Anna Nacher Przestrzeń post-panoptykonu – od Digital Earth do Google Maps

Na początku było Google Maps – rzecz jasna, o ile pojęcie „początku” ma sens w świecie nowych mediów, opartym na strategiach remediacji, opisywanym także za pomocą narracji o archeologii mediów. Taką archeologię można nakreślić również dla cyberkartografii oraz fotografii satelitarnej: Kevin Robbins przywołuje na przykład XIX-wieczne loty balonami wyposażonych w aparaty fotograficzne, później zaś fotografię lotniczą.1 Tego typu praktyki najczęściej wiązały się, rzecz jasna, z działalnością wywiadowczą w sytuacji działań wojennych, a ów militarny kontekst pozostaje aktualny w miarę rozwoju technologii satelitarnej. Wdrożona pod koniec 2005 roku usługa Google Maps zaoferowała użytkownikom jedno z pierwszych doświadczeń wykorzystania technologii satelitarnej (a ściślej rzecz ujmując – technologii GIS) w codziennym życiu – w planowaniu podróży czy wykorzystaniu obrazu własnego domu widzianego okiem satelity w charakterze wizytówki na stronie WWW. Popularne filmowe i telewizyjne narracje nader często przywołują technologie pozycjonowania satelitarnego (GPS) lub wizji za pomocą oka satelity, lokując je zazwyczaj nic dziwnego - wśród praktyk związanych ze śledzeniem oraz zdobywaniem informacji operacyjnych w (tajnych najczęściej) misjach jednostek wywiadowczych czy służb bezpieczeństwa, od Wroga publicznego (reż. T. Scott, 1998) przez popularne seriale kryminalne z serii CSI po (szczególnie tutaj wymowny) serial 24 godziny. Proliferacja praktyk wizualnych koncentrujących się wokół namierzania satelitarnego i strumienia obrazów wykonanych z kosmosu, możliwość ich szczegółowej analizy i wykorzystania danych do obserwacji na ogromna skalę wskazywałaby na ucieleśnienie koszmaru panoptykonu2. Pokój wyposażony w ekrany, na których oglądamy, jak łatwo technologie cyfrowe sprzężone z siecią satelitarną, a często także telewizją przemysłową lub systematami monitoringu (CCTV) lokalizują i analizują obiekty (również te mobilne) przybiera pozór centralnej wieży Benthamowskiego panoptykonu. Z jej wnętrza naczelnik może szpiegować wszystkich podległych mu pracowników (…)3, stąd widzi się wszystko, nie będąc widzianym4. Chciałabym
1 2

K. Robbins, Into the Image: Culture and Politics in the Field of Vision, Londyn i Nowy Jork 1996: Routledge. Tak też zresztą bywa analizowany, Konrad Chmielecki pisze o „kulturach panoptycznych”, przywołując pogląd Arturo Escobara, który tym mianem określa obszar praktyk wizualnych „od obrazów satelitarnych do medycznych”, por. K. Chmielecki, „Antropologia nowej wizualności jako refleksja nad „cyfrową” i „globalną” kultura wizualną” [w:] Przegląd Kulturoznawczy nr 3 (1997), s. 102 – 117. 3 M. Foucault, Nadzorować i karać, Warszawa 1998: Fundacja Aletheia, s. 199 4 Ibidem, s. 197

- pisząc o przemianie dobrze znanego, nowoczesnego dyskursu przestrzeni organizowanej za pomocą porządkowania praktyk wizualnych - wyjść nieco poza dobrze już rozpoznane narracje. Rodzący się porządek należałoby bowiem, jak sądzę, określić mianem postpanoptycznego. Z kilku względów nie jest dla mnie przydatne pojęcie synopticonu zaproponowane przez Zygmunta Baumana: w centrum mojego zainteresowania znajduje się bowiem nie wyznaczanie / konstruowanie reżimu władzy za pomoca spojrzenia, ale wizualna hybrydowość GIS, w której odzwierciedla się swoisty „mashup” praktyk kulturowych na przecięciu porządków reprezentacji i symulacji. Można więc w tym przypadku mówić o chwiejności relacji między reprezentacją a symulacją, a także równie niestabilnym rozróżnieniu oglądany / oglądający. Dodatkowo możliwość analizy praktyk ustanawiania władzy za pomocą geometrii spojrzenia zostaje podważona przez rekonfigurację, jakiej podlega doświadczenie przestrzeni nasycanej komunikacją bezprzewodową, będącą nośnikiem wielomedialnej informacji. Tę zmianę można nakreślić mówiąc o przejściu od myślenia o przestrzeni w kategoriach geometrii do postrzegania jej przez pryzmat bliskości / oddalenia od źródła sygnału. Moja lektura miejskiej ekstazy wizualności (której istotnym elementem staje się technologia satelitarna) zwraca więc uwagę przede wszystkim na różnorodność porządków wizualnych i ich wzajemne krzyżowanie, a zatem będzie się nieco różnić od dystopijnych wizji o cyberpunkowej proweniencji5. Ta dynamiczna różnorodność, której chciałabym poświęcić uwagę, jest umożliwiana i podkreślana w procesie przemian dotykających interfejsu mediów elektronicznych, sygnowanym mianem ubiquitous computing.6 W mojej analizie jestem zatem bardziej zainteresowana przestrzenią jako szczególnego rodzaju interfejsem post-panoptykonu, a także praktykami jego uczestników, niż próbą opisu zasad i symptomów jego ustanowienia. (Nie) dyskretny urok nadzorującego spojrzenia Pojęcie panoptykonu ma swoją obszerną historię, a towarzyszące mu debaty koncentrują się m.in. wokół adekwatności pojęcia w stosunku do przemian technologicznych, społecznych i kulturowych znamionujących świat, w którym żyjemy.7 Istotny wpływ na
5 6

Por. M. Davis, City of Quartz. Excavating the Future in Los Angeles, Los Angeles 1992: Vintage Więcej na temat zmiany paradygmatu por. M. Składanek: „Hybrydyczne przestrzenie integracji człowieka z komputerem w perspektywie postulatów Ubicomp”, [w] Przegląd Kulturoznawczy nr 3 (1997), s. 53 -63, L. Manovich, „The poetics of augmented space”, Visual Communication vol. 5 nr 2 (2006), s. 219 – 240. 7 Przegląd propozycji proponuje Kevin D. Haggerty w rozdziale zamieszczonym w wydanej w 2006 roku książce pod red. D. Lyona: Theorizing Surveillance: The Panopticon and Beyond (Willan Pubslishing). I tak wśród rozmaitych wersji “opticonu” możemy znaleźć: electronic panopticon, post-panopticon, synopticon, social panopticism, urban panopticom, polyopticon, omniopticon, myopic panopticom a także – bardzo interesująca propozycja - dataveillance. To tylko niektóre z przykładów.

dyskusję o technologiach panoptycznych wywarły także wydarzenia 11 września 2001 r. oraz regulacje prawne wprowadzone w ich konsekwencji w Stanach Zjednoczonych, zmierzające do wzmocnienia bezpieczeństwa narodowego za cenę ograniczenia swobód obywatelskich. Właśnie w tym kontekście pojawiła się jedna z najszerszych definicji nadzoru autorstwa Kevina D. Haggerty’ego i Richarda V. Ericssona, redaktorów antologii The New Politics of Surveillance and Visibility, wydanej w 2006 roku. Ich zdaniem nadzór polega na zbieraniu i analizie informacji o populacjach, by móc zarządzać ich działaniami8 i można uznać tę definicję niemal za streszczenie głównych wątków wspomnianych wcześniej tekstów filmowych i telewizyjnych, trzeba także jednak zwrócić uwagę, że autorzy wychodzą poza paradygmat związków między nadzorem a spojrzeniem. Mówiąc o post-panoptyzmie, zbliżam się raczej do rozumienia, jakie zaproponował Roy Boyne9, wskazując na konieczność wymazywania określeń wprowadzonych przez Foucault, z jednoczesnym gestem przywołania obecności ich zakresu treściowego. Model Benthamowski – jak się wydaje – nie jest już bowiem adekwatny przede wszystkim ze względu na rozproszenie, prywatyzację i decentralizację technologii nadzoru. Właścicielem dyspozytywu jest dzisiaj każdy właściciel telefonu komórkowego, wyposażonego najczęściej w kamerę. Jednym z punktów, w których moja propozycja wyraźnie rozmija się z dyskursem panoptycznym (czy nawet postpanoptycznym), jest kwestia nieuchronnego związania technologii nadzoru z władzą rozumianą przede wszystkim jako kontrola; przede wszystkim zaś z władzą geometrycznie zorganizowanego spojrzenia, która nieuchronnie ma swoje centrum zlokalizowane w owej alegorycznej dyżurce wyposażonej w ekrany. Przypomnijmy: w znanych fragmentach Nadzorować i karać Michel Foucault opisał panoptykon jako swoistą „maszynę widzialności”, która restrukturyzowała stosunek więźnia do więzienia w skopiczną relację władzy i dominacji. Proces ten zakładał ewidentną nierówność pozycji podmiotowych: z wszechwładnym widzącym oraz poddanym nadzorowi oglądanym: (…) w obwodowym pierścieniu jest się w pełni widzianym, nic nigdy nie widząc. Z wieży centralnej widzi się wszystko, nigdy nie będąc widzianym.10 Linie spojrzenia organizowały i wyznaczały obowiązujący dyskurs władzy. To tutaj, zdaniem Foucault, tkwiły korzenie nowoczesności: w reorganizacji kompleksu wiedzy / władzy oraz pola widzialności, które stanowiło zarazem o szczególnych praktykach przestrzennych będących podstawą dyscypliny, nadzoru i karania. Bycie przedmiotem oglądu (nosicielem spojrzenia) stanowiło
8

Por. K.D. Haggerty, R. V. Ericsson, The New Politics of Surveillance and Visibility, Toronto 2006: University of Toronto Press, s. 3 9 R. Boyne, „Post-panopticism” [w:] Economy and Society, 25 (2) 2000, 285 – 307. 10 M. Foucault, op.cit., s. 197.

zatem oznakę (choć może raczej piętno) podlegania Władzy, której nie musiała już zresztą sprawować żadna instancja, gwarantowało ją swoiste „znaczące” widzialności, jej dyspozytyw, technologiczna maszyneria: To główny efekt Panoptykonu: wzbudzić w uwięzionym świadome i trwałe przeświadczenie o widzialności, które daje gwarancję automatycznego sprawowania władzy. Spowodować, by nadzór był nieprzerwanie skuteczny, nawet jeśli będzie nieciągły w działaniu; by doskonałość władzy czyniła zbędnym jego stałe sprawowanie; by ten architektoniczny aparat stał się mechanizmem do tworzenia i podtrzymywania zależności od władzy niezależnie od tego, kto ją sprawuje; słowem, by więźniowie podlegali władzy, której sami są nosicielami.11 Źródłem działania władzy jest, zdaniem Foucault, widzialność i nieweryfikowalność władzy, czyli fakt, że więzień nigdy nie jest pewien tego, czy ktoś istotnie patrzy – to dlatego właśnie aparat technologiczny przejmuje ciężar panowania. Wydaje się, że technologie satelitarne spełniają ten warunek: zamieszczeniu na orbicie pierwszych satelit NASA (takich jak Explorer czy Telstar) towarzyszył spektakl o zasięgu globalnym. Taką funkcje pełniły bowiem zarówno bezpośrednie transmisje telewizyjne z ich umieszczenia na orbicie okołoziemskiej, jak i programy telewizyjne pokazujące powstałe w ten sposób nowe możliwości komunikacyjne. Przykładem tego ostatniego może być pierwsze satelitarne show telewizji: wyemitowany w 1967 r. dwugodzinny program Our World, znany głównie jako miejsce premiery słynnego przeboju Johna Lennona i The Beatles, noszącego cechy antywojennego protest-songu, All You Need Is Love, skomponowanego zresztą specjalnie na tę okazję (co samo w sobie może stanowić znakomitą ilustrację opisanej przez Foucault dynamiki władzy i jej wewnętrznych instancji oporu). W programie wzięli na żywo udział uczestnicy z 19 krajów (m.in. Maria Callas oraz Pablo Picasso), których segmenty łączył w jedną całość właśnie przekaz satelitarny, z koniecznością koordynacji trzech nadajników satelitarnych na raz (pierwotnie było ich 4, ale na tydzień przed programem z projektu wycofały się państwa bloku wschodniego: Związek Radziecki, Polska, Czechy i Węgry, w proteście przeciw zachodniej polityce w tzw. Wojnie Sześciodniowej). Podobna praktyka towarzyszyła również globalnym koncertom o charakterze akcji charytatywnych, np. słynnemu Live Aid. Takie działania często były prezentowane jako kolejny krok w zacieśnianiu więzi łączących obywateli „globalnej wioski” i budowaniu światowej solidarności. Wysiłki zmierzały jednak także w stronę nadania programowi kosmicznemu NASA pozytywnych konotacji, gdyż w istocie był to jeden z licznych zimonowojennych
11

M. Foucault, op.cit. s. 196.

programów technologicznych, których naczelnym celem były zastosowania militarne12. Były one zresztą coraz bardziej wyrafinowane wraz z doskonaleniem technik nadzoru wizualnego. Kevin Robbins posługuje się interesującą analogią z kamerą telewizyjną i opisuje udoskonalenia technologiczne dokonane w latach siedemdziesiątych: [Satelita oznaczony symbolem] KH-11 jest jak kamera telewizyjna w przestrzeni kosmicznej i potrafi połączyć zdolność monitoringu niemal w czasie realnym z obrazem wysokiej rozdzielczości. Następnie ta kluczowa seria urządzeń została wzbogacona o technologie nowej generacji, dzięki którym możliwe stało się „widzenie” nocne oraz „penetracja” pokrywy chmur.
13

Zwróćmy uwagę

na fakt, że doskonalsza technika pozwoliła na poszerzenie pola monitorującego spojrzenia oraz jego swoiste uprzestrzennienie. Robbins opisuje udoskonalenie możliwości technicznych nie tyle w kategoriach geometrii spojrzenia, ile w terminach zdolności przenikania, a zatem tak, jak opisuje się także siłę sygnału. Post-panoptykon: poza geometryczną organizację spojrzenia Warto przywołać w tym miejscu propozycję Lva Manovicha14, który zwraca uwagę na pewną istotną zmianę, jakiej podlega postrzeganie i doświadczanie przestrzeni współczesnego miasta, nasyconego technologiami informacyjnymi, szczególnie łącznością bezprzewodową. Na określenie tej sytuacji proponuje pojęcie „przestrzeni wzbogaconej” [augmented space], co definiuje on jako przestrzeń fizyczną nasyconą dynamicznie zmieniającą się informacją, która najczęściej przybiera formę multimedialną i zlokalizowaną dla pojedynczego użytkownika.15 Manovich wskazuje na bliskość technologii nadzoru / monitoringu z koncepcją przestrzeni wzbogaconej – a właściwie ich zależność ontologiczną. Parametry tej ostatniej wprowadzają jednak istotne weryfikacje. Gęstość informacyjna nowej przestrzeni, której nośnikiem, jak zobaczymy, jest łączność bezprzewodowa, oznacza również jej wielowymiarowość i wręcz wielomodalność. Zdaniem autora „stare”, geometrycznie zorganizowane korelaty – choć wciąż zachowują swoją dominację – tracą w tej nowej przestrzeni znaczenie. Manovich odwołuje się tutaj właśnie do Benthamowskiego panoptykonu oraz organizacji przestrzeni zgodnie z linią wzroku, którą nazywa geometrią „widzialnego”. W świecie łączności bezprzewodowej i komórkowej ten typ dyskursu traci swoje znaczenie, dużo istotniejsza staja się bowiem lokalizacja w stosunku do źródła sygnału,
12

L. Parks, Satellite and Cyber Visualities. Analyzing ‘Digital Earth’, [w:] red. N. Mirzoeff, The Visual Culture Reader, Nowy Jork, Londyn 2002: Routledge, s. 279 – 292; K. Robbins, op.cit. 13 K. Robins, op.cit., s. 54. 14 L. Manovich, op.cit. 15 L. Manovich, op.cit., s. 220

zawsze zresztą niestabilna i otwarta na przygodność. Jak wie każdy użytkownik WiFi, łączność zmienia się w zależności od warunków atmosferycznych czy rodzaju przeszkód, jakie sygnał napotyka na swojej drodze. Przestrzeń jawi się zatem jako nieciągła i porowata, wypełniona raczej „falowaniem” sygnału i jego fluktuacjami, niż wyraźnymi, definitywnymi granicami. Różnica między istniejącym sygnałem a jego zupełnym brakiem jest nader nieostra i zawiera w sobie całą gamę stanów pośrednich. Warto wskazać na ścieżki technologiczne / badawcze, które zdaniem Manovicha odgrywają w wytworzeniu „przestrzeni wzbogaconej” istotną rolę, m. in.: 1. Powszechność technologii nadzoru – przybierających jednak formę technologii sprywatyzowanej i rozproszonej w postaci sieci małych kamer możliwych do umieszczenia w kieszeni lub na siedzeniu taksówki; 2. Technologie łączności komórkowej (w tym GPS); 3. Ekrany wideo i komputerowe zmieniające swoja morfologię (nie muszą już być płaskie, stają się także coraz cieńsze) i stające się nieodłącznym elementem przestrzeni publicznej; 4. Ubicomp – odwrót od interfejsu z centralnym komputerem i klawiaturą oraz ekranem na rzecz technologii mobilnych;
5. System rozszerzonej rzeczywistości, o której wspomina także Składanek16,

stanowiący fuzję obrazów generowanych komputerowo oraz reprezentacji otaczającej nas rzeczywistości; 6. Tangible interfaces – co można przełożyć jako interfejsy dotykowe, namacalne bądź zmysłowe, traktowanie przestrzeni wokół użytkownika jako elementu interfejsu (np. przedmioty jako nosniki informacji); 7. Ubrania wyposażone w technologie komputerową; 8. Inteligentna architektura – budynki wyposażone w systemy łączności

bezprzewodowej; 9. Inteligentna przestrzeń – mieszkania interaktywnie komunikujące się z użytkownikami;
16

M. Składanek, op.cit.

10. Systemy wykrywania kontekstu – np. usługi wyświetlania na ekranach telefonów komórkowych reklam obiektów, obok których aktualnie się znajdujemy; Można dostrzec, jak integralnym składnikiem nowego typu przestrzeni staje się łączność satelitarna (GPS) oraz możliwość jej bezprzewodowej transmisji. Istotny jest tutaj także ów zmieniający się paradygmat interfejsu mediów elektronicznych, pozwalający na bezszwową integrację technologii z otaczającą przestrzenią, do czego jeszcze powrócę. Post-panoptykon można zatem zarysować jako sytuację, w której organizacja spojrzenia rządzi się logiką bliskości / oddalenia od źródła sygnału, a nie geometrii spojrzenia. Paradoksalnie, najlepszym symptomem tego procesu jest być może charakterystyczne spojrzenie oka satelity w linii prostej, pod kątem 90 stopni – dokładność obrazu nie jest bowiem funkcją zmienności kątów widzenia (a więc porządku geometrycznego), ale zdolności do penetracji i kalkulacji danych (obraz wysokiej rozdzielczości uzyskiwany w różnych warunkach, także w nocy). Niepostrzeżenie wkrada się VR Kolejnym punkt, w którym rozmijam się z popularnym dyskursem panoptycznym tkwi w obszarze praktyk wizualnych. Stają się one, jak już wspominałam, w coraz większym stopniu hybrydowe wprowadzając - niezauważalnie dla przeciętnego użytkownika ograniczone formy rzeczywistości wirtualnej. Zagadnienie coraz bardziej powikłanych relacji miedzy technologiami symulacji i reprezentacji staje się szczególnie istotne w przypadku związków kultury audiowizualnej z technologiami produkcji przestrzeni publicznej, na co wskazywał w 1996 roku Wiliam Bogard. W książce o znamiennym tytule The Simulation of Surveillance: Hypercontrol In Telematic Societies17 autor analizował początki panoptykonu realizowanego za pomocą dostępnych narzędzi telematyki: przekazu satelitarnego czy telewizji przemysłowej. Wagę zagadnienia podkreśla także powołujący się na diagnozy Bogarda Stephen Graham: Coraz silniejsze powiązanie między systemami nadzoru i symulacji ma zasadnicze, choć słabo zbadane, implikacje dla zmiany geograficznej, kontroli społecznej, wzorów wykluczania i włączania, dla rozwoju kultury wizualnej, podmiotowości oraz przestrzennej dynamiki “ekonomii informacyjnej”18 Graham dystansuje się jednak od pewnej jednorodności wizji, charakterystycznej dla cyberpunkowego pesymizmu. Wskazuje jednocześnie na konieczność uwzględnienia teorii wypracowanej przez Bruno Latoura, która pozwala skupić się na przygodności i relacyjności związków łączących aktorów owych
17

W. Bogard, The Simulation of Surveillance: Hypercontrol in Telematic Societies, Cambridge 1996: Cambridge University Press 18 S. Graham, Geographies of Surveillant Simulation [w:] Virtual Geographies: Bodies, Space, and Relations, red. M. Crang, P. Crang, J. May, London 1999: Routledge, s. 134.

rozbudowanych, technologiczno-dyskursywno-ludzkich sieci. Do podobnych wniosków skłania analiza tego problemu w świetle paradygmatycznej zmiany sygnowanej pojęciem ubiquitous computing (ubicomp), o czym w dalszej kolejności. Warto w tym miejscu przywołać naczelną figurę opisu jednego z prototypowych projektów cyberkartografii. Pochodzi z wystąpienia Ala Gore’a w California Science Center w 1998 r. zatytułowane „The Digital Earth: Understanding Our Planet In the 21st Century”, co można uznać za jeden z gestów inicjalnych programu Digital Earth Project19. Opis autorstwa Ala Gore’a był, rzecz jasna, pewną utopijną wizją nasyconą sporą dozą progresywistycznego, technologicznego optymizmu w stylu typowym dla ostatniej dekady minionego tysiąclecia. Użytkowniczka Digital Earth (Al Gore konsekwentnie stosował zaimek rodzaju żeńskiego, „she”, opisując prototypową odbiorczynię / odbiorcę, co również można uznać za znak czasów) dostaje do rąk narzędzie pozwalające przekroczyć ograniczenia przestrzeni oraz czasu. I to dosłownie do rąk, bo – co istotne dla moich rozważań – wizja Gore’a uwzględnia typowy wówczas interfejs VR: kombinezon multisensoryczny, rękawice i hełm HMD. Widzimy przy tym pewną ciągłość praktyki dyskursywnej: teleologiczna narracja o globalnej wiosce, z coraz ściślejszymi, szybszymi i sprawniejszymi arteriami obiegu informacji (przede wszystkim audiowizualnej, punktem odniesienia była wówczas wszak głównie telewizja) pozostała naczelnym narzędziem dyskursu o postępie technologicznym jako nieodłącznym warunku wyrównywania szans na ogólnoświatową skalę. Łatwo tę frazeologię dostrzec w opisie działań podejmowanych za czasów administracji Clintona, mających na celu stworzenie ogólnoświatowej infostrady. Lisa Parks analizuje w tych kategoriach wystąpienie Ala Gore’a. Projekt, jak pisze Parks, narodził się między innymi z potrzeby wykorzystania nadmiaru informacji dostarczanych przez krążące na orbicie ziemskiej satelity – także te, które za czasów Clintona przestały być satelitami szpiegowskimi tajnego niegdyś projektu Corona20. Aktualny pozostaje zatem wątek fuzji dyskursu militarnego z narracjami progresywistycznymi, co można określić mianem technologii cybrogicznej.21 Narzędzia, z których powszechnie dzisiaj korzystamy na GoogleMaps, Wikimapii, Zumi.pl, Mapquest czy innych serwisach tego typu, są budowane przez kilka warstw
19

L.Parks, j.w.; tekst jest obecnie dostępny za pomocą narzędzia WayBack Machine w Internet Archive (należy wpisać www.digitalearth.gov w wyszukiwarce WayBack Machine na http://www.internetarchive.org) 20 L. Parks, j.w. 21 D. Haraway, Simians, Cyborg and Women. The Reinvention of Nature, Nowy Jork 1991: Routledge, D. Haraway Modest_Witness@Second Millenium. Female Man©Meets_OncoMouse™. Feminism and Technoscience New York, London: Routledge 1997, szerzej rozwijam pojęcie technologii cyborgicznej w innym miejscu, por. A. Nacher, Telepłeć. Gender w telewizji doby globalizacji, Kraków 2008: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

rozmaitego opracowywania danych. Digital Earth Project składał się z interfejsu użytkownika, bazy danych informacji geoprzestrzennych (obrazy satelitarne, fotografie, modele komputerowe, animacja cyfrowa) i wreszcie oprogramowania do integracji i prezentacji informacji z wielu źródeł. U początków tego, co dzisiaj nazywa się czasem cybergeografią czy cyberkartografią22 (bądź – precyzyjniej – systemami informacji geograficznej, GIS poszerzonymi o wizualizację naukową, Scientific Visualization oraz możliwości pozycjonowania satelitarnego, GPS) można odnaleźć dwa typy interfejsów. Jeden z nich, Digital Earth WorkBench rozwijany i opracowany był w Goddard Space Center (NASA), drugi, Terravision, był dzieckiem Stanford Research International i powstał właśnie w ramach projektu Digital Earth Project. Niegdysiejszy Digital Earth Work Bench można dzisiaj odnaleźć pod nazwą Immersive Workbench (materiał wideo prezentujący działanie tego interaktywnego system oferuje NASA Scientific Visualisation Studio23). TerraVision (http://www.ai.sri.com/tvgeo/) zaś składała się z olbrzymiej ilości geoinformacji oraz przeglądarki 3D umożliwiającej nawigację w czasie realnym. Projekt zarzucono w roku 2002, niektóre z jego narzędzi rozwinięto w technologii GeoVRML. VRML (Virtual Reality Markup Language) jest zresztą sama w sobie technologią wyznaczającą istotny wymiar dzisiejszego oblicza sieci, umożliwiającą tworzenie trójwymiarowych przestrzeni połączonych hiperlinkami, a zatem przeznaczonych do nawigacji. Michael Heim uznał VRML za jedną z ważnych „bram prowadzących do rzeczywistości wirtualnej”24. Zarówno Digital Earth WorkBench, jak i TerraVision były projektami typu open source, podobnie jak dwa inne, rozwijane pod koniec lat 90-tych: Planet Earth oraz Virtual Globe. Prócz tego istniały także projekty komercyjne, na czele z Keyhole, opracowywanym od 2001 dla udostępnienia trójwymiarowego obrazu całego globu dostępnego w sieci. W 2004 r. roku projekt został zakupiony przez Google i – jak łatwo się domyślić – wykorzystany do rozwoju usługi Google Earth.25 Dzisiaj te i podobne rozwiązania stały się elementem codziennych praktyk użytkowników sieci i stanowią bardzo interesujący przykład kulturowej produkcji przestrzeni: sieciowy serwis fotograficzny Google (i jednoczesnie oprogramowanie do zarządzania obrazami na dysku), Picasa, umożliwia nie tylko publikację fotografii w sieci, ale także lokalizowanie sfotografowanych miejsc w Google Maps (http://picasaweb.google.com).
22 23

S. Graham, op.cit. http://www.dlese.org/library/catalog_NASA-SVS-000338.htm por. także http://visibleearth.nasa.gov/view_set.php?categoryID=2724 24 M. Heim, Virtual Realism, Oxford 1998: Oxford University Press 25 G. Misund, M. Granlund, H. Kolas, „One Globe – Building and Browsing a Transient Digital Earth from Distributed, Heterogenous Sources”, opublikowane w wersji on-line http://www.ia.hiof.no/~gunnarmi/gunnarmi_pub.html

Podobną usługę wkrótce będzie oferować Fotka.pl, w związku z uruchomieniem polskiej wersji serwisu, http://mapy.google.com Tym, co utrudnia opisywanie tych i podobnych technologii wykorzystujących obrazowanie satelitarne w kategoriach panoptykonu, jest w pierwszym rzędzie swoisty tryb mieszany generowanej informacji wizualnej: mamy tutaj do czynienia z fuzją technik reprezentacji (fotografia satelitarna) oraz (symulacji) generowania cyfrowych modeli 3D na podstawie naukowych danych. Warto tutaj przypomnieć, że Michael Heim uznaje takie praktyki za formę ograniczonej rzeczywistości wirtualnej. Jednocześnie jednak – także w związku z procedurami „bezszwowej technologii”w coraz większym stopniu niewystarczający jawi się popularny paradygmat opisu rzeczywistości wirtualnej w kategoriach rzeczywistości odrębnej od codziennego doświadczenia. Jedną z naczelnych tez wspomnianego W. Bogarda jest fakt, że technologie nadzoru oraz symulacji ulegają zbliżeniu, w czym autor – najwyraźniej poruszający się w obszarze wyznaczonym myślą Jeana Baudrillarda – widzi niebezpieczeństwo kryjące się m.in. w symulacji rzeczywistości. Jeden z problemów, jakie wynikają z takiej diagnozy kryje się właśnie w owym klasycznym paradygmacie opisu rzeczywistości wirtualnej zaproponowanym przez Michaela Heima, silnie zakorzenionym także w popularnych ujęciach science-fiction. W myśl tego podejścia rzeczywistość „w realu” oraz „rzeczywistość wirtualna” są od siebie radykalnie oddzielne i posiadają zupełnie odmienny status ontologiczny – m.in. za sprawą specyficznego środowiska technologicznego. Jak pisze Michał Ostrowicki: Wirtualny realizm zakłada pojmowanie środowiska elektronicznego jako elektronicznej rzeczywistości człowieka, ale przez to, że posiada źródło i podstawę w technologii, jest środowiskiem sztucznym i tylko w taki sposób może być rozpatrywane.26 I jak słusznie wskazuje autor, owa odrębność wiele ma wspólnego ze znacznie szerszym dyskursem kulturowym, wyznaczającym granice między tym, co naturalne i tym, co sztuczne. To dlatego propozycja Bruno Latoura – na co wskazywał wspomniany Stephen Graham - wydaje się być w tym przypadku szczególnie atrakcyjna. Cyberkartografię i jej dyskursy znacznie lepiej opisuje się w kategoriach hybrydowości niż w ramach teorii – wyeksploatowanej już niemal do cna – teorii symulakrów i symulacji. Co bowiem miałoby stanowić o „naturalności” naszych punktów odniesienia w świecie? Tradycyjna mapa? Antropologowie oraz dziedzina zwana geografią humanistyczną dawno już poddały weryfikacji złudzenie dyskursywnej niewinności kartografii. Czy nie chodzi tutaj

26

M. Ostrowicki, Wirtualne realis. Estetyka w epoce elektroniki, Kraków 2006: Universitas, s. 23.

raczej o kulturową nostalgię za „starymi, dobrymi” praktykami reprezentacyjnymi, które dawały iluzję przezroczystości dyskursu medium? W przypadku cyberkartografii mamy bowiem do czynienia bez wątpienia z hybrydą technik reprezentacji oraz symulacji, a traktowanie ich wyłącznie w kategoriach rozłączności wydaje się dzisiaj być bardziej funkcją pewnego paradygmatu teoretycznego niż codziennego doświadczenia. Rzeczywistość wirtualna – w swojej ograniczonej wprawdzie formie – bezszwowo wkradła się w praktyki milionów użytkowników Google Earth czy usługi Street View udostępnionej na Google Maps. Szczególnie ta ostatnia jest ciekawym przykładem swego rodzaju rzeczywistości hybrydowej – panoramiczny obraz ulic niektórych miast (na razie amerykańskich) wygenerowany z szeregu fotografii umożliwia użytkownikowi nawigację i zooming. Internauci dzielą się szczególnie zabawnymi obrazkami wyłapanymi w zbliżeniach m.in. na www.streetfunview.com oraz dziesiątkach blogów tematycznych, co w dużej mierze przyczynia się do popularności Google Maps. Jak pisze Manovich, rzeczywistość wirtualna została w ten sposób „udomowiona”, a jej naczelna figurą nie jest cyber kowboj przemierzający dziewicze tereny „pustyni rzeczywistości”, ale raczej zwykły użytkownik sprawdzający swoją skrzynkę pocztową (lub aktualne nowości na Facebooku) w centrum handlowym. Nic w tym pejzażu nie potwierdza pesymistycznej – czy wręcz katastroficznej – wizji Robbinsa: Jeśli technologie nadzoru wydają się oferować ochronę przed nieznanym, które ma czaić się gdzieś na zewnątrz, to atrakcyjność technologii symulacji kryje się w obietnicy przekroczenia bardziej podstawowego lęku przed rzeczywistością jako taką. Świat symulacji jest światem bez ciał (zmysł dotyku został anulowany lub zawieszony). To świat bez chaosu i katastrofy (nie ma nic, co umknęłoby porządkowi systemu technologicznego. To świat bez rzeczywistości.27 Taka wizja jest możliwa tylko wtedy, jeśli uznaje się ową magiczną granicę między sztucznym (technologicznym, uporządkowanym, sterylnym) i naturalnym (przygodnym, chaotycznym, organicznie brudnym, ale nieczystość staje się tutaj gwarancją Realnego) za niepodważalną.

Zamiast

zakończenia:

paradoksalne

formuły

subwersywnych

strategii

przestrzennych post-panoptykonu Przypomnę więc, podsumowując, że w przemianie doświadczania i organizowania przestrzeni, którą staram się uchwycić zazębiają się co najmniej trzy procesy: po pierwsze,
27

Kevin Robins, op.cit., s. 14

osłabienie geometrycznie rozumianej organizacji przestrzeni na rzecz organizacji zgodnej z logiką transmisji sygnału; po drugie, hybrydowość praktyk kultury wizualnej w dobie fuzji porządków reprezentacji i symulacji, co prowadzi do szczególnego trybu ograniczonej rzeczywistości wirtualnej oraz wreszcie zjawiska związane z paradygmentem ubiquitos computing (bezszwowej technologii). W tym procesie przestrzeń w coraz większym stopniu staje się interfejsem, ale otwartym na przygodność, porowatym i obarczonym w pewnym stopniu nieprzewidywalnością. Nie chodzi tu jednak zaledwie o niedoskonałość technologii; to raczej typ dyskursu, w którym przestrzeni jawi się jako nieciągła i otwarta na chaos. Trudno, aby w takiej przestrzeni miały się ziścić katastroficzne przewidywania o niezwykle sprawnej, wszechmocnej i wszechobecnej machinie super-panoptykonu. Tym bardziej, że praktyki z nim związane na każdym kroku ujawniają hybrydowość tej nowej sieci łączącej praktyki wizualne, przemysł militarny, rozrywkę, media i zwykłych obywateli: od All You Need Is Love transmitowanej w wymiarze globalnej za pomocą technologii o militarnej proweniencji i takimż przeznaczeniu, po sprawę Google Maps i zbrodni w Darfurze. Ten ostatni przykład jest zbyt wymowny, aby potraktować go w kategoriach przypisu. W kwietniu 2007 roku The Washington Times28 doniósł o inicjatywie Google, amerykańskiego Muzeum Holocaustu oraz uchodźców z Sudanu: Google Earth ma udostępnić wysokiej rozdzielczości mapy z terenów, gdzie dochodzi do ludobójstwa, pokazujące – za pomocą żółtych i czerwonych znaczków - ponad 1600 kompletnie zniszczonych miejscowości. Przedstawiciele Google twierdzą, że pozostałości ponad 100 tysięcy zniszczonych szkół, meczetów i szpitali oraz innych budynków są dobrze widoczne. (Trzeba też pamiętać jednak o niechlubnych praktykach, jakim podlegają usługi Google w Chinach). Jak mówi jeden z uchodźców: „Prezydent Bashir [prezydent Sudanu] musi zrozumieć, że jest obserwowany.” Można uznać tę wypowiedź za zgodną z duchem strategii subwersji nazwanej sousveillance, czyli strategii „odwrócenia” (detournement). Zdaniem Steve’a Manna, Jasona Nolana i Barry’ego Wellmana należy mówić w takich przypadkach o „inwersji panoptykonu”29 – wykorzystywaniu jego technologii w celu wyraźniejszego uwidocznienia. Lepszym przykładem takiej strategii jest „koszulka WiFi”, oferowana w http://www.toys4boys.pl. Jak głosi opis:

28

K. Miller, „ Google Earth Helps Raise Darfur Genocide Awareness”, The Washington Times, 11 April 2007, strona odwiedzona 27.12. 2007 29 S.Mann, J. Nolan, B. Wellman, “Sousveillance: Inventing and Using Wearable Computing Devices for Data Collection in Surveillance Environments”, Surveillance and Society Vol. 1 Issue 3, 2003, on-line http://www.surveillance-and-society.org/articles1(3)/sousveillance.pdf , strona odwiedzona 3.03. 2008

Jak sama nazwa wskazuje, koszulka poinformuje Cię, kiedy będziesz znajdował się w miejscu, w którym dostępne jest połączenie bezprzewodowe, wyświetlając siłę sygnału. Kolejne paski na koszulce rozświetlają się w zależności od jakości sygnału. Sprytne, prawda? Uzbrojony w tak kultowy gadżet każdego maniaka komputerowego, nie będziesz musiał już biegać z laptopem po całym mieście w poszukiwaniu zasięgu. Po prostu załóż koszulkę i przekonaj się, gdzie najlepiej usiąść z komputerem- na lotnisku, w kafejce a może hotelu lub bibliotece? Możliwości są nieskończone. Cóż, niemalże. Nasza koszulka wyświetla siłę sygnału od 802.11b do 802.11g (cokolwiek to znaczy) i z pewnością już wkrótce stanie się obowiązkowym towarzyszem podróży każdego uzależnionego od surfowania w internecie maniaka. Po prostu spójrz na nią i podłącz się do internetu. To zupełnie tak, jakbyś dzięki niej stawał się robotem. No dobrze, prawie.

Gadżet rzeczywiście kierowany jest do męskiej części internautów (może z racji nazwy sklepu), damskich wersji brak. Zachodzi jednak pytanie, czy strategii typu souveillance nie umożliwia po prostu jeden z elementów paradygmatu ubiquitous computing, w tym przypadku ubrania wyposażone w technologię komputerową (wearable computing). Nie chcę tu przywoływać znanej narracji „technologia w służbie ludzkości”; bardziej interesuje mnie nieuchronny paradoks tkwiący w post-panoptycznej rzeczywistości. Jak donosi bowiem inny artykuł30, wojskowi z Walii czują się zagrożeni: Google Earth (oraz podobny serwis firmy Microsoft, Virtual Earth) umożliwia ataki terrorystyczne na miejsca szczególnie pilnie strzeżone. Bardzo ciekawa jest uzasadnienie: zdaniem jednego z wojskowych: Al Kaida regularnie używa sieci rozpowszechniając wystąpienia Ben Ladena, więc [podkr. moje] z pewnością wiedzą o istnieniu Google Earth i mogą za darmo skorzystać z technologii satelitarnej. Witajcie zatem w post-panoptycznym świecie rzeczywistości hybrydowej, który zasadza się na figurach cyborgicznych, stanowiących ucieleśnienie sprzeczności. In this article, the author propose the thesis that contemporary visual culture has been undergoing significant paradigm change effectuated by multimodal media networks. Such hybrid configurations consist of Internet, satellite communication, 3D scientific visualisation, GIS and GPS systems. Particular attention is given to the instances of satellite vision, embodied nowadays in the most popular Internet services like Google Maps or Mapquest, which are the output of complicated procedures of data processing where the order of representation (satellite photography) seamlessly merges with some aspects of simulation (3D
30

J.McCarthy, „A Map for Terrorists, Wales on Sunday (Cardiff, Walia), 28 stycznia 2007, strona odwiedzona 27.12.2007

visualisation). Closer analyse of satellite vision leads eventually to the conclusion that the modern logics of geometry organised into lines of sight is being denigrated in the emergent media culture, in favor of the decentralised and dispersed visual practices organised into fields of intensities, fluctuations of vision and ability to see „through”. Therefore, although the visual practices of satellite communication are often connoted with panoptic, omnipotent and powerful gaze, this new regime of visual culture does not fully subscribe to the all too familiar discourse of panopticism.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful