JASZCZUR.

05.09.2010 02:33

Smoleńsk - tło długofalowej strategii (cz. 1)

Komunistyczne zbrodnie, dokonane często za przyzwoleniem „wolnego świata", pozostały nieukarane i nierozliczone. W samej Rosji i wielu państwach świata, upiór „czerwonej rewolucji” żyje nadal, przepoczwarza się i zbiera siły, oczekując swojego czasu. Wciąż zatem realna jest obawa, że gdy pozornie dziś skłóceni - wyznawcy Lenina, Trockiego, Che Guevary i Stalina skupieni w rozlicznych organizacjach, grupach interesu i rządach państw, zjednoczą kiedyś swoje szeregi, symbolem ich wspólnoty stanie się ludzki czerep, przedziurawiony z tyłu, a patronem tego przymierza major bezpieczeństwa państwowego Wasilij Błochin.

Aleksander Ścios – „Polityka jak strzał w potylicę”.

ANATOLIJ GOLICYN I KATASTROFA SMOLEŃSKA

Anatolij Golicyn, chyba najważniejszy dla Zachodu uciekinier z Sowietów, wyjaśnia w pierwszej części „Nowych kłamstw w miejsce starych…” na czym polega wdrażana od drugiej połowy lat ’50 XX w. sowiecka koncepcja „działań aktywnych”, dezinformacji strategicznej. Ten rodzaj operacji ma za cel, oprócz osiągnięcia pewnych realnych, niejako „fizycznych” celów politycznych, także zmianę percepcji postrzegania rzeczywistości, mające sprowokować u strony atakowanej zachowanie autonomiczne, często zachowania jak najbardziej normalne i adekwatne do sytuacji, ale jednocześnie możliwie jak najbardziej wkalkulowane w osiągnięcie celów operacji. Operację aktywną można łatwo zaplanować i zainicjować, jednak trudno jest kontrolować jej przebieg i końcowy efekt. Przebieg z powodów oczywistych kształtowany jest przez dynamikę wydarzeń

oraz kontrakcje, a wykonywanie operacji jest na bieżąco modyfikowane przez decydenta i bezpośredniego wykonawcę, przewidujących wiele wariantów rozwoju sytuacji. Operacjami aktywnymi opisywanymi w rzeczonej książce Golicyna były m.in. „destalinizacja” w roku 1956, koncesjonowane organizacje dysydenckie w krajach komunistycznych, „konflikty” sowieckochińskie oraz pieriestrojka w latach 1985 – 1991. Główne wzorce dezinformacji, wedle których je przeprowadzano to: fasada i siłastosowany, gdy system komunistyczny znajdował się w stanie kryzysu, grożącego dekompozycją; słabość i ewolucja– by wywrzeć wrażenie słabości Sowietów w celu ukrycia faktycznie dobrej ich kondycji oraz przemiany –stosowany w celu przekonania Zachodu, że komunizm/bolszewizm to normalny,wręcz identyczny z zachodnim system polityczny. Analizom i prognozom poczynionym przez Golicyna można zarzucić schematyzm, wręcz algorytmizm i wiarę we wszechmoc sowieckiego aparatu władzy (wszelako powodowaną chęcią ostrzeżenia Zachodu) wyniesione z KPZS i KGB, których był przecież funkcjonariuszem. Jednak obserwując to, co stało się na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat i konfrontując to z pisanymi do 1989 roku prognozami (w tym także odtajnionymi memorandami dla CIA), należy niestety stwierdzić, że najważniejsze cele sowieckiej długofalowej strategii przetrwania oraz kontynuacji władzy i ekspansji zostały osiągnięte. Wynika to też z natury władzy jako takiej, a totalitarnej w szczególności.

Operacją aktywną zdaje się być także „drugi Katyń”. W polskiej prawicowej publicystyce i blogosferze dominuje skłonność do traktowania naszego kraju jako osobnego, autonomicznego w stosunku do „reszty świata” układu odniesienia oraz do analizowania poszczególnych wydarzeń w oderwaniu od tego, co zdarzyło się wcześniej. Tymczasem należy pułapkę smoleńską (nie tylko samą tragedię, niezależnie od tego, czy był to zamach, czy też nie) postrzegać w o wiele szerszym kontekście, jako część większej układanki, na którą składają się: 1) geopolityka „przestrzeni sowieckiej”: Rosji Sowieckiej jako „centrum” plus krajów „byłych” ZSRS i bloku komunistycznego jako „peryferii”, 2) stosunki Rosja Sowiecka – USA, 3) geopolityka „Eurazjatyckiego Bloku Kontynentalnego” (termin wprowadza neobolszewicki rosyjski geopolityk, Aleksander Dugin), którego rdzeń stanowi „oś” Pekin-Moskwa-Berlin (w wariancie zapasowym – Bruksela/Paryż), i wreszcie 4) długofalowa sowiecka strategia „transformacji ustrojowej”. I tym będziemy się w niniejszym opracowaniu zajmować. Punkty 1 – 3 są pochodną punktu 4.

NEOKOMUNIZM – ZARYS PROBLEMU. ZWYCIĘSTWO PROWOKACJI I MANIPULACJI

By przejść do dalszych rozważań, nie można pominąć pewnych – zdawałoby się górnolotnych i przegadanych – kwestii teorii polityki i faktograficznych; ś.p. Anna Walentynowicz powiedziała kiedyś z właściwą sobie umiejętnością nazywania rzeczy po imieniu i opisywania ich takimi, jakie one: komunizm się nie skończył, komunizm się schował!Lata 1989 – 1991 nie przyniosły ani „upadku”, ani dobrowolnego „samorozwiązania” komunizmu, który w tym czasie przeszedł po prostu metamorfozę w neokomunizm.

W tym miejscu należy odpowiedzieć na pytanie „co to jest komunizm”. Nie jest to utopijna ideologia czy ideokracja jak powszechnie się uważa, przy czym dla statystycznego konserwatysty jest to kontrapunkt konserwatyzmu (lewactwo), dla liberała – wolnego rynku, a dla socjalisty –

wypaczenie socjalizmu. Komunizm/bolszewizm to antycywilizacja; zabójczo spójna teoria i praktyka totalitarnej władzy, gdzie wszystko podporządkowane jest celom i interesom struktur rządzących. Bardziej precyzyjnie rzecz opisał o. Józef Maria Bocheński (filozof, logik, a także sowietolog): Komunizm to doktryna, organizacja, system działania i postawa, które cechuje skrajny monizm i totalitaryzm. Przez "monizm" rozumiemy to, że skupia się na jednym celu, jednej nauce, jednym autorytecie i jednej metodzie (…); przez "totalitaryzm" - że podporządkowuje wszystko jednemu celowi (…). Celem komunizmu – rozumianego i jako ruch („organizacja”) i jako metoda sprawowania władzy – jest absolutne rządzenie wszystkim. Obejmuje to zarówno wymiar geostrategiczny, jak i wewnętrzny. W wymiarze geostrategicznym i geopolitycznym celem jest światowa dominacja, w wewnętrznym – władza nad każdym aspektem życia społeczeństw, narodów i w końcu jednostek; docelowo stworzenie „nowego typu człowieka”, który funkcjonować ma zgodnie z interesem struktur władzy. Ideologia i doktryna komunistyczna – a w zasadzie parodia religii, na co dominikanin również zwraca w swojej definicji uwagę – pełnią po prostu rolę instrumentów służących osiągnięciu tych celów. Funkcją ich jest mobilizacja kadr, legitymizacja władzy oraz manipulowanie podległych społeczności. Podporządkowanie wszystkiego interesom struktur władzy implikuje totalny relatywizm w doborze metod i technik służących zdobyciu, sprawowaniu i utrzymaniu władzy: dobre i właściwe jest to, co służy interesom struktur rządzących, złe i niewłaściwe – to, co im nie służy. Toteż ideologia, doktryna i – co oczywiste – praktyka komunizmu zmieniają się w zależności od interesów grupy trzymającej władzę i bodźców zewnętrznych.

Celem strategicznym operacji „pieriestrojka” było zachowanie władzy politycznej, ekonomicznej i kulturowo-cywilizacyjnej (marksowskie: „baza” i „nadbudowa”) przez struktury komunistyczne w nowych warunkach; zapewnienie sobie możliwości dalszej reprodukcji poprzez mianowanie, dziedziczenie i kooptację, a także ekspansji geograficznej. Pomimo, że ostateczny efekt „pieriestrojki” – a co za tym idzie neokomunizmu – jest wypadkową działań sowieciarzy, podejmowanych kontrakcji i dynamiki wydarzeń, najważniejsze strategiczne jej cele zostały osiągnięte, a zmianom uległy kwestie kosmetyczne, co koniec końców okazało się być korzystne z punktu widzenia interesów nomenklatury partyjnej i bezpieczniackiej, gdyż wzmocniło działanie dezinformacji. Przykładem niech będą kwestie prawnomiędzynarodowe: Związek Sowiecki, Układ Warszawski i RWPG formalnie przestały istnieć. Mamy Federację Rosyjską, 15 byłych republik związkowych i kraje sowieckiego imperium zewnętrznego. Wszystkie są traktowane jako suwerenne i niepodległe państwa narodowe, co jest jednym z największych sukcesów polityki dezinformacji, ponieważ w większości tych krajów (na czele z Rosją) dalej rządzi komunistyczna oligarchia, powiązana z moskiewską centralą.

Nomenklatura i bezpieka komunistyczna dokonały instytucjonalnego metamorfozy i przegrupowania. Hierarchiczna, scentralizowana i na dłuższą metę dysfunkcjonalna organizacja kompartii i bezpieki została zastąpiona przez zdecentralizowaną strukturę sieciową. Obejmuje ona „byłe” kompartie, specsłużby, media, mafie, a także sieci powiązań całkowicie nieformalnych. Rolę kierowniczą pełnią – siłą rzeczy – środowiska nomenklatury i specsłużb sowieckich, wraz z lokalnymi filiami. Pomiędzy „frakcjami” struktur komunistycznych występują konflikty partykularnych interesów, jednak w kwestiach podstawowych dla całego układu obowiązuje jedność; priorytetem jest realizacja strategicznych celów politycznych i wszystko odbywa się w ramach pewnych rudymentarnych, konstytuujących system władzy „zasad”. Konflikty mogą być użyte w celach dezinformacyjnych, jednocześnie często pełniąc bardzo ważną w komunizmie i neokomunizmie funkcję regulacji. Kontrolę totalną, będącą instrumentem komunizmu w latach

1917 – 1991 (w PRL w latach 1944 – 89) zamieniono – a w zasadzie stopniowo zamieniano – na kontrolę strukturalną. Pierwsza, jako opresyjna i obejmująca szczegółowo każdy aspekt życia społecznego, osobowego i politycznego wymagała bardzo dużego nakładu sił i środków i jako taka groziła całkowitą zapaścią systemu władzy. Kontrola strukturalna jest o wiele skuteczniejsza, gdyż jest kontrolą odcinkową, polegającą na wpływaniu jedynie na pewne kluczowe odcinki systemu politycznego i społecznego w kluczowych momentach, co pochłania relatywnie niskie koszty. Nie bez znaczenia jest też kondycja kulturowa i cywilizacyjna danej społeczności; gdy zakres sowietyzacji metodami przemocowymi osiąga poziom uznany za pożądany – ergo: wytępienie albo marginalizacja elity danego narodu i zastąpienie jej dyktaturą proletariatu czyli lumpenelitą z nomenklatury i bezpieki – fizyczny terror na masową skalę staje się zbędny (co wcale nie znaczy, że nie będzie stosowany). Posługując się kontrolą strukturalną, komunizm doskonale zaakomodował się do zachodniego demoliberalizmu i zachodniej formuły państwa narodowego: totalitarna, bezpieczniacko-partyjna nomenklatura urządziła się w nowych warunkach i skutecznie wykorzystuje do swoich celów mechanizmy tzw. „wolnego rynku” oraz – w celu legitymizacji władzy – aksjologię liberalnej, postoświeceniowej demokracji i „prawoczłowieczyzmu”.

Należy w tym kontekście zwrócić uwagę na jeszcze jedną cechę komunizmu, na którą uwagę zwraca prof. Marek Piekarczyk: od rewolucji bolszewickiej (w zasadzie od ukazania się „Manifestu komunistycznego”) ewolucja komunizmu ma charakter cykliczny; następują po sobie fazy „komunizmu zjadliwego” i „komunizmu przyczajonego”. Neokomunizm/neobolszewizm wydaje się być niemal pełnym takim cyklem. Lata 1989 – 1999 były okresem „strategicznego chaosu”, który w pewien sposób porównać można z NEP. Struktury komunistyczne funkcjonowały wówczas stanie faktycznego rozbicia i atrofii. Szerszy – w porównaniu zarówno z okresem sowieckim (ale i obecnym !) – był margines wolności, traktowany jako wentyl bezpieczeństwa, w miarę konieczności odkręcany lub dokręcany. Natomiast od roku 1999 („intronizacja” Władimira Putina) przystępuje się do rekomunizacji, resowietyzacji i reintegracji geopolitycznej obszaru sowieckiego (z pieriedyszką w latach 2003 – 08), reaktywacji Bloku Komunistycznego i rozpoczęcia ekspansji na kraje zachodnie, realizowanej głównie środkami dyplomatycznymi, ekonomicznymi i agenturalnymi; Anatolij Golicyn właśnie na rok 1999 przewidział rozpoczęcie „Fazy finałowej”, w przedostatnim rozdziale „Nowych kłamstw w miejsce starych”. Era „późnego putinizmu”, rozpoczęta mianowaniem na „prezydenta” Dmitrija Miedwiediewa – gdzie siłowiki i cywilikigrają zamiennie dobrego i złego kagebistę – jest prawdopodobnie operacją zmierzającą do załagodzenia wizerunku Rosji Sowieckiej jako reżimu rządzonego przez czekistów rozjeżdżających tankami Kaukaz, uzależniających Europę od swoich dostaw gazu, a nawet rzucających jobami w stronę zachodnich polityków i dziennikarzy. Pewna regularność tego, co dzieje się od 21 lat w Rosji Sowieckiej (i w całej przestrzeni sowieckiej) przemawia za tym, że faktycznym centrum władzy jest kolektywne kierownictwo, jak partyjne Politbiuro za pierwszego Sowieta, na co wskazują m.in. Jurij Felsztyński i Władimir Bukowski. Przy czym może to być organ całkowicie nieformalny i nieoficjalny, składający się zapewne z wysokich rangą oficerów specsłużb i wojska.

WYMIAR GEOSTRATEGICZNY: TRÓJPOZIOMOWY „BLOK NEOSOWIECKI”

Na poziomie międzynarodowym obserwujemy pełną kontynuację polityki ekspansji wpływów Rosji Sowieckiej i ChRL, która przybrała jedynie kamuflaż na bardziej odpowiedni dla wymogów otoczenia. Nie zmienił się cel, jakim jest dominacja nad światem i jego podział na swoje strefy wpływów, przez uprzednie rzucenie na kolana świata Zachodu, co nieraz jest oficjalnie i wprost artykułowane przez kierownictwo moskiewskie i pekińskie. Jednoczesne gadanie o „świecie wielobiegunowym” czy „podniebnym ładzie” to nic innego, jak propagandowo-dezinformacyjny bełkot.

Blok komunistyczny jako formacja geostrategiczna istnieje nadal – w nowej, dostosowanej do wymogów współczesnej polityki międzynarodowej, formie trójpoziomowej struktury. Rdzeniem i pierwszym poziomem tego bloku jest oś Moskwa – Pekin. Rosja Sowiecka i ChRL bardzo intensywnie współpracują ze sobą w dziedzinie politycznej, militarnej i ekonomicznej. Drugim poziomem jest „Eurazjatycki Blok Kontynentalny” (Dugin), obejmujący Rosję Sowiecką, ChRL oraz ich europejskich i azjatyckich sojuszników i wasali: Berlin, Paryż, Rzym, Brukselę, Teheran, Phenian, New Delhi i Rangun. Poziom trzeci to „Czerwona Orkiestra” w globalnej grze: „Eurazja” plus neokomunistyczne kraje Afryki i Ameryki Łacińskiej. Na drugim i trzecim poziomie widoczny jest wyraźny podział stref wpływów pomiędzy centrale: Rosję Sowiecką a ChRL. Strefą wpływów Rosji Sowieckiej stają się Europa i Ameryka Łacińska. Strefą wpływów ChRL – kraje Azji Południowej, Wschodniej, basenu Pacyfiku i Afryka. Bliski Wschód oraz byłe środkowoazjatyckie republiki sowieckie są swego rodzaju kondominium obu central. Mimo podziału stref wpływów, Moskwa i Pekin współpracują ze sobą na ich terenie, co jest widoczne zwłaszcza na poziomie trzecim.

Formami instytucjonalnymi odnowionego bloku komunistycznego są: Szanghajska Organizacja Współpracy, „trójkąt” RIC (od: Russia, India, China), Eurazjatycka Wspólnota Ekonomiczna, Wspólnota Niepodległych Państw (sic !), Organizacja Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego i BRIC (= Brasil, Russia, India, China). Taka sieciowa i policentryczna formuła bloku, realizowana od 1989 r., ze szczególnym przyspieszeniem w latach 1999-2001 i od 2007 do teraz, jest ucieleśnieniem koncepcji kierownictwa ruchu komunistycznego na przełomie lat 50. i 60. XX w., a którą opisał m.in. Anatolij Golicyn: oficjalne organizacje międzynarodowe (wówczas: Pakt Warszawski i RWPG) mają zostać uzupełnione, przez pozaorganizacyjne formy współpracy i zależności. W miarę potrzeby, stare organizacje mają zostać całkowicie wyeliminowane i/lub zastąpione nowymi. Prócz tego do moskiewskiego i pekińskiego programu ekspansji wciągane są kraje, które nie są ani nigdy nie były rządzone przez komunistów czy też agentury.

Charakter i kierunki ekspansji stref wpływów ZSRS, a teraz Rosji Sowieckiej i komunistycznych Chin są po prostu dostosowaniem się do geopolityki, której praw ani złamać, ani przeskoczyć, ani ominąć się nie da. Tak samo, jak praw fizyki czy biologii. Rozumiał to już sam Włodzimierz Ilicz, na co zwraca uwagę brazylijski sowietolog, prof. Olavo de Carvalho: Lenin przygotował dla ruchu komunistycznego plan ekspansji, który momentami musiał wydawać się nieosiągalny. Wyobrażał sobie, że począwszy od Moskwy, komunistyczna ekspansja powinna najpierw objąć Europę Wschodnią, następnie zawrócić w stronę Azji, podbić Afrykę i (…) stamtąd ruszyć na podbój Ameryki Łacińskiej, w ten sposób osiągając okrążenie Stanów Zjednoczonych i ich sprzymierzeńców w Zachodniej Europie. Należy też w tym kontekście przypomnieć dwie – na pozór przeciwstawne – koncepcje geopolityczne: Heartlandi Rimland. Pierwsza zawiera się w zdaniu: kto panuje nad Heartlandem, panuje nad Wielką Wyspą. Kto panuje nad Wielką Wyspą,

ten panuje nad całym światem,gdzie „heartland” to obszary północnych Chin, Mongolii, Syberii i rosyjskiego Dalekiego Wschodu, a „Wielka Wyspa” to Eurazja. Druga z kolei uzależnia światową hegemonię danego mocarstwa od panowania nad wybrzeżami Eurazji. Obie teorie są prawdziwe: racją bytu, gwarantem przetrwania i ekspansji zarówno dla Rosji Sowieckiej, jak i ChRL jest i pełna kontrola wewnętrzna, i jak najszerszy dostęp do oceanów, odpowiednio do: Atlantyku i Pacyfiku; jest to więc jeden z celów strategicznych zarówno „osi Moskwa-Pekin”, jak i „Bloku Kontynentalnego”. Z tej perspektywy Polska i pozostałe kraje leżące pomiędzy Bałtykiem, Adriatykiem a Morzem Czarnym stanowią naturalny obszar przejściowy, pomostowy pomiędzy Europą a Azją.

Teraz przyjrzyjmy się bliżej wewnętrznej dynamice osi Moskwa-Pekin. Do konfliktu pomiędzy Rosją Sowiecką a ChRL nie dojdzie, przynajmniej w perspektywie następnego pokolenia. Wiele przemawia za tym, że stan ten może być kontynuowany nawet w przypadku spełnienia pesymistycznej prognozy drugiego Weltoktober: eliminacji Stanów Zjednoczonych, co oznaczałoby światową hegemonię ChRL i Rosji Sowieckiej. Stan ten ma swoje następujące determinanty geostrategiczne. Po pierwsze: ZSRS/Rosja Sowiecka potrzebuje silnego, stabilnego i przewidywalnego przedmurza na wschodzie, natomiast ChRL – tego samego na Zachodzie, w celu równoważenia wpływów: świata muzułmańskiego i turańskiego (oba z silnymi tendencjami zjednoczeniowymi), USA, ewentualnie Japonii, ale także w celu stabilizacji systemu władzy u siebie. Co za tym idzie, załamanie się systemu władzy w Rosji Sowieckiej uruchomi sekwencję wydarzeń, na skutek których upadnie reżym w ChRL i vice versa: jednym z gwarantów trwania moskiewskich czekistów przy stołkach jest chrlowska kompartia. Po drugie: sporne tereny Syberii, rosyjskiego Dalekiego Wschodu i Azji Środkowej stanowią naturalną strefę buforową pomiędzy Rosją Sowiecką a Chinami, jakkolwiek istnieje podskórna rywalizacja na tych terenach z korzyścią dla ChRL. Jednakże: Chiny nie zdołają ich zasiedlić w stopniu zadowalającym ich potrzeby ze względu na niezdatność tych terenów do masowej kolonizacji. Naturalnym głównym kierunkiem ekspansji geostrategicznej Rosji Sowieckiej (tak jak i starej Rosji oraz ZSRS) jest Europa, natomiast ChRL – Azja Wschodnia i basen Pacyfiku, poza tym Chiny miałyby do zasiedlenia swoje imperium wewnętrzne: Turkiestan Wschodni, Tybet, Mongolię Zewnętrzną czy wreszcie Tajwan. Po trzecie – Pekinowi nijak nie kalkuluje się inwazja na atomowe mocarstwo, które o wiele skuteczniej może opanować kiedyś metodami pokojowymi; konflikt zbrojny pomiędzy dwoma państwami, które wraz ze strefami wpływów zajmują blisko po pół kontynentu eurazjatyckiego i posiadają broń masowego rażenia byłby porównywalny z użyciem granatu ręcznego podczas walki wręcz w zamkniętym pomieszczeniu; spowodowałby bałkanizację całego kontynentu eurazjatyckiego. Na podstawie obserwacji stosunków sino-rosyjskich i sinosowieckich należy przyjąć, że i moskiewscy czekiści i pekińscy aparatczycy zdają sobie z tego sprawę. Rosja Sowiecka ma i będzie mieć wobec ChRL pozycję niższą; pełni i będzie pełnić niejako rolę mistrza, który został przerośnięty przez ucznia. Bardzo możliwe, że wnuk Putina będzie Chińczykiem o rosyjskim nazwisku jako drugim i będzie zajmował jakąś kluczową pozycję w Imperium Sino-Sowieckim. Bardzo możliwe, że za pół wieku w Łubiance rezydować będą – pewnie w charakterze doradców – oficerowie Guoanbu w mundurach z dwugłowym orłem. Jednak doprowadzi do tego stopniowa wasalizacja Rosji Sowieckiej (z sinizacją części terytorium), nie wojna.

Obecne stosunki Moskwa-Pekin są kontynuacją tego, co działo się przed rokiem 1991, konkretniej – sowieckiej polityki wobec Chin. Od początku swego istnienia Sowiety starały się włączyć Chiny w swoją orbitę wpływów i niejako oprzeć się o Chiny w sensie geostrategicznym,

grając na dwa fortepiany i wspierając zarówno KPCh, jak i Kuomintang. Gdy narodowcy chińscy pod przywództwem Głównodowodzącego Chiang Kai Sheka obrali niepodległościowy i antykomunistyczny kurs, jedynym sojusznikiem Sowietów w tym kraju zostali komuniści. Po 1949 r. komunistyczne już Chiny stały się sojusznikiem ZSRS i tak jest do dziś, z tą małą różnicą, że miejsce Związku Sowieckiego zajęła neobolszewicka, kagiebowska Federacja Rosyjska. Konflikty sino-sowieckie mają charakter „sporów w rodzinie” dotyczących głównie metod prowadzenia polityki. Te o charakterze terytorialnym (Tannu-Tuwa, Daleki Wschód) mają zasięg na dłuższa metę lokalny i nieszkodzący „Osi”. Rozdmuchiwano i rozdmuchuje się je, by wywołać wrażenie trwałego rozłamu sino-sowieckiego, jednak faktycznie na poziomie wspólnych, strategicznych interesów Moskwa i Pekin działają „jednofrontowo”.

Drang nach WestenRosji Sowieckiej: „Europejski Wspólny Dom”

Z oczywistych względów, najwięcej miejsca w cyklu zajmie analiza zachodniego kierunku ekspansji Rosji Sowieckiej. „Byłe” republiki zachodniosowieckie i europejskie kraje należące przed 1991 do „imperium zewnętrznego” starych Sowietów (w tym Polska) są bezpośrednią strefą wpływów Moskwy – „bliską zagranicą”: tak w optyce neosowieckiego kierownictwa, jak i faktycznie. Uwarunkowania geopolityki Międzymorza sprawiają, że w optyce moskiewskich czekistów obszar ten jest strefą pomostowo-buforową: wielką trasą W-Z rozciągającą się od Odry po Dniepr i od Bałtyku po Karpaty i Morze Czarne, gdzie poszczególne kraje są i mają być zwasalizowane na drodze zachowania władzy przez struktury komunistycznych nomenklatur i bezpiek. Przy czym: (a) zachowane są pozory suwerenności wewnętrznej i zewnętrznej oraz demokracji, czasem dopuszcza się do władzy stronnictwa faktycznie niepodległościowe i antykomunistyczne, obalane albo matowane jednak w wypadku przekroczenia „grubej, czerwonej krechy”; (b) faktyczny ośrodek dyspozycji politycznej znajduje się poza oficjalnymi organami państwowymi: zakulisową „partię wewnętrzną” stanowią środowiska komunistyczne, „partię zewnętrzną” – oficjalnie funkcjonujące partie polityczne, media, najważniejsze organy państwowe, najczęściej kontrolowane przez środowiska komunistyczne: agentury bezpiek czy zgoła ich oficerów prowadzących i aparatczyków partyjnych. Ponadto, na odcinku polityki dezinformacji strategicznej, kraje Europy Środkowej i Wschodniej stanowiły i stanowią obszar sztandarowy „pieriestrojki”. Faktem jest to, że służą Rosji Sowieckiej jako „koń trojański” w strukturach euroatlantyckich, właśnie poprzez środowiska komunistyczne i agentury ulokowane w organach władzy, a przynajmniej w takim charakterze służyły przed rozpoczęciem procesu włączenia „starej Europy” w orbitę wpływów Moskwy; znak zapytania jest jedynie o skalę, pozycję w czekistowskiej hierarchii, i szczegółowe zadania, na przykład WSI czy „przeorientowanych” na Zachód oficerów I Departamentu SB.

Europa Zachodnia ma zostać w szczególny sposób sfinlandyzowana: na drodze monopolizacji transferu surowców energetycznych, bilateralnych układów pomiędzy Moskwą a poszczególnymi krajami Europy Zachodniej, rozgrywania kartą ekstremizmu islamskiego i pełzającej islamizacji, a docelowo podłączeniem się Rosji Sowieckiej do oficjalnych struktur Unii Europejskiej, NATO i do europejskiego systemu gospodarczego; głównym wielkorządcą Europy z ramienia Moskwy mają być (i są) Niemcy z przystawkami: Francją i Włochami oraz struktury Unii Europejskiej. Kolejnym niezwykle ważnym celem Rosji Sowieckiej w ramach „kierunku zachodniego” jest wypieranie wpływów USA w Europie. Całkowite wyparcie USA z Europy oznaczałoby ostateczną wasalizację Europy Zachodniej wobec Rosji Sowieckiej oraz ostateczną petryfikację Bloku Kontynentalnego i

Bloku Neosowieckiego. Zachodnia polityka Rosji Sowieckiej, jaką obserwujemy obecnie nie jest podyktowana sumą doraźnych interesów; jest ona zmodyfikowanym wariantem sowieckiej strategii ekspansji na Zachód, którą zaczęto realizować jeszcze przed pieriestrojką, w latach 70. XX w; celem jej było podporządkowanie Europy Związkowi Sowieckiemu poprzez neutralizację.

Wasalizacja poszczególnych krajów Zachodu, a docelowo Zachodu jako całości na drodze szukania partnerów do wspólnych interesów zastąpiła starą sowiecką politykę wspierania jedynie ruchów stricte komunistycznych i wywrotowych. Po roku 1991 „polityczną agenturą wpływu” Rosji Sowieckiej na Zachodzie są nie tylko komuniści przeobrażeni w eurokomunistów i gramszystów, ale i skonwergowani z komunistami na przestrzeni lat 70., 80. i 90. socjaldemokraci, liberałowie i tzw. chrześcijańscy demokraci (a nawet bardziej skrajna prawica – vide:nacjonaliści francuscy i część niemieckich czy tzw. Nowa Prawica), najczęściej będący wytworem liberalnego społeczeństwa – o mentalności handlarzy, gawnojedów i lokai. Dotychczasowy sukces stworzenia na odcinku zachodnim pół-osi Moskwa-Berlin, tym samym włączenia Europy Zachodniej do „Bloku Kontynentalnego” warunkowany jest też sukcesem dezinformacyjnej funkcji pieriestrojki: jak pisze cytowany wcześniej Olavo de Carvalho, stworzono złudzenie, że rządzona przez struktury czekistowskie Rosja Sowiecka (a także ChRL) jest zwyczajnym państwem narodowym, z którym można i trzeba prowadzić interesy oraz rozwijać jak najszerszą współpracę na wszystkich innych możliwych płaszczyznach. Rosja Sowiecka i ChRL przestały być wrogiem w percepcji zachodnich elit politycznych; przynajmniej na poziomie oficjalnych deklaracji. Co najwyżej postrzegane są jako konkurent na pewnych odcinkach.

Wymienione wcześniej typowe agentury oraz struktury zachodnich kompartii i lewactwa nie są jednak całkowicie bez znaczenia: były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder, zdrajca swojego kraju i Europy, który zasiada w radzie nadzorczej Nord Stream wywodzi się z partii już od lat 70. infiltrowanej przez STASI i dobrowolnie konwergującej się z komunizmem. Obecna kanclerz, Angela Merkel wywodzi się natomiast z CDU – opozycji koncesjonowanej przez komunistyczne władze NRD, którym zresztą służyła jako kaowiecw FDJ. Ponadto, od lat 60. w krajach zachodnich, w szczególności: USA, Wielkiej Brytanii, Francji i RFN komuniści i lewacy – już jako faktyczna i uznawana część establishmentu – dokonują marszu przez instytucje o znaczeniu strategicznym dla danego organizmu politycznego: uczelnie i ośrodki naukowe, szkolnictwo niższego poziomu, media, instytucje kulturalne, przemysł rozrywkowy, kościoły i związki wyznaniowe, parlamentarne partie polityczne i organizacje pozarządowe. Mniej więcej od lat 90. zachodnie struktury komunistyczne, tzw. „pokolenie ‘68” ma już realny i bardzo poważny wpływ na politykę zarówno wewnętrzną – uderzając w wartości i struktury konstytutywne dla Cywilizacji Zachodu, jak i zagraniczną – prowadząc z różnym natężeniem politykę uległości to wobec Rosji Sowieckiej, to ChRL czy satrapów będących ich sojusznikami i wasalami, a także rozkładając zachodni potencjał militarny i specsłużby. W Stanach Zjednoczonych – pełniących wobec Zachodu (ale i Japonii czy nawet części krajów muzułmańskich) rolę metropolii – ze struktur komunistycznych wywodzą się m.in. były prezydent Bill Clinton, Hillary Clinton i obecny, Barrack Obama. Clinton (wraz z administracją) kontynuował politykę zbawiennego dla świata amerykańskiego imperializmu, jednakże wciągnął USA w wojny bałkańskie, których jednym z głównych rozgrywających i długofalowych beneficjentów były Niemcy (pomysł likwidacji Jugosławii jako formacji geopolitycznej), nie mówiąc o wsparciu Rosji Sowieckiej i ChRL udzielanym Miloszewiciowi czy wsparciu ekstremistów islamskich udzielonym Bośniakom i Albańczykom. Obama – wywodzący się ze środowisk Komunistycznej Partii USA, Czarnych Panter i murzyńskich organizacji rasistowskich – prowadzi politykę „zwijania” amerykańskiego

potencjału obronnego oraz imperium zewnętrznego, co oznacza koncesje na rzecz Rosji Sowieckiej.

9/11 i Czerezwyczajka

Kolejnym instrumentem geopolitycznej ekspansji neosowietów jest rozgrywanie kartą ekstremizmu islamskiego, a także (po 1989 r. w dużo mniejszym stopniu) trzecioświatowego i neonazistowskiego. Fanatyzm islamski wspierany jest przez sowieckie specsłużby praktycznie od początku swojego istnienia. Już przywódcy Bractwa Muzułmańskiego powiązani byli z Internacjonałem, zaś egipską organizację wywrotową Nasrat Al-Haqq zakładali agenci GPU. Rewolucja islamska w Iranie wspierana była przez Związek Sowiecki: w kluczowych resortach nowych władz znaleźli się agenci KGB i przefarbowani na zielono działacze irańskiej kompartii. Wsparcie to ma miejsce i na poziomie logistycznym, i ideologicznym; ideologia współczesnego ekstremizmu islamskiego to w zasadzie komunizm w przebraniu islamu. Trwa to do dzisiaj – sojusznikiem Sowietów, a po 1991 r. Rosji czekistowskiej na Bliskim Wschodzie był Saddam Husajn, a są – assadowska Syria, palestyński Hamas i libański Hezbollah. Towarzyszem Putina, Miedwiediewa i Hu jest prezydent Iranu, Mahmoud Ahmadineżad.

Istnieją dowody na to, iż także Al-Kaida jest kontrolowana przez moskiewskich czekistów. Zdaniem analityków powiązanych z amerykańskimi i brytyjskimi specsłużbami takich, jak Jeff Nyquist czy Christopher Story, Rosja Sowiecka – a także ChRL – wyraźnie skorzystały z zamachów 11 września 2001 r.: po pierwsze, ucięto dyskusje na temat Rosji Sowieckiej jako państwa rządzonego przez czekistów i zagrożeń z tegoż wypływających. Po drugie, wrogiem numer jeden Zachodu stał się terroryzm islamski i groźba islamizacji Europy (skądinąd realna), natomiast Rosja Sowiecka i ChRL stały się kłopotliwym, ale jednak sojusznikiem w „wojnie z terroryzmem”; czeczeńskich i ujgurskich niepodległościowców zaszufladkowano jako terrorystów islamskich. Ponadto, USA, Wielka Brytania i pozostałe kraje NATO zostały wciągnięte w wojny, których z różnych powodów nie są w stanie ani wygrać, ani wycofać się z nich z twarzą. Uaktywniły się środowiska pacyfistyczne i lewackie, podsycając antyamerykańskie (tym samym autodestrukcyjne) tendencje i resentymenty w Europie, co zapewne musiało być orkiestrowane przez moskiewskie agentury wpływu. Po trzecie: wojna w Afganistanie i Iraku spowodowała skok cen surowców energetycznych – ropy naftowej i gazu ziemnego, co utorowało Rosji Sowieckiej drogę do odbudowy Gazpromu – instrumentu wasalizacji Europy. Moskwa w efekcie może swobodnie szantażować kraje Europy Zachodniej podminowane przez wojowniczą mniejszość islamską, oferując stabilne i rzekomo „bez zobowiązań” dostawy gazu; w percepcji władz Niemiec, Francji czy Włoch to Rosja Sowiecka jest bezpieczniejsza niż kraje islamskie, bo nie wymoże – używając np. Turków, Arabów czy białych konwertytów – wpisania Szahadyw górny pas flagi niemieckiej, ani wprowadzenia prawa koranicznego we Francji.

W przededniu III wojny światowej ?

Zdaniem analityków takich, jak wspomniany wyżej Jeff Nyquist (oficer amerykańskiego DIA), a także m.in. Caspar Weinberger (Sekretarz Obrony USA za Reagana), Dariusz Rohnka (publicysta zajmujący się problematyką sowieckiej dezinformacji, pieriestrojki i neokomunizmu) czy Stanisław Łuniew (uciekinier z GRU), jednym z wariantów rozwojowych neokomunizmu i jednym z celów

sowieckiej długofalowej strategii jest ekspansja zbrojna, łącznie z wywołaniem kolejnej wojny światowej celem eliminacji USA i w konsekwencji – zdobycia przez Rosję Sowiecką i ChRL globalnej hegemonii. Kierownictwa obydwu krajów nie wyzbyły się dążenia do dominacji nad światem i oficjalnie to deklarują. Wystarczy tu wymienić: oficjalną doktrynę obronną Rosji Sowieckiej, oficjalne wypowiedzi członków kierownictw, np. przemówienie ChRLowskiego ministra obrony Chi Haotiana, skądinąd całkowicie pominięte w mainstreamowym, politycznie poprawnym dyskursie.

Głównym celem zbrojnej agresji Rosji Sowieckiej i/lub ChRL byłyby Stany Zjednoczone, jako mocarstwo będące de facto centralą świata zachodniego: amerykański aparat państwowy, dowództwo sił zbrojnych i zgrupowania sił zbrojnych o znaczeniu strategicznym. Byłaby ona uzupełnieniem działań dezinformacji strategicznej, agentur wpływu i szpiegów oraz aksjologicznego rozmiękczania społeczeństw Zachodu. Gdyby do niej doszło, zostałaby w niej użyta broń niekonwencjonalna. Taka wojna jest – zdaniem wyżej wymienionych – jak najbardziej możliwa do przeprowadzenia i co najważniejsze – do wygrania, przy czym największą szansę na zwycięstwo ma agresor, zwłaszcza jeśli dysponuje elementem zaskoczenia i uprzedniej, wielopoziomowej dezinformacji. Jako, że celem wojny z użyciem np. broni nuklearnej byłaby dekapitacja danego państwa, raczej nie zostałyby w niej użyte miliony megaton, jak głoszą politycznie poprawni intelektualiści i filmy w rodzaju „The Day After”, wprost będące wytworem albo popłuczynami lewackiej, pacyfistycznej i komuszej dezinformacji.

Trzecia wojna światowa może zacząć się w kilku miejscach. Na przykład na Bliskim Wschodzie, gdzie wojna Izraela bądź USA z którymś z państw islamskich może wywołać reakcję łańcuchową w całym świecie islamskim i w podminowanej muzułmańską mniejszością Europie, na czym skorzystać mogą Rosja Sowiecka i ChRL. Pomiędzy Indiami a Pakistanem może nastąpić eskalacja potyczki o Kaszmir, tym razem z użyciem broni nuklearnej, której posiadaczami są oba kraje. Wojna nuklearna na Subkontynencie Indyjskim dawałaby szanse potężniejszym mocarstwom na jej rozgrywanie, a co najważniejsze – na przekonanie się, jaki przebieg mógłby mieć konflikt z użyciem broni niekonwencjonalnej na skalę światową. Kolejnym potencjalnie zapalnym obszarem jest Daleki Wschód: Korea Północna może zaatakować Południe bądź Japonię, ChRL może zaatakować Tajwan. Wreszcie, Caspar Weinberger rozważa Europę Środkową i Wschodnią jako obszar zapalny: III wojna światowa rozpoczyna się od… likwidacji przez Rosję Sowiecką polskiego kierownictwa politycznego i dowództwa sił zbrojnych; książka (znana mi niestety jedynie ze opracowań) w której ten scenariusz jest opisany, wydana została w roku… 2006.

Jeff Nyquist uważa, że główna ofensywa Rosji Sowieckiej/Chin będzie miała charakter „szarego ataku”; USA zostaną uderzone atakiem terrorystów islamskich, wspieranych i zbrojonych przez sowieciarzy. We wstępie do „Konia trojańskiego”, wydanego w 2007 roku polskojęzycznego zbioru publicystyki czytamy: Wielu będzie zwracać uwagę na fakt, że Rosja jest słaba i niezdolna w obecnej chwili do wszczęcia wojny. Ale wojny można prowadzić na wiele sposobów, przy użyciu różnorodnych środków. Bomba atomowa przywieziona do Nowego Jorku przez terrorystę może doprowadzić do rozpadu amerykańskiej gospodarki, głównie poprzez panikę, jaką spowoduje. To, w konsekwencji, może prowadzić do politycznej rewolucji (…). Zważywszy degradację amerykańskiego systemu odstraszania nuklearnego, jest możliwe, że rosyjski atak jądrowy może całkowicie rozbroić Amerykę (zależnie od sukcesów sił rewolucyjnych). W takim

wypadku, Ameryka przestanie istnieć jako mocarstwo światowe. Po upadku Ameryki, Europa stanie się własnością Rosji, podczas gdy Bliski Wschód zostanie podzielony między rosyjską i chińską strefy wpływów.

Pozostałe warianty operacyjne ataku na USA rozważa czeski prawicowy polityk, Petr Cibulka w wywiadzie, w którym jest też mowa o kulisach pieriestrojki, sytuacji w krajach Międzymorza oraz sowieckich (komunistycznych i agenturalnych) powiązaniach zachodnich elit:Jestem pewien, że strategia zaatakowania Stanów Zjednoczonych została wypracowana dawno temu, choć istnieje zapewne kilka wariantów takiego ataku. Pierwsze rozwiązanie wydaje się dla Kremla idealne: doprowadzić do wojny domowej w Stanach Zjednoczonych. Drugi wariant opiera się na ataku nuklearnym pod przykrywką islamskiego terroryzmu. W obu przypadkach zasadnicze cele strategiczne Moskwy zostaną osiągnięte. Istnieje także możliwość ataku atomowego na zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych ze strony Korei Północnej. Przyszłość pokaże, która z tych opcji zostanie wykorzystana. Przewidując taki rozwój wypadków, należy także oczekiwać, że Moskwa postara się o zneutralizowanie Europy. W ten sposób Europa zostanie wykluczona z konfliktu z Ameryką.

Spójrzmy teraz na mapę świata, zaznaczając Blok Neosowieckii wyróżniając: Rosję Sowiecką, ChRL, ich strefy wpływów oraz starych i nowych sojuszników. Rakiety Topol-M czy Szatan nie są zdolne do przenoszenia wojsk powietrzno-desantowych zdolnych operować na terenie Apallachów czy Gór Skalistych, a tym bardziej broni pancernej zdolnej operować na terenie Wielkiej Równiny.. Okręty podwodne nie są w stanie przeprowadzić operacji desantowej na wybrzeża USA czy Wielkiej Brytanii. Okręty wojenne jakiejkolwiek klasy ani jakiegokolwiek typu nie są w stanie przebyć w pół godziny dystansu z Murmańska pod Nowy Jork, ani z wyspy Hainan pod Los Angeles czy Seattle. W jedną noc nie przerzuci się miliona sił lądowych, zwłaszcza przez arktyczną czapę lodową. Co więc muszą zrobić Moskwa i Pekin, by zapewnić sobie szanse na zwycięstwo w ewentualnej trzeciej wojnie światowej? Pozyskać jak najwięcej sojuszników, wasali, państw neutralnych (w tym „państw upadłych”), nie tylko w obrębie własnych „imperiów zewnętrznych” czy „bliskich zagranic”, ale jak najbliżej granic USA, tak by osiągnąć geostrategiczne oblężenie; by dysponować jak największym terytorium z którego możliwe byłoby prowadzenie operacji wojskowej przeciwko światowemu mocarstwu. Od lat 1999 – 2001 trwa: neutralizacja Europy oraz pozyskiwanie sojuszników nie tylko w obrębie „bliskich zagranic” i imperiów zewnętrznych Rosji Sowieckiej i ChRL, ale zwłaszcza pośród krajów Ameryki Łacińskiej, w których władze przejęli lewicujący i neokomunistyczni politycy. W okresie zimnej wojny ZSRS miały na półkuli zachodniej jeden niezatapialny lotniskowiec w postaci Kuby; zdołano jeszcze pozyskać Grenadę i wzmocnić wpływy na Jamajce i Haiti. Obecnie Rosja Sowiecka wraz z ChRL dysponuje sojusznikami w postaci neokomunistycznych, „boliwariańskich” państw Iberoameryki: Wenezueli, Brazylii, Nikaragui (gdzie władze ponownie sprawują sandiniści).

Wszyscy analitycy rozważający możliwość wybuchu nowej wojny światowej zwracają uwagę na słabe punkty Zachodu (czyli USA par excellance): wykluczenie przez większą część elit politycznych możliwości wybuchu konfliktu światowego, zwłaszcza przez Rosję Sowiecką czy ChRL, czego konsekwencją jest np. brak zdolności operacyjnych na rozległych obszarach oraz paradoksalnie – nieprzygotowanie sił zbrojnych do walki z wrogiem o proporcjonalnych siłach konwencjonalnych i niekonwencjonalnych. Nyquist dużo miejsca w swej publicystyce poświęca

tendencjom rozkładowym cywilizacji zachodniej, indukowanym przez agentury wpływu i „operacje aktywne”.

ZMIERZCH ZACHODU

Postępy bolszewii są wprost proporcjonalne do stopnia rozkładu kulturowego Zachodu. Jakkolwiek agentury sowieckie przed i po 1991 pełnią funkcję katalizatora upadku Zachodu, tak należy stwierdzić, że są to procesy autodestrukcyjne niejako wbudowane w naszą cywilizację. Komunizm i zachodni oświeceniowy demoliberalizm (oba we wszelkich możliwych wariacjach) mają to samo źródło, którym jest postoświeceniowy nihilizm i jako takie mają pewien punkt styczny – apoteozę człowieka, którego pycha i chciejstwo są miarą wszechrzeczy. Jedno i drugie cechuje relatywizm i indyferentyzm aksjologiczny; w pierwszym – podstawową kategorią „dobra” i „zła” jest to, co przegłosowała większość i to, co najlepiej się sprzedaje; wszystkie sfery życia stają się przedmiotem to głosowania, to procedur rynkowych. Co za tym idzie, nie ma takiego pojęcia jak „wróg”; nie ma dystynkcji „swój-obcy”. W drugim dobre bądź złe to, co za takowe uznają struktury władzy. Poza tym oba istnieją dzięki ukształtowanemu na przełomie XIX i XX wieku „człowiekowi masowemu” o kolektywistycznym i zuniformizowanym sposobie myślenia i działania, którego cechuje roszczeniowe i konsumpcjonistyczne nastawienie wiodące do totalitaryzmu. Na inny, niezwykle ważny aspekt problemu zwrócił uwagę w „Pojęciu polityczności” Carl Schmitt: pojawienie się liberalizmu jako „antypolityki” spowodowało, wręcz wymusiło powstanie komunizmu (Schmitt pisał konkretnie o marksizmie) jako teorii polityki, w której celem samym w sobie jest absolutna i totalitarna władza; po wegetarianach przychodzą kanibale.Komunizm zresztą jest owocem wyjałowionej oświeceniem ziemi europejskiej; przecież Marks nie był Kałmukiem, Engels nie był Rosjaninem, a partie komunistyczne II połowy XIX i pierwszej dekady XX w. raczej nie składały się z Samojedów.

Na skutek modernizmu, „uwspółcześnienia” i Soboru Watykańskiego II upada fundament Zachodu, jakim jest Kościół Rzymski, o którym Julius Evola powiedział, że jest (cytuję z pamięci) Imperium Rzymskim, w którym znak Orła został zastąpiony przez Krzyż. To, co kiedyś umieszczano w Syllabusiejako herezję jest obecnie dyskutowane jako „równouprawniony” pogląd. Kościół katolicki de facto przeprasza za własne istnienie. Zamiast anathem, ekskomunik, w ostateczności konkwist, rekonkwist i krucjat w obronie nowożytnego Rzymu – mamy wpuszczanie barbarzyńców w obręb Miasta; Kościół de facto nie ma też znaczenia w realnej polityce. Fryderyk Nietzsche miał rację, mówiąc że Bóg umarł;słowa te w dokładnym kontekście – jakkolwiek nierozumianym i przez wierzących, i przez ateistów – oznaczają to, że sprawy metafizyczne i duchowe nie odgrywają w życiu narodów i jednostek większej roli; instytucjonalny Kościół traci realny wpływ polityczny, religia staje się faktycznie ludowym folklorem.

Wreszcie mamy jedno z kluczowych wierzeń demoliberalnej parareligii Zachodu – wiarę w „koniec historii”, co ciekawe bardzo zbieżną z bolszewickim przekonaniem o swoim ostatecznym triumfie. Wersja sprymitywizowana i zwulgaryzowana, obecnie już raczej nie pierwszej świeżości, jednak dalej pełniąca rolę legendy dla gawiedzi głosi, że cały świat przyjmie w końcu demoliberalizm na modłę euroatlantycką, a tym samym zniknie jakiekolwiek zagrożenie totalitaryzmem oraz, że

skończy się era konfliktów zbrojnych i jakichkolwiek różnic pomiędzy graczami w polityce światowej. Mit ten ma jednak pewien głębszy wymiar; wersję zmodyfikowaną, a przez to bardziej podstępną. Mianowicie: różnice pozostaną, konflikty będą występować nadal, jednakże będą miały charakter lokalnych konfliktów asymetrycznych: „misji pokojowych”, „misji stabilizacyjnych” oraz „antyterrorystycznych” i antypartyzanckich, jednak ani wojna, ani totalitaryzm światu już nie zagraża. Na poziomie relacji tzw. wolnego świata z sowietami przejawia się to w przekonaniu elit politycznych i intelektualnych, że ZSRS i ChRL ewoluują w kierunku bądź to demokracji, bądź to autorytarnego państwa narodowego o swoim własnym, lokalnym kolorycie. Prostą konsekwencją jest uznanie, że komunizm/bolszewizm – powszechnie rozumiany jako ideokracja – skończył się wraz z rozpadem Sowietów, a ChRL są XX-wieczną kontynuacją starych Chin, sprzed 1949 r., gdzie komunistyczna ideologia i symbolika jakoby służy za fasadę. Co za tym idzie – ani Rosja Sowiecka, ani Chiny komunistyczne nie stanowią dla zachodu realnego zagrożenia militarnego czy cywilizacyjnego, a komunizm i lewactwo w różnych mutacjach to jedna z wielu równoważnych propozycji politycznych na wolnym rynku (a jakże !) idei. Oznacza to triumf dezinformacyjnego wymiaru „pieriestrojki”. Co za tym idzie, antykomunizm czy antybolszewizm rozumiany jako orientacja polityczna stracił rację bytu w dyskursie politycznym. Powszechne przekonanie, wręcz dogmat „końca historii” czy „postpolityki”, ze swoim nieodłącznym wierzeniem w „upadek komunizmu” wyznacza – jak pisze Dariusz Rohnka w książce „Wielkie Arrangement” – Rubikon poczytalności. Kto wspomina chociażby o wpływie struktur komunistycznych na politykę po 1989 r., na przykład uwłaszczeniu czekistów i nomenklatury, ten szeregowany jest razem z głosicielami teorii o Roswell, egzegetami Protokołów Mędrców Syjonuczy o planecie Nibiru, która w 2012 ma przeciąć się z orbitą Ziemi. Swoją drogą – zastanawia popularność teorii spiskowych o NWO, Illuminati, żydokomunie itp. w porównaniu z powszechną nieznajomością teorii o oszustwie. Skądinąd wiadomo, że najbardziej znany popularyzator teorii NWO, Alex Jones, występuje w Russia Today…

Wszystko to sprawia, że zachodni system demoliberalny prędzej czy później samoistnie przekształci się w jakąś formę totalitaryzmu/bolszewizmu i odbędzie się to trzema równoległymi torami: (a) poprzez pewne „naturalne” tendencje autodestrukcyjne (liberalizm i społeczeństwo masowe, laicyzacja itp.), (b) zostanie zinfiltrowany przez agentury wpływu totalitarnego państwa, bądź też (c) struktury komunistyczne same, w swoim interesie wprowadzą formalną demokrację i wolny rynek, jak stało się w przypadku Rosji Sowieckiej, „byłych” republik związkowych i „demoludów. Od dwudziestu z górą lat na zachodzie ma miejsce właśnie „samoistna” konwergencja z komunizmem, podsycana przez sowieckie agentury wpływu, liberalizm z całym dobrodziejstwem inwentarza i pożytecznych idiotów. Obecnie, tak na terenie świata komunistycznego, jak i Zachodu, podminowanego przez agentury wpływu i wyjałowionego oświeceniem – mamy do czynienia z kształtowaniem się demobolszewizmu – mariażu komunizmu z demoliberalizmem, i składają się na to wszystkie wymienione wyżej czynniki. Dariusz Rohnka w książce „Wielkie Arrangement” tak definiuje „demobolszewizm”: [w] tak szerokim kontekście, a w oderwaniu od znanych ideologii demobolszewizm oznacza jednolitą koncepcję świata, której głównym wyznacznikiem będzie podporządkowanie woli jednostki nakazowi wąskiej grupy występującej w imieniu zbiorowości, uprzedmiotowienie człowieka i obywatela, eliminacja idei indywidualnej wolności. Demobolszewizm to niezwykle konsekwentna metoda: organizacji życia zbiorowości ludzkiej i pojedynczego obywatela; wyznaczania norm i przepisów zakreślających ramy egzystencji; konsekwentnej kreacji świadomości indywidualnej; to także metoda dominacji nad społeczeństwem, hierarchizacji życia społecznego, metoda sprawowania i utrzymania władzy.Jak widać, powyższa definicja doskonale nadaje się do przekrojowego opisu komunizmu/bolszewizmu; demobolszewizm (komliberalizm czy też

neokomunizm) różni się od „klasycznego”, sowieckiego czy chińskiego komunizmu jedynie brakiem gułagów, planowego mordowania całych grup społecznych, etnicznych czy religijnych; lewaccy profesorowie z Sorbony czy Berkeley nie strzelają swoim studentom w tył głowy (może oprócz Foucault’a, który świadomie zarażał swoich homoseksualnych partnerów HIV-em). Ale być może przez to neobolszewizm, legitymujący się liberalną frazeologią, dobrem jednostki i ogółu, jest bardziej niebezpieczny – i dla niedoświadczonych totalizmem od ponad półwiecza społeczeństw Zachodu, i dla zsowietyzowanych (mniejsza teraz o zakres) społeczeństw „post”sowieckich. Elity polityczne i społeczeństwa, a także jednostki z osobna dokonują internalizacji „zasad” politycznej poprawności, która jest, od pewnego czasu w wersji agresywnej, dominującym nurtem metapolityki i polityki, jednocześnie od dźwigania brzemienia własnej podmiotowości i suwerenności wolą konsumowanie zawartości hipermarketów i fast foodów, oglądanie teleturniejów i „reality show”, ewentualnie słuchanie Biełych Roz, hymnu Gazpromu czy Takogo kak Putin...

Najlepszym chyba studium przypadku i polem obserwacji demobolszewizmu byłaby Polska: środowiska komunistycznych: bezpiek i nomenklatury wraz ze swoimi fellow travellers niestety doskonale wykorzystują do realizacji swoich celów liberalną, libertyńską aksjologię, demokratyczne procedury oraz globalistyczny i kolektywistyczny, kompradorski kapitalizm nomenklaturowy. Naszym bardakiem zajmiemy się jednak w kolejnych częściach cyklu.

C.D.N.

Źródła:

1. Anatolij Golicyn, Nowe kłamstwa w miejsce starych. Komunistyczna strategia podstępu i dezinformacji,Wydawnictwo Służby Kontrwywiadu Wojskowego, 2007 (Części I, III):http://www.abcnet.com.pl/node/6511; The Perestroika Deception: The World’s slide towards the Second Weltoktober,http://www.abcnet.com.pl/node/6232

2. Dariusz Rohnka, Wielkie Arrangement,Wydawnictwo Podziemne, Poznań 2007; Fatalna fikcja. Nowe oblicze bolszewizmu, stary wzór, Rozdział 3,http://www.fatalnafikcja.pl/fatalna.php

3. Józef Darski, O dezinformacji komunistycznej,Wyd. Niepodległości, Warszawa 1989: http://archiwum.sw.org.pl/pdf/JozefDarski-1989_O_dezinformacji_komunistycznej.pdf

4. Wielka manipulacja. Rozmowa Jacka Laskowskiego z Józefem Darskim, Orientacja na Prawo nr 80, (X/1991),http://www.abcnet.com.pl/node/5590

5. J. Nyquist: Odpowiedź na ankietę Wydawnictwa Podziemnego,http://wydawnictwopodziemne.com/2007/09/30/odpowiedz-na-ankiete-2/

6. Olavo de Carvalho: Odpowiedź ankietę,http://wydawnictwopodziemne.com/2007/10/09/odpowiedz-na-ankiete-4/

na

7. O. Józef Maria Bocheński, Lewica, religia, sowietologia(fragment): http://www.omp.org.pl/index.php?module=subjects&func=viewpage&pageid=204

8. Jurij http://www.youtube.com/user/hermitcleric#g/c/4CDAB99FAB5980BA http://www.youtube.com/user/hermitcleric#g/c/F5863E552BBF1AC3

Bezmienow: ;

9.

Jeffrey Nyquist, Koń trojański,Wydawnictwo Podziemne, Poznań 2007;

10. J. Nyquist: Trójkątna konstelacja.Wywiad przeprowadzony przez D. Rohnkę: część pierwsza:http://wydawnictwopodziemne.com/2009/11/08/trojkatna-konstelacja/, część druga:http://wydawnictwopodziemne.com/2009/11/15/trojkatna-konstelacja-2/

11. J. Nyquist: Geneza IV errata,http://www.fatalnafikcja.pl/geneza.htm

wojny

światowej.

Uzupełnienie

i

12. J. Nyquist: Przemyśleć „problem rosyjski”,http://fatalnafikcja.pl/problem.htm

13. Francoise Thom, Rosyjskie ambicje w Europie,http://generacja.s4w.pl/darski.info/? darski=rosja&go=rosja_thom1

14. Jeff Nyquist: Strategiczne oblężenie w Wielkiej Grze,http://wydawnictwopodziemne.com/2008/02/15/%E2%80%9Estrategiczne-oblezenie %E2%80%9D-w-wielkie-grze/

15. Następna wojna światowa(streszczenie książki ,http://www.abcnet.com.pl/node/6548; Dyskusja na Walczącej:http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt9200.html

Caspara Forum

Weinbergera) Solidarności

16. Wielki podstęp. Wywiad z Petrem Cibulką,http://fatalnafikcja.pl/wielkipodstep.htm

17.Jeff Nyquist, China Defense Minister speech on US extermination,http://www.scribd.com/doc/16627298/China-Defense-minister-speech-onUSA-extermination-

Odsłon: 765 | Tagi: katyń 2, geopolityka i geostrategia, anatolij golicyn, rosja sowiecka, sowiety, dezinformacja, neobolszewizm, neokomunizm, komunizm, konwergencja, smoleńsk

Dodaj do:Do obserwowanych

Do lubczasopisma

skomentuj Komentarze do notki18 |Zgłoś nadużycie ● ● ● ● ● ● jak już pisałem gdzie indziej... ...dzięki za dobry i ważny wpis, razem z linkami. U siebie pisałem o katastrofie smoleńskiej jako o małym elemencie tej wielkiej układanki ("Kreml nie miałby motywu? Rzecz o 'coincidence theorists'"), ale Pan opisuje znacznie szerszą perspektywę. Ciekawe ilu osobom będzie się chciało zajrzeć do tych wszystkich źródeł...

● ● ● ● ●

ADMINISTRACJO | 05.09.2010 20:07 ● ● ●

CZEPIEC A.K.A. PRZEGINASZ 26 427

link

nadużycie

odpowiedz

● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ●

@czepiec Jeszcze raz dziękuję za docenienie. I widzę, że Pan również woli pisać dłuższe analizy, co się bardzo chwali. Cóż, jeżeli tematem na topie jest interpretowanie interpretacji listu Kaczyńskiego do członków PiS czy "sprawa Migalskiego" (skądinąd ważne rzeczy), to zapewne niewielu... Pozdrawiam serdecznie

JASZCZUR. 22 973 | 05.09.2010 20:34

● ● ● ● ● ● ● ● ● ●

link

nadużycie

odpowiedz

@czepiec: P.S. A byłem przekonany, że przynajmniej Golicyn (pierwsza książka jest po polsku, z przedmową Macierewicza) jest na prawicy znany...

JASZCZUR. 22 973 | 05.09.2010 20:46

● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ●

link

nadużycie

odpowiedz

@Jaszczur. Jeżeli nawet "Zwycięstwo prowokacji" Mackiewicza nie jest szerzej znane, to skąd oczekiwać znajomości Golicyna? Ale książkę trzeba koniecznie propagować, tym bardziej że jest przecież (w przeciwieństwie do Mackiewicza) legalnie dostępna za darmo w Internecie... Również serdecznie pozdrawiam.

● ADMINISTRACJO | 05.09.2010 21:06 ● ● ● ● ● ● ● ● ●

CZEPIEC A.K.A. PRZEGINASZ 26 427

link

nadużycie

odpowiedz

@czepiec Dokładnie! Propagować, póki jest jeszcze legalnie dostępny w necie! Golicyn jest (niestety) aktualny tak samo, jak "Zwycięstwo prowokacji", o którym Pan wspomniał. Z Mackiewiczem jest jeszcze o tyle ciekawa sprawa, że ma w Polsce bardzo wielu egzegetów. I jeśli porównać egzegezy i interpretacje z dziełem Mackiewicza, wychodzi na to, że albo bardzo niewielu Mackiewicza tak naprawdę czytało, albo niewielu przeczytało ze zrozumieniem i skupia się na powtarzaniu słów używanych jako "bonmoty". Pozdrawiam, życzę dobrej nocy. P.S. Dodałem Pański blog do ulubionych.

● ● ● ● ● ● ● ●

JASZCZUR. 22 973 | 05.09.2010 21:20

● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ●

link

nadużycie

odpowiedz

@Jaszczur. "Dodałem Pański blog do ulubionych." Dziękuję, ja Pana również. :-) Co do Mackiewicza, to dodatkowy problem w Polsce jest z dostępnością jego książek, co sprzyja fantastycznym egzegezom. Zastanawiam się, czy p. Karsov-Szechter to nie jest bardzo zmyślnie umieszczony agent wpływu, zadziwiające jednak, że Mackiewicz dał się jej omotać. Miałem z nią pewien bezpośredni kontakt i jest to bardzo dziwna postać, choć kiedy chce, potrafi być bardzo miła.

● ●

Nie wiedziałem nawet, że po "Nowych kłamstwach..." Golicyn napisał książkę o pierestrojce. Zabieram się do czytania i wszystkich zachęcam. W ogóle teksty pod linkami naprawdę są znakomite i nieszczególnie się zestarzały. Dobrej nocy!

● ● ● ● ●

ADMINISTRACJO | 05.09.2010 21:54 ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ●

CZEPIEC A.K.A. PRZEGINASZ 26 427

link

nadużycie

odpowiedz

Panie Jaszczur Kawał roboty pan zrobił. Dlatego jutro pozwolę sobie przeczytać lepiej niż pobieżnie. A na razie pozdrawiam

0 23:10 ● ● ● ● ● ● ● link

MNICH ZARAZY 4820

| 06.09.2010

nadużycie

odpowiedz

@Jaszczur. Jako człowiek wierzący wierzę także w osobowe i inteligentne zło. Celem przeciwnika jest zastąpienie świata zbudowanego na paradygmacie miłości dobra i prawdy światem zbudowanym na paradygmacie kłamstwa i zła. NWO jest jedynie wygodnym skrótem. Tak jak Kościół stanowi mistyczne ciało Chrystusa tak istnieć musi ziemskie ciało Antychrysta, którego komórki rozproszone są po całej ziemi. Nie wiem czy jest to teologicznie poprawne, ale pod wpływem lektury wpisu, nasunęła mi się taka myśl śmiała. Transformacja znanego nam świata w NWO

zachodzi wielotorowo i podlega na naszych oczach przyspieszeniu. Doświadczenie historyczne każe się zgodzić, że dzikie serce i ramiona leżą w Azji, ale spojrzenie w stronę kampusów i thinktanków nie pozwala wykluczyć że przewrotny mózg znajduje się na zachodzie. Paradygmat jest wspólny, nie ma tu zasadniczej sprzeczności, nie ma w imię czego prowadzić prawdziwej wojny. Dialektyczne kruszenie i rozpuszczanie narodów, społeczeństw i rodzin wkracza w fazę finalną. Masy ludzkie zostaną ostatecznie przeformatowane i ulepione w nowe wspaniałe i szczęśliwe społeczeństwo. Takie na ludzką miarę, bez zbędnych transcendencji. Tak mówi rozum, wyciągając logiczne wnioski i ekstrapolując zastaną rzeczywistość. Od jakiegoś czasu z coraz większym bólem zastanawiam się czy Polska ma jeszcze jakiś sens. Czy formuła narodowego państwa nie uległa wyczerpaniu. Przy zdrowych zmysłach, wbrew przewrotnej logice, trzyma mnie rotmistrz Pilecki. Kapitulując musiałbym go zabić w swojej duszy. Byłem wczoraj z pielgrzymką w Aylesford. W sanktuarium karmelitańskim, gdzie Matka Boża objawiła Św Szymonowi szkaplerz. Mszę odprawiał, odziany w ornat z białym orłem na plecach, biskup środowisk emigracyjnych Wojciech Polak a nad klasztorem łopotała biało-czerwona. Prorok Izajasz mówił we wczorajszym czytaniu: Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pańskiej stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, mnogie ludy pójdą i rzekną: "Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską do świątyni Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Bo Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pańskie - z Jeruzalem" On będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny. Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pańskiej!

● ● ●

● ●

● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ●

● ● ● ●

I tym dzielę się ku pokrzepieniu serc.

DAMYRADĘ 23 495 | 07.09.2010 01:34

● ● ● ● ● ● ● ●

link

nadużycie

odpowiedz

Jesteśmy pionkami w grze Witam, jestem pod wrażeniem. Poruszające. Najbardziej mnie poraził ten fragment: "Caspar Weinberger rozważa Europę Środkową i Wschodnią jako obszar zapalny: III wojna światowa rozpoczyna się od… likwidacji przez Rosję Sowiecką polskiego kierownictwa politycznego i dowództwa sił zbrojnych; książka (znana mi niestety jedynie ze opracowań) w której ten scenariusz jest opisany, wydana została w roku… 2006." Nic nie jest więc przypadkiem, w przypadki mogą dziś wierzyć tylko lemingi, pozdrawiam

● ● ● ●

ALERGIA 61 424 | 07.09.2010 11:25

● ● ● ● ● ● ● ● ●

link

nadużycie

odpowiedz

@damyradę Widzę sprawy podobnie, choć przyznam szczerze, że sam zaliczam się do "ludzi małej wiary". Pozwolę sobie uzupełnić Pański (zapewne inspirowany myślą Mariana Zdziechowskiego) komentarz: (a) Carl Schmitt stwierdził, że pojęcia polityczne stanowią świeckie odzwierciedlenie pojęć teologicznych; Szatan chciał i chce statusu równego Bogu, władzy nad wszystkim równej boskiej. Dokładnie do tego samego dąży komunizm jako całościowa formacja antycywilizacyjna i jako organizacja. (b) Komuniści i sowieciarze od samego początku inspirowali się okultyzmem i satanizmem, a w ramach (przynajmniej sowieckich) kompartii i bezpieki funkcjonowały satanistyczne organizacje. Jeśli Pana interesuje, odsyłam do "Frondy": http://niniwa2.cba.pl/FRONDA.HTM

● ●

● 22 ● ● ● ● ● ● ● 973

JASZCZUR. | 07.09.2010 19:35

link

nadużycie

odpowiedz

@alergia Dokładnie. W przypadki wierzą tylko lemmingi i "homososy", krew jedynie zalewa człowieka, gdy widzi, ilu ich jest ! Ale co martwi jeszcze bardziej, to fakt, że i wielu ludzi myślących nie jest w stanie przyjąć takiej ewentualności. Zapewne strach i nieuświadomione przyjęcie liberalnego paradygmatu "wiecznotrwałego, globalnego wolnego rynku". Jeżeli neosowiecja zaatakuje pierwsza, to jednak nie wcześniej niż w 2014-15. Muszą wyssać wystarczająco z Europy, a i Soczi nie byłoby bez znaczenia, jako impreza w charakterze reklamy kraju, "gdie tak swobodno..."

● ●

● ● ● 22 ● ● ● ● ● ● ● 973

JASZCZUR. | 07.09.2010 19:41

link

nadużycie

odpowiedz

@czepiec Pan zapewne się zdziwi, ale... (a) ksiązki Mackiewicza dostępne są w Polsce. Trza tylko poszperać, a że Mackiewicz nie był autorem masowym, nie dziwi to, że książki trzeba zamawiać. (b) Książki Mackiewicza dostępne są właśnie dzięki Ninie Karsov, która organizowała także m.in. logistykę dla Wydziału Wschodniego Solidarności Walczącej. Pozdrawiam, przepraszam za późną odpowiedź; po powrocie nad komputer wczoraj "zagadałem się" na Niepoprawnych.

● ● ● ● ●

JASZCZUR. 22 973 | 07.09.2010 19:44

● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ●

link

nadużycie

odpowiedz

@czepiec - odnośnie dostępu do książek Mackiewicza i postaci Niny Karsov: http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt6420.html http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt6132.html (Tu zwraca uwagę wyłapanie pewnej rzeczy przez ludzi z SW - oni są w te klocki dobrzy...)

JASZCZUR. 22 973 | 07.09.2010 20:49

● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ●

link

nadużycie

odpowiedz

Autor Znakomite, miło widzeć trzeźwych pośród szołomionych :) Pozdrawiam serdecznie

ROLEX 536 11509 | 07.09.2010 20:56

● ● ● ● ● ● ● ● ● ● ●

link

nadużycie

odpowiedz

@Rolex Dziękuję i wzajemnie. Choć szlag trafia, gdy człowiek na to wszystko patrzy i analizuje. Tym bardziej, jak się mieszka w "buffer zone".

● 22 ● ● ● ● ● ● ● ● ● ● 973

JASZCZUR. | 07.09.2010 21:03

link

nadużycie

odpowiedz

Autor analiza/synteza bardzo rzeczowa, no i oparta na dobrych źródłach. Moze bedzie o tym w dalszej części, ale brakuje mi odniesienia, jak moga przeciwdziałac USA ociosowaniu ich z pozycji hegemona. Czy w ogóle dowolny rodzaj podjetego przeciwdziałania moze byc w obecnych uwarunkowaniach jak i tych i symulowanych na najbliższe lata, skuteczny. Bo moim zdaniem, wojna jest tez rozwiazaniem korzystnym dla USA. Byle w miarę szybko wywołana, póki USA dysponuja jeszcze przewaga strategiczno-logistyczną nad dowolnym potencjalnym rywalem. Najwyzej zamiast świata dwubiegunowego (strefa sowiecka - strefa angosaska - strefa szara, gdzie obie walcza o dominację)) , powstanie kombinacja z trzema mocarstwami (USA, Rosja, Chiny albo USA, SinoRosja, i moze jakis inny blok militrano-gospodarczy) i zróznicowanymi w aspekcie wasalnym strefami ich wpływów. Z jakiejs części obecnych wpływów USA , tak czy siak, muszą ustąpić . Lepiej to uzyskacc w ramach bodaj rozejmu walczących stron i okresleniu linii demarkacyjnych pomiedzy ich strefami wplywów, niz w procesie wymuszonego oddawania domen, nad którymi traci się stopniowo kontrole, aler coraz szybciej kontrolę. Tak czy siak, III wojna to kwestia juz bliskiego czasu. A Smoleńsk 2010 to poczatek porządkowania i przygotowywania przedpola przez Moskwę na głównym szlaku tranzytowym. Przypomina mi to wydarzenia zwane "Praska Wiosna", gdy agent KGB, A. Dubczek,sprowokował przemieszczenie olbrzymiej masy wojsk Układu warszawskiego pod granice Niemiec i Austrii, czyli w serce Europy. Do czego pretekstem było antysocjalistyczne prowadzenie sie Czechosłowacji. A to była podgotowka do inwazji Sowietów na Europę. Zeby nie Kukliński i jeszcze jeden "kret" w Sztabie Ukladu Warszawskiego, Brezniew wydałby rozkaz do ataku. Ale to całkiem juz inna historia. pozdr.

● ●

● ●

● ● ● ● ●

● ● ● ● ●

● 0 ● ● ● ● ● ● ● 14977

UNUKALHAI | 07.09.2010 22:09

link

nadużycie

odpowiedz

@Jaszczur. dzięki za te linki do dyskusji na forum SW. Pewne rzeczy będę musiał sobie jeszcze przemyśleć. Nie wziąłem pod uwagę, że Orłoś to krewny Mackiewicza i zapomniałem o jego odchyłach. Ja w Polsce i tak od dawna nie mieszkam, bliżej mi do Londynu. Ale książki Mackiewicza zwłaszcza w latach dziewięćdziesiątych powinny były być bardziej dostępne w kraju właśnie...

● ●

● ● ● ADMINISTRACJO | 08.09.2010 09:48 ● ● ● ● ● ● ● ● ●

CZEPIEC A.K.A. PRZEGINASZ 26 427

link

nadużycie

odpowiedz

@unukalhai Niemalże wyjął mi Pan to z ust, napiszę więcej w kolejnych częściach. Dla Zachodu (jak pisałem, obecnie Zachód = USA + UK) dobre byłoby choćby wznowienie "Zimnej Wojny" wobec zarówno "Bloku Neosowieckiego", jak i Rosji Sowieckiej i ChRL z osobna. Jako że wyklarowałoby to sytuację geostrategiczną ("My vs. Oni"), byłoby to także korzystne dla Polski i dla położenia opcji niepodległościowej u nas. To wymagałoby przede wszystkim jasnego zdefiniowania wroga, a nie szukania dowodów na istnienie duszy w spojrzeniu czekisty. Taki postulat wysunął m.in. Golicyn. Jedyną szansę na podjęcie przez USA kontrakcji byłoby zwycięstwo twardogłowych Republikanów (połączone ze wzrastająca agresją Rosji Sowieckiej, Chin, ew. KRLD);

● ● ● ● ● ●

zarówno w wyborach do Kongresu, jak i prezydenckich (kwestia - kto dostanie nominację GOP). ● ● Co do "operacji Smoleńsk" - była ona adresowana głównie na Zachód: jako rozpoznanie bojem i mobilizacja agentur. Gdyby chciano jedynie odgłowić PiS, zrobiono by to już dawno, cichszymi metodami. Poza tym jest jeszcze dodatkowy czynnik gaz łupkowy i zagrożenie dla Gazpromu, jakie niosłoby wkroczenie amerykańskich firm, a co za tym idzie zwiększenie geostrategicznego znaczenia Europy Środkowej i Wschodniej. Teraz, gdy wiadomo, że wydobycie ma rozpocząć się dopiero za koło 5-7 lat, Rosja Sowiecka (Gazprom) ma dość czasu na: (a) zablokowanie jakiegokolwiek poszukiwania, (b) stworzenie firm-krzaków i przejęcie złóż. Trzecia wojna światowa jest jednym ze strategicznych wariantów, oprócz trwającej właśnie próby nieprzemocowego wrogiego przejęcia Zachodu przez Rosję Sowiecką (i ChRL) przez podłączenie się do zachodnich struktur politycznych i gospodarczych. Pozdrawiam również

● ●

● ● ● ● ●

JASZCZUR. 22 973 | 08.09.2010 20:43

● ● ●

link

nadużycie

odpowiedz

Ankieta

Kto był najlepszym premierem po 89 roku?

● Mazowiecki ● ● ● Pawlak ● Suchocka ● ● Cimoszewicz ● ● ● ● Marcinkiewicz ● Kaczyński ●

Tadeusz J. K. Bielecki Jan Olszewski Waldemar Hanna Józef Oleksy Włodzimierz Jerzy Buzek Leszek Miller Marek Belka Kazimierz Jarosław Donald Tusk

zobacz wyniki »

Ostatnie notki

Przekonamy przekonanych Rze są przekonani ?
MARCINKK 1.1 |12

| 07.02.2011 21:25

Drugi krąg
FREE YOUR MIND |275

| 07.02.2011 08:42

Wierność jest sexy!
ZBIGNIEW KALISZUK | 07.02.2011 20:52 |4

Jak uciec do przodu, czyli o szansie naszej polis

MAREK PRZYCHODZEŃ | 07.02.2011 20:47 |6

Lech Kaczyński. In memoriam (w "Tysolu")

| 07.02.2011 17:31

PAWEŁ BURDZY |4

Ostatnio najczęściej komentowane

Mucha dobrze gada
CEZARY KRYSZTOPA | 03.02.2011 19:03 |146

Kokpit
FREE YOUR MIND |216

| 05.02.2011 20:24

Wielkie dni tow. Napieralskiego
ROSEMANN |18

| 01.02.2011 18:11

Jak uciec do przodu, czyli o szansie naszej polis

MAREK PRZYCHODZEŃ | 07.02.2011 20:47 |6

Jeszcze o mocy i niemocy PiS

| 05.02.2011 14:31

IGOR JANKE |118

Samorządność, urzędnicy, prawo

| 05.02.2011 19:53

ROZUM |23

Ja "Uważam Rze" nieźle. A co Wy sądzicie?

| 07.02.2011 16:05

IGOR JANKE |178

Nasza, Polaków nędza współczesna

| 30.01.2011 11:04

JAKUB LUBELSKI |56

DZIESIĄTY KWIETNIA W WARSZAWIE OSIEMNASTY W KRAKOWIE

TOMASZ SAKIEWICZ | 01.02.2011 12:29 |72

Drugi krąg
FREE YOUR MIND |275

| 07.02.2011 08:42

Odsłon lubczasopisma: 214187

22.09.2010 20:24

Smoleńsk - tło długofalowej strategii (cz. 2)

Na przestrzeni ostatnich dwóch lat mamy do czynienia z operacją aktywną reintegracji geopolitycznej i „porządkowania” wewnętrznego w przestrzeni sowieckiej. Operacja ta ma niejako dialektyczny charakter: władza neokomunistycznej oligarchii umacniana jest pod hasłami demokracji, liberalizmu i odzyskiwania podmiotowości przez rzekomo „pokomunistyczne” społeczeństwa. Proces ten jest ściśle sprzężony z finalizacją operacji podłączania się Rosji Sowieckiej do struktur politycznych, gospodarczych i militarnych Zachodu. Przypomnijmy: celem (i jednocześnie środkiem do prowadzenia dalszej ekspansji) finlandyzacja Europy Zachodniej przez Rosję Sowiecką, rozbicie struktur euroatlantyckich (zwłaszcza politycznych i obronnych) i wypieranie USA (i Wielkiej Brytanii) z Europy, a także znaczące osłabienie USA. Operacje te wpisane są w długofalową strategię ekspansji przez podstęp i dezinformację, prowadzoną i wdrażaną przez ukryte struktury komunistycznych (sowieckich i filialnych) specsłużb i nomenklatur.

„PIERIESTROJKA 2”. ROSJA SOWIECKA I „BLISKA ZAGRANICA”

Na terenie centrali, czyli w Rosji Sowieckiej obserwujemy operację dezinformacyjną, mającą wywrzeć przekonanie, że państwo to (a w zasadzie – baza dla międzynarodowej, neokomunistycznej czekistowskiej mafii) i jego kierownictwo rzekomo zrywa z komunizmem i wyzbywa się swojej sowieckiej istoty. W tę operację dezinformacyjną wpisuje się kontrolowany konflikt Putin-Miedwiediew, często interpretowany jako konflikt twardogłowych czekistów z rzekomo liberalnymi, demokratycznymi, antykomunistycznymi „reformatorami”; wykorzystuje się tu cliche„jastrzębie vs. gołębie”, skutecznie stosowaną i rozgrywaną jeszcze za czasów pierwszego sowieta. Jakkolwiek tarcia pomiędzy poszczególnymi frakcjami w sowietach i neosowietach faktycznie istnieją, tak nie należy przyjmować, jakoby stanowiły poważniejsze zagrożenie dla systemu władzy; w kwestiach „imponderabiliów” (utrzymanie władzy i jej ekspansja) wszystkie „frakcje” działają jednofrontowo, ponadto faktyczne konflikty zawsze były rozgrywane w celach strategicznej i taktycznej dezinformacji.

Mechanizmy i cele tej operacji wyjaśnia rosyjski antykomunista, Władimir Bukowski w wywiadzie udzielonym około rok temu „Rzeczpospolitej”: Miedwiediew nie jest niezależnym człowiekiem, nie jest prawdziwym prezydentem. On został mianowany na prezydenta. W reżymie panującym obecnie w Rosji ma specyficzną funkcję. Ma reprezentować rzekomą liberalną twarz reżymu. Zwodzić ludzi. To, co mówi, nie ma więc żadnego znaczenia. To tylko słowa. Miedwiediew lubi opowiadać, że w kraju powinno być więcej demokracji, że sądy powinny być niezależne i tym podobne. Miedwiediew i Putin – to stara gra w złego i dobrego policjanta. Nie nabierajcie się na to. Z kolei na pytanie o kierunki operacji dezinformacyjnej o dialektycznym charakterze Bukowski odpowiada: Oczywiście, aby zmylić Zachód oraz rosyjskich intelektualistów, którzy są sfrustrowani brakiem demokracji i wolności w ich państwie. Słyszą takie rzeczy, ekscytują się nimi, i dzięki temu siedzą cicho i spokojnie. Nie występują przeciw reżymowi, bo uważają, że jest w nim liberalny nurt, który może kiedyś dojść do głosu. Mogą sobie powiedzieć: skoro nasz prezydent mówi takie rzeczy, to nie jest wcale tak źle. Sytuacja się poprawi. Choć to oczywiście mrzonki. (…) Jeżeli uważnie przeanalizować to, co powiedział, to rzeczywiście widać, że on mówi Chruszczowem. Że jego wypowiedź była w duchu słynnego referatu z XX Zjazdu. Czyli że w roku 1937 doszło do godnych ubolewania „błędów i wypaczeń”, ale nie powinny one przysłaniać wielkich zdobyczy i sukcesów Związku Sowieckiego. Tak czy inaczej reżym Putina nawiązuje do tradycji sowieckiej. Czasami do stalinowskiej, czasami do chruszczowowskiej.

Federacja Rosyjska pod względem substancjalnym stanowi kontynuację ZSRS. Władzę sprawują struktury sowieckich specsłużb i oligarchia nomenklaturowa. Różnice pomiędzy towarzyszami Putinem czy Miedwiediewem, a tow. Leninem, Stalinem czy Andropowem polegają „jedynie” na doborze technik, w tym dezinformacji: Sowiecka nomenklatura – po kilku latach zamieszania na początku lat 90. – przegrupowała się (…), przystąpiła do kontrofensywy i przejęła najważniejsze stanowiska w państwie. Zarówno w świecie polityki, jak i biznesu. Działając za kulisami, a motorem były tu sowieckie służby specjalne, komuniści wrócili do władzy. Można powiedzieć, że jesteśmy obecnie w fazie restauracji reżymu sowieckiego (…). Ale przecież godłem tego kraju jest dwugłowy orzeł, jego flagą jest trójkolorowy sztandar ...a hymnem stary sowiecki hymn napisany przez Siergieja Michałkowa dla Stalina. W armii nadal używa się czerwonego sztandaru, a na ogonach samolotów bojowych maluje czerwoną gwiazdę. O tym, z jaką historyczną schizofrenią mamy do czynienia w Rosji, najlepiej świadczy sprawa Petersburga. Miasta, któremu przywrócono jego prawowitą nazwę, ale które nadal jest stolicą... Okręgu Leningradzkiego. Gdy Putin odsłaniał pomnik niesławnego szefa KGB Jurija Andropowa, powiedział, że sowieckie organy bezpieczeństwa „zawsze broniły interesów ludu”. Czyli także w 1937, gdy wymordowali kilka milionów jego przedstawicieli. Stałym elementem sprawowania totalitarnej kontroli i ekspansji wpływów struktur rządzących – zarówno pierwszymi, jak i drugimi Sowietami – jest zbrodnia i manipulacja na skalę globalną

Implementacja pozorowanej liberalizacji i pozorowanej demokratyzacji w Rosji Sowieckiej jest wprost proporcjonalna do postępującej totalitaryzacji, która to wdrażana jest na drodze przyznawania bezpiece i razwiedce coraz pełniejszej kontroli nad każdym praktycznie aspektem życia, pod przykrywką walki z „terroryzmem i ekstremizmem”. Skądinąd, wiadomo, że islamiści, neonaziści czy „nazbole” w Rosji Sowieckiej są wytworem bezpieki, służącym z jednej strony terroryzowaniu społeczeństwa, z drugiej zaś – uzasadnieniu totalitarnych praktyk neobolszewickiej bezpieki. Z trzeciej strony – jest to szczególny instrument sowietyzacji i mobilizacji w nowej, dostosowanej do wymogów czasu, formie.

Proces umacniania władzy środowisk komunistycznej nomenklatury i bezpiek ma też miejsce w „byłych” republikach ZSRS oraz w krajach należących przed 1991 rokiem do sowieckiego imperium

zewnętrznego; w przeciągu ostatnich dwóch lat praktycznie wszędzie na tym obszarze władzę przejęły struktury komunistyczne – czy to bezpośrednio, czy rękami „partii zewnętrznych”, realizujących interesy ukrytych struktur komunistycznych oligarchii. Na dobrą – a w zasadzie złą sprawę, w żadnym z tych krajów komunizm nie został tak naprawdę obalony i złożyły się na ten stan różne czynniki, które dokładniej należałoby omówić przy okazji innego wpisu. Najważniejsze znaczenie w globalnej geostrategii mają dla „odnowionych” Sowietów (jak i Bloku Neosowieckiego, opisanego w poprzedniej części) trzy regiony: Międzymorze (Polska, Ukraina, Białoruś, kraje bałtyckie), Kaukaz i Azja Środkowa, jako punkty styku Rosji Sowieckiej (w przypadku ostatniego – także Chin) z Zachodem i światem islamu.

Resowietyzacja, „porządkowanie” i reintegracja krajów obszaru sowieckiego wszędzie przybrały postać „odwróconych kolorowych rewolucji”, jakie miały miejsce w latach 2003 – 2006. Procesy, jakie miały miejsce w Polsce w latach 2005 – 07 również można do tychże „kolorowych rewolucji” zaliczyć – zarówno ze względu na ten sam przedział czasowy, w jakim się odbywały, jak również ze względu na ich dokładny charakter i przebieg. Powstaje kwestia sporna: czy były to faktycznie kontrrewolucje, autentyczne zrywy o charakterze antykomunistycznym i niepodległościowym, czy też sowieciarska operacja aktywna, której głównym mechanizmem było zastosowanie zakrojonej na szeroką skalę, prowokacji politycznej. Wiadomo skądinąd, że Saakaszwili i Burdżanadze zajmowali ważne role w reżymie Szewardnadzego, a Juszczenko i Tymoszenko – Kuczmy. Z kolei Bracia Kaczyńscy uczestniczyli w procesach okrągłostołowych i okołookrągłostołowych, później przejawiając – skądinąd jak najbardziej szlachetne, a jakże – przekonanie, że komunę i jej sojuszników da się ucywilizować. Jednakże zachowanie danego polityka w przeszłości niekoniecznie musi determinować jego dalsze zachowania; ponadto – zwłaszcza w przypadku rzeczonych polityków gruzińskich i ukraińskich – istnieje możliwość werbunku przez specsłużby amerykańskie czy brytyjskie. Wiadomo skądinąd, że „kolorowe rewolucje” otrzymywały wsparcie m.in. ze strony amerykańskich środowisk neokonserwatywnych. Inna sprawa – system neokomunistyczny istnieje „w-celu”, stąd wyposażony jest w rozmaite instytucje i mechanizmy chroniące go przed obaleniem, które Józef Darski określa mianem bezpieczników układu. Ostatnie pięć lat pokazało, że neokomunistycznej mafii, głęboko wrośniętej w systemy polityczne, gospodarcze i społeczne nie da się obalić poprzez kontrolowanie oficjalnych instytucji politycznych ani przez demokratyczne i liberalne reformy. Z drugiej strony, sięgnięcie po autorytarne metody walki z komuną mogło zostać krwawo stłumione.

Po dwóch latach od „pomarańczowej rewolucji”, na Ukrainie zwyciężyła partia sowiecka, wykorzystując m.in. rozłamy w obozie „pomarańczowych” i idąc za ciosem w postaci sowieckiego szantażu gazowego. Na prezydenta został wybrany jej lider – Wiktor Janukowycz. Wpływy komunistycznej oligarchii zostały utrzymane: między innymi uzależniono Naftohaz od Gazpromu, jednak najważniejsze jest porozumienie (nomen omen !) charkowskie: w zamian za tańszy gaz dla Ukrainy przedłużono „dzierżawę” portu wojennego w Sewastopolu, w którym stacjonuje sowiecka Flota Czarnomorska do 2047 roku.

Gruzja została zaszachowana przez agresję Rosji Sowieckiej w sierpniu 2008 roku, która w ostatecznym rozrachunku wzmocniła Abchazję i Osetię Południową – czekistowskie pseudopaństewka, pełniące rolę „spinaczy” z Rosją Sowiecką i jako takie wspierane przez nią.

W Polsce od 2007 roku struktury komunistyczne umacniają swoją władzę rękami Platformy Obywatelskiej i koalicjantów: formalnego PSL i nieformalnego – SLD; szczegółowo okres ten opiszę w kolejnych częściach.

W Kirgistanie, kraju kluczowym dla prowadzenia zachodnich operacji wojskowych na Bliskim i Środkowym Wschodzie, gdzie znajdują się dwie bazy wojskowe – Rosji Sowieckiej w Kant i USA w Manas – władzę przejął prosowiecki i wspierany z Moskwy klan, bardziej lojalny wobec „Wielkiego Brata” niż Bakijew, który władzę przejął w wyniku „tulipanowej rewolucji”. Operacja ta miała za cel wprowadzenie tego niesuwerennego kraju o strategicznym położeniu geopolitycznym w stan chaosu, by zaszantażować USA i wzmocnić obecność Rosji Sowieckiej i ChRL. Być może kiedyś baza w Manas zostanie zaatakowana przez rozgrywanych przez czekistów „Talibów” bądź terrorystów z IDU czy Hizb-ut-Tahrir.

ETAP KOŃCOWY FINLANDYZACJI EUROPY, PENETRACJA USA

W ciągu ostatnich dwóch lat udało się zrealizować większość punktów strategii podboju Zachodu. Główną ekspozyturą Rosji Sowieckiej w Europie jest trójkąt Berlin-Paryż-Rzym, z których najsilniejszym ogniwem są Niemcy, pełniące – ze względu choćby na swoją pozycję w UE – rolę wielkorządcy Europy z ramienia Moskwy. To Niemcy, a w zasadzie Niemiecka Rzesza Demobolszewicka – rządzone przez agentów: Schroedera i Merkel – w pierwszej kolejności doprowadziły do faktycznego uzależnienia Europy od dostaw sowieckiego gazu; ekspansja ekonomiczna Rosji Sowieckiej za pomocą „Imperium Gazpromu” równoznaczna jest ze zdobywaniem hegemonii politycznej. Udało się wprząc NATO w realizację punktów „długofalowej strategii” rozgrywając kartą terroryzmu islamskiego, przestępczości zorganizowanej (groźba przejęcia sowieckiego arsenału nuklearnego przez „mafię”), piractwa oceanicznego – zagrożeń w znaczącej mierze sprokurowanych przez sowiecką politykę „operacji aktywnych”. Po objęciu stanowiska Sekretarza Generalnego NATO, Anders Fogh Rassmussen wielokrotnie deklarował, iż NATO i Rosja Sowiecka to strategiczni sojusznicy, głównie w wyżej wymienionych dziedzinach. Rozważano nawet dopuszczenie do Kwatery Głównej NATO oficerów FSB w celu nadzorowania obiegu tajnych informacji.

Równolegle, jako wariant zapasowy wasalizacji Europy wdrażany jest projekt europejskiego superpaństwa na bazie struktur Unii Europejskiej, które mogłoby zostać podłączone pod Rosję Sowiecką, przy czym byłaby to zależność pasożyt-żywiciel, gdzie rolę pierwszego pełniłaby Rosja Sowiecka, a drugiego – UE pod przewodnictwem NRD (Niemieckiej Rzeszy Demobolszewickiej), kremlowskiego wielkorządcy. Jak pisze Łażący Łazarz: (…)opracowano projekt konsolidacji władzy w Unii Europejskiej na zasadach megapaństwa, z własnym rządem, polityką zagraniczną, armią i prawem nadrzędnym. Tak powstała najpierw Konstytucja Europejska, a po jej odrzuceniu Traktat Lizboński. Proszę zwrócić uwagę, że wyparcie z tego aktu prawnego odwołania się do chrześcijańskich wartości i korzeni Europy, jest właśnie realizacją „przygotowania mentalnego”. Wartości mają pozostać puste, być swoistym wakatem, które wypełni Imperator. W ta pustkę wchodzą na razie lewackie zapateryzmy (to taktyczny ukłon w kierunku kosmopolitycznej socjaldemokracji, prężnie działających we wszystkich krajach i wspierających plany „rozwoju” Europy), ale tak będzie tylko do czasu. Gdy powstanie Związek Europejski nowy gabinet władzy dzielonej głównie między Rosję a Niemcy, ustali fundamenty, na jakich należy budować nową, posłuszną, pracowitą i konsumpcyjną społeczność imperium.

W Stanach Zjednoczonych do władzy doszły środowiska, które wywodzą się ze struktur amerykańskiego lewactwa, popłuczyn po KP USA i Partii Czarnych Panter – o ile orkiestrowanych z Moskwy (i Pekinu), o tyle autonomicznie działających w interesie sowieckim. Administracja komunizującego prezydenta Baracka Obamy zdecydowała o „zwinięciu” amerykańskiego imperium zewnętrznego, przy wtórze użytecznych idiotów, wiernych uczniów Fukuyamy, potępiających amerykański, neonazistowski imperializm i cieszących się z nadejścia „wolnego od amerykańskiego żandarma świata

wielobiegunowego” pod kierownictwem miłujących pokój i wolność Władimira Putina, Hu Jintao, Hugo Chaveza, Inacio Luli da Silvy i Fidela Castro. Zrezygnowano z obecności wojskowej w Europie ŚrodkowoWschodniej, jaką zapewniałby pewny projekt tarczy antyrakietowej, dokonuje się stopniowej, acz systematycznej i z radością ogłaszanej destrukcji amerykańskiego arsenału nuklearnego, wojska USA wycofywane są stopniowo z Bliskiego Wschodu. Rosja Sowiecka dostaje także wolną rękę na terenie swojej „bliskiej zagranicy”; czerwono-czarny prezydent USA de facto uznaje prawo Rosji Sowieckiej do hegemonii na terenie „bliskiej zagranicy”.

Pierwszorzędną przyczyną uruchomienia i wdrażania opisanych tutaj operacji jest sowiecka strategia ekspansji; zarówno komunizm, jak i jego wariant rozwojowy: neokomunizm mają naturę ekspansjonistyczną. Ekspansja wpływów jest tu jednocześnie celem i środkiem, jak również jedyną metodą przetrwania i utrzymania przy życiu. Drugą przyczyną – choć czynników ekonomicznych nie należy w przypadku totalitaryzmu fetyszyzować – jest kryzys gospodarczy, który niemodyfikowany, może na przestrzeni najbliższych kilkunastu lat doprowadzić nawet do samozapaści zglobalizowanego kapitalizmu i władzy pieniądza.

GŁÓWNE CELE OPERACJI

Nawet nie wgłębiając się w kwestie techniczne, mamy pewne bardzo ważne poszlaki wskazujące na to, że mamy do czynienia z zamachem upozorowanym na katastrofę lotniczą, będącego elementem większej i wielokierunkowej „operacji aktywnej”, ba – punktem, w którym splata się kilka takich operacji.

Po pierwsze, proces dezinformacji i manipulacji uruchomiono praktycznie w pierwszych minutach po potwierdzeniu informacji o rozbiciu się samolotu. Na czele sowieckiej speckomisji mającej wyjaśnić przyczyny i przebieg „katastrofy” stanął tow. Putin, natomiast tow. Miedwiediew wygłosił pełne empatii orędzie do Polaków.

Na miejsce upadku Tupolewa nie dopuszczano dziennikarzy, rekwirowano dokonane przez nich nagrania; sowieckie specsłużby od razu „zabezpieczyły” teren. W mediach mainstreamowych hipotezę o zamachu odrzucono a priori; słowo „zamach” stało się wręcz słowem tabu. Od początku cenzuruje się jakiekolwiek podejrzenia o zamach; jedynymi w zasadzie dopuszczalnymi w obrębie tzw. opinii publicznej wersjami są: a) błąd pilotów i niesubordynacja wobec dyspozycji kontroli lotów, b) naciski ze strony „osób trzecich” (w domyśle: prezydenta Kaczyńskiego), c) tradycyjny, sowiecki bardakw powietrzu i na lotnisku (teza koniec końców uwiarygodniająca sowieciarzy, którzy wielkodusznie potrafią wziąć na siebie część winy, przyznając się do burdelu u siebie), wreszcie d) – synteza a, b i c.

Po drugie, co znamienne, nastąpił bardzo szybki szturm UBekistanu – via PO i Komorowskiego – na instytucje: Kancelarię Prezydenta, Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, Instytut Pamięci Narodowej. Jeszcze 10 kwietnia – pod pretekstem pobrania próbek DNA – ABW dokonała przeszukań w domach ś.p. Aleksandra Szczygły i Zbigniewa Wassermana.

Szybkość i sprawność, z jaką uruchomiono i prowadzono (zwłaszcza przez pierwszy tydzień) zarówno informacyjny „Blitzkrieg”, jak i szturm na instytucje jest poszlaką wskazującą na to, iż operacja ta była przygotowywana od dawna. Ponadto, musiała być do niej przygotowana bardzo duża grupa ludzi; nie tylko bezpośredni jej zleceniodawcy, nadzorcy i wykonawcy. Nie chodzi oczywiście o wtajemniczenie w detale techniczne, ale o przygotowanie psychologiczne; oswojenie z możliwością zamachu na prezydenta Kaczyńskiego kadr Platformy Obywatelskiej i innych segmentów partii sowieckiej, pracowników neokomunistycznych mediów i szerokich mas „polskich” Homo sovieticus.Służyłyby temu wypowiedzi Komorowskiego: ta sprzed roku w wywiadzie dla RMF FM o tym, że: może prezydent gdzieś poleci i coś się stanie;oraz jaka wizyta, taki zamach,po próbie zamachu (albo pogróżce wobec Kaczyńskiego i Saakaszwilego, jednocześnie triggeraaktywizującego partię sowiecką w Polsce) podczas wizyty w Gruzji. Całkiem możliwe, że to jedne z licznych „wpadek” i „wymsknięć” jawnego współpracownika WSI, jednak takie wyjaśnienie nie wyklucza specyficznej funkcji „propagandowej” tych wypowiedzi.

Last but not least –Federacja Rosyjska jest substancjalnie tym samym, co Związek Sowiecki, różnice występują jedynie formie i dekoracjach, jak opisał cytowany wyżej Bukowski. Treść, czyli charakter struktur rządzących i ich celów, jest dokładnie taka sama. Dlatego – jak słusznie stwierdził prof. Marek Jan Chodakiewicz – czekistów należy wręcz z góry oskarżyć o zamach, dopóki nie udowodnią – choćby pod nożem – że było inaczej.

Kolejną ważną poszlaką jest koincydencja – obchodów rocznicy mordu katyńskiego z katastrofą. Bolszewicy mają szczególne zamiłowanie do przeprowadzania operacji (w tym mordów) w rocznice ważne dla siebie, bądź dla strony atakowanej, co jest elementem wojny psychologicznej, a także inżynierii społecznej i trzymania w ryzach własnych kadr.

Warto też rozważyć inną teorię, głoszoną przez blogera Karlina. Tragedia smoleńska nie była zamachem, a przyczynami było obniżenie rangi wizyty, sowiecki bardak na lotnisku i w przestrzeni powietrznej i nawarstwiona oraz podsycana przez media na przestrzeni ostatnich dwóch lat nienawiść wobec PiS i Kaczyńskich. Skądinąd – fakt tradycyjnego w tamtych stronach burdelu nie wyklucza zamachu. Strona sowiecka starałaby się wówczas wywrzeć u strony atakowanej przekonanie, że tragedia ta jednak była zamachem, przede wszystkim przez wyżej opisaną akcję dezinformacyjną. Jeżeli faktycznie tak było – sowieciarnia osiągnęła Mount Everest dezinformacyjnej symulakry, patrząc z perspektywy upływu 5 miesięcy od tego wydarzenia.

Punkt zwrotny

Jakie mamy przesłanki do tego, by sądzić, że zamach smoleński należy rozpatrywać w kontekście sowieciarskiej długofalowej strategii i międzynarodowym? Przede wszystkim jest to charakter, skala i rozmach z jakimi operacja została przeprowadzona i nagłośniona, także przy użyciu manipulacji i dezinformacji.

Gdyby neokomunistycznym środowiskom (obojętnie, czy neopeerelowskim, czy neosowieckim) zależało tylko i wyłącznie na zabójstwie prezydenta Kaczyńskiego, kierownictwa PiS czy Dowództwa Sił Zbrojnych, zrobiłyby to innymi metodami.

Przyjrzyjmy się też sekwencji wydarzeń, jakie miały miejsce w bezpośrednim sąsiedztwie czasowym katastrofy smoleńskiej: 2 marca w Chorwacji, w obecności Władimira Putina została podpisana umowa przygotowująca rozpoczęcie budowy gazociągu „South Stream”, 6 kwietnia doszło do przewrotu w Kirgistanie, gdzie jedna sowieciarska mafia obaliła inną sowieciarską mafię. 9 kwietnia miało miejsce oficjalne rozpoczęcie budowy gazociągu „Nord Stream”. 21 kwietnia zresowietyzowana Ukraina i Rosja Sowiecka podpisały porozumienie charkowskie.

Aby wzmocnić i przypieczętować efekty, a także dalej prowadzić operacje pacyfikacji przestrzeni sowieckiej, w tym Polski i subwersji Zachodu – w stadium zaawansowanym, a w USA możliwej do zablokowania przez tzw. kompleks wojskowo-służbowo-przemysłowy – będących składową długofalowej, komunistycznej (neokomunistycznej) strategii ekspansji, potrzebne jest spektakularne wydarzenie – zamach, który za pomocą środków technicznych i dezinformacji medialnej zostaje upozorowany na katastrofę lotniczą.

Katyń 2 to operacja wpisująca się w koncepcję od dawna eksploatowana przez bolszewików i neobolszewików - „zarządzania systemem przez kryzys”, zakładającą wywołanie sprokurowanego kryzysu w celu utrzymania kontroli nad dalszym przebiegiem wydarzeń tak, by te odbywały się zgodnie z założeniami sowieciarskiej strategii ekspansji, otwierając drogę pewnym przewidywalnym wariantom. Znając nastroje po stronie atakowanej (którymi są i Polska, i Zachód !) sowieciarze dokonali operacji, która w ich optyce jest do wygrania na pewną dłuższą metę obojętnie, jaka możliwa kontrakcja nie zostałaby podjęta, której to operacji głównymi motorami są strach i kłamstwo.

Nawiasem – Rosja Sowiecka może wziąć na siebie część winy za „Katyń 2”, a nawet, w ostateczności, mniej lub bardziej pośrednio, przyznać się do organizacji i przeprowadzenia zamachu. Wbrew pozorom, taki ruch uwiarygodniłby kierownictwo Rosji Sowieckiej, którzy wówczas wskazałoby „winnego” a następnie bardziej lub mniej pokazowo ukarałoby „pijanego Wanię z wieży kontrolnej”, czy też „rozbiłoby” jakąś „frakcję twardogłowych czekistów”. Putin, Miedwiediew czy ktokolwiek na świeczniku zagrałby kwestię „dobrego cara” (pardon –czekisty), czy „obrońcy demokracji”.

Dokończenie operacji dezinformacyjnej „Rosja zrywa z komunizmem”

Zaraz po tragedii, Putin i Miedwiediew wystosowali kondolencje do Polaków i masę innych wystąpień, w których wyrażano żal i współczucie z powodu śmierci pary prezydenckiej i pozostałych osób znajdujących się na pokładzie Tupolewa, a także łączono katastrofę z mordem katyńskim, za który również sowieciarze przeprosili. Tak właśnie zostało to odebrane i przekazane dalej przez mainstreamowe media, a co za tym idzie przyjmowane przez bardzo dużą część tzw. opinii publicznej. Podczas, gdy faktycznie padły w przemówieniach Putina i Miedwiediewa bardzo ogólnikowe stwierdzenia o „ofiarach totalitaryzmu” i „stalinizmu”. Zwłaszcza to ostatnie wpisuje się w starą, bolszewicką narrację o „dobrych komunistach”, „złych komunistach”, „błędach i wypaczeniach” itp. W ramach tejże narracji komunizm (wraz ze swym kłamliwą, zbrodniczą i szatańską wręcz naturą) przedstawiany jest jako zjawisko historyczne, które należy opłakać, krótko wspomnieć, odłożyć ad acta,przejść do porządku dziennego i najlepiej zapomnieć. Ewentualnie – relatywizować na różne sposoby, czego konsekwencją jest dalsze układanie się przy okrągłych stołach i robienie interesów z czekistami i aparatczykami.

W ten cel operacji wpisuje się to, że w Tupolewie zginęli politycy stronnictwa sowieckiego w Polsce, oprócz polityków patriotycznych, niepodległościowych i antykomunistycznych. Chodzi o PO, SLD i PSL, a przykładem niech będą ś.p. Janusz Kurtyka – prezes IPN, zwolennik konsekwentnej dekomunizacji, co za tym idzie konsekwentnego i swobodnego dociekania prawdy i ś.p. Arkadiusz Rybicki – jeden z autorów ustawy de facto likwidującej tą instytucję, przeciwnik lustracji i dekomunizacji, zwolennik relatywizacji zarówno peerelu, jak i neopeerelu. Nie mówiąc już o politykach SLD – partii będącej w prostej linii kontynuacją PZPR.

Wpisała się w to także kilkukrotna emisja „Katynia” Wajdy w Rosji Sowieckiej (przede wszystkim), USA i w Polsce. Film ten wbrew rozmaitym egzegezom medialnym nie ma wymowy antykomunistycznej – wręcz przeciwnie. Podprogowo, poprzez charakteryzację postaci z obu stron barykady, przedstawia on komunizm jako zjawisko nieuchronne; fact of life,który zdrowy na umyśle człowiek ma obowiązek przyjąć, a nie zostawać z trupami (czy jakkolwiek to leciało…). Zresztą, czego się można spodziewać po Jaruzelu peerelowskiego kina, który zawsze trafnie umiał rozpoznać komunistyczną (i neokomunistyczną !) „mądrość etapu”.

„Dobro” i „zło” są równoważne i równoznaczne, pojęcia te zostały unieważnione i zatarte. Grubą kreskąoddzielać należy od tej pory zarówno przeszłość, jak i teraźniejszość – charakter czekistowskonomenklaturowych struktur rządzących i w Rosji Sowieckiej, i na terenie Polski.

Opisana tu operacja dezinformacyjna ma zasięg globalny. Chodzi o zamaskowanie wciąż sowieckiego i bolszewickiego (w odmianie czekistowskiej oligarchii) charakteru Federacji Rosyjskiej wobec Polaków, Zachodu, jak i rosyjskich dysydentów, nieraz będących autentycznymi antykomunistami; jeśli osnową „operacji Smoleńsk” był zamach (a bardzo mało prawdopodobne, że nie był !), to celem jednoczesnym z relatywizacją zła było przekonanie, że czekiści się ostatecznie ucywilizowali, że komunizm (neokomunizm) dokonał przeistoczenia; szczególną uwagę zwróciło formułowanie podprogowych sugestii, jakoby Putin i Miedwiediew et consortes przeżyli tragedię niemalże jako osobistą.

Powyższemu służyć ma też dezinformacyjna narracja „pojednania polsko-rosyjskiego”, która służy jako kamuflaż rekomunizacji, resowietyzacji i cementowania paktu moskiewskich z peerelowskimi towarzyszami z bezpieczeństwa, choć nie można zaprzeczyć, że żal i współczucie wielu zwykłych Rosjan, jakkolwiek wprzęgnięty w akcję manipulacyjną, był autentyczny.

Rozpoznanie bojem i oczyszczanie przedpola

Dokonując zamachu i osnuwając wokół niego narrację „wypadku”, światowego „pojednania” i zerwania ze „stalinizmem” i bezimiennym, bezpostaciowym „totalitaryzmem”, czekiści rządzący Rosją Sowiecką dokonują rozpoznania bojem zachodu, a także mobilizacji własnych kadr: zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego kręgu neokomunistycznych struktur, ekspozytur, agentur wpływu i użytecznych idiotów.Wobec własnych kadr i ekspozytur, „operacja Smoleńsk” pełni rolę „wyzwalacza”, który wywołać ma pewne autonomiczne, lecz wytresowane, przewidywalne i możliwe do kontroli reakcje.

Nieprzypadkowe jest to, że zamach odbył się w środku kadencji czerwono-czarnego prezydenta USA. Rosja Sowiecka sprawdza na ile może sobie pozwolić po rezygnacji przez komunizującą administrację USA z wojskowej obecności w Europie: elementów tarczy antyrakietowej, a zwłaszcza ratyfikacji układu START – 2. Atak na kraj przynajmniej formalnie należący do NATO i uchodzący za najwierniejszego sojusznika USA to także sprawdzenie reakcji Paktu na faktyczną agresję zbrojną na kraj członkowski. Jednocześnie Rosja Sowiecka daje Zachodowi komunikat o treści: Polska i pozostałe kraje obszaru sowieckiego to nasza strefa wpływów, w której suwerenem jesteśmy my i nasze struktury filialne. Możecie robić tu interesy, o ile zaakceptujecie naszą suwerenność nad tymi terenami.

W tym kontekście, kolejnym ważnym czynnikiem jest odkrycie na terenie Polski złóż gazu łupkowego. Rozpoczęcie wydobycia przez koncerny zachodnie odebrałoby Rosji Sowieckiej (i Niemcom) monopolu na wydobycie, dystrybucję i tranzyt gazu ziemnego na Europę. Wreszcie też walka z komuną mogłaby rozgorzeć na dobre i zyskać geostrategiczne wsparcie, ponieważ rozpoczęcie wydobycia gazu łupkowego przez Amerykanów potencjalnie zmieniłoby nasz status z „kraju tranzytowego” na obszar aktywny geopolitycznie. Gospodarczy pion Rosji Sowieckiej – Gazprom, zostałby przez dodatkowo osłabiony, mając i tak problemy w postaci przestarzałej infrastruktury wydobywczej i przesyłowej oraz kurczących się złóż. Całkowita pacyfikacja Polski, oczyszczenie przedpola spowoduje przejęcie złóż przez sowieciarzy, między innymi poprzez możliwość wejścia „firm-krzaków”, będących ekspozyturą Gazpromu, a przede wszystkim przez umowę gazową pomiędzy PRL-bis a Rosją Sowiecką, która daje Gazpromowi monopol na tranzyt gazu przez teren Polski. Przejęcie złóż gazu przez Gazprom pod fałszywą marką spowoduje wzbogacenie tej instytucji o nowe metody wydobycia i przesyłu gazu ziemnego. Sowieciarze mogą także dogadać się z koncernami zachodnimi, których najbardziej żywotnym interesem jest robienie interesów. W „najlepszym” wypadku, na drodze częściowego choćby zablokowania czy opóźniania inwestycji amerykańskich, Gazprom zachowuje pozycję jednego z głównych graczy, a tym samym Rosja Sowiecka dalej będzie mogła neutralizować i „pożerać” Europę Zachodnią na drodze monopolizacji dystrybucji i przesyłu gazu.

W kontekście międzynarodowym (długofalowej strategii i jej konsekwencji) należy też rozpatrywać sprawę Aneksu do Raportu WSI. Z tego choćby powodu, że peerelowska oligarchia komunistyczna, w tym Wojskowe Służby Informacyjne były/są (jako struktura, która po likwidacji dokonała przegrupowania i reorganizacji) częścią neokomunistycznej megastruktury z centralą w Rosji Sowieckiej. Z punktu widzenia interesów sowieciarzy, nie można było dopuścić do tego, by tego rodzaju dokument, nb.o wiele bardziej obszerny od pierwszej części, przechowywany był przez ludzi dla czekistów „niepewnych”, a co dopiero ujawniony. Z tejże perspektywy – wyeliminowani zostali ludzie, którzy odważyli się podnieść rękę przeciwko komunistycznej oligarchii. Po rządach PiS i prezydencie Kaczyńskim, którzy próbowali wydostać Polskę z czerwonej pajęczyny i zależności od Rosji Sowieckiej, po tragedii smoleńskiej władzę zyskały struktury komunistyczne z Platformą i Komorowskim jako „słupami”: na poziomie międzynarodowym i „długofalowej strategii”, Komorowski pełni rolę żyranta ekspansji Rosji Sowieckiej na Europę. Polska – a właściwie neo-peerel – przed i po drugim Katyniu to zagadnienie na tyle szerokie, że wymagające osobnego opracowania.

Jeżeli Rosja Sowiecka faktycznie przewiduje zbrojną agresję przeciwko USA (UK, czy któremukolwiek z państw zachodnich), w której nadrzędnym celem byłaby likwidacja kierownictwa państwa, zamach upozorowany na katastrofę byłby rodzajem ćwiczeń, przetestowaniem możliwości przeprowadzenia właśnie takiej operacji i jednoczesnym komunikatem, że możemy zrobić z wami wszystko.W tym kontekście był to także jeden z elementów oczyszczania przedpolaz polityków antykomunistycznych

(umiarkowanie, ale jednak), niepodległościowych i będących autentycznymi sojusznikami USA, zwłaszcza dla Republikanów.

Wróćmy teraz do recepcji „operacji Smoleńsk” na Zachodzie, która w zasadzie nie jest wcale lepsza od tego, co dzieje się u nas. „Polskie” media są kontrolowane strukturalnie, odcinkowo przez środowiska komunistycznych specsłużb i agentury, natomiast Zachód dokonuje autodezinformacji, i to nie tylko za sprawą głęboko już zagnieżdżonych gramszystów, bezpośrednio z Moskwy czy Pekinu zadaniowanych agentów wpływu, ale przede wszystkim za sprawą panującej na zachodzie ideologii demoliberalnej, materialistycznej i konsumpcjonistycznej, której mechanizmy w pełni predestynują ją do tego, by – zwłaszcza w obliczu istnienia „bipolarnego” bloku neosowieckiego i indukcji z tej strony – przybrać bardziej totalitarne, demobolszewickie oblicze, co właśnie się dzieje; szerzej opisałem to w poprzedniej części cyklu.

Koniec końców, tzw. opinia publiczna na Zachodzie przeszła do porządku dziennego nad tym, co mogło stać się w Smoleńsku (ewentualnością zamachu), jak również nad istnieniem „długofalowej strategii” sowieciarzy; sprawa została po paru tygodniach strachliwie zamieciona pod dywan. Zwłaszcza w Europie Zachodniej słowo „zamach”, same już dywagacje nad taką ewentualnością są zwalczane przez terror politycznie poprawnej autodezinformacji i autocenzury. Nawet, jeżeli szeroko pojęte elity polityczne Zachodu podświadomie podejrzewają taką ewentualność, wydaje się, że ze wyżej i w pierwszej części wymienionych przyczyn nie decydują się na jakąkolwiek ostrą reakcję. Bo przecież Rosja to nasz sojusznik w walce z różnymi –izmami, globalnym ociepleniem i homofobią,a Putin i czekiści to ludzie, z którymi możemy robić interesy,a poza tym przecież jak zareagowaliby pacyfiści?

W takim układzie sformułowanie, artykulacja i wdrożenie jakiejkolwiek wygrywającej kontrstrategii Zachodu jest bardzo utrudnione, przynajmniej do czasu przejęcia władzy w USA przez Republikanów i próby naprawienia szkód w każdym wymiarze polityki, jakie uczyniła administracja Obamy.

Przyjrzyjmy się omawianemu niedawno przez Łażącego Łazarza artykułowi Siergieja Karaganowa, pełniącego rolę jednego z wiodących technologów strategii i taktyki politycznej zarówno w Sowietach, jak i we współczesnej Rosji Sowieckiej. Po pierwsze, ze względu na stan zaawansowania neosowieckich (a sięgających genezą jeszcze ZSRS) projektów geostrategicznych obejmujących Europę, propozycja Rosji Sowieckiej wyartykułowana przez Karaganowa byłaby jedynie zalegalizowaniem i zinstytucjonalizowaniem stanu faktycznego. Inną, bardzo ważną funkcją Związku Eurosowieckiego z perspektywy Moskwy (ale i Pekinu, na poziomie globalnym) jest dzielenie szeroko pojętej formacji geopolitycznej Zachodu (w skład której wchodzą też Izrael, Japonia, Turcja, Arabia Saudyjska) za pomocą strategii i taktyki „nożyc”. Po trzecie, propozycja stworzenia formacji geopolitycznej składającej się z Rosji Sowieckiej, krajów przestrzeni sowieckiej i UE pod przywództwem „trójkąta” niemieckofrancusko-włoskiego to symboliczne nagrodzenie przez Rosję Sowiecką elit Zachodu za prawidłową interpretację „operacji Smoleńsk”, a przynajmniej – za siedzenie cicho. Formułując taką propozycję, w której wprost wyrażone jest dążenie Rosji Sowieckiej do hegemonii w neobolszewickim (skojarzenia z „Rokiem 1984” Orwella jak najbardziej uprawnione !) Związku Europejskim,Moskwa stara się rozgrywać i szantażować kartą sprokurowanego w dużej mierze przez siebie zagrożenia terroryzmem islamskim, zbrojeniami Iranu i żółtym zagrożeniem;w tym ostatnim przypadku wykorzystując sformułowany jeszcze w „starych” Sowietach i ChRL, a dostosowany do współczesnej konstelacji geopolitycznej model dezinformacji pt. Konflikt i rozłam sino-sowiecki.Wreszcie – kłaniają się geopolityka i geostrategia:

finalizując budowę Związku Europejskiego(cytowany wyżej Bukowski wielokrotnie pisał o koncepcji Europejskiego Wspólnego Domu),Rosja Sowiecka staje się pośrednio, ale faktycznie, mocarstwem morskim poprzez uzyskanie dostępu do Atlantyku, tym samym uzyskując większe możliwości działań subwersywnych na terenie Kanady i USA oraz kanał komunikacyjny z południowoamerykańskimi towarzyszami.

DOKĄD TERAZ ?

Z perspektywy czasu, na tle zakrojonych na szeroką skalę operacji w ramach sowieciarskiej „długofalowej strategii”, drugi Katyńjawi się jako „zamach założycielski” i kamień milowy „fazy finałowej” tejże. Jako operacja mająca za zadanie scementować i przywracać kontrolę nad operacjami opisanymi wyżej i w poprzedniej części, a także przygotowująca grunt pod kolejne przedsięwzięcia.

Jaka jest aktualna, globalna sytuacja geopolityczna sytuacja teraz? Jaki jest stopień zaawansowania realizacji „długofalowej strategii”?

Na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat de facto udało się zreaktywować i zrekonstruować Blok Komunistyczny. Jest to – przypomnijmy – dość luźna struktura sieciowa składająca się z trzech poziomów: pierwszy poziom to eurazjatycka oś Rosja Sowiecka-ChRL stanowiąca rdzeń bloku, drugi poziom to sojusznicze i wasalne wobec Moskwy i Pekinu kraje Eurazji, natomiast trzeci – sojusznicy z Ameryki Łacińskiej i Afryki. W obrębie neokomunistycznego bloku występuje podział na strefy wpływów Rosji Sowieckiej (Europa, Ameryka Łacińska) i ChRL (Azja i Strefa Pacyfiku oraz Afryka). Proces rekonstrukcji bloku komunistycznego nabrał szczególnej dynamiki w trakcie ostatnich dwóch lat, podczas których udało się ten blok skonsolidować i rozszerzyć o wiodące kraje europejskie (Niemcy, Włochy i Francja) i „scastryzowane” kraje Ameryki Łacińskiej. Związek Europejski,a w zasadzie Związek Eurosowieckijest z tej perspektywy po prostu zachodnią częścią omawianej formacji geopolitycznej pod przywództwem Rosji Sowieckiej.

W kontekście „operacji Smoleńsk”, warto zwrócić uwagę na święto sowieckiej pobiedy, 9 maja 2010 r., podczas którego na pierwszy plan wysunięci byli przywódcy Rosji Sowieckiej, ChRL i Niemiec: Putin, Miedwiediew, Hu i Merkel; była to oficjalna proklamacja odnowionego Imperium Zła,ubrana oczywiście w propagandową komunistyczną celebrę.

Z drugiej strony mamy systematycznie rozbijany Sojusz Zachodu(pojęcie to wprowadził Golicyn w „Nowych kłamstwach w miejsce starych…”). Bardzo ważną część – Europę z Niemcami i Francją – udało się de factowłączyć do bloku neokomunistycznego poprzez specyficznego rodzaju finlandyzację i osiągając okrążenie ze strony neokomunistycznych krajów Ameryki Łacińskiej oraz nowego wroga w postaci części świata islamu. Na obszarze dwóch metropolii dokonywana jest niszcząca subwersja tamtejszego systemu politycznego i społecznego za pomocą dialektycznej strategii „nożyc” o dwóch ostrzach: liberalizmie realnym i neokomunizmie skrojonym na miarę świata zachodu.

Światowa sytuacja geopolityczna i geostrategiczna, której częścią jest Polska (niestety nadal będąca Peerelem i częścią reaktywowanego bloku sowieckiego, który to stan Drugi Katyń wzmocnił) w ciągu

najbliższych 5-10 lat będzie się kształtować wedle potrójnego scenariusza: (a) dalsza ekspansja neobolszewii metodami wojny informacyjnej i operacji aktywnych, z lokalnym użyciem działań wojennych i terroru, z kolei w przypadku choćby częściowego odrodzenia kulturalnego, cywilizacyjnego i politycznego Zachodu, co oznaczałoby powstrzymanie „obamizacji”, (b) nowa „zimna wojna”; być może w jakiejś formie skorygowanej o spojrzenie na Moskwę i Pekin „doktryny Bush’a”, gdzie stronami ją prowadzącymi będą: skonsolidowany „Sojusz Zachodu” ze rdzeniem w postaci osi angloamerykańskiej i sojusznikami: Izraelem, Turcją, powoli remilitaryzującą się Japonią, Arabią Saudyjską i skonsolidowany blok neokomunistyczny, z osią Moskwa-Pekin jako centrum. Być może od razu po drugim Katyniu amerykańskie specsłużby rozpoczęły „tajną wojnę” przeciwko Rosji Sowieckiej, wobec niemożności choćby próby otwartej konfrontacji, próbują jednocześnie osiągnąć kontrofensywę na froncie wewnętrznym, w walce z czerwonym „koniem trojańskim”. Wydaje się niestety, że taki stan może się utrzymywać nawet w wypadku całkowitego przejęcia władzy przez Republikanów; prędkość, z jaką USA będą mogły doprowadzić swoje imperium zewnętrzne do stanu choćby z kadencji Busha będzie po prostu zależeć od ogólnego bilansu zniszczeń w polityce zagranicznej i obronnej USA, jakich dokonał „reset” administracji Obamy.

Niestety, bardzo możliwy, jeśli nie nieuchronny jest też wariant bardziej pesymistyczny: (c) trzecia wojna światowa, która – jak zwrócił uwagę Komentator mojego bloga, tj111 – nie musi mieć charakteru tak samo totalnego jak dwie poprzednie wojny światowe. W tym kontekście przytoczę fragment komentarza unukalhai, Komentatora znanego w blogosferze ze zdolności do snucia głębokich, rzeczowych i wielopłaszczyznowych analiz:

(…) jak mogą przeciwdziałać USA ociosywaniu ich z pozycji hegemona. Czy w ogóle dowolny rodzaj podjętego przeciwdziałania może być w obecnych uwarunkowaniach jak i tych i symulowanych na najbliższe lata, skuteczny.

Bo moim zdaniem, wojna jest tez rozwiązaniem korzystnym dla USA. Byle w miarę szybko wywołana, póki USA dysponuja jeszcze przewaga strategiczno-logistyczną nad dowolnym potencjalnym rywalem.

(…) Z jakiejś części obecnych wpływów USA , tak czy siak, muszą ustąpić .

Lepiej to uzyskać w ramach bodaj rozejmu walczących stron i określeniu linii demarkacyjnych pomiędzy ich strefami wpływów, niż w procesie wymuszonego oddawania domen, nad którymi traci się stopniowo (…), ale coraz szybciej kontrolę.

Tak czy siak, III wojna to kwestia już bliskiego czasu.

A Smoleńsk 2010 to początek porządkowania i przygotowywania przedpola przez Moskwę na głównym szlaku tranzytowym.

Przypomina mi to wydarzenia zwane "Praska Wiosna", gdy agent KGB, A. Dubczek, sprowokował przemieszczenie olbrzymiej masy wojsk Układu warszawskiego pod granice Niemiec i Austrii, czyli w serce Europy. Do czego pretekstem było antysocjalistyczne prowadzenie sie Czechosłowacji. A to była podgotowka do inwazji Sowietów na Europę. Żeby nie Kukliński i jeszcze jeden "kret" w Sztabie Układu Warszawskiego, Breżniew wydałby rozkaz do ataku.

Ale to całkiem juz inna historia.

C.D.N.

Smoleńsk – tło długofalowej strategii (cz. 1): http://jaszczur09.blogspot.com/2010/09/smolensk-todugofalowej-strategii-cz-1.html

Źródła:

1. Rosja nie wygrałaby wojny z Polską, wywiad z Władimirem Bukowskim, „Rzeczpospolita”, 16.11.2010: http://www.rp.pl/artykul/392884_Bukowski__Rosja_nie_wygralaby_wojny_z_Polska_.html

2.

Józef Darski, A jeśli: http://niezalezna.pl/article/show/id/33069 , „Gazeta Polska”, 15.04.2010

3. Jeff Nyquist An cut:http://www.financialsensearchive.com/stormwatch/geo/pastanalysis/2010/0409.html

unkind

4. J. Nyquist, Decapitation mishap:http://www.financialsensearchive.com/stormwatch/geo/pastanalysis/2010/0416.html

by

5. Stary Wiarus, Dymiący nagan:http://polis2008.pl/index.php? option=com_content&view=article&id=716:dymicy-nagan&catid=274:dzielnicapublicystow&Itemid=303

6. Marek vp29058.html#29058

Jan

Chodakiewicz,

Meaconing:

http://swkatowice.mojeforum.net/post-

7. Ta lista pasażerów krążyła po prostu ot tak, już od kilku dni, z maili na maile,wywiad z Anną Pietraszek: http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/5541/ (wywiad pierwotnie został opublikowany w tygodniku „Nasza Polska”)

8. Cykl Aleksandra Ściosa poświęcony „drugiemu Katyniowi”: http://cogito.salon24.pl/tag/51229,10kwietnia,1

9. Filip Stankiewicz, To mógł być zamach. Największe wątpliwości : http://www.wolnapolska.pl/index.php/Artyku%C5%82y/to-mog-by-zamach-najwiksze-wtpliwoci.html

10. Wywiad z Jurijem Felsztyńskim dla portalu fronda.pl: http://fronda.pl/news/czytaj/felsztinski

11. Waleria Nowodworska, Murder International Inc will operate, until there are no more Soviets and the KGB: http://swkatowice.mojeforum.net/post-vp28599.html#28599

12. Julia Łatynina, Katyń 2: http://fronda.pl/news/czytaj/julia_latynina_katyn_2_1

13. J. Łatynina, Kod dostępu(tłum. Esse Quam Videri): http://swkatowice.mojeforum.net/postvp28943.html#28943

14. Rolex, Imperium kontratakuje:http://polis2008.pl/index.php? option=com_content&view=article&id=713:imperium-kontratakuje&catid=274:dzielnicapublicystow&Itemid=303

15. J. Darski, Przed wielką zmianą,[w:] „Nowe Państwo” nr 6/2010

16. A. Rybczyński, Restauracja Imperium,tamże.

17. Andrzej Nowak, Niebezpieczne związki Europy z Rosją:http://www.rp.pl/artykul/533077Niebezpieczne-zwiazki-Europy-z-Rosja.html

18. Marek Magierowski, Nowe mocarstwo – Eurosja: http://www.rp.pl/artykul/2,304990.html

19. Łażący Łazarz, Zamach założycielski Związku http://antydziad.salon24.pl/226114,zamach-zalozycielski-zwiazku-europejskiego

Europejskiego:

20. Komentarz unukalhai: http://jaszczur09.salon24.pl/225681,smolensk-tlo-dlugofalowej-strategii-cz1#comment_3212002

Odsłon: 262 | Tagi: manipulacja, dezinformacja, związek europejski, geopolityka i geostrategia, neobolszewizm, neokomunizm, rosja sowiecka, anatolij golicyn, smoleńsk, katyń 2

Dodaj do:Do obserwowanych skomentuj nadużycie

Do lubczasopisma Komentarze do notki10 |Zgłoś

salon ulegl takiej ewolucji...

...ze takie wpisy jak Pana przechodza zupelnie bez echa i bez komentarza. Odnosnie Saakaszwilego: ja tez mam wrazenie, ze w pewnej chwili urwal im sie ze smyczy. Stad 2008. Jak dowodzi casus Litwinienki, pulkownik Putin najbardziej nienawidzi zdrajcow "korporacji zabojcow". Mysle, ze dla Saakaszwilego tez szykuje cos specjalnego. Odnosnie tamtych wywiadow Putina i Miedwiediewa po katastrofie: najwiekszym przekretem byla kolportowana przez PAP i GW informacja, ze Miedwiediew "potepil zbrodnie komunizmu". Zachecam do wpisu u mnie na temat tego wywiadu, zobaczy Pan, jaki to byl medialny przekret: http://czepiec.salon24.pl/179673,o-jakich-zbrodniach-mowil-miedwiediew Pozdrawiam!

CZEPIEC A.K.A. PRZEGINASZ ADMINISTRACJO 26 427 | 24.09.2010 21:11

link

nadużycie

odpowiedz

@czepiec a.k.a. Przeginasz Administracjo
Saakaszwili mógł się urwać ze smyczy, ale nawet na Kaukazie nie przetrwałby bez pomocy USA. Sowieciarze nie muszą go "odpalać". Wystarczy zaszachowanie Abchazją, Osetią Płd. i opozycją, po części kontrolowaną przez agenturę. Swoją drogą, ciekawy jest casus Zviada Gamsahurdii. Był agentem KGB, ale jeśli wierzyć Ch. Story'emu, faktycznie walczył o suwerenność Gruzji, przynajmniej w czasie kadencji. A w porównaniu z Szewardnadze, którego Gruzini przezwali "małym Stalinem"...

JASZCZUR. 22 973

| 24.09.2010 21:26

link

nadużycie

odpowiedz

@Jaszczur
Ciekawa analiza, przeceniasz jednak moim zdaniem mozliwości Rosji, to nadal kraj o zacofanej - poza przemysłem zbrojeniowym - gospodarce, ograniczonych kapitałach oraz wymierającej ludności. W 1980 roku sytuacja USA - po koszmarnej kadencji Jimmy'ego Orzeszka była jeszcze gorsza niż obecnie. Wystarczyły jednak dwa lata rządów Reagana aby gospodarka amerykańska wyszła z kryzysu i stac ją była na rozpoczęcie wielkich zbrojeń. W razie klęski Obamy te wariant może się powtórzyć. Kremlowscy szachiści nie są bezbłędni, w przeciwnym razie dawno już cały świat byłby czerwony. Nawet po powstaniu Związku Europejskiego, Sowieci (jako typowy pasożyt) szybko wyeksploatują go ekonomicznie i znów pojawi się potrzeba kolejnej ekspansji. Nie wiem także, czy Pekin bedzie chciał uczestniczyc w kremlowskich planach. Czy też nie ma on swoje mocarstwowej, hegemonicznej strategii? Nie wszystko stracone, gdyż gdyby uznać, że przyszłość (czerwona) jest już zdeterminowana, należałoby położyć się do łózka i spokojnie czekac na koniec. Pozdrawiam

GODZIEMBA 197 | 24.09.2010 21:37 5931

link

nadużycie

odpowiedz

@Godziemba

Co do kondycji gospodarczej neosowiecji - pełna zgoda. Ba! Określenie ZSRS/Rosji Sowieckiej jako "Burkina Faso z głowicami nuklearnymi" jest jak najbardziej zgodne z prawdą, chociaż używane było pierwotnie przez użytecznych, by znieczulić na zagrożenie sowieckie. Sowiety zawsze były państwem, na nasze standardy zacofanym. Tyle, że pomimo tego: (a)struktury władzy zawsze działały tam w interesie własnym, nigdy w interesie społeczeństwa, (b) rząd zawsze zdołał sam się wyżywić, parafrazując klasyka. Czasem lepiej, czasem gorzej. Ponadto - naprawdę nie chcę straszyć - w historii jest wiele przykładów, gdy niezwykle rozwinięte cywilizacje były niszczone przez niezwykle prymitywne. Ponadto, o czym pisałem w pierwszej części, problem rosyjski, a w istocie sowiecki należy postrzegać w szerszym kontekście: współczesna Rosja Sowiecka stanowi nic innego, tylko bazę dla międzynarodowych struktur o charakterze de facto mafijnym, tak jak zresztą ruch komunistyczny przed pieriestrojką, substancjalnie to to samo. I ten właśnie ruch, swego rodzaju "Międzynarodówka" czekistów, mafii, terrorystów, satrapów stanowi węzłowy problem. A że popełniają błędy - to jest sprawa oczywista; starałem się jedynie nakreślić zarys strategii i taktyki neobolszewii. Problem relacji Pekin-Moskwa poruszyłem w poprzedniej części. Co do USA - w tej kwestii ma Pan zapewne większą wiedzę niż ja; nie wiedziałem, że Jimmi był gorszy od Obamy, aczkolwiek obaj równie dobrze mogliby rządzić np. Zimbabwe, Osetią Płd. albo Nikaraguą. I teraz - nadzieję pokładam właśnie w zwycięstwie Republikanów. Nie wszystko stracone, gdyż gdyby uznać, że przyszłość (czerwona) jest już zdeterminowana, należałoby położyć się do łózka i spokojnie czekac na koniec. Tu pełna zgoda - nie wszystko jest zdeterminowane. Ja jedynie wskazałem, że nie można lekceważyć komuny, która przecież nadal istnieje, wmawiając światu, że upadła. Pozdrawiam również

JASZCZUR. 22 | 24.09.2010 22:51 973

link

nadużycie

odpowiedz

@czepiec - odnośnie salonu...
Ja tam złudzeń nie mam. Jedynie obecność takich ludzi jak Pan czy Godziemba mnie tu jeszcze trzyma (zresztą pierwotnie miałem jedynie tu konto komentatorskie). Zresztą - jakoś niespecjalnie zależy mi na byciu na sg. Choć - obecność niejakiego Mikiego tamże przyprawia o odruch wymiotny. Zwłaszcza po kolacji.

JASZCZUR. 22 | 24.09.2010 22:55 973

link

nadużycie

odpowiedz

@Jaszczur.
"Ja jedynie wskazałem, że nie można lekceważyć komuny, która przecież nadal istnieje, wmawiając światu, że upadła". Oczywiście, ona nie upadła, jedynie przepoczważyła się i zmieniła taktykę. Cel strategiczny pozostał ten sam. Dlatego całkowicie podzielam Pańskie zdanie o potrzebie uświadamiania czerwonego niebezpieczeństwa, szczególnie w obliczu rządu ciemniaków-targowiczan. Pozdrawiam

GODZIEMBA 197 | 25.09.2010 15:52 5931

link

nadużycie

odpowiedz

Bardzo ciekawy artykuł!
Przeraża mnie to wieszczenie trzeciej wojny. Przed drugą podobno wszyscy się jej spodziewali i nikt nie wierzył, że naprawdę wybuchła. I ten Smoleńsk jako zamach założycielski związku europejskiego. Czy po to nas tak drażnią, prowokują, obrażają abyśmy nie wytrzymali a Zachód znowu powie "nie będziemy umierać za Smoleńsk?" Pozdrawiam.

DRAPEK 11 | 27.09.2010 22:33 107

link

nadużycie

odpowiedz

@drapek
Owszem, to jest przerażające. Co nie znaczy, jakobyśmy nie mieli się pesymistycznymi scenariuszami rozwoju sytuacji międzynarodowej zajmować, zresztą odsyłam do mojej odpowiedzi P. Godziembie wyżej. Co do drugiej wojny światowej - gdy profesor Zdziechowski prognozował wojnę, a w konsekwencji przejęcie Polski przez Niemcy i Sowiety, nazywano go "wariatuńciem". Z kolei Studnickiego i płk Matuszyńskiego (polecam artykuły dra Cenckiewicza nt tej postaci) oskarżano o "sianie defetyzmu". Czy po to nas tak drażnią, prowokują, obrażają abyśmy nie wytrzymali a Zachód znowu powie "nie będziemy umierać za Smoleńsk?" Myślę, że to jest jeden ze scenariuszy, ale skierowany w większym stopniu na Zachód. Czekiści sprawdzają, ile Zachód jest w stanie znieść.

JASZCZUR. 22 | 28.09.2010 18:27 973

link

nadużycie

odpowiedz

Panie Jaszczurze
Pan, który zajmuje się problemami dezinformacji i politycznych mistyfikacji, naprawdę uważa, że celem "obozu pomarańczowych" było uszczuplenie wpływów oligarchii ukraińskiej? Że cokolwiek "rewolucyjnego" było w planach i działaniach tego "obozu"? Że trzeba było czekać aż dwa długie lata, żeby "na Ukrainie zwyciężyła partia sowiecka"? Że trzeba było do tego wykorzystać "rozłamy w obozie „pomarańczowych” i sowiecki dyktat gazowy? Bo jeśli tak Pan uważa, to musi Pan wierzyć w to, że naprawdę odbyła się tam rewolucja, która złamała dotychczasowy system polityczny, i - jak każda rewolucja - na jego gruzach zbudowała nowy ustrój i ład polityczny, który wreszcie, niestety, po dwóch latach przegrał z kontrrewolucją, wspieraną zresztą z zewnątrz. Tak? A może to właśnie - w całości - jedna z modelowych mistyfikacji, której zadaniem było (jest) dezinformacyjne przykrycie cyklu gier operacyjnych, prowadzonych na poziomie polityki znacznie wyższym niż wewnątrzukraiński? PS. Gdyby Pan uznał moją uwage i pytania za warte dalszych rozmów, to - oczywiście jestem do dyspozycji. Ale raczej nie na tym forum, na które już wchodzę niezwykle rzadko i bez przyjemności. Ukłony

ZEPPO 0 | 02.10.2010 14:20 767

link

nadużycie

odpowiedz

Panie Zeppo,
Rzeczywiście, trudno - zwłaszcza patrząc już z perspektywy szmatu minionego czasu podejrzewać Juszczenkę czy Tymoszenko o antysowietyzm wykraczający poza sferę gestów i deklaracji (skądinąd nieraz skutecznych). O charakterze "kolorowych rewolucji" jako sowieckiej prowokacji napisałem zresztą krótko w powyższym tekście. Pisząc "kolorowa rewolucja" użyłem skrótu myślowego. Niemniej, do przeprowadzenia operacji przypominającej NEP i "Trust" konieczne jest użycie czynnika autentycznie antykomunistycznego i niepodległościowego (którego większa część nie jest świadoma sowieckiej długofalowej strategii, albo jej zgoła nie rozumie, przy wiedzy o jej istnieniu) a także taktyczne czasowe wycofanie się sowieciarzy z pewnych obszarów. Co zawsze rodzi pewne ryzyko, zwłaszcza, jeżeli teren Europy Środkowej i Wschodniej stanowiłby obszAR zainteresowania Amerykanów jako zaplecze dla operacji prowadzonych na Bliskim Wschodzie (swoją drogą, o czym pisałem w I części, 9/11 mógł być częścią sowieckiej prowokacji - zogniskowania Zachodu na walce z terroryzmem islamskim, sprokurowanym przez sowieciarzy). Pozdrawiam i dziękuję za uwagi, także za te w ostatnim komentarzu u Karlina, bo tyczą się fałszywego ruchu oporu (nie lubię mówić "opozycja", choć Milinkiewicz = białoruski Bolek na takie właśnie miano zasługuje) na Białorusi.

JASZCZUR. 22 | 10.10.2010 21:51 973

link

nadużycie

odpowiedz

31.10.2010 13:48

Smoleńsk - tło długofalowej strategii (cz.3)
Wszystkie sprawy dziwnie się wiążą, łączą, zapętlają. Network – sieć, która nas otacza, ma wiele węzłów.

Krzysztof Kąkolewski

Można powiedzieć, że komunizm zwyciężył zza grobu i w pełni rozkwitł w postkomunizmie.

Józef Darski

Ił i piasek ludzki na trwale pokryły polską glebę. Zabito wiele słów. Wyższe sfery – to teraz hołota ubrana w czarne garnitury. VIP – to LUMP. Elita – plebs. Prostak lub prostaczek to teraz współczesny arystokrata.

Krzysztof Kąkolewski

Patrząc na sprawę Smoleńska i to, co działo się w Polsce na przestrzeni minionych prawie już siedmiu miesięcy od katastrofy (obojętnie, czy była ona zamachem, czy też nie) widzimy jak w soczewce, że tzw. III RP jest niczym innym, jak kontynuacją peerelu, która bezczelnie nosi nazwę zarezerwowaną dla suwerennego Państwa. Sprawę Smoleńska poruszamy w szerszym kontekście: długofalowej strategii ekspansji sowieckich struktur oraz postępującego upadku cywilizacji zachodniej, których to procesów częścią jest Polska. I właśnie polskim „wycinkiem” tych procesów zajmiemy się poniżej.

SYSTEM. PRL-BIS W ZARYSIE

Początkiem współczesnego systemu politycznego Polski (a właściwie neopeerelu) jest nadwiślański odcinek pieriestrojki, która polegała na metamorfozie instytucjonalnej struktur komunistycznych (zarówno w struktury typowe dla państwa demoliberalnego, jak i w struktury nieformalne), poszerzeniu ich bazy społeczno-politycznej oraz przyjęciu demoliberalnej fasady. Istotą PRL-bis jest oligarchiczna struktura władzy, gdzie „Partią wewnętrzną” są przetransformowane struktury komunistyczne, zaś „Partią zewnętrzną” –

środowiska wywodzące się głównie z dokooptowanej koncesjonowanej opozycji. Społeczeństwo, naród – jest odpodmiotowione i uprzedmiotowione. Polska nie jest suwerenna ani wewnętrznie, ani zewnętrznie. Komunizm przekształcił się w neokomunizm; słowo „postkomunizm” jest trafne i oddające istotę rzeczy jedynie, jeśli jest używane jako skrót myślowy.

Popularny (także na prawicy) pogląd (np. w formie stwierdzenia: starzy komuniści kiedyś wymrąitp.), jakoby proces tzw. transformacji ustrojowej komunizmu został zniesiony przez upływ czasu i dynamikę wydarzeń wynikają z różnych czynników, głównie jednak z fałszywej, z gruntu utopijnej i życzeniowej, liberalnej krytyki polityki(C. Schmitt). Naturą każdej władzy – w szczególności totalitarnej – jest ekspansja i zapewnienie ciągłości.

Carl Schmitt, wybitny niemiecki teoretyk polityki, rozpoczął „Teologię polityczną” słowami: Suwerenem jest ten, który wprowadza stan wyjątkowy.Oznacza to tyle, że sprawującym realną władzę jest ten, który ustala reguły funkcjonowania systemu politycznego i jest w stanie je egzekwować. A także to, że faktyczne centrum decyzji i dyspozycji politycznych wcale nie musi się znajdować w obrębie prawno-konstytucyjnych struktur władzy. Kto zatem w Polsce jest faktycznym suwerenem, a tym samym, jakie są podstawowe reguły organizacji systemu politycznego PRL-bis?

Po pierwsze – realną władzę posiadają struktury komunistyczne, przy zachowaniu demoliberalnej (realliberalnej) formy i pozorów podmiotowości narodu i państwa. Strategiczne obszary polityki wewnętrznej, gospodarki, sfery kulturowo-cywilizacyjnej, strategiczne procesy społeczne i polityczne kontrolowane są (pośrednio) przez UBekistan. Może zmieniać się dekoracja i fasada, jednak istota ma zostać taka sama; jak powiedział „klasyk”: są granice, których przekroczyć nie wolno.Z kolei pojęcie grubej kreskinależy rozumieć w szerszym sensie: jest to właśnie granica przestrzeni życiowej struktur komunistycznych, granica ich interesów.

Po drugie – Polska stanowi kondominium Rosji Sowieckiej i Niemiec (w ramach tworzonego tzw. Bloku Kontynentalnego: Rosja Sowiecka-ChRL-Niemcy/UE, o którym mowa była w poprzednich częściach), a także w pewnym stopniu USA oraz podmiotów pozapaństwowych, takich jak korporacje międzynarodowe. Rosja Sowiecka – poprzez struktury komunistyczne (i ich kooptantów), będące ekspozyturą jej wpływów politycznych – jest na pozycji głównego rozgrywającego i to ona ustala reguły, na jakich funkcjonować mają pozostałe podmioty, mające w Polsce swoje wpływy. Jakkolwiek o wymiarze zewnątrzpolitycznym i geostrategicznym neopeerelu zajmowaliśmy się w poprzednich częściach cyklu, warto przytoczyć fragment znakomitej książki Krzysztofa Kąkolewskiego „Generałowie giną w czasie pokoju”. Autor już w 2002 roku pisał to samo, co niedawno stwierdził Jarosław Kaczyński: Sytuacja Polski rysuje się wyraźnie: będzie to kondominium rosyjsko – (władza ustawodawcza i wykonawcza) amerykańsko – (wybrane oddziały podporządkowane NATO) EWG-owskie (własność ekonomiczna dzielona między Niemców a Rosjan). Dopływy gazu i ropy będą w rękach rosyjskich, a dystrybucja energii w rękach niemieckich.

Na przestrzeni ostatnich 21 lat były dwie próby odzyskania suwerenności wewnętrznej i zewnętrznej: pierwsza to rząd Jana Olszewskiego, druga to rządy PiS, a w zasadzie rządy Jarosława Kaczyńskiego, kiedy ten próbował podjąć bardziej konkretne działania wymierzone w struktury komunistyczne i jako takie zmierzające do odzyskania podmiotowości. Oba rządy zostały obalone, będąc zmuszone do gry na warunkach Ubekistanu: pierwszy po zaledwie połowie roku, drugi po roku; oba zostały obalone po przekroczeniu „grubej, czerwonej kreski” (czyli granicy interesów Ubekistanu), nie mając potem środków pozwalających na odzyskanie władzy.

Ubekistan – czerwona pajęczyna – oligarchia – układ

Rządząca PRL-em nr 2 oligarchia ma charakter policentrycznej struktury sieci, przypominającej glon bądź inny organizm kolonijny. Zauważalne są jednak: pewna hierarchia, do której opisu można zastosować orwellowski podział na partię wewnętrznąi partię zewnętrzną,a także podział horyzontalny na swego rodzaju segmenty funkcyjne. Partię wewnętrzną, będącą rdzeniem oligarchii, a tym samym całego systemu politycznego II PRL stanowi Ubekistan, przy czym pojęcie to jest opisem, a nie publicystyczną metaforą. Są to struktury komunistyczne; wywodzą się one bezpośrednio z bezpieki (wojskowej i cywilnej) oraz kompartii. Sprawują one władzę poprzez: (a) kontrolę rdzeniowych oficjalnych instytucji systemu politycznego (władza wykonawcza, ustawodawcza, służby specjalne, sądownictwo, media itd.), (b) kontrolę nad najbardziej strategicznymi węzłami systemu ekonomicznego (proces prywatyzacji, a raczej przechwytyzacjimajątku narodowego), (c) kontrolę nad najważniejszymi grupami o charakterze przestępczym, a co za tym idzie (d) – władzę. Ponadto, struktury komunistyczne dokonują reprodukcji w sposób podobny do reprodukcji wirusów, poprzez: dziedziczenie, mianowanie (przyklepanie), kooptację (zblatowanie) i przez infekcję otoczenia swoimi metodami funkcjonowania.

Do sprawowania władzy przez struktury komunistyczne niezbędne są środowiska, pełniące z ich ramienia rolę zarządców, wykonawców i podwykonawców; „słupów” i buforów, które poświęcane są przez mocodawców w sytuacjach kryzysowych. „Partię Zewnętrzną” wobec Ubekistanu tworzą środowiska w znacznej mierze wywodzące się z koncesjonowanej „opozycji” (dokooptowywane w latach 1981-89), agentury, użytecznych idiotów. I tutaj mamy do czynienia z podziałem na segmenty funkcyjne: zarządców i instytucjonalnych bezpieczników systemu.

Do najważniejszych segmentów „Partii Zewnętrznej” i bezpieczników systemu należą: oficjalne partie polityczne, które tak jak SdRP, SLD, a potem SDPL wywodzą się albo bezpośrednio z PZPR czy tak jak PSL z ZSL, albo z opozycji, która (w swej ogromnej większości) za pierwszej komuny nie negowała fundamentów systemu komunistycznego; chodzi tu głównie o środowiska UW (której rdzeniem byli eurokomuniści tacy jak Michnik) i KLD, z których przy pomocy I Departamentu i WSI złożono Platformę Obywatelską. I tylko tym ugrupowaniom daje się legitymację do partycypacji w polityce; świetnie sprawę przedstawia Barbara Fedyszak-Radziejowska w artykule pod wiele mówiącym tytułem „Ile PRL w III RP?”, skądinąd pomijając zakulisowe działania ukrytych struktur

komunistycznych:Dominacja jednej partii była ułożona wertykalnie. Najważniejszym mechanizmem PRL było to, że tylko jedna partia zasługiwała na rządzenie. Reszta to były drobiazgi. Spójrzcie, państwo, na naszą dzisiejszą rzeczywistość. Zawsze, w każdych wyborach jest tylko jedna partia, która zasługuje na rządzenie. Ona może się nazywać Unia Wolności, Unia Demokratyczna, SLD, Platforma Obywatelska, ale układ wraca nie do horyzontalnego zrównania różnych partii politycznych, które są równowartościowe. Ten układ odtwarza tę PRL-owską wizję jednej, światłej, znakomitej partii, która jest najbardziej postępowa, najbardziej nowoczesna. Taka narracja i taki kontekst istniały w PRL i takie są dzisiaj. Tylko jedna partia ma legitymację z racji najbardziej nowoczesnej, najbardziej światłej, popieranej przez najlepszych ludzi, stworzonej przez najdoskonalsze umysły. Ponieważ demokracja potrzebuje istnienia innych partii, one się pojawiają, ale w układzie wertykalnym, a nie horyzontalnym.

Kolejnym bezpiecznikiem są instytucje, w których Ubekistan jest zagnieżdżony i przez które sprawuje kontrolę nad nadbudową,czyli sferą kulturowo-cywilizacyjną oraz metapolityczną, przez które Ubekistan prowadzą informacyjną wojnę z narodem, czyli proces sowietyzacji we współczesnych formach. Należy tu wymienić przede wszystkim koncerny medialne kierowane albo przez tajnych współpracowników bezpieki, albo wręcz przez oficerów i jawnych bolszewików; chodzi przede wszystkim o ITI i Agorę, ale także media publiczne kontrolowane albo przez poputczików, albo bezpośrednio przez czerwonych (pomijając krótkie okresy obecności prawicy). Następnie mamy kontrolowaną sferę nauk, zwłaszcza humanistycznych (politologia, socjologia, pedagogika, psychologia i historia), gdzie dominującą grupą są albo komuniści i tw bezpiek, i (albo) osoby akceptujące i wspierające ich hegemonię. Last but not least – beneficjentem procesów pieriestrojkowych i dalej neokomunizmu jest hierarchia Kościoła Rzymskokatolickiego, poważnie spustoszonego przez modernizm i Vaticanum Secundum, które – swoją drogą – mają niemałe wsparcie ze strony sowieciarzy, z całym dobrodziejstwem inwentarza. U nas efektem była i jest faktyczna akceptacja peerelu i penetracja przez bezpiekę.

Neokomunizm ma też ramię zbrojne, tarczę i miecz. Są to przede wszystkim służby specjalne: Służba Bezpieczeństwa (Departamenty: I, II, III, IV) zagnieździła się po 1989 r. w Urzędzie Ochrony Państwa (dalej: ABW i AW), bezpieka wojskowa (bezpośrednia ekspozytura Sowietów) zmieniła w zasadzie tylko nazwę, dokonując jednocześnie kooptacji kadr niezwiązanych wcześniej z reżimem komunistycznym. Fenomenem nadwiślańskiej odmiany neokomunizmu są prywatne policje – firmy ochroniarskie, które w dużej mierze kontrolowane są przez środowiska bezpieczniackie bądź ludzi pod nie „podwieszonych”.

W obrębie Ubekistanu i całości oligarchii neokomunistycznej można zauważyć pewną wewnętrzną hierarchię i podział stref wpływów: najwyżej stoją środowiska bezpieki wojskowej – bezpośredniej ekspozytury Sowietów na terenie sowieckiego imperium zewnętrznego, następnie: wywiad i kontrwywiad oraz policja polityczna. Wynikają z tego sprzeczności i konflikty pomiędzy poszczególnymi segmentami Ubekistanu, zwłaszcza pomiędzy bezpieką wojskową a cywilną oraz między wywiadem i kontrwywiadem a „trójką” (ewentualnie „czwórką”, z zabiedzonymi „weteranami” czytającymi „Fakty i Mity” powyciągane z dworcowych śmietników i klopów); walki wewnętrzne są cechą

charakterystyczną struktur komunistycznych, które są par excellance mafią u władzy (w zasadzie skrzyżowaniem mafii i sekty, ale mniejsza z tym). Konflikty te mają jednak znaczenie drugorzędne dla funkcjonowania systemu neokomunistycznego. Zarówno w komunizmie starego, jak i nowego typu liczy się realizacja strategii politycznej w ogólnych ramach funkcjonowania systemu, które sprowadzają się do zachowania władzy przez struktury komunistyczne. Ponadto, w strategicznych sprawach wszystkie środowiska Ubekistanu działają „jednofrontowo”, nawet pomimo jednoczesnych konfliktów wewnętrznych. Jest to bardzo dobrze widoczne zwłaszcza wtedy, gdy neokomunistyczna oligarchia staje w obliczu realnego czy wyimaginowanego wroga, na przykład w roku 1992, czy też 2005-obecnie.

Problemy polityczne, takie jak szeroko pojęta korupcja (układy lokalne, nepotyzm), społeczne takie jak powszechne ubóstwo, rozwarstwienie społeczne i dysproporcje pomiędzy poszczególnymi regionami Polski oczywiście są bardzo ważne, jednak są one w bardzo dużej mierze prostą konsekwencją neokomunizmu i stanowią jedno z jego kół zamachowych.

Kontrola strukturalna – idealny instrument władzy i sowietyzacji

Podstawowym mechanizmem funkcjonowania PRL-bis jest kontrola strukturalna – pośrednie, odcinkowe i ramowe oddziaływanie na sfery o znaczeniu strategicznym dla funkcjonowania systemu politycznego. W ten właśnie sposób Ubekistan sprawuje władzę. Neokomunizm/demobolszewizm, realizowany na drodze kontroli strukturalnej w połączeniu z formalną demokracją i realnym liberalizmem jest o wiele skuteczniejszą, a przez to groźniejszą, formą komunizmu niż „komunizm zjadliwy” sprzed pieriestrojki. Wymaga użycia mniejszej ilości zasobów kadrowych i mniej kosztownych – pod każdym względem – działań; wolny rynek i kapitalizm jest z reguły skuteczniejszy niż gospodarka etatystyczna, dlatego przeobrażone struktury komunistyczne podłączyły się na przełomie lat 80. i 90. XX w. do globalnego podziału pracy i nadal posługują się wolnym rynkiem (kapitalizmem nomenklaturowym).

By lepiej zilustrować sprawę, przytoczę obszerne fragmenty wpisu Potwora z Radia (Józefa Darskiego) pod tym właśnie tytułem: Kontrola strukturalna sprowadza się do nadzorowania punktów, osób i momentów kluczowych. Co się rozgrywa poza nimi bezpieki nie interesuje, ponieważ nie ma wpływu na procesy społeczne takie jak tworzenie partii politycznych, selekcję kandydatów w wyborach parlamentarnych i prezydenckich, wynik wyborów, nastawienie mediów, dobór osób awansujących na kluczowe stanowiska, sposób rozwiązywania kryzysów przez manipulację, akumulacja kapitału, tworzenie fortun biznesowych itp. Powstają więc ramy, w których niekontrolowana działalność jest możliwa, ale każda próba wykroczenia poza nie, np. lustracja, dekomunizacja, likwidacja przywilejów ekonomicznych bezpieki, ograniczenie choćby liberum corruptio nomenklatury, wybór prezydenta, który nie jest byłym oficerem lub TW SB/WSW/II Zarządu, powstanie rządu nie powiązanego z bezpieką, uzdrowienie systemu podatkowego, wymiaru sprawiedliwości, masowy awans ludzi nie związanych z bezpieką choćby rodzinnie, powstawanie dużych przedsiębiorstw poza środowiskiem

bezpieki i agentury (np. casus Kluski), wymknięcie się mediów lub nawet poszczególnych dziennikarzy, o ile nie piszą w tytułach niszowych, spod kontroli środowiska bezpieczniackiego, itp. to wszystko musi spowodować natychmiastową ripostę i zniszczenie elementu obcego.

(…) [R]uch gayowski czy feministyczny mogą się rozwijać bez przeszkód, związki zawodowe mogą działać, gazety formalnie korzystają z wolności zakreślonej różnicą między “Wybiórczą” i “Polityką”, gospodarka się rozwija, wybory się odbywają, a nawet udaje się osiągnąć sytuację, w której znaczna część kandydatów wszystkich partii ma związki z bezpieką lub jest już dokooptowana do systemu bądź przezeń zneutralizowana czy też dla kariery udaje głuchych i ślepych. Każdy wybór jest więc dobry. Taki stan idealny mieliśmy na początku III RP, później było gorzej ale ostatecznie nigdy nie nastąpiła katastrofa. Wszyscy pamiętamy wybór między Tymińskim a TW “Bolkiem”, a później między TW “Alkiem” i TW “Bolkiem”, którym entuzjazmowało się bezmyślne społeczeństwo a bezpieka skręcała się ze śmiechu, bo wiedziała, że w każdym wypadku wygra, choć drugorzędne aspekty oczywiście tych kandydatów różniły, jak Ungier (oficer) różnił się od Wachowskiego (według “Drogi cienia” agenciaka i sutenera). Nie były to jednak cechy zmieniające system a tylko jego koloryt. I o to właśnie chodzi.

(…) A kto ma władzę w Ubekistanie? Środowisko dawnych służb, które dokonało transformacji ustrojowej i właśnie przekazuje swoją pozycję w społeczeństwie dzieciom i wnukom. Jakie ustaliło ono zasady funkcjonowania państwa i społeczeństwa. Najważniejszy jak zawsze jest czynnik ludzki. Badając obecne elity, ludzi zajmujących wysoką pozycję w społeczeństwie i państwie miałem wrażenie, że warunkiem awansu była współpraca z komunistycznymi służbami. Oczywiście żaden centralny ośrodek z katalogiem nie istnieje, ale środowisko to potrafi w jakiś sposób się rozpoznawać. Generalnie nikt uczciwy i z charakterem nie mógł zająć żadnego ważnego stanowiska czy uzyskać istotnej pozycji w III RP, lecz był marginalizowany. Jeśli jakimś cudem ktoś przez nieuwagę się przebił natychmiast był rozpoznawany i albo kooptowany albo eliminowany. Tu nie trzeba żadnej kontroli jakiegoś ośrodka, po prostu agentura awansuje tylko agenturę, jej rodziny i ludzi gotowych stać na straży jej interesów. To właśnie taki dobór ludzi w Trybunale Konstytucyjnym, wymiarze sprawiedliwości, parlamencie, biznesie, a zwłaszcza w mediach gwarantuje, iż bez żadnej instrukcji będą podejmowane decyzje właściwe z punktu widzenia trwałości systemu. (…) Jeśli znaczna część Trybunału Konstytucyjnego jest związana bezpośrednio lub rodzinnie z bezpieką, to wiadomo, że utrupi lustrację. Podobnie postąpi parlament czy sąd lustracyjny (…).

Podobnie w mediach; jeśli czołowi decydenci i dziennikarze powiązani są sami lub rodzinnie z bezpieką jako część dawnej agentury lub aktualną wspólnotą interesów finansowych, będą właściwie interpretowali wydarzenia polityczne, zapraszali odpowiednich gości, atakowali i zwalczali przeciwników sytemu, bronili interesów Rosji – ich matki, niszczyli Polskie tradycje narodowe, wyśmiewali wszystko co składa się na tożsamość narodową Polaków itp. Co więcej, do zawodu zostaną dopuszczeni i awansowani będą tylko ludzie, którzy po dłuższym treningu i sprawdzianie posłuszeństwa będą się zachowywać w identyczny sposób. Do niedawna taką szkołą łamania charakterów była “Wybiórcza”; kto zdał egzamin i odpowiednio się zeszmacił,

wprawdzie do Towarzystwa był dopuszczany rzadko z powodu braku dziadków w Kominternie, ale dostawał pracę w innych mediach, kto egzaminu z pełzania nie zdał, był eliminowany. W nauce, na uniwersytetach, zwolennicy lustracji nie obronią doktoratów (…), nie znajdą promotorów (…), nie zostaną na uczelni.

W polityce ludzie niebezpieczni dla systemu zostaną szybko wyeliminowani (…). To samo w rządzie; pozostaną tylko sprawdzeni jak słynni ministrowie spraw zagranicznych (TW “Kosk”, KO/ID “Must”, KO/ID “Carex", KO/ID “Buyer”, syn oficera Informacji Wojskowej i TW “Ralf”/“Serb”). W biznesie, zwłaszcza tym większym, ludzie nie mający prawa do działalności (Kluska), ale także w średnim (przypominam casus Olewnika – jak sprawnie przy pomocy wymiaru sprawiedliwości wyrok wykonano), będą wyeliminowani. Mafia – biznes – banki (…) – policja – prokuratura – sądy – władze samorządowe i polityczne razem przeprowadzą akcję, którą media przemilczą a politycy (…) będą udawali głuchych i ślepych. I nie trzeba tu żadnych centralnych decyzji. Po prostu mamy zamknięte środowisko broniące swego interesu i przywilejów, a politycy stoją na straży by nikt spoza niego do środka nie przeniknął. (…)Za pewne można jednak przyjąć, że istnieje swego rodzaju nieformalne „kolektywne kierownictwo” Ubekistanu – pewien poziom komunikacyjny i koordynacyjny, z którego orkiestruje się najważniejsze jego działania polityczne.

W wyżej wymienione działania wpisane są zasadniczo dwa cele: oczywiście władza, ale także inżynieria społeczna. Celem i jednocześnie środkiem komunizmu – w każdej mutacji, także post-pieriestrojkowego neobolszewizmu – jest stworzenie człowieka nowego typu. Człowieka, który byłby śrubką w maszynie,który pełnić ma dwie role: rezerwuaru niewolników i rezerwuaru kadr dla struktur władzy. Sowietyzacja (czyli tworzenie nowego człowieka) i totalitarna (choć w naszym przypadku nie o totalnym zasięgu) władza stanowią istotę komunizmu; sowietyzacja stanowi główny mechanizm władzy – w komunizmie każdej mutacji. W Polsce sowietyzacja jest procesem prowadzonym nieprzerwanie od 1944 roku do teraz. Przełom lat 80. i 90. był jedynie zmianą metod i technik, będącą prostą pochodną transformacji instytucjonalnej komunistycznych struktur władzy. Jakie są czynniki hodowli nowego człowiekaw neopeerelu?

Pierwszym jest zwycięstwo pieriestrojkowej (okrągłostołowej) i popieriestrojkowej manipulacji i dezinformacji – głównego oręża w długofalowej, komunistycznej strategii kontynuacji władzy. Udało się skutecznie – na drodze manipulacji prowadzonej przez kompleks media-środowiska naukowe-część hierarchii kościelnej – wpoić powszechne przekonanie, że „Polska w roku 1989 odzyskała niepodległość”, że jest państwem niepodległym, wolnym i demokratycznym, aczkolwiek dalekim od pewnego ideału, do którego cały czas dąży. Poza małymi wyjątkami wszyscy, którzy byli i są obiektem tej narracji dezinformacyjnej, przyjęli ją jako fakt. Niestety, także znaczna część patriotów, antykomunistów i niepodległościowców.

Jednocześnie, na przestrzeni ostatnich 21 lat dokonano relatywizacji komunizmu: pierwszy Peerel przedstawiony był jako pewna (niedoskonała) forma państwowości

polskiej, nie forma okupacji przez międzynarodowe struktury z centralą w ZSRS, o charakterze przestępczym. Władców peerelu, struktury komunistyczne przedstawiono – co za tym idzie – jako normalnych polityków, nieraz patriotów i bohaterów narodowych. Którzy mogli popełniać błędy i wypaczenia, ale nie wolno ich za to sądzić, nie mówiąc o stosowaniu jakichkolwiek represji prawnokarnych. Trzeba „po chrześcijańsku” wybaczyć i „pojednać się”, tak jak Bolek i Michnik z Jaruzelem i Kiszczakiem. Z drugiej strony, struktury neokomunistyczne pośrednio przyznają się do własnego istnienia przede wszystkim, a w dalszej perspektywie do prowadzenia polityki wewnętrznej okupacji i zewnętrznej wasalizacji Polski, prowadząc narrację, której głównym komunikatem jest tak trzeba było, inaczej być nie mogło, tak musi być, norma itp. Trzeba też tutaj wskazać na bardzo ważną cechę komunizmu (w każdej mutacji) i jednocześnie element jego strategii politycznej, o której pisał Józef Mackiewicz w „Zwycięstwie prowokacji”: (…) odebranie ludzkim słowom ich pierwotnego znaczenia. Fenomen ten występuje pod rozmaitą postacią. Czasem chodzi tylko o zamącenie znaczenia słowa, czasem o nadanie mu wręcz odwrotnego sensu. To zdegradowanie mowy ludzkiej, a tym samym głównego instrumentu kultury ludzkiej, do rzeczy bez wartości (…).W neokomunistycznopostmodernistycznej kontr-rzeczywistości sens straciły w zasadzie wszystkie pojęcia konstytutywne zarówno dla wspólnoty społecznej czy narodowej, jak i dla pojedynczych ludzi z osobna; stały się one w zasadzie pustymi formami.

Kolejnym czynnikiem jest przenikający praktycznie wszystkie sfery życia – zarówno jednostki jak i społeczeństwa – oświeceniowy realny liberalizm, obecnie w mutacji zwanej neoliberalizmem. Kluczowa jest tu antropologia liberalizmu: to człowiek ze swoimi zachciankami i popędami, często tymi najbardziej prymitywnymi, jest w centrum wszechświata. Głosi odrzucenie tradycyjnych zasad, wartości i struktur społecznych, charakterystycznych dla danej kultury, na czele z religią. Głosi się kult samorealizacji, kariery, sukcesu za wszelką cenę– nawet po (nie tylko) przysłowiowych trupach i za cenę pozbawienia się podmiotowości oraz za cenę podporządkowania się strukturom totalitarnym. Kto się nie dostosuje, ten jest niedostosowanym społecznie frajerem, predestynowanym do bytowania gdzieś na marginesie społeczeństwa. Bolszewizm/komunizm i liberalizm wyrastają z tych samych korzeni: oświecenia z ukoronowaniem w postaci rewolucji francuskiej i jako takie działają jak dwa ostrza jednych nożyc, o czym pisałem zresztą w pierwszej części cyklu. Nożyce działają tym sprawniej, im większe jest strukturalne ubóstwo i rozwarstwienie społeczne: z jednej strony głodowe pensje, ledwie starczające na przetrwanie, faktyczna proletaryzacja (celowa i instytucjonalna) i wywłaszczanie znacznej części społeczeństwa, z drugiej strony pokusy podsuwane przez symulakryczny pseudo-świat z reklam, którego rdzeniem są korporacje, banki itp. Nb.w wielu przypadkach opanowane przez Ubekistan. Dodać należy, że kapitalizm zachodni od mniej więcej 30 lat upodabnia się do komunizmu. Ale to już temat na zupełnie inne rozważania.

Sprzężenie pomiędzy hegemonią neokomunistycznej oligarchii (politycznej, kulturowej, ekonomicznej) a sterowaniem społecznym, posługującym się metodami demoliberalnymi, tworzące PRL-bis nie pozostaje bez wpływu na społeczeństwo. Tym bardziej, iż człowiek przeważnie, niejako z natury przejawia zachowania stadne i konformistyczne. Człowiek stara się raczej naśladować środowiska, uznawane za elitę – i w przypadku PRL-bis będące zabójczo skutecznymi w prowadzeniu wojny informacyjnej – aniżeli walczyć o

wolność, suwerenność, podmiotowość, demokrację. Skoro „rodzima” czerwona mafia i Rosja Sowiecka są silniejsze – trzeba się im podporządkować (co jednocześnie nie przeszkadza np. w chodzeniu do kościoła, a nawet odprawianiu Mszy Św.). Fenomenem neokomunizmu jest to, że człowiek w nim żyjący dokonuje internalizacji totalitarnej niewoli, myśląc, że postępuje suwerennie.

Konkretne efekty sowietyzacji prowadzonej przez ponad 40 lat komunizmu oficjalnego i 21 lat komunizmu ukrytego to: masy ludzi, głosujące na SLD, Platformę, Kwaśniewskiego i Komorowskiego, za bohaterów uznające Jaruzela, Michnika i Kiszczaka (swego rodzaju trójcę nie-świętą PRL-bis), za cnotę uznające zdradę i pełzanie, za „realizację interesu narodowego” – podporządkowywanie Polski Rosji Sowieckiej. Efektem sowietyzacji jest Palikot, Senyszyn, Kutz. Czy wreszcie nadwiślańska wersja neobolszewickiej swołoczy – godna czerwonych Khmerów i hunwejbinów hołota profanująca krzyż i fizycznie atakująca modlących się pod nim. Ale tym już – między innymi – zajmiemy się w kolejnych częściach.

C.d.n.

Smoleńsk – tło długofalowej strategii

Cz. 1:http://jaszczur09.blogspot.com/2010/09/smolensk-to-dugofalowej-strategii-cz-1.html

Cz. 2:http://jaszczur09.blogspot.com/2010/09/smolensk-to-dugofalowej-strategii-cz-2.html

Źródła:

1. Anatolij Golicyn, Nowe kłamstwa w miejsce starych. Komunistyczna strategia podstępu i 2. 3. 4.
dezinformacji.Wyd. SKW, 2007, http://www.abcnet.com.pl/node/6511 Krzysztof Kąkolewski, Generałowie giną w czasie pokoju,wyd. von Borowietzky, t. 1 – 3. Dariusz Rohnka, Wielkie Arrangement,Wydawnictwo Podziemne, Poznań 2007 Esse Quam Videri, cykl postów pod artykułem Sławomira Cenckiewicza Służba bezpieczeństwa okrągłego stołuna Forum Solidarności Walczącej, http://swkatowice.mojeforum.net/tematvt3991.html Raport o bezpieczeństwie RP dla Premiera Jana Olszewskiego, http://www.abcnet.com.pl/node/3144 Anna Pawełczyńska, Moja spiskowa teoria dziejów,http://www.abcnet.com.pl/node/3049 (fragment książki „Głowy hydry”) Olgierd Żmudzki, Kulisy III RP,http://www.abcnet.com.pl/node/449

5. 6. 7.

8. A. Zybertowicz, AntyRozwojowe grupy interesów: zarys analizy,[w:] Arcana 1 (73) 2007 9. Klaudiusz Wesołek, Zrozumieć postkomunizm, http://www.abcnet.com.pl/node/967 10. Gabriel Grzesik, Czym naprawdę jest postkomunizm początku XXI wieku?
http://www.abcnet.com.pl/node/968

11. Michał Bąkowski, Co to jest komunizm, czyli dalszy ciąg przybijania kisielu do ściany,
http://wydawnictwopodziemne.com/2009/10/26/201/ (fragm. książki „Votum separatum”)

12. Józef Darski, Czy istnieje państwo polskie?http://www.abcnet.com.pl/node/899 13. J. Darski, Antykomunizm dziś, http://generacja.s4w.pl/darski.info/?darski=ogolne&go=antyk 14. J. Darski, Szesnaście lat Ubekistanu,[w:] Arcana 66 (6) 2005 15. J. Darski, Koalicja,http://www.abcnet.com.pl/node/992 16. Potwór z Radia (Józef Darski), Kontrola strukturalna,http://niezalezna.pl/blog/show/id/433 17. Aleksander Ścios, Antykomunizm – broń utracona.Cz. 1,
http://cogito.salon24.pl/123826,antykomunizm-bron-utracona-1 ; Cz. 2, http://cogito.salon24.pl/124779,antykomunizm-bron-utracona-2 ; Cz. 3, http://cogito.salon24.pl/125591,antykomunizm-bron-utracona-3 18. Rolex, Antykomunizm dzisiaj,http://polis2008.nazwa.pl/index.php? option=com_content&view=article&id=398:antykomunizm-dzisiaj&catid=143:dzielnicapublicystow&Itemid=198 19. Unukalhai, Niełatwa sztuka obalania komunizmu,http://polis2008.nazwa.pl/index.php? option=com_content&view=article&id=367:nieatwa-sztuka-obalaniakomunizmu&catid=123:dzielnica-publicystow&Itemid=182 20. Barbara Fedyszak-Radziejowska, Ile PRL w III RP?,http://niezalezna.pl/article/show/id/23093/ 21. Wojciech Blasiak, Sieć polskiej oligarchii polityczno-finansowej, http://niepoprawni.pl/blog/132/mane-tekel-fares-2

Odsłon: 785 | Tagi: prl bis, neobolszewizm, neokomunizm, komunizm, anatolij golicyn, katyń 2, smoleńsk

Dodaj do:Do obserwowanych skomentuj nadużycie

Do lubczasopisma Komentarze do notki6 |Zgłoś

Autor
My to wszystko wiemy. Trzeba iść z tym do Polaków, gdzie się da.

Pozdrawiam.

KAPSWAN 15 | 31.10.2010 16:56 1237

link

nadużycie

odpowiedz

@autor
Bardzo trafnie opisuje Pan naszą rzeczywistość. Podoba mi się to zdanie: "Fenomenem neokomunizmu jest to, że człowiek w nim żyjący dokonuje internalizacji totalitarnej niewoli, myśląc, że postępuje suwerennie." Znam mnóstwo takich ludzi. Wykształceni, uważający się za myślącą elitę a łykający gładko i cytujący wciąż papkę z TVN i GW. A kto ma inne zdanie to moherowy idiota. Bardzo cenię Pańską rzetelność przejawiającą się w podawaniu źródeł. Czekam na cd. Pozdrawiam.

DRAPEK 11 | 31.10.2010 16:59 107

link

nadużycie

odpowiedz

autor
Werbalizuje Pan to o czym juz wczesniej wiedzialem. Dziekuje Panu za to, palce lizac.

DOHC 91 | 31.10.2010 17:08 1440

link

nadużycie

odpowiedz

@ kapswan, DOHC, drapek
Dziękuję Wam za komentarze, oczywiście też uważam, że taką wiedzę trzeba rozpowszechniać. Także i poza blogosferą - na przystanku autobusowym, w pracy, przy wódce... @drapek - dokładnie. Oni uważają się za elitę, będąc - nawet w hierarchii UBekistanu nawet nie jelitami, a odbytem. Uznają się za wykształconych, a jedyne, w czym są dobrzy to ich wąska specjalizacja zawodowa. Wiedza o mechanizmach polityki - zerowa i żywcem zerżnięta z TVN albo wyborczej. Tyle intelektuariat, najgorsze, że bardzo wielu tzw. "zwykłych ludzi" ten mechanizm powtarza.

JASZCZUR. 22 | 31.10.2010 17:21 973

link

nadużycie

odpowiedz

@ Jaszczur
Solidny, analityczny, świetny tekst. "odebranie ludzkim słowom ich pierwotnego znaczenia. Fenomen ten występuje pod rozmaitą postacią. Czasem chodzi tylko o zamącenie znaczenia słowa, czasem o

nadanie mu wręcz odwrotnego sensu. To zdegradowanie mowy ludzkiej, a tym samym głównego instrumentu kultury ludzkiej, do rzeczy bez wartości (…).W neokomunistyczno-postmodernistycznej kontr-rzeczywistości sens straciły w zasadzie wszystkie pojęcia konstytutywne zarówno dla wspólnoty społecznej czy narodowej, jak i dla pojedynczych ludzi z osobna; stały się one w zasadzie pustymi formami." Dla psychopatów to normalne. Oni nie posługują się słowami w celu komunikacji, chyba, że najprostszej. Komuniści to prawie w stu procentach psychopaci. Polecam jeszcze: http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/66337,psychopatyczne-zaburzenie-osobowosci a zwłaszcza to: http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/66327,ponerologia-naukowa to, jeżeli byś chciał zająć się korzeniami problemu. Wiadomo, jacy są komuniści, ale dlaczego tacy są? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć ponerologia. Nie uważam czerwonych za inteligentnych. W gruncie rzeczy, to potworne tępaki. Swoją siłę czerpią z bezwzględności i totalnego braku zasad. Przydałby się drugi gen. Patton, a najlepiej trzech ;) pozdrawiam

@Logan McRae
Dzięki. Myślę, że zaburzenia osobowości są tu ważnym czynnikiem, ale nie jedynym. Przy czym zaznaczam, że ani na psychologii, ani na psychiatrii, ani tym bardziej na ponerologii się nie znam (choć czytałem dostępne w sieci fragmenty reklamowanej przez Ciebie książki). Pytanie - czy zwykła, atawistyczna żądza władzy i kontroli, która jest podstawą komunizmu (już od Marksa i Engelsa!) nad wszystkim to objaw choroby psychicznej (w sensie stricte klinicznym)? Cóż, szkoda, że na salonie nie ma już Venissy ani Traube'go zawodowych terapeutów i psychiatrów.

Tak czy siak, komunizm wyrósł na żyznym dla siebie podglebiu: Zachodzie, który przeżarło oświecenie, bardzo słabej Rosji, wreszcie krajach pozaeropejskich, których myśl polityczna (ale przede wszystkim filozoficzna, metapolityczna) jest w głównej mierze przekształconą myślą europejską, i to zwłaszcza oświeceniową. Dodatkowym tutaj czynnikiem jest... rozwój techniki. Czy to Marks, czy to wcześniej jakobini nie mieli jednak takich zabawek jak Topol-M, Szatan czy coraz to nowe rozwojówki "Awtomata Kałasznikowa"... Komuniści intelektem nie grzeszą; co najwyżej ętelektem. Mają jednak toporną jak konstrukcja kałacha metodę zdobycia, utrzymania i sprawowania władzy. Do tego sprowadza się teoria komunizmu; rojenia o równości, raju na ziemi itp. to po prostu opakowanie. Że przydałoby się kilku generałów Pattonów - pełna zgoda. Poza tym jeszcze kilku gen. MacArthur'ów i LeMay'ów. :) Sęk jednak w tym, że zdegenerowane resztki Cywilizacji Białego Człowieka nie są w stanie takich ludzi wydać. P.S. Jeżeli interesuje Cię temat, zajrzyj do mnie na blogspot, pod ten sam wpis: http://jaszczur09.blogspot.com/2010/10/smolensk-to-dugofalowej-strategii-cz3.html#comments Pozdrawiam również.

JASZCZUR. 22 | 10.11.2010 18:24 973

link

nadużycie

odpowiedz

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful