MOJA OCENA KADENCJI RADY MIEJSKIEJ 2006-2010 NAPISANA W KWIETNIU 2010 r.

NA PROŚBĘ JEDNEJ Z GLIWICKICH GAZET

Zbliża się do końca kadencja obecnej Rady Miejskiej. Przyszedł czas na oceny i podsumowania. Chcę przedstawić punkt widzenia kogoś kto przez kilkanaście lat uczestniczył w pracach tego organu samorządu, a przez ostatnie 4 lata mógł z woli wyborców popatrzeć na pracę naszych przedstawicieli z dystansu. Najkrócej mówiąc obecna kadencja Rady Miejskiej w Gliwicach była i potrwa jeszcze kilka miesięcy – na tym można by skończyć ocenę. Czy rada zrobiła coś poza tym co musiała – mówiąc szczerze trudno to stwierdzić. Przede wszystkim nie wykonywała w sposób zauważalny dla społeczeństwa jednego z dwóch kluczowych zadań (obok stanowienia lokalnego prawa) tj. funkcji kontrolnej organu wykonawczego, czyli prezydenta miasta. A bez tego nie ma możliwości o dobrym funkcjonowaniu demokracji lokalnej. Już John Acton stwierdził, że „każda władza deprawuje”. Aby ograniczyć to zjawisko muszą dobrze działać mechanizmy kontrolne, a najważniejszy gliwicki element tego mechanizmu, Rada Miejska, nie robiła tego na tyle dobrze, by można było to zauważyć. Kontrolowanie prezydenta to nie jest przecież podnoszenie rąk w rytm „muzyki władzy” granej przez obóz rządzący. Szczególnie żałosne było zachowanie prawie wszystkich radnych, ale też i czołowych urzędników miejskich, w sprawie rozpisanego referendum. Można z nim się nie zgadzać, można nie lubić jego organizatorów, ale nawoływanie do bojkotu aktu głosowania to niszczenie demokracji. Wielokrotnie narzekamy na niską frekwencję podczas wyborów różnego szczebla, a równocześnie niektórzy występują przeciwko mechanizmom wyborczym wtedy gdy są dla nich niewygodne. Demokracja oznacza konieczność poddawania się osądowi społeczeństwa przez władze różnego szczebla obojętnie czy to podoba się tym władzom czy też nie. Jeśli ktoś myśli poważnie o budowie demokratycznego i obywatelskiego społeczeństwa, a nie o fasadzie i fikcji, powinien wzywać do jak najszerszego udziału w referendum i przekonanie ludzi do swoich racji zrealizować w drodze merytorycznej dyskusji, a nie poprzez bojkot. Kto nie rozumie tak podstawowej sprawy, ten nie ma moralnego mandatu do sprawowania funkcji wynikającej z mechanizmu demokratycznego wyboru. Czy mam jakieś zastrzeżenia do rozwiązania lub braku takowego w wypadku konkretnych problemów naszego miasta. Tak i to sporo. Ale nie to jest najważniejsze, bo nikt nie ma monopolu na rację i czasami też to co dzisiaj wygląda źle inaczej jest oceniane po upływie lat. Groźniejsze jest coś innego – pozorowany, a nie rzeczywisty dialog władza – społeczeństwo. Rozwój jest możliwy tylko poprzez ścieranie się poglądów i dokonywanie merytorycznych wyborów po przedstawieniu argumentów za i przeciw. Klaskanie i wołanie „wodzu prowadź” było dobre może kilkadziesiąt lat temu, ale na pewno nie służy naszemu miastu i ludziom tworzącym naszą małą ojczyznę. Co wobec tego chciałbym powiedzieć wszystkim radnym i każdemu z osobna. Myślę, że mój przekaz będzie jasny i zrozumiały: Kończcie wreszcie tę kadencję i oszczędźcie wstydu sobie i nam wszystkim za taki wybór jakiego dokonaliśmy 4 lata temu.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful