiem te
cierpienia, zgodnie ze sprawiedliwością, mogą tylko wynagrodzić zadane krzywdy, dobry
Ojciec obdarza jednak swe dziecko, które cierpi, dodatkową radością, ażeby umocnić jego
odwagę i dodać mu otuchy.

**
*

Zarówno człowiek po przejściu ciężkiej choroby, jak i naród przy końcu niszczącej
walki, a raczej ich duchy, otrzymują zasiew nowych Świateł. Akcja i reakcja oto zasada
funkcjonowania Życia. Ta wojna przyczyni się do ruiny materializmu, religii, wiedzy,
bałwochwalstwa ludzkiej inteligencji. Zakosztowaliśmy z konieczności gorzkiego smaku ich
owoców: przemocy, wulgarnej przewrotności, haniebnego okrucieństwa. Ponieważ Nauka
sprowadziła nas z powrotem do barbarzyństwa, ludzie będą wzywać Miłość i zwrócą się ku
Miłosierdziu.
Bądźmy z sobą szczerzy i pogódźmy się z faktem, że tragiczne okropności, które
rozgrywają się obecnie w biały dzień ze złowrogim hałasem, są potwornymi dziećmi
niezliczonych drobnych okropności, jakie nagromadziliśmy w ciągu wielu pokoleń. Te
obmowy, podłości, oszczerstwa, te drapieżne kalkulacje w zdobywaniu bogactw, te cyniczne

-39-
gesty występku, te zdrady danego słowa, te legalne kradzieże, a także morderstwa, oto zjawiają
się obecnie przed nami w brutalności żołdactwa.
Jeżeli walą się przepiękne budowle, jeżeli niszczeją arcydzieła, to jest to dla nas lekcja,
ażebyśmy powrócili do surowej Sztuki, twardej religii Piękna, która nie uznaje niewolników
ambicji i zaszczytów. Jeżeli tysiące domów rozpada się w gruzy, to jest tak dlatego, żebyśmy
poznali nicość skąpstwa. Jest to realizacja tych wiecznych Słów, których nareszcie słuchamy
z uwagą: "Za każdym razem, gdy nie daliście jeść, nie daliście pić, nie przyodzialiście, nie
odwiedziliście w chorobie, nie pocieszyliście w strapieniu jednego z tych nędzarzy, od których
wszyscy się odwracają, to nie uczyniliście tego wszystkiego dla Mnie". Niewinni giną w
masakrach dlatego, że zbrodniarze są bezkarni (a pewne zbrodnie są dozwolone). Gdy widzimy
jak uświęcone więzy są zrywane haniebnymi rękami demonicznych żołdaków, wtedy
przypomnijmy sobie o wielu obietnicach, których nie dotrzymaliście, o wielu przysięgach przez
nas zdradzonych.
Daleki jestem od ohydnego uczucia potępienia innych. Daleki jestem od podłego i
okrutnego uczucia wyrażanego słowami: "Dobrze ci tak". Jestem zmuszony do mówienia o
tych bolesnych sprawach i wypowiadam to z bólem i poczuciem własnej winy, gdyż dobrze
wiem, że nigdy nie spełniałem aż do końca swego obowiązku. Lecz żarliwie pragnę rozżarzyć
największą ilość serc, wszystkie serca, ogniem skruchy, ażeby zostały oczyszczone, wybawione
i odrodzone. (...)
Sądzę, że wybaczycie mi surowość moich napomnień, z racji ich szczerości. Wiem, że
dotykam ran jeszcze otwartych, chociaż staram się czynić to z największym szacunkiem. Lecz
nie mogę oderwać oczu od dzieła, które zostało nam do spełnienia. (...)
Zazwyczaj schlebianie sobie prowadzi do fatalnych skutków. Przyznanie się do swych
win jest pierwszym krokiem do poprawy. Bądźmy surowi dla samych siebie. (...)
Pewni utopiści z uporem głoszą miłość do wrogów Ojczyzny. Źle zrozumieli oni
Ewangelię! Oczywiście mamy kochać nieprzyjaciół, lecz osobistych. Czyż przebaczymy
łotrowi, który w tej chwili napada istotę, powierzoną nam pod opiekę? Byłaby to bezgraniczna
obłuda.

**
*

Czy dobrze pojęliście te niezwykle ważne słowa Chrystusa, które należy słuchać sercem:
"Gdy usłyszycie o wojnach i o pogłoskach wojennych, nie lękajcie się, gdyż to musi nastąpić...
Powstanie bowiem naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu... miejscami wystąpią
wielkie trzęsienia ziemi i klęski głodu, lecz są to bóle porodowe...".
Bóle porodowe! O jakim tu mowa porodzie? Bóg nie wyraża się symbolicznie. Gdy
pragnie oszczędzić naszą słabość - przemawia w przypowieściach. Lecz te przypowieści są też
rzeczywistością. Ów poród to narodziny nowej ziemi, Królestwa wieczystego nareszcie
zstępującego. Wówczas zobaczycie, dotkniecie, doświadczycie czystej Miłości.
Wszystkie nasze cierpienia zostaną po stokroć wynagrodzone, a ich wspomnienia znikną
w dali jak mgła w głebi doliny... Ta przyszłość jest dla mnie pewnością...
Ileż to razy powtarzamy: "Przyjdź Królestwo Twoje". Zostaniemy wysłuchani. Lecz
zanim to nastąpi, Chrystus potrzebuje "ścieżek naprostowanych" naszym trudem...
Oto dlaczego pozwoliłłem sobie powiedzić wam kilka prawd, pomimo, że mam prawo
mówić prawdy tylko sobie...

Sedir

-40-
Paryż 4 kwietnia 1915

-41-
-42-
RELIGIA ISTOTNA - KULT WIECZYSTY
... Poświęcać swój czas innym, poświęcać swe wygody, wyrzekać się swych namiętnych
zamiłowań, narzucać sobie serdeczną postawę, gdy obojętność lub antypatia odpychają nas od istoty
cierpiącej : to czyny miłości, dostępne nawet dla najuboższych a cenniejsze od jałmużny. Każdy taki
wysiłek jest komunią rzeczywistą, eucharystią cudotwórczą. Oto istotna religia, kult wieczysty. Oto
jedyny rytuał dostępny dla wszystkich ludzi, a bez którego żaden inny rytuał nie ma wartości.
Uważajmy, żebyśmy z rytuałów nie tworzyli sobie fałszywych bóstw. Bez wątpienia, rytuały,
obrzędy są użyteczne. Wielu ludziom o słabej woli dają one oparcie. Dla wielu rozwichrzonych
wyobraźni są zabezpieczającą barierą. Lecz zawsze spełniają tylko rolę pomocniczą, są jedynie
symbolami a nieraz bywają tylko krępującym ogrodzeniem. Są one jedynie zasłonami mistycznej
Rzeczywistości.
Nie naśladujmy Izraelitów, ktrórzy oczekiwali od Mesjasza jedynie królestwa doczesnego.
Nie naśladujmy tłumu dewotów, którzy sądzą, że dosięgną Boga samymi pobożnymi gestami, a
równocześnie zabijają Miłość więzami formalizmu. Ożywmy w sobie tę prawie zagasłą prawdę,
która nigdy jednak nie umiera : Bóg jest Ojcem powszechnym. Tylko od niego otrzymujemy
wszystko to czym jesteśmy i czym będziemy. Poniważ jest On Miłością, więc tylko Miłość z Nim
łączy.

... Od chwili, gdy serce, dzięki nieszczęsnym doświadczeniom, porzuca stworzenia, ażeby
oddać się ostatecznie Temu którego nie zna, lecz wie, że On istnieje - to znaczy Stwórcy - wtedy
powstaje w tym sercu Religia rzeczywista. Sława, Bogactwo, Nauka są to tylko różne, bardzo kręte
drogi, które nieodwołalnie kończą się na wąskiej drodze Ewangelii, a ta z kolei jest jedyną drogą
prowadzącą do Rzeczywistości wieczystej.
Lecz czy przed spotkaniem z Bogiem, musimy zgłębić wszystkie znikomości i zakosztować
goryczy wszystkich upojeń ? Nie, gdyż Bóg jest wszędzie, jest On z wszystkimi a nade wszystko
jest ze szczerymi i pokornymi. Śledząc rozwój czynów ludzkich aż do ich kresu, stwierdzamy, że
wszelki wysiłek jest aktem religijnym. Trud dobrego robotnika, czuwanie uczonego, niepokoje
artysty są modlitwami najżywotniejszymi, najświętszymi, cenniejszymi i piękniejszymi od
wszystkich automatycznie odklepywanych pacierzy.
Przeanalizujcie i zbadajcie siły, jakie wspierają tych gorliwych pracowników, zawsze poza
wszystkimi odnajdziecie jedną, którą intuicja nazywa Bogiem, lecz nazywają ją też Miłością,
Życiem, Poświęceniem.

... Religią prawdziwą, rzeczywistą jest ta, która istnieje przed wszystkimi religiami,
współistnieje ze wszystkimi i trwa po wszystkich; jest to religia Ducha, którą pierwszy ogłosił nam
Chrystus.

-43-
... Miłosierdzie (caritas), to jedyny rytuał prawdziwej religii.

... Śpimy w ciemnym baraku materialnych żądz; lecz u jego wejścia czuwa Chrystus.
Pewnego dnia, dzięki jego staraniom, promień Słońca Ducha przedostanie się przez jakąś szczelinę
w ścianie, otworzy nasze oczy i obudzi się w nas zbawcza tęsknota do wzgórz wieczystych.
Jezus obiecał tym, którzy pragną iść za Nim : "Jestem z wami aż do spełnienia wieków." W
słowach tych nie ma nic z retoryki. Każdy kto oddał się Bogu, stwierdza prawdziwość tej obietnicy.
Ale tylko ten, kto czuje się zupełnie mały, posiada dość siły do całkowitego wyrzeczenia się siebie.
...
Otóż, świat nadprzyrodzony istnieje, cud jest zawsze możliwy. Gdy Jezus wędrował po
wioskach Izraela, był podróżnym podobnym do innych. Gdyby dziś powrócił, byłby dla tłumu
przechodniem jak wszyscy przechodnie; rozpoznaliby Go tylko ci, którzu mają już w sercu Jego
światło i żyją Jego życiem.
... Nie proszę was żebyście mi uwierzyli, proszę jedynie, żebyście zrobili doświadczenie
jakie wam proponuję. Lecz należy rzetelnie przygotować elementy tego doświadczenia. ...
Sédir (Religia autentyczna. 1919)

*
**

... Nie sądzę żeby ktoś z pośród moich przyjaciół kiedykolwiek krytykował dogmaty lub
dyscyplinę katolicyzmu. Podziwiamy jego świętych, jego katedry, język i myśli. Nigdy nie
pozwoliliśmy sobie na wypowiedzenie nawet jednej dwudziestej części krytyk, jakie można znaleźć
w dziełach wielu doktorów i Ojców Kościoła. Wystarczy jeśli powiem, iż w pewnych kołach
antyklerykalnych twierdzono, że jesteśmy zamaskowanymi jezuitami. I jak tu wszystkim dogodzić ?
...
Gdy pozwalam sobie zwracać uwagę szczerych ludzi, szukających prawdy, na ułudę praktyk
dewocyjnych, to nie dlatego, żebym uważał je za bezużyteczne, lecz że nie stanowią one istoty życia
religijnego. Uważam, że wolę Boga lepiej wypełnia matka rodziny, która nieustannie poświęca się
dla swego potomstwa, a w wolnych chwilach, zamiast odpocząć, pomaga strudzonej sąsiadce, niż
nabożna dama, która wprawdzie nigdy nie opuszcza mszy świętej i kwestuje na potrzeby swej
parafii, lecz równocześnie obmawia swych bliźnich i źle traktuje służbę. Zresztą Jezus powiedział
nam to wyraźnie, a wielu świętych powtórzyło to za Nim. ...
... Nie zwracamy się do tych, którzy osiągneli wewnętrzną równowagę w łonie tego czy
innego Kościoła, lecz do tych, którzy wszędzie szukają, trudzą się, goniąc za widmami różnych
deizmów czy ezoteryzmów lub też ludzkich mądrości, którzy przez długie przeszukiwanie regionów
pośrednich, utracili zdolność jasnego widzenia. Jedynie tym ludziom staramy się ukazać Chrystusa,
Światło pierworodne, niezmienne a równocześnie najdostępniejsze.
Cóż można mówić o bożym miłosierdziu pokoleniom na które zwaliły się nieszczęścia
najstraszniejsze i pozornie niewspółmierne z popełnionymi błędami ? Czyż nie należy prowadzić
tych ludzi powoli, pośrednio, ukazując im to co wiemy o mechanizmach życia powszechnego, od
przyczyn moralnych do skutków materialnych, ku bardziej skromnemu mniemaniu o własnej

-44-
wartośći ? Biorąc pod uwagę słabe efekty, jakie przynoszą cierpiącym pocieszenia dewocyjne, czyż
nie należy zwrócić ich spojrzenia ku ich towarzyszom niedoli, jeszcze bardziej cierpiącym ? I czyż
nie należy im mówić naprzód o Synu, zanim powie się o Ojcu ?
Wszędzie głosimy, że niezbędnym warunkiem doskonałości czynów, jest spełnianie ich nie
dla zachowania godności własnej, ani w nadziei przyszłej nagrody, lecz ze współczucia i
poszłuszeństwa,... zaś posłuszeństwo ucznia Chrystusa nie jest przymusem lecz płynie z
dobrowolnej żarliwości. ...
... Oskarżają nas o panteizm, według jednych materialistyczny, według innych idealistyczny,
a według jeszcze innych - emanacyjny. Lecz my wierzymy w Boga osobowego, w Boga wolnego,
niezależnego od Swego dzieła i nieskrępowanego przez nie, oprócz niewoli, do jakiej Go skłania
miłość w osobie Jego Syna. Wieczysta dusza, płonąca w ośrodku naszej istoty, nie jest cząstką
Boga, tak jak to pojmują ludzie Wschodu. Jest ona wieczystym światłem, obdarzonym zdolnością
do łączenia się z ludzkim "Ja". Nigdy nie twierdziliśmy, że doskonały uczeń Chrystusa utożsamia
się ze Słowem. Staje się on integralną cząstką Słowa, lecz nie Słowem. Pisałem że wieczysta dusza
jest "oknem, przez które inne ogniska indywidualne mogą widzieć Boga". A więc nie jest ona
Bogiem.

Nie jest też prawdą że spoglądamy z pogardą na tłum chrześcijan. Okazujemy największy
szacunek tym wszystkim, w tym ogromnym tłumie, którzy nie uważają obrzędów religijnych za
sprawę ważniejszą od wysiłku moralnego i czynów miłości. A czyż pierwotny katolicyzm nie
udzielał swych nauk stopniowo ? Natomiast my nie pozwalamy sobie nawet na to. Mówimy po
prostu tym, którzy się do nas zwracają : "Jeżęli spełniacie to, czego wymaga Jezus Chrystus i w
stopniu w jakim to realizujecie, Duch Święty nauczy was wszystkiego co jest wam potrzebne." A
mówiąc to, bynajmniej nie nawiązujemy do pelagianizmu, ani do kwietyzmu, luteranizmu czy
kalwinizmu. ...
... Jeżeli dążymy do duchowej prostoty, to nie czynimy tego drogą usuwania takich czy
innych praktyk religijnych lub jakichś przekonań. Upraszczać to nie znaczy odrzucać lecz
organizować. Nauka twierdzi, że tworami najdoskonalszymi są te, których cała złożona i bogata
struktura podlega jednemu prawu i opiera się na prostym planie. Bez wątpienia, przynależność do
jakiegoś Kościoła myślą, sercem i czynem zaspakaja potrzeby religijne większości ludzi. Więc gdy
tacy ludzie zwracają się do nas, ograniczamy się do przypomnienia im, że czyn miłosierny jest
najważniejszy, następnie wysiłek ascetyczny a dopiero na końcu obrzędy.
Jednak są ludzie, którzy nawet po długich i sumiennych próbach nie są zaspokojeni. Czy
mają się uważać za opuszczonych, tylko dlatego, że potrzeby ich serc czy umysłu nie są
przystosowane do ram już istniejących ? Czy Wielki Pasterz nie porzuca swego stada, żeby udać
się na poszukiwanie niesfornej owcy ? A gdy ją wreszcie znajdzie, czy ukarze ją lub prowadzić
będzie na postronku ? Nie, przeniesie ją na Swych ramionach.
Niech więc będzie nam wolno żyć naszą "utopią", jeśli jest to rzeczywiście utopia. Gdyż my
wiemy, że jest to wspaniała rzeczywistość. Niech nam będzie wolno starać się żyć według wskazań
Jezusa i pomagać innym czynić to samo, w skromnych ramach naszej egzystencji, w ognisku
domowym, w pracowni, w biurze. Niech nam będzie wolno mówić o Chrystusie, tak jak dyktuje
nam serce, gdy zapytają nas o motywy naszego postępowania ci, którym staramy się pomagać. Nie
pragniemy niczego więcej, jak skierować ich ku temu jedynemu, bardzo dobremu Mistrzowi. A

-45-
jeżeli przerazi ich takie osamotnienie w obliczu Chrystusa, pomimo Jego łaskawości i zniżenia się
do naszej ludzkiej małości i odejdą, żeby przyłączyć się do jakiejś grupy chrześcijan, bardziej ściśle
zorganizowanej, wtedy nie będziemy ich zatrzymywać. Niech idą do katolicyzmu czy
protestantyzmu. Wszędzie można się poświęcać, dawać bliźniemu to, co się posiada, swe szczęście,
swe życie ! Bo czyż Jezus Chrystus nie jest obecny wszędzie ? A naszym najgłębszym pragnieniem
jest, żeby najwięcej ludzi służyło Mu jak najlepiej.
Sédir (Ewangelia i problem Wiedzy)

*
**

... Sądzę, że wiele poglądów dałoby się pogodzić, przy odrobinie tolerancyjnej
bezstronności. A więc, jeżeli mówię o światach niewidzialnych i o modlitwie, niech racjonalista nie
uważa mnie za człowieka zabobonnego. Jeżeli podziwiam dogmaty i obrzędy katolickie, niech
socjalista i człowiek postępowy nie uważają mnie za klerykała. Jeżeli potwierdzam realność cudu,
lub wielkość Marii Panny, niech protestant nie zamyka tej broszury. Jeżeli mało praktycznego
znaczenia przywiązuję do egzegezy, niech modernista nie zniechęca się. Jeżeli uznaję, że
reinkarnacja jest możliwa, jeżeli żywię nadzieję, że każdy twór będzie zbawiony, jeżeli wyrażam
ubolewanie z powodu krzewienia się bezdusznej dewocji, niech katolik nie gorszy się, gdyż św.
Ireneusz, św. Franciszek Salezy, Proboszcz z Ars byli tego samego zdania. Jeżeli twierdzę, że Jezus
z Nazaretu jest jedynym Synem Boga, przybyłym w ciele i cieleśnie zmartwychwstałym, niech
neospirytualista i zwolennik okutyzmu nie sprzeciwiają się.
*
Wszyscy dziś mówią o religijnym odrodzeniu. Zjawisko to wynikające z lęku przed
śmiercią, wspierane egoistycznym utylitaryzmem, kierowane ambicją, jest szczere i prawdziwe
jedynie u bardzo nielicznych osób...
Nigdy jeszcze nie odmawiano tylu modlitw liturgicznych; nigdy tak wielu wiernych nie
przystępowało codziennie do komunii; nigdy jeszcze, z taką rozrzutnością nie rozdawano medalików
i odpustów, i nie wygłaszano tylu nabożnych formuł. A jednak, nigdy jeszcze dewoci nie popełniali
tylu oszczerstw i obmów, chciwcy nigdy nie byli bardziej drapieżni a rozpustnicy bardziej wyuzdani.

Czy więc ośmielimy się twierdzić, że to Jezus nie dotrzymał danych nam obietnic ?
Dwunastu biedakom, niezdarnym prostakom, Jezus dał najpotężniejsze moce, o jakich nigdy nie
mogła marzyć ludzka pycha; moc uzdrawiania ciał i dusz. Z pomocą jakich środków ? - Prawie
żadnych, jedynie niedostrzegalnym tchnieniem współczucia. Lecz ci ludzie byli Jego prawdziwymi
uczniami. Nie pożądali już żadnego piękna w potężnej Przyrodzie, ani niczego co istnieje. Pragnęli
już tylko tego co JEST. Ich uczniowie i uczniowie tych uczniów wytrwali w tej abnegacji. Duch
pozostawał nad nimi a cuda nadal dokonywały się przez ich dłonie. Lecz cóż się stało później ?
Dlaczego słowa Mistrza nie uzdrawiają już chorych i nie oczyszczają zbrukanych serc ?
Czy wobec tego, mam się zwrócić do filozofji lub do nauki, w poszukiwaniu czegoś, co by
mi mogło zastąpić wieczyste słowa, z którymi ziemia stara się połączyć od dwóch tysięcy lat ?
Poczekaj, poczekaj, mówią mistrzowie inteligencji, nie skończyliśmy jeszcze naszych badań; brak
nam jeszcze pewności co do kilku miliardów zjawisk. Czekać ! Lecz moje serce umiera z
niepewności, zmęczenia i anemii !

-46-
Bez wątpienia, Wiedza i Kościół to bardzo wielcy i cenni nauczyciele. Lecz nie wszystkim
przynoszą ten głęboki spokój, który jest znakiem prawdy. Na ich drogach spotyka się niepokój i
rozczarowanie. A więć nie są to drogi bezpośrednie.
Tylko Jezus wskazuje drogę bezpośrednią. Tak twierdzą ci, którzy po szukaniu innych dróg,
przyjęli Jego przewodnictwo. ...
... Zwracam się do ludzi miłujących dobro, do tych, którzy troszczą się o coś więcej niż
pieniądze i pozycję społeczną, lub materialną. Zwracam się do tych, którzy myślą nieraz o innych
dzieciach a nie tylko o swoich, którzy chociażby rzadko, chociażby powierzchownie odczuwają
brzemię powszechnego cierpienia. ...
... Teologowie twierdzą że istnienie Boga można udowodnić. Lecz cóż jest wart wiara
oparta na rozumie ? Gdy szukamy sensu życia, sił do znoszenia cierpień, środków do pracy nad sobą
(gdyż mamy stać się arcydziełami), potrzebna nam jest wizja Boga bezpośrednia, osobista,
wychodząca z naszego wnętrza. Trzeba żeby Bóg przemawiał do naszego serca.
Otóż w naszym sercu są dwa serca i jedna myśl; jedno serce Ciemności, materii i egoizmu :
nasze "Ja", i serce Światła, ducha, serce miłości : nasza wieczysta dusza. Myśl jest tylko
zwierciadłem, ...w tym sanktuarium przemawia do nas Bóg. W tym sanktuarium organizuje się
nasza inteligencja. Z tego sanktuarium wypływają energie, którymi sięgami granic niemożliwego,
wznosimy się ponad samych siebie, odnosimy nad Śmiercią - nad wszelkiego rodzaju śmiercią -
druzgocące zwycięstwo, właśnie w chwili, gdy zdaje się że ona nas miażdży. ...
... We wszechświecie wszystko jest Miłością, wszystko pochodzi z Miłości, wszystko
powraca do Miłości, po niezliczonych przemianach w królestwach Nienawiści. Walka o byt jest
podstawową szkołą Miłości.
Istoty przechodzą z szczęśliwości pierwotnej, nieświadomej do szczęścia ostatecznego i
wszechświadomego i wszechwiedzącego, poprzez niezliczone prace, których zespół stanowi życie
powszechne i egzystencje indywidualne. Odbywa się to na naszym globie ziemskim, a także -
dlaczegóż by nie ? - na niezliczonych planetach, przeważnie nie odkrytych jeszcze przez
astronomów.

Pozytywistom powiem, że dusza jest nieśmiertelna, że umarli żyją i są tuż obok nas. Gdyż
we Wszechświecie istnieją inne przestrzenie niż ta, którą znamy, oraz inne układy powiązań
molekuł, niż te które zna nasza fizyka. Powiem im, że Bóg jest istnością indywidualną, że zajmuje
się On nie tylko ogólnym kierownictwem światów, lecz również losem indywidualnym każdego z
nas; że może On ratować nas w naszych małych, ludzkich nieszczęściach; że cud istnieje; a jeżeli
uczeni twierdzą inaczej, to dlatego, że nie chcieli wypełnić warunków niezbędnych do
zaobserwowania tego zjawiska.
Powiem katolikom, że Bóg nigdy nie unosi się gniewem, nigdy nikogo nie karze, nigdy nie
potępia definitywnie. Gdy ludzie z uporem popełniają zło, wtedy pozwala On na naturalny bieg
reakcji, co doprowadza do fatalnych konsekwencji, niesłusznie nazywanych gniewem bożym.
Powiem też katolikom, że w Stworzeniu (Wszechświecie) zawsze istnieje piekło i raj, jak
istnieje nadir i zenit. Istoty przechodzą z piekieł do rajów, zależnie od jakości ich czynów i od
potrzeb, lecz w żadnym z tych miejsc nie pozostają na zawsze. Wszędzie, gdzie odpoczywamy, tam
jest pewien rodzaj raju.

-47-
Powiem im też, że ich katolicyzm jest najpiękniejszą, najwyższą i najpełniejszą z istniejących
religii, że prowadzi on ich niezawodnie do tego Boga którego adorują, jedynego Boga prawdziwego,
najbardziej zdradzanego ze wszystkich bogów. Poproszę ich, żeby ponownie przeczytali opis Męki
Naszego Jezusa, Jezusa całej ludzkości, żeby zastanowili się gdzie można dziś znaleźć Piłata i
Kajfasza, i żeby sprawdziwszy to zwrócili się ku Chrystusowi, stale ukrzyżowanemu, z wiarą
bardziej żarliwą i z całkowitym oddaniem.
Powiem racjonalistom Kościołów protestanckich i spirytualistom wszelkich kierunków, że
Jezus jest więcej niż człowiekiem i więcej niż jakimś bogiem, że objawia się On beż żadnego
pośrednictwa każdemu, kto rzeczywiście chce iść ku Niemu, wypełniając Jego zalecenia, że ich
wiedza będzie zawsze tylko szczątkowa, że życie nadprzyrodzone istnieje, poza wszystkim co w
przyrodzie jest nieznane i tajemnicze.
A wszystkim mówię o tym w sposób prosty, po to, żeby chociaż raz to usłyszeli. Gdyż wiem,
że każda działalność jest użyteczna, że każdy człowiek idzie taką drogą jaką jest na razie zdolny iść.
Wszystkie drogi wiodą do "wąskiej drogi" Ewangelii, którą kroczy Miłość.

... Każde pragnienie zaspokojone, sprowadza rozczarowanie. Gdyby człowiek chciał


współuczestniczyć w planach Boga, spełniałby prace życiowe bezinteresownie, jedynie po to, żeby
wzbogacać życie. Lecz my nie jesteśmy zdolni do takiej postawy w wypełnianiu obowiązków. Nie
chcemy się trudzić bez widoków na korzyści osobiste. Więc Przyroda traktuje na jak dzieci: zwabia
nas przynętą różnych przyjemności: radościami ludzkiej miłości przyciąga ludzi namiętnych,
bogactwem - chciwych, sławą - ambitnych, wiedzą -inteligentnych, nadzieją na beztroskie życie -
ludzi miernych. Dla zdobycia tych miraży, wszelki trud wydaje się nam przyjemny. A jednak
pomimo tych egoistycznych intencji, w godzinie śmierci, okazuje się, że tak czy owak wykonaliśmy
pożyteczną pracę. Stopniowo uczymy się pracować, już nie dla siebie, lecz dla dobra ogólnego.
... Trudy i cierpienia oraz ich rodzice - pragnienia, są tylko ćwiczeniami przed ostatecznym
wysiłkiem, jakby odroślami pragnienia pierwotnego, nieustannego i wiecznie trwałego. Należy o
tym wiedzieć i ogłaszać że każda istota ludzka nosi w sobie namiętne pragnienie Boga. Każda istota
ludzka powinna zrozumieć powszechne cierpienie. Każda istota ludzka spełnia w zasadzie tylko
jedną pracę: podbój Absolutu.
... Istnieje możliwość zachowania wewnętrznego spokoju, pośród najokropniejszych
nieszczęść. Istnieje możliwość, żeby kilka naszych słów przywróciło odwagę człowiekowi
pokonanemu przecziwnośćiami losu. Istnieje możliwość, żeby na naszą pokorną prośbę, Niebo
uzdrowiło chorego, zapobiegło nieszczęśliwemu przypadkowi, wzruszyło zatwardziałe serce.
Istnieje też możliwość, żeby Niebo odkryło nam Swe tajemnice.
Jeżeli naprawdę chcecie, Chrystus weźmie was z Sobą. A wówczas, wyczerpując się w
trudach miłosierdzia, będziecie nieustannie umacniani płomieniem modlitwy. Będziecie w Niebie,
żyjąc równocześnie na ziemi i będziecie rozprzestrzeniać wokół siebie atmosferę NIeba.
Lecz sami musicie tego chcieć. Nikt nie może za was dokonać tego trudu. Nikt, - oprócz
Chrystusa - nie może dostarczyć wam tej wody ze źródła wieczystego.
Ta woda dopływa do naszego serca przez sumienie a do naszego intelektu - przez Ewangelię.
Cierpliwość i twarda dyscyplina moralna oczyszczają sumienie a w miarę postępu tego
oczyszczenia, lektura Ewangelii karmi nasz umysł. W Ewangelii jest wszystko: cała wiedza boska

-48-
i ludzka, tajemna i jawna, spekulatywna i praktyczna. Są tam zapisane tajemnice gwiazd i tajemnice
duszy ludzkiej, tajemnice sztuki i matematyki.
Człowiek nie potrzebuje drugiego człowieka żeby zaspokoić pragnienie wodą z tych źródeł,
gdyż nikt nie jest tak blisko Boga jak każdy z nas sam. Zbyteczni są pośrednicy, zbyteczne są inne
rytuały, oprócz prostej, ufnej modlitwy, zbyteczny inny kult religijny oprócz czynnego miłosierdzia,
zbyteczna inna dyscyplina oprócz miłości bliźniego.
Wszystko to można sprawdzić doświadczalnie. Są to fakty niewątpliwe. Ci, którzy te fakty
skonstatowali, mają obowiązek zachęcać swych braci bliźnich do podjęcia tych samych prób
doświadczalnych.
Wszyscy ludzie zostali zaproszeni na ten sam Bankiet, ażeby się wypełnił w najpełniejszej
mierze ten rozkaz Boży, który jest równocześnie życzeniem i prośbą: "Tak jak ja was ukochałem,
kochajcie jedni drugich."

Sédir (Droga do Boga)

*
**

-49-
-50-
PROBLEM RELIGIJNY
(Artykuł w czasopiśmie "Almanacco del Coenobium" w Lugano 1912 r.)

Każda religia, każda sekta religijna, a nawet każda doktryna ezoteryczna jest odbiciem, mniej
lub bardziej zniekształconym wieczystej religii Ducha. Każda religia jest dobra dla tego kto urodził
się pod jej obediencją. Ojciec przygotował nam chleb duchowy tak samo jak pokarm dla ciała.
Każda religia przygotowuje do zbawienia każdego kto wypełnia istotny i powszechnie obowiązujący
nakaz miłości bliźniego.
Bóg jest samą zasadą naszego całkowitego życia. Jeśli istoty o kształcie ludzkim nie czynią
Go ośrodkiem wszystkich swych pragnień i źródłem wszystkich swych sił, to znaczy że posiadają
one tylko ludzkie ciało i intelekt; ich dusza jest jeszcze w letargu. Bóg jest naszym Ojcem, dbającym
o wszystkie nasze potrzeby, dającym nam okazje do wszechstronnego rozwoju, towarzyszącym nam
w każdej minucie swą żywą troskliwością, którą jest Jego Syn i Przyjaciele tego Syna.
Modlitwa jest wyrazem głodu duszy, tak jak głód jest modlitwą ciałą. W całym Stworzeniu
wszystko modli się, od kamienia aż do promiennego geniusza rajskich sfer, gdyż wszystko trudzi
się. Tylko że wiele istot modli się do rozmaitych bogów, zapominając o Bogu. Tylko jeden twór
nie modli się jeszcze, - to Lucyfer. Niemożliwością jest pojąć Boga,lecz można Go odczuć, w
sposób ponad-fizyczny i ponad-intelektualny, jeżeli przedtem staraliśmy się być Mu posłuszni. Nikt
nigdy nie powiedział nic istotnego o Absolucie, ani w Europie ani gdzie indziej. Liryczne wyznania
świętych są słowami bezbarwnymi.
Wschodnie abstrakcje, sentencja Bramanów: "Ani to, ani tamto", wszystko to jest
niewystarczające. Bóg jest "i wszystkim tym i wszystkim tamtym" i jeszcze całą resztą, wszystkim
niepoznawalnym, niewyobrażalnym, niewymownym. Czy wiemy, na przykład, w jaki sposób zero
staje się jednostką? Tym bardziej nie możemy wiedzieć w jaki sposób absolutne staje się
względnym. A jednak, pewnego dnia będziemy to wiedzieli.
Uczucie religijne, to działanie w nas organu boskiego. Istnieją zwoje (mózgowe)
pozwalające nam postrzegać barwy, liczby, kształty, porównania; istnieje inny układ, jeszcze w fazie
embrionalnej, notujący wrażenia naszego serca duchowego. Ten organ rozwija się przez cierpienie,
doświadczenie, miłość bliźniego i pokorę. To on wytwarza wszystkie nadprzyrodzone stany
mistyczne. Stany psychiczne przyrodzone, jak na przykład mediumizm, somnambulizm, zjawiska
magiczne, inne wywołane przez fakirów czy adeptów, pochodzą z innych ośrodków.
Właściwe wzruszenie religijne wymaga prawdziwej świętości.
Życie przyszłe istnieje; ogromna większość ciał niebieskich jest zamieszkała; ponadto istnieją
inne planety aktualnie niewidzialne, i też zamieszkałe. Ludzkie "Ja" żyje po śmierci. Jego los jest
regulowany imanentną Sprawiedliwością, łagodzoną Miłosierdziem. Miejsca, plany gdzie "Ja"
wypoczywa, są rajami, te gdzie pracuje, to piekła. Piekła i raje wszystkich religii istnieją
obiektywnie w światach niewidzialnych. Oprócz tego, przy końcu tych wszystkich wędrówek, dusza
powraca do Absolutu, do królestwa Ojca. Ani raje, ani piekła nie zatrzymują swych mieszkańców
na wieczność. Reperkusje i następstwa aktów naszego życia też istnieją i trwają w planie gdzie
zostały spełnione.
Dogmat jest zaspokojeniem naszej intelektualnej ciekawości. Religia jest w swej istocie
miłością. W religii doskonałej, w której miłość bliźniego byłaby zupełna, nie byłoby już

-51-
narzucanych wierzeń ani dogmatów. Lecz dusze dostrzegając to samo Światło, samorzutnie
wierzyłyby w to Światło. Dogmaty są potrzebne z powodu naszej ułomności. Zmysł religijny
rozpoczyna od wierzenia w istoty wyższe widzialne lub niewidzialne; umacnia on swe siły, gdy
osiągnie pojęcie Boga najwyższego; zaś udoskonala się odkąd uzna dobrowolną ofiarę tego Boga,
to co chrześcijanie nazywają boskością Jezusa.
Wierzenia, mity, legendy religii przyrodzonych dają się pogodzić z wiedzą. Wiara, to znaczy
żarliwa akceptacja przez serce faktów niepojętych dla rozumu jest nie do pogodzenia z wiedzą. A
jednak właśnie taka wiara jest boską w samej swej zasadzie. Jej funkcją nie jest dostarczanie intuicji
i analogii do hipotez filozoficznych, czy intuicji ezoterycznych; funkcją wiary jest umożliwienie
człowiekowi wywołania nowego zstąpienia Absolutu na ziemię, spełnienia rzeczy niemożliwych,
zrozumienia rzeczy niepojmowalnych, zadawanie gwałtu Przeznaczeniu. Chrystus mówił tylko o
takiej wierze. Mędrcy tego nie uznają, gdyż ich bogiem jest ich własny rozum. Sentencja M.
Guyau: "wszystko rozumieć, żeby wszystko kochać" dobrze wyraża ten problem, lecz z punktu
bożego jest ona niedokładna. Należy powiedzieć: "Wszystko pokochać, żeby wszystko zrozumieć."
Moralność bez religii, jak piękne byłyby jej pozorne owoce, jest wewnętrznie spaczona.
Jednak ludzie nabożni są tak opacznie religijni, że chociaż wierzą w bardzo dobrego Ojca, ażeby
działać potrzebują obietnicy nagrody lub groźby kary. Należy czynić dobro dla dobra. Moralność
laicka jest karykaturą religii, podobnie jak syndykalizm (politycznie agresywne związki zawodowe)
są karykaturą miłosierdzia.
Szkolnictwo bez Boga jest pozbawione żywotnośći. Szkolnictwo nie związane z żadnym
wyznaniem może być bardzo religijne. Minimum religijności, to uznanie Przyczyny Pierwszej,
sprawiedliwości imanentnej i braterstwa.
Urodziłem się w katolicyzmie, lecz nie napotkawszy mistycznego kierownika, szukałem
wszędzie żywego światła niewidzialnego i realnego pojęcia o troskliwość Ojca dla nas. Zapoznałem
się z teologią, z ezoteryzmem, na ile to było dla mnie możliwe; spotkałem wybitnych przedstawicieli
wszelkich tradycji okultystycznych, zarówno w dziedzinie wiedzy teoretycznej jak i od strony
praktycznej; lecz zawsze odkrywałem, w końcu, słabe strony każdego z tych systemów i każdej z
tych sztuk tajemnych, lub raczej to ktoś czynił mi łaskę otwierania mi oczu podczas tych dwudziestu
lat poszukiwań. Wreszcie ta sama Istota dostarczyła mi dowodów najbardziej materialnych fizycznej
rzeczywistości nauk Ewangelii, wskazując mi, że wszystkie słowa tego Testamentu są materialnie
ścisłe, poczynając od abstrakcyjnych wzlotów św. Jana, aż do opisów cudów i do praktycznych i
prostych rad św. Mateusza. I odtąd trwam przy Ewangelii, w której znalazłem więcej niż pozwalały
mi domyśleć się Wedy, King, Kabała i wiedza Hermetyczna.
Natomiast jeśli chodzi o stosunki między Kościołem a Państwem, to sądzę, że są one
konieczne dla zdrowia społecznego. Każdy organizm ziemski powinien być związany ze światem
niewidzialnym, bez czego następuje rozkład, korupcja, anarchia, śmierć. Tylko że kapłani powinni
żyć jak uczniowie Jezusa: zadawalać się minimum niezbędnym, modlić się, służyć biednym i
oddawać im wszystko na czym im zbywa z dóbr ruchomych i nieruchomych.
Wtedy Kościół byłby dawną, pierwotną społecznością chrześcijańską. Lecz jest to prawie
utopia.

Sédir (1910-1912)

*
* *

-52-
...Teologia jest tylko ludzkim komentarzem do bożych faktów. ...Genialni teologowie są
tylko ludźmi. Duch Święty udzielał im natchnienia, nie wątpię w to; lecz Niebo wlewa się w nas
jedynie w miarę jak jesteśmy zdolni przyjąć Je. Zaś Woda życia wiecznego zawsze mąci się resztą
błota pozostałego na dnie naszych serc, i tak będzie aż do dnia chrztu Ducha.
(Sédir - Mistyka Chrześcijańska)

... Światło intelektualne odchodzi od ludzi, którzy nie utrzymują w sobie światła moralnego.
(Sédir - Wtajemniczenia)

... Jeżeli ludzie ...są tak często smutni, zatroskani lub zagubieni, jeśli "widzą" źle, lub nie
widzą wcale, to dlatego że nie przyjęli tego, co Słowo szepce w nich, nie chcą tego słyszeć,
powiedziałbym że na razie boją się tej mowy, buntują się przeciw niej; później przyjmą ją, lecz
niestety, po iluż walkach; a przecież mogli by być natychmiast szczęśliwi; lecz na razie fascynuje
ich materia, świat, rozum.
(Sédir - Uzdrowienia Chrystusa)

"Z szacunkiem i wdzięcznością chylimy czoła przed wszystkimi wielkimi duszami ludzi
przeszłości i teraźniejszości - mędrcami, ludźmi sprawiedliwymi, prorokami, świętymi z wszystkich
kontynentów i ze wszystkich epok ludzkiej historii, i jesteśmy gotowi nauczyć się od nich
wszystkiego czego chcą i mogą nas nauczyć. Lecz posiadamy tylko jednego wtajemniczyciela i
jednego Mistrza.
Jezus Chrystus, Bóg-Człowiek jest tym wtajemniczającym i nie ma żadnego innego."
Valentin Tomberg

-53-
"Amitiés Spirituelles" a Katolicyzm

Do Pana N.

Takie same zarzuty, jakie Pan nam czyni, spotykają nas często, lecz od ludzi
niezdecydowanych, podczas gdy Pan jest ugruntowany w swych poglądach. Całkowicie zgadzam
się z Panem, że poświęcenie życia Chrystusowi jest warunkiem zasadniczym i koniecznym, więc dla
tego nie chcę prowadzić z Panem dyskusji teoretycznej, gdyż tak samo jak dla Pana, tak i dla mnie
najważniejsze jest samo życie, zaś teoria jest sprawą drugorzędną. Chcę jedynie w prosty sposób
sprecyzować naszą postawę.
Nie jesteśmy ugrupowaniem, którego celem jst nawracanie innych lecz służenie im pomocą.
Ponad wszystko szanujemy wolną wolę bliźniego i nie chcemy sprowadzać żadnej istoty z jej drogi.
Tym którzy są zadowoleni z tego co posiadają nie staramy się nawet proponować nic innego.
Sądzimy jednak, że mamy prawo zachęcać ich by w swym codziennym życiu wcielali w czyny swe
zasady czy doktryny. Innymi słowy, istniejemy dla tych, którzy szukają a nie dla tych, którzy
znaleźli swą drogę.
Ponieważ jest Pan zupełnie zadowolony z katolicyzmu, więc to, co Panu powiem nie będzie
kontr-argumentem na Pana argument, lecz jedynie odpowiedzią na różne fragmenty Pana listu, w
celu sprecyzowania przy tej okazji naszego punktu widzenia, tak jak Pan to uczynił.
To, co Pan w moich książkach nazywa pojęciami okultyzmu, nie jest w istocie okultyzmem,
lecz pewną tradycją, uznaną za prawdziwą przez licznych Ojców Kościoła i mistyków
chrześcijańskich. Wielokrotnie potępiłem okultyzm i zabroniłem sobie uprawiać go.
Uważam, że wśród wszystkich religii oficjalnych, katolicyzm jest najlepszy, ale uważamy
również, że religia w duchu i w prawdzie, to znaczy ta, która polega na życiu według Ewangelii, bez
rytuałów i bez pośredników jest ponad katolicyzmem.
Co zaś do Mszy i Eucharystii, to nigdy nie odradzamy uczestnictwa w tych obrzędach tym,
którzy odczuwają ich potrzebę. Wierzymy jednak, że jeśli komunia z Chrystusem może odbywać
się przez sakrament, to spełnia się ona jeszcze lepiej przez życie i posłuszeństwo Jego nakazom.
Zresztą, sam Pan powiedział, że bez spełnienia tego warunku wewnętrznego Sakrament staje się
bezużyteczny. Dla nas komunia z Jezusem, to przebaczenie osobistym wrogom - tylko ci, którzy
starali się to spełnić, mają pojęcie co to znaczy - przebaczać tak jak Jezus przebaczył zdrajcy i
przyjął go do swego stołu w wieczór Ostatniej Wieczerzy, - i należy spełniać ten akt na pamiątkę
Tego, który powiedział, że zanim przedstawimy Bogu naszą modlitwę i złożymy dar, powinniśmy
pogodzić się z naszym bliźnim.
Podziwiamy filozofię katolicką: Summa św. Tomasz z Akwinu wydaje się nam wspaniałym
dziełem ludzkiej inteligencji. Lecz nie sądzimy, żeby można było pojąć Boga inteligencją i
uważamy, że nigdy racjonalne argumenty nie otworzą ludzkiego serca dla Prawdy. Zresztą Chrystus
dziękował Swemu Ojcu za to, że ukrył tajemnice Królestwa przed uczonymi i mądrymi a odkrył je
małym dzieciom. Zaś w innym miejscu powiedział, że Królestwo Boga jest dla tych, których serca
staną się znów podobne do serc małych dzieci. ...
... Nie, moją misją nie jest sprowadzanie do Ewangelii specjalnie okultystów. Większość
księży, którzy czytali moje książki, potępiło je dla tego, że nie głoszą nieomylności Kościoła i
możliwości zbawienia tylko w nim. Jest więc rzeczą zrozumiałą, że przychodzą do nas albo dawni
okultyści, albo ci, których oficjalne kościoły nia zadawalają. Jednak jest wielu katolików, którzy
darzą nas głębokim uczuciem przyjaźni, gdyż wiedzą, że nasze serca są oddane Chrystusowi, Synowi

-54-
Jedynego Boga, i że naszym najwyższym pragnieniem jest kochać Go i służyć Mu. Ta absolutna
wiara, pragnąca wyrażać się absolutnym posłuszeństwem, jest tym najsilniejszym węzłem, łączącym
tych, którzy powołują się na Niego. ... Zapewniam Pana nade wszystko, że Pana brateskie uczucia
są dla nas bardzo cenne... Pozostaję z Panem, mimo naszych zewnętrznych rozbieżności, w
duchowej komunii z Tym, który pragnie być coraz bardziej naszym Życiem.
Sédir 1921. Lettres Mystiques

*
* *

Sédir: List na temat stow. "Les Amitiés Spirituelles".

"Amitiés Spirituelles" istnieją tylko dla tych, którzy nie odczuwają potrzeby religii
zewnętrznej.
Ci dla których kult zewnętrzny jest niezbędny, powinni być posłuszni swej potrzebie
duchowej. Lecz jeśli chce się korzystać z pomocy jakiejś organizacji religijnej, trzeba być w niej
całą duszą. Wspomniane osoby nie wyniosą żadnej korzyści z przynależności do naszych "A.S.".
Nie można bez popadnięcia w hipokryzję, być na przykłąd katolikiem (czy wiernym jakiegoś innego
kościoła) nie będąc nim jednocześnie. Duch człowieka nie może podążać dwiema drogami naraz.
Nam też nie są potrzebni zwolennicy z zastrzeżeniami. Taka sympatia jest nieowocna dla
obydwu stron.
Nasze "A.S." nie są jakimś kościołem. Nie powstały jako przeciwieństwo jakiegokolwiek
ugrupowania. Powstały dla Chrystusa. Ich jedynym celem jest okazywać, że Chrystus jest jedynym
Synem Boga, i jedyną sprawą niezbędną jest pełnienie miłosierdzia, co też jest Jego jedynym
nakazem.
Co zaś do uczestnictwa w obrzędach religii w której urodziliśmy się, utrzymujemy, że jest
to postawa słuszna. Jezus uczestniczył w obrzędach judaizmu. Rodzicom, którzy nas pytają, zawsze
radzimy chrzcić dzieci, prowadzić je do komunii, zawierać śluby i urządzać pogrzeby zgodnie z ich
religią. Uważamy, że nie do nas należy zajmowanie się możliwymi wadami nauki Kościoła,
godnością czy niegodnością niektórych kapłanów, gdyż nie jesteśmy uprawnieni do sądzenia naszych
bliźnich.
Gdy mówimy, że katolicyzm jest najpełniejszą z religii chrześcijańskich, to nie mamy na
myśli że trzeba stać się katolikiem. Po prostu wyrażamy swoją opinię i to wszystko. Poza tym,
uważamy że nie należy zmieniać religii, chyba że w wypadku gdy pozostawanie w tej, w której
urodziliśmy się, koliduje z naszym sumieniem. Nie chcemy ani zwracać ludzi ku kościołom, ani też
odwracać ich od kościołów, wierzymy bowiem, że religia w duchu i w prawdzie, jest w swej istocie
realizowaniem nakazów Ewangelii.
Niechaj więc ci, którzy czują potrzebę kościoła i jego obrzędów, korzystają z nich. Co zaś
do tych którzy skłaniają się ku komunii z Bogiem bez pośredników, mogą oni zrezygnować z
ceremonii kościelnych, pod warunkiem, że mimo zrezygnowania z tego środka pomocniczego,
przyłożą się do wypełniania nakazów Ewangelii, z równą stałością jak wierni praktykujący.
Sédir

*
* *

-55-
... Jak każde boże Światło, nauka Jezusa uległa pewnym zniekształceniom. Jednak katolicka
teologia jest nadal ...najpełniejsza i najprawdziwsza pośród wszystkich innych. Zaś pewni pseudo-
wtajemniczeni, którzy pragną ją zniszczyć, dają tym samym dowód, że nie zrozumieli słów
Chrystusa.
Sédir (Droga Mistyczna)

Ewangelia jest zasadą chrześcijaństwa, którego jedynym dogmatem jest: wiara w boskość
Chrystusa i jedynym prawem: miłość bliźńiego.
Ze wszystkich doktryn chrześcijańskich, droga katolicka daje pouczenia najprawdziwsze,
piękna najbogatsze, metody najsolidniejsze. Ale zdarzają się serca, którym jej ostrożne metody
wydają się zbyt powolne a dogmaty zbyt sztywne... Chrystus nie odrzuci ich za ich śmiałość.
Sédir (Królestwo Boga)

Bóg wyznaczył dla pewnej części ludzkości pewien zespół pojęć i praktyk religijnych,
stanowiących wspaniały organizm Kościoła: teologię, liturgię, ascezę, powiązane z sobą i wzajemnie
od siebie zależne.
Lecz tak samo, jak może istnieć teologia równie prawdziwa jak tomizm, lecz odmienna,
mogą też istnieć liturgia, asceza, mistyka , inne niż katolickie, a również dobre. Ewangelia zawiera
je wszystkie...
... Ojciec otworzył dla ludzi świeckich ... inne drogi wiodące do tego samego celu, a być
może jeszcze wyższego.
Sédir (Uzdrowienia Chrystusa)

-56-
SAKRAMENTY - EUCHARYSTIA

Pytania: 1- Co należy sądzić o Sakramentach i


2- o Eucharystii?

1- Sakramenty są użyteczne; istnieją one dlatego że człowiek jest stworzeniem słabym, moralnie
ułomnym. Gdyby ludzie wypełniali jedyne, istotne przykazanie: miłość bliźniego, nie
potrzebowaliby sakramentów. Jest jednak wielu ludzi, którzy, gdyby nie uważali za konieczne
chodzenie do kościoła, nie robiliby nic w zamian. ... Ponadto sakramenty posiadają pewną własność
fluidyczną (energię magnetyczną).

2- Niewątpliwie eucharystia została ustanowiona przez Jezusa; zaś Kościół zewnętrznie przyozdobił
tę prostą komemorację (ceremonję upamiętniającą).
Człowiek posiada w sobie moc odmienienia świata. W pojęciu katolika, hostia zawiera samą
"esencję" (istotę) Chrystusa; lecz ten rytuał nie posiada owej istotnej wartości (essentia).
Niezbędnym warunkiem jest, żebyśmy kochali jedni drugich, a wtedy Chrystus zstępuje w nas, bez
ceremonji i rytuałów.
Gdy ktoś zaprosi swego (osobistego) wroga do własnego stołu, wtedy Chrystus zstępuje w
tego człowieka. Jezus siadł do stołu z Judaszem, który miał Go zdradzić i przebaczył mu. Nawet
gdy jakiś uczeń Chrystusa przyjmuje swych przyjaciół i nieprzyjaciół i dzieli z nimi wspólny posiłek,
może "na pamiątkę Chrystusa" uzyskać to, że chleb i wino zawierać będą chrystusowe siły, z czego
korzystać będą też goście.
Jeżeli rozpatrujemy tę kwestię, poza wszelką teologią, możemy wyprowadzić następujące
wnioski:
Chrystus posiadał i posiada pełnię włądzy nad wszystkim. Chleb i wino spożywane w
okolicznościach analogicznych do tych, jakie miały miejsce podczas Świętej Wieczerzy, to znaczy
spożywane przez ucznia Chrystusa, który przebacza i kocha swych wrogów, wówczas ten pokarm
i napój stają się siłą witalną cielesną Chrystusa i przechodzą do witalności tego ucznia i pociągają
za sobą własności ludzkie i boskie Chrystusa, w stopniu, w jakim uczestnicy tego spotkania są zdolni
je przyjąć.
Jezus-Słowo jest w całym wszechświecie, następnie w duszy Ziemi, a następnie w
zbiorowości chrześcijańskiej, a wreszcie w społeczności katolickiej. Można Go więc przyjmować
w każdym miejscu wszechświata, gdzie się znajdujemy. Katolik przyjmuje katolicką "cząstkę" z
totalnej istoty Chrystusa. A gdy gdzieś znajduje się jakiś doskonalszy uczeń Chrystusa (bez względu
na religię do jakiej należy), którego miłosierdzie jest tak rozległe jak wszechświat, może on przyjąć
"cząstkę" uniwersalną (powszechną) z istoty Słowa.

Pytanie: Jak rozumieć słowa Chrystusa: "Kto spożywa moje ciało i pije krew moją, ten będzie miał
żywot wieczny"?

Jak wszystkie słowa Chrystusa, tak i te posiadają znaczenie fizyczne, znaczenie magnetyczne
i znaczenie duchowe. Chrystus posiadał rzeczywiście ciało i krew.
Istnieje jednak w Ewangelii pewien fragment, który nigdy nie został właściwie wyjaśniony:
"Są wśród ludzi tacy, którzy urodzili się z krwi i z woli ciała, lub z woli człowieka, i inni, urodzeni
z Boga."

-57-
Rzeczywiście, większość ludzi rodzi natura, wola człowieka lub inne siły Wszechświata.
Lecz od czasu do czasu zjawia się człowiek zrodzony z woli Boga; w całej istocie takiego człowieka,
od szczytów ducha aż do ciała fizycznego, nic nie zostało dostarczone przez ziemię, ani przez plan
stworzony. Tacy ludzie są wysłannikami Boga, zaś Chrystus, w swej naturze ludzkiej jest
największym z nich. Ich ciało i krew są jedynie "krystalizacją" ich cierpień i ich miłości.
Przypuśćmy, że mieliście okazję spełnić jakiś czyn miłosierny i zdołaliście to zrobić
doskonale, bez cienia egoizmu. Nikt tego nie widział. Wasza "lewa ręka nie wiedziała co czyni
prawa", i kosztowało to was wiele wysiłku i poświęcenia. Siły, które w was dokonały tego czynu,
komórki, które umarły z tego powodu, zrealizowały dzieło doskonale. Tym sposobem ich rola
została zakończona. Komórki te odchodzą na odpoczynek do pewnego, specjalnie zarezerwowanego
pomieszczenia w domu Ojca.
Gdy Chrystus przyszedł na ziemię, uczynił to z doskonale czystej, dobrej woli, gdyż nie było
Mu to potrzebne. Otóż, wszystkie cierpienia, jakim się poddał, zstępując do naszego świata, nawet
najabstrakcyjniejsze i najsubtelniejsze, były ogromne. To doskonałe cierpienie było pewną siłą,
która zstąpiła z Chrystusem z najwyższych regionów aż tu na ziemię. Wszystkie te nagromadzone
cierpienia pobudowały na ziemi Jego fizyczne ciało. A miłość, jaką darzył wszystkie stworzenia,
wszystkich światów, przez jakie przeszedł, miłość która ożywiała Jego cierpienia, zmaterializowane
w czasie tego bezmiernego zstępowania, utworzyły materialne molekuły Jego krwi.
To co powiedziałem nie jest bynajmniej poezją. Spójrzcie na jakiegoś artystę, na przykład
na Michała Anioła, jako na jednego z tych, którzy najwięcej cierpieli z powodu swej twórczości.
Gdy jakieś uczucie pożerało mu serce, pragnął wyrazić to w marmurze. Jeśli do dziś te marmury
wzruszają nas, to nie z racji doskonałej techniki i wiedzy przyrodniczej, jaka je cechuje, lecz z
powodu ożywiającej je duszy, która w nich płonie i nie zagaśnie przez wieki.
Podobnie jest z dziełem Chrystusa, tylko że w nieskończenie większym i wyższym stopniu.
Więc, gdy mówi On: "Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ten posiada życie wieczne" to
wyraża się On ściśle, gdyż spożywać Jego ciało znaczy przyjmować wszystkie cierpienia dla dobra
bliźniego, a pić Jego krew - to kochać całą przyrodę, każdą istotę w każdym ułamku sekundy.
Wszyscy karmimy się w kontakcie z otaczającymi nas istotami, nieco od nas niższymi. W miarę jak
się poświęcamy, nasza prawdziwa istota karmi się ciałem i krwią Słowa i w końcu dochodzi do
dostrzegania w tym identyfikacji naszej duchowej istoty z duchową istotą Słowa.
Wreszcie, u kresu naszej kosmicznej podróży, nasza duchowa istota staje się doskonała przez
nasze ciało chwalebne. ( i dochodzi do utożsamienia naszej duchowej istoty z duchową istotą
Słowa. Wreszcie, u kresu naszej kosmicznej podróży to utożsamienie staje się doskonałe przez
nasze ciało chwalebne).

-58-
KULT W DUCHU I W PRAWDZIE
Pytanie: Co znaczą słowa: "Nadchodzi godzina, i już nadeszła, kiedy prawdziwi czciciele Ojca, będą
Go czcili w duchu i w prawdzie." (Jan IV,23) ?

Od chwili gdy Ten, który jest Mistrzem Ducha przybył na ziemię, przybył też Duch. Można
to porównać z pociągiem, który jadąc, porywa za sobą powietrze; gdy Słowo zstępuje z głębi
Królestwa Nieba, aż to na ziemię i jeszcze niżej, jego zstępowanie wywołuje rodzaj wiru we
wszystkiich środowiskach planetarnych, gwiezdnych i mgławicowych, a w tym wirze czy smudze
znajduje się Duch Boga. A ponieważ Duch przybywa z Absolutu i sam jest Absolutem, więc gdy
najmniejsza Jego "cząstka" osiądzie w jakimś zakątku stworzenia, zaczyna się tam rozwijać;
możnaby więc powiedzieć, że obecnie jest "więcej" Ducha Świętego na ziemi niż przed dwoma
tysiącami lat.
Powinno to być dla nas zachętą do żarliwej pracy. A z drugiej strony, Duch zstąpił dlatego,
że na ziemi przebywał duch ludzki, zdolny do przyjęcia Go. Słusznie więc określił Chrystus, że są
na ziemi tacy czciciele Ojca w Duchu i Prawdzie. A w ciągu stuleci przybywa ich coraz więcej.
Dzięki temu, adoracja Ojca w Duchu (co jest jedynym kultem godnym Ojca), jest adoracją z głębi
naszej istoty i w pełnej szczerości. Szczerośc serca jest w nas jedyną cechą podobną Duchowi.
Kult w Prawdzie to kult żywy. Prawda to rzeczywistość duchowa, czyli to co "jest". Kult
w Prawdzie jest kultem aktywnym, realnym, materialnym. Gdy pobożny człowiek, wypełniający
swe obowiązki, modli się do Boga, jego modlitwa jest wartościowa. Lecz gdy ten człowiek cierpi
bez skargi, wtedy celebruje on kult w prawdzie. Kult w świątyni jest tylko formą zewnętrzną
prawdy. Kult prawdziwy, to taki kult, który wypełnia się w czynach, realizując prawdę Ewangelii.
Prawda pozostająca w intelekcie, w uczuciu, w żarliwości i w uniesieniu nie jest prawdą.
Jedyna prawda to czyn.

*
* *

-59-
(Fragmenty z książki: "Lata Dziecięce Chrystusa", rozdz.: "Trójca")

... Obrzędy pozostają symbolami, gdy nie są karmione czynami i ożywiane Miłością.
Jedynie ten chleb i to wino mistyczne udzielają mocy liturgiom i czynią je zdolnymi do wznoszenia
naszej duszy aż do progu Chwały. Korzystanie z sakramentów bez równoczesnego wysiłku
ascetycznego, bez posłuszeństwa obowiązkom, jest potrójnym grzechem: grzechem lenistwa,
grzechem hipokryzji i grzechem profanacji. Jest to marnotrawienie pomocy bożych; a jakie tłumy
obarczone są tą winą uprawiania tych niegodnych i złudnych praktyk?
Chrystianizm jest najpełniejszą i najzdrowszą z religii, a katolicyzm spośród wyznań
chrześcijanskich. Jednaże należy stwierdzić, że żaden Kościół nie jest tym czym być powinien.
Kościół grecki jest chory na apatię; protestancki jałowieje przez nadużywanie egzegezy i
nieskrępowanych badań; co zaś do katolicyzmu, to św. Hildegarda, św. Bernard, św. Katarzyna ze
Sieny, św. Wincenty a Paulo, proboszcz z Ars i iluż innych opłakiwało jego błędy. Różne formy
pasożytniczej nabożności opanowują go coraz bardziej; wirus propagandy i dążenia do sukcesów
zatruwa go; i jakże wiele jeszcze przykrych faktów mógłbym przytoczyć! ...
Lecz lepiej zrobię pamiętając o bardzo cierpliwym Ogrodniku, który "nie łamie gałązki
nadłamanej". Porzućmy polemiki, sprzeczności i apologie. Jezus nie potrzebuje ani profesorów ani
prelegentów; szuka On apostołów i robotników do Swej winnicy. Wypowiadajmy naszą prawdę,
żyjmy nią nade wszystko; w miarę jak uczynimy ją identyczną z Prawdą wieczystą, bronić się będzie
sama i zwycięży.
Gdy dostrzegamy w naszych rozmówcach zamiłowanie, a nawet zwykłą skłonność do form
religijnych, znaczy to, że taka religia będzie dla nich lepsza od surowej religii Ducha; chociaż religia
Ducha wydaje się surowa tylko tym, którzy znają ją jedynie z zewnątrz. Trzeba więc prowadzić
ludzi ku temu, co wydaje im się dobre. Trzeba im wyjaśniać wartości kultu, którego pragną i
pomagać im odkrywać tam Boga. Nade wszystko, trzeba żeby zrozumieli, że w dziedzinie duchowej
też "nie można gonić dwóch zajęcy na raz". Ażeby korzystać z jakiegoś Światła, trzeba wejść ciałem
i duszą do ugrupowania, które ono oświeca. Niemożliwością jest być jednocześnie na przykład
katolikiem i protestantem, katolikiem i spirytystą, czy katolikiem i teozofem. Trzeba wybierać.
Jeżeli zdecydujemy się na katolicyzm, trzeba przyjąć wszystko, co Kościół nakazuje. W
przeciwnym razie traci się korzyści, jakie spodziewamy się otrzymać od dwu lub wielu zbiorowości
duchowych.
Lecz powtarzam to: najgorszym błędem zbyt wielkiej liczby chrześcijan jest to, że uważają
się za takich, tylko dlatego, że chodzą regularnie na mszę, jednak nie porzucając obmowy, skąpstwa,
chytrości, bezwględności wobec "maluczkich", próżności i karierowiczostwa. Kościół jest
dostatecznie wielki i piękny, żeby jego synowie mogli usłyszeć kilka słów krytyki, nie umnijszając
z tej racji swej miłości dla niego. Otóż, jeśli głosi on, że modlitwa i korzystanie z sakramentów jest
niezbędne, to czy powtarza z dostatecznym naciskiem, że nie trudzić się, zapominać o
nieszczęśliwych i zastępować to lenistwo asystowaniem w obrzędach jest hipokryzją? Prosić Boga
o powodzenie materialne, nie chcąc podjąć niezbędnego trudu, czyż nie znaczy to żądanie od Niego,
żeby stał się wspólnikiem naszego lenistwa? "Pomagaj sobie, Niebo ci pomoże."
Wybierając pomiędzy niewierzącym, który trudzi się żeby pomagać bliźnim i żeby żyć jak
uczciwy człowiek, a skrupulatnym nabożnisiem, żyjącym w wygodnym egoiźmie lub w pysznej
bezwględności, to należy uznać, że ów niewierzący jest bardziej chrześcijaninem; gdyż Jezus zalecał
działanie i dawał nam tego przykłady. Czyny są niezbędne; sama wiara służy jedynie jako

-60-
przygotowanie czynu; Ewangelia, na każdej stronicy, głosi niezbędność działania. Waszym
obowiązkiem jest powtarzanie tego, nade wszystko przykładem.
Co zaś do tych, którzy nie odczuwają potrzeby obrzędów, Chrystus ich nie potępi, byle tylko
wypełniali nakaz miłosierdzia, żeby nie uważali się za wyższych od praktykujących, żeby trudzili
się jedynie dla Nieba. Jeżeli podzielacie mój pogląd na tę sprawę, to bądźcie roztropni i nie zrażajcie
innych od liturgii, jeśli ją kochają i czerpią z niej użyteczne pomoce. Miejcie ponadto podwójną
żarliwość w służeniu Bogu dlatego, że jest to powinność każdego chrześcijanina a oprócz tego z
powodu tytułu przyjaciół Jego Syna. Tytuł ten jest ciężkim brzemieniem, szczególnie jeśli się
zważy, ze Jezus udziela go często przed czasem; straszna odpowiedzialność ciąży na was;
znajdujecie się jakby na pomoście, z którego wasze czyny, i uczucia sięgają znacznie dalej niż
przypuszczacie. Promieniujecie mimowolnie, przez sam fakt przynależności do Jezusa. Nie
usiłujcie uświadomić sobie tego wpływu; wyczerpujcie swe energie w dążeniu do jedynego tylko
celu - stawania się zupełnie uległymi wstępnym operacjom, którym Mistrz może was poddać. Z
natury jesteśmy zwierzętami - raz drapieżnymi, to znów pełzającymi; musimy się ujarzmić; jest to
jedyna praca, o którą Bóg nas prosi, lub raczej żąda od nas; a gdy nie przykładamy się do niej
dobrowolnie, to ma On tysiące sposobów by nas do tego zmusić.
Ta tyrania i ta przemoc w stosunku do samego siebie jest konieczna by stać się uczniem.
Uczeń powinien wsszystko rozumieć, wszystko wybaczać, wszystko przyjmować, naginać się do
wszystkiego. Wolno mu milczeć na temat swego życia wewnętrznego: "Moja tajemnica jest dla
mnie." powiedziała św. Teresa. Lecz uczeń Chrystusa troszczy się zawsze o to, by nigdy nie gorszyć
tych naiwnych istot, tak cennych dla Świętej Dziewicy, które nie odróżniają religii od jej form
obrzędowych, które nie dostrzegają istotnej treści bardzo licznych religijnych przemówień (rozpraw),
i które nie rozumieją, że Bóg może nas słyszeć ponad głowami kapłanów.
Uczeń Chrystusa ściśle przestrzega nakazu: "Nie sądzcie". Zabrania sobie wszelkiej krytyki;
powinien nawet zabronić sobie wszelkich potępiających uczuć niewypowiadanych. Niech będzie
posłuszny, jak jego Mistrz, wszystkim prawom i obyczajom; po to, żeby ujarzmić się do głębi, żeby
nauczyć się posłuszeństwa, żeby wreszcie osiągnąć coś wyższego od posłuszeństwa. Tak jak
podporządkowuje się prawom obywatelskim, tak uczestniczy we mszy, daje chrzcić swoje dzieci,
po to, żeby nie gorszyć, żeby "nie gasić płomyka, który jeszcze tli się"; jest możliwe, że bardzo
pokorna modlitwa takiego ucznia, wlana w sztywną formę obrzędu, ożywi go i przywróci mu
młodzieńczy żar, jaki ożywiał go niegdyś. Gdyż nic nie znika z tej ziemi, żadna istota, żadna idea,
żadna instytucja, zanim nie przejdzie całej swej drogi, zanim nie wyczerpie cierpliwości
Sprawiedliwości i czułej wyrozumiałości bożego Miłosierdzia.
Tak więc póki nie potraficie nie zwracać uwagi na sofistyczne wykorzystywanie nakazów
Chrystusa, przynajmniej nie potępiajcie kapłanów. Większość z nich ugina się pod ogromnym
brzemieniem kapłaństwa. Przeciwnik kieruje przeciw nim swe najpotężniejsze działa i zastawia pod
ich nogi najwymyślniejsze sidła; dźwigają oni przerażającą odpowiedzialność; nie sądzcie więc ich;
raczej podziwiajcie zapał niektórych z pośród nich, a jeżeli uważacie, że ich urząd nie jest dla was
użyteczny, to w każdym razie nie zapominajcie, że żarliwością powinniście ich przewyższać, i
sprawdźcie, czy chociaż im dorównujecie.
Gdyż łatwo jest powiedzieć: msza, spowiedź to dla ludzi powierzchownych, którzy nie
potrafią łączyć się z Bogiem bezpośrednio. Tak, niewątpliwie; lecz czy wy potraficie łączyć się tak
z Bogiem, który jednak jest tak blisko was? Ach! bądźmy pokorni; pycha przenika przez wszystkie
kanały naszej istoty; rzućmy się w wewnętrzne otchłanie pokory; trzeba czuć się bardzo małym,
bardzo nagim, bardzo nędznym żeby zstąpił Pocieszyciel.

-61-
A więc, gdy mówią wam o kościele, o kapłanach, o dewocjach, ograniczajcie się do
powtarzania trzech zasad, co do których wszyscy teolodzy są zgodni, i które zostały ogłoszone przez
Jezusa: wierzyć, wspomagać bliźnich, modlić się. Powtarzajcie, że Jezus nas kocha, że Jego
jedynym pragnieniem jest zdobycie naszej miłości, i że to błogosławieństwo jest proponowane
wszystkim. Dźwigajcie brzemiona słabych, zagrzewajcie letnich, wprowadzajcie wszędzie
harmonię, unikajcie każdego słowa mogącego zrodzić nieufność. Waszym zadaniem nie jest
wymagać od innych, lecz samemu trudzić się dla innych, tak jak Jezus to czyni dla was i dla
wszystkich.
Surowe nagany, jakich nie szczędził On kapłanom owego czasu, mógłby, niestety, powtórzyć
także dziś. Lecz wy jesteście tylko Jego uczniami, bardzo małymi uczniami; nie znacie nawet
alfabetu Księgi Życia. Krytyka nie jest waszą sprawą. Zwracajcie swe potępienia przeciw samym
sobie. Badajcie własną nicość. Dobro jakie spełniacie, to nie wy, lecz Jezus spełnia je przez was.
Najsurowsze walki przeciw własnym ułomnościom, najrozpaczliwsze wysiłki przeciw własnemu
egoizmowi są jedynie wezwaniem o pomoc ku Bogu, naszej dobrej woli. Spójrzcie na świętych i
na tych wszystkich, którzy ożywiali swą włąsną substancją zamierający płomień mistycznej
pochodni; byli to ludzie o gigantycznej woli; a uważali się za ignorantów i bezsilnych.
Zamknijcie swe oczy na Zło; otwierajcie je tylko na Dobro, napełniajcie je blaskami Piękna;
bądzcie jak najbardziej dalecy od szukania okazji do krytykowania, szukajcie przejawów
szlachetności i podziwiajcie je; nie brak ich pomimo, że świat jest tak nędzny. Niech wasz umysł,
wasza wrażliwość, wasza miłość przyjmują wszystko, co się zdarza, lecz sprawdzajcie wszystko na
wadze Ducha.
Pan roli pozwala wzrastać zarówno kąkolowi jak i dobremu ziarnu; to nie człowiek lecz inne
istoty dokonują żniw. Trudzcie się jedynie w pomaganiu pszenicy w dobrym dojrzewaniu. Tak jak
Ojciec daje wszystkim życie, słońce, radość, wy też dawajcie wszystkim to, co jest istotne w ich
prośbach: mam na myśli - braterską pomoc i życzliwe napomnienia, żeby kierowali się ku
niewysłowionym pewnościom, jakie wy już otrzymaliście.
Sédir (1917)

-62-
"Ty jesteś Skała, a na tej Skale zbuduję Kościół mój.....
"I Tobie dam klucze królestwa..." (Mat.XVI, 18-19)

... Katolicy nie mają racji stosując już teraz do swego kościoła tę obietnicę skierowaną przez
Chrystusa do szefa apostołów; i protestanci też nie mają racji negując to. Chrystus powiedział:
"Dam ci klucze królestwa". Bo czyż mógł On powierzyć je temu, który w kilka dni później zaprze
się Go? Funkcja i władza, jaką obiecał On temu człowiekowi, zostaną mu przyznane z pewnością,
lecz później, gdy materiały na prawdziwy kościół zostaną już zgromadzone. Ten idealny Kościół
nie istnieje jeszcze; sanktuaria wszystkich wyznań służyły zbyt wielu zbrodniom żeby mógł na nich
oprzeć się Duch Święty. Zaś Kościół wewnętrzny zapowiedziany przez niektórych Ojców Kościoła,
przez Różokrzyżowców, przez Łapuchina, Swedenborga, Eckartshausena, jest tylko przygotowaniem
świętego zgromadzenia, dzięki któremu nasza ziemia stanie się pewnego dnia przyległością, filią
Nieba.
Zanim będą mogły być konstruowane fundamenty tej ostatniej świątyni, trzeba żeby nawet
gleba została obmyta niewinną Krwią przeczystego Księcia, śmiercią Jezusa. Zanim jakaś planeta
zostanie odkupiona, jest konieczne żeby wszystkie istoty, jakie ją stanowią i zamieszkują,
poczynając od podziemnych otchłani aż do duchowych niebios - otrzymały odwiedziny Światła; a
to Światło nie może wejść do ciemności bez cierpienia; i dlatego życie Jezusa było jednym pasmem
cierpień, znacznie liczniejszych niż podaje to Ewangelia, i uwieńczone Świętą Męką.
Zresztą Piotrowi zostało obiecane, że będzie podwaliną tego żywego gmachu a nie szczytem.
Fasadę widzą wszyscy, jest ona wystawiona na światło dzienne, i tę fasadę będą stanowili docześni
następcy pokornego, galilejskiego rybaka, Lecz nikogo nie interesują ukryte w ciemnej, i zimnej
glebie fundanenty; a jednak to one dźwigają całą budowlę. Czyż nie będzie to trudem tego silnego
ducha, dzięki którego ukrytemu poświęceniu, w ciągu dwudziestu stuleci, wszystko to, co piękne
i wielkie w katolicyzmie, mogło jednak jaśnieć i promieniować pomimo chciwości kleru i pychy
prałatów!
Sédir (Królestwo Boga - Świadkowie Jezusa)

*
* *

Scena Ostatniej Wieczerzy

... Jezus zajmuje miejsce pośrodku długiego stołu na honorowym miejscu; gospodarz domu
na drugim miejscu, po prawej stronie. Jan - po lewej, po stronie serca; dalej Piotr (kaplan), zwraca
się do mistyka - (Jana), żeby się coś od niego dowiedzieć; zaś Judasz (skarbnik) stanie się zdrajcą.
Cała późniejsza historia Kośćioła jest w tym zawarta. Mistycy klasztorów kontemplacyjnych też
często o tym mówili.
Sédir (Ukoronowanie Dzieła - Rytuał Jedności)

*
* *

-63-
-64-
SPIS TREŚCI

Świat niewidzialny.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 1

Dietetyka według Ewangelji. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 13

Różokrzyżostwo.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 29

Mistyczna teoria wojny. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 39

Religia istotna - kult wieczysty. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 49

Problem religijny. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 57

«A. S.» a Katolicyzm. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 60

Sakramenty.. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 63

Kult w Duchu i Prawdzie. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 65

-65-
SÉDIR
Wyjątki